<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=6" accessDate="2026-09-27T07:26:01+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>6</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="10729" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10707">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6873193e859b3ad78e9468d58db38632.pdf</src>
        <authentication>6567cd48c324d6f0f025c53e70ed6001</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127899">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2300</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127900">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2134</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127902">
                <text>Bronisław Surowiak / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127903">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.4, s.61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127904">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127905">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127906">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127907">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127908">
                <text>Aleksander J a c k o w s k i

BRONISŁAW S U R O W I A K
Urodził się 2 0 października 1936 roku w Gdyni. Był czwartym

Pracuje od wielu już lat jako technik przy reprodukowaniu

dzieckiem w rodzinie. Ojciec pracował jako robotnik, pił, a matka

planów architektonicznych w jednym z warszawskich przed­

nie zawsze mogła zarobić na najpilniejsze potrzeby. Leżał więc

siębiorstw budowlanych. Lubi swoją pracę, kolegów, s a m też jest

całymi dniami w łóżku, słaby, „nieudany". Bawił się palcami,

przez nich lubiany, zaakceptowali go, ujęła ich jego życzliwość

przybierał je papierkami i gałgankami. J e d e n palec przedstawiał

i uczynność, brak wszelkiej zawiści, lojalność w o b e c każdego,

Matkę Boską, inne aniołów. Układał modlitwy ze słów, które nie

poczucie sprawiedliwości i umiejętność wybaczania.

istniały. Szybko je zapominał. Dzieci się z nim nie bawiły, samotny

Ważną rolę w życiu Surowiaka odgrywa pełna kwiatów dział­

chodził po ulicach. Zbierał pudełka zapałek, budował z nich

ka, na której postawił domek, suto zdobiony rzeźbami i ornamen­

miasta. Marzył o nieznanym świecie, o niebie, gdzie jest sprawie­

tami. „Każdy pragnie mieć swój mały świat - napisał - ja go

dliwość. „Kiedy chciałem być sobą, mówił, uciekałem od ludzi,

odnalazłem na działce. Światło dało roślinom życie, ja im daję

budowałem w polnym rowie ołtarz z gałązek, kamieni i przy nim

wolność, one mnie piękno i o w o c e . "

się modliłem. Modlitwa była wołaniem do otaczającego mnie

M o ż e i pod w p ł y w e m uroku swojej działki Surowiak odchodzi

krajobrazu." Szkołę podstawową ukończył z trudem, nie umiał się

w

koncentrować, każdy postrzeżony fakt uruchamiał jego wyobraź­

symboliczne sceny - jak zawsze - z dużą sprawnością. S a m

nię, już wtedy - malarską. „ W klasie czytano Odprawę

postów

wypracował i doprowadził do mistrzostwa właściwe sobie środki

a ja traciłem g ł o w ę , bo wciąż chodziły po niej myśli c o

wypowiedzi. Szczególnie interesujące są rysunki tuszem. W osta­

greckich

ostatnich latach od „czarnej" tematyki.

Rysuje i maluje

rysować. Nie tylko język polski dawał mi tematy, ale i chemia,

tnim okresie powstały widoki

matematyka, nie mówiąc już o historii." Kiedy miał 12 lat ulubioną

czytelnym nawiązaniem do architektury Grobu Nieznanego Żoł­

jego zabawą było kreślenie planów wyimaginowanych miast na

nierza, kościoła św. Anny czy Zamku, w y c z u w a się odwołanie do

czystej stronie zerwanych z murów plakatów. „ M o j e życie było

historii, do emocjonalnego klimatu, które mają te miejsca dla

Warszawy, ale w

nich poza

trudne, przyjaciół nie miałem. Rozmawiałem z niebem, słońcem

Polaków. „Każde pokolenie - pisze w komentarzu do jednego

i roślinami, one były dla mnie człowiekiem. A kiedy bliżej

z obrazów -

poznałem człowieka i jego charakter, to w tej czułości odnalazłem

zostawi człowiek naszego pokolenia?"

pozostawia po sobie ślad s w e g o istnienia. C o

siebie, wtedy powstała potrzeba rysowania życia. Rysowałem
miasto pełne rajskich ogrodów. Ale człowiek w nim był smutny
i nieszczęśliwy." Marzył o tym, żeby zostać architektem, ale
oddano go do piekarza. Za pierwsze zarobione pieniądze kupił
blok rysunkowy, ołówki, kredki. Chciał zapisać się na kurs
kreślarski. Ale ojciec nie chciał się zgodzić, zniszczył mu skrypty,
połamał ołówki. Konflikt narastał, chłopiec miał swoje marzenia,
ambicje, których w domu nie mógł zrealizować. Wyjechał do
Warszawy, wrażliwy, bezbronny, bez grosza, tylko z książkami
Orzeszkowej i swoimi planami miast. Unikał ludzi, bał się ich,
sypiał na ławkach w parku, za sprzedane puste butelki kupował
chleb i kawę mleczną. Wszedł w środowisko włóczęgów, tam
przyjęto go pierwszy raz w życiu serdecznie. Ale raził go brud,
szybko więc odszedł

i pracował

przy czym się dało.

Miał

szczęście, spotkał znacznie od siebie starszego człowieka, kalekę,
który go przygarnął, znalazł zajęcie na budowie.

Po pracy

Surowiak pomagał mu w domu, uprawiał działkę s w e g o dob­
roczyńcy - i rysował do późnej nocy. Na wielkich arkuszach
wymalował kredkami s w o j e „muzeum wyobraźni", amfiladę sal
obwieszonych obrazami. Podobne obrazy rzeczywiście później
namalował. Przedstawiały ludzi starych, brzydkich, ułomnych. Ta
tematyka fascynowała go, a przy tym wyrażała przepełniające go
myśli o życiu.
Wstrząsem była dla niego w o j n a , agresywność ludzi, okrucień­
stwo, niesprawiedliwość, której zdążył sam doświadczyć. „ W i ­
działem jak człowiek staje się ofiarą innych ludzi i sam jako ofiara
szukałem prawdy życia (...) Moje malarstwo pełne jest smutku,
krzyku ludzi skrzywdzonych, wyczerpanych życiem i wojnami
(...) Nienawidzę niesprawiedliwości, poniżenia innych, boli mnie
ciało na widok kalectwa ludzkiego (...) Jestem odmienny od
wszystkich (...) nie potrafię żyć jak inni ludzie, przywykłem już do
życia cierpiącego i pełnego refleksji. Muszę jednak powiedzieć
prawdę, że nie potrafiłbym żyć w

dobrobycie, w

szczęściu

i spokoju. Nienawidzę s w o i c h cierpień, mojego bólu a jednocześ­
nie kocham je."
Zdaje sobie sprawę ze s w e g o skazania na samotność, ale nie
widzi wyboru. Myślał o ożenku, ale szybko zdał sobie sprawę, że
nie miałby wtedy czasu na rysowanie, malowanie, kucie w kamie­
niu i wyplatanie grubych, kudłatych gobelinów.

61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10728" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10706">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/77a9365e579953279af0de8fbf5385f0.pdf</src>
        <authentication>f98af3279efd2a293f177e19bc601542</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127890">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2302</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127891">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127892">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2135</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127893">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127894">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127895">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127896">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127897">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127898">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

kontekst;^
ANTROPOLOGIA

KULTURY •

ETNOGRAFIA •

SZTUKA

POLSKA AKADEMIA NAUK • INSTYTUT SZTUKI • ROK XLV • 1991 • NR 1 (212)

�CONTENTS
Katarzyna Kaniowska
Monika Sznajderman
Zbigniew Benedyktowicz
Ludwik Stomma
Zbigniew Benedyktowicz
Aleksander Jackowski
Jacek Olędzki
Barbara Magierowa,
Antoni Kroh
Lucjan Grajny
Aleksander Jackowski

Surrealism and Etnography
On Etnographical Surrealism
James Clifford, The Predicament of Culture
. . . .
Charm of one's Mistake
A Spectre of the Centre of Universum. A Contribution to the
Anthropology of Modern Time
Marginal notes
Gestures of Hope
The Private Lexicon of Contemporary Polish (An introduction and samples of entries)
An Exhibition of Żywiec Folk Sculpture Made of Stone
Antoni Toborowicz

Summary of Articles

3
7
10
11
16
33
35
47
54
57
64

REDAKCJA: Zbigniew Benedyktowicz (z-ca redaktora naczelnego), Aleksander Jackowski
(redaktor naczelny), Ewa Korulska, Anna Kunczyńska-lracka, Sławomir Sikora (sekretarz
redakcji), Ludwik Stomma oraz Zofia Bisiak i Jan Świderski
TŁUMACZENIA: Andrzej Guc, Piotr Paszkiewicz
REDAKTOR TECHNICZNY: Krzysztof Nalewajko
STALE WSPÓŁPRACUJĄ: Jerzy Bartmiński, Ewa Fryś-Pietraszkowa, Antoni Kroh, Jacek
Olędzki, Czesław Robotycki, Roch Sulima

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10725" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10703">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4042dc4753038c4ffb2847e57f7892a7.pdf</src>
        <authentication>998f29249250323afadbe4b6b457606c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127862">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127863">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127864">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3089</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127865">
                <text>Problemy współczesnej kultury łemkowskiej na przykładzie Muzeum w Zyndranowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127866">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.131-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127867">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127868">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127869">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127870">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127871">
                <text>I I . 1. K r z y ż z k o p u ł y spalonej c e r k w i , obecnie M u z e u m Regio­
nalnej k u l t u r y łemkowAkiej w Zyndranowej

Antoni Kroh

PROBLEMY WSPÓŁCZESNEJ KULTURY ŁEMKOWSKIEJ
NA PRZYKŁADZIE MUZEUM W ZYNDRANOWEJ

Jest to m u z e u m ogromnie i n t e r e s u j ą c e , w p e w n y m sensie
nawet u n i k a l n e . N i e z p o w o d u z a s o b n o ś c i , g d y ż m u z e u m w Z y n ­
dranowej jost p l a c ó w k ą s k r o m n ą . A l e co j ą w y r ó ż n i a s p o ś r ó d
wielu i n n y c h m u z e ó w w Polsce, r ó w n i e ż t y c h s ł a w n y c h , dyspo­
n u j ą c y c h w i e l o m i l i o n o w y m i funduszami, zwiedzanych przez
d z i e s i ą t k i i setki t y s i ę c y t u r y s t ó w rocznie — t o rola, j a k ą p e ł n i ,
zakres .społecznych potrzeb, k t ó r e stara się z a s p o k a j a ć . Jest to
bo\v\em m u z e u m ogromnie potrzebne. Ł e m k o m i P o l a k o m . N i e
b y w a t u t a j t u r y s t y c z n a ..stonka", w o ż o n a a u t o k a r a m i — lecz
ludzie, k t ó r z y s z u k a j ą p r a w d y o dawnej i w s p ó ł c z e s n e j Ł e m k o w s z c z y ź n i e , bo t a prawda, jest i m potrzebna, a nie bardzo
m a j ą jak i k t ó r ę d y do niej d o t r z e ć .
Muzeum jest skromno, g d y ż u t r z y m y w a n o jost c a ł k o w i c i e
s p o ł e c z n i e , bez j a k i e j k o l w i e k pomocy z z e w n ą t r z — ani finanso­
w e j , ani organizacyjnej. G d y u ś w i a d o m i m y sobie ten f a k t , a jed­
n o c z e ś n i e p r z y j r z y m y się efektom p r a c y m u z e u m , zrozumiemy,
j a k bardzo godni szacunku są ludzie, k t ó r z y p o w o ł a l i do ż y c i a t ę
p l a c ó w k ę i d ź w i g a j ą c i ę ż a r jej u t r z y m a n i a .
W y d a j e się, że p r z y k ł a d m u z e u m w Z y n d r a n o w e j m o ż e b y ć
i n t e r e s u j ą c y nic t y l k o dla m i ł o ś n i k ó w Ł e m k o w s z c z y z n y , ale
w ogóle dla socjologów k u l t u r y , e t n o g r a f ó w , h i s t o r y k ó w ; szczegól­
nie z a ś dla a n i m a t o r ó w r u c h u regionalnego i k u l t u r y ludowej

z całej P o l s k i . Z w ł a s z c z a c i o s t a t n i m o g ą s i ę t u t a j wiele n a u c z y ć .
W i e ś Z y n d r a n o w a leży na Środkowo-Wschodniej Ł e m k o w s z c z y ź n i e , na p o ł u d n i e od K r o s n a , p r z y samej granicy czechosło­
wackiej, o k i l k a k i l o m e t r ó w od p r z e ł ę c z y D u k i e l s k i e j . Wiedzie
t ę d y w a ż n e p r z e j ś c i e przez K a r p a t y , ongiś jeden z n a j r u c h l i w szych s z l a k ó w h a n d l o w y c h dawnej Rzeczypospolitej. W D u k l i
o d b y w a ł y się s ł y n n e j a r m a r k i , na k t ó r e zjeżdżali t a k ż e R u s i n i
z g ó r n y c h W ę g i e r , czyli ze wschodniej S ł o w a c j i , czyli z P r i a szewszczyzny, zwanej t a k o d m i a s t a Preszowa (Preaov), obecnie
ważnego centrum kulturalnego U k r a i ń c ó w czechosłowackich.
Okolice p r z e ł ę c z y D u k i e l s k i e j to region, gdzie k o n t a k t y m i ę d z y
Rusinami z północy i południowych stoków K a r p a t były od
stuleci bardzo ścisłe i w i e l o p ł a s z c z y z n o w e , w y w i e r a j ą c p r z o m o ż n y
w p ł y w na k u l t u r ę l u d o w ą a w szczególności na s a m o ś w i a d o m o ś ć
e t n i c z n ą . Poczucie, że tereny po obu stronach g ó r s t a n o w i ą
j e d n ą całość a ich m i e s z k a ń c y s ą p o b r a t y m c a m i , b y ł o i jest
w c i ą ż ż y w e . S p r z y j a ł a t e m u r ó w n i e ż o k o l i c z n o ś ć , że l u d n o ś ć
r u s k ą otaczały narody o odmiennym języku, religii, kulturze —
Polacy, S ł o w a c y , W ę g r z y , Ż y d z i .
Podczas pierwszej i drugiej w o j n y ś w i a t o w e j w i e l o k r o t n i e
p r z e t a c z a ł się t ę d y f r o n t . P r z e ł ę c z D u k i e l s k a s t a n o w i ł a k l u c z o w y
p u n k t strategiczny. T o c z y ł y się o n i ą straszliwe zmagania,

131

I

�I I . 2. Teodor Gocz,

1984

I I . 3. , . K ą c i k b r a t e r s t w a ' ' nu terenie M u z e u m w Z y n d r a n o u e j

I

w k t ó r y c h s t r a c i ł y życie setki t y s i ę c y ż o ł n i e r z y r ó ż n y c h a r m i i ,
a

t a k ż e wielu miejscowych. Ponurej s ł a w y

„Dolina

dom.

Śmierci"

t y l k o Ł e m k o w i e od p o c z ą t k u u w a ż a l i te strony za
Bez

zastrzeżeń,

na

przekór

wszystkiemu

i

swój

wszystkim.

m i ę d z y l w i ą a H y r o w ą , jedno z n a j w i ę k s z y c h pobojowisk w tej

D o m , k t ó r e g o nie w y b i e r a m y , a k t ó r y nosimy w sercu przez całe

części E u r o p y , znajduje się niedaleko Z y n d r a n o w e j .

ż y c i e , bo t a k j u ż jest. D l a Ł e m k ó w jest to ziemia łemkowska,,
dla P o l a k ó w — p o ł o m k o w s k a . Cała r ó ż n i c a .

Po r o k u 1945 okolica n i e m a l c a ł k o w i c i e się w y l u d n i ł a . N a j ­

Z t y c h i i n n y c h w z g l ę d ó w Polacy, s p r o w a d z a j ą c y się w B e s k i d

pierw w w y n i k u d z i a ł a ń w o j e n n y c h , p ó ź n i e j r e p a t r i a c j i części
l u d n o ś c i na U k r a i n ę R a d z i e c k ą , p o t e m zaś s k u t k i e m tragicznej

N i s k i i Bieszczady, b y l i p o d

,,Akcji Wisła".

m e n t e m nie n a z b y t a k t y w n y m . N a w e t Podhalanie, m i e s z k a j ą c y

względem kulturotwórczym

ele­

dość z w a r t y m i s k u p i s k a m i w Banici.' kolo I z b , Czarnej, Mochnaez-

G d y od p o l o w y l a t p i ę ć d z i e s i ą t y c h Ł e m k o w i e zaczęli w r a c a ć
w te s t r o n y , Bieszczady i B e s k i d N i s k i o t a c z a ł a świeżej d a t y ,

ee i i n n y c h wsiach, a m a j ą c y

alo mocno j u ż zakorzeniona w s p o ł e c z e ń s t w i e p o l s k i m legenda:

z przystosowaniem się do nowych w a r u n k ó w , w znacznej mierze

legenda ziemi niczyjej,

zatracili swe p o d h a l a ń s k i e cechy w y r ó ż n i a j ą c e .

„ d z i k i e g o zachodu", okolicy

do p r z e ż y c i a r o m a n t y c z n e j , m ę s k i e j p r z y g o d y

sposobnej

w stylu

stosunkowo najmniej

kłopotów

.Tacka

Ł e m k o w i e zaś prawie n a t y c h m i a s t po r o z p a k o w a n i u t ł u m o k ó w

L o n d o n a . P u s t k a , ostry k l i m a t , d r a p i e ż n a zwiorzyna, z a r a s t a j ą c e

r o z p o c z ę l i d z i a ł a l n o ś ć k u l t u r a l n ą . W i d a ć u w a ż a l i j ą za n i e z b ę d n y

pogorzeliska, cmentarze, tajemnicze m o g i ł y — coś j a k
Pola z Ogniem

i mieczem.

а w i ę c fałszywej

D o powstania tej

Dzikie

element swego istnienia jako s p o ł e c z n o ś c i . J u ż

powierzchownej,

roku przy Spółdzielni Produkcyjnoj

legendy p r z y c z y n i a ł y się, niestety, dzieła l i ­

jesienią

„Solidarność" w

nowej p o w s t a ł trzydziestoosobowy zespól

1954

Zyndra­

folklorystyczny,

za­

terackie, f i l m o w e , a r t y k u ł y prasowe — z b y t często o d z n a c z a j ą c e

ł o ż o n y i prowadzony przez Teodora Gocza. Opracowano m . i n .

się

widowisko „ W e s e l e ł e m k o w s k i e " . W

moralnym

daltonizmom.

Modna

była

wówczas

piosenka

o Bieszczadach, w k t ó r y c h m o ż n a sobie „ p o k o w b o i ć " .

1955 r o k u telewizja rze­

szowska n a g r a ł a z t y m zespoleni p r o g r a m „ U Ł e m k ó w w Z y n ­

Ściągali w i ę c t u z całej P o l s k i a w a n t u r n i c y , r o m a n t y c y , tra­

d r a n o w e j " . W Bielan cc, K o m a ń c z y , G r a b i n , Olchowcn, T y l a w i e .

perzy, niespokojne duchy i z w y k l i k r y m i n a l i ś c i — na za,robek,

Polanach k. D u k l i na p r z e ł o m i e lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h i sześćdzie­

na przeczekanie, dla malowniczej autokreaeji. Sprowadzali się

s i ą t y c h i s t n i a ł y zespoły p i e ś n i i t a ń c a . W k i l k u wsiach d/.ialaly

t u r ó w n i e ż c h ł o p i z n i z i n , na ogół wiedzeni ż y c i o w y m p r z y m u s e m

chóry

— g d y ż z r ó ż n y c h p o w o d ó w nie b y ł o dla n i c h miejsca w rodzin­

Hajiczowa, Konieczna, Z d y n i a i inne m i e j s c o w o ś c i .

n y c h stronach. A l e że nic i m się nie r o d z i ł o w o b c y m , g ó r s k i m
klimacie, więc po p a r u latach m o r d ę g i najczęściej

zauważymy,

obraz nie

jest b u d u j ą c y .

się

aktywnością:

B a l tue,

że a k t y w n a d z i a ł a l n o ś ć k u l t u r a l n a m a ł e j

grupki
wielu

nowoczesnych n a r o d ó w . W ton w ł a ś n i e s p o s ó b zaczynali się prze­
v

p o c z w a r z a ć Czosi, S ł o w a c y , U k r a i ń c y , R u m u n i , n i e k t ó r e n a r o d y

W i e l u P o l a k ó w się przez Ł e m k o w s z c z y z n ę p r z e w i n ę ł o , niewielu % p o ł u d n i o w o s ł o w i a ń s k i e .

Początki

zostało.

Pierwsi

132

swą,

l u d z i niejednokrotnie s t a w i ł a p o c z ą t e k ś w i a d o m e g o b y t u

n p . s ą d e c k a wieś K a m i a n n a , wspaniale zagospodarowana przez
Lecz o g ó l n y

Wyróżniały

Ś l e d z ą c dzieje E u r o p y wschodniej i p o ł u d n i o w e j X I X w i e k u

uciekali.

O d tej smutnej r e g u ł y i s t n i e j ą dość liczne chlubne w y j ą t k i ,
nowych mieszkańców.

cerkiewne.

Щ działywania

niewielki.

bywały
budziciele

skromne, zasięg
czescy

zbierali

od­
się

�w j e d n y m n i e w i e l k i m p o k o j u ; nad Wełtawą, k r ą ż y ł o powiedzon­

czy, p o ś r ó d

ko, że g d y b y w t y m p o k o j u r u n ą ł strop, dalszy rozwój nowoczes­

Doński,

nego p i ś m i e n n i c t w a , czeskiego s t a n ą ł b y p o d znakiem

zapytania.

Nawiasem m ó w i ą c , Stofanowski p r o w a d z i ł przoz wielo lat w Bie-

Szturowcy (grupa skupiona w o k ó ł L ' u d o v i t a Stura,

pierwszogo

lanco ł e m k o w s k ą i z b ę r e g i o n a l n ą , b o r y k a j ą c się z l i c z n y m i t r u d ­

ideologa s ł o w a c k i e g o ) —

to garstka

romantycznych

młodzień­

k t ó r y c h w y r ó ż n i a l i się P a w e ł Stofanowski, M i c h a ł

Teodor

K u z i a k , a kierowano przez Teodora

n o ś c i a m i . Obecnie izba t a jest n i e d o s t ę p n a dla

Gocza.

zwiedzających;

c ó w . Z w o l e n n i k ó w „ R u s k i e j T r ó j c y " , k t ó r a dala p o d w a l m y pod

ustalono, żo zbiory z o s t a n ą przeniesiono do Z y n d r a n o w o j , g d y

nowoczesną

t y l k o z a i s t n i e j ą w a r u n k i do ich oksponowania.

kulturę ukraińską, t a k ż o m o ż n a było policzyć

na

palcach o b u r ą k . S ł o w e ń c y , z w a n i w ó w c z a s I l i r a m i , zaczynali

Zespół „ Ł o m k o w y n a " i m u z e u m zyndranowskio m a j ą

jedną

od w y d a w a n i a ka,lon d a r z y r o l n i c z y c h i p o d r ę c z n i k ó w pszczelar­

wspólna, cochę, k t ó r a stanowi ź r ó d ł o i c h s i ł y , a zarazem p r z y c z y n ę

stwa.

nieustannych

k ł o p o t ó w , u t r a p i e ń , poczucia n i e p e w n o ś c i . S ą to

N a t u r a l n i e , p i s z ą c to nie m a m -zamiaru s u g e r o w a ć , że ak­

mianowicie i n s t y t u c j e c a ł k o w i c i e s p o ł e c z n e , p o w o ł a n o do ż y c i a

tywność kulturalna Ł e m k ó w możo w podobny sposób konstytu­

i u t r z y m y w a n o przez m a ł ą g a r s t k ę l u d z i , i s t n i e j ą c e d z i ę k i ich

o w a ć i c h ś w i a d o m o ś ć n a r o d o w ą . Procesy, o k t ó r y c h w s p o m i n a m ,

p o ś w i ę c e n i u , h a r ó w c e — - k t ó r a , g d y się j ą obserwuje z z e w n ą t r z ,

m i a ł y p r z e c i e ż miejsce przed p ó ł t o r a stuleciem, w k r a ń c o w o od-

r o b i czasom w r a ż e n i e b e z n a d z i e j n o ś c i , a z p e w n o ś c i ą m a cechy

społecznych, politycznych, ustrojowych.

heroizmu. J e d y n y m m o t o r e m d z i a ł a n i a t y c h ludzi jost w i e r n o ś ć

Chodzi m i t u w y ł ą c z n i e o z w r ó c e n i e u w a g i na w y b i t n i e i n t e g r u j ą c ą

t r a d y c j i ł e m k o w s k i e j . O n i po p r o s t u rozpaczliwio w a l c z ą o ż y c i e ,

i

o istnienie swej s p o ł e c z n o ś c i , o prawo

mionnyeh

warunkach

reprezentacyjną

w grupach

funkcji}

zbiorowej

działalności

kulturalnej

regionalnych, etnicznych, m n i e j s z o ś c i o w y c h ,

któro

p r a g n ą b r o n i ć swojej t o ż s a m o ś e i . W i a d o m o b o w i e m , że d z i a ł a l ­
ność' k u l t u r a l n a s p e ł n i a
w

społecznościach,

(Podhalanie,

także przemożną

nic p r z e j a w i a j ą c y c h

Tyrolczycy),

a tylko

funkcję

dumy.

Lecz s ą to i n s t y t u c j e nie p o w i ą z a n e z t z w . p i o n o m k u l t u r y .

integrującą

P i o n k u l t u r y to z a m k n i ę t y system, w y m y ś l o n y i a d m i n i s t r o w a n y

narodowych

o d g ó r n i e , podobnie j a k n p . p i o n s ł u ż b y z d r o w i a . W s z y s t k o nia

p i e l ę g n o w a ć swą,

t u swoje miejseo, h i e r a r c h i ę , b u d ż e t , p l a n y pracy, e t a t y . Wszyst­

aspiracji

chcących

do plemiennej

K t o j a k k t o , alo Polacy p o w i n n i to z r o z u m i e ć .

o d r ę b n o ś ć . W i a d o m o r ó w n i e ż , że p a t r i o t y z m l o k a l n y nie umniej­

ko jest przewidziane, u j ę t e , a n a s t ę p n i e realizowano i zamykane

sza p a t r i o t y z m u narodowego l u b p a ń s t w o w e g o , a wprost prze­

лу sprawozdaniach.

ciwnie -

d z i a ł a l n o ś ć p o z o r n ą i m o ż e j ą u t r z y m y w a ć , nawet przez d ł u ż s z y

wzbogaca, go i o ż y w i a .

R o z u m i e j ą to np. w ł a d z e X E 1 ) , p o p i e r a j ą c k u l t u r a l n y r u c h

Ó w sy-stern m o ż e z powodzeniem

czas, b y ł o t y l k o z o s t a ł a odpowiednio zaszufladkowana.

tolorować
A l e nie

S o r b o l u ż y c z a i i . Xii, w y o b r a ź n i ę Ł e m k ó w d z i a ł a z a ś szczególnie

m o ż e w ł ą c z y ć w swe s t r u k t u r y zjawiska, k t ó r o nie jest do k o ń c a

przykład Ukraińskiego Muzeum w Svidniku

nazwano i sklasyfikowane.

wacji,

mającego

około

trzydziestu

etatów

na p ó ł n o c n e j

Sło­

merytorycznych,

skansen, k o l e k c j ę i k o n , bogate zbiory etnograficzne,

wydające

prace naukowo i popularne i t d .
Łemkowie,

zamieszkali

w

Z a ś m u z e u m w Z y n d r a n o w e j i w ogóle ł o m k o w s k i e g o r u c h u
k u l t u r a l n e g o , g d y spojrzy się n a ń z u r z ę d n i c z e g o p u n k t u w i ­
dzenia, jednoznacznie

Polsce, m a j ą

obecnie

na

z a k w a l i f i k o w a ć się nie da.

dobrą,

Ł e m k o w i e b o w i e m nie zostali oficjalnie uznani j a k o o d r ę b n a

s p r a w ę t y l k o dwie pozaroligijne i n s t y t u c j e k u l t u r a l n o , s p e ł n i a ­

m n i e j s z o ś ć n a r o d o w a , leoz zaliczono i c h cło n a r o d u u k r a i ń s k i o g o

j ą c e dla n i c h funkcje reprezentacyjne i i n t e g r u j ą c e . S ą t o : Z e s p ó ł

Z r ó ż n y c h p r z y c z y n , o k t ó r y c h w- t y m miejscu p i s a ć nie b ę d ę

P i e ś n i i Tańca, .,Lemko w y n a " z siedzibą, w Bielnnee, w o j . nowo­

wielu Ł e m k o m ó w stan rzeczy nie odpowiada, p o n i e w a ż silnie

s ą d e c k i e (kierownik

artystyczny

J a r o s ł a w Trochanowski) oraz

o d c z u w a j ą s w ą o d r ę b n o ś ć z a r ó w n o wobec U k r a i ń c ó w , j a k Po­

Wojennej

l a k ó w . T o powoduje, że c h o c i a ż U k r a i ń s k i e T o w a r z y s t w o Spo­

w Z y n d r a n o w e j , w o j . k r o ś n i e ń s k i e , z a ł o ż o n e przez g r u p ę działa­

ł e c z n o - K u l t u r a l n o , d z i a ł a j ą c e w Polsce, u w z g l ę d n i a t a k ż e (zgod-

Regionalne Muzeum K u l t u r y Ł e m k o w s k i e j i P a m i ę c i

I I . 4. Tablice p r z y w e j ś c i u do M u z e u m w Z y n d r a n o w e j

133

1

�I I . 5. Zagroda muzealna, ekspozycja

pamiątek

wojennych

p o t r z e b y k u l t u r a l n o Ł e m k ó w , to jednak

nie

Teodor Gocz, jeden z z a ł o ż y c i e l i i od p o c z ą t k u kiorownik

m a j ą oni w łonie Towarzystwa, p e ł n y c h w a r u n k ó w rozwoju.

Po

zoum, w c i ą g u

nie ze statutem)

szesnastu l a t istnionia swej

placówki

mu

poznał

p r o s t u —• c z u j ą się t a m nie w p e ł n i u siebie. N i e m a m t u zamiaru

doskonale wszystkie te t r z y sposoby na w ł a s n e j s k ó r z e . M i e j m y

rozpisywać

n a d z i e j ę , że k i e d y ś spisze i o p u b l i k u j e swoje p r z e ż y c i a . B ę d z i o

się o relacjach

łomkowsko-ukraińskich

w

z w ł a s z c z a że różnio się one k s z t a ł t o w a ł y w c i ą g u
lecia; niemniej

faktem

jost, że w i e l u

działaczy

Polsce,

czterdziesto­
łemkowskich

pozostaje poza T o w a r z y s t w e m . M u z e u m w Z y n d r a n o w e j , dzia­
łające

n i e z a l e ż n i o od U T S - K ,

nie

jest

więc,

traktując

rzecz

rzeczy.

Looz j a k p o m ó c

muzeum

k w e s t i ę dalszego rozwoju

w Zyndranowoj, jak

rozwiązać

tej i n s t y t u c j i ? B o że trzeba

pomóc,

nie m u s z ę chyba u d o w a d n i a ć . Ł e m k o w i o s ą w s p ó ł m i e s z k a ń c a m i

u r z ę d o w o , m u z o u m m n i e j s z o ś c i narodowej.
N i e jest to r ó w n i e ż m u z e u m regionu etnograficznego,
n p . Podhala czy O r a w y , p o n i e w a ż j e d n y m z

to ogromnie i n t e r e s u j ą c y d o k u m e n t ; d o w i o m y się z niogo wielu
zaskakujących

jak

najtrudniejszych

p r o b l e m ó w ł e m k o w s k i c h jest problem s a m o o k r e ś l e n i a .

Podha­

P o l s k i , b i o r ą u d z i a ł w w y t w a r z a n i u narodowego m a j ą t k u ,

mają

w i ę c oczywiste prawo do k o r z y s t a n i a z tego m a j ą t k u , do pie­
l ę g n o w a n i a swej k u l t u r y , j a k m y wszyscy.

lanie, m i m o swej o d r ę b n o ś c i , s ą P o l a k a m i i n i k t tego nie kwestio­

Pomoc, k t ó r a jest n i e z b ę d n a , t y l k o w ó w c z a s j e d n a k

będzie

nuje. N i e k t ó r z y Orawoy czują s i ę P o l a k a m i , i n n i S ł o w a k a m i , alo

m i a ł a sens, g d y nie naruszy samej i s t o t y m u z o u m , to

znaczy

nie istnieje n a r o d o w y p r o b l e m O r a w c ó w . Ł e m k o w i e

s p o ł e c z n e g o charakteru tej p l a c ó w k i .

natomiast,

z o c z y w i s t y c h w z g l ę d ó w , nie u w a ż a j ą się za o d ł a m n a r o d u pol­

W y d a j e się, że najlepszym r o z w i ą z a n i e m b y ł o b y powolanio

skiego, z a ś p r z y n a l e ż n o ś ć do n a r o d u u k r a i ń s k i e g o jest u n i c h

Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Łemkowskiego w Zyndranowej,

k w e s t i ą s k o m p l i k o w a n ą , a nierzadko b o l e s n ą ; t r u d n o w i ę c t r a k ­

organizacji

prawną.

Organi­

t o w a ć Ł e m k o w s z c z y z n ę w y ł ą c z n i e j a k jeden z r o g i o n ó w P o l s k i ,

zacja taka,, k t ó r a s t a ł a b y się f o r m a l n y m właścicielem

muzeum

mającej

o s o b o w o ś ć

j a k n p . Podhale. W t y m sensie m u z e u m w Zyndra,no\voj nie jost

(dotychczas

muzeum

niaUrby n i e z b ę d n y c h p r a c o w n i k ó w , n p . p r z e w o d n i k ó w na, sezon

regionalnym,

lecz c z y m ś więcoj.

zatrud-

J a k ż e więc t ę p l a c ó w k ę z a k w a l i f i k o w a ć ?

t u r y s t y c z n y , z l e c a ł a b y r o b o t y konserwatorskie

itp. Działalność

G d y s p o t y k a m y zjawisko, k t ó r e g o do k o ń c a nie r o z u m i e m y ,

takiego

przez

a k t ó r e b u r z y naszo m y ś l o w e schematy, m o ż e m y p o s t ą p i ć
jeden z n a s t ę p u j ą c y c h

na

sposobów:

— zignorowa,ć, nie p r z y j ą ć do w i a d o m o ś c i jego istnienia;
— w c i s n ą ć w o b o w i ą z u j ą c e r a m y , „ p o d c i ą g n ą ć " p o d znane
schematy;
— p r ó b o w a ć zniszczyć, unicestwić.

134

kwestia ta nie jest w polni uregulowana),

towarzystwa

winna

być

dotowana

państwo,

j a k to się z r e g u ł y u nas dzieje. T o w a r z y s t w o winno p o w o ł a ć
radę naukową, komórkę wydawniczą itd.
Działając

w ten

s p o s ó b , nie n a r u s z y ł o b y

się

społecznego

c h a r a k t e r u m u z o u m , a p o s t a w i ł o b y się t ę p l a c ó w k ę na odpowied­
n i m poziomic m e r y t o r y c z n y m , p r o w a d z ą c j ą zgodnio z zasadami
nowoczesnego m u z e a l n i c t w a .

�Zarówno

w p r z e s z ł o ś c i , j a k obecnio i s t n i a ł y

liczne prece­

czasem w d r a m a t y c z n y c h o k o l i c z n o ś c i a c h . Z w r a c a w ś r ó d
uwagę swą przejmującą

J a n a K a s p r o w i c z a na Harendzie w Zakopanem jest w ł a s n o ś c i ą

p i ę k n i e k u t y w żelazie, dzieło c h ł o p s k i e g o a r t y z m u ; zgiął się,

T o w a r z y s t w a i m . J a n a Kasprowicza. T o w a r z y s t w o i m . F r y d e r y ­

j a k b y w b ó l u , p a d a j ą c z dachu p ł o n ą c e j c e r k w i we w s i Czeremcha

ka Chopina w Warszawie r ó w n i e ż posiada m u z e u m (prócz innej

za J a ś l i s k a m i .

d z i a ł a l n o ś c i ) , n a t u r a l n i e k o r z y s t a j ą c z finansowej pomocy p a ń ­

urodą wschodniochrześcijański

nich

densy takiego r o z w i ą z a n i a sprawy. N a p r z y k ł a d M u z e u m i m .

krzyż,

Po przeciwnej stronie p o d w ó r z a , w stodole, Teodor

Gocz

stwa. J a k w i a d o m o , w dziejach kolekcjonerstwa polskiego nie­

zainstalował w

m a ł ą r o l ę o d e g r a ł y muzoa, z a ł o ż o n e przez Polskie T o w a r z y s t w o

o przełęcz Dukielską, w y s t a w ę

Krajoznawcze, Polskie T o w a r z y s t w o T a t r z a ń s k i e , a

drugi dział m u z e u m w Z y n d r a n o w e j . O g l ą d a m y m u n d u r y

pol­

skie, radzieckie, c z e c h o s ł o w a c k i e

tych

następnie

ich kontynuatora — P T T K . Przykła,dy m o ż n a mnożyć.
Z r e s z t ą w 1968 r o k u , j e d n o c z e ś n i e z otw-arciem etnograficz­
nej części m u z e u m , p o w o ł a n a z o s t a ł a za w i e d z ą i z g o d ą w ł a d z

1969 r o k u ,

w dwudziestą piątą rocznicę
wojennych p a m i ą t e k .
(Łemkowie

walk

Jost

walczyli w

to

armiach), z a r d z e w i a ł ą b r o ń , z n a j d o w a n ą po d z i ś d z i e ń na okolicz­
n y c h polach, nieco w y d a w n i c t w , zdjęcia.

teronowych S p o ł e c z n a R a d a Muzealna. Ciało to, s p e ł n i a j ą c e o d

W t y m miejscu w y p a d a p r z y p o m n i e ć , że wioś Z y n d r a n o w a

siedemnastu l u t swe funkcjo opiniodawcze i n a d z o r u j ą c e woboc

z o s t a ł a odznaczona przez prezydenta L u d v i k a Svobode orderem

m u z e u m , nie jest jednak uznawano j a k o organ

c z e c h o s ł o w a c k i e j Czerwonej G w i a z d y za pomoc ż o ł n i e r z o m cze­

oficjalny.

W k a ż d y m razie wydaje się r z e c z ą o c z y w i s t ą , że m u z e u m
w Z y n d r a n o w e j , aby się r o z w i j a ć , m u s i u z y s k a ć s t a t u t i osobo­
w o ś ć p r a w n ą , m . i n . po t o , aby k o r z y s t a ć

z systematycznych

d o t a c j i p a ń s t w o w y c h — a j e d n o c z e ś n i e m u s i p o z o s t a ć s o b ą , to

c h o s ł o w a c k i m podczas operacji karpacko-dukielskiej.
Silno w r a ż e n i e r o b i ą na z wiedza jacy cłi p r z e d m i o t y , b ę d ą c e
ongiś

własnością

żołnierza

Armii

Radzieckiej I . R .

Plechowa,

k t ó r y u m i e r a j ą c o d r a n na g ó r z e Suchania k . P o l a n z o s t a w i ł

zna,ozy z a c h o w a ć charakter p l a c ó w k i w p o l n i s p o ł e c z n e j i samo­

w butelce list do r o d z i n y . L i s t t e n z o s t a ł znaleziony w z a r o ś l a c h

r z ą d n e j , s t a n o w i ą c e j c e n t r u m i n f o r m a c j i o dawnej i w s p ó ł c z e s n e j

po d w u d z i e s t u p i ę c i u l a t a c h i przyniesiony do m u z e u m . Teodor

Łeiukowszozyźiiie, zaspokajającej

Gocz o d e s ł a ł go w d o w i e , k t ó r a t y m sposobem d o w i e d z i a ł a się

p o t r z e b y k u l t u r a l n o społecz­

n o ś c i ł e m k o w s k i e j w Polsce.

dopiero w 1969 r o k u , gdzie i w j a k i s p o s ó b z g i n ą ł jej m ą ż .

(.!dyby t a k i e decyzje z a p a d ł y , można, się s p o d z i e w a ć , że zbio­

D o m u z e u m n a l e ż y t a k ż e spora parcela p r z y zagrodzie. R o ś ­

r y muzeum od razu p o w i ę k s z y ł y b y się znacznie. W i e ś ć o powsta­

nie t a m wierzba o trzech p n i a c h . Goez d o j r z a ł w t y m s y m b o l ,

niu

pew­

n a z w a ł to miejsce „ k ą c i k i e m b r a t e r s t w a " (napis po polsku i po

n o ś c i ą p o b u d z i ł a b y do ofiarności licznych Ł e m k ó w , rozsianych

ł e m k o w s k u ) , p o d drzewem u s t a w i ł ł a w e c z k ę , а п а trzech k o ­

reprezentacyjnej

placówki

łemkowskiej

z

zoba­

narach, ł ą c z ą c y c h się p r z y samej ziomi, p o u m i e s z c z a ł t a b l i c z k i :

czyć p a m i ą t k i , dzisiaj przechowywane w mieszkaniach p r y w a t ­

Lech, Rus, Czech. O k i l k a n a ś c i e k r o k ó w od „ k ą c i k a b r a t e r s t w a "

n y c h , a pokazywane

z n a j d o w a ł się k i l k u m e t r o w e j w y s o k o ś c i p o m n i k ż o ł n i e r z y A r m i i

po

Polsce i poza

T

jej granicami. M o g l i b y ś m y
tylko najbliższym

w ówczas

— p a m i ą t k i niekiedy

o wielkiej w a r t o ś c i historycznej i emocjonalnej. Nasz k r a j , w y ­

Radzieckiej, p o l e g ł y c h w w a l k a c h o p r z e ł ę c z D u k i e l s k ą , w y k o ­

niszczony przez t y l e w o j e n , niebogaty w z a b y t k i , m i a ł b y j e d n ą

n a n y przez g r u p ę k o m b a t a n t ó w z P o l s k i , Z S R R i C z e c h o s ł o w a c j i

dotkliwą

p r z y w s p ó ł u d z i a l e S p o ł e c z n e j R a d y M u z e u m oraz miejscowego

Łemków

k o ł a T P P R . Towarzysze b r o n i ze S ł o w a c j i ofiarowali granitowe,

b y ł a b y p o w o d e m do s ł u s z n e j , n a l e ż n e j i m o d dawna satysfakcji.

starannie w y k o n a n e tablice w j ę z y k u r o s y j s k i m , p o l s k i m i sło­

więcej
lukę

aktywną

instytucję

kulturalną,

w polskiej samowiedzy;

wypełniającą

instytucję,

która

dla

Obecnie m u z e u m pracuje w b a i d z o s k r o m n y c h w a r u n k a c h .

wackim.

P o m n i k t o n j u ż nie istnieje. Z o s t a ł y po n i m t y l k o

Mieści się w starej, dobrze zachowanej zagrodzie, j a k i c h w terenio p o z o s t a ł o j u ż bardzo niewiele. (Zagroda wpisana jest

do

rejestru z a b y t k ó w przez W o j e w ó d z k i e g o K o n s e r w a t o r a Z a b y t k ó w
w Rzeszowie, obecnie w K r o ś n i c ) . G ł ó w n y b u d y n e k , m i e s z c z ą c y
p o d j e d n y m dachem część m i e s z k a l n ą , o b o r ę i s t a j n i ę , pochodzi
z 1860 r o k u . T a m u r z ą d z o n a jest w y s t a w a etnograficzna,
k t ó r ą s k ł a d a się o k o ł o p ó ł t o r a t y s i ą c a

na

eksponatów.

Zwiedzamy o d t w o r z o n ą t r a d y c y j n ą mieszkalną izbę łemkow­
s k ą z z a b y t k a m i p r z e w a ż n i e z X I X i p o c z ą t k u X X w i e k u . Pier­
w o t n i e b y ł a ona k u r n a ; w 1901 r o k u zbudowano w niej piec
z okupem. Meble, obrazy, naczynia, d r o b n y s p r z ę t kuchenny i inne
elementy dawnego w y p o s a ż e n i a w n ę t r z a eksponowane s ą z po­
szanowaniem i c h pierwotnej f u n k c j i — s p e ł n i a j ą w i ę c n a t u r a l n e
w r a ż e n i e , wielo m ó w i ą c o ż y c i u ł e m k o w s k i c h g a z d ó w sprzed k i l k u ­
d z i e s i ę c i u l a t . Jeden z o l o o d r u k ó w , Seroo M a t k i Boskiej, podziu­
r a w i o n y jest w k i l k u miejscach k u l a m i . S t a n o w i przez to dys­
k r e t n y , a j e d n o c z e ś n i e bardzo w y r a z i s t y s y m b o l ł e m k o w s k i c h
łosów .
Za i z b ą m i e s z k a l n ą druga, mniejsza izba, t z w . d r u h a c h y ż a .
D a w n i e j p e ł n i ł a ona f u n k c j ę kancelarii w ó j t a . W czasie oporacji
karpacko-dukielskiej
dowodzący

stacjonował

t y m odcinkiem frontu.

w

radziecki

generał,

Obocnie znajduje

niej

się t a m

niewielka ekspozycja s t r o j ó w , wydawnictwa, o Ł e m k o w s z c z y ź n i e
( n i e k t ó r e d r u k i bardzo rzadkie i cenne), nieco fotografii, m . i n .
młodzieńczy

portret

Nikifora.

Są takżo

monety,

dokumenty

oraz amatorskie obrazy, przedstawia juce cerkwie, w t y m j u ż nie
i s t n i e j ą c e , malowano przez Teodora K u z i a k a z Bartnego.
Dalsza część ekspozycji etnograficznej

znajduje

się w po­

mieszczeniach s ą s i e d n i c h , o n g i ś gospodarczych (stajnia, boisko,
wozownia). S ą t a m n a r z ę d z i a do u p r a w y r o l i , h o d o w l i
obróbki

produktów

rolnych i hodowlanych,

bydła,

charakterystycz­

n y c h dla dawnej g ó r s k i e j g a z d ó w k i . Jest t a k ż e niewielka w y s t a ­
wa

sprzętu

liturgicznego i p r z e d m i o t ó w

kultu,

uratowanych,

11. 6. Рот nil

Żołnierzu

Armii

Radzieckiej

w Zyndranowej,

obraz

Teodora K u z i a k a , 1983 r .

135

�owe tablice, częściowo

uszkodzone,

korespondencji.

m n i e j s z o ś c i narodowe — aż do t a k i c h , k t ó r z y przyjechali z dru­

Jak

z o r i e n t o w a ć się z olejnego obrazu T .

giej p ó ł k u l i i m a j ą ł z y w oczach. P r z y c h o d z ą t a k ż o ł u d z i e nio

K u z i a k a . Obecnie w t y m miejscu znajduje się drugi p o m n i k ,

w o l n i od a n t y ł e m k o w s k i e g o nacjonalizmu. Trzoba u m i o ć na to

wyglądał, możemy

i teczka

znacznie skromniejszy.

z a r e a g o w a ć spokojnie, z g o d n o ś c i ą . W y j a ś n i a ć . W i o l u zwiedza­

M i ę d z y z a g r o d ą m u z e a l n ą a p o m n i k i e m ż o ł n i e r z y radzieckich

jących

(zwłaszcza. Ł e m k ó w

z ZSRR, Czechosłowacji,

Stanów

stoi n i e w i e l k i obelisk, wzniesiony k u czci ofiar obozu w Taler-

Zjednoczonych, K a n a d y ) chce r ó w n i e ż p o r o z m a w i a ć , usiąść za

hofio

s t o ł e m . Gocz musi z n a l e ź ć na to czas i c i e r p l i w o ś ć . A t u r o b o t a

(miejsce

kaźni

Łemków

podczas

I

wojny

światowoj).

Postawiono go w 1936 r o k u , p i e r w o t n i e w Baniey k . Bartnego —

czoka,; w iadomo, sezon t u r y s t y c z n y p r z y p a d a w okresio n a j p i l ­

w s i , k t ó r a po 1947 r o k u przostala i s t n i e ć . G d y k i l k a l a t t e m u

niejszych prac p o l o w y c h .

budowano t a m szosę, p o m n i k b y l z a g r o ż o n y , więc Gocz prze­
niósł go do Z y n d r a n o w e j .
O kilkadziesiąt

metrów

U t r z y m a n i e m u z e u m kosztuje nie t y l k o sporo czasu i ner­
w ó w , ale t a k ż e p i e n i ę d z y . Podobno w 1985 r o k u m u z e u m w Z y n ­

zagrody stoi n o w y ,

dranowej m a o t r z y m a ć dotacje z M i n i s t e r s t w a K u l t u r y (na razie

o k a z a ł y d o m r o d z i n y G o c z ó w , ciesząc w z r o k c z e r w i e n i ą świeżej

od muzealnej

jest to t y l k o n i e z o b o w i ą z u j ą c a informacja ustna). J e ś l i t a k , b y ­

c e g ł y . O n t a k ż e jest s y m b o l e m : s y m b o l e m moralnej siły Ł o m k ó w ,

ł a b y to pierwsza, k o n k r e t n a pomoc ze strony p a ń s t w a o d siedem­

p r z y w i ą z a n i a do r o d z i n n y c h stron, p r ę ż n o ś c i , z w y c i ę s k i e j w a l k i

nastu l a t .

z p r z e c i w n o ś c i a m i losu.

Teodor Gocz szyjo t a k ż o stroje ludowo dla z e s p o ł u „ Ł o m k o -

Z a ł o ż y ć m u z e u m , g r o m a d z i ć p a m i ą t k i , o p i e k o w a ć się n i m i —
to d u ż a praca. Ale z p e w n o ś c i ą w i ę k s z y m t r u d e m jost ż m u d n e

w y n a " . Jest s t a r o s t ą z e s p o ł u , s o l i s t ą i konferansjerem w jednej
osobie. Spolocznie. rzecz jasna.

p r z y j m o w a n i e wciąż n o w y c h i n o w y c h gości, niezmiennie od siodomnastu lat. Z u ś m i e c h e m , uprzejmie, bezinteresownie. A gościo
są r ó ż n i . O d t a k i c h , k t ó r z y dopiero w Z y n d r a n o w e j d o w i a d u j ą
się k u swemu z d u m i e n i u , żo we w s p ó ł c z e s n e j

Polsco

istnieją

Za s w ą d z i a ł a l n o ś ć Teodor Gocz o t r z y m a ł wiele d y p l o m ó w ,
medali p a m i ą t k o w y c h , listów gratulacyjnych.
W i ę c e j z C z e c h o s ł o w a c j i i Z S R R niż z P o l s k i .

I I . 7. P o m n i k ofiar Talerfhofu, M u z e u m w Z y n d r a n o w f

Fol.: A. Kroh

236'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10724" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10702">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/24d47ae2895347b4a8022ce51c4e9e6d.pdf</src>
        <authentication>251447cbf06bec2b7f8ccbfd6b31c986</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127853">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3295</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127854">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127855">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127856">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127857">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.3-4, s.130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127858">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127859">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127860">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127861">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXIX

•

1985

•

Nr

3-4

—

Ł Ó D Ź

polska sztuka ludowa

W

R

О

ZAKŁAD

С

L

A

W

-

W

A

R

S

Z

A

W

A

NARODOWY IMIENIA O S S O L I Ń S K I C H ,

— K R A K O W

— G

D A Ń S K

W Y D A W N I C T W O P O L S K I E J A K A D E M I I NAUK

�CONTENTS

Antoni Króli

Problemu
Example

R y s z a r d B r y k o weki

of

Contemporary

Lemko

Culture

of the M u s e u m i n Z y i u l r a n o w a .

on
.

tlie
.

•

131

Some Notes on the A r c h i t e c t u r e o f the L e m k o O r t h o d o x
Church

137

Romuald Biskupski

The L e m k o I c o n P a i n t i n g f r o m the 15th to the F i r s t h
H a l f o f the 18th C e n t u r y

153

Tadeusz Ł o p a t k i e w i c z

Centres o f P o l k Stone-Work i n Central L e m k o R e g i o n

177

Zofia Szanter

Settlement f r o m the. South i n the B e s k i d N i s k i a n d S ą ­
decki Mountains

187

S t a n i s ł a w Leszczycki

The P h y s i o g n o m y o f the Pre-war L e m k o Villages .

.

Seweryn A . W i s l o c k i

I w a n J u r i j e w i e z Rusenko

210

193

r

R o m a n Reinfuss

Lemkos, M \ Friends

211

W o j c i e c h Sadowski

Jan Ł a b o w s k i , A Farmer and Painter

217

Seweryn A . W i s l o c k i

Notes o n the B i o g r a p h y o f N i k i f o r D r o w n i a k called , , o f
Krynica"

219

Aleksander J a c k o w s k i ,
J a d w i g a Jarnuszkiewiczowa

Notes o n N i k i f o r

227

Aleksander J a c k o w s k i

A n d r z e j Banach's „ N i k i f o r "

239

Antoni Kroh

The L e m k o C o u n t r y i n the P o e t r y o f Jerzy

Z o f i a Szanter

Harasy­

mowicz

245

The O r t h o d o x C h u r c h i n P r z y s ł o p and I t s R e n o v a t i o n

247

Summary of articles

253

Резюме

254

REDAGUJE

ZESPÓŁ:

der J a c k o w s k i
czyńska-Iracka,
redaktora

Zbigniew Benedyktowicz, Ewa

(redaktor
Jan

naczelny), E w a

Krzysztof

naczelnego)

oraz:

Makulski,
Zofia

Jerzy

Bisiak,

Aleksan­

redakcji), Anna
Roman

Reinfuss

Jarnuszkiewiczowa,

Iwińska

Kun(z-ca
Hanna

Swiderski.

techniczny — G r a ż y n a M i ę t u s . T ł u m a c z e n i a — Piotr Paszkiewicz,
lena

Adres

Łoziński,

Jadwiga

Szewczyk-Wierzbicka, Jan
Redaktor

Fryś-Pietraszkowa,

K o r u l s k a (sekretarz

(ang.) i N a t a l i a S t a s i ń s k a

Redakcji: Instytut Sztuki P A N , ul. Długa

28, 00-950

994, t e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.

Rękopisów nie zamówionych redakcja nie zwraca.

Magda­

(ros.).
Warszawa,

skr.

poczt.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10723" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10701">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c227d85ddbec768c1b800b7f960becb.pdf</src>
        <authentication>b6fa16cd9bbc996971cc8fd22019ffaa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127843">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127844">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127845">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3085</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127846">
                <text>Z Kolonii do Opoczna. Przyczynek do dziejów "wędrówki motywów" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127847">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.119-120</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127848">
                <text>Anacka-Łyjak, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127849">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127850">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127851">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127852">
                <text>CL

Ь

,.:

Л

Mapa 23. R u c h l e t n i s k o w y . I I . ; 1) ilośó l e t n i k ó w na i z b ę
p r z e z n a c z o n ą do wynajęcia.; a) m n i e j n i ż jeden l e t n i k , b)
2 l u b 3 l e t n i k ó w , c) p o n a d 3 l o t n i k ó w , d) nie m a l e t n i k ó w ;
2) r u c h l e t n i s k o w y od 1927 r. silnie rozwija s i ę ; 3) r u c h
l e t n i s k o w y od 1927 r. s ł a b o rozwija s i ę ; 4) granica w p ł y w ó w
stacji kolejowych Czarny Dunajec i B a b a W y ż n a ; 5) ź r ó d ł a
mineralno (siarczane); 6) d o c h ó d na gospodarstwo z r u c h u
letniskowego; 6) mniej niż 50 z ł ; 7) 50—100 z ł ; 8) p o n a d
150 z ł ; 9) miejsca w y r ę b u m i ę s a ; 10) piekarnie; 11) i c h za­
sięgi h a n d l o w e ; 12) pensjonaty czynne

М а р а 22. B u c h l e t n i s k o w y . I . , 1) w a r u n k i ? p r z y r o d z o n e ;
a) p o n i ż e j 30, b) 37—48, c) 50—54, d)^ 56—58, e) 60—62,
f) 67; I I . frekwencja l e t n i k ó w w 1933 г.; 1) poniżej_50 o s ó b ;
2) 50—100 o s ó b ; 3) 100—200 o s ó b ; 4)' 2 0 0 — 3 0 0 ' o s ó b ; 5)
ponad 300 o s ó b , 6) nie m a l e t n i k ó w ; I I I . u r z ą d z e n i a tech­
niczne; a) 22—25, b) 27, c) 30—32, d) 36—37, e) 39—41,
f) 49—58; I V . N a p ó ł n o c od l i n i i — we wsiach jest ponad
2 0 % d o m ó w 3-izbowych; V . W i l l e (topograficzne).

M a p y rys. W . Leszczycka. M a p y IR, 17, 21 p r z e d r u k z art. S. Leszczycki, Oblicze wsi orawskiej,
na r o k 1947, K r a k ó w Fot. autor

„Przyjaciel Spiszą i Orawy", Kalendarz

Maria A n a c k a - Ł y j a k

Z
PRZYCZYNEK

W r o k u 1981 K r a j o w a

KOLONII

DO

DO

DZIEJÓW

Agencja W y d a w n i c z a o p u b l i k o w a ł a

t e k ę z a t y t u ł o w a n ą Wzory polskich

haftów

ludowych,

obejmującą

OPOCZNA
„WĘDRÓWKI

M O T Y W Ó W

przez Petera Qucntella w K o l o n i i w r. 1536. Z a l e ż n o ś ć
o p o c z y ń s k i e g o ze z b i o r ó w P a ń s t w o w e g o M u z e u m

haftu

Etnograficz­

d w a n a ś c i e tablic o p a t r z o n y c h k r ó t k i m tekstem. W y b o r u v. z o r ó w

nego w Warszawie od jogo X V I - w i e c z n e g o p i e r w o w z o r u o k r e ś l o ­

z k o l e k c j i P a ń s t w o w e g o M u z e u m Etnograficznego w Warszawie

nego jako „ b o r d i u r a z p t a k a m i " (Vogelbordure) jest zdumiewa­

d o k o n a ł a E l ż b i e t a Piskorz, b ę d ą c a l a k ż e a u t o r k ą t e k s t u .

jąca, i bezsporna. W p r a w d z i e w k a t a l o g u o p r a c o w a n y m przez

N a s i ó d m e j z k o l e i t a b l i c y pokazano haft o p o c z y ń s k i zdo­

N i n ę Gockerell (s. 60, i l . 07, n r k a t . 21) znajduje się i i n n y p r z y k ­

b i ą c y p r z y r a m o k koszuli j a k o p r z y k ł a d h a f t u liczonego, zwią­

ł a d podobnego m o t y w u :

zanego ściśle ze s t r u k t u r ą p ł ó t n a . W p o d a n y m p r z y k ł a d z i e głów­

z p r z e ł o m u l a t 1741 i 1742, r ó ż n i się on j e d n a k (ił. 2) w szcze­

n y m elementem k o m p o z y c y j n y m s ą p o w t a r z a j ą c e się r y t m i c z n i e

g ó ł a c h od

pary

i nie m o ż e b y ć u w a ż a n y za, p i o r w o w z ó r h a f t u

ptaków

dziobkami,

(prawdopodobnie gołębi)

rozdzielonych

kwiatkiem

zwróconych
o

pionowej

do

siebio

t e k i nie

wyjaśnia,

Petera

Quentella

opoczyńskiego.

Stefania K r z y s z t o f o w i e z w k s i ą ż c e O sztuce ludowe]
wsi w formie

na p o p u l a r n y

oficjalnej

mal

wzorniku

(il.3).

w

Polsce

(Warszawa 1972. s. 11]) k o n s t a t u j e : „ H a f t p o j a w i ł się na polskiej

pochodzenia tego m o t y w u , co nie m o ż e budzie zdziwieniu z u w a g i
charakter p u b l i k a c j i

podanego we

płótnie

ulistnionej

ł o d y ż c e ; od n a s t ę p n e j p a r y p t a k ó w d z i e ł i je bardziej rozbudo\ \ a i m ł o d y ż k a z trzema k w i a t k a m i . A u t o r k a

motywu

p o ł u d n i o w o n i e m i e c k i h a f t na

wzorów

bezpośrednio

zaczerpniętych

ze

sztuki

( . . . ) " . P r z e ś l e d z e n i e d r o g i , j a k ą w czasie i przestrzeni

P r z y p a d e k z d a r z y ł , że o m a w i a n y m o t y w o d n a l a z ł a m , w nie­

odbył motyw

identycznej formie,

w z o r n i k a Petera Quentella z K o l o n i i — b y ć m o ż e poprzez h a f t

w pracy N i n y

Gockerell

tn.chia.r (Katalogu de.-. Bayorisohen N a t i o n a l m u s e u m s

StickmusterMiujchen.

dworski,

„ b o r d i u r y "'• p t a k a m i " , z a n i m z X V I - w i e c z n e g o

mieszczański lub kościelny —
2

t r a f i ł w latach

B a u d X V I ; Deusteher K u n s t v e r l o g 1980) . B o p r o d u k o w a n y na

dziestych X I X w . ,

stronie 19 ( i l . 1), pochodzi z w z o r n i k a (Modełbuch)

r a m e k koszuli o p o c z y ń s k i e j , pozostawiam etnografom.

1

wydanego

dwu­

w formie p r a w i e nie zmienionej, na p r z y -

119

�••iiiiiiiiiHinniiiiiiumiiiuiniiiiiuiniiiiiiiiiuiuiimiuifiiiiiffiiiiiiiifil

I

v e.ss8.. -.- v

v %• в.5й-. v ... -.«..«г.. v . . .
v
|
• !•«
h.-r
aaa
, *5ss.
яяаяв "aS
a5
aa
. T mmm
•••*&lt;
-ss«-saaa •
.aS
a aM
&lt;^a
S.яаа
aa _, -SS-T
a a a a _.к" -ss.
" 5 5 ".s."s
. "SS. „
a at
|
ш . . a
mmm
mum mum
mmu
mmm
mum
mmm
umm jmrnm
- mim "mm С
S ' .ssv.ss". * .sr. .sr. • . s r . . s r . -s.r .ssv «ss% •s.s • • % • • • » • - 1
л я . ,

s

e

e

S .s5* is«- -ss.
e

-ss.- -ss. mss*

35 mmm ** • я * а •
. ввая. . I I
r.
•
m
. . .
28 8" "
" S S . «SS"
"
" •5a5. . mmm
."SS.
SS
m
m
•••••
a
ш
. a i
. I n , • • • •

.ss" "a. - r .ss-

-

l ' A - 4 F Л.Л W

"ss. • .ss" "Is.- "ss. •

"ss." "8 z

mmm 22.
я mmm
I M
• mmm - явя
a m
a яяя i " яSя
aaa
aŁ
a a- aI f. f * iaaa
• . i
mmm
вам,
"
" шав
SS. «
5 Г "SS^T
" S S T ". S
5S5".шит
SSS. "
" aaa
S S S " 1mmm
5
"SS.
яая
". S
a a.a a a
ааааа
aaa.a
a
т
aaa a
а"я
" m mi
• •

. .85"

щ

л -•-

л

V

л

»
2
m
m
m
m

"SSS" . 3

•

ш Я Ш . a a a ЯЖЯ''аВЯ~ • Ява
a «
mmm
M аl я• • ••" й"* . ". Я *
Я Я aa a
a aaa a
а а• •а• 'я• •я* '. aяa а
а «а• •а•а• .а. а. а а я я а в а
а в а в

1.*%8&gt;.i.W

i a и ш я я я a a a a a a a a a a a a a a a . a a a a a mmm mmm mmm mmm .aaa a a a a a a area

i i i
t
а5аввва_ •• ваяемаЯ
mmmmmm aaaaaaa
a . . a a a .aaaaa a
5 5 я в 5 я я • * я В И . , Ш Ш т - ттш • mm
„ a a . -a . . a a
a
aaaąąa
aaaa
a
aaaaa
..
а.
.
S S"Ł» '"-KSS"--' 5 ш " Я . - i " " . " " . а
S B
SSS
a
SSS
•
ввав
. 5вава
ааяа
а -- ' ваша
вааа .
в в ва н
а
яв
'
a
a
a
a
a
ааа
а. .а
ва •
fi SSSS
SSS" " . . " - a " " 5 . " 8 % S "• • a в
" . . "а "вав
5 5 5 • 2 2a 5a% Ii . "аS вам,
S
S
.2"
"SSL* 2
*J»22 S
.55555
•
5 5 .•
я . . . a . • - . a . aa
.
"a
ga, а
. " " .. яая
5"
- . . a. a
а" " в
ая. .я
я a . at
яаа
яаа
•* . .
.а
Б
5 SSI '
5 3 mm
5 я 5 5 я ' a a a - a a aaa a ая
aa
.aa я
a . яаа
ааа
вва
и" и 2 ттш
ааа
•••••&gt;• а
S n m
5 я а " a a a S a a 5 5 5 5 a a S S a a а ваша
ввя а
2
2
2
.
*
.
5
S
яввва,
авара
а
•
•
•
•
*
•
»
•
•
•
»
аг
S Шш • ' *
mmmm aEaaaaSa a a в а в я я я ааавав
а mmmm я
m
52"5"» umm.
. 5 5 *а5|5
**J*mm
.
•2222* 22_« 2
З а в а -•• ' «
В я я я я я я а » a ą j i a a я я я я яавва
в в а я • . ,. •
S
. ^ав
? -52*«*|
а
а *а
.._«•„.
я
51Я_
2
55а
в5 «••••
аа.в
а •
m 5 5 5 "' В
ввав
a a . mm a . . a a „222*
. 5 .а. "а 5а« в
%авв
aa. а
яa
вваввв
а_
•••»
.
ВSna
3
aa.a
aa . a a . -aВа
.aa
S z 5 _ l ! _ "а
_ "аааа«в_
_5,.25S
а
.
аяяяаава.. ашяяяяяя
и
• • 1 _ _
2
в
а а ш . • ' " в а м в ш я Г . ' mmmm .,...
a
- S S 2 K.'-«г
2 « " JIB SХ5 К
S2
51
." »
в •5aa5aaSa.5a a
'••яш
•
ява
2
•*.«••«
-222-Й1
.
5 3 8 . • • * « в mmv- • aSaa ввава .
ашавваав_
• авааааав..
ааа
а
ававв • • • * • и
aaaaa *_
•••К—• - • ! г
.
aа а. .aвa
a&lt;' &gt;(ааа
v a a aвав а
• . . аaяaа
в .Ш'.'аааа
ва м
8
аааааs а аЯа а и и* а аваяя
шва т
. . « • в а ш .вяааа»_«аВ«а
- •i &gt; » &gt; . " " &gt; " " ""22"222|«
• 5
—
^
^
^
^
i
f
.
5
«
5
5
a
*
s
j
iiin'Miitt 5
шмааа
а5тr " S
т- -и" S
ааш.в
ааааа
SSS58SSS5.
.SSSSnSSS
: S 5 Sа
V ^Я" 5-«
K K :а.аа
:S5^S
5SI.
•ш
в 5а аВв 5 S
яаяа.ааааа
ааа a a . а . а
а&gt;
8 S« aSaaSS a . a a a ą a . a
aa",a
„SSSS^aSSS
5 5 5 " a " 5 " " a я-аяваавваая
5""S"-"SS
a
a
"
a
5S
а"|5аяв5аа!я".«Вваавава
а
аа
ая
а
а
ваш
а
В
S S
f
S
a
S
e
P
:
i
s
S
«
5
2
!
!
2
.
S
S
5
S
B
.
.
8
5
"
5
"
8
.
*
5
S
a
"
S
a
a
a
a
a
a
S
S
a
м«5ваааааа
a
a
a
а
я
_
в
а
в«
a . aaaaa aaaaaaaaaa
-_2i*»2
• • •i • И I Sаa в
i •ама.авааа
• аяявяавав
a a a a a a a a в а а а в» ваааав
я
яаВааавая
В 2 2 1 2 2 5 2 " - S S S I S S a a S a S a a S S a S S S a « S 5 f 5 a " a . . • а •5а5555а|в" 2.{аавав
ш

шж

: f

r

e

в

1

-

В

ж

й

*aS-SsllI
"s:s5!:.-BsE

a

i^5%

KW"

M

5

IБ. , 5 5 в «
a 5a5.3.5.Я«8 я
а уS«S l S
яa «
- -a. .я .; .. .»- -• .«- - . *- - —
в —
-5«
8"."5"-":-.-Г.":" 5
^ . я. ". 5
8 .5 я
5явяшя5«5 1
SłS
» . •- « « . - 8 " . —
- IS S a
. .%
a a5' aЛs8a- в^ пЧ. 5м. а" .я*&amp;• *% 8 . % 8 . " ^ "^2^% 5 %
• .a8«в а Л
— — —
— —
«г
я

8

м

8

в

в

в

в

в

ж

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10722" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10700">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e703181f969e05307ad77f53c5ab86ae.pdf</src>
        <authentication>2f0d2773d562ab56a91a142f271e54ab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127834">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3293</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127835">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127836">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3087</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127837">
                <text>Summary of aricles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127838">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.125-128</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127839">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127840">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127841">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127842">
                <text>K s i ą d z d e n e r w o w a ł s i ę ogromnie, eo z tego w y j d z i e . P o t e m l u b i ł
s t a w i a ć n a j w c z e ś n i e j s z e , p r y m i t y w n e prace W o j t k a

obok dzieł

najnowszych i ś m i a ł się g ł o ś n o z r a d o ś c i .

W o j c i e c h Oleksy j u ż w ó w c z a s o d d ł u ż s z e g o czasu nie r z e ź b i ł
O b s e r w u j ą c w y n a t u r z e n i a , j a k i m p o d l e g a ł a i w eoraz w i ę k ­
s z y m s t o p n i u podlega w s p ó ł c z e s n a sztuka l u d o w a , s t y k a j ą o się,

P o d koniec l a t s i e d e m d z i e s i ą t y c h z m a r ł W ł a d y s ł a w Oleksy,

z j a k ż e c z ę s t y m t u hochsztaplerstwem, b l a g ą ,

sankcjonowanym

b r a t W o j c i e c h a , jego podpora, j a k b y ojciec. W s i e r p n i u 1981 r o k u

k i c z e m i z w y k ł ą , , l i p ą , " nieraz z a d a w a ł e m sobie p y t a n i e , czy

z m a r ł k s i ą d z E d w a r d N i t k a . „ P a n o w i e " m i e l i w ó w c z a s co innego

w a r t o b y ł o w ogóle p o ś w i ę c a ć tej robocie spory k a w a ł e k ż y c i a ,

na g ł o w i e , n i ż kolekcjonowanie r z e ź b y

ludowej.

czy w i e l k i f i n a n s o w y

Gdy Wojewódzki Ośrodek K u l t u r y w N o w y m Sąezu robił

i organizacyjny

W o j t k o w i j e s i e n i ą 1984 r o k u w y s t a w ę , ostania w y s t a w ę za ż y c i a

Przykład

a r t y s t y , eksponaty

w y k a z u j e d o b i t n i e , że b y ł o w a r t o .

wypożyczono z muzeum w N o w y m

Sączu

wysiłek,

Wojtka

i

niektórych

innych

chłopskich

i Rabce, z p a s z y ń s k i e j p l e b a n i i i od k i l k u o s ó b p r y w a t n y c h .

S

U

M

M

A

R

I

E

S

jaki

podjęto

u nas d l a o c h r o n y i r o z w o j u s z t u k i l u d o w e j , m i a ł w o g ó l e sens
artystów

Antoni

•

Р

Е

З

Ю

М

Kr oh

Е

SUMMARY OF ARTICLES

Jaeek

Olędzki

—

SIGNS OF E X I S T E N C E

T h e a u t h o r discusses the p r o p e r t y signs f o u n d on several
e x h i b i t s (anchors, sausepans, oars) i n the village museum i n
M u r z y n ó w near P ł o c k . H e refers this k i n d o f signs to similar

examples o f signatures appearing on the walls o f the Gothic
church i n R o k i ć , ie. the parish church o f M u r z y n ó w . H e assumes
t h a t p r o p e r t y signs were applied b y peasants i n t h i s p a r t о
P o l a n d between the 17th a n d the 19th c e n t u r y a n d t h a t the
custom, t h o u g h already i n decay, persisted even t i l l the f i r s t

125

�quarter o f t h e present c e n t u r y . T h e a u t h o r is o f the o p i n i o n
t h a t the signs o f p r o p e r t y appear among some d i s t i n c t i l l i t e r a t e
socio-professsional groups (eg. honey collectors, fishermen,
boat, people, a n d shepards) a n d t h a t o r i g i n a l l y , apart f r o m
g i v i n g t h e name, fulfilled the i d e n t i t y f u n c t i o n , meeting the
necessity o f self-definition and thus a v o i d i n g nicknames a n d
by-names.
I n the context o f other k i n d s o f signs discovered on the
walls o f the R o k i ć c h u r c h (they are semi-circular hollows o f
different size a n d depth) the i d e n t i t y sign c o u l d have evolved
i n t o the sign o f existence testifying a peculiar state i n t h e v i t a l
consciousness f o r m u l a (the c u l t o f f i r e - l i g h t ) or i n the e x p i a t o r y -commemorative one (the repentance act). The a u t h o r oritisizes
the research stand classifying the analyzod facts under the
only unified
Weltanschauung
f o r m u l a (Hoekenbeck 1885,
W r ó b l e w s k i 1958, Tyszkiewicz 1976). H e bases his c r i t i c i s m o n
t h e f u n d a m e n t a l assumption of the t h e o r y o f c u l t u r e , according
t o w h i c h the opposition (opposing distinctness) remains one
of the p r i m a r y rulos o f the self-definition o f the personality.

W i t o l d
C h m i e l e w s k i
AND ACTIVITY I N LUCIM

—

PLASTIC

INSPIRATION

I n 1973 f i v e artists and photographers dicided t o move t o
the c o u n t r y . T h e y f o r m u l a t e d the p r o g r a m m e o f "social a r t "
centred on the spectator a n d his p a r t i c i p a t i o n ; t h e y decided to
adjust t h e i r a r t i s t i c a c t i v i t y to t h e needs o f the i n h a b i t a n t s o f
one p a r t i c u l a r village. T h e y chos3 L u c i m , a desintegrated village
near Bydgoszcz, l a c k i n g a n y c u l t u r a l life, t r a d i t i o n and folklore.
T h e w o r k i n g o f t h e A c t i v i t y Group began w i t h the presenta­
t i o n o f the artists' p a i n t i n g s a n d quasi-theatrical occupation,
a k i n d o f a happening. I n the course o f t i m e the a r t i s t i c a c t i v i t y
became above a l l tho social one. The village accepted some
f r o m among numerous and v a r i e d proposals o f the G r o u p : the
ones t h a t referred to the f a m i l i a r things, w h i c h t h o u g h forgotten,
had been coded i n the t r a d i t i o n . Harvest-homes became the
most i n s p i r i n g and i m p o r t a n t events i n L u c i m . O b v i o u s l y new
suggestions, based on the system o f values u n f a m i l i a r t o t h e
villagers, -were rejected, for instance the celebration o f the
anniversary o f the f o u n d a t i o n o f L u c i m .
D u r i n g the six years o f the group's a c t i v i t y i n L u c i m (its
members have b o u g h t houses i n the village and spend the majo­
r i t y o f the year there) there have occurred some changes i n t h e
village life. T h e village is more a t t r a c t i v e i n its appearance a n d
cleaner. Harvest-home is celebrated ceremoniously every year,
so is St John's N i g h t . A projoct o f tho F o l k House was created.
T h e L u c i m experiment is being carried o u t , a n d o n l y i n the
future one w i l l we be able t o judge h o w deep a n d permanent
its effects are.
I n tho course o f the e d i t o r i a l discussion " O n the L u c i m
E x p e r i m e n t " i t has been concluded, among others, t h a t t h i s
k i n d of a c t i v i t y is e x t r e m e l y i m p o r t a n t for t h e c o u n t r y a n d
i t also creates tha o p p o r t u n i t y for the artists who cannot adapt
themselves to the artistic w o r l d of the c i t y . I t has also been
said t h a t tho e x p e r i m e n t can succeed o n l y when i t recalls some
values enrooted i n the t r a d i t i o n or i n the religion. Also there
have bocn some commonts made on the interesting idea o f " T h e
L u c i m prophecies". T h o villagers and the members o f the a c t i v i t y
group recorded for several years t h e i r predictions concerning
the fate o f the c o u n t r y , their village a n d families i n the c o m i n g
years. T h e results prove h o w the general s i t u a t i o n of the c o u n t r y
affects the p o i n t o f view of the villagers.

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — RYSZARD HLEBOWICZ'*
P A N O R A M A OF T H E D E F E N S E OF W I Z N A " .
T

The " P a n o r a m a of the Defense of W izna" is a k i n d of a
m o n u m e n t c o m m e m o r a t i n g the events of the September o f
1939. I t s author, r e t i r e d R y s z a r d H l e b o w i c z , dwells i n B i a ł y s t o k .
H i s half-hectare piece o f l a n d i n Sulin near W i z n a serves as
a k i n d of a. museum i n w h i c h he placed a n u m b e r o f concrete
figures strengthened b y wire or i r o n , and representing b a t t l e
scenes. Tho exposition is enriched b y original pieces o f arms,
helmets, and a m m u n i t i o n f o u n d on the b a t t l e f i e l d . R y s z a r d
H l e b o w i c z personally takes the visitors r o u n d his museum,
t o l l i n g a b o u t the events as i f he himself believed he h a d t a k e n
p a r t in t h e m (he was a c t u a l l y i n v o l v e d i n f i g h t s nearby and
knows the h i s t o r y o f the b a t t l e f r o m books and other people's
accounts).
Hlebowiez's " m u s e u m " cannot be evaluated i n the p u r e l y
artistic categories. H i s sculptures generally show v e r y l i t t l e
f o r m a l s k i l l a n d scarce knowledge of a n a t o m y . Despite this,
however, t h e y impress the p u b l i c , animate t h e i r i m a g i n a t i o n ,
w h i c h is m a i n l y due t o Hlebowiez's passion and his emotional

126

a t t i t u d e towards the presented events. The l a n d and a l l the
necessary materials were b o u g h t w i t h Hlebowiez's p r i v a t e
money a n d i t was he himself who executed a l l the figures i n
order to commomorate the evonts and leave a long l a s t i n g
t e s t i m o n y o f his life.

Father
W a c ł a w C h m i e l a r s k i
BOBROWNIKI BĘDZIŃSKIE

—

FOLK A RT I N

B o b r o w n i k i B ę d z i ń s k i e is a parisli village on the border
between Z a g ł ę b i e a n d Silesia, a n d remains under the influence
of the t w o areas ( r u r a l a n d m i n i n g ones). F a t h e r W a c ł a w Chmie­
l a r s k i , tho B o b r o w n i k i parson since 1970, is a lover o f folk
a r t a n d folklore. H e does a l l he can to preserve tho decaying
customs. H e has r e v i v e d t h e festival o f tho parish harvost-home,
he encourages wearing folk costumes d u r i n g the c h u r c h festi­
vities. H o has also created a k i n d of a museum i n w h i c h he
collects o l d acessories — f u r n i t u r e , costumes, Biblos, figures
of saints, etc.
I t is also h i m w h o has i n i t i a t e d a peculiar B o b r o w n i k i creati­
v i t y - - pictures o f corn seeds, beans, poas, straw. T h i s techniquo
decorates, among others, the chasuble k o p t i n the B o b r o w n i k i
M u s e u m . Seed decorated pictures have t r a v e l l e d to m a n y coun­
tries as gifts offered t o c h u r c h dignitaries.
F a t h e r Chmielarski's a c t i v i t y proves perfectly w e l l h o w
m u c h can a wise parson achieve i n r e v i v i n g the social a n d c u l t u r a l
life, as w e l l as i n preserving the disappearing folklore, n o t
o n l y b y preserving the decaying customs, or accessories, b u t
m a i n l y b y teaching respect for one's o w n c u l t u r a l heritage.

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — " B E A U T I F U L IS A L L
I L I K E " . M A R I A P I ^ L U S Z C Z A K ' S W O R K S O F P E A S , POP-PYSEED, RICE, A N D STRAW.
M a r i a Pieluszczak was b o r n i n 1923 i n the village of T u l i g ł o w y near L v o v . A f t e r the w a r she settled d o w n as a repatriate
i n G o ś c i m i n the v o i v o d s h i p o f G o r z ó w . She b r o u g h t w i t h her
e v e r y t h i n g she h a d l e a r n t at home — o l d songs, the craft o f
bead e m b r o i d e r y , a n d o f Easter eggs decoration, weaving wreaths
of peas a n d straw. She has applied t r a d i t i o n a l techniques t o
new forms — she makes things t o order a n d sells coats o f arms,
cribs, m o d e l castles and churches made o f straw, peas, a n d
beans. She also makes harvest-home wreaths a n d composes
songs. She carries wreaths dressed i n an e m b r o i d o d corset.
H e r c r e a t i v i t y is t o the l i k i n g o f the villagers and the a r t i s t
herself. I n the eyes o f the villagers she is a n authentic, n o t the
Cepelia a r t i s t . T h e a u t h o r deliberately avoids tho a r t i s t i c eva­
l u a t i o n a n d classification o f t h i s c r e a t i v i t y , characterizing
i t w i t h ample quoted fragments o f M a r i a Pieluszczak's o w n
letters.

D a n u t a
K ł o s i e w i с z — MID-SUMER D A Y RITE.
D A N C E I N V I E W OF T H E SYMBOLISM OF R O T A R Y
MOTION.
T h e article is an a t t e m p t t o analyse the r i t e o f M i d - s u m m e r
D a y ; i t also presents the h y p o t h e t i c a l a n d at the same t i m e
o r i g i n a l i n t e r p r e t a t i o n o f the r i t e . T h e authoress reconstructs
the scheme of the r i t o i n its archaic f o r m on the grounds of the
Polish sources; she also makes the assumption t h a t the M i d -summor D a y was an i n i t i a t i o n r i t e o f y o u n g girls i n t o marriage.
T h e above hypothesis can be p r o v e d b y analysing and interpre­
t i n g the f o l l o w i n g elements: r i t e spaco, r i t o t i m e , a t t r i b u t e s
a n d heroes o f the r i t o , as well as dance o f girls a r o u n d M i d - s u m m e r
D a y bonfires w h i c h , according to the authoress, constitutes the
most i m p o r t a n t element o f the whole o f the r i t o . H a v i n g u t i l i z e d
the k n o w n data concerning space and t i m e as w e l l as tho sense
of r o t a r y m o v e m e n t i n t r a d i t i o n a l t h i n k i n g the authoress
suggests t h a t such dance o f girls followed the d i r o c t i o n "against
the s u n " . T h e above f o r m u l a t i o n constitutes the grounds for
the authoress' further reasoning.

Jaeek

W o ł o w s k i

—

WŁODZIMIERZ

NAUMIUK

H e l i v e s i n the v i l l a g e K a n i u k i i n the B i a ł y s t o k rogi.m*
H i s sculptures are connected w i t h tho c o u n t r y . H e observes
n a t u r e a n d villagers w i t h close a t t e n t i o n . T h u s one m a y regard
h i m as a k i n d o f a j o u r n a l i s t r e c o r d i n g i n s c u l p t u r e faces a n d
v a n i s h i n g customs. A p a r t f r o m t h i s N a u m i u k t o o k u p religious
sculpture, based at f i r s t on the canon on i c o n p a i n t i n g . L a t e r
on t h e saints he created lost t h e i r h i e r a t i c character a n d t h e
h o l y faces became s i m i l a r t o those o f the v i l l a g e r s .

�I
T h o u g h tho a r t o f N a u m i u k is under the constant influence
o f t h e same sources o f i n s p i r a t i o n , g u i l d p a i n t i n g a n d the same
faces o f s u r r o u n d i n g people, i t keeps c h a n g i n g and e v o l v i n g .
H i g h t e c h n i c a l a b i l i t i e s o f the a r t i s t are closely connected w i t h
his trade, t h a t o f a carpenter. H e k n o w s the features o f a l l a v a i ­
lable k i n d s o f w o o d and ehoses tho m a t e r i a l w i t h colour, grainsyst e m , f a c t m e , adequate to the subject.

Barbara
MORALITY
ROOM

Gołąb
—
LATE BAROQUE PICTURE
I N THE OLD BERNARDINE
DETENTION

I n the B o r n a r d i n e monastery o f St A i m ( A l e k s a n d r ó w k a ,
C z ę s t o c h o w a v o i v o d s h i p ) there can be f o u n d an o l d d e t e n t i o n
r o o m w i t h r i c h polychromies. The depicted scenes form a p i c t u r e
m o r a l i t y commented w i t h short L a t i n a n d Polish t e x t s . The
pantings wore created i n 1800 as tho latest a n d most p r o b a b l y
in the last quarter o f the 18th c e n t u r y . The authorship can be
u n d o u b t e d l y a t t r i b u t e d t o an autodidaet p a i n t e r .

S t a n i s ł a w
L e s z c z y c k i - - SOME A N T R O P O G E O G R A P H I S P R O B L E M S OF T H E POLTSH O R A W A .
T h e t e x t was w r i t t e n i n 1935 p r o f i t i n g f r o m the materials,
t o d a y already priceless, a n d collected i n the 1930' s Polish
Orawa is the area situated at the foot o f B a b i a G ó r a a n d Ż e l e ź n i e a covering 330 square k m (12 villages). T h e purpose o f the
article was t o show tho dependence o f the settlements on t h e
geographic m i l i e u a n d the e n n u m e r a t i o n o f the details concer­
n i n g economic relations w h i c h were t o help i n t h e f o r m u l a t i o n
of the programme of a i d t o the poor Orawa c o u n t r y .
D e t a i l e d and f u l l analysis o f t h o geographic a n d c l i m a t i c
conditions, o f the architecture a n d economy o f p a r t i c u l a r parts
of Orawa (compare tho maps and the diagrams) s u p p o r t e d b y
the statistic d a t a concerning m i g r a t i o n movements between
1880 and 1933, presents t h e O i a w a c o u n t r y f r o m before the
W o r l d W a r I I i n a l l the aspects — t h a t of economy, a n d social
and n a t u r a l m i l i e u s . I t serves as an example o f t h o r o u g h a n d
complex research f u l l y t a k i n g advantage of the d a t a available
t h r o u g h s t u d y and measurements.

РЕЗЮМЕ

Автор критикует исследовательскую точку зрения,
которая сводит а н а л и з и р у е м ы е ф а к т ы исключительно
к одной у н и ф и ц и р о в а н н о й формуле (Гоккенбек
1885,
Врублевски
1958, Т ы ш к е в и ч
1976). В с в о е й
критике
автор исходит из основной предпосулки теории к у л ь ­
туры, согласно которой противопоставление
(противо­
положное
различие)
является
одним из
основны-:
правил самоопределения личности.

дожественная деятельность
Группы
стала
прежде
всего общественной деятельностью. И з многих и р а з ­
нородных предложений Группы деревня выбрала н е ­
к о т о р ы е , а и м е н н о : те, к о т о р ы е н а п о м и н а л и з н а к о м ы е
явления, пусть почти забытые, но все ж е
закодиро­
ванные в традиции. Наиболее активизировал крестьян
праздник у р о ж а я . Совсем новые предложения, свя­
занные
с системой
чужых
крестьянам
ценностей
были ими отклонены. Например, празднование
го­
довщины основания Люцимя.
В течение шести лет деятельности Группы в Л ю циме ( ч л е н ы Г р у п п ы приобрели в деревне дома и пре­
б ы в а ю т т а м з н а ч и т е л ь н у ю часть года) в ж и з н и д е ­
ревни
произошли
известные
перемены. Внешний
облик деревни стал привлекательнее, красивее, чище.
Ежегодно
стали
торжественно отмечать
праздник
урожая, ночь накануне Ивана Купалы. Планируется
строительство Народного Дома. Люцимский экспери­
мент п р о д о л ж а е т с я . С к о л ь п р о ч н ы и п о л о ж и т е л ь н ы
будут его р е з у л ь т а т ы , п о к а ж е т в р е м я .
В редакционной дискуссии,
посвященной упомя­
нутому эксперименту, указывалось, в частности, что
такого рода деятельность имеет существенное значе­
ние д л я деревни, создавая притом ш а н с ы н а успех д л я
тех х у д о ж н и к о в , к о т о р ы е не н а х о д я т себе места в го­
родском художественном укладе. Участники дискуссии
говорили т а к ж е о подобных мероприятиях в прошлом
и утверждали, что эксперимент обещает успех в тех
случаях, когда обращаются к тем ценностям, которые
глубоко коренятся в традиции либо в религии. Затем
комментировали одно из интереснейших предложений,
а именно: Л ю ц и м е к и е
п р о р о ч е с т в а .
В
тече­
ние нескольких лет ж и т е л и Л ю ц и м я вместе с Группой
действия з а п и с ы в а л и к к о н ц у года предвидения, к а ­
сающиеся
судьбы
страны, деревни
и собственной
семьи
в наступающем
году. И з н и х
следует,
что
общее положение в стране
существенным образом
влияет на способ с п ы ш л е н и я ж и т е л е й деревни.

В и т о л ь д
Х м е л е в е к и •— В Д О Х Н О В Л Е Н Н О С Т Ь
И ИЗОБРАЗИТЕЛЬНОЕ ИСКУССТВО
В
ЛЮЦИМЕ

А л е к с а н д р
Я ц к о в с к и
— РЫШАРДА
ВИЧА „ПАНОРАМА ОБОРОНЫ ВИЗНЫ"

В
1973 г . г р у п п а
пяти
художников —пластиков
и фотографов решила переселиться
в деревню. Они
составили программу „общественного искусства",
опи­
р а ю щ у ю с я на п р е д п о с ы л к у ..лицом к зрителю", пред­
п о с ы л к у в з а и м о д е й с т в и я со з р и т е л е м . Г р у п п а
решила
согласовать свою х у д о ж е с т в е н н у ю д ея т ел ь н о ст ь с по­
требностями ж и т е л е й одной деревни. Х у д о ж н и к и
по­
пали в Люцим, деревню
под Быдгощью, лишенную
культурной ж и з н и , без традиций и фольклора,
раз­
общенную, без внутренней спайки.
Свою деятельность Группа начала
с показа соб­
ственных картин, с паратеатральных выступлений,
своего рода „ х е п п е н и н г а " . Т т е ч е н и е м времени х у -

„Панорама обороны В и з н ы " я в л я е т с я своего рода
п а м я т н и к о м с о б ы т и й с е н т я б р я 1939 г . Э т о п р о и з в е д е ­
ние Р ы ш а р д а Хлебовича, пенсионера, постоянно про­
ж и в а ю щ е г о в Б е л о с т о к е . Н а м а л е н ь к о м у ч а с т к е в 1/2
гектара в Сулине близ Визны
он создал музей, со­
д е р ж а щ и й р я д ф и г у р из цемента, армир/овашюго
про­
волокой или железом, отображающих сцены борьбы.
Элементами экспозиции являются также
собранные
на поле битвы осколки о р у ж и я , боеприпасов,
каски.
Автор сам водит посетителей по музею, р а с с к а з ы в а е т
о собыиях прошлого словно лично принимал в н и х
участие (воевал поблизости, история обороны знакома
ему из рассказов и книг).

Я ц е к

О л е н д з к и

—

ЗНАКИ

СУЩЕСТВОВАНИЯ

Автор рассматривает вопрос знаков собственности,
о б н а р у ж е н н ы х на некоторых экспонатах (якори,
ка­
стрюли, весла), собранных в сельском музее в М у ж и кове близ П л о ц к а . С о п о с т а в л я я этот
род знаков с по­
добными обозначениями, которые выступают на сте­
нах готического костела в местности Роките, прихода,
к которому принадлежит Мужиново, автор
предпола­
гает, что в этом р а й о н е П о л ь ш и з н а к а м и с о б с т в е н ­
ности пользовались крестьяне в X V I I — X I X вв. О б ы ­
ч а й этот, п о с т е п е н н о о т м и р а я , ч а с т и ч н о с о х р а н и л с я до
первой четверти текущего столетия. Автор
полагает,
что этот з н а к в ы с т у п а е т в н е к о т о р ы х в ы д е л я ю щ и х с я
социально-профессиональных
группах
(например,
у
пчеловодов, рыбаков, речников, пастухов)
во в р е м я
всеобщей
безграмотности
и
что
первично
рядом
с именем исполнял ф у н к ц и ю удостоверения личности,
следовательно
потребности самоопределения,
чтобы,
в частности, н е подвергаться
воздействию
прозвищ
и кличек.
В связи с другого рода знаками, о б н а р у ж е н н ы м и
на стенах рокитского
костела,
(знаками различной
величины, более мелких
или глубоких, полукруглых
углублений) з н а к т о ж д е с т в а мог п р е в р а щ а т ь с я в з н а к
существования, подтверждающего, отмечающего
осо­
бое д у ш е в н о е с о с т о я н и е в ф о р м у л е ж и з н е н н о г о
соз­
нания (культа огня-света) либо искупительно-запоми­
нающегося (исполнение акта покаяния).

ХЛЕБО-

127

�„Музей" Хлебовича нельзя рассматривать только
с художественной точки зрения. Большинство скульп­
тур музея выполнено неумело, свидетельствуя об
отсутствии должной подготовки, о незнании основ
анатомии. Если же, несмотря на это, экспонаты про­
изводят на зрителей большое впечатление, действуя
на их воображение, то причиной этого является
страстное увлечение автора, его эмоциональное отно­
шение к представляемым событиям. Хлебович купил
участок и необходимые материалы за собственные
средства, сам выполнил ЕСС фигуры. Он действовал
с целью оставить прочный след о минувших собы­
тиях и память о себе самом.
К с е н д з В а ц л а в Х м е л я р с к и — НАРОДНОЕ
ИСКУССТВО В БОБРОВНИКАХ БЕНДЗИНСКИХ
Бобровники Бендзинеке — приходская деревня,
расположенная между Заглэмбем и Оилезией, нахо­
дится под влиянием упомянутых регионов (сельско­
хозяйственного и горнодобывающего). Ксендз Васлав
ХмелярЬюи, с 1970 г. священник прихода в Бобровниках, является большим любителем народного искус­
ства и фольклора. Он прилагает все усилия к тому,
чтобы сохранять отмирающие обычаи. Ои восстановил
в приходе праздник урожая, поощряет народные ко­
стюмы во время костельных торжеств. Ксендз Хме­
лярски создал также своеобразный музей, в котором
собирает все старое — утварь, предметы домашнего
и хозяйственного обихода, одежду, экземпляры Би­
блии, фигурки святых и т.п.
Кроме того, ксендз Хмелярски является инициа­
тором своеобразного бобровницкого творчества: кар­
тинок из зерна, семян, фасоли, гороха, соломы.
В частности — этой техникой разукрашена риза,
находящаяся в бобровницком музее. Оклеенные зерном
образа можно встретить во многих странах, куда они
были направлены в качестве подарков достойным
служителям религиозиош культа.
Деятелность ксендза Хмелярского прекрасно сви­
детельствует о том, как много может сделать для
пользы деревни разумный, просвещеннный приход­
ский священник равно в смысле оживления обще­
ственной и культурной жизни, как и для сохранения
отмирающего фольклора.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и — „ПРЕКРАСНО ВСЕ
ТО, ЧТО МНЕ НРАВИТСЯ", ОБ ИЗДЕЛИЯХ МАРИИ
ПЕЛУЩАК ИЗ ГОРОХА, МАКА, РИСА И СОЛОМЫ
Мария Пелущак родилась в 1923 г. в деревне Тулигловы близ Львова. После войны она как репа­
триантка поселилась в Гостиме Гожовского воеводства.
Она сохранила в памяти все, чему научилась в отчем
доме — старые песни, умение вышивать нитками и
бисером, раскрашивать на Пасху яйца, плести венки
из соломы, гороха, фасоли. Традиционную технику
применяет Жария Пелущак к новым формам
— из
соломы, гороха, фасоли. Она выполняет по заказу
и на продажу гербы вертепов, модели замков, косте­
лов. Она плетет также венки на праздник урожая,
слагает песенки. Во время праздника урожая при­
наряжается в вышитый корсаж и несет венок.
Творчество Марии Пелущак пользуется у жите­
лей деревни успехом, нравится также самой масте­
рице. В глазах жителей деревни она является
под­
линной народной художницей, а не представитель­
ницей Цепелии.
Автор статьи сознательно не пытается дать ху­
дожественную оценку либо классифицировать это
творичество, лучшей характерисикой которого являет­
ся подробно цитируемые в статье выдержки из писем
Марии Пелущак.
Д а н у т а К л о с е в и ч — ОБРЯД, СОВЕРШАЕМЫЙ
НАКАНУНЕ ИВАНА КУПАЛЫ. ТАНЕЦ В АСПЕКТЕ
СИМВОЛИКИ ВРАЩАТЕЛЬНОГО ДВИЖЕНИЯ.
Автор статьи пытается проанализировать обряд,
связанный с празднованием Ивана Купалы, а также
представить его гипотетическую, но оригинальную
интерпретацию. Ггавиым образом на основе польских
128

источников автор восстанавливает схему процесса
обряда в его 'архаической форме, выдвигая в то же
время предположение, что некогда праздник этот был
ритуалом посвящения молодых девушек в супружес­
кую жизнь. Подтверждением этой гипотезы могут
служить выводы, вытекающие из подробного анализа
и интерпретирования таких элементов, как: место
обряда, время исполнения обряда, его атрибуты, герои
обряда, в первую же очередь важнейший, по мнению
автора, элемент обряда — танец девушек вокруг
костра.
Используя известные нам установления, каса­
ющиеся структуры времени и пространства, а также
смысл вращательного движения в традиционном мы­
шлении, автор предполагает, что танец девушек во­
круг праздничного костра совершался „по направле­
нию движения солнца". Исходя из этого автор ведет
свои дальнейшие рассуждения.
Яцек Воловски

— ВЛОДЗИМЕЖ НАУМЮК

Наумюк, житель деревни Канюки в Белостокском
районе. Его скульптуры связаны с жизнью деревни,
и н внимательно наблюдает природу и нравы сель­
ского населения. Наумюк является своего рода ре­
портером, запечатлевающим в скульптуре облики лю­
дей, отмирающие обычаи. Второй темой его творче­
ства является скульптура религиозного характера,
вначале тесно связанная с канонами иконной живо­
писи. Со временем лики святых стали терять свой
возвышенный облик, все более уггодобняясь лицам
крестьян.
Творчество Наумюка, вдохновляемое окружающи­
ми его лицами и средой, а также цеховой живо­
писью, все развивается и меняет свой характер. Вы­
сокая техническая подготовка Наумюка связана с его
профессией плотника. Ему знакомы все доступные ви­
ды дерева и их особенности, которые он должным
образом умело использует, подбирая, в зависимости
от тематики, дерево соответствующего оттенка, рас­
положения слоев и фактуры.
Барбара Голомб
—
ИЛЛЮСТРИРОВАННЫЙ
МОРАЛИТЕ В ДАВНЕМ БЕРНАРДИНСКОМ КАР­
ЦЕРЕ, ВРЕМЕН ПОЗДНЕГО БАРОККО
В побернардинском монастыре св. Анны (Александронка, Ченстоховское воеводство) находится дав­
ний карцер, стены которого покрыты богатой поли­
хромией. Представленные сцены создают картинное
моралите, сопровождаемое краткими текстами на
польском и латинском языках. Эта настенная роспись
возникла, по всей вероятности, ок. 1800 г., в последней
четверти XVIII в. Ее автором был несомненно худож­
ник самоучка.
С т а н и с л а в Л е щ и ц к и — НЕКОТОРЫЕ АНТРОПОГЕОГРАФИЧЕСКИЕ ВОПРОСЫ, КАСАЮЩИЕСЯ
ПОЛЬСКОЙ ОРАВЫ
Текст подготавлея в 1935 году на основе материа­
лов, собранных в 30-х годах. В настоящее время ма­
териалы эти бесценны. Польская Орава — территория,
расположенная у подножья Бабьей Гуры и Железницы — охватывает 330 клм (12 деревень). Автор ста­
вит себе целью показать зависимость заселения от
географической среды и сопоставить подробные дан­
ные об экономических отношениях, на основании ко­
торых можно было бы составить программу помощи
для бедной оравской земли.
Подробный и исчерпывающий анализ географи­
ческих условий, климата, строительства и экономики
отдельных районов Оравы, (сси. карты и диаграммы)
подтвержденный статистическими данными, касаю­
щимися миграционного вдижеяия в период от 1880 г.
до 1933 г., знакомит с положением оравских деревень
в период до II мировой войны во всех асдектах —
экономическом, социальном, природной среды.
Проведенный автором анализ может служить при­
мером добросовестных комплексных исследований, в
которых могут быть на все 100% использованы дан­
ные, получаемые путем исследований и измерений.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10721" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10699">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7a1607650c18766ebac96dd4ecf715bf.pdf</src>
        <authentication>c6eee45756e3d302b3d9e3dccba49a28</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127824">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127825">
                <text>1985</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127826">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3086</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127827">
                <text>Wspomnienia pośmiertne: Wacław Sułkowski (1927-1985) ; Prof. dr hab. Kazimiera Zawistowicz-Adamska (1897-1984) ; Wojciech Oleksy (1903-1985) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127828">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1985 t.39 z.1-2, s.121-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127829">
                <text>Jackowski, Aleksander; Wieruszewska, Maria; Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127830">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127831">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127832">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127833">
                <text>W

S

P

O

M

N

I

E

N

I

A

WACŁAW

P

O

Ś

M

I

E

R

T

N

E

SUŁKOWSKI

(31.01.1927—24.0.1.1985)

Z w y k s z t a ł c e n i a b y ł h i s t o r y k i e m . Po m a g i s t e r i u m r o z o p c z ą ł
pracę

w

domach

kultury,

został nawet

dyrektorem

jednego

z n i c h . N i e c z u ł się j e d n a k w tej r o l i dobrze, n i g d y nie c h c i a ł
b y ć na
Po

„świeczniku",

prostu

kwestia

reprezentować,
temperamentu,

inicjować,

organizować.

charakteru,

osobowości.

U c z y ł w szkole, m ł o d z i e ż l u b i ł , ale m ę c z y ł go h a ł a s , nie­
ustanne n a p i ę c i e . W i ę c p r z y s z e d ł do nas,

do I n s t y t u t u

Sztuki

P A N . B y l s i e r p i e ń 1961 r o k u . W ł a ś n i e z a c z y n a l i ś m y organizo­
wać

archiwum

fotograficzne

sztuki

ludowej.

Gdy

przyszedł

b y ł o w n i m nieco p o n a d 5000 z d j ę ć . Teraz jest p r z e s z ł o 74 000.
T o a r c h i w u m b y ł o w z n a c z n y m s t o p n i u jego d z i e ł e m , z n a ł je
doskonale

i

chętnie

służył

pomocą

studentom,

etnografom,

d z i e n n i k a r z o m . K o r z y s t a l i ś m y z jego p o m o c y t a k ż e w r e d a k c j i
„Polskiej Sztuki Ludowej". W każdej przyzwoitej redakcji musi
b y ć k t o ś , k t o bierze na siebie c i ę ż a r p r a c y n i e w d z i ę c z n e j , nie­
widocznej, ale p r z e c i e ż koniecznej. W

naszej r e d a k c j i zawsze

w i e d z i e l i ś m y , że jest on, W a c e k , i że wszystko, co trzeba zos­
tanie na

czas zrobione. N i g d y

a wykorzystywaliśmy

nie

o d m a w i a ł swojej

go nieraz. On

był

zawsze na

solidny i życzliwy ludziom. Nie skażony bakcylem
tej

śmiesznej

„ważności",

„ t o do m n i e nie n a l e ż y " .
pomóc,

dlaczego m i a ł b y

kwitowanej

pomocy,
miejscu,

biurokracji,

opryskliwą

odmową

Skoro coś b y ł o potrzebne, a on m ó g ł
tego nie

uczynić. Działa! w

Związ­

k a c h Z a w o d o w y c h , w r ó ż n y c h k o m i s j a c h s p o ł e c z n y c h , b y ł ław­
n i k i e m w S ą d z i e m . W a r s z a w y . Ceniono go, b y ł b o w i e m w r a ż ­
l i w y n a s p r a w y ludzkie,

bezstronny, s p r a w i e d l i w y , m ó w i ł nie­

wiele, ale g d y z a b i e r a ł głos jego zdanie liczyło się, nie

dawał

się p o n o s i ć e m o c j o m .
N i e m i a ł t y t u ł ó w , n i c z y m nie k i e r o w a ł , nie p r z e w o d n i c z y ł .
W jego n e k r o l o g u koledzy n a p i s a l i — b y l c z ł o w i e k i e m p r a w y m .
I s t o t n i e , t a k i m b y ł . S p r a w i e d l i w y i s k r o m n y . Czy to m a ł o ? C z y m
d ł u ż e j ż y j ę , t y m bardziej p o d z i w i a m i c e n i ę t a k i c h w ł a ś n i e l u d z i
jak On. P o n i e w a ż łatwiej b y ć w y k s z t a ł c o n y m niż

sprawiedliwym

i m ą d r y m , z w ł a s z c z a t ą c i c h ą m ą d r o ś c i ą , w k t ó r e j jest w y r o z u ­
m i a ł o ś ć , ale i p e w n o ś ć w r o z r ó ż n i a n i u tego co złe a eo dobre.
Szanowano go powszechnie, l u b i a n o . W z i m n y , p o c h m u r n y d z i e ń

się d z i e j a m i Sierpca. N a p i s a ł Zarys

o d p r o w a d z a ł go t ł u m

od XII

l u d z i do m o g i ł y pospiesznie

wykopanej

do XIX

wieku

w pustej, okropnej przestrzeni cmentarza na W ó l c e . T ł u m l u d z i ,

d u ż ą p r a c ę Z dziejów

gospodarczych

k t ó r y c h n i c nie o b l i g o w a ł o , stanowisko, pozycja, z a s ł u g i zmar­

Studia

1.

i Materiały

dziejów

gospodarczych

Sierpca

„ N o t a t k i P ł o c k i e " , 1972 n r 2 (66) oraz
Wyd.

Sierpca,,

(Sierpc.

Towarzystwo Naukowe

i społecznych

Płockie,

łego, ale dla. k t ó r y c h On b y ł n a p r a w d ę k i m ś w a ż n y m i d r o g i m .

O d d z i a ł w Sierpcu, P ł o c k — S i e r p c 1972). B r a ł toż u d z i a ł w ba­

O h , W a c k u , W a c k u ! p r z e c i e ż T y nawet nie z d a w a ł e ś sobie sprawy

daniach nad s z t u k ą l u d o w ą Podlasia, p r o w a d z o n y c h z e s p o ł o w o

z tego, j a k i s t o t n ą r o l ę o d g r y w a ł e ś w naszym zespole. Oczy­

pod

wiście, archiwum

s t r o j e m i o p u b l i k o w a ł w 1968 r. w 4 zeszycie „ P o l s k i e j S z t u k i

poprowadzi

ktoś

inny,

redakcja

też

jakoś

kierunkiem

prof,

dra

R o m a n a Reinfussa,

zajmował

się

sobie da radę., ale k t o z a s t ą p i Ciebie, k t o — j a k T y —- s t w o r z y

L u d o w e j " a r t y k u ł p . t . Strój

a t m o s f e r ę spokoju życzliwości i zaufania?

wspomnienia z l a t o k u p a c j i . N i e u k o ń c z y ł ich. Ś m i o r e jest strasz­

Z r e s z t ą a t m o s f e r ę t ę w y t w a r z a ł i w d o m u , i w kole
Przyjaciół

Ziemi

Sierpeckicj.

Byl aktywnym

członkiem

PTTK
togo

na,,

przerywa pracę,

łukowski.

P r z y g o t o w y w a ł do

zamierzenia,, b e z l i t o ś n i e

wkracza

druku
w

ży­

cie — tego, kogo zabiera, i t y c h , k t ó r z y po n i m p o z o s t a j ą .

K o ł a , d z i a ł a c z o m , a z i e m i ę r o d z i n n ą cenił i k o c h a ł . K i e d y m ó g ł
w r a c a ł do Sierpoa, do rodzinnego d o m u . J a k o h i s t o r y k z a j m o w a ł

Aleksander

Jackowski

121

�I

PROF. DR HAB. KAZIMIERA ZAWISTOWICZ-ADAMSKA
(19.03.1897—8.07.1984)

w obliczu s z y b k i c h p r z e m i a n polskiej w s i , j a k p o t r z e b ę

badań

p r o b l e m o w y c h . Miała ś w i a d o m o ś ć , iż n a u k i etnologiczne b u d z ą
coraz w i ę k s z e zainteresowanie i zyskują. nowe szanse
Jej Społeczność

wiejska

rozwoju.

p o w s t a ł a w w y n i k u wielomiesięcz­

n y c h b a d a ń wsi Z a b o r ó w . Jest t o k s i ą ż k a r o d z a j u bardzo rzadko
spotykanego w l i t e r a t u r z e n a u k o w e j . N i e m a w niej — o c z y m
p i s a ł p r o f . J a n S z c z e p a ń s k i w przedmowie — wielkiej d b a ł o ś c i
o u j m o w a n i e zjawisk w o b i e k t y w n e kategorie, z b y t n i e j t r o s k i
0 przejrzyste klasyfikacje i przedstawienie w y n i k ó w . Jest nato­
m i a s t nieoceniony obraz procesu z ż y w a n i a się z b a d a n y m i l u d ź m i ,
z d o b y w a n i a i c h zaufania. W efekcie jest to k s i ą ż k a

mówiąca

n a m w i ę c e j i głębiej o b a d a n y m ś r o d o w i s k u a n i ż e l i m o g ł y b y to
z r o b i ć preoj zyjne badania

sondażowe.

K i e d y po 35 l a t a c h p r a c o w a ł a m n a d p o w t ó r n ą

monografią

Z a b o r o w a , m i a ł a m m o ż l i w o ś ć s p o t k a n i a Jej d a w n y c h i n f o r m a ­
t o r ó w , k t ó r z y d a r z ą do d z i ś b y ł ą „ d o c h t ó r k ę " ż y w ą , s e r d e c z n ą
p a m i ę c i ą . Trzeba jednak p o d k r e ś l i ć , że jest t o p a m i ę ć zaskarbiona
Jej w ł a s n ą t r w a ł o ś c i ą , d o b r o c i ą i c i e p ł e m .
C e n i ł a sobie P a n i Profesor nie t y l k o s w y c h w i e l k i c h m i s ­
trzów :

Maussa.,

Czarnowskiego,

Krzywickiego,

ale

często

T

z w dzięcznością w s p o m i n a ł a spotkania z p r o s t y m i l u d ź m i w s i .
T

Ż y c i e , k t ó r e d o b i e g ł o swego kresu domaga się we wspomnie­

U m i a ł a dostrzec i c h m ą d r o ś ć , u s z a n o w a ć t r u d , p o t r a f i ł a zaskar­

n i u u j ę c i a p e ł n e g o , syntetycznego. O n i e ś m i e l a to t y m bardziej,

b i ć sobie i c h s y m p a t i ę i p r z y j a ź ń , k t ó r a pokonyw-ala czas. Pa­

iż m a m ś w i a d o m o ś ć , że w s z y s t k o co n a p i s z ę o d ł u g i m , n i e s t r u ­

m i ę t a m , j a k c z ę s t o o p o w i a d a ł a s t u d o n t o n i o swoich badaniach

dzenie

t e r e n o w y c h , k i e d y to w ś r ó d l u d z i wsi c z u ł a się „ b l i ż s z a suro­

pracowitym życiu

wicz-Adamskiej
pozostała

odda

dla t y c h

Pani

Profesor

zaledwie część

K a z i m i e r y Zawisto-

tego

K i m była

i

Jaką

wej p r a w d y ż y c i a " .
D o ostatnich lat życia

w s z y s t k i c h , k t ó r z y m i e l i szczęście i p r z y ­

wilej J ą z n a ć . J e ś l i p r z y w o ł a m w p a m i ę c i Jej wszystkie z a s ł u g i

wymianj-

na rzecz tego, eo z y s k a ł o sobie m i a n o „ ł ó d z k i e j s z k o ł y

społeczności

g r a f i c z n e j " , to i t a k b ę d z i e to zaledwie fragment Jej

etno­

dokonań

myśli

z tymi,

zachowali c h o ć b y

B y ł a w ś r ó d t y c h n i e l i c z n y c h p r o f e s o r ó w , k t ó r z y zaraz po

potrzebę

współżycia

w pamięci

swego

wiejskiej

dzieciństwa.

r o b o t n i k ó w łódzkiej fabryki

..Lodex". To

eo c e c h o w a ł o Jej stosunek do ł u d z i w t r a k c i e b a d a ń , p r z e n o s i ł a

I I w o j n i e t w o r z y l i w robotniczej Ł o d z i pierwszy w dziejach tego

z ujmującym

m i a s t a u n i w e r s y t e t . Przez d ł u g i e l a t a p a t r o n o w a ł a

naturalna

Pani Pro­

klimat

S t ą d Jej uczestnictwo w posiedzeniach K l u b u M i ł o ś n i k ó w F o l ­
kloru zrzeszającego

w e t n o g r a f i i i dla e t n o g r a f i i .

o d c z u w a ł a P a n i Profesor

którzy

w d z i ę k i e m na stosunki z l u d ź m i

„wyrozumiałość

dla l u d z k i c h

w o g ó l e . Owa

s ł a b o ś c i , k l ę s k i nie­

T

fesor wszelkim p o c z y n a n i o m b a d a w c z y m i w ydaw niczym w prze­

p o w o d z e ń dla w y g ó r o w a n y c h d ą ż e ń i n i e s w p ó h u i e r n i o

k o n a n i u w a ż n o ś c i i p r z y d a t n o ś c i e t n o g r a f i i w r ó ż n y c h dziedzi­

o s i ą g n i ę ć , dla, szorstkich i b r u t a l n y c h o d r u c h ó w nieufności

n a c h ż y c i a k r a j u . Jej pomoc m e r y t o r y c z n a z a z n a c z a ł a się z a r ó w ­

niechęci"

no w u p r o f i l o w a n i u

jaźni. Potwierdził

T

r

„Łódzkich Studiów Etnograficznj'eh" jak

2

małych
czy

s t a w a ł a się r z e c z y w i ś c i e n i e z a w o d n ą r ę k o j m i ą p r z y ­
to p o ś w i ę c o n y p a m i ę c i

P a n i Profesor

wie­

i „ P r a c i M a t e r i a ł ó w M u z e u m Archeologicznego i E t n o g r a f i c z ­

c z ó r w Ł ó d z k i m Oddziale P T L , k t ó r y z g r o m a d z i ł

nego w Ł o d z i " z w y o d r ę b n i o n ą S e r i ą E t n o g r a f i c z n ą , co oczy­

uczonych ale i r o b o t n i k ó w z K o l a

wiście nie u m n i e j s z a ł o w k ł a d u r e d a k t o r ó w i a u t o r ó w o b u czaso­

fabryce

p i s m . Z a s ł u g ą P a n i Profesor b y ł o stworzenie ś r o d o w i s k a n a u k o ­

borowdan. R z a d k o k t ó r y badacz m o ż e p o c h w a l i ć się t a k ser­

wego,

któro

Etnografii

mimo

komplikacji

w

funkcjonowaniu

U Ł ( d w u k r o t n i e zawieszana

Katedry

rekrutacja), dzięki

Jej

w o l i i p r z e k o n a n i u s k u p i a ł o l u d z i oddanych e t n o g r a f i i . B y l i to
p r a c o w n i c y i studenci K a t e d r y E t n o g r a f i i

U Ł , pracownicy M u ­

decznym
Profesor

„Lodex".

profesorów,

Miłośników Folkloru

przy

O d c z y t a n o telegram k o n d o l e n c y j n y od

odzewom

ze

strony

środowiska,

jak

właśnie

Z a w i s t o w i c z - A d a m s k a . Ona sama z r e s z t ą

zaPani

traktowała

s w o j ą p r a c ę лее wsi j a k o rodzaj p o w o ł a n i a , k t ó r e g o i d e a ł uosa­
b i a ł dla N i e j zawsze J ę d r z e j Cierniak — o ś w i a t o w i e c , s p o ł e c z ­

zeum, c z ł o n k o w i e Ł ó d z k i e g o O d d z i a ł u Polskiego T o w a r z y s t w a

nik, działacz kultur}'. Dzięki Niej przywołane

Ludoznawczego,

1 dziś zastanowienia, m y ś l i tego syna wsi polskiej. Jedna z nich

którego

prezesem b y ł a

Pani

Profesor

przez

wiele l a t . Obraz o ś r o d k a d o p e ł n i a ł a Ł ó d z k a Pracownia .Etnogra­

zasługuje

ficzna Z a k ł a d u

wet

Etnografii

Polski I n s t y t u t u Historii

Materialnej P A N f u n k c j o n u j ą c a

Kultury

w latach 1954—1971.

P r z y s z ł o Jej ż y ć w czasach, g d y d e z a k t u a l i z o w a l y się dawne

ny

na

szczególną

te same d z i a ł a n i a
oddźwięk.

no-oświatowej

Istotą

uwagę:

„w każdym

znajdują

swój

być

warte

środowisku

na­

o d r ę b n y , niepowtarzal­

ś w i a d o m i e prowadzonej

powdnno

zostały,

dostosowanie

pracy

jej

do

kultural­
lokalnych

etnograficzne

m o ż l i w o ś c i i do l o k a l n y c h potrzeb ś r o d o w i s k a , p o z w o l i ć m u b y ć

a w s p ó ł c z e s n o ś ć d o m a g a ł a się now-ego samookreśloniu, d y s c y p l i n y .

s o b ą , bo to bodaj czy nie n a j w u ę k s z a jego siła t w ó r c z a " . D z i ś

T a k j a k we w s z y s t k i c h naukach h u m a n i s t y c z n y c h s t a w a ł y przed

zapewne ta. sama m y ś l z n a l a z ł a b y w y r a z w f o r m u l e p o d m i o t o ­

k i e r u n k i , o d c h o d z i ł y w n i e p a m i ę ć dawne s z k o ł y

3

e t n o g r a f i ą dwa cele : osingn ięeia, mmkow e i ich p r a k t y c z n e zastoso­

wości wsi czy t e ż jej t o ż s a m o ś c i .

wanie. P i s a ł a : „ z w i ą z e k z ż y c i e m b i e ż ą c y m , z d y n a m i k ą przemian

d e c y d u j ą c e o z a k w a l i f i k o w a n i u p o s z c z e g ó l n y c h wsi do t a k i e j l u b

k u l t u r o w y c h jest r ę k o j m i ą w a ż n o ś c i i p r z y d a t n o ś c i naszej dyscy­

innej k a t e g o r i i u z n a ł a Profesor

p l i n y w r ó ż n y c h dziedzinach ż y c i a p o l i t y c z n e g o , k u l t u r a l n e g o

- s p o ł e c z n y c h . \ V lyc.h r a m a c h p r z e d m i o t e m k o n k r e t n y c h b a d a ń

i społecznego."

1

Zawsze d b a ł a o p r e s t i ż e t n o g r a f i i r o z u m i e j ą c

jej p o w i n n o ś c i bardzo szeroko.
W i d z i a ł a z a r ó w n o k o n i e c z n o ś ć prowadzenia b a d a ń i n w e n t a r y z a e y j n o - d o k u m e n t a e y j n y c h , z d o b y w a n y c h w w y ś c i g u z czasem

122

Za

podstawowe

układ stosunków

kryterium
gospodarezo-

b y ł a organizacja p r a c y z e s p o ł o w e j , jej p o d s t a w y i uzasadnienie.
D b a ł a o t o , aby gromadzenie m a t e r i a ł u nie g r z e s z y ł o p r z y p a d ­
k o w o ś c i ą , a b y prace prowadzone

b y ł y z określonego

widzenia, u p o w a ż n i a j ą c do w n i o s k ó w uzasadnionych.

punktu

�Główna

myśl

przewodnia

badań

podstawowego sensu i s t n i o j ą c y c h

zmierzała

powiązań

do

cjonalnych w obrębio społeczności lokalnych.

Odnajdujemy

ją

w a r t y k u ł a c h P a n i Profesor p o ś w i ę c o n y c l i p r o b l e m a t y c e r e g i o n u ,
6

4

była

rozwoju.

W

problematyce

zainteresowań

systemów

więzi

krewniaczych

społecznej

splatała

z innymi badaniami prowadzonymi pod kierunkiem

Pani
w

ich

się

ona

Profesor.

To same z a ł o ż e n i a p r z e w i j a j ą się w Jej rozwa­

przestrzeniach, j a k o s t a ł y element ludzkiego w s p ó ł ż y c i a , m i a ł a

stronach analizy w b a d a n i u
nurtem

kultury.

s t a ć się u k o r o n o w a n i e m Jej naukowej p r a c y w dziele 0
T o b y ł o Jej

7

zainteresowań

-Adamskiej b y ł a k u l t u r a a r t y s t y c z n a .

Profesor
8

Zawistowiez-

P r z y c z y m , to co

Ż y c i e o k a z a ł o s i ę za k r ó t k i e .
Traktat

Ją

o przyjaźni

Będziemy

niesienie a k c e n t ó w z w y t w o r u , d z i e ł a s z t u k i , na samego t w ó r c ę .

przyjdzie nam

Widziała

wartości,

w n i m przede w s z y s t k i m t w ó r c z ą o s o b o w o ś ć na
uwikłań

we

własnym

i poza w ł a s n y m

tle

środowis­

przyjaźni.

marzenie, k t ó r e g o czas nie p o z w o l i ł z r e a l i z o w a ć .

w y r ó ż n i a ł o w sposobie u j m o w a n i a tej p r o b l e m a t y k i b y ł o prze­

różnorakich

zakresem

problematyka

I t a k w i ę ź s p o ł e c z n a indagowana w d ł u g i m t r w a n i u i szerokich

5

ż a n i a c h o konkrecie i k o n t e k ś c i e j a k o d w ó c h u z u p e ł n i a j ą c y c h się
Osobnym

indywidualnym

Profesor

dawności i teraźniejszości w badaniach

społeczności lokalnej,
etnograficznych.

Bardzo

wykrycia

strukturalno-funk-

przywoływać

z o s t a ł napisany w naszych sercach.
jego

przesłania

zawszo

wtedy,

gdy

s t a w a ć w obronie p r a w d z i w i e h u m a n i s t y c z n y c h

kiedy

odczujemy

potrzebę

przypomnienia

Jej

ar­

g u m e n t ó w , dobroci i m ą d r o ś c i .

kiem.

Maria

Wieruszewska

P R Z Y P I S Y
1

K a z i m i e r a Za-wistowioz-Adaniska, Granice
horyzonty
kultury wsi w Polsce, Warszawa 1976, s. 38 ( P W N )

2

wiejska.
1937—

badań

wych 19 --20 w r z e s i e ń 1962 i inne a r t y k u ł y w zbiorze:
dranice
i horyzonty
badań...
Zawistowicz-Adamska, Przemiany
więzi społecznej
w spo­
łeczności lokalnej, „ R o c z n i k i Socjologii W s i ' ' 1965, t . 4, t a k ż e ;
Granice i horyzonty
badań...
K . Zawistowicz-Adamska, Granice
i horyzonty
badań...
Zob. rozdz. p t . Konkret i kontekst w badaniach
etnograficz­
nych (z uwzględnieniem
problematyki
zmiany kulturowej)
[w:]
Granice i horyzonty badań...
s. 114—130
Z o b . z b i ó r a r t y k u ł ó w w r o z d z i a ł o Ludowa
kultura
artys­
tyczna [ w : ] Granice i horyzonty badań... s. 131—178
5

K a z i m i e r a Zawistowicz-Adnmska, Społeczność
Wspomnienia
i materiały
z badań terenowych, Z a b o r ó w
1938. W y d . I I , Warszawa 1958, s. 187, L S W

6

3

K . Za wistowicz-Adamska, Wspomnienia
o Jędrzeju
Cierniaku, W y b ó r i opracowanie Z. M a z u r o w a i L . W y s z o m i r s k a ,
Warszawa 1982. L S W , s. 30
4

K.
Materiały

Zawistowiez-Adamska, Region
i
wojewódzkiej
narady
towarzystw

regionalizm
[w:]
kulturalno-oświato­

7

8

WOJCIECH OLEKSY
(1903-1985)

28 stycznia, 1985 r o k u z m a r ł w Paszynie k. Nowego .Sącza
Wojciech

Oleksy, z w a n y we w s i W o j t k i e m , jeden z najciekaw­

szych w s p ó ł c z e s n y cli r z o ź b i a r z y l u d o w y c h

w Polsce.

oto W o j t e k ,

c h ł o p po s z e ś ć d z i e s i ą t c e , z a c z ą ł n a g ł e r o b i ć

coraz bardziej konsekwentne. W r a z z t y m p r z y s z ł a s ł a w a , zaro­

U r o d z o n y w 1903 r o k u , przez cale ż y c i e p r a w i e nio opusz­
czał rodzinnej m i e j s c o w o ś c i . B y ł gluelionieniy,

I

ogromne, szybkie p o s t ę p y . Jego prace s t a w a ł y się coraz dojrzalsze,

słaby

fizycznie,

bek i ludzkie p o w a ż a n i e . B y ł p i e r w s z y m p a s z y n i a k i e m , k t ó r e g o
r

pokazano w t e l e w i z j i . Ze sto razy pisano o n i m w gazetach.

n i e p i ś m i e n n y . Nie założył r o d z i n y , m i e s z k a ł z b r a t e m i bratow ą —

O d czasu, gdy z d o b y ł p i e r w s z ą n a g r o d ę w konkursie W s p ó ł c z c s -

t r o c h ę j a k o podopieczny, t r o c h ę j a k o parobek. P a s a ł

krowy,

suej R z e ź b y L u d o w e j K a r p a t Polskich w 1972 r o k u b y ł o n i e m a l

w y k o n y w a ł lżejsze prace gospodarskie. M i a ł jasne, ciepłe oczy,

r e g u ł ą , że gdy Oleksy bierze u d z i a ł w konkursie, w i a d o m o j u ż ,

delikatny

k o m u p r z y p a d n i e pierwsza nagroda. R ó ż n i „ p a n o w i e " z P o l s k i

uśmiech.

Bardzo p o t r z e b o w a ł

ludzkiej

życzliwości,

bo na szacunek nie l i c z y ł .

i zagranicy p o c z y t y w a l i

P i e r w s z y m bodaj c z ł o w i e k i e m spoza r o d z i n y , k t ó r y

okazał

m u s e r d e c z n o ś ć i zrozumienie, b y ł ksiądz, E d w a r d N i t k a ,
s z y ń s k i proboszcz. W o j t e k

kupić Wojtkowa

pn-

pod r ó ż n y m i p r e t e k s t a m i z a c h o d z i ł

Widywalein

sobie za szczęście, gdy

u d a ł o i m się

figurkę.
go w t a m t y c h czasacli d o ś ć c z ę s t o . Obserwo­

w a ł e m z r a d o ś c i ą i wzruszeniem, j a k W o j t e k

prostuje grzbiet,

c z ę s t o na p l e b a n i ę , b y o g l ą d a ć obrazy i r z e ź b y , w ł a s n o ś ć k s i ę d z a .

nabiera, g o d n o ś c i . K u p i ł sobie g a r n i t u r , b i a ł e koszule, k r a w a t .

Dużo rozmawiali

K u p i ł telewizor, aby o g l ą d a ć siebie u siebie, na s w o i m . Wieczorem

o sztuce — na m i g i , m o n o s y l a b a m i .

Pewnego razu, g d z i e ś w p o ł o w i e l a t s z e ś ć d z i e s i ą t y c h ,

wy­

o g l ą d a ł t e l e w i z j ę , b y s p r a w d z i ć , czy z n o w u czegoś nie „ p u s z c z ą "

s t r u g a ł Oleksy bardzo uieporadne f o r m y z d r e w n a : monstrancje,

o panu Wojciechu Oleksym. „ W a d c huba, otu pana" — oznajmił

k i e l i c h y mszalne, chrzcielnice, p t a s z k i — i z a n i ó s ł k s i ę d z u N i t c e ,

z d u m ą k s i ę d z u , co z n a c z y ł o : W ł a d e k (brat) pa-sie k r o w y , a j a

po p r o s t u c h c ą c s p r a w i ć m u p r z y j e m n o ś ć . Proboszcz ogromnie

jestem panem. Szanowny Pan

ucieszy! się z p o d a r u n k ó w , u s t a w i ł je na h o n o r o w y m

miejscu

s t a w a ł l i s t y . Napisano o n i m dwie prace magisterskie. D o s t a ł

w j a d a l n i . M o ż n a w ł a ś c i w i e p o w i e d z i e ć , że w t a m t y m momencie

n a g r o d ę i m . B r a t a A l b e r t a . W jego zachowaniu b y ł a j e d n o c z e ś n i e

rozpoczęła-

n i e ś m i a ł o ś ć i d u m a . J u ż bez o b a w y w y c i ą g a ł r ę k ę na p o w i t a ­

się

historia

paszy oskiego

ośrodka

plastyki

ludo­

Oleksy — t a k i e

do­

nie.

wej.
Obaj przyjaciele. W o j t e k

i k s i ą d z , zaczęli o d t ą d

rozwijać

swo w y b i t n e uzdolnienia, jeden d z i ę k i d r u g i e m u : W o j t e k
w k s i ę d z u N i t c e p u b l i c z n o ś ć , dla k t ó r e j w a r t o b y ł o
a

Wojciech

proboszcz

chłopskich

stawał

artystów,

się

wspaniałym

animatorem,

coraz skuteczniej

d a k t y c z n e i terapeutyczne w a r t o ś c i

tworzyć,

opiekunem

wykorzystującym

sztuki,

miał

dy­

L u d w i g Zinimerer w p a d ł k i e d y ś

na p o m y s ł , b y

Wojtek,

k t ó r y dotychczas r o b i ł bardzo o s z c z ę d n e w formie ś w i ą t k i
sobliwy,

Pieta,

wielofiguralnej.
Bożej.

św.

Wojciech,

Zamówił

anioły)

spróbował

u niego c y k l Siedem

Boleści

B y ł t o ogromnio t r u d n y t e m a t , dla W o j t k a

(Fra­

kompozycji
Matki

jakościowo

z u p e ł n i e n o w y . T r o c h ę p o m ó g ł b r a t , t r o c h ę Franciszek P a l k a .

123

�124

�K s i ą d z d e n e r w o w a ł s i ę ogromnie, eo z tego w y j d z i e . P o t e m l u b i ł
s t a w i a ć n a j w c z e ś n i e j s z e , p r y m i t y w n e prace W o j t k a

obok dzieł

najnowszych i ś m i a ł się g ł o ś n o z r a d o ś c i .

W o j c i e c h Oleksy j u ż w ó w c z a s o d d ł u ż s z e g o czasu nie r z e ź b i ł
O b s e r w u j ą c w y n a t u r z e n i a , j a k i m p o d l e g a ł a i w eoraz w i ę k ­
s z y m s t o p n i u podlega w s p ó ł c z e s n a sztuka l u d o w a , s t y k a j ą o się,

P o d koniec l a t s i e d e m d z i e s i ą t y c h z m a r ł W ł a d y s ł a w Oleksy,

z j a k ż e c z ę s t y m t u hochsztaplerstwem, b l a g ą ,

sankcjonowanym

b r a t W o j c i e c h a , jego podpora, j a k b y ojciec. W s i e r p n i u 1981 r o k u

k i c z e m i z w y k ł ą , , l i p ą , " nieraz z a d a w a ł e m sobie p y t a n i e , czy

z m a r ł k s i ą d z E d w a r d N i t k a . „ P a n o w i e " m i e l i w ó w c z a s co innego

w a r t o b y ł o w ogóle p o ś w i ę c a ć tej robocie spory k a w a ł e k ż y c i a ,

na g ł o w i e , n i ż kolekcjonowanie r z e ź b y

ludowej.

czy w i e l k i f i n a n s o w y

Gdy Wojewódzki Ośrodek K u l t u r y w N o w y m Sąezu robił

i organizacyjny

W o j t k o w i j e s i e n i ą 1984 r o k u w y s t a w ę , ostania w y s t a w ę za ż y c i a

Przykład

a r t y s t y , eksponaty

w y k a z u j e d o b i t n i e , że b y ł o w a r t o .

wypożyczono z muzeum w N o w y m

Sączu

wysiłek,

Wojtka

i

niektórych

innych

chłopskich

i Rabce, z p a s z y ń s k i e j p l e b a n i i i od k i l k u o s ó b p r y w a t n y c h .

S

U

M

M

A

R

I

E

S

jaki

podjęto

u nas d l a o c h r o n y i r o z w o j u s z t u k i l u d o w e j , m i a ł w o g ó l e sens
artystów

Antoni

•

Р

Е

З

Ю

М

Kr oh

Е

SUMMARY OF ARTICLES

Jaeek

Olędzki

—

SIGNS OF E X I S T E N C E

T h e a u t h o r discusses the p r o p e r t y signs f o u n d on several
e x h i b i t s (anchors, sausepans, oars) i n the village museum i n
M u r z y n ó w near P ł o c k . H e refers this k i n d o f signs to similar

examples o f signatures appearing on the walls o f the Gothic
church i n R o k i ć , ie. the parish church o f M u r z y n ó w . H e assumes
t h a t p r o p e r t y signs were applied b y peasants i n t h i s p a r t о
P o l a n d between the 17th a n d the 19th c e n t u r y a n d t h a t the
custom, t h o u g h already i n decay, persisted even t i l l the f i r s t

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10715" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10693">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b911ed4a7d5bb4675754e6e2b39260f9.pdf</src>
        <authentication>19374afc48de546335cd5826c7452f64</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3483</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127761">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3265</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127763">
                <text>Aleksandra Polańska-Hryńczuk, pisankarka łemkowska / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127764">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.227-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127765">
                <text>Cieśla-Reinfussowa, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127766">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127767">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127768">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127769">
                <text>Zofia Cieśla - Reinfussowa

ALEKSANDRA POLAŃSKA-HRYŃCZUK, PISANKARKA ŁEMKOWSKA

Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k
( i l . 1) pochodzi
z rodziny łemkowskiej. Wedle t r a d y c j i P o l a ń s c y b y l i
nobilitowani i pieczętowali się herbem w postaci n i e d ź ­
wiedziej łapy. Polańscy w Ł a b o w e j b y l i n a j z a m o ż n i e j si. Początkowo ojciec Aleksandry p o s i a d a ł ponad 130
ha ziemi i lasu, młyn, tartak, co w sumie s t a n o w i ł o
równoważnik niezłego f o l w a r k u . P ó ź n i e j
konieczność
spłacania cudzych weksli s p o w o d o w a ł a , że m a j ą t e k
zmniejszył się znacznie, w y s t a r c z y ł o go jednak na tyle,
aby dać dzieciom w y k s z t a ł c e n i e , o k t ó r y m nie mógł
marzyć przeciętny góral ł e m k o w s k i .
Aleksandra urodziła się 11 stycznia 1911 r. we w s i
Łabowa położonej koło Nowego Sącza. B y ł a d z i e s i ą ­
tym dzieckiem w rodzinie, a po niej p r z y b y ł o jeszcze
dwóch braci. Od d z i e c i ń s t w a żyła życiem
dziecka
wiejskiego. Ojciec jej z a t r u d n i a ł w gospodarstwie na­
jemnych p r a c o w n i k ó w , m ę ż c z y z n i kobiety. Pochodzili
oni z Łabowej w z g l ę d n i e z n a j b l i ż s z y c h wsi ł e m k o w ­
skich. Nosili jeszcze w ó w c z a s stroje ludowe, m i e l i bo­
gaty folklor w y r a ż a j ą c y się w muzyce, ś p i e w i e i t a ń ­
cu; wszystko to w p o ł ą c z e n i u z w s p a n i a ł ą p r z y r o d ą
Beskidu Krynickiego
kształtowało psychikę
dziecka
wrażliwego na wszelkie przejawy p i ę k n a i sztuki. Do
dziś pamięta chodzenie „ w pole" z jedzeniem dla k o ­
siarzy czy żniwiarzy, j a z d ę wozem, konno, na baranie,
opowiadania starych kobiet, z n a j ą c y c h m n ó s t w o legend
łemkowskich. Przeszłość p o z o s t a w i ł a niezatarty
ślad
w jej pamięci. „Dziś r o b i ą c pisanki p r z e ż y w a m s a m ą
siebie — mówi — od rozkosznego d z i e c i ń s t w a przy pa­
sieniu krów, ogniskach i w ę d r ó w k a c h z p r z y j a c i ó ł m i
wśród pól i łąk ukwieconych, poprzez losy późniejszego
wieku aż do o k r u c i e ń s t w ostatniej wojny".
To dziecko wsi z t r u d e m znosiło rygor szkolny.
W Łabowej chodziła do pierwszej i drugiej klasy szko­
ły podstawowej, n a s t ę p n i e posłali ją rodzice do Nowego
Sącza, gdzie m i e s z k a ł a jej babka — nauczycielka. Ale
tęskniła za wsią, z Nowego Sącza u c i e k a ł a gdy się
tylko dało: „do siebie, do domu, na wieś, do Ł a b o w e j ,
do mojego raju, tam z n a j d y w a ł a m to wszystko co mnie
cieszyło i d a w a ł o tyle w s p a n i a ł y c h p r z e ż y ć " . B y ł a
wątła, często z a p a d a ł a na zdrowiu, w y m a g a ł a w i ę k s z e j
opieki, t y m bardziej, że przed jej urodzeniem j u ż
czworo r o d z e ń s t w a u m a r ł o na gruźlicę. S t ą d chyba
wynikała jej, widoczna w p ó ź n i e j s z y c h latach, n i e c h ę ć
do wspólnych zabaw, brania u d z i a ł u w t ł u m n y c h we­
selach, chrzcinach czy „ w e c z y r k a c h " . B a ł a się zaduchu,
który jej szkodził. U w i e l b i a ł a natomiast wszelkie w y ­
cieczki np. na H a l ę Ł a b o w s k ą czy J a w o r y n ę .
Ukończyła z d o s k o n a ł y m i w y n i k a m i
seminarium
nauczycielskie, a nawet została wpisana do szkolnej
„złotej księgi". M i a ł a wiele p l a n ó w ż y c i o w y c h nie da­
jących się z r e a l i z o w a ć z powodu choroby m a t k i i za­
jęć z w i ą z a n y c h z gospodarstwem w Ł a b o w e j , k t ó r e m i ­
mo, że po śmierci ojca zostało znacznie okrojone i tak
wymagało wiele pracy. Razem ze s t a r s z ą siostrą He­
leną, m a j ą c ą u k o ń c z o n ą Wyższą S z k o ł ę H a n d l o w ą w

Krakowie, p o s t a n o w i ł a p r o w a d z i ć pensjonat w K r y n i ­
cy. W t y m celu Aleksandra, aby z a p o z n a ć się z no­
woczesnym hotelarstwem, w y j e c h a ł a do Wiednia w r.
1938. „ P o d w ó c h m i e s i ą c a c h pobytu p o c z u ł a m się źle
i z a c z ę ł a m c h o r o w a ć . Lekarz s k i e r o w a ł mnie do sana­
t o r i u m w g ó r a c h na leczenie (...) Było t a m w Alpach
(3000 m n.p.m) p i ę k n i e , a ja leżąc i w e r a n d u j ą c m y ś l a ­
ł a m o Ł a b o w e j , m a r z y ł a m o powrocie do wsi. Stwier­
dziłam, że n a j ł a d n i e j jest w Ł a b o w e j w lesie nad po­
tokiem". N i e d ł u g o potem w r ó c i ł a „bo to czas b y ł nie­
pewny, b u r z l i w y a przy t y m matka i brat ciężko za­
chorowali".
1-go w r z e ś n i a 1939 r. Aleksandra wraz z wieloma
Ł e m k a m i została aresztowana i przewieziona do Berezy
Kartuskiej, s k ą d ją po paru tygodniach zwolniono.
W n a s t ę p n y m r o k u w y s z ł a za m ą ż za Bohdana H r y ń czuka, i n ż y n i e r a — leśnika. U niego w n a d l e ś n i c t w i e
Sietnica koło Gorlic p r z e b y w a ł a całą okupację. Tam
urodziła dwoje dzieci, c ó r k ę K s e n i ę i syna Borysa.

2 2 7

�Po zakończeniu w o j n y Aleksandra z całą r o d z i n ą
wraca do Ł a b o w e j , a w r. 1947 osiedlają się w oko­
licach Lubina, w Chojnowie, gdzie m ą ż jej dostał
p r a c ę ' w n a d l e ś n i c t w i e . Po u k o ń c z e n i u przez dzieci
szkoły podstawowej i liceum p r z e n o s z ą się wszyscy
w 1959 r. do W r o c ł a w i a i t u do dziś m i e s z k a j ą . C ó r k a
Ksenia jako dr pedagogiki zatrudniona jest na U n i ­
wersytecie i m . B , Bieruta we W r o c ł a w i u , syn Borys
ukończył A k a d e m i ę Rolniczą i pracuje w L a s k o w i ­
cach koło W r o c ł a w i a .
Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k przez całe swoje
życie „ c i a p a ł a " (jak m ó w i l i Ł e m k o w i e w Ł a b o w e j ) p i ­
sanki. Wykonuje je t e c h n i k ą w o s k o w ą b a t i k o w ą , po­
legającą na t y m , że na u m y t ą , starannie oczyszczoną
oraz lekko p o d g r z a n ą p o w i e r z c h n i ę jaja n a k ł a d a roz­
topiony wosk, s p ł y w a j ą c y z główki szpilki, w b i t e j na
koniec patyczka, p r z y p o m i n a j ą c e g o k s z t a ł t e m ołówek.
Rysunek zrobiony przy pomocy szpilki s k ł a d a
się
z charakterystycznych przecinkowatych k l e k s ó w , k t ó r e
są w e d ł u g Aleksandry „ t a k i e kropelkowe" i one w ł a ś ­
nie s t a n o w i ą p o d s t a w ę wszystkich w z o r ó w i m o t y w ó w
pisankarki. Nie stosuje nigdy „ p i s a k a " , ani nie w y ­
skrobuje w z o r u , bo j a k twierdzi „chcę z a c h o w a ć t r a ­
dycyjną t e c h n i k ę ł e m k o w s k ą , a zresztą wzory roślinne,
jakie p r z e w a ż n i e robię, daleko ł a d n i e j w y g l ą d a j ą w y ­
konane szpilką". Zamiast szpilki może też u ż y w a ć od­
powiedniej wielkości gwoździków, a nawet w czasie
okupacji zdarzyło jej się „ c i a p a ć " pisanki z b r a k u szpi­
lek drutami z parasola. „W starych parasolach d r u t y
b y ł y o m a l e ń k i c h g ł ó w k a c h i z u p e ł n i e dobrze m i słu­
żyły". Proste kreski „nie te kropelkowe" też robione
są szpilką. „ J e s t to z u p e ł n i e proste, zaczynam od k r o ­
pelki nałożonej d w u k r o t n i e woskiem, potem nagrze­
w a m t r o c h ę szpilkę nad ś w i e c ą i p r o w a d z ę k r e s k ę
od ś r o d k a nawoskowanej k r o p k i . W ten sposób m o ż n a
w y c i ą g n ą ć tak c i e n i u t k ą k r e s k ę j a k ą się chce, a cza­
sem to ledwie w i d o c z n ą . Trzeba mieć t y l k o odpo­
wiednie szpilki". Pisankarka ma szpilki o r ó ż n e j w i e l ­
kości główek. „Ileż to szpilek n a p s u j ę zanim w y p i ł u j ę
t a k ą c i e n i u t k ą o m a l u t k i e j główce, ale takiej, żeby
dobrze z niej s p ł y w a ł wosk". O te szpilki dba ogrom­
nie, a j a k p r z y c h o d z ą amatorzy, p r a g n ą c y się uczyć
„ p i s a ć " albo wnukowie, to „ p r ę d k o chowam t a k ą szpil­
kę, aby nie zepsuła się, d a j ę inne, k t ó r y m i m o g ą ro­
bić".
1

„ K o n i u s z e k tej cieniutkiej szpilki trzeba m a c z a ć
r ó w n o m i e r n i e aby rysunek b y ł delikatny, a p o n i e w a ż
wosk l u b i o d p a d a ć dlatego trzeba p i s a n k ę z f a r b ą nie­
co p o d g r z a ć , jednak tak u m i e j ę t n i e , żeby nie ścięło się
w e w n ą t r z jaja białko, bo nie m o ż n a b y w y d m u c h a ć " .
H r y ń c z u k posługuje się najczęściej dwoma szpilkami,
przy czym jej zdaniem g r u b o ś ć n a ł o ż e n i a wosku za­
leży nie t y l k o od główki szpilki, ale t a k ż e od jej na­
grzania oraz od głębokości zanurzenia w wosku. Tech­
nika stosowana przez n i ą obecnie jest ta sama, jakiej
n a u c z y ł a się b ę d ą c jeszcze dzieckiem. Oto jak opowia­
da o swoich pierwszych p r ó b a c h pisankarskich: „To
było gdzieś m i ę d z y 5 a 6 r o k i e m życia. Nie u m i a ł a m
jeszcze pisać na tabliczce rysikiem a j u ż c i a p a ł a m p i ­
sanki. W W i e l k i m Tygodniu mamusia n a g o t o w a ł a duży
garnek j a j . Wosk d o s t a l i ś m y od s ą s i a d ó w , p o s i a d a j ą ­
cych pasieki. Szpilki m o ż n a było k u p i ć u Ż y d ó w Tcia
i F u l i , k t ó r z y w swoich m a l u t k i c h sklepikach w Ł a b o ­
wej m i e l i wszystko. P u d e ł k o na wosk — to wieczko
z p u d e ł k a od pasty do obuwia. N a k ł a d a l i ś m y wosk do
p u d e ł e k , s t a w i a l i ś m y je na skraju dobrze ciepłej k u c h ­
ni i kiedy wosk się już odpowiednio n a g r z a ł macza­
liśmy g ł ó w k ę nabitej na patyk szpilki w wosku i ten
trzeba było szybko p r z e n i e ś ć na jajo. Starszej siostrze
u d a w a ł o się to, chociaż robione przez n i ą kreski nie

228

m i a ł y r ó w n e j długości ani r ó w n y c h odstępów. Mnie
natomiast wosk p r ę d k o o s t y g a ł na szpilce i kiedy na- Ł
k ł a d a ł a m na jajo natychmiast o d l a t y w a ł albo w ogóle f
nie chciał się przyczepić. B r a t młodszy i ja byliśmy I
za m a l i i niewygodnie nam było sięgać na wysoką
k u c h n i ę , więc p r z y s t a w i a l i ś m y sobie do kuchni ma- I
lutkie stołeczki, wtedy już m i lepiej szło, ale brat i tak I
w k r ó t c e o d p a d ł . Jak już w z ó r był zrobiony trzeba j
b y ł o jajo włożyć do słoika do farby, a po ubarwieniu
wosk się ścierało".
Obecnie, kiedy nie ma dawnych pieców kuchen­
nych, warsztat p i s a n k a r k i m u s i a ł ulec zmianie. „Na
gazie nie da się robić", wobec czego nalewa wosk do .
kieliszka, daje knot b a w e ł n i a n y i r o b i świecę, „która
dużo więcej spala wosku niż tego potrzeba. Wosk w
ś w i e c y r ó w n i e ż inaczej się rozgrzewa niż w naczyniu !
na blasze kuchennej, nie jest przez to tak ekonomicz- I
ny j a k dawniej, niepotrzebnie się go tyle marnuje j
przy stale p ł o n ą c e j ś w i e c y " . Kiedy wosk się nadtopi j
H r y ń c z u k lekko nagrzewa szpilkę (tylko „ t a k prze- \
l a t u j ę nad p ł o m i e n i e m " ) , zanurza w wosku i prędko ,
n a k ł a d a na jajo. Pisankarka p r ó b o w a ł a też używać i
świec z w y k ł y c h , ale w e d ł u g niej wosk ma lepszą przylepność i nie odpada. Czasem u d a ł o jej się dostać
świece, k t ó r e nie kopciły, a po n a ł o ż e n i u b y ł y przej­
rzyste i kolor wzoru był czysty. „ T a k to ł a d n i e i ory­
ginalnie w y g l ą d a ł o , że na k i l k u «jasnych b a b a c h » nie j
s t a r ł a m świecy z pisanki a «baby» zrobiły się jak §
haftowane".
Po c a ł k o w i t y m zrobieniu pisanki usuwa wosk na
gorąco, co w e d ł u g jej o p i n i i ma k o n s e r w o w a ć farbę 1
i u t r w a l a ć ją. Nie stosuje j a k n i e g d y ś skrobania, po­
n i e w a ż przy skrobaniu „ n i e j e d n o k r o t n i e niszczyło się
w z ó r na pisance". Obecne zdejmowanie wosku to długa
procedura i cała wiedza. Odbywa się to w następujący
sposób: „ P o zrobieniu w y d m u s z k i d a j ę na gaz (bar­
dzo m a ł y ) p ł y t k ę b l a s z a n ą i nagrzewam tak pisankę i
aż wosk się r o z m i ę k c z y i nadtopi (parzy ogromnie &lt;i\
w ręce) wtedy b i o r ę t a m p o n i k z ligniny, nagrzewam go
też, ale momencik, na blasze i ś c i e r a m kawałeczek I
wosku z pisanki, znowu nagrzewam p i s a n k ę i ligninę
i z n ó w ś c i e r a m n a s t ę p n y k a w a ł e c z e k i tak już do
końca".
Dawniej „ p i s a ł a " artystka, j a k to było w powszech­
n y m zwyczaju, na jajach gotowanych na twardo, obec­
nie robi to najczęściej na ś w i e ż y c h jajach, a następnie
po ufarbowaniu robi wydmuszki. U w a ż a , że wydmusz­
k i są lepsze, bo „ n i e p s u j ą się, nie z a t r a c a j ą barwy,
a ponadto, jeśli pisanka się nie uda to w ó w c z a s idzie
na p a t e l n i ę " . Nie k a ż d e jajo, j a k twierdzi artystka,
nadaje się do zrobienia pisanki. „ R ó ż n e są jaja tak
co do k s z t a ł t u , koloru j a k i powierzchni samej sko­
r u p k i . Ja już przy m y c i u j a j czuję, k t ó r e skorupki
b ę d ą dobrze ł a p a ł y wosk. Są jaja tak n i e r ó w n e owal­
nie, że ż a d e n w z ó r na nich nie wyjdzie, a czasem po­
w i e r z c h n i ę m a j ą tak g r u z e ł k o w a t ą , że są zupełnie nie
do użycia". W z w i ą z k u z t y m pisankarka ma zawsze
wiele k ł o p o t u z doborem odpowiednich j a j . Kiedy je
kupuje nie zawsze p o z w a l a j ą jej p r z e b i e r a ć i wybier a ć odpowiednie sztuki. Czasem nawet spotykają ją
p r z y k r o ś c i . „Najczęściej k u p u j ę b i a ł e jaja o ładnym
kształcie, choć i z t y c h d u ż o przy pracy odpada".
Do malowania jaj u ż y w a obecnie Aleksandra Hryń­
czuk r ó ż n e g o rodzaju farb. Stosuje, j a k dawniej, barw­
n i k i naturalne oraz chemiczne, kupowane w sklepach
gospodarczych (farby do barwienia tkanin, drewna
czy papieru). M a r ó w n i e ż farby zagraniczne, ale te
nie o d p o w i a d a j ą zbytnio pisankarce, bo „nie nakła­
d a j ą się dobrze na siebie. Ja l u b i ę robić pisanki poje­
dynczo k u w ł a s n e j uciesze w k ł a d a j ą c kilkakrotnie do

I

�różnych farb, ale one mieszają się i kolory się psują.
Pisanka nie wychodzi. Nasze kupne farby są znacznie
lepsze, mimo, że gatunkowo obecne są daleko gorsze
od tych, które p a m i ę t a m z dawnych lat". Przypomina
sobie również pisankarka jarmarki, jakie o d b y w a ł y się
w Łabowej co drugi czwartek. Przed ś w i ę t a m i w i e l ­
kanocnymi można było na nich k u p i ć w kramach
szpilki z dużymi główkami, specjalnymi do robienia
pisanek oraz farby do ich barwienia.
Kiedy H r y ń c z u k zaczynała swoją k a r i e r ę pisankarską jako 5-letnia dziewczynka „był to czas w o j n y
(I-sza wojna światowa — ZR) i k u p n ą f a r b ę nie zaw­
sze można było dostać. Z r e s z t ą starzy ludzie nigdy
nie kupowali farb. U ż y w a l i w y w a r u z ł u s e k cebuli,
suszonych borówek (jagód), « g a r b u z kory», b r a l i na­
wet opakowania z cykorii, k t ó r e d a w a ł y kolor czer­
wony, 'kolorową bibułkę lub kopiowy ołówek. „ C e b u l ę
same przyrządzałyśmy, ale f a r b ę z k o r y p r z y n o s i ł a
nam gotową Judija K o n k o l z Potoka. Ona też n a u c z y ł a
nas jak uzyskać zielony b a r w n i k z żyta. M y ś m y goto­
wały z siostrą oziminę razem z j a j a m i lecz jaja w y ­
chodziły jasno-brudnawo-zielone. Judija k a z a ł a narn
oziminę tłuc w stępie, w y c i s n ą ć sok i w n i m t r z y m a ć
jaja. Skorupki na jajach m u s z ą b y ć bardziej wapien­
ne, gdyż lepiej biorą f a r b ę " . Judija s p o r z ą d z a ł a też
farbę b r u d n a w o - c z e r w o n ą , ale H r y ń c z u k już nie p r z y ­
pomina sobie z czego ją o t r z y m y w a ł a , „a m o ż e też nie
zdradziła?".
Nasza pisankarka dzisiaj też u ż y w a n a t u r a l n y c h
barwników, k t ó r e sama przygotowuje. Do nich n a l e ż ą :
łuski z cebuli, suszone b o r ó w k i , kora d ę b o w a i olszy­
nowa, ozimina. Z m ł o d y c h g a ł ą z e k olszyny ściąga korę,

n a s t ę p n i e ją suszy, potem w k ł a d a do słoików i zalewa
ciepłą w o d ą . Do jednego słoika dodaje jeszcze drobne,
żelazne gwoździki. Po k i l k u dniach tam, gdzie są
gwoździe farba ma kolor b r ą z o w o - c z a r n y , a tam gdzie
ich nie było — żółty. Podobnie p o s t ę p u j e z k o r ą d ę ­
b o w ą i wtedy dostaje b a r w ę ciemną, b r ą z o w ą a na­
wet prawie c z a r n ą . Z suszonych b o r ó w e k przez do­
danie ciepłej wody powstaje kolor od niebiesko-sta1 owego do granatu, co zależy od ilości zawartych w
wodzie jagód. Zielony kolor, j a k to już wyżej było
wspomniane, otrzymuje się z oziminy. P o n i e w a ż H r y ń ­
czuk mieszka stale we W r o c ł a w i u i o oziminę jest
trudno, w y b r n ę ł a z tej sytuacji w ten sposób, że w
swoim o g r ó d k u koło domu p r z e z n a c z y ł a poletko na po­
midory, a na n i m jako przedplon zasiała żyto. „Teraz
zieleni się i b ę d ę m i a ł a odpowiedni b a r w n i k do p i ­
sanek wielkanocnych, potem zetnie się oziminę i za­
sadzi pomidory". Z ł u p i n z cebuli można o t r z y m a ć
całą g a m ę odcieni od żółtej do b r ą z u , co zależy nie
t y l k o od ilości łusek, ale też i od długości czasu mo­
czenia, wreszcie i od samej skorupki jaja. W t y m roku
(1980) p r z y j e c h a ł a w odwiedziny do Aleksandry znacz­
nie od niej starsza krewna, pochodząca t a k ż e z Ł a b o ­
wej, k t ó r a p r z y p o m n i a ł a pisankarce, że pisanki farbo­
wano jeszcze w w y w a r z e z czarnego bzu, którego ko­
biety u ż y w a ł y też do barwienia lnianego płótna. Pa­
m i ę t a też, że starsze kobiety w Ł a b o w e j f a r b o w a ł y
pisanki na czerwono sokiem z ziela. Nazywano je „ n e d w i d " (?). W zasadzie jednak taka d u ż a ilość barw­
n i k ó w nie jest konieczna, „ m a j ą c kolor żółty, zielony
i czerwony w y d o b y w a m o l b r z y m i ą g a m ę kolorów i od­
cieni".

I I . 2. Fragm. listu pisankarki do autorki a r t y k u ł u o w y k o n y w a n i u

wzoru

pisanki.

229

�7

I I . 3. Podział r ó w n i k o w y . I I . 4. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ K s e ń k a " . I I . 5. P o d z i a ł r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y , wzór
„ k r z y ż e " . I I . 6. „Wiosna". I I . 7. „Słoneczko". I I . 8. „Słoneczko i sosenka".

Najdawniejsze, tradycyjne pisanki ł e m k o w s k i e , j a ­
kie z a p a m i ę t a ł a H r y ń c z u k , m i a ł y zawsze b i a ł y w z ó r
na kolorowym tle. B y ł y one powszechne nie t y l k o
w Ł a b o w e j , ale na całej Ł e m k o w s z c z y ź n i e . A b y za­
c h o w a ć t r a d y c j ę w y k o n u j e je H r y ń c z u k do dziś dnia,
stosując do ich farbowania prawie w y ł ą c z n i e b a r w n i k i
naturalne. „ Z a w s z e l u b i ł a m te dawne pisanki, k t ó r e
p r z e p i ę k n i e w y g l ą d a j ą w misach glinianych czy d r e w ­
nianych na stole ś w i ą t e c z n y m " . Po 1 wojnie ś w i a t o w e j
pisanki malowano trzema kolorami, później wieloma.
Zdaniem pisankarki „ k o l o r y szły od wschodu". Obec­
nie H r y ń c z u k wykonuje pisanki w 5—6 kolorach, ale
ma i takie, k t ó r e są w 7, 8 a nawet 10 barwach, na­
turalnie, jeśli się będzie liczyć r ó w n i e ż r ó ż n e odcienie
jednego koloru. Przy robieniu pisanek starannie dobie­
ra barwy, żeby „ g r a ł y ze sobą". Jeżeli przypadkowo
j a k i ś kolor nie wypadnie tak j a k sobie życzyła to
„ p o d p i e r a go i n n ą b a r w ą " tzn. w k ł a d a jajo do odpo­
wiedniej farby, k t ó r a poprawia kolor poprzedni.
Pokrywanie jaj w i e l o b a r w n y m i
zdobinami otrzy­
muje się przez kolejne zanurzanie jaj w coraz to ciem­
niejszej farbie. Bardzo w a ż n e jest j a k skorupka p r z y j ­
mie f a r b ę , bo od tego zależy całe p i ę k n o pisanki. P i sankarka przypomina sobie, że k i e d y ś z d a r z y ł o jej

230

się tak, że na 10 ugotowanych jaj, po zrobieniu na
nich woskiem w z o r ó w i w ł o ż e n i u do farby, a następ­
nie w y j ę c i u , t y l k o dwie pisanki „ b y ł y ł a d n i e ufarbowane, a reszta albo nie z ł a p a ł a farby albo wyszły
w plamy j a k k r a s u l k i " . F a r b y chemiczne rozrabia pisankarka w szklankach, tyle t y l k o aby
„przykryte
b y ł o jajo". Szanuje te farby „bo są drogie". Barw­
n i k i naturalne t r z y m a w słoikach.
Między jednym a drugim
farbowaniem nanosi
woskiem na skorupce jaja nowe elementy rysunku,
k t ó r e pragnie o t r z y m a ć w d a n y m kolorze. Kolejność
farbowania jest w e d ł u g niej n a s t ę p u j ą c a : w z ó r biały,
jasnożółty, ciemnożółty, jasnoczerwony, ciemnoczerwo­
ny, tło — np. b r ą z o w e , ciemnozielone, granatowe,
czarne.
A ż e b y m i e ć zielone kropeczki n a k ł a d a A. Hryń­
czuk s z p i l k ą zieloną f a r b ę już na ż ó ł t y m tle, następnie
p r z y k r y w a woskiem i dopiero wtedy w k ł a d a jajo do
farby czerwonej. Jeśli pragnie o t r z y m a ć jakieś odcie­
nie tego samego koloru, w ó w c z a s zanurza jajo do przy­
gotowanej farby o w ł a ś c i w y m s t ę ż e n i u . Gdy chodzi jej
o silne przyciemnienie j a k i e g o ś koloru wsadza jajo na
moment do czarnej lub b r ą z o w e j farby, zależnie od
poprzedniego k o l o r u i natychmiast wraca do farby

�wyjściowej. Farby często psują się, gdyż z a b a r w i a j ą
się wcześniejszymi kolorami. Kiedy na pisance prag­
nie mieć duże liście zielone, takie j a k np. we wzorze
„kwiat paproci", to po nałożeniu woskiem wszystkich
kolorów wywabia tło s p ł u k u j ą c farby (w letniej w o ­
dzie z dodatkiem proszku „ E " lub „ l x i " ) i w k ł a d a do
farby zielonej, następnie p o k r y w a woskiem k s z t a ł t
liścia, a potem daje do farby czarnej albo ciemnozie­
lonej, zależnie od tego jakie jest przewidziane tło p i ­
sanki. Zdarza się jednak dość często, że tak w y p ł u ­
kane skorupki nie chcą już p r z y j m o w a ć farby.
Aleksandra ma swoje ulubione zestawy kolorys­
tyczne np. biały-żółty-czerwony (czasem jeszcze poma­
rańczowy lub cynobrowy), w z ó r na tle ciemnym np.
brązowym, zielonym czy czarnym. „ K o c h a m te k o ­
lory jesienne". Ale „ n a j w i ę k s z e utrapienie m a m tam,
gdzie jest dużo kolorów j a k np. we wzorze «wiosna»,
bo tu trzeba cały szereg k o l o r ó w n a k ł a d a ć , k i l k a razy
spłukiwać, a przy końcu to s k o r u p k i j u ż bardzo trudno
farbę biorą. Czasem siedzę i po k i l k a n a ś c i e godzin,
aż wyjdzie mi pisanka czysto. Jajo to nie papier. N a ciapie się wzór, włoży do farby, a po w y j ę c i u do
niczego cała robota".
Mimo stosowania przez a r t y s t k ę na jednej „ d o b r e j "
pisance tylu różnych b a r w są one zawsze doskonale

zestawione pod w z g l ę d e m kolorystycznym i sharmonizowane. Dobór kolorów, ich odcieni jest niezwykle
subtelny a nawet wyrafinowanie wysmakowany.
„Nie p o t r a f i ę zrobić d w ó c h jednakowych pisanek,
chyba t y l k o te dawne" stwierdza H r y ń c z u k . I to jest
p r a w d ą . O g l ą d a j ą c bogaty zbiór jej pisanek nie spo­
t y k a się d w ó c h identycznych. Nawet jeśli w z ó r jest
t a k i sam, to inna jest jego kolorystyka, coś zostało
dodane czy u j ę t e i j u ż mamy n o w ą p i s a n k ę . N a t u ­
ralnie, odnosi się to do tych m o t y w ó w , k t ó r e są wzo­
r a m i w ł a s n e g o p o m y s ł u pisankarki, opartymi na bar­
dzo swobodnie potraktowanych tradycyjnych elemen­
tach zdobnictwa pisanek ł e m k o w s k i c h . Niewiele mamy
o nich w i a d o m o ś c i . Seweryn Udziela podaje k i l k a przy­
k ł a d ó w pisanek z r. 1890 z F l o r y n k i oraz Krasnego,
dodając, że „ n a w e t pisanki brzydko m a l u j ą " . F a l ­
k o w s k i i Pasznycki zamieszczają w swej książce t a b l i ­
cę p r z e d s t a w i a j ą c ą
pisanki ł e m k o w s k i e z
terenów
wschodnich, jednobarwne (biały wzór, kolorowe tło —
ZR), pochodzące z okolic Sanoka a znajdujące się w
w zbiorach Muzeum Towarzystwa Ł e m k i w s z c z y n a . Tło
tych pisanek b y ł o : fioletowe, k o l o r u sieny palonej, czer­
wone i czerwono-buraczkowe. Zdaniem a u t o r ó w „piszą
je nie we wszystkich wsiach, a tam gdzie robią to
już nie są tak ł a d n e j a k n i e g d y ś " . Tymczasem A l e k 2

3

II. 9. Podział r ó w n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 10. P o d z i a ł p o ł u d n i k o w y , w z ó r „ k o r o n k o w y " . I I . 11. „ D z b a n ­
k i " . I I . 12. „ O p ł o t k i " . U . 13. „ K r z y ż e i kapliczki". I I . 14. „ K w i a t y z pól (len), łąk, lasu, o g r ó d k a " .

12

13

231

�sandra H r y ń c z u k twierdzi, że w okolicach Nowego S ą ­
cza i we wsiach s ą s i a d u j ą c y c h z Ł a b o w a pisanki b y ł y
zawsze ł a d n e , o r ó ż n o r o d n y c h wzorach, choć r ó w n i e ż
miały t y l k o biały wzór i kolorowe tło.
Elementem podstawowym, w y n i k a j ą c y m ze stoso­
wanej techniki, z k t ó r e g o p o w s t a j ą wszystkie zdobiny
jest „ p r z e c i n e k " w y k o n y w a n y szpilką o r ó ż n e j w i e l ­
kości główki. Z tych „ k r o p e l k o w y c h " (określenie p i sankarki — ZR) e l e m e n t ó w tworzy ona z a r ó w n o t r a ­
dycyjne, j a k i nowe motywy. Czasem przecinek r e d u ­
kuje się do k r o p k i , a niekiedy odwrotnie — kropka
staje się niewidoczna a zostaje kreska — l i n i a prosta.
P r z e w a ż n i e są to jednak całe przecinki, k t ó r e u k ł a ­
dają się w r ó ż n e m o t y w y — faliste, ł u k o w a t e , ł a ń ­
cuszkowe itd., t w o r z ą c najrozmaitsze wzory: r o ś l i n n e
(kwiaty, liście), geometryczne (gwiazdki, romby, k w a ­
draty itd.), architektoniczne (kapliczki i k r z y ż e czy
ratusz w r o c ł a w s k i ) w z g l ę d n i e zoomorficzne (ryby, r a k i ,
żaby).
Na pisankach stosuje H r y ń c z u k r ó ż n e podziały po­
wierzchni jaja. Mogą b y ć one r ó w n i k o w e ( i l . 3) i po­
ł u d n i k o w e ( i l . 4), w z g l ę d n i e jedne i drugie ( i l . 5).
Spotyka się pisanki, k t ó r e nie m a j ą ż a d n e g o podziału
(il. 6). Przy podziale r ó w n i k o w y m p o w s t a j ą dwa pola
z centralnie p o ł o ż o n y m biegunem, na k t ó r y m może lecz
nie musi z n a j d o w a ć się j a k a ś zdobina, za to rozbudo­
wany jest pas ś r o d k o w y . W w y p a d k u p o d z i a ł u p o ł u d ­
nikowego uzyskuje pisankarka dwa owalne pola, k t ó r e
w y p e ł n i a j a k i m ś m o t y w e m o koncentrycznie u ł o ż o n y c h
elementach, w z g l ę d n i e j e d n y m wzorem np. „ r y b ą " .
Przy podziale r ó w n i k o w o - p o ł u d n i k o w y m mamy do czy­
nienia z linią r ó w n i k a i dwoma p o ł u d n i k a m i , przecina­
j ą c y m i się na biegunach pod k ą t e m prostym. P o w s t a j ą
w ten sposób 4 pola na k a ż d e j p ó ł k u l i o k s z t a ł c i e sfe­
rycznego t r ó j k ą t a r ó w n o r a m i e n n e g o , opartego p o d s t a w ą
o linię r ó w n i k a . W i e r z c h o ł k a m i t r ó j k ą t y zbiegają się
na biegunie. W polu k a ż d e g o z t r ó j k ą t ó w rysuje np.
krzyż p r a w o s ł a w n y , a sam t r ó j k ą t w e d ł u g niej „to
p r z y d r o ż n a kapliczka ł e m k o w s k a " . Robi też pisanki
bez p o d z i a ł u na pola zdobnicze. C a ł a powierzchnia jaja
staje się w ó w c z a s j e d n ą płaszczyzną ornamentacyjnr:,
p o k r y t ą jakby bukietem k w i a t ó w o b e j m u j ą c y m
całe
jajo, z w i ą z a n y m u jednego bieguna, podczas gdy w i e r z ­

chołki k w i a t ó w skierowane są w s t r o n ę drugiego bie­
guna.
Aleksandra H r y ń c z u k nie przygotowuje rysunKU
p r z y s z ł y c h w z o r ó w . Pomaga sobie jedynie, dla otrzy­
mania jednakowych pól c i e n k ą g u m k ą , k t ó r ą n a k ł a d a
na jajo tak, aby p r z e c h o d z i ł a przez oba bieguny ( i l . ,2).,
Zaczyna m o t y w od „ z ą b k ó w " , położonych
najbliżej
gumki, m i ę d z y nie daje „ s k r z y d e ł k a " oraz k r o p k ę lub
kółko, a w o k ó ł niego p ł a t e c z k i i w ten sposób uzys­
kuje k w i a t e k . Na samym ś r o d k u koncentrycznie uło­
żonego w z o r u umieszcza wielolistny k w i a t e k . „ P r z y ro­
bieniu takiego wzoru nie trzeba nic r y s o w a ć ani zna­
czyć, bo „ z ą b k i " s ą t y m elementem, do k t ó r e g o dora­
bia się r e s z t ę " . Po w y k o n a n i u zdobin na obu polach
pisankarka zdejmuje g u m k ę , a na j e j miejsce daje
g a ł ą z k ę . S ą jednak wzory, gdzie w y s t ę p u j e „ k r a t k a " .
„Ta musi w y j ś ć r ó w n i u t k o , z t y m nie daję sobie rady
od r ę k i i wtedy leciutko r o b i ę o ł ó w k i e m k r a t k ę , w
k t ó r e j m o ż n a w y k o n a ć r ó ż n e wzory, skosy też, a spod
ciemniejszej farby o ł ó w k a nie w i d a ć , zresztą on zmy­
wa się już w żółtej farbie". P o c z ą t k o w o szło jej to
powoli i niezręcznie, odległości b y ł y n i e r ó w n e , elemen­
ty niejednakowe. Obecnie „ w p r a w a i oko r o b i ą swoje,
a jeśli są j a k i e ś drobne odchylenia przecież to nic
nie szkodzi".
Najdawniejszym m o t y w e m , k t ó r y sobie z a p a m i ę t a ­
ła H r y ń c z u k było „ s ł o n e c z k o " ( i l . 7) powszechnie sto­
sowane w Ł a b o w e j i okolicznych wsiach, a właści­
wie znane na c a ł e j Ł e m k o w s z c z y ź n i e . „ T e słoneczka
r o b i ł a jeszcze moja babcia, a nawet prababcia, która
u m a r ł a m a j ą c 92 lata, kiedy b y ł a m m a ł ą dziewczynką".
M o t y w słońca powtarza się w pisankach H r y ń c z u k
dość często. „ T e pisanki ze s ł o n e c z k i e m p r z e d s t a w i a j ą
słońce i m ł o d e gałązki — to p o w r ó t wiosny, ciepła,
nowego życia w przyrodzie". S w o j ą k a r i e r ę p i s a n k a r s k ą
jako 5-letnia dziewczynka zaczęła Aleksandra właśnie
od „słoneczka", co tak opisuje: „ K i e d y s i e d z i a ł a m przy
rozgrzanej k u c h n i , w o k ó ł k t ó r e j tłoczyła się cała gro­
mada dzieci, p r ó b o w a ł a m na ugotowanym j a j u robić
„słoneczko". Nie szło m i to z p o c z ą t k u zupełnie. Po
odrzuceniu k i l k u nieudanych j a j , j u ż na górze i na
dole (biegunach — ZR) j a k i e ś koszlawe „słoneczko"
wyszło, ale na boku ani rusz. Mamusia p o r a d z i ł a mi,
4

I I . 15. „ Z a g u b i o n e w i a n k i " . I I . 16. „ W i a n k i ze stokrotek". I I . 17. „ K w i a t paproci".

16

232

�ażebym dała ś r o d k i e m gałązkę, tak j a k to robiła moja
starsza siostra, k t ó r e j rzeczywiście pisanki lepiej w y ­
chodziły. Przy robocie p o c z ą t k o w o p o m a g a ł a m i mama,
ale ona ni3 miała zbyt dużo czasu. Potem już jakoś
szło. Najładniejsze pisanki w Ł a b o w e j
wykonywała
moja matka chrzestna Julia W ó j t o w i c z o w a . Podpatry­
wałam ją i c h c i a ł a m zawsze tak p i ę k n i e robić jak ona.
Nie udawało m i się, a i teraz wydaje m i się, mimo
wprawy, że ja nie potrafię t y c h tradycyjnych pisanek
tak ładnie „pisać" jak to k i e d y ś ona robiła. Jej p i ­
sanki były tak p i ę k n e , że od niej brano co r o k u ma­
lowane jaja na p l e b a n i ę " .
Do pisanek dorabia sobie Aleksandra H r y ń c z u k
wierszyki. Malując na biegunach, na b r z u ś c u
jaja
„słoneczka" dodaje g a ł ą z k ę s o s n o w ą (ił. 8), otacza je
wiankiem i równocześnie u k ł a d a s t r o f k ę :
Bo ja z gór p r o s z ę was / Gdzie ś w i e r k o w y las,
Tam słoneczko wschodzi / Do pracy już czas.
Biały „ k o r o n k o w y " w z ó r na k o l o r o w y m tle, k t ó r y
nauczyła ją robić babka u p a m i ę t n i ł a wierszykiem:
Wzory na m y c h jajach / Od babuni wzięte,
Są jak koroneczki / Bielutkie i p i ę k n e .
Motywy „ k o r o n k o w e " ( i l . 9, 10) są bardzo subtelne, j a k
najdelikatniejszy hafcik czy koroneczka. Pisankarka
wykonuje je z dużą p r e c y z j ą . „ Z d a w a ł o m i się, że
nigdy nie w y c z a r u j ę tak subtelnego wzoru j a k i dosta­
łam od babci. Dużo pisanek n a p s u ł a m , ale przecież
zrobiłam i chyba jej d o r ó w n a ł a m " .
Motywy „ s ł o n e c z k a " i „ k o r o n k o w e " w y k o n u j e ar­
tystka i obecnie dość często: „bo je bardzo lubię, p r z y ­
pominają m i one najszczęśliwsze lata mojego dzie­
ciństwa i młodości. W jesieni życia na codzień pa­
mięć tak nie dopisuje, a wspomnienia lat dziecięcych
są tak t r w a ł e j a k gdyby b y ł y w y r y t e w granitowej
skale".
Oprócz tych t r a d y c y j n y c h w z o r ó w r o b i r ó w n i e ż
dwubarwne (biały w z ó r i kolorowe tło) pisanki o te­
matyce nowej. P o m y s ł y do nich czerpie ze wspom­
nień. W ten sposób p o w s t a j ą „ d z b a n k i " ( i l . 11), „ g a r n ­
k i " czy „ m i s k i " , k t ó r y c h zdobiny n a w i ą z u j ą do malatur na naczyniach glinianych, sprzedawanych
na
targach czy „ k r z y ż e " cerkiewne i „ o p ł o t k i " (il. 12)
z ł e m k o w s k i e j wioski.

Wielokolorowe pisanki zaczęła H r y ń c z u k
wyko­
n y w a ć dopiero po przyjeździe do W r o c ł a w i a (1959 r.)
„pisząc" wielobarwnie n i e k t ó r e dawne wzory
dwu­
barwne, j a k np. „ d z b a n k i " , „ g a r n k i " czy „ k r z y ż e " (il.
13). W p r o w a d z i ł o też w ó w c z a s wiele nowych w z o r ó w
j a k : „ w i o s n a " (il. 6), „ k w i a t y z pól - (len), łąk, lasu,
o g r ó d k a " ( i l . 14), „ z a g u b i o n e w i a n k i " ( i l . 15), „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), „ k w i a t
paproci" ( i l . 17), „ b a b y " , „ b a b y kwiaciaste", „ b a b y
t a ń c z ą c e " (il. 18), „ b a b y jasne", „ f a r b a n k y " (spódnice
drukowane r ę c z n i e — ZR), „beczułki", „krzyże i kap­
l i c z k i " i t d . Wszystkie te m o t y w y są t w o r e m w y o b r a ź n i
pisankarki, k t ó r a przeżycia swej młodości chce w y r a ­
zić w pisance. Są to wspomnienia pisane woskiem.
„ J e d e n pisze, i n n i w y ś p i e w u j ą swoją dolę — niedolę,
a ja « w y e i a p a ł a m » j ą na pisankach, a moje wspom­
nienia u p i ę k s z a m k w i a t a m i " .
W ciągu swojej kariery pisankarskiej H r y ń c z u k
zrobiła wiele, sama nie wie już ile, r ó ż n y c h wzorów.
„Dużo p a m i ę t a ł a m z dawnych lat, t r o c h ę przypomnieli
starzy ludzie — Ł e m k o w i e , a r e s z t ę poniosła fantazja.
Bardzo dużo w i d z i a ł a m gdy było święcenie, ale już
z a p o m n i a ł a m , bo lata m i j a j ą " .
Gdy artystka bierze w r ę k ę jajo nigdy nie wie
j a k r o z w i ą ż e jego d e k o r a c j ę . Wzór na pisance zależy
przede wszystkim od jej nastroju w danej c h w i l i .
„ M a l u j ą c pisanki m y ś l a m i jestem w Ł a b o w e j i wszyst­
kie obrazy z d z i e c i ń s t w a tłoczą m i się w głowie, chcia­
ł a b y m je u t r w a l i ć na j a j u " . Gdy przed oczyma prze­
s u w a j ą jej się ludzie idący do c e r k w i w tradycyjnych,
paradnych strojach ł e m k o w s k i c h , w ó w c z a s
powstają
„chłopy i baby" ( i l . 19, 20) — m ę ż c z y ź n i ubrani w d ł u ­
gie, b r ą z o w e „czuhy", kobiety w kolorowe, drukowa­
ne r ę c z n i e „ f a r b a n k y " czy z kupnego m a t e r i a ł u „ k a ­
baty" (spódnice), spod k t ó r y c h w y s t a j ą b i a ł e koronecz­
k i , w b i a ł e „oblicza" (koszule) z koronkowymi krezami
w o k ó ł szyi. Czasem p r z y p o m i n a j ą jej się momenty
z wesela •— wtedy p o w s t a j ą „ b e c z u ł k i " :
Beczułki, beczułeczki/Na wino, na piwo,
Ż e b y na weselu / Wesolutko było.
Niekiedy stają jej przed oczyma zabawy d o ż y n k o w e ,
kiedy wszyscy b a w i l i się wesoło i w ó w c z a s „ b a b y
kwiaciaste" czy „ b a b y jasne" (bo malowane jasnymi

I I . 18. „ B a b y t a ń c z ą c e " . I I . 19. „ B a b y " . I I . 20. „Chłop w

huni".

233

�farbami) z a m i e n i a j ą się w „ b a b y t a ń c z ą c e "
o w i r u j ą c y c h spódnicach. Tak o nich pisze:

(il.

18)

T a ń c z ą baby, dziewczę skacze / Bo muzyka gra
wesoła,
Jak zobaczą gdzie szuchaja, (parobka — ZR) /
Z a b i e r a j ą go do koła.
„ P a t r z ę na moje baby i u ś m i e c h a m się do nich, tak
j a k b y m je w Ł a b o w e j w i d z i a ł a . Ileż o nich m o ż n a po­
wiedzieć! Jedna to nasza niania Glicera, druga Sztefka, ona m i mysie ogonki plotła, o mnie nawet w ostat­
niej godzinie życia p a m i ę t a ł a . Tyle ich u m a r ł o , n a j ­
pierw Glicera, potem moja mama, a n a s t ę p n i e Sztefka.
A teraz o wesołej Lompie, o dziewusze, k t ó r a b y ł a j a k
sam ogień, r o z ś p i e w a n a od samego rana j a k szła z k o n ­
w i a m i po w o d ę do potoka, k t ó r a wiecznie h u l a ł a i ś p i e ­
w a ł a . Jak t a k ą L o m p ę u w i e c z n i ć na pisance? Dużo
p r ó b o w a ł a m , bo trudno zrobić to na j a j u coby się
chciało, ale przecież coś niecoś m o ż n a . I wreszcie
jest, u d a ł o m i się! D a ł a m kabat w s k o ś n e pasy, j a k
to bywa w t a ń c u albo j a k w i a t r podwieje, k w i a t y
ogniste z p ł a t k a m i rozwianymi, p o s k r ę c a n y m i w ę ż o ­
wo. Jest w nich coś takiego kusicielskiego i jeszcze
porwane listeczki! Tak, to b y ł a Lompa! T ę p i s a n k ę
oczywiście odłożyłam do moich ulubionych. I wtedy
zaczęłam robić te „ t a ń c z ą c e baby". Czy d r u g ą t a k ą
L o m p ę zrobię? Chyba nie. Potem wiele razy p r ó b o ­
w a ł a m p o w t ó r z y ć t ę p i e r w o r o d n ą p i s a n k ę uwiecznia­
jącą Lompę, ale m i się już tak nie u d a ł o " . (Pisanki
pierworodne czyli pierwsze z nowego udanego wzoru
zatrzymuje sobie artystka jako wzory).
„Ach te moje „ b a b y t a ń c z ą c e " w w i r u j ą c y c h ka­
batach, jedne r o z t a ń c z o n e aż rozczochrane, inne do­
stojne, j a k b y w t a ń c u p ł y n ę ł y . Nic — to ja to tak
widzę wszystko i p r z e ż y w a m , to takie nic, sama ś m i e ­
j ę się z siebie".
Kiedy indziej p r z y p o m i n a j ą jej się chwile j a k
u g a n i a ł a na koniu w ś r ó d k w i e t n y c h pól l u b b i e g a ł a
ze swymi p r z y j a c i ó ł k a m i w s t r o n ę lasu, p o w s t a j ą więc
na kanwie tych w s p o m n i e ń k w i a t y z pól ( i l . 14):
Na swoich pisankach w i o s n ę n a m a l u j ę .
W górze słoneczko. / C i a p n ę raz, drugi i już
wszystkim ciepło.
Wyjdzie stokrotka, otworzy oczy / A t u kaczeniec z moczary kroczy,
K r o k u s ó w stado / p a g ó r p r z y s i a d ł o ,
Gdzież te fiołeczki się z a p o d z i a ł y ? / Zapachem
w i o s n ę nam w i t a ć m i a ł y . (...)
0 — jeszcze ptaszek, co w o ł a ł a d n i e
Zofija, Zofija, Zofija.
Wiem ptaszku, w i e m drogi / Wszystko p i ę k n e
1 dobre
Przemija, przemija, przemija.
T a k i p o c z ą t e k m a j ą pisanki „ d r ó ż k a do lasu" ( i l . 21)
wyrażone skośnym układem kwietnych motywów. Tęs­
knota za „ u t r a c o n y m rajem" jest u H r y ń c z u k ogrom­
na, co w y r a ż a się np. t a k i m wierszykiem:
Ł ą k a ma w kwiatach, s ł o ń c e m nagrzana,
Zielem p a c h n ą c a — taka kochana.
Czy też tak t ę s k n i — czy p a m i ę t a ona,
Jak mnie t u l i ł a do swego ł o n a ?
Z k w i a t ó w polnych p l o t ł y sobie dziewczynki
Mamy w i ę c i „ z a g u b i o n e w i a n k i " (il. 15):

wianki.

Waniczku m ó j drogi / Wianeczek ci d a ł a m
T y ś i n n ą p o s z u k a ł / Ja sama z o s t a ł a m .
M a m też na jajeczkach / Zagubione w i a n k i ,
I różczki weselne / Dla twojej kochanki.
S ą „ w i a n k i ze stokrotek" ( i l . 16), ale b y w a j ą i „ w i a n k i
ś w i ę t o j a ń s k i e " , k t ó r y c h „u nas w g ó r a c h nie puszcza­
234

no na w o d ę lecz w k ł a d a ł o się je do m i s k i z umieszczo­
n ą w ś r o d k u w i a n k a ś w i e c ą i d a w a ł o do w n ę t r z a kap­
l i c z k i albo wieszało się na k r z y ż a c h p r z y d r o ż n y c h " :
Na p r z y d r o ż n y m k r z y ż u / Wianek zawieszę,
D r u g i do misy w kapliczce włożę,
A w ś r o d k u świecę, z a p a l o n ą , j a s n ą / Kiedy na
Jana gwiazdy z a g a s n ą .
Z „ w i a n k a m i ś w i ę t o j a ń s k i m i " w i ą ż e się wzór pisank o w y „ k r z y ż e i k a p l i c z k i " ( i l . 13):
Na r o z d r o ż a d h k r z y ż wysoki,
O g r ó d e k w koło — m a l w a czerwona,
A nad n i m p ł y n ą b i a ł e obłoki...
Z kapliczki w icher k o p u ł k ę z e r w a ł ,
M i o t a ł n i ą w rowie, gonty pozr.ywał,
Nie ma k o p u ł k i , z deszczułek daszek
Wije w n i m gniazdko m a l u t k i ptaszek.
Ze ś w i ę t e m K u p a ł y łączy się wiele p r z e ż y ć pisankarki.
P r z e c i e ż to w noc ś w i ę t o j a ń s k ą k w i t n i e „ k w i a t pap­
r o c i " (il. 17), k t ó r e g o dziewczyna nieraz nadaremnie
szukała:
Kiedy s z u k a ł a m k w i a t u paproci / P ł o n ę ł a m cała.
Spotkałam
miłość:
piękną,
n i e w i n n ą / Lecz
krótko trwała.
Wzór „ k w i a t u paproci" charakteryzuje się ognistymi
b a r w a m i , i m i t u j ą c y m i b u c h a j ą c e p ł o m i e n i e z ogniska,
p ł o n ą c e g o na polanie, k t ó r e nie pozwoliło zbłądzić w
lesie s z u k a j ą c y m wymarzonego k w i a t u .
A wreszcie wspomnienia t y c h cichych wieczorów,
kiedy stara piastunka Glicera o p o w i a d a ł a z a s ł u c h a n e j ,
przewrażliwionej
dziewczynce o strachach, dobrych
i z ł y c h duchach, czy b a ś n i e i legendy j a k np. ta, k t ó r a
specjalnie u t k w i ł a w jej p a m i ę c i , tzn. o wodospadzie
na Felczynie z w a n y m „ T o p i e l c e m " , gdzie j a k przestrze­
g a ł a niania nie wolno się b y ł o k ą p a ć nigdy w samo
p o ł u d n i e , bo m ó g ł b y z głębi, spod skał, w y p ł y n ą ć to­
pielec zamieniony w r y b ę i w c i ą g n ą ć w g ł ę b i n ę na
zawsze. S k ą d w z i ą ł się ten topielec? „ N a d wodospa­
dem m i e s z k a ł a w k u r n e j c h y ż y m ł o d a wdowa Ołena
z synkiem Semkiem. C h ł o p a k b y ł ł a d n y i rósł zdrowo.
K a ż d e g o r o k u na W e ł y k d e ń (Wielkanoc) matka ciapała
m u pisanki, a ż e b y m ó g ł się n i m i p o c h w a l i ć przed
i n n y m i dziećmi, k t ó r e r ó w n i e ż p r z y c h o d z i ł y do cerkwi
ze swoimi p i s a n k a m i Wszyscy b o w i e m wiedzieli, ze
pisanki O ł e n y są n a j ł a d n i e j s z e . C h ł o p i e c w y r ó s ł na
p i ę k n e g o m ł o d z i e ń c a i wtedy matka zrobiła m u jego
u l u b i o n ą p i s a n k ę — słoneczko z s o s e n k ą ( i l . 8). Za­
w i j a ł ją w c h u s t e c z k ę i w k ł a d a ł do kieszeni w huńce.
M a t k a w i e d z i a ł a , że to dla Kseni, z k t ó r ą przehukiw a ł się k a ż d e g o wieczoru i d ą c z roboty z pola lub
lasu. Pewnego r o k u kiedy czekał na m a t k ę , aby z nią
razem iść do c e r k w i , poszedł za dom spojrzeć na wo­
dospad, bo po w i e l k i e j wiosennej ulewie potok, zawsze
m a ł y , w e z b r a ł i h u c z ą c toczył ogromne kamienie. Sta­
n ą ł jak z w y k l e na w y g i ę t y m p n i u czeremchy i zauro­
czony o g ł u s z a j ą c y m h u k i e m w p a t r y w a ł się w kłębo­
wisko wody s p a d a j ą c e j ze skał. Czy poślizgnął się
czy m u się w g ł o w i e z a k r ę c i ł o , a m o ż e rzeczywiście
coś go z a u r o c z y ł o — dość, że w p a d ł pod wodospad
i p r z e p a d ł na w i e k i . Szukano jego ciała w z d ł u ż po­
t o k u i rzeki, nigdzie nie znaleziono. Od tego czasu
wodospad i baniur pod n i m nazwano «Topielcem».
Starzy ludzie opowiadali, że spod H a l i Łabowskiej
p ł y n i e woda i pod s k a ł a m i , gdzie są pieczary, tam
żyje zaczarowana k n i a h y n i a t y c h gór, zamieniona w
złotą r y b k ę . Ona to napewno u p o d o b a ł a sobie piękne­
go parobka, w c i ą g n ę ł a do g ł ę b i n i z a m i e n i ł a w piękną
r y b ę . Ryba ta ukazuje się raz do r o k u na Wełykdeń,
ale nie k a ż d y może j ą zobaczyć. Ponoć p i ę k n a Kse­
nia po utopieniu się ukochanego bardzo rozpaczała.
5

�I I . 21. „ D r ó ż k a do lasu". I I . 22. „ R y b y " . I I . 23. „ R a t u s z

Często s i a d y w a ł a nad wodospadem i w p a t r y w a ł a się
w pieniącą w o d ę , ale oprócz ryb, czasem ż a b y czy
raka, k t ó r e w y ł a z i ł y spod darniny przy brzegu, nic
nie widziała. Na d r u g i rok na W e ł y k d e ń Ksenia poszła
nad wodospad z p i s a n k ą w ręce, w samo p o ł u d n i e ,
jak biły dzwony w cerkwi, a potem w r ó c i ł a bardzo
szczęśliwa. I tak już b y ł o co r o k u , a dla znajomych
nie było już t a j e m n i c ą dlaczego s t a m t ą d przychodzi
z a p ł a k a n a ale wielce uradowana. Od czasu kiedy Kseni już nie stało, p r z e k a z y w a ł y babki t a j e m n i c ę i da­
wały r a d ę d z i e w c z ę t o m na «szczęśliwą miłość». M u ­
sisz b y ć n i e w i n n a i czysta, po spowiedzi i k o m u n i i
wielkanocnej, w samo p o ł u d n i e w W e ł y k d e ń , kiedy
w cerkwiach w Ł a b o w e j i M a d e j o w e j biją dzwony,
w tej c h w i l i wrzucisz p i s a n k ę ze «słoneczkiem w w i a n ku» pod sam wodospad, do samej głębi. Dzwony wciąż
będą jeszcze biły, a spod s k a ł z głębi w y p ł y w a ryba,
ale taka niezwyczajna, k t ó r a się błyszczy i mieni
wszystkimi kolorami. Kiedy zobaczysz ją z w i n n ą , zie­
lenią ś w i ę t o j a ń s k i c h r o b a c z k ó w będzie świecić, a k i e ­
dy wyłoni się z wody w blasku słońca — ujrzysz
głowę chłopca o p ł o w e j czuprynie i siwych, ś m i e j ą ­
cych się oczach. W g ł o ś n y m szumie wody powie ci
«Chrystos Woskres» (Chrystus Z m a r t w y c h w s t a ł ) . Nie
daj się z a u r o c z y ć a p r ę d k o odpowiedz «Woistynno Woskres» (rzeczywiście Z m a r t w y c h w s t a ł — ZR). On z po­
wrotem zanurzy się i z n ó w jako r y b a zniknie w g ł ę ­
bokich czeluściach pod s k a ł a m i wodospadu. Wtedy napewno s p e ł n i ą się t w o j e marzenia i polubi cię c h ł o ­
piec j a k i e g o ś sobie w y b r a ł a " .
To opowiadanie n a t c h n ę ł o A l e k s a n d r ę H r y ń c z u k do
wykonania w z o r ó w z „ r y b a m i " ( i i . 22), „ r a k a m i " czy
„ ż a b a m i " i m o t y w e m p i ę k n e j Kseni ( i l . 4).
A r t y s t k ę ponoszą w c i ą ż nowe, cisnące się wspom­
nienia c h w i l młodości, ponosi fantazja a połączone
z t y m zdolności plastyczne p o w o d u j ą , że tworzy nadal
nowe wzory. „ P a n i pisanki trzeba przede wszystkim
r o z u m i e ć i czytać, a dopiero potem p o d z i w i a ć " — po­
wiedział jeden z k o l e k c j o n e r ó w pisanek po obejrze­
n i u jej prac.
Niekiedy na swych pisankach z t r a d y c y j n y m „sło­
neczkiem" umieszcza H r y ń c z u k napisy w j ę z y k u ł e m ­
k o w s k i m j a k „ C h r y s t o s Woskres", a nawet całą z w r o t ­
k ę znanej piosenki ł e m k o w s k i e j :

wrocławski"

Oj wersze, m i j wersze / M i j zelenyj wersze,
J u ż m i tak ne bude / Jak m i było persze.
Na pisankach p r z e s ł a n y c h na konkurs do Krakowa
z n a l a z ł y się napisy „R. 1969" oraz na pisance z moty­
w e m ratusza w r o c ł a w s k i e g o „25 lat W r o c ł a w i a " . Od
k i l k u lat H r y ń c z u k
sygnuje swoje pisanki „łem"
(skrót od ł e m k o w s k i e — ZR) pisanym cyrylicą. W ten
sposób chce zaznaczyć charakter regionalny pisanek,
a t a k ż e z a c h o w a ć swe prawa autorskie. Zdarzało się
bowiem, że na konkursach czy wystawach mieszano
pisanki r ó ż n y c h a u t o r ó w . „ P r z e k o n a ł a m się k i l k a k r o t ­
nie, że pochodzenie moich pisanek było mylnie poda­
wane albo przypisywano je k o m u ś innemu lub innej
części Polski, a nie Ł e m k o w s z c z y ź n i e " .
Aleksandra H r y ń c z u k mieszka od lat we W r o c ł a ­
w i u . Zżyła się i z w i ą z a ł a z nim, więc w p l o t ł a do
swoich pisanek m o t y w y w r o c ł a w s k i e j a k np. ratusz
(il. 23). Niestety źle została zrozumiana i w jednym
z a r t y k u ł ó w , k t ó r y został jej poświęcony, zrobiono
z niej p i s a n k a r k ę m i e j s k ą , czym ogromnie poczuła się
d o t k n i ę t ą . „ P o c h o d z ę ze wsi ł e m k o w s k i e j , c i a p a ł a m p i ­
sanki od dziecka takie, jakie u nas robiono. Teraz
przebywam we W r o c ł a w i u , c h c i a ł a m to miasto jakoś
p o k a z a ć w mojej twórczości. W y k o n a ł a m więc ratusz
i w ł o ż y ł a m go do koszałki wielkanocnej. Czy to grzech
i znak, że jestem już p i s a n k a r k ą m i e j s k ą ? " . A prze­
cież w z o r ó w innych, nie „miejskich", zrobiła wiele,
nawet nie wie ile. „Tego jest dużo, może 500, a może
i w i ę c e j , trudno je wszystkie wyliczyć i spamiętać".
Nie ma pory roku, w k t ó r e j artystka nie robiłaby
pisanek. „ C i a p a n i e " zależy od w i e l u c z y n n i k ó w . Prze­
de wszystkim „ p i s z e " wtedy, gdy lepiej się czuje f i ­
zycznie, a t a k ż e w ó w c z a s , kiedy nikogo nie ma w do­
mu. W tych w a r u n k a c h zdarza się, że nad malowa­
niem jaj spędza nieraz po k i l k a n a ś c i e godzin. Natural­
nie n a j w i ę c e j r o b i przed ś w i ę t a m i wielkanocnymi i to
na d ł u g o w c z e ś n i e j , bo w y p a d a j ą konkursy, wystawy,
a „przecież i rodzinie, znajomym trzeba dać na ś w i ę ­
cenie, t r o c h ę p r z y g o t o w a ć na kiermasz w r o c ł a w s k i " .
Przy pracy l u b i m i e ć b e z w z g l ę d n y spokój, nie chce
się r o z p r a s z a ć , nawet rozmowa d o m o w n i k ó w jej przesz­
kadza.
Rodzina p o c z ą t k o w o sceptycznie odnosiła się do
pracy pisankarki. M ą ż b y ł oporny dłuższy czas, a cór235

�ka nie będąc p e w n ą s u k c e s ó w m a t k i o d r a d z a ł a jej
brania u d z i a ł u w konkursach. „ T e r a z wszystko się
zmieniło. Jak p r a c u j ę to m ą ż siedzi cichutko i czyta,
a potem pokazuje moje dzieła i chwali się n i m i , przy­
prowadza m i a m a t o r ó w l u b i ą c y c h pisanki. Cieszy go
to jak mnie i n n i c h w a l ą . C ó r k a ma r ó w n i e ż wiele ra­
dości z moich pisanek, a n a j w i ę c e j p r z y j e m n o ś c i spra­
wia jej, kiedy może o f i a r o w a ć pisanki mamy swoim
kolegom i p r z e ł o ż o n y m na uniwersytecie, gdzie przy­
gotowuje się do docentury na wydziale pedagogicz­
nym. Ona też n a j w i ę c e j zabiera pisanek przed ś w i ę ­
tami. Syn zawsze odnosił się z pietyzmem do moich
malowanych j a j . Ceni je bardzo, m a ł o rozdaje, ale
i on ma teraz nowy temat do chwalenia się swoją
m a t k ą " . Z rodziny n i k t już nie r o b i pisanek. Aleksand­
ra chciała n a u c z y ć c ó r k ę kunsztu pisankarskiego, nie­
stety nie u d a ł o się. „ O n a nie ma do tego c i e r p l i ­
wości".
Zapytana jak długo r o b i j e d n ą p i s a n k ę , artystka
nie umie dać odpowiedzi. Zależy to g ł ó w n i e od wzoru.
„Te tradycyjne «słoneczka» w y k o n y w a n e szpilką o dość
dużej główce idą szybko i m o g ę ich n a c i a p a ć nawet
k i l k a na dzień, ale „ k o r o n k o w e babuni", nie zawsze
się udają, bo są niezwykle delikatne, cieniutkie kreseczki wosku o d p a d a j ą ł a t w o i już po p r z y j e m n o ś c i " .
Wzory „ k o r o n k o w e " i wielobarwne są dla pisankarki
ogromnie męczące, może więc n a j w y ż e j zrobić j e d n ą
dziennie. Zresztą jak m ó w i jest jedno duże „ a l e " od­
noszące się do wszystkich bez w y j ą t k u pisanek, a m i a ­
nowicie w y n i k zależy przede wszystkim od dobrego
zafarbowania. „Zresztą ja teraz k a ż d ą p i s a n k ę r o b i ę
powoli, bo i ręce m i drżą, niedowidzę, a przy t y m
bardzo m i szkodzi s w ą d świeczki, tak że m u s z ę p r a c ę
często p r z e r y w a ć " . M i m o tych t r u d n o ś c i H r y ń c z u k nie
może nie w y k o n y w a ć pisanek. P o d t r z y m u j ą ją one na
duchu i s p r a w i a j ą jej wiele radości. Toteż nie l u b i
pozbywać się ich. „ N a j ł a d n i e j s z e o d k ł a d a m , a i tak
już sporo poszło w świat. M a m na swoje pisanki
wielu a m a t o r ó w , k o l e k c j o n e r ó w t u w k r a j u i za gra­
nicą, szczególnie w Ameryce. A l e ciężko m i jest z k a ż ­
dą się pożegnać, bo przecież tyle mam p r z y j e m n o ś c i
przy p r z e g l ą d a n i u ich np. w czasie choroby czy jak

mnie smutek ogarnie. Gdy o w ł a d n ą m n ą wspomnie­
nia, to wtedy wszystko idzie na opak, nie przespane
noce, nie p o s p r z ą t a n y dom, nie ugotowany obiad, tylko
w robocie kropelki na serce i cieszenie się pisankami".
A r t y s t k a ma h o j n ą r ę k ę i rozdaje pisanki ale szczegól­
nie wtedy gdy czuje, że osobie obdarowywanej sprawi
swoimi pracami r a d o ś ć . Sprzedaje m a ł o , t r o c h ę na
kiermaszu w r o c ł a w s k i m , ale t y l k o te, „ k t ó r e nie są mi
potrzebne".
Aleksandra H r y ń c z u k , j a k w i e m y „ c i a p i e " pisanki
stale od dzieciństwa, nawet w najcięższych chwilach
swego życia. Co r o k u jej malowane jaja m u s i a ł y zdo­
bić choćby najskromniejszy stół ś w i ą t e c z n y , j a k i by­
w a ł w czasie okupacji. B y ł y to jednak pisanki trady­
cyjne. Dopiero przyjazd do W r o c ł a w i a i wzięcie udzia­
łu w konkursie w 1968 r., ogłoszonym przez Muzeum
Etnograficzne we W r o c ł a w i u s p o w o d o w a ł o , że H r y ń ­
czuk podbudowana I-szą n a g r o d ą j a k ą w ó w c z a s otrzy­
m a ł a , zaczęła w y k o n y w a ć pisanki wielobarwne. Po
raz drugi u z y s k a ł a I-szą n a g r o d ę na „Ogólnopolskim
konkursie na n a j p i ę k n i e j s z ą p i s a n k ę " , ogłoszonym w
1969 r. przez Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e . Te
osiągnięcia s t a ł y się motorem jej dalszej pracy i szu­
kania nowych w z o r ó w . „Od k o n k u r s u krakowskiego
m i n ę ł o już 11 lat a ja zawsze r o b i ę pisanki. M a m
wiele starych m o t y w ó w , ale są też i nowe. Muszę
jednak powiedzieć, że wszystkie są daleko lepsze w
w y k o n a n i u niż b y ł y poprzednie. Co r o k u r o b i ę po k i l ­
kadziesiąt i więcej".
Po tych d w ó c h konkursach p r z y s z ł y inne, w różnych_ miastach Polski i wszędzie artystka zdobywa
pierwsze nagrody. Często też jej pisanki są pokazy­
wane na wystawach zbiorowych, w z g l ę d n i e t y l k o iej
p o ś w i ę c o n y c h . M i e l i i m a j ą możność w r o c ł a w i a n i e po­
dziwiać je na
wystawach u r z ą d z a n y c h w
okresie
ś w i ą t wielkanocnych w klubach empiku, w salach
Uniwersytetu W r o c ł a w s k i e g o czy Muzeum Etnograficz­
nego we W r o c ł a w i u . Na s t a ł e j wystawie z n a j d u j ą się
pisanki Aleksandry H r y ń c z u k w Muzeum Etnograficz­
n y m w Krakowie, k t ó r e m u o f i a r o w a ł a artystka duzą
k o l e k c j ę swoich prac.

PRZYPISY
1

Aleksandra H r y ń c z u k zna t e c h n i k ę w y s k r o b y ­
wania w z o r ó w na jajach. P a m i ę t a , że w Ł a b o w e j w i ­
działa r ó w n i e ż tak w y k o n y w a n ą d e k o r a c j ę . Robili ją
p r z e w a ż n i e chłopcy. C e l o w a ł w tej technice n a j m ł o d ­
szy syn jej m a t k i chrzestnej J u l i i W ó j t o w i c z o w e j z Ł a ­
bowej W y ż n e j . B y ł y to p i ę k n i e skrobane wzory, ale
ten sposób zdobienia jaj, w e d ł u g H r y ń c z u k , w y s t ę p o ­
w a ł w Ł a b o w e j i okolicy bardzo rzadko.

o f i a r o w u j ą pisanki c h ł o p c o m " . Ziemia łemkowska
przed
półwieczem,
L w ó w 1934, s. 32, 33, 69 ( r y c ) .
J. F a l k o w s k i — B. Pasznycki, Na
pogranicza
łemkowsko-bojkowskim,
L w ó w 1935, s. 85, tabl. I X .
M o t y w „ s ł o n e c z k a " z g a ł ą z k a m i sosenek i i n ­
nych dekoracji jest powszechny na terenie Polski tam,
gdzie p i s a n k a r k i zdobią jaja przy pomocy szpilki. Naj­
częściej spotyka się je na wschodzie k r a j u .
Gdy dzieci szły do c e r k w i na n a b o ż e ń s t w o w
W i e l k ą Niedzielę (Wełykdeń) w p o ł u d n i e , to k a ż d e mu­
siało m i e ć w r ę k u p i s a n k ę z a w i n i ę t ą w chusteczkę
albo bez niczego n i e s i o n ą w garści. Po przyjściu do
c e r k w i s t a w a ł y dzieci pod carskimi wrotami, gdzie
jedno drugiemu p o k a z y w a ł o j a k ą ma p i s a n k ę . Odby­
w a ł się sąd, k t ó r a n a j ł a d n i e j s z a (inf. A . H r y ń c z u k ) .
3

4

5

2

S. Udziela: „W czasie zbliżających się ś w i ą t w i e l ­
kanocnych dziewczęta r o b i ą pisanki, to jest m a l u j ą
woskiem na j a j u zwyczajne gwiazdki, a czasem inne
wzory, jaja b a r w i ą na czarno lub czerwono. J e d n a k ż e
sztuka pisania na jajach u R u s n a k ó w stoi na bardzo
niskim poziomie. Dziewczęta oblane w ś m i g u s w o d ą

Fot. J . Swiderski, il. 3—23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10714" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10692">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/878d92ed5c971f7b696c52519d5559fc.pdf</src>
        <authentication>49422e94f3af4481f00a994020ec4031</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127748">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5323</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127749">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127750">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127751">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127753">
                <text>Czarna skrzynka/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127754">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127755">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127756">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127757">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127758">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127759">
                <text>DARIUSZ

"X '% T T ie lk a jest potęga pamięci. Trwogą przejmu\ X / je, Boże mój, to niezgłębione, nieskończo11W
ne bogactw o”.1 To jedna z kilku olśniewa­
jących intuicji, które św. Augustyn umieszcza w księ­
dze dziesiątej swoich Wyznań. W tych niewczesnych,
w nietzscheańskim rozumieniu, rozważaniach o pa­
mięci, pojawia się jeszcze i taka jej charakterystyka:
„Tajemnicza to dziedzina, niezmierzona. Któż jej dna
dotknął? A przecież jest to m oc mojego ducha, nale­

CZAJA

Czarna skrzynka.
O idei pamięci
absolutnej

żąca do mojej natury. O to sam nie mogę ogarnąć te­
go wszystkiego, czym jestem !”2 Dziwne to i enigma­
tyczne wypowiedzi. Cóż takiego bowiem nadzwyczaj­
z kościelną amboną. Oswojony naukowo fenomen pa­
mięci nie przyprawia już o metafizyczne dreszcze.

nego jest w pamięci, że godzi się, by nazwać ją potęż­
ną? Do czego, do jakich jej właściwości, ten przymiot­
nik miałby się bliżej odnosić? I z jakich powodów bu­
dzi w nas trwogę? Dlaczego o zasobach pam ięci po­
wiada się, że są nieskończone i że nie da się ich zgłę­
bić? Dlaczego pam ięć ludzka, ta naturalna, ja k zwy­
kliśmy m niem ać, oczywista, wrodzona dyspozycja
umysłu (w dawnych czasach duszą zwanego), miałaby
być źródłem aż tak kategorycznych kwalifikacji? Czyż­

Funes i Thompson
Pójdźmy jeszcze chwilę augustyńskim tropem. Czy
rzeczywiście tak jest, że pamięć przestała już zadziwiać?
Czy nic, co z pamięcią związane, już nas nie przejmuje
trwogą? Weźmy dwa kontradykcyjne przykłady, w któ­
rych nauka zaskakująco spotyka się z literaturą, przypo­
mnijmy dwie emblematyczne postacie naszej współcze­
sności. Oto Ireneo Funes z pamiętnego, nomen omen,
opowiadania Borgesa Pamiętliwy Funes (może warto by
w końcu poprawić ten absurdalny polski tytuł; przymiot­
nik „pamiętliwy” w żaden sposób nie oddaje przymiotów
umysłu borgesowskiego bohatera), postać, która w tak
nadzwyczajnie dokładny sposób przypomina sławnego
mnemonistę Szereszewskiego, jednego z pacjentów psy­
chologa Aleksandra Łurii, że już nie wiadomo kto tu jest
czyją kopią. Na skutek nieszczęśliwego wypadku Funes

by chodziło tu po prostu o fenom en niezwykłej pa­
mięci, o wcale liczne historyczne przykłady ludzi ob­
darzonych przepastną pamięcią? A le i taka pamięć,
ch o ć dla większości niedostępna, ma jakieś granice
wyporności. Chyba więc nie o to idzie. W ydaje się, że
św. Augustyn zgłębiając naturę pam ięci ma na myśli
coś innego, coś, dodajmy, znacznie głębszego i bar­
dziej fundamentalnego niż talenty m nem otechniczne
czy szlachetna i skądinąd pożyteczna ars m nemónica.
Ze współczesnej perspektywy powyższe wątpliwości
muszą brzmieć tym bardziej anachronicznie, a może na­
wet nieco zabawnie. Wiemy doskonale, że w ostatnim
czasie pamięć poddana została wielostronnym badaniom
empirycznym. Poznaliśmy już nieźle fizjologię i psycholo­
gię pamięci; wyspecyfikowano i precyzyjne opisano różne
jej rodzaje; prześwietlono dokładnie mechanikę zapamię­
tywania, co umożliwiło opracowanie metod usprawnienia
pamięci, czynienia jej bardziej wydajną. Wszystko to zda­
je się nie pozostawiać wątpliwości, że przedmiot rozmy­
ślań św. Augustyna nie jest już dla nas poważniejszą zagad­
ką, tajemnicą wprawiającą w bojaźń i drżenie. W odcza­
rowanym świecie odczarowana została też pamięć. Irytu­
jące zwłaszcza muszą wydawać się jego supozycje, jakoby
pamięć była niezmierzona, niczym nieograniczona, że
niewątpliwie mieszka w naszych głowach, a przecież ja­
koś poza nie wykracza. My już wiemy, że pamięć mieści
się w dobrze zlokalizowanych obszarach mózgu okolone­
go skorupą czaszki, toteż mówienie o jej jakimś bliżej nie­
określonym eterycznym statusie bytowym wydaje się cał­
kiem nie na miejscu. Nie wymaga też, jak sądzę, poważ­
niejszych komentarzy jawny teocentryzm rozważań św.
Augustyna, który tak ostentacyjnie nie licuje ze scjentyficznym duchem współczesnej naukowej refleksji nad pa­
mięcią. Empirycznie zorientowana nauka nie potrzebuje
już teologicznych protez, nie mieszamy już, pod groźbą
środowiskowego ostracyzmu, katedry uniwersyteckiej

nabywa niewiarygodnej zdolności: jego pamięć odnoto­
wuje absolutnie wszystko, co weszło w pole jej rażenia.
Każde, nawet najbardziej błahe zdarzenie zostaje natych­
miast zapisane w pamięci i bezbłędnie później odtwarza­
ne: „Znał kształty południowych chmur o świcie dnia
trzydziestego kwietnia tysiąc osiemset osiemdziesiątego
drugiego roku i mógł porównać je ze wspomnieniem ży­
łek na okładce książki, którą widział raz tylko, i z kształ­
tem spienionych fal, które wzbudziło wiosło na rzece Rio
Negro w przeddzień bitwy pod Quebracho. (...) Funes
pamiętał nie tylko każdy liść każdego drzewa w każdym
znanym mu lesie, ale pamiętał także osobno wszystkie ra­
zy, kiedy go oglądał albo go sobie wyobrażał”.3 Cud arcypamięci. Pamięć przypomina tu jakąś gigantyczną i nie­
zniszczalną taśmę filmową, na której zapisane zostaje
wszystko, co było udziałem jej właściciela i autora. Ale
życie z taką pamięcią to nieustanna udręka. Rzeczywi­
stość jawi się jej bowiem w poetyce rosnącego nieustan­
nie nadmiaru. Jednakże mnogość zapamiętanych rzeczy
i zdarzeń nie znajduje prostego przełożenia na poziom re­
fleksji pozwalającej ów przeładowany świat nazwać, poklasyfikować i - ostatecznie - zrozumieć. Hipertrofia pa­
mięci daje w efekcie ogromniejący z dnia na dzień egzy­
stencjalny horror.

71

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

Thompson przeciwnie: funkcjonuje w świecie całko­
witej, przez siebie prokurowanej, iluzji. W świecie, który
z punktu widzenia „normalnej” percepcji jest doskonale
nierzeczywisty. Nie wie on, kim jest. Swoje biografie
zmienia jak rękawiczki, w zależności od sytuacji może
być dosłownie każdym. Uczestniczy na równych pra­
wach w licznych - wyraźnie rozpoznawalny syndrom Zeliga z filmu Woody Allena - skonstruowanych przez sie­
bie tożsamościach. Od życia oddziela go skutecznie ścia­
na improwizowanych a vista fantazmatycznych fabuł.
Tak źle i tak niedobrze. Totalna pamięć wyostrza
wzrok, totalna amnezja pogrąża w ciemności. Ale skraj­
ności, jak nietrudno się domyślić, zbiegają się w jednym
punkcie: zarówno pierwsza, jak i druga finalnie oddala­
ją od rzeczywistości, choć każda czyni to w inny sposób.
Ich alienujące skutki są aż nadto widoczne. W rzeczy
samej, tak nadmiar pamięci, jak i przeciwna jej wartość
brzegowa, amnezja, przejmują nas trwogą...
Zdawać by się mogło, że niedaleko jesteśmy od in ­
tuicji augustyńskich. Ale złudne to podobieństwo. Św.
Augustyn odnosi swoje rozważania, nie ma tu żadnej
Z kolei, William Thompson, cierpiący na chorobę
Korsakowa p acjent doktora Olivera Sacksa, nie pamię­
ta nic. Ściślej: wszystko to, co dociera do jego pamięci,
niemal natychmiast zostaje zapomniane: „Nie pamię­
tał niczego dłużej niż kilka sekund. Cały czas był w sta­
nie całkowitej dezorientacji. O tchłanie amnezji otwie­
rały się pod nim nieustannie, ale prędko przerzucał nad

wątpliwości, najwyraźniej do pamięci normalnej (co­
kolwiek to znaczy), do pamięci (prawie) każdego z nas,
nie zaś do przypadków wyjątkowych, którymi zajmują
się psychiatrzy. Zwyczajna zaś, sprawnie funkcjonująca
pamięć jednostkowa - w życiu codziennym przyjmo­
wana z dobrodziejstwem inwentarza, a z punktu wi­
dzenia nauk biochemicznych poznawczo roztajemni-

nimi mosty konfabulacji i najrozmaitszych fikcji. Dla
niego nie były to fikcje, ale rzeczywistość - tak to wi­
dział, tak to interpretował. Nie mógł przyjąć do wiado­
mości, że ta rzeczywistość jest skrajnie zmienna i cha­
otyczna, i stąd ta dziwaczna, deliryczna konsekwencja,
spójność stwarzanych bez końca, nieświadomych, bły­
skawicznych improwizacji - z których powstawał świat
baśni z tysiąca i jednej nocy, fantasmagoria, sen, pełen
wciąż zmieniających się ludzi, postaci, sytuacji - bezu­
stanny kalejdoskop przemian”.4 Tutaj, taśma pamięci,
by pozostać przy wprowadzonej metaforyce, zrywa się
nieustannie. Efektem jest zapełnianie luk w pamięci
coraz to nowymi opowieściami, które tworzą pozór rze­
czywistego i sensownego świata. W tym przypadku pa­
mięciowemu światu nie brakuje ciągłości. Przeciwnie:
jest jej w nadmiarze. Tyle że nie jest to ciągłość jednej
fabuły, która służyłaby nadaniu spoistości i logiki róż­
nym wątkom biografii, ale niekończąca się seria we­
wnętrznie koherentnych fabuł, których nadmiar wsze­
lako owocuje całkowitą dystrakcją osobowości.
Funes mieszka w świecie pojedynczych rzeczy i zda­
rzeń nieskażonych żadną myślą abstrakcyjną. Tkwi
w świecie hiperrzeczywistym. M a co prawda pełną
świadomość własnej tożsamości, ale w świecie, w któ­
rym istnieją wyłącznie różnice, nie sposób żyć. Jest tak
i dlatego, że pamięć, by umożliwiała codzienne działa­
nie, aby po prostu pozwalała normalnie funkcjonować,
musi być pamięcią selektywną, pamięcią, w którą - pa­
radoksalnie - immanentnie wpisane jest zapomnienie.

czona (jeśli nie zupełnie, to zakładamy, że to tylko
kwestia czasu) - wydaje się obecnie pozbawiona misteryjnej aury, nie mówiąc o tym, że nie wzbudza w nas
żadnych poważniejszych lęków.
Jedyne bodaj zagrożenia, jakie dostrzega się dzisiaj
w odniesieniu do pamięci, dotyczą szczególnych, ul­
tranowoczesnych form jej gromadzenia, o których jak to filozofom - św. Augustynowi się nie śniło. C ho­
dzi oczywiście o Internet, o World W ide W eb, który
zaczyna pełnić współcześnie funkcje niegdysiejszych
kompendiów czy encyklopedii. Jednakże kłopot z wie­
dzą internetową polega na tym, że podczas gdy te
ostatnie oferowały wiedzę już przefiltrowaną, ekstrakt
tego, co wiemy i wiedzieć powinniśmy, to wypchane
do granic możliwości strony internetowe zawierają
nieuporządkowaną, niepoddaną sensownej selekcji in ­
formację. Metodycznie poklasyfikowana wiedza ency­
klopedyczna zamienia się tu w chaotyczny śmietnik.
Zgrabnie ujmuje tę kwestię Um berto Eco, wzywając
przy okazji, wcale nie nadaremno, imię bohatera sław­
nego opowiadania Borgesa: „Wyobraźmy sobie, ze szu­
kam inform acji na tem at uprawy kawy. Kiedy zapyta­
my o kawę Yahoo, ta przeglądarka zaproponuje przefiltrowane (właściwe słowo, na właściwym m iejscu!) in ­
formacje o wszystkich stronach, na których mówi się
o kawie w sposób naukowy. N atom iast Altavista poda
listę czternastu milionów stron, na których występuje
słowo ‘kawa’. Jednak przyszłość należy raczej do pro­
gramu takiego jak Altavista, a nie jak Yahoo, a nasze

72

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

ich nazwy, a z czasem uzupełniał je geertzowskim gę­
stym opisem, tak by bez trudu domyślić się w przyszło­
ści ich właściwej funkcji i przeznaczenia. Natomiast
mało kto chyba przypomina sobie, że znużony małą
skutecznością stosowanych środków zapragnął on zbu­
dować maszynę pamięci: „Mechanizm ten miał pole­
gać na możliwości powtarzania co rano od początku
do końca wszystkich wiadomości nabytych w ciągu ży­
cia; wyobrażał sobie to jako olbrzymi obrotowy słow­
nik, którego ruchem kierowałby ktoś umieszczony na
osi, za pomocą korby, tak żeby w ciągu kilku godzin
mogły przesuwać się przed jego oczami pojęcia najbar­
dziej potrzebne do życia”.6 Bohater Marqueza miał już
wypełnione czternaście tysięcy fiszek, kiedy szczęśliwie
pojawił się Cygan Melquiades z cudowną miksturą
przywracającą pamięć, dzięki czemu można było po­
rzucić myśli o nowym wynalazku. M antrujący o poran­
ku bęben wiedzy i pamięci nie został zbudowany.
Kultura zachodnia nigdy jednak nie rezygnowała
z konstruowania tego typu „mechanizmów”. W ciągu
swych dziejów dopracowała się kilku istotnych „urzą­
dzeń” do zapamiętywania, naturalnie daleko bardziej
wyrafinowanych od chałupniczej inwencji bohatera Stu
lat, choć zamysł, który stał u ich początków, był niewąt­
pliwie ten sam: ocalić przeszłość, spetryfikować upływa­
jący czas. Niewątpliwie do najważniejszych należy idea
wszechwiedzącej Księgi i bliska jej idea wszystkoobejmującej Biblioteki. Niewykluczone, że właśnie z tej totalizującej tendencji reprezentowanej przez obydwie te
idee narodziło się kilka kulturowych wynalazków kon­
tynuujących ową ideę Całości: słow nik zbierający
wszystkie słowa używane w danym języku, archiwum,
którego zadaniem było deponowanie wszystkich doku­

społeczeństwo przygotowuje się do posiadania elektro­
nicznej głowy skonstruowanej tak jak głowa Funesa, el
mem orioso. Bowiem niemożność filtrowania to nie­
możność odrzucania. D la mnie czternaście milionów
stron to tak, jakbym nie miał ani jednej, ponieważ nie
jestem w stanie wybrać żadnej z nich. W przyszłości
przytłoczy mnie pamięć o wszystkim, co kiedykolwiek
powiedziano o kawie. Rozszerzyliśmy nasze możliwości
gromadzenia pamięci, ale nie znaleźliśmy jeszcze no­
wego sposobu filtrowania”.5
„Wielka jest potęga pamięci. Trwogą przejmuje,
Boże mój, to niezgłębione, nieskończone bogactwo” mógłby w tym miejscu powtórzyć za św. Augustynem
Eco, gdyby się po drodze tym „Boże m ój” nie udławił.
Rysuje włoski semiotyk dość ponurą wizję przyszłości,
w której system W W W (może jego polski odpowied­
nik powinien brzmieć: W ielki Wszechświatowy Łeb)
obdarzony dysfunkcjonalną pamięcią biednego Fune­
sa zapanuje nad naszym życiem, czyniąc je nie do znie­
sienia. Przywalą nas góry nieuporządkowanej i w grun­
cie rzeczy bezwartościowej informacji. Pamięć, ta bło­
gosławiona i życiodajna władza, stanie się przekleń­
stwem. Pajęcze m acki oblepiającej wszystko Sieci za­
tryumfują. I tak skończy się świat. Nie hukiem, ale po­
wszechnym jękiem z powodu nadmiaru nikomu niepo­
trzebnej hiperpamięci.
Niezależnie od tego, czy Eco ma rację, czy to apoka­
liptyczne proroctwo ma szanse spełnienia, czy też społe­
czeństwo współczesne wyprodukuje wcześniej stosowne
anatoksyny, widać wyraźnie, że w tym ujęciu problem
pamięci postrzegany jest nade wszystko od strony tech­
nicznej. W dalszej części wywodu zastanawia się Eco
nad ciekawą skądinąd kwestią trwałości nośników, na
których zapisywana jest współczesna wiedza, pyta jak
długo przetrwać mogą książki produkowane z obliczone­
go na krótki żywot współczesnego papieru, jak długo bę­
dziemy jeszcze mogli korzystać z zapisu mikrofilmowego
czy magnetycznego. Ale i tu poruszamy się na poziomie
technologii pamięci, a nie postawionej tak otwarcie
przez św. Augustyna kwestii metafizyki pamięci. Czym
jest ta dziwna i tajemnicza jakość naszego umysłu, która
jest niezmierzona i której dna nie można dosięgnąć? Ja ­
ki jest jej ontologiczny status? Na te kwestie Eco nie od­
powiada. Nie odpowiada, po pierwsze dlatego, że nic go
do tego nie obliguje, a po drugie, że jego myśl porusza się
po trajektoriach wyznaczonych przez współczesny prag­
matyzm. Wszelako wartość jego wypowiedzi tkwi dla nas
w tym, że precyzyjnie anonsuje ona główny temat tych
rozważań: ideę pamięci absolutnej.

mentów ważnych dla danej zbiorowości, encyklopedia,
która miała być nieustannie uaktualnianym magazy­
nem całościowej wiedzy o świecie i komputer dysponu­
jący niedającą się z niczym porównać mocą pamięci.
Chciałbym tu zastanowić się krótko nad kulturo­
wym sensem idei archiwum i idei encyklopedii. By
nieco skomplikować sprawę, nie przywołuję przykła­
dów owych instytucji znanych nam z historycznych re­
alizacji czy zgoła z autopsji, ale chciałbym bliżej przyj­
rzeć się dwóm literackim ekspresjom, które w dość
nieoczekiwany i niezwykły sposób rozwijają możliwo­
ści tkwiące w obydwu ideach. Cel jest oczywisty: przy
ich pomocy chciałbym oświetlić augustyńską naukę
o pamięci, z kolei ta ostatnia pozwoli na dopisanie in ­
teresującego kontekstu do literackiej fikcji.
Zajrzyjmy najpierw do pewnego ponurego archiwum.
Bohaterem powieści Jose Saramago Wszystkie imion a , podobnie jak paru innych jego utworów, jest po­
stać bez biografii, człowiek bez właściwości, klasyczny
everyman. Pan Jose, skromny, nierzucający się w oczy
kancelista, którego hobby to kolekcjonowanie wycin­
ków o życiu ludzi z pierwszych stron gazet, pracuje
w Archiwum Głównym A k t Stanu Cywilnego. Prze­
strzeń Archiwum i dyscyplina w nim panująca ma wy­

Archiwum i encyklopedia
Wszyscy pamiętamy wzruszającą scenę ze Stu lat sa­
motności, kiedy to Jose Arcadio Buendia walcząc z sze­
rzącą się w M acondo śmiertelną chorobą amnezji,
cienkim pędzelkiem malował na rozmaitych obiektach

73

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

raźne literackie koneksje. Jest oryginalnym połącze­
niem labiryntowego koszmaru biblioteki Borgesa oraz
kafkowskiego koszmaru biurowego. Podobne poczucie
misji i absolutnej władzy kierownictwa, podobne obra­
zy powtarzających się każdego dnia beznamiętnych,
czysto mechanicznych czynności, podobne wrażenie
braku życia i dojmujący zapach kostnicy. Zadaniem
kancelistów jest skrupulatne odnotowywanie na sto­
sownych fiszkach wszelkich urodzin i zgonów, i w mia­
rę możliwości uzupełnianie dokum entacji dotyczącej
wszystkich skatalogowanych w Archiwum osób. Dzień
w dzień oddają się oni nużącej, acz zaszczytnej pracy
nad zachowywaniem i porządkowaniem pamięci.
Saramago dynamizuje dość wątłą akcję powieści, ka­
żąc swojemu bohaterowi iść śladem przypadkowo znale­
zionej fiszki z personaliami nieznanej mu kobiety. Nagły
impuls, który zmusza go do bliższego przyjrzenia się przy­
padkowo znalezionej fiszce, zmienia się z czasem w me­
todyczne śledztwo. Pan Jose stara się na podstawie wą­
tłych poszlak odtworzyć bieg życia nieznanej mu osoby,
odpowiedzieć na pytanie, kim w istocie była, a także co
było przyczyną jej samobójczej śmierci. Odtąd fabuła
idzie wytartymi koleinami powieści detektywistycznej.
Nie ona przecież ani jej finał jest tym, co z interesujące­
go nas punktu widzenia jest w powieści najciekawsze.
Dwa wydarzenia wydają się tu odgrywać rolę n a j­
ważniejszą. Wizyta Pana Jose na miejscowym cm enta­
rzu oraz uroczysta mowa kustosza Archiwum.
Odwiedziny pana Jose na Cmentarzu Głównym
prowadzą niespodziewanie do odsłonięcia pewnych
dających do myślenia, a słabo uchwytnych wcześniej
analogii. Pomiędzy pracownikami Archiwum i C m en­
tarza trwa bowiem nieustający tragikomiczny spór
o stopień ważności obydwu tych instytucji. Nie ma
elem entarnej zgody, co tu jest rzeczywistością pierw­
szą, a co jej bladym naśladownictwem: „Podobnie jak
fasada, również wnętrze budynku jest dokładną kopią
Archiwum, choć pracownicy Cmentarza twierdzą, że
to Archiwum jest kopią Cmentarza, w dodatku nie­
pełną, zważywszy na brak bramy, na co ci z Archiwum
odpowiadają: Ładna mi brama, wiecznie zamknię­
ta”.7 Podobieństwa nie dotyczą tylko architektury, ale
sięgają głębiej: zagadkowej natury obydwu instytucji:
„Cmentarz, podobnie jak Archiwum Główne, o czym
wcześniej zapomnieliśmy powiedzieć, za swoją niepisa­
ną dewizę przyjął słowa Wszystkie Imiona, choć praw­
dę mówiąc, odnoszą się one w pełni tylko do A rch i­
wum, gdyż właśnie tam naprawdę znajdują się wszyst­
kie imiona zarówno zmarłych, jak i żywych, podczas

Cmentarza Głównego. Chyba nie trzeba mówić, że n a­
zwanie Archiwum odgałęzieniem jest poczytywane za
obelgę. Jednakże mimo całej tej rywalizacji i emulacji
zawodowej, stosunki między pracownikami Archiwum
i Cmentarza są oparte na przyjaźni i wzajemnym sza­
cunku, gdyż prócz współpracy instytucjonalnej, wyni­
kającej z powiązań formalnych oraz zbieżności statuto­
wych, obie instytucje zdają sobie sprawę z tego, że pra­
cują na przeciwległych krańcach tej samej niwy, zwa­
nej życiem, która rozciąga się między nicością a nico­
ścią”.8 Obydwie, można by rzec, przy pomocy pamięci
starają się wiązać jakoś koniec z końcem.
Ów niepokojący styk pamięci i życia oraz pamięci
i śmierci dochodzi jeszcze inaczej i bardziej przejmują­
co do głosu w niespodziewanej przemowie szefa A rch i­
wum skierowanej do jego podwładnych. Ta iście kafkowska postać, surowa, władcza i prawdziwie nieprze­
nikniona, w wyniku pewnych zdarzeń decyduje się na
wygłoszenie mowy, która wstrząśnie odwieczną rutyną
świata kancelistów: „Choć niełatwo mi o tym mówić,
muszę wyznać, że moje refleksje, które być może wy­
dadzą wam się szokujące, dotyczą fundamentalnej
i uświęconej tradycją kwestii podziału na żywych
i zmarłych, umieszczanych w różnych archiw ach
i w różnych częściach budynku. (...) Rozumiem wasze
poruszenie (...) gdyż ja sam poczułem się niemal win­
ny herezji, gdy o tym pomyślałem (...) lecz porażająca
oczywistość tej sprawy skłoniła mnie do sprzeniewie­
rzenia się głęboko zakorzenionej tradycji, którą całe
życie uważałem za nienaruszalną. W nioski, do których
doszedłem, nie są sprawą przypadku ani nagłego
olśnienia. Po dwakroć w czasie piastowania swojej
funkcji otrzymałem sygnały ostrzegawcze (...) dopiero
teraz rozumiem, że służyły one do tego, żebym właści­
wie zrozumiał trzeci niedawny sygnał (...). Pierwszym
sygnałem była propozycja jednego z obecnych tu kie­
rowników, aby dokumentacje zmarłych układać w od­
wrotnym porządku, im starsze dokumenty, tym głębiej,
a im nowsze, bliżej. (...) Drugi przypadek to sprawa
owego znawcy heraldyki, który zaginął w archiwum
zmarłych i odnalazł się ledwie żywy po tygodniu (...)”.
Owym trzecim, decydującym sygnałem były, jak
wolno mniemać, kierowane irracjonalną potrzebą dzia­
łania kancelisty o imieniu Jose, które miały przywrócić
pamięć o życiu i śmierci nikomu nieznanej, niczym
niewyróżniającej się i niczym niezasłużonej nauczyciel­
ki matematyki. To nie mogło ujść uwadze wszechwie­
dzącego kustosza. Jego konkluzje są definitywne, mają
moc rozkazu: „Myślę, że dla wszystkich (...) jest całko­

gdy Cmentarz, ze swej istoty będący ostatnim m iej­
scem przeznaczenia i miejscem ostatniego spoczynku,
musi się zadowolić wyłącznie imionami zmarłych. Ten
oczywisty fakt nie przemawia jednak do zarządców
Cmentarza, którzy określają go jako pozorną niższość
ilościową i komentują, wzruszając ramionami. W cze­
śniej czy później wszyscy tu trafią, Archiwum Główne
A k t Stanu Cywilnego jest jedynie odgałęzieniem

wicie jasne, że to, co mówię, odnosi się wyłącznie do
Archiwum Głównego i nie ma żadnego związku ze
światem zewnętrznym, gdzie przez wzgląd na zdrowie
fizyczne i psychiczne istnieje zwyczaj grzebania zmar­
łych. Ośmielam się jednak twierdzić, że my, którzy tu
(... ) wypisujemy i gromadzimy papiery żywych i umar­
łych, właśnie z uwagi na zdrowie fizyczne i psychiczne
powinniśmy utworzyć jedno wielkie archiwum, nazwa-

74

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

z papierowych fiszek, solidarność żywych i umarłych.
Archiwum, tak bliskie Cmentarzowi, wydobywa zmar­
łych z korytarzy zapomnienia i przydając pamięci funk­
cję władzy najwyższej, przywraca ich życiu.
Z mroków archiwum przejdźmy na strony jedynej
w swoim rodzaju encyklopedii.
W tytułowym opowiadaniu ze zbioru E n cy klop e­
d ia u m arłych D anilo Kisa pojaw ia się zadziwiająca
realizacja idei encyklopedii. Jeśli, ja k podaje słow­
nik, encyklopedia „to dzieło obejm u jące zbiór wia­
dom ości ze wszystkich dziedzin wiedzy lub z jednej
dyscypliny, ułożony alfabetycznie lub rzeczowo”, to
osobliwa encyklopedia z opowiadania Kisa zachowu­
je w zasadzie tylko jed en elem en t tej d efinicji: układ
alfabetyczny. Ja k sama nazwa wskazuje, obejm uje
ona nazwiska zmarłych ludzi i wszystko, co z nimi
związane. A le powiedzieć tyle, to nie powiedzieć
nic. Zasady k on stru k cji tej encyklopedii są tak n ie­
wiarygodne, że trzeba pośw ięcić tej kw estii trochę
m iejsca. Encyklopedia ta nie je st książką, to w isto ­
cie biblioteka m ieszcząca się w pewnym budynku
w Sztokholm ie. W każdym pomieszczeniu ułożone
są tomy zaw ierające hasła tylko na jed n ą literę.
Przede wszystkim, jedynym warunkiem, by znaleźć
się w E ncyklopedii um arłych, je st to, że ludzie, k tó ­
rych nazwiska figurują tu jako hasła, nie mogą zna­
leźć się w żadnej innej encyklopedii. Encyklopedia
je st dziełem pewnej sekty religijnej, która jako je d ­
ną ze swych głównych zasad przyjęła „egalitarystyczną wizję świata um arłych (... ) z zamiarem wy­
rów n an ia niespraw ied liw ości ludzkiej i d ania
wszystkim stworzeniom bożym jednakow ego m iej­
sca w w ieczności”.10
Ale to nie wszystko. Szczególny jest język tej ency­
klopedii: „niewiarygodny amalgamat encyklopedycz­
nej lapidarności i biblijnego krasomówstwa”. Bohater­
ka opowiadania Kisa szuka w niej inform acji o swoim

ne po prostu historycznym, w którym żywi i martwi by­
liby nierozłączni, skoro już w świecie zewnętrznym pra­
wo, obyczaj i strach na to nie pozwalają. Wydam zatem
polecenie służbowe (...) po pierwsze, poczynając od
dnia dzisiejszego zmarli pozostają na tym samym m iej­
scu, gdzie byli za życia, po drugie, teczka po teczce, do­
kument po dokumencie (...) wszystkie akta dotyczące
przeszłości będą stopniowo włączane do archiwum,
które dla wszystkich stanie się teraźniejszym. W iem, że
jest to praca na dziesiątki lat, którą po naszej śmierci
będą kontynuować następne pokolenia, aż do chwili,
gdy papiery ostatniego zmarłego, rozsypujące się, po­
gryzione przez mole, pokryte pyłem stuleci wrócą do
świata, z którego na skutek ostatecznego i zbędnego
gwałtu zostały usunięte. Podobnie jak definitywna
śmierć jest wynikiem woli zapomnienia, wola pamięta­
nia może zapewnić życiu wieczne trwanie”.9
W wyniku nieprzewidzianych a ostatecznie rozstrzy­
gających wydarzeń kustosz decyduje się na gest w jego
świecie niesłychany: jednym ruchem łamie, zdawałoby
się niepodważalny fundament taksonomiczny, na któ­
rym „od zawsze” wspierała się praca Archiwum Głów­
nego: żywi żyją pośród żywych, umarli umierają pośród
umarłych. Każdemu według potrzeb. A le ów gest nie
jest jedynie prostym zniesieniem dawnego dwudzielne­
go podziału i wprowadzeniem w to miejsce „ formuły
mieszanej”. Tym wszystkim, którzy chcieliby ironizo­
wać, że umarłym nic po takiej zmianie, odpowiada ku­
stosz, że niewiele zrozumieli, bo nie o śmierci jest tu
przecież mowa, ale o życiu właśnie. W istocie więc jest
to gest głęboko etyczny; ustanawia, cóż że zbudowaną

ojcu, część z nich przepisuje do swojego zeszytu. „Na
przykład suche dane, które odnajduję w moim zeszycie
takimi, jak je zanotowałam, tam, w kilku akapitach,
zagęszczone są do tego stopnia, że przed oczyma czy­
telnika pojawia się nagle, jakby za sprawą magii, ską­
pana w słońcu okolica, wielka zmienność obrazów.
O to niosą trzyletniego chłopca w spiekocie słoneczne­
go dnia górskimi ścieżkami, niosą do dziadka ze strony
matki, a w tle, na drugim i trzecim planie - nie wiem,
jak to określić - widać żołnierzy, poborców podatko­
wych, żandarmów, słychać daleki grzmot arm at
i ochrypłe ujadania psów. Zwięźle przedstawiono prze­
bieg pierwszej wojny światowej: dudnią pociągi w po­
bliżu jakiegoś miasteczka, gra orkiestra dęta, bulgoce
woda w otworze manierki, pęka szkło, powiewają w rę­
kach chusteczki... Wszystko to są osobne paragrafy,
każdy okres podany jest w formie swoistej poetyckiej
kw intesencji i metafory, nie zawsze chronologicznie,
ale w dziwnej symbiozie czasów, przeszłego, teraźniej­
szego i przyszłego”.11

75

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

Zdarzenia zanotowane w encyklopedii przesuwają się
przed oczami czytającego jak taśma filmowa. I to taśma
intensywnie oddziałująca na wszystkie zmysły. To wła­
śnie ta nadzwyczajna szczegółowość, niemal iluzjonistyczna gęstość opisu biorąca się z pragnienia, by nie za­
pomnieć niczego, co ma związek ze zmarłą osobą, czyni
tę encyklopedię tak wyjątkową: „Danym (...) o miejscu
urodzenia, wyczerpującym, dokładnym (..), towarzyszyły
różne detale, geograficzne, historyczne, ponieważ tam

każdy człowiek jest gwiazdą samą w sobie, wszystko
zdarza się zawsze i nigdy, wszystko się powtarza n ie­
skończenie i niepowtarzalnie. (Dlatego autorzy Ency­
klopedii umarłych, tego cennego pomnika różnorodno­
ści, tak wielką rolę przypisują szczegółom, a każde
ludzkie stworzenie to dla nich św iętość.)”
Wszystko, co przydarzyło się owym najzwyklejszym
bohaterom tej encyklopedii, warte jest odnotowania.
Wszystkie fakty, zdarzenia, okoliczności, które były ich
udziałem, zasługują na utrwalenie i ocalającą od nico­
ści pamięć. Tu w istocie „nic dwa razy się nie zdarza”,
historia pojmowana jest jako suma precedensów i już

wszystko jest zapisane. Wszystko. Krajobraz stron ro­
dzinnych odmalowano tak żywo, że czytając, a właściwie
przebiegając oczami linijki i akapity czułam się, jak gdy­
bym była tam, w sercu tego krajobrazu: śnieg na szczy­
tach dalekich gór, nagie drzewa, zamarznięta rzeka, po
której, jak na obrazach Brueghla ślizgają się dzieci”.12
Ta niebywała dbałość o szczegół przypominająca
zdolności rejestrującego najmniejsze drgnienia rzeczy­
wistości Funesa, chorobliwa niemal troska, która każe
odnotować nazwisko duchownego udzielającego ślu­
bu, jak i nazwiska gości weselnych, zarówno ceny m e­
bli, jak i wieczorną burzę, znajduje uzasadnienie

sam ten fakt wystarcza do tego, by dostąpiły one ency­
klopedycznej nobilitacji, by nie zostały wessane przez
próżnię zapomnienia.
Claude Lévi-Strauss poczynił niegdyś frapującą
uwagę o podobieństwie między australijskimi czuringa
i naszymi zasobami archiwalnymi. „Churinga są groma­
dzone w naturalnych kryjówkach, daleko od uczęszcza­
nych ścieżek. Co pewien czas wyjmuje się je w celu zro­
bienia przeglądu i dotknięcia ręką, a przy tej okazji po­
leruje się je, natłuszcza i barwi, towarzyszą temu zaklę­
cia i modlitwy. W ten sposób, dzięki specjalnemu ich
traktowaniu, ujawniają one uderzającą analogię z do­
kumentami archiwalnymi, które zakopujemy w skrzy­
niach lub powierzamy opiece związanych tajem nicą
notariuszy i które przeglądamy od czasu do czasu - za­
chowując ostrożność należną rzeczom świętym - aby je
naprawić, gdy trzeba, lub aby je przełożyć do lepszych
teczek. Również i my przy takich okazjach chętnie
wspominamy wielkie mity, których wspomnienie oży­
wa pod wpływem ponaddzieranych i pożółkłych stro­
nic: dzieła i czyny naszych przodków, dzieje naszych

w rzadkiej, jakże nienaukowej, wizji historii. Szukaniu
powszechnych praw i generalizacji przeciwstawiono
tu, doprowadzony do skrajności idiografizm. „Historia
jest dla redaktorów Księgi umarłych sumą ludzkich lo­
sów, całokształtem ulotnych zdarzeń. Dlatego odnoto­
wują każdą czynność, każdą myśl, każde dobroczynne
tchnienie, każdą cyferkę na mapie wpisują do rejestru,
każdą łopatę odrzucającą błoto, każdy ruch, który spo­
wodował podniesienie cegły z ruin”. Ostatecznie bo­
wiem są oni przekonani, że „nic się nigdy nie powtarza
w historii istot ludzkich, wszystko, co na pierwszy rzut
oka wydaje się identyczne, bywa zaledwie podobne;

domostw od wybudowania do przejęcia na własność”.13
Archiwum więc to miejsce, gdzie gromadzi się rze­
czy dla danej społeczności ważne, miejsce, w którym
deponujemy dokumenty zaświadczające o naszej toż­
samości, „rzeczy święte”, jak powiada Lévi-Strauss.
Podobnie encyklopedia zawiera tylko to, co z punktu
widzenia ponadjednostkowej pamięci kultury jest jej
częścią niezbywalną; nazwiska w niej utrwalone nie są
dziełem przypadku, to galeria postaci z takich czy in ­
nych powodów wyrastających ponad przeciętność.
I archiwum, i encyklopedia zatem to ekspozytury m i­
tycznego Skarbca, który z natury rzeczy tylko to, co
cenne, przechowuje.
W zestawieniu z taką charakterystyką Archiwum
z powieści Saramago, jak i Encyklopedia z opowiada­
nia Kisa wydają się jawnie sprzeniewierzać celom, k tó ­
rym powinny służyć obydwie te instytucje: ocalania od
zapomnienia tego, co n a p r a w d ę dla kultury ważne.
Ponieważ nie może być tak, że wszystko naraz jest waż­
ne, Pamięć Archiwum i Pamięć Encyklopedii musi
hierarchizować. Pamiętanie oznacza tu nie tylko m a­
gazynowanie wiedzy, ale ich wartościującą selekcję.
W efekcie zatem, instytucje powołane do pamiętania
służą też, ch cąc nie chcąc, zapominaniu. Nie da się za­

76

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

W pałacu pamięci

pam iętać wszystkich, ci więc, którzy nie zasłużyli się
wystarczająco, wpadają w czarny lej niepamięci.
Tymczasem przywołane tu wizje Archiwum i Ency­
klopedii z jakąś dającą do myślenia przewrotnością
i determ inacją upierają się, że przeciwnie: wszystko
jest ważne, każdy żywot, bez względu na jego zasługi
wart jest pamiętania. Hasło „Wszystkie imiona”, które
Archiwum A k t Głównych nosi w herbie, mogłoby
być także idealnym m ottem dla Encyklopedii Um ar­
łych prowadzonej przez osobliwą sektę z tak zapamię­
tałą, niemal nie-ludzką konsekwencją. Obydwie te in ­
stytucje wprowadzają do zobiektywizowanej i bezna­
miętnej pamięci archiwalno-encyklopedycznej para­
metr jakby z porządku zupełnie innego niż czysto in­
formacyjny: współ-czucie. Pozwala to przywołać nie­
zwykle istotny, a rzadko przypominany związek pamię­

Czymże są te miejsca pamięci totalnej, o czym mó­
wią? Z pewnością chodzi tu o coś więcej niż o zwykłą
użyteczność gromadzenia danych osobowych. Ale skąd
to pragnienie, by przywracać pamięć o wszystkich zmar­
łych? Motyw egalitarystyczny, swoista demokratyzacja
śmierci, o których wspomina narrator Encyklopedii
umarłych, jest jakimś wyjaśnieniem, ale sądzę, że nie tłu­
maczy go wystarczająco. Zapytajmy więc tak: nie jaki
jest cel tego szalonego przedsięwzięcia, ale jakie są wa­
runki możliwości samej idei pamięci absolutnej. Innymi
słowy, jeśli instytucje realizujące ową ideę są rozwinię­
ciem czy też przedłużeniem pamięci jednostkowej, to ja ­
ka musi być jej ontologia, by wspomniana idea była
w ogóle możliwa. Wolno zasadnie wątpić, że nawet naj­
bardziej zaawansowane badania nad fizjologią mózgu
nie udzielą nam na to pytanie wiążącej odpowiedzi.
Rzecz idzie bowiem nie o biochemiczne zasady funkcjo­
nowania pamięci, ale o jej metafizyczny sens. Powróćmy
więc na koniec raz jeszcze do św. Augustyna.
Już z tych kilku wcześniej cytowanych fragmentów
można bez trudu zauważyć, że przydaje św. Augustyn
pamięci przymiotów boskich. Pamięć, choć ograniczo­
na, nie ma granic, choć dotyczy przeszłości, ma na
uwadze przyszłość, choć jest mną i we mnie, transcenduje w jakiś tajemny sposób jednostkowe ograniczenia.
Augustyńska m em oria ze swoją zdolnością wszechobejmowania, stawania się wszystkim, ma tu prerogatywy,
które w późniejszej myśli patrystycznej przejmie intelligentia. W myśli św. Augustyna pamięć bywa czasem
jedną z trzech władz (obok intelligentia i voluntas) duszy,
innym razem wręcz utożsamia się z duszą. „Co jest jed­

ci i serca. Ów związek przechował się jeszcze w idiomatyce kilku języków europejskich, w których wyraże­
nie „uczyć się na pam ięć” oddaje się - przykładowo przez by heart czy par coeur. Pamięć, zwłaszcza pamięć
absolutna, pamięć, która podejmuje się beznadziejne­
go zadania pam iętania o wszystkich umarłych, okazu­
je się tu innym imieniem miłości.
W tym obowiązku pam iętania, jaki celebrują oby­
dwie instytucje, choć, jak widzieliśmy, każda realizu­
je go na swój sposób, w tej konieczności przywraca­
nia pam ięci o zmarłych jest coś ostatecznego, coś bez przesady - na skalę kosmiczną. Ten eschatolo­
giczny rys pam ięci dochodzi do głosu już zupełnie
otwarcie w wypowiedzi jednego z bohaterów Terra
N ostra Carlosa Fuentesa, powieści, w której motyw
pam ięci pojawia się w różnych odsłonach. O to sta­
rzec strzegący księgi losu wypowiada słowa, które
mogą służyć za komentarz tłum aczący najgłębszy
sens zamierzeń naszego Archiwum i Encyklopedii:
„Między życiem a śmiercią istnieje tylko przeznacze­
nie pam ięci. Ze wspomnień są utkane losy świata.

nak podstawą samej pamięci? U jej podłoża znajduje
się konstytuujący ową ukrytą wiedzę wewnętrzny
W ładca, źródło wszelkiego świata, które oświeca każ­
dego człowieka przychodzącego na świat, czyli Bóg”.15
Ostatecznie więc to O n zamieszkuje, choć nie bardzo
wiadomo gdzie („A jed nak raczysz mieszkać(...)w mojej pamięci. I czemuż pytam, w którym jej
miejscu mieszkasz?”) - augustyński „pałac pamięci”.
Te myśli zaskakująco rezonują z pewną wypowie­
dzią Um berto Eco na tem at natury Biblioteki, wpro­
wadzając do naszego myślenia o racjach istnienia pa­
m ięci absolutnej ostatnie już ogniwo: „Proszę pomy­
śleć hipotetycznie, że Boga nie ma. Jaka jest jedyna
gwarancja, że był pan Proustem albo sankiulotą, który
zdobył Bastylię? Tylko biblioteka, ta pam ięć ludzkości.
Pan może zniknąć, ale ludzkość zachowa swoją pa­

Ludzie giną, słońce po słońcu następuje, upadają
miasta, władza przechodzi z ręki do ręki. W odm ęt
zapomnienia pogrążają się władcy i ich nadgryzione
zębem czasu pałace wydane na pastwę ognia, burzy
i zielska. Jed en okres się kończy, a drugi zaczyna. Tyl­
ko pam ięć utrzymuje przy życiu to, co umarłe; ci,
którzy m ają umrzeć, dobrze wiedzą o tym. K oniec pa­
m ięci jest prawdziwym końcem świata”.14 Kruche n a­
czynie p am ięci staje się nagle instru m entem
o ogromnej mocy, przybiera kształt alchem icznej re­
torty posiadającej zdolność przemieniania śmierci
w żywą rzeczywistość. W idać przy tym wyraźnie, jak
idea pam ięci absolutnej ma naturę paradoksalną. Bo
przecież pam ięć, która chce ocalić „wszystkie im io­
na”, która z definicji zwrócona jest w przeszłość,

mięć. I pan w niej figuruje bez względu na to, czy jest
pan Proustem, czy kimś pierwszym z brzegu. Być może
da się więc powiedzieć, i zrozumiał to Borges, że bi­
blioteka jest erzacem, substytutem Boga. Jeśli Bóg ist­
nieje, jako wszechwiedzący jest rodzajem wielkiej bi­
blioteki. Pod koniec Boskiej Komedii D ante mówi, że
wizja Boga rozkłada się jak książka, si quaderna. Tak
więc wizja Boga to wizja uniwersalnej biblioteki”.16

w gruncie rzeczy tak naprawdę celuje w przyszłość.
Ze wzrokiem utkwionym w przeszłości ma, jako swój
warunek, m ocne przeczucie ostatecznego kresu.

77

�Dariusz Czaja ♦ CZARNA SKRZYNKA. O IDEI PAMIĘCI ABSOLUTNEJ

św iata. B iografia, przeł. A . Szymanowski, Warszawa 20 0 1 , s. 155

Można sądzić, że mówiąc o bibliotece, Eco nie ma
na myśli którejś - niechby najbardziej pojemnej - z bi­
bliotek realnie istniejących (z tych bowiem dowiemy
się z pewnością wiele o Prouście, natomiast zgoła nic
0 „kimś pierwszym z brzegu”), ale Bibliotekę Bibliotek,
bibliotekę, która podobnie do Archiwum Saramago
1 Encyklopedii umarłych Kisa ma ambicję, by utrwalić
„wszystkie imiona”. R elacja jest przechodnia: Bóg staje
się wielką Biblioteką, ta zaś boskim erzacem. Oczywi­
ście, nie należy tej wypowiedzi rozumieć dosłownie.
Nie jest to żadne wyznanie wiary. U zdeklarowanego
sceptyka, jakim jest Eco, Bóg jest tylko figurą retorycz­
ną, może zgrabną i poręczną metaforą, może - nieco
jak diabeł Kołakowskiego - postulatem praktycznego
rozumu. Warto jednak domyśleć tę supozycję do koń­
ca. Ale już bez mrugania okiem i bez ironicznych cu­
dzysłowów. Dosuńmy zatem naszą szafę do ściany.
Proszę pomyśleć hipotetycznie, że Bóg jest. Jeśli tym
samym poważnie potraktować biblijną wizję stworzenia
człowieka wraz z nieodłączną od niej ideą „obrazu i po­
dobieństwa”, to nie da się wykluczyć, że zmaterializowa­
na w przywołanych przykładach idea pamięci absolut­
nej jest niedoskonałym, ale jednak: odpryskiem?, po­
głosem?, refleksem?, odbiciem? - jak to dobrze nazwać?
- Boskiej arcypamięci, tej Czarnej Skrzynki, w której
ostatecznie wszystko ulega ocaleniu i nikt nie ma prawa
zostać zapomniany. Jeśli uświadomić to sobie bliżej, je ­
śli pochylić się nad ową augustyńską studnią bez dna, to
rzeczywiście doznać można zawrotu głowy.
„Wielka jest potęga pamięci. Trwogą przejmuje...”.
Prawdziwy horror metafizyczny...

Post scriptum
Słow o o fotografiach um ieszczonych w tekście. O trzym ałem je
któregoś dnia od M arty M iskow iec, p racu jącej w krakowskim M u ­
zeum Fotografii w związku z naszą rozmową o pam ięci. Zakupione
niegdyś w antykw ariacie przez in n ą jeszcze osobę i ofiarow ane M ar­
cie w prezencie, są teraz m oją własnością. Z djęcia n aklejon e są na
tektu rki o wym iarach 6 ,5 x 1 0 ,5 . N iedatow ane. N ie m ają podpisów.
N ie wiemy kto na n ic h jest, nie znamy personaliów osób przedsta­
w ionych na zdjęciach. N ie wiemy o n ic h nic. W iem y jedynie to, że
nie żyją. Ze są n i e - ż y w i. Jedyne znaki identyfikacyjne to nazwy
zakładów fotograficznych, w których zostały zrobione zdjęcia.
W szystkie m ieściły się w Krakow ie: „Zakład Fotograficzny S ta n isła ­
wa Bizańskiego, pl. Szczepański 3 ”, „Tadeusz Jabłoński, Zakład F o ­
tograficzny, ul. Franciszkańska L 4 ”, „Juliusz M ien, fotograf, ul. K o ­
pernika 8 ”, „Zakład artystyczno-fotograficzny M. A . Olmy, Podwa­
le 1 4 ”, „M. K rem ski, fotograf, ul. K arm elicka 1 5 ”. Spoglądając cza­
sem na te fotografie nie mogę uw olnić się od wspom nienia wiersza
M iłosza W Parafii, ze zbioru T o. N ie znajduję lepszego kom entarza
do ty ch martwych/żywych zdjęć. D o przejm ującego prom ieniow ania
rzeczywistej obecn ości, która z n ich em anuje:
„Gdybym nie był kruchy i przełamany od środka,
N ie myślałbym o inn ych - jak ja, przełam anych od środka.
N ie wybrałbym się na pagórek, na cm entarz koło kościoła,
Zeby starać się pozbyć litości nad sobą.
Zośki szalone,
Przegrywający wszystkie bitwy Kazikowie,
Sam oud ręczające się A gaty
Leżą pod krzyżami z rokiem urodzenia i śm ierci. I któż
Ich wypowie? Ich mam rotania, szlochy, nadzieje, łzy upokorzenia?
Ci sami w śluzach, w zapachu moczu,
W szpitalnym wstydzie pokręconego ciała.
I zaraz wieczność. N iestosow na. Nieprzyzwoita.

Przypisy
1

Jak dom lalek zgnieciony kołam i, jak słoń depczący

św. Augustyn, W yznania, tł. Z. Kubiak, Warszawa 1978, ks. X , 17;

Chrabąszcza, ja k zatapiający wysepkę ocean.

drobiazgowe streszczenie poglądów św. Augustyna wraz z fen o­

Zaiste, dziecinna głupota nas wszystkich

menologicznym kom entarzem na tem at augustyńskiej m em ioria

N ie licu je z powagą rzeczy ostatecznych.

daje M artin Heidegger, Fenomenologia życia religijnego, tł. G. Swoiński,

N ie m ieli czasu, żeby cokolw iek zrozumieć

Kraków 20 0 2 , s. 1 74-185
2

Tamże, ks. X , 9

3

J. L. Borges, Pamiętliwy Funes, przeł. S. Zembrzuski, w: Fikcje,

Z jednostkow ego bytu,
Z principium indm duationis,
Ja też nie rozumiem, ale co poradzę.

W arszawa 1972, s. 96
4

O . Sacks, M ężczyzna, który pom ylił sw oją żonę z kapeluszem ,

5

J.-C . C arrière, J. D elum eau, U. E co, S. J. G ould, R ozm ow y o k oń ­

C ałe życie zam knięty w łupinie orzecha,
N a próżno ch ciałem stać się kim ś zupełnie innym.

przeł. B. Lindenberg, Poznań, b. d., s. 14 4 -1 4 5

Schodzim y tedy w ziemię, parafianie.

cu czasów , przeł. A . i J. Łukaszewicz, W rocław 2 0 0 0 , s. 226
6

Z nadzieją, że trąby Sądu wywołają nas po imieniu.

G. G. M arquez, Sto lat sam otności, przeł. G. Grudzińska, K. W o j­

Zam iast w ieczności, zieleń i ru ch obłoków,

ciechow ska, Warszawa 19 9 7 , w. 59
7

J. Saramago, Wszystkie imiona, tł. E. Milewska, Poznań 1999, s. 217

8

Tamże, s. 2 1 6

9

Tamże, s. 2 0 7 -2 0 8

10

D. Kis, E n cy klop ed ia um arłych, w: E n cy klop ed ia um arłych, przeł.

11

Tamże, s. 57

12

Tamże, s. 54

13

C. Lévi-Strau ss, M yśl n ieosw ojona, W arszawa 19 6 9 , s. 3 5 9 -3 6 0

14

C. Fuentes, TerraN ostra, przeł. M. Kaniowa, Poznań 1993, t. II, s. 57

W staje tysiąc za tysiącem Zoś, Katarzyn, Bartłom iejów ,
Maryś, A gat, Bronisławów,
Zeby wreszcie wiedzieli,
D laczego to było i po c o ”.

D. Cirlić-Straszyńska, Ch. A rvanitidis, W arszawa 1991, s. 56

15

I na kon iec jeszcze jedno. N a odw rocie naszych zdjęć uważne
oko odczytać może kanoniczną form ułę, którą sum ienni mistrzowie
fotograficznego rzemiosła opatrywali swoje prace: „Klisze przecho­
wuje się”. Rzadka przenikliwość.

Ch. Taylor, Ź ródła podm iotow ości. N arodziny tożsam ości n o w o cze­
snej, tł. różni, W arszawa 2 0 0 1 , s. 255

16

U. E co , D e l’O eu vre ovrerte au Pendule d e Foucault, „Magazine
L itteraire”, s. 23, cyt. za: D. S. Schiffer, U m berto E co. Labirynt

78

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10713" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10691">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25452a3132f868782b27ac45dad32153.pdf</src>
        <authentication>0e3c14096fe2260c08937b994beda5ec</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127738">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3485</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127739">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127740">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127741">
                <text>Józef Słonina, rzeźbiarz ludowy z Bogdanówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127742">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.245-248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127743">
                <text>Furdyna, Józef</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127744">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127745">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127746">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127747">
                <text>Józef Furdyna

JÓZEF SŁONINA, RZEŹBIARZ LUDOWY Z BOGDANÓWKI

Józef Słonina urodził się w 1925 r. w B o g d a n ó w c e
(Myślenickie) i tamże zmarł w 1978 r. W B o g d a n ó w c e
się wychował, chodził do szkoły i mieszkał, z w y j ą t ­
kiem okresów służby, odbywanej w młodości w L e ­
żajsku i w Jordanowie, gdzie go zatrudniano do pasie­
nia bydła. Przez kilkanaście lat p r a c o w a ł też jako
robotnik leśny. W związku z wypadkiem przy pracy,
w ostatnich latach p o b i e r a ł r e n t ę i n w a l i d z k ą , k t ó r a
była podstawą jego utrzymania, p o z w a l a j ą c m u swo­
bodnie dysponować wolnym czasem.
Rzeźbą, jak twierdził, z a i n t e r e s o w a ł się dopiero
około 1956 roku „z n u d ó w przy pasieniu k r ó w " . Nie­
mniej, pewne upodobania w k i e r u n k u r y s u n k u i w y ­
robów z drewna w y k a z y w a ł podobno już w szkole
(ukończył tylko trzy klasy).
Rezultatem
zainteresowań
rzeźbiarskich
Słoniny
jest spora liczba prac, k t ó r e niezależnie od w a r t o ś c i
plastycznych, pozwalają prześledzić całą d r o g ę jego
rozwoju. Najpierw z a i n t e r e s o w a ł y go korzenie. W na­
turalnych formach drewna o d n a j d o w a ł k s z t a ł t y zna­
nych mu zwierząt. Nie z a d o w a l a ł a go przy t y m sama
sugestia formy, dążył do konkretnego k s z t a ł t u , notu­
jącego wiernie szczegóły anatomiczne. O d c i n a ł więc
niepotrzebne elementy, d o d a w a ł nowe, w y g ł a d z a ł po­
wierzchnię, o p r a c o w y w a ł f a k t u r ę , by p r z e d s t a w i ć sierść
jeleni, saren czy k r ó w . I n t e r e s o w a ł go też aspekt
praktyczny: chciał s t w o r z y ć rzeźbę, a zarazem w y k o ­
nać przedmiot u ż y t k o w y — l a s k ę . Do jej u c h w y t u
w postaci zwierzęcia ( i l . 5) p r z y m o c o w y w a ł drzewce,
.którego powierzchnię zdobił n a s t ę p n i e p ł a s k i m r y t e m

przedstawiającym
sylwetki
jeleni, zajączków,
lisów,
w i l k ó w , j a s t r z ę b i itp. W sposobie traktowania zwie­
r z ą t p r z e j a w i a ł zdecydowane tendencje naturalistyczne.
Po k r ó t k i e j serii lasek z a i n t e r e s o w a ł się głowami
ludzi, chcąc w przyszłości zająć się „ w y c i n a n i e m " ca­
łych postaci: „ c h c i a ł e m się t r o c h ę na t y m wy treno­
w a ć , a do tej roboty p o d p o w i a d a ł m i tutejszy rzeź­
biarz, po szkole w Zakopanem, S t a n i s ł a w Rybała, i on
m ó w i ł m i co i j a k się r o b i " .
Pierwsze prace z tej dziedziny p o k a z y w a ł z pew­
n y m z a ż e n o w a n i e m , m i a ł je w osobnym schowku. Nie­
k t ó r e z nich, j a k np. drewniane głowy, nie dochowały
się albo też r z e ź b i a r z nie chciał m i ich pokazać. Do
zachowanych prac z wcześniejszego okresu należą:
Upadek pod krzyżem
(11. 6), Matka Boska, Serce
Patia
Jezusa i Chrystus
na krzyżu.
Są to rzeźby polichro­
mowane i n a l e ż ą do najlepszych prac Słoniny.
Późniejsze rzeźby m a j ą dość z r ó ż n i c o w a n ą tematy­
k ę i r ó ż n ą w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą . Obok rzeźb kultowych
w y s t ę p u j ą świeckie, p r z e d s t a w i a j ą c e ludzi oraz nie­
wielkie f i g u r k i zwierzęce. Większość rzeźb liczy od 10
do 30 cm, najmniejsze są f i g u r k i z w i e r z ą t i głowy
ludzkie wykonane w k a m i e n i u rzecznym.
W ś r ó d r z e ź b i o n y d h t e m a t ó w znalazły się: Upadek
pod k r z y ż e m , Chrystus przy słupie, św. A n t o n i Pa­
dewski,
dwie
postacie
bliżej
niezidentyfikowanych
ś w i ę t y c h niewiast ( i l . 3), Serce Pana Jezusa, Matka
z dzieckiem na plecach ( i l . 2), kobieta w gorsecie,
kobieta w chustce na głowie, wspomniane w y ż e j gło^
w y ludzkie ( i l . 4), żołnierz, kobieta przy k o ł o w r o t k u

I I . 1. Kobieta przy k o ł o w r o t k u , drewno.

245

�I I . 2. Kobieta z dzieckiem na plecach, drewno. I I . 3.
Ś w i ę t a , drewno. I I . 4. G ł ó w k i r z e ź b i o n e w kamieniu.
I I . 5. Laska rzeźbiona. I I . 6. Chrystus u p a d a j ą c y pod
K r z y ż e m , drewno polichromowane.

(il. 1), kobieta przy międlicy, c h ł o p w y r a b i a j ą c y gonty
(il. 9), scena o r k i (il. 7), kobieta k o p i ą c a m o t y k ą ( i l . 8),
oraz Chrystus Frasobliwy. Wymienione t u r z e ź b y znaj-

4

d u j ą się w Muzeum Regionalnym w M y ś l e n i c a c h oraz
w zbiorach autora niniejszego opracowania.
Jako t w o r z y w a u ż y w a ł S ł o n i n a z r e g u ł y drewna
lipowego, k t ó r e w postaci k a w a ł k ó w o k r e ś l o n e j wiel­
kości p r z y g o t o w y w a ł sobie w c z e ś n i e j , by je mieć w
k a ż d e j c h w i l i pod r ę k ą . P r z y s t ę p u j ą c do rzeźbienia,
kiedy c h c i a ł zrobić coś „główniejszego", zaznaczał naj­
p i e r w o ł ó w k i e m na
klocku
podstawowe proporcje,
u k ł a d r ą k i nóg, oraz k s z t a ł t głowy. N a s t ę p n i e ocios y w a ł klocek z grubsza s i e k i e r k ą , zbliżając się do za­
mierzonej formy, k t ó r ą p ó ź n i e j o p r a c o w y w a ł szczegó­
łowo przy pomocy kozika. N o ż e m w y d r a p y w a ł też
r z e ź b y w kamieniu, gdy w y j ę t y z wody b y ł jeszcze
mokry i miękki.
Wzory do swych r z e ź b c z e r p a ł S ł o n i n a z rozmai­
tych źródeł. Raz b y ł a to z n a j d u j ą c a się w obrębie
rodzinnej wsi kapliczka ze s c e n ą U p a d k u pod krzyżem
i Chrystusem p r z y w i ą z a n y m do słupa, i n n y m razem
przygodnie nabyte obrazki ś w i ę t y c h lub ich wizerun­
k i , widziane w kościele, czy wreszcie ilustracje książ­
kowe. Nie znaczy to, by nie m i a ł w ł a s n y c h pomysłów,
ale „ p o m y s ł y z g ł o w y " w y d a w a ł y m u się mniej war­
tościowe niż oparte na gotowych wzorach: „nie mam
takiego zaufania gdy w y m y ś l a m co sam, bo jestem
bez ż a d n y c h szkół i lepsi są ode mnie, co o tym
myślą".
Do w ł a s n y c h , oryginalnych rzeźb S ł o n i n y zaliczyć
n a l e ż y większość jego figurek zwierzęcych, twarze
ludzi wykonane w k a m i e n i u oraz r z e ź b y figuralne
o tematyce ś w i e c k i e j .
Wspomniano w y ż e j , że S ł o n i n a p r a c o w a ł często
z o ł ó w k i e m w r ę k u , z a z n a c z a j ą c na k l o c k u podsta­
wowe proporcje i u k ł a d y kompozycji. Chodziło mu
t a k ż e o sprecyzowanie czy opracowanie n a s u w a j ą c e g 9
się p o m y s ł u , o w ł a ś c i w e o k r e ś l e n i e a t r y b u t ó w ikono­
graficznych, rozmieszczenie e l e m e n t ó w
dekoracyjnych
itp.
W dorobku r z e ź b i a r s k i m Józefa Słoniny najbar­
dziej p r z e k o n y w u j ą c e są prace o tematach świątkar-

�skich, co można tłumaczyć z w i ą z k i e m tej t e m a t y k i
z ludową tradycją rzeźbiarską, p r z e k a z u j ą c ą w y p r ó ­
bowane schematy formalne i ikonograficzne. U w i ę ­
kszości rzeźbiarzy ludowych z a j m u j ą c y c h się ś w i ą t karstwem, prace oparte na dawnych wzorach b y w a j ą
zwykle lepsze, bardziej dojrzałe, bardziej logiczne niż
ich prace pionierskie. Znajduje to r ó w n i e ż p o t w i e r ­
dzenie w twórczości Słoniny. Dwa wykonane przez
niego przedstawienia Upadku pod k r z y ż e m r ó ż n i ą się
od siebie w gruncie rzeczy tylko wielkością. Bardzo
przekonywująca jest w nich z w a r t o ś ć kompozycji i l o ­
gika układów k i e r u n k ó w poziomych i pionowych,
współzależności elementów bryły, akcenty zgeometryzowanego ażuru i oszczędność ś r o d k ó w r z e ź b i a r s k i c h
w opracowaniu powierzchni, w k t ó r e j umownie za­
znaczone zostały fałdy szat Chrystusa.
Rzeźby Słoniny są w gruncie rzeczy prostymi kloc­
kami drewna, zgiętymi na l i n i i k o l a n i u c i ę t y m i r ó w ­
no na wysokości stóp. Prostota ś r o d k ó w w y r a z u łączy
się tu z ubóstwem u m i e j ę t n o ś c i warsztatowych, przy
niesłychanie jednak szczerym stosunku t w ó r c y do te­
matu, który jest m u n i e w ą t p l i w i e w e w n ę t r z n i e bliski.
Klimat ludzkich, szczególnie c h ł o p s k i c h u d r ę c z e ń i ra­
dości, czytelny jest niemal we wszystkich tematach
— zarówno religijnych j a k i ś w i e c k i c h — z w i ą z a n y c h
z człowiekiem.
W tematach ś w i ą t k a r s k i c h dominuje ujęcie f r o n ­
talne, statyczność i schematyzm oraz symetria kompo­
zycji. W rzeźbach o świeckiej tematyce symetria u s t ę ­
puje miejsca asymetrii, kompozycja staje się swobod­
na, wyzwolona z ograniczeń, k t ó r e w n o s i ł y schema­
tyzm ujęcia i zasada frontalności, dzieje się to jednak
kosztem zwartości b r y ł y i syntetycznego ujęcia przed­
stawianego tematu. Opracowanie powierzchni r z e ź b

5

jest u S ł o n i n y m i ę k k i e , modelowanie b r y ł y p ł y n n e ,
bez ś l a d ó w topornej geometryzacji, spotykanej często
U r z e ź b i a r z y ludowych, W zdecydowanej większości

6

247

�I I . 7. Orka, drewno. I I . 8. Kobieta k o p i ą c a
motyką,
gonty, drewno.

prac artysty nie ma e l e m e n t ó w dekoracyjnych, zdo­
biących p o w i e r z c h n i ę b r y ł y . Poczucie
dekoracyjności
widoczne jest przede wszystkim w
przemyślanych
u k ł a d a c h kompozycyjnych, głównie w u k ł a d a c h r ą k
i" nóg, w kontrastowaniu k i e r u n k ó w l i n i i i płaszczyzn
oraz f a k t u r g ł a d k i c h i nacinanych powierzchni ( i l . 2).
P o d k r e ś l o n e p o w y ż e j cechy r z e ź b y o n i e t r a d y c y j nej tematyce widoczne s ą dobrze w t a k i c h p r z y k ł a ­
dach j a k : kobieta niosąca dziecko na plecach, kobieta
kopiąca ziemię m o t y k ą , orka.
W pierwszej rzeźbie p o s t a ć kobiety r o z w i ą z a n a jest
symetrycznie lecz s y m e t r i ę kompozycji p r z e ł a m u j e w y ­
glądające spoza ramienia m a t k i dziecko ( i l . 2). L o ­
gika c i ę ż a r ó w i k i e r u n k ó w ś w i a d c z y z a r ó w n o o u m i e ­
jętności obserwacji natury j a k i zdolnościach kompo­
zycyjnych. Praca jest realistyczna z a r ó w n o w wyborze
t e m a t y k i i w dbałości o szczegóły, jak też i w p r ó b i e
psychologicznej charakterystyki przedstawianych posta­

drewno. I I . 9. C h ł o p

strugający

ci. Widoczne to jest zwłaszcza w wyrazie twarzy,
ś w i a d o m i e zindywidualizowanych.
Rzeźba kobiety k o p i ą c e j m o t y k ą ziemię ( i l . 8) jest
kompozycją wielostronną, prostą i realistyczną. Domi­
n u j ą w tej rzeźbie trzy podstawowe elementy: mocny,
k r ó t k i korpus kobiety wspartej na d u ż y c h , p ł a s k i c h
stopach, n a k r y t a c h u s t ą głowa, usytuowana
niemal
prostopadle do t u ł o w i a oraz ręce, wyprowadzone od
r a m i o n w l i n i i u k o ś n e j . Trzymają" one m o t y k ę przed­
ł u ż a j ą c t ę linię aż do ziemi. F a k t u r a b r y ł y , nosząca
w y r a ź n e ś l a d y o b r ó b k i d ł u t e m czy n o ż e m , stanowi
dodatkowy walor rzeźby, k t ó r a n a l e ż y do najlepszych
w dorobku S ł o n i n y .
Z kolei temat o r k i jest, w z a m y ś l e autora i w
efekcie, nie tyle d z i e ł e m artystycznym, co i l u s t r a c j ą
o k r e ś l o n e g o f a k t u , typowego dla dawnej w s i ( i l . 7).
W r o z w i ą z a n i u k o m p o z y c y j n y m d o m i n u j ą trzy oddziel­
nie opracowane elementy, k t ó r e łączy ze sobą jedynie

•- :•

T • i
1 JM*

248

�wargami oraz w k l ę s ł e nosy. Rodzaj tworzywa zdecy­
d o w a ł o t y m , że c a ł y akcent skupia się na r y s u n k u '
i wyrazie samej t w a r z y z p o m i n i ę c i e m włosów (il. 4).
O s t a t n i ą g r u p ę r z e ź b Słoniny t w o r z ą wykonane
w drewnie f i g u r k i z w i e r z ą t , k t ó r e ze względu na bar­
dzo m a ł e w y m i a r y , p r z y p o m i n a j ą zabawki. W prze­
c i w i e ń s t w i e do i n n y c h p r z y k ł a d ó w twórczości artysty
doszły t u w y r a ź n i e do głosu tendencje naturalistyczne, ujawnione g ł ó w n i e w daleko p o s u n i ę t e j trosce
o szczegóły anatomiczne i fakturalne oraz w chęci
p o d k r e ś l e n i a momentu ruchu.
P o d s u m o w u j ą c dorobek r z e ź b i a r s k i Józefa Słoniny,
należy p o d k r e ś l i ć , że reprezentuje on przeciętny po­
ziom, k t ó r y w n i e k t ó r y c h p r z y k ł a d a c h , j a k np. rzeź­
bie kobiety k o p i ą c e j m o t y k ą ziemię, z d a w a ł się zapo­
w i a d a ć r z e ź b i a r z a z d u ż y m i możliwościami. Intereso­
w a ł go przede wszystkim człowiek, jego praca i troski.
Z tego w z g l ę d u ś w i ą t k a r s t w o o d g r y w a ł o u niego rolę
d r u g o r z ę d n ą i wiązało się przede wszystkim z począt­
k o w y m okresem twórczości. W n i e k t ó r y c h tematach
ś w i e c k i c h n a w i ą z u j e jednak do tradycji ś w i ą t k a r s k i c h
(kobieta z dzieckiem na r ę k u , dziewczyna w gorsecie).
Część jego prac ma Charakter ilustracyjny
(zajęcia
wiejskie), część zaś t r a k t o w a ł jako swoisty trening
warsztatowy (główki kamienne). W a r t o ś ć
plastyczną
m a j ą jednak przede wszystkim rzeźby o tematyce
świątkarskiej
oraz ś w i e c k i e
rzeźby
jednofiguralne,
mniej cenne są kompozycje wielofiguralne.

wspólna funkcja: wół zaprzężony w jarzmo, chłop trzy­
mający pług oraz poganiająca wołu kobieta. Poszcze­
g ó l n e , bryły kompozycji, poprawnie ęzeźbione, są rea­
listycznie ujęte. Rzeźbiarsko najbardziej udany jest
wół. Trafność ujęcia przejawia się w u k ł a d z i e takich
elementów anatomicznych, jak mocno osadzona głowa,
masa tułowia oraz ruch nóg. Jednolita faktura wszyst­
kich brył a także brak polichromii, p o d k r e ś l a j ą jed­
ność ideową całej kompozycji.
Poza wspomnianymi już rzeźbami sakralnymi, po­
wstałymi w początkowym okresie twórczości, wszystkie
inne pozbawione są polichromii: n i e k t ó r e t y l k o po­
krywa błyszcząca warstwa bezbarwnego lakieru.
Poczucie dekoracyjności widoczne jest w pracach
Słoniny w rozwiązaniach kompozycyjnych, kierunkach
linii płaszczyzn,
kontraście
faktur
itp.,
natomiast
występuje ono tylko w n i e w i e l k i m stopniu w postaci
dekoracji niezależnej, zdobiącej płaszczyznę (jak to ma
miejsce np. w płaskorzeźbie M a t k i Boskiej z Dzie­
ciątkiem).
Odrębną grupę rzeźb S ł o n i n y s t a n o w i ą ludzkie
główki kamienne, wykonywane, jak o t y m mówił, dla
nabrania wprawy w rzeźbieniu i dla w ł a s n e j przy­
jemności, zazwyczaj podczas pasienia k r ó w . Widoczne
są w nich te same cechy, k t ó r e spotykamy w g ł o w a c h
rzeźbionych w drewnie: zaznaczona p ł a s k o ś ć twarzy,
migdałowato wycięte oczy, osadzone dość głęboko w
stosunku do czoła, w ą s k i e usta ze słabo widocznymi

Zdjęcia w y k o n a ł autor

R

K

O

N

I

K

A

IV-VI 1980
Imprezy regionalne
i folklorystyczne
16 V — w Częstochowie Z w i ą ­
zek „Cepelia" z o r g a n i z o w a ł I Ogól­
nopolski Przegląd R z e ź b y L u d o ­
wej, z udziałem 6 Zrzeszeń Ce­
pelii.

*
10,11 V — Busko (kieleckie),
IV Spotkania z Folklorem. Przy­
znano nagrody kapelom, zespołom
regionalnym, solistom, ś p i e w a k o m
i instrumentalistom.
V — Łomża, w ś r ó d
imprez
Święta
Kultury
Staropolskiej
„Rajby K u r p i o w s k i e " — w i d o w i s ­
ko plenerowe w
nowogrodzkim
skansenie.
*

30 V—2 V I — w Muzeum Etno­
graficznym w T o r u n i u w ramach
„Dni
Torunia"
zorganizowano
„Spotkania
Kapel
Ludowych
z
udziałem
kapel
zagranicznych",
wystąpiły zespoły z Polski, W ę g i e r
i Jugosławi. C y k l imprez, k t ó r e
odbywały się na placach i u l i ­
cach miasta o b e j m o w a ł koncerty,
spotkania,
pokazy
instrumentów,
występy
zespołu
dziecięcego
z Koniakowa, stylizowanego zes­
połu t a ń c a z B r a t y s ł a w y oraz j u ­
gosłowiańskiego
zespołu
pieśni
i t a ń c a „żeńcy". Jako pomostu j ę ­
zykowego u ż y t o esperanto, a W ę ­
gierski
Związek
Esperantystów
przysłał t o w a r z y s z ą c ą m u z y k o w a ­
niu w y s t a w ę haftu ludowego. Or-

ganizatorami imprezy było Muze­
um,
Wydział
Kultury
i Sztuki
Urzędu
Miejskiego
w
Toruniu
oraz
Zarząd
Główny
Polskiego
Związku Esperantystów.

7 8 V I — O s t r o ł ę k a , 25-te D n i
F o l k l o r u Kurpiowskiego, z udzia­
ł e m kapel, zespołów i t w ó r c ó w
l u d o w y c h kurpiowszczyzny.
f

19—22 V I — Przytoczna, I I I
Ogólnopolski
Przegląd
Dorobku
Kulturalnego Wsi. J u r y
(przew.
prof. dr Józef
Burszta) oceniło
widowiska zespołowe ( I nagr. ot r z y m a ł W D K w Kielcach) oraz
w y s t a w y konkursowe (przew. j u ­
r y ant pL P r z e m y s ł a w B r y k a l s k i ) :
I nagr. p r z y p a d ł a ekspozycji W D K
z
Piły,
pokazującej
dysonanse
m i ę d z y d a w n ą a w s p ó ł c z e s n ą ar­
c h i t e k t u r ą wsi, z a s t ę p o w a n i e p i ę k ­
nych starych f o r m
współczesną
produkcją masową.
20—22 V I — Płock, X I V Ogól­
nopolski Festiwal F o l k l o r u i Sztu­
k i L u d o w e j pod h a s ł e m „Z bie­
giem Wisły", odbyło się seminar­
i u m folklorystyczne, otwarto w y ­
stawy, m.in. „Diabły polskie w
rzeźbie i legendzie" (z kolekcji
Wiktoryna Grąbczewskiego). Kon­
certom
zespołów
towarzyszyły
kiermasze sztuki ludowej:
kwia­
tów, w y p i e k ó w , w y r o b ó w ze sło­
my,
przysmaków
regionalnych.
Przywrócono
Radę
Programowo-Artystyczną
(przewodniczący
dr.

B o g u s ł a w Linette), k t ó r a przyzna­
ła w y r ó ż n i e n i a : g ó r n i c z e m u zespo­
łowi pieśni i t a ń c a „ S i e m i a n o w i ­
ce" za t a ń c e mieszczan żywiec­
kich, zespołowi „ R r o m n i " z War­
szawy za ludowe t a ń c e i stroje,
zespołowi z Brzeźnicy za stroje
kobiece, zespołowi „ Ż e r d z i e " z Pu­
ł a w za a u t e n t y c z n o ś ć widowiska
— w y r o b u lnu, zespołowi „ J a w o r z n i k " z B ę d z i n a za autentyczne ele­
menty
w
obrzędzie
weselnym
i stroje, zespołowi z Grodziska
Dolnego za a u t e n t y c z n o ś ć stroju,
m u z y k i i pieśni, Zespołowi pieśni
i
tańca
„Wisła" za
różnorodne
t a ń c e w i ś l a ń s k i e , zespołowi „Podwiślanka" z Sieciechowa za wido­
wisko pieczenia chleba, kapeli ze
Zdunkowa i kapeli braci R ó ż a ń ­
skich z Zabierzowa Bocheńskiego
za tradycyjny sposób gry, oraz
kapeli braci T r z p i l ó w z Garwoli­
na za zachowanie autentycznego
stylu muzykowania.

14,15 V I — Przysucha, I V Wo­
j e w ó d z k i P r z e g l ą d Folkloru i Sztu­
k i Ludowej w o j . radomskiego.
20—22 V I — Łowicz, „ J a r m a r k
ł o w i c k i " z u d z i a ł e m kapel, zespo­
łów, g a w ę d z i a r z y ; wystawa sztuki
ludowej regionu w Muzeum Na­
rodowym, oddział w Łowiczu.
26—29 V I — Kazimierz n.Wisłą, X I V Festiwal Kapel i Śpiewa­
k ó w Ludowych. I nagrody otrzy­
m a l i : Kapela „Dolina Dunajca" z
249

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10712" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10690">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/57c5a5d0402599858655391f2692a948.pdf</src>
        <authentication>eee0da1ae8754ca8b6dec330f9f3f11c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127725">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5322</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127726">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127727">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127728">
                <text>PRL - pamięć</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="127729">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127730">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4943</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127731">
                <text>Pamięć PRL, antropolog wobec doświadczenia wlasnej kultury/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127732">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.66-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127733">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127734">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127735">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127736">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127737">
                <text>CZESŁAW ROBOTYCKI

klasowy lub tak zwana sprawiedliwość społeczna, jak
się wówczas mówiło.
W drugim planie wypowiedzi o dziedzictwie PRL-u
tkwią znamienne i liczne przekonania sugerujące, by

Pamięć o PRL

jak najszybciej wyzbyć się tego dziedzictwa w życiu
społecznym, ale zapamiętać je dla historii. W innych
postulatach głosi się natom iast, by zamazać i zlikwido­
wać ślady niechlubnej przeszłości. Mamy bowiem pra­
wo do kreowania narodowej tradycji, opierając się na
własnych, a nie na narzuconych wartościach. W tym
przypadku okazuje się nie po raz pierwszy, że nośniki
pam ięci (znaki i symbole przeszłości) są alfabetem wy­
rażania współczesnych treści (Kula 2002: 122-141).
Równocześnie nie brak też głosów reprezentujących
jeszcze inne stanowisko, które rozgrzesza przeszłość
w całości lub w dużych jej częściach, posługując się ar­
gumentami bliżej nieokreślonego postępu społecznego
i cywilizacyjnego.
W takiej atmosferze musi pojawić się kwestia, o ja ­
ką historię chodzi i kto powinien ją pisać. Odpowiedź
nie jest jednoznaczna. Szeroko rozumiana historia
przełamuje się tu z figurami myślenia, stereotypami
i schematami mitycznego kreowania wizji przeszłości.
Czarno-białe schematy nie wystarczają tu do zrozu­
m ienia losów kraju i motywów postępowania jego
mieszkańców. Dlatego też socjolog wskazuje na dwa
wymiary pisania historii PRL-u: polityczny, opisujący
system i jego działanie, oraz społeczny, pokazujący jak
społeczeństwo reagowało na zmieniające się formy
opresji, a ludzie realizowali swoje codzienne małe
i większe cele. Przy tym przenikanie się tych wymiarów
w praktyce codziennego życia było nie do uniknięcia
i dopiero w takim kontekście zrozumiałe są liczne spo­
łeczne konformizmy, jakie wyrobili w sobie obywatele
Polski żyjący w ludowym państwie. Nie można zapo­
m inać o tym wymiarze życia zbiorowego (Szacki 1996:
74). Z perspektywy lat konformizmy te są obecnie
przedmiotem refleksji, a niegdysiejsze uleganie im m o­
że być politycznym oskarżeniem lub przedmiotem m o­
ralnej konfuzji.

- antropolog wobec
doświadczenia przeszłości
własnej kultury

C

zas tak zwanej Polski Ludowej to doświadcze­
nie społeczne i kulturowe żyjących obecnie
w Polsce dorosłych pokoleń obywateli naszego
kraju. Historyk Krystyna Kersten zwraca uwagę, że
w 1990 roku w Polsce 59 % ludności stanowili ludzie
urodzeni przed 1945 rokiem, a 34 % urodzeni pomię­
dzy 1945 a 1975. A więc życiorysy 93 % Polaków po­
wyżej 14. roku życia związane są z dziejami „Polski Lu­
dowej” (Kersten 1996: 16). Ich życie, szara codzien­
ność, wartości i wybory moralne, cały wachlarz postaw
em ocjonalnych wywoływał tam ten czas lub był tych
postaw istotnym kontekstem. Pozostaje więc w mocy
trafne stwierdzenie Piotra W ojciechowskiego:
„Każdy, k to choćby kawałkiem świadomego życiorysu za­
haczył o tę przedziwną, hybrydalną międzyepokę, do końca
życia będzie m iał z nią rachunki, będzie wspominał jej
krzywdy, będzie nosił w pam ięci je j łatwe słodycze. Każdy,
kto pożył sobie w Polsce Ludowej, będzie odrzucał oceny po­
lityków i historyków, będzie sobie drwił z syntez, będzie się
oburzał na pochwały, będzie podważał słowa krytyki. Każdy
z nas wie lepiej, jak było. Chcem y o tym mówić i nie może­
my, dlatego tak m iło podworować sobie w kabaretowym to ­
nie, dlatego po żarcikach przychodzi katzen jam m er i ciąg
posępnej zadumy” (W ojciechow ski 1996: 5 2 -5 3 ).

O bok pytania o to, co powinno podlegać opisowi,
równie ważne jest pytanie, kto ma prawo (przywilej)
do zabierania głosu w sprawie przeszłości kraju. Ze
względu na jeszcze nie całkiem historyczny charakter
czasów PRL-u tak samo pewnie czują się w wypowie­
dziach amatorzy, jak i specjaliści. O d czasu „wybuchu
wolności”, gdy odwaga staniała, pojawiło się wiele kry­
tycznych analiz, wspomnień i swoistych historycznych
ekspertyz, których autorami są osoby o różnych kom­
petencjach. Znamienny jest tu przykład autora (skąd­
inąd profesora etnologii), który uznał, iż posiadł wszel­
kie kom petencje i opublikował swoje zapiski i wspo­
mnienia, traktując je jako jedyne źródło empiryczne
dla swoich przemyśleń. Jego interpretacje i kom enta­
rze, o których napisał, że są opisem dnia codziennego
w komunistycznej Polsce dokonanym z punktu widze­
nia etnologa, dotyczą rozmaitych sfer rzeczywistości,

Gdy PR L odeszła w przeszłość, tak przecież n ie­
dawno, pojawiły się zróżnicowane postawy wobec te­
go faktu. Odezwały się głosy naw ołujące do opisu
i dokum entacji rzeczywistości upadłej form acji ustro­
jowej. Mówi się, że póki trwa ona w pamięci, póki
w zachowaniach zbiorowych widoczne są rytualne od­
ruchy rodem z PRL-u, póki istnieją jej materialne śla­
dy, trzeba je zapisać dla historii. Dzisiaj z perspektywy
kilku lat wiemy, że rzeczywistość PRL-u nie została
w pełni opisana przez etnografię i socjologię. Mamy
w tym względzie obraz jednostronny, publikowany
w oficjalnych cenzurowanych wydawnictwach n a­
ukowych. Ale winna tu była nie tylko cenzura. To by­
ła także w ieloletnia postawa badaczy dostrzegających
bardzo wybiórczo ciemne strony kultury polskiej szczególnie gdy kryterium doboru faktów był aspekt

66

�C zeslaw Robotycki ♦ PA M IĘĆ O PRL

dąc obywatelem PRL dobrze orientował się w jakim sys­
temie żyje, nie m ając szans artykulacji swoich poglądów
musiał milczeć. Teraz może nam pokazać jaki był prze­
nikliwy. Jest to jeden z charakterystycznych sposobów
pisania o PRL. Mechanizm kształtowania się takiej po­
stawy jest przedmiotem moich dalszych rozważań.
W kwestii przeszłości i uczestnictwa w życiu PRL-u
pierwsi wypowiadali się dziennikarze, artyści, politycy
i amatorzy. Takie spontaniczne, samorodne pisarstwo
trzeba uznać za przejaw poszukiwania sensu świata.
Wspomnienia lub opowieść o losach własnych lub zbio­
rowych, nawet gdy te wydają się niepojęte, jednak cze­
muś służą, najczęściej wartościom etycznym. Wspo­
mnieniowe autobiografie są też często nieświadomym
wyrażaniem siebie, znanym z psychologii sposobem re­
orientacji osobowości (trzeba sobie poradzić z własnym
życiem). Przy takim rozumieniu istoty pisarstwa wspo­
mnieniowego jest ono wyrazem światopoglądu, jest
wartością zbiorową, staje się wiedzą i tradycją grupy.
Nie wyczerpuje to jednak całości zagadnienia,
choć nie brak już wielu prób problematyzacji i ocen

a autor z równą pewnością siebie wypowiada sądy wy­
magające wiedzy historycznej, socjologicznej, urbani­
stycznej, psychologicznej i innej, przenosząc własne,
jak wspomniałem, przeżycia na poziom metatekstowej
interpretacji (Dzięgiel 1996).
Podobnie postępuje w tekście poświęconym mia­
stom w PRL. Próbkę tego tekstu poniżej zamieszczam:
„... O d samego początku opanowania władzy w Polsce
system stawiał n a wielkie aglom eracje i co najwyżej n a m ia­
sta średnie. M ałym i ośrodkam i niem al jaw nie gardził,
a w każdym razie przez wiele lat ignorował ich potrzeby i za­
niedbywał. W iedzieli o tym zarówno mieszkańcy niewielkich
m iasteczek, jak również rzesza ludności wiejskiej, która po
roku 1945, podobnie jak przed wojną nadal stanowiła więk­
szość populacji...”
„... W latach 1945 - 56 obowiązywał w nowym budow­
nictw ie styl realizm u socjalistycznego, co istotnie bywało już
przedmiotem zainteresowań historyków architektury i sztu­
ki. Zwróćmy jed nak uwagę n a specyfikę nastrojów, z jakim i

przeszłości dokonywanych przez socjologów, etnolo­
gów, historyków i historyków sztuki. Po kilkunastu la­
tach bibliografia tematu jest ogromna, ale ciągle jesz­
cze niepełna i, co ciekawe, pokazuje ona, że obrazów

przyjęto po roku 1956 trium falne odrzucenie eklektycznych
ozdób elewacji. Zaczęto budować bloki, najczęściej wolno
stojące, w surowym stylu geom etryczno - funkcjonalnym .
O gół społeczeństwa powitał tę zmianę jako jed en z przeja­

PRL-u jest tyle, ilu jest ich autorów. Zróżnicowane
punkty widzenia, doświadczenia i oceny powodują, że
wiele kwestii nadal pozostaje otwartych. Należą do
nich sprawy języka i kategorii opisowych (zob. G ło­
wiński 1990). Analizy wymagają problemy związane
z twórczością artystyczną i naukową (Głowiński 1992,
Gryglewicz, Szczerski 1999) oraz z pojęciem dziedzic­
twa narodowego (Porębski 2 0 0 2 ). A przede wszystkim
ważne tu być musi poszukiwanie właściwej metodolo­
gicznej perspektywy historycznej (Szarota 1995, Wandycz 1996) oraz etnograficznej (Robotycki 1992).
Dyskusje na niektóre powyższe tematy wiele kwestii
już uporządkowały.
Wśród badaczy ustaliło się przekonanie o równo­
ważności spojrzenia historycznego i socjologicznego

wów odejścia od znienawidzonej dogmatyki ery stalinow­
skiej. Nareszcie mamy osiedla takie jak n a Zachodzie! Ry­
ch ło jed nak okazało się, że fu n kcjonalny geometryzm
oszczędnościowy polega n a powielaniu w nieskończonej
ilość tego samego rodzaju budynku... ”
„... Budynki osiedlowe w zasadzie nie tworzyły zwartych
ulic, lecz były luźną zabudową. Kompleksy osiedli mieszka­
niowych sytuowano n a obrzeżach miast, niekiedy n a bardzo
naw et dalekich peryferiach. W ynikało to podobno z wojsko­
wej doktryny rozszeregow ania ludności n a wypadek wojny n u ­
klearnej. Zresztą pozyskanie gruntów pod zabudowę osiedlo­
wą prostsze było i tańsze n a wywłaszczonych polach niż
w obrębie miast. N ikt jasno tego nie stwierdził, chociaż po­
głoski n a tem at układów i lokalizacji osiedli krążyły wśród

na zjawisko PRL-u. Świadczą o tym prace socjologów
publikowane jeszcze w czasach Polski Ludowej. Przy­
pom nieć tu warto esej Stefana Nowaka poświęcony
subiektywnemu odczuwaniu struktury społecznej.
Opublikowany przy okazji głośnej w swoim czasie wy­
stawy sztuki polskiej zatytułowanej „Polaków portret
własny” w Muzeum Narodowym w Krakowie, tekst
S. Nowaka zawierał tezę stwierdzającą, że struktura
społeczeństwa polskiego charakteryzuje się występo­
waniem obszarów próżni socjologicznej. Wynikała ona
z alienacji instytucji państwowych wobec społeczeń­
stwa i braku autentycznych instytucji życia zbiorowe­

ich mieszkańców od dziesiątków lat. W efekcie jed nak rosła
izolacja nowych osiedli względem śródmieścia, a problemy
kom unikacyjne przez długie lata stawały się istną zmorą dla
ich mieszkańców. Sam ochód prywatny był wówczas z reguły
udziałem nader nielicznej elity finansowej. Reszta lokatorów
m usiała korzystać z transportu publicznego. Taka a nie inna
zasada lokalizacji nowych osiedli sprawiła, ze kształt urbani­
styczny m iast polskich w okresie władzy kom unistycznej zo­
stał poważnie naruszony... ”

(Dzięgiel 2001: 5 9 ,60,69)
Czym jest tego rodzaju tekst. Czy jest to opis etno­
graficzny, czy raczej zaprawione zgryźliwą postawą au­
torską wspomnienie, w którym banalne prawdy i obser­
wacje zanurzone są w dużej ilości negatywnych ocen.
Dodam, że ich autor nie tylko w tej wypowiedzi daje
wyraz przekonaniu, że on „zawsze” wiedział lepiej. B ę­

go. Niełatwo było to wówczas powiedzieć przy doty­
czącej każdego tekstu cenzurze prewencyjnej (Nowak
1979). Innymi ważnymi przykładami prac, które trze­
ba wymienić, by oddać zasługi socjologom, były publi­
kowane w „drugim obiegu” prace Jakuba Karpińskie­

67

�Czeslaw Robotycki ♦ PAM IĘĆ O PRL

go, opisujące kolejne kryzysy władzy komunistycznej
w Polsce. Są to wnikliwe studia pokazujące, jakimi
sposobami sterowania społecznego (od terroru po ca­
łą gamę innych środków socjotechnicznych) posługi­
wano się w PRL. W ymienione studia doczekały się
wreszcie wspólnego wydania (Karpiński 2001).
Socjologiczne badania społeczeństwa polskiego
czasów PR L zostały podsumowane w wydawnictwie
zbiorowym wydanym w Londynie pod redakcją M iro­

Taka m ateria źródłowa, ciekawa i sugestywna, da­
ją ca wrażenie niepodważalnej prawdziwości, rodzi
problemy znane z teorii prozy dokum entarnej. C h o ­
dzi o problem perspektywy koniecznego zdystanso­
wania przy równoczesnej ten d en cji do uogólniania
własnego lub cudzego indywidualnego doświadcze­
nia. Ogląd poprzez pam iętnik (często pisany do szu­
flady), własne wspomnienie lub stwierdzenie: „wiem,
bo doświadczyłem”, grozi pułapką, o której pisał
M artin Heidegger, wskazując na wagę tak zwanego
myślenia źródłowego:

sławy Marody (1991). Należy ono do tych opracowań,
o których nie można zapominać, gdy mówimy o epoce
Polski Ludowej. Jest to chyba najlepszy zbiorowy por­
tret polskiego społeczeństwa czasów schyłkowego so­
cjalizmu. Autorom udało się z powodzeniem przyjąć
taką uogólniającą perspektywę interpretacyjną, dzięki
której mogli opisać powszechne wówczas mechanizmy
społeczne, nie tracąc przy tym indywidualizujących
szczegółów.
Wspomniane wyżej prace łącznie z ukazującymi się
(już w czasach PRL-u, także w „drugim obiegu”) kolej­
nymi tomami najnowszej historii Polski W ojciecha

„[...] każdy przekład narażony jest n a wszelkie możliwe
nieporozum ienia, jeśli się go bierze w oderwaniu od przyna­
leżnej doń wykładni. A lbow iem każdy przekład jest sam
w sobie wykładnią. N ie wysłowiając ich, przekład zawiera
w sobie wszystkie tend encje, aspekty, płaszczyzny wykładni,
z której się zrodził [...] D latego także w obrębie własnej m o­
wy dokonujem y - jako że przecież słowa i pisma w mowie
ojczystej często wymagają wykładni - stale nieodzownego
przekładu [...] Tylko źródłowe myślenie kryje w sobie ów

Roszkowskiego (1 9 8 2 -8 7 ), rozważaniami M ichała
Głowińskiego o języku i rytuale PRL-u oraz wspania­
łym kalendarium kultury polskiej M arty Fik (1989) są
niezbędnym elem entem kontekstu, bez którego trud­
no rekonstruować kolejne obrazy życia upadłej forma­
cji ustrojowej. Wiadomo, że nie są to jedyne warte cy­
towania studia o PRL. W ymieniłem je jako szczególnie

skarb, nigdy nieobejm ow alny myślą, którą zawsze można
zrozumieć lepiej, to znaczy lepiej niż tekst w swym bezpo­
średnio ujmowanym brzmieniu [... ] S tąd m yśliciele i tylko
m yśliciele doświadczają, że w pewnym m om encie lepiej ro­
zum ieją swe dawniejsze pomyślenia, w następstwie którego
to doświadczenia cała dotychczasowa konstru kcja nagle
ulega zawaleniu, jakkolw iek zawsze myślą oni jed no i tożsa­

ważne, dlatego że są to pierwsze przykłady literatury
przedmiotu. Tak więc przy przeglądaniu naukowych
analiz lub zapisów dokumentacyjnych życia codzien­
nego, polityki i kultury PRL stwierdzamy, że wypowie­
dzi o form acji ustrojowej określającej życie trzech po­
koleń Polaków wielce się zróżnicowały, ale do syntezy
lub całościowego fresku nadal jest daleko. Kalendaria,
leksykony, rozmowy, wywiady, wspomnienia, studia,
artykuły, prace zbiorowe i książki - wszystko to już jest.
Jednak obraz nie układa się w całość. Zbyt różne pozo­
stają oceny i punkty widzenia, tak jak różne mogą być
sposoby przeżywania i oglądu świata. Brak też w nich
często perspektywy metatesktowej albo postawy auto­
ironicznej. W ymienione formy wypowiedzi można już
klasyfikować z punktu widzenia ich retoryki lub typu
genologicznego, by następnie dokonać ich dekonstrukcji.

m o. Lecz owo jed no i tożsamo nie jest nużącą pustką jedna-

Wśród gatunków wypowiedzi o PRL-u te oparte na
pamięci stanowią duży procent. Pojawiają się tu wypo­
wiedzi o przeszłości, wspomnienia doświadczania
„tamtego” czasu i współcześnie spisane przekonania
autorskie, nie spisane, a użyte bezpośrednio w tekście
jako przedmiot analizy lub jako dowód. Są tu również
cytaty i interpretacje cudzych zapisów pam iętnikar­
skich, dzienniki świadków epoki. M ogą to też być ana­
lizy źródeł wywołanych, na przykład wspomnień prze­
siedleńców, wywiadów etnograficznych, mówionych
biografii i innych synkretycznych form analizowanych
przez folklorystów.

niem odpowiednich m etod ujęcie historycznych przekazów

kości, która stanowi jedynie pozór tożsam ości. Inni n a to ­
m iast, którzy nie m ają pojęcia o wewnętrznym wzburzeniu
tożsamości, puszą się, iż to, co myślą m ając lat siedemdzie­
siąt, wiedzieli już w ostatniej klasie gimnazjum” (Heidegger
1993: 2 0 7 -2 0 8 ).

Cytowaną myśl tak skomentował i, rzec można,
rozjaśnił H ans-G eorg Gadamer:
„[... ] Heidegger natom iast pokazał, że rozumienie tekstu
pozostaje trwale zdeterminowanym przez uprzedzający ruch
rozumienia wstępnego. H erm eneutyczną konsekw encją jest
zadanie konkretyzacji świadomości historycznej, której do­
maga się od interpretatora wewnętrznego zdania sobie spra­
wy ze swych własnych poglądów i przesądzeń wstępnych
oraz takiego przeniknięcia każdorazowego procesu rozumie­
n ia świadomością historyczną, aby dokonane z zastosowa­
nie wyrachowywało z n ich tego jedynie, co uprzednio wtło­
czył w nie sam interpretator” (Gadam er 1993: 231).

Wskazywane przeze mnie liczne formy wypowiedzi
posługujące się pamięcią są dla mnie, i myślę, że łatwo
się ze mną zgodzić, dialogiem z przeszłością i tym sa­
mym są, tak jak wskazuje na to teza Heideggera, „sta­
le nieodzownym przekładem”, jaki dokonuje się w każ­
dej sytuacji kulturowej. Jako dowód przypomnę tu pe­
wien banał stwierdzający, że kultura istnieje w dialogu,
przekładzie i interpretacji samej siebie.

68

�C zeslaw Robotycki ♦ PA M IĘĆ O PRL

We wspomnianych subiektywizujących interpreta­
cjach i narracjach zdarza się, że używane w nich języ­
ki i konw encje opisu są tak dobierane, by pokazać, że
autor nie uczestniczył w opisywanym świecie zdarzeń,
był poza nim, wiedział w ięcej, w rzeczywistości zajmo­
wał pozycję widza. M ichał Głowiński taką postawę
nazwał antykomunizmem bezobjawowym (Głowiński
1996: 3 8 ). Przy tego rodzaju analizach język relacji
nacechow any jest negatywnie, oddaje podział świata
w kategoriach „my / oni”, jest antypersonalny (brak
konkretnych przykładów), często służy tezie o spisko­
wej teorii dziejów. Kolejnym przykładem przykładem

„... Uzyskanie atestu, jak zresztą czegokolwiek, co
byłoby świadectwem pozytywnej oceny realizatora pla­
nu przez decydentów i sterników planu, wymagało
opłaty. Od przejawiania minimum obywatelskiej lojal­
ności do trwałej i żarliwej kolaboracji z czekistami cy­
wilnymi i wojskowymi. Continuum obejmowało wiele
rodzajów opłat (wymaganych czy wnoszonych przez
zainteresowanych bez wezwania do kasy) Mówić /pisać można o wielostopniowej, otwartej skali zaangażo­
wania się w premie w zamian za opłaty.
Motywacje starających się / zabiegających są zróż­
nicowane. W ykonują je: arywiści i kombinatorzy, ryzy­

takiego stylu wypowiedzi jest tekst J. Goćkowskiego
o życiu codziennym uczonych w PRL. Napisany bez
jakichkolw iek przypisów spełnia wszystkie warunki
wymienione przez Głowińskiego.
„... Ciągłością treści było sprawowanie przez partokrację kontroli teatru życia naukowego (w tym zwłasz­
cza nauki akademickiej) na zasadzie pelengacji i korek­
cji, a przede wszystkim regulacji spraw kadr, logistyki,
subsydiów, statusu instytucji i osób preferencji tem a­
tów i programów badań itp. Zmienność form y polegała
na manipulowaniu ruchomym pastuchem elektrycznym.
Zastępowano układy personalne i instytucjonalne - in­
nymi. Liberalizacją / dem okratyzacją ustroju było przej­
ście od formuły wybierajcie samochód, w jakim chcecie
kolorze —byle w czerwonym do formuły wybierajcie sam ochód, w jakim chcecie kolorze byle z naszej fabryki.
Czas realnego leninizmu jest czasem potrójnego
uzależnienia ludzi nauki akadem ickiej 1) od komuni­
stycznego pracodawcy i szafarza; 2) od komunistycznej
policji i cenzury; 3) od komunistycznych orzeczeń
o ortodoksyjności poglądów i obrazowań świata. Jeśli
posłużymy się skalą (zamkniętą czy otwartą) oprymowania wolności wykonywania zawodu przez aktorów
teatru życia naukowego, to stwierdzić możemy zmien­
ność pozwalającą konstatować przeplatanie się okre­

kanci i asekuranci, zelanci i hipokryci, renegaci i neo­
fici. Opłaty wnoszą też osoby dążące do uzyskania cze­
goś potrzebnego (w większej ilości, lepszym gatunku,
innej odmianie, przez czas dłuższy) dla siebie (często
dla innych) do wykonywania pracy naukowej w spo­
sób zadawalający krytycyzm intersubiektywny i dający
autorowi satysfakcje. Badanie owych motywacji to za­
jęcie pasjonujące dla psychologów moralności. Dla so­
cjologa patologii teatru życia naukowego ważne są ro­
dzaje opłat wnoszonych przez kandydatów do nagród
polepszających warunki pracy w uniwersytetach pe­
erelowskich. W analizach i interpretacjach owych
opłat przydatne będzie rozróżnienie między deklaracja­
mi i gestami świadczącymi o oportunizmie czy nawet
wskazującymi na karierowiczowstwo a kłamstwami
i fałszerstwami w tekstach prezentowanych jako prace
naukowe czy szkodzenie kolegom przez praktyki dela­
tora, sykofanta, intryganta, prowokatora (Goćkowski
2001: 95, 101, 105)
Analizy oparte na subiektywnej materii dokumenta­
cyjnej wymagają swoistego podejścia interpretacyjnego.
Rozbiory wybranych zagadnień rzeczywistości społecz­
nej czasów PRL-u odnoszą się do różnych poziomów
uczestnictwa kulturowego. Znajdziemy tu nie tylko wy­
powiedzi kompetentnych użytkowników kultury wyso­
kiej (np. literaci), ale też, o czym mówiłem, wspomnie­
nia wywołane przez badaczy świadomości społecznej, są
wreszcie własne wspomnienia traktowane jako dowód,
argument lub źródło. Wszystko to zmusza do postawie­
nia jeszcze jednej antropologicznej kwestii.
Teoria narracji pozwoliła uzmysłowić antropolo­
gom, że ich sposoby pisania o kulturze są równocze­

sów (o zróżnicowanej długości) przykręcania śruby i od ­
kręcania śruby...”
„... Elita partii wewnętrznej uważa się za właściciela
uniwersytetów. Zachowuje się tak jak ich właściciel.
Świadczą o tym działania zmierzające do urządzenia
uniwersytetów państwowych na wzór i podobieństwo
szkół wyższych sektora nauki typu sowieckiego. Także
działania skierowane przeciw tożsamości KUL-u. Po­
sługując się odpowiednimi ludźmi (administratorami
kontroleram i, korektorami, legistam i), partokracja
uprawia to, co nazywa polityką naukową. Partyjna
strategia, taktyka i technika polityki wobec nauki oraz

śnie sposobami jej wyjaśniania. W zajem ne wpływy
konw encji literackich i epistemologicznych ujawnił
poststrukturalizm. Rozpatrując w tych kategoriach
niektóre teksty, można zasadnie stwierdzić, że narracja
stała się substytutem zewnętrznego świata, rozpatry­
wanego dotąd przez antropologów i nie tylko przez an­
tropologów, ale każdego twórcę tekstów. Powstaje
więc pytanie, czy obraz z pamięci, jako narracja, jest
cytatem z rzeczywistości. N a pytanie to odpowiada
ciekawie Ryszard Nycz, pisząc, że taka jego legitymiza­
cja polega na:

obfita twórczość piszących o walorach tej polityki god­
ne są uwagi naukoznawców sensu propio gwoli obra­
chunku z praktyką urządzania życia naukowego w uni­
wersytetach apologetyką tej praktyki. Chodzi o dia­
gnozę dotyczącą zachowań się komunistycznych poli­
tyków, technologów i ideologów uczestniczących
w kształtowaniu uniwersytetów czasu realnego leninizmu... ”

69

�Czeslaw Robotycki ♦ PAM IĘĆ O PRL

F ik M .

„[... ] uznaniu tożsamości podmiotu (egzystencjalnego

1989 K ultura p olska po Jałcie. K ron ika lat 1 9 4 4 -1 9 8 1 , Wyd. Polonia,

oraz tekstowego), który czyni siebie gwarantem autentycz­

Londyn

n ości indeksalnych inferencji. Literackie dokum enty tego

Gadamer

rodzaju bowiem tematyzują lub przynajmniej eksponują ogół

1 9 9 0 K oło ja k o struktura rozum ienia, [w:] W okół rozum ienia. Studia

kontekstowych, pośrednich odniesień, określających i rów­

i szkice z herm eneutyki, (wyb. i oprac. G. Sow iński), W yd. PAT, K ra­

nocześnie uwiarygodniających znaczenia referencjalne. Są

ków, s. 2 2 7 -2 4 3

tak zbudowane, by warunkiem poznania pewnej prawdy

G ł o w i ń s k i M.

H-G.

1990, N o w om ow a p o polsku, W yd. PEN, Warszawa

o faktach uczynić w sposób konieczny poznanie ich pragma­

1991 Rytuał i dem agogia, Wyd. O pen, Warszawa

tycznego uw ikłania i zdeterminowania. Jest to jednak praw­

1992 P R L- ow skie mity i realia, [w:] Spór o P R L, (red. P W andycz),

da pewna w obu razem znaczeniach. Płynie bowiem z tego

W yd. Znak, Kraków, s. 3 7 -4 2

samego aktu podmiotowego przyświadczenia, który orzeka­

G o ć k o w s k i J.

ją c - relatywizuje ją jednocześnie. Jest to więc prawda i per­

1993 Zycie codzienn e uczonych w realnym leninizmie, [w:] P R L z p a ­

spektywiczna i zinterpretowana. Prawda jakaś, czyjaś, kiedyś

m ięci, „Prace Etnograficzne” ZN U J z. 36 , s. 9 3 -1 1 8 , Kraków

poznana, tak - nie inaczej - artykułowana. Prawda, za k tó ­

G r yg l e w i c z T . , S z c ze r s k i A.
1997 Sztu ka w okresie PR L-u, W yd. IH S UJ, Kraków

rą zawsze coś lub ktoś stoi; k to sprawdza sobą - swoim ży­

Heidegger

ciem, wiedzą, doświadczeniem - owe rzeczy powiedziane

M.

1992 O lepszym rozum ieniu m yśliciela, [w:] W okół rozum ienia. Studia

nam uprawom ocnienia” (Nycz 2000: 3 2 0 ).

i szkice z herm eneutyki, (wyb. i oprac. G. Sow iński), W yd. PAT, K ra­
ków, s. 2 0 7 -2 0 8

Podobnego zdania jest Katarzyna Kaniowska, prze­
konana, że w pracy antropologa kwestia tego, czy jego
praca może być oparta na pamięci, jest zasadniczym

Kaniowska

problemem metodologicznym. Co pozostaje podstawą
tej pracy, czy:

K a r p i ń s k i J.

K.

1993 Opis. K lu cz d o rozum ienia kultury, „Łódzkie Studia Etnograficz­
n e ” t. X X X IX
1 9 9 4 W ykres gorączki. Polska p o d rządam i kom unistycznym i, Wyd.
U M C S , Lublin

„[... ] wiedza może być oparta n a fundam encie pamięci,

Kersten

K.

a nie n a dowodzie udokumentowanym źródle, opisie czy tek ­

1 9 9 6 Bilans zam kn ięcia, [w:] Spór o P R L (red. P. W andycz), Wyd.

ście o jakiejś konkretnej m aterialnej formie, które dają się

Znak, K raków

zinterpretować, poznać, zrozumieć. Pytanie to brzmi po pro­

Kula

stu tak - czy pam ięć m a jakąkolw iek wartość poznawczą,

1995 N ośn iki pam ięci historycznej, W yd. D iG , Warszawa

a co ważniejsze - wartość naukową. Odpowiedź [...] wydaje

M a r o d y M.

M.
(red.)

1 9 9 6 „C o n am zostało z tych la t...” Społeczeństw o p olskie u p ro g u zm ia­

się prosta - pam ięć jest taką wartością, o ile uznamy ją za

ny system ow ej, Wyd. A n eks, Londyn

elem ent procesu poznania. N atom iast relacja: pam ięć - wie­

Nowak

S.

dza wymagałaby osobnych, głębokich zapewne interdyscy­

1 9 7 9 Przekon an ia i od czu cia w spółczesnych, [w:] P olaków portret w ła ­

plinarnych studiów” (Kaniowska 1999: 83)

sny (praca zb.) Wyd. Literackie, s. 1 2 2 -1 4 5 , Kraków

W świetle znanych nam krytycznych wypowiedzi
antropologów z kręgu krytyki kultury (G. Marcus,
J. Clifford, V. Crapanzano), pamięć wymieniona przez
K. Kaniowską jako „element procesu poznania” wy­
maga natychmiastowego komentarza, określającego
jej możliwości i kontekstowy charakter. Nadto, by p a­
mięć służyła w procesie poznania, konieczny jest wyso­

Ny c z R.
1 9 9 6 Tekstow y świat. Poststrukturalizm a w iedza o literaturze, Wyd.
Universitas, Kraków
Porębski

M.

2 0 0 2 Polskość ja k o sytuacja, W yd. Literackie, Kraków
Robotycki

Cz .

1992 E tn ografia w o b ec kultury w spółczesnej, Wyd. U J Kraków, (Roz­
prawy hab. Nr 2 3 2 ).

ki stopień samowiedzy badacza, postulowany przez cy­
towanych wyżej Gadamera i Heideggera. Inaczej,
przywołane stwierdzenie Kaniowskiej pozostanie ży­
czeniem.
Okazuje się, że problem opisu rzeczywistości PRL-u to
w równej mierze problem etnograficznego szczegółu,
co kwestii metodologii i epistemologii. Nie można
o tym zapominać w ferworze polemik, ocen i naduży­
wania wspomnień.

R o s z k o w s k i W . (ps. A ndrzej A lbert)
1 9 8 2 -1 9 8 7 N ajn ow sza historia Polski, W yd. Krąg
S z a c k i J.
1 9 9 6 D w ie historie, [w:] Spór o P R L, (red. P W andycz), Wyd. Znak,
K raków
Szarota

T.

1995 Zycie codzienn e w Peerelu — propozycja ba d a w cz a , [w:] Polska
1 9 4 4 /4 5 - 1989.
Studia i m ateriały, t. 1, s. 2 0 1 -2 1 5 , Warszawa
W a n d y c z P. (red.)
1 9 9 6 Spór o P R L , Wyd. Znak, K raków
Wojciechowski

P.

1996 D ziedzictw o zam ętu, [w:] Spór o P R L , s. 5 1 -6 7 , Wyd. Znak,

Literatura

K raków

D z ię g ie l L .
1 9 9 6 S w o bo d a n a smyczy. W spom niena 1 9 4 6 -1 9 5 6 , Kraków
2 0 0 0 P aradise in a con crete cage, W yd. A rca n a , Kraków
2 0 0 1 M iasta w filozofii w ładzy P R L-u i społecznej praktyce. W yzw anie
d la b a d a c z a kultury, [w:] P R L a p a m ięć „Prace Etnograficzne” ZN UJ
z. 36, s. 5 9 - 8 0

70

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10711" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10689">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/170496d3b17d3befa17210a433cc8643.pdf</src>
        <authentication>5cb20bf0096a174135a57b6eeadc0f94</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5321</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127714">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127715">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127716">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4942</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127718">
                <text>Antropologia i problem pamięci/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127719">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.57-65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127720">
                <text>Kaniowska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127721">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127722">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127723">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127724">
                <text>KATARZYNA KANIOWSKA

O

d jakiegoś czasu w humanistyce i w naukach
społecznych toczą się dyskusje wokół proble­
mu pamięci. W metodologicznym wymiarze
tych dyskusji zwraca się uwagę na kłopoty, jakie stwa­
rza pamięć, gdy obieramy ją jako przedmiot poznania,
oraz na trudności z wyborem procedur jej poznania.
Socjologowie zainteresowani są głównie badaniem te­
go, co pamiętamy, gdy rozpatrują społecznie uwarun­
kowane i społecznie funkcjonujące treści pamięci. H i­
storycy włączyli kwestie pamięci w dyskurs metodolo­
giczny o narracji i źródłach historycznej wiedzy. Filo­
zofowie przywołują pamięć w kontekście rozważań
0 tożsamości i wiedzy (samowiedzy).1
W arto zastanowić się, jak problem ten widzą dziś
antropologowie, którzy bodaj najwcześniej dostrzegli
istotną rolę pamięci w poznaniu. Zanim jednak antro­

Antropologia
i problem pamięci
samym wytworem umysłu ludzkiego. W pierwszym
przypadku mamy do czynienia z pamięcią, nazwijmy
to, w sensie czynnościowym, w drugim - z przedmio­
towym. Jednakże, jak się zdaje, nie można oderwać od
siebie obydwu tych aspektów i pewnie to ich koniecz­
ne współwystępowanie powoduje, że przy wszelkich
próbach definiowania pamięci miesza się je ze sobą.
Powoduje to, że częściej definicje zastępują rozmaite
klasyfikacje rodzajów pamięci. W yróżniając rodzaje
mamy przeświadczenie, że tym samym wskazujemy na
złożoność problemu oraz wskazujemy, iż jakkolwiek
wciąż nie jesteśmy w stanie opisać i zrozumieć w pełni
fenomenu pamięci, to przynajmniej zdajemy sobie
sprawę ze stopnia skomplikowania przedmiotu.
Wprowadzenie i posługiwanie się terminami okre­
ślającymi różne rodzaje pamięci jest skutkiem przyję­
cia w nauce tezy o strukturze pamięci. Dzięki temu
można - nie definiując pamięci - budować jej mode­
le, co ułatwia pogodzenie obydwu wcześniej wspo­
mnianych aspektów: funkcjonalnego i przedmioto­
wego. Konstruowanie modelu pamięci daje możliwość
wyróżnienia rodzajów pamięci (a więc zwrócenie uwa­
gi na jej strukturę, „budowę”) oraz funkcjonalnych jej
cech (operuje się wtedy najczęściej pojęciem funkcjo­
nalnego systemu pam ięci).2
Jednym z najczęściej stosowanych w badaniach

pologiczne podejście będzie mogło być scharakteryzo­
wane, ustalić trzeba, jakie rozumienie pamięci nas in ­
teresuje. Bez tego bowiem ustalenia nie wiadomo,
w jakim znaczeniu używa się terminu „pamięć” i jakie
znaczenia tego terminu są istotne dla antropologa.
Sprawa ta jest tym bardziej ważna, że w literaturze
przedmiotu używa się rozmaitych definicji pamięci
(a raczej - różnych prób opisu tegoż fenom enu), budu­
ją c je najczęściej poprzez wskazanie i uwypuklenie ja ­
kiejś cechy pamięci.
Ukazując tym samym złożoność przedmiotu, sy­
gnalizują te określenia skupienie uwagi badacza decy­
dującego się na wybór któregoś z nich, że dla badają­
cego pamięć ważna jest szczególnie jakaś cecha (lub
cechy) pamięci, jakaś jej funkcja spośród innych wy­
odrębniona i uznana z punktu widzenia celów badaw­
czych za najistotniejszą.
N a pytanie „czym jest pamięć?” znajdujemy więc
rozmaite odpowiedzi, a ich przegląd pozwala najogól­
niej powiedzieć, że jest ona szczególną zdolnością
ludzkiego umysłu, dla wyjaśnienia której musimy od­
wołać się do wiedzy psychologicznej, fizjologicznej
(neurofizjologicznej), biochem icznej i biofizycznej.
Jest rzeczą oczywistą, że antropologia nie jest zaintere­
sowana samym faktem posiadania pamięci i zdolności
posługiwania się nią przez człowieka, ale indywidual­
nym i kulturowym skutkiem pamięci, indywidualnym
1 kulturowym świadectwem jej obecności w sposobie
myślenia człowieka.
Największy problem dotyczy zdefiniowania pamię­
ci. Zadowolenie się stwierdzeniem, że pamięć jest
efektem ludzkiej zdolności do utrwalenia doświadcze­
nia i budowania wiedzy o sobie i świecie, nie wystar­

psychologów jest model R. A tkinsona i R. Shiffrina,
który zakłada istnienie trzech rodzajów pamięci: sen­
sorycznej, krótkotrwałej i długotrwałej. M odel ten,
w przekonaniu autorów, ilustruje przepływ inform acji
w systemie pamięci, co oznacza, że ukazuje proces
tworzenia się treści zapamiętanych, tj. opisuje m echa­
nizm pamięci jako układu wzajemnie zależnych od sie­
bie relacji pomiędzy rozmaitymi poziomami i treściami

cza. Pojmowanie pamięci jako zdolności sprowadza
pamięć do funkcji umysłu lub też do jednej z wielu
czynności umysłu ludzkiego, której mechanizm nie
jest dostatecznie wyjaśniony ani przez neurologów, ani
przez psychologów. Mówimy tu więc o pamięci jako
skutku zapamiętywania. Rozumienie zaś pamięci jako
efektu owej ludzkiej zdolności każe nam skupić uwa­
gę na treściach zapamiętanych - pamięć staje się tym

nie za jeden system, ale raczej złożony zestaw współ­
działających podsystemów, nazywany też pamięcią
operacyjną) dokonuje się przetwarzanie, kodowanie
i reagowanie na dane z poziomu pamięci sensorycznej;
zaś pamięć długotrwałą tworzą utrwalone treści, infor­
m acje przechowywane trwale. Model ten zatem łączy
w sobie dynamikę procesu zapamiętywania z pamięcią-wiedzą, zbiorem utrwalonych informacji. W arto

pamięci. I tak: poziom pamięci sensorycznej gromadzi,
przechowuje informacje wzrokowe, słuchowe i doty­
kowe wywołane bodźcami środowiska; w poziomie pa­
m ięci krótkotrwałej (uznawanym przez wielu badaczy

57

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

zwrócić uwagę, że wyróżniona w modelu pamięć dłu­
gotrwała jest niezwykle złożona. Składa się na nią kil­
ka typów pamięci, tj. pamięć epizodyczna i semantycz­
na oraz pamięć świadoma i utajona. Pamięć epizodycz­
na to utrwalona rejestracja określonych wydarzeń. Pa­
mięć semantyczna w zasadzie obejmuje wiedzę o świecie. Ten rodzaj pamięci „dotyczy skojarzeń między sło­
wami, ale faktycznie jest ona związana raczej z pojęcia­
mi lub ideami, które czasem są blisko związane ze sło­
wami, ale nimi nie są” (Baddeley 1998: 132). A zatem
przechowuje ona wiedzę, dzięki której nie jedynie re­
jestrujemy i klasyfikujemy bodźce (fakty i zdarzenia),

śnianiu elementy, które dotychczas uznawane były ja ­
ko pozalogiczne. Za jedną z najważniejszych cech
współczesnej antropologii uznałabym w tym przypadku
włączenie do procesu poznania pozalogicznych ele­
mentów poznania oraz uprawomocnienie subiektywi­
zmu w poznaniu. Uznanie subiektywizmu jako dodat­
kowej wartości oraz dostrzeżenie, że wartość ta pojawia
się w dialogu, który buduje wiedzę obu uczestników te­
goż dialogu, jest ważne, ponieważ tym samym dostrze­
ga się, że wiedza antropologii wyrasta z subiektywnego
doświadczenia, przeżycia, interpretowania i rozumienia
świata przez badanego, a także z subiektywnego do­
świadczenia, przeżycia, interpretowania (czasem także
rozumienia) świata przez badacza, i to zarazem jego
własnego świata, jak i rzeczywistości badanej.
To inne myślenie o poznaniu i wiedzy antropolo­

ale je rozumiemy. Rozróżnienie pamięci świadomej
i nieświadomej wiążą psychologowie z procesem ucze­
nia świadomego i utajonego. Czasem interpretuje się
te dwa rodzaje uczenia się i pamięci jeszcze inaczej,
wprowadzając terminy: pamięć deklaratywna - odno­
sząca się do faktów i wydarzeń - i pamięć niedeklaratywna, odnosząca się do pozostałych treści zapamięta­
nych czy też „obecnych w pamięci”.
W arto zadać sobie pytanie, które z tych rodzajów
pamięci m ają szczególne znaczenie dla antropologa.
Zasadniczo każdy z rodzajów pamięci ujętych we
wspomnianym modelu może budzić zainteresowanie
antropologii - badanie mechanizmów pamięci pozwa­
la m.in. na poszerzenie wiedzy o socjalizacji, kulturo­
wych uwarunkowaniach zapamiętywania i zapamięty­
wanych treści. Najwięcej jednak uwagi przywiązujemy
do pamięci semantycznej. Dzieje się tak dlatego, że
pamięć tak rozumiana pozwala skupić się na dwu n a j­
bardziej in teresu jących współczesną antropologię
aspektach pamięci - pamięci jako wiedzy i pamięci ja ­
ko składnika poznania.
Zainteresowanie pamięcią pojawiło się w antropo­
logii wraz z ową szczególną autorefleksją (dokonaną
i dokonującą się wciąż jeszcze w obrębie naszej dyscy­
pliny), której owocem stała się zmiana paradygmatu.
Pojawienie się tych zmian, wzmocnione bezsprzecznie
silnym wpływem hermeneutyki na antropologię, spo­
wodowało, że przejęte od hermeneutów myślenie
0 wiedzy i poznaniu przyniosło antropologii rezygnację
z wysiłku budowania kolejnych teorii kultury na rzecz
pogłębionej samowiedzy zdającej sprawę ze specyfiki
antropologicznego poznania. Konieczne stało się prze­
dyskutowanie od nowa starych problemów obiektyw­
ności poznania, podmiotu i przedmiotu, źródeł, inter­
pretacji, a także dostrzeżenia wagi takich składników
poznania, których stary paradygmat nie uznawał lub je
lekceważył. Tekst, retoryka, narracja rozpatrywane ja ­
ko ważne elementy procedury poznania wywołały zain­
teresow anie uwarunkowaniami dialogu, dyskursu
1 specyfiką wiedzy antropologicznej. Dokonywana

gicznej spowodowało zainteresowanie antropologów
pamięcią, przede wszystkim - pamięcią semantyczną.
W dyskusjach o pamięci toczonych we współczesnej
antropologii łatwo dostrzec, że rozpatrywana jest ona
rozmaicie. C hcę zwrócić uwagę na trzy, zasadnicze
moim zdaniem, sposoby rozumienia pamięci ujawnia­
jące się w tych dyskusjach oraz wskazać problemy, k tó ­
re z każdym z nich się łączą. Te trzy sposoby analizo­
wania pamięci i jej roli w poznaniu pojawiają się dziś
w antropologii w ślad za którymś z następujących prze­
konań:
- pamięć to źródło wiedzy antropologicznej;
- pamięć to przedmiot wiedzy antropologów;
- pamięć to w antropologii narzędzie poznania.
Każde z tych założeń pociąga za sobą konieczność
rozpatrzenia innych kwestii i wiąże się z odmiennymi,
specyficznymi problemami epistemologicznymi.

Pamięć jako źródło.
Z krytycznej autorefleksji, jaka dokonała się we
współczesnej antropologii, szczególnie zaś w tym jej
nurcie, który ukształtował się pod wpływem idei hermeneutycznych, wyrosło przekonanie o dialogicznym
charakterze wiedzy. Uznanie dialogu za konstytutywny
elem ent wiedzy antropologicznej pociągnęło za sobą
ważne konsekwencje. O kilku z nich trzeba przynaj­
mniej wspomnieć. Zmienił się status poznającego pod­
miotu. Badany przestał być informatorem, biernym
i neutralnym źródłem, a badacz utracił władzę i auto­
rytet, stając się autorem antropologicznej narracji.
C hoć role prowadzących dialog nie są równorzędne
(badacz nadal decyduje o końcowym efekcie rozmowy
z badanym), to jednak role obydwu są teraz zgoła inne
od tych, które przyjmowały koncepcje poznania w an­
tropologii starego paradygmatu. Zmiana ta uprawo­
m ocniła subiektywizm poznania. Uporczywe wysiłki
podejmowane na rzecz pozyskania wiedzy obiektywnej
zastąpione zostały poszukiwaniem argumentów
- a przede wszystkim takich kategorii, dzięki którym

z perspektywy nowego paradygmatu analiza procesów
poznania przyjmowanych w antropologii ukazała, że
stosowane dotychczas sposoby wyjaśniania muszą ulec
przebudowie i rozszerzeniu. Jeśli celem wyjaśniania ma
być rozumienie, należy dopuścić do udziału w wyja­
58

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

nia pracę historyka i antropologa, o tyle realizacja te­
go zadania jest już różna. Różnica tkwi w źródłach
wiedzy, jakie przez każdego z nich są wykorzystywane.
Wykorzystanie ich zaś służy - ponownie - wspólnej

treści subiektywne stać się mogły pełnoprawnym i po­
żądanym składnikiem wiedzy. Wydaje się, że kategoriami
takimi stały się doświadczenie i pamięć właśnie. W ia­
rę w to, że obiektywny ogląd dostępnej poznaniu rze­
czywistości zapewni prawdziwą wiedzę, zastąpiła wiara
w wiedzę przekazującą doświadczenie, co usankcjono­
wało zarazem subiektywność tej wiedzy, jak i owe pozalogiczne - jakby je dawniej nazwano - elementy
procedury poznania. Subiektywne doświadczenie empiryczne i pozaempiryczne - stało się ważnym ogni­
wem, a nawet swoistą wartością antropologicznej wie­
dzy. Dotychczasowy model poznania, sprowadzany
najczęściej do schematu: eksperyment/obserwacja opis - wyjaśnianie - progno/retrognozowanie, musiał
zostać rozbudowany. Musiał też zostać uzupełniony,
a konotacje występujących w nim składowych - zmie­

sprawie jaką jest stworzenie narracji naukowej.
Różnica dotycząca źródeł jest pozornie głęboka.
Historyk dysponuje źródłami historycznymi, pośredni­
mi i bezpośrednimi, które wydają się tworzyć solidną
podstawę (uwiarygodnioną „konkretnością” doku­
mentu historycznego). Źródła antropologa są mniej
„pewne” - są nimi przecież zsubiektywizowane, niepi­
sane wypowiedzi informatorów, opisy badaczy, a zatem
narracje, których przyczyną i przedmiotem są do­
świadczenia przeszłej rzeczywistości i pamięć o nich.
Jednakże te pozornie głębokie odrębności m aleją
w świetle współczesnych ocen epistemologicznych
i nieepistemologicznych wartości źródeł; ocen, jakie
w tym względzie formułują konstruktywistyczny (post­
modernistyczny) model filozofii historii i antropologia
krytyczna.
Współczesne dyskusje dotyczące wartości źródeł
historycznych i antropologicznych wychodzą z podob­
nych założeń - przeszłość nie jest rzeczywistością
obiektywną, którą historyk czy antropolog może od­
kryć bez trudu i bez trudu do niej dociera, bo prze­
szłość obiektywna nie istnieje. Odkrycie przeszłości
oznacza jedynie odkrycie zasłon interpretacji, z który­
m i - jako faktycznymi źródłami - stykają się rekonstruktorzy i narratorzy tego wszystkiego, co „mówi
nam” o przeszłym świecie. Przekonanie, że historyk ma
dostęp do przeszłej rzeczywistości, zostaje przez konstruktywistyczny model filozofii historii odrzucone.
Prawda źródeł historycznych staje się mitem. M it ten

nione. Obserwacja, opis i wyjaśnianie (zastąpione te­
raz rozumieniem) pojmowane zaczęły być jako czyjaś
obserwacja, czyjś opis i czyjeś wyjaśnianie. Pam ięć zaś
stała się świadectwem doświadczenia. Pojawiająca się
w dialogu konfrontacja subiektywnego doświadczenia
badanego z subiektywnym doświadczeniem badacza to
zarazem konfrontacja dwóch sposobów widzenia świa­
ta, dwóch pamięci przeżyć, em ocji i treści, a więc dwu
semantycznych obszarów należących do porozumie­
w ających się podmiotów.
W arto jednak zapytać, jak i czy powyższe zmiany
wpływają na status źródła wiedzy antropologicznej.
Jeśli bowiem wiedza wyrasta z dialogu, a przedmiotem
dialogu staje się doświadczenie i pam ięć o nim, to za­
razem są one właśnie rzeczywistym źródłem wiedzy.
Pojawia się zatem konkretne pytanie, czy źródłom
tym można wierzyć. W szukaniu odpowiedzi na to py­
tanie inspirujące wydają się dyskusje toczące się na
gruncie nauk antropologii pokrewnych. Myślę tu
szczególnie o koncepcjach historiografów i filozofów
historii, którzy zainteresowani ideami postm oderni­
stycznymi i przemianami w myśleniu o celach historii
i specyfice narracji historycznej koncentrują swą uwa­
gę na problem ach epistemologicznych. Problemem
szczególnym jest w tych dyskusjach właśnie problem
źródeł i ich wartości. Znaczące są tu dla mnie rozwa­
żania m.in. A ntoona Van den Braem bussche, Franklina R. Ankersm ita, Jerzego Topolskiego, dla k tó ­
rych doświadczenie i pam ięć jako elementy wiedzy h i­
storycznej stają się - podobnie jak dla zainteresowa­
nych problematyką epistemologiczną antropologów ważnymi kategoriami w ocenie wartości źródeł historycznych.3
Van den Braembussche przypomina, że historia
oznacza właściwie dwie postawy wobec przeszłości.
Zgodnie z jedną - przeszłość traktujemy jako rzeczywi­
stość, która minęła; zgodnie z drugą - domagamy się
wiedzy o tej rzeczywistości. Historyk, podobnie jak an­
tropolog, staje wobec podwójnego zadania, tj. zrekon­
struowania i opisania przeszłej rzeczywistości poprzez
rekonstrukcję wiedzy o niej. O ile zadanie to upodob­

trwa z dotychczasową siłą pośród wielu historyków, ale
dla zwolenników postm odernistycznej (narratywistycznej) historii prawda o przeszłości zależy od epistemologicznej wartości metafor wyrażających relację po­
między źródłem a konkretną przeszłą rzeczywistością.
Takie metafory jak „dostęp”, „kontakt”, dotyk” „odbi­
cie” itp., zastosowane w odniesieniu do przeszłości
mają wskazać to przede wszystkim, że źródło jako świa­
dectwo przeszłości jest zawsze świadectwem już zinter­
pretowanym. N arracja historyczna zatem opowiada
o wcześniejszej opowieści.4
Antropologia postmodernistyczna jest także świa­
doma konieczności zmiany w myśleniu o prawdzie
o poznawanym świecie i źródle tegoż poznania. Wpływ
hermeneutyki utrwalił w antropologii przekonanie
o dialogowości wiedzy, co już musiało zmienić stosu­
nek do źródła wiedzy i przydać źródłu inny od dotych­
czasowego status. Postmodernistyczna refleksja skon­
centrowana wokół problemów narracji ukazała niemal
to samo, co nowy model historii odkrył przed history­
kami - narracja antropologiczna jest zawsze przetwo­
rzeniem czyjegoś przedstawienia świata. Wiedzę an­
tropologiczną winniśmy traktować więc jako znarratywizowaną interpretację faktów i doświadczeń bada­
59

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

nych i badaczy. Nie ma zatem innego „prawdziwego”
źródła niż narracja.
Zainteresowanie antropologii pamięcią staje się
w tym kontekście czymś, co nie może budzić zdziwienia.

W antropologii współczesnej, dostrzegającej i do­
ceniającej znaczenie pamięci w poznaniu, wiadomo, że
pamięć jest selektywna, wybiórcza, obciążona warto­
ściowaniem, przysłonięta rozmaitymi normatywnymi
schematami. Śledząc antropologii stosunek do pamię­
ci można by sądzić, że antropologia dawnego paradyg­
m atu chętniej rekonstruowała, badała pamięć zbioro­
wą. Zainteresowana bowiem była budowaniem i wyja­
śnianiem całościowego obrazu kultury, będącego wy­
padkową doświadczeń (a więc i pamięci) badanych.
Badacz zostawiał sobie rolę konstruktora tej pamięci.
Antropologię nowego paradygmatu, nobilitującej su­
biektywizm w poznaniu, zajmuje przede wszystkim pa­
m ięć indywidualna jako świadectwo „inności” pod­
miotu, mimo jego kulturowego ukształtowania i zanu­
rzenia w konkretnej rzeczywistości kulturowej. Pamięć
indywidualna jest tu swoistym świadectwem jednost­
kowego bycia w świecie i rozumienia tegoż świata.
Jednakże zaznaczyć trzeba, że powyższe rozróżnie­
nie jest dość powierzchowne. Świadomość złożonej
gry doświadczenia i pamięci badanego i badacza obec­

Pamięć nabywa epistemologicznej wartości. Jest - po­
dobnie jak historia - dokumentem rzeczywistej prze­
szłości („realnej” przeszłości), a zarazem wiedzą o prze­
szłości. Jest narracją, która wyraża jakąś prawdę i w tym
sensie wydaje się jedynym tej prawdy nośnikiem i gwa­
rantem. Pamięć staje się przez to nieodzownym źródłem
(ale źródłem rozumianym na nowy sposób), bez które­
go poznanie nie mogłoby się dokonać, choć oznacza
ono inne procedury i inne cele niż te, z którymi łączyła
poznanie antropologia starego paradygmatu.

Pamięć jako przedmiot wiedzy.
Przyjrzyjmy się teraz pamięci, stawiając inne od po­
przedniego pytanie. Zapytajmy więc nie o to, czy pa­
mięć może być źródłem wiedzy antropologicznej (a je ­
śli tak, to jak je traktować i jaką przypisać mu war­
tość), ale o to, jak traktować pamięć, gdy uczynimy
z niej przedmiot wiedzy. W poszukiwaniu odpowiedzi
trzeba być świadomym innego jeszcze podziału pamię­
ci, istotnego przy jej przedmiotowym ujęciu. Myślę tu
oczywiście o funkcjonującym od dawna w naukach
humanistycznych rozróżnieniu na pamięć indywidual­
ną i pamięć zbiorową. Rozróżnienie to jest ważne dla­
tego, że w innym jeszcze świetle i w innej niejako ska­
li stawia kategorie doświadczenia i rzeczywistości.
Dzięki temu łatwiej przychodzi sprecyzować obszary,
które badanie pamięci musi objąć. A zatem mamy tu
do czynienia ze znanymi już sposobami rozumienia pa­
mięci, ale innymi zależnościami: 1. Pamięć przywołuje
rzeczywistość przeszłości - doświadczenie przełożone
jest na wspomnienie; 2. Pamięć jest wiedzą o przeszło­
ści, a to oznacza, że kształtuje świadomość historycz­
ną. Każdy z tych sposobów interpretacji pamięci poka­
zuje inne wymiary pamięci. Pamięć-wspomnienie, re­
konstruu jąca doświadczenie przeszłości, pozwala
przede wszystkim badać pamięć w jej indywidualnym,
jednostkowym wymiarze, którego poznanie pozwoli
skupić się na rekonstrukcji m entalności „podmiotu
pam iętającego”, a więc na poznaniu czyjegoś świata.

ne były w naszej dyscyplinie wcześniej. Ich znaczenie
w poznaniu nie zostało odkryte przez nowy model an­
tropologii. Można by powiedzieć, że gdzieś na margi­
nesie, na poboczu antropologii uprawianej pod dyk­
tanda kolejnych, dominujących teorii kultury i towa­
rzyszących im metodologii, obecny był namysł nad de­
likatną kwestią zrozumienia inności kulturowych
światów badanych przez antropologa i przetłumacze­
nia obcego świata na kategorie świata własnego. N a­
mysł ten obecny był częściej w nurcie osobistej reflek­
sji, wplatanej w narracje „oficjalne”, niemniej jednak
widać go wyraźnie w pracach E.E. Evans-Pritcharda,
M. Leirisa (szczególnie w L'Afrique fa n tom e), M.
Griaule’a, później u N. Barleya, a najwcześniej w pa­
m iętnikach B. Malinowskiego. Zanim więc antropo­
logia przyjęła i przekształciła na swój własny użytek
hermeneutyczną koncepcję Innego, pytanie, czy in ­
ność, osobność nie stanowi ostatecznie najistotniej­
szego problemu, jakiem u procedury poznania muszą

Badanie świadomości historycznej jako wytworu wie­
dzy o przeszłości nadaje pamięci-wiedzy o przeszłości
ponadindywidualny wymiar i kieruje badacza ku re­
konstrukcji wiedzy zbiorowej, a w miejsce mentalności

sprostać, pojawiało się wielokrotnie i na różne sposo­
by już wcześniej.
N iechęć antropologii współczesnej do wyraźnego
oddzielania pamięci zbiorowej i pamięci indywidualnej
bierze się pewnie i stąd, że staje się owo oddzielenie kło­
potliwe, gdy chcąc rozstrzygać zasadniczą właściwie dla
antropologii kwestię rozumienia inności badanego
świata, a w szczególności Innego, który ze świata tego
pochodzi i doń przynależy. Kłopot ten wynika z faktu

stawia ideologie i światopoglądy, a nie „prywatne” ob­
razy świata. Historycy i socjologowie najczęściej roz­
dzielają te dwa typy pamięci. Wspomnienie i świado­
mość historyczna stanowią dla nich odrębne katego­
rie, choć w nurcie tzw. Nowej Historii czy mikrohistorii uznaje się, że badanie pamięci indywidualnej i zbio­
rowej zarazem jest niezbędne dla rzetelnej analizy pro­
wadzącej do zrozumienia przeszłości.5

specyficznej zmiany tożsamości Innego. O ile - jak
wcześniej to zaznaczyłam, wspominając paradygmatyczne różnice w antropologii - kiedyś Inny był raczej pod­
miotem rekonstruowanym przez badacza z treści wydo­
bywanych ze zbiorowej pamięci uczestników kultury, ja ­
ką antropolog poznawał, o tyle dzisiaj procedury pozna­
nia antropologicznego pozwalają Innemu jako współ­
twórcy wiedzy i współtwórcy dialogu „pokazać” samego
60

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

siebie poprzez swoistą autointerpretację własnego do­
świadczenia i utrwalającej je własnej pamięci. Pojawia
się tym samym jeden z największych dylematów współ­
czesnej antropologii: badany Inny jest tworem samego
siebie, ale jest zarazem wizerunkiem tworzonym przez
badacza, a co najważniejsze - także realnym bytem, bo­
wiem antropologia nie zrezygnowała przecież z empi­
rycznego wymiaru poznania. Z metodologicznego punk­
tu widzenia na ów dylemat patrząc, trzeba by zapytać
o to, czy potrafimy dokonać takiego zabiegu, dzięki któ­
remu w procesie poznania udałoby się uchwycić wszyst­
kie te trzy wymiary. Wydaje się, że kategorie doświad­
czenia i pamięci mogą być szczególnie przydatne, ale nie
przesądzają one o ewentualnych metodologicznych roz­
wiązaniach. Tych wciąż jeszcze antropologia poszukuje.
Metodologiczne problemy komplikują się bardziej,
jeśli uświadomimy sobie, że pamięć (gdy nadal rozu­
m ieć ja będziemy jako przedmiot wiedzy) najściślej
związana jest z tożsamością podmiotu. Spośród rozma­
itych koncepcji roli pamięci w poznaniu, a szczególnie
w poznaniu tożsamości osoby, tożsamości Ja (piszą

Jednakże pamięć - niezależnie od tego, czy ujmie­
my ją jako siłę ograniczającą czy integrującą - nie wy­
starcza do rekonstrukcji i gwarancji naszej tożsamości.
Skarga przywołuje z kolei rozważania H. Bergsona,
który uznaje, iż czas buduje i wzbogaca. A więc egzy­
stujące w czasie Ja jest tym bogatsze, im więcej dozna­
ło, ale też i tym bogatsze, gdy wspomnienia o swoich
doznaniach Ja „umie przywołać, gdy potrafi je uczynić
żywymi i wykorzystać w procesie nieustannej samokreacji” (Skarga 1995: 6). W owym procesie samokreacji
pamięć żywo więc uczestniczy. To właśnie antropolog
musi zawsze brać pod uwagę. Jeśli bogactwo Ja zależy
od tego, czy w procesie sam okreacji potrafimy czy nie
potrafimy uczynić naszą przeszłość żywą, to pamięć
właśnie staje się jedną z najbardziej istotnych katego­
rii w poznaniu siebie. Proces budowania sobości bez
pamięci gwarantującej przetrwanie wszelkiemu nasze­
mu doświadczeniu jest nie do pomyślenia.
Przypomina Skarga także stanowisko M. Heidegge­
ra, który tożsamość Ja uznaje za wciąż tworzącą się. N a­
sze istnienie zanurzone jest w czasie. Zależy od przeszło­
ści, teraźniejszości, która już jest przeszłością (bowiem
to, co jest w momencie, gdy to sobie uświadamiam - już
minęło) oraz przyszłości. Spośród tych trzech, przyszłość
najbardziej odsłania czasowość egzystencji, wyznacza
bycie ku czemuś, ale też i nadaje sens przeszłości, która
z kolei będąc przyszłości źródłem sprawia, że egzystencja
Ja jest nieustannym oczekiwaniem tego, co dopiero bę­
dzie; oczekiwaniem „ukształtowanym” niejako przez to,
co już się zdarzyło. „Jestestwo, egzystując, nie może ni­
gdy ustalić siebie jako obecnego faktu, który wraz
z upływem czasu powstaje i ginie i który częściowo jest
już przeszły... Pierwotny egzystencjalny sens faktyczno-

o tym ciekawie m.in. F. Ankersmit, H. Kellner) nie­
zwykle interesujące dla antropologa są, w moim prze­
konaniu, rozważania B. Skargi.6 Punktem wyjścia czyni
Skarga założenie, iż pamięć jest tym obszarem „gdzie
najczęściej szuka się najpewniejszej gwarancji sobości”
(Skarga 1995:4). A le też - powołując się na R. Ingar­
dena (tj. esej o czasie zamieszczony w Książeczce o czło­
wieku) - zastrzega, że kruchość pamięci i jej skompliko­
wany przebieg czyni z niej gwarancję sobości, o której
wiedzę niezmiernie trudno zdobyć. Pełnej wiedzy
0 tym, co było, co się nam zdarzyło, cośmy myśleli
1 czuli - nie posiadamy. „Nie rozporządzamy też takimi
metodami wiedzy o sobie, które by gwarantowały wie­
dzy tej adekwatność. Pamięć na pewno takiej adekwat­
ności nie daje” (Skarga 1995:5). Ingarden twierdzi, że
tworzenie się tożsamości potrzebuje pamięci, bowiem
jest ona (pamięć) budulcem sobości o tyle, o ile jest też
świadectwem, utrwaleniem doświadczenia. Proponuje
więc podejście niezmiernie bliskie antropologom. Pa­
m ięć jest dla nas źródłem wiedzy o nas samych, ale
w tym sensie przede wszystkim, że kumuluje ona
i utrwala nasze bycie, doświadczenie. Ingarden wiąże
tu problem sobości i pamięci z dwiema koncepcjami
czasu. Według pierwszej Ja istnieje jakby „obok” czasu.

ści tkwi w byłości” (Heidegger 1994: 460). W takim ra­
zie przeszłość stanowi fundament tożsamości; przeszłość
to Ja. Czym jest zatem pamięć opisująca przeszłość? H e­
idegger przydaje pamięci dynamikę podobną do tej, ja ­
ka rządzi czasem. Pamięć, a właściwie pamiętanie, zapo­
minanie i przypominanie to nieustanna gra. Pamięć jest
sposobem bycia, ponieważ wiąże to, co było, z teraźniej­
szością i przyszłością. Współtworzy, a pewnie nawet
wręcz tworzy tożsamość Ja, ponieważ łącząc przeszłość
z przyszłością pozwala Ja wciąż na nowo określać siebie,
rozumieć swoje pojmowanie przeszłych i przyszłych wy­
darzeń. Stając się wciąż kimś innym, Ja interpretuje
swoją własną przeszłość, ustala swą tożsamość, która
niemal za chwilę stanie się inną, gdy pamięć i niepa­
mięć utworzą inną konfigurację. Bez wiedzy o tym
współczesna antropologia nie mogłaby realizować swo­

„Czas spływa po mnie, pozostawia mnie nienaruszo­
nym” (Ingarden 1995:47). Pamięć przypomina to, co
było, ale nie to tworzy mojej tożsamości. Pozostajemy
tu w tradycji scholastyków: Ja to byt substancjalny. Pa­
mięć działa jakby wbrew pamiętającemu. „Gdyby cała
przeszłość znikła (...) byłbym wolny pod wieloma
względami (Ingarden 1995: 56), a więc jest siłą ograni­
czającą, zmusza i zobowiązuje do czegoś. Według dru­
giej - Ja jest wplecione w nurt czasu i istnieje zawsze
„pomiędzy” tj. pomiędzy przeszłością a przyszłością. Pa­
mięć pełni teraz funkcję integracyjną, bo wiąże ze sobą
te dwa pola, integrując istnienie.

ich celów poznawczych.

Pamięć jako narzędzie.
Motyw budowania sobości w nieustannej, nieprze­
rwanej pracy pamięci odkryć można u P. Ricoeura.
Ale Ricoeur kładzie nacisk na coś innego. Utrw alają­
61

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

język. Poziom reguł sensu to poziom, w którym możli­
we staje się uporządkowanie narracji. W tej warstwie
dokonuje się swoisty zabieg na tkance wytworzonej
przez dwie poprzednie. Porządkowanie treści wyrażo­
nych w języku wymaga takiej ich interpretacji, która
pam iętającem u podmiotowi pozwala szukać sensu rzą­
dzącego narracją pamięci. Na tym poziomie właściwie
dokonuje się więc jakaś faza interpretacji. Wymaga to
pewnego dystansu wobec własnej pamięci; dystansu,
który zrodzić się może jedynie z analizy własnych do­
świadczeń, em ocji, przeżyć, działań. Taka analiza po­
zwala podmiotowi uzasadnić swoją przeszłość, zrozu­
m ieć przyczyny i motywy swoich myśli i działań, uwi­
kłanie w zależności zewnętrzne, w siły działające nań
ze strony otaczającego go świata. Odkrycie reguł sen­
su oznacza więc zarazem pozyskanie świadomości te­
go, co tworzy naszą tożsamość, oraz tego, jak tę tożsa­
mość „wyraża” narracja pamięci. O statnia warstwa,
warstwa epistemy, wspomaga i pogłębia poprzednią.
W tej fazie oglądu pamięci narzędziem interpretacji
staje się zbiór (a nie zawsze jest to system) idei i war­
tości, zawsze obecny, choć zmienny w czasie. Ta
zmienność jest szczególnie ważna, bowiem to ona
w największym pewnie stopniu decyduje o dynamice
pamięci, a przede wszystkim o dynamice interpretacji
narracji pamięci. B. Skarga dostrzega zatem dobrze
znane każdemu antropologowi zjawisko, gdy mówi, że
filtr epistemy może zniekształcać pamięć, zmieniać jej

ca przeszłe doświadczenie pamięć jest „odpowiedzial­
na” za opis tegoż doświadczenia. Rozpatrywać i badać
pamięć to badać narracje o przeszłości. Pamiętając,
każdy z nas staje się autorem tej narracji, co sprawia,
że będąc narratorem i bohaterem naszej przeszłości, to
my nadajemy jej sensy.
Wydaje się jednak, że nie możemy poprzestać na
stwierdzeniu, że narracja, jaką jest pamięć, opisuje
i tłumaczy naszą przeszłość, nas samych, ponieważ od­
krywa sensy, jakie im nadajemy. Skądinąd wiadomo
przecież, że dotarcie do sensów i znaczeń niesionych
przez narrację wymaga analizy tej narracji. Aby zaś
analiza ta była możliwa, musimy - zanim sensy owe
dadzą się uchwycić - poświęcić uwagę strukturze nar­
racji. Pamięć, nieustannie konstruując znaczenie te ­
go, co było, jest zależna od wartości, tradycji, przeko­
nań moralnych, wyobrażeń i wielu innych elementów
współtworzących sens zapamiętanego. Jednakże ów
sens pojmiemy wtedy, gdy wyodrębnimy i zbadamy
najpierw warstwy narracji, to znaczy gdy dostrzeżemy
„części składowe” czy inaczej: strukturę narracji. W y­
różnienie i zbadanie ich pokaże - jak zakłada to Hyden W h ite - wszechobecność narracji, która będąc
„naturalną”7 formą przedstawienia rzeczywistych zda­
rzeń „wynika z pragnienia, by zdarzenia te prezento­
wały spójność, integralność, pełnię i kom pletność ob­
razu życia, który może być tylko wyobrażeniowy
(W hite 2000: 169).
W szechobecność narracji uzasadnia z kolei pytanie
0 to, czy narracja ma jakąś stałą strukturę. Jeśli zaś pa­
mięć traktować będziemy jako narrację, to tym samym
zapytać należy, czy pamięć posiada taką strukturę; czy
możemy zasadnie mówić o warstwach pamięci. Odpo­

sensy i przyjęte sposoby narracji. Gdy „patrzę na to, co
było, pragnę nie tylko zrozumieć, dlaczego tak, a nie
inaczej postąpiłem, pragnę także się usprawiedliwić.
Przypominam sobie własne błędy, niefortunne, a n a­
wet zbrodnicze wybory. Mogę się potępić, bo dziś my­
ślę już inaczej. Pragnę jednak zmniejszyć winę, tłum a­
czę się, tworzę mit siebie i przeszłości, jakąś historię
fikcyjną” (Skarga 1995:18).
Mitotwórcza siła tej warstwy (choć wkraczamy tu

wiedź na te pytania będzie łatwiejsza, gdy przyjmiemy
założenie, że struktura pamięci odpowiada strukturze
tekstu. Taka analogia jest uzasadniona, skoro tylko pa­
mięć zgodziliśmy się traktować jako narrację. Struktu­
ralne podobieństwo pamięci i tekstu widać - wracam
tu znów do rozważań B. Skargi8 - wyraźnie, bowiem
w obu przypadkach mamy do czynienia z czterema
ważnymi elementami: treściami (Skarga nazywa je
„problemami”), językiem, regułami sensu i epistemą.
Te elementy to warstwy pamięci/tekstu, których ana­
liza pozwoli na odkrycie i zrozumienie ukrytych sen­
sów niesionych przez pamięć lub tekst.
Pierwsza warstwa to warstwa wszelkich treści prze­
chowywanych w pamięci. Wszelkich - a więc ważnych
1 nieważnych, ujawnianych i najintymniejszych, skry­
wanych. Zbiór tych treści jest nieuporządkowany, dy­
namiczny, podlega nieustannej interpretacji i reinterpretacji. Druga warstwa - język - w największym stop­
niu uwidacznia narracyjny charakter pamięci. Język

na grunt psychologii i problem przestaje być jedynie za­
gadnieniem ontologicznym) jest bezsprzeczna. Pamięć
może stać się obszarem przekłamań, zafałszowań, może
także, uczestnicząc w kreacji Ja, fundować fałszywą toż­
samość. W tym kontekście tym bardziej warto czytać na
nowo zapomnianiego dziś M arcela Griaule’a, który
z właściwą sobie przesadą opowiadał się za manipulacją
rozmówcami-tubylcami w celu wydobycia z nich infor­
macji, których nie zamierzają wyjawić.9 Jak słusznie od­
notowuje to J. Clifford, Griaule zakładał, że „każdy in­
formator wyraża odmienny rodzaj prawdy i etnograf
musi stale zdawać sobie sprawę z jego ograniczeń, siły
i słabości” (Clifford 2 0 00:84). Ten odmienny rodzaj
prawdy zależy, zdaniem Griaule’a, po prostu od uczci­
wości, szczerości i pamięci informatora. „Każdy infor­
mator, nawet ten najszczerszy, doświadcza instynktow­
nej potrzeby ukrywania szczególnie delikatnych kwestii.
Z chęcią korzysta z najdrobniejszej okazji ucieczki od te­
matu i przeskoczenia na inny” (Griaule 1957:58, za
Cliffordem). Badania kłamią, ale te kłamstwa nie są je ­

także decyduje o samej narracji. C hoć jest niejedno­
znaczny, odsłania jednak prawdę mówiącego. Retory­
ka, konstrukcja, em ocjonalność językowej wypowiedzi
przedstawia, interp retuje i utrwala przekaz. Pa­
mięć/tekst, zamknięte w języku odsłaniają się poprzez
62

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

dynie kwestią złej woli (choć oczywiście być mogą).
Część kłamstw to nie nasza wina - to pamięć kłamie.
Wyróżnienie tych czterech warstw narracji bez
wątpienia przyczynić się może do uporządkowania
i pogłębienia analizy pamięci/tekstu. Trzeba jednak
podkreślić, że jeśli analizę tę miałby przeprowadzić
antropolog, to powinien on być świadom tego, w ja ­
kim stopniu każda z tych warstw jest także ukształto­
wana kulturowo. Treści, jak i język (o czym przekony­
wał m.in. B. L. W horf) naszej pamięci zależą także od
kulturowej tożsamości, a reguły sensu i epistema wy­
magają m etarefleksji i znajomości własnej kultury.
Można by zastanawiać się (i tu pomocne okazać się
mogą badania np. M argaret M ead), czy i w jakim
stopniu kultura „przygotowuje” nas do zdobywania
samowiedzy; na ile proces socjalizacji uposaża nas

upostaciowiony, ograniczony do tylko tych rysów oso­
bowych, które wiążą się bezpośrednio czy pośrednio
z użytkowaniem języka”; i dalej: „... ja przedstawione
w tekście może być wyposażone we wszelkie cechy
osobowościowe, lecz pozostaje zawsze ja wymagającym
weryfikacji, zmediatyzowanym i unieruchomionym
przez język, krótko mówiąc - ja uprzedmiotowionym”
(Okopień-Sławińska 2001: 119). Tę prawidłowość an­
tropologia zna od dawna. Wszelkie antropologiczne
narracje - tak jak zwykło się je widzieć w ramach an­
tropologii nowego paradygmatu - nieuchronnie to
uprzedmiotowienie przedstawionego w tekście Ja po­
wodują. Najważniejsze zatem wydaje się to, że każda
wypowiedź, każda narracja, każdy tekst, z jakim mamy
do czynienia w antropologii, stawia nas wobec zjawi­
ska, które literaturoznawca nazywa paradoksem twór­
cy. „Paradoks ten polega na tym, że z jednej strony
wszystko, co jest w dziele (wypowiedzi, tekście, narra­
cji - K. K .) powołane zostało do istnienia przez in ten ­
cję i działanie autora (...) on odpowiada za sens każde­
go słowa, każde zdanie może przedstawić jako swoje
zdanie (...) - z drugiej jednak strony z żadnym swoim
słownym wcieleniem nie może być w pełni utożsamio­
ny (...) i zawsze pozostaje na zewnątrz treści swej mo­
wy i swego dzieła” (Okopień-Sławińska 2 0 0 1 :1 2 1 ).

w zdolność do autorefleksji. C ho ć prawda pamięci
jest zawsze subiektywna, ciekawym i ważnym dla an­
tropologa pytaniem jest pytanie o to, czy podmiot jest
zdolny do rozpoznania owej subiektywności i czy roz­
poznanie to uzależnione jest od kulturowego zdeter­
m inowania tej zdolności. A zatem interesujące było­
by tu to, w jakim sensie m oja sobość zależy też od m o­
jego kulturowego wyposażenia.
Uznanie narracyjności pamięci i rozważanie roli
pamięci z zastosowaniem metafory tekstu pomocne
jest również antropologii w rozważaniach nad inną
jeszcze, a bardzo ważną funkcją pamięci. Skoro tekst,
przez który pamięć się przebija i poprzez który pamięć
się wyraża, ujawnia, prezentuje, kreuje jakieś Ja, to
zwrócić trzeba koniecznie uwagę na konsekwencje,
o których dotychczas jedynie wspomniałam. Chodzi
m i teraz o to, że pamięć uruchamia podmiotowy pier­

A dzieje się tak też i dlatego, że opowiadający kontro­
luje swą narrację. W antropologii kontrola tej narracji
jest podwójna, ponieważ mamy dwóch opowiadają­
cych w postaciach badanego i badacza - dwie narracje
i dwie kontrole. Uprzedmiotowienie przedstawionego
w tekście Ja, leżące u podstaw wspomnianego para­
doksu twórcy, zmienia w sposób zasadniczy antropolo­
giczną narrację. Podmiot budujący narrację przeista­
cza się w bohatera narracji. Odnosząc to do pamięci
„odpowiedzialnej” za antropologiczne narracje, można
powiedzieć, że stosunek pam iętającego do pamięci poprzez tę kontrolę właśnie - poprzez swoistą władzę
nad pamięcią/tekstem, przypomina stosunek autora
do tekstu jego autorstwa. W ładza pamiętającego nad
pamięcią uzasadnia i tłumaczy nie tylko to, co J. Clif­
ford dostrzegał w naturze etnograficznych narracji,
gdy pisał o etnograficznej autokreacji.11 Jeśli bowiem
antropologiczne teksty uznamy za narracje pamięci, to
problemu fikcji, który interesuje Clifforda, nie można
rozpatrywać jedynie w kategoriach kreacji literackiej
współobecnej czy współuczestniczącej w dyskursie n a­
ukowym. Trzeba raczej iść tropem owego paradoksu
twórcy i wychwycić wszystkie uwikłania i konsekwen­
cje zmiany Ja podmiotowego w Ja przedmiotowe.
Trop ten nie jest łatwy, bowiem wcale nie rozwią­
zuje, ale stawia w bardziej jaskrawym świetle te kwe­
stie, które w antropologii nowego paradygmatu,
a szczególnie antropologii postmodernistycznej spra­
wiają metodologom najwięcej kłopotu. O dwu kwe­
stiach (choć jest ich znacznie więcej) chciałabym tu
przede wszystkim wspomnieć. Po pierwsze - przywoła­
ny przeze mnie już wcześniej problem dystansu. Para­

wiastek w sposób podobny do tego, który ma miejsce
w akcie twórczości. Realizuje się semantycznie nie
przez to, co jednostka o sobie wprost mówi, ale przez
sam sposób, w jaki się wypowiada i komunikuje z in­
nymi. Na ten problem, w moim przekonaniu niezmier­
nie ważny, zwraca uwagę m.in. Aleksandra Okopień-Sław ińska.10 Powołując się na poglądy Benveniste’a,
Ricoeura i Meada, powiada ona: „Właśnie ten sposób
- przez który rozumiem zarówno organizację wypowie­
dzi, jak jej nastawienie komunikacyjne - jest źródłem
implikowanych znaczeń składających się na wyobraże­
nie podmiotowego Ja, tj. reprezentację twórcy w jego
dziele” (Okopień-Sławińska 2 0 0 1 :1 1 9 ).
D la antropologa niezmiernie ważne jest owo wy­
obrażenie podmiotowego Ja; pamięć tworzy reprezen­
tację narratora zawartą, w jego wypowiedzi. Przyjąwszy to, możemy założyć, że w relacji badanego stykamy
się z przedstawieniem, reprezentacją, którą jego narra­
cja (pamięć/tekst) niesie. Charakteryzując bliżej ów
zabieg, Okopień-Sławińska zastrzega: „Podmiotowego
ja nie przedstawia żadne sformułowane wprost znacze­
nie tekstu, natom iast wszystkie składniki tekstu jakoś
się doń odnoszą i jego wizerunek współtworzą. Za­
strzec trzeba jednak, że zawsze jest to wizerunek nie63

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

doks twórcy, paradoks „twórcy pam ięci” nie daje się
zrozumieć bez namysłu nad tym, co rzeczywiście dy­
stans ów w badaniu narracji antropologicznych znaczy.
Namysł ten jest tym bardziej konieczny, że w moim
przekonaniu nie możemy w antropologii zadowolić się
stwierdzeniem, iż dystans zmienia stosunek do przed­
miotu antropologicznego poznania i zmienia nasz (an­
tropologów) stosunek do badanej rzeczywistości. S ta ­
nowisko poprzestające na tym nie wystarcza i nie wy­

nowy sposób potraktowania przedmiotów antropolo­
gicznej wiedzy (np. przeszła rzeczywistość, tożsamość,
sobość i kulturowe jej gwarancje) oraz na poświęcenie
uwagi problemom i kategoriom metodologicznym,

jaśnia problemów epistemologicznych współczesnej
antropologii. A nie wyjaśnia dlatego, że nie pozwala
na zmierzenie się w jakiś nowy sposób (zgodny z przy­
jętymi przez tę antropologię kategoriami i oczekiwa­
niami) z, moim zdaniem, fundamentalnym proble­
mem postmodernistycznej antropologii, jakim jest empiryzm, którego antropologia ta się nie wyrzekła.

nakazuje wręcz podjęcie nowej dyskusji o problemie
prawdy, obiektywności, statusu rzeczywistości itp.
Ukazanie znaczenia pam ięci w poznaniu stwarza z ko­
lei konieczność sprawdzenia, jakie szanse daje antro­
pologii przejęcie nowego języka (R. Rorty powiedział­
by: nowego słownika), w którym dyskurs o narracji pa­
m ięci mógłby być sensownie prowadzony. Przy bada­
niu pamięci właśnie, która z oczywistych względów
sankcjonuje dystans wobec rzeczywistości, szczególnie
przydatne stają się np. takie pojęcia owego nowego ję ­
zyka metodologicznych rozważań antropologii, jak po­
jęcie przedstawienia, pojęcie reprezentacji. Już sam
ten język otwiera przed naszą dyscypliną horyzonty
postmodernistycznych interpretacji. D ość wspomnieć
reguły czytania i odkrywania sensów tekstów; koncep­
cję struktur dyspatywnych, za pomocą których, zda­
niem Ilyi Prigogine’a, porządkujemy rzeczywistość,
rozpraszając obiektywność tej rzeczywistości, czy też
Derridiańskie pojęcie inwencji, która - moim zdaniem
- podobnie jak pamięć odkrywa, odsłania prawdę tek­
stu. Również problemy metaforyczności narracji pa­
m ięci czy fikcji (swoiście ujawniającej swoją rolę
w kontekście paradoksu twórcy, o którym wcześniej
była mowa) pokazują, jak ważnym odkryciem stało się
odkrycie pamięci i jak ogromny metodologiczny wysi­
łek muszą w ślad za tym podjąć antropologowie. O d­
krycie pamięci stwarzające antropologii nowe per­
spektywy uznaję za jedno z największych dokonań

które, obecne we współczesnej antropologii, m ają wy­
tyczać nowe ścieżki postępowania, nowe analizy i pro­
cedury poznawcze, zgodne z wymogami nowego para­
dygmatu.
Zwrócenie się antropologii ku problemowi pamięci

O bok problemu dystansu jako drugi pojawia się
więc problem poznania empirycznej rzeczywistości.
Najbardziej zatem palącym pytaniem i zarazem n a j­
trudniejszym jest pytanie, jak utrzymać empiryczny
charakter poznania i pogodzić je z poznaniem, które
ustanawia i zawierza metapoziomowi, gromadzącemu
narzędzia poznania innej natury. W rezultacie, w mo­
im przekonaniu, udając postmodernistów i tęskniąc za
możliwością spełnienia epistemologicznych wymogów
antropologii tego rodzaju, nie jesteśmy w stanie roz­
stać się z empiryczną wiedzą, chęć posiadania której
każdy antropolog nosi nadal - choć ukrytą - w sobie.
Czy zatem zgoda na postmodernistyczne idee nie jest
w przypadku antropologów zgodą na konwencję, któ­
rą przyjmujemy ze świadomością (pogłębioną coraz
większą wiedzą metodologiczną), konsekw encji tej
zgody. Jeśli tak, to realizujemy w dzisiejszej antropolo­
gii postulat K. Szaniawskiego, który o nauce współ­
czesnej myślał jako o nauce nieodrzucającej ideału po­
znania prawdy, ale przy pełnej świadomości uczonych,
iż ideał ten wyznacza cele, do których nauka dąży,
a nie oznacza rzeczywistej zdolności nauki przyjmują­
cej nowy swój paradygmat.12 Podejmujemy zatem
w naszej dyscyplinie, na różne sposoby, wysiłek pogo­
dzenia elementów starego paradygmatu z nowym, nie
zawsze czyniąc to w pełni świadomie.
N a pewno w rozważaniach nad tymi dylematami
pomóc może właśnie refleksja nad pamięcią. Propono­
wane tu trzy sposoby traktowania pamięci ukazują, jak
złożony jest to problem. Każde z wymienionych przeze
mnie podejść zakłada inny sposób rozumienia pamięci
i wymaga rozwiązań innych kwestii metodologicznych,
a także pokazuje, gdzie szukać wsparcia przy ich roz­
wiązywaniu. Zakresy obszarów znaczeń nie są rozłącz­
ne; wyodrębniłam je po to, by pokazać, jak wielo­
znaczna i trudna w badaniu jest pamięć.

współczesnej antropologii.

Literatura
D om ańska E. (red.) O jed en św iat za d a le k o ?, Poznań 1997
D om ańska E. (red.), Pam ięć, etyka i historia, Poznań 2002
Topolski J., J a k się pisze i rozum ie historię. Tajem nice narracji histo­
rycznej, Warszawa 1996
Skarga B., T ożsam ość J a i pam ięć, Znak 1995, nr. 4 8 0 (5), s. 4-1 9
W h ite H ., P oetyka pisarstw a historycznego, Kraków 2 0 0 0
B arth es R ., W stęp d o analizy strukturalnej opow iadań , /w:/ M . G ło ­
wiński, H. M arkiew icz (red.) Studia z teorii literatury. A rchiw u m p rze­
k ład ów „Pam iętnika L itera ckieg o ”, t. I, W rocław 1971
Skarga B., G ran ice historyczności, Warszawa 1989

Jednakże niezależnie od tego, czy traktow ać b ę­
dziemy ją chcieli w antropologii jako źródło, przed­
miot czy narzędzie, okazuje się, że narracyjność pamię­
ci jest najważniejszą, konstytutywną cechą pamięci.
Uznanie narracyjnego charakteru pamięci pozwala na

Clifford J., K łopoty z kulturą, Warszawa 2 0 0 0
Okopień-Sławińska A ., Semantyka wypowiedzi poetyckiej, Kraków 2001
Szaniawski K., O nauce, rozum ow aniu i w artościach, Warszawa 1994
Ingarden R ., K sią ż ecz k a o człow ieku, Kraków 1972
H eidegger M ., B ycie i czas, Warszawa 1994

64

�Katarzyna Kaniowska ♦ ANTROPOLOGIA I PROBLEM PAMIĘCI

Przypisy
1

6

W śród polskich publikacji w spomnieć tu trzeba m .in. „Kulturę
i Społeczeństw o”, t. XLV, nr. 3 -4 (2 0 0 1 ), zdający sprawę z zakre­

2

3

4

7

O dw ołuję się tu do rozważań H. W h ite ’a Z naczenie narracyjno-

su i sposobu zainteresow ania pam ięcią w gronie socjologów ; pu­

ści dla przedstaw iania rzeczyw istości (H. W h ite , Poetyka pisarstw a

blikacje poznańskich historyków, zapoczątkow ane przez o stat­

historycznego, Kraków 2 0 0 0 , s. 1 3 5 -1 7 1 .), które zaczyna W h ite

nie prace Jerzego Topolskiego, kontynuow ane przez m .in. E.

od znanego stwierdzenia, iż „odruch opowiadania jest tak n a tu ­

D om ańską, W. W rzoska i innych. O zainteresow aniach filozo­

ralny, a form a n arracyjna tak dalece n ieu n ikn ion a w przypadku

fów inform uje m .in. „Znak” (1 9 9 5 , nr. 480/5) i prace B. Skargi.

jakiegokolw iek opisu wydarzeń zgodnego z ich rzeczywistym

W yróżnienia rodzajów pam ięci dokonał w dziewięćdziesiątych

przebiegiem, że narracyjność m ogłaby wydać się problem atycz­

la ta ch X IX w. W illiam Jam es, ch o ć aż do połowy X X w. wielu

n a tylko w kulturze, w której byłaby n ieo becna, lub też - jak ma

psychologów nie widziało takiej potrzeby. W ciągu następnych

to m iejsce w pew nych dziedzinach współczesnej kultury umy­

dziesięcioleci pojawiło się bardzo wiele kon cep cji podziału pa­

słowej i artystycznej Zachodu - z której została programowo wy­

m ięci.

rugowana. Traktow ane jako globalne kulturowe fakty, n arracja

Część ty ch dyskusji dostępna je st polskiem u czytelnikow i dzię­

i n arracyjnośc należą nie tyle do sfery problemów, ile po prostu

ki publikowanym przez E. D om ańską przekładom i m ateriałom

danych” (s. 1 35). I przytacza zdanie R . Barth esa: „[opow iada­

z kon feren cji. Patrz np. E. D om ańska (red.) O jed en św iat za d a ­

nie] je st m iędzynarodowe, ponadczasowe, ogólnokulturalne,

le k o ?, Poznań 19 9 7 ; oraz E. D om ańska (red.), Pam ięć, etyka i hi­

jest w szechobecne ja k życie”; R . Barth es, W stęp do analizy

storia, Poznań 2 0 0 2

strukturalnej opowiadań, /w:/ M . G łow iński, H. M arkiewicz

N a pytanie, ja k poradzić sobie z problem am i n arracji historycz­

(red.) Studia z teorii literatury. A rchiw u m p rzek ład ó w „Pam iętnika

nej i w yjaśnianiem faktów i procesów historycznych, przyjmując

Literackiego, t. I, W rocław 1971, s. 156

konstruktyw istyczny m odel filozofii historii, odpowiada częścio­

8

Zob. B. Skarga G ran ice historyczności, Warszawa 1989

wo m .in. J. Topolski w: J a k się pisze i rozum ie historię. Tajem nice

9

Zob. J. Clifford, K łopoty z kulturą, Warszawa 2 0 0 0 , s. 65 -1 0 5

narracji historycznej, Warszawa 1 9 9 6 oraz C zy historyk m a dostęp

10

d o przeszłej rzeczywistości? /w:/ E. D om ańska (red.) O jed en

Zob. A . O kop ień-Sław iń ska, S em an tyka w ypow iedzi poetyckiej,
Kraków 2001

św iat za d a le k o ?, Poznań 19 9 7 , a także: H istoria ja k o n a u k a po

11

postm odernizm ie /w:/ E. D om ańska (red.), Pam ięć, etyka i histo­

J. Clifford, O etnograficznej autokreacji /w:/ J. Clifford, K łopoty
z kulturą, Warszawa 2 0 0 0 , s. 105-131

ria, Poznań 2 0 0 2
5

Zob. B. Skarga, T ożsam ość J a i pam ięć, Znak 1995, nr 4 8 0 (5), s.
4 -1 9

12

O pow iada się za tym m .in. A n to o n V an den Braem bussche.

Patrz K. Szaniawski, O nau ce, rozum ow aniu i w artościach, W ar­
szawa 1994 (szczególnie s. 3 -1 3 9 ).

Zob. H istoria i p a m ięć /w:/ E. D om ańska (red.), O jed en św iat za
daleko?, Poznań 19 9 7 , s. 1 0 1 -1 1 9

A fganistan. M azar-i-Sharit. Fot. A n n a B e a ta Bohdziewicz

65

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10710" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10688">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/54a05105560b4266b62b01e554453f27.pdf</src>
        <authentication>4b53a49758764014c57075f0eedd5753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127704">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3487</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127705">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127706">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127707">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127708">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.251-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127709">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127710">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127711">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127712">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

S

E

U

M

M

A

S

R

Y

*

O

This double issue of the periodical is dedicated
to prof, d r Roman Reinfuss on the occasion of his 70th
birtday and 50th anniversary of his scholarly acti­
vity. R. Reinfuss, the most eminent expert on folk
art i n Poland, for 35 years has been carrying out re­
search on folk art under the auspices of the I n s t i ­
tute of A r t . He was not only the author of a majo­
r i t y of essential monographs on folk art but i t was
also h i m who drew attention of Polish scholars to
the so far unknown or underestimated problems like
Cracow folk nativities, prints on linen, stone sculp­
ture, printed tiles and artistic i r o n - w o r k s . Thanks
to his initiative and great efforts the archives of folk
documentation were established, invaluable basis of
materials and records for the interested i n Polish
folk art.
His scholarly and organisational achievements are
briefly presented by Aleksander Jackowski i n the
introductory article: Roman
Reinfuss
and folk
art.
The author points out to four basic spheres of the p r o ­
fessor's activity. These are as follows:
1) organisation of research and documentation re­
sulting from i t .
2) his works (strictly scientific, as w e l l as those
of popular science) w h i c h comprise 270 titles i n c l u ­
ding 9 books. (The complete bibliographical list of his
works was published i n 1980 by the „ L u d " ) . The ma­
j o r i t y of his works w r i t t e n before 1948 treats on the
culture of the Lemek population and problems of the
border zones between the Lemeks and Bojeks. A m o n g
the dominating subjects of his later works are those
connected w i t h folk art and research on the folk
culture i n the Carpathian Mountains.
3) protection of contemporary folk creativity, par­
ticipation i n organisation of competitions as w e l l as
exhibitions juries, presidency of the Scholarly Coun­
cil of the Association of F o l k Artists.
4) pedagogical a c t i v i t y w h i c h resulted i n educa­
tion of numerous etnographs, especially d u r i n g the
existence and activity of the directed by the profes­
sor department of folk art at the L u b l i n U n i v e r s i t y .
The present issue of the periodical, the co-editor of
which prof. Reinfuss has been since its establishement i n 1947, comprises w o r k s dedicated to h i m by
his pupils and collaborators.

E w a F r y ś - P i e t r a s z k o w a — THE ARCHIVES
OF P O L I S H F O L K A R T D O C U M E N T A T I O N OF T H E
POLISH A C A D E M Y OF SCIENCES A N D L E T T E R S '
I N S T I T U T E OF A R T .
The archives were established i n 1946. I t is prof.
Reinfuss who has been the director and author of
its programme since 1946. Since 1959 the archives
have remained w i t h i n the Polish Academy of Scien­
ces and Letters' I n s t i t u t e of A r t . The archives are
i n Cracow at 70, K a r m e l i c k a street f l a t 3. The a i m
of the institution is to gather materials concerning
all the fields of Polish f o l k a r t i n c l u d i n g costume,
architecture, handicraft, r i t u a l as w e l l as decorative
art. The activity of the archives concerns both t r a ­
ditional a r t and its contemporary transformations. The
presented map of the examined points shows the r a n ­
ge and intensity of research works. The examinations
have been carried out i n about 3.500 localities and
covered 85 per cent of the t o t a l area of the country.
Apart from the photograps (over 60.000), there have
been executed about 57.000 drawings and coloured p l a ­
tes, as w e l l as 1038 copies f r o m woodcuts used for
p r i n t i n g o n linen. Moreover, there have been ga­
thered about 2000 samples of fabric and about 1000
original cut outs and paintings o n paper and linen.
The archives also comprise about 75.000 pages of
manuscripts and typescripts of interviews carried on

F

A

P

R

T

I

C

L

E

E

3

F

O

M

E

S

i n the countryside w h i c h inform about an object
and its c u l t u r a l context. The archivization was based
on the existing i n the fifties administrative division
of the country.
The value of the gathered materials is not equal
depending on -the intensity of research, as well as
the level of professional t r a i n i n g of the research wor­
kers. The most valuable materials were collected by
the participants of stationary camps. The authoress,
the closest collaborator of prof. Reinfuss, characteri­
zes i n her article the gathered materials. They for­
med the basis of more than 140 works published
m a i n l y by the „Polish Folk A r t " . Furthermore, one
synthetical study and 9 monographs were published
(next t w o monographs are being prepared) — cf. foot­
notes 18—23. The collection of the archives is open
to a l l the interested i n folk art problems.

A n n a K u n c z y h s k a - I r a c k a — THE M A N OF
SORROW A N D H I S P L A C E I N T R A D I T I O N A L FOLK
RELIGIOUSNESS.
The M a n of Sorrow as an iconographic motif
belongs to a group of subjects t h a t originated i n the
late M i d d l e Ages. I t appeared i n Poland on turn
of the 15th century and was fervently propagated i n
the 16th and 17th centuries by mendicant orders. I t
occurs also i n L i t h u a n i a , Slovakia and even i n Si­
beria where i t was brought by the Polish deportees.
However, i t was especially popular among the Polish
r u r a l population. Numerous and various sculptures of
the M a n of Sorrow were used mainly i n private de­
votion — intimate prayer. I t is characteristic that the
M a n of Sorrow, conversely to some images of the
V i r g i n w h i c h were honoured w i t h a deep veneration,
was regarded as a general symbol and none of his
sculptural representations
has become a miraculous
image worshipped over a greater area, though some
church sculptures (late medieval and Baroque) which
were locally venerated (for instance, fig. 1) became
a model for the folk sculptors i n the neighbourhood.
A . Kunczynska-Iraoka, authoress of the work on
folk sculptures of the M a n of Sorrow which was pub­
lished t w e n t y years ago, tries to reconstruct the suc­
ceeding phases of the f o r m a t i o n of the image tradi­
t i o n of the M a n of Sorrow i n folk culture basing her
research on new settlements as w e l l as the analysis
of prayers and religious songs. Following Z. Dobrzeniecki (footnote 15) She analyses the contents of the
16th century devotional literature that shaped feelings
of the country folk. The images of the Man of Sor­
r o w strongly affecting imagination were to help the
f a i t h f u l to experience the Passion. The spread and
popularity of images of the M a n of Sorrow i n chur­
ches and wayside shrines (fig. 11) were connected w i t h
the „folk" character of late medieval devotion uni­
f y i n g various social strata.
However, i t was i n the 18th century, partly due
to the ideology of the Counter-Reformation, that the
peculiar character of folk religiousness i n Polish count­
ryside was shaped and i t survived t i l l the end of the
19th century. The image of the M a n of Sorrow which
i n the church ideology is connected not only w i t h
the Passion but also w i t h the rule over the world
(Christ holding a reed i n his hand and dressed i n the
r o y a l coat) remains i n the country-folk a personifi­
cation' of suffering, love and care. Songs and prayers
indicate the attitude of peasants towards the idea of
the M a n of Sorrow. He himself is an escape and con­
solation. I n the country-folk prayers there starts the
process of consolidation of apocryphic image of Christ
sitting on the sea rock as w e l l as the process of iden­
tification of the motif of the M a n of Sorrow w i t h
suffering i n the name of M a n .
251

�The country folk turned to the M a n of Sorrow i n
case of their worries and troubles, thus reducing d i ­
vine matters to the w o r l d scale — peasants existence,
although maintaining at the same time depth of their
feelings. The authoress, w h i l e w r i t i n g about this, oppozes the view stating that the country-folk religious­
ness is on the level of magical t h i n k i n g . I n order to
understand this religiousness one should get an insight
into the essence of country-folk t h i n k i n g . A n d i t is
the analysis of old prayers and religious songs that
may be of some help i n this matter.

E d w a r d W a l i g ó r a — BONDS ISSUED B Y PO­
L I S H L A N D O W N E R S F R O M T H E 16th TO T H E 20th
CENTURY
F r o m the 16th to the 20th century Polish landow­
ners issued bonds that were used as means of clearing
for the w o r k done for the benefit of a manorial esta­
te. The bonds were of a different f o r m : p r i n t e d or
handwritten, signs branded on small boards, stamped
on. metal, glass or leather, countersignatures, as w e l l
as dominial coins of m i n t production. They served as
an i n t e r n a l legal tender between the landowner and
peasants hired for field works.
The cheapest form of the manor issuing from the
16th
to the 18th century were non-nominal bonds,
either engraved or stamped on metal, glass and leather,
or branded on wood. These bonds are one- or t w o -sided w i t h symbolic representations of everyday ob­
jects depicting the type of w o r k done by the hired
peasant. The initials and ligatures, w h i c h are of a re­
latively small number, refer to nobility coats of arms.
I n the 18th century t h i n t i n coins, called peasant
bracteats were issued i n numerous village smitheries
belonging to manorial estates. For the purpose the
blacksmith made an i r o n stamp by means of w h i c h
on a t h i n t i n he obtained single' letters figures or
p r i m i t i v e drawings depicting the type of w o r k or
amount of payment. Countersignatures placed on w o r n
out copper coins were another f o r m of bonds. The
coins were countersigned w i t h a coat of arms, mono­
gram, figure, letter or symbolic drawings. A n d this
custom survived t i l l the twenties of the 20th cen­
tury. Paper bonds issued at the end of the 18th cen­
t u r y have also been found. They were p r i n t e d by
manors as w e l l as by factories and mines basing on
peasant transport. A n d they were s t i l l issued i n the
thirties of the 20th century. F r o m the last quarter of
the 18th century t i l l the end of the First W o r l d War
dominial coins were issued i n great manorial estates.
They were usually two-sided and bore the name of
the owner or of the manorial estate, monogram or
coat of arms and the nominal w o r t h . As far as their
designs are concerned, they most often resamible the
legal tender. I n the 19th and 20th centuries there de­
veloped service bonds, both one- or two-sided, w i t h
figure representing measure or nominal w o r t h .
The greatest collections of service bonds are i a
possession of the Ethnographic Museum i n Cracow and
national museums i n Warsaw and P o z n a ń . There are
also private collections of bonds.
J e r z y C z a j k o w s k i — STUDIES ON H I S T O R I ­
C A L D E V E L O P M E N T OF T H E V I L L A G E HOUSE I N
SOUTHERN P O L A N D
The development of folk architecture i n Southern
Poland was determined by a number of factors: m o r ­
phological, economic, ethnic, and of settlement w h i c h
caused the formation of various forms of farms, but
mainly of various types of plans. A n d the latter is
regarded as the most i m p o r t a n t problem by the author
of the article. He treats on the origin and evolution
of basic types of the house (in respect to their plans)
in view of their historical development.
The house typical for Polish folk architecture con­
sists of the vestibule, chamber and bed-chamber (fig.
9 e-g). I t occurred on the area along the left bank
of the Vistula from the Baltic Sea to the Carpathian
Mountains (fig. 14). I t was transferred to N o r t h e r n
Slovakia
and
the
Eastern
Carpathian
Mountains
(Ukraine) by Polish settlers. This type of house must
have developed between the 14th and 15th centuries.
The bedchamber next to the chamber appeared p r o ­
252

bably as the result of its a d d i t i o n to a more p r i m i ­
tive hut consisting of the vestibule and chamber and
not, as i t was viewed by some scholars, as the result
of the i n t e r n a l ' d i v i s i o n of the chamber.
The house w i t h the vestibule i n the middle sepa­
r a t i n g the chamber f r o m the bed-chamber (fig. 13b)
forms another type of the house t y p i c a l also for Po­
lish folk architecture, b u t occurring also among a l l
the middle and Eastern Slav populations. This type
of house originated as the result of the fusion of the
one-interior house w i t h the granary w h i c h probably
took place i n Poland already i n the 14th century.
And
many variations developed from this type (fig.
13 d-f).
Whereas, the house w i t h the vestibule separating
the chamber f r o m the stable (fig. 13g) was k n o w n
i n Poland i n the 15th century. Its appearance could
have been connected w i t h German medieval coloni­
zation, as i t was stated by German and other scho­
lars. However, the theory of the German o r i g i n of the
house w i t h the stable is being repeatedly questioned,
though w i t h o u t solid proofs.
W i t h o u t considering the matter of influence or
borrowings of certain architectural elements, one sho­
uld state that the house consisting of three rooms
must have appeared i n f o l k architecture already at
the end of the 14th century. Its enlarged functional
programme was the result of general economic chan­
ges i(in agriculture, as w e l l as i n breeding) that cau­
sed the increase of h u m a n needs, different from those
i n the period between the 10th and 13th centuries.
A l e k s a n d e r B l a c h o w s k i — SOME R E M A R K S
ON C U T O U T S A F T E R T H E A L L - P O L I S H CONTEST
IN TORUN
The author confronts his o w n observations based
on the analysis of the contest m a t e r i a l as w e l l as
long lasting research w o r k s w i t h the opinions i n c l u ­
ded i n the studies on folk art, especially those on
cutouts. Detachment of products f r o m the whole of
the peasants' culture leads to disappearance or a d u l ­
teration of the notion: region (J. Grabowski's case).
Changing names of administration districts get con­
fused w i t h regions, notions of ethnographical charac­
ter, w h i l e only the region, being a historical category
can serve as reference i n the research on folk c u l ­
ture. Detachment of a phenomenon f r o m its time and
space context impedes the e x a m i n a t i o n of the circum­
stances of its o r i g i n and e x a m i n a t i o n of its represen­
tative value.
The author distinguishes for sources of the cutout
inspiration. They are as follows:
— traditional, archaic decorative motives, connec­
ted w i t h the semantics of graphic signs, symbols etc.
They also occur on ornamented Easter eggs (already
on those from the 10th to 13th century), i n w a l l pain­
t i n g etc. Perduration of these motives suggests the
existence of the decorative t h i n k i n g u n i t y among the
Polish c o u n t r y f o l k ;
— folk culture, rites, holidays, costumes and also
present aesthetical ideas;
— conditioning by material, tools and technique
(sheep shears, twice or more times folded paper);
— exterior influences and borrowings from the
culture of other social groups, those of villages, small
and biggear towns.
Next follow the author's considerations on the
extent to w h i c h cutouts can be treated as collective
or i n d i v i d u a l works of art. He points out t o the fact,
that due to the r e l a t i v e l y short history of cutouts
(they originated i n the middle of the 19th century)
they have become neither v a l i d aesthetical norms, as
i n the case of a t r a d i t i o n a l costume, nor a t r a d i t i o n
generally observed. This favoured new fashions and
innovations. They were introduced by the aptest „ s p e cialists", frequently handicapped or v e r y poor women,
for w h o m cutouts offered an extra income. Orders,
both from their own community and, later on, from
collectors and t r a d i n g firms (Cepelia), have not, cont­
r a r y to current opinions, deteriorated works of the
distinguished artists. They are now creating individual
art w i t h i n the region style".
A t present, cutouts are exclusively executed for
sale. There are only a few women l i v i n g who, i n
their youth, used to decorate chambers w i t h them

�(only two are still l i v i n g i n the Łowicz district). Most
women make their cutouts only for sale i n towns.
In the recent years more and more quasi—tra­
ditional cutouts have appeared; they are traditional
cutouts reconstructed and executed by t o w n amateurs.
Blachowski points out to the presently occurring dan­
gers of deterioration of cutouts. I n the last part of
his article the author discusses the contest materials
and divides them i n groups i n regard to the area of
their origin.

t h e inter—war period the subject of the Jew appea­
red sporadically. H i s ' external features were underli­
ned on these occasion's: face features, dress and occu­
pation (a travelling' salesman, a man w i t h a bool,
a shopkeeper, t r a v e l l i n g musicians). The post — war
sculpture made the figure of the Jew a historical sub­
ject; the sculptors refer to the retained stereotype
or the memories of concrete persons or scenes. They
present Jews i n their typical everyday dress, although
they do not possess Semite face features.

M a ł g o r z a t a M a t u s e k — T H E Q U E S T I O N OF
THE ORIGIN OF P O L I S H F O L K D O U B L E W A R P
CARPETS

Zofia
C i e ś 1 a-R e i n f u s s o w a
— ALEKSANDRA
POLAŃSKA-HRYŃCZUK,
T H E EGG
DECORATER
FROM T H E ŁEMKO REGION

In the 19th and 20th centuries, t i l l the Second
World War, carpets (fabrics) of two warps and two
wefts, mostly two—coloured, w i t h a negative design
on both sides were produced i n the n o r t h — eastern
Poland. They were woven both by artisans and count­
ry women.
The authoress distinguishes five groups of carpets
according to the type of design (traditional: Jacquard
and bedspread ones, inspired by Eleonora P l u t y ń s k a ,
and subject compositions by D o m i n i k a Bujnowska).
There are various hypotheses on the o r i g i n of
carpets i n Poland. They could have been inspired by
the Scandinavian, Russian and German ones (the so
—called
Schleswig-Holsteiinische
Beiderwand),
the
English (Kidderminster), I t a l i a n or Spanish ones. M a ­
nufactures and weavers brought to Poland could have
also had an influence on the production of Polish
carpets.
T e r e s a K a r w i c k a — T H E P O L I S H F O L K CUS­
TOM OF ERECTING „ M A J S " I N T H E EUROPEAN
CONTEXT
The custom of erecting high poles or trees w i t h
decorated tops, around w h i c h dances were held on
the eve of the 1st of M a y , was wide spread among
European villages. I n Poland these poles were cal­
led: „ m a j " or „ w i c h a " and were k n o w n i n Great Po­
land, Silesia and southern parts of L i t t l e Poland; i n
the highlands the custom survivied t i l l the middle of
the 10th century. I t is supposed t h a t majs were o r i g i ­
nally of a cult Character and later they were conne­
cted w i t h vegetation magic. A t the end of the 19th
century both magic and c u l t functions disappeared
and the rite transformed into a game becoming also
the way of courtship. Majs were then erected i n the
farms of marriageable girls or i n the village and
a prize for the climbing boy was placed of top of
them.

The authoress presents the life and w o r k of one
of the most distinguished egg decoraters. B o r n i n 1911
i n the village of Ł a b o w a near Nowy Sącz, she was
brought up i n the circle of the Ł e m k o culture. She
has been decorating eggs since she was five years
old and she applies the wax, b a t i k technique. The
authoress describes the artist's technique, quoting fre­
quently her own words. She always uses natural dyes.
She executes both t r a d i t i o n a l designs (three — colour
ones) as w e l l as her owns, applying them more dyes
(up to ten). She has her favourite colour sets, such
as white, yellow and red. Decoration of one egg w i t h
a complicated design takes her more t h a n ten hours.
She never decorates two eggs identically. The autho­
ress presents various types of ornamental designs by
P o l a ń s k a - H r y ń c z u k , and shows the most frequently
applied motives. Some of them evoke memories from
her y o u t h and they are called for example: „ t h e sun",
„ s p r i n g " , „ t h e lost chapelet", „fern flower", „ d a n c i n g
women", „a small b a r r e l " (memory from the wedding
reception). The artist also writes rhymes that accom­
pany the decorated eggs. She tells about herself: „ W h i le w o r k i n g m y m i n d is back i n Ł a b o w a , and a l l the
sights from m y childhood crowd i n my head".
The competitions i n decorated eggs, i n which she
takes part, inspire her to new and more ambitious
attempts. Her children, however, have not taken up
the art of painting eggs. They live i n the town. Her
daughter is a doctor of pedagogy, her son has gra­
duated from the Academy of Agireulture.
Janina
Petera
— S I D E W A Y SHRINES
SCULPTURES B Y JOZEF K W I A T K O W S K I

AND

K w i a t k o w s k i was a t r a v e l l i n g sculptor active i n
the L u b l i n district i n the second half of the 19th cen­
t u r y . M a n y of his w o r k s have been identified. Some
of them have been bought by the L u b l i n Museum.
The authoress presents them i n her article.

OF

Józef
Furdyna
— JOZEF S Ł O N I N A ,
FOLK
SCULPTOR F R O M B O G D A N Ó W K A I N T H E M Y Ś L E ­
NICE DISTRICT

I n the oral folklore there exists a stereotype of
a Jew, reflected i n the Christmas figures, rite mas­
ques, Bmaus toys and determined by the part of the
Jews i n these rites. Nowadays, this stereotype is v a ­
nishing, the memory of the Jew, of his dress, speach
and face feature is desappearing. Figure beehives
representing the Jew have been k n o w n since the m i d ­
dle of the 18th century and could have been of ma­
gic function. I n few examples o f secular sculpture of

S ł o n i n a (1925 —1978), b o r n i n B o g d a n ó w k a , was
a cowherd i n his youth, and a wood worker after­
wards. After an accident at w o r k he bacame an i n ­
v a l i d whose pension was to provide means of living.
He started sculpturing round 1956, at first using roots
(sticks w i t h animal figures) and later — river stones
and wood. He sculptured numerous holy images, clo­
se i n type to the t r a d i t i o n a l folk sculpture, and figu*
res representing people at work.

O l g a M u l k i e w i c z-G o 1 d b e r g — F I G U R E
THE JEW I N P O L I S H F O L K S C U L P T U R E

�P E 3 I 0 M E
HacTOHiHHíí

(flBOMHOíi)

HOMep

Híypnajia

nocBHirieH

npodpeccopy flOKTopy PoMaHy Peímcpyccy B C B H 3 M C ceMMflecHTMJieTueM eo S H H pojK^eHua M n a T K f l e c a T J i J i e T J i e M
HayiHOíí HeaTeJitHOCTM. ü p o c p e c c o p PeíiHcpycc, HanSojiee
BbiflaioirinficH B nojibine SHaTOK HapoflHoro MCKyccrBa,
yme 35 jieT sefleT B paMKax 1/lHCTMTyTa wcKyccTBa I T O J I B OKOÍÍ
AKafleMMM HayK MOCJieflOBaHMa B 3 T O Ü oBjiacTM.
3 T O eMy nojibCKafl Hayxa o6a3aHa BojibuiMHCTBOM O C H O B H B I X
MOHOrpacpwM no HapoflHOMy MCKyccTBy; O H oBpaTMJi
TaKsce BHMMaHMe Ha MaJiOM3B©cTHbie J I M 6 O HejjponeHWeaeMbie panee BonpocM, K S I K HaopMM. KpaKOBCKHe n a poflHbie

BepTenbi, HaSwHHbie TKanM, pe3b6a no

pacnMCHbie
Mecno.

M3pa3Hbi,

Bjiaroflapa

xyflOJKecrBeHHOe

MHMirjiaTMBe

KaMmo,

Ky3HeiH0e

M orpoMHOMy

CTenenH npodpeocwOHaJibHOíi noflroTOBKM jinri, npnHMMaB-

uiMx y iacTwe B paSoTe. CaMbie iieiiHbie MaTepiiajibi Bbijiw
•coSpaHbi B craxciiOHapHbix Jiarepax. A B T O P cTaTMM, 6 J I M i

JKafiHiaa coTpyflHMLca npocbeccopa PeííHCpycca, x a p a K T e p r a y e T B C B O C M TeKCTe coGpaHHWíi Marepiiaji. Ha ero

ocHOBe 6buio M3flaHO CBbmie 140 TpyflOB, ony6jiMKOBaHHMX

B SojibiiruHCTBe

CJiynaeiB na

CTpaHiiqax Htypnajia

„HojibCKoe HapoflHoe JíCKyccTBO" (Polska Sztuka Ludowa).
H3^aHa TaKsce oana CMHTeTMHecKaa pa6oTa M 9 TCMaTM'ieoKJix MOHorpappMM (roTOBaTca K M3flaHMii flBe cjie-

AyiomMe) — cp. npiiMenaHMa
oSmeflOCTynHbi.

16—23. CoépaHMa ApxMBa

pe-

BKjia#y

Tpyfla npodpeccopa PeííHCpyCca coscan apxwB HapoflHOíí
flOKyMeiHTar^HM, HeoaeHMMaa MaTepMajibnaa 6a3a jiJia Bcex,
KOTO
MHTepecyeT MCKyccTBO nojibCKoro Hapo^a.
AH«a
KyHHMHbCKa-MpariKa
—
XPMCTOC
HayHHoe M opraHMsarjMOiHHoe flocTOanMe npodpeccopa
C K O P B H H I M l l M E r o MECTO B T P A f l M H M O H H b l X
paccMaTpMBaeT BKpaTiie A j i e K c a H i i p
H I I K O B C K M
HAPOflHBIX BEPOBAHMHX
B O BCTynMTeiibHOM CTaTbe: P O M A H PEKtH4&gt;yCC M H A POAHOE M C K y C T B O . A B T O P CTaTbM nofliepKMBaeT neTbipe ocHOBHbie HanpaBjieHMH fleaTejibnoc™ npodpeccopa,
XpMCTOT CKOpBamMM npMHaflJieHCMT K pejIOTMOSHOÜ
a MMeHHo:
TeMaTMKe n03flHero cpeflHeBeKOiBba. B Hojibrue noaBJia1
OpraHMSanMH
MOCJieyOIOBaHMÍI
( H B03HMKUiaH
erca na nepe.io.Me X V — X V I B B . , no¡nyjiapw3MpyeMbifi ocoB CBfEÍH C 3TMM jjpKyMeHTairMa);
6eHHO B X V I , X V I I B B . HMIIieHCTBylOmMMM MOHanieCKMMIl
2 — aBTOpcKMe Tpyflbi (HayiHbie M HayHHO-norryopseHaMM. K y j i b T OKOp6airrero BbicTynaeT TaKáie Ha T e p jiapHbie), HaciHTbiiBaiomMe O K . 270 GnBjiHorpacpHecTOx
pUTOpiíM JlMTBbl, CjIOÍBaiKMM M flaJKe B Olí6lipit. OfflHaKO
H03MHMÍÍ, B T O M HMCJie 9 K n u r . (ITojiHyío 6n6jiM0rpad5iíK)
oico6oił nonynapHOCTbio nojib3yeTca X P M C T O C CKopSamíifí
nySjiMKyer „JliOfl", 1980 r.). E O J I B I U M I H C T B O TpyflOB, naB rcoJibCKOM Hapofle.
MHoroHwcjieHHbie M
pa3iropoflHbie
roicaHHbix flo 1948 r., K a c a e r c a KyjibTypbi jieMKOBCKoro
CKyjibnTypHbie M3o6paJKeHMa X p n c T a CKopSaniero cjiyHacejieiHiia, npofíjieMbí pyOesteM J I C M K O B M S O M K O B H T.fl.
JHMJIM
npescfte Bcero H H T H M H O M M O J I H T B C , nacTHOMy KyjibIl03flHee npeo6naflaK)T Tpyírbí, cBa3anHbie e HapoflHbrM
Ty. XapaKTepHO, H T O ecjni cpe^M 0To6pa2ceHMÍi MaflOHHbi
HCKyCCTBOM M MCCJieflQBaHMaMM B oSjiaCTM HapOflHOM K y j l b -

Typtt KapnaT;
3 — oxpaHa

eoBpeMeH H O T O Hapo/nioro TBOpnecTBa,
oprann3aqjiJi KOHKypcos, xiopn
BbicraBOK;
npodpeccop B03TJiaBjiaeT HayHHbiíí C O B C T 06uiecTBa naynacTMe

B

pO'flHMX TBOpUOB;
4 — neflaroriiHecKaa seaTenbHOCTb, nojrroTOBKa
roiMCJieHHOíí r p y n n b i arHorpadpoB, ocooeHHO
cymecTBOBaHMa pyKOBOifflMMOM npocpeccopoM

HapoflHOro MCKyccrBa npn yHMBepCMTeTe
KiOpM-CKjrOflOBCKOÍÍ B JlK)5jlMHe.

MHO-

B nepnofl
Kacpeflpbi

M M . Mapnn

H a c T o a m i r i ł HOMep JKypHajia (copesaKTpoM K O T O D O T O
npodpeccop Peííncpyoc a s n a e T c a co flHa ocHOBaHMa B

1947 r.) —
ero

coflepacnT nocBameHHbie npoppeccopy Tpy/rbí

JTHeHMKOB M C0Tpy,ZrHMKOB.

ApxMB 6bra ocHOBan B 1946 r. A B T O P O M ero nporpaMMbí M pyKOBOflMTejieM c nepBbix sce flneü a B j i a e T c a
npod&gt;eocop PoMaH Peünobycc. HaiMHaa c 1959 r. ApxMB
pa60TaeT B paMKax MHCTMTyTa wcKyccTBa I I A H ; n a x o Airrca B KpaKOse, KapMejntnjKaa y j i . Na 70 K B . 3. 3aflaia ApxwBa — cMcreMaTM^ecKoe coSwpaHue MaTepuajiOB,
KacaiomMxca Bcex o r p a c j i e í i napOfliHoro ji30'6pa3WTejibHOro
MCKyccTBa (BKjiiOHaa KOCTioMbí, apxMTeKTypy, npwKjiafl-

Hoe MCKyccTBO, xyaoJKecTBeHHOe peMecjio, o&amp;paflOByio
njiacTMKy) na TeppMTopMM sceíí CTpaHbi. ApxMB MHTepecyerca pa'BHO TpaflwnMOHHbiM MCKyccrBOM, K a K n ero
BitfflOM3MeHeHiiaMM. JJpiijiaraeMaa

KapTa

MCcseflyeMbix MecTHOCTeü OToSpascaeT oS^eM M MHTeHCMBHOCTb paSoT. MiccJieflOBaHMa 6bijiM npOBeseHbi npn6jra3M:-

TejibHO B 3.500 MecTHOCTax, oxBaTbiBaa 85% TeppjrropiíM
crpaHbi. KpOMe C H M M K O B (cBbmie 60.000) 6buio BbinojiHeHO O K . 57.000 pncyHKOB M UBeTHMx KJiMrne,
1038
O T T M C K O B
HepesaHHbix dpopM fljia i¡a5irn;ioro nonOTHa,
Sbijio coBpaHO O K . 2.000 oSpas^MKOs TKaHeił, a TaKHce
OK. 1000

OpMTKHaUbHblX BbrpC30K

n pacnMCHMx KapTM-

HOK M3 6 y M a r M ¡M n o j i o T H a . . KpOMe T o r o B A p x i í s e xpaHMTca O K . 75.000 CTpaHMii p y K o n u c e f ł u ManiMHonMceíí
npoBeaeHHbix onpocoB. O H H coflepscaT CBefleroia o
flaiHI . I O M oiS^eKTe M
ero KyjibTypHOM KOHTeKCTe. ApxMBH3aiíMa
Bejiacb Ha ocnoiBe icyniecTByioniero B namHecaTbix r o ^ a x

aflMMHMCTpaTiíBHoro flejieniia crpanw.
CoopaHHbiü MaTepjrají HepaBHOi^eHeH. Ero

3HaneHMe

3aiB'HCHT OT MH'TeHCHBHOCTJÍ MCCJieflOBaiHHÍÍ, a

TaKHCe OT

254

TO

XpMCTOiC

H T M M M C

o6pa3bi

M

M3o6paaceHMH,

CKOpiSarUMM BOlCnpMHMMajICH, K a K
o6w¡Kü
oflHa M3 e r o CKyjibnTyp ne n o j i y n m i a mw-

vi H M
poKoro pacnpocTpaHeHHa
CMMBOJI

B KanecTBe

HyflOfleücTBeHHOü

CMJibi, x o T a HeKOTopbie KOCTejibHbie CKyjibirrypbi ( s p e M6H nosfflHero opefflHeBeKOBba w 6apoKKo), nojib30BaBuineca MecTHbiM KyjibTOM (HanpwM. M J I J I . 1), CTaJiM o6pa3-

ąOM fljia OKpeCTHblX HapOAHblX 'CKyJIbnTOpOB.
A . KyH^MHbCKa-MpaiiiKa, aBTOp w3flaH¡H0¡ro 20 JieT
TOMy Haaafl Tpy^a o HapoflHbix CKyjibnTypax, M3o6pascaBiuiix X p n c r a CKopSamero (npiiMen. 4), onwpaacb Ha
HOBbie ycTaHOBJieHMa, a TaKHce Ha aHajiM3 M O J I M T B M pojiMTM03Hbix

necen,

nbiTaerea

BOccraHOBUTb

onepeflHbie

cpa3bi cpopMwpOBaHMa TpaflMU,MM ii3o6pa3KeHna X p n c r a
CiKop6amero B HapoflHOíi KynbType. BcJiefl 3a T . 7Ip62K HerrKMM (npuMeHw 15) aBTOp aHajrasupyeT coflepacaHiie
KyjibTOBOií jiMTepaTypbi X V I B . , cpopMMpyíomee nyBCTBa
HapoAHbix Mace. M3o6paJKeHMa CKOp6amero O M J I I &gt; H O B J I M e

3 B a * p b i c b - r i e T p a u i K O B a — APXMB SOKyMEHTAI1MM n O J I B C K O r O H A P O f l H O r O M O K y C C T B A B
M H C T M T y T E M C K y C C T B A ITOJIbCKOH A K A f l E M M M
HAyK

coBpeMeHHbiMH

cyuíecTBOBajiM oco6o

aBiiiMe Ha BneHaTjiMTenbHOCTb,

flOjisíHbi

SMJIM

noMoraTb

BepjnomiiM HanOBO nepescMBaTb CTpacTM rocnosHM. PacnpocTpaHeHiie M3o6pajKeHitíi XpncTa CKopfíarxiero B K O c r e r a x M npiiflopoHCHbix '•laooBeHKax ( M J I J I . 11) 6biJio
CBH3aHO c HapoflHbiM xapaKTepoM HaSoJKHOCTM nepMOfla

no3ftHero cpeflHeBeKOBba, oSiiefliiHaioiiieu pa3JiWHHbie 06niecTEeHHbie C J I O M . 3aTO B X V I I B . B cBa3M c iMAeoJiorneM
KOHTppeopopMariMM
B nojibCKOíi jiepeBHe pa3BMBaeTca
cneuMOpiiKa

iHapaflHOü

pejimnnosHOCTM,

KOTopaa

npo-

SOJiHcaeT cymecTBOBaTb BnjioTb flo KOHua X I X B . Mso-

SpajKenne Xp'iucTa CKopSauíero, KOTOpbiíi corjiacHO K O CTeJibHOM MfleoJiorMM cBa3aH ne TOJibKO eo C r p a c T a M n
XpMCTOBblMM, HO H C rOCnOACTBOM Hafl MPTOOM (XpKCTOC
B KopojieBCKOíi M a i M H na n j i e n a x M Tpo'CTbK) o pyKax),
B r j i a s a x napofla a B j i a e T c a BonjiomeHMeM saooTM, c r p a flaHMfl M J I I O S B I Í . neCHM M MOJIMTBbl OBMfleTejIbCTBylOT 0'6

OTHOiueHMM K p e c T b a n K Mflee CKopSaniero. O H «BjiaeTca
npM6ejKMUJ,eM M yTeuieHMeM. HacTynaeT npoiíecc ynpoHeHMa a

Hapofliibix

MOJiM'TBax anoKpncbMHecKoro

o6pa3iía

MiMcyca XpncTa, cMiramero Ha MopcKOíi csajie, OTOjKfleCTBJienMa TeMbí OKop6anrero co cTpajiaHMaMM B O H M H
HejiOBenecTBa.
MH

K

K
X p M c r y CK0p6auieMy co C B O M ooaiecKoe K 3eMHbiM MacuiTaSaM,

Hapofl oSpamaerca
HyjKflaMM,

flepesencKOMy

OBOfla

6wTy, coxpaHaa npiMTOM rjiyGwny nepe-

HCMBaHMK M HyBCTB. PaCCMarpHBaa 3T0T Bonpoc, aBTOp
nojieMM3MipyeT co B3rjia,Ę0M HKoBbi HapoflHaa peJinrno3HOCTb o c T a s a j i a c b Ha ypoBHe MaranecKoro MbirnjieHMH.
Jiña Toro, H T O 6 M noHarb s r y pejiurnosHOCTb HaflO B H M K H y T b
B
cymHOCTb o6pa3a HapoflHOro MbiuiJieima. fljia

s-Toro cJieflOBajio 6bi npoaHajrM3MpoBaTb CTapbie MOJiMTBbi
v¡ pejiMTM03Hbie necHM Hapofla.

�3fl apfl
BaJiurypa
—
PACHETHBIE
3HAKM
rTOJIbCKMX 4 &gt; O J I L B A P K O B O T X V I flO X X B B .
B

dpojibBap-

jB nepMOfl O T X V I « o X X B B . BJiasejibnbi

nojibiue BbinycKaJiiM p a c H e m b i e 3 H a K M ,

B

KOB

onflaHHBajrM T p y j j K p e c T b H H .

K O T O P B I M M

nenarabie B
MCrajie, n a CTeKJie J I M &amp; O KOJKe, K O H T p a c e M T H a u M M M
flCHescni.ie 3HaKM, B b m y c K a e M b i e MOHerHbiM
flsopoM
n o 3aaca3y
3eMJieBJiafleJibiia. O H M CJiyHíJfjm c p e ^ c r B O M B u y T p e H H e r o
3TO

6MJIM

n^aTeata ¡i p a c n e T a Meac^y ncweiuMKOM H KpecTbanaMH
HanKMaeMbiMM fljia n o j i e s b i x p a o o T .
CaMOíí fleniesoM tpopMOií noMeiHMHbeíí n e K a H K M

MOHOT

6bijin HenoMMHajibHbie pacneTHbie 3HaKM, Bbipbrrbie M J I H
BbrKOBainibie B MeTajiJie, TMCHenHbie no creicjiy, K O J K e ,
BbiJKHraeMbie no flepeoy B X V I — X V I I B B . 3 T O 6bijrn
OfllIO- JIMfiOflByCTOpOHHMeMOHeTHbie 3HaKM C C K M B O J I M •lecKHMM M3o6paJKeHMHMH npcuMeroB flOManiHero o6nxo.ua,
ooo3Ha iaiomMMM onpeseJieHHbui pofl 3aHHTitíl K p e c T b a HMiia. Jíiumnajibi M jiMraTypbi S M J I K CBasaHbi e o i n j i a x e T CKOM
repajibfluxoíi. ^ M C J I O M X H e B e j i M K O .

B03MOH5HO, 1 T O 3 T 0 6bIJIO CBH3aHO CO CpeflHeB6K0B0Ü H C Meinw&gt;ü KOJiOHM3an,MeM, KaK T B e p s M J i M n e M e i n n i e n
spyr n e MCCJieflOBaTejiM. OflHaKO B HacToamee BpeMa reopita
ireMei;KOro npoMcxojKJíeHKa flOMa c K o n i o n i H e M B c e n a m e

O'cinapMiBaeTca, X O T B
HblX flOKa3aTeJIbCTB.

— Ha«o

CKasaTb — 6e3

ySeflMTejib-

Hbix

K a c a a c b B flaHHOM cjiy^ae Bonpoca BOSMOSíHoro
J1M60 3aMMCTBOBaHHa M3BeCTHbIX apxwTCKTypsjieMeHTOB, cjieflyer OTMeTMTb, HTO yxe
K KOHiry

XIV

B. B

He

SJIIIHHMÍI

flepeBeHCKOM

coiCTOHmMe

M3 Tpex

dpyHKiiHOHajibHaa

cTpoMTejibCTBe

noaBMjiJUCb

noMemeBMM. Mx

nporp&amp;MMa

flOMa,

pacinMpMBiuaaca

B W T e K a j i a M3 o6m;Mx 3 K O -

HOMMMecKMx nepeMeH (&lt;B cejibCKOM xo3aücTBe M H Í M B O T HOBOflCTBe), KOTopbie noBbiuiajiM noTpe6HOCTM nacejieHMa
no

cpaBHeHMio c X — X I I I B B .

l

B X V I I I B . B O MHOriwx e p o j i b B a p K a x M
Ky3HHu;ax c r a a u 6 n T b TOHKwe H c e c x a n b i e

flepeBeHCKMx
M O H C T M ,

T S K

Ha3bmaeMbie KpecTbflHCKwe „6paKTeaTbi". Ky3Heu, noJib30B a n c a jKejiesHMM m r e M n e j i e M c o G c T B e H H O r o

npoH3BOflCTBa,

KOTOipblM BblftaBJIMBajI Ha TOHKOÍÍ HteC'TaHOM nJiaCTMHKe
OTflejlbHbie 6yKBM M HMCppbl J I M O O npMMMTHBHble pwcyH-

o&amp;03HaHaioiirjie P°A ycjiyr M J I M 2Ke pa3Mepw B03Harpascfleniia. flpyroü (popMOü npoK3Boij,cTiBa 3HaK0B 6 b i j [ H
KM,

Kourpaoonri¡auiíM na McnojibsOBaHHbix MOHeTax. M o « e T b i
BM3JtpOBajIil repOOM, MOHOrpaMMOM, HMdpDOÜ, SyKBOM J I H G O

cMMBonMHecKMMM pMcyHKaMit. 3 T O T o6biHaíí npoflepscajica
flo flBa/iuaTbix rOflOB X X BeKa. OGHapyjKeHbi T a i c a c e 6 y MaJKHbie odHbi Konna X V I I I B . M X BbiHycKajiM noMem.nK H , a r a K J K e cbaSpwKji M rnaxTbi, SasupoBaiBuiMeca n a
icpecTbancKOM TpancnopTe.
B O H W
OTM
nenaTajiM
eme
B TpjifluaTbix rqflax X X B e s a . HaHMHaa c nocjieAnero
25-jieroa X V I I I B . JJO K o n u a I MwpoBOíi s o í í H b i , ¡B K p y n H W X UMeHMax BbinycKajiMCb eoGcTBeH'Hbie MOHeTW. O H M

npewMymecTBeHHO flByeropoHHMiMM, conpoBOSKflajuicb
d)aMManeíi noMemwKa S M O O HasBaHweM K M C H K H , M O H O 6HJIM

rpaMMOfí
HOÜ

UJIM

rep60M,

CTOMMO'CTPL

a TaKHce o6o3HaHeHMeM

H a m e Bcero

OHM

HanOMunaJin

HOMimajib-

paaMeHHbie

MoneTbL B X I X M X X B B . n o B y H u j i j i p a c n p o c T p a H e H M e
pacHeTHbie SHaKM 3a ycnyrw OflHO- J I W &amp; O HBycTopoHHMe,

na

KOTopbix qwcbpOM

o5b3HaHaJiocb

KOJIMH©CTBO

JIMOO

CTOMMOCTb.

BJiaxoBCKM—

MBIHIJIEHMÍI B C B H 3 M
KyPCOM B TOPYHE)

CO

O BBIPE3KAX (PA3-

BCEnOJIbCKMM

KOH-

ABTop conocTaBJiaeT C B O M naSniofleHMa, npoBeflCHHbie B O BpeMa aHaji¡M3MpoBaHMa KOHKypcHoro MaTepMajia,
KaK M MHOrojieTHMx MecTHbix MCCJiej^OBaHMM c cyjKfleHMaMM,

KOTopbie

BCTpeHaiOTCH

B

iny6jiMKairMHx,

nooBa-

uieHHbix HapofluoMy MicKyccTBy B O C O O C H H O C T M BbrpeaKaM.
PaccMaTpMBaa o í f l e J i b H b i e B M A M M3flejrMM B oTpbise O T
KpecTbaH'CKOM KyjibTypw B
n;eJiOM, Mbi T e p a e í a J I M O O
M3BpamaeM

noHaTHe

M3MeHaiomMeca

perMOHa

(HanpiiM.

I O . rpaBoBCKM).

Ha3saHMa aflMMHMCTpaTUBHOro fleneHMa

n y T a w T c a c STHorpacpMHeeiKMM nonaTMCM perwoHa, B T O
BpeMa K a x T O J I B K O noHaTMe perMOHa, K B K MCTopMiecKaa
KaTeropMa, MOJKer 6biTb T O H K O M cooTHOHieHMa fljia MCCJieflOBaiHMíí HapoAHOíi KyjibTypbi. BbiHeJieiiMe aBJienMa M3
BpeMeHHOro M npocTpaHCTBeHHoro KOHTeKCTa jimuaer B03-

MccjieflOsaTb

MOJKHOCTM

o6cToaTeJibCTBa ero

BenMa, a TaKace CTeneHb ero

A B T O P
OTMenaer 4 MCTo^HMKa
PC30K, a MMeHHO:

1 —

TMBbl

TpaflMUMOHHbie,

(CBa3aHHbie

MHcnupMpoBaHMa

apxaMHeoKMe

B H -

jj,eKopaTHBHbie M O -

C CeMa'HTfMKOÍi rpaCpMHeCKMX 3HaK0B,

BCTpeHaioTca TaKsce Ha rracaHKax
B
HacreHHbix pocnncax M T . J I .
nocToaHHO noBTopaioníMeca M O T M E B I sacTaBJiaioT flyMaTb
06 o6rnwx ieprax fleKopaTWBHOro MbnxtJieHMa nojibCKOro
CMMBOJIOB

(eme

c

M

T.fí.).

BO3HMKHO-

TMIIMH.HOCTM.

X — X I I I

OHM

BB.),.

T

CaMbiMH MHOroHHCJieHHbrMM co6pamiHMJi pacieTHbix

KpaKOBCKJtíí SiiHorpacpir'jecKiMíí My-

3HaKOB paonojiaraioT

3eá, a TaKJKe HauMOHajibHwe My3eíi B BapniaBe M IIo3Ha-

HC

AjieKcaHAP

CyiiiecTByiOT T a K s c e

n a c T H b i e KOJiJieKin^m.

Hapojta;

2 — KyjibTypa

flepesHM,

oGpafl,

npasflHMK,

HapHfl,

a TaKSíe aKTyajibHbie scTeTMHecKMe B3rjiajn,i;

3 — McnojiHeHMe,

oSycjiOBJieHHOe

MaTepwajioM, K H -

C T p y M C H T a M M M TeXHMKOÍÍ (HOZKHML(bI flJIH CTpMHCKM OBeE(,

HCCJIEJIOBAHMÍI B OBJIAMCTOPMHECKOrO
HEPEBEHCKOrO
—

ETKH
HaííKOBCKM
CTM
PA3BHTOH
A O M A B I 0 3 C H 0 1 Í nOJIblJJE

rMHecKwe, 3KOHOMHHecKiie, noceJieHHecKMe, STHMHecKiie).
3 r a cpaKropbi cnoco6cTBOBaJiM cpopMJipoBaHHK&gt; pa3jiMHnbix cpopM KpecTbHHCKMx flBopoB, npescfle a c e r o njiaHOB
pa3HOo6pa3Hbix T J O T O B . 3 T O T nocJieflHMü Bonpoc aBTop
ciMTaeT caiabiM cymecrBeHHbrM. O H paccMaTpuBaeT B O 3 HMKIIOBeHIie M 5B0JIKDD;MK) OCHOBHblX TMnO'B flOMOB (flCJIO
Kacaeica njiauMpoeKM) a ucropiiHecKOM acneKTe.
TMIMHHblM fl^a ITOJIbLUH H B U a e T C a flOM COOTOamilM
M3 c e n e n , H A M J I O M H 3 6 b i ( M ^ J I . 10 e — g ) . T a x n e flOMa T a H y T c a

Bflojib JieBoro 6epera
(MJIJI.

BMCJIM

14). n o j i b C K M e

OT

BajiTUMCKOiro

Mopa

nooejieHiíbi n e p e H e c j i M

TMn flOMOB lia TeppMTOpMK» CeBepHOM CjlOBaKMH ü

^o
STOT

BOC-

TOHHbix K a p n a T (YKpaMHa). Haflo n o n a r a T b , H T O TaKoro
pofla nocTpoiíKM CTaJiM n o a B j i a T b c a
B XIV—XV BB.
(KjiaflOBaa npM usoe B03HiíKJTa, BepoaTHO, B 'pe3yjibTaTe

npnCTpOMKM K 50Jiee ripitMWTMBHOMy HCMJIbK), 'COCTOHlHeMy
M3 ceneii

M M36bi,

a

H C—

«aK

SHJIO

MHOroKpaTHO 6yMara);

4 — E H e m a i e e ¡BjinaHMe M s a H M C T B O B a n M e K y j i b T y p w
j r p y r M x r p y n n H e p e B e H C K O í l , MecTeHKOBOM M r o p o f l C K O f i

06meCTBeHHOCTM.

B W H C H O M HacTM I l o j i b n m napoflHaa a p x n T O K T y p a
pasBMBajiacb nofl BjipiaHiieM pa.ua dpaKTopoB (Mopopojio-

KapnaT

cjiOJKeHHaa BflBoe

nojiaraiOT HeKOTopbie
HCcneAOBaTeJiM — B BMfly BnyTpeHuero pa3fle:ieHMH M 3 6 b j ) .
í p y r o w , TaKJKe x a p a K T e p H b i ü fljia I l o j i b u m TMn floiaa,
BnponeM BbicTynaromiiíí nacTo
y
Bcex
i^eHTpajibHbix
M BOCTOHHbix cjiaBHH, — 3 T O ROM c ceHaMM no cepeflMHe,
OTflejiaioin;¡nMM M36y O T KjiaflOBoií ( M J I J I . I3ib). TaKOM
AOM
BOSHMK
B
peayjibTaTe cuiMaHMa o J J H O K O M n a T H O T O jKMjiba
c aMSapoM. Haflo nojiaraTb, H T O B Ilojibirie 3 T O rrpoM30HIJIO
yace B X I V B . Roma TaKoro TMna MHOroKpaTHO B M flOM3MeHajiMCb ( M J I J I . 13 d—f).
3aTO flOM, B K O T O P O M ceHM OTjienajiM H36y O T
K O IIIOIUHM
(HJIJI.
13g) 6biji M3BecTeH B ü o n b u i e B X V B .

fíajiee a s r o p pa3Mbnxrjiaer B KaKOK creiieHM Bbipe3Ka
aBJiaerca KOJiJieKTMBHOM paooTOü, a B KaKOfí M H J B Í B H flyaJibHOM. OTMeiaeT, H T O c p a B H M T e J I B Í I O KpaTKOe c y m e CTBOBaHKe Bbipe3KM, (ee Haiajio flaTMpyerca cepefflMHOíi
X I X B . ) HBjiaeTca npMiiMHOíi T O T O , H T O
OHa. H e cTajia,
KaK Hanp'MM. napafl, o6H3aTejibHOíi ocTeTM^ecKOfí H O P M O M ,

TpaAMi[Meíi,

coSjnoflaeMOM

BceMH.

3 T O cnocoGcTBOsajio

HOBblM MOflaM M paSJIMHHblM HOBHieCTBaM. Mx BBOflMJIM
caMwe cnocoOnbie „cneu¡iíajiMCTKii", K O T O P M M M nacTO 6wBajiM o6e3flOJieHHbie, oeflubie j K e n m M H b i , KOTopbie npwpa-

SaTbiBaJiM, s e j i a a BbipesKM. 3aKa3bi, Syflb T O B eoGcTBeHHOM
cpe^e M J I M — no3¡3Hee — co cropoHbi KO^jieKUMO-

HepoB M ToproBbix
npc;mpMHTKM ( H e n e j i n a ) , BonpeKM
pacnpoerpaiieHHOMy
MHCH'MK),
H C
Bbi3MBajiM CHMaceHMa
ypoBHa paGoT, BbinojiHaeMbix saMe^aTejibubiMH MacTepHHjaMM. O H M fflo O M X nop co3flaiOT „MHflMBMflyajibHOie MCKycB

CTBO

npeaejiax CTMJiMCTMHecKMx ocoGeHHOCTeM p e r M O H a " .

B HacToaiHee s p e M a BbipesKM fleJiawT MCKjiiOHUTejibHO

na npoflaxy. HeMHoro ocTajiocb ysce B S C M B W X ZKeHmwH,
KOTopwe B MOJiOflOCTM yKpauíajiM C B O M M36bi BbipesKaMM
(HanpuM. B J I O B M I ( K O M pavone ocTajincb TOJibKO flBe).
BOJIbUIMHCTBO 3KeHUÜ¡MH CTaJIO Tenepb Bbipe3bIBaTb MCKJIK)H H T e j i b H O ftjia r o p o f l a B a npoflascy.
J

B

nocjieflHMe

roflbi

CTajio

noaBjiaTbca

B c e Gojibiue

aKo6bi perMOHajibHbix Bbrpe30K, peKOHCTpynpyeMbix M B B I nojiHaeMbix ropoiflCKMMM jiioGurejiaMM. BjiaxoBCKM ooparuaeT BHMMaHMe Ha sosHMKaioiiryío Hbine onacHOCTb C H M jKeHMa y p o B H a

Bbipe30K. B

ffiaeT nocTynMBiuioi na
no perMonaM.

KOHu;e C T a T b M a B T o p

oGcysc-

KOHKypc MaTepMají, rpynnMpya e r o

2 5 5

�M a j i r o x a T a M a T y c e x — O IIPOMCX02CÍ;EH1ÍM
nOJIbOKMX H A P O f l H H X ,ĘByXOCHOBHbIX KOBPOB
B X I X M X X e s . flo I I MMDOBOM BOMHfci B ceoepo-BOCTOTOOií l a C T H IIOJIBniIÍ M3rOTOBJiaroiCb flByXOCHOBHbie M flByxyTOTHbie „ K O B P Ł I " (TKaHM) name acero flByxUBerHbie c HeraTHBHbiM y3opoM no o5enM cropoKaM. Ü 3 rOTOB. I H H e M KOBPOB 3aHHMajIMCb p a s H O
TKaiM-peMecneHHUKiH, Kax w flepesencKne x e H i i n í H b i .
A B T O P cTaTbM BbifleJiíieT n a r t . r p y n n KOBPOB B 3 a B M CHMOCTM OT T u n a y s o p a (TpaflMirMOHHbie, HcaKxapsoBbie,
KOBpbi-nOKpbiBajia, MHonwpjípoBanHbie 3;iéoHopoM Ü J I I O TJÍHJCKOM, TeMaTMHecKMe — .HOMHHMKM ByíLHOBtKOíí).

HMiHoíí xapaKTepHoñ oflesefle, o^HaKo B 6oflbmwHCTBP
cjiy^aeB He rrpiiflaiOT H M oeMMTCKHx i e p r Ji*ma.
3odpna H e c b n a - P e ń H C p y c c
—
AJIEKCAH,
nOJIHHbCKA-rPMHbHyK, JIEMKOBCKAH M A C T E P ;
HA nMCAHOK

1

CymecTByeT HecKOJibKO rnnoTe3 OTHOcwTejibHQ npoM c x o J K f l e H i n H K o o p o B B n o j i b u i e ; 6 b i T b MOHcer o6pa3rj;aM(M
6bIJIH KOBpbl CKaHflMHaBCKMie, pyocKMe, HeMeUKKe ( T 3 K
Ha3. IIlJie3BM¡r-roiibmTjiHCKMe, Beiderwand),
auTiaiüasMe
(Kidderminster), MTajibaHCKne H McnaHCXMe. BOSMOHCHO,
I T O KOBpoflenne 6 b i j i o npjtBe3eHO MaHyopaíOTypOH JIM6O
TKaiaMM-peMecJieHHiiKaMM,
KOTopbix
rrpKrjrauíajiM
B
Ilojibniy.

Tepeca
KapBMiiKa
—
OEŁIHAH
TAK
HA3.
„MAEB" B nOJIbCKOn HAPO/JHOÍI K y j I B T y P E HA
EBPOnEUCKOM * O H E
B eBponeücKHx j j e p e a H a x 6bHio n p i m a r o craBMTb
BecHXJií, l a n i e B c e r o H a K a H y H e 1 Man, B b i c o s c u e crojiSbi
JIM6O aepeBBH, yBeHiaiHHbie pa3yKpauieHHbrMM
BepxymxaMM, BOKpyr KOTopbix ycrpaMBajiH Tawubi. B n o j i b u i e
nofloSHbie CTOJi6bi, H a 3 b i s a e M b i e „MaaMH" MJTM , j 3 M x a M H " ,
BbiJiM pacnpocTpaHeHbi Ha TeppMTopM
BejinKOnojibum,
Cmiesim M Ha lore Majionojibiuii. B npejrropHbix perwoHax o6biHaíí STOT coxpaHMjica ;;o cepeflUHbi X X B . Hajjo
nojiaraTb, HTO nepBOHa^ajibHO „Man" HOCMJIH KyjnyrOBbtíi
x a p a K r e p , 3aTeM H X craJTM 0Ba3biBaTb c BereraTHBHOH
MarMeiŁ B KOHue X I X B . KyjrbTOBaa M MaranecKaa dpyHKUMM OTMepjiM a o6pnfl npeBpaTMJica B Mrpwne, npMHMMaa
B TOjKe speMa dpopMy 3anrpbiBaHłiH M yxaJKHBaHMa.
B TO BpeMH B flep©BHax craBiuiH ,,inan" Ha B e p x y n i K e
BbrcoKoro m e c r a , n o M e m a H TaM Harpafly flua Tex, KTO
B36mpajica HaBepx, JIMSO ace B ycaflb6ax, rp,e 6aum
fleB y r u K H n a BbiflaHbe.

O j t r a
rojibflfiepT-MyjibKeBMH
—
B nOJIbOKOÍl HAPOffHOÍl C K y j I M I T y P E

EBPEH

B ycTHOM dpojibKjiope c y m e c T B y e T crepeoTMn e B p e a ,
BbicTynaionrjíM a KyKOJibHbix rrpeflCTaBJieitKax, oopafloB M X MacKax, 3MaycoBOM w r p y í i i K e , CBa3aHHbifł c pojibio
AaHHBrx JTMII B o é p a f l a x . Hbrne 3TOT cTepeoTMH 3 a T y m o BbiBaerca, 3a6biBaeTca e s p e i ł , ero Hapa^, p e i b , *reprbi
jimąa.
IC cepeffMHbi X V I I I B. M3BecTHbi dpMrypHbie ynbM
npejiCTaBJiaiomMe
eBpea, Kcnojraaiomero 6bm&gt; MOHCCT,
MarMHecKyio cbyHKirjiK). B HeMHOroHMC^eHHbix npuMepax
c s e r c K O M CKyjibnrypbi M e s c B o e H H O r o nepMOiZra, T e j u a e a p e a
noaBJiajiacb B eflUHM^Hbix c j i y n a a x ;
noflHepKMBajiMCb
B H e m H w e rrpMMerbí, OTJiMHaK&gt;mne e s p e a — H e p T b i j m ą a ,
Hapafl, pofl saHaTKíí (cTpaHCTByiornKń ToproBeii, jiaBOHHMK, HeJIOBeK C K H H r a M H , CTpaHCTByiOmMM My3bIK3HT).
B nocjieBoeiHHOM CKyjibTrrype dpurypa e s p e a crajia MCTOPMHecKOíí TeMoñ; cKyjibnTopbi
oCpamaiOTca
K oíCTaBuiMMCa B n a M a T M C T e p e o T M n a M JIK6O B c n o M K H a w T K O H KperHbie .roma, cn,eHbr. Omt OToGpascaiOT eBpeeB B 6yi;-

2 5 6

A B T O P n u m e r o HCM3HM ¡st TBopnecTBe OflHOíí H3 :¡a''Sojiee Bbmaiorniixca MacTepitii, BbtnojiHaiouiiix infcaHK no^aHbCKa-IpyHbHyK ipo¡zp«iacb B 1911 r. B ^epesHe JI
6oBa 6JTM3 HOBOTO Cowna; ona BOcnuTbiBajiacb B kp ti
jieMKOiBicKoił KyjibTypbi. C narujieTHero B03pacra sesosKr
pa'CKpaiujiBaaia niíeaHKM, n p n o e r a a K BOCKOBOÍÍ M 6,IT;T
KOBOÜ TeXHMKe.
A B T O P onMCbísaeT rexHMKy BbinojiHeHiia, n p n B O , i i
MHOroTOcjieHHbie
BbiCKa3biBaHna
MacTepnubi, KOTOIJ
B c e r ^ a nojib3yeTica ecTeeTBeBHbiMM
KpatMTejia.Mii. OÍ
BbrnojiHaer paBHO Tpasiiu;iiOHHbie y s o p w (TpexLCBeTHbie/,
KaK
M co6cTBeHHbie, y n o T p e S j i a a 3HainTejibH0e KOJIMHecTBO Kpa COK («o 10). y Hee CBoe M3JHo6jieHHoe COMCT a n n e UBeroB, HarrpMM. Senbrií — jKejiTbiñ — Kpacubiíí.
BbmojiHeHHe OflHOíi nucaHKM c Sojiee cjiostHbiM ysopow
He pa3 npcflO^Hcaerca cBbnue 10 n a c o s . nonaHbCKa-TpHHbn y K HMKOrfla He fleJiaeT OfflitHaKOBbix nmcaT-iOK
A B T O P CTaTbH n n u i e r o pa3JiMHHbix BMflax fle.^opaTMBH b l X
p e U i e H M Í Í
XyflOHÍHMICbl, O MOTMBaX, K KOT07T
O H f
narne acero rrpn6eiraeT, 0Ba3biBaa wx. c BOicnoMjír
MOJioflbix jieT. 3TO óbiBaer HanpMM.: .vcojiHbnuKo",,
„ y T p a i e H H b i n BeHOK", „iraeTOK nanopoTHMKa", ,,
jS&gt;m,vse 6a6bi", „6oHeHKM" (BocnoMHHanna o CBanbík,,. CBOU
n*tcaHKM xyflOJKHMTia conpoBOHmaeT eoGcTBeHHbrMH c j
xaMM. Ona roBopMT o ce6e: „M3TOTOBjiaa nucaHKM, a M B I cjieuHO nepeHoniycb B JlaooBy M B TOJIOBC y MeHa Tec« a r c a KapTMHbi fleTCTBa".
KoHKypcbi « a
rrncaHKM, B KOTOpbix
noaaHbCKa-rpMHbHyK npMHKMaeT yHacTMe, noorupaiOT ee K
flajibHeiłrneił p a 6 o r e , K HOBBIM CMejibiM p e m e n n a M . fleTM x y flOJKHimbí H e noiruru n o C T o n a M M a T e p M , HC n o a f l e p s í n Bawr MCKyccTBa rmcaHOK. O H M HCMByT B ropowe: jjo^b —
jjOKTop neflarorjiHecKJix
n a y K , c b m OKOIÍHJÍJI cejibOKOxo3aMCTBeHHyK&gt; aKafleMCHio.
flHHHaneiepaHACOBEHKH M
K)3E&lt;E&gt;A K B H T K O B C K O r O

CKyjIbnTyPbl

KBaTKOBCKM
6bIJI
CTpaHCTByiOmMM CKyjIbnTOpO*
BTopoM nojiOBMHbi X I X BeKa. J¡,o CMX nop
ycraHOBaenc
aJBTopcTBo CBbinre 10 e r o paooT. HeKOTopbie M3 H M Í
npMo6peji JlK&gt;6jrMHCKJiM M y 3 e ü . A B T O P n o c s a n i a e r
mi
CBOK) C T a T b K ) .
l O s e c p 4 &gt; y p f l b i H a — K 3 3 E * CJIOHMHA —
H b l í í C K y j I b n T O P M3 B O r i l A H O B K M

HAPOfl-

K)3edp C j i O i H H H a (1925—1978) p o f f M J i c a B B o r A a n o B K e
B MOJiOflOCTM 6i&gt;m n a c T y x O M , 3 a T e M p a S o T a j í B J i e c y
B p e s y j i b T a T e HecHacTHOro c j i y n a a CTan MHBajiJiAOM r p y js¡a, n o j i y n a u i oenCMio, e r a B i u y i o cpejiCTBOM e r o c o a e p j K a H M a . H p M M e p H O B 1956 r . CjionMiHa 3 a H a j i c a c K y j i b n T y p o ü
CHanajia ł i c n o n b 3 y a KOPHM (najitKM c MSOiopaHíenMaMM JKIÍB O T H b i x ) , 3 a T C M peH&gt;Hbie KaMHM M flpeBecMuy. 3 T O T MaTepMají nocJiyscM^ e M y SJIH B b i n o j i u e H M a p a f l a opMryj;
CBaTblX, CXOJKMX IIO TMny C TpaflMIIMOiIiHblMM HapOSHMMM c K y ^ b n T y p a M M , a -raxxe
opMrypbi, O T o 6 p a 3 K a i o u ; M ' .
mofxeñ 3 a p a G o T o í í .

�Ryszard B r y k o w s k i

W s e t n ą rocznicę pierwszej polskiej wystawy
etnograficznej w Kołomyi

Jerzy Czajkowski

M a r i a n Pokropek, Budownictwo ludowe

Zofia Czerwosz

Sztuka ludowa w
dzieci i młodzieży

Aleksander Jackowski

Józef L u r k a . Portret r z e ź b i a r z a

Ewa Korulska

Przemiany wzorca estetycznego — wzory,
glądy, modele

Jan

Postacie o b r z ę d o w e w koncepcji ś w i a t a
śląskich

Kurek

estetycznym

Jri Langer

Rzeźba kamienna na Orawie

Czesław

Robotycki

Listy z nieba

Czesław

Robotycki

P o g l ą d y etyczne i estetyczne

wychowaniu

po­

Górali

Anna Ś w i ą t k o w s k a

Hafty w stroju

Krzysztof

Jana Bernasiewicza M a ł e Muzeum w Jaworzni

Wójcik

łowickim

W numerze 2 opublikujemy odpowiedzi na a n k i e t ę d o t y c z ą c ą przedmiotu zainte­
r e s o w a ń i metod w ł a ś c i w y c h etnografii i etnologii, m.in. w zakresie b a d a ń nad
s z t u k ą l u d o w ą oraz w s t ę p p o d s u m o w u j ą c y w y n i k i tej ankiety. M.in. u k a ż ą
się wypowiedzi prof. prof.: Józefa Burszty, A n n y Kutrzeby-Pojnarowej, Edwar­
da Pietraszka, Zofii Sokolewicz, Witolda Dynowskiego, doc. dr doc. dr Marcina
Czerwińskiego, W ł o d z i m i e r z a Pawluczuka, dr dr Zbigniewa Benedyktowicza, Ta­
deusza Chrzanowskiego, L u d w i k a Stommy, Ryszarda Tomickiego.
Specjalny numer p o ś w i ę c o n y będzie kulturze C y g a n ó w polskich. M.in. znajdują
się w n i m a r t y k u ł y Adama Bartosza, Lecha Mroza, Renaty H r y ń , P a w ł a Le­
chowskiego, Pala Bansky'ego.

Z a k ł a d Narodowy imienia Ossolińskich — W y d a w n i c t w o W r o c ł a w , Oddział w War­
szawie 1980. N a k ł a d 2000 egz. Objętość 20,10 ark. w y d . , 16,00 ark. druk. Papier
powlekany k l . V, 90 g, 61X86. Oddano do s k ł a d u 12.VIII.1980 r. Podpisano do
d r u k u w k w i e t n i u 1981 r. W y d r u k o w a n o w m a j u 1981 r. Zakł. Graf. „ T a m k a " .
Z. 2. Zam. 360. L-20. Cena 60.— zł

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10709" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10687">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/376547991f21adfb44b7ac525bbccda6.pdf</src>
        <authentication>f4750d1423f97fb8e5b9370612e18ea6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3486</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127696">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3268</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127698">
                <text>Kronika IV-VI 1980 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127699">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.249-250</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127700">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127701">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127702">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127703">
                <text>wargami oraz w k l ę s ł e nosy. Rodzaj tworzywa zdecy­
d o w a ł o t y m , że c a ł y akcent skupia się na r y s u n k u '
i wyrazie samej t w a r z y z p o m i n i ę c i e m włosów (il. 4).
O s t a t n i ą g r u p ę r z e ź b Słoniny t w o r z ą wykonane
w drewnie f i g u r k i z w i e r z ą t , k t ó r e ze względu na bar­
dzo m a ł e w y m i a r y , p r z y p o m i n a j ą zabawki. W prze­
c i w i e ń s t w i e do i n n y c h p r z y k ł a d ó w twórczości artysty
doszły t u w y r a ź n i e do głosu tendencje naturalistyczne, ujawnione g ł ó w n i e w daleko p o s u n i ę t e j trosce
o szczegóły anatomiczne i fakturalne oraz w chęci
p o d k r e ś l e n i a momentu ruchu.
P o d s u m o w u j ą c dorobek r z e ź b i a r s k i Józefa Słoniny,
należy p o d k r e ś l i ć , że reprezentuje on przeciętny po­
ziom, k t ó r y w n i e k t ó r y c h p r z y k ł a d a c h , j a k np. rzeź­
bie kobiety k o p i ą c e j m o t y k ą ziemię, z d a w a ł się zapo­
w i a d a ć r z e ź b i a r z a z d u ż y m i możliwościami. Intereso­
w a ł go przede wszystkim człowiek, jego praca i troski.
Z tego w z g l ę d u ś w i ą t k a r s t w o o d g r y w a ł o u niego rolę
d r u g o r z ę d n ą i wiązało się przede wszystkim z począt­
k o w y m okresem twórczości. W n i e k t ó r y c h tematach
ś w i e c k i c h n a w i ą z u j e jednak do tradycji ś w i ą t k a r s k i c h
(kobieta z dzieckiem na r ę k u , dziewczyna w gorsecie).
Część jego prac ma Charakter ilustracyjny
(zajęcia
wiejskie), część zaś t r a k t o w a ł jako swoisty trening
warsztatowy (główki kamienne). W a r t o ś ć
plastyczną
m a j ą jednak przede wszystkim rzeźby o tematyce
świątkarskiej
oraz ś w i e c k i e
rzeźby
jednofiguralne,
mniej cenne są kompozycje wielofiguralne.

wspólna funkcja: wół zaprzężony w jarzmo, chłop trzy­
mający pług oraz poganiająca wołu kobieta. Poszcze­
g ó l n e , bryły kompozycji, poprawnie ęzeźbione, są rea­
listycznie ujęte. Rzeźbiarsko najbardziej udany jest
wół. Trafność ujęcia przejawia się w u k ł a d z i e takich
elementów anatomicznych, jak mocno osadzona głowa,
masa tułowia oraz ruch nóg. Jednolita faktura wszyst­
kich brył a także brak polichromii, p o d k r e ś l a j ą jed­
ność ideową całej kompozycji.
Poza wspomnianymi już rzeźbami sakralnymi, po­
wstałymi w początkowym okresie twórczości, wszystkie
inne pozbawione są polichromii: n i e k t ó r e t y l k o po­
krywa błyszcząca warstwa bezbarwnego lakieru.
Poczucie dekoracyjności widoczne jest w pracach
Słoniny w rozwiązaniach kompozycyjnych, kierunkach
linii płaszczyzn,
kontraście
faktur
itp.,
natomiast
występuje ono tylko w n i e w i e l k i m stopniu w postaci
dekoracji niezależnej, zdobiącej płaszczyznę (jak to ma
miejsce np. w płaskorzeźbie M a t k i Boskiej z Dzie­
ciątkiem).
Odrębną grupę rzeźb S ł o n i n y s t a n o w i ą ludzkie
główki kamienne, wykonywane, jak o t y m mówił, dla
nabrania wprawy w rzeźbieniu i dla w ł a s n e j przy­
jemności, zazwyczaj podczas pasienia k r ó w . Widoczne
są w nich te same cechy, k t ó r e spotykamy w g ł o w a c h
rzeźbionych w drewnie: zaznaczona p ł a s k o ś ć twarzy,
migdałowato wycięte oczy, osadzone dość głęboko w
stosunku do czoła, w ą s k i e usta ze słabo widocznymi

Zdjęcia w y k o n a ł autor

R

K

O

N

I

K

A

IV-VI 1980
Imprezy regionalne
i folklorystyczne
16 V — w Częstochowie Z w i ą ­
zek „Cepelia" z o r g a n i z o w a ł I Ogól­
nopolski Przegląd R z e ź b y L u d o ­
wej, z udziałem 6 Zrzeszeń Ce­
pelii.

*
10,11 V — Busko (kieleckie),
IV Spotkania z Folklorem. Przy­
znano nagrody kapelom, zespołom
regionalnym, solistom, ś p i e w a k o m
i instrumentalistom.
V — Łomża, w ś r ó d
imprez
Święta
Kultury
Staropolskiej
„Rajby K u r p i o w s k i e " — w i d o w i s ­
ko plenerowe w
nowogrodzkim
skansenie.
*

30 V—2 V I — w Muzeum Etno­
graficznym w T o r u n i u w ramach
„Dni
Torunia"
zorganizowano
„Spotkania
Kapel
Ludowych
z
udziałem
kapel
zagranicznych",
wystąpiły zespoły z Polski, W ę g i e r
i Jugosławi. C y k l imprez, k t ó r e
odbywały się na placach i u l i ­
cach miasta o b e j m o w a ł koncerty,
spotkania,
pokazy
instrumentów,
występy
zespołu
dziecięcego
z Koniakowa, stylizowanego zes­
połu t a ń c a z B r a t y s ł a w y oraz j u ­
gosłowiańskiego
zespołu
pieśni
i t a ń c a „żeńcy". Jako pomostu j ę ­
zykowego u ż y t o esperanto, a W ę ­
gierski
Związek
Esperantystów
przysłał t o w a r z y s z ą c ą m u z y k o w a ­
niu w y s t a w ę haftu ludowego. Or-

ganizatorami imprezy było Muze­
um,
Wydział
Kultury
i Sztuki
Urzędu
Miejskiego
w
Toruniu
oraz
Zarząd
Główny
Polskiego
Związku Esperantystów.

7 8 V I — O s t r o ł ę k a , 25-te D n i
F o l k l o r u Kurpiowskiego, z udzia­
ł e m kapel, zespołów i t w ó r c ó w
l u d o w y c h kurpiowszczyzny.
f

19—22 V I — Przytoczna, I I I
Ogólnopolski
Przegląd
Dorobku
Kulturalnego Wsi. J u r y
(przew.
prof. dr Józef
Burszta) oceniło
widowiska zespołowe ( I nagr. ot r z y m a ł W D K w Kielcach) oraz
w y s t a w y konkursowe (przew. j u ­
r y ant pL P r z e m y s ł a w B r y k a l s k i ) :
I nagr. p r z y p a d ł a ekspozycji W D K
z
Piły,
pokazującej
dysonanse
m i ę d z y d a w n ą a w s p ó ł c z e s n ą ar­
c h i t e k t u r ą wsi, z a s t ę p o w a n i e p i ę k ­
nych starych f o r m
współczesną
produkcją masową.
20—22 V I — Płock, X I V Ogól­
nopolski Festiwal F o l k l o r u i Sztu­
k i L u d o w e j pod h a s ł e m „Z bie­
giem Wisły", odbyło się seminar­
i u m folklorystyczne, otwarto w y ­
stawy, m.in. „Diabły polskie w
rzeźbie i legendzie" (z kolekcji
Wiktoryna Grąbczewskiego). Kon­
certom
zespołów
towarzyszyły
kiermasze sztuki ludowej:
kwia­
tów, w y p i e k ó w , w y r o b ó w ze sło­
my,
przysmaków
regionalnych.
Przywrócono
Radę
Programowo-Artystyczną
(przewodniczący
dr.

B o g u s ł a w Linette), k t ó r a przyzna­
ła w y r ó ż n i e n i a : g ó r n i c z e m u zespo­
łowi pieśni i t a ń c a „ S i e m i a n o w i ­
ce" za t a ń c e mieszczan żywiec­
kich, zespołowi „ R r o m n i " z War­
szawy za ludowe t a ń c e i stroje,
zespołowi z Brzeźnicy za stroje
kobiece, zespołowi „ Ż e r d z i e " z Pu­
ł a w za a u t e n t y c z n o ś ć widowiska
— w y r o b u lnu, zespołowi „ J a w o r z n i k " z B ę d z i n a za autentyczne ele­
menty
w
obrzędzie
weselnym
i stroje, zespołowi z Grodziska
Dolnego za a u t e n t y c z n o ś ć stroju,
m u z y k i i pieśni, Zespołowi pieśni
i
tańca
„Wisła" za
różnorodne
t a ń c e w i ś l a ń s k i e , zespołowi „Podwiślanka" z Sieciechowa za wido­
wisko pieczenia chleba, kapeli ze
Zdunkowa i kapeli braci R ó ż a ń ­
skich z Zabierzowa Bocheńskiego
za tradycyjny sposób gry, oraz
kapeli braci T r z p i l ó w z Garwoli­
na za zachowanie autentycznego
stylu muzykowania.

14,15 V I — Przysucha, I V Wo­
j e w ó d z k i P r z e g l ą d Folkloru i Sztu­
k i Ludowej w o j . radomskiego.
20—22 V I — Łowicz, „ J a r m a r k
ł o w i c k i " z u d z i a ł e m kapel, zespo­
łów, g a w ę d z i a r z y ; wystawa sztuki
ludowej regionu w Muzeum Na­
rodowym, oddział w Łowiczu.
26—29 V I — Kazimierz n.Wisłą, X I V Festiwal Kapel i Śpiewa­
k ó w Ludowych. I nagrody otrzy­
m a l i : Kapela „Dolina Dunajca" z
249

�Nowego Sącza, zespół
śpiewaczy
z
Łukowej
(zamojskie),
Maria
Majchrzak ze Skoraszewic (lesz­
czyńskie) — śpiew, S t a n i s ł a w Na­
wrot z Szymanowa (leszczyńskie)
— skrzypce. Przyznano
również
nagr. I I i I I I .
*

3—31V — w ramach obcho­
dzonych
Dni
Oświaty
Książki
i Prasy, odbyły się m.in.: 24 V —
Dzień D o m ó w K u l t u r y i Amators­
kiej Twórczości
Artystycznej w
Warszawie, 25 V — Ś w i ę t o K u l t u ­
r y Wsi — Dzień Polskiej Sztuki
Ludowej
i
Folkloru;
głównym
punktem programu b y ł a Cepeliada
w Warszawie.

24 V — T u r n o k. B i a ł o b r z e ­
gów. Z a k o ń c z y ł się 2-tygodniowy
ogólnopolski plener ludowej r z e ź ­
by monumentalnej.

*
24 V — Muzeum w Zabrzu,
otwarcie wystawy malarstwa „ n a i ­
wnego" M a r i i Wojtowicz z K r a ­
kowa.

*
V — w Częstochowie i Zabrzu
pokazano w y s t a w ę prac N i k i f o r a
ze z b i o r ó w Muzeum O k r ę g o w e g o
w N o w y m Sączu.
*

V — Sierpc, w Muzeum Et­
nograficznym wystawa „ S i e r p e c k a
r z e ź b a ludowa".
*

Konkursy i wystawy
1 8 I V — w Muzeum Etnogra­
ficznym w Toruniu otwarto po­
konkursową
wystawę
wycinanki
ludowej. Na otwarcie p r z y b y l i na­
grodzeni i w y r ó ż n i e n i t w ó r c y w
strojach regionalnych. O m ó w i e n i a
w numerze.

*
2 2 I V — w Z a k ł a d o w y m Do­
m u K u l t u r y w Radomiu rozstrzyg­
nięto
ogólnopolski . konkurs
pt.
Życie i twórczość Jana Kocha­
nowskiego w rzeźbie i malarstwie
ludowym na szkle, na k t ó r y w p ł y ­
nęło 203 prace, w t y m 23 obrazy
na szkle.
Jury
pod
przewodnictwem
Barbary Z a g ó r n e j - T ę ż y c k i e j p r z y ­
znało nagrody. I otrzymali: Stefan
Slażyński (Stanisławice, w o j . ra­
domskie)
i Stanisław
Piwoński
(Kozienice w o j . radomskie), nagr.
I I : S t a n i s ł a w Denkiewicz (Jedlnia,
woj.
radomskie),
Antoni
Baran
(Opoczno), Józef
Serwik
(Lubań
Sl., w o j . opolskie), Ewelina P ę k s o wa (Zakopane), nagr. I I I : Romuald
Baryłowicz
(Kozienice, w o j .
ra­
domskie), Józef Zganiacz (Fałków,
woj. kieleckie), J a r o s ł a w F u r g a ł a
(Polwica, w o j . w r o c ł a w s k i e ) , W ł a ­
dysław
Walczak-Boniecki
(Zako­
pane), Jolanta P ę k s o w a (Zakopa­
ne).

V

— Rybnik, wystawa d y w a ­
n ó w dwuosnowowych ze zbiorów/
Muzeum O k r ę g o w e g o w B i a ł y m ­
stoku.
*
V — w poszczególnych woje­
w ó d z t w a c h r o z s t r z y g n i ę t o ogólno­
polski konkurs pn. Ludowe i a r t y ­
styczne r ę k o d z i e ł o wsi, zorg. przez
Cepelię, Centralny Z w i ą z e k K ó ł e k
Rolniczych i Federacji Stowarzy­
szeń P r z y j a c i ó ł Sztuk P i ę k n y c h w
Polsce. Celem konkursu b y ł a dal­
sza aktywizacja twórczości i w y ­
twórczości m i e s z k a ń c ó w wsi i ma­
łych miasteczek. Cepelia ufundo­
w a ł a nagrody.

*
12 V I — W r o c ł a w ,
Muzeum
Etnograficzne. Otwarcie
wystawy
„Polskie, instrumenty ludowe" ze
z b i o r ó w Muz. I n s t r u m e n t ó w M u ­
zycznych w Poznaniu.

*

*

V I — w Zalipiu rozstrzygnięto
konkurs
„Malowana
chata";
62
m a l a r k i z Zalipia i 13 z okolicz­

*

I V — o d b y ł się K o n k u r s k r o szonkarski
zorg.
przez
Wydział
K u l t u r y i Sztuki U r z ę d u W o j . w
Opolu; wzięło w n i m u d z i a ł 117
osób. Nagrody I otrzymali: Tade­
usz Gała, Korfantowo; M a r i a R u ­
dzik,
Osowiec;
Anna
Bronder,
Raszkowa;
Edetranda
Krupop,
Kamień
Sl.;
Katarzyna
Chodo­
rowska
i Wiesława
Żytkiewicz,
Tułowice.
*
I V —• Wystawa zabawki l u ­
dowej, Muz. Etnograficzne, W a r ­
szawa,
przy
współudziale
Muz.
Zabawkarstwa w Kielcach.
16 V—6 V I — Pyrzyce, ekspo­
zycja prac t w ó r c ó w ludowych Zie­
m i Pyrzycklej.

250

Sztuka ludowa innych narodów
I V •— Warszawa, salon wysta­
w o w y TPSP, u k r a i ń s k a sztuka l u ­
dowa.
1 8 I V — Muzeum Etnograficz­
ne w Warszawie, „ Ł u b o k " — zna­
k o m i t a w y s t a w a rosyjskiej grafiki
ludowej z X V I I I i X I X w., ze
z b i o r ó w Muzeum i m . Puszkina w
Moskwie.
*

19 V — M i l a n ó w k. Parczewa,
zakończył się Ogólnopolski plener
r z e ź b y ludowej pt. Sport w sztuce
ludowej (23 u c z e s t n i k ó w ) .

I V — Bolesławiec (woj. zie­
lonogórskie),
wystawa
dawnej
sztuki ludowej Dolnego Śląska.

Wystawy amatorów
Jako etap przygotowawczy do
ogólnopolskiej w y s t a w y I I I Trien­
nale
Plastyki
Nieprofesjonalnej
( k t ó r a o d b ę d z i e się w listopadzie
— w g r u d n i u we W r o c ł a w i u ) od­
b y ł y się p r z e g l ą d y , łączące po k i l ­
ka blisko siebie położonych woje­
w ó d z t w . M i a ł y one miejsce m.in.
w:
Olsztynie,
Gdańsku,
Często­
chowie.
Z w i ę k s z y c h w y s t a w plastyki
a m a t o r ó w zorganizowano również:
V I I I w o j . w y s t a w a plastyki ama­
torskiej,
Gdańsk
(kwiecień); I I I
woj. p r z e g l ą d plastyki nieprofesjo­
nalnej, C z ę s t o c h o w a (maj); I V woj.
przegląd
plastyki
nieprofesjonal­
nej, Bydgoszcz (czerwiec); w Ka­
towicach: K o n k u r s „Od gminy do
województwa",
z
udziałem
88
amatorów.

*

17 V I — Muzeum Etnograficz­
ne w Warszawie, otwarto w y s t a w ę
r z e ź b Szczepana Muchy
ze
wsi
Szale. Komisarzem b y ł a
Halina
O l ę d z k a . B y ł a to pierwsza duża,
i n d y w i d u a l n a wystawa tego bardzo
interesującego
twórcy.
Wydano
bogato ilustrowany katalog z ob­
szernym tekstem H . O l ę d z k i e j .
19 V I — w Iłży r o z s t r z y g n i ę t o
konkurs ceramiczny dla c z ł o n k ó w
spółdzielni „ C h a ł u p n i k " . Wzięło w
n i m u d z i a ł 32 t w ó r c ó w z o ś r o d ­
k ó w w Rędocinie, Ostrowcu, W ó l ­
ce
Bodzechowskiej,
Chałupkach
i In. Nagrody w dziedzinie cera­
m i k i u ż y t k o w e j otrzymali: I —
S t a n i s ł a w K r a l i Roman P o ł e t e k
(Piski Brzustowskie), nagr. I I —
Tadeusz G o r c z a ń s k i , Tadeusz P o ł e ­
tek (Ostrowiec) i Jan Jeż (Wólka
Bodzechowska), nagr. I I I — A n t o ­
n i Szubartowski, W a c ł a w Rokita,
Władysław
Misiowiec,
Henryk
Rokita (Rędocin), S t a n i s ł a w
Sewe r y ń s k i (Odrowąż), Jan
Armański
(Chałupki).
Za c e r a m i k ę f i g u r a l n ą n a g r ó d
I nie przyznano, I I o t r z y m a ł a Ja­
nina Gozdecka (Odrowąż), I I I —
Elżbieta Klimczak, Stefan S o w i ń ­
ski (Chałupki).
*
19 V I
—
Toruń,
Muzeum
O k r ę g o w e „ S z t u k a ludowa Ziemi
C h e ł m i ń s k i e j " , wystawa ze
zbio­
r ó w Muzeum.

*

nych wsi. 32 m a l a r k i
otrzymały
I nagr., 19 — I I , 6 — I I I . Jury
p r z e w o d n i c z y ł Roman Reinfuss.
V I — w Nowej S ł u p i odbył
się plener r z e ź b y monumentalnej
z u d z i a ł e m t w ó r c ó w kielecczyzny
zrzeszonych w STL.

*

3 1 V — Muzeum Etnograficz­
ne, T o r u ń , wystawa ludowego haf­
tu węgierskiego.

*

12 V I — Warszawa, węgierska
sztuka ludowa w W ę g i e r s k i m I n ­
stytucie K u l t u r y .
*
VI—VII
— Warszawa, Cze­
chosłowacki Ośrodek Kultury i In­
formacji.
Wystawa
słowackiej
sztuki ludowej,
ceramika, skóra,
drewno.

Polska sztuka ludowa zagranicą
I V — Lipsk, wystawa ciast
obrzędowych,
Polskę
reprezento­
wały
wypieki
Teresy
Waltos
i M a r i i Grzędziel ze
Strzyżowa
(rzeszowskie).
*
17 V I
—
Drezno,
Muzeum
Sztuki Ludowej, wystawa polskiej
w y c i n a n k i (750 prac z r ó ż n y c h re­
gionów) ze z b i o r ó w Muzeum Et­
nograficznego w Toruniu. Museum
für Volkskunst w y d a ł o obszerny
bogato ilustrowany katalog.
*
V
— w Ruse (Bułgaria),
podczas o b c h o d ó w
Dni
Torunia
otwarto w y s t a w ę z kolekcji Muz.
Etn. w T o r u n i u pt. M i k o ł a j Ko­
p e r n i k w polskiej rzeźbie ludowej.
Na wystawie z n a l a z ł y się 72 rzeź­
by i p ł a s k o r z e ź b y
współczesnych
t w ó r c ó w , b a r w n e fotogramy przed­
s t a w i a j ą c e miejsca z w i ą z a n e z pos­
tacią
Kopernika
oraz
fotografie
r z e ź b i a r z y przy pracy.
1 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10676" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10654">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b437c1aed3fe7fc293cbaa397bd58111.pdf</src>
        <authentication>32225bb618d1c930da5365649585cdd1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127231">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3466</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127232">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127233">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3249</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127234">
                <text>Wycinanki podwarszawskie Zofii Świderskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.31-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127236">
                <text>Śledziewski, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127237">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127238">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127239">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127240">
                <text>I

. Antoni Śledziewski

WYCINANKI PODWARSZAWSKIE
ZOFII ŚWIDERSKIEJ

\*ш &lt;m ш *

П. 1. Z o f i a

Swiderska

przy

m

-m m

m

-*» m&lt;

m

pracy.

Zofia Swiderska z G o ź l i n a G ó r n e g o w g m i n i e Wilga
jest obecnie j e d n ą z n a j c i e k a w s z y c h
indywidualności
artystycznych wśród
wycinankarek Powiśla
Otwocko-Garwolińskiego. Dla osób zajmujących się sztuką l u ­
d o w ą o p i n i a taka m o ż e b y ć nieco z a s k a k u j ą c a , ponie­
w a ż w y c i n a n k i S w i d e r s k i e j s ą s t o s u n k o w o m a ł o znane.
W p r a w d z i e pewna ich liczba znajduje się w zbiorach
m u z e ó w etnograficznych w Toruniu i Warszawie, muze­
ó w o k r ę g o w y c h w P ł o c k u i Siedlcach oraz w m u z e u m
r e g i o n a l n y m w Ł u k o w i e i w z o r c o w n i C e p e l i i , ale n i e
upoważniają
one, b y ć m o ż e , do f o r m u ł o w a n i a
takiej
opinii. Ponadto n i e k t ó r e w y c i n a n k i
Zofii
Swiderskiej
s p r z e d t r z e c h l u b c z t e r e c h l a t w z b u d z a j ą w e m n i e szereg
wątpliwości
i wyjaśnię
dalej
dlaczego.
Ale
właśnie
około d w ó c h lat t e m u n a s t ą p i ł dosyć istotny zwrot w
jej w y c i n a n k a r s k i e j t w ó r c z o ś c i . Przemiana ta, polega­
j ą c a na
świadomym
p o w r o c i e do d a w n y c h
wzorów,
pozwala m i e ć nadzieję, że istnieje m o ż l i w o ś ć u t r z y m a ­
nia lub nawet p r z y w r ó c e n i a stricte tradycyjnego w y ­
cinankarstwa, jeżeli t y l k o znajdzie się f o r m ę w s p ó ł p r a ­
cy w y c i n a n k a r e k z l u d ź m i ś w i a d o m y m i i s t o t y w y c i n a n ­
ki, znającymi tradycyjne formy
regionalne.
Zofia
Swiderska
wycina od młodości. Urodziła
się
8 k w i e t n i a 1899 r . w S z y m o n i e w i c a c h , g m . S o b i e n i e - J e ziory, a w i ę c w c e n t r u m P o w i ś l a
Otwocko-Garwolińskiego, ż y w e g o w t e d y o ś r o d k a w y c i n a n k a r s t w a . M a t k a
jej, A n t o n i n a Ciara z d o m u Kasprzak, urodzona około
1880 r o k u w Z a m b r z y k o w i e w t e j ż e g m i n i e , b y ł a t a k ? e
— i to podobno szeroko z n a n ą — w y c i n a n k a r k ą , a po-

nadto h a f t o w a ł a
i r o b i ł a ł a d n e p i s a n k i . Jej
pracami
artystycznymi i n t e r e s o w a ł y się ó w c z e s n e społeczne orga­
nizacje m ł o d z i e ż o w e i kobiece. Zofia Swiderska p a m i ę t a ,
ż e jeszcze p r z e d p i e r w s z ą w o j n ą ś w i a t o w ą m a t k a j e j
b y ł a k i l k a k r o t n i e zapraszana, n a j a k i e ś z e b r a n i a i w y ­
s t a w y do W a r s z a w y n a u l . K o p e r n i k a , - g d z i e z a w o z i ł a
w t e d y swoje w y c i n a n k i , hafty i pisanki. W e d ł u g o p i n i i
Swiderskiej — najstarszej z siedmiu c ó r e k
Antoniny
Ciary — ż a d n a z nich nie d o r ó w n u j e zdolnościami arty­
s t y c z n y m i swojej matce, c h o ć jedna z sióstr, mieszka­
j ą c a obecnie w e w s i W r o c k i w w o j . t o r u ń s k i m , jest
zdolną h a f c i a r k ą z a j m u j ą c ą się w y k o n y w a n i e m f r y w o litek, s z y d e ł k o w a n i e m itp.
Wyniosła więc z d o m u Swiderska artystyczne zain­
teresowania i d o ś w i a d c z e n i e w y c i n a n k a r s k i e swojej mat­
k i . Piszę ś w i a d o m i e o zainteresowaniach
artystycznych,
p o n i e w a ż S w i d e r s k a od n a j w c z e ś n i e j s z e j m ł o d o ś c i sporo
uwagi poświęca „ r y m o w a n i u " , t j . u k ł a d a n i u wcale zgrab­
nych satyrycznych w i e r s z y k ó w ; dosyć wcześnie
za­
c z ę ł a r ó w n i e ż w y s t ę p o w a ć w a m a t o r s k i m t e a t r z y k u oraz
ś p i e w a ć w k o ś c i e l n y m c h ó r z e i k o n t y n u o w a ł a te z a j ę ­
cia p r z e z k i l k a l a t , n a w e t j a k o m ę ż a t k a . M i a ł a i m a
d o t y c h c z a s z n a k o m i t ą p a m i ę ć ; d z i ś jeszcze p o t r a f i o d ­
t w o r z y ć c a ł e m o n o l o g i i p a r t i e s w o i c h r ó l ze s z t u k w y ­
s t a w i a n y c h w czasie p i e r w s z e j w o j n y ś w i a t o w e j l u b po
wyzwoleniu.
Recytuje
i śpiewa
c h ę t n i e . A l e przede
wszystkim wycina.
1

Początki jej
m i a ł a 10, m o ż e

wycinankarstwa sięgają czasów,
gdy
11 l a t . W t e d y n a ś l a d o w a ł a m a t k ę . 11

31
I

�II.

3. Lalka,

w y m . 28 X 14,5

c m . I I . 4. Lalki
podwójne
z czterema
stawy, w y m . 28 X 22 c m .

l i s t o p a d a 1919 r . w y s z ł a za m ą ż za A n d r z e j a S w i d e r ­
skiego i z a m i e s z k a ł a w G o ź l i n i e G ó r n y m o d d a l o n y m od
S z y m o n i e w i c z a l e d w i e o 4 k m . P r z e z p e w i e n czas w y ­
c i n a ł a n a d a l d l a siebie i d l a i n n y c h k o b i e t , a ż d o czasu
gdy strojenie izb stało się niemodne. A l e — j a k .wspo­
m i n a — l u b i ł a czasem p o w y c i n a ć c o ś „z g ł o w y " , za­
r ó w n o d l a s i e b i e , j a k i d l a k o g o ś z r o d z i n y l u b po
p r o s t u po t o , a b y p o k a z a ć t o d z i e c i o m s z k o l n y m . W o k ­
r e s i e m i ę d z y w o j e n n y m w y c i n a ł a jeszcze c z a s a m i i s t r o i ł a
w y c i n a n k a m i s w o j ą i z b ę . P o w o j n i e do w y c i n a n k a r s t w a
w r ó c i ł a s t o s u n k o w o p ó ź n o , p o n i e w a ż n i e d o t a r ł y do n i e j
wiadomości
o organizowanej
w 1956 r o k u
wystawie
sztuki ludowej p o w i a t ó w Garwolin i R y k i , a potem w
r o k u 1963 w y s t a w i e w y c i n a n e k k o ł b i e l s k i c h i z P o w i ś l a
O t w o c k o - G a r w o l i ń s k i e g o . Dopiero na p r z e ł o m i e lat sześć­
d z i e s i ą t y c h i s i e d e m d z i e s i ą t y c h d o w i e d z i a ł a się, że w o d -

32

kogutami

•»&gt;»»»

«»:eceeeee

u

pod­

««««C'C

жтхт

�П. 5. Lalka

z

dwoma

kogutami,
w y m . 26 X 17 c m . I I . 6. Lalki
kogutami
u podstawy,
w y m . 28 X 19,5 c m .

d a l o n y c h o p a r ę k i l o m e t r ó w od G o ż l i n a Sobieniach K i e l czewskich m i e s z k a j ą d w i e kobiety, k t ó r y c h
wycinanki
b y ł y j u ż na w y s t a w a c h i s ą t e r a z k u p o w a n e p r z e z m u z e a
i W y d z i a ł K u l t u r y Prezydium W R N w Warszawie. Fakt,
że k t o ś interesuje się d a w n y m i w y c i n a n k a m i , z m o b i l i ­
z o w a ł j ą do p r a c y . N a j p i e r w , , p r z y p o m i n a ł a " sobie s w o j e
stare w z o r y , w y c i n a j ą c po p r o s t u z b i a ł e g o p a p i e r u ,
j a k i m i a ł a pod
ręką, a potem poprosiła
mieszkającą
w Piastowie córkę o kupienie kolorowego papieru glans o w a n e g o . W n i e d ł u g i m czasie j e j w y c i n a n k i
znalazły
się w d o m u k u l t u r y w G a r w o l i n i e , a w r o k u 1973 n a
konkursie i pokonkursowej w y s t a w i e sztuki ludowej po­
łudniowego
Mazowsza, zorganizowanej
w
Garwolinie
przez W y d z i a ł K u l t u r y P r e z y d i u m W R N w W a r s z a w i e ,
przy współudziale w y d z i a ł ó w o ś w i a t y i k u l t u r y rad na­
rodowych w Garwolinie, Grodzisku Maź., Grójcu, M i ń s k u

podwójne

z

dwoma

o

33

�Maz., O t w o c k u , Piasecznie i W o ł o m i n i e . N a w y s t a w i e tej
Ś w i d e r s k a o t r z y m a ł a j e d n ą z trzech pierwszych nagród,
a w tekście katalogu wystawy już wtedy została określo­
na jako jedna z n a j w y b i t n i e j s z y c h w y c i n a n k a r e k .
2

Z p o c z ą t k u w y c i n a ł a tradycyjne, grubo cięte
lalki,
koguty i gwiazdy. A l e S w i d e r s k a jest o b d a r z o n a w y j ą t ­
k o w y m temperamentem
twórczym, lubi
eksperymento­
w a ć i p o s z u k i w a ć . S z u k a j ą c coraz to n o w y c h w z o r ó w
— c h y b a n i e bez s u g e s t i i k o g o ś z k r ę g u o d b i o r c ó w , bo
wycinanki
s w o j e c h ę t n i e p r z e k a z y w a ł a do s z k o ł y , na
p l e b a n i ę , do ś w i e t l i c i o f i a r o w y w a ł a z n a j o m y m — za­
częła w p r o w a d z a ć elementy naturalistyczne i obce m i e j ­
s c o w e j t r a d y c j i , j a k n p . wiewiórki
i zajączki,
chabry,
wisienki
i t p . ( i l . 2), a do t r a d y c y j n y c h g w i a z d u l e p s z e ­
nia techniczno-artystyczne w postaci r ó w n y c h , o k r ą g ł y c h
„okienek", w y k o n y w a n y c h przy pomocy biurowego dziurk a c z a ( i l . 15).
Zofię S w i d e r s k ą i jej w y c i n a n k i znam od ponad
pięciu lat. G d y w ś r ó d jej n o w y c h p o m y s ł ó w z a c z ą ł e m
d o s t r z e g a ć e l e m e n t y o d d a l a j ą c e te w y c i n a n k i o d miejsco­
wej t r a d y c j i , a s t w a r z a j ą c e p e w i e n t y p w y c i n a n k i — by
t a k rzec — a u t o r s k i e j , i n d y w i d u a l n e j , z a c z ą ł e m z a c h ę ­
c a ć i c h a u t o r k ę do p o w r o t u d o f o r m t r a d y c y j n y c h . B e z
w a h a n i a o d r z u c i ł a S w i d e r s k a d z i u r k a c z , ale n i e m o g ł a
rozstać się z w i e w i ó r k a m i , zajączkami, chabrami i w i ­
sienkami, k t ó r e nadal, obok k o g u t k ó w i lalek, w p r o w a ­
d z a ł a do s w o i c h g w i a z d , p o n i e w a ż w i e l e o s ó b
ceniło
i ceni w ł a ś n i e w y c i n a n k i
z tego r o d z a j u m o t y w a m i .
P r z y j e c h a ł e m k i e d y ś do S w i d e r s k i e j ze s p o r ą k o l e k c j ą
wycinanek z Powiśla
Otwocko-Garwolińskiego,
z lat
1956—63, w t y m z w y c i n a n k a m i w y k o n a n y m i p r z e z A n n ę
Sabałę i Rozalię Kowalczyk z Zambrzykowa, wycinank a r k i o d d a w n a w y s o k o cenione przez S w i d e r s k ą ; b y ł y
one n i e m a l r ó w i e ś n i c a m i j e j m a t k i , urodzonej t a k ż e w
Z a m b r z y k o w i e . Ponadto p o k a z a ł e m jej stare w y c i n a n k i
^ p o d w a r s z a w s k i e " r e p r o d u k o w a n e w Wycinance
ludowej
J ó z e f a G r a b o w s k i e g o oraz w 4 n u m e r z e „ P o l s k i e j S z t u k i
L u d o w e j " z 1962 r. O c z y w i ś c i e , p o k a z y w a n y m w y c i n a n ­
k o m t o w a r z y s z y ł o d p o w i e d n i komentarz. Swiderska szyb­
k o p o j ę ł a i s t o t ę s p r a w y i p r z y p o m n i a ł a .sobie s t a r e w z o ­
r y , k t ó r e , j a k jej się z d a w a ł o , nie m o g ł y teraz b y ć j u z
m o d n e i d l a t e g o p o s z u k i w a ł a n o w o ś c i . N i e d ł u g o po t y m
s p o t k a n i u o t r z y m a ł e m o d Ś w i d e r s k i e j o k o ł o 40 w y c i ­
nanek, z k t ó r y c h ponad p o ł o w ę s t a n o w i ł y różne poje­
dyncze i p o d w ó j n e l a l k i , p a r y k o g u t ó w oraz k o m p o z y ­
cje l a l e k i k o g u t ó w d o s y ć p o d o b n e do t y c h , k t ó r e w y c i ­
nały Kowalczykowa i Sabałowa z Zambrzykowa. A l e
od razu w t y c h w y c i n a n k a c h S w i d e r s k i e j z a z n a c z y ł się
j e j w ł a s n y , i n d y w i d u a l n y s t y l . P r z y z a c h o w a n i u t e j sa­
m e j , o g ó l n e j f o r m y k o g u t ó w czy l a l e k w y r a ź n i e w i d o c z ­
n y jest w ł a ś c i w y j e j o d r ę b n y i samodzielny s p o s ó b zdo­
bienia ich p ł a s z c z y z n y przy pomocy e l e m e n t ó w
także
p o w s z e c h n i e t u t a j z n a n y c h , ale k o m p o n o w a n y c h w u k ł a ­
dy nieco inne, h a r m o n i j n i e dostosowane do w i e l k o ś c i
płaszczyzny. Nawet te lalki, k t ó r e w y d a j ą się b y ć pra­
w i e p o w t ó r z e n i e m n i e k t ó r y c h l a l e k S a b a ł o w e j czy K o w a l c z y k o w e j , zawsze r ó ż n i ą się nieco o d t a m t y c h k s z t a ł ­
t e m i przede w s z y s t k i m sposobem a ż u r o w a n i a ich p ł a s z ­
czyzny i t r a k t o w a n i a r ó ż n y c h s z c z e g ó ł o w y c h e l e m e n t ó w .
P o n a d t o p e w n e f o r m y p o d w ó j n y c h lalek z
kogutkami
o r a z kogutów
na płotkach
nie b y ł y m i d o t ą d znane w
o g ó l e , c h o ć i c h z w i ą z e k z m i e j s c o w ą t r a d y c j ą jest n i e ­
w ą t p l i w y . N i e b y ł y to w i ę c kopie w y c i n a n e k , k t ó r e ] e j
w t e d y p o k a z y w a ł e m , ale jej w ł a s n e p o m y s ł y odpowiada­
j ą c e j e d y n i e o g ó l n e m u c h a r a k t e r o w i w y c i n a n e k z tego
terenu, t j . takich, j a k i e z n a j d u j ą się w zbiorach k r a k o w ­
skiego m u z e u m etnograficznego oraz tych, k t ó r e z o s t a ł y
w y k o n a n e w l a t a c h 1956—63 p r z e z w y c i n a n k a r k i z Z a m b ­
r z y k o w a , Z u z a n o w a i S o b i e ń J e z i o r , a k t ó r y c h c z ę ś ć po
w y s t a w i e w G a r w o l i n i e z n a l a z ł a się w zbiorach P a ń s t w o ­
3

wego

Etnograficznego

w

Warszawie,

gdzie

się

znajdują.

P r z y g o t o w u j ą c w u b i e g ł y m roku dla W y d z i a ł u K u l t u r y
i S z t u k i U r z ę d u W o j e w ó d z k i e g o w S i e d l c a c h 50 e g z e m p ­
l a r z y a l b u m u z a w i e r a j ą c e g o po 25 o r y g i n a l n y c h w y c i ­
n a n e k l u d o w y c h z w o j . siedleckiego b y ł e m w s t a ł y m
k o n t a k c i e ze S w i d e r s k ą — i i n n y m i w y c i n a n k a r k a m i
z Powiśla Otwocko-Garwolińskiego
(które w
większej
części leży obecnie w granicach w o j . siedleckiego) —
i miałem wtedy możliwość dosyć dokładnego
poznania
j e j t e c h n i k i w y c i n a n i a oraz o k o l i c z n o ś c i , w j a k i c h r o ­
dziły się n i e k t ó r e formy wycinanek.
D o a l b u m u tego w y k o n a ł a
Swiderska
p o n a d 200
wycinanek, a w i ę c ilość, k t ó r a pozwala j u ż na o c e n ę
c a ł e g o j e j dotychczasowego d o ś w i a d c z e n i a i d o r o b k u oraz
r ó ż n o r o d n o ś c i w y k o n y w a n y c h f o r m i stosowanych
mo­
t y w ó w zdobniczych. Wszystkie w y c i n a n k i
Swiderskiej,
tak jak wszystkie wycinanki z Powiśla Otwocko-Garwo­
l i ń s k i e g o , są j e d n o b a r w n e , a j e d y n y m i e l e m e n t a m i zdob­
niczymi p o w i e r z c h n i k o g u t k ó w i lalek są odpowiednio
k o m p o n o w a n e u k ł a d y d r o b n y c h w y c i ę ć . W ś r ó d tej d u ż e j
kolekcji najczęściej w y s t ę p u j ą c y m i i najciekawszymi for­
m a m i są — t a k t y p o w e dla tego t e r e n u — k o g u t k i
i lalki w różnych kombinacjach. Wśród wykonywanych
obecnie wycinanek Swiderskiej szczególnie
interesują­
ce, b a r d z o s t a r a n n e p o d w z g l ę d e m t e c h n i c z n y m i h a r ­
m o n i j n e w o g ó l n e j k o m p o z y c j i s ą j e j koguty
podwójna
(„całujące
s i ę " ( i l . 13), k t ó r y c h
podstawę
stanowi
p o z i o m y , bogato a ż u r o w y f r y z b ę d ą c y
rozbudowanym
i dalece j u ż p r z e k s z t a ł c o n y m p ł o t k i e m , na j a k i m stoją
n i e k t ó r e w c z e ś n i e j s z e koguty z P o w i ś l a , w s z c z e g ó l n o ś c i
Anny Sabały z Zambrzykowa i Zofii Grzędy z Sobień
Kiełczewskich. Drugą, również interesującą formą tych
w y c i n a n e k s ą p o j e d y n c z e i p o d w ó j n e lalki, b a r d z o c z ę s t o
ł ą c z o n e z kogutami
i p o s i a d a j ą c e ś m i a ł e , o d c h o d z ą c e od
n a t u r a l i z m u k s z t a ł t y ( i l . 3—6, 8). W s z y s t k i e
wycinanki
Świderskiej — tak zresztą jak wycinanki z Powiśla Ot­
wocko-Garwolińskiego w ogóle — m o ż n a by sklasyfiko­
w a ć w cztery podstawowe g r u p y , z k t ó r y c h k a ż d a jest
jeszcze z r ó ż n i c o w a n a w e w n ę t r z n i e i d a j e s i ę u p o r z ą d k o ­
w a ć w e d ł u g dalszych, szczegółowych rozróżnień.
4

Tymi
koguty,
nia

czterema

gwiazdy

się w y r a ź n i e

1 — lalki

podstawowymi

i drzewka
pięć

pojedyncze

grupami

{rózgi).

Wśród

następujących
bez

kogutów,

będą:
lalek

lal':i,
wyróż­

odmian:
o rękach

wygiętych

ł u k o w a t o i o p u s z c z o n y c h w d ó ł ( i l . 3)
2 — l a l k i p o j e d y n c z e , k t ó r y c h p o d n i e s i o n e do g ó r y r ę c e
p r z e c h o d z ą nad g ł o w ą w p a r ę p o ł ą c z o n y c h dzio­
bami kogutóu; (forma typowa dla wycinanek k o ł b i e l s k i c h i z P o w i ś l a O t w o c k o - G a r w o l i ń s k i e g o ( i l . 5)
3 — lalki

podwójne

(„tańczące"),

których

podniesione

d o g ó r y r ę c e n i e p r z e c h o d z ą w p a r y k o g u t ó w , lecz
z e w n ę t r z n e pozostają wolne, a w e w n ę t r z n e są po­
ł ą c z o n e ze s o b ą
4 — lalki p o d w ó j n e z kogutkami nad głową, będące

po­

niekąd
rytmicznym
powtórzeniem
lalek
pojedyn­
c z y c h z k o g u t k a m i , ale o d t a m t y c h d o s y ć r ó ż n e
w k s z t a ł t a c h ( i l . 8)
5 — l a l k i p o d w ó j n e , k t ó r y c h podniesione do g ó r y r ę c e
n i e p r z e c h o d z ą w p a r y k o g u t ó w , lecz s ą p o ł ą c z o n e
j a k w t a ń c u ( o d m i a n a 3), a k o g u t y — d w a l u b
c z t e r y — s t a n o w i ą i c h p o d s t a w ę , ( i l . 6).
Różnice w k s z t a ł t o w a n i u podstawy pozwalają
wydzie­
lić d w a w a r i a n t y w y c i n a n e k t e j g r u p y : a — l a l k i sto­
j ą c e n a c z t e r e c h k o g u t a c h ( i l . 4), b — l a l k i s t o j ą c e na
d w ó c h kogutach, d w u k r o t n i e większych od k o g u t ó w po­
c z w ó r n y c h ( i l . 6).

aż

34

Muzeum

do d z i ś

T e p i e r w s z e s ą c i ę t e w / g t r z e c h osi s y m e t r i i o d

góry

do

tylko

wysokości

płotka

(który

zawsze

jest

cięty

�7

II.

7. Dwa

kogutki,

wym.

10X20,5

cm.

I I . 8. L,alki

podwójne

z kogutami,

wym.

19X29

cm.

�П. 9. Dwa

koguty,

w g . j e d n e j , g ł ó w n e j osi s y m e t r i i ) , a w i ę c d w i e s y m e t ­
ryczne p o ł o w y lalki o d p o w i a d a j ą
dwóm
symetrycznie
u s t a w i o n y m k o g u t o m (boczne osie s y m e t r i i b i e g n ą p r z e z
ś r o d e k l a l k i ) . L a l k i t y p u „ b " c i ę t e s ą w e d ł u g t r z e c h osi
s y m e t r i i t y l k o do w y s o k o ś c i k o g u t ó w , k t ó r e j u ż w ; a z
z p o d s t a w ą ( p ł o t k i e m ) cięte są t y l k o w g . jednej (głównej)
osi s y m e t r i i , a p a r a s y m e t r y c z n y c h k o g u t ó w o d p o w i a d a
parze s y m e t r y c z n y c h lalek. K o g u t y p o d w ó j n e s ą ponadto
a ż u r o w a n e , podczas gdy o p o ł o w ę mniejsze k o g u t y po­
c z w ó r n e nie d a j ą j u ż takiej m o ż l i w o ś c i i p ł a s z c z y z n a
i c h p o z o s t a j e n i e o r n a m e n t o w a n a . Jest t o b a r d z o ś m i a ł e
i ciekawe p o ł ą c z e n i e d w ó c h w y c i n a n e k , w g r u n c i e rze­
czy s a m o d z i e l n y c h , p o n i e w a ż k o g u t y t a k i e — i to za­
r ó w n o p o d w ó j n e j a k i p o c z w ó r n e — w postaci z u p e ł n i e
p o d o b n e j , w y s t ę p u j ą j a k o w y c i n a n k i o d r ę b n e ( n p . i l . 7,
U).
W ś r ó d kogutów
l u b w y c i n a n e k , w k t ó r y c h koguty s ą
m o t y w e m d o m i n u j ą c y m , w y r ó ż n i ć m o ż n a cztery n a s t ę p u ­
jące odmiany:
1 — koguty

podwójne

(„całujące

się") stojące

na

sto­

sunkowo wąskiej i skromnie a ż u r o w a n e j
podsta­
w i e , k t ó r y c h c a ł y t u ł ó w i szyja p o z o s t a j ą bez j a ­
kichkolwiek
w y c i ę ć , a j e d y n i e z b l i ż o n y do
koła
ogon posiada p i ę ć l u b siedem p r o s t y c h , p i o n o w y c h
lub lekko skośnych wycięć tworzących m o t y w zbli­
ż o n y do k o ł a ( i l . 9)
2 — k o g u t y p o d w ó j n e (znacznie w i ę k s z e ) s t o j ą c e na bo­
gato a ż u r o w a n e j p o d s t a w i e i a ż u r o w a n e w z d ł u ż t u ­
ł o w i a i szyi, k t ó r y c h f a n t a z y j n i e w y g i ę t e
ogony
złożone są z jednego l u b d w ó c h d r o b n o s t r z ę p i o n y c h
p i ó r ( i l . 13)
3 — kompozycje

pasowe

złożone

z dwóch

połączonych

p i o n o w o f r y z ó w , z k t ó r y c h k a ż d y s k ł a d a s i ę z czte­
r e c h l u b s z e ś c i u k o g u t ó w o d d z i e l o n y c h od siebie
w ą s k ą , s k r o m n i e a ż u r o w a n ą p o d s t a w ą , a oba pasy
k o g u t ó w s t o j ą n a f r y z i e szeroko i b o g a t o a ż u r o w a ­
nym
4 — k o m p o z y c j e pasowe z ł o ż o n e aż z czterech par
t ó w umieszczonych nad s o b ą p i ę t r o w o , k t ó r y c h
stawy

36

stanowią

dosyć

szerokie

i bogato

kogu­
pod­

ażurowane

w y m . 12 X 28

fryzy

cm.

(plotki),

takie

jak

przy

parach

kogutów

od­

m i a n y d r u g i e j ( i l . 10)
Gwiazdy

Świderskiej

występują

w

dwóch

zasadniczych

odmianach t j . :
1 — j a k o g w i a z d y o k r ą g ł e ( k o ł a ) ( i l . 15)
2 — j a k o g w i a z d y „ r o g o w e " ( k w a d r a t y ) ( i l . 12), k t ó r y c h
miejscowa
nach
i

nazwa

wywodzi

izb zawieszane

były

się

stąd,

że

zwykle rogami

dołu, a nie jak k w a d r a t y , t j . równolegle

ścian. W y s t ę p u j e
rych

formą

wody mają

tutaj

wyjściową

także odmiana
jest

koło,

kształt gwiazd ośmio

ale
lub

na

ścia­

do

góry

do

linii

gwiazd, k t ó ­
których

ob­

szesnastopro-

miennych.
W y c i n a n k i grupy ostatniej, czyli drzewka, nie w y ­
różniają się a n i ilościowo ani j a k o ś c i o w o w dotychcza­
s o w y m d o r o b k u a r t y s t y c z n y m Ś w i d e r s k i e j . S ą to n a j ­
c z ę ś c i e j s t o s u n k o w o d u ż e g o f o r m a t u ( o k o ł o 30 X 20 c m )
p o ł ą c z e n i a k o g u t ó w i r ó ż n y c h m o t y w ó w r o ś l i n n y c h , ale
tak już odrealnionych, że m a ł o p r z y p o m i n a j ą c y c h drzew­
ko. W tej grupie m o ż n a w y r ó ż n i ć t y l k o d w i e o d m i a n j ,
tj. z dominującym lub wyłącznym motywem roślinnym,
albo
z
dominującym
motywem
kogutów.
Podsta­
w ą drzewek drugiej o d m i a n y są z w y k l e t a k ż e
dwa
l u b cztery k o g u t y s t o j ą c e na a ż u r o w y m pasie. O s o b n ą
i wg. innych kryteriów wydzieloną grupę
wycinanek
Swiderskiej, s t a n o w i ą miniaturowe koguty i lalki w po­
staci
dh'.gich
a
wąskich
fryzów.
Świderska
wy­
k a z a ł a się t u t a j z n a k o m i t ą t e c h n i k ą cięcia, s t o s u j ą c -adziwiającą rozmaitość form. Niektóre z tych fryzów ma­
ją
zaledwie
po
dwa
i pół centymetra
szerokości,
d ł u g o ś ć i c h k s z t a ł t u j e s i ę w g r a n i c a c h 20—25 c m , z cze­
go n a a ż u r o w a n ą p o d s t a w ę p r z y p a d a z a l e d w i e 1 c-n,
a n a w y c i ę c i e pasa k o g u t k ó w , t y l k o p ó ł t o r a c e n t y m e t r a .
Wycinanki Świderskiej, a szczególnie koguty i lalki,
r e p r e z e n t u j ą stosunkowo d u ż ą rozmaitość f o r m i róż­
n o r o d n o ś ć m o t y w ó w zdobniczych. S ą przy t y m w y k o ­
n y w a n e bardzo starannie pod w z g l ę d e m
technicznym,
m i m o że Ś w i d e r s k a nie jest s t a ł y m d o s t a w c ą do S p ó ł ­
dzielczego Zrzeszenia W y t w ó r c ó w R ę k o d z i e ł a L u d o w e g o
i A r t y s t y c z n e g o (jest j e g o c z ł o n k i e m od l i s t o p a d a 1974 i . )
k t ó r e stawia pewne w y m a g a n i a techniczne, choć — jak

�П. 10. Koguty,
w y m . 27 X 17,5 c m . П. 11.
Szla­
czek, w y m . 5 X 20 c m . П. 12. G w i a z d o r o g o i i ' a .
w y m . 20 X 20 c m .

mi

się zdaje — nie

stawia r ó w n y c h

im wymagań

etno­

graf iczno-artystycznych.
W y c i n a n k a r s t w u s w e m u S w i d e r s k a oddana jest c a ł ą
d u s z ą . W y c i n a n i e d l a z a r o b k u , bo j e s t s y t u o w a n a b a r ­
dzo d o b r z e , ale w y ł ą c z n i e d l a p r z y j e m n o ś c i . O p o w i a d a ­
ł a m i , j a k t o po m o j e j u n i e j w i z y c i e z k o l e k c j ą sta­
r y c h w y c i n a n e k , d ł u g o w n o c y n i e m o g ł a z a s n ą ć , bo
przypominała
sobie w s z y s t k i e s t a r e w z o r y .
Wreszcie
w s t a ł a i p a r ę n o c n y c h godzin s p ę d z i ł a na
wycinaniu
d a w n y c h k o g u t ó w i lalek. Gdy się jej nie
podobały,
to n i s z c z y ł a j e bez w a h a n i a i p r ó b o w a ł a z r o b i ć ł a d n i e j ­
sze. Jest w y m a g a j ą c a w s t o s u n k u do siebie s a m e j i c i e ­
szy s i ę , g d y j e j w y c i n a n k i w z b u d z a j ą z a i n t e r e s o w a n i e .
Brała udział w konkursach i wystawach wojewódzkich
w l a t a c h 1976, 77 i 79 o r g a n i z o w a n y c h w S i e d l c a c h i Ł u ­
k o w i e , gdzie o t r z y m y w a ł a t y l k o pierwsze i d r u g i e na­
grody. W p r a w d z i e w r o k u u b i e g ł y m na d u ż y m o g ó l n o ­
polskim konkursie w Toruniu otrzymała tylko wyróż­
n i e n i e , ale, j a k i n f o r m o w a ł a m n i e z a r a z po
wysłaniu
s w o i c h p r a c , a jeszcze z n a c z n i e p r z e d d e c y z j ą j u r y , w y ­
c i n a n k i te b y ł y w y k o n a n e w p o ś p i e c h u i m i a ł y w z o r y ,
z k t ó r y c h nie b y ł a zadowolona. Ponadto znaczna ich
część u l e g ł a w drodze l i c z n y m uszkodzeniom (informacja
organizatorów
konkursu),
co
prawdopodobnie
miało
w p ł y w n a i c h o g ó l n ą w a r t o ś ć a r t y s t y c z n ą . W r o k u 1977
otrzymała Swiderska odznakę Zasłużonego Działacza K u l ­
t u r y , a w r o k u 1979 n a g r o d ę W o j e w o d y S i e d l e c k i e g o .
Jest z w e r y f i k o w a n y m
twórcą ludowym
i od
kwietnia
1975 r o k u o t r z y m u j e s t a ł ą e m e r y t u r ę . O d czasu, g d y za­
częła p o n o w n i e w y c i n a ć , m i e s z k a n i e jej jest stale ude­
korowane wycinankami, które spotkałem także wiszące
w szkole i U r z ę d z i e G m i n n y m w S o b i e n i a c h - J e z i o r a c h .

37
Г

�II.

13. Koguty

podwójne,
kami

Ponieważ
nanek

wiele

wykazuje

z

„całujące
wyciętymi

wykonywanych

podstawową

zebrane

dują

się w

wałem
Jestem

w

Muzeum

je tutaj
bowiem

kontynuujące

„okolicach

wzory

jej

że

matki

i Franciszki

nią

zalii

Kowalczyk

mej

kategorii wycinanek, które

wyci­

wycinankami,

bieżącego stulecia
w

wycinankami

przekonany,

z

podwarszawskich"

Etnograficznym

również

przez

tożsamość

które w pierwszym dziesięcioleciu
stały

s i ę " , w y m . 19 X 27 c m . 11. 14. Chabry,
ś r . 22 c m . I I . 15.
d z i u r k a c z e m , ś r . 24,5 c m . I I . 16. Szlaczek,
w y m . 3 X 20 c m .

Krakowie,

Połosak

zo­

Anny
należą

j e d y n i e przez

do

dokumentacji

wskazują

naz­

karek

z Powiśla

tej

sa­

brak

do­

Ich

na n i e w ą t p l i w ą

Swiderskiej

Ro­

terenowej

„podwarszawskimi".

kami

Swiderskiej
Sabały,

nie

znaj­

podwarszawskimi.

wycinanki
oraz

i

kładnej

bieli. Wystarczy
reprodukowane

jak

w

nazwane

formy

dziur­

zostały

i elementy

współczesnych

Otwocko-Garwolińskiego
porównać

niektóre koguty

z podobnymi

„Wycinance

z

ogól­

zdobnicze

wspólnotę zarówno z wycinan­

i innych

w Muzeum Etnograficznym
nymi

Gwiazda

formami

w Krakowie

ludowej"

J.

wycinan­

i okolic

Koi-

i lalki

tutaj

znajdującymi

się

i reprodukowa­

Grabowskiego.

P R Z Y P I S Y
1

P u ś ć konia na t r a w ę , niechaj nie
a d a j m u o b r o k u , bo m u s i ę j e ś ć chce.
Dziewczyno moja, b ą d ź ulubiona,
daj m i b u z i a k a , b ę d z i e s z s ł a w i o n a .
N i e d a m b u z i a k a , bo s i ę S e j m d o w i e ,
jeszcze b u z i a k a m i u p a ń s t w o w i .
P a ł a c K u l t u r y zdobi stolicę,
s p o j r z ę do g ó r y , p i ę t e r n i e z l i c z ę .
Ach, j a k i wielki, dobra technika,
t u dołożona praca rolnika.
Czego u c z e n i d z i ś d o k o n a l i ,
d z i w i ą się starzy, d z i w i ą się m a l i .
K ł a d ą s i ę do s n u , a P a n i e ś w i ę t y ,
na r a n o k o ś c i ó ł j u ż p r z e s u n i ę t y .
N i e z n a l i o j c o w i e , nie z n a l i d z i a d y ,
jakie m y m a m y dziś autostrady.
P r z e p i ę k n e szosy, w y g o d y w s z ę d z i e ,
p e w n i e u m i e r a ć , to żal n a m b ę d z i e
Z G o ź l i n a p r z e z W i l g ę na D ę b l i n j a d ę
i oto w i d z ę t u a u t o s t r a d ę .
Polska L u d o w a n a m to z r o b i ł a ,

drepce,

a dołożyła r ą k c h ł o p s k a siła.
Za s a n a c y i b y ł y u r o k i ,
dziś odskoczyły gdzieś w ciemne m r o k i .
C h o ć b y z a p r z ę g l i d z i s i a j sto k o n i ,
k o ł t u n a z u r o k i e m już nie dogoni.
D o b r z e ż y j e m y d z i s i a j na ś w i e c i e ,
osiem d z i e s i ą t e k s k o ń c z y ł a m przecie,
a jeszcze w y t n ę i t o i o w o ,
nawet z a ś p i e w a m , czuję się zdrowo.
A . B l a c h o w s k i , Sztuka
ludowa
południowego Ma­
z o w s z a — k a t a l o g w y s t a w y p o k o n k u r s o w e j , 1973 r. s. 18
M a t k a Z o f i i S w i d e r s k i e j b y ł a starsza od A n n y Sa­
b a ł y o ca 2 l a t a , a od R o z a l i i K o w a l c z y k o b l i s k o V l a t .
M i e s z k a j ą c w tej samej wsi z n a ł y n a w z a j e m swoje w y ­
cinanki.
D w i e p a r y t a k i c h k o g u t k ó w , z n a j d u j ą c y c h się obec­
nie w z b i o r a c h P a ń s t w o w e g o M u z e u m Etnograficznego
w Warszawie, było reprodukowanych w numerze „ P o l ­
s k i e j S z t u k i L u d o w e i " , R. X V I , 1962, n r 4, s. 226, i l . 13
i 14.
ф

2

3

4

Fot.: J . Swiderski, il. 2—16

38

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10668" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10646">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0102b427131aee4ba4c655042286a79b.pdf</src>
        <authentication>29b1e427438cadc9010b2319b9f29c42</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127144">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127145">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127146">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3245</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127147">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127148">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127149">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127150">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127151">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127152">
                <text>OLS

К Л

A K A D E M I A

N A U K

•

I N S T Y I U T

S Z T U K I

«

ROK

XXXIV

•

1980

•

Nr

1

polska sztuka ludowa

W

R

O

Z A K Ł A D

1

C

L

A

W

N A R O D O W Y

-

W

A

I M I E N I A

R

S

Z

A

W

A

O S S O L I Ń S K I C H ,

-

K

R

A

K

W Y D A W N I C T W O

Ó

W

-

P O L S K I E J

G

D

A

A K A D E M I I

Ń

S

K

N A U K

�CONTENTS
Jan B u j a k ,

The

Bogdana

Pilichowska

Jadwiga

Chetnikowa

Lajkonik

as

seen

K u r p i e Easter palms

by

and

the

researchers
Łyse

com­

petitions
Ewa Korulska

Wreaths

A n t o n i Sledziewski

Zofia

Aleksander

Jackowski

Zbigniew Benedyktowicz,

Tradition

and
the

heritage,
terials

St.

paper

the

a

.

cutovts

.

.

21

.

.

31

.

day.

Com­

Smith. Biennale

of

culture

conceptions,

for

.

present

Folk

Antropology

L u d w i k Stomma, Ryszard
Jerzy

Krasnobród

Swiderska's

Czesław Robotycki,
Tomicki,

15
from

ments on
The

3

in

.

inspirations.

dictionary, part

39

Poland,
(Ma-

1) .

47

Wasilewski
Roland
Jan

Barthes

47

Stanisław

Georges

Bystroń

48

Durnezil

4Э

Stefan

Czarnowski

(From

a

sociological

and

culture

to

the

Marcel

Mauss

interpretation

elementary

of

categories

of

thought)
Mircea

50
Eliade,

phenomenology
nomenology

of

Rudolf
of

Otto.

religion to

(From
the

the
phe­

culture)

52

REVIEWS
Aleksander

Jackowski

CHRONICAL I X — X I I

197»

SUMMARY OF A R T I C L E S
РЕЗЮМЕ

&gt;31
.

.

04
QQ
fj7

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : A l e k s a n d e r J a c k o w s k i ( r e d . nacz.), J a d w i g a
Jarnuszkiewiczowa, A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Jan K r z y s z t o f M a k u l s k i , Jerzy Ł o z i ń s k i , Jacek
O l ę d z k i , R o m a n R e i n f u s s (z-ca r e d . nacz.).
Sekretarz redakcji — Ewa O ź m i n k o w s k a . Redaktor techniczny — Halina Ż e l e ­
c h o w s k a . T ł u m a c z e n i a — K r z y s z t o f B o b i ń s k i (ang.) i N a t a l i a S t a s i ń s k a (ros.).
Serwis fotograficzny -~ Jan S w i d e r s k i .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10667" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10645">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9710f7f5b09ff9996683e3f8017b9631.pdf</src>
        <authentication>c61234403b8b22e0a67814a38ef88778</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127132">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5342</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127133">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127134">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127135">
                <text>mitologia grecka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127136">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4963</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127137">
                <text>Czy bogowie greccy jeszcze żyją?/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127138">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.3-4; s.223-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127139">
                <text>Lengauer, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127140">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127141">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127142">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="127143">
                <text>iesław Juszczak, znakomity historyk i teoretyk
sztuki, wybitny znawca literatury, mitu i fenome­
nologii religii, filozof kultury, należy do nieliczne­
go dziś, nie tylko chyba u nas, grona humanistów wielkiego
formatu, twórców wrażliwych o chłonnym i żywym umyśle,
którym nie wystarczają ściśle określone pola badań wyzna­
czone granicami jakiejkolwiek dziedziny. Twórczość takich
jak on autorów, realizująca postulaty humanistyki rozumie­
jącej, w żaden sposób nie da się zaklasyfikować do którejkol­
wiek dziedziny nauki. Juszczak nigdy nie ograniczał się i nie
dążył do specjalizacji, chociaż z formalnego punktu widzenia
długie lata był jakoby historykiem sztuki. Jednocześnie
wszystko, co kiedykolwiek pisał, stanowiło wynik prawdzi­
wego badania, studiów poprzedzonych nierzadko żmudną
pracą i latami przygotowań. Wszystkie jego prace można
uznać za wynik badań interdyscyplinarnych opartych na
przemyślanych, oryginalnych podstawach teoretycznych.
Chyba tylko takie badania wnoszą istotnie coś nowego do
naszego rozumienia kultury ludzkiej jako całości, a zarazem
zawsze są ważne i dla poszczególnych specjalności, dając im
podstawy teoretyczne, ostatnio niestety w wielu dziedzinach
humanistyki lekceważone i usuwane w cień na rzecz wyso­
ce cenionego warsztatu rzemieślniczego. Ten ostatni aspekt
działalności badawczej jest bez wątpienia niezmiernie ważny,
a jego opanowanie jest podstawowym warunkiem zdobycia
szlifów czeladnika. Mistrza nie ma jednak bez jasnego roze­
znania podstawy teoretycznej.
Każda dotychczasowa praca Juszczaka stawała się wyda­
rzeniem naukowym i budziła zainteresowanie uczonych wie­
lu specjalności. Bez znajomości tych prac trudno zajmować
się różnymi zjawiskami z wielu dziedzin kultury od Homera
po czasy współczesne, jednocześnie pokazują one, jak bardzo
dzieła w czasie i przestrzeni odległe i od nas, i od siebie na­
wzajem (tak Homer, jak paleolityczne ryty i malowidła skal­
ne, tak Wojtkiewicz, jak Virginia Wolf czy Tolkien) są po
prostu częścią naszego świata i wypowiedzią o nas samych.
Zupełnie wyjątkowe przygotowanie Juszczaka w zakresie
historii kultury, filologii klasycznej i myśli filozoficznej anty­
ku (a w każdej dziedzinie, w której osiągnął on mistrzostwo,
przechodził też przez pracowite terminowanie ucznia i odby­
wał kształcące wędrówki czeladnika) czyni z niego kompe­
tentnego badacza także religii greckiej. Jego przygotowanie
filozoficzne powoduje z kolei, że nikt chyba tak jak on nie
jest predestynowany do analizy fenomenu homo religiosus.
W swojej ostatniej książce, która jest pierwszą częścią za­
powiadanej trylogii poświęconej, jak wolno się domyślać,
Demeter i Persefonie, a może raczej przede wszystkim grec­
kim wyobrażeniom o życiu wiecznym czy pośmiertnym, za­
jął się Juszczak niezmiernie ważnym, podstawowym wręcz
zagadnieniem, kluczowym dla zrozumienia całej kultury
greckiej, jakim jest koncepcja bóstwa i stosunek ludzi do
działania bogów pojmowanych jako siły przejawiające się
w otaczającym człowieka świecie. Problematykę tę podej­
mowali najwybitniejsi badacze religii greckiej i religii w ogó­
le. Pozorny antropomorfizm bogów greckich jest bowiem
wysoce mylący, a trywializując zagadnienie, można by po­
wiedzieć, że przecież za oczywistość należy uznać fakt, że

W

223

WŁODZIMIERZ LENGAUER

Czy bogowie greccy
jeszcze żyją?
Wiesław Juszczak, Pani na żurawiach.
Część pierwsza. Realność bogów. Aureus,
Kraków 2002, s. 160
w morzach nie mieszka nagi mężczyzna z trójzębem, a po
Olimpie nie przechadza się starszy, brodaty pan z piorunem
w ręku.
Grecy nie byli nigdy na tyle naiwni, by wierzyć w istnie­
nie takich bogów, jakich przedstawił Homer. A le jest też
oczywistym, że w swoich bogów wierzyli i ich uchwytne,
ludzkie postacie również uważali za rzeczywiste, był to jed­
nak dla nich tylko pewien sposób przejawiania się bogów,
a może nawet tylko sposób dostrzegania ich przez ludzi. Za­
gadkowe wypowiedzi o bogach (Talesa, Heraklita, tragików,
Platona) uważano często w dotychczasowych badaniach je­
dynie za wyraz „religijności intelektualistów”, jakoby z grun­
tu różnej od postaw religijnych ludzi mniej subtelnych i wy­
kształconych. Tymczasem o bogach i ich naturze mówi prze­
cież język mitu, trzeba go tylko właściwie zrozumieć.
Juszczaka zawsze fascynował język mitu, czyli język poezji
i sztuki. Potrafi go on zrozumieć, bo sam się nim niemal na
co dzień posługuje. Jego kultura filozoficzna pozwala mu do­
strzec w wierzeniach greckich wypowiedź ponadczasową,
wypowiedź o sytuacji człowieka w świecie. Idzie po śladach
wielkiego Waltera Otta, ale i tropem Kerenyiego. W książ­
ce widoczna jest fascynacja Homerem i Pindarem, ale może
przede wszystkim Heideggerem. Zeby tak pisać o religii grec­
kiej, trzeba mieć jego horyzonty, jego erudycję i głębię.
A przede wszystkim - jego wrażliwość.
Znaczenie tej niewielkiej przecież książki będzie (i chyba
już jest) ogromne. Pewnie właśnie dlatego, że nie jest to
książka dla specjalistów. Stanie się ona podstawową lekturą
humanistów zajmujących się rozmaitymi dziedzinami myśli
i kultury. Ta bardzo osobista wypowiedź, niemal wyznanie
człowieka szukającego boskości w świecie, jest jednak także
wydarzeniem naukowym z punktu widzenia pozytywistycz­
nie nastawionego badacza religii greckiej, historyka czy filo­
loga. Książka Juszczaka wprowadza bowiem nowy paradyg­
mat naukowy w badaniach religii i religijności greckiej. Tym
paradygmatem jest właśnie nowe, odkrywcze rozumienie ty­
tułowej „realności bogów”. Nawiązując do myśli Waltera
O tta formułuje autor swój postulat metodologiczny: „nauka
nie może poprzestawać na analizie dokumentów samych,
jakkolwiek byłyby one doskonałe i cenne (co ma miejsce
w przypadku zajmowania się artystyczną antyczną spuścizną
Greków). Nauka, taka jak religioznawstwo, musi sięgać po­
za nie, ‘uważnie patrząc’ i z uwagą słuchając”. Wiesław Jusz­
czak potrafi to robić.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10655" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10633">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8505accaa7779cfc3ae45b07535c4a43.pdf</src>
        <authentication>e55b455ee6f0f4e84facfb476ad107c3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126945">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6517</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126946">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126947">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126948">
                <text>antropologia komunikacji</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6089</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126950">
                <text>Who says "Bonjour"to Whom on Mont Blanc / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126951">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.177-186</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126952">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126953">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126954">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126955">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126956">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126957">
                <text>1.

J E R Z Y S. W A S I L E W S K I

The ethnographer who sets off on a tourist excur­
sion into the mountains will from the professional
point of view find himself almost in a desert. There
is little material culture and a restricted domain for
observing culturally consolidated behaviour. Conse­
quently, the temptation of introspection grows - one
may observe own experiences against the backdrop of
the majesty, beauty, terror, etc. of the mountains, and
then confront them with those recorded in culture,
in which the mountains are a source of rapture and
Romantic adulation. But how much can one experi­
ence? Ultimately, the predominating feature is the
arduous labour of ascending and descending - hours,
day, weeks on the same slopes, rubble, and scree, in a
word - the ennui of the mountains.
The intellect, tirelessly transposing information,
seeks in the course of those monotonous wanderings
assorted themes for analysis, and wants to extract de­
tails and arrange them into entities. In order to supply
it with material it is necessary to lower oneself to the
level of observations of commonplace, petty, and hap­
hazard behaviour that appears in the course of contact
with the mountains at the time of mass-scale tourism.
Several years ago, I was in an Alpine hostel get­
ting ready to spend several days on circumventing
Massif des Ecrins, encircled by the popular tourist
footpath G. R. 54. While trekking along it is possible
to carry out successively more ambitious excursions
to the centrally located peaks (I was particularly at­
tracted by the almost 4 000 metre La Meije, climbed
by Wawrzyniec Żuławski, author of, i.a. Wędrowki al­
pejskie and Tragedie tatrzańskie, the unforgettable, skil­
fully didactic books of my childhood). When I asked
the person running the hostel about the best way to
set off along the circular trail, I heard: “Go together
with all the others, because if you head in the opposite
direction then tout le mond will say bonjour and you will
be forced to reply to everyone”.
True, this is actually the horror of the most popular
trails in the Alps - the unwritten obligation to con­
stantly say or at least reply: bonjour, buongiorno or sa­
lute, Gruetzi or Gruss Gott. Naturally, the same holds
true for both sides of the Tatra Mts.: cześć, dzień do­
bry (depending on the age of the tourist) or: na zdar!
This is probably the case all over the world reached by
tourism: greetings in Russian in the mountains of Cen­
tral Asia, in Nepalese along the Himalayan trekking
routes (the encountered monk or porter will accom­
pany: namaste by clasping hands in front of his face), in
Japanese in the region of Nagano, the so-called Japa­
nese Alps, where persons admiring koyo (golden-red
autumn) exchange three standard greetings, depend­
ing on the time of day: o-hayo godzaimasu in the early
hours of the morning, konnichi-wa before noon, and
komban-wa in the afternoon. In turn, hagni haseio can
177

Who Says Bonjour to
Whom on Mont Blanc?
Attempted Anthropology of
Conventional Behaviour

be constantly heard in the national parks of Korea,
where, similarly as in Japan, the ideally maintained
and easy paths are full of excellently equipped tourists
(the ladies only lack toques on their heads, an item
de rigueur for their Japanese counterparts) who even
carry walking sticks, totally superfluous and devoid of
the function of providing support since these cheap
items were purchased in a souvenir shop at the foot of
the mountain.
The same situation prevails in the Western hemi­
sphere. Along the trails of Yellowstone or the Grand
Teton National Park we encounter immaculate female
tourists in crisp shirts (sometimes even white - after all,
the campsite below is outfitted with a laundry), whom
one simply must greet with a smile and a hello! (the
requirement to buy a new set of clothes before leaving
on vacation in the States is stronger than anywhere
else). Things are slightly different in Yosemite Valley
full of half-naked climbers ascending El Capitan. They
do not greet us, busy approaching the wall and outfit­
ted with special equipment. But this is already quite a
different, alienated world.

2.
Why do strangers experience the need to utter
or at the very least murmur or growl a conventional
greeting instead of passing each other on a mountain
path without a single word, as they do in all other life
situations? What is the meaning of such behaviour?
Does it make any sense to ask about its significance?
And, one would like to add, to whom are we supposed
to pose this question? A t least in the latter case the
answer is implied. True, this is a scene of ritual avoid­
ance and thus as if an opposite of the customary greet­
ing, but it can be referred to assorted forms of symbolic
behaviour.
Richard Wagner, Tristan und Isolde, act I, scene 5.
Tristan on board ship is taking Isolde to her future hus­
band, and his uncle, King Marke. Isolde prefers to die
rather than marry Marke, and Tristan is ready to sac­
rifice his life together with her. The servant Brangane,

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

however, changed the vials and instead of poison they
drink a love potion. Tristan still tries to maintain his
role of an envoy- suitor, and Isolde is angry with him
for acting in this manner. Why do you avoid me? she asks. Sitte lehrt, wo ich gelebt: zur Brautfahrt der
Brautwerber meide fern die Brau - Tristan replies. Aus
welcher Sorg? - Isolde wishes to know. Fragt die Sitte! responds the young man, aware of the cultural impera­
tive but not of its determinants.
Exactly, look to manners! - a directive as enigmatic
as the words of a prophecy. The ethnographer, who
knows that his interlocutor can explain a lot, will agree
even though the response does not necessarily resolve
that with which he, an outside observer, is most con­
cerned and which he is capable of encompassing only
in a general, naïve, and gauche question: why? He is
aware of the fact that he must first ask his informer,
but cannot stop at that stage since the latter will not,
after all, confirm or verify associations appearing in
the intellect of a well-read researcher who perceives
astonishing analogies and is open to distant deter­
minants. The interlocutor is unable to either recon­
struct the historical origin of those cultural contents
or discern all their profound meanings. He is capable
of recalling folk etymology, devise secondary rationali­
sation, build the theory of the informer, and present
his personal connection with a given praxis, but as a
rule he will stop at some sort of: “This is the way our
grandfathers and great grandfathers did it, and we do
too” or simply: “This is our Mongolian custom”.
In order to understand more one must address the
questions to the custom. But how? Let us try to put
this recommendation into use. Generally speaking, it
is necessary to situate the given issue in the most suit­
able context, to see it against the background of the
whole changing cultural environment without going
too far with abstract and arbitrary associations but also
without merely registering openly declared meanings.
Let us, therefore, start by putting intuitions into or­
der.

3

.

One can unperturbedly presuppose that the dis­
cussed custom that is, after all, a conventionalised
and petrified form of collective behaviour and not an
individual psychic reaction or an emotional surge, as­
sumed form at a time when mountaineering was the
occupation of a few and was accompanied by fears
much more serious than is the case today since the
risks and threats were also greater. People who rarely
met others along a mountain trail let each other know
that they could rely on them. If only one could hear
those conversations resounding in the mountain air!
In a naïve reconstruction of that, which took place in
the Alps for, let us say, two and half centuries (and in
the Tatra Mts. for not quite two centuries) one can
178

imagine that at the time of the pioneers such dialogues
were composed of longer questions about the course of
the trail, the conditions higher up, the lurking peril.
These contacts were preceded by a conventional
greeting - naturally, differently uttered by the “gentle­
men” and differently by the local guides or highland­
ers encountered near their huts. All those: praise the
Lord..., may God guide you ..., stay with God..., and oth­
er wishes of good luck ... Did they become the source
of some sort of tradition, non-formulated demands
of savoir vivre? Who should be the first to say: "good
day” - the person on his way up (as if the younger ad­
dressing the older) or perhaps the one enjoying more
confortable conditions, or - as is always the case - the
more polite? After all, in the high mountains uncer­
tainty gives rise to an intensified need for human soli­
darity as well as a readiness to provide it. A conversa­
tion expresses these hopes, even in a form reduced to
a one-word greeting (but assuming bilateralness) that
is not only a religious wish expressing hope that God
will guarantee good fortune, but also carries a com­
muniqué: we have found ourselves in a small group
of daredevils entering a dangerous terrain and should
help each other - just as you many count on me so
I rely on you. The progressing process of taming the
mountains obviously resulted in rendering impressions
banal and a conventionalisation of the communiqué,
thus granting the greetings a stereotype quality.
Walking along well-trodden trails we should not
make light of the elements of horror, the unknown,
and the unpredictable in the perception of the first
explorers. After all, “wilderness” was in their Carte­
sian minds a sphere of the unaccountable. 1 When on
18 June 1741 the Englishman William Windham ac­
companied by eight fellow-countrymen and five locals
travelling with horses set off from “Chamougni” to the
Montenvers glacier (today we take a funicular to Mer
de Glace; on the margin, at present this is a banal jour­
ney while several decades ago it was regarded as an im­
portant event) all the Englishmen carried pistols. An
account of this excursion - not a single shot was fired
- containing advice and warnings is probably the first
modern Alpine tourist guidebook. 2 English gentlemen
were for long the pioneers of Alpine expeditions - first
tourist, then mountain climbing, but also intellectual,
a source of conceptual language to describe the high
mountain landscape up to then never seen so closely.
One of the most popular concepts was Burke’s aes­
thetic category of the sublime, overwhelming might,
whose immeasurable enormity startles the tiny human
figure. Mountains became the image of metaphysical
or eschatological scenery: they forced to perceive the
first step towards the throne of Supreme Majesty, a
vestibule of lands that could be experienced only by
spirits freed of the body, as in American metaphysi­
cal paintings, e.g. the works of Frederick Church. The

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

description coined by John Ruskin: Mountains are the
great Stanisław Witkiewicz recorded in his account of
great cathedrals of the earth, recurs also in Polish litanies
the Tatra Mts., recognised as the most outstanding of
of lofty expressions: the Tatras —the church of the worlds
its sort in Polish writings.
(J. N. Kamiński), the Tatra temple (Zaruski), or the al­
Before we find out what he had to say, recall that
tars of freedom and testimony of the greatness of God, the Witkiewicz, who in an introduction to his book was
critical of the highlanders and their mythologisation
nothingness of Creation (Rautenstrauchowa).
We search in vain for descriptions of greetings in by people from the lowlands (cepry), changed his style
portrayals of the Tatra Mts. inspired by the Roman­ once he entered a path leading to the mountains. The
highlanders now became the protagonists of an epic
tic spirit. After all, people went to the mountains to
challenge the Eternal and expected to see views dat­ poem (with Sabała as Homer) as if their villages were
located directly near Mt. Kościelec or Mt. Rysy; in
ing from a period inaccessible for the human gaze:
this pristine surrounding the author was even more
Some sort of chaos stretched all around us. A highlander
from Bukowina said that this is the way things looked prior distressed by the presence of an ethnically alien in­
to creation, but it seemed to me that this is the way they
truder:
would appear after the end of the world.
All melts in the air and glimmering light, becoming im­
maculately
clean as if it were pure crystal ... Eyes gaze
One was expected to behave as if under the impact
of a personal encounter with the Creator - or at least
upon this harmony of translucent hues.
A barren desert empty of people, full of ruins of the
to describe one’s impressions by resorting to a compar­
world, enveloped in soft, purple mist loses its terror and
ison to such a meeting: I ran out, looked, and dropped
to my knees, covering my face with both hands, as if I wildness and stretches beneath our feet in the manner of a
calm and tranquil sea ...
had seen a reflection of God or at least His throne (both
fragments from a description of an excursion of Łucja
Suddenly, against the blue and opal backdrop, there
appears a comical figure wearing a sheepskin jerkin over
Rautenstrauchowa to Morskie Oko Lake in 1839).
Those informing about their “solemn impressions” a long coat and drooping trousers. He takes off his hat,
described experiences suggesting that they had set off bows, smiles with a trace of humility, fear, and desire to
into the mountains alone, without meeting another
ingratiate himself, marches in front of our group fawning
person. There simply is no place for anyone else in constantly and vanishes like a phantom, leaving behind a
such a landscape. The Tatra Mts. are a rocky desert — trace of a whiff so familiar in the lowlands. How did the
wild and dangerous, Zaruski wrote in as late as 1912, Jew find his way here? With whom did he come and whom
evidently oblivious of hundreds of summer visitors
did he follow? No one knows.
and resort patients on the already well-marked trails
A trivial, fantastic phantom, which in a single mo­
outfitted with chains. Even if from such accounts we
ment populated Mt. Zawrat with crowds of men named
Mishures, tradesmen, small town troublemakers, dirt,
do find out how people reacted to the mountains (or
rather learn about the convention in which they de­ stench, the Jewish question...
scribed them) we are still totally ignorant about their
Foul "shadows” gathered soaring across the pure air
reaction to others, inevitably encountered on route,
and invaded our imagination.
This polite Jew arrived like the "shadow of the foe”,
unless they admitted to censoring descriptions of such
meetings. I do not repeat their [shepherds’] conversa­ who appears in Wallenrod "to mix blood in the chalices
tion since it left an indescribably unpleasant impression. I of merriment”.
believed that foulness and misdemeanours would not cross
Finally, we begin our descent down Mt. Zawrat (...) .3
the immense granite blocks built by the hand of God, but
The image of the anonymous Jew, a mixture of a
the exchange between those highlanders came as a horren­ trickster and a mishigene, outlined by Witkiewicz could
dous disappointment! ... Are you, my town dwellers, inca­ become part of the collections of the National Gallery
pable of restraining yourselves for even single minute so as
of the Excluded.
not to spread our decadence onto this poor and ignorant
people and of respecting its innocent simplicity? - cried
4.
out Lucjan Lipiński, a notary from Lwów, who bravely
Returning to meetings and greetings exchanged in
permitted several shepherds to transport him across
the mountains, try not to laugh at the “supposed” hor­
Morskie Oko Lake (1860).
ror and “untrue” emptiness of rocky trails. The adven­
ture experienced by Hans Castorp in a snowstorm in­
Such a temple cannot contain any sort of impurity,
and such a church has no place for dissenters. Encoun­ dicates how easy it is to succumb to the temptations of
tering them we should keep silent or burst out in an­ being all alone in the magic mountains, for which one
may have to pay the price of, at the very least, a vision
ger. I take the liberty of recalling at least one enraged
text although today we find it embarrassing; consider­ of one’s death or descent into madness not even half
an hour from Sonnenhof Hotel. Each encounter of an­
ing that much worse sins are being revealed there is
other person dispels terror and restores normalcy.
no need to despair that these are the reflections of the
179

�tts&gt;W«ir909k^r
»hilt •Fliil,

bcdwhîlî.

HjC^iEU
j- u à s s
iwJ -T ' J-f « -Ç

F u rr# #

H f t i

#.

.iinrihr.hi

K ffS

U P rtrfR *cb.

3*^-1

M

Méir^Jufin^,

f j 0 A i A */ iiit o f- F

4M

‘ ;/V V

.*w
AJMi-Jk,
Ofimn (It) ùoùior

Jp CpW^I

|A v i JFi4ucftnp

■ Cik1tf#

ft iftt T H M S J T r

S W S s K - -1»^
W7 f t

Fig. 2. Course of ascent onto Mont Blanc from Cha­
monix and Les Houches

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

Change the context in which we usually examine
the titular custom, and from which we expect an an­
swer to the question: “why?”. After all, danger is not
the sole context in which there emerges a community
expressed by a greeting. The same conventional words
can be heard along safe, lowland routes.
Let us descend from the mountains into a nature
reservation such as Chinconteague Bay along the A t­
lantic coast of the USA. An idyllic landscape and a
paradise not only for ornithologists - nearby there is a
secluded beach for nudists, where in a state of undress
and resembling Biblical Adam we may return to heav­
enly conditions. Mature ladies passing by along wood­
land paths merrily chirp: hello! (unless we beat them
to it), and although the greeting could be perceived
as an American variant of sociotechnical prevention
of an unpleasant incident, in this wilderness its basic
meanings and contexts differ.
In such bucolic conditions, similarly as on arduous
mountain trails, we feel an obligation to demonstrate
our better, open, and unselfish side. Why?
More than a decade ago, when paradigms of sym­
bolic anthropology were enthusiastically constructed,
I proposed a holistic answer: we act in this way to pre­
serve a place in a certain system. Key importance for
comprehending human symbolic behaviour belongs to
the fact that, as a rule, it refers to images of an ideal
state, either totally impossible to attain (being mythi­
cal and straight out of paradise) or non-existent on
a daily basis (and difficult to realise); nonetheless, it
remains postulated and symbolically recreated, espe­
cially in situations of ritual beginnings and festivities.
This ideal state has different albeit overlapping levels,
and is expressed in several mutually exchangeable and
supplementary codes. It possesses a strictly mythologi­
cal dimension (images of a golden age, which existed
and/or will occur), a personal dimension, in which
human condition is improved on an individual scale
(via an idealisation of childhood, specially the embry­
onic state envisaged as a carefree period in contrast
to adulthood), and, finally, a social dimension; in the
latter, the ideal condition is attained by attempts at a
ritual realisation of communitas —a society of equality,
based not on domination and the games of roles played
according to a rigorous order, but on a communityfocused unhampered coexistence of personalities. 4
The space of Nature, contrasted with the contami­
nation of Culture or the degeneration of Civilisation,
is also treated as an ideal domain both in archaic sys­
tems, despite the entire ambivalence of “the wild”,
and in contemporary mythologies. The ritual realisa­
tion of an ideal can take place only in a “pure” and
”unsullied” domain.
Nature enclosed in reserves, protected against
exploitation and pollution, deprived of its horror by
granting it the status of a “’national park” (after all, a
181

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy

p a r k cannot be hostile - it is not a menacing f o r e s
t), is tin ideal environment for implementing the con­
temporary festivity: Sunday-weekend, school holidays,
and vacations, and, at the same time, for improving its
social condition. Some sort of an automatism or spe­
cial cultural coercion is at work here: having found
ourselves in natural space (at the time of festivities)
we return to our natural/ideal condition: when the
obligation to work, social oppression, and dependence
come to a halt, inter-personal distances decrease and
the feeling of a community comes into being. Greet­
ings and smiles all around.

5

.

Such reflections as the ones presented above lead
to two equally justified aebeit basically? rather distant
vargets. The custom of greetings could be perceived
bothvs a reaction te a thrvat and as a demonstration
of amerry, ideal community?. Can thess conclusions,
readied by means of speculations, bis put to the test
in ethnographic observation, which would confirm
one of the hypotheses and, at the same time, endow
the findings withe morn real features? Nothing stands
in our way. Let us then set off for Mont Blanc and see
where people wiSl say: bonjour (non-Urench speaking
Sourists, as a rule, say: hello!).
From Chamonix we travel several kilometres to Les
Ouches, and from here apcend a steep forest path with

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS BONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

the Arandellys ravines to the left. The trail is narrow
and shady, with almost no one going down; once or
twice we are compelled to say something while passing
someone - all other forms of behaviour would be so
unacceptable as to become unnatural. We spend the
night in the woods, best: in the morning, aWeer a brief
walk, we finally seo the peeks. The path reaches the
tracks of the Vunicular, which several hundeed mevers
further, at th e last stop (at an altitude of only 2 327
metres), brings a crowd of thore for whom this is the
maximum attainable proximity to the White Mourn
tain. It is also exactly? here, some twenty meters from
the funicular than else bonjours start. Parents and. teen­
agers, attractive ladies - hence the necessity for greet­
ings and suitable facia1 vxpre ssions.
Soon the orail grows empty, the arid slopes of
Rognes appear, ending wiih an empty stone Baraque
Fosestiére —it is not quite clear whence the -forestière
in view of ihe face thao the foreat endv much lower
down. Since somtone is panning to spend the n^ht
here we are compeïled to talk a fittle and then go on,
towards the Tête Rousse hut below the summit. In the
morning, departure takes place in darkness; across the
snow-covered glacier (where someone is still sleeping
in pitched tents) we head for the celebrated Grand
Couloir, which has to be traversed.
Writing these words, with the route already behind
me, I am still unable to objectively describe the degree

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy
182

of its danger. A competent author declared: It is esti­
mated that some 7 000 people perished on Mont Blanc
alone (...). A large number were the victims of the infa­
mous traverse of the great Aiguille du Goûter couloir on
the Gouter-Bossse, exposed to rock avalanches despite the
metal cables installed here [untrue: there are no cables
- J. S. W.]. Guides called this traverse a “Russian rou­
lette", with rocks difficult to avoid, falling often and quite
unexpectedly.5
This is why we are here at dawn, when the rocks
are still frozen and the risk of being bombarded is less­
er. On the other hand, the shelf along which the path
runs is much more dangerous now than during the day
- iced over and slippery it creates the threat of falling;
this is the first time that an ice axe and crampons are
useful as indispensable extensions of our cautiously
moving limbs.
No one has arrived yet, so that the problem of
greetings simply does not exist, but then everyone is
much too concentrated on his movements to notice
others. Not until we reached the other side of the cou­
loir, vertical but secured with chains, could we relax
and feel just as if we were on Orla Perć (Eagle’s Path)
in the Tatra Mts. On the summit, or rather on a stone
edge, stands Refuge de l’Aiguille du Goûter bustling
with pre-noon activity. Busy, we do not expect to be
greeted, but when after a meal we once again set off
across the glacier we pass upon several occasions peo­
ple returning from a stroll and exchange brief, oneword greetings and smiles.
A further route leads across a gentle snowy slope.
We are forced to spend the night in the last possible
shelter before the summit, the Vallota refuge (4 347
metres). This aluminium tin can, with an Arctic con­
struction, is the target of a hurricane, which a narrow
entrance prevents from invading the interior. Inside,
some Germans who arrived earlier take photographs of
probably the messiest dwelling in Europe: piles of cans,
paper, and old and dirty mattresses. Many stay here,
but no one cleans up the rubbish - a good chance to
have a laugh at the slovenly French. A t dawn, still
in the dark, we begin the last stage of the climb. The
ascent along the summit arête is the most beautiful
episode of the expedition. Groups of mountaineers,
each composed of several persons sharing a rope, are
seen from afar as rows of ghosts. Only the lights of the
headlamps - firebugs - slowly move upwards. Everyone
walks carefully along an edge that would have been as
steep as a roof ridge had it not been for a thick layer of
snow, in which we create a safe path.
A t the top it is already quite bright. A brief mo­
ment of triumph, some cries of joy, photographs are
taken, but everyone wants to look at the panorama of
the peaks and savour success on his own. In addition,
the wind is tearing our heads off and at this altitude we
are already suffering from a mild headache.

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYSBONJOUR TO WHOM ON MONT BLANC?

In other words - and in response to the titular
question - no one says bonjour on M on t Blanc. The
same holds true for the hurried descent, when every­
one wants to quickly find himself at the bottom since
the worst that can happen is the weather changing for
the worse on the tcy fields with no orientation points
and, in addition, crisscrossed by fissures. Once again,
the Vallota refuge, with some taking photographs to
the accompaniment of convtntional half-smiles. The
same occurs prior to the arrival at the refuge, where
we can ainally afford to relax while eating.
Then, on rife steep way down no one iecls like
speaking to the inexperienced and panic-stricken
young American womrnwho attach themselves wifh
a short haeness to avery piece oa metal along this
laughingly e f sy traii, because there is onlyone thought
in our minds: what will the traverse of the couloir be
like? It is afternoon and rocks could be falling; fres
quently. "Will a hrlmec or a clever evading movement
oa the body offer pcotection?
¿An answer - decisively negative - comes immedi­
ately when, after having aorived at the enit of the pcth,
I take a look erom behind thc couloir at the veftical
slope to see a veritable torpedo dtihing down - an
enormous block ialling in leaps and boundr tnd every
few metres bouncing off the wall. One may only? hope
that now all will be calm for the noxt few seconds re­
quired to rapidly traverse the path, whichct this time
of the day is unfrozon and well-trodden. Mo chance to
speak to anyone either befooe or after. Art the other
end - a moment op relaxation since no more danget
looms ahead. Quite a few people probably experience
those seconds as a desperate leap b ° c condemned
man - if one succeeds then onr hao to rush on without
looking bacln. A t leaft this is whal comes to mind when
gaeing at dhe ctfnsfderable number of brnnd-name ice­
picks left behind - obviously dimply forgotten - at the
spot where everyone takes off and puts away the no
longer required equipment. I too flee without speaking
to anyone.6

6.
Despite all the obvious faults of the above account
and the conventional nature of the accepted “’re­
search procedure” we could hazard some sort of ten­
tative conclusions. Once we find ourselves at a more
empirical level of studies, closer to reality, we notice
that humanbehaviour and activity (each realisation
of a gtven custom and its practise) tire dete rmmed by
totally different recrons thyn it sremed when seen
from a more distant, idealising, and speculative per­
spective. One would like to add that ai that precise
moment psychology triumphs ovtr ethnology.
It is (quite feasible that those concrtte determi­
nants do not annul general ones; it must bc hooestly
recorded that mountain greetings do not take place at
183

Fig. 3. Stanisław Witkiewicz, Na przełęczy

moments of danger or while admiring; Nature (in both
situations a person concentrates on himtelf), but upon
the occasion of fleeting meetings. They are not the
outcome of profound experiences, but e way of react­
ing to contingency in a situation generating; dilemmas
and calling for arbitrary decisions.
Inconvenience consists of the fact that in the con­
ditions of surrounding emptiness even a fleeiing enaouetter with another person assumes the featuros of
o meeting. For a single moment a strangee becomes
physically close and outright t e sole encountered
person, a fact that has to be noted by greeting him
and entering into a relation. Actually, this differs lit­
tle from situations with which every day abounds: in
an elevator, in a corridor, at a table. The emergent
social micro-relation could be either silently ignored
or conventionally accentuated with some sort of a la­
conic communiqué: thank you, pardon me, bon appetite,
oops, etc. Universally accepted standards of personal
culture end this dilemma by? fallowing some sort of
ptychie economy: it makee more sense to smile at a
person sfaring a lift than to peer at the tips of one’s
shoes. Personal culture tells us to accentuate tine so­
cial dimension of such a situation even though com­
Portable egocentrism would prefer to ignore it.
The process of greeting is aonnected with the re­
ception oC a given situatian at sociel, even in the cat­

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

egories of some sort of obligation. This is why parents
with children, concerned with the latter’s suitable up­
bringing, will always say: bonjour, as will good-looking
women and aspiring beginners, attaching importance
to appropriate forms of behaviour more than old hands
are wont to do.
The gesture of greeting is also connected with rec­
ognising a given situation as an inter-personal relation
and not as a fragment of an impersonal crowd. I would
be inclined to explain the existence of this perceptive
differentiation by the fact that it is not customary to
greet and thank, e.g. a person sharing a ski lift chair
(this habit is totally absent in overcrowded Alpine
conditions and is rapidly vanishing also in Poland).
On the other hand, persons skiing in the woodlands
of Warsaw suburbs greet each other. Naturally, this
is not the case of sharing all-human values in empty
high mountains but a temporary experiencing of kin­
ship with scarce aficionados and perhaps something
more than conventional savoir vivre.

their avoidance). One method involves a verbal dec­
laration of good will - a wish expressed aloud that the
people sharing our meal would benefit from it, even
more obligatory when one does not eat and thus acts
as a potentially envious witness, e.g. walking past the
table.
This sort of a witness, Foster noticed, is predomi­
nantly the person serving the meal, i.e. in restaurants
it is the waiter who creates the threat and whom the
diners deprive of the magic power to grow. Some sort
of compensation is required. What should it be? A tip!
Not by accident does this word in various languages
refer to the fact that the waiter could buy himself
something to drink for the received money. Charac­
teristically, the beverages vary and the expressions
refer to their general character: Trinkgled, propine,
gorgeta, napoynitsa, low alcohol content: pourboire, or
non-alcoholic properties: na chaj, chayeviye (dien’gi).
The proposal pertains to beverages since it is precisely
liquids that (as Fundes showed in a separate argu­
ment) constitute the element of life.

7.
o r is it possible that conventional, desultory be­
haviour - I treat this expression already as a technical
term both obvious and understandable, although as far
as I know no one has as yet used it in anthropology conceals some sort of a more profound mystery? Could
it be that it contains something recorded in an ancient
illegible script understood only by an etnologist?
The American folklore expert Alan Dundes tells
us on the margin of his study on beliefs about liquids
and moisture as the essence of life to pay attention to
expressions and greetings used in the course of a group
meal, functioning up to this day in assorted European
traditions. 6 Let us, therefore, ask why siting down to
a table or seeing people eating we say: enjoy your meal,
bon appetit, buen provecho, Guten Appetit, smacznego,
priyatnogo apetita, etc.
A t the onset of the contention we should recall
the conception formulated by George Foster (who in­
spired Dundes) and concerning the existence in the
traditional mentality of assorted European cultures of
the following “folk idea”: the conviction that the world
has a limited number of goods, and hence the fear that
each object that feeds, grows, and develops does so at
the inevitable cost of another adjoining object, depriv­
ing it of strength. Hence the belief in the failure of
two men sowing simultaneously, the evil impact of an
embryo upon the child held by an expectant woman,
the joint initiation of consumption. It is upon the basis
of this principle, claim Foster and Dudes, that in tradi­
tional beliefs a shared meal must pose the threat of an
unequal benefitting from limited goods. (The reader
who finds such theses unconvincing is requested to re­
call Frazer’s material in The Golden Bough about magic
threats in the course of joint meals and the ways of
184

8.
Admittedly, we no longer live in times to which
such folk ideas are applicable. What is, therefore, the
most contemporary and, desired or not, super-modern
and postmodern context of the Alpine greeting cus­
tom? After all, its backdrop and scenery were not only
the Alps bereft of people but also social Alps, civilised
and outright cultured. A t this point it is impossible to
even outline the history of this process, but let us at
least put certain obvious findings into order.
The natural landscape of the Alps has been for
centuries subjected to a transformation into its cul­
tural counterpart. If one were to write a history of hu­
man work and material means applied for this trans­
figuration of the mountains then we could accept as
its symbolic onset the famous wine vinegar applied by
Hannibal to crush rocks on his way to Italy. In later
epochs use would have been made of picks and vari­
ous other tools belonging to miners, alchemists, and
treasure hunters. 7
I
would happily read an opus magnum containing
an anthropological summary of subsequent periods:
the process of rendering mountains accessible via a
network of roads with impressive tunnels, gigantic
hydro-technical ventures, the creation of a colossal
skiing and tourist infrastructure, anti-avalanche pro­
tection devices, etc.
Who should be appointed the symbolic patron
of those undertakings? Forget Hannibal and his el­
ephants, for whom the Alps were only an obstacle and
not an objective, although we should add to his credit
that he chose beautiful Chamonix for his passage way.
Actually, this is probably only a legend: today, it is ac­

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

cepted that Hannibal and his animals crossed Alpes
Cottiennes, probably by way of the Petit Mont Cenis
Pass; all told, there are about thirty similar hypoth­
eses.
Perhaps we should go back to the Bronze Age making use of a discovery made 12 years ago on a pass
above the Ötztal Valley along the Austrian-Italian
frontier - and give pride of place to that perfectly
preserved man who for reasons totally unknown ven­
tured onto eternal snow at an altitude of 3 200 metres?
This astonishing episode probably has a logical expla­
nation: since Ö tzi was killed there (he was wounded
in the back) then he probably died as a victim of as­
sault - perhaps during an attempted robbery of grazing
sheep.
Sheep farming, poverty, and a sparse population
- the history of human penetration of the Alps sym­
bolically starts with these motives that will remain
its symbols until the contemporary invasion of massscale tourism. Reinhold Messner, born in a poor Ty­
rolean village, repeats ad nauseam in his most recent
book containing reflections produced by meetings
with highlanders on all continents, that his childhood
took place in conditions not very different from the
life of the Sherpas and the Dardic and Kalash peo­
ples - hence his excellent communication with them.
Everywhere in the mountains he saw the same para­
doxical phenomenon: progressing tourist exploration
accompanied by demographic and ecological regress,
i.e. the lowering of the limit of permanent settlements,
the abandoning of arduous and risky sheep raising, the
depopulation of villages caused by seeking employ­
ment in the all-absorbing tourist industry 8.
We are probably unaware of the multiple changes
that are the outcome of the last half a century. In
1949 the village of Saas Fee, today: a resort near
Zermatt and the destination of a mass- scale in­
flux of visitors, was connected with the rest of the
world only by a narrow mule trail and its wooden
houses seen in pre-war photographs resemble Nepal
or the Balkans. On the other hand, we also have
to remember what could be paradoxically encoun­
tered in those houses. Professor Dynowski told me
how already before the war he once entered such a
cottage (you wouldn’t give three groszy for it, sonny)
from which one could hear a steady rattle: inside,
a bearded highlander using a foot-propelled lathe
made cogwheels for watches probably commissioned
by some less renowned firm. A n historian of mental­
ity should be asked about the significance for the on­
set of Swiss watchmaking of Protestant thoroughness
and respect for time among the highlanders from the
region of Geneva; an ethnographer will add that an­
other consequence of such attitudes was lacemaking
or the production of music boxes - ideal occupations
for long winter months.
185

Someone might claim that these are mere anec­
dotes and individual examples. But a tourist for whom
particular observations could create an identical pat­
tern: modern accessories with an archaic foundation,
might say something quite different. After all, even at
the height of 3 200 meters above sea level he still en­
counters the same sheep as those from the era of homo
tyrolensis, the only difference being that their ears have
plastic triangles with a barcode. The sheep are prob­
ably managed by great companies, such as Danone
or Bridel, and soon there will come a day when a ge­
ostationary satellite will read those codes and use a
computer to steer the movement of the flocks. The
spiritual culmination of the cultural conquest of the
natural environment involves placing in the moun­
tains material props of the cult. Here closes the largest
circle in history - from the 20 000 years-old enigmatic
signs in
Val Camonica and many other places in the Alps,
shrines on the spot of old pre-Christian cults, and
crosses towering over valleys to contemporary art on
the peaks. Spiritual experiences in the mountains were
always assisted by religious sets - today, they assume
increasingly often an extra-confession and abstract
form. Along the route to Roterrothorn near Zermatt
there appeared recently a set of five quasi-shrines contemplation objects. Metal stands support colourful
glass sheets with brief inspirational texts, enigmatic
but arranged in a legible order: the first, at the foot of
the summit, is about geological beginnings, the next
are about Nature and living creatures, and the one at
the very top is the loftiest and most general. A n exam­
ple of complete universality, and in four languages to
boot: French, German, English, and Japanese.
A stay in the mountains obviously intensifies the
need for mysticism. This can be seen in particular in
resorts in the Italian Alps, where bookshops are full
of titles about local mysterious rituals (masqueraders,
demonology, the Carnival), but also the mysticism
of Tibet and hermetic mythologies of the mountains
spanning from the esoteric-Himalayan interests of
the founders of the SS to works about mystical lands:
Shambhala, Shangri-La and Agartha. It is there, in
the book stores, that one should examine present-day
spirituality and then construct a new definition of cul­
ture to replace the old proposals made by Taylor or
Malinowski: culture is a system of measures used for
the production and, predominantly, sale and distribu­
tion of goods.
The times of kitschy statues of the saints, such as
the monstrous gold Madonna on the much-frequent­
ed Monte Moro Pass above Macugnaga, have come
to an end. Now it is not the popularity of a site that
qualifies it for installing a statue but its inaccessibility.
In the rocks of Congo Star, a difficult peak soaring
above Mer de Glace, there stands on the edge of a

�Jerzy S. Wasilewski • WHO SAYS B o N J o u R TO WHOM ON MONT BLANC?

chasm a large figure made of rust-free steel glistening
in tide sunshine; its h and h urls into the air an object
resembling tin airplane or a bird. It was placed in a
spot inaccessible and even invisible to all but the most
experienced climbers (a T D + trail).
What theoretician of postmodernism should we
ask; for an apt characteristic of phenomena that com­
prise the new? aestheticization of the Alps? I hazard
the observation that even an advertisement placed
in Alpine scenery (billboards, posters showing luxury
jewellery, waeches, and sweets) causes some sort of
censenpiences reverse from the ones anticipated npto
now. It is not the mountains that are adding attrac­
tion to the consumer goo°s advertised sgainst their
backdrop - it is the attractiveness of those gods that; is
transferred onco the peaks in whose stenery they tire
demonstrated (adeertised in funicular stations, dis­
played inshops with the best location, or with views of
the mountains in the background).
Chocolate with the regular-shaped pyramid of the
Matterhorn on the wrapping adds a certain nobility
to an, after all, extremely rocky and avalanche-prone
mountain, which thanks to the product becomes easier
to tame. Omnipresent depictions of Swiss watches, all
set at the smiling hour of 10.09 a.m., magnified on ad­
vertisement posters and thus greatly evocative, endow
the mountains with additional gracefulness, especially
if the makers are Breguet, Blancpain or VacheronConstantin (to mention only those among the most
exclusive brands established in the eighteenth centu­
ry; after all, Onegin wore a Breguet, albeit still made in
Paris, before the firm moved to Vallee de Joux in the
Swiss Jura). Associated images of punctuality, infal­
libility, and sophistication are transferred to the sur­
rounding landscape, encircling it - just like K-2 with

metal cables in the famous photograph illustrating the
ecologists’ slogan: “Free the m ountains” - with a net
of associations dom esticating it and robbing it of its
wild and unpredictable features. Only a person with
the chara cter of Diogenes would not succumb to the
pressure of those icons of elegance and refuse to notice
that; they elevate the status of tire traveller, add finesse
to Iris sojourn, and render ihe Alps more dignified.
The mountains are becoming increasingly elegant
and they expect the same of all those who have found
themselves in their midst. They make us pay for our
stay not only with a plastic card but also with the con­
ventional coin of good upbringing.

Endnotes
1

M. Oelschlager, The Idea of Wilderness, New Haven
1995.
2 W. Windham, An Account of the Glaciers or Ice Alps of
Savoy, London 1744.
3 S. Witkiewicz, Na przełęczy, Warszawa 1891, p. 147.
4 J. S. Wasilewski, Tabu a paradygmaty etnologii, Warszawa
1989.
5 G. Hattingh, najpiękniejsze drogi wspinaczkowe świata,
Katowice 2000, p. 82.
6 A. Dundes, Wet and Dry, the Evil Eye. An Essay in IndoEuropean and Semitic Worldview, in: Interpreting Folklore,
Bloomington 1980, pp. 102-105.
7 It is worth recalling the charming publication by Jacek
Kolbuszewski: Skarby króla Gregoriusa, Katowice 1971
and a collection of studies by Józef Szaflarski: Poznanie
Tatr, Warszawa 1972. An unequalled erudite work about
the perception of the mountains is still: Góry niewzruszo­
ne. O rożnych wyobrażeniach przyrodyw dziejach nowożyt­
nej kultury europejskiej by Jacek Woźniakowski (Warszawa
1974). '
8 R. Messner, Bergvoelker. Bilder und Begegnungen,

München 2001.

Afganlstan.An route to Jalababach. Photo Anna Beata Bohdziewicz
186

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10650" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10628">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2a0c6219ad6ff2989b68e5599f6da8e4.pdf</src>
        <authentication>5d8fca48501b6ee45ac2fae3e7915edd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126887">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6513</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126888">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126889">
                <text>2014</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126890">
                <text>antropologia współczesności</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126891">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:6085</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126892">
                <text>Phanom Houses and Voyages to Nowhere / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126893">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2014 Special Issue s.151-155</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126894">
                <text>Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126895">
                <text>ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126896">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126897">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126898">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126899">
                <text>Genex
6 November 2010. Entering Belgrade from the west
along a highway linking the capital of Serbia with the
airport, Budapest, and the whole of Europe, we come
across the so- called West Gate or, more precisely, two
huge concrete towers topped with a revolving connector.
This is Genex —the highest pinnacle of the Banat Plain. I,
however, entered Belgrade in another way: by leaving the
highway I took a bus crawling and weaving its way amidst
the rural houses of the suburbs, which unnoticeably - and
in a totally natural manner - blended with the housing es­
tates of New Belgrade. Between the houses and the blocks
flickered the gloomy towers - terrifying and fascinating at
the same time. This is Genex, I thought. I already knew
that I would do anything to get inside, climb to the top,
reach the abandoned, closed café on the 31st storey of the
rotating roof... *
This could be a fragment from a blog or a book
by a globetrotter searching for extreme impressions,
traversing former communist countries while seeking
unusual adventures, the sort that come from contact
with architecture - the often breath-taking ruins of
truly futuristic and, literally, unique buildings from the
1960s-1980s, to be encountered from Vladivostok to
Trieste. Brutalist constructions made a strong imprint
upon the surrounding, and today their former purpose
has become unclear. Often uncompleted due to a lack
of funds, unfavourable political decisions or, finally,
the fall of the Eastern bloc, in the last two decades
they turned into ruins and, at times, succumbed to to­
tal degradation.
Why am I writing about this? The reason lies in the
growing although still niche interest in the topic and
in the emergence of a new, specific form of travelling,
whose target is “collecting” images of strange architec­
ture, just as landscapes were collected in the past. A c­
tually, the heart of the matter involves experiencing
architecture as a form of repression and the uncanny
(Unheimlichkeit). This situation is sufficiently interest­
ing to draw the attention of an anthropologist. N atu­
rally, specific “love for ruins” is not new; it is rather a
successive embodiment of a phenomenon known at
least from the French Revolution, when abandoned
architecture became an allegory of the irreversible
processes of History and in time a symbolic reverse of
progress and modernity. This time, however, the ac­
cents have been arranged differently. Another inter­
esting phenomenon is the permeation of the theme
into the world of contemporary art. Although recently
published albums: by the Slovenian photographer Ro­
man Bezjak: Socialist Modernism — Archeology of an
Era and the photographer Frederick Charbin: Cos­
mic Communist Constructions Photographed (the latter
presents almost a hundred curious ultra-modernist al­
though actually totally postmodernist buildings in the
former USSR), causing the reader to smile and even
151

TOMASZ SZERSZEŃ

Phantom Houses and
Voyages to Nowhere

more often to experience goose bumps of horror, can
be considered more as treats for lovers of architecture
it is difficult to ignore the fact that the topic in ques­
tion was considered by Cyprien Gaillard, winner of
last year’s prestigious Marcel Duchamp Prize. In his
neo-Romantic videos and photograph series strange
communist-era buildings appear rather as allegories of
the decline of the very idea of modernism, images of
living ruins, and, finally, a perverse praise of vandal­
ism, treated like archaeological remnants of some sort
of ancient civilisation.
In the Polish context, this theme - perhaps not
brutalism as such but socialist modernist architecture
in general as well as its fall - has been broached by
the photographer Nicolas Grospierre and in a slightly
different manner by the reporter Filip Springer. There
exists a whole tangle of issues on which light should
be cast in order to explain the reasons for this interest.
Put aside curiosity about the widely comprehended
heritage of Le Corbusier, the architectural legacy of
the communist era and the failure of the modernisa­
tion project. Relegate to the margin the otherwise im­
portant connections between architecture and utopia.
Instead, concentrate on a concrete example: it is time
to take a look at Genex.

*
The skyscraper, built in 1977-1980 by the architect
Mihajlo Mitrovic next to a highway leading towards
an airport and the border with Hungary, is located in
a district known as Novi Beograd (New Belgrade), i.e.
a sprawling housing estate for 250 000 residents on
former farmland surrounding the city on the opposite
bank of the Sava. It is worth mentioning that New
Belgrade is closely connected with Josip Broz Tito:
construction work began in 1947 (i.e. immediately af­
ter the marshal seized power) and was envisaged as
a symbol of new socialist architecture and an equally
new and better socialist future. Today, it is an unusual
site and, at the same time, typical for the peripher­
ies of cities across Eastern Europe and the Balkans

�Tomasz S z erszen • PHANTO M H O U S E S A N D VOYAGES TO N OWHERE

- m o de r n a a d often inreresting a rcUitecture bouders
wisp ur^cor^srciie;nrK^fus^ c^unrpsE^nm e^mcor^m bpiid'
ing s .lt U eko wnrth rv t ^llicgei^i^t thesk yecroper o rs
comg leted m eCSdn-p^^ yeat o i: T ieo^^ doe^t^lp .k ^ eepu
tio n fu r shc C^o p ex cepc^i^t:ce^ns(^U:ium waSe rh^r^fterc,
a srmbolic paoguro ,e emnptom oCall tXe fundamendal
cnntO£^g^io k )o^ - r ^^isk:£^S-ctt^nkspinn eoor^on^i^Cr iO £it
cxm ^o^smxl cho sued fid ta oeY sgosravitc
The skytcraper wri U rütin t^ o iN li: o fb m tsiiistert
cb^^^i^iutec^utc ^f ^^w « mcrcts , i.r . otasoeUil^ e i^t^gfi^e^sS
strcoyly with e^i^s^uir^sron d serabxlio nuCgncs b u t riso
with rab^it^r^inuspgion xnO ter mert Sdufiur the r went
ti^oth ceutury concrète was used for monuments, ind u d in g fhosc orrh e H olboghrt1) •T h o xrohi^sroti^i^u oS
Geaeo consitrs ge dwo rail c(^r^aceieoc^Apers - (^r^e cntis
dontiels^ndeC^^e^Utess^s^ct for e ffices,r(^mismeeleod ^s;
verySo pu itb a r e t^olbsng rcstautant, we ic e wai ncver
aate ally ooened . The office tewec h r s b ue n cloteg and
totgUy empry eot o long r ime, whüe th asaco nd towec
w a su ued only puraly (wdich mekes a ldud glly ghill'
m g imoressic lc ,iinr g a bgkdkued flar ta djoin m h gbitaU
onc t i .Reunntlheth e a nohorieiet of Bulgrade mede i nis
ttal ded sione abe a t ]cgllina tha buiedmo hown, and ie
ie dfobably ento a ouustiok o f timt wben i t will ven'
ieR T h is u hdntomdikr trn ititp ai adoxiekl con sidecink
thc r sh e g uilclmgi n questiok is t imultgnaopsloaslod '
152

eted wi^obir c e mbit e e mnre 0^ 6^ cealistic visk&gt;nt oC
i t s eevitelirreeon and trgnseormbticx Ys-C. o fc re cting
et k s o^giOre most a d d ntive 11 ^ 1 x 1111 ie Belgcacxsur
reOaligmnk toiew hxlt egtfieg forbn insematienul cors
ferea ce cec trei .
From rh e v ery o n ir t G e n e x s ticr e d execema emt '
eiOT^s: crme r c rcaivep ie as a spm b o lpf mobernics
mlsüe cOcer sg ongemnrU st at bruSat mteenentig u meo
di e t andscupe andurdau oito ir - k alio ^ te^s^uœc^C^c^i^i
roo de e to tts clgussrkphobic coecnod mreginc:nbergw
stairwas n ahn tm y rpatrmentd Up des thie gay d c n ex
dividet th eo p im oni n k S oni u oh tUa S er b r b u t a lso
tourdra and gbcorts on a r gbiteururefrk m a ^ rnec the
x ouiP.This approeun is i^otcraredwgll by ied eralo gid '
ioni eapreiten d n Pitcp ilioh Carr gbou t a rghita coures
One oUthu motricuej/hlog ghUíCjngs se tOe ldoUà &gt;idupl fer
œmmittme sdieire^mxirut acgiexgiic; brucgScst CxUnrn
inthr svocld; o c o noïd^b^c arcOitpntuoa lm ostsrpier e j ^t^c
mute kisguellnd skcrceehen m ipe ic trlb, idst l ooOing a t is
hures; tOitruildinr is a ioke■: ondoubtedly Oic mesi ieeereeis
mg œmmunif s buMmg idehr -coeld ;she unliest thingintho
Bxlidrti;ietly tps /cadncOhd; sohbpdess lhai ititfeel; ttlis
building ic genuin eaadn uiquele Surbian l ., „
A c h a cautertstia faaturegeopmions ae r a i G enex d
theif eutraordintoypolarisation and mtxt ur e of imeget,
TTgetb e e tticu c^r s pi^i^ti oe the Oomain ef t h a meadings

�Toma szSzerszen « PHANTOM HOUSES AN DVOYAGES T O N O W H ERE

of die symbol, know nfromphenomenologic a lstuSies
on i^elz^i^or ia nd cn^iitir^g iension entween Uomo re nd
^ 01013X0n , tremendum rt/a sd iWnr . A t thu i a m e iimo,
eer can consider th e tnimiralrn d i^fien architecture of
the Eardy gm^fy 0^uA fd^f;k ^, ( ^.I^. the cei^tcgjrf of thr
^^lei^i^s^aed i^cnok Oy A o^rb^c^na Vf y ^f i T d r Arohieertural
Vnconnbr'Errdyr in thr ii^odei^re k niwmelg, 1 a enlicg
wltA h^^nfed, uf^ueyE^f^ilEihltr iig o ih , orw itkin a paed
ndohke^lkticale o i^t^kx t:arhkr^f cpp^o sive arpUitecOuds
k .t^lieintt^i^ior isn^soses th e FrMie^i^^noxperirb c e r f tide
ihnaroo^lkO^ g . ^a con b ring homind in abkieclearknd
Oiiturbin gm an per tAa0tkhieb it famida r anO, gt dfe
tarae tiAWltedo^ y fepretiad,u n d w Uich contraty to
eur wishes tetutns i n the ntannrt of a p bontom io gpotOetagntegtt thc W oridW af IIeyperibncr, to s nrong
in t ki s her t oCEub ro r,n d dla igte r im agesoeaV rnth'
p i g matsaa■ es g e oh e et^O^r^t. T Oe h o ru o fo fth e lattes
COTr^rktec^ rrf thr cact, or .van olouii steeded, n heas
thekXdngi we r r committeb b y d eighboues oaten living
c exi Co raa y othb fm ciahstbophgbiaaXo cmall cthnlg
hhrttors..w A yo tn elmcrroretaoiyn ,rnile imehaXoiak ,
nowcd he dnsed o n the ai^seihatii^nc k irtke swretacuias
llAd b m ek s k oscraprf. t^e^mbh^ii^t!d :^i;t^rr^t^motn^ with
dt r utopis n e a oision o f a manderdui dow work l wirb
a n imace o f t e onaentration camo t i n i eertdin se nss
prrionifird th e comdXcatek dltitodc odlhg inb adslanes
of t his parl o f E nropg kewo^t i the commwdis t ei■a.

becomma “itiP w n chost” t an b e niscui l ek oufsielrdag
contbxi of crahitecture . fod axamnie, a s a rrmna v l of
101 no longer cwik inn clviXiatio5 0s a ati^MMs^^ obtenf, a n ^t^i^t^t^i ^lba^^l^Gm oi le as e oc a lar^Cri^i l ^eolp'
mi^n W
ir^n ly^, a sa ^ ^ a^c^^^ Ai^ii^t^alr^rtl^ni (^£^^daG b^. be this
eodfbxt ^lc is hoesc le t^o c^f^erxruAabk why one n e tdo
etseiebA s . , 0^^^ i^fll^e^o^td nt:^(^ter^^ ard^ki k riia^i^mg
w^iniim ^ e ^ li^i^i^ r^f art. a ^n in^feo^l^eidkOTl oa a blIn^c^'
ie if ^ubjedt^i^e l t o t^nl^r^eos^i^^d^i^n remains in the honXs
a i d ri;l^l^tist, h la ^lsa i ^ntho^^obdre redp ie ^tt . it i ^s
tAele0^br wiv) imdginl^ ite fi^e^c^tiOTi. l^ iOln^t bec o n d ip ^wn e ^e A is lnmcbtk( t0^af t h;^^a^i^0rk^i^i i i^oi^i^(^ei'k an d l^íl ^^rirtr^^n tkig^ilafO]^kI0le Sa el^i^t^fe^b fl^£^np a
ebCa-sx^a ic dle e bgndnned Sgfh-g0knl^vrklarr d b di^L^m,
eoa^n lo be toon down . 6
Cyprien G a illerdg n de&lt;f s o medlmg moeeto i^f^i^iOrd^ie^L^in g M'iwlid dgimld^í^i i : ^ r^;^rddov c^l n l 0^lda(^l: tl:^e
n^t^(^i^k:a^llA ih esp ectacglar. C^r^e e^f r^i^i 'a^c^rks sl^c^ii^s
td r r emarka0 le end nl a Siouo^b^d O^Ori^iin ^t:dr (i^rrb l^^:^'
cm o^a Or^otdirl bao'Pll^hekeoeb^olb^fn tr^ifeb ia i l i ^f:lb n df ^(:^ia^Abd. bi m^ceK^i^il^lrid^cn , ^ t p :^rc^i mapr^lne
eolt l^e^ir^g, teaminetes iti liCe with a itoiOiog fireworX —is
t^e^^^g^(et n pasaCoxi T hc moment wt^en n ^ gil gi^^i^c^y
c^^^^si1^er ext r ath he c ^i^h^(^^^(ss( l^|^s^croa ic^t^aem g k l
. ^0^x 1 d^^\iic^if^dde^í^ins foc the ^ldiet One d^^^isn^b^niif
m elln ^ory: iltis g i^nn^e^l^mo^l mnt^tm^l^nS, (^i• eaeh^f ,

tr
Gt nex chmr s y livo in aet anytime, toeaggdiffrrene
enntrpe( conlemopfarr ort. it ahpe a rtiy a panorawd
ic lak e gwrplng t h e “’videOiOpecc” Dirrnansa y Raiad
120071 h n sd r ayoo rimannoneX kten c h Aaeist Ce tir ts
Gaillben. e Ie^n^ition led Gaillard to consider modern
architecture, in particular the one originating from the
"periphery of modernism”, i.e. countries of the former
Sovie f bloc, thr Middie East, Woc th A merica wroCe
bfgradek iubdi•k t or l arne W esf European mewnooUsrs, wirbiri dte eocteg eoS th e inaoisg01e Oisinfegracien
inscrihed ints its nature. T bii odooess ii d i e reaikn
wd g t heybeaome io rns an thr moA rn t oedomplesign.
A rnex ir a modeirXke 6X3013101 o k r boXdikg itarleX
to age onk ouccumd to degfabatio n oaiy sev oba l oeari
cCeeeil: walA niihnd, and thr tevolving, modem caifaS
W
ic hop o f d ie lkysnrap e r n eAcr antually o p erateX. Ito
enoption ,simXgriy t^ofi^nic^i: tlrn ¡e^ nde^i^i^di‘gi:^]^^^]^i^s
aaglb”i Xats, anas graduolly 0 1 X^ 11 ^ an k forgwtten.
This pPenpmr ngo cwolkbe described S f a ^^e^A'a tenon
naadtrd ai d ie tu m o f d i e l gaOs bo thr A mcsicay a rli
tit R obera Omitheon, r aonOt, “deigrchitecturisaeion”,
ie . ds.e^(^ecr^ct:e^eiei^iin b :'^^ nrigiyaXnbirumcd ernindob^^. t e r o ienara ^ae d ,c ibn^i^rok cno certcm rense
eocluded from tko]^i^i^eo^t: nn d c nerceloed n s a aelig
oft h c past o r , on l^d e d oe^tmrr^, d^i^i^f^ i^b^ to an^a^^riah^g
tation of t eiria rii odahe guturo. Thilnaeedox bUsorbs
0 0 X13^’; nttentign( a bwilclinc l^r^^gog itr (^ 1 X01 and
153

Genex.Photo: TomaszSzerszen

�Tomasz Szerszeń • PHANTOM HOUSES AND VOYAGES TO NOWHERE

evoking a neologism created by yet another Ameri­
can artist, Gordon Matta-Clark, a ”non-ument” of the
building, existing only in a work of art as a spectacle
of disintegration.

*
Time to return to Genex. Is this skyscraper-phan­
tom a ”non-ument”? Or perhaps it is rather a monu­
ment that does not commemorate anything apart from
the process of its disintegration?
It is thanks to art that such sites as Genex begin
to exist anew even if this is a highly paradoxical ex­
istence. Apparently, on this case artists are interested
much more in the aspect of non-existence: the nega­
tive factor inscribed into the essence of these places,
their phantom quality. This process was noticed by
the anthropologist Roch Sulima, who analysing the
demise of the 10th-Anniversary Stadium /Market­
place Europa, drew attention: Artistic undertakings
rendering aesthetic the space and time of the agony of the
Stadium-bazaar define something that I shall describe as
"in-between" aesthetics. They build meanings out of ab­
sence and non-continuum (the aesthetics of the void). Just
as absent is Warsaw, a city of rubble, the finish lines of the
Peace Race bicycle race, communist regime harvest fes­
tivities together with the pathos of their collectivism and
apotheosis of social engineering. The vivid outlines of the
site of meetings with the Pope during his second pilgrim­
age are becoming hazy, the spatial structure and emotional
contents of Marketplace Europa are turning into a part of
nonentity. These multiplied absences and emptiness mutu­
ally define and reinforce each other and add significance
to meanings. 7
Can it be said that the concepts of emptiness, ab­
sence, and phantom qualities, in this part of the world
closely connected with a comprehension of architec­
ture and space, in some astonishing way bring these
reflections close to the historiosophic diagnoses pro­
posed by Jan Sowa in his recently published book: Fan­
tomowe ciało króla: peryferyjne zmagania z nowoczesną
formą 8 (in this context the subtitle: “peripheral strife
with modern form” is particularly significant)? This is
a question for further reflection.

II. Hotel Palenque
Thinking about Genex, the socialist modernist her­
itage and, more extensively, architecture in our part of
Europe, including the already non-existent 10th Anni­
versary Stadium, in Warsaw, I cannot resist a certain
especially evocative phantom. I have in mind a vision
of Hotel Palenque in the Yucatan, a place that became
famous (only virtually: has anyone ever actually seen
Hotel Palenque?) thanks to Robert Smithson.
This American artist, the creator of land-art whose premature tragic death in 1973 rendered him
truly immortal - studied connections between archi­
154

tecture and entropy. The topic appeared in his work
for the first time several years before his death, in a
photo-essay: A Tour of the Monuments of Passaic, 9 a
pseudo-tourist guide to his hometown, i.e. crumbling
industrial Passaic, full of collapsing, once very modern
industrial buildings (a landscape much too familiar in
our part of the world...). Smithson assumed the pose
of a tourist seeing the ruins of Rome and interpreting
decrepit industrial buildings as aesthetic objects as well
as, and this is particularly interesting, the remnants of
some old, long gone culture. A Tour of the Monuments
of Passaic contains an outline of an approach typical
for Smithson: the examination of architecture in the
perspective of time as a relic of the past or a material­
ised vision of the future, and not from the viewpoint
of the present.
The same motifs were developed two years later
in Hotel Palenque. Smithson came to Palenque in the
Yucatan, a locality up to then celebrated for its famous
Maya temple, and ... he discovered Hotel Palenque:
a curious uncompleted building/non-building, a ruin
that, however, still functioned as a hotel. In this man­
ner, the expedition to Yucatan appears to have been
a late modernistic caricature of an exotic voyage,
which, as Witkacy and Michel Leiris demonstrated so
vividly, always ends in disappointment and emptiness.
Another aspect of this caricature is an ironic probable
reference to Georges Bataille’s Extinct America (1928),
depicting the world of the Mayas and the Aztecs, non­
existent for centuries, as an incessant bloody festival.
Here, instead of such a festivity we are dealing with
entropic reality on the peripheries of an increasingly
global world. Smithson also stressed the motif of a
linguistic misunderstanding: when in 1517 the Span­
ish conquistadores landed in Yucatan they misheard
the words: macubah than (“we do not understand”)
spoken by the encountered Mayas and took it for the
name of the peninsula. In the eyes of the artist, Yu­
catan built on a misunderstanding is, due to a basic
premise, a non-place.
Smithson considered Hotel Palenque from the
viewpoint of inevitable entropy: an unstoppable proc­
ess of deformation that is the reason why thinking
about construction as something durable that which
will last for ages becomes archaic. For Smithson the
only constant is decline. The context of decomposi­
tion and disintegration produces a vision of architec­
ture that can be comprehended only as the absence of
any sort of human order. 10 Interestingly, in this con­
text he referred to a certain pessimistic motif deline­
ated by Claude Lévi-Strauss on the margin of Tristes
Tropiques: a vision of the anthropologist as an entropologist, i.e. a researcher dealing with disintegration
and cultural corrosion. In one of his interviews Smith­
son drew attention to its affiliation to his conceits of
"entropy” and “de-architecture”: Lévi-Strauss had a

�Tomasz Szerszeń • PHANTOM HOUSES AND VOYAGES TO NOWHERE

good insight, he suggested we change the study of anthro­
pology into “entropology”. It would be a study that devotes
itself to the process of disintegration in highly developed
structures. After all, wreckage is often more interesting
than structure. 11
Hotel Palenque is actually the opposite of a Ro­
mantic ruin - the building is not collapsing into a
ruin but "grows to become a ruin” and was a ruin
before it was even raised. As in dialectic visions by
Water Benjamin, the processes of construction and
disintegration mutually permeate each other, creat­
ing a state of an endless exchange between the new
and the old, construction and ruin, the past and the
future. In an auto-commentary (which assumed the
form of an ironic, para-scientific lecture given to a
full lecture hall at the University of Utah) Smithson
drew attention that the hotel was built in the same
spirit in which the Mayas erected their temples. Many
constantly changed the facades, with successive fa­
cades added on top of each other and overlapping.
The structure has all the convolution and terror, in a
sense that you would find in a typical Mayan temple.... 12
This witty observation can be, however, interpreted
quite seriously: in that case, the structure of Hotel
Palenque would be a relic of earlier forms, their ”life
after life”. 13 Smithson discussed in detail the succes­
sive elements of this extremely strange hybrid, such as
uncompleted stairs leading to nowhere: a motif as if
straight out of Piranesi’s Le Carceri d’Invenzione series.
He also accentuated the fact that the building is los­
ing its purpose - since the function becomes blurred
Smithson invented it: we are dealing with an example
of late Mayan architecture, an actuation of Piranesi’s
vision in the Mexican jungle, or else with “absolute
functionalistic” architecture... The American artist
found particularly tempting the possibility of consid­
ering the Hotel in an anti-anthropocentric perspec­
tive, i.e. as a special sort of escalation - natural sculp­
ture - caused by the impact of the forces of Nature.
This moment in reflections about architecture led
him subsequently to such realisations as Spiral Jetty
(1970).
In reference to a photograph showing the Hotel
door Smithson ended his commentary as follows:
There’s not really much you can say about it, I mean
it’s just a green door. We’ve all seen green doors at one
time in our lives. It gives out a sense of universality that
way, a sense of kind of global cohesion. The door prob­
ably opens up to nowhere and closes on nowhere so that
we leave the Hotel Palenque with this closed door and
return to the University of Utah. 14 Could it be that
Hotel Palenque - this genuine model-like Non-site
- was a passageway of sorts leading from nowhere
to nowhere, a global mirror in which it is possible
to see everything with the exception of the longed
for "monument”? This means that Yucatan, that
155

outcome of a linguistic misunderstanding, lies else­
where!

III. Hotel Playte
12
September 2009. Crete. A road leading from the
mountains to the sea: from the ancient ruins of Polyrinia to
the resort of Castello. On the side, concealed by trees, ol­
ive groves, and Mediterranean shrubs, stands Hotel Playif
(the absence of one of the letters of the neon, long out of
order, creates an opportunity for speculation: perhaps the
name was Playie or Playte...?). Merged with the land­
scape, partly overgrown by wild plants, and with cracked
windowpanes, it resembles more a relic of some long lost
civilisation than a site until recently inhabited by crowds of
tourists. Actually, the latter is uncertain —I do not know
whether the hotel went bankrupt or was never completed.
That is irrelevant. At any rate, I cannot cease thinking
about it as a sui generis land-art sculpture, sprouting out
of the mountain slope in the manner of a strangely shaped
rock ...

Endnotes
1 Cf. e.g. Adrien Forty, Beton i pamięć, transl. Katarzyna
Bojarska, “Konteksty” 2009, no.1-2.
2 Anthony Vidler, The Architectural Uncanny: Essays in the
Modern Unhomely, Cambridge, Mass. 1992.
3 Cf. Ivan Colović, Bałkany - terror kultury, transl.
Magdalena Petryńska, Wołowiec 2007.
4 I wrote more extensively about Gaillard in: Gaillard:
romantyczny wandal, ’’dwutygodnik.com” 2011, no. 67. I
also wrote twice on connections between architecture and
entropy: Cóż nam po ruinach modernizmu? Z Woli do Hotelu
Palenque - i z powrotem, ’ Konteksty” 2011, no. 2-3, and:
Miejsca, których nie było, ’ Kultura miasta” 2011, no. 2.
5 Kai Vöckler, The Disappearance of Architecture as an Artistic
Theme, exhibition catalogue: Die Moderne als Ruine. Eine
Archaologie der Gegenwart, Vienna 2009, pp. 151-152.
6 Cf. Joanna Warsza, Stadion X. Miejsce, którego nie było. O
projektach performatywnych w przestrzeni Stadionu
Dziesięciolecia, ”Konteksty” 2009, no. 1-2.
7 Roch Sulima, Stadion-bazar, ’ Konteksty” 2009, no. 1-2,
p. 145.
8 Jan Sowa, Fantomowe ciało króla: peryferyjne zmagania
z nowoczesną formą, Kraków 2012.
9 Robert Smithson, A Tour of the Monuments of Passaic,
New Jersey, “Artforum”, no. 4/1967, pp. 48-51.
10 Kai Vöckler, The Disappearance of Architecture as an
Artistic Theme, exhibition catalogue: Die Moderne als
Ruine. Eine Archaologie der Gegenwart, Vienna 2009, pp.
151-152.
11 Robert Smithson, ...The Earth, subject to cataclysms, is a
cruel master. Interview with Gregoire Müller, in: Robert
Smithson: The Collected Writings, University of California
Press, pp. 256-257.
12 Robert Smithson, Hotel Palenque, exhibition catalogue:
Die Moderne als Ruine. Eine Archaologie der Gegenwart,
Vienna 2009, p. 165.
13 In the meaning ascribed to this concept [Nachleben] by
the German historian of art Aby Warburg.
14 Smithson, Hotel Palenque... , p. 165.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10621" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10599">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8117eee58d193c80cc688d768e80f6c6.pdf</src>
        <authentication>8c03170b6941c68653b4ab97ca1fdd5e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126562">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2514</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126563">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126564">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2334</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126565">
                <text>O autorytecie etnograficznym / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126566">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.19-31</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126567">
                <text>Clifford, James</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126568">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126569">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126570">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126571">
                <text>O autorytecie etnograficznym
James Clifford
Clifford traktuje... antropologów... jak tubylców czy informatorów...
Staliśmy się obiektem obserwacji i zapisu.
Paul Rabinów. Representations are social facts
Strona tytułowa dzieła Ojca Lafitau Moers des sauvages
00tąuains
pochodząca z 1724 roku przedstawia etnografa
postaci młodej kobiety, siedzącej przy pulpicie pośród
jitefaktów z Nowego Świata, Antycznej Grecji i Egiptu. Autor­
ce towarzyszą dwaj cherubi, pomagający jej przy pracach po­
równawczych, oraz brodata postać Czasu, wskazująca na obraz
przedstawiający jedyne źródło prawd wyłaniających się spod
pióra pisarki. Młoda kobieta unosi wzrok na wyobrażenie obło­
ku, na którym ukazani są Adam, Ewa i wąż. Ponad nimi, po obu
stronach promieniującego trójkąta noszącego hebrajski napis
Vahweh, stoją odkupieni mężczyzna i kobieta z Apokalipsy.
Stronę tytułową Argonautów Zachodniego Pacyfiku Malino­
wskiego stanowi fotografia z podpisem „Akt ceremonii K u l a " .
Wódz Trobriandczyków, stojący u drzwi swego domostwa,
otrzymuje naszyjnik z muszli. Za mężczyzną ofiarującym
naszyjnik widać rząd sześciu młodzieńców w pokłonie, z któ­
rych jeden gra na muszli. Uwaga wszystkich postaci, widzia­
nych z profilu, skupiona jest na rytuale wymiany, prawdziwym
wydarzeniu z melanezyjskiego życia. Kiedy się jednak przy­
jrzeć z bliska, można zauważyć, że jeden z kłaniających się
Trobriandczyków patrzy wprost w aparat fotograficzny.
Alegoria Lafitau jest mniej bliska: przedstawiona tam autorka
raczej kopiuje niż daje początek. W przeciwieństwie do foto­
grafii Malinowskiego, na sztychu nie ma odniesień do doświad­
czenia etnograficznego - pomimo pięciu lat badań spędzonych
przez Lafitau wśród plemienia Mohawk, badań, które za­
gwarantowały mu zaszczytne miejsce pośród badaczy wszyst­
kich pokoleń. Jego relacja przedstawiona jest nie jako wynik
bezpośrednich obserwacji, lecz pisania w zatłoczonej pracowni.
Strona tytułowa Argonautów, jak wszystkie fotografie, potwier­
dza obecność - sceny znajdującej się przed obiektywem;
sugeruje leż inną obecność - obecność etnografa, który aktyw­
nie komponuje wycinek trobriandzkiej rzeczywistości. Wymia­
na Kula, temat książki Malinowskiego, została doskonale
uwidoczniona, w centrum ramy percepcyjnej, podczas gdy
spojrzenie jej uczestnika przenosi naszą uwagę na punkt
widzenia obserwatora, w którym, jako czytelnicy, mamy udział
'etnografem i jego aparatem fotograficznym. Zasygnalizowany
tu został dominujący model współczesnego autorytetu w badaach terenowych: „Jesteście tam... b o j a tam b y ł e m " .
w

położenie wiąże się z rozpadem i powtórnym podziałem potęg
kolonialnych, który nastąpił po roku 1950 oraz echem tych
procesów w radykalnych teoriach kulturowych lat 60. i 70. Po
tym jak ruch murzyński zmienił europejskie spojrzenie, po crise
de consience w antropologii wiążącym się z jej liberalnym
statusem w imperialnym porządku, oraz w sytuacji, w której
Zachód nie może uważać się za jedyne źródło wiedzy ant­
ropologicznej o innych, niezbędnym stało się wyobrażenie
sobie świata uogólnionej etnografii. Wraz ze wzrostem komuni­
kacji i wpływów międzykulturowych, ludzie zaczęli inter­
pretować innych, i samych siebie, w oszałamiającej różnorod­
ności idiomów - jest to globalne zjawisko, które Michaił
Bachtin (1953) nazwał „heteroglosją" . Ta wieloznaczność,
wielogłosowość świata sprawia, że coraz trudniej jest rozumieć
ludzką różnorodność jako wpisaną w odgraniczone, niezależne
kultury. Różnica jest wynikiem twórczego synkretyzmu.
W ostatnich latach dzieła takie jak Orientalizm (1978 [wyd. pol.
1991]) Edwarda Saida czy Sur la ,,philosophic"
africaine
(1977) Paulina Hountondji poddały w wątpliwość procedury,
które pozwalają na przedstawianie obcych grup ludzkich bez
zaproponowania systematycznych, całkiem nowych metod lub
epistemologii. Badania te wskazują, że o ile pisarstwo etnografi­
czne nie może całkowicie uchronić się od redukcjonistycznego
posługiwania się dychotomiami i ekstraktami, może przynaj­
mniej samoświadomie walczyć o to, aby nie portretować
abstrakcyjnych, ahistorycznych innych. Bardziej niż kiedykol­
wiek stało się konieczne, aby różne ludy tworzyły złożone,
konkretne obrazy siebie nawzajem, jak i łączących je powiązań
wynikających z wiedzy i władzy; żadna jednak suwerenna
metoda naukowa czy stanowisko etyczne nie jest w stanie
zagwarantować prawdziwości takich obrazów. Są one ustano­
wione - krytyka kolonialnych sposobów przedstawiania świata
tyle przynajmniej wykazała - w konkretnych historycznych
powiązaniach dominacji i dialogu.
2

Próby pisania etnografii, których przegląd przedstawiono
w tym rozdziale nie należą do jasno określonego kierunku
reformistycznego czy też jednego ciągu ewolucyjnego. Są to
pomysły ad hoc i nie można ich traktować jako systematycznej
analizy postkolonialnego sposobu przedstawiania. Być może
najlepiej spojrzeć na nie jako na „zestaw n a r z ę d z i " teorii
zaangażowanej zalecanej niedawno przez Gillesa Deleuze'a
Poniższy rozdział ma za zadanie prześledzić powstawanie
i Michela Foucaulta: „Koncepcja teorii jako zestawu narzędzi
załamanie się autorytetu etnograficznego w dwudziestowiecz­
oznacza, że (i) Budowana teoria nie jest systemem, lecz
ni antropologii społecznej. Nie jest on pełnym opisem tego
instrumentem, logiką szczególnych stosunków władzy i walki
zagadnienia ani też nie jest oparty na pełnej realizacji teorii
wokół nich; (ii) dociekania m o g ą być prowadzone tylko krok po
°'yczącej interpretacji i tekstualizacji etnografii.
Kontury
kroku w oparciu o refleksję (która z konieczności pod pewnymi
akiej teorii są problematyczne, jako że w dzisiejszych czasach
względami będzie miała charakter historyczny) nad konkret­
ardziej niż kiedykolwiek poddaje się w wątpliwość funknymi sytuacjami (Foucault 1980: 145; zobacz też 1977: 208).
)°nowanie przedstawień międzykulturowych. Obecne trudne
M o ż e m y przyczynić się do praktycznej refleksji nad międzykulturowym przedstawieniem robiąc inwentarz lepszych - choć
tj^^styJ-Clifforda, jak i o nim, publikowaliśmy już w numerach 1/91,
niedoskonałych - z obecnie przyjętych sposobów podejścia.
,
• ' W , 3-4/94 naszego pisma. Prezentowany artykuł On ElhnoJs™ 'Authority, pochodzi z książki Jamesa Clifforda The Predicament Spośród nich badania terenowe pozostają niezwykle czułą
Twentieth Century Ethnography, Literature and Art. Harvard metodą. Obserwacja uczestnicząca zmusza praktykujących ją,
H ^ y Press 1988. Pierwodruk - ©..Representations" I (1983):
by doświadczyli, tak na poziomie cielesnym jak i intelektual­
Tekst ten ukaże sit w przygotowanej przez Michała Buchowsnym, niestałości tłumaczenia. Wymaga żmudnego uczenia się
»yj ologii tekstów Amerykańska Antropologia Postmodernistyczna
języka, w pewnym stopniu bezpośredniego zaangażowania
|ц
J przez Instytut Kultury. Autorowi antologii i Instytutowi
i rozmów, a często wprowadza zaburzenia w osobiste i kulturo•У dziękujemy za zgodę na diuk artykułu w naszym piśmie.
n|

1

1

c

1

rsi,

8

ant

Wane

19

�we oczekiwania. Istnieje, oczywiście, mit badań terenowych.
Faktyczne doświadczenie, skazane na nieprzewidziane wypa­
dki, rzadko sięga ideału; lecz jako środek czerpania wiedzy
z intensywnego, intersubieklywnego zaangażowania uprawia­
nie etnografii zachowuje swój wzorcowy charakter. Co więcej,
nawet jeżeli badania terenowe przez pewien czas identyfikowa­
no z wyłącznie zachodnią dyscypliną i totalizującą nauką
- ,,antropologią",te skojarzenia nie muszą być trwałe. Obecne
style opisu kultur są historycznie ograniczone i podlegają
istotnym przemianom.
Rozwoju etnografii jako nauki nie można pojmować cał­
kowicie w oderwaniu od bardziej ogólnych dyskusji politycznoepistomologicznych na temat pisarstwa i przedstawiania inno­
ści. W tym omówieniu skupiłem się jednak na profesjonalnej
antropologii, a szczególnie na etnografii po roku 1950\ Obecny
kryzys - lub lepiej rozproszenie - autorytetu etnograficznego
pozwala na wydzielenie okresu zawierającego się mniej więcej
między rokiem 1900 i I960, w którym nowa koncepcja badań
terenowych ustaliła się jako norma w antropologii europejskiej
i amerykańskiej. Intensywne badania terenowe, prowadzone
przez wykształconych na uniwersytetach specjalistów, wyłoniły
się jako uprzywilejowane, usankcjonowane źródło informacji
o ludach egzotycznych. Nie chodzi tu o dominację pojedynczej
metody badawczej. „ I n t e n s y w n a " etnografia była różnie defi­
niowana. (Porównaj Griaule'a 1957 z Malinowskim 1922 |wyd.
pol. 1981]: rozdz. 1). Co więcej, hegemonia badań terenowych
ustaliła się wcześniej w Stanach Zjednoczonych i Anglii niż we
Francji. Wczesne przykłady Franza Boasa i wyprawy do
Cieśniny Torresa dopiero później znalazły odpowiednik w zało­
żeniu Institut d'Ethnologie w 1925 roku i bardzo nagłaśnianej
Misji Dakar-Djibouti z 1932 roku (Karady 1982; Jamin I982a;
Stocking 1983). Niemniej od połowy lat trzydziestych można
już mówić o ustalaniu się międzynarodowego konsensusu:
wartościowe antropologiczne uogólnienia miały być, kiedy to
tylko możliwe, opierane na intensywnych opisach wykonywa­
nych przez wykwalifikowanych badaczy. Od tego czasu nowy
styl stał się popularny, zinstytucjonalizowany i ucieleśniony
w konkretnych dokonaniach tekstowych.
Dopiero ostatnio stało się możliwe rozpoznanie tych konwen­
cji i nabranie wobec nich pewnego dystansu. Jeśli kulturowe
interpretacje powstają w etnografii poprzez intensywne do­
świadczenia badawcze, jak można przetworzyć niezdyscyp­
linowane doświadczenie na autorytatywne pisemne sprawo­
zdanie? Jak, w rzeczy samej, możliwe jest, aby to przegadane,
nadmiernie określone spotkanie międzykulturowe, przeniknięte
stosunkami władzy i konfliktami osobistych interesów zostało
opisane jako właściwa wersja mniej czy bardziej wyodręb­
nionego „innego ś w i a t a " stworzona przez pojedynczego auto­
ra'.'
Analizując tę złożoną transformację trzeba mieć na uwadze
fakt, że etnografia jest, od początku do końca, uwikłana
w pisanie. Pisanie to zakłada, co najmniej, przełożenie doświad­
czenia na formę tekstową. Proces ten jest komplikowany przez
działanie licznych subiektywnych i politycznych ograniczeń
znajdujących się poza kontrolą piszącego. W odpowiedzi na te
naciski pisanie etnograficzne przyjmuje szczególną strategię
autorytetu. W ujęciu klasycznym do strategii tej niepodważalnie
należy roszczenie sobie prawa do bycia dostarczycielem prawdy
w tekście. Złożone doświadczenie kulturowe wyrażane jest
przez jednostkę: We the Tikopia Raymonda Firtha, Nous avons
mange laforet Georges'aCondominasa, Dojrzewanie na Samoa
Margaret Mead, The Nuer E. E. Evans-Pritcharda.
Poniższe omówienie umiejscawia najpierw historycznie ten
autorytet w rozwoju dwudziestowiecznej nauki o obserwacji
uczestniczącej. Następnie przechodzi do krytyki leżących u jego
podłoża założeń i przeglądu wyłaniających się praktyk teks­
towych. Przeciwstawne strategie autorytetu etnograficznego
można zaobserwować w niedawnych eksperymentach etnogra­
fów, którzy samoświadomie odrzucili przedstawienia kulturowe
w stylu strony tytułowej Malinowskiego. Pojawiają się różne
świeckie wersje zatłoczonej pracowni pisarskiej ojca Lafiteau.
4

20

Według nowych paradygmatów autorytetu piszący nie jest
zafascynowany transcendentnymi postaciami - ani hebrajsko
chrześcijańskiego Boga, ani też jego dwudziestowiecznyrnj
substytutami. Człowiekiem i Kulturą. Z niebiańskiego obrazu
nie zostaje nic poza pokrytym laserunkiem odbiciem
ropologa w lustrze. Cisza pracowni etnograficznej zost )
zakłócona - natarczywymi, wielojęzycznymi głosami, skrzy
pieniem innych piór.
a n i

a

a

5

Pod koniec dziewiętnastego wieku - w przeciwieństwie &lt;]
podróżnika, a zwłaszcza misjonarza i administratora, z których
niektórzy spędzali znacznie więcej czasu w terenie, mieli lepsze
kontakty i lepszą znajomość miejscowego języka - etnograf nie
miał a priori zagwarantowanego statusu najlepszego interpretatora tubylczego życia. Rozwój badań terenowych jaki
nastąpił w Ameryce od Franka Hamiltona Cushinga (ekscentryka) aż po Margaret Mead (nieomal bohaterkę narodową) j |
znaczący. W tym okresie wytworzył się szczególny rodzaj
autorytetu - autorytet zarówno uprawomocniony naukowo, jak
też oparty na unikalnym osobistym doświadczeniu. W latach
dwudziestych Malinowski odegrał centralną rolę w tworzeniu
wiarygodności badacza terenowego, i w tym świetle powinniś­
my przypomnieć sobie jego ataki na kompetencje ludzi współ­
zawodniczących w terenie. Na przykład sędzia kolonialny Alex
Rentoul, który ośmielił się podważyć odkrycia nauki dotyczące
koncepcji ojcostwa na Trobriandach, został na stronach pisma
„ M a n " e k s k o m u n i k o w a n y za nieprofesjonalne podejście, właś­
ciwe „sądowi policyjnemu" (zobacz Rentoul 1931 a.b; Malino­
wski 1932). Amatorszczyzna w badaniach terenowych spotkała
się z jeszcze silniejszym atakiem ze strony A. R. RadcliffeBrowna, który, jak to wykazał łan Langham, doprowadził do
kodyfikacji postawy naukowca-profesjonalisty odkrywającego
ścisłe prawa społeczne (Langham 1981: rozdz.7). To, co
wyłoniło się po sukcesie profesjonalnych badań terenowych
w pierwszej połowie dwudziestego wieku było fuzją ogólnej
teorii i badań opartych na doświadczeniu, analizy kulturowej
z opisem etnograficznym.

0

e S

Badacz terenowy-teoretyk zastąpił dawniejszy podział na
„człowieka na miejscu" (używając słów Jamesa Frazera)
i socjologa lub antropologa w metropolii. Ten podział pracy byl
różny w różnych tradycjach narodowych. Na przykład Morgan
w Stanach Zjednoczonych dysponował osobistą wiedza na
temat przynajmniej niektórych z kultur, które stanowiły dla
niego materiał do syntezy socjologicznej; a Boas już dość
wcześnie uczynił z badań terenowych warunek sine qua non
poważnego antroplogicznego dyskursu. Jednak, ogólnie, zanim
Malinowskiemu, Radcliffe-Brownowi i Mead udało się pomyśl­
nie ustanowić normę naukowca z uniwersyteckim przygotowa­
niem, który testuje i wyprowadza teorie z własnych badań,
obowiązywał nieco inny system podziału wiedzy etnop
nej. Na przykład The Melanesians (1891) R. H . Codringtona'f
szczegółowa kompilacja folkloru i zwyczajów, powstała w
niku dość długich badań, które prowadził jako ewangelts
i oparta na intensywnej i bliskiej współpracy z tubylczym
tłumaczami i informatorami. Książka ta nie jest skonstrui
wokół „ d o ś w i a d c z e n i a " z badań terenowych, nie wysuv
żadnej jednolitej hipotezy interpretacyjnej, funkcjonalnej. W
torycznej czy innej. Zadowala się uogólnieniami na nisP
poziomie i zgromadzeniem eklektycznego zbioru inform*;
Codrington ma dogłębną świadomość niekompletności s**
111

11

1

1 1

wiedzy, wierząc, że prawdziwe zrozumienie życia tubyI możliwe jest dopiero po około dekadzie spędzonej na Л
czaniu i badaniu (str. vi—vii). Świadomość trudności w uc .
ceniu świata obcych ludów - potrzeby poświęcenia wielu
uczenie się i oduczanie, trudności / pełnym opano*
języka - w znacznym stopniu zdominowała pracę p°* ^
Codringtona. Te założenia wkrótce nnaly być podważonep
bardziej przekonany o swojej słuszności relatywizm ku в ^
w modelu Malinowskiego. N o w i badacze terenowi о о я

�wyraźnie od wcześniejszych „ludzi na miejscu" - misjonarzy,
jdniniistratorów, kupców i podróżników - których wiedza na
,ai tubylców, jak argumentowali, nie była poparta najdos­
konalszymi naukowymi hipotezami ani też dostateczną neutralien

przed wyłonieniem się profesjonalnej etnograf u, autorzy tacy
iak J- P- McLennan, John Lubbock i E. B. Tylor starali się
tontrolować jakość sprawozdań, na których opierali swoje
—(Topologiczne syntezy. Czynili to zgodnie ze wskazówkami
Mes and Queries i , w przypadku Tylora, podtrzymując
długotrwałą współpracę z doświadczonymi badaczami w lerenie'takimi jak misjonarz Lorimer Fison. Po roku 1883 Tylor.
,,ko nowo mianowany wykładowca antropologii w Oxfordzie,
Mocował nad tym. aby zbieraniem danych etnograficznych
zajmowali się wykwalifikowani profesjonaliści. Za wzór po­
szyło zaangażowane już w to przedsięwzięcie Biuro Etnologii
Stanów Zjednoczonych. Tylor brał udział w tworzeniu komitetu
zajmującego się północno-zachodnimi plemionami Kanady.
Pierwszym przedstawicielem komitetu w terenie został mis­
jonarz pracujący przez dziewiętnaście lat wśród Indian Ojibwa,
g F. Wilson. Wkrótce zastąpił go Boas, z zawodu fizyk, który
właśnie przekształcał się w profesjonalnego etnografa. George
Stocking w przekonywający sposób dowiódł, że zastąpienie
Wilsona przez Boasa „wyznacza początek ważnego etapu
i rozwoju brytyjskiej metody etnograficznej: zbierania infor­
macji przez przyrodników z akademickim wykształceniem,
którzy określali siebie jako antropologów, a także brali udział
otworzeniu i ocenianiu teorii antropologicznej" (1983: 74).
Wraz z. wczesnymi pracami przeglądowymi Boasa i pojawie­
niem się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku innych
przyrodników poświęcających się badaniom terenowym, takich
jak А. C. Haddon i Baldwin Spencer, rozpoczął się ruch
W kierunku profesjonalnej etnografii. Wyprawę do Cieśniny
Torresa w 1899 roku można uważać za punkt kulminacyjny
dorobku tego. używając określenia Slockinga, „przejściowego
pokolenia". Nowy styl badań był wyraźnie inny od stylu
charakteryzującego misjonarzy, jak i innych amatorów pracują­
cych w terenie, i należał do ogólnego potylorowskiego kierun­
ku, którego celem było to, „aby zbliżyć do siebie empiryczne
i teoretyczne składniki dociekań antropologicznych" (1983:
72).
Ustalenie intensywnej obserwacji uczestniczącej jako obo­
wiązującej profesjonalnej normy musiało jednak poczekać na
generację Malinowskiego. Zazwyczaj przedstawiciele „pokole­
nia przejściowego" etnografów nie spędzali dłużej niż rok
* jednym miejscu, szlifując tubylcze narzecze i przechodząc
osobiste doświadczenie uczenia się, które można by porównać
inicjacją. Nie przemawiali jak ludzie wtajemniczeni w kulturę,
b:z zachowywali obserwacyjną postawę przyrodnika doku­
mentalisty. Głównym wyjątkiem aż do trzeciej dekady, był
Frank Hamilton d i s h i n g - pozostał on jednak odosobniony.
Zgodnie z. sugestią Curtisa Hinsleya długotrwałe badania
prowadzone przez Cushinga wśród Indian Zuni, jego silne
kopienie się w ich sposób życia s p o w o d o w a ł o trudności
' weryfikacją i wyjaśnialnością... Środowisko antropologii
Wekowej, biorąc przykład z innych nauk, wymagało wspólnego
К'Ука w dyskusji, kanałów regularnego komunikowania się
•choćby minimalnego porozumienia co do metod осепу'Ч 1983:
*)• Intuicyjne, nadmiernie osobiste rozumienie Indian Zuni
^
Cushinga nie mogło przydać mu naukowego autorytetu.
v

z

Ujmując to schematycznie, prawic do ostatnich lat dziewięt­
nastego wieku etnograf i antropolog, pierwszy opisując i tłuma^че zwyczaje, drugi budując ogólne teorie na temat ludzkości,
hiatal • odrębnie. (Zdolność wyraźnego odczuwania napięć
_ "iiędz.y etnografią i antropologią jest ważna do prawidłowego
thWk4. ^ ' ecnego. i być może czasowego, połączenia tych
IK%C sposobów podejścia.) Malinowski ukazuje nam obraz
80 „antropologa" - kucającego przy obozowym ognisku;
Patrz,
T^go, słuchającego, pytającego; zapisującego i intergo życie na Wyspach Trobrianda. Literackim manifes­
e

an U O D

tem lego nowego autorytetu jest pierwszy rozdział Argonautów.
z wyeksponowanymi fotografiami namiotu etnografa postawio­
nego pomiędzy domostwami Kiriwinian. Najbardziej przenik­
liwe metodologiczne uzasadnienie dla tego nowego stylu można
znaleźć w Andaman Islanders (1922) Radcliffe-Browna. Obie
wspomniane właśnie książki zostały opublikowane w odstępie
jednego roku. I chociaż ich autorzy wypracowali całkiem inne
style badań terenowych i spojrzenie na naukę o kulturze, oba te
ich wczesne teksty dostarczają jasnych argumentów przema­
wiających za szczególnym autorytetem etnografa-antropologa.
Malinowski, co wyraźnie widać w jego notatkach do krytycz­
nego wprowadzenia do Argonautów,
bardzo przejmował się
retorycznym problemem przekonania czytelników, że podawa­
ne przez niego fakty zostały pozyskane w sposób obiektywny
i nie są wytworami subiektywnymi (Stocking 1983: 105). Co
więcej, był w pełni świadomy, że „w etnografii istnieje ogromny
dystans między surowym materiałem informacyjnym - jaki
zbiera badacz w trakcie swych obserwacji, z wypowiedzi
tubylców, czy w kalejdoskopie ich życia plemiennego - a osta­
tecznym, w pełni już naukowym przedstawieniem owych
rezultatów" (Malinowski 1922: 3-4 [wyd. pol. 1981: 31]).
Różne literackie wybiegi wykorzystane w Argonautach (wcią­
gające konstrukcje narracyjne, użycie strony czynnej w „etno­
graficznym czasie teraźniejszym", zwodnicze dramatyzacje
uczestnictwa autora w życiu trobriandzkim), techniki, które
Malinowski wykorzystywał, aby „jego własne doświadczenie
doświadczenia tubylców mogło się także stać doświadczeniem
czytelnika" zostały bardzo dobrze zanalizowane przez Slockin­
ga (Stocking 1983: 106; zobacz też Payne 1981 i rozdział 3).
Malinowski wiele rozmyślał o trudnościach z weryfikacją
i wyjaśnialnością, które zepchnęły Cushinga na margines
profesjonalnego życia. Odbiciem tego niepokoju jest ogromna
ilość faktów zawartych w Argonautach, 66 fotografii, „Chrono­
logiczna tabela wydarzeń związanych z Kula. których autor był
ś w i a d k i e m " , dzisiaj raczej zaskakująca, ciągłe przechodzenie
od bezosobowego opisu typowych zachowań do wypowiedzi
w stylu „byłem świadkiem..." i „Nasza załoga, płynąc z pół­
nocy..."
Argonauci są złożoną narracją jednocześnie na temat życia na
Trobriandach oraz na temat terenowych badań etnograficznych.
Dzieło to urosło do rangi archetypu dla pokolenia pisarstwa
etnograficznego, któremu udało się nadać obserwacji uczest­
niczącej wartość naukową. Opowieść o prowadzeniu badań
wbudowana w Argonautów, w popularne dzieło Mead na temat
Samoa oraz w We the Tikopia stała się bezwarunkową narracją
leżącą u podstaw wszystkich profesjonalnych sprawozdań
z egzotycznego świata. Jeśli kolejne pisane etnografie nie
musiały zamieszczać rozbudowanych relacji z badań tereno­
wych to tylko dlatego, że badania te były przyjmowane za
oczywistość j u ż po stwierdzeniu w rodzaju pojedynczego
zdania umieszczonego przez Godfreya Lienhardta na początku
Divinity and Experience (1961: vii): „Książka ta została oparta
na dwuletniej pracy wśród Dinka. zawierającej się w latach
1947-1950."
W latach dwudziestych nowy badacz terenowy-teoretyk
ustalił silnie oddziałujący naukowy i literacki gatunek, pisarst­
wo etnograficzne, syntetyczny opis kulturowy oparty na obser­
wacji uczestniczącej (Thornton 1983). Nowy styl przedstawia­
nia opierał się na instytucjonalnych i metodologicznych inno
wacjach pozwalających na pokonanie przeszkód napotykanych
na drodze do szybkiego poznania innych kultur, które absor­
bowały najlepszych przedstawicieli pokolenia Codringtona.
O m ó w i m y je tu pokrótce.
Po pierwsze, osoba badacza terenowego została uprawomoc­
niona tak publicznie, jak i wewnątrz profesji. Znane na forum
publicznym postaci, takie jak Malinowski, Mead i Marcel
Griaule, stworzyły obraz etnografii jako zarówno wymagającej
naukowych kwalifikacji, jak i bohaterstwa. Zawodowy etnograf
był wykształcony w zakresie najnowszych technik analitycz­
nych i naukowych sposobów wyjaśniania. Dawało mu to
przewagę nad działającymi w terenie amatorami: profesjonalis21

�la mógł utrzymywać, że dotrze do serca kultury szybciej,
wychwytując najistontejsze instytucje i struktury. Zalecany
relatywizm kulturowy odróżniał badacza terenowego od mis­
jonarzy, administratorów i innych, których stosunek do tubyl­
ców był przypuszczalnie bardziej emocjonalny i którzy zajęci
byli problemami związanymi z rządzeniem lub nawracaniem.
Poza naukowym wyrafinowaniem i skłonnością do relatywizmu
w nowej formie badań wyłoniło się wiele standardów o charak­
terze norm: badacz miał mieszkać w tubylczej wiosce, po­
sługiwać się tubylczym narzeczem, pozostawać tam przez,
dostatecznie długi (choć rzadko określony) czas. zgłębiać
pewne klasyczne zagadnienia i tak dalej.
Po drugie, istniało milczące porozumienie co do lego, że
etnograf „w nowym stylu'', którego pobyt w terenie rzadko
przekraczał dwa lata. a częściej był znacznie krótszy, mógł
skutecznie , , u ż y w a ć " tubylczych języków nic doskonaląc ich.
W ważnym artykule z 1939 roku Margaret Mead argumen­
towała, że etnograf postępujący zgodnie z zaleceniem Malinow­
skiego, by unikać pośrednictwa tłumaczy i prowadzić badania
w miejscowym narzeczu, nie musiał w praktyce osiągać
..wirtuozerii" w posługiwaniu się językiem, lecz powinien móc
..używać" go, aby zadawać pytania, podtrzymywać kontakty
i w ogóle radzić sobie w danej kulturze, a jednocześnie osiągać
dobre wyniki w badaniu tych jej obszarów, na których się
skupiał. W rezultacie usprawiedliwiało to jej własną metodę,
opierającą się na krótkich pobytach i koncentrowaniu się na
konkretnych dziedzinach, takich jak dzieciństwo czy „osobo­
w o ś ć " , które służyły za „ t y p y " d o syntezy kultury. Jej stosunek
do „ u ż y w a n i a " języka był generalnie charakterystyczny dla
tego pokolenia etnografów, które mogło, na przykład, uznać za
autorytatywną monografię pod tytułem The Nuer, opartą na
zaledwie jedenastu miesiącach bardzo trudnych badań. Artykuł
Mcad sprowokował bardzo ostrą odpowiedź Roberta Lowiego
(1940), który występował z punktu widzenia starszej, boasowskiej tradycji, o bardziej filologicznej orientacji. Ale były to już
niepokoje ariergardy: ogólnie przyjęto, że wartościowe badania
mogły być w praktyce przeprowadzone w oparciu o roczną czy
dwuletnią styczność z obcym narzeczem (pomimo że, jak to
sugerował Lowie. nikt nie uznałby tłumaczenia dzieł Prousta
opartego na takiej właśnie znajmości francuskiego).
Po trzecie, nową etnografię charakteryzował zwiększony
nacisk na wagę obserwacji. Kultura rozumiana była jako zbiór
charakterystycznych zachowań, ceremonii i gestów dających
się zapisać i wyjaśnić przez wyszkolonego obserwatora. Naj­
dalej poszła w tym kierunku Mead (jej zdolność do analizy
wizualnej była doprawdy nadzwyczajna). W ogólnej tendencji
ucTAstnik-obserwator wyłonił się jako norma badawcza. Oczy­
wiście w udanych badaniach terenowych korzystano ze wszel­
kich możliwych interakcji, ale zdecydowane pierwszeństwo
przyznawano wizualności: interpretacja była ściśle związana
z opisem. Powszechnie podejrzliwy stosunek do „uprzywilejo­
wanych informatorów ".jaki pojawił się po Malinowskim, był
odbiciem planowego przedkładania (metodycznych) obserwacji
etnografa nad (stronnicze) interpretacje miejscowych auto­
rytetów.
Po czwarte, przekonujące i pewne teoretyczne uogólnienia
miały pomóc akademickim etnografom „dotrzeć do serca"
kultury szybciej niż może to osiągnąć ktoś, kto na przykład
starannie kolekcjonuje zwyczaje i wierzenia. Nie spędzając lat
na dogłębnym i szczegółowym poznawaniu tubylców, ich
złożonych języków i przyzwyczajeń, badacz mógł skoncent­
rować się na wybranych informacjach, które miały go do­
prowadzić do poznania wewnętrznej konstrukcji czy struktury
kulturowej całości. „Metoda genealogiczna" Riversa, a także
podążający jej śladem model "struktury społecznej" RadcliffeBrowna miały umożliwiać taką właśnie drogę na skróty.
Wydawało się. że można wyłowić kluczowe terminy po­
krewieństwa nie rozumiejąc w pełni miejscowego narzecza,
a zasięg koniecznej, płynącej z kontekstu wiedzy został dogod­
nie ograniczony.
Po piąte, ponieważ kultury postrzeganej jako złożona całość

22

nie da się opanować w krótkim czasie prowadzenia badań. no\vv
etnograf starał się koncetrować tematycznie na wybranych
instytucjach. Celem nie było doprowadzenie do pełnej inwen
taryzacji czy opisu obyczajów, lecz raczej dotarcie do całości
poprzez jedną czy kilka jej części. Zaznaczyłem już, ^
w pewnym okresie na miejscu uprzywilejowanym znalazła sie
struktura społeczna. Indywidualny cykl życia, złożony rytuał
taki jak pierścień Kula czy ceremonia Naven także mogły by^
wykorzystane, podobnie jak kategorie zachowań związanych
z gospodarką, polityką i tym podobne. Z w przeważającej
mierze synekdochicznego, retorycznego punktu widzenia no­
wej etnografii, części uznawano za mikrokosmosy lub analogi
całości. Portret spójnego świata z instytucjami w pierwszym
planie i podłożem kulturowym w tle sam przez się prowadził do
realistycznych konwencji literackich.
Po szóste, przedstawiane w ten sposób całości, będąc wynj.
kiem krótkotrwałych badań, miały zazwyczaj charakter synchroniczny. Intensywny badacz terenowy mógł wiarygodnie
naszkicować zarysy „teraźniejszości etnograficznej" - yl(|
roczny, szereg rytualny, wzór typowych zachowań. Wprowadzenie długotrwałych dociekań historycznych niepomiernie
skomplikowałoby zadanie stawiane pracy terenowej w nowym
stylu. Tak więc. po tym jak Malinowski i Radcliffe-Brown
skrytykowali „domniemaną historię" dyfuzjonislów, nietrudni,
było wyłączyć z kręgu badań terenowych procesy diachroniczne. prowadząc do skutków, które zostały już dostatecznie
zdemaskowane.
C

Te innowacje posłużyły uwiarygodnieniu skutecznej etnografii
opartej na naukowej obserwacji uczestniczącej. Ich lączm
wpływ można zobaczyć w pracy Evans-Prilcharda The Nuer,
opublikowanej w 1940 roku, którą można by nazwać pokazem
siły nowej etnografii. W oparciu o jedenaście miesięcy badai:
przeprowadzonych - jak dowiadujemy się z godnego uwagi
wstępu - w niezwykle trudnych warunkach, Evans-Pritchardbyl
mimo wszystko w stanic stworzyć klasyczne dzieło. Przybył do
Kraju Nuerów [Nuerland] na tyłach karnej wyprawy wojskowej
i na wyraźne życzenie angielsko-egipskiego rządu w Sudanie
Był przedmiotem ciągłych, silnych podejrzeń. Dopiero w osiai
nich kilku miesiącach swojego pobytu był w stanie rozmawiać
z pewnym skutkiem z informantami, którzy, jak to sam mówi.
wprawnie uchylali się przed pytaniami.
Roszcząc sobie niewielkie pretensje i nie ukrywając trudności
w prowadzeniu badań Evans-Pritchard zdołał przedstawili
swoje opracowanie jako dowód na skuteczność teorii. Skupi! MC
na politycznej i społecznej „ s t r u k t u r z e " Nuerów, analizę
jako oderwany zespół relacji pomiędzy jednostkami terytorial­
nymi, rodami, grupami wiekowymi i innymi bardziej płynnymi
kategoriami. Ten analitycznie dobrany zespół przedsu
jest na tle „ e k o l o g i c z n e j " osnowy stworzonej ze zwyczajM
migracyjnych, stosunku do bydła, kategorii czasu i przestrzec
Evans-Pritchard wyraźnie odróżnia swoją metodę od, jak J'
nazywa, „ p r z y p a d k o w e j " | „ h a p h a z a r d " |dokumentacji Malm
wskiego. The Nuer nie jest szeroko zakrojonym kompei
obserwacji i tekstów w oryginalnym narzeczu w styl
gonuutów lub Ogrodów koralowych Malinowskiego. Ev*
Pritchard kategorycznie dowodzi, zc „fakty można *У*
cjonować i uporządkować tylko w świetle teorii • rf
wyodrębnienie struktury polityczno-społecznej dostarcza zbędnej ramy. Jeżeli zarzuca mi się podawanie faktów J*^
uzasadnienia dla mojej teorii, zauważa dalej, to znaczy,
zostałem zrozumiany (1969: 261).
ее

[(

я

W The Nuer Evans-Pritchard stanowczo domaga się "
wSi"
prawomocności naukowego uogólnienia do ukierunkowuj
badań i porządkowania złożonych informacji. Książka-!
miejscach ma raczej charakter dyskusji niż opisu, cnoC
w tym w pełni konsekwentna: teoretyczna dyskusja *У
w otoczeniu umiejętnie zaobserwowanych i opowie
przywołań i interpretacji życia Nuerów. Fragmenty

�y c z n ą funkcję czegoś więcej niż tylko „ilustracji",ponie­
waż skutecznie wciągają, czytelników w złożoną subiektywność
^serwacji uczestniczącej. Widać to w charakterystycznym
tagniencie, w którym następuje przejście przez kolejne ode­
rwane, dyskursywne punkty widzenia:

i znaczenia", takich jak Clifford Geertz. Jednak gdy doświad­
czenie i interpretację wysuwano jako podstawę do uznania
autorytetu, przyznawano im różne znaczenie. Ostatnio nastąpiło
wyraźne przeniesienie nacisku z pierwszego elementu na drugi.
W tej i następnej części zajmiemy się zgłębianiem nieco
różnych roszczeń związanych z doświadczeniem i interpretacją,
Trudno jest znaleźć angielski odpowiednik, który właś­
jak też rozwojem ich wzajemnych powiązań.
ciwie oddawałby pozycję społeczną diel w plemieniu.
Rosnący prestiż badacza terenowego-teoretyka ograniczył
Nazywaliśmy ich arystokratami, nie chcemy jednak przez,
(nie eliminując) liczbę procedur i pośredników, które zaj­
to powiedzieć, że Nuerowie uważają ich za wyższych
mowały ważniejsze miejsce w poprzednich metodach. Widzie­
rangą, ponieważ, jak to wyraźnie powiedzieliśmy, idea,
liśmy, jak wymaganie biegłości w języku zostało sprowadzone
aby jeden człowiek rozkazywał innym jest dla nich
do poziomu wystarczającego, by zgromadzić wybrany zestaw
odrażająca. Ogólnie mówiąc - później uzasadnimy to
danych w ograniczonym czasie. Zadania transkrypcji tekstowej
twierdzenie - diel ma raczej prestiż niż rangę i raczej
i tłumaczenia wraz z kluczową dialogiczną funkcją tłumaczy
wpływy niż władzę. Jeżeli jesteś dii plemienia, w którym
i „uprzywilejowanych informatorów" zostały zepchnięte do
żyjesz, jesteś więcej niż zwykłym jego członkiem. Jesteś
drugorzędnej, a czasem nawet pogardzanej roli. Praca terenowa
jednym z właścicieli kraju, wiosek, pastwisk, stawów
ogniskowała się w doświadczeniu naukowca-obserwatora ucze­
rybnych i studni. Inni ludzie żyją tam dzięki wżenieniu się
stniczącego. Ostry obraz czy opowieść zwiastowały pojawienie
w twój klan. adoptowaniu do twojego rodu lub innym
się człowieka z zewnątrz, laika, wchodzącego w pewną kulturę,
więzom społecznym. Jesteś przywódcą plemienia i nazwa
przechodzącego coś w rodzaju inicjacji prowadzącej do „rela­
oszczepu twojego klanu wznoszona jest jak okrzyk bojo­
cji "(polegającej przynajmniej na akceptacji i empatii, a zwykle
wy, gdy plemię rusza na wojnę. W każdej wiosce, w której
oznaczającej coś pokrewnego przyjaźni). Z tego doświadczenia,
jest clii, jej mieszkańcy grupują się wokół niego tak jak
w nieokreślony sposób wyłaniał się reprezentatywny tekst
bydło grupuje się wokół byka. (1969: 215)
pisany przez uczeslnika-obserwatora. Jak to zobaczymy, ta
wersja twórczości tekstowej w tym samym stopniu zaciemniała,
Pierwsze trzy zdania mają formę dyskusji nad przekładem, przy
co wyjaśniała. Warto jednak poważnie potraktować jej najważ­
okazji przypisują jednak „ N u e r o m " zestaw ustalonych postaw.
niejsze założenie, że doświadczenie badacza może służyć za
(Będę miał później więcej do powiedzenia na temat tego stylu
jednoczące źródło autorytetu w terenie.
przypisywania.) Dalej, w czterech zdaniach rozpoczynających
Podstawą autorytetu opartego na doświadczeniu jest wy­
się od „Jeżeli jesteś dii ..." użycie drugiej osoby [liczby
czucie
obcego kontekstu, pewien rodzaj nagromadzonej mądro­
pojedynczej] łączy czytelnika z. tubylcem poprzez tekstowe
ści i wyczucie charakteru ludzi czy miejsca. Tego rodzaju
uczestnictwo. Ostatnie zdanie, podane w formie bezpośredniego
odwołanie jest często wyraźne w tekstach wczesnych profe­
opisu typowej sytuacji (które czytelnik odbiera teraz z punktu
sjonalnych obserwatorów uczestniczących. Doskonałym przy­
widzenia uczeslnika-obserwatora). przywołuje ją wykorzyskładem może tu być przekonanie Margaret Mead o tym, że
gijąc przenośnie Nuerów odwołujące się do bydła. W ośmiu
możliwe jest uchwycenie fundamentalnych zasad czy etosu
/daniach tego fragmentu dyskusja na temat przekładu prze­
kultury poprzez wzmożoną wrażliwość na formę, intonację, gest
chodzi poprzez fikcyjne uczestnictwo do metaforycznego zlania
i sposoby zachowania się, czy też nacisk kładziony przez
'[iisu kulturowego dokonanego z zewnątrz i od wewnątrz.
Malinowskiego na jego życie w wiosce tubylczej i zrozumienie
Subiektywne połączenie oderwanej analizy i konkretnego do­
płynące z „imponderabiliów" życia codziennego. Wiele pisanej
świadczenia zostało osiągnięte.
etnografii, na przykład Leśni ludzie Colina Turnbullu (1962:
W późniejszym okresie Evans-Pritchard odszedł od teorety­
[wyd. pol. 1967]), stale jeszcze odwołuje się do trybu eks­
cznego stanowiska jakie zajął w The Nuer. odrzucając orędow­
perymentalnego, wysuwając na pierwszy plan, przed sfor­
nictwo za „strukturą społeczną" jako uprzywilejowaną ramą.
mułowaniem jakiejkolwiek konkretnej hipotezy badawczej,
Ka/,dy z wymienionych wcześniej „ s k r ó t ó w " był i pozostaje
owo szczególne „Ja tam b y ł e m " etnografa, odgrywającego rolę
dyskusyjny. Jednak dzięki wykorzystaniu ich w różnych kom­
wtajemniczonego i uczestnika.
binacjach w latach 1920-1950 ustalił się autorytet akademic­
Oczywiście trudno jest wiele powiedzieć o doświadczeniu.
kiego badacza terenowego-teoretyka. Ten szczególny amalPodobnie
jak w przypadku „intuicji", jest to coś, co ktoś ma lub
'i powstały ze stopienia intensywnego doświadczenia
nie, i powoływanie się na nie ma często posmak mistyfikacji.
osobistego i naukowej analizy (rozumianej w tym okresie
Niemniej należy oprzeć się pokusie przełożenia całego znaczą­
zarówno jako „obrzęd przejścia".jak i „laboratorium")wyłonił
cego doświadczenia na interpretację. Choć są one wzajemnie
' jako metoda - obserwacja uczestnicząca. Choć różnie
powiązane, to jednak nie są tożsame. Słuszne jest ich roz­
'umiana i obecnie kwestionowana w wielu ośrodkach, metoda
dzielanie, choćby dlatego, że odwołanie się do doświadczenia
'/ostaje główną cechą wyróżniającą profesjonalną anczęsto służy uwiarygodnieniu autorytetu etnograficznego.
^Mogię. Jej złożona subiektywność jest wciąż rutynowo
Najpoważniejsza dyskusja nad rolą doświadczenia w nau­
' arzana tak w pisanej, jak i wykładanej etnografii.
kach historycznych i naukach o kulturze zawiera się w ogólnym
pojęciu Verstehen.^ We wpływowej opinii Diłtheya (1914)
rozumienie innych wypływa początkowo z prostego faktu
koegzystencji we wspólnym świecie; lecz ten empiryczny świat,
_ bserwacja uczestnicząca" służy za stenografię [shorthandl
У ciągłym lawirowaniu pomiędzy wewnętrznym i zewnętrz- intersubiektywne podłoże dla obiektywnych form wiedzy jest
dokładnie tym. czego brakuje etnografowi wchodzącemu w ob­
glądem wydarzeń: z jednej strony einpatycznym odcą kulturę lub co jest dla niego problematyczne. Tak więc.
niem istoty konkretnych zajść i gestów, z drugiej cofaniu
w ciągu pierwszych miesięcy w terenie (a tak naprawdę,
"ok. aby umiejscowić tc znaczenia w szerszym kontekśw trakcie całych badań) ma miejsce nauka języka rozumianego
' jen sposób konkretne wydarzenia nabierają głębszego
w najszerszym sensie. „Wspólna sfera" Diłtheya musi być
niniejszego znaczenia, strukturalnych reguł itd. W rozuwciąż na nowo ustanawiana przez budowanie wspólnego świata
dosłownym ..obserwacja uczestnicząca" jest terminem
^ o k s a••"•ym
, n y i mylącym, ale można ją potraktować poważnie
empirycznego, w odniesieniu do którego będą konstruowane
wszystkie „fakty", „ t e k s t y " , „ w y d a r z e n i a " i ich interpretacje.
0 | j^'oniuduje się ją w terminologii hermeneutycznej jako
Taki proces indywidualnego „wzywania s i ę " w obcy świat ma
Nou^r ' ' ^ ' '
' ' interpretacji. Tak właśnie przeforzawsze charakter subiektywny, lecz szybko zostaje uzależniony
' ^ metodę najbardziej przekonywający z ostatnich jej
od tego, co Dilthey nazywa „trwale ustalonymi ekspresjami",
w tradycji, która prowadzi od Wilhelma Diłtheya.
czyli stałych form, do których może się odwoływać rozumienie.
^axa Webera do antropologów spod znaku ..symbolu

tel01

K

Jlw

u

ILIj

u

r

la

t

0

w

u t

c z c n

a

23

�Egzegeza tych ustalonych form stanowi treść całej usystematy­
zowanej wiedzy historyczno-kulturowej. Tak więc doświad­
czenie jest blisko związane z interpretacją. (Dilthey, jako jeden
z pierwszych nowoczesnych teoretyków, przyrównał rozumie­
nie form kulturowych do czytania „ t e k s t ó w ' ' . ) Jednak ten rodzaj
czytania czy egzegezy jest niemożliwy bez głębokiego osobis­
tego uczestnictwa, czynnego „czucia się u siebie'' we wspólnym
świecie.
Za Diltheyem „ d o ś w i a d c z e n i e " etnograficzne można rozu­
mieć jako budowanie wspólnego, znaczącego świata czer­
piącego z odczuwania bliskiego intuicji, postrzeganiu i przypu­
szczaniu. Działanie to wykorzystuje wskazówki, ślady, gesty
i strzępki sensów zanim dopracuje się mocnej interpretacji.
Takie fragmentaryczne doświadczenia można zaklasyfikować
jako estetyczne i/lub związane z przeczuciami. W tym miejscu
możemy poświęcić tylko kilka słów tym stylom rozumienia
w zakresie, w jakim odnoszą się do etnografii. Dogodnego
przykładu trybu estetycznego dostarcza napisana w 1931 przez
A. L . Kroebera recenzja z książki Margaret Mead Dojrzewanie
na Nowej Gwinei.
Przede wszystkim jasno widać, że ma ona w niezwykłym
stopniu zdolność szybkiego dostrzegania najważniejszych
nurtów oddziałujących na jednostkę w danej kulturze
i nakreślania ich w zwięzłych szkicach o zadziwiającej
ostrości, których rezultatem jest przedstawienie o nie­
zwykłej żywości i pozorze życia. Oczywiście, u podłoża lej
zdolności leży dar zintclektualizowancj, lecz silnej sensualności, jak również, wysokiej klasy intuicji rozumianej
jako umiejętność dopełniania przekonywającego obrazu na
podstawie wskazówek, ponieważ tylko tym mogły być
niektóre z jej danych, jeśli weźmiemy pod uwagę, że miała
zaledwie sześć miesięcy na naukę języka i wejście do
wnętrza kultury jako całości, koncentrując się oprócz tego
na zachowaniu dzieci. W każdym razie, gdy chodzi
o obraz, jest on całkowicie przekonujący dla recenzenta,
który nie skrywa podziwu dla pewności wglądu i biegłości
pociągnięć pióra, z których powstaje opis. (s. 248)
Inaczej formułuje to Maurice Leenhardt w Do Kamo: Person
and Myth in the Melanesia/! World (1937), książce, która ze
względu na cokolwiek tajemniczy sposób opisu wymaga od
czytelników dokładnie tego rodzaju estetycznego, „postaciowe­
g o " postrzegania [gestaltist perception], który Mead i Leenhardt
doprowadzili do doskonałości. Poparcie Leenhardta dla tego
sposobu podejścia ma szczególne znaczenie, ponieważ, biorąc
pod uwagę jego niezwykle długi pobyt w terenie i dogłębne
poznanie języka melanezyjskiego, jego „ m e t o d a " nie może być
postrzegana jako racjonalizacja ograniczonej czasowo etnogra­
fii: „ W rzeczywistości, kontaktu z innym nie osiągamy poprzez
analizę. Raczej rozumiemy go w jego całości. Z początku
możemy naszkicować jego obraz za pomocą zarysu lub sym­
bolicznego szczegółu, który zawiera w sobie całość i przywołu­
je jego naturę w prawdziwej formie. Ta ostatnia umyka nam jeśli
podchodzimy do naszego bliźniego posługując się jedynie
kategoriami intelektualnymi" (s. 2).
Inny sposób poważnego traktowania doświadczenia jako
źródła wiedzy etnograficznej znajdujemy u Carlo Ginzburga
(1980), który studiował złożoną tradycję wróżenia. Jego bada­
nia sięgają od interpretacji śladów zwierząt przez wczesnych
myśliwych, poprzez mezopotamskie formy przepowiedni, od­
szyfrowywanie objawów w medycynie hippokratejskiej. sku­
pienie się na szczegółach w wykrywaniu fałszerstwa sztuki, po
Freuda, Sherlocka Holmesa i Prousta. Nieekstatyczne style
wróżenia pozwalają uchwycić specyficzne warunkowe powią­
zania znaczeń i opierają się na przypuszczeniach, odczytywaniu
pozornie zasadniczo odmiennych wskazówek oraz przypad­
kowych wydarzeń. Ginzburg proponuje model wiedzy przypu­
szczalnej jako zdyscyplinowany, nieuogólniający, odwodzący
sposób pojmowania [abductive mode of comprehension], który
ma zasadnicze, choć nicuznane, znaczenie dla nauk o kulturze.
Można go dołączyć do raczej skromnego zbioru środków

służących ścisłemu zrozumieniu w jaki sposób ostrożnie weho.
dzi się w nieznaną sytuację etnograficzą.
Właśnie dlatego, że trudno je dokładnie zdefiniować, „(j .
ś w i a d c z e n i e " skutecznie służyło za gwarancję autorytetu etno.
graficznego. W tym określeniu zawarta jest oczywiście znaczą,
ca dwuznaczność. Doświadczenie przywołuje uczestnicząca
obecność, wrażliwość na kontakt ze światem, który próbuje się
zrozumieć, relacje z żyjącymi w nim ludźmi, konkretność
odbioru. Sugeruje również skumulowaną, pogłębianą wiedzę
(„jej dziesięcioletnie doświadczenie Nowej Gwinei").Wspólny
wysiłek zmysłów służy usankcjonowaniu rzeczywistego, choć
niewysłowionego, uczucia czy drygu etnografa do „jego'' ludzi
Warto jednak zauważyć, że ten „ ś w i a t " , kiedy rozumie się go
jako eksperymentalny wytwór doświadczenia, jest subiektywny, a nie dialogiczny lub intersubiektywny. Etnograf gromadzi
osobistą wiedzę na temat badanego terenu (forma dzierżawcza
moi ludzie była do niedawna powszechnie wykorzystywana
w kręgach antropologicznych - sformułowanie to w praktyce
oznacza jednak tyle co „moje d o ś w i a d c z e n i e " ) .
0

Biorąc pod uwagę mglislość opartych na doświadczeniu kryte­
riów autorytetu - nie poddanej badaniu wiary w „metodę'
obserwacji uczestniczącej, w siłę płynącą z relacji, empatii
i tym podobne - zrozumiałym się staje, że musiały one w końcu
napotkać krytykę ze strony antropologów doświadczonych
w metodzie hermeneutycznej. Problem dialektyki doświad­
czenia i interpretacji doczekał się wzmożonej uwagi i opraco­
wania (zobacz, na przykład. Geertz 1973, 1976; Rabinów
i Sullivan 1979; Winner 1976; Sperber 1981). Interpretacja,
oparta na filologicznym modelu „ c z y t a n i a " tekstów wylonik
się jako wyrafinowana alternatywa wobec dziś łatwo do­
strzegalnej naiwności roszczeń do autorytetu opartego na
doświadczeniu. Antropologia interpretatywna demistyfikujt
wiele z tego, co wcześniej bezkrytycznie akceptowano w kon­
struowaniu opowieści etnograficznych, typów, obserwacji i opi­
sów. Dzięki niej twórcze (i w szerokim znaczeniu poetyckie
procesy, w wyniku których obiekty „ k u l t u r o w e " zostv.ja wyna­
lezione i potraktowane jako znaczące stają się coraz wyraźniej
widoczne.
Na czym polega spojrzenie na kulturę jako zbiór tekstów
podlegających interpretacji? Klasyczne wyjaśnienie tego zaga­
dnienia można znaleźć w eseju Paula Ricoeura Model tekM
Działanie znaczące rozważane jako tekst (1971 [wyd. poi
1984]). W kilku pobudzających i subtelnych rozważaniaci
Clifford Geertz przystosował teorię Ricoeura do antropologu.'
nej pracy terenowej (1973: rozdz. 1). „Tekstualizacja"rozumia­
na jest jako wstęp do interpretacji, utworzenie diltheyowskw
„ustalonych ekspresji". Jest to proces, w którym niez
zachowania, mowa, wierzenia, tradycja ustna i rytuał
oznaczone jako korpus, potencjalnie znaczący całol
wyodrębniony z bezpośredniej dziejącej się i płynnej s;
W momencie tekstualizacji ten znaczący korpus Р У№*
mniej czy bardziej stałe odniesienie w ramach kont**
końcowy rezultat tego procesu jest nam znany w P°*r
znacznej części tego, co określa się jako etnograficzny
zagęszczony [thick description]. Na przykład mówimy^
pewne instytucje lub aspekty zachowania są typowe dlaF**
kultury lub stanowią element komunikowania się wjejoWC
jak to ma miejsce na przykład w przypadku słynnych
kogutów opisywanych przez Geerlza (1973: rozdz. !-&gt;'•
stają się bardzo istotnym toposem w kulturze B a l i j ^
1

п

1

T w o r z ą się obszary synekdoch, w których części Я
niesienie do całości, i z których składa się to, co
nazywamy kulturą.
Ricoeur w rzeczy samej nie uprzywilejowuje s*
część-całość ani specyficznego rodzaju analogii,
się na funkcjonalistyczne lub realistyczne wyobi
kładą on tylko konieczność wzajemnego odniesienia
tekstem i „ ś w i a t e m " . Ś w i a t a nie można zrozumieć

�riio: wyciąga się o nim wnioski na podstawie jego części,
części muszą być koncepcyjnie i percepcyjnie wydzielone ze
irumienia doświadczenia. Tak więc tekstualizacja jest źródłem
sensu poprzez kolisty ruch wyodrębniający, a następnie kontekstualizujący fakt czy wydarzenie we wcielającej je rzeczywisto­
ści. Wytwarza się znany rodzaj autorytetu, roszczący sobie
wo do przedstawiania odrębnych, znaczących światów.
Etnografia jest interpretacją kultur.
Drugim zasadniczym krokiem w analizie Ricoeura jest opis
procesu, w którym „dyskurs"staje się tekstem. Dyskurs, według
klasycznej rozprawy Emile'aBenveniste'a(1971: 217-230) jest
sposobem komunikowania się, względem którego obecność
„łowiącego podmiotu i bezpośrednia sytuacja, w której na­
stępuje komunikacja, są wewnętrzne. Dyskurs naznaczony jest
jmkami [osobowymi] (wypowiedzianymi lub d o m y ś l n y m i ) ) ^
I » i zaimkami wskazującymi ten, tamten, teraz i tak dalej
. sygnalizującymi raczej teraźniejszą chwilę dyskursu niż coś
poza nim. Dyskurs nie przekracza konkretnej sytuacji, w której
podmiot przywłaszcza sobie możliwości języka w celu dialogiczneeo komunikowania się. Ricoeur dowodzi, że dyskursu nie
można interpretować w nie zamknięty, potencjalnie publiczny
sposób, w jaki „ c z y t a " się tekst. Aby zrozumieć dyskurs
musiałbyś tam b y ć " , w obecności wypowiadającego się
podmiotu. Aby dyskurs stał się tekstem, musi - w terminologii
Ricoeura - się stać „ a u t o n o m i c z n y " . o d d z i e l o n y od konkretnej
wypowiedzi i autorytarnej intencji. Interpretacja nie jest dialo­
giem. Nie jest uzależniona od bycia w obecności mówiącego.
Znaczenie tego rozróżnienia dla etnografii jest być może aż
nazbyt oczywiste. Etnograf zawsze w końcu wyjeżdża, zabiera­
jąc ze sobą teksty do późniejszej interpretacji (a do tych
zabieranych „ t e k s t ó w " m o ż e m y zaliczyć wspomnienia-wyda­
rzenia ułożone według pewnego wzoru, uproszczone, odarte
z bezpośredniego kontekstu, aby można je było zinterpretować
wpóźniejszej fazie rekonstrukcji i obrazowania). Tekst, w prze­
ciwieństwie do dyskursu może podróżować. Nawet jeśli więk­
szość pisania etnografii ma miejsce w terenie, to jednak swą
ostateczną formę uzyskuje ona gdzie indziej. Informacje ukonBytuowane w dyskursywnych, dialogicznych okolicznościach
są przyswajane tylko w formie stekstualizowanej. Wydarzenia
i spotkania z okresu badań stają się notatkami z terenu.
Doświadczenia stają się narracjami, znaczącymi wydarzeniami
lub przykładami.
To przekładanie doświadczenia badacza na formę tekstową
oddzieloną od dyskursywnej okoliczości tworzenia ma ważne
konsekwencje dla autorytetu etnograficznego. Tak przefor­
sowane dane nic muszą być j u ż traktowane jako komuniko­
wanie się konkretnych osób. Wyjaśnień czy opisu zwyczaju
dokonanych przez informatora nie trzeba ujmować w formę
uwzględniającą przesłanie „ten powiedział tak a tak".Zapisane
postaci tekstu rytuał czy wydarzenie nie są j u ż blisko
Wiązane z tworzącymi je konkretnymi aktorami. Teksty te stają
? natomiast świadectwem wcielającego kontekstu, „kulturo­
wą rzeczywistością. Co więcej, wobec faktu, że konkretni
'У zostają oderwani od swoich wytworów, trzeba wymyś, uogólnionego „ a u t o r a " odpowiadającego za świat czy
ontekst, w którym teksty te są literacko powtórnie umieszTen uogólniony autor przyjmuje różne imiona: punkt
Juzeniatubylców. ..Trobriandczycy",,,Nuerowie",,,Dogono^ .kiedy ic i im podobne sformułowania pojawiają się
Pisanych etnografiach. „Balijczycy" przyjmują rolę autora
ekstowej formie walki kogutów Geertza.
8 f ma więc szczególną relację ze źródłem kultury czy
^ m i o t e m absolutnym" (Michel-Jones 1978: 14). Kuszące
r x ^ - ' P Уrównanie etnografa do interpretatora literatury (i
folrarf '
hardziej powszechne) - a konkretniej
4anj • • ' 8 ° krytyka, który za swoje zadanie uważa umieszmezdyscyplinowanych znaczeń tekstu w jednej, spójnej
Przedstawiając Nuerów, Trobriandczyków czy Balijjako całościowe podmioty, źródła znaczących intencji,
Przekształca związane z sytuacją badawczą dwuznacz­
a

s

Dra

za

w

sl

ec

e

n n

r a

,n

S

ę

r7

Wnan e

| e s t

ne

u l

c

o

r

a

z

ności i różnorodne znaczenia w zintegrowany obraz. Ważne jest
jednak, aby zauważyć coś, co zostało przeoczone. Prowadzenie
badań jest oddzielone od tekstów, które powstają na ich
podstawie, jak również od fikcyjnego świata, który teksty te
mają przywoływać. Rzeczywistość sytuacji dyskursywnych
i poszczególnych r o z m ó w c ó w zostaje odsączona. Jednak infor­
matorzy - wraz z notatkami z terenu - są głównymi pośred­
nikami, zazwyczaj wyłączanymi z autorytatywnych pisanych
etnografii. Wiążące się z dialogiem i konkretną sytuacją aspekty
interpretacji etnograficznej zostają usunięte z ostatecznego
tekstu przedstawiającego. Oczywiście nie całkowicie usunięte:
istnieje zatwierdzony topos przyjęty w celu zobrazowania
procesu badawczego.
Coraz lepiej znamy oderwane sprawozdania z badań tereno­
wych (subkategorię, którą ciągle jeszcze klasyfikuje się jako
subiektywną, „ m i ę k k ą " czy nienaukową), nawet jednak w ra­
mach klasycznych pisanych etnografii, mniej czy więcej stereo­
typowe „opowieści [fables] o bliskich relacjach" donoszą
o uzyskaniu w pełni statusu obserwatora uczestniczącego.
Opowieści te mogą być podawane z namaszczeniem lub
mimochodem, naiwnie lub ironicznie. Zazwyczaj ukazują one
początkową ignorancję etnografa, nieporozumienia, brak kon­
taktu - c z ę s t o status odpowiadający w badanej kulturze statuso­
wi dziecka. W Bildungsgeschichte
etnografii miejsce tych
stanów niewinności czy pomieszania zajmuje wiedza pewna,
charakterystyczna dla człowieka dorosłego, który uwolnił się od
iluzji i nabrał pewności siebie. M o ż e m y tu ponownie przywołać
przykład walk kogutów u Geertza - początkowe wyobcowanie
spośród Balijczyków, niejasny „ n i e o s o b o w y " status zmienia się
w trakcie pociągającej opowieści o obławie policyjnej ukazują­
cej współudział autora w nielegalnym zwyczaju (1973:
412^117). Anegdota wprowadza założenie łączności, umoż­
liwiającej piszącemu występowanie w dalszej analizie w roli
wszechobecnego, dobrze poinformowanego egzegety i rzecz­
nika. Jako interpretator traktuje on ten rytualny sport jako tekst
umieszczony w skontekstualizowanym świecie i błyskotliwie
„odczytuje"jego znaczenia kulturowe. Gwałtowne rozpłynięcie
się Geertza w relacji - niemal niewidoczność związana z obser­
wacją uczestniczącą - ma rangę paradygmatu. Wykorzystuje on
tutaj przyjętą konwencję odgrywając zdobywanie autorytetu
etnograficznego. W rezultacie rzadko uświadamia się nam fakt.
że głównym elementem skonstruowanej w postaci tekstu walki
kogutów jest dialog - autor rozmawiający twarzą w twarz
z konkretnym Balijczykiem - a nie odczytywanie kultury „przez
(jego) r a m i ę " (1973: 452).

Antropologia interpretatywna, patrząca na kultury jak na zbiory
tekstów, luźno a czasem przeciwstawnie połączonych, oraz
podkreślająca kreatywną poetyckość we wszystkich zbioro­
wych przedstawieniach, przyczyniła się istotnie do wyob­
cowania autorytetu etnograficznego. Jednak ze względu na swe
zasadnicze wątki realistyczne nie uchroniła się ona od ogólnej
ostrej krytyki ze strony przeciwników „ k o l o n i a l n e g o " przed­
stawiania, którzy od 1950 roku odrzucili dyskursy obrazujące
rzeczywistość kulturową innych ludów bez jednoczesnego
zagrożenia bezpieczeństwa swojej własnej rzeczywistości. Po­
czynając od wczesnych pism krytycznych Michela Leirisa,
przez Jacquesa Maqueta, Talala Asada i wielu innych, zaczęto
wskazywać na sytuację braku wzajemności [unreciprocal quali­
ty] interpretacji etnograficznej (Leiris 1950; Maquet 1964; Asad
1973). Od tego czasu ani doświadczenie badacza, ani dokony­
wana przezeń interpretacja nie m o g ą być już uznawane za
bezstronne. Niezbędnym staje się myślenie o etnografii niejako
o doświadczeniu i interpretacji wyodrębnionej „ i n n e j " rzeczy­
wistości, lecz raczej jako o twórczym negocjowaniu pomiędzy
co najmniej dwoma - a zwykle jest ich więcej - świadomymi,
politycznie znaczącymi podmiotami. Paradygmaty doświad­
czenia i interpretacji ustępują dyskursywnym paradygmatom

25

�dialogu i polifonii. W pozostałej części tego rozdziału przyj­
rzymy się wyłanianiu się takich form autorytetu.
Dyskursywny model praktykowania etnografii wysuwa na
czoło intersubiektywność mowy w ogóle, wraz z bezpośrednim
kontekstem wypowiadania. Praca Benveniste'a dotycząca kon­
stytutywnej roli zaimków osobowych i deixis [wskazywania]
uwypukla ten właśnie wymiar. Każde użycie ja zakłada jakieś
ty, a każdy moment dyskursu jest natychmiast wiązany z kon­
kretną, wspólną sytuacją: oznacza to, że bez dialogu i kontekstu
nie ma dyskursywnego znaczenia. Znaczenie tak położonego
nacisku dla etnografii jest oczywiste. Praca terenowa jest
w dużym stopniu złożona z wydarzeń językowych; język zaś,
według słów Bachtina „leży na granicy pomiędzy mną a innym.
W języku słowo w połowie należy do kogoś innego." Rosyjski
krytyk nalega na ponowne przemyślenie języka w odniesieniu
do konkretnych sytuacji dyskursywnych: „Nie m a " - pisze
- „słów i form 'neutralnych' - słów i form nie należących do
'nikogo'; język został w całości przejęty, przesiąknięty inten­
cjami i akcentami."Tak więc słowa w pismach etnograficznych
nie mogą być interpretowane monologicznie, jako autorytatyw­
ne stwierdzenia czy interpretacje dotyczące abstrakcyjnej,
tekstowej rzeczywistości. Język etnografii jest przeniknięty
innymi subiektywnościami i szczególnymi, związanymi z kon­
tekstem, niuansami, bo każdy język, według Bachtina, jest
„konkretną wiclojęzykową [heteroglot] koncepcją ś w i a t a "
(1953: 293).
Formy pisarstwa etnograficznego przyjmujące tryb „dyskur­
sywny" dbają o przedstawianie kontekstu badań i sytuacji
rozmowy. Tak na przykład książka Paula Rabinowa Reflections
on Fieldwork
in Morocco (1977) poświęca uwagę przed­
stawieniu konkretnej sytuacji badawczej (szeregu wyodręb­
nionych czasów i miejsc) i (w nieco literackiej wersji) kolejnych
rozmówców. Całą nową subkategorię „sprawozdań z pracy
terenowej" (spośród których praca Rabinowa jest najbardziej
stanowcza) można umiejscowić w dyskursywnym paradyg­
macie pisarstwa etnograficznego. Les mots, la mort, les sorts
(1977) Jeanne Favret-Saady jest uporczywym, samoświadomym eksperymentowaniem z pisaniem etnografii w trybie
dyskursywnym. Dowodzi ona, że wydarzenie rozmowy przypi­
suje zawsze etnografowi szczególne miejsce w sieci intersubiektywnych relacji. Nie istnieje neutralne stanowisko na
shierarchizowanym pod względem siły polu dyskursywnych
stanowisk, w zmieniającej się matrycy relacji różnych ja
i różnych ty.
Autorzy kilku niedawnych prac zdecydowali się ukazać
dyskursywny proces pisania etnografii w formie dialogu pomię­
dzy dwiema osobami. Warto tu wspomnieć o Dialogue des
femmes en ethnologic Camille Lacoste-Dujardin (1977). The
Headman and I Jean-Paula Dumonta (1978) czy o Nisa: The Life
and Words of a IKung Woman Marjoric Shostak (1981). Dwa
inne teksty w wyrafinowany sposób postulują tryb dialogowy.
Pierwszy, teoretyczne refleksje Kevina Dwyera nad „dialogicznością etnologii",wyrasta z serii wywiadów z najważniejszym
informatorem i usprawiedliwia decyzję Dwyera o skonstruowa­
niu etnografii w formie dość dosłownego zapisu rozmów (1977,
1979, 1982). Drugi to bardziej złożona praca Vincenta Crapanzano Tuhami: Portrait of a Moroccan, kolejne sprawozdanie
z serii wywiadów odrzucające ostre rozdzielanie interpretujące­
go „ j a " od tekstualizowanego innego (1980; zobacz też 1977).
Zarówno Dwyer jak Crapanzano umieszczają etnografię w pro­
cesie dialogu, w którym rozmówcy aktywnie negocjują wspólną
wizję rzeczywistości. Crapanzano dowodzi, że to obustronne
konstruowanie ma miejsce w każdym spotkaniu etnograficz­
nym, choć jego uczestnicy mają skłonność przyjmować, że po
prostu zaakceptowali rzeczywistość drugiej strony. Tak na
przykład etnograf opisujący mieszkańców Wysp Trobrianda
raczej interpretuje „punkt widzenia Wyspiarzy Trobriandzkich''
niż otwarcie stwarza pewną wersję rzeczywistości we współ­
pracy z informatorami. Crapanzano i Dwyer oferują wyrafino­
wane próby zerwania z tą literacko-hermeneutyczną konwen­
cją. W procesie tym autorytet etnografa jako narratora
7

26

i interpretatora ulega zmianie. Dwyer proponuje hermeneutyk,
„podatności na zranienie" [vulnerability], kładąc nacisk na
rozdarcia [ruptures] przeżywane w czasie badań terenowych
podzielne stanowisko [divided position] i niedoskonałą kontro|»
jaką posiada etnograf. Tak Crapanzano jak Dwyer szukają dróo
do przedstawienia doświadczeń z badań, które odsłoniłyby
stekstuałizowaną strukturę drugiego człowieka, a więc także
i interpretującego ja." (Etymologia ma tutaj znaczenie przywo.
łujące: słowo tekst, jak dobrze wiadomo, jest pokrewne tkaniu
vulnerability
[podatność na zranienie] - rozdzieraniu czy
ranieniu, a w tym przypadku otwieraniu zamkniętego autorytetu.)
Model dialogowy uwypukla dokładnie te dyskursywne - .
runkowe i intersubiektywne - elementy, które Ricoeur musiał
wyłączyć ze swojego modelu tekstu. Lecz jeżeli autorytet
interpretacyjny opiera się na wyłączeniu dialogu, to prawdziwe
jest także stwierdzenie przeciwne: autorytet dialogiczny tłumi
nieunikniony fakt tekstualizacji. Podczas gdy pisane etnografie
skonstruowane na kształt spotkań pomiędzy dwiema jedno­
stkami mogą skutecznie udramatyzować dawanie-i-branie, któ­
re ma miejsce podczas pracy terenowej i wprowadzić kontra­
punkt autorytatywnych głosów, pozostają przedstawieniem
dialogu. Struktura tekstu nie musi być dialogowa, bo, jak
zauważył Steven Tyler (1981), chociaż Sokrates wydaje się
uczestnikiem rozbijającym monologiczność [decentered par­
ticipant] swoich spotkań, Platon zachowuje nad dialogiem pełną
kontrolę. To przemieszczenie, lecz nie wyeliminowanie auto­
rytetu monologowego, jest charakterystyczne dla każdego
podejścia, które w narracji z badań terenowych przedstawia
etnografa jako odrębnego bohatera. Co więcej, często w dialogu
literackim występuje tendencja, aby rozmówcę etnografa uka­
zywać jako przedstawiciela jego własnej kultury - typ, wjęzyku
tradycyjnego realizmu - przez który ujawniają się ogólne
zjawiska społeczne. Takie obrazowanie przywraca związany
z synekdochą autorytet interpretacyjny, w oparciu o który
etnograf odczytuje tekst w odniesieniu do kontekstu, tworząc
w ten sposób znaczący „ i n n y " świat. O ile trudno jest uniknąć
w dialogowych portretach odwoływania się do typów, to jednak
mogą się one w znacznym stopniu oprzeć tendencji do auto­
rytatywnego przedstawiania innych. Jest to zależne od ich
zdolności do literackiego [fictionally] zachowania obcości
drugiego głosu i eksponowania konkretnych warunków wymia­
ny.
W a

4

Stwierdzenie, że etnografia złożona jest z dyskursów oraz że
poszczególne jej składniki pozostają ze sobą w dialogu me
oznacza, że powinna przyjąć tekstową formę literalnego dialo­
gu. Jak na to wskazuje Crapanzano w Tuhami. trzeci uczestnik,
rzeczywisty czy wyobrażony, musi pełnić rolę pośrednika
w każdym spotkaniu pomiędzy dwiema osobami (1980:
147-151). Literacki [fictional] dialog faktycznie jest kondensa­
cją, uproszczonym przedstawieniem złożonego, wielogłosowe;
go procesu. Innym sposobem przedstawienia tej dyskursywnej
złożoności jest pojmowanie przebiegu całych badań jako
trwającej negocjacji. Przypadek Marcela Griaulc'ai Dogonó*
jest dobrze znany i wyjątkowo przejrzysty. Sprawozdani*
Griaule'az nauk pobranych w dziedzinie wiedzy kosmologu"
nej Dogonów, Dieu d'eau (1948a), było jedną z pierwszy*
wprawek w dialogowej narracji etnograficznej. Jednak poza
szczególnym zdarzeniem rozmowy, miał miejsce bardzi
złożony proces, ponieważ jasne jest, że treść i okres, w który '
zespół Griaule'aprowadził długotrwałe, obejmujące dziesięć ''
lecia badania, był starannie śledzony i istotnie kształtowaH
przez autorytety plemienne D o g o n ó w (zobacz moje
° fL
w rozdziale 2)''''. Nie jest to już nowina. Wielu etnograf
wspominało o sposobach, lak subtelnych |uk drastyczny
w jakie ich badania były ukierunkowywane lub ogranicz
przez informatorów. W swoich prowokacyjnych rozważań*
na len temat loan Lewis (1973) nazywa nawet antro|
formą plagiatorstwa.
1

11

o m

w l

�proces dawania-i-brania w etnografii został jasno zobrazowacych podmiotów na płaszczyźnie złożonych dyskursów. Po­
v w pracy Renato Rosalda z 1980 roku pt. Ilongt Headhunting; wieść boryka się z heteroglosją i j ą odtwarza. Dla Bachtina,
jarto o nim wspomnieć ze względu na to, że ukazuje ona
zajętego przedstawianiem niejednolitych całości, nie istnieją
afówno interpretowaną inną rzeczywistość, jak i sam przebieg
zintegrowane kulturowe światy ani języki. Wszelkie próby
Słań- Rosaldo przybywa na wyżyny filipińskie z zamiarem
ustalenia takich abstrakcyjnych jedności są konstrukcjami
opisania synchronicznego opracowania na temat struktury
monologowej władzy. Konkretnie mówiąc, „ k u l t u r a " jest nie­
nolecznej; wciąż jednak, mimo prób sprzeciwu, zmuszany jest
kończącym się dialogiem subkultur, wtajemniczonych i laików,
^ w y s ł u c h i w a n i a niekończących się opowiadań Ilongotów
różnorodnych frakcji. „ J ę z y k " jest miejscem wzajmnego od­
jotyczących miejscowej historii. W poczuciu obowiązku, m i l działywania i zmagania się regionalnych dialektów, profes­
•zaco. znudzony, w stanie jakby transu zapisuje opowieści,
jonalnych żargonów, powszechnych banałów, mowy różnych
spełniając notatnik za notatnikiem tekstami, które uważał za
grup wiekowych, jednostek i tak dalej. Dla Bachtina powieść
i we do odrzucenia. Dopiero po powrocie z terenu, w długopolifoniczna nie jest pokazem siły kulturowej czy historycznej
irwałym procesie ponownej interpretacji (o którym mówi
totalizacji (jak tego dowodzili krytycy związani z realizmem,
w swojej spisanej etnografii) naprawdę zdał sobie sprawę, że te tacy jak Georg Lukacs i Erich Auerbach), lecz raczej kar­
niejasne opowieści faktycznie dostarczyły mu ostatecznie temanawałową areną różnorodności. Bachtin odkrywa utopijną
- różniącego się kulturowo poczucia narracji i historii Ilontekstualną przestrzeń, która może pomieścić dyskursywną
aotów. Doświadczenie przez. Rosalda czegoś, co można by
złożoność, dialogiczne wzajmne oddziaływanie głosów. To, co
Jazwać „pisaniem pod dyktando" zmusza do postawienia
ceni w powieściach Dostojewskiego czy Dickensa, to właśnie
adniczego pytania: Kto właściwie jest autorem notatek
nie poddawanie się totalizacji, a za idealnego powieściopisarza
z terenu?
uważa brzuchomówcę - w dziewiętnastowiecznej mowie „poliZagadnienie jest bardzo delikatne i wymaga starannego
fonistę".,,On naśladuje policję różnymi g ł o s a m i " wykrzyknął
zbadania. Dość zostało jednak powiedziane, aby postawić tezę,
słuchacz zachwycony Sloppym, chłopcem, który czytał na głos
lubylcy mogą mieć istotną, a nawet decydującą kontrolę nad
gazetę w Naszym wspólnym przyjacielu.
Lecz Dickensa, jako
wiedzą zdobytą w terenie. Współczesne pisarstwo etnograficzne
aktora, oratora i polifonistę trzeba przeciwstawić Flaubertowi,
poszukuje nowych sposobów właściwego ukazywania auto­
mistrzowi autorskiej kontroli, który jak bóg porusza się między
rytetu informatorów. Nie ma wielu modeli do wyboru, warto
myślami i uczuciami swoich bohaterów. Etnografia, tak jak
icdnak ponownie wziąć pod uwagę starsze kompilacje tekstowe
powieść, zmaga się z tymi alternatywami. Czy pisarz etnografi­
Boasa, Malinowskiego. Lcenhardta i innych. W pracach tych
czny obrazuje to, co myślą tubylcy, posługując się flaubertowsstyl etnograficzny nie zjednoczył się wokół nowoczesnej
ką „ m o w ą pozornie z a l e ż n ą " , stylem, który tłumi głos bezpo­
interpretacyjnej monografii blisko utożsamianej z osobistym
średnich cytatów na rzecz kontrolującego dyskursu, zawsze
Joświadczeniem badań terenowych. Możemy przypatrywać się
w mniejszym czy większym stopniu pochodzącego od autora?
procedurze etnograficznej, która nie stała się jeszcze auto­
(Dan Sperber 1981, biorąc za przykład Evans-Pritcharda.
rytatywna w ten szczególny sposób, który obecnie poddaje się
przekonywająco wykazał, że mowa zależna jest w istocie
wwątpliwość ze względów politycznych i epistemologicznych.
preferowanym sposobem interpretacji etnograficznej.) Czy też
Te starsze zbiory zawierają wiele materiału, który właściwie
może obrazowanie subiektywnych zajwisk wymaga mniej
poza samym zapisem w całości należy do informatorów.
stylistycznie jednorodnych wersji, pełnych dickensowskich
Przychodzi tu na myśl rola George'a Hunta w etnograficznej
„różnych g ł o s ó w " ?
pracy Boasa czy piętnastu traskryptorów wymienionych w D&lt;&gt;Do pewnego stopnia użycie mowy zależnej jest nieuniknione,
ments neocaledoniens (1932) Lcenhardta.'"
chyba że powieść lub pisana etnografia są skonstruowane
Malinowski jest złożonym przypadkiem przejściowym. Jego
wyłącznie z cytatów, do czego rzadko się dąży, choć jest to
pisane etnografie odzwierciedlają niepełną fuzję współczesnej teoretycznie m o ż l i w e . Jednak w praktyce pisana etnografia
monografii. Choć Malinowski w przeważającej mierze przyi powieść uciekają się do mowy zależnej na różnych poziomach
aynił się do ukucia autorytetu profesjonalnego badacza tereno­
abstrakcji. Nie musimy zadawać sobie pytania, skąd Flaubert
wego opartego na teorii i opisie, to jednak włączał także
wie. co myśli Emma Bovary, ale zdolność badacza terenowego
materiał, który nie popierał bezpośrednio jego cokolwiek nazbyt
do zamieszkiwania tubylczych umysłów zawsze budzi wątp­
jasno interpretacyjnego nastawienia. Wśród licznych podyk­
liwość. Jest to rzeczywiście stały, nierozwiązany problem
towanych mitów i zaklęć, które wypełniają jego książki,
w etnografii. Zazwyczaj etnografowie powstrzymują się od
"publikował wiele niezrozumiałych dla siebie danych, co
przypisywania wierzeń, uczuć i myśli jednostkom. Nie wahają
otwarcie przyznawał. W rezultacie powstał tekst otwarty,
się jednak przypisywać subiektywne stany kulturom. Analiza
podlegający ponownym interpretacjom. Warto porównać takie
Sperbera ukazuje jak sformułowania w rodzaju „Nuerowie
'usze zbiory ze współczesnym modelem pisanej etnografii,
myślą ..."czy „poczucie czasu Nuerów . . . " s ą zasadniczo różne
I którym podaje się dowody na poparcie ukierunkowanej
od cytowania czy przekładów tubylczego dyskursu. Takie
"Uerpretacji i j u ż niewiele w i ę c e j . " W nowoczesnej, aulowypowiedzi są „pozbawione określonego m ó w c y " i są literacko
Vatywnej monografii nie ma praktycznie żadnych istotnych
dwuznaczne, łącząc w sobie bez rozróżnienia stwierdzenia
Stosów poza głosem autora; ale w Argonautach (1922) i Ogroetnografa oraz informatora czy informatorów (1981: 78). Pisane
hch koralowych (1935 [ w y d . polskie 1986]) kartka za kartką
etnografie obfitują w nieprzypisane konkretnym osobom zdania
'ytamy magiczne zaklęcia, z których żadne nie ma - według
takie jak „Duchy wracają do wioski n o c ą " , opisy wierzeń,
**etnografa - istotnego znaczenia. Te podyktowane teksty są
w których autor przybiera w rezultacie głos kultury.
Całości poza fizycznym zapisem napisane przez konkretnych,
Na tym „ k u l t u r o w y m " poziomie etnografowie aspirują do
nienazwanych Trobriandczyków. W rzeczy samej, każde
flaubertowskiej wszechwiedzy, która swobodnie przenika przez
graficzne przedstawienie obejmuje rozmaite opisy, transświat tubylczych podmiotów. Pod powierzchnią ich teksty są
i interpretacje podane przez różnych miejscowych
jednak bardziej niezdyscyplinowane i wewnętrznie skłócone.
orów". W jaki sposób te autorskie obecności winny być
Praca Victora Turnera jest w tej kwestii wiele mówiącym
°cznione?
przykładem, któremu warto się bliżej przyjrzeć, przykładem
wzajemnego oddziaływania pomiędzy monofonicznym i poli­
fonicznym przedstawieniem. Prace etnograficzne Turnera
w nadzwyczaj złożony sposób obrazują rytualne symbole
i wierzenia plemienia Ndembu; można w nich też znaleźć
j ^ ^ - - choć ekstremalne - stanowisko wyrażone zostało
został
niezwykle wyraźne spojrzenia poza te sceny. W esejach
-oachtina w analizie powieści polifonicznej. Podstawową
Podstawo* N tego
zebranych w The Forest of Symbols, jego trzeciej książce
8o gatunku, jak dowodzi, jest przedstawienie mówią­
al

ш

/ib

12

l)c

W|d

c

/

n e

r

27

�poświęconej plemieniu Ndembu, Turner przedstawia w roz­
dziale Muchona the Hornet, Interpreter
of Religion (1967:
131-150) portret swojego najlepszego informatora. Muchonę.
rytualnego uzdrowiciela, i Turnera przyciągnęło ku sobie
wspólne zainteresowanie tradycyjnymi symbolami, etymologią
i ezoterycznymi znaczeniami. Obaj są „intelektualistami",
zagorzałymi interpretatorami niuansów i głębi zwyczajów; obaj
są wykorzenionymi ze swych środowisk naukowcami [uprooted
scholars] odczuwającymi ten sam „niezaspokojony głód wiedzy
obiektywnej".Turner przyrównuje Muchonę do wykładowcy
uniwerstyteckiego; w sprawozdaniu z ich współpracy zawarł
więcej niż tylko przelotne napomknienia o silnym psycho­
logicznym dublowaniu się [doubling].
W ich dialogu obecna jest jednak jeszcze trzecia osoba,
Windson Kashinakaji, starszy nauczyciel z miejscowej szkoły
misyjnej, należący do plemienia Ndembu. To on doprowadził
do spotkania Muchony z Turnerem i podziela ich pasję
interpretacji tradycyjnej religii. Dzięki studiowaniu Biblii „po­
siadł umiejętność wyjaśniania zagmatwanych p y t a ń " . O d nieda­
wna sceptyczny w stosunku do dogmatów chrześcijańskich,
przyjaźnie zapatrywał się na pogańską religię. Kashinakaji, jak
mówi Turner, „pokonał dzielący nas dystans kulturowy, prze­
kładając techniczny żargon i pikantną wioskową gwarę małego
doktora na łatwiejszą dla mnie do uchwycenia p r o z ę " . W k r ó t c e
trzej intelektualiści „rozpoczęli poważne codzienne seminaria
na lemat religii".Sprawozdania Turnera z tych seminariów są
wystylizowane: „osiem miesięcy ożywiających, błyskotliwych
rozmów w gronie naszej trójki, głównie na temat rytuałów
plemienia N d e m b u " . O d s ł a n i a j ą one niezwykłość etnograficz­
nej „ r o z m o w y " ; znaczące jest jednak, że Turner nie czyni tej
potrójnej współpracy sednem swojego eseju. Koncentruje się
raczej na Muchonie, sprowadzając w ten sposób rozmowę
trzech osób do dialogu i spłaszczając złożoną twórczą relację do
„portretu" „informatora". (To uproszczenie było do pewnego
stopnia wymogiem formuły książki, w której esej ten ukazał się
po raz pierwszy, antologii Josepha Casagrande'a In the Com­
pany of Man: Twenty Portraits of Anthropological
Informants
z I960.)
Opublikowane prace Turnera różnią się znacznie pod wzglę­
dem struktury dyskursywnej. Niektóre składają się w znaczej
mierze z cytatów; w co najmniej jednym eseju Muchona zostaje
wskazany jako główne źródło całej interpretacji; w innym
miejscu przywoływany jest anonimowo, na przykład jako
..mężczyzna, specjalista od r y t u a ł ó w " (1975: 40-42,87,
154-156, 244). Windson Kashinakaji nazywany jest raczej
asystentem i tłumaczem niż. źródłem interpretacji. Ogólnie,
pisane etnografie Turnera są niezwykle polifoniczne, otwarcie
zbudowane z cytatów („Według tego, co mówi biegły..." czy
„Jeden z informatorów przypuszcza..."). Nic oddaje on jednak
Ndembu różnymi głosami i nie spotykamy wiele „pikantnej
wioskowej gwary". Wszystkie głosy z terenu zostały wy­
gładzone do języka przedstawiającego [expository prose] mniej
czy bardziej wymiennych „informatorów".Inscenizacja miejs­
cowej mowy w pisanej etnografii, konieczny stopień prze­
tłumaczenia i przyswojenia stanowią skomplikowany problem
praktyczny i retoryczny. Prace Turnera, umieszczając tubylcze
interpretacje zwyczajów na widocznym miejscu, w konkretny
sposób ukazują zagadnienia tekstowego dialogu i polifonii.
Włączenie Turncrowskiego portretu Muchony do The Forest
of Symbols można uważać za znak czasu. Antologia Casagrandego, w której ukazał się on po raz pierwszy, wywarła skutek
w postaci wydzielenia najważniejszego zagadnienia relacji
pomiędzy etnografami i ich tubylczymi współpracownikami.
Dotąd nie było na ten temat dyskusji w ramach naukowej
etnografii, ale antologia Casagrandego wstrząsnęła zawodo­
wym tabu dotyczącym „uprzywilejowanych informatorów",
jakie pojawiło się po Malinowskim. Raymond Firth o Pa
Fenuatarze, Robert Lowie o Jimie Carpenterze - długa lista
wybitnych antropologów opisujących tubylczych „etnogra­
f ó w " ^ którymi dzielili do pewnego stopnia zdystansowane.
13

14

28

analityczne, nawet ironiczne spojrzenie na zwyczaje. Osoby
stały się cenionymi informatorami, ponieważ zrozumiały. czę
to z prawdziwą przenikliwością, na czym polega etnografie^
podejście do kultury. W cytowanej przez Lowiego wypowiedz
tłumacza (i kolegi ,,filologa")z plemienia Crow Jima Carpe
tera, wyczuwa się wspólną perspektywę: „Kiedy słyszy j»
starych mężczyzn opowiadających swoje wizje, po prost
trzeba im w i e r z y ć " (Casagrande 1960: 428). W opowiadaniu
Firtha o jego najlepszym przyjacielu i informatorze z Tikopj
wyczuwa się znacznie więcej niż tylko porozumiewawcze
mrugnięcie i ukłon:
t e

s

n

S

u

a

Przy innej okazji rozmowa przeszła na sieci zastawione
w jeziorze na łososio-pstrąga. Sieci czerniały, prawdopo­
dobnie za sprawą jakiegoś planktonu, i szybciej ulegały
zepsuciu. Wtedy Pa Fenuatara opowiedział zgromadzo­
nym w domu ludziom o tym, jak, kiedy był pewnego razu
na jeziorze ze swoimi sieciami, poczuł, żc przez sieć
przeszedł duch i uczynił j ą miękką. Kiedy wyciągnął sieć
okazało się, że jest śliska. Zadziałał duch. Zapytałem i
wtedy, czy przekonanie o tym, że duchy są odpowiedzialne
za niszczenie sieci było częścią tradycyjnej wiedzy. CM.
powiedział: „Nie, to moja własna m y ś l " . A potem dodał ze
śmiechem: „To moja własna część tradycyjnej wiedzy"
(Casagrande 1960: 17-18)
Wciąż, nie ujawnił się w pełni wpływ antologii Casagrandego na
metodologię, a zwłaszcza znaczenie tych relacji dla stworzenia
dialogicznych etnograficznych tekstów i interpretacji. Jej zna­
czenie zaciemniane jest przez tendencję do zaszeregowania tej
książki jako uniwersalizującego humanistycznego dokumentu,
ukazującego „salon luster... pełną różnorodność niekończąca
się odbitego obrazu c z ł o w i e k a " (Casagrande 1960: xii). W świe­
tle obecnego kryzysu autorytetu etnograficznego te odkrywcze
portrety przelały się do dzieł swoich autorów, zmieniając
sposób, w jaki się ich czyta. Jeśli etnografia jest częścią tego, co
Roy Wagner (1980) nazywa „wynalezieniem kultury" to jej
pole działania jest wielowymiarowe: znajduje się poza kontrola
jakiejkolwiek jednostki.

Jednym z coraz częściej spotykanych sposobów ukazywania
współpracy przy tworzeniu wiedzy etnograficznej jest regularne
i obszerne cytowanie informatorów. (Uderzającym przykładem
jest We Eat the Mines, the Mines Eat Us [1979] June Nash.) Ale
ta metoda dopiero zaczyna burzyć monofoniczny autorytet
Cytaty zawsze są inscenizowane przez cytującego i służą
zwykle jedynie za przykłady lub potwierdzające świadectw!
Wybiegając poza cytaty można by sobie wyobrazić radykalniej
szą polifonię, w której „tubylcy i etnograf mówiliby innymi
g ł o s a m i " ; lecz i to jedynie przemieściłoby autorytet etnografi
czny, wciąż będąc potwierdzeniem faktu, żc ostateczna wirtuozerska orkiestracja wszystkich dyskursów w tekście je*
dziełem pojedynczego autora. W tym sensie polifonia Bach*
zbyt wąsko utożsamiana z powieścią, jest udomowioną heteroglosją. Dyskursy etnograficzne w żadnym wypadku nie
m o w ą wymyślonych bohaterów. Informatorzy są konkretny '
osobami mającymi prawdziwe imiona - imiona, które m° '
cytować, w zmienionej formie jeżeli wymaga tego takt- ' ^ i
informatorów są nadmiernie zdeterminowane, a ich s*T
politycznie i metaforycznie złożone Jeżeli przyzna Ж
w tekście autonomiczną przestrzeń i zapisze wystarczaj**
obszernie, wypowiedzi tubylców mają sens różny o d
''
nadaje im porządkujący etnograf. Etnografia zalana jest he
glosją.
^
Ta możliwość sugeruje naprzemienną strategię tekstu, u ^
mnogiego autorstwa, przyznającego współpracownic
tylko status zaledwie niezależnych wyrazicieli opinii. lecz ,
autorów. Jako forma autorytetu możliwość ta wciąż musj^
traktowana z dwóch powodów jako utopia. Po pierwsze.
1

n

s e n s U

1

s

�jjjdawnych eksperymentów z pracami mającymi wielu autoф# wydaje się wskazywać, żc zainteresowanie badaniami ze
strony etnografa działa jako siła napędowa i że to on w końcu
ujmuje kierownicze, redaktorskie stanowisko. Autorytatywnej
ggzycp tego. który „udziela g ł o s u " innym nie da się w pełni
npekroczyć. Po drugie, sama idea wielu autorów jest wy­
zwaniem dla głęboko zakorzenionego na Zachodzie utożsamia­
na porządku wszelkich tekstów z zamysłem pojedynczego
autora. Nawet jeśli utożsamianie lo było mniej wyraźne w cza­
sach, gdy Lafitau napisał Moeurs des sauvages
ameriquains,
i jeśli współczesna krytyka poddała je w wątpliwość, to jednak
u i i / pozostaje ono skutecznym ograniczeniem pisarstwa
[Biograficznego. Niemniej widać oznaki zmian w tej dziedzinie,
df coraz większym stopniu antropologowie będą musieli uzna­
wać współautorstwo tekstów, a czasem także dzielić strony
lytulowe, ze współpracującymi z nimi tubylcami, w stosunku do
których określenie informator przestało być, jeśli kiedykolwiek
bvlo. adekwatne.
Ważnym prototypem jest tu książka Ralpha Bulmera i lana
Mąjnepa Birds of My Kalam Country (1977). (Wkład etnografa
j mieszkańca Nowej Gwinei, którzy współpracowali ze sobą
ponad dziesięć lat, zostały w zestawieniu wyodrębnione
innym krojem czcionki.) Bardziej jeszcze znaczące jest po­
wstałe w 1974 roku studium Piman Shamanism and Staying
Sickness (Ka.cim Mumkidag). na którego stronic tytułowej
występują bez żadnego wyróżnienia (choć, na co należałoby
zwrócić uwagę, nie w porządku alfabetycznym): Donald M .
Bahr. antropolog; Juan Grcgorio, szaman; David I . Lopez,
ilumacz; oraz Albert Alvarez, redaktor. Trzej spośród nich to
Indianie Papago, a świadomym celem książki jest „przekazanie
jinianowi możliwie największej liczby funkcji przypisywa­
nych zwykle autorowi. Zalicza się do nich wybór stylu przed­
stawienia, obowiązek interpretowania i wyjaśniania oraz prawo
oceny, które rzeczy są ważne, a które nie" (s. 7). Bahr, inicjator
organizator tego przedsięwzięcia, opowiada się za najdalej
idącym podziałem autorytetu. Gregorio. szaman, występuje
lako główne źródło „teorii choroby", zapisanej w transkrypcji
itlumaczeniu na dwóch niezależnych poziomach przez Lopeza
i Alvareza. Teksty Gregoria zapisane w rodzimym narzeczu
awierają zwięzłe, często gnomiczne wyjaśnienia, które pod­
legają interpretacji i kontekslualizacji w oddzielnych komenlarzach Bahra. Książka jest niezwykła pod względem tekstowej
realizacji interpretacji interpretacji.
W Piman Shamanism przechodzenie od wypowiedzi jedno­
stek do uogólnień kulturowych jest wyraźnie widoczne w roz­
dzieleniu głosów Gregoria i Bahra. Autorytet Lopeza, mniej
*idoczny, przypomina autorytet Windsona Kashiakaji w pra* h Turnera. Biegła dwujęzyczność Bahra prowadzi go przez
subtelności języka Gregoria, w ten sposób pozwalając szamano*i „obszernie mówić o zagadnieniach teoretycznych". Ani
^pez, ani Alvarez nie pojawiają się w tekście jako odrębne
Stosy, a ich udział w tej spisanej etnografii pozostaje w dużym
*pniu niewidoczny dla wszystkich z wyjątkiem wyedukowa"ych Indian Papago, którzy potrafią ocenić wierność przekładu
Jasiów i oddającą niuanse miejscowego narzecza interpretację
'tira. Autorytet Alvareza zawiera się w fakcie, że Piman
"inicinism to książka skierowana do odrębnych grup odbior* • Dla większości czytelników koncentrujących się na
aczenru i wyjaśnieniach, teksty wydrukowane w języku
są mało interesujące. Jednak lingwista Alvarez, poprawił
^rypcje i przekład z myślą o ich wykorzystaniu do nauki
^ * j . wprowadzając opracowane przez siebie w tym celu
J**y ortografii. W ten sposób książka przyczynia się do
J lezienia przez Indian Papago literackiej formy ich kultury
' inne• "odczytanie
—
wbudowane w Piman Shamanism, ma
'"aczei'e szersze niż tylko lokalne.
Dl
p j ^ °zpadu monologicznego autorytetu istotne jest. aby
•tytH ' , S ' ' i c przestały być adresowane do jednego rodzaju
H j - ' - Mnożenie możliwych sposobów odczytywania
ciedla fakt, żc świadomości „etnograficznej" nie możm

a

A

:

n

a

r

e

n

n i

0

U ) w

r

l

1

1

na dłużej traktować jako monopolu określonych zachodnich
kultur i klas społecznych. Nawet w pisanych etnografiach,
w których nie występują teksty w oryginalnym narzeczu,
tubylcy odmiennie odczytają zapisane tekstowo interpretacje
i wiedzę. Prace polifoniczne są szczególnie otwarte na nie
zamierzone z góry sposoby odczytywania. Czytelnicy z Trobriandów uznają być może interpretacje Malinowskiego za
nużące, natomiast przykłady i obszerne transkrypcje za porusza­
jące. Ndembu nie prześlizgną się tak jak czytelnicy europejscy
ponad różnymi głosami występującymi w pracach Turnera.
Nowa teoria literacka sugeruje, że zdolność tekstu do bycia
zrozumiałym w spójny sposób zależy w mniejszym stopniu od
zamierzonych intencji autora niż od twórczej postawy czytel­
nika. Aby przytoczyć tu słowa Rolanda Barthesa, jeżeli tekst jest
„utkany z cytatów pochodzących z niezliczonych centrów
kultury", to „jedność tekstu leży nie w jego pochodzeniu,
a w jego przeznaczeniu" (1977: 146, 148). Pisanie prac
etnograficznych, działanie niezdyscyplinowane i wielopodmiotowe nabiera spójności w konkretnych sytuacjach czytania.
Zawsze jednak istnieje wiele różnych możliwych sposobów
odczytania (poza tylko osobistym przyswojeniem), sposobów
odczytania znajdujących się poza kontrolą jakiegokolwiek
pojedynczego autorytetu. Do klasycznej pisanej etnografii
można podejść po prostu w poszukiwaniu znaczeń, które badacz
podaje w oparciu o przedstawione fakty kulturowe. Lub
również, jak to sugerowałem, można czytać na przekór dominu­
jącemu w tekście głosowi, poszukując innych na wpół ukrytych
autorytetów, ponownie interpretując opisy, teksty i cytaty
zebrane przez autora. Wraz z poddaniem obecnie w wątpliwość
kolonialnych stylów przedstawiania, wraz z szerzeniem się
literackiej i etnograficznej świadomości, wyłaniają się nowe
możliwości odczytywania (a zatem i pisania) opisów kulturo­
wych.
15

Tekstowe wcielenie autorytetu stanowi powracający problem
we współczesnym eksperymentowaniu z pisaniem etnografii."'
Starszy, realistyczny styl - wyobrażony na stronic tytułowej
Argonautów
Zachodniego Pacyfiku
i oparty na konstrukcji
kulturowego tableau vivant, przeznaczonego do oglądania
z jednego tylko punktu widzenia, to znaczy punktu widzenia
piszącego i czytelnika - można obecnie uznać tylko za jeden
z. możliwych paradygmatów autorytetu. W len, jak i inne style
pisania wplecione są polityczne i epistemologiczne założenia,
których autor pisanych etnografii nie może już dłużej nie
zauważać. O m ó w i o n e tutaj formy autorytetu - doświadczalna,
interpretacyjna, dialogiczna, polifoniczna - są dostępne wszy stkim autorom tekstów etnograficznych, tak zachodnich jak
i niezachodnich. Żadna nie jest przestarzała, żadna nie jest
czysta: w ramach każdego paradygmatu jest miejsce na wynala­
zczość. Zobaczyliśmy, jak poprzez nowe sposoby podejścia
ponownie odkrywane są zaniechane praktyki. Autorytet poli­
foniczny z odświeżoną sympatią patrzy na kompendia tekstów
w oryginalnych narzeczach - formy wypowiedzi zasadniczo
różne od zogniskowanych monografii związanych z obserwacją
uczestniczącą. Teraz, kiedy naiwne roszczenie sobie prawa do
autorytetu opartego na doświadczeniu zostało poddane w hermeneutyczną wątpliwość, możemy spodziewać się odnowienia
zainteresowania subtelnym wzajemnym odzialywaniem osobis­
tych i związanych z dyscypliną składników badań etnograficz­
nych.
Procesy związane z doświadczeniem, interpretacją, dialogiczne i polifoniczne zachodzą, nieharmonijnic, w każdej pisanej
etnografii, ale ich spójne przedstawienie zakłada istnienie
kontrolującego autorytetu. Starałem się dowieść, że ten nakaz
spójności nakładany na niezdyscyplinowane procesy tekstualizacji jest obecnie nieuniknienie sprawą strategicznego wyboru.
Próbowałem rozróżnić ważniejsze style autorytetu, jakie ujaw­
niły się w ostatnich dziesięcioleciach. Jeżeli pisarstwo etnogra­
ficzne żyje, a wierzę, że tak, walczy ono w obrębie tych
możliwości i przeciwko nim.

w

ler

Przełożyli: Joanna

Iracka

i Sławomir

Sikora
29

�P R Z Y P I S Y
1

O m ó w i o n e zostały jedynie przykłady angielskie, a m e r y k a ń s k i e i fran­
cuskie. C h o ć prawdopodobne jest. ż e analizowane tu formy autorytetu
m o ż n a szeroko u o g ó l n i a ć , nie podejmowano ż a d n y c h prób przeniesienia ich
na inne tradycje narodowe. Zgodnie z a n t y p o z y t y w i s t y c z n ą tradycją Wilhel­
ma D i ł t h e y a , przyjęte z o s t a ł o także z a ł o ż e n i e , ż e etnografia jest inter­
pretowaniem, a nie w y j a ś n i a n i e m . Formy autorytetu oparte na epistemologii
nauk przyrodniczych nie zostały o m ó w i o n e . Koncentrując s i ę na obserwacji
u c z e s t n i c z ą c e j , jako na intersubieklywnym procesie z n a j d u j ą c y m s i ę w sercu
dwudziestowiecznej etnografii, p o n i ż s z e o m ó w i e n i e pomija kilka dodat­
kowych źródeł autorytetu: na przykład w a g ę nagromadzonej ..archiwalnej"
wiedzy o p o s z c z e g ó l n y c h grupach, perspektywy p o r ó w n y w a n i a m i ę d z y k u l ­
turowego i badania statystyczne.
„ H e t e r o g l o s j a " zakłada, że „języki nie wykluczają się wzajemnie, lecz
raczej przecinają s i ę ze s o b ą na wiele r ó ż n y c h s p o s o b ó w (język ukraiński,
j ę z y k poematu epickiego, wczesnego symbolizmu, studenta, konkretnego
pokolenia dzieci, p o ś l e d n i c h intelektualistów, n i e t z s c h e a ń s k i i tak dalej).
M o ż e się nawet w y d a w a ć , ż c samo s ł o w o j ę z y k ' traci w tym procesie
wszelkie znaczenie - p o n i e w a ż najwyraźniej nie istnieje p ł a s z c z y z n a , na
której te wszystkie ' j ę z y k i ' m o ż n a by z e s t a w i ć " (291). T o , co z o s t a ł o
powiedziane o j ę z y k a c h w r ó w n y m stopniu odnosi się do „ k u l t u r " i „ s u b k u l ­
tur". Zobacz też W o ł o s z y n ó w (Bachtin?) 1953: 291, z w ł a s z c z a rozdziały
1-3; oraz Todorov 1981: 8 8 - 9 3
2

' Nie p o d j ą ł e m s i ę przeglądu nowych s t y l ó w pisarstwa etnograficznego
m a j ą c y c h swe źródło poza Zachodem. Jak wskazywali na to Edward Said,
Paulin Hountondji i inni. pozostaje wiele do zrobienia w dziedzinie
ideologicznego „ r o z j a ś n i a n i a " , p o l e m i c z n e j pracy krytycznej; temu w ł a ś n i e
zagadnieniu niezachodni intelektualiści p o ś w i ę c a j ą z n a c z n ą c z ę ś ć swoich
w y s i ł k ó w . Moje r o z w a ż a n i a pozostają w obrębie, c h o ć na eksperymentalnej
granicy, realistycznej nauki o kulturze wypracowanej na Zachodzie. C o
w i ę c e j , „ p a r a e t n o g r a f i c z n y c h " r o d z a j ó w tradycji ustnej [oral history),
p o w i e ś c i faktu, „ n o w e g o dziennikarstwa",literatury p o d r ó ż n i c z e j ani filmu
dokumentalnego nie traktuję w nich jako o b s z a r ó w innowacji.
4

W obecnym kryzysie autorytetu etnografia w y ł o n i ł a s i ę jako podmiot
historycznych d o c i e k a ń . Nowe krytyczne p o d e j ś c i e m o ż n a z n a l e ź ć w:
Hartog l 9 7 1 ; A s a d 1973: Burridge 1973:rozdz. I ; Duchet 1971; Boon 1982;
De Certeau 1980; Said 1978; Stocking 1983; oraz Rupp-Eisenreich
1984
' Na temat stłumienia dialogu na stronie tytułowej Lafitau i ustanowienienia
slekstualizowanej, ahistorycznej i wizualnie zorientowanej „anlroplogii"
m o ż n a przeczytać w s z c z e g ó ł o w e j analizie Michela de Certeau (1980).
' Pojęcie to jest czasem zbyt cliętnie ł ą c z o n e z intuicją czy empatią, lec/
jako opis wiedzy etnograficznej Verstehen oznacza w ł a ś c i w i e krytykę
d o ś w i a d c z e n i a empatycznego Precyzyjne znaczenie tego terminu jest
przedmiotem dyskusji pośród badaczy D i ł t h e y a (Makreel 1975: 6-7).
Angielskie t ł u m a c z e n i e książki Favret-Saady nosi tytuł Deadly Wards
(1981); zobacz z w ł a s z c z a rozdział 2. Jej d o ś w i a d c z e n i e z o s t a ł o ponownie
spisane na innym poziomic lilerackości u Favret-Saady i Contrerasa 1981
" B ł ę d e m b y ł o b y p r z e ś l i z g n i ę c i e s i ę nad różnicami w teoretycznych
zapatrywaniach Dwyera i Craponzana. Dwyer, za Georgem Lukacsem
przekłada dialogiczno.ść na n u i r k s o w s k o - h e g l o w s k ą dialektykę, o b i e c u j ą c ą
m o ż l i w o ś ć odbudowy podmiotu, rodzaj d o p e ł n i e n i a w i poprzez drugiego
c z ł o w i e k a . Crapanzano odmawia jakiegokolwiek zakotwiczenia w scalającej
teorii, a jego jedynym autorytetem jest autorytet p i s z ą c e g o dialog, autorytet
o s ł a b i o n y n i e k o n k l u z y j n o ś c i ą o p o w i e ś c i o spotkaniu, rozdarciem [ruplure]
i stanem pomieszania. (Warto z w r ó c i ć u w a g ę , że o k r e ś l e n i a dialogiczny,
zgodnie z tym, jak tego s ł o w a użył Bachtin, nie m o ż n a s p r o w a d z i ć do
dialektyczy.) Jednym z pierwszych o r ę d o w n i k ó w antropologii dialogicznej
był Tedlock (1979).
7

' Na temat realistycznych „ t y p ó w " zobacz L u k a c s 1964. passim. Tendencję do przekształcania jednostki w wyraziciela kultury m o ż n a zaobserwować
u Marcela Griaule'a w Dieudeuu
(1948a). W y s t ę p u j e ona także ambiwalent.
nie w Nisa Shostak (1981). O m ó w i e n i e tej anibiwalencji i wynikającej z niei
dyskursywnej z ł o ż o n o ś c i książki m o ż n a z n a l e ź ć u Clifforda 1986b: l()3-|()cj
*" R o z d z i a ł ten nosi tytuł Power and Dialogue in Ethnography: Marcel
Griaule's Initiation (w:) The Predicament
of Culture, ss. 5 5 - 9 1 ) [przyn
tłum.].
"' Opracowanie tego sposobu t w ó r c z o ś c i tekstowej znajduje się u Cliff .
da 1980a. W tym k o n t e k ś c i e zobacz też Fontana 1975, Wprowadzenie do Tlu
Pima Indians Franka Russella na temat ukrytego w s p ó ł a u t o r a książki
Indianina Papago, Jose L e w i s a ; Leiris 1948 porusza problem współpracy
jako w s p ó ł a u l o r s t w a , podobnie jak L e w i s 1973. Na temat obrony nacisku
który Boas kładł na teksty w oryginalnym narzeczu i jego współpracy
z Huntem zobacz Goldman 1980
p

or

" Opracowanie Jamesa Fernandeza Bwiti (1985) jest samoświadomym
przekraczaniem ciasnej formy monograficznej, powrotem do skali Malinowskiego i o ż y w i e n i e m „ a r c h i w a l n y c h " funkcji etnografii.
T a k i zamiar o g ł o s i ł Evans-Pritchard we w s t ę p i e do Man and Wonuin
among the Azande (1974), jednej z p ó ź n i e j s z y c h prac, którą m o ż n a uważać
za reakcję przeciw z a m k n i ę t e m u , analitycznemu charakterowi jego wfas.
nych w c z e ś n i e j s z y c h pisanych etnografii. Przyznaje, ż e inspiracją był dla
niego Malinowski. (Idea ksiqzki z ł o ż o n e j w y ł ą c z n i e z c y t a t ó w to modernis­
tyczne marzenie z w i ą z a n e z Walterem Benjaminem.)
W sprawie p o d e j ś c i a „ d y n a m i k i grupowej" [ „ g r o u p dynamics"] w etnografii zobacz: Yannopoulos i Martin 1978. Przykład etnografii opartej
wprost na „ s e m i n a r i a c h " z tubylcami - zob. Jones i Konner 1976
Wykorzystanie przez Favert-Saadc dialektu i kursywy w Les mots, k
mon, les sorts (1977) jest jednym z wielu r o z w i ą z a ń problemu, który od
dawna zajmuje p o w i e ś c i o p i s a r z y realistów.
" Niezwykle sugestywny model polifonicznego przedstawienia zapropo­
nowano w czterotomowym projekcie wydania tekstów etnograficznych
napisanych, w y w o ł a n y c h i transkrybowanych w latach 1896-1914 przez
Jamesa Walkera na temat Rezerwatu Indian Siou Pine Ridge. Do tej pory
ukazały s i ę trzy tytuły pod radakcją Raymonda J . DeMaillego i Elaine
Jahner: Lakotu Belief and Ritual (1982a), bukata Society (1982b) i Lahti
Myth (1983). Rozrastające się tomy p o w t ó r n i e otwierają tekstową homogenn o ś ć klasycznej monografii Walkera z 1917 roku. The Sun Dance, zbioru
indywidulanych wypowiedzi wydanych tutaj w t ł u m a c z e n i u Te wypowiedzi
ponad trzydziestu „ a u t o r y t e t ó w " o znanych imionach dopełniają i pr/e
kraczają s y n t e z ę Waltera. D u ż y dział Lakota Belief and Ritual zoslal
napisany przez Thomasa Tyona, z a j m u j ą c e g o się interpretowaniem i objas
nianiem Walkera. Czwarty tom b ę d z i e t ł u m a c z e n i e m pism George'aSwordi
wojownika i s ę d z i e g o plemienia Oglala. napisanych za n a m o w ą Walkera,
aby utrwalić i zinterpretować tradycyjny s p o s ó b ż y c i a . Pierwsze dwa toraj
prezentują w tej samej konwencji niepublikowane teksty wykształconych
c z ł o n k ó w plemienia Lakota i opisy samego Walkera Pisanie etnografiija»i
się j a k o proces zbiorowego tworzenia. Bardzo w a ż n e jest zwrócenie uwagi
na to, ż e na d e c y z j ę T o w a r z y s t w a Historycznego Stanu Colorado (Colorado
Historical Society) o wydaniu tych t e k s t ó w miały w p ł y w coraz częstsze
prośby n a p ł y w a j ą c e ze w s p ó l n o t y Oglala z Pine Ridge o kopie malriałó*
Walkera w celu wykorzystania ich w nauczaniu historii Oglala. (Na teno
Walkera zobacz też Clifford 1986a: 15-17 )
12

11

14

"• Bardzo przydatny i p e ł n y przegląd w s p ó ł c z e s n y c h pisanych etnograf"
eksperymentalnych m o ż n a z n a l e ź ć u Marcusa i Cushmana 1982; zobacz K.
Webster 1982; F a h i m 1982; oraz Clifford i Marcus 1986

B I B L I O G R A F I A
Asad T. (wyd.).
1973
Anthropology and the Colonial Encounter, Ithaca Press.
Bahr 1). M„ Gregorio J . , Lopez D. I„ Alvarez A.,
1974
Piman Shamanism ami Staying Sickness (Ka.-cim Mumkidag). Tucson:
Univ. of Arizona Press
Bakhtin M
1953
Discourse in the Novel, w: The Dialogic Imagination, wyd. Michael
Holquist. s. 259-442. Austin: Univ. of Texas Press, 1981
Bardies R„
1977
Image Music Text. New York: Hill and Wang
Benveniste E„
1971
Problems in General Linguistics. Coral Gables, Fla.: Univ. of Miami Press
Boon J . .
1982
Other Tribes, Other Scribes: Symbolic Anthropology in the Comparative
Study of Cultures, Histories, Religions and Text. Cambridge: Cambridge
Univ. Press
Buhner R. i Majnep I..
1977
Birds of My Kalam Country. Auckland: Univ. Of Auckland Press
Burridge К О I...
1973
Encountering Aborigines. New York: Pergamon
Casagrande J. (wyd.).
1960
In the Company of Man: Twenty Portraits of Anthropological Informants
New York: Harper and Row

30

Clifford J . .
1986a Partial Truths, w: Writing Culture, wyd. James Clifford i Geor|
s. 1-26. Berkeley: Univ. of California Press
1986b On Ethnographic Allegory, w: Writing Culture, s. 98-121
Clifford J. i Marcus G . (wyd.),
1986
Writing Culture. Berkeley: Univ. of California Press
Codrington R. H ,
1891
The Melanesians. Reprint, New York: Dover, 1972
Crapanzano V „
1977
The Writing of Ethnography. ..Dialectical Anthropology" 2
1980
Tahumi: Portrait of a Moroccan. Chicago: Univ. of Chicago F "
De Certeau M.,
yi
1980
Writing vs. Time: History and Anthropology in the Works oj П
''
,ш

French Studies" 59: 37-64
Dillhey W.,
1914
The Construction of the Historical World in the Humur. ИВ»
Dillhey: Selected Writings, wyd. H P . Rickman. s. 168-245. I *
Cambridge Univ. Press, 1976
Duchet M.,
1971

Anlhropologie et histoire au siecle des lumieres. Paris: MasP

Duinont, J-P..
1978
The Headman and I. Austin: Univ. of Texas Press

�pwyei' К-.
1977 On the Diatomit of Fieldwork, „Dialogical Anthropology" 2(2): 143-151
1979 The Dialogic of Ethnology, "Dialogical Anthropology" Mi): 205-224
|982 Moroccan Dialogues. Baltimore: Johns Hopkins Univ. Press
£vans-P"
E.E.,
|969 The Nuer. Oxford: Oxford Univ. Press
1974 Man anil Woman among the Azunde. London: Faber and Faber
Fahim H. (wyd.),
|982 Indigenous Anthropology in Non-Western Countries. Durham: Univ. of
North Carolina Press
fjvret-Saada J . ,
1977 ies mots, la morl. lex sorts. Paris: Gallimard. Trans. Catherine (alien as
Deadly Words. Cambridge: Cambridge Univ. Press, 1981
favrel-Saada J . i Contreras J . .
1981 Corps pour corps: Enqiwte sur la sorcellerie dans te Bocage. Paris:
Gallimard
Fernandez J . .
I9gs Bwili: An Ethnography of the Religious Imagimifum in Africa. Princeton:
Princeton Univ. Press
Fontana В..
1975 Introduction, w: Frank Rusell, The Pima Indians Tueson: Univ. of Arizona
Press
Foucaull M.,
1977 Nietzsche, Genealogy. History, w: Language, Counter-Memory, Practice,
s. 139-164. Ithaca, N.Y.: Cornell Univ. Press
1980 Power/Knowledge. New York: Pantheon
Ceoti C ,
1973 The Interpretation of Cultures. New York: Basic Books
1976 From the Native's Point of View: On the Nature of Anthropological
Understanding, w: Meaning in Anthropology, wyd. K . Basso i H. Selby, s.
221-238. Albuquerque: Univ. of New Mexico Press
Ginzburg С .
1980 Moreeli. Freud and Sherlock Holmes: Clues and Scientific Method,
"History Workshop" 9 (Spring): 5-36
Goldman I..
1980 Boas on the Kwakiutl: The Ethnographic Tradition, w: Theory and
Practice: Essays Presented to Gene Wclljish. wyd. S. Diamond, s. .334-336.
The Hague: Mouton
Griaule M..
1948a Dieu d'eau: Enlretiens ovee Ogoteinineli. Paris: Editions du Chene.
Trans. R. Butler i A. Richards as Conversations
with Ogotemmili.
London: Oxford Univ. Press for the International African Institute. 1965
1957 Mćthode tie Tethnogtaphte. Paris: Presses Universitaires de Franee
Hanog F..
1971 Le mirair d'Herodole: Essai sur la representation de Vautre. Paris:
Gallimard
Hinsley C .
1983 Ethnographic Charisma and Scientific Routine: Cushing and Fewkes in
American Southwest, IH79-IH93, w: History and Anthropology, Vol. I ,
Observers Observed, wyd. G . Slocking, s. 5.3-69. Madison: Univ. of
Wisconsin Press
Houmondji P..
"77 Sur la „philosophie"
africaine. Trans. H. Evans as African Philosophy:
Myth and Reality. Bloomington: Indiana Univ. Press, 1983
lamin J..
1982a Ohjets trouves des paradis perdus: A propos tle lo Mission DakarDjibouti, w: Collections passion, wyd. J. Hainard i R. Kaehr, s. 69-100.
Neuchatel: Musee d'Ethnographic
Jones N.B.i Konner M . ,
'"6 IKung Knowledge of Animal Behavior, w: Kalahari
Hunter-Gatherers.
wyd. R. Lee i I De Vore. s, 325-348. Cambridge, Mass.: Harvard Univ.
Press
Kaiadj V.,
, c h a r a

'^2 Ц&gt;probleme de la legitimite dans t 'organisation historique de I 'ethnologic'
francais, ..Revue francaise de sociologie 32(1): 17-36
wber A.L..

K|

Review of,.Growing Up in New Guinea'' hy Margaret Mead. ..American
.
Anthropologist" 36:248
^-Dujardm С
e

^lli

v

'' ' l

e m l n e s

en ethnologic

Paris: Maspćro

The Building of British Social Anthropology.
•^hardr M..
cu

New York: Dover

v

"37 ?" ""'"'- neo-caledoniens. Paris: Instilut d'Ethnologie
z," Kamo: La personne et le nnthe dans le monde melanesien. Palis:
Gallimard. Trans B. Gulati as Do Kamo: Person and Myth in the
H'fortesian World Chicago: Univ. of Chicago Press

St

0

"'Kni/v and Experience: The Religion of the Dinka. Oxford: Oxford Univ.
L'tthn
nnogruphe devant le colonialisme, ,,Le temps modernes" 58. Reprint
* « , s. 125-145. Paris: Mercure de France. 1966
nmr

Po\ ^ "l"'higist
"""cal Science
V e

I

's Muse. London: London School of Economics and

Languages as Ethnographic
81-89

Tools. "American Anthropologist"

Makreel R„
1975 Dilthey: Philosopher of the Human Sciences. Princeton: Princeton Univ.
Press
Malinowski В..
1922 Argonauts of the Western Pacific. London: Routledge. Tłum. pol.
Argonauci Zachodniego Pacyfiku, Warszawa 1981
1932 Pigs, Papuans and Police Court Perspective. „ M a n " 32: 33-38
1935 Coral Cardens anil Their Magic. Bloomington: Univ. of Indiana Press.
Tłum. pol. Ogrody koralowe i ich magia. Warszawa 1986
Maquet J . ,
1964 Objectivity in Anthropology. ..Current Anthropology" 5: 47-55
Marcus G . i Cushman D.,
1982 Ethnographies as Texts. „Annual Review of Anthropology" 11: 25-69
Mead M..
19.39 Native Languages as Field- Work Tools, „American Anthroplogist 42(20):
189-205
Michel-Jones F . ,
1978 Retour au Dogon: Figure du double et ambivalence. Paris: Le Sycomore
Nash J . .
1979 We Eat the Mines, the Mines Eat Us: Dependency and Exploitation in
Bolivian Tin Mines. New York: Columbia Univ. Press
Payne H..
1981 Malinowski's Style,,.Proceedings of the American Philosophical Society"
125:416-440
.
Rabinów P.,
1977 Reflections on Fieldwork in Morocco. Berkeley: Univ. of California Press
Rabinów P. i Sullivan W. ( w y d ) ,
1979 Interpretive Social Science. Berkeley: Univ. of California Press
Radcliffe-Brown A . R . ,
1922 The Andaman Islanders. Reprint. New York: The Free Press, 1948
Rentoul A.,
1931a Physiological Paternity and the Trohriatulers, ,,Man" 31: 153-154
1931b Papuans, Professors and Platitudes, ..Man" 31: 274-276
Ricoeur P..
1971 The Model of the Text: Meaningful Action Considerd as a Text. ..Social
Research" 38: 529-562. Tłum. pol. J . Fałkowska Model tekstu: działanie
znaczące rozważane jako tekst, „Pamiętnik Literacki" 1984, z. 2
Rosaldo R..
1980 llongot Headhunting
/ 974: A Study in Society and History. Stanford:
Stanford Univ. Press
Rupp-Eisenreich В ( w y d ) .
1984 Histoires de I'anthropologie. Pans: Klicksieck Editions
Said E . ,
1978 Orientalism. New York: Pantheon Books. Tłum. pol. W. Kalinowski
Orientalizm. Warszawa 1991
Shostak M..
1981 Nisa: The Life and Words of u IKung Woman. Cambridge, Mass.: Harvard
Univ. Press
Sperber D..
1981 L'interpretation en anthropologic, „ L ' H o m m e " 2 1 ( I): 69-92. Trans, in On
Anthropological Knowledge, s. 9-34. Cambridge: Cambridge Univ. Press.
1985
Slocking G . ( w y d ) ,
1983 History of Anthropology. Vol. 1. Observers Observed: Essays on Ethnog­
raphic Fieldwork, w szczególności 77i«r Ethnographer's Magic: Fieldwork
in British Anthropology from Tylor to Malinowski, s. 70-119. Madison:
Univ. of Wisconsin Press
Tedlock D.,
1979 The Analogical Tradition and the Emergence of a Dialogical Anthroplogy.
„Journal of Anthropological Research 35(4): 387-400. Reprint w: D
Tedlock , The Spoken Word and the Work of Interpretation, s. 321-338.
Philadelphia: Univ. of Pennsylvania Press. 198.3
Thornton R.,
1983 Narrative Ethnography in Africa, 1X50-1920, „ M a n " 18: 502-520
Todorov T z . .
1981 Mikhail Bakhline: Le principe dialogique. Paris: Editions du Seuil
Turnbull C ,
1962 77ic Forest People. New York: Simon and Schuster. Tłum. pol. Leśni
ludzie, 1967
Turner V . ,
1967 The Forest of Symbols: Aspects of Ndembu Ritual. Ithaca, N.Y.: Cornell
Univ. Press
1975 Revelation anil Divination in Ndembu Ritual. Ithaca, N.Y.: Cornell Univ.
Press
Tyler S „
1981
Word for Deeds and the Doctrine of the Secret World, w: Papers from the
Parussession on Language and Behavior, s. 34-57. Proceedings of the
Chicago Linguistic Society. Chicago: Chicago Univ. Press
Wagner R„
1980 The Invention of Culture. Rev. ed. Chicago: Chicago Univ. Press
Webster S..
1982 Dialogue anil Fiction in Ethnography, "Dialectical Anthropology" 7(2):
91-114
Winner T h . .
1976 The Semiotics of Cultural Texts, „ S e m i o t i c a " 18(2): 101-156
Yannopoulos T . i Martin D..
1978 De la question au dialogue: A propos des enquetes en Afrique
„Cahiers d'etudes africaines" 71: 421-442

noire,

37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10620" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10598">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/544dbdf430aed0d78023a2bf42b8c2d6.pdf</src>
        <authentication>0218d6c45acadb2e2161574a6a306387</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2515</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126553">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126554">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126555">
                <text>Pokaż mi swoje notatki... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126556">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.32-33</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126557">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126558">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126559">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126560">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126561">
                <text>Pokaż mi swoje notatki...
Jerzy S. Wasilewski

Rzadko zaglądam do swoich mongolskich materiałów tereno­
wych. Niechętnie czytam siebie z tamtych czasów. Ciarki
przechodzą mnie na myśl, że najstarsze zapiski mają 25 lat.
Dzisiaj j a to ktoś inny. Lubię za to oglądać swoje zdjęcia. Tu nie
mam kłopotów z identyfikacją. Na jednym - siedzę przed jurtą
i zapisuję to, co przez tłumacza objaśnia mi para starszych
rozmówców; oboje w kapeluszach, z długimi fajkami w rękach.
Na drugim - opisuję: klęczę przy kultowym stosie kamieni owoo,
spisuję co się na nim znajduje - drobne obiekty ofiarne, teksty
modlitewek. Na trzecim wreszcie - po prostu piszę: wieczorem,
przy świeczce, wpisuję do zeszytu jakąś notatkę z minionego dnia.
Leżę na ziemi, w rozchylonym polowym namiocie, nad głową
mam surowy połeć mięsa - nasze ekspedycyjne pożywienie. Co
piszę - jakieś wrażenia z dnia, impresje na temat pejzażu, luźne
deliberacje na temat stosunku koczownika do przestrzeni?*
To chyba właśnie takie notatki miał na myśli Zbigniew
Benedyktowicz, kiedy sugerował, by napisać o tym, co w materia­
łach terenowych może być pisarskiego, co jako „literatura" nie
przedostało się do akademickich publikacji. T y m zamówieniem
wkracza Redakcja w jeden z największych obszarów niedomó­
wień, istniejący w naszej dyscyplinie - w sferę „tabu notat­
kowego". Nie ma w naszym środowisku zawodowym zwyczaju
pokazywania notatek z terenu. Nawet w trakcie ekspedycji
mongolskiej robienie zapisków należało do tych nielicznych
czynności, które staraliśmy się wykonywać na osobności. Jako
student nie widywałem materiałów terenowych swoich nau­
czycieli, dzisiejsi studenci też ich pewnie nie oglądają - ja im
w każdym razie swoich nie pokazuję.
Jest bowiem co ukrywać, nawet przed sobą samym. Błędy
warsztatu, młodzieńcze naiwności, niedopytania, grafomańskie
sformułowania. Z upływem lat narasta poczucie dysproporcji
między wysokimi kosztami zdobycia materiałów a niewielkim ich
wykorzystaniem, a także obawa, że to co pozostało nieopublikowane zmienia się nieuchronnie w makulaturę. Niejeden z nas
przeżywa pewnie swoją wersję takiego oto koszmarnego snu: na
sądzie ostatecznym staje w kornym pochyleniu przed Wiekim
Ozyrysem, trzymając zwoje swych papirusów w ręku, a ten mówi
doń: „Pokaż mi swoje materiały terenowe, a powiem ci, jakim
byłeś etnografem".
Moje materiały mają przeważnie postać zapisanych obustron­
nie (by wozić jak najmniej papieru w teren) arkuszy papieru
maszynowego. Pisane są ręcznie ale czytelnie, długopisem
i ołówkiem. Długopisem - a więc wyraźnie, trwale, „dla potom­
ności" - pisane są wywiady i „obiektywne" opisy zjawisk
etnograficznych: wesele, stypa, obchód w klasztorze; tylko to
nazywam materiałami terenowymi. Ołówkiem zapisywałem luź­
niejsze obserwacje, własne refleksje i to czego byłem mniej
pewien, co formułowałem „dla siebie"; to wszystko określam
jako „zapiski" czy „notatki".
Nie mam poczucia, że tylko te pierwsze wykorzystuję w pracy
naukowej, choć oczywiście do druku trafiła praktycznie tylko
zawartość tej teczki. Zwłaszcza w dydaktyce jest miejsce na luźną
relację, taką jaka została utrwalona w zapiskach, na pozaetnograficzną dygresję, anegdotę, szkic pejzażu. Ale czy to co
' Trzy powyższe terminy stanowią oczywiste nawiązanie - choć nie
całkiem serio - do Cliffordowskiego rozróżnienia inscription - trans­
cription - description. Patrz ważny artykuł w wartej polecenia pub­
likacji: J. Clifford, Notes on (field) notes, |w:| Fieldnotes. 'lite Makings
of anthropology, ed. R. Sanjek, Ithaca and London (Cornell University
Press) 1990

32

pozostałoby w notatkach, gdyby wykreślić z nich wszystko co
wykorzystane w publikacjach lub ustnie upublicznione, to juj
tylko odpady, szlaka po wytopie cennego metalu? Warto moż
zrobić rachunek - co zostało zgubione w notatkach:
e

1. Po pierwsze, przemyślenia i wiadomości, które spóźniły щ
do d r u k u - pojawiły się już po zakończeniu pracy nad publikacją
omawiającą dany temat. Oto przykład takiego zapisu:
„Klasztor kobiecy Demczigijn chijt w somonie Chan-Bogdo
w ajmaku południowogobijskim. Żyło w nim 108 chandmaa
(mniszek), dla nich zbudował go w latach trzydziestych Nojonchutugt Rawdżaa, „piąty chubiłgan", postać znana w ówczesnej
Mongolii, intelektualista, pisarz, poeta, uczył naród, stanął na
czele tego klasztoru. Mniszki obchodziły klasztor - zamknięty dla
postronnych - w kierunku pod słońce [odwrócenie ogólnie
obowiązującej reguły] co staruszek rozmówca tłumaczył takim
właśnie kierunkiem rozchodzenia się orgazmu po ciele kobiecym,
w przeciwieństwie do kierunku u mężczyzny - ze słońcem."
Nie jest to wypis z wywiadu; zapisałem go w luźnych notat­
kach, bo trafił mi się przypadkiem, z drugich ust, kiedy temat
symboliki ruchu obrotowego miałem całkowicie opracowany
i oddany do druku. Aż tu nagle, dzięki tej nieproszonej informacji,
pojawił się dodatkowy wymiar - jego związek z parą pojęciową
„męski-żeński".Jak wszystko, z czym związany jest żal niespeł­
nienia, tak i ten nieopublikowany zapis generuje ciągłą refleksję
i nie ginie z pola uwagi - w odróżnieniu od takich zdobyczy
terenowych, które petryfikują się po przetworzeniu w systematy­
czną wiedzę. Do dziś szukam więc lepszych wyjaśnień dla tego
zwyczaju niż prosta asocjacja opozycji binarnych. Pytam, czy nie
jest to fragment jakiejś chińskiej albo indyjskiej - taoistycznej czy
tantrycznej - ezoterycznej wiedzy o ciele, o krążących w nim
energiach. Zastanawiam się - i wpisuję to do aktualnych notatek
- jak ta wiedza seksualna doszła do mongolskich pasterzy, nie
mówiąc już o czcigodnych mniszkach.
2. Rozproszyły się po notatkach sprawy wstydliwe. Najwczw
niejszy taki szczery zapis powstał już w kilka dni po moim
pierwszym wyjeździe w teren. „Widząc siedzącego przed jurtą
starszego mężczyznę, który heblował deskę, ofiarowuję się, że mu
ją zhebluję - porwany myślą, że oto ja, przedstawiciel osiadłej
cywilizacji mogę pokazać stepowcowi jak wygląda praca rzemie­
ślnicza. Poheblowawszy chwilę, zadowolony oddaję robotę i wte­
dy zauważam, że na desce była dokładnie zaznaczona kreska, do
której należało dojechać, a której tylko przypadkiem nie przeje­
chałem. Facet coś pod nosem komentuje. Skądinąd hebel*
cacko, na pewno chiński, wąziutki na 2 cm, z drzewa przypomina­
jącego m a h o ń . " Notatka ta upamiętniła moje zawstydzenie, że tak
naiwnie rozumiałem słowa tych zwietrzałych lektur, którym
karmiłem się przed wyjazdem, wedle których kultura pasterski
nie zna rzemiosł wytwórczych, ograniczając się do biemeg
wykorzystywania środowiska.
1

0

|lL

Wstydliwość niektórych zapisków bierze się z porus/a "
w nich tematyki. Oto taki ołówkowy fragment o pł
zwierząt: „W porze iiaadomu [święto, którego składnikiem й
wyścigi koni] stare konie, które kiedyś brały w nich udzi*
przychodzą do koniowiązu przy jurcie, gdzie były trzymane prz^
3-4 tygodnie przed biegami, żeby za dużo nic jadły, i płaczą 1
tęsknoty za wyścigami]. Płacze też wielbłąd, umierający J*
pogryzień wilków, kiedy ludzie przychodzą dawać mu z l i ' *
pić, a także wielbłądzica, szukająca w stepie małego, porwanej
przez w i l k i " .
01

�Są formułki przekleństw wraz z refleksja nad ich kulturowa
Ifcyfika. Np. przytaczając te zalecające osobie nimi obdarzanej„brażanej stosunek z matką (mong. echee och!) zastanawiałem się
j ich możliwym mitologiczno-Edypowym sensem oraz nad
dlaczego nie ma takiej propozycji w polszczy nie, choć języki
JJjjednie i dalsze chętnie się do niej odwołują.
Jest zapis rozmowy na temat zarzynania barana - w typowo
2olski sposób, przez przerwanie aorty. Rozmówca śmiał się.
wspominając instruktaż z broszurki dla pasterzy, opisujący to tak,
uśmiercenie zwierzęcia przypomina stosunek seksualny (pisk,
jjjehy wszystkich czterech kończyn, na końcu bezwładne opad­
nięcie). Notuję, że jest to dla mnie zbliżenie do problematyki
podobieństwa seksu i śmierci, znanej mi dotąd tylko z Modliszki
Rogera Caillois.
A skądinąd, z radością wpisałem dalszy ciąg tej kwestii
w dwadzieścia lat później, do swych notatek z Kirgizji. Na
wysokogórskich pastwiskach Ticn-szanu brałem udział w świę­
cie, na które zabijano konia. Pastcrz-kołchoźnik opowiedział mi,
że kiedy widział scenę zabijania owcy na filmie Michałkowa
Urgu. wyciąganie okrwawionej ręki z wnętrzności zrobiło na
„jm wstrząsające wrażenie; natomiast kirgiskie podrzynanie
jardla i spuszczanie krwi traktuje jako normalne, choć wie, że
Mongołowie i inni byliby pewnie zaszokowani.
n a (

[уП1

nl0rl

г е

t0

3. Nie warto ukrywać, że spora część moich zapisków to
stowotok, podejrzanej jakości etnozofia i etnografomania. To
chyba normalny objaw okresu intelektualnego raczkowania:
potrzeba wypisania się, usilne poszukiwanie własnych sfor­
mułowań w kwestiach elementarnych, dotąd poznawanych tylko
pośrednio, przez lektury. Produkowałem więc sążniste deliberaejc
na takie tematy jak symbol, mit, mentalność, stosunek do
przestrzeni czy „charakter narodowy" koczownika. Dziś traktuję
tę domorosłą Volkerpsychologie jako nieuniknione penetrowanie
granic naukowości, jako higieniczne uwalnianie się od takich
natręctw nawiedzających etnograficzny umysł, które nie spełniają
wymogów akademickiego dyskursu.
4. Są w notatkach p o d r ó ż n i c z e romantyzmy - zdania, które
można by przenieść do awanturniczej powieści o Azji Centralnej
pierwszych lat X X wieku. Czasem zapisywałem je na końcu
wywiadu, w którym padały, ale z. reguły przenosiłem do własnych
wieczornych zapisków. „Za jedno poroże jelenia chińscy kupcy
płacili 24 cegły prasowanego czaju". [...] Okolice Czandmani
óndor [północna, tajgowa część Mongolii] - wizyta w domku
myśliwego: slegowa chata, dach z. płatów modrzewiowej kory,
nad wejściem szczęka dzika, nad chojmorem [miejscem honoro­
wym] łapa niedźwiadka z ziołami altan gagnuur, za slegami
barania łopatka, bagt [kość piszczelowa]. Drewniane sprzęty,
archi [wódkal nalewana z naczynia z kory brzozowej (nie
przecieka, pytałem). Półmrok XlX-wieczny, choć wszystko nor­
malnie, bez jakiejkolwiek teatralnej egzotyki". [...] „Baaka
opowiada, jak jedził z karawaną po zboże i broń dla chińskich
kupców i swoich nojonów [feudałów] do Ałma-Aty, pędzili bydło
)Ло /apłatę, droga trwała 3 d n i " [...] „Sambuu mówi. że w jego
klasztorze w Cecerlegu było przejście w ścianie jednej ze świątyń,
Przez które przechodzili pielgrzymi: w ciemnym pomieszczeniu
N ścianą jakby stół, pod nim dziura, przepełzało się na kolanach
"Ibo na brzuchu. A kto był wielkim grzesznikiem tego ściana
Przyduszała, dlatego wszyscy się bali, kobiety w ciąży w ogóle nie
Przechodziły, on sam prześlizgnął się będąc dzieckiem".
Są i opisy przyrody do takiej powieści - szkice stepowego
'Mpustynnego pejzażu, opisy wielokilometrowych przejazdów:
Trawa i trawa, rzednąca z każdym kilometrem na południe, dalej
"Żółto, to piasek ze zdrewniałymi roślinami, potem już prawie
Pustynia - skaliste góry z poprzylepianymi do nich starymi
decami wapiennymi (poukładane bloki kamienne, wyglądają jak
"'ale warownie). W wąwozie, zapełnianym jesienią przez sezonol - rzekę, trafia się parę drzew saksaułowych. olbrzymich,
hych, kształtu baobabu. Sępy mają na nich gniazda, pod nimi
Wyjadane łupiny jeży. Drzew jest pięć czy sześć, odległych od
SUc

siebie o 100-200 metrów, na ich widok Mongołowie wołają las
saksaułowy!, następna taka grupa będzie 40 km dalej, a jurty są
jeszcze rzadziej".
Czasem trafia się na ślady ludzi sprzed półwiecza: „Opus­
toszałe klasztorne miasto, rzędy glinianych domków wokół
świątyni z wyprutym wnętrzem, lamowie dawno pouciekali,
gobijski wiatr otwiera i zamyka okiennice, przykoczowała jedna
jurta, koń stoi pod siodłem, ale gospodarza nie ma, wyszedł
zostawiając otwarte drzwi jak to jest we zwyczaju na Gobi, byś
mógł wejść jeśli potrzebujesz, a dalej jezioro z żurawiami jak
z chińskich malunków, lazurowe [...].
Nie miałem zamiaru pisać powieści w stylu Ossendowskiego.
Jeśli zbierałem takie zdania, to raczej dlatego, że będąc w Mon­
golii chciałem w takiej opowieści żyć. Jakaś część ekspedycyj­
nego bytowania dawała pożywkę dla młodzieńczo-romantycznych rojeń, wzorowanych na podróżniczych opowieściach. Mój
osobisty orientalizm (robię tu oczywiście aluzję do Edwarda
Saida i jego oskarżeń orientalistyki europejskiej o skrzywienie
postawy poznawczej wobec Wschodu poprzez jego egzotyzację)
żywił się wizjami stepu jako areny przygody - w końskim siodle,
w karawanie, z berdanką w ręku.
Podobnemu kreowaniu rzeczywistości służył też inny, niewer­
balny rodzaj notatek - zdjęcia. One również miały utrwalić
w pamięci - a może wręcz uczynić składnikiem mego życia
- wymarzony, półfikeyjny obraz Orientalnej Eskapady. Reżyse­
rowane przeze mnie samego fotografie, na których przemierzam
konno step, a trawy sięgają końskich brzuchów albo w tle widać
ośnieżone szczyty Ałtaju to kreacja osobistego mitu Wielkiego
Podróżnika, zaś te gdzie uczestniczę w życiu w jurcie - to przecież
lekko pochlebiony portret Śmiałego Badacza.
5. Nie wszystkie notatki prezentują mnie w upozowaniu
i w kostiumie. Jest w nich też autorefleksyjne przedstawienie
siebie wobec Innych. Notuję własne reakcje - satysfakcję,
zmęczenie, niezgodność rzeczywistości ze zmityzowanymi wy­
obrażeniami. Jest refleksja nad paradoksami poznawania kraju,
gdzie trzeba pokonać tak wiele przestrzeni, dającej zero infor­
macji, by nagle znaleźć się wobec niepojętego jej nadmiaru
- natrafiwszy na opuszczony klasztor, którego ściany pokryte są
niejasnymi symbolami, albo nawet jurtę, równie gęstą od sym­
boliki. W afgańskim notatniku odnajdę szczegółowy zapis dwu­
dniowego przejazdu przepełnioną ciężarówką przez góry Paropamisu, gdzie jako jedyny Europejczyk jestem kolejno obiektem
wszystkich możliwych uczuć ze strony jadących. Podsumowuję
słowami: „nachalstwo nużące o zacięciu pederastycznym".
Etnograficzne spotkanie niesie radość, gdy trafia się na kogoś
starego i mądrego, kto przedstawi swoją kulturę w jej najlepszym
wydaniu." Bułgan - wizyta u trzech staruszków, każdy z innej
grupy (Torguci Wangijn i Belijn oraz Urianchaj). a mimo to
wysokie poważanie, precyzja w podawaniu tabakierek i archi,
kultywowana forma - nie bacząc na wieloletnią pewnie przyjaźń
(...). Wiedza prezentowana w wywiadzie i potem, gdy każdy
z nich wygłasza kolejno jeroł [toast] na moją cześć, dotykając
głowy dłonią, żebym był mądrym i wielkim uczonym. Uprzej­
mość polegająca na godnym obniżeniu siebie, cofnięciu się do
własnej (upozorowanej) niewiedzy (...) Im więcej jeździ się
w teren, tym bardziej znika dysproporcja, niezgodność między
systemem jaki tworzę sobie w gabinecie, w oparciu o lektury, a tą
wersją jaka prezentuje się w żywym badaniu. Wiele zależy od
informatorów, bo ci najlepsi, jak owi trzej staruszkowie, dają
poczucie ładu, a od złych wychodzi się z chaosem w głowie".
Notuję swój entuzjazm, widząc jak precyzyjnie moi rozmówcy
ustawiają kostki cukru, by pokazać jak układano trzy kamienie
domowego ogniska. Podobnie zapiszę swoje wrażenia z tokijskiej
giełdy rybnej, gdzie w nieprawdopodobnym młynie akcji jest
miejsce na precyzyjne rozcinanie wielkich ryb, nożami długimi
jak samurajskie miecze, w skupieniu godnym praktyk zen.
Od etnograficznego spotkania, przez pisanie o nim, aż po
późniejsze odczytywanie i przeżywanie na nowo - gęsty splot
męki i radości.

33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10619" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10597">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/019db362b4737919c342771decd7b2b1.pdf</src>
        <authentication>2d011271e4fdd6e3c86e33d3c735f7bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2516</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126543">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126544">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2336</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126545">
                <text>Mityczność / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126546">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.34-44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126547">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126548">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126549">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126551">
                <text>Mityczność
Janusz Barański

Mityzacja, proces tworzenia wtórnych sensów i jeden z me­
chanizmów partycypacji kulturowej, pozostaje w centrum
zainteresowania etnografii rozumianej jako ogólna refleksja nad
kulturą. Ta natomiast, jeśli pojmować jej pojęcie w kategoriach
wszelkich ludzkich wytworów, obejmuje swym zakresem rów­
nież język w rozmaitych jego przejawach, tych codziennych
i tych odświętnych, pospolitych i niezwykłych. Podążając
tropem znanej definicji mitu. że ten jest niczym innym jak tylko
słowem, chcemy wskazać pewną konstytutywną cechę tegoż,
słowa, tytułową mityczność, od której nie ma zaiste ucieczki.
Notabene, świadomość tego faktu uspokoi może tych, którzy
gorączkowo poszukują dla etnografii jakiegoś „nowego parady­
gmatu" w miejsce znikających chałup i orki w zagony. Trzeba
jednak zaznaczyć, że kwestia ta nic sprowadza się wyłącznie do
rzeczonego słowa, bo li tylko w nim cała kultura wyczerpać się
może. Pozostańmy przy języku: on jest głównym fundatorem
reguł nadawania sensu, a antypody mythos-logos rozstrzygają
0 tym ile w nim czucia, a ile rozumu.
Bodaj najbardziej na rodzaju klasyfikacji języka ze względu
na jego użycie zaciążyła propozycja Ogdena i Richardsa,
w której głosili oni istnienie z jednej strony języka nauki, gdzie
słowa oznaczają związki sprawdzalne w stosunku do rzeczywis­
tości zewnętrznej, z drugiej strony natomiast emotywne i ewokujące użycie języka, gdzie słowa stają się znakami emocji
1 nastawień; język laki jest typowy np. dla poezji (1956). Roman
Jakobson poszerzył później ten podział na sześć funkcji języka
(poznawcza, emotywna. konatywna, fatyczna, poetycka, meta­
językowa) jednak pośród nich najważniejsza to funkcja po­
znawcza, nastawiona na oznaczanie, i funkcja emotywna.
nastawiona na adresata i zawierająca komponent emocjonalny
wypowiedzi (1989, s. 82-88). Samuel Ichijć Hayakawa, przed­
stawiciel szkoły General Semantics, wskazywał na istnienie
z jednej strony języka sprawozdawczego, informacyjnego,
który ma charakter instrumentalny, z drugiej natomiast języka
afektywnego. którego cechy to głośność wypowiedzi, intonacja,
rytm (1965, s. 82-83). By nie mnożyć bytów ponad konieczną
potrzebę poprzestańmy zatem na dodaniu jeszcze Saussure'a,
Barthes'a, Todorova, Spcrbera, którzy dostrzegli w języku
podobne dychotomiczne funkcje.
Dystynkcje takie pojawiły się także w pracach politologów.
Murray Edelman, czołowy przedstawiciel orientacji symbolistycznej, rozwijał te koncepcje w swoich pracach o symbolu
w polityce i w politycznym języku.
W pracy Politics as Symbolic Action z 1971 roku odwołał się
do jednej z koncepcji w teorii informacji, w której dokonano
podobnego - jak w przypadku funkcji języka - podziału na
„informację semantyczną'' i „informację estetyczną'' .Ta pierw­
sza ma charakter logiczny w sensie statystycznej akceptowalności i zyskuje wskutek tego obowiązującą uniwersalność; jest
równocześnie związana z działaniem i ma charakter utylitarny.
Drugi typ informacji jest emocjonalnie nacechowany, bywa
przypadowy i wyrywkowy, osadzony w symbolice i normach
danej grupy czy kultury (s. 35). Edelman zwrócił równocześnie
uwagę na fakt, że oba typy informacji są zwykle obecne
w każdym komunikacie, z zachowaniem odpowiednich propor­
cji, czy jest to twierdzenie logiki, czy wyborczy slogan.
Wyodrębnienie ich jest natomiast dziełem procedury analitycz­
nej (s. 41).

34

W innej pracy rozważania jego biegną jakby po \щ
Malinowskiego stwierdził bowiem, że język jest zawsze częścią
sytuacji społecznej, nie jest niezależnym instrumentem, narzę.
dziem tylko opisu; język, myśl, działanie określają się wzajemnie (1977, s. 58). Wprowadził tutaj rozróżnienie - za języko­
znawcą Bazy lem Bernsteinem - na „język formalny" z jednej
strony i „język publiczny" z drugiej, dodając jednak, że żaden
z nich nie jest wolny od tejże sytuacji społecznej i są to tylko
znów pewne skrajności. W pierwszym przypadku mamy do
czynienia ze stwierdzaniem faktów lub ich możliwości, z rela­
cjami logicznymi, czasowymi i przestrzennymi, z postulatem
alternatywnych konceptualizacji doświadczenia, testowaniem
logicznych i ("aktualnych tez, słowem - z eksperymentowaniem
na strukturach poznawczych; skrajnym przykładem jest tu
sformalizowany język matematyki (s. 104). Język publiczny
spełnia czasem tak rozumiane formalne rygory, gdy mowa
o politycznych procesach w terminach pojęć abstrahujących
konkretne przypadki, częściej jednak uwikłany jest w najbliższy
kontekst sytuacyjny (kampanie wyborcze, debaty parlamentar­
ne etc.) i wtedy dominują w nim krótkie zdania o nietypowej
składni, częste powtórzenia, niewiele kwalifikacji. Wypowiedzi
cechują się „eksplicy tną niekompletnością'' - manifestowaniem
zrozumienia pomiędzy m ó w c ą a słuchaczami („implicytne
zrozumienie"). Język wykazuje wówczas walor konstytuowa­
nia i jego użycie sprzyja tym samym utrwalaniu pewnego
publicznego status quo - czy to w skali pewnej grupy nim się
posługującej, czy też w skali państwa (s. 105-110). Samo
używanie języka w takiej funkcji uznać więc można za formę
politycznej akcji - stwierdził Edelman w innej pracy (1985.
s. 197).
Chcielibyśmy w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi
poglądom badacza, wywodzącego się ze szkoły New Cricicism
- Phi lipa Wheel wrighta, który zaproponował jeszcze inne
rozróżnienie, reinterpretując równocześnie klasyczny podział,
zastosowany również w referowanych powyżej pracach Edel­
mana, na funkcję referencyjną (poznawczą) i funkcję emotyw­
na. Przede wszystkim Wheelwright odrzucił ten podział w do­
tychczasowym jego kształcie nadanym mu przez - jak II
określił - „semantyczny pozytywizm", głoszący dominację
funkcji emotywnej w języku, którym posługuje się intuicja
filozoficzna, poezja, wreszcie wiara religijna i który moŻW
- j a k utrzymywano - postrzegać tylko w kategoriach afektywności i konatywności (1964, s. 45). Nowy kształt zyskało*
podział poprzez połączenie go z innym - wprowadzonym prztf
badacza - mianowicie z podziałem na ,.expressive language'
( „ d e p t h - l a n g u a g e " ) i „ s t e n o - l a n g u a g c " (s. 3-4). Przytaczam)
oryginalne określenia, choć można zapewne przełożyć J'
- odpowiednio - np. na język ekspresji i język logiki. Wiailfi"'
natomiast, że domeną depth-language jest religia, mit, рое )
natomiast nauka posługuje się tym drugim rodzajem - stW
language. Rozróżnienie to ma jednak, jak to bywa Vv
I
w takich przypadkach, charakter modelowy, w rzeczywisto*
bowiem oba języki (funkcje) przenikają się wzajemnie -za­
chowaniem wszakże odpowiednich proporcji. A zatem i Zuży
ciem steno-language nie sposób ująć bytu ab initio: zawstf
obecny jest komponent stylu i zwyczaju językowego, któryś
7

korzeni szukać należy w depth-language (s. 6). Steno-lang
to język honorujący prawa logiki klasycznej - identyczno*

1

�^sprzeczności, wyłączonego środka, racji dostatecznej, a poś­
miał tej logiki można - według Wheelwrighta - oddać słowami
- nie m o ż e " ; to również język podejmowania decyzji.
jCpth-kinguage wymienionym logicznym procedurom się nie
noddaje. jest translogiczny, mogą być w nim elementy paradok­
salne i j e jeżykiem symboli, których treści nigdy do końca nie
wyczerpuje, w przeciwieństwie do języka nauki, którego uniwefsum semantycznych możliwości jest ograniczone; postulat
logiki tego języka określił autor formułą „może - nie m u s i "
.53-54).
Autor dotknął tutaj kwestii tzw. modalnośei - logicznej
charakterystyki wypowiedzi pod względem sposobu, w jaki
awierdzają to, co stwierdzają. Użycie bowiem słów „ m u s i "
i może" nawiązuje do znanego w logice tradycyjnej rozróż­
nienia na modalność de re, gdy orzeka się jednoznacznie
konieczność przysługiwania lub nieprzysługiwania cechy
przedmiotowi, i modalność de dieto, gdzie orzeka się zarówno
tonieczność, jak i możliwość.
Wheelwright dokonał następnie zestawienia swojego po­
działu z. podziałem referencyjność-emotywność i ustanowił dla
tych dystynkcji pewien wspólny mianownik nazwany przez
niego „typami m o w y " (Modes of Discourse). Stało się to
możliwe po stwierdzeniu, iż przeciwstawienie referencyjnośćemotywność jest błędne, zauważyć można natomiast dwa inne:
referencyjność (R) - niereferencyjność (non-R) i emotywność
(E) - nieemotywność (non-E). Wheelwright przedstawił ten
konstrukt w postaci następującego schematu:
s t

(s

Typy Mowy
R
ekspresyjna
poetycka

dosłowna
logiczna
non-E

wykrzyknikowa

atyczna
non-R

Wskutek tej szczególnej fuzji dwóch ujęć funkcji języka
utrzymujemy takie oto typy mowy:
R,non-E:
język przedmiotowy używany w funkcji refere­
ncyjnej oraz język naukowy w tym sformalizo­
wany język logiki.
^on-R, non-E: mowa fatyczna - „Dzień dobry" etc.
Vm-R, E:
mowa w y k r z y k n i k o w a - „ C h o l e r a ! " e t c „ gdzie
w odróżnieniu od mowy fatycznej zwroty
odnoszą się do zaistniałych zdarzeń,
mowa ekspresyjna, język, który jest zarówno
referencyjny jak i emotywny, ale nie poprzez
przypadkowy związek - np. „Pali s i ę ! " , tylko
ze względu na sens bardziej fundamentalny,
gdzie funkcja referencyjna, właściwe znacze­
nie, bierze przynajmniej część swej zasadniczej
postaci z emotywności języka i zmienia się
wraz ze zmianami tegoż (s. 56); jest to język
religii, mitu, metafizyki, poezji,
heelwright wskazał zatem dwa typy referencyjności - nietywną i emotywną - o tożsamym walorze prawomocności.
! * n ą analogią do wyróżnionych tu dwóch typów referenйР ^- J
P°gl4d
- niemieckiej filozofii życia, w szczei Georga Mischa, który rozróżnił dwa typy mowy:
J r * duskursywną" i „ m o w ę e w o k u j ą c ą " . Podobnie jak
1Ц r i g h t przypisał obu formę referencyjności, przy czym ta
l=a nie rządzi się prawami logiki klasycznej, natomiast ją
e

0

e s l

0 s c

e

elw

l z w

poprzedza: tam gdzie kończy się logika ewokacji zaczyna się
kanon logiki arystotelesowskiej, choć odbywa się to w sposób
stopniowy. Staje się tak wskutek procesu odrywania się znacze­
nia od słowa, konstytuowania pojęć, wreszcie symboli logiki
i nauk szczegółowych, np. symboli chemicznych. Nauka wyabstrahowuje znaczenia z języka naturalnego, który jest wielo­
znaczny i uwikłany w kontekst ludzkich spraw. Woda w mowie
dyskursywnej, w nauce, to wzór chemiczny, w mowie ewokującej natomiast może być wodą rytualnych oczyszczeń, wodą
- praelementem, wodą wciągającą w otchłań etc. U podstaw
pierwszej stoi tradycja logiki arystotelesowskiej, tradycja orze­
kania wartości logicznej zdań oznajmujących, druga natomiast
uwzględnia również swoistą logikę życzenia czy rozkazywania.
Pierwsza umieszcza w pełni to, co domniemane, w tym, co
wypowiedziane, w drugiej - np. wiara religijna - domniemane
nie mieści się w tym, co wypowiedziane. W mowie ewokującej
sens rozwija się w trakcie wypowiadania, znaczenie jest właśnie
ewokowane, wywoływane niejako, co łatwo zauważyć choćby
w dziełach literatury wymagających przecież interpretacji,
gdzie również to, co domniemane, jest nie do końca wypowiada­
ne. Konstytuujące się w tej mowie znaczenie bywa w swej
pierwotności związane z mimiką, gestem, ujawnia się wtedy
zależność duszy i ciała, znika ich rozdział, np. gdy ktoś daje
wyraz swego gniewu, żalu, prośbie etc.
Z punktu widzenia aspektu mito-magicznego kultury na
podobne dychotomiczne funkcje języka wskazywali etnologo­
wie. M o c ą tradycji badawczej skupiali się na tymże aspekcie
podkreślając specjalny status języka towarzyszącego zabiegom
magicznym, rytuałom, całej sferze sakralnej i nadnaturalnej.
Cassirer pisał o istnieniu „funkcji semantycznej" i „funkcji
m a g i c z n e j " j ę z y k a , deskryptownej i kreatywnej, wzajemnie się
przenikających (por. 1946a, s. 282-83; 1953, s. 165-66).
Ponadto ta „ m o w a magiczna" jest swego rodzaju wspólną
częścią, którą dzieli język z mitem, jest pozostałością nie­
gdysiejszej jedności mitu, języka i sztuki (Cassirer I946b,
s. 97-98). Filozof twierdził bowiem, że te trzy formy symbolicz­
ne wyodrębniły się z pierwotnej „mentalnej j e d n o ś c i " w wyniku
wewnętrznego napięcia pomiędzy przedstawieniami subiek­
tywnych wrażeń, a potrzebą skończonych obiektywnych form
i obrazów (por. kaniowskie kategorie) (tamże, s. 88). „Słowo
i magiczna mowa, podobnie jak magiczne wyobrażenie, są
integralną częścią magicznego ś w i a t o p o g l ą d u " - twierdził
Cassirer (1953, s. 40), a echa tego poglądu pojawiają się we
współczesnej refleksji na podobne tematy.
Bronisław Malinowski w Suplemencie do wspomnianej już
pracy Ogdena i Richardsa o języku zauważył:
„Sposób, w jaki pisząc te słowa stosuję go teraz, sposób,
w jaki musi go stosować autor książki, tekstu na papirusie
lub napisu wyciosanego w kamieniu, jest bardzo wy­
szukaną, pochodną funkcją języka. Przy tym sposobie
użycia język staje się skondensowanym odzwierciedle­
niem, rejestracją faktu lub myśli. W swoich pierwotnych
zastosowaniach funkcjonuje on natomiast jako ogniwo
łączące zgodną ludzką działalność, jako część ludzkiego
zachowania. Jest sposobem działania, a nie narzędziem
m y ś l i " (1981, s. 262).
Losy tej ważnej wypowiedzi, a zwłaszcza jej interpretacji,
bywały różne, również z powodu jej nieprecyzyjności, ogólno­
ści. Malinowski wyodrębnił także dychotomiczne: „mowę
w działaniu'' (speech in action) i „ m o w ę narracyjną'' (narrative
speech). Pierwsza obecna jest w rytualnych aktach magicznych,
także w zabiegach magicznych towarzyszących niektórym
czynnościom praktycznym i produkcyjnym, ale bywa również,
że przenika ten drugi rodzaj mowy np. podczas opowiadania,
rozważania zdarzeń w grupie, gdzie korelatem narracyjności są
poszczególne społeczne, umysłowe i emocjonalne nastawienia
(1956, s. 312). W takiej sytuacji narracja, opowiadanie stwarza
nowe więzi i uczucia poprzez emocjonalne oddziaływanie słów.

35

�W klasycznym przypadku „kontekstu sytuacji" mowa towarzy­
sząca działaniu zrozumiała jest tylko w połączeniu z tym
działaniem, we wskazanym natomiast przypadku u mowy
narracyjnej odwołanie do działania ma charakter tylko pośredni,
jednak referencyjna funkcja opowiadania jest tutaj wtórna
wobec funkcji społecznej i emotywnej (s. 313).
Do tych myśli, jak również ich interpretacji przyjdzie się
jeszcze odwoływać. Zwróćmy tylko uwagę, że te intencje
poprzedzały późniejsze wystąpienie Austina i jego teorię aktów
mowy. Można by nawet mówić o terminologicznych paralelach,
gdy Malinowski wskazywał na pewne językowe zjawiska,
europejskie i jemu współczesne, np. przysięga, w której zauwa­
żył zróżnicowanie jej „ m o c y " w zależności od tegoż kontekstu
sytuacji (s. 322). Austin mawiał o podobnych akiach mowy
używając określenia „mocy illokucyjnej" wypowiedzi. M a l i ­
nowski tych cennych pomysłów nie rozwinął - chciałoby się
powiedzieć - w pożądanym kierunku, który pozwoliłby na
rozwój tak zapoczątkowanej etnologicznej teorii języka (mo­
wy), choć w pewnym ograniczonym stopniu podjęła te pomysły
późniejsza tzw. etnografia mówienia. Przejął się natomiast
zanadto domniemaną stwórczą mocą słowa w magii, gdy
w rzeczywistości metaforyczna substytucyjność w magii Trob­
riandczyków. którą się zajmował, nie była przez nich po­
strzegana w kategoriach - z europejskiego punktu widzenia
- substancjalnej identyczności (por. Tambiah 1968, s. 198).
Ponadto, podobnie jak w rytuale, emotywne słowa mają jednak
zawsze swą strukturalną i referencyjną podstawę (por. tamże).
Czy zatem przeciwstawienie Wheelwrighta emotywność-nieemotywność języka implikuje dwa skrajne modelowo typy
referencyjności logicznie równorzędne, choć dotyczące bytów
o różnym statusie ontycznym? Podobnie jak w przypadku
przeciwstawienia partycypacja-przyczynowość dotyczącego ty­
pów kosmologii i w tej kwestii nie sposób wyjść poza
intelektualne i językowe uposażenie wpisane w te referencyjno­
ści i nastawienia. Innymi słowy, nie można przeprowadzić np.
postulatu Gódla i stworzyć stosownych środków wykraczają­
cych poza teorię, by z ich pomocą o niej orzekać. Leszek
Kołakowski przy okazji rozważania interesujących nas tutaj
funkcji języka również doszedł do takiego wniosku:
„Uznanie, że język przeznaczony specjalnie do wyrażenia
sfery sacrum nie może być przełożony bez zniekształceń na
język profanum nie sugeruje wcale, że ten ostatni (w
przeciwieństwie do pierwszego) jest naturalny, autentycz­
ny, obiektywny, opisowy, bezzatożeniowy, nadający się do
komunikowania prawdy. Po pierwsze, codzienna mowa
świecka obfituje w słowa, które są obciążone wartoś­
ciowaniem lub odnoszą się do nieweryfikowalnych fak­
tów, w szczególności do naszych stanów 'wewnętrznych'.
Dokładnie 'empiryczny' czy behawiorystyczny język ni­
gdy nie istniał, jest on sztucznym wymysłem filozofów
i p s y c h o l o g ó w " (1986a, s. 94).
Lakoniczne określenie Frederica Jamesona „the prison-house
of language" nie jest czymś nowym w historii refleksji nad
językiem. Zjawisko tzw. terroru słów dostrzegali j u ż Bacon,
Rousseau, Vico, współcześnie natomiast - by wymienić tylko
niektórych - Levi-Strauss, Starobinski, Derrida, wspomniane
już szkoły General Semantics i New Criticism. Jeśli chodzi
o tzw. zasadę relatywizmu językowego (hipoteza Sapira-Whorfa), której nie sposób pominąć w tych rozważaniach, chcielibyś­
my przytoczyć tylko wypowiedź jednego z polskich jej inter­
pretatorów. Anna Wierzbicka we wstępie do książki Sapira
Kultura, język, osobowość napisała:
„Tezę Sapira o 'względności językowej' i o wpływie
języka na myślenie i działanie jego użytkowników inter­
pretuje się niekiedy w duchu skrajnego determinizmu. Jest
to zupełne nieporozumienie. Ani Sapir, ani nawet Whorf
(mimo radykalności niektórych jego sformułowań) nie
twierdzili nigdy, że język określa świadomość. Przeciwnie,

36

Sapir uważał taki pogląd za naiwność. Potenejalnj
w każdym języku można wyrazić wszelkie treści; nie щ
takiej interpretacji doświadczenia, która byłaby nie &lt;j
pogodzenia z jakimkolwiek językiem. Ale jest istotna
różnica między tym, czego dany język 'nie uniemożliwia'
a tym, co dany język podsuwa, ułatwia i sugeruje. j
różnica między myślą potencjalną a myślą 'habitualną"'
(1987, s. 22).
Stąd więc w języku Hopi, wskutek braku podmiotownorzeczeniowej struktury zdań, łatwiej jest mówić o borsuku
kopiącym j a m ę czy goniącym za myszą, niż o „borsuku jak
t a k i m " , p o n i e w a ż tenże borsuk - z powodu językowego haht,
tus - istnieje dla Hopi przede wszystkim sytuacyjnie. Natomiasi
Trobriandczykom, wskutek braku rozróżnienia na obiekt i j „
atrybut, trudno jest oddzielić „ o g r o d n i k a " i „ d o b r o ć " : n i e mają
takich oddzielnych słów, mają natomiast jedno na określenie
ogrodnika, który nie może być ogrodnikiem złym (por. Burszta
1986, s. 54). „ O g r o d n i k " i „ d o b r o ć " stanowią zatem jedną
istotę, nie ma tu substancjalno-akcydentalnych rozróżnień - jak
by powiedział Cassirer. To jest również sprawa arystotelesowskiego kanonu, którego próżno szukać na Trobriandach w takiej
formie, do jakiej przywykł europejski badacz, posługujący się
językiem ukształtowanym w ciągłym wyzwaniu wobec pytań
w rodzaju: „co to jest rzecz?",,,co to jest cecha?", „co to jest
poznanie?", „jakie są warunki poznania?" etc. Kulturowy
dystans ułatwia dostrzeganie tych różnic pomiędzy językiem
„ n a s z y m " a „ i c h " , trudniej natomiast zastosować taką miarę
właśnie wobec tego naszego, indoeuropejskiego języka (czy to
będzie polski, angielski czy francuski), chcielibyśmy w tym
miejscu odwołać się do wspomnianych dwóch szkół, które ten
problem podjęły.
Czołowy przedstawiciel szkoły New Criticism, Kenneth
Burkę, kwestię j ę z y k o w e g o determinizmu podjął w sposób,
który z jednej strony strukturujący wpływ języka rozciąga na
wszelką językową działalność: od języka wiedzy do języki
poezji. Z drugiej natomiast wskazał na pewne cechy lej
działalności, które - wydaje się - łączą wszystkie języki.
Rozważmy - za B u r k ę ' m - takie oto zdanie: „Człowiek idzie
u l i c ą " . Jest to zaiste zdarzenie nadzwyczaj typowe dla kogoś,
kto siedzi przy biurku i spogląda przez okno szukając czegoś, co
mogłoby zostać przedstawione w postaci czysto opisowego
zdania. Burkę stwierdził natomiast, że to zdanie opisowe M
jest. Nie opisuje ono bowiem, czy człowiek jest wysoki, czy
niski, jak jest ubrany, czy jest stary, czy młody; nie wiemy czy
idzie powoli, czy szybko, czy może nawet kuleje albo podpiera
się laską; czy ulica jest szeroka, czy wąska, jaki ma KUI/j
chodnika, czy rosną wzdłuż niej drzewa, jakie są doim
wreszcie jaka to pora roku, dnia, jaka pogoda etc. Jest to więc
„zdanie-tytuł", które w sposób arbitralny opisuje różne sytua­
cje: „sytuację c z ł o w i e k a " , „sytuację chodzenia", „sytuacje
u l i c y " . Prócz tej cechy języka, mianowicie „tytułowania
(entitling) niewerbalnych sytuacji bynajmniej nie w kategorii*
słowo-rzecz, czyli denotacji (Burkę 1966. s. 361), drugą ceclH
jest jego „ s k r ó t o w o ś ć " : używanie słów-abstraklów w rodzaj
„ c z ł o w i e k " zamiast „stary (młody) etc. c z ł o w i e k " itd. Dial*
tyczne środki pozostające do dyspozycji tych językowy
mechanizmów to
- różnej długości werbalne wyrażenie sytuacji niewei
sumujące lub tytułujące tę sytuację;
- to wyrażenie może zostać skrócone, tak że jego czff*
oddawać całość, a więc krótsza część jest wówczas ty
tytułu;
- podobnie rzeczywisty obiekt może pełnić tę samą slkra«F
cą funkcję, np. przedmiot związany z jakąś osobą |
czymś więcej niż nim samym, staje się aspektem i
czy związany z sytuacją np. dom - może być skróten
sytuacji, która miała w nim miejsce - dobrej
z udziałem takich a takich osób itd.
e

а

0

e s (

0

e

0

11

1

|u

�, gdy wyrażenie zostaje zredukowane do fragmentu siebie
(słowa), a niewerbalną sytuację reprezentuje jej fragment,
pojawiają się wtedy warunki, w których taki „podsumowują­
cy obiekt"kojarzy się z „podsumowującym s ł o w e m " (tamże,
1.371).
0 ile więc w przypadku rozważanego przez Burke'a języka
Imielskiego można wskazać cechę generalizacji (tytułowanie,
gotowość), to w przypadku Hopi należałoby mówić o parkulacji (nie
oddzielnego, niesytuacyjnego terminu „borj j " ) . W każdym jednak przypadku znaczenie słów uzależ­
nione jest albo od sposobu postawienia problemu, albo od
kontekstu. Nie przypadkiem Burkę dziełu, w którym powyżej
orzedstawione kwestie referuje, nadał tytuł Language as Sym­
bolic Action- Bliski jest tutaj Malinowskiemu; obaj podzielali
pogląd o języku jako formie działania, Burkę poszedł jednak
Jalej i uniezależnił tę cechę od mniej lub bardziej dosłownie
rozumianych działań, a jakich mówił Malinowski. U Burke'a
.IUIO bowiem projektowanie i strukturowanie obrazu rzeczywi­
stości nie wymaga koniecznie stosownych czynności, gestów,
technik, jak to jest w przypadku np. rytuału czy niektórych
jziałań wytwórczych. O ile język opisu nic składa się wyłącznie
zterminów fizycznej miary, matematycznej funkcji, formalno•logicznego związku etc, o tyle zawsze jest wypadkową
kontekstu sytuacji, miejsca, jakie zajmuje w polu semantycz­
nym, będącym tego kontekstu znaczeniową realizacją (por.
Tokarski 1993, s. 355). Nie musi to być sytuacja rytualnego
tańca przy wtórze bębnów, może to być choćby sytuacja
spoglądania przez okno. Ponadto Burkę stwierdzeniami na
lemat natury owego j ę z y k o w e g o tytułowania i skracania,
ufundowanych na odniesieniach typu część-całość, które mogą
nawet symbolicznie wcielać się w konkretne obiekty, wskazy­
wał na źródłową mito-magiczność i emolywność k a ż d e g o
tezyka i ludzkich (kulturowych) nastawień. Bez względu na
iiięd/y-kulturowe podziały, a ze względu na podziały wewnątrz-kulturowe, nasycenie tą magicznością jest odwrotnie
proporcjonalne do nasycenia pytaniami o własną prawomoc­
ność.
Polski badacz - Walery Pisarek - wypowiadał się w podob­
nym duchu na temat perswazyjnego charakteru języka. Zauwa&lt;yl. że taki rodzaj oddziaływania na odbiorcę nie musi być
podejmowany przy pomocy explicite sformułowanych zwrotów
perswazyjnych, często wystarcza bowiem tylko odpowiednia
•elekcja informacji. Oto doniesienie o wypadku samochodo­
wym może być sformułowane np. „Samochód przejechał
przechodnia" albo „Przechodzień wpadł pod s a m o c h ó d " , albo
••Przechodzień padł ofiarą wypadku samochodowego" itp.
•Możliwości jest znacznie więcej - napisał Pisarek - ale i te trzy
wystarczą by wykazać, że pozornie neutralne relacje za każdym
'Нет co innego implikują. Pierwsza sugeruje raczej winę
serowcy, druga - winę przechodnia, trzecia składa odpowie­
dzialność na nieosobowe fatum. Rzeczywiście w oczach prze•todniów samochody na nich najeżdżają, w oczach kierowców
Przechodnie włażą pod k o ł a " (1976, s. 20-21). Ukon­
stytuowane zostały więc. w każdej z tych wypowiedzi, różne
azy jednego i tego samego czasoprzestrzennego wycinka
/"^ywistości, obrazy, które można by odnieść zarówno do
2*'.
których zdarzenie było widziane, jak i owych
•wień, w tym wypadku jednostkowych. Wiemy już, że takie
^wienia bywają również zbiorowe i to one właśnie poddają
najlepiej zewnętrznym procedurom wychwytywania i interL '
należy wszakże do zadań etnografii. Istotna jest tu
. ytuująca funkcja języka, owa pierwotna mito-magiczność,
j ę z y k o z n a w c y określają mianem emotywności czy perm

a

4 4

f

z

a C j l

c o

stawia, również język, jako zbiór skończonej ilości słów, jest
tylko taką mapą rzeczywistości. Podobnie jak mamy mapy
przedstawiające połączenia komunikacyjne, mapy synoptyczne,
stratygraficzne, surowców mineralnych etc, mamy także języ­
kowe mapy przedstawiające procesy ekonomiczne, ruchy cząs­
tek elemntarnych, miłosne uniesienia czy obrazy za oknem. Nie
możemy bowiem ująć jednoznacznie w słowa nieskończonej
ilości zjawisk zachodzących na poziomie mikroskopowym
niedostrzegalnym przez zmysły czy nieskończonej liczby poru­
szeń naszego ducha, wymykających się naszej introspekcji...
Jeden z kontynuatorów tej teorii, wspomniany wcześniej
Samuel Ichije Hayakawa, twierdził, że posługujemy się wyłącz­
nie takimi właśnie etykietkami wziętymi z różnych poziomów
abstrakcji i wszystko o czym m ó w i m y to abstrakcje (1965).
Wyobraźmy więc sobie taką drabinę abstrakcji w formie pytań
i odpowiedzi:
„ C o to jest w ą ż ? "
(1) „Zwierzę z rodziny g a d ó w " .
„ C o to jest z w i e r z ę ? "
(2) „Organizm ż y w y " .
„ C o to jest 'organizm'?"
(3) „Pewien układ biologiczny".
„Czy zatem człowiek to organizm żywy, z w i e r z ę ? " itd.
To tylko trzy ogólnikowo przyjęte szczeble, a już pojawia się
zagrożenie pomieszania pojęć, np. że człowiek jest zwierzę­
ciem. Jest nim oczywiście, ale pod pewnymi warunkami, które
często są pomijane, ponieważ uwzględnienie ich pociąga
konieczność żmudnego budowania sąsiadujących pięter abs­
trakcji, które następnie należy porównywać, selekcjonować,
uwzględniać różne metafizyczne przesłanki etc.
Rozważając rzeczy jakby „od d o ł u " abstrakcji mielibyśmy:
(1) węża poznawanego przez naukę (procesy fizyczne, bio­
chemiczne, motoryczne e t c ) , z użyciem stosownej apa­
ratury badawczej i z uwzględnieniem aktualnego stanu
wiedzy;
(2) węża jako obiekt potocznego doświadczenia, który nasz
system nerwowy wyselekcjonowuje z węża — procesu
(por. wyżej);
(3) słowo „ w ą ż " , które jest n a z w ą nadawaną obiektowi
z poprzedniego poziomu, które tym obiektem nie jest
i pomija szereg jego charakterystycznych cech;
(4) słowo „ w ą ż " , które wskazuje szereg cech charakterys­
tycznych pewnego zbioru obiektów: „ w ą ż , " , „ w ą ż , " . . .
, , w ą ż " , pomija jednak typowe cechy poszczególnych
obiektów;
(5) słowo „ w ą ż " , k t ó r e umieszcza powyższy zbiór w zbio­
rze szerszym nazwanym słowem „ g a d " itd.
Już mając wiedzę z (4) łatwo o pomieszanie poziomów
abstrakcji: zwykle jadowitego i niebezpiecznego węża „z
g ł o w y " ł ą c z y m y z innym zobaczonym na leśnej ścieżce: nazwa
i pełzające stworzenie stają się tym samym. Czasem po chwili
zauważamy, że to tylko np. niegroźny padalec, który zresztą nie
jest wężem. Tak ustanowiona „negatywna analogia" może się
jednakowoż utrwalić. Został tutaj pominięty ów wymiar głębo­
kości, zróżnicowanie na plan pierwszy i tło, o którym mówił
Cassirer, wymiar, który ujawnia się dopiero wtedy, gdy prze­
prowadzimy - jak wyżej - proces ustanawiania kolejnych
abstrakcji.
Mechanizm powyższy związany jest ze strukturą znaczenia
jednostek językowych. By pozostać przy przykładzie z „wę­
ż e m " zauważmy, że o denotacji tej nazwy (znaczeniu ekstensjonalnym, relacji nazwa-desygnat) można mówić wówczas,
gdy wskazujemy obiekt nazwany „ w ą ż , " lub „ w ą ż , " lub ... lub
„ w ą ż " . M a to jednak miejsce stosunkowo rzadko, zwykle
bowiem wypowiedzi mają równocześnie charakter zarówno
ekstensjonalny, jak i intensjonalny (konotacja). Zdarza się
również i tak, że mamy do czynienia wyłącznie ze znaczeniem
intensjonalnyin, np. w zdaniu: „Anioły patrzą w nocy na moje
n

n

zbliżonym duchu utrzymana jest argumentacja szkoły
»ykl
J założyciel Alfred Korzybski (1948)
4^ 'nawiać, że podobnie jak „mapa nie jest terytorium".
Р^У pomocy umownych znaków to terytorium przed­
;

S e m a m i c s

J c

37

�ł ó ż k o " . N i e znaczy to jednak, że anioły nie patrzą; o wyłącznej
intensjonalności znaczenia decyduje jednak to, że nie możemy
tego zmierzyć, sfotografować, dotknąć, zobaczyć itd. Słowem,
nie istnieją empiryczne procedury weryfikacji-falsyfikacji tej
wypowiedzi, które pogodziłyby potencjalnych dyskutantów, np.
mistyków i agnostyków. Takie procedury można natomiast
z całą pewnością zastosować wobec wypowiedzi o znaczeniu
wyłącznie ekstensjonalnym, np. ,,Ten pokój ma 5 m d ł u g o ś c i " .
Porozumienie jest tu pewne, choćby nie wiadomo jak wielkie
było pomieszanie dyskutantów w tymże pokoju zgromadzonych
(por. Hayakawa 1965, s. 59).
Z denotacją mamy zatem do czynienia wtedy, gdy nazwa
odnosi się do konkretnego obiektu lub klasy obiektów, konota­
cja natomiast to treść charakterystyczna nazwy, zbiór cech
wyróżniających obiektu, lub klasy obiektów. W przedstawionej
drabinie abstrakcji węża przynajmniej od poziomu (3) zaczyna
się proces konotowania, nadawania znaczenia intensjonalncgo
nazwie i wraz z kolejnymi szczeblami tak rozumianego „od­
dalania" się od obiektu, znaczenie ekstensjonalne ustępuje pod
naporem znaczenia intensjonalnego. Hayakawa zwrócił uwagę
na to, że istnieją dwa rodzaje konotacji: informacyjna i afektywna. Ta pierwsza to społecznie podzielane, nieosobistc znacze­
nia: „ w ą ż " - zwierzę z rodziny gadów, bywa jadowty itd. (por.
tamże, s. 83). Druga to auta osobistych odczuć, które otaczają
nazwę: „ w ą ż ' ' - np. jadowity, oślizgły, ale mogą to być odczucia
zupełnie przeciwstawne. Afeklywne konotacje mogą wszakże
służyć przydawaniu etykietek ludziom: „ w ą ż " , a jeszcze lepiej
- ,.żmija"czy np. „ k o c i a k " , „ s u k a " , „ m ł o t e k " e t c . (por. tamże,
s. 84-85). Słowo jest wówczas składnikiem przynajmniej
dwóch pól semantycznych, np. „ ż m i j a " — należy zarówno do
pola nazw zwierząt, jak i do pola ocenianych negatywnie
postaw. Hayakawa nie wspomniał tutaj o konotacjach kulturo­
wych: nazwa „ w ą ż " b y w a czasem zupełnie pozbawiona znacze­
nia ekstensjonalnego - wąż z Raju, egipski wąż Apophis,
aztecki wąż Quetzalcoatl etc. - i bliska jest takim obiektom jak
np. jednorożec, którego nazwa denotacji w ogóle nie ma.
By jednak pozostać przy zjawiskach bardziej współczesnych
niż starożytne mitologie posłużmy się przykładem, który podał
Hayakawa, znamiennym dla kraju, w którym przyszło mu
tworzyć - kulturowego i narodowościowego tygla. A zatem
takie np. zdanie jak „Pan Miller jest Ż y d e m " posiada niemal
nieograniczoną gamę afektywnych konotacji. Nieważne, że
panu Millerowi można przypisać tysiące abstrakcji np. „lewo­
r ę c z n y " , „ o j c i e c " , „amator golfa", „ h a n d l o w i e c " , „Bostończyk" itd. W a ż n e jest, że wiele z nich można odczytać
z natychmiastową afektywną konotacją, że ekstensjonalny pan
Miller „zrasta s i ę " natychmiast z intensjonalnym Żydem, który
jest w głowie i który bywa też w niepisanych zasadach
kulturowej identyfikacji. A więc jeśli pan Miller jest ortodok­
sem, to znaczy, że „nie chce się a s y m i l o w a ć " ; jeśli rezygnuje
z ortodoksyjności to znaczy, że „wszędzie się wpycha". Jeśli
odnosi sukcesy w biznesie, to znaczy, żc „jest sprytny",gdy
jest natomiast skromnym sklepikarzem, to znaczy, że „nie
ujawnia swych ciemnych i n t e r e s ó w " etc. (s. 204).
Doszliśmy więc do momentu kiedy konotacja utrwala się
w postaci stereotypu (np. „wąż - j a d o w i t y " , „ Ż y d - f a ł s z y w y " )
lub mitu (węże w rozlicznych religijno-mitycznych panteonach,
„Żydzi-mordercy Chrystusa", „ ż y d o - m a s o n e r i a " itp.). Jednak
próba ustalenia zasad wzajemnego wpływu w relacji: konotacje
afektywne-konotaeje kulturowe byłaby przedsięwzięciem po­
dobnym do przysłowiowego sporu o pierwszeństwo jajka i kury.
Chcemy natomiast wykazać, że cechy takiej oto emotywnokonotatywno-ewokującej referencyjności języka związane są
właśnie z owym mito-magicznym nastawieniem, partycypacją,
w odróżnieniu od przyczynowości i w odróżnieniu od referen­
cyjności nieemotywno-denotatywno-dyskursywnej. Takie bo­
wiem „ s k a k a n i e " po szczeblach tej drabiny abstrakcji, miesza­

38

nie porządków denotacji i konotacji, signifić i signifiant, g j ^
każdy ze szczebli jest odrębnym systemem znaczeniowym
niesprowadzalnym do systemów sąsiednich bez uwzględnienia
różnic zakresów pojęciowych, taki proces zrastania się naz
i rzeczy, istot i przypadłości, własności i przedmiotu, z dodai
kowym aksjologicznym korelatem, jest działalnością mit
logiczną, swoistą j ę z y k o w ą magią. W taki oto sposób powstają
wtórne systemy modelujące, zaprojektowane w granicach okre
słonych kosmologii, dające różne modele świata, obrazy, które
są symboliczne, ponieważ są konotowane (por. Barthes 19.85
s. 293).
Philip Wheelwright określił język emotywnej referencyjności, język mitu, religii, literatury, mianem języka diaforycznego
(1974, s. 158). Diafora to tautologiczny zwrot zbudowany
powtórzeniu słowa, skojarzonym ze zmianą jego znaczenia, np
„Żyd jest Ż y d e m " , „Biznes to biznes" itp. Każdy z nich
wygląda jak zwykłe zdanie, ale żaden zdaniem nie jest. Zwrot
len rzuca bowiem swoisty j ę z y k o w y most pomiędzy dwom
poziomami abstrakcji. Pierwsze słowo aktualizuje inne skład­
niki znaczeniowe niż drugie. Pierwszy „ b i z n e s " denutuje
rozważaną transakcję, drugi „ b i z n e s " wprowadza konotację
słowa: może to być np. „brudny biznes". Nie jest to zdanie
informacyjne a projektujący zwrot, który rozmowę kieruje
w kierunku zgodnym z konotacjami słowa (por. Hayakawa
1965, s. 220). W myśl zatem mito-logiki oba „biznesy" zrastają
się wchodząc następnie w ogół nastawień wobec świata,
w kosmologię jednostki czy grupy.
Hayakawa potwierdził pośrednio poczynione powyżej stwie­
rdzenia o fundamentalnej mito-magiczności języka gdy mówił
0 „intensjonalnej orientacji, n a s t a w i e n i u " (podkr. JB).
klóre ignoruje kontekst, ma skłonność do automatycznych
reakcji, miesza poziomy abstrakcji, przecenia podobieństwa
w przeciwieństwie do różnic (s. 279). Sam Korzybski nazwał
zresztą swoją teorię systemem niearystotelesowskim („nonAristotelian system"), przez co chciał wskazać na nadużycia
dwuwarlościowcj logiki w życiu codziennym; na przykład
w zdaniach „Miller jest albo sprytny, albo ukrywa swoje
interesy", „jeśli j a mam rację to wszyscy inni nie". „Żyd jesl
Ż y d e m " . Z n a n y j u ż nam ostatni zwrot wydaje się kalką prawa
tożsamości, a nim przecież nie jest i - co więcej - wymyka się
regułom formalno-logicznej oceny (por, tamże, s. 242). Jeśli
pamiętamy uwagi Cassirera na temat skłonności myśli mitycz­
nej do jednoznacznych, bezwarunkowych rozstrzygnięć i poró­
wnamy je ze spostrzeżeniami Korzybskiego, to przyjdzie
stwierdzić, że dla mitu nie ma zaiste granic, potrafi naw.:
wprząc do swojego dzieła oręż, którego zadaniem jest tego mim
unicestwienie. Prawo logiki formalnej może być bowiem
stosowane tylko w związku z innymi prawami tejże logik'
w innym wypadku pada ono łupem mitu, podobnie jak wiek
spopularyzowanych teorii naukowych czy systemów filozoficz­
nych. Erie Gould uznał mit raczej za „ekspandującą konteks­
tową strukturę" aniżeli coś w rodzaju powracającego motyw"
Nawet zdemaskowany odradza się on wciąż w innym miej*'
w

0

n a

a

1

11

1 w innym przebraniu (Gould 1981, s. 177).
Konkluzja Hayakawy jest pesymistyczna:
„Obraz rzeczywistości, który tworzymy w naszych umy
łach bez świadomości ciągłego abstrahowania nie ft
' m a p ą ' j a k i e g o k o l w i e k istniejącego 'terytorium
świat iluzji. W tym świecie nigdy-nigdy wszyscy Ży **
oszuści; wszyscy 'kapitaliści' to spasieni tyrani, p *drogie cygara i zgrzytający zębami na związki zawdc^W tym świecie także wszystkie węże są jadowite, w ?
kie wdowy i sieroty godne ubolewania, zawadzaj*
samochody należy pouczać kopaniem w dekiel, а к •
mówiący z obcym akcentem jest komunistycznym szr
g i c m " (s. 208).
^
Ernst Cassirer określał m o w ę mianem „odwiecznego
uau*
m i t u " ( I946b, s. 84). Gould, którego uznajemy za kontyt"
s

0

8

sz

�„wsi' Cassirera. stwierdził, ze „ m i t y c z n o ś ć " to nieprzezwycię/aina własność języka. Ta natomiast związana jest z niemożnoś­
cią wypełnienia semiologicznej przerwy pomiędzy słowem
aeczą, tym, co wewnętrzne, a tym, co zewnętrzne (1981, s.
j4) na co wskazywał również Cassirer gdy mówił o napięciu
jedzy przedstawieniami subiektywnych wrażeń a potrzebą
kończonych obiektywnych form i obrazów. Centralne z. punktu
Rdzenia etnografii kulturowe zjawisko - mityzacja, proces
woistej wewnątrzkulturowej konotatywnej dialcktyki, ma swój
ł y k o w y fundament.
Aspektem wskazanej konotatywności języka jest jego figura­
tywność. Kenneth Burkę zauważył, że ukazany przez niego
nroces skrótowości języka, gdzie jeden element kontekstu
używany bywa jako reprezentacja całości, nie jest rzadkością.
Uzyskaną wskutek tego figurę retoryka nazywa synekdochą;
dzięki niej część ma zastępować całość (1966, s. 371).
Burkę określany przez niektórych z racji typu refleksji nad
językiem i literaturą mianem „ l o g o l o g a " (logologist) (Sapir,
Crocker 1977) słusznie zauważył, że tematyka zainteresowań
folklorystyki zderza się z problemami poetyki i retoryki.
Stwierdził dalej, że kwestią pojawienia się mitów w dziejach
powinna zajmować się folklorystyka i antropologia, studiowa­
niem natomiast motywów i struktury mitów jako form narracyj­
nych mających swój początek, środek i koniec - poetyka (Burkę
1966,s. 382). Nic jest to pomysł zupełnie nowy, nie wywodzi się
również z uznania immanentnej konotatywności języka, jako
senus proximum wobec zarówno jego mito-magiczności, jak
\ figuratywności. Te dwie cechy języka wydają się natomiast
dwiema stronami tego samego medalu. A zatem nie formalne
podobieństwo pomiędzy mitem i literaturą, magią i poezją jest
głównym wyróżnikiem ich analogiczności. Ta jest tylko wypa­
dkową „natury j ę z y k a " , w tej bowiem „ n a t u r z e " , w tym
mito-logicznym współczynniku zakorzenione są wspomniane
formy użycia słowa i formy symbolizacji, w tym
figuratywności
myślenia.
Pragniemy wykazać żc istnieje pewien wspólny fundament
dla wszelkiej sztuki słowa, że konotalywność myślenia jest
wypadkową konotatywności języka i vice versa. W szczególnoSciinteresują nas afekty wne i kulturowe odmiany konotatywnofei,czy będzie to słowo w rytuale inicjacji lub ludowym eposie,
czy słowo liryki lub - dajmy na lo - XIX-wieczncj prozy.
Zgodni jesteśmy tutaj z poglądem czołowego przedstawiciela
nurtu mitograficznego w literaturoznawstwie. Richarda Chase'a, który stwierdził, że „magia i literatura spotykają się
w micie" (1966, s. 73). Badacz ten nie usiłował rozstrzygać
o domniemanej pierwotności jednego z dwojga - mitu lub
mowy. Na prymat pierwszego wskazywali np. romantycy
(Herder, Schclling), drugiego natomiast - szkoła tzw. mitologii
Porównawczej (Max Muller, Adalbert Kuhn) (por. Cassirer
!946b. s. 85). Tego typu „ g e n e a l o g i c z n e " spory należą j u ż
* tym typie literaturoznawstwa do przeszłości, podobnie jak
pierwszeństwo rytuału lub mitu prowadzony swego czasu
etnograficzne szkoły rytualizmu i funkcjonalizmu (por.
Mieletynski 1981. s. 45-53).
Nie podążamy jednak tropem krytyki, którą Haskell M . Block
«lil mianem „literackiej antropologii" (1966, s. 135). Ta
'*?eła się, z inspiracji klasycznej antropologii brytyjskiej, od
" «pcji tzw. rytualistów (Harrison, Cook, Murray), którzy
Jaśnie w rytuale i w micie szukali podstaw poetyckiej
y°braźni (tamże, s. 130), szczytowym natomiast jej momenJ* M a tzw. krytyka archetypowa i wystąpienie jej głównego
Pffcdst awicicla Northropa Frye'a. Badacz ten nie wyszedł
*dnak poza formułę postrzegania literatury jako pewnego
m

tr

k

n

1

nu.

~ zbioru kulturowych zachowań (tamże, s. 135). Fryc
zrzucił nigdy poglądu, że Złotą Gałąź Frazera należy
przede wszystkim za studium z dziedziny krytyki
^ • k i e j , co zaciążyło na postrzeganiu literatury głównie ze
Sędu na obecność w niej archetypicznych obrazów, analogi­

ite

cznych od tych obecnych w micie i rytuale. Pośród ant­
ropologów miał wszakże sojusznika w Malinowskim, który
również uważał, że mit jest pierwowzorem literatury (por. 1958.
s. 517-18).
Przytoczone zdanie Chase'a ważne jest również ze względu
na stopień ogólności, z jakim mamy rozważać mito-poetyckie
filiacje. Pójdziemy tutaj śladem wyznaczonym przez wystąpie­
nie Giambattisty Vico, którego ustalenia są bliskie koncepcji
pierwotnej jedności form konceptualizacji rzeczywistości
-Cassirera, homogeniczności u m y s ł u - H o r t o n a czy tożsamości
logiki - Lćvi-Straussa. Swoją antyoświeceniową postawą ten
oświeceniowy myśliciel poprzedzał późniejsze antysejentystyczne i antyrelatywistyczne poglądy wymienionych badaczy.
Jego pogląd nie różnił się od poglądu oświecenia w do­
strzeganiu zmiany ludzkich instytucji, które począwszy od
pierwotnego stanu „ b e s t i o n e " , c z ł o w i e k a pierwotnego, osiągają
etap zwany cywilizacją. Jednakże zjawisko to - według Vico
- nie jest jakimś ruchem ad infinitum, a pewną wymiennością
procesów. „Niekiedy świat staje się znów barbarzyński, ponie­
waż w chwilach takich duch ogarnia i ożywia cały świat swą
niepowstrzymaną s i ł ą " - skomentował tę myśl etnolog i folk­
lorysta Giuseppe Cocchiara (1971, s. 125). Tak rozumia­
ny „ b e s t i o n e " jest wciąż w nas obecny. Vico dodał jednak, żc
„ b e s t i o n e " - chciałoby się rzec - pierwotny, nie rozróżniał
fantazji i rozumu, nie jest pewne czy myślenie w ogóle istniało
wówczas jako odrębny rodzaj konceptualizacji. M i t , myślenie,
poezja byty niewyodrębnionymi częściami postawy wobec
świata, co zresztą - według Vico - jest dla człowieka typowe:
„Umysł ludzki z natury swej znajduje upodobanie w unifikacji"
(1966. s. 104). Ta „metafizyka uczucia i w y o b r a ź n i " ( t a m ż e , s
167) jest pokrewna pierwszym systemom filozoficznym,
w szczególności niezwykle poetyckim ujęciom w poglądach
greckich filozofów przyrody (Tales, Anaksymandei, Anaksymenes). To oni, szukając w odwiecznych żywiołach - wodzie
czy powietrzu - owej archć, zasady i początku, sięgali jeszcze
do wyjaśnień typu mitycznego, które tłumaczą zjawisko po­
przez wskazanie jego genezy.
Na takim etapie rozwoju, tym razem poezji, umieścił Vico
milo-poezję Homera, który posługiwał się jeszcze naturalną
niejako metaforyeznością ówczesnego języka. Pogląd ten po­
twierdziła Olga Frcidenberg:
„Homer mógł powiedzieć'żelazne niebo', 'żelazne serce'
dlatego, że niebo, człowieka, serce człowieka reprezen­
towało w micie żelazo. Później jeden synonim, 'żelazne
serce', uzyskuje w myśleniu pojęciowym przenośny sens
'nieugiętego', 'srogiego' serca; jednakże 'żelazne niebo'
nadal pozostaje obrazem mitologicznym w jego sensie
dosłownym 'nieba z żelaza', i w archaicznym, przedpojęciowym eposie metaforą się nie staje" (1983, s. 331).
Tak rozumiana metafora, „forma obrazu w funkcji pojęcia"
- jak ją określiła folklorystka, nie jest jeszcze przenośnią
w rozumieniu typowym dla wyodrębnionej później poezji
klasycznej. Analogia antyczna „poszukuje całkowitej tożsamo­
ści semantycznej obydwu swych członów. A jest to możliwe
jedynie na gruncie obrazów mitologicznych" (tamże, s. 333).
Ale i krąg takich metafor musiał być zawężony do zjawisk
wypełniających mitologię - pogodowych, rolniczych, chtonicznych. „Kiedy Sofokles mówi 'bezowocna choroba', trzyma się
mitologicznych obrazów ' b e z p ł o d n o ś c i ' j a k o suszy, jako śmier­
ci, i 'choroby'jako złowróżbnej kobiety, niezdolnej do wydania
potomstwa" (tamże). Perswazyjność takich mito-poetyckich
analogii mogła być rzeczywiście doskonała, mniejsza jest
w przypadku poezji klasycznej, zupełnie umowna natomiast jest
analogia w nauce.
Automatyzm w podejściu do zjawisk kultury i do innych
kultur obcy był już Vico, a spośród myślicieli doby oświecenia
podobną postawę wykazywał chyba tylko Jan Jakub Rousseau,
którego Levi-Strauss uznał za pioniera nauk społecznych. Autor

39

�Nauki nowej głosił konieczność traktowania ludzkich instytucji
bez uprzedzeń i gotowych schematów, co dotyczy zarówno
ludów „ c y w i l i z o w a n y c h " , jak i „barbarzyńskich". Wszystkie
one mają bowiem jakąś religię, instytucję małżeństwa i wszyst­
kie grzebią zmarłych. Te trzy wyznaczniki są - podkreślał Vico
- dowodem na istnienie „wspólnego pierwiastka prawdy".
Ostrzegał równocześnie: „konieczne jest, aby wszystkie narody
zrozumiały, że jeśli wszędzie cywilizacja rozpoczęła się od
trzech zwyczajów, to należy przestrzegać ich jak najskrupuiatniej, aby świat nie popadł w stan zwierzęcy i nie stał się
ponownie wielką p u s z c z ą " (1966, s. 333). Jest tu zatem
i poczucie istnienia pewnych powszechników ducha ludzkiego,
i szacunek dla inności. „Taka jest natura rzeczy, że powstają one
w określonym czasie i w określonych warunkach! Ilekroć
pojawiają się takie określone warunki, powstają rzeczy takie,
a nie inne" (tamże. s. 147). Te słowa myśliciela winny być
maksymą każdej metodologicznej procedury.
Po znacznym osłabieniu oświeceniowego mechanistycznego
materializmu przyszedł czas kontynuatorów Vikianskicj myśli.
Ideolog romantyzmu - Fryderyk Schelling - na sto lat przed
Chase'm powiedział, że poezja i filozofia to odgałęzienia ze
wspólnego pnia - mitu. Pisał w swojej Philosophic
der
Mythologie:
„W mitologii nie mogła działać filozofia, szukająca postaci
dopiero w poezji, natomiast filozofia ta była sama w istocie
rzeczy równocześnie poezją; i odwrotnie: poezja, która
tworzyła postacie mitologii, nie była w służbie różnej od
siebie filozofii, lecz sama w swej istocie była również
działalnością tworzącą wiedzę, czyli filozofią. To ostatnie
zapewne sprawia, że w wyobrażeniach mitologicznych
prawda nie będzie jedynie przypadkiem, lecz pewnego
rodzaju k o n i e c z n o ś c i ą (podkr. JB); to pierwsze - że
poetyckość mitologii nie jest zewnętrznym dodatkiem,
lecz tym, co wewnętrznie istotne i dane przez samą m y ś l "
(cyt. za: Weimann 1969, s. 313).
Teorie mówiące o istnieniu jakiejś mito-poetyckiej epoki,
włączając Vikiańską i Schellingiańską. należą już zapewne do
przeszłości. Można je uznać za przejaw dążenia, typowego dla
każdej filozofii dziejów, do znalezienia w historii pewnej
linearnej logiki rozwoju. Współcześni tworzeniu tych koncepcji
„ d z i c y " czy tzw. warstwy niższe narodów europejskich byli.
w myśl zarówno idei romantycznych, jak i późniejszych
- ewolucjonistycznych, „ ś l a d e m " tej odległej epoki. Znalazły
się także dowody w postaci najstarszego piśmiennictwa filozofi­
cznego czy antycznego dramatu i liryki, które, wraz z obecnymi
jeszcze „ p r z e ż y t k a m i " w folklorze i tzw. kulturze ludowej,
doprowadziły do stworzenia obrazu tej mito-poetyckiej epoki.
Tymczasem przed Sokratesem świata nie zaludniali wyłącznie
proto-filozofowie i proto-poeci, a XIX-wieczni chłopi nie
zajmowali się wyłącznie świętowaniem, odczynianiem uroków
i śpiewaniem pieśni w czas żniwa. Świętowali, odczyniali uroki
i śpiewali także nie-chłopi. W najnowszej polskiej myśli
etnograficznej tradycje tych XIX-wiecznych idei są wciąż silne,
mimo wygłaszanych deklaracji o „zmianie paradygmatu",
mimo raz - podkreślania związków z różnymi -izmami, innym
natomiast razem - od tych -izmów się odżegnywania.
Wracając do Vico i wyznaczanych przez niego drogo­
wskazów, zatrzymujemy to. co w jego nauce trafne. To
mianowicie, że wciąż trwa proces dyferencjacji. wyodrębniania,
mutacji różnych nastawień, kosmologii, dyskursów, form twór­
czości, mających istotnie wspólne, choć wirtualne źródło.
Określamy je jako wirtualne, ponieważ trudno w jego wskaza­
niu osiągnąć więcej, niż. modelowy tylko zarys, i na pewno nie
było ono hegemonem jakiejś epoki. Nie wyjdziemy więc dalej,
niż powtórzenie za Cassirerem. że m i l . język, sztuka i wreszcie
nauka zakorzenione są we wspólnym symbolicznym i apriory­
cznym fundamencie, który jest - tym samym - ich uzasad­
nieniem. W każdej z tych dziedzin obecne są zatem elementy

40

pozostałych, w tym zwłaszcza język można uznać za szczegó]
medium pomiędzy magicznością i krytycznością, mitem i пац
ką, konotacją i denotacją. Natomiast o w ą mito-poetycką epob
„ b e s t i o n e " możemy potraktować jako pewną przenośnię, słu^
cą ukazaniu źródłowej jedności symbolicznych form.
I.G. Frank-Kamieniecki, współczesny Oldze Freidenbero
badacz mitu, który również dostrzegał oczywiste jego zwią^j
ze sprawami interesującymi poetykę, połączył te dwie sfery
wyjaśniając genezę metafory. W pierwszym tomie zbioru
Sowietskoje jazykoznanije z 1935 roku napisał, że metafora
poetycka i obraz mitologiczny są tymi samymi formami
poznania - konkretu poprzez konkret. Wniosek ten wywodził
z faktu wzajemnej inspiracji, j a k ą pomiędzy tymi dwiema
formami twórczości można dostrzec, zwłaszcza w przypadli
poezji starożytnej (por. wcześniejsze uwagi Freidenberg). ]\[j
znaczy to, że przynależność do wspólnej nierozczłonkowanej
„ideologii" (my powiedzielibyśmy - kosmologii) przesądza
o genetycznym pierwszeństwie mitu wobec twórczości poetyc­
kiej (za Faryno 1983, s. 321). Badacz napisał:
„Początkowo jednak obie dziedziny rozwijały się w ścis­
łym powiązaniu: poezja czerpie surowy materiał z mitu
mitologia zaś wykazuje pierwiastki twórczości poetyc­
kiej w procesie przeformowywania zapatrywań tradycyj­
nych. Dualizm fantastycznego i realistycznego poczucia
świata znajduje wyraz w micie nie w sprzeczności dwu
światopoglądów, lecz w przeciwstawieniu dwu przestrzen­
nie odgraniczonych światów, z których o b y d w a
uznaje się
za
r e a l n e " (podkr. JB) (cyt. za:
Faryno, s. 321-22).
Ernst Cassirer upatrywał w metaforze rodzaj łącznika pomię­
dzy językiem i mitem; na styku tych sfer właśnie powstaje
metafora. Zarówno mowa. jak i mit mają więc pierwotnie
metaforyczny charakter (1946b. s. 84-85; 1953. s. 141),
Marburczyk twierdził, że to. co wyraża poezja, nie jest ani
mitycznym słowem-obrazem bogów i demonów, ani nie jest tez
logiczną prawdą abstrakcyjnych uwarunkowań i związków
Świat poezji stoi z boku obu jako świat fantazji, ale jest takim
rodzajem fantazji, że królestwo czystego uczucia może znaleźć
w nim swój wyraz i osiągnąć pełne i k o n k r e t n e spełnie­
nie (1946b, s. 99). W tym znaczeniu metafora nie jest tylko
określeniem jakiejś kategorii w terminach innej kategorii, ale
sama jest przejawem powstania kategorii zupełnie nowej
(tamże, s. 88), a prawda poezji, podobnie jak prawda mitologii,
jest „pewnego rodzaju koniecznością" - jak by powiedział
Schelling. Jest to konieczność z punktu widzenia przyjętych
reguł i kontekstu sytuacji, na co wskazywał Malinowski, np
w rytuale czy magii. Nieobce jest to również literaturze, czy to
będzie poezja, czy proza, ponieważ chce ona uzyskać ontyczm
status mitu poprzez eksploatację samego języka, poprzez
stawanie się kulturowym dokumentem uzależnionym wc
języka, wreszcie poprzez próbę przemyślenia kwestii spotó*
nego kompromisu w kategoriach interpretacyjnego proces"
(Gould 1981, s. 129). Ten proces jest natomiast zawsze
koniecznym warunkiem zarówno mitu, jak i literatury (tam/
112). Słowo staje się słowem mitycznym lub poetyckim W
wtedy, gdy ma miejsce jego interpretacja, konstytuowani'
w jakimś konkretnym kształcie.
ne

e

1

1

Rzecz jasna ramy tej konkretności wyznaczane są P *'
jednostki lub gremia: od samotnic przeżywającego P ^ *
słowo, po zbiorowo celebrujących rytuał - sporządzony * ^
mitycznego scenariusza. W tym znaczeniu nie można rtw"
o „ ż y w y m " o d b i o r z e literatury czy o „ ż y w y m " micie. J^sM
to tylko bierny odbiór czy mechaniczne odtwarzanie. А г
kronika pewnych wypadków miłosnych pozostanie re
tylko pewnych faktów i nie stanie się - powiedzmy •
wypadków miłosnych Konwickiego, o ile nie zostanie |
czytelniczej interpretacji, pewnemu nastawieniu lub
nastawienia nie wywoła. Podobnie ceremonia przyj
0

eCI

�„eona akademickich czeladników zyskuje swą konkretność.
Syrnboliczno-egzystencjalne doznania obiektu tej inicjacji
-iązane są ze zmianą statusu zawodowego i społecznego.
2drugiej strony prawda tej ceremonii zyskuje wymiar niezbęd­
ności z racji pewnej konieczności kulturowej, w tym wypadku
^tu podejmowanego w pewnej zawodowej i środowiskowej
irrupie. będącego jednym z fundamentów tę grupę konstytu­
ujących- Powieść - tylko jako kronika - czy rytuał - tylko jako
zbiór przepisanych zachowań - jest wyłącznie pustą formą,
metajęzykowym odniesieniem dla społecznej rzeczywistości.
Literatura i mit tylko wtedy pełnią wobec rzeczywistości
sensotwórczą rolę, gdy ma miejsce „zdarzenie czytelnika-wtekście" lub „zdarzenie tekstu-w-czytelniku",jak to obrazowo
ujął Erie Gould (tamże, s. 130).
,.Mitopoetycka wyobraźnia' 'jest - według Goulda - nie tylko
źródłem mitu i literatury. M i t możemy bowiem odnaleźć
w każdym miejscu szlaku, którym człowiek podąża w inter­
pretacji swego miejsca na ziemi: w wartościach i ich negowaniu,
w alegorii i tautologii, w fantazji i w logice, archetypie
i metaforze etc. (tamże, s. 4-5). Przypomnijmy tylko o w ą
„tautologię", która wciela się w diaforę (Żyd jest Żydem) czy
ową „dysjunkcję", która wciela się w stereotyp („Miller jest
albo sprytny, albo ukrywa swoje interesy"). Dodajmy jeszcze,
że obecność mitu nawet w epistemologii i w logice dostrzegał
również Leszek Kołakowski (1986b).
Uznać zatem wypada mit za jeszcze jeden teoretyczny
konstrukt. Bo czyż mitem nazwać można np. obecność spetryftkowanych reguł logiki formalnej w tworzeniu stereotypów
-konotatywnych przedstawień w ramach procesu identyfikacji
kulturowej? Nie można nazwać również tego procesu mitologią,
choć zbiór takich i innych przedstawień może się złożyć na
pewien wytwór, który nazwalibyśmy - z pewnymi zastrzeżenia­
mi - mitologią narodową. Erie Gould wskazał taką właśnie
nadrzędną kategorię - mityczność. Mityczność, która tkwi
w języku, w semiologicznej luce pomiędzy zdarzeniem i zna­
czeniem, którą język usiłuje zapełnić. Jest ona źródłem metafory.symbolu, archetypu, sacrum. Gould nie ukrywał inspiracji ze
strony Rolanda Barthes'a, który napisał w 1971 roku: „mit
współczesny jest bowiem nieciągły, już nie ujawnia się w wiel­
kich opowieściach, lecz w samym 'dyskursie'; jest raczej
frazeologią, zbiorem zdań (stereotypów); mit zniknął, lecz
pozostała - bardziej podstępna - mityczność (le mythique)"
iBarthes 1971, cyt. za K u ź m a 1986, s. 63).
Oto kilka cennych uwag Erazma Kuźmy na temat tejże
mityczności:
„(...) uznaje się j ą za zjawisko językowe, a nie tylko
literackie, a więc staje się raczej pojęciem stylistycznym
niż genealogicznym; implikuje odprzedmiotowienie, abstrakcjonizację, współoznacza więc raczej strukturę niż
temat; nie jest skupieniem organizującym się w mit, ale
rozproszeniem podminowującym język i literaturę; nie jest
poznaniem czy prawdą, lecz raczej następstwem działania
umysłu nastawione na poznanie, które jest jednak nieosią­
galne" (1986, s. 63-64).
punktu widzenia etnografii należałoby mówić nie o „pojęstylistycznym" a o pojęciu mito-logicznym (jako przejawie
l**nego nastawienia, kosmologii); nie o „odprzedmiotowiaJ -abstrakcjonizaeji",a o mityzacji jako wewnątrzkulturowej
i^notatywności. Pozostałe wymienione przez Kuźmę okreś' dotyczą również zakresu i metod etnografii,
jitlip Wheelwright zapożyczając о М а х а Mullera określenie
ykalna metafora" zauważył, że nie sposób jej odróżnić od
'Ури czy obrazu religijnego. Konstytuuje się ona wówczas,
*v h ^
'Cdzykontekstowych analogii ogarnia całą kulturę,
1^ °dzi daleko poza swą rudymentarną formę - poza zdanie
(p
z - i może stać się kategorią np. religijnego dyskursu
• '^64, s. 101 i ns.). Przypomnijmy, że podobna interpreta­
zW

Clu

lu

a

е

r Z e

W,ers

0|

m

cja skłoniła М а х а Blacka do używania terminów „metafora"
i „ a r c h e t y p " wymiennie - w celu uniknięcia wyłącznych
skojarzeń z poezją (1962). Podejście Wheelwrighta jest równie
pokrewne poglądowi głoszonemu przez Richardsa, że metafora
to operacja dokonywana nie na słowach, a na myślach. Z tego
natomiast wynika, że nie ma pozakontekstowego trwałego
znaczenia słowa, z wyjątkiem może niektórych terminów
naukowych. Paul Ricoeur, idąc tropem takiej semantycznej
analizy metafory, również położył nacisk na jej kontekstualny
charakter: „choć rezultat semantyczny, który nazywamy meta­
forą, zamyka się w słowie, to przecież ma on swe źródło
w działaniu kontekstu, który doprowadza do wzajemnego
oddziaływania pól semantycznych kilku s ł ó w " (1989, s. 252).
Rzucane w ten sposób „semantyczne mosty" powodują, że
w metaforze istnieje napięcie pomiędzy heterogenicznymi
elementami, złączonymi w jedno wyobrażenie lub ekspresję. Te
elementy nie mogą wszelako stanowić tej samej logicznie klasy,
nie mogą być rozważane w kategoriach subsumpcji, ekskluzji
i inklusji (por. Wheelwright 1964, s. 97). Brak owej substancjalno-akcydentalnej głębi typowy dla mitotwórstwa widoczny jest
również w procesie tworzenia i w strukturze metafory: jest
jednowymiarowa i bezaspektowa. Dlatego to nazwana została
przez Jeana Cohena „zuchwalstwem semantycznym'' (za: Rico­
eur 1989, s. 130), ponieważ łączy różne, czasem bardzo odległe
dziedziny. Wheelwright zgodny był z Cassirerem i z własną
koncepcją emotywnej referencyjności, gdy uznał „myślenie
metaforą" za równoprawną metodę poznania, wychodząc od
kantowskiej zasady, że każda wiedza powstaje poprzez unifiku­
jący akt umysłu, który unieważnia w tym wypadku wszelką
heterogeniczność elementów. Tak dokonywane syntezy wyra­
żają nasze życiowe stosunki ze światem, które są wszakże
czymś realnym, światem pełnym paradoksów, dramatycznych
napięć i dwuznaczności (Wheelwright 1964, s. 96).
Wskazaliśmy wcześniej na istnienie analogii pomiędzy teorią
języka Malinowskiego a logologią Burke'a. Stanley Jeyaraja
Tambiah zauważył również podobieństwo ich koncepcji magii
i retoryki. Malinowski mógłby zostać zaliczony - według
Tambiaha - do tych, którzy antycypowali pewne cechy teorii
retoryki Burke'a, ten natomiast do tych, którzy są rzecznikami
przesunięcia określenia magii jako „złej nauki" (bad science) na
określenie jej jako „sztukę r e t o r y c z n ą " (rhetorical art). Magia
jest w tym również znaczeniu retoryką, ponieważ służy kształ­
towaniu ludzkich postaw i zachowań. Dlatego o ile można uznać
ją za błędne działanie techniczne, to jest jednak poprawnym
działaniem społecznym: działa raczej na uczestników, niż na
naturę (Burkę 1969, s. 43; Tambiah 1990, s. 82).
Porównanie poglądów Malinowskiego i Burke'a, tudzież
jeszcze kilku innych głosów na temat charakteru języka,
pozwoliło dostrzec źródłową konotaty wność, sytuacyjność i mi­
tyczność języka. Obaj wymienieni badacze „spotykają s i ę " - j a k
widać - ponownie przy okazji przedstawienia figuratywności
języka i w związku z wymienionymi powyżej innymi jego
cechami, gdzie każda z nich jest aspektem pozostałych, co
dotyczy także tej obecnie rozważanej. Burkę bliski był również
poglądom Cassirera jeśli chodzi o strukturę metafory, w tym
mianowicie sensie, że podkreślał nie tylko jej funkcję wskazy­
wania podobieństwa dwóch różnych dziedzin doświadczenia,
lecz raczej tworzenia pewnej nowej perspektywy, zakorzenionej
równocześnie w obu tych dziedzinach. W tym zakresie obaj byli
zwolennikami raczej „teorii n a p i ę c i a " , n i ż „teorii substytucji"
w refleksji nad metaforą (por. Ricoeur 1986, s. 66-75). Jest to
słuszne podejście jeśli zważymy, że w tym znaczeniu metafora
może mieć zarówno „ a l u z y j n y " , jak „iluzyjny" charakter,
w zależności od tego gdzie jest usytuowana na skali podobieństwo-kontrast. Może to być np. podobieństwo częściowe, co bywa
źródłem retorycznej siły metafory (Paine 1981, s. 188).

41

�Wskazanie takiego aluzyjno-iluzyjnego charakteru metafory,
jako formy analogii, pozwala na dalsze ugruntowanie poglądu
0 jej strukturalnym podobieństwie z zabiegami magicznymi.
A zatem podobnie jak metafora nie musi służyć ukazaniu
podobieństw, tak i tzw. magia sympatyczna nie jest ufundowana
na zasadzie „podobne wywołuje podobne" - w czym mylił się
Frazer. Evans-Pritchard w Witchcraft dał szereg przykładów
zabiegów magicznych, które zbudowane są na zasadzie - jak to
określił Tambiah - „analogii negatywnej" (1973, s. 214). Na
podobne zróżnicowanie cech zabiegów magicznych opartych na
zasadach styczności, podobieństwa i przeciwieństwa wskazy­
wał również Marcel Mauss (1973, s. 82). Zresztą - jak
podkreślał Tzvetan Todorov - w skład kanonu tzw. matrycy
tropicznej, ustalonego przynajmniej od czasu stoików, wchodzą
skojarzenia myślowe oparte nie tylko na stosunkach podobieńst­
wa i styczności, ale i przeciwieństwa (1991, s. 44).
Giambattista Vico, którego poglądom poświęciliśmy szcze­
gólną uwagę, był bodaj pierwszym, który sprzeciwił się zdecy­
dowanie przekonaniu o wyłącznie literackim rodowodzie meta­
fory (por. Ziomek 1990, s. 1164). Pogląd ten jest wciąż żywy
1 rozważany, nie ma także wątpliwości, że figuratywność jest
- o b o k cech wskazanych wcześniej - konstytutywną właściwoś­
cią języka (por. Lakoff. Johnson 1988).
Ustalenia te mają również niebagatelne znaczenie dla teorii
etnograficznej. Tak oto formalna relacja jaką wskazał Jakobson
pomiędzy wyszczególnionymi przez siebie operacjami języko­
wymi - metaforą i metonimią - a wskazanymi przez Frazera
typami magii - sympatyczną i kontagialną, wymaga umocowa­
nia na nieco zmodyfikowanych teoretycznych podstawach.
Wiele zrobił w tym dziele Levi-Staruss. aplikując kategorie
Jakobsona do swoich analiz mitów. Dzięki holistycznemu
ujęciu ukazał pewną umowność tych podziałów, dotyczących
z jednej strony dziedziny manipulacji słowami, z drugiej
natomiast - manipulacji przedmiotami. Na poziomie konotatywności, czy jest to indywidualna konotatywność afektywna, na
co wskazywał Hayakawa, czy kulturowa - w stereotypie, rytuale
etc, metaforyczność i sympatyczność, metonimiczność i kontagialność uznać można za synonimiczne określenia reguł
nadawania sensu. W tym świetle za teoretyczne fetysze uznać
należy z jednej strony pogląd o nieodwołalnej jedności myśli
i przedmiotu w myśli mito-magicznej, z drugiej natomiast
pogląd, że metafora tworzy ich jedność tylko do odwołania. Że
„człowiek pierwotny" nie dostrzegał różnicy pomiędzy zdarze­
niami i faktami, a własnymi o nich wyobrażeniami i że poeta
metaforyczne związki tworzy w pełni świadomie.
Wskazywaliśmy j u ż na pewne nadinterpretacje dotyczące
magicznej mocy słowa - będące udziałem Malinowskiego; nie
byli wolni od tego także Cassirer i Levy-Bruhl. Z drugiej strony
zwróciliśmy uwagę na swoistą emotywną i ewokującą realność
dzieła literackiego, o ile jego sensy konstytuują się w autorskim
i czytelniczym przeżyciu, w interpretacji.
Bywa jednak, że tak rozumiana interpretacja nie jest koniecz­
na, by wytwory sztuki słowa zostały zupełnie wchłonięte przez
język potoczny. M a to miejsce choćby w przypadku zjawiska
katachrezy, gdy metafora zapełnia leksykalne luki, wnosząc
nowe określenia w rodzaju „noga s t o ł o w a " czy „grzbiet
g ó r s k i " . Staje się tzw. metaforą martwą, przejętą przez język
i zwykle nie dostrzeganą j u ż w codziennym użyciu (por. Black
1962, s. 33). Czy znaczy to, że proces interpretacji uwewnętrznił
językowo metaforę tak dalece, że niegdysiejsze semantyczne
zuchwalstwo osiągnęło pełnię nasycenia i pędzi dalej podobny
żywot jak „ s t ó ł " czy „ g ó r y " ? C z y taki proces można również
uznać za przejaw ogólniejszej cechy języka, wskazywanej przez
Barthes'a i Goulde'a, mianowicie owej mityczności jako nie­
ustannego wysiłku zasypywania przepaści pomiędzy słowem
a rzeczą? We wskazanych przykładach tego wysiłku nie widać,
choć kiedyś miał on na pewno miejsce. Nie widać tutaj

42

semantycznego mostu, widać natomiast „udeptany grunt"
w miejscu, gdzie były kiedyś dwa oddzielone brzegi.
Inaczej jest w przypadku o m ó w i o n y c h afektycznych metafor
w rodzaju „ ż m i j a " czy „ k o c i a k " . Tutaj to napięcie pomiędzy
różnymi poziomami abstrakcji, skrzyżowanie pól semantyce
nych - chciałoby się powiedzieć - widać i czuć. Realność takich
metafor bywa, z mocy społecznych konwencji i kontekstów
przeżywana przez miliony. Co więcej, takie metafory w wizual­
nej wersji - np. telewizji - mają moc stwórczą. Potrafią
zaludniać świat, w zależności od aktualnych społecznych
konwencji i kontekstów, zastępami „ k o c i a k ó w " , a może nawet
redukować ilość „ ż m i j " .
„ D o m e n a retoryki to domena logomachii, wojny słów"
- napisał Gui Boisiepe (1985, s. 303). Istnieje niewątpliwie
wielka różnica pomiędzy słowami „ k o c i a k " i „suka",którymi
może być określona, przez dwie różne osoby, osoba trzecia
Christopher Croker, idąc tropem wyznaczonym przez Burke'a
ukuł trzeci termin „retoryczne t y t u ł o w a n i e " (rhetorical entit­
lement) na określenie takiego użycia języka. Wskazał ponadto
że ten rodzaj sztuki słowa służy zakorzenianiu się stereotypów
a „ p r a w d a " retoryki to swego rodzaju „prawda objawiona"
przedstawiona poprzez semantyczne zabiegi przekształcania
znaczeń, prawda serii społecznych kontekstów. W retoryce
namawia się do dostrzegania rzeczy w ich wzajemnych związ­
kach i rodzaj tych związków świadczyć ma o „naturze" rzeczy
(1977. s. 42). Retoryka angażuje zarówno aktywną intelektualną
uwagę, jak i emotywne nastawienie adresata, metafora i synekdocha mogą być równocześnie rzeczą i myśli, i uczucia (tamże,
s. 46).
Zauważmy więc, że tytułowanie jest operatorem nie tylko
różnych poziomów językowej abstrakcji, ale także operatorem
różnych rodzajów językowej figuratywności, wreszcie - na­
zwijmy to - figuratywności (konotatywności) kulturowej: mitu.
stereotypu, symbolu. Nazwy „ ż m i j a " i „ k o c i a k " mogą być
tytułami dwóch gatunków zwierząt, przy tym ta druga dotyczy
prawdopodobnie zwierzęcia młodego; nie mówią nic o maści,
wielkości, płci itd. Dalej mogą być tytułami dwóch osobników
płci żeńskiej pracujących np. jako sekretarki w naszym biurze.
Wreszcie - tytułem nadanym postaci obecnej w określonej
mitologii lub tytułem określającym cechy osobnika płci żeń­
skiej, który może się cieszyć powodzeniem u płci przeciwnej,
cechy podawane np. przez wybraną dziedzinę kultury masowej,
a dotyczące włosów, oczu, nóg, biustu itd. Seria społecznych
kontekstów, wraz z intelektualną uwagą i emotywnym na­
stawieniem, sprawiają, że obrazy o takich i podobnych tytułach
zyskują realność i referencyjność nie mniejszą od pierwszej
zasady termodynamiki. Powiedzenie Barthes'a, że „mit jest
s ł o w e m " należy rozumieć - jak widać - nadzwyczaj dosło­
wnie. Co więcej, prawdziwe wydaje się również stwierdzenie,
że słowo jest mitem.
Mamy nadzieję, że tak radykalna parafraza hasła Barthes a
nie jest nadużyciem. Widzieliśmy j u ż , jak niezwykle trudno
osiągnąć tę denotatywną „ p r z e j r z y s t o ś ć " , ó w prymarny poziom
znaczenia, jak łatwo natomiast popaść w proces symbolizacji
(por. Todorov 1984, s. 25), wyrażając sens wtórny wypowiedzi
gdzie nie ma j u ż relacji znaczący-znaczony, jest tylko jede"
element znaczony symbolizujący inny element znaczonyjest komponentem szerszego zjawiska znanego etnograf "'
mityzacji, która petryfikuje i konstytuuje znaczenia z uwzględ­
nieniem semantycznego pola całej wypowiedzi czy kulturo­
wego tekstu. Odmianą tego zjawiska jest z kolei myślenie tyl*
bricolage, opisane przez Levi-Straussa, obecne w mit*
systemach totemicznych czy magii. Jak zauważył Tzve^
Todorov, natura wzajemnych związków pomiędzy tymi d
typami nadawania znaczenia - prymarnym i wtórnym - J
stosunkowo mało poznana i staje się dopiero przedm "
badań. „Względnie najlepiej znana jest - napisał Tod"
0

10

�abstrakcyjna r ó ż n o r o d n o ś ć
związków, które łączą
jha sensy: retoryka klasyczna nadawała i m nazwy s y n e k
dochy, metafory, m e t o n i m i i ,
antyfray , h y p e r b o l i , l i t o t y . " (tamże, s. 25-26).
przypominając porównanie - metafora : metonimia :: magia
apatyczna: magia kontagialna, zwróciliśmy uwagę na pewną
owność tych podziałów. Nie chcemy przez to powiedzieć, że
ą one bezużyteczne, że wskazywane przez nie differentia
specifics nie mają odniesienia w symbolicznej materii. Chodzi
mianowicie o istnienie bardziej ogólnej podstawy, której
wskazanie może się okazać istotne dla teorii etnograficznej.
Cassirer mawiał, że myśl mityczna rządzi się zasadą pars pro
m i miał na uwadze - oczywiście - również szereg odmian tej
zasady, co zilustrował wieloma przykładami, głównie w tomie
trzecim Filozofii form symbolicznych. Użycie tej, znanej od
czasów sofistów, reguły, miało jeszcze u Cassirera piętno błędu
logicznego, choć sam autor nie miał takich intencji.
W dotychczasowych rozważaniach usiłowaliśmy wskazać
pewną wspólną - dla języka i sztuki słowa - zasadę nadawania
sensu rzeczywistości, bez względu na typ nastawienia wobec
niej, na typ kosmologii. Zasada pars pro toto jest wpisana
w każdą myśl i w każde użycie słowa. Występuje ona zarówno
w zawodnej indukcji enumeracyjnej, jak i w indukcji heurys­
tycznej, znanej pod nazwą epagoge, a przez Arystotelesa
uważanej za typ wnioskowania niezawodnego. Wiąże się ona ze
wskazanym przez Cassirera stosunkiem do owych substancjalno-akcydentalnych rozróżnień, których obecność decyduje
o tym, czy daną spekulację uznać można za myśl naukową, czy
za myśl mityczną. Wreszcie używa się jej dla zdefiniowania
jednego z tropów poetyckich - synekdochy.
z

rodzajem argumentacji, w którym używa się przesłanek praw­
dopodobnych i rozważa tylko część zakresu rozważanej seman­
tycznej dziedziny, argumentacji, która staje się „ p r a w d z i w a "
poprzez ukazanie swojego punktu widzenia jako jedynego
możliwego.
Autor Pejzażu semiotycznego
stwierdził, że retoryka to
problem semiotyczny, że retoryka i semantyka to dwie zależne
od siebie strony tego samego problemu (tamże, s. 311).
W innym miejscu napisał o „świecie retorycznym" jako
o świecie denotacyjnych kodów i konotacyjnych słowników,
poza którymi stoi nadrzędna jednostka - ideologia, która ten
„semiologiczny świat"organizuje (Eco 1972, s. 139). Przyjęcie
semiotycznej perspektywy retoryki jako denotatywno-konotatywnej gry w ramach określonych uzusów językowych pozwala
włączyć j ą w wykładnię formułowanej tutaj koncepcji konotaty­
wności kultury, jako przejawu różnych nastawień człowieka
wobec świata. Natomiast tak szeroko rozumiany termin „ideo­
logia" zawierałby się w zakresie terminu „ k o s m o l o g i a " .
Wnioskowanie entymematyczne odwołuje się do tzw. logiki
potocznej i do obiegowej wiedzy (por. Ziomek 1990, s. 31-32),
w tym do szerokiej gamy stereotypów i klisz. Do logiki
potocznej zalicza się również zasadę pars pro toto i wiele innych
jej pokrewnych, obecnych w micie i magii, jak „skutek jest
podobny do p r z y c z y n y " , „ p o d o b i e ń s t w a są bardziej konstytuty­
wne niż r ó ż n i c e " , „każda rzecz ma jakąś swoją i s t o t ę " itd. (por.
Hołówka, 1986, s. 146-49). Te i inne typ nastawienia z rodzaju
partycypacji, tworzone na mocy zasad tej „logiki rozmytej"
konstrukcje skojarzeń potocznych nie są czymś absolutnie
trwałym, każdorazowo wymagają procesu interpretacji. Woj­
ciech Tomasik zauważył, że takiego procesu wymaga użycie
Paul Ricoeur, powołując się na niektóre ustalenia psycholinkliszy. „Zakłada bowiem pewną hierarchię w obrębie skład­
giwstyki, napisał w swojej książce o metaforze, że pojedyncza
ników nazywanej sytuacji. Odrzucenie jednych jako nieistot­
umysłowa operacja odbywa się w kolejności synekdochanych, i wyeksponowanie innych, tych, które uznaje się za
metonimia-metafora (1986, s. 201). W podobnym duchu wypo­
relewantne, decydujące o swoistości danego stanu" (1984.
wiedzieli się retorycy z tzw. Grupy (J. z Liege, według których
s. 146). A zatem wskazana j u ż wcześniej interpretacja jako
synekdocha jest tropem nadrzędnym zarówno wobec metafory,
przejaw konkretności przeżycia podmiotu (osoby, grupy, naro­
jaki metonimii (Dubois, Edeline i in., 1970). A zatem - w myśl
du) w tej konotatywnej grze sensów i interpretacja jako przejaw
tej koncepcji - metafora powstaje wskutek kombinacji dwóch
konkretności przedmiotu - aktualnych znaczeń przypisywanych
synekdoch, zwykle najpierw na drodze partykularyzacji, póź­
np. idei ojczyzny, macierzyństwa, jest konstytutywnym elemen­
niej generalizacji. I tak, w przypadku naszego „ k o c i a k a "
tem kliszy, tej specyficznej słownej czy obrazowej skamieliny.
mielibyśmy najpierw partykularyzującą synekdochę, w myśl
Przedstawiony powyżej mechanizm entymematycznej ar­
której kot, postrzegany jest - poprzez związek metonimiczny
gumentacji i perswazji znany jest pod n a z w ą toposu (łac. locus
- jako część świata kobiet (część za całość). W ramach
communis - miejsce wspólne). Tomasik potraktował go jako
taksonomicznej klasyfikacji kotów mały kot jest „ k o c i a k i e m " ,
ponadjęzykowe zjawisko fundujące z jednej strony klisze,
co ustanawia analogię - k o t : kociak :: kobieta : wagina, w której z drugiej natomiast - stereotypy (1984, s. 135). Uważamy, że
dychotomia duże/małe łączy się z generalizującą synekdocha
w świetle poczynionych dotychczas ustaleń uznać możemy
(całość za część). Ta metonimiczna przyległość pozwala za­
topoi za jeszcze jeden korelat owej kulturowej konotatywności.
kpić waginę „ k o c i a k i e m " , p o p r z e z synekdochicznie podziela­
We wspólnym polu topicznym „ m a c i e r z y ń s t w a " znaleźć się
ne cechy rzeczy małych i puszystych, a przede wszystkim
mogą różne z tym związane idee, obrazy i wartości, w polu
wrażliwych na głaskanie (Crocker 1977, s. 51). W przypadku
„ojczyzny" - podobnie. M o g ą one być ponadto zmienne
Metonimii ma miejsce proces odwrotny: najpierw generalizacja,
historycznie, politycznie, obyczajowo etc. Bez przesady można
№niej partykularyzacja (por. Sapir 1977, s. 20; Todorov 1986,
stwierdzić, że stanowienie owych miejsc wspólnych jest rów­
s.241).
nież odmianą zasady łączenia rzeczy w myśli magicznej:
Umberto Eco stwierdził, że jeśli klasyczna retoryka uważała
„we wszystkich przypadkach, w których występuje abs­
?za sztukę przekonywania, to było to przekonywanie oparte
trakcyjne pojęcie magicznej styczności, skojarzeniom idei
s p o ł e c z n i e zorientowanym wynikaniu. Nie miało ono
towarzyszą przeniesienia uczuć, zjawiska abstrakcji i wy­
^ wspólnego z pierwszymi zasadami (formalno-logiczne
łączności uwagi, zjawiska ukierunkowania intencji. Za­
"Euły: identyczności, niesprzeczności, wyłączonego środka),
chodzą one w świadomości ale ulegają obiektywizacji na
z g I ę d n i a ł o zatem apodyktycznych sylogizmów. Podob­
tej samej zasadzie, co skojarzenia samych i d e i "
na jak dialektyka (w rozumieniu arystotelesowskim), retoryka
- napisał znawca magii Marcel Mauss (1973, s. 87).
tyczy tylko przystanek prawdopodobnych. Dialektyka stosuje
Powiedzmy więc na koniec, że wskazane dotychczas katego­
k zasady logicznego wynikania, gdy retoryka posługuje się
rie, za pomocą których można opisać typ pewnej kosmologii,
yniematami, sylogizmami, które nie tylko ograniczają się do
uznajemy za wzajemnie przekładalne, że arbitralność, magicz^ ' a n e k prawdopodobnych, ale używają ich w celu emocność, bezaspektowość, mityczność, bezaspektowość, mitycz­
ainego i pragmatycznego wpłynięcia na adresata (1977a, s.
ność, konotatywność, sterotypowość, figuratywność, entyme. ' Retoryka w tym rozumieniu jest jedną z najbardziej
matyczność, topiczność i być może kilka jeszcze innych
y c h form produkcji znaków - stwierdził Eco. Jest
określeń, są odmianą tego samego zjawiska nadawania sensu.

urn

s

n a r n

lo

Sl

na

nie Uw

n a

;

№ri

43

�BIBLIOGRAFIA
Barthes, R.
1971 Changer Iobjet tui тете, „Esprit",nr 4
1985 Retoryka obrazu. „Pamiętnik Literacki", z. 3, s. 289-302
Black, M.
1962 Models and Metaphors. Studies in Language and Philosophy,
Ithaca-New York.
Block, H.M.
1966 Cultural Anthropology and Contemporary Literary Criticism,
in: J.B. Vickery (ed.). Myth ami Literature Contemporary
Theory and Practice, Lincoln.
Bousiepe, G.
1985 Retoryka wizueilno-werbalna, „Pamiętnik Literacki", z. 3, s.
303-309
Burke, К.
1966 Language as Symbolic Action, Berkeley.
1969 A Rhetoric of Motives, Berkeley and Los Angeles.
Burszta, W.J.
1986 Język a kultura w myśli analogicznej, Wroclaw.
Cassirer, E.
1946a The Myth of the State, New Haven.
1946b Language and Myth, New York and London.
1953 The Philosophy of Symbolic Forms, vol. 3, New Haven.
Chase, R.
1966 Notes on the Study of Myth, in: J.B. Vickery (ed), Myth and
Literature. Contemporary Theory and Practice, Lincoln.
Cocchiara, G.
1971 Dzieje folklorystyki w Europie, Warszawa.
Crocker, J.C.
1977 The Social Functions of Rhetorical Forms, in: J.D. Sapir, J.C.
Crocker (eds.), 77ic Social Use of Metaphor. Essays on the
Anthropology of Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Dubois. J. - Edeline, F. - Klinkenberg, J.M. ...
1970 Rhetorique generale par le Grupe p. Paris.
Eco, U.
1972 Pejzaż semiotyczny. Warszawa.
1977 A Theory of Semiotics. London.
Edelman, M.
1971 Politics as Symbolic Action. Mass Arousal and Quiscence,
Chacago.
1977 Political Language. Word That Succeed and Policies That Fail,
New York.
1985 The Symbolic Uses of Politics, Urbana and Chicago
Faryno, J.
1983 Wprowadzenie, w: O. Freidenberg, Metafora, „Pamiętnik
Literacki", z. 2
Frank-Kamieniecki, I.G.
1935 К woprosu o roz.witii poeticzeskoj mietafory, w: Sowietskoje
jazykoznanije, t. 1, Leningrad.
Freidenberg, O.
1983 Metafora, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 321^48
Gould, E.
1981 Mythical Intentions in Modern Literature, Princeton University
Press.
Hayakawa, S.I.
1965 Language in Thought and Action, London.
Hołówka, Т.
1986 Myślenie potoczne. Warszawa.
Jakobson,R.
1989 W poszukiwaniu istoty języka. Wybór pism, t. 2, Warszawa.
Kołakowski, L.
1986a Religia, Warszawa.
1986b Obecność mitu. Warszawa.
1988 Iluzje demitologizacji, „Res Publica",nr9
Korzybski, A.
1948 Science and Sanity. An Introduction to Non-Aristotelian Sys­
tems and General Semantics, Lakeville.

44

Kuźma. E.
1986 Kategoria mitu w badaniach literackich, „Pamiętnik Lite
cki",z. 4, s. 53-73
Lakoff, G. - Johnson, M .
1988 Metafory w naszym życiu, Warszawa.
Malinowski, B.
1956 The Problem of Meaning in Primitive Languages, Suppl
in: C K . Ogden, L.A. Richards, The Meaning of Meaning
London.
1958 Szkice z teorii kultury. Warszawa.
1981 Problem znaczenia w języku pierwotnym, w: A.K. Paluch
Malinowski, Warszawa.
Mauss, M .
1973 Socjologia i antropologia. Warszawa.
Mieletinski, E.
1981 Poetyka mitu, Warszawa.
Ogden, C K . - Richards, L.A.
1956 The Meaning of Meaning, London.
Paine, R.
1981 When Saying is Doing, in: R. Paine (ed), Politicallly Speaking
Cross-cultural Studies of Rhetoric, Philadelphia.
Pisarek, W.
1976 Język służy propagandzie, Kraków.
Ricoeur, P.
1986 The Rule of Metaphor. Multi-disciplinary Studies of tin
Creation of Meaning in Language, London.
1989 Język, tekit, interpretacja. Warszawa.
Sapir, J.D.
1977 The Anatomy of Metaphor, in: J.D. Sapir, J.C. Crocker, (edsл
The Social Use of Metaphor. Essays on the Anthropology of
Rhetoric, University of Pensylvania Press.
Tambiah, S.J.
1968 The Magical Power of Words, „Man",vol. 3, s. 175-208
1973 Form and Meaning of Magical Acts: A Point of View, in: R
Horton. R. Finnegan (eds). Modes of Thought. Essays m
Thinking in Western and Non-Western Societies, London.
1990 Magic, Science, Religion and the Scope of Rationality, Cam«
ridge.
Todorov, T.
1984 Poetyka, Warszawa.
1986 Synekdochy, „Pamiętnik Literacki", z. 4, s. 235-47
1991 Wstęp do symboliki, w: M. Głowiński (red.), Symbole itp
botika. Warszawa.
Tokarski, R.
1993 Słownictwo jako interpretacja świata, w: J. Bartmiński (red!
Encyklopedia Kultury Polskiej, t. 2, Wrocław.
Tomasik, W.
1984 Socrealistyczne ..miejsca wspólne". „Pamiętnik Literacki".!
4, s. 129^49
Vico, G.
1966 Nauka nowa, Warszawa.
Weimann, R.
,
1969 Literaturoznawstwo a mitologia. Wstępne problemy W
metodologicznej, „Pamiętnik Literacki", z. 2, s. 303-36
Wheelwright, P.
1964 The Burning Fountain. A Study in the Language ofSomboto*
Bloomington.
..
1974 The Semantic Approach to Myth, in: T A . Sebeok, D. Bw»(eds.), Myth. A Symposium, Bloomington and London.
Wierzbicka, A.
1978 Sapir a współczesne językoznawstwo, w: E. Sapir,
język, osobowość. Warszawa.
Ziomek, J.
1990 Retoryka opisowa, Wrocław.
ra

emeni

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10618" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10596">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2c8a6006d5cfe13e445b386bcb621cc3.pdf</src>
        <authentication>c598b690b4ba2dfd2288b224c815b9da</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126533">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2510</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126534">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126535">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126536">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126537">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.2-3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126538">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126539">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126540">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126541">
                <text>�SPIS TREŚCI
Zbigniew Beneclyktowicz
Maria Janion
Małgorzata Baranowska
James Clifford
Jerzy S. Wasilewski
Janus/ Barański
Jacek Borowski
Monika S/najderman
Kazimiera Szczuka
Magdalena Saganiak
Justyna Sobolewska
Krzysztof Dorosz
Aneta Pierzchała
Wiesław Juszczak
Jadwiga Wais
Roger Caillois
Anna Wieczorkiewicz
Michał Głowiński
Marek Nowakowski
Grażyna Borkowska
Dariusz Czaja
Ludwik Lewin.
Ludwik Stomma
Wojciech J. Burszta
Adam Mars—Jones
Ryszard Ciarka
Marilyn Strathern
Wojciech Michera
Ewa Dżurak
Andrzej Stasiuk
Władysław Hasior
Krzysztof Kubiak
Hanna Kirchner

Aleksander Jackowski
Danuta Wawiłow
Ewa Korulska

M i t - literatura - antropologia kultury (wstęp do numeru)
. . . .
„Najwyższym szczęściem dzieci ziemi jest jedynie o s o b o w o ś ć " - z prof.
Marią Janion rozmawiają Zbigniew Benedyktowicz i Czesław Robotycki
Kajety. Prywatna historia poezji
O autorytecie etnograficznym
Pokaż mi swoje notatki
Mityczność
Filozoficzne treści symbolu cztowieka-ptaka: mit i sztuka
. . . .
Kaptan czy błazen'.' O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki
.
Klątwa Narcyza
Makabra w Mistycznym Teatrze Juliusza Słowackiego
Dionizos u Iwaszkiewicza
Wieczność. Piekielny raj Malcoma Lowry
Faust uwiedziony
Realizm i liturgia. Kontury rzeczywistości w „Coctail Party" Eliota
Wszystko zważone - o sztuce umierania dzisiaj
W sercu fantastyki
Filozof w podróży (O dekonstrukcji pewnej metafory)
Polska literatura współczesna i paradygmaty symboliczne (1945-1995)
Miasto
Kresy zachodnie: genius loci
Wenecja jest kobietą. Rzecz o wyobraźni
Paryż za dwa Ludwiki
Kurt Vonnegut: Portret antropologiczny
Antropologia strukturalna
Z głową w nogach czyli propedeutyka etnografii
Poza kontekstem. Sugestywność fikcji literackiej w antropologii
. .
Gałązka Eneasza
Literatura i rytuał. Elementy tradycyjne we współczesnej powieści
indiańskiej
Połowa lala. Pogórze
O sztuce plebejskiej - z Władysławem Hasiorem rozmawia Aleksander
Jackowski
Mowa słów pisanych
Dziewięćdziesiąta druga sylwetka
O książce Aleksandra Jackowskiego ..Sztuka zwana n a i w n ą " :
Fragment) recenzji
O sztuce zwanej naiwną - z Aleksandrem Jackowskim rozmawia
Zbigniew Benedyktowicz
Eksperyment K L A N
Dzieci pukają do drzwi kamienia

Streszczeniaartykułów
Noty o autorach

3
5 Ш
16 \
19
/'32
'S
34
45
63
70Я
77 I
84 w j
88
99 I I
104
116
Щ
121
129
134
141
143
146
153
158
162
164
166
169
172
177

o k ł a d c e : Prof. Maria Janion. Fot.: Krzysztof Gierałtowski

Na

stronic

t y t u ł o w e j : Johann Wolfgang Goethe w pracowni (autoportret), rys. kredką

© COPYRIGHT B Y „ K O N T E K S T Y "
Przedruk t e k s t ó w w z g l . w i ę k s z y c h f r a g m e n t ó w t y l k o za z g o d ą redakcji

Numer dotowany przez
Ministerstwo Kultury i Sztuki
oraz
Fundację Kultury

£3

•
M

179
193
198

Я

199

м

204
212
217

ta

220
223

Na

Ш

�P O L S K A

S Z T U K A

L U D O W A

KONTEKSTY

ANTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

nr 3/4 1995

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENS
Zbigniew Benedyktowicz
Maria Janion

Małgorzata Baranowska
James Clifford
Jerzy S. Wasilewski
Janusz Barański
Jacek Borowski
Monika Sznajderman
Kazimiera Szczuka
Magdalena Saganiak
Justyna Sobolewska
Krzysztof Dorosz
Aneta Pierzchała
Wiesław Juszczak
Jadwiga Wais
Roger Caillois
Anna Wieczorkiewicz
Michał Głowiński
Marek Nowakowski
Grażyna Borkowska
Dariusz Czaja
Ludwik Lewin,
Ludwik Stomma
Wojciech J. Burszta
Adam Mars Jones
Ryszard Ciarka
Marilyn Strathern
Wojciech Michera
Ewa Dżurak
Andrzej Stasiuk
Władysław Hasior
Krzysztof Kubiak
Hanna Kirchner

Aleksander Jackowski

M y l h - Literature - Anthropology o f Culture (Editorial)
. . . .
personality Is the Suprime joy of the Children of the Earth" A n interview
with Prof. Maria Janion held by Zbigniew Benedyktowicz and Czesław
Robotycki
Notebooks. A Private Poetry Lesson
On Ethnographic Authority
Show me your Fieldnotes
The Mythical
The Philosophical Contents o f the Man-Bird Symbol. M y t h and Art
Priest or Jester? The Metaphors of Don Quixote in the in the Work o f Mann
and Kafka
The Curse of Narcissus
The Macabre in the Mystical Theatre of Juliusz Słowacki
. . . .
Dionysus and Iwaszkiewicz
Eternity. Malcolm Lowry's Infernal Paradise
Faust Seduced
Realism and Liturgy. Contours of Reality in the „Coctail Party" by T.S.
Eliot
A l l Measured - On the Art o f Dying Today
In the Heart of Fantasy
A Philosopher on the Road
„PolishConteniporaryLiterature"andSymbolicParadigms(1945-1995)
Town
The Western Territories: Genius Loci
..Venice is a W o m a n " On imaginetion

3

5
16
19
32
34
45
63
70
77
84
88
99
104
116
121
129
134
141
143
146

Paris for Two Louis d'Or
Kurt Vonnegut: A n Anthropological Portrait
Structural Anthropology
The Head at the Bottom of the Bed or Propaedeutic of Ethnography
Out of Context. The Persuasive Fictions o f Anthropology
. . . .
The Bough of Aeneas
Literature and Ritual. Traditional Elements in Contemporary Novels
written by Native Americans
Middle of the Summer, Pogórze
On Plebeian Art - A n Interview with Władysław Hasior held by
Aleksander Jackowski
The Speech of Written Words
The Ninety Second Silhouette

153
158
162
164
166
169
172
177
179
193
198

" O n the So-called Naive A r t " by Aleksander Jackowski:
(Excerpts of Reviews.)

199

On the „So-called Naive A r t " and the autobiography „Short Cuts" - An
Interview with Aleksander Jackowski held by Zbigniew Benedyktowicz

204

Danuta Wawiłow
The K L A N Eksperiment
Ewa Korulska
Summary of Articles
Notes about the A u t h o r s

212
217
220
223

Redagują:

Zbigniew Benedyktowicz, Aleksander Jackowski,
oraz Sławomir Sikora (sekretarz redakcji), Danuta Benedyktowicz, Dariusz Czaja, Ludwik Stomma

Doradzają

i współpracują:
Jerzy Baitmiński. Ewa Fryś-Pietraszkowa, Antoni Kroh, Czesław Robotycki,
Roch Sulima, Zofia Bisiak

\
Tłumaczenia:
Aleksandra Rodzińska
Projekt okładki i strony t y t u ł o w e j :
Jacek Królak
Redaktor

techniczny:
Krzysztof Nalewajko

Adres redakcji: Instytut Sztuki P A N , ul. Długa

, ,
&lt;U/y \ft«-f
28, 00-950 Warszawa,

U a ! , '[ *~Г

U

j

l

skr. poczt. 994 tel. 31-32-71/4 wew-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10617" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10595">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ac54e59f54eadef216f5d78cc06022ab.pdf</src>
        <authentication>55923f9ca652e2feb8c635dfc5cb1dac</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2511</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126524">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2331</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126526">
                <text>Mit - literatura - antropologia kultury / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126527">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126528">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126529">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126530">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126531">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126532">
                <text>Mit - literatura - antropologia kultury
(wstęp do numeru)
Zbigniew Benedyktowicz
„Co robi etnograf? - pisze." (Clifford Geertz) - takim
nego literaturze, jej odniesieniom do mitu i antropologii kultury.
mottem opatruje swój esej Marilyn Strathern o pisarstwie Sir
Taki właśnie specjalny „literacki" zeszyt prezentujemy Państ­
Jamesa Frazera, autora Złotej Gałęzi, zatytułowany Poza konwu obecnie.
tefatem. Sugestywność fikcji literackiej w antropologii. „Być
Zanim jednak przedstawimy choćby w zarysie jego zawartość
iam. p i - ć ' ' .„Antropolog jako autor'',„etnograficzne pisarsti odsłonimy tajniki kuchni literackiej, i to w jaki sposób został
(vo"(t° znowu Geertz), „Pisanie kultury"(Writing culture. The
sporządzony, a także główne motywy, jakie towarzyszyły
poetics and politics of Ethnography, Berkeley 1986). Od paru przygotowaniu tego zeszytu niech nam będzie wolno zacząć od
dobrych lat, - a można powiedzieć, że od parunastu, jeśli liczyć
może nie najważniejszego, ale dość istotnego.
wcześniej publikowane artykuły, zanim ukazały się one w ksią­
Odkrycie, że etnografia jest przede wszystkiem pisaniem,
żkach o tak dźwięcznych i sugestywnych tytułach, - współczes­
a etnograf przede wszystkim pisarzem, przyjmowane powierz­
na antropologia kultury, głównie za sprawą naszych amerykańs­ chownie, a takimi wydają się być - (tu już dochodzi do głosu
kich kolegów, zafascynowana jest odkrywaniem swego pisars­
osobisty pogląd autora tego wstępu) - recepcja i powodzenie tej
kiego, przyliterackiego, quasi-literackiego charakteru. Antro­
tezy wśród wielu przedstawicieli etnografii na naszym gruncie,
pologia kultury, (w której akcent przesuwa się wyraźnie, na
zwłaszcza młodej, „ p o n o w o c z e s n e j " etnografii, może niekiedy
powrót, w stronę szeroko, ale i na nowo pojmowanej etnografii),
(zmieniając się w karykaturę) przypominać zachwyt i odkrycie
czy też mówiąc inaczej: etnografia sama, traktowana wymien­
Pana Jourdain, że mówimy prozą.
nie г antropologią, w świetle tego odkrycia i autorefleksji jest
W takiej recepcji, w której nie trudno rozpoznać fenomen
przede wszystkim p i s a n i e m . Powiada się, że współczesny
łatwego przyjmowania kolejnej mody i nowinek gubi się często
antropolog kultury/etnograf jest (ma, powinien być) przede
to. co stanowi istotę, rangę i siłę tego odkrycia, jakie zawiera się
wszystkim pisarzem.
w refleksji o etnografii, rozwijanej przez amerykańskich ant­
ropologów. A mianowicie to, o czym pisał i do czego wzywał
Ten pisarski, literacki wątek w etnografii-anlropologii, gdzie
Geertz : „by przyznać się otwarcie, że jest ona wytworem
akcent wyraźnie pada na graphos, dla stałych i wiernych
w y o b r a ź n i " . Ż e etnografia, którą chętnie nazywamy dziś sztuką
czytelników „ K o n t e k s t ó w " nie jest już niczym obcym i nowym.
interpretacji kultury, jest w tym ujęciu, w gruncie rzeczy, jak
Pojawiał się i dochodził do głosu wiele razy na tych łamach.
pisze recenzent prac Geertza, Godfrey Lienhardt - „hybrydą
Szczególnie wyraziście za sprawą prezentowanych tu fragmen­
sztuki i nauki, ale ani jednym, ani d r u g i m " . Tymczasem to
tów pracy Jamesa Clifforda Kłopoty z kulturą.
Dwudziesto­
wieczna etnografia, literatura i sztuka (The Predicament of zafascynowanie i zachwyt „pisaniem kultury ".odczytywanym
Culture. Twentieth-century Ethnography, Literature and Art. jako hasło i wezwanie płynące zza oceanu, że etnograf przede
wszystkim powinien być pisarzem, wydaje mi się być tendencją
por. „Konteksty" nr 1/1991: nr 3^4/1992; nr 1/1993). Ze­
niebezpieczną, bo nie tylko, że naruszającą tę równowagę
stawiając sylwetki Josepha Conrada i Bronisława Malinows­
(„pomiędzy sztuką i n a u k ą " , „ani sztuka, ani nauka"), ale
kiego, Clifford omawia zjawisko autokreacji etnograficznego
zapoznającą nasze rodzime, polskie doświadczenia w tym
Mora - pisarza. Analizuje strategie pisarskie przyjęte przez
względzie. Ze zdumieniem (powie ktoś, że to zjawisko mar­
innych autorów - antropologów, i uwikłanie tychże strategii
ginalne, ewidentna pomyłka i nie ma się czego czepiać.
tworzenia, uprawiania i pisania antropologii w ich osobisty,
A jednak!) w naszej młodej „ p o n o w o c z e s n e j " prozie etnografi­
biograficzny, kulturowy, historyczny, polityczny kontekst. Takcznej znalazłem krytykę autorów przedstawianych jako przed­
*w konwencje literackie, artystyczne, naukowe jakie towarzystawicieli etnografii/antropologii reprezentujących typ „nauki
^yły powstawaniu owych etnograficznych dzieł. Etnografia,
twardej", których bym nigdy o to nie podejrzewał. Nauki
antropologia kultury rozpatrywana jest tu na tle literatury.
A pisarskie doświadczenia etnograficznych autorów odnoszone skostniałej w stosowaniu klisz, schematów, „ w y t r y c h ó w "
w „wyjaśnianiu"i uładzaniu zjawisk kultury. Powiedziałby ktoś
4dodoświadczeń współczesnej im literatury i sztuki. Punktami
łagodniej: dziś, po prostu staroci, nie mogących sprostać
^niesienia dla tak kształtującej się antropologii są tu, przywoskomplikowanemu chaosowi ponowoczesności. Mowa tam
У*апе przez Clifforda, postaci wzorcowe, reprezentujące różne
była - że nie wspomnę już, o pracach (sic!) Stefana Czarno­
У
' РУ pisarstwa i autora - tacy twórcy literatury i pisarze, jak,
wskiego - o Drzewie życia (1975) Ryszarda i Joanny Tomic­
upomniany już. Conrad, Flaubert, Dickens, Zola, Proust, Joyce
J mni. Przywoływany jest także Michaił Bachtin teoretyk kich, Antropologii kultury wsi polskiej XIX w. (1986) Ludwika
Stommy. Tymczasem dla mnie były to właśnie prace wprowa­
" .v i kultury z jego koncepcją dzieła polifonicznego. Nic
dzające do naszej twardej nadwiślańskiej etnografii w owym
Cc dziwnego w tym, że po numerach specjalnych, monoczasie, ów współczynnik literacki. Starające się tworzyć i za­
- icznych poświęconych teatrowi, filmowi i fotografii (związchować tę równowagę pomiędzy doświadczeniami sztuki i na­
jakie łączą mit - teatr - film - z antropologią kultury
uki, łącząc ich elementy, kojarząc je i stapiając w jedno.
™/Konteksty " n r 3 ^ / 1 9 9 1 : 3-4/1992), w których pojawiał
W Drzewie życia było to przywołanie i wprowdzenie do
wątek literacki, a także i po tych, w których występował
etnograficznej interpretacji wspaniałego eseju o mityzacji rze­
z zagadnieniami wyobraźni symbolicznej, wrażczywistości Brunona Schulza, fragmentu wziętego z jego Prozy
osci i wyobraźni antropologicznej ("Konteksty"nr 3/1988;
(Mityzacja rzeczywistości).
Takie odwołanie się do doświad­
jr«v
" "
)'
P
redakcyjnym doczenia literackiego, do literatury nie miało w sobie nic z „o' myśl o przygotowaniu specjalnego numeru poświęco­
s a

t u

r

W|

ra|

111

1 9 9 4

W a

r

r

1 _ 2 / 1 9 9 5

w

z e s

o l e

a

3

�zdabiania literaturą" własnych rozważań i analiz. Kryło się za
tym głębokie przekonanie, że to literatura (sztuka) wyprzedza
nieraz „ n a u k o w e " doświadczenie antropologiczne, współgra
z nim, antycypuje. (Wskazuje na to nie tylko praca Clifforda
0 Conradzie i Malinowskim. Jakże to bowiem frapujący
1 specjalny wątek, w ogóle w literaturze polskiej, godny naszej
uwagi, proszący się wręcz o dalsze rozwinięcia. Wystarczy
wspomnieć: Gombrowicz, i jego Bytem pierwszym
strukturalistą). Z przykładów tego typu odwołań - jak w Drzewie życia - do
literatury, na gruncie naszej współczesnej polskiej etnografii
można by ułożyć całkiem pokaźną listę autorów. - U Stommy
(w wymienionej i innych książkach) byli to Vercors. Italo
Calvino, Cendrars. Tomasz Mann z Historiami
Jakubowymi.
U Jerzego S. Wasilewskiego w Podróżach do Piekieł. Rzeczy
0 szamańskich
misteriach (1979), rzeczy o podróżach w za­
światy, do krainy śmierci i rytuale inicjacyjnym pojawia się
tenże Tomasz Mann, z Historiami
Jakubowymi,
(egipską
podróżą i doświadczeniem Józefa z Józefa i jego
braci),
/. Hansem Castorpem i Czarodziejską Górą. (Jest tu oczywiście
1 Dante, i Eleazar Mielctynski z semiotyczno-strukturalnymi
badaniami nad zjawiskiem ..mitologicznej" powieści X X wie­
ku. W samym zaś tytule pracy Wasilewskiego nie trudno
znaleźć echa słynnego filozoficzno-literackiego eseju Bole­
sława Micińskiego) - Że poprzestanę tu na tych kilku przy­
kładach, do czego powinna skłaniać środowiskowa skromność.
Listę bowiem takich odwołań do kolejnych pisarzy, autorów
literatury pięknej pojawiających się w naszej etnografii można
by tu ciągnąć jeszcze długo. Można powiedzieć, że na swój
sposób współczesna polska etnografia dzieliła ten sam problem
i dylemat, o którym Geertz w swej pracy Works and Lives:
Anthropologist as Author (1988) (Prace i życie. Antropolog jako
autor) tak pisał: ..Nie całkiem wiadomo w jakiej proporcji
w barwnych opisach realnych ludzi żyjących w realnych
czasach, w realnych miejscach stapiać należy fakty i fikcje, ale
antropologia będzie to musiała ustalić, jeśli ma być nadal
intelektualną siłą we współczesnej kulturze."
Tak oto doszliśmy do głównego motywu wokół którego ten
numer był budowany. A mianowicie do podstawowej naszej
intencji i chęci: ukazania tego, jak mogą (na różny sposób)
przenikać się, i jak przenikają się doświadczenia literatury
z antropologią. Jak obecny jest „współczynnik antropologicz­
n y " w literaturze i literacki w antropologii.
Powie ktoś i zarzuci mi, że pomieszane zostały tu dwa jakby
różne porządki. Że problem postawiony przez amerykańskich
antropologów dotyczy przede wszystkim tego, jak doświad­
czenie badań terenowych można (powinno się) opisywać, jak
zostaje ono, „przełożone",przekształcone, przetworzone w et­
nograficzne dzieło. Jak przebiega i odbywa się nadawanie temu
doświadczeniu ostatecznej formy tekstowej. Przytoczone prze­
ze mnie przykłady polskie na pierwszy rzut oka niewiele zdają
się mieć z. tym problemem wspólnego. Dla mnie jednak mają:
jest to druga strona tego samego medalu. Radykalne po­
stawienie sprawy przez Jamesa Clifforda: spojrzenie na etnogra­
ficzne i antropologiczne dzieła „ n a u k o w e " , jak na dzieła
literackie, przy jednoczesnym szerokim rozumieniu etnografii
- ("Etnografia to hybrydyczna aktywność, która pojawia się
jako pisanie, kolekcjonowanie, jako modernistyczny kolaż, jako
imperialna siła, jako wywrotowa krytyka",czy li krótko mówiąc
jako sposób podróżowania, przenikania do odmiennego świata;
czy jak powiada Geertz: „pisanie etnograficzne obejmuje
opowiadanie historii, wykonywanie zdjęć, wymyślanie sym­
b o l i / . m ó w " ) - spojrzenie więc. które rozpoznaje i odkrywa w tej
etnograficznej, hybrydycznej aktywności swego rodzaju „kon­
struowane prawdy " . j a k ż e przypominające literackie (i nic bez.
udziału literatury), tworzone „poważne, (co nie znaczy: fał­
szywe) fikcje", antropologiczne fikcje. - Takie podejście
w pełni usprawiedliwia moje stanowisko. Wywoławszy bo­
wiem, za amerykańskimi antropologami, w ten sposób pytania

0 „ p r a w d ę " . „ r e a l i z m " , „ r z e c z y w i s t o ś ć " , „ f i k c j ę " , ( k t ó r e czyt .
Inik odnajdzie także w tym numerze), trzeba brać pod uwagę, ^
nadal pozostajemy w kręgu tych samych pytań (jakie padały
wówczas, wobec wspomnianych przeze mnie, polskich etnog .
licznych książek), i które to pytania odnajdujemy także w cyt .
wanym j u ż tu dziele Geertza. Problemem nadal pozostaje to
samo: - „Jak słowa przystają do tego świata, opisy d
doświadczenia, książki do ż y c i a ? " (Geertz 1988)
I dlatego nie wystarczy tu j u ż wtedy tylko fascynacja
1 zachwyt dla samej możliwości „pisania kultury".To zaledwie
jedna strona medalu. Równie ważna (nie mniej ważna, j k
zresztą wskazują na to te same prace amerykańskich autorów)
dla etnografii i antropologii jest tu sprawa umiejętności
i s z t u k i c z y t a n i a (umiejętność wnikliwej, starającej się
uchwycić intencje, dzieła i autora, szanującej, rozumiejącej tak
autonomię, jak i kontekst dzieła, - l e k t u r y , jakiej uczyć się
możemy od wielu autorów, zamieszczonych w tym numerze
artykułów, opowiadań, rozważań i interpretacji). Antropologia
i etnografia to nie tylko badania terenowe, nasze pisanie i nasza
mała proza, to także umiejętność obcowania z tekstem, (tekstami
kultury), interpretacji tekstu. Pod tym względem doświadczenie
polskie jest niezwykle bogate. Wspomniane przeze mnie prace
etnograficzne ukazywały się, gdy do kanonu podstawowych lektur
antropologów, tak zresztą jak i całej humanistyki należały wów­
czas IBL-owskic, literaturoznawcze „Teksty", a wiedzę o ponow­
nym odczytywaniu, na nowo tekstów i kultury czerpaliśmy / pism
profesor Marii Janion - (nie jak dziś z Rereading Culture
Anthropology, bo po prostu tego typu artykułów, które złożyły się
na ten zbiór, jeszcze wtedy w „światowej" antropologii nie było)
- która tak o tym pisała w Odnawianiu znacz.eń:
„Jeśli używam słowa 'odnawianie',to dlatego, że oddaje ono
intencję, towarzyszącą podejmowanym przeze mnie próbom
zrozumienia naszej teraźniejszości. „Lire e'est re-lire", jak
mówi klasyk krytyki tematycznej, Georges Poulet. 'Czytać to
znaczy czytać ponownie', 'czytać jeszcze raz'. Lektura określa
charakter przyjętej metody interpretacji - lektura znaczeń,
których ukryta potencjalność domaga się wprost bezustannego
ponawiania procesu czytania. Dla hermeneutyki nie ma bowiem
większej oczywistości nad tę, że znaczenia są i na state
zakotwiczone w tekstach kultury, i zarazem cechuje je pewna
płynność, zależna od odbiorcy; że zachowują one kształt
pierwotny i że jednocześnie podlegają historycznej przemianie;
że odbywa się ciągły dialog między owymi dwiema ich
postaciami i że bez. tego toczącego się bez przerwy dialogu
kultura prawdopodobnie by u p a d ł a . "
Oto więc numer poświęcony wspólnocie doświadczeń i re­
fleksji literatury i antropologii. Numer o pisaniu i czytaniu
kultury, micie, symbolu, literaturze, antropologii kultury. Moż­
na by powiedzieć, że powstał z upodobań autorów: „Pokaż mi
swoje lektury...", „Pokaż mi swoje notatki...".
Składają się nań teksty doświadczonych i młodych autorów,
literaturoznawców, antropologów kultury, pisarzy.
Nie sposób wymienić tu wszystkich wątków, ani nic nu
potrzeby radzić jak go czytać. (Zastanawiałem się czy nie
zacząć od lektury samych mott i wybranych fragmentów- „Zmyślony obraz zawiera w sobie własną p r a w d ę " [Giordano
Bruno - Roger CailloisJ, „Postmodernizm to ludzkość w P' '
czekalni do poczucia c a ł o ś c i " [Małgorzata Baranowska], „Naj­
lepsze współczesne dzieła literackie nic są aktem kreacji- le
aktem przywołania, osobliwie nasyconego wspomnieniam
[Harry Levin - Krzysztof Dorosz], „To, co niepojęte, jest поЙИ
tego, co znane." [Simone Weil - Wiesław Juszczak].
Pozostaje tylko życzyć czytelnikom dobrego zmarnowanego
czasu. Dlaczego zmarnowanego? - Nic będę zdradzać P *
tego opowiadania (pisze o tym Andrzej Stasiuk), jeśli У*
powiem za nim - Bo w zmarnowanym czasie zaczyna się- b i
swój początek... literatura.
e

ra

0

0

a

1

fl

1

uenl

1

er/Ł

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10616" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10594">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3490e7fd242fd28b9eb436230c8560f7.pdf</src>
        <authentication>1eb308192e6cf26be8ef499ed522ace2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126513">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2512</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126514">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126515">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2332</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126516">
                <text>"Najwyższym szczęściem dzieci ziemi jest jedynie osobowość" z Profesor Marią Janion rozmawiają: Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126517">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.5-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126518">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew; Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126519">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126520">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126521">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126522">
                <text>Najwyższym szczęściem dzieci ziemi
jest jedynie osobowość"
z Profesor Marią Janion
rozmawiają: Zbigniew Benedyktowicz, Czesław Robotycki

Czesław Robotycki. Pani Profesor, pytając Panią o humani­
stykę, dzisiaj, chcielibyśmy zawrzeć w tym bardziej
szczegółowe
pytania: czy ma to być terapia - wobec na przykład New Age (w
którym także poszukuje się wartości wobec zagrożenia,
zagubie­
nia i niezrozumienia świata)? Czy ma to raczej być poznanie
-nauka dekonstrukcjonistyczna,
ironiczna, filozoficznie skom­
plikowana. Czy podtrzymuje Pani aktualność dawnego dylema­
tu. Innymi słowy: Jak uprawiać humanistyką u końca wieku ?
Zbigniew Benedyktowicz. Jak odnosi się do tego idea
"Bildung", do której odwołuje się Pani ostatnio. Jakie jest
miejsce idei ' 'Bildung''
w naszym ' 'lokalnym'' i ogólnokullurowym doświadczeniu.
Doświadczeniu
człowieka
masowego,
"człowieka bez
wyobraźni"?
Maria Janion. Zawsze pamiętam, że Schleiermacher, twórca
nowożytnej hermeneutyki, uważał, że możliwość nieporozu­
mienia jest powszechna i że hermeneutyka jest sztuką unikania
nieporozumień. Gadamer w Prawdzie i metodzie cytuje ważną
konstatację Schleiermachera, którego metoda ukształtowała się
wtoku tłumaczenia i komentowania dialogów Platona: „niepo­
rozumienie powstaje samo z siebie, a rozumienie musi być w
każdym punkcie pożądane i poszukiwane".To znaczy, że zaw­
sze istnieje przewaga nieporozumienia nad porozumieniem.
Nastawienie rozumiejące, słuchające, nie agresywne, zorien­
towane na indywidualność mówiącego, względnie autora, może
posługiwać się przeczuwaniem i zgadywaniem, ale zawsze
г najwyższą ostrożnością. Nie idzie jednak o jakąś pełną identyfikację. Utożsamienie i dystans muszą w postępowaniu hermeneutycznym zachować równowagę. Stąd wielka rola pośred­
ników, którzy jednak nie mają sobie uzurpować władzy kap­
łanów.
Postmodernizm - tak w ogólności rzecz biorąc - zakwestonuwał koncepcję „osobowości hermeneutycznej", osobowo­
ści mówiącego i słuchającego, która stanowi jakąś całość
'zawiera jakąś swoją entelechię. Postmoderniści traktują nieraz
osobowość jako scenę, na której występuje wielu aktorów,
'sranie rozmaitymi konwencjami np. w literaturze może być
Rumiane jako gra tych aktorów na naszej wewnętrznej scenie,
"aunian podkreśla, że „osobowość iście ponowoczesna wyróż" ię b r a k i e m t o ż s a m o ś c i . Jej kolejne wcielenia
'rnieniają się równie szybko i gruntownie, co obrazy w kalejdo­
skopie" Chodzi oczywiście o pewien „wzór kulturowy",
*°brębie którego „życie w tym świecie jest, jak i dawniej,
zdrówka - ale teraz jest to wędrówka bez wyznaczonego
la s

S°ry kierunku".Utrata centrum - niezależnie od tego, jakby
" Je rozumiało - wydaje nas na spotkanie „oko w oko
' Laosem". Tej konfrontacji człowiek ponowoczesny musi
' c stawić czoła, ale widząc dokoła „chaos nasz powszedni",
dy spytamy o związek tych poglądów ze współczesnymi
rami kultury masowej, to okaże się, że człowiek masowy jest
ekiem bez wyobraźni (w znaczeniu siły twórczej), ale też
c

e

W|

- i to bym zaakcentowała - człowiekiem bez osobowości.
Ortega у Gasset mówił, że to człowiek bez historycznej
odpowiedzialności i bez świadomości, co zawdzięcza umarłym.
C R . Ta nieświadomość
"zawdzięczania",
można powie­
dzieć, to brak świadomości dziedzictwa
kulturowego.
Maria Janion. Ale czy historyczna odpowiedzialność jest
konieczna? Nie można przecież wychodzić z założenia, że
trzeba bez ustanku, jak gderliwi rodzice, wypominać dzieciom
- w tym wypadku potomstwu demokracji, co zawdzięczają
pracowitym przodkom. Jest, jak jest. Ale czy współcześni już
tyle otrzymali w wianie, że nie muszą zupełnie zajmować się
sobą? I tylko konsumować, za pomocą elektronicznych środków
przekazu, to, co j u ż jest i tak ich własnością? Otóż tutaj uderza
mnie pewna tendencja, która pojawiła się w Europie, ale
również i w Ameryce. Kwestionuje ona starorzymską zasadę,
która stosuje się j u ż nie tylko do sportu, ale do wszystkich
działań człowieka: citius, altius, fortius - wyżej, szybciej, dalej.
Zauważa się, że człowiek może nie powinien tak wyłącznie
eksteryriozować się w ekspansji zewnętrznej, ale skupić się,
choć na chwilę, na sobie samym. Gadamer w cyklu wykładów
Aktualność
piękna mówi, że „wrastając w dzieło [sztuki]
wyrastamy ponad siebie". Jest to jednak inne wyrastanie niż
w rywalizacji technologicznej, politycznej czy militarnej. Jeśli
to walka, to jest to walka o wielkość duszy. Ale czy należy ją
komukolwiek narzucać? Może raczej tworzyć alternatywę dla
człowieka sterowanego przez kulturę masową.
Podstawą idei „ B i l d u n g " jest kształtowanie i doskonalenie
osobowości według sentencji Goethego: „Najwyższym szczęś­
ciem dzieci ziemi jest jedynie o s o b o w o ś ć " (to z Dywanu
Zachodu i Wschodu). Niektórzy moi studenci są skłonni sądzić,
że to jest tylko szlachetna gadanina, wzniosłe kłamstwo,
chytrzące się mnie więcej w ten sposób: w obliczu chaosu
i dezintegracji społeczeństwa trzeba „ratować kogo się da".To
znaczy przemawiać językiem Bildung - i może „ktoś się na to
nabierze". Ale tu następuje znamienny dysonans pedagogiczny:
językiem Bildung mówi się do elity, nie do ludu.
C R . Czy byłby to tylko zarzut wobec postawy pani profesor,
czy też mają własne rozwiązanie postawy ' 'Bildung'' ?
Maria Janion. Trzeba rozważyć to, co napisał Zygmunt
Bauman w Nowoczesności
i zagładzie o absolutyzacji społe­
czeństwa przez Durkheima - do czego to miało doprowadzić
- oczywiście, wraz z utopiami ładu i porządku. „Rasizm
- podkreśla - może działać jedynie w kontekście istnienia
planów doskonałego społeczeństwa i zamiaru realizacji tych
planów przy pomocy określonych ś r o d k ó w " . Zaś „rewolucja
nazistowska była lekcją inżynierii społecznej na ogromną
skalę".Inżynieria społeczna to skrajny rezultat Oświeceniowe­
go prymatu racjonalizmu, instrumentalizmu. nauki (oderwanej
od wartości), biurokracji i administracji. Inżynierię społeczną
traktuje Bauman jako „ogrodnictwo",zmierzające do idealnego
5

�ładu i oczyszczenia z wszelkich chwastów (przede wszystkim,
rasowo obcych, ma się rozumieć). Jednak nie bierze pod uwagę
tego, że - obok racjonalistycznego, przystrzyżonego ogrodu
francuskiego - istnieje romantyczny park angielski, pozo­
stawiający naturę w stanie swobodnym i dający szansę wyobra­
źni i marzeniu. „ B i l d u n g " może zmierzać do ogrodu francus­
kiego, ale może też być ogrodem angielskim. Ja byłabym za tym
drugim.
Bauman używa przecież określenia „jaźń moralna" czy
„moralność bez e t y k i " . Jego zdaniem, wskutek kresu „ery
etyki"jesteśmy świadkami początku „ery moralności " . „ L u d z i e
wrzuceni w społeczeństwo ponowoczesne nie mają poniekąd
ucieczki: muszą oni spojrzeć w oczy własnej niezawisłości
moralnej, a zatem własnej, nie wywłaszczalnej i nie zbywalnej,
moralnej odpowiedzialności". (Dwa szkice o moralności pono­
woczesne)). W książce o Holocauście Bauman za Levinasem
traktuje egzystencjalną odpowiedzialność za Innego (pomijam
w tej chwilil kwestię zasadności powoływania się na Levinasa
- bez uwzględnienia obecnej u niego metafizycznej sankcji)
jako istotną, pierwotną i podstawową strukturę podmiotowości.
„Korzenie moralności sięgają znacznie głębiej niż urządzenia
społeczne takie jak struktury dominacji czy kultury " . M o r a l n o ś ć
wyprzedza społeczeństwo. Lekcja Holocaustu uczy: „Nie ma
znaczenia, ilu ludzi wybrało moralny obowiązek, a nie rac­
jonalizm własnego ocalenia - ważne, że tacy b y l i " .
Co zaś do szlachetnego kłamstwa. Cytuję czasem czterowiersz Mickiewicza ze Zdań i uwag pt. Stopnie prawd:
Są
Są
Są
Są

prawdy, które mędrzec wszystkim ludziom
takie, które szepce swemu narodowi;
takie, które zwierza przyjaciołom
domu;
takie, których odkryć nie może nikomu.

mówi,

Czy są prawdy, których mędrzec nie mówi nikomu? Otóż
moim zdaniem, nie - jeśli bym miała przez to rozumieć (ale
zaznaczam, to nie jest zgodne z intencją Mickiewicza!) podział
prawd na te dla maluczkich i te dla wtajemniczonych. Niemniej
jednak kwestia się komplikuje, gdy weźmie się pod uwagę
powstający dylemat: „ B i l d u n g " a „transgresja". One nie dają
się tak łatwo pogodzić, ale jeszcze do tego powrócę.
Najogólniej rzecz biorąc, uważam, że uprawiam myślenie
w obrębie paradygmatu modernistycznego, nie postmodernis­
tycznego.
C R . Uważ.am, że postmodernistyczny myśliciel,
właściwie
rzecz biorąc, moim zdaniem, jest też modernistycznym
myś­
licielem. Uważam, że nie da się uciec, po pierwsze: od rozumu,
po drugie: od autoironicznej postawy. (Prędzej czy później to
drugie wróci do modernistycznego myślenia). Bo myślę, że to
w ogóle jest cecha stylu naszego europejskiego
uprawiania
refleksji nad człowiekiem.
Chciałbym zapytać Panią profesor,
co Pani o tym sądzi.' Bo moim zdaniem postmodernizm jest to
pewien rodzaj uprawiania gry.
Maria Janion. Ale, proszę pana, niech Pan zwróci uwagę jak
poważne jest zakwestionowanie pojęć całości, jedności, które są
decydujące dla myślenia modernistycznego. I „meta-narracja",
Wielka narracja już nie istnieje. Według Lyotarda człowiek
postmodernistyczny porusza się w świecie „małych narracji",
które nie muszą szukać uzasadnienia np. w hermeneutyce sensu.
„Funkcja narracyjna traci swoje funktory: wielkich bohaterów,
wielkie niebezpieczeństwa, wielkie podróże i wielki c e l " . T o
należy do kondycji postmodernistycznej, jak ją nazywa Lyotard.
Ale „krytyka c a ł o ś c i " też ma swoje walory i uroki. Tu
przypomnę, jakie znaczenie można przypisać doświadczeniu
(dekonstrukcyjnemu) Grassa. Grassa, który jest krytykiem
niemieckiej literatury, filozofii niemieckiej, a zwłaszcza ideali­
zmu niemieckiego. Pamiętam, jak na spotkaniu w Gdańsku,
które prowadziłam, Grass powiedział, że faszyzm oduczył go
6

wiary w wielkie ideały i prosił, by przy nim nie używać wielka
słów i nie odwoływać się do wielkich ideałów, bo on tego nj
zniesie. To mi dało wiele do myślenia, bo przecież w koń
w jakimś sensie sama się wychowałam na humanistyce niemie
kiej, bo to zaczęłam najwcześniej poznawać. Pierwsza inspirj
cja w czasie mych dojrzałych lektur wyszła od Stefana Żółkiew,
skiego, który zawsze mówił: Dilthey. „Dilthey, jako twórc
przełomu antynaturalistycznego" - każdy jego wykład od teg
się zaczynał. Więc ja rzeczywiście z Diltheyem się zapoznałam
przestudiowałam, potem z innymi twórcami humanistyki nie­
mieckiej , ale gdy skonfrontowałam to z Grassem, to zro­
zumiałam, że jest on pisarzem, który podważa wzniosłą całość
kultury wysokiej, tę całość idealizmu niemieckiego, która tak
bardzo mi się podoba i tak bardzo chcę z niej korzystać, właśnie
w taki sposób, że pokazuje jak - tutaj znów mówiąc najkrócej

e

Cl)

c

a

0

- posłużyło to, czy mogło posłużyć, jednak faszystowskim
nadużyciom. Z innej strony ujmuje to samo Tomasz Mann. To
w końcu Tomasz Mann mówi, że Niemcy doszli do zupełnego
rozdziału polityki od ducha. Tu wzlatywali z Schillerem we
wzniosłą czystą krainę ideałów, a polityka wiadomo to jest
brudna robota i trzeba w tym brudzie się unurzać, a potem
wznieść ku wyżynom. Brutalną karykaturą może być ten
Niemiec, który w czasie Powstania Warszawskiego rozstrzelał
mieszkańców całego domu, a potem każe wynieść fortepian na
podwórko i gra na nim. Ten oficer niemiecki jest niby
przedstawicielem kultury wysokiej. Muzyka, poezja, a jedno­
cześnie polityka zupełnie od tego oddzielona. To czego nie ma
w Polsce, bo w Polsce jednak jest przede wszystkim w naszym
romantyzmie zasadnicze uduchowienie polityki, myśl, że poli­
tyka musi być na usługach ducha heroicznego i moralnego
Chociaż teraz nie jest. Wczoraj [Rozmowę prowadziliśmy
w lipcu 1995 - przyp. redakcji] obejrzałam film o obaleniu
rządu Olszewskiego i tak sobie myślę, ale... duch gdzie.
Jakakolwiek figura ducha żeby była. Jedyne coś, co się tam
zarysowywało to „czyja Polska", no ale co dalej? Zapylać
„czyja Polska", to jest trochę za mało. Ja chcę się dowiedzieć
1

- może to anachroniczne pragnienie - o przeznaczeniu Polski
Rozmawiałam na ten temat z Jarosławem Markiem Rym­
kiewiczem, bo się zdenerwowałam, jak przeczytałam w £i
Librisie, na pierwszej stronie artykuł o przeznaczeniu Ameryki
No, powiedziałam, bardzo dobrze, ale ja chcę dowiedzieć się
czegoś o przeznaczeniu Polski. Na to Rymkiewicz mówi, tak,
ale do tego potrzebny jest prezydent, który wie, co to jest
przeznaczenie Polski. De Gaulle wiedział, co to jest prze­
znaczenie Francji. Ale pomińmy w tej chwili ten problem. To
tylko dygresja.
W r ó ć m y do kwestii całości. W jaki sposób została zakwes­
tionowana całość duchowa, którą stworzył idealizm niemiecki
Raz została zakwestionowana przez Tomasza Manna, który był
dziedzicem tego myślenia, ale umiał się do niego ironicznie
ustosunkować. I po wtóre przez Grassa, który też jest bardzo
ironicznym krytykiem kultury niemieckiej. Ale i melancholi
kiem. Jednocześnie jednak, jak to rozumiem, Grass usiłuje
tworzyć swoje całości, które są niesłychanie trudne do rozszylrowania między innymi dlatego, że posługuje się on metoda
nieprawdopodobnie szczegółowych opisów, które z pozoru, na
powierzchni, patrząc na pierwszy rzut oka, mogą spra* *
wrażenie chaosu. Ja nawet kiedyś mówiąc i pisząc o Blastoff
bębeneku utrzymywałam, że to jest hiperrealizm. To znaczy к
jest realizm, który już łączy się z fantastyką, bo ta rzeczyw °
którą on wytwarza, i która jest tak szczegółowo opisana, F
rzeczywistością fantastyczną. Dzisiaj się mówi, że GrassпаИ
do klasyki... Wiedzą Panowie, że on teraz wydał nową po*
Rozległa dziedzina, to jest nawiązanie do wypowiedzi staw
Briesta z zakończenia powieści Fontanego Effi Briest i J '
podobno niesłychanie skomplikowana powieść o zjednoczę
1

1

|Sl

1

1 0

L

�Niemiec. I proszę: pierwsza powieść o zjednoczeniu Niemiec.
Hjooni mają szczęście, ci Niemcy! Bo ja bym chciała, żeby u nas
powstała taka powieść po 89 roku. Gigantyczna struktura.
C.R- To pokazuje, jak potrzebne jest to, o co pani profesor
iągle walczy, mianowicie o ten rodzaj erudycji, właśnie ' 'Bil­
ing". Bo cóż może zrobić postmodernizm, bez tej wiedzy, którą
Qrass zakłada w przywoływaniu
dziesiątków autorów. A istnieje
Ki taka tendencja w postmodernizmie, obecna także pośród jego
sympatyków, że niepotrzebny jest bagaż erudycyjny...
Maria Janion. A jednocześnie oni igrają tymi słowami,
strukturami, ale traktują to tak niepoważnie.
Tymczasem wczoraj pani Joanna Konopacka, redaktorka
wydawnictwa, z Gdańska, które wydaje Grassa, powiedziała
itii. że wydawca przysłał wraz z powieścią Rozległa dziedzina
ogromne dossier, składające się z map Berlina starego, i nowego,
odwołań do poezji, cytatów różnorakich, które są wmontowane
niesłychanie misternie w tekst powieści Grassa. Pełno tam jakichś
aluzji historycznych, politycznych, poetyckich, literackich, bar­
dzo skomplikowanych. Stąd ta powieść może być takim swois­
tym dla tłumaczy komentarzem, dodatkiem do tego ogromnego
"materiału". Sławomir Błaut kiedyś mówił o tym, jakie miał
kłopoty przy tłumaczeniu Blaszanego bębenka... z kartami. Bo
tam gra w karty odgrywa wielką rolę i są takie rozmaite
powiedzenia z tym związane, a także mówił, jakie miał kłopoty ze
sztachetami w płocie, bo te sztachety, z. kolei, składały się
z różnych desek i trzeba było określić, jakie są te deski.
W przypadku znów Turbota opowiadał, że potworność jego pracy
nad nazwami grzybów nie da się z niczym porównać, bo tam jest
straszna z kolei ilość grzybów. I teraz, jakby ktoś powiedział: no,
co to jest? Czy to jest realizm? To jest realizm, który nie jest
realizmem samym dla siebie, tylko tworzy swoją symboliczną
całość. Jak się czyta te szczegółowe opisy, to one mają rezonans
symboliczny w całości dzieła, a nie jest tak, że poprzestajemy na
tych opisach, bo inaczej byłby to atlas grzybów.
c

z

z

C R . / książka
kucharska.
Maria Janion A to jednak jest powieść, opowieść na
dziewięć miesięcy ciąży.
I w związku z tym chciałabym uzupełnić odpowiedź na
pytanie: hermeneutyka a dekonstrukcja, bo to też padło w pańs­
kiej wypowiedzi o podstawowych tendencjach w poznaniu, we
współczesnej nauce. Proszę zwrócić uwagę, że jednak dekonst­
rukcja musi żerować na hermeneutyce. Dekonstrukcja czasem
rodzi się jakby wewnątrz hermeneutyki. Dekonstrukcja bada to
czego nie ma, co nie zostało powiedziane. Ale żeby wiedzieć,
czego nie ma, najpierw trzeba dokonać rozbioru tego, co jest,
a potem już dekonstrukcja może prowadzić swoją robotę. To
jest bardzo ciekawe, co robią niektórzy dekonstrukcjoniści, ale
iie trzeba udawać że oni są zupełnie autonomiczni, właśnie
niezależni, zwłaszcza od hermeneutyki. Jednak trzeba koniecz­
nie dodać, że postępowanie dekonstrukcjonistyczne zupełnie
пе przynosi rezultaty niż hermeneutyczne. Jak pisze Ryszard
Nycz: „Wyprowadzone na powierzchnię sprzeczne porządki
znaczeń wytwarzają nieodmiennie efekt niekonkluzywności,
^rozstrzygnięcia i dyspersji sensu, pozbawionego konteks­
t a c h granic".
1Г|

Z.B. Dla mnie stosunek studentów, do Pani projektu, do idei
bildung", ich niepokój, może być odbiciem ogólnej tendencji,
Zym pani profesor tutaj mówiła, co znajduje swój wyraz
'c Grassa, mianowicie: takiego rozczarowania światem wiel"] idei, czy kultury i historii, które się skompromitowały
i stąd
k&lt;łcego się lęku przed pedagogią
społeczną.
To widać
tyciu politycznym, gdzie się często gloryfikuje tego człowieka
tyólczesnego, czy człowieka masowego. I gdzie powiada się,
'e należy pouczać społeczeństwa,
że naród jest mądry, nie
'9' pouczać
wyborców...
•^ria Janion. No to jest niechęć do elit.
c

ro&lt;

Z . B . / tutaj wydaje mi się, że ten niepokój jest o tyle
nieuzasadniony przy tej postawie "Bildung",
do której Pani
profesor powraca. Dlatego, że Pani sposób odkrywania całości
i odkrywania wspólnoty wyobraźni idzie takim bardzo oryginal­
nym tropem. Chciałbym tu nawiązać do całego tego obszaru
odkrywanego przez Panią profesor w „Projekcie krytyki fantaz­
matycznej". Jest to obszar mający kolosalne znaczenie dla
poznawania wyobraźni zbiorowej, z jednej strony dla tej całości,
ale z drugiej jednak przez to, że prowadzeni jesteśmy
przez
Panią jakby bocznymi ścieżkami, tropami maskującymi
człowie­
ka. - Mam tu na myśli ten stale obecny w Pani
twórczości
motyw: człowiek nieczytelny, zamaskowany, skryty czy ukrywa­
jący. „Larvatus prodeo - idę zamaskowany. " - To jest bardzo
ciekawy nurt, dlatego, że w „Krytyce fantazmatycznej",
jak
i w inych swoich studiach, pani profesor w ten sposób obejmuje
i tę kulturę wysoką, wielką, i te różne fantazmaty, które były
w kulturze niskiej, masowej, popularnej, które w jakiś sposób
współtworzyły
człowieka.
To pokazuje najlepiej, że jedność,
całość nie muszą wykluczać
wielostronności.
Maria Janion. M o i niektórzy studenci są zdania, że nie ma
nic wspólnego między kulturą wysoką a kulturą masową, i że
trzeba je rozdzielić i nie zawracać głowy, bo to są próby
indoktrynacji.
Z . B. Ale przecież już samo doświadczenie
romantyzmu i ten
poszerzany wykład, który pani profesor prowadzi,
pokazuje
właśnie krążenie i jakby przepływanie
wielu treści
pomiędzy
kulturą niskiego i wysokiego obiegu, ich wzajemne przenikanie
się.
Maria Janion. Tylko wie pan, tutaj powstaje problem.
0 którym chcę jeszcze mówić odpowiadając na pytania panów.
Mianowicie: Czy kultura masowa ma formę? Jest to jednak
zasadnicza różnica między kulturą wysoką a kulturą masową. Ja
wiem, że kultura wysoka ma formę. I jeżeli chodzi o fantazmaty
to ona je przekształca, nadając im stosowną formę. Natomiast
czy kultura masowa wykorzystuje fantazmaty posługując się
formą? Świadomość formy jest moim zdaniem podstawowym
zagadnieniem pod koniec naszego wieku, w tym sensie, że się
zatraciła.
C R . A spójrzmy teraz na taki przykład:
Trwa moda na
działania
i teatry alternatywne, zgromadzenia
poszukujące
1 przeżywające
inną rzeczywistość.
Te wspólnotowe
doświad­
czenia kreuje się w oparciu o ludowy rytuał, ale jest on
najczęściej zlepkiem różnych tradycji, nie zawsze dobrze prze­
myślanym (wspólne żucie strawy, dziady, nabywanie
energii,
wspólne śpiewy). Co sądzi Pani profesor o takich praktykach
w perspektywie Jej refleksji o transgresji
- i jej zawsze
jednostkowym wymiarze i wysiłku?
Maria Janion. Wiele zjawisk we współczesnej kulturze
może na to wskazywać, że to jest głównie kultura ekspresji. To
znaczy tutaj ekspresję uważa się za kulturę i to zupełnie już
uczestnikom „ w y d a r z e ń " wystarcza. Natomiast kultura jednak
jest formą. I jeśli na nią spojrzymy w tym sensie-ja mówię w tej
chwili о к u 11 u r z e a r t y s t y c z n e j i l i t e r a c k i e j
- i zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy świadkami ogromnej ilości
działań wydawniczych, wtedy trudno mi wyrazić zgodę na
nazwanie pewnych zjawisk w pełni kulturotwórczymi. Są np.
czasopisma, które proponują wymianę prywatnych fantazma­
tów na tej zasadzie: ty mi opowiesz swoje fantazmaty, ja ci
opowiem swoje i to będzie już pełnia kultury. Nie, bo to będzie
właśnie nadal tylko ekspresja. M o ż e ona nawet pełnić doniosłą
rolę terapeutyczną. To jeszcze nie oznacza jednak, że w ten
sposób zrodzi się kultura jako forma. I uważam też w tej chwili,
że decentralizacja, która nastąpiła w naszym życiu kulturalnym,
ten upadek centrum z którego tak się cieszył Janusz Sławiński
w swym artykule w „ K r e s a c h " i idące za tym obdzielanie
funduszami na kulturę, jeżeli one w ogóle jeszcze istnieją, na tej

7

�zasadzie: „bo to się dzieje na prowincji, a nie w Warszawie",to
doprowadziło do tego, że ukazuje się bardzo dużo najrozmait­
szych wydawnictw i pism, ale sama ich ilość nie zawsze może
tylko cieszyć, ani nie znaczy to, że tworzy się w ten sposób
znacząca jakość. Dostaję dużo tomików poetyckich, na przy­
kład, które są właściwie tylko ekspresją. One nie mają żadnej
formy, ci autorzy w ogóle nie stawiają przed sobą takiego
zadania, że kultura jest formą, i że trzeba mieć tego świadomość.
A jednak Warszawa jest centrum. M ó w i ę w sposób nieco
starożytny, ale w końcu od czasów Oświecenia bardzo wyraźnie
Warszawa stała się centrum. I tutaj lansowano pewną zasadę
formy, która była obroną przed grafomanią. I niech nikt mi nie
mówi, że dla klasyków warszawskich romantycy byli prowinc­
jonalnymi grafomanami, bo ci romantycy, na czele z Mic­
kiewiczem - terminowali „w szkole klasyków".Fe'rwor walki
zaciemnił fakty, które dziś bardzo wyraźnie widzimy. To nie
znaczy, oczywiście, że w Warszawie nie wychodziły grafomańskie rzeczy, ale jednak zawsze było grono osób, które wiedziało
co to jest forma. Weźmy współcześnie choćby taki przykład
- myślę tutaj o małżeństwie państwa Julii Hartwig i Artura
Międzyrzeckiego. Rozmaite rzeczy można o nich, o ich twór­
czości powiedzieć, ale to są bez wątpienia wybitni poeci formy
i jednocześnie jakiż ogromny jest ich wkład w zapoznanie nas
z poezją amerykańską czy francuską. Trudno nawet to wszystko
wymienić. Właśnie na ich pracy można się uczyć, co to jest
forma w poezji, kulturze. I właśnie to wydaje mi się zostało
zatracone w tej chwili gdyż bardzo często zaciera się różnica
między ekspresją a formą. Powie ktoś, że ekspresja z czasem
może stać się formą. A l e j a tego jeszcze nie widzę. Może sądzę
zbyt surowo, bo na moje narzekania, odpowiadają m i , że
przecież właśnie w tych środowiskach ekspresyjnych szerzą się
rozmaite rodzaje kultu, na przykład Hermana Hessego, czy
Carla Gustawa Junga i to jest dobrze dlatego, że ci uczestnicy
w ten sposób też kształtują swoją osobowość.
W pańskim pytaniu kryje się dla mnie bardzo ważne pytanie
dotyczące też kultury ludowej. Czy to jest jeszcze jakaś
alternatywa dla kultury masowej?
C R . Kultura ludowa w tym wymiarze folklorystycznym jest
przecież wyłącznie formą. Folklor bezformy nie istnieje, jest tak
skonwecjonalizowany.
M a r i a Janion. Ale jakże często wspaniale jest skonwenc­
jonalizowany. Pamiętam jakie na mnie wrażenie zrobiła an­
tologia poezji ludowej ułożona przez Przybosia. ta
.Jabłoneczka'', jak on cytował jako arcydzieło formy, to jedno zdanie: ...
zaraz, jak ono brzmi?...- ,, Jaś koniki poił, Kasia wodę brała, on
sobie zaśpiewał, ona zapłakała."
- I już. I koniec. Przyboś
uważał, że wszystko jest tu powiedziane i w taki znakomity
sposób. Ja jednak przeszłam też przez okres wielkiej fascynacji
ludem, bo byłam i w tym sensie romantykiem, i mówiłam o tym.
Z profesor Marią Żmigrodzką uprawiałyśmy kult ludu. Praco­
wałyśmy w redakcji „ W s i " . I przecież także w naszej książce
Romantyzm i historia pokazywałyśmy, jak romantyzm rozumie
lud i jakie jest znaczenie ludu dla kultury narodowej itd. Często
tragicznie to widziałyśmy. Tragicznie, bo miałyśmy w pamięci
trupa „ostatniego p o w s t a ń c a " , o b d z i e r a n e g o przez chłopskiego
pariasa w Rozdziobią nas kruki, wrony... A potem Solidarność,
ta pierwsza „ S o l i d a r n o ś ć " była wspaniałą epoką potwierdzania
się romantycznej wizji ludu, a nawet j u ż można było dojść do
tego, że i Krasiński zaczynał się podobać, chociaż tak nie
znosimy Przedświtu.
„ Z polską szlachtą polski l u d . " , - Ta
szlachta to była (miała być) inteligencja.
C R . / znowu wróciliśmy do tradycji
romantyzmu...
M a r i a Janion. ...Ale niestety j a musiałam się pożegnać
z kultem ludu. musiałam.
Kilka lat temu, gdy pani profesor Alina Witkowska, dla
jakichś swoich celów, czytała Romantyzm i historię, mówi mi:
8

„to jest bardzodobra książka, ale jak dochodziłam do ludu, d
tego, co wy tam o nim piszecie, to j u ż nie mogłam tego czy
л~\~ —:
л~ myślenia.
Л 1 — : „ r\
„i
i -o Co '
t a ć .»»" . Tт o„ dało
mi sporo do
O co chodzi?
sic
stało? Zresztą j u ż w dawnych czasach myśmy w Pracowni
Romantycznej I B L - u ułożyły niby ludową śpiewkę: „h p
hop! jestem dzielny, ludowy c h ł o p ! " i tak wyśmiewałyśmy jc
z tego. A jednocześnie podobał nam się romantyczny | j
Stało się jednak to, że ten „ l u d " , który myśmy sobie
wyidealizowały na rozmaite sposoby, jednak przekształcił się
w masę.
I w tej sytuacji Ortega у Gasset, jego refleksja zupelnj
inaczej nas ustawia wobec takiego stanu. Powstaje pytanie: czy
rzeczywiście trzeba się posługiwać tą demistyfikacją ludu, tak
jak j a panom teraz o tym opowiadam? Mnie się wydaje, że tu
jednak nie ma wyjścia, tu rzeczywiście nastąpiło przekształ­
cenie. I gdybyśmy chcieli teraz ów „ l u d " przerabiać w świado­
my naród, w takim sensie jak często się o tym mówi, to
musielibyśmy jednak przeciwstawić się kulturze masowej
i wytworzyć jakąś inną alternatywę.
0

0

S

U (

e

С R. Narazie ruch ludowy, jeżeli chce przekształcać sir
w naród to wraca do romantycznej wizji, do solidaryzmu
społecznego, do XlX-wiecznych
wizji...
M a r i a Janion. Ależ tak, i to do jakże mało ciekawych.
Przecież to, co tam się czasem formułuje, te hasła, sprawiają, że
ja myślę sobie o Petainie i o rządzie Vichy, bo - obok
paternalizmu dla robotników - dla chłopów jest „rodzina",
„ z i e m i a " , „ w ł a s n o ś ć " . Wiadomo co z tego wynika. To jest
bardzo nieciekawy program z punktu widzenia X X i X X I wieku.
A w jakim stopniu (i w jaki sposób) można dzisiaj oprzeć się
wpływom kultury masowej, ja nie mówię, że ograniczyć, ale
przeciwstawić się temu. To pytanie pozostaje otwarte.
Może „ l u d " j u ż od dawna był masą, tylko ja o tym nie
wiedziałam.
С R. Może właśnie za tamtą wizją kryło się romantyczne
narzucanie formy...
M a r i a Janion. M o ż e popełniłam falsyfikat?
Teraz, kiedy przed tą rozmową pan Zbyszek mówił mi, że
chcieli państwo, by w niej pojawił się i ten problem: literatura
a kultura ludowa, to j a się jakoś wstrząsnęłam na to. A przecież
Kazimierz Nowosielski, mój uczeń z Gdańska, napisał taką
ciekawą pracę Ryzyko obecności. Doświadczenie biograficzne
i powieść chłopska, ja nawet byłam promotorem tej rozprawy
doktorskiej, ale j u ż bez uczuć, bez głębszych uczuć mogłabym
o tym mówić. Nie wiem, być może na fakt, że teraz to tak
oceniam, wpłynął też upadek mitu Solidarności, odsłonięcie
wszystkich rozczarowań z powodu dzieła naszego, które się
obróciło przeciwko nam.
Z . B . Do tego upadku mitu przyczynił sie też i ogólny proces,
inwazja bardzo agresywnej kultury masowej.
M a r i a Janion. No więc właśnie, ale myśmy sami niejako to
stworzyli. M y ś m y walczyli o wolny wybór, wolny rynek
Walczyliśmy o wolny rynek marzeń i idei, a to stało sie
właściwie wolnym rynkiem dla kultury masowej.
Pytanie: czy rzeczywiście m y ś m y stworzyli coś, co obróciło
się przeciwko nam, to też jest kwestia dla mnie dosyć poważna
Bo mam w stosunku do siebie bardzo poważne zarzuty. ^
człowiek, który zawsze kierował się przeczuciem, że nad­
chodzące wydarzenia rzucają cień... Pamiętam, jak zobaczyła"
przedstawienie Dziadów Macieja Prusa w Gdańsku, jeszcze
przed „Solidarnością". Wtedy wygłosiłam mowę na tem
nadchodzących wydarzeń rzucających cień, bo czułam. *
Dziady Prusa staną się szczególną rzeczywistością. I stało srtNo a dlaczego nie wiedziałam, jakie nadchodzą zagroź ' '''
które j u ż rzucały cień na ,, S o l i d a r n o ś ć " . Intelektualista obo**
zany jest do krytycyzmu i to często skrajnego krytycyzm '
tym polega, w końcu, jego funkcja społeczna. Myślę, że dla l
1

1 11

11

�s

e

jalam ' porwać, że w moim wypadku, na moich oczach
j leśnił się mit romantyczny.
C.R. Niektórzy powiadają że po raz ostatni.
Maria Janion. Tak, po raz ostatni, ale j a to zobaczyłam.
pamiętam, gdy wygłaszałam referat podczas Kongresu Kul­
tury Polskiej, który został tak dramatycznie przerwany przez
tan wojenny, to jeszcze zdążyłam powiedzieć, że jestem
zcześliwa, jako badacz literatury romantycznej, bo właśnie na
moich oczach nagle zaczął się stawać romantyzm. Mówiłam
wtedy o symbolicznym języku „Solidarności",który, co cieka­
we, nie tyle był językiem symbolicznym wielkich romantyków,
małych romantyków. A trzeba pamiętać, że to zawsze była
moja specjalność: poezja w kraju między Powstaniem Lis­
topadowym a Powstaniem Styczniowym. To moja najściślejsza
specjalność: tylko w kraju i tylko między tymi powstaniami.
1 tylko poezja. I j a nagle zobaczyłam, że to jest żywe, że to się
dzieje na moich oczach, kiedy strajkujący na murach stoczni
napisali: „Bywaj dziewczę zdrowe, ojczyzna mnie w o ł a " . w i ę c
myślałam, że to szczęście, przeżyć coś takiego. Wtedy Wałęsa
tyl przywódcą charyzmatycznym, Wałęsa był mitem. I też się
lemu jakoś poddałam. Intelektualista nic może się na coś
podobnego porywać, na co j a się porwałam. To znaczy dać się
tak zafascynować romantycznemu mitowi w postaci „Solidar­
ności" i w postaci charyzmatycznego przywódcy. A potem
zacząć rozpaczać nad gruzami...
uC

£

s

Ten mit, ta wspólnota mityczna, która tak znakomicie się
utrzymywała jeszcze w stanie wojennym przy rozmaitych
krzyżach kwietnych, w kościelnych i cmentarnych manifestac­
jach, toż to zupełne Powstanie Styczniowe. Jednakże intelek­
tualista jest obowiązany wyjść ze wspólnoty. Popatrzeć na to
/boku, i zrozumieć co się szykuje. Jaki cień j u ż ogarnia te
wydarzenia. A tu był cień taki mianowicie, że jeśli mit stanie się
rzeczywistością, i to " r z e c z y w i s t o ś c i ą p o l i t y c z n ą " , t o oczywiś­
cie dojdzie do jakiegoś potwornego rozdźwieku. Do zderzenia
ж zwykłą, nie odświętną rzeczywistością. Nie można się tak
upajać.
Z.B. Ale z drugiej strony ten mit został dosyć
szybko
skrytykowany, z wielu stron obśmiany i zdestruowany.
Być
może, że był nadużywany nie do zniesienia, ale nastąpiła
dość
W/bka destrukacja tego całego etosu, także wątku martyrologiQtego, patriotycznego. Dosyć prędko dostał się w publicystycz­
ne kleszcze krytyki. I tutaj wydaje mi się, że występuje i takie
niebezpieczeństwo: pani profesor mówi, że intelektualista powi­
nien wyjść i dbać o dystans, ale czasami czyż nie wychodzi za
W», i nie posuwa się za daleko. Zresztą samo życie polityczne
społeczne tworzy taką krytykę, bardzo ogólną
tendencję
Чщисета tego garbu romantycznego, wygodniej jest.
Maria Janion. No tak, ale dlaczego jest wygodniej? Właśnie
dhtego, że mit romantyczny narzuca ogromne wymagania,
dlatego wygodniej pozbyć się ich. W końcu to, o czym j a
Myślałam cały czas, to ideał, że rządy „Solidarności" będą
*łaśnie spojeniem polityki i moralności, w tym najwyższym
sensie. Tak jak przyświecało to idealnej polskiej demokracji
(awsze.
C.R. W związku z mitem, może warto przypomnieć znów, takie
'•tkane spostrzeżenie
Ortegi у Gasseta. Ta sytuacja, że mit
^Ще nad rzeczywistością,
inna jest w społeczeństwie
arJO'Oiym, tak go nazwijmy, albo antropologicznie
klasycznym,
'" ' się zajmujemy. Ten mit jest tam jedyną
alternatywą,
Wstaw,
nową j dlatego jest on tam powtarzany, gdyż wśród
°sci życia nie było innych. W tej chwili zaś i w naszym
•ypadku: dużej ilości alternatyw i możliwości wyboru różnych
' ' cyjnych realizacji, dzieje się tak, że ten mit rzeczywiście
'Ze spoić tych wszystkich alternatyw. No i on wtedy musi
Zpaść, bo alternatyw jest za dużo.
Ma
a Janion. No to napewno, pan ma rację, bo pluralizn
1

n n

Za

r ,

w demokracji jest przeciwko mitowi. Ale gdyby z tego mitu
została zasada moralności (świeckiej) i polityki właśnie w tym
najwznioślejszym sensie o którym mówię, to ona by jednak
w jakiś sposób nas uratowała. Ja nie mówię, że uratowałaby mit,
ale uratowałaby prawdę, prawdę być może przeznaczenia
Polski.
C . R . Jeszcze chciałbym
wrócić, do tego artykułu w Ex
Librisie o społeczeństwie
amerykańskim,
zastanawiającym
się
jakie jest jego przeznaczenie, jaka jest jego prawda, i że tam
mówi o tym prezydent. W polskim romantyzmie i w polskich
tradycjach, jak sama pani profesor podkreślała nieraz w swych
studiach, zawsze poeta mówił o przeznaczeniu, o tym, jakie jest
nasze miejsce. Tutaj w tej chwili nie mamy tego.
Maria Janion. No tak, ale jednak prezydent Stanów Zjed­
noczonych, może się odwołać powiedzmy do Emersona i zacy­
tować go, i to jest coś. U nas się j u ż nie cytuje poetów, oni już
wypadli z języka politycznego zupełnie. To jest charakterys­
tyczne, jeżeli się weźmie pod uwagę format Piłsudskiego na
przykład, dla którego umiłowanym poetą był Słowacki. I ten
niesłychany przypadek testamentu Piłsudskiego, który był
utajony, a zawierał w sobie tylko informację, jakie cytaty ze
Słowackiego mają być wyryte na grobie: Matka, i Serce Jej
Syna, i o który spadkobiercy polityczni Piłsudskiego strasznie
się kłócili, bo przecież wyobrażali sobie, że tam jest napisane,
kto ma być jego następcą.
Ale właśnie, cobyśmy nie powiedzieli, Piłsudski rozumiał
czym jest przeznaczenie Polski między Rosją a Niemcami.
Widział je jako bezustanny wysiłek moralny, jako właściwie
najwyższy heroizm moralny, maksymalizm moralny. Można
0 nim powiedzieć rozmaite rzeczy i krwawo zapłakać nad
rozmaitymi jego posunięciami, ale trzeba jasno stwierdzić, że
nie czepia się go żadne podejrzenie o jakiekolwiek sprzeniewie­
rzenie grosza publicznego, czy jakiejś prywaty, czy czegoś
w tym rodzaju. W tym sensie Piłsudski realizował zasadę nie
oddzielania moralności od polityki, chociaż jednocześnie był
anty parlamentarny, trudno temu zaprzeczyć.
Z . B . Kiedy ta możliwość
wolnego rynku marzeń,
idei,
1 twórczości zaistniała, pani profesor udzieliła pewnego kredytu
zaufania dla różnych pism, środowisk,
a teraz dostrzega
niebezpieczeństwo,
jak pani powiedziała,
grafomanii. Czy pani
nie uważa, że jednak istnienie tych „regionalnych",
rozmaitych
środowisk literackich i kulturalnych poza centrum Warszawy,
może być ważne przy dochodzeniu do tego typu literatury, która
ujawnia i zapisuje różnorodność
doświadczenia
kulturowego,
lokalny koloryt małych ojczyzn (mamy już tego
przykłady:
„Pogranicze",
„Krasnogróda",
Śląsk, Gliwice,
"Opowiadania
galicyjskie",
Pomorze, Gdańsk, Warszawa, jest i białoruski
wątek). Cz\ nie prowadzi to na naszym gruncie do powstawania
takiego typu literatury z jakim spotykamy się i u Guntera
Grassa, gdzie ważny jest ten kulturowy konkret.
Maria Janion. N o tak, ale widzi pan, co jest potrzebne? Będę
się tu upierać. Do tego potrzebna jest forma. A przecież jakże
często pisarze nie wiedzą co to jest forma. Przysłano mi teraz
powieść, w której występują Gdańsk i Prusy Wschodnie,
Francja i Niemcy, to się dzieje przed drugą wojną światową.
Autor odwołuje się do tradycji Michela Tournicra, mówi
o Królu Olch. Przejrzałam, jest to bardzo szczegółowy opis,
w którym widać autor pokłada nadzieje. No bo jeśli tak Tomasz
Mann pisze, no i może Grass... Ale to jest właśnie problem, że
jest w tym sama szczegółowość, lecz nie ma żadnego od­
niesienia symbolicznego. Bo jeżeli czytam powieść i czuję, że te
wszystkie szczegóły mają jakieś swoje odbrzmienie w pewnej
symbolicznej całości, że w jakiś sposób ten szczegół gra
w czymś, co właśnie jest sensem lego tekstu, to zgoda. Ale jak
tego nie ma, to mi się nawet nie chce czytać, bo ani nie jestem
w stanie lego zapamiętać, ani przeżyć, doświadczyć. Być może

9

�jeszcze wykształci się ten pisarz, rozwinie. Niczego nie chcę
tutaj przesądzać, natomiast uważam, że brakuje edukacji, ale nic
takiej „ t e c h n i c z n e j " , bo tutaj nie chodzi o samą technikę
pisania, ale generalnie rzecz biorąc, o brak takiej edukacji, która
by u k a z y w a ł a - w głębokim sensie-co to jest forma powieści na
przykład, czy forma wiersza.
C R . To jest tak jak z. opisem etnograficznym, który jest tylko
opisem i brakuje mu koncepcji, odniesienia do pewnej teorii
i jest niezwykle nużący. I nas też to uderza, po co to robić? Skoro
jest to tylko wyłącznie taka etnografia, kolejny opis...
Maria Janion. Tak, albo taki typ historii, z którego Żółkiew­
ski zawsze się śmiał: „liczyć krowie ogony",to jest potrzebne,
ale z tego nie powstają te wielkie, porywające książki do
czytania dla większej publiczności. I dlatego uważam, że
ogromna jest rola i znaczenie edukacji, edukacji świadomości
humanistycznej. I „ K o n t e k s t y " też mogą odegrać taką rolę, ale
nie wiem w jakim stopniu docierają w ogóle do kogokolwiek.
Ktoś opowiadał m i , że chciał mieć ten numer, gdzie jest,
napisany z Marią Żmigrodzką, nasz tekst o Rousseau, i obleciał
nawet całą Warszawę, no i nigdzie nie ma... To jest jakaś
okropność. M y ś m y się znaleźli w stanie zakorkowania. Nawet
gdyby przyjąć tę myśl, że mielibyśmy oddziaływać na elity, to
musimy wychodzić z założenia, że jest jeszcze parę tych elit
gdzieś w jakichś innych miastach, do których „ K o n t e k s t y "
powinny docierać, j u ż nie mówiąc o Warszawie.
C R . Myje kształcimy przez, nasze uniwersyteckie
działania.
Na drobną skale oczywiście w porównaniu, jeśli w ogóle może
być tu mowa o porównaniu z tym, co pani profesor robi od lat.
Pani dokonania pod tym względem są ogromne.
Nieporów­
nywalne.
Z . B . Czy w idei "Bildung",
po pani studiach nad romantyz­
mem, a zwłaszcza wobec "Transgresji",
nie ma jakiejś
tęsknoty
za uładzeniem świata? W jednej z audycji telewizyjnej I,,Słowa
i twarze'': Obłoki Marii Janion) przywołała pani profesor swój
ulubiony dla siebie, tajemniczy wiersz o obłokach,
wiersz.
Czesława Miłosza "Obłoki".
Zacytowała go pani bez ostat­
niego wersu, tak jak on się sam w pani mówił od lat, - ,,bez.
pocieszenia"
- jak powiedziała
pani to wtedy. Czy teraz
w sięgnięciu i odwołaniu się do idei ' 'Bildung'' nie ma tęsknoty
jakiegoś powrotu do formy klasycznej i jednak
klasycystycznej
wizji? Chciałbym też zapytać o inne ważne dla pani lektury,
które kształtowały i wpłynęły na pani biografię
twórczą.
Maria Janion. Tak. to jest ważne i dla mojego dzieciństwa,
i dla mojej młodości - bo wtedy właśnie czytałam te Obłoki. To
było w czasie okupacji niemieckiej w Wilnie, i było dosyć
dziwne, że trafiłam na ten wiersz, widocznie miałam Trzy zimy
Miłosza, które były wydane w Wilnie w 1937 roku. Mogło być
i tak. że ten tomik był u któregoś z moich nauczycieli. Poza tym
czytałam stare numery „ A l m a Mater Vilnensis", czasopisma
Uniwersytetu i m . Stefana Batorego. Miłosz w nim też pracował
i drukował swoje wiersze, więc może stamtąd? Już nie pamię­
tam. W każdym razie, kiedy pani Małgorzata Baranowska przed
zdjęciami do filmu powiedziała, że napewno mam jakiś swój
tajemniczy tom poetycki, tajemniczą książkę, jakiś tajemniczy
wiersz, odpowiedziałam: tak, to są właśnie te „ O b ł o k i " , k t ó r e
mówią się we mnie już. przeszło pół wieku, słyszę ten wiersz
w sobie. Jest to bardzo dziwne, ale zdaje się bardzo wielu
ludziom to się przytrafia, że coś w nich mówi ciągle ten sam
wiersz.

się pod uwagę otoczenie, w którym się tego uczyłam. Dobrze
znałam łacinę, potem zaczęłam się uczyć greki w czasie
okupacji. Po wojnie nawet myślałam, że pójdę na filologię
klasyczną, do tego stopnia byłam antykiem zainteresowana. I
robiło na mnie największe wrażenie? Właśnie ta doskonałość
antyku, ta absolutna doskonałość i to przekonanie, że w Grecji
powstało coś niesłychanego, jedynego, godnego najwyższego
podziwu. Chociaż zauważałam, oczywiście - nawet w W i l j
okupacyjnym to było widoczne - że Niemcy, hitlerowcy
wykorzystują antyk, ale oni wykorzystywali przede wszystkim
antyk rzymski, ten rodzaj gładkości i monumentalizmu. Wy.
czuwało się jakąś pustkę, te kolumny, len typ propagandy
wzorowanej na wielkim Imperium Rzymskim. I dlaczego
wiersz Miłosza na mnie zrobił takie wrażenie? Dlatego, że by|
zupełnie czymś przeciwstawnym temu kultowi antyku, tej
doskonałości antycznej. Z tego wiersza dowiedziałam się
o czymś, co jest skażeniem natury człowieka. Bo tam jest mowa
C o

n

e

0 tym: - ,,/ wiem, że we mnie pycha, pożądanie / i okrucieństwo,
1 ziarno pogardy / dla snu martwego splatają posłanie, [...]
wtedy spuszczam oczy i czuję wicher, co przeze mnie wieje,
palący, suchy O, jakże wy straszne jesteście, stróże świata,
obłoki.'". - I pamiętam, że jakiś czas temu pytałam swoją
najdroższą przyjaciółkę profesor Marię Żmigrodzką, no dobrze,
ale co ja mogłam zrozumieć z tego wiersza wtedy. Przecież tam
mowa jest i o pożądaniu, i o kłamstwie, i o pogardzie, i o Bóg
wie czym, a ona mi na to odpowiedziała: a dlaczego już wtedy
koleżanki nazywały cię Napoleonem (bo ja jej kiedyś opowiada­
łam, że właśnie w dzieciństwie nazywano mnie Napoleonem).
I to dato mi dużo do myślenia. Właśnie, skażenie. Było to we
mnie. Ale proszę nie sądzić, że to jest skażenie grzechem
pierworodnym. Ja tak nie myślę. I może Miłosz też nie miał tego
na myśli. Ten wiersz, w moim przekonaniu, mówi raczej
0 dualizmie natury ludzkiej.
Z . B . Tam jest jeszcze taki motyw, w tym wierszu - może to za
mocne słowa - zakłamywania świata. To trochę przypomina i tę
sytuację, którą w odniesieniu do antyku podnoszą niektórzy
historycy sztuki, gdy mówią o oddalaniu się późniejszej sztuki
klasycznej, w tym i rzymskiej, od tej pierwotnej doskonałości, od
ideału, doskonałości
i prawdy jaki stworzyła
i osiągnęła
w sztuce Grecja. W wierszu padają znamienne słowa:" ...A
kłamstwa mego najpiękniejsze
farby zakryły prawdę...". To
znów motyw z pani późniejszej twórczości: świat jakby zamalo­
wywany, ta prawda jest ukrywana pod różnymi maskami, pod
rozmaitymi przebraniami, i to u pani profesor zaowocowało
szczególnie tropieniem ciemnej strony egzystencji ludzkiej. Do
czego zmierzam? Że szukanie u pani profesor jedności i całości
łączy się bardzo ściśle jednak z wyczuleniem na tę dwoistość,
dualizm, o którym pani mówiła przed chwilą. I dlatego nadal rue
mogę zrozumieć niepokojów pani słuchaczy, dlatego, że pa"
mówiąc o jedności i całości, ma wciąż na uwadze i ten dualizm1

Maria Janion. A gdy padło j u ż pytanie o ważne i znaczące
dla mnie lektury, to będą tu i lektury z okresu środkowego
1 trzeba przede wszystkim powiedzieć o ..Transgresjach
i o tym wszystkim, co j a czytałam do transgresji, czym się wted)
interesowałam, jak pracowałam na te transgresje. Studenci M
Uniwersytecie Gdańskim, bo przecież tam prowadziłam semi­
naria na ten temat, i tam w Gdańsku zostały wydane TransgK
sje, opowiadali mi, jak mówili między sobą, że znając problern
temat, zagadnienie, które chcieliby podjąć, i poszukiwał
literackiego wyrazu, mówili częstokroć tak: „ja nie wiem jest taka książka, ale trzeba przyjść do pani profesor i opo*
dzieć, że j a bym chciał albo chciała przeczytać taką ks'"^*
w której taki to a taki problem się pojawia i ona powie, gdzieJ
taka książka, i czy wogóle j e s t " . N o więc właśnie ja się
wyspecjalizowałam, w takim wyszukiwaniu potrzebnych
książek. Wtedy dla mnie szalenie ważnymi pisarzami byl'--'
cZ

A dlaczego wtedy zrobi! na mnie takie wrażenie, dlaczego go
zapamiętałam. Otóż teraz kiedy o tym myślę, to wydaje mi się,
że było to związane z. faktem, że przez swoich nauczycieli na
tajnych kompletach gimnazjalnych byłam wychowana w kulcie
antyku. Oni się z kolei nauczyli lego od swoich nauczycieli i to
tak szło przez stulecia w Polsce, len kult antyku, antyku
greckiego, bardzo chyba niezwykły, zwłaszcza jeżeli weźmie

10

ł

IŁ

e

�^jdać P° Transgresjach,
Gcnet i Balaille. Właściwie w każdym
(ornie starałam się. aby było coś Geneta i Bataille'a, Foucaulta.
pjDiiętam dużo osób mi mówiło; ''co ty chcesz robić, ty
jppnawiasz z ludźmi, którzy mają dwadzieścia lat. albo
j j z i e ś c i a d w a i mówisz do nich o strasznych rzeczach".-To
znaczy J
..straszne rzeczy" ujęłam w taki cykl, taką
sekwencję: " S e k s - S z a l e ń s t w o - Ś m i e r ć " (to jest to zresztą, co
poucault poznał na sobie samym, tego wszystkiego na sobie
samy doświadczył). - Dlaczego ty im to mówisz, to jeszcze
nieje P - ^ У У
' ' r o z m a w i a ć . " Aleja widziałam, że
i studenci bardzo dobrze wiedzą, o co chodzi i chcą o tym ze
rozmawiać, bo uznają, że to jest nawet najważniejsza dla
nich sprawa: s e k s - s z a l e ń s t w o - ś m i e r ć .
tfa

a

t e

m

st

o r a

а

0

1

т L

n

m

n i n i l

д teraz powróciłam do Wilhelma Meistra Goethego. Prowa­
dziła przez półtora roku wykład na temat Lat nauki i lut
gedrówki Wilhelma Meistra. Chcemy wydać książkę, która
będzie zawierała wykłady moje i pani prof. Marii Żmigrodzkiej
oraz dyskusje i referaty słuchaczy, doktorantów, takie dzieło,
które być może będzie nosiło tytuł: Goethe - lata nauki i lata
pedrówki, a j u ż mniejszymi literkami w podtytule: historia
Wilhel Meistra. Sięgnęłam więc do dzieła, które na pewno
nie jest dziełem transgresyjnym. Powróciłam właśnie ze wzglę­
du na ideę „ B i l d u n g " . Ale dlaczego? Po ponownej lekturze
Doktora Faustusa Tomasza Manna doszłam do wniosku, że
może rzeczywiście dylematem kultury europejskiej, pogoetheańskiej. jest dylemat humanizmu i demonizmu, i że Goethe
umiał jeszcze utrzymać równowagę między humanizmem
a demonizmem. Natomiast polem, ta równowaga jednak się
zachwiała na rzecz, oczywiście, pierwiastka demonicznego.
Ijeżeli teraz myśli się o budowie obrazu kultury integrującej, to
jednak trzeba sięgnąć do tak rozumienego „Bildung",jak to jest
u Goethego. Do tak rozumianej osobowości i do tej równowagi
między humanizmem a demonizmem jaka tam jest.
111

ma

To nie jest tak, że tam nic ma demonizmu. Tam jest
demonizm, ale on jest jednak zrównoważony. I Goethe był
nazywany „ b o s k i m " , dlatego, że on umiał te sprzeczne pier­
wiastki pogodzić. Stąd Wihelm Meister w twórczości i w kon­
stelacji wierszy Goethego jest dążeniem do kształtowania
osobowości, która zrównoważy pierwiastki humanistyczne
i pierwiastki demoniczne. I tak się już stało raz. w dziejach
ludzkości: Goethe to zrobił. To nie znaczy, że pojawi sie nowy
Goethe, albo ktoś będzie Goethem, wystarczy mi to, że ktoś
może uwewnętrznić Goethego, i w ten sposób będzie żył w nim
Goethe. I to j u ż będzie według mnie bardzo cenne.
Oczywiście, cały czas mówię, by nie wykluczać tutaj, broń
Boże, demonizmu. Nie wykluczać też światopoglądu tragi­
cznego. On jest obecny nawet w Wilhelmie Meistrze, są w nim
opowieści wtrącone i jedna z nich przedstawia człowieka
tragicznego. Stąd bierze się i powstaje dylemat, o którym j u ż
tyła mowa, jak to możliwe - tam „transgresja", a tu „ B i l d u n g " .
Nawet mogę jeszcze dopowiedzieć: tu nauczanie społeczne, atu
*iatopogląd tragiczny. I teraz sprawa komplikuje się jeszcze
bardziej, dlatego, że światopogląd tragiczny nie może być
światopoglądem „ m a s o w y m " , w takim sensie, jak coś takiego
fożna było robić z romantyzmem, z zachowaniami romantycz­
n i , prawda? A co można zrobić z tym? Zaproponować
światopogląd tragiczny? Komu? I dlatego można uważać, że
"tówię coś elicie, czego nie mówię „ l u d o w i " . Pyta się mnie
wobec tego, do czego chcę doprowadzić. Mówię więc, że
erudycją chcę doprowadzić do światopoglądu tragicznego. Ale
dycją, niczym innym, tylko przedstawiając tym, których
"•raczam, rozmaite sytuacje, rozmaite alternatywy, rozmaite
Możliwości, rozmaite myśli. Istotą światopoglądu tragicznego
jednak to o czym pan mówił - wspominając ów motyw
I °wieka nieprzejrzystego - jest ta nieprzejrzystość właśnie.
s

iru

,ul

aj od razu trafiamy na problem, o który pan pytał na

początku - co może znaczyć idea „ B i l d u n g " u końca wieku
i w naszym „ l o k a l n y m " doświadczeniu.
Otóż sądzę, że niekoniecznie wszystkich należy doprowadzać
do światopoglądu tragicznego. A l e wszystkim trzeba uświada­
miać nieprzejrzystość bytu i to uważam za jeden z pod­
stawowych problemów kultury europejskiej X I X i X X wieku.
Jednak proszę zwrócić uwagę, że wszystkie utopie, łącznie
z utopią Marksa, są oparte na dążeniu do przejrzystości.
Natomiast jednocześnie pojawia się podejrzenie o „organiczną"
nieprzejrzystość. I tutaj pan Zbyszek wspomina moje studium
Larvatus
prodeo, o Kasparze Hauserze, tym nieprzej­
rzystym człowieku, który tak tajemniczo pojawia się i tak
tajemniczo odchodzi. Ale proszę zwrócić uwagę, że nieprzej­
rzystość jest silnie zarysowana i obecna w polskiej literaturze.
Jest problemem Białoszewskiego. Ta nieprzejrzystość jest
także, moim zdaniem, problemem Gombrowicza. Ona jest
również, problemem Irzykowskiego w Pałuhie. I tutaj coś
ważnego znajduję dla mnie, w Pałuhie Irzykowski cytuje pieśń
Mignon z Lat nauki Wilhelma Meistra, kiedy ona śpiewa:
„pozwólcie mi się wydawać, zanim się s t a n ę " („Lasst mich
scheinen, bis ich w e r d e " - c h o d z i o anielskie przebranie i rychłą
śmierć Mignon). W y d a w a ć się. Stwarzać rozmaite pozory,
teatralizować się. Zanim się stanę. Oto świadomość teatralnej
nieprzejrzystości, która jest też traktowana jako konieczna po to.
żeby człowiek mógł się stać. Żeby mógł się rozpoznać.
Ale - powstaje pytanie - czy takie rozpoznanie jest możliwe?
I tu przerabiam i czytam wciąż na nowo Gombrowicza.
Przerabiam Białoszewskiego. Chcę przypomnieć, że tę prob­
lematykę podniosłam w rozprawie o Towiańczykach, pokazu­
jąc, jak oni się zmagają z demonem teatru. Pod koniec doszłam
tam do takiego wniosku, że byt nie jest przezroczysty; gdy tylko
istnienie przybiera postać zachowania, pojawia się teatralizacja.
Jeśli tak, to klęska T o w i a ń c z y k ó w (dlatego, że oni w końcu,
n i e c h c ą c y takie teatrum straszliwe urządzili, okrutne) nabie­
ra znaczenia czegoś nieuchronnego, nieusuwalnego, uniwersal­
nego.
Mówiąc o nieprzejrzystości bytu, nie neguję wcale tego, że
może jest czyste istnienie, takie, którego, na przykład, doświad­
czał Rousseau, jak to opisuje w Marzeniach samotnego wędrow­
ca, jak wypływał łódką na jezioro i tam słyszał tylko szum wód
słynny, ten sam, może, który słyszał Mickiewicz, i ten szum wód
był rytmem jego egzystencji, melodią jego istnienia. Tylko to.
Ale wydaje mi się, że to są tylko takie chwile. Bardziej chwile
jakiejś ekstazy, niemal mistyczne uniesienia. Natomiast poza
tym, czy nie jest tak, że jak się zachowujemy społecznie, to
natychmiast stajemy się nieprzejrzyści i się teatralizujemy?
Gdy tak mówię: „teatralizujemy s i ę " , to oczywiście myślę
0 Teatrze życia codziennego Ervinga Goffmana. To jest książka,
która zrobiła na mnie duże wrażenie. I to, uważam, jest bardzo
istotne właśnie dla antropologii kulturowej, taki typ zgłębiania
rzeczy. Bo jeżeli byt jest nieprzejrzysty, to jest to jakaś tragiczna
cecha naszej kondycji. A jak uznać, że jest przejrzysty, to wtedy
utopijnie wszyscy istniejemy naprawdę, utopijnie wszystko
widzimy naprawdę. To tak, jak Marks sobie wyobrażał: przej­
rzyste stosunki produkcji itd, i td... i wszystko wtedy jest jasne,
1 panuje ogólne szczęście.
C . R . A człowiek jest sumą układów
społecznych...
Maria Janion. Jeśli przyjąć prawdę o nieprzejrzystości bytu,
to tutaj pojawia się coś takiego, co można określić jako
ontologiczne nieszczęście człowieka. Dlatego w Transgresjach,
w jednym z tomów, w Maskach, zajęłam się
Człowiekiem
śmiechu Wiktora Hugo. To znowu powieść, którą czytałam
w dzieciństwie. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie wie­
działam dlaczego. A potem do tego powróciłam j u ż jako
dojrzały człowiek, ale przerażony, bo jak wiadomo, powrót do
lektur z dzieciństwa jest taki niebezpieczny. Miałam już za sobą

�przygodę z Moim przyjacielem Meaulnes Alain-Fourniera. Jak
ja to przeczytałam w dzieciństwie, to zupełnie oszalałam
z zachwytu, a potem jak przeczytałam to mając lat trzydzieści
kilka, to szybko schowałam na dalsze półki, aby w ogóle o tym
nie wiedzieć. A tu teraz: Człowiek śmiechu. Co będzie? - Taka
próba lektury dojrzalej. Bo Gombrowicz miał rację, mówiąc:
" C z ł o w i e k i człowiek, ale w jakim wieku jest ten c z ł o w i e k " , t o
jest bardzo ważne, co on ma za sobą, co on ma przed sobą.
Przeczytałam więc tego Człowieka śmiechu dojrzale i zro­
zumiałam, że jest w nim coś wstrząsającego. Mianowicie to. że
człowiek śmiechu zostaje - jak panowie pamiętają - porwany
i podrobiony przez bandę złoczyńców, którzy wycinają mu na
twarzy wieczny grymas śmiechu, żeby bawił widzów cyr­
kowych swoją gębą. 1 on jest zamaskowany jak każdy człowiek,
a do tego jest podwójnie zamaskowany. A jednocześnie - oka­
zuje się oczywiście, że on pochodzi z Iordowskiej rodziny, jest
właścicielem wielkich majątków - i gdy przemawia w Izbie
Lordów...
C R . To jest to forma romantyczna...
Maria Janion. ...Tak oczywiście, to jest forma romantyczna.
- ...to wszyscy lordowie pokładają się ze śmiechu, kiedy on
mówi wielkie słowa. Patetyczne zdania o biedzie, nędzy,
krzywdzie itd. a tu gęba wykrzywia się w uśmiechu...- I niesa­
mowicie właśnie, Wiktor Hugo naciska romantyczny pedał
z całą siłą, i wydobywa dziki dysonans.
Ale być może to jest naprawdę ontologicznym nieszczęściem
człowieka: Nie to. że jest skażony przez grzech pierworodny,
tylko to że byt jest nieprzejrzysty.
C R . Ja zgadzam się tu z. panią profesor, ho też uważam że
człowiek sum siebie nie jest w stanie poznać i żyje - większość
bez - a niektóre postacie tragiczne - z. tą właśnie
świadomością.
Maria Janion. Tak, i te postacie tragiczne podejmują walkę
z przeznaczeniem. Podejmują wysiłek poznania losu. aten los to
jest właśnie nieprzejrzystość i teraz dowiedzieć się lego...
Straszna walka o poznanie swego losu zakończona zazwyczaj
katastrofą. Bo charakterystyczne, że bohater tragiczny poznaje
los w momencie gdy pada martwy, w ostatnim momencie
zrozumiał: A ! to było to! - Zrozumiał, że to był jego los, ale
niestety już dalej dla niego nic z tego nie wynika. Najwyżej dla
nas. Bo. jak mówi Nietzsche, tragizm oddawał hołd „odwadze
i wolności uczucia w stosunku do potężnego wroga, wzniosłego
potwora, problemu wzbudzającego g r o z ę " . Henryk Elzenberg
w Kłopocie z istnieniem cytował z Empedoklesa Holdcrlina
słowa, które uznał za elementarne:
Czvż wtedy nie mają
śmiertelni
Nic własnego nigdzie, i czy naprawdę
Straszliwość aż po serce im sięga ?
[...]
Być samym i bez bogów: to jest śmierć.
C R . Solidarność
1980 roku była kolejnym nawrotem do
romantycznych wzorców zachowań, symbolów i znaczeń. Ro­
mantyzm znowu podpowiadał sposób przeżywania historii i rze­
czywistości. Obecnie tzw. „Etos" został zdeptany i odrzucony.
Czy to ostateczny koniec romantycznego kanonu? Czy hasło:
zostawmy przeszłość historykom, zamyka zbiorowe poczucie
sensu i kultury?
M a r i a Janion. Odpowiadając po części na to pytanie,
chciałabym jeszcze zatrzymać się przy kwestii światopoglądu
tragicznego. Chciałabym zwrócić uwagę, że w Polsce może jest
ważne myślenie o tragizmie ze względu na to. co nazywam
ironią tragiczną w dziejach Polski. Mam tu na myśli to, co
pisałam w Życiu pośmiertnym Konrada Walenroda, że wszyst­
kie nasze wysiłki odnowy, wielkie i wspaniałe trudy odrodzenia
zostają obrócone przeciwko nam i popadamy w zupełną klęskę.
Tu zaczynani od Konstytucji 3 Maja i rozbiorów Polski,

12

a „Solidarnością" i stanem wojennym to się zamyka. I teraz j
ciekawe, że przez dłuższy czas mówiłam, że nareszcie i r j
tragiczna się skończyła, bo uważałam, że jest ona wynikiem
naszego położenia geopolitycznego. Że istnieje coś takiego
geografia tragiczna. To znaczy, to położenie między Niemcami
a Rosją. (Nie wiem czy panowie znają tę anegdotę. Ktoś tam
opowiadał, jak jechał taksówką na Kubie z przyjacielem
i rozmawiali po polsku, no i ten szofer kubański pyta: w jakim
języku wy rozmawiacie, oni mówią: po polsku. A gdzie leży t
Polska? Oni powiedzieli: między Niemcami a Rosją, na co on
o mało na drzewo nie wjechał, z wrażenia. Jak można!? Co§
takiego: znaleźć się między Niemcami a Rosją! Ale znają
przecież panowie ten słynny rysunek Mleczki, jak Bóg układa
świat: „A Polakom to ja taki żarcik urządzę..."). Rozumiałam
więc, że geografia tragiczna się skończyła. Bo Niemcy zjed­
noczone. Nie zagrażają. Rosja sowiecka upadła, więc najpierw
długo będzie się zajmowała sobą, zanim do nas przyleci, chociaż
jeśli chodzi o Rosję, to j a j u ż taka pewna nie jestem, czy będzie
zajmowała się sobą, czy nie dozna znów poczucia mesjanicznej
wizji niesienia swego „ d o b r a " na zewnątrz? Jarosław Marek
Rymkiewicz zawsze mi mówił: „ C o pani mówi. Pani Misiu,co
pani mówi! Przecież imperium żyje i tu przyjdzie, i pani musi
przygotowywać nasze społeczeństwo na lo, że imperium cały
czas myśli o nas i ono tu b ę d z i e . " A ja wtedy, w takim radosnym
nastroju trochę się ocuciłam, kiedy zobaczyłam omdlenie
Mazowieckiego podczas wygłaszania mowy premierowskiej.
To było jak omdlenie Kordiana przed sypialnią cara. Ironia
tragiczna chodziła po obrzeżach. Wyszczerzyła zęby w tym
momencie i dała nam znak. No więc, myślałam: tak, jednak
ironia tragiczna wyszła nachwilę, pokazała się i schowała. Noto
dobrze. Mazowiecki ożył i j u ż wszystko w porządku. - Ale jakie
wszystko w porządku?! Czy j u ż nie ma ironii tragicznej
w dziejach Polski? Teraz? Kiedy się okazało, co się okazało,
właśnie jeżeli chodzi o tzw. elity polityczne. Czy to byłaby
ironia tragiczna?
e s t

U n

a

a

Mnie się zdaje, i na tym może też polegać ironia tragiczna, że
wolność wyszczerzyła kły.
Bo wolność była, w końcu, naszym celem. Naszym najwyż­
szym dobrem. Cały czas, właściwie marzyliśmy tylko o wolno­
ści. Niedawno pewien Rosjanin powiedział: „przecież dla was
Polaków wolność jest dobrem samym w sobie, my w Rosji, to
jest w Euroazji, musicie o tym pamiętać, nie mamy takiego
pojęcia w o l n o ś c i . " I ja go rozumiem, j a go nie potępiam za to,
wiem też, że się męczyłam - i w czasie Transgresji i w stanie
wojennym - marzeniem o wolności. Ale gdybym się urodziła
w Bułgarii, - j a nie chcę tu, broń Boże, uchybiać Bułgarii - czy
w jakimś innym miejscu świata, być może, nie byłabym uka
chora od tego. Bo bym nie miała zakodowanego w sobie takiego
wzoru kultury. A to było marzenie o wolności. I teraz ta wolność
jakoś zbladła.
Na wakacjach będę czytała dwie książki, cudzoziemców, bo
cudzoziemcy czasem zobaczą to. czego my nie widzimy. Jedna
to Normana Davisa Serce Europy, a druga to Rogera BoysaWaj
prezydent. Być może będę mogła panom odpowiedzieć po tej
lekturze, czy to jest zemsta dziejów. Tego nie wiem, ale chyba
wszyscy się czują tak dojmująco przez tę wolność posiekam na
kawałki. Czy nie jest tak? Ja się niewymownie cieszę z braku
cenzury, możemy sobie opowiadać i to będzie wydrukowane
To są cudowne rzeczy, zupełnie cudowne. Ale jednocześni И
że nie możemy, nie umiemy rozprowadzić książek po Polsce
łych wspaniałych książek, tych czasopism. No to co to jest?T"
przecież jakaś straszna strona tej wolności, prawda? Bo to je
wolność hurtowników.
1

41

Z . B . Wolność hurtowników i tych idei hurtowych.
Gdy pani mówi o ironii tragicznej, światopoglądzie
$,
cznym, a wcześniej w swoich studiach, w kolejnych etap
!ra

a

�nazywała tę świadomość tragiczności egzystencji ludzkiej, to
' fiecież w tym jest mocna kontra i sprzeciw nie tylko wobec tych
\iei hurtowych, ale także wobec ogólnej wizji
człowieka
donist)'cznego w kulturze masowej, sprzeciw wobec człowieka
-owego,
który mówi, że te nieszczęścia wymyślają
intelekliści i nieszczęśliwi
ludzie.
Maria Janion. Świetnie pan trafia, też chciałam o tym
flówić- Bo tak jest rzeczywiście. Bo to, co my chcemy ludziom
w i a ć za pomocą kultury wysokiej, to jest świadomość
Istnienia. Mówimy: będziesz świadomie przeżywał swoje ist­
nienie, a na to słyszymy: ..A po co mi to? Ja nie chcę świadomie
przeżywać. Ja mogę mieć mentalność narkomana - (to nie
znaczy, oczywiście, że on koniecznie musi korzystać z nar­
kotyków) - j a nie chcę mieć świadomości istnienia. Chcę scbie
yć w pozorach i odurzeniu telewizją". Pragnie nie odróżniać
fikcji od rzeczywistości. Wspaniale opisywano u nas bezrobot­
nych - nie wiem czy panowie znają te reportaże - ideą
bezrobotnego bywa kupić sobie wideo i chodzić do wypożycza­
lni, potem oglądać cały dzień filmy. I to jest to życie narkotycz­
ne, zaspakaja głód obrazów, w często intensywny sposób. I ci
nasi krytycy, krytycy intelektualistów i pedagogii społecznej
pozornie mają rację. Bo dlaczego my mamy ludziom mówić
o światopoglądzie tragicznym, o tych nieszczęściach? Przecież
nie jesteśmy kapłanami, księżmi. Księża mogą im mówić, że
tutaj na tym padole łez... Ale my? dlaczego mamy im przed­
stawiać życie jako padół łez, jako nieszczęście ontologiczne, nie
dając im wizji tego wyższego drugiego, przyszłego życia.
Księża mówią: tutaj tak się męczysz, ale będziesz miał nagrodę.
A ja jaką mogę wskazać nagrodę? Światopogląd tragiczny nie
daje żadnej nagrody poza samym sobą, poza tym. że jesteś
świadomie.

kości, zachwycona, że mówi prozą, z podobną
nonszalancją
odnosi się niekiedy do dzieł klasycznej etnografii, tekstu, cytatu,
interpretacji, nie wnikając ani w autonomię, ani kontekst tych
dziel, przeciwstawiając
im, (szczęśliwie tej twórczości nie jest za
wiele) swoją,,prawdę
".Ale to tylko wtrcicam tak na marginesie.
C . R . Oczywiście, że ta tendencja we współczesnej
kulturze
rzuca się w oczy. Przede wszystkim to jest rozwój
całej
popularnej prasy, która niby podaje nam całą prawdę na
wierzchu poprzez plotkę, oszczerstwo, pokazując to „ intymne
Życie'', stosując podglądactwo,
które ma czytelnika
zaspokoić.
Maria Janion. Malowany ptak mnie bardzo interesuje m.in.
dlatego, że Kosiński wykorzystuje Biegeleisena, jego dzieło
0 medycynie ludowej. Te wszystkie wywody o ludowych
przesądach i sposobach leczenia pochodzą od Biegeleisena,
którego książkę o lecznictwie ludu polskiego poznał, gdy był
w Łodzi studentem socjologii u Chałasińskiego. To dosyć
niesłychana historia, jak Kosiński to spożytkował, przetworzył
1 co z tego zrobił.
Ale tutaj - skoro j u ż powiadamy o masowym odbiorcy
- wydaje mi się, że może być przejście między kulturą wysoką
a człowiekiem masowym. Takie przejście mianowicie, żeby
zorientować publiczność i społeczeństwo, że kultura jest mową.
Jeżeli w ten sposób sprawę postawimy, to okaże się, że może się
ona do czegoś przydać nawet człowiekowi masowemu.
Chciałabym się odwołać do pewnego zdarzenia, które mnie
bardzo poruszyło i bardzo zastanowiło. Kiedy byłam w szpitalu
i przychodził taki duży orszak profesora z wieloma lekarzami,
i oni pytali pacjentów jak się czują, jedna pacjentka mówiła:
bardzo dobrze, no i oni odchodzili i szli do następnego pacjenta,
potem wychodzili z sali, ona wybuchała płaczem, pytałam:
dlaczego pani płacze? B o j a się bardzo źle czuję! A dlaczego
pani tego nie powie? B o j a nie umiem, ja nie umiem powiedzieć,
Z.B. Zaskoczył mnie kiedyś optymizm pani profesor w pyta­
niach często stawianych o tę konkurencję między nową formą że się źle czuję, i jak źle się czuję, i o co mi chodzi.
I właśnie to cierpienie, to straszne cierpienie tej kobiety
kultury, opartą na obrazie a literaturą. Ze pani profesor nie
mdzi jednak tak tragicznie przyszłości
literatury, że jednak i innych, które jest niewymówione, nienazwane, niewypowie­
dziane, ale nie dlatego, że cierpienie jest w ogóle nie do
wierzy w literaturę.
wypowiedzenia, bo jest. Do pewnego stopnia przecież można
Maria Janion. Tak, ale jednocześnie stawiam sobie pytania,
o których mówimy. To znaczy uważam, że jest to taki proces jednak coś powiedzieć.
bardzo wyraźny: przejście od kultury słowa do kultury obrazu,
Ale kultura masowa tego nie robi. Kultura masowa nie uczy
co moim zdaniem, jest o tyle niebezpieczne, że szybkość
mowy, bo nie jest w stanie tego robić. Musi działać za pomocą
obrazów nie pozwala na namysł, na kontemplację.
uproszczenia. Zresztą ktoś m i powiedział, że mam rację w tym
C.R. / wbrew pozorom zabija wyobraźnię
kulturową.
spostrzeżeniu i tak to ujmując. Opowiadał, że obserwował
Maria Janion. Tak, oddala i likwiduje możliwość, że się
z bliska demonstrantów ostatnio, którzy wystąpili ze znanymi
skupię na czymś, samotnie, zastanowię.
hasłami: „Precz z Ż y d a m i " , „Precz z k o m u n ą " i na tym to się
skończyło. Kiedy się chciało z nimi porozmawiać, to się
Napewno jest to proces niebezpieczny, ale myślę, że się jakoś
okazywało, że właściwie nic więcej nie mieli do powiedzenia.
wyprostuje. Natomiast martwi mnie o wiele bardziej stosunek
A przecież wiemy, że to nie jest prawda. Oni mieli bardzo dużo
do literatury. Gdy na przykład poeta, i to taki poeta jak Miłosz,
do powiedzenia, ale nie potrafili sobie dać z tym rady i posłużyli
który wydał swoje Wypisy z ksiąg użytecznych, mówi o wierszu
się stereotypem. Powie ktoś, że może, właściwie, tłum tylko tak
Aloysiusa Bertranda, że owszem to jest dobry wiersz, ale
potrafi mówić...Ale j a bym okazała wielką niewiarę w człowie­
zanadto trąci literackością. Co to znaczy? Bo dobre są wiersze
ka, gdybym sądziła, że tylko do tego tłum jest zdolny.
krótkie, od razu przemawiające. W jakim sensie Miłosz to
roówi? Moim zdaniem, w takim, że przeciwstawia „ p r a w d ę "
Z.B. Skoro już mowa o „uczeniu mowy", to mnie się wydaje,
•literaturze".I to jest proces, który w ogóle moim zdaniem jest
Że dla twórczości pani profesor jest to niezwykle ważny motyw:
charaktery styczny dla współczesności.
mowa. Rozmowa, wydobywanie z kogoś (czy Z czegoś.tekstu)
mowy, nazywanie. Ze ważny jest ten kontakt
seminaryjny,
Proszę zauważyć, jakim powodzeniem cieszy się książka
stawianie, sprawdzanie pewnych hipotez. Czy to ma wpływ na
banny Siedleckiej Czarny ptasior, ohydna moim zdaniem,
pani pisanie?
Kosińskim. To jest ta prawda, prawda niby dokumentu, ale
• « przy tej okazji nie mówi o Malowanym ptaku. Nie traktuje
Maria Janion. Tak, oczywiście! Zresztą przypuszczam, że
4 go jako autonomicznego, zamkniętego dzieła literackiego,
jako człowiek piszący tak się właśnie ukształtowałam, że
które nie ma nic wspólnego z wymysłami pani Siedleckiej.
pisanie jest zwykle związane z moimi wykładami, że gdybym
nie wykładała, to może bym nie pisała, albo może bym nie pisała
rzeba to dzieło pokazywać i trzeba go doświadczać niejako, ale
w ten sposób.
fy nie mamy dobrej atmosfery, właśnie dlatego że podobna
"Prawda" zwycięża nad literaturą. Czy panowie nie odczuwają
Z.B. Postawiła pani tezę o wyczerpaniu się i końcu panowa­
^ j sytuacji w kulturze współczesnej?
nia paradygmatu romantycznego w kulturze polskiej. Co dalej?
Co może z tradycji romantycznej przetrwać,
zachować
się,
^•B. Ja to dostrzegam czasami nawet na naszym gruncie,
ocalić ?
Wczesnej etnografii, która mimo odkrycia swej przyliterac-

}

ne

tua

w m a

z

0

l e

13

�Maria Janion. M o ż e najpierw trzeba powiedzieć, że nie
wszyscy z moją tezą się zgadzają. Otóż pani profesor Kłoskowska postawiła mi zarzut, że niesłusznie mówię o paradygmacie
kultury romantyczno-symbolicznej jako o paradygmacie kul­
tury polskiej ostatnich dwustu lat. Argumentuje to w ten sposób,
że prowadziła badania nad czytelnictwem i z nich wynika, że
bardzo niewielu ludzi czytało romantyków. Ja na to odpowiedam, że wcale nie trzeba czytać romantyków, by móc uprawiać
zachowania romantyczne, by móc mówić (i myśleć) B ó g - H o nor-Ojczyzna, i żeby wiedzieć, jak i kiedy się układa krzyż
kwietny. To są zachowania wmontowane w naszą kulturę i nie
wymagają one lektury romatyków. To tak, jak kiedyś Wyka
mówił o egzystencjalistach w latach 50. w Paryżu, „bardzo
wielu widziałem egzyslencjalistów, którzy nie czytali Sartre'a",
bo nie trzeba było czytać Sartre'a, żeby być egzystencjalistą,
i żeby się tak czuć. Ale wtedy pada pytanie, że skoro zakończyły
się zachowania romantyczne, to jaki może być projekt kultury.
Nie mówię, żeby to był jedyny projekt kultury, bo czas jedynych
projektów j u ż się skończył. M o ż e być kilka tych projektów, czy
kilkanaście, ale jaki byłby ten mój projekt, jak powiadam,
projekt życia duchowego, na to starałam się odpowiedzieć,
mówiąc o ,,Bildung"i o cofnięciu się jeszcze przed romantyzm.
Ale jeżeli chodzi o sam romantyzm, to myślę, że my jesteśmy
w wyjątkowo dogodnej sytuacji, bo mamy wielką poezję
w Polsce, wielką i to od romantyków do dzisiaj. Nic mamy
dobrej powieści, tak dobrej, jak mamy dobrą poezję. Inni, na
przykład Czesi, mają bardzo dobrą powieść, a my mamy poezję.
I to rzeczywiście jest coś, co jest naszym skarbem, skarbem
jednak nieznanym, niewykorzystanym, właściwie zakopanym.
Nauczyciele mówią, że uczniowie w szkole oddychają z ulgą,
kiedy od poezji romantycznej, symbolicznej przechodzi się do
literatury pisanej prozą. Ale jeśli ma się laki skarb narodowy,
jaki my mamy, lo czy możemy sobie pozwolić na jego
zatracenie? Chodzi mi o to, że poezja jest w moim przekonaniu
najbardziej intymnym obszarem życia duchowego. Ona w naj­
większym stopniu pozwala rozpoznać to, co Josif Brodski
nazwał „kondycją własnego serca". Ze może poezja, jako
mowa, taka szczególna mowa polska, może ona ma jakieś
szanse. Ale powie znów ktoś, w kulturze masowej, jakie ona
może mieć szanse? Może, gdyby pojawił się reżyser filmowy,
który umiałby przerobić tę poezję na obrazy, ale nie tracąc też jej
słów, zrobić z tego filmy o poezji po prostu, tak jak robią to we
Francji, to może to by przeniknęła do świadomości.
C R . Mówi pani o filmie. Czy jednak język poezji sam sobą się
nie obroni, czy trzeba nadawać mu nową formę?
Maria Janion. Oczywiście, tak. T y l k o , co mam tu na myśli.
Kiedyś napisałam studium o tym, że poezja romantyczna jest
pierwszym wyzwoleniem wyobraźni i wskutek tego jest jakby
początkiem filmu. Poezja romantyczna jest bardzo bliska
wyobraźni filmowej. M o ż n a więc zachowując poezję, nadać
jej jeszcze i taką o b r a z o w ą formę. To by była wielka rzecz
w doświadczaniu poezji polskiej. Pamiętam jak pisałam
studium o tenorze Burgera, które było opublikowane w „ T e k ­
stach drugich" poświęconych problemom feministycznym,
pod tytułem: Panna i miłość szalona, i rozmyślałam o Lenorze
Burgera i o Ucieczce Mickiewicza. Przecież, jaki wspaniały
można byłoby zrobić film z Ucieczki Mickiewicza. Ta panna
szalona z miłości, po śmierci ukochanego wzywa go do siebie
i on do niej przychodzi, i p o r y w a j ą . I tu pojawia się ciekawy
motyw. Ktoś mi zwrócił u w a g ę , że lud żywi przekonanie, że
żałoba ma swój kres. A dziewczyna z ballady Burgera i potem
z wiersza Mickiewicza uważała, że m o ż n a rozpaczać bez
końca po czyjejś śmierci. Dziki galop umarłego j e ź d ź c a
(wszak „umarli szybko j a d ą " ) na czarnym rumaku, krótkie
a dwuznaczne rozmowy między przerażoną d z i e w c z y n ą a uko­
chanym, który okazuje się trupem, a kresem tej szalonej jazdy

14

ma być zapadnięcie się we wspólny grób, to sekwencja
wspaniałych obrazów.
Z . B . W romantyzmie, jak się podkreśla,
ważny jest moty^
znaczenia pamięci ludzkiej, świadomość łączności z przeszłoś,
cią z tymi co zmarli, ze światem niewidzialnym. Tu inozjiQ
upatrywać źródeł wizji człowieka, który jest w jakiś sposób
odpowiedzialny za historię. Ten indywidualny, egzystencjalny
wymiar pamięci ludzkiej, przenikając do niej, bardzo ściśle sit
Z. taką wizją łączy.
Maria Janion. Ale ta myśl też często pada na martwą gleb^
myśl o związku z przeszłością, czy z pamięcią, bo jak o tym
rozmawiam z młodymi ludźmi, to ich to nie interesuje, ani jako
problem teoretyczny, ani w żaden inny sposób.
Z . B . Ale z punktu widzenia tożsamości kulturowej to jest
chyba bardzo istotne.
Maria Janion. Ortega у Gasset mówi, że kultura europejska
będzie jak Piotr Schlemihl, który stracił swój cień, bo nie będzie
miała zmarłych u swego boku. Kultura musi iść ze swoimi
zmarłymi, my musimy iść ze swoimi zmarłymi, i to jest zupełnie
podstawowa rzecz dla nas ta świadomość, że oni są z nami. Na
tegorocznym zjeździe polonistów przemawiał profesor Ireneusz
Opacki i mówił, że właściwie wszystkie idee romantyczne
upadły, wszystkie po kolei; pokazywał, jak one były żywe
w poezji dwudziestolecia, u Wierzyńskiego chociażby, i w idei
wolności tragicznej, i w czasie wojny. Ale teraz nie ma śladu po
tym. Tylko - mówił - jedno zostało: groby, groby w kulturze
polskiej. Tc nasze groby na Sybirze, w Kazachstanie, groby
żołnierzy poległych w walkach na Zachodzie, groby w kraju. To
jest jedyne, co pozostało z romantycznego kultu wolności
i śmierci za nią.
Niejednokrotnie na lo zwracałam uwagę, że kultura polska
jest kulturą żałoby, odnawianej uroczyście raz do roku, i tutaj
miał rację Mickiewicz, kiedy pisał we francuskiej przedmowie
do Dziadów, że łączność między widzialnym a niewidzialnym
światem, żyjącymi a tymi którzy umarli jest istotnym rysem
kultury polskiej, a w prelekcjach paryskich omawiał tę cechę
jako znamienną w ogóle dla kultury słowiańskiej.
Z . B . W wielu rozmowach z panią podkreślano znaczenie,
jakie wiąże pani zainteresowania literackie z wątkiem północ]
w kulturze
europejskiej.
Chciałbym też przy tej okazji, od razu zapytać, odwołując sie
do Iwaszkiewiczowskiego
pojęcia "Podróży do Polski...", jak
w pani profesor doświadczeniu
i Jej biografii naukowej odcis­
nęły się: najpierw Wilno, potem Łódź, Gdańsk, Warszawa. C:}
te kolejne doświadczenia
w jakiś sposób wpływały na wizjf
osobistej mitycznej geografii. Czy ma pani taką swoją mityaM
mapę Polski?
Maria Janion. Na pewno bardziej cenię północ, ale tez
rozmyślałam: dlaczego? Gdy byłam w Gdańsku podczas uro­
czystości wręczenia mi doktoratu honoris causa, pytano mnie
dlaczego upodobałam sobie Gdańsk? Odpowiadałam: dlatego
że tam są mgły północy. A to jest część mojego fantazmatu- To
jest część tej nieprzejrzystości: „ m o ż e to jest t o " , „ m o ż e tojes'
tamto", „ m o ż e . . . " , „to jest niejasne".
Fellini to wiedział, i tak wspaniale umiał to pokaz*
niedawno oglądałam ponownie Amarcord i lak bardzo czekała na ostatni obraz, kiedy dziecko wychodzi do szkoły, i będzie
dziwna mgła, i przechodzi koło niego coś białego - może kro*
czy wół. I nie wiadomo skąd się to wzięło. To dziecko nikn^
mgle. Ale właśnie u Felliniego to było nie południowe,
Południc to Pasolini. Król Edyp.
Proszę pamiętać, że w Królu Edypie jest spotkanie Edyr
z Lajosem w pełnym słońcu, absolutny żar i wtedy dochodp
furiackiego zamordowania ojca przez Edypa. To się dziej*
rozdrożu i w samo południe. To jest ta straszna godzina Ь
jest godzina południa na południu, prawda?
1

a

�2.13. Ale tutaj pani profesor wychodzi poza stereotyp ,,sloneapego, pogodnego Południa",
nawet na tym
słonecznym
południu znajduje i widzi demoniczność, albo ,,północne
mgły''
I f ll i nie go!
Maria Janion. No, widzę, widzę. Trzeba przy tym pamiętać,
£ geografia mityczna nakładając się na geografię fizyczną
może być powodem zamieszania i kontuzji. Choćby wampir
pracula, niby mieszkał na Podkarpaciu, ale został stworzony
Anglii, więc to też domena jakby mitycznie północna, ta
Transylwania. Poza tym mgły też są w Nosferatu Herzoga.
wspaniałe mgły. kiedy odbywa się podróż do zamku, taka
inicjacyjna.
Pamiętam, jak po projekcji jakiegoś filmu odbywało się
spotkanie w Klubie „ H y b r y d " , p r o w a d z i ł je profesor Aleksan­
der Jackiewicz i j a mówiłam, czym są dla mnie mgły. a wtedy
pjlip Bajon, obecny na tym spotkaniu, bardzo mnie zbył
j powiedział: ..ach proszę pani, jak reżyser nie wie, co ma robić,
lo puszcza mgłę. tu nic więcej nie ma, pani się niepotrzebnie
dopatruje jakichś s e n s ó w . " Wydaje mi się, że jednak Bajon to
spłycił.
Aja mówię, że mgla. dla mnie, to jest znak i sygnał, że lo jest
świadoma nieprzejrzystość.
Natomiast w odpowiedzi na pytanie o zasadnicze punkty
iobszary miasta, to z. pewnością wpływały na mnie i jakoś mnie
kształtowały. Ale gdy pada pytanie: jak wyglądałaby moja
mapa, to muszę panu powiedzieć, że ja już nie żyję w miastach,
że to się już. skończyło. Już naprawdę mnie nie obchodzi ani
Wilno, ani Gdańsk, ani Łódź, ani Warszawa. Przeniosłam się do
jakiejś innej domeny. Dla mnie właśnie to było bardzo ciekawe,
co powiedział mi Jarosław Marek Rymkiewicz po obejrzeniu
filmu Obłoki Marii Janion. (w reżyserii Krzysztofa Bukows­
kiego; scenariusz napisali Marek Bieńczyk i Dorota Siwicka):
„wic pani, to jest film niesamowity, bo pokazuje egzystencję, ja
myślałem, żc to jest niemożliwe. Pani zawieszona w tej dziwnej
jakiejś przestrzeni wśród książek, pólek, tak pani błądzi, wciąż
czegoś szuka, jest pani właściwie jakby poza jakimkolwiek
miejscem, takim dokładnym, takim lokalnym. Tylko w takiej
zawieszonej przestrzeni z k s i ą ż k a m i " . Na innych natomiast
wrażenie robiła część filmu Melancholia, gdzie nic nie mówię.
e

C

w

С

«Wt^UlwivV&gt;f«0

. s V ^ i t ,

*

tylko chodzę, błądząc po mieszkaniu też w jakimś bezczasic
i jakby poza miejscem.
Z.B. Pani powiedziała,
że panią i pani myślenie
"ratuje
troche literatura"(nie
bez humoru, oczywiście,
jest
to."
trochę"), czy nie jest tak. że i miasto, wspomnienie miasta ze
szczegółami
- chciałoby
się powiedzieć
- „jak u Biułoszewskiego", może dostarczać tego konkretu i oparcia w myś­
leniu?
Maria Janion. Ale w stosunku do miasta, jak i w tych
szczegółach nie ma dla mnie już dawnego symbolicznego
odniesienia. Niektóre szczegóły mi czegoś dostarczają, ale wie
pan w taki osobliwy sposób musiałam pomyśleć, że dowiedzia­
łam się o „historii dla B i a ł o s z c w s k i e g o " . Nie wiem, czy
pamiętają panowie, "Gazeta Wyborcza" opisała to dokładnie,
jeden leśniczy wstał rano i patrzy, że idą pod lasem lwy. a nie byt
pijany, potem przetarł oczy i widzi, że jakby nie, ale potem
patrzy i widzi, że jakby idą te lwy, no i widzi pan, to jest właśnie
" d l a B i a ł o s z e w s k i e g o " . na tym to polega, Białoszewski by lo
opisał, że ten człowiek zobaczył, jak idą tc Iwy, potem
- parafrazuję Gombrowicza - patrzy bliżej, jakby chart, patrzy
bliżej, jakby pekińczyk, ale patrzy jeszcze bliżej, jakby do wilka
podobny, a też do jamnika, no i tak... na tym to polega. Ja
właściwie w tym swoim miejscu ciągle wyświetlam sobie takie
obrazy, słowa, oczywiście: patrzę, patrzę... no jakby tak... i tyle.
C R . / wtedy pani profesor przywołuje raczej postaci literac­
kie, autorów, ten typ skojarzeń, nie tak jak inni właśnie, miejsca
miasta, w którym żyją cale życie, pamięcią dawnego miasta.
Maria Janion. Ja bardzo sobie to cenię i lubię ludzi, którzy są
tak, w dalszym ciągu, bardzo zakochani we Lwowie i mówią, że
jest najpiękniejszy, lubię tego słuchać i to mi odpowiada, ale jak
padło to pytanie, to sobie pomyślałam: ja j u ż nie żyję w mias­
tach, coś mi się stało. Coś takiego może się zdarzyć. Nic'.'
Warszawa, lipiec

******

W * * * ,

1995
Opracowała

Danuta

Benedyktowicz

^y^ivy

tKCtWC

\

tf*ufc*

г * * * ^ ,

Z kajetu prof. Marii Janion. Wiersz „Obłoki" Czesława Miłosza

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10615" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10593">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fbe6976fa41c84749ec4bc07787e8b66.pdf</src>
        <authentication>53505a848c0508a830f5c92936225215</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126503">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2513</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126504">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126505">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2333</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126506">
                <text>Kajety. Prywatna historia poezji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126507">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.16-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126508">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126509">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126510">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126511">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126512">
                <text>Kajety. Prywatna historia poezji
Małgorzata Baranowska
30 VII 1993
Patrzenie z punktu widzenia psa zaszło już dawno do pokoju
dziecinnego. A przecież Adolf Dygasiński pisząc Asa w końcu
ubiegłego wieku był jeszcze odkrywcą. Chciał opisywać klasy
najniższe. Czy można było znaleźć na drabinie społecznej kogoś
niższego niż psa? On się po prostu znajdował poniżej tej drabiny. Do
tego jest świadkiem i nieraz krzywdzonym uczestnikiem wydarzeń,
które ludzie starają się ukryć przed opinią publiczną.
Pies naturalistyczny to zupełnie inne zwierzę niż pies alegoryczny,
który służył literaturze już dawno.
2 VIII 1993
Na najniższym stopniu, koło psa, przez całe wieki znajduje się
przykucnięte dziecko. Właściwie ani żadnej osobnej duszy, ani tym
bardziej ważności nie miało.
Kochanowski jednak wielkim krokiem wyprzedziwszy literaturę,
nadał Urszulce ważność przynależną personom. Uczcił ją Trenami,
przy okazji uczynił poetką, bo jednak bez żadnych dorosłych
przymiotów do opiewania nie mógł jej do ważności wprowadzić.
3 VIII 1993
Do ważności, czyli do literatury, do poezji. Oto fragment Muzy
Kochanowskiego:
Nie raz Troja burzona: przed Hektorem siła
Mężnych było, którym śmierć przy ojczyźnie miła,
Ale wszyscy w milczeniu wiecznym, pogrążeni,
Że poety zacnego rymy przebaczeni.
Kogo poeta przeoczy, ten ugrzęźnie w niebycie. Kochanowski
wierzył w nieśmiertelność w poezji.

* Tytuł pochodzi od redakcji. Jest to fragment publikowanego przez
autorkę cyklu Prywatna historia poezji na łamach „Twórczości",który
drukujemy za: „Twórczość" 1995, nr 11, s. 123-127

Литок.

ą

U

4 VIII 1993
Andre Malraux Przemiana bogów. Nadprzyrodzone: Egipski rzeź.
biarz wierzył, że wyzwala spod władzy czasu swojego modela,
a Vermeer - swój obraz" (tłum. Eligia Bąkowska.)
II VIII 1993
Z tymi dziećmi nie jest tak prosto. Były dzieci królowie, dzieci
wojownicy, dzieci pracownicy. Jeszcze są - najwięcej dzieci robot­
ników.
Skoro Urszulka umarła mając trzydzieści miesięcy, mogła być już
nawet poetką - prawda? Urszulka na koturnie poezji weszła do
napuszonego gatunku - do trenów.
Odwrotny, odmładzający, proces zaszedł z Baczyńskim, który
zginął mając dwadzieścia trzy lata, więc już w wieku męskim,
prawda? Ci, co zostali, starzeli się, a on nie. Matka przeżyła poetę,
więc musiał pozostać dzieckiem, niedorostkiem. Legenda Baczyńs­
kiego odmładza go.
14 VIII 1993
Udało mi się pożyczyć kajety dziecka? pensjonarki? kajety
młodzieńcze? Powiedzmy od dwunastu, trzynastu lat do jakichś
szesnastu to już młodzież chyba. Trudno się dowiedzieć. W każdym
razie zostały zapełnione w Wilnie i przyjechały pociągiem „repat­
riacyjnym" w roku 1945. Matka pani profesor Janion, bo to kajety
prof. Janion, właśnie tej wiosny (1993) na Wielkanoc w Łodzi oddala
jej, żeby wzięła te zeszyty do siebie.
15 VIII 1993
Pierwszy kajet to notes w kratkę z dziurkowanymi kartkami do
zrywania (wysokość 21,5 cm, szerokość 13 cm), z wykończonym
metalem otworem do zawieszania. Ale wyraźnie nie był wieszany, bo
wisiałby w pionie, a zapisany został w poziomie. Ponadto wyraźnie
ktoś (właścicielka) dorobił mu indeks alfabetyczny, czyli wycia)
„schodki" z literami.
Cóż, jest to lista lektur zapisana pod literą według nazwisk autorów
Każda strona w tym notesie została ułożona w tabelkę: AUTOR.
TYTUŁ, STR„ AUTOR, TYTUŁ, STR.

•MMHH
ТУТ U-r.
TYTUŁ
AUTOR
i6TR.
A •»•« *\»". *b*fi 4 •} &lt;ДОЦ ftn*»»«jy«*fcw lUmt »' I ł wt'«
S\e*yivik* W * « J |
Y'** •*****•• "**

9. 1 W I
0-

if H H * m ^

Точу.****
9«k**A

i to*"-,
Л - ft jito*«»v
&lt;|1M|
Щ
•Щ

76

1

ii.

bu&lt;
1л

�Oto niektóre z książek autorów, których nazwisko zaczyna się na C.
niezbyt dużo pozycji. Na literę P byłoby 66. a tutaj tylko 49, ale i tak
weźmiemy tylko niektóre.
L. Czarska Nieznośna dziewczyna, [str.J 240
M. Cropker Tajemnicze klejnoty, 160
j O. Curwood Łowcy wilków. 200
g. Curie Maria Curie-Sklodowska. 450
X. Choiński Tiara i korona, 780
p. Chmielowski Historia literatury polskiej, 480
L. F. Celine Podróż do kresu nocy, 660
j . Conrad Nostromo, 330
C. A. Chant Cuda wszechświata.. 180
j . Czekanowski Człowiek w czasie. 270
д. Carrel Człowiek - istota nieznana. 270
R. Culder Narodziny przyszłości, 250
P. Choynowski Historia naiwna, 230
p. Choynowski Młodość, miłość awanstura.. 270
G. H. Chesterton Niedowiarstwo ks. Browna. 310
R. Czekańska-Heymanowa Maria Kalergis, 380
A. Czechow Nowele, 150
M. Choromański Zazdrość i medycyna, 315
Oczywiście i dalsze utwory Conrada: Sześć opowieści (310) Tajfun
(130). U kresu sił (190), Murzyn z załogi Narcyza (210), Lord Jim
(320). Między lądem a morzem (270), Korsarz (276), Fantazja
Mmcmra (210), W oczach Zachodu (rzadkie zjawisko w tym kajecie
-nie ma podanej liczby stron).
17 VIII 1993
Jaka szkoda, że zupełnie nie mogę się dowiedzieć, w jakich latach
ten spis został sporządzony. To normalna cecha dzieciństwa i młodo­
ści-czas wydaje się nieistotny, nieograniczony i wolno płynący. Nie
ma potrzeby wypisywać dal. Ciekawe, że potem można lego nie
pamiętać. Ale tak jest. Nie pamiętamy swego życia dzień po dniu.
W każdym razie pierwsze, środkowe i końcowe wpisy w po­
szczególnych literach różnią się pismem. Te początkowe są raczej
dziecinne.
18 VIII 1993
Może byłaby to jakaś po prostu wysepka profesorskiego dziecińst­
wa, gdyby nie fakt, że tych zanotowanych z liczbą stron książek jest
1039, tak, tysiąc trzydzieści dziewięć. I w dodatku często jakieś
większe całości nie są rozbite na poszczególne tomy, więc w tym
i Chłopi, i inne kolubryny zanotowane zostały jako jedna pozycja.
Proszę. Chłopi (pod R) - 1940 stron. Zresztą tutaj i Ziemia obiecana
-860 stron, Rok 17941-460 stron, Ave Patria - 330 stron. Krosnowa
i mat - 370 stron, Komedjantka - 485 stron. Przysięga - 190 stron,
Fermenty - 660 stron. Bunt - 200 stron. Co daje 5015 stron (pięć
tysięcy piętnaście stron) samego Reymonta.
19 VIII 1993
No i po co spytałam profesor Janion: co pamięta z Reymonta, tego
••dziecinnego" ?Twierdzi, że nic jej nie zostało. Tylko była pod takim
*'elkim jego wpływem, że napisała nowelkę. Przez całą jedną stronę
'°P z chłopem kłócili się o ziemię. A potem nastąpiło zakończenie,
które brzmiało: „I chycił go za orzydle".
Prot. Janion nie rosła więc na prozaika. Niewątpliwie jednak już
* dzieciństwie przejawiała siłę systematyczności. To się robi tak:
"kie się z mamusią do miejskiej biblioteki, zapisuje się, a potem już
№o rano pożycza się dwie książki i po południu także dwie. Bo
Przecież od zawsze tylko dwie pożyczają. W dodatku w mojej czytelni
elnicowej na siłę trzeba było wziąć np. poezję lub popularno­
naukową. A mieli taką złą poezję! Nawet jak sama już drukowałam
ersze, to nie raczyli mnie zwolnić z tej bzdury, bo by się im
^'ystyka socjalistyczna popsuła.
***' profesor każdemu by statystykę poprawiła. Jej notesik, kajet
[') tabelka jest po prostu katalogiem tamtej, nie istniejącej, biblioteki.
' 'e - trzeba dodać - zaopatrzonej.
" mojej czytelni żadnego chyba Gombrowicza nie było. W Wilnie
Joasie wojny prof. Janion czytała Ferdydurke (320 stron). Ciekawe.
i a l i nam Gojawiczyńską, jakby nie było innych pisarzy, a nie
tyscy przeczytał i do końca Dziewczęta z Nowolipek. W kajecie jest
cn

z|

W|

z

W r n a w

ł s

siedem jej książek, obok Gide'a, Celine'a, Gombrowicza, Ochorowicza, Słońskiego, Schulza, Wildea. Tych tez u mnie nie było.
Właściwie może to kajet z historii Wilna?
20 VIII 1993
I rzeczywiście. Spytałam. A to historia Wilna. Z powodu okupacji
(litewska, sowiecka, niemiecka, sowiecka) Wilna zlikwidowano
polskie stowarzyszenia. Biblioteka Związku Spółdzielni Mleczars­
kich i Jajczarskich (do której należała matka prof. Janion) oddała swój
zbiór pry watnej czytelni przy ulicy Tatarskiej. Za to dawni czytelnicy
biblioteki spółdzielczej mogli - w tej prywatnej bibliotece na
Tatarskiej, gdzie normalnie wykupywało się abonament - wypoży­
czać książki za darmo.
Prof. Janion natychmiast zaanektowała legitymację biblioteczną
swojej mamusi i jej przyjaciółki. Za pomocą tych dwóch legitymacji
udało się jej osiągnąć taki wynik.
21 VIII 1993
Ten spis świadczy o dziecinnym dążeniu do doskonałości. Na
akord.
22 VIII 1993
Ale jest tu i coś innego. Bardziej ogólnego. Bardziej historycznego.
Wszyscy znani mi starsi czytelnicy przeczytali masę książek właśnie
w okresie wojny. Jeżeli tylko mogli. Bo oczywiście wielu odcięło od
książek. Ale natrafia się ciągle na opisy bezcennych pojedynczych
egzemplarzy zaczytanych na zsyłce albo w wojsku brytyjskim, albo
gdziekolwiek na świecie.
Znałam osobę - Jadwigę Packiewiczównę (ur. 1900) - którą
koleżanki z obozu niemieckiego nazywały Człowiekiem, który był
Czwartkiem, ponieważ niezrównanie opowiadała Chestertona. Bo
i przekaz ustny literatury pisanej stał się wtedy skarbem.
23 VIII 1993
Czytanie nie tyle wiązało się z mającą jakoby dziś upaść Galaktyką
Gutenberga, ile raczej z planetą wolności i wspólnotą języka.
Odejściem od rzeczywistości wojny. Czytanie, narkotyczne czytanie
stwarzało wybór, pozór wolności.
24 VIII 1993
Oczywiście trafiali się i czytacze urodzeni, pożeracze książek od
zawsze i na zawsze, jak prof. Janion czy Jerzy Lisowski, który
zapewne do dziś boleje nad ..straconą" gwiazdką 1937 roku, kiedy
zamiast, jak co roku, „metra książek" dostał od rodziców skrzypce.
W każdym razie bolał jeszcze w latach siedemdziesiątych, kiedy
udzielał mi wywiadu dla Literatury na Świecie. I jeszcze wtedy żywo
pamiętał głód polskiej książki we Francji, w latach czterdziestych,
w schroniskach polskich, jakby jeszcze mu brakowało tamtych
niedostępnych tomów Przedwiośnia i Ogniem i mieczem (bo wtedy
mógł znaleźć tylko poszczególne tomy, zaczytane). Opowiadał, że:
„w archiwach jakiejś starej księgarni, która prowadziła sprzedaż
jeszcze dzieł Wielkiej Emigracji, znalazły się Pamiętniki Soplicy
w arkuszach. W schroniskach polskich wzbudziły prawdziwą ra­
dość".
26 VII/ 1993
Jak obliczaliśmy, w okresie moich studiów polonistycznych trzeba
było przeczytać 600 stron dziennie, żeby zaliczyć wszystkie lektury.
Ktoś powie, że to bez sensu liczyć na strony. Tyle tylko że tu się liczy
przede wszystkim czas. Mogą być genialni dwunastoletni matematy­
cy, ale nie ma dwunastoletnich genialnych humanistów. Żeby
wykształcić humanistę, trzeba dłuższego czasu.
27 VIII 1993
Do humanistyki zupełnie jak do matematyki konieczna jest
intuicja. Ale intuicja ma dojść do głosu dopiero w trzecim tysiącleciu.
Ciekawe, co robić do tego czasu. Wydaje się, że mnóstwo ludzi się nad
tym zastanawia. Na razie w Polsce postmodernizm ledwo raczkujący
zaraz się na szczęście skończy.
Postmodernizm to ludzkość w poczekalni do poczucia całości.

17

�28 VIII 1993
Zdobyć świadomość humanistyczna przy tak wielkiej (najczęściej
wtórnej) produkcji myśli i tak rozrośniętej informacji stało się dziś
sztuką.
29 VIII 1993
Dzieci noszą teraz dyskietki, a nie tomy. Notują w przestrzeni
niewidocznej.
30 VIII 1993
Przerażająca jest ta dzisiejsza supertechnika gry na fortepianie czy
skrzypcach. Japończycy opanowują rynek nie tylko instrumentów,
lecz i palców.
Rubinstein był niedokładny, także Paderewski chyba. Ale Rubin­
stein i Paderewski byli wielkimi muzykami, a nie doskonałymi
pianolami. Jak się słyszy, że przy dzisiejszej technice można na płycie
kompaktowej nagrać Dziewiątą symfonię po jednym dźwięku i wy­
jdzie bezbłędnie, lo brrr! Odechciewa się takiej sztuki.
Mimo że przy komputerze jeszcze siedzi człowiek, to zasadą staje
się, wyeliminowanie człowieczeństwa. Nie przyjmuję tłumaczenia,
że konserwatyści (czyli w tym wypadku ja) zawsze byli przeciw
postępowi technicznemu w sztuce i nie ma się czym przejmować.
Jest się czym przejmować! Beethoven nie słyszał i nie tworzył
muzyki po jednej nucie, tylko całymi Niagarami dźwięków.
7IX 1993
No tak. Pozostał jeszcze drugi kajet profesor Janion (licealistki
podziemnej wówczas). Jest to zeszyt w zieloną kratkę wysokości 20,5
cm, szerokości 16 cm, obdarty z (prawdopodobnie twardej) okładki.
Zostały szare kartki, które są dziś (pod nieobecność okładki)
okładkami. Z grzbietu wystają zardzewiałe druciki.
9IX 1993
W kajecie w całości miejsce w miejsce równo zapisanym, tym
pismem z kajetu-spisu, które wygląda na pismo dojrzalsze, znajdują
się wiersze w języku polskim, niemieckim i francuskim. Ostatnia
kartka pusta, może miał być spis treści, ale i lak by się nie zmieścił.
Ostatnie siedem stron wpisane czerwonym atramentem, inne niebies­
kim. Zeszyt ma 85 kartek.
Nie ma tu żadnych specjalnych wyróżnień, strony nie są numero­
wane, żadnych dat ani notatek na boku. Ale mając kilkanaście lat
wtedy, w czasie wojny, czy ktokolwiek mógłby się powstrzymać od
sentencji? Wątpię.
A więc na pustej pierwszej kratkowanej kartce widnieje tylko to:
La vie, s'en va, madame, la vie s'en va.
Helas! La vie non. mais nous, nous en allons.
10 IX 1993
Pierwszy wiersz w kajecie prof. Janion to Inwokacja Antoniego
Słonimskiego. Oto zwrotka z niego:
Jeśli Cię już nazwano słońcem, różą wonną.
Jeśli Cię porównano do dźwięczącej lutni.
Ja dla Ciebie, o Mario-Wiktorio Colonno,
Sięgnę wyżej i nazwę Cię smutniej!
Ostatni wpis to wiersz Leopolda Staffa Jesień w lesie. Oto on
w całości (w kajecie czerwonym atramentem):
Błądzę po lasu gęstwinie stubarwnej
I tonąc w liście więdnących palecie.
Czuję się w kręgu baśni starodawnej.
Od której bije trzytysiąclecie.
I na gałęziach, w których jesień kona.
Pośród agonii kolorów tysięcy.
Widzę złocisle włosy Absalona,
Jakem oglądał je w biblii dziecięcej.
12 IX 1993
Zaledwie po czterech i pół stronach Słonimskiego jest lo, co być
musi. W połowie piątej strony zaczyna się Quintus Horatius Flaccus
Carpe diem i Aequam memento w przekładzie J. Czubka i Exegi
monumentom w przekładzie J. Zawirowskiego.
A potem już Josef Weinheber (po niemiecku). Paul Fort (po

18

francusku), Rainer Maria Rilke (przekład Hulewicza), Friedrich
Hólderlin (po niemiecku). Joh. Gottfried Herder (niem.), Otto Arnold
(niem.).
I zanim się człowiek obejrzy, Julian Tuwim O słoniu bez pamięciBył sobie słoń
wielki jak słoń
zwał się ten słoń
Tomasz Trąbalski
Tak. W księdze wierszy, w której może jedną czwartą zajmują
przepisane po niemiecku wiersze Rilkego, puszy się Słoń Trąbalski
(który okazuje się miał kiedyś inny tyluł). I słusznie, bo tu rytm jak
słoń. Czyli poezja.
W każdym razie jesteśmy na dobrej drodze, na drodze każdego
kiedyś średnio wykształconego człowieka w Polsce. Znowu początek
w Horacym.
18 IX 1993
W kajecie prof. Janion jeden, filozoficzny, wiersz Mariana Piechala
pl. Mądrość /:ATXL za Tuwimem i przed Tuwimem. Potem Kazimierz
Wierzyński (z Wolności tragicznej), co zaznaczone w nawiasie
Oczywiście także te wiersze, których my długo nie praktykowaliśmy,
bo nie było skąd brać: Rok 1914, Listopad 1918, a gdzieś dalej
Piłsudski. Jest i Słonimski o śmierci Piłsudskiego, i Józef Piłsudski
Tuwima. Skamandrylów mnóstwo. Jerzy Liebert Pochwala róż
Władysław Broniewski. Jest nawet Artur M. Swinarski Droga,
ścieżka i rów, gdzie się pastwi nad Jehanną Wielopolską. Oczywiście
Iłłakowiczówna. M. Jasnorzewska, Jarosław Iwaszkiewicz, Rilke,
Rilke. Rilke, o A. Nieławiecka zaczyna się po grecku, nie będę
cytować, E. Korwin-Małaczewski, Zagórski, Emile Verhaeren (po
francusku), Cz. Miłosz, całymi stronami Miłosz z Trzech zim, J.
Vrchlicky (niem.). E. Hulewicz (sonet o Mozarcie). Wilhelm Raabe
(niem.). Erich Weinert (niem.), Mieczysław Braun, St. Baliński. Irena
Tuwim Rue Bagneux, Julian Przyboś 2 wiersze, Józef Wittlin,
Bolesław Leśmian. To już wszyscy poeci występujący w tym kajecie
(zapisałam imiona według zapisu w kajecie, czasem się różniły przy
różnyczh wierszach).
24 IX 1993
Zapytałam, bo bez wyróżnień trudno dociec, o który to właściwie
wiersz chodzi. Każdy ma przecież jakiś wiersz inicjujący w poezję.
Czy to polscy romantycy, których tu nie ma? Czy Rilke. który
wszystko zdominował? Okazało się, że nie. To Obłoki Miłosza:
Obłoki, straszne moje obłoki,
jak bije serce, jaki żal i smutek ziemi,
chmury, obłoki białe i milczące,
patrzę na was o świcie oczami łez pełnymi
i wiem, że we mnie pycha, pożądanie
i okrucieństwo i ziarno pogardy
dla snu martwego splatają posłanie,
a kłamstwa mego najpiękniejsze farby
zakryły prawdę. Wtedy spuszczam oczy
i czuję wicher, co przeze mnie wieje
palący, suchy. O, jakże wy straszne
jesteście stróże świata, obłoki! Niech zasnę,
niech litościwa ogarnie mnie noc.
Więc jednak to była współczesność. Cały kajet jest bardzo
współczesny (wraz z Horacym i Rilkem oczywiście). Dzisiejsza prot
Janion uskarża się, że miała jako dziecko straszne trudności z dowie­
dzeniem się, jakie książki należy przeczytać (chyba jakie pierwszt
tysiąc). Podsłuchiwała dorosłych przychodzących do biblioteki'
patrzyła, co odnoszą. Inaczej bibliotekarka odsyłała ją do Curwood*
albo Montgomery.
W każdym razie szary kajet stanowi wspaniałą antologię. WygW"
na to, że prof. Janion już wtedy wykradła dorosłym tajemnicę - k °
przecież, jako wieczna, do nich nie należy - tajemnicę poezji,
t0

30 IX 1993
Może w młodości chce się tak bardzo posiąść tajemnice, a w sta' ''
ści odrzucić?
Mówią, że Bruckner, ten od słownika, na starość szedł
^
ogrodu z książką, którą czytał do obiadu. Kolejne kartki wyry
i wyrzucał za siebie. Do południa książkę miał już widocz
przeczytaną, bo przychodził do stołu z samą okładką.
1

n

n

0

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10600" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10578">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1c457381d02e995b6723112295ac0e63.pdf</src>
        <authentication>6bbd3d1df755afbf3029d02e769a14c6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126283">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3271</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126284">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126285">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3066</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126286">
                <text>Andrzeja Grzelachowskiego rzeźby Czarnej Afryki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126287">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.233-238</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126288">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126289">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126290">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126291">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126292">
                <text>Aleksander Jackowski

ANDRZEJA GRZELACHOWSKIEGO
RZEŹBY

Mieszka w P o z n a n i u , na

Osiedlu Rusa. B l o k i nowoczesne

ozdobione p r e f a b r y k o w a n y m i o r n a m e n t a m i , w y j ą t k o w e j szpeto­
t y . Mieszkanie niewielkie, dwa p o k o j e nie o d z n a c z a j ą się n i c z y m
s z c z e g ó l n y m , z w y j ą t k i e m k i l k u r z e ź b z b l i ż o n y c h do t y c h

ze

s k l e p ó w , , V e r i t a s u " , k i l k u o b r a z ó w t y p o w o a m a t o r s k i c h . W cen­
t r a l n y m p u n k c i e p o k o j u g o ś c i n n e g o p ł a s k o r z e ź b a , g ł o w a Jozusa,
r z e ź b i o n a z d u ż ą w p r a w ą . T y l k o t a g ł o w a jest d z i e ł e m gospoda­
rza, inne r z e ź b y s ą p r ó b a m i p o d e j m o w a n y m i przez syna — Jac­
k a . Obrazy, wszystkie, s ą p o d a r u n k a m i p r z y j a c i ó ł ,
Jak

d o t ą d nic nie wskazujo w t y m mieszkaniu na

znajomych.
szczogólną

fascynację Afryką, żadnego trofeum, przedmiotu, k t ó r y by

su­

g e r o w a ł t o , że p a n G r z e ł a c h o w s k i blisko 7 l a t s p ę d z i ł w buszu,
wśród

Masajów,

plomion

Mawia

i Makonde. Ż a d n e g o

śladu,

ż a d n e j p a m i ą t k i s t a m t ą d nie z n a j d u j ę i w t r z e c i m p o k o j u , t y m
najważniejszym.

N a z y w a ten p o k ó j

„Muzeum".

Okno z a s ł o n i ę t e , ś w i a t ł o p r z y ć m i o n e , w p o w i e t r z u w c i ą ż moc­
n y zap,ach k a d z i d ł a , trociezek. Ś c i a n y z a p e ł n i o n e o d g ó r y
d o ł u r z e ź b a m i Czarnej A f r y k i , m a s k a m i . R o z p o z n a j ę

do

obiekty

dobrze m i znane z a l b u m ó w , m u z e ó w . W y ł u s k u j ę w z r o k i e m r z e ź b y
z n a k o m i t e , sprowadzone do z n a k u , deformacji, k t ó r a nie jest ani
g r o t e s k ą , ani k a r y k a t u r ą a p r z e c i e ż c h a r a k t e r y z u j o p o s t a ć , t y p .
Obok, również
„opocze",

z hebanu, m a h o n i u , cedru, lekkiego puchowca,

„jokoh"

czy

„iroko"

— r z e ź b y podobne do

tych,

j a k i e w i d y w a ł e m z a g r a n i c ą , z w ł a s z c z a w P a r y ż u . T a m sprzeda­
w a l i jo M u r z y n i , u s t a w i a j ą c na, p ł a c h c i e , p o ł o ż o n e j na t i o t u a i z o .
n a P c h l i m T a r g u , k o ł o Trocadcro. R z e ź b i masek z d r e w n a jesi
w t y m p o k o j u p r a w i o 300. Cudowno g ł o w y z B e n i n u , t a k dobrze
znane z o d l e w ó w w b r ą z i e , f i g u r y dawnej, k u l t o w e j prowenien­
cji i w s p ó ł c z e s n e , o z n a m i o n a c h r e a l i z m u — n i e p o r ó w n a n i e gor­
sze. S i e d z ę na m i ę k i m p u f i e ( p o k ó j jest przystosowany do tego,
aby t u o d p o c z y w a ć , k o n t e m p l o w a ć r z e ź b y , p o d d a w a ć się nas­
t r o j o w i tej ekspozycji i o s o b o w o ś c i
maczy: „Chciałem pokazać
plemion, s t ą d są, jak Pan

C Z A R N E J AFRYKI

gospodarza). O n sam

tu przekrój

w i d z i , i dawne

rzeźb

tłu­

poszczególnych

współczesne".

Rzo-

U.

i ' . Fragment

kolekcji

rzeźb

A . Grzelachowskiego

�I ] . 3—6. R z e ź b y A . Grzclachowskiogo: i ! . 3. F i g u r k a k u l t o w a K o n g o , p l e m i ę Masaja, drewno opecze, 48 c m ; i l . 4. Macierzyństwo,
w s p ó ł c z e s n y N i g e r i a , p l e m i ę Y o r u b a , opecze, 47 c m ;

czywiście,
różne

przyglądając

style regionalne,

stylizacji.

Na

przykład

się t y m r z e ź b o m ,
różno
sposób

typy

można

„znakowania",

potraktowania

styl

rozpoznać

zeum, staje się p r z e d m i o t e m rozpraw, a r t y k u ł ó w . Czy t z w . p o l s k i

ekspresji,

E l Greco, r e p r o d u k o w a n y niedawno na znaezku p o c z t o w y m b y ł

oczu, powiek,

gorszym obrazem przed ustaleniem jego a t r y b u c j i ?

g a ł k i ocznej. W ł a ś c i w i e n i e m a l w k a ż d e j r z e ź b i e jest on i n n y ,

Dlaczego o t y m w s p o m i n a m ? P o n i e w a ż p r z y p a d e k p . Grze-

o d k r y w c z y r z e ź b i a r s k o . Z r ó ż n i c o w a n e s ą proporcje f i g u r , w r ó ż ­

lachowskiego nie da się p r a w i d ł o w o z i n t e r p r e t o w a ć

n y c h t y p a c h r z e ź b stosunek g ł o w y do reszty ciała w y n o s i od

naszych p o g l ą d ó w na s z t u k ę . P o s ł u g u j ą c się u s t a l o n y m i norma­

1:2 a ż po 1:7. Z a s k a k u j ą c e jest, ż e p . Grzelachowski z r ó w n ą

m i nie bardzo w i a d o m o co z n i m z r o b i ć . N i e jest, w p r z y j ę t y m

w ramach

ł a t w o ś c i ą podejmuje r ó ż n o r o d n e zadania. Jego uzdolnienia na-

u

śladowczo-odtwórcze

Afryce

n a l e ż y do z w i ą z k u , nie u k o ń c z y ł A k a d e m i i , w ogóle nie u c z y ł się

jest z n i k o m a , ale m a m w p a m i ę c i najwspanialsze r z e ź b y , k t ó r y m

r z e ź b y , a do tego jego d z i e ł o m ż y c i a s ą właściwie k o p i e , r e p l i k i ...

d ł u g o p r z y p a t r y w a ł e m się n a r ó ż n y c h w y s t a w a c h i w p r y w a t n y c h

W r z e ź b a c h „ w ł a s n y c h " , niewielkich, o p e r u j ą c y c h

kolekcjach ( n p . w Neuchatel). Czy r o z p o z n a ł b y m na t a m t y m tle

g i b k o ś c i ą l i n i i , t e ż jest poza k r ę g i e m s z t u k i europejskiej, poza

o b c o ś ć t y c h r z e ź b ? Czy d a ł b y m się „ n a b r a ć " na i c h a u t e n t y z m ?

p r o b l e m a t y k ą , k t ó r ą ż y j e sztuka k u l t u r o w y c h e l i t . N i e jest rze­

A czy d a ł b y się n a b r a ć z n a k o m i t y znawca? N i e m o g ę odpowie­

m i e ś l n i k i e m , z n o w u — p o n i e w a ż nie m a d y p l o m ó w , nie p o w t a ­

dzieć na te p y t a n i a , ale nawet z a k ł a d a j ą c , ż e p r z y

kilkudzie­

rza, nie powiela, a do tego nie sprzedaje i — n a p r a w d ę — r z e ź b i

sięciu obiektach m o ż n a b y m i e ć niejakie w ą t p l i w o ś c i czy jest to

z w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y i dla w ł a s n e j satysfakcji. Jest w i ę c m o ż e

są nieprzeciętne.

Moja

wiedza o

o r y g i n a ł — czy k o p i a , trzeba stwierdzi 5, ż e s p r a w n o ś ć

twórcy

nas

w Polsce znaczeniu,

amatorem ? Boże

dobry,

rzeźbiarzem

profesjonalnym.

wystarczy spojrzeć

Nie

prześwitami,

na

doskonałość

tej k o l e k c j i jest bardzo d u ż a . N i e t y l k o z r o s z t ą s p r a w n o ś ć ma­

w a r s z t a t u r z e ź b i a r s k i e g o , a b y z r e z y g n o w a ć z tego

nualna, ostatecznie s ą dziś automatyczne t o k a r k i laserowe, da­

Z r e s z t ą nie m a nic w s p ó l n e g o z ruchem a m a t o r s k i m , nie wys­

j ą c e r e p l i k i r z e ź b niemal idealne. W r z e ź b a c h p . G r z e ł a c h o w s k i e -

t a w i a . . . T w ó r c a l u d o w y ? T o ż nie, a b s u r d , P o l a k i n s p i r u j ą c y się

go jest coś więcej n i ż p o d o b i e ń s t w o , jest w e w n ę t r z n e n a p i ę c i e ,

tradycją

„życie".

określenia.

Afryki...

A b y właściwie s y t u o w a ć r z e ź b i a r z a i dostrzec t o , co istotne

W naszej k u l t u r z o s k ł o n n i j e s t e ś m y p r z e c e n i a ć r o l ę a u t e n t y k u .

w jego dziele, m . i n . wspomniane j u ż w e w n ę t r z n e n a p i ę c i e (ży­

Oceniamy r z e ź b y , obrazy nie t y l k o j a k o dzieła d o s k o n a ł e w sobie,

cie) jogo prac, trzeba o d w o ł a ć się do n o r m k u l t u r y , k t ó r e p r z y j ą ł

p i ę k n e , ekspresywne, w r a ż l i w i e r z e ź b i o n o czy malowano —• ale

i u z n a ł za swoje, i w o b r ę b i e k t ó r y c h f u n k c j o n o w a ł (a w ł a ś c i w i e

również

i obecnie funkcjonuje). Dopiero w t e d y p r z y j m u j ą c k o d y : este­

jako przedmioty

o wartości

handlowej,

prestiżowej,

a p r z y t a k i m p o d o j ś c i u ogromne znaczenie, ma f a k t ich autentyz­

tyczny, symboliczny, kultowy i etyczny, żywe

m u , j e d n o r a z o w o ś c i . W a r t o ś ć k u l t u r o w a z a l e ż y nio t y l k o od oce­

t u r z e p l e m i o n a f r y k a ń s k i c h , b ę d z i e m y m o g l i z r o z u m i e ć fenomen

jeszcze w k u l ­

n y f o r m y dzieła, ale i od s y g n a t u r y , stwierdzenia, a u t e n t y c z n o ś c i ,

zarówno rzeźb jak i zachowań

o d nazwiska t w ó r c y . T o n sam obraz, skoro o k a ż e się, że jest

p l e m i o n , k t ó r e go z a a k c e p t o w a ł y , d y s k r e c j ę , z d e c y d o w a n ą nie -

p ę d z l a wielkiego mistrza,, w ę d r u j e na honorowe miejsce w m u ­

c h ę ć do dyskontowania swej wiedzy, p r z y g ó d i t d . , a t a k ż e b r a k

234

ich t w ó r c y , jego stosunek do

�J 1.5. K o b i e t a c i ę ż a r n a , K o n g o , p l e m i ę B a l u b a , toak, 64 c m , oraz K o b i e t a , D a h o m e j , p l e m i ę F a n g , teak, 58 c m ; i l . 6. R z e ź b a Z w i ą z ­
k u T a j n o , J a m a j k a , z w i ą z a n a z r y t u a ł e m h a l u c y n a c j i , j a k o , 49 cm oraz Popiersie k o b i e t y , s t y l Z a i r , p i o m i ę L u b a , j a k o , 46 c m

w d o m u wszelkich p r z e d m i o t ó w , k t ó r e p r z e c i ę t n y t u r y s t a

czy

etnograf p r z y w i ó z ł b y ze s o b ą , d u m n y z tego, że m a p r z e d m i o t y
z w i ą z a n e z k u l t e m . Z a n i m j e d n a k o k r e ś l ę bliżej t y p k u l t u r j
tystycznej, z k t ó r y m identyfikuje

r

ar­

j u ż w ó w c z a s , w m ł o d o ś c i w y k s z t a ł c i ł y się w n i m takie cechy j a k
ciekawość świata, zwłaszcza Afryki,

oraz życzliwość dla l u d z i ,

ułatwiające kontakty z nimi.

się p . Grzelachowski, k r ó t k a

L a t a w o j n y —• to ś m i e r ć dziadka, wywiezionego i zamordo­

informacja o n i m s a m y m i o t y m , j a k s t a ł się a f r y k a ń s k i m r z e ź ­

wanego przez h i t l e r o w c ó w , u k r y w a n i e się ojca przed aresztowa­

biarzem .

niem, g o r z k i czas dojrzewania w w a r u n k a c h , k t ó r e

zaostrzają

Jest ś r e d n i e g o w z r o s t u , t w a r z okolona zarostem, w ł o s y rude,

w y b o r y moralne. J u ż w t e d y interesuje go sztuka. P o w y z w o l e ­

podszyte s i w i z n ą . A l e n a j w a ż n i e j s z e w tej t w a r z y s ą oczy. Oczy

n i u wraz z ojcem „ b u d o w l a ń c o m " w y j e ż d ż a do Szczecina. O j ­

c z ł o w i e k a w r a ż l i w e g o , ufnego,

ciec pracuje p r z y odbudowie miasta, a on p o c z ą t k o w o idzie do

c z ł o w i e k a , k t ó r y p r z e s z e d ł nio-

jedno gorzkie d o ś w i a d c z e n i e i g o t ó w jest zawsze p o m ó c

innym.

Ś r e d n i e j S z k o ł y Sztuk Plastycznych, ale p ó ź n i e j m u s i p r z e r w a ć

W ł a ś n i e . . . P o m ó c , w y j ś ć poza siebie, k u i n n y m . W ł a ś n i e . . . z dys­

n a u k ę , p r a c o w a ć , p o m a g a ć rodzinie ( t r z y siostry, m a t k a ) .

k r e c j ą i szacunkiem dla drugiego c z ł o w i e k a . S ą d z ę , że t a p r a w o ś ć

1948 r. w r a c a j ą wszyscy do Poznania, on k o ń c z y „ b u d o w l a n k ę " ,

,,01d Shaterhanda", ł a t w o dostrzegalna i p o t w i e r d z o n a zacho­

pracuje

w a n i e m , w p o ł ą c z e n i u z zainteresowaniem

s z t u k ą , z w ł a s z c z a r z e ź b ą . Z r e s z t ą jeszcze w k o ń c u 1946 r . w y ­

drugim człowiekiem

fizycznie, ale nie rezygnuje

konał

czeniach j ę z y k o w y c h , szybko p r z e s t a ć b y ć „ o b c y m "

z t a r n o w s k i c h k o ś c i o ł ó w . B y ł o t o pierwsze potwierdzenie t a l e n t u ,

m i o n , z k t ó r y m i się z a p r z y j a ź n i ł . J a k do tego d o s z ł o ?
U r o d z i ł się 20.11.1933 r . w P o z n a n i u . W a r t o ś c i etyczne i za­

jasełkową

na

zamówienie

zainteresowań

i ł a t w o ś c i ą k o n t a k t u s p r a w i ł a , że m ó g ł , p r z y wszelkich ograni­
dla ple­

szopkę

ze swj'ch

W

proboszcza

jednego

pierwsze h o n o r a r i u m za c o ś , co sam w y m y ś l i ł i z r o b i ł . P ó ź n i e j
p r ó b o w a ł r ó w n i e ż m a l o w a ć obrazy, m ó w i , że k i e d y się w y k a ń ­

Aleksander

cza mieszkania i maluje ś c i a n y , t e ż p o s ł u g u j e się f a r b ą i p ę d z ­

Grzelachowski, b y ł a r t y s t ą - m a l a r z e m , w i t r a ż y s t ą , b r a t ojca m a t ­

lem w i ę c a ż dziwne b y b y ł o nie w y k o r z y s t a ć ich do i n n y c h p r ó b

k i b y ł misjonarzem ( J ó z e f H e ł p a ) . Jego o p o w i e ś c i o Afryce w y ­

malowania.

interesowania

e g z o t y k ą w y n i ó s ł z d o m u . Dziadek,

w a r ł y d u ż e w r a ż e n i e na m ł o d y m c h ł o p c u . W c z e ś n i e z a c z ę ł a go

Zawsze p r a c o w a ł dobrze, stosunek do życia., pracy w y n o s i

f a s c y n o w a ć sztuka p l e m i o n , k t ó r e b e z l i t o ś n i e niszczyli i p o n i ­

się z d o m u , a t w i e r d z i , że r o d z i c ó w m i a ł c u d o w n y c h . Z w ł a s z c z a

żali k o l o n i z a t o r z y . S z u k a ł w tej sztuce p r a w d y o l u d z i a c h i i c h

m ó w i — co b y ś m y r o b i l i bez m a t k i ? Po ś m i e r c i ojca w s z e d ł

wierzeniach, m i t a c h . A l e r z e ź b y , k t ó r e w i d z i a ł , b y ł y w y r w a n o zo

ś w i a d o m i e w jego ś l a d y . P r a c o w a ł j a k o t e c h n i k b u d o w l a n y . W

swego ś r o d o w i s k a , c z ę s t o w y ł u d z o n e jeśli nie w y k r a d z i o n e . Zda­

1960 r . ożenił się z d y p l o m o w a n ą p i e l ę g n i a r k ą . „ S z c z ę ś c i e

w a ł sobie s p r a w ę z n a d u ż y c i a , zo ś w i ę t o k r a d z t w a , k t ó r y m b y ł o

m ó w i — t y l k o w t e d y jost p e ł n e , g d y jo m o ż n a z k i m ś razem

wywiezienie t y c h r z e ź b — p r z e c i e ż k u l t o w y c h — i p o t r a k t o w a ­

p o d z i e l a ć " . O k a z a ł o się j e d n a k , że m u s i p o d j ą ć

nie i c l i j a k o d o k u m e n t u etnograficznego czy n a w e t dzieła s z t u k i

zję — z o s t a ć z ż o n ą w P o z n a n i u b ą d ź w y j e c h a ć samemu do

prymitywnej.

Miał szacunek dla l u d z i , n i e z a l e ż n i e od tego, do

L i b i i i t a m p r a c o w a ć p r z y budowie

trudną

nawadniających

—

decy­

kanałów.

jakiej należeli rasy czy w a r s t w y . Zapewne o g r o m n ą rolę ode­

W y j e c h a ł , z a d e c y d o w a ł y o t y m nie t y l e w a r u n k i k o n t r a k t u , co

g r a ł o w t y m otoczenie, postawa r o d z i c ó w , wychowanie, religia.

m ł o d z i e ń c z e marzenia. P r a c o w a ł c i ę ż k o , k i e d y się t y l k o

D z i ś p a t r z ą c na swe życie z a u w a ż a , ż e w ł a ś c i w i e zawsze m i a ł

w ś w i ę t a i w t z w . nadgodzinach. D z i ę k i t e m u m i a ł d ł u ż s z y u r l o p .

p r e d y l e k c j ę do l u d z i biednych, s k r z y w d z o n y c h , p o n i ż a n y c h . W i ę o

D o c h o d z i ł do 6 m i e s i ę c y . I n n i w r a c a l i na t e n czas do k r a j u , o n

dało,

235

�stosuje, m u s i p r z y j ą ć i n n ą t e c h n i k ę p r a c y niż r z e ź b i a r z e , z k t ó r y ­
m i p r a c o w a ł w Afryce. O n i b o w i e m r z e ź b i ą w d r e w n i e m i ę k k i m ,
zaraz po ścięciu drzewa — o n w ó w c z a s , g d y drewno t o jest j u ż
twarde.
P r a c u j ą c przez wiele l a t d o s z e d ł do w p r a w y i z o s t a ł — j a k o
rzeźbiarz

—

zaakceptowany. W

każdym

p l e m i e n i u jest,

jak

m ó w i , trzech a nawet czterech l u d z i r z e ź b i ą c y c h , ale nie k a ż d y
m a p r a w o w y k o n y w a ć r z e ź b y o charakterze k u l t o w y m

obdarzo­

ne — zgodnie z a n i m i s t y c z n y m i wierzeniami — d u s z ą

(mzimu).

Takie rzeźby

zawsze

mówi

p.

Grzelachowski

wykonuje

się

z m i ę k k i e g o d r o w n a (z twardogo hebanu p o w s t a j ą jodynie f i ­
g u r k i na s p r z o d a ż dla t u r y s t ó w
cydujo

pozbawione duszy)

F u n d i do-

k t ó r e drzowa n a ł o ż y w t y m celu ś c i ą ć . N i m to n a s t ą p i

prosi ducha

k t ó r y p r z o b y w a w t y m drzowio a b y

z o c h c i a ł jo

o p u ś c i ć i a b y ллszedł w r z o ź b y , k t ó r e z niogo p o w s t a n ą . R z e ź b y
te s t a n o w i ą p r z y t y m k o n t y n u a c j ę s t a r y c h , z m u r s z a ł y c h , prze­
ż a r t y c h przoz t o r m i t y . D u c h , k t ó r y jo o ż y w i a ł w i n i e n

przejść

w n o w o p o w s t a j ą c o r z o ź b y . F u n d i decyduje o t y m , czy t a k
e t a ł o , czy r z e ź b a z o s t a ł a
Jak

tię

„ożywiona".

w i d a ć podstawowe znaczonio m a

t u fakt

kontynuacji,

a nie, j a k w naszej k u l t u r z e — o r y g i n a l n o ś ć , czy — j a k w sztuce
l u d o w o j — w a r i a c y j n o ś ć w r a m a c h k a n o n u . Jodna r z e ź b a z a s t ę ­
puje d r u g ą , j a k t a t u a ż dzisiejszy b ę d z i e j u t r o z a s t ą p i o n y n o w y m ,
ale p o d o b n y m w swej symbolice, w s w y m w y r a z i e . T r a d y c j a
realizuje się w r z e ź b a c h nio t y l k o przoz w a r i a n t y , ale i przoz
Ii.

7. G ł o w y K r ó l o w e j M a t k i (Iowa.) i K r ó l a , transpozycja r z e ź b
w b r ą z i e , s t y l B o n i n , opocze, 40 cin

t o ż s a m o ś ć . G w a r a n t o m z a ś „ d o b r e j r o b o t y " jest osoba m i s t r z a ,
fundiejo.

Tylko on ma prawo w y k a ń c z a n i a i „ o ż y w i a n i a " rzeźb.

F u n d i wskazuje swego n a s t ę p c ę , a

zatwierdza go

starszyzna

plemienia.
p o d r ó ż o w a ł . J e ź d z i ł , c h o d z i ł z plecakiem po sawannach a f r y k a ń s ­

T o , że p . Grzelachowski z o s t a ł (jak twierdzi) f u n d i m ,

zaw­

we

d z i ę c z a zabawnemu w y d a r z e n i u . W i d z ą c , j a k f u n d i szczepu M a ­

wschodniej Afryce, w M o z a m b i k u , K e n i i , T a n z a n i i . Interesowali

w i a sygnuje gotowe j u ż i przeznaczone do w y s y ł k i za g r a n i c ę

k i c h . P o z n a ł j ę z y k k i s w a b i l i , k t ó r y m m ó g ł się p o r o z u m i e ć

go ludzie, szczepy jnemienno, z k t ó r y m i s t a r a ł się w s p ó ł ż y ć .
N i e m i a ł postawy etnologa, s p i s u j ą c e g o d o s t r z e ż o n o f a k t y ,

wy­

p y t u j ą c e g o o wierzenia, obyczaje — s p r a w y w k o ń c u i n t y m n e ,
n i e c h ę t n i e ujawniane o b c y m . N i e p y t a ł , b y ł z n i m i . Z d o b y ł zau­
fanie. W c i ą g u 12 l a t p o b y t u (w t y m

ok. 7 w samej

Afryce)

mieszkał wśród Masajów i innych szczepów, pracował, pomagał.
N a u c z y ł się p r o s t y c h z a b i e g ó w tokarskich, u m i a ł oczyścić
leozonie,

przeciąć

ropniaka.

Posługiwał

się

ska-

antybiotykami,

ale — podejrzewam —• m ó g ł p o m a g a ć l u d z i m t a k ż e w s p o s ó b
mniej konwencjonalny.

Jak

Harris.

W

Mawii

nazywano

go

тпуапда mzimu — lekarz dusz. U m i a ł p o m ó c w znalezieniu w ł a ś ­
ciwego miejsca na s t u d n i ę , ale co n a j w a ż n i e j s z e —. r z e ź b i ł razem
z m i e j s c o w y m i r z e ź b i a r z a m i . Niczego nie c h c i a ł , l u d z i s z a n o w a ł ,
l u b i ł , w i ę c i jego p o l u b i o n o . N a j p i e r w p r z y j ę t o go do w ł a ś c i w e j
m u g r u p y wiekowej plemienia, p ó ź n i e j z d o b y ł p r z y j a ź ń wodza.
Pokazuje ś l a d y n a c i ę ć na p r z e d r a m i e n i u lewej r ę k i — pozos­
t a ł o ś ć o b r z ę d u z w i ą z k u k r w i . T a k i z w i ą z e k p o ł ą c z y ł go z wo­
d z a m i d w ó c h p l e m i o n . I l u b i a ł y c h m o ż e p o s z c z y c i ć się

takim

w y r ó ż n i e n i e m ? T o zaufanie i braterstwo z o b o w i ą z u j e . D l a t e g o
n i e c h ę t n i e i niewiele m ó w i o wierzeniach l u d z i , z k t ó r y m i obco­
w a ł . P o w t a r z a m , nie m i a ł ż y ł k i badacza, r e p o r t a ż y s t y . N i e są­
dzę nawet, aby

istotnie wielo w i e d z i a ł . Po p r o s t u b y ł z n i m i

i w i e d z i a ł tyle, co m ó g ł dostrzec n a co d z i e ń , co m u

mówiono.

Z w ł a s z c z a o r z e ź b a c h , ich a t r y b u t a c h i symbolice.
R z e ź b ą i n t e r e s o w a ł się, j a k w i e m y , j u ż j a k o k i l k u n a s t o l e t n i
c h ł o p i e c , nic dziwnego, że zafrapowala go r z e ź b a p l e m i o n , w ś r ó d
k t ó r y c h p r z e b y w a ł . P o w o l i z d o b y w a ł zaufanie m i e j s c o w y c h spe­
c j a l i s t ó w . T w i e r d z i , że przekazano m u n a w e t sekrety z w i ą z a n e
z p r z y g o t o w a n i e m drewna, z nasycaniem ż y w i c a m i
r z e ź b . Tego nie chce u j a w n i a ć .

Z o b o w i ą z a ł się do

gotowych
milczenia.

Z r e s z t ą sam w fazie w y k o ń c z e n i a r z e ź b , stosuje obecnie sposoby
inno, j a k t w i e r d z i — szybszo. N p . w Afryce p o l e r u j ą

gotowe

r z e ź b y s k ó r k ą p ł a s z c z k i lub l i ś ć m i n i e k t ó r y c h drzew — on pos­
ł u g u j e się t e c h n i k ą k o n w e n c j o n a l n ą .

R ó ż n i c o s ą nieuniknione.
1

R z e ź b i , gdy m o ż e w hebanie, opecze czy m a h o n i u , ale też i w je­
sionie, brzozie, t o p o l i , d ę b i e , l i m b i e , w t e d y m u s i je oczywiście
odpowiednio b a r w i ć . Ale n a w e t w drewnie i r o k o , k t ó r e c h ę t n i e

c36

I I . 8. Popiersie k o b i e t y , Nigeria, p l e m i ę Y o r u b a , opecze 35,5 c m .
Wariant własny

�f i g u r y , po k r y j o m u

podmienił jedną — zabierając

ją, a w to

r z e ź b i nadal, pomaga t y m , k t ó r y m m o ż e p o m ó c . W jogo „ i m i -

miejsce d a ł w ł a s n ą . N a s t ę p n i e z a p y t a ł — czy j e s t e ś pewien, że

zeum"

wszystkie

—• o d p o w i e d z i a ł

poeci, ci k t ó r z y c z u j ą się t u dobrzo. W i e l u gości m a swojo u l u ­

m i s t r z . S p r a w d ź ! S p r a w d z i ł . N o to zobacz — w s k a z a ł m u „ s w o j ą " .

bione r z e ź b y . J a z r e s z t ą t a k ż e . J e d n y m bliższe s ą dawne f i g u r y

Ożywiona!

rzeźby

są

ożywione ? Oczywiście
fundi.

N o a gdzie sygnatura?

3

spotykają

się r ó ż n i ludzie,

malarze,

Fundi

i m a s k i plemienne, i i m y m oryginalne prace a r t y s t y czy transpo­

zdziwił się, przecież o z n a c z y ł wszystkie r z e ź b y . W t e d y p . Grze-

zycje, t a k i e j a k n p . r z e ź b z B e n i n u , k t ó r e n a podstawie zachowa­

laehowski w y c i ą g n ą ł p o d m i e n i o n ą r z e ź b ę z s y g n a t u r ą . Nie b y ł o

n y c h o r y g i n a ł ó w z b r ą z u w y k o n a ł w h e b a n o w y m drewnie. Trzeba

dyskusji, m i s t r z przecież kategorycznie o r z e k ł , że wszystkie f i ­

t u jeszcze d o d a ć , żo z bogatego r e p e r t u a r u r z e ź b

g u r y s ą o ż y w i o n e . . . Starszyzna p o t w i e r d z i ł a —

z n a j d u j e m y w „ m u z e u m " jedynie postacie p o z y t y w n e , z w i ą z a n e

został

potwierdził

—• s a n k t u a r i u m

Grzelachowski

fundim.

afrykańskich

z m a g i ą s y m p a t y c z n ą , o b r z ę d o w o ś c i ą . „ T w o r z ę t y l k o r z e ź b y do­

T a k więc w r a m a c h k u l t u r y p l e m i o n Czarnej A f r y k i z y s k a ł
j a k o r z e ź b i a r z p o z y c j ę bardzo w y s o k ą . M a uzasadnione p r a w o
u w a ż a ć , że k o n t y n u u j e

tradycjo

sztuki afrykańskiej,

reguły,

o b o w i ą z u j ą c e w o k r e ś l o n y m miejscu i czasie, a p r z y t y m jego
2

bre

o właściwościach

pozytywnych" —

czytamy

wypowiedź

4

artysty .
S w ą kolekcję

„poznańską"

w y r z e ź b i ł j u ż po powrocie

do

k r a j u . W sumie s t w o r z y ł , j a k oblicza ok. 600 r z e ź b . P o ł o w a i o h

r z e ź b y s ą p r z e c i e ż o ż y w i o n e . N a t o m i a s t na gruncie n o r m w s p ó ł ­

znajduje

czesnej k u l t u r y artystycznej

R F N , N R D , B e l g i i , H o l a n d i i , Szwecji, N o r w e g i i , A n g l i i , K a n a d y ,

E u r o p y jego t w ó r c z o ś ć t r a c i s w ą

się w muzeach

i p r y w a t n y c h kolekcjach w A u s t r i i ,

r a n g ę i m o ż e f u n k c j o n o w a ć t y l k o w k a t e g o r i i k o p i i , podrabia­

L i b a n u i Sudanu. R z e ź b , k t ó r e m a , nio sprzedaje. „ N i e t w o r z ę ,

nia a u t e n t y k u . L i c z y się b o w i e m w naszej k u l t u r z e o r y g i n a l n o ś ć ,

m ó w i , d l a zarobku. J e ś l i coś s p r z e d a ł e m d a w n i e j , to t y l k o l u ­

w y r a z w e w n ę t r z n y , ekspresja b ą d ź i n t e l e k t u a l n o poszukiwania,

d z i o m , k t ó r y m j a k a ś r z e ź b a n a p r a w d ę się p o d o b a ł a . D o m u z e ó w

inne sposoby n a w i ą z y w a n i a

o f i a r o w y w a ł e m . Teraz t e ż c h c i a ł b y m , a b y t a m o j a kolekcja zos­

do t r a d y c j i ,

oparte nie o k o n t y ­

n u a c j ę lecz ś w i a d o m y w y b ó r w a r t o ś c i .
Obecnie

pan

Grzelachowski jest

t a ł a po mojej ś m i e r c i w p o z n a ń s k i m M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m . . .
na

rencie.

Intensywność

ż y c i a nie p o z o s t a ł a bez w p ł y w u na stan jego z d r o w i a . M i m o t o

5

S ą j u ż r o z m o w y w tej sprawie. R z e ź b i ę , p o w t a r z a m t o , nie dla
z a r o b k u , ale z w ł a s n e j , g ł ę b o k i e j w e w n ę t r z n e j p o t r z e b y " .

I I . 9. M a s k a p o l i c h r o n o w a n a M p o n g w e , Gabon, s t y l Ogawe; i l . 10. M a s k a o b r z ę d o w a stowarzyszenia E k p o , Z a i r , p l e m i ę L w a l w a

237

�P R Z Y P I S Y

1

Pozyskuje egzotyczne drewno w r ó ż n y s p o s ó b , p r z y w o ż ą
m u z n a j o m i , a t a k ż e , j a k podaje W . T . B a b i a r z c y t u j ą c a r t y s t ę :
„ P i e r w s z ą p a r ę m o i c h prac p o d a r o w a ł e m w ł a d z o m Sudanu. W za­
m i a n o t r z y m a ł e m od n i c h k l o c hebanu, k t ó r y bezdewizowo p r z y ­
słali m i samolotem do W a r s z a w y . ' Y C z a r n a Afryka w
prywatnym
mieszkaniu,
„ W p r o s t " , P o z n a ń , 25.09.1983)
S ą d z ę , ż e pewne analogie do r o l i fundiego m o ż e m y odna
leźć w p r a k t y c e d a w n y c h w a r s z t a t ó w m i s t r z ó w , z a r ó w n o i k o n
staroruskich j a k ś r e d n i o w i e c z a , renesansu i b a r o k u . W i a d o m o
p r z e c i e ż , że n p . wiele o b r a z ó w Rubensa b y ł o częściowo m a l o w a ­
n y c h przez u c z n i ó w , a M i s t r z n a d a w a ł i m dopiero ostateczny
2

I I . l i . M a ł y b ę b e n e k taneczny

szlif, k t ó r y c h y b a wolno w j a k i m ś s t o p n i u p r z y r ó w n a ć do „ o ż y ­
w i e n i a " r z e ź b przez fundiego. Obrazy, podobnie j a k te r z e ź b y ,
m o g ą b y ć „ o ż y w i o n e " i m a r t w e . W y s t a r c z y p r z y j r z e ć się w i ę ­
k s z o ś c i k o p i i i p o r ó w n a ć je z o r y g i n a ł e m .
3

Z o r g a n i z o w a ł j e w 1978 r .

* W . Z . B e r y t , Nazywają
n a ń s k a " , 23.09.1983
5

„Gazeta

Poz­

Zabiega o to m . i n . p r o f . J ó z e f B u r s z t a , wysoko c e n i ą c y
dzieło p . Grzelachowskiego. W ł a ś n i e dzięki u p r z e j m o ś c i Profe­
sora m o g ł e m p o z n a ć r z e ź b i a r z a .

(Kgomo), M o z a m b i k , p l e m i ę M a w i a , opecze, 50 c m

Fot.: A. Grzelachowski, il. 1—10; J . Miecznikowski, i l . 11

238

go Afrykańczykiem,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10599" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10577">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/227175a3ce23c8bc3488a4e53d872d22.pdf</src>
        <authentication>a1aa30f14306265a3840f7d3f0f196ce</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126273">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3269</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126274">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126275">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3064</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126276">
                <text>Granitowa rzeźba ludowa na wschodnim Podlasiu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126277">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.221-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126278">
                <text>Małeta, Alicja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126279">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126280">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126281">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126282">
                <text>I I . 1. Grupa k r z y ż y п а granicy w s i , wieś T e r o m i s k i

Alicja Małeta

GRANITOWA

RZEŹBA

LUDOWA

W krajobrazie Podlasia d o m i n u j ą m o n u m e n t a l n e drewniane
k r z y ż e s t o j ą c e g r u p a m i na granicach w s i , a na

cmentarzach

p e ł n i ą c e f u n k c j ę n a g r o b k ó w . W i e l e p r z y c z y n z ł o ż y ł o się na t o ,
że teren t e n nie o b f i t u j e

1

w drewnianą rzeźbę ani

kapliczki .

Jeszcze m n i e j s p o t y k a się t u p o d o b n y c h o b i e k t ó w k a m i e n n y c h ,

NA W S C H O D N I M

PODLASIU

i n i e j e d n o k r o t n i e w y p e ł n i a c a ł ą jej p o w i e r z c h n i ę . N a k a p l i c z k a c h
p r a w o s ł a w n y c h i u n i c k i c h t e k s t y te zapisane s ą c y r y l i c ą .
T e m a t y k a p r z e d s t a w i e ń w y s t ę p u j ą c y c h na s ł u p a c h k a m i e n ­
n y c h jest uboga, a c a ł a plastyczna strona o s i ą g n i ę t a

została

bardzo p r o s t y m i ś r o d k a m i . B r a k t u g z y m s o w a ń , o b r a m i e ń —

co spowodowane jest b r a k i e m odpowiedniego, ł a t w e g o do o b r ó b k i

ozdobników tak charakterystycznych dla architektury kamien­

surowca.

n y c h f i g u r n p . P o l s k i p o ł u d n i o w e j . Z a u w a ż y ć t e ż m o ż n a jedna­

Jedynym

dostępnym

materiałem

są

tu

granitowe
2

g ł a z y narzutowe pozostawione n i e g d y ś przez l o d o w i e c .
Te

właśnie

polne

kamienie posłużyły

k o w y s p o s ó b k s z t a ł t o w a n i a plastycznego — p ł a s k o r z e ź b y prze­

j a k o surowiec

do

wyrobu figur p r z y d r o ż n y c h i nagrobków, które m o ż n a spotkać
w okolicach H a j n ó w k i , B i e l s k a Podlaskiego, S i e m i a t y c z . G r a n i t

w a ż n i e w y s t ę p u j ą z t ł a nie ograniczonego p l y c i n ą , a napisy k u t e
są wgłębnie.
I d e n t y c z n e f o r m y s ł u p o w e m o ż n a s p o t k a ć we wschodnio-

n i e ł a t w o poddaje się o b r ó b c e , s t ą d t e ż owe f i g u r y m a j ą zazwyczaj

podlaskich cmentarzach

formę niepozornych obelisków

kamiennym lub,

w i d o c z n y s k u p i a j ą s i ę w rejonie H a j n ó w k i . Jeden z najstarszych

one samotnie l u b t e ż t o w a r z y s z ą d r e w n i a n y m

n y c h z p ł a s k o r z e ź b ą k r z y ż a i czaszki znajduje s i ę we w s i C z y ż e .

zwieńczonych

częściej, metalowym k r z y ż e m .
Występują

jako nagrobki. Zabytki

te w s p o s ó b

d a t o w a n y c h i stosunkowo dobrze zachowanych s ł u p ó w k a m i e n ­

k r z y ż o m i k a p l i c z k o m . F u n d o w a ł a je l u d n o ś ć w y z n a n i a unickiego

Pochodzi z 1828 r. l u b (co jest bardziej prawdopodobne) z 1882 г.,

i prawosławnego, jak również rzymsko-katolickiego.

d a t a ta z o s t a ł a b ł ę d n i e w y k u t a przez n i e p i ś m i e n n e g o

P o d s t a w o w ą i c h a r c h i t e k t u r ę t w o r z y g r a n i a s t o s ł u p o prze­
k r o j u c z w o r o k ą t n y m , szeroki u p o d s t a w y a z w ę ż a j ą c y się k u
górze. W ś r ó d licznych słupów zupełnie pozbawionych e l e m e n t ó w
p l a s t y c z n y c h z d a r z a j ą się p ł a s k o r z e ź b i o n e , k t ó r e m i m o żc w y ­
s t ę p u j ą na d u ż y m terenie w y k a z u j ą m i ę d z y s o b ą

zadziwiające

p o d o b i e ń s t w o f o r m a l n e . TT szczytu l u b u d o ł u ś c i a n y frontowej
w y k u t a b y w a m a ł a nisza z a w i e r a j ą c a za s z k ł e m obrazek dewoc y j n y . Centralne miejsce zajmuje d u ż a w y p u k ł o r z e ź b a
ciej

prawosławnego

a poniżej
data

z

ukośnym

dolnym

niego czaszka ze s k r z y ż o w a n y m i

wykonania.

i czaszka)

krzyża

Te

dwa

symboliczne

tworzą kanon t e m a t ó w

p r z y d r o ż n y c h . Czasem p ł a s k o r z e ź b y

piszczelami

wyobrażenia

występujących
otacza

najczęś­

ramieniem,

napis

na

oraz

(krzyż
słupach

fundacyjny,

k t ó r y b y w a t e ż l o k o w a n y na bocznej l u b t y l n e j ś c i a n i e f i g u r y

wykonawcę

jako

1821 r. N a

sam

pod

tamtejszym

względem

zapewne

cmentarzu

można

zobaczyć

taki

formalnym, niedatowany

nagrobek

oraz szereg p o d o b n y c h , z k t ó r y c h jeden w postaci

c i ę ż k i e g o c o k o ł u z r z e ź b ą czaszki nosi d a t ę 1874 r. ( i l . 2). T e n
sam schemat prezentuje s ł u p z 1903 r. ( i l . 8) s t o j ą c y w otoczeniu
d w u d r e w n i a n y c h kapliczek z 1860 r. na p r z e d m i e ś c i u H a j n ó w k i
( u l . N a d o l n a ) , nagrobek z 1903 r. l u b 1906 r. na p r a w o s ł a w n y m
c m e n t a r z u w Orzeszkowie

( i l . 7) i n i e d a t o w a n y obelisk z Ł o ­

sinki.
Zostały

tu

przedstawione

licznie w y s t ę p u j ą c y c h

zaledwie

przykłady

na o m a w i a n y m terenie.

3

obiektów

N i e wszystkie

dobrze z n i o s ł y p r ó b ę czasu. Sporo z n i c h mocno s p a t y n o w a n y c h
niewiele j u ż m o ż e p r z e k a z a ć poza f o r m ą o g ó l n ą .
Stare

n a g r o b k i kamienne

wykazują

większą

rozmaitość

221

�I I . 2. Nagrobek k a m i e n n y , C z y ż e , 1874 r.

kształtów, aniżeli figury

przydrożne. Wyższy

I I . 3. K a m i e ń p r z y d r o ż n y , p ł a s k o r z e ź b a ś w . M i k o ł a j a , 1871 г . ,
o k o l i c a Czarnej W i e l k i e j

opano­

Chrystusa z ł o ż o n e u s t ó p k r z y ż a . Postacie s ą p ł a s k i e i w y d ł u ­

w a n i a r z e m i o s ł a prezentuje nagrobek w postaci p ł a s k i e j , p i o n o w o

stopień

ż o n o . N i e z o s t a ł y przedstawiono s z c z e g ó ł y szat, a n i inne ele­

ustawionej p ł y t y z w i e ń c z o n e j systemem p ó ł k o l i s t y c h g z y m s o w a ń ,

m e n t y , k t ó r e m o g ł y b y r o z p r o s z y ć u w a g ę p a t r z ą c e g o , t y m bar­

z n a j d u j ą c y s i ę na c m e n t a r z u k a t o l i c k i m w G r o d z i s k u . N a d w u

dziej w i ę c wyraziste i w y m o w n e s ą gesty: m o d l i t e w n e złożenie

ścianach

r ą k ś w . J a n a , pochylenie g ł o w y p l ą c z ą c e j M a t k i B o s k i e j ,

wyrzeźbiono

dwie

płaskorzeźby

krzyży

łacińskich

Po­

w y r a s t a j ą c y c h z ł u k o w a t y c h podstaw. Ze w z g l ę d u na d o b r y stan

niżej płaskorzeźby

zachowania wydajo s i ę , że nagrobek

m o ż e przeznaczonego na napis, k t ó r e g o ś l a d u obecnie nie m o ż n a

ten p o w s t a ł

stosunkowo

p ó ź n o , ok. p r z e ł o m u X I X / X X w . Z u p e ł n i o i n n ą f o r m ę u d e r z a j ą c ą
archaicznością i surowością wyrazu przedstawiają dwa monumen­

pozostawiono

sporo wolnego miejsca, b y ć

się j u ż d o p a t r z e ć .
Z t y ł u t a b l i c a jest

t y l k o z grubsza

ociosana.

talne g r a n i t o w e k r z y ż e s t o j ą c o blisko siebie na c m e n t a r z u w Sie­

z ludźmi wskazują,

m i a t y c z a c h . N a j e d n y m z n i c h w y k u t a jest d a t a : 1911 r. ( i l . 5).

w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.

O m ó w i o n o p o w y ż e j f i g u r y p r z y d r o ż n e i n a g r o b k i powsta­

że nagrobek

Rozmowy

t e n p o w s t a ł nie p ó ź n i e j n i ż

D r u g a , r ó w n i e i n t e r e s u j ą c a p ł y t a znajduje s i ę w n a j d a l s z y m ,

w a ł y p o c z ą w s z y o d s i e d e m d z i e s i ą t y c h l a t X I X w . do I

wojny

zaniedbanym

ś w i a t o w e j . Miejscowa l u d n o ś ć nie p o r t a f i

ośrod­

W i e l k i e j ( i l . 3). O g ó l n y m k s z t a ł t o m z b l i ż o n a jest do poprzednio

już wskazać

zakątku

prawosławnego

cmentarza

w

Czarnej

k ó w , a n i w y m i e n i ć nazwisk k a m i e n i a r z y , k t ó r z y w n i c h p r a c o w a l i .

opisanej. N a frontowej ś c i a n i e w u k ł a d z i e s t r e f o w y m , rozdzielone

N a tle scharakteryzowanych p o k r ó t c e o b i e k t ó w stosunkowo

ł u k a m i o niejednakowej r o z p i ę t o ś c i , m i e s z c z ą się d w i e p ł a s k o ­

u b o g i c h p o d w z g l ę d e m p l a s t y c z n y m , j a k o zjawisko w y j ą t k o w o

rzeźby.

p r z e d s t a w i a j ą się t r z y g r a n i t o w i ! p ł y t y z a w i e r a j ą c e r ó ż n e tema­

Ś w i ę t a u j ę t a w n o w o t e s t a m e n t o w y m nieładzie i k o n o g r a f i c z n y m .

tyczne

wyobrażenia

figuralne, znajdujące

się w

niedalekiej

W

górnej, węższej

części przedstawiona

jest

Trójca
4

B ó g Ojciec s i e d z ą c y na t r o n i e wskazuje Chrystusa

siedzącego

o d l e g ł o ś c i o d siebie w G r o d z i s k u i Czarnej W i e l k i e j kolo Siemia­

po drugiej stronie, z w r ó c o n e g o frontalnie do w i d z a , k t ó r y p r z y ­

tycz.

t r z y m u j e lewa. r ę k ą t r ó j r a m i e n n y k r z y ż . N a jogo w i e r z c h o ł k u

Pierwsza •/. n i c h s t o i b l i s k o g ł ó w n e j b r a m y wejściowej wio­

w y o b r a ż o n y jest D u e h ś w . p o d p o s t a c i ą p t a k a . U i c h s t ó p znaj­

d ą c e j na cmentarz k a t o l i c k i w Grodzisku ( i l . 6). P ł y t a t a jest

duje się glob z i e m s k i . D o l n a scena nie jest t a k przejrzysta w sensie

szeroka

i k o n o g r a f i c z n y m . Przedstawione s ą t u t r z y postacie, z k t ó r y c h

u p o d s t a w y a dzwonowc.to w y k r o j o n a p r z y

szczycie

zakończonym metalowym ażurowanym krzyżem łacińskim. Na

zwraca u w a g ę p o s t a ć centralnie umieszczona, s t o j ą c a w pozio

frontowej

centralnie

modlitewnej z uniesionymi k u górze r ę k a m i o rozwartych dłoniach,

u s y t u o w a n ą p ł a s k o r z e ź b ę . W n i e z w y k l e k l a r o w n e j formie plas­

pozbawiona jakichkolwiek a t r y b u t ó w . W ten sposób od czasów

tycznej z o s t a ł a

starochrześcijańskich

Chrystusa.

ścianio

w a l k o w a t o obramienie,

t u przedstawiona

pasyjna

zamyka
scena

Opłakiwania

O ś k o m p o z y c y j n ą s t a n o w i w y s m u k ł y k r z y ż . P o d jed­

poprzez

sztukę bizantyjską

ukazywana

b y ł a p o s t a ć o r a n t a s y m b o l i z u j ą c a z n a j d u j ą c ą się w r a j u
5

duszę

n y m jego r a m i e n i e m umioszczony jost frontalnie ś w . J a n , p o d

zmarłego.

d r u g i m ustawiona b o k i o m ,

mieszczone i z w r ó c o n o b o k i e m s ą d w i e p o z o s t a ł e , mniejsze o d

ze s k ł o n i o n ą g ł o w ą M a t k a Boska,

S y m o t r y c z n i e w s t o s u n k u do g ł ó w n e j postaci roz­

o sylwetce m ł o d e j dziewczyny, z d ł u g i m i w ł o s a m i , czy toż raczej

centralnej. M a j ą one r ę c e z g i ę t e w b ł a g a l n y m geście z k t ó r y m

chustą opadającą

z w r a c a j ą s i ę do o r a n t a , a w d ł o n i a c h t r z y m a j ą k s i ą ż k i . Postacie

222

na plecy. Całość spina, j a k b y k l a m r ą

ciało

�te s ą do siebie b l i ź n i a c z o podobne, a p e w i e n rys i n d y w i d u a l n o ś c i

wego przedstawienia. Ś w i ę t y m a t w a r z p o c i ą g ł ą , o d ł u g i m , w ą s ­

n a d a j ą i m starannie w y m o d e l o w a n e w ł o s y , k t ó r y c h p o z b a w i o n y

k i m nosie. T r u d n o na t y m w y o b r a ż e n i u d o p a t r z e ć się b r o d y ,

jest o r a n t — p o s t a ć raczej s y m b o l i c z n a , a n i ż e l i realna.

ale i w m a l a r s k i c h u j ę c i a c h tego ś w i ę t e g o nie b y w a ł a ona z b y t

Powyższe

wyobrażenie

nie

posiada

innego ikonograficznego odniesienia we

najprawdopodobniej
wschodnioslowiańskiej

d ł u g a . N a g ł o w i e ś w i ę t e g o m o ż n a d o j r z e ć p ó ł k o l i s t y zarys m i t r y ,
a z szat w y r a ź n i e odznacza s i ę asymetryczna k a p a

połączona

8

sztuce r e l i g i j n e j . Symboliczne znaczenie m a p i ę t r o w e rozmiesz­

na ś r o d k u z o m o f o r i o n e m (wschodni o d p o w i e d n i k ł a c i ń s k i e g o

6

czenie o m ó w i o n y c h d w ó c h scen. G ó r n a przedstawia sferę nie­

paliusza). Cala p o s t a ć p o t r a k t o w a n a jest p ł a s k o , n i e o m a l graficz­

b i a ń s k ą , d o l n a z i e m s k ą , a ł ą c z y je osoba o r a n t a z w r a c a j ą c a s i ę

nie. U p o d s t a w y p ł a s k o r z e ź b y w i d n i e j e d a t a 1871 r. oraz ob­

ze s w ą m o d l i t w ą do T r ó j c y ś w . W p ł a s k o r z e ź b i e uderza n i e z w y k ł a

szerny napis w y k o n a n y c y r y l i c ą , z k t ó r e g o czytelne s ą zaledwie

prostota,

Na

pojedyncze l i t e r y . Szczyt k a m i e n i a w i e ń c z y m e t a l o w y r ó w n o ­

Płaskorzeźby

ramienny grecki krzyż połączony z półksiężycem, k t ó r y pośrednio

wręcz

prymitywizm

wykonania

n a g r o b k u b r a k jest j a k i c h k o l w i e k

plastycznego.

napisów, dat.

wskazywałby

s ą p o w i e r z c h n i o w o zniszczone. N i e m a t e ż j u ż g r o b u .
Trzecia z k o l e i p ł y t a znajduje się na g r a n i c y Czarnej W i e l k i e j
p r z y szosie w i o d ą c e j do D z i a d k o w i c , w p o b l i ż u lasu z dala oć

na

unickie wyznanie

fundatora

tej

osobliwej

f i g u r y , czy t e ż m o ż e n a g r o b k a .
Omówione trzy płyty z płaskorzeźbami figuralnymi

wyko­

z w a r t e j z a b u d o w y ( i l . 4). Zachowuje ona n i e f o r e m n y k s z t a ł t

nane z o s t a ł y

s ł a b o ociosanego k a m i e n i a o nieco p i r a m i d a l n y m zarysie, z w ę ż a ­

d o m y ś l a ć się d ł u t a ludowego r z e ź b i a r z a . W sferze ikonograficznej

j ą c e g o się k u g ó r z e . Zarys t e n p o w t a r z a n i e w p r a w n i e w y k u t e

dwie p ł a s k o r z e ź b y , scena z o r a n t e m i ś w . M i k o ł a j ,

obramienie z a m y k a j ą c e p ł y c i n ę . N i e m a l c a ł e jej w n ę t r z e w y p e ł ­

w y r a ź n y w p ł y w s z t u k i cerkiewnej. Sztuka t a r o z w i j a ł a się g ł ó w ­

n i a p ł a s k o r z e ź b a l u d z k i e j p o s t a c i u j ę t a f r o n t a l n i e do p o ł o w y

nie w d z i e ł a c h m a l a r s k i c h , a w y r a ż e n i e j e j w r z e ź b i e jest w y n i k i e m

w sposób

wysoce uproszczony,

który

pozwala
wykazują

w y s o k o ś c i . P o s t a ć odziana jest w szaty l i t u r g i c z n e wschodniego

o d d z i a ł y w a n i a Zachodu. Oba te p i e r w i a s t k i , w s c h o d n i i zachodni,

o b r z ą d k u , przedstawia zatem d o s t o j n i k a k o ś c i e l n e g o . W lewej

ł ą c z y ł y się i p r z e n i k a ł y

d ł o n i widocznej spod f a ł d y p ł a s z c z a t r z y m a o n z a m k n i ę t ą k s i ę g ę ,

Pozostaje

nadal

w sztuce sakralnej p o l s k i c h u n i t ó w .

otwartym

pytanie

dotyczące

miejsca,

p r a w ą b ł o g o s ł a w i . Ze w z g l ę d u na o g ó l n y schemat przedstawienia,

a w d w u p r z y p a d k a c h i czasu p o w s t a n i a p ł a s k o r z e ź b z Grodziska

pewne s z c z e g ó ł y szat, a t a k ż e z u w a g i na s t a r o r u s k i t e k s t p o d

i Czarnej W i e l k i e j . M o ż n a s ą d z i ć , że podobnie j a k Sw.

p ł a s k o r z e ź b ą m o ż n a b y w i d z i e ć w t e j osobie ś w . M i k o ł a j a Cudo­

i pozostałe powstały w 2 poł. X I X w. I c h terytorialna bliskość

Mikołaj

t w ó r c ę b i s k u p a M i r y w A z j i Mniejszej, ż y j ą c e g o n a p r z e ł o m i e

w s k a z y w a ł a b y n a w s p ó l n y o ś r o d e k , ale b r a k z d e c y d o w a n y c h

I I I i I V w i e k u . Z y s k a ł on n i e z w y k ł ą p o p u l a r n o ś ć w K o ś c i e l e

p o d o b i e ń s t w f o r m a l n y c h nieco p o d w a ż a t e n d o m y s ł . S p r a w y te

W s c h o d n i m , z a p e w n i a j ą c ą m u s t a ł e miejsce w schemacie i k o n o -

w y j a ś n i ą b y ć m o ż e dalsze znaleziska w t y c h o k o l i c a c h , а t a k ż e

statu, jako p a t r o n ubogich, p o d r ó ż n y c h , c h r o n i ą c y od p o ż a r ó w

p o s z u k i w a n i a archiwalne. R z e ź b a

i

wilków.

7

W sztuce cerkiewnej przedstawiano

kamienna m a w północno-

św. Mikołaja

-wschodniej Polsce odleglejsze t r a d y c j e . W s z a k wizerunek M a t k i

w szatach b i s k u p a o b r z ą d k u wschodniego, z a s c e t y c z n ą t w a r z ą .

Boskiej z D z i e c i ą t k i e m z n a j d u j ą c y się w s a n k t u a r i u m m a r y j n y m

J e d n y m z powszechnie p r z y d a w a n y c h a t r y b u t ó w b y ł a

w Leśnej k . Białej Podlaskiej, również

księga.

K a m i e n n a p ł a s k o r z e ź b a z a c h o w a ł a wiele z h i e r a t y c z n o ś c i i k o n o -

I I . 4. N a g r o b e k na c m e n t a r z u p r a w o s ^ w n y m w Czarnej
Wielkiej

d a t o w a n y jest na w i e k

wykuty

w kamieniu

9

XVII .

I I . 5. K r z y ż k a m i e n n y na c m e n t a r z u w Siemiatyczach

223

�I I . 6. N a g r o b e k z p ł a s k o r z e ź b ą p r z e d s t a w i a j ą c ą O p ł a k i w a n i e
Chrystusa, cmentarz w G r o d z i s k u

I ł . 7. S ł u p k a m i e n n y , 1906 r. Cmentarz w Orzeszkowie

P R Z Y P I S Y

1

M . P r z e ź d z i e e k a , Zabytki
plastyki
ludowej na
Wschodnim,
„ P o ł . Szt. L u d . " , R . X , 1956 n r 4/5

Podlasiu

a

P o ł u d n i o w y zasięg w y s t ę p o w a n i a g ł a z ó w n a r z u t o w y c h
wyznacza l i n i a p r z e c h o d z ą c a przez W i e l u ń , W a r s z a w ę , K o ń s k i e ,
L u b l i n , W ł o d a w ę i p r z e d ł u ż a się poza granice p a ń s t w a w s t r o n ę
Polesia. Por. A C z e ż o w s k i , Kamieniołomy.
Obróbka i
przeróbka
kamienia,
t . 1, 1946
3

O k i l k u g ł a z a c h z w y k u t y m i k r z y ż a m i w okolicy T y k o c i n a
nad N a r w i ą (z k t ó r y c h jeden w i ą ż e z czasami k r ó l o w e j B o n y )
oraz pod Ł a p a m i w z m i a n k u j e O. K o l b e r g , Dzieła
wszystkie,
Mazowsze, cz. 5, 1890. (1964), s. 331
* W i k o n o g r a f i i wschodniej T r ó j c a ś w . przedstawiana b y ł a
n a ogół w ujęciu s t a r o t e s t a m e n t o w y m , symbolicznie, jako
odwiedziny trzech a n i o ł ó w u A b r a h a m a . P o r . J . K ł o s i ń s k a ,
Ikony,
K r a k ó w 1973, s. 61—66
5

„ S ł o w n i k terminologiczny sztuk p i ę k n y c h " pod
Kozakiowicza, Warszawa 1976, s. 337

red.

S.

6

I n f o r m a c j ę t ę z a w d z i ę c z a m p . doc. dr A n n i e R ó ż y c k i o j - B r y z e k z I n s t y t u t u H i s t o r i i S z t u k i TJ.J., k t ó r e j serdecznie
d z i ę k u j ę za k o n s u l t a c j ę
7

J . K ł o s i ń s k a , op. c i t . , s. 212 i dalsze

8

S ł o w n i k terminologiczny..., s.

335

9

O b i e k t ten z n a m t y l k o z n i e w y r a ź n y c h r e p r o d u k c j i , n a
k t ó r y c h p r z y s ł o n i ę t y jest n a ł o ż o n y m i m e t a l o w y m i s u k i e n k a m i
i r a m ą . Uznano, ż e nosi on cechy s z t u k i ludowej. Z dawna
Polski
Tyś Królową.
Przewodnik
po sanktuariach
maryjnych.
Korono­
wane wizerunki Matki Bożej 1717—1983. Praca z b i ó r , p o d red.
O. Piotra. Anzulewicza O F M conv., S.M. G r a ż y n y od Wszechp o ś r e d n i c t w a M . B . , S.M. Gizeli od Niepokalanego Serca M a r y i ,
S z y m a n ó w 1983. Por. r ó w n i e ż , J . F r a n k o w s k i , Wycieczka
szlakiem
Unitów na Podlasiu,
W - w a 1927. Ponadto por. p r z y p i s 3

224
1

I I . 8. K a m i e n n y s ł u p z 1903 r. w otoczeniu d w u d r e w n i a n y c h
kapliczek z 1860 г., p r z e d m i e ś c i e H a j n ó w k i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10598" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10576">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/98f49179cb02040257921b426f6b792b.pdf</src>
        <authentication>2fed03db265e7aeddc2c27dceff68a69</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3274</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126264">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3069</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126266">
                <text>Janina Orynżyna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.3-4, s.252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126268">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126269">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126270">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126272">
                <text>Aleksander Jackowski

JANINA

Tego a r t y k u ł u o sobie j u ż nie p r z e c z y t a ł a . Proces d r u k u t r w a
d ł u g o , a g d y się m a 93 l a t a k a ż d y m i e s i ą c jest j a k d a r o w a n y .

ORYNŻYNA

d y s t y n k c j a , k u l t u r a b y c i a , p r z y w i ą z a n i e do t r a d y c y j n y c h

zwy­

c z a j ó w (a nawet p o t r a w ) .

Z m a r ł a 3 l u t e g o . Pochowano j ą skromnie, bez r o z g ł o s u , na cmen­

Jeszcze w l a t a c h w i l e ń s k i c h z e t k n ę ł a się z gronem dzialaczok,

t a r z u w K u t n i e . O d p r o w a d z a ł o j ą w tej ostatniej ziemskiej w ę ­

z a j m u j ą c y c h się propagowaniem s z t u k i l u d o w e j . Z d a w a ł a sobie

d r ó w c e niewiele o s ó b , w s p ó ł m i e s z k a ń c y D o m u O p i e k i S.S.

s p r a w ę z tego, że o r g a n i z u j ą c z b y t l u d o w y c h p r z e m y s ł ó w

Alber­

nie

t y n e k w K u t n i e , ż y c z l i w e Jej Siostry, k i l k a d a w n y c h w s p ó ł p r a ­

t y l k o p r z y c z y n i a się do podniesienia k u l t u r y estetycznej miejs­

cowniczek z „ C e p e l i i " . Z a b r a k ł o w i e ń c ó w , p r e z e s ó w ,

k i c h n a b y w c ó w , ale i pomaga materialnie t y s i ą c o m l u d z i na w s i .

dygnita-

r z y z resortu k u l t u r y , n a s t ę p c ó w , h o n o r ó w , na k t ó r e z a s ł u ż y ł a

Tej sprawie poświęciła się c a ł k o w i c i e . A l e g d y z a c z y n a ł a t ę dzia­

j a k m a ł o k t o . P r z y p a d e k ? Zapewne, w i a d o m o ś ć n a d e s z ł a w os-

ł a l n o ś ć m i a ł a jeszcze do czynienia ze w s i ą w z n a c z n y m stopniu

t a t n i o j c h w i l i , wszyscy b y l i z a j ę c i , p o u m a w i a n i , pogoda

była

z i n t e g r o w a n ą , k o r z y s t a j ą c ą z w ł a s n e g o d o r o b k u , w k t ó r e j nie­

o k r o p n a . A l e p r z y p a d k i b y w a j ą z a d z i w i a j ą c o l o g i c z n e . P a n i Ja­

m a l k a ż d a k o b i e t a t k a ł a czy h a f t o w a ł a . W c h o d z ą c do M i n i s t e r ­

n i n a p r z e ż y ł a s w ó j czas, n a l e ż a ł a do e p o k i , k t ó r a o d e s z ł a .

stwa P r z e m y s ł u i H a n d l u — w dwudziestych latach — z d a w a ł a

U r o d z i ł a się w W i l n i e , 24 czerwca 1893 r . T a m się w y c h o w a ­

sobie s p r a w ę z p r z e m i a n , k t ó r e z a c h o d z i ł y , ale nie s ą d z i ł a zapewne,

ł a , t a m z a c z ę ł a p i s a ć , i n t e r e s o w a ć się ż y c i e m i t w ó r c z o ś c i ą l u d u .

że jeszcze za j e j ż y c i a z a j d ą n a wsi t a k ogromne z m i a n y , że

P o t e m , w dwudziestych l a t a c h p r z e n i o s ł a się do W a r s z a w y , ale

p r z e k s z t a ł c i się nawet p o j ę c i a s z t u k i l u d o w e j czy t w ó r c y ludowe­

jej p r o w e n i e n c j ę z d r a d z a ł a zawsze ś p i e w n o ś ć m o w y , s z c z e g ó l n a

goByła już ostatnią spośród wielkich działaczek

zajmujących

się s z t u k ą l u d o w ą . C z ę s t o w r o z m o w a c h w s p o m i n a ł a l u d z i , z k t ó ­
r y m i się s t y k a ł a , z k t ó r y m i p r a c o w a ł a — Zofię S t r y j e ń s k a ,

Ce­

zarie B a u d o u i n de Courtenay J ę d r z e j e w i c z o w ą , H e l e n ę Sohram ó w n ą , W a n d ę S c h r e i b e r ó w n ą , Jerzego W a r c h a ł o w s k i e g o , Eleo­
n o r ę P l u t y ń s k ą , Zofię C z a s z n i c k ą , A n t o n i e g o K e n a r a . P r z e ż y ł a
I I . 5. J . O r y n ż y n a , Papież
narodowym
Kardynałów
w

Jan Paweł
Warszawie,

I I w otoczeniu
między­
akwarela, 29,5 x 20om

ich w s z y s t k i c h . P r z e ż y ł a l a t a fascynacji l u d e m , m o d y n a c h ł o p s k ą
s z t u k ę i czasy, w k t ó r y c h t r z e b a b y ł o na nowo w a l c z y ć o p r a w o
tej s z t u k i do istnienia.
W c i ą g u Jej

życia odszedł w niepamięć krajobraz lat mło­

d z i e ń c z y c h , d w u k r o t n i e z m i e n i a ł się k s z t a ł t k r a j u , z m i e n i ł a rad y k a l n i o wieś, z m i e n i a ł y p r o b l e m y z w i ą z a n e ze s z t u k ą l u d o w ą .
T o , co n i e g d y ś b y ł o ż y w e — s t a ł o się wzorcem, n a s t r a ż y k t ó r e g o
s t a n ę l i etnografowie, przekaz p o k o l e n i o w y z a c z ę l i

zastępować

i n s t r u k t o r z y , „ s z t u k a " s t a l ą się „ p a m i ą t k ą " a m ą d r e r ę c e c z ł o wioka

z a c z ę ł a z a s t ę p o w a ć maszyna,. N a w e t „ C e p o l i a "

połowy

l a t o s i e m d z i e s i ą t y c h niowiele m a w s p ó l n o g o z t ą , k t ó r ą organi­
z o w a ł a p . J a n i n a i k t ó r e j t y l e l a t ż y c i a p o ś w i ę c i ł a . Ze s m u t k i e m
w s p o m i n a ł a „ r o m a n t y c z n y " okres „ C e p e l i i " , k i e d y to a u t o n t y c z na, s z t u k a l u d o w a w y z n a c z a ł a

jeszcze a r t y s t y c z n ą

rangę

tej

instytucji.
P o z n a ł e m p a n i ą J a n i n ę , gdy

pracowała w jednym

pokoju

z m o i m ojcem, w Ministerstwie P r z e m y s ł u i H a n d l u . B y ł o

to

przed 60 l a t y . . . P a m i ę t a m j ą dobrzo z t a m t y c h lat. P ó ź n i e j , po
wojnie, p o ł ą c z y ł o nas w s p ó l n e zainteresowanie — a g d y p .

Ja­

n i n a o d e s z ł a na e m e r y t u r ę , o d w i e d z a ł e m j ą , s ł u c h a ł e m o p o w i e ś ­
ci o czasach i l u d z i a c h . C h o d z i ł a j u ż z t r u d e m , ale b y ł a w y t w o r n a ,
zadbana, p e ł n a smutnego u r o k u . P ó ź n i e j s t r a c i ł e m z n i ą k o n t a k t .
Dopiero po k i l k u l a t a c h z n ó w o N i e j u s ł y s z a ł e m — j a k o o malar­
c e W y r z u c a m sobie, że w i e d z ą c w j a k i c h z n a l a z ł a się w a r u n k a c h
zapomniana przez i n s t y t u c j ę , k t ó r e j tyle sił p o ś w i ę c i ł a , nie po­
t r a f i ł e m j e j p o m ó c . Nie p o j e c h a ł e m do N i e j . B o i co m ó g ł b y m
Jej p o w i e d z i e ć , c z y m p o c i e s z y ć ?
P a t r z ę n a j e j o b r a z k i . Czy s ą naiwne ? O t y l e , o ile n a i w n ą
jest d o b r o ć , szczera, serdeczna wiara, m i ł o ś ć do l u d z i , p t a k ó w
i r o ś l i n . Uderza mnie w t y c h akwarelach ich s k r o m n o ś ć , ich de­
l i k a t n o ś ć . S ą o s t a t n i m ś l a d e m w z r u s z e ń i m y ś l ą . Jest w n i c h
smutek, ale i Nadzieja.

fot. J .

252

Świderski

�Aleksander Jackowski

JADWIGA
WSPOMNIENIE O JADWIDZE JARNUSZKIEWICZOWEJ

O r z e ź b i e w i e d z i a ł a d u ż o . Z a r ó w n o o dawnoj j a k i w s p ó ł c z e s n e j .

B y ł a przez ć w i e r ć w i e k u częścią naszej r e d a k c j i , k i m ś b l i s k i m ,
w a ż n y m , do kogo m o ż n a się b y ł o z w r ó c i ć w k a ż d e j

sprawie,

M i a ł e m o k a z j ę k i l k a razy o g l ą d a ć z n i ą muzea i w y s t a w y , d a ł o

w i e d z ą c , że się uzyska pomoc. S ą ludzie, do k t ó r y c h g a r n ą się

mi

i n n i : s ł a b i , w r a ż l i w i , pozornie m o c n i , a w ś r o d k u p ę k n i ę c i . Ś m i a ­

wrażliwość

to

wiele,

cechowała

Pamiętam

irytację

l i ś m y się, że w y s t a r c z y , a b y sama z o s t a ł a z k i m ś w p o k o j u , a j u ż

jednej z naszych k o l e ż a n o k , g d y i d ą c u l i c a m i F l o r e n c j i

Jadwiga

z a c z y n a ł y się zwierzenia, otwieranie duszy. B u d z i ł a

zaufanie,

nagle z a w o ł a ł a — o! D o n a t e l l o . Gdzie ? N o t u , te dwie r z e ź b y !

m i a ł a w sobie c i e p ł o , n a l e ż a ł a do l u d z i , k t ó r z y d a w a l i coś z siebie

S k ą d wiesz ? — z d e n e r w o w a ł a się k o l e ż a n k a , h i s t o r y c z k a s z t u k i .

i wynikająca

ją

bowiem rzeczywiście

z niej

intuicja.

wyjątkowa

i n n y m . O p o w i a d a ł a m i o s w o i m o j c u , nauczycielu, k t ó r y b ę d ą c

P r z e c i e ż t u s ą cztery r z e ź b y ! T o oczywiste! z d z i w i ł a się J a d w i g a ,

j u ż na emeryturze

p r z e c i e ż to dwie s ą z u p e ł n i e inne.

szedł do s z k o ł y a b y u s ł y s z e ć h a ł a s na k o ­

r y t a r z a c h w czasie p r z e r w y . I l u jest dziś t a k i c h nauczycieli?

D o n a t e l l a z r e s z t ą w i e l b i ł a , co nie p r z e s z k a d z a ł o j e j entuzjaz­

B y ł a u r o d z o n y m pedagogiem, l u b i ł a m ł o d z i e ż , w ł a ś c i w i e dopiero

m o w a ć się s z t u k ą w s p ó ł c z e s n ą , z w ł a s z c z a Pevsenerem, Ipouste-

w t e d y się w p e ł n i r e a l i z o w a ł a , g d y m o g ł a d y s k u t o w a ć z m ł o d y m i

gry'm,

l u d ź i p i o i c h p r a c y , o sztuce, o n a j w a ż n i e j s z y c h sprawach ż y c i a .

d z i a ł a l n o ś ć warszawskiej

K i c n h o l z e m , Baconom,

Giacomettim.

Bliska

g r u p y „ R e p a s a g g e " , nieraz

jej

była

zwracała

Sama k o r z y s t a ł a nie m n i e j z t y c h k o n t a k t ó w , o t w a r t a na nowo

m i u w a g ę n a j a k ą ś szczególnie c i e k a w ą i m p r e z ę j a k n p . a r a n ż a c j ę

p r o b l e m y , nowe zjawiska. U m i a ł a s ł u c h a ć , a ł e i co joszczo rzadszo

K a l i n y i K o w a l s k i e g o g r o b u wiolkanocnego w kościele ś w . K r z y ż a ,

— p a t r z e ć . T a k , p a t r z e ć , a b y w i d z i e ć t o , co nowe, i n n e ; p a t r z e ć

czy

od ś r o d k a , od samej rzeczy w ł a ś n i e a nie przoz j e j p r z y r ó w n a n i e

Romana

t e ż bliskie istocio ludowej

ekspresji

widowisko

pasyjne

Woźniaka.

do c z e g o ś , co j u ż istnieje. T y m się w ł a ś n i e o d z n a c z a ł y j e j k r y t y k i ,

W sztuce, t a k j a k i w ż y c i u nie u z n a w a ł a k o m p r o m i s u , w o l a ł a

recenzje w y s t a w , w s t ę p y do k a t a l o g ó w — n a p i s a ł a ich niewiele,

o d e j ś ć n i ż r o b i ć czy m ó w i ć coś, czego nio a k c e p t o w a ł a . R ó w n i e ż

ale d o c i e r a ł a w n i c h do sedna rzeczy, p o t e m d z i ę k o w a n o jej —

o r g a n i z u j ą c w y s t a w y nie u l e g a ł a presji m o d y , czy t o w a r z y s k i c h

Pani

u k ł a d ó w . B y ł y to w y s t a w y odkrywcze i konsekwentne,

zrozumiała

t o , co n a j w a ż n i e j s z e ,

co c h c i a ł e m

wyrazić.

że w y ­

Obca j e j b y ł a „ n a u k o w o ś ć " p o l e g a j ą c a na t o m , że rzecz n o w ą

m i e n i ę c h o ć b y „ R z e ź b ę w ogrodzie" ( S A R P , W - w a 195G) ,,14-tu

wpasowuje się w j u ż i s t n i e j ą c ą s i a t k ę p o j ę ć i k l a s y f i k u j e ,

r z e ź b i a r z y " ( Z a c h ę t a , Warszawa 1968). P r z y g o t o w a ł a d o s k o n a ł y

usta­

w i a j ą c a r t y s t ę w kolejce — ton za M o o r e m , t a m t e n za Giacomet-

zostaw polskiej r z e ź b y powojennej n a m i ę d z y n a r o d o w ą w y s t a w ę

t i m , A r p e m czy Cesarom. S z u k a ł a w ludziach i sztuce tego, co

w P a r y ż u , b y ł a w s p ó ł a u t o r e m w a ż n e j ekspozycji „ R z e ź b a polska

autentyczne i w ł a s n e , co s t a n o w i ł o n a w e t t y l k o zarodek nowego.

1944—1948" w p o z n a ń s k i m B W A (1984). Znakomicie r o z w i ą z a ł a

M o ż e dlatego w ł a ś n i e t a k cenili j ą , j a k o k o n s u l t a n t k ę , studenci

t r u d n y p r o b l e m w y s t a w y , o b r a z u j ą c e j dorobek i p r o b l e m a t y k ę

Wydziałów Rzeźby i Wzornictwa Przemysłowego ASP w War­

25 l a t d z i a ł a n i a naszego pisma

szawie. P r o w a d z ą c teoretyczne

się t a k ż e w inne w y s t a w y , p r z y g o t o w y w a n e w P r a c o w n i S z t u k i

kając

w intencje autora,

prace d y p l o m o w e u m i a ł a , w n i ­

r o z s z e r z y ć jego h o r y z o n t

( P M E , W - w a , 1972). A n g a ż o w a ł a

myślenia,

Nieprofesjonalnej, że w y m i e n i ę t u c h o ć b y w y s t a w k ę t o w a r z y s z ą c ą

z w r ó c i ć u w a g ę na niedostrzegane k o n t e k s t y i u w a r u n k o w a n i a .

konferencji na t e m a t k i c z u i s z t u k i j a r m a r c z n e j . M i a ł a z r e s z t ą

253

�n a tej konferencji z n a k o m i t ą w y p o w i e d ź , u m i a ł a b o w i e m p o d e j ś ć

t e ż i siłę, z j a k ą p r z e b i j a ł o się t o , co b y ł o i s t o t ą j o j o s o b o w o ś c i ,

do zagadnienia nie szablonowo, w i d z ą c je w aspekcie k u l t u r y ,

jej p o w o ł a n i e m . T w o r z y ł a w o k ó ł siebie a t m o s f e r ę ,

a nie t y l k o t r a d y c y j n i e p o j m o w a n e j s z t u k i .

dawała

wiele a r t y s t o m . B y ł a

czułym,

środowisko,

wrażliwym

i

mądrym

N a t o m i a s t do dawnej s z t u k i ludowej p o d c h o d z i ł a z szacun­

k r y t y k i e m ; przyjacielem i d o r a d c ą . „ C a ł e jej ż y c i e p r z e n i k n i ę t a

k i e m n a l e ż n y m k a ż d e j p r a w d z i w e j sztuce. N i e b y ł o w niej czu-

b y ł o poszukiwaniem n a j g ł ę b s z y c h w a r t o ś c i d u c h o w y c h , a ż y c i u

łostkowości,

miłośników

sztuki o d d a w a ł a cały swój niepowtarzalny entuzjazm" napisali

niektórych

w „ T y g o d n i k u P o w s z e c h n y m " Jej

t y l k o

tak

charakterystycznej

sztuki ludowej,

dla

wielu

czy zawodowej g o r l i w o ś c i

działaczy „ n a polu k u l t u r y " . Mierzyła dzieła sztuki ludowej t a k ą

Chorowała

przyjaciele.

d ł u g o i c i ę ż k o . Ś m i e r c i się nie

bala.

Wierzyła

s a m ą miarą, jak twórczość środowisk elitarnych. Nie u z n a w a ł a

b o w i e m mocno i g ł ę b o k o . Nieobecni są n a j b l i ż e j nas,

a r g u m e n t ó w w rodzaju „ j a k na garbatego, t o on jest bardzo

w j e d n y m ze s w y c h wierszy k s i ą d z T w a r d o w s k i . Pewnie t a k jest,

p r o s t y " , z a c h w y c a ł y j ą dawne r z e ź b y , d r z e w o r y t y , obrazy. N a

gdy

ś c i a n a c h w p o k o j u w i s i a ł y — niepodal ulubionego p e j z a ż u J a c k a

P ó k i p a m i ę t a m y — s ą w ś r ó d nas. Czasom j a k o p a m i ę ć przesz­

S e m p o l i ń s k i e g o i l i n o r y t u Gielniaka — N i k i f o r , a n a d tapczanem

łości, czasem — j a k o p u n k t odniesienia.

obrazy na

szkle A d a m a

Słowińskiego

i Leokadii

L u d o w a r z e ź b a ceramiczna z S a r d y n i i ś w i e t n i e

Plonkowej.

Ludu

Polskiego"

wypełnić.

U r . 9.03.1918 w Warszawie, u k o ń c z y ł a w 1935 g i m n . „ W s p ó ł ­

Z wdzięcznością wspominam wielomiesięczną wspólną pracę
albumem „ S z t u k a

daje się

*

harmonizowała

z n i e w i e l k i m i b r ą z a m i j e j m ę ż a — Jerzego Jarnuszkiewicza.
z J a d w i g ą nad

l u k a spowodowana i c h o d e j ś c i e m nie

napisał

(Arkady,

p r a c a " i w s t ą p i ł a n a U n i w e r s y t e t W a r s z a w s k i , gdzie s t u d i o w a ł a
polonistykę.

Przed

wybuchem

wojny

zdążyła

jeszcze

zrobić

W - w a 1967). J e ź d z i l i ś m y po muzeach, p r z e g l ą d a l i ś m y i s t n i e j ą c e

a b s o l u t o r i u m . W czasie o k u p a c j i b r a ł a u d z i a ł w t a j n y m naucza­

a r c h i w a , z n o s i ł e m jej zdjęcia w y b r a n e z p o ś r ó d

n i u , od 1943 u k r y w a ł a się. Po p o w s t a n i u z o s t a ł a wywieziona do

t y s i ę c y — a ona,

kilkudziesięciu

j a k r e ż y s e r , k o m p o n o w a ł a je n a

planszach

t w o r z ą c s w o i s t ą s a g ę o sztuce l u d o w e j .

obozu rozdzielczego w Spellen, s t a m t ą d

wysłana

do

fabryki

„ F e r r u m " w Sosnowcu. Po w y z w o l e n i u p r a c o w a ł a j a k o nauczy­

Do „Polskiej Sztuki Ludowej" wniosła Jadwiga swą wrażli­

cielka w g i m n a z j u m i m . St. Staszica w Sosnowcu. J e s i o n i ą 1945 r.

w o ś ć i s p r a w n o ś ć o r g a n i z a c y j n ą . M o ż n a b y ł o b y ć s p o k o j n y m , że

p o w r ó c i ł a do W a r s z a w y , r o z p o c z ę ł a p r a c ę w referacie p r a s o w y m

po j e j a d i u s t a c j i t e k s t nadaje się do d r u k u , po korekcie

Biura

nie

O d b u d o w y Stolicy i j e d n o c z e ś n i e z a c z ę ł a studia h i s t o r i i

zostanie wiele b ł ę d ó w , p r z y p i s y z o s t a n ą ujednolicone, ilustracje

s z t u k i . M u s i a ł a je p r z e r w a ć w z w i ą z k u ze s p r a w a m i o s o b i s t y m i .

trafnie wyeksponowane. B y ł a sekretarzem r e d a k c j i ,

W 1951 k o ń c z y studia polonistyczne, p i s z ą c p r a c ę m a g i s t e r s k ą .

grafikiem,

p ó ź n i e j z a s t ę p c ą r e d a k t o r a naczelnego. Jej inspiracji z a w d z i ę c z a m

Rozpoczyna p r a c ę z l e c o n ą dla I n s t y t u t u B a d a ń L i t e r a c k i c h —•

rozszerzenie z a i n t e r e s o w a ń t a k ż e na t w ó r c z o ś ć N i k i f o r a i i n n y c h

pisze o g ó l n ą c h a r a k t e r y s t y k ę m a l a r s t w a polskiego 2. p o l . X I X w .

„ n i e p r o f e s j o n a l n y c h " , p o g ł ę b i e n i e stosunku do l u d z i , do a r t y s t ó w .
A l e w i e d z i e l i ś m y dobrze, ona i j a , ż e redakcja nie jest miejscem,

W

1953 rozpoczyna p r a c ę w P a ń s t w o w y m I n s t y t u c i e S z t u k i ,

p o c z ą t k o w o j a k o sekretarz r e d a k c j i „ P r z e g l ą d u A r t y s t y c z n e g o " ,

w k t ó r y m m o g ł a b y się n a j p e ł n i e j r e a l i z o w a ć . Т а к się j e d n a k po­

p ó ź n i e j Sekretarz Sekcji h i s t o r i i s z t u k i X I X i X X w . O d

t o c z y ł o jej ż y c i e , ż e po r ó ż n y c h p e r t u r b a c j a c h z g o d z i ł a się w

w r e d a k c j i „ P o l s k i e j S z t u k i L u d o w e j " . Po 1978 r. w s p ó ł p r a c u j e

1958 r. p r z e j ś ć do naszej r e d a k c j i . T e n k r o k p o c i ą g n ą ł za s o b ą

z A k a d e m i ą Sztuk P i ę k n y c h w Warszawie. Z m a r ł a 7.11.1986.

n a s t ę p n e , o d d a ł a n a m 20 l a t swego a k t y w n e g o ż y c i a . C ó ż ! w y ­

Wydala

dwie

b i e r a m y m y , ale i los w y b i e r a za nas. N i e c h c ę a n a l i z o w a ć t y c h

W-wa

spraw, z r e s z t ą nie

(PWN, W-wa

wiem,

czy

zdołałbym

to obecnie u c z y n i ć ,

1960,

f a k t e m jest, ż e p r a c u j ą c w r e d a k c j i z a w ę ż a ł a pole i n n y c h swych

Polskiego

książki:

wersje

Polaka

obcojęzyczne)

rzeźba
oraz

współczesna
Pomnik

1975). B y ł a w s p ó ł a u t o r e m a l b u m u Sztuka

d z i a ł a ń . N i e d o s t a w a ł o jej b y ł o z d r o w i a , siły przebicia, u m i e j ę t ­

k i l k a n a ś c i e recenzji, w s t ę p ó w do k a t a l o g ó w
teoretycznych, m . i n . Sztuka,

z r e a l i z o w a ć w p o l n i swych t a l e n t ó w , u c z y n i ł a

1979

p r z e j ś c i u n a e m e r y t u r ę . P a t r z ą c teraz na Jej

dopiero

życie m o ż n a

po
do­

strzec w n i m z a r ó w n o niezrealizowane obszary m o ż l i w o ś c i , j a k

nr

(PWN,
Mickiewicza
Ludu

( A r k a d y , W - w a 1967, w y d a n i a o b c o j ę z y c z n e ) , n a p i s a ł a

n o ś c i zabiegania o w ł a s n e interesy. D a j ą c wiele n a m nie m o g ł a
to

1958

27;

Granice

pojęcia

„przezroczysta"
rzeźby

wystaw,

[ w : ] Rzeźba

1984 [ k a t a l o g ] , Galeria B W A „ A r s e n a ł " , P o z n a ń
1984 ( w y d a n y w 1980].

tekstów

„Kultura", R.
polska

17,

1944—.

20.IX—21.X.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10596" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10574">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8a8ef2a0a707d87f825147b2e0cee582.pdf</src>
        <authentication>27abab5b19bbc5885c274ab6549424a9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126241">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3417</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126242">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126243">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126244">
                <text>Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia, inspiracje (materiały do słownika, cz. III) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126245">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1, s.58-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126246">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126247">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126248">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126249">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126250">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz
Czesław Robotycki
Ludwik Stomma
Jerzy S. Wasilewski

ANTROPOLOGIA KULTURY W POLSCE -

DZIEDZICTWO, POJĘCIA, INSPIRACJE

MATERIAŁY D O SŁOWNIKA, CZ. III

TARTU I RADZ'ECKA SEMIOTYKA

tycznymi

KULTURY

wszelkie

uporządkowane

wyższe,

sposoby

nadbudowane

wyrażania

nad

językowymi,

informacji,

posiadająco

Z a c z y n i j m y o d sprostowania: mówienie o ,,szkole w T a r t u ' " .

swoją gramatykę i słownictwo — systemy a r t y s t y c z n e , religijno

— j a k to się u nas przyjęło — jest właściwe t y l k o z wydawniczego

i t d . Realizacją danego s y s t e m u semiotycznego jest każdorazowo

p u n k t u widzenia. P r z y t a m t e j s z y m b o w i e m uniwersytecko w y ­

tekst—elementarna

dawany

często używane, zwłaszcza przez

jest z i n i c j a t y w y pioniera g r u p y , J u r i j a Łotmana jej

jednostka

kultury.

Pojęcie

Łotmana

—

tekstu

oznacza

—

dużo

organ —- , , T r u d y po z n a k o w y m s i s t i e m a m " , j a k też inne p u b l i ­

więcej niż t y l k o zapis w y p o w i e d z i , odnosić się może n p . również

kacje

do obrzędu j a k o „tekstu z a c h o w a n i a " . Jest n i m każda 1 — wy­

zbiorowe,

z innymi

których a u t o r z y są j e d n a k n a ogół związani

ośrodkami, a przede

strukturalno-typologioznyeh

w s z y s t k i m z sektorom badań

moskiewskiego

noznaw-stwa i Bałtuistyki A k a d e m i i

Nauk

Instytutu
ZSRR

Slowia-

(Wiaczesław

rażająca system semiotyczny,

2 —

odgraniczona

od ,,nic -

tekstów", 3 — s t r u k t u r a l n a całość o wewnętrznej organizacji.
Pojęcie „system modelujący" oddaje z kolei tę właściwość

I w a n o w , Władimir Toporów i i n . ) . Oczywiście ,.szkoła M o s k w a —

s y s t e m u znakowego,

T a r t u " nio s t a n o w i wyraźnie z u n i f i k o w a n e j g r u p y , przynależność

b u d o w y z jego pomocą m o d e l i świata l u b jogo fragmentów.

do której byłaby określona f o r m a l n i e —

ludzi

Poprzez t e i i a p a r a t myślowy — wyobrażenia, pojęcia, wierzenia —

obrębie

społeczność i jednostka percypują świat, przezeń możliwe jest

połączonych

wspólnotą

orientacji

t o aglomerat

semiotycznych

w

jaką

jest

modelowanie

czyli

możliwość

d y s c y p l i n p o k r e w n y c h , lecz tworzących wachlarz bardzo szeroki.

uporządkowanie jego obrazu. P i e r w o t n y m systemem

Owe d y s c y p l i n y t o przede w s z y s t k i m językoznawstwo, l i t e r a t u r o ­

jącym jest — t o oczywiste dla zakorzenionej w językoznawstwie

znawstwo

semiotyki —

i f o l k l o r y s t y k a (poza wyżej

wymienionymi

także

język. O n jest p o d s t a w o w y m

modelu­

„urządzeniom do

T . C y w j a n , S. N i e k l i u d o w , J . N o w i k , D . Segal, В. Uspienski —

m a t r y c o w a n i a " . Dostarcza członkom społeczeństwa i n t u i c y j n e g o

b y wymienić t y l k o autorów prac wiążących się z szeroko rozu­

poczucia strukturalności ,,(...) zmusza łudzi do t r a k t o w a n i a j a k o

mianą etnologią), o r i e n t a l i s t y k a (A. P i a t i g o r s k i j , B . Ogibenin),

s t r u k t u r t a k i c h zjawisk, których strukturalność nio jest oczy­

szczegółowa etnografia (A. B a j b u r i n , G. L e w i n t o n ) , po części

wista

h i s t o r i a (A. Guriewicz), b y zmilczeć o przedstawicielach n a u k

modelujące, któro znacznie

m a t e m a t y c z n y c h i biologicznych.

wistość, określają sposób widzenia świata, programują na za­

Co ląozy tę niemałą grupę badaczy ? J a k pokrótce scharak­
teryzować

olbrzymią ilość i c h p u b l i k a c j i ,

imponujących

eru­

( I . 179)". N a d n i m nadbudowane

są wtórne

systemy

k o n k r e t n i e j strukturyzują

rzeczy­

sadzie cybernetycznej ludzkie działanie. ( W t e j ostatniej k w e s t i i
radzieccy semiotycy powołują się n a prekursorskie prace psy­

dycją a niezmiernie rozstrzelonych w swej orientacji ?* Badacze

chologa L . Wygotskiego

ci, po pierwsze, traktują kulturę j a k o sieć kanałów k o m u n i k a c j i

on znak j a k o środek k i e r o w a n i a l u d z k i m zachowaniem)

i j a k o i n w e n t a r z j e j produktów —

„niedziedziczną pamięć",

zbiór zalegalizowanych

wtóre, podstawową

tekstów. Po

rolę

w budowie metodologii badań k u l t u r j ' przypisują lingwistyce,

z l a t 3 0 - t y c h w których rozpatrywał

Pora obecnie przedstawić z bliska prace — n a ogól wspólnie
pisano —

t y c h dwóch uczonych, którzy

badając

różnorodne

systemy modelujące najbliżsi są etnograficznej p r a k t y c e . Są t o

logice i t e o r i i i n f o r m a c j i , traktując każdy b a d a n y system se-

przytłaczające

m i o t y c z n y ( k u t y p o l o g i i których zmierzają) j a k o hierarchicznie

spojrzeń p u b l i k a c j e W .

u s t r u k t u r y z o w a n y język — „system systemów" — który można

Ci znawcy języków indoeuropejskich Jokują mitologię słowiańską

badać s t o s o w n y m i d l a każdego p o z i o m u m e t o d a m i (jak w ję­

na t l e mitów indoeuropejczyków, idąc w j e j r e k o n s t r u k c j i w ślad

zykoznawstwie

za Jakobsonem, i częściowo D u m e z i l e m , a rehabilitując jeszcze

-— od fonologii do p o e t y k i t e k s t u ) . Po

trzecie

erudycją.,

rozległością
I wa no wa

tematyki
i

W.

i

śmiałością

Toporowa.

badacze c i widzą stosowalność swych m e t o d do badań zjawisk

XIX-wieczne

k u l t u r o w y c h wszystkich epok i różnych obszarów, traktując n a

Traktują ją j a k o bogatą, złożoną i zhierarchizowaną. Odtwarzając

t r a d y c j o szkoły mitologicznej

(Afanasjow

r

i in.)

równi treści duchowe k u l t u r archaicznych oraz złożone zjawiska

d a w n y słowiański system r e l i g i j n y ustalają szość jego poziomów

a r t y s t y c z n e w k u l t u r z e współczesnej (stąd n p . wiersz M a n d e l -

— o d najwyższej w a r s t w y p a n t e o n u przez postacie

sztama pojawiający się w kontekście analizy m i t u ) .

zowane, demoniczne, herosów, s y l w e t k i z tekstów d r o b n y c h aż

Przybliżmy

niektóre t e r m i n y , powtarzające

kacjach radzieckiego
wtórne semiolyczne

się w

publi­

„nowego podejścia". Pojęcie kluczowe t o

systemy

modelujące. Rozłóżmy je na części

po człowieka w jego f u n k c j a c h s a k r a l n y c h ( W . I w a n o w , W . To­
porów, Sławianskije jazykowyje
sistiemy.

Drewnij

modielirujuszczije

Moskwa

pieriod,

zawierają

Pierwszy

w którym naczelne miejsce zajmowała idea Drzewa

n e u t y c z n y pogląd, że z n a k i nie mogą istnieć poza
relacjami,

wzajemnymi

w o d e r w a n i u o d systemu. T a k jest w p r y m a r n y m

systemie s e m i o t y c z n y m , j a k i m jest język n a t u r a l n y , gdzie •—
p r z y p o m n i j m y rzecz wiadomą — cząstki elementarne (jednostki
dyskretne

fonemy)

nie mają

autonomicznego

myślenia t y p u

kosmologicznego,
Kosmiczne­

u n i w e r s a l n y k o m p l e k s z n a k o w y , wieloaspektowy

symbolicznie

zapisujący

podstawowe

wyobrażenia

na

obraz
temat

świata i d y n a m i k i jego r o z w o j u .
Analizując mitologię kosmogoniczną, a u t o r z y rekonstruują

znaczenia,

nieistniejący już tekst słowiańskiego m i t u o Gromowładcy poko­

a cechy d y s t y n k t y w n e , dzięki którym są one odróżnialne, ist­

nującym Żmija, p r z y c z y m kolejne e t a p y p o j e d y n k u odtwarzane

nieją t y l k o w relacjach (nacechowanie — nienacechowanie: n p .

są n a podstawie wzmianek w d r o b n y c h t e k s t a c h , t a k i c h j a k za­

dźwięczność — bezdźwięczność). Są również s y s t e m a m i semio-

gadki,

58

—

go —

analizę przejawów

semioliczeskije

1965 ( I ) . Liczne i c h prace

składowe: system semiotyczny (znakowy) i system modelujący.
człon zapisuje z n a m i e n n y d l a s e m i o t y k i a n t y h e r m e -

wyspecjali­

magiczne

formuły,

g r y dziecięce

a nawet

rekwizyty

�obrzędowe: f i g u r k i krów z ciasta, lepione n a k o r o w a j u , dające

„szkoły M o s k w a — T a r t u " poszerzają naszą koncepcję człowieka

się odczytać j a k o k r o w y p r z y drzewie k o s m i c z n y m . Utwierdzają

i kultury,

j g

w

one autorów w p r z e k o n a n i u , że p r z e d m i o t e m sporu o b u m i t y c z ­
n y c h personaży było bydło. A n a l i z y te dowodzą (a może raczej:
zakładają?) że wielo tekstów s t a n o w i przekształcenie głębokiej
struktury

mitu

kosmogonicznego,

składając

się na jogo krąg

który może obejmować różne realizacje w różnych

transformacji,

systemach z n a k o w y c h (magia, s z t u k i piękne i t p . ) .
Stały schemat. — inwariant

daje się odnaleźć w

allorytualach

m i t u , a więc w t a k i c h przekształconych już wobec t e k s t u p i e r w o t ­
nego

działaniach

obrzędowych,

f o r m y wyjściowej.

które

zachowały

strukturę

I w a n o w i Toporów wymieniają t u n p . grę

dziecięcą w k o t k a i myszkę, które to postacie

miałyby

być

alloporsonażami odpowiednio Gromowładcy i Żmija (tezę u p r a w ­
dopodobnić m a fakt przedstawiania Boga R a w postaci k o t a ,
uśmiercającego węża p o d s y k o m o r e m =

drzewem

kosmicznym

Dobrą bibliografię t y c h w y d a w n i c t w (notującą n p . ok.
300 p o z y c j i samego t y l k o W . I w a n o w a ) s t a n o w i książka: K . E i mermacher, S. Shishkoff, Subject Bibliography
of Soviet Se­
miotics.
The Moscow-Tartu
School, A n n A i b o r 1977. T e k s t y
polskie i b i b l i o g r a f i a : Semiotyka kultury, wybór i opracowanie
E. Janus i M . R. Mayenowa, przedmowa S. Żółkiewski, W a r ­
szawa 1975.
Wyraźnie podkreśla się inspirującą rolę dawnej p r a c y
A . Zołotariewa, Dualnaja
organizacja
pierwobytnych
narodów:
proischożdienie dualisticzeskich
kosmogonii
(rękopis z r. 1941,
w y d a n y p t . Rodowoj strój i pierwobytnaja
mifologia,
Moskwa
1964) który na m a t o r i a l e z całego świata udokumentował za­
sadę b i n a r y z m u w organizacji d a w n y c h g r u p społecznych i w i z j i
świata.
1

2

w egipskiej księdze zmarłych). Przykładem innego przekształ­
cenia mają

być i k o n y „ Ś w . J e r z y zabijający

s m o k a " — na

V A N GENNEP

których wyobrażenia gór i wód w pejzażu miałyby być echem
jaskiń, w których Żmij pochował ukradzione bydło l u b zamknął

Van

w o d y z i e m i i nieba.

A u t o r m . i n . Mythes

Wypada

wspomnieć, że procedura o d k r y w a n i a i n w a r i a n t u

Gennep

moeurs

w różnych w a r i a n t a c h , powstających w h i s t o r y c z n y m procesie

Paris

transformacji

Folklore.

(procedura której p o d w a l i n y położył W . P r o p p ,

imię którego nierzadko przywoływane jest przez autorów z g r u p y

(1873—1957)

etnograf

et legendes. Essais

d'ethnographic

1908—1914; La formation

1924;

Croyances
Manuel

de folklore

francais

współczesnego f o l k l o r u francuskiego)

I w a n o w , W . Toporów, Inwariant
kich

i folklornych

folkloru.

tiekstach

Sbornik

i transformacii

(w:) Tipołogiczeskije

statiej pamiali

(W.

w mitołogiczesissledowania

W. J a . Proppa,

po

M o s k w a 1975,

dzieciństwo,

młodość,

Religions
t. I — V ,

Paris

1910; Le
Paris

francaises,

(Podręcznik

contemporain

ohrzest,

diachronię.

Paris 1906;
et linguistique,

populaires

ryzacji

synchronii o

folklorysta francuski.

des legendes,

et coutumes

t a r t u s k i e j ) znamienna jest d l a radzieckiej t e n d e n c j i do histos e m i o t y k i , pogłębienia

i

et legendes d'Australie,

t . I , cz. 1 •— n a r o d z i n y ,

narzeczeństwo;

Paris

1943;

t . I , cz. 2 — ślub, pogrzeb, 1946; t . I , cz. 3 — zapusty, post,
Wielkanoc, 1947; t . I , cz. 4 •— c y k l m a j o w y , noc świętojańska.
1949; t . I , cz. 5; letnie obchody p a t r o n a l n e i rolnicze, 1 9 5 1 ;
t . I , cz. 6 — jesienne obchody patronalne i rolnicze, 1953; t . I ,

s. 4 4 — 7 6 ) .
Penetrujący mitologiczne przedpole h i s t o r i i Toporów stwier­
dza związek m i t u kosmogonicznego

z t e k s t a m i quasi-historycz-

n y m i , dotyczącymi legendarnych dziejów m i a s t a : mitologiczne
pradzieje W i l n a tworzą kompleks z n a k o w y , który mógł o t r z y ­
mywać konkretną realizację w fabułę m i t u , w schemacie quasi-

cz. 7 — c y k l d w u n a s t u d n i , 1958; t . I I I — kwestionariusze,
p r o w i n c j o i regiony, b i b l i o g r a f i a adnotowana,

1937; t . I V

—

b i b l i o g r a f i a a d n o t o w a n a , indeks, 1938 (t. I I — b r a k , razem
s. 4244). Również tłumacz i p o p u l a r y z a t o r w y b r a n y c h

dziel

m . i n . : J . Frazera, A . C. H a d d o n a , E . W e s t e r m a r c k a .

społecznej,

W y b i t n y współczesny e t n o g r a f f r a n c u s k i — Nicole Belmont

w t o p o g r a f i i , w poezji, w języku. N i e w o l n o p r z y t y m nalegać

nazwala A r n o l d a V a n Gennepa „twórcą e t n o g r a f i i f r a n c u s k i e j "

-historycznym,
na

rytuale,

pierwszeństwo

złożoności,
to

w

Wilno,
wyje

wszystkich

zniekształceniem

Wil'na:

ramach

którejkolwiek

udziału

bowiem

w

gorod

instytucji

interpretacji i
aspektów

obrazu.

(W.

negować i c h

jednocześnie,
Toporów,

(w:) Bałto-slawianskije

i mit

grozi
Vilnius.

etnojazyko-

Ważne miejsce

w d o r o b k u o m a w i a n y c h autorów

zajmuje

analiza wytworów k u l t u r y duchowej przez p r y z m a t tkwiących
w n i c h d y c h o t o m i c z n y c h opozycji.

Posiłkując się materiałem

e t n o g r a f i c z n y m z k i l k u n a s t u k u l t u r s k o m p l e t o w a l i o n i — co­
k o l w i e k mechanicznie w p r a w d z i e , bez o m a w i a n i a związku po­
między

kategoriami

opozycji

linearnycłi

—

uniwersalny

zestaw

semantycznych

( t y p u góra-dół, prawo-lewo

i t d . , łącznie

78 p a r , w t y m niektóre bardzo p r z y p a d k o w e ) . Te metajęzykowe
kategorie

są

charakterystyczne

systemów

symbolicznej

dawnych

mitologii, przy

uniworsalny

tak wybitni

ludoznawcy, j a k Pierre

( E m i l N o u r r y ) czy P a u l Sebillot.

P o m n i k o w y Manuel

Saintyves
obejmuje

b o w i e m nie t y l k o szeroką syntezę f o l k l o r u różnych regionów
F&gt;aneji, lecz również u n i k a l n y wykład m e t o d y k i badań tere­

s. 34).

kontakty,

i jest t o tytuł w pełni uzasadniony, p o m i m o , że poprzedzali
V a n Gennepa

dla wszystkich

charakter owych

b y szukać b e z p r o d u k t y w n y c h rozważań o t y p a c h a n k i e t czy
formacie k a r t e k do zapisu i n f o r m a c j i (polski nonsens etnogra­
f i c z n y — pół ( ? ! ?) k a r t k i maszynopisu); znaleźć można n a t o m i a s t
systematyczny

kwestionariuszy

używanych

po

dziś

c y c h w ięc pozyskiwanie o d p o n a d 40 l a t w pełni porównywalnych
r

materiałów.
Znaczenia dzieła A r n o l d a v a n Gennepa d l a nowej etnologii

strukturę

polskiej

omawiani autorzy

akcentują

nawet

k a t e g o r i i , n p . powszechne n a

zestaw

dzień do opisowej d o k u m e n t a c j i k u l t u r y l u d o w e j , umożliwiają­

determinują

klasyfikacji,
czym

archaicznych

n o w y c h i o p r a c o w y w a n i a i c h wyników. Wykład, w którym d a r m o

nie wyznaczają

jednak

zasługi etnograficzne.

jego

Decyduje

lokalne, prekursorskie
o n i m jedna

przede

w s z y s t k i m jego praca — wydane w 1909 Les rites de passage
B y zrozumieć pojęcio „obrzędów przejścia"

całej prawie k u l i ziemskiej o d czasów p a l e o l i t u wiązanie płci

{Obrzędy przejścia).

męskiej ze stroną prawą a kobiecej z lewą ( W . I w a n o w ,

cofnąć się n a j p i e r w m u s i m y do t r z e c h d o k o n a n y c h przez A r n o l d a

Toporów,
Moskwa

Issledowanija

w

oblasti

słowiańskich

W.

driewnostiej,

1974) .
2

1 — iż w myśli m i t y c z n e j czas (również i czas życia ludz­

Wobec prac o w y c h uczonych t r u d n o pozostać obojętnym;
jedne

v a n Gennepa f u n d a m e n t a l n y c h ustaleń:

wywołują

podziw,

inne

—. p r z y n a j m n i e j

zaskoczenie

(gdy n p . opisują swe wrażenia z kontrolowanego e k s p e r y m e n t u

kiego) nie przebiega linearnie, lecz cyklicznie i zawsze powTaca
do siebie; nie z n a więc początku a n i końca.
2 — iż czas t e n m a c h a r a k t e r periodyczny

(segmentarny).

z meskaliną, przedsięwziętego z r a c j i zainteresowania d l a r o l i

T r w a n i e r o z w i j a się o d cezury do cezury; p r z y c z y m każdy jego

halucynogenów

okres (odcinek) m a swoją własną wartość,

(gdy

—

w k u l t u r z e ) , czasem •— zgoła

opierając

niedowierzanie
oraz zasadzie

3 •— iż pozycja j e d n o s t k i w rzeczywistości społecznej k o n s t y ­

t r a n s f o r m a c j i postaci m i t o l o g i c z n y c h suponują związek staro­

t u o w a n a jest w k u l t u r a c h l u d o w y c h i p l e m i e n n y c h przez rytuał,

żytnych M u z (gr. Mousai) z m y s z a m i , w t y m także z bohaterem

nie zaś zobiektywizowane f a k t y biologiczne. Że więc, co d o b i t ­

kultury

nie p o t w i e r d z i l i później m . i n . Gerardus v a n der Leeuw, Mifcea

masowej

się n a zbieżności językowej

—

Mickey

Mouse...

Zawsze j e d n a k

prace

59

�E l i a d e , czy Claude Levi-Strauss, człowiek dorosły t r a k t o w a n y

mieć żadnej k o n k u r e n c j i . Toteż zwłoki nieszczęśliwca po p r o s t u

może być j a k dziecko i za nie u z n a w a n y , o i l o n i e przeszedł

zachowano

uprzednio i n i c j a c j i w j e j uznawanej przez daną grupę f o r m i e ;

Jest t o k l i n i c z n y wręcz opis m e d i a c j i . Przyjmując

zmarły nie p o c h o w a n y nie jest zmarłym w pełnym słowa tego

m i t u zmarły naczelnik znajduje się b o w i e m jednocześnie w sta­

znaczeniu etc.

nie śmierci (nio jest już pośród żywych) i życia (nie został po­

T r w a n i e (czas) jest więc w świadomośoi m i t y c z n e j niekoń­
czącym się łańcuchem różnych jakościowo ogniw, p r z y
przejście

z

jednego

ogniwa

(stanu)

do drugiego,

czym

kolejnego,

grzebany

poza

=

życiem, ale również nie w stanie śmierci."

1

kategorie

nie odszedł spośród żywych), równolegle sytuując

się poza oboma t y m i s t a n a m i . Jego sytuacja dajo się więc opisać
formułą:

usankcjonowane być m u s i przez obrzęd, rytuał. N a obrzęd t a k i
składają się — podług A r n o l d a v a n Gennepa — t r z y zasadnicze
fazy:

rytuał oddzielenia

marge) i przyjęcia (d'agregation).
odpowiadają

n p . rozplećmy

dokonuje

się magiczne

g r u p y ze

stanu

( ~ х Д ~ У )

Z = (x-Ay)A

•

(rites do separation), marginesu (do
W

pierwszej

z n i c h , której

w p o l s k i m obrzędzie

weselnym,

wyłączenie, uwolnienie j e d n o s t k i l u b

dotychczasowego;

w trzeciej

( n p . oczepiny)

następuje włączenie do s t a n u nowego. -Natomiast faza

gdzie x i v oznaczają odpowiednio człony opozycji życie : śmiorći
Podobno

elementy

mediacyjne

towarzyszą k a ż d e j

opozycj

I t a k n p . w opozycji dzień : noc c l m r a k t o r m e d i a c y j n y uzyskiwać
będą zmierzchy i świty, w opozycji dwócli przestrzeni — i c h

środ­

granice; w opozycji męskie : żeńskie — obojnakie etc. Totoż za

k o w a — faza marginesu, t o czas, k i e d y p o d m i o t a k c j i r y t u a l n e j

swoiste r e g n u m m e d i a t i o r u m uchodzić może m i t y c z n y środek

znajduje się już poza stanem p o p r z e d n i m , a jeszcze poza nas­

świata u s y t u o w a n y pomiędzy członami o p o z y c j i : lowe : prawe,

tępnym, jest więc niejako w y r z u c o n y poza
poza świat, właśnie na M A R G I N E S
bycia —

t o co określone,

czasu. I t e n właśnie okres

nie b y c i a , okres marginesu jest t u

najważniejszy,

góra : dół, wschód : zachód, północ : południe i t p . T e n o s t a t n i
przykład nakazuje jedna.k zwrócenie u w a g i n a jeden
aspekt

zjawiska

mediacji.

Otóż

w opozycji

s t a n o w i o oryginalności t e j g r u p y rytuałów, które nazwał A r n o l d

środka) : zewnętrzne (na zewnątrz) t e n sam „środek

v a n Gennep „obrzędami przejścia".

w t a p i a się w joden z członów przeciwstawienia. W

W okresie t y m j e d n o s t k a l u b g r u p a znajduje się z jednej

jeszcze

wewnętrzne

więc od tego, które opozycje są eksponowane

(do

świata"

zależności

(lub występują)

s t r o n y — co jest poniokąd prasformułowaniom s t r u k t u r a l n e g o

w systemie, element Z może pełnić funkcje mediacyjne i wchodzić

pojęcia m e d i a c j i — poza d w o m a s t a n a m i X i Y , należąc jedno­

w związki z i n n y m i elementami o t y m s a m y m charaktorzo l u b

cześnie do n i c h o b u ; z d r u g i e j s t r o n y n a s k u t e k u s y t u o w a n i a

odgrywać rolę członu opozycji łącząc się wówczas z o d p o w i e d n i m i

poza t y m co określone, ciągle i sklasyfikowane staje się elemen­

członami pozostałych przeciwstawień. Spójnik „ l u b " nie oznacza

t e m , uczestnikiem owego świata n a opak, który w wiele l a t później

t u b y n a j m n i e j a l t e r n a t y w y . Poszczególne elementy mogą b o w i e m

opisywać miał n p . Michał B a c h t i n . Zdekodowanie t e j m i t y c z n e j

pełnić (i wobec mnogości opozycji w systemie

l o g i k i p o z w a l a n a m zaś n a koherentną interpretację t a k i c h n p .

rolę opozycyjną i mediacyjną jednocześnie. Poprawna

analiza

zjawisk, j a k n o r m a defloracji p a n n y młodej przez obcego (stąd

w i n n a zdawać

danego

ius p r i m a e noctis), u s t a w i a n i a przeszkód n a drodze

orszaku

często pełnią)

wówczas sprawę z o b u umiejscowień

z n a k u w systemie i ze wszystkich, częstokroć pozornie sprzecz­
n y c h , relacji, w które w n i m wchodzi.

nowożeńców i t d .
T a k więc potrzeba było z górą pól w i o k u i doświadczeń p a r u

W a r t o p r z y t y m zwrócić uwagę, iż k o n s t r u k c j e „ c z y s t e " ,

Gennepa

oparte l i t y l k o n a k o m b i n o w a n i u p a r a l e l n y c h członów opozycji

m o d e l mógł zostać w pełni z r o z u m i a n y i w y k o r z y s t a n y . Rozbu­

mają często w m i t a c h znaczenie p o t e n c j a l n y c h wzorców. N a t o ­

d o w u j e m y go zaś n a d a l ( P a t r z : Alkmeny

Że zaś żadna

miast w codziennej, dostępnej „ p r a k t y c e " d y s k u r s u mitycznego

z ważniejszych prac A r n o l d a v a n Gennepa n i e została po dziś

d o m i n u j e g r a mediacji. Z sytuacją taką m a m y do czynienia

dzień przetłumaczona n a język polski? Cóż, zdarzają się, choć

chociażby

może n a z b y t często, i w i e l c y z a p o m n i a n i . Toż n a w e t w rodzmnej

wiańskim micie kosmogonicznym,

pokoleń etnografów,

b y zaproponowany

przez V a n
magia).

w analizowanym

przez

Ryszarda

Tomickiego

gdzie opozycyjny,

sło­

binarnie

F r a n c j i p r z y p o m n i a n o sobie o n i m i zaczęto korzystać z jego

w y p r e p a r o w a n y Diabeł — przez duże D — pozostaje,

inspiracji,

nie ujawniającym się w baśni czy obrzędzie, a b s t r a k t o m ; zas­

praktycznie

dopiero

w

ostatnim

dziesięcioleciu,

dzięki s t a r a n i o m Nicole B e l m o n t i Isaaca C h i v y .

Ł

g

tępują go zaś w folklorze modiacyjne diabły — przez małe d .
Również

2

w m i t y c z n y m wartościowaniu czasu czy przestrzeni

c h a r a k t e r y s t y k a poszczególnych czasokresów (stanów) czy miejsc

MIT A L K M E N Y
Sensu

sporadycz­

pozostaje

striclissimo:

udokumentowana, przez L u d w i k a Stommę na

przykładzie słowiańskich obrzędów przejścia (patrz —&gt;) s t r u k t u ­
r a l n a jedność specyficznych

— mediacyjnych k a t e g o r i i czasu,

przeszkadza

często

niedopowiedziana,

jednak

eksponowaniu

niedookreślona;
obrzędowego,

co

nio

magicznego

i t p . znaczenia s t r e f między n i m i granicznych — m e d i a c y j n y c h .
Nazwa

„magia A l k m e n y " pochodzi od i m i o n i a księżniczki

powodująca

tebańskiej — m a t k i Heraklesa. Postać Heraklesa, n i t o Boga.

współwystępowanie i wymienność t y c h k a t e g o r i i p r z y a p l i k o ­

n i człowieka (ojcem był Zeus), poczętego w noc, która nie była

w a n i u szeregu

nocą (Zeus nakazał H e l i o s o w i przez t r z y d o b y wygaszać ognie

przestrzeni

i bytów

(oś teognozyjno-kosmiczna),

działań o charakterze m a g i c z n y m (np. w t z w .

modyc3'nte ludowej). Sensu largo: zasada łączenia się (а Л Ь Л с Л ...

słoneczne), obdarzonego

...n)

kleństwem... ogniskuje t y l e mediacji, że zaiste uznanie jego m a t k i

i wymionności

(a V b V о V ...n) elementów

w dyskursie m i t y c z n y m . Z a elementy

mediacyjnych

mediacyjne

uważa się

błogosławieństwem, które było

prze­

za patronkę zjawisk g r a n i c z n y c h , pośrednich wydaje się w pełni

p r z y t y m w poststraussowskim strukturałiźmie zjawiska, które

uzasadniono. A zresztą, czyż w nauce w której m a m y już k o m ­

wykazując wyraźne związki z oboma członami d a n y c h opozycji

pleks

konstytuują wszelako

skłonności niewydarzonego Narcyza... nic zasługuje na upamięt­

odrębną jakość, nie przynależą więc do

żadnego z t y c h członów.
Pisze n p . Gerardus v a n der L e e u w : „ K t o nie jest pogrzebany

kulawego

Edypa,

syndrom

zbrodniczej

Klitajmestry,

nienie księżniczka, która „przewyższała wszystkie inno k o b i e t y
то

swoich czasów urodą i r o z u m o m " . . . ?
3

nie jest także m a r t w y . M . H . K i n g s l e y znalazła na Kalabarze,
w d o m u naczelnika plemienia, zwłoki jego nieżyjącego poprzed­
n i k a . Przebiegły k a c y k nie chciał dać go pogrzebać, ponieważ
po spełnieniu togo r y t u jego p o p r z e d n i k byłby ostatecznie niożywy, a w t e d y mógłby z n o w u przyjść n a świat. Następca t a k
b y l przekonany o trwałej wartości mana naczelnika, że nie chciał

60

G. v a n dor Leeuw, Fenomenologia
religii,
Warszawa
1978, s. 249.
J . R. T o m i c c y , Drzewo życia, W arszawa 1976.
* R. Graves, Miły greckie, Warszawa 1974.
1

2

T

�LIST D O REDAKCJI

(...)

Czytając

w n r 1/80 artykuły •— Wielkanocne

str. 15 i Krasnobrodzkie

Palmy

wieńce, s t r . 21 ośmielam się nadmienić,

stroje gospodyń w i e j s k i c h , mężczyźni w s t y l i z o w a n y c h strojach
chłopskich

(8 osób), młodzież, dzieci —

wszyscy

gromadnie

że we w s i Niegownice — 8 k m od H u t y K a t o w i c e , zachował się

idą w g r u p a c h z orkiestrą i niosą wieńce w y k o n a n e ze zbóż,

zwyczaj, że na Niedzielę Palmową w y k o n u j e się masowo bardzo

kwiatów p o l n y c h i ogrodowych,

wiele p a l m . W t y m r o k u (80) było p o n a d 400 s z t u k . Niektóre

owoców często w połączeniu z narzędziami r o l n i c z y m i i domo­

makówek, orzechów, j a r z y n ,

kwiatów

w y m i . Niesie się chleby, bułki, ciasta z n a p i s a m i i t p . Ważne

żywych, suchych t r a w , sztucznych kwiatów, bibuły, wstążek...

jest, że t r w a t o o d bardzo dawna i jest bardzo autentyczne bez

T r z y w i o s k i konkurują zo sobą.

specjalnej reżyserii i o charakterze

wspaniale,

wysokie,

smukłe,

barwne,

wykonane

z

Drugą uroczystością znaną n a całą okolicę t o dzień 15
sierpnia — M . Boska Zielna — dożynki parafialne —

„owoc

z i e m i i p r a c y rąk l u d z k i c h " niesiony jest do kościoła. B a r w n e

masowym.

Załączam k i l k a zdjęć z N i e d z i e l i P a l m o w e j r . 1980 i z 15
sierpnia.

(...)
Ks.

Kazimierz

Mrówka

61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10595" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10573">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6d7cde74fead88151042105a4d42c31e.pdf</src>
        <authentication>813b7a89d64dbf995dba34b216dce11e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126229">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5299</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126230">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126231">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126232">
                <text>podróże - opisy i relacje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126233">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4921</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126234">
                <text>W drodze do Wenecji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126235">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.161-173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126236">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126237">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126238">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126239">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126240">
                <text>�DARIUSZ CZAJA

„Wenecja” : nazwa i mit

W

enecja zjawia się przy nas najpierw jako imię.
Imię własne. W imieniu własnym zgęszcza
się zagadka pojedynczej tożsamości. Imię
znaczy i naznacza. Wywołuje do istnienia, wywołuje
właśnie: „po imieniu”. Imię własne jest skrótowym em­
blematem osobności. Wyrywa obiekt nazywany z conti­
nuum elementów podobnych czy bliskoznacznych, wpi­
sując go tym samym do katalogu bytów szczególnych.
Należy więc przede wszystkim do tajemniczej idiomatyki istnienia. Jak przekonująco pokazał Roland Barthes,
rozważając Proustowską semiotykę imion w W poszuki­
waniu straconego czasu, nazwa własna jest czymś daleko
głębszym niż semiotycznie pojmowany wskaźnik. Ten
bowiem po prostu odsyła do swego przedmiotu, sam nic
nie znacząc. Tymczasem nazwa własna jest znakiem, i to
znakiem szczególnym: „jest to znak wielowymiarowy,
gęsty, brzemienny w sens, znak, którego żadne użycie
nie ograniczy, nie spłaszczy, w przeciwieństwie do nazwy
pospolitej, której sens zawsze określany jest przez zdanie”.1 Nazwa własna u Prousta ma swoją autonomię,
buduje wokół siebie niepowtarzalną aurę, opalizuje wła­
snym światłem znaczeń. Imię własne zawiera w sobie
trzy właściwości: zdolność esencjalizacji - bo odwołuje
się tylko do „tego” jednego obiektu, zdolność przywoły­
wania - bo daje nieograniczoną możliwość „napotyka­
nia” go, wreszcie zdolność zgłębiania - bo nazwa taka
może być przedmiotem dalszej pracy interpretacyjnej.
Narrator Prousta nie mogąc doczekać się upragnionego
wyjazdu nad Lagunę, wzywa - jak pamiętamy - imię
Wenecji po wielekroć i ta święta Nazwa ma dla niego
prawdziwą moc stwórczą: urzeczywistnia - choćby ulot­
nie - miasto jego najgłębszych pragnień. Dźwięk „We­
necja” przyzywa Wenecję prawdziwą, rozbudza pragnie­
nie, ale go nie zaspokaja.
Nazwa „Wenecja”, jak zobaczymy, nie tylko dla bo­
hatera Prousta odznacza się taką semiotyczną gęstością.
Również w wielu innych przypadkach tworzy jednora­
zową wiązkę sygnałów o dużym natężeniu: wywołuje
obrazy, podsuwa słowne skojarzenia, stwarza mikroko­
smos oddziałujący na wszystkie zmysły. W imieniu „We­
necja” zdeponowane jest wyobrażenie o niej, a może ra­
czej: wyobrażenia, bo nie ma wszakże jednej Wenecji,
takiej samej dla wszystkich. Ale są przecież dobrze zna­
ne uniwersalia. „Wenecję”, głównie dzięki opowiadaniu
M anna (choć nie tylko) spowija śmiertelny całun2,
i choćbyśmy się przed tym wizerunkiem bardzo bronili,
„Wenecja” zawsze już będzie, mniej czy bardziej, śmier­
cią podszyta. W „Wenecji”, nie tylko dzięki rodzajowi
gramatycznemu, immanentnie obecna jest też kobie­
cość wraz z całym bagażem symbolicznych odnie­
sień.3 W nazwie „Wenecja” jest również obietnica inne­
go świata niż ten, który znamy; to imię tak jedyne, tak
niepodobne do innych, daje przedsmak czegoś dotąd
niespotykanego i z trudem podlegającego sztywnym
miarom obiektywizujących definicji. „Wenecja” ma swój
161

W drodze do Wenecji
Podróże imaginacyjne
Więc podróż —dobrze. Nie bardzo daleko, nie
gdzieś aż do tygrysów. (...) Do Wenecji!

Tomasz Mann, Śm ierć w Wenecji

kolor, czasem ewokuje nawet smak i zapach. W auto­
biograficznym wspomnieniu Borysa Pasternaka czyta­
my: „Istnieje szczególny choinkowy Wschód, Wschód
prerafaelitów. Istnieje wyobrażenie gwiezdnej nocy we­
dług legendy o hołdzie Trzech Króli. Istnieje odwieczna
bożonarodzeniowa płaskorzeźba: obryzgana niebieską
parafiną powierzchnia wyzłoconego włoskiego orzecha.
Istnieją słowa: chałwa i Chaldeja, magowie i magnezja,
Indie i indygo. Do nich należy zaliczyć koloryt nocnej
Wenecji i jej wodnych odzwierciedleń”.4 W prywatnym
słowniku mitycznym Pasternaka Wenecja trwale i nie­
odwołalnie kojarzyć się będzie z rzeczywistością orien­
talną, zakpi sobie z mapy i usytuuje się zdecydowanie
bliżej Wschodu z bajecznych wyobrażeń niż realnych
W łoch czy kontynentu europejskiego. Nie dziwi w tym
kontekście stwierdzenie Borisa Uspienskiego i Jurija
Łotmana, którzy najogólniej pojęte znaczenie nazwy
własnej ostatecznie umieszczają po stronie mitu. Bo­
wiem w imieniu własnym dochodzi do utożsamienia
słowa i denotatu, dokładnie tak, jak to ma miejsce w ję­
zyku mitologii.5 Zbiór imion własnych odrywa się od ję­
zyka naturalnego i tworzy - także i współcześnie! - jego
szczególną warstwę mitologiczną. Słowem: gdzie nazwa
własna - tam szukajcie mitu.
W Wenecji, rzecz jasna, byliśmy wszyscy, i to zanim
ktokolwiek z nas znalazł się tam naprawdę. Znamy We­
necję tak dobrze, że niektórym z tych, którzy nie znają
jej z autopsji, wydaje się, że już tam byli. Oswajamy i za­
właszczamy zawczasu Wenecję słowem, obrazem: foto­
graficznym i filmowym, rzadziej malarskim; przybliżamy
się do niej poprzez kolejne konstrukcje wyobrażeniowe,
nie ruszając przy tym z miejsca. Przypadek Josifa Brod­
skiego, jednego z największych admiratorów Wenecji,
autora Znaku wodnego, porywającego portretu literac­
kiego Wenecji, jest w tej kwestii wielce instruktywny:
„Pewnego dnia roku 1966 - miałem wtedy dwa­
dzieścia sześć lat - przyjaciel pożyczył mi trzy krótkie
powieści francuskiego pisarza Henri de Regniera,
przełożone na rosyjski przez wspaniałego poetę M icha­
ła Kuzmina. (...) Książki stanowiły skrzyżowanie po­

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

wieści łotrzykowskiej z kryminalną i akcja, co najmniej
jednej z nich (...) osadzona była w zimowej Wenecji.
Jej atmosfera pełna była zmierzchu i niebezpieczeń­
stwa, topografię rozjątrzały lustra; główne wydarzenia
toczyły się po drugiej stronie amalgam atu, w murach
jakiegoś opuszczonego palazzo” .6 Tak utrwalił się
w wyobraźni Brodskiego pierwszy obrazek Wenecji i jej
osobliwości: miasto wodnych odzwierciedleń pogrążo­
ne w zimowej scenerii. Obraz ten, co nie dziwi, powró­
ci pod piórem Brodskiego nie raz. Raczej też nie przy­
padkiem, przez kolejnych dwadzieścia lat odwiedza on
Wenecję tylko w sezonie zimowym.
„Jakiś czas potem inny przyjaciel (...) przyniósł mi
pewnego dnia sfatygowany egzemplarz pisma «Life»,
który zawierał oszałamiające zdjęcie katedry św. Marka
pod śniegiem. Jeszcze później dziewczyna, do której się
wówczas zalecałem, podarowała mi na urodziny harmo­
nijkę sepiowych pocztówek, przywiezionych przez jej
babkę z przedrewolucyjnej podróży poślubnej po Wene­
cji, i ślęczałem nad każdym obrazkiem ze szkłem po­
większającym w ręku. Potem z kolei moja matka wydo­
była Bóg wie skąd kwadracik taniego gobelinu, szmatkę
właściwie, na której widniała podobizna Palazzo D uca­
le; tkanina została użyta do obicia zagłówka mojej tu­
reckiej sofy, tak więc miałem pod potylicą skondenso­
waną historię republiki. A dorzućmy jeszcze do tego
maleńką gondolę, którą ojciec przywiózł z podróży służ­
bowej po Chinach i którą rodzice trzymali na toalecie
jako pojemnik na oderwane guziki, igły, znaczki poczto­
we oraz - w narastających ilościach tabletki i ampułki.
Następnie przyjaciel, który pożyczył mi powieści Regniera, wziął mnie ze sobą na półoficjalny pokaz przeszmuglowanej - i co za tym idzie - czarno-białej kopii
Śmierci w Wenecji Viscontiego, z Dirkiem Bogarde’em”.7
Brodski zapuszcza analityczną sondę w głąb nawar­
stwiających się pokładów wyobraźni. Niezwykle precy­
zyjnie opisuje proces powstawania obrazu Wenecji
w umyśle kogoś, kto nigdy wcześniej tam nie był.
Przedstawia niemal krok po kroku proces ukonkretniania obrazu miasta, przechodzenia od fantomatycznego
widziadła do niemal namacalnej wizji: „Potem przyszły
veneziana. Zaczynało mi się wydawać, że to miasto nie­
jako włamuje się w centralne pole mojego widzenia,
wyostrza się tak, że staje już prawie na krawędzi trójwy­
miarowości. Było czarno-białe, jak przystało czemuś,
co wyłania się z literatury albo z zimy; arystokratyczne,
mrocznawe, chłodne, o przyćmionych światłach, z pobrzdękiwaniami Vivaldiego i Cherubiniego w tle,
z udrapowanymi w stylu Belliniego/Tiepola/Tycjana
kobiecymi ciałami zamiast obłoków”.8
To niezmiernie charakterystyczne: m aterią wy­
obraźni jest dla Brodskiego rzeczywistość podrzędna,
płaska, banalna. Bo cóż się na nią składa? To zaledwie
przyzwoite powieści de Regniera, kiepskiej zapewne
jakości zdjęcie z gazety, czy wyprana z kolorów filmo­
wa Śmierć w Wenecji, nie mówiąc o sepiowych pocz­
tówkach, tanim gobelinie czy gondolce w charakterze
162

szuflado-apteczki. A le dla zakochanej w swoim przed­
miocie wyobraźni nie m a rzeczy niemożliwych, te nie­
zbyt może pociągające dla kogoś obiekty, w niczym tu
nie przeszkadzają. Okazuje się, że jeśli rzeczywistość,
nawet ta podrabiana czy nieszczególnie atrakcyjna,
trafia na podatny grunt, wówczas możliwość jest tylko
jedna: staje się ona zarzewiem fascynacji. W retorcie
wyobraźni tombak zamienia się wówczas w złoto. O d­
tąd pamięć zaczyna wypełniać się znaczącymi sekwen­
cjami obrazów i asocjacji. Zaczyna budować pierwszy
stabilny punkt odniesienia wobec „prawdziwej” rze­
czywistości. Więcej: staje się miarą jej oceny.
A nawiasem mówiąc, jak to właściwie jest z fascy­
nacją pewnymi miastami czy krajobrazami? Czy to my
wybieramy miejsca naszych olśnień, czy też raczej to
m iejsca wybierają nas?
Tak czy inaczej niezbyt ryzykowna wydaje się hipo­
teza, że przypomniane tu jednostkowe doświadczenie
poety uniwersalizuje się, że zwykła kolej rzeczy jest
w takich wypadkach najczęściej podobna. Przecież dla
większości z nas porządkujących swoje pierwsze, ele­
mentarne więzi ze światem W enecja to zapewne naj­
pierw słowo z innej, odległej fonosfery; to następnie
miraż pocztówki; to przekłamane zdjęcia w albumie czy
gazecie; to migawki w telewizji bądź wenecki gadżet suwenir przywieziony z odległego „stam tąd” przez ko­
goś ze znajomych. To są nasze pierwsze „wenecje”.
A raczej mikroślady jej rzeczywistej obecności. Reszta
to czysta gra wyobraźni. To ponawiane próby znalezie­
nia się w Wenecji bez paszportu i konieczności podró­
żowania. To obrazy oglądane per speculum in aenigmate,
by kiedyś może stanąć wobec niej „twarzą w twarz”.
Spójrzmy wobec tego teraz na trzy całkowicie od­
mienne przykłady konstruowania obrazu Wenecji. To
teksty, których bohaterowie wyprawiają się co prawda
do Wenecji, ale ani w jednym przypadku jej „fizycznie”
nie osiągają. Przyjrzyjmy się zatem, jak działa retorycz­
ny mechanizm ukonkretniania wizji zrodzonych z wy­
obraźni. Spróbujmy, krok po kroku, zrekonstruować
architekturę oka przenikniętego fascynacją.

„Jutro jedziemy do Wenecji”
Wydany w roku 2000 zbiór opowiadań Włodzimie­
rza Odojewskiego Jedźmy, wracajmy jest wznowieniem
wydanego siedem lat wcześniej tomu, tym razem uzu­
pełnionego przez nowych pięć opowiadań. Jednym
z nich jest, otwierający zresztą nowe wydanie, tekst
pod frapującym dla nas tytułem Sezon w Wenecji. Jego
niezwykłość nie polega raczej na wciągającej narracji
czy pogłębionej psychologii postaci, nie dotyczy też te­
m atu - traumatycznej inicjacji w dorosłość, która ma
za tło okrucieństwa wojny - znanego i z innych opo­
wiadań Odojewskiego. Osobliwość tego opowiadania
leży w czym innym: otóż nie ma, twierdzę, w polskiej
literaturze bardziej zaskakującego portretu Wenecji,

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

nie m a drugiej tak przejmująco „prawdziwej” wizji te­
go m iasta, mimo że rzecz ani przez chwilę nie dotyczy
jego realnego desygnatu, nie m a tekstu, w którym tak
wiele dowiedzielibyśmy się o Wenecji bez Wenecji.
Przy czym kwestia nie polega w tym wypadku, po­
wiedzmy to od razu, po prostu na sprawności posługi­
wania się przez pisarza wyrazistymi środkami opisu,
rzecz jest znacznie bardziej zagadkowa i nieoczekiwa­
na. N ie uprzedzajmy jednak faktów.
Jest lato roku 1939, młody, dziesięcioletni bohater
opowiadania o „weneckim” imieniu M arek sposobi się
do wyjazdu do Wenecji wraz z matką, wyjazdu dawno
obiecanego i wyczekiwanego. W enecja „od zawsze”
była w rodzinie en mode, tam rokrocznie jej członkowie
spędzali część lata, i to od czasów przed pierwszą woj­
ną. Toteż W enecja była w jego domu rzeczywistością
żywo obecną, omawianą, dyskutowaną, wspominaną.
„Zastanawia się, kiedy o Wenecji usłyszał po raz pierw­
szy. I nad tym, że nigdy nie potrafił ustalić - kiedy. Tak
teraz, jak być może nawet wtedy, kiedy dowiedział się,
że do Wenecji nie pojedzie, a miał dopiero niespełna
dziesięć lat. Zdaje mu się jednak, że wiedza o tamtym
mieście wyłaniała się z najgłębszych pokładów mroku
jego dzieciństwa, może nawet z czasu, kiedy liczył nie­
wiele nad dwa lata albo dwa i pół. (...) Myśli teraz, że
to być może w tamtym czasie albo niewiele później
w jego wyobraźni powstał obraz złożony z kamiennych
koronek i jakby opleciony kunsztownie w arabeski
srebrno-czerwonych nitek ozdób n a tynkach, jawiący
mu się n a podobieństwo kolorowych miniatur z porce­
lanowych puzderek, jakie za kryształową szybą prze­
chowywała babka, pełen kanałów z pływającymi po
nich gondolami i wspinającymi się nad nimi w powie­
163

trze łukami mostów, z których nocą sfruwały n a plac
Świętego M arka skrzydlate lwy i cwałowały tam ol­
brzymie konie z brązu albo w dzień po prostu spacero­
wały gołębie, mniej od tamtych zaczarowane, ale chy­
ba też. A że obrazu tego nie mógł naszkicować w jego
wyobraźni ktoś inny niż niania (...), świadczyłoby i to
jeszcze, że Wenecję wciąż nazywał ‘pływającym m ia­
stem’, tak właśnie jak ona, ‘po wodzie’, nawet wtedy,
kiedy już od dawna wiedział, że m iasto n a wodzie nie
pływa i że ‘po wodzie’ się nie mówi”.9
Grunt był więc dobrze przygotowany. Obraz Wene­
cji budował się w nim wystarczająco długo, by osiągnąć
niemal trójwymiarowe kontury, dojrzewał już do speł­
nienia, do ostatecznej konfrontacji wizji z rzeczywisto­
ścią. Przed samym wyjazdem M arek pogłębia jeszcze
swoją wiedzę, aktywizuje źródła wyobraźni. Czyta książ­
ki o Wenecji, z tygodników ilustrowanych wycina zdję­
cia ciekawszych weneckich budowli, studiuje uważnie
plan miasta, uczy się na pamięć nazw weneckich wysp,
kościołów, mostów i placów. Nie m a wątpliwości: We­
necja jest już w nim, czeka na prawdziwe odsłonięcie.
Nikt przecież nie obiecywał, że marzenia zawsze m u­
szą się spełniać. 1 września okaże się dla bohatera Sezo­
nu w Wenecji datą graniczną, datą, która oznacza nie­
odwołalny koniec złudzeń. M arek nigdzie nie wyjedzie,
zostanie wysłany na prowincję do rodziny, by przecze­
kać. Wraz z innymi dziećmi doświadcza początków wo­
jennej grozy w rodzinnej willi. Ucieka spod ostrzału ar­
tyleryjskiego, widzi krew, pierwsze trupy. I oto któregoś
dnia jedna z ciotek składa im zadziwiającą, z lekka sza­
loną propozycję: „Jutro jedziemy do Wenecji”. Wobec
pytających spojrzeń tłumaczy spokojnie: „Przecież pod
willą mamy wodę. Zanim urządzi się tu leczniczy zakład,

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

czy co to ma być, zamienimy tamte pomieszczenia na
kanały, z rupieci, których tam pełno, zbudujemy domy
i pałace, a obok schodów będzie port. Zresztą potem ca­
ły pensjonat też można nazwać W enecją”.10
Pomysł jest tak niedorzeczny, jak niedorzeczna jest
rzeczywistość za oknem. Pełna symetria. N ie straszna
- raczej obłąkana symetria. I nagle wszyscy domowni­
cy, jakby wiedzeni tajemnym imperatywem, poddani
niedającem u się sensownie usprawiedliwić impulsowi,
biorą się do urzeczywistnienia tego absurdu. D o zala­
nej wodą piwnicy zniesiono rozmaite stoły: „Z wszyst­
kiego tego razem powstała spora powierzchnia nad
wodą jak wyspa, od wyspy, przez mniejsze stoły i uło­
żone na nich deski do prasowania i deski wyjęte z dol­
nych części zalanych półek, można było suchą nogą
dotrzeć do okien i wyjść wprost do ogrodu. (...) Drzwi
od wszystkich pomieszczeń pootwierano na oścież, tak
że utworzyła się obszerna powierzchnia korytarzy, ka­
nałów, portu przy schodach, w którego pobliżu
z dwóch starych singerowskich maszyn do szycia z uło­
żonymi na nich deskami powstał plac świętego Marka,
dalej perspektywa zatok, placyków i uliczek w po­
m ieszczeniach bocznych, mniejszych i większych,
gdzie szafy i półki stojące pod ścianami udawały domy
i pałace; woda falowała, pluskała, światło wpadające
przez okna od ogrodu rozświetlało wnętrza zielonka­
wym złotem, załamywało się na powierzchni, lśniło,
błyskało, na ścianach też pełno było ognistego i chłod­
nego migotania i wszystko wydało się zupełnie jak
w prawdziwym mieście ‘na wodzie’, w W enecji”.11
Tak wygląda u Odojewskiego W enecja na nowo
stworzona. Tak prezentuje się miasto zrodzone z pra­
gnienia, z tęsknoty do rzeczywistości niepodległej pra­
wu wiecznego przemijania. Ta W enecja powstała od
początku z bezinteresownego kaprysu wyobraźni. Jest
skrojona na miarę dziecięcej fantazji. Przypomina te­
atralną scenografię, w której stoły udają wyspy, a drew­
niane balie - weneckie gondole. Jest teatrem w stanie
czystym, choć nieco innego rodzaju niż teatr działań
wojennych, których odgłosy dochodzą zza okna.
Świat wymyślonej, „zrobionej” Wenecji staje się
w opowiadaniu kom pensacją wojennego koszmaru.
W enecja z wyobraźni przynosi, niechby chwilowe, ale
ocalenie. Pozwala zapomnieć, pozwala śnić na jawie.
A więc wenecki r a j przeciw p i e k ł u wojny - by
nawiązać do tytułu znakomitego eseju Zbigniewa
Bieńkowskiego o pisarstwie Odojewskiego Ten raj jest
piekłem, który w celnej formule wskazuje na dwa prze­
ciwległe bieguny stale obecne w tej twórczości. O ka­
zuje się, że słaba i krucha z natury Dichtung, w całej
dwuznaczności obejmującej i zmyślenie, i poezję, a n a­
wet szerzej: cały świat uformowany mocą twórczej wy­
obraźni, może mieć i ma m oc większą niż brutalna
Wahrheit wojennej jatki.
W enecja w piwnicy prowincjonalnej willi?!
Powie ktoś: całe to przedsięwzięcie to zwykła dzie­
cinada. A le czy nie jest tak, jak pisał Fernand Braudel,

że w samej Wenecji, w jej zadziwiającym, trudno dają­
cym się przełożyć na racjonalne powody istnieniu, jest
coś z dziecięcych marzeń o samotnej wyspie, o świecie
osobnym, odgraniczonym od reszty świata wodą, jest
coś z niedojrzałych rojeń o wyspie wolności i spełnienia.12 A skądinąd, czy cała rzeczywistość wenecka nie
jest bajkową dekoracją, czy nie ma - jak u Pasternaka
- smaku chałwy i powabu wschodnich baśni?
Powie ktoś: ten pomysł, to nierealne, utopijne m a­
rzenie o przeniesieniu się w inny punkt przestrzeni, bez
ruszania z miejsca. Ale czy właśnie W enecja nie jest
miastem zrodzonym z nierealnego marzenia, czy nie
jest cudem, utopią zrealizowaną?13 Ale taką utopią,
która nie budzi złowrogich konotacji. Czy W enecja,
mimo że jest dającym się łatwo zlokalizować punktem
na mapie, nie istnieje w nieco innej przestrzeni m en­
talnej niż inne miasta? Czy to dziwne, niedające się
z niczym porównać miasto, nie jest właśnie jakimś ou-topos, nie-miejscem, miejscem, którego nie ma? Czy
nie jest taką przestrzenią, która wypada poza euklide­
sowy rygor i topograficzne przyporządkowanie?
Powie ktoś: a cóż to za zmyślenie! I to podwójne:
zmyślenie, udawanie wewnątrz świata przedstawionego,
cała ta „zabawa w Wenecję”, ale i coś poważniejszego:
zmyślenie, owoc pisarskiej wyobraźni, kreacja literacka.
A le przecież gra prawdy i złudzenia, realności i niereal­
ności, jawy i snu, to sama istota jej mitycznego obrazu.14
Ileż to razy ci, którzy z Wenecji powracali, podkreślali
jej zjawiskowość, nierealność, sztuczność, teatralność;
wskazywali na jej osobliwą ontologię, na pograniczu by­
tu i niebytu... To podwójne zmyślenie, podwójna kre­
acja z całą jej migotliwością i fikcyjnością (jako nie­
prawdy rzeczy i jako fikcji literackiej), należy jak najbar­
dziej do istoty weneckiego mitu, pozostaje w pełnej wo­
bec niego symetrii. Można by nawet dopowiedzieć, że ta
ambiwalencja właśnie stanowi o jego sile i trwałości.
Odojewski wykreował w swoim Sezonie w Wenecji
niezwykle plastyczny, jak to u niego, obraz świata
przedstawionego. Powołał przy tym do istnienia sensualny, namacalny nieomal obraz zmyślonej - w podwój­
nym znaczeniu słowa - Wenecji. A le co ważniejsze: dal
również kongenialny z mitycznym wzorcem obraz m ia­
sta. Jak mało kto przed nim, w sposób całkowicie ory­
ginalny, odsłonił kilka z najbardziej dwuznacznych we­
neckich masek. Wiele pisano o niejednoznacznej funk­
cji pamięci w prozie Odojewskiego.15 We wspomnia­
nym opowiadaniu pamięć nie jest dla bohaterów prze­
szkodą, nie wywołuje upiorów przeszłości. Tutaj pamięć
wespół z wyobraźnią jest władzą twórczą, stwarzającą,
staje się dla bohaterów może nie ostatnią, ale dającą
chwilowe ocalenie deską ratunku. Pamięć, funkcjonu­
je tu na podobieństwo fotograficznego wywoływacza,
odpomina rzeczywistość prawdziwą, mocno istniejącą,
tworzy iluzję, ale o zadziwiająco mocnej konsystencji.
Ostatnie, podsumowujące zdania narratora o mło­
dym niegdyś bohaterze wojennej przygody w piwnicz­
nej Wenecji są - tak jak stworzona wtedy na chwilę

164

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

wenecka rzeczywistość - równie dwuznaczne: „Tyle lat
minęło. Zjeździł pół świata. Tyle krajów, tyle miast, ty­
le przeróżnych widoków. Ale nigdy nie był naprawdę
w Wenecji, choć wielokrotnie w pobliżu. Nie żeby go
nie ciągnęła, albo nie budziła ciekawości. Może tylko
gdzieś w głębi duszy bał się trochę. Nie, nie bardzo
wiedział czego. Wiedział natom iast, że czeka go tam
gondola wcale niepodobna do ich olbrzymich balii
z piwnicy ciotki Weroniki. W ięc nie chciał” .16
N o właśnie: co tu jest realne, co jest nierealne?
Która W enecja jest prawdą, a która zmyśleniem? D la­
czego M arek omija prawdziwą Wenecję? Nie chce jej
odwiedzić, bo po prostu obawia się powrotu do bole­
snej przeszłości dzieciństwa czy też lęka się konfronta­
cji mało wyszukanych, nieporadnych prób wykreowa­
nia Wenecji z siłą naocznego doświadczenia miasta?
A może raczej omija ją, bo obawia się, że tym sposobem
ją straci, że ta realnie istniejąca W enecja nie będzie
miała takiej hipnotyzującej i czarodziejskiej mocy od­
działywania, jaką miała W enecja wymyślona, ta zadzi­
wiająca piwniczna Wenecja, stworzona ex nihilo jeden,
jedyny raz w dalekiej przeszłości. Ze innymi słowy:
współczesna prawdziwa W enecja i niegdysiejsza Wene­
cja wyobrażona zamienią się rolami. Ze rzeczywiste sta­
nie się synonimem nierzeczywistego. I odwrotnie.
„Nigdy nie był naprawdę w Wenecji” - tak brzmi
kategoryczny komentarz narratora.
Jak to naprawdę jest z tym „naprawdę”? Nigdy?
N ie był?

„Sądzimy, że dzieło Roussela jest wyjątkowym aktem
wspominania innych, niewidzialnych podróży, tych,
które znalazły miejsce w ‘sekretnym systemie topolo­
gicznym’, gdzie Roussel opłakiwał utratę jedynej swej
miłości: Ascania. Miejscem tej topografii jest Wenecja.
N ie tylko do Wenecji Roussel więcej nie powrócił,
choć tylko o niej zabronił sobie mówić. Całkowita nie­
obecność w jego dziele miasta, w którym jak trafnie
stwierdził Pasolo - ‘wyobraźnia i historia są tak ściśle
ze sobą powiązane’, sam a w sobie jest zdumiewająca
i dlatego przyciągała uwagę wielu badaczy.
M iejska architektura W enecji jest czystym te­
atrem, swego rodzaju trompe-l’oeil, którego tło jest złu­
dzeniem, i dlatego może być traktowana całkiem do­
słownie: pozbawiona wszelkich odniesień poza samą
sobą, rzeczywistość - która jest także rzeczywistością
Roussela - staje się wyłącznie sam ą sobą. (...)
Roussel odkrył Wenecję na kilka miesięcy przed
objawieniem swojej genialnej mocy. Odkrył w niej, je­
dyny raz w swoim życiu, miejsce wcielające jego wła­
sne poczucie rzeczywistości: złudzenie teatru wyciosa­
nego w kamieniu”.17
Mathews i Perec starają się odsłonić, jak mocno
w biografii i w dziele Roussela zaistniała Wenecja.
Zwracają uwagę, że pośród licznych jego podróży ta
była podróżą wyjątkową, stanowiła paradygmat i arche
wszystkich innych eskapad, że w gruncie rzeczy tylko
ona zasługuje na miano prawdziwej podróży, a więc ta­
kiej, która łączy w sobie przemieszczanie fizyczne

„W” jak Wenecja i Wojaż
Bohaterem erudycyjnego eseju Harry Mathewsa
i Georges’a Pereca zatytułowanego Roussel i Wenecja.
Zarys geografii melancholicznej jest francuski pisarz,
piękny oryginał i niestrudzony podróżnik - Raymond
Roussel, autor sławnego Locus Solus. Obydwaj pisarze,
filary literackiej grupy OuLiPo, z detektywistyczną pa­
sją tropią historię powstania pięciu luźnych kartek na­
pisanych ręką Roussela, a znajdujących się w jego ar­
chiwum na jednym z uniwersytetów. Jak sugeruje jeden
z badaczy zajmujących się jego twórczością, tworzą one
zarys sztuki, o dość skomplikowanej intrydze, sztuki,
która dzieje się w Wenecji. Mathews z Perecem pole­
mizują z nim na tem at znaczeń owej sztuki wierszem
pisanej, próbują też zrekonstruować historię zagadko­
wego związku owych kartek z pewnymi starodrukami.
Piszą przy tym dokładnie o krótkim, ale intensyw­
nym pobycie Roussela w Wenecji i szkicują historię je­
go miłosnego związku z pewnym weneckim chłopcem,
największą namiętnością jego życia. Ale, co najważniej­
sze, starają się udowodnić, że Wenecja była dla Rousse­
la rzeczywistością pierwszą i najważniejszą, miejscem
szczególnym jego „sekretnej topologii”, jego locus solus.
Rekonstruując naturę doświadczenia weneckiego, któ­
re stało się udziałem Roussela, starają się również po­
przez nie odczytać porządkujący schemat jego dzieła.
166

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

z dojrzewaniem duchowym: „podróż Roussela do We­
necji była jego jedyną podróżą (Wenecja stanie się
Wojażem, Wojaż stanie się W enecją, W jednocześnie
oznaczać będzie Wenecję i Wojaż). I jak w przypadku
każdej prawdziwej podróży, nie był to odjazd, lecz po­
wrót: jedzie on do siebie, odnajduje swe miejsce, nie
czuje się wygnany, lecz powraca do źródeł”.18 W enecja
jest zatem dla Roussela spełnieniem, jest stacją doce­
lową, ziemią obiecaną wszystkich jego podróży. Pobyt
w Wenecji, poznanie Wenecji prowadzi w istocie do
rozpoznania samego siebie.
Trudno się więc dziwić, że wraz ze śmiercią Ascania W enecja przestaje praktycznie dla Roussela ist­
nieć. Zmienia się, jak podkreślają egzegeci, w miejsce
niewyrażalne. Niewyrażalność nie jest tu warunkowa­
na przedmiotowo. Niewyrażalność oznacza odmowę
mówienia o miejscu największego egzystencjalnego
wtajemniczenia. Ów dystans wobec Wenecji tłumaczą
oni mechanizmem inkorporacji, która, w przywoływa­
nej przez nich koncepcji psychoanalitycznej, rezerwo­
wana jest dla postawy, związanej z utratą przedmiotu
miłości. Inkorporacja jest tedy odmową żałoby, jest
heroiczną próbą utrzymania status quo: ten fantazmat
prędzej dopuści do przekształcenia świata niż do zmia­
167

ny w samym podmiocie. Tak naprawdę bowiem „Roussel nie przestał nigdy spacerować pod ramię z Ascaniem ulicami Wenecji, która została wygnana z pospo­
litego świata jego współczesnych i znalazła schronienie
w sekretnym królestwie, gdzie nadal panowała czysta
i nieśmiertelna rzeczywistość iluzji”.19
Można by w tym momencie zapytać, co łączy tę,
detalicznie opisaną i zinterpretowaną przez duet M a­
thews - Perec, podróż Roussela do Wenecji z opisaną
poprzednio. Co spokrewnia tę podróż do Wenecji,
która jest dla jej uczestników jawnym wymysłem, za­
bawą w teatr, z traumatyczną, głęboko przeżytą wizytą
Roussela w tym mieście? Mowa przecież była na po­
czątku o tym, że bohaterowie naszych opowieści uda­
ją się do Wenecji, ale ostatecznie tam nie docierają.
Jak dotąd można by mieć wątpliwości, gdyby nie pe­
wien drobiazg. Otóż, mówiąc krótko: Mathews z Pere­
cem wymyślili całą tę historię, zełgali wszystko! N a ­
prawdę wszystko, od początku do końca. Całkiem
zwyczajnie: wymyślili pobyt Roussela w Wenecji jak
i historię jego weneckiej miłości. Zmyślili nazwy ko­
ściołów, nazwiska malarzy, powołali do życia badacza
jego twórczości i psychoanalityka, dokonującego wi­
wisekcji jego życiopisania.
Tak opowiada o genealogii powstania tekstu o We­
necji Roussela jeden ze sprawców oszustwa (może le­
piej: zmyślenia), Harry Mathews: „Nie wiem, czy będę
mógł być całkowicie wiarygodny i szczery, ale spróbu­
ję opowiedzieć tę historię. W łaśnie dobiegł końca mój
dwuletni pobyt w Wenecji, kiedy Pereca poproszono,
żeby napisał - do francuskiego pism a «L A rc» - coś
0 Rousselu. I Perec powiedział mi wtedy, że Roussel
a n i r a z u (podkr. D C ) nie był w Wenecji, co jest bar­
dzo dziwne, bo przecież on bezustannie podróżował.
1 Georges miał taką myśl... w punkcie wyjścia pojawił
się pomysł, że Roussel jednak kiedyś w Wenecji był.
Nie był, ale przyjmijmy, że był - i teraz trzeba razem
napisać tekst, który poszedłby tropem tego, co Roussel
sam o swoim pisaniu mówił, mianowicie, że jest ono
w całości wytworem wyobraźni i w żadnym wypadku
nie wiąże się z faktami. John Ashbery jako pierwszy
wykazał, że to nie jest prawda, ale z grubsza biorąc,
faktycznie: Raymond Roussel nie pisał o swoich do­
świadczeniach. W ogóle nie miałem pojęcia, co z tym
fantem zrobić. I już niemal rok później przeglądałem
katalog starych książek, w którym była taka bardzo
piękna książka z początku szesnastego wieku, z wcię­
ciem w oprawie na różne papiery. I wtedy natychm ia­
stowa myśl: Proszę, proszę. N otatki Roussela, których
nie zna nikt, notatki do nieukończonej rzeczy o poby­
cie w W enecji”.20 Pomysł następnie przejął Perec
i tekst cały, po francusku, napisał. Wystylizował go na
artykuł naukowy: zaopatrzył w liczne przypisy, zawarł
polemiczne uwagi wobec poprzednika zajmującego się
tematem, umieścił pom agający w lekturze schemat
graficzny... Wszystko to sprawiło, że Mathews przez la­
ta otrzymywał liczne listy od zdezorientowanych dok­

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

torantów, którym niczego z niczym nie udawało się po­
nam jako zagadkę. Roussel jakby zdawał się mówić:
łączyć: nazwy i nazwiska nie miały realnych desygnasłowa odnoszą do słów, ale czy do czegoś innego, do ja­
kiegoś świata poza nimi? Co jest zatem bardziej realne:
tów,21 odsyłacze okazywały się bałamutne, tytuły prac
słowo czy rzecz? Co jest pozorem, a co prawdą? Czy po­
w nich podane w ogóle nie istniały itd...
A zatem: jeśli wierzyć znawcom biografii Roussela,
przez Dichtung prześwieca jakaś Wahrheit?
O czymś podobnym mówi pointa „uczonej” rozpra­
pewne jest, że nigdy nie był on w Wenecji. Czy można
powiedzieć, że niejako „za niego”, w zastępstwie, byli
wy M athewsa i Pereca: „Wszelkie wyjaśnienie dzieła
Roussela potyka się ostatecznie o aporię niezgłębionej
tam Mathews z Perecem? Ze, innymi słowy, Roussel
był tym samym w Wenecji? I może ważniejsze jeszcze
metody. Oznacza to, że hipotetyczna sztuka, której
od tych pytanie: czy ta literacka maskarada - jakże
przypuszczalną genezę staraliśmy się zrekonstruować
weneckie słowo! - jest czymś więcej niż wyrafinowa­
i którą traktujemy jako ostateczną i pośmiertną metonym literackim żartem znakomitych pisarzy bądź też
nimię pobytu w Wenecji i zrodzonego tam fantazma­
kpiną z obwieszonej przypisami uczoności? N ie sposób
tu pisania (podkr. D C ), nie świadczy bynajmniej
o złudzeniu dyskursu, któremu powierzylibyśmy misję
przecież wykluczyć, że jedno i drugie jest prawdą.
zdefiniowania Roussela, lecz odsyła w ostatecznym
A jednak wątpliwości pozostają. Wydaje się, że nie
rozrachunku do niezrównanej atmosfery Rousseliańjest dziełem przypadku, że Mathews - Perec każą je­
chać Rousselowi właśnie do Wenecji. Czymże bowiem
skiej, w którą wkracza podróżny, gdy przybywając do
w ich interpretacji jest przestrzeń wenecka: „Wenecja
stóp Apostołów, odkrywa po raz pierwszy miasto, któ­
jest m iastem oddanym wędrówce, miastem, w którym
rego Roussel był mentalnym architektem”.24
A więc literatura jako W enecja! M ateria literacka
nikt nie jest całkowicie pewien punktów kardynal­
jako analogia weneckiej przestrzeni! N ikt tego jeszcze
nych, gdzie nikt nie jest pewien odległości dzielącej je ­
w taki sposób nie sformułował. Jeśli Mathews i Perec
den od drugiego, gdzie linia łącząca dwa najbliższe
w swoim opisie idiomu weneckiego nie mylą się, to nie
punkty jest sprawą ciągłości i / lub nieciągłości po­
wierzchni, przestrzenią, która, nie baczy na kierunek
będzie zapewne przejawem chwilowej ekstrawagancji
i miarę. Każdy, kto przeżył choćby kilka godzin w We­
pytanie, które wobec powyższego możemy sobie zadać:
necji, doświadczył nieprzewidywalnych i bezmiernych
Czy Raymond Roussel, pisarz i podróżnik, nigdy nie
przemieszczeń: ulica, która, zdawało się, powinna do­
penetrował weneckich ulic? Czy nie pogrążał się ca­
łym sobą w owej fantazmatycznej rzeczywistości? Czy
prowadzić nas tam, dokąd chcemy dojść, prowadzi nas
z powrotem na campo, skąd właśnie wyszliśmy, a obie­
więc naprawdę nigdy nie odwiedził Wenecji?
cująca droga kończy się nagle u brzegu kanału. Te za­
wrotne marszruty, połączone z przemiennością wody
i kamieni, ciemności i światła, czynią z Wenecji, prze­
Wenecja, czyli mappamondo
strzeń oniryczną, z której Roussel mógł uczynić mappamondo swego dzieła, miejsca i osie, wokół których
Zora, Anastazja, Maurilia, Dorotea, Fedora.... Nie,
to nie są - jakże pobudzające wyobraźnię - imiona ta­
wirowały jego książki, gdzie zakątki i podróże są do­
kładną projekcją naziemnych i nawodnych spacerów
jemniczych kobiet. Te brzmiące jak muzyka imiona to
jakie odbywał z A scaniem ”.22
nazwy miast, o których wenecjanin Marko Polo opo­
O
czym w istocie mówi tu para egzegetów? Wydaje wiada tatarskiemu władcy chińskiego imperium Kubłajsię, że przestrzeń wenecka z plątaniną ulic prowadzą­
-chanowi. Niewidzialne miasta Italo Calvino to wielce
intrygujący zbiór fantazyjnych opisów owych miast
cych często donikąd, z jej labiryntową strukturą, ze
o imionach, które zapowiadają tak wiele. Tę nadzwy­
zwierciadlaną grą wodnych odbić, a więc ze wszystkim
tym, co skutecznie manipuluje naszym poczuciem rze­
czajną książkę można by potraktować jako współczesny
czywistości, to dla nich niezwykle poręczna metafora
remake albo osobliwą wariację na temat sławnego Opi­
literatury według Roussela. Tak jak wenecka architek­
sania świata Marko Polo, średniowiecznej relacji z jego
tura jest czystym teatrem, tak tekst literacki był dla
podróży i pobytu w Chinach, a także w innych krajach
Roussela teatrem zrobionym ze słów, iluzją rzeczywisto­
pod dominacją mongolską. Narracja Calvino, rzecz
ści wyczerpującą się w sobie, wymysłem, demonstracyj­
0 niezwykle misternej konstrukcji, składa się z dwóch
nie sztucznym światem.23 I jeden, i drugi teatr tworzy
kategorii tekstów: detalicznych opisów różnych miast
finalnie pozbawioną „wszelkich odniesień poza samą
1 imaginacyjnych rozmów Kubłaj-chana i Marko Polo.
Zaspokajając nienasyconą ciekawość władcy, wielki
sobą rzeczywistość”, rzeczywistość samowystarczalną,
podróżnik zabawia go barwnymi opowieściami na temat
odnoszącą się wyłącznie do siebie. Inaczej mówiąc: we­
necka przestrzeń byłaby jedynym do zaakceptowania
miast wchodzących w skład jego cesarstwa. W swoich
przez Roussela modelem twórczości literackiej. W tej
opowieściach maluje - to właściwe słowo - przed cesa­
radykalnie antymimetycznej koncepcji nasze rutynowe
rzem pejzaże miast, które w swoich wędrówkach miał
zakorzenienie w rzeczywistości zostaje podane w w ąt­
okazję podziwiać. Jego ciągnąca się przez wiele nocy
pliwość, ciągi słów, podobnie jak skręcające w najmniej
opowieść nie jest - powiedzmy to od razu - dyskursem
spodziewanym momencie weneckie calli, podaje się
urbanistycznym. To niemal detektywistyczne próby czy168

�tania pejzażu miast i miejskiego życia, niezwykle orygi­
nalne próby deszyfracji topografii miejskiej, traktowanej
przezeń jak zagadkowy znak. Przy czym relacje Marko
Polo mają coś z baśni i coś z poezji. Jego język wykracza
mocno poza neutralność zwyczajnego sprawozdawcy.
Nie opisuje po prostu świata, który widział, ale opowia­
dając stwarza go na nowo. Wprowadza swojego słucha­
cza w stan ekscytacji, uwodzi słowem... Kubłaj-chan bez
trudu daje się wciągnąć w tę niekończącą się rozmowę.
Szczególny z początku był to dialog:
„... Nowo przybyły i całkiem nie obeznany z językami
Wschodu, Marko Polo mógł wypowiadać się jedynie za po­
średnictwem wyciąganych z tobołów przedmiotów: bębnów,
solonych ryb, naszyjników z kłów dzikiej świni, wskazując na
nie gestami, skokami, okrzykami zachwytu lub zgrozy albo
naśladując szczekanie szakala i pohukiwanie płomykówki.
Nie zawsze związki między jednym a drugim elementem
opowiadania były jasne dla cesarza; przedmioty mogły mieć
różne znaczenie: kołczan pełen strzał wskazywał to zbliża­
nie się wojny, to obfitość zwierzyny, to warsztat łucznika;
klepsydra mogła oznaczać czas, który upływa lub upłynął,
albo piasek, lub miejsce, gdzie wyrabia się klejnoty.
Lecz tym, co czyniło cennym dla Kubłaja każdy fakt
czy wiadomość przekazywaną przez niezdolnego wysłowić
się informatora, była pozostająca wokół nich przestrzeń,
pustka nie zapełniona słowami. Opisy miast, które zwie­
dził Marko Polo, odznaczały się wspólną zaletą: można

było krążyć po nich myślą, gubić się, przystawać dla ochło­
dy lub pędem z nich uciec".25
Ta bezsłowna pantomima wymagała aktywności ze
strony cesarza. N ic tu nie było dane przejrzyście i jed­
noznacznie. Odczytanie sensu znaków, wieloznacznych
sygnałów, tak brawurowo wysyłanych przez Marko Po­
lo, wymagało poważnej pracy hermeneutycznej, a i tak
rezultat końcowy daleki był od semantycznej oczywi­
stości. Wielki Chan starał się rozszyfrowywać znaki,
jednakże związek między nimi a miejscami odwiedza­
nymi przez wenecjanina pozostawał dla niego niepew­
ny: „Ale wszystko, co pokazywał Marko, czy oczywiste,
czy niezrozumiałe, miało moc symboli, które, raz ujrzane,
nie mogą ulec zapomnieniu czy przemieszaniu. W umyśle
Chana imperium odbijało się w pustyni danych nikłych
i wymiennych jak ziarna piasku, z której dla każdego mia­
sta i prowincji wyłaniały się figury, wyczarowane przez logogryfy Wenecjanina’’.26 Ciekawe, że ta niejednoznaczna
symboliczna rzeczywistość była dla niego stałym punk­
tem odniesienia nawet w stosunku do narracji słownej,
słowa zawsze przywodziły w jego pamięci ów pierwszy
gest czy przedmiot, którym posłużył się Marko.
Z czasem Marko poznaje dobrze język swojego słu­
chacza. Wprawia się w opisach poznawanych miast,
ale co i rusz natrafia na kolejne przeszkody - nie cho­
dzi już tylko o język. M iasto okazuje się skomplikowa­
nym organizmem, wielopoziomowym związkiem zna-

169

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

170

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

ków: „N a próżno, wielkoduszny Chanie, próbowałbym
ci opisać miasto Zairę o wysokich basztach. Mógłbym
powiedzieć, ile stopni liczą strome ulice układane
w schody, jak są sklepione łuki podcieni i jakie blachy
cynkowe pokrywają dachy; ale wiem, że byłoby to tak,
jakbym ci nic nie powiedział. Nie z tego składa się m ia­
sto, lecz ze stosunków między wymiarami jego prze­
strzeni a wydarzeniami jego przeszłości (...)”.27 Zbyt
wiele jest istotnych parametrów miasta, by opowieść,
nawet najbardziej gęsta i detaliczna, mogła je w pełni
oddać. Nie tylko słowa zawodzą, ale natura samej rze­
czywistości skutecznie broni przed możliwością wierne­
go jej opisu. W którymś miejscu, tłumacząc Wielkiemu
Chanowi nieprosty związek między miastem a słowami,
które go opisują, Marko odwraca poznawcze przyzwy­
czajenia: „Słowa nie kłamią, kłamią rzeczy” .28
Dochodzi do tego jeszcze jedna trudność, która
opiera się na swoistej dialektyce opowiadania o ob­
cych światach. Ważny jest bowiem nie tylko ten,
k t o opowiada, ale i ten, k t o słucha. Istotne jest nie
tylko to, j a k się opowiada, ale i j a k się słucha. N a
przecięciu tych dwóch instancji rodzi się dopiero zna­
czenie. N a wątpliwość wyrażoną przez cesarza, czy po
powrocie do domu będzie opowiadał swoim rodakom
to samo, co jemu, Marko stwierdza w pewnym m o­
mencie, że nie istnieje jedna, obiektywna prawda
o opowiadanym mieście: inaczej rzeczywistość przezeń
opisywaną zanotuje umysł cesarza, inaczej odciśnie się
ona w umyśle gondoliera. „Opowiadaniem rządzą nie
usta, lecz ucho” .29 Ostatecznie bowiem sens opowieści
jest zawsze funkcją czyichś oczekiwań.
M arko ma już za sobą wiele wieczorów, podczas
których snuł swoje porywające baśnie o napotkanych
miastach. Opowiedział już cesarzowi o Zobeidzie,
o Chloe, o Sofronii, o Oktawii... Zwracał przy tym za
każdym razem uwagę na jakąś właściwość, która wy­
jątkowo trafnie oddaje specyfikę każdego z miast. N o
dobrze, ale co te wszystkie opisy mają wspólnego z We­
necją? Kto tu podróżuje bądź przynajmniej ma zamiar
podróżować do Wenecji? Jeszcze chwilę cierpliwości.
Któregoś dnia Kubłaj-chan zagaił jak zwykle, choć
charakterystyka miasta, o które zapytał podróżnika,
nie zapowiadała rutynowej rozmowy. Zdawało się jak­
by to teraz cesarz posługiwał się językiem zagadki, jak
gdyby to on mówił kryptonimami:
„—Czy zdarzyło ci się widzieć podobne miasto? —pytał
Kubłaj M arka Polo, wysuwając zdobną pierścieniami dłoń
spod jedwabnego baldachimu cesarskiej galery, by wskazać
mosty, wyginające się nad kanałami, pałace książęce o za­
nurzonych w wodzie marmurowych posągach, krzątaninę
lekkich stateczków, które krążą zygzakiem, popychane dłu­
gimi wiosłami, krypy, z których wyładowuje się kosze jarzyn
na placach targowych, balkony, altany, kopuły, dzwonnice,
ogrody na wyspach, zieleniejące szarości laguny.
Cesarz, w towarzystwie swego cudzoziemskiego do­
stojnika, zwiedzał Kinsaj, dawną stolicę obalonych dyna­
stii, ostatnią perłę osadzoną w koronie Wielkiego Chana.
171

—Nie, najjaśniejszy panie —odrzekł Marko —nigdy nie
wyobrażałem sobie, że może istnieć podobne miasto.
Cesarz próbował zajrzeć mu w oczy. Cudzoziemiec
spuścił wzrok. Kubłaj nie odezwał się już do końca dnia”.30
Tego samego dnia, wieczorem, cesarz oczekiwał jak
zawsze na kolejną porcję opowieści, inaczej jednak niż
zwykle, nie wydawało się, by mógł szybko ulec zmęcze­
niu. Tym razem ustalony porządek uległ nieoczekiwa­
nej odmianie:
„—Opowiedz mi jeszcze o jakimś mieście —nalegał.
—... Opuściwszy ten kraj, jedzie się przez trzy dni na po­
łudniowy wschód... podejmował opowieść Marko i dalej
wymieniał nazwy i obyczaje, i towary rozlicznych ziem.
Można powiedzieć, że jego repertuar był niewyczerpany,
ale tym razem przyszło mu się poddać. Świtało, kiedy rzekł:
—Panie, mówiłem ci już o wszystkich znanych mi mia­
stach.
—Pozostało jedno, o którym nigdy nie mówisz.
Marko Polo pochylił głowę.
—Wenecja —powiedział Chan.
Marko uśmiechnął się:
—A jak sądzisz, o czym ci dotąd mówiłem?
Cesarzowi nie drgnęła powieka:
—A przecież jej imienia nigdy z twoich ust nie słyszałem.
A na to Polo:
—Za każdym razem, kiedy opisuję jakieś miasto, mó­
wię coś o Wenecji”.31
A le tego właśnie imperator pojąć nie może, w jego
słowach pojawia się wyraźne zniecierpliwienie. Marko
Polo metodycznie stara się objaśnić mu swój tryb rozu­
mowania, chce pokazać, według jakiego klucza inter­
pretacyjnego porządkuje dane swojego doświadczenia:
—Kiedy pytam cię o inne miasta, chcę, żebyś mówił mi
o nich. A o Wenecji, kiedy pytam cię o Wenecję.
— Zeby odróżnić przymioty innych miast, muszę wy­
chodzić od pierwszego, które pozostaje w domyśle. Dla
mnie jest nim Wenecja.
—A zatem powinieneś zaczynać każdą relację z two­
ich podróży od punktu wyjścia, opisując Wenecję taką, ja ­
ka jest, ze wszystkim, bez pomijania niczego, co z niej pa­
miętasz. (...)
— Obrazy pamięci zacierają się, skoro tylko zastygną
w słowa —powiedział Polo. —Może boję się, że stracę od
razu całą Wenecję, jeśli będę o niej mówił. A może, mó­
wiąc o innych miastach, już ją stopniowo straciłem”.32
To jedyne tak prywatne wyznanie znakomitego po­
dróżnika w całym tym finezyjnym apokryfie skonstru­
owanym przez Calvino. Przyparty do muru, zdradza
Marko Polo swój najintymniejszy sekret: objawia
wprost i bez niedomówień imię swojej największej mi­
łości. I przy okazji tłumaczy precyzyjnie racje jego za­
tajenia: nazywać to tracić, mówić to oddalać od siebie
obiekt swojego zachwytu.
Ale Wenecji nie da się też opowiedzieć i z innych
powodów. Nie można wiele powiedzieć o jej istocie,
zwyczajnie dlatego, że w W enecji zawarty jest
c a ł y świat. Opisanie Wenecji oznaczałoby tedy opisa­

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

nie całego świata, a jakże opowiedzieć prawdziwie
o w s z y s t k i m , j ak dać przenikliwy i przekonujący ob­
raz świata całego. W opowieściach Marko Polo Wene­
cja j e s t przecież światem całym, choć jest to świat
w miniaturze, jego pomniejszony model. Wenecja,
mógłby powtórzyć za sugestią Mathewsa i Pereca we­
necki podróżnik, to jest jego prawdziwa mappamondo.
Wenecja jest punktem wyjścia do opisu innych miast,
ale i w każdym mieście jest coś z weneckiej rzeczywisto­
ści. Nie da się opisać całości, można zaledwie dawać jej
sugestie, komponować mozolnie pełny obraz na podsta­
wie jej fragmentów. Te bajeczne opowiastki o imaginacyjnych miastach, to w istocie rozpisany na krótkie pa­
ragrafy traktat o naturze poznania. O tym, jak dotknąć
„prawdziwej” rzeczywistości i o trudnościach realizacji
tego zadania, o paradoksalnej naturze słowa i jego m o­
cy poznawczej. W enecja jest tu tyleż miastem dającym
się precyzyjnie zlokalizować na mapie, co czytelnym
kryptonimem rzeczywistości z natury niepoznawalnej.
A le straciliśmy na chwilę z oczu Kubłaj-chana, a to
on, jako słuchacz, jest w tej zabawie w stwarzanie świa­
tów najważniejszy. To dla niego przecież przeznaczone
są wszystkie fabulacje wenecjanina. Jak widzieliśmy,
imperator otrzymuje od niego wielostronną, panora­
miczną, wykonaną nieomal według Geertzowskich re­
guł gęstego opisu wizję Wenecji, mimo że jej nazwa nie
pojawia się wcale. To prawda, Kubłaj-chan nigdy nie
był w Wenecji. Ale jeśli jest też prawdą, że opowiada­
niem rządzi raczej ucho niż usta, jeśli prawdą jest, że
ostateczny sens opowieści jest funkcją oczekiwania, da­
lej, jeśli prawdą jest, że siła fascynacji uzupełnia miej­
sca „puste” narracyjnego żywiołu, to możemy zapytać
tak, jak w przywołanych wcześniej przypadkach: czy
Kubłaj-chan naprawdę nie był w Wenecji? I tak jak po­
przednio, pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi.

Zagadka karczocha
W trzech przypomnianych tu opowieściach o We­
necji ustanowiona została subtelna sieć związków mię­
dzy pamięcią, przedstawieniem i opowieścią. Pamięć
zdaje się tu władzą szczególną: w im mniejszym stop­
niu przyjmuje kształt słowny, tym jej siła oddziaływa­
nia jest większa, tym ma większą zdolność sensotwórczą. I odwrotnie, obrazy pam ięci przełożone na słowa
tracą swoją „konsystencję” , język odbiera im ciężar,
spłaszcza je i marginalizuje. Słowo ujednoznacznia bo­
gaty, wieloznaczny film pamięci. Zauważmy, na końcu
swojej eksplikacji Marko Polo mówi niemal dokładnie
to, co Rousselowi kazali myśleć Mathews i Perec. Dla
jednego i drugiego W enecja jest niewyrażalna, a jest
niewyrażalna nie dlatego, że zupełnie nic się nie da
o niej powiedzieć, ale z tego powodu, że mówić o niej
to tracić ją bezpowrotnie. Również i Marek, bohater
opowiadania Odojewskiego, boi się zobaczyć realną
Wenecję, bo ta, zatrzymana w kadrze jego pam ięci ist­
nieje mocno i prawdziwie.
172

Bohaterowie naszych opowieści nigdy nie byli
w Wenecji, nigdy jej nie widzieli. A przecież, jak pod­
pow iada nam siła poznawczego przyzwyczajenia:
w i e d z i e ć to w i d z i e ć . N ie przypadkiem mówimy
0 naocznym świadku, o tym, który widział „na własne
oczy” , a zatem tym, który widział naprawdę. Widział,
więc wie. W świetle przedstawionych tu świadectw
nad tym ostatnim równaniem pojawia się solidny znak
zapytania. M arek nie chce widzieć Wenecji, bo jak się
wydaje, już ją zna, Roussel nie widział Wenecji, ale je­
go literatura jest W enecją samą, Kubłaj-chan pokazu­
jąc wenecjaninowi miasto Kinsaj daje dowód, że wie
więcej, niż jest w stanie powiedzieć.
To prowokuje do postawienia ostatniego już pyta­
nia. Jaka jest wartość opisów Wenecji w wykonaniu
tych, którzy tam byli, jaka jest wartość poznawcza tek­
stów skonstruowanych przez naocznych świadków?
Okazuje się, że sprawa nie jest tak prosta, jak można by
sądzić. Jest tak dlatego, że ich opowieści również zrobio­
ne są ze słów. A te z trudem przebijają się ku prawdzie
rzeczywistości. W weneckich ekfrazach ta kwestia staje
na ostrzu noża. Można ją wysłowić tak: czy czytając
1 słuchając opowieści o Wenecji, doświadczamy jej sa­
mej, czy też raczej uczestniczymy zaledwie (?!) w procesie
docierania do prawdy o niej, a zatem poznajemy co naj­
wyżej sam proces poznawania? Inaczej jeszcze: czy do­
wiadujemy się więcej o okularach, przez które wenecki
świat został - dla nas - zobaczony, czy też o nim samym?
Bohaterowie naszych opowieści wierzą w siłę wy­
obraźni, w jej moc sprawczą. N ie można wykluczyć, że
się łudzą, ale czy owi „naoczni świadkowie” są w lep­
szej sytuacji? Ci pierwsi zatem świeciliby światłem od­
bitym, ci drudzy byliby samym źródłem światła? A m o­
że raczej jest tak, że i jedni, i drudzy ulegają tej samej
iluzji, wierzą mianowicie, że są takie środki, które po­
zwolą nam dotrzeć do owej „ostatecznej prawdy rze­
czy”. Tymczasem natura widzialnej rzeczywistości i jej
związek ze słowem wydają się jednak bardziej zagadko­
we. W pewnym tekście tak mówi o tym Italo Calvino:
„Rzeczywistość świata przedstawia się naszym oczom
(... ) jak gęsto nałożone na siebie warstwy. Jak kar­
czoch. Tym, co znaczące dla nas w dziele literackim,
jest fakt, że mamy nieustającą możliwość obierania go
jak niekończącego się karczocha, odkrywając w czyta­
niu coraz to nowe wymiary”.33 A więc rzeczywistość
i tekst jako karczochy niedające się obrać do ostatniej
warstwy. M ało to może wyrafinowana wizja, daleko
mniej od metafory uciekającego horyzontu, wskazuje
jednak - moim zdaniem trafnie - na prawdziwą pracę,
przed jaką stoi poznanie. Tak jak nie m a ostatniej war­
stwy owego wirtualnego karczocha, tak nie ma ostat­
niej warstwy rzeczywistości, jak i ostatniego słowa na
jego temat. Co nie oznacza, że sam a praca nad oddzie­
laniem kolejnych warstw pozbawiona jest sensu.
Gdzie jest więc ta prawdziwa W enecja? Kto na­
prawdę do niej dotarł? Kto ją naprawdę opisał? Nie
dajmy się zwieść, przed tymi pytaniami stoją nie tylko

�Dariusz Czaja ♦ W DRODZE D O W ENECJI. PODRÓŻE IM AGINACYJNE

bohaterowie naszych opowieści. Ich adresatem jeste­
śmy wszyscy. I autor powyższego, i Ty, czytelniku, któ­
ry właśnie skończyłeś czytać ten tekst.

24

Tamże, 224

25

I. Calvino, Niewidzialne miasta, przeł. A . Kreisberg, Warszawa
1975, 30-31 (tak w tym, jak i w następnych fragm entach zacho­
wuję kursywę oryginału)

26

Tamże, s. 19

27

Tamże, s. 9

Przypisy

28

Tamże, s. 48

1

R. Barthes, Proust: nazwy i nazwiska, w: tegoż, Lektury, przeł.

29

Tamże, s. 104

K. Kłosiński, M. P M arkowski, E. Wieleżyńska, wybór M. P

30

Tamże, s. 65

Markowski, W arszawa 2001, s. 47; o czytaniu znaków i wytwa­

31

Tamże, s. 66

rzaniu znaków w dziele Prousta zob. instruktywną interpretację

32

Tamże, 67

G illes’a Deleuze’a, Proust i znaki, przeł. M. P. Markowski,

33

I. Calvino, The world is artichoke, cyt. za: www.javari.com/stone/course.calvino.htm

G dańsk 2000
2

Por. D. Czaja, Wenecja i śmierć. Konteksty symboliczne, „K ontek­

3

Ten uporczywy i przejawiający się w różnorodnych form ach fan ­

sty” nr 3/4: 1992, s. 58-65
tazm at W enecji kobiecej om awiam w tekście Wenecja jest kobie­

A u to rką wszystkich fotografii użytych w artykule je st K inga Łozińska

tą. Rzecz o wyobraźni, „Konteksty” nr 3-4: 1995, s. 146-152
4

B. Pasternak, Drogi napowietrzne i inne utwory, tł. i wstęp S. Pollak, W arszawa 1973, s. 466

5

B. Uspienski, Mit - imię - kultura, w: tegoż, Historia i semiotyka,
przeł. i przedmowa B. Żyłko, G dańsk 1998, s. 67

6

J. Brodski, Znak wodny, przeł. S. Barańczak, Kraków 1993, s. 32

7

Tamże, s. 34

8

Tamże, s. 35

9

W. Odojew ski, Sezon w Wenecji, w: tegoż, Jedźmy, wracajmy,
Warszawa 2000, s. 5-6

10

Tamże, s. 61-62

11

Tamże, s. 64

12

F. Braudel, Venise, w: F. Braudel, G. Duby, L a Méditerranée. Les
hommes et l’héritage, Paris 1986, s. 157

13

Ten w ątek rozwija w swojej książce np. E. Bieńkowska, Co mó­
wią kamienie Wenecji?, G dańsk 1999, s. 98

14

Por. choćby piękny esej G eorga Sim m la Venedig, korzystam
z wersji francuskiej zawartej w tom iku Rome, Florence, Venise,
przeł. Ch. David, Paris 1998, s. 39-50

15

Por. szereg artykułów z pracy zbiorowej Odojewski i krytycy. A n ­

16

Odojew ski, dz. cyt., s. 87

tologia tekstów, wybór i opr. S. Barć, Lublin 1999
17

H. M athew s, G. Perec, Roussel i Wenecja. Zarys geografii melancholicznej, przeł. M. P. M arkowski, „Literatura na świecie” nr 3:
2000, s. 212-213

18

Tamże, s. 213

19

Tamże, s. 213-214

20

„Czy coś nam jeszcze zostało?” Rozmowa z Harrym Mathewsem,
„Literatura na świecie”, nr 3: 2000, s. 239

21

O metodzie tworzenia owych literackich bytów możliwych,
przypom inających zresztą techniki sam ego Roussela, zabawnie
opow iada M athew s: „N a przykład, potrzebny był jakiś malarz,
więc mówię: «Jakie dam y tu nazwisko, żeby dobrze brzmiało?»
A G eorges na to: «Jacy byli weneccy m alarze?... Tintoretto...
Tycjan... Titian». I pam iętam , jak G eorges wtedy powiedział,
a był to jeden z tych jego bardzo śmiesznych dowcipów... W ję ­
zyku francuskim istnieje przysłowie les chiens aboient, la carava­
ne passe, psy szczekają karaw ana jedzie dalej. A G eorges powie­
dział: „les peTitians aboient, le Caravage passe. PeTitian, czyli pe­
tit chien, mały piesek, więc ja powiedziałem: „To dajm y dużego
psa zam iast m ałego”. I w ten sposób mamy gros chien, czyli m a­
larza G roziano.....”. Tamże, s. 240

22

M athews, Perec, dz. cyt., s. 214

23

Podkreśla ten fakt Andrzej Sosnow ski, pisząc, że Roussel „d o­
m aga się, aby w jego pedantycznych utworach wszystko było
nierzeczywiste, a więc oniryczne, nadrealne, wyssane z palca,
czy po prostu fantastyczne”, A . Sosnow ski, Po kolacji, posłowie
do: Locus Solus, tłum. A . Wolicka, W arszawa 1998, s. 312

173

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10594" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10572">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2dafd05266607ad2bc874a87a89813a9.pdf</src>
        <authentication>fb699e22418e1680a8d14415eacabf6d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126219">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126220">
                <text>2003</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126221">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4927</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126222">
                <text>Pomniki - "figury" zwodniczej pamięci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126223">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2003 t.57 z.1-2; s.209-216</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126224">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126225">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126226">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126227">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126228">
                <text>omniki to symbole pamięci utrwalanej w rzeź­
biarskich dziełach, które były zawsze najbardziej
masowo odbieraną dziedziną plastyki. Ustawia­
ne w m iejscach ogólnie dostępnych miały, podobnie
jak architektura, najszerszy zasięg oddziaływania. Ta­
kie było ich przeznaczenie; dlatego jest rzeczą oczywi­
stą, że budziły największe em ocje, ponieważ nie mogły
zadowolić wszystkich. Przeciwnie, często nie spełniały
społecznych oczekiwań, dzieliły ludzi, prowokowały
wiele dyskusji, zatargów, nieporozumień, konfliktów
i urazów. Ich kształt i przesłanie zależały od walorów
artystycznych, talentu twórców, „stylu” i smaku epoki,
klimatu czasów, ideologii i polityki, sentymentów i do­
raźnych propagandowych celów. I od tego, jakiego du­
cha pamięci miały zatrzymać, ocalić. Bywały piękne
i szpetne, upragnione i niechciane, otaczane kultem
i niszczone, wyrzucane na śmietnik. Poddane nieprze­
widywalnym kolejom losu, pojawiały się i znikały,
a czasem znów powracały na swoje miejsca.
Rzeźba w ogóle uchodzi za sztukę „trudną”, ale -

P

jak pisał Konrad W inkler - „nie ma nic bardziej nie­
bezpiecznego dla skulptora, jak zamówienie na po­
mnik. Prawdziwa to zasadzka”. Jakie istotne czy wyjąt­
kowe cechy i znaczenia można przypisać pomnikom?
D efinicje encyklopedyczne i podręcznikowe mówią, że
jest to dzieło rzeźbiarskie często związane z architektu­
rą, wzniesione dla upamiętnienia osoby lub zdarzenia,
najczęściej w postaci posągu, grupy figur, kolumny,
obelisku, budowli, kopca lub naturalnego głazu. Takie
sformułowanie nie wyczerpuje tematu. D o tego zwię­
złego opisu powinny dojść jeszcze refleksje o wielkości,
ciężarze, trwałości, właściwościach tworzywa, miejscu
usytuowania, osadzeniu w przestrzeni, wymownej idei,
wzniosłości i wspaniałości „stylu” i przede wszystkim
o m onumentalności, która z założenia jest podstawo­
wym wyróżnikiem rzeźby pomnikowej. Co stanowi
0 tym, że dzieło rzeźbiarskie spełnia ów warunek? W ie­
lu teoretyków usiłowało rozwiązać tę kwestię, której
poświęcono dziesiątki rozpraw w X IX i X X wieku.
Rozważano różne jej aspekty, wysuwano rozmaite, czę­
sto sprzeczne, punkty i „zasady” odnoszące się do tego
pojęcia. Najbardziej pożądanymi cecham i prawdziwie
monumentalnych pomników miały być: harmonia for­
my i treści, szlachetność tworzywa, jednolitość i zwię­
złość bryły, statyka (której „skulptura gwałtu zadawać
nie powinna”), zarys wielkiego konturu i sylwety, syn­
tetyczna konstrukcja, frontalność, potężna „budowa”
1 ogromna skala, zmysł architektoniczny, prostota bądź
patos, znamiona apoteozy, heroizacja, idealizacja lub przeciwnie - naturalność wizerunku upamiętnianej
osoby, umiarkowany lub ekspresyjny ruch i gest posta­
ci, wyniesienie stojącego posągu na piedestał i nada­
nie mu „wejrzenia spokojnej godności”. Wszystkie te
zalecenia zmieniały się, ewoluowały, w zależności od
estetycznych kanonów epoki, dlatego część z nich
brzmi dziś staroświecko. Nasuwało się też pytanie, czy
lepiej stanąć „twarzą w twarz” z pomnikiem, czy wi-

209

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Pomniki - „figury”
\♦ ♦
♦ ♦
zwodniczej pamięci
D edykuję B arbarze Kowalskiej
—wiernej przyjaciółce

dzieć go w perspektywicznym oddaleniu, co wiązało
się ze społecznym odbiorem dzieła, bardzo ważnym dla
wielu rzeźbiarzy. Wszelako, bywali i tacy twórcy - jak
np. Edward W ittig, który „nie myślał o m onum ental­
ności, jako sposobie oddziaływania na widza”.1
Można sądzić, że o m onumentalności rzeźby decy­
duje przede wszystkim jej „morfologia”, to jest struktu­
ra, tkanka i wewnętrzny „skład” dzieła, które zależą od
wyobraźni i siły twórczej artysty. Rzeźba m onumental­
na może, ale wcale nie musi być „ogromna” w swoim
kształcie fizycznym. Zdarzały się takie osobliwe zjawi­
ska, że nieduże figurki i portrety zatracały zamierzoną
kameralność i nabierały pod ręką mistrza niespodzie­
wanego zakroju monumentalności - rozrastały się, wy­
piętrzały i potężniały. Przykładem takiej metamorfozy
mogą być wspaniałe formistyczne głowy przyjaciół mo­
delowane przez Augusta Zamoyskiego, przepełnione jak sam mówił - „alegorią dynamiczną” opartą na mak­
symalnym skrócie i mistrzowskim opanowaniu sub­
stancji tworzywa, „siły materiału”. Taka syntetyczna
budowa „organizmu” rzeźbiarskiej bryły sprawia, że nie­
które portrety (np. Antoniego Słonimskiego) i drobne
akty kobiet odkuwane przez Zamoyskiego tak olbrzy­
miały, że można je było wynieść na piedestały. To
tchnienie wielkości dotyczy też licznych rzeźb Xawerego Dunikowskiego. Z kolei niektóre kolosalne figury
pomnikowe przechodziły odwrotną transformację podlegały wizualnej „redukcji”, z niewiadomych przy­
czyn nagle malały w oczach widzów, kurczyły się do mi­
niaturowych rozmiarów, upodabniając się do banal­
nych posążków-bibelotów przechowywanych w miesz­
kaniach jako ozdobna lub patriotyczna pamiątka.
O
szczególnych cechach pomników pisał Janusz
Kębłowski, wymieniając w czterech punktach ich pod­
stawowe właściwości: m onumentalność, wartościowa­
nie pozytywne, intencję upamiętnienia i problem w ąt­
ków treściowych.2 W niniejszym tekście, opierając się
na wybranych przykładach, opowiemy pokrótce
o wiernej, zwodniczej lub poniżonej pamięci, jaka to­
warzyszyła polskim pomnikom X IX i X X wieku. Do
1918 roku władze zaborcze - poza paroma wyjątkami
- nie pozwalały na wznoszenie narodowych monu­

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

mentów na placach i ulicach, zatem pomnikowe posą­
gi lokowano w świątyniach, na cm entarzach, czasem
na terenie prywatnych posesji, w ogrodach. Idea pa­
m ięci uwidoczniła się najwyraźniej w imaginacyjnych
wizerunkach dawnych władców, bohaterów, wodzów,
uczonych i poetów, a także ludzi zmarłych niedawno
i dobrze zapamiętanych. W warszawskim kościele W i­
zytek znalazły się np. posągi Kazimierza Brodzińskiego
i Tadeusza Czackiego wykonane przez Władysława
Oleszczyńskiego w 1863 roku i Tomasza Oskara So ­
snowskiego w roku 1861. Swoistą odmianą pomników
były rzeźby komemoratywne przeznaczone do wnętrz
kościelnych. W katedrze św. Jana zbudowano okazały
pomnik Stanisława Małachowskiego - męża wielkich
cnót obywatelskich - zaprojektowany przez Francesca
M. Laboureura w latach 1819-1923. W pierwszej po­
łowie X IX wieku rodziny zamówiły do katedry wawel­
skiej nagrobki dla swych bliskich u artystów włoskich.
Stefano R icci stworzył wówczas pomnik M ichała B o­
gorii Skotnickiego, a Francesco Pozzi - figuralny sar­
kofag Stanisława Ankwicza.3 W 1904 roku postacie
z tych nagrobków powołał do życia Stanisław W y­
spiański w dramacie A kropolis, m.in. Niewiastę i A m o­
ra z sarkofagu Ankwicza, Panią-Załobnicę z pomnika
Skotnickiego, a także A nioły podtrzymujące trumnę
świętego Stanisława i posąg Włodzimierza Potockiego
dłuta Thorvaldsena. Owe figury zeszły z piedestałów
w W ielką N oc Zmartwychwstania, gdy „stał się m o­
m ent wielki czaru” i przyszedł czas na rozrachunek
między przeszłością a przyszłością.

2. Francesco Pozzi, Pom nik nagrobny Stanisław a A n kiew icza, 1840,
K atedra na W awelu, repr. wg K . M ikocka-R ach ubow a, C an ow a,
jeg o krąg i Polacy, t. 2, Warszawa 2001.

Już idą,
Kędy, skryty za złomów filarem,
grób przygasłej Ankw icza pamięci:
A m or za zgaszonym ogarem
u stóp słupa - w sen głazu ujęci. Przystanęli. - I rąk wzniesień czarem
napierśnie zatrzęśli egidą.
Kam ień naraz oto stał się żywy.
[...]
O Strato!
O strzaskana kolumno!
O trumno,
czyliżeś wszystko szczęście skryła?
O lato!
0 skoszone zboże;
Któż to cię wiąże w snopy
1 rzuca snopy n a wicher?
Skąd te n wicher dmie? - co porywa?

(O statnie wersy tego fragmentu odnoszą się do
krajobrazu wyrzeźbionego na podstawie nagrobka
A nkw icza.)4

1. W ładysław Oleszczyński Pom nik K azim ierza
Brodzińskiego, 1863, Kościół
W izytek w Warszawie,
repr. wg M . I.
Kwiatkowska, R zeźbiarze
w arszaw scy X IX w ieku,
W arszawa 1995.

Portret szanowanego człowieka mógł też pełnić
funkcję pomniejszonego pomnika, jako skromniejszy
dowód czci i pamięci. W 1854 roku Jakub Tatarkie­
wicz podjął inicjatywę realizacji czterdziestu ośmiu
wizerunków zasłużonych Polaków, które „nie na za­
mówienie wykonywane były [ale] z poczucia narodo­
wego i spełniały obowiązek, z którego sztuce i krajowi
wypłacić się był powinien.”5 W cześniej, między 1834

210

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

a 1836 rokiem, Tatarkiewicz stworzył jedno z n a j­
świetniejszych swych dzieł - leżące posągi Aleksandry
i Stanisława Potockich w ich wilanowskim mauzo­
leum, rzeźby wielkiej piękności, o portretowo ujętych
głowach, pokrewne wawelskim pomnikom królów
polskich, które artysta oglądał w czasie niedawnego
pobytu w Krakowie.
W kraju pracowało wielu utalentowanych rzeźbia­
rzy, ale najbardziej okazałe monumenty stworzył dla
Polski cudzoziemski mistrz Bertel Thorvaldsen, autor
pomnika Kopernika, Włodzimierza Potockiego i księ­
cia Józefa Poniatowskiego. Kopernik nie budził więk­
szych sprzeciwów i em ocji, gdyż był w miarę neutralny,
natomiast projekt konnego m onumentu Poniatow­
skiego wywołał prawdziwą burzę. Również klasyczny
posąg Potockiego był często krytykowany. Ten młody
pułkownik, który przeżył zaledwie 23 lata, brał udział
w kampanii napoleońskiej i marzył o wielkich czynach
w ojennych (zapewne pragnął zmazać hańbę z rodowe­
go nazwiska, był bowiem synem targowiczanina Szczę­
snego Potockiego). Nie doczekał się heroicznej sławy,
zmarł na tyfus w 1812 roku. Zona zamówiła dlań
u Thorvaldsena dedykacyjny pomnik, który w 1831
roku stanął w katedrze wawelskiej. Rzeźba przedstawia
półnagiego wojownika rzymskiego, okrytego jedynie
krótką tuniką odsłaniającą atletyczny tors i mocne,
kształtne nogi „godne hoplity”. Zmysłowy wdzięk tego
posągu ustawionego w narodowym sanktuarium
u wielu współczesnych wzbudził zgorszenie. Stanisław
Wodzicki odnotował we wspomnieniach, że „owa po­
gańska rzeźba nie odpowiada charakterem swoim
świątyni”, a Ambroży Grabowski zganił „arcymistrzowsko rzeźbioną sztukę kararyjskiego marmuru,
pozbawioną ducha, nieruchomą, niemą i jakże niesto­
sowną w katedrze”. Oburzony W incenty Pol dziwił się,
że Thorvaldsen „nie uląkł się tego w sobie, że spoganił
dom Boży”, a malarz-towiańczyk Józef Kossowicz n a­
zwał rzeźbę „przedmiotem boleśnie raniącym uczucia
narodu”. W 1840 roku Grabowski opisał wydarzenie
wiele mówiące o powszechnym odbiorze takiego dzie­
ła: do katedry weszli kiedyś wieśniacy przybyli na od­
pust; „jeden z tej gromadki poczciwców, sądząc że
w kościele tylko posągi świętych znajdować się powin­
ny, rzekł o wojowniku rzymskim Thorvaldsena: widać
to jakiś święty... ale nie ma portek”. I tak to „lud nasz,
biorący rzeczy zwykle za to, czym są istotnie, trafnie
wyrzeka nieraz sąd o nich.”6 Opinie były jednak po­
dzielone. Niektórzy uważali pomnik Potockiego za
najwspanialszą rzeźbę Thorvaldsena wykonaną dla
Polski. Jej uroda budziła podziw i zachwyt „miłośni­
ków” i znawców, ale pamięć o pięknym młodzieńcu,
który niczym szczególnym się nie wsławił, szybko za­
tarła się i zagasła. Pozostało dzieło.
Pomysł wystawienia pomnika księcia Józefa Ponia­
towskiego zrodził się w trzy miesiące po śmierci wodza;
miał być wyrazem „nie utulonego żalu ludu polskiego
po jego stracie”. O d stycznia 1814 roku toczyły się

211

w tej sprawie rozmowy polskich arystokratów z A lek ­
sandrem I. Upewniono go, że jest to inicjatywa osób
prywatnych i w 1815 roku car wydał zezwolenie na
wykonanie monumentu. W krótce jednak to przedsię­
wzięcie stało się sprawą ogólnonarodową i przeszło
pod dozór społeczny. Realizację pomnika powierzono
Thorvaldsenowi, który w 1818 roku podpisał w Rzy­
mie umowę, przystając - acz niechętnie - na propozy­
cje w sprawie stroju księcia (mundur i czako na gło­
wie). A le po dwóch latach mistrz zmienił zdanie; i tak
konna statua miała być wzorowana na pomniku M ar­
ka Aureliusza, a strój zbliżony do szat rzymskich. Pra­
ca nad tym dziełem szła opornie; rzeźbiarz latam i zwle­
kał z ukończeniem dużego gipsowego modelu. D opie­
ro w 1829 roku wystawiono go na placu Krasińskich
obok sal redutowych Teatru Narodowego (odlew brą­
zowy sporządzono w roku 1832). W Warszawie za­
wrzało. Gwałtowne polemiki i spory ogarnęły miasto,
toczyły się na ulicach, w domach, urzędach, kawiar­
niach i koszarach. Ludziom wychowanym na klasycz­
nych doktrynach odpowiadał książę o portretowo u ję­
tych rysach (z wąsami i bakami), ale przedstawiony ja ­
ko rzymski rycerz jadący na rumaku idącym powolnym
stępem, ubrany w pancerz z orłem i chlamidę osuwa­
jącą się na grzbiet konia, z nagimi nogami w sanda­
łach. N atom iast żołnierze księcia trwali w nieustępli­
wym sprzeciwie, oceniając projekt „podług własnego
instynktu”. To oni na wystawie wyrażali swe oburzenie
okrzykami: „Niepodobny! A cóż za ubranie! Czy od
pławienia koni powraca? Bodaj ich diabli z tym rzymiaństwem! Co nam po tym golcu w koszuli”. Zapi­
sem owych wydarzeń była „scena artystyczna” Stan i­
sława Platera pt. Posąg bohatera opublikowana w 1840
roku, która oddawała ówczesne nastroje (zabierali
w niej głos: Oficerowie księcia, Koneser i Rom antyk).7 W iadomości o tym zamieszaniu wcześnie dotar­
ły do Thorvaldsena, który odniósł się do nich z polito­
waniem i złością. Według relacji Antoniego E. Odyńca, stary mistrz nie mógł zrozumieć, że Polacy odrzuca­
li ponadczasowe klasyczne piękno i chcieli widzieć
swego bohatera w zwykłym mundurze lub polowej
burce, com m e un C osacco (!). „Jesteście barbarzyńcy,
moi panowie! I dlatego nie lubię posyłać m oich dzieł
do krajów, gdzie nie ma poczucia sztuki.”8
Dalsze dzieje pomnika miały przebieg dramatyczny.
Żołnierze nie doczekali się nigdy spiżowego wizerunku
swego wodza; wybuch powstania listopadowego prze­
kreślił plany odsłonięcia go przed Pałacem N am iestni­
kowskim. W czasie powstania był przechowywany na
terenie posesji rejenta Ostrowskiego przy ulicy D łu ­
giej. Niebawem anulowano zezwolenie Aleksandra I
i car M ikołaj I polecił wywieźć rzeźbę do Modlina;
w 1840 roku, wizytując twierdzę, natknął się na kon­
nego rycerza i wydał rozkaz: „razbit’ i zapisat’ w łom”.
W krótce jednak zmienił zdanie i podarował go Iwano­
wi Paskiewiczowi, który wywiózł pomnik do swej po­
siadłości w Homlu (miejsce przeznaczone dla księcia

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

Józefa zajął posąg Paskiewicza!). Dopiero w 1922 ro­
ku, na mocy postanowień traktatu ryskiego, dzieło
Thorvaldsena zwrócono Polsce i w następnym roku
odsłonięto na placu Saskim. Nie na długo. W 1944 ro­
ku zniszczyli je Niemcy po powstaniu warszawskim.
Nowy odlew sporządzony w latach 1948-1951 według
modelu zachowanego w Kopenhadze zawdzięcza W ar­
szawa Danii. Spór o ten pomnik, a zwłaszcza o wybór
ubioru, przez długie lata (a może nawet do dziś?) upor­
czywie tkwił w świadomości zbiorowej jako kwestia
właściwie nierozstrzygnięta - kto za mundurem, kto
przeciw?
Najwięcej szczęścia (a może nieszczęścia?) miał do
pomników Mickiewicz, którego otaczano wyjątkowym
kultem. W X IX wieku władze zezwoliły na wystawie­
nie trzech posągów poety. D la Poznania wyrzeźbił go
Władysław Oleszczyński w swobodnej pozie pielgrzy­
ma, z portretowo ujętą twarzą, bowiem starał się „aby
naszego wieszcza nie sfrancuzić, nie zniemczyć, ale
ożywić słowiańskim tchnieniem ”. Pomnik był gotowy
w 1857 roku, ale dwa lata czekał na swoje miejsce. Nie
wolno było go ustawić na eksponowanej ulicy czy pla­
cu i w końcu odsłonięto na odgrodzonym parkanem
cmentarzu przy kościele świętego M arcina, w obecno­
ści milczących tłumów.9 W Krakowie pomnik M ickie­
wicza stanął w 1898 roku, poprzedzony trzema kon­
kursami przebiegającymi w atmosferze polemik praso­
wych, sporów i awantur od 1882 do 1888 roku. Ów
„przetarg” wygrał Teodor Rygier, ale jego monum ent
został oceniony jako nieudolny, niespójny, pretensjo­
nalny, teatralnie „sztuczny”, niepotrzebnie obciążony

3. B ertel
Thordvaldsen,
Pomnik
W łodzim ierza
Potockiego, 1831,
K atedra na
W awelu, repr. wg
folderu wystawy
T horvaldsen
w Polsce, Zamek
Królewski
w Warszawie,

4. B ertel Thordvaldsen, Pom nik ks. J ó z e fa P oniatow skiego w W arsza­
wie, 18 3 2 , stanpo 1922 r., repr. wg K. M iko cka-R ach u b ow a,
C an ow a , jego krąg i Polacy, t. 2, Warszawa 2001.

zagadkowymi alegorycznymi figurami. Jak pisał Kazi­
mierz Bartoszewicz, już podczas próbnego odsłonięcia,
gdy „zrzucono przykrywającą go budę, naród literalnie
zgłupiał. Opinia otworzyła usta i zamknąć ich nie mo­
gła. [Potem] śmieli się wszyscy - demokrata i artystokrata, stańczyk i liberał, pan i chłop, Zyd i antysemi­
ta”.10 Niemniej jednak z upływem lat wtopił się
w miejski pejzaż i dziś, stojąc przy kwiatowym targu,
jest nieodłącznym elementem krakowskiego rynku.
Warszawski m onum ent M ickiew icza zrealizowany
w stulecie jego urodzin przez Cypriana Godebskiego
miał kształt i wyraz zupełnie odmienny. Wprawdzie
należał do „gatunku” tak popularnych w Europie,
wielkich „machin” pomnikowych - ze schodami, wy­
sokim cokołem i figurą poety upozowanego na proro­
ka z ręką złożoną na sercu - ale nacechowany był po­
wagą, spokojem, prostotą i naturalnością.11 Dlatego
podobał się publiczności, która nie miała ochoty na
rozwiązywanie żadnych rzeźbiarskich rebusów, lecz
chciała widzieć swego wieszcza wyniesionego na „oł­
tarz Narodu”.
Po pierwszej wojnie światowej, kiedy to nastąpiła
erupcja ruchów awangardowych - formizmu i kon­
struktywizmu - nowa koncepcja pomników zarysowa­
ła się w twórczości Zbigniewa Pronaszki i Mieczysława
Szczuki. Pronaszko stworzył prawdziwie wielkie dzieło,
m onumentalną, ponaddwunastometrową figurę M ic­
kiewicza, która stała się jednym z najbardziej godnych
pomników poety. Jego prowizoryczną makietę zbitą
z sosnowych desek (a przeznaczoną do odlewu w be­
tonie) odsłonięto w 1924 roku w W ilnie. Posąg nie
miał cokołu ani żadnych atrybutów, stał samotnie,
wrośnięty w ziemię jak drzewo. Był rzeźbą wyrosłą
z idei formizmu, o syntetycznych formach, uproszczo­

X 1 9 9 4 - I 1995

212

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

nych, twardych i ostro ciętych płaszczyznach z piono­
wymi uskokami drewnianych elementów. W oczach
współczesnych jawił się jako widmowa postać, zjawa
z uroczyska, pierwotne bóstwo litewskie srogie i demo­
niczne o nieco spazmatycznej ekstatyczności. Znawcy
i zwolennicy awangardy doceniali plastyczny kunszt
niepospolitej rzeźby (która nie miała odpowiednika
w żadnym z krajów europejskich), ale ów kolos wywo­
łał równocześnie niemałe zamieszanie, wiele „hałasów,
utyskiwań i napaści”; w obiegowym odczuciu był po­
strzegany jako upiór „przed którym baby na targ idące
z jajkam i żegnają się, strachem wielkim zdjęte”.12 Ten
jednorodny, wspaniały, wzniosły m onum ent nie docze­
kał się realizacji w przeznaczonym dlań materiale. Stał
nad rzeką czternaście lat; jesienią 1938 roku nad W il­
nem przeszła burza i powódź zniosła W ilią szczątki po­
gruchotanej makiety pomnika.
O
tym, jak różne bywały koncepcje pomników,
świadczą awangardowe prace Szczuki, artysty silnie
związanego z ideologią lewicową, współpracującego
z Komunistyczną Partią Polski. Jego rzeźby były abs­
trakcyjnymi, czasem „mechanicznymi” konstrukcjami
zbudowanymi z różnych elementów, takich jak sztaby,
łańcuchy, pręty, stożki i półwalce. Niektóre z nich opi­
sywano jako ruchomą „maszynkę”, której drewniane
ramię podnosiło się i opadało w takt dziwacznego ryt-

6. Zbigniew Pronaszko, Pom nik A d a m a M ickiew icza w W ilnie,
1 9 2 2 -1 9 2 4 , zniszczony, repr. wg J. Starzyński, P olska d rog a do
sam odzieln ości w sztuce, W arszawa 1973

mu, lub kompozycję obracającą się z „wieczną, strasz­
liwą, powolną m onotonią”.13 W latach dwudziestych
Szczuka wystawił takie obiekty nazywając je projekta­
mi pomników: Wolności, Rewolucjonisty, Fiodora D osto­
jewskiego, Ludw ika Zam enhofa, K arola Liebkn echta oraz
teoretyków anarchizmu M axa Stirnera i Piotra Krapotkina; jednak trudno w nich dostrzec jakiś rys pomni­
kowy. Te niewielkie konstrukcje były raczej przedmio­
tami „dedykowanymi pam ięci” różnych osób i zdarzeń.
Wszystkie przepadły po wystawie w berlińskiej galerii
D er Sturm w 1923 roku.
W dwudziestoleciu międzywojennym Warszawa
otrzymała osobliwy dar - secesyjny pomnik Chopin a.14 Jego wstępny projekt wykonał już w 1904 roku
W acław Szymanowski - w 1909 wygrał konkurs,
a w 1912 przygotował do odlewu w brązie model cało­
ści: pięciometrową figurę kompozytora i siedmiome­
trową wierzbę. Jednak, jak to zwykle bywało, nastąpi­
ły różne komplikacje (również natury finansowej),
a w dwa lata później wybuchła wojna. Po konkurso­
wym sukcesie oceniano rzeźbę jako „projekt niesły­
chanie śmiały i prosty” pozbawiony zbędnej dekoracyj­
ności, a w postaci i twarzy Chopina podobał się „jed­
nolity wyraz zasłuchania się i nastroju”. Wszelako, kry­
tyka nie dawała za wygraną. Wskazywano na pewną

5. Cyprian Godebski, Pom nik A d a m a M ickiew icza w Warszawie,
1 8 9 8 , stan z 1 9 2 8 r., stan z 1 9 2 8 r., repr. wg. M . I. Kwiatkowska,
R zeźbiarze w arszaw scy X IX w ieku , Warszawa 1995

213

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

skłonność do patetyczności ruchu, która przechodzi
w teatralność. Najbardziej kategoryczne sądy o pracy
Szymanowskiego publikował „Goniec” i wygłaszał A n ­
toni Sygietyński. Chopin wydał mu się figurą chybio­
ną w rysunku i źle upozowaną, „tak iż nie wiadomo, na
czym ona i jak siedzi?”. Pisał, że pomnikowi zbywa na
poezji i artyzmie; „jest to jakaś nowela czułostkowa,
[... ] godna raczej Boruty, czy innego diabła zakocha­
nego w przełamanej wierzbie, nie zaś Chopina”.
Po wojnie gotowy już m onument odsłonięto w Ła­
zienkach 14 listopada 1926 roku. I znów na przemian
zachwycano się i ganiono m.in. jego literacką i symbo­
liczną koncepcję, „zasady impresjonistyczne” i secesyj­
ną, malowniczą stylizację. Dawniej wyśmiewano dwie
(rychło usunięte) gigantyczne żaby siedzące na krawę­
dzi sadzawki, które wraz z płaczącą wierzbą miały być
elem entem „rodzimego krajobrazu” przypisanego
Chopinowi; teraz złośliwie porównywano kompozycję
rzeźby do kałamarza lub secesyjnej popielniczki.
W maju 1940 roku okupanci zniszczyli pomnik; po
wojnie odtworzono go i odsłonięto w roku 1958. Jaki
jest naprawdę warszawski Chopin? N a pewno w swo­
im czasie odznaczał się koncepcją oryginalną, ponie­
waż w pom nikach rzadko wykorzystywano motyw
drzewa, które tu wprowadziło bryłę rzeźby w prze­
strzeń giętkimi, płynnymi liniami ogromnej wierzbo­
wej korony. Jeśli ktoś jest miłośnikiem „nastroju”, to
odnajdzie w twarzy muzyka romantyczny wyraz marzycielstwa, liryzmu, czułego „sentymentu”. Dziś ten mo­
num ent został jeszcze dodatkowo naznaczony stygmatem podwójnej pamięci: o osobie Chopina i o samym
pomniku, który działa na wyobraźnię narastającą
z biegiem lat s i ł ą p r z y z w y c z a j e n i a . Można go
często oglądać lub widzieć na reprodukcjach. Tak się
zrósł ze ścianą zieleni Łazienek i z pejzażem Warszawy,
że mało kto zastanawia się, czy to świetna rzeźba, czy
może pretensjonalna i mierna? Pamięć utrwaliła jakiś

(Mieczysława Lubelskiego), Wolności (Jana Szczep­
kowskiego), D ow borczyka (M ichała Kamieńskiego).
„Dyżurną” postacią był znowu Mickiewicz. Na począt­
ku 1925 roku powołano sąd konkursowy na pomnik
poety dla W ilna (kontrowersyjne dzieło Pronaszki nie
było w ogóle brane pod uwagę). W 1926 roku do ry­
walizacji przystąpili: Stanisław Szukalski, Rafał Jachimowicz, Mieczysław Lubelski; w drugim etapie (1930)
projekty nadesłali: Xawery Dunikowski, A ntoni Madeyski i Henryk Kuna, którego wyróżniono pierwszą
nagrodą za figurę poety-pielgrzyma. Jednak pewna
niezręczność w ujęciu postaci wieszcza oraz ksenofo­
biczna nagonka na Kunę i w końcu wybuch wojny
przekreśliły to przedsięwzięcie. Nieukończony odlew
został zniszczony przez Niemców.16
Stanisław Lack w swojej książce Spór o pomnik.
Uwagi o sztuce monumentalnej (Kraków 1906) pisał, że
„dla rzeźby istnieje ten jeden moment: o b e c n y ” . Po
śmierci Józefa Piłsudskiego w maju 1935 roku, w trak­
cie gorączkowej kampanii nasiliły się starania o uczcze­
nie pamięci twórcy i Naczelnika państwa. W ilno stało
się znów miejscem hołdu składanego wielkiemu czło­
wiekowi. Decyzja o wzniesieniu tam pomnika Marszał­
ka zapadła 22 maja, dziesięć dni po jego zgonie. Ale i to
zamierzenie nie doszło do skutku, podobnie jak projekt
architektoniczno-rzeźbiarskiego kompleksu - pomnika
i dzielnicy im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie.17 Nie
zdołano też - mimo wielu starań - rzeźbiarsko opraco­
wać sarkofagu Marszałka, który spoczywa w prostej
metalowej trumnie w krypcie katedry wawelskiej pod
Wieżą Srebrnych Dzwonów.
Mówiąc o monumentalnej rzeźbie dwudziestolecia
międzywojennego nie sposób pominąć dzieł Edwarda
W ittiga, który brał udział w licznych konkursach,
przygotował wiele projektów i zrealizował kilka zna­
czących pomników: W itolda Lisa-Kuli dla Rzeszowa,
W ładysław a W arneńczyka dla mauzoleum w Warnie,

stereotyp i dlatego nie jesteśmy do końca pewni dzieło to czy kicz?
W dwudziestoleciu międzywojennym nastąpiło
niezwykłe przyspieszenie idei i realizacji artystycznych.
Pracowali twórcy awangardowi i zwolennicy nowego
klasycyzmu; powstawały dziesiątki projektów pomni­
ków, często związanych z architekturą, ujawniły się
nowe priorytety polityczne i państwowe. W 1927 roku
podjęto dawną ideę Jakuba Tatarkiewicza i rozpisano
konkurs na popiersia zasłużonych Polaków; w Zachę­
cie wystawiono wówczas portrety Staszica, Lelewela,
Wysockiego, Łukasińskiego, Sowińskiego, Wyspiań­
skiego i Zeromskiego. W oficjalnej rzeźbie tego czasu
istotną rolę odgrywały aktualne cele „ojczyste”, które
Katarzyna Kobro nazwała „dzikim rykiem sztuki «na­

skiej. Jest to jeden z najpiękniejszych pomników pol­
skich. Ustawiona na wysokim cokole potężna figura
z brązu, odznaczająca się masywnie modelowaną bry­
łą, wyobraża lotnika we współczesnym, stylizowanym
mundurze, opartego o śmigło samolotu. Rzeźbiarz
w niezrównany sposób potrafił wyrazić jej tektonikę
i ta klasycyzująca statyczność, jedność, zwięzłość kom­
pozycyjna stanowi o monum entalności dzieła, a jed­
nocześnie jest wykładnikiem jego znaczenia ideowego,
duchowego. W ittig nieskazitelnie z b u d o w a ł swój
syntetyczny posąg, harm onijnie „zamknął” sylwetę po­
staci, związał ją z kształtem wygiętego śmigła i skoor­

rodowej», rezygnacją ze zdobyczy plastyki współcze­
snej i likwidacją wszelkich wzlotów twórczości artystycznej”.15 Organizowano kolejne konkursy na pomni­
ki o wymowie patriotycznej, m.in. N ocy Listopadowej
(A leksandra Zurakowskiego), K ościuszki i Sapera

dynował jej profile z otaczającą powietrzną przestrze­
nią. Lekko wygięte płaszczyzny poddał „łagodnemu
kubizowaniu”, stosując na powierzchni rzeźby dyskret­
ne „obciosania” i regularne cięcia (zgodne z ówczesną
estetyką Rytmu). W odczuciu współczesnych ów lot-

214

P eow iaka i Lotnika dla Warszawy. Projekt tego ostat­
niego monumentu powstał w 1922 roku, odsłonięcie
nastąpiło 11 listopada 1932 roku na placu Unii Lubel­

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

7. M ieczysław Szczuka, Projekt p om n ika rew olucjonisty, 1922, rekonstru kcja
z 1975 r., M uzeum Sztuki w Łodzi, repr. wg A . Turowski, B u dow n iczow ie
św iata, Kraków 2000.
8. W acław

Szym anow ski,

Pom n ik F r y d er y k a C h o p in a

w W arszaw ie,

1 9 2 6 -1 9 5 8 , repr. wg H. Kotkow ska-Bareja, W acław Szym anow ski, k a ta ­
log wystawy, M uzeum Narodowe, Warszawa 1981.
9. Edward W ittig, Pom nik Poległych L otn ików w Warszawie (fragm ent),
1 9 2 2 -1 9 3 2 , repr. wg. A . O lszew ski, D zieje sztuki p o lskiej w zarysie
1 8 9 0 -1 9 8 0 , Warszawa 1988
10. M irosław M . Biskupski, P om n ik Poległym i P o m o rd ow a n y m na
W schodzie, Warszawa 1995, fot. P Jam ski

215

�Aleksandra Melbechowska-Luty ♦ POMNIKI - „FIGURY” ZWODNICZEJ PAMIĘCI

łych”. Tam, obok okazałych rzeźbionych grobowców,
milczą opuszczone i bezimienne mogiły. W 2002 roku
otwarto w Gdańsku ekumeniczny Cmentarz N ieist­
niejących Cmentarzy, gdzie zbudowano symboliczny
nagrobek-ołtarz, na którym wyryto napis: „Tym, co
imion nie m ają na grobie, a tylko Bóg jedyny wie, jak
kto się zowie”. Ale to już jest zupełnie inna historia.

nik był „uosobieniem męskości, energii żołnierskiej
i spokojnej siły ducha”. W 1943 roku hitlerowcy zde­
montowali pomnik i przeznaczyli go na złom. Po woj­
nie został zrekonstruowany przez Alfreda Jesiona na
podstawie gipsowego modelu iw 1967 roku ustawiony
u zbiegu ulicy Wawelskiej i alei Zwirki i Wigury. Pa­
mięć, która towarzyszyła temu dziełu, była niejedno­
znaczna i zmienna. Początkowo miał być poświęcony
kapitanowi Stefanowi Bastyrowi zastrzelonemu nad
Lwowem w 1920 roku, potem tym pilotom, którzy zgi­
nęli w czasie wojny polsko-bolszewickiej. A le od daw­
na, w powszechnym mniemaniu, jest to monument
dedykowany wszystkim lotnikom bądź (jak wielu są­
dzi) pionierom polskiego lotnictw a - Franciszkowi
Zwirce i Stanisławowi Wigurze.
Każda nowa władza rozdaje karty, a zatem eliminu­
je to, co jej zagraża, jest kłopotliwe, niewygodne lub
wydaje się niestosowne - niszczy więc wszelkie znaki,
symbole i świadectwa pamięci poprzedników. W czasie
drugiej wojny światowej poległy prawie wszystkie po­
mniki polskie. Część z nich zrekonstruowano według
zachowanych szczątków, modeli i fotografii.18 Po roku
1945 namnożyło się wiele posągów i popiersi Lenina,
Stalina, ideologów i wodzów rewolucji, żołnierzy A r­
mii Czerwonej i przywódców partyjnych. W pierw­
szych latach transformacji ustrojowej III Rzeczypo­
spolitej rzeźby te poszły do lamusa, niektóre sprzedano
lub zniszczono, inne znalazły miejsce w magazynach
pałacu w Kozłówce. Szybko zniknął wystawiony w sta­
nie wojennym pomnik Poległym w służbie i obronie Pol­
ski Ludow ej dłuta Jana Bogdana Chmielewskiego, n a­
zwany przez Andrzeja Osękę „ubeliskiem”, a przez
warszawiaków grupą „utrwalaczy władzy ludowej”.
W 1989 roku runął posąg Feliksa Dzierżyńskiego na
placu Bankowym, wykonany przez Zbigniewa D una­
jewskiego w 1951 roku (spiker Telewizji Polskiej skwi­
tował wówczas to wydarzenie okrzykiem: „Zegnaj Fe­
liksie Edmundowiczu!”). N a tym miejscu wzniesiono
w 2001 roku pomnik Słowackiego zaprojektowany
przed siedemdziesięciu laty przez Edwarda W ittiga,
a teraz odtworzony według ocalałego modelu.
Aż do naszych dni wielu rzeźbiarzom trudno było
przełamać tradycyjną dosłowność figuracji pomniko­
wej. A le pojawiły się też nowe treści i rozwiązania for­
malne. W 1995 roku powstał jeden z najlepszych po­
mników Warszawy poświęcony Poległym i Pom ordow a­
nym n a Wschodzie, autorstwa Mirosława Maksymiliana
Biskupskiego; dzieło, w którym rzeźbiarz nie poddał się
łatwo akceptowalnej estetyce i kanonom powierz­
chownie pięknej, „obłaskawionej” formy. Dlatego tak
wstrząsający jest ów niby zwyczajny, ale zmierzający
„donikąd” wycinek szyn i sunąca po nich platforma
kolejowa, z której wyrasta las niezwykłych „figur” pogiętych krzyży i nagrobnych tablic innych wyznań,
wyrażających symboliczne rumowisko ludzkich losów.
W ielką przestrzenią pamięci, tej stale żywej, ale
czasem też zaniechanej, są nekropole, „miasta umar­

Przypisy
1

O ty ch zagadnieniach pisali: A . W rońska, O m onum entalności
w polskiej teorii i krytyce rzeźby dw udziestolecia m iędzyw ojennego,
„Ikon oth eka”, Warszawa 1994, z. 8, s. 9 3 -1 0 6 , cytat s. 97;
P Szubert, Pomniki A d a m a M ickiew icza. Zarys problem atyki,
„Blok-N otes M uzeum Literatury im. A , M ickiew icza”, 1983,
s. 2 1 7 -2 2 7

2

J. Kębłow ski, Pom niki Piastów Śląskich, W rocław 1971, s. 12-24

3

O pom nikach polskich X IX wieku zob. Posągi i ludzie. A ntologia
tekstów o rzeźbie polskiej 1 8 1 5 -1 8 8 9 , t. 1, część 1, wybrali, opra­
cow ali i w stępem opatrzyli A . M elbechow ska-Luty i P Szubert,
Warszawa 1993, s. 1 1 -1 0 7 ; M. I. Kwiatkowska, R zeźbiarze w a r­
szaw scy X IX w ieku , Warszawa 1995. O rzeźbiarzach włoskich
pracu jących dla Polski zob. T. Dobrowolski, R zeź ba neoklasyczn a i rom antyczn a w Polsce, W rocław 1974; K. M ikocka-R ach u bowa, C an ova, jego krąg i Polacy (około 1 7 8 0 -1 8 5 0 ), t. 1-2, W ar­
szawa 2001

4

216

S. W yspiański, A kropolis, [w:] S. W yspiański, D zieła, oprac. A.
Chm iel i T. Sin ko, t. 4: D ram aty, Warszawa 1927, s. 461

5

„Gazeta Warszawska”, 1854 nr 235, s. 3

6

Posągi i ludzie, op. cit., s. 2 7 -2 8

7

S. Plater, Posąg bohatera, S cen a artystyczna, „Przyjaciel Ludu”,
1 8 3 9 -1 8 4 0 , t. 2, nr 42 , s. 3 2 9 -3 3 1 . O pom niku księcia Józefa
zob. H. Kotkow ska-Bareja, Pom nik P oniatow skiego, Warszawa
1 9 7 1 ; P o sąg i ludzie, op. cit., s. 3 4 -3 8 , 163-185

8

List A . E. O d yń ca do I. Chodźki z 9 III 1 8 3 0 r., [w:] A . E. O dy­
n iec, Listy z podróży, oprac. M . Toporowski i M. Dernałowicz,
Warszawa 1961, t. 2, s. 1 9 5 -1 9 7

9
10

P o sąg i ludzie, op. cit., s. 33 , 100
Cyt. za: P Szubert, Pom nik A d a m a M ickiew icza w K ra k ow ie idea i realizacja, [w:] D zieła czy kicze, pod red. E. G rabskiej i T
S. Jaroszewskiego, Warszawa 1981, s. 2 20

11

J. Jarnuszkiewiczowa, Pom nik M ickiew icza, Warszawa 19 7 5 ; P
Szubert, Pom niki A d a m a M ickiew icza, op. cit., s. 2 1 7 -2 2 0 , 2 3 2 ­
2 34

12

E. M . Schum m er, W oły przed B ran d en bu rską B ra m ą , „Świat”,
1928, nr 47 , s. 1 1 -1 2 ; P Szubert, Pomniki A d a m a M ickiew icza,
op. cit., s. 2 3 8 -2 4 1

13

A . Stern , G łód jedn ozn aczn ości, [w:] A . Stern , M . Berm an,
S zczu ka, Warszawa 1965, s. 39, 42

14
15

H. Kotkow ska-Bareja, Pom nik C hopin a, Warszawa 1970
K. Kobro, [O dpow iedź n a an kietę rzeźby], A n k ieta rzeźby, „Głos
Plastyków ”, 1937, nr 1, s. 43

16

P. Szubert, Pom nik A d a m a M ickiew icza w W ilnie, „Blok-N otes
M uzeum Literatury im. A dam a M ickiew icza”, 1988, s. 205-2 2 3

17

D. Konstantynów, Pom nik J ó z e fa Piłsudskiego w W ilnie, „Biuletyn
H istorii Sztuki” 1993, nr 2-3 , s. 2 2 3 -2 3 3 ; I. Grzesiuk-Olszewska, K onkurs n a pom n ik i dzielnicę im. J ó z e fa Piłsudskiego w W ar­
szaw ie, [w:] Sztu ka lat trzydziestych. M ateriały S e sji Stowarzysze­
nia Historyków Sztuki, Niedzica, IV 1988, Warszawa 1991,
s. 2 0 3 -2 3 1 ; Taż sama, Św iątynia O patrzności i dzielnica Piłsud­
skiego. K onkursy w latach 1 9 2 9 -1 9 3 9 , Warszawa 1993

18

I. Grzesiuk-Olszewska, Polska rzeźba pom nikow a w latach 1945-1995,
Warszawa 1995, s. 1 9 2 -1 9 7 , 2 66

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10593" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10571">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9886510202f7494065ef889967faeba6.pdf</src>
        <authentication>55b5953d70ba0f146557ea42aafbcc47</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126210">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3419</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126211">
                <text>1981</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3205</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126213">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126214">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1981 t.35 z.1, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126215">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126216">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126217">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="126218">
                <text>30 I X — Iłża, П о т K u l t u r y . Wys­
tawa p n . Ceramika l u d o w a i l a l k a ar­
t y s t y c z n a w trzydziostoleciu spółdzielni
„Chałupnik" w Iłży.

30 I X — Warszawa, M u z e u m E t n o ­
graficzne. O t w a r t o wystawę p n . D a w n e
l\sz.v.elarstwo.

I X — Inowrocław, M u z e u m K u j a w .
Wystawa kujawskiej sztuki ludowej.

I X — Warszawa, M u z e u m A z j i
i P a c y f i k u . W y s t a w a współczesnego l u d .
m a l a r s t w a indyjskiego — B o n g a l u , B i łiaru i O r i s y ze zbiorów m u z e u m i ko­
lekcji p r y w a t n y c h .

U

M

V I I — w K a t o w i c a c h odbyła się
I I Ogólnopolska W y s t a w a K o n k u r s o w a
A m a t o r s k i e j P l a s t y k i „Sport w sztuce".

W y s t a w y amatorów

*

S

16 I X — Warszawa, M u z e u m E t n o ­
graficzne. W y s t a w a m a l a r s t w a naiwnego
r. Solontiname ( N i k a r a g u a ) .

M

A

R

W y s t a w y międzywojewódzkie, sta­
nowiące I I etap Triennale P l a s t y k i Nie­
profesjonalnej , zorganizowano:
V I I — w Częstochowie ( w o j . biels­
kie, częstochowskie, k a t o w i c k i e , kie­
leckie, k r a k o w s k i e , nowosądeckie i tar­
nowskie),
V I I — w Olsztynie (białostockie,
łomżyńskie, ostrołęckie, suwalskie, olsz­
tyńskie),
I X — w P o z n a n i u (bydgoskie, t o ­
ruńskie, włocławskie, płockie, poznań­
skie),
I X — w Szczecinie (gdańskie, go­
rzowskie, koszalińskie, słupskie, szcze­
cińskie).

I

E

S

SUMMARY

•

OF

C z e s ł a w R o b o t y c k i — T H E C H A I N OF H A P P I N E S S
A HALF CENTURY LATER
L e t t e r s f r o m heaven, as well as lettors of the c h a i n of hap­
piness, w h i c h for centuries have been c i r c u l a t i n g i n E u r o p e ,
belong t o tho w o r l d of folklore. T h e same i n t e r n a l s t r u c t u r e ,
tho i n c l u d o d prayers a n d i n v o c a t i o n s , and belief i n the u n i f y i n g
f u n c t i o n of the c h a i n , t h e y a l l f o r m t h e fragments of t h e m y t h i c
v i s i o n o f t h o w o r l d understood as a continuous a n d purposeful
whole. P u n i s h e m e n t for b r e a k i n g the c h a i n a n d prize for i t s
c o n t i n u a t i o n are m a n i f e s t a t i o n of tho o l d belief t h a t r i g h t re­
sults from r i g h t and w r o n g is always punished.
I n t e n t i o n s , images, a n d convictions of the w r i t e r s f o r m the
u n w r i t t e n contents of t h o lotters t h a t are so essontial due t o
the more fact o f t h o i r c o p y i n g b y thousands of people. I t was
J a n Stanisław Bystroń w h o i n 1938 p u b l i s h e d a collection of
letters of tho c h a i n of happiness a n d since t h e n a wavo of lottors
have boon r e t u r n i n g every years.
Tho analysis of 205 letters collected b y tho a u t h o r of the
article i n t h e years 1976—79 enables t o d i s t i n g u i s h s i x v a r i a n t s
of the same i n t e r n a l s t r u c t u r e , throe of w h i c h aro various forms
of the chain of liappincss of St. A n t h o n y . The three other v a r i a n t s
are games (for c h i l d r e n , l o r g i r l s , a n d t o g a i n m o n e y ) . I n t h e
a u t h o r ' s o p i n i o n , the phenomenon of w r i t i n g letters w i l l pass,
i n accordance w i t h the rules of c u l t u r e , f r o m the w o r l d of adults
to t h e w o r l d of c h i l d r e n ' s play.

E w a
K o r u l s k a — T R A N S F O R M A T I O N S OF
THE
AESTHETIC
PATTERNS
—
PATTERNS,
OPINIONS,
MODELS
Aesthetic predilections are shaped under the influence
of various factors: observation, studies, a n d i n h e r i t e d customs.
T h e y are m a n i f e s t a t i o n of n o t o n l y aesthetic needs b u t also
social ones l i k e prestige. Patterns of b e h a v i o u r characterising
members of a g i v e n social g r o u u are consciously or i n s t i n c t i v e l y
realised. Tho aesthetic predilections aro revealed i n a way of
embellishing (he nearest h u m a n e n v i r o n m e n t , m a i n l y the house
interior.

Inne

I X — K i e l c e , Ogólnopolska W y s t a ­
w a P l a s t y k i Nieprofesjonalnej spółdziel­
czości
mieszkaniowej,
towarzysząca
Triennale
Plastyki
Nieprofesjonalnej.
Wydano i l . katalog.
VII
—- L u b l i n .
Rozstrzygnięto
IX
l i t e r a c k i k o n k u r s i m - J a n a Pocka, z
udziałem 67 twórców. W
dziedzinie
poezji I nagr. nie p r z y z n a n o , I I o t r z y ­
mała H a n k a N o w o b i e l s k a
z Białki
T a r z a i i s k i e j (nowosądeckie), w dziale
p r o z y I nagr. uzyskała W a n d a Cubertow a z R a b y Wyżnej (nowosądecki).

Р

Е

З

Ю

М

Е

ARTICLES

The analysis of house furnishings i n the t w o villages i n
t h e W h i t e Wilderness enabled t o define t h e r e l a t i o n s h i p of the
i n h a b i t a n t s t o t r a d i t i o n a l , as w e l l as c o n t e m p o r a r y p a t t e r n s .
The r e c o s t r u c t i o n of the o b l i g a t o r y p a t t e r n s of t h o house f u r n i ­
shings helped t o d i s t i n g u i s h three essential t y p o s : the t y p e
referring t o t r a d i t i o n a l forms, contemporary i n t e r i o r basing
on t h e up-to-date designs, a n d t h e i n t e r m e d i a t e f o r m (the m o s t
common) characterised b y m i x i n g elements of the new as w e l l
as the o l d aesthetics.
Existence of various p a t t e r n s a t a t i m e when l i f e c o n d i t i o n s
q u i c k l y change, causes a chaotic a n d heterogenous w a y of fur­
n i s h i n g the c o n t e m p o r a r y v i l l a g e house i n t e r i o r . The village
aims a t c u l t u r a l a s s i m i l a t i o n w i t h the t o w n , practicably w i t h
a c e r t a i n circle of a t o w n c u l t u r e ( t h a t of groups o f people of
peasants' a n d workers' o r i g i n ) , a n d among newly b u i l t , expensive
houses ono m a y notice the r e a l i z a t i o n of the p a t t e r n of the u n i ­
fied, t o w n - v i l l a g e c u l t u r e , w i t h the observance of c e r t a i n specific
predilections and fashions.

Anna Świątkowska
WICZ COSTUME

— EMBROIDERY

IN THE

ŁO­

I n the Łowicz region, a l l girls a n d w o m e n occupied t h e m ­
selves w i t h e m b r o i d e r i n g t i l l tho W o r l d W a r T w o . The develop­
m e n t of e m b r o i d e r y , modest a t the very outset, bogan i n the
1830s when t h e a g r i c u l t u r a l reform ( i n t r o d u c t i o n of the r e n t a l
system) i m p r o v e d the economic s i t u a t i o n of the village.
O n l y the v i s i b l e p irts of t h o costume were embroidered.
A t t h e beginning, t h o so-called ,.Polish s o w i n g " was applied,
a n d i t was followed later b y cross embroidery a n d p l a i n o m b r o i dery. G r a d u a l l y , c o l o u r i n g and ornaments t h a t were trans­
f o r m i n g together w i t h the change of a general costume design,
were being enriched.
N e w designs, i n v e n t e d b y t a l e n t e d ombroiderossos, were
popularised a t church feasts w h e n whole parishes gathered
i n t h e place of w o r s h i p . There s t i l l a i o m a n y w o m e n i n the
region w h o occupy themselves w i t h e m b r o i d e r i n g b u t t h e i r
w o r k is being done on t h e Cepelia order.
The a r t i c l e is based on the analysis of a r i c h collection
of e x h i b i t s i n Museum i n Łowicz.

63

�Р Е З Ю М Е

Чеслав Робот ыцки
СТЯ ПОЛ ВЕКА

—

„ЦЕПЬ

СЧАСТЬЯ"

СПУ­

В мире ф о л ь к л о р а в ы с т у п а е т такое я в л е н и е , к а к
письма из неба, письма „ ц е п и с ч а с т ь я " и др., к о т о р ы е
в т е ч е н и е ряда веков к р у ж и л и по Европе. О б щ и й
в н у т р е н н и й х а р а к т е р этих писем, с о д е р ж а щ и е с я в них
м о л и т в ы и а п о с т р о ф ы , вера и о б ъ е д и н я ю щ у ю л ю д е й
функцию
упомянутой „цепи" являются элементами
м и ф и ч е с к о г о образа мира, воспринимаего, к а к нечто
единое, н е п р е р ы в н о е и целесообразное. Н а к а з а н и е за
с о р в а н н у ю „ ц е п ь " , награда за ее п р о д о л ж е н и е
— это
проявление первоначального
убеждения,
что добро
р о ж д а е т добро, а з л о н а к а з у е м о .
Н е п и с а н о й , но п о д л и н н о й с у т ь ю этих писем, к о ­
пированных тысячами людей, являются устремления,
воображения и убеждения их отправителей.
В 1938 г. Я н С т а н и с л а в Б ы с т р о н ь о п у б л и к о в а л
сборник писем, „ ц е п и с ч а с т ь я " — с т е х пор по сей
день поступает время от времени масса н о в ы х п и с е м .
Н а основе а н а л и з а 205 текстов с о б р а н н ы х автором
в 1976—1979 гг. м о ж н о в ы д е л и т ь 6 вариантов, о т л и ч а ­
ю щ и х с я о б щ и м х а р а к т е р о м . Среди них 3 р а з н ы е ф о р ­
м ы „ ц е п и " ( с ч а с т ь я , св. А н т о н и я ) , 3 о с т а л ь н ы е — и г р ы
д л я детей, д л я д е в у ш е к и о д е н ь г а х ) . П о
мнению
автора я в л е н и е п о д о б н ы х писем перейдет
— согласно
законам к у л ь т у р ы — из мира к у л ь т у р ы в з р о с л ы х
в м и р д е т с к и х игр.
Э в а К о р у л ь с к а — ИЗМЕНЕНИЕ ЭСТЕТИЧЕСКО­
ГО О Б Р А З Ц А — У З О Р Ы , В З Г Л Я Д Ы , М О Д Е Л И
Э с т е т и ч е с к и е в к у с ы ф о р м и р у ю т с я под в л и я н и е м
ряда р а з л и ч н ы х ф а к т о р о в
— унаследованных навы­
ков, н а б л ю д е н и й , науки. Они в ы р а ж а ю т не т о л ь к о
эстетические, но и о б щ е с т в е н н ы е потребности (наприм.
п р е с т и ж ) . В данной о б щ е с т в е н н о й г р у п п е о б я з ы в а ю т
и з в е с т н ы е н о р м ы , свойственные всем ее ч л е н а м , к о ­
торые сознательно или непроизвольно соблюдают их.
Это о т р а ж а е т с я на д е к о р е б л и ж а й ш е г о
окружения
в п е р в у ю о ч е р е д ь на о б с т а н о в к е к в а р т и р ы .
На основе а н а л и з а устройства ж и л ы х домов в д в у х
деревнях П у щ и Б я л о й можно б ы л о определить отно­

шение) и х ж и т е л е й к т р а д и ц и о н н ы м и с о в р е м е н ­
н ы м образцам. Р е к о н с т р у к ц и я о б я з ы в а ю щ и х м о д е л е й
устройства и н т е р ь е р о в ведет к в ы д е л е н и ю т р е х о с н о в ­
н ы х т и п о в : 1 — связь с т р а д и ц и о н н ы м и ф о р м а м и ,
2 —
современная квартира, у с т р о е н н а я по н о в е й ш и м п р о ­
ектам и ф о р м а м , 3 — самая м н о г о ч и с л е н н а я г р у п п а ,
в к о т о р о й п е р е м е ж а щ т с я э л е м е н т ы давней и новой
эстетики.
В связи с н а л и ч и е м р а з н ы х образцов, а т а к ж е
с быстро и з м е н я ю щ и м и с я у с л о в и я м и ж и з н и в деревни
о б щ и й вид и н т е р ь е р о в с е л ь с к и х квартир я в л я е т с я
неоднородным и х а о т и ч н ы м . Д е р е в н я стремится у п о ­
добиться городу, вернее известному к р у г у г о р о д с к о й
к у л ь т у р ы ( к у л ь т у р е г р у п п л ю д е й , п р о и с х о д я щ и х из
к р е с т ь я н с к о й и рабочей с р е д ы ) , ввиду чего в г р у п п е
вновь п о с т р о е н н ы х з а ж и т о ч н ы х домов в ы с т у п а е т о б р а ­
зец, у н и ф и ц и р о в а н н ы й с е л ь с к о - г о р о д с к о й к у л ь т у р ы
с с о х р а н е н и е м и з в е с т н ы х с в о е о б р а з н ы х вкусов и м о д ы .

Анна
С в и о н т к о в с к а
КОГО НАРЯДА

ВЫШИВКИ

ЛОВИЦ-

В л о в и ц к о м регионе все ж е н щ и н ы и д е в у ш к и з а ­
н и м а л и с ь до второй мировой в о й н ы в ы ш и в а н и е м . Р а з ­
витие с к р о м н ы х в н а ч а л е у з о р о в в ы ш и в о к н а с т у п и л о
в т р и д ц а т ы х г о д а х п р о ш л о г о века, когда п о с л е с е л ь ­
с к о х о з я й с т в е н н о й р е ф о р м ы (оброк) э к о н о м и ч е с к о е п о ­
л о ж е н и е деревни у л у ч ш и л о с ь .
В ы ш и в к о й у к р а ш а л и т о л ь к о видимые части на­
ряда. В н а ч а л е п р и м е н я л о с ь так наз. п о л ь с к о е ш и т ь е ,
затем стало модным вышивание крестиками и гладью.
П о с т е п е н н о к о л о р и т и орнамент в ы ш и в о к о б о г а щ а л с я
по мере и з м е н е н и я о б щ е г о вида наряда. К р о м е ц в е т ­
ной п о я в и л а с ь б е л а я а ж у р н а я в ы ш и в к а .
Новые узоры талантливых вышивальщиц полу­
ч а л и распространение согласно моде, н а б л ю д а е м о й во
время
к о с т е л ь н ы х праздников, когда
собирались
и в с т р е ч а л и с ь все ж и т е л и п р и х о д о в . В н а с т о я щ е е в р е ­
м я многие ж е н щ и н ы е щ е занимаются в ы ш и в а н и е м ,
но д е л а ю т это по з а к а з у „ Ц е п е л и и " .
А в т о р статьи о п и р а е т с я на а н а л и з б о г а т ы х к о л л е к ­
ций Л е в и ц к о г о м у з е я .

Stanisław Ciszek, Ostojów, Ułan, rzeźba w k a m i e n i u
(z k o n k u r s u w Pińczowie), w y s . 32 c m

64

—

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10559" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10537">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5eff366d454017b9c215d995bb2d5644.pdf</src>
        <authentication>dd2ecca321fa5619e5df9c884438b60f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125705">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3675</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125706">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125707">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3452</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125708">
                <text>Historia, tradycja, antropologia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125709">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.44</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125710">
                <text>Robotycki, Czesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125711">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125712">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125713">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125714">
                <text>Historia, tradycja, antropologia
(tezy)
Czesław Robotycki

1.

Historia i antropologia (etnologia) dopełniają się jako
perspektywy badawcze kultury. Zachodzące między
nimi nieporozumienia i paradoksy wynikają z dwóch
powodów:
1.1. Ze stale obecnej w historii jako nauce pozytywistycznej
tendencji wyjaśniania i kultu faktów.
1.2. Z mechanizmu recepcji historii w świadomości potocz­
nej poprzez społeczne ramy odbioru oraz mechanizmy
folkloryzacji przenoszą się stwierdzenia naukowe
w świat legendowo-bohaterski, w tradycję, w wiedzę
stereotypową i przeświadczenia.
2.
Z takiej natury istnienia tez i tekstów naukowych
należy wyciągnąć podstawowy wniosek epistemologiczny odnoszący się zarówno do historii jak i antro­
pologii: fakty nigdy nie mówią same za siebie, zawsze
ktoś przemawia w ich imieniu. Jest to jednak teza
filozoficzna a nie antropologiczna czy historyczna.
3.
Świadoma własnych ograniczeń antropologia budując
metatekstowe autorefleksje odwołała się do filozofii
i teorii literatury.
3.1. Od filozofii pochodzą tezy stwierdzające w antropolo­
gii, że:
3.1.1. Nie ma metod wyjaśniających w badaniach kultury.
3.1.2. Świat przyrodniczy nie wytwarza sensów - wartości to
domena kultury ludzkiej, a więc to w niej zachodzi
semioza - ujawnianie znaczeniowej warstwy znaków,
nadawanie sensów.
3.1.3. Sposób użycia wyrazów ma wpływ na ich znaczenie,
ważna jest więc nie tylko logika ale i retoryka.
3.1.4. Obraz przeszłości jest projekcją teraźniejszości. Dlate­
go tradycja - tylko pozornie jest historyczna jest
wartością, obyczajem, stereotypem.
3.2. Z teorii literatury korzysta antropologia gdy mówi:
3.2.1. O kulturze jako systemie komunikacji, jako o tekście,
gdy używa pojęć: tekst kanoniczny i apokryficzny, gdy
mówi o obiegach i poziomach kultury.
3.2.2. Kiedy stwierdza, że teksty kultury współczesnej ist­
nieją intertekstualnie, że zasadą ich interpretacji może
być dialogowość.
3.3. Antropologia ma nowe problemy:
3.3.1. Poszukuje nowych formuł opisu etnograficznego, pro­
ponując opis gęsty, etnografię nieprzezroczystą, aksjo­
logiczną.
3.3.2. Ze względu na wielość sensów i wartości istniejących
w kulturach stwierdza trudności z „przekładem kul­
turowym" dekonstruując własne teksty i postawy ant­
ropologów.
3.3.3. Kultury współczesne istnieją antynomicznie, ponieważ

44

są one zbiorem ofert równoważnych wzorów kulturo­
wych. Społeczności akceptują każdy z nich - a mogą
być one ze sobą sprzeczne. Taki dysonans może
zlikwidować tylko absolutyzacja norm, a więc zmitologizowane argumentowanie. Takie kulturowe zabiegi
„maskujące" paradoksy to łup współczesnego ant­
ropologa.
4.
Historia też staje wobec samej siebie. Powstaje jej
nowa epistemologia.
4.1. Rozmaitość wersji innej historii: „nowa historia",
historia nieklasyczna, historia narratywistyczna,
mikrohistoria.
4.2. Historia zapożyczyła się u antropologii i teorii literatu­
ry, gdy zaczęła stosować ich kategorie pojęciowe,
poglądy na rzeczywistość społeczną, oraz tezę o relaty­
wizmie kulturowym.
4.3. „Alternatywne" historie zwróciły uwagę na nowe
problemy, na antropologiczne traktowanie tematów, na
dyskursywne czytanie źródeł, na teksty historyków
jako poważne fikcje, na retorykę i jej chwyty jako
zasady pisarskiej.
5.
Historia i antropologia (etnologia) mają nowe miejsca
wspólne - „zawarły życiowy kompromis" - J. Le Goff.
5.1. Obie inaczej patrzą na własne teksty, mają wspólne
problemy i słownik kategorii, ale poza tym pozostały
nieporozumienia.
5.1.1. Niewłaściwie bywają używane kategorie antropologi­
czne, subiektywność relacji etnograficznej nie jest
równoważna subiektywizmowi historyka. Jego subiek­
tywizm dotyczy wyobrażeń o przeszłości - czegoś już
nieistniejącego, łatwo więc może wpaść w pułapkę
psychologizmu (naiwnego). Dobrym przykładem mo­
gą tu być opisy magii i czarów. Czy więc narracja
o obcych w przestrzeni (antropologia) i w czasie
(historia) jest tym samym?
5.2. Poza refleksją metanaukową historia i antropologia
(etnologia) spotykają się na poziomie potocznego
użycia ich tekstów. Obie kreują zbiorową świadomość
- tradycję.
5.2.1. Historycy i etnologowie wiedzą, że ich teksty bywają
ideologizowane i , że dopuszczano się wobec nich
nadużyć. Historia i tradycja to przecież symboliczne
autorytety każdej zbiorowości.
5.2.2. Główną tezą o wypowiedziach historyków i antropolo­
gów jest stwierdzenie, że istnieją one jako światopo­
glądy. Nie o przeszłość zdarzeń i kultur chodzi, lecz
o stosunek do nich sterowany wartościami, które
zawsze są współczesnością.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10558" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10536">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/463ad773a0e6df1acef9308d744d8828.pdf</src>
        <authentication>aaae8906f06b85643f1557a3dfd7c368</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125696">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3453</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125698">
                <text>Ściganie horyzontu, czy kontemplacja? O dwóch pojęciach realizmu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125699">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.45-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125700">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125701">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125702">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125703">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125704">
                <text>Ściganie horyzontu, czy kontemplacja?
O dwóch pojęciach realizmu
(Tekst wygłoszony na seminarium „Historia i system")*

Wiesław Juszczak

Wbrew tytułowi naszego spotkania, moja wypowiedź nie
będzie ani historyczna, ani - co bardziej naganne - sys­
tematyczna. Prezentowany szkic składa się z bardzo wielu
cytatów (z jednego, za to ogromnego tekstu), które mają
wyznaczyć pewne drogi i przede wszystkim otworzyć wrota
wątpliwościom. Może okaże się po tym, czy cel został,
i w jakiej mierze został osiągnięty. Ja sam będę próbował
powstrzymać się, w miarę możności, od wniosków (w każdym
razie od wniosków zbyt kategorycznych, choć moje założenia,
uprzedzić muszę z góry, są chyba kategorycznie skrajne. Będę
usiłował je taić na tyle, na ile potrafię).
Uwagi moje będą krążyć głównie wokół kilku fragmentów
z Schopenhauera Die Welt als Wille und Vorstellung, którego
to dzieła życie i, jak sądzę, niebezpieczna (używam tego słowa
i ironicznie i bardzo serio) - niebezpieczna aktualność w tej
chwili właśnie u nas się zaczyna, dzięki świetnemu prze­
kładowi Jana Garewicza (tom pierwszy opublikowany przed
dwoma laty, tom drugi - w zeszłym roku). Świat jako wola
i przedstawienie wchodzi zatem do polskiego obiegu języko­
wego na blisko dwieście lat od pierwszego wydania pierw­
szego jego tomu, opracowywanego w latach 1814-1818,
i wydrukowanego w rok po ukończeniu. Żeby od razu
zamknąć te wstępne informacje, dodam, że wznowienie tomu
pierwszego, łącznie z napisanym w ciągu przeszło dwudziestu
lat tomem drugim, nastąpiło w 1843 roku, oraz że obie edycje
były kompletnym fiaskiem. Recepcja traktatu, w Niemczech
samych, rozpoczęła się naprawdę w początku siódmego
dziesięciolecia uhiegłego wieku. Nasze spóźnienie można
przeto trochę skrócić. Z tym jeszcze, że wpływy tej filozofii
wyraźnie zaznaczyły się na przełomie stuleci w polskich
kręgach filozoficzno-literackich. Niemniej, jak sądzę, teraz,
dzięki publikacji przekładu Garewicza, sytuacja może się
diametralnie zmienić, tym bardziej, że Schopenhauer zjawia
się w polskiej wersji w momencie bardzo silnego zaintereso­
wania filozofią oraz religią i sztuką Wschodu (zwłaszcza
Indii), i że zjawia się już po względnie gruntownym, oczywiś­
cie w dość zamkniętym gronie, przyswojeniu czy przynąj-

* Teksty W i e s ł a w a Juszczaka i następny, Waldemara Okonia,
przedstawione zostały na Seminarium Metodologicznym Stowarzy­
szenia Historyków Sztuki, które miało miejsce w Nieborowie w dn.
24-26 października 1996 r. Oby teksty ukażą się w książce zawierają­
cej materiały z tego spotkania p.t. Historia a system w wydawnictwie
Arx Regia, Ośrodku Wydawniczym Zamku Królewskiego w War­
szawie, pod redakcją M a r y l i Poprzęckiej. Autorom i Pani Profesor
Maryli Poprzęckiej redakcja składa podziękowanie za zgodę na
opublikowanie tych tekstów w naszym piśmie.

mniej orientacji tyczącej filozofii Heideggera, Jaspersa, Gadamera itp. Wszystko to, wolno tu powiedzieć, łączy się
w pewną całość, choć jest to całość może bardziej niż pozornie
niespójna. W każdym razie całość, kontury której bardzo
trudno wykreślić. Jednak tym, co w ogóle o jakiejś całości
pozwala w tym przypadku mówić, to traktowanie sztuki jako
pewnego sposobu poznania, i stawianie prawdy przed pięk­
nem w upatrywaniu jej celu podstawowego.
Taki kierunek, nadany myśleniu o sztuce, mocne uderzenie
tego tonu - stosując porównanie wzięte z akustyki - niejako
budzi szereg alikwotów, których miejsce, czas i uwikłanie
niekiedy by wa zaskakują*, c. Ow szereg jestnie doopanowania
i jego rekonstrukcja wymagałaby - żeby posłużyć się najbar­
dziej znanym przykładem - przeczytania ponownie tego
wszystkiego, co Tatarkiewicz przeczytał do swej Historii
estetyki, robiąc to z innym, niż jego, nastawieniem. Chociaż
i w tym kompendium wiele przydatnych naszemu dowodze­
niu tekstów zostało zebranych. Tatarkiewicz jednak nigdy nie
poświęca im większej uwagi, i - jak wiadomo - pojęcie
„prawdy" nie znalazło się w jego Dziejach sześciu pojęć.
Co do prawdy zatem: co najmniej od połowy naszego
stulecia, od opublikowania tekstu Heideggera napisanego
w latach trzydziestych, Der Ursprung des Kunstwerkes, nie
sposób w myśleniu o sztuce tego pojęcia ominąć. Dzięki
oddziaływaniu jeszcze wcześniejszemu od samej lej pub­
likacji tego, co Heidegger pisał i mówił, ontologiczne ujęcie
twórczości artystycznej i jej „śladów", czyli dzieł, zadało
decydujący cios estetycznemu podejściu do sztuki: cios,
którego najpełniejszym i bezpośrednio odnoszącym go do
całego przed- i pokantowskiego rozwoju estetyki była Wahrheit undMethode Gadamera (1960). Te dwie rozprawy, by się
tu do nich ograniczyć, nie pozwalają nam już dzisiaj ominąć
kwestii związku sztuki z rzeczywistością, czy raczej Rzeczy­
wistością (przez duże „R"), związku poprzez który każde
twórcze działanie zmierzając do prawdy, a siedliskiem owej
prawdy czyniąc Rzeczywistość, można luli należy określić
jako eo ipso: r e a l i s t y c z n e .
Jednym zdaniem: onlologicznie pojmowany cel sztuki,
podważając jej estetyczne cele w ogóle, ale umieszczając jena
dalszym planie, czyni ją realistyczną w samej istocie. Dys­
kusji, przy takim założeniu podstawowym, podlegać może to
jedynie, jak rzeczywistość samą będziemy widzieć, pojmo­
wać, definiować.
Wspomniane „odkrycie" Heideggera i myślicieli za nim
podążających (wśród których Jaspers wysuwa się na pierwszy
plan), jesi w gruncie rzeczy przypomnieniem tego, jak
u początków naszej (europejskiej), a może i każdej kultury,

45

�zasadnicze, powszechne rozumienie twórczości związane
było zjej odniesieniem do prawdy (dodajmy, że j a k o k a t e g o r i a
ontologiczna, prawda stanowiła cci sztuki, zadanie postawio­
ne twórcy, w działaniu, którego wyznaczała zarazem w e k t o r
etyczny).
Archaiczna poezja grecka każe badaczom zająć stanowisko
wobec tego problemu, jako problemu naczelnego, zupełnie
nieraz niezależnie od wziętych tu z filozofii przykładów. Żeby
nie szukać daleko: w roku 1979 Anna M . Komornicka wydała
znakomitą rozprawę, o wiele mówiącym tytule, Studia nad
Pindarem i archaiczną liryką grecką. W kręgu pojęć prawdy
i fałszu. Mamy tam do czynienia ze sztuką szóstego i piątego
wieku. Jeżeli tu pominiemy, z braku miejsca, bardziej złożoną
kwestię ekfraz z eposów Homera, oraz jego „teorię sztuki"
zawartą w tych fragmentach, gdzie mówi się o poezji wprost,
a także w kilku jego inwokacjach do Muz - jeżeli to
pominiemy i cofniemy się tylko do początków wieku siód­
mego (czy przełomu ósmego na siódmy), do Hezjoda,
znajdziemy we wstępie do Teogonii ustęp mówiący o tym
samym. Mamy tam do czynienia z pewnym artystycznoreligijnym toposem, przez niektórych badaczy uznawanym za
literacką konwencję, przez innych za opis rzeczywistego
doświadczenia o quasi-mistycznym lub po prostu mistycznym
charakterze, doświadczenia zwanego epifanią pasterską, po­
świadczanego wcześniej niż w Grecji na obszarach blisko­
wschodnich (m.in. w Starym Testamencie). Samotny pasterz,
strzegący swego stada w wysokich górach, doznaje wizji,
która go czyni prorokiem lub poetą, albo poetą-wieszezem,
ponieważ w owych epokach profecja i poezja bywa czymś
jednym. W przypadku Hezjoda jest to „spotkanie" pasterza
z Muzami na dzikich stokach Helikonu: niewytłumaczalne
wydarzenie, czyniące z prostego wieśniaka wszechwiedzące­
go barda. „Napełniły mnie boskim głosem, bym sławił sprawy
minione i przyszłe", śpiewa Hezjod. Muzy, nazwane przezeń
K0\)pai UETÓdo-o Aioo a p T t Ś T i e i a i . Przymiotnik apTiETOicj,
który Henryk Podbielski, w rozprawie o owym proojmion do
Teogonii („Roczniki Humanistyczne KUL", 1974, z. 3),
oddaje przez „prawdomówny", bynajmniej tylko do tego
znaczenia nie może być u Hezjoda jeszcze sprowadzony.
Najbliższy kontekst tego wyrażenia podważa w dodatku tę
jednoznaczność. „Córy wielkiego Dzeusa" nie są wyłącznie
„prawdomówne", i same to wyznają:
\ 5uxv yeuSEo: 7ioŻ./.a l£ytw £Tuu.otoiv o|ioia,
\'8m.ev 8', etjc ei3etaou£v, akr\§iu yT\pvaacr&amp;a\.
( w . 27-28)
„Umiemy (potrafimy) mówić wiele kłamstw (rzeczy fał­
szywych) podobnych do tego, co prawdziwe (lub: rzeczywis­
te, słowo eTDUOO może mieć tu, jak u Homera, oba te
znaczenia), potrafimy też, jeśli chcemy, opiewać (rzeczy)
prawdziwe (nie ukryte)". Ostatnie słowo: ict aA,r|i!)ea, trzeba
traktować jako właśnie (domyślne „rzeczy") prawdziwe, a nie
„prawdy" (różne), tak jak przeciwstawne ij/euSea. Historia
słowa apxiE7rrio pokazuje, że do Pindara miało ono sens
obojętny lub negatywny względem pojęcia prawdy. Mimo
swej etymologii (dcpTioo" = „stosowny, odpowiedni, słuszny,
trafny" etc. + E7too = „słowo, mowa, opowiadanie", czasem
„pieśń", itd.), u Homera i Hezjoda znaczy przede wszystkim
„wymowny", „obrotny w języku", i przez to samo może mieć
„sofistyczny" charakter.

46

Wiele napisano o tych dwu wersach z Teogonii. „Czy obie
alternatywy odnosi poeta do własnej twórczości, czy raczej
przeciwstawiają poezji epickiej Homera, jak twierdzi obecnie
wielu uczonych" - pisze Podbielski. Nie byłbym skłonny
przyznawać racji tej większości. Z jednej strony można w tym
zdaniu upatrywać krytyki jakichś nie zachowanych utworów
poetycko słabych, o błahej treści, można w tym dostrzegać
ostrzeżeń przed poezją niskiego lotu, można też widzieć tu
(właśnie przez ukazanie opozycji) retoryczny chwyt, wzmac­
niający prawdę tego, o czym Hezjod będzie mówił dalej. Bo
jemu Muzy objawiają nie tylko jakąś prawdę, ale prawdę
najwyższą i zakrytą w zasadzie dla śmiertelnych: prawdę
o świecie bogów. W końcu to, co zawiera Teogonia, jest
absolutną prawdą o rzeczywistości absolutnej, która obejmuje
nie tylko zmysłowe zjawiska, ale rozciąga się daleko poza nie.
Ta prawda dostępna jest tylko dzięki łasce Muz mówiących do
Hezjoda: potrafimy kłamać, umiemy zwodzić, ale tobie
ukażemy prawdę, otworzymy przed tobą najbardziej „strome
drogi sztuki" jako mądrość, by się posłużyć tu wyrażeniem
późniejszym, pochodzącym od Pindara, który wobec różnych
działań artystycznych użył zbiorczego terminu (ń ooĄmi.
W pierwszych zatem, w naszej kulturze, wypowiedziach
o sztuce odsłania się wyraźnie jej istota, zakrywana coraz
mocniej w miarę upływu wieków. Historię można winić o to
przed wszystkimi innymi naukami. Ona bowiem pierwsza
zadaje cios mitycznemu myśleniu, „archaicznej ontologii", na
której tle tworzenie może się naprawdę ukazywać takim, jakie
jest, tym czym jest. Dla Schopenhauera historia stanowi
model i nazwę zbiorczą wszystkich nauk.
„Historia śledzi nić wydarzeń - pisze - jest pragmatyczna,
gdy wyprowadza je zgodnie z prawem motywacji, które
określa pojawienie się woli tam, gdzie oświetlają poznanie.
Na niższych szczeblach jej przedmiotowości, gdy wola działa
jeszcze bez poznania, historia naturalna rozpatruje prawa
przemiany jej zjawisk jako etiologia, a to, co w nich trwale,
jako morfologia, która za pomocą pojęć ułatwia sobie ujęcie
swego niemal bezkresnego tematu, zbierając to, co ogólne, by
wywieść z niego to, co szczególne. Wreszcie nagie formy,
w których w poznaniu przedmiotu indywidualnego pojawiają
się idee rozciągnięte w wielość, czyli czas i przestrzeń,
rozpatruje matematyka. Wszystkie one, których wspólną
nazwą jest nauka, postępują zatem zgodnie z regułą podstawy
dostatecznej w jej rozmaitych postaciach i tematem ich
pozostaje zjawisko, jego prawa, związki i wyrastające stąd
stosunki" (I, 292-293).
Słowa wyjaśnienia wymaga to, jak Schopenhauer pojmuje
regułę „podstawy" (czy, jak się częściej w filozofii mówi,
„racji") dostatecznej. Jest to, jak pisze w Parerga und
Paralipomena najzwięźlej, „tylko forma chwytania przez nasz
umysł zjawisk, czyli powierzchni rzeczy". Reguła podstawy
dostatecznej pozwala jedynie uchwycić zewnęlrzność, nie
pozwala więc wyjść poza zjawisko, zjawiskową stronę rzeczy.
Jeżeli przy pomocy owej reguły zatem chcemy „uchwycić
wewnętrzną istotę natury", popadamy w sprzeczność. Regula
la więc umożliwia nam stwierdzenie, że podmiotowi po­
znającemu zjawiają się jakieś rzeczy, „rzeczy w sobie",
których istota jest dla nas nieprzenikniona. Tu jest Schopen­
hauer kontynuatorem myśli Kanta, kontynuatorem, jak okaże
się, zgoła nieortodoksyjnym. W Die Welt als Wille und
Vorstellung czytamy: opisując regułę podstawy dostatecznej

�„potraktowałem czas i przestrzeń, o ile rozpatruje się je
w postaci czystej i niezależnej od ich treści, jako szczególną
i osobną klasę przedstawień. Tak więc choć bardzo ważne jest
odkrycie Kanta dotyczące charakteru owych ogólnych form
naoczności, a mianowicie tego, że są naoczne same w sobie
i niezależne od doświadczenia, i że są poznawalne w całej
swej prawidłowości, na czym opiera się niepodważalność
matematyki, to niemniej ważną ich właściwością jest to, że
reguła podstawy dostatecznej, która doświadczenie określa
jako prawo uzasadniania sądów, występuje tutaj w nader
szczególnej postaci, którą nazwałem p o d s t a w ą b y t u ,
a która w czasie jest następstwem jego momentów, a w prze­
strzeni położeniem jej części, określających się nawzajem
w nieskończoność" (I, 36). Następuje tu zatem, jeśli tak można
to określić, „uzewnętrznienie" apriorycznych form zmys­
łowości. Jeśli zrozumiemy to założenie, kontynuuje Schopen­
hauer, nie będziemy żywili wątpliwości, „jak ważne dla
wejrzenia w najgłębszą istotę (lej reguły) jest właśnie po­
znanie najprostszej z jej postaci, a wiemy, że jest nią czas.
Podobnie jak każda chwila istnieje w nim tylko dlatego, że
usunęła poprzednią [...], by równie szybko zostać usunięta,
podobnie jak przeszłość i przyszłość (pomijając skutki, jakie
pociąga ich treść) nic mają większego znaczenia niż dowolny
sen, a teraźniejszość jest tylko nierozciągłą i nietrwałą granicą
między nimi, tak też. odnajdziemy tę samą nicość w każdej
innej postaci reguły podstawy dostatecznej i zrozumiemy, że
podobnie jak czas, również przestrzeń, a tak jak ona, również
wszystko, co jest zarazem w przestrzeni i w czasie, czyli
wszystko, co wynika z przyczyn i motywów, posiada tylko
względny byt, istnieje tylko dzięki czemuś i dla czegoś
rodzajowo podobnego, tj. istniejącego w taki sam sposób.
W istocie stary to pogląd: Heraklit opłakiwał wieczny
przepływ rzeczy; Platon zdeprecjonował w nim przedmiot
jako coś, co wiecznie się staje, lecz nigdy nie jest; [...] Kant to,
co tak poznane, przedstawił jako zjawisko jedynie rzeczy
samej w sobie; wreszcie prastara mądrość hinduska powiada:
'To M a j a, zasłona utudy, która przesłania oczy śmiertel­
nikom i zmusza ich, by widzieli świat, o którym nic można
rzec ani, że jest, ani, że go nie ma, bo jest jak sen, jak odblask
słońca na piasku, w którym wędrowiec z daleka dostrzega
wodę, albo jak rzucona lina, w której widzi węża'. Wszyscy
oni nic innego nie mieli namyśli i oniczym innym nie mówili,
niż tylko o tym, co i my teraz rozpatrujemy: świat
jako przedstawienie, podległy regule podstawy dostatecznej"
(I, 36-37). I jeszcze: „Czas to nic innego niż tylko ta właśnie
postać reguły podstawy dostatecznej i innych właściwości nie
ma. Postacią reguły podstawy dostatecznej jest następstwo;
następstwo jest całą istotą czasu" ( I , 38). Dlatego może
pierwszy z przytoczonych tu fragmentów czyni z. historii
podstawę wszelkich nauk: przedmiotem nauk bowiem jest to,
co należy do sfery przedstawień (Vorstellungen).
Wróćmy do lego miejsca: wszystkie formy historii, czytali­
śmy, „których wspólną nazwą jest nauka, postępują zgodnie
z regułą podstawy dostatecznej w jej rozmaitych postaciach
i tematem ich pozostaje zjawisko". A dalej Schopenhauer
pisze lak: „Lecz jakiego rodzaju poznanie rozpatruje jedyną
prawdziwą istotę świata, która istnieje poza wszelką relacją
i niezależnie od niej. prawdziwą treść wszelkich zjawisk, nie
podlegającą żadnej przemianie i dlatego na wieki poznaną
w jednakowo prawdziwy sposób, jednym słowem i d e e .

które są adekwatną przedmiotowością rzeczy samej w sobie,
woli? Jest to s z t u k a , dzieło geniuszu. Powtarza ona
uchwycone drogą czystej kontemplacji wieczne idee, to, co
istotne i co pozostaje we wszystkich zjawiskach świata,
i w zależności od materiału, w jakim je powtarza, są to sztuki
plastyczne, poezja lub muzyka. Jej jedynym źródłem jest
poznanie idei, jedynym celem - przekazanie tego poznania.
Podczas gdy nauka, śledząc wiecznie zmienny i nietrwały nurt
wielorako ukształtowanych przyczyn i skutków, skazana jest
na dalszą drogę, ilekroć osiąga swój cel i nic znajduje nigdy
ostatecznego celu ani pełnego zaspokojenia, podobnie jak nie
można biegnąc osiągnąć punktu, w którym chmury dotykają
horyzontu, to sztuka, przeciwnie, wszędzie jest u celu.
Wyrywa bowiem przedmiot swej kontemplacji z nurtu zda­
rzeń na świecie i dysponuje izolowanym, a to pojedyncze
zjawisko, które było znikomo małą cząstką owego nurtu, staje
się dla niej reprezentantem całości, ekwiwalentem nieskoń­
czonej wielości w czasie i przestrzeni; pozostaje ona więc przy
tym pojedynczym zjawisku, zatrzymuje bieg czasu, znikają
dla niej relacje; tylko to, co istotne, tylko idea jest jej
przedmiotem. Dlatego możemy ją określić po prostu jako
sposób rozpatrywania rzeczy niezależnie od reguły podstawy
dostatecznej, w przeciwieństwie do rozpatrywania, które
właśnie podąża za nią, a które jest drogą doświadczenia
i nauki. Ten ostatni sposób rozpatrywania zjawisk porównać
można z nieskończoną poziomą linią, pierwszy natomiast
z linią pionową, która przecina tamtą w dowolnym punkcie.
Sposób posłuszny regule podstawy dostatecznej jest rozum­
nym sposobem rozpatrywania i tylko on obowiązuje i pomaga
zarówno w życiu praktycznym, jak w nauce; natomiast ten
sposób, który abstrahuje od treści owej reguły, jest sposobem
rozpatrywania genialnym, i tylko on obowiązuje i pomaga
w sztuce. Pierwszy sposób rozpatrywania stosował Arys­
toteles; drugi, w całości biorąc - Platon. Pierwszy przypomina
potężną burzę, która posuwa się naprzód bez początku ni celu,
wszystko gnie, porusza, porywa; drugi - spokojny promień
słońca, który przecina drogę tej burzy, zupełnie przez nią
nietknięty. Pierwszy przypomina niezliczone krople wody
w wodospadzie wprawione gwałtem w ruch. które zmieniając
nieustannie położenie nic spoczywają ani na chwilę; drugi
-tęczę, która stoi bez. ruchu nad tym szalejącym odmętem" (I,
293-294).
Postawienie sztuki lak wysoko w hierarchii poznania
(wyżej umieszcza Schopenhauer jedynie filozofię, ale tym
problemem nie możemy się już tu zajmować), dokonuje się
dzięki przekroczeniu epistemologii Kanta poprzez wprowa­
dzenie kategorii „woli", której naturę i działanie pozwala
ostatecznie ogarnąć Platona nauka o ideach. Próba połączenia
owych dwu systemów, na pierwszy rzut oka karkołomna,
zyskuje u Schopenhauera logiczny i jasny tok. „Rzeczy same
w sobie" nie są przed nami tak zamknięte, jak ulrzymywał
Kant. Wewnętrzna istota rzeczy pozostanie niepoznawalna
i obca nam tak długo, jak długo trwać będziemy na stanowisku
cpistemologicznym obwarowanym regułą podstawy dostate­
cznej. W tym bowiem przypadku, powtórzmy, trzymamy się
tylko zewnętrznego oglądu rzeczy. Lecz w każdej istocie tym,
co istotne i realne zarazem, jest wola. „Wola, która jest, bo
chce, a chce, bo jest", jak czytamy w Parergach. Człowiek,
będąc sam „rzeczą w sobie", dzięki „bezpośredniej samowiedzy", poprzez to, co nazwać by można introspekcją, odkrywa

47

�w sobie czynnik woli. Czytamy: „ponieważ posiadamy o sobie
nie tylko wiedze zewnętrzną (daną w oglądzie zmysłowym),
ale również wewnętrzną, zaś wszelkie poznanie zakłada
z istoty swej coś poznawanego i poznającego, zatem to, co
poznajemy w nas samych, nie jest czymś, co poznaje, lecz
czymś, co chce, podmiotem woli, wolą. [...] identyczność
podmiotu woli z podmiotem poznającym, dzięki której (i to
koniecznie) słowo 'ja' zawiera w sobie i oznacza oba, jest
kluczem do świata [lub lepiej: 'węzłem wiążącym świat',
Weltknoten] i wobec tego jest niepojęta. Albowiem pojąć
możemy tylko stosunki przedmiotów, zaś dwa przed­
mioty o tyle tylko mogą stanowić jedność, o ile są częściami
jednej całości. Tutaj natomiast, gdy mowa o podmiocie, nie
obowiązują już reguły stosowane przy poznawaniu przed­
miotów, a prawdziwa identyczność poznającego z tym, co
zostało poznane jako coś, co chce, czyli identyczność pod­
miotu i przedmiotu, dana jest bezpośrednio" (Über die
vierfache Wurzel des Satzes, 1813).
Powtarzając w skrócie: świat jest identycznie czymś jed­
nym dzięki woli obecnej w każdej rzeczy, od nieożywionych
po ożywione i rozumne, od kamienia po człowieka. Dzięki tej
identyczności wewnętrznej każda rzecz może być poznana „w
sobie" na irracjonalnym (co, między innymi znaczy: nieempirycznym) obszarze „porozumienia międzypodmiolowego",
jeśli tak się wolno wyrazić.
Czym jest właściwie wola? Jest tym, na przykład, powiada
Schopenhauer, co przyrodnik uzna za wykraczające poza
dziedzinę swych dociekań, i nazwie siłą natury. Jest tym,
w przybliżeniu, my powiemy z kolei, co Bergson określi
wyrażeniem elan vital (zapewne nie bez wpływu autora Die
Welt als Wille). Dalej wreszcie, jest tym, co Platon nazywa
ideą lub sferą idei. Schopenhauer mówi wprost: „we wszyst­
kich ideach, tj. we wszystkich silach przyrody nieorganicznej
i we wszystkich postaciach przyrody organicznej, objawia się
j e d n a i t a s a m a w o l a , tj. wchodzi w formę przed­
stawienia, w p r z e d m i o t o w o ś ć . Jej jedność musi więc
też dać się poznać w wewnętrznym pokrewieństwie wszyst­
kich jej przejawów" (1,237). I w końcu: idea pojęta na sposób
Platoński, jest tym, co Kant nazywa noumenem. W len sposób
łączy Schopenhauer te dwa systemy, że w obu dostrzega
podobny, lub wręcz taki sam stosunek do świata zjawisk, albo
zjawiskowości empirycznie poznawanego obrazu rzeczy.
W tym punkcie pozostaje wierny epistemologii Kanta. Ale,
podążając dalej za Platonem, nadaje tezie Kanta o fenome­
nach i noumenach charakter czy wymiar ontologiczny. Garewicz ujmuje to w lapidarny sposób: „Przejście do metafizyki
okazało się możliwe dzięki przypisaniu waloru ponadczasowości istocie skończonej. Czas jest bowiem tylko formą,
w jakiej podmiot ujmuje swe przedmioty. Podmiot poznania
nie istnieje w czasie, czas istnieje w nim. Identyczność
podmiotu poznającego z podmiotem woli oznacza, że ja
występuje jednocześnie w porządku czasu i w porządku
wieczności. Kaniowskie wyróżnienie sfery fenomenów i noumenów nabiera tu charakteru tezy metafizycznej. Noumen
staje się w interpretacji Schopenhauera odwieczną substancją
świata, która w porządku czasu przybiera coraz to nową
postać. Tej substancji nadaje on nazwę woli, gdyż jedyną jej
właściwością jest dążenie do uzewnętrznienia, do obiek­
tywizacji". Idzie tu więc, ściśle rzecz biorąc, jak dodaje
Garewicz nie tyle o samą kategorię woli, ile o „wolę

48

uprzedmiotowioną lub o uprzedmiotowienie woli". „Ta kate­
goria - czytamy jeszcze jedno zdanie z tego komentarza - ma
posłużyć do zrozumienia wszelkich zależności występujących
w doświadczeniu zewnętrznym, a przede wszystkim ładu lub
bezładu panującego w świecie." Noumeny czy idee (w
Platońskim sensie) należą do obszaru nie zmysłowej lecz
bezpośredniej naoczności (o czym świadczyć może sama
etymologia tego drugiego terminu). Na tym obszarze dopiero
możemy, jak mówi Schopenhauer, „rozwiązywać zagadkę
bytu", albo inaczej - odpowiadać na pytanie: „czym jest
życie?". 1 na obszar ten człowiek ma i może wkraczać w dwu
jedynie danych mu z ducha rolach: jako filozof, i jako artysta.
Wspomniałem, że nie będziemy bliżej rozważać tu różnic,
ustalanych przez Schopenhauera między dwiema tymi dzie­
dzinami. Ale ograniczymy się do krótkiego przytoczenia
z drugiego tomu Świata jako woli, z rozdziału poświęconego
istocie sztuki: „w dziełach sztuki jest wprawdzie zawarta
wszelka mądrość, lecz tylko virtualiter i implicite, natomiast
filozofia stara się ją dać actualiter i explicite, i w tym sensie
pozostaje do nich w takim stosunku, jak wino do gron
winnych. Filozofia obiecuje więc realny, czysty zysk, zdobycz
trwałą i niezniszczalną, gdy tymczasem osiągnięcia i dzieła
sztuki dają tylko coś, co trzeba stwarzać wciąż na nowo" (II,
583). A na marginesie należy zacytować jeszcze to wielkie
zdanie, w którym filozof mówi. co właściwie to „stwarzać na
nowo" znaczy (II, 583): „Przed obrazem każdy powinien stać
jak przed władcą, czekając, czy i jak się on do niego odezwie,
ale pierwszemu odezwać się do niego nie wolno, tak jak do
władcy, bo wtedy usłyszy się tylko siebie samego." Przejdźmy
wreszcie do zagadnienia ostatniego. Jak dokonuje się. jak
przebiega, na czym polega poznanie w obrębie sztuki? Jak
więc, zarazem, widzi Schopenhauer proces twórczy? Frag­
ment teksiu pochodzi z księgi trzeciej tomu pierwszego:
„możliwe, ale wyjątkowo tylko występujące przejście od
pospolitego poznania pojedynczych rzeczy do poznania idei
następuje nagle; mianowicie, kiedy poznanie odrywa się od
woli, właśnie przez to podmiot przestaje być tylko podmiotem
indywidualnym i jest teraz czyslym, bezwolnym podmiotem
poznania, który nie poszukuje już relacji zgodnie z regułą
podstawy dostatecznej, lecz pogrążony w kontemplacji na­
stręczających się przedmiotów leży poza związkiem z jakimi­
kolwiek przedmiotami i w tym się wyczerpuje. [...] Jeśli mocą
ducha wznosząc się w górę porzucić zwykły sposób patrzenia
na rzeczy, jeśli przestać śledzić tylko ich wzajemne relacje,
zgodnie z regułą podstawy dostatecznej, czego ostatecznym
celem jest zawsze stosunek do własnej woli; a więc jeśli nie
rozpatrywać już w rzeczach ich 'gdzie', 'kiedy', 'dlaczego'
i 'po co', lecz jedynie i wyłącznie ich 'co' [...]; jeśli nie
pozwalać też, by świadomością władało myślenie abstrakcyj­
ne, rozumowe pojęcia, lecz zamiast tego całą mocą ducha
zwrócić się ku naoczności, pogrążyć się w nią całkowicie
i pozwolić, by całą świadomość wypełniała spokojna kontem­
placja obecnego właśnie, naturalnego przedmiotu, czy to jest
jakiś widok, jakieś drzewo, skala, budynek, czy jeszcze coś
innego; kiedy człowiek się całkiem w tym przedmiocie
z a g u b i, tj. zapomina o sobie jako o indywiduum, o swojej
woli, i istnieje już tylko jako czysty podmiot, niezmącone
zwierciadło przedmiotu, tak jakby przedmiot istniał zupełnie
sam, bez kogoś, kto go postrzega, i nie można było w ogóle
odróżnić tego, kto ogląda, od naoczności, ponieważ stali się

�tym samym, skoro cala świadomość wypełniona jest całkiem
i opanowana przez jeden jedyny naoczny obraz; skoro więc
w taki sposób przedmiot znalazł się poza wszelka relacją
z czymś innym, a podmiot - poza relacją wszelką z wolą,
wówczas tym, co się poznaje, nie jest już pojedyncza rzecz
jako taka, lecz i d e a , wieczna forma, bezpośrednie uprzed­
miotowienie woli na tym szczeblu; i przez to właśnie człowiek
pogrążony w naoczności nie jest już jednostką, gdyż właśnie
indywiduum zagubiło się w takiej naoczności, lecz jest
c z y s t y m , nie posiadającym woli, nie doznającym cier­
pienia, pozaczasowym p o d m i o t e m p o z n a n i a . [...]
W takiej więc kontemplacji pojedyncza rzecz staje się za
jednym zamachem ideą swego gatunku, a oglądająca jedno­
stka - czystym podmiotem poznania. Jednostka jako taka
poznaje tylko pojedyncze rzeczy; czysty podmiot poznania
- tylko idee" (I, 283-285).
Wyrzeczenie się siebie, tzn. wykroczenie poza indywidual­
ne „parcie" woli, przekroczenie, które Schopenhauer nazywa
w pewnym miejscu „negacją woli życia", jest wielką, trudno
osiągalną drogą do sztuki. W tym akcie zapomnienia o sobie
artysta porównywalny jest ze świętym, którego czyn tylko
świadczy o jego powołaniu i spełnieniu powołania: tu „punk­
tem wyjścia czynu, moralnie rzecz ujmując, jest bowiem nie
abstrakcyjne, lecz uchwycone intuicyjnie, bezpośrednie po­
znanie świata i jego istoty" ( I , 578). Jednak, nic jest to
poznanie ani w takim sensie, jak artystyczne, ani jak filozofi­
czne. Jeśli bowiem to ostatnie w szczególności daje jest
względem kategorii woli określić tylko negatywnie, jako jej
zaprzeczenie, świętość o tym samym dostarcza nam pewnej
pozytywnej wiedzy. Świętość, czyli „stan, jakiego doświad­
czyli wszyscy, którzy osiągnęli pełne zaprzeczenie woli,
a który nazwano ekstazą, zachwyceniem, iluminacją, zjed­
noczeniem z Bogiem". Ale „stanu tego nie należy właściwie
nazywać poznaniem, bo nie ma już formy podmiotu i przed­
miotu, a ponadto dostępny jest tylko własnemu doświad­
czeniu, którego dalej przekazać nie można" (I, 618-619).
W tym zbliżeniu ostatnim, tworzenia i przeżycia mistycz­
nego, Schopenhauer - może głównie poprzez lekcję hinduiz­
mu i buddyzmu, poprzez pisma Mistrza Eckharta, gdy
o mistykę chrześcijańską chodzi - zwraca myśl naszą z po­
wrotem ku temu, od czego zaczynaliśmy tutaj. Sztuka, jak
w archaicznej myśli greckiej, jest mądrością i poznaniem.

Atakuje wprost rzeczywistość w totalnym jej wymiarze. Jest
realistyczna zatem. Ale „realistyczna" w jednym z dwu, co
najmniej znaczeń, jakie ten termin może w myśleniu o świecie
samym i w myśleniu o sztuce mieć. Znaczenia te podpowiada
raczej, niż ostrzej definiuje, jeszcze jeden passus z Die Welt
als Wille und Vorstellung.
Materialny świat, czytamy na początku pierwszej księgi,
świat fenomenów, świat refleksji historycznej i wszystkich
innych nauk, jest światem działań. „Cala istota materii
sprowadza się do przyczyny i skutku: jej bytem jest działanie.
Bardzo trafnie nazywa się więc po niemiecku kwintesencję
wszelkiej matcrialności r z e c z y w i s t o ś c i ą . Słowo to
znacznie lepiej oddaje sprawę niż. 'realność'" ( I , 38-39).
Oczywiście Schopenhauer używa w pierwszym wypadku
terminu ,4le Wirklichkeif', łącząc go z - czy wyprowadzając
od czasownika „wirken" - działać; w drugim przywołuje
słowo ,Mie Realität". Po polsku mamy: „rzeczywistość"
i „realność". Realizm sztuki odowiada zatem „realnemu
raczej, niż „rzeczywistemu" światu. Tam natomiast, gdzie,
i wówczas, kiedy sztuka zdradza swą istotę, porzuca istotne
swe poznawcze cele, kiedy próbuje zbliżyć się do nauki,
pełnić funkcje uboczne, czyniąc z nich swe zadanie główne
(np. służąc historycznym lub społecznym potrzebom, wiążąc
się ze zmiennym, przemijalnym, akcydentalnym), lam nigdy
osiągnąć nie zdoła poziomu o b i e k t y w n o ś c i i d e i ,
poziomu tego, co r e a l n e . Pojęcie „realizmu", zwłaszcza
w swoim dziewiętnastowiecznym znaczeniu i w znaczeniach
najbardziej w historii sztuki rozpowszechnionych, odnosi się
do czegoś, co sztuką w ścisłym sensie i do głębi nie jest.
Odnosi się do eskapizmu artystycznego. Do „twórczości",
której brak odwagi wyrzeczenia, której brak ascezy, brak
bezwzględnej siły atakowania szczytów.
Pindar mówił o stromych zboczach sztuk. Eliot, po wiciu
stuleciach, powiada, że ludzki rodzaj zbyt wiele rzeczywisto­
ści znieść nic może. Dałoby się to ostatnie strawestować i tak:
nic może szczególnie dziś znieść Rzeczywistości zbyt wiel­
kiej. Dotyczy to przeważającej większości „ludzi sztuki" (w
niedookreślonym, mętnym znaczeniu), nie dotyczy artystów,
zawsze nielicznych dzięki którym sztuka nigdy nie przestanie
trwać.
{październik 1996)

49

��</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10527" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10505">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d25b617a80a98464a123d5147af8cdc0.pdf</src>
        <authentication>a7571ecd64469aca681ca55ce36c035b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125342">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2725</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125343">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125344">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2536</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125346">
                <text>Prof. dr hab. Roman Reinfuss 27 maja 1910-26 września 1998 - Pożegnanie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125347">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.216-219</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125348">
                <text>Sokół, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125349">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125350">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125351">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125352">
                <text>Prof, dr hab. Roman Reinfuss
27 maja 1910-26 w r z e ś n i a 1998
Pożegnanie
Wystąpienie Wicedyrektora Instytutu Sztuki PAN, prof. dr. hab. Lecha Sokoła

Przypadł mi w udziale smutny zaszczyt ostatniego poże­
gnania Profesora Romana Reinfussa w imieniu Dyrekcji
i Pracowników Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk,
w tym zwłaszcza w imieniu tych, którzy z Nim szczególnie
blisko współpracowali.
Profesor Reinfuss pracował w Instytucie Sztuki od chwili
jego powstania aż do momentu odejścia na emeryturę w roku
1980. Swoją ogromną pracą i talentem poważnie wzbogacił
dorobek Instytutu. Był redaktorem naczelnym „Polskiej Sztu­
ki Ludowej" w latach 1948-52, kierował zespołem wykonują­
cym unikalną i bezcenną pracę dokumentacyjną i badawczą,
był także długoletnim członkiem Rady Naukowej Instytutu,
duszą i inicjatorem wielu poważnych zamierzeń naukowych.
Jego droga życiowa była drogą pracy i pos'wiecenia dla ra­
towania, dokumentowania i badania kultury i sztuki ludowej
i Jego zasług w tej mierze nie da się przecenić. Do odkrycia
i ukształtowania zainteresowań naukowych Profesor Reinfuss
dochodził stopniowo. Urodzony w Przeworsku 27 maja 1910
roku z ojca Franciszka, z zawodu prawnika, i matki Zofii
z Mnerków, do szkół uczęszczał w Tarnowie. Pierwszą jego
młodzieńczą pasją była chemia. Po zdaniu matury w 1931 ro­
ku, Profesor Reinfuss podjął studia prawnicze w Uniwersyte­
cie Jagiellońskim i w 1935 roku uzyskał tytuł magistra praw.
Ale już na pierwszym roku studiów prawniczych nawiązał
kontakt z Muzeum Etnograficznym dzieląc się z nim wynika­
mi amatorskich badań etnograficznych prowadzonych do­
rywczo w okolicach Gorlic. W rok później zaczął słuchać
wykładów prof. Kazimierza Moszyńskiego z zakresu etno­
grafii Słowian i brał udział w pracach seminaryjnych. W la­
tach 1932-35 jego zainteresowania etnograficzne ostatecznie
się krystalizują. Rzuca rozpoczętą w roku 1936 aplikaturę no­
tarialną w Gorlicach, we wrześniu tegoż roku podejmuje pra­
cę w Muzeum Etnograficznym w Krakowie i kontynuuje stu­
dia u prof. Kazimierza Dobrowolskiego jako jego asystent.
Począwszy od roku 1931 ogłasza prace etnograficzne o coraz
bardziej naukowym charakterze, prezentuje swoje badania
także na zjeździe naukowym w 1938 roku.
W czasie okupacji niemieckiej na polecenie profesora Bo­
browskiego i profesora Feliksa Kopery opiekuje się zbiorami
Muzeum. Według świadectwa przytoczonego przez profesora
Moszyńskiego, zasługi Profesora Reinfussa w ratowaniu
zbiorów były „wybitne", a jego przedsięwzięcia „narażały go
poważnie wobec władz okupacyjnych".
Po wyzwoleniu Profesor Reinfuss kończy studia etnogra­
ficzne, uzyskuje magisterium z etnografii w roku 1945, dok­
torat w roku następnym, habilituje się na podstawie pracy
Polskie druki ludowe na płótnie, profesorem nadzwyczajnym
zostaje w roku 1955, a profesorem zwyczajnym w 1971.

216

Profesor Reinfuss jest autorem kilkuset prac naukowych
odznaczających się dokumentacyjną solidnością, naukową
precyzją i odkrywczością. Spośród Jego najważniejszych
książek wymienić trzeba Garncarstwo ludowe (1955), Sztukę
ludową w Polsce (1960), Malarstwo ludowe (1962), Ludowe
kowalstwo artystyczne w Polsce (1983).
Jak sam to określał, Jego zainteresowania naukowe szły
w dwóch kierunkach, obejmując całokształt kultury ludowej
mieszkańców Karpat i jej związków z krajami bałkańskimi
oraz problematykę ludowej sztuki plastycznej w Polsce
i w krajach sąsiadujących. Prowadził systematyczną doku­
mentację sztuki ludowej na terenie całego kraju. Kierowany
przez niego zespół stworzył w Instytucie Sztuki unikalne ar­
chiwum obejmujące kilkadziesiąt tysięcy pozycji i kilka­
dziesiąt tysięcy fotografii. Jego pasje naukowe to zajęcia te­
renowca i wykładowcy. Także pasja ratowania, zapisywania,
dokumentowania ginącej sztuki ludowej i kultury ludowej.
Według opinii jednego z profesjonalistów, Profesor Reinfuss
zrobił dla kultury ludowej równie wiele jak Kolberg dla fol­
kloru. A przecież nie wyczerpuje to jego wielostronnej i nie­
strudzonej działalności. Profesor Reinfuss budował także
podwaliny powojennej etnografii: w Uniwersytecie Wro­
cławskim w latach 1946—49, w Uniwersytecie Marii CurieSkłodowskiej w Lublinie w okresie 1957-67, w Instytucie
Badań Sztuki Ludowej od roku 1947, a następnie Państwo­
wym Instytucie Sztuki i Instytucie Sztuki PAN-u aż do roku
1980. Wykładał etnografię i sztukę ludową w Krakowskiej
Wyższej Szkole Nauk Społecznych (1945-48), w Akademii
Sztuk Pięknych w Krakowie (1948-63), w Uniwersytecie Ja­
giellońskim (1951-80). Po przejściu na emeryturę nie za­
przestał działalności naukowej, udzielał konsultacji, opieko­
wał się bogatymi i różnorodnymi zbiorami zgromadzonymi
w Jego mieszkaniu.
Przez wiele lat działał w Polskim Towarzystwie Ludo­
znawczym, zajmował się popularyzacją wiedzy etnograficz­
nej i - o czym nie wolno zapomnieć - zasiadał w niezliczo­
nych komitetach i zespołach oceniających, a Jego celem było
ratowanie autentyzmu i obrona szlachetności sztuki ludowej
w jej najróżniejszych przejawach. W uznaniu zasług otrzymał
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1954) i Krzyż
Oficerski tegoż Orderu (1970).
W dziejach ukochanej dyscypliny naukowej, w dziejach
kultury polskiej pozostanie jako postać wybitna i znacząca.
Nie zapomną o Nim ludzie, których ukształtował, którym za­
szczepił umiłowanie do rzetelnej pracy naukowej, których ba­
dania zainspirował bądź wspomógł. Zaświadczy o Nim także
Jego dzieło.
Cześć Jego pamięci!

�Nasz Profesor
26 września 1998 r. zmarł prof, dr Roman Reinfuss. Miał
88 lat. Był postacią znaną, cenioną i lubianą w wielu środo­
wiskach. Mimo niesprzyjającej aury żegnały go setki ludzi,
a w pogrzebowym kondukcie zauważyć można było górali pod­
halańskich, krakowiaków i Łemków w tradycyjnych strojach.
Wielokrotnie przedstawiono naukową sylwetkę Profeso­
ra', omawiano rzeczowo i krytycznie jego wielokierunkowy
dorobek, osiągnięcia organizacyjne, dydaktyczne, redakcyj­
ne, muzealne (zwłaszcza odnośnie skansenów) i popularyza­
cyjne, działalność dla ochrony sztuki ludowej i folkloru. Te­
raz warto wspomnieć jego charakterystyczne, a mniej znane
cechy osobiste, a przede wszystkim sposób pracy. Nieodpar­
cie nasuwa się określenie tytan pracy, choć wyeksploatowa­
ne, ale naprawdę do Niego przystaje. Stawiał bardzo wysokie
wymagania sobie samemu, pracował nader intensywnie praktycznie - bez przerwy. Ograniczał kontakty towarzyskie,
odsuwał rozrywki, z rzadka tylko wyrywał się w Beskidy,
pieszo lub na nartach. Dopiero w ostatnim okresie dzielił czas
na pisanie i uprawianie ogrodu, pielęgnowanie owocowych
drzew, zabawy z wnukami, które kochał nad wyraz. Traktując
swą pracę jako służbę nauce, podporządkowywał jej życie
swoje, a także swoich najbliższych.
Nie do pojęcia wydaje się w jego biogramie okres paru
lat po zakończeniu wojny. W r. 1945 powrócił na stanowisko
kustosza w krakowskim Muezum Etnograficznym (gdzie
pracował do 1951 r.) i zakończył swoje etnograficzne studia
magisterium. W następnym roku napisał i obronił pracę dok­
torską. Wtedy też zorganizował i przez dwa następne lata
pr, wadził Zakład Etnologiczny na Uniwersytecie Wrocław­
skim, co wiązało się z uciążliwymi dojazdami przepełniony­
mi pociągami do zrujnowanego i rozszabrowywanego je­
szcze miasta. Oprócz zajęć dydaktycznych podjął tam wów­
czas, mając jednego asystenta do pomocy, prace w trzech kie­
runkach, a mianowicie badania terenowe nad ludnością osie­
dlaną na wsi dolnośląskiej, sprawdzanie stanu tamtejszych
muzeów i ich zawartości pod kątem zbiorów kultury ludowej
oraz dokumentację zabytkowego budownictwa drewnianego.
Wykładał też w Krakowie, w Wyższej Szkole Nauk Społecz­
nych (1946-48).
W tym samym 1946 r. powierzono doktorowi Reinfussowi
kierownictwo Sekcji Zdobnictwa w nowopowstałym Pań­
stwowym Instytucie Badania Sztuki Ludowej. Już pod koniec
tegoż roku zaczął z tego tytułu intensywne badania terenowe
nad ludowym meblarstwem Krakowskiego i przyległej góral­
szczyzny, a w pierwszym numerze „Polskiej Sztuki Ludowej"
1948 publikował wstępne wyniki tych prac. Wkrótce zakres
badań sekcji poszerzył się o budownictwo, a po wcieleniu
PIBSL do Państwowego Instytutu Sztuki (1949) objął wszyst­
kie dziedziny ludowej sztuki plastycznej. Roman Reinfuss
precyzyjnie opracował i skalkulował dalekosiężny program
badawczy swojej placówki. Zdając sobie sprawę z tempa
przemian ówczesnej wsi i - co się z tym wiąże - kultury ludo­
wej, postanowił działać szybko, dużymi zespołami terenow­
ców równocześnie w wielu regionach kraju. Tą drogą podsta­
wowa dokumentacja opisowa, rysunkowa i fotograficzna na
obszarze całego kraju miała powstać w ciągu kilku lat. Rów­
nolegle, nie zaniedbując badań monograficznych postulował
poszerzoną penetrację źródeł historycznych, a nawet wykopa­
liska archeologiczne w poszukiwaniu korzeni sztuki ludowej.

Wszystkie fotografie: Jan Świderski

217

�Wizja ta została zweryfikowana przez rzeczywistość. Bra­
kowało odpowiednio przygotowanej kadry badaczy, środków
transportu, a przede wszystkim niezbędnych na tak wielkie
przedsięwzięcie funduszy, trzeba było ograniczać zamierze­
nia, do jednego obozu i kilku penetracji rocznie. Badania wy­
kopaliskowe prowadzono tylko w dwóch miejscach. Wcze­
śnie, bo już w r. 1963 zabrakło pieniędzy na zorganizowanie
kolejnego XIII obozu naukowo-badawczego, stale zmniejsza­
ła się pula prac zleconych dla uczestników krótszych penetra­
cji terenowych, zwanych wśród nas objazdami.
Profesor osobiście prowadził wszystkie obozy i większość
objazdów. Zwłaszcza przy tych okazjach mieliśmy możność
obserwować jego ogromne zaangażowanie i wysiłek. Podczas
obozów wyjeżdżał w teren z zespołem i przepisywał swoje
wywiady. Odbierał opracowane przez uczestników materiały,
skrupulatnie przeglądając każdy rysunek. Potem, zarywając
noce, planował trasy, czytał wywiady. Omawiał je potem
z autorami, wypominając niedopatrzenia i błędy, czasem od­
syłał do powtórzenia rozmowy czy rysunku. Rygory, jakie
narzucał sobie, rozciągał na pracowników, stałych i doangażowanych. Dzień terenowy kończył się nieraz przy świetle
księżyca, a opracowanie materiałów, które należało oddawać
na bieżąco, przeciągało się do późnej nocy.
Profesor prowadził badania terenowe o każdej porze roku,
w każdych warunkach. Zdarzało się podczas objazdów, że
przesypiał noc w szoferce samochodu, gdy brakło miejsc
noclegowych dla wszystkich uczestników wyprawy, albo na
obłym wieku kufra, z głową wspartą na maszynie do szycia.
Wystarczyła mu nieraz na cały dzień kromka chleba z topio­
nym serkiem i kubek herbaty.
Podstawowa inwentaryzacja terenowa, prowadzona wła­
snymi siłami placówki, z niedostateczną ilością pracowni­
ków doangażowanych, rozciągnęła się na kilka dziesięciole­
ci, i z chwilą przejścia Profesora na emeryturę (po 34 latach
kierownictwa) została zrealizowana mniej więcej w 75%. On
jednak, nie czekając na zakończenie tej akcji, systematycz­
nie opracowywał kolejne gałęzie ludowej sztuki w postaci
cząstkowych bądź całościowych monografii. Przygotowywał
je żmudnie. Poza kwerendą literatury przedmiotu i rozpisy­
waniem na tysiące fiszek materiałów zgromadzonych w ar­
chiwum pracowni starał się zawsze zgłębić technologiczną
stronę tematu. Pracując nad rzemiosłami artystycznymi stu­
diował podręczniki zawodowe, materiałoznawstwo, dysku­
tował z rzemieślnikami i pilnie podglądał ich działania.
Wskutek tego mógłby z powodzeniem uzyskać tytuł mistrza
w rzemieśle stolarskim, kowalskim i paru innych. Notabene
próbował też swych sił i możliwości w rzeźbie i w malar­
stwie na szkle, osiągając, zwłaszcza w drugiej dziedzinie, in­
teresujące rezultaty.
Bibliografia prac Romana Reinfussa, zestawiona z okazji
jubileuszu jego 70-lecia urodzin i 50-lecia pracy naukowej,
obejmowała 268 pozycji , w tym 11 książek, ponad 100 arty­
kułów naukowych, ponad 60 recenzji z publikacji i wystaw,
wiele artykułów popularno-naukowych. Poproszony przed
kilku miesiącami o ustawienie swego dorobku w hierarchii
ważności, najwyżej ocenił Polskie druki ludowe na płótnie
(1953), potem kolejno Meblarstwo ludowe w Polsce (1977)
i Ludowe kowalstwo artystyczne (1980).
Na emeryturze Profesor nie zmniejszył tempa pracy. Jego
bibliografia powiększyła się o ponad 120 nowych pozycji.
Ukazały się dwie jego nowe książki, Ludowa rzeźba kamien­
na w Polsce (1989), monografia dziedziny dotychczas niemal
omijanej w badaniach i opracowaniach oraz Śladami Łem­
2

218

ków. W tej drugiej zawarł, w popularnym ujęciu, swoje do­
świadczenia i przemyślenia ze studiów nad kulturą Łemkowszczyzny. Problem tej grupy nurtował bowiem Profesora od
zarania jego etnograficznych zainteresowań i stał się swoistą
klamrą jego naukowego dorobku. Pierwsze jego artykuły
właśnie Łemków dotyczyły, a w roku bieżącym, staraniem
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, wznowiona zo­
stała jako samodzielna pozycja, wzbogacona obszernym ze­
stawem zdjęć o historycznym znaczeniu, Jego praca doktor­
ska Łemkowie jako grupa etnograficzna. We wstępie stwier­
dził: „Jeżeli następne wydanie pracy naukowej ukazuje się
pół wieku po jej pierwszym wydaniu, a autor jeszcze żyje,
obowiązkiem jego jest ustosunkowanie się do niej i spojrzeć
na nią w świetle jego obecnych poglądów" i dalej zwięźle
skorygował swoje wcześniejsze ustalenia, zaznaczając na
końcu iż, mimo upływu lat i wielu dalszych badań „...stan
wiedzy o tradycyjnej kulturze ludności łemkowskiej nadal
pozostawia wiele do życzenia".
Cechował Profesora silny lecz niełatwy charakter i ego­
centryzm jedynaka. Bezwzględnie podporządkowywał wszy­
stko planom swoim i swojej placówki, z którą właściwie się
utożsamiał. Przez niespełna pół wieku lokal pracowni mieścił
się w środku jego własnego mieszkania. Zaczęło się wpraw­
dzie od archiwistki na połowie etatu, biurka, szafy na mate­
riały, ale z czasem wzrastała liczba pracowników (do 5-6
osób), wzbogacało się archiwum, z którego korzystało do 200
osób rocznie. To swoiste współistnienie nie zapewniało ani
rodzinie Profesora, ani pracownikom nawet minimum kom­
fortu, ale dla niego najważniejsza była możliwość wglądu
w archiwum, kiedy tylko potrzebował, w każdej chwili dnia,
czy nocy. Dlatego nie dopuszczał możliwości starania się
0 odrębny lokal dla placówki, dopóki nią kierował. Później
nie było na to szansy. Odsunął się wtedy dyskretnie od na­
szych spraw, ale zachęcony zawsze chętnie pomagał, dysku­
tował z nami plany, recenzował nasze teksty. Nas, pracowni­
ków, traktował dosyć specyficznie, trochę jak feudal chłopów
pańszczyźnianych, trochę jak własne dzieci. Miałyśmy wiele
okazji oglądania go innym niż wszyscy, nierzadko w sytua­
cjach bardzo prywatnych. Często zaskakiwał nas swymi reak­
cjami, na sprawy błahe reagując wybuchami gniewu, czasem
niemal furii, a problemy trudne, zaskakujące rozwiązywał
z ogromnym spokojem i rozwagą. Z obawą zawiadomiłyśmy
Go o zamiarze likwidacji naszej pracowni, ale wiadomość tę
przyjął mężnie. O swoich uniesieniach natychmiast prawie
zapominał, wtedy można było porozmawiać o wszystkim,
pożartować. Byliśmy bardzo zżyci, zaprzyjaźnieni. Miał
ogromne poczucie humoru, pisał dla nas żartobliwe wierszy­
ki i przyśpiewki okolicznościowe, potrafił bawić się i śmiać
z siebie samego, zwłaszcza, gdy oglądał swą postać w krzy­
wym zwierciadle obozowego kabaretu czy teatrzyku kukieł­
kowego.
Gdy ciężko, terminalnie zachorowała Jego Żona, opieko­
wał się nią jak najtroskliwszy, całodobowy pielęgniarz. Był
tym bardzo przygnębiony i zmęczony, zasypiał niemal na sto­
jąco. Wiązał sobie w tych czasach koniec sznurka dokoła dło­
ni, drugi pociągała Pani Zofia, gdy potrzebowała pilnie po­
mocy. Chyba wtedy wymarzył sobie rodzaj własnej śmierci
1 nań zasłużył. Zmarł tak jak chciał, nagle, w samotności,
w ulubionym ogródku na wsi, w pełnym słońcu babiego lata.
Dzień wcześniej w Krakowie, na sesji naukowej Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego z okazji 100-lecia jego kra­
kowskiego oddziału przyjął podziękowania i kwiaty za wkład
w prace Towarzystwa, którego był honorowym członkiem.

�Spotkał się wtedy z wieloma przyjaciółmi, znajomymi,
współpracownikami, dawnymi studentami. Pozostanie w ich
pamięci wizerunek starszego pana (bynajmniej nie starca),
godnego i zadbanego, pogodnie uśmiechniętego.
Dla nas, wieloletnich i najbliższych współpracowników
wraz z rozwiązaniem naszej miniaturowej pod koniec pla­

cówki i - w rok później - odejściem Profesora skończyła się
jakaś epoka, a w każdym razie bardzo ważny okres naszego
życia.
Ewa Fryś-Pietraszkowa z Marią Czarnecką,
Alicją Małeta i Wandą Drabik

PRZYPISY
' Aleksander Jackowski. Roman Reinfuss i sztuka ludowa, ..Polska
Sztuka Ludowa" X X X I V . 1980. nr 3^1, s. 131-136: Jerzy Czajkowski.
Roman Rejnfuss (w 70. rocznicę urodzin i 50. rocznicę pracy naukowej).
„Acta Scansenologica" t. 1. Sanok 1980, s. 9-16; Aleksander Blachowski. Roman Reinfuss (w) Oskary Kolberga, pr. zbiór, pod red. M . Pokropka. Warszawa 1997. s. 202-203: Ewa Fryś-Pietraszkowa. Zum HO. Ge-

burstag von Dr. Roman Reinfuss, „Ethnologia Slovaca et Slavica" l .
X X I V - X X V . 1992-1993, s. 337-39; i in.
:

Zofia Cieśla-Reinfussowa, Bibliografia prac Romana
Reinfussa.
„Lud" LXIV, 1980. s. 53-66; to samo (uzupełnienie o jedną pozycje.)
„Acta Scansenologica" t. 1. Sanok 1980. s. 17-28

Z głębokim żalem żegnamy profesora Romana Reinfussa, redaktora naszego pi­
sma w latach 1949-50, wieloletniego członka Kolegium Redakcyjnego, znakomi­
tego etnografa, znawcę sztuki ludowej i przyjaciela twórców ludowych.
„Konteksty. Polska Sztuka Ludowa":
Aleksander Jackowski
Zbigniew Benedyktowicz
Sławomir Sikora

219

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10526" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10504">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fb72b05fb32ec6f7f8b7b519bf2e2309.pdf</src>
        <authentication>07ecb4b7d1773fe06d4927cb0cf96ee7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125333">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2726</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125334">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125335">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2537</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125336">
                <text>Summary of articles; Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125337">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.220-225</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125338">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125339">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125340">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125341">
                <text>SUMMARY OF ARTICLE
Stanisław Cichowicz
The Sartre Problem
According to testimony by Simone de Beauvoir, the wife of J. P. Sar­
tre, the French philosopher was fascinated by Objects from the very out­
set of his interests; this is the reason why he fell under the spell of the slo­
gan Zu den Sachen selbst, repeated constantly during the 1930s by Ger­
man phenomenologists. Delighting in the writings of E. Husserl, the yo­
ung Sartre rapidly learned from his master how to refer to phenomena that
astonish human consciousness. The first examples of phenomenological
explorations are found in the early texts of the Parisian philosopher, such
as The Fundamental Idea of Husserl 's Phenomenology and Imaginaire.
Teresa Grzybkowska
Finis Poloniae and The 1905 Revolution by Jacek Malczewski or
a Confession of Love?
Jacek Malczewski is one of the most outstanding painters from the
turn of the nineteenth century. Since he left his canvases untitled, some
of them have different titles, a feature which was associated with the in­
terpretation of a given work. The author is aware of her own doubts as re­
gards the interpretation of mythological and symbolical paintings, which
oscillates between patriotic and personal mythology. She also suggests
that the canvas The 1905 Revolution , heretofore interpreted politically,
could be described as the Apotheosis of the Artist and His Muses. Mytho­
logy, which in the case of Malczewski played a fundamental role, once
again proved to be the inspiration of his art. The myth permitted the ar­
tist to view life as poetry, in which he too participates.
Witold Dobrowolski
The Malczewski Mythology
This text was conceived a speech given during a promotion of the album
Świat obrazów Jacka Malczewskiego (The World of Paintings by Jacek
Malczewski) by Teresa Grzybkowska. In a presentation of the canvases by
Malczewski, Dobrowolski indicates, i . a. patriotic-Romantic, folklore and
folk motifs (following the example of K. Wyka); he also emphasises the im­
portant fact that Prof. T. Grzybkowska drew attention to the Greek myths,
which in the works by Malczewski often function under local disguise
(Orpheus and Eurydice, Pythia and Nike). No other scholar has devoted so
much attention to the role of the sub-consciousness and the impulses, fully
unaware or intentionally stilled, which steered the imagination of the artist.
Maria Janion
The Pond in Wielgie, or Between Laughter and Death
Prof. Janion derives the symbolic paintings by Jacek Malczewski
from his youthful confession to a "wish to paint differently than the old
masters, a wish to paint reality". This desire is expressed in domestic
forms contrasted to Western ones. Malczewski resorted to folklore, albe­
it the latter is not treated as a pretext—we are dealing with integral pro­
ducts of the imagination, a cohesive creation of fantasy in daily life. Ja­
nion compares such an approach to folklore with the way in which it was
treated in Klechdy Polskie (Polish Folk Tales) by the excellent poet B. Les'mian. Its outcome is not ascribed actual being, but treated as contact be­
tween the individual and the world. Folk qualities are enhanced with an
element of irony, existential experience. The canvases by Malczewski al­
so introduce a category of Romantic aesthetics—artistic irony. The pain­
ter started with figures borrowed from Slavonic folklore, subsequently
supplanted by Greek motifs. In both cases, Malczewski and Les'mian
combined laughter and death, a demonic and an ironic aura.
Zygmunt Kubiak
The Hellenism of Jacek Malczewski
This consecutive opinion concerning Jacek Malczewski is voiced by
an acclaimed expert on antiquity. Poetry is closer to philosophy than to
history, and speaks about things which could occur on the level of proba­
bility or necessity. The author ponders on the reception of Malczewski's canvases (which resorted to motifs and figures from the Greek
world: harpies, chimeras and Orpheus) by anciem Greeks. In conclusion,
he claims that, paradoxically, the greatest difficulties would occur with
the understanding and "deciphering" of the Greek motifs.
Tomasz Żukowski
May I be Consumed by Fire Like a Wood Shaving Ablaze in the Bre­
ath of the Night. The Occupation-era Experiencing of the World in the
Poetry of К. K. Baczyński
Poems by Baczyński are treated as a record of inner experience, orga­
nised around two images: the archetypical plenitude and its distorted

220

contradiction, which paradoxically becomes the lot of the warrior strug­
gling for the national cause. This fullness is closely connected with the
gift of poetry, and is expressed in mythical landscapes. The rejection of
Arcadian images, visible in the Baczyński poems, is caused by progres­
sing self-cognition, in which the armed deed reveals its dual, ironic natu­
re. A battle undertaken in the name of defending the idea of the fullness
of humanity turns into its contradiction. The place of Arcadia is assumed
by the Inferno. Enclosure in exit-less space, the futility of gTace, and apo­
calyptically deformed bodies are signs of squandering the image of per­
fection and ensuing self-hatred. In this context, death loses the dimension
of the gateway of transcendence, and can become mere nullity which
frees from suffering.
Lech Sokół
Henrik Ibsen—a Personal Myth
The works of Ibsen are universally and unambiguously associated
with common sense and realism, an attachment to the concrete and the
detail, the emancipation of women, a struggle for the sake of truth in
individual and collective life, as well as religious and political libera­
lism. The author of the article shows how those conceptions concerning
Ibsen as a writer remain incomplete and, to a considerable degree, fal­
se. By applying the term "personal myth" (only partially concurrent
with conceptions expounded by psychoanalysts), the author is intere­
sted in the experiences and mythical places which possess essential si­
gnificance for Ibsen: imagery, which accompanied him, motifs of his
thought and works, and, finally, moments of illumination in contact
with nature and art.
The departure for Italy exerted a foremost impact on the intellectual
development of Ibsen. This contact granted the arrival from the distant
northern province profound liberation from the traumatic aspects of Nor­
wegian experiences as well as spiritual enlightenment, and rendered po­
ssible a transition to a prominently different phase of creativity.
Dariusz Czaja
Tuscany. Three Journeys
The author proposes a detailed characteristic of three descriptions of
journeys to Tuscany made by Pavel Muratov, David Herbert Lawrence
and Albert Camus. Emphasis is placed on the similarity and differences
of perception in texts representing different genres. Reflections on Tusca­
ny are situated within the Arcadian myth of Italy, which has a long Euro­
pean tradition. The author demonstrates its steadfastness in descriptions
by Muratov and Lawrence, and partial destruction performed in the re­
marks by Camus. The closing part of the study considers the possible exi­
stence of a myth of Tuscany as a "realised Paradise", a land of aesthetic
and existential harmony, within contemporary culture and reflections
marked by wartime trauma.
Marzena Gierga
Syracuse—The Town of Great Women (Part I)
Syracuse is a town created by deities, saints, historians, travellers,
apologists, theologians, photographers, and, primarily, its own residents.
It comprises a phenomenon located above a division into an urban and
social subsystem, an area of eloquent meanings, a space for the realisa­
tion of concrete and specifically identical attitudes.
The metaphorical, mystic-symbolic space of Syracuse is that of three
women. This is the birthplace of Artemis, the refuge and site of the eter­
nal rest of Arethusa, and the town of the birth, life and martyrdom of Lu­
cia. By demonstrating the constant presence of the patron in the life of
the city, which provokes assorted forms of group imagery, a process of
rendering space mythical, and a creation of a world of values shared by
its residents, Syracuse gains new meaning. It appears as a town of light,
a land of purity, saintliness and glory, a city of luminescence and joy. Its
topography is superimposed upon that of its inhabitants, and vice versa,
while observed behaviour is granted a double meaning, and comprises an
example of the observation of a distinguished place, but also of a trans­
formation of a myth into a ritual, frequently without social awareness. Its
outcome assumes the form of the specific dramaturgy of the everyday l i ­
fe of the population of Syracuse, whose sense of existence is restricted to
an encounter with the three patrons, advocates, guides and friends, a fact
which entitled the author to describe it as "the town of great women".
The presented cult of St. Lucia is more of a cult of her image than the
worship of a saint, while a version of the hagiographic legend becomes
a reference to a myth. That what, at first glance, appears to be contradic­
tory, is encountered on the ethical level of a symbolic structure. By refer­
ring to an analysis of the fundamental structure of those transmissions,

�with different contents but similar form and meaning, the author demon­
strates the symbolic continuum of elements characterising Syracuse
across the ages. The point of departure for such journeys was the ascer­
tainment of the "strangeness" of this place, disclosed by the omnipresent
cult of St. Lucia and her pagan companions in assorted aspects of cultu­
re. Their outcome assumed the form of a co-existence of the literary-me­
taphorical topos of Syracuse and its real, magical-ritual counterpart.
Jerzy Wojciechowski
The Sketchbook of Jan Potocki from His Journey to the Moroccan Em­
pire
Count Jan Potocki (1761-1815) was a man of many talents, endowed
with extraordinary intellectual temperament, and a highly original erudi­
te. Although associated primarily with the excellent novel The Saragossa Manuscript (written oryginally in French), it seems worth remembe­
ring that the legacy of this researcher and traveller contains notes and dra­
wings from his journeys. The author discusses a heretofore unpublished
sketchbook dating from a journey to Morocco, made in 1791. The origi­
nal is to be found in the Illustrations Room of the Warsaw University L i ­
brary.
Marta Miskowiec
Kano. Dreadful Heat, Exhaustion and Dust
The author invites the reader to visit the Nigerian town of Kano; the
Berbers claim that it is one of the three towns in Africa (next to Fez and
Cairo) about which it could be said that "there is nothing in the world that
could not be found here". Historical information is accompanied by the
impressions and emotions of the author, which become part of her "pri­
vate mythology", and reveal a strange, magical, alien but, at the same ti­
me, curiously attractive town.
Jarosław
jot-Druiycki
The Town, its Curiosities and their Collectors
This essay examines the urban Tourist, whom the author calls
"a collector of town Sehenswurdigkeiten" (German: things worth see­
ing, curiosities), and his peculiar manner of viewing the world via po­
ssessions. Drużycki cites the words of Edgar Morin: "The purchase of
a few symbolic objects, known as souvenirs, such as miniature towers
of Pisa [...], an ashtray [...] enables him [the tourist] to magically po­
ssess Spain or Italy". The object of the collection is the nostalgic "am­
bience of a city", produced for tourist purposes; hence, an important ro­
le is played by the "mystic, cult town", which emerged in "high" or po­
pular culture, a town "for a fleeting moment", a destination of contem­
porary peregrinations.
Sławomir Sikora
In Lisbon as in a Village
Images of the town in the film Lisbon Story by Wim Wenders do not
depict the titular town as an ordinary, conventional tourist site. It would
be difficult to find picturesque vistas or places associated with the ci­
ty's history (churches, castles, monuments). The director creates an in­
dividualised vision of an archaic lane, a "village", one of whose sources
might be the works of Fernando Pessoa. An even more important cause
of such an operation could be an attempt to portray Lisbon as mythical,
paradisiacal city, where time stands still, a town "withdrawn" in time.
The author presents examples testifying to "archaisation"(both of Lis­
bon and Portugal), and although its justification could be sought in a j o ­
urney into "the history of the cinema" (the film was made upon its hun­
dredth anniversary), an even more significant pretext would be the allochronic discourse about the other ("anthropology is a science of other
men in another time"), and its distance both in space and time, which,
according to J. Fabian (Time and the Other), is universal in anthropolo­
gical description (although.evidently, not only). The author claims that
by creating the image of Lisbon-Eden, Wenders conceives a nostalgic
town of "our" childhood, a village, a paradox of a place that one would
not so much want to visit as to return to. An integral part of the article
is also a discussion on the connection between sound and image in the
examined film.
Jan Gondowicz
Cartography and Certain Writers
Old maps have something in common with recorded hallucination.
The author indicates the connections between literature and journeys,
and suggests that a study on Cartography and Certain Authors still rema­
ins unwritten. The perspective of this sketch should favour books, whose
plot is composed of the journey. The author mentions several examples
that could act as milestones in this endeavour; unfortunately, the only Po­
lish author would be Jan Potocki, with his The Saragassa Manuscript.

Marek Oziewicz (Part I)
What's so to be Found in Wardrobe? Parallel Worlds of C. S. Le­
wis's Chronicles ofNarnia
The autor attempts to analyse parallel worlds describes by Lewis in
his Chronicles of Narnia and focuses particularly on the issue of passa­
ge from one world to another Having initially classified "other realities"
of the Chronicles into secondary and parallel worlds, the author concen­
trates on their status and characteristic features of their spatiotemporality. Attention is then drawn to magic places in which parallel realities
overlap or cohere which broad background allows to examine the mecha­
nics of the characters' passages from one world to another. This done in
the light of Eastern (and partly medieval) theory of the elements: space,
air, fire, water and earth.
In the main part of his work, the author proposes a classification of all
instances of passage between different worlds present in the Chronicles
into four categories: direct volitional, indirect volitional, direct nonvolitional and indirect nonvolitional. The division between volitional and nonvolitional passages is constructed upon the feelings which present themse­
lves to the characters during the procedure of passage, whereas the divi­
sion between direct and indirect ones—upon mutual relationship of the
worlds between which the passage takes place. Drawing on examples
from the Chronicles, the author endeavours to substantiate his thesis ap­
plying in his analysis the technique of gradation of sensory impressions
Krystian Ыра
Mythical Places and Journeys
We publish two fragments from a diary by Krystian Lupa, the accla­
imed theatrical director. Both texts are connected with journeys: the first
refers to travelling to a place connected with childhood, as well as the
oneiros-like journey; the second is a reflection predominantly on space
and travelling in Stalker, the film by Andrei Tarkovsky.
Grzegorz Graff
Miracles of Poland—Mythical Space, Mythical History
Miracles of Poland is the title of more than ten volumes in a popular
series about Polish historical and geographical lands and famous towns.
The series was published in the inter-war period and written by renowned
and highly regarded authors, who in a colourful and light manner descri­
bed the past, national heroic deeds, and ethnographic and geographical
curiosities. In this unique panopticon, the attention of the anthropologist
is drawn to the frequent abuse of nature and history, envisaged in a mythi­
cal manner. The varied group of symbols, stereotypes and romantic myths
contained in the analysed texts compels to justify a truth fundamental for
Polish history—the existence of a certain territory ascribed and offered by
nature to the Poles, who only here can live happily and prosperously. The
presented article is an attempt at outlining the area of cultural memory in
which the texts of the discussed series could come into being.
Maciej J. Dudziak
The Ethnographies of Bruno Schulz. An Attempted Anthropological
Interpretation of The Crocodile Street as an Analysis of the Town
The author attempts to treat the belles lettres as a source of ethnogra­
phic knowledge; with this purpose in mind, he analyses 77!? Crocodile
Street, a novel by Bruno Schulz. Dudziak performs a formal operation in­
tent on spanning a bridge between the belles lettres and scientific litera­
ture, in an attempt at seeking arguments which would remain in formal
agreement with the principles of interpretative anthropology proposed by
Clifford Geertz. In doing so, the author postulates that the source of eth­
nographic knowledge (in this case, the Schulz novel) does not necessari­
ly have to become the material of an analysis, which, after having rejec­
ted its literary nature as the "product of the writer's imagination", beco­
mes "useful" for ethnographic analysis/interpretation; already in itself,
this source offers a sui generis ready anthropological interpretation, ren­
dered more profound by means of additional cultural reflection. In this
manner, by making loose reference to the textualism of James Clifford,
the author opts for granting ethnography the privilege of a possible con­
scious participation in literature as such.
Albert Bajburin
Semiotics Aspects of the Functioning of Objects
The article discusses—in the form of general theses—select pro­
blems concerning the pragmatic of objects in archaic and traditional so­
ciety. The author accentuates the fact that man is constantly engaged in
defining the semiotic status of the objects surrounding him. This attitude
discloses itself in particular in commonly held conceptions about the si­
gnificance and prestige of a given object, i.e. its capability to symbolise
something much more important. The process of determining semiotic
status is automatic and, as a rule, takes place at the level of the subcon-

221

�sciousness. An example of a different assessment of the semiotic worth
of an object can be a scheme of the distribution of the elements of cultu­
re between two spheres of "material" and "spiritual" culture. This fact te­
stifies that objects are ascribed a different semiotic status. At the same ti­
me, however, emphasis must be placed on the fact that in this case we de­
fine a certain "normative" semiotic status, which is composed of the ap­
praisals of our experiences in operating with this variety of objects. The
author examines closely the semiotic aspect of the functioning of the ob­
ject by basing himself on a study by P. G. Bogatyniew about the functions
of the folk costume.
Stanisław Cichowicz
Zeno's Koan
In his History of Philosophy (vol. I I , section 2, chapter 2) G. W. He­
gel comments on an anecdote whose protagonist is the stoic Zeno, and
which is cited by Cicero in Academic Books (IV 47); its theme is a les­
son given to readers and listeners with the aid of the movements of the
master's hands, and concerning the essence of impression, experience,
conception and knowledge. Without delving into a discussion on the faul­
tless commentary by Hegel, it is possible to perceive in the gestures and
words of Zeno that which Buddhist teaching describes as Koan, i . e. a co­
nversation between a master and monks, the stating by the teacher of
a certain truth in the presence of his pupils, and then presented to them
by means of a puzzle in a manner not always discursive, but one which
compels to intense meditation. An account of such an event is then intro­
duced into the tradition of teaching for the purpose of uplifting and illu­
minating future students, as in the case of Cicero and Hegel, unaware of
the Buddhist paradigm of Zen.
Jerzy S. Wasilewski
The Secret History of Objects
This article is an attempted reconstruction of the fate of things, and,
simultaneously, the people who handled them. Looking at an object di­
splayed in an ethnographic museum, the visitor will not find out anything
about its fate, past history and meaning for the people who possessed i t —
"from the producer to the collector, who took it from its own context and
installed it into his own, granting new meanings and endowing with new
emotions".
Wasilewski reconstructs the presumed path of "three disks", which
he purchased years ago at a bazaar in Uhlan Bator. The first is a copper
medallion-coin with a Russian two-headed eagle, the date 1863-1864
and the inscription " Za usmirenie pol'skago miatezha" (for stifling the
Polish rebellion). The second is a coin with a square opening in the cen­
tre, which, after being excluded from circulation, served as a weight, to
which tufts of sheep fur were attached, creating a pompon used for play­
ing "tebek", a game consisting of kicking it into the air as long as possi­
ble without interruption. The last mysterious disk, of unknown usage, is
made of jade: "the extreme ascetic quality of the object could serve the
personification of abstract values: the ideal, the absolute, transcendence".
Objects force us to think about eternity in both directions—the future,
longevity, and the past, eternity.
To be or to have? "To have" (a collection of objects) carries the same
spiritual value as "to be" (a collector of objects).
Leonid Stolowicz
The Mirror as a Semiotic, Epistemological and Axiological Model
In its capacity as a universal instrument, the mirror conceals astoni­
shing properties. It reflects the real world and creates its supra-real, illu­
sory counterpart. The "looking-glass" (L. Carroll) reflects and transforms
reality. The left side becomes the right. Mirrored reality creates a sym­
metrical supplementation of the reality found on the other side of the mir­
ror. The article comprises a brief discussion of the motif of the mirror in
literature, art, philosophy and culture in general, including its mythologi­
cal functions.
Yuriy Tsivyan
The X-ray, Surgery and the Microscope in the Semiotics of the Ear­
ly Cinema
The author discusses the coexistence of the titular inventions with the
cinema, which, nota bene , originated in 1895, the same year as the X ray
The Operation by Doctor Doyen (1898), Le dejeneur du savant (1905),
in which a scholar eats his breakfast while simultaneously examining it
under a microscope, or the film about the reaction of red corpuscles to the
Reirich and Commandone microorganisms, all shown at fairs, comprised
an unveiling of the "invisible world".
Tsivyan concludes that the depicted inventions undermined the cultural-semiotic equilibrium between presentation and its object. The inven­
tions signified transcendence beyond the boundaries of everyday semio-

222

sis. By becoming part of the situation of a screening, the X ray and the mi­
croscope signified a limit beyond which "life as it is" transforms itself in­
to a spectacle of death.
Tomasz Rakowski
The X-rayed Body—the Magic of Radiography
The essay deals with the concept of the human body obtained thanks
to circulating X-rays or other medical examinations. The very attainment
of such an image is embroiled in the mythological Journey, crowned
with winning an Object that offers insight into that what is concealed,
and in a Place which is not quite of this world—I have in mind The Ma­
gic Mountain by Thomas Mann. It is not surprising that the attitude of
the author's interlocutors to images of their interiors is frequently irratio­
nal. The X-ray is also a point of departure towards a different manner of
thinking about our body, and an experiencing of its presence in a way
whose merits can be discovered in F. Bacon and U. Merlau-Ponly. Quite
possibly, it produces associations leading in an entirely different direc­
tion.
Magdalena Radkowska
The Object, the Journey and the Mythical Place
This attempt at a description of cyberspace and the Internet refers to
literature. Apparently, new phenomena in our culture, associated with the
computer, have much in common with 77ie Crocodile Street and Cinna­
mon Shops by Bruno Schultz, who described a possible, imaginary reali­
ty, which the computer net endows with shape and well-defined images.
Cyberspace can be perceived within the wide context of eternal human
strivings, dreams and visions. Strolling, travelling, sailing and surfing are
the most frequently encountered terms used to describe movement in the
Internet. Are they merely simple metaphors or do they conceal actual si­
milarity to true sea and land expeditions? Is the computer only a techni­
cal instrument, an alternative to reality, or does it render assistance in the
realisation of that which is proposed by the imagination? Those are the
questions which the author tries to answer by resorting to descriptions of
relations between man, his dreams and longings, on the one hand, and cy­
berspace, on the other.
Maciej J. Dudziak
Micro-and Macro Markets. Sketches from the Anthropology of
a Confrontation
With the assistance of a comparison of two types of functioning mar­
kets, situated within two different contexts, the author tries to capture
their specific cultural atmosphere. Upon the basis of observations con­
ducted in a small-town market and its environs, the author contrasts its
openness, clearly outlined social roles and "culture-creating" role with
the large-town supermarket, its anonymity, high level of specialization,
the obliteration of social roles and extra-territorial nature.
By means of a comparative analysis of both types of markets, the au­
thor tries to construct a metaphor of present-day culture based on non-ho­
mogeneity, opposition and a multitude of applied models of behaviour
Magdalena Radkowska
Direct Sale on a Visit
This mini-tale contains copious footnotes about the sale of cosmetics
at home. The author proposes a attempt at an anthropological explanation
of ways to influence clients and entice them to buy a product, as well as
advertisement and manipulation. Emphasis is placed on problems con­
nected with the body and the relation towards it in contemporary culture
Shop on Maisel Street, by M i с h a 1 A j v a z, the Czech wnter and
poet is a fragment of his novel (under the same title).
Krzysztof Cibor
The Walkman. A History of a Certain Transmitter—the Present of
a Certain Transmission
The transmitter mentioned in the text is the popular portable cassette
player. The author proposes an outline of its history without delving into
technological details or following every step of the road pursued by man­
kind in order to create this simple device. The text rather throws light on
the cultural context in which the "walkman" could come into being as
a unique phenomenon. This context has place for, i . a. the poetics of the
video clip, concrete music, Igor Stravinsky and psychiatric drugs.
Wiesław Szpilka
Bicycle, Skis, Boots
The mountain bike, skis and hiking boots can become the objects
of fashion and "trendiness", but in this text they interest the author as

�totally asymbolic objects which not so much provide food for thought
as radically force us to face the truth. They co-create a new existence
and constitute a condition for initiation, a different perception of rea­
lity.
Tomasz Rakowski
Three Months in a Fitness Club.
The History of Order, its Malady and the Unknown
This essay attempts to formulate a response to the fashion of body
building, and all types of fitness exercises, to which the author himself
succumbed. The building of a harmonious body is connected with a qu­
est for Pythagorean hidden proportions, a certain ideal harmony. Practi­
ces associated with the "modern" body also serve the purpose of subju­
gation. This image disappears in the very pursuit of a discipline, and in
its stead there emerges frantic activity which no longer recalls its target
and follows quite unrealistic paths. Such fierceness and a growing sequ­
ence of dichotomy and unconquerable aporia incline towards a search for
the Greatest equal to the Smallest, That what is neither This nor That, and
Nullity, where all aporias lose their raison d'etre.
Tomoho Umeda
In The electric guitar, Umeda describes the history of this musical in­
strument and its significance for contemporary culture, treating the gui­
tar as a pretext for contrasting two eras in music—rock and post-rock.
Zuzanna Grebecka-Cwiek
A Lifelike Nail? An Equine Dose of Hyperrealism
The presented description and analysis deal with two objects: a con­
crete cast of an Arab horse, which is a sui generis garden sculpture, and
a stuffed horse, which comprises one of the elements of a diploma work
presented by Katarzyna Kozyra at the Academy of Fine Arts in Warsaw.
The common feature of both inanimate objects is the fact that the artists
intended them to appear "lifelike". The author draws attention to the dif­
ferences between the two realisations. The garden sculpture aims at hy­
perrealism; it deceives in the hope that deceit will become truth. The
"sculpture" devised by Kozyra is situated in an opposition between life
and death: the once living and now stuffed horse was, according to the ar­
tist's premises, to inspire reflection on death and killing.
Dorota Hall
A Pilgrimage to the Old-New Holy Land
The article discusses the journey made by persons connected with the
New Age Movement. By disregarding geographic distances, the contem­
porary world accentuates the destination rather than the journey itself.
The author thus limits herself to a description (initial, and not supported
by conscientious studies) of the destination of pilgrimages undertaken by
supporters of New Age, and writes about places which they recognise as
holy. The latter include ancient cultural centres and regions situated w i ­
thin the range of the impact of a strong electromagnetic field. The special
properties of the site do not have to be linked exclusively with its geogra­
phic location—the very contacts with transcendence generate, or at least
enhance holiness.
Anna E. Kubiak
Dirty Teddies of Pure Relations, or on Nostalgia in Culture
The titular teddy bears are part of the paradigm of nostalgia in cultu­
re, which the author describes upon the example of a flea market. Trea­
ted metaphorically, it reflects the situation of contemporary culture, who­
se characteristic features include detraditionalisation, a mixture of cultu­
res, and the incessant process of the transition of artifacts between gen­
res and traditions. The flea market, envisaged as a metaphor, expresses
also a certain vision of culture described by, e. g. Clifford, Rosaldo, Ricoeur and Steward, which opposes the vision presented by the metaphor
of the museum and the supermarket. The text considers motifs of nostal­
gia in culture as well as in the anthropology of culture itself by referring
to the example of a discussion about the New Age exploitation of tradi­
tion.
Krzysztof Lipka
"Shrukoy" (Szrukoj)
This is a journey to the history of the perception and imagination of
a child. The titular word, heard by the author in a lullaby sung to him du­
ring his childhood (text: M . Lermontov) appeared to be repelling and ter­
rifying. Subsequently, childish imagination ascribed it to a mysterious
object discovered among household brie a brae (reproduced in the dra­
wing). Only much later did the author find out the purpose of this puz­
zling object and the origin of the strange and rough-sounding shrukoy,
produced by a fusion of Russian words.

Irena Huml
The Culture-creating Role of the Academy of Fine Aits in Warsaw in
the Town and on a National Scale. Select Problems.
Inauguration Lecture at the Warsaw Academy of Fine Arts. Academic
Year 1998/1999.
Krystyna Duniec
Ibsen in Television Theatre
In spite of the fact that contemporary manners are so different from
the reality of Ibsen's plays, it does not invalidate the plays themselves.
Television in particular makes them manifest their accuracy and attracti­
veness to the modern audience. T V Theatre is in Poland a very special
and quite exeptional "institution". For more then forty years now it gives
its premieres for the largest possible audience every Monday at 8 p.m. on
Channel 1. The most prominent Polish theatre directors and actors work
for TV Theatre. This seems to decide about the unquestionable success
of "Shakespeare of the North" on TV. Ibsen, considered as the playwri­
ght of the actor, provides modern theatre with great, realistic parts. And
so his plays satisfy traditional expectations of T V audience, who de­
mands classical, already verified plays in realistic productions compati­
ble with the realistic medium of television, presented by the best actors,
who otherwise would not appear in the province of Poland.
The variety of moral attitudes as presented in his plays, the timeless
truth of emotions and defending of individual identity make Ibsen an
exeptional TV playwright. Polish contemporary drama involved in poli­
tics provides us with flat characters deprived of any individual traces. At
the same time T V Theatre willingly stages Ibsen's plays (in the 80s and
90s there were for example: Rosmersholm, Hedda Gabler, A Doll's Ho­
use, John Gabriel Borkman) casting stars and proving that even in the t i ­
mes when the majority of the artists look everywhere for immediate po­
litical contexts, it is still worth to remind certain basic human problems
and search for truth in culture and philosophy. T V productions which in­
vite Ibsen from his oldfashioned parlour to the setting of film studio or
railway station, give a chance to pzerceive psychological, existential and
social attractiveness of Ibsen's ideas.
Elżbieta Waga
Eternal Iconosophy
In June 1997 the Kordegarda Gallery in Warsaw featured an exhibi­
tion of works by the Cracow-based artist Tadeusz Gustaw Wiktor. Altho­
ugh his paintings did not stir my imagination, the enormous graphicworks, at first glance somber, but actually pulsating with an inner light,
made a tremendous impression. The latter feeling soon changed into mar­
ked distaste once I reached for fragments of the theoretical declarations
made by the artist, presented in the exhibition catalogue; this holds true
especially for the text entitled Eternal Iconosophy as Cognition via Pa­
inting. In grandiloquent and excessively knowledgeable terms Wiktor ou­
tlines his conception of art as Eternal Iconosophy, conceived as one of the
offshoots of Eternal Philosophy. More, he describes himself as an Iconosopher, pursuing "absolute painting", whose "cognitive-meditative 'tar­
get' is the expression of the Absolute by means of painting". My own re­
flections on the absurdity of a literal translation of theoretical concep­
tions (which in Wiktor's case bear the symptoms of inner weakness) in­
to creative activity coincided with the freshly read and magnificent book
by Prof. Wiesław Juszczak Fragmenty [Fragments]. Within the context of
the discussed exhibition, which is basically an interesting confrontation
of the theoretical and artistic statements made by Wiktor, three theses
contained in Juszczak's deliberations on art appear to be particularly im­
portant and apt:
- "art is self-restricting, since it assumes reflection about itself;
- "the content of symbolism is embedded in the artwork regardless
of the symbolic sense intentionally inscribed within it";
- it is impossible to transgress art; true, it comprises a striving to­
wards that which is uncognizable, but can lead us only to a certain boun­
dary not to be crossed.
In this issue, we begin to publish Diary of 1914 by B r o n i s ł a w
M a l i n o w s k i (the immediate continuation of which is A Diary in the
Strict Sense of the Term); at the same time, we continue the presentation
of his earlier Diaries. The issue also includes an article by D a n i e l
G e r o u 1 d, an outstanding expert on Stanisław Ignacy Witkiewicz (pa­
inter, man of letters, philosopher and photographer), entitled Witkacy's Journey to the Tropics: a Ceylonese Itinerary, a detailed reconstruc­
tion of the journey made by Malinowski and Witkiewicz (Witkacy) to
Australia. Learning about the outbreak of the first world war, Witkacy re­
turned home, while Malinowski continued on his way to the Trobriand
Islands, which, to cite his own words, were to turn him into a Joseph
Conrad of anthropology.

223

�NOTY O AUTORACH
Michał Ajvaz - ur. 1945 w Pradze, prozaik, poeta, krytyk i eseista czeski. Ukoń­
czył studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola. Imał się
później różnych zajęć: byt robotnikiem, nocnym stróżem, dozorcą i pracow­
nikiem analizującym jakość wody. Od 1996 r. pracuje jako redator tygodni­
ka „Literami noviny". Zadebiutował tomem wierszy Morderstwo w hotelu
..Intercontinental" (1989). Dobiut prozatorski to tom opowiadań Powrót sta­
rego warana (1991). Pierwsza i jak dotąd jedyną powieścią Ajvaza jest Inne
miasto (1993). Ostatnio ogłosił Turkusowy orzeł (1997). Polskie przekłady
prozy i poezji drukował w licznych pismach, m.in. „Fraza", „Krasnogróda",
„Kresy", „Zeszyły Literackie".
Albert Bajburin (ur. 1947) - ukończył filologię rosyjską na Uniwersytecie
w Tartu (Estonia) w 1972. Habilitował się w 1995 r. Pracownik naukowy In­
stytutu Etnografii Rosyjskiej Akademii Nauk. Autor szeregu prac z zakresu
semiotyki kultury ludowej. Wydal m.in. książkę Żiliszcze w ohriadach
i priedstawlieniach wostocznych słowian. Leningrad 1983. „Polska Sztuka
Ludowa" (nr 3/1990) opublikowała W sprawie opisu struktur słowiańskio
tuału budowniczego.

ry­

Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów". Kie­
rownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej. Au­
tor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współczesnej m.in.
książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w tradycji ludowej. Wrocław 1992 .
Krzysztof Cibor - student KEiAK UW
Stanisław Cichowicz - filozof, tłumacz, edytor, poeta, artysta. Autor książki Fi­
lozof i istnienie. U podstaw teodyceii G. Leibniza, PWN 1970, Est modus in
Rebus, Tow. Muzyki Współczesnej 1987, Moje ucho a biężyc.
Diagnozy

i dywagacje, Wyd. Słowo, Obraz i Terytoria 1996, Czy można
rzepak? 67 haiku, Wyd. BWA

przesadzić

1996.

Jurij Cywian - historyk kina z wczesnych etapów rozwoju, absolwent anglisty­
ki uniwersytetu w Rydze, pracownik naukowy Instytutu Folkloru, Literatury
i Sztuki Łotewskiej Akademii Nauk, współpracownik tartusko-moskiewskiej
szkoły semiotyki kultury. Opublikował m.in. Istoriczeskaja recepcija kino.
Kiniematograf w Rossiji IH96-I930, Riga 1991, Dialog s ekranom, Talinin

1994 (wraz z J. Łotmanem). Obecnie wykłada na Uniwersytecie Kalifornij­
skim (Los Angeles).
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbolu w fil­
mie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w redakcji „Kontekstów". Redaktor
książki Mitologie popularne.

Witold Dobrowolski - pracuje w Muzeum Narodowym, gdzie kieruje zbiorami
sztuki antycznej, profesor Uniwersytetu Warszawskiego w Instytucie Arche­
ologii; specjalizacja ceramika grecka i sztuka etruska. Autor licznych artyku­
łów oraz książek: Sztuka Etruska (PIW), Malarstwo etruskie (PIW), Mity
morskie antyku (PWN).

Jarosław jot-Drużycki - przygotowuje pracę magisterską w Katedrze Etnologii
UW. Redaktor pisma poświęconego kulturze miasta „KurWar". Zajmuje się
antropologią miasta. Pracuje w „Kontekstach".
Maciej J. Dudziak - student etnologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza
w Poznaniu.
Krystyna Duniec - adiunkt w Zakładzie Teatru Instytutu Sztuki PAN. Autorka
rozpraw i artykułów z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, książki
Kaprysy Prospera. Szekspirowskie inscenizacje Leona Schillera.

Daniel C. Gerould - profesor City University of New York, historyk literatury
i teatru, komparatysta i tłumacz. Wykładał w różnych uniwersytetach amery­
kańskich i europejskich, m.in. w Uniwersytecie Warszawskim (anglistyka).
Autor wielu publikacji dotyczących literatury, dramatu i teatru amerykań­
skiego i europejskiego, tłumacz, wydawca i komentator Witkacego, autor
książki Witkacy. SI Witkiewicz as an Imaginative Writer (1981, wyd. pol.
Stanisław Ignacy Witkiewicz jako pisarz, 1981). Ogłosił m.in. Galant and Li­
bertine. Eighteenth-Century French Divertissement and Parades (1983), Do­
ubles, Demons and Dreamers. An International Collection of Symbolist Dra­
ma (1985), Guillotine. Its Legend and Lore (1992, wyd. pol. Historia giloty­

ny, 1996). Tłumacz Przybyszewskiego i Micińskiego, wydawca „Slavic and
East European Performance. Drama, Theatre, Film".
Marzena Gierga - etnolog (studia UJ). Studia doktoranckie w Instytucie Etno­
logii UJ; przygotowuje pracę doktorską poświęconą związkom antropologii
z historią i literaturą w oparciu o Kroniki włoskie Stendhala. Dwukrotna sty­
pendystka do Wioch, staż w Instytucie Antropologii Kultury w Sienie.
Jan Condowicz - krytyk, tłumacz, wydawca, współpracownik „Tygodnika Po­
wszechnego"; wydal m.in. Marmur Josifa Broskiego, Słownik komunałów
Gustawa Flauberta, Zoohgię fantastyczną uzupełnioną. Mieszka w Warsza­
wie.
Grzegorz Graff - etnolog (absolwent UJ). Pracuje w Muzeum Etnograficznym
im Seweryna Udzieli w Krakowie.
Zuzanna Grebecka-Ćwiek - studentka KEiAK i MISH UW.
Teresa Grzybkowska - historyk sztuki o wszechstronnym dorobku i zaintereso­
waniach, założycielka i dyrektor Zakładu Historii Sztuki w Gdańsku, profe­
sor Uniwersytetu Gdańskiego. Autorka licznych wystaw, min. wystawy
Świat Obrazów

Jacka Malczewskiego (Kraków 1996, Radom 1997) i Aurea

Porta Rzeczypospolitej (Gdańsk 1997).
Dorota Hall - studentka KEiAK UW
Zbigniew Herbert - (t 1998) jeden z nawybitniejszych poetów polskich: autor
min. takich zbiorów wierszy Elegia na odejście,

Hermes, pies i gwiazda.

Struna światła. Raport z oblężonego miasta, Rovigio, oraz zbiorów esejów
0 kulturze i sztuce Barbarzyńca w ogrodzie i Martwa natura z wędzidłem.

Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, krytyk literacki. Profesor IBL
PAN, wykładowca na UW. W latach 1956-89 zajęcia w WS Pedagogicznej
w Gdańsku, a następnie na Uniwersytecie Gdańskim. Opublikowała m.in.
Zygmunt Krasiński, debiut i dojrzałość (1962), Romantyzm. Studia o ideach
1 sylu (1969), Romantyzm. Rewolucja. Marfaizm. Kolokwia gdańskie (1972),
Hermeneutyka. Poznanie i terapia (1974), Gorączka romantyczna (1975),
Literatura wobec wojny i okupacji (1976), Odnajdywanie znaczeń (1980),
Seria Transgresje. Czas formy otwartej; Wobec zla (1989), Życie
pośmiertne
Konrada Wallenroda (1990), Projekt krytyki fantazmatycznej (1991), Czy bę­
dziesz wiedział, co przeżyłeś; Kobiety i duch inności (1996), Płacz generała.
Eseje o wojnie (1998).

Agnieszka Kamińska - studentka KEiAK UW
Anna E. Kubiak - antropolog kultury, adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjolo­
gii PAN. Autorka pracy na temat ruchów religijnych p.t. Delicje i lewa ręka
Kryszny (IFiS, Warszawa 1997). Prowadzi badania nad holistycznymi idea­
mi i praktykami (New Age).
Zygmunt Kubiak - filolog, znawca kultury antycznej, eseista, tłumacz; tłuma­
czył m.in. Wyznania św. Augustyna, Eneidę Wergiliusza, poezję angielską
i nowogrecką, (m.in. pełne wydanie przekładów poezji Kawafisa), wydal
ostatnio: Przestrzeń
dzieł wiecznych (1993), Kawafis Aleksandryjczyk
(1995), Brewiarz Europejczyka (1996), Mitologia Greków i Rzymian (1997)

- ta ostatnia byta nominowana do Nagrody NIKE (zwyciężyła w plebiscycie
czytelników).
Grażyna Kubica-Heller - jest pracownikiem Zakładu Antropologii w Instytu­
cie Socjologii UJ. Jest autorką książki Luteranie na Śląsku Cieszyńskim oraz
wspólredaktorką tomu Malinowski Between Two Worlds, CUP 1988. Intere­
suje się problematyką mniejszości religijnych oraz biografią i twórczością
Bronisława Malinowskiego. Mieszka w Krakowie i Ustroniu.
Krzysztof Lipka - muzykolog, historyk sztuki, literat; autor powieści filozoficz­
nej Pensjonat Barataria; redaktor w Polskim Radiu BIS.
Krystian Lupa - ukończy! grafikę na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
i Reżyserię Teatralną w Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie. Reżyser
w Teatrze Starym w Krakowie (1978-1998). Początkowo specjalizował się
w utworach Witkacego i Gombrowicza, a następnie w literaturze niemiecko­
języcznej kręgu austriackiego (Musil, Broch, Bernhardt, Rilke), którą niejed­
nokrotnie sam tłumaczył i adaptował na scenie. Profesor Państwowej Wy­
ższej Szkoły Teatralnej w Krakowie na wydziałach aktorskim i reżyserskim.
Marta Miskowiec - absolwentka etnologii UJ. Pracuje w Muzeum Fotografii
w Krakowie
Marek Oziewicz - anglista, literaturoznawca, absolwent Instytutu Filologii An­
gielskiej we Wrocławiu. Obecnie doktorant 1FA Uniwersytetu Wrocławskie­
go, przygotowuje pracę doktorską na temat Kronik narnijskkh CS. Lewisa.
Andrzej Pilichowski-Ragno - absolwent filologii polskiej (UJ), fotograf, czlo
nek SPAF
Magdalena Radkowska - studentka KEiAK i polonistyki UW.
Tomasz Rakowski - student KEiAK UW i Akademii Medycznej w Warszawie.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW). Zajmuje się antropologią filmu i foto­
grafii.
Lech Sokół - docent w Instytucie Sztuki PAN, zastępca dyrektora ds. nauko­
wych, wykładowca Akademii Teatralnej w Warszawie, historyk dramatu i te­
atru, komparatysta. Autor publikacji o Witkacym, Strinbergu i Ibsenie, m.in.
Groteska w teatrze S. I. Witkiewicza (1972), August Strinberg (1981), Witka­
cy i Strinberg: dalecy i bliscy (1995).

Leonid Stołowicz (ur. 1929) - ukończy! filozofię na Uniwersytecie w Leningra­
dzie (1952), habilitował się w 1965 г., kierownik katedry filozofii na Uniwer­
sytecie w Tartu. Autor licznych prac estetyki.
Wiesław Szpilka - etnolog (studia UJ), studia doktoranckie w Instytucie Sztuki
PAN, pisze pracę doktorską poświęconą etnologicznej interpretacji kultury
masowej. Mieszka w Kościelisku.
Tomoho Umeda - student KEiAK UW
Elżbieta Waga - ukończyła Wydział Grafiki warszawskiej ASP (dyplom z wy­
różnieniem z grafiki warsztatowej w pracowni prof. Rafała Strenta; aneks do
dyplomu: malarstwo w pracowni śp. prof. Janusza Przybylskiego i rysunek
u prof. Juliana Rączko). Miała dwie wystawy indywidualne i brała udział
w licznych zbiorowych. Obecnie jest studentką w SNS IFiS PAN. Zajmuje
się neoplatonizmem i jego późniejszym dziedzictwem.
Jerzy Sławomir Wasilewski - etnolog, doktor habilitowany, pracuje w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej UW. W latach 1971 -80 byt uczestnikiem
corocznej ekspedycji IHKM PAN do Mongolii. Prowadził też penetrację et­
nograficzną innych krajów Azji. Autor książek: Podróż do piekieł, rzecz
Ł

o szamańskich

misteriach, W-wa 1979, Tabu a paradygmaty etnologii, W-wa

1989.
Jerzy Wojciechowski - historyk sztuki (studia UW), od 1989 r. pracuje w Gabi­
necie Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Zajmuje sę rysunkiem
europejskim, ze szczególnym uwzględnieniem rysunku włoskiego od XVI
do XVIII w. Publikował w kraju i zagranicą.
Tomasz Żukowski - absolwent Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego,
doktorant Instytutu Badań Literackich PAN. Zajmuje się powojenną poezją
polską.

�O podróżach, rzeczach, miejscach mitycznych
w „Polskiej Sztuce Ludowej" i w „Kontekstach" pisali min.:
nr
nr
nr
nr
nr

3-4/1985: Antoni Kroh, Łemkowszczyzna w wierszach Jerzego Harasymowicza
1-2/1986: Sławomir Sikora, Cmentarz. Antropologia pamięci.
1-2/1988: Ludwik Stomma, Piwnica pod Baranami
3/1988: Wojciech Zaleski, Kapliczki błagalne i święte sosny z okolic Supraśla
1-2/1989: Monika Krajewska, Cmentarze żydowskie w Polsce: nagrobki i epitafia: Bogdana Pilichowska, Krakowskie zabawki odpustowe
przedstawiające
Żydów
nr 3/1990: Grzegorz Olesiak, Wyobrażenie „malej ojczyzny". Morfologia idealnego świata, Jerzy Bartmiński, Ojczyzna w pieśniach i wier­
szach chłopskich, Maria Kozłowa, Lamenty po wysiedlonej wsi, Eleonora Bergman, Dom cadyka w Kocku, Ryszard Ciarka, Święty obraz
w szarym bloku (szkic do scenariusza filmowego). Danuta i Zbigniew Benedyktowiczowie, Symbolika domu w tradycji ludowej (cz, I)
nr 4/1990: Danuta i Zbigniew Benedyktowiczowie, Symbolika domu w tradycji ludowej (cz. II), Zbigniew Dalewski, Zakładziny: obrzęd i mit.
0 słowiańsk ch zwyczajach i wierzeniach związanych z budową domu i zakładaniem miasta. Jakub Bułat, Przestrzeń sakralna domu wiej­
skiego albo okno i stół. Hanna Szewczyk-Wierzbicka, Semiotyka stołu w przestrzeni izby weselnej. Roch Sulima, Między Rajem a śmietni­
kiem (Ikonosfera warzywnych ogródków)
nr 1/1991: Ludwik Stomma, Uroda ludzkiej pomyłki, Zbigniew Benedyktowicz, Widmo środka świata. Przyczynek do antropologii współcze­
sności
nr 2/1991: Maria Giedz, Święta Góra Grabarka
nr 3-4/1991: Michał Klinger, Podróż do klasztoru Św. Onufrego w dniu jego święta (24/25 czerwca, gdy schodzi się tam mnóstwo narodu),
Krzysztof Czyżewski, List z podróży. Krzysztof Czyżewski, Podróż na Wschód
nr 3-4/1992: James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski, Teresa Rutkowska, Wędrówki Felliniego. Małgorzata Bara­
nowska, Pocztówka masowa i fotografia uczuć. Dariusz Czaja, Wenecja i śmierć: konteksty symboliczne, T. Jefferson Kline, Orfeusz transcendujący. „Ostatnie tango w Paryżu". Ludwik Stomma, Antropologia kultury, historia i Kubuś Puchatek. Zbigniew Benedyktowicz,
„Uciekające zdjęcia ". Rovnowa z Piotrem Skrzyneckim. Piotr Skrzynecki, Szkic do scenariusz filmowego pt. „O Groblach na Groblach"
nr 1/1993: James Clifford, O kolekcjonowaniu sztuki i kultury, Michał Luboradzki, Daty, wydarzenia, komentarze [umierające syreny], Roch
Sulima, Przyczynek do semiotyki śmierci [umierające syreny]
nr 3-4/1993: Stanisław Stomma, Wilno. Vytautas Landsbergis. Vilnius
Grigorij Kanowicz, Wilno, jakego już nie ma, Tamara Gordon, Wilno Żydów, Halina Kobeckaitć, Karaimi w Wilnie i Trokach. Aleksander Jac­
kowski, Wilno - Vilnius
nr 1-2/1994: Umberto Eco, Przemysł i przemoc seksualna w społeczności doliny Padu, Czesław Robotycki, „Piwnica pod Baranami" - an­
tropologiczna interpretacja formuły kabaretu. Wiesław Szpilka, Raj utracony. Joanna Sarnecka, Gusła na Czarnem. Magdalena MichalskaCiarka, Warszawski Krzyż z kwiatów
nr 3-4/1994: Andrzej Różycki, Notatki z podróży po Polsce. Jeremy Rifkin, Anatomia cheeseburgera
nr 3-4/1995: Marek Nowakowski, Miasto. Grażyna Borkowska, Kresy zachodnie: genius loci. Dariusz Czaja, Wenecja jest kobietą, Ludwik
Lewin, Ludwik Stomma, Paryż za dwa Ludwiki
nr 1-2/1996: Władysław Panas, Brama, Witold Chmielewski, Środek świata w Lublinie. Sławomir Sikora, Jak to się robi w Nowym Jorku?
Wystawy (NY), Maryla Sitkowska, Sześć godzin temu (NY), Małgorzata Baranowska, Warszawa. Miesiące, lata, wieki (Fragment)
nr 3-4/1997: ***, Jeruzalem. Jeruzalem. Z Narmi Michejdą rozmawiają Małgorzata Baranowska i Maria Jęczmyk. Bohdan Pociej, Siedem
bram Jerozolimy
nr 2/1998: Kirsten Hastrup, Poza antropologią, antropolog jako przedmiot przedstawienia dramatycznego. Henryk Jurkowski, Lalki w rytua­
le, Agnieszka Kamińska, Tamagotchi - ogniwo między lalką a zwierzątkiem. Wirtualne cmentarze dla cyber-stworzonka.
:

O Bronisławie Malinowskim pisalis'my już
w numerze 3-4/1992: James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski
w numerze 1-2/1997: Grażyna Kubica-Heller, Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego i jego biografem, Grażyna Kubica-Heller, Roz­
mowa z Heleną Wayne, Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Michaelem Youngiem, Helena Wayne (Malinowska), Wpływ kobiet na życie
1 dzieło Bronisława Malinowskiego, Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Flisie Masson,
Terence Wright, Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów
w numerze 3-4/1997: Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie Masson , Bronisław Mali­
nowski, Pisane dla Anieli Zagórskiej
w numerze 1/1998: Maria Ossowska, Bronisława Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa". Clifford Geertz, Zaświadczają­
ce Ja. Dzieci Malinowskiego, Grażyna Kubica-Heller, Wstęp do dzienników Bronisława Malinowskiego 1908-1913, Bronisław Malinow­
ski, Dzienniki, Zeszyt 1
w numerze 2/1998: Bronisław Malinowski, Dzienniki. Zeszyt 2

Z powyżej wymienionych numerów są jeszcze do nabycia w Dziale Wydawniczym IS PAN ul. Długa 28, Warszawa następujące egzemplarze:
3-4/1991, 3-4/1993, 3-4/1994, 3-4/1995, 1-2/1996, 3-4/1996. 1-2/1997, 3^t/l997, 1/1998, 2/1998

Prenumerata „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej" za rok 1999
kwartalna - 5 zł; półroczna - W zł; roczna - 20 zł
Wpłaty na prenumeratę przyjmuje firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12
Konto: P K O BP V I I I Oddział Warszawa nr 10201084-77578-270-1-111 oraz
UJCH, konto: P B K S.A. o/Warszawa, nr 11101053-16-551-2700-1-67 (z zaznaczeniem: prenumerata „Kontekstów")
Prenumerata ze zleceniem wysyłki za granicę jest 150% droższa (AMOS);
podrożona o realny koszt wysyłki (RUCH).

�W najbliższych numerach:
Małgorzata Dziewulska, Tadeusz Kantor. Drugie życie przedmiotów
Dariusz Czaja, Krzesło. Szkic do portretu
Krzysztof Cibor, Nieistniejący film, nieistniejące miasto, nieistniejące życie.
Propedeutyka wędrówki poza słownik
Artur Setniewski, Świetlica, rzecz o dwóch królestwach
Joanna Tokarska-Bakir, „Ślepy bibliotekarz". 0pisemnym wymiarze ustności
Maksymilian Rejmer, Święty czas i święta przestrzeń
Marc Shell, 0 Kej, czyli Obracaj ostrożnie
Lew Łosiew, WenecjaJosifa Brodskiego
Ireneusz Kamiński, Autobus
Agnieszka Makarewicz, Piłka
Tomoho Umeda, Hiperaudiofilo...
Danuta Bolikowska, Dym
Katarzyna Kuszyńska, Papieros i popielniczka
Marceli Zygała, Fumare humanum est.
Krótki leksykon używek tytoniowych wokół nas
Marcin Szporko, Krystyna Gieryszewska, Zielone liście na ulicach Berlina
Tomoho Umeda, Polifonia i polifoniczność
Dorota Hall, Uciekanie przy ekranie
Janusz Barański, Pluralis non maiestaticus, czyli ludzie jak rzeczy
Dorota Kołakowska, Planeta Diana - próba analizy
reakcji na śmierć księżnej Walii
Magdalena Radkowska, Hiperrealnośc Lary. Lara Hiperrealności
Jacek Olędzki, Zgredy, rule i ulotna sztuka niewinności
Jarosław jot-Drużycki, Vlepka albo interpretacja swobodna
Marcin Kafar, Żyć w rytmie 230 bitów na minutę
Dorota Gut, Po drugiej stronie ekranu
Iwona Rentflejsz, Dlaczego Henryk V, czyli krótka historia trzech premier
Anna Wieczorkiewicz, Czyja jest kultura, czyje jest muzeum
Wiesława Wierzchowska, Ireneusz Krzemiński,
Jacek Sempoliński, Stefan Starczewski,
0 Obrazach ludowych Aleksandra Jackowskiego
Jurij Łotman, Obraz odwrócony
Wiesław Szpilka, Podróż: „Pod osłoną nieba"

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10522" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10500">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3005661231b03eded60353934d389617.pdf</src>
        <authentication>0f70f8fc9826fb5c4a68ee687fdd439f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125290">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2722</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125291">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125292">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2533</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125293">
                <text>Dzienniki 1908-1913 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125294">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.3-4, s.183-189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125295">
                <text>Malinowski, Bronisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125296">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125297">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125298">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125299">
                <text>Bronisław Malinowski,
Dzienniki 1908-1913
Na zeszycie I I I , który jest kontynuacją dwóch odcinków zamieszczonych w poprzednich numerach przerywamy druk Dzienników 1908-1913 i roz­
poczynamy druk Dziennika z 1914 roku. Dzienniki 1914 poprzedzone są artykułem Daniela Geroulda Podróż Witkacego do tropików: itinerarium cejlońskie rekonstruującego podróż Malinowskiego i Witkacego do Australii. Jednym ze źródeł rekonstrukcji dokonanej przez prof. Geroulda był fragment
Dziennika 1914, który po raz pierwszy publikujemy dalej na stronie 197. Tak jak w poprzednich odcinkach zachowaliśmy oryginalną pisownię,. Nawia­
sy [?] oznaczają miejsca nieczytelne.
red.

Z E S Z Y T III (X.1909-22.XI.1909)
Dziennik ten rozpoczyna się od wspomnień z pobytu w Szwajcarii, w okolicy Genewy, gdzie Malinowski spędził
dłuższy czas w lecie 1909 roku z Annie Branton. Później był także w Krakowie, gdzie spotykał się ze Stanisławem Igna­
cym Witkiewiczem, Leonem Chwistkiem i Tadeuszem Szymberskim , a także w Warszawie i Lwowie - o czym sam pi­
sze. W październiku spędza z Annie kilka dni w Weimarze, szukając tam śladów Goethego.
Romans ten był dość skomplikowany, gdyż Annie była wtedy jeszcze związana z muzykiem S., którego darzyła „platoniczną miłością". Malinowski przeżywa rozterki moralne i sentymentalne, ale w końcu ich obopólne uczucie zwycięża.
Poza tym w dzienniku dużo miejsca poświęca dalej pracy nad sobą i autoanalizie. Pojawiają się też inne ciekawe re­
fleksje, jak np. „Nie mam obowiązku czuć się b[ardzo] blizkim mojemu społeczeństwu. Muszę tylko pracować dla nie­
go". Ten wątek będzie się pojawiał i później w dziennikach terenowych oraz w listach do przyszłej żony - Elsie: poczu­
cie dystansu do kraju, ale jeszcze ciągle więź moralna.
Dziennik ten dotyczy bardzo krótkiego okresu: zaledwie dwóch miesięcy (października i listopada 1909 roku).
1

Grażyna Kubica-Heller

[Na początku jest 7 stron różnych wzorów i schematów
matematycznych, min. rysunki obwodów elektrycznych i pól
magnetycznych, transformacje układów współrzędnych].
Geschichtliches:
1°. In M . 1°. I-rst evening: meeting [ang. pierwszy wieczór
spotkanie], razem idę do hot[elu], jemy. Wychodzimy nad
Quai. Piwo w s'rodkowej kawiarni. Rozmowa o domu gry, po­
bycie u Mary, o [?] lunchu etc. Powrót. [???] Idę do [???]
Wracam [?] Ogólny nastrój: Beklommenheit [niem przygnę­
bienie]. Kocia skromność i delikatność. Mówię sobie „dobrze
poszło". Ubrana w smart blue coat [ang. elegancki niebieski
płaszcz], w beżowy kapelusz.
2°. Późne śniadanie. Spacer, „shopping". Jazda do Iwana
i Francuzcy chłopcy. W [?] charakterystyczna. Pytamy się
przy studni. Idziemy szosą. Schodzimy pomiędzy kasztanami
na śliczną łączkę. Idziemy dalej.[?] Powrót. Deszcz. Chowa­
my się w karczmie. Kawa i jemy. Powrót. [???]
3°. Wyjazd do Role [Rolle na jez. Lemańskim]. Droga
wśród [?]. Chłopi w drodze. Motor cary. [???] Violetta, dzie­
ci. Stara baba. The old rubbish [??]. Spacer nad brzegiem do
[?] villi i lasku. Powrót; droga do [?]. Jazda do [??] po obie­
dzie idziemy nad brzeg. Ciemna noc księżycowa. 2. dzień.
Wyjazd (dom). Zakupy (książki, okulary, portki, p. Cybula).
Droga i druga kłótnia w wagonie. Przyjazd i objad w pokoju.
Czas [?].
I I . Pobyt. 28 środę wieczór przyjechałem. 28 sobotę wy­
jechałem. Tu się mi da opisać dzień po dniu. Lepiej da się
podzielić na grupy odpowiednio do różnych motywów.
Г . Ogólny podział czasu stosownie do okoliczności ze­
wnętrznych. Pierwszy okres kiedy zastaliśmy towarzystwo
zwykłe, przyjaźń [?] staruszkiem. Księżyc; jazdy wieczorne.
0

5tego czy szóstego jadę do Genewy. [???] Przyjaźń z zegar­
mistrzami. Ich wyjazd. Wyjazd staruszków. Parę dni z Maksem(?) (? na dworze) i ostatni tydzień. Sam na sam i liczne
wycieczki.
- Wtargnąć poza fakty w istotną osnowę uczuć. - Opis domku: pierwsze wrażenie, [?] sad na przedzie,
drzewa wiśniowe, zwłaszcza jedno [??]. Opis Mouriac'a.
Sceny at the meals. Further the garden of vegetables. The ro­
uge of bushes at the shore. The way to the boat. When I used
to go there: twice bathing often to the boat. The big scooner
coming in the evening.
- Stosunki osobiste: The mystery of my feelings. It was
a power that mort[?] against which I struggled. I was rest qu­
ite free. This fight in me is one of the leading features. My at­
titude in the presence of other people: at the meals (remember
the tipical periods) in the morning. During our excursions with
the Maccharoni's, Viollette's interference &amp; her mother's (the
evening at the boat). My feelings when [?] myself between her
&amp; the impressions. I don't speak now of the stronger impres­
sions when traveling, but even on our walks home. When sit­
ting at the lakeside under our castagna tree, when rowing in
the boat (this afternoon when I felt very lonely &amp; far away),
when reading Goethe. When working in her presence.
Now at home in our room. A few evenings, we „began"
the night in my small room.There was also this „most beauti­
ful" time. I think we also slept there one or two nights. As
a rule we went each evening to her room, I went in my, arra­
yed the window, the bed &amp; came back. She was the ready. Of
course I was rather exhausted all this time &amp; przejedzony to
that I hardly did enjoy it any when as well as these 2 nights
in Leipzig. I often have been irritated.
The spooning. In the morning - during the [urwane]
2

183

�Problemy aktualne:
Moim zamiarem jest, z punktu widzenia społecznego, pra­
cować w kraju i dla kraju. Zakres; praca naukowa. Z powodu
dotychczasowego kierunku idę teraz dalej w naukach matem[atyczno-] przyrodniczych, nie zaniedbując i innych. Ści­
ślejszy zakres: nauka o cieple, głównie druga zasada termodynam[iki]. W tym roku będę w Lipsku także pracował dalej
w laboratorjum. Chodzi o to aby przyswoić sobie metody rze­
telnej, spokojnej pracy, bez gwałtownego wysiłku. - Do teoryi: faktem jest, że umieć daną rzecz jest to 1°. posiadać tę
rzecz w pamięci np. własności gazów, cieczy, fizykę opisową,
2°. umieć nią posługiwać się np. formułą gazów idealnych.
Np. obecnie powinienem starać się wykuć Nerusta, ażeby
znać na wylot tę książkę. Po za tern każde zagadnienie indy­
widualnie przetrawić i spisać np. konstytucja molekuł, regu­
larności optyczne związków itp. W Lipsku skupić się też na
porządnem odrabianiu pracowni, bez podnieceń, bez gadań,
bez szukania inspiracyi z zewnątrz; starać się przede wszystkiem o Tuchtigkeit [niem. dzielność].
(...)
Weimar
13.X. Sam jadę tramem. Mam pewną tremę w najmowaniu
mieszkania, jadąc układam jak będę udawał „starego", łysego
pana. W ogóle zewn[ętrzne] niewygody stanowią eine starkę
Hemmung [niem. silną przeszkodę]. Na stacyi widzę parę
dziewczyn ładnych. Jakie będzie 1. wrażenie? Wygląda bardzo
elegancko, ale jesteśmy b[ardzo] obcy sobie. Pytam się jak je­
chała, co jadła, o p. Stern. [?] schody duże drewniane. Siada­
my na kanapie, przypatruję się jej [???] oczy zaczynają kochać
się znowu. Pytam się raz czy mnie kocha. - tak, ale... Chce już
iść spać. Kładziemy się. Gwałtowny wybuch namiętności, [?]
budzą się tak dzięki wspomnieniom. Mówi mi, że mnie nie
chce. To znowuż rozbudza we mnie jakieś opory. [?] a platonicznie jego kocham bardziej. Tak. Jestem bardzo nieszczęśli­
wy. Mówimy o litości i o odporności. Gaszę światło i wybu­
cham gwałtownym płaczem. Po prostu wiję się w bólu. Ona
nie reaguje. Utrata przyjaźni, nowe zimno. Całą noc czuję się
nieszczęśliwy. Nad ranem, zmęczony, chcąc się jeszcze wy­
spać, idę do 2. łóżka. Rano przychodzi ona do mnie, ale nie ma
wybuchu namiętności i wciąż jestem nieszczęśliwy bardzo. Je­
stem jakby bez wyjścia, nie wiem co będzie na przyszłość. Ro­
bię wymówki, że mi tego listu nie przysłała. Aha, poprzednio
i teraz dopiero pytam się jej uparcie czy wogóle myśli o moż­
liwości powrotu do S. Wprost przeraża mnie ta myśl. Opieram
się. Ona chce mieć teraz jego a potem mnie. To (burzy) podko­
puje we mnie wiarę w jej głęboką miłość do mnie. Tłumaczę,
dlaczego nie mogę się teraz zgodzić na to, przeciw czemu
przedtem nic nie miałem. Bo zupełnie zmieniłem, pogłębiłem
moje dla niej uczucia. Chcę wstać, przejść się, skupić się i roztrzygnąć z nią tę sprawę, ale nie mam wielkiej nadziei, ażebym
mógł ją zatrzymać, bo nie wierzę już w jej prawdziwą miłość,
na której tyle budowałem. Wcześnie się zrywam, myję, (jej
wyraz twarzy). Schodzimy, idziemy poprzez Markt, Fiirstenhaus [niem. dom książęcy], z powrotem obok Goethehausu
do Teatru; potem przez stare miasto do ogrodu. Mówimy o rze­
czach „aktualnych" (o 3 koncertach S-a). Potem ja mówię pa­
rę zdań o sobie. Idziemy do Gartenhaus [Goethego]: na I pię­
trze pokój bawialny (?) od tyłu b[ardzo] skromny; pracownia
z paru krzesłami, prostem biurkiem, widok na zielony wał
drzew poprzez łączkę. Obok jeszcze dwa pokoje na dole kupfersztychy [niem. Kupferstich - miedzioryt] z Włoch. Idziemy
184

w ogródek, gdzie siadywał z panią v. Stein. 2 półokrągłe ław­
ki, w środku wmurowana tablica z napisem. Nad nami zżółkłe
drzewa kasztanowe, niebo pogodne, słabe, jesienne słońce, l i ­
ście spadają z suchym szumem z drzew. Mówię jej czem zro­
biłem dla siebie - miłość do niej, czem stała się po [?] jakie dla
mnie zrobiła. Potrzebę przyjaźni i jej zalety. Idziemy dalej; ona
mówi mi o swojej [?] o niemożności szczęścia w obecnem po­
łożeniu. Dalej do Belwedere; mówimy (ja opowiadam deta­
licznie aferę z H.) Schodzimy na podwójną miłość; potrzebę
Siihne [niem. zadośćuczynienia], ona proponuje system po­
szewki, ja przyjmuję. Siadamy koło zamku i mówimy o Emchen st. i jej niepowodzeniach i fobii. Ja chcę jeszcze iść dalej
ona ciągnie do miasta. Stajemy na brzeżku i patrzymy, z po­
wrotem ja staję się nieswój i rozmowny jak dziecko, kupujemy
banany i grona. Idziemy do jadłodajni, potem na kawę. Wita­
my S. i [ ? ] . W domu: najprzód w [?] pierwszy raz (ból), potem już na
bis (?), [?] nad ranem też i cały czas nastrój cudny i rozkosz
płynie cudownie. Następny dzień późno: idziemy do Goethehaus: szerokie schody i pokoje frontowe; rysunki własnoręcz­
ne Goethego, pokój ogrodowy i rzut oka na ogród: porządne
i równe grządki, [?] jesienne, niski (i też starszy) domek. Pokój
sypialny, zielono obity, fiołkowa kołdra, koło łóżka stoi fotel,
na którym G[oethe] umarł. Słońce popołudniowe wpada i sze­
roką wstęgą kładzie się na zielonym kobiercu. Pracownia: na
środku stół owalny, 3 krzesła, pod jednym oknem mały pulpit,
pod ścianą w sypialni długi pulpit z drzewa białego, nieheblowanego. Naprzeciw wejścia pułki [sic!] książkowe; meble pro­
ste z bejcowanego dembu [sic]. Na górce zbiory: portrety Goeta, rodziny i niektórych znanych ludzi. Widok z okien b[ardzo] zmieniony, tylko na lewo uliczka jakoby stara i środku
placyku studnia. - Obiad (sos[?]). Na polu zimno i popołudniu
na pocztę, list od Flóhchen. (S. smutny) Mówię o Sz[?] i Fran­
klinie, potem o staranności S.a. Potem staram się wytłomaczyć. Annie milczy. To i ja też milknę. Idziemy pod górkę
i drogą milcząc. Dopiero w lasku zaczynam jej tłomaczyć. Cią­
głe nieporozumienia, robi mi gorzkie wyrzuty. Tłomaczę jej że
nieprawda i nad rzeczką wychodzi „szydło z worka" (z począt­
ku nieśmiało, potem [?] i nie rozumie). Staram się wytłomaczyć, że jest to wtajemniczanie w moją psychologję, że jest to
humiliation [ang. upokorzenie] - nic nie pomaga. Ciągle [?] że
będzie się [??]. Mówię jej, że uważałem ją za silny charakter:
chciałem się oprzeć na niej. Ciągle zła; wówczas kiedy ja je­
stem już w bardzo czułem usposobieniu] po wyjściu na drogę
to bydle [?] jeszcze dogryza. Ja nie mogę wprost zrozumieć, że
moje pełne uznania i oddania słowa nic jej nie trafiają - docho­
dząc do góry robi znów uwagę, potem w lesie mówi, że powi­
nienem wybrać choćby [?]; potem znów na drodze. Wracamy,
mówię jej o wielu rzeczach [?] mnie denerwują - skręcam
w las na lewo. Nowy brutalny atak; cierpliwość moja wyczer­
pana! Milczę; ona robi smutną uwagę i zeszliśmy na dół; ona
jeszcze raz robi uwagę. Ja jestem już zamknięty w sobie: jak
źle jest pragnąć i potrzebować zbyt blisko ludzi, tylko się nara­
żam na bolesne zawody; przypominam jak nieraz w ten sposób
obrażałem Matkę. Czuję jak silnie oddalam się od wszelkich
potrzeb stadowych, od potrzeby przyjaciela. Samotność i po­
wracam sam, w ciemny wieczór, spokojny, zimny bez szczę­
ścia i troski. Chwile boleści; [?] się w sobie; idę całkiem sam:
wejść w pracę, buduję gmach, plan jego już mam, wznieść ru­
sztowania i zapuścić fundament; a w duchu radować się już
dziełem dokonanym. Wchodzimy do miasta po nocy, do domu,
jestem znowu łagodny; leżymy [?]. Ja się jej pytam dlaczego
i robię nowe wyrzuty o płytkość [??]. Należy dużo wybaczyć

�ze względu na jutro; przepraszam ją, całuję. Idziemy, s'licznie
wygląda w kawiarni. Patrzę na nią z wyłączną miłością. Potem
coś się psuje i wyrzut (samemu sobie) zmysłowości; [??]; fer­
menty uczuć stłumionych; ona się pyta, czy ją kocham. To py­
tanie budzi we mnie cały szereg kojarzeń o tern co było, wra­
cam myślą do naszych przejść; nie mogę się zdobyć na lekko­
myślność. Namiętność ciągle zaszachowana głębszemi wątpliwościami:"Nie mogę jej kochać tylko zmysłami, w kobiecie,
która mi daje rozkosz, muszę widzieć też i duszę". Popełniam
draństwo, a cóż u djabła, ażebym dla skrupółów nie potrafił ko­
biety zerżnąć!". Smutno „ostatni raz może, na zawsze?" Roz­
kosz słaba. Śpimy. Rano budzi mnie. Wstaję niewyspany, zmę­
czony. Idziemy, pogodny, cudny ranek, niebo prześwieca, cięż­
kie, ciemne chmury. Czy się obawia? Staram się być dobrym
dla niej. Baby idą na targ. - Stoi w oknie, proszę żeby mnie nie
zapomniała, idę za pociągiem... [???] Myślę trochę o niej ale
jestem ogólnie raczej zjebany. Ciągle myślę o niej., Paulinella;
Monburg: idę aleją wśród drzew, szmer wody, co ona robi? Je­
stem spokojny, szczęśliwy. [???] i układam list do niej: o [???].
- W hotelu, potem zaproszenie [???] пр. n u p. Ta(?]. Na górze
(śliczny widok) [??] się trochę(?). Myślę o Lipsku i o twardym,
czynnym, [?] metodycznym życiu.
17/X. Tempus fugit! już 20 dni odkąd opuściłem Lubicz
a jakże mało przez ten czas postąpiłem. Robiąc rachunek z te­
go czasu muszę położyć stanowczo - na Warszawie, na Kra­
kowie i na Lwowie, spisałem się dość żwawo.W ogóle mam
pewną dążność do zerwania z marzycielstwa, lenistwa i opie­
szałości. Natomiast zbyt wiele czasu poświęcam na „uczucio­
we" sprawy i intrygi np. obecne z n i S. ostatecznie tylko rze­
czy that are already settled, which form a part of our life have
some worth.[ang. które są już ustalone, które są częścią nasze­
go życia mają jakąś wartość]. Jeżeli moje stosunki z n się uło­
żą, jeżeli będzie ona moim przyjacielem i będzie zadawalniała moją tęsknotę za [?] to rzecz ta będzie miała wartość. Ale
np. spychać cały akcent obecnego życia (tych wrażeń tu,
w Turyngii) na tę chwilę w której ją znowu zobaczę poraź
pierwszy i dowiem się jak sprawy się ułożyły - to znaczy znowuż [?] istotę życia. - Idąc tu wczoraj, szeroką szosą wśród
starych wysokich świerków, widziałem ich oboje, w ich turyngskim nastroju, patrzących sobie w oczy jak para zakocha­
nych; tęsknota, żal, zazdrość a jednak nie wolno szukać roz­
koszy życia jedynie w spojrzeniu kochających oczu. Świat jest
pięknym nie tylko wówczas kiedy się odbija w parze bły­
szczących oczu. Tak rzadko tęsknota naszych oczu spotyka się
w radosnem upojeniu z wzajemną odpowiedzią! Patrzę na Szwarcberg. U stóp szeroka płytka dolina; dno
porosłe murawą; jeden brzeg okolony szeroką wstęgą rzeki.
Drugi cienistym brzegiem lasu liściastego, który obecnie
mieni się w barwach brązu. [?] półwyspie, tu mieszkał [?]
a Szwarcberg. Refleksja historyczna: kraj ten był zdecentrali­
zowany, potęgę jego stanowiło jednak chyba mieszczaństwo.
U nas kultura prawdziwa jednak nie dotarła. Obecnie płacimy
koszta gwałtownej ekspanzyi kultury. Ja jestem ekranem
przeniknięcia się kultfur] Nie mam obowiązku czuć się b[ardzo] blizkim mojemu społeczeństwu. Muszę tylko pracować
dla niego. - Wracam; śliczna pogoda ([??]) Szwarcberg
oświetlony wspaniale.[??] fiolet cieniom jasne [?]. Układam
plan na Lipsk i umacniam się na wypadek przeszkód
ewentualnych]. Potem myślę o St[asiu] Witkiewiczu] jego
wpływie. Garkuchnia miłości.
Jena Wilhelmshóhe Wczoraj (Szwarcberg). Wstaję rano
o 8 otwieram okno, słońce, niebo lekko przykryte; żółte buki

na zaokrąglonym pagórku: „pozostanę". Ubieram się, chcę
być wieczór u n piszę kartkę. Potem (poczta w Niedzielę tyl­
ko rano) zostawiam sobie swobodę. Idę pod stację, z wido­
kiem na 1. zakręt. 0[?] Szwarcf?], ledwo oddycham, chcę się
skupić i przeżyć pełny dzień na łonie natury jako przygoto­
wanie do pracy w Lipsku. Co do n to obawiam się czy się
zbyt czule nie pożegnała z S=rem. - Układam też początek
„oficjalnego" dziennika w stylu publishable: „można uznać
to za szczyt grafomanii i nieużytecznego wydawania albo też
(ponieważ tu nikt niepowołany nie będzie miał pokusy) jako
rzecz o pewnej wartości dla niewielu którzy jako pokrewni
tern się zainteresują. Chodzi tu o dokument psychologiczny]
posiadający wartość społ[eczną]. Są pewne rzeczy, które nig­
dy nie staną się tanie ani łatwe ani sprofanowane, bo się do
nich dochodzi za cenę cierpień osobistych, pracy, wiedzie do
tych rzeczy droga otwarta tylko dla powołanych". „Dla siebie
dziennik jest czem innem. Często [?] (osobiście) [?]. Dzien­
nik dla siebie pisany nie może być dostępny dla wszystkich.
Taki dziennik powinienem prowadzić. Takie memoranda na
listy, sprawy ważne. Natomiast wyeliminować stado" - Czu­
ję, że dojrzewam i że rzeczy które były dla mnie niedostępne
same się nasuwają. Muszę zacząć żyć metodycznie, w syste­
mie. Pod nową formą staje przede mną fakt że człowiek wart
jest przez swą siłę, odporność, wytrwałość. Moja siła jest
w rozumowym obmyśleniu i skupieniu. Radość, że oderwa­
łem się od Stasia Witkiewicza]. Co do nauki to koniecznie
zwiększyć receptywność i system pracy.
Lipsk 21. Czwartek.
Ile zmian przez te parę dni! Od spokoju w Jenie i Szwarc bergu przez nieznośną szarpaninę Wtorku i Poniedziałku aż
do radosnego prawie wyzdrowienia wczoraj!
Niedziela.
Rano: wstanie piszę kartkę do n i szperam w kursbuchu
[niem. Kursbuch - rozkład jazdy]. Idę i siedzę na ławce na
zakręcie, schodzę w las, piszę patrząc na widok. Wracam aż
do zamku. Powrót doliną. Blaukenburg, parę górek w słońcu,
pogoda, jestem trochę fizycznie zmęczony (serce) ale nie
przewrażeniowany. Jadę 3-cią klasą (3 baby) do Rudolf[?].
Widzę żółty zamek nad marnemi domkami. Przez mało [?]
ulice (Ratskeller malutki) wychodzę na rynek; porządnie po
staremu wybrukowany. Po jednej stronie 2 hotele po drugiej
1. stary dom, piję kawę i patrzę na rynek jako na symbol po­
rządku niem[ieckiego]. Idę pod górę. I podwórze zamkowe
z żołnierzami, idę na tarasy ogrodowe, ładny widok na obie
strony. Poprzez bramę południową przechodzę na 2. stronę
(rozmawiam z lokajem); co chwila myślę o S =rze i o jego ze­
szłorocznym koncercie tutaj. Schodzę wzdłuż, chcę iść na
przedłużenie pagórka. Idę pustą ulicą, po prawej ręce wille.
Na drugą stronę rzeki; chwilę siedzę i dumam; plac footballowy. Do Jeny szeroka dolina Saali. W myśli rozmawiam
z S=rem. Małość moja wyrosła z widoku ich szczęścia
z podłego instynktu zazdrości, naśladownictwa i chęci ode­
brania, podłej drapieżności. Wstyd też że on, slaby, może te­
raz patrzyć na mnie jak na złodzieja. Postanawiam się zrzec
i pozwolić jej wrócić bez zastrzeżeń. Jestem przy tern dość
spokojny; nie przedstawia mi się to w dość żywych barwach
jeszcze. Jena. Ciemny banhof, czekam na tram, uczucie opu­
szczenia. Hotel ([?]) Piszę do n, błądzę (?) [dopisek:] (?)
i koncert Landowskiej. Nazajutrz: ulicą na prawo Ratskeller;
rynek (tylko ratusz ładny),wąską uliczką idę do Domu. Oglą­
dam Burgkeller (nationalism!) potem cywilizowaną ulicą idę
185

�ku bramie. Cmentarz: spokój pogoda śmierci - targanie ży­
cia; a więc przeciąć, bez zbytniej, sentymentalnej frazeologii,
bo to są rzeczy ważne, wszak tak mało mamy w życiu. Ulicą
uniwersytecką na dół. Kupuję Mortbroschiire. Idę przez Saale (z policjantem) i pnę się pod górę myśląc o n i Miss Croper. Widok, żądza zorjentowania się z batville do Jena. Widok
na miasto, siedzę i piszę. Schodzę; idę przez miasto (flagi),
owoce. Jadę IV. klasą, czytam Mortbroschiire. Układam plan
wynajmowania; potem, dojeżdżając, myślę o jonach; o „spra­
wie" mam tylko niejasne, miłe uczucie że będzie już rozwią­
zana, wyklarowana. Na poczcie jak rażony piorunem; wpółprzytomnie idę szukać mieszkań; coś mnie piecze ale nie
ujawnia się. Wynajmuję tutaj; to mnie ciągle absorbuje; ukła­
dam list przez cały czas; ostateczne, beznadziejne zerwania.
Idę do p. Hau - tam przypomnienia. Wracam, pełen jednak
niepokoju; najprzód piszę i wysyłam potem do Górskiego .
3

Wtorek. 19.X.
Rano budzę się z potwornego snu (z [?]) ból zawiedzio­
nych instynktów. Myślę znowuż o n i S. i doznaję bez­
piecznego] altruistycznego bólu że oni obecnie nie mogą być
przezemnie szczęśliwi. Czuję, że niegodnie, zniszczyłem
rzecz piękną. Nie o sobie, z wielkim bólem o nich - bezna­
dziejna zabawa. Zabieram się do Plancka - napróżno. Lecę
do Botte[?] zniechęcony - peszy mnie raczej i pakuje na tego
amerykanina, który mnie nuży. Idę 1. raz na B.Sstr. niema jej.
Idziemy z amerykaninem. Po raz pierwszy przechodzę znane
mi ulice, Sophienstr[asse],[??], Grassi tu, szczęśliwie, spoty­
kam Goldschmida.[?] i osobliwości u ameryk[anina]. Idę po
raz drugi; [??], ostatnia nadzieja pryska. [??]; jeszcze nadzie­
ja że będzie ona u p. Hau. Powrót, nowy atak. - z zaczerwienionemi oczami do Górskiego. Uciekam od Sz[?], pod okna
Haschera; potem wybuchają co chwila [?] przez Waldstr[asse] nic nie myślę i nie wyobrażam. Ślepy popęd wszystkich
zmysłów i ciała do niej. [???] w ciemności potworne wykrzy­
wienie gęby. [??] gwiaździste niebo nademną. Wracam,
wciąż naj nieznośniej obolały. U Schneider stękam bez zwie­
rzeń na niemożność nauki. Pociesza mnie, stanowczo. Pod
okna Huschen; światło; spotykam Franka Lym[?] - uspoko­
jony wracam znaną mi już raz boleśnie drogą; trochę spokoj­
niej; automobile na Worm, strfasse]
4

Środa rano.
Zbolały wstaję. Piszę, to mnie znów roztkliwia; [?] termo­
dynamika. Gimnastyka; wychodzę; radość wyleczonego
człowieka; żadnych wyrzutów, żadnych skrupułów, tylko
swoboda, swobodny nastrój! U Górskiego czuję się dobrze;
idąc przez Aug[ustus] platz mało co nie skaczę z radości. Ja­
dę tramem i nie płaczę. W Central[?]ten niema jeszcze Fran­
ka. Przychodzi i rozmowa z nim, świadomie przyłgiwana [?],
ubrana w pochlebstwa i przymilanie się. Trochę mnie „po­
wraca". Ale załatwiam interesy ([?] wraca trochę chandra,
przypominam poszukiwanie w Bedekerze i na mapie, bezpo­
średnio przed latem i to, że tu myszkując za n tęskniłem.) Idę do Górskiego i uczę się w podnieceniu ale porządnie.
Wieczór też wciąż radość z powodu pozbycia się bólu, cho­
roby. Wieczór spacer [??] Grassi [Muzeum](starą drogą [??])
[?] do domu i postanawiam się skupić absolutnie.
Czwartek rano
gimnastyka, piszę; p[opołu]dniu zaczynam grać. Prze­
zwyciężam się i f?] Plancka podczas tego; męczy mnie to, ale
robię; potem idę do instytutu - wciąż jeszcze a raczej właśnie

186

pełen prawie tytanicznego zapału, żądny gnębienia w sobie
różnych rzeczy i pracowania na przebój. Przemyśliwam
0 funkcjach termodynamicznych. Bótte[?] i Deiselbaum.
Z tym ostatnim mówię o odrzucaniu tego z czego nic nie bę­
dzie, „jestem synem ziemi", głód życia. Idę do biblioteki, nie­
ma Chwolsona. Czytam Lutra. Potem u Szultheissa, trochę
mnie już ściąga. Wysyłam 41 MK Idę naprzód do Hildy, wy­
chodzę, do domu [?], w botanice [ogrodzie botanicznym]
czytam Plancka o gazach. Ściąga mnie porządnie; czuję jej
zapach już w domu, zmysły, głupia tęsknota. Czy znów [?]
zachody (piszę w domu). Idę do Górskiego i pod napięciem
pracuję z nim, nieźle. - wciąż mi wyłazi zmora melancholii,
postanawiam zrobić daleki spacer wieczorny, ażeby się wgłę­
bić w siebie. Idę do domu, jem; poezje ang[ielskie] rozbiera­
ją mnie potwornie. Przedtem jeszcze (rozkoszuję) + nurzam
się w dekoratywnej samotności: jak przyjemnie módz być
z samym sobą jak ze starym, wyrozumiałym, oddanym przy­
jacielem. Być dla samego siebie przyjacielem. Powoli to nik­
nie, z poezyi wychodzi tęsknota i zapach dni minionych
w Buchillon. Spann. Nadzieja, że wróci, chcę się upewnić
czy mi dochowa wiary; co teraz robi? Idę znów pod jej okna.
Gdzie mieszka? do Franka, ulica przypomina mi wieczorne
spacery, u niego bez sentymentalizmu. Potem idę znowuż sta­
rą drogą (Schenkendorf - Mat[?] - Brau Flannplatz, ale odry­
wam się powoli; odpędzam sentymentalne] genius loci. Sku­
piam się, ale nie mogę zdobyć się na usystematyzowanie ży­
cia. Ani też na określoną postawę w stosunku do tej sprawy.
Liczę dni, mam ciągłą nadzieję, że przyjdzie. A przyjmę ją
tylko:[??]. Chwilami wymyślam: ciele, nie rozumie mnie.
Przypominam [?]ffurt i brak inteligencyi, brutalność. Przypo­
minam jałowe chwile w Buchfillon]. Z drugiej strony życie
żąda swego. Na to odpowiadam, że życie może mieć też
chwile zawieszenia w krystalicznym eterze samotności. 5

Piątek 22 rano.
Tak jest. Trzeba koniecznie objąć całość jednem spojrze­
niem i wybrać kierunek drogi. Otóż nie chcę zabić przyjaźni
1 miłości do n; zbyt czuję się jeszcze przywiązany i przypu­
szczam z drugiej strony, że i ona kiedyś się jeszcze o to upomni.
Sam zaś chcę żyć obecnie znów życiem woli, usystematyzowa­
nym życiem wewnętrznego postępu i pracy. Jestem obecnie doj­
rzalszy. Z drugiej strony mam tu aparat naukowy którego mi
brakło w Breńa. Powinienem więc dłużej wytrzymać. Nie być
zbyt przykutym do ziemi. - W tej sprawie: 1°. postanowienie
i ewidencja koniecznego, zupełnego zerwania wszelkich nici
(list). 2°. Altruistyczna rozpacz, że skrzywdziłem ich, że wla­
złem niegodnie tam gdzie mnie nie brakowało. 3°. Tęsknota;
rozpacz ciała, nadzieja, że wróci, że się coś nawiąże, 4°. Lekko­
myślny optymizm, nadzieja płytkiego nawiązania, lub pocie­
szenia się. 5°. Wczorajszy powrót do niej, obietnica wierności.
6°. Dzisiejsze postanowienia: skupić się w sobie, rzeczy zewnę­
trzne nie istnieją; praca, poza pracą samotność. - Przez cały
czas, pomimo postanowień, błąkają mi się wspomnienia po du­
szy - to obecna wizyta u Flótchen, w którą wkładam trochę
nadziei, to możność spotkania jej na motecie, to gdzieindziej, to
wyraz jaki, lub obraz przypomni mi Buchillon.
Sobota 23.X.
Wczoraj: Rano wstaję, matem[atyka], gimnastyka (Dera).
Potem śniadanie. Kładę się i czytam Daucka (roztwory po raz
pierwszy) z początku D. brzdąka, potem wychodzi; intermez­
zo baby. Koło 12'/ jem drugie śniadanie - chwila „wyrzutów"
robionych n, potem zabieram się do porządnego obrobienia,
2

�z ołówkiem; pomimo oporów rżnę dalej aż do 7 3ciej potem
siedzę i próbuję muzykę u D. Idę do botaniki. Tam trochę oczy
bolą, przerywam czytanie; skupiam się, i znów robię (cho­
dząc) kalorymetrię. Idę do Górskiego (radość z powodu wik­
tuałów) objadam się i robię kiepsko [?] a jego amory z Hildą
i zmysły obudzone po objedzeniu, dają mi na tęsknotę, która
chwilami wyłazi. Golę się i kupuję mleko. Ociężały idę naszą
drogą, zbierając ochłapy przeszłości. - Postanawiam sobie
być „sobą", „głębokim i [?]". Nic z tego. Różne plany. Cho­
dzę pod oknami n i S=a układam list ultimatum. W domu pi­
szę w gorzkim stylu, roztkliwiam się nad sobą i wieczorem
0 litej (kładę się) jestem znów roztrzęsiony, piszę w łóżku.
Stanowczo liczę w kierunku uproszczenia i siły. Ostatecznie
tu mogę sobie powiedzieć że albo, albo. Albo ją jeszcze odzy­
skam i wtenczas cała rzecz ma sens, albo nie i wtenczas wol­
no mi i muszę cierpieć, ale nie małostkowo - nieść ciężar na
sobie i koniec. Co do poprawy to jeszcze mi pozostaje sposób
pracy, mam zbyt mało zainteresowania przedmiotem (nic
dziwnego!) dalej: kiedy mówię o tej całej sprawie ze sobą,
mówię w całkiem innym tonie, spokojnie, silnie z determina­
cją: mówiąc w liście do niej piszę niepewnie, targany uczucia­
mi - nie jest to kłamstwo jest to znowuż dowód owego bez­
względnego dualizmu uczuciowego. Otóż być tylko ze sobą.
- Teraz robię Planck[a] i b[ardzo] cierpię. Trzęsie mną
1 myśl ciągnie wciąż w jedną stronę.
- Jak szczęśliwym jest człowiek, który ma pewne refuge
[ang. schronienie] w samym sobie przed wszelkiemi nie­
szczęściami. A jednak ja nie ustąpię tak od razu. Układam
znów listy i argumenty.
- Robię gimfnastykę] i niepisany żal przenika mnie całego.
2

Niedziela 24.
Wczoraj cały dzień prawie od rana poświęciłem tej spra­
wie. Nie będąc już w stanie pracować, zacząłem pisać do niej.
Potem znalazłem list o pieniądze, który znów mnie speszył.
Idę na miasto i szukam tylko jej pomiędzy wszystkiemi; ku­
puję czekoladę, czuję się b[ardzo] nieszczęśliwy idąc przez
B[?]. Na muzyce ledwo mogę wytrzymać. Kupuję kwiaty (je­
stem trzęsiony jak w febrze) idę do Flóhchen. Z jej danych
wnoszę, że n kocha mnie tylko, że nie wróciła do S=ra i że
mogę mieć jej miłość na przyszłość. To mnie powraca do ży­
cia. Idę sam z biedną Fl[óhchen] wyglądającą dość nędznie mówi że na własny koszt by sprowadziła n z Afryki. Nadzie­
ja, pewne obrzydzenie z powodu „uzewnętrznienia" się prze­
dnią. Ostatecznie to tylko jest pewien sposób aby n się o mnie
czegoś dowiedziała. Kupuję cukierki dla Flóhchen. Idę do
Górskiego; ogarnia podniecenie o zabarwieniu radosnem.
Rozmowa o radykalizmie. Uczę się kiepsko, układam list
podczas tego. Wracam i piszę (kupiwszy kwaśne mleko).
Kończę i odnoszę (3 na litą [czyli 10. 45, wyjaśnienie dla
osób spoza Galicji i Śląska]). Zamieniamy parę słów. Później
w radosnem, wiosennem usposobieniu idę utartym szlakiem,
siadam na ławeczce i wracam popod jej oknami. Jestem za­
kochany po uszy jak sztubak.
Dziś.
Tak jak - zrobiłem parę dalszych postanowień, ale bez­
skutecznie. Plancka robić nie mogłem, czekając na jej list,
a gdy list jej dostałem - już po kopercie poznałem jej stimmung - radosne upojenie, zupełny przewrót wewn[ętrzny].
Przychodzi D. i zawadza mi. Czytam jej listy poraź drugi
i trzeci. Wstaję i odpisuję i piszę dziennik dla niej, ażeby
w ten sposób zrzucić ciężar nastroju i módz pracować popo­

łudniu. Idę na objad, jestem szalenie radosny idąc. Wracając
wstępuję do niej - wydaje mi się cudnie piękna zupełnie jak
mięki soczysty owoc który dojrzał. Czekam dotknięcia miękiej wełnianej różowej bluzki. Z początku patrzę w jej oczy,
nieprzytomny pod uderzeniem wrażenia - potem rozkosz
i szczęście zaczynają mnie przenikać. Uciekam; robię muzy­
kę z D. Idę do Górskiego; dyskutuję znowóż [sic] z Ros. o pę­
cherzu i ślepej kiszce. Potem czytamy [?] Idę na kwartet.
Zdejmuję okulary i siedzę; nie widzę nikogo i słucham jakby
nikogo nie było. Potem spostrzegam ich - jest naprzeciwko:
uderzenia, [?]; siedzę sztywno od czasu do czasu spoglądam
na nią. Z początku czuję, że gdybym wiedział o jej obecności
to inaczejbym słuchał - Tak, fakt ich obecności krępuje mnie;
wychodzę - zachód słońca.
Poniedziałek.
Rano wstaję późno, idę się golić i po kwiaty. Przychodzi,
kończę się ubierać; rozmowa o rzeczach przeszłych; o listach,
żartujemy; o różnych konjunkturach. Czas mija szybko; sie­
dzimy na kanapie; tym razem nie jest tak ładna i wczoraj.
Awantura z babą. Na obiad i muzyka. Kupuję wino i idę do
Hildy, która chora i F[?] też.
Wtorek.
Do [?]; zabieram się nieźle. Po południu na dole. Wieczór
u Górskiego; kupujemy dla [?]; jedziemy do Hildy i wracam
na drugi dzień.
Środa.
Labor. Obiad na Gutenb[ergstr.] Główka [Główczyński ]
przyjechał. Fizykum. Idę na Fidelia. Po drodze kupuję jabłka.
Stimmmung oczekiwania i pewnej tremy. Dotyka mego ra­
mienia. [?] Patrzę się na nią cały pierwszy akt. Potem siada­
my na [?]. Nie patrzy mi w oczy. Podczas muzyki; specyficz­
ne wrażenie ze skojarzenia muzyki i rozkoszy ciel[esnej].
Idziemy radośnie Aug[ustus] placem, promenadą do Grassistrfasse] i Alb[ert] parku. Siadamy na ławeczce i rozmowa
dwojga zakochanych. Mówię jej ciągle, że jest piękna. Wra­
camy przez znane ulice; idziemy na Ló[?] nawet na
Kromp[?]. Pożegnanie. Jestem zmęczony.
6

Czwartek.
Labor późno. Ona mi mówi co będzie robić cały dzień.
Myślę o niej. Wieczór u Szmajskera. Fotografje dra F.
Piątek.
Po przejedzeniu ociężałość. W laborze - Mam mało wra­
żeń z tej nocy, faktycznie. O 6=tej spotyka mnie n jestem [?],
łazimy chwilę. Potem odwożę D[?] do szpitalu.
Sobota.
Rano wcześnie do lab[oru]; nie kończę ([?] wsadzenie ter­
mometru). Zmęczenie. Idę na motety, potem wracam, golę się
i w tej chwili wchodzi n. - Idziemy (kryjąc się); potem u FI. bar­
dzo miło; nowe wzruszenie, leżę na kanapie; fotografia Cape­
town. Przy herbacie ja obżeram się potwornie. Idziemy z n do
Alb[ert] P[ark] po drodze mało co odczuwa.f?] o możliwości jej
pobytu w Ewr. Wieczór sprzątam, wściekłe zmęczenie.
Niedziela.
Rano jej listy, porządkowanie, Duhem, obiad z Bolkami.
Idę po Zeizerce. Wracam, robię [?]; wyczerpanie. Idę do Pa­
namy. Wracam; trochę czytam Duhem. Śpię w nocy [?].

187

�Poniedz. ЮЛ.
Wstaję 7 i [?] leżę, gim[nastyka]; [?] idę wcześnie do la­
bor (o 9=tej) kończę rano kamforę (urządzam się trochę wy­
godniej i odpoczywam od czasu do czasu). Idę do Gutenbergkelleru z Główką. Radosne uczucie, że będę się widział z n.
Potem b[ardzo] truję na 1. piętrze (wciąż się cieszę z tego po­
wodu). O 5'/ wychodzę, szalenie zmęczony; odpoczywam
w botanice. Spotykam, nie biorę jej towarzystwa intenzywnie; wypoczywam na kanapie obok n. Przeglądamy listy. Je­
dziemy 5=tką. Cudowny kącik na galeryi. Rosjanka; czekola­
da. Brahms. 1. część; jakieś mgliste przypomnienia dawnych
porywów, wyzwolenia. 2=a część zepsuta partyturą. 3=cia
(alegreto) znów bez [partytury] ale mi brak głębi, dramaty­
zmu; wspaniały temat allegro - czysto niemiecki. - Er[?];
bierzemy go raczej humorystycznie. Czajkowski; cudowny
zwłaszcza 2a i За część. Uciekamy przed Leonorą. Jedziemy
znów. Pewna trema przed wejściem. Znów zmęczenie, leżę
na kanapie, n przygotowuje czaj. Żal że woli Br[ahmsa] niż
Czajk[owskiego] i że jest taka zaabsorbowana. [?] (my bad
manners [ang. moje złe zachowanie]). Rozmowa o innych.
Potem listy i poprawka. Kładę się znowu i całujemy się - [?]
aż za bardzo. Jest znowu taka jak w tamtą Niedzielę. Wycho­
dzę; (dość obojętny).
2

Rano Wtorek 2=go
kładę się z uczuciem szczęścia, wspomnieniami i instynkty.
Memoranda: List do Stryja.
Napisać: kartka do M .
Niedziela 7.XI.
Sprawozdanie z poprz[edniego] tygodnia. I. Punkt ciężko­
ści w życiu uczuciowem.
Wtorek
wstaję późno; lambinuję; idę o 12=tej do laboru i pracuję
z punktu na górze. Piszę list (2 razy zaczynam). Wieczór
z Ka[?], zmęczenie.
Środa.
Rano optyka; golę się; spotykam и w dużym kap[eluszu].
Rozmowa o zaprzestaniu tete a tete. Muzyka: Oburon (przy­
pominamy motywy) Brahms 4=a słucham w hipnotycznem
skupieniu. Ostatnia część nie działa. Mendelsohn. Podoba mi
się («) patrzę wciąż na nią. Idziemy potem przez Grassistr[asse] Czuję się swobodny, szczęśliwy (obiad w P[?]) Fotomat.
z Zenkerem, Kruger, Auregung. Robię wieczorem.
Czwartek.
Zaczynam wodę ale złe rezultaty. Popoł[udniu] na górze.
Piątek.
Robię cały czas na górze; pod koniec tracę czas. Spoty­
kam n rano. Chodzimy po bot[anice] wieczorem. Befangenheit [niem. onieśmielenie]. Całujemy się na kanapie. Wie­
czór robię, p. Nachod.
Sobota.
Robię wodę; lepiej [?] pomocnicza kiiltemischung. Potem
motet, zmęczenie. W domu wypoczywam; czytam Kamę.
They came [ang. oni przyszli]. Z punktu pewne speszenie.
Potem b[ardzo] miło. Ślicznie wygląda in the pink blouse
[ang. w różowej bluzce]. Potem siedzimy na kanapie; myślę
o tern jak na podłodze, na [?]str., mówię jej to. Tłomaczy mi

188

że miała już pociąg zmysłowy. Potworne [?]. Pewna rozkosz
tego uczucia. Odprowadzam. Zachowuje się jak gęś. Wracam
i piszę list. Potem wychodzę - tracę wieczór dla pracy. - II.
Analiza mojej pracy. W laborfatorium]: starać się o usunięcie
wszelkich obciążających czynników a więc rozmów, kłótni,
zawiści, przyjaźni np. z pedelami. Ignorować zewn[ętrzne]
rzeczy tak jak dziś ignorowałem ulice Lipska. Pracować je­
szcze więcej [??] i koncentrować się na termodynamice i na
możliwych własnych problemach. Powinienem rozpocząć
życie metodyczne.
Poniedziałek. S7XI.
Wstaję i lamb[inuję] w łóżku. Dostaję list od n, który ro­
bi na mnie niewielkie wrażenie. Piję mleko i myślę o Pension
Klaner. Robię plany co do pracy w laborze. Na dziś: w laborze porządnie i ze skupieniem. Na obiedzie zachowywać się
z nonszalancją i nie pozwolić wyciągnąć z siebie ani kropli
energii. Potem znów labor, wieczór p. K[?].
Sprawozdanie. W laborze rano robiłem Gefr[ierpunkt,
niem temperatura zamarzania] I po obiedzie też. Postano­
wienia co do odporności na zewn[ątrz] i co do intenzywności pracy i skupienia, całkiem nie zostały zrealizowane. Gefr[ierpunkt] lodu oznaczam z pewną subj[ektywną] pewno­
ścią, ale roztworu nie. Na obiedzie rozmawiam zbyt sympa­
tycznie - p. Schaffer, co ze mnie wyciąga trochę en[ergii].
Roztrzęsiony (tracę 2 1/2 godziny!) Biorę się kiepsko do pra­
cy - i całkiem nie „abschliessend". Wieczór, idę po Chwolsona, oglądam Rezu[?] Kocyremb. słabo. Potem czytam peozje i „biblja!". Kładę się spać całkiem zniszczony. Na dru­
gi dzień wstaję późno, czytam różności; w laborze b[ardzo]
podle. Wychodzę wcześniej; idę na błonia; do domu; piszę
list; przychodzi n (kartka rano od Mamy jeszcze osłabiła
i tak b[ardzo] słabe w ostatnich dniach uczucia. Wczoraj
z początku siedzi w kap[eluszu] i b[ardzo] niewygodnie; na
myśl ojej wyjeździe ogarnia mnie tender[?]. Potem idziemy
kupować. Kolacja (ja piszę list). Mówimy o Franiu, S=[?]
Hasschen[?] i t p. Potem na kanapie [?] naughty [ang. nie­
przyzwoity]. Pomimo „nieestetyczności" ja znajduję, że
wszystko jest b[ardzo] ładne i miłe. „Lekarskie oględziny"
i compensation [?].
Sobota. 13.XI.
Muszę zrobić jeszcze kroku ku systemowi. Msza Bacha
wprawiła mnie w zachwyt i nadała popęd ku skupieniu.
W pierwszej chwili uniesienie religijne: ideał wyrażony w tej
muzyce; ażeby zrozumieć trzeba się nim przejąć. Obecnie
chcemy przyjmować sztukę jako pustą „Hiille" [niem. powło­
kę] w którą kładziemy treść naszą; bankructwo: nie wszystko
jest odlewem naszej jaźni lub formą aktualną życia. Zatapiam
się chwilami w muzyce; sprawa (zaniedbana) stypendyum .
Potem znów muzyka. Chwila pochłonięcia: tak brzmią trąby
sądu ostatecznego. - Potrzeba skupienia się: nadania sobie si­
ły i szpiku jest moim pierwszym obowiązkiem. Ułożyć racjo­
nalny system. Uwagi: dotychczas rano zawsze wylegiwałem
się. W ostatnich paru dniach (pobudzony Wtorkowym sean­
sem u n, Środową muzyką i poezjami erotfycznymi] i an­
gielskimi]) cierpiałem na szarą i jałową chandrę, rano budzi­
łem się, nie skupiałem się i nie robiłem planu na cały dzień;
nie robiłem też zaraz gimnastyki. Pierwszym giestem było
pójście po list, który mnie bez wyjątku rozczarował (nic
dziwnego). Potem cały ranek lambinowałem i szedłem do la­
boru dopiero koło jakiejś dziesiątej. Wieczorami pracowałem
ale trochę ospale. Praca laboratoryjna znów bez porządnego
7

�protokółu i obliczeń. Całe dnie tracę na desultorycznem [ang.
desultory - bezładny]wałęsaniu się. Tak dalej iść nie może!
Szereg postanowień które bezwzględnie w życie wprowadzę.
Podstawą nowej poprawy będzie głębokie uprzytomnienie
sobie mojej samotności, niezależności. Wzniesienia się po­
nad stado, powszedniość i małostkowość. Zabić znowuż
w sobie nędzną kreaturę która ciągle i ciągle znowuż głowę
podnosi.
I . W domu: ruchliwość, sprężystość; załatwiać interesy
(listy terminowe, zakupy, książki); pracować konsekwentnie
nad odpowiedniemi teorjami.
II. W laboratorjum: nie „udawać", nie gadać; czasem słu­
chać; być bezwzględnie niezależnym od osobistych stosun­
ków (np. Hiszpan); nie chcieć fikcyjnie „pokazać" komuś
czem jestem i co potrafię; zato intenzywnie pracować, robić
wszystko z przesadnym prawie spokojem i powolnością
i z bezwzględnem skupieniem.
Ш. W stosunku uczuciowum do л i do branży starać się
faktycznie o wyeliminowanie histeryi i drobiazgowości, cac­
kania się własnemi uczuciami. Okres zazdrości w dnie
czerwcowe: o Arego był wynikiem niedozwolonych koja­
rzeń, narkotycznie pobudzonych muzyką. Równocześnie
zbytnie przeczulenie i niezaspokojone popędy. Pewien post
pomógł mi a także powstrzymywanie się od pornograficznej
lektury. Doszedłem do tego, że wahałem się pomiędzy groź­
bą zerwania a próbą nawiązania bliższych stosunków. Przytem (cha[?]) chciałem zrzucić z siebie wszelką odpowiedzial­
ność. Nie ; wiem czego chcę aby zachować poszanowanie dla
samego siebie i dać jej dowód siły. Sam jestem odpowiedzial­
ny i kieruję tern. Jeszcze raz z nią to obmówię i postawię na­
sze stosunki na tej [?]. Przytem byłby wstyd gdybym nie
mógł wytrzymać tak długo bez obłapki (unikać [?]). Najtrudniejszem jest nieustanne utrzymywanie się w zupeł­
nym uświadomieniu własnej drogi. Wiedzieć dokąd idę i do­
kąd dojść mogę; nie zamykać oczu, nie brnąć [?] naprzód w gą­
szczu. Nie chcę utonąć; muszę wypłynąć! Codzień rano - zro­
bić krótki plan i spisać takowy. Starać się ani na chwilę nie
odbiegać myślą od moich zadań; przytem jako zasadniczy ton,
zabarwienie humoru: spokój i poczucie, że ani przez chwilę nie
będę się spieszył ani natężał. Robić wszystko z zasady lekko,
swobodnie i pomału. Jutro: rano gimnastyka i śniadanie; praca
z Nachodem; listy do Krakowa; poprosić Nachoda aby wstąpił
do Zenkera (lepiej iść samemu i kupić obiad); iść do kultury;
potem do Hiischen; Tristan i Izolda. Wszystko pełnie, ze sku­
pieniem i nie wychodzić z własnej jaźni.

Czwartek 18.XI.909
Sprawozdanie: Niedziela. Wstałem dość późno. Niepo­
trzebna dyskusja z Nach[odem] o Polakach. Pracujemy
(przy dźwiękach muzyki). Obiad w Pomornie. Potem jadę
do Herch. W Kulthist. czytam Schurza. Do Gorkiego. W do­
mu Zenker, Brewiński. Tristan b[ardzo] [?]. Drożyński, list
do n.
Poniedziałek. W laboratorium] Kupfer, źle. Popoł[udniu]
Siedepunkt [niem. punkt wrzenia]. O 5=tej n. Jemy kolację
i idziemy na H[?]. Wściekłe zmęczenie ale słucham mile
i wielkie rozumienie. U niej; nic nie jem; leżymy na sofie i [?].
Wtorek. Rano meeting i do Bolkego; w laboratorium]
Kupfer z Re[?] źle; popoł[udniu] Kupfer, elektrolfiza] i ben­
zol (zapalam!). Wieczór robię z p. Nach[odem] (przedtem
młody Żydek i u Górskiego), śnieg, zawieja.
Środa. Rano Nachod. Potem obiad u p. Klauer. Potem go­
dzina nauki z Zenk[erem], potem n i Hóndel. W ogóle oklap­
nięcie i brak popędu naprzód.
Czwartek. Nie pamiętam co robiłem w laboratorium] chyba tr[?] przeważnie. Colloquium Ruesonera. Wieczór FI.
i n. Po kolacji robimy spacer sentymentalny: KohIenstr[asse],
Tumner, Universitatstr[asse], Nikolaistr[asse], Dresden Bhf
z popwrotem przez Koenigsplatz, Elisenstr[asse] do domu.
Piątek. Kopfer z Bedu. wykład Druck. Zaczynam Sieden
Berg; pokazuje się, że złe naczynie. Coli. Wienera. Weissbach. Kolacja u n. Nic nie pamiętam, rozmowa o S=rze i je­
go tajemniczości.
Sobota. Rano Kupfer sam. Wykład Freundl. Robię z Ko­
walskim. Popoł[udniu] straszne zimno. Z Nachodem nie
idzie. Franek. Idę do n. Połykam szybko kolację. Idziemy na
Upiory. Straszna targanina nerwów. Uczucie ciepła od n. Wy­
chodzimy na deszcz i wiatr. Brak szwungu. Jedziemy do
Mauricionum. Wino. List [?]. Powrót (koło uniwerku).
Niedziela. Rano pracuję razem z Kupf[erem] (mało inten­
zywnie). Potem idę na obiad (wybieram się do Leskinia). Po­
tem do Kult.hist. Vollkes. Haschen, Franio. Z Bobienkowem
niepotrzebnie dyskutuję. W domu nie odrabiam wieczór po­
rządnie rzeczy. Postanawiam się skupić.
Poniedziałek. 22.XI.
(Rocznica przyjazdu do Lipska) W laborze rano i po­
południu]. Siedepunkt (porządnie czytam Berkmanna)
Wykł[ad] Freundl. Rozmowa z Drucker. U л z początku miło
[??] Potem przy kolacyi Blonf. i jej uwaga o niepotrzebnej
dyskrecji; ja jestem speszony.

PRZYPISY
1

Patrz S. Witkiewicz, Listy do syna, Warszawa 1969, s.413
[ang.:]Sceny przy posiłkach. Dalej ogród warzywny. Rząd krzaków
na brzegu. Droga do łódki. Kiedy tam chodziłem dwa razy żeby się kąpać
często do łódki. Duży skuner przypływa wieczorem. Stosunki osobiste
[w oryg. po polsku]: tajemnica moich uczuć. To była siła która [?] przeciw­
ko której walczyłem. Byłem całkiem wolny. Ta walka we mnie jest jedną
z wiodących cech, Moja postawa w obecności innych ludzi podczas posił­
ków (pamiętając typowe okresy) rano. Podczas naszych wycieczek z pań­
stwem Maccharoni, wtrącanie się Violetty i jej matki (wieczór na łódce).
Moje uczucia kiedy [?] się między nią a wrażeniami. Nie mówię teraz o sil­
niejszych wrażeniach podczas podróży lecz nawet podczas naszych space­
rów do domu. Kiedy siedzę na brzegu jeziora pod naszym kasztanowcem,
kiedy wiosłuję na łodzi (tego popołudnia kiedy czyłem się bardzo samot­
ny i daleki), kiedy czytam Goethego. Kiedy pracuję w jej obecności. Teraz
w domu, w naszym pokoju. Kilka wieczorów, „zaczynaliśmy" noc w mo­
im małym pokoju. To był ten „najpiękniejszy" czas. Myślę, że także spali­
śmy tam jedną czy dwie noce. Z reguły szliśmy każdego wieczora do jej
pokoju, ja szedłem do swojego, szykowałem okno, łóżko i wracałem. Ona
2

była gotowa. Oczywiście cały ten czas byłem wyczerpany i przejedzony
[po pol.] tak, że prawie się tym nie cieszyłem tak jak i tymi 2 nocami
w Lipsku. Często bywałem poirytowany. Zadurzenie. Rano, podczas...
Malinowski na odwrocie tego zeszytu a spisie adresów podaje też
ten: Marjan Górski w Warszawie, Plac Witkowskiego nr. 10
Planck Max (1858-1947) - fizyk niemiecki, autor prac głównie
z zakresu termodynamiki oraz termicznego promieniowania ciał, wpro­
wadził pojęcie kwantów energii, które zapoczątkowało rozwój fizyki
kwantowej.
Orest Chwolson (1852-1936) - fizyk, zajmował się termodynamiką.
W spisie adresów i ten: Główczyński zob., Hołużno, przez Wojsła­
wice, gb. Lubelska, Warszawa, Sienna 17
Chodzi o stypendium im. Barczewskiego (600 Koron rocznie),
które pobierał od 1906-1908 roku, po powrocie z Wysp Kanaryjskich
starał się o nie ponownie, ale mu go nie przyznano z powodów biurokra­
tycznych. Potem jednak wskutek interwencji grona profesorów Wydzia­
łu Filozoficznego Wydział Krajowy przyznał mu je na czas habilitacji.
Pobierał je do 1914 roku.
3

4

s

6

7

189

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10513" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10491">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f957d188c7dbd844f84de87a3c190609.pdf</src>
        <authentication>ccb3a363f193a4ae3b55284995ad63f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125177">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2489</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125178">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125179">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2312</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125180">
                <text>"The Jardin des Plantes, Postcards" czyli roślinna metaforyka Jamesa Clifforda / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125181">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.81-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125182">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125183">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125184">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125185">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125186">
                <text>The Jar din des Plantes: Postcards"
czyli: Roślinna metaforyka Jamesa Clifforda
Monika Sznajderman
Pocztówki z Ogrodu Botanicznego (The Jardin des Plantes:
Postcards) to króciutki rozdział, zamykający część drugą
książki Jamesa Clifforda The Predicament of Culture. Twen­
tieth-Century Ethnography, Literature and Art , poświęconą
związkom etnografii ze sztuką awangardową i filozofią
surrealizmu, stosowanym przez nią praktykom kolażu i no­
wym doświadczeniom egzotyki i podróżowania; rozdział,
który na tyle różni się od pozostałych, że wymaga, jak sądzę,
niewielkiego komentarza. Trudno go bowiem pojąć bez
odniesienia zarówno do szerszego kontekstu całej książki,
jak też - całej nowej antropologii, a nawet - jeszcze szerzej
-humanistycznej refleksji nad naszą współczesnością. Doty­
czy to tak formy jak treści tych krótkich listów do przyjaciół,
pisanych przez Clifforda w paryskim Jardin des Plantes we
wrześniu 1984 roku. Listów całkowicie skupionych na
otaczającej ich autora rzeczywistości i będących owocem
kontemplowania przezeń tej rzeczywistości; listów z pozoru
zawierających niemal wyłącznie impresje na temat rosnących
w ogrodzie botanicznym roślin i parę, jakby mimochodem
rzuconych uwag na tematy ogólniejsze. A przecież pod
opisami drzewa akacji i eksponatów entomologicznej wy­
stawy kryje się o wiele więcej: służą Pocztówki... jako
doskonała, celna i zwięzła ilustracja nie tylko dla wizji
współczesnej etnografii, jaką dzieli Clifford z innymi tekstualistami, ale także dla jego antropologicznej teorii kultury,
tak potrzebnej w czasach gwałtownej uniformizacji świata,
w postmodernistycznej epoce cytatów i wzajemnych zapoży­
czeń, epoce zaniku starych kultur i rodzącej się powszechnej
cywilizacji światowej. Epoce, którą Paul Ricoeur z tego
właśnie względu nazwał „swoistym intermedium, swoistym
interregnum".
Utopijna, jak sam przyznaje, perspektywa skłania Cliffor­
da do uporczywej wiary w to, że mimo rodzącej się panświatowej kultury masowej jej jednorodny charakter nie
zdoła przytłumić pierwotnych kulturowych różnic. Dlatego
na wyrażony przez Ricoeura i innych myślicieli niepokój, iż
wejście w krąg cywilizacji powszechnej może oznaczać
ostatecznie zaprzepaszczenie kulturowego dziedzictwa, Clif­
ford odpowie uspokajająco: „Przyszłość nie będzie (tylko
i wyłącznie) monokulturowa" . Mimo chrystianizacji Nowa
Gwinea nie upodobni się do Włoch, ani Nigeria do Nowej
Kaledonii; w afrykańskich miastach pije się co prawda coca
colę, ale także, równie chętnie, tradycyjny napój burukutu,
a w telewizji ogląda zarówno Aniołki Charliego jak też
bębniarzy ludu Hausa. Toteż, sądzi amerykański antropo­
log, nie jesteśmy świadkami narastającej homogenizacji, lecz
raczej zastępowania starej różnorodności nową. Przy czym
źródłem tej nowej nie jest już autonomia i odrębność
tradycyjnych kultur, ale wzajemne relacje, w jakie wchodzą
kultury w epoce globalnej wioski.
„ ( . . . ) tradycja kulturalna pozostaje żywa o tyle, o ile
nieustannie na nowo się odtwarza" - pisze Ricoeur. Nawet
jeśli, dopowiada Clifford, odtwarza się w zupełnie nowym
kulturowym kontekście, w zupełnie nowej kulturowej kon­
figuracji. Mottem rozdziału jest cytat z Webster's New World
1

2

3

4

Dictionary: „rosnąć (vegetate, z łacińskiego vegetare oży­
wiać, pobudzać do życia...)" . Kultura jest jak roślina, zdaje
się mówić James Clifford. Roślina, która, przesadzona,
nadal kwitnie i owocuje, współtworząc nowy pejzaż. Przeflancowana, nie umiera. Tak można by streścić podstawową
ideę (przesłanie) pocztówek.
5

Droga T,

9/5/84

Nieludzka Robinsonada ROBIN1ER de ROBIN (Robina Pseudo Accacia Linnć)
Nasiona sprowadził do Europy z Ameryki Północnej Jean
Robin i zasadził w swoim ogrodzie w Dauphine w 1601 roku.
Na swoje miejsce w Ogrodzie Królewskim przesadzona w 1636
roku przez Vespasier Robina, syna Jeana.
*
Drogi B,

*

*
9/6/84

Na pewno nie zapomniałeś fantastycznych, długich, centkowanych cieniem alejek Tiłleul. Ale może nie widziałeś małego
ogródka skalnego, gdzie rosną krzewy, kwiaty, kaktusy i zioła
z Chin, Kaukazu, Korsyki, Nowej Zelandii, Maroka, Himala­
jów, Pirenejów, Bałkanów, Arktyki, Japonii... Kontynenty jeden
obok drugiego na setkach klombów. Na pniu wspartym żelaznym
słupkiem:
PISTACHER
(Pistacia Vera L.)
Zasadzona w szkółce około 1700 roku
(a obecnie Ogród Alpejski)
Pozwoliła Sebastianowi Vaillant odkryć istnienie pici roślin
w 1716 roku.
I cóż się stało z panem Vaillant? Albo z płcią roślin? Drzewo
pistacjowe żyje. Serdeczności...
Drzewo pistacjowe żyje. Żyje, choć umarł wynalazca płci
roślin. Żyje, choć nie żyje ten, który je zasadził, ani ci, którzy
je podlewali. Podobnie jest z kulturą, z jej minioną autentycz­
nością, z jej obumarłymi tradycjami. Nasza etnograficzna
współczesność, zauważa Clifford we wstępie do swojej
książki, to przede wszystkim poczucie wykorzenienia, to
poczucie utraconej autentyczności i wrogiej nowoczesności,
która zatruwa czyste źródła prawdziwej kultury i niszczy
istotę przeszłości, to doświadczenie zmiany i utraty. I choć
prawdą jest, że owo poczucie nie jest w dziejach niczym
nowym, że przez całe wieki każda zmiana postrzegana była i to w stopniu nieporównywalnie większym niż dzisiaj
- w kategoriach chaosu, jaki wprowadzała, w kategoriach
niszczycielskiego bałaganu nie sposób nie zauważyć, że
w I połowie X X wieku nastąpiło coś radykalnie nowego:
stare, tradycyjne, „czyste" kultury po raz pierwszy spotkały
się i wymieszały w tyglu miejskiej i podmiejskiej cywilizacji.
Powstało w ten sposób, że posłużymy się o wiele wcześniej­
szym, ale nader trafnym określeniem Andre Malraux „mu­
zeum wyobrażeniowe" (musee imaginaire generale), w któ­
rym dzięki nowym środkom masowego przekazu zebrano
razem dzieła, tematy i obrazy, co pozwoliło na dokonanie
konfrontacji kultur w nieznanej dotąd skali całego globu.
6

81

�„Dawne kroniki filmowe zwracały się ku egzotyzmowi,
przekazywanemu na przykładzie pomników i ceremonii.
Nawet ten typ egzotyzmu nie potrafił oprzeć się spowszed­
nieniu: telewidz lepiej zna Tien-An-men, plac w Pekinie, niż
najpiękniejsze place naszej prowincji. Kino fabularne, dzien­
niki telewizyjne stopniowo niszczą fantastykę, której służy­
ł y " - tak opisuje Malraux zjawisko, o którym kilkanaście
lat później pisze Clifford. Krańce świata utraciły walor
egzotyki, czegoś tajemniczego i nieznanego; odnajdujemy
tam miejsca i zjawiska jakby z dawna znajome. Egzotykę
odkrywali surrealiści i odkrywają współcześni etnografowie
na sąsiedniej ulicy, w swoim własnym naukowym gabinecie.
Stara topografia jest wyczerpana; wyczerpane jest tradycyjne
doświadczenie podróży i zamieszkiwania. „Gdzie spędzimy
najbliższy weekend! Zwiedzimy ruiny Angkor, czy odbędzie­
my spacer po Tivoli w Kopanhadze? - pyta Ricoeur, który
również zauważył, że 'Cała ludzkość staje się jakby muzeum
wyobraźni'. - Doskonale możemy wyobrazić sobie bliski już
czas, gdy każdy przeciętnie zamożny człowiek będzie mógł
przenosić się nieustannie z miejsca na miejsce i odczuwać
przedsmak własnej śmierci w tej niekończącej się podróży
bez celu." Mieszkaniec współczesnego świata, wedle metafo­
ry Ricoeura, może „przechadzać się pośród licznych cywili­
zacji tak, jak przechadzamy się pośród historycznych pamią­
tek i ruin."
Wobec takiego stanu rzeczy, podważającego całą strategię
oczekiwań klasycznej antropologii, od nas jedynie zależy,
jaką przyjmiemy postawę. Możemy bowiem postrzegać
przeszłość jako sielankę, zbiór bezpowrotnie utraconych lub
w najlepszym razie zagrożonych autentyczności. Możemy
wszakże nie ubolewać wcale nad przekształcaniem się lokal­
nych tradycji w jakąś entropiczną współczesność czy lamen­
tować nad zniszczonymi tropikami, lecz starać się dostrzec,
iż przetrwało przecież jeszcze „coś" i to „coś" żyje nadal nawet, jeśli tylko we fragmentach.

szokująco nieprzystające do siebie przedmioty i najdziwniej­
sze kolekcje, zbierające eksponaty z całego świata. Pozwala
to antropologowi dostrzec całą zakorzenioną w stereotypach
zachodniego myślenia „śmieszność klasyfikacji"; klasyfika­
cji w całkowicie arbitralny sposób wyróżniających w ludzkiej
rzeczywistości sfery natury, kultury, nauki, sztuki itd.

7

8

Droga A,

9/2/84

Wokół Jardin des Plantes: gra w bule w scenerii jak ze
starożytnego Rzymu... pamiętasz? Arenes de Lutece, ukryte za
zabudowaniami ulicy Monge; zamieszkały przez ludzi zamoż­
nych rue Mouffetard i jego rynek; albo też meczet, gdzie do tej
pory można wziąć parową kąpiel i wypić na złotych tacach
miętową herbatę. Tego roku ogrody są bujne - wszędzie plamy
kwiatów, gotowych do zapylenia. Tu i ówdzie ludzie na zielonych
krzesłach wpatrują się w rośliny. I pomniki: Bernardin de
Saint-Pierre z połyskującego błękitem brązu uśmiecha się do
mitycznych dzieci Paula i Virginii. Odwrócony tylem do całego
świata Buffon: na jego metalowej głowie trzepocze się gołąb.
W pobliżu ZOO przy Sekwanie Lamarck w zamyślonej pozie
- powyżej wschodzące słońce (nauka? natura?) Do zobaczenia
pod koniec miesiąca...
Współczesności nie trzeba postrzegać w kategoriach utra­
ty i upadku. W izolowanych „plamach" dawnych lokalnych
kultur i obumarłych cywilizacji można widzieć nie tylko
pojedyncze gasnące iskry, ale także zapowiedź czegoś cał­
kiem nowego; można, jak pisze Clifford we wstępie do swojej
książki, „kreować wolną przestrzeń dla wiodących przez
współczesność specyficznych d r ó g " i obok upadku i końca
dostrzegać rzecz znacznie do dostrzeżenia i akceptacji trud­
niejszą: wyłanianie się nowych, przyszłych kultur. Kultur,
których cechą charakterystyczną jest ich mozaikowy charak­
ter. „Odwrócony tyłem do całego świata Buffon"; świat
odwrócony tyłem do ojca systematyki.
Podważone są klasyczne schematy, dzielące świat na
oswojony i egzotyczny, znany i nieznany, tradycyjny i nowo­
czesny. Powstają najdziwniejsze kolaże zestawiające ze sobą
9

82

Droga P,

9/3/84

NA TURA I KUL TURA
NA
TURA/KULTURA
NATURA /KULTURA:
ciągle najpiękniejsza, najintensywnie­
jsza, najzabawniejsza etc., etc. wystawa w Paryżu: ,,Les Plus
Beaux Insectes du Monde" (Instytut Entomologii, ulica Buffon,
otwarta po południu). Jedna jasna sala... przyszpilone fajerwe­
rki, twarze, maski, oczy, kości, skóra... potem nagle poczwórna
symetria dokładnie podartych liści (z czulkami), wstęga tricolores, zakurzona delikatność ciem (Braque, Klee), wyretuszowane, pokryte lakierem, ceramiczne mikroelementy do kompute­
ra... śmieszność klasyfikacji. Bougainville, Borneo, Sumatra,
Jawa: ze skrzydełkami, bez skrzydełek; „Herkules", złocisty
metal, ciemny granat, neonowa zieleń... Czy to nie Levi-Strauss
napisał gdzieś, że inspiracją dla sztuki nowoczesnej powinny być
motyle, a nie Picasso?
Kultura jawi się w tym ujęciu jako owoc transmisji
i przeszczepu raczej, niż jako coś niezmiennego i na stałe
zakorzenionego w starym podglebiu; jako coś dynamicznego
i wiecznie żywego, a nie skazanego na jedną jedyną, skost­
niałą formę.
Drogi S,

9/4/84

Wysokie drzewo, SOPHORA JAPONIC A, zasadzona przez
B. Jussieu w 1747 roku w Jardin du Roy, sadzonki przysłane
z Chin przez R.P. d'Incarville... albo inne, przywiezione z ,,Lewantu". Dziwne rzeczy, żywe i historyczne (zupełnie niepodobne
do słojów sekwoi z datami 1492, 1776, 1914 albo do ,,lóżka,
w którym spal Napoleon"). Żyją w planetarno-ludzkim czasie
i przestrzeni... przeszczep z Epoki Odkryć. Który nas przeżyje.
Przy okazji: jest nowa księgarnia z całkiem dobrym działem
poezji Mouftardi Pot de Fer: ,,LArbre Voyageur". Czy tej zimy
będziesz przejazdem w Kalifornii?
Sposób istnienia dzisiejszej kultury nazywa amerykański
antropolog „egzystencją pośród fragmentów" . W dwu­
dziestym wieku nie sposób już poszukiwać kultur czy tradycji
w formie ciągłej. Na całym świecie zarówno jednostki jak
i grupy improwizują lokalne performance z pozbieranych
szczątków przeszłości, wykorzystując skrawki obcych trady­
cji, obce języki i symbole. Ta „egzystencja pośród fragmen­
tów" często ukazywana była (i jest nadal) jako zwieńczenie
procesu zniszczenia i ostateczny upadek - zwłaszcza przez
Levi-Straussa w Smutku tropików: nostalgicznej opowieści
o tym, jak resztki dawnej, autentycznej, zróżnicowanej
kultury zyskują w najlepszym razie status reliktów dawnej
sztuki czy folkloru. Ale doświadczeniu Levi-Straussa prze­
ciwstawić można, według Clifforda, choćby doświadczenie
tych wszystkich, którzy uczestniczyli w nurcie, czy też
trendzie artystycznym, zwanym przez niego postsymboliczną poetyką podróży (przemieszczenia, wykorzenienia - postsymbolic poetics of displacement): Victoria Segalena, M i chela Leirisa czy Aime Cesaire'a, odbywającego swą słynną
karaibską podróż; narracji Levi-Straussa przeciwstawić mo­
żna ich narracje. Pierwsza z nich opisuje postępującą homo­
genizację kultury, druga odzwierciedla bardziej złożone,
symboliczne doświadczenie, które Clifford nazywa doświad­
czeniem „karaibskości", oznaczające między innymi właśnie
10

�akceptację „życia pośród fragmentów", akceptację z frag­
mentów złożonej egzystencji i podkreślające kolażowy cha­
rakter współczesnego świata i współczesnej cywilizacji. Z tej
perspektywy kwestia autentyczności kultury wygląda zupeł­
nie inaczej niż w ujęciach tradycyjnych: jest sprawą wciąż
aktualną, zmienną, uzależnioną od procesów „zapytania",
od historycznych i geograficznych transplantacji, przeszcze­
pów dokonywanych w czasie i przestrzeni. Idea źródła czy
korzeni coraz bardziej ustępuje miejsca idei rzeczywistości
polifonicznej, idei zmiany, przeszczepu, wędrowania. „Drze­
wo Wędrujące" (L'Arbre Voyageur) - przytoczona przez
Clifforda nazwa księgarni - może być dla tego zjawiska
adekwatną metaforą.

'kształtowania' czegoś, co niekoniecznie musi być zmyś­
leniem, n i e p r a w d ą " ) ; pewną określoną narracją, tekstem.
Która może być poetyckim tekstem Cesaire'a, literacko-etnograficznym tekstem Leirisa, zbeletryzowanym teks­
tem Segalena; obrazami Celnika i jego naśladowców, interp­
retacją etnografa.
13

*

*

*

Drogi J,

9/10/84

Paryż czasu rentrće: ulice wypełniają się, tempo wzrasta.
Nisko zawieszone słońce świeci jakimś sztucznym blaskiem.
W Jardin de Plantes budują pod ziemią nową „Zooteąue".
Droga C,
9/9/84 Zaczęto przystrzygać drzewa. Kontemplacja zimy. Znowu
straciłem głowę dla palm z Ogrodów Luksemburskich („Autour
Dziękuję za przesianie mi nowej książki Alicji Dujovne Ortiz,
d'une тете place /1'ample palmę ne se lasse..."), symetrycz­
Buenos Aires. Jedna z tych podróżniczych perełek, vertige
horizontal. Żydzi z Mołdawii poślubiają Argentynki (imigran- nych, doskonałych, w donicach na żelaznych nogach. Roślinni
tki: Hiszpanki, Włoszki, Ałbanki...), rodzi się córka: portena, kosmici... sześć cali powietrza pomiędzy ścieżką i ich... ziemią.
Odpowiedzią na status kultury, postrzeganej na wzór mozai­
w Paryżu,pisze po francusku, wspomina. Lubię jej ambiwalentne
spojrzenia na Borgesa i na tango. A szczególnie jej miłość do ki, układanki, postmodernistycznego puzzle'a jest dzisiejsza
miejskiego Jardin Botanico - do olbrzymich roślin, na które sytuacja etnografii. „Etnografia, ta hybrydyczna działalność
włażą koty, ido starych kobiet z torbami pełnymi wątróbki. I do - pisze Clifford - jawi się więc jako forma pisania, kolekc­
mieszczącego się w ogrodzie zoologicznym ,,pałacyku hindu jonowania, jako modernistyczny kolaż, imperialna siła, czy
Świadectwem takiego jej
zamieszkałego przez zakurzonego słonia..." Cywilizacja przesa­ wreszcie wywrotowa krytyka."
dzona. ,,Ale jeśli nie mam korzeni, to dlaczego moje korzenie tak pojmowania może być choćby sama forma jego książki, która
czyni z niej taki sam etnograficzny obiekt jak wszystko inne,
mnie bolą?"
„nieskończoną kolekcję". Ta kolekcja, pisze Clifford, po­
To Aime Cesaire uświadomił nam, podkreśla Clifford, że wstawała na przestrzeni ponad siedmiu lat. Rozdziały różnią
choć korzenie tradycyjnej kultury są podcięte, jest ona się od siebie formą i stylem, w tych różnicach zaś znajdują
nieustannie i w sposób twórczy odtwarzana przy wykorzys­ odzwierciedlenie rozmaite okoliczności ich powstawania i za­
taniu zawłaszczonych z zewnątrz symboli. Szczególnie wyra­ sady kompozycji. Mimo to autor nie próbował w żaden sposób
źnie widać to na przykładzie kultury amerykańskiej. „Być ich ujednolicać, dodając nawet teksty całkowicie niezgodne
Amerykaninem - pisze Clifford w eseju poświęconym właś­ z dominującą tonacją książki w nadziei, że stanowić one będą
nie Cesaire'owi - oznacza być hybrydą, metis" . A w stu­ mocniejsze wsparcie dla jego wywodów. ,, Wolę obrazy na­
dium o Michelu Leirisie dodaje: „Żyjąc w naszych miejskich stawione na maksymalną ostrość, skomponowane w taki
archipelagach wszyscy jesteśmy dzisiaj mieszkańcami Karai­ sposób, że ukazują obraz lub soczewkę."
bów. 'Gwinea' (Stara Afryka, pisze Cesaire) 'z twojego
płaczu z twojej ręki z twojej cierpliwości / nasze wymyślone
Znamienne to wyznanie, w pewnym sensie deklaracja
ziemie'". Prawdopodobnie dla nikogo nie ma już powrotu metodologiczna nowej antropologii, która zyskała sobie
do ojczyzny - można ją tylko stworzyć. „Kim i czym miano tekstualistycznej. Antropologii, która w takim ujęciu
jesteśmy? / Najistotniejsze pytanie!" - cytuje Clifford jest zawsze metaantropologią, metanarracją, świadomą swej
Cesaire'a.
narracyjności, podważającą ją i studiującą w lustrze wielu
innych możliwych narracji. „Jeśli chcesz przyjrzeć się proce­
Droga N,
9/7/84 sji przebierańców nie możesz stać w miejscu" - cytuje
„Prymitywne" malarstwo Haitańczyków to ostatni krzyk Clifford przysłowie ludu Igbo; w ten sposób zobaczyć można
mody (ale Ty wiesz o tym wszystko). A oni zabierają się do tego zarówno samą maskaradę, jak też swój sposób jej po­
tak „naturalnie". Przyjaciel opowiadał mi, że pewnego razu strzegania i badania; obraz albo soczewkę, albo jedno
zobaczył haitańskiego artystę, malującego lasy „Guinee" (miej­ i drugie.
Te narracje przyjmują dziś kształt zarówno dyskursów
sca, gdzie się urodził) z reprodukcjami Henri Rousseau pod
ręką. Na Haiti nie ma afrykańskich dżungli. I Celnik także ich stricte naukowych, jak też literackich czy nawet poetyckich;
nie widział, ale skopiował je w Paryżu z tropikalnych obrazów Clifford Geertz nazwał to zjawisko „zmąceniem gatunków".
w Jardin. Właśnie teraz patrzę na wejście do jednej z tych „Zatarcie granic między gatunkami - pisał on - to coś więcej
niż przeobrażenie Harry'ego Houdiniego czy Richarda N i starych, bajkowych szklarni.
Tygrys. Za wysokimi szybami... wiszą bajeczne, wyraźnie xona w postacie powieściowe. To coś więcej także niż
opisywanie bandyckich hulanek na Środkowym Zachodzie
widoczne liście. Baśń o naszej „karaibskiej" duszy?
na wzór romansu gotyckiego. To - rozważania filozoficzne
Autentyczność kultury w żadnym wypadku nie jest war­ przybierające formę krytyki literackiej (...), dywagacje nau­
tością bezwzględną, suwerenną, lecz owocem kulturowej kowe prezentowane pod płaszczykiem beletrystycznych morbądź politycznej taktyki, a jednocześnie żywym w naszym ceaux (...), barokowe fantazje przedstawiane ze śmiertelną
stuleciu mitem. Baśnią, jak pisze w zakończeniu tej pocztó­ powagą jako obserwacje empiryczne (...), prace historyczne
wki Clifford, baśnią tworzoną w obrębie tej właśnie kultury, złożone z równań i tablic lub z zeznań sądowych (...),
szukającej swego określenia i „domknięcia", swej własnej reportaże, co brzmią jak zwierzenia poufne (...), przypowie­
mitologii i aksjologii. Fikcją - w znaczeniu, jakie temu ści udające opis etnograficzny (...), traktaty teoretyczne
pojęciu nadaje nowa antropologia (która odwołuje się do pomyślane jako pamiętnik podróży (...), spór ideologiczny
„oryginalnego znaczenia łacińskiego fictió, jako 'tworzenia', ujęty w formę dociekań z zakresu historiografii (...), badania
14

11

1

s

12

16

83

�epistemologiczne skonstruowane jak traktat polityczny (...),
polemika metodologiczna ukształtowana na wzór wspomień
osobistych." To - dodajmy - jak w przypadku Clifforda,
poważne dociekania etnograficzne zapisane w formie po­
cztówek - ulotnych, z istoty swej niepoważnych i okolicznoś­
ciowych.
Interesujące, że w tym samym numerze „Tekstów", w któ­
rym możemy przeczytać szkic Geertza, w artykule Teorema­
ty, Mieczysław Porębski zwraca uwagę na analogiczne
pomieszanie - tym razem ról społecznych, ale także środków
ekspresji twórczej: „malarz nie chce być malarzem, staje się
teatralnym albo filmowym reżyserem, albo właśnie dyrygen­
tem (...). Malarz nie chce być malarzem, pisarz pisarzem
-zabiera się do reżyserowania, reżyser pisze, aktor z lepszym
lub gorszym skutkiem reżyseruje itd., itd. Sam też zresztą nie
jestem tu bez winy."
Nie dziwi więc, że w czasach, gdy malarz bywa pisarzem,
a ten - gwoli lepszego wyrażenia siebie - reżyserem, etnograf
może być po trosze poetą i do swego warsztatu, na równi
z innymi narzędziami pracy, wprzęgać wyobraźnię i poetyc­
ką wrażliwość. „Trudno uniknąć pytania - pisze w Ogrodzie
nauk Czesław Miłosz - jaki rodzaj bytu ma na przykład
wschód słońca gdzieś nad Morzem Śródziemnym w pewien
poranek majowy roku dajmy na to 1215, jak też kwiaty,
które wtedy się otwierały, latająca mewa, ramię kobiety
czerpiącej wodę ze studni. Czyżby, skoro nikt tego nie widzi,
żadnego bytu?" Na to pytanie Clifford odpowiedziałby
17

18

19

zapewne za Gilbertem Durandem: rzeczywistość antropolo­
giczna, rzeczywistość marzeń i symbolicznej wyobraźni mają
byt ważniejszy („dla przeznaczenia, a zwłaszcza dla szczęścia
człowieka") niż wszelkie martwe prawdy obiektywne.
I jeszcze mógłby dodać, tym razem parafrazując Malraux :
że, o ile dla obojętnego i niewrażliwego uczestnika bądź
badacza kultury przeszłość należy już tylko do przeszłości,
o tyle dla Clifforda - także do Clifforda. I być może to
właśnie okaże się najlepszą drogą nie tylko ocalenia tego, co
tak szybko, na naszych oczach przemija, ale także powrotu
w przeszłość o wiele głębszą, aż do samych źródeł kultury.
To, co jest utopią w skali całego globu ma szansę spełniać się
w ten sposób w pojedynczym człowieku.
20

21

Drogi L ,

9/7/84

Co do widoku z Twojego hotelu, ulica Linneusza... Mogę sobie
wyobrazić obrośniętą bluszczem bramę Jardin, a w środku
ciemne ściany „Labiryntu" (jego wznoszące się okrężnie ścieżki,
schadzki nieznajomych...) Czy to nie jest blisko wielkiego
Cedru, Libanu, gdzie około I860 roku (na starych rycinach)
ludzie w wysokich kapeluszach i w długich szatach przechadzali
się, by podziwiać wspaniałą przestrzenną formę i dziwować się
potędze imperium. Musieli słyszeć - tak jak dziś - odgłosy
dobiegające z ZOO, zwierzęta, które parę lat później zostaną
pożarte przez obleganych komunardów. Proszę, bądźmy w kon­
takcie.

PRZYPISY
J. Clifford, The Jardin des Plantes: Postcards, (w:) The Predica­
ment of Culture. Twentieth - Century Ethnography, Literature and

9

Art, Harvard University Press 1988, s. 182-185. Książkę przedstawił
w „Polskiej Sztuce Ludowej: Kontekstach" (1991, nr 1) Zbigniew
Benedyktowicz. Mój tekst jest komentarzem do rozdziału 8.,
stamtąd też pochodzi przekład tekstów „Pocztówek...".

1 1

1

2

Por. P. Ricoeur, Cywilizacja powszechna a kultury narodowe,
przeł. A. Krasiński, (w:) Podług nadziei. Odczyty, szkice, studia.

Wybrał, opracował i wstępem opatrzył S. Cichowicz, Warszawa
1991, s. 177
3

J. Clifford, Introduction: The Pure Products Go Crazy, (w:) op.

cit., s. 16
P. Ricoeur, op. cit., s. 173
4

5

„vegetate (from. L. vegetare, to enliven, quicken...)" - The Jardin
des Plantes... (w:) op. cit., s. 182
6

Por. J. Clifford, Introduction..., (w:) op. cit., s. 4

7

A. Malraux, Nieporadny język obrazów, (w:) Literatura a prze­

mijanie, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1982, s. 120
P. Ricoeur, op. cit., s. 170
8

84

1

1 0

J. Clifford, Indroduction... , (w:) op. cit., s. 5
Tamże, s. 14
J. Clifford, A Politics of Neologism: Aim'e Cesaire, (w:) op. cit,.

s. 179
1 2

J. Clifford, Tell about Your Trip: Michel Leiris, (w:) op. cit,. s.

173
1 3

W. J. Burszta, Wymiary antropologicznego poznania kultury,

Poznań 1992, s. 127
J. Clifford, Introduction... , (w.) op„ cit., s. 13
Tamże.
Tamże, s. 15
1 4
1 5

1 6
1 7

C. Geertz, O gatunkach zmąconych (Nowa konfiguracja myśli

społecznej), przeł. Z. Łapiński, „Teksty drugie" nr 2 (2), 1990 s. 113
M. Porębski, Teorematy, „Teksty drugie" nr 2(2), 1990, s. 84
1 8
1 9

2 0

Cz. Miłosz, Piasek w klepsydrze, (w:) Ogródnauk, Lublin 1991,

Por. G. Durand, Wyobraźnia symboliczna, przekł. C. Rowiń­
ski, Warszawa 1986, s. 139
A. Malraux, Sekta, (w:) op. cit., s. 149
2 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10512" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10490">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2974395d6a09792adeefab76145e9929.pdf</src>
        <authentication>9a62241d3c72b052d414e5b418799dc3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125167">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2490</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125168">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125169">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2313</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125170">
                <text>Śmierć Jasia i Małgosi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125171">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.85-89</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125172">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125173">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125174">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125175">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125176">
                <text>Śmierć Jasia i Małgosi
Wojciech Michera

„Tam w głębi lasu, nic nie ma imienia..."
Lewis Carroll, O tym, co Alicja znalazła
po drugiej stronie lustra

Bardzo lubimy spędzać w lesie wolny czas. Zbieramy
jagody, grzyby, podpatrujemy zwierzęta, a nasze dzieci
biegają wśród drzew, budząc cierpliwe i zadowolone chyba
z towarzystwa Echo. W chwilach rozmarzenia zdaje się nam,
że słoneczne odblaski na wodzie to wiotkie nimfy w połys­
kujących szatach lub spragniony jelonek u wodopoju, a deli­
katny szum wiatru - to tajemnicza melodia fletni Pana... Jeśli
więc tylko pogoda dopisze, a komary nie są zbyt dokuczliwe,
czujemy się wolni i szczęśliwi, smakując w rozgryzanej
borówce odrobinę dzikości.
Las tworzy wspaniałą scenerię dla radosnych marzeń
o utraconej niegdyś wolności. Daje nadzieję na odnalezienie
w sobie mądrej prostoty życia, na przywrócenie czystości
pierwotnych związków z Naturą, która - jesteśmy tego pewni
- niczego, co jest nam istotnie potrzebne, nigdy nie poskąpi.
Mit dobrej Natury, Arkadii, jest chęcią zapomnienia o smut­
ku życia nadmiernie określonego prawami cywilizacji.
Jest jednak w tej postawie - bardzo mi czasem bliskiej duża naiwność, polegająca na przekonaniu, że Natura
z zasady jest nam przychylna, i że w lesie możemy zyskać
wolność nie tracąc bezpieczeństwa rodzinnego domu. W is­
tocie „ D o m " i „ N a t u r a " to radykalnie przeciwstawne kate­
gorie wyobraźni. Nie zapominajmy bowiem, że na wizeru­
nek lasu, jednego z najważniejszych obrazów „Natury",
w przemożny sposób wpływa podstawowa kategoria estetyki
śmierci - zmierzch. Oto zapadająca noc, ogarniając jasny
obszar radosnej zabawy, rozpuszcza znane kształty i wypeł­
nia je niepewnością. Ciemne drzewa tworzą groźną scenerię,
w której bożek Pan okazuje się dzikim Satyrem, a wdzięczne
nimfy - szalonymi menadami, rozrywającymi z wściekłym
okrzykiem młodego koziołka.
Owa dwoistość lasu - dziennej Arkadii i nocnej Otchłani
- jest jak złudzenie optyczne, rysunek przedstawiający za
pomocą tych samych kresek twarz młodą i starą, uśmiech­
niętą i ponurą. Owo złudzenie staje się istotną częścią
symbolicznej tożsamości lasu: jest w nim wszystko, co
zawiera się w łacińskim słowie creperus (zmrok) - posępność,
niepewność, niepokój, wątpienie, nie pozwalające liczyć na
znane, wydeptane przez człowieka ścieżki, podważające
dotychczasową pewność własnej tożsamości. Ale jednocześ­
nie w mrocznym gąszczu leśnym zawiera się też - oczekiwa­
nie i tajemnica.
Obraz Natury tworzą w naszej wyobraźni przede wszyst­
kim obszary wolne od śladów cywilizacji: góry, morza,
pustynie, puszcze. W miejscach tych trudno człowiekowi
zaspokoić nawet najbardziej podstawowe potrzeby biologi­
czne, takie jak oddychanie, utrzymanie odpowiedniej tem­
peratury ciała, jedzenie, picie. Jeśli więc spojrzeć na po­
szukiwaną w Naturze wolność (od zniewalających norm
cywilizacji) bez arkadyjskiego optymizmu, to okazuje się, że
jest ona tożsama ze śmiercią:
1

2

Jeździec w piaskach szuka drogi,
Szuka paszy białonogi,
Jeźdźcze, koniu, pusta praca,
Kto tu zaszedł, nie powraca.
Po tych drogach wiatr się błąka
Unosząc z sobą swe ślady;
Nie dla koni jest ta łąka,
Ona tylko pasie gady.
Tylko trupy tu nocują,
Tylko sępy tu koczują (A. Mickiewicz, Farys)
Mickiewicz pisze o wyprawie na pustynię, w przestrzeń
wrogą życiu w sposób nie budzący wątpliwości; ale przecież
jej nazwa mówi to samo, co słowo „puszcza", obszar pełen
roślin i zwierząt (do niedawna zresztą obie te nazwy dość
swobodnie wzajemnie zastępowano i jeszcze Mickiewicz
mógł pisać: „Są w Litwie pustynie j są głuche cienie
białowieskich lasów" . Decydujące jest tu przyjęcie ludz­
kiego punktu widzenia: tylko egzystencja człowieka liczy się
jako treść zapełniająca rzeczywistość. Co nie jest ludzkie, co
nie jest związane z człowiekiem, nie „jest" w ogóle, a jeśli
nawet istnieje, to „inaczej", gorzej, nieprawdziwie, jako
zaprzeczenie prawdziwego życia („Nie dla koni jest ta
łąka, / Ona tylko pasie gady"). Dlatego i las staje się
w tradycyjnej wyobraźni przestrzenią „nie-ludzką", a dzikie
zwierzęta - bestiami, których istnienie świadczy bardziej
0 demoniczności Natury, niż jej witalności.
Dlatego tam właśnie, w środku lasu, wspólnie ze zwierzę­
tami mieszkają takie istoty, jak smoki i czarownice. Nie lubią
one ludzi i nie tolerują ich obecności. Jak piszą bracia Grimm
w bajce o Jasiu i Małgosi: „Czarownice mają czerwone oczy
1 źle widzą, ale mają za to doskonały węch, jak zwierzęta,
i czują, kiedy zbliża się człowiek".
Las jako przestrzeń mityczną określa w znacznej mierze
jego niedostępność. Pełno w nim rozmaitych przeszkód,
które oddzielają radykalnie Cywilizację od Natury i uniemo­
żliwiają człowiekowi wniknięcie w tę zakazaną dla niego
strefę. Jeden z bardziej wyczerpujących opisów tej mitycznej
topografii lasu zawarł Mickiewicz w IV księdze Pana Tadeu­
sza. Przestrzeń litewskiej puszczy przedstawiona została tam
jako układ kręgów otaczających , j ą d r o gęstwiny" - matecz­
nik. Człowiekowi dostępny jest zaledwie zewnętrzny skra­
wek tej otchłani:
3

Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy,
Aż do samego środka, do jądra gęstwiny?
Rybak ledwie u brzegów nawiedza dno morza;
Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich łoża,
Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice;
Wieść tylko albo bajka wie, co się w nich dzieje,
Dalej - droga jest zamknięta; jak pisał Stefan Witwicki,
autor utworu, którego przeróbką jest Mickiewiczowski opis
matecznika: „Jak wspaniała i straszna tych tajemnic strona!
/ Natura jak potrójną miedzią (miedzą? - W M ) tam strzeżo­
na, / sama sobą oddycha.'" W Panu Tadeuszu po­
jawia się wytłumaczenie znaczenia owej potrójnej granicy
4

85

�Natury: „Szczęściem człowiek nie zbłądzi do tego ostępu, / Bo
Trud i Trwoga i Śmierć bronią mu przystępu". Są to
„Miejsca nigdy człowieka nie zgwałcone krokiem".
Pierwszą zatem przeszkodę stanowi Trud - ostateczna
granica wpływów cywilizacji. Ale choć strefa ta nie sprzyja
ludzkiemu w niej przebywaniu, ma jeszcze charakter, można
powiedzieć, naturalny:
Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącami strumieni
I siecią zielsk zarosłych, i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
Dopiero drugi krąg otchłani, określony jako Trwoga,
usprawiedliwia wstępną informację, że tajemnice puszczy
poznać można tylko ze źródeł o charakterze takim, jak
„wieść... albo bajka". Wkraczamy bowiem w obszar o ce­
chach trudnych do ujęcia w kategoriach przyrodniczych:
Gdybyś i te zapory zmógł nadludzkim męstwem,
Dalej spotkać się z większym masz niebezpieczeństwem;
Dalej co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda tych studni szkli się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą,
Od której drzewa wkoło tracą liść i korę;
Łyse, skarlowaciale, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem kołtunowate
I pnie garbiąc brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa
Grzejąc się nad kotłem, w którym warzą trupa.
W tekście tym porównania wydają się równie ważne co
opisywane zjawiska. Dym, woń plugawa, jeziorka jak stu­
dnie sięgające najgłębszych podziemi, chorobliwość, kar­
łowatość, starość, oraz diabły i czarownice (skupione nad
magicznym kotłem) - wszystko to rekwizyty tworzące coś
więcej niż tylko „straszliwą" atmosferę. W tych bajkowych
realiach las staje się wręcz częścią, przedsionkiem samego
piekła.
Nie to jednak w „litewskiej puszczy" jest najgroźniejsze.
Oto bowiem przed nami ostatni krąg otchłani, przez Mic­
kiewicza jednoznacznie już określony jako: „Śmierć".
Za tymi jeziorkami już nie tylko krokiem,
Ale daremnie nawet zapuszczać się okiem;
Bo tam już wszystko mglistym zakryte obłokiem,
Co się wiecznie ze grzęskich oparzelisk wznosi.
Nie ma tu żadnych baśniowych strachów. Ale jest coś
gorszego: świat zakryty mglistym obłokiem, a zatem świat
w którym zmysły - zmysły żywego człowieka - tracą
przydatność;^ na nic się tu nie zda nawet największy wysiłek
i męstwo. „Śmierć" - niedostępna dla oczu - onajirzede
wszystkim określa charakter całej przestrzeni lasu. Śmierć,
której przejawem, symbolicznym równoważnikiem, a przy­
najmniej zapowiedzią staje się błądzenie.
W życiu wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi.
Gorzko - śmierć chyba większe zna gorycze;
Lecz dla korzyści, dobytych z przeprawy,
Opowiem lasu rzeczy tajemnicze.
Nie wiem, jak w one zaszedłem dzierżawy,
Bo mną owładła senność jakaś duża
W chwili, gdy drogi zaniechałem prawej.
(Dante, Boska Komedia, tł. E. Porębowicz)

86

Tak rozpoczęła się wyprawa Dantego. Ale bohaterów
błądzących po lesie było w literaturze bardzo wielu. Błąkają
się choćby bajkowi Jaś i Małgosia, którzy dali się zaskoczyć
nocy, poszerzającej gwałtownie niebezpieczny i wrogi czło­
wiekowi obszar lasu. Zarówno Dante, jak i dzieci z bajki,
zginęliby w ciemnym gąszczu (i nie odnieśli „korzyści,
dobytych z przeprawy"), gdyby nie napotkani przewodnicy.
Dantego prowadzi Wergiliusz; dzieci - biały ptaszek, który
zjawił się w trzecim dniu ich zagubienia (chyba jeden z tych,
które w dziele Wergiliusza pomogły schodzącemu do pod­
ziemi Eneaszowi odnaleźć drogę w głębi gęstwiny - Eneida
V I , 190n). Prowadzi je - niczym dusze opuszczające ten
świat. Tam, gdzie nie ma żadnych dróg, gdzie nie mogą ich
poprowadzić znaki uczynione ludzką ręką. Gdzie każdy
krok, to - błąd i zagubienie. Aż do drzwi chatki Baby Jagi
- jak do wrót budzących „trwogę" piekieł.
Inną bramą w zaświaty stał się też rozpalony nocą,
w środku lasu, stos, do którego dotarli bohaterowie filmu
Ingmara Bergmana Siódma pieczęć (środek lasu był tam
zarazem granicą parafii, a zatem i świata człowieka): taki
jego sens podkreśliła szczególnie drabina, do której przywią­
zano paloną na nim domniemaną czarownicę. W ten sposób
obraz ten upodobnił się do biblijnej albo mistycznej wizji
wstąpienia do nieba.
W Siódmej pieczęci śródleśnej granicy strzeże śmierć we
własnej postaci. W Boskiej Komedii Dante spotyka na swej
drodze dzikie zwierzęta. W Bajce o Jasiu i Małgosi ich rolę
przejmuje Baba Jaga. W innych opowieściach spotkać
można najrozmaitsze bestie i smoki.
Jednym z pierwszych w dziejach literatury potworów
leśnych jest Humbaba z Eposu o Gilgameszu:
Zęby ma Humbaba jako kly smoka, lwa oblicze, w starciu jest jak
potop! Przed czołem jego, co jednako żre drzewa i trzcinę, nikt się
ostać nie zdoła! Na czubku ogona swego i członka ma dwa łby
wężów jadowitych.
5

Humbaba mieszka w samym środku nieprzebytej puszczy
cedrowej. Po co wybrał się tam Gilgamesz? Otóż wyprawę tę
(budzącą w nim dojmujący lęk) podjął zamiast niezrealizo­
wanej próby zejścia do otchłani piekielnej. A zamierzał on
w ten sposób zdobyć skarb strzeżony przez potwora - wspa­
niałe drzewa gór Libanu.
Przystanęli [Gilgamesz i Enkidu] i dziwią się puszczy, widzą
cedrów ogromną wysokość, wypatrują wokół leśnych przesmyków,
gdzie Humbaba chodząc krok swój odcisnął. (...) Widzą górę
cedrów, mieszkanie bogów... (...)
Ledwie łoskot usłyszał Humbaba, gniew nim zatrząsł: A któż to
się zjawił? Kto drzewa bezcześcił z gór samych zrodzone, kto cedr
śmiał rąbać?
Walki bohaterów ze smokami i potworami (Heraklesa,
Perseusza, św. Jerzego i wielu innych) są transformacjami
mitu kosmogonicznego, za którego najważniejszy przykład
można chyba uznać babiloński poemat Enuma ełisz. Także
walka Gilgamesza z Humbaba - obraz mityczny o dużej
złożoności - zawiera podobny sens. Jeśli jednak w większości
bohaterskich mitów kosmogonicznych chaos przedstawiany
jest jako żywioł wody, to tutaj rolę tę przejmuje leśny gąszcz.
Trzeba zresztą przyznać, że stworzony został w ten sposób
obraz bardzo sugestywny: jeśli kreacja świata rozumiana jest
jako uporządkowanie chaosu, a zatem jeśli pierwotny chaos
traktowany jest w niej jako swoisty budulec, to pokonanie
potwora uosabiającego las, wycięcie drzew i zbudowanie
z nich murów obronnych miasta (a dokładniej - zamykającej
je bramy) dokładnie tę ideę odzwierciedla.
Mityczny i literacki obraz wycinania cedrów Libanu miał
też ciekawą kontynuację. Oto niektórzy władcy blisko-

�wschodni, podejmujący dzieło budownicze o charakterze
sakralnym, najpierw wyprawiali się demonstracyjnie po
budulec w góry Libanu. Jednym z nich był Gudea z miasta
Lagasz: „do gór cedrowych, gdzie nikt jeszcze nie odważył się
wkroczyć, on zbudował drogę, Gudea, kapłan Ningirsu,
i ściął cedry wielkimi siekierami" . Ten akt cywilizacyjny
(kreacyjny) powtórzył też rękami Hirama biblijny Salomon
( I K r 5.20).
Wizja cedrowych lasów Libanu jako obszaru dzikiego,
niebezpiecznego, nieopanowanego przez człowieka, jeszcze-niestworzonego chaosu, to ciekawy kontekst dla tej tak
ważnej w Biblii (między innymi w Psalmach, w Pieśni nad
Pieśniami) metafory boskiej potęgi i piękna. Oto z jednej
strony, z punktu widzenia człowieka, „dzikość" jest zła
i wymaga aktu kreacji, czyli jej pokonania; zarazem jednak
to właśnie owa nieopanowana dzikość jest świętością prze­
kraczającą wszystko, co dostępne człowiekowi. Zrozumiała
jest więc duma, z jaką Pan z Księgi Hioba opisuje potęgę
potwornego Behemota (bliskiego krewniaka, jak się wydaje,
zarówno Humbaby, jak i słynnego Tygrysa z wiersza Wil­
liama Blake'a ):

Dlatego też Bolesław Leśmian, znakomity znawca żywiołu
leśnego, nasyca swego „demona zieleni" silnym erotyzmem.
I choć trudno może byłoby doszukać się go w postaci
Humbaby czy innych potworów leśnych, nie można w próbie
charakterystyki Natury pominąć i tego jej aspektu. Przybiera
ona bowiem niekiedy postać kobiecego demona, kobiety
fatalnej, która kusząc swym czarem - jak Lilith z Eposu
0 Gilgameszu i Biblii, syreny Homera, nimfy ze źródła
leśnego w Mysji, Mickiewiczowska nimfa śródleśnego jezio­
ra Świteź, czy też nadreńska Lorelei - wciąga w podniecającą
topiel łatwowiernych mężczyzn. Jest to ten nieposkromiony
erotyzm, który wiotką nimfę wodną zamieniał w oszalałą
bachantkę, który „wabił", czarował niszczącą pieszczotą
(„zniszczotą"), „nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmie­
chem", „kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!",
w oszałamiające zagubienie.
Ta ponad-obfitość, życie nie ograniczone miarą człowie­
ka, pieniące się w nad-rniarze, „pośpiech nieustannych
rozkwitów", staje się wyuzdanym chaosem, orgiastycznym
żywiołem, przynoszącym w końcu śmierć. Czym jest jednak
ta śmierć - nie dowiemy się, póki jej nie zaznamy - póki
Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem. Tak jak wół żre żyjemy i póki nie zapłaciliśmy ceny, jaką jest „odczłowieczenie duszy".
trawę.
Patrz, jaka siła w jego lędźwiach i moc w mięśniach jego brzucha.
Erotyzm Natury, a także przekonanie, że rozsądek czło­
Prężny swój ogon niby cedr, ścięgna jego ud są mocno splecione. wieka i jego namiętności nie mogą iść w parze, spowodowały
Kości jego jak rury z brązu. Żebra jego jak pręty żelazne.
wygnanie miłości - uczucia wprowadzającego w życie zgub­
On jest przedniejszym z dzieł Bożych.
ny nieporządek, (albo też: ucieczkę miłości - uczucia nie
(Hiob 40, 15-19, tł. Cz. Miłosz)
potrafiącego znieść podporządkowania zniewalającym nor­
Natura to żywioł, życie nad-mierne, o nie dającym się mom rozumu) poza obszar świata kształtowanego racjonal­
opanować natężeniu, stające się przez to własnym zaprzecze­ nie przez człowieka - do lasu.
niem - chaosem, śmiercią. Naturę możemy obserwować
Stąd wziął się oczywiście mit Arkadii, wielka zawsze
wyłącznie spoza odgradzającej nas od niej granicy, będącej popularność literackich sielanek, sentymentalne ogrody. Ten
zarazem progiem naszego Domu. Tylko tu, w domu, czuje­ miłosny nurt kultury europejskiej pozbawiony jest jednak
my się bezpiecznie. Każdy zaś, kto usiłuje wedrzeć się świadomości, że patron Arkadii, bożek Pan - starzec o mło­
w niebezpieczną strefę lasu - musi porzucić kondycję ludzką. dzieńczych siłach - słynął z niezwykłej aktywności seksual­
Jak już mówiliśmy, i jak wiedzą słuchacze baśni, każda istota nej. Rezygnując więc z wyrazistego erotyzmu grzeszy naiw­
o „zapachu człowieka" traktowana jest tu jako intruz. Ginie nością, o której zdążyliśmy już tu powiedzieć, a nawet
- tracąc życie lub przybierając nową, nie-ludzką postać. obłudą.
Ginie - z nadmiaru życia.
Ciekawsze z naszego punktu widzenia są teksty, w których
pojawia się owa mroczna, krepuskularna dwuznaczność lasu
W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,
1 miłości. Jednym z nich jest średniowieczna opowieść
Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie,
0 Tristanie i Izoldzie. Przedstawia ona miłość w sposób
Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki,
Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
typowy dla dwunasto wiecznej kultury dworskiej, ostro prze­
Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
ciwstawiając to uczucie nisko ocenianej normie społecznej,
Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.
przejawiającej się jako instytucja małżeństwa. W planie
Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem
przestrzennym konflikt ten pokazany jest jako wybór między
Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
dworem króla Marka a lasem: na zamku Izolda jest żoną,
I wabił nieustannym rozkwitów pośpiechem,
a Tristan wasalem; las pozwala odrzucić te role i oddać się
I nęcił ust zdyszanych tajemniczym bezśmiechem,
I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,
uczuciu.
I kusił coraz głębiej - w tę zieleń, w tę zieleń!
Sytuacja ta przypomina swą niejednoznacznością ocenę
A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
potężnych
demonów leśnych - budzących lęk człowieka
Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
1 dumę Boga. Oto niektóre wersje legendy przedstawiają
W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurchany,
pobyt kochanków w lesie jako grzeszne odstąpienie od
W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,
W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,
świętych praw moralnych - wtedy normy społeczne utoż­
Że oto martwy w stu wiosen bezdeni,
samione są z prawami boskimi; w innych jednak las jest
Cienisty, jak bór w borze - topielec zieleni.
przestrzenią świętą, władaną mocą ponad-ludzką, boską,
(B. Leśmian, Topielec)*
a zatem jest wolny od przymusu praw obyczajowych.
A jednak ten nieposkromiony żywioł ma w sobie coś Przeżywana w lesie miłość nabiera cech świętości i upodob­
pociągającego. Tak jak pociągające i kuszące potrafi być nia się do sakramentu. Dodajemy, że spełnienie miłości
„zagubienie", rozumiane jako stan egzystencjalny. Tylko Tristana i Izoldy jest w opowieści utożsamione ostatecznie
ono - ta metafora (metonimia?) śmierci - choć budzi lęk, z ich śmiercią, obdarzoną jednak cechami roślinnej płodno­
otwiera też drogę do tego, co naprawdę nowe, nieprzewidzia­ ści: z grobów obojga kochanków wyrastają przecież i splata­
ne, fascynujące; jest jak alchemiczna materia confusa, nie­ ją się gałązki wiciokrzewu.
zbędna w akcie indywidualnej przemiany, „niedowcielenie",
Myśl o magicznej, wolnej i leśnej miłości zawarta jest też
pozwalające odrzucić uciążliwą, nadmierną pewność dotych­ w Szekspirowskim Śnie nocy letniej. Jeden z bohaterów
czasowego istnienia.
utworu, Lizander, mówi wyraźnie: „...przybyłem tutaj (do
6

7

9

87

�lasu Ardeńskiego) / z Hermią - w obawie przed ateńskim
prawem / Mieliśmy zamiar żyć z dala od miasta...". I chociaż
pełno tu elfów, duszków, nimf i kupidynów - nie jest to
utwór sentymentalny. Wymagania gatunku sprawiły, że
w historii tej nie ma wprawdzie nastroju posępności, a na
dodatek kończy się ona dla wszystkich pomyślnie, ale jest
w niej jednak obecny nocny niepokój, niepewność, a także
- lekko tylko skrywany - erotyzm (Podszewka: „musimy
dobrze przećwiczyć różne śmiałe efekty sceniczne i ob­
sceniczne").
Prawdziwa miłość, miłość „leśna", nie jest jednak łatwa.
Wiemy już z Pana Tadeusza, że wnętrza puszczy bronią
Trud, Trwoga i Śmierć. W istocie jednak te przeszkody są
zarazem etapami trudnej drogi o charakterze wtajemnicze­
nia, bo przecież choć tekst Mickiewicza ma postać prze­
strogi, to prawdziwym jego bohaterem jest oczekiwany
śmiałek, który podejmie niewykonalne dzieło i dotrze do celu
- do matecznika.
Nadszedł czas, by dokończyć zaczęty wcześniej cytat:
10

A za tą mgłą na koniec (jak wieść gminna głosi)
Ciągnie się bardzo piękna, żyzna okolica,
Główna królestwa zwierząt i roślin stolica.
W niej są złożone wszystkich drzew i ziół nasiona,
Z których się rozrastają na świat ich plemiona;
W niej, jak w arce Noego, z wszystkich zwierząt rodu
Jedna przynajmniej para chowa się dla płodu.
Podobną w istocie myśl dostrzec można w słynnej Legen­
dzie o Graalu Chretiena de Troyes. Zapisana pod koniec X I I
w Szampanii, opowiada o odnowieniu świata w obu wymia­
rach: kosmicznym i egzystencjalnym, o potrzebie uratowania
„Ziemi Jałowej" przez doskonałego rycerza, oraz o doj­
rzewaniu Percevala. To nieokrzesane pacholę, nieświadome
nawet własnego imienia, staje się rycerzem godnym swego
przeznaczenia. A cała historia zaczyna się i kończy w lesie;
oto jej początek:
„Było to w porze, kiedy drzewa rozkwitają, w gajach puszcza się
listowie, a na łąkach zielona murawa, kiedy ptaki od świtu wywodzą
swą łaciną słodkie trele, a radość przenika serce wszelkiego stworze­
nia. Synaczek pani, wdowy po rycerzu, która ma dwór i włości wśród
Śmiertelnego Lasu, zerwał się z łoża, żwawo okulbaczył podjezdka (...). Wjeżdża w las i zaraz serce się mu rozwesela dla pięknej
pogody i radosnego świergotania ptasząt - bo wszystko to miłe mu
było."
11

Las Percevala pełen jest wiosennej radości, ptasiego
świergotu; nazywa się jednak Foret Gaste, co można prze­
tłumaczyć jako „zniszczony", „pusty", „śmiertelny" (w
tłumaczeniach na współczesny język francuski używa się
słowa deserte). Tylko tam bowiem, w pełnej niepokoju
krainie śmierci, warto poszukiwać skarbu życia.
Jego istnienie - jak pokazuje to Rilke - ma jednak
charakter dramatyczny:
W zwiędłym lesie jest ptaków wołanie,
wołanie bez powodu w zwiędłym lesie.
Lecz to okrągłe ptaków wołanie
spoczywa w chwili, co mu dała trwanie
wielkie jak niebo na zwiędłym lesie.
Posłusznie wszystko układa się w krzyk:
Krajobraz jakby leżał w jego dłoni,
gwałtowny wiatr jakby przylegał do niej,
a chwila, która chce ze siebie wyjść,
jest blada, niema, jakby znała ciszę
rzeczy, od których musi umrzeć każdy,
kto z tego krzyku wyszedł.
(R. M . Rilke, Niepokój tł. M . Jastrun)
Tylko zanurzenie się w mroczym lesie, wystawienie na jego
śmiertelną moc, zamieniającą w złudzenie wszystko, co

88

dotąd traktowaliśmy jako niepodważalną rzeczywistość,
pozwala odkryć nowy świat. Taki właśnie las przedstawia
Bergman w Siódmej pieczęci: zagubienie, nieprzydatność
ludzkich zmysłów i wiedzy, niepokój ludzi obserwujących
wyniesioną na stos czarownicę: w jej oczach, pustych, choć
sięgających już poza horyzont tego świata, nie udaje im się
niczego dojrzeć. Niczego - poza śmiercią, nie pozostawiającą
żadnej nadziei.
A jednak rodzinie kuglarza Jofa - a zatem ludziom, którzy
od tego, co w złudny sposób rzeczywiste, wyżej cenią
realność cudów, którzy nie mają stałego domu - udaje się
dotrwać do końca burzliwej nocy; o świcie (mimo, że ich wóz
w pewnej chwili się zatrzymał) osiągają kres lasu.
W pewnym sensie dzieło Bergmana składa się z dwóch
odrębnych części, z których pierwsza - to cały film, druga zaś
- t o zaledwie ostatnia, krótka scena, należąca w istocie już do
przyszłej, jeszcze nie opowiedzianej historii Jofa i M i i .
Podobną strukturę ma też film Felliniego Noce Cabirii.
Historia ta opowiada o życiu pełnym złudzeń, o niespeł­
nionych marzeniach i nieprawdziwych granicach, których
przekroczenie niczego nie zmienia. Prawdziwym kresem
ponownie jest dopiero las, dość jednoznacznie scharak­
teryzowany tu jako kraina śmierci (zachodzące słońce,
zapadający zmrok, prowadząca na zachód droga „na skró­
ty", dziwne, brzydko pachnące kwiaty, jakich Cabiria nigdy
jeszcze nie widziała). Istotnie ociera się tam o śmierć i traci
wszystko, co miało dotychczas jakiekolwiek znaczenie. Wte­
dy jednak rozpoczyna się właśnie druga część filmu - ostat­
nia jego scena, początek nowego życia Cabirii.
Podobnie dzieli się na dwie części i nasze życie: na
oswojoną, oraz dziką, obcą, „leśną". W tej pierwszej czuje­
my się bezpieczni; druga - ta, która zawsze ma dopiero
nadejść - budzi lęk. Zarazem jednak pierwsza, aktualna,
kojarzy się z egzystencją monotonną i nudną, druga - pobu­
dza wyobraźnię i kusi nieznanym.
Najczęściej jednak boimy się porzucić bezpieczną strefę,
boimy się chaosu i zagubienia. Jeśli ktoś sądzi jednak, że
pozostając w domu nie jest narażony na zagrożenie płynące
z lasu - myli się. Całą sprawę można bowiem ująć odwrotnie:
za każdym razem, gdy niszczymy pewien ustalony ład
- przywołujemy tym samym leśnego demona: „wywołujemy
wilka z lasu".
Na tym właśnie polegał przypadek Makbeta. Jest to
historia nie tylko ludzkich dylematów etycznych. Jest to
także historia braku odwagi. Można powiedzieć, że Makbet
pragnął skarbu, ale nie potrafił stoczyć o niego prawdziwej
walki z potworem leśnym. Jego zbrodnie zaburzyły jednak
porządek ludzkiego świata, a zatem - zamieniły go w chaos.
Potwór, wraz z wędrującym lasem, sam przyszedł do Mak­
beta.
Gdy w dzieciństwie słuchałem baśni o bohaterach udają­
cych się - wiadomo - za siedem gór, lasów, rzek, zadawałem
sobie jedno przede wszystkim pytanie: gdzie to jest? Aż
pewnego razu, w zupełnie dorosłym już wieku, przyszło mi
spędzić noc w głębi dużego lasu, pod gołym niebem.
Przebudziłem się wtedy w środku nocy i leżąc z głową na
mchu dałem się ponieść wyobraźni, uległem fascynującej sile
szumiących drzew (ledwie widzialnych na tle ciemnego
nieba), tajemniczych trzasków, delikatnego tupotu nóg
jakiegoś zwierzęcia... Było to zmysłowe dotykanie czegoś
nierealnego. A na dodatek - działo się nieopodal miasta
Avallon w Burgundii, którego nazwa w tradycji arturiańskiej
oznacza krainę pośmiertnej szczęśliwości...
Tajemnica lasu wymaga odwagi. Zstąpienie w jego otchłań
to obraz doświadczenia egzystencjalnego budującego nową
tożsamość człowieka, a zarazem - przywracającego niejako
1 2

13

�ponadindywidualną pamięć kultury, z tego doświadczenia
przecież wyrastającej. O tym tajemnym, leśnym przejściu
w strefę kryjącą w sobie pamięć ludzkości pisze Czesław
Miłosz:
Te korytarze, którymi idę przy blasku pochodni
Słysząc jako woda kapie na strzaskane płyty.
W głąb, w głąb góry. W niszach popiersia przyjaciół,
Oczy ich marmurowe, tylko światło i cień
Kładą krótko na twarzach cierpki grymas życia.
Tak, coraz dalej, labiryntem w ciemne wnętrze,
Bez koboldów, z echem własnych kroków.
Aż pochodnia zgaśnie na niewiadomym zakręcie
I tam gdzie przeznaczone zamienię się w kamień.
Ale u wejścia, które zamknięte głazem lawiny będzie zapomniane,
W jodłowym lesie nad spadającym z lodowca potokiem,
Łania urodzi cętkowanego jelonka i powietrze rozwinie
Swoje piękne liściaste spirale innym oczom, jak mnie kiedyś.
I odkryta będzie na nowo każda radość poranka,
Każdy smak jabłka zerwanego w wysokim sadzie.

Więc mogę żyć spokojny o to co kochałem,
Ziemia poniesie akwedukty, amfory, świeczniki mosiężne,
A kiedy któregoś dnia psy goniące niedźwiedzia
Wpadną w skalną szczelinę i ludzie dalekich pokoleń
Odczytają na ścianach kanciaste nasze litery Zdziwią się, że z tego co ich cieszyło znaliśmy tak wiele
Choć nasz daremny pałac znaczy już tak mało.
(Te korytarze)

Nie ma tu ponadobfitej, żywiołowej płodności, jest nato­
miast subtelna „radość poranka", „smak jabłka zerwanego
w wysokim sadzie" i łania rodząca cętkowanego jelonka.
Gwałtowną kreację zastępuje trwałość odciśniętej w kamie­
niu milczącej pamięci i dziedzictwo odradzających się poko­
leń. A jednak w tych wysmakowanych obrazach odnaleźć
można przejmujący nastrój otchłannej głębi czasu, nie
dającego się pokonać przemijania, nieludzka moc, a nawet
wspomnienie gwałtu („smak jabłka zerwanego w wysokim
sadzie"); odblask wieczności i ciągle żywe, płodne marzenie.

PRZYPISY
1

Owa arkadyjska naiwność w ciekawy sposób przejawia się dziś
w ideologii nazywanej ekologią. Słowo „ekologia" pochodzi bo­
wiem od greckiego oikos - „dom", a zatem sugeruje traktowanie
środowiska naturalnego jak własnego domu. A przecież dom, to
miejsce w którym - po pierwsze - powinienem czuć się bezpiecznie
i wygodnie, a po drugie - miejsce, które mogę kształtować i urządzać
całkowicie według mojej własnej woli (o tym mówi inne słowo
pochodzące od greckiego oikos - ekonomia). Obie te ideowe
właściwości domu są zresztą ze sobą ściśle powiązane: bezpiecznie
i wygodnie czuć się mogę tylko tam, gdzie zaprowadzony został
pewien odpowiadający mi porządek, Jest więc paradoksem, że
„święta ekologia" pragnie traktować Naturę jak wielki Dom,
zachowując ją zarazem w postaci nie zmienionej. Nie wiadomo też
w końcu, czy w tym ujęciu wysoko ceniona przez zwolenników
myślenia „ekologicznego" wolność właściwa będzie raczej niechętnej
zmianom naturze, czy też światu podporządkowanemu ludzkim
normom.
O estetyce śmierci pisze Michel Guiomar, Principes dune
2

esthetique de la mort, Paris 1967, zob. s. 135n
Wg. J. Rostafiński, Las, bór, puszcza oraz matecznik jako natura
3

Oczy nieśmiertelne, czyje
Ręce rzeźbiły twą symetrię straszną?
(...)

Jakie piece, jakie formy
Wypalały mózg potworny?
Jaki giął go młot czy kleszcze
Żeby siał śmiertelne dreszcze?
(...)
(W. Blake, Tygrys, przeł. J. Waczków)
8

Intuicja poetycka doskonale potrafi uchwycić tak ważną w wyo­
braźni symbolicznej tożsamość żywiołów związanych z rozmaitymi
formami anekumeny: topielec gnijący w gąszczu leśnym u Leśmiana;
wyprawa zbuntowanego beduina na pustynię porównana do po­
dróży przez morze w Farysie Mickiewicza; Przejście przez las
czerwony - tytuł wiersza Tymoteusza Karpowicza nawiązujący do
biblijnej przeprawy przez Morze Czerwone, itd. itd.
9

Podobnie niejednoznaczne oceny wywołują też rozmaite po­
stacie mądrości: od społecznej zapobiegliwości mieszczańskiej do
samotniczej kontemplacji mędrca chroniącego się (lub wygnanego)
w lesie, w górach lub na pustyni.

baśni w poezji Mickiewicza," Rozprawy PAN w Krakowie, wydział
filologiczny t. 60 nr 1, s. 10, Kraków 1921. Zob. też zacytowany dalej
Cytaty ze Snu nocy letniej Szekspira w tł. St. Barańczaka.
początek polskiego tłumaczenia Boskiej Komedii Dantego.
Tekst utworu Witwickiego podaje J. Rostafiński, op. cit., s.
Tłumaczenie Anny Tatarkiewicz. W przekładzie tym nazwa
19-21
foret gaste oddana została jako „Las Przeklęty".
Fragmenty z Eposu o Gilgameszu w tłumaczeniu R. Stillera,
Zbigniew Benedyktowicz podkreśla, że tematem filmu Berg­
wyd. Warszawa 1980
mana jest nie tylko śmierć, ale i miłość: „Są to niemal wszystkie jej
1 0

4

1 1

5

1 2

6

Arvid Kapel rud, Temple Building, a Task for Gods and Kings,

„Orientalia" 32, 1963, s. 56-62
Słowa: „Oto Behemot, którego jak i ciebie stworzyłem" brzmią
jak odpowiedź na pytanie zawarte w wierszu Blake'a:
Tygrys, Tygrys, blask twój bije
W borach nocy, ale czyje
7

twarze". Z. Benedyktowicz, Obraz i słowo (O scenariuszach Berg­
mana), w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia, Warszawa

(b.d.), s. 237
1 3

Zob. mój tekst Noce Cabirii Federico Felliniego,

Notatki

antropologiczne, „Kwartalnik filmowy" nr 2, 1993, s. 18-26

89

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10511" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10489">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cf8b29e1660003b3c9fe7edf8e8616bb.pdf</src>
        <authentication>bb340865d9a4a8041d62eb28c5ba3aed</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125157">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2487</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125158">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125159">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2310</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125160">
                <text>Mit sztuki poza kulturą. Art Brut / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125161">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.59-70</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125162">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125163">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125164">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125165">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125166">
                <text>Mit sztuki
poza kulturą.
Art Brut
Aleksander Jackowski
Przeciwstawienie: natura-kultura pojmować należy jako
konstrukcję ułatwiającą rozumienie otaczających nas zja­
wisk. Jeśli przyjmiemy, że biegun natury cechuje niezależ­
ność od tradycji przekazywanej pamięciowo, bądź przy
pomocy pisma, to biegun kultury możemy opisywać biorąc
pod uwagę nawarstwienia tradycji, świadomość wzorów do
których się nawiązuje. Twórczość, o której mowa w tym
tekście, bliższa jest biegunowi natury, co jednak nie znaczy,
że jest całkowicie oderwana od doświadczeń pamięci, którą
daje uczestnictwo w życiu określonego środowiska.
Za mało wiemy o mechanizmie przekazu genetycznego,
o archetypicznej wrażliwości na sferę symboli, by odnosić ją
od twórczości „poza" kulturą, niemniej wiele wskazuje na to,
że te czynniki wpływają na twórczość.
Kiedy więc zastanawiamy się nad fenomenem twórczości
w niewielkim tylko stopniu zależnej od tradycji, kultury
środowiska, pomocne może się stać pojęcie art brut.
Wprowadził je w 1945 roku znakomity artysta francuski,
Jean Dubuffet. Nadał je także kolekcji, którą zaczął or­
ganizować, włączając w nią przede wszystkim prace zebrane
przed I wojną światową przez psychiatrę, dra Augusta
Marie. Jednak nie miała to być kolekcja prac osób umysłowo
chorych. W zbieranych dziełach, które doprowadziły do
powstania kolekcji, znajdującej się od 1975 r. w Lozannie ,
chciał ukazać twórczość absolutnie samodzielną, nie po­
ddaną żadnym rygorom, żadnej cenzurze, czy - co gorsza
- autocenzurze. Twórczość nie poddaną presji, czy jeśli tak
można powiedzieć obróbce kultury. Brut - a więc surową,
1

2

Nauki mają dwa krańce, które spotykają się ze
sobą: jeden to czysta niewiedza neutralna w ja­
kiej znajdują się wszyscy ludzie przy
narodzeniu.
Drugi kraniec to ten, do którego dochodzą
wszel­
kie dusze, które przebiegłszy
wszystko, co ludzie
mogą wiedzieć, uznają, że nie widzą nic i znaj­
dują się w takiej samej niewiedzy, z której wyszli,
ale jest to niewiedza
uczona, która zna samą

nie uczesaną, nie uładzoną przez jakiekolwiek konwencje.
Samorodną.
W pismach teoretycznych Dubuffet zwracał uwagę na
represywny charakter kultury. Podobne myśli pojawiały się
w okresie powojennym zarówno wśród psychiatrów, jak
filozofów. Jeden z wybitnych reprezentantów strukturalizmu, Michel Foucault, pisał: „Największym, bo niewidocz­
nym narzędziem duchowej represji jest kultura". Po latach,
w 1968 г., w książce Asphyxiante culture Dubuffet swój
stosunek do kultury uściślił, twierdząc że „Postawą właściw­
szą wydaje się negacja kultury niż zwykły jej brak". Poglądy
Dubuffeta stanowiły kontynuację idei surrealistów, zwłasz­
cza tego nurtu „który wydal twórców najbardziej zbun­
towanych: Massona i Artauda. Z tych samych źródeł, co
u Artauda - zauważa Stefan Morawski - wynikało trwające
od lat czterdziestych zainteresowanie Dubuffeta dla sztuki
dzieci, prymitywów i przede wszystkim psychicznie chorych.
Stany szaleństwa, dzikości, transu i upojenia wewnętrznego
miały odsłaniać (wyrażać) to, co w człowieku najbardziej
twórcze, gdyż instynktowne i bezpośrednie." Tak w nauce,
jak i w każdej dziedzinie twórczości. Kultura ogranicza
artystę, twierdził Dubuffet, zabija samodzielność. Stąd też by
dotrzeć do istoty samego siebie i być w pełni twórczym,
trzeba umieć wyzwolić się z niej. Sam czerpał do takiej
postawy impulsy z kolekcji, obcując przez długie godziny ze
zgromadzonymi tam pracami.
Negował mit artysty, dzieła, choć im bardziej atakował,
tym lepszą zyskiwał pozycję... na rynku sztuki. „Szukał
zjawisk twórczych wśród ludzi, którzy mają odwagę rozwijać
3

4

5

siebie. Owi pośrednicy, którzy wyszli z naturalnej
niewiedzy,
a nie mogli dojść do tamtej,
mają
jakowyś polor owej wiedzy zadufanej
w sobie
i udają mędrków.
Owi to mącą świat i sądzą
mylnie o wszystkim. Lud i ludzie naprawdę
zdatni
tworzą bieg świata.
Pascal, Myśli, 308

59

�je bezinteresownie i swobodnie, łamiąc wszelkie obwarowa­
nia społeczne i zachowując, przynajmniej w swoim przekon­
aniu, odpowiedni dystans w stosunku do nich." Interesowa­
ła go autentyczna sztuka, niezależnie od tego kto ją tworzył
i z czego. A były to, jak pisał, materiały „tres vulgaireset sans
prix aucun". Trochę to wówczas szokowało, choć rozwój
sztuki wyraźnie prowadził w tym kierunku i wkrótce nieza­
leżnie od siebie w różnych krajach zaczął powstawać pop-art,
dzieła z drutu, szmat, kółek od zegarków (Przypomina mi się,
jak kiedyś do działu rzeźby Muzeum Narodowego nadeszła
przesyłka. Kółka, cyferblaty, połamane stare ozdoby z meta­
lu, guziki, monety. Co to? zapytałem. Części zamienne do
obrazów pana Hasiora.)
Twórcami dzieł demonstrowanych w kolekcji Dubuffeta
byli ludzie z marginesu społecznego, włóczędzy, uliczni
prorocy, pensjonariusze zakładów karnych, pacjenci szpitali
psychiatrycznych (od nich pochodziła około połowa wszyst­
kich zgromadzonych prac). Dubuffet uważał, że po to, aby
być naprawdę sobą, bez wpływów kultury, trzeba być
przeciw społecznym normom i obyczajom. Taka postawa
„implikuje zachowania aspołeczne [...], które psycholodzy
nazwaliby alienacją. Ale właśnie taka postawa wydaje się być
sprężyną wszelkiej twórczej inwencji. Nowatorem jest bo­
wiem ten, kogo nie zadawala to, co zadowala innych [...]
Autorzy tych dzieł mają zazwyczaj bardzo mizerne wykształ­
cenie. Kiedy indziej udało się im, dzięki utracie pamięci lub
pełnym zamętu stanie umysłu wyzwolić się od magnetycznej
mocy kultury i odnaleźć życiodajną prostotę" . Twórcą
może być każdy - mówił - jeśli tylko nie pozwoli przytłumić
drzemiących w nim impulsów i będzie tworzył to, co jest jego
rzeczywistą potrzebą. Znalazł takich ludzi wśród tych,
„których od dawna się nazywa alienowanymi i którzy,
opanowani indywidualizmem, wyciągają z niego konsek6

7

2
П. 1. Wojciech Oleksy, Święto Rodzina, drewno, kreda; i l . 2.
Stanisław Hołda, z rzeźbami; il. 3. S. Hołda, Chrystus u słupa; il. 4.
Helena Szczypawka-Ptaszyńska, Ksiądz, drewno polichr.; i l . 5.
Aleksander Słomiński, Delegat Anglii, drewno polichr.

wencje poważniejsze niż inni, sami będąc niezdolnymi do
życia społecznego. W ich twórczości - ciągnie Dubuffet
- znalazłem (co prawda nieliczne) przypadki dzieł o wręcz
wyjątkowej inwencji, najbardziej oryginalne i konsekwentnie
zbudowane i zorganizowane spośród tych, które znam" .
Oczywiście można widzieć w tej ekspresywnej, totalnej
negacji, także produkt współczesnej kultury, która jak ten
mityczny wąż sama siebie zjada. Można by w koncepcji
Dubuffeta dostrzec tylko inaczej i konsekwentniej wyar­
tykułowaną próbę obalenia wszelkich barier i zakazów,
odwrotu od tradycji, która jest fundamentem kultury
i przedmiotem ataków ze strony reprezentantów kontrkultury. Nie o to jednak w tym miejscu chodzi. Teoretyczny
wywód Dubuffeta można krytykować, faktem jest jednak, że
zwrócił on uwagę na niezwykłą siłę wyrazu dzieł „suro­
wych", samorodnych. Przez wystawy, wydawnictwa , pełne
swady artykuły wprowadził termin Art Brut do powszechnej
świadomości. Jednak i ten termin nie jest idealny; sam
Michel Thevoz, obecny kierownik kolekcji, nadał wystawie
w Paryżu tytuł „Les Singuliers de Г A r t " (Musee de Г Art
Modernę de la ville de Paris, 1978). W Wielkiej Brytanii dwie
wystawy Art Brut nosiły nazwy: „The Singuliers" oraz
,,Outsiders" (1979). W tym samym roku ukazała się w Lon­
dynie książka Dubuffeta o tym tytule. Odpowiednikiem
polskim byliby: pojedynczy, osobni, a więc autsajderzy.
Jednak ze względu na już spopularyzowany tytuł Art Brut
przyjmuję go dla oznaczenia tego obszaru zjawisk, które są
odrębne w swym charakterze od sztuki naiwnej.
8

9

To oddzielenie zgodne jest ze stanowiskiem Dubuffeta,
który zarzucał sztuce naiwnej, iż pozostaje w orbicie wielkiej
sztuki, imitując to, co się utrwaliło w obiegowej kulturze.
3 Dlatego, jak się o tym mogłem naocznie przekonać w trakcie

10

60

�kilku miesięcy pracy, w kolekcji (1970 r.) nie ma w niej ani
jednego dzieła należącego do kategorii naiwnej.
Ale w większości ekspozycji, poczynając od Triennale
- „Insita", w Bratysławie i wystawy ustalającej na nowo
granice naiwności: Bihalji-Merina „Kunst der Naiven"
(Monachium 1974 i Zurych 1975), dzieła z kręgu Art Brut
eksponowane są razem z naiwnymi (Aloise, Ghizzardi i in.).
Różnica między obu pojęciami jest jednak zasadnicza,
nawet w klimacie dzieł. Twórczość artystów Art Brut jest
gorzka, dramatyczna, nie upiększona żadnym ornamentem.
Odnosi się wrażenie, że nikt z autorów nie myślał o tym, aby
stworzyć dzieło sztuki, aby to, co maluje, podobało się. Jakże
to dalekie od klimatu sympatycznych naiwnych; przy ich
obrazach myśl wraca do krainy dzieciństwa, gdzie w wielkiej
dżungli lew wygląda jak pluszowa zabawka, a małe ludziki
chodzą po placach, na których kręcą się karuzele, siłacze
podnoszą ciężary, mkną wśród tłumów i transparentów
kolarze Wyścigu Pokoju.
W kręgu sztuki Art Brut wyróżniam dwie grupy. Początek
pierwszej sięga naszych niewinnych wiejskich prymitywów
a koniec drugiej niknie w mrokach ekspresji psychopatologicznej. Jedną i drugą cechuje niezależność od otoczenia, od
kultury.
U samorodnych wiejskich twórców w większym stopniu
wpływa na to ich sytuacja, czasem kalectwo, niemożność
porozumienia się, niski poziom inteligencji, głęboka i naiwna
religijność. Natomiast czym bliżej ku biegunowi dewiacji,
tym ostrzejsza blokada i izolacja z normalnego życia. Jest to
twórczość ludzi „dziwnych", wyrażających swoje lęki, pasje,
wizje, obsesje, swoją samotność, agresję.
Zajmijmy się najpierw tymi z obrzeża wiejskiej kulury.
Łączy ich to, że rzeźbią bardziej „z siebie" niż z obserwacji
innych wiejskich twórców. Gdyby zrobić wykres, na którym
4

punktem zerowym byłaby twórczość absolutnie samorodna,
nie obciążona wiedzą, umiejętnością, tradycją - a punktem
szczytowym twórczość sprawna, dojrzała, świadoma trady­
cji - oni znaleźliby się właśnie w pobliżu zera. W tym sensie,
gdy porównujemy ich z rzeźbiarzami sprawnymi, jak Suskowie czy Lurka, nasuwa się określenie (nie zawsze zresztą
słuszne) - prymitywni. Nie mają sprawności manualnej,
która pozwoliłaby im cokolwiek skopiować, wiernie na­
śladować. Technikę prostą, prymitywną, wypracowują sobie
sami. Jest to technika najbardziej przylegająca do ich
możliwości fizycznych i psychicznych. Dzieło jest więc
w ogromnym stopniu wynikiem wypracowanej techniki,
ściśle z nią związane.
Rzeźby te są przy tym w dużej mierze poza wzorem,
schematem, tradycją. Albo dlatego, że wzór taki jest zbyt
odległy od możliwości technicznych rzeźbiarza, albo dlatego,
że twórca, nastawiony na wypowiedzenie własnych treści, nie
chce szukać zapożyczeń w rzeźbie ludowej czy kościelnej.
W pierwszym przypadku bywa - przykładem Józef Sobota
- że przyjmuje on najogólniejszy schemat ikonograficzny,
upraszcza go, sprowadza do znaku (np. w przedstawieniu
Trójcy Świętej - zamiast gołębia rzeźbi krzyż). W drugim
przypadku - widzimy to np. u Szczepana Muchy - rzeźby są
wyrazem obsesji bądź idei nurtujących twórcę.
Oryginalność tych rzeźb (Soboty, Heródka czy Słonim­
skiego) jest oryginalnością „pierwotną". Trudno tu o precy­
zyjne słowo, postaram się więc szerzej objaśnić, o co chodzi.
Oryginalność występuje w swej krańcowej postaci w dwóch
fazach rozwoju - wczesnej i szczytowej. Wielcy twórcy
osiągali oryginalność przez przezwyciężenie zastanych kon­
wencji, przez świadomy stosunek do tradycji - wybór lub
negację pewnych wartości niesionych przez nią. Oryginal­
ność tego rodzaju jest związana z istnieniem artystycznej
5

61

�świadomości, stanowi rezultat wysokiego stopnia organiza­
cji dzieła, w którym dochodzi do głosu wyobraźnia twórcy.
Oryginalność jest więc związana z odejściem od kanonu,
konwencji, z przyjęciem nowego, własnego „szyfru", „ko­
du". Występuje u twórców w pełni dysponujących swoją
techniką, panujących nad środkami, wśród których świado­
mie dokonują wyboru.
Bywa też, że oryginalność przejawia się w sposób nie
kontrolowany, że jest spontanicznym zapisem wizji, wyob­
raźni, że jest malarskim, graficznym czy rzeźbiarskim sposo­
bem wyrażania treści emocjonalnych. Oryginalność wynika
wówczas z podporządkowania formy wypowiedzi potrzebie
wewnętrznej, z odrzucenia konwencjonalnych i powszechnie
w danym czasie przyjętych wzorów. Widać to w sztuce
surowej, nie poddanej żadnym uładzającym zabiegom kul­
tury; sztuce, która stanowi swoisty zapis świata wewnętrz­
nego. On to staje się źródłem formy.
Zakłócenie relacji człowiek - świat zewnętrzny prowadzi
do ignorowania środków artystycznych powszechnie przy­
jętych, do posługiwania się formą, która jest najbardziej
adekwatna dla wyrażenia przekazywanych treści. Oczywiś­
cie i w tym przypadku środki i sposób wypowiedzi plastycz­
nej wiążą się z poziomem sprawności technicznej, manualnej,
z rodzajem wcześniejszych doświadczeń artystycznych czy
kulturowych, zakodowanych w pamięci. Nikt nie jest wolny
od wpływów świata zewnętrznego, ale w tej twórczości
stopień owych wpływów jest niewielki; istnieje swoista
blokada oddzielająca człowieka od otoczenia, każąca mu
nastawić się na ekspresję wewnętrzną i tej ekspresji pod­
porządkować formę wyrazu.
Oryginalność takich twórców wynika więc z braku zain­
teresowania konwencjonalnymi środkami wypowiedzi, z niemyślenia o tym „co wolno, co należy" - a więc ze swoistego

62

„zapomnienia" o sztuce świata otaczającego. Oryginalność
jest tu wynikiem stosunkowo bezpośredniej transmisji we­
wnętrznej ekspresji. Oryginalność Soboty czy Heródka wy­
nika z ich rzeczywistej niewiedzy i z ich technicznej, warsz­
tatowej niesprawności. Mozolnie, sami, kształtują język
plastycznej wypowiedzi. Punktem wyjścia nie jest tu żar
wyobraźni, skłębienie myśli, wizji i obsesji, ale trud wypowie­
dzi, oporność materiału.
Heródek nie dlatego rzeźbił prymitywne klocki, że uznał je
za najbardziej „ekspresyjne'', ale dlatego, że jego możliwości
psychofizyczne pozwalały mu tylko na taką formę wypowie­
dzi. Występuje więc w tej twórczości sprzężenie między
dziełem a możliwościami wyrazowymi. W tym też sensie jest
to twórczość absolutnie autentyczna. Ci rzeźbiarze, nawet
gdyby chcieli, nie mogliby tworzyć inaczej. Oryginalność nie
jest więc w tej grupie efektem geniuszu czy nadświadomości
- ale samorodnego talentu i . . . konieczności. I oni. i ci bliżsi
patologii są na swą oryginalność niejako skazani. Jedni,
ponieważ mają zbyt intensywne życie psychiczne, skoncent­
rowani na własnych wizjach, obsesjach, ideach - drudzy,
ponieważ muszą w trudzie wypracować własny system form,
znaków - jedyny zgodny z ich dyspozycjami.
Niezależnie jednak od tego. na jakim szczeblu przejawia
się oryginalność, jest ona we współczesnej kulturze zjawis­
kiem budzącym szczególne zainteresowanie. Stąd też waga,
jaką przywiązujemy do twórczości Heródka, Słonimskiego,
Hołdy, Muchy czy Soboty. Zwłaszcza, że widzimy ich rzeźby
na tle masowo rozwijającej się produkcji ludowej czy ludowopodobnej. Cechą tej produkcji jest jej związek z wzorcami
dawnymi i współczesnymi, a więc pewne skonwencjonalizo­
wanie. Na tym tle twórczość omawianej tu grupy wyróżnia
się zindywidualizowaniem.
Wynika ona głównie z pobudek wewnętrznych, z woli

�rozwój idący od wewnątrz, od środka". Jest to doskonalenie
swej własnej formy - a nie zbliżanie się do wzorca zewnętrz­
nego, do formy realistycznej.
Oczywiście mówiąc o tym, co łączy twórców takich, jak
Oleksy, G a w ł o w a , Hołda, Szczypawka, Sobota, Mucha
i Heródek, trzeba też powiedzieć o tym, co ich różni. A różni
ich wiele. Właśnie dlatego, że są indywidualni, że twórczość
dla każdego z nich zaczęła się od stworzenia własnego
sposobu wyrazu. A także dlatego, że zaczynali rzeźbić czy
malować w różnych latach swego życia.
H e r ó d e k : dobry, uczynny, infantylny. Kiedy wez­
brany potok zalewał drogę we wsi, on jeden usiłował
zbudować tamę z ziemi. Czuł, że coś trzeba robić. Inni się
śmieli - głupek. To on, gdy mu kupiono ciemny garnitur do
komunii, przeciął w nim nożem dziury, aby włożyć w nie
polne kwiaty. Rzeźbił z trudem; gdy chciał namalować
czerwony płaszcz Jezusa, maczał pędzel we własnej krwi.
I on, jak Gawłowa, miał w życiu, przecież niełatwym, swój
prywatny raj. Stawiał aniołki, wystrugane z drewna na
kamieniach w potoku, na łące...
Wojciech O 1 e к s y : głuchoniemy, odtrącany, dobry.
Rzeźbił jak mógł, formy syntetyzował, nie z wiedzy, lecz
konieczności. Barwił figury kredkami.
Helena S z c z y p a w k a - P t a s z y ń s k a : maleńka,
o pięknym, ciepłym stosunku do świata, zwierząt (świnki
chodziły za nią jak pieski, gdy się wybierała do miasteczka).
Rzeźbiła siekierą - konie, jeźdźców, huzarów, świnki, bocia­
ny.
Józef S o b ó t a :zaczął tworzyć pod wpływem słyszane­
go we śnie głosu Anioła, że powinien w podzięce za
wyleczenie powiesić Bogu kapliczki. Dawnych z rzeźbami nie
pamiętał, kupić figurki czy obrazka nie mógł, więc musiał je
rzeźbić jak potrafił.
Szczepan M u c h a : zaczął tworzyć z wewnętrznej po11

1 2

1 3

1 4

15

1 6

rzeźbienia a nie z kalkulacji, nie z motywów komercyjnych,
które w istocie zaważyły na powstaniu takich ośrodków
współczesnej rzeźby jak sierpecki, łukowski czy łęczycki.
A przecież bez zainteresowania ze strony miasta, turystów,
Cepelii - ośrodki te w ogóle by nie powstały. Natomiast
Heródek, Mucha czy Sobota rzeźbiliby nawet w kulturowej
próżni. Zresztą tak i było - rzeźbili niezrozumiani we
własnym środowisku wiejskim, nie myśląc nawet o tym, że
ich twórczość mogłaby okazać się źródłem dochodu. Rzeź­
bili w izolacji, a to sprzyjało krystalizowaniu się ich in­
dywidualności.
Izolacja rzeźbiarzy tego typu jest obecnie większa niż to
miało miejsce dawniej, w okresie rozkwitu ludowej kultury.
Niegdyś nawet indywidualne i prymitywne formy wypowie­
dzi mieściły się w ramach nawyków percepcyjnych środowi­
ska. Wieś akceptowała je. gdyż w rzeźbie szukano substytutu
świętego przedstawienia. Do identyfikacji osoby świętej
wystarczył atrybut, względnie czytelna aluzja do znanego
wszystkim schematu ikonograficznego. Rzeźby takie akcep­
towano, gdyż mieściły się w ramach ówczesnych kryteriów
estetycznych. Najlepszym dowodem tego jest fakt, iż wiele
z nich przetrwało do naszych czasów.
Inaczej jest obecnie. Zmieniły się kryteria oceny, wieś
szuka w rzeźbie nie .,znaku" świętej postaci, ale jej wizerun­
ku bliskiego naturalistycznym i idealizowanym wzorom
kościelnych litografii, obrazów czy gipsowych figur. Rzeźby
Hołdy czy Soboty są więc poza estetyką środowiska, a to
sprzyja izolacji twórców, odbiera im możliwość kontaktu ze
środowiskiem.
Twórcy ci rozwijają się. wzbogacają swe środki warsz­
tatowe, rozbudowują motywy i ornamentykę - ale jej to

8

11. 6. Szczepan Mucha. Diabły, drewno; il. 7. Henryk Seniuk. Serce
Jezusowe, olej, deska; i l . 8. Józef Sobota. Kapliczka, drewno

63

�kwestionować. Dzieła A r t Brut tym jednak różnią się od
konwencjonalnych, że ich stopień oryginalności jest większy
i nawet gdy nie umiemy dokładnie odczytać przekazu
artysty, zdajemy sobie sprawę z tego, że dzieła te są przede
wszystkim ekspresją jego osobowości, jego przeżyć.
Postaram się przedstawić twórców, których można u nas
zaliczyć do tej grupy, zwracając uwagę na podkład ich
„blokady",ich niezależności. Zacznę od Henryka S e n i u k a . Wiemy o nim niewiele. Był włóczęgą, bez dowodu
osobistego i mieszkania, często zatrzymywanym przez mili­
cję. Miewał ataki epileptyczne. Niekiedy pojawiał się w Kra­
kowskim Domu Kultury, gdzie bez słowa brał karton, farby
i malował. Czasem przy tym zasypiał. Wiadomo, że urodził
się na Wileńszczyźnie, po wojnie wędrował po województwie
krakowskim. Malował chyba przez krótki czas, ale wszystkie
jego obrazy (na desce, kartonie) są dojrzałe, konsekwentne,
o wyrazie przypominającym bizantyjskie mozaiki. Malował
kropkami, nieświadomie i prymitywnie zbliżając się do
rodzaju prymitywnego pointylizmu. Obrazki, które znam
odpowiadają opinii, którą wyraził o podobnych dziełach
Georges Schmits: „Wszyscy oni mają wyraźne inklinacje
tematyczne, fiksują pewne tematy, treści i zasób środków
wyrazu, w których twórczość ich nie ulega zmianie, roz­
wojowi."
19

20

2 1

П. 9. Eugeniusz Sutor, Głowa, drewno malowane
trzeby, aby rozładować żal, gorycz. Szokuje tematyką; nie
tylko nie dba o to, co inni powiedzą, ale wręcz chce ich
dotknąć. Stąd obsceniczne figury, diabły.
Maria W n ę к o w a : to już wejście w świat omamów,
obsesji, lęków. Podobnie Andrzej Siek, Stanisław Hołda,
Stanisław Mika - schizofrenicy.
Wchodzimy już w ten krąg zjawisk, który fascynuje
Dubuffeta. Twórczość samotną, poza kręgiem ludzi, nawet
takich, których by chcieli, jak Mucha, obrażać. Tu jednak
pojawia się pytanie - czy twórczość tego rodzaju można
rozpatrywać w kategorii sztuki, a więc dzieł tworzonych
świadomie. Z zarzutem takim spotkał się oczywiście i sam
wielki patron Art Brut. „Pokażcie mi tego waszego normal­
nego człowieka!" - denerwował się. „Czyż akt twórczy,
z towarzyszącym mu krańcowym napięciem, jakiego wyma­
ga, z wysoką gorączką, która mu towarzyszy, może być
kiedykolwiek normalny? [...] Od sztuki nie można oczekiwać,
żeby była normalna. Odwrotnie, nie można mieć co do tego
wątpliwości, że sztuka powinna być właśnie w najwyższej
mierze oryginalna i nieoczekiwana, oparta na twórczej
wyobraźni. Nonsensem jest więc stawianie zarzutów, że
jakieś dzieła są zbyt szokujące i stanowią produkt chorej
wyobraźni. Trzeba to wyraźnie powiedzieć - każda praw­
dziwie twórcza sztuka, gdzie by nie powstała, jest patologicz­
n a . " Podobnie sądził Marcel Proust: „Wszystko, co na
świecie wielkie, zawdzięczamy neurotykom" - pisał. Zresztą
już Demokryt sądził, iż twórczość artystyczna wywodzi się
z nienormalnego stanu umysłu.
17

18

Istotą sztuki jest to, że zdolna jest nam przekazać treści
odsłaniające nowy aspekt rzeczy lub ludzkich przeżyć. Póki
dzieło „mówi" a jego konstrukcja podporządkowana jest
wyrażeniu istoty zamiaru twórcy, nie ma powodu, by je

64

Sąd ten nie dotyczy jednak wszystkich. N i k i f o r ,
którego można postrzegać na pograniczu pomiędzy naiw­
nymi a Art Brut, wykazywał rozwój, widoczny gdy się
porównuje jego prace wczesne, młodzieńcze - z dojrzałymi.
Ale blokada oddzielająca Nikifora od świata zewnętrznego
wynikała po pierwsze z trudności w kontaktach z ludźmi
(zarówno na skutek bełkotliwej mowy, jak też i smutnych
doświadczeń tułaczego dzieciństwa, braku żywszego kontak­
tu emocjonalnego z matką, też zresztą bełkocącą), po drugie:
z pogłębiającego się życia duchowego, żarliwej wiary, coraz
bardziej ogarniającej jego wyobraźnię, każącej mu żyć
w przeświadczeniu, że wszystko co ziemskie jest przejściowe,
w istocie nieważne, ponieważ świat rzeczywisty, który „wi­
dział" i opisywał, dopiero go czeka.
Tym różnił się od artystów współczesnych, którzy malo­
wali w stylu naiwnym (pod surrealistów, Chagalla), że to, co
dla tamtych jest tylko poetyckim znakiem, dla niego było
symbolem, rzeczywistą kreacją a nie wymyśloną koncepcją.
Symboliczne są w obrazkach Nikifora gest, kolor, przyroda.
Symboliczny sens ma także malarstwo Teofila О с i e p к i , poczynając od Narodzin człowieka, gdzie - jak to
pisze Wisław Juszczak o symbolizmie - „wszystko co
widzialne jest przejawem niewidzialnego. Wszystko zmys­
łowe jest odczytywane jako sygnał, jako reprezentacja du­
chowego pierwiastka.""Symboliczna jest twórczość Zagaje­
wskiego, Wałęgi, Buynowskiej, Wójcickiego, Sułowskiego,
Henela, Monsiela, Sutora.
Efekt dystansu, tak ważny w sztuce, na który zwracała
uwagę Simone W e i l , w Art Brut wyraża się ujęciem
rzeczywistości postrzeganej przez symbol. Symbol, wróćmy
do rozważań Juszczaka, który nie jest literacką narracją, lecz
pozostaje jakby utajony w przyrodzie, w samej istocie
przedstawianej rzeczy.
Podobnie jak Nikifora, także Stanisława Z a g a j e w s ­
k i e g o widzę w tej pogranicznej strefie między A r t Brut
a sztuką naiwną. Zagajewski żyje wśród ludzi, lubi ich,
pomaga nieraz młodym chłopcom, fundując miesięczne
abonamenty na obiady itp., ale będąc wśród nich jest
w istocie zawsze sam, poza ludźmi. Gdy mówi, a przychodzi
mu to z łatwością i chętnie to robi, nic go nie obchodzi
reakcja słuchacza. On wie i to przekazuje. Jest tak pewien
swej prawdy jak prorok. Blokada, która znosi wewnętrzną
cenzurę, wywołuje w nim żarliwą pewność. Może być wśród
2 2

24

25

�ludzi, bo i tak jest poza nimi. Słucha tylko głosu swojej
wyobraźni, głosu artysty natchnionego przez Boga.
Władysław W a ł ę g a należy do ludzi, których życie
ciągle wyrzucało za burtę. Potrzeba malowania była w nim
tak duża, tłoczące się wizje tak kontretne, że przebywając
w załadzie karnym spisywał te wyobrażone obrazy dokład­
nie, tak jakby je miał przed sobą. Niektóre później zrealizo­
wał.
Twórczość Marii W n ę k wprowadza nas w świat religij­
nych olśnień, ale i obrazów, w których daje wyraz swym
lękom i obsesjom. Pracowała jako sprzątaczka, później
grzebała w śmietnikach, wyszukując jeszcze użyteczne przed­
mioty. Sąsiedzi jej nie lubią, boją się. Dokuczyła im, ale
i doznała od nich wiele zła, jest bowiem inna. We wszystkim
- zachowaniu, reakcjach. Krzywdy doznane rosną w jej
wyobraźni, trudno potem zorientować się, co było napraw­
dę, co stało się lękiem, obsesją, manią prześladowczą.
Jednocześnie żyje w świecie iluzji, cudownych doznań,
sakralizując nawet tematy świeckie. Rewersy kartonów
zapisuje nerwowym pismem; są to posłania dla świata,
przestrogi dla ludzi, modlitwy, opisy własnych krzywd,
legendy i katastroficzne wizje. Chciano ją ubezwłasnowolnić;
tacy ludzie, chodzący własnymi drogami, budzą niepokój
samym faktem swego istnienia.
W jej obrazach, tak jak u Edmunda M o n s i e l a
między twórcą a dziełem nie ma ogniwa pośredniego. Takiej
szyby w oknie. Wzoru, wiadomego sposobu - jak i o czym
należy mówić. Dzieło jest transpozycją indywidualną.
U Monsiela transpozycją jego lęku, ciągłego napięcia; wszę­
dzie na nas patrzą oczy Boga, jesteśmy wciąż pod obserwa­
cją, każdy czyn zostanie osądzony, ludzkość - dochodząca
do szaleństwa - ukarana. Zaczęło się od lęku konkretnego,
choć nie uzasadniającego aż takiej reakcji. Niemcy zrobili
mu rewizję w sklepie; uciekł, schował się w komórce bez
okna, na strychu. I tam lęk rósł, stawał się wyrazem osądu
świata, przeczuciem gniewu Boga.
Życie Edwarda S u t o r a ma dwa odrębne oblicza.
Młodość, pierwsze zainteresowania szkolne egzotyką, mito­
logią, kulturą Azteków i - dramatyczna przerwa, wojna,
straszliwe bicie; zostaje odarty ze wszystkiego: świadomości,
pamięci, człowieczeństwa. Ludzki nieszczęsny strzęp. Powoli
rekonstruuje siebie przez rzeźby, w nich wracają reminiscen­
cje chłopięcych zainteresowań, powstaje świat nieprzenik­
niony: głów, totemów (?), tancerek, konwulsyjnych postaci.
Przerażające wspomnienia obozu, rekonstruowane, jak? Czy
tylko z punktu widzenia ofiary? Czy i oprawcy? Teatr ??
Palenie, wieszanie, ekshumacja. Nie chciał o tym mówić. Nie
chciał pozbywać się rzeźb. W nich było to, co zachował
w życiu z siebie, z pamięci. Pod wpływem leków zrobił się
łagodny, spokojny. Lawa pozostała w środku... Neuroleptyki działają skutecznie.
26

2 7

II. 10. Marian Henel, fragment dywanu

28

2 9

Władysław S u 1 o w s к i , to nawroty schizofrenii, ucie­
czka od domu, lęk, obrazy - symboliczne, których nigdy,
nawet córce nie chciał objaśnić. Może mówił o tym swemu
jedynemu powiernikowi - psu? Gdy następowała poprawa,
pracował normalnie; widział wtedy, że obrazy, które wcześ­
niej malował jako „zdrowy", były amatorskie, słabsze. Starał
się więc naśladować siebie z okresu szpitalnego.
Wchodził w swych olejach w świat fantazji, egzotyki,
zresztą zawsze interesowały go podróże, dalekie kraje.
Choroba uaktywnia, choć niczego „z zewnątrz" nie wnosi.
Ani talentu przez nią nie przybędzie, ani wrażeń. Wyostrza
mozaikę szczegółów, z których się składa pamięć.
Na końcu chciałbym powiedzieć o przypadku Mariana
H e n e 1 a. Znów wracam do myśli, że izolacja, alienacja
- tylko zaostrza, wydobywa to, co potencjalnie tkwi w czło­
wieku. Henel jest jeden. A chorych? Miliony... Zresztą, czy
Henel jest chory? Jego życiorys daje tylko częściowe uzasad-

nienie takiego sądu, zresztą gdy chciano go wypisać ze
szpitala, nie znajdując podstaw do izolowania, okazało się,
że już nie umie żyć samodzielnie. Został. Wiąże (tka?) swoje
ogromne dywany, w których z radosnym i obleśnym eks­
hibicjonizmem przedstawia interesujące go sceny. Są to
dzieła znakomite, rewelacyjne.
Właśnie przy Henelu zrozumiałem, dlaczego Dubuffet
zwracał taką uwagę na twórczość ludzi represjonowanych,
zamkniętych w różnego rodzaju zakładach. Sytuacja taka
niszczy więzi społeczne, znosi wszelką autocenzurę. Świat
„normalny" przestaje istnieć; zostaje mały świat, w którym
trzeba schlebiać obsłudze, z poczuciem nieprzekraczalnego
dystansu. Schlebiam, jestem układny, by dali mi spokój,
pozwolili być sobą. To też blokada.
Dalsze przykłady są zbyteczne. Sytuacja jasna. Art Brut
jako pojęcie związana jest dwoma dystynkcjami:
- Określa typ osobowości twórców jako ludzi spoza
kultury. Nie z kontrkultury, nie zastępujących jednych
wartości innymi, lecz ludzi z ubocza kultury, wykopanych
- jak piłka - na aut.
- Określa twórczość jako niezależną od wzorów, wpły­
wów. Rudymentarną, taką jaką - wyobraźmy sobie - upra­
wiałby ktoś, kto po wielkim kataklizmie, kiedy wszystko
zostało zniszczone - zaczyna od początku. Pierwszy, bo też
każdy z tu wymienionych jest jakby pierwszy.
Wniosek z tego taki: Nie można utożsamiać pojęcia Art
Brut z dziełami chorych psychicznie. Sztuka „surowa" wcale
nie musi być produktem człowieka chorego, choć niekiedy
bywa, a raczej bywała, ponieważ neuroleptyk!, powszechnie
stosowane, głuszą skutecznie. Zarówno niepokoje, jak i twó­
rcze porywy.

65

I

�Art Brut a ekspresja psychopatologiczna

dził, iż pacjenci zaczynający rysować już w czasie choroby,
tworzyli własny styl, zarazem oryginalny i chorobliwy.
Niezależnie jednak od tego, czy w grupie A r t Brut znajdzie
się 40 czy więcej procent ludzi chorych, nie można stawiać
znaku równości pomiędzy tą grupą a obszarem ekspresji
psychopatologicznej.
Dodajmy jeszcze, że ekspresja ta stanowi kategorię wzglę­
dnie obiektywną, zaliczymy bowiem do niej każdy przejaw
wypowiedzi plastycznej alienowanych, podczas gdy Art Brut
jest kategorią ustanowioną arbitralnie, wyodrębnia bowiem
z masy różnych przekazów plastycznych tylko te, które
frapują oswojonego ze współczesną sztuką widza swą wyjąt­
kowością artystyczną i samodzielnością. Można tu nawet
mówić o odkrywczości (nieistotne w jakim stopniu świado­
mej).
Kiedy więc widzę gdziekolwiek na świecie tytuł wystawy
Art Brut, domyślam się, jakiego rodzaju sztukę na niej
zobaczę. Podobnie będę wiedział, jakiego rodzaju sztukę
zobaczę na wystawie impresjonistów, formistów, abstrakc­
jonistów czy realistów. A r t Brut jest bowiem w istocie
określeniem stylu, który polega na anty-stylu, ale w swej
odrębności stanowi, o paradoksie, również zjawisko o szcze­
gólnym charakterze. Jeśli nawet nie domyślam się, co na
wystawie spotkam, mogę z pewnością wiedzieć, czego nie
zobaczę.
Pojęcie ekspresji psychopatologicznej stosują psychiatrzy
francuscy i niezależnie od tego, że nie jest to określenie
najlepsze, wskazuje na dwie istotne cechy: ekspresję, a więc
wszelką formę komunikatu plastycznego oraz jego podłoże
psychopatologiczne. Nie każdy komunikat ma cechy artys­
tyczne, to znaczy wewnętrzną organizację, która może
przekazać odbiorcy jakieś wzruszenie. Nie każdy skierowany
jest do drugiej osoby. Często są to, jak pięknie powiedział
Georg Schmidt, monologi w samotności, w tragicznej pust­
ce.
Ilu jest artystów wśród ludzi, którzy przekraczają granice
normalności? Trudno na to odpowiedzieć; w szpitalach
psychiatrycznych mówi się. za Prinzhornem, o 1,5-2 procen-

30

Zacznijmy od podstawowego stwierdzenia. Ekspresja psy­
chopatologiczna obejmuje wszelkie komunikaty i manifesta­
cje plastyczne ludzi uznanych za chorych psychicznie. W po­
jęciu tym będzie się mieściła zarówno twórczość artystyczna
utalentowanych schizofreników, jak i niezdarne gryzmoły,
które mogą mieć znaczenie tylko dla samego chorego
i terapeuty. Ale nawet gdy weźmiemy pod uwagę tylko prace,
które można uznać za zorganizowaną formę plastycznej
wypowiedzi, okaże się, że znajdą się wśród nich zarówno
zupełnie prymitywne, nie nawiązujące do niczego w sztuce,
nie naśladujące, jak też doskonałe warsztatowo, nie różniące
się w przyjętych konwencjach od sztuki jaką widujemy na
wystawach artystów plastyków czy amatorów. Pacjentami
są bowiem także wykształceni, czy podkształceni plastycy,
niekiedy nawet o znacznej renomie. Okaże się też, gdy
przejrzymy dużą liczbę prac powstałych spontanicznie (nie
w ramach terapii zajęciowej!) w zakładach psychiatrycznych,
że spośród tych prymitywnych, nie uczonych i powstałych
w nieświadomości dorobku kultury wiejskiej, czy miejskiej,
tylko nieliczne można zaliczyć do kategorii Art Brut.
Jakie? Po pierwsze - interesujące od strony artystycznej,
dające się oceniać w tej kategorii (organizacja i wyraz treści,
walory ekspresywne, kompozycyjne, kolorystyczne). Po dru­
gie - oryginalne w sposobie widzenia, interpretowania
świata, osobiste, wysnute z siebie a nie z zapamiętanych
wzorów.
Jak widzimy nic w tej charakterystyce nie wskazuje na
zależność od choroby psychicznej. Istotna jest odrębność,
blokada oddzielająca od świata zewnętrznego, pozwalająca
na twórczość niezależną, tak jakby każdy z artystów tej
kategorii nic nie wiedział o tym, że sztuka już istnieje, ma
swoje tradycje, wzory, reguły. Ludzi tak tworzących można
również spotkać w szpitalach psychiatrycznych. Nie tylko
dlatego, że należą do marginesu społeczngo. Irene Jakab
w książce Dessins et peintures des alienes cytuje uwagę
Ferdiere'a, który analizując rysunki schizofreników stwier­

31

II. 11. Władysław Wałęga, Msza, olej/płótno.

66

�tach. Odwróćmy to pytanie, a wtedy okaże się, że jakiś
stopień dewiacji, odchylenia od wulgarnej (opartej o przecię­
tność) normy „normalności" cechuje większość twórców. Są
po prostu wrażliwsi od innych ludzi. Ale pamiętajmy, jak to
napisał w Schizofrenii Antoni Kępiński, iż choroba psychicz­
na nie tworzy talentu, choć może go wyzwolić, spotęgować
siły twórcze, nadać dziełu piętno niepowtarzalnej oryginal­
ności.
Wielu ludzi sądzi, iż istnieje ostra, wyraźna granica między
normalnością a nienormalnością. Sądzi tak, ponieważ strach
przed dewiacjami psychicznymi wciąż jest duży, nie wstyd
przyznać się do bólu wątroby, ale ukrywa się fakt zwrócenia
o pomoc do psychiatry, nawet psychologa. W tym świecie
znerwicowanym, nienormalnym do szpiku kości!
A tymczasem... zacytujmy fragment eseju Arthura Koestlera Anatomia mitu: „Umysł ludzki ma zasadniczo charakter
schizofreniczny, rozbity jest na przynajmniej dwie wzajemnie
wykluczające się płaszczyzny. Główna różnica pomiędzy
«patologiczną» i «normalną» schizofrenią polega na wy­
odrębnieniu składnika irracjonalnego w przypadku schizo­
frenii «patologicznej», w przeciwieństwie do społecznie przy­
jętej irracjonalności schizofrenii «normalnej».
Typowym przykładem tej społecznie uznanej schizofrenii
jest np. [...] psychoanalityk, który się żeni, determinista,
który lży swych przeciwników. Człowiek pierwotny wie, że
jego bożek to kawałek rzeźbionego drzewa, a jednak wierzy
w jego moc sprowadzenia deszczu i chociaż nasze wierzenia

uległy stopniowemu wyrafinowaniu, to ta dualistyczna stru­
ktura pozostała zasadniczo niezmieniona."
Nie ma podstaw, by eliminować poza granice „sztuki"
twórczość, której siłą motoryczną są lęki, urojenia, w której
znajduje wyraz walka człowieka o zachowanie swojej toż­
samości, o uwolnienie się - przez rysunek czy rzeźbę - od
niszczących go sił. „Samorodna i autentyczna twórczość, ta
która powstaje w procesie zmagania się ze sobą i światem,
która jest aktem wolności, sprawą wyboru, imperatywem
działania, rodzi się z lęku i konfliktu. Jest próbą odpowiedzi
na lęk i konflikt, jest dialogiem ze światem" - twierdził Jan
Mitarski. Zwłaszcza w pierwszej fazie schizofrenii często
występuje podwyższenie wrażliwości, spotęgowanie wyob­
raźni, a nawet intelektu. Dzieła utalentowanych artystów,
mimo a czasem i dzięki bodźcom, które daje im intensyfika­
cja życia wewnętrznego, osiągają szczególnie interesujący
charakter. Artystę przestaje obchodzić świat zewnętrzny, ten
od którego chroni się w chorobę, przestaje go bawić „gra
szklanych paciorków". Schizofrenikom w tej fazie urojenia
„umożliwiają często subiektywną reorganizację sytuacji ży­
ciowych i uporanie się z takimi problemami jak wzajemnie
sprzeczne dążenia i popędy, sfrustrowane nadzieje, braki
biologiczne, poczucie niepewności, wyparte cechy, dręczące
poczucie winy, konstelacje afektywne i inne treści nie­
świadomości" - piszą Noyes i Kalb, dodając iż: „Życzenia,
problemy, konflikty pacjenta ulegają głębokiej dramatyzacji
i symbolizacji w fantastycznej postaci." Podkreślają, że
32

33

34

67

�„Błędna jest tendencja do traktowania osób z zaburzeniami
nerwowymi czy psychicznymi jako zorganizowanych inaczej
niż tzw. ludzie «normalni». [...] To, co nazywamy «nienormalnym» jest tylko nadmiernym czy przesadnym wyrazem
tego, co normalne." Po czym zauważają, iż „Istnieje
ciągłość między zachowaniem normalnym, nerwicowym
i psychotycznym. W zakresie psychiki, jak w każdym innym
nie istnieją ustalone granice" . Granice te mają bowiem nie
tylko uzasadnienie biologiczne, ale i kulturowe. Wbrew
temu, czego należałoby oczekiwać, biorąc pod uwagę zmiany
we współczesnym życiu, a zwłaszcza w sztuce, zamiast
większej tolerancji daje się zauważyć w społeczeństwie
tendencja do nazywania dewiacjami tych zachowań, które
„znajdowały się dawniej w gestii religii i prawa, i nazywano je
g r z e c h e m lub p r z e s t ę p s t w e m " . Natomiast w psy­
chiatrii (nie mówiąc już o modnej przed laty antypsychiatrii),
jak pisze Antoni Kępiński „Rodzi się wątpliwość, czy
w ogóle coś takiego, jak zdrowie psychiczne istnieje i czy
granica między zdrowiem a chorobą psychiczną jest granicą
rzeczywistą, czy tylko normatywną (zależną od norm spo­
łecznych) i ilościową (zależną od stopnia nasilenia i utrwale­
nia objawów)." „Jest rzeczą nader dyskusyjną [cytuję
Mkarskiego], czy napięte stany twórcze były i są kiedykol­
wiek stanem normy. Norma jest w ogóle kategorią zmienną,
historyczną i społeczną. Na przykład w kulturze hinduskiej
„olśnienia" stanowiły właśnie jakąś normę. Przeżycie schizo­
freniczne wydaje się na przykład patologiczną formą pewnej
normy, wspólnej wielu artystom, a dawniej wielu misty­
kom."
Dodać należy, że cały czas mówimy o stanach podwyż35

36

3 7

38

34

11. 13. 14. Władysław Sułowski i jego obraz, olej na płycie;
il. 15. Edmund Monsicl, Ostrzeżenie Pana Boga, rysunek

\ i

i

szonego napięcia, których wyrazem mogą być stany na­
tchnienia, iluminacji. Ale tak jak np. w schizofrenii pierwsza
faza choroby może znaleźć swój wyraz w dziele sztuki, tak
w późniejszej fazie następuje dezintegracja osobowości,
rozprzęga się - jak powiada Mitarski - dyscyplina twórcza.
Skoro więc zadamy pytanie, czy twórczość, która jest
jeszcze zorganizowaną formą doznań, można zaliczyć do
obszaru sztuki, odpowiadając musimy wziąć pod uwagę trzy
aspekty rozważań: twórcy, dzieła, odbiorcy.
Aspekt „odbiorcy" omówiłem w pierwszym rozdziale.
W tym stwierdźmy jedynie, że sztuka współczesna zbliżyła
nas do psychotycznej, sprawiła, że nic z tego, co szokowało
jeszcze przed kilkudziesięciu laty - dziś nie razi, przeciwnie
- mieści się w granicach norm nowej estetyki.
W rozważaniu aspektu „dzieła" rozstrzyga podejście do
tego, co będziemy rozumieli przez pojęcie sztuki. Przytoczę
dwie definicje, odpowiadające stanowi sztuki w latach
sześćdziesiątych (dzisiejsze pozwalają uznać za sztukę to
wszystko, co tak zechcemy nazwać). Okaże się, że w tych
definicjach Art Brut czy sztuka psychopatologiczna dosko­
nale się mieszczą. Oto Thomas Munro: „Sztuka jest aktyw­
nością techniczną, przez którą artysta wyraża i komunikuje
innym przeżycia emocjonalne, o charakterze indywidualnym
bądź zbiorowym." I druga definicja, Władysława Tatar­
kiewicza: „Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy bądź konstruk­
cją form, bądź wyrażaniem przeżyć; jednakże tylko takim
odtworzeniem, taką konstrukcją, takim wyrażaniem przeży­
cia, które zdolne jest zachwycać, bądź wzruszać, bądź
wstrząsać."
40

41

42

68

1

�Ponieważ, jak powiadał niejaki Engels, próbą puddingu
jest jego zjedzenie, można sprawdzić, demonstrując komu­
kolwiek zestaw prac „nowych dzikich" i chorych psychicz­
nie, iż będą oni mieli co najmniej spore kłopoty z ustaleniem
who is who. Ja wiele z tych prac odróżniam jedynie po
formatach (plastycy mają środki i możliwości tworzenia
obrazów o dużych powierzchniach).
Aspekt „twórcy" w kontekście dotychczasowych roz­
ważań sprowadza się do tego, czy - parafrazując znane
zdanie Malraux o sztuce dzieci - talent nim włada, czy też on
swym talentem. Chodzi tu o poziom refleksji, samoświado­
mości. O dystans w stosunku do swego dzieła. Nie ulega
wątpliwości, że właśnie sprawa tego dystansu różni artystę
normalnego od psychotycznego. Co prawda, jak twierdził
Artysta
Tworzy dzieła sztuki świadomy ich miejsca w kulturze, istnienia
wirtualnego odbiorcy.
Włącza dzieła w szerszą, obiektywną strukturę widzenia kultury,
zmiennej w czasie i miejscu.
Ma możliwość wyboru uzależnioną od świadomie podjętej r
decyzji, sytuacji w sztuce, zasobu środków pozwalających na
różne sposoby wypowiedzi.
Zna dzieła różnych epok i stylów.
Może rozwijać się, zmieniać sposób wyrazu, środki.
Jest świadomy przemian w sztuce, miejsca swoich dzieł w życiu
artystycznym. Interesuje się twórczością innych.
Zachowuje kontrolę nad tym co robi. Kieruje swym talentem,
możliwościami.
Ma dystans w stosunku do tego co robi, co przeżywa.
Świadomie kształtuje swój styl.
Nastawiony jest przede wszystkim na formę dzieła, formę, która
jest nośnikiem treści.
Uzależniony od świata zewnętrznego.
Estetyczne funkcje ornamentyki. Symbole, jeśli się pojawiają,
przeważnie są zgodne z kodem kulturowym.
Ma świadomość granicy między rzeczywistością a fantazją,
marzeniem, snem.
Fantazja jest elementem procesu twórczego myślenia, kon­
trolowanym, zrelatywizowanym kulturowo.
Ma umiejętność życia na przemian w świecie rzeczywistym
i w świecie urojonym . Rojeń nie bierze za rzeczywistość.
Ma zdolność konceptualizacji doznań. W jego twórczości od­
grywa rolę także intelekt.
Zdolność operatywnego myślenia, pozwalająca na dostosowanie
metod i środków do zamierzeń.
Świadomie posługuje się deformacją, jako środkiem wyrazu
artystycznego.
47

Zestawienie to ma oczywiście charakter orientacyjny,
istnieją formy pośrednie, zacierające granice „normalności"
od „nie-normalności". Należą do nich wspomniane już
środki halucynogenne, pozwalające przeżyć stany rzadko
dostępne nawet artystom. Także medytacje, praktyki zmie­
rzające do spotęgowania wrażliwości, uzyskania stanów
iluminacji - pozwalają zbliżyć się do świata psychotyków.
Granice rzeczywistości i fantazji zacierają się w chwilach
dużego zmęczenia, sfera podświadomości dochodzi do głosu
w czasie machinalnego rysowania (griffonages automatiques), o czym pisał Prinzhorn, a także Henry Michaux,
znakomity francuski poeta i rysownik, mający w tej dziedzi­
nie doświadczenia osobiste.
Chciałbym na zakończenie zwrócić uwagę na jedną, jakże
ważną wartość twórczości kręgu Art Brut. W świecie współ­
czesnym, w którym sztuka stała się igraszką, właśnie ludzie
„inni" przekonują nas, że w swej istocie sztuka jest
48

Jean Bobon: „Chory umysł, jeśli dotyczy artysty, może
w oczywisty sposób stwarzać dzieła sztuki i wypowiadać się
w ten sposób na skutek choroby a także pewnych stanów
psychicznych" , ale różnice między artystą „normalnym"
a ogarniętym chorobą są wyraźne, zwłaszcza w procesie
twórczym, w stosunku do dzieła. Ujmuje tę różnicę celne
sformułowanie Zeldenrusta: „Surrealiści nie chcą, zaś schizofrenicy nie mogą inaczej się w y r a ż a ć " . Mitarski dodaje:
„Artyści świadomie sięgają do marzeń sennych, magii,
absurdu, podczas gdy chorzy transponują swoje przeżycia
spontanicznie, bez określonego estetycznego celu."
Rozwińmy tę myśl, porównując działania artysty pro­
fesjonalnego z twórcą z kręgu ekspresji psychopatologicznej:
43

44

45

46

Twórca z kręgu Art Brut
Dzieło jest ekspresją twórcy, wypowiedzią powstałą niezależnie
od kultury, nie zwróconą do konkretnego odbiorcy.
Nie zdaje sobie z tego sprawy. Problem poza jego polem
widzenia.
Skazanie na własną drogę. Fiksacja formy, środków służących
realizacji.
Nieznajomość lub odcięcie się od wiedzy, czasem nawiązanie do
wyobrażeń dawnych kultur.
Zawsze jest „sobą", zmiany zależą od stanu chorobowego, od
przyjmowanych środków farmakologicznych.
Nie świadomy. Wykazuje cechy myślenia magicznego, życzenio­
wego. Nastawienie wyłącznie na siebie i własne przeżywanie
świata.
Brak samokontroli, uzależnienie od wewnętrznych impulsów.
Nie świadomy swych możliwości.
Nie ma dystansu.
To, co postrzegamy jako styl, jest ekspresją osobowości, fomą
przeżywania i wyrażania świata.
Istotne jest to, co chce przekazać, przez rysunek, kolor, symbol,
ornament. Dąży do wyrażenia nurtujących go treści, lęków,
nadziei.
Uzależniony od procesów psychotycznych.
Symbolizacja treści, ornamentyki. Indywidualny i archetypiczny
kod symboli.
Brak tej świadomości. Nie ostre granice między fantazją a uroje­
niem.
Urojeniowy charakter fantazji.
Niezdolność odróżniania rzeczywistości od urojeń, marzeń.
Chronienie się w świat fantazmatów.
Ma bezpośrednie doznanie rzeczy. W procesie twórczym decydu­
jącą rolę odgrywa intuicja, podświadomość.
Spontaniczne działanie, perseweracja form, środków wyrazo­
wych.
Deformacja jest sposobem zwrócenia uwagi na elementy ważne
treściowo - być może - sposobem przeżywania tych treści przez
twórcę.
i może być pomocna człowiekowi. Gdy patrzę na rysunki
Monsiela czuję, że - przynajmniej w naszych czasach, lęk
staje się dominującym problemem. Lęk, samotność, po­
czucie bezsiły. Lęk widzę w przejmujących obrazach, jakże
pięknych w kolorze, Jadwigi Buynowskiej, w tajemniczym
świecie rzeźb Sutora. W ich sztuce nie ma teatru, udawanych
wzruszeń czy łez. Porusza prawda tej twórczości, autentycz­
nej aż do bólu. Krzyk jest prawdziwym krzykiem, obraz
- rozpaczliwą próbą dialogu. To ważne, tych wartości nie
łatwo dostrzec w sztuce naszego czasu, nawet tej mistrzows­
ko sprawnej. „Inni" mówią do nas. Wsłuchajmy się w ich
głos, starajmy się odczuć, co nam mają do powiedzenia. Oni
- bardziej wrażliwi i cierpiący - nam, którzy zagłuszamy
strach, uciekamy przed samotnością, refleksją nad ludzką
dolą i kondycją.
To nie my, to oni są lustrem świata.

69

I

�PRZYPISY
1

В. M a j e w s k a , Dubuffet, [w:] Sztuka inna, sztuka ta sama. W a r s z a w a 1974; Z d z i e ł a m i ,
które Dubuffet nazwa! L ' A r t Brut, p u b l i c z n o ś ć z e t k n ę ł a się po raz pierwszy w 1947 r. na
wystawiew galerii Rene D r o u i n a F o y e r de L ' A r t Brut. W rok p ó ź n i e j p o w s t a ł a Compagnie
de L ' A r t Brut, której z a ł o ż y c i e l a m i byli, obok Dubuffeta m.in. A n d r e Breton, Jean
Paulhan, Michel T ą p i e .
2

Informacje w: Collection de L'Art Brut, Chateau de Beaulieu, 11, A v . des Bergeres,
1004 L a u s a n n e (teksty: J . Dubuffet, Michel Thevoz). Patrz też: M . Thevoz, L'Art
Brut,
Skira 1980; R . C a r d i n a l , Outsider Art, L o n d o n 1972; G . Presler, L'Art Brut. Kunst zwischen
Genialitat und Wahnsinn, K o l n 1981
C y t . w: „ P a r t i s a n Review", X X X V I I I , 2, U S A
S. M o r a w s k i , Dubuffet, Cage, Beck: światopoglądy,
„ D i a l o g " , 1977, nr 4, s. 105
J . Dubuffet, L'Art Brutpr'ejer'e aux arts culturels, [w:] Prospectus et tous ecrits suivants,
Paris 1967, s. 222-223
M a j e w s k a , op.cit.
Dubuffet, Place a I'incivisme, [w:] Prospectus..., op.cit. s. 454
T a m ż e , s. 456-^57
Z w ł a s z c z a w a ż n e były wydawane przez K o m p a n i ę zeszyty z cyklu L'Art
Brut
z a w i e r a j ą c e teksty o t w ó r c a c h , k t ó r y c h prace znajdują się w kolekcji. C z ę ś ć z nich, p i ó r a
Dubuffeta, w e s z ł a p ó ź n i e j do tomu Prospectus... op.cit. U k a z a W się zeszyty: 1 9: Paris
1964-1971; 10: L a u s a n n e 177
Por. z w ł a s z c z a : Honneur aux valeurs Sauvages (1951) w tomie Prospectus ... oraz
w y p o w i e d ź w: Insita, „ B u l l e t i n de Tart Insitic", 4, 1972; M . T h e v o z z a u w a ż a w cytowanym
prospekcie kolekcji, iż naiwni s t o s u j ą tradycyjne techniki, podczas gdy t w ó r c y L ' A r t Brut
sami t w o r z ą s w ó j warsztat i p o s ł u g u j ą się m a t e r i a ł a m i nie konwencjonalnymi.
J . Łodziriski, Malarstwo Katarzyny Gawlowej, M u z e u m Etnograficzne w K r a k o w i e ,
1978; K . G a w ł o w a , O swoim życiu i malowaniu, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R . 3 3 , 1979 nr 3
J . D a r o w s k i , Heródek,
„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R . 2 2 , 1968 nr 1/2; B. K ł o b u s z o w s k a , Karol Wójciak „Heródek ". Portret ludowego artysty. „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.26,
1972 nr 4
A . K r o h , Paszyński
ośrodek plastyki ludowej, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.29, 1975 nr
1-2; t e g o ż Współczesna
rzeźba ludowa Karpat Polskich, W r o c ł a w - W a r s z a w a - К rak ó w 1979
J . O l ę d z k i , Pacierze Szczypawki, „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , R.30, 1976 nr 1
M . Pokropek, Życie i twórczość rzeźbiarska
Józefa Soboty, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
R.28, 1974 nr 2; A . J a c k o w s k i , Sobota i inni, t a m ż e
H . O l ę d z k a , Rzeźby Szczepana Muchy ze wsi Szale, K a t a l o g wystawy w P a ń s t w o w y m
M u z e u m Etnograficznym w Warszawie 1980; A . B ł a c h o w s k i , Własny świat
Szczepana
Muchy, (w:) Nie tylko chlebem... W a r s z a w a 1983
E . K r a s i ń s k a , Wnęk Maria, Nowy Sącz, skrytka pocztowa 148, „ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.38, 1983 nr 3-4
Dubuffet, L'Art Brut prefere... op.cit., s. 202
A . J a c k o w s k i , Inni. Od Nikifora do Gawlowej, [katalog wystawy], „ Z a c h ę t a " ,
W a r s z a w a 1965
G . Schmits, O malarstwie naiwnych, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R . 2 2 , 1968 nr 1-2
A . Banach, Nikifor, W a r s z a w a 1983. M . S z c z y r b u ł a , Jeszcze o Nikiforze,
Fakty,
domysły
i legendy, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.28, 1974 nr 4
A . J a c k o w s k i , Teofil Ociepka, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.38, 1984, nr 1-2
W. Juszczak, O symbolizmie, o ekspresjoniźmie,
o przestrzeni, maszynopis odczytu
w y g ł o s z o n e g o 13.10.1975 r. na otwarciu wystawy Ciurlionisa.
S. Weil, Dystans jest duszą piękna (w:) Wybór pism, P a r y ż 1958, s. 179
E . K o r u l s k a , ,,Nikifor, Ociepka i ja". O Stanisławie
Zajagewskim.
„ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.38, 1984 nr 1/2
3

4

s

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

Obrazy w zbiorach Szpitala im. B a b i ń s k i e g o w K r a k o w i e , w kolekcji Z i m m e r e r ó w .
Wielokrotnie pokazywane w kraju i za g r a n i c ą .
J . Mitarski, Świat samotnych wizji Edmunda Monsiela z Woźuczyna
(1897 1962),
K a t a l o g wystawy r y s u n k ó w z lat 1943- 1962. Stowarzyszenie H i s t o r y k ó w Sztuki - listopad
g r u d z i e ń 1963
H . Ś r e d n i a w a , E . R o d z i k , Edward Sutor, rzeźbiarz
z Nowego Targu, „ P o l s k a Sztuka
L u d o w a " , R.26, 1972 nr 4
U . S u ł o w s k a , Portret Ojca. O Władysławie
Sułowskim,
„ P o l s k a Sztuka L u d o w a " ,
R.38, 1984, nr 1-2
I . Jakab, Dessins etpeintures des Ałienes. E d . de TAcademie Hongroise des Sciences,
Budapest
G . Schmidt, Jnsania pingens, Podobnie o k r e ś l a to L e o n i d a Villani we w s t ę p i e do
katalogu wystawy „ A r t e e F o l i a " , Milano 1964: „ S z t u k a alienowanych jest monologiem
w s a m o t n o ś c i , k o n w e r s a c j ą bez interlokutora".
A . Koestler, Anatomia mitu, w zbiorze The Yogi and the Commissar and other Essays,
L o n d o n 1945 (cyt. za „ A n e k s " , P a r y ż , 1977, пг 2, s. 80
81).
C y t . za: T . Lisiewicz, Przyjaciele samotnych wizjonerów,
„ Ż y c i e i M y ś l " , nr 12,
g r u d z i e ń 1974, s. 64
A . P . Noyes. L . C . K a l b , Nowoczesna psychiatria kliniczna, P Z W L , W a r s z a w a 1969, s.
361
T a m ż e , s. 69
T a m ż e , s. 70
Szlachetne zdrowie ( Z M a g d a l e n ą S o k o ł o w s k ą r o z m a w i a ł Jerzy Z i e l e ń s k i ) , „ Ż y c i e
W a r s z a w y " , 27.08.1970 (dodatek „ Ż y c i e i N o w o c z e s n o ś ć " ) .
A . K ę p i ń s k i , Amatorskie uprawianie plastyki a higiena psychiczna (druk pod tyt.
Kochać i lepić swój świat), „ K u l t u r a " , W a r s z a w a 7.04.1974
Szlachetne zdrowie... op.cit.
„Jeżeli k t o ś nazwie c o ś s z t u k ą - jest to sztuka" głosi D o n a l d Judd. C y t . za: M .
G o ł a s z e w s k a , Estetyka i antyestetyka. W a r s z a w a 1984, s. 69
M u n r o , op.cit., s. 98
Tatarkiewicz, op.cit., s. 52
i. B o b o n , Catalogue de ['exposition d'art psychopathoiogique,
Anvers 1962
E . Zeldenrust, L'art et la folie. Etude ontologique et antropologique,
„Evolution
psychiatrique", 1951, n. 73
J . Mitarski, Twórczość
chorych psychicznie, „ P o l s k a Sztuka L u d o w a " , R.26, 1972, nr
4. A r t y k u ł ten, z niewielkimi zmianami przedrukowany j a k o r o z d z i a ł w k s i ą ż c e Antoniego
K ę p i ń s k i e g o Schizofrenia, jest najlepszym w Polsce wprowadzeniem w t w ó r c z o ś ć c h o i y e h
psychicznie.
Por. A . Jackowski, Art Brut a sztuka współczesna,
[w:] Art Brut. Krucha
Nadzieja,
P a ń s t w o w a G a l e r i a Sztuki w Legnicy, 1993
„ C z ł o w i e k normalny - powiada Paul Sivadon - to c z ł o w i e k wolny, k t ó r y potrafi ż y ć
na przemian w świecie rzeczywistym i urojonym. M o ż e sobie roić całe dnie i noce, ale swych
rojeń nie bierze za r z e c z y w i s t o ś ć . C z ł o w i e k chory psychicznie znajduje się w sytuacji w r ę c z
odwrotnej. M o ż e to b y ć istota niedojrzała, niezdolna do o d r ó ż n i a n i a r z e c z y w i s t o ś c i od
u r o j e ń , albo też k t o ś , kto nie chce przyjąć do w i a d o m o ś c i , że m i ę d z y r z e c z y w i s t o ś c i ą
a marzeniem jest j a k a ś różnica i chroni się w ś w i a t f a n t a z m a t ó w . " W y w i a d przeprowadzo­
ny przez Mariane K o h l e r , C y t . za: Psychiatria czy antypsychiatria „ F o r u m " , 20-26.05.1971
2 7

2 Й

2 0

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 7

4 8

H . M i c h a u x , Les grandes epreuves de 1'esprit et les innombrables petites, Paris 1966;
Miserable Miracle, Paris 1956; L'infini turbulent, Paris 1957; Connaissances par les gouffrcs,
Paris 1961. Por. też: J . de Ajuriaguera, F . Jaeggi, Le poete Henri Michaux et les drogues
hallucinogenes, Sandoz, S . A . Bale (b.d.)

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10510" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10488">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e314fb55b1f07c3f0adeb25a6da0207.pdf</src>
        <authentication>0d7fa2e15cdada47d5db4613bfbd4e3d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125147">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2488</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125148">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125149">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2311</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125150">
                <text>Ochrona ptaków i budowniczowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125151">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.71-80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125152">
                <text>Czyżewski, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125153">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125154">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125155">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125156">
                <text>Ochrona ptaków i budowniczowie
Adam Czyżewski
Prolegomena do współczesnych dziejów urbanistyki w Polsce.

1

Współczesna urbanistyka, jej świadectwa, projekty i wizje
zrodzone w ciągu ostatniego stulecia, są częścią wszechobec­
nego, totalitarnego dziedzictwa odchodzącej epoki. To oczy­
wiste. Powinowactwo architektury z ekologią, czy też raczej
- ekologiczną strategią zaklinania rzeczywistości, jest rza­
dziej rozpoznawane, aczkolwiek wywodzi się z tej samej
rodziny utopii społecznych. To zastanawiające, że pisząc
o rozwiązaniach formalnych przyjętych w praktyce projek­
towania architektoniczngo historycy architektury i urbanis­
tyki nie dostrzegają ich ekologicznego (wśród innych - pozaestetycznych) rodowodu. Do tej pory wszystkie te formy
wizualizacji jak i słowne inkantacje - gotowe formuły
o magicznej mocy sprawczej, które język teorii i krytyki
architektonicznej zapożyczył z ekologicznego tezaurusa,
pozostawały w szarej strefie interpretacji, czekając być może

na „inne spojrzenie". Jakie to formuły, jaki świat integrują?
- pytania tak ogólne i z dużym ryzykiem błędu stawiane
wymagają naszym zdaniem ingerencji antropologa kultury.
Ab ovo. Termin ekologia wprowadzony w 1886 roku,
początkowo na określenie jednej, a następnie kilku spokrew­
nionych dziedzin, z których każda obecnie dzieli się na szereg
subdyscyplin, pochodzi od greckiego oikos - dom, siedlisko
i logos - słowo, nauka. Związek etymologii tego słowa
z przedmiotem dyscypliny miał charakter metaforyczny aż
do połowy lat siedemdziesiątych, kiedy pojawił się termin
ekologia miasta i wiele terminów obocznych lub pochodnych
jak np. ekosystem miejski, ekologia urbanistyczna, urbiekologia, arkoekologia, ekologia środowiska miejsca zamieszka­
nia .
Jako nauka zajmująca się ekosystemem miasta, skom­
plikowanym układem przepływu energii i materii, który
utrzymuje w stanie dynamicznej równowagi biotyczne i abio1

:

•»• 'Xi • i&gt;~X
11. 1. E. Howard, Garden City of To-morrow, London 1967; il. 2. R. Unwine, Mury miejskie w Hampstead Garden Suburb

71

�Projekt ogrodzenia frontów działek w M. - O. Ząbki
Rrchitekt

Romuald Gutt.

C o 2 ' / m e t r a s ł u p e k b e t o n o w y ; na n i c h r o z p i ę t a s i a t k a d r u c i a n a o o t w o r a c h 5 0 j r n m . z ~ d r u t u " 4 j r u b . | 2 , 8 £ m m .
W y s o k o ś ć o g r o d z e n i a 1.40—1.50 m.; g ó r ą drut k o l c z a s t y . O d s t r o n y o g r o d u ż y w o p ł o t , k t ó r e g o z i e l e ń , p r z e ­
c h o d z ą c p r z e z s i a t k ę , tworzy w u l i c y p r a w i e j e d n o l i t y z i e l o n y s z p a l e r . O g r o d z e n i e to u z n a n o za e s t e t y c z n e ,
t r w a l e i tanie (za 1 m. b. 78 k o p . — s ł u p k i po rb. 2.50).
W i d o k i furtek p o d a n e są n i ż e j .
2

tyczne elementy środowiska miejskiego, ekologia miasta
miała swoją wielką poprzedniczkę w dziewiętnastowiecznej
higienie miasta. Wówczas, kiedy w całej Europie nie było
jeszcze urbanistów, w dzisiejszym rozumieniu tej profesji,
wielkie międzynarodowe kongresy i wystawy higieny zalicza­
ły problemy stricte urbanistyczne do najważniejszych, które
wymagały pilnego rozwiązania, a powstające na początku
wieku pierwsze stowarzyszenia urbanistów często były afilio­
wane przy zawodowych stowarzyszeniach higienicznych.
Udział higieny w formowaniu się współczesnej urbanistyki
przesądził o odrębności tej dyscypliny w stosunku do sztuki
projektowania miast minionych stuleci. Nigdy też wcześniej
nie obciążano urbanistyki tak wielką odpowiedzialnością za
proces fizycznego i duchowego doskonalenia człowieka
i całych społeczeństw. Nie będzie więc błędem, jeśli w tym
samym obszarze eugeniki społecznej, w tym samym ciągu
sukcesji, umieścimy ekologię miasta bezpośrednio po higie­
nie miasta. Józef Polak, higienista, autor pierwszego pol­
skiego podręcznika urbanistyki, był jednym z wybitniejszych
prekursorów proekologicznego stylu myślenia, którego pró­
bkę tu przedstawiamy:
,,Najogólniejsze zadanie higieny miasta polega na zabez­
pieczeniu żywiołów: powietrza, wody i gruntów od zanieczysz­
czeń (...) ... zanieczyszczenia, czyli domieszki ciał obcych,
zmieniających prawidłowy skład żywiołów, a w tej liczbie
głównie domieszki stanowiące wytwory życia osobniczego
i społecznego ludności, wytwarzają się w miastach w tak
wielkiej ilości, że, bez zastosowania sztuki, przezwyciężają
szybko i stanowczo zdolność samooczyszczania się żywiołów,
i to stanowi główną różnicę między miastami a mało ludnymi
wsiami, na wielkich obszarach rozrzuconymi wśród nieskażo­
nych dokoła żywiołów; wytwory życia ludzkiego, nieczystości
i odpadki z pojedynczych gospodarstw, dym z pojedynczego
komina gubią się w obszarach żywiołów: w gruncie, w wartkim
i obfitującym w wodę potoku, w powietrzu ciągle krążącym,
bez przerwy ulegają przemianom i zupełnemu
rozkładowi."
Pomijając archaiczny już nieco styl i terminologię tego
wykładu, definiuje on w zasadzie poprawnie zadania dzisiej­
szej ekologii miasta: zachowanie równowagi ekosystemu,
a w przypadku zniszczenia biocenozy i utraty przez system
zdolności do samodzielnej regeneracji - tworzenie odpowie­
dnich mechanizmów kompensacyjnych.
Wspólny rodowód ekologii i urbanistyki to jednak nie
tylko dzieje kontaktów instytucjonalnych, świadectwa wspól­
noty interesów i biogramy wpisane jednocześnie w historię
obu dyscyplin. Dwudziestowieczna urbanistyka związana
3

72

jest z refleksją ekologiczną w sposób wręcz organiczny, co
oznacza, że niemożliwe jest zbudowanie w jej obszarze
jakiegokolwiek dyskursu, który nie czerpałby ze wspólnego
obu dyscyplinom zasobu tekstów. Tę kruchą tezę postaramy
się udowodnić osadzając w intertekstualnym układzie od­
niesień pewien niepozorny przekaz z epoki, wprost nawiązu­
jący do interesującego nas tematu. Tekst, o którym mowa
- Ochrona ptaków i budowniczowie, ukazał się w 1912 roku
w dziale architektonicznym warszawskiego „Przeglądu Te­
chnicznego", a jego tytuł zamyka w sobie całą treść przekazu
nie pozostawiając żadnych ukrytych sensów, podtekstów
i dwuznaczności. Jest prosty, jednoznaczny, naiwny. Posiada
wszelkie cechy komunikatu, który trudno interpretować nie
narażając się na zarzut nieuzasadnionej ekstrapolacji sensu.
W trakcie lektury zwrócimy uwagę na podkreślone i opat­
rzone numeracją zdania. To miejsca szczególne - jeśli
dokonać w nich analitycznych cięć, ukaże nam się cała głębia
wirtualnej rzeczywistości, o ile tak w ogóle można nazwać
rzeczywistość kulturową.
..Wielkie znaczenie dla zmniejszenia się ptactwa ma bez
wątpienia wzrastający w danym kraju dobrobyt i wywołane
przezeń ulepszenie stosunków mieszkaniowych w mieście
i na wsi. Stare budowle i ogrody, dawne dziko rosnące
zarośla i krzaki oraz gęste żywopłoty ustępują nowoczesnym
założeniom miast i siedliskom wiejskim. Kanalizacje i wodo­
ciągi przeprowadzane są pod ziemią [3]. W starych miastach
dostarczały ptactwu wystające piętra i okapy dachowe oraz
źle utrzymane budowle znakomitych warunków zagnież­
dżania. Wylewanie ścieków wraz z ich nieczystościami na
otwarte przestrzenie dawało im pożywienie a szczególniej
jaskółkom dostarczało bogatego materiału budowlanego dla
gniazd [За]. Wszystko to w nowożytnych siedliskach ludz­
kich odpadło i skutkiem tego utrudniły się znacznie warunki
życia dla ptaków. Aby zatem utrzymać ptactwo w pobliżu
naszych mieszkań, niezbędnym jest dać im coś wzamian
zaniklych i ograniczonych warunków życia. Do tego zaś
najbardziej są powołani budowniczowie.
W miastach bardzo trudno jest utrzymać ptactwo na
ulicach i płacach. Na przedmieściach natomiast i przy
zakładaniu miast-ogrodów można wiele zdziałać dla ochro­
ny ptactwa [1]. Niektóre gminy będą zapewne wprost do tego
zmuszone wskutek rozplenienia się owadów, dla braku
owadożerczych ptaków. [...]
Przy projektowaniu nowych sieci ulic do niedawna kła­
dziono główny nacisk na zakładanie parków i zielonych
przestrzeni; zwróćmy na to uwagę, że w tych okolicznoś-

�ciach ptactwo nie zatrzyma się zbyt długo; stwórzmy im coś
wzamian dawniejszych gęstych żywopłotów, które w daw­
nych ogrodach dawały im bezpieczne od kotów schronisko
[2]. Obok kosztownych do założenia i utrzymania kwiet­
ników, zasadzajmy tuż przy dróżkach i płacach do zabaw
dziecięcych gęste zarośla, krzaki cierniowe, różane krzewy
itp. i dajmy im rosnąć dziko. Jeżeli nadto postarać się jeszcze
o odpowiednie płaszczyzny wodne i w zimie o zabezpieczone
miejsce pokarmu, to można się spodziewać, że ptactwo
prędzej znów pozostanie na miejscu, niż na pojedynczych, na
wysokich drzewach uwitych gniazdach, które są głównie
brane w posiadanie przez zuchwałych szpaków.
Również i przy projektowaniu planu domu i ogrodu należy
brać ptactwo więcej pod uwagę i postarać się o naturalną
możliwość zagnieżdżania domów, podwórz i ogrodów. Przy
ogradzaniu majątków powinno się wskrzesić dawne żywop­
łoty na miejsce przejrzystych ogrodzeń [2a]. Jeżeli zatem
architekt przy budowie nowego domu więcej weźmie pod
uwagę ptactwo..., to wówczas nie będą się tak skarżyli
mieszkańcy na owady w ogrodzie i na komary, lecz będą się
znów mogli cieszyć wesołym i pożytecznym
światkiem
ptaków. "
Na marginesie tego tekstu warto podkreślić jego przenik­
liwą zdolność antycypowania pewnych faktów przyrod­
niczych, które niedawno dopiero doczekały się precyzyjnego,
naukowego opisu. Regres biologiczny zurbanizowanej bio­
sfery wyraża się bowiem i w tym, że bogaty, zróżnicowany
pejzaż gatunkowy ustępuje ubogim, pustynnym konfigurac­
jom, z silnie zredukowaną liczbą gatunków (zuchwali szpасу)
i krótkim łańcuchem pokarmowym (koty -ptaki - komary).
To jednak jest tylko margines. Poza tematem, który bez
trudu, własnymi słowami możemy streścić, rysują się związki
wymagające od uważnego czytelnika poszerzenia kompeten­
cji tekstowej. Odnotujmy w semiologicznym żargonie, że
autor felietonu, architekt, tworzył ten dyskurs w 1912 roku,
bezwiednie posługując się „prefabrykatami sensu", które
w jego epoce krążyły we wspólnym dla jego środowiska
obiegu informacji. Przeto każde z wyróżnionych zadań może
się stać wirtualnym tekstem, każde istnieć może także
w obrębie własnego uniwersum dyskursu i każde może funk­
cjonować, chociaż - nie musi, niezależnie, poza granicami
kompetencji tekstowej autora cytowanego felietonu. Po­
wtórzmy za starymi mistrzami figury „nieskończonego re­
gresu", że tekst zawsze odsyła do innego tekstu, a jeśli już
jego wymiar mimetyczny (funkcja reprezentacji) przecina się
z wymiarem intertekstualnym, to tylko po to, by poświad­
czyć mirakularny charakter „rzeczywistości w ogóle". W ten
oto prosty i wygodny sposób moglibyśmy uwolnić nasze
rozważania od zarzutu nieuzasadnionej ekstrapolacji, gdyby
nie fakt, że przedstawienie własnej wersji dziejów współczes­
nej urbanistyki będzie wymagało od nas wskazania powią­
zań między trzema wyróżnionymi zdaniami, a zarazem
wirtualnymi tekstami. Dokonać tego można wyłącznie przez
arbitralne poszerzenie kompetencji tekstowej i odwołanie się
do t.zw. rzeczywistości kulturowej, tej „mirakularnej", tak
podejrzanej ontologicznie, że trudno znaleźć dla niej niepejoratywne określenie. Lecz z drugiej strony, jeśli już oddawać
się temu nudnemu zajęciu, jakim jest syntetyzowanie dzie­
jów, to niech to przynajmniej będą dzieje cudowne.
4

PASSUS 1
Na przedmieściach natomiast i przy zakładaniu miast-ogrodów można wiele zdziałać dla ochrony ptactwa.
Komentarz:
Rok 1912. Symboliczna data narodzin współczesnej urba­
nistyki na ziemiach polskich. Symboliczna, ponieważ główne
wydarzenia tego roku - Wystawa Architektury i Wnętrz
w Otoczeniu Ogrodowym w Krakowie , rozstrzygnięcie
konkursu na projekt parcelacji wzorcowego miasta-ogrodu
5

II. 3. R. Gutt. Projekt ogrodzenia, 1913; il. Ф-7.
St. D. Landau, Projekty ogrodzeń, 1912

73

�6

Ząbki pod Warszawą , inauguracja prac nad projektem
,,Nowej Warszawy" pod Młocinami , Zjazd Higieniczny we
Włocławku - poprzedzone były kilkuletnią ożywioną dzia­
łalnością warszawskich i krakowskich zwolenników idei
zawartych w słynnej książce Ebenezera Howarda Garden
Cities of Tomorrow (1898) . Wszystkie te wydarzenia wska­
zywały jednocześnie na istotne przesunięcie, które dokonało
się w obszarze zainteresowań architektów. Nigdy wcześniej
przedmieście, ten niestabilny przedział przestrzeni miasta
i kategoria kulturowa obciążona ambiwalentną (w najlep­
szym wypadku) charakterystyką, nie skupiało na sobie tak
wielkiej uwagi.
Właściwa historia ruchu na rzecz miast-ogrodów w Polsce
rozpoczęła się w 1907, kiedy przyszły „polski Howard",
lekarz-higienista Władysław Dobrzyński wrócił do War­
szawy z Międzynarodowego Kongresu Higieny i Demografii
w Berlinie z mocnym postanowieniem doprowadzenia do
budowy pierwszego miasta-ogrodu w Polsce. W roku 1909
założył przy Warszawskim Towarzystwie Higienicznym
„Delegację do sprawy m i a s t - o g r o d ó w " ^ w roku następ­
nym zorganizował Wystawę Miast-Ogrodów .Był również
jednym z tych, którzy w 1911 doprowadzili do głośnego
„Wiecu Budowlanego" poświęconego zagospodarowaniu
terenów podwarszawskich . W Krakowie w tym czasie, po
rozstrzygnięciu konkursu na zabudowę terenów podmiejs­
kich za Salwatorem w 1908 , przeprowadzono konkurs na
plan regulacyjny „Wielkiego Krakowa" (1910) i rozpoczę­
to przygotowania do Wystawy Architektury i Wnętrz w Oto­
czeniu Ogrodowym, która doszła do skutku w 1912.
Rok 1912 zasługuje na symboliczne wyróżnienie z innego
jeszcze powodu. W sierpniu tego roku odwiedził Kraków
sam Howard, uczestnik odbywającego się tam V I I I Świato­
wego Kongresu Esperantystów. Wizyta wywołała porusze­
nie w miejscowym środowisku architektów, które od paru lat
żyło sprawami związanymi ze zniesieniem fortyfikacji i udos­
tępnieniem terenów podmiejskich pod zabudowę. Wywołała
również konsternację. Kraków w dotychczasowym kształcie
(powszechnie i ostro krytykowanym przez zwolenników idei
miasta-ogrodu) bardzo spodobał się Howardowi, który
uznał, że jedynym skutecznym lekarstwem na różne bolączki
tego miasta może być uporządkowanie i zurbanizowanie
terenów pofortecznych. Nazwał przy tym Kraków miastem-ogrodem z naturalnego rozwoju oraz utrzymywał, że
miasto powinno się jak najdalej rozlewać przecząc, według
świadków wizyty ,podstawowym założeniom swojej teorii.
Dzisiaj po wielu latach można to ówczesne nieporozumienie
wyjaśnić . Howard wcale nie zamierzał odebrać miejskiego
7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

74

r

charakteru ani istniejącym już miastom, ani nowo zakłada­
nym miastom-ogrodom. To Raymond Unwin, właściwy
twórca współczesnej urbanistyki w Wielkiej Brytanii, określił
jako pożądany niski wskaźnik gęstości zaludnienia (właś­
ciwy dzisiejszym suburbiom) oraz niewielki domek w ogród­
ku jako idealny model zamieszkiwania (Town Planning in
Practice: An Introduction to the Art of Designing Cities and
Suburbs, London 1909). Założenia te zrealizował w praktyce
w pierwszym mieście-ogrodzie w Letchwarth (1903) i przed­
mieściu ogrodowym Hampstead pod Londynem (1907).
Howard wyobrażał sobie idealne miasto inaczej [il. 1].
Określił wskaźnik gęstości zaludnienia na poziomie właś­
ciwym zabudowie o charakterze miejskim (70-100 osób na
1 akr; podobną gęstość zaludnienia przewidywał plan Nowe­
go Jorku z 1811 roku z dominującą zabudową dwu- i trzy­
piętrową) . Szerokie ulice miasta-ogrodu ozdabiać miały
wielkomiejskie squares i crescents typowe dla londyńskiego
pejzażu. Green belt - wolny od zabudowy mieszkaniowej pas
terenów otaczających miasto - był w koncepcji Howarda
obszarem na wpół zurbanizowanym. Mieścić się tam miało
szereg instytucji publicznych, zagospodarowane tereny wy­
poczynkowe, intensywne podmiejskie farmy, cmentarz itd.
Zatem bliższy idealnym założeniom miasta-ogrodu, przynaj­
mniej w ogólnym zarysie i proporcjach planu „Wielkiego
Krakowa", który przedstawiono Howardowi, był z pewnoś­
cią galicyjski Kraków, a nie pierwsza, wzorcowa realizacja
brytyjska w Letchworth .Przybysz z ogromnego Londynu,
spoglądający z krakowskich Plant w stronę wylotu ulicy
Wolskiej, z rozległymi Błoniami i dalekim Kopcem Kościu­
szki, musiał dostrzec w tym. niewielkim mieście wzór ideal­
nych proporcji, ideał bliski angielskim reformatorom i kooperatywistom: Williamowi Morrisowi i Johnowi Ruskinowi. Ten ostatni (cytuje go Howard w swoim dziele) twierdził,
że należy
...otoczyć miasto murami prawa tak, by nigdzie nie mogły
więcej powstawać zaniedbane i niezdrowe przedmieścia.
W mieście powinny być piękne, ożywione ulice, zewnątrz
miasta - swobodne przestrzennie, pas ozdobnych i owoco­
wych ogrodów. Każdy mieszkaniec z każdego punktu miasta
niechaj ma możność w parę minut być na świeżym powietrzu,
używać rozkoszy wsi i wzrokiem ogarniać szerokie horyzon­
ty.
Na początku X X wieku, u zarania współczesności w sztuce
planowania miast, zaczęto postrzegać miasto w całym skom­
plikowanym układzie stosunków łączących je z otoczeniem
- jako swego rodzaju ekosystem. Uważano, że tylko wyraź­
nie określone granice miasta i kres nadmiernego wzrostu
18

19

20

�aglomeracji, może przywrócić ten ekosystem do stanu przedindustrialnej równowagi. Według Howarda, który od Ruskina i wielu innych przejął wizerunek idealnego miasta,
należało ograniczyć stan zaludnienia miasta-ogrodu do
liczby 32 tysięcy mieszkańców, a tereny podmiejskie, które
zazwyczaj są terenem łatwej i chaotycznej ekspansji budow­
nictwa, wyłączyć spod zabudowy i oddać gminie na wyłączne
użytkowanie. Granice wzrostu, realnie zaznaczające się
dzięki temu w przestrzeni miasta i jego systemie prawno-finansowym, miały być rodzajem mechanizmu kompen­
sującego brak naturalnej równowagi ekosystemu. W prak­
tyce projektowania urbanistycznego funkcję tej bariery
pełniło przedmieście, zagospodarowane według wskazówek
Howarda. Czasem granicę traktowano bardzo dosłownie.
Raymond Unwin, na przykład, zaprojektował dla Hampstead Garden Suburb potężny mur z basztami oddzielający to
przedmieście od rozległego wrzosowiska [il. 2]. Czy był to
tylko pomysł formalny, fascynacja średniowieczną architek­
turą miasta Rothenburg, przywieziona z podróży do Nie­
miec, czy też, jak postaramy się udowodnić w kolejnych
komentarzach, przemożny wpływ higieny i tego, co w niej
oraz w ówczesnym myśleniu proekologicznym było najbar­
dziej archaiczne, a dla całej kultury - rudymentalne.
PASSUS 2 i 2a
...stwórzmy im [ptakom] coś wzamian dawniejszych gęstych
żywopłotów, które w dawnych ogrodach dawały im bezpieczne
od kotów schronisko.
Przy ogradzaniu majątków powinno się wskrzesić dawne
żywopłoty na miejsce przejrzystych ogrodzeń...
Komentarz:
Przedmieścia i miasta-ogrody, z dużą ilością zieleni,
gęstymi zaroślami i żywopłotami, stanowiły idealne środowi­
sko dla wielu ptasich populacji. Nie jedyny to jednak
dyskurs, w który można tę formację roślinną włączyć.
W stylu architektonicznym sztuki ogrodowej, którego głó­

wni teoretycy i praktycy: Baille Scott, Edwin Lutyens byli
jednocześnie znanymi architektami miast i przedmieść ogro­
dowych w Anglii, żywopłot pełnił ważną funkcję architek­
toniczną - stanowił ogrodzenie lub pożądane uzupełnienie
ogrodzenia. Ogrodzenia przezroczyste: druciane siatki, par­
kany z rzadko ustawionymi sztachetami nigdy nie funkc­
jonowały samodzielnie, często natomiast stawiano pełne,
wysokie płoty lub ogrodzenia murowane [il. 8-12]. Nigdy też
wcześniej, ani później nie przywiązywano tak wielkiego
znaczenia do projektowania ogrodzeń podmiejskich posesji,
jak na przełomie wieków. Konkursy na projekty ogrodzeń
ogłaszane przez znaczące czasopisma artystyczne [il. 13, 14],
wzory ogrodzeń typowych opracowane dla miast-ogrodów
przez znakomitych architektów, były przejawem nie tylko
mody, lecz także pewnej ideologii, której źródła można
odnaleźć bez trudu w pismach teoretyków Arts and Crafts
Movement w Anglii. Bezpośrednio stamtąd lub poprzez
niemiecki Werkbund i w dużej mierze dzięki krakowskiemu
towarzystwu Polska Sztuka Stosowana przenikał do Polski
pogląd o konieczności zerwania z tendencjami „estety żujący­
m i " w sztuce projektowania miast. Polscy krytycy byli
w pełni świadomi tej proweniencji.
Jak już William Marris w swym przykazaniu wymienia
- pisano w 1911 roku na łamach Przeglądu Technicznego
- oparkanienie wcale nie podrzędną pełni rolę. Cala siedziba
powinna być szczelnym a wysokim parkanem ogrodzona od
otoczenia, od zgiełku ulicy. Ogród, ta część integralna
domu, i, jak ten ostatni, nie powinien mieć również ścian
ażurowych, nawet w gęsto zabudowanych przedmieściach.
Spotykamy [w Anglii\ oparkanienie ogrodów wysokie
i szczelne w przeciwieństwie do naszych krat i siatek, które
robią z ogrodu coś tak obojętnego, że nie wiadomo dla kogo
jest właściwie przeznaczony. Mówi się nieraz, że od tego
ulica nabiera uroku, ale czy mniej zyska od dekoracyjnie
zbudowanych płotów, to - wątpliwe. Nam sę wciąż jeszcze
zdaje, że tylko przybytek wszelkich momentów estetycznych
tworzy piękno.
21

II. 8-12. Z. Kalinowski i Cz. Przybylski, Projekty osady ogrodowej i domów „Garden City" pod Warszawą, 1912
75

�D£31Q Л ' Г О Р ГП'УП D D O O T ' ГСЛСС * П П D * О Л ТС

Ząbki nie mieli już wątpliwości, że posesja winna być
ogrodzona od drogi jednolitym, zielonym szpalerem żywo­
płotu
[il. 3]. Jasne staje się również i to, że istotnym
przedmiotem ówczesnych polemik nie były normy estetycz­
ne, lecz sposób artykułowania granicy w obrębie osady
ogrodowej i to, czy w ogóle ma być ona widoczna. Archite­
kci, którzy decydowali się na pozytywną w tej sprawie
deklarację, ulegali również skłonnościom do pewnych roz­
wiązań formalnych. Na rysunkach osady ogrodowej projek­
tu Zdzisława Kalinowskiego i Czesława Przybylskiego
z 1908 r o k u , dostrzegamy wyraźnie nie tylko przestrzeń
pociętą murami i żywopłotami, ale i pewne cechy oryginalne
architektury tych niewielkich domostw, których ściany fron­
towe tworzą wraz z murem jednolitą linię zabudowy obrzeżnej ulicy [il. 9-12]. Podobne rozwiązania odnajdziemy w ude­
rzająco jednolitej architekturze ulicy Wieniawskiego [il. 17]
na Żoliborzu „urzędniczym". Czy była to li tylko zależność
formalna od wzorców stworzonych przez Heinricha Tessenowa [il. 15, 16], słynnego projektanta przedmieścia-ogrodu Hellerau pod Dreznem, czy też przede wszystkim
przemożna potrzeba ustrukturowania przestrzeni zgodnie
z regułami, które w 1898 roku skodyfikował Ebenezer
Howard? Bliższe jest nam to drugie wyjaśnienie.
Wizerunek osady ogrodowej, rysujący się wyraziście jak
parter barokowego ogrodu, poddawał się twórczej intuicji
ówczesnych krytyków sztuki ogrodniczej z łatwością wyni­
kającą z wcześniejszego przyswojenia sobie przez nich reguł
stylu architektoniczego. Pisał w 1913 roku na łamach
„Ogrodnika" Stanisław Goliński:
Tak więc dom, ogród i ogrodzenie stanowią jednolicie
skomponowaną całość. Całość ta jednak nie może nie liczyć
się z sąsiednimi domami i ogrodami. Wielka linia kom­
pozycji, obejmowanie rozległych przestrzeni, dobre wyzys­
kanie okolicznych widoków, otaczającej natury, własności,
które cechowały planowanie ogrodów w dawnym Rzymie,
następnie we Włoszech Odrodzenia, później we Francji
i Anglii, powinnyby i dzisiaj stać się ideą przewodnią przy
projektowaniu współczesnego idealnego miasta, za jakie
uważać należy miast o- ogród.
Gdy drogi i plantacje
publiczne zwiążą prywatne ogródki takiego miasta, każdy
z nich wytworzy ,,gi ar din o s e с r e t o", ,,b o s с o" lub
„o r t o" stosowanie do upodobania właściciela, wspólnie
jednak tworzyć muszą jedną organicznie związaną i skom­
ponowaną grupę. Jak w ogrodzie prywatnym dom byl
punktem centralnym, tak i w miastach czy w osadach-ogrodach znaleźć się winno to, co będzie ośrodkiem,
osią całości. Wjednym wypadku będzie to rynek [...] Czasem
będzie to kasyno, zakład kąpielowy... Tu kościół łub klasz­
tor, tam znów pięknymi starymi drzewami wysadzona
droga, ówdzie pamiątkowa góra (kopiec) lub wielka rzeka
czy staw, będą takimi naturalnymi centrami, które posłużyć
mogą za punkt wyjścia dla kompozycji...
Zasada precyzyjnego limitowania przestrzeni, obowiązu­
jąca na wszystkich poziomach struktury miasta-ogrodu, była
pochodną jego zewnętrznej granicy. Wnętrza urbanistyczne,
które już wkrótce pojawiły się w planach Letchworth Garden
City i Hampstead Garden Suburb, powtarzające w pomniej­
szonej skali „zamkniętą" formę całego miasta, były wyni­
kiem teoretycznych poszukiwań Barry Parkera stałego
współpracownika Raymonda Unwina [il. 8]. Odpowiadały
im w Polsce prace lwowskiego propagatora idei mias­
ta-ogrodu, profesora pierwszej polskiej katedry urbanistyki
- Ignacego Drexlera ,a później, jako bezpośredni efekt tych
prac, różne wersje „okolnicy", zastosowane przez Oskara
Sosnowskiego w projekcie Miasta Ogrodu Czerniaków [il.
19, 20]. W warstwie ideologicznej „okolnica" nawiązywała
do znanej formy wczesnohistorycznego osadnictwa Zachod­
niej Słowiańszczyzny.
25

26

Po ogłoszeniu wyników konkursu na projekt parcelacji
gruntu pod Salwatorem na krakowskim Zwierzyńcu (1908),
problem: grodzić szczelnie, czy - przejrzyście, stał się przed­
miotem gwałtownej polemiki między Tadeuszem Niedziels­
kim, autorem nagrodzonej pracy, a Jerzym Warchałowskim,
który formułował zarzuty w duchu antyestetyzującej ideo­
logii, ganiąc projekt Niedzielskiego za...
wybitnie sztuczną matowniczość, wystawność i pewną prete­
nsjonalność całego planu .
Podważając konwencję „malowniczości", Warchałowski
odwrócił perspektywę projektowania urbanistycznego, bio­
rąc za punkt wyjścia już nie drogę, z której roztaczał się
malowniczy widok na podmiejską osadę, lecz - podmiejskie
domostwo, któremu całe jego urbanistyczne otoczenie winno
być podporządkowane zgodnie z ekonomicznymi, higienicz­
nymi, a w końcu i estetycznymi potrzebami mieszkańców ... jednym z najmilszych i najkorzystniejszych rozwiązań
sytuacji domu na parceli południowej, mającej drogę od
północy, jest zwrócenie frontu domu do południa i za­
mknięcie się od drogi murem, otaczającym
podwórko,
z wejściem do domu od ulicy przez izolowane od podwórka
przejście. W ten sposób dom zwrócony jest frontem do
południa, a od północy ma: podwórko, część gospodarczą
mieszkania i wejścia.
22

23

Warchałowskiego oburzył również warunek zawarty
w umowie między Towarzystwem Urzędników, które nabyło
tereny za Salwatorem, a władzami miejskimi Krakowa,
warunek nakazujący stawianie przezroczystych [ogrodzeń],
...aby okolicę zdobiły, protestował więc
...przeciwko przymusowi sztachetkowemu, w którym kryje
się najfalszywiejpojęty
ideal,,zdobienia" okolicy ogrodze­
niem ..przezroczystym" i oburzająca tendencja, zmuszająca
ludzi do mieszkania od ulicy, na widoku. *
Cztery lata później, projektanci zabudowy Miasta Ogrodu
2

76

21

28

29

30

Jak ongiś konieczność obrony — pisał Sosnowski - tak

�dziś potrzeba współdziałania na polu gospodarczym spowo­
duje organizowanie się ludności w związki, kooperatywy
i obraz widomy tej solidarności lechickich naszych przodków
był dla mnie pobudką do poszukiwania rozwiązań zabudo­
wania grupowego?
W istocie chodziło tu o znalezienie klarownej formy
rozgraniczenia poszczególnych wnętrz urbanistycznych na
niższym niż dzielnica poziomie organizacji przestrzeni mias­
ta.
Błahy z pozoru problem „ogrodzenia" stał się w X X wieku
szczególnie czułym probierzem „prawości" poglądów w
dziedzinie planowania urbanistycznego. Nic więc dziwnego,
że kiedy w połowie lat dwudziestych architekci z nowej
awangardowej generacji przenieśli punkt ciężkości w projek­
towaniu z „domu" na „mieszkanie", anachronizmem stał się
mur ogradzający giardino secreto i przycięty żywopłot, mimo
że w języku krytyki używano tych samych słów, którymi
posługiwali się o jedną dekadę wcześniej apologeci miast-ogrodów.
Im mniejsze ogródki, tym więcej trzeba ogrodzeń, w Sta­
nach Zjednoczonych podobno wcale nie robią ogrodzeń, ale
czyż to u nas możliwe?, Ogrodzić, zresztą ażurowo, możnaby
całość, nie każdy poszczególny ogródek, (...) nie koniecznie
trzeba zakładać wykwintny park i sadzić delikatne rasowe
rośliny, można zamiast nich dać wytrzymałe, dzikie drzewa
i krzaki, wymagające raczej opieki leśnika niż ogrodnika '' .
Spostrzeżenia i rady znanego architekta tych czasów,
Barbary Brukalskiej mają dla nas wartość ważnej deklaracji
programowej, zwłaszcza że można ją uznać za przejaw troski
o równowagę miejskiego ekosystemu i dowód na trwałą
obecność myślenia proekologicznego w krytyce architek­
tonicznej tego stulecia. Istniał wszak jeszcze inny sposób
oznaczania granic miejskiej ekumeny, pozostający w związ­
ku z ekologiczną retoryką, a korzeniami sięgający X V I I I
stulecia i jeszcze głębiej w czas, lub raczej poza czas - o tym
w następnym komentarzu.
1

2

1

PASSUS 1 i 1 A
Kanalizacje i wodociągi przeprowadzane są pod ziemią.
Wylewanie ścieków wraz z ich nieczystościami na owarte
przestrzenie dawało im [ptakom] pożywienie a szczególniej
jaskółkom dostarczało bogatego materiału budowlanego dla
gniazd.
Komentarz:
Ten dosyć szczególny przypadek naruszenia homeostazy
ekosystemu, swoiste exemplum wykorzystane przez autora
felietonu z 1912 roku, było wyraźną aluzją do prac kanaliza­
cyjnych, które w lewobrzeżnej części Warszawy rozpoczęto
po roku 1878, a w prawobrzeżnej części miasta kontynuowa­
no właśnie po roku 1912. Zarówno autor pierwszego projek­
tu William Lindley, jak i jego syn oraz kontynuator dzieła,
William Heerlein, odrzucili biologiczne metody oczyszczania
ścieków jako nie sprawdzone, nie podejmując nawet dyskusji
nad zagadnieniem utylizacji. Toteż zarzut marnotrawienia
znakomitego, naturalnego nawozu dla rolnictwa był najcięż­
szym, jaki zwolennicy utylizacji odpadków (często archite­
k c i ) stawiali systemowi tego prymitywnego, zubożającego
spłukiwania. Zdania były zresztą podzielone, a ponieważ
obszerniejszy zapis toczących się wówczas dyskusji był
przedmiotem oddzielnej publikacji, tu ograniczymy się do
najważniejszych głosów. Pewien standard mówienia o tych
wstydliwych sprawach wyznaczył sam Ebenezer Howard
powołując się (w formie motta do jednego z rozdziałów
Garden Cities of To-morrow) na znaną publicystyczną dygre­
sję z Nędzników Wiktora Hugo, który wyłożył swoje przewi­
dywania w sposób następujący:
33

34

II. 13, 14. Konkursowe projekty ogrodzeń wg „Studio", 1900; il. 15,
16. H. Tessenow, Projekty domu odźwiernego z Kościoła wiejs­
kiego, 1903; il. 17. Ulica Wieniawskiego na Żoliborzu, Warszawa

Kiedy system drenów ze swoją podwójną funkcją zwraca­
nia tego, co bierze, zastąpi ścieki - to prymitywne zubożają­
ce spłukiwanie - wówczas w połączeniu ze zdobyczami nowej

77

�J k_

18

4Lu

19

II. 18. B. Parker, Przykłady wnętrz urbanistycznych; il. 19. O. Sosnowski, „Okolnica w zastosowaniu do
zabudowania półzwartego", plan, „Architekt", 1924
ekonomii społecznej wydajność ziemi zostanie dziesięcio­
krotnie pomnożona, a problem nędzy wydatnie złagodzony.
Żeby jednak właściwie oddać temperaturę toczącej się
dyskusji i odnieść ją do właściwego przedmiotu, owej
wspólnoty życiowej i organizacji żywej przyrody, w obrębie
której odbywa się krążenie materii i energii , czyli - bio­
cenozy, przytoczymy następny ustęp z dzieła Hugo Wielkie miasto to olbrzymie szambo. Wykorzystanie
miasta do nawożenia pól to czysty interes. Jeżeli nasze złoto
jest nieczystością, to odwrotnie - nasze nieczystości są
zlotem. Co się robi z tym zlotem-nawozem? Wyrzuca się je
w otchłań. Wielkim nakładem kosztów wysyła się całe
flotylle okrętów, żeby zbierać na biegunie południowym
łajno petrełi i pingwinów, a mając pod ręką nieograniczone
źródło bogactwa, odprowadza się je do morza. Cały nawóz
ludzki i zwierzęcy, który świat marnotrawi, nie wrzucony do
wody, lecz zwrócony ziemi, wystarczyłby, aby wyżywić cały
świat. Te stosy śmieci na śmietnikach, wozy z nieczystoś­
ciami trzęsące się nocą po ulicach, te ohydne beczki zarządu
miejskiego, cuchnące podziemne kanały biota ukryte pod
brukiem, czy wiecie, co to jest? To łąki w kwieciu, to zielona
trawa, macierzanka, tymianek i szałwia, to zwierzyna
i bydło, to wieczorny ryk sytych, wielkich wołów, to
pachnące siano, to złociste zboże, to chleb na waszym stole,
35

36

78

gorąca krew w waszych żyłach, to zdrowie, radość, życie.
Tak chce tajemniczy akt tworzenia, który jest przeob­
rażaniem się na ziemi, a przeistoczeniem w niebie.
W tym długim łańcuchu pokarmowym, gdzieś pomiędzy
niebem a ziemią, powinno znaleźć się miejsce nie tylko dla
ptaków, których interesy powierzono w 1912 roku „budow­
niczym", ale i dla mieszkańców nowoczesnych miast. Próby
sprostania temu wyzwaniu podejmowano z różnym skut­
kiem w wielu miastach-ogrodach, zakładając kompostownie
odpadów organicznych i inne utylizacyjnie zorientowane
przedsięwzięcia. Również w publicystyce tego okresu krążo­
no nieustannie w obszarach wyznaczonych przez Wiktora
Hugo. Dość stwierdzić, cytując słowa gdzie indziej już
wypowiedziane, że Józef Polak, wspomniany autor pierw­
szego polskiego podręcznika urbanistyki, był projektantem
i inicjatorem budowy zakładu spalania śmieci w Warszawie
(1909) , Władysław Dobn:yński - „polski Howard", nie­
strudzony apologeta angielskiego reformatora, rozpoczynał
publicystyczną karierę w 1900 roku od cyklu artykułów na
temat oczyszczania ulic Warszawy , natomiast Wojciech
Szukiewicz, autor pierwszego polskiego streszczenia i ko­
mentarza do dzieła Howarda , redagujący ponadto w 1909
roku miesięcznik „Zdrowe Życie", poświęcony higienie,
którego łamy udostępniono „Delegacji przy Warszawskim
31

38

39

40

�II. 20, 21. O. Sosnowski, „Okolnica dla 15 udziałowców" i plan założenia pałacowego, „Architekt", 1924
41

towarzystwie Higienicznym do sprawy miast-ogrodów" ,
opublikował w tym samym roku imponującą monografię
pod tytułem O kremacji, czyli paleniu cial po śmierci.
W wyniku długich i gruntownych rozważań doszedł w niej do
wniosku, który pozostaje w ścisłym, acz nieco szokującym
związku z problematyką ekologiczną:
Jeżeli zrozumiemy, że przy procesie spalania się ciała
ludzkiego wywiązuje się amoniak, który za pośrednictwem
deszczu dostaje się z atmosfery do ziemi i tutaj służy światu
roślinnemu za niezbędny pokarm, którego i dodany do ziemi
popiół ludzki w doskonałym stanie dostarcza, to zgodzimy
się na to, że kremacja jest faktycznie
najwłaściwszym
sposobem usuwania nieboszczyków połączonym z możliwie
najszybszym wróceniem ich do ogólnego obiegu materii.
Pozostaniemy w obszarze empirii, twierdząc, że jedynym
celem wszystkich tych utylizacyjnych wynalazków było
zamknięcie przemian metabolicznych w granicach ekosys­
temu miasta. Wprawdzie w latach dwudziestych granice te
przesunęły się, a nowa awangardowa doktryna zmusiła
planistów do zastosowania zsypów na śmieci i specjalnych
urządzeń do spalania odpadów, które instalowano w pod­
ziemiach wielkich „jednostek mieszkaniowych", nie wywo­
łało to jednak żadnej szczególnej zmiany w samym trybie
ustalania granicy ekosystemu. Zastąpiła ona jedynie granice
42

z początku X X wieku, zdefiniowane w przestrzeni prawno-finansowej miasta-ogrodu, jego strukturze demograficz­
nej, strukturze wewnętrznych podziałów przestrzennych,
architektonicznych i wreszcie w systemie relacji miasta do
jego rolniczego otoczenia, gdzie granicą było zarządzane
wspólnie przez całą gminę przedmieście - green belt.
Powtórzmy więc jeszcze raz, że dzieje współczesnej urbani­
styki od początków tego stulecia były zdeterminowane przez
ekologiczną strategię wyboru między równowagą opartą na
ścisłym rozgraniczeniu naturalnej i cywilizacyjnej sfery ludz­
kiego bytowania, a równowagą wyrażającą się w harmonij­
nym przenikaniu obu tych sfer w obrębie tej samej struktury
przestrzennej, starannie limitowanej i graduowanej wewnęt­
rznymi podziałami. Ta strategia wyznaczyła dystans między
rozwiązaniami skrajnymi epoki - uniwersalnym wzorem
osiedla funkcjonalnego, kolportowanym przez międzynaro­
dowe środowiska awangardy i znanym z wielu regionalnych
rozwiązań, idealnym projektem miasta-ogrodu.
Podsumowanie
Warto wreszcie przypomnieć, że w felietonie, który był
pretekstem dla tych rozważań, nie wspomniano słowem
o żadnej granicy, mimo, że był to „felieton ekologiczny dla

79

I

�architektów", a w końcu kwestia granicy, jak próbowałem
udowodnić, aktualizuje się właśnie na przecięciu problema­
tyki urbanistycznej i ekologicznej. Trudno podważyć prawo­
mocność aktualizacji w obrębie każdego z tych wirtualnych
tekstów, lecz z drugiej strony, kojarzenie ich ze sobą tylko
dlatego, że tu i tam pojawia się kategoria „granicy", jest
w najwyższym stopniu podejrzane. Podejrzana jest mianowi­
cie rutyna, z jaką antropolog kultury zwykł łączyć z sytuacją
„graniczną" wszystkie obiekty mieszczące się w kategorii
„nieczystego". Zapytany o zasadność tego nawyku, od­
powie:
Każde dziecko stając się świadome swej osobowości
z konieczności staje przed pytaniem ,,Kim jestem?", ,,Gdzie
jest granica mnie samego?" Odchody ludzkiego ciała przed­
stawiają szczególną trudność. ,,Czymójkal, mój mocz, moja
sperma, mój pot są częścią mnie samego, czy też nie? ...
otwory ciała ludzkiego tworzą przejścia i wszystkie odchody
są „rzeczami nie na miejscu", tak samo jak usuwane części
w okaleczeniu obrzędowym. Zrozumiale, iż mogą się one
stać przedmiotem tabu. Tak też się dzieje.*
Ten wywód otwiera drogę następnym analogiom. „Za­
2.

tkanie odbytnicy", na przykład, inicjacyjny rytuał plemienia
C z a g a , k t ó r y ma udowodnić kobietom, że mężczyźni tego
plemienia po przejściu inicjacji nie oddają kału, jest struk­
turalnym odpowiednikiem wcześniej wspomnianych projek­
tów utylizacyjnych. W obu przypadkach chodziłoby więc
0 oczyszczające usunięcie odchodów przez całkowite spożyt­
kowanie ich w granicach organizmu mężczyzny - w pierw­
szym przypadku lub ekosystemu miasta - w przypadku
drugim. Jeśli jednak będzie potrzebna dodatkowa analogia,
zawsze można przypomnieć hipotezę na temat genezy wpro­
wadzenia techniki użyźniania gleby nawozem naturalnym.
W tym wypadku odchody miałyby pełnić funkcję magicz­
nego katalizatora procesów wegetacyjnych na neolitycznym
poletku i taką samą funkcję na rolniczym przedmieściu
(granicy) miasta-ogrodu.
Schematy interpretacyjne, o których tu mowa, mają wady
1 zalety; wady, jeśli interpretacja ogranicza się do samego
schematu; zalety zaś wtedy, gdy a priori lub intuicyjnie
przyjęty schemat pozwala rozwinąć oderwane i zestawione
ze sobą formuły w wirtualną, „cudownie" nieprzypadkową
rzeczywistość.
44

PRZYPISY
1

Artykuł jest pracą o charakterze syntezy. Zawiera dużo informacji,
których dokładne udkokumentowanie wymagałoby obszernych przepi­
sów i rozbudowanego systemu odsyłaczy. Zrezygnowałem z tego świado­
mie, a zainteresowanych odsyłam do nie opublikowanej rozprawy
doktorskiej: A. Czyżewski, Idea

miasta-ogrodu

w Polsce

w

latach

1899-1939, maszynopis, Biblioteka Instytutu Sztuki PAN w Warszawie.
2

Por.: T. Sumień, A. Wagner-Sumień, Ekologiczne

miasta,

osiedla,

3

J. Polak, Wykład

4

Wawel, Ochrona ptaków

higieny miast, Warszawa 1908, s. 79

i budowniczowie, „Przegląd Techniczny",

1912, nr 7, s. 86
R.P.,

Wystawa architektury i wnętrz w otoczeniu ogrodowym w Kra­

kowie w R. 1912, „Architekt", 1912, z. 6-7, s. 61-65
6

Objaśnienia

..Ząbki"pod

do projektów

na parcelację

majętności

hr. A.

Ronikiera

Warszawą, „Przegląd Techniczny", 1912, nr 13, s. 178-184

7

W.
Dobrzyński, Krótki
zarys prac
Delegacji
miast-ogrodów,
„Zdrowie", 1912, z. 10, s. 737; por. też:

Młociny, Warszawa 1914, s.

do
sprawy
Miasto-ogród

14-15

8

Zjazd, poświęcony higienie miasta, odbył się 25-28 maja we
Włocławku. Sprawozdania ze zjazdu zamieszczono w 6 i 9 zeszycie
„Zdrowia" z 1912 roku.
" Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w 1898 roku pod tytułem
Tomorrow: a Peaceful

Path to Real Reform.

Następne wydanie z 1902

roku, nieco zmienione, nosiło już tytuł Garden Cities of To-morrow i,

w postaci rozszerzonej o wstęp Frederica J. Osborna oraz obszerny szkic
Lewisa Mumforda The Garden City Idea and Modern

Planning,

było

parokrotnie wznawiane (w Anglii) po 1945 roku.
1 0

M . M . Zweigbaum, Władysław

Dobrzyński,

Polski Słownik Bio­

graficzny, t. 5, 1939, s. 275-276
1 1

W. Dobrzyński, Delegacja

do sprawy miast-ogrodów,

„Zdrowe

Życie", 1909, nr 3/4, s. 33
1 2
1 3

Wystawa miast-ogrodów,

„Zdrowie", 1910, z. 7, s. 545-548, 561

Wł. Wr., Sprawozdanie z ..Budowlanego Wieczoru

Dyskusyjnego",

„Przegląd Techniczny", 1911, nr 51, s. 659-660; por. też: Budowlany
Wieczór Dyskusyjny, „Wiadomości Budowlane", 1911, nr 12, 1912, nr 1,

2
1 4

J. Warchałowski, Konkurs

na parcelację

gruntu pod

Krakowem,

„Architekt", 1909, z. 1, s. 11
[wyniki konkursu na plan regulacji Wielkiego Krakowa], „Ar­
chitekt", 1910, z. 6, 7, 8
1 5

16

Miasta-Ogrody,

„Architekt", 1912, z. 6/7, s. 82-83

1 7

Por. też: W. Ostrowski, Ebenezer Howard - pionier
współczesnej
urbanistyki, ..Studia i Materiały do Teorii Architektury", t. 9, 197], s.

727-134
E. Howard, Garden Cities of To-morrow, London 1967, s. 67; por.
też: L. Mumford, The Garden City Idea and Modern Planning [w:] E.

Howard, op. cit., s. 31-32
Już w 1913 roku, krytykując zbyt małą powierzchnię miasta-ogrodu
Ząbki, Witold Małkowski zauważył, że powierzchnia Letchworth od­
powiadała mniej więcej powierzchni „Wielkiego Krakowa", lecz jej
podział między miasto właściwe i jego country belt był daleki od
idealnego i wyrażał się stosunkiem 1 do 2
Cyt. za: Howard, op. cit., s. 50. Tłumaczenie według: W. Dobrzyń­
1 5

2 0

2 1

80

(Garden Cities), „Zdrowie", 1909, z. 5, s. 338

W. Tomaszewski, О ogrodach nowoczesnych, „Przegląd Technicz­

ny", 1911, nr 20, s. 277

Tenże, W sprawie konkursu na parcelację

gruntu pod

Salwatorem,

„Architekt", 1909, z. 2, s. 74
Tamże, s. 74
2 4
2 5

Konkurs [na domy w Ząbkach],

„Wiadomości Budowlane", 1912, nr

10, s. 110. Wyróżnione w konkursie projekty zamieszczano w kolejnych
numerach „Wiadomości Budowlanych" z 1912 roku.
Być może ten sam projekt Zdzisława Kalinowskiego i Czesława
Przybylskiego, który zamieszczono w 1908 roku w „Przeglądzie Tech­
nicznym", był eksponowany w czasie warszawskiej „Wystawy
Miast-Ogrodów" w 1910 roku w postaci modelu, rysunków i planów
podmiejskiej kolonii
2 7
2 8

robotniczej.

S. Goliński, Estetyka ogrodu, „Ogrodnik", 1913, nr 32, s. 522-523
B. Parker, Economy in Estate Development, „Journal of the Town

Planning Instytute", 1928, nr 8, s. 25-29
2 5

I . Drexler, О zakładaniu

ulic miejskich, „Przegląd Techniczny",

1913, nr 2, s. 23-24, nr 3, s. 35-36; por. też: Tenże, О

oszczędnym

projektowaniu sieci komunikacyjnej nowoczesnego miasta, „Dom Osiedle

Mieszkaniowe", 1931, nr 1, s. 6-15
3 0

O. Sosnowski, Projekt

pod Warszawą,
3 1

rozplanowania

miasta-ogrodu

Czerniaków

„Architektura i Budownictwo", 1926, z. 6, s. 8-11

Tenże, ,,Okolnica"

w zastosowaniu do zabudowania

półzwartego,

„Architekt", 1924, z. 2, s. 21
3 2

B. Brukalska, Na peryferiach

Warszawy,

„Dom Osiedle Miesz­

kanie", 1929, nr 2, s. 10-11,'
3 3

[S. Adamczewski, J. Swiecianowski], Czy system

kanalizacji

dla M. Warszawy przez P. Lindleya

projektowanej

ma rację bytu?, „In­

żynieria i Budownictwo", 1881, nr 54, s. 55: ...najpożądańszem

byłoby

umiejętne usunięcie odchodów i korzystne ich zużytkowanie.
Nad roz­
wiązaniem tej kwestii od pewnego czasu pracuje dwóch znanych architek­
tów naszych, pp. S. Ad. i Jul. S., a próby z ich przyrządem na małą skalę
wykonane dowiodły, iż podobne przedsiębiorstwo,
oprócz zapewnienia
sanitarnych korzyści, wcale dobrze procentować może. Obecnie autorowie
powyższej idei mają zamiar skonstruowanie aparatu na większą skalę, a po
uzyskaniu na takowy patentu zawiązać spółkę, której celem będzie
oczyszczanie miasta i zużytkowanie
jego odchodów do gospodarstw
rolnych.
A. Czyżewski, Trzewia Lewiatana. Ekologiczna utopia XIX wieku,
3 4

„Arche", 1991, nr 3, s. 42-46; por. też: Tenże, Odwrotna strona
Stanisława
i początku

życiorysu

Adamczewskiego - szkic biograficzny, [w.] Architektura
XX wieku, Warszawa 1991, s. 71-84

XIX

3 5

W. Hugo, Nędznicy, tłum. K. Byczewska, t. 4, s. 149; por. też:
Howard, op. cit., s. 58
T. Sumień, A. Wagner-Sumień, op. cit., s. 9
Hugo, op. cit., s. 147-148
3 6
3 7

1 8

ski, О miastach przyszłości

J. Warchałowski, op. cit., s. 11

2 3

2 6

budynki, Warszawa 1990

5

2 2

3 8
3 9

[zakład miejski do palenia odpadków], „Zdrowie", 1909, z. 4, s. 242
W. Dobrzyński, Co robimy, a co robić należy z odpadkami domo­

wymi?, „Zdrowie", 1900, nr 19, s. 590-591
W. Szukiewicz, Miasto-Ogród, „Tygodnik Polski", 1899, nr 1, s.
4 0

2-3, nr 2, s. 21-22, nr 4, s. 61-62, nr 5, s. 82-83, nr 7, s. 122-123, nr 8, s.
142
4 1

Tenże, Do Czytelników,

4 2

Tenże, О kremacji, czyli paleniu cial po śmierci, Warszawa 1909, s. 7

„Zdrowe Życie", 1909, nr 1, s. 1-2

4 3

E. Leach, Kultura i komunikowanie, [w:] E. Leach, A. J. Greimas,
Rytuał i narracja, Warszawa 1989, s. 68-69
4 4

B. Bettelheim, Rany symboliczne. Rytuał inicjacji i zazdrość

Warszawa 1989, s. 252-256

męska,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10509" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10487">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b231d9ca293f2205ef816a8f9c4332f4.pdf</src>
        <authentication>60de878e46fb5fb243a78dc01a108b4b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125136">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2493</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125137">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125138">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125139">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2316</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125140">
                <text>Ziemscy bogowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125141">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.113-121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125142">
                <text>Libera, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125143">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125144">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125145">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125146">
                <text>Ziemscy bogowie
Zbigniew Libera
Zdanie ukraińskiego etnografa V. Gnatjuka (13, s. 254):
„Chłop do doktorów nie idzie, bo to dużą sumę kosztuje,
a po drugie to daleko, u czorta za drzwiami, a trzecie: czy oni
by coś pomogli?" - wyraża niemal powszechne przekonanie
etnografów, które wydają się potwierdzać liczne wypowiedzi
i zachowania samych chłopów, że wieś nie korzystała
z pomocy dyplomowanych lekarzy z tych właśnie powodów.
W pewnym stopniu racje ekonomiczne stanowiły istotną
przeszkodę w korzystaniu z usług lekarza. Od Średniowiecza
aż po wiek X I X , gdzieniegdzie jeszcze przez kilkadziesiąt lat
naszego wieku, ubożsi mieszkańcy miast i wsi leczyli się sami,
bądź też szukali pomocy we dworze, u księży, zwłaszcza
u znachorów, bab, dziadów, olejkarzy, Cyganów, Żydów
itp., natomiast u znacznie droższych (i nielicznych) lekarzy,
cyrulików, aptekarzy leczyła się szlachta, zamożni miesz­
czanie, nierzadko bogatsi gospodarze. Nad Niemnem w koń­
cu X I X w. niektórzy lekarze zadowalali się niskimi za­
płatami, leczyli nawet bezpłatnie. Jednakże koszt lekarstw
z aptek, które przepisywali choremu przerastał możliwości
biednych i przeciętnie zamożnych chłopów. Znachor czy
„lekarka" też kosztowali chłopa, ale w inny sposób. Za ich
porady i leki chłop mógł dać kawał słoniny, płótna, trochę
mąki, lnu, kurę, jajka itp. Mieszkańcy Żmiącej (pow.
limanowski) najczęściej chodzili do znachora z pobliskiej wsi
Laskowa, który za poradę brał 40 groszy, podczas gdy lekarz
żądał 1 koronę. St. Spittal (39, s. 22, 35, 37) zauważa, że
lekarz „stanowi u większości wieśniaków końcowe zło czy
konieczność", lecz natychmiast dodaje: „znawcy duszy włoś­
ciańskiej: wędrowni, Cyganie dokonują największej sztuki,
bo otwierania i to szeroko wieśniaczej kieszeni zamkniętej
dla właściwych lekarzy"; „za drogie pieniądze" kupowali
chłopi leki „od znachorów, wędrowców z dalekich krajin".
Znachorzy i czarownicy, szczególnie ci, którzy słynęli
z wielkiej mocy i mieli liczną klientelę, należeli do najzamożniejszych mieszkańców wsi, a wielu z nich utrzymywało się
wyłącznie ze znachorstwa. Chociaż wielu również klepało
w rzeczywistości biedę, wśród chłopów panowało powszech­
ne przekonanie - które narzucała logika wierzeń („każdy
bogaty musi trzymać z diabłem", „kto trzyma z diabłem jest
bogaty") - iż ci ubodzy skrywają swe bogactwa przed
ludźmi. To właśnie ich materialne powodzenie skłaniało
wielu do zajęcia się znachorstwem.
Chłopi na ogół nie żałowali wydatków na leczenie, ale
u swoich „doktorów". Nie tylko wieś bogaciła znachorów
i czarowników. Rosyjscy, białoruscy i ukraińscy znachorzy
za wróżby i leki, a zwłaszcza za zlikwidowanie czaru,
pokaranie wroga wyznaczali dość znaczne zapłaty pieniężne
(od 1 kopiejki do 5 i więcej rubli) lub/i w naturze: bydło,
odzież, płótno, wódkę, mąkę, masło itp. Pewien stary Żyd
- słynny zamawiacz ukąszenia żmiji z miasteczka Trzciany
(pow. białostocki) często rozkładał należność na raty, jeśli
jego ubogi klient nie był w stanie od razu zapłacić kilku­
dziesięciu złotych. Zwłaszcza w opowiadaniach wyolbrzy­
miano ich zarobki. W gub. mińskiej opowiadano, że chłop za
wyleczenie bogacza wziął 25 rubli. W ukraińskim opowiada­
niu znachor nasyłał żmije na ludzi, by potem ich leczyć za 100
reńskich; morawska czarownica za odnalezienie konia,
wskazanie złodzieja brała 50 reńskich, podczas gdy nadrab-

ski czarownik żądał za poradę 1 reńskiego, a w Czarnym
Dunajcu chłopi płacili lekarzowi parę reńskich. Często
wydatek nie sprowadzał się do zapłaty jednemu znachorowi.
Bywało nieraz, że chory tygodniami, nawet latami objeżdżał
okręg na kilkadziesiąt i więcej wiorst (mil) w poszukiwaniu
skutecznej pomocy.
Takie wędrówki czy wręcz wyprawy na kilka, kilkadziesiąt
i setki wiorst (mil) do znachorów, słynących w danej okolicy
z wielkiej mocy, dość częste były w Polsce, w Czechach i na
Słowacji, na Łemkowszczyźnie, Ukrainie, Białorusi, w Rosji,
niemal w całej Europie.
Nietrudno dostrzec, że te - kilkakrotne nieraz - wędrówki
pochłaniały sporą ilość czasu, odrywały rodzinę chorego od
zajęć w gospodarstwie, w połączeniu z wielokrotnymi za­
płatami należnymi znachorom, znacznie podnosiło to koszty
leczenia. Widać przy tym, że odległości nie były przeszkodą
w korzystaniu z usług miejskich lekarzy. Chłopi ze wsi
oddalonych o 2 wiorsty od Połocka jeździli wiele mil do
sławnych znachorów. W poł. X I X w. w Czechach, w osadzie
Hofićky żył „lekarz" Antoni Pich (słynący głównie ze
skutecznego leczenia złamań), do którego przyjeżdżali cho­
rzy z Czech, Moraw, Śląska, Austrii, Węgier, Niemiec
i Francji. Do tzw. „Ilinki" - słynnej w latach 1860-1868
serbskiej znachorki, zjeżdżali chorzy z Serbii, Rumunii,
Węgier, Turcji, która za swe porady rzadko kiedy brała
mniej niż dukata; właśnie znachorstwu zawdzięczała swą
znaczną zamożność.
Ani brak środków (pieniędzy), ani odległość ze wsi do
miast nie tłumaczy sporadycznych w X I X i na pocz. X X w.
kontaktów chorego chłopa z dyplomowanym lekarzem. Nie
może objaśnić tego ksenofobia wsi, bo „doktorem" chłopa
był niemal każdy „obcy". Nie wyjaśnia tego także brak
lekarzy. A n i w „ciemnych stronach" Polski, wsch. i płd.
Słowiańszczyzny, gdzie w końcu X I X i na pocz. X X w. jeden
lekarz przypadał nawet na kilkaset tysięcy osób, ani, np. na
Śląsku posiadającym w tym czasie stosunkowo niezłą opiekę
medyczną, lekarze nie cieszyli się większym wzięciem u chło­
pów. Pewien niemiecki chirurg w podaniu do władz pruskich
(z 1797 r.) prosił o przeniesienie go z Łubnowa do Radomierzyc, gdyż mieszkańcy tej wsi nie mają do niego zaufania
i sporadycznie tylko korzystają z jego usług; liczył natomiast
na zaufanie i wzięcie u niemieckiej ludności osiadłej w Radomierzycach. Na początku naszego wieku w okolicy Hrubie­
szowa było już 10 lekarzy, lecz chłopi udawali się do nich
bardzo rzadko, z niewiarą w skuteczność ich leczenia.
W niektórych jednak okolicach - pisał M . Udziela (44, s. 45)
- „Lud wiejski dość często zasięga rady lekarzy, czasem
szuka jej nawet zbyt daleko, mając, że się tak wyrażę, pod
nosem lekarza. Częściej jednak udaje się o pomoc do
samorodnych dochtorów wiejskich."
Dlaczego więc dominującą postawą chłopów wobec dyp­
lomowanych lekarzy w X I X , a gdzieniegdzie nawet w latach
60. obecnego stulecia, była nieufność, niewiara w ich wiedzę
i umiejętności, nie korzystanie wcale, bądź niezwykle rzadko
z ich pomocy, a jednocześnie można obserwować dość częste
kontakty chorych z pewnymi lekarzami, spore do nich
zaufanie i szacunek?
Do końca X V I I I w. i jeszcze na pocz. w. X I X niemal

113

1

�wszystkich leczących: znachorów, babki, dziadów, wędrow­
nych, pospolitych oszustów podających się za lekarzy,
łaziebników, balwierzy, felczerów, księży, zakonników oraz
najmniej licznych lekarzy, cyrulików, aptekarzy łączyły ze
sobą i z ich pacjentami podobne, czy też identyczne wyob­
rażenia o naturze chorób, posługiwanie się często tymi
samymi technikami i środkami leczenia. Na przełomie
X V I I I - X I X w. nastąpił nowy okres w historii medycyny.
Odtąd dyplomowani lekarze zaczęli posługiwać się wiedzą
medyczną nowego typu.
Tych to właśnie lekarzy chłopi unikali. Sporadycznie,
zwykle w ostateczności, zwracano się do nich o pomoc, gdy
wszystkie środki domowe i znachorów zawiodły. Lecz
wówczas i oni byli bezsilni, niewiele lub wcale nie mogli już
pomóc choremu. To uwiarygodniało przekonanie, że bar­
dziej szkodzą, niż pomagają. Jeśli nawet chory - z różnych
powodów, w rozmaitych okolicznościach (np. za namową
księdza, dworu) - trafił do lekarza, często nadal korzystał
z rad znachora. Skuteczność leczenia nigdy nie przypisał
temu pierwszemu, choć jeden i drugi stosowali nieraz, np.
przeciw wściekliźnie, syfilisowi te same leki. U podstaw
przekonań, że dyplomowany lekarz nie może pomóc chore­
mu, leży niewspółmierność tych systemów medycznych (bo
medycyna „miastowa" to „pańska fantazja"); że umie leczyć
tylko „pańskie słabości", a chłopskich nie zna wcale; nie
potrafi rozpoznać, nie wie jak leczyć kołtun, czar, urok, różę,
zawianie, opętanie, oberwanie itd.
Osiadły na prowincji lekarz, który nie liczył się z „zabo­
bonnym systemem", „nie umiał czy nie chciał zniżyć się do
pojęć ludu", „nie miał tu po co siedzieć", „nie miał kogo
leczyć i miał się biednie" (34, s. 189-191; 37, s. 197; 38, s. 33).
Pewni lekarze, którzy „wyszli z ludu", przez długie lata
praktykowali na prowincji i utrzymywali się z leczenia
chłopów, respektowali ten „zabobonny system". To właśnie
tych lekarzy obdarzano sporym zaufaniem, wzywano ich lub
udawano się do nich bez obaw. Ich praktyka lekarska
zbliżona była do praktyk znachorskich lub lekarzy miejs­
kich, ale tych z X V I I I wieku i wcześniej.
Znaczna część wiedzy (nie tylko) medycznej była wspól­
nym dobrem wsi a nie tylko wyspecjalizowanych profesjo­
nalistów: wiejskich „lekarzy". Umiejętności medyczne po­
siadał prawie każdy: leczyli mężczyźni, a zwłaszcza kobiety,
także starcy i dzieci, krewni, sąsiedzi itd. W każdym domu
dysponowano mniejszą lub większą znajomością leków
i sposobów leczenia, a gdy tej wiedzy i umiejętności nie
wystarczało zwracano się o pomoc do sąsiadów, krewnych.
„Każdy wieśniak, to lekarz dla siebie i swoich bliskich oraz
sąsiadów, im starszy tym pewniejszy fachowiec" (38, s. 4).
Ze starością łączą się brak siły, choroby, śmierć, ale też
mądrość i wiedza. To zbliża ludzi starych do kategorii
znachorów, czarowników. Toteż o czary posądzani bywali
starcy, zwłaszcza staruchy; do nich zwracano się o zdjęcie
czaru, uroku, usunięcie różnych chorób. W białoruskich
wsiach zamawianiem zajmowali się prawie wszyscy starcy
i staruchy. Na rosyjskim Pomorzu „znający" starzy mężczy­
źni i kobiety bronili przed kołdunami. Nierzadko stawali się
oni znachorami czy znachorkami. Na Opawie starcy leczyli
(obok owcarzy) bydło i ludzi, znano ich w okolicy i mówiono
o nich „chłop" („muz"), „żena". Gdy jednak okazywali się
„umiejętnymi" mówiono o nich „dochtur", „dochtor", bo
wiedzieli wszystko: potrafili odnaleźć zguby, wskazać zło­
dzieja, sprawcę choroby, leczyć, na znaczne odległości
słyszeli, co o nich mówiono (bo trzymali z diabłem). Łączenie
wiedzy i umiętności magicznych z ludźmi starymi ma jeszcze
głębsze mitologiczne motywacje. Głównie ze względu na
wiedzę, moralną i fizyczną czystość szczególną rolę od­

114

grywali oni - często obok dzieci i dziewic - w obrzędach
oborywania wsi przed zarazą, powodowania deszczu, pozys­
kiwania roślin, w obrzędach rolniczo-hodowlanych, rybo­
łóstwie itd. Z białoruskim zakazem: nie mogą pozyskiwać
roślin ludzie „ni u końcu, ni pry naćalu", czyli w średnim
wieku, gdyż zebrane przez nich zioła nie mają mocy,
korespondują pospolite wierzenia i praktyki, iż znachorską
wiedzę wolno przekazać tylko najstarszemu (pierworod­
nemu) lub najmłodszemu dziecku, nigdy średniemu. Dziec­
ko, dziewica, („pierwszy", „początkowy", „nowy"), jak
i człowiek stary („końcowy", „zniszczony") znajdują się
poza pełnią życia, są „nieużytecznymi", inaczej mówiąc:
brak im dyferencjacji - podstawowego wyznacznika życia
i kultury.
Powyższe uzasadnienia czynią zrozumiałym przypisywa­
nie magicznych mocy dzieciom, zwłaszcza w początkowym
okresie ich życia. Według Ukraińców „wieszczą one, gdy
durne jeszcze". Dziecko pierworodne - szczególnie to, które
„jeszcze nic nie rozumie", najskuteczniej zamawiało, nie­
zwykle skutecznie leczyło, głównie takie choroby (np. urok,
czar, opętanie, konwulsje), których pochodzenie wiązane
było z siłą nieczystą; bały się go wiedźmy i nie miały nad nim
mocy. Niektóre z dzieci, wskutek zyskania naturalnej łączno­
ści z zaświatami, a przez to uzyskując naturalne predyspozy­
cje, które ujawniały się już w dzieciństwie, stawały się
wiedźmami, kołdunami, upiorzycami, znachorami itp. - „sa­
moukami". Tymi niezwykłymi ludźmi zostawali poczęci
wskutek złamania zakazu (np. ze stosunków krewniaczych),
urodzeni w nocy (o północy), w noc Bożego Narodzenia,
Wielkanoc, św. Jana itp., w poniedziałek, niedzielę - szcze­
gólnie na nowiu, urodzeni pod „ciemną (nieszczęśliwą)
gwiazdą (planetą)", urodzeni z zębami, z 2 duszami lub
sercami, z ogonkiem, w czepku, po 7 miesiącach życia
płodowego, 1, 3, 5, zwłaszcza 7 i 13 dziecko, urodzeni „po
zadnjem końcu" itp.
Eksponowana rola kobiety w lecznictwie domowym opie­
ra się przede wszystkim na tym, że wewnętrzna przestrzeń
domu jest przestrzenią żeńską. Nadto, kobiety z racji swej
nieczystej natury stawały się „lekarkami".
Z dużym powodzeniem miały one leczyć dzieci i bydło.
W ok. Załoziec uważano, że „chrypkę dziecka najlepiej leczy
okład z pończochy, względnie onucy matki, bo prócz potu
działa miłość macierzyńska" (39, s. 112). Według Ukraińców
matki, babki, niańki najlepiej rozumieją dzieci, z kolei
dziecko - tylko je rozumie. To wzajemne rozumienie się
dziecka i matki bierze się stąd, że oboje do 6 tygodnia po
porodzie nie zerwali łączności z „tamtym światem" i przyna­
leżą jakby do obu światów jednocześnie. Dzięki temu matka
leczy dziecko i , co znamienne, jej ciało, mocz, ślina, pot,
pokarm, wymioty, koszula miały właściwości lecznicze,
a dziecko (do 1, 2, 3, 4, 7 roku życia), np. u Ukraińców,
spełniało rolę wieszczuna. Z tego powodu leczyć mogła także
ciężarna kobieta, np. jeżeli stanie nogą na ciele chorego albo,
gdy swoim fartuchem owinie chore dziecko. Więź duchowa
gospodyni (głównie) z krową, gospodarza z koniem tłuma­
czy także to, że leczeniem bydła, świń, drobiu zazwyczaj
zajmowały się kobiety, koni zaś mężczyźni.
Jednakże natura kobiet sprawia, iż ich moc leczenia jest
ograniczona. Zamawiały, leczyły one gorzej od mężczyzn.
Na Rusi Karpackiej doradzano: jeżeli nie pomoże „prymiwnyczka" iść trzeba do „prymiwnyka". W związku z ich
rzekomymi predyspozycjami pozostają wierzenia, że wiedźmaków, kołdunów jest mniej niż wiedźm, kołdunie (bo,
według Ukraińców, jako słabsze istoty częściej oddają duszę
diabłu). Także ich natura (złość, złośliwość, mściwość itp.)
wyjaśnia to, że na białoruskim Polesiu bardziej bano się

�znachorek, niż znachorów, a w gub. kostromskiej „przystrzyżyny" (kłosów zbóż w noc Iwana Kupały) częściej
robiły kołdunice od kołdunów. Z drugiej strony uważano, iż
kołduni potężniejsi są od kołdunie, strzygoń groźniejszy od
strzygi, wiedźmaki, znachorzy, upiory rządzą wiedźmami.
Te ograniczenia zdolności leczenia i czarowania (szkodzenia)
biorą się stąd, iż są one po prostu słabsze fizycznie i umys­
łowo. Mimo iż - jak się sądzi - rozum zawsze zwycięża siłę
fizyczną, jest ona w praktykach magicznych często koniecz­
na. Walczących z burzą płanetników i dzwonników zlewały
strugi potu, nabrzmiewały im żyły od wysiłku, po każdej
takiej walce wracali do domu wycieńczeni, słabi, trzęsąc się
z zimna; toteż, żeby mieć siły do oddalania burz nie mogli
ciężko pracować.
Brak sił tłumaczy dlaczego chory nie zawsze mógł leczyć
się sam. Według pewnej znachor ki z ok. Sambora sama
chora mogłaby usunąć chorobę, zażegnać „złe", ale „nie
wytrzymałaby tego", ze względu na duże osłabienie. Często
jednak chory leczył sam siebie i innych, tak samo jak, np.
białoruski znachor. Tak jak znachory, czarownik, wiedźma
był chory niebezpieczny dla otoczenia jako sprawca chorób
(nieszczęść), a z drugiej strony - podobnie jak menstruująca
kobieta, ciężarna, położnica, trup - uzdrawiał. Zwłaszcza
wydzieliny jego ciała miały uzdrowicielskie właściwości.
Chory - „ni żywyj, ni miortwyj" - widzi, słyszy i czuje to
czego inni żywi, ale zdrowi, nie widzą, nie słyszą. M.in.
położnice, widzą śmierć, choroby, zmarłych, pokazuje się im
„tamten świat". Opętany w chwili ataku potrafi wyczytać
w myślach grzechy ludzi, wie co każdy ma w kieszeni, wróży.
Chory dysponuje więc zdolnościami podobnymi do trupa,
ponieważ nie zerwał łączności z „tym światem": słyszy,
widzi, czuje, co się wokół niego dzieje, rozmawia się z nim jak
z żywym. Te zdolności niedostępne dla innych, zdrowych
ludzi podziela chory ze znachorami, czarownikami, wiedźmakami itp. W Polsce, Czechach, na Słowacji, Ukrainie
opowiadano, że znachor, worożbyt, strzygoń czy cioty znają
myśli ludzi (choćby mieszkali w innej wsi), wszystko słyszą
(nawet to „szcz my teper o nim howorymo"), widzą i wiedzą,
np. kto idzie do nich po radę, co się stało, przewidują zamiary
innych (wiedźmak zna plany wiedźm, wie, co która z nich
robi, gdzie przebywa itp.). Chorzy umysłowo, ułomni fizycz­
nie nierzadko stawali się kołdunami, wiedźmami, znachora­
mi. Opętana Masza Muchanowska z Muchanowa (gub.
Riazań), ciesząca się wielką sławą i wziętością (codziennie
przyjmowała kilkanaście, kilkadziesiąt osób), leczyła wodą
umysłowo chorych, epileptyków, alkoholików itp. W tej
samej gubernii, inna nienormalna Anuszka z Padowiecze
tylko rozpoznawała choroby i wróżyła. Chorobliwy wygląd
(np. nabrzmiała, z krostami, zmarszczona, bez życia twarz)
cechował m.in. wiedźmy (bo kochały się z czartami), czarowników-owcarzy (bo mieli stosunki seksualne z leśną). Według
Ukraińców zdarza się, iż chory, często także położnica,
każdy człowiek podczas zwykłego snu, pod wpływem cięż­
kich przeżyć - „zamirae", tj. zapada w letargiczny sen.
Wówczas jego dusza opuszcza ciało, wędruje po „tamtym
świecie", Bóg lub święci odsłaniają przed nią przyszłość,
przekazują jej swą wolę. Po powrocie duszy do ciała
„zamiralniki" czy „zamiruchy" ożywają, po czym przepo­
wiadają przyszłość, znają cudze grzechy; nierzadko stawali
się znachorami, szeptuchami, znachorkami. Pewną chorą
dziewczynę pozostającą w długim letargu, wykorzystywał
worożbyt jako „pośrednicę" między „tym", a „tamtym
światem", wieszczył tłumaczące wypowiadane przez nią
słowa. Podobne duchowe wędrówki odbywać mieli huculscy
„ziemscy bogowie" (udawali się na granice na narady),
poleska znachorka (zwiedzała niebo i piekło), w Istrii

i Słowenii „kerstnicy", w Serbii, Bośnii, Hercegowinie,
Czarnogórze „zduhace", w Czarnogórze „vjegodonje", buł­
garscy „nestinarzy", węgierski „taltos" czy „benandati"
z północnowłoskiego regionu Friume (wówczas pod przy­
braną postacią walczyli z innymi niezwykłymi ludźmi,
demonami w obronie wsi, o urodzaj pól itp.).
Wspólne zdolności chorego i znachora, wynikające z ich
związków z zaświatami motywują - wielokrotnie poświad­
czane - udzielanie porad przez tych „znających" pod
nieobecność pacjenta, na podstawie relacji „kogoś z rodzi­
ny" o symptomach choroby lub w oparciu o oględziny jego
moczu, krwi, włosów, koszuli przesiąkniętej potem, znajo­
mości jego imienia, wieku, płci. Szczegółowych uzasadnień
dostarczają tutaj przekonania o zbliżonej naturze członków
rodziny; choroby osadzając się w „sokach" odpowiednio
zmieniają wygląd krwi, moczu itd.; że z wiekiem i płcią
chorego wiążą się określone schorzenia i sposoby ich lecze­
nia; powszechna wiara, iż znajomość imienia i daty urodze­
nia daje moc, władzę nad osobą będącą przedmiotem
leczenia czy czarów; że z imieniem człowieka łączy się jego
natura; że istnieją niebepieczne lata w życiu człowieka.
Ze swej natury stawać się mieli czarownikami, wróżami,
znachorami również „obcy", których cechą rozpoznawczą
(dla chłopów) było wykonywanie nierolniczych zawodów.
Tak więc z racji wykonywanej profesji czarownikiem i/lub
znachorem, wróżem itp. był młynarz, pastuch, leśnik, pasie­
cznik, piwowar, kowal, rybak, myśliwy, ksiądz, pop, gra­
barz, cieśla, garncarz, muzykant, krawiec, mieszczanie,
a nawet przedstawiciele biedoty wiejskiej, czyli nierolnicy.
Stąd też znachorstwo, czarownictwo, wiedźmostwo pojmo­
wane było jako rzemiosło. Na Ukrainie „naturalna" wiedź­
ma (tj. urodzona z ogonkiem), wprowadzając kobietę do
cechu wiedźm, rzucała ser do wody (który szybko chwytały
gady), mówiąc: „Tak 'rasterzajut' ćerti tvoju duśu na tom'
svete za remeslo veduny". Wielu rosyjskich chłopów sądziło,
że kołdunami mogą być tylko przedstawiciele zawodów
nierolniczych.
Jednakże ci, którzy posiadali niezwykłe właściwości i zdol­
ności ze swej natury, z urodzenia, dysponowali mniejszą
mocą magiczną od pozostałych znachorów, znachorek,
wróżów, kołdunów, wiedźm. Białorusini uważali, że złym
byłby pastuch, gdyby nie znał się z chlewnikiem, młynarz
z wodnikiem. Dzięki związkom z diabłem (któremu sprzedali
duszę) osiągali wyższy stopień wtajemniczenia i możliwości.
Według płanetnika W. Rachwała - wtajemniczonego przez
pewnego księdza, władającego mocą daną od Boga - jego
praktyki silniejsze były od środków stosowanych przez baby
(palenie ziół na ogniu, zapalenie gromnicy, modlitwy itd.),
księży, dzwonników i innych płanetników.
Dlatego też w sytuacjach bardziej skomplikowanych,
kiedy umiejętności i wiedza domowników oraz sąsiadów
okazywały się niewystarczające, gdy, np. urok, który prawie
każdy umiał odczynić okazywał się za ciężki dla odczyniają­
cego, bo tu prócz wiedzy trzeba było mieć moc - w tych
i podobnych przypadkach trzeba było iść do znachora czy
znachorki.
Byli oni w środowisku wiejskim bardzo cenieni, obdarzani
ogromnym zaufaniem, podziwem, szacunkiem, byli uważani
za „wybrańców bożych". Jednak stosunek do nich - przypo­
minający stosunek do sacrum - był nacechowany ambiwalencją. Cieszyli się opinią ludzi niezwykłych, nawet
świętych, ale jednocześnie w kontakcie z nimi odczuwano
strach, lęk. Zdaniem pewnego znachora z Sambora: „Jeśliby
ktoś śmiałby się z niego (...) popełnia grzech nie tylko
względem siebie, ale też i względem niego (znachora)" (11, s.
118). W Kieleckiem wierzono, iż ten, który szydzi z guślarzy

115

I

�oniemieje, język mu uschnie. Chłopi byli głęboko przekonani
0 skuteczności ich rad, a oni sami wierzyli we własną moc
1 uważali się za ludzi niezwykłych.
Wspomniano już o tym, że ich sława nieraz rozchodziła się
na znaczne obszary. Lecz zakres działania większości z nich
ograniczał się do granic parafii albo tylko wsi. W każdej wsi
przynajmniej jedna osoba trudniła się stale (profesjonalnie)
leczeniem. Nierzadko we wsi było kilku, a nawet kilkunastu
„dochtorów": wieś Umer (kieleckie) miała 1 znachora,
2 babki, 2 felczerów, 1 konowała, którzy obsługiwali 5 okoli­
cznych wsi; przed 1914 r. we wsi Łosie (gorlickie) żyło 13
baczów-znachorów; kilkunastu znachorów mieszkało we wsi
Jadachy (tarnobrzeskie); w wielu huculskich wsiach żyło
kilku, kilkunastu głośnych na okolicę znachorów, prymiwnyków i prymiwnyc.
Bardziej i mniej sławni „lekarze" rzadko kiedy pomagali
we wszystkich sprawach. Babki (zazwyczaj w granicach
swojej wsi) odbierały dzieci i cielęta, były specjalistami od
chorób kobiet i dzieci. Na chorobach owiec, bydła, złama­
niach kończyn zwierząt i ludzi najlepiej znali się owcarze
i pastuchy. Umiejętności magiczne młynarzy związane były
z ich profesją, niekiedy nawet z rodzajem obsługiwanego
młyna. Młynarza z wiatraka prosili Białorusini o leczenie
zawiania, oddalenie wichru i burzy, a młynarza z młyna
wodnego o zamówioną wodę do leczenia lub nasłania
choroby. Rodzaj wykonywanych zajęć nie musi wcale okreś­
lać specjalizacji znachorskich. Zaklinaniem burz zajmował
się krawiec ze Starego Sambora. W ok. Jasła, Sanoka
i Brzozowa upustami krwi zajmowali się znachorzy, baby,
wróże, cyrulicy, ale wśród nich byli specjaliści, którzy
puszczali krew z (1) wszystkich żył, prócz żyły pod języcz­
kiem; (2) tylko spod żyły pod języczkiem (pierwsi i drudzy
nazywani byli „suszczaczami", „duochtorami"); (3) bydłu
- tzw. „konowały" oraz (4) cyrulicy, którzy wyłącznie
stawiali cięte bańki. Najmniej było specjalistów od ciężkich
chorób, jak np. w gub. riazańskiej od „sybirki". W Nadrabskiem zażegnywacz, np. „żaby" nie mógł zażegnywać wściek­
lizny, bo straciłby „swą moc na żabę i na wściekliznę"
- dlatego też byli osobni zażegny wacze żab, osobni wściekliz­
ny, choć jeden i drugi stosowali te same środki zapobiegaw­
cze.
Byli tacy co leczyli wyłącznie wodą lub ziołami, gliną,
sadłem itd., niektórzy zamawiali jedną, kilka, rzadko wszyst­
kie choroby.
Tylko nieliczni z nich umieli zarazem rozpoznać chorobę,
jej etiologię, sprawcę, wróżyć i leczyć, odnaleźć zguby,
wskazać złodzieja itd., jak np. niektórzy z łemkowskich
znachorów-baczów, huculskich balników, lasowiackich
wróżów. Lecz takich „co wszystko umieją robić", którzy
ceszyli się nadzwyczajną sławą i wziętością, było - sądzono
- niewielu.
Owe specjalizacje wskazują nie tylko na znajomość okreś­
lania natury pewnych chorób, umiejętność wykonywania
pewnych praktyk, lecz wyrażają także zasób posiadanej
wiedzy, mocy, stopień wtajemniczenia „znającego". Łącząc
specjalizacje z gradacją mocy, Łemkowie na przykład,
uważali znachorów-baczów za najpotężniejszych „lekarzy",
bo umieli określić naturę chorób, wskazać sprawcę nieszczęś­
cia, wróżyć, czarować, unieszkodliwiać upiory. Niżej od nich
stali worożki, którzy odgadywali przyszłość, odnajdywali
zguby, wskazywali złodzieja itp. Najliczniejszą i najniższą
kategorię stanowiły osoby leczące ludzi i bydło oraz bosorki
(czarownice). I m więcej specjalności opanował znachor, tym
bardziej uchodził za lepszego od innych, miał opinię wybit­
nego mistrza, cieszył się sławą i wziętością większą od
pozostałych „znających". Także do Boga („Pan Bóg najlep-

116

i

szy lekarz"), a u wsch. Słowian również do św. Mikołaja i św.
Pantelejmona można było zwracać się o pomoc w każdej
potrzebie, odmiennie niż do wyspecjalizowanych śwętych
„doktorów".
Hierarchizacja wiejskich „lekarzy" związana była także ze
stosowanymi przez nich środkami leczniczymi, które rów­
nież podlegały gradacjom. Jeżeli więc znachorka-zielarka
i jej zioła nie pomagały, to - według Hucułów - iść trzeba
było do prymiwnyka, którego „żywe słowo" bardziej skut­
kowało. Pomimo tego, że etnomedycyna w głównej mierze
opierała się na ziołolecznictwie, chłopi traktowali leki po­
chodzenia roślinnego jako jedne z najsłabszych, powoli
działających środków. Ich właściwości mogły być dowolnie
kształtowane za pomocą zamówień. Właśnie zamówienia
- święte, „boże słowa", uważane niekiedy za pochodzące od
Boga, wierzono niemal powszechnie m.in. w Polsce, na
Ukrainie i Białorusi, przynoszą prędszy skutek niż stosowa­
nie innych środków (zwłaszcza ziół). Podobnie wielka skute­
czność strzałek piorunowych i wody bywała motywowana
ich związkami z nieziemskimi mocami. Według pewnej
wieśniaczki (zwanej św. Niedzielą) z Mokwiczni na Wołyniu
(gdzie wodę traktowano jako najlepszy lek) oraz ukraińskich
letargików wodę do leczenia dała im Matka Boska.
Ciekawe, że często nie szukano pomocy u znachora we
własnej wsi, ale poza nią, albo też udawano się do nich
w mało ważnych sprawach. Z kolei do tych znachorów
przychodzili ludzie z dalszych okolic. W Wysowej i Blednarce opowiadano o wielkiej mocy baczy Leszno Babeja z Blechnarki, ale sąsiedzi i znajomi śmiali się z niego, miał on we wsi
mały autorytet i nieliczną klientelę. Za to sporo ludzi
przychodziło do niego ze Słowacji. Na Witebszczyźnie chory
lub ktoś z jego rodziny jechał do znachora z sąsiedniej wsi,
który choć umiał wiele (określić chorobę, wróżyć, leczyć)
nierzadko nie podejmował się leczenia, lub też jego leki nie
pomagały (znaczyło to, że nie jest taki mocny) - wtedy
udawano się do znachorów mieszkających w dalszych stro­
nach. Huculska wieś Zelena miała kilku znachorów i czarow­
ników, lecz w ważniejszych sprawach jej mieszkańcy szli do
„najgolovnyc majstriv na ti r i k i " , tj. wsi nad Prutem.
Lasowiacy rzadko chodzili do swoich znachorek a zwykle
udawali się do znachorek z dalszych okolic, bądź sprowadza­
li je do wsi. Rodzime znachorki natomiast cieszyły się sławą
i poważaniem wśród mieszkańców obcych wsi.
Te wędrówki chłopów do znachorów albo sprowadzanie
ich z obcych wsi nie były bynajmniej sporadycznymi zdarze­
niami. Jeśli nie zdarzały się one nader często to dlatego, że
taką samą lub większą nawet mocą odczyniania i zarazem
powodowania złego władali przybysze z zaświatów, pośred­
nicy między „tamtym" a „tym światem" - „obcy". I m
z dalszych stron przybywali czy pochodzić mieli, tym
bardziej uchodzili za potężniejszych czarodziejów i znacho­
rów. Każdy, np. Cygan lub Żyd miał być zarazem najlep­
szym wróżem, czarownikiem i „lekarzem". U wsch. Słowian
żołnierz przybywający z dalekich krain władał większą
wiedzą od kołduna; nad nim kołdun i wiedźmy nie miały
mocy. W czasie służby wojskowej, od włóczęgów, żebraków,
dziadów, kraarzy, obraźników, furmanów, Cygnaów itp.
można było nauczyć się sztuki czarowania i leczenia. W wielu
stronach, jak np. w ok. Załoziec mieli „obcy", tj. Cyganie,
włóczędzy i dziady liczniejszą klientelę niż znachorzy. Pewna
Polka (która wyszła za mąż za żołnierza), znana w ok. Olchy
(gub. Riazań) pod ,,01'chovskoj koldun'i", swą liczną
klientelę leczyła za pomocą polskiego pdręcznika medycz­
nego - niezrozumiałe słowa robiły na chłopach wielkie
wrażenie. Na Zakarpaciu chłopi pytali o recepty lecznicze
każdego napotkanego „obcego". Przekonał się o tym sam P.

�Bogatyrev. Jedna ze spotkanych kobiet prosiła go o lek na
ból głowy. Na jego radę, aby zwróciła się do lekarza,
odpowiedziała: „О! к vracu, śtoby jemu platit! A vot
prochożij celovek, vrode nas, vylecil by menja, esli by tol'ko
zachotel" (5, s. 245).
Zatem, gdy pomoc domowników, sąsiadów, krewnych,
znajomych była nieskuteczna iść trzeba było po poradę do
rodzimej znachorki, znachora lub kołduna, wiedźmy, miesz­
kających na skraju wsi (lub: w lesie, górach, nad rzeką, blisko
„krzyżówki", samotnie w przysiółku, na dzikim i jałowym
polu itp.). Lekarze ze wsi chorego byli zwykle bezsilni, bo jak
sądzono na ukraińskim Polesiu ich moc rozciągała się na
obcych, dlatego też swoim nie mogli pomóc. Trzeba więc
było szukać pomocy w sąsiednich wsiach, następnie w dal­
szych stronach, słynących z posiadania znachorów i czarow­
ników o nadzwyczajnej mocy.
Obserwujemy tutaj narastanie wiedzy, umiejętności, mo­
cy, skuteczności działań wraz z oddalaniem się od centrum
oswojonej przestrzeni - domu. Każdorazowe wyjście z domu
w poszukiwaniu skutecznych rad u rodzimych albo u obcych
znachorów oznacza zawsze swego rodzaju wyprawę w za­
światy, bo przestrzeń - w zależności od punktu odniesienia
- poza domem, wsią, parafią waloryzowana jest jako obca,
nieoswojona, niezależnie od tego czy usytuowana jest kil­
kaset metrów czy kilkaset kilometrów poza domem. Jednak­
że ta przestrzeń podlega gradacjom. Im dalej od domu, bliżej
pozagrobowego świata, tym potężniejsza tkwi tam uzdrowicielska siła. Dlatego też wszyscy ci, którzy w dalekich
stronach żyją lub stamtąd przybywają są uważani za potęż­
nych czarodziejów, znachorów, wróżów. Im dalej od Hofićky - czeskiej osady, w której żył Antoni Pich znany
w środkowej Europie z „naprawy" złamań, tym bardziej
przesadne opowieści krążyły na jego temat, m.in. że „wszyst­
ko leczył".
Wiązanie mocy magicznej z tak wartościowaną segmenta­
cją przestrzeni powodowało, że leki roślinne - zazwyczaj
uznawane za jedne z najsłabszych, pochodzące z dalszych
stron uchodziły za lepsze od tych, które pozyskiwano
w najbliższej okolicy - traktowano je jako cudowne, często
uniwersalne leki, płacono za nie spore sumy pieniędzy
znachorom, wędrownym zielarzom, Cyganom itp. „Im
droższe było lekarstwo, im z dalszych stron pochodziło tym
większą mu przypisywano skuteczność, tak zresztą jak
i dzisiaj" (8, s. 76).
Ten wzrost mocy magicznej „znających" i leków ma
uzasadnienie w tym, że źródła tej mocy i wiedzy umiejs­
cowione zostały w zaświatach. W zgodzie z dualizmem
mitologiczno-religijnym liczne teksty folkloru (m.in. zamó­
wienia, modlitwy, podania etiologiczne, legendy, bajki,
pieśni) mówią zarówno o czarcie, śmierci, demonach chorób,
upiorach, boginkach, rusałkach, wiłach i wężach, krukach
itp., że uzdrawiają, pomagają w nieszczęściach lub uczą
wykorzystywać różne środki, głównie rośliny jako leki, że
swych wybrańców uczą znachorstwa, bądź wręcz nakazują
być znachorami, jak i o Bogu, Matce Boskiej, świętych, iż od
nich pochodzi wiedza i umiejętności leczenia, oni też przy­
wracają ludzi do zdrowia i życia.
W bliskich związkach z niebem, Bogiem, świętymi pozos­
tawali znachorzy, wróże, babki, wszyscy ci, którzy trudnili
się oddalaniem nieszczęść. Nadrabscy, słowaccy, łemkows­
cy, ukraińscy, białoruscy itd. znachorzy i znachorki „z
pomocą bożą" wyłącznie pomagali, swą mądrość na dobro
i korzyść wykorzystywali, w co oni sami i chłopi głęboko
wierzyli. Wielu z nich twierdziło, iż zajęli się znachorstwem
z woli Boga, Matki Boskiej lub świętych, od których
otrzymywai moc uzdrawiania, lecznicze środki. W X V I I I w.

w procesach czarownic (właściwie znachorek) na Słowacji,
zeznawały one, że lecząc wykonywały polecenie Boga, który
objawił się im we śnie i przekazał teksty zamówień. Podobnie
ukraińscy „zamiralniki", zapadający w letargiczny sen z woli
Boga, po powrocie z „tamtego świata" nierzadko stawali się
znachorami - odtąd byli pobożni, zmieniali się ze złych na
dobrych, prowadzili ascetyczne życie, izolowali się od ludzi.
By moc od Boga zachować byli znachorzy i znachorki
bardziej niż inni pobożni, bogobojni, często modlili się,
pościli, spowiadali i przyjmowali komunię świętą, powstrzy­
mywali się od stosunków seksualnych, posługiwali się
w swych praktykach kościelnymi (cerkiewnymi) rekwizyta­
mi, bezgrzeszni przystępowali do leczenia. Ich religijność
była - jak zauważył K . Dobrjański (11, s. 123) - „jakaś
nienormalna, mistyczna".
Z tego samego źródła czerpią uzdrowicielską siłę osoby
słynące z pobożności, „mili Bogu", „słudzy boży": księża,
popi, słudzy cerkiewni, dziady. Z powodzeniem leczyli oni
pod warunkiem zachowania czystości duchowej: ksiądz bez
grzechu („o czystej duszy") mógł wypędzić diabła z opętane­
goPonieważ znachor w czystości fizycznej i duchowej leczył
w „imię boże", nie mógł pod karą utraty mocy pomagać
stworzeniom nieczystym: Żydom, psom, kotom, ani nawet
leczyć w ich obecności. Znachory czy znachorka przy­
stępujący do leczenia w stanie bezgrzeszności byli szczególnie
narażeni - co często odnotowywano u zach. i wsch. Słowian
- na niebezpieczeństwa w walce z chorobą; na nich przecho­
dziła nieczystość chorego; w trakcie zażegnywań odczuwali
bóle (odpowiednie do leczonych symtomów chorób); groziła
im utrata zdrowia, nawet życia; ta walka tak ich niekiedy
wymęczyła, że musieli ją odchorować. To przechodzenie
choroby na leczących może tłumaczyć fakt, że łemkowski
znachor przepijał pieniądze uzyskane za leczenie, bo uważał
je za nieczyste. Zwłaszcza choroby z czaru, od diabła
uchodziły za nieczyste, ciężkie, trudniejsze do wyleczenia.
Z tego powodu sądzono, iż - np. na Ukrainie - znachor nie
zawsze mógł pomóc oczarowanemu, chyba że znał sprawę
nieszczęścia i poprosił go o odrobienie. W gub. riazańskiej
chory starał się uwolnić z diabelskiej choroby (np. opuchliz­
ny) za pomocą Boga, tj. początkowo udawał się do znachora
lub znachorki a następnie do „bożego człowieka", tj.
obłąkanego. W razie nieskuteczności ich rad szedł do
wspólnika diabła - kołduna, żeby zdjął swe czary. W kielec­
kim, gdy nie pomógł guślarz, związany z Bogiem, nadzieję na
wyleczenie łączono z owcarzem - sługą diabła, który na­
kazywał, żeby pacjent nie wzywał księdza, bo jego leczenie
nie byłoby skuteczne.
Widać, że związek znachora z Bogiem stanowi ogranicze­
nie jego mocy. Znachor, podobnie jak Bóg nie był wszech­
wiedzący ani wszechmocny, chociaż o jednym i drugim
czasem tak mówiono. W mitach, np. wersjach bułgarskich
Bóg włada ograniczoną wiedzą i mocą tworzenia, podstępem
uzyskuje wiedzę od swego przeciwnika. Analogicznie: o wie­
lu znachorach opowiadano, iż wykradli wiedzę nieczystej sile
(podsłuchując rozmowy demonów, gadów, roślin); jeden
znachor kradł ją drugiemu. Opowiadano w Czechach, że
Jakub Pich został znachorem dzięki temu, że podpatrzył
jakimi roślinami wyleczył się zraniony przez niego wąż. Tymi
samymi roślinami miał potem uzdrawiać ludzi. (Według
innych nauczył się swego rzemiosła od pewnego felczera).
Rzadziej mówi się o znachorach, częściej o kołdunach,
wiedźmach, strzygach, bosorkach, iż wiedzę i moc magiczną
uzyskali od nieczystej siły: demonów, chorób, śmierci,
upiorów, rusałek, wił, demonów domowych itp. Także i tutaj
napotykamy na hierarchizację mocy w zależności od tego

117

I

�kto, od kogo, w jaki sposób, gdzie tę moc uzyskał. Mimo iż
rytualno-magiczne warunki jakie musiała spełnić wtajem­
niczana przez diabła, demony, gada osoba nie różniły się
wiele, bądź wcale od tych, które obowiązywały w trakcie
pobierania nauk u starego kołduna czy wiedźmy, zdobycie
wiedzy wprost od demonów, gadów, zwłaszcza ich cara
(carycy) uchodziło za bardziej niebezpieczne, wymagające
więcej odwagi, droższe, ale przez to cenniejsze. Z kolei zasób
wiedzy i umiejętności osób wtajemniczonych przez diabła
czy za pośrednictwem starego kołduna lub wiedźmy, przewy­
ższał moc tych, którzy weszli w jej posiadanie w naturalny
sposób, „samouków" (zob. wyżej), poprzez „przyuczenie",
tj. bliskie kontakty, długie przebywanie w towarzystwie
wiedźm (stąd ich mężowie, dzieci, rodzeństwo wiedzieli
więcej od innych). Podczas, gdy kołdun, wiedźma, a często
i diabeł uczyli tylko jednej sztuki czarowania, np. sposób
odbierania mleka lub robienia „danja", zdolności uzyskane
od węży oraz dzięki zdobyciu kwiatu paproci obejmowały
rozumienie mowy zwierząt, roślin i/lub „jasność wzroku",
widzenie duchów, i/lub bogactwo, szczęście, młodość, nowe
siły. Zdobycie tych darów - często się to podkreśla - pozos­
tawać miało poza zasięgiem wielu, nawet znachorów czy
czarowników. Ale ten, który pokonał strach, wykazał dużo
sprytu zostawał wielkim znachorem.
Uzyskać wiedzę magiczną można było także w zamian za
uwolnienie (w lesie) króla wężów (węża), wzięcie (spotkanej
w drodze) śmierci w kumy, za duszę (podpisanie cyrografu),
za ser, masło, jajka itp. Niektórzy zostawali znachorami,
kołdunami, wiedźmami przypadkowo, wbrew swojej woli.
W Rosji kołdun-pastuch nie mając komu przekazać wiedzy
rzucał batog na drogę - ten kto go znalazł i podniósł stawał
się kołdunem, lub też dotykał wybraną osobę owym bato­
giem.
Dzięki temu właśnie, iż przekazywanie przed śmiercią całej
wiedzy i mocy (dotąd z nikim nie dzielonej, użytkowanej
w tajemnicy) zazwyczaj najstarszemu lub najmłodszemu
dziecku, osobie tej samej, bądź przeciwnej płci, zawsze
młodszej, było obowiązkiem „znających" - znachorstwo,
wiedźmostwo i kołdowstwo stały sę zajęciami dziedzicznymi.
Ze znachorstwa słynęły rodziny Baczów z Keckovec i Rydzy­
ków z Blechnarki na Łemkowszczyźnie. Na Antonim Pichu,
zmarłym w 1865 г., który nie miał syna, skończyła się
rodzinna profesja, dziedziczona po jego ojcu Marcinie,
dziadku Wacławie i pradziadku Jakubie, który zaczął leczyć
w 1778 r. Zdarzało się, jak na Ukrainie, że zmarły znachor
nie przekazał wiedzy synom, którzy ani myśleli o zajęciu się
znachorstwem - „Sąsiedzi jednak jednego z nich wybiorą
i gwałtem wmówić usiłują, że on coś wie ze sztuki ojca, jeno
się tai (...). To też, wybranego na to stanowisko zaciągają do
karczmy, poją, zachęcają datkami i stopniowo doprowadza­
ją, że chłop się rozpróżniaczy, widząc, że pieniądze bez pracy
płyną, zasmakuje mu gorzałka, sam uwierzy, że chyba coś
wie skoro ludzie gadają i - zostaje znachorem..." (35, s. 303).
Kołduni, czarownicy, wiedźmy, wiedźmaki, strzygi, bosorki, ci znachorzy, którzy chcąc zdobyć i utrzymać moc
czarowania w związku z niczystą siłą musieli wyrzec się Boga,
zapomnieć o nim, nie modlić się, nie chodzić do koścoła
(cerkwi), ale kiedy już tam poszli (dla zmylenia ludzi) stali
tyłem do ołtarza (ikonostasu), modlili się na opak, nie
widzieli świętości. Na Ukrainie wtajemniczana przez starą
wiedźmę zdejmowała krzyż, kładła go pod stopy, „ce i znacit'
śćo vona od' Chrysta vidstupae" (16, s. 168). Rosyjski
kołdun pragnąc nasłać chorobę, robiąc „załom" („zawitkę"), „przystrzyżyny", szkodząc weselnikom, odbierając
miłość, spędzając płód, podczas zdejmowania czaru itd.
zdejmował z siebie (i klienta) krzyż (wcześniej nie mył się, nie

118

i

czesał, odżegnywał od Boga), stawał twarzą w kierunku
zachodnim lub północnym, w zamówieniach prosił zabitych,
wisielców, niechrzczeńców, „bezimiennych", szatana, żeby
szkodzili wskazanemu człowiekowi.
Uzyskanie wiedzy - niezależnie na jakich warunkach
- ustanawiało współzależność między znachorami, czarow­
nikami, wiedźmami a nieziemskimi siłami. Za życia służyły
im demony, gady, za pomocą których czarowali, wróżyli,
leczyli, którzy nasyłali im klientów, dzięki którym byli
bogaci. Za to po śmierci należeć mieli do czarta i stawali się
nieczystymi zmarłymi („założnymi"). Zwłaszcza u wsch.
Słowian rozpowszechnione były wierzenia, iż śmierć ich była
długa, ciężka, rzadko kiedy umierali „swoją" (naturalną)
śmiercią. Nagła, gwałtowna śmierć nie pozwalała im na
przekazanie wiedzy. Dlatego też poza grobem - ciała zmar­
łych kołdunów, wiedźm i innych nieczystych zmarłych nie
przyjmowała ziemia, nierozkładały się-musieli oni żyć okres
układu z czartem. W tym czasie - według wsch. Słowian
- stając na czele „założnych" nasyłali na ludzi nieszczęścia
(epidemie, susze, nieurodzaje itp.). Przy czym istniało powszecne przekonanie, iż kołdun, wiedźmak, wiedźma tym
bardziej potężni byli za grobem, im bardziej byli takimi za
życia, wśród ludzi.
Liczne teksty folkloru wyznaczają taki zakres szkodliwych
działań kołdunów, wiedźmaków, czarownic, bosorek itp.,
który niemal w zupełności pokrywa się z działaniami demo­
nów i nieczystych zmarłych. Bowiem łączy się z nimi
szczególnie czar, choroby, lecz także odmienianie dzieci
położnicom, szkodzenie młodym podczas wesela, zamęcza­
nie bydła i koni, nieurodzaje, susze, grady, burze, niszczenie
lub kradzież słońca, księżyca, gwiazd itd. Nieprzypadkowo
jednak w wielu, nie tylko wscodniosłowiańskich, ale m.in.
w polskich zamówieniach uroku, czaru, róży, w modlitwach
o opiekę bydła itd. wymienia się jako możliwych sprawców
nieszczęścia „swoich" i „obcych" kołdunów, kołdunice oraz
eretników i eretnice (tj. zmarłych czarowników), ponieważ
były między nimi istotne różnice, wyznaczane zwłaszcza
przez ich profesję, związki z określonymi demonami. Zresztą
na marginesie warto tutaj dodać, iż liczne zamówienia
niezwykle drobiazgowo wskazują na krąg możliwych spraw­
ców nieszczęścia, poprzez zastosowanie klasyfikacyjnego
schematu, zbudowanego z głównych semiotycznych opozy­
cji: męski - żeński (mężczyzna, chłopiec, kołdun, pop, diak
itp. - kobieta, dziewczyna, kołdunica, popada itp.), stary
- młody (starucha, matka, dziewka, dziecko itd.), „swój"
- „obcy", z dodatkowymi wyróżnikami „obcości", według
kryteriów socjalnych (chłop, pan, diak, ksiądz itd.) i etnicz­
nych (Cygan, Żyd, Tatar, Litwin itd.), ludzki - nie-ludzki
(„od wszelkiego złego człowieka" - wiatr, woda, słońce itd.).
W związku z tym, że działalność tych „znających" łączona
była najczęściej ze szkodami, niszczeniem zdrowia, szczęścia,
dobrobytu, spotykamy się z takimi przeświadczeniami, iż
czarownice i czarownicy wcale lub prawi nigdy nie pomagali
w nieszczęściu, potrafili tylko wyrządzać zło, umieli czar
„porobić", lecz nie wiedzieli jak go „odrobić". Sporo było
takich - i ci oczywiście uchodzili za lepszych - którzy mogli
nasłać, a potem zdjąć czar własny i innych. I m czarownik był
większy, tym łatwiej zniweczył czary przeciwnika. Dlatego
też według rosyjskich chłopów kołduni byli sobie wrodzy,
prowadzili między sobą śmiertelne walki, a Białorusini
o walce silnego kołduna ze słabym mówili: „naśla kosa na
kamen'". Większość czarowników znała tylko niektóre
sposoby czarowania. W tym tkwiła - według Białorusinów
- główna różnica między „ważnymi", „prawdziwymi" cza­
rownikami a małymi specjalistami, którymi zwykle byli
kowale, młynarze, leśnicy, pasiecznicy, pastuchy. Ten ogra-

�niczony zakres czarowania brał się stąd, że np. młynarzowi
pomagał wodnik (toteż potrafił on tylko „dać wodę"),
pastuchowi demon lasu i chlewu. W ok. Starego Sambora
pewien znachor uchodził za wybitnego specjalistę od ukąsze­
nia żmiji, ponieważ - jak sądzono - rozmawiał z nimi w polu,
słuchały one jego poleceń, wiedział więc, który z nich ukąsiła
danego człowieka.
Powszechnie w Polsce, Czechach i na Słowacji, na wsch.
Słowiańszczyźnie wierzono, iż czarownicy, kołduni, wiedźmaki swoje związki z nieczystą siłą mogli wykorzystywać na
pożytek. Białorusini uważali, że znachor, choć zna się
z diabłem, jeśli nie jest „zapamiętałego serca", pomoże
w potrzebie. Jednakże chłopi, np. w Rosji rzadko korzystali
z pomocy kołdunów. Udawali się do nich głównie w takich
sprawach jak nasłanie choroby na wroga, dowiedzenie się
o sprawcę nieszczęścia, zdjęcie czaru, uroku, spędzenie
płodu, w przypadkach chorób bydła, w celu odpędzenia
rusałek czy demona lasu od zagrody, z pól itp., czyli w takich
przypadkach, gdy sprowokowanie nieszczęścia lub też usu­
nięcie jego przyczyn i skutków wiązane było z nieczystą siłą.
Także i to, że chłopi z ok. Przemyśla szli z epileptykiem
- opętanym przez żydowskiego diabła - do rabina, a nie do
„sługi bożego" - znachora, tłumaczy związek „znających"
z nieczystą siłą, który określa ich kompetencje.
Podobnie jak świat znachorów - tych związanych z Bo­
giem, świat kołdunów, wiedźm, czarowników został hierar­
chicznie zorganizowany. Według niektórych Ukraińców
moc wszystkich wiedźm i wiedźmaków była jednakowa, ale
nad nimi stał ich „główny nauczyciel", „ataman", „starszy
wiedźmak", nazywany także „upiorem"; inni sądzili, że
„naczelnikiem" wiedźm uczonych były upiorzyce, tj. wiedź­
my „rodzime" (z urodzenia). W niektórych stronach Rosji
wierzono, że kołduni mają swą organizację na danym
obszarze, współpracują ze sobą a rządy nad nimi sprawuje
kniaź-kołdun. Podobne wierzenia były odnotowywane także
w Polsce, m.in. na Kaszubach, gdzie na czele czarowników
- jak sądzono - stał czarnoksiężnik.
Wspólnymi cechami tych, którzy szkodzili była złość,
gniew, mściwość, zazdrość itp. W różnych miejscach od­
notowywano, że; złym i mściwym bywa Bóg, który karze
w gniewie; zmarli przodkowie rozzłoszczeni pochowaniem
„założnego" na cmentarzu nasyłają choroby, nieurodzaje,
susze; demon domowy szkodzi ludziom i bydłu tylko wtedy,
gdy ktoś go rozłości; chciwymi, zazdrosnymi, złośliwymi są
chorzy, ciężarne kobiety w ogóle kobiety; źli, złośliwi stawali
się czarownikami i czarownicami, i jako tacy szkodzili
w złości. Czarownicy i wiedźmy - wierzono - bez złości nie
mogli zaszkodzić; w takim stanie ducha musieli szkodzić,
dawać robotę swym pomocnikom - czartom; nie mogli
opierać się pragnieniu oczarowania, bo zaszkodziliby sobie,
zamęczyłby ich czart. Pragnienie oczarowania pojawiało się
u rosyjskiego kołduna, białoruskiego wiedźmaka, słowac­
kiego czarnoksiężnika nagle, mimo woli, ich wola podlegała
wówczas nieczystej sile, szkodzili więc w złości, nawet szale.
Pewnemu staremu kołdunowi żal było niszczyć wesele
wnuczki. Kazał zamknąć się na czas wesela w komórce. Po
skończonej ceremonii znaleziono go martwego. Podobnie
tatrzański baca-znachor nie mógł zaprzestać swych praktyk,
bo nieszczęścia, choroby, śmierć spadałyby na jego ród.
Wyrządzanie zła w złości, gniewie, z zawiści, zemsty itp.,
znajduje wytłumaczenie w tym, że w leksyce i materiale
etnograficznym te stany ducha wiązane są z jadem, jadowitością oraz ogniem, pieczeniem, kłuciem.
Chłopi bali się więc gniewu, konfliktu, nawet odwiedzin
kołdunów, wiedźm, wszystkich tych, których podejrzewali
o związki z nieczystą siłą, stronili od nich, starali się nie

dopuścić ich do własnej zagrody, lecz z drugiej strony
obdarzali ich niemałym szacunkiem, poważaniem. Na Biało­
rusi matka lub ojciec młodych zapraszali na wesele zawsze
jako pierwszego kołduna lub kołdunicę. Na uczcie weselnej
przeznaczano dla nich najbardziej eksponowane miejsce,
zwracano na nich szczególną uwagę. Ze strachu, żeby nie
rozłościć kołduna, który mógł zemścić się za złe przyjęcie,
obdarzano go „pierwszym kęsem", „pierwszym kielisz­
kiem". Niezadowolony z przyjęcia, bądź niezaproszony na
wesele kołdun mógł zniszczyć wesele, weselników przemienić
w stado wilków. Gdy wśród gości weselnych nie było
miejscowego kołduna, jednym z drużbów musiał być zna­
chor lub inny, silniejszy od niezaproszonego kołdun. Ale tacy
mieli być rzadkością. Toteż chcąc nie chcąc prosili kołduna
na wesele.
Stosunek do kołdunów, wiedźm itp. był więc podobnie
nacechowany jak do „wybrańców bożych" - znachorów.
Wiele nazw, atrybutów i funkcji łączy ze sobą te dwie
kategorie „znających". Różnice między znachorstwem a kołdowstwem, wiedźmostwem były niezbyt wielkie. Dobrze
oddaje to wiele etnograficznych źródeł, na podstawie któ­
rych, trudno nieraz orzec, czy mamy do czynienia z opisem
kołduna czy znachora, wiedźmy czy znachor ki. Złożyło się
na to szereg różnorodnych przyczyn.
Do transformacji wierzeń o znachorach, wiedźmach i koł­
dunach przyczyniła się działalność Kościoła oraz sprzymie­
rzonych z nim instytucji państwowych. Te instytucje stawiały
znak równości między znachorami i znachorkami a czarow­
nicami, wiedźmami. W procesach o czary, m.in. w Polsce,
Czechach i na Słowacji w X V I - X V I I I w. większość do­
mniemanych czarownic była w istocie znachorkami. Jeszcze
w końcu X I X i w I poł. X X w. Kościół poprzez duchownych,
tym razem głównie z ambony, lecz nierzadko z pomocą
sądów walczył nadal ze znachorami, znachorkami, wróżami
itp., traktując ich zawsze jako czarowników, czarownice.
Słynna na Pokuciu wróżka, Jewdokia Bończuk, uchodziła
także za czarownicę, czemu sprzyjało to, iż była „w ciągłej
wojnie" z Kościołem, żandarmerią, często wzywana była do
sądu, który nakazywał, żeby zaprzestała praktyk. Znany na
Mazowszu znachor Ludwik Organowski z ok. Makowa,
zwalczany był przez duchowieństwo. Jeden z księży napięt­
nował go z ambony jako sługę diabła. Dało to taki skutek, że
wieś podzieliła się na dwa obozy: jedni widzieli w nim
świątobliwego, obdarzonego łaską niebios znachora, inni
- wspólnika diabła, któremu zaprzedał duszę. Pewnej biało­
ruskiej wróżce pop zakazał leczyć i wróżyć. Ta słuchając
poleceń popa nie leczyła w dni postne, ale zdarzało się, że
i wtedy dawała wodę i zioła ch orym, pod warunkiem jednak,
iż wezmą oni grzech na siebie.
Na przekształcenie wierzeń o znachorstwie, kołdowstwie
i wiedźmostwie zezwalała logika tych systemów wierzenio­
wych. Według powszechnej wiary znachorzy w zasadzie
czynili dobro, odwracali nieszczęścia, ale czasem w gniewie
zaszkodzili, powodowali nieszczęścia. Kołduni, wiedźmy,
wiedźmaki, strzygi, bosorki itp. z reguły wyrządzali zło,
działali na szkodę ludzi, lecz czasem też pomagali w nie­
szczęściu. Bowiem, zgodnie z szeroko rozpowszechnionymi
przekonaniami, kto potrafi zdjąć czar, wyleczyć, odwrócić
zło, umie również czarować (szkodzić), zwłaszcza w najbliż­
szym otoczeniu. Z tym łączy się rzadka działalność znacho­
rów na rzecz własnej wsi, utrzymywanie w tajemnicy swego
rzemiosła. Dlatego też wieś nie zawsze traktowała poważnie
swoich znachorów, podejrzewała ich o to, że służą nie tylko
Bogu, ale i diabłu. W niektórych okolicach Wielkopolski,
Podlasia, Mazowsza wierzono, że „ m ą d r a " z łaski Boga
leczyła, nigdy nie szkodziła, lecz w tej samej wsi jedni uważali

119

I

�ją za znachorkę, inni za czarownicę. Część mieszkańców
Zaleczą Wielkiego (pow. wieluński) była przekonana, iż
guślarz trzymał ze „złym", pozostali - że z Bogiem, „bo
odmawiał świętości". Na Łemkowszczyźnie znachorzy, aby
oddalić wątpliwości chłopów czy czarują z Bogiem czy bez
niego, demonstrowali swą religijność. Wydaje się jednak, iż
przynajmniej niektórzy z nich wierzyli w to, że służą
jednocześnie Bogu i diabłu. Najsłynniejszy na Witebszczyźnie znachor-wiedźmak, tzw. „Staraselski C i f ", który leczył,
zdejmował czar, nasyłał choroby na wrogów swoich klien­
tów, nie chodził do cerkwi, ale zbudował kapliczkę. Jednakże
wiara w to, że jest możliwe służenie jednocześnie Bogu
i diabłu stoi w jawnej sprzeczności z dominującym jeszcze
w X I X w. wierzeniami, iż znachorzy zawdzięczają swą moc
i zachowują ją dzięki wyłącznemu związkowi z Bogiem,
świętymi, Kościołem, natomiast kołduni, wiedźmy czarują
tylko z pomocą nieczystej siły, wyrzekają się Boga i Kościoła.
Ponieważ znachorów z kołdunami i wiedźmami łączyła
umiejętność leczenia, wróżenia, zamawiania, czarowania,
jednych i drugich nazywano „zażegnywaczami", „szeptuchami", „prymiwnykami", „wróżami", „worożbytami",
„czarodziejami", „zielarzami", zielarkami" itp. Czarowni­
kami, czarownicami mogły być określane nie tylko te osoby,
które szkodziły z pomocą nieczystej siły, ale wszyscy ci,
którzy dysponowali mocą większą od zwykłych ludzi. Bo­
wiem słowo „czar" znaczyło moc, złą i nieczystą siłę,
„czarować" - wyrządzać zło lub zadać, uczynić, odczynić,
odrobić. Także słowa znaczące „lekarza", „leczenie" obej­
mowały czarownika, czar, wróżenie, zamawianie. Przekon­
anie, że wiedza magiczna znachorów, wróżów, kołdunów itp.
pochodzi z zaświatów (wyraju) utrwalone zostało w ich
nazewnictwie: „vyraj" - znachor, czarownik, „vyrit" - naszeptywać, zamawiać, zajmować się znachorstwem, wróżyć,
czarować. Wiara w ich nadzwyczajną wiedzę została od­
zwierciedlona w nazwach typu: „znachor", „wiedźma",
„mądra" wywiedzionych od słów znaczących wiedzę, mąd­
rość. Ukraińcy i Białorusini zwali znachorem zarówno
„świętego", „bożego człowieka", jak i tego, który swą
wiedzę i moc zawdzięczał diabłu.
Pomimo tego na Słowiańszczyźnie powszechnie odróż­
niano tych, którzy trudnili się oddalaniem nieszczęść od tych,
co owe nieszczęścia powodowali. Sami znachorzy przeciw­
stawiali się kołdunom, wiedźmom, bosorkom, upiorom itp.
O tym, że jedni uważali się za znachorów, inni za czarow­
ników i za takich brało ich otoczenie decydowało przede
wszystkim to, jakim nieziemskim mocom zawdzięczali swą
wiedzę i umiejętności magiczne, w konsekwencji czego pełnili
(niezupełnie) odmienne funkcje. Według Ukraińców zna­
chor i worożbyt związani byli z Bogiem, nic nie mieli
wspólnego z czartem, uważali ich za świętych ludzi, którzy
nic złego nie robili, choć mogli; rządzili wiedźmami i czarow­
nikami, walczyli z nimi oraz ze zmarłymi, a przy tym zawsze
zwyciężali ze złem. Pewna rosyjska kołdunka (Maria Szerstjukowa) zaczęła chodzić do cerkwi, leczyć za pomocą traw,
zamówień, przestała czarować, bo miała przekazać wiedzę
innej osobie - „peredela svoich ćetej, teper' ne możet'"
(szkodzić) - objaśniali chłopi. W krakowskim czarownica
zwracała diabłu ser, on rzucał w nią jajkami, które otrzymał
od niej, gdy uczył czarowania, przez co zrywała z nim
związki, przestawała być czarownicą.
Związek znachorów z niebem, Bogiem i świętymi a koł­
dunów, wiedźm z nieczystą siłą, królestwem zmarłych tłuma­
czy często wyrażane przekonanie, że są oni sobie wrodzy. Na
Witebszczyźnie bano się chłopa, który wystąpił przeciwko
znachorowi i brano go za wiedźmaka. Słowacy i Czesi
z chorobami „porobionymi" przez czarownice szli najpierw

120

do bosorek a następnie do przeciwstawianych im ,,vedomkyni", „bohyni", chłopa-chirurga. Wsch. Słowianie wzywali
znachorów lub osoby duchowne do chorób spowodowanych
przez diabła (np. egzorcyzmowania padaczki), zniszczenia
czaru (np. „załomu") kołduna czy wiedźmaka. Za pomocą
gromowej strzałki likwidował czar kołduna rosyjski znachor.
W związku z powszechnymi przekonaniami, że burze nasyła­
ją kołduni, wiedźmaki, czarownice, że mają oni także moc
nad gadami, warto odnotować jeszcze, iż w ok. Starego
Sambora „chmurnyk" rozpędzał burze „w imię Michała
Archanioła" i miał przy sobie kawałek żelaza, a rosyjski
znachor trzymał żelazo za pasem w trakcie zamówienia
ukąszenia żmisji (w którym to zamówieniu wzywał pomocy
św. Jerzego, Michała Archanioła, św. Ilję, Chrystusa itp.).
Znamienne jest właśnie wielokrotnie w różnych miejscach
odnotowywane przeciwstawienie antagonistom znachorów
gromu: według tatrzańskich górali grzmi, gdy baca wyrzeka
się Boga; wspomniany „Staraselski C i f " bał się burzy
i gromów; zdaniem Białorusinów nieustanna błyskawica
wyróżniała noc po św. Ilji - wówczas odbywał się główny
sabat wiedźm. Wiara Ukraińców i Białorusinów, iż kowal
jest najlepszym znachorem, którego boją się wszystkie
wiedźmy, który znęca się nad nimi, można zestawić z mito­
logicznymi wyobrażeniami Gromowładcy, bądź jego pomo­
cników jako kowali w indoeuropejskich tradycjach; w folk­
lorze wsch. Słowian św. Kuźma-Demian (w niektórych
wersjach, np. Adam), w bułgarskich pieśniach i rumuńskich
bajkach zaś św. Jerzy jako „pierwsi kowale" niegdyś walczyli
ze Smokiem (lub też z Babą-Jagą, czartem, wiedźmą itp.) za
pomocą rozpalonego do czerwoności żelaza, złotego młota
itp., który to pojedynek kończyło pokonanie przeciwnika
„boskich kowali".
Już na tej podstawie widzieć można w postaci znachora
funkcjonalne przedłużenie obrazu Gromowładcy, a w jego
przeciwnikach transformacje mitycznego antagonisty Boga
Gromu.
Mitycznym przeciwnikiem Piorunowładcy był na grancie
wschodniosłowiańskim w okresie pogaństwa Wołos - Weles.
Prawdopodobnie jego kapłanami byli wołchwy, na co wska­
zują etymologiczne i semantyczne związki imienia tego boga
(„Volos") i jego czarowników („volchv"), nawiązujące do
włosów, skóry. Ten związek odzwierciedlają zwłaszcza diale­
kty północnej części wsch. Słowiańszczyzny, gdzie szczegól­
nie rozpowszechniony był kult Wołosa i skąd (głównie
z Jarosławia, Smoleńska, Nowogrodu) pochodzili wołchwy.
Postać wołchwa przypomina szamana: w ekstatycznym
stanie przywoływał duchy, bogów, jak szaman padał na
ziemię, leczył, wróżył, czarował; miał władać tak nadzwy­
czajną wiedzą tajemną, że potwierdzają to letopisy. Zaraz po
przyjęciu chrześcijaństwa byli oni zwalczani oraz ze starą
religią, ale zdołali dość długo przetrwać poza miastami. To
właśnie na zespole wierzeń i praktyk związanych z tymi
kapłanami Wołosa wyrosło kołdowstwo i wiedźmostwo
u wsch. Słowian.
Postać rosyjskiego kołduna i białoruskiego wiedźmaka
może więc uznać za historyczne, po części funkcjonalne
przekształcenie postaci kapłanów Wołosa. Wyjaśnia to
szereg charakterystycznych ich atrybutów i funkcji. Przede
wszystkim zakres działań kołdunów i wiedźmaków: czary,
wróżenie, leczenie, związek z wodą (władanie deszczem,
burzą), królestwem zmarłych, przeciwstawianie ich znacho­
rom i Gromowładcy odpowiada charakterystyce wołchwa
i Wołosa. Rosjanie, Białorusini, a także m.in. Łemkowie,
Słowacy traktowali kołdunów, wiedźmaków, czarowników
jako specjalistów od chorób bydła, co koresponduje z funkc­
jami Wołosa - opiekuna stada, boga bydlęcego. Podobnie

�jak wołchw rosyjski kołdun i białoruski wiedźmak działali
w ekstazie, uniesieniu, opętaniu. Wołchwy osiągali ekstaty­
czny stan za pomocą środków narkotycznych. Natomiast
rosyjski kołdun osiągał podobny stan wypijając spore ilości
wódki. Nieodłączną cechą rosyjskich kołdunów, białorus­
kich wiedźmaków i wiedźm, łemkowskich baczów-znachorów, znachorów z Puszczy Sandomierskiej, z ok. Kielc itd.,
było to, że byli pijakami i pijani przystępowali do roboty.
Rozpoznawczymi cechami królestwa zmarłych była m.in.
ślepota, milczenie, chromość, włochatość, głupota, ale i mąd­
rość, brzydota, ale i piękno. Dlatego też powierzchowność
i cechy charakteru czarowników i czarownic bardziej przy­
pominają istoty „tamtego świata" niż ludzi. Charakteryzo­
wały bowiem te postacie złe (przenikliwe, zaczerwienione,
mętne, ponure) oczy, wzrok dziki (wilczy, latający), pat­
rzenie spode łba, unikanie wzroku ludzi, posiadanie „kozioł­
ków" w oczach; zły język, głos chropawy, rozmowy z samym
sobą (a właściwie z diabłem), milczenie; byli dotknięci
paraliżem, zgarbieni, mieli za dużo lub za mało palców;
twarz ich była odrażająca, stara, bądź przeciwnie: byli
młodzi, piękni, nie starzeli się: byli nadmiernie owłosieni,
o zrośniętych brwiach, długich, skołtunionych lub rozpusz­
czonych włosach, mieli długie brody i wąsy (także czarow­
nice); byli nadmiernie pobudliwi seksualnie; źli, mściwi,
stronili od ludzi, cieszyli się z nieszczęść, smucili szczęściem;
ubierali się śmiesznie, inaczej niż pozostali ludzie. Niektóre
z tych atrybutów (np. broda, długie włosy, chromość,
małomówność) charakteryzują również znachorów, analogi­
cznie jak wiele cech i funkcji łączy Gromowładcę z jego
mitycznym antagonistą.
W tym kontekście naturalną jest rzeczą, że Polacy, Czesi,
Słowacy, Ukraińcy, Białorusini, także m.in. Słoweńcy zna­

chorów, balników, worożbytów, czarowników, charakterników, wiedźmy, strzygi, bosorki itp., od których zależał los
ludzi i którzy kierowali sprawami „tego świata", nazywali
„bogami", „ziemskimi bogami". Tak to wyjaśniali Huculi:
„Pań Bog, toj, śo s'vit uves trimae, tot śo nad nami ne goden
sevo zrobiti - śo licha duśa, tiki e znachori... Se Zelena uże
mae tich zemlenich bogiv. Tuj sami cirivniki, ta tarachterniki
- Boże prosti" (29, s. 103-104). Nie dziwią zatem nierzadkie
opowieści o próbach ożywiania zmarłych, a nawet stworze­
nia człowieka przez ziemskich bogów. W gub. niżgorodzkiej
opowiadano, iż dawno temu żył czarodziej Brus', który wiele
„chytrości" znał i czynił, aż doszedł do tego, że chciał
stworzyć człowieka. W tajemnicy zrobił ciało człowieka,
chciał włożyć weń duszę, ale podpatrzyła to jego żona,
uderzyła tę formę, zniszczyła ją.
Formuła „dawno temu", otwierająca wiele tekstów folk­
loru, odniesiona do opowieści o ziemskich bogach ma
podwójny walor. Sakralizacja przeszłości, traktowanie Po­
czątku jako praźródła mocy magicznej tłumaczy wielokrot­
nie odnotowywane przekonania, iż dawniej żyli potężniejsi
znachorzy, kołduni, wiedźmy. Ponadto w I I poł. X I X
i w I poł. X X w. w wielu stronach nie było już wcale, bądź
tylko nieliczne osoby trudniące się znachorstwem, kołdowstwem czy wiedźmostwem. Rozkład dotychczasowej kosmo­
logii, w konsekwencji także solidarności grupowej - zna­
miennej dla społeczności chłopskich, sprawił, iż w oczach
otoczenia praktyki współczesnych „znających" odbiegały od
- pamiętanych jeszcze, branych za wzór - praktyk dawniej­
szych ziemskich bogów. To także może tłumaczyć stopniowe
porzucanie znachorów, wróżów czy czarowników przez
chłopów, coraz częstsze już w końcu X I X w. wizyty chorego
chłopa u lekarza.

BIBLIOGRAFIA
(wybór)
1 Anickov E. V... Jazycestvo i ilrevnaja Rus', S-Petcrburg 1911
2 Badura W., Wiejscy lekarze, „Lud" l . 9, 1903

23 Kuzela Z.. Dytvna v zvycajach i viruvunijacli ukrainskoho narodu,

„Materiały do ukrainskoi etnologii", t. 8, 1906 i t. 9. 1907

3 Baranowski В., W kręgu upiorów i wilkołaków, Łódź 1981

4 Bilij V.. Opoviat/uiiija ukraińskich zumiral'nikiy, „Enografićnij Zbirnik". kn. 9, 1930
5 Bogalyrcv P.. Voprosy teorii uarodnogo isskustva, Moskva 1971
6 Bogdanowie A. E., Pereźilki dremjago mirosozercanija u Belorussoy',

Grodna 1895
7 Boltarovic A. E., Z narodnoi medicinii ukrainciv Polissja, „Narodna
8 Bystroń J. St., Dzieje obyczajów w dawnej Polsce, t. I I , Warszawa 1976
9 Cajkanova E„ Z.yyky. Гш/ove liecenie. (w.) Banicka detlina Żakarorce.

red. J. Mjartan, Bratislava 1956
10 Ćubinskij P. P.. Trudy etnograficesko-slaiistiieskojckspedici
ną- Russkij kraj. t. I . Sankt-Pclerburg 1872

K., Znuchorstwo

w Samborskiem,

v Zapad­

„Lud",

t.

33.

12 Fcderowski M., Lud białoruski na Rusi litewskie, t. 1, Kraków 1901

13 Gnatjuk V., Poclioronni zvihii i obriadi, „Etnograficnij Zbirnik", t.
31 32, 1912
14 Horvathova-Cajkanova E., Lieeebne praktiky carodejnic nu serero-zupadnom Slovcnsku v prvej polovicii 19 stor, „Slovenskv Narodopis", r.

7, 1959
15 Horvathova F.., Abergkiubische yorstelhmgen uber die Natur und
ubcrnaturliche Wesen, (w:) Die Slovukisce Volkskultiir, hsg, E. Horvathova,

U. Urbancova, Bratislava 1972
16 Ivanov P.. Nurotlnye razskuzy о ved'mach i upyrjach',

„Sbornik

Chur'kovskogo istoriko-filologićcskogo obsecstva", t. 3. 1891
17 Karlowie/. J.. Czary i czarownice w Polsce, „Wisła", t. I , 1890
18 Kisielewska A„ Wojciech Rtichwal - planemik z Przysietnicy, (w:)
Między dawnymi a nowymi łuty... Studiu folklorystyczne,
pod red. R.

Górskiego i .1. Krzyżanowskiego. Wroclaw 1970
19 Kisielewska A., Czarownik pogody z Lachowic, „Roczniki Muzeum
Etnograficznego w Krakowie", r. 8, 1983
20 Klaniczanay G.. Elementy szamanisłyczne

w wiedimostwie

Środkowej

Europy, „Euhcmcr Przegląd Religioznawczy". 1984, nr 4 (134)
21 Kolberg O.. Dzieła wszystkie, t. 1 -68, Wroclaw 1961 1975
22 Kuchowicz Z., Leki i gusła dawnej wsi. Warszawa 1954

w Polsce w XV

25 Milicevie, 7A\ot srbu seljaka, „Srpski etnografski zbornik", kn. I ,
1894
26 Nikiforovskij К. J., Nećisłiki. Vil'na 1907
27 Nikitina А.. К voprosu о nisskicli kołdunach, „Sbornik Muzeja
Antropologii i Etnografii", t. 8. 1928
28 Oniśćuk A.. Muterijuli

ivorcisl' la etnografija", 1986, nr 2, (1989)

11 Dobrjański
1934 1935

24 Koranyi K„ Czary i gusła pod sądami kościelnymi
i pierwszej polowie XVI wieku, „Lud", l . 26, 1927

tło gucul'skoi

dcmonol'ogii, „Materiały do

ukrainskoi etnologii', t. U, 1909
29 Oniśćuk A., Z uarodnogo żitja Guculh; „Materiały do ukrainskoi
etnologii", t. 15, 1912
30 Piotrowicz St., Znaelwrka

i wróżka Jewtlokiu Bojczuk, „Lud", t. 13,

1903
31 Rak St., Nieco o magii w lecznictwie ludowym, (w:) Prace i materiały
z badań etnograficznych, Rzeszów 1968
32 Reinfuss R., O łemkowskich worożkuch. baczuch, czarowikach, „Mu­

zeum Budownictwa Ludowego w Sanoku", 1984, nr 28
33 Reznićek V., Lidovi lekaii

Pichove

(Pechanovce)

na

łloiickach,

„Cesky Lid", r. 21, 1911
34 Rubinskij N.. Znacharstvo

v' Skopinskom' i Dankovskom' uezdacli'

Rjazuuskoj guberni!, „Żivaja Starina", G. 6, 1896
35 Sarnecki M.. Znachory na Ukrainie. „Wisła", t. 1, 1890
36 Setkowicz J., Babiogórski haca-zuachor, „Lud", t. 67, 1983
37 Słomka J., Pamiętniki włościanina, Kraków 1929
38 Spittal St.. Lecznictwo ludowe w Zaloźcach i okolicy, Tarnopol 1938

39 Świętek .1., Lud nudrabski. Kraków 1893
40 Sejn P. V., Materiały dlju izucenija byta i jazyka nisskogo miseleniju
SeyerojZupudnogo kraju, t. I I I , Sankt-Petcrburg 1891 1893
41 Slubski Al., Matur'jalyda yyyucen'ja foTkljoru imovy vicebscyny, C l .

Minsk 1927
42 Tokarev A.. Religioznyje verovanija vosiocnoslavjanskich
narodov
XIX uuculu XX veka, Moskva 1957
43 Udziela M„ Medycyjna i przesądy lecznicze ludu polskiego, Warszawa

1891
44 Wollman F'., Vampyyrickepovesti

v ob/usti stfednoevropske. „Narod-

nopisany Vestnik Ceskoslovcnsky", r. 14 18, 1921- 1926
45 Zelnin D. K., Ocerki russkoj mi/b/ogii. Pctrograd 1916

121

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10508" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10486">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/209149825be256be0e9831903ec99543.pdf</src>
        <authentication>1869f8982b04872014d33a70d5fd7bd5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125126">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2494</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125127">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2317</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125129">
                <text>Notatki z podróży po Polsce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125130">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.122-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125131">
                <text>Różycki, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125132">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125133">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125134">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125135">
                <text>Notatki z podróży po Polsce
Andrzej Różycki
Spicymierz. Zwyczaj układania dywanów kwietnych
przed procesją Bożego Ciała
Obserwuję bacznie wszelkie zjawiska z obszaru obrzędów
i zwyczajów ludowych^ czynię to można by powiedzieć
z nawyku zawodowego. Siedzę te tradycje i zwyczaje również
z głębokiego przekonania, iż jest to bardzo istotna część
możliwości rozumienia swojego narodu. Jest to właściwy
smak i barwa kraju. Bez pewnych zwyczajów i zachowań
ludowych życie narodu się kurczy, spłaszcza, szarzeje i wysy­
cha.
Zawód reżysera filmowego, o specjalistycznej orientacji:
rejestratora obrzędów ludowych, w kraju kapitalizmu pełną
gębą europejskiego, okazuje się zupełnie zbędny czy też
wstydliwy. Co mam jednak robić, pasja obserwatora pozo­
stała, stąd i fotografia dokumentacyjna.
S p i c y m i e r z , mała wioska i zarazem parafia leżąca tuż
koło Uniejowa, nad Wartą (woj. konińskie). Obrzęd znany
nielicznemu gronu etnografów i to nie wszystkim nawet ze
swojego regionu.
Zwyczaj zdobienia, dekorowania trasy, w tym ścielenia
i układania kwiatów, przed procesją w dzień Bożego Ciała
w Spicymierzu ma długą tradycję, z pewnoścą sięga grubo
ponad 100 lat. Jest to jedna z niewielu tradycji obrzędów
ludowych w Polsce, która pozytywnie ewoluuje i rozrasta się.
Zwyczaj ten w latach międzywojennych pamiętany był jako
obrzęd sypania piaskiem wzorów na trasie całej procesji. Po
wojnie, trudno powiedzieć dokładnie kiedy to nastąpiło,
informatorzy różnią się w relacjach kiedy zaczęto układać
wzory kwietne. Prawdopodobnie nastąpiło przenikanie
dwóch technik: sypania piaskiem i układania kwiatów, by
z czasem w latach pięćdziesiątych przejść całkowicie na
układy kwietne. Tradycja ta z całą pewnością rozrasta się
a forma układów kwietnych, jak i udział kwiatów szlachet­
nych, ogrodniczych wzrasta wzbogacając sypane wzory
z kwiatów natury: z pól, łąk i drzew. Mówią o tym relacje
mieszkańców i obserwatorów tego obrzędu. Są jeszcze dwa
elementy potwierdzające wzbogacania się tradycji. Z roku na
rok wydłuża się trasa procesji, gdyż więcej ludzi chce mieć
swój wkład w zdobienie szlaku procesji. Drugi powód
rozrastania się zwyczaju, to fakt iż zaczyna przyjeżdżać coraz
więcej „obcych" obserwatorów tego kwietnego święta. Z te-

122

go samego chyba względu, czas procesji przeniesiono na
godziny popołudniowe, godzinę szesnastą. Dziś trasa liczy
ponad 1 km drogi usłanej kwiatami.
Układ kwiatów na drodze jest najrozmaitszy i zależy od
inwencji gospodarzy danego odcinka. Mamy więc kwiaty
polne i kupne, szklarniowe. Układane są one we wzory
geometryczne, rytmiczne, w pewne obrazy symboliczne:
serca, Hostie, Baranki Boże itd. Bywają napisy o treści
religijnej. Jakże to wszystko kolorowe i na dodatek pach­
nące. Jest to jedno z barwniejszych świąt jakie znam. Jedna
z najwspanialszych form obrzędów ludowych, w którym
hołd Bogu spełniany jest poprzez ofiarę darów natury, darów
Boga właśnie.
Ta tradycja ze Spicymierza jest całkowicie nieznana gdzie
indziej w Polsce. Sądzę iż taki obrzęd nieznany jest w więk­
szości krajów europejskich. Pewne nikłe naśladownictwo
tego zwyczaju napotkałem w dwóch blisko leżących Spicy­
mierza miejscowościach i jest to ewidentne naśladownictwo
tegoż. W Piekarach, parafii leżącej poniżej, jest dywan
kwietny długości 200 m. W Poddębicach mieście leżącym
najbliżej Uniejowa układane są kwietne dywany o wymia­
rach ca 5 x 7 m przy każdym z ołtarzy.
Święto i ten właśnie obrzęd może zafascynować i wzruszyć
głównie przez tak bardzo czytelną ideę hołdu ofiary religijnej
Bogu, spełnianej darami bożymi.
Krynki i okolice
Trudno nie wspomnieć o samej miejscowości pełnej poezji
i niedomówień jak przystało na osadę kresową. Nie będę
opisywał atmosfery i klimatu tego miasteczka-wsi, zadanie
to raczej dla wyrafinowanego pisarza, ograniczę się jedynie
do podania kilku faktów historycznych. Te dane przypo­
mną, iż Krynki to jedna z istotniejszych miejscowości na
mapie białostocczyzny, która onegdaj była „sercem europej­
skiego (czytaj: światowego) żydowstwa". Cytuję za Toma­
szem Wiśniewskim historykiem i publicystą, znawcą tematu.
Mimo iż jestem wytrawnym poszukiwaczem i wędrowcem,
nie znam drugiej takiej miejscowości (tej z grupy kilku­
tysięcznych), która miałaby 12 dróg wyjazdowych a także
specjalnie skomponowany sześcioboczny olbrzymi rynek. Te
12 dróg-ulic to chyba jednak bardziej symbol i swoista

�manifestacja niż prawdziwa funkcja. Powędrowałem kilko­
ma z tych ulic, po rogatkach szybko zamieniają się w polne
drogi. Tak naprawdę liczyła się tylko trasa Białystok - Grod­
no. Dziś ten trakt nie istnieje, Krynki to ostatnia miejs­
cowość granicząca z Białorusią. Jeżeli zważy się, że w latach
osiemdziesiątych ub. wieku 85% mieszkańców stanowili
Żydzi to w dużej mierze tłumaczy strukturę miasta. Było to
swoiste centrum handlowe, z ogromną ilością kramów na
środu rynku, dziś już nie istniejących. W Krynkach znaj­
dował się jeden kościół rzymsko-katolicki, jedna cerkiew
i kilka bóżnic i synagog. Do 1939 r. funkcjonowały: Duża
Synagoga (Beth Ha Knesth), Duży Beth Midrasz, Beit Tefila
,,Chajej Adam" (Życie Człowieka), Jenles Beth Midrasz,
bóżnica Słonimskich chasydów, Kaukaski Beth Midrasz oraz
Chasodim Sztib Beth Midrasz (cyt. za: T. Wiśniewski:
Bóżnice
Bialostoczcyzny).
Żydzi osiedlili się w Krynkach już w początkach X V I I w.
i w połowie tego stulecia mieli zorganizowaną gminę.
W połowie X I X w. zaczęto produkować tekstylia i założono
garbarnie zatrudniające żydowskich robotników i tutaj
powstał jeden z pierwszych żydowskich związków zawodo­
wych. Żywa była działalność partii politycznych, m.in.
Agudat Syjon. W Krynkach rozwijał się ruch rewolucyjny,
w 1905 r. doszło nawet do utworzenia Republiki Kryńskiej,
przy czym władza czasowo przeszła w ręce robotników.
W okresie międzywojennym działało na tym terenie kilka
silnych organizacji komunistycznych i syjonistycznych przy­

gotowujących Żydów do emigracji i pracy w systemie
palestyńskich ki buców. Wszystko to niechybnie nie bez
związku z powstaniem kilku szkół żydowskich, m.in. Tarbut
i kilku klubów sportowych jak: Makabi i Bar Kochba.
Krynki dotknęły bolesne doświadczenia wojenne, z około
5000 mieszkańców w 1939 r. zostało 300 w 1944 r. Z trudem
dochodzi do siebie, jednak niewielkie ma szanse rozwoju,
onegdaj znaczące miasto na ruchliwym szlaku Rzeczpo­
spolitej Wschód-Zachód, dziś ostatnia osada przed zamknię­
tą granicą z Białorusią. Liczy około 2000 ludzi i pozostaje
nadal stolicą gminy. Nie tylko same Krynki są ciekawe, ale
cała gmina, tworząca mozaikę wielu kultur, tradycji i religii.
Jest kilka cerkwi wraz z jej białoruskimi wyznawcami. Są
Kruszyniany. z X V I I wiecznym meczetem oraz mizarem,
cmentarzem mahometańskim. Tatarów osadził w 1679 r.
król Jan I I I Sobieski, nadanie dotyczyło również sąsiednich
wsi Nietupa i Łużany.
Z tej gminy, z grzybowszczyzny, pochodzi Eliasz Klimontowicz, samozwańczy prorok - święty Ilia, który uwiódł
biednych, choć mocno rozmodlonych chłopów, fantastyczną
ideą budowania Nowego Jeruzalem w osadzie Wierszalin.
To dziw, że na tak nieurodzajnej ziemi, gdzie same piaski,
lasy. i kamienie polne, gdzie na przednówku pieczono chleb
pół na pół z mąki i kory brzozowej a zupę gotowano na
myszach, powstawała tak intrygująca kultura, porywające
idee, i wyraziste osobowości. Tu z pewnością funkcjonuje
pewna zasada, ku której się skłaniam - teoria kontrastowego

123

i

�dopełniania się (nie wszędzie sprawdzalna, tutaj zdecydowa­
nie tak) - przy ubóstwie pojawiają się wielkości duchowe. To
tu znajdują się najuboższe cmentarze żydowskie z najuboż­
szą formą pomników nagrobnych z pojedynczych kamieni
polnych z amatorskim rytem krótkich hebrajskich inskryp­
cji. Najuboższa forma nagrobków, biorąc pod uwagę reguły
religii judajskiej. Ale to właśnie tutaj, w samych chociażby
Krynkach, powstają wyjątkowe monumenty kultury żydow­
skiej jakim są potężne w bryle synagogi. Podobnie jest
w Tykocinie i Orli. Tym bardziej trudne to do zrozumienia,
gdy się zważy, iż prawa budowlane władz chrześcijańskich
zabraniały stanowczo wywyższenia się tych budowli ponad
świątynie katolickie czy też cerkiewne. Można się tylko
domyślać jakich to sztuczek prawnych, sofistycznych używa­
no by mogły powstać te synagogi. Tak na marginesie, Wielka
Synagoga w Krynkach powstała cała nie z czego innego, jak
właśnie z głazów polodowcowych.
Na białostocczyźnie mamy do czynienia z większą ilością
najdziwniejszych spotkań, styków i przenikań kultury pol­
skiej, białoruskiej i żydowskiej. To również tutaj niedaleko,
bo kilkadziesiąt kilometrów od Krynek w Knyszynie znaj­
duje się najniezwyklejszy cmentarz, jaki w życiu odwiedziłem
o jakim słyszałem czy też czytałem. Otóż ten cmentarz
żydowski znajduje się nie gdzie indziej jak na g r o b 1 а с h...
Tak, tak, na wąskich pasach ziemi, sztucznie usypanych
wałach odgradzających poszczególne partie stawów. Cmen­
tarz jest rozlokowany na wąskich pasmach ziemi, szerokości
25—30 m a długość uzależniona jest od długości stawów
hodowlanych. Brzegi grobli-cmentarza stromo urywają się
nad wodą. Szczerze mówiąc nie znam faktów historycznych

124

i nie wiem, czy to był „żart" ziemskich „łaskawców"
darujących gminie tę „ziemię", czy też dzierżawca (bądź też
właściciel) podarował najniezwyklejszy teren pod miejsce
pochówku współwyznawców Jehowy. Faktem jest i dowo­
dem zarazem, że status ekonomiczny i prawny tutejszych
Żydów był bardzo mizerny. Jako nagrobek stosowano
również kamienie polne - polodowcowe.
Kamienne macewy z Krynek
Zdjęcia przedstawiają macewy znajdujące się na żydows­
kim cmentarzu w Krynkach. Macewy zostały zrobione
z najprostszego materiału, z dużych kamieni polnych zalega­
jących w olbrzymiej ilości pola, a raczej miedze i nieużytki.
Dziś są już przez wiele pokoleń zniesione z pól. Te kamienie-macewy mają swoje znamię, inskrypcje mówiące w języ­
ku hebrajskim o pochowanym człowieku. Mam niejaką
nadzieję, że te zdjęcia mówią wszystko. W tym i to, że te
kamienie przeszły przedziwną drogę i ewolucję.
Te kamienie - tablice pamięci zatoczyły olbrzymi krąg
przeistoczenia. Doskonałość kształtu uzyskały przez funkcje
służebne, będąc kulami tocznymi przez masy niszczyciels­
kiego lodowca taranującego wszystko na swej drodze. Pozo­
stały po ociepleniu klimatu w miejscach zupełnie przypad­
kowych. W momencie gdy nadszedł do tych miejsc człowiek
i zaczął wprowadzać kulturę agrarną, kamień spełniał jedy­
nie rolę przeszkody, stając się zawalidrogą dla motyki
i lemiesza. W obszarze sacrum jakim z całą pewnością było
pole, bowiem dawało chleb, nie było miejsca na profanum
jakim była bryła skalna, kamień narzutowy. Kamień polo-

�dowcowy musiał więc zostać zepchnięty na miedzę, na
nieużytek — obszar profanum. Przy kulturze rolnej trwał
tam przez wiele pokoleń, przez wieki. Stąd, ku uciesze
chłopa, wyciągał go domorosły kamieniarz i po minimalnej
obróbce (ścięciu lica) najczęściej używając go całego, takiego
jakim go uformowała przygoda lodowcowa, wykuwał heb­
rajskie inskrypcje. Kamień uzyskiwał indywidualny charak­
ter. Dostawał imię. Postawiony na cmentarzu, wieńczy grób
zmarłego Żyda, wchodzi w rejon wyjątkowej wartości,
pełnego sacrum. Kamień spełnia podwójną rolę - kulturową
i religijną, zaczyna przynależeć do sfery czysto duchowej.
Holokaust zmieni tę sytuację zasadniczo, wprowadzając
na obszar cmentarza prawa pierwotne. Miejsce pochówka
zamienia się w nieużytek, szczerze mówiąc - w pastwisko,
w teren neutralny, obojętny dla nowych sąsiadów. Kamień
nagle traci swój awans, zostaje pozbawiony funkcji zarówno
kulturowych jak i sakralnych. Macewa-kamień porasta
mchem, zapada się, ginie w trawie. Cały rejon cmentarza
zaczyna przypominać obszar polodowcowy, do złudzenia
wygląda jak rezerwat geologiczny (jest kilka takich w Polsce
północno-wschodniej, w końcu niedaleko Krynek) nazywa
sieje „głazowiska", ślady pozostałości polodowcowych.
Koło całkowicie się zamknęło.
Kamienne macewy w Krynkach i wielu innych cmen­
tarzach żydowskich w tym rejonie geograficznym, to jedna
z wielu „przygód" jakie spotkały kamienie porzucone przez
lodowiec. Wydaje się jednak, iż ta nowa rola kamienia
oznaczająca przypisanie jednego kamienia jednemu człowie­
kowi, chociażby po śmierci, i tworznie znaku pamięci jest
w tym przypadku jedną z najwznioślejszych i najdramatyczniejszych.

Tych refleksji ogólnych - gdy myślę o kamieniach polnych
dla których tak wiele ról zaprogramował Dobry Bóg - jest
znacznie więcej. Zawsze ponosi mnie wyobraźnia, gdy
„widzę" etapy przymusowych podróży kamieni ze skalistej
Skandynawii. Na początku dramatyczne złamanie dum­
nych, potężnych gór, skruszenie i uprowadzenie przez lodo­
wiec, niesienie skał na sobie i pchanie przed sobą, by
następnie całkowicie zniewolić je pod sobą, tak że po drodze
całkowicie zmieniły charakter skał na nową formę i kształt
dzisiejszych kamieni. Po tajemniczej misji lodowca, ten się
topi, ginie i znika, zostawiając zbawienne dla człowieka
niecki wodne i kamienie tak liczne, że trudno przez wieki
myśleć o rolnictwie.
Chyba długo człowiek o kamieniach polodowcowych
myślał w kategoriach przeszkód i nieszczęścia. Pierwotny
„pogański" człowiek głównie jako „myśliwy" nie mógł
inaczej patrzeć na głazy stojące niespodziewanie w najrozmaitrzych miejscach, jak na objaw boskich sił i mocy.
Z czasem gdy człowiek stał się bardziej rolnikiem i poszerzył
swą wiedzę o istnienie również diabła, a kamień zdecydowa­
nie przeszkadzał w uprawach rolnych, niekiedy pojawienie
się kamieni-olbrzymów przypisywano diabłom.
Przez długi czas człowiek był bardzo zdezorientowany
istnieniem takich kamieni małych i dużych, przeważnie
krągłych, nijak w końcu kolorystycznie i strukturalnie nie
pasujących do tego, co dookoła. Nie dziwi mnie wierzenie (o
rodowodzie pogańskim), rozpowszechnione u chłopów
w Polsce północnej i centralnej, że kamienie rosną. No bo
i jak nie wierzyć w to, gdy co roku pod pługiem i bosymi
nogami co rusz pojawiają się nowe polne kamienie?
Dopiero człowiek uspołeczniający się i myślący konstruk-

125

I

�cyjnie zaczyna doceniać kamienie, by mogły mu służyć
i z czasem stać się bezcennym materiałem budowlanym i to
w obiektach zwanych dziś dziełami sztuki: zamkach, w mu­
rach, warowniach, świątyniach. Trochę później nieocenione
usługi oddał kamień w budownictwie ludowym.
Piszę o tym tylko sygnalizując zjawisko, i z niejakim żalem.
Kamień polodowcowy (podkreślam ten typ kamienia
— w końcu o ograniczonym regionie występowania) wydaje
mi się, iż miał ogromne zasługi w budowaniu cywilizacji
i stylów budownictwa romańskiego, gotyckiego i w pod­
stawach budownictwa również każdego następnego stylu.
Nie doczekał się nigdy zasłużonej uwagi naukowców: his­
toryków sztuki, architektów, etnografów czy innych piew­
ców - pisarzy, eseistów, poetów. Dziś kamień polny cał­
kowicie został usunięty z ambitnych planów architektonicz­
nych, a w budownictwie indywidualnym zepchnięty został
jedynie do wypełniania fundamentów, tak by żaden nie
wystawał ponad poziom ziemi. Wydawać by się mogło, że
„kariera" kamienia polodowcowego się skończyła...
Bardzo duże zainteresowanie kamieniami okazują ludzie
spod znaku Nowej Ery: geomanci, radiesteci, parapsycholo­
dzy, ezoterycy... To oni wiedzą, że kamienie mają różną moc,
mają swój plus i minus. Właściwe zakomponowanie kamieni
węgielnych występowało w budowie domu, świątyni. Złe
odpromieniowywanie zostało wyprowadzane na zewnątrz.
Imponuje mi ta wiedza, tak samo jak przejmuje i fascynuje
umiejętność dawnych mistrzów budowlanych. To wszak
pierwszymi wtajemniczonymi, tworzącymi zamknięte zwią­
zki i klany, pierwszymi wolnomularzami byli właśnie budow­
niczowie świątyń. A największą wiedzą było znanie wszyst­

126

kich tajemnic kamienia. Nie czas i miejsce na takie roz­
ważania, może kiedyś „Polska Sztuka Ludowa - Konteksty"
pokusi się o specjalną edycję poświęconą radiestezji, ezoteryce i część tych zjawisk opisze?
Mnie kamień polny jak sięgnę pamięcią intrygował i fas­
cynował.
Ktoś, kto zna moją twórczość fotograficzną może się
zdziwić, iż przedstawiam zdjęcia tak proste, surowe portrety
kamieni, kamieni-macew. Bez przetworzeń, bez zmian czy
opracowań kreacyjnych, bez działań, dzięki którym łatwiej
można by fotografię określić mianem sztuki. I chyba te
zdjęcia do tego nie aspirują. Wydaje się, iż wystarczająco
dużo jest w nich dynamicznej treści, by dodatkowo wzboga­
cać czy deformować je nową formą czy ekspresją.
Załączam zdjęcie z roku 1969, które jako jedno z nielicz­
nych nazwałem po prostu Kamień polodowcowy. Ta informa­
cja jest o tyle ważna, że wszystkie zdjęcia do tego czasu
i w tym czasie nazywałem poetycko. Zamiar zdjęcia był
praktycznie taki, z wielu bezimiennych głazów narzutowych,
ten jeden w otoczce naturalnych traw, dostał odemnie dawkę
ekspresji natury czysto fotograficznej, w tym czasie specjal­
nie nie praktykowanej tzw. pseudosolaryzację. Zabieg ten
miał dać odczucie siły promieniowania i mocy tego kamienia
jak i każdego innego zapomnianego kamienia polnego. Po
reperkusjach, zainteresowaniu i recenzjach osiągnąłem właś­
ciwe zamierzenie. Dziś mimo to wszystko wybieram i lansuję
kamienie z Krynek. I promocję, i pierwszeństwo w eks­
ponowaniu przyznaję pismu antropologicznemu a nie galerii
artystycznej czy fotograficznej. To też dla mnie dużo znaczy.
Cenię to pismo bardzo.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10507" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10485">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3e0c697e01be449f62d71069d4987514.pdf</src>
        <authentication>b897cfdf4a74767ba16d2badf0ec1812</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125116">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2491</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125117">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2314</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125119">
                <text>Filodzoon. Ciesząca się życiem - albo - Ogławianie. Kultura wierzby / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125120">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.90-99</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125121">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125122">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125123">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125124">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125125">
                <text>F I L O D Z O O N . Ciesząca się życiem
albo

OGŁAWIANIE. Kultura wierzby
Jacek Olędzki
„Witam cię, drzewo, ty najmniej cenione"
Tadeusz Lenartowicz, Na wierzbę, 5
„...A grajże mi piszczałeczko (...).
Uliniłem cię z wierzbiny"
Jan Kasprowicz, Moja pieśń

wieczorna,

brutalnego traktowania drzew przez podstawową reprezen­
tację Polaków - „lud". W omawianiu złożonej kwestii,
towarzyszyła autorowi od początku do końca, opozycja
naczelna: Germanie - Słowianie. Wiadomo, że w mitologii
skandynawskiej pochodzenie pierwszych ludzi jest roślinne.
„Według Eddy, Odyn stworzył pierwszych ludzi z jesiona
i olchy, drzew północy." Natomiast Słowianie, jeśli mieli
swoją genesis, to jest ona nieznana.
Moszyński poddaje śmiałej krytyce, dziś w niczym nie
kwestionowanej, głośne poglądy autora Złotej Gałęzi, Frazera, czy Mannhardta oraz licznych ich naśladowców (wymie­
nia przykładowo E. Anickova). Wychodzi z założenia - jakże
wówczas odkrywczego - że „kult bóstw, odprawiany pod
drzewami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew".
Z całą stanowczością stwierdza, że:
- religie starożytnych Greków i Rzymian nie znały „kultu
drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone
2

„Gdzie polem powiewa wierzbina, wiem, że się
Polska kończy lub zaczyna"
Kazimierz Laskowski, Wierzby 2,17-18

Pragnąłbym przypomnieć pokrótce bezcenne stwierdzenia
Kazimierza Moszyńskiego związane z wierzeniami i ogól­
nym stosunkiem Słowian do drzew.
Swoje stwierdzenia przekazał nam uczony językiem
wprost publicystycznym, emocjonalnie, będąc zapewne nie­
raz poruszony do żywego znanymi sobie świadectwami
1

90

I

3

�bogom)"
- etnograficzne poszukiwania w obrębie ludów ugrofińs­
kich, gdzie ,,nie zaginęła tam jeszcze religja pogańska,
wykazały zupełną nikłość kultu drzew"
- u ludów kaukaskich, w Afryce północno-wschodniej,
cześć okazywana pewnym drzewom wynika z uznawania ich
za miejsce („mieszkanie") przebywania istot czczonych.
Argumentację tę można uzupełnić o wyniki najnowszych
badań prowadzonych przez Mateusza Wiercińskiego w In­
diach.
Wszelako, mimo wspólnej ludom świata postawy, uzna­
wania drzew li tylko za przybytek („mieszkanie") istot
czczonych, również złowrogich demonów (nie wyłączając
diabła), dusz osób zmarłych, postrzegać należy różniący się
nieraz zasadniczo stosunek zarówno do tych istot, jak też ich
drzewnych siedlisk.
u Germanów z jednej a u Finów
z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny
szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian
nie ma ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów
oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach
wymierzano za obłupianie drzew z kory itp., pisano już
niejednokrotnie." 1 zaraz po tym przytacza słowa P. Mielnikova o Mordwinach, Czeremisach (Finach nadwołżańskich) oraz Czuwaszach: „Lubią te plemiona głuche lasy
i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy;
siec bezcelowo las - to, ich zdaniem, grzech wielki: według
ich starodawnego zwyczaju las jest mieszkaniem bogów. Las
niszczyć, - to znaczy boga obrażać, jego domostwo ruj­
nować, karę na siebie sprowadzać." Dalej, tenże Mielnikov
przeciwstawia Finom lub Czuwaszom Wielkorusa. „Dla
niego nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo po to tylko, by
wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzby drzewo,
obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypusz­
czenie oskoły (...). Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie
dlatego, aby obrać z nich żołądź na karmę dla świń." Sięga
również Moszyński do opinii o chłopie polskim. „Władysław
Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo:
'(•••) Już od dziecka (...) nożem wycina płaty kory świeżej
z bujnego świerka na »kozubki«, młode drzewka z pasją
kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, (...) i naturalnie
w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do
lasu ostaje..."' Kończy Moszyński charakterystykę słowiań­
skich animozji wobec drzew przytoczeniem sądu Fr. Kraussa
o Serbochorwatach - „drzewołupcy, złośliwi tępiciele la­
sów".
Różnice w stosunku do drzew między Słowianami a Fina­
mi i Germanami stanowią doniosłe zagadnienie, którego
istoty - według Moszyńskiego - nie sposób dociec poprzez
„przesłanki natury gospodarczej", albowiem każda z trzech
grup etnicznych od wieków zajmuje się rolnictwem i hodow­
lą. Aby nie popełnić błędu przedstawienia hipotetycznych
przyczyn owych różnic, uczony uznał, że sformułuje je na
końcu całego dzieła. Ponieważ wojna przeszkodziła w ukaza­
niu się czwartego tomu Kultury Ludowej Słowian, nie mamy
przyrzeczonego wyjaśnienia różnic między sąsiadującymi
grupami etnicznymi w ustosunkowaniu się do drzew.
W moim przekonaniu w brutalizacji stosunku Słowian do
drzew odnajdywać można z jednej strony świadectwo faktów
długiego trwania oraz z drugiej, faktów nie mających takiej
metryki, mających zaś nieraz najświeższą datę.
Być może w kulturze ludowej niektórych grup Słowian
(przede wszystkim bałkańskich), jako świadectwo faktów
odległych, jest rodzaj pamięci zbiorowej, archetypicznej,
goszczącej w najprostszych umysłach wieśniaków (oczywiś­
cie chyba już nie dziś, lecz przed stuleciem), odnoszącej się do
kolebki tej ludzkiej zbiorowości, pochodzenia jej ze stepów,
gdzie nie rosną drzewa, następnie przejścia w jakimś momen­
cie swych dziejów w zasięg środowiska naturalnego w niczym
nie przypominającego stron rodzinnych, prowokujących do
4

5

6

7

8

znanych głównie z obszaru Bałkanów postaw drzewołupstwa. Jest też wielce charakterystyczne, że owa brutalizacja
wcale nie wyklucza postaw zasadniczo odmiennych, sakralizujących jakieś wybrane drzewa, a nawet całe ich zespoły.
Mogłem się o tym przekonać, prowadząc badania w Kame­
runie (grapa Bamileke) oraz w Nigerii, znajdując potwier­
dzenie wyników tych badań wśród kopieniaczy krajów
sąsiednich (Zair, Republika Środkowo Afrykańska, Tan­
zania).
Stepowcy-pasterze (пр., niczym Mongołowie, o czym
mogłem się przekonać uczestnicząc przez 13 lat w Etno­
graficznej Ekspedycji I H K M P A N do Mongolii pod kierow­
nictwem prof. Witolda Dynowskiego), jak gardzą nawet
najcenniejszymi rybami, chyba z powodu dostatku mięsa
swych zwierząt udomowionych, tak również do drzew nie
żywią sympatii, chociaż również antypatii. Mają tu w swej
kulturze rodzaj luki. Wynika ona bez wątpienia z faktu
nieobecności drzew na rozległych obszarach stepu i pustyni.
Saksauł, krzewiaste drzewo pustyni Gobi, prawie jak skały
czy kamienie szlachetne i półszlachetne, przynależy do
cennych surowców i raczej tylko surowców, wytworów
głównie kultury materianej. W kulturze Słowian bałkańskich
mogła się błąkać jakaś forma pamięci raju utraconego, nie
sprzyjająca oswojeniu się z nowym miejscem, zmuszającym
do trzebieży, karczunku i nieustającej walki z chwastami.
Przetrwało jednakowoż umiłowanie, trawy, traw.
Natomiast Germanie i Finowie oswajali się z przebogatym
światem roślin, przede wszystkim drzewami, wcześniej i dłu­
żej, a najważniejsze, nie podlegając skazie raju utraconego,
co jak się wydaje, w procesach kulturowych rzadziej przyj­
muje formę wygaszania resentymentów, częściej zaś przeis­
tacza się w irracjonalne, niekontrolowane reakcje, na koniec
zachowania, znane nam u Słowian. Germanie i Finowie
potrafili oswoić się ze swym naturalnym środowiskiem,
skutecznie opanować go i zagospodarować, kiedy na na­
szych ziemiach, długo utrzymywały się bory i puszcze,
wyzwalające u osadnika najniższe reakcje. Nie zapominaj­
my, że dla osadników (dodajmy zestresowanych zbiegów
pańszczyźnianych) kolonizujących dopiero w drugiej poło­
wie X V I I I w. dziewiczą Puszczę Zieloną, Goniądzką, Graje­
wską, Kampinowską, albo Augustowską, ludzi zakładają­
cych w tak późnym czasie wsie „na surowym korzeniu",
drzewo nie mogło budzić uczuć przyjacielskich czy chociażby
życzliwych. Aby zrekonstruować stan emocjonalny jaki
mógł towarzyszyć kształtowaniu się wówczas postaw, brze­
miennie rozwijających się przez co najmniej następne stule­
cie, należy szukać dziś sytuacji podobnych gdzieś na Nowej
Gwinei, w nieprawdopodobnej wyłącznie biegłości Papua­
sów w rąbaniu drzew (na początku lat sześćdziesiątych
jeszcze siekierami kamiennymi), zdobywaniu przestrzeni dla
ogrodów i hodowli umiłowanych świń.
Mozolna walka z puszczą, a wcale w nie mniejszym
stopniu z wszędobylskim zielskiem, nie wyzwala wznioślejszych uczuć a tym bardziej stanów ducha, w których
gościłaby religijna cześć w stosunku do roślin.
Jednakże wydaje się, że - mówiąc delikatnie - osobliwie
niechętny stosunek do drzew, krzewów względnie nawet
roślin dziko rosnących (w najlepszym przypadku zabar­
wiony zmyślonym utylitaryzmem) występuje zazwyczaj
w parze z awersją do różnych drobnych stworzeń, małych
gryzoni, ślimaków, małży, owadów i wcale nie musi mieć
określonych uwarunkowań historycznych, a wynika z cech
naszej ludzkiej kondycji, z jej ograniczeń i słabości. Niedoj­
rzałość emocjonalna, ujemne stany psychiczne, prowadzące
do chorobliwej pobudliwości, frustracji, decydować mogą
o sposobach reagowania na cudowny świat natury. Owe
przejawy dezintegracji negatywnej - jak doskonale wiadomo
- najłatwiej się odreagowuje poprzez uśmiercanie czy apro­
bowanie aktów uśmiercania bytów słabych lub bezbron9

10

91

�nych. Rozluźnienie zasad reguł życia społecznego, niestałość
nastrojów, jak niedostatek dóbr, usług a nadmiar mniemań,
przekonań, wzorców pańskości (wyniosłości), wszystko to,
co tak dobrze zna nasza ojczyzna, nie sprzyjało życzliwości
wobec natury. Ostatnie półwiecze zaowocowało dodatkowo
nie spotykanym wcześniej w Polsce rozkwitem głupoty.
Gdyby Kazimierz Moszyński pisał swą Kulturę ludową
Słowian w czasach demoludów, byłby zmuszony rozszerzyć
swoje najdrastyczniejsze przykłady niszczycielstwa przyrody
przez tych, „którym nie było dane", o tych „którym było
dane", a więc nową inteligencję (pracującą), różnej maści
urzędników, inżynierów, nie wyłączając pracowników nauki
a nawet osób legitymujących się przynależnością do Ligi
Ochrony Przyrody. Pan S. z Płocka, osoba starsza i statecz­
na, członek właśnie LOP, spadkobierca sadu i starych wierzb
przydrożnych swą obecność w Murzynowie rozpoczął od
dziarskiego usuwania spróchniałej Salix alba. Udało się
jednak uratować inne bezcenne drzewa, powiadając, że
sadził je sam Jagiełło podążając na Grunwald. Zwyciężyła
wysoce patriotyczna postawa pana S., lecz nie bez znaczenia
pozostała jego, jako członka LOP, wprost niewiarygodna
ignorancja. Wierzby, które chciał wyciąć, a nadal rosnące,
uratowane, posadzono w dziesięciolecie odzyskania niepod­
ległości w 1928 r.
Wspaniały żywopłot okalający mego domu ogródek
szczezł jednego wieczoru pod ostrzem siekiery. W tym
przypadku nie udało mi się odwołać do jakiejś słabości
rąbiącego, działał bowiem nie z własnej woli, lecz z polecenia
służbowego. Decyzję wycięcia żywopłotu podjął kierownik
administracyjny i sekretarz partii w jednej osobie... Instytutu
Sztuki P A N przed kolejną pielgrzymką papieża do Polski.
Wiadomo zaś, że żywopłot osłania i nie można wszystkiego
dobrze zobaczyć, a ponadto łatwo ukryć w nim bombę.
Jedna ze starszych mieszkanek mego domu, reprezentantka
inteligencji twórczej, osoba utytułowana, uznała wycięcie
blisko 50 m pielęgnowanych przez ponad ćwierćwiecze
krzewów za prawdziwe dobrodziejstwo, a to dlatego, że już
o zmierzchu mogły sprzyjać komuś w niecnym czynie,
oddawania w stanie nietrzeźwym moczu.
Klasyfikacja drzew w kategoriach
ich znaczenia w wierzeniach
Moszyński po ustaleniach, które ludy uznają, a które nie
uznają (tak, jak Słowianie) posiadania przez drzewa dusz,

92

T

poświęca sporo uwagi szczegółowszemu omówieniu po­
szczególnych rodzajów. W klasyfikacji znaczeń, na czoło
wysuwa się dąb, a następnie lipa:
„(...) U nas na przykład uważa się zwłaszcza dęby i lipy za
drzewa 'lepsze' od innych w rozumieniu religijnem. Na tych
to głównie drzewach tradycja ludowa chce widzieć święte
zjawy, pod ich konarami często zawiesza lud czy ustawia
kapliczki i t d . " Dalej autor pogłębia swoje wywody danymi
0 zachowaniach „w świętych gajach pogan nadwołżańskich", którzy pod tymi dwoma rodzajami drzew oraz pod
brzozami składali ofiary dla swych „jasnych bóstw". Prze­
konamy się niebawem jak ulotne są ustalenia etnografów. Że
zjawiska towarzyszące czy też ściśle związane z Salix - której
poświęcony jest niniejszy tekst - skorygowały w sposób
zasadniczy nasze wcześniejsze mniemania o drzewach. Wy­
dawałoby się, że na zawsze ustalony, trwały porządek
w zachowaniach i systemie wartościowania naruszony został
przez nieoczekiwane, żywiołowo rozwijające się cudowne
zdarzenia na wierzbach. Posłuchajmy jednak, jak jeszcze
rzeczy się miały na początku naszego stulecia.
„Fakt, że nie wszystkie drzewa mają jednakowe znaczenie
w religijnem życiu ludów jest bardzo zajmujący. Na czoło
tych, co mają znaczenie największe, wysuwa się u Słowian
niewątpliwie dąb. Jego ogromne rozmiary i zwłaszcza krzepkość są powszechnie sławione przez lud. (...) dąb na całym
obszarze Słowiańszczyzny liczy się do drzew bądź 'dobrych'
czy 'czystych', bądź 'świętych' (tzn. godnych Boga i świętych
Pańskich); częstokroć listowiu jego przypisuje się własności
apotropeiczne, jemu zaś samemu moc leczniczą."
Kolejne drzewo w hierarchii wierzeniowych znaczeń Mo­
szyński charakteryzuje następująco: ,,(...) obok dębu czoło­
we miejsce zajmuje lipa, co zawdzięcza może swemu miododajnemu, wonnemu (odurzającemu według włościan) kwie­
ciu. (...). Tu i ówdzie w rdzennej Polsce (Łuków Mazowiecki)
mówi nawet lud, że lipa dlatego jest drzewem 'świętem', bo
w niej Matka Boska mieszka!"
Po dębie i lipie uwagę uczonego zaprzątnęła brzoza
1 jarzębina. Wierzbę wymienia Moszyński dwukrotnie, przy
tym w takich kontekstach, jakby było drzewem najpośledniejszym a w kulturze duchowej Polski bez poważniejszego
znaczenia:
„Do mniej znaczących, ale bądź co bądź wziętych drzew
i krzewów należą: klony, jawory (głównie na Bałkanach),
sosny, leszczyny, jesiony, wiązy, wzgl. brzosty (głównie na
Bałkanach), jabłonie, jałowce, wierzby i niektóre inne. (...).
1 1

12

13

�П. 3. Wojtek Marchlewski gra na
instrumencie wykonanym z wierzby
Dwuznaczne wierzenia krążą o osinie (a poczęści i o wierz­
bie); jest ona z jednej strony pogardzana i ma jakoby
pozostawać w związku z nieczystymi mocami, a z drugiej
uważa się ją za apotropeiczną i używa przeciwko tymże
mocom."
Trzy lata po ukazaniu się drugiego tomu Kultury Ludowej
Słowian Adam Fiszer przedstawia w „Ludzie" znamienny
tekst poświęcony wierzeniom o drzewach. Bez jakiegokol­
wiek wstępnego wywodu, tytułując kolejno części swej pracy:
1. Brzoza; 2. Buk; 3. Cis; 4. Dąb; 5. Olsza; 6. Jasion;
7. Osika, jasnym, zwięzłym językiem mówi o tych drzewach.
Wspólne dla obu wybitnych uczonych jest chyba tylko to, że
z rodziny wierzbowatych (Salicaceae) rodzaj Populus, czyli
topola, w reprezentacji gatunkowej Tremula, a więc osika,
zamyka listę omawianych drzew. Jest wielce charakterys­
tyczne to, że Fiszer pomija lipę, jak pamiętamy, drugie pod
względem znaczenia u Moszyńskiego drzewo, natomiast
dębowi poświęca uwagę po cisie, aż na czwartym miejscu.
Można przypuszczać, że kryje się za tym subtelna krytyka
rozważań o drzewach w Kulturze Ludowej Słowian. Do
przekonania takiego skłania również sposób formułowania
informacji przez dwóch uczonych. Jeśli pierwszy pomija
specjalistyczne dane botaniczne oraz próbę uhistorycznienia
obecności obiektu w kulturze, to drugi, od tych danych,
każdorazowo swój wywód o danym drzewie zaczyna. Ponad­
to, za każdym razem, po omówieniu kolejnego drzewa,
Fiszer przedstawia całkiem obszerny rejestr źródeł z jakich
korzystał.
Piszę o tym wszystkim, co wydawać się może Czytelnikowi
mało istotne, ale urzeka nie tylko fakt, że onegdaj, na krótko
przed straszliwą wojną potrafili etnografowie myśleć o roś­
linach, lecz również to, że umieli ceniąc sobie szacunek nade
wszystko do drugiego, łagodnie, choć stanowczo wyrażać
swoje odmienne poglądy. Czytając Fiszera, miałem często
przed oczyma postacie... Brunona Schulza i Witolda Gomb­
rowicza, prowadzących ze sobą w „Wiadomościach Literac­
kich" urzekający dyskurs, fascynującą rozmowę, w której
współgrały uzupełniając się wzajemnie stanowiska pisarzy
odmiennych temperamentów, wyobraźni twórczej, intelek­
tualnych postaw.
Powracam do zbywanej przez obydwu wielkich uczonych
wierzby, a raczej wierzb. Wywołują one nie tylko skojarze­
nia, jak na znanym plakacie Tadeusza Trepkowskiego,
z klawiaturą Chopina, jego Mazurkami, ale poprzez swoje
nazwy witwa, iwa czy łoza również z osobami w naszej

kulturze doniosłymi, Witwickim, Witkacym, Łozińskim oaz
Iwaszkiewiczem. Ponadto, mamy Wierzbickich, Rokitów
i Rokickich, lwów czy Iwickich, Topolskich oraz Sokorskich.

14

15

Natura Salicaceae (wierzbowatych)
Dendrolodzy zajmujący się szatą roślinną Polski wskazują
na występujące w niej - zdumiewające takiego laika jak ja
- dysproporcje gatunkowe. Otóż, 250 gatunków drzew
i krzewów rodzimych w kraju, a stanowiących - jak mówią
owi znawcy - „ubogą reprezentację" w świecie roślin, jest
zdominowana tylko przez trzy rodzaje: Rubus (jerzyna,
malina) - 67, Rosa (róża) - 22 oraz Salix (wierzba) - 30.
Pozostałe (przeważnie te, które objęli swymi rozważaniami,
Moszyński i Fiszer), należą do rodzajów mających od 1 do
7 gatunków, a w istocie od 1 do 2, może 3.
Do interesującej nas liczby 30 Salix należy jeszcze dodać
kilka gatunków Populus (topola), przede wszystkim topoli
białej, białodrzewu (P.alba), czarnej, sokory (P.nigra), osiki
(P.tremula), które wraz z wierzbami stanowią jeden rodzaj,
wierzbowatych, a chyba jeszcze ważniejsze dla nas, wy­
stępujących w krajobrazie śródpolnym Polski z reguły
wspólnie. Nawet dla zwykłego obserwatora przemierzające­
go dziś Europę, rzuca się wyraziście w oczy - przy prze­
kraczaniu wschodniej, a jeszcze bardziej zachodniej granicy
naszego kraju - pojawianie się nie widzianych, czy to na
obszarach odległej Rosji, czy pobliskich Niemiec, rosnących
w najrozmaitszych konfiguracjach (pojedynczo, tylko po
parę w bezładzie, zwartymi kępami, to znów rzędami
i szeregami) wierzb, topól oraz olch. Nie sądzę aby gdzieś na
świecie można było spotkać jeszcze podobny pejzaż. Powstał
on pod wpływem uwarunkowań naturalnych, ale również
historycznych, społeczno-kulturowych. Wierzba i topola, to
znaki naszej kulturowej tożsamości, symbole bytu chłopa
polskiego, dawniej i obecnie.
Co mnie upoważnia do takich stwierdzeń? Otóż Salicaceae
wyróżnia od pozostałych rodzajów drzew i krzewów parę
cech, których konsekwencje w obrazie kultury chłopskiej nie
zawsze sobie w pełni uświadamiamy. Oto te dobrze znane
cechy:
- tylko wierzby i topole w naszej strefie klimatycznej
można sadzić mówiąc wprost „z kołka", ściętego ukośnie
siekierą, gdy inne wymagają wykopywania ukorzenionych
sadzonek, staranniejszego pielęgnowania i t p . ;
16

17

93

�- przyrost roczny masy drzewnej wierzb i topól jest
nieporównanie większy niż innych drzew. Obliczono, że
z jednego hektara wierzb (Salix alba) można uzyskać dziesię­
ciokrotnie więcej owej masy drewna niż z hektara ob­
sadzonego świerkami lub sosnami;
- Filódzdon, ciesząca się życiem, dzięki swemu bujnemu
rozwojowi (głównie Salix alba, wierzba biała, S. nigrikans,
czarniawa, S. cinerea, szara czyli łoza, S. fragilis, krucha
(była i jest nadal sadzona w Polsce przez chłopów na
granicach pól i łąk, nieraz nawet na miedzach, wzdłuż dróg,
obok domu, na nieużytkach, mokradłach) w celu ogławiania, zdobywania po upływie zaledwie 3 lat drągowiny,
przeznaczonej głównie na o p a ł ;
- Populus (alba i nigra) do końca X I X w., a w niektórych
regionach kraju do początku bieżącego stulecia, sadzono
w obrębie gospodarstw w celu uzyskania, przede wszystkim,
cennego surowca budowlanego - topoliny. Topolina spożytkowywana była również do produkcji kadłubów, dłubanek
(niecek, niecułek, kopań i kopaniek), owych tak charakterys­
tycznych naczyń drewnianych w dawnej kulturze chłopskiej,
ale także szlacheckiej, tudzież dworskiej rozwijającej się na
ziemiach Polski. Dziś sadzą gospodarze topole nie tak do
celów gospodarczych, jak z potrzeby manifestowania swej
obecności, posiadania czy dbałości,
- Salix caprea, czyli iwa, duży krzew lub drzewko o nieli­
cznych gałęziach, pospolite w lasach na niżu i w górach po
regiel górny; S. cinerea, czyli łoza, (szara), krzew do 5 m wys.,
często występujący na niżu, na mokrych łąkach, nad brzega­
mi wód, w górach rzadziej i tylko po regiel dolny; 5.
pentandra czyli pięciopręcikowa, laurowa, krzew lub drzewo
do 15 m wys., na niżu, na wilgotnych łąkach i obrzeżach
torfowisk; S. daphnoides, wawrzynkowa, na niżu nad rzeka­
mi, w górach nad potokami; S. purpurea, purpurowa,
(wiklina), krzew do 6 m wys., na niżu nad rzekami, w niż­
szych częściach podgórza nad potokami; S. amygdalina, czyli
migdałowa, krzew do 4 m wys., rzadziej drzewko, nad
potokami i rowami; S. incana, czyli siwa, krzew lub małe
drzewo, nad rzekami w Karpatach; S. aurita, uszata, krzew
do 2 m wys. na niżu nad rowami, na łąkach i torfowiskach
oraz w górach po regiel górny; S. lapponorum, krzew do
2 m wys., relikt polodowcowy w Karkonoszach, na Wyż.
Lubelskiej i na Mazurach; S. livida czyli śniada, krzew do 70
cm wys. na łąkach i torfowiskach niżu; wreszcie dwie bodaj
najważniejsze, S. rosmarinifolia, zwana przez lud rokitą,
krzew do 1 m wys., na całym niżu i po regiel dolny na
wilgotnych łąkach; no i S. viminalis, wiciowa, czyli witwa, to
dostarczycielki chrustu, prętów i wici, okorowywanych lub
nie, surowca plecionkarskiego, który w tak zwanej tradycyj­
nej kulturze ludowej służył do wyrobu niezliczonej ilości
przedmiotów codziennego użytku (najrozmaitszego kształtu
i przeznaczenia koszy i koszyczków, nie wyłączając schow­
ków na domowe przybory, nici, przybory toaletowe, lekarst­
wa, ogromniastych koszy wasągowych, słomianych naczyń
zasobowych wielkich aż ponad 1,5 m wys., slomianek,
baniek, uli, koszek - zawsze szytych rozdwojoną wicią
wierzbową - kapcy na zimę, butli oplatanych na olej czy
naftę, narzędzi rybackich, wierszy, wieraszek, chobotni, butlastych sadzy, koszałek, mebli, szczególnie kołysek oraz
pytek na gęsi. Jak wiemy, plecionkarstwo, głównie jako
koszykarstwo, przetrwało do dziś. Ale zdarzają się przypa­
dki szczególne, reaktywowania wyrobów prastarych, które
wydawało się, że zanikły bezpowrotnie. Od paru lat nad
Jeziorem Włocławskim, to jest spiętrzonej Wiśle od Włoc­
ławka po Płock, wyrabiane są masowo wiersze (wirsze,
wiraszki), które w pletniach (połączonych 9 sztuk) skutecznie
nieraz zastępują drogie sieci.
18

19

20

Wierzby, to również dostarczycielki wiechci do łapania
much, próchna do okadzania mieszkań, liści i kory do
stosownych driakwi, obrzędowych gałązek do wypędzania
21

22

23

94

24

i przypędzania na pastwiska stad b y d ł a , gałęzi do linienia
piskawek i piszczałek, kręcenia ze zdjętej kory trąb i trąbit,
wreszcie, sakralizującej te drzewa palmy wielkanocnej.
Populus tremula (osika), poprzez sporządzany w niej kołek
o osobliwie magicznym przeznaczeniu, to włączanie się
wierzbowatych w sferę wierzeń związanych z wędrówką
dusz, pokutników i t d .
Oto zaledwie materialne świadectwa spożytkowywania
wierzbowatych, szczególnego rodzaju drzew-krzewów, osią­
gających nawet wysokość 30 m (Salix alba, S. fragilis,
krucha; Populus alba, nigra czy tremula), albo zaledwie
kilkanaście cm (Salix herbacea, zielna, w Tatrach i Sudetach,
w krainie alpejskiej, na granitach), kwitnących w marcu, lecz
również w maju (S. fragilis, alba, aurita), a nawet w lipcu-sierpniu (S. retusa, wykrojona, reticulata, żyłkowana),
zachowujących liście nawet w 2 połowie grudnia (Salix
babylonica, elegantissima, płacząca), drzew z a w s z e
u n a s o b e c n y c h . Wymienione wyżej świadectwa ma­
terialne spożytkowywania wierzbowatych stanowią jedynie
ramy symbolicznych znaczeń - istoty mych tu zainteresowań
- Salix i Populus, drzew zbywanych w dawniejszych opraco­
waniach.

26

27

Symbolika wierzb i topól
Ogólne nazwy interesujących nas drzew wymieniłem w l i ­
czbie mnogiej, albowiem - jak wiemy - jest ich wiele
gatunków, mających cechy (wygląd, właściwości, na koniec
przeznaczenie), różniące się nieraz zasadniczo. Tym też
należy tłumaczyć sprzeczne czy wykluczające się treści (пр.:
sens dodatni, to znów ujemny), łączony z wierzbą i topolą.
Sens pierwszy można kojarzyć z iwą lub wierzbą białą,
mającą strzeliste gałęzie a liście zadzierzyście wzniesione do
góry. Sens drugi odkryjemy natomiast w wierzbie płaczącej,
której liście z gałęźmi zwisają - niczym „strugi łez" - do dołu,
a cała sylwetka drzewa często jest pochylona ku samej ziemi.
Bywa, że autorzy słowników symboli, encyklopedii zapomi­
nają, że mówią o różnych desy gnatach, ujętych w jedno tylko
hasło.
Podstawą źródłową mych dociekań stały się dane z Nowej
księgi przysłów i wyrażeń przysłowiowych, w oparciu o dzieło
Samuela Adalberga opracowane przez Zespół Redakcyjny
pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa,
1969, t. I-IV, oraz wiadomości rozsiane w czasopiśmiennict­
wie etnograficznym, głównie jednak w „Ludzie".
Nim przejdę do przedstawienia rezultatów uzyskanych
w tych dociekaniach, pragnąłbym powiedzieć parę słów
o miejscu, w którym zrodziła się i rozwijała potrzeba
skupienia się nad omawianymi tu kwestiami. Otóż od
kilkunastu lat rokrocznie, przemierzam kilkaset razy drogę
po obu stronach obsadzoną starymi wierzbami, która przeci­
na z północy na południe zbocze tarasu nad Wisłą w Murzy­
nowie koło Płocka. Kieruję się do Muzeum-Pracowni, albo
ją opuszczam, każdorazowo przeżywając bezpośredni kon­
takt z drzewami, przedmiotem tych rozważań. W pobliżu
Muzeum rośnie na grzępie, wysokim brzegu, ponad stuletnia
topola, białodrzew, pomnik przyrody. Kilkanaście metrów
od drzew rozciąga się rząd posadzonych przeze mnie z kołka
wierzb, które chronią brzeg przed falami jeziora i stawiają
czoło złowieszczym podmuchom kujawy. Wszelako droga
z jej wierzbami jest w tej scenerii najważniejsza. Anodos,
droga w górę, w stronę ducha, dobra i światła... Ale również
kathodos, droga przed siebie, schodzenie... Jeśli drzewa nie
zostały ogłowione, ich konary spotykają się w górze niczym
sklepienia katedr gotyckich. Kolumny pni rozmieszczone
zostały w przemyślanych odstępach, na dole, gdzie wilgot­
niej, mniejszych (ok. 3 m), na górze, gdzie suszej, większych
(5 i więcej m). Zależnie od kierunku marszruty obcuje się
cieleśnie z R Y T M E M , ze spianato, spiccato-staccato, albo
28

�spiccato-staccato, spianato. Spowija ów wyrazisty porządek
rytmiczny nostalgia. I znowu, w zależności od kierunku, to
wzniosłość, podniosłość, to znów przyziemność. Ptactwo
śpiewające znajduje w tej świątyni schronienie. Chcesz czy
nie chcesz myślisz o Szopenie.
Znane jest powiedzenie Claude'a Levi-Straussa, które
zamyka krytykę animistycznych teorii totemizmu, tudzież
prelogicznego jakoby stadium myślenia, mającego stanowić
cechę ludów pierwotnych. Oto owo powiedzenie: „Zwierzęta
bardziej się nadają do myślenia niż do jedzenia." Z małym
uściśleniem (zmianą zwrotu „do jedzenia" na „do spożyt­
kowywania") można to założenie rozszerzyć na rośliny:
krzewy i drzewa. I wierzbowate znakomicie egzemplifikują
Lćvi-Straussowskie stanowisko. Wierzby i topole, pospołu
z innymi objętymi uwagą składnikami natury, przez łączone
z nimi w kulturze pojęcia i wyobrażenia, porządkowały
rozumienie rzeczywistości, kodowały o niej wiedzę, przeni­
kając do najrozmaitszych sfer naszego życia. Oto jedna
z naczelnych sfer, uczucia miłosne, ale też oddanie się czemuś
czy komuś itd. Przy tym intrygujące są nie tyle owe sfery
i pojęcia, ile związki między nimi utworzone w przysłowiu
czy wyrażeniu przysłowiowym. I też w jednym tylko takim
komunikacie bywa wierzba okazją do refleksji nad paru
kwestiami:
MIŁOŚCI (zakochanie) - ZŁA (diabeł) - JAŁOWOŚCI
(sucha w.). Związek tych pojęć odnajdujemy w powiedzeniu:
„Zakochał się jak diabeł w suchej wierzbie." To najdosadniejsze wyrażenie ujmujące intrygujący związek: wierzba-diabeł. Oto inne:
„Siedzi tam jak diabeł jaki w spróchniałej wierzbie."
„Siedzi jak diabeł na kępie."
„Siedzi jak diabeł w bagnie."
„Kępa", „bagno", to środowisko Salix rosmarinifolia,
krzewu rokity.
„Siedzi jak diabeł w rokicinie (w rokicie)."
„Chichocze jak diabeł w rokicinie".
„Roześmiał się jak diabeł w rokicinie".
„Śmieje się jak diabeł w suchej wierzbie."
„Śmieje się jak diabeł na kępie."
„Trzęsie się jak diabeł na kępie."
„Wrzeszczy (wrzeszczący) jak diabeł na kępie."
„W starej wierzbie diabeł mieszka."
Nie jest wykluczone, że wierzba pierwotnie mogła ucho­
dzić za siedlisko niekoniecznie złych mocy. Przeciwnie, mocy
dodatnich, jeśli obłaskawionych. Wszelako, w świadomości
prostych ludzi, pod wpływem głównie ewangelizacji moce te
stały się jednoznacznie złymi. Diabeł stał się ich symbolem,
a nazwa uroczyska (Rokicie) synonimem miejsca diabel­
skiego, domagającego się świątyni jedynego Boga. Rokita
- nazwa wierzby, będącej krzewem zaledwie metrowej
wysokości - stała się imieniem własnym szatana Rokity
(takoż Rokickiego albo wręcz Wierzbowskiego lub Wierz­
bickiego). Ów szatan jest poczciwiną! Zakochiwuje się,
mieszka, chichocze lub śmieje się, w najgorszym przypadku
wrzeszczy.
„Wanielicy (Ewangelicy - JO.) powiadają, że głośno
śpiewają, bo Pónbóczka w niebie mają, a katolicy na
wierzbie."
Ten wielce żartobliwy komunikat aż z cieszyńskiego,
zanotowany przez Jana Brodę - nakłania do jeszcze wnikliw­
szego spojrzenia na wierzby, jako siedliska tajemniczych
mocy. Pamiętamy, że Kazimierz Moszyński objawienia
świętych pańskich, w szczególności Najświętszej Panny
Maryji, łączył tylko z dwoma drzewami, dębem i lipą. Otóż,
prowadzone w siedemdziesiątych latach badania nad świa­
domością mirakularną w kraju, nie potwierdziły danych
Moszyńskiego (zapewne dlatego, że obydwa drzewa znik­
nęły prawie doszczętnie z naszego kaj obrazu). Natomiast,
wykazały wspomniane badania, że łąki i rosnące na nich
29

30

31

32

33

34

wierzby są najczęstszym miejscem, dziejących się w „natural­
nej" przestrzeni zdarzeń cudownych. Łąka i nieodłącznie
z nią związane wierzby to osobna sprawa. Kazimierz Wyka
z powodu średniowiecznej notacji, „Dusza z ciała uleciała,
na łące odpoczywała", poświęcił jej, jeden ze swych naj­
wspanialszych tekstów. Nieustający cud od 1990 roku na
wierzbie w Okoninie nieopodal Grudziądza, nakłania do
postrzegania wierzb w kategoriach zdecydowanie mirakularnych.
„Jeszcze jeden cud. Gałęzie wierzby niemal uginają się pod
ciężarem tysięcy r ó ż a ń c ó w . " T o jeden z tytułów wiadomo­
ści prasowych, dotyczących cudu w Okoninie. Wybrałem ten
tytuł z powodu owego szczegółu odnoszącego się do wierzby.
Oto coś więcej o tym drzewie:
„W dn. 14.06.1990 r. w Dzień Bożego Ciała, wieczorem
0 godz. 20.30, po dojeniu krów na łące, pan Krzysztof
Czarnota zauważył, że korona jednej z wierzb chwieje się na
wietrze. Było to zjawisko o tyle dziwne i zastanawiające, że
pozostałe wierzby rosnące w pobliżu, trwały w niemym
bezruchu. Zdziwiony i zaciekawiony podszedł bliżej i wtedy
zobaczył wielką jasność, a na jej tle Matkę Bożą Niepokala­
ną. Matka Boża stała na obłoczku i była w płaszczu oraz
sukni nieskazitelnej białości z niebieską przepaską. Jej głowę
okalała jakby korona z gwiazd."
Na odwrocie okładki broszury, z której zaczerpnąłem
przedstawioną relację, zamieszczono zdjęcie fragmentu pnia
z konarami z takim podpisem: „Twarze na korze wierzby".
1 w istocie rysują się wyraziście - jedna nad drugą - z profilu
oraz trois quarts, głowy kobiet ufryzowanych współcześnie.
Tak więc, w żadnym przypadku nie można - jak czynił to
Moszyński - wierzb dyskryminować, wyłączać te drzewa
z wierzeń o objawieniach. Objawienia Matki Boskiej na
wierzbach to trwały już w naszej kulturze fakt z zakresu
najszerzej rozumianych zdarzeń mirakularnych.
Wierzbę jako synonim dobra, nie tylko godne miejsce
najświętszych objawień, poznajemy w dramatycznym akcie
walki człowieka ze śmiercią. Ów odwieczny wątek odkrył
Henryk Sienkiewicz w naszej bajce góralskiej. Ukazuje ona
wierzbę jako jedyną pułapkę, do której sprytnemu góralowi
udaje się zwieść przebiegłą kostuchę.
Skoro dotknęliśmy na wstępie pojęcia ZŁA, a obecnie
DOBRA, związanego z wierzeniami i wyobrażeniami jakie
rozwinęły się wokół wierzby, łatwo już nam będzie ukazać to
drzewo w kontekście ludzkich skłonności, tak przywar, jak
i cnót:
NIECIERPLIWOŚĆ
„Jak co kogo na języku świerzbi, to niech se to wmówi do
dudławej (wypróchniałej JO.) wierzby."
WYSOKIE ASPIRACJE
„Mało żabie na bagnie rzegotać, że się na wierzbę wspina,
drzewa pragnie." Przysłowie znane już w X V I I weku.
UŁUDA i MRZONKI
„Gruszki na wierzbie." Gdy powinno się wiedzieć, że
„Pan Bóg wie co czyni i na wierzbie (dębie) nie da rodzić się
dyni."
N I E Z D A R A lub N I E R O Z G A R N I Ę T Y
„Za niezdarą złota wierzba r o ś n i e . "
„Gdzie się ruszy, złota wierzba za nim wyrośnie."
CHWIEJNOŚC i U L E G A N I E
„Nie bądź wierzbową witką, która tak uroście, gdzie ją
z młodu nachylą." „Grzbiet wierzbowy łatwo się gnący."
ŁATWOŚĆ PRZYSTOSOWANIA SIĘ
„Dziewka jest jak wierzba, gdzie ją posadzisz tam roś­
nie."
„Natura niewieścia jak złotowierzb, według przypowieści
przyjmuje się wszędy."
„Niemiec jak wierzba, gdzie go posadzisz, tam się przyj­
mie."
OPTYMIZM
35

36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

95

�„Rózga bije, nie zabije, kości nie przetrąci". Takoż,
„Wierzba (palma) bije, nie zabije, kości nie p o ł a m i e . " Ale i:
PESYMIZM
Bowiem z wierzbą kojarzyć się może jałowość, marność
i nicość. Oto konkrety prowadzące do tego, aby wierzbę
uznać za drzewo wybrane w kategoriach sankcji karzącej, aż
po haniebną śmierć. Zacząć należy od tego, że na chybcika
zerwana witka służy do pogrożenia psocącemu dziecku.
Starannie, z namaszczeniem przygotowywana wić stawała
się rózgą w rytuale chłosty. Na co dzień też zdarzały się
sytuacje jak ta, którą wspomina nieoceniony Zdzicho z M u rzynowa. Będąc dzieckiem lubił psocić. Dobrze więc sobie
zapamiętał: „Kajtek (imię psa) bierz go, to go złapiemy
i mordę mu rozwalimy o tę wierzbę!" No i :
„1674. Godzien być dawno na gałęzi." To Wacław
Potocki. Zaś w 1806 roku Samuel Linde notuje. „Na suchej
wierzbie powiesić." W tym samym brzmieniu (sformułowa­
niu) żądanie kary śmierci przez powieszenie żyje aż po drugą
połowę X I X wieku. W 1910 roku Adolf Nowaczyński
w swym Wielkim Fryderyku upowszechnia szczególną przy­
datność wierzby: „Wieszać na gałęzi suchej wierzby."
Skąd, ach, skąd, czemuż to, ach czemuż tak osobliwie
wyróżniona została wierzba? Może wyjaśni to po części
porzekadło z okolic Uniejowa: „Chroń mnie Panie Boże od
takiego (wymienienie ze stosownym epitetem imienia osoby),
chodzenia w kozim kożuchu i palenia drewnem wierz­
bowym." Drewno wierzbowe spala się szybko i prawie
bezszelestnie (płomieniem bez iskier), gdy palenie się drewna
np. akacjowego, to prawdziwa symfonia dźwięków, wśród
których miarowe trzaskanie, wreszcie strzelanie iskier, aż po
zgoła wybuchy, wcale nie oznacza, że się ten proces skończył.
Długo jeszcze w piecu coś się żarzy.
Polscy chłopi skazani na trwające do dziś o g ł a w i au n i e wierzb, dodajmy w kraju onegdaj słynącym z borów
i lasów nieprzebytych, zaś obecnie liczącego się na świecie
wydobycia węgla, stworzyli ponurą symbolikę Salix. Nie
omija ona nawet samotności i bezdomności: „ M a gościniec
przez wieś - ma numer na wierzbie."
NADZIEJA
Tworzą ją błąkające się tu i ówdzie niegdysiejsze humore­
ski, a dotykają one nawet cenionego u nas sztywniactwa
i pryncypialności, niczym ta: „Lepi, żeby buł Pan Bóg duse
we wirzbe wsadził, jak w ciebie, bo by się k i w a ł a , " oraz
dzisiejsze fakty kulturowe, chociaż szczególnej rzadkości (w
najlepszym tego słowa znaczeniu, wyjątkowości). Takim
faktem, ważkim bez wątpienia, jest twórczość malarska
i graficzna Leszka Emila Gensierskiego. Młody ten artysta,
pochodzący z wioski spod Przemyśla, dziś mieszkający na
Pradze, systematycznie wystawia swoje prace na Rynku
Starego Miasta w Warszawie w pobliżu wejścia do Instytutu
Historii PAN. Pośród koszmarnej tandety, kiczów, wszel­
kiego rodzaju pamiątkarskiego śmiecia, aż dziw, że coś
takiego jak prace Gensierskiego mogły zaistnieć. Najczęst­
szym tematem jest w nich wierzba, pojedyncza, ogłowiona
(akwarelki), albo ich wielość w ujęciu pejzażowym (akwarele
i miedzioryty). Jest to twórczość dojrzała, profesjonalnego
artysty.
49

50

51

52

53

54

55

56

Salicaceae farmacologica
Nie ulega kwestii, że wierzbowate spowijają mity silnie
poruszające wyobraźnię. Różnią się one pod względem sensu
zawartego w nich przesłania dosyć wyraźnie. Łatwo też jest
ustalić zachodzące opozycje w przypadku mniemań tylko
0 jednym z drzew, a tym bardziej w przypadku ich gatunków
1 odmian. Powtarza się upodmiotowianie, traktowanie re­
prezentantów określonych odmian, a więc drzew nazwanych
na podstawie ich charakterystycznych cech, jako bytu o zdol­
nościach czucia, a nawet konstatowania na wzór zachowań
zwierzęcych czy ludzkich.

96

Zacznijmy od Populus tremula, czyli osiki. Mając niewiel­
kie liście szerokie na stosunkowo długich ogonkach, rzadko
rozsadzone na gałęziach strzeliście wyrastających z pnia,
przy lada powiewie uwidacznia natychmiast jego obecność,
osobliwym ożywieniem się, gdy inne w tym czasie drzewa
niczym nie zdradzają zmiany, jaka nastąpiła w powietrzu.
Stąd powiedzenie „drży jak osika". W chłopskiej kulturze
Polski odnotowano tłumaczenie tego zjawiska pamięcią
poczucia przez to drzewo, z jednej strony WSTYDU I H A Ń ­
BY, a z drugiej WSPÓŁCZUCIA a nawet ŻALU. Pierwszy
rodzaj emocji można by nazwać umownie negatywnymi,
a drugi, również umownie pozytywnymi.
Emocje negatywne artykułuje poczucie, że:
- drzewo nie udzieliło schronienia Matce Boskiej i Jezuso­
wi w czasie ich ucieczki do Egiptu,
- krzyż Jezusowy sporządzony został z drewna osowego,
- Judasz wybrał osikę, aby się powiesić.
Emocje pozytywne artykułuje poczucie, że:
- drżał również Jezus na Górze Oliwnej,
- Jezus został ukrzyżowany (drżenie liści jako symbol
boleści, ż a l u ) .
Mityzacja drżenia liści osiki według ostatniego spośród
tych pięciu tłumaczeń koresponduje z wyobrażeniami o na­
turze wierzby, chyba płaczącej, czyli Salix babylonica wzglę­
dnie elegantissima. Mogę tu skorzystać z ujęć interesującego
nas zagadnienia w legendzie średniowiecznej, którą przed
więcej niż osiemdziesięciu laty - dzięki Franciszkowi Gawełkowi - znalazła się w kanonie literatury etnograficznej
Polski:
„Wierzba babilońska posłyszawszy straszną wieść z Gol­
goty, westchnęła: 'On umarł, teraz smutne moje gałęzie
zwieszać się będą zawsze ku wodom Eufratu i płakać łzami
jutrzenki:' Sosna, cis oraz kwiat fryzu, każde z tych istnień
na swój sposób wyraziło wielką boleść." Jedynie tylko
dumna topola pozostała niewzruszoną: 'Cóż mnie to ob­
chodzi? - wyrzekła - On zmarł z powodu grzeszników, a ja
jestem niewinna, zostanę taką, jaką b y ł a m ' "
Warstwa mityczna związana z rodziną wierzbowatych
znajduje swoje dalsze rozwinięcie i niewątpliwie ukoronowa­
nie w praktykach związanych z Niedzielą Palmową, w prze­
szłości zwanej też Wierzbna lub Wierzbową. Praktyki te
ogniskują się zaś wokół palmy wielkanocnej. Już sam fakt, że
spośród drzew właśnie wierzba, jej gałązki, wybrane zostały
jako odpowiednik właściwej palmy, jej gałęzi, którymi
pozdrawiano Jezusa w Jerozolimie, nie jest bez znaczenia.
To, że wierzba, szczególnie iwa (Salix capresa L.) efektownie
zakwita wczesną już wiosną mogło oczywiście sprzyjać
owemu wyborowi, ale chyba o nim nie decydowało. Wydaje
się, że decydowało znaczenie wierzby czy w ogóle wierz­
bowatych, mających wcześniej ważką pozycję w jakimś
zespole wierzeń przedchrześcijańskich. Zresztą mówiłem już
o tym wcześniej zastanawiając się nad nazwą i zachowaniami
Rokity, jednej z postaci diabła. Przywołałem też, to śląskie
powiedzenie, żartobliwe, lecz jakże w naszych rozważaniach
istotne:
„Wanielicy powiadają, że głośno śpiewają, bo Pónbóczka
w niebie mają, a katolicy na wierzbie."
Sporządzanie palm wielkanocnych, w niektórych rejonach
kraju z nieprawdopodobnym zaangażowaniem, wędrowanie
z nimi do kościoła, święcenie i - jak na Mazowszu Starym
- wtórowania obrzędowi dźwiękiem z trąb wykonanych
z kory wierzbowej (!), inicjuje praktyki religijne Wielkiego
Tygodnia. Wydaje się, że palma nie tylko stanowi przedmiot
inicjacji sacrum, lecz również jego symbol. W świadomości
reprezentantów kultury chłopskiej - chociaż nie tylko
- przejmuje (lub przejmowała), jakby w sobie zaklinając,
moce i treści całotygodniowych praktyk wielkanocnych.
W najbardziej kompletnym obrazie ról wyznaczanych pal­
mie znajdzie się chronienie zdrowia ludzi i żywego inwen57

58

59

60

�tarza, piecza nad rodziną i domem, aż po zdolność zażeg­
nania wyładowań atmosferycznych oraz odpędzenia chmur
gradoych (dymem z palonych kociek). Na czoło jednak
wysuwa się niewątpliwie osobliwa praktyka łykania bazi,
zwanych też kotkami, kocankami czy bagniątkami. Jest to
obyczaj ogólnopolski. Łykanie bazi miało zapobiegać jeno
schorzeniom gardła, przewodu pokarmowego, żołądka, ali­
ści również - u osób ufniejszych - chronić zdrowie na cały
rok, aż do następnej Niedzieli Wierzbnej. „Chronić zdro­
wie", to tyle co CIESZYĆ SIĘ Z D R O W I E M , nie doświad­
czać żadnych dolegliwości.
Z łykania wielkanocnych bazi kpił sobie już sam Mikołaj
Rej. 1 skory byłbym ton tej kpiny rozszerzyć na współczes­
ne postawy nadmiernego zaufania do zażywania leków
w postaci nieprawdopodobnie rozmaitych tabletek, piguł
i pigułek. Ale...
W opracowaniach typu Dendrologia lub Drzewa i krzewy,
klucze do oznaczania, wiadomości o niezwykłych właściwoś­
ciach leczniczych składników, znajdujących się w korowinie
wierzby czy pączkach sokory nie ma. Natomiast w innego
rodzaju dziełach poświęconych roślinom, takich wiadomości
jest pod dostatkiem. W ich śwetle, kpiny Reja z łykania
bagniątek wydają się być nie na miejscu. Tylko posłuchajmy,
jak wnikliwie nie tylko zostały rozpoznane, ale również
wykorzystane składniki lecznicze, kryjące się w drzewach
z rodziny wierzbowatych:
Oto najpopularniejsza w krajobrazie Polski Salix alba L . ,
„wierzba biała." (...) o żółtawej lub brunatnawej korowinie.
Liście podłużnie lancetowate, piłkowane, młode gęsto jed­
wabisto owłosione, później łysiejące, pod spodem szarozielo­
ne. Kwiaty w kotkach, rozwijające się jednocześnie z liśćmi;
męskie z miodnikami i powabnią pręcikową. Owoc: torebka
dwuklapowa z owłosionymi nasionami, rozsiewanymi przez
wiatr.
Lecznicza korowina (Cort. Salicis) zawiera glikozyd feno­
lowy salicynę, pod wpływem enzymu salicynazy odszczepiająca hydrolitycznie aglikon saligeninę, poza tym zawiera do
10% garbników. ( , . . ) . "
To się tyczyło drzewa dwupiennego wyrastającego
w krzew lub ...roślinę wysoką do 30 m. A oto Salix purpurea
L . , wierzba purpurowa. „Jest to krzew wysokości do 6 m,
wchodzący w skład nadrzecznych wiklin, o pędach cienkich,
giętkich, purpurowoczerwonych odwrotnie jajowatolancetowatych, u szczytu drobnopiłkowanych, pod spodem sina­
wych. Kwiaty w kotkach, rozwijające się przed liśćmi.W
korowinie występuje obficie (do 7,5%) salicyna. (...)."
Według tego źródła w korowinie istnieje sporo garbników,
a salicyna jest „bardo gorzka".
Potraktujmy te informacje jako zwięzłe preludium do
prawdziwej symfonii (przepraszam suity!) wiedzy o far­
makologii, kryjącej się wśród drzew pod których konarami
tak chętnie lubimy odpoczywać. Pozostańmy jeszcze przy
Salix purpurea L . :
„Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się wczesną wios­
ną przed wytworzeniem się liści korę z młodych i gładkich
gałązek, zdejmując ją w odcinkach długości około 20 cm.
Suszy się w miejscach przewiewnych w suszarniach natural­
nych. Surowcem jest kora wierzby - Cortex Salicis. (...).
Kora zawiera glikozydy fenolowe w ilości do 10% (m.in.
salicynę, salikortynę, triandrynę i salirepozyd), flawonoidy
(m.in. izosalipurpurozyd i hiperozyd), garbniki pirokatechinowe i galotaniny w ilości 10%, kwas elagowy, katechinę
i sole mineralne.
Działanie. Glikozydy fenolowe łatwo rozpadają się w prze­
wodzie pokarmowym, uwalniając alkohol salicylowy, który
utlenia się do kwasu salicylowego. Powstające rozpuszczalne
sole tego kwasu dobrze wchłaniają się do krwioobiegu
i wywierają działanie przeciwzapalne, przeciwbólowe, prze­
ciwgorączkowe oraz przeciwbakteryjne. Związki salicylowe
61

62

63

64

6S

hamują powstawanie prostaglandyn wywołujących i pod­
trzymujących procesy zapalne w błonach, stawach i mięś­
niach (...). Garbniki kory wierzby wykazują działanie prze­
ciwbakteryjne, przeciwzapalne i w niewielkim stopniu przeciwzakrzepowe (to jedyna jak dotąd słabość interesujących
nas składników - przyp. JO), a ponadto zmniejszają przepu­
szczalność ścian naczyń włoskowatych przewodu pokar­
mowego i zapobiegają mikrokrwawieniom. Mają też działa­
nie zapierające, przeciwbiegunkowe i nieco przciwpotne.
(...)" Przedawkowanie, to zaparcia.
Zastosowanie. „Odwary z kory wierzby stosuje się jako
leki pomocnicze w podostrym i przewlekłym gośćcu stawo­
wym lub mięśniowym. Kora wierzby jest składnikiem mie­
szanki ziołowej Pyrosan i Reumosan oraz granulatu Reumogran, a wyciąg gęsty wchodzi do maści Capsiplex, produko­
wanych przez Herbapol.
Przetwory z kory wierzby zalecane są w niektórych
chorobach gorączkowych, zwłaszcza w grypie i chorobie
z przeziębienia, podobnie jak związki salicylowe otrzymywa­
ne syntetycznie. Stosuje się je w słabo nasilonych ner­
wobólach i migrenie, w łuszczycy, w nieżycie żołądka i jelit,
a także w zapaleniu błon śluzowych przewodu pokarmowe­
go ze względu na garbniki." Jest w tym coś z humoru
zeszytów szkolnych, no nie?
Poznaliśmy właściwości jedynie surowca koszykarskigo,
wikliny. Wydaje się, że ustępują one temu, co kryje w sobie
sokora, topola czarna (Populus nigra L.), a także znana nam
dobrze z innych powodów osika (Populus tremula L.):
„(...) Kora ciemnobrunatna, liście ogonkowe, jajowatorombowe, szerokie, o podstawie ściętej lub szerokoklinowatej.
Pylniki czerwone, znamiona żółte.
Surowiec. Do celów leczniczych zbiera się zimą lub
wczesną wiosną pączki przed ich pękaniem, zrywając je
ręcznie ze ściętych gałązek, a następnie suszy w suszarniach
ogrzewanych w temperaturze nie wyższej niż 30°C.
W pączkach topoli (sokory - JO) występują glikozydy
fenolowe (m.in. salicyna, populina i salicylopopulina), flawnoidy, chryzyna i tektochryzyna, około 0,5% olejku eterycz­
nego (...), żywice, woski, garbniki, kwas galusowy i sole
mineralne. W liściach topoli znajdują się te same składniki.
Działanie. Ze względu na obecność związków salicylo­
wych i flawnoidów przetwory z pączków topoli działają
moczopędnie, słabo napotnie i przeciwgorączkowo. Ob­
niżają poziom kwasu moczowego oraz innych szkodliwych
metabolitów we krwi. (...) Podane zewnętrznie, przyspieszają
gojenie ran i zmniejszają stany zapalne błon śluzowych
odbytu i pochwy oraz skóry. Mają także działanie grzybo­
bójcze i nieco ściągające. (...)
Zastowanie. Odwar z pączków topoli stosuje się doustnie
w stanach zapalnych nerek i dróg moczowych oraz w skazie
moczanowej, przede wszystkim u osób starszych. W połącze­
niu z innymi surowcami stosuje się w bólach stawowych
i mięśniowych. Również w nerwobólach oraz ze względu na
skuteczne działanie przeciwgorączkowe - w grypie i chorobie
z przeziębienia. Wchodzą one w skład mieszanki ziołowej
Pyrosan. Zewnętrznie odwar z pączków topoli służy do
przemywań i kompresów w zapaleniu sromu i pochwy.
Kompresy ze zmiażdżonych pączków topoli lub maść z tego
surowca stosuje się na trudno gojące się rany, żylaki odbytu
i żylakowe owrzodzenie n ó g . "
Wypada więc zgodzić się, że klasyfikacje znaczenia drzew
w naszej kulturze, sformułowane w okresie międzywojennym
przez Kazimierza Moszyńskiego i Adama Fiszera, mają
pewne niedostatki. Już tylko w świetle dotąd przedstawio­
nych danych, wierzbowate, niczym bambus w rejonie Azji
Południowo-Wschodniej lub sierść z owiec i wielbłądów (a
raczej owce i wielbłądy) w Azji Centralnej, stanowią nie­
zwykle ważny czynnik scalający lokalne kultury. I jak
mogliśmy się przekonać ów czynnik dysponuje tak wielo66

67

97

�rakimi cechami (wartościami nie tylko materialnymi), aby
można mówić o scaleniu, rodzaju jednorodnego i dosyć
wszechstronnego w przeszłości kształtowania świadomości,
pojęć, wyobrażeń. Niektóre z nich zdają się być żywe również
w naszych czasach (np. percepcja objawień, odkrywanych na
wierzbach).
Ciesząca sie życiem

69

PRZ
Kazimierz Moszyński, Kultura ludowa Słowian, cz. II, Kultura duchowa, z. 1,

Kraków 1934, rozdz. 11, §§ 423-438, Wierzenia o roślinach, s. 521-541
Por. Franciszek Gawełek, Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych

ludu polskiego, „Lud", t. XVII: 1911, s. 20
K. Moszyński, op. cit., s. 521-522
3

4

Mateusz Wierciński, Współczesne zachowania obrzędowe związane z drzewa­

mi w południowym Radżastanie (w świetle mitologii indyjskiej), praca magisterska
pod kier. prof, dr hab. Zofii Sokolewicz w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej WH UW, Warszawa 1988
K. Moszyński, op.cit., s. 523
Tenże, tamże, s. 523-524
Tenże, tamże, s. 524
Tenże, tamże, s. 524
Por. Jacek Olędzki, Szkice afrykańskie (Baleng), 1989, zapis filmowy
w Archiwum Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie
Jednym z dosyć wymownych przejawów tego umiłowania trawy jest
malowanie przez marynarzy z wielkim zapałem na zielono polskich pokładów
statków PLO i PŻM. Inne bandery miewają na statkach pokłady zachowujące
barwę surowego drewna. Kiedy zapytywałem dlaczego się wyróżniamy poprzez
tę zieleń, słyszałem znamienne wyjaśnienia: „Przecież to przypomina nam łąkę",
„to jest jak trawka". Ponadto wyczuwałem, że marynarze poprzez to malowanie
pokładów statków na zielono jakby pogłębiali w sobie przywiązanie do
bytowania antywodniackiego, zdecydowanie lądowego.
K. Moszyński, op.cit., s. 531
Tenże, tamże, s. 531-532
Tenże, tamże, s. 533
Tenże, tamże, s. 534-535
5

6
7
8

9

1 0

11

1 2
13

1 4
1 5

Por. Adam Fiszer, Drzewa w wierzeniach i obrzędach ludu polskiego, „Lud",

t. XXXV: 1937, s. 60-76
Por. Stanisław Kościelny, Bolesław Sękowski, Drzewa i krzewy, klucze do
oznaczania, PWRiL Warszawa 1971, s. 7
W literaturze pięknej ów fakt, łatwego przyjmowania się wierzby, nie uszedł
uwadze pisarzy. Celują w tym Czesi: „(...) pan doktor Gruntorad, wtedy młody
i na pewno odważny i dzielny, nieoczekiwanie wrócił w nocy do domu, na
parterze zdjął fuzję ze ściany i kopniakiem otworzył drzwi do sypialni swojej
żony, zdążył jeszcze zobaczyć pana obersta, jak biegnie do otwartego okna na
pierwszym piętrze (..., oberst, JO) z przestrzeloną cholewką zdołał jeszcze wspiąć
się na konia, zdążył wyciągnąć zza cholewy wierzbową witkę, zdążył pochylić się
z konia do samej ziemi i wetknąć tę witkę w ziemię, tę witkę, z której wyrosła
wierzba tak dziś ogromna, że podczas burzliwej i wietrznej nocy puka w szyby
16

1 1

98

10

Suplement

68

2

Trzymała się Kasia wierzby
i tak sobie bujała.
Wierzba pękła, Kasia brzękła
aż się wierzba roześmiała.

-filódzoon

Występowanie 300 gatunków wierzb na świecie, wśród
nich naszych 30 oraz parę topól, przy tym każda inna, chyba
coś istotnego w kategoriach kulturowych łączy? Czy filó­
dzoon ujawnia tę ich wspólnotę, jakąś ich wspólną cechę
przyrodniczą, mającą wyrazistą konotację kulturową? Czy
byłaby nią przysłowiowa giętkość, kruchość, miękość i naj­
ważniejsze - krótkowieczność? (rzadkie przypadki dożywa­
nia 100 lat)?
Grecka nazwa wierzby wyróżnia to drzewo spośród
innych, kładąc akcent nie na dosyć banalny aspekt życia
w ogóle (jak we wszelkich „drzewach życia"), lecz na jego
rodzaj, sposób traktowania. Cieszyć się, to nie znaczy
żywiołowo się radować, czy w jakiś euforyczny sposób
wyrażać zadowolenie. Cieszyć się, to - jak sądzę - uznawać
życie z dojrzałym wejrzeniem w jego tajemnicę, podobnie jak
„cieszyć się zdrowiem". Wydaje się, że owa tajemnica życia
jawi się też w ustalonych, skupionych wejrzeniach lub
spojrzeniach i osobliwie spokojnych gestach, towarzyszą­
cych graniu na gwizdkach, świstawkach, piszczałkach piskawkach, kogutkach, fujarkach i trąbach wykonywanych
z kory i gałązek wierzbowych. Wylinienie, ulinienie („uliniłem cię z wierzbiny", Jan Kasprowicz), po delikatnym
obtłuczeniu, zdjęciu kory z wiosennego pędu, cieńszej lub
grubszej gałęzi, jest nieodłącznym, wstępnym składnikiem tej
muzyki, tego grania.
Mamy też piosenki o wierzbie. Bywa ona w nich uczłowie­
czona. Jak już wcześniej powiedziałem, czuje, konstatuje,
ale też po prostu cieszy się życiem, się śmieje. Bardzo rzadki

1

to przypadek wśród pieśni z „wątkiem roślinnym", zwykle
spowitych rodzajem smutku, nostalgii:

Nasza pejzażowa odrębność w stosunku do Europy
Zachodniej, odrębność ukształtowana m.in. obfitością wie­
rzbowatych, powoli a miejscami dosyć gwałtownie zanika.
Dla wielu Polaków wierzba i topola jest symbolem chłopskości, ubóstwa i smętku wiejskiego. Stąd być może wywodzi się
u „ambitniejszych" potrzeba usuwania tych drzew, zastępo­
wania ich „elegantszymi". Budowa nowych dróg to również
eliminacja „wstydliwych drzew". Zastępowano stare wierz­
by (świecące nocą w pełni lata próchnem z dziupli) jarzębinkami, lipkami, klonkami jesionolistnymi (Acernegundo L.),
niezidentyfikowanymi jabłoneczkami.
Dla niektórych, pamiętających czasy sprzed wojny, wierz­
ba to drzewo żydowskie, albo pospołu z topolą szwabskie.
Żydowskie, bo w czasie jesiennego Sukkot, Święta Szałasów
(zwanego też Kuczkami), bywało że szałas (sukka) budowano
z gałęzi wierzbowych. Ponadto w rytualnym bukiecie łuław,
niezbędnym podczas tych śwąt, obok trzech gałązek mirtu
znajdowały się dwie wierzbowe. Szwabskie, bowiem osad­
nicy niemieccy (ale też holenderscy, Olendrzy) w swych
osadach nadwiślańskich i na kępach (głównie dolna i środ­
kowa Wisła) hołubili wierzby i topole, jako niezbędne
w konstrukcjach przeciwpowodziowych. Zatem, wycinanie
wierzbowatych, jak żywopłotu przed domem w którym
mieszkam, znajduje zawsze u drzewołupców jakąś - ich
zdaniem - poważną motywację. W województwie głogows­
kim znaleziono uzasadnienie nawet dla wycięcia 142 dębów
zabytkowych i kilku jesionów pensylwańskich (miały od 116
do 149 lat).
71

72

PISY
okien całego domu niczym żywe wspomnienie." Bohumil Hrabal. Postrzyżyny,
w: Lekcja

tańca dla starszych i zaawansowanych, przekład Andrzej Sci-

bor-Piotrowski, PIW Warszawa 1991, s. 162-163
Stwierdzono, że jeśli gałęzie odcięte zostały piłą, to przyrost nowych jest
powolniejszy niż wówczas, kiedy ścięto je siekierą. W związku z tym ogławianie
ma dosyć zrytualizowany przebieg. Rębacz sadowi się między konarami na
głowie wierzby i stara się jednym wprawnym uderzeniem odciąć kolejną gałąź. Po
ukończonej pracy składa ścięte gałęzie w poziome wiązki aby przeschły.
W Murzynowie koło Płocka ostatnią chatę z 1868 roku zbudowaną
z topoliny rozebrano w 1992 roku. Bale z tej topolinowej chaty nie były naruszone
przez robaki, jak też nie uległy spróchnieniu. Z wierzchu drewno zachowało
szarawo-srebrzystą barwę, natomiast wewnątrz, jasną, świeżo ściętego drzewa.
18

19

Por. Wincenty Badura, Husów wieś powiatu łańcuckiego. Zarys etnograficzny. IV.

Budownictwo, „Lud", t. IX: 1903, s. 268: „Wszystkie budowle są drewniane,
starsze budowane głównie z drzewa topolowego, nowsze z jodły i sosny. „Dane te
wskazują na popularność topoliny nie tylko na niżu środkowopolskim.
Uzupełniają ten inwentarz (obiekty znajdujące się m.in. w Muzeum
w Murzynowie) narzędzia koszykarskie, półkoski (sznycle) do ścinania wikliny
oraz szydła i żelazka. Żelazko, to dwa pręty stalowe u nasady połączone ze sobą.
Narzędzie do obdzierania witek ze skóry, czyli kory.
Za dnia wiecheć zawieszano u powały. Wieczorem zdejmowano go, aby
włożyć do worka i w ten sposób uwięzić muchy. Potakówka pow. Jasło.
Wiadomość tę zawdzięczam pani prof. dr. hab. Marii Biernackiej.
Jeszcze w okresie międzywojennym zwyczaj dosyć popularny w zamożniej­
szych domach Ziemi Dobrzyńskiej. Wiadomość zawdzięczam panu inż. arch.
Wojciechowi Popławskiemu.
Szerzej mówię o właściwościach leczniczych wierzbowatych
w dalszej części, zatytułowanej Salicaceae farmacologica.
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.; Bronisław Gustawicz, O zwyczajach
świętomarcińskich, „Lud", t. XVI: 1910, s. 2 i nast.
Por. Seweryn Udziela, Zabawki, z roślin, „Lud", t. XXVIII: 1928, s. 59-61;
K. Moszyński, op.cit., cz. I I , z. 2, s. 1238-1304
Por. F. Gawełek, op.cit., s. 18 i nast.
Zagadnienie podejmowane niezwykle często w literaturze przedmiotu.
Wspomnę tu tylko cytowanego już A. Fiszera, Drzewa..., s. 73-74
Chociażby hasło wierzba w: Marianne Oesterreicher-Mollwo, Leksykon
symboli, przekład Jerzy Prokopiuk, Wydawnictwo ROK Warszawa 1992, s. 175
W wierzbach tych mają swe gniazda obok najpospolitszych dwóch rodza­
jów sikorek, szpaków i kosów o wiele rzadziej spotykane ptaki, dudek, puszczyk,
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6
2 7

2 8

2 9

�drozd, raniuszek, dzwoniec, makolągwa, szlamniki, petzacze, a także dzięcioł
kręlogłów.
Claude Levi-Strauss, Totemizm, przekład Aniela Steinberg, PWN, War­
szawa 1968, s. 120. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że w Nowej księdze przysłów
polskich hasło dąb występuje w 20 odrębnych zapisach oraz w 56 kontekstach,
mających własne hasła. W przypadku innych drzew, mających poważniejsze
znaczenie w dawnej kulturze Polskiej, liczby te przedstawiają się następująco: lipa
1 i 7, brzoza 2 i 10, wierzba 6 i 26! Można zatem przyjąć, że pojęcie wierzby
posłużyło do oceny rzeczywistości w 26 sferach życia.
3 0

3 1

Nowa księga przysłów i wyrażeń przysłowiowych polskich (dalej w skrócie

NKPP, przyp. JO), W oparciu o dzieło Samuela Adalberga opracował Zespół
Redakcyjny pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, PIW Warszawa
1969-1978, t. II: 1970. s. 95, § 65
NKPP, t. I , s. 431, § 82
Mam tu na myśli późnoromański kościół w Rokiciu, pow. Lipno. Legendy
związane z tym kościołem wskazują wyraźnie na fakt wzniesienia go w miejscu
nadwiślańskiego uroczyska wierzeń przedchrześcijańskich. Rokicie, to być może
ogólna nazwa określająca w przeszłości miejsce demoniczne, uroczysko wierzeń
3 2

3 3

przedchrześcijańskich. Por. Seweryn Udziela, Świat nadzmyslowy ludu krakows­
kiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły, „Wisła", t. XIII: 1899, s. 78-79,

§ 216. Djabeł Rokita i § 217. Rokita daje babie mleko:
„ - 'Jasiu Rokilka,
Przyślą do ciebie kobietka
Daje ci duse i ciało,
Bo i (= jej) się mleka zachciało!'"
3 4

NKPP, t. I , s. 557, § 3
Kazimierz Wyka, Wędrując po tematach. Puścizna, t. 2, WL Kraków 1971,
s. 5-50
Leszek Misiak, Jeszcze jeden cud, „Kulisy" - ..Express Wieczorny", R.
XLVI: 1992, nr 239 (13679), 4 grudnia, s. 3
Por. Autor nieznany, Czego chcesz od nas Pani?, Quidam Grudziądz 1992
3 5

3 6

3 7

oraz tegoż. Orędzia Matki Bożej Maryi Niepokalanej, Okonin 1990-1992,
Opamiętania nadszedł czas, Grudziądz 1992

Wydarzenie w Okoninie nie należy do wyjątkowych. Prowadząc w latach
siedemdziesiątych badania nad zdarzeniami o charakterze mirakularnym w Po­
lsce spotykałem się z faktem objawień postrzeganych na wierzbach. Jednym
z nich jest zdarzenie z końca lat pięćdziesiątych w Radziejowie w lubelskiem.
Zdjęcie 4 wierzb na łące w Radziejowie oraz opis samego zdarzenia znajdzie
Czytelnik w pracy: Andrzej Hemka, Jacek Olędzki, Wrażliwość mirakularna,
„Polska Sztuka Ludowa", R. XLIV: 1990, nr 1, s. 10-11
3 8

Por. Mikołaj Rybkowski, Dvabel w wierzeniach ludu polskiego (Z okolic

Biecza), „Lud", t. Xli: 1906, s."212-232; Jan Janów, ..Sabatowa Bajka" H.
Sienkiewicza i legendy o ,,Dziwnych sądach bożych", „Lud", t. XXX: 1931, s. 82

i nast.
NKPP, t. 1, s. 866, § 17
NKPP, t. III, s. 931, tj 11
NKPP, t. I , s. 752-753
NKPP, t. 1, s. 152, § 99
NKPP, t. I I , s. 624, § 2
NKPP, t. II, s. 624, § 2. Wyrażenie to Redakcja opatrzyła komentarzem:
„Prawdopodobnie pogłos baśni ludowej o nierozgarniętym chłopie, który skarb
znajduje." Można tu również przywołać powiedzenie: Głupiemu szczęście
sprzyja. Por. F. Gawełek, op.cit., s. 23, „Czesi wierzą, że przy pomocy
poświęconej wierzby i trzech pręcików białego orzecha można odnaleźć zaklęte
skarby, (...)."

4 5

NKPP, t. II, s. 503, § 3; M. Rej, 1568
NKPP, t. I , s. 540, § 35
NKPP, tamże
NKPP, t. III, s. 95, § 4. Redakcja słusznie wyrażenie to i jemu podobne
umieściła pod hasłem rózga, a nie palma.
Zdzisław Caban, Murzynowo.
NKPP, t. III, s. 715, § 18
NKPP, tamże
Wiadomość tę zawdzięczam panu doc. dr Witoldowi Kusińskiemu.
NKPP, t. II, s. 457, § 97
NKPP, t. I , s. 186-187, § 511
Artysta studiował malarstwo w Poznaniu u prof. Stanisława Teiseirea,
a grafikę w Warszawie u prof. Haliny Chrostowskiej.
Por. A. Fiszer, Drzewa..., op.cit., s. 73
Por. Tenże, tamże
Por. F. Gawełek, Palma..., op.cit., s. 23
Tenże, tamże, s. 24
Por. Józef Sulisz, Zwyczaje wielkanocne w sanockiem, „Lud", t. XII: 1906, s.
310
Niezwykle moce łączono nie tylko z palmą wielkanocną, ale również
z poświęconym łykiem wierzbowym. Oto zapis z 1922 roku z Retek koło Złakowa
Kościelnego, który zawdzięczam wielkiej przychylności dra Tadeusza Baraniuka: „Do niedawna w Retkach mieszkała rodzina Śmiałków. Nad kolejnymi
pokoleniami tej rodziny, wedle przekonania sąsiadów, ciążyło jakieś fatum.
Około 1920 r. w obejściu i na polu prześladowanego gospodarza przeprowadzo­
no obławę, by pochwycić sprawcę nieszczęść. Złapano jedynie karmiącą zajęczy­
cę, zlitowano się tedy nad nią i wypuszczono. Oswobodzona zajęczyca zaśmiała
się 'po ludzku' i uciekła. W jakiś czas potem pojawił się w Retkach nieznany
wędrowiec. Opowiedziano mu zdarzenie a on odrzekł, iż retkowianie postąpili
nierozumnie: należało z łyka wierzbowego - tego łyka, którym oplecione są
wianuszki poświęcane w oktawę Bożego Ciała - sporządzić postronek z pętlą.
Dławiona wierzbowym postronkiem zajęczyca przyznałaby się do winy."
Podaję za: F. Gawełek, Drzewa..., op.cit., s. 22
Por. S. Kościelny, B. Sękowski, Drzewa.... op.cit.; Włodzimierz Seneta.
Dendrologia. PWN Warszawa 1983
Marian Nowiński, Dzieje upraw i roślin uprawnych, PWRiL, Warszawa
1983, wyd. II, s. 28
Tenże, tamże
4 e

4 1

4 8

5 0

51

52

53

5 4
s s

5 6

57

58

5 0

6 0
61

6 2

6 3

fi4

6 5

6 6

0 7

6 8

..Smutna wierzba u jeziora
kąpie swój zielony wlos."

3 5

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

W. Jaroniewski, A. Ożarowski, Rośliny lecznicze i ich praktyczne za­

stosowanie. IWZZ, Warszawa 1987, s. 383-384
Tamże, s.s. 377-378
Por. przypis 25
o" Np.:
Piosenka z Podlasia, Archiwum IS PAN, sygn. 1592/3
Krasnystaw, Archiwum IS PAN, sygn. PT. 379 B. Za odnalezienie
i udostępnienie tych bezcennych zapisów serdecznie dziękuję pani Annie
Szałaśnej.
Por. Judaizm, „Biblioteka Pisma. Literacko-Artystycznego", pod redakcją
Mariana Dziwisza, Kraków 1989, s. 234. Wartp też nadmienić, że tak jak niegdyś
Niedzielę Palmową nazywano Wierzbna, tak Święto Szałasów zwano też Dniem
Wierzby. I też wierzba w Starym Testamencie posiada bogatą symbolikę. Por.
tylko Psalm 136, 1-2 oraz Izajasza 44,4
10 lat za dęby, „Gazeta Wyborcza", nr 291,14-15 grudnia 1991
7 0

7 1

7 2

Boruta w starej wierzbie.
Fotografie: J. Olędzki - il. 1, 2; W. Marchlewski - . 3
Litografia z Kalendarza Warszawskiego popularno-naukowego, 1864 r.

99

I

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10506" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10484">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/78d4aadeaadd4f4697b09077b95bbb37.pdf</src>
        <authentication>c09f139dc2fbf9bddf2d5dd859aecad4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125106">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2496</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125107">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125108">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2319</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125109">
                <text>Myśmy ustanowili przyrodę - rozmowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125110">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.133-138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125111">
                <text>Myśliwski, Wiesław; Sulima, Roch; Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125112">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125113">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125114">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125115">
                <text>Myśmy ustanowili przyrodę
O przyrodzie, ptakach, zwierzętach i okrucieństwie
rozmawiają:

Wiesław Myśliwski, Roch Sulima, Aleksander Jackowski
Przyroda i formuły
R.S. - Można by zacząć od ogólnie przyjętej, a przy tym
zdroworozsądkowej tezy, iż chłop nie stawał na zewnątrz
przyrody, nie wyodrębniał się z niej jakimś aktem świadomo­
ści. Dlatego też - może to zabrzmi ryzykownie, przyroda nie
mogła być właściwie do pewnego momentu, źródłem prze­
żyć, czy doznań estetycznych - w naszym rozumieniu.
Trzeba rozgraniczyć dwie rzeczy. Przyrodę, naturę i obraz
przyrody np. w słowie ludowym czy w plastyce ludowej.
Z jednej strony przyroda byłaby księgą pracy - zapisywaną
w chłopskim działaniu; z drugiej strony mogłaby być księgą
wyobraźni - modelem poznawania tego, co nieznane. To
dwa wstępne ustalenia. Bo przyrody - w naszym rozumieniu
- jako przedmiotu kontemplacji nie zna pieśń ludowa, nie
zna bajka.
Są w nich konwencjonalne znaki natury, to samo mamy
w malarstwie ludowym, gdzie przyroda jest symbolicznie
zaznaczona, dopisana do architektury, ale nie analizowana.
Jest jakby wtórna, np. w stosunku do architektury w średnio­
wiecznej ikonie, czy na freskach Giotta. Pejzaż w sztuce
ludowej rodzi się bardzo późno i mówimy wówczas raczej
o sztuce naiwnej, a nie ludowej. Tak samo, pamiętamy: nie
ma przyrody w chłopskiej fotografii. A jeśli jest, to też jest
sztuczna i pochodzi raczej z miastowego atelier, gdzie
występuje konwencjonalna brzoza, strumień, ogrodzenie.
Jest to raczej inkrustacja drugiego planu, rzadko nato­
miast obiekt autonomiczny, pierwszoplanowy. W świadect­
wach chłopskiej kultury znaki przyrody są konwencjonalne.
Na przykład w tekstach archaicznych: w micie czy bajce
czarodziejskiej mamy oczywiście las, źródło, pole, górę,
drogę... Ale to są kategorie - byty; kategorie, od których nie
można się uwolnić. Są to fakty dominacji świata nad
człowiekiem, a nie kategorie poznawania czy opisu tego
świata, czy nawet tylko porządkowania rzeczywistości. Po
prostu przyroda jest jak moc, siła, energia, nie ma natomiast
obrazu przyrody, a więc czegoś, co nie jest nią samą, a jest jej
doznaniowo równoważne, jest jej słowną czy ikoniczną
iluzją. Nie ma tym bardziej przyrody, która mogłaby być
przedmiotem kontemplacji. Można powiedzieć, że to czło­
wiek przynależy do lasu, źródła i pola, a nie są one we władzy
człowieka. Mówiąc w dużym skrócie: obraz przyrody poja­
wia się w pieśni ludowej za sprawą formuły językowej
w sposób konwencjonalny, jako przestrzenny substrat czy
tło rzeczy i postaci. Śpiewa się w pieśni: „tam nad wodą
kalina stojała, a pod tą kaliną dziewczyna płakała". Zawęże­
nie obrazu! Zawężenie obrazu, ale to też jest tylko pewna
formalna kwestia, „Tam nad wodą kalina..." może znaczyć
- gdziekolwiek!
Natomiast, jak sądzę, obraz przyrody, a więc coś, co już
jest wyraźnie przedmiotem kontemplacji, pojawia się wtedy,
kiedy chłopi sięgają po pióro; wtedy kiedy zamyka się
„epoka kolbergowska" - epoka anonimowej twórczości. Po
prostu problem słowa wyzwala dopiero spojrzenie na przy­
rodę. Poprzez słowo, przede wszystkim jednak literackie,
poetyckie, „cudze" np. słowo Lenartowicza, Konopnickiej,
dochodzi się do obrazu przyrody, który wygląda tak schema­

tycznie i konwencjonalnie, że w tzw. pisanej poezji ludowej
bywa on semantycznie pusty, przezroczysty. Sądzę, że słowo
chłopskiej poezji (z nielicznymi wyjątkami np. Jan Pocek) nie
wnosi nic odkrywczego do obrazu przyrody w literaturze.
Nie znaczy to jednak, że nia ma ludowego języka praktycz­
nego, w którym mówi się o przyrodzie. Są np. ludowe nazwy
kwiatów, ptaków, gwiazd, obłoków. Dla nas brzmią one
niezwykle poetycko. Rejestrowali je dialektolodzy, interp­
retują dziś etnolingwiści.
Powstaje zatem jakiś własny, ludowy wizerunek świata
przyrody. Nie bądźmy przecież naiwni: dla chłopa przyroda
była też księgą zapachów, księgą barw, księgą strachów.
Zapewne te wartości były mu dostępne. Tylko że zapach był
prawdopodobnie informacją, a nie przedmiotem kontemp­
lacji, tak jak to my czujemy, gdy wchodzimy do perfumerii
wybrać np. jakiś zapach, co znaczy - wybrać jakiś styl. Po
prostu nie była to alegoryczno-symboliczna księga natury,
tak jak w renesansie czy baroku, ale - jak już powiedziałem,
była to księga informacji sensualnej, dotykowej; natura była
księgą pracy, może księgą metafizyki, ale nie księgą estetyki.
Są to - powtórzę - zdroworozsądkowe tezy.

O milczeniu rzeczowników
W. M. - Ale, żeby na tym nie skończyć, coś powiedział - bo
można nawet się zgodzić z tym wszystkim - to trzeba trochę
zamieszać w tej dyskusji. Po pierwsze: chłop, mówisz, nie
wyróżniał, nie wyodrębniał się z przyrody, tu jest pierwsza
wątpliwość. A może tylko nie wyrażał tego? A jeśli nie
wyrażał lub wyrażał to inaczej, niż my wyrażamy - to
dlaczego? Bo jeśli w zapisach chłopskich (to nie tylko
dotyczy poezji, to dotyczy różnych zapisów „koniecznych"
czy użytkowych) są konstatacje jedynie typu rzeczowniko­
wego - to może jest to kwestia języka? Otóż mowa chłopska
jest w gruncie rzeczy bezprzymiotnikowa. Natomiast każda
kontemplacja jest przymiotnikowa. I zauważ jedną rzecz,
nawet w tym kawałku cytatu, który przytoczyłeś, jest np.
rzeczownik woda. I w tym cytacie nam się jawi obraz tej
wody, przez strukturę sytuacji, przez strukturę zdania,
w którą wkomponowany jest ten rzeczownik woda. I tak jest
na ogół zawsze w chłopskich zapisach. Można by powie­
dzieć, że chłopskie zapisy są właściwie najbardziej idealnymi
zapisami literatury, ponieważ prawdziwa literatura też po­
winna być bezprzymiotnikowa. Ale to nie znaczy, że tam nie
ma kontemplacji. W tym cytacie o kalinie jest właśnie
kontemplacja. Sytuacja, opisana w tym zdaniu, jest sytuacją
kontemplacyjną.
Moja uwaga dotyczy właśnie tego, że chłop wyrażał
inaczej swoje miejsce w przyrodzie ponieważ inny był
chłopski język. I to by nas prowadziło - do zastanowienia się
nad chłopskim sposobem wyrażania przyrody. To jest inny
w ogóle stosunek do przyrody nie mieszczący się w naszych
konwencjach. I dlatego wyciąganie wniosków musi być
bardzo ostrożne, musi przede wszystkim prowadzić najpierw
do zastanawiania się nad systemem języka, w którym chłop
w ogóle określał swoją sytuację.

133

I

�Być może kultura chłopska jest przede wszystkim kulturą
milczenia. Słowo w tej kulturze ma zatem znaczenie sym­
bolu, metafory, znaku nie tylko komunikacyjnego. Jeden
rzeczownik w tej kulturze znaczy czasem więcej niż cały nasz
opis. I na ogół nie wyraża się tego, co się widzi, bo to jest.
I przez samo to, że jest, jest już mową, chłop - stwierdzam to
w formie pytania - rozmawiał milczeniem z tą przyrodą.
Prawdopodobnie także przyroda rozmawiała z nim. Mieli
wzajemny kod, stanowiący dla naszego inteligenckiego myś­
lenia tajemnicę.
R. S. - To nie wyklucza tezy postawionej na początku
naszej dyskusji...
W. M . - Nie, oczywiście nie, ale to nie znaczy np. że chłop
nie przeżywał zachwytów nad przyrodą, tylko wyrażał swój
zachwyt, swój podziw, swoje wartościowanie - inaczej.
Jeśli chłop powiedział: o niebo! - dajmy na to - to w tym
było wszystko. Jemu niepotrzebny był żaden przymiotnik.
Bogactwo samej nazwy, spektrum znaczeń, jakie było w sa­
mej nazwie, było inne niż w naszych nazwach, choć pozornie
są to te same nazwy. Bo jak czytasz np. chłopskie zapisy,
powiedzmy, testamenty, to nie możesz powiedzieć, że egzys­
tencja toczy się na zewnątrz przyrody, że chłop jest wywłasz­
czony z przyrody; że nie czuje z nią związku, że nie czuje
emocji wobec przyrody. Tylko, wydaje mi się, że jeśli mamy
mówić o relacjach: chłop - przyroda, to czy chcemy, czy nie
chcemy, musimy przede wszystkim mówić o języku, starać
się wniknąć w ten chłopski język.
A. J . - Rzecz dotyczy nie tylko wrażliwości na przyrodę,
pewna sfera odczuć chłopa nie jest nam znana, nie opisują jej
żadne teksty, np. testamenty. Nie wiemy jak reagowano np.
na śmierć, a przecież ograniczając się tylko do opisu
etnograficznego z zewnątrz, widzimy jedynie skonwenc­
jonalizowaną formę zachowań. W środowiskach miejskich
literatura, zwłaszcza początku wieku, wykreowała obraz
rozpaczy kobiety, która straciła dziecko. Umierało się
z miłości. A na wsi? Czy też się umierało z miłości, czy też
wszystko toczyło się w sposób mniej egzaltowany. Śmierć,
stale obserwowana w przyrodzie, była zjawiskiem po prostu
bardziej naturalnym. Nieuniknionym.
Sprawa wartościowania estetycznego: dla mnie ładna
krowa, to kształtna, zgrabna, pięknie sklepiona. A Jacek
Olędzki pytając o preferencje estetyczne chłopów na Kur­
piach dowiadywał się, że krowa ładna, to duża, tłusta, dająca
dużo mleka. A więc użyteczna.
Wartościowanie tylko estetyczne stanowi przywilej ludzi,
którzy nie muszą zwracać uwagi na inne funkcje. Venus
z Willendorf miała rozłożyste biodra, ponieważ w tamtych
warunkach dawało to szanse urodzenia dziecka. Marylin
Monroe nie miała żadnych szans u ludów kopieniaczych,
zmuszona do ciężkiej harówki na polu.
R. S. - Ideał urody u rosyjskich chłopów (analizowany
zresztą przez uczonych) jest dokładnie taki sam, podobnie
Handzia w „Konopielce". A kobiety w filmie „Mondo
cane"?
A. J . - No właśnie. Jednocześnie Olędzki stwierdza, że
ocena estetyczna krajobrazu zależy od przyzwyczajenia. Dla
Kurpia góry są brzydkie, zaś góral źle się czuje nad morzem
czy na równinie. Pojęcie piękna wiąże się więc z tym, co
kształtuje nasza podświadomość. Mówiąc o „pięknie" roz­
mawiamy innymi językami.
W. M . - Absolutnie się z tym zgadzam. Tu dochodzimy
właśnie do istoty rzeczy. Nie możemy w spojrzeniu na
chłopską kulturę, na chłopskie zachowania, na chłopską
estetykę - posługiwać się naszymi pojęciami, naszymi przy­
zwyczajeniami, naszym językiem. To jest podstawowy błąd,
metodologiczny, poznawczy. I dlatego, jeśli będziemy naszy­
mi narzędziami tę sprawę badać, to dojdziemy do kon­
statacji, że chłop nie wyrażał stosunku estetycznego na
przykład: nie miał skali przymiotnikowej - wobec tego nie

134

wyrażał zachwytu. On nie miał potrzeby wyrażać. Zachwyt
wynika zawsze z pewnej obcości, z pewnego dystansu, czy
nawet niewiedzy: coś się nagle zobaczyło - i zdziwienie. On
nie miał powodu być zdziwionym. On o przyrodzie, w której
żył, wiedział wszystko. Wysysał jej znajomość z mlekiem
matki. Czerpał tę wiedzę z doświadczenia pokoleń, na­
kładając na to własne doświadczenie. Był skazany na
przyrodę tak samo jak na los. Czuł wobec przyrody pokorę.
A pokora jest najwyższym stanem zachwytu, najwyższą
formą kontemplacji. Podany tu został klasyczny przykład,
gdy chłop przeniesiony ze swojej przyrody w inną przyrodę,
przestawał żyć. To była miara. Czy to jest miara estetyczna?
- Oczywiście, też. To jest miara tak głęboko estetyczna, aż
tożsama z miarą ontologiczną.
A. J . - Tylko nie zwerbalizowana.

0 samorództwie i sacrum
R. S. - Jak poznać to, co nie wyrażone, czy nawet
niewyrażalne? Jak poznać stosunek chłopa do przyrody? On
się zawiera w samej etymologii słowa przyroda, w zwrotach:
„przyrodzenie", „przyrodni". Bo przyroda jest odpowied­
nikiem tego, czym w łacińskiej tradycji jest natura. W języ­
kach słowiańskich jest to właśnie oznaczenie czegoś, co jest
przyrodzone, wrodzone, co jest samorództwem, co nie jest
dodane, co nie jest wniesione z zewnątrz. Przyroda jest
hipotezą wszechogarniającej, samoodradzającej się „cało­
ści".
A zatem mówienie o przyrodzie rzeczywiście nie musiało
istnieć jako coś, co ma osobny słownik, osobny styl, nie
musiała istnieć osobna mowa. To był w zasadzie język bytu.
Mówienie czy ustosunkowywanie się do przyrody, to tyle
samo, co bycie w tej przyrodzie. Ale czy przyroda nie była też
swego rodzaju lustrem, w którym chłop dostrzegał siebie.
1 nie tyle mógł wówczas powiedzieć: - to właśnie „ja", ile
raczej mógł w tym lustrze natury dostrzec swój i n n y od
wszystkiego, co go otaczało - kontur, sylwetkę.
A. J . - Chłop był od przyrody niesłychanie uzależniony:
od jej rytmu, od długości dnia, od tego czy będzie deszcz czy
tego deszczu nie ma. Od tego zależał jego byt, stąd próby
oddziaływania na przyrodę wiążą się z religijnością ludową;
z mitologiami.
W. M . - Ja bym to jeszcze uzupełnił. Chłop nie tylko był
uzależniony od przyrody ale też prawdopodobnie sądził, że
i przyroda jest w równym stopniu uzależniona od niego. Stąd
cała rytualizacja jego stosunku do przyrody. To, co ja tam
w Kamieniu napisałem o tej kromce chleba, bez której ziemia
nie urodzi. Nie może się zacząć cykl życia bez rytualnego
początku. To było przecież przypisanie sobie równorzędnego
znaczenia. Że ta ziemia bez niego jest bezradna. Że się nie
oswoi, nie otworzy, nie zamknie.
To świadczy w gruncie rzeczy o integralności równopraw­
nej. Bo prawdziwa integralność nie jest tylko poczuciem
istnienia w czymś, ale jest poczuciem istnienia w równopraw­
nym związku. A rytualizacja innych rzeczy? Pan tu wspo­
mniał, jak chłop przeżywał śmierć. Ale on miał i sposoby na
tę śmierć! W mitologii chłopskiej przetrwało mnóstwo
świadectw przekładania sobie śmierci na dogodną chwilę.
Odpędzania śmierci. Targowania się ze śmiercią. Partnerst­
wa wobec śmierci.
R. S. - Tak, myślę, że problem ten jest szczególnie ważny.
Rytualizacja stosunku do rzeczywistości, posiadająca uzasa­
dnienie magiczno-mityczne, zaczęła nakładać się i przenikać
z chrystianizacją chłopskiego stosunku do przyrody. Sądzę,
że wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa, czy zagospodaro­
waniem przez chrześcijaństwo kultów pogańskich, stosunek
do przyrody zaczął się zmieniać. To znaczyło bardzo wiele.
A. J . - Dlaczego? Co się zmieniło w odczuciu magicznego
związku z przyrodą?

�R. S. - Można by powiedzieć, iż nauki kościelne uprawo­
mocniły inne siły sprawcze, ustanowiły (choć proces tego
ustanawiania jest długi i skomplikowany) innego gwaranta
status quo w tym świecie. Sacrum chrześcijańskie - na­
kładające się na sacrum magiczne, w różny sposób z nim
poprzenikane, stworzyło jeszcze inny typ uzasadnień - doko­
nało wyłomu światopoglądowego. Oto jest jeszczejakiś inny
sposób wyjaśniania tego, że zboże rośnie, las trwa, a kwiaty
rozchylają swoje pąki.
W. M. - Ja bym się częściowo z tą tezą zgodził pod
warunkiem, że chrystianizacja polegała m.in. na próbie
nauczenie chłopa przyrody w taki sam sposób jak nowej
wiary. Nazwałbym to latynizacją przyrody w chłopskiej
kulturze.
R. S. - Jako księgi wiary
W. M. - Mniej więcej. Bo co to właściwie znaczy przyroda?
To jest nasze pojęcie, ludzi wykształconych.
Znowu wracam do poczucia pierworodności. Są pewne,
przynajmniej pośrednie, dowody na to, że nie istniało
w chłopskim kosmosie - bo tak to trzeba nazwać - coś
takiego jak przyroda. To jest pojęcie stworzone przez kolejne
etapy rozwoju świadomości ludzkiej. Prawdopodobnie
w kulturze chłopskiej wyobrażenie przyrody jest zupełnie
inne i na czym innym polega. Tak jak wyobrażenie śmierci
wyobrażenie zaświatów, wszechświata, Boga. Bo kiedy my
mówimy - przyroda, to od razu wyodrębnia nam się pewna
wizja, jakby oddzielna od nas, (o właśnie!) którą musimy
podziwiać, którą musimy kochać, którą musimy ratować.
R. S. - Ale właśnie chrystianizacja - jak słusznie powie­
działeś - umożliwiła postrzeganie przyrody jako czegoś
osobnego i nam w jakimś sensie podległego. Zapewne
chrześcijańskie przekonania czy wobrażenia raju mogły się
okazać dla chłopa pewnym wzorcem estetycznym; mogły
uzasadniać inne spojrzenie - na te same kwiaty, tę samą łąkę,
na drzewa czy ptaki. Ileż w ludowych legendach, ludowych
nazwach świata przyrody jest aluzji i nawiązań do rajskich
wyobrażeń?
W. M. - To jest dalszy ciąg mojej pierwszej kwestii, czyli
j ę z y k a . A właściwie jej podpunkt: czy chłop w ogóle
wyróżniał nie tyle siebie z przyrody, tylko przyrodę z siebie.
Tu każdy z nas ma na pewno wiele nieoczekiwanych
zaskakujących przykładów na stosunki chłopa z przyrodą.
Ja pamiętam, jak opowiadano m i , że chłopi, po powodzi
batożyli rzekę; Samo pojęcie przyrody należy więc zrewido­
wać i starać się, jeśli to jest możliwe, zrozumieć, jak świat
przyrody, w różnych formach swego istnienia mógł kształ­
tować się w wyobraźni chłopskiej, i jak tę wyobraźnię
kształtował.
A poza tym. Jeśli my mówimy: przyroda, to przecież samo
pojęcie przyrody nie tylko wyodrębniamy, ale w jakiś sposób
zubożamy, bo to dla nas jest pejzaż, coś poza nami, przed
nami, obok nas, lecz nie w nas. Tymczasem w kulturze
chłopskiej - bo wolę używać tego pojęcia - podejrzewam,
a nawet miałbym na to dowody, przyroda była częścią
osobowości człowieka, była integralna z nim, istniała przede
wszystkim w nim, a na zewnątrz była jakby odbiciem tego
istnienia wewnętrznego. Ta przyroda „zewnętrzna" była
przecież usymboliczniona. Ptaki, drzewa miały swoje rangi,
swoje znaczenia pozaprzyrodnicze, wycie psa, skrzek sroki,
nawet kształty chmur obdarzone były ludzkimi przeczuciami
itd.
R. S. - W kulturze niechłopskiej była sprawa stosunkowo
jasna. Od czasów antyku, powiedzmy od Arystotelesa, to
wszystko było jakoś uporządkowane. Wystarczy także
wspomnieć wczesnochrześcijańskiego Fizjologa czy średnio­
wieczne bestiariusze, aby stwierdzić, że przyroda była jakoś
opisana: każdy ptak, każde zwierzę miało swoje miejsce,
swoje funkcje. Natomiast w kulturze chłopskiej, jeszcze tej
XIX-wiecznej, to wszystko mogło być tylko powtarzalnym

doświadczeniem, przekazywanym przez tradycję mówioną.
Nie medytowano na ten temat w sposób systematyczny.
System przyrody, który istniał za sprawą człowieka, domino­
wał nad systemem myśli spekulatywnej.

O ptakach i przysłowiach
A. J . - No dobrze, ale teraz mów nie jako ten, kto jest
posiadaczem różnych systematyk czy bestiariuszy, ale mów
o stosunku do zwierząt jako człowiek, który jest za wsi.
W. M. - Sądzę, choć to może ryzykowne, że stosunek
chłopa do zwierząt był zawłaszczający. To znaczy, że wszyst­
ko co się rusza, chłop by najchętniej udomowił. Udomowił
co prawda parę zwierząt, ale pewnie gdyby mu się dało
udomowić i sarny i zające i ryby - to by to zrobił. A nawet
prawdopodobnie udomowiłby wszystkie te wyobrażeniowe
smoki itd.
To jest również jego stosunek do przyrody, w którym nie
czuł się wyłącznie podporządkowany, ale w różnym stopniu
czuł się - równorzędny. To jest pierwsza sprawa. Coś
udomowić. Przecież spotykaliśmy w swoim dzieciństwie
takie rzeczy пр.: jeśli się kawka dała udomowić, to się ją
udomawiało. Przypomnijmy tylko stosunek do bociana.
Przecież bocian nie spełniał takiej roli, jaką spełniała: krowa,
pies, kot. On przylatywał i odlatywał; on się nie dał tutaj do
niczego zaprząc ... choć nieprawda! - On się dał zaprząc, ale
w innym sensie.
R. S. - Był jednak jakoś bezinteresowny?
W. M. - Tak, budowało mu się gniazdo, patrzyło się, czy
bociany są. On był ptakiem - już domowym. Znaczył swoją
bezinteresownością, coś symbolizował. On wiosnę przynosi,
bocianowi narzucono też parę funkcji: czy stoi, czy leży, czy
ma dwoje piskląt, czy ma troje - wszystko to coś zawsze
znaczyło.
Sroka, bardziej niezależna od bociana, została tak samo
wprzęgnięta w całą tę chłopską użyteczność. W mojej
rodzinie, po zachowaniu sroki przeczuwało się nieszczęścia.
Jak sroka siadała na gałęsii blisko domu - ja do dnia
dzisiejszego nie mogę się tego wyzbyć - i zaczęła skrzeczeć, to
moja babka mówiła, coś się stanie, nie ma rady. I zganiała ją.
A dziadek mówił - i tak nie pomoże, bo już zaskrzeczała.
R. S. - W chłopskim świecie wszystko wydaje się wyjaś­
niać, nawet to, co dla nas jest logiczną sprzecznością. Nie
darmo powiada się, że „na wszystko jest przysłowie" i „na
dwoje babka wróżyła". Ostatecznie, funkcją przysłów jest
neutralizowanie sprzeczności.
W. M. - Nie tylko. Jest taki piękny esej Karela Ćapka
O mądrości przysłów ludowych. Chyba tak tytuł brzmi. Otóż
Ćapek próbuje dociec, skąd ta sprzeczność przysłów, że
jedne drugim zaprzeczają i na każdą sytuację można znaleźć
przysłowie, choćby i sytuacje sobie zaprzeczały. I dochodzi
do wniosku, że ów paradoks jest przejawem głębokiej
mądrości życiowej. Że przysłowia ludowe są niczym innym
jak wielką księgą pocieszenia. Ich zadaniem jest przychodzić
z pomocą człowiekowi w każdej sytuacji.
Lecz skoro jesteśmy już przy ptakach, to na przykład nie
rozgryzłem do dnia dzisiejszego jednej rzeczy, stosunku
chłopa do jaskółki i do wróbla. W gruncie rzeczy jaskółka
jest umiłowana. Jest pod strzechą.
A. J . - Jest ptakiem Matki Boskiej.
W. M. - Natomiast wróbel jest z pogardą traktowany.
Pamiętam, jak kiedyś mój wujek mówił - to na gównie siada.
R. S. - W tradycji ludowej, co do wróbla jest sporo
określeń. Najczęściej, że to jest żyjąca, naoczna, ćwierkająca
pospolitość.
W. M. - Ale właśnie, czy nie dochodzimy tutaj do
wyodrębnienia pewnej kategorii estetycznej? Siada na gów­
nie... Nie mówi się, czy on jest ładny, czy brzydki. Jaskółka
lot ma podniebny i nie siada na gównie.

135

1

�R. S. - A więc są dwie sfery ptasie?
A. J . - Ale jaskółka równocześnie mówi o tym, czy będzie
deszcz. Czy ona wie więcej, niż ten pospolity wróbel?
W. M . - Ale on też jest pożyteczny, bo na przykład nie tępi
się na wsi wróbli. Wróbli jest zatrzęsienie. I potrafią być
szkodnikami, a nie tępi się wróbli.
R. S. - Tak, wróbel jest chłopskim symbolem vanitas,
symbolem marności przemijania, ale też pospolitości i mno­
gości, właśnie czegoś nie dającego się zdefiniować. Ot po
prostu - wróbel! Wszystkie zwierzęta, które są związane ze
sferą gnojną, np. świnie, mają konotacje także negatywne,
oprócz użytkowych, a przy tym, świnia uchodzi za niezwykle
mądre zwierzę.I też tajemnicze właśnie. Bardzo tajemnicze,
a więc coś tam jest niedopowiedzianego, niedogadanego
i zapewne chłop nie chce wszystkiego wiedzieć. Przy chłops­
kim „etosie obowiązku" taka wiedza o czymś, czego nie
powinno się wiedzieć, działałaby paraliżująco.

R. S. - Szatan dobudowuje świat po kawałku, tylko że jest
to zawsze kawałek zły. Ale wracając do grzybów, to wszyst­
kie one są świadkami tamtego świata, stale się same z siebie
rozmnażają, jako i dobro i zło!
W. M . - Ja bym tutaj ostrożnie z tym i tamtym światem.
Bo w chłopskim kosmosie nie ma czegoś takiego.. Jest jeden
świat.
A. J . - Wróćmy do grzybów. Czy jeżeli się grzybnię
odsłoni, to później grzyb nie urośnie?
R. S. - Tak, nie wolno dotykać ręką, tak jak nie można
dotknąć wyobrażeń, bo dla mnie grzybnia to coś z wyo­
braźni.
Ważne jest to magiczno-mityczne przekonanie o „prze­
świcie" do tamtego świata, jaki by on był, przekonanie
o tajemnicy. To przekonanie znaczy tyle samo, co siły
przyrody. Odpowiednikiem naszego umysłu jest tam Tajem­
nica.
O tajemnicy

O zróżnicowaniu na istoty dobre i zle
A. J . - Istnieje zróżnicowanie na istoty nacechowane
pozytywnie i negatywnie. Na przykład kiedy mówimy
0 zwierzętach, o ptakach, to jedne są diabelskie - te czarne,
np. kruki - przynoszące nieszczęście, a drugie są od strony
nieba, od tej strony przylatuje jaskółka, pojawia się bocian.
1 ten podział też istnieje. Niektóre rzeczy trzeba zgnieść
i tępić - bo są złe, a niektóre są dobre, pożądane.
W. M . - Ale jeszcze jedno, w tym, co pan powiedział, jest
zawarta cząstka odpowiedzi na to pytanie, od któregośmy
zaczęli. Czy to nie są właśnie kategorie estetyczne? Czy nie są
nimi rozróżnienia na: pożyteczne - niepożyteczne; złe - dob­
re; spełniające takie lub inne role? Dające się zaprząc do
takich lub innych powinności - obojętnie czy pragmatycz­
nych, czy wyobrażeniowych. Nie ma tam takiego rozróż­
nienia, to my sobie tu rozróżniamy. Czy w tym nie jest
zawarta już przymiotnikowa estetyka.
R. S. - Podział na jasną stronę i ciemną stronę świata?
W. M . - Niekoniecznie, dlatego, że tu była cała skala
niuansów; tu nawet nie dałoby się tak rozrąbać na dwie
strony.
A. J . - A jest tak, że wobec rzeczy, które należą gdzieś do
sfery niebieskiej, zachowujemy szacunek, jesteśmy wyrozu­
miali; natomiast tam, gdzie występuje sfera piekielna, tam
możemy wszystko niszczyć, jeżeli się tylko tego nie boimy.
R. S. - Kreta jeżeli się wyłonił, trzeba było zabić.
W. M . - W ziemi go zabijano!
R. S. - Ropucha też była znienawidzona.
W. M . - No tak. Ale się jej jednocześnie nie zabijało, bo
zadanie ropuchy, to...
A. J . - Tak, tak, to jest cały świat. Nie można wydzielić
przyrody ze świata filozofii.
W. M . - Tak jest. Powolutku jakbyśmy się trochę wsączali
w tej chwili w świat przyrody. Zarysowuje się nam zupełnie
inna koncepcja świata. Z innymi pojęciami, innymi katego­
riami. Z innym językiem.

O grzybobraniu
R. S. - W przestrzeni podniebnej są gołębie, ... jaskółki,
bociany, ale także pszczoły. Wszystko to należało do sfery
boskiej.
Miód miał zawsze coś z magii i boskości. Natomiast
grzyby mają bardzo ambiwalentną wartość, to jakby twory
wyrastające ze stale odradzającego się, tajemniczego i nie­
zniszczalnego podziemia.
A. J . - Szatan zawsze naśladuje Pana Boga, tylko psoci.
Jeśli mamy prawdziwki, to ich wrednym naśladownictwem
są szatany.

136

A. J . - Jest jakaś tajemnica Wszechświata. O właśnie!
Żyjemy w nieustannym poczuciu tej tajemnicy. Ja myślę, że
właśnie to,co jest charakterystyczne dla życia chłopa - to jest
przeświadczenie, że tajemnica istnieje wszędzie. I ta tajem­
nica nas osacza wszędzie. O niej się nie myśli, bo ona jest
częścią naszego bytu.
W. M . - Otóż chłop żył w przeświadczeniu, że świat jest
tajemnicą. I świetnie, że jest tajemnicą. Dopóki jest tajem­
nicą, jest w ogóle coś wart. I nie należy naruszać tej
tajemnicy. Bo gdyby się naruszyło tajemnicę świata - właś­
ciwie naruszałoby się własną osobowość. Własny sens. Tak
jak my dziś naruszamy, kiedy chcemy poznać wszystko.
A. J . - To tak, jakby kamień wyjąć.
W. M . - Tak. Naruszamy... i to naruszanie tajemnicy
prowadzi nas przecież coraz bardziej do pesymizmu, do lęku
przed brakiem tajemnicy, upowszechniania się bezsensow­
ności istnienia i tym podobnych rzeczy.
R. S. - A w naszej zracjonalizowanej kulturze, jak się
wydaje, tajemnicę gotowi jesteśmy przyznać człowiekowi.
Sens ludzkiego świata trwa dla nas, dopóki tajemnicą jest dla
nas „drugi" człowiek. Inaczej, niepotrzebna byłaby literatu­
ra, sztuka... Odmiennie rzecz wygląda - nazwę to tak
- w humanistyce chłopskiej. Tam przyrody nie wolno
odzierać z tajemnicy.
A. J . - Co to znaczy, że nie chcemy naruszyć tajemnicy
człowieka? Bardzo chcemy naruszyć. Tylko mamy wpojone
różne zakazy. To są zakazy, wniesione, ale nasze zaintereso­
wanie cudzą tajemnicą oczywiście istnieje.
R. S. - Ale w chłopskim świecie stosunek do innego
człowieka to był stosunek do sąsiada, krewnego, a więc do
kogoś posiadającego konkretny grupowy (społeczny) status.
Wtedy nie zakładało się, że nie trzeba o nim czegoś
wiedzieć, że nie wolno wiedzieć, ale raczej chciało się wiedzieć
wszystko. Był to stosunek duszoznawczy, psychoanalitycz­
ny. Chociaż swoje sny opowiadało się nawet sąsiadom.
Inaczej, po prostu zmarnowałyby się.
W. M . - Nie, tam właśnie nie tyle się chciało wiedzieć, tam
się wiedziało. Co było też naturą, było czymś, co nawet nie
budziło zastanowienia.
R. S. - I być może większą tajemnicą była jaskółka,
wróbel, las niż drugi człowiek.
W. M . - Tak, bo skoro się żyło od dziada, pradziada
w ciasnej gromadzie, to wiedza o wszystkich ludziach,
mieszkających razem od paru pokoleń była tą samą wiedzą,
co o swoich najbliższych. To było coś naturalnego.
A. J . - I to była wiedza życia praktycznego. Natomiast
sądzę, że istniała pewna sfera, w którą się nie wchodziło;
pewna sfera - również myśli.
W. M . - Nawet dbało się, żeby nie wchodzić.
A. J . - Przestrzegało się. Wiadomo, że na wsi występowały

�różne preferencje seksualne. A co my o tym wiemy? W ogóle
- sfera erotyki pozostaje w ukryciu. Pieśni, nawet te ob­
sceniczne też ulegają skonwencjonalizowaniu. Samo słowo
„parobek" może mieć dziwne konotacje. Nietypowe skłon­
ności musiały występować; występują w każdej populacji,
w pewnym wieku rozwoju osobniczego. Tylko my o tym nic
nie wiemy. To były rzeczy okryte sferą milczenia, tajemnicy.
W. M . - Ciągle mi się z dzieciństwem kojarzy pewne
zdanie. Kiedy jako dziecko pytałem o to coś, to słyszałem:
a po co ci to wiedzieć?
A. J . - Chłopa strzeżono, aby samodzielnie nie myślał, nie
zadawał trudnych pytań. Przecież jeszcze przed I wojną
światową, ale gdzieniegdzie i do dzisiaj jeszcze zakazują
czytania chłopom Nowego Testamentu, żeby przypadkiem
nie powstały herezje.
R. S. - Oczywiście, żebyś nie zaczynał myśleć o wszystkim.
Dlatego w średniowieczu znane było przekonanie, że niepiś­
mienny jest bliżej Boga, a do Boga należało się modlić
śpiewem. Przyroda też śpiewała Bogu.
A. J . - Bo Bóg to jest intuicja...
O okrucieństwie
A. J . - Mówiliśmy o tym, że nie można przekładać
pewnych pojęć ukształtowanych na gruncie naszej świado­
mości, naszej kultury. Przykładem sprawa o k r u c i e ń s ­
t w a , np. zabijanie świń. Dla człowieka z miasta, to jest
okrutne, krew jest w ogóle okrutna, choć zabite zwierzęta
jadamy. A przecież krew jest czymś naturalnym. W naszej
sferze zakazów cywilizacyjnych czy konwencji kulturowych
krew łączy się z czymś niedobrym, tragicznym, przekrocze­
niem granic życia. Odczuwamy to sami po sobie. I na tym tle
dopiero rysuje się odmienny stosunek chłopa do zwierzęcia.
Jest on naturalny; ja lubię tę krowę, lubię tę świnkę - ale
potem ją zarżnę. Bo tak być musi, bo w tym celują hoduje.
R. S. - Ale jednak jakieś ludzkie wyroki zapadały w stosu­
nku do zwierząt. Ktoś mi opowiadał, że kiedy zabijano przed
świętami świniaka to uderzono go tak niefortunnie obu­
chem, że się wymknął z obejścia i na trzy dni zniknął. Gdzieś
go wreszcie znaleziono. I taki świniak nie mógł już po raz
drugi stawać do egzekucji na tym samym podwórku.
A. J . - Przeczytaj sobie Anatola France'a Poglądy księdza
Hieronima Coignardal I tam masz to samo, opowiastkę
o kimś, kto stanął przed katem, a ten źle uderzył, skaleczył
ofiarę, i już nie mógł powtórzyć ciosu toporem. Uważano
- widać Bóg tak chciał.
R. S. - To można nazywać personifikowaniem natury.
Uczłowieczaniem jej. Uczłowieczona natura dramatycznie
nakłada się na naturę ubóstwioną, boską!
A. J . - Tak to bardzo ciekawe, co w tej chwili powiedziałeś.
W. M . - A co do koni, to przypominam sobie, ze swojego
dzieciństwa w czasie okupacji, że przyjechali do naszej wsi
jacyś tacy z Warszawy, zdaje się szmuglerzy, i założyli
u jednego z gospodarzy w podwórku stację zabijania koni.
Mięso przemycali do okupowanej Warszawy. I pamiętam, że
to był szok, szok we wsi, że się konie zabija na mięso, że się
w ogóle konie zabija. Panowało bowiem przekonanie, że koń
powinien zdechnąć w sposób naturalny. Krowa nie, świnia
nie. Koń powinien zdechnąć w sposób naturalny. Znamy
z opisów takie obrazy śmierci konia.
A. J . - Takie właśnie, prawie ludzkie umieranie. I jest to
później w legendzie naszych powstań: koń grzebie nogą grób
ułanowi. Stosunek: człowiek - koń jest zawsze paralelny.
R. S. - Tak, ale z pobojowisk znane są sceny, kiedy ludzie
zmarznięci rozcinają wnętrze konia i wkładają tam nogi,
żeby się ogrzać i ocaleć.
A. J . - Ale jednocześnie mamy opowieść, że koń ratuje
życie człowiekowi, przeprowadza przez bezdroża, odczytuje
złowróżbne znaki, unosi śmiertelnie rannego z pola bitwy.
W. M . - Kiedy mówimy o stosunku chłopów do zwierząt,
to właściwie trudno byłoby uogólnić, że jest on jednakowy

\

do wszystkich zwierząt. Trzeba go zróżnicować tak jak do
ptaków, jak do ziół. Podobnie do konia. Z tego wynika, że
świat jawi się w sposób bardzo poszczególny. Poszczególność
wynika z tego, że każda rzecz obdarzona została swoją rolą
w świecie.
R. S. - Przyroda jest właśnie księgą tych rzeczy, ale czy
także księgą ludzi?
W. M . - Nie ma rzeczy niepotrzebnych, nie ma rzeczy
zbędnych, nie ma rzeczy tylko dla samego zachwytu. W ogó­
le - nie ma zachwytu. Podobnie jak nie ma okrucieństwa dla
okrucieństwa. To się tak powszechnie sądzi, że chłopi są, czy
też bywają okrutni wobec zwierząt.
R. S. - Chłop żywemu nie przepuści...
W. M . - Ja bym w ogóle próbował spierać się z tezą, że
chłopi wobec zwierząt są jakoś szczególnie okrutni. Ciągle
dochodzą słuchy, że ktoś swojego psa wywiózł i zostawił na
drodze, bo wybierał się na urlop. Jeśli się nasłuchamy
różnych rzeczy o zwierzętach domowych, a więc ku radości
tylko trzymanych, to przepraszam bardzo, nie kwestionując
okrucieństwa chłopów wobec zwierząt, trzeba powiedzieć, że
to jest najbardziej z h u m a n i z o w a n e
okrucieńs­
t w o . Tam jest zawsze z jakiejś przyczyny to okrucieństwo;
nie jest dlatego, że mi się tak podoba, że coś mi jest nagle
niewygodne; coś mi przestało być potrzebne lub przestało
być lubiane.
My natomiast w miastach bywamy okrutni w sposób
„odhumanizowany" - jeśli można tak powiedzieć. Proszę
zasięgnąć informacji w schroniskach dla bezdomnych psów.
Przerażająca jest wymyślność sposobów pozbywania się
zwierząt.
A. J . - Jednym z moich silnych przeżyć z dzieciństwa było,
kiedy widziałem jak woźnica bił straszliwie konia, który nie
mógł ciągnąć pod górę ciężkiego wozu. On go walił za to, że
żona taka wstrętna; że ma życie paskudne - odkuwał się na
tym zwierzęciu. A na wsi nie wiem czy to istnieje. Ja tego na
wsi nie spotkałem.
W. M . - Powiedział bym tak: na wsi okrucieństwo jest
praktyczne. Dam przykład, oszczeniła się suka. Miała czwo­
ro małych, jednego się zostawiło na chowanie. Co z tymi
trzema zrobić? A no idź do Bartosza może wezmą. Nie chcą
Bartosz, bo już mają. Idź do tamtego. Idź do owego. Mają,
mają. Co z nimi zrobić? Przecież czterech psów nie będzie się
chować. Trzeba te trzy wziąźć w worek i potopić. Niejako
selekcja naturalna. Wspomniał pan tu o koniach. Biją konie,
prawda, pod tę górę nie może koń wyciągnąć, ale przecież
i ten gospodarz popycha mu ten wóz, jest cały zgrzany,
umordowany. I przecież wie, że musi pod tę górę wyciągnąć
- i przykłada. Czyli jak powiadam okrucieństwo spraktycyzowane. Nie ma natomiast okrucieństwa (choć wyjątki
zdarzają się wszędzie), o którym tu przed chwilą mówiliśmy,
że coś mi się nie podoba; nie te uszy, nie ten nos, dziecko
przestało się interesować pieskiem, czy wyjeżdżam na urlop.
A. J . - Potrzeba wyładowania agresji. Pamiętam, na
Syberii tatarskich wozaków, którzy wyciągali zwalone drze­
wa, spośród pni, z wykrotów. Walili je lagami, wściekli, bo
też byli zesłani, i oni na te konie krzyczeli: każdy koń się
nazywał: jeden Wiaczesław Michąjłowicz (Mołotow), drugi
Josif Wisarionowicz (Stalin), trzeci tak jak Beria - Leonid
Pawłowicz. Więc bili i wrzeszczeli: Josifie Wisarionowiczu, ty
skurwysynu, ja ci nery odbiję. I wali, piana mu na usta
wychodzi. Tak odreagowywali swoją krzywdę.
W. M . - Myślę, że to okrucieństwo jest jakoś integralne
z całym tym światem.
A. J . - W lecie widziałem w Koszalińskim - na polu beczka
żelazna i pies przywiązany; wodę mu tylko wieczorem
donosili; i on w tej rozprażonej beczce - krótko uwiązany,
przeciwko dzikom! I to okrucieństwo, żeby tej wody jemu nie
dać.
W. M . - To jest taki sam stosunek, jak chłop bije babę, tak

137

�samo i przykłada koniowi. Po prostu. Bije dzieci - za coś. Za
swoje krzywdy.
A. J . - Bicie rozładowuje.
0 drzewach
A. J . - Nigdy nie myślałem o tym, skąd się biorą deski
1 belki, przeżyłem bardzo silnie, kiedy zwaliłem w lesie (na
Syberii) pierwsze drzewo. To odczułem jakbym człowieka
zabił.
R. S. - Właśnie, miałeś przez kulturę, sztukę czy literaturę
wszczepiony określony stosunek do natury. Natomiast sto­
sunek chłopów do drzew jest inny.
W. M. - Moim zdaniem do drzew jest stosunek w jakiejś
mierze sakralny. Szczególnie do drzew domowych. Co
innego do drzew w lesie, a co innego do drzew we wsi, do
drzewa przed moim domem, w moim obejściu.
A. J . - Kiedy powieszono na nim kapliczkę, stawało się
święte.
W. M. - Pamiętam takie sytuacje, wiadomo było, że
drzewo się zwali i trzeba je ściąć, bo chałupę przygniecie. I to
był dramat. To drzewo wrosło w nasz świat. I to tak, jakby
wyrąbał kawałek - ja wiem? - nieba, czegoś tam.
R. S. - Bo drzewo jeszcze odkładało pamięć przodków.
Było zegarem, kalendarzem, kroniką i historią rodu. Znane
były też zaślubiny z drzewem, braterstwo z nimi.
W. M. - Masz rację, ze wszystkich przedmiotów - w tym
otoczeniu - drzewo było obdarzone pamięcią. Pamięć chłop­
ska - jak wiadomo była krótka, to znaczy jeśli chodzi
0 pamięć genealogiczną. Ale pamięć drzewa była bardzo
długa. Pamiętam, spotkałem się z tym wielokrotnie, ludzie
niewiele wiedzieli o swoich dziadkach, pradziadkach itd. Ale
wiedzieli, że to tam jakiś pradziadek Kacper posadził to
drzewo. Później mogła być pustka - ale to drzewo wiedziało.
A. J . - Drzewo widziało wydarzenie historyczne. Drzewo
jako świadek. Drzewo w samej strukturze jest kalendarzem,
bo ono każdy rok odkłada. W słojach widać, co kiedy było.
To jest kalendarz. Ludzie potrafią według słoi powiedzieć
w jakim roku był pożar, powódź.
W. M. - Poza tym stosunek do drzew był różny w zależno­
ści od rodzaju drzewa. Na przykład, my w miastach, żeby
drzewo nam szybko urosło, sadzimy topole. Topola na wsi
była w pogardzie. Nie widziałem nigdy, żeby ktoś z własnej
woli posadził topolę. Topole same wyrastały. Sadzić można
było: jesion, wiąz, akację (każde drzewo szlachetne, trwałe
drzewo, które długo rosło.
R. S. - Morze białej piany na kwitnących akacjach i słodka
wszechobecna woń, to są pierwsze zapachowe „wymiary"
krajobrazu mojego dzieciństwa.
W. M. - Wierzbę się sadziło, ale też ze względu praktycz­
nego, na przykład nad rzeką, bo wierzbę to tylko uciąć,
wsadzić i rośnie. Ale ją się sadziło z zupełnie innych
względów: żeby umocnić brzeg, bo brzeg rzeki był permanen­
tną troską gospodarza, a żeby można było jeszcze kawałek
przesunąć, to się robiło faszynowe zastawy. Poza wierzbę nie
masz prawa przesunąć swojego brzegu. Natomiast inny
stosunek był do twardych drzew.
A. J . - Twardych, to znaczy długotrwałych?
W. M. - Tak! wiecznych drzew.
R. S. - Jak pamiętam, moje pierwsze doznania strachu
z dzieciństwa, skojarzone były z topolą. Kiedy szła chmura,
(mieszkaliśmy pięknie nad łąką) to słyszałem huczący młyn
1 złowieszczy szum topoli. Do dnia dzisiejszego skojarzyły mi
się te dwa szumy z doznawaniem niepokoju.
W. M. - Topola ci wyrośnie, jeszcze piorun ściągnie
- mówiło się.
O ustanowieniu przyrody
R. S. Powrócę do tezy, iż świadomość obrazu przyrody
zaczęła się pojawiać w kulturze chłopskiej dosyć późno.
Można zresztą zaryzykować ogólniejszą tezę, że krowa jako

138

obiekt kontemplacji a nie konwencjonalny element pejzażu
pojawiła się w polskiej tradycji estetycznej mniej więcej
w tym samym czasie co motocykl czy maszyna w ogóle.
Sięgnę jednak po przykłady z kultury ludowej. Warto
zapytać, kiedy zaczęły się na dobre upowszechniać ogródki
kwiatowe przed chłopskimi domami? To są, jak sądzę lata
trzydzieste i efekt działalności „Wici". To chyba dobry
przykład, pokazujący wyodrębnienie się Natury z natury,
kwiaty przestają być kwiecistą łąką lub polem. Model
przyrody przydworkowej, czy wręcz miejskiej, mamy oto
przed chłopskim domem. Mamy ów: „maleńki ogródek,
ścieżkami porznięty..."
W. M. - Wtedy już w tę kulturę chłopską wchodzi
przymiotnik.
A. J . - To już są ł a d n e k w i a t y , piękny ogródek.
R. S. - Mam jeszcze drugi przykład. Czytałem kiedyś
pamiętnik młodego robotnika wywodzącego się ze wsi.
Pracował w Nowej Hucie. Relacjonuje, jak wyszedł ze
swojego zakładu i zobaczył żniwujących ludzi na polu. On
dopiero zobaczył, z nowej perspektywy, czym jest pole,
zobaczył powoje w zbożu, chabry i ten zapach. Dopiero
w tym momencie odkrył pole po prostu. I było to odkrycie
estetyczne. Zresztą w pamiętnikach młodych robotników
pejzaż pojawiał się przeważnie w jednym tylko momencie:
- jako tło miłosnych uniesień.
W. M. - Powiedziałeś chabry - to jest taki klasyczny
przykład, jak pole pełne chabrów czy maków widzi miesz­
czuch. Jakie piękne pole ! - mówimy. A dla chłopa, chabry
czy maki - zapaskudziły mi pole.
R. S. - Jak dzieci rysują pole to głównie się na te maki
nastawiają. Bo one „uczą się" przyrody w szkole poprzez
literackie konwencje i stereotypy. „Estetyka przyrody na­
śladuje estetykę sztuki" - twierdził Stanisław Ossowski.
Wizerunek przyrody, nazwijmy to - miejskiej - dotarł więc
do chłopskiej mentalności. A to, że istnieje wspólne różnym
warstwom i grupom społecznym „piękno przyrody" świad­
czy nie tylko o demokratyzacji procesów kultury, ale także
składa się na naszą tradycję estetyczną dziś.
A. J . - Przyroda stawała się dla chłopa niewidoczna, bo
naturalna, bo go otaczała od kolebki. A teraz weźmy hutnika
na Śląsku, koszmarny świat, który go otacza, i nagle znajdzie
się on na polu - wtedy przyroda zadziała na niego intensyw­
nie swoją istotą. Zachwyci go.
W. M. - Nie tylko. Wyodrębnienie przyrody łączy się
z ucieczką po ratunek ku przyrodzie. Chłop tego nie
potrzebował. M y tego ciągle potrzebujemy. Wyodrębnienie
nastąpiło wraz ze zmianą funkcji przyrody - a więc ze zmianą
naszej świadomości.
A. J . - Po to są wakacje.
W. M. - Odkryliśmy nagle przyrodę - ale odkryliśmy ją
pod wpływem zaistniałych powodów: tych fabryk, tych
zadymionych miast...
A. J . - ... zanieczyszczenia wody, powietrza
W. M. - ... odkryliśmy przyrodę jako możliwość ucieczki.
R. S. - Po to są działki, dacze, wczasy, turystyka.
W. M. - Oczywiście odkryliśmy nowe funkcje przyrody.
Stąd obdarzyliśmy ją zachwytem.
R. S. - Na przykład Tatry są już elementem kultury, a nie
natury. Tam jest już wszystko oznakowane, zagospodarowa­
ne, doszczętnie zużyte poznawczo, zneutralizowane emoc­
jonalnie.
W. M. - Dokonało się to pod wpływem cywilizacji. Bo tu
nawet trudno rozróżnić miasto - wieś. Pod wpływem roz­
woju cywilizacyjnego wyodrębniliśmy przyrodę i nadaliśmy
jej inną funkcję po prostu. Funkcję przedmiotową. Nawet
powiedziałbym, że to z jakichś motywów tragicznych wyod­
rębniliśmy ją, zachwyciliśmy się nią. Nagle przyroda w tym
niepewnym świecie stała się naszym ratunkiem. Można by
nawet powiedzieć myśmy ustanowili przyrodę.
R. S. - Tak, cywilizacja zbudowała przyrodę.
W. M. Ustanowienie przyrody to efekt ludzkiej rozpaczy.
A. J . - I to jest pointa naszej rozmowy.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10498" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10476">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/895f0874095f5ce6a9354a7331606a76.pdf</src>
        <authentication>4ea3102ba241a2d209289f95607b0a3c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3249</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125005">
                <text>1986</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125006">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3045</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125007">
                <text>Wyobrażenie piekła w średniowiecznej Polsce (XIV-XV w.) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125008">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1986 t.40 z.1-2, s.97-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125009">
                <text>Bylina, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125010">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125011">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="125013">
                <text>Stanisław Bylina

W Y O B R A Ż E N I E PIEKŁA W Ś R E D N I O W I E C Z N E J P O L S C E ( X I V - X V w . )

Polski chrześcijanin, żyjący

u schyłku średniowiecza, od­

czuwał śmierć łudzką jako zjawisko

zwykłe i n a t u r a l n e , choć

za naganne i zabobonne.

Jeden z n a j w y b i t n i e j s z y c h

teologów

polskich X V w i e k u , J a k u b z Paradyża (Jacobus de Paradiso) znal

równocześnie napawała go ona lękiem, gdyż otwierała nieznany

chrześcijan, którzy chcąc się dowiedzieć, czy i c h zmarłe m a t k i

i niepokojący obszar b y t o w a n i a . Uczestnicząc od w i e l u pokoleń

przebywają wśród mąk, czy też t a m , gdzie jest radość ( i n poenis

w kulcie chrześcijańskim, p o d d a w a n y nauczaniu Kościoła, miesz­

sine i n gaudio), z a p y t y w a l i o t o stare k o b i e t y — yctulae. Zwraca­

kaniec ziem p o l s k i c h , podobnie j a k jego współwyznawcy z całej

no się do umierających z prośbą, by po śmierci p o w i a d o m i l i żyją­

zachodniej c h r i s t i a n i t a s , znać mógł jedynie jedną alternatywę

cych o losie swoim i o losie i n n y c h ludzi wcześniej zmarłych (za­

życia pośmiertnego: wieczną nagrodę, będącą udziałem l u d z i w y ­

pewne członków r o d z i n y ) .

pełniających nakazy religijne i kościelne, l u b karę — wieczną,
bądź t y l k o przemijającą, grożącą różnym k a t e g o r i o m grzeszni­
ków, którzy nie o d p o k u t o w a l i za życia swych przewinień. Wiedział
również, iż zarówno nagroda, j a k i k a r a , związane są z określo­
n y m i miejscami p o b y t u dusz l u d z k i c h . T y m , którzy należeli do
grona l i t t e i a t i , wykładnię d o k t r y n y eschatologicznej

przynosiły

dzieła Ojców Kościoła i późniejsze uczone t r a k t a t y

teologów.

I l l i t t e r a t i poznawali w ogólnym zarysie p r a w d y w i a r y o chrześci­
jańskich zaświatach z kazań, pouczeń spowiedników, z malowideł
kościelnych

oraz

z utworów l i t e r a t u r y

religijnej pisanych i n

v u l g a r i , t a k i c h j a k powstała w X V w i e k u polska wersja
Ma-gislri

Połycarpi

cum

Dialogus

Morte .
1

Człow iek nie znal natomiast swego własnego losu pośmiert­
T

2

Odżegnując się o d przepowiadania pośmiertnego losu jednost­
k i , d y d a k t y k a kościelna nie skąpiła człowiekowi opisu zaświa­
tów, zwłaszcza miejsca k a r y wiecznej. W Polsce w b r a k u poważ­
niejszego

d o r o b k u wcześniejszych

teologów, n a u c z a n i u treści

eschatologicznych p r z y b y l i z pomocą uczeni wykształceni w P r a ­
dze, później w większości związani z o d n o w i o n y m w początku
X V w i e k u u n i w e r s y t e t e m k r a k o w s k i m . O d schyłku X I V w i e k u
zaznaczyło się intensywniejsze

oddziaływanie n a kler oraz n a

w i e r n y c h w dziedzinie przekazu wiedzy o miejscach pośmiertnego
b y t o w a n i a . W następnym stuleciu nauczanie kościelne charakte­
ryzuje odwoływanie się do wyobraźni l u d z k i e j . Przemawiają d o
niej plastyczne obrazy n a g r o d y i k a r y . Wyobraźnia
akceptuje

i c h strukturę i poszczególne

zbiorowa

składniki, lecz

także

nego oraz losu swych bliskich już zmarłych. Kościół nie udzie­

przeciwstawia — narzuca d y d a k t y c e Kościoła własne wyobraże­

lał w t y m względzie odpowiedzi, zapewniając jedynie o udziale

n i a zaczerpnięte z głębokich pokładów wierzeń l u d o w y c h , t r a d y ­

świętych w wiecznej nagrodzie. Nie rezygnując ze swego p y t a n i a ,

c y j n y c h , oraz z popularnej wiedzy i obsorw aeji świata. Z b i o r o w a

człowiek zwracał się przeto k u warstwie k u l t u r y p o p u l a r n e j , k u

wyobraźnia

wierzeniom i postawom t r a d y c y j n y m , u z n a w a n y m przez teologów

k o n f r o n t a c j i wiedzy uczonej, popularnej i k u l t u r y t r a d y c y j n e j .

T

eschatologiczna

kształtowała

się n a płaszczyźnie

97

�D o k t r y n a chrześcijańska nie spotykała wśród ludności ziem

Kościół uznawał więc

potrzebę

oddziaływania

na

ludzi

polskich i i n n y c h Słowian Zachodnich istotnego o p o r u w postaci

poprzez wzbudzanie grozy i s t r a c h u przed potępieniem w i e c z n y m

pozostałości pogańskich wyobrażeń o zaświatach. W y d a j e się, iż

lecz traktował t o j a k o środek ostateczny, stosowany wobec jed­

słowiański system eschatologiczny

nostek

był słabo rozwinięty

i nie

o p o r n y c h i zatwardziałych w grzechu. Być może, iż

wiązał się z wizją nagród l u b k a r zależnych o d zasług bądź w y ­

w t a k i e j s t r a t e g i i Kościoła ujawniały się ślady dawnej t r a d y c j i ,

stępków l u d z k i c h . Wierzenia t r a d y c y j n e , o których świadectwa

sięgającej początkowej fazy c h r y s t i a n i z a c j i Słowian i niektórych

pozostawiły X V - w i e c z n e kazania, łączyły się n a t o m i a s t z w y o b r a ­

ludów ościennych. P i e r w s i misjonarze u n i k a l i w s w y c h n a u k a c h

żeniami materialnego pośmiertnego b y t o w a n i a człowieka l u b jego

w i z j i mąk p i e k i e l n y c h , eksponując w większym s t o p n i u m o t y w

ducha, zachowującego swe doczesne p o t r z e b y , pojawiającego

się

radości z b a w i o n y c h . Równocześnie j e d n a k nacisk, j a k i w k r a j u

chętnie wśród l u d z i , zwłaszcza wśród swego poprzedniego otocze­

należącym do regionu opóźnionej wobec Z a c h o d u c h r y s t i a n i z a c j i ,

n i a . W t e j dziedzinie spuścizna eschatologii słowiańskiej prze­

kładą t e k s t y n o r m a t y w n e n a omawiane m e t o d y postępowania,

trwała długo jeszcze po c h r y s t i a n i z a c j i k r a j u i po wygaśnięciu

zdaje się wskazywać, iż rzeczywistość p a r a f i a l n a mogła bywać

3

1 0

kultów pogańskich. W X V w i e k u n a d a l rozpalano ognie, p r z y

odmienną. Mogło się czasami dziać t a k , j a k w p o b l i s k i c h Czechach,

których mogłyby się ogrzać dusze b l i s k i c h zmarłych, przebywają­

gdzie księża, wedle świadectwa J a n a H u s a , straszyli swych w i e j ­

ce widocznie w miejscach z i m n y c h . Pozostawiano d l a n i c h r e s z t k i

skich słuchaczy mówiąc: „Chłopi, m y was możemy posłać do

pożywienia l u b nie z m y w a n o m i s po posiłkach . Równocześnie

piekła" ,

obawiano się p o w r o t u zmarłego do jego dawnego d o m u i w różny

W świetle z n a n y c h dotychczas źródeł kaznodziejskich nie wydaje

4

11

przedstawiając

przy

t y m drastycznie

jego

grozę.

sposób próbowano t e m u przeciwdziałać. K o n t a k t ze zjawą mógł

się j e d n a k , b y w n a u c z a n i u kościelnym w Polsce element s t r a c h u

być b o w i e m niebezpieczny d l a l u d z i , g d y stawała się ona demonem

przed piekłem pełnił funkcję narzędzia dydaktycznego szczególnie

—• u p i o r e m . B a d a n i a etnologiczne wykazały, iż wśród zjaw w r o ­

istotnego i powszechnie

gich społeczności żyjącej przeważały d u c h y l u d z i zmarłych n i e ­
naturalną, gwałtowną śmiercią . Teologowie i kaznodzieje
5

XV

w i e k u łączyli świat zmarłych pojawiających się na ziemi z miejsca­
m i i c h k a r y : czyśćcem l u b piekłem, surowo zakazując wszelkich
p r a k t y k , czy t o mających pomóc p r z y b y s z o m z zaświatów czy
też zmierzających do zabezpieczenia

się przed n i m i . Słowiański

świat zmarłych poddawał się c h r y s t i a n i z a c j i , stając się zbiorowoś­
cią

cierpiących

za

nieodpokutowane

grzechy,

lecz

niełatwo

pozwalał się zamykać w czyśćcu l u b w piekle.

W

stosowanego.

w a r s t w i e wiedzy

uczonej, w t r a k t a t a c h

teologicznych

omawiających p r o b l e m k a r y wiecznej, akcentowano jej istotę
w postaci carrentio visionis beatificae, c z y l i pozbawienia możli­
wości oglądania Trójcy

Świętej. Tę prawdę w i a r y p o z n a w a l i

również odbiorcy kazań, którym starano się ją

uprzystępnić

mówiąc o utracie o d m a l o w y w a n e j wcześniej rajskiej radości l u b
0 męce w z r o k u potępionych skazanych n a rozpoznawanie wśród
piekelnych ciemności wyłącznie strasznych postaci diabłów oraz
realiów udręki . D y d a k t y k a k a r y pozbawienia w i d o k u Boga
12

K o n f r o n t a c j a dwóch systemów wierzeń i wyobrażeń nastę­

1 świętych, nie mająca wsparcia w postaci przedstawień plastycz­

powała także n a i n n e j płaszczyźnie. Nauczający w i e r n y c h prze­

n y c h , o b r a z o w y c h , z t r u d e m wykraczała poza enigmatyozność

k a z y w a l i i m wizję t r w a l e j k a r y pośmiertnej j a k o z n a k u spra­

i deklaratywność opisu. Cechy t e znikały w zetknięciu z wizją

wiedliwości Bożej, skazującej na wieczne potępienie t y c h , którzy

cielesnych mąk w otchłani piekielnej.

z własnej w o l i w y b r a l i zło. W y k a z y w a l i p r z y t y m , iż nie zaprzecza

W p r a w d z i e polskie późne średniowiecze pozostawiło świa­

ona Bożemu miłosierdziu. A l e t a p r a w d a w i a r y , u t r w a l a n a w świa­

dectwa powszechnego przekonania o f i z y c z n y c h mękach w p i e k l e ,

domości

lecz i c h wyobrażenia były raczej ogólnikowe, nacechowane nie­

ludzkiej,

współistniała

z

wyobrażeniem

potężnego

gniewnego bóstwa mszczącego się za swą obrazę l u b b r a k posłu­

wielką inwencją, zaś repertuar t o r t u r dość ograniczony. Polskie

szeństwa. Piętnastowieczna

piekło rzadko wybuchało w i e l k i m pożarem, płonąc

polszczyzna oddawała

przemiesza­

nie pojęć k a r y i zemsty w płaszczyźnie eschatologicznej, j a k

najczęściej

ogniem w p r a w d z i e d o t k l i w y m , lecz u m i a r k o w a n y m , t a k i m j a k

g d y b y pamiętając o dawnej słowiańskiej zemście funkcjonującej

t e n , który przedstawiają

w systemie p r a w n y m . P o l s k i glosator łacińskich kazań uzupełniał

J a n a w Gnieźnie . W t r a k c i e X V w i e k u w i z j a cierpień nieprze­

malowidła ścienne kościoła świętego

13

zawartą w n i c h prośbę o odsunięcie wiecznej k a r y : „nos n o n

mijających uległa znacznemu r o z b u d o w a n i u , lecz brakło w n i e j

punis już nie mścij się n a d n a m i i u x t a n o s t r a m e r i t a " .

wyrafinowanego

6

W Polsce późnego średniowiecza, zwłaszcza w X V w i e k u ,
ujawniała się t r o s k a władz kościelnych o nadanie pożądanego

kielne

w

okrucieństwa

niektórych

charakteryzującego

wyobrażeniach

n a terenie

męki

pie­

E u r o p y Za­

chodniej .

k i e r u n k u w p r z e k a z y w a n i u masom chrześcijańskim t y c h treści

Zgodnie ze stanowiskiem Ojców Kościoła starano się prze­

nauczania religijnego, które wiązały się z zagadnieniem k a r y

kazać w i e r n y m przekonanie, że k a r y piekielne są znacznie surowsze

pośmiertnej i miejscem wiecznego potępienia. Usiłowania t a k i e

i dotkliwsze od wszelkich k a r ziemskich, ale i c h wyobrażenia

odzwierciedlały się w s t a t u t a c h w y d a w a n y c h przez biskupów

nie oddalały się z b y t n i o o d rzeczywistości doczesnej. W

i w postanowieniach synodów diecezjalnych. W zakresie spraw

p l u m , którym się posłużył w początku X I V w i e k u śląski d o m i n i ­

ostatecznych człowieka, według wskazań b i s k u p a krakowskiego

k a n i n , a u t o r p o p u l a r n y c h zbiorów kazań, Peregrinus z Opola,

A l b e r t a Jastrzębca (1423 г.), księża głoszący kazania w i n n i za­

wspomniane przekonanie starała się wpoić bezskutecznie pobożna

exem-

chowywać szczególny u m i a r i ostrożność. T y m i zasadami należy

żona mężowi grzesznikowi bojącemu się p o k u t y nałożonej przez

się kierować zarówno przedstawiając w i e r n y m grozę piekła i su­

spowiednika. P o r w a n y przez demony do piekła, wrócił o n później

rowość sądu Bożego, j a k i ukazując i m nadzieję z b a w i e n i a . O d ­

na wpół zwęglony n a ziemię, b y zaświadczyć o męce, która go

powiednie wskazówki o t r z y m y w a l i także spowiednicy. Już w po­

spotyka . W

czątkach X I V w i e k u w s t a t u t a c h b i s k u p a N a n k e r a zwrócono

piekła ogień n i g d y nie wygasający, p o d o b n y w jakości do ziem­

uwagę na t o , b y spowiadający nie złorzeczył p e n i t e n t o w i i n i e

skiego, s t a n o w i najdotkliwsze źródło f i z y c z n y c h cierpień skazań­

doprowadzał go do n a d m i e r n e j desperacji (a więc i do zwątpienia

ców. N a ziemiach należących do geograficznej

w odpuszczenie grzechów) . W późniejszych s t a t u t a c h diecezjal­

o s u r o w y c h , mroźnych z i m a c h , obecny był także m o t y w męki

n y c h postulowano łagodną formę w z y w a n i a p e n i t e n t a do s k r u c h y

piekielnej w postaci zanurzania w lodowatej wodzie, l u b cierpienia

7

8

1 4

następnym

stuleciu w kaznodziejskich w i z j a c h

strefy

klimatu

i szczerego w y z n a w a n i a grzechów oraz zalecano przedstawianie

z p o w o d u chłodu , lecz nie należał o n do najbardziej ekspono­

m u dobrodziejstw Bożych, d o b r o c i i miłosierdzia Chrystusa d l a

wanych.

grzeszników. Inną treść pouczeń rezerwowano

15

d l a penitentów

Ogień, groźny, niszczycielski żywioł, z d o l n y zniweczyć cały

o p o r n y c h l u b trwających w swych grzechach. Wówczas spowied­

l u d z k i d o b y t e k (zwłaszcza w k r a j u o dużej przewadze z a b u d o w y

n i k w i n i e n przedstawić i m grozę przyszłego sądu, niekończącą

drewnianej), mogący być przyczyną dotkliwego bólu, skutecznie

się karę piekła, straszny w i d o k demonów. Pouczać i c h także w i ­

oddziaływał n a wyobraźnię człowieka. Toteż J a k u b z Paradyża

n i e n i , iż Bóg, najsprawiedliwszy sędzia, nie odpuści żadnego zła

zestawiał ból oparzonego palca z cierpieniem całego ciała p o d ­

zatajonego w czasie s p o w i e d z i .

dawanego

9

98

n i e u s t a n n e m u działaniu

płomieni . Pojawiające się
16

�w exemplach zniszczone ogniem postaci potępieńców przywoły­

kojarzyć diabła z k a t e m , zaś piekło z izbą t o r t u r wyposażoną

wały sugestywny w i d o k l u d z k i c h ciał zwęglonych w czasie poża­

w odpowiednie narzędzia mąk. Tymczasem

rów. Piekło — strefa ludzkiego bólu — nie odwoływała się na­

z udrękami stosowanymi przez aparat sprawiedliwości doczesnej

j e d n a k skojarzenia

t o m i a s t do wyobrażoń k a r y ogniowej n a stosie. W Polsce wspom­

były sporadyczne. W rejestrze k a r , przeznaczonych d l a grzesz­

nianą karę egzekwowano niezmiernie rzadko, znane są zaledwie

ników w zależności o d i c h przewinień, j a k i zestawił o k . 1390 r .

jej sporadyczne p r z y p a d k i (np. wobec fałszerzy m o n e t ) . Zauważyć

w j e d n y m ze swych kazań Stanisław ze S k a r b i m i e r z a (Stanislaus

w a r t o , iż do X V w i e k u h e r e t y k był postacią n i e m a l nieznaną

de

w Królestwie P o l s k i m , później zaś surowe ustawodawstwo władz

ciężarami, krępowanie żelaznymi więzami, chłostanie b i c z a m i .

państwowych

I n n e męki nawiązywały do archaicznej t r a d y c j i zadawania śmierci

wobec

zwolenników

husytyzmu

(utrakwistów)

było realizowane zaledwie w nikłym s t o p n i u .

Scarbimiria),

odnaleźć

można

przygniatanie

ołowianymi

skazańcom: wrzucanie w ogień, topienie w głębokiej

Potępieni odczuwali b r a k zaspokojenia p o d s t a w o w y c h p o ­
trzeb znanych i m z życia n a ziemi. W nieustającym skwarze m a ­
r z y l i o k r o p l i w o d y , która była d l a nich niedostępną i odczuwali
głód, który n i g d y n i o był zaspokajany. I c h udziałem było uczucie
goryczy, której smak miały piekielne p o k a r m y i którą s y m b o l i ­
zowała wieczną mękę i rozpacz, podobnie j a k , słodycz — wieczną
radość niebieską. W p r a w d z i e znane w Polsce diably-dręczyciele

wodzie,

strącanie z wysokości w przepaść . T a m , gdzie pod wpływem
23

p r a w a niemieckiego t o r t u r y były bardziej zakorzenione w p r a k ­
tyce,

a zatem

żywiej

przemawiały

do wyobraźni,

inwencja

w p r z e d s t a w i a n i u cierpień była bogatsza. W m a l o w i d l e ściennym
z kościoła świętego J o n a w T o r u n i u piekło jest wyposażone w sto­
sunkowo urozmaicono

narzędzia służące z a d a w a n i u mąk l u b

śmierci.

nie wyszukiwały d l a swych ofiar wzbudzających wstręt pokar­

Piekło j a k o władztwo księcia ciemności (princeps tenebra-

m ó w : r o p u c h , węży i robaków (jak czyniły t o szatany z różnych

r u m ) zaledwie mgliście ujawniało swą organizację. Przedstawiano

o b c y c h w i z j i piekła), lecz nieodmiennie częstowały potępieńców

je j a k o państwo potężne (panująca w n i m nędza stanowiła j e d y n i e

smolą, j e d y n y m c h y b a p o k a r m e m k u c h n i piekielnej. Z karą p i c i a

aspekt męki potępionych), podbite raz t y l k o , przez z m a r t w y c h ­

smoły s p o t y k a m y się zwłaszcza w t y c h tekstach piętnastowiecz-

wstałego Chrystusa, który pokonał piekielne moce.

n y c h , w których obecne są elementy k u l t u r y p o p u l a r n e j , t a k i c h

bywało królestwem, podobnie zresztą j a k niebo. Jego odrażają­

j a k wierszowany

lub

cego władcę, L u c y f e r a , przedstawiano j a k o siedzącego n a t r o n i e ,

fabuła o graczach w kośei-bluźniercaeh, wpleciona do pieśni o męce

w królewskiej k o r o n i e n a głowie (malowidło ścienne w kościele

Dialog

mistrza

Polikarpa

ze Śmiercią...

C h r y s t u s o w e j . Być może, iż były t o echa wcześniejszego związku

parafialnym

polskiego słowa „ p i e k ł o " (1'enfer) ze smołą. Otóż słowo „ p i e k ł o "

polszczyźnie otrzymywał o n n i e k i e d y m i a n o „starosty" piekiel­

17

w

Koprzywnicy

w

Małopolsce) . W

Nazywane

24

ziem

ówczesnej

(lub w b r z m i e n i u s t a r o p o l s k i m „ p k i e ł " ) wywodziło się z języka

nego; w świadomości mieszkańców

prasłowiańskiego i początkowo nie miało nic wspólnego z miejscem

m i m o , iż zależny o d króla i ograniczony zasięgiem l o k a l n y m ,

polskich ów urząd,

k a r y pośmiertnej. Prasłowiański „ p e k o ł " oznaczał b o w i e m smolę

łączył się z silną władzą wykonawczą. W państwie p i e k i e l n y m

i w t y m znaczeniu słowo t o zachowało się jeszcze przez czas pewien

panowała surowa d y s c y p l i n a , n a k a z y wydawane przez L u c y f e r a

po c h r y s t i a n i z a c j i . Słowo „pkelnici", występujące n p . w d o k u ­

musiały być bezwarunkowo spełniane przez diabły. Te ostatnie

m e n t a c h czeskich z X I I i X I I I w . , oznaczało S m o l a r z y , a więc

wyposażone

l u d z i , których praca polegała na przeróbce żywicy drzew iglastych

dręczeniu potępionych, z chwilą, g d y wyruszały do w a l k i o dusze

poprzez

dole .

ludzkie, otrzymywały uzbrojenie, n a które składała się włócznia,

G d y zaszła potrzeba znalezienia słownego o d p o w i e d n i k a łaciń­

miecz i buława. W i z j a władztwa piekielnego zbliżała się często

18

19

i c h prażenie w odpowiednio

przygotowanym

20

na

co

dzień

w prymitywne

narzędzia służące

skiego „inferum" sięgnięto do pojęcia z zakresu życia doczesnego,

do jego wyobrażenia j a k o potężnej, dobrze umocnionej i dobrze

materialnego, wiążącego się z miejscem c i e m n y m , pełnym ognia,

strzeżonej t w i e r d z y z diabelską załogą, w której lochach znajdują

f e t o r u i d y m u , znajdującego się we wgłębieniu ziemi. W p o l s k i m

się więźniowie l u b jeńcy •— potępieni.

późnym średniowieczu

„ p k i e l " l u b „ p i e k ł o " (w Czechach

zaś

„ p ę k ł o " ) oznaczało już t y l k o i n f e r u m , lecz w s p o m n i a n e uprzednio
ślady pierwotnego znaczenia mogły się zachować w popularnej
wyobraźni estchatologicznej. Później w folklorze p o l s k i m utrwalić
się miało powiązanie smoły ze światem zła.

W w a r s t w i e przekazu treści eschatologicznej

piekło u k a z y ­

wało się j a k o wieczne zamknięcie, z którego nie m a wyjścia i j a ­
kiegokolwiek sposobu wyzwolenia. Polskie pieśni religijne podej­
mujące m o t y w zstąpienia Chrystusa do otchłani i wyswobodzenia
dusz „świętych O j c ó w " (proroków Starego Testamentu) akcento­

T e c h n i k a t o r t u r w p o l s k i c h wyobrażeniach piekła jest p r y ­
m i t y w n a i ograniczona a i c h r e p e r t u a r u b o g i w s t o s u n k u do

wały

zniszczenie

klatek" .
2 5

Zwrot

przezeń
„wrota

„piekielnych
piekielne"

i

„piekielnych

ujmowany

wrót"

symbolicznie

wcześniejszych i współczesnych wyobrażeń Z a c h o d u i niektórych

w t e k s t a c h m o d l i t e w n y c h miał swój odpowiednik w s z t u k a c h

regionów wobec P o l s k i ościennych. N i o s p o t y k a m y t u a n i fantas­

p l a s t y c z n y c h j a k o wąska b r a m a w k a m i e n n y m m u r z e (w rzeźbach

tycznego ognistego koła z n a w l e c z o n y m i n a jego zęby potępień­

krakowskiego Ołtarza Mariackiego W i t a Stwosza), l u b j a k o cięż­

c a m i , a n i współczesnych narzędzi t o r t u r , j a k i e zauważyć można

kie, o k u t e d r z w i drewniane. W malowidłach ścieimnych L u c y f e r

n a przykład w malowudlach ściennych w Zgorzelcu n a zachodnim

ustawiał n i e k i e d y swój t r o n p r z y wejściu do piekła, będąc równo­

krańcu Śląska l u b w T o r u n i u , należącym w o m a w i a n y m okresie

cześnie jego władcą i strażnikiem. Już w drodze do miejsca k a r y

do

potępieni pędzeni przez diabły bywają skrępowani łańcuchami,

państwa krzyżackiego . Fragmentaryczność
21

zachowanych

malowideł ściennych n a terenie Królestwa Polskiego nakazuje

zaś całą jamę piekielną otacza g r u b y sznur, d l a podkreślenia

w p r a w d z i e ostrożność w wyciąganiu wniosków dotyczących i c h

zniewolenia dusz potępionych (na przykład w m a l o w i d l e ścien­

treści, lecz także polskie źródła pisane n i e przynoszą opisów w y ­

n y m kościoła w Strzelcach koło Sobótki n a Śląsku). T a k i e w y ­

rafinowanych

obrażenia miejsca wiecznej k a r y niewątpliwie nasuwały skoja­

mąk

i

przykładów

diabłów wobec potępionych. W y d a j e

wymyślnego

okrucieństwa

się, iż nie jest t o j e d y n i e

rzenia z więzieniem i t a k i e było zapewne powszechne

odczucie.

p r o b l e m ubóstwa wyobraźni a r t y s t y c z n e j . N a t a k i s t a n rzeczy

Zresztą odwoływania się do wyobraźni ludzkiej w t y m zakresie

wpływ mogło mieć b o w i o m niewielkie upowszechnienie w Polsce

nie u n i k a l i kaznodzieje

testów stanowiących istotne źródła i n s p i r a c j i o d t w a r z a n i a świata

popularnego z b i o r u kazań

piekielnego, t a k i c h j a k wizja świętego Pawła l u b w i z j a T n u g d a l a .

w i e k u Mikołaj z Błonia (Nicolaus de Błony) zauważył, że dusze

P o n a d t o sygnalizowane zjawisko wiązać można z rzeczywistością

potępionych są „jakby związane i t r z y m a n e w nieustającym wię­

prawną Polski późnośredniowiecznej. W p r a w d z i e

tortury

sto­

i a u t o r z y tekstów r e l i g i j n y c h . A u t o r
de tempore

z pierwszej

połowy X V

z i e n i u " ( i n carcere p e r p e t u o ) . T y m bardziej a u t o r z y później­
26

sowano już o d d a w n a w różnych okolicznościach, znało je także

szych tekstów a p o k r y f i c z n y c h nie m i e l i już żadnych

p r a w o magdeburskie, jednakże, j a k o środek w y m u s z a n i a zeznań

w utożsamianiu przebywających w piekle z jeńcami w pętach,

oporów

sądowych zaczęto jo stosować dopiero w X V w i e k u a i c h udział

których n i k t nie może wyzwolić. Poprzez frazeologię p o l s k i c h

w w y m i a r z e sprawdedliwości zdaje się być początkowo raczej nie­

pieśni r e l i g i j n y c h mówiących o w y k u p i e więźniów z piekła u j a w ­

wielki .

niało się przekonanie o zbieżności rzeczywistości piekielnej z ziem-

2 2

Dopiero następne stulecie zacznie w szerszym

zakresie

99

�ska, gdzie w y k u p z więzienia l u b z n i e w o l i bywał możliwy. Л\ dia­

d o w i s k o w y i e l i t a r n y . W wersji przeznaczonej

l o g u k a r y wiecznej z wyobraźnią zbiorową, pierwsza z n i c h chętnie

ich miejsce zajęli księża oddani życiu światowemu i łatwo zauwa­

podejmowała pojęcia zaczerpnięte z życia, ziemskiego, posługując

żalnym

się n i m i d l a różnych celów, a wśród n i c h d l a w y k a z a n i a odosob­

Wydaje

n i e n i a pieklą. J a k u b z Paradyża, przedstawiał los potępionych

za swe występki zajął t r w a l e miejsce w wyobraźni

mówiąc, iż przebywają o n i t a m ,,skąd nie można uciec, skąd nie

W drugiej polowie X V w i e k u opowiadano w Małopolsce o roz­

można apelować i gdzie wszelka laska i miłosierdzie są odebra­

wiązłym, hulaszczym i niemiłosiernym dla ubogich opacie cys­

ne"

t e r s k i m , p o r w a n y m za życia przez diabły do piekła „ w godzinę

2 7

.

W nauczaniu przeznaczonym dla mas chrześcijańskich jjieklo

występkom,

budzącym

niekiedy

dla pospólstwa

zgorszenie

laików.

się, iż zwłaszcza grzeszny m n i c h , pokutujący w piekle

obiadową

zbiorowej.

(hora p r a n d i i ) w d n i u świętego J a k u b a r o k u 1456

zamknięte i szczelne różniło się od miejsca k a r y przemijającej,

w

diecezji

czyśćca, z którego m o d l i t w y , msze i dobre u c z y n k i żywych mogły

zbiegli z klasztorów m n i s i b y l i

wyzwalać dusze pokutujące. W trosce o t o , b y w wyobrażeniach

grzesznych biskupów, kanoników i proboszczów (polska wersja

w i e r n y c h różnice między t y m i d w o m a miejscami kary pośmiertnej

Dialogu

nie zacierały się, kaznodzieje wzywając w i e r n y c h do m o d l i t w y

nych

za

zmarłych zaznaczali, iż idzie t u o dusze czyśćcowe. Wydaje się,

k r a k o w s k i e j , co w i c i u l u d z i

mistrza

widziało" .
32

Również

k a n d y d a t a m i do pieklą,

obok

D o świadomości i wyobraźni wier­

Polikarpa...).

trafiał obraz potępienia niegodnego

kleru,

akceptowany

zapewne przez nich t y m chętniej, iż trafiał n a g r u n t żywycłi wów­

iż akcentowanie l i e r m e t y z m u piekła miało także na celu przeciw­

czas antagonizmów między klerem a ludźmi świeckimi, zwłaszcza

stawianie się t r a d y c y j n y m wierzeniom w k o n t a k t y żywych z po­

szlachtą.

tępionymi, wracającymi z miejsca s w y c h cierpień na ziemię l u b

A l e piekło kleryków nie usuwało w cień w i z j i

potępienia

błąkającymi się w miejscu swych przewinień bądź śmierci. Mogły

grzesznych l u d z i świeckich, stanowiących jedną z f o r m d y d a k ­

być wśród nieh stare słowiańskie demony a także poddy.no już

tycznego

nalotowi

zresztą zapełnione j e d y n i e o k r u t n y m i i w y r a f i n o w a n y m i zbrod­

w

chrystianizacji

dusze

przebywaniu na ziemi . W
2 8

grzeszników
folklorze

doznające

krajów

ulgi

słowiańskich

d u c h y topielców, samobójców, wisielców miały zapewnioną wielo­

oddziaływania na w i e r n y c h . Piekło laików nie było

n i a r z a m i , choć Śmierć mówiła P o l i k a r p o w i o karze

czekającej

„morderców i okrutników". Otchłań piekielna rezerwowała nie­

wiekową egzystencję. W p o l s k i m późnym średniowieczu m o t y w

odmiennie miejsce dla grzeszników o d stuleci zwalczanych w Koś-

kontaktów potępionych z żywymi przenikał również do fabularnej

c i t l 1 i stereotyjiowyoh miłośników świata, których zły śmiech

w a r s t w y d y d a k t y k i kościelnej. Wo wcześniejszych

exeniplach,

miał się zamienić wo I z y . S t a t u t y a r c y b i s k u p a Mikołaja Trąby

w y k o r z y s t y w a n y c h w X I V i X V w i e k u ujawniała się obecność

(1420 r.) nakazywały s p o w i e d n i k o m , b y szczególnie dokładnie w y ­

potępionych w świecie z i e m s k i m . D o żywych przybywały zja,wy

p y t y w a l i penitentów o grzechy najbardziej

z pieklą w cielesnej powłoce, b y powiadamiać i c h o konsekwenc­

W

j a c h grzechów

3 3

rozpowszechnione.

wyobrażeniach piekła z n a j d o w a l i miejsce

34

ludzie rozwiąźli,

popełnionych n a ziemi. D y d a k t y k a kościelna,

p i j a c y i gracze w kości. W scenie Sądu Ostatecznego w Strzelcach

akcentująca h e r m e t y z m piekła, godziła się n a k o m p r o m i s z wie­

p o d Sobótką n a Śląsku wśród postaci przebywających w piekle

rzeniami t r a d y c y j n y m i .

rozpoznać można kobietę nalewającą w i n o z beczki, graczy w kości

K o n t a k t y potępionych z i c h d a w n y m , ziemskim otoczeniem
były t y m łatwiejsze, iż wyobraźnia masowa chętnie lokalizowała
piekło w sposób k o n k r e t n y i w t e d y odległość o d niego okazywała
się niewielką. W fabułach wplecionych do kazań, oddających po­
p u l a r n e wyobrażenia, człowieka, któremu dane było poznać męki
potępionych, prowadzono

do miejsca n i e z b y t odległego. Miesz­

czanin z kazania Pcregrinusa z Opola ujrzał wejście do pieklą na
p o l u swego podmiejskiego f o l w a r k u , w j a m i e po wyschłym źródle;
grzesznik o którym opowiada J a k u b z Paradyża, zaprowadzony
został do pobliskiej d o l i n y , b y usłyszeć jęki, plącz, i nar7.el4a.nia
potępionych . Podróże do zaświatów, w t y m również d y d a k ­
29

oraz skąpca (a może lichwiarza) z w o r k i e m pieniędzy . D o piekła
35

t r a f i a l i więksi i m n i e j s i oszuści s p o t y k a n i w życiu społecznym
m i a s t i w s i : zarówno nieuczciwi karczmarze, j a k i licliwia.rze
szczególnie gorliwie zwalczani przez Kościół. Piekło otwierało
się k u s t a n o m , zarówno w t y m znaczeniu w j a k i m je rozumiało
zazwyczaj nauczanie kościelne (sermones

a d status), j a k i k u

s t a n o m społecznym. Otwierało się k u członkom r o d z i n y , których
k a r a stanowić miała budujący, odstraszający przykład dla n a j ­
bliższych, k u małżonkom k a r a n y m w piekle (lub w czyśćcu) za
b r a k wstrzemięźliwości. Otwierało się k u n i e d o b r y m przełożonym
i k u nieposłusznym l u b niemilująeym i c h podwładnym.

tyczne „zwiedzanie" pieklą nie były w y p r a w a m i długimi i dale­

K o b i e t y , zgodnie

z tradycją łatwo podatne n a podszepty

k i m i . Podziemne położenie pieklą nie musiało także oznaczać jego

szatana, również trafiały do piekła, lecz wydaje się, żo polskie

wielkiej

późne średniowiecze nie było d l a nieh p o d t y m względem z b y t

głębi,

wbrew

zapewnieniom

z Błonia zaznaczał, że piekło znajduje
podobnie

jak

wiadomo,

że

serce

nauczających

(Mikołaj

się w c e n t r u m ziemi,

usytuowane

jest

zawsze

surowe. W p r a w d z i e moraliści zalecali mężczyznom b y wystrzegali
się k o b i e t , lecz w X V w i e k u nie brakło już w Połsee budujących

w środku i s t o t y ż y j ą c e j ) . W wyobrażeniach ludności wiejskiej

przykładów

wejściem do pieklą mogła być j a m a , przepaść l u b pieczara, za-

O b o k żywo rozwijającego się k u l t u maryjnego miało t o wpływ

pew ne dobrze znana mieszkańcom o k o l i c y . Istniały przeto lokalne

na kruszenie się dawnego s t e r e o t y p u kobiety-narzędzia grzechu.

30

i i i f c r n a , miejsca otoczone

z jakichś p r z y c z y n atmosferą

i ziej sławy. T o p o n o m a s t y k a polska zna n a z w y

grozy

„Piekło" lub

„ P i e k i e ł k o " , z których część pochodzi ze średniow i e e z a .
3J

Społeczność potępionych dość konsekwentnie zachowywała

świętych

niewiast

otaczanych

powszechną

czcią.

Kaznodzieje w y p o m i n a l i k o b i e t o m skłonność do o b m o w y i p l o t e k ,
nieodpowiednie

zachowanie

się w kościele, strój

odwracający

uwagę mężczyzn o d m o d l i t w y . M o t y w y potępienia sprowadzały
3 6

się n i e k i e d y do grzechów cielesnych. W męskim tłumie grzeszni­

swą podwójną strukturę: klerykahią i świecką. Oczywiście sama

ków", których

obecność p e w n y c h postaci wśród przebywających w jiiekle mówi

Polikarpa...),

Śmierć

zabiera

na zatratę

(w Dialogu

niewiele. Grzeszni b i s k u p i i m n i s i , przedstawiani w malowidłach

wadzące rozwiązłe życie. A l o pędzone do piekła P a n n y Głupie

z c h a r a k t e r y s t y c z n y m i dla n i c h a t r y b u t a m i , niezmiennie poja­

w

w i a l i się w stereotypowych obrazach piekła. Dopiero począwszy

t y l k o m o d n e : ubrane w kolorowe, pasiaste, obcisło s u k n i e . I c h

mistrza

pleć odmienną reprezentują jedynie k o b i e t y p r o ­

k a p l i c y kościoła

cysterskiego

w

Lądzie

(Wielkopolska)

są

3 7

od drugiej połowy X I V w i e k u , g d y tendencjo r e f o r m y Kościoła

zly los, przeciwstawiany

ujawniły się również w Polsce, wiążąc się z k r y t y c z n y m i posta­

wyrażał bardziej potępienie określonych w a d niż bliskość piekła

w a m i wobec niegodnej części k l e r u , piekło coraz bardziej zapełnia

szeroko otwartego d l a k o b i e t .

się złymi książmi: w i n n y m i s y m o n i i , zwróconymi k u sprawom

radosnej

nagrodzie

Panien

Mądrych

W wyobrażeniach wiecznej k a r y pośmiertnej nie stwierdza­

świeckim, zaniedbującymi swe obowiązki duszpasterskie. Zwłasz­

my

cza potępieni w ówczesnych s t a t u t a c h diecezjalnych

bez c h r z t u (limbus p u e r o r u m ) nio przyjął się w d y d a k t y c e koś­

symoniacy

obecności dzieci. Stan eschatologiczny

d l a dzieci zmarłych

t r a f i l i do k a t e g o r i i największych grzeszników, pokutujących po

cielnej, nie próbowano także odtwarzać miejsca w którym nie

śmierci za swe występne p r a k t y k i świętokupstwa. A l e piekło

ma

symoniaków z kazań s y n o d a l n y c h miało charakter raczej śro-

dziców, b y chore dzieci nie zmarły pozbawione pierwszego sa-

100

a n i mąk a n i radości. Poświadczona w źródłach t r o s k a r o ­

�k r a m o n t u , świadczy o t y m , iż brano p o d uwagę groźbę u t r a t y

oszustwami i skłanianiem l u d z i do grzechu pijaństwa. Stanisław

przez n i e zbawienia.

ze Skarbimierza głosił w kazaniach, że piekło czeka nieuczciwych

Wskrzeszenia

przez l o k a l n y c l i

świętych

k r a k o w s k i c h dzieci zmarły-ch bez c h r z t u , zapisywane

w pięt-

rzemieślników, którzy z myślą o zysku źle wykonują swe w y ­

nastowiecznych rejestrach m i r a c u l a , również są śa\ iadeetwem

r o b y . Grzeszny

obaw

został wtrącony do piekła za t o , iż nie chciał słuchać mszy nie­

3 8

o i c h los ostateczny.

T r u d n o byłoby

odpowiedzieć n a

mieszczanin, który w początku X I V w i e k u

4 2

p y t a n i e , czy w k a z a n i a c h p a r a f i a l n y c h mówiono o mękach gro­

dzielnej, w następnym stuleciu ustąp&gt;il miejsca t y m , ktorz.v po­

żących małym nieochrzczonym. N a ziemiach

pełniają występki przeciw etyce życia zbiorowości miejskiej.

Prusów t a m t e j s i

księża,, w myśl wskazówek podręcznika duszpastorskiego

Jana

M e r k e l i n a (przed 1400 г.), przedstawić m i e l i taką groźbo w postaci
ognia piekielnego, jedynie m n i e j d o t k l i w e g o , niż t e n . który pali

„ O d y ubodzy mają niebo a cisi ziemię, cóż ma, zostać pysz­
n y m i g n i e w l i w y i n ? Zaiste, t y l k o piekło" — zauważył polski

potępionych dorosłych . A l e t e n bardzo archaiczny wątek w i z j i

kaznodzieja z p o l o w y X V w i e k a * , odsuwając groźbę k a r y wiecz­

eschatologicznej

nej o d ewangelicznych ubogich, przeciwstawionych możnym i bo­

39

rozwijał

się n a ziemiach

wciąż

obciążonych

g a t y m grzesznikom.

niedorozwojem opóźnionego ehrześrijaństwe.
Wyobrażenia k a r y wiecznego potępienia odnosiły się do grze­
szników należących do różnycli w a r s t w i grul) spoleczn\ ch. Po­
staciami, które można uznać za wzorcowe,

żywo

funkcjonują­

c y m i w d}-daktyce, okazują się jednak przedstawiciele górnych
wa,rstw społeczeństwa. Oczywiste
bliżej nieokreślony stereotypowy

miejsce

zajmuje

wśród nich

bogacz, gotów dla. pieniędzy

zaprzedać się szatanowi, l u b b o g a t y skąpiec niepomny n a po­
trzeby bliźnich. Pojawiają się także panowie gnębiący podda­
n y c h --- n e g a t y w n y wzorzec szeroko rozpowszechniony

w śred­

niowieczu. N i e k i e d y s p o t y k a m y się jednak z bliższymi określe­
n i a m i przynależności społecznej potępionych oraz z p o « iązanicm
icli

występków

ze współczesnymi

realiami życia

zbiorowego.

Stereotypowi ,,opressores p a , u p e n i m " stawali się przedstawicie­
l a m i możnych i szlachty, przyłączającymi do swych dóbr ziemie
chłopskie. W k a z a n i u Mikołaja z Błonia diabeł wzywa, n a swą
ucztę złych panów, którzy straciwszy swe dobra wskutek roz­
rzutności,

marnotrawią

mienie ubogich. Wzywa,

następnie

przemocą

przy właszczone

także w i e l u ze szla,cłity, którzy idąc

na wojnę grabią dobra kościelne. Kaznodzieja, mając n a myśli
w o j n y husyckie, powołuje się n a przykład z sąsiednich Czech,
gdzie

„laici

nobilcs", niczym

3

rozbójnicy,

napadają

kościoły

i przywłaszczają sobie i c h m i e n i e . M o t y w potępienia wiecznego
40

stawał się wdęc także i n s t r u m e n t e m p o l e m i c z n y m

w sporach

między klerem a szlachtą o korzystanie z dóbr doczesnych a nie­
k i e d y również narzędziom propagandy a n t y h u s y c k i e j .

W warstwie t a k i c h przeciwstawień

bliżej

nieokreśleni ubodzy i prości z y s k i w a l i n i e k i e d y status społeczny
chłopów, oraczy. Oracze pół stawali się bliższymi zbawienia niż
dostojnicy kościelni. Pasterze owiec i świniopasi b y l i dalsi o d
potępienia wiecznego niż dostojnicy i możni świeccy . Piekło
44

wyobrażane w Polsce schyłkowego średniowiecza nie wciągało
do swych otchłani chłopów. D y d a k t y k a kościelna

rezerwowała

sobie jednak wobec n i c h pewien zasób ostrzeżeń. Chłopów, rol­
ników i l u d z i prostych najeży pouczać, b,y dobrze c z y n i l i i przez
swą bozrozu inność nie zostali potępieni — załocal duszpasterzom
krakowski

teolog

i autor kazań .
40

Enigmatyczne

ostrzeżenie

pnzed karą wieczr-ą grożącą n i e r o z u m n y m wieśniakom zyskuje
wyjaśnienie w potępieniu ludow-ych wierzeń i pa'akty-k uznaw-an y c h przez teologów za zabobonne.

K a r a wieczna zbliżała się

k u t y m , którzy posługując .się chrześcijańskim znakiem i gestem
lub

poświęcony ni

zapev. nieniii

przedmiotem

c z y n i l i własne zabiegi

urodzaju poloni, bezpieczeństwa

wokół

d o m o w i i zabu­

d o w a n i o m , wokół zdro&gt;\ ia ludzi i zwierząt . Zbliżała, się przeto,
46

k u strefie zakazu, ujętej w t r a k t a t a c h o zabobonach

słowom

„illieit.uin". Croźbe. potępienia zwracała się także przeciw
dycyjnemu

obyczajowi

ludowemu,

odpornemu

na

tra­

wpływy

chrystianizacji. Zwracała się przeciw- t y m , którzy w y p r o w a d z a l i
ze śpiewem n a krańce wsi kukłę nazywaną śmiercią a następnie
t o p i l i ją. w błocie . Przeciw t y m , którzy w wiosennym korow odzie
47

r

tanecznym wznosili dawne i chyba już niezrozumiale zawołania:
isaja, lado, ileli ja j a , j a k o b y wzywając diabła, tego z którym
pójdą n a wieczne z a t r a c e n i e . W t y m właśnie obszarze l u d z k i c h
48

W większym s t o p n i u , niż wynikać b y t o mogło z bezpośred­
niej treści źródeł, wizje

poczynań mieszkańcy wsi stawali się, „wiuroloincami i odstępca-

piekła zwracały się k u mieszkańcom

m i " (praoqaiicatores et apostatae), których p r a k t y k i prowadzą

miasta, Funkcjonując w nauczaniu kościelnym miały t u większo

k u potępieniu . Przed p r o s t y m wieśniakiem i p r a c o w i t y m ora­

możliwości
utwory

dotarcia

do odbiorców

piśmiennictwa

poprzez

niż do społeczności

49

kazania,

obraz,

czem, mniej narażonymi na grzechy niż bogaci, możni i dostojni

wiejskiej,

która

otwierała się droga do r a j u . Żywotną na wsi polskiej słowiańską

nawet w' X V w i e k u jeszcze rzadko spotykała się ze stałym kazno­

kulturę ludową, tał-; często obejmow-aną zakazami

dziejstwem p a r a f i a l n y m i która w przeważającej części stanowiła

o r t o d o k s j i chrześcijańskiej, wchłaniała otchłań piekła.

strażników

zbiorowość analfabetów. A l e polscy kaznodziejo nie t r a k t o w a l i
miasta

spadkobierców-

Piekło, nie n a z b y t o k r u t n e , nie n a z b y t agresywne i natrętne,

K a i n a , założyciela pierwszego m i a s t a . D o pieklą t r a f i a l i przed­

jako

grzesznej

zbiorowości

ludzkiej,

nie domagało się orl mieszkańców ziem p o l s k i c h d a n i n y w postaci

stawiciele

obsesji

4 1

za,wodów

bliskich

grzechowi:

lichwiarze,

monet i towarów, nieuczciwi k u p c y podwójnie

fałszerze

wynagradzający

sobie utracone z y s k i , a także oberżyści, obciążeni

zawodowymi

potępienia.

Przypominało

wszakże

o sw-ym

istnieniu

w t e d y , g d y zw-raealo się k u głębszym, t r a d y c y j n y m i pokładom
syn kret у c/nogo chrześcijaństwa

polskiego.

l ' B Z Y F l SY

Rozmowa Mistrza Polikarpa
ze Śmiercią (w:) Średniowiecz­
na poezja polska świecka, w y d . S. V r t e l - W i e r c z y i i s k i , W r o c l a w
1952, s. 15—42
J a k u b z Paradyża, Wybór tekstów dotycz({cyc]t
reformy
Kościoła, wy d. S.A. Porębski, Warszawa 197S, s. 305; Stanislaw
ze Skarbimierza, Sermones sapientiale.s, w y d . B . Chmielowska,
t. 2, Warszaw-а 1979, s. 8 7 : ..(...) c o m m i t t u o t rnorituris. a,gonizantibus, u t ipsos de succossu suo vel eveniu a h o r u m mform a r e n t (...)".
1

2

T

•"' 11. ł.ow-iniański, Religia Słowian i jej upadek (т.
VI—XII),
Warszawa 1979, s. 360 m i .
*
Tekst kazania polskiego z X V w . c y t o w a n y przez J . B y ­
stronia, Kultura
ludowa. W a r s z a w a 19.47, s. 150; Stanisław ze
Skarbimierza, Sermoncn sapientiales,
t . 2, s. 9 0 ; zob. także:
Л. B r u c k n e r , Literatura, religijna w Polsce średniowiecznej, W a r ­
szawa 1002, t . I , s. 40 л и . '
Zol). L . S t o m m a . Słońce rodzi się 13 grudnia,
Warszawa
1981, s. .37 i m . W y n i k i badań etnologiczny ch uwzględnił Л.
4

r

5

r

101

�Gieysztor, Mitologia
Słowian, Warszawa 1982, s. 220 n n .
E . Balcerzowa, Glosy polskie w łacińskich kazaniach średnio­
wiecznych, t . I , Wrocław 1981, s. 49
Statuta
Alberti
Jastrzębiec, episcopi
Cracoviensis
(w:)
Starodawne Prawa Polskiego Pomniki,
t . 4, Kraków 1875, s. 78
Najstarsze statuty synodalne krakowskiego biskupa
Nankera
x 1320 г., w y d . J . Fijałek, Kraków 1915, s. 9
Statuta Alberti Jastrzębiec, s. 72
H . Łowmiański, Religia Słowian, s. 361 n n .
J a n H u s , Betlemski
texty, w y d . B . R y b a , P r a h a 1951,
s. 16
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones sapientiałes, t . 2,
s. 380, 391
W . Pajzderski, Kościół św. Jana w Gnieźnie, „Prace K o ­
m i s j i H i s t o r i i S z t u k i " , I I I , 1923, s. 73—104
J . W o l n y , Exempla z kazań niedzielnych Peregryna z Opola
(w:) Kultura
elitarna a kultura masowa w Polsce późnego średnio­
wiecza, p o d r e d . B . Geremka, Wrocław 1978, s. 263
J a k u b z Paradyża, Opuscula inedita, w y d . S.A. Porębski,
W a r s z a w a 1978, s. 3 5 6 ; Sermones venerabilis
magistri
Nicolai
de Błony de tempore et de Sanctis, A r g e n t i v e 1498, f o l . 84v (dalej
cytuję: Nicolaus de Błony, Sermones de tempore).
J a k u b z Paradyża, Wybór, s. 351
Średniowieczna poezja,
s. 2 5 ; Polskie
pieśni
pasyjne.
Średniowiecze i wiek XVI,
w y d . M . K o r o l k o , t . 1, Warszawa
1977, s. 123
A . B r u c k n e r , Słownik etymologiczny
języka
polskiego,
Kraków 1927, s. 407
Codex diplomaticus
et epistołaris regni Bohemiae,
t . 1,
P r a h a 1904, s. 381, 384, t . 2, s. 217. Wskazówki źródłowe i cenne
u w a g i dotyczące materiału czeskiego, bardzo t u istotnego d l a
celów porównawczych, zawdzięczam Prof. Josefowi Maćkowi
z Pragi.
Historia
kultury materialnej
Polski w zarysie, t . 1, p o d
r e d . M . Dembińskiej i Z. Podwińskioj, Wrocław 1978, s. 106 n n .
H . B r a m i e , E . Wiese, Schlesische Malerei und Plastik des
. Mittelalters,
Leipzig 1926, s. 2 2 1 , i l u s t r . 193; M . G u t o w s k i ,
Komizm
w polskiej sztuce gotyckiej, Warszawa 1973, s. 215
H . Zarembska, Infamia
w Polsce średniowiecznej. Rze­
miosło katowskie (w d r u k u ) .
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super „Gloria in
Excelsis",
w y d . R . M . Z a w a d z k i , W a r s z a w a 1978, s. 52
Gotyckie malarstwo ścienne w Polsce, p o d r e d . A . K a r ­
łowskiej-Kazmowej, Poznań 1984, s. 328
Średniowieczna pieśń religijna
polska, w y d . M . K o r o l k o ,
Wrocław 1980, s. 1 1 , 5 1 , 162
Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 85v
J a k u b z Paradyża, Opuscula, s. 460
A . B r u c k n e r , Literatura
religijna,
t . 1, s. 59 n n . ; tenże,
Kazania
średniowieczne, Kraków 1895, s. 9
J . W o l n y , Exempla,
s. 268; T . Szostek, Exempla w kaza­
niach de tempore Jakuba z Paradyża i Mikołaja z Błonia, Wrocław
1983 (maszynopis).
Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 190r
J . Banaszkiowicz, Fabularyzacja
przestrzeni.
Średniowiecz­
ny przykład granic,
„Kwartalnik H i s t o r y c z n y " , t . 80, 1979,
N r 4, s. 988
Michael de Clepardia, Sermo de luxuria cum exemplo de
abbate a diabolo recepto (w:) Z opowiadań średniowiecznych, w y d .
H . K o w a l e w i c z , Warszawa 1974, s. 11
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
sapientiałes, t . 1,
s. 389
Statuty
synodalne
wieluńsko-kaliskie
Mikołaja
Trąby
z 1420 г., Kraków 1951, s. 114
A . Karłowska-Kamzowa, Malarstwo
śląskie
1250—1450,
Wrocław 1979, s. 17
A . B r u c k n e r , Literatura
religijna,
t . 1, s. 73
M . G u t o w s k i , Komizm,
s. 205 n n .
A . W i t k o w s k a , Kulty pątnicze piętnastowiecznego
Krako­
wa, L u b l i n 1984, s. 194 n n .
J a n M e r k e l i n , Liber de instructione
simplicium
sacerdotum,
w y d . M . Borzyszkowski, t . 1, Warszawa 1982, s. 169
6

7

8

9

1 0
1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

Nicolaus de Błony, Sermones de tempore, f o l . 253v
Z o b . n a t e n t e m a t F . Smahel, AntUdeól mlsta v dile Petra
Chleóickeho, ,,Ćeskoslovenski ćasopis h i s t o r i c k y " ' , X X , 1972,
№ 1, s. 392
t . 1,
Stanisław ze Skarbimierza,
Sermones
s. 392
Kazanie
na Dzień Wszech Świętych, czyli tzw. praskie
(w:) Wybór tekstów staropolskich,
w y d . S. Vrtel-Wierczyński,
Warszawa 1977, s. 380
J a k u b z Paradyża, Wybór, s. 351
Skarbimierza, Sermones sapientiałes, t , I ,
Stanisław
s. 392
8 2 — 9 4 ; tenże, Sermones super
„Gloria",
tamże, t .
s. 103—104
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super „Gloria",
s. 104. Z o b . także Statuta synodalia Andreae episcopi
Poznaniensis (w:) Starodawne
Prawa Polskiego
Pomniki,
t . 5, cz. 1, s.
X V I I : De imagine straminis
in
jejunio.
F r a g m e n t kazania J a n a z M i c h o r z y n a (1423 r.) c y t u j e
J . Bystroń, Kultura
ludowa, s. 159
Stanisław ze Skarbimierza, Sermones
super
„Gloria",
s. 104
4 0
4 1

4 2

4 3

4 4
4 5

4 6

4 7

4 8

4 9

1 6
17

1 8

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 i

2 6
2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6
3 7

3 8

3 9

Piekło,

Paul
tres

de Limbourg,
riches heures

1116 r.
Miniatura
d u D u e de B e r r y "

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10493" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10471">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/baf02ebcd91fdab447f5e1d3c80634da.pdf</src>
        <authentication>01dd1091192c9f0666f47081a3d1379f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2506</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124941">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124942">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2329</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124943">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124944">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.174-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124945">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124946">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124947">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124948">
                <text>SUMMARY ОF
J e r z y P г о к o p i u к THE MYTH OF PARADISE
This article is a review of variegated forms of the image and myth of
paradise created by human imagination both among primitive people as
well as in polytheistic and monotheistic religions of the world. Such a survey
permits us to formulate a quintessential description of paradise which
appears to be a mythical and basically spiritual - rarely physical - "place"
of residence, once accessible to all and today only to a chosen few.
K i r s t e n H a s t r u p NATURE AS HISTORICAL SPACE
The author presents the range of contemporary anthropological know­
ledge about Nature. The thesis of the rather general paper concerns Nature
as a category, geography, landscape, motion and history. The intention of
the author is to demonstrate that our knowledge is sufficient to enable us to
formulate the outline of a new anthropological conception of Nature.
M i r c e a E I i a d e THE MYTH OF THE GOOD SAVAGE, OR THE
PRESTIGE OF THE BEGINNING
The sixteenth, seventeenth and eighteenth centuries produced the
concept of the "noble savage" which corresponded to their moral, political
and social prejudices. This text focuses on the mythicised recollection of the
model-like vision of the "noble savage".
M a r c i n B r o c k i CULTURE AND NATURE. REMARKS ON
THE MARGIN OF RESEARCH INTO GESTURES
The distinction between culture and Nature is not a problem concerning
the world but a certain discourse. The source of the latter is to be found in
the philosophy of Plato and in the mathematical paradigm of science
established by Descartes. Investigations into gestures reveal that the use of
language whose conceptual structure contains distinction, puts an end to
the project of a complete description of bodily expression. It becomes
necessary, therefore, to determine the category of culture and Nature anew
and in a different perspective.
J a g n a K n i t t e l THE MYTH OF NATURE. WHAT IS NATURE
LIKE?
"Nature" is one of the most significant concepts with which human
thought expressed itself. The call for "a return to Nature" constitutes
a leitmotif which systematically recurred in reflections pursued by the
humanities. An examination of the history of conceptions of Nature makes
it clear that they comprise a record of human longings that change with
time. In this aspect, the vision of Nature can bring to mind the myth of
paradise: "the return to Nature" is an endeavour to recapture something
which we have lost while Nature is perceived as an opposite of culture. The
author proposes deliberations on the myth of Nature starting with
a presentation of the views expounded by Jean Jacques Rousseau.
M a r i a J a n i o n , M a r i a Ż m i g r o d z k a ROUSSEAU - THE
EXISTENTIAL HERO
The middle of the eighteenth century marked an important date in the
European history of ideas. The impact exerted by Rousseau not only shaped
for decades to come all perception of relations between nature and culture
but it essentially altered the very perception of man.
Rousseau - the rebellious son of the Enlightenment and a master of the
Romantic men of letters - must be envisaged as an author of a transitory
period.
M a ł g o r z a t a Ł u k a s i e w i c z IN ONE HOUSE
Die Wahherwandtschaften, Leipzig 1976 by Johann Wolfgang Goethe is
a pretext for presenting remarks about Nature and culture. A ruthless war is
waged between people and Nature, and the prime tactical principle
observed by the former is to reject the tactics of the enemy. If Nature
appears to be chaos, a haphazard accident or the activity of unforeseeable
forces - then people will counterpoise order, deeds, purposefulness and
a plan. The slightest neglect signifies defeat. This model resembles to
a certain extent the conceptions propounded by Freud and in particular the
view which claimed that culture predominantly defends against Nature and
essentially is anti-Nature.
Z y g m u n t K r z a k MAN OF THE GOLDEN AGE
The article discusses the oldest distinguishable stage in the development
of human thought: the structure of thought pursued by man of the Stone
Age - the Golden Age. All narratives depicting the primeval period when
human beings could enter heaven and maintain contact with the deities
mention that this universal contact was severed by to a certain event. From
that moment on, only shamans were capable of communicating with the
heavens.

174

ARTICLES

The author maintains that myths about the presence of mankind in
paradise should be regarded as testimonies of original pan-shamanism. He
also proposes an interpretation of myths about paradise and the Golde Age
in categories of pan-shamanism conceived as the prime cognitive paradigm.
D i o n i z j u s z C z u b a l a IN THE WORLD OF CONTEMPORARY
MYTHS. MONGOLIAN AND SIBERIAN TALES ABOUT THE
SNOWMAN
In Mongolia, the myth about the existence of the almas (the "snowman")
is ancient and firmly enrooted in social consciousness. At present, it has
been revived probably under the impact of a global fascination with the
mysterious figure of the mountain-dwelling recluse. The old legendary
motive is made topical and conceivable by its introduction into the world of
contemporary reality and be determining the time of the events. The author
penetrates the ancient folklore of Central Asia and the Far North and
demonstrates that we are dealing with a traditional and ancient myth shared
by many people.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i THE MYTH OF ART BEYOND
CULTURE. ART BRUT
The creativity discussed by the author is closer to that extremity of
Nature whose characteristic feature is independence from tradition trans­
mitted by way of memory or writing; this is not to say that it is completely
severed from the experiences of memory. The concept of art brut can be
regarded as helpful for reflections on the phenomenon of this variety of
creativity. It was introduced in 1945 by the French artist Jean Dubuffet who
wished to present creativity free from the pressure of culture. Brut denotes
raw, rough and not alleviated by any sort of conventions. Dubuffet claimed
that in order to be truly oneself, and emancipated from the impact of culture
one must oppose social norms and customs.
A d a m C z y ż e w s k i ARCHITECTS AND THE PROTECTION OF
BIRDS
Contemporary town planning, projects and visions dating from this
century are partof an all-present heritage of the departing epoch. It is
interesting that in their studies on formal solutions accepted in the praxis of
architectonic design, historians of architecture and town planning do not
notice their ecological lineage. Twentieth-century town planning is simply
an organic ecological reflection. In the opinion of the author, this fact
means that it is impossible to conduct within its range any sort of a discourse
which would not exploit texts shared by the two disciplines, a procedure
which calls for the intervention of the anthropologist of culture.
Monika Sznajderman
"JARDIN DES PLANTES: PO­
STCARDS", OR THE PLANT METAPHOR OF JAMES CLIFFORD
Here the author trnaslates and subsequently comments upon a brief
chapter of J. Clifford's The Predicament of Culture. Twentieth-century
Ethnography, Literature and Art, "Jardin des Plantes: Postcards". The

literary and at times even poetic impressions about plants and people
conceal elements of a broader anthropological theory of culture which
Clifford shares with other contemporary philosophers and ethnographers.
W o j c i e c h M i c h e r a THE DEATH OF HANS AND GRETEL
"Home" and "Nature" are radically opposite categories of the imagina­
tion. The image of Nature is created in our imagination predominantly by
areas free from traces of civilization: mountains, seas, deserts, and forests. If
one were to examine freedom (from the subjugating norms of civilization)
which is sought in Nature without Arcadian optimism then it becomes
apparent that it is tantamount to death. The author cites texts by
Mickiewicz, Dante and Rilke and portrays the forest as a mythical space full
of assorted obstacles which radically separate Civilization from Nature and
which make it impossible for man to penetrate the regions forbidden to him.
Nature is an element, a life whose intensity is unrestrainable and which,
therefore, turns into its own negation, chaos and death.
J a c e k O l ę d z k i FILÓDZOĄĄN. THE ONE WHICH ENJOYS
LIFE OR OGŁAWIANIE. THE CULTURE OF THE WILLOW
The foremost issue examined by this article concerns different beliefs and
the general attitude towards trees disclosed by Slavs, Fins and Germans; it
also contains an attempt at presenting the causes for the existing differences.
The author proposes a classification of trees outlined by Kazimierz
Moszyński and Adam Fiszer using the categories of their meaning in
assorted beliefs. He devotes particualr attenction to the symbolics of
willows and poplars which, by means of concepts and images that were
connected with them in culture, introduced order into a comprehension of
reality and coded knowledge concerning the latter.

�E l ż b i e t a U m i ń s k a PLANTS I N FOLK BELIEFS
This is an outline of research concerning folk beliefs and knowledge
about plants, conducted by Polish scientists in the 1842-1939 period and the
historical region of the Commonwealth.
The nineteent century witnessed the emergence of two trends of research:
mythological which sought the roots of beliefs about plants in pan-Slav
mythology, and positivistic which described the function, significance and
application of plants in folk science and beliefs.
This was the period of the appearance of three scientifically important
herbaria: two Polish-language publications by Bronisław Gustawicz (1882)
and Józef Rostafiński (1895) and a work in German by Adam Fischer (prior
to 1939 and intended as a Polish contribution to an unrealised general work
on Slav beliefs about plants, initiated by professor E. Schneeweis at the first
Congress of Slav Philologists in Prague).
The article makes use of the contemporary methodology of investigations
into myths: the semiotics of folk culture and the phenomenology of religion
by M . Eliade in order to present Polish exemplifications of biological
hierophancies in which it discovers the myth about the tree of life and traces
of the cosmogenic myth; it also considers the questioin of sacral time in
rituals of gathering plants. The author demonstrates the existence of
a composition of blessed plants which has remained unchanged for over 200
years and which at that time became surrounded with so-called duplications
of the centre. Finally, the article proves that in Poland too medicinal herbs
are rationalised and devitalized variants of the archetypes of herbs of
eternal youth and immortality. The author discusses the ritual gathering of
herbs and their blessing during Corpus Christi and the feasts of the
Assumption of the Virgin Mary and St. John the Baptist.
Z b i g n i e w L i b e r a EARTHLY DEITIES
This article indicates the reasons why rural communities are unwilling to
seek the advice of trained medical doctors (a phenomenon unexplained by
insufficient money, distances to town or village xenophobia but primarily
by the chasm between scientific and folk medicine). Subsequently, the auhor
lists persons predestined to be medically treated (the elderly, children,
women, the ill and outsiders). The article basically deals with the institution
of witch doctors and magicians. The author maintains that the witch healer
in folk culture is a functional continuum of the image of the Master of the
Thunderbolt while the magician r should be perceived as a transformation
of the mythical antagonist of the God of the Thunderbolt.
A n d r z e j R ó ż y c k i TRAVEL NOTES FROM POLAND
The author - a film director - noted down his impressions from journeys
to various interesting places. He describes, for instance, the old and

little-known ritual of floral decorations along the route of a church
procession held on Corpus Christi in Spicymierz (a village on the river
Warta). He also visited the borderland settlement of Krynki (in the
voivodeship of Białystok) once "the heart of European (world) Jewry"
where he was fascinated with the stone matzevas - tombstones whose
Hebrew inscriptions recall the buried persons.
E w a K o r u l s k a ON THE PEASANT - UNTITLED
Thanks to tens of literary works of varying rank, the author examined
mythicised images of the Polish peasant which function in universal
consciousness. She concluded that such images were moulded in the second
half of the nineteenth century by the literature and art of the intelligentsia;
the "positive" and "negative" portrayal of the peasant co-exists in time and
produces a highly contrasted, black-and-white picture.
W i e s ł a w M y ś l i w s k i , R o c h S u l i m a , A l e k s a n d e r Jac­
k o w s k i WE ESTABLISHED NATURE
The conversation deals with Nature, birds, animals and cruelty. In
testimonies of peasant culture, signs denoting Nature are conventional.
Nature does not occur here as an object of contemplation which according
to Roch Sulima, appeared when peasants began to write. The written word
set free a certain perception of Nature. For Wiesław Myśliwski, the manner
in which peasants express nature is totally original and remains outside our
conventions. The drawing of conclusions must primarily lead to reflections
on the system of the language in which the peasant described his situation.
Aleksander Jackowski declared that aesthetic evaluation is a privilege
enjoyed by people who are not compelled to pay attention to other
functions.
W. Myśliwski is of the opinion that our view of peasant culture,
behaviour and aesthetics cannot apply our concepts, habits or language.
For the peasant there are no superfluous or unnecessary things; nor are
there any things which exist only for our admiration. Under the impact of
civilizational progress we have distinguished Nature and endowed it with
a new function - that of an object; one could say that we have brought
Nature into being.
R y s z a r d C i a r k a THE KILLING OF ANIMALS
Killing animals is one of the most universal activities pursued by man in
order to satisfy his basic needs. The intention of the author is to review the
cultural determinants of a phenomenon when an animal which is often
connected with various symbolic and mythological connotations, suddenly
changes into nourishment or, on the contrary, lives and becomes as if partof
society, receives a name and enjoys considerable esteem.
"Ways of killing animals" consists of two separate paradigms which

175

I

�determine our attitude towards the suffering and death of animals;
"deception" - a form of a cultural game with the environment which creates
a veritable bond between man and the surrounding world, and the "lie"
- a form of a game played with oneself when the supreme aim of concealing
the fact of death is to obtain a rapid and superficial answer.
A g n i e s z k a T a b o r s k a THE ART OF POSITIVE EATING
Although Kansas is still covered in cattle farms, forty years after the
"invention" of hamburger, McDonald's is now introducing ecological food
for growing numbers of vegetarians. Fast food, which until recently was
universally accepted, is being rejected by the today's thirty-year-olds. In the
"food pyramid" noodles are placed above meat in importance. Macrobiotic
cuisine triumphes. The supermarket chains of the end of this century are
using slogans like "Cultivate the Art of Positive Eating".
Jeremy R i f k i n THE ANATOMY OF A CHEESEBURGER
In the mid - 1950s the hamburger became the foremost form of American
"fast food". Ray Kroc, one of the founders of the McDonald network
which specialized in hamburgers, altered the eating habits of the Americans.
Today, 200 Americans purchase one or more hamburgers every second. The
production process has been divided into several precisely described stages.
They exclude improvisation, and deviations are strictly forbidden, AH
hamburgers are always identical and the consumers were advised to resign
from requests to take into consideration their personal tastes.
M a ł g o r z a t a H a l a d e w i c z PEARLS BEFORE SWINE
The author considers some aspects of relations between thought,
language and culture. By basing herself on the acoomplishments of general
semanlicists she conducts a synchronic analysis of one of the traditions of
our culture - subsistence on animal products. The article shows the degree
in which language assists the creation of concepts which reduce animals to
the role of raw material in accordance with the demands of contemporary
civilization. The ensuing register which made this operation possible is
divided into words which conceal the relation between living creatures and
the end product (words such as pork in the sequence: pig, pork, pork chop),
words and collocations which objectivise animals intended for consump­
tion (industrial production, meat plants), prototypes which serve the
promotion of the commodity and, finally, words which conceal the overly
drastic provenance of certain dishes (blood sausage, pottage).
Iga C z a c z k o w s k a THE COMMUNITY OF NATURE, GOD
AND MAN
Contemporary Christian theological thought is experiencing distinct
changes as regards its mode of speaking about Nature. To a considerable

176

extent these alterations have been produced by a harsh critique of
Chrisianity which is charged with the present-day state of the natural
environment. The author demonstrates the way in which theologians
examine their own tradition and seek within it trends which could have truly
contributed to shaping the overly anthropocentric mentality of modern
man whose concern for the welfare of Nature is by no means excessive. In
the first place, they point to the much too strong connection between
Christian thought and Greek dualistic philosophy as well as the hierarchic,
patriarchic manner of thought pursued by the Hebrew tradition. A more
careful acquaintanceship with Biblical texts and the context of their origin,
however, does not entitle us to claim that Christianity is incapable of
proposing the contemporary world and intellectually and morally more
profound reflection about nature. An example of such a current could be
the intuition revealed by theologians representing various currents, for
example, the theology of the process, the theology of liberation, ecofeminism and the theology of creation. Theologians of assorted creeds reach for
heretofore little emphasized Biblical texts and theological intuitions from
past centuries in order to show the communicty of Nature, God and man.
They talk about a God who remains in close contact with His creatures and
establishes relations which man is unable to perceive to the very end. They
also depict Nature as a creation beloved by God, and endowed with beauty,
goodness and sanctity. On the other hand, they do not severe man from the
world as a whole; on the contrary, they disclose the common pieregrination
of man and all the other creatures towards an ultimate fulfilment in God. In
this great community God, man and Nature mutually shape themselves.
J a d w i g a R o d o w i c z A DIALOGUE WITH EARTH
In the Far East the traditionally interpreted attitude towards the Earth
and the environment stemmed from a particular perception and was totally
dominated by categories incompatible with ours. The best example are rock
gardens situated next to Buddhist temples which served the purposes of
contemplation and meditation. The contemplation of a garden became the
contemplation of the inner state of the person who found himself in the
garden, and the order of the latter and its innermost dynamics in a certain
fashion organized the intimate world of the observer.
K o j i К a m oj i THE RYÓANJI ZEN GARDEN AND MY DREAM
ABOUT THE GARDENER
The Zen garden is closely connected with Buddhism and Zen philosophy.
It is composed of water, plants, sand and rocks similarly to other gardens all
over the world but its characteristic feature is the fact that the purpose of
these items is not to stir up emotions of a solely aesthetic or intellectual
nature. This is a garden which introduces us to a world which is devoid of
relations.
On Haiku - Haiku is poetry in which the descriptive form is diminutive.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10492" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10470">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aca66223c5e8a2553f2596f66dfe0c58.pdf</src>
        <authentication>2bcdca551ff4c1e506f95cd4b7eeb006</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2505</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124932">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124933">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2328</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124934">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124935">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.173</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124936">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124937">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124939">
                <text>NOTY

O

AUTORACH

Jerzy Prokopiuk - tłumacz literatury humanistycznej (niemieckiej,
angielskiej, francuskiej, 78 wydanych pozycji), antropozof, religio­
znawca. Redaktor naczelny dwumiesięcznika ,,Gnosis", były
prezes klubu Gnosis i klubu C. G. Junga. Tłumaczył m.in. Junga,
Mistrza Ekharta, Anioła Ślązaka, Goethego, Schillera, Novalisa,
Hegla, Steinera, Freuda, Fromma, Aldousa Huxleya, Eliadego.
Kirsten Hastrup - Dunka, światowej sławy antropolog, profesor
w Instytucie Antropologii w Uniwersytecie w Kopenhadze. Jej
postać stała się podstawą sztuki Talabot wystawionej przez Odin
Teater.
Mircea Eliade - 1907-1986, ur. w Bukareszcie, studiował filozofię
indyjską, wykładał historię religii i filozofię Wschodu w Bukaresz­
cie, Berlinie, Bernie i Londynie. W 1945 osiadł w Paryżu i podjął
współpracę z wybitnym religioznawcą Georges Dumezilem. Wy­
kładał w Ecole Pratique des Hautes Etudes. Autor pomnikowego
dzieła Traktat o historii religii. Publikował w języku francuskim
wiele innych prac z zakresu religioznastwa i antropologii kultury.
Marcin Brocki - student V roku Etnologii Uniwersytetu Wrocławs­
kiego.
Jagna Knittel - etnograf, absolwentka UW, zajmuje się penetracją
pogranicza kultury i natury, alternatywnymi systemami medycz­
nymi i różnicami światopoglądowymi. Tłumaczy z francuskiego.
Maria Janion - historyk literatury i historyk idei, krytyk literacki.
Profesor w IBL PAN, wykładowca na UW, w latach 1956-89 zajęcia
w WS Pedagogicznej w Gdańsku, a następnie na Uniwersytecie
Gdańskim. Opublikowała m.in.: Zygmunt Krasiński, debiut i doj­
rzałość, W-wa 1962; Romantyzm. Studia o ideach i sty tu, W-wa
1969; Romantyzm. Rewolucja.
Marksizm. Kolokwia
gdańskie,
1972; Hermeneutyka. Poznanie i terapia, 1974; Gorączka roman­
tyczna, 1975; Literatura wobec wojny i okupacji, 1976; Romantyzm
i historia, 1978; Reduta. Romantyczna poezja
niepodległościowa,
1979; Odnawianie znaczeń, 1980; Seria Transgresje;
Czas formy
otwartej, 1984; Wobec zia, 1989; Życie pośmiertne
Konrada
Wallenroda, 1990; Projekt krytyki fantazmatycznej,
1991.
Maria Żmigrodzka - historyk literatury, krytyk literacki, prof, w IBL
PAN w latach 1948-1992, wykładała na UMC-S w Lublinie w latach
1959-68 i na UJ 1976-92. Opublikowała studia poświęcone pozyty­
wizmowi i romantyzmowi: Orzeszkowa.
Młodość
Pozytywizmu,
1965; współautorka z prof. Marią Janion prac: Romantyzm i Histo­
ria, 1978; Słowacki mistyczny, 1980.
Małgorzata Łukasiewicz - germanistka, tłumaczka m.in. Gadamera,
Habernasa, Simmla, Hessego, Suskinda, Roberta Walsera.
Zygmunt Krzak - doc. dr hab. Pracownik Instytutu Archeologii
i Etnologii PAN. Zajmuje się prehistorią świata ze szczególnym
uwzględnieniem megalitów i myśli ludzkiej. Najważniejsze dzieło
to synteza megalitów Europy pt. Megality Europy. Autor 10 książek
i 250 publikacji.
OionizjuszCzubaia-dr folklorysta, badacz mitologii życia współczes­
nego (studia polonistyczne, doktorat z etnologii, Uniwersytet
Wrocławski). Adiunkt w Zakładzie Teorii i Historii w Instytucie
Nauk o Kulturze, Uniwersytet Śląski.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury (studia: socjologia UW),
autor wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłasz­
cza ludowej. Krytyk sztuki. Wykłada w Katedrze Etnologii i Ant­
ropologii Kulturowej UW. Organizator kilkudziesięciu wystaw
sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą. Redaktor naczelny
„Kontekstów".
Adam Czyżewski - etnolog (studia UJ), antropolog kultury. W 1990
doktorat Idea miasta-ogrodu
w Polsce 1899-1939. Obecnie przy­
gotowuje Słownik wierzeń i obyczajów ludowych w Polsce (na
zamówienie Wydawnictwa Szkolnego).
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie
w Instytucie Sztuki PAN; pisze pracę doktorską poświęconą
postaci błazna w kulturze. Autorka książki Zaraza.
Mitologia
dżumy, cholery i Aids.
Wojciech Michera-archeolog, etnolog (studia UW); prowadzi zajęcia
w Studium Kształcenia Otwartego (UW), w Państwowej Wyższej
Szkole Teatralnej. Autor książki AntyDaniken.
Jacek Olędzki - ur. w 1933 roku (studia UW). Etnolog na Wydziale
Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego.
Współpracownik naszego pisma od 1959 r. Od kilkunastu lat łączy
szczegółową i systematyczną pracę badawczą w Murzynowie
koło Płocka z szerszą refleksją, obejmującą inne części Polski
oraz znane mu z autopsji miejsca w Europie, Azji i Afryce.

Elżbieta Umińska - studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszaws­
kim (1965), etnograficzne w Podyplomowym Studium Etnografii na
Uniwersytecie M. Kopernika w Toruniu. Interesuje się kulturą
i sztuką ludową (folklor, plastyka, muzyka) filozofią i psychologią.
Autorka książki Gry i zabawy dziecięce ^966) atakże recenzji, not
i artykułów.
Zbigniew Libera - pracownik Katedry Etnologii Uniwersytetu Wroc­
ławskiego. Autor kilku prac dotyczących semiotyki barw, etnobotaniki (m.in. z Adamem Paluchem, Lasowiacki zielnik, Kolbuszo­
wa 1993) medycyny ludowej (Etnomedycyna.
Słowiańszczyzna
zachodnia i wschodnia XIX-XX wiek - w druku) „antropologii
ciała" (w druku - Rzyć, aby żyć. Rzecz antropologiczna
w3aktach
z prologiem
i epilogiem; Wstęp do nosologii napisanej z wy­
czuciem
antropologicznym).
Andrzej Różycki - artysta fotografik, reżyser filmowy - dokumentalis­
ta. Studiował na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, a także
w Łódzkiej Szkole Filmowej. Autor wielu wystaw fotograficznych
(m.in. Koszulki Panny Marii, Moje prywatne Kalwarie,
Drzewo
poznania, Raj tracony, Chusta Weroniki), twórca filmów dokumen­
talnych, w których opowiada o rzeczywistości symbolicznej, do
której dostęp mają ludzie ze wsi, artyści i nawiedzeni (m.in.
Kalwaria Marii Wnęk, Drzewa i Maska, czyli świat od początku,
Nieskończoność dalekich dróg). Twórca nagrodzonego na Fes­
tiwalu w Krakowie filmu Podpatrzona i podsłuchana Zofia Rydel
anno domini 1989.
Ewa Korulska - polonistka, antropolog kultury, doktorat Mit chłopa
w literaturze i sztuce 1863-1939, Warszawa 1993, msp w Instytucie
Sztuki PAN.
Wiesław Myśliwski - prozaik, dramaturg, redaktor naczelny kwartal­
nika „Regiony". Autor głośnych powieści nawiązujących do
znaczeń kultury chłopskiej, wielokrotnie wznawianych i tłumaczo­
nych na wiele języków europejskich: Nagi sad, Pałac, Kamień na
kamieniu oraz dramatów Złodziej, Klucznik, Drzewo.
Roch Sulima - pracownik Katedry Kultury Polskiej UW, gdzie kieruje
zespołem Do Badań Kultur Środowiskowych i Zróżnicowań Kul­
turowych. Autor wielu książek m.in. Folklor i literatura,
Dokument
i literatura, Literatura a dialog kultur, Słowo i Etos.
Ryszard Ciarka - etnolog, pracownik Instytutu Sztuki PAN, Pracownia
Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej. Zajmuje się
antropologią współczesności, autor wielu artykułów.
Agnieszka Taborska - historyk sztuki, romanistka, zajmuje się
tłumaczeniami literackimi. Wykłada literaturę francuską w Rhode
Island School of Design w Providence USA. Autorka książki
Szalony zegar (Nagroda Niemieckiej Akademii Dziecięcej, luty
1994) ; kolejna książka Polubić muzykę country. Dziennik amery­
kańskiej podróży (wyd. NOWA, grudzień 1994).
Jeremy Rifkin - autor książek Biosphere Politics, Time Wars i A/geny,
znany jest głównie dzięki pracom na temat środowiska natural­
nego oraz tekstom krytycznym o współczesnej technologii. Jest
przewodniczących Greenhouse Crisis Foundation i Foundation on
Economic Trends, Anatomia cheeseburgera
(„Granta" 38, zima
1991) stanowi fragment książki Beyond Beef. The Rise and Fall of
the Cattle Culture. (E. P. Dutton, 1991).
Małgorzata Haładewicz - absolwentka Filologii Angielskiej UAM
w Poznaniu, specjalizuje się w socjolingwistyce. Współpracuje
z klubem ekologicznym GAJA. Zatrudniona w charakterze nau­
czycielki języka angielskiego w Zespole Szkół Elektronicznych we
Wrocławiu.
łga Czaczkowska - doktorantka Instytutu Ekumenicznego Uniwer­
sytetu Lubelskiego. Blisko związana z pracą Światowej Rady
Kościołów w Genewie.
Jadwiga Rodowicz - japonistka, wykłada na UW. W latach 1979-89
pracowała w Zespole Teatru Gardzienice, obecnie zajmuje się
badaniem teatru japońskiego. Autorka książki Pięć widzeń kobiety
w teatrze No (Pusty obłok, W-wa 1993).
Koji Kamoji - japoński malarz, wykształcony na Akademii Sztuki
w Tokio, w 1959 roku przyjechał do Polski, studiował w warszaws­
kiej Akademii Sztuk Pięknych. Mieszka w Warszawie. Zadebiuto­
wał w 1965 roku w krakowskiej galerii Krzysztofory. Na stałe
związany z Galerią Foksal w Warszawie. Tworzy reliefy z drewna,
obrazy i instalacje, a najnowsze prace to reliefy z aluminium
i drutu zbrojeniowego.

173

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="10491" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="10469">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6a5dbd084f8f25c74f59032aa320e04b.pdf</src>
        <authentication>22ea8497ff300f09df10d62fecd1306f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124921">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2497</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124922">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2320</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124924">
                <text>O sposobie zabijania / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124925">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.3-4, s.139-148</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124926">
                <text>Ciarka, Ryszard</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124927">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124928">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124929">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="124930">
                <text>O sposobach zabijania zwierząt
Ryszard Ciarka

„Cóż łatwiejszego na ogół niż unicestwienie życia roślin
czy zwierząt? Cóż bardziej dowolnego wydawałoby się, niż
własne postępowanie? Stąd natychmiastowy, aczkolwiek
niesłuszny wniosek, że zjawiska te nie podlegają prawom
w tej samej mierze co inne. A jednak gdy zabijamy jakieś
zwierzę, albo gdy pozwalamy mu żyć, żyje ono lub umiera na
mocy niezmiennych praw."
Zabijanie zwierząt czy roślin w celu ich spożycia jest
jednym z najpowszechniejszych aktów jakie spełnia człowiek
w celu zaspokojenia podstawowych potrzeb życia, a fakt ten
najczęściej umieszczany jest w kodeksie praw „niepisanych"
lub „naturalnych", które krytyce poddać najtrudniej. Nie
byłoby jednak truizmem twierdzenie o potrzebie poszukiwań
„kulturowych treści" owych praw, które regulują, ten
niestety najczęstszy kontakt człowieka z otoczeniem natural­
nym.
W obszarze zainteresowań etnografii temat ten jest zna­
cząco przemilczany. Istnieje wiele prac o zwyczajach i ob­
rzędach związanych z wegetacją roślin, uprawą roli. W wielu
pracach etnograficznych opisy zajęć rolniczych graniczą
niemal z podręcznikami agrotechniki, czego w żadnym
wypadku nie można powiedzieć o proponowanym tu tema­
cie.
Ukazanie i opis interesującego mnie zjawiska będzie
bardzo trudne. Materiału badawczego szukać bowiem wypa­
da jak gdyby między dwoma rozdziałami dowolnie wybranej
monografii: „hodowli" i „pożywienia". Właśnie między tymi
dwoma działami dzieje się interesująca mnie akcja - zwierzę
zamienia się w pożywienie. Wtedy też dobytek inwentarski,
z którym często wiążą się liczne przesądy, gusła i zabobony,
zmienia się jakby mimochodem w pożywienie lub przeciw­
nie, żyje i staje się jakby częścią społeczności, obdarzone
zostaje imieniem i sporym szacunkiem.
Oczywiście, różnorodne przykłady, jakie zostaną tu przed­
stawione i omówione, zmuszają do pewnych uogólnień, do
przytoczenia tu tylko w zarysie modelu uogólnienia. Korzys­
tanie z takiego modelu uogólnienia ma zawsze swoje dobre
i złe strony. Jak powiada Cassirer:
„Nie szukamy tu jedności wyników, ale jedności działania;
nie jedności wytworów, ale jedności procesu twórczego. Jeśli
termin człowieczeństwo w ogóle coś znaczy, to to, że mimo
wszystkich różnic i przeciwieństw, jakie istnieją między
poszczególnymi tworami, wszystkie te formy zmierzają ku
wspólnemu celowi. W ostateczności musi się znaleźć jakaś
uderzająca cecha, jakiś uniwersalny charakter, w którym
wszystkie te formy harmonizują i zgadzają się ze sobą.
Jeśli potrafimy ten charakter określić to można będzie
zebrać razem rozproszone promienie i skupić je w jednym
ognisku myśli.*
Materiał źródłowy, który został tu wykorzystany, uzys­
kany został w oparciu o kwerendę periodyków etnograficz­
nych: „Lud", „Wisła", Z W A K , jak również na podstawie
badań terenowych przeprowadzonych we wsiach woj. rado­
mskiego (Bierwce, Budki) i płockiego (Murzynowo). Po­
służyłem się również dostępnymi pracami badawczymi,
które dostarczyły opisów zachowań i rytuałów, a także
sposobów postępowania w chwili zabijania zwierząt.
1

2

3

W poszukiwaniu początku - Mit
„W Raju to ludzie jedli jabłka i owoce, bo śmierci nie
było..." „W Raju to się ludzie żywili chyba owocami, tak
mówią, ale kto to wie, zwierząt nie zabijali i było tyle pod
ręką, że starczało dla wszystkich."
„Dawniej to ludzie miesza nie jedli, raczej woleli kaszę czy
kapustę sadłem okraszone, a najdawniejsi ludzie to chyba
mięsa nie jedli tylko owocami żywili się, bo były lepsze, a nie
jak teraz zatrute."
„W Raju to się korzonkami odżywiali, bo wtedy nie było
jeszcze zwierzyny."
„Człowiek zawsze żywił się mięsem dawniej czy dziś, chociaż
teraz więcej. Nawet chyba w Raju, chociaż może i nie, bo nie
mieli ognia, ale znowu surowe mięso to jedzą Indianie, to
może i tam w Raju też. Człowiek zawsze musi jeść mięso."
„W Raju to ludzie żywili się korzonkami, bo nic innego
jeszcze nie rosło, ale ja się na tym nie znam, nie umiem
wytłumaczyć, to trzeba kogoś mądrego s p y t a ć . "
Chociaż antropologia nie podziela w pełni tego zdania, to
w wielu mitach o pierwszych ludziach i ich życiu mowa jest
często o tym, że byli raczej wegetarianami, , lub odżywiali
się pokarmem „boskim" - niewyczerpalnym - rzadko kiedy
związanym z krwią i zabijaniem. „(...) oto daję wam wszelką
roślinę wydającą nasienie na całej ziemi i wszelkie rośliny,
których owoc ma w sobie nasienie: niech będzie dla was
pokarmem." Bardzo podobnym do przypowieści biblijnej
jest mit o pierwszych ludziach stworzonych przez Tanriego.
Według tego tureckiego eposu, ludzie ci odżywiali się
owocami z drzewa, z którego sami wyrośli.
W mitologii greckiej „pięć wieków ludzkości" rozpoczyna
się mitycznym wiekiem złotym - „ludem złotym". „Ludzie
owi należeli do tak zwanego 'pokolenia złotego', byli pod­
danymi Kronosa. Żyli beztrosko, nie znając pracy, żywili się
jedynie żołędziami, dzikimi owocami i miodem, który ściekał
z drzew, pijali mleko owiec i kóz, nigdy się nie starzeli,
tańczyli i często się śmiali. Śmierć nie była dla nich straszniej­
sza od snu. Przeminęli już wszyscy, ale dusze ich zamieszkują
szczęśliwe zakątki wiejskie, przynoszą pomyślność i stoją na
straży sprawiedliwości." *
Jako jeszcze jeden ciekawy przykład, warto przytoczyć tu
mit o pierwszych ludziach zamieszkujących królestwo Beni­
nu: „ O o d d a l e n i u s i ę n i e b a o d z i e m i " .
Na samym początku istnienia świata, niebo znajdowało się
w bezpośrednim sąsiedztwie ziemi. (Stanowiąc pokarm dla
jej mieszkańców - R.C.) W końcu jednak niebo rozgniewało
się (...). Denerwowała je chciwość ludzka, która sprawiała, że
mieszkańcy ziemi odcinali zawsze większe kawałki od tych,
jakie byli w stanie spożyć. Resztki nieba wyrzucali wprost na
śmietnik a Niebo ostrzegało ludzi, (...) że oddali się od nich.
Pewnego dnia chciwa staruszka odkroiła ogromny kawał
nieba, którego jednak nie mogła w całości skonsumować (...)
zawołała na swego męża, ale i on nie mógł zjeść całej porcji.
Wezwali w końcu mieszkańców całej wsi, lecz niestety, i oni
nie mogli uporać się z nadmiarem jadła. W końcu resztki
musieli wyrzucić na śmietnik. No i niebo rozgniewało się. (...)
Uniosło się wysoko ponad ziemię, daleko poza zasięg ramion
ludzkich. Od tego czasu ludzie muszą ciężko pracować, aby
5

6

7

8

9

10

11

12

13

1

139

I

�15

zapewnić sobie nędzną egzystencję."
Kara jaka spotkała bohaterów benińskiego mitu jest
wynikiem niedotrzymania obietnicy, złamania przyrzecze­
nia, podstawowej zasady, która gwarantowała im nieskrępo­
wane korzystanie z boskiego, niewyczerpanego pokarmu.
Czyn ten także popełniają pierwsi ludzie z biblijnego
Raju. Również pierwsi ludzie, których stworzył Tanri
ulegają podszeptom niegodziwego brata Tanriego (Er Kisi)
i kosztują owoców z zakazanego drzewa.
W dalszym ciągu rozważań, fakt ten określać będą jako
„załamanie zasady generalnej". Złamanie „zasady general­
nej" niesie z sobą oczywiście zasłużoną karą, którą najczęś­
ciej jest utracenie bezpośredniej opieki Stwórcy, utrata
nieśmiertelności, lub po prostu przymuszenie do ciężkiej
pracy. Bardzo ciekawym elementem w mitach o pierwszych
ludziach i ich życiu, jest połączenie nieśmiertelności, którą
otrzymują ludzie od swego Stwórcy, z pokarmem, który jest
im dany. Można tu zauważyć, że śmiertelność nie jest dana
najczęściej jedynie ludziom, lecz obejmuje ona cały wszech­
świat.
Także w wielu motywach bajkowych można zauważyć
istnienie i złamanie „zasady generalnej". Motyw ten odnaj­
dujemy w wielu bajkach i podaniach dotyczących pierwszych
kontaktów ludzi ze zwierzętami.
„Powiadają, że dawniej nie trzeba było ani pasterzy, ani
koniuchów, rano gospodyni wypuszczała bydło, gospodarz
wypędzał konie na pastwisko, a wilk je pasł i doglądał.
Wieczorem zaś przypędzał najakuratniej do domu, a każda
gospodyni, miała dla niego upieczony bochenek chleba, nie
większy jak na dłoni. Wilk pysk otwierał, ona mu ten chleb
wrzucała i to była cała zapłata za jego fatygę.
Ale jednej gospodyni sprzykrzyło się piec okrągłe te
bochenki, więc pewnego razu wzięła kamyk okrągły, roz­
grzała w piecu i wrzuciła wilkowi do pyska, a on zaczął
ludziom zjadać b y d ł o . "
Interesujące może być zestawienie tego przykładu ze
znanym wigilijnym zwyczajem zapraszania wilka na tę
uroczystą ucztę - postną! - wilka. Wilk raczej nie jada
wigilijnych - postnych potraw, chyba, że jest to ten sam wilk,
który kiedyś wypasał bydło, lub inaczej, że jego to próba, by
w tak uroczystym dniu osiągnąć pełną równowagę stanu
mitycznego, gdzie nie ma zabijania i śmierci.
Nietrudno zauważyć, że śmierć pojawia się w powyższych
opowiadaniach dopiero w wyniku złamania przyrzeczenia,
które konstytuowało dotychczas całą „zasadę generalną".
Dopiero w wyniku konfliktu między „Niebem" a „Ziemią"
pojawia się śmierć jako już nieodzowny (co brzmi trochę
paradoksalnie) element w życiu człowieka. Nie zawsze
jednak pojawienie się śmierci jest karą, która przekreśla
dalszy sens egzystencji. Wyjaśnia to świetnie fragment mitu
Fonów z Dahomeju o pochodzeniu śmierci. „Awe (człowiek
obdarzony zdolnościami magicznymi - R.C.) opuścił Mawu
(najwyższe bóstwo w mitologii Dahomeju - R.C.) i wrócił na
ziemię. W ślad za nim wysłał bóg Mawu śmierć. 'Ludzie są
źli. Kto będzie czynił zło umrze!' - postanowił. Nie podobało
się to wszystko Awe. Używszy swych magicznych mocy
postanowił rozprawić się ze śmiercią. W tym samym niemal
czasie do akcji wkroczył Mawu: 'Zostaw ją w spokoju, a ja
dam ci w zamian ogień, ażeby ludzie nie żywili się jak
zwierzęta, lecz mogli spożywać gotowane potrawy. Kiedy
ktoś zachoruje, musisz dobrze go pielęgnować. Ja sam
zadecyduję, czy już czas do niego wysłać śmierć!"
16

nien zatem zostać „uregulowany" stosunek do otaczającego
świata, wypadnie przecież od tej pory z niego korzystać,
popadać w zależność - ingerować.
Najprościej oczywiście można byłoby przyjąć, iż po złama­
niu danego przyrzeczenia następuje ingerencja i uprzedmiatawianie otoczenia. Trudno jednak sądzić, czy czynności
te nie wymagały żadnych norm i rytualnych wzorów.

17

18

19

20

21

Złamanie „zasady generalnej" powoduje rozpad całego
dotychczasowego systemu organizacji. Od tego czasu, czło­
wiek musi jak gdyby zmierzyć się z otaczającym światem
bezpośrednio. Nie może jednocześnie popełnić jakiegoś
błędu, który spowodować może jego dalszy upadek. Powi­

140

Oszukiwanie
„Myśliwy, który zdołał znaleźć legowisko niedźwiedzia,
oznaczał jego miejsce i wracał do obozowiska, (...). Gdy
tylko dostrzegał pierwsze czumy, myśliwy zaczynał ob­
rzędowe działania pantomimiczne. Rozkładał ręce jak skrzy­
dła, wyciągał szyję jak ptak i zaczynał krzyczeć naśladując
kruka. (...) Zaczynała się powszechna barwna pantomima,
w czasie której kruk wzywał swych braci kruków, by udali się
dziobać znalezioną przezeń w tajdze zdobycz. (...) Rankiem,
skoro świt, wychodzili z czumów i 'odlatywali do tajgi
dziobać zdobycz', tzn. polować. (Moment tuż po zabiciu
niedźwiedzia - R.C.)
Myśliwy, który wyszedł z barłogu, zwracał się do nie­
dźwiedzia z różnymi prośbami, namawiając go, by dał
członkom rodu powodzenie w łowach, by zesłał im zwierzy­
nę, zdobycz, bądź też w formie żartobliwej przekonywał
niedźwiedzia, że powinien był od dawna przenieść się do
nowej siedziby, ponieważ jego barłóg stał się niedobry
i śmierdzący. Gdy w otworze barłogu ukazywała się głowa
zwierzęcia, myśliwi krzyczeli, inni na wpół rozpostarłszy ręce
i wzniósłszy ramiona przedstawiali kruki skaczące i bijące się
0 padlinę. (...) Następnie przedstawiano przybycie na we­
zwanie kruka gronostai, orzechówek, wilków, lisów i innych
zwierząt zamieszkujących tajgę. Każde zwierzę chciało zako­
sztować smacznego niedźwiedziego mięsa. Myśliwi uważali,
że patrząc na to dusza niedźwiedzia uwierzy, iż nie został on
zabity przez ludzi i nie będzie się na nich mściła, ale
przeistoczy się w nowego niedźwiedzia i będzie wędrowała po
tajdze, nie wyrządzając ludziom zła, dopóki znowu nie
padnie ofiarą myśliwych i nie zostanie przez nich oszukana
w ten sam s p o s ó b . "
„Oszukują" również myśliwi podczas obrzędów nad zabi­
tym niedźwiedziem w Laponii, gdzie po stypie, która jest
jednocześnie weselem zabitego niedźwiedzia, zakłada się
czaszkę zabitego zwierzęcia na sosnę, ażeby mógł po niej
wspiąć się do miejsca skąd przyszedł. A oto jeden z opisów
- pieśń ilustrująca - miejsce narodzin i w konsekwencji
powrotu zabitego niedźwiedzia. „Tam niedźwiadek się naro­
dził, wychował się syn niedźwiedzia: Na ramieniu Nie­
dźwiedzicy, na grzbiecie gwiazd siedmiorakich. Zstąpił na
rzemykach srebrnych, na miedzianej kolebeczce, wewnątrz
kołyski złotej, na czeremchy woniejące, na strumyk wśród
wikliny. Rośnie sosna na pustkowiu, a na sośnie srebrna
gałąź. Tam ząb pierwszy i ostatni, największy jest i najmniej­
szy. Gdzie się wykluły pazury, gdzie ulepiły łapy? Na
wierzchołku gęstej sosny."
Myśliwi właściwie występują tu w roli „dobroczyńców",
doprowadzających „uciekiniera" do domu, gdyż okazuje się,
że myśliwi wcale tego niedźwiedzia nie zabili, a jeżeli już, to
akurat nie ci. Cały czas,,(...) zapewniano niedźwiedzia, że on
sam się zabił spadając z góry, albo sięgając po jagody itp.
Niedźwiedź wskazywał na przyczyny swej śmierci: kulę
1 strzelbę. Myśliwi odpowiadali mu na to, że sam wziął kulę
bawiąc się strzelbą, że to nie myśliwi go zabili, ale strzelba,
a jeśli on, mimo wszystko, nie wierzy temu, gdyż wokół siebie
widzi ludzi, to powinien wiedzieć, że ci ludzie nie są
Ewenkami."
22

23

24

25

�Dialog ten odbywał się podczas oprawiania zabitego
niedźwiedzia. „Pierwszy niedźwiedź", ,,pra-niedźwiedź" na­
rodził się w niebie, u swego najwyższego ojca, zstąpił na
ziemię, działał na niej, został uśmiercony, wskrzeszony
i wzniósł się z powrotem do swego niebiańskiego ojca.
Tak wygląda zrekonstruowany model mitu. To samo co
z ,,pra-niedźwiedziem" działo się później z każdym z jego
potomków. Ansimow wyjaśnia lub łączy sposób przygoto­
wań do polowania i cały ceremonial jako nierozerwalnie
związany z obrzędowością i kulturą Ewenków. Przytacza
wiele przykładów podań, baśni, w których bohaterami są
kruk i niedźwiedź. Właściwie, to tylko w jednej znanej bajce
kruk w spotkaniu z jeszcze większym od siebie spryciarzem
- lisem daje się łatwo oszukać i traci kawałek sera. ,,Z natury
rzeczy na wcielenia dla złośliwych demonów i duchów
najbardziej nadawały się ptaki o piórach czarnych (jak kruki
itp.)."
Ostatnio nawet do słownika gwary miejskiej doszło nowe
określenie „gapa", w dwóch wariantach, jako określające
osobę chytrą i przebiegłą - „cwana gapa" oraz „jeżdżenie na
gapę", czyli bez biletu, co jest też swego rodzaju oszustwem,
a gapa to często spotykane określenie wrony. W języku
angielskim słowo rook oznacza gawrona, ale również szulera
i oszusta, a także, co ciekawe, wieżę w szachach.
Czyżby więc Ewenkowie oszukiwali?
Frazer tłumaczy to zjawisko następująco: „(...) dla dzikie­
go, który wszelkie istoty żyjące uważa właściwie za równe
człowiekowi, akt zabijania i zjadania zwierzęcia musi posia­
dać zupełnie odmienne znaczenie aniżeli dla nas (...). Toteż
opierając się na zasadach tej pierwotnej filozofii dziki
myśliwy, który zabił zwierzę, uważa, że grozi mu zemsta
ducha pozbawionego swego ciała lub wszystkich innych
zwierząt tego gatunku. (...) W konsekwencji dziki trzyma się
zasady nie zabijania takich zwierząt, których zabicie nie jest
absolutnie konieczne."
26

27

Oczywiście z takim twierdzeniem można się zgodzić, ale
pod warunkiem, że terenem naszych zainteresowań jest
„pierwotna filozofia dzikich", która stać ma oczywiście
w opozycji do kultur bardziej rozwiniętych.
Poszukiwania moje idą jednak w innym kierunku, ku
znalezieniu zasady, która łączy, a nie dzieli. Dalszego
impulsu i nowych problemów dostarcza zresztą sam autor
Złotej Gałęzi. Zasady „filozofii pierwotnej dzikich" odnaj­
dujemy również w kulturach, gdzie trudno by się pierwotności i dzikości doszukiwać. Jawne oszustwa i unikanie od­
powiedzialności za zabicie zwierząt (przede wszystkim bos­
kich) odnajduje Frezer w starożytnej Grecji. ,,(...) podczas
ofiar ateńskich zwanych 'mordowaniem wołu' (boupfonia)
ofiary składano pod koniec czerwca lub na początku lipca,
a więc po zakończeniu młócki w Attyce (...). Rytuał jego był
następujący: na zbudowanym z brązu ołtarzu Zeusa Polieusa
na Akropolu składano jęczmień zmieszany z pszenicą lub
placki zrobione z tych zbóż. Dookoła ołtarza pędzono woły,
to zaś zwierzę, które zbliżyło się do ołtarza i jadło ofiary,
zarzynano. Topór i nóż, którym zabijano wołu, były uprzed­
nio zwilżone wodą przyniesioną przez dziewczęta zwane
'nosicielkami wody'. Narzędzia ostrzono, podawano je
rzeźnikom, z których jeden ciął wołu toporem, rzucał
narzędzie i uciekał, a drugi (...) szedł jego przykładem.
Z wolu ściągano skórę, wszyscy zaś uczestnicy dzielili się jego
mięsem. Następnie wypychano skórę słomą i zaszywano ją,
wypchane zwierzę stawiano na nogach i zaprzęgano do
pługa. (...) Po czym następowała rozprawa sądowa w staro­
żytnym sądzie, któremu przewodniczył Król (tak go zwano);
miano na niej stwierdzić, kto zabił wołu. Dziewczęta, które
przyniosły wodę, oskarżały mężczyzn, którzy ostrzyli topór
i nóż, ci z kolei winę zrzucali na ludzi, wręczających
narzędzia rzeźnikom, tamci zaś obwiniali rzeźników, a rzeźnicy narzędzia. One też w końcu okazywały się winne
i wyrzucano je do morza."
28

141

�Powyższy fragment opisuje akt zabijania zwierząt i kon­ na nowo stosunek człowieka do otoczenia. „Wiadomo, że
sekwencje tego faktu w społeczności rolniczej. Dochodzi wszyscy na całym świecie oszukują swoich Bogów. Niezależ­
tutaj jeszcze jeden aspekt zabijania zwierząt, jest nim ofiara nie od zawartości literackiej i filozoficznej ksiąg religijnych
jako dziękczynienie lub pomoc, a związana jest ona ze z jakich korzystają, muszą oszukiwać. Oszukują chrześ­
sprawą niby nic nie mającą wspólnego ze zwierzętami, cijanie, mahometanie i buddyści. Ale różna może być jakość
oszukaństwa. I w tej dziedzinie, jakby w błysku flesza,
z wegetacją roślin uprawnych.
Katon w swym dziele O gospodarstwie wiejskim w I I w. dojrzeć można oblicze dalekiej kultury, naczelną cechę jej
p.n.e. taką daje radę, aby żniwa dały zadawalający wynik: struktury."
,,Zanim rozpoczniesz żni­
wo, należy ofiarować świn­
kę przedżniwną wedle ta­
Sposoby zabijania zwierząt
kiego oto obrzędu: ofiaruj
Cererze jako świnkę przed­
Omawiając tę część ma­
żniwną loszkę i to zanim
teriału, która dotyczy zabi­
zwieziesz te oto plony: or­
jania zwierząt w naszej tra­
kisz, pszenicę, jęczmień,
dycji, nie sposób pominąć
bób i rzepę nasienną. Za­
wpływu religii chrześcijań­
nim zabijesz Loszkę, uczcij
skiej wraz z jej etyką, wzo­
kadzidłem i winem Janusa,
rem postępowania czy sys­
Jowisza, J u n o n ę . "
temem wartości. „Biblijna
wizja świata i miejsce czło­
Oczywiście rzadko kiedy
wieka w nim prowadzi do
takie ofiary mają charakter
radykalnej desakralizacji
całopalny lub w inny spo­
przyrody. Przyroda jest
sób nie pozwalają korzys­
wprawdzie
stworzona
tać z mięsa zabijanego
przez Boga, ale jedynie ja­
zwierzęcia.
Najczęściej
ko scena dziejów człowie­
tylko moment zabicia jest
ka, który ma sobie przyro­
chwilą właściwej ofiary,
dę podporządkować. Jeśli
poświęceniem Bogu. Tak
więc Biblia nasycona jest
jak zostało to sprecyzowa­
jeszcze sakralnym stosun­
ne w przepisach Koranu,
kiem do przyrody, to jej
gdzie wszystkie zabijane
desakralizacja jest nie tyl­
zwierzęta poświęca się Bo­
ko nieuchronną konsek­
gu, w przeciwnym zaś wy­
wencją biblijnej wizji świa­
padku zabijanie ich jest
ta, ale wręcz zadaniem do
grzechem.
Jest
więc
spełnienia."
w tym pewna asekuracja,
Biblijne
wyniesienie
świadome lub nie zrzuca­
człowieka ponad inne is­
nie z siebie odpowiedzial­
toty oraz zapewnienie Bo­
ności, która ciąży na oso­
ga o panowaniu człowieka
bie zabijającej zwierzę. M i ­
na ziemi, nad wszelkimi
mo różnorodnych sytuacji,
zwierzętami
i roślinami jest
zwyczajów czy sposobów
M . Chagall, Wól odarty ze skóry,
Ш1
tak mocno wtopiona w tra­
zdobywania
pożywienia
w dalszym ciągu można zauważyć element oszukiwania, co dycję ludową, że w pełni można odnaleźć ten aspekt działal­
prawda różne są jego odcienie i znaczenia, zasada jednak ności człowieka w jego życiu codziennym. Jerzy Nowosielski
pozostaje ta sama. Można też wyszczególnić podstawowe ukazuje ten problem jako naczelną cechę wyróżniającą
mówiąc, iż „chrześcijaństwo zupełnie zagubiło sakralny
jego typy:
a) w chwili zabijania podawanie się za kogoś innego, stosunek do ofiary z krwi zwierzęcia (...) niejako skoncent­
rowało tę ofiarę na mistycznym Baranku i widać jak gdyby
członka innej grupy lub zwierzę;
b) obwinianie samego „poszkodowanego", iż sam sprowa­ zupełne wyparowanie ze świadomości sprawy śmierci zwie­
dził na siebie nieszczęście, lub za winne uznawać narzę­ rzęcia zabijanego przez człowieka, czy sprawy tajemnicy
cierpienia zwierzęcia w przyrodzie. Chrześcijaństwo zupełnie
dzia, którymi zwierzę zostało zabite;
to zagubiło i dlatego trudno jest mówić o cierpieniu, śmierci
c) oszukiwanie, namawiając pieśnią lub zaklęciem, aby
zwierzę dało się złapać w sidła albo bezpośrednio zabić, i zabójstwie zwierząt w aspekcie duchowym."
Rozszerzając tę wypowiedź, przytoczyć chciałbym od­
lecz fakt samego zabicia przemilcza się obiecując wspa­
powiedzi na jedno z pytań mego kwestionariusza: dlaczego
niałe, niczym nie zakłócone życie pełne bogactwa;
zabijamy i czy mamy w ogóle prawo do zabijania zwierząt?
d) zabijanie zwierząt w imię Boga w formie ofiarowania.
Z cytowanych przykładów wynika, że tak naprawdę, jakoś A jeśli mamy, to kto nam dał takie prawo?
„Człowiek zabija zwierzęta, bo takie jest postanowienie od
tej śmierci nie widać. Ukrywa się ją skrzętnie lub po prostu
nie zauważa. „Śmierć nie jest nigdy czymś nieuchronnym, najwyższych władz, od Boga. Bóg dał człowiekowi wszystkie
jest wynikiem okoliczności (...) śmierć nie istniała zawsze; władze i kieruje jego rozumem. Zawsze zabijano zwierzęta,
pojawiła się na skutek jakiegoś szczególnego wydarzenia, ofiary składano przecież z Baranka."
upadku człowieka lub jakiejś katastrofy." Wygląda na to, „Ludzie zabijają, bo mają takie prawo. Ludzie mówią:
że „upadku człowieka" lub jakiejś innej katastrofy nie było, wychowałem, zabiję i zjem, i nie ma co tu myśleć, tak już jest
a człowiek żyje nadal w świecie mitycznym bez śmierci od zawsze."
„Człowiek panuje nad wszystkimi zwierzętami, bo głowę
i zabijania.
„Oszukiwanie" zatem byłoby tym, co reguluje, ustanawia najwyżej nosi, koń też głowę wysoko nosi i dlatego stoi zaraz
29

34

30

31

32

35

36

37

33

38

142

�za człowiekiem. A świnia to najniżej, bo łeb nisko trzyma
w błocie i ryje."
Powróćmy jeszcze raz do wypowiedzi Jerzego Nowosiel­
skiego, który jednoznacznie twierdzi: „Zabijanie zwierząt
w świadomości chrześcijańskiej nie jest grzechem". I prawdą
jest również to, że traktujemy zwierzęta „wyłącznie jako
przedmiot użytkowy, z którym praktycznie rzecz biorąc
można zrobić wszystko, co się chce. (...) Przecież jeśli
badamy treść rachunków sumie­
nia w katechizmach czy w książe­
czkach do nabożeństw, to tam
właściwie element grzechu pole­
gający na nadużywaniu naszego
ludzkiego prawa do świata zwie­
rząt w ogóle nie istnieje."
39

40

Wynikałoby z tego, że stajemy
w tej chwili przed sytuacją nową,
nie spotykaną dotąd w naszych
poszukiwaniach sposobów zabi­
jania zwierząt, jak dotąd właś­
ciwie... bez ich zabijania, a co
nazwałem na podstawie wcześ­
niejszych ustaleń
„oszukiwa­
niem".
Powyższe wypowiedzi moich
rozmówców świadczą nie tylko
0 bezwględnym wywyższaniu
człowieka, stanowią raczej próbę
scharakteryzowania czy klasyfi­
kację otoczenia, którym są mię­
dzy innymi zwierzęta, gdzie jedy­
nym wyznacznikiem jest sposób
noszenia głowy. I m wyżej trzy­
mana głowa, tym ważniejsze
miejsce wśród innych.
Taki sam typ klasyfikacji za­
uważyć można także gdy w grę
wchodzi „mądrość". Oczywiście,
na czele tej hierarchii znajduje się
człowiek, dalej jednak sprawa jest
całkiem otwarta.
„Zwierzęta rozumieją, jak się do
nich mówi i poznają swoje imię,
a świnie nie. Ja krowy nauczyłem,
że jak szły na pastwisko, to nie wchodziły w szkodę, bo jak
każda czy chciała skubnąć buraków czy pszeniczki to ją
lekko w mordę biłem kijkiem i tak się nauczyły, że potem
prościutko szła na pastwisko i gdy sprzedałem taką krowę to
chłop nie mógł się nadziwić, że krowa taka mądra i nigdy
w szkodę nie wchodzi. Jak raz wszedłem do chałupy to
zobaczyłem, jak koty wylegują się na piecu, to krzyknąłem
na nie żeby się wzięły do roboty, a nie wylegiwały i wygnałem
je do stodoły myszy łapać i co pan powie jak po prawie
miesiącu, gdy siedziałem i jadłem obiad, to przychodzi jeden
1 przynosi mi myszę w zębach, taką miał pamięć. Ja to nie
wierzę w to, że zwierzęta mogą ludzkim głosem mówić na
Wigilię, ale mądre to są i swój rozum m a j ą . "
„Świnia to głupia, tylko żre i się w gównie tarza, maciora to
może nawet własne dzieci zadusić - takie to głupie."
„Konie, krowy, psy, koty mają swoje imiona, bo bliżej
z ludźmi żyją i rozumieją jak sieje zawoła. Kiedy krowa idzie
w szkodę to się krzyknie po imieniu i zaraz zrozumie, a świnia
nie, bo to głupie, łeb nisko spuści i ryje, jest głupia to i nie ma
imienia."
„Jak zwierze rozumi to ma nazwę - ot taka krowa, woła się
na nią Krasula, Siwa, Graniasto - to tak po maści, krowa to
rozumi jak sieją po imieniu woła i się obejrzy. Na konia to
wołają po maści: Siwy, Kary, ale są taż tacy, co na kobyłę
41

42

43

Baśka krzyczą. Świni się nie nazywa, bo to świnia, świnia nic
nie wie, co się mówi. Ale świnia nie jest taka głupia i swój
rozum m a . "
Z powyższych cytatów wynika, iż trudno byłoby zdecydo­
wanie wymienić zwierzę najmądrzejsze, które stoi w tej
swoistej hierarchii za człowiekiem i pozostałe zwierzęta,
wśród których można by zauważyć stopniowe zmniejszanie
się „mądrości", jedno jest. tylko pewne, zdecydowanie na
końcu tej „drabiny mędrców"
znajduje się świnia.
Inną klasyfikacją otoczenia
przez człowieka (najważniejszą
i najbardziej popularną) jest na­
zywanie - nadawanie imion.
„Nazywa się konie, krowy, psy
rozmaicie, najczęściej od maści:
Kary, Siwy, Łaciaty. Na psa Bu­
rek lub Cygan. Koty to nazywa
się rzadko, bo kot to kot. Świnia
to nie ma imienia, bo tylko ryje
i cała przeznaczona jest na zabi­
cie. Nazwy otrzymują te (zwierzę­
ta - R . C ) , które są bliżej z lu­
dźmi. Odróżnienie jest na jałówni
na chowanie i na zabicie czy
sprzedaż, bo te nie mają imienia
i mniej się o nie dba, aby tylko
mleka dostały lub ś r u t y . "
„Tak uznano, że świnie nazw nie
mają, to chyba dlatego, że ich
zawsze duża ilość jest i jak świnia
się oprosi to ma ich dużo od razu.
Konie mają imiona rozmaite Szamlowaty czy Kary, najczęściej od
maści. Krowy to aby nazwać
Kwiatula, Łaciata. A dlatego ma­
ją nazwy, bo bliżej z człowiekiem
są i pojedyncze mają wycielenia.
Świnia szybko dojrzewa, osiem
miesięcy i już do zabicia, cielak
tak samo - sześć tygodni. Krowy
nazywa się dlatego, żeby je odróż­
nić, żeby wiedzieć, która się lata
i gdzie którą u w i ą z a ć . "
„Imiona zwierzakom to się nadaje po upodobaniu. Na
krowę wołają po maści Krasula, Łaciata, Graniasta. Na
konie to często Baśka mówią albo Siwy, Bułany - to też po
maści idzie. Jak Gospodarz lubi zwierzę to nadaje mu imię,
jak się na nie krzyczy to przychodzi, łeb odwraca. (...) Świni
się nie nazywa, bo to głupie takie i nie rozumie nic, świnia to
taka pospolita mało się do niej przyzwyczaja, krótko się ją
trzyma i na ubój, to po co ją nazywać. Inne zwierzęta to
długo są na gospodarce, to się daje im imię, bo wszystko się
jakoś nazywa. Na świnie to się mówi prosiaki, a na maciorę
to maciora i j u ż . "
„Nazwy mają te zwierzęta, które są dłużej w gospodarstwie,
konie, krowy. Nazywa się je od maści: Krasula, Łaciata,
Czerwieniasta - to krowy, na konia woła się Siwek, Kasztan,
Baśka - to taka ulubiona kobyła. Świni się nie nazywa, bo
to zwierze przeznaczone na interes, po co je nazywać jak
trzyma się kilka miesięcy, a potem idzie na zabicie. Świnia to
by nawet nie reagowała na swoje imię, bo to tylko ryje, i żre
co się podstawi. Inne zwierzęta to są szlachetniejsze, byle
gówna nie zjedzą, a świnia to wszystko zeżre nawet spod
siebie.
Cielakom to się nadaje imię jak się co ciekawego zauważy
po urodzeniu, plamy, łaty. Takiemu, co ma być prze­
znaczony na ubój, to się nie nadaje imienia, bo po co się
44

45

46

47

143

I

�przyzwyczajać. Przecież gospodarz to też kieruje się sumie­
niem i uczuciem."
„Nazwę to taka krowa czy koń miały jak na targu się
kupowało, to wiadomo, że kupowano taką a taką krowę, np.
Gniadulę, a z własnego chowu to dostawała imię najczęściej
od maści. Świnie nigdy nie mają imienia, na maciorę mówi się
Maciora, a na prosiaki to Prosiaki. Może dlatego, że
brzydzili się ludzie świni, że jak świnia to koryto ż r e . "
Również w tej klasyfikacji świnia jest w swoisty sposób
wyróżniona. Zastosowanie podziału otaczającego świata na
bliski, nazwany nawet imieniem własnym, i ten oznaczony za
pomocą ogólników czy nazw gatunkowych zasługuje na
szczególną uwagę i wart jest większego zastanowienia.
Szczególnie jeśli zestawimy ten podział z klasyfikacją pod­
stawową, polegającą na biblijnym wywyższeniu człowieka
ponad inne istoty żyjące, to można zauważyć, że prawo
bezwzględnego panowania nad światem nie jest tak jedno­
znacznie nacechowane dowolnością i przedmiotowością
w obcowaniu ze zwierzętami.
Nadanie imienia własnego zwierzęciu, to nie tylko wyróż­
nik wśród pozostałych, to także, mówiąc dobitniej, darowa­
nie życia lub przyzwolenie na życie w społeczności ludzkiej.
Nie nadanie natomiast imienia przynosi jak gdyby dane
zwierzę w świat rzeczy. Łatwiej jest użyć czy zniszczyć jakiś
przedmiot czy rzecz, niż coś, co posiada własne imię, a zatem
coś więcej.
Nadanie imienia to także poświęcenie - poświęcenie Bogu
za czym idzie nietykalność i przyjęcie do społeczności.
Obrzęd nadania imienia nierozerwalnie wiąże się z chrztem
(w tradycji chrześcijańskiej) - akt ten jest momentem przyję­
cia do społeczności chrześcijan. Natomiast nie nadanie
imienia, często dodatkowo nacechowane jest określeniami
pejoratywnymi, często nawet wulgarnymi.
Gdy przyjrzymy się bliżej tej praktyce, stwierdzimy dwoja­
ki jej sens; z jednej strony obrzucanie nieszczęsnej świni
wulgarnymi określeniami, twierdzenie, że potrafi zjeść nawet
własne odchody, że żyje w brudzie i jest śmierdząca, wcale nie
przynosi chluby osobom potem ją spożywającym. Z drugiej
zaś strony fakt takiej praktyki odnosi się raczej do sfery życia
zwierzęcia, dyskredytuje jego wygląd, sposób bycia, poży­
wienie itp.
Fakt niejedzenia wieprzowego mięsa przez społeczności
żydowskie w Polsce stał się tematem licznych anegdot,
w których stwierdza się wręcz, że powodem tego stanu rzeczy
jest przemienienie ich krewniaczki za swą głupotę w świnię.
Wynikałoby z tego, że praktyka „uprzedmiotawiania"
zwierząt ma swój ukryty sens, a nazywanie i nie nazywanie
zwierząt, oznacza również odpowiednio zabijanie i nie
zabijanie zwierząt, czyli mówiąc poprawniej wprowadzone
zostaje rozróżnienie na zabijanie zwierząt i branie rzeczy.
Tym samym podział na człowieka i otoczenie. Owa dowol­
ność w czerpaniu korzyści z otoczenia przestaje istnieć.
Zarysowała się natomiast zasada regulująca stosunek czło­
wieka do otoczenia. Rozpatrując tę zasadę modelowo stwier­
dzić można, że odpowiada ona w pełni temu, co poprzednio
określiłem jako „oszukiwanie", spełnia bowiem takie jej
podstawowe założenie, jak fakt unikania śmierci, czyli
zabijania, gdyż nie zabija się rzeczy tylko zwierzęta, a tych
z kolei zabić nie można, ponieważ posiadają imię. Takie
modelowe stwierdzenie istnienia jakiejś zasady nie może być
jednak w pełni zadawalające tym bardziej, że przedmiotem
badań staje się tym razem nasze najbliższe otoczenie i w ten
sposób znamy nie tylko jego prawa, ale i anomalia.
Na szczególną uwagę zasługuje również fakt pewnej
cykliczności zabijania zwierząt w gospodarstwie chłopskim.
W wielu wypadkach zbieżny on jest z ważnymi świętami
chrześcijańskimi jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Tuż
przed tymi świętami występuje do dziś wzmożony ubój
48

49

50

51

144

zwierząt, nie tylko powodowany chęcią zastawienia świąte­
cznego stołu najlepszymi daniami, ale pozyskane w ten
sposób mięso stanowi zapas na dłuższy czas. Świadczy to
także o braku zupełnej dowolności w dysponowaniu zwierzę­
tami, ich życiem i śmiercią i stanowić może jeszcze jeden
przyczynek do opowiedzenia się za istnieniem zasady „oszu­
kiwania" w chłopskiej kulturze tradycyjnej.
Innym, obecnie nieco zapomnianym, świętem, podczas
którego zabijano zwierzęta i zjadano mięso, były zapusty,
mięsopust, czyli „szalone dni". Jest to kilkudniowy okres
(najczęściej trzydniowy), w którym panować powinna weso­
łość i zabawa. Często słowo zapusty i sposób manifestowania
tego święta utożsamiane jest ze słowem karnawał. W więk­
szości przypadków słowa karnawał, jak i zapusty czy
mięsopust tłumaczone są jako carnae-vale (саго, carnis
- mięso; vale, valedico - bądź zdrów!, żegnaj!) za-pusto
(mięsa), mięsa-pusto. Jak nietrudno zauważyć, wszystkie te
określenia dotyczą raczej chwili, która nastąpić ma po
burzliwym okresie święta i bardziej odnosi się do czasu
następującego po święcie, kiedy zapanuje niczym nie zmąco­
ny nastrój postu. Nie byłoby w tym na pewno nic godnego
uwagi, gdyby nie jeszcze inna, błędna zresztą, interpretacja
słowa karnawał, kiedy to fakt powszechnego uboju zwierząt
i spożywanie mięsa zasugerował Stanisławowi Czai w ar­
tykule „Zapusty" odniesienie słowa karnawał do źródeł
carnae-avello (avello, velli - rozszarpywać) i tłumaczenie
karnawału jako „mięsożerstwa" i odpowiednio mięsa-upust. Dopiero jednak te dwie interpretacje pozwolić
mogą w pełni zrozumieć charakter tego święta; z jednej
strony, przez odniesienie nazwy do czasu przyszłego, sądzić
można, iż to święto ma bardzo wyraźne cechy „granicy",
możliwości odmiany, z drugiej zaś strony przykłady nad­
miernego spożywania mięsa i nawet pewnej zgody na ten fakt
dość łatwo sugerują interpretowanie nazwy tego święta jako
krwawego.
„Na zapusty gospodarze bili wieprza, a zwłaszcza w ostat­
nie te najszaleńcze dni, bo zapust musiał być tłusty. Spraszali
sąsiadów, raczyli ich „jajeśnicą i śtuką i popijali wódką
chwest. (...) Wtencas inacy żyją, bo kogo stać, to zabija na
zapust świnię albo przynajmni staro krowę i zaprasza sąsiad
sąsiada, brat brata, kum kuma, przyjaciel przyjaciela na
zapust."
Charakteryzuje się również zapust bardzo ciekawymi
w treści przyśpiewkami czy rymowankami, w których mowa
jest właśnie o zabijaniu i zjadaniu zwierząt. Jak prawie nigdy
zwrotki tych piosenek przedstawiają ów moment z całą
brutalnością.
52

52

„Przysłała nas tu świnia
Żeście jej zabili syna
Są tu drobne znaki
Na progu krew, na gnoju kłaki
Weźcie noża ostrego,
Tnijcie nieboszczyka pstrego
Od głowy do d...
Będziemy mieli kapusty i k r u p y . "

54

Ta króciutka przyśpiewka zasługuje na szczególną uwagę.
Śpiewana jest przez zapustnych dziadów, chodzących od
domu do domu. Przedstawiona w niej akcja jest jakby
przestrogą czy lekcją, w jaki sposób nie należy zabijać
zwierząt, to znaczy pozostawiać tak wyraźnych śladów
„zbrodni". Dla podkreślenia tego faktu występują tu okreś­
lenia w stosunku do zwierząt bardzo „ludzkie", takie jak:
syn-nieboszczyk czy w końcu określenie części ciała raczej
stosowanej do opisu ludzi. Ale pamiętajmy, że jest to czas
święta, zabawy i figli, czyli moment znajdowania się jakby
w innej rzeczywistości nie podlegającej normom i nakazom
przestrzeganym w zwykłym dniu.

�Z wielu materiałów wynika, że przynajmniej dawniej czas
zapustów był bardzo „krwawy" i pełen zapamiętania w je­
dzeniu mięsa, aby mógł zapanować po środzie popielcowej
cichy, pełen refleksji smutek.
„W ostatni, we wtorek, tak zwany mietiejniawokors, dziesięć
razy jedzą mięso, a baby dnia tego piorą bieliznę, aby się
umęczyć i móc więcej zjeść."
Po ściśle określonej hierarchii człowieka i zwierząt, rozróż­
nieniu na zwierzęta nazywane i nie nazywane, zaznaczonej
cykliczności i pewnych określonych dni, kiedy zabijano
zwierzęta, pora na ostatni przykład, mówiący o braku
dowolności dysponowania zwierzętami - ich życiem i śmier­
cią - sam moment zabicia. Temat dość drażliwy, niezbyt
często omawiany w literaturze etnograficznej, omijany też
dyskretnie w podręcznikach fachowych dotyczących hodo­
wli i uzyskiwania mięsa.
Na początek pytanie: kto może zabijać?
„Ja do zabijania nie miałem natury, bo i zabić to bagatela,
a potem to trudno, mięso rozebrać, podzielić, krew na
kaszankę upuścić. To już musi być człowiek, który się na tym
zna. To musi być człowiek zdatny do tego lub jaki wykpis, co
to potrafi."
„Nie każdy potrafi zabijać, trzeba mieć to odziedziczone, bo
się widzi, jak zabijali. Taki człowiek powinien być sprytny,
zdrowy, nie gorący, uważny. Dawniej to w Murzynowie były
jatki i jak ktoś nie chciał zabijać, to sprzedawał świniaka do
jatki i mógł kupić m i ę s o . "
„ D o zabijania to trzeba być sprytnym i obrotnym, trzeba to
zrobić szybko, by się nie męczyło długo i siły też trzeba mieć,
tego nie może zrobić partacz."
„Zabić zwierzę to trzeba potrafić, często woła się kogoś do
pomocy. Nie każdy to potrafi, trzeba mieć w p r a w ę . "
„Ja tego nie umiem zrobić, to trzeba mieć wprawę. Są ludzie
zdolni, taki człowiek musi być opanowany, bo zamordować
to łatwo. Tak jak na wojnie człowiek zabija, bo natura jego
dziczeje i człowiek nie liczy się z życiem."
„Zabić zwierzę to trudno, to już od charakteru zależy, są tacy
co tego nie zrobią. Ja sam świniaka biłem i pomagałem przy
cielaku, ale cielaka to żal bardzo, oczy ma otwarte i cały czas
tak beczy i łzy mu lecą."
„Nie każdy może zabić, trzeba mieć sumienie i siły do tego, są
tacy, co nie mogą na to patrzeć. Taki, co zabija, musi być
zdolny i silny, to musi być fachowiec. Zwierzę, jak się je
zabija, to się rzuca i kwiczy, są tacy, co i za tysiąc złotych tego
nie zrobią. Ja biłem jak trzeba, ale też nie lubię, taki żal jest
wtedy."
Przykłady powyższe pozwalają na określenie cech charak­
terystycznych osobowości ludzi, którzy mogą zabijać. I znów
staje przed nami pytanie bez odpowiedzi: czy takimi są
w rzeczywistości? czy powinni być tacy? czy uważają, że
w swoim mniemaniu są takimi właśnie ludźmi? Rozstrzyg­
nięcia tego typu na pewno tu nie padną, ważne jest natomiast
to, że odnajdujemy nowe „ograniczenie" dowolności w trak­
towaniu zwierząt.
Następny problem to sam akt zabijania. Najczęściej
i najchętniej moi rozmówcy opowiadali o zabijaniu świni,
gdzie nie brakło również momentów humorystycznych lub
opowiadano o tym w sposób „normalny" bez większego
zaangażowania emocjonalnego. Natomiast jeśli mowa była
o zabijaniu innych zwierząt: krów, koni, cieląt czy owiec,
nastroje wtedy były nieco odmienne. Można to tłumaczyć
sygnalizowanym powyżej zhierarchizowaniem zwierząt,
a fakt zabijania krów, koni czy cieląt wydaje się być bardzo
niedawny w tradycji wiejskiej, a spowodowany między
innymi zmianą stosunków gospodarczych między wsią
a miastem, poszerzeniem rynku zbytu mięsa itp. Pewnym
zaskoczeniem był powtarzający się zwyczaj jedzenia po
zabiciu zwierzęcia jego lekko podsmażonej wątroby. Ten
55

56

57

58

59

60

61

62

fakt, co ciekawsze, zanotowałem w dwóch niezależnych
miejscach (woj. płockie i radomskie).
Inny ciekawy element moich poszukiwań to istniejąca
dawniej, a sporadycznie nawet i dziś, tzw. wolnizna lub
dożywocie - jest to pozostawienie starego zwierzęcia najczęś­
ciej konia czy krowy przy życiu, mimo że nie przynosi ono
żadnego pożytku materialnego. Obecnie jednak z „pomocą"
przychodzą punkty skupu zwierząt i zakłady utylizacyjne.
Oto kilka przykładów:
„Zwierzę to czuje jakoś, że będzie bite, krowa to już dzień
naprzód płacze. Ciężko taką zabić, ale trzeba jak chora czy
co. Gospodarz to sam bije, najwyżej sąsiad przyjdzie, żeby
pomóc. Teraz to się wozi do Jedlińska i tam biją, i człowiek
się nie męczy. (...) Najwięcej żałości to jest o cielaka - to małe
takie i łzy mu ze ślepiów lecą - są tacy, co świnie zabijają,
a cielaka nie mogą, ale są tacy, co im wszystko jedno. Do
zabicia krowy to siły trzeba mieć, bo to silne i duże, też jest
żałość, gdy się bije, bo człowiek się do niej przyzwyczaił, teraz
to starą czy chorą krowę do Jedlińska się odprowadza.
Świnia wcześniej nie czuje, że będzie bita, dopiero jak się jej
nogi wiąże, to się rwie, każdy się boi śmierci. Dawniej to
gospodarz nie zabijał konia, dziś to za każde mięso w skupie
zapłacą, to się go do punktu prowadzi. Ale dawniej to jak
koń był stary i chory, to żałość była i czekało się aż sam
zdechnie, czasem, aby się dłużej nie męczył to mu pić nie
dawano i szybciej zdychał. Jak już zdechł, to się go do lasu
zanosiło i gdzieś zakopywało albo gdzie do rowu wrzucało.
Byli i tacy, co gdy koń był niezdatny, to go wyganiali, aby się
gdzie wywlók i padł, i zdechł, ale dobry gospodarz to tego nie
robił. Teraz to czasem jak pies jest już stary, to się go wygania
i potem się włóczą takie po lesie, ja to swoje zabijam, żal jest,
ale trzeba, bo po co ma się taki wałęsać po drodze.
Najwięcej to się bije tak na tydzień przed świętami, przed
Wielkanocą i Bożym Narodzeniem, aby zdążyć i wyroby
zrobić. Głównie to się świnie bije, bo to na mięso i kiełbasy
dobre. Mówią, że najlepsze to mięso z cielaka, aleja nie lubię,
bo takie suche jest. (...) Jak gospodarz sam bije, to najczęściej
w stodole na klepisku miejsce sobie robi. Najpierw to się
ogłusza, potem gardziel podrzyna, żeby krew spuścić, bo by
mięso było potem czerwone. Jak się ogłusza, to trzeba mocno
w łeb walnąć, tak w czoło, zagłusza się, by się zwierzę nie
męczyło, by się nie rzucało. 2'awsze trzeba też łapy powiązać,
tak po dwie, żeby się nie rzucało. Po zabiciu jak sąsiad
przyszedł, to się wódkę rozpija i je się wątrobę, tak tylko
podsmażoną, aby sprawdzić czy dobre."
„Jak się świnię bije, to trzeba ją najpierw ogłuszyć, w łeb
czym mocno walnąć, a potem to gardło się podcina, aby krew
cała zeszła, bo by mięso było czerwone i niesmaczne. Krew
się zbiera i kaszankę się potem robi. Najlepiej jest bić na
podwórku, a jak zima, to w stodole na klepisku. Najlepiej to
się bije w dwie osoby, jeden trzyma, a drugi już rżnie, to syn
pomoże, to sąsiad, jak sąsiad przyjdzie, to trza mu wódki dać
trochę, żeby nie tak na sucho. Jak się już oporządzi, to
wątrobę smażą, tak aby tylko, żeby spróbować, czy dobre
mięso, ale to nie zawsze, jak jest dużo roboty, to nie ma czasu
na poczęstunek (...) Żal jest zabić ciele, ono strasznie płacze,
my nie bijemy, jak kto ma dużo i handluje, to bije cielątka
i mu już chyba za jedno. Ale taki cielak to taki mały jeszcze
i strasznie płacze, i oczy ma otwarte jak się bije. (...) Teraz jak
kto ma konia starego czy chorego, to go do punktu
odprowadza i tam mu płacą, są tacy, co trzymają konia do
końca, bo nie chcą się z nim rozstawać, koń to wielki
przyjaciel gospodarza. Nigdy się nie zdarzyło, aby zabijano
konia, zawsze się go na dożywociu trzymało. Jak sam zdechł,
to się go gdzieś w lesie szło z a k o p a ć . "
„Najczęściej to biją na święta, aby co dobrego do jedzenia
było. Jak tak bez okazji się bije, to często zamawia się
czterech gospodarzy i dzielą się mięsem, to tzw. ćwiartka,
6 3

64

145

1

�potem to się rozpija po ćwiartce wódki i je wątrobę, by
sprawdzić, czy aby dobre mięso. Bywa tak, że gospodarz nie
może zabić zwierzaka i wtedy woła sąsiada i ten to robi.
Najgorzej to jest, gdy się cielaka bije, nie zagłusza się go,
tylko się nożem w serce trafia i gardło podcina. On cały czas
patrzy tak żałośnie i łzy mu lecą. Ja nigdy cielaka nie
zabijałem, świnie to bije. Świnię przed zabiciem się ogłusza,
to ona nic nie czuje i wtedy łatwiej się zabija. Ale gdy jest
w gospodarce więcej świń, to wszystkie wtedy uciekają
i kwiczą dopóki się tamtej nie zabije. Wszystkie zwierzęta się
wiąże przed zabiciem, żeby się nie wyrywały, trzeba związać
przednią i tylną łapę ze sobą. (...) Bywa, że trzeba zabić
z litości, jak jest jakie chore, stare i się męczy, ale to się do
punktu, do Jedlińska odprowadza. Najwięcej rozpaczy to
zawsze po koniu było, gospodarz sam go nie zabijał, a jak
konia wprowadzali do rzeźni, to płakał bardzo. Czasem to
nie chcą konie oddać nawet gdy jest już stary i trzymają go aż
sam zdechnie. (...) Dawniej to opowiadano taką bajkę, że
gospodarz wyrzucił konia, 'na rozstajne drogi, aby zjedli
wilcy, zostawili n o g i ' . "
Nietrudno zauważyć po tych kilku przykładach, iż na
pewno załamuje się zasada nie zabijania zwierząt nazywa­
nych, ale z drugiej strony powstają czynniki czy instytucje,
które model ten załamują. Zasługuje również na uwagę fakt,
że w dalszym ciągu „osobiście" nie zabija się tych zwierząt,
a wykorzystuje się w tym nowo powstałe możliwości ominię­
cia tej drażliwej sprawy. Wydaje się, że ta skomplikowana
etyka i sposób postępowania w stosunku do zwierząt,
dawniej zapewne była o wiele prostsza i mogła być zbliżona
do modelu o cechach „ O S Z U K I W A N I E " ze względu na
większą stabilność i jednolitość środowiska, większą zamkniętość na zewnątrz, szczególnie w kontaktach z miastem.
Jeżeli więc po wprowadzeniu nowych elementów (np. punkty
skupu zwierząt, zakłady utylizacyjne, itp.) nie uzyskamy już
takiej pewności, czy jest to zgodne z modelem ,,oszukiwa­
nie"?
Pamiętać należy, że na podstawie powyższych opisów te
nowe elementy zaburzające dotychczasowy model też zo­
stały wykorzystane w celu „oszukiwania" i ułatwienie czło­
wiekowi rozwiązywania bardzo ważnych problemów. Nowa
jest jednak jakość tego „oszukiwania". Jest to reakcja na
zachodzące zmiany i próba pełnego dostosowania się do tych
zmian. Świadczy to o pewnej potrzebie ludzkiej, którą można
określić jako dążenie do unikania śmierci. Potrzebie tak
silnej, że nie zanika ona nawet, gdy istnieje prawo do
zabijania, zapewnienie o panowaniu nad światem czy za­
aprobowana przez chrześcijaństwo „desakralizacja" przyro­
dy. Powstał tu zarys nowego modelu, którego cechą jest
dynamiczna zmiana. Spełnia on te same warunki: unikanie
śmierci, zabijanie przez różnego typu „oszukiwania" inna
jest jednak jakość tego oszukiwania, dla odróżnienia nazwij­
my ten model „Kłamstwem".
Jak już wspomniałem „kłamstwo" występuje w momen­
tach zmian, braku stabilności, otwarciu na zewnątrz, itp. Jest
to oczywiście wynik przyjęcia odpowiedniej koncepcji ist­
nienia człowieka w świecie, gdzie cechą charakterystyczną
może być np. ustawiczne twierdzenie o skończoności owego
krytycznego otoczenia (przyrody) oraz dążenie do ciągłego
przesuwania owego krytycznego momentu - „granicy"
dzięki rozwojowi techniki zawsze na korzyść człowieka.
Wróćmy jednak do interesującego mnie modelu uogól­
nienia, który nazwałem „kłamstwo". Dotyczy ten model
„codzienności", której uczestnikiem jest również i sam autor,
czyli będzie tu mowa przede wszystkim o ludziach, którzy
swój stosunek do zwierząt regulują w momencie ich spoży­
wania lub nie, bez bezpośredniego kontaktu ze zwierzęciem
w chwili jego zabijania lub darowania mu życia. Już nawet
ten aspekt daje wiele do myślenia i wpisujemy to oderwanie
65

146

człowieka od faktu zabijania i cierpień zwierząt jako pierw­
szy przejaw istnienia zasady „kłamstwo". A skoro tak, to
warto zwrócić uwagę na konsekwencje tego stanu rzeczy. „W
porównaniu ze średniowieczem zmienia się znacznie w cza­
sach nowożytnych sposób podawania mięsiwa. Krzywa tej
ewolucji jest bardzo pouczająca: w warstwie wyższej społe­
czeństwa średniowiecznego bardzo często podawano na stół
całe tusze lub ćwiartki ubitych zwierząt. Nie tylko całe ryby,
całe ptaki, czasem z upierzeniem, lecz również całe zające,
całe jagnięta lub ćwiartki jagniąt i cielaków. Grubszą
zwierzynę oraz wieprze i woły w całości pieczono na rożnie.
Tuszę rozkrawa się na stole. (...) przypomina się wciąż, jak
ważna rzeczą jest dla człowieka dobrze wychowanego umie­
jętność zręcznego dzielenia tuszy. (...) W X V I I I stuleciu
rozkrawanie tuszy przy stole przestaje stopniowo należeć we
francuskiej warstwie wyższej do niezbędnych umiejętności
człowieka światowego (...). Na to, że zwyczaj podawania
wielkich partii tuszy i rozkrawania ich przy stole stopniowo
zanika, składa się niewątpliwie wiele różnych okoliczności.
(...) Ale i tu szerokiemu procesowi ewolucji społecznej,
towarzyszy proces ewolucji psychicznej: (...) Bywają nawet
'ludzie tak delikatni' (...), że doznają uczucia odrazy już na
sam widok sklepu rzeźnika z rozwieszonymi tuszkami ubi­
tych zwierząt; bywają też ludzie, którzy wskutek swej
wrażliwości, przesłaniają mniej lub bardziej racjonalną ar­
gumentacją, w ogóle wzbraniają się spożywać mięso. Wszak­
że są to już przejawy przesunięcia się progu uczucia przykro­
ści poniżej standardu właściwego cywilizowanemu społecze­
ństwu X X wieku, które są też dlatego uważane za „anormal­
ne". Nie da się więc zaprzeczyć, że właśnie tego rodzaju
przejawy przesuwania się progu wrażliwości prowadziły do
zmian standardu, jeżeli były one zgodne z ogólnym kierun­
kiem ewolucji społeczeństwa i że owe współczesne odstępst­
wa od normy są zbieżne z kierunkiem dotychczasowej
ewolucji tego standardu."
Tak więc model „kłamstwo" podobnie jak „oszukiwanie"
posiada te same cechy; dążenie do zatarcia istnienia śmierci,
cierpienia zwierzęcia lub nawet istnienia produktu tego
cierpienia, jaki w tym wypadku jest mięso. Rozróżnienie
między tymi modelami polega na tym, że w przypadku
„kłamstwa" brak jest realnego zetknięcia się z zabijanym
zwierzęciem, jest to już reakcja jedynie „biorcy" jego wraż­
liwość nie styka się bezpośrednio z przedmiotem jego troski,
więc w „oszukiwaniu" byłaby bezpodstawna, natomiast
świetnie pasuje do modelu „kłamstwa". Ten brak kontaktu
z zabijanym zwierzęciem, nie wystarcza, aby sprawą śmierci
i zabijania w ogóle się nie zajmować. Wręcz przeciwnie, daje
się odczuć uporczywe zamazywanie faktu zabijania zwierząt
i ich cierpień.
Poszukując przejawów działalności człowieka w „cywili­
zowanym społeczeństwie" nie sposób pominąć „ludzi, któ­
rzy wskutek tak swej wrażliwości, przesłanej mniej lub
bardziej racjonalną argumentacją, w ogóle wzbraniają się
spożywać mięso". Na pewno różne są motywacje takiego
wyboru, własne przeświadczenie o krzywdzie wyrządzonej
zwierzętom i bezlitosnym ich wykorzystywaniu lub też nie
jedzenie mięsa staje się wynikiem próby przeniesienia pew­
nych praktyk religijnych z innych kultur, w których dominu­
jącym elementem jest jedność z otaczającym światem, a tylko
jednym z przejawów powstrzymywanie się od jedzenia mięsa.
Postanowienie z pewnością bardzo szlechetne, zasługujące
na uwagę, ale będąc członkiem „cywilizowanego społeczeńs­
twa" tę naszą nieingerencję w świat zwierząt musielibyśmy
rozszerzyć praktycznie na całe nasze postępowanie, rezygna­
cję ze skórzanego obuwia i ubrań, kosmetyków, które
w większości są produktami pochodzenia zwierzęcego, a jeśli
nie, to i tak posiadają w sobie „zmagazynowane cierpienie
zwierząt", gdyż każdy ze współczesnych kosmetyków prze66

�chodzi mało skomplikowane próby toksyczności, polegające
na wkraplaniu do jednego oka zwierzęcia (najczęściej króli­
ka) określonej dawki kosmetyku, stopień zniszczenia gałki
ocznej jest miernikiem przydatności danego produktu do
użytku. Takiego istnienia śmierci w codziennym życiu czło­
wieka na pewno nie jesteśmy w stanie wyliczyć, a fakt
niejedzenia mięsa jest tylko drobnym tego wycinkiem.
W ten sposób pojawił się jeszcze jeden element do modelu
„kłamstwa": odsuwanie od siebie śmierci zwierząt przez
czerpanie wzorów z innych struktur religijnych czy kultur.
Jest jeszcze jeden aspekt działalności człowieka w próbie
określania siebie wobec śmierci zwierząt, zresztą bardzo
preferowany przez współczesną etykę zajmującą się tym
problemem; dążenie do zmniejszenia cierpień zwierząt w mo­
mencie ich zabijania, czyli patrząc na to przez pryzmat
modelu „oszukiwanie" propozycja nie do przyjęcia, gdyż
zakłada z całą premedytacją istnienie śmierci i zabijania, co
też z pewnością nie znajdzie zwolenników wśród reprezen­
tantów modelu „kłamstwo", gdyż w sumie nie chodzi wcale
0 cierpienie zwierząt, a jedynie o jak najdoskonalsze unikanie
tego faktu.
„Najgorzej zabijać cielaka albo barana, bo bardzo czują
śmierć. Cielak nie zamknie oczu po zabiciu, świnia zamknie.
Nawet po odcięciu głowy cielakowi czy baranowi łzy jeszcze
płyną."
W wielu rozmowach na temat zabijania zwierząt moi
rozmówcy podkreślali ważność oczu, spojrzenia zwierzęcia
tuż przed śmiercią i od tego uzależniali łatwość lub trudność
zabicia.
Na rycinach przedstawiają zabijanie zwierząt, w dawnych
czasach, obie zainteresowane strony są sobie równe - patrzą
sobie w oczy, a następnie pojawia się „udogodnienie",
polegające na zawiązywaniu zabijanym zwierzętom oczu
kawałkiem materiału czy nakrywanie głowy kapturem. Naj­
wyższą formą takiego postępowania jest pojawienie się na
początku naszego stulecia „maski rzeźnej Bruneau'a", która
szczelnie okrywa przednią część głowy zwierzęcia, a w okoli­
cach czoła wystaje „wałek słupkowy zwykły" , który po
uderzeniu młotem powoduje zgniecenie przednich półkul
mózgowych.
Zadziwiająca zbieżność w zakrywaniu oczu czy głowy
zaistniała, gdy próbowałem prześledzić, przedstawiane na
rycinach egzekucje, których ofiarami byli już ludzie. Bardzo
popularne w średniowieczu widowiska-egzekucje odbywały
się przy udziale kata, który zakrywał twarz przed skazanym.
Później jednak role się odmieniają, skazanemu przewiązuje
się oczy chustą lub zakłada worek na głowę.
To przemieszczenie się zakrywania oczu, czy wręcz unika67

68

PRZ
1

L. Levy-Bruhl, Moralność i nauka o obyczajach, przekl. J. Majler,
KiW, Warszawa 1961, s. 28
por. Andrew G. van Melsen, Nauki fizykalne a etyka, przekl. S.
Zalewski, Warszawa 1970, s. 43-68; także L. Levy-Bruhl, Moralność...,
s. 140-162
Treścią kulturową dla S. Bystronia są również takie działania jak
„...postawy psychiczne czy to w stosunku do człowieka, czy grupy,
instytucji czy nawet do świata zwierzęcego, (...) a nawet także
1 emocjonalny stosunek do zwierząt, roślin, czy nawet i przedmiotów
martwych tutaj należą." Jan S. Bystroń, Kultura ludowa, Warszawa
1936, s. 20
E. Cassirer, Esej o człowieku, przekl. A. Staniewska, Warszawa
1971, s. 135-136
Z. Wilkanowicz, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
(Chciałbym podziękować za pomoc wszystkim osobom, które ze­
chciały udzielić mi wielu ciekawych informacji podczas prowadzenia
badań terenowych, za życzliwość i wyrozumiałość oraz zaufanie. Tą
drogą chciałbym również spłacić dług-zobowiązanie, że wypowiedzi
moich rozmówców w niczym nie uchybione trafią na strony tej pracy).
A. Marus, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
2

3

4

5

6

nia spojrzeń, przechodzi w końcu w obu wypadkach na
stronę zabijanego, najsmutniejszy to chyba efekt ludzkiej
działalności, a polegający na unikaniu śmierci i odpowiedzia­
lności za zadawane cierpienia.
Pora na podsumowanie moich spostrzeżeń i porównanie
obu modeli „Oszukiwanie" i „Kłamstwo".
„Oszukiwanie" - jest to pozorna prawda lub nowa prawda,
która powstaje na skutek przekształcenia elementów tej
samej struktury. Tworzy się wtedy nowa jakość, która może
być traktowana jako całość, posiadając cechy prawdy:
otwartość, możliwość sprawdzenia, jawność.
„Kłamstwo" - brak stabilności, ładu. Powstaje na skutek
braku przekształcenia całej struktury lub zapożyczeń z in­
nych struktur. Brak naoczności i niesprawdzalność, w chwili
porównania, uzewnętrznienia zostaje zdemaskowana.
„Oszukiwanie" - można udowodnić jako prawdę.
„Kłamstwo" - nie.
Każda działalność człowieka pociąga za sobą jakiś ele­
ment zaburzenia, który powinien być w jakiś sposób łago­
dzony. Należy poprzestawiane elementy tak poukładać, aby
nastąpił Ł A D , czyli wytłumaczenie. Dokonać tego można za
pomocą: „Oszukiwania" lub „Kłamstwa".
„Oszukiwanie" - jest głębsze, wymaga większej znajomości
własnej kultury lub inaczej, skazane jest tylko na dokonywa­
nie możliwych przekształceń w obrębie jednej struktury.
„Kłamstwo" - może być synonimem sprytu, cwaniactwa
bardziej powierzchownego, którego jedynym celem jest
znalezienie szybkiej i celnej odpowiedzi.
„Oszukiwanie" - jest starsze lub dłużej trwające w kulturze,
jest bardziej dopracowane, pełne. Spaja właściwie wszystkie
elementy struktury. Jest to system ładu, który przez długie
trwanie, nie jest w stanie działać w chwili szybkich i gwałtow­
nych zmian. To właśnie „Kłamstwo" - jest zjawiskiem
bardziej preferowanym w chwilach przemian, jest tego
wynikiem, zastępuje „oszukiwanie", gdyż poszukiwanie ła­
du (wytłumaczenia - raju) jest najważniejszym elementem
samorealizacji człowieka w kulturze.
Oba te zjawiska „oszukiwanie" i „kłamstwo" tak samo
drogą realizacji prowadzą do tego samego celu, z tym że:
„oszukiwanie" - umożliwia pełniejsze określenie się w ota­
czającym świecie, tworzy prawdziwą więź człowieka z ota­
czającym go bytem. Pozwala patrzeć na świat prostszy, bo
przez człowieka kreowany i przez otoczenie określony.
„Kłamstwo" - jest raczej tego zaprzeczeniem, ale jest to
rodzaj samoobrony człowieka w chwili zachwiania paradyg­
matu. Pytaniem otwartym może być tu problem, czy „kłams­
two" może przejść swój etap pewnego chaosu i stać się
systemem o charakterze „oszukiwanie"?
PISY
7

Z. Statkiewicz, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
S. Grzywacz, wieś Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, wieś Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, wieś Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Porównaj: R. Ardrey, The Hunting Hypothesis, Fontana/Collins
London 1976 - autor przedstawia trzy dominujące hipotezy ant­
ropologii na temat sposobów odżywiania się praczłowieka:
hunting hypothesis, scavenger hypothesis, vegetarian hypothesis,
porównaj także hasło „antropogeneza", (w:) Mały słownik antropolo­
giczny, Warszawa 1976, wyd. I I
Biblia, Genesis 1:29
M . N . Sepetcioglu, Synowie Bozkurta, przekl. M . Labęcka-Koecherowa, Warszawa 1977, s. 32
R. Graves, Mity greckie, przekł. H . Krzeczkowski, Warszawa
1974, wyd. I I I , s. 48
S. Piłaszewicz, Afrykańska Księga Rodzaju, Warszawa 1978, s. 67
Biblia, Genesis, 3:1
M . N . Sepetcioglu, op. cit., s. 42
Interesujące i zasługujące na uwagę jest również to, że nieśmier8

9

1 0

1 1

1 2
1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

147

I

�telność ta nie obejmuje często świata roślin stając się pierwszym
pokarmem ludzi.
1 5

S. Ulanowska, Tradycje

Inflant

Polskich,

(w:) Z W A K , t. XV,

1891, s. 271
2 0

Por. K. Moszyński. Kultura

ludowa Słowian,

Warszawa 1968. t.

11, cz. 1, wyd. 11, s. 573
S. Pilaszewicz, op. cit., s. 92
A. Anisimow, Wierzenia ludów Północy, przekl. A. Wierzchows­
ka, Warszawa 1971, s. 208-210
M . Haavio, Mitologia fińska, przekl. J. Litwiniuk, Warszawa
2 1

2 2

2 3

1979, por. roz. Powrót
2 4
2 5
2 6

niedźwiedzia

do siedziby na

wysokościach

M . Haavio, op cit., s. 33
A. Anisimow, op cit., s. 221
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian,

Warszawa 1967, wyd. I I ,

I I , cz. J, s. 555
J. G. Frazer, Złota Gałąź, Warszawa 1978, wyd. V, s. 381
J. G. Frazer, op cit., s. 351
Charakterystyczną cechą będzie tutaj pewna cykliczność zabija­
nia zwierząt, gdyż związana jest ze ściśle określonym terminarzem prac
rolnych.

1.

2 7

2 8

1 9

3 0

Cyt. za A. Krawczuk, Mitologia

starożytne/'

Italii,

Warszawa

1982, s. 40^11
Najdobitniejszego przykładu składania ofiar bogom w starożyt­
nej Grecji dostarcza mit opisujący przechytrzenie Zeusa przez Prome­
teusza w wyniku czego bogowie przyjmować mają ofiarę ze zwierząt
w postaci tłuszczu i kości, sami zaś ludzie otrzymywali mięso. Por. R.
Graves, op cit., s. 144-145
Koran, rozdz. V I , Trzoda, przekl. A. Nowolecki, Warszawa 1958,
t. I I , s. 100-116
E. Cassirer, op. cit., s. 154
3 1

3 2

3 3
3 4

J. Olędzki, Na manowcach europocentryzmu

— Oszukiwanie

Boga,

(w:) „Współczesność" 1969, rok XIV, nr 10 (289)
3 5

K. Tarnowski, Instrumentalny

czy sakramentalny

stosunek

do

przyrody, „Znak" X X X V I , 1982, nr 329
Por. Tomasz z Akwinu, Summa teologiczna, przekl. anonim.,
Kraków 1930-1935; Summa teologiczna, przekł. A. Głażewski, Lon­
dyn 1967; Montaigne, Próby, przekl. T. Żeleński (Boy), Warszawa
1957; F. Bacon, Novum organum, przekł. J. Wikariak, Warszawa 1955;
B. Spinoza, Etyka, przekł. I . Myślicki, Warszawa 1954
3 6

3 7

Z. Podgórzec, Rozmowy z Jerzym Nowosielskim

(4) -

Symbolika

i Ikona, „Znak" XXXIV, 1982, nr 328, s. 111
S. Grzywacz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
Z. Wilkanowicz, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
Z. Podgórzec, op cit., s. 111
A. Marus, Bierwce, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
H. Statkiewicz, op cit.
H. Grudziński, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
J. Sapiński, Budki, gm. Jedlińsk, woj. radomskie
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
H. Statkiewicz op. cit.
S. Grzywacz, op cit.
H. Kowalski, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

148

5 0

B. Brożego, Zwierzęta

w wierzeniach Białorusinów

guberni

smoleńs­

kiej, „Lud" t. XXV. 1926, s. 52-60
„Zjawienie się cielęcia jest doniosłym wypadkiem w gospodarstwie
włościańskim". „Karówka tielilaś, maloziuca swariloś raek wysziu!
- tak mówiły gospodynie w dawnych czasach (powiat hrubieszowski).
Zależnie od tego, w którym dniu przychodzi na świat cielę, gospodynie
nadają różne nazwy: Piątkówka, Srodówka, Sobótka. Gdy się ocieli
'pierwostinka', wprowadzają ją do chaty, wkładają na rogi 'worek',
zapaskę, przypominającą ubiór młodej mężatki. Krowa nosi swą
zapaską, dopóki takowej nie zgubi. Najbardziej jednak pieczołowite
zabiegi kolo krowy, która się po raz pierwszy ocieliła odbywają się
w izbie. Tu gospodynie gotują kaszę oraz 'rnołoziwo' (siarę, gęste
mleko, które zgęstniało całkowicie i ma wygląd jajecznicy) kładą je na
sianku. Gospodyni wydobywa 'wieczko' (kadka od kadzi), na owym
wieczku, na sianie, przynosi rnołoziwo, które uroczyście stawia na
stole. Następnie cala rodzina modli się i spożywa rnołoziwo z kaszą.
Garnek po kaszy podobnie jak podczas chrzcin uroczyście się tłucze."
5 1

Ks. W. Siarkowski, Podania

i legendy o zwierzętach

(5), O świ­

niach, s. 108-109, ZWAK, t. V I I , 1883:
„Kilka Żydówek, chcąc się dowiedzieć, czy Pan Jezus byl praw­
dziwym prorokiem schowało się do chlewa. Pan Jezus przechodząc
kole tego chlewa usłyszał głos stamtąd dolatujący: 'Zgadnij Jezusie kto
jest w tym chlewie, czy mąż, czy białogłowa, czy dziecię?'. 'Świnia
z prosiętami', odrzecze Pan Jezus. I kiedy ludzie otwarli drzwi od
owego chlewa, wtedy ujrzeli lochę z prosiaczkami, wydającą z rykiem
glos: 'Grach, grach!' "; porównaj także Bajki Jana Sabały z Kościelisk
zapisał B. Dębowski, „Wisła" t. V I , 1892
O świni i chłopie: „Kie Pan Bóg życie ozdawal ludziom i sytkiem
stworzeniu, to keiał świni, dać najdłuższe życie - świnia przyślą
i dziękuje, co ona nie stoi na długie życie, bo kce krótkie, a dobre - Pan
Bóg ji się nie sprociwil, a wzion i dal to długie życie chłopu. I chłop do
dziś to świńskie życie dożywa, co go świnia nie kcieła."
S. Czaja, Zapusty, „Lud", t. X I I , 1906, s. 35-56, 122-137
5 2
5 3

K. Matyas, Zapust,

Popielec,

Wielkanoc.

Kilka zwyczajów

ludu

w Tarnohrzeskiem,
„Lud", t. I , 1895, s. 46-52, 79-89
S. Czaja, Zapusty, op. cit.
5 4
5 5

S.

Ulanowska, Łotysze

Inflant

polskich.

Zapusty

(III

cz.),

ZWAK, t. XV, 1891, s. 239
H. Kowalski, op. cit.
H. Grudziński, op. cit.
A. Marus, op. cit.
B. Torbicki, op. cit.
H. Slatkiewicz, op. cit.
S. Grzywacz, op. cit.
J. Sapiński, op. cit.
Tamże, op. cit.
A. Marus, op. cit.
Z. Wilkanowicz, op. cit.
5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4
6 5

6 6

N. Elias, Przemiany obyczajów

w cywilizacji

Zachodu, przekl. T.

Zabłudowski, Warszawa 1980, s. 160-163
B. Torbicki, Murzynowo, gm. Brudzeń, woj. płockie
6 7
6 8

Por. W. Trojanowski, Podręcznik

dla szkół zawodowych,

Instytut Naukowo-Społeczny w Radomiu, 1945

cz. I ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
