<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=22" accessDate="2026-09-30T18:41:20+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>22</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="5945" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5925">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7926f2dee7e9f02151f6a2677f1199b2.pdf</src>
        <authentication>5ec3b21de7e0b063d259ebf4052afa08</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70876">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3495</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70877">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70878">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3276</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70879">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70880">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.55-57</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70881">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70882">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70883">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70884">
                <text>R

Е

С

E

N

Z

H A L I N A K E N A R O W A . Od z a k o p i a ń s k i e j szkoły p r z e m y s ł u drzewnego do szkoły
W y d a w n i c t w o Literackie, K r a k ó w 1978, ss. 340, i l . 211.

Zamiast tradycyjnej recenzji — w k t ó r e j n a l e ż a ł o ­
by p o d k r e ś l i ć
pionierski charakter
pracy, ogromnie
w a r t o ś c i o w e , syntetyczne ujęcie, b o g a t ą faktografię, i n ­
t e r e s u j ą c ą i z r ó ż n i c o w a n ą bazę ź r ó d ł o w ą , walory l i t e ­
rackie tekstu oraz s k a n d a l i c z n ą wprost a b n e g a c j ę w y ­
dawcy — c h c i a ł a b y m p o d y s k u t o w a ć nad problemem,
u j ę t y m w książce raczej marginesowo, a mianowicie
nad problemem o d d z i a ł y w a n i a „ k e n a r o w c ó w " w tere­
nie, o l u d o w y m b ą d ź nieludowym charakterze ich pro­
dukcji oraz poziomie ich twórczości artystycznej.
P u n k t e m wyjścia niechaj b ę d z i e p r z y d ł u g i nieco
cytat:
„W 1954 r. Muzeum Etnograficzne w K r a k o w i e ogłosiło konkurs na „ z a b a w k ę l u d o w ą ziemi k r a k o w ­
skie!]", z a p r a s z a j ą c szkołę (!) do u d z i a ł u w konkursie.
Kenar „podjął r ę k a w i c ę " , o r g a n i z u j ą c z j e d n ą k l a s ą
zadanie na r u c h o m ą z a b a w k ę d r e w n i a n ą , i prace ucz­
niów
uzyskały
pierwszą
n a g r o d ę na konkursie (!).
W z m i a n k i w prasie p o d k r e ś l a ł y „ ł a d u n e k humoru w l u ­
dowych zabawkach". P o n i e w a ż jednak w warunkach
konkursu była klauzula, aby uczniowie pochodzili z zie­
m i krakowskiej — a, na ironię, uczniowie pochodzili
w ł a ś n i e z innych r e g i o n ó w Polski — Kenar polecił do­
pisać przy ich nazwiskach fikcyjne miejsca urodzenia,
z a c z e r p n i ę t e na chybił trafił z mapy w o j e w ó d z t w a k r a ­
kowskiego. Konsekwencje tego figla artystycznego by­
ły nieprzewidziane: zabawki robione przez „obcych et­
nicznie" i „pod k i e r u n k i e m artysty" f i g u r u j ą w zbio­
rach Muzeum Etnograficznego w K r a k o w i e jako „ l u ­
dowe zabawki ziemi krakowskiej", rozpowszechniane
nawet przez poczitówiki Ruchu. Na jednej z p o c z t ó w e k
o d z n a j d u j ę p o d o b i z n ę zabawki robionej przez ó w c z e s ­
nego ucznia szkoły S t a n i s ł a w a Kulona urodzonego w
ZSRR (!). Wnioski z owej anegdoty s ą n a s t ę p u j ą c e : po
pierwsze, etnografowie m u s z ą bardzo u w a ż a ć , a r t y ś c i
p o t r a f i ą bowiem ś w i e t n i e p a s t i s z o w a ć „ludowość", nie­
jednokrotnie już tlo r o b i l i i r o b i ą nadal, na p r z y k ł a d
w i e l u a b s o l w e n t ó w szkoły starannie u k r y w a fakt jej
u k o ń c z e n i a , bo „opłaca się" i m bardziej uchodzenie za
„ t w ó r c ó w ludowych", co oczywiście jest regresem ar­
tystycznym. Po drugie, jeśli wszystko jest „ l u d o w e " —
to nic nie jest ludowe i tradycyjne k r y t e r i a „ l u d o w o ­
ści" są dziś całkowicie nieprzydatne." (s. 262).
Jest rzeczą oczywistą, że tradycyjne k r y t e r i a sztu­
k i ludowej s ą dla o k r e ś l e n i a zjawisk współczesnych c a ł ­
kowicie nieprzydatne. Ale z a k o p i a ń s k a szkoła, p o w s t a ł a
przecież sto lat temu, działała r ó w n i e ż w czasach, gdy
sztuka ludowa była na Podhalu wciąż jeszcze bogata
i ż y w a , a „ p a n o w i e " ingerowali w n i e w i e l k i m stosun­
kowo stopniu.
Ingerencja zaczęła się na s k a l ę m a s o w ą wraz z
rozwojem szkoły, k t ó r a przez cały czas swego istnienia
w y w i e r a ł a p r z e m o ż n y w p ł y w na stan g ó r a l s k i e j sny­
cerki i rzeźby. Lista a b s o l w e n t ó w , podana przez K e n a r o w ą , obejmuje do r o k u 1914 ponad czterysta nazwisk,
zaś w latach 1914—1939 około pięciuset. Cyfry tc mo­
żemy spokojnie p o m n o ż y ć przez dwa, gdyż mniej w i ę ­
cej połowa ueaniow opuszczała szkołę przed uzyskaniem
k o ń c o w e g o ś w i a d e c t w a . Z w a ż y w s z y , że większość osób,
k t ó r e p r z e w i n ę ł y się przez szkołę, działała potem na

J

E

Kenara,

terenie P o d g ó r z a i K a r p a t Polskich, m o ż e m y stwier­
dzić bez obawy p o m y ł k i , że działalność z a k o p i a ń s k i e j
szkoły zaznaczyła się w y b i t n i e w całokształcie k u l t u r y
plastycznej polskiej góralszczyzny.
Przekonamy się o t y m najdobitniej, gdy p o r ó w n a ­
my prace szkolne z okresu dyrektorstwa Neużila, K o vatsa, Barabasza i z czasów późniejszych z p r o d u k c j ą
współczesną, o f e r o w a n ą przez prywatne sklepy p a m i ą t ­
karskie na K r u p ó w k a c h . P o k r e w i e ń s t w o oczywiste od
pierwszego r z u t u oka. Kenarowa podaje nawet d o k ł a d ­
n ą d a t ę rozpoczęcia w Zakopanem produkcji talerzy i
kasetek, inkrustowanych
kolorowymi
metalami. Owe
„ z a k o p i a ń s k i e " f i g u r k i , p i ó r n i k i , orły, dziewięćsiły, sza­
chy, kasetki, talerze, s ł o w e m cały ten kicz, produko­
wany w setkach tysięcy sztuk, a u w a ż a n y przez tzw.
m a s o w ą publiczność za góralski autentyk, ma swój r o ­
dowód w Szkole P r z e m y s ł u Drzewnego.
Powojenne dzieje szkoły r ó w n i e ż z w i ą z a n e są w
paradoksalny sposób z istnieniem p a m i ą t k a r s t w a „na
ludowo". W ciągu ostatnich dwudziestu lat, kiedy to
n a s t ą p i ł o nasilenie k o n k u r s ó w , wystaw i różnego auto­
ramentu p r z e g l ą d ó w tzw. współczesnej sztuki ludowej,
gdy u s i ł o w a n o „ o d k r y ć " i n a m ó w i ć do neoludowej p r o ­
dukcji j a k n a j w i ę k s z ą ilość miesizkańców wsi, poten­
cjalnymi
kandydatami
do
„odkrycia" i „pobudzenia
t w ó r c z o ś c i " były w ł a ś n i e owe dziesiątki i setki w i e j ­
skich m a j s t e r k o w i c z ó w z u k o ń c z o n y m lub — znacznie
częściej — nie u k o ń c z o n y m z a k o p i a ń s k i m liceum. „ C h o ­
dziłem do liceum plastycznego, r o z c h o r o w a ł e m się i ze­
szło m i na to, że zostałem t w ó r c ą l u d o w y m " — w y z n a ł
m i s m ę t n i e jeden z nich.
I tak oto p o w s t a ł a paradoksalna sytuacja — b. ucz­
niowie, którzy nie sprawdzili się w szkole artystycznej
i przerwali n a u k ę , np. z powodu b r a k u u z d o l n i e ń , zna­
leźli się w lepszym położeniu od tych, k t ó r z y u k o ń c z y l i
liceum i otrzymali maturalne ś w i a d e c t w o . Status zawo­
dowy tych ostatnich nie jest godny pozazdroszczenia.
B ę d ą c technikami plastycznymi, a więc m a j ą c przy­
gotowanie np. do robienia okolicznościowych dekoracji,
w y s t r o j u wystaw sklepowych — nie m o g ą p r z y j ą ć zle­
cenia od instytucji p a ń s t w o w e j , gdyż nie są c z ł o n k a m i
ZPAP. A nie są, gdyż nie zdobyli wyższego w y k s z t a ł ­
cenia plastycznego. Mają zawód, ale go nie m a j ą . M a j ą
za to z p e w n o ś c i ą wyniesione ze szkoły w i e l k i e a m b i ­
cje, nadzieję sławy, powodzenia. A w o k ó ł siebie tzw.
twardą rzeczywistość.
Nic więc dziwnego, że hossa na s z t u k ę z w a n ą l u ­
dową, a szczególnie rzeźbę, od k t ó r e j na ogół nie w y ­
maga się wysokiego poziomu artystycznego (wystarczy,
że jest „ p r y m i t y w n a " i „ l u d o w a " ) , s t a ł a się dla tych
ludzi życiową s z a n s ą — d o b r ą , s u g e s t y w n ą n a m i a s t k ą
rzeczywistej twórczości i n i e z ł y m ź r ó d ł e m utrzymania.
Regulaminy k o n k u r s ó w
oraz
stereotyp nieuczonego
wiejskiego prostaczka, p r z y c u p n i ę t e g o pod p r z y d r o ż n ą
w i e r z b ą i rzeźbiącego pastuszym kozikiem nieporadne
ś w i ą t k i nie dopuszczają „ k e n a r o w c ó w " do p r z e g l ą d ó w
w s p ó ł c z e s n e j sztuki ludowej; ale popyt na l u d o w o ś ć
jest tak duży, że fakt u d z i a ł u „ k s z t a ł c o n y c h " jest na
ogół dyskretnie przemilczany dla wygody obu stron.
Chociaż czasem z d a r z a j ą się n i e m i ł e sytuacje — z w ł a -

55
I

�szcza, gdy rzecz natrafi na doktrymera, k t ó r e g o bardziej
i n t e r e s u j ą przepisy i podziały, niż artystyczna w a r t o ś ć
prac.
Jak powiedziano w y ż e j , „ k e n a r o w e y " nie douczeni,
talenty w trzecim i czwartym gatunku, z n a j d u j ą się w
lepszej sytuacji
od
swych kolegów z m a t u r ą . F a k t
uczęszczania przez rok lub dwa do liceum plastycznego
m o ż n a dość ł a t w o u k r y ć , by uchodzić za „ a u t e n t y c z n e ­
go, ludowego t w ó r c ę " . W swej praktyce terenowej zet­
k n ą ł e m się z dwudziestoma kilkoma r z e ź b i a r z a m i , u k r y ­
w a j ą c y m i mniej lub bardziej skutecznie s w ą „ k e n a r o w s k ą " przeszłość oraz kilkoma absolwentami szkoły
z m a t u r ą , k t ó r z y p r a g n ę l i zostać t w ó r c a m i ludowymiiipółzawodowymii uczestnikami k o n k u r s ó w , wystaw i
kiermaszy. I m u s z ę się p r z y z n a ć , że fakt kenarowskiej
przeszłości k a n d y d a t ó w na t w ó r c ó w ludowych z u p e ł n i e
m i nie p r z e s z k a d z a ł . Niestety, większość „ k e n a r o w c ó w "
d e k o n s p i r o w a ł fatalny styl prac, n i e z n o ś n a maniera,
n ę d z n e n a ś l a d o w n i c t w o Kenara, Hasiora, Rząsy czy i n ­
nych nauczycieli. I z tego powodu nie mieli najmniej­
szych szans w konfrontacji z różnego rodzaju w i e j s k i ­
m i p o m y l e ń e a m i czy staruiszkami-analfabetami, dyspo­

ALEKSANDRA

JACHER-TYSZKOWA,

Strój
kielecki.
Atlas Polskich Strojów
z. 12, W r o c l a w 1977, ss. 136, ilustracje.

Z dużą u w a g ą p r z y w i t a ć należy nowy, już 31 ze­
szyt Atlasu Polskich S t r o j ó w Ludowych. Z u w a g ą , gdyż
jest to kontynuacja z a p o c z ą t k o w a n e g o
przed
prawie
trzydziestoma
laty
monumentalnego
przedsięwzięcia
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, kontynuacja —
dodajmy — po k i l k u latach milczenia. Ostatni t o m
Atlasu u k a z a ł się bowiem w r o k u 1970 (Strój
kołbielski
W ł a d y s ł a w a Kolago), a w latach 1966—1977 u k a z a ł o się
ich zaledwie cztery. To zahamowanie tempa wydawania
kolejnych zeszytów Atlasu niepokoi t y m w i ę c e j , gdy
u ś w i a d o m i m y sobie — dobitnie w i d a ć to na mapie za­
mieszczonej na przedostatniej stronie k a ż d e g o tomu —
jak wiele jeszcze pozostało b i a ł y c h plam, ś w i a d c z ą c y c h
0 powolnym poznawaniu ludowego stroju poszczegól­
nych r e g i o n ó w Polski.
Prezentowana praca przynosi nam drobiazgowy opis
stroju kieleckiego, wraz z jego odmianami, oparty, po­
dobnie jak wszystkie dotychczasowe opisy strojów w
APSL, na rzetelnych studiach l i t e r a t u r y przedmiotu:
źródłach
archiwalnych
pisanych i ikonograficznych,
zbiorach muzealnych, a przede wszystkim na intensyw­
nych wieloletnich badaniach terenowych.
Z a c h o w u j ą c u k ł a d p r z y j ę t y we wszystkich dotych­
czasowych tomach Atlasu pisze autorka obszernie o
obecnym stanie zachowania stroju kieleckiego, o jego
historycznym rozwoju, a także o obecnym i d a w n y m
zasięgu. Te ostatnie w y w o d y w y d a j ą
się
miejscami,
zwłaszcza jeśli chodzi o oddzielenie stroju
Krakowia­
ków od stroju kieleckiego, dość arbitralne, lecz zjawis­
ko wzajemnych wpłyiwów uniemożliwiło autorce — jak
sądzę — osiągnięcie t u w i ę k s z e g o stopnia precyzji.
Bardzo potoczyście i jasno napisane są fragmenty
tekstu b ę d ą c e opisem ubioru męskiego i jego zróżnico­
wania, a t a k ż e z r ó ż n i c o w a n i a stroju kobiecego. Tekst
naszpikowany — co oczywiste — danymi technicznymi
1 nazwami g w a r o w y m i jest w pełni z r o z u m i a ł y , co nie
zawsze było cechą publikacji z cyklu APSL. Może t y l ­
ko w rozdziale z a t y t u ł o w a n y m „Wytiwórey i m a t e r i a ł y "

56

n u j ą c y m i atutem najsilniejszym: świeżością spojrzenia.
Takie to n a s u n ę ł y m i się n i e w e s o ł e refleksje, gdy
w książce K e n a r ó w e j p r z e c z y t a ł e m n a s t ę p u j ą c e zdanie:
„ K i e d y prof. Antoniewicz w y s u n ą ł projekt, aby w
Zakopanem p o w s t a ł a wyższa szkoła plastyczna — K e ­
nar s t w i e r d z i ł ze zdziwieniem: „To bardzo ł a d n i e , ale
dlaczego n i k t nie rozumie, że mnie nie i n t e r e s u j ą l u ­
dzie p o w y ż e j dwudziestu lat?" (s. 246).
Wybitna osobowość Kanara, o k t ó r e j Autorka p i ­
sze tak zajmująco i kompetentnie, z czułością i dystan­
sem jednocześnie, w sposób wyzbyty
jakiegokolwiek
patosu — o d d z i a ł y w a ł a w mniejszym
lub
większym
stopniu na grono ludzi, z w i ą z a n y c h ze szkołą. A l e p r ó c z
ludai n i e p r z e c i ę t n y c h istnieją t a k ż e „ k e n a r o w e y " ś r e d ­
ni i z u p e ł n i e m a l i , którzy intensywnie oddziałują na
całokształt k u l t u r y
plastycznej
Polski
południowej.
S p r a w ę ich twórczości Halina Kenarowa p o t r a k t o w a ł a
marginesowo. To jest moje jedyne z a s t r z e ż e n i e wobec
tej ś w i e t n e j książki, k t ó r a przez długie lata s t a n o w i ć
będzie p o d s t a w o w ą l e k t u r ę dla każdego, kto intereso­
w a ć się będzie h i s t o r i ą sztuki polskiej X X w i e k u .
Antoni Kroh

Ludowych,

cz. V.

Małopolska,

z a b r a k ł o w k i l k u miejscach oddechu, fragmenty te w y ­
dają się nieco zbyt lakoniczne i jakby oderwane od
całości w y w o d ó w . Z a m y k a j ą p r a c ę : o m ó w i e n i e zdobin
stroju kieleckiego, charakterystyka źródeł (czy jednak
w tego typu publikacjach nie powinna z n a j d o w a ć się
ona na pierwszych stronach), przypisy, w y k a z źródeł i
literatury. Pewine zastrzeżenia m o ż n a mieć do w s t ę p u
s t a n o w i ą c e g o rodzaj geograficzno-gospodarczej charak­
t e r y s t y k i terenu. Jest ona mdejscamf zbyt ogólnikowa
a w k i l k u fragmentach zbyt luźno z w i ą z a n a z tak k o n ­
k r e t n y m zagadnieniem jak s t r ó j . W s t ę p y jednak to z
dawna słaba strona w i e l u etnograficznych o p r a c o w a ń .
Te drobne uwagi krytyczne nie m o g ą w ż a d n y m
stopniu w p ł y n ą ć na ogólną ocenę pracy Aleksandry Ja­
ch er-Tyszkowej. A ocena musi b y ć bardzo wysoka z
k i l k u co najmniej p o w o d ó w . Nie przypominam sobie,
by w jakiejkolwiek innej monograficznej pracy na te­
mat stroju u d a ł o się z a c h o w a ć tak d o s k o n a ł e proporcje
między t e c h n i c z n ą s t r o n ą zagadnienia a jego walorem
społecznym. Inaczej m ó w i ą c , pierwszy chyba raz w
Atlasie — moim zdaniem — s t r ó j został potraktowany
nie autonomicznie, w p e w n y m oderwaniu, lecz jako i n ­
tegralna część k u l t u r y ludowej konkretnej grupy etnograifiieiznej, został pokazany niejako w swoim społecz­
n y m u w a r u n k o w a n i u . W r a ż e n i e takie dają bardzo do­
brze wkomponowane w całość uwagi, podane z odpo­
w i e d n i ą precyzją, na temat z r ó ż n i c o w a n i a stroju
ze
w z g l ę d u na wiek, status m a j ą t k o w y i społeczny i t d .
u ż y t k o w n i k a . W poprzedniich zeszytach Atlasu p a n o w a ł
pod t y m w z g l ę d e m bairdizo często chaos i dała się od­
czuć zmacana dowolność w przytaczaniu f a k t ó w i ich
interpretaiojd.
Godne u w a g i są t a k ż e fragmenty na temat stroju
ś w i ą t e c z n e g o i o b r z ę d o w e g o w o l n e od powierzchowno­
ści do jakiej, niestety, p r z y z w y c z a i ł y nas poprzednie
tomy A P S L .
Powodem do wysokiej oceny prezentowanej pracy
m o ż e być t a k ż e jej język w y j ą t k o w o plastyczny i na-

�wet w (najtrudniejszych
fragmentach
nie d ą ż ą c y do
sztucznego „ s t e c h n i c y z o w a n i a " , a mimo to, a m o ż e dla­
tego, nie tracący nic z w a l o r ó w języka naukowego.
Ż e b y jednak nie m n o ż y ć k o m p l e m e n t ó w pod adre­
sem pracy, k t ó r ą — jak przypuszczam — k a ż d y czytel­
nik w pełni doceni, trzeba z a p r a w i ć recenzję k r o p l ą go­

„ D E M O S " Internationale

Elhnographische

und

ryczy. Niestety, całość fatalnie obniża koszmarny po­
ziom reprodukcji. Znaczna ilość ilustracji zamieszczo­
nych w pracy w ogóle jest nieczytelna. Pod t y m wzglę­
dem w poprzednich zeszytach Atlasu nie było zbyt do­
brze, ale o wiele lepiej n i ż w prezentowanym.
Ryszard
Kantor

Folklorislische

R o z w ó j nauk, w t y m i etnologicznych, sprawia że
coraz t r u d n i e j jest śledzić w y d a w n i c t w a k s i ą ż k o w e oraz
a r t y k u ł y zamieszczane w czasopismach u k a z u j ą c y c h się
z a g r a n i c ą . T r u d n o ś ć pogłębia fakt, że w i e l e pozycji,
k t ó r e m o g ą być przydatne, -ukazuje się w j ę z y k a c h ob­
cych, nie znanych zainteresowanym. Z r o z u m i a ł e więc,
że problem informacji naukowej staje się coraz w a ż ­
niejszy.
Nawet ś l e d z e n i e d z i a ł ó w receinzyjno-infcrmacyjnych
czasopism u k a z u j ą c y c h się u nas i w krajach obozu
demokratycznego nie wyczerpuje zagadnienia. W i a d o m ą
jest rzeczą, że d z i a ł y te nie n a l e ż ą do najlepszych, że
redakcje o d c z u w a j ą duże t r u d n o ś c i z uzyskaniem re­
cenzji. W takiej sytuacji szczególnej
wagi
nabiera
istnienie .czasopisma, k t ó r e regularnie omawia wszyst­
kie istotniejsze p u b l i k a c j e z zakresu k u l t u r y ludowej
w zasięgu europejskich k r a j ó w socjalistycznych. Czaso­
pismem t y m jest k w a r t a l n i k „ D e m o s " w y d a w a n y od
I960 r. w stolicy N R D — Berlinie. U k a z u j ą się w n i m
n a d e s ł a n e przez poszczególne redakcje krajowe noty i n ­
formacyjne w języku niemieckim.
Recenzowane prace dotyczą
zagadnień
ogólnych,
jak r ó w n i e ż dociekań szczegółowych z zakresu k u l t u r y
ludowej, s t r u k t u r y s p o ł e c z n e j , historii k u l t u r y m a t e r i a l ­
nej, historii k u l t u r y robotniczej i f o l k l o r y s t y k i . Recen­
zje, oprócz podania noty bibliograficznej r e f e r u j ą k r ó t ­
ko t r e ś ć omawianych publikacji, o k r e ś l a j ą ich cel ba­

Injormationem.

dawczy, p o d a j ą d o k ł a d n ą
sową, o k r e ś l a j ą metody
autora, wreszcie w y n i k i
cza r ó ż n e informacje .o
folklorystycznego ruchu
stycznych.

Akademie-Verla.

l o k a l i z a c j ę geograficzną i cza­
badań,
założenia w y j ś c i o w e
k o ń c o w e . Czasopismo zamiesz­
przejawach etnograficznego i
naukowego w krajach socjali­

Poziom opracowania poszczególnych not
informa­
cyjnych jest niejednolity. Jest to w tego typu w y d a w ­
nictwie nieuniknione. R ó ż n y jest poziom szczegółowości
informacji o k s i ą ż c e czy artykule, niemniej noty dają
w sumie r z e t e l n ą i b o g a t ą d o k u m e n t a c j ę .
Redakcja polska mieści się w O ś r o d k u Dokumen­
tacji i Informacji Etnograficznej przy katedrze Etno­
grafii
Uniwersytetu
Łódzkiego, a o jej s p r a w n o ś c i
świadczy duża liczba dobrze i n f o r m u j ą c y c h not o p u ­
blikacjach polskich. Tak np. a r t y k u ł y u k a z u j ą c e się w
„Polskiej Sztuce L u d o w e j " omawiane są w „ D e m o s i e "
w 5—9 miesięcy po ich ukazaniu się.
W 1979 r. redakcja „ D E M O S U " planuje wydanie
zeszytu specjalnego poświęconego muzealnictwu etno­
graficznemu, a w r o k u 1980 zeszytu z informacjami o
instytucjach etnograficznych i folklorystycznych zajmu­
jących się badaniem k u l t u r y ludowej.
Kwartalnik
pośrednictwem
wvnosi 430 zł.

„ D E M O S " m o ż n a z a p r e n u m e r o w a ć za
„ R u c h u " , cena
rocznego
abonamentu

A

N

O

Berlin

VII—XII 1978
Jubileusz 50-lecia pracy prof, dr Marii Znamierowskiej-Prufferowej
We w r z e ś n i u minęło 50 lat pracy naukowej prof,
dr M a r i i Znamierowskiej-Prufferowej. Uroczysty j u b i ­
leusz obchodzono podczas obrad 53 Zjazdu Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego w Toruniu. Rada P a ń ­
stwa n a d a ł a prof. Prufferowej K r z y ż K o m a n d o r s k i Or­
deru Odrodzenia Polski w uznaniu Jej zasług dla n a u ­
k i .polskiej.
S t u d i o w a ł a h i s t o r i ę sztuki i k u l t u r y w Warszawie,
n a u k i humanistyczne i matematyczno-przyrodnicze na
Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, potem etno­
grafię i etnologię. Jeszcze w cza.sie s t u d i ó w , w 1927 г.,
została a s y s t e n t k ą profesora Cezarii Baudoin de Courtenay-Ehrenkreutzowej w Muzeum Etno graficznym w
Wilnie. W 1939 r. została doktorem etnografii i etno­
logii, wtedy działała t a k ż e w Towarzystwie Ludoznaw­
czym, w y d a w a ł a pismo „ E t n o g r a p h i e a " .
Po wojnie, w latach 1945—1949, jest a d i u n k t e m ka­
tedry Etnologii i Etnografii U M K , przez 9 lat pracuje
jako kustosz Muzeum Miejskiego w T o r u n i u , oraz- or­

ganizuje t a m ż e samodzielne Muzeum Etnograficzne. W
t y m też czasie uzyskuje t y t u ł profesora nadzwyczajne­
go, kieruje K a t e d r ą Etnografii U M K . Podejmuje dzie­
s i ą t k i z a d a ń i prac naukowych jako prezes .oddziału
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, wiceprezes Za­
r z ą d u G ł ó w n e g o P T L , honorowy k i e r o w n i k Zespołu Et­
nograficznego I H K M Polskiej A k a d e m i i Nauk. Muzeum
Etnograficzne w Toruniu, zorganizowane od podstaw,
stało się szybko j e d n ą z n a j w a ż n i e j s z y c h p l a c ó w e k tego
typu w k r a j u . Przez 13 lat kierowania Muzeum prof.
Prufferowa pracuje naukowo, p u b l i k u j ą c w y n i k i swych
pionierskich .badań nad r y b a c k i m i n a r z ę d z i a m i k o l n y m i .
Od 1972 r o k u prof, dr Mairia Znamierowska-Pruff er owa przeszła na e m e r y t u r ę , jednak nadal prowadzi
w y k ł a d y .na Podyplomowym Studium Etnografii U M K ,
działa w P T L , intensywnie pracuje naukowo.
Ż y c i o r y s naukowy i .bibliografię prac prof. Pruf­
ferowej zamieścił Rocznik Muzeum Etnograficznego w
Toruniu, Т. I , T o r u ń 1978.

57
7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5944" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5924">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fd07671705822e1f9bbc092a27007f39.pdf</src>
        <authentication>a542826acf0f84394b0e1d893aae051e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70867">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3496</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70868">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70869">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3277</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70870">
                <text>Kronika VII—XII 1978 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70871">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.58-63</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70872">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70873">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70874">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70875">
                <text>wet w (najtrudniejszych
fragmentach
nie d ą ż ą c y do
sztucznego „ s t e c h n i c y z o w a n i a " , a mimo to, a m o ż e dla­
tego, nie tracący nic z w a l o r ó w języka naukowego.
Ż e b y jednak nie m n o ż y ć k o m p l e m e n t ó w pod adre­
sem pracy, k t ó r ą — jak przypuszczam — k a ż d y czytel­
nik w pełni doceni, trzeba z a p r a w i ć recenzję k r o p l ą go­

„ D E M O S " Internationale

Elhnographische

und

ryczy. Niestety, całość fatalnie obniża koszmarny po­
ziom reprodukcji. Znaczna ilość ilustracji zamieszczo­
nych w pracy w ogóle jest nieczytelna. Pod t y m wzglę­
dem w poprzednich zeszytach Atlasu nie było zbyt do­
brze, ale o wiele lepiej n i ż w prezentowanym.
Ryszard
Kantor

Folklorislische

R o z w ó j nauk, w t y m i etnologicznych, sprawia że
coraz t r u d n i e j jest śledzić w y d a w n i c t w a k s i ą ż k o w e oraz
a r t y k u ł y zamieszczane w czasopismach u k a z u j ą c y c h się
z a g r a n i c ą . T r u d n o ś ć pogłębia fakt, że w i e l e pozycji,
k t ó r e m o g ą być przydatne, -ukazuje się w j ę z y k a c h ob­
cych, nie znanych zainteresowanym. Z r o z u m i a ł e więc,
że problem informacji naukowej staje się coraz w a ż ­
niejszy.
Nawet ś l e d z e n i e d z i a ł ó w receinzyjno-infcrmacyjnych
czasopism u k a z u j ą c y c h się u nas i w krajach obozu
demokratycznego nie wyczerpuje zagadnienia. W i a d o m ą
jest rzeczą, że d z i a ł y te nie n a l e ż ą do najlepszych, że
redakcje o d c z u w a j ą duże t r u d n o ś c i z uzyskaniem re­
cenzji. W takiej sytuacji szczególnej
wagi
nabiera
istnienie .czasopisma, k t ó r e regularnie omawia wszyst­
kie istotniejsze p u b l i k a c j e z zakresu k u l t u r y ludowej
w zasięgu europejskich k r a j ó w socjalistycznych. Czaso­
pismem t y m jest k w a r t a l n i k „ D e m o s " w y d a w a n y od
I960 r. w stolicy N R D — Berlinie. U k a z u j ą się w n i m
n a d e s ł a n e przez poszczególne redakcje krajowe noty i n ­
formacyjne w języku niemieckim.
Recenzowane prace dotyczą
zagadnień
ogólnych,
jak r ó w n i e ż dociekań szczegółowych z zakresu k u l t u r y
ludowej, s t r u k t u r y s p o ł e c z n e j , historii k u l t u r y m a t e r i a l ­
nej, historii k u l t u r y robotniczej i f o l k l o r y s t y k i . Recen­
zje, oprócz podania noty bibliograficznej r e f e r u j ą k r ó t ­
ko t r e ś ć omawianych publikacji, o k r e ś l a j ą ich cel ba­

Injormationem.

dawczy, p o d a j ą d o k ł a d n ą
sową, o k r e ś l a j ą metody
autora, wreszcie w y n i k i
cza r ó ż n e informacje .o
folklorystycznego ruchu
stycznych.

Akademie-Verla.

l o k a l i z a c j ę geograficzną i cza­
badań,
założenia w y j ś c i o w e
k o ń c o w e . Czasopismo zamiesz­
przejawach etnograficznego i
naukowego w krajach socjali­

Poziom opracowania poszczególnych not
informa­
cyjnych jest niejednolity. Jest to w tego typu w y d a w ­
nictwie nieuniknione. R ó ż n y jest poziom szczegółowości
informacji o k s i ą ż c e czy artykule, niemniej noty dają
w sumie r z e t e l n ą i b o g a t ą d o k u m e n t a c j ę .
Redakcja polska mieści się w O ś r o d k u Dokumen­
tacji i Informacji Etnograficznej przy katedrze Etno­
grafii
Uniwersytetu
Łódzkiego, a o jej s p r a w n o ś c i
świadczy duża liczba dobrze i n f o r m u j ą c y c h not o p u ­
blikacjach polskich. Tak np. a r t y k u ł y u k a z u j ą c e się w
„Polskiej Sztuce L u d o w e j " omawiane są w „ D e m o s i e "
w 5—9 miesięcy po ich ukazaniu się.
W 1979 r. redakcja „ D E M O S U " planuje wydanie
zeszytu specjalnego poświęconego muzealnictwu etno­
graficznemu, a w r o k u 1980 zeszytu z informacjami o
instytucjach etnograficznych i folklorystycznych zajmu­
jących się badaniem k u l t u r y ludowej.
Kwartalnik
pośrednictwem
wvnosi 430 zł.

„ D E M O S " m o ż n a z a p r e n u m e r o w a ć za
„ R u c h u " , cena
rocznego
abonamentu

A

N

O

Berlin

VII—XII 1978
Jubileusz 50-lecia pracy prof, dr Marii Znamierowskiej-Prufferowej
We w r z e ś n i u minęło 50 lat pracy naukowej prof,
dr M a r i i Znamierowskiej-Prufferowej. Uroczysty j u b i ­
leusz obchodzono podczas obrad 53 Zjazdu Polskiego
Towarzystwa Ludoznawczego w Toruniu. Rada P a ń ­
stwa n a d a ł a prof. Prufferowej K r z y ż K o m a n d o r s k i Or­
deru Odrodzenia Polski w uznaniu Jej zasług dla n a u ­
k i .polskiej.
S t u d i o w a ł a h i s t o r i ę sztuki i k u l t u r y w Warszawie,
n a u k i humanistyczne i matematyczno-przyrodnicze na
Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, potem etno­
grafię i etnologię. Jeszcze w cza.sie s t u d i ó w , w 1927 г.,
została a s y s t e n t k ą profesora Cezarii Baudoin de Courtenay-Ehrenkreutzowej w Muzeum Etno graficznym w
Wilnie. W 1939 r. została doktorem etnografii i etno­
logii, wtedy działała t a k ż e w Towarzystwie Ludoznaw­
czym, w y d a w a ł a pismo „ E t n o g r a p h i e a " .
Po wojnie, w latach 1945—1949, jest a d i u n k t e m ka­
tedry Etnologii i Etnografii U M K , przez 9 lat pracuje
jako kustosz Muzeum Miejskiego w T o r u n i u , oraz- or­

ganizuje t a m ż e samodzielne Muzeum Etnograficzne. W
t y m też czasie uzyskuje t y t u ł profesora nadzwyczajne­
go, kieruje K a t e d r ą Etnografii U M K . Podejmuje dzie­
s i ą t k i z a d a ń i prac naukowych jako prezes .oddziału
Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, wiceprezes Za­
r z ą d u G ł ó w n e g o P T L , honorowy k i e r o w n i k Zespołu Et­
nograficznego I H K M Polskiej A k a d e m i i Nauk. Muzeum
Etnograficzne w Toruniu, zorganizowane od podstaw,
stało się szybko j e d n ą z n a j w a ż n i e j s z y c h p l a c ó w e k tego
typu w k r a j u . Przez 13 lat kierowania Muzeum prof.
Prufferowa pracuje naukowo, p u b l i k u j ą c w y n i k i swych
pionierskich .badań nad r y b a c k i m i n a r z ę d z i a m i k o l n y m i .
Od 1972 r o k u prof, dr Mairia Znamierowska-Pruff er owa przeszła na e m e r y t u r ę , jednak nadal prowadzi
w y k ł a d y .na Podyplomowym Studium Etnografii U M K ,
działa w P T L , intensywnie pracuje naukowo.
Ż y c i o r y s naukowy i .bibliografię prac prof. Pruf­
ferowej zamieścił Rocznik Muzeum Etnograficznego w
Toruniu, Т. I , T o r u ń 1978.

57
7

�Imprezy folklorystyczne i
regionalne

w y s t ę p y zespołów i j a r m a r k
k i ludowej.

12—15.VII — w Piwnicznej nad
Popradem z okazji 630-lecia m i e j ­
scowości zorganizowano m.in.: w y ­
stawę
rzeźb
Eugeniusza K u r y ł y ,
Józefa Gruceli, Krzysztofa K u l i g a
i S t a n i s ł a w a Lebdowicza z P i w ­
nicznej, Nikodema Bołoza z Ł o m ­
nicy i Tadeusza K u l i g a ,z Miodo­
wa. Odbył s i ę t a k ż e kiermasz w y ­
r o b ó w Cepelii, oraz w y s t ę p y zespo­
łów „ L a c h y " i „Dolina Popradu".

V I I — odbył się I ogólnopol­
ski P r z e g l ą d Twórczości K u l t u r a l ­
nej Wsi w Przytocznej, podczas
k t ó r e g o w y s t ą p i ł y 34 zespoły i ka­
pele. „ Z ł o t y m p ł u g i e m " nagrodzo­
no „Wisieloki" z Szymanowa, w o j .
leszczyńskie, „ S r e b r n y m P ł u g i e m "
— k a p e l ę dudziarzy z PGR Czem­
piń w Poiznańskiem,
„Brązowym
P ł u g i e m " — zespół „ T u r s k o " z Taczanowa w Kaliskiem.
W czasie przeglądu pokazano
wiele mniej lub bardziej stylizo­
wanych widowisk,
przedstawiają­
cych o b r z ę d y i zwyczaje z r ó ż n y c h
okolic
—
wesela,
zrękowiny,
„ p r z ą d k i " , ś m i g u s - d y n g u s i inne. W
p a r k u znalazły się stoiska t w ó r c ó w
ludowych, otwarto w y s t a w ę r z e ź b y
ludowej.

6—9.VII — w Bukowinie T a t r z a ń ­
skiej odbył się po raz dwudziesty
konkurs g a w ę d z i a r z y , instrumenta­
listów i ś p i e w a k ó w ludowych ziem
górskich
pn.
Sabałowe
Bajania.
Wzięło w n i m u d z i a ł ok. 80 uczest­
n i k ó w . J u r y pod przewodnictwem
Tadeusza Staicha p r z y z n a ł o nagro­
dy i w y r ó ż n i e n i a .
R ó w n o r z ę d n e nagrody I otrzy­
m a l i : Maria K u ł a k i Helena Ple­
wa z L u d ź m i e r z a za śpiew w due­
cie, L u d w i k M ł y n a r c z y k z L i p n i c y
Wielkiej na Orawie za g r ę na l i s t ­
k u , Andrzej O b r o e h t a - B a r t u ś z K o ś ­
cielisk za g r ę na skrzypcach, Jan
Stoch za g r ę na złóbcokach, Jan
Szewczyk z L i m a n o w e j za g r ę ha
fujarce. R ó w n o r z ę d n e nagrody I I
przyznano: Franciszkowi Cahro z
Białego Dunajca za śpiew, F r a n ­
ciszkowi Hodorowiczowi
z Buko­
w i n y za g a w ę d ę , Janowi J ę d r o l o w i z Poronina za śpiew, Francisz­
k o w i J u r k o w s k i e m u ze Szczawy za
g r ę na fujarce, S t a n i s ł a w o w i K l i m ­
k o w i z Z a b r z e ż y za g a w ę d ę , L u d ­
w i k o w i ŁoJasowi z Ł o p u s z n e j za g r ę
na skrzypcach, Janowi i Tadeuszo­
wi Krzeptowskim-Sabałom z Koś­
cieliska za śpiew, Stanisławowa Sasakowi z J o d ł ó w k i za g r ę na skrzyp­
cach, M i e c z y s ł a w o w i Sojce z K r a u szowa za śpiew, S t a n i s ł a w o w i Su­
checkiemu z Nowego Targu za g r ę
na skrzypcach, Stefanii T y r a ń s k i e j
.ze Skrzydlanej za g a w ę d ę , Stani­
s ł a w o w i Trebuni z Poronina za
grę na
skrzypcach,
Bolesławowi
T r z m i e l o w i z Zakopanego za g r ę
na r ó ż n y c h
instrumentach
ludo­
wych, Helenie Z a p a ł o w e j z Buko­
w i n y za śpiew. W kategorii m ł o ­
dzieżowej
wyróżniono
nagrodami
( r ó w n o r z ę d n y m i ) R e n a t ę Bandy к z
Łomnicy Wielkiej, kwartet wokal­
ny: Zofia Bieniek, S t a n i s ł a w a Czer­
n i k , Genowefa Florek i M a r i a Sta­
siak z Brzegów, Andrzeja i Macie­
ja Chotarskich z Kościelisk i ma­
łą M a r y s i ę z L i p n i c y Wielkiej na
Orawie.
*

V I I — w Ż y w c u odbył się Fe­
stiwal F o l k l o r u
Górali
Polskich.
W y s t ą p i ł o 21 zespołów, k t ó r e oce­
niało j u r y
pod
przewodnictwem
prof. Romana Reinfussa. Przyzna­
no t r z y I nagrody — „Złote T r o m ­
bity Pasterskie" —• zespołom: „Sądecczanie" i „Dolina Dunajca" z
Nowego Sącza
oraz „ B e s k i d y " z
Żywca. Konkursowi
towarzyszyły

58

I

sztu­

*
V I I — w ramach
gdyńskiej
Cepeliady zorganizowano j a r m a r k
ludowy, w y s t a w y sztuki i r ę k o ­
dzieła regionalnego, w y s t ę p y zespo­
łów, r e w i ę mody w y k o r z y s t u j ą c e j
tradycyjne m o t y w y stroju ludowe­
go, p r z y g o t o w a n ą przez warszaw­
s k ą spółdzielnię „Moda i styl".

dzielni p r e z e n t o w a ł o swoje wyroby,
„Moda i S t y l " p o k a z a ł a kolekcję
u b i o r ó w . W y s t ą p i ł y zespoły pieśni
i t a ń c a — „Ondrasizek" ze Szczyr­
ku, „ P i l s k o " z Ż y w c a ,
„Przepió­
reczka" z Bodzentyna, „ K a p e l a " z
J ę d r z e j o w a , „ K o r o n k a " z Bobowej.

26,27.VIII — w
Sieradzkiem
święto „ T r y b u n y Ludu", w ramach
k t ó r e g o odbył się Festyn Sztuki
Ludowej i F o l k l o r u w o j . sieradz­
kiego, Cepeliada i k o r o w ó d zespo­
łów. Otwarto w y s t a w ę pokonkur­
sową „ S z t u k a ludowa w o j . sieradz­
kiego", na k t ó r e j znalazły się r z e ź ­
by, stroje, wyroby z w i k l i n y , za­
b a w k i . Eksponowano r ó w n i e ż pra­
ce laureata konkursu, rzeźbiarza —
Szczepana Muchy.

*
•1.IX — w G n i e ź n i e m i a ł y m i e j ­
sce tradycyjne spotkania z h i s t o r i ą .
Pokazano wielkie widowisko ple­
nerowe nad jeziorem będące i l u ­
stracją
legend g n i e ź n i e ń s k i c h ,
a
ulicami miasta przeszedł b a r w n y
k o r o w ó d ś r e d n i o w i e c z n y c h miesz­
czan. O d b y ł y się w y z w o l i n y cechu
malarzy, a potem J a r m a r k B a r t ł o miejski. W pokazach b r a ł o udział
1000 u c z n i ó w szkół g n i e ź n i e ń s k i c h .

*
*
1—3.VIII — w G d a ń s k u t r w a ł
J a r m a r k D o m i n i k a ń s k i . W ramach
j a r m a r k u odbyły sdę różne impre­
zy, m.in. kiermasz t w ó r c ó w ludo­
wych, I V Festiwal Zespołów F o l ­
klorystycznych
Polski
Północnej,
pokazano wj"stawę sztuki ludowej
Kaszub i Kociewia. I m p r e z ę uroz­
m a i c i ł y wielkie widowiska na u l i ­
cach miasta — wjazd k r ó l ó w p o l ­
skich w asyście 17 p o c z t ó w sztan­
darowych r z e m i e ś l n i k ó w g d a ń s k i c h ,
chrzest drukarzy, wesele g d a ń s k i e
i corso k w i a t o w e .

*
5,6.VIII — w W ę g o r z e w i e przy­
gotowano I Suwalski Jarmark F o l ­
klorystyczny, k t ó r y rozpoczął się
korowodem kapel i zespołów. Ot w a r t o w y s t a w ę sztuki ludowej pn.
„Węgorzewo—Giżycko 78" a t a k ż e
kiermasz sztuki ludowej i pamią/tek.
*

8 . V I I I — rozpoczął się X V T y ­
dzień K u l t u r y Beskidzkiej. W y s t ę ­
py
zespołów
folklorystycznych,
kiermasze i wystawy
spółdzielni
cepeliowskich
odbywały
się
w
Szczyrku, Ż y w c u , Wiśle i Makowie
P o d h a l a ń s k i m . W Szczyrku poka­
zano widowisko „Złote Gody", w
Wiśle odbył się przegląd pieśni i
t a ń c ó w Tatr i B e s k i d ó w , w Ż y w c u
prezentowano n u t y i g ó r a l s k i e i n ­
strumenty muzyczne.

1—4.IX — w K r a k o w i e o d b y ł y
sdę V I Ogólnopolskie, I I I M i ę d z y - '
narodowe Targi Sztuki
Ludowej.
Udział wzięło 21 spółdzielni cepe­
liowskich, 85 t w ó r c ó w
ludowych,
oraz — po raz pierwszy — f i r m y
zagraniczne. Salon „ C o o p e x i m — C e ­
pelia 78" p r e z e n t o w a ł oferty Jugo­
sławii i Tajlandii. Zorganizowano
szereg: wystaw, m.in. r z e m i o s ł a ar­
tystycznego, w y s t a w ę pokonkurso­
w ą „ M o t y w y sakralne we w s p ó ł ­
czesnej sztuce ludowej" w galerii
P A X - u , prac t w ó r c ó w — członków
STL-u.
O d b y ł y się kiermasze — Cepe­
l i i , S T L - u , fajansu w ł o c ł a w s k i e g o ,
rękodzieła (z pokazem technik w y ­
twarzania) oraz szereg imprez ar­
tystycznych, w t y m „ W i a n e k k r a ­
k o w s k i " w wykonaniu dzieci k r a ­
kowskich, pokazy mody sięgającej
do w z o r ó w ludowych, w y s t ę p y ze­
społów „ H o r n y " z Zakopanego, „ K o ­
r o n k a " z Bobowej, „ K o n i a k ó w " z
Koniakowa, „ W i t k o w i a n i e " z W i t ­
kowa. Uczestnicy T a r g ó w
mogli
r ó w n i e ż obejrzeć widowisko „ W e ­
sele krakowskie" oraz w y s t ę p y ze­
społów z Norwegii i T a d ż y k i s t a n u .
Targam t o w a r z y s z y ł o
sympo­
zjum naukowe na temat „ w s p ó ł ­
czesne f o r m y mecenatu nad s z t u k ą
l u d o w ą " , na k t ó r y m referaty w y ­
głosili: W ł a d y s ł a w Sandecki, A l e k ­
sander Jackowski, Tadeusz W i ę c ­
k o w s k i i B r o n i s ł a w Cukier.

*
22—27.VIII — w Częstochowie
J a r m a r k Jurajski,
zorganizowany
pod patronatem Cepelii. 13 spół­

3—10.IX — w Zakopanem, ob­
c h o d z ą c y m 400 lat istnienia miasta,
zorganizowano szereg imprez pn.
Tatrzańska Jesień. Otwarto kilka

�wystaw, m.in. „400 prac na 400-lecie", p o k a z u j ą c ą malarstwo, rzeźbę,
grafikę i t k a n i n ę p o w s t a ł ą z inspi­
racji T a t r a m i i Podhalem oraz w y ­
s t a w ę sztuki ludowej.

*
7.IX — w N o w y m Targu odbył
się J a r m a r k P o d h a l a ń s k i n a w i ą z u ­
j ą c y do tradycyjnych, od X I V w .
poczynając, targów.
*

5—10.IX — zorganizowano X I
Międzynarodowy
Festiwal
Ziem
G ó r s k i c h , na k t ó r y p r z y j e c h a ł y ze­
społy z 16 k r a j ó w , r e p r e z e n t u j ą c e
folklor A l p , B a ł k a n ó w , Kaukazu,
A p e n i n ó w , P i r e n e j ó w i gór Skan­
dynawii.
M i ę d z y n a r o d o w e j u r y oceniało
w y k o n a w c ó w w k i l k u kategoriach.
W kategorii
zespołów
autentycz­
nych „Złote Ciupagi"
otrzymały:
„Cunana" z Rumunii i „Poloniorze"
z Kościelisk, „ S r e b r n e Ciupagi" —
„ L i p n ł c z a n i e " z Lipnicy. W kate­
gorii zespołów artystycznie opra­
cowanych „Złotą C i u p a g ę " przy­
znano „ C z a s z m i e " z ZSRR. „ S r e b r ­
ne Ciupagi" zdobyły „ B e s k i d y " z
Ż y w c a i „ S ą d e c c z a n i e " z Nowego
Sącza.
W konkursie kapel ludowych
r ó w n o r z ę d n e I nagrody u z y s k a ł y
zespoły: „Milliyet" (Turcja), „Doli­
na Dunajca" (Polska) i „ C z a s z m a "
(ZSRR).

9Д0.1Х — w Słupi Nowej, na
skraju
Puszczy J o d ł o w e j
można
było zobaczyć, jak w y g l ą d a ł w y t o p
żelaza w piecach ziemnych. T r a ­
dycyjne już D y m a r k i Ś w i ę t o k r z y s ­
kie to r ó w n i e ż szereg imprez o
sportowo-historycznym charakterze
(strzelanie z ł u k u , rzucanie do ce­
lu podkowami, wchodzenie na słup).
G r o m i zabawom t o w a r z y s z y ł y w y ­
stępy zespołu folklorystycznego.

*
12—16.IX — o d b y ł y się D n i W i ­
nobrania i V I I I M i ę d z y n a r o d o w y
Festiwal Zeispolów Pieśni i T a ń c a
w Zielonej Górze. Udział wzięło 12
zespołów z 11 k r a j ó w (2 zespoły z
Polski). Oceniała komisja pod prze­
wodnictwem prof. Józefa Burszty.
Impreza nie m i a ł a charakteru k o n ­
kursu, wszyscy uczestnicy otrzy­
m a l i p a m i ą t k o w e puchary i me­
dale.

15— 17.IX — Krasnystaw zapra­
szał na Chmielaki Krasnystawskie,
organizowane od 1971 roku. Można
było obejrzeć widowisko plenero­
we, w y s t a w ę chmielarstwa i p i w o warstwa, kiermasze w y r o b ó w l u ­
dowych .

16— 17.IX — w Skierniewicach
Ś w i ę t o O w o c ó w , K w i a t ó w i Wa­
rzyw, k t ó r e m u t o w a r z y s z y ł a wysta­
wa spółdzielni „ S z t u k a Ł o w i c k a "
oraz w y s t ę p y zespołów f o l k l o r y ­
stycznych.

*
17.IX — w Sannikach
miała
miejsce
Niedziela
Sannicka.
Na
kiermaszu sztuki ludowej m o ż n a
było kupić p i ę k n e bukiety z b i b u ­
ły i m a t e r i a ł u , p a j ą k i i inne ozdo­
by. W y s t a w i l i swoje prace r z e ź b i a ­
rze z Sierpeckiego i kowale z Ł ę ­
czycy.

17.IX — w Zawodziu kolo M y ­
szyńca W D K z Ostrołęki zorgani­
zował „Miiodobranie Kurpiowskie".
Na leśnej polanie odbyło się w i d o ­
wisko plenerowe, podczas k t ó r e g o
pasowano m ł o d y c h b a r t n i k ó w . W
w i d o w i s k u b r a ł y udział zespoły z
Ostrołęki, M y s z y ń c a , D ę b ó w i O l ­
szyn. Czynne b y ł y stoiska z regio­
n a l n y m i potrawami i miodem.
*
I X — w wielu miastach odby­
w a ł y się uroczyste Dożynki, k t ó r y m
t o w a r z y s z y ł y kiermasze sztuki l u ­
dowej, festyny i zabawy ludowe.

I X — w Żninie, w ramach D n i
K u l t u r y P a ł u c k i e j , odbył się zjazd
180 t w ó r c ó w
ludowych z P a ł u k ,
K u j a w i Kaszub. Najaktywniejszym
przyznano stypendia i nagrody.
*

Łęczycy, gdzie przedstawiono rzeź­
by i tkaniny; w Krakowie, z oka­
zji D n i P o d g ó r z a , w czasie k t ó r y c h
ovwarto r ó w n i e ż w y s t a w ę „Artyści
ludowi na P o d g ó r z u " .
Konkursy i wystawy
1.VII — w Starej Kordegar­
dzie w warszawskich „ Ł a z i e n k a c h "
wystawiano prace tegorocznych l a ­
u r e a t ó w nagrody i m . Oskara K o l ­
berga. W y s t a w ę wzbogaciły zdjęcia
oraz życiorysy t w ó r c ó w i działaczy
ludowych.
*

5.VII — w Muzeum Etnogra­
ficznym w K r a k o w i e otwarto po­
konkursowa, w y s t a w ę „Rolnik i je­
go praca w twórczości ludowej".

14. V I I — z okazji otwarcia w
Łowiczu w y s t a w y rękodzieła ludowegO' spółdzielni „ S z t u k a Ł o w i c k a " ,
która
obchodizdła 30 lat istnienia
z a s ł u ż o n y m t w ó r c o m l u d o w y m zo­
s t a ł y w r ę c z o n e odznaki Działacza
Kultury.
Otrzymali
je:
Justyna
Grzegory ze Z ł a k o w a
Borowego,
Agnieszka Majer ze Z ł a k o w a Boro­
wego, S t a n i s ł a w a Bogusz c. A n t o ­
niego z Łowicza, Julian Brzozowski
ze Sromowa, Emilia P u d ł o w s k a z
Łowicza, Helena Niedzielska z M a ł szyc, Regina D ą b r o w s k a z R ó ż y c -Błota, Helena G r u s z c z y ń s k a z Ł o ­
wicza.
*

I X / X — na p r z e ł o m i e w r z e ś ­
nia i p a ź d z i e r n i k a odbyła się Ba­
b i o g ó r s k a J e s i e ń . Na terenie parku
etnograficznego w Zubrzycy G ó r ­
nej w y s t ą p i l i góralscy g a w ę d z i a r z e ,
przedstawiono tradycyjne
obrzędy
pasterskie.
*

8.X — w Czempinie koło Poz­
nania odbył się I X T u r n i e j D u ­
dziarzy Wielkopolskich. Wzięły w
n i m udział 23 kapele oraz muzycy
indywidualni. Obecni b y l i muzyko­
lodzy z Poznania, Warszawy i K r a ­
kowa.
20—22.X do Zabrza przyjechało
ponad 40 t w ó r c ó w z kraju i Za­
olzia na Ogólnopolski P r z e g l ą d Ga­
w ę d z i a r z y Regionalnych.
N a g r o d ę g ł ó w n ą przyznano gru­
pie g a w ę d z i a r z y z Czeskiego Cie­
szyna. Indywidualne w y r ó ż n i e n i e I
stopnia o t r z y m a ł W ł a d y s ł a w M ł y ­
nek, a r ó w n o r z ę d n e I I stopnia A n ­
na F i l i p i a k (Czeski Cieszyn) i J ó ­
zef Wójcik (Żywiec). W t y m samym
czasie odbyła się sesja f o l k l o r y ­
styczna.
*

W m i e s i ą c a c h letnich, od maja
do p a ź d z i e r n i k a , w całym k r a j u or­
ganizowano „ D n i " miast, festyny i
festiwale.
Zazwyczaj
jednym
z
g ł ó w n y c h p u n k t ó w programu były
targi sztuki ludowej, nie zawsze
dostateс znie przygotowane.
Do ciekawszych n a l e ż a ł y k i e r ­
masze: w Warszawie, podczas ś w i ę ­
ta „ T r y b u n y L u d u " w dniach 2 i 3
I X (organizowany przez Cepelię);
w I n o w r o c ł a w i u (w ramach Jar­
m a r k u Kujawskiego — 23 I X ) ; w
Gorzowie; w Bydgoszczy (gdzie 12
V I I p r e z e n t o w a ł y się P a ł u k i ) ; w

15. V I I — w Olsztynku, w ga­
l e r i i sztuki otwarto w y s t a w ę „Sztu­
ka ludowa. W a r m i i i Mazur". Po­
kazano na niej modele i fragmenty
c h a ł u p , s p r z ę t y domowe i meble.
Osobno eksponowano t k a n i n y w y ­
konane na krosnach, ręczniki, ob­
rusy, narzuty i szmaciaki, a także
rzadko spotykane kobierce strzy­
żone i tkaniny dwuosnowowe. Na­
czynia i kafle mazurskie oraz daw­
ne rzeźby z kapliczek i k r z y ż y i
rzeźby w s p ó ł c z e s n e d o p e ł n i ł y ob­
razu twórczości W a r m i i i Mazur.
We w r z e ś n i u wystawa została prze­
niesiona do N R D (Weimar i Lipsk).
*

15.VII — w Muzeum Ziemi K u ­
jawskiej i D o b r z y ń s k i e j we W ł o c ­
ł a w k u m i a ł miejsce konkurs na
współczesną siztukę l u d o w ą obu re­
g i o n ó w z a k o ń c z o n y ekspozycją prac
w salach Muzeum. K o n k u r s y od­
b y w a j ą się co 2 lata, w tegorocz­
nym
udział
wzięło 64 t w ó r c ó w .
Przyznano szereg n a g r ó d I I i I I I
stopnia; w dziedzinie haftu otrzy­
m a ł y je hafciarki z 2 o ś r o d k ó w :
radziejowskiego
(Kazimiera
Kęp­
ska, Leokadia M a c h t y l , S t a n i s ł a w a
Ignasiak) oraz w ł o c ł a w s k i e g o (Ire­
na Najdek, M a r i a Szewczyk, Zofia
Bielecka).
W
dziedzinie
rzeźby
z w r ó c o n o u w a g ę na p o c z ą t k u j ą c y c h
t w ó r c ó w ( S t a n i s ł a w Jamrozik, J ó ­
zef Brzeziński, K a l i k s t G ó r e c k i ) . W
dziedzinie
malarstwa
nagrodzono
Władysławę Włodarzewską,
Marię
Żołnowską i Eleonorę Adamską. W
dziedzinie zdobnictwa w y r ó ż n i o n o
L e o k a d i ę Wolską (pająki słomiane)
L e o k a d i ę Gontarek i M a r i ę Szew­
czyk (bukiety b i b u ł k o w e ) .

59
I

�V I I — w Tomaszowskim M u ­
zeum Regionalnym odbyła się w y ­
stawa s t r o j ó w ludowych w o j e w ó d z ­
twa zamojskiego.
*

VII
w Klubie Slow. P A X
w Kielcach czynna b y ł a pokonkur­
sowa wystawa współczesnej ludo­
wej sztuki sakralnej. Eksponowano
prace 40 t w ó r c ó w z w o j . kieleckie­
go, rzeźby w drewnie, obrazy i ce­
ramik ę.
*

V I I — w „Belwederze" pmczowskim
można
było
zobaczyć
diwie wystawy pokonkursowe ple­
cionkarstwa Kielecczyzny. Najcie­
kawsze prace n a d e s ł a n o z gminy
K i j e , a przede wszystkim ze wsi:
Umianowice (wikliniarstwo), G o ł u ­
chów (prace z korzenia), Remby,
K o k o t y i Kliszów (wyroby ze sło­
my). Konkurs i wystawy zorgani­
zowało Muzeum Regionalne w P i ń ­
czowie przy
udziale
Spółdzielni
Zrzesz. T w ó r c ó w Ludowych „Mile­
nium" w Krakowie.

V I I — w Wieluniu otwarto w y ­
s t a w ę „Współczesna ceramika l u ­
dowa z obszaru Polski Ś r o d k o w e j " .
Pokazano wyroby garncarskie z 31
warsztatów, ceramikę bolimowską,
s i e r a d z k ą i w i e l u ń s k ą . Obok garn­
ków, misek, d w o j a k ó w i doniczek
z n a l a z ł y się na wystawie m i n i a t u ­
r y n a c z y ń i ceramika dekoracyjna.
Eksponaty pochodzą ze z b i o r ó w
Muzeum w Wieluniu, Sieradzu, Ł o ­
wiczu, Łodzi, Piotrkowie T r y b u n a l ­
skim i Radomsku.
*

V I I — w Żywcu rozstrzygnięto
konkurs na k w i a t y b i b u ł k o w e . 30
żywieckich
kwiaciarek
nadesłało
blisko 300 prac. Przyznano 3 na­
grody zespołowe: I — rodzinie
D r e w n i a k ó w z Międzybrodzia B i a l ­
skiego, I I I — rodzinie G r u s z k ó w z
Sopot ni Małej i I V — rodzinie K o ­
sów z P o r ę b k i . 3 pierwsze nagro­
dy indywidualne o t r z y m a ł y : Roza­
lia Kastelik, Franciszka Ufland i
Maria W r ó b e l z Peweli W i e l k i e j .
*
V I I — w Klubie Morskim w
Gdyni czynna b y ł a wystawa t w ó r ­
czości
amatorskiej
ludzi
morza.
Wystawę
poprzedził
konkurs,
w
którym
wyróżniono
twórców: w
dziale malarstwa I n a g r o d ę otrzy­
mał
Maksymilian
Grajewski, I I
Marian Sarba, I I I Franciszek B i e l man i I V Marek Kosiba. W dziale
modelarstwa n a g r o d ę dostał Piotr
Pruszek, w technikach r ó ż n y c h A n ­
tonina G ó r s k a (za zestaw gobeli­
nów), w dziale r z e ź b y I nagrody
nie przvznano, I I uzvskal Kazimierz
U r b a n i a k , . I I I H . Hewelt.
V I I — pokonkursowa wystawa
amatorskiej twórczości plastycznej
woj. koszalińskiego w w o j . Domu
K u l t u r y w Koszalinie. Konkurs na
rękodzieło ludowe i twórczość pa­
m i ą t k a r s k ą zorganizowano po raz
16. Oceniono 112 prac 26 t w ó r c ó w .

60

N a g r o d ę g ł ó w n ą przyznano Ryszar­
dowi
Rabiedze za zestaw rzeźb.
Nagrody otrzymali
t a k ż e : Michał
Gilewicz, Adam T y l i m o n i u k (rzeź­
by), Katarzyna Janicz (pająki), Bo­
żena G ł o w i ń s k a (haft) i Edmund
Rydzkowski
(modele
dawnego
s p r z ę t u tkackiego). W y r ó ż n i e n i a I
stopnia otrzymali: Roman Kona­
rzewski, W ł a d y s ł a w Godyla i Jan
Brzeski. Przyznano 9 w y r ó ż n i e ń I I
stopnia.
V I I — w Domu Sztuki w Rze­
szowie m o ż n a było obejrzeć wysta­
w ę plastyki nieprofesjonalnej i r ę ­
kodzieła
artystycznego zorganizo­
waną
w
ramach
Rzeszowskiego
P r z e g l ą d u Dorobku
Artyst.ycznego
Ruchu Amatorskiego „A;rtama-78".
Jury, k t ó r e m u p r z e w o d n i c z y ł
Je­
rzy Majewski p r z y z n a ł o trzy r ó w ­
norzędne
nagrody,
otrzymali je.
Franciszek
Franus za
rzeźbę w
drewnie, W ł a d y s ł a w a Prucnal za
zestaw r z e ź b ceramicznych,
Zyg­
munt
Zabłyseez
za
malarstwo.
Przyznano 12 w y r ó ż n i e ń .

V I I — w Muzeum Regional­
n y m P T T K w Gorlicach czynna
wystawa „Świat N i k i f o r a " .

*
V I I / V I I I — na p r z e ł o m i e lipca
i sierpnia w Muzeum
Pomorza
Środkowego w S ł u p s k u
otwarto
w y s t a w ę plecionkarstwa ze zbio­
r ó w m u z e ó w w G d a ń s k u , Szczeci­
nie, Kartuzach, Toruniu, Bytowie,
Lęborku, Słupsku.
*

2 . V I I I — w W o j e w ó d z k i m Oś r o d k u K u l t u r y w G d a ń s k u otwar­
to w y s t a w ę pn. Sztuka ludowa Po­
morza G d a ń s k i e g o .

10.VIII — w
Bielsku
Białej
zorganizowano I p o k a z o w ą wysta­
w ę tkanin dawnych i współczes­
nych (inspirowanych wzorami l u ­
dowymi).
*

5—18.VIII — w Szczecinku za­
kończył
się doroczny, 7 z kolei,
konkurs pn. Las w sztuce ludowej
i amatorskiej, organizowany przez
Muzeum Regionalne.
N a d e s ł a n o 65 prac, spośród nich
nagrodzono 3: grafikę
Zbigniewa
Tracza z Laska, gobelin Barbary
Bandrowskiej z Białego Boru i
świecznik
oraz broszki z poroża
autorstwa Piotra Iwanowskiego ze
Szczecinka. Przyznano r ó w n i e ż 5
wyróżnień.
21.VIII — odbył się V Sejmik
Łęczyckich
Twórców
Ludowych.
Referat wygłosiła prof, dr Anna
K u l r zeb a -Po jn ar owa.
Ogłoś zon o
w y n i k i konkursu pn. Współczesna
łęczycka sztuka ludowa. Przyzna­
no trzy I nagrody, otrzymali je:
Maria S ł o m c z y ń s k a z Gołocie za
pająki, Helena Jackiewicz za re­
k o n s t r u k c j ę chust karnetowych, A n ­
drzej Wojtczak z K u t n a za rzeźby.

Nagrody I I otrzymali: Andrzej Dębowski z P i ą t k u
za
drewniane
ptaszki,
Wojciech
Drążczyk
ze
Zdun za plecionki, B o l e s ł a w Grab­
ski z L e ś m i e r z a i S t a n i s ł a w Kopka
z D z i e r z b i ę j o w a za rzeźby. Przy­
znano 9 trzecich n a g r ó d i w y r ó ż ­
nień.
26.VIII — zaczął się trzytygod­
niowy I G d y ń s k i
Przegląd
Pla­
styki Amatorskiej. Jury pod prze­
wodnictwem artysty plastyka Ro­
mualda Bukowskiego p r z y z n a ł o 10
r ó w n o r z ę d n y c h w y r ó ż n i e ń . Otrzy­
mali je: Czesław Adamkiewicz za
miedzioryty,
Jerzy
Duklamd
za
drzeworyty oraz Zygmunt Dziecichowicz, Maksymilian
Grajewski,
Jerzy Haponiuk, Józef
Kawecki,
Cezary Sieracki, M i e c z y s ł a w Sko­
w r o ń s k i , Marian S o k o ł o w s k i i Ed­
mund Walentynowicz.
*
V I I I — w Muzeum O k r ę g o w y m
w Ostrołęce pokazano w y s t a w ę pn.
K u r p i o w s k a rzeźba ludowa, na k t ó ­
rej znalazły się dawne rzeźby z
kapliczek i k r z y ż y p r z y d r o ż n y c h i
prace współczesne.

V I I I — w Galerii Plakatu „ R u ­
chu" na Starym Mieście w War­
szawie a n a s t ę p n i e w o l s z t y ń s k i m
klubie M P I K - u czynna b y ł a w y ­
stawa prac malarskich E w y Siekierskiej-Floryan, ehemiczki
pol­
skiej p r a c u j ą c e j i z a m i e s z k a ł e j w
Danii. Jako malarka może się ona
poszczycić
wieloma sukcesami w
Danii.
V I I I — Muzeum w Gliwicacn
p r z e d s t a w i ł o ekspozycję pn. Plasty­
ka nieprofesjonalna na Ś l ą s k u ze
zbiorów Muz. Ś l ą s k a Opolskiego w
Opolu, Muz. G ó r n o ś l ą s k i e g o w B y ­
tomiu i Muzeum w Zabrzu. Na
wystawie
znalazły
się
prace T.
Ociepki, Eug. Marca, M . Kurdziela.
*
(5.IX — w gmachu Politechniki
Warszawskiej
otwarto
wystawę
malarstwa z o r g a n i z o w a n ą z okazji
20-lecia
istnienia
Warszawskiego
Stow.
Plastyków
Nieprofesjonal­
nych.
Stowarzyszenie
liczy
230
członków. W ciągu 20 lat działal­
ności
zorganizowało
600 wystaw
zbiorowych i indywidualnych.

12.IX — z okazji D n i Zielonej
G ó r y otwarto w y s t a w ę pn. Lubus­
ka Folklor Muzyczny, na k t ó r e j po­
kazano oryginalne instrumenty l u ­
dowe oraz dokumenty d o t y c z ą c e
działalności zespołów muzycznych.

16.IX — w ramach Dożynek
Wojewódzkich otwarto w K a r t u ­
zach w y s t a w ę „ S z t u k a ludowa Z i e ­
m i G d a ń s k i e j " , na k t ó r e j pokaza­
no m.in. hafty z Kaszub i Kocie wia, c e r a m i k ę z K a r t u z i Chmiel­
na.

�I X — W y s t a w ę p o k o n k u r s o w ą am a t o r ó w otwarto w Rudzie Ś l ą s ­
k i e j . W konkursie „ R u d z k a j e s i e ń "
wzięło udział 27 p r a c o w n i k ó w k o ­
p a l ń i huty „ P o k ó j " . Przedstawio­
no
prace z zakresu
malarstwa,
rzeźby, metaloplastyki i grafika.

I X — w Skoczowie odbył się
V P r z e g l ą d Prac P l a s t y k ó w A m a ­
t o r ó w Podbeskidzia. W dziale sztu­
k i ludowej (!) I n a g r o d ę u z y s k a ł
Józef Mentel z Koszarawy, w g r u ­
pie malarzy a m a t o r ó w K . Namys­
łowski z B i e l s k a - B i a ł e j .

skie swego k r a j u . Wykonywane są
w różnych technikach - - papiero­
we greckie, drewniane z Tajlandii,
w ł ó c z k o w e z R u m u n i i . Wiele w y ­
posażono w r ó ż n o r o d n e rekwizyty,
maski, pióropusze, instrumenty, na­
czynia.
15.X — w Muzeum Etnogra­
ficznym w Warszawie czynna była
wystawa
„Zwyczaje
rodzinne w
kulturze ludowej — miłość i m a ł ­
ż e ń s t w o " . Zgromadzono na tej w y ­
stawie wiele zdjęć, listy i p a m i ę t n i ­
k i m a ł ż o n k ó w i narzeczonych, nie­
k t ó r e r e k w i z y t y weselne (skrzynia
posażna, wianka, korale itd.).
*

I X — w Poznaniu czynna była
Regionalna
Wystawa
Twórczości
Artystów
Amatorów,
na
której
przedstawiono prace t w ó r c ó w zrze­
szonych w spółdzielniach i n w a l i ­
dów.
I n a g r o d ę w dziale malarstwa
i rzeźby u z y s k a ł Ryszard Anus, w
grupie tkanin i haftu — Elżbieta
W a r c z y ń s k a za t k a n i n ę i K r y s t y n a
P ę c z k o w s k a za haft.

I X — Centralny Z w i ą z e k Rze­
miosła w Warszawie i Izba Rze­
mieślnicza w S ł u p s k u zorganizowa­
ły w Muzeum Pomorza Ś r o d k o w e ­
go „Ogólnopolską w y s t a w ę plasty­
k i amatorskiej rzemiosła cechowe­
go". Eksponowano ok. 350 obrazów,
rzeźb, grafik i l i n o r y t ó w , wyroby
z metalu, bursztynu, hafty i ple­
cionki.

5.X — w Starej Kordegardzie
w „ Ł a z i e n k a c h " warszawskich od­
była się wystawa kowalstwa ludo­
wego Ziemi Radomskiej zorganizo­
wana przez Muzeum Wsi Radom­
skiej i Z w i ą z e k ..Cepelia"
1

15X—8.XI — w K r a k o w i e odby­
ło się M i ę d z y n a r o d o w e
Biennale
Lalek Regionalnych. Zgłoszono ok.
800 lalek z 24 k r a j ó w obu A m e ­
r y k , A z j i , Europy i A f r y k i . J u r y
pod przewodnictwem prezesa „Ce­
pelii"
Tadeusza
Więckowskiego
p r z y z n a ł o w grupie
oryginalnych
lalek regionalnych trzy r ó w n o r z ę d ­
ne
Złote
Pawie
P i ó r a — pani
Tongkorn Chandavimol z T a j l a n ­
dii, pani Kovacs Jozsefne z Węgier
i k r a k o w s k i e j spółdzielni i m . Sta­
nisława
W y s p i a ń s k i e g o (za p r a c ę
zbiorową
wg
projektu
Jadwigi
Chojnowskiej i Magdaleny
Zięby
pt. Chleb). 5 Srebrnych Pawich P i ó r
otrzymali: Muzeum Greckiej Sztu­
ka Ludowej w Atenach, Papp Fe­
renc z Węgier, przedstawiciele I n ­
donezji!, I r a k u i Nepalu. W grupie
adaptacji I I miejsce zajął Z w i ą z e k
M i s t r z ó w Sztuki Ludowej z B u ł ­
garii,
I I I Czechosłowacja i pani
Augustina Sawiz Blanco iz Hiszpa­
n i i . Przedstawiciele Tajlandii, I r a k u
i Szwecji przekazali swoje l a l k i M u ­
zeum Lalek, k t ó r e powstanie w
Częstochowie. L a l k i p o k a z u j ą stro­
je, ale nie
tylko.
Ustawione w
grupach
przedstawiają
obrzędy,
t a ń c e rytualne, czynności gospodar­

18.X — w Opocznie rozstrzyg­
n i ę t o konkurs na k r a j k i opoczyń­
skie, zorganizowany przez Spół­
dzielnię „ O p o c z n i a n k a " dla tkaczek
współpracujących
ze
Spółdzielnią.
Pierwsze nagrody o t r z y m a ł y : Regi­
na Koska z Libiszowa, Teresa Białos i Teresa Chmal
z
Sobawin,
Aniela Jurek i Zofia Pecyna z M i ę ­
dzyborza. Przyznano 5 n a g r ó d I I
i 2 I I I oraz 11 w y r ó ż n i e ń .

X — w Muzeum Regionalnym
w Ł u k o w i e czynna była wystawa
pokonkursowa pn. Twórczość ludo­
wa — k r o n i k ą polskiej wsi. Na
konkurs, ogłoszony przez Muz. Ok r ę g o w e w Siedlcach i Centrum
K u l t u r y i Sztuka w o j . siedleckie­
go, n a d e s z ł o 71 prac t w ó r c ó w l u ­
dowych. Poziom konkursu wysoki.
Jiury, k t ó r e m u p r z e w o d n i c z y ł a A n ­
na Bełz z Z a r z ą d u G ł ó w n e g o S T L
•nagrody I nie p r z y z n a ł o , nagrody I I
otrzymały
Leokadia
Kryczka
z
Gózd, Helena Zdun z J a r c z ó w k a i
Marianna Kubajek z Rudna. I na­
grodą za r zeźbę w y r ó ż n i o n o M a r i a ­
na Ł u b i a n k ę z B a ć a i s k , I I — Ta­
deusza Lemieszka z Budzisk oraz
Jakuba C ą k a ł ę z Sobisk. I I I nagro­
dy otrzymali Tadeusz Adamski z
Sobisk, Ryszard Sęk z Budzisk. Za
w y c i n a n k i nagrody I nie przyzna­
no, I I o t r z y m a ł y Marianna Ż u r a w ­
ska z Rudzienka i Maria Zgutka
z Kołbieli. W dziedzinie instrumen­
t ó w ludowych
nagrodę
otrzymał
Jan
Trapił z Mierżączki,
jedyny
reprezentant tej dziedziny, k t ó r y
n a d e s ł a ł 16 i n s t r u m e n t ó w .

X — w ramach D n i Inowroc­
ławia zorganizowano pokonkurso­
wą
wystawę
Kujawskiej
Sztuki
Ludowej. Nagrody o t r z y m a ł y : Te­
resa D ą b r o w s k a , Halina Faligowska, Elżbieta Pastuch, Maria
Pa­
tyk, Cecylia Turkowska (ze S ł a w ­
ska Wl.), M a ł g o r z a t a Kowalska i
Stefania Wypijewska z Pieck oraz
Teresa Radzikowska z Bydgoszczy
(za fartuszki); Halina Faligowska,
Barbara Kawalerska i Maria Patyk
ze S ł a w s k a oraz A l i n a Witek z
Kruszwicy (za czepce).

17.XI — r o z s t r z y g n i ę t o konkurs
pn. Ś w i a t mojej w y o b r a ź n i , ogłoSizony przez Muzeum Etnograficz­
ne we W r o c ł a w i u dla malarzy i
r z e ź b i a r z y ludowych
oraz amato­
r ó w z a m i e s z k a ł y c h na terenie Ś l ą s ­

ka, a więc
w
granicach
woje­
wództw: w r o c ł a w s k i e g o , j e l e n i o g ó r ­
skiego, w a ł b r z y s k i e g o , legnickiego,
opolskiego,
katowickiego,
często­
chowskiego, a t a k ż e leszczyńskiego
i zielonogórskiego'. Celem k o n k u r ­
su było danie t w ó r c o m możliwości
„swobodnego wypowiedzenia się w
bliskiej i m dziedzinie
twórczości,
nie ograniczając ich ż a d n ą tema­
t y k ą " . Chodziło r ó w n i e ż o to, aby
„sięgnęli po tematy n o z a z m y s ł o w e ,
arealistyczne". W konkursie wzięło
udział 95 osób zgłaszając 11 rzeźb
i 241 o b r a z ó w . Hasło konkursu nie
w p ł y n ę ł o na t e m a t y k ę większości
prac, ale też nie ograniczało swo­
body wypowiedzi. Nowe nazwiska
warte z a p a m i ę t a n i a , to w rzeźbie
W ł a d y s ł a w Sikora z Częstochowy,
a w malarstwie Krzysztof Szatny
z Zabrza. J u r y p r z e w o d n i c z y ł A l e k ­
sander Jackowski.
W dziale
rzeźby
nagrodę I
(5000 zł) o t r z y m a ł Jan G'ejson z
Barda Śl.; I I Józef L u r k a z B y ­
strzycy G ó r n e j oraz W. Sikora; I I I
— Tadeusz Borkowski z Wiechlic,
J a r o s ł a w F u r g a ł a z Polwicy oraz
W ł a d y s ł a w Migacz z Koźla. W y r ó ż ­
niono 5 osób.
W dziale malarstwa n a g r o d ę I
otrzymał
Eugeniusz K r a w c z u k z
G l i w i c ; I I — Janina Motyka z Za­
brza, M i c h a ł Rusewicz z Jerzmanic oraz K . Szatny; I I I — B r o n i ­
sław K r a w c z u k z Gliwic (ojciec
Eugeniusza), W ł a d y s ł a w L u c i ń s k i z
Halemby. Przyznano 6 w y r ó ż n i e ń .

13.XI—i27.XII—'W warszawskiej
Zachęcie
otwarta
była
wystawa
„ K u l t u r a Ludowa — K u l t u r a Na­
rodowa". Założenia programowe op r a c o w a ł komisarz w y s t a w y A l e k ­
sander
Błachowski.
Scenografię
przygotowali: Jan K o s i ń s k i i W i ­
told Janowski.
Zgromadzono ok. 1000 ekspo­
n a t ó w z 40 instytucji i od wielu
prywatnych
właścicieli.
Wystawa
objęła okres od k o ń c a X V I I I w.
po dzisiaj.
W pierwszej sali znalazły się
dokumenty historyczne, literackie i
in. p r z y p o m i n a j ą c e udział chłopów
w powstaniach oraz h i s t o r i ę r u c h ó w
chłopskich. W salach drugiej i trze­
ciej pokazano inspiracje ludowe w
literaturze i muzyce, a t a k ż e ory­
ginalne instrumenty ludowe. W na­
s t ę p n e j sali znalazły się nieliczne
zresztą r e k w i z y t y i kostiumy (m.
in. Wyspiańskiego, Stopki, Kiliana).
W sali p i ą t e j ukazano (posługując
się m.in.
przezroczami)
plastykę
obrzędową, a więc m.in
Lajkonika,
wieniec d o ż y n k o w y , maski zapust­
ne. Podobne zestawienia — auten­
t y k u ludowego z i n s p i r a c j ą — zna­
lazły się w d w ó c h kolejnych
sa­
lach, p o ś w i ę c o n y c h
drzeworytowi,
rzeźbie, malarstwu, tkaninie, cera­
mice. Z n a l a z ł y się tu obok siebie
prace Kulisiewicza,
Makowskiego,
Gierymskiego,
Dwurnika,
Rząsy.
Dudy-Gracza, Kulona, Hasiora, obrazy na szkle, wycinanki, dywa­
ny, k r z y ż e z kapliczek p r z y d r o ż ­
nych. Brak komentarza u t r u d n i a ł
jednak zrozumienie przyczyn, dla
k t ó r y c h znaleźli
się
obok siebie
Malczewski, Duda-Gracz, G i e r y m ­
ski, Waliszewski, Bereś i Hasior.
W aneksie — salach na parterze
pokazano dawne w n ę t r z a i stroje

61

�oraz współczesne p r z y k ł a d y inspi­
racji w sztuce u ż y t k o w e j (nie za­
wsze p r z e k o n y w u j ą c e ) .

*
17.XI — w Bydgoszczy otwar­
to I I Ogólnopolską w y s t a w ą ama­
torskiej twórczości plastycznej i fo­
tograficznej e n e r g e t y k ó w . Zgroma­
dzono blisko 500 prac, na wystawie
znalazło się 180. I n a g r o d ę przy­
znano malarzowi Jerzemu Kozioł­
kowi z Gliwic, I I — rzeźbiarzowi
Stefanowi Palce z Jaworzna.

*
21—24.XI — na Targach Haftu
Ludowego Muzeum Ś l ą s k a
Opol­
skiego oferowano stroje i n i e k t ó r e
elementy ubioru górali szczawnic­
kich, sądeckich, limanowskich, spis­
kich, koronki z Ż y w c a , koszule i
bluzki z Opoczna.

*
X I — w Hrubieszowie zorga­
nizowano I I I w o j . przegląd plasty­
k i amatorskiej pn. Człowiek i jego
praca. Wystawie t o w a r z y s z y ł o se­
m i n a r i u m dla p l a s t y k ó w a m a t o r ó w
na temat: „ F o r m a i t r e ś ć jako ele­
menty warsztatu malarskiego ama­
t o r ó w " (!!!).

*
X I — w Sieradzu otwarto po­
k o n k u r s o w ą w y s t a w ę „Człowiek i
krajobrazy". Przyznano' nagrody za
malarstwo i g r a f i k ę : M a r k o w i K u ­
bickiemu ze Z d u ń s k i e j W o l i , I I —
Janinie Walczakowskiej z Wieluni
i K . Banat ze Z d u ń s k i e j W o l i , I I I
—-Aleksemu Nowakowi i B r o n i s ł a ­
w o w i Tomaszewskiemu. W dziedzi­
nie g r a f i k i przyznano 3 r ó w n o r z ę d ­
ne I I nagrody za l i n o r y t y , otrzy­
m a l i je: K . Banat, S. Pokornowski
i P. Staszewski ze Z d u ń s k i e j W o l i .
*
X I — r o z s t r z y g n i ę t y został I I I
konkurs plastyki nieprofesjonalnej
„ B a r w y przyjaźni", zorganizowany
przez K l u b TPPR w Zabrzu. Za
najciekawsze uznano prace E r w i n a
S ó w k i ( I nagr.), B r o n i s ł a w a K r a w ­
czuka i Czesława Boguckiego ( I I
nagr.), M i r o s ł a w a Kujawskiego ( I I I
nagr.). W dziale r z e ź b y I nagr. ot r z y m a ł Benedykt Mart, I I — H e n ­
r y k Foks.

X I — w Radomiu zorganizowa­
no I V w y s t a w ę
Klubu
Plastyka
A m a t o r a . Prace wystawiali
m.in.
Urszula Baranowska-Tkaczyk, W o j ­
ciech G ł o w i a k , Maria K ą d z i e l o w a .

tej kategorii: w grupie szopek du­
żych I nagr. o t r z y m a l i : S t a n i s ł a w
P a c z y ń s k i , Eugeniusz W o ł k o w i c z ; I I
nagr. — Zygmunt Grabarski, W i ­
told Głuch, B r o n i s ł a w Piącik, Ta­
deusz
Gillert;
I I I — Kazimierz
Gadek; przyznano t a k ż e 3 nagr.
I V . W grupie szopek ś r e d n i c h I
nagr. uzyskali: A n t o n i Wołek, N .
M a r k o w s k i , Maciej Moseew; I I —•
W ł o d z i m i e r z Ł e s y k , Witold Głuch,
Janusz Rozpędzik; przyznano pięć
I I I a cztery I V nagrody. W grupie
szopek m a ł y c h I n a g r o d ę zdobył
A n t o n i Wołek, I I — Jan M a l i k ,
Andrzej N o w i c k i i Grzegorz Piech,
przyznano 3 nagrody I I I i 7 czwar­
tych. Specjalny puchar ufundowa­
no dla Z d z i s ł a w a Dudzika.

9 . X I I — w Muzeum O k r ę g o ­
w y m w L u b l i n i e otwarto w y s t a w ę
„ Ł u k o w s k i ośrodek r z e ź b y
ludo­
wej". Z n a l a z ł y się na niej prace
Adama
Adamskiego,
nieżyjącego
już Tadeusza C ą k a ł y , B o l e s ł a w a i
Wacława
Suski, Ryszarda
Sęka,
B r o n i s ł a w a Chojęty, Tadeusza Lemieszka, Zenona i Tadeusza A d a m ­
skich, Adama W y d r y
i
Mariana
Łubianki.
Polska sztuka ludowa za granicą
V I I — wystawa „Mikołaj K o ­
pernik w polskiej sztuce ludowej"
eksponowana była w Budapeszcie
a n a s t ę p n i e w Warnie na kongre­
sie e s p e r a n t y s t ó w , wydano katalog
w języku esperanto.

*
7 . X I I — po raz 36 zorganizo­
wano w K r a k o w i e konkurs szopek
połączony z pokazem pod pomni­
k i e m Mickiewicza. Szopki oceniano
w
dwóch
kategoriach w i e k u —
młodzieży do lat 14 i dorosłych. W

62

I

Sztuka ludowa innych narodów
V I — w połowie lipca w ta­
t r z a ń s k i e j wsi Wychodna odbył się
X X V Festiwal F o l k l o r u . Uczestni­
czyły 42 zespoły z całej Słowacji,
a t a k ż e grupy folklorystyczne z
ZSRR, B u ł g a r i i , Francji, Hiszpanii.

5.IX — w O ś r o d k u
Kultury
Czechosłowacji pokazano w y s t a w ę
sztuki ludowej, a na niej r ę c z n i e
m a l o w a n ą c e r a m i k ę pol. Czech i
Moraw, drewniane zabawki, l a l k i ,
stroje
ludowe z k i l k u
regionów.
O d b y ł się r ó w n i e ż koncert kapeli
„ D y n d a k " z Telcza.

*
21 . I X — w Muzeum Historycz­
n y m w K r a k o w i e otwarto w y s t a w ę
m e k s y k a ń s k i e j sztuki ludowej i r ę ­
kodzieła.
I X — w hotelu Forum w W a r ­
szawie czynna b y ł a wystawa kore­
a ń s k i e g o haftu artystycznego, zor­
ganizowana z okazji
30 rocznicy
powstania K o r e a ń s k i e j
Republiki
L u dow o - D e m ok r a tус z n e j .
*

Dni

29.Х — w Polsce obchodzono
Kultury Słowackiej.

*

•+

V I I / V I I I — w Instytucie Pol­
skim w Sztokholmie m i a ł a miejsce
wystawa polskiej sztuki nieprofe­
sjonalnej,
zorganizowana
przez
Centralny O ś r o d e k Metodyki Upo­
wszechniania K u l t u r y . Komisarzem
wystawy b y ł a Zofia Bisiakowa.

2 7 . X I — 2 . X I I — w Tarnowie ob­
chodzono D n i K u l t u r y W ę g i e r s k i e j .

1 L V I I I — podczas M i ę d z y n a r o ­
dowego Festiwalu F o l k l o r u w Confolens we Francji eksponowana by­
ła wystawa z Muiz. Etnograficznego
w Toruniu pn. Dziecko w polskiej
sztuce ludowej. Wydano
katalog
w j ę z y k u francuskim.

*
18—30.IX — w O ś r o d k u I n f o r ­
macji i K u l t u r y Polskiej w Buda­
peszcie czynna była wystawa pn.
Polska sztuka ludowa w fotogra­
fiach J. Swiderskiego.
Zorganizo­
wano spotkanie z autorem, k t ó r y
ofiarował O ś r o d k o w i 25 fotogra­
mów.

*
X I — Muzeum O k r ę g o w e
w
Siedlcach z o r g a n i z o w a ł o
wystawę
„Tradycyjna
k u l t u r a ludowa
za­
chodniego Podlasia".

p o w a ł y zespoły polonijne, zorgani­
zowano w y s t a w ę polskiej sztuki l u ­
dowej.

18—21.IX —- w M e l n i k u (Cze­
chosłowacja) obchodzono D n i K u ' t u r y Polskiej. Wystąpił zespół p i e ś ­
ni i t a ń c a „ B a z u n y " z Leszna, po­
kazano w y s t a w ę
sztuki
ludowej
Kaszub i Kocicwia.

X I — w Sztokholmie z okazji
60-lecia niepodległości Polski ośro­
dek polonijny „ O g n i w o " zorganizo­
w a ł D n i K u l t u r y Polskiej. W y s t ę ­

X I I — w Muzeum Etnograficz­
n y m w Warszawie
eksponowano
w y j ą t k o w o p i ę k n ą i doskonale po­
k a z a n ą g r e c k ą s z t u k ę l u d o w ą . Na
wystawie z n a l a z ł y się stroje, haft
i w y r o b y ze srebra (biżuteria i
przedmioty k u l t u ) .

X I I — w Muzeum Etnograficz­
n y m w Toruniu pokazano wysta­
w ę ze zbiorów Muzeum Sztuki L u ­
dowej w D r e ź n i e pn. Sztuka l u ­
dowa Rudaw, na k t ó r e j pokazano
m . i n . p i ę k n e koronki klockowe i
zabawki drewniane oraz cynowe.
Inne
Opolskie Stowarzyszenie T w ó r ­
ców
Ludowych
obchodziło 5 lat
swego istnienia. W ciągu tego cza­
su o d b y w a ł y się spotkania z t w ó r ­
cami z całego k r a j u , p o w s t a ł klub
kroszonkarzy, zespół Wessla Ś l ą s ­
kiego i wiele innych.

26—29.VIII — w Sieradzu od­
było się I I F o r u m Folklorystyczne
na temat dokumentacji f o l k l o r u i
sztuki ludowej, k o n k u r s ó w i festi­
w a l i folklorystycznych oraz przygo­
towania
kadry
specjalistów
do
spraw f o l k l o r u .

�do spraw m u z e ó w i s k a n s e n ó w w
Polsce pod przewodnictwem dr Fr.
M i d u r y . Udział wzięło k i l k u n a s t u
dyrektorów skansenów, etnografów
i h i s t o r y k ó w sztuki.

25.IX—15.X — w Szczecinie, na
zamku Książąt Pomorskich otwar­
to I Biennale Plastyki Amatorskiej
Krajów
Nadbałtyckich.
Pokazano
ok. 1000 prac a u t o r ó w z Ł o t w y ,
L i t w y , Estonii, NRD, Szwecji i Pol­
ski.

14—16.XI — w B i a ł o w i e ż y od­
było się I V Ogólnopolskie semina­
r i u m z cyklu „ K u l t u r a w gminie"
na temat w s p ó ł c z e s n e j twórczości
artystycznej wsi. Referat3 wygłosi­

7,8.XI — w Muzeum Wsi L u ­
belskiej o b r a d o w a ł zespół badawczy

S

U

M

M

A

R

r

I

E S

•

l i doe. dr B r o n i s ł a w G o ł ę b i o w s k i ,
prof. Józef Burszta i dr Roch Su­
lima.

*
W m i e s i ą c a c h letnich w całej
Polsce organizowano plenery dla
twórców
ludowych i
amatorów.
Prace plenerowe prezentowano na­
s t ę p n i e na wystawach, część z nich
p r z e k a z u j ą c na d e k o r a c j ę i n s t y t u cji-gospodarzy.

Р

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY O F A R T I C L E S
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — F O L K A R T I N PO­
L I S H CONTEMPORARY ARTISTIC CULTURE

Irena
LING

Domańska-Kubłak

— GOING

CAROL­

The author draws attention to the fact that people
have looked for different things i n folk art at different
times and that its position i n the general model of c u l ­
t u r e has changed as w e l l . The romantics saw different
values i n i t , still others were noted by the ideologists
of the national style. For them the style, the ornamen­
tation was i m p o r t a n t . B u t as early as 1901 young ar­
tists oaf the applied art school saw i n folk art a logic
i n construction, composition, ornament, a respect for
materials, tools and technique. The experience of the
folk artists became for them a school of functional
t h i n k i n g . Ten years later Skoczylas and the formists
discovered the logic and expression of the sculpture,
the wood out, the painting. Folk art became i n Poland
what African sculpture and masks were to the european avant garde. I t accompanied the breakthrough
away from academic convention towards new artistic
discoveries.
Folk art becomes — up to the fifties — one of the
most important sources of inspiration for our artistic
culture. Simultaneously the experiences of cooperation
between the artist animator and the w o r k i n g class or
r u r a l creator brings interesting results.
After the fifties the place of folk art clearly chan­
ges i n our culture. I t ceases to inspire contemporary
artists and instead becomes a very important part of
mass culture. The artistic rank of folk sculpture or
paintings on glass is lowered but they become u n i v e r ­
sally k n o w n , popularised by many exhibitions, compe­
titions, festivals, television programmes and i n the i l l u ­
strated press as w e l l as i n books and albums.
Folk motifs now come up i n songs, i n rock music,
i n advertising posters and graphics i n general as w e l l
as i n large scale spectator events and especially i n the
tourist industry, i n gastronomies and i n the souvenir
business.
Folk art no longer accompanies the avant garde.
Contemporary artists have today gone their separate
way. The situation has changed a 180 degrees. Against
the background of modern day fashion and changes in
art folk art has become a bastion of t r a d i t i o n and an
invocation of the past. I t is no longer a place where
one seeks new truths but rather easily recognizable
native patterns. I t is to the external aspect that one
turns first and foremost, to the style, the folk motifs.
References to folk traditions today are rather more
conscious than i n the past when they were sponta­
neous. But i n the past artits were surrounded by a
l i v i n g folk art and now they refer to w o r k k n o w n
from exhibitions, books, museums. I n the past they
were struck by the authenticity of r u r a l art, today
they see around them patiche and adaptations.
I n the last part of the article the author discusses
contemporary artistic handicrafts i n Poland. He points
also to the experience of Finnish and Japaneses art
and of the Soviet Baltic Republics which shows that
native values cam be l i n k e d i n the crafts to modernity.
A n d native qualities do not morely derive from folk
art but come f r o m the artists experiences i n the h i ­
story of a country.

R u r a l Christmas customs were closely tied to ve­
getative and agrarian symbolism as w e l l as to the sym­
bolism associated w i t h A l l Soul's Day. This at first
glance strange j u x t a p o s i t i o n does have a certain logic
behing i t . The souls of ouir forefathers have come back
to earth to become the protectors of the crops and the
bringers of good harvests. The custom of going carol­
ling from house to house w i t h an old man, a goat,
stork, a giant or other figures also has a sense con­
nected w i t h the vegetation and A l l Soul's Day. The
rounds were made between 2 4 . X I I . and 6.1 (chrismas
eve and the feast of the three kings) wishing the head
of the house and the inhabitants a l l of the best.
T h e goat, the bear, the stork, auroch or the cock
were a l l linked i n popular belief w i t h f e r t i l i t y . These
same figures also come up i n Easter customs that is
at a period w h e n everything is coming to life, spring.
The author has analised many folklore documents
and draws attention to the role straw plays, both i n
the dress of the carollers as w e l l as i n the Christmas
customs. Straw as w e l l as the other requisites and ac­
tions performed by the carollers are a l l closely connec­
ted w i t h steps to ensure f e r t i l i t y .
On one of t h e days i n the period between the 26
X I I and 2.H t h e „ H e r o d s " are enacted, a folk version
of the medieval mysteries. I n these there is also an
element of this agrarian symbolism. A j e w wishes a
good harvest and f e r t i l i t y . I t was also typical for this
symboilisim to have devils p l a y i n g pranks etc. Here also
we come across death and a conning to life, i n sum
analogical figures and requisites to those of the carol­
lers. The j e w plays a role similar to t h a t of t h e old
man. Both wear a sheepskin coat t u r n e d inside out
(like straw). The death of herod and t h e b i r t h of Christ
have the same sense as the death and the coming to
life of the goat i n t h e carolling custom. The author
albo sees t h e appearance of the same elements of vegetatational magic both among the herods as the ca­
rollers.

J a n K u r e k — T H E TREE O F L I F E - T H E A L T A R
OF T H E A S S U M P T I O N OF T H E F A M I L Y - B Y S T A ­
NISŁAW MAJEWSKI.
The author discusses S. Majewski's altar w h i c h was
done in 1978. H e analyses the scenes on the altar i n
the context of t h e artist's belifes. T h e altar is a sum­
ming up and at the same t i m e a development of the
sculpture's viwes w h i c h the author has already w r i t t e n
about i n Folk A r t (4—1977). K u r e k ' s analyisies of the
ideological 'content of the altar is based on conversa­
tions w i t h the sculptur. H e distinguishes t w o sets of
scenes out of the 24 i n the altar: one represents the
„open w o r l d " and the second the „closed w o r l d " w h i c h
aims at getting t h e viewer to reflect on the nature of
this w o r l d . Majewski's interpretation of various biblical
themes is peculiar to h i m and is a far cry f r o m theo­
logical rectitude.

63

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5936" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5916">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1cf365e1429e9b78511aa28d4b9effa2.pdf</src>
        <authentication>eb45835188487522c4b7500a53fd9b02</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70779">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3492</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70780">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70781">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3273</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70782">
                <text>Drzewo życia - Ołtarz Wniebowzięcia Rodziny - wykonany przez Stanisława Majewskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70783">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.1, s.33-49</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70784">
                <text>Kurek, Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70785">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70786">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70787">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70788">
                <text>Jan Kurek

DRZEWO ŻYCIA - OŁTARZ WNIEBOWZIĘCIA RODZINY
- WYKONANY PRZEZ STANISŁAWA MAJEWSKIEGO

Pierwsza p r ó b a scharakteryzowania t w ó r c z o ś c i ar­
tysty z o s t a ł a dokonana w szkicu jpt. „Wizja ś w i a t a w
twórczości S t a n i s ł a w a Majewskiego", zamieszczonym w
„Polskiej Sztuce L u d o w e j " w r o k u 1977 n r 4. W czasie
pisania tego
a r t y k u ł u o ł t a r z Wniebowzięcia Rodziny
jeszcze nie i s t n i a ł . Obecnie m o ż n a o g l ą d a ć dzięki niemu
najobszerniejszą ze znanych d o t ą d w Polsce, o b r a z o w ą
w y p o w i e d ź jednego człowieka na temat w i z j i wszech­
ś w i a t a oraz w i e r z e ń w y w o d z ą c y c h się w dużej mierze
z tradycyjnej k u l t u r y ludowej. Praca ta stanowi r ó w ­
nież z w i e ń c z e n i e dotychczasowej 'twórczości artysty. M a ­
jewski p r z e d s t a w i ł tutaj iswoje w c z e ś n i e j s z e p r z e m y ś l e ­
nia, k t ó r e w n i e p e ł n e j jeszcze postaci sygnalizował już
w poprzednich pracach. Dlatego zanim p r z y s t ą p i m y do
opisu samego ołtarza, nieco miejsca p o ś w i ę c i m y k r ó t ­
kiemu przypomnieniu jego w c z e ś n i e j s z y c h prac, k t ó r e
naszym zdaniem p o w s t a ł y w dość ścisłym z w i ą z k u z
k r y s t a l i z u j ą c ą się k o n c e p c j ą ołtarza.
A r t y s t a w większości swych kompozycji, n i e z a l e ż n i e
od ich tematu (historycznego, obyczajowego, r e l i g i j n e ­
go), Stosuje język sakralny, oparty na archaicznych opo­
zycjach b i n a r n y c h t y p u : lewa — prawa strona, dół —
góra, b i a ł e — czarne, ś m i e r ć — życie, jedynka — para
ltd., oraz na archetypach: drzewa życia, istot n i e b i a ń ­
skich, B o g a - C z ł o w i e k a i h e r o s ó w ziemskich *.
Żeby to jednak zobaczyć, trzeba obejrzeć dużą ilość
prac Majewskiego, w p a t r z e ć się w nie oraz w s ł u c h a ć
w i n t e r p r e t a c j ę p o d a w a n ą przez A u t o r a . Opisanie i w y ­
t ł u m a c z e n i e k a ż d e j pracy jest dla Majewskiego bardzo
w a ż n e , p o n i e w a ż dzięki s ł o w u m o ż e w y j a ś n i ć sens swo­
ich prac, dopowiedzieć je, odwołując się do t r a d y c j i i
historii.
Sama jednak werbalna w y p o w i e d ź nie jest
m o c n ą s t r o n ą Majewskiego — w p r z e c i w i e ń s t w i e do
twórczości plastycznej, k t ó r a dociera do w i e l u l u d z i bez
słownej interpretacji. Dopiero dzięki rzeźbie, w y r a ż a
w u p o r z ą d k o w a n e j formie to, czego nie u m i a ł b y wypo­
wiedzieć w i n n y sposób.
Majewski, k t ó r y na co dzień m ó w i szybko, chaotycz­
nie i nerwowo, zanim zabierze się do nowej kompozy­
cji, długo nad n i ą r o z m y ś l a , k r e ś l i plany, szkicuje i choć
w t y m czasie robi inne, drobniejsze prace, niejako pod­
ś w i a d o m i e żyje c a ł y czas w i ę k s z ą k o m p o z y c j ą . Plan j e ­
go dzieła musi b y ć bardzo logiczny i przejrzysty. To
w ł a ś n i e zarzut b r a k u konsekwentnego n a s t ę p s t w a zda­
r z e ń w ołtarzu Wita Stwosza s t a ł się powodem, ż e p i e r ­
wotne, ogromne uznanie dla mistrza z K r a k o w a prze­
rodziło się u Majewisklego w pewnego rodzaju niena­
wiść i p o g a r d ę , gdy d o k ł a d n i e p r z e s t u d i o w a ł jego ^ka­
lendarz" w albumie p o ś w i ę c o n y m wielkiemu o ł t a r z o w i
z kościoła Mariackiego w K r a k o w i e .
„ P r a w d z i w a " czyli dobrze zaplanowana, klarowna
rzeźba jest bowiem dla Majewskiego mocą, k t ó r ą chce
przekształcić swoje i innych życie, n a d a j ą c mu sens.
Dzięki niej artysta m o ż e „ p o r z ą d k o w a ć ś w i a t " i „gło­
sić p r a w d ę , k t ó r e j ludzie się zawsze boją...". Za pomo­
cą twórczości plastycznej Majewski przekracza też nie­
jako granice swych możliwości ż y c i o w y c h , bo b ę d ą c
schorowanym r e n c i s t ą , rzeźbi w m a l e ń k i e j k o m ó r c e p i ę ­
ciometrowy ołtarz, a potem s k ł a d a go i stawia w obo­
2

rze w pobliżu k r ó w i byków,
przez wiele lat jako o b o r o w y .

którymi

zajmował

się

3

Trudności metodologiczne w interpretacji prac
Stanisława Majewskiego
Kiedy Majewski interpretuje swoje prace, ma się
w r a ż e n i e , że nie tyle w y p o w i a d a s i ę , co z dużą siłą w y ­
rzuca z siebie informacje, nie zważając na p r z e r y w n i k i ,
k r o p k i i przecinki. Ponadto w y p o w i e d ź , k t ó r a go bar­
dzo p o c h ł a n i a , może nagle p r z e r w a ć w p ó ł słowa, aby
z p r z e j ę c i e m mówić o czymś zupełnie i n n y m . Przy t y m
nie zmienia barwy głosu i gestykulacji. Zaskakuje s ł u ­
chacza, gdy np. niespodziewanie przerywa f r a p u j ą c ą go
i n t e r p r e t a c j ę U k r z y ż o w a n i a , aby stwierdzić, że chciałby
kiedyś w y r z e ź b i ć nagą k o b i e t ę w lustrze (która w y g l ą ­
dać będzie t a k a tak), a potem r ó w n i e nagle przechodzi
do dywagacji na temat p o c z ą t k u ś w i a t a , kończąc ją nie­
oczekiwanie stwierdzeniem, że „Polak wszystko potrafi".
W ten s p o s ó b powstaje — jak ś w i e t n i e z a u w a ż y ł
L u d w i g Zimimerer — „ s a ł a t k a i d e o l o g i c z n o - ś w i a t o p o g l ą dowa", k t ó r ą n a m serwuje Majewski w pojedynczych
wypowiedziach, gdzie wszystko jest r ó w n i e w a ż n e i jed­
nakowo fascynujące.
Dopiero po w i e l o k r o t n y c h , długich spotkaniach z
Majewskim m o ż n a spostrzec, że jego poszczególne w y ­
powiedzi z jednej strony wzajemnie się r e d u k u j ą , a z
drugiej u z u p e ł n i a j ą .
A r t y s t a p o w i e d z i a ł np. obcemu
dziennikarzowi, że nigdy nie widział na oczy ołtarza
Wita Stwosza, a imiesiąc potem z a p r o w a d z i ł do obory
znajomych z pobliskiego miasteczka, aby p o k a z a ć i m
ołtarz, k t ó r y dwa m i e s i ą c e temu zrobił ,yna wzór Wita
Stwosza". Jednak nie t y l k o poczucie obcości w z g l ę d e m
drugich rodzi w a r t y ś c i e podobnie sprzeczne w y p o w i e ­
dzi. Niekiedy osobie bardzo bliskiej potrafi w k r ó t k i m
czasie p o d a ć dwie dość o d b i e g a j ą c e od siebie interpre­
tacje tej samej rzeźby.
Trudno jest t e ż ustalić, na i l e Majewski zna Biblię.
Twierdzi on, że jej nie czyta (choć posiada E w a n g e l i ę
św. Mateusza i zapoznał się z przepowiedniami k r ó l o w e j
Saby), a swoją wiedzę opiera na t y m , co słyszał od l u ­
dzi oraz widział na obrazach. Czasami jednak p a m i ę ć
go zawodzi lulb nie jest pewny n i e k t ó r y c h imion np.
a p o s t o ł ó w i w ó w c z a s p y t a się o nie żony, p o n i e w a ż
u w a ż a , że ona powinna je znać skoro chodzi regularnie
do kościoła. Charakterystyczne jest jednak, że spraw,
co do k t ó r y c h zasięga rad i n n y c h , nie u w a ż a za n a j ­
ważniejsze. Jest przekonany, że nie jest istotne czy Abel
zabił Kaina, czy K a i n Abla, w a ż n e jest bowiem to, że
została p o p e ł n i o n a pierwsza na świecie zbrodnia...
P o n i e w a ż Majewski ma bardzo p o j e m n ą p a m i ę ć i
szybko przyswaja sobie informacje p o c h o d z ą c e z róż­
nych źródeł, trudno jest ustalić genezę jego wiedzy re­
ligijnej i ś w i a t o p o g l ą d o w e j .
I n t e r p r e t u j ą c za Majewskim jego prace, trzeba być
bardzo o s t r o ż n y m i od razu z a z n a c z a ć , że niekiedy po­
daje s i ę j e d n ą z d w ó c h l u b trzech interpretacji. Wybie­
ra się t ę w e r s j ę , k t ó r a wydaje się p i s z ą c e m u najbar­
dziej słuszna, w y n i k a bowiem z w s t ę p n e j r e d u k c j i w y -

�powiedzi artysty oraz mieści się n a j p e ł n i e j w o g ó l n y m
schemacie jego w y o b r a ż e ń i kompozycji.
Wieloobrazowa w y p o w i e d ź , charakterystyczna
dla
ołtarzy szafkowych ś r e d n i o w i e c z a i renesansu, jest dla
współczesnego odbiorcy zaskoczeniem, p o n i e w a ż symbo­
l i k a minionych epok uległa w d u ż e j mierze rozmyciu
i jest nieczytelna. Majewskiemu forma przedstawienio­
wa o ł t a r z a ^ p e n t a p t y k u (jako gatunku) najbardziej od­
p o w i a d a ł a , z a s p o k a j a j ą c p o t r z e b ę epickiego wypowie­
dzenia się. Tak jak niegdyś rzeźbiarz ludowy robił i
wieszał pod p o w a ł ą drewniany „świat", na k t ó r y m w y ­
o b r a ż o n e były dwie strefy kosmosu — ziemia i niebo,
tak Majewski szafę o ł t a r z o w ą nazywa „ ś w i a t e m " . W
niej z n a j d u j ą się niebo i ziemia. Z a m k n i ę t e d r z w i o ł t a ­
rza to „ ś w i a t z a k r y t y " w y r z e ź b i o n y na z e w n ę t r z n e j stro­
nie s k r z y d e ł szafy; po stronie w e w n ę t r z n e j , widocznej
t y l k o po otwarciu o ł t a r z a , jest „ ś w i a t odkryty", k t ó r y
można „ z r o z u m i e ć " dopiero po zapoznaniu się z poprze­
dzającymi go scenami ś w i a t a zakrytego (wbrew ich n u ­
merom i logice n a s t ę p s t w a scen).
4

T r e ś ć informacji zawartych w scenach ołtairza b ę ­
dziemy z e s t a w i a ć z tekstami m o d l i t w y , p i e ś n i , w ą t k ó w
biblijnych, a p o k r y f ó w i przepowiedni, na k t ó r e często —
c h o ć nie zawsze — p o w o ł u j e się artysta. Należy bowiem
założyć, że ogólnie znane, a nie wypowiadane przez ar­
t y s t ę słowa, m o g ł y go — p o d ś w i a d o m i e — i n s p i r o w a ć .

Kompozycje rzeźbiarskie poprzedzające prace
nad ołtarzem

k o n t e k ś c i e r e l i g i j n y m , k t ó r y cechuje kierunek w e r t y k a l ­
ny. P o p r z e d z a ł a ją kompozycja Ostatniej Wieczerzy, w
k t ó r e j Majewski z a a k c e n t o w a ł g ł ó w n i e czynnik społecz­
ny i polityczny, w s k a z u j ą c powstanie d w ó c h kościołów.
Pierwszym z nich był kościół Chrystusa — kościół chle­
ba, t w o r z ą c y pierwotny komunizm; drugim „kościół Ju­
dasza", oparty na p i e n i ą d z u (bliski p a ń s t w u W a t y k a ń ­
skiemu) .
8

Niejako syntezą d w ó c h wyżej wymienionych k o m ­
pozycji Wieczerzy P a ń s k i e j stała się potem Ostatnia
Wieczerza z o ł t a r z a Wniebowzięcia
Rodziny, gdzie w
r ó w n e j mierze został zaakcentowany jej w y m i a r trans­
cendentalny (kierunek wertykalny) oraz s p o ł e c z n o - p o l i ­
tyczny (kierunek horyzontalny). Ta Ostatnia Wieczerza
została umieszczona na antepedium ołtarza czyli najni­
żej ze wszystkich o b r a z o - r z e ź b w o ł t a r z u i t y m samym
s t a ł a się z a r ó w n o w sensie d o s ł o w n y m j a k i p r z e n o ś n y m
p o d s t a w ą oraz kluczem do zrozumienia całego ołtarza,
k t ó r y n a l e ż y oglądać, j a k wszystkie prace Majewskiego,
od dołu do góry.

Opis ołtarza
„ K o m o d a ołtarza". Na antepedium ołtarza w y r z e ź ­
biona jest Ostatnia Wieczerza. Postacie Chrystusa i apo­
stołów są umieszczone w dolnej części p ł a s k o r z e ź b y tak,
że niemal p o ł o w ę powierzchni zajmuje ciemne t ł o , na
k t ó r y m Majewski n a m a l o w a ł jasnoszare obłoki. Ozna­
czają one tak, jak w innych pracach artysty, ruch po­
wietrza. Jest to tchnienie w i a t r u , k t ó r y nie wiadomo
s k ą d i d o k ą d wieje i ożywia w s z y s t k o . Powiew w i a t r u
w y s t ę p u j e r ó w n i e ż w pozostałych scenach w y r z e ź b i o ­
nych na ołtarzu, z t y m t y l k o , że w scenie Wniebowziscia Rodziny widoczny jest nie nad postaciami, lecz pod
n i m i , j a k b y u m o ż l i w i a j ą c i m wznoszenie się.
Dla Majewskiego tchnienie w i a t r u w Ostatniej Wie­
czerzy jest tak istotne, że artysta zmuszony był p o ś w i ę ­
cić m u dużą ilość miejsca. Choć jest noc, jasne obłoki
poruszane w i a t r e m p r z e s u w a j ą się nad osobami j e d z ą ­
cymi wieczerzę, tak że w y r a ź n i e w i d z i m y zebranych
przy stole. K i l k u z nich stoi, i n n i siedzą. Ich formalne
przedstawienie niewiele nam jednak powie, jeśli nie
b ę d z i e m y znać ich symbolicznych imion, k t ó r e m ó w i ą
o wiele w i ę c e j , niż m o g ł y b y p o w i e d z i e ć ich nazwiska
znane z k a r t Ewangelii.
e

Majewski przed o s t a t n i ą operacją w szpitalu, a po­
tem wyjazdem do K r a k o w a (podczas k t ó r e g o oglądał
ołtarz Wita Stwosza) rzeźbił s p o r t o w c ó w , piwoszy, „ k o p e r n i k ó w " , a obok tego sceny w kościele, M a t k ę Boską
i i n . . Szczególnie jednak p a s j o n o w a ł o go w y k o n y w a n i e
drzew z ptakami. W kompozycjach tych ptaki siedziały
p r z e w a ż n i e na rozłożystych gałęziach jednego drzewa,
dochodzącego niekiedy do p ó ł t o r a m e t r o w e j wysokości
lub na d w ó c h niższych drzewkach, stojących obok sie­
bie. W y j ą t k o w o ś ć tych prac p o d k r e ś l a ł Majewski, m ó ­
w i ą c o specjalnie t w a r d y m gatunku drzewa, z jakiego
je tworzy. Z czasem jego drugim ulubionym tematem
stali się ucztujący ludzie (po raz pierwszy przedstawie­
ni w Ostatniej
Wieczerzy).
Po powrocie z K r a k o w a rzeźbił coraz więcej obrazo-rzeźb w miejsce pojedynczych r z e ź b i kompozycji
przestrzennych i m a l o w a ł je coraz cieplejszymi kolora­
m i . Są to przede wszystkim prace o tematyce religijnej,
gdzie bardzo w a ż n e staje się dla artysty niebo jako tło.
W y k o n u j ą c te o b r a z o - r z e ź b y Majewski dużo r o z m y ś l a ł
nad " ś w i a t e m utajonym" — k t ó r y w jego interpretacji
jest r ó w n o z n a c z n y z s a m o z n i e w ó l e n i e m człowieka we
w s p ó ł c z e s n y m ś w i e c i e . Ponadto c h c i a ł u k a z a ć sceny
determinujące
życie c z ł o w i e k a na ziemi oraz w a l k ę
człowieka z „ d i a b e l s k i m ś w i a t e m " .
Dochodzi wówczas do wniosku, że istnieje n a t u r a l ­
ne d ą ż e n i e ludzi i z w i e r z ą t do nieba, co chce przedsta­
wić plastycznie. R ó w n o c z e ś n i e k r z y ż e coraz częściej za­
s t ę p u j ą jego ulubione drzewa, a furgoczące na tle nieba
m a ł e skrzydlate a n i o ł k i p o w o l i w y p i e r a j ą p t a k i siedzą­
ce p o c z ą t k o w o na drzewach, potem na k r z y ż a c h . Nagle,
w pewnym momencie, Majewski zaczyna łączyć ulubio­
ne przez siebie tematy nieba i uczty. Powstaje w ó w c z a s
koncepcja drzewa-łkrzyża, k t ó r e jest d r o g ą do nieba,
d o s t ę p n ą dla ludzi tylko poprzez U c z t ę P a ń s k ą w y r z e ź ­
bioną w postaci Ostatniej Wieczerzy na belce poziomej
k r z y ż a . Jest to trzecia oryginalna kompozycja artysty
p r ó b u j ą c a ująć wydarzenia z wieczernika w szerszym
5

8

7

34

A p o s t o ł o w i e Majewskiego n o s z ą bowiem imiona zna­
ne ze Starego i Nowego Testamentu. Wśród n i c h jest
tylko czterech a p o s t o ł ó w znanych z Ewangelii, przy
czym jeden z nich ukazany jest jako dwie r ó ż n e oso­
by — Piotr i Szymon.
Jezus jest c e n t r a l n ą , siódmą z kolei p o s t a c i ą , licząc
z a r ó w n o od jednej jak i od drugiej strony kompozycji.
P o n i e w a ż wszystkie prace Majewskiego orientowane są
w z g l ę d e m postaci w y r z e ź b i o n y c h (a. nie w z g l ę d e m ze­
w n ę t r z n e g o obserwatora) na prawo od Jezusa z a s i a d a j ą
postacie znane z Nowego Testamentu, a na lewo ze Sta­
rego Testamentu i Judasz z Iskariotu, k t ó r y zasadniczo
nie bierze udziału w uczcie. Zajmuje on miejsce na sa­
m y m lewym rogu s t o ł u i lekko unosi się — jakby wsta­
wał — w momencie, gdy Mojżesz zwraca się ku niemu,
p o k a z u j ą c na worek z p i e n i ę d z m i . W odpowiedzi Judasz
z jednej strony opiera przyjacielsko r ę k ę na ramieniu
Mojżesza, z drugiej odsuwa się od niego, p r z e c h y l a j ą c
mocno głowę w lewo, jakby o d s u w a ł się od głosiciela
podstawowych „ p r a w c z ł o w i e k a " — Dziesięciu Przyka­
zań Bożych. T y m samym odchodzi od s t o ł u w wieczer­
n i k u . Judasz jest więc niejako poza najbliższą m u g r u ­
pą starotestamentowych postaci i poza prawem, k t ó r e g o

��1

�I

�oni przestrzegają. W starotestamentowej grupie, za M o j ­
żeszem w i d a ć błogosławionego przez Boga Izaaka, który
jest p i e r w s z ą zapowiedzią bezkrwawej ofiary Chrystusa.
Obok niego po p r a w e j stronie siedzi Jakub, „który oglą­
dał Boga t w a r z ą w twarz". Obok Jakuba prorok Daniel
przyjacielsko obejmuje melancholijnie z a m y ś l o n e g o k r ó ­
la Dawida i robi to tak, j a k b y go p o c i e s z a ł . Z kolei
król Dawid, od k t ó r e g o w y w o d z i się r ó d Mojżesza, sie­
dzi pod b ł o g o s ł a w i ą c ą lewicą Syna Bożego.
Po prawej stronie Jezusa siedzi natomiast n a j b l i ż ­
szy jego uczeń, Szymon. Podpiera on obiema r ę k a m i
głowę i robi w r a ż e n i e najbardziej zamyślonego uczest­
nika Ostatniej Wieczerzy. Dzieje się tak, p o n i e w a ż sam
jego mistrz Jezus p o w i e d z i a ł mu, że zaprze się Boga
trzykrotnie, i n n y m natomiast razem m ó w i ł mu, że sta­
nie się on skałą — Piotrem, na k t ó r e j zbuduje kościół.
Nad z a m y ś l o n y m Szymonem unosi się z jednej strony
b ł o g o s ł a w i ą c a prawica Jezusa, a z drugiej Biblia t r z y ­
10

mana przez Jana E w a n g e l i s t ę . W ten sposób nad głową
Szymona obrazowo zbiegaiją się: b ł o g o s ł a w i e ń s t w o Boże
i s ł o w a Ewangelii, k t ó r e między i n n y m i w y z n a c z a j ą mu
szczególne miejsce w ś r ó d apostołów.
Jana E w a n g e l i s t ę .ujmuje pod p a c h ę k r ó l P i ł a t , bo­
wiem w e d ł u g apokryfu głoszonego przez Majewskiego
m i a ł on być r ó w n i e ż uczestnikiem Ostatniej Wieczerzy,
gdyż po śmierci Chrystusa m i a ł prawdopodobnie żyć
zgodnie z nakazami Ewangelii i dlatego artysta w y r z e ź ­
bił go, jak trzyma pod r a m i ę św. Jana, k t ó r y pokazuje
ludziom Biblię.
'Między P i ł a t e m a a p o s t o ł e m P a w ł e m siedzi cichy,
bliżej n i k o m u n i e znany G a w e ł , k t ó r y w e d ł u g popular­
nego p r z y s ł o w i a m i a ł w a d z i ć się z P a w ł e m .
W kompozycji Majewskiego P a w e ł zainteresowany
jest r o z m o w ą z Piotrem, k t ó r y t r ą c a się z n i m pucha­
rem. Charakterystyczne jest, ż e c i dwaj t w ó r c y kościoła
rzymskiego należą — obok Judasza i Mojżesza — d i

Tabl. I . „ Ś w i a t z a k r y t y " na s k r z y d ł a c h ołtarza, niewidocznych dla widza w czasie jego otwarcia (por. i l . 3 i 4).
Tabl. I I . „ Ś w i a t o d k r y t y " (por. i l . 1, 5, 6)
--—

—

^Puckfa.,
miijfi ca­ УпоШпе/
łym щес/е

Щ$кй /
pnedpopcł-

Щк$\е-

,

\

x

grzechu ^
(konsekkie*-/
,

dm

/flaw
'
iobr^durdi) rmijne
НоШШ \

/Popełnienie

Ширив

сг/vkh'ek

2ме4$\

роас$гя\

\

/

*

/
Tabl. I I

UkorowNiebo

^Zfrżenie

Щ«/
\
ч

•

- rodzi KM, /
ustom sit

tmifotó

Ргода \ / śmierć.
JtfniebokistypienicЩШЙ \
%емза/
wdany
Win&amp;fdo Wydanie

СкШ
Chftfstiłsa
Ziemie*

36

угслмт
/ шпек*)

ш
icierpieme

�I I . 1. S t a n i s ł a w Majewski, Ołtarz

wniebowzięcia
rodziny, P M E w Warszawie. I I . 2. Ostatnia
ba, polichrom., na antepedium o ł t a r z a

czterech postaci, k t ó r e są najbardziej zaabsorbowane
sobą i z n a j d u j ą się najdalej od błogosławiącego Jezusa.
Znamienne jest przy t y m , że rozdwojony Piotr jako
Szymon jest najbliżej Chrystusa, a poprzez p e ł n i e n i e
kierowniczej f u n k c j i w kościele odsuwa się na najbar­
dziej odległą od Jezusa pozycję.
Piotr, P a w e ł , P i ł a t i Jan stoją, t r z y m a j ą c puchary
w r ę k a c h , Jezus Chrystus b ł o g o s ł a w i , a pozostali uczest­
nicy wieczerzy siedzą za stołem. Nad zgromadzonymi w
wieczerniku, a ściślej nad Chrystusem, unosi się b ł o g o ­
s ł a w i ą c y Bóg Ojciec. Znajduje się on poniżej niebies­
kiego nieba na szerokim tle nocy, bo podczas wieczerzy
z s t ę p u j e z b ł ę k i t n e g o nieba, aby otoczyć c h w a ł ą niebies­
k ą u c z e s t n i c z ą c y c h w Uczcie P a ń s k i e j co jest j a k b y
s p e ł n i e n i e m słów m o d l i t w y : „Ojcze nasz, k t ó r y jesteś w
niebie, przyjdź k r ó l e s t w o Twoje, b ą d ź wola Twoja jako
w niebie tak i na ziemi..." Jest to więc niejako escha­
tologiczna wizja nieba realizowanego już na ziemi pod­
czas sprawowania
ofiary
eucharystycznej, k t ó r ą we
wcześniejszych kompozycjach Ostatniej Wieczerzy M a ­
jewski sygnalizował, otaczając
apostołów
niebieskim
t ł e m U c z e s t n i k i e m c h w a ł y Bożej w wieczerniku M a ­
jewskiego jest
cały lud w y b r a n y przez Boga. Jego
przedstawicielami są postacie ze Starego i Nowego Te­
stamentu, dla k t ó r y c h osoba Chrystusa jest jakby z w o r ­
nikiem starego i nowego ś w i a t a . Do przemienienia chle­
ba i wina w ciało i k r e w Jezusa p r z y g o t o w a ł y bowiem
ludzi kolejne wydarzenia zapisane w B i b l i i . Dlatego na
n i ą przede wszystkim pokazuje podczas Ostatniej Wie­
czerzy św. Jan, aby — jak m ó w i Majewski — „ o g l ą d a ­
j ą c y ołtarz ludzie czytali t ę księgę i wiedzieli, na co
p a t r z ą " . Tam dowiedzą się też, że tylko przez tajem­
1 2

wieczerza,

płaskorzeź­

nicę Ostatniej Wieczerzy oraz jej owoc — p r z e n a j ś w i ę t ­
szy Chleb i Wino — m o ż n a „ o d k r y ć świat".
Dla przechowywania Najświętszego Sakramentu M a ­
jewski buduje w n a s t ę p n e j kondygnacji ołtarza taber­
nakulum, czyli s k a r b n i c ę częściowo zmaterializowanej
tajemnicy. Jest ono p o w a ż n y m p r z e w ę ż e n i e m w całej
konstrukcji o ł t a r z o w e j , mieści się między szeroką men­
są a o b s z e r n ą szafą, i przypomina niemal ewangeliczne
ucho igielne, przez k t ó r e należy przejść, aby za Majew­
skim o d k r y ć inny świat, w y r z e ź b i o n y w y ż e j .
We w n ę t r z u tabernakulum schowane są: drewniany
kielich i monstrancja z w y r z e ź b i o n ą b i a ł ą hostią. Te
naczynia
liturgiczne zamyka
Majewski za g r u b y m i
drzwiczkami tabernakulum, k t ó r e zostały od z e w n ą t r z
oznaczone p ł a s k o r z e ź b ą d w ó c h kielichów z hostiami. Ma
to m ó w i ć wszystkim o g l ą d a j ą c y m ołtarz, że we w n ę t r z u
tabernakulum u k r y t a jest energia, u m o ż l i w i a j ą c a l u ­
dziom wznoszenie się z ziemi do nieba. W w y p a d k u jed­
nak niezrozumienia przez o g l ą d a j ą c y c h dolnej sceny
Ostatniej Wieczerzy — p ł a s k o r z e ź b y na drzwiczkach ta­
b e r n a k u l u m p o z o s t a n ą n i e z r o z u m i a ł ą a t r a p ą czegoś, cze­
go obecność we w n ę t r z u nie jest konieczna, a co dla
Majewskiego jest bardzo w a ż n e .
Dla tych, k t ó r z y te^o nie r o z u m i e j ą , rzeźbi artysta
„świat z a k r y t y " na pierwszym widocznym skrzydle sza­
fy ołtarza. Przedstawienie go ma p o b u d z a ć o g l ą d a j ą c y c h
do refleksji nad życiem, k t ó r a p r o w a d z i ł a b y do zasta­
nowienia się nad ś w i a t e m , gdzie istnieje zło, z k t ó r y m
człowiek musi ustawicznie walczyć. Genezy powstania
zła zaczyna człowiek s z u k a ć w swojej przeszłości, k t ó r ą
zna fragmentarycznie, z lekcji historii i katechezy b i ­
blijnej. W ten sposób dochodzi się do p y t a ń zasadni­
czych: s k ą d wzięły się słońce, księżyc, ziemia...?

37

��O d p o w i e d z i ą na te pytania ma być scena trzynasta
w „ k a l e n d a r z u Majewskiego", a pierwsza z prawej czę­
ści „ z a k r y t e g o ś w i a t a " .
XIII

Bóg ztwożyl

świat,

Stary

Destament

13

Bóg Ojciec unosi się w o b ł o k a c h po lewej stronie
kompozycji i stwarza po prawej stronie słońce — wska­
zując na nie p r a w ą r ę k ą i p r a w y m palcem, a poniżej
ziemię, na k t ó r ą wskazuje p r a w y m palcem lewej ręki.
Nad Bogiem
Ojcem
znajduje się księżyc stworzony
jeszcze wcześniej niż ziemia i słońce. Bóg lekko odchyla
od niego g ł o w ę — być m o ż e dlatego, że księżyc jest dla
Majewskiego u c i e l e ś n i e n i e m zła. K w a d r y księżyca po­
w o d u j ą — jego zdaniem — z m i e n n o ś ć i fazowość wszy­
stkich p r o c e s ó w naturalnych na ziemi, gdzie n i e m o ż l i ­
wa jest stałość i n i e z m i e n n o ś ć o s i ą g a n a tylko w niebie.
„Jeśli człowiek r o z w a l i ł b y atomami księżyc — k o n k l u ­
duje artysta — to skończyłoby się na ziemi wiele nie­
szczęść".
XIV

A d a m i Ewa

zgrzeszyli

w

Raju

Adam i Ewa leżą w Raju pod drzewem. Po prawej
mężczyzna, po lewej kobieta. Ewa — uosobienie ludz­
kiej zmienności — podaje swemu
mężowi
zakazany
owoc, k t ó r y jest w y r z e ź b i o n y po lewej stronie drzewa,
bo grzech jeszcze nie został p o p e ł n i o n y .
XV

Wypędzenie

z

Raju

Bóg Ojciec siedzi na szczycie drzewa, a z prawej
strony obrazu A r c h a n i o ł w y p ę d z a pierwszych rodziców
z Raju. Po lewej stronie w i d a ć już p r z e p a ś ć p r o w a d z ą c ą
z Raju na ziemię — bez Boga. Wszędzie bowiem, gdzie
mieszka i objawia się Bóg lub gdzie zsyła s w ą łaskę,
Majewski rzeźbi i maluje ziemię k w i t n ą c ą , j a s n ą , a
wszędzie tam, gdzie go nie ma — ciemną. W y j ą t e k sta­
nowi t y l k o scena zesłania Ducha Świętego. W scenie
w y p ę d z e n i a z Raju pierwsze na ziemię idzie zwierzę —
lew, druga jest Ewa, a trzeci Adam. Ten ostatni nie
chce od razu opuścić raju i przytrzymuje się r ę k a m i
drzewa.
X V I Brat brata zabił.
na
świecie

Abel

i Kain.

Pierwszy

bandyta

Artysta rzeźbi obu braci obok ich ognisk. Po p r a ­
wej stronie, w ognisku Kaina, ukazuje się w ciemnym
niskim dymie diabeł, a nad ogniskiem Abla, po lewej
stronie o b r a z o - r z e ź b y dym unosi się wysoko, a w nim
Bóg Ojciec. K a i n rozzłoszczony widokiem Boga Ojca po
stronie Abla chce zabić brata. Majewski dodaje przy
t y m , że złość braci do siebie m i a ł a swoje źródło w spo­
rze o k o b i e t ę .
XVII

Noe (Szczęśliwość

ziemska)

Noe p ł y w a w arce, w k t ó r e j dym z komina idzie
wprost do nieba (jak poprzednio unosił się z ogniska
Abla), a Noe wypuszcza w ś w i a t dwa białe gołębie, by
dowiedzieć się, czy wody już gdzieś o p a d ł y .
XVIII

Człowiek

walczy z

diabłem

Po prawej stronie obrazu człowiek ubrany w strój
mmiszo-rycerski idzie pod górę z piką. Ostrze broni skie­
r o w a ł w dół, w p o b l i ż e r ą k diabła, k t ó r y stoi z lewej
strony g ó r y z uniesionymi w górę d ł o ń m i . Człowiek jest
tu raczej a t a k u j ą c y niż atakowany. Na potwierdzenie
słuszności takiego przedstawienia Majewski dodaje, że
sam musi „co dzień w a l c z y ć z diabelskim ś w i a t e m " .
Wiemy już, że scena X V I I I jest dla Majewskiego
szczególnie w a ż n a i s t a ł a się dla niego nie tylko ostat­
n i m obrazem na drzwiach, ale i w s t ę p e m do r o z w a ż a ń
nad złem p a n u j ą c y m w „ z a k r y t y m świecie" — co bez­
p o ś r e d n i o łączy się ze s c e n ą X I I I .

Dlatego r o z p a t r u j ą c wzajemne relacje opisywanych
wyżej scen na drzwiach, warto s k o r z y s t a ć z podawane­
go przez a r t y s t ę zestawienia. pierwszej sceny z o s t a t n i ą
(i w e d ł u g tego wzoru drugiej z p r z e d o s t a t n i ą czyli po
k r z y ż u j ą c y c h się p r z e k ą t n y c h ) .
Wszechmocny Bóg ( X I I I ) ' j e s t taik doskonały, że mo­
że nie zważać na. istnienie „złego księżyca" i tworzy
dalej (dobry) w s z e c h ś w i a t . Natomiast
człowiek
musi
walczyć ze złem ( X V I I I ) w postaci upersoniiikowanego
d i a b ł a (ponieważ natura jest w zasadzie dobra i t y l k o
czasami znajduje się pod w p ł y w e m księżyca).
P r z y c z y n ą „diabelskiego ś w i a t a na ziemi" jest odej­
ście pierwszych rodziców od woli Boga Ojca i zjedze­
nie zakazanego owocu z drzewa w i a d o m o ś c i dobrego i
złego. Zanim to jednak n a s t ą p i ł o , bezgrzeszny człowiek
żył sobie szczęśliwie w Raju ( X I V ) .
Temu życiu przeciwstawia Majewski
szczęśliwość
z i e m s k ą ( X V I I ) , ocalenie Noego od potopu. W obu w y ­
padkach ( X I V , X V I I ) pełnia szczęścia doznana jest przez
ludzi w momentach p r ó b y granicznej, czyli przed sa­
m y m p o p e ł n i e n i e m grzechu ( X I V ) i w c h w i l i opadania
wód grożących z a g ł a d ą ( X V I I ) . B e z p o ś r e d n i e konsekwen­
cje grzechu rzeźbi artysta na dwóch ś r o d k o w y c h sce­
nach: Wygnanie z Raju (XV) i Zabójstwo
Kaina ( X V I ) .
Scena X V to konsekwencja odejścia od Boga, a scena
X V I , to trwanie w grzechu, co jest p r z y c z y n ą n a s t ę p ­
nego grzechu. Przy t y m charakterystyczne jest, że po­
wodem grzechu jest w obu wypadkach kobieta: za
pierwszym razem Ewa, a za drugim żona Abla. Umiesz­
czenie tych scen w ś r o d k u drzwi nadaje i m charakter
m o t y w u przewodniego, wokół k t ó r e g o rozgrywa się ak­
cja na scenach umieszczonych w y ż e j i niżej. Na p y t a ­
nie postawione na samym p o c z ą t k u : dlaczego człowiek
walczy ze złem? — daje Majewski odpowiedź, k t ó r ą
odnajdujemy blisko p u n k t u przecięcia się p r z e k ą t n y c h
d r z w i — bo człowiek grzeszy. 1 to grzeszy społecznie,
gdyż grzech z a p o c z ą t k o w a n y
przez k o b i e t ę
dopełnia
mężczyzna.
Wnioski i spostrzeżenia, do jakich dochodzi Majew­
ski na pierwszych drzwiach, m a j ą dla niego charakter
z e w n ę t r z n y . G ł ę b i e j , po otwarciu drzwi, znajduje we­
w n ę t r z n ą w a r s t w ę „ ś w i a t a zakrytego". P o n i e w a ż jednak
po drugiej stronie pierwszych drzwi są r ó w n i e ż w y ­
r z e ź b i o n e sceny, k t ó r y c h artysta nie chce na razie po­
k a z a ć , drzwi pierwsze s k ł a d a on tak, że r ó w n o c z e ś n i e
można oglądać drugie drzwi i sceny X I V , X V I , X V I I
z pierwszych drzwi.
W drugiej części „ ś w i a t a zakrytego" kolejne sceny
m a j ą kierunek w s t ę p u j ą c y , a więc odwrotny niż na
pierwszych drzwiach. Po człowieku w a l c z ą c y m z dia­
belskim ś w i a t e m z pierwszych d r z w i ( X V I I I ) pojawia
się na drugich Chrystus jako uzdrowiciel ( X I X ) , k t ó r e ­
mu przeciwstawiony jest starotestamentowy obraz Iza­
aka pocieszanego przez zwierzę ( X X ) . Ten u k ł a d prze­
ciwstawiania w l i n i i poziomej scen z Nowego Testa­
mentu scenom ze Starego Testamentu i przepowiedniom
jest w zasadzie utrzymany na całych drugich drzwiach.
XIX

Chrystus uzdrawia chorego
W jednej scenie uzdrowienia Majewski p r z e d s t a w i ł
dwa r ó ż n e zdarzenia z Ewangelii:
po prawej stronie
Chrystusa U z d r a w i a j ą c e g o ( p r a w ą r ę k ą ) chorego, a po
lewej S a m a r y t a n k ę z naczyniem przy studni.
Dzięki temu
zestawieniu
artysta
p o d k r e ś l a , że
Chrystus nie tylko leczy ciało człowieka, lecz t a k ż e jest
ź r ó d ł e m żywej wody u z d r a w i a j ą c e j dusze ludzi, o czym
m ó w i Jezus Samarytance przy studni.
XX

Zwierz liże rany Izaakowi
Izaak (Hiob?) siedzi między dwoma drzewami ozna­
czającymi las i trzyma nogi w sadzawce. Z prawej stro-

39
I

�ny liże mu rany na nogach w i l k (pies?) i w ten
koi ból Izaaka i pociesza go.
XXI

Dzień

sposób

zmarłych

Scena przedstawia cmentarz z k r z y ż a m i , po k t ó r y m
z prawej strony idzie ksiądz i modli się z k s i ą ż k i , a w
dali, po
lewej
stronie, idzie kobieta z zapalonymi
świeczkami.
Obraz ten i jego t y t u ł ma p r z y p o m i n a ć ludziom, że
k s i ą d z na cmentarzu chodzi po grobach i modli się nie
t y l k o za wszystkich ś w i ę t y c h , lecz t a k ż e za „ n a p o l e o ­
n ó w , h i t l e r o w c ó w , żołnierzy polskich i a k o w c ó w " , s ł o ­
w e m za wszystkich z m a r ł y c h — konkluduje artysta —
a nie za ś w i ę t y c h . Z m a r ł y m potrzebne jest ś w i a t ł o i
dlatego ziemia w Dzień Z m a r ł y c h nie zakwita, lecz
j a ś n i e j e blaskiem świec.
Religijny obrzęd i m o d l i t w ę księdza przeciwstawia
Majewski w tej samej l i n i i — p r a w u dziesięciu przy­
k a z a ń Bożych.
XXII

Dziesięć

przykazań

Po p r a w e j stronie sceny w y ł a n i a się zza chmur Bóg
Ojciec, k t ó r y podaje Dekalog Mojżeszowi s t o j ą c e m u u
s t ó p góry. Góra Synaj, gdzie objawia się Bóg Ojciec,
przemienia się t u w Golgotę, na k t ó r e j stoi krzyż. Dzie­
sięć p r z y k a z a ń bożych o b o w i ą z u j e bowiem chrześcijan
nadal, t y l k o w nowej ewangelicznej interpretacji Jezusa.
XXIII

Zesłanie

Ducha

Świętego

Na ś r o d k u p ł a s k i e j ciemnej ziemi stoi Chrystus w
białej szacie, na k t ó r e j w i d a ć czerwone serce. S p o g l ą d a
on w górę i wznosi r ę c e do Boga Ojca z n a j d u j ą c e g o
się nad n i m . Z kolei Bóg Ojciec pokazuje l e w ą r ę k ą
na Ducha Świętego, k t ó r y unosi się nad n i m i w po­
staci gołębicy. A r t y s t a w y o b r a ż a w i ę c sobie zesłanie
Ducha Ś w i ę t e g o jako s t a ł ą obecność na Ziemi Chrys­
tusa z „ g o r e j ą c y m sercem miłości". O d t ą d objawienie
się Boga ludziom nie n a s t ę p u j e już w g ó r a c h czy na
w y o d r ę b n i o n e j , rozjaśnionej i ukwieconej ziemi, jak to
miało miejsce poprzednio, lecz w s z ę d z i e : na r ó w n i n i e
i w y ż y n i e , i dotyczy wszystkich ludzi, a nie tylko w y ­
branych.
W e d ł u g przepowiedni k r ó l o w e j Saby ma to — t w i e r ­
dzi Majewski — s p o w o d o w a ć „potopienie ś w i a t a utajo­
nego", p o g a ń s k i e g o , co przedstawia w alegorycznej sce­
nie:
XXIV

Potopienie świata

utajonego

W centrum obrazu stoi siłacz — cyklop na dużej
r y b i e p ł y w a j ą c e j w morzu. Cyklop dźwiga na plecach
obszerną truimnę z przytwierdzonymi do niej dwoma
kluiczami. Z lewej strony z oceanu w y ł a n i a się k r ó l o w a
m ó r z i p r a w ą r ę k ą pokazuje miejsce, w k t ó r y m siłacz
ma w y r z u c i ć t r u m n ę .
W z a m k n i ę t e j t r u m n i e ma mieścić się cały „ z a t a ­
jony", n i e c h r z e ś c i j a ń s k i ś w i a t . O jego szczelnym zam­
knięciu m a j ą m ó w i ć dwa w i e l k i e klucze, k t ó r e w i s z ą
z boku t r u m n y i k t ó r e w t y m w y p a d k u są jakby od­
w r o t n o ś c i ą , p r z e c i w i e ń s t w e m kluczy św. Piotra do nie­
ba. „ Ś w i a t zatajony" polega bowiem na t y m , że czło­
wiek człowieka wykorzystuje, czyniąc swoim niewolni­
kiem, podczas gdy sam jest niewolnikiem śmierci...
Pierwsze oibozy koncentracyjne — w y j a ś n i a Majewski —
z a k ł a d a l i faraonowie, k a ż ą c niewolnikom b u d o w a ć grobowce-piramidy dla siebie i swoich u r z ę d n i k ó w . Dlate­
go, jak m ó w i przepowiednia, pod koniec obecnego ś w i a ­
ta ziemię zaleje woda, lecz nie cały ś w i a t zostanie za­
topiony w g ł ę b i n a c h morskich, a tylko jego nieludzka,
n i e c h r z e ś c i j a ń s k a część.
4П

Sauikając w u k ł a d z i e scen drugiej części „ ś w i a t a za­
krytego" p ó d o b n y o h relacji j a k na pierwszych drzwiach,
m o ż n a z e s t a w i ć sceny X I X z X X I V i X X z X X I I I .
Potopienie świata zatajonego ( X X I V ) jest uzdrowie­
niem m o r a l n y m ś w i a t a . Natomiast w Uzdrowieniu cho­
rego ( X I X ) , Chrystus uzdrawia nie t y l k o duchowo (Idź,
nie grzesz więcej), ale i fizycznie (Wstań, podnieś łoże
swoje i idź do domu swego — L u k . 5,23—24). Chrystus
podchodzi do ludzi indywidualnie, a „ p o t o p i e n i e ś w i a t a
utajonego" ma charakter alegoryczny i odnosi się do
w y r z ą d z a n e g o przez ludzi zła na c a ł y m świecie. Jeszcze
mocniej indywidualny, personalny stosunek do ludzi
jest zaznaczony w d r u g i m zestawieniu. Błogosławiony
Izaak (Hiob?) za jedynego pocieszyciela ma zwierzę,
k t ó r e liże jego rany. Przyjaciele go opuścili, rodzina i
m a j ę t n o ś c i p r z e p a d ł y , pozostał sam w lesie, lecz nie
złorzeczy i nie odchodzi od Boga, a godzi się z jego
wolą. Na tej o b r a z o - r z e ź b i e nie w i d a ć o b j a w i a j ą c e g o się
Boga, lecz o jego obecności w pobliżu samotnego Izaaka
ś w i a d c z y k w i t n ą c a ł ą k a (pojawiająca się na obrazie
Majewskiego tam, gdzie jest Bóg).
W inny zupełnie horyzont wierzeniowy (pochodzący
z Dziejów Apostolskich) wpisane jest Z e s ł a n i e Ducha
Świętego.
Ma ono miejsce na niczym nie ukwieconej,
ciemnej r ó w n i n i e i chciało by się powiedKieć, posiada
z a s k a k u j ą c y chrystocentryczny charakter. Duch Ś w i ę t y
unosi się bowiem nie t y l k o nad c a ł y m ś w i a t e m , ale i
nad B o g i e m - i Chrystusem, który stoi na ziemi. Tchnie­
nie Ducha Ś w i ę t e g o obejmuje więc p o z o s t a ł e osoby bos­
kie i poprzez nie przenika na ś w i a t do wszelkich l u ­
dzi. Zesłanie jest konkretne, egzystencjalnie odczuwane
przez k a ż d e g o człowieka, k t ó r e m u Chrystus olbjawa się
niejako osobiście poprzez swe „ g o r e j ą c e serce miłości".
Dopiero w dalszej kolajlnośei Jezus nakazuje (za p o ś r e d ­
nictwem kościoła) modlić się do Boga Ojca, k t ó r y z k o ­
lei przypomina o trzeciej osobie boskiej — Duchu Ś w i ę ­
t y m , p r z e n i k a j ą c y m wszystko.
'Na ten temat w y p o w i e d z i a ł się Majewski d o k ł a d ­
niej w swej kompozycji Krzyża
z Ostatnią
Wieczerzą,
a w ołtarzu przypomina ją tylko w scenach X X I i
X X I I . Obrazo-arzeźby te s ą podobnie jak na poprzednich
drzwiach ( I I I , I V ) osią i tematem przewodnim sześciu
scen. P o k a z u j ą one, że dzięki religii c h r z e ś c i j a ń s k i e j ,
k t ó r e j p o d s t a w ą jest modlitwa do Boga za wszystkich
z m a r ł y c h ludzi ( X X I ) i przestrzeganie dziesięciu przy­
k a z a ń m o ż l i w e jest p r z e k s z t a ł c e n i e starego ś w i a t a , po­
przez odkrycie Nowego Życia dzięki Duchowi Ś w i ę t e ­
mu, czego dalszą k o n s e k w e n c j ą ma być potopienie za­
tajonej i z a m k n i ę t e j w nieprawdzie i p ó ł p r a w d z i e czę­
ści starego ś w i a t a .
Zrozumienie tego na poziomie „ z a k r y t e g o ś w i a t a "
b ę d z i e i l u m i n a c j ą dla o g l ą d a j ą c e g o ołtarz, czego na­
s t ę p s t w e m powinno być otwarcie całego ołtarza. Histo­
ria człowieka religijnego zaczyna się bowiem od poczę­
cia Jezusa przez M a r i ę P a n n ę . Od tego momentu —
w y j a ś n i a Majewski — liczą czas wszystkie p a ń s t w a i
organizacje m i ę d z y n a r o d o w e i dlatego artysta rozpoczy­
na na ołtarzu opowieść o życiu M a r i i , Jezusa i Józefa.
W e d ł u g apokryfu opowiadanego pnzez a r t y s t ę , przed
poczęciem Jezusa żyły sobie trzy Marie, z k t ó r y c h jed­
na m i a ł a p o r a d z i ć Mesjasza. Ż a d n a jednak z nich nie
w i e d z i a ł a , k t ó r ą do tego wybierze Bóg. P r z e b y w a ł y one
p r z e w a ż n i e razem i oto w pewnej c h w i l i p o j a w i ł się
Duch Ś w i ę t y , k t ó r y b i j ą c y m i od siebie promieniami
łaski zapłodnił p r a w d z i w ą (a nie p o d e b r a n ą ) N a j ś w i ę t ­
szą P a n n ę M a r i ę .
I Trzy podebrane Marie
A r t y s t a łączy w jednej kompozycji dwa wydarze­
nia: Zwiastowanie N a j ś w i ę t s z e j Panny M a r i i i N a w i e -

�I

�dzenie w domu św. Anny. W obrazie t y m Duch Ś w i ę t y
w postaci gołębicy unosi się w p r a w y m rogu kompo­
zycji i zsyła na klęczącą N a j ś w i ę t s z ą M a r i ę P a n n ę pro­
mienie u ś w i ę c a j ą c e j łaski. Poczyna ona w t y m momen­
cie Syna Bożego. Stojąca za P a n n ą M a r i ą Marynika
(zwana T e r e s ą ) pokazuje na Ducha Ś w i ę t e g o r ę k ą , j a k ­
by mówiła „ Z d r o w a ś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą..."
a klęcząca po prawej stronie Maria (Anna?) dodaje
„Błogosławionaś Ty między niewiastami i b ł o g o s ł a w i o n
owoc żywota twojego...".
II

Maria porodziła

Matka Boska idzie w czasie burzy przez las
świecą, a w i l k i widząc ją, c h o w a j ą się za drzewa.
V I Sw. Jan Chrzciciel polewa wodą głowę
nurzonego do pasa w rzece-sadzawce

Rodzina

Syna

Maria znika dopiero w ostatniej, V I scenie, gdy
Jezus rozpoczyna s w ą działalność od chrztu z Ducha
Świętego, a więc pozyskania p e ł n e j łaski Bożej, k t ó r ą
posiada jego Matka.

Jezusa

Na odwrotnej stronie omawianych drzwi o ł t a r z o ­
wych w I części „świata zakrytego" Majewski u k a z a ł ,
że kobieta — Ewa — była p r z y c z y n ą grzechów, jakie
pogrążyły ziemię w nieszczęściach. Teraz w „świecie
o d k r y t y m " r ó w n i e ż kobieta — Maria — rodzi ludziom
Boga i uczy swoim p o s t ę p o w a n i e m , jak można o s i ą g n ą ć
r a d o ś ć i szczęście już na zismi.

IV

Su&gt;. Trójca — czyli Maria, Jezus i św. Józef
C e n t r a l n ą postacią na o b r a z o - r z e ź b i e jest dorasta­
jący Jezus. Po jego prawej stronie stoi Matka Boska,
a po lewej św. Józef. Matka Boska i chłopczyk Jezus
u b r a n i są na biało, co oznacza ich czystość i n i e w i n ­
ność. Na ich piersiach widzimy dwa „gorejące serca",
k t ó r e m a j ą mówić ludziom o wielkiej miłości M a r i i i
Chrystusa do człowieka.
Matki Boskiej Gromnicznej

niebezpieczeństwem

za­

Scena V I koresponduje w jakiejś m i e r z ą ze sceną
I , gdzie Duch Ś w i ę t y zsyła łaskę u ś w i ę c a j ą c ą na N a j ­
świętszą P a n n ę M a r l ę . Maria nie traci łaski po urodze­
niu syna (II) i jest nadal p r z y k ł a d e m bezwzględnego
p o s ł u s z e ń s t w a w o l i Bożej ( I I I ) , a t a k ż e — wraz z Sy­
nem — miłości do Boga i ludzi (IV), co jest p o d s t a w ą
do szczęścia i radości w rodzinie i stanowi m o t y w prze­
wodni omawianych drzwi. Ł a s k a Boska, k t ó r e j Maria
jest p e ł n a , sprawia, że znikają przed
Matką
Boską
wszystkie n i e b e z p i e c z e ń s t w a (V) z a r ó w n o na ziemi (w
postaci wilków), j a k i niebie (pioruny), co Majewski
j a k b y dla p o d k r e ś l e n i a siły M a r i i rzeźb: po p r z e k ą t n e j
do sceny Maria porodziła
Syna ( I I ) .

Ucieczka da Egiptu. Św. Józef wskazuje r ę k ą na
prawo, d o k ą d prowadzi osła, na k t ó r y m siedzi Matka
Boska z D z i e c i ą t k i e m . S p o g l ą d a ona w l e w ą s t r o n ę j a k ­
by p a t r z y ł a na n a s t ę p n ą scenę p r z e d s t a w i a j ą c ą „miłość
i radość św. Trójcy".

V

Jezusa

Artysta nie w&gt;rz2Źbił w tej scenie Ducha Świętego,
choć m ó w i ł o jego obecności podczas chrztu Jezusa (i
obiecał, że na niebie doklei gołębicę).

Boże Narodzenie ma miejsce w Stajence Betlejem­
skiej. Jest ona j e d y n ą b u d o w l ą w y r z e ź b i o n ą na ołtarzu,
bo w e d ł u g Majewskiego jej architektura nie utrudnia
ludziom k o n t a k t u z p r z y r o d ą i kosmosem, gdyż przez
jej dach w i d a ć g w i a z d ę b e t l e j e m s k ą . Na ś r o d k u szopki,
nad żłobkiem, stoi m o d l ą c y się anioł. Obok niego po
prawej stronie modli się stojąc Matka Boska, a z le­
wej św. Józef, który k ł a d ą c r ę k ę na żłobku p o d k r e ś l a ,
że jest opiekunem nowo narodzonego dziecka.
Przed m a l e ń k i m Jezusem, M a t k ą Boską i św. J ó ­
zefem k l ę k a z lewej strony zamożny przybysz, a pod
ż ł o b k i e m leży baranek s t a n o w i ą c y jakby
zapowiedź
przyszłej nauki i ofiary Chrystusa.
III

ze

W „świecie o d k r y t y m " drugim w a ż n y m problemem
(obok radości) jest sens ludzkiego cierpienia, w k t ó r y m
r ó w n i e ż współuczestniczy Matka Boska, aby
później
mleć w s p ó ł u d z i a ł z Bogiem i ś w i ę t y m i w chwale nie­
bieskiej.
Na scenach drugich drzwi „świata okrytego" pierw­
s z o p l a n o w ą postacią jest Chrystus. Z a p o w i e d z i ą przy­
szłej jego c h w a ł y niebieskiej jest Wjazd do Jerozolimy,
ukazywany w V I I scenie.

—• 2 luty — Marta przed

nieba i ziemi

Tabl. I I I . Ogólny schemat ruchu w „świecie o d k r y t y m "

i kierunek ruchu w p o s z c z e g ó l n y c h scenach

Niebo

t

i

r
*

W

42

�VII

Niedziela

Palmowa

Chrystus błogosławiąc wjeżdża na ośle do Jerozoli­
my. Przed n i m stoi mężczyzna, a za n i m kobieta, k t ó ­
rzy t r z y m a j ą w r ę k a c h palmy. Po t r i u m f a l n y m wjeździe
Jezusa do miasta n a s t ę p u j e wydanie Go przez Judasza
kapłanom.
VIII

Sąd

nad

Chrystusem

W obrazie t y m rzeźbiarz ukazuje dwa r ó ż n e w y d a ­
rzenia: sprzedanie Jezusa k a p ł a n o m przez Judasza i
scenę: Chrystus sądzony przez
kapłana.
Z prawej strony obrazu k a p ł a n wręcza Judaszowi
woreczek ze srebrnikami, natomiast po 'lewej stronie,
obok k a p ł a n a , stoi Chrystus ze z w i ą z a n y m i r ę k a m i ,
skazany na śmierć.
IX

Droga

krzyżowa

Jezus upada pod k r z y ż e m . Przed n i m stoi Maria,
k t ó r a ze strachem patrzy na twarz u m ę c z o n e g o Boga.
Natomiast
za
Chrystusem stoi Szymon Cyrenejczyk,
k t ó r y pomaga Jezusowi podnieść krzyż. Na k o ń c u tej
grupy w i d a ć żołnierza rzymskiego ze spisanym w y r o ­
kiem na Chrystusa.
X

Maria z Ukrzyżowanym

Chrystusem

Z prawej strony u k r z y ż o w a n e g o Chrystusa klęczy
Matka Boska, a z lewej M a r y n i k a (Maria Magdalena).
Z lewej strony podchodzi do k r z y ż a żołnierz rzymski,
k t ó r y przebija bok Chrystusowi. Ze świeżej rany w y ­
p ł y w a woda i krew, co oznacza, że Jezus u m a r ł . Matka
Boska modli się do swego Syna, s k ł a d a j ą c ręce, a Ma­
rynika rozpacza, c h w y t a j ą c się za g ł o w ę obiema r ę ­
kami.
XI

Złożenie

Zmartwychwstanie

Dwaj rycerze
Chrystusa, m a j ą c

rzymscy śpią na ziemi koło grobu
między sobą r o z r z u c o n ą b r o ń . Nad
Tabl. I V . N a s t ę p s t w o kolejnych

\

. \
1»

W ten sposób Zmartwychwstanie stało się realiza­
cją pełni c h w a ł y niebieskiej, co na ziemi z a p o w i a d a ł a
już c h w a ł a i cześć oddana Chrystusowi podczas wjazdu
do Jerozolimy w obrazie V I I .
Możliwość takiego wertykalnego n a s t ę p s t w a z d a r z e ń
(ziemia — niebo) nie mieściła się w w y o b r a ź n i faryzeu­
szy, k t ó r z y skazali Jezusa na śmierć ( V I I I ) , aby potem
złożyć jego ciało na zawsze do grobu ( X I ) . Zanim jed­
nak dopełniono życzenia faryzeuszy, konieczne było cier­
pienie Chrystusa w czasie drogi k r z y ż o w e j ( I X ) i ś m i e r ć
na k r z y ż u (X). Dlatego ból i cierpienie stały się mo­
t y w e m przewodnim drugich drzwi „ ś w i a t a odkrytego".
Na drugich drzwiach n a s t ę p s t w o kolejnych scen ma
charakter w s t ę p u j ą c y spiralnie w g ó r ę — od c h w a ł y
ziemskiej ( V I I ) poprzez drogę k a l w a r y j s k ą i u k r z y ż o ­
wanie ( I X , X ) , złożenie do grobu ( X I ) do Z m a r t w y c h ­
wstania ( X I I ) . Ten kierunek n a s t ę p s t w a z d a r z e ń jest
odwrotny do kierunku na pierwszych drzwiach „świata
odkrytego" (tabl. I I I ) , gdzie biegnie on od góry prawej
strony w lewo, k u centrum kompozycji. R ó w n i e ż należy
zwrócić u w a g ę na kierunek ruchu w poszczególnych
scenach (tabl. V). U ż y w a j ą c p r z e n o ś n i , m o ż n a by po­
wiedzieć o drzwiach „ ś w i a t a odkrytego", że o ile ra­
dość ziemska ma dla Majewskiego ruch wielokierun­
kowy, to ból i cierpienie prowadzi u niego w jednym
k i e r u n k u — do nieba i c h w a ł y niebieskiej.

do grobu

Niepozorne ciało Chrystusa, z a w i n i ę t e w b a n d a ż e ,
niosą w p r z e ś c i e r a d l e : z prawej strony nieznany m ę ż ­
czyzna, a z lewej Nikodem i Matka Boska. Maria oglą­
da się za siebie, widząc już jakby dzień Z m a r t w y c h ­
wstania ukazany w n a s t ę p n e j scenie.
XII

grobem, niejako ponad ostrzem ludzkiego oręża, unosi
się Chrystus, obok k t ó r e g o na ziemi stoją dwaj anio­
łowie. Mesjasz trzyma w dłoni białą c h o r ą g i e w z k r z y ­
żem — symbol z w y c i ę s t w a . Anioł z prawej odwija
o s t a t n i ą część ś m i e r t e l n e g o b a n d a ż a , a anioł z lewej
strony oddaje Jezusowi pokłon.

Zmartwychwstanie jest w ołtarzu pierwszym bez­
p o ś r e d n i m przejściem Chrystusa z ziemi do nieba. Po
trzech dniach Jezus powraca na ziemię, aby po p e w n y m
czasie wziąć ze sobą do nieba całą r o d z i n ę czyli M a t k ę
Boską i opiekuna św. Józefa. Scena Wniebowzięcia
Ro­
dziny jest dla artysty przede wszystkim w n i e b o w z i ę ­
ciem ludzkiej rodziny, a nie boskiej i dlatego nie po­
zwala jej n a z y w a ć ś w i ę t ą rodziną. W centralnej, naj­
wyższej scenie ołtarza chce on p o k a z a ć , że do nieba
scen w „świecie

odkrytym"

Hie bo

Л

\

\

Ziemi я
43

1

��Xi

��I

П. 8. Ukoronowanie

Marii, z w i e ń c z e n i e

ołtarza

chcą się dostać, wzorem rodziny Jezusa także i n n i wie­
rzący ludzie: pasterze i z w i e r z ę t a , z k t ó r y m i człowiek
często przebywa. „ Z w i e r z ę t a bowiem są przyjacielami
ludzi i wraz z n i m i zostały wygnane kiedyś z raju ( X V )
i chcą do niego wrócić".

Scena centralna — Wniebowzięcie

tami m i e s z k a ń c ó w ziemi. M a t k a Boska w y c i ą g a r ę k ę do
ludzi i wskazuje na swoje g o r e j ą c e miłością serce. Po­
d o b n ą p o s t a w ę przybiera św. Józef unoszący się nad
ziemią z prawej strony, z t y m t y l k o , że wskazuje na
„ k r w a w i ą c e i g o r e j ą c e miłością serce Jezusa". Oba ser­
ca — Jezusa i M a r i i — są oznakami najwyższej bożej
miłości do ludzi i znajdują się poniżej Chrystusa, na
wysokości M a t k i Boskiej, czyli bliżej ziemi niż sam
Bóg. P o m i ę d z y obu scenami unosi się obłok, na k t ó r y m
stoi Jezus Chrystus. Jego r ę c e m a j ą ślady po g w o ź 'dziach, a z głowy niedawno ukoronowanej cierniem
bije ogromny blask. P r a w ą r ę k ą Jezus wskazuje na uno­
szącego się nad n i m Boga Ojca, a lewą w y c i ą g a do l u ­
dzi, u k a z u j ą c i m swoje serce. Nad b ł o g o s ł a w i ą c y m
Bogiem Ojcem unosi się Duch Ś w i ę t y w postaci g o ł ę ­
bicy. Wzlatuje ona pod samo sklepienie niebieskie, k t ó ­
re w obrazie centralnym tak jak i we wszystkich i n ­
nych scenach oznaczone jest ł u k i e m . Sklepienie to t y m
jednak różni się od pozostałych, że w centralnej scenie
zaznaczył w n i m Majewski „wejście do nieba" czyli
słońce otoczone
częstokołem
promieni, które bronią
w s t ę p u do nieba osobom nie p o w o ł a n y m .
Wokół Chrystusa, Boga Ojca i Ducha Ś w i ę t e g o , uno­
si się pięć c h ó r ó w anielskich różnej wielkości, syme­
trycznie po dwa z k a ż d e j strony. Nad szafą ołtarza uno­
si się jeszcze jeden chór anielski z t r ą b a m i . Należące
do niego dwa anioły n a c h y l a j ą się tak, aby w dole
przez otwór w niebie słychać było dźwięki ich t r ą b
głoszących n i e b i a ń s k ą c h w a ł ę Ukoronowania M a t k i Bos­
kiej, k t ó r e ma miejsce w samym centrum słońca. Po
lewej stronie M a t k i Boskiej stoją dwaj k r ó l o w i e (pol-

Tabl. V

Rodziny

Na ziemi, nad k t ó r ą ma miejsce scena W n i e b o w z i ę ­
cia M a t k i Boskiej, Jezusa i św. J*zefa, znajduje się
góra. Oznacza ona miejsce na świecie, z którego naj­
bliżej jest do Boga (i dlatego z góry do nieba w s t ę p u j e
Chrystus) oraz przypomina, że ziemia jest kulista. N a j ­
dalej od centrum, w k t ó r y m znajduje się Chrystus, sto­
ją Trzej K r ó l o w i e . Są oni m ę d r c a m i ś w i a t a , znają Pis­
mo, lecz nie oni p o k a z u j ą ludziom Chrystusa lecz na od­
w r ó t — ludzie i m . Po prawej stronie wskazuje na Je­
zusa Egipcjanin. Natomiast trzeciemu k r ó l o w i , m ę d r c o ­
w i s t o j ą c e m u po lewej stronie, pokazuje go dziecko sie­
d z ą c e na r ę k u kobiety, k t ó r a rozmawia ze swoją s ą ­
s i a d k ą . Bo dziecko jest zawsze bardziej spostrzegawcze
niż dorośli — w y j a ś n i a artysta. R ó w n i e szybko jak ma­
l e ń s t w o na r ę k a c h matki, widzą Chrystusa w n i e b o w s t ę pującego: pasterz, w ę d r o w i e c i z w i e r z ę t a — bo żyją
blisko z p r z y r o d ą i w i d z ą wszystko, co się w o k ó ł nich
dzieje — dodaje Majewski, sam dawny pasterz i obo­
rowy...
W ę d r o w i e c z a t r z y m a ł się u podnóża góry, a pasterz
wszedł za Chrystusem aż na jej szczyt i tam olśniony
blaskiem W n i e b o w s t ą p i e n i a cały odchylił się do tyłu i
rozłożył ręce. Obok niego stoi na tylnych nogach osioł
Jezusa, k t ó r y t a k ż e chce się za swym panem dostać do
nieba. Wiedzione i n s t y n k t e m trzy inne z w i e r z ę t a r ó w ­
nież w s p i n a j ą się na górę, aby być j a k najbliżej Boga.
W n i e b o w s t ę p u j ą e e postacie i m i e s z k a ń c y nieba m a j ą
stroje bez srebra i złota, bo oba te metale są a t r y b u ­

47
Г

�sey?). Unoszą k o r o n ę nad M a r i ą P a n n ą , w drugiej r ę c e
obaj zaciskają szable. T w o r z ą oni jakby siódmy chór
anielski, który wraz z dwoma rycerzami s t o j ą c y m i da­
lej, trzyma s t r a ż przy Matce B o s k i e j . Gotowi są oni
rozpocząć bój na k a ż d y rozkaz M a r i i , zgodnie ze sło­
w a m i pieśni „Rycerze M a r y i , kroczymy na b ó j , na k a ż ­
dy rozkaz T w ó j , My Polska, my n a r ó d , my Twój...".
l4

W centralnej scenie i na szczycie ołtarza większość
postaci została w y r z e ź b i o n a w dziesięciu t r ó j o s o b o w y c h
grupach (tab. V ) . Istnieje tylko jedna czteroosobowa
grupa, w k t ó r e j od trzech dorosłych postaci w y r a ź n i e
w y o d r ę b n i a się w i e l k o ś c i ą i jasnym kolorem stroju m a ­
łe dziecko, trzymane przez m a t k ę na r ę k u . Podobnie
„Rodzina Jezusa" tworzy „Sw. T r ó j c ę " o ile nie w l i ­
czy się do trzech osób boskich Chrystusa. W t y m d r u ­
gim przypadku Matka Boska i święty Józef b ę d ą t w o ­
r z y l i w m i a r ę s t a b i l n ą p a r ę unoszącą się nad ziemią,
różną od trzech osób boskich ( w y r z e ź b i o n y c h w pionie)
podobnie jak dizdecko od trzech osób d o r o s ł y c h w czte­
roosobowej grupie. Dlatego można hipotetycznie zało­
żyć, ż e Matka Boska, ś w . Józef i dziecko t w o r z ą jakby
g r u p ę trzech postaci ludzkich unoszonych do nieba na
o b ł o k a c h lub, w przypadku dziecka, na r ę k a c h matki.
Zgadzało by się to z n a u k ą Chrystusa, k t ó r y d a w a ł nie­
w i n n o ś ć dziecka za wzór do n a ś l a d o w a n i a t y m wszyst­
k i m , którzy chcą się dostać ido nieba.
Tak więc w centralnej części szafy ołtarza panuje
ożywiony r u c h dzięki niesymetrycznym, niestabilnym
t r ó j k o m (w p r z e c i w i e ń s t w i e do w y w a ż o n y c h c z w ó r e k
i dwójek) oraz gestykulacji tych postaci często przeciw­
nej do k i e r u n k u ruchu, np. M a t k a Boska i św. Józef
w y c i ą g a j ą r ę c e w dół choć sami unoszą się do g ó r y .
Należy też z a z n a c z y ć , ż e w scenie centralnej odpo­
wiednikiem ł u k u sklepienia niebieskiego jest na ziemi
góra, a drugim przypomnieniem tego ł u k u jest usytuo­
wanie na o b ł o k a c h trzech osób z rodziny Chrystusa.
Tak więc dwadzieścia cztery razy p o w t ó r z o n y l u k nie­
bieski na kolejnych scenach „ k a l e n d a r z a " Majewskiego
jest w centrum o ł t a r z a t r z y k r o t n i e p o d k r e ś l o n y przez
d w u k r o t n e o d w o ł a n i e się artysty do analogii l u k u : 1 —
ziemi; 2 — obłoków-izbiarndków wody oraz 3 — samego
sklepienia niebieskiego, zbudowanego z powietrza, za
k t ó r y m znajduje się w centrum nieba ogień niebies­
k i — słońce.
W ten sposób p r z y p o m n i a ł Majewski o czterech ż y ­
wiołach, k t ó r e w c h w i l i w n i e b o w z i ę c i a Boga i ludzi
t w o r z ą ze sobą s t a b i l n ą jedność (w p r z e c i w i e ń s t w i e do
ruchu postaci) podczas gdy naturalne przemieszczanie
się żywiołów w przyrodzie jest powodem nieustannego
ruchu z i e m i . W ten sposób ś w i a t przyrody upodabnia
się przez moment do nieba, gdzie w jasności ognistego
centrum ustaje wszelki ruch a w i e l k i s p o k ó j urozmai­
cają tylko d ź w i ę k i anielskich t r ą b d o p ł y w a j ą c e z niż­
szych p i ę t e r nieba (zaś postacie z Ukoronowania M a t k i
Boskiej zastygają w hieratycznych pozach).
W promieniach słońca nad Ukoronowaniem
Matki
Boskiej umieścił Majewski p r o s t o k ą t z k r z y ż e m św. A n ­
drzeja. Rysunek ten pełni rolę trzeciego ozdobnika w
o ł t a r z u {obok d w ó c h b u k i e t ó w z k w i a t a m i ) jakie ar­
tysta n a m a l o w a ł na predelli ołtarza obok tabernaku­
l u m . Dla nas jednak ten trzeci ozdobnik staje się
pewnego rodzaju kluczem czy raczej pdtwierdzeniem
klucza, w e d ł u g k t ó r e g o z e s t a w i l i ś m y po p r z e c i n a j ą c y c h
się p r z e k ą t n y c h sceny na s k r z y d ł a c h ołtarza. K r z y ż św.
Andrzeja jest w o ł t a r z u p o d s t a w ą wielkiego k r z y ż a ( i
t y m sa.mytm przypomina n a m symbolicznie, że w pod­
stawie knzyża mieści się grzech, religia, r a d o ś ć , ból i
c h w a ł a , co zostało w y r z e ź b i o n e niżej na s k r z y d ł a c h oł­
tarza). W i e l k i k r z y ż jest d r u g i m r z y m s k i m k r z y ż e m
1 !

l ł

17

48

z n a j d u j ą c y m się na ś r o d k u ołtarza, bo pierwszy, czar­
ny krucyfiks z b i a ł y m Chrystusem, dostrzegamy na
tabernakulum po „ o d k r y c i u " o ł t a r z a . T y l k o bowiem z
perspektywy k r z y ż a z u k r z y ż o w a n y m Chrystusem mo­
żliwe jest o g l ą d a n i e Wniebowzięcia Rodziny.
W ten sposób krzyż zostaje ukazany przez M a j e w ­
skiego jeszcze raz (po k r z y ż u z Ostatnią
Wieczerzą),
ja­
ko droga do nieba, poprzez k t ó r ą należy przejść i z
perspektywy k t ó r e j powinno się oglądać ś w i a t — aby
go pojąć.
Rola krzyża jest dla Majewskiego tak wielka, że
na szczycie ołtarza nie mieści się on w niebie, ale g ó ­
ruje ponad wszystkimi p i ę t r a m i niebieskimi jako zbaw­
czy znak — b r ą z o w y k r z y ż bez Chrystusa.
Kolor b r ą z o w y przywodzi na myśl .barwę r a m i
mensy o ł t a r z o w e j . Dla Majewskiego brąz jest też k o ­
lorem drzewek, k t ó r e tak bardzo lubii rzeźbić. Być m o ­
że więc na zasadzie analogii sam o ł t a r z r ó w n i e ż m o ż ­
na by p o r ó w n a ć do wielkiego drzewa, k t ó r e g o korzenie
stanowi komoda — mensa, pień tabernakulum, g ł ó w n y
konar szafa i z w i e ń c z e n i e ołtarza, a gałęzie to s k r z y d ł a
szafy.
O p r ó c z b r ą z u dużo jest w ołtarzu zieleni, k t ó r a
przypomina b a r w ą liście oraz b ł ę k i t u , k o j a r z ą c e g o się
z powietrzem p r z e ś w i t u j ą c y m między liśćmi i g a ł ę ­
ziami.
Ponadto artysta k a ż d ą swoją p r a c ę nasyca sokiem
ż y w i c z n y m i robi to też z o ł t a r z e m , aby działał na
oglądającego nie tylko widokiem, ale i k o j ą c y m zapa­
chem poehbdiząeym z drzewa.
Na zakończenie należy zaznaczyć, że S t a n i s ł a w M a ­
jewski m ó w i często o sobie, że jest n i e w i e r z ą c y — r o ­
z u m i e j ą c przez to, iż nie jest p r a k t y k u j ą c y m katolikiem,
choć zaznacza, ż e wierzy w duchy i dusze oraz, że
przynajmniej raz w r o k u chodzi do kościoła. Biblia
jest dla niego w dużej mierze opowieścią f a n t a s t y c z n ą ,
co wcale nie umniejsza głoszonej przez niego prawdy.
Majewski c h ę t n i e p o d p o r z ą d k o w u j e się b i b l i j n y m k o n ­
wencjom opowieści i w y o b r a ż e ń , by dzięki temu móc
głosić p r a w d ę o świecie. Chce też, aby szerokie rzesze
„prostego l u d u " ś m i a ł y się i p ł a k a ł y oglądając jego
ołtarz.
Wyjaśnia przy t y m , że dla siebie i dla n i e k t ó r y c h
znajomych rzeźbiłby n i e k t ó r e biblijne postacie z u p e ł n i e
inaczej, np. anioły byłyby bez s k r z y d e ł , ale dla ogól­
nego zrozumienia nie o d s t ę p u j e od p r z y j ę t e g o kanonu
wyobrażeń.
M i m o że często .myśli o niebie, duchach i duszach
( k t ó r e j a k twierdzi dwa razy d o k ł a d n i e w życiu w i ­
dział) n a j w a ż n i e j s z y jest dla niego, na co dzień, drugi
człowiek, dla k t ó r e g o rzeźbi swoje prace. Słucha więc
i czyta pilnie wszystkie opinie, jakie się o jego pracy
w y g ł a s z a i pisze. Często nie zgadza się z n i m i , .lecz
na skutek k r y t y k i mioże wiele zmienić w swoich k o n ­
cepcjach, np. w samym ołtarzu, po w y s ł u c h a n i u uwag
krytycznych, zdjął misterne ryzality nad Ostatnią
Wie­
czerzą i pod K o r o n a c j ą Matki Boskiej i co innego umie­
ścił w ich miejsce.
R ó w n i e ż pod w p ł y w e m k r y t y k i doszedł do wnios­
ku, że za dużo zrobił krzyży na ołtarzu, tak że m o ż e
on k o m u ś przywodzić na myśl cmentarz, a nie r a d o ś ć
z w n i e b o w z i ę c i a Rodziny. Jednak w t y m przypadku
nie z r e z y g n o w a ł nawet z postawienia p r z e n o ś n e g o k r u ­
cyfiksu
r.a
ołtarzu, p o n i e w a ż w kompozycji ołtarza
wszystkie k r z y ż e m a j ą ogromne znaczenie i nie m o ż n a
z nich z r e z y g n o w a ć tak, j a k rezygnuje się z wielu nieznaczących d r o b i a z g ó w .
Podczas częstych s p o t k a ń z Majewskim w i d z i a ł e m
go tylko dwa razy w pełni pogodnego, spokojnego i

�dostojnego. Mówił wówczas nieco wolniej niż zwykle
oraz rzadko przechodził z tematu na temat. Przypo­
m n i a ł y nam się w ó w c z a s jego r o z w a ż a n i a o t y m , jak
to on jako artysta może żyć obecnie samodzielnie, bo
jest samowystarczalny i dzięki swojej s a m o t n o ś c i mo­
że być szczęśliwy na ziemi niczyim w niebie, gdzie nie
ma hierarchicznej zależności między
ludźmi.
Chwile
„ziemskiego w n i e b o w z i ę c i a " są jednak dla artysty bar­
dzo rzadkie, bo na co dzień musi on, jako z w y k ł y czło­
wiek, stale w a l c z y ć z „ d i a b e l s k i m ś w i a t e m " .

W realizacji planu zbudowania O ł t a r z a
pomogło
Majewskiemu Ministerstwo K u l t u r y i Sztuki, przyzna­
j ą c m u wysokie stypendium. O ł t a r z zakupiło P a ń s t w o w e
Muzeum Etnograficzne w Warszawie, tam też jest on
wystawiony.
Mniejszy, zbliżony w koncepcji ideowej ołtarz w y ­
k o n a ł n a s t ę p n i e rzeźbiarz na z a m ó w i e n i e Ludwiga Z i m merera. Znajduje się on w jego kolekcji.

PRZYPISY

1

Por.: W. W. Iwanow, W. N . T o p o r ó w , Issledowanija w oblasti słowiańskich
drewnostiej, Moskwa 1974;
M . Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1970, s.
132—182.
W i t Stwosz, Ołtarz krakowski, Warszawa 1951.
Zycie Majewskiego bardzo często przypomina o
d o ś w i a d c z e n i u r e l i g i j n y m , k t ó r e van der Leeuw ujmuje
jako szukanie sensu życia i d ą ż e n i e do przekroczenia
granic życia w danych sytuacjach poprzez poszukiwa­
nie i wykorzystanie „mocy", k t ó r ą w w y p a d k u Majew­
skiego jest twórczość artystyczna. Por.: G. van Leeuw,
Phanomenologie der Religion, Tubingen 1970; Z. J. Zdybicka, Fenomenologiczne
koncepcje religii (w.) Studio
z filozofii Boga T. 3, Warszawa 1977, s. 308—309.
T. Dobrowolski, Polska rzeźba
ludowa, L w ó w
1933, s. 22—23.
Por.: Współczesna rzeźba
ludowa, Katalog w y ­
stawy pokonkursowei, Opole 1974, s. 16—17.
Por.: J. K u r e k , Wizja wszechświata
w
twórczości
Stanisława
Majewskiego,
„Polska Sztuka L u d o w a " R.
X X I , 1977, nr 4.
Majewskiemu nie w y s t a r c z y ł a pierwotna wersja
krzyża z d r a b i n ą opisana w a r t y k u l e Jana K u r k a (op.
cit.). Później artysta z a s t a n a w i a j ą c się, jak można naj­
lepiej p o k a z a ć ludziom d r o g ę p r o w a d z ą c ą poprzez k r z y ż
do nieba, wyrzeźbił w n a s t ę p n y c h wersjach tej k o m ­
pozycja wizór do n a ś l a d o w a n i a — M a t k ę Boską wcho­
dzącą po szczeblach
drabiny.
Natomiast po bokach
k r z y ż a zaznaczył cegiełki — stopnie drogi, k t ó r e m a j ą
o b r a z o w a ć po jednej stronie krzyża dziesięć p r z y k a z a ń
bożych, a po drugiej
osiem s a k r a m e n t ó w (błogosła­
wieństw?).
Judasz ukazany jest w tej kompozycji jako je­
dyna postać stająca w ś r ó d osób zebranych w wieczer­
n i k u . Stoi on najdalej z p r a w e j strony Chrystusa i t r z y ­
ma w r ę k u p i e n i ą d z tak, jak k a p ł a n rzymsko-katolicki
h o s t i ę podczas Podniesienia przy ołtarzu.
Wiatr w Starym i N o w y m Testamencie symboli­
zuje sposób działania Boga i i n t y m n o ś ć jego rozmowy
z ludźmi. Jest n i m najczęściej ł a g o d n y powiew, ale mo­
że być t a k ż e wichura, burza jako symbole strasznych
poleceń Boga (por. I . K r ó l e w s k i e , 19, 11—.14).
in p o r o k Daniel jest p i e r w s z ą osobą w Starym
Testamencie, k t ó r a zapowiada niemal apokaliptycznie
przyjście Syna Człowieczego na o b ł o k a c h niebieskich
2
3

4

5

6

7

8

9

r

(Daniel, 7, 13—14). Jego obraz w y s ł a n n i k a Boga jest
z a s k a k u j ą c o odmienny od tego, co głoszą wcześniejsze
księgi Starego Testamentu, p r z e p o w i a d a j ą c e Mesjasza
jako króla i syna Dawida.
Odnosi się to do Ostatniej Wieczerzy w y r z e ź b i o ­
nej na poziomej belce krzyża.
Chairakterysitjсиле jest, że w Ewangelia św. Ja­
na nie ma b e z p o ś r e d n i e g o opisu Ostatniej Wieczerzy
znanego z innych Ewangelii, jest natomiast interpreta­
cja znaczenia Eucharystii (Jan, 6). Por. A. Gerkcn, Teo­
logia Eucharystii, Warszawa 1977, s. 50—56.
Nazwy n i e k t ó r y c h scen na ołtarzu cytuję zgod­
nie z ortografią podpisów do szkiców tych scen w y k o ­
nanych o ł ó w k i e m na l u ź n y c h kartkach papieru. Cha­
rakterystyczne jest przy t y m , że nazwy te często od­
noszą się do przeszłości lub m a j ą c e j n a s t ą p i ć p r z y s z ł o ­
ści w z g l ę d e m sceny w y r z e ź b i o n e j , np. „ A d a m i Ewa
zgrzeszyli w Raju", podczas gdy scena przedstawia
pierwszych r o d z i c ó w jeszcze przed p o p e ł n i e n i e m grze­
chu.
M a t k a Boska znajduje się w centrum nieba
symbolizowanym przez jego s i ó d m e p i ę t r o . S i ó d e m k a
jest więc tu znakiem pełni.
Liczby trzy i cztery, siedem i dziewięć m a j ą
bardzo w a ż n e znaczenie w kulturze archaicznej, w t y m
t a k ż e w polskiej k u l t u r z e ludowej. Por.: W. N . Topo­
r ó w , O modelach liczbowych w kulturach
archaicznych,
„ T e k s t y " 1974, n r 1, s. 157—168; J. Ś w i ą t e k , Liczby trzy
i dziewięć
w mitach, wyobrażeniach
mistycznych,
prak­
tykach i zwyczajach ludowych, „Lud", T. 11, 1905, s.
371—388.
Majewski ujął lapidarnie ruch czterech ż y w i o ­
łów w r z e ź b i e Strażak. Por.: J. .Kurek, op. cit.
Jasne bukiety k w i a t ó w są namalowane na czar­
nej predelli ołtarza po obu stronach tabernakulum. Są
one umieszczone w p o ł o w i e wysokości predelli, aby w i ­
dać je było nad trojiramiennym świecznikiem w w y p a d ­
k u , gdyby się świece wypaliły... Trzeba bowiem jeszcze
raz p o d k r e ś l i ć , że cała kompozycja ołtarza to przecho­
dzenie z m r o k u wieczernika poprzez noc otaczającą ta­
bernakulum do barwnego ś w i a t a i jasności niebieskiej,
k t ó r e j szczytem jest k r ą g słoneczny. Podczas n a b o ż e ń ­
stwa mrok nocy, w k t ó r y m u k r y t e jest tabernakulum,
m a j ą r o z ś w i e t l a ć świece, a w w y p a d k u ich b r a k u jasne
kwiaty.
1 1

1 2

13

14

1 5

1 9

1 7

Wszystkie zdjęcia czarno-białe ołtarza: J . Swiderski: kolor: J . Sobolewski: rysunki: autor, opr. J . Michałowski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5934" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5914">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aea53c875117a4b9434a5223850c7426.pdf</src>
        <authentication>a2452475782bd2695151397e0ed291ac</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70757">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5442</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70758">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70759">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5060</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70761">
                <text>Contens / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70762">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.266-267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70763">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70764">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70765">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70766">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
+CULTURAL ANTHROPOLOGY + ETHNOGRAPHY • ART+
2004 rok LVIII nr 1-2 (264-265). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 30 zł
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, CULTURE FUNDATION

Contents 3/4 2004
Roman Triptych. Meditations - Excerpts
Mernory and Identity
Grzegorz Pawłowski My Home, Jerusalem
Wojciech Brojer The Establishment of the House of Gad
Anthony Vidler Unhomely Houses
Maria Rogińska The Road Home. Certain Aspects of the Model of the
World in Russian Orthodox Narratżon from the End of the
century
Jan Gondowicz Collector of Fissures
Zygmunt Krzyżanowski Quadraturite
Tomasz Rodowicz Home, or Wandering in Time
Andrzej Coryell Drawing of a Home
John Paulll

Jerzy S. Wasilewski
Maciej Rożalski
Jacek Olędzki
Jacek Olędzki
Tomasz Wit-Szerszeń
Julia Hartwig
Wojciech Z. Dąbrowski
Magdalena Prosińska
Jadwiga Strzelecka
Jan Strzelecki

Jadwiga Strzelecka
Jan Strzelecki
Jan Strzelecki

Etnologia w podróży
On the Trail of an Imaginary Escape

Candomble
Poetic Diaries. Peru, the Iconosphere of the Most
Extraordinary Petroglyphs
Quiet and Loud
BRISEES or Traces of Africa. On the African Journal
of Michel Leiris
Negra Famiły
Verandah
Feeding a Dead
Recollection of Janek- A Conversation between Andrzej
Wilczkowski and Jan Strzelecki
"The Stars Shine Above and Sugar Flakes Float from the
Sky". A Conversation between Andrzej Wilczkowski and
Jan Strzelecki
The "Mountain" Biography of Jan Strzelecki
Vittakivi - My Love
From Records, Notebooks and Letters

266

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5921" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5901">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/55a349461c0a8408cedd2253d7d2dd6d.pdf</src>
        <authentication>2e712bfa946cf8234a26e294df05de80</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70589">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4792</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70590">
                <text>1965</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70591">
                <text>spis treści</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70592">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4448</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70593">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70594">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1965 t.19 z.1; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70595">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70596">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70597">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70598">
                <text>�TR

ESC

Vera Hasalova. Praha

„Grupa żywiecka" a obrazy na szkle z po­
granicza morawsko-polskiego

3

Aleksander Jackowski

Współczesna sztuka ludowa (Uwagi po wysta­
wie łódzkiej)

1SJ

Maria Przeździecka

Wystawa ikon w Krakowie .

39

Anna Dobrzan ska-Pawlicka

Malarskie zdobienie chałup we wsi Samoklęski, pow. Jasło

49

Maria Gutkowska-Rychlewska

Wzorzyste polskie
i XVIII w

54

Barbara Kołodziejska

Wystawa wycinanek łowickich Zofii Foks w
Muzeum Okręgowym w Zielonej Górze . .

57

Ewa Fryś-Pietraszkowa

X X I i X X I I konkurs szopek w Krakowie

60

WSPOMNIENIE

pasy

.

.

.

siatkowe

.

w

XVII

.

POŚMIERTNE

Anna Świątkowska

Franciszka Burzyńska 1880—1964

.

.

KRONIKA

SUMMARY

.

.

.

63
61

OF

ARTICLES

65

PE3K3ME

67

OJŁ/Jf

Na okładce i stronie tytułowej:
Jan Lamęcki.

Władysław

Jagiełło, wys. 42,5 cm. Wyk. 1964 r.

Dąbrowa Zielona, pow. Radomsko. Fot. Jan

Swiderski.

�1

KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

POLSKIEJ

polska sztuka ludowa

AKADEMII

NAUK

�KOMITET REDAKCYJNY
M g r Aleksander Jackowski,
d r Kazimierz Pietkiewicz,
prof, d r Ksawery P i w o c k i ,
prof, dr Roman Reinfuss,
iprof. d r Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
s t ę p c a redaktora naczelne­
go: prof, d r Roman R e i n ­
fuss,
sekretarz
redakcji
i
redaktor d z i a ł u :
mgr
Jadwiga
Jarnuszkiewicz,
współpracownicy:
mgr
Anna
Kunczyńska,
mgr
W a c ł a w S u ł k o w s k i , redak­
t o r techniczny: M a r i a K l u kowska, u k ł a d graficzny:
Jadwiga
Jarnuszkiewicz.
T ł u m . : D . Ronowicz (ang.),
Natalia
Stasińska
(ros.).
RED.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa, u l . D ł u g a 26,
tel. 31-32-71/4, w . 28 i 20.
W Y D . i A D M I N I S T R . : P.P
W y d a w n i c t w a Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
K r a k . P r z e d m i e ś c i e 21/23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5920" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5900">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/43b2965fffda6fad81c60a70e5e496fd.pdf</src>
        <authentication>bf074b263bf81bdfe86d132cba162cc5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3070</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70580">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2874</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70582">
                <text>Zapiski z gardzienickiej chaty / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70583">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.401-406</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70584">
                <text>Gołaj, Mariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70586">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70588">
                <text>Mariusz Golaj • ZAPISKI Z GARDZIENICKIEJ CHATY

W

ędrowałem w swoim życiu wiele, wędrowa­
nie ożywiało moje życie, ofiarowywało mo­
jemu życiu wiele żyć.
Wędrowałem dzieckiem, z Babcią Julą za rękę, przez
polne drogi Osoli, wśród zbóż. Wędrowałem młodzień| cem, okazjami, przez Polskę lat siedemdziesiątych; od­
krywałem Europę w płaszczu ortalionowym zamiast
śpiwora - byłem włóczęgą. Zamieniałem mój Wrocław
na świat i przemierzałem go po wielekroć. Biegałem po
poligonie, w hełmie, w samotność wojennego teatru
I młodości. Trafiłem do Gardzienic.
Przy Staniewskim latami wędrowałem po „Natural­
ne środowisko teatru", zaprzęgnięty w łódź wypełnioną
muzyką, obok najbliższych m i osób. Byłem posłańcem
spraw, przy których rosłem. Paliłem mosty, deptałem
ziemię, by wejść w wiek męski. I wszedłem - Awwatum, Carmina Burana.
Z okna mego domu śledziłem zmieniające się kolory
taki i wiewiórkę, którą nazwałem Zeami. Przysypiałem
i śniłem skrzypienie stalówki mojej maszyny do pisania.
Budziłem się pobity.
Przemietzałem fakty - rekonesanse, wyprawy,
warsztaty, sympozjony, sesje, zgromadzenia, spekta­
kle. Australie, Nowe Gwinee, Indie, A m e r y k i , Ukra­
iny, Anglie, Koree, Laponie, Japonie, Brazylie. Lata.
Ludzkie konstelacje. Teatr. Sam nigdy bym tam nie
doszedł.
Wbiegając w czterdziestki, ryczące, wyruszyłem na
Wschód. Wróciłem. Dziś dniami strzelam z łuku, a no­
cą, na dwudziestą, chodzę do Domu-Teatru zajmować
się zwierzętami. Szczególnie osłem. Podtykam mu pod
pysk tóże i ryczę, i czekam przemiany.

Wrocław. Początek lat sześćdziesiątych
| W poniedziałkowe wieczory wyruszyłem z ulicy Knia[ ziewicza 11, mieszkania 8, do kościoła Św. Wojciecha,
I za fosę. Szedłem obok szewca, do którego odnosiłem
do żelowania buty, koło zakładu pani Basieńki, gdzie
biegałem z pończochami mamy, żeby „podnieść oczka",
kolo kutego, poniemieckiego parkanu i w połowie zruj­
nowanej, poniemieckiej kamienicy, gdzie mieszkał mój
kolega, z którym w poniemieckim bunkrze piłem po raz
| pierwszy wino. Poniemieckie gruzy i chłopięca wojna,
Polacy i Niemcy, nikt nie chciał być Niemcem, kamie­
nie i pierwsza krew. Małpi Gaj.
A w kościele światło witraża i misy z wodą święconą,
czaszki przy sarkofagu błogosławionego Czesława, po­
łyskujące obrazy, cienie i płonące świece.
0dziewiętnastej-służba.
W zakrystii podstrzyżeni chłopcy walili się komżami,
] potem 10 minut nakazanego skupienia, ubieranie Księdza-Ojca, mszał da ręki, trzy dzwonki, wejście. Msza...
i Spektakl.

MARIUSZ

Z

GOŁAJ

Zapiski
gardzienickiej
chaty*

Grałem jedną z głównych ról, za Księdzem-Ojcem,
organistą i N i m , dla którego to wszystko.
Przyklęknąć i przenieść mszał, wrócić na miejsce,
przygotować dzwonek, skłonić głowę, nalać wody i wi­
na, czasem tylko wina, wina, moja wina...
Ministrantura po łacinie, melodeklamacja, klęczeć
ze skłonioną głową, moja wina, wina...
Trybularze i dzwonki, ich głosy, ich wypracowanie
i szlachetność, jakże daleka od codziennej bylejakości.
Moja wina, rzeknij słowo, nie jestem godzien...
Złota patera podkładana pod usta tych zza balasków
- wywalone języki, umalowane wargi, nieogolone po­
liczki, popsute zęby. Drgająca powieka dziewczynki
o włosach z jasnymi pasemkami.
Rachunek sumienia. Diabły i Anioły. Wina. Strach.
Spowiedź.
Przebaczenie. M a m jeszcze tyle czasu...
Łzy szczęścia. Lekkość po pokucie.
Spełnienie. M a m jeszcze tyle czasu.
A k t o r e m byłem i w cywilu. Pierwsze próby.
Babcia Jula myła m i nogi w misce i czytała Powrót
taty.
Woda chlapała na podłogę w kuchni, na żywe deski,
szorowane przez rodziców w soboty, przy radiu Maty­
siaków. Pamiętam to wzruszenie i radość z zapamięta­
nego po raz pierwszy, powtórzonego przed snem, sobie
tylko, w łóżku, tekstu. A potem trajkotałem go Babci
Juli, siedząc na jej kolanach, gdy szyła, w rytm maszy­
ny do szycia „Singer", jak piosenkę.
Na imieninach stawiali mnie na krzesło. Nie zawsze
cichli od razu. Jeszcze wujek Janek stuknął kieliszkiem,
jeszcze łyżeczka sałatki dla babci Kamy, jeszcze śmiech,
jeszcze gwar. Jakąż piękną rodzinę ja miałem, te ich
zgromadzenia, te biesiady... ten teatr. Zaczynałem jak
dziecko, z opuszczoną głową, nie znałem jeszcze sztuki
początku. Potem osiągałem rytm maszyny do szycia
Babci Juli, uważałem na oddech. To było gdzieś przy
*

P i e r w o t n i e tekst

ukazał

się w miesięczniku

„Odra"

n r 9/1997. R e d a k c j i bardzo dziękujemy za zgodę n a przedruk.

401

�Mariusz Gohj * ZAPISKI Z OARDZIENICKIE] CHATY

tlona ciepłym, żółtym światłem gierkowskich lamp, jak
reflektorami w teattze. Nie przypominał innych, tlą­
cych się lichymi jarzeniówkami, ociemniałych ulic. To
była Europa. „Za moim oknem, *&gt;d skalistych brzegów,
białe żagle wciąż jeszcze wychodzą na morze. Odchodzą
w tamtą stronę, niepotargane skrzydła..." - T.S. Eliot.
Most Grunwaldzki, wiszący, „nie brookliński". Odra.
Mosty i kościoły. Apollinaire. Potem wybierałem - ko­
ło dominikanów przez Rynek i Świdnicką albo kolo i
uniwersyteckiej polonistyki, albo od razu w dół, nad toScj., na. dworzec.

Metamorfozy.

Dworzec Główny to było włocławskie „down town"
- ludzie, taksówki, ruch. Świecący zegar na wieży, mi­
gający, psujący się neon, kino nocne z huczącym wen
tylatorem i seansami o północy. Bar, kawiarnia, restau-l
racja - jedyne nocne lokale - żywe, ciepłe, dostępne,
Smak grochówki z chlebem, klopsa w pomidorach,]
ziemniaków z kapustą zasmażaną, podwójnych ziemi
niaków z tłuszczem. Wędrowcy, przechodnie, podrói
ni, nieudacznicy i poeci, milicjanci i SOK-iści, alkohol
licy, ćpuny, dziwki, taksówkarze i kelnerki, te ulubiai
ne, ulubione widoki, perspektywy, światełka, zakamar-1
ki, ławki. Dostojewski, Sattre. Wódka w pobliskie!!
melinach, bramy, klatki schodowe, drzwi - „babcie"!
„ciocie", radiowozy. Jakże te noce nie miały chuligau-fl
skie być, skoto recytując Sergiuche, jego Moskwę zaj
mieniałem na karczemny Wrocław.

Fot. archiwum O T P

słowach: „...najpierw, z początku, porwał mnie śmiech pu­
sty, a potem litość i trwoga...". T o było gdzieś t u . . . Jak
przyjeżdżała rodzina z Pruszkowa, ze strony mamy,
pierwsza była zwykle ciotka Irka - zamglenie oczu, wil­
goć rzęs, łza, pierwsza, wytarta, następne jakoś tuszowa­
ne chusteczką, grymasem. Rodzina ze strony ojca była
żywsza, rozradowana, hałaśliwa. Stanowili zagrożenie
dla mojego aktorstwa. Bzyknięcie zapałki przy zapalaniu
papierosa babki Fatimy, paliła bez przerwy, kichnięcie
wujka Pawła, szept ciotki Baśki, potwornie sceniczny,
tego już się nie dało zatrzymać, to groziło klęską.
„Kupcze, idź w miasto, ja do lasu muszę..." - bywało,
że ciotki płakały na głosy.

Wrocław. Początek lat siedemdziesiątych
Wrocław przemierzany nocą, jeszcze dziś nie odma­
wiam sobie echa tych wędrówek.
Wyruszałem spod Stadionu Olimpijskiego, gdzie wy­
najmowałem ciemny, wilgotny pokoik, z kredensem
i biurkiem, i żelaznym łóżkiem, do okna którego nocą,
spod drzewa moreli, pukali goście. Szedłem parkiem
Szczytnickim - koło rododendronów, gdzie jakiegoś
świtu czytałem komuś Rilkego: „Konno, konno, konno,
tak przez dzień, tak przez noc, konno, konno, konno..." do placu Grunwaldzkiego. T o była przystań, rozświe­

T o nie był Wrocław, to był cały świat. Te pociąg •
0 niebieskich światełkach miały mnie kiedyś wywieźl
daleko - „którejś nocy, ścigany pieśnią
rozhisteryzwĄ
nych stóp twych najdroższych, wyruszę w drogę... " -M
salem w urodzinowym wierszu. A na razie z dworca M
Ktzyki, ciągle piechotą - wiosną bzy, kasztany, butellaf
mleka z wózka, poddasze ptzyjaciela-kumpla - z napił
sanym wierszem, poematem, który „o bladym Ma
okazywał się zwykłym bełkotem". T o był mój GinsbeJ
1 „kolczasty kłąb". I powrót, „na czerwonym byty
Lao-tsy przez budzące się ulice miasta.
T o był Teatr Miejscowy, Teatr Olśniewający. Tobf
nasz Teatr Osobny. Było nas paru, zresztą życie nastał
sowało przez tych parę lat. Tadeusz, Tomek, Bronek
Monika, Hanka, Elżbieta, Jola, Jacek, Julka, Jurek, Mi|
chał, Ryszard, Magda, Irek.
Obłężenie wg Krasińskiego w Kalamburze, ŁagM
Eskuńal w Pałacyku, Majakowski na Dawida, Schuj
w Jerzmanowicach. I po pokojach, po domach, pogi
leriach na jedną noc, w mieszkaniach, na ulicach, tai
sówkami, pod czyjeś okno - wiersz, w podziemny!
przejściach dworca - idziesz z walizką, stoimy podścil
ną, stajesz, otwierasz, wchodzisz w nią, dmuchasz wśl
giel wyciągniętego prześcieradła - „nauczę cię żarlim
ści...". T e n teatr był poza teatrem. Poza Teattem Pol
skim, Współczesnym, Karnetalnym - tam się chodzi
w liceum. Poza studenckim poza Labotatot ium. ByJ

402

�Mariusz Gołaj • ZAPISKI Z GARDZIENICKIEJ CHATY

to się i tam, przerzucało kładki, używało sal, staży, kon­
taktów, festiwali, świąt - byliśmy z ambitnych marzeń,
żarliwych słów, nieprzejednani, wytrwali, czuli, więc
nas wpuszczano i w lepsze towarzystwo. A l e tam już by­
ło za ciepło, więc wracaliśmy na ulice, w cień. I niektó­
rzy w cieniu pozostać woleli, do dziś.
„Nie starcza już dwudziestoletnich burz ból, trzydniowy
nie rozczula..." - pisałem w wierszu z wojska. Ślad
na piasku - na piasku, na trawie, na drodze. N a chodi niku, posadzce, parkiecie. N a betonie, na linoleach
! i lasttikach, płytkach PCV, wykładzinach, deskach czy scenicznych, czy to była scena?
| Zakłady karne, szpitale, kluby studenckie, domy
kultury. Z tobołkiem scenografii na plecach, z dwoma
reflektorami, boso. Dzień postu przed pokazem.
' zarost

Dziś widzę to jakoś napuszone, nieskromne. Zapa­
trzone w siebie, w młodzieńcze „ja", jakże dalekie od w i ­
zerunku na scenie. Osamotnione, nie skonfrontowane
! z żadną tradycją, epoką, historią, zawieszone niby
' w „tu" i „teraz", z młodzieńczą wiarą, że tylko „tu" i „te­
raz" jest, z pretensją do widza, żeby to „ja" - „tu" i „te­
raz" zaakceptował. W pełni. Bo w „pełni" niby byłem ja.
Spalone mosty, spalone przyjaźnie. Niektóre na zawsze.
Pierwsze kroki w samodzielność, w wiek męski. D o
Gardzienic.

Olga Pawluczuk ze wsi Bubel
Nad Bugiem

1

Lato. Zamglony wieczór, od łąk, od rzeki. N a drodze
szczekały psy. Patrzyłem przez szybę okna, z nocy w izbie grało radio, stół zastawiony „wszystkim". Olga
leżała ubrana na łóżku, z wyciągniętą, sztywną nogą.
Chtapała.
Zapukałem w okno. „Kto to?" - wrzeszczy. I ruch...
Biegnie, kuśtykając, otwiera drzwi, nastawia wodę,
kroi chleb, całuje, wyciera nos, gada, śmieje się, wy­
chodzi. Cebula, tuszonka, słonina - podsuwa krzesło,
wszystko na czas. Wyciera fartuchem kieliszki, wlewa
gościnną wódkę - „oj, będzie, będzie!" - woła, gdy stakany pełne. Wznosi toast. Jak ona wznosiła toasty... Te
mowy, te zaśpiewy, stuknięcia szkła, śmiechy, dotyka­
nie kieliszkiem ust, już tylko przechylić... ale odstawiła,
jeszcze jedna przyśpiewka i śmiech, i nawoływanie,
i parę ogni na twarzy, w zmarszczkach, co jak bruzdy
w ziemi. Studiowanie ludzi ze wsi, i c h pieśni, gestów,
ruchu, ich technik, ich środowiska, ich kosmosu - to
był ważny przedmiot gardzienickiej edukacji.
Wreszcie Olga w siebie wódkę wlała - wydech, gry­
mas ust, przesłonięcie twarzy, skórka chleba pod nos.
„Dobra... mocna..." - zaklęcie. I następna pieśń.
Rano zaczynało się: „A co będziesz jadł?". I już sześć
jajek kapie na słoninie, chleb z przedwczoraj i herbata,
bardzo słodka. I opowieści, już nie cywilne, ale „pod

403

magnetofon". O chórze w kościele i jak jej zabronili
śpiewać, bo wszystkich zagłuszała, o prawosławnym
krzyżu i pielgrzymce na Grabarkę, o cerkwi i domu,
0 rodzinie i świętych, i wojnie, i cierpieniu, i samotno­
ści. T o już nie była tylko Olga, to było plemię, i poko­
lenia, tradycja, niszczona, i to niszczenie też było trady­
cją, to były ruiny chat nad Bugiem i zdziczałe, po prze­
siedleniach, sady owocowe, i odbudowywane kapliczki,
1 rzeka graniczna. I ja, który tego słuchałem.
W 1993 roku, przygotowując wyprawę „Gardzienic"
na Ukrainę, odwiedziliśmy z Mariana Sadowską
w Drohobyczu ucznia Brunona Schulza. Staruszek
z żoną siedzieli na ganku, pokazywali nam fotografie.
W sadzie spadały jabłka. Pac... „Główna rzecz, ażeby
nie zapomnieć..." - pac... - „żaden Meksyk nie jest
ostateczny" - pac... - „jest on punktem przejścia, któ­
ry świat przekracza"
— pac, pac. „Za każdym Meksy­
kiem otwiera się nowy Meksyk, jeszcze jaskrawszy nadkolory i nadaromaty..."
Pac. Pac. Pac, pac...

Wędrowałem na Wschód
T o była podróż wymyślona dużo wcześniej, nigdy niegotowa, aż dziw, że się w nią udałem.
Babcia Jula kupiła m i w dzieciństwie lampę, we
Wrocławiu, na Dąbrowskiego. Lampa miała abażur, na
którym były wielbłądy i one się pod wpływem ciepła ża­
rówki poruszały, kręciły, szły, wędrowały po piasku pu­
styni na Wschód.
A potem, w młodości, w pokoiku na Olimpijskiej za­
chłystywałem się mirażami Wschodu, młodzieńczym
poszukiwaniem iluminacji, technikami przemienienia,
bycia pełnym - całą tą obowiązkową literaturą połowy
lat siedemdziesiątych, wypisz-wymaluj Dharma bums
Kerouaca.
W u j e k Janek był bratem rodzonym Babci Juli, miał
metr sześćdziesiąt wzrostu, był łysy i był kolejarzem.
Pojawiał się w moim dzieciństwie w mundurze, z po­
marańczami w prezencie, zjadał obiad i mówił: A teraz porozmawiajmy poważnie. I zasiadała rodzina,
chcąc-nie chcąc, przy herbacie i słuchała wujka Jan­
ka. W u j e k był członkiem Towarzystwa Teozoficznego, jeszcze przed wojną, znał, jak mówił, Dynowską
i kontynuował swoje studia na Jesionce pod Warsza­
wą, gdzie mieszkał w maleńkiej chałupce z kotem,
psem i pokaźną jak na warunki wiejskie biblioteką.
Ptowadził ożywioną korespondencję i był wiejskim
dziwakiem. Opowiadał o Białej Hierarchii w górach
Tybetu, o minerałach i zwierzętach, z których jeste­
śmy o wędrówce k u Dobru a ludzie go widywali jak
unosi się nocą nad borkiem W 1981 roku wujek
ogłosił nadchodzący koniec świata i wezwał rodzinę
do siebie aby tam przy zakupionym zapasie ryżu mą-

�Mariusz Gokj • ZAPISKI Z GARDZIENICKIEJ CHATY

k i i soli, przetrwać. Odwiedziłem go potem, przywożąc
Króla Ducha, jak karmi! ryżem, w stanie wojennym,
wróble. A potem w D o m u Zasłużonego Kolejarza, gdy
leczył się jeszcze kolorem oranżu. A potem w Prusz­
kowie, na cmentarzu.

zwierzęta powietrza. Malowane byki, słonie, małpy, par­
szywe psy, wielbłądy. Starzec w łódce łowi ryby, orzeł
nad meczetem, sępy nad padliną.

Baul i profesor z Kalkuty wędrowali z „Gardzienicami" w roku 1979. Baul śpiewał na-wiejskich zgro­
madzeniach, a chłopaki na motorach krzyczeli: „Te, upilim Indiana". Cóż dziwnego, każdy chciał się
napić z Hindusem-Profesorem. Będąc z „Gardzienicami" w Irlandii, w Derry, mieszkałem u Jima H u ghesa. Jim miał dużo młodszą od siebie kobietę i psa,
i doświadczenia ostrych represji za swoje sympatie
polityczne. Świty, po pracy, spędzaliśmy przy szkląneczce whisky. Któregoś wieczoru usłyszałem w T V
Baula. Jim włożył kasetę i nagtał program. T o był ori
Baul z Gardzienic, był i profesor z Kalkuty; to był
Baul, którego ciągle wspominają na Kendula Mela
w Bengalu.

Błękity świtu, błękity toni, błękity życia, błękity
śmierci.

Do Indii, na Wschód, wyruszyłem, gdy rozstawa­
łem się z żoną - to doniosły okres w moim życiu, za­
iste. Po dziesięciu latach bycia razem pojawił się
okres szczególnego opętania, na swój sposób - świę­
ty. Przed domem, po łące biegało dziecko, w teatrze
odbywały się pierwsze pokazy Carmina Burana. Dużo
czytałem o Merlinie.
W takich chwilach świat śpiewa pieśń, nie ma przy­
padków, jest się jak otwarta rana, wszystko cię czyni,
i wiatr, i deszcz, i ludzie, i sen, i płacz, i śmiech. I to niedotkliwe.

Indie
Btzask i chłód budzącego się Vatanasi. Ludzie poko­
tem spali na dwotcu, kobiety budziły dzieci, by żebrać.
Riksze czekały szeregiem.
Był świt 24 grudnia 1991 roku. Wigilia.
Zszedłem nad Ganges.
Wszedłem do wody, do pasa. Wokół ludzie inkantowali słowa modlitwy. Podnosili mokre dłonie do czoła,
do piersi, na wschód. Było ich wielu, rzesze.
Odepchnąłem się od kamiennego schodka i zanurzy­
łem w Ganges. Płynąłem delfinem, na wschód, jeszcze
dla rozgrzania, prędko. I nagle, przy wynurzeniu - słoń­
ce w oczy, przy zanurzeniu - toń; słońce, woda, słońce,
woda, ciepło, zimno, ciepło, ciepło, wdech, wydech, ja­
sno, ciemno, ptak, łódź, wdech, woda w ustach. Na
krótko gorąco. Krótszy oddech - dym tytoniowy, skrę­
ty, papierosy, bidi. Woda, słońce, ciepło, jasno, szaro,
niebiesko, zielono, indygo. Chusty, narzuty, przepaski,
brokaty - wdech; suche nogi, kikuty - wydech. Broszki,
naszyjniki, kolczyki, szafiry, rubiny maharadży - wdech;
wydech - liszaje, parchy, garby, jątrzące rany, muchy,
ciała, ciała. Trąd. Zwierzęta rzeki, zwierzęta pustyni,

404

Wdech, wydech, wdech, powietrze, woda, wydech,
głębia, toń.
*

Stałem na górze, robiłem niedozwolone fotografie
Krzyczą, biegną do brzegu, niosą na bambusowych ma­
rach. Zanurzają w rzece, obmywają. Ciało. Mokre zawi-!
niątko - człowiek. Układają na stosie, 900 rupii za
drzewo, pięćdziesiąt dolarów, dla nich majątek. Prze­
chadza się boss, właściciel terenu, milioner, z siedmio­
ma gorylami, w białym garniturze. Przynoszą wiecheć
ognia, obchodzą stos, coś mówią, za daleko, z góry nie
słyszę i dym innych stosów przesłania. Sypią proszek,
drzewo sandałowe, pachnidło, dokładają trzcinę, maté-1
riał płonie, brokaty, te papierowe, tylko dla obrządku!
śmierci, tanie. Więcej drzewa, jak się dobrze rozpali, t o l
bale, a potem już nie wiem, ze dwie godziny stygłem.
Widziałem inne stosy, niedopalone szczątki, dymiło!
motyczką zgarniali popioły i wrzucali w Ganges. Niedo-I
palone bale wykradali biedniejsi, by zaoszczędzić na!
drogim drzewie na stos. Kłócili się, gonili, przeklinali!
Niżej czekały suche ciała, przykute, bo już bez siły, że­
by wyjść i żebrać na swój stos. Umierały, przyszły, byf
umierać i trafić do rzeki. A jeszcze niżej interes, strąga-i
ny, wielki interes na losie.
W świątyni konie i muzykanci w kamieniu, wszystkie!
te cuda opisywane w przewodnikach i albumach. A l u j
dzie żują betel i uwijają się przy stosach, plują, biegaj*
z marami. Psy, dzieci, krowy, świątynie dokoła, basen]
w którym kochanka Wisznu zgubiła kolczyk, kozy zja-l
dające śmiecie - wszystko prócz plastiku. Opowiadają!
cy bramin - „King of brocate", od czterech pokoleń.
Przyjął mnie w pustym pokoju na piętrze. Najpienj
pytanie - czarna herbata czy czaj? Kawa, papieros, rozj
mowa, jakieś dziesięć minut. Chłopcy wnieśli naręcza!
jedwabiów na klaśnięcie. Rozrzucał niedbale dziesiątki
zwojów materii, czarował. Płynęły pawie ogony, abażuj
ry, witraże, kolory z dzieciństwa, Szeherezady, piramidy!
wielbłądy wyruszające o świcie z oazy, kupcy, karawany,
zaczarowane lampy - i ta, kupiona z Babcią Julą na Da*
browskiego, we Wrocławiu, teraz leży na Grabiszyń-i
skiej, obok prochów jej syna, wuja Stacha, który mieszl
kał w Ameryce. Pamiętam, jak niosłem urnę przesłanaB
paczką - mała skrzyneczka zawinięta w fioletowy jej
dwab, na cmentarzu pijany grabarz, matka płakała.
A jedwabie Króla Brokatów płynęły, z jednego ko]
konu sześć gatunków, tylko te najlepsze. Potem poka­
zywał falsyfikaty, nie mogłem odróżnić. Chciał, żebym
docenił - tygodnie pracy biednych kobiet przy kro.
snach, a on i m daje żyć - te fiolety i zielenie, i wyraft
nowane wzory, i zgrzebne supełki zachwycające szorst-

�Mariusz Golaj • ZAPISKI Z GARDZIENICKIEJ CHATY

kością, i te, nie do zniesienia, bogate. Powiedziałem, że
nie mam pieniędzy, chciałem uciec. W Indiach żaden
biały nie jest biedny - jeśli nie ma pieniędzy, ma amba­
sadę i bilet powrotny, i kredytową kartę. A „King of
btocate" niczego nie robi dla zysku, dla przyjaźni tylko.
Mogę więc wybrać, co chcę, i zabrać, i przysłać pienią­
dze z domu. Bo o n m i wierzy, chce tylko pokazać mnie,
człowiekowi innej kultury, bogactwo rzemiosła jego
kraju, podtrzymywane przez pokolenia, od 200 lat pokazał certyfikat; więc niech wskażę sześć. Wskaza­
łem. Zawisły natychmiast na ścianie, podświetlone.
Opowiadał o każdej sztuce, paląc bidi. Jeszcze się bro­
niłem i wtedy powiedział: - A który dałbyś matce? T o
był święty handel. Kupiłem dwie sztuki.

nóg, wymiata miotełką, zaciekle, wszystkie brudy, do
następnej stacji, do nowej karawany handlarzy i sprze­
dawców, wymiata do drzwi wagonu, otwiera, wionęło
żarem i kurzem... Czysto.
I znowu tak toto, dym tytoniowy, upał, betel, ktoś
zachrapał, przełknął ślinę, czyjeś zapatrzone oczy błysz­
czą, zakwiliło dziecko.
N a Kendula Mela w Bengalu tłok, jakżeby inaczej?
Nie, to nie tłok, tłok był w pociągu, a t u - po trzykroć,
po dziesięciokroć. I to wszystko płynie, jak rzeka, zabie­
ra ze sobą, niesie, szumi, dźwięczy, gra. Gra w kolory,
w dźwięki, w kształty, w obrazy, w epizody, w etiudy,
w sceny, w całe spektakle, w misteria, w życie. T o pły­
nie i chce płynąć, płynąć się domaga, ciągle, ciągle, na¬
wet jak śpi, to się domaga, wyciąga ręce, żebrze...
Wszędzie wyciągnięte ręce, dziecięce rączki, miseczki,
puszki, owinięte kikuty, otwarte rany, jątrzące strupy
człowieka, ludzkości. T o nie człowiek, to obrąbany ka­
dłubek z głową - wnieśli we dwóch, położyli w środku
płynącego tłumu, w poprzek, pod prąd, ustawili m i ­
seczki na jałmużnę, a kadłubek domaga się, macha k i kucikami obu rąk i nóg, krzywi się, patrzy, woła, woła,
chce... chce ode mnie, parę rupii, daję, tłum mnie uno­
si a o n dalej chce, dalej woła, podnosi głos głos mo­
duluje rzuca obelgi — ach cóż za profesjonalizm!

Spałem na półce z bagażami. Obudził mnie śpiew.
Śpiewał nieustannie, z daleka, przechodząc przez
wagony, wystukując rytm laską i miedziakami w dło­
niach.
Czy to już był Baul?
Pociągi Indii - najpierw wejść, potem jeszcze wcią­
gnąć plecak. T o jest wojna, t u nawet kolor skóry nie
pomaga.
Zakratowane okna wagonu, duszno. Toboły, ludzie,
ich zapachy, lgną do ciebie, dotykają - wilgotne koszu­
le, spocone karki, klejące ręce, bose stopy, zacieki pod
pachami. Mówią do ciebie, uśmiechają się, krzyczą.
W wagonach ścisk - na czteroosobowej ławce osób
dziewięć, a nad n i m i jeszcze cztery, na bagażowych pół­
kach, i dziecko na kolanach, i tobół między nogami,
iwotek, że stopy nie przesuniesz. I kołysze się toto tak
godzinami, tak toto, coraz bliżej siebie, odtaje, rozluź­
nia, przysypia, tak toto, przykłada głowę, tak, na ramię,
na kolano, tak, nieogolony policzek, tak toto tak, czy­
jaś warga na dłoni... Tak... Hamulec, wstrząs, paczka
I spadla, ludzie powpadali na siebie, ubiło się, powstała
szparka i . . . weszli. Jeden za drugim - ten czaj, ten dal,
| ten czapati... i słodkości, i orzeszki, i wegetariańskie
I grochy, soczewice, trawy, wodorosty, rękami do ust,
usta mielą, odpadki na ziemię, skorupki, łupiny, t u t k i
z gazet, niedopałki, paczki po bidi - pod nogi, na pod­
łogę, w ziemię. I cieszą się, i jedzą... - „czaj pie!!! czaj
pie... two rupies... czaj p i e ! ! ! " - gliniane, jednorazowe
czarki wypalane na słońcu, kruche, pod nogi, sanda­
łem, butem, bosą stopą i znowu, znowu stopy na ław­
kach, kolana pod brodą, bo i m niewygodnie siedzieć ze
spuszczonymi nogami, a w pociągu ławki, a o n i wolą
w kucki. Coraz więcej śmieci, każdy coś zjadł i wypluł,
teraz betel, czerwone zęby, języki, czerwona ślina, ciek­
nie, wszystko zalewa, rozumiem - na dworze, na powie­
trzu, tam więcej przestrzeni, tam są kozy, któte wszyst¬
ko zjedzą, wszystko oprócz plastiku... ale t u , w wago­
nie... w tymi ścisku...? Weszła koza... przy ziemi, w kuc­
ki, z miotełką, wyciągnęła rękę, zebrała po rupii
w garść i zaczęła czyścić - zamiatać, z podłogi, spod

Sztuka, muzyka, teatr - tego tam szukałem, turysta
z Europy. I miałem za swoje. Setki ludzi pod drzewem,
setki ludzi wokół obskurnej platformy, setki ludzi przy
aszramie, setki ludzi przy wzgórzu, setki ludzi przy stud­
ni. Można wędrować przez noc - od setek do setek, od
miejsca do miejsca, od sceny do sceny. Podwieszone
żarówki, chrypiące głośniki, źle zestrojone mikrofony.
Słyszę go... śpiewa. Dochodzę.
N a bosych stopach ghungur - bransolety z dzwo­
neczkami, lewa ręka na dubku - bębenek, w prawej ektara - jednostrunowy instrument. I do tego śpiewa,
i tańczy, i wiruje, i mówi - zgromadziciel, czarodziej.
N a platformę wchodzi drugi Baul, w kolorowym kaf­
tanie, czysty, z włosami upiętymi w falę. Ghungur, gabgubi - bębenek ze struną od membrany naciąganą dło­
nią, uderzaną kostką. Siada przed śpiewającym, mówi
do ludzi, śmieje się, pokrzykuje, odwraca, skręca, ko­
mentuje, daje znak, że zacznie za chwilę, znowu gada do
ludzi, próbuje różne rodzaje śmiechu, rozgrzewa rezona­
tory, ciągle do ludzi mówiąc, zajmuje ich, przyciąga, od­
ciąga od tamtego, uderza w strunę gabgubi, stopą
w podłogę, sprawdza rytmy, brzmienie ghungur. Wycią­
ga coś zza pazuchy, skręca, zapala, pyka, pyka, wdycha
powietrze, wypuszcza, do końca; z bezdechu przyssał się.
Wciąga w miechy, długo, ile może, przytrzymuje, prze*
łyka ślinę - uderzenie, wieczność w oczach - wydmu­
chuje, łagodnieje. Aktor. Jeszcze raz, i jeszcze, zachłan­
niej'oczy błyszczą ciało napięte skupione — wstaje ty­
łem do tamtego przodem do ludzi teraz już o n tylko.

405

�Mariusz Gołaj * ZAPISKI Z GARDZIENICKIEJ CHATY

Pierwsze uderzenie, mistrzostwo początku, szkic możli­
wości na rozgrzewkę, parę słów do ludzi, śmiech, ktoś
daje pierwsze dziesięć rupii, wpina w kaftan, jeszcze jed­
na kolorowa łata. A potem podróż, „dźwięk mnie ude­
rzył", jego podróż w siebie, w ja, jego podróż w większe
Ja, w Ja co go przerasta i przerasta tych, co słuchają,
ptzerasta mnie, z Polski, z Polski B, ze wsi, z Gardzienic,
z teatru, z plemienia rozrzuconego po świecie, ale ple­
mienia, a paru na skrawku ziemi pod stopami, w „repu­
blice marzeń". Podróż w przeszłość i przyszłość, w wiecz­
ność. Jak wtedy, gdy szedłem do klasztoru Taschiding,
w Sikkim, przez góry, w górę i w dół, w dół, do rzeki, do
pomarańczowych gajów, w górę, w kamienie, w śnieg,
w surowość. Zmieniały się klimaty, zmieniały góry, sze­
dłem - ile gór można przejść w jeden dzień; i dojść,
w jeden dzień - mur modlitewne młynki, kamienne
ściany posągi malowane drewno Czyste powietrze
białe sztandary na wzgórzu setki wiatr unosi słowa mo­
dlitwy w wieczność Biała Hierarchia wujka Janka
Kres i Bezkres I głuchy śmiech w górach
Baul tam szedł, modlił się, śpiewał - na Kendula
Mela, w Bengalu. Szedł i to była procesja. I ja tam by­
łem, chciałem się schronić nad rzeką, przybiegli z bęb­
nami, rzeszą, jak mówiła Babcia Jula - Kompanią. Za­
garnęli mnie, zawiedli na drugi brzeg, mostem, ile nocy
już nie spałem? T a m szła inna procesja - ludzie, krowy,
zwierzęta. Muzyka, muzyka... Szpaler, szedł O n , mały
chłopiec z pomalowaną na niebiesko twarzą - Kriszna.
Szedł, ludzie klękali, bili pokłony, dotykali stóp, nie je­
chał na osiołku, szedł z pomalowaną twarzą. Z oczu
uderzyły łzy. Płakałem... Dlaczego...? Tyle ludzi woko­
ło, patrzą, a ja płaczę, zawodzę, biały turysta, przed
chłopcem o niebieskiej twarzy, płacze, zawodzi,
wstyd... T o były wszystkie moje łzy, wszystkie łzy moje­
go życia, mojego świata... O n nie mówi Powrotu taty,
chociaż był w moim wieku, jak ja, wtedy, a teraz ja pła­
czę nie ciotka Irka, nie rodzina, płaczę ja nad sobą,
nad nimi nad n i m — ile nocy już nie spałem^ — ze wsty­
du ze szczęścia z nieszczęścia wszystkich poranków
i zmierzchów moich lat
Baul się tam wspiął i wtedy zawirował. I zawirował
świat.

Podróż - ciąg dalszy
Ważne m i się teraz jawi słuchanie siebie.
I siebie praktykowanie. Dieta i rytm dnia, starannie
dobierane wyzwania. Stukot czcionek maszyny do pisa­

nia, własny trening-poruszanie, wypuszczanie strzał.
W i d o k z okna mojej chaty ptzenoszony co wieczór do
Domu-Teatru.
Pisze Zeami:
„We wszystkim, co dobre i złe, nie wolno zapominać
stanu serca u początku drogi.
W każdym nowym okresie pracy nie wolno zapomi­
nać stanu serca u początku drogi.
W starości nie wolno zapominać stanu serca u po-1
czątku drogi".
Pamięć o dawnych błędach stanowi o przyszłych za-1
letach. Zapominanie o „byciu u początku" oznacza po­
wrót do niewiedzy. Odpowiedni dla każdego okresu
pracy styl gry - „kwiat", utrzymanie w pamięci wyuczo­
nych niegdyś technik, zachowanie ich, czyni aktora
wszechstronnym i stwarza niewyczerpane możliwości, §
Życie ma swój koniec, sztuka nie zna kresu. Wielki
trud grania w starości stanowi o kolejnym „początku"
w rzemiośle aktorskim.
Mówi się w Kyudo - japońskiej sztuce strzelania
z łuku, o tzw. rifle shooting - „strzelaniu strzelby", jest
to najniższa forma wypuszczania sttzał. Dotyczy tych,
którzy raz nauczywszy się ułożenia ramion i ciała w pol
zycji pozwalającej na trafienie w cel, niczego już n i l
zmieniają. Są dokładni, ściśli, staranni, ale nie zmienia-I
jąc siebie, trwonią życie na umieszczaniu strzał w tarl
czy, w kawałku drewna i papieru.
Mówi się w Kyudo - Drodze luku: „czy tysiąc strzi,
czy dziesięć tysięcy - każda ma być pierwsza". Każda mó­
w i prawdę o tobie, jaki w chwili strzału jesteś. Konfron­
tuje nie tylko skuteczność, ale i najwyższe wartości.
Teatr. Wypuszczanie strzał, każda pierwsza. Czter­
dziesta trzecia nie uda dwudziestej czwartej. Może
więc już nie stawać na arenie, by tańczyć z bykami,
wprowadzić na nią osła, z jego świętym „hii-haa". Boi
cień nie boli mnie już, jak za czasów, gdy miałem by|
Merlinem.
Bo czeka mnie jeszcze los wiewiórki Zeamiega
o pięciu umiejętnościach. A umiejętności i nieumiejęt­
ności, których nie zaniedbuję, są tylko śladami, sztucz­
kami zwierzątka skaczącego z drzewa na drzewo, ale nil
gdy nie fruwającego jak ptak, brodzącego w wodzie, alei
nie pływającego jak ryba.
A prawdą wyzierającą z aktorstwa niech zostanie!
jak na starożytnych ikonach, wizerunek człowiek!
z głową skierowaną na Wschód, kroczącego na Za-1
chód, z energią strzały w „drodze łuku", porażająql
tych, co są w t y m teatrze obecni.

ko
na

spe
406

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5919" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5899">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d0ae5247d7ff5fcecff7d085547f14bb.pdf</src>
        <authentication>ae31a2bf47c7f739f2251a39f9b89462</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70565">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4784</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70566">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70567">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70568">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70569">
                <text>garncarstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70570">
                <text>ceramika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70571">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4441</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70572">
                <text>Stan badań nad garncarstwem/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70573">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4; s.220-223</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70574">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70576">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70577">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70578">
                <text>Ewa

Fryś-Pietraszkowa

S T A N

B A D A Ń

N A D

Niemal 100 lat temu Antoni Schneider, mówiąc
0 konieczności rozwoju przemysłu ceramicznego w
Galicji, (podkreślał niepoślednie znaczenie polskiego
garncarstwa zarówno w przeszłości, jak i współ­
czesnych mu czasach. W latach osiemdziesiątych ub.
wieku dość obfite informacje o rozmieszczeniu ośrod­
ków garncarskich w Polsce przyniosły urzędowe an­
kiety, (których celem było uchwycenie stanu przemy­
słu i rzemiosła. Pierwszą etnograficzną pracą, doty­
czącą garncarstwa ludowego, jest artykuł Stanisława
Cerchy, ogłoszony w 1899 r. w tygodniku „Wędrowiec"
pt. Ceramika ludu polskiego. Mimo że, jak twier­
dzi Cercha „...ceramika nasza niezawodnie nie jest
tak piękną i udoskonaloną, jak w innych krajach,
nie wyrobiła sobie ani kształtów w naczyniach, ani
polewy pokrywającej ją zewnętrznie, tak zwanej
emalii. Nie stworzyła ani amfor, ani waz greckich o
kształtach tak wdzięcznych, tak artystycznych, że
można na ntie patrzeć, jak na dzieła sztuki. Nie stwo­
rzyła rzeźby, jak Lucca de la Robią, który potrafił
z niej zrobić arcydzieło. O! talk daleko nie poszła,
służyła ona u nas do codziennego użytku, pozwalając
sobie na jedyny zbytek tworzenia zabawek dziecin­
nych w kształcie ptaków, zwierząt lub łudzi, jako też
dzwonków glinianych" uważa, że zasługuje ona na
uwagę badaczy i warta jest szczegółowego monogra­
ficznego opracowania. Cercha przeprowadził analizę
form naczyń, zgromadzonych w warszawskim M u ­
zeum Etnograficznym, i próbował na tej podstawie
wyróżnić formy typowo polskie. Interesował się rów­
nież ornamentyką tych wyrobów oraz jarmarcznymi
1

2

3

1 odpustowymi zabawkami z gliny. W pierwszych la­
tach X X w. pojawiają się następne, nieliczne opraco­
wania etnograficzne, bądź jako króciutkie notatki z
badań terenowych, bądź też na niewielkim ma­
teriale oparte rozważania ewolucjonistyczne.
Okres międzywojenny przyniósł wzrost publikacji
z zakresu garncarstwa, ale charakterystyczne było
wtedy skupienie zainteresowań badawczych na etnicz­
nie niepolskich terenach kresowych. Na pian pierw­
szy wysunęła się Pokucka majolika ludowa Tadeusza
Seweryna,' praca o bardzo szerokiej, nowocześnie
ustawionej problematyce. Autor, przebadawszy wnik­
liwie przeszłość i rozwój garncarstwa na Pokuciu,
dużo uwagi poświęcił analizie kształtów i dekoracji
jego wyrobów, co podbudował następnie szerokim
tłem porównawczym, podkreślając elementy, które
wywarły wpływ na ukształtowanie się tej ceramiki.
Ważnym osiągnięciem było tu także oznaczenie wpły­
wów garncarstwa polskiego. Poza tą publikacją po­
święcił Seweryn pokuckiemu garncarstwu Wiele
mniejszych artykułów.
4

5

Zagadnieniami rzemiosła garncarskiego zajmowali
się także inni autorzy, mimo to niewiele mamy z
tych czasów opracowań o poszczególnych polskich
220

G A R N C A R S T W E M

7

ośrodkach garncarskich ; na szczególną uwagę zasłu­
gują niektóre publikacje cennych materiałów histo­
rycznych, a zwłaszcza ciekawe opracowanie ośrod­
ków garncarskich we Włodawie, dokonane z ekono­
micznego punktu widzenia.
Największe może zainteresowanie wśród produkcji
ceramicznej wzbudzały kropielniczki, wielokrotnie
omawiane w różnych pracach. Z opracowań zbior­
czych ukazują się między dwiema wojnami prace
organizatorów i działaczy rzemiosła ludowego, oraz
krótkie artykuliki, pisane przez artystów-ceramików.
Pomijam t u poszczególne rozdziały poświęcone garn­
carstwu w ramach prac dotyczących kultury czy sztu­
ki ludowej oraz odpowiednie hasła w encyklopediach.
8

9

10

11

12

Ogromny rozwój studiów nad garncarstwem ludo­
wym przyniósł okres ostatniego dwudziestolecia. W
związku ze wzrostem zainteresowania dla ludowej
kultury materialnej i sztuki prowadzono systematycz­
ne badania, m. in. i nad rzemiosłem garncarskim, w
wyniku czego powstała stosunkowo duża ilość publi­
kacji, spośród których szczególnie istotne są prace
Romana Reinfussa i Zofii Barbary Głowy. Garncar­
stwo ludowe Reinfussa stanowi jedyną w naszej l i ­
teraturze większą pozycję o charakterze syntetycz­
nym. Po raz pierwszy przedstawiony tu został sze­
rzej — uwzględniający materiały archeologiczne i h i ­
storyczne — zarys dziejów garncarstwa na naszych
terenach, w ramach którego autor podkreślił silnie
momenty przełomowe. Wskazał on na wykrystalizo­
wanie się w garncarstwie dwóch kierunków — miej­
skiego, gdzie szybko adaptowano wszystkie nowości,
oraz bardziej zachowawczego — wiejskiego, a na­
stępnie stopniowy zanik różnic w tym zakresie, spo­
wodowany rozwojem przemysłu, który doprowadził
do zatarcia różnic, tak że obecnie całe garncarstwo
możemy traktować jako ludowe. Trudno jest na tym
miejscu omawiać t ę znaną i recenzowaną pracę, ale
wypada zaznaczyć, że — w popularnym ujęciu —
zawiera ona szeroki przegląd problematyki związanej
z garncarstwem, bogato udokumentowany i że pod­
jęto w niej próbę analizy formalnej wyrobóW i ich
zdobnictwa. Autor omówił także możliwości dalszego
istnienia i perspektywy rozwoju tego rzemiosła w wa­
runkach Polski Ludowej.
13

Zofia B. Głowa opublikowała materiały do mapy
ośrodków garncarskich w Polsce, ujęte w aspekcie
chronologicznym. M a p y te, opatrzone komentarzem,
zawierającym charakterystykę produkcji poszczegól­
nych ośrodków sporządzone zostały w oparciu przede
wszystkim o materiały Pracowni Badania Sztuki L u ­
dowej instytutu Sztuki HAN. Mimo że wymagają one
w wyniku dalszych poszukiwań terenowych licznych
uzupełnień, stanowią Ważny etap badań nad garncar­
stwem. Na ich podstawie będą wykonane bardziej
szczegółowe kartogramy, ilustrujące zasięgi poszcze14

�1 5

gólnych w y t w o r ó w ,
w dalszej 'kolejności t a k ż e ele­
m e n t ó w i technik artystycznych, stosowanych w p o l ­
skim garncarstwie, co stworzy p o d s t a w ę dla p r z y s z ł e j
obszernej syntezy.
J e ś l i chodzi o zagadnienia techniczne, zbiorczo
opracowane z o s t a ł y dotychczas jedynie t y p y p i e c ó w
garncarskich i ich z a s i ę g i .
W latach powojennych d u ż o uwagi p o ś w i ę c o n o l u ­
d o w e m u k a f l a r s t w u dekoracyjnemu, p o s z c z e g ó l n y m
o ś r o d k o m p r o d u k c j i i ich w y r o b o m . Z n a l a z ł o to w y ­
raz w k i l k u a r t y k u ł a c h m o n o g r a f i c z n y c h . W d r u k u
znajduje s i ę nader obszerna praca na ten temat, p r z y ­
gotowana przed k i l k u jeszcze l a t y przez Romana
Reinfussa. Gorzej przedstawia s i ę sprawa r z e ź b y ce­
ramicznej, k t ó r a nie została, niestety, dotychczas
opracowana w szerszym ujęciu i jedynie w k i l k u a r t y ­
k u ł a c h znajdujemy informacje o t a k i c h t w ó r c a c h , j a k
S t a n i s ł a w K o s i a r s k i czy E m i l i a Chmiel.
16

17

Zdecydowana w i ę k s z o ś ć i s t n i e j ą c y c h p u b l i k a c j i na
t e m a t y garncarstwa posiada charakter monografii po­
szczególnych ośrodków
czy
regionów.
Najwięcej
s p o ś r ó d nich dotyczy obszaru wschodniej i p o ł u d n i o ­
wej [Polski, gdzie ta g a ł ą ź w y t w ó r c z o ś c i z a c h o w a ł a s i ę
najlepiej do naszych czasów. Stosunkowo w y c z e r p u ­
jąco opracowane zostało garncarstwo Lubelszczyzny,
k t ó r e j cały n i e m a l teren o b j ą ł s w ą p r a c ą Tadeusz
Delimat.
Poza m a t e r i a ł a m i t e r e n o w y m i w y k o r z y ­
s t a ł om r ó w n i e ż m a t e r i a ł y historyczne, d a j ą c zarys
dziejów tego r z e m i o s ł a . Obszernie z o s t a ł y t u p o t r a k ­
towane zagadnienia technologiczne oraz typologia
f o r m i zdobnictwa w y r o b ó w , ico p o z w o l i ł o a u t o r o w i na
wydzielenie d w ó c h stref garncarstwa lubelskiego:
wschodniej i zachodniej. W t e j obszernej pracy nie
u s t r z e g ł s i ę Delimat -od d r o b n y c h nieścisłości o cha­
rakterze na ogół m a t e r i a ł o w y m . Fakt, że praca z o s t a ł a
opublikowana o k o ł o 10 lat po napisaniu, m i m o doko­
nania licznych u z u p e ł n i e ń i poprawek, nie b y ł k o ­
rzystny. U z u p e ł n i e n i e p o w y ż s z e j p r a c y pod w z g l ę d e m
terytorialnym
stanowi
Garncarstwo
południowowschodniej Lubelszczyzny Teresy K a r w i c k i e j i J a n u ­
sza O p t o ł o w i c z a .
Znajdujemy w n i e j i n t e r e s u j ą c ą
c h a r a k t e r y s t y k ę o ś r o d k ó w , z p o d k r e ś l e n i e m stosunko­
wo p ó ź n e g o procesu u k s z t a ł t o w a n i a się w i e l u z nich.
Z o s t a ł y one założone przez garncarzy n a p ł y w o w y c h ,
co znalazło odbicie w technice pracy, natomiast nie
w p ł y n ę ł o w sposób istotny na f o r m y w y k o n y w a n y c h
n a c z y ń . M o n o g r a f i ę bardzo i n t e r e s u j ą c e g o centrum
w y r o b u s i w a k ó w w B i a ł e j Podlaskiej, z a o p a t r z o n ą w
szczegółowe opracowanie formalne k s z t a ł t ó w i deko­
racji, d a ł a Zofia C i e ś l a - R e i n f u s s o w a .
18

18

2 3

czu Tadeusza S ł a w s k i e g o ,
do k t ó r e j z b l i ż o n a jest
charakterem praca S t a n i s ł a w a Franciszka Gajerskiego o skupisku garncarskim na w s c h ó d od Lubaczo­
wa. Ponadto u k a z a ł y s i ę niewielkie opracowania, do­
tyczące o ś r o d k ó w w L e ż a j s k u
i Brzostku. Intere­
sowano się r ó w n i e ż r z e ź b ą c e r a m i c z n ą tego o b s z a r u .
Warto jeszcze w s p o m n i e ć o c i e k a w y m zespole zaba­
wek z X V I I i X V I I I w., p o c h o d z ą c y m z w y k o p a l i s k
w G o r l i c a c h , do k t ó r y c h liczne analogie znajduje­
m y w wyrobach w s p ó ł c z e s n y c h garncarzy.
2 4

2 5

26

27

28

Na terenie w o j . k r a k o w s k i e g o sporo o p r a c o w a ń ,
częściowo z r e s z t ą dawniejszych, dotyczy garncarstwa
cechowego w s a m y m K r a k o w i e .
Ma także swoją
l i t e r a t u r ę centrum garncarskie w okolicach B o c h n i ,
a r o d y garncarzy w Rabce i ich w y r o b y o m ó w i o n e zo­
s t a ł y p o k r ó t c e przez Longina Malickiego.
O zbiorach
ceramiki krakowskiej w d a w n y m Muzeum P r z e m y s ł o ­
w y m dowiadujemy się z a r t y k u ł u I r e n y B o j a r s k i e j .
Z najnowszych o p r a c o w a ń na p l a n pierwszy w y b i j a
się praca B a r b a r y Bazielich o o ś r o d k u w S t a r y m S ą ­
czu. A u t o r k a .podkreśliła t u m . i n . p ó ź n y stosunkowo
r o z k w i t o ś r o d k a oraz w y r a ź n e w p ł y w y c e r a m i k i rze­
szowskiej na o r n a m e n t y k ę m a l a r s k ą w y r o b ó w staro­
s ą d e c k i c h . Na p r z y k ł a d z i e p r a c o w n i garncarskiej w
Bielanach k o ł o O ś w i ę c i m i a o m ó w i o n o szkodliwe w p ł y ­
w y n i e w ł a ś c i w e g o i n s t r u k t a ż u na c e r a m i k ę l u d o w ą .
2 9

30

3 1

32

3 3

3 4

L u d o w a w y t w ó r c z o ś ć ceramiczna na Ś l ą s k u n a j ­
dłużej z a c h o w a ł a s i ę w jego p o ł u d n i o w e j części, w
C i e s z y ń s k i e m . T e r e n t e n o p r a c o w a ł L u d w i k Dubiel.
O m a w i a j ą c w y r o b y garncarzy cieszyńskich, w s k a z a ł
on na pewne p o w i ą z a n i a z c e r a m i k ą s ł o w a c k ą i m o ­
r a w s k ą . Badania nad w s p ó ł c z e s n y m garncarstwem
Ś l ą s k a Opolskiego obrazuje a r t y k u ł Barbary J a n k o w ­
skiej.
Bogato r o z w i n i ę t e m u garncarstwu kieleckiemu po­
ś w i ę c o n o dotychczas zaledwie k i l k a ciekawych, choć
niewielkich
opracowań,
uwzględniających
przede
wszystkim o ś r o d e k w I ł ż y
oraz w C h a ł u p k a c h .
P o w s t a ł a co p r a w d a w i ę k s z a praca o t y m ostatnim
o ś r o d k u , podobnie j a k o garncarstwie okolic Ć m i e l o ­
wa, ale obydwie, nie d r u k o w a n e dotychczas, znane s ą
niestety t y l k o z bardzo k r ó t k i c h s t r e s z c z e ń . O D ą b ­
rowie nad C z a r n ą , ostatnim o ś r o d k u garncarstwa w
O p o c z y ń s k i e m , p i s a ł Jan P i o t r D e k o w s k i .
Starannie
opracowany, „ s ł o w n i k o w y " p r z e g l ą d o ś r o d k ó w oraz
dzieje spółdzielczości garncarskiej na K i e l e c c z y ź n i e
zawiera katalog w y s t a w y ceramiki z 1962 r .
Nad
kryzysem kieleckiego garncarstwa z a s t a n a w i a ł się
znany d z i a ł a c z na t y m polu, Jan A . Zaremba. ''
3 5

3 6

3 7

3 8

39

40

4 1

4

2 0

Wykaz czynnych o ś r o d k ó w garncarskich w o j . rze­
szowskiego oraz p r z e g l ą d i c h p r o d u k c j i znajdujemy
w katalogu, przygotowanym z e s p o ł o w o pod k i e r o w ­
nictwem J a n i n y K r a j e w s k i e j .
R e g i o n a l i s t ó w , zajmu­
jących s i ę t y m terenem, p a s j o n u j ą przede w s z y s t k i m
problemy z w i ą z a n e z przeszłością garncarstwa. Wiele
o p r a c o w a ń dotyczy zagadnienia o ś r o d k ó w renesanso­
wych, k t ó r y c h produkcja n a w i ą z y w a ł a do stylowych
majolik w ł o s k i c h oraz p ó ź n i e j s z y c h o ś r o d k ó w cecho­
wych.
Na czoło o p r a c o w a ń historycznych, w y k o r z y ­
s t u j ą c y c h m a t e r i a ł etnograficzny i
wykopaliskowy,
wysuwa się wzorowa monografia garncarstwa w B i e ­
21

2 2

Garncarstwu l u d o w e m u na p o z o s t a ł y c h terenach
Polski ś r o d k o w e j nie .poświęcono dotychczas ż a d n e g o
w i ę k s z e g o opracowania. P u b l i k o w a n o t y l k o niewielkie
a r t y k u ł y o charakterze informacyjnym,
dotyczące
garncarstwa w n a j b l i ż s z y c h okolicach Warszawy,
na
Kurpiach
oraz w w o j . ł ó d z k i m .
4 3

4 4

4 5

Ceramika ludowa Wielkopolski opracowana zosta­
ła przez S t a n i s ł a w a B ł a s z c z y k a .
Omawiając rozwój
garncarstwa, w y k o r z y s t a ł o n ź r ó d ł a archeologiczne,
p o c z ą w s z y od V I I w., oraz historyczne, d o t y c z ą c e
g ł ó w n i e r z e m i o s ł a cechowego. W dalszej części pracy,
o d n o s z ą c e j się do techniki produkcji, w y r o b ó w i spo­
s o b ó w ich zbytu, o g r a n i c z y ł się autor p r a w i e w y ł ą c z 48

222

�nie do m a t e r i a ł ó w ze wschodniej części w o j e w ó d z t w a
(dawny zabór rosyjski), gdyż jedynie t a m garncarstwo
z a c h o w a ł o się p o dzień dzisiejszy. O ś r o d k i te nie po­
w i n n y jednak b y ć traktowane jako reprezentacyjne,
gdyż cechuje je znacznie niższy poziom p r o d u k c j i , niż
na pozostałych terenach Wielkopolski. Nie zostały rap.
prawie wcale u w z g l ę d n i o n e w y r o b y bogato malowane
czy zdobione ornamentem plastycznym, przez co ta
ciekawa praca nie d a ł a , niestety, p e ł n e g o obrazu cera­
m i k i wielkopolskiej.

dziedzinie, wykazuje jednak szereg b r a k ó w . Szcze­
gólnie d o t k l i w i e daje się o d c z u ć f a k t , ż e niezmiernie
ciekawe i w a ż n e o ś r o d k i garncarskie, j a k n p . K o ł a ­
czyce, S o k o ł ó w , Iłża czy ogromne skupisko garncarzy
w M e d y n i G ł o g o w s k i e j nie m a j ą dotychczas wyczer­
p u j ą c e j l i t e r a t u r y . B y ć m o ż e b r a k i te m o ż n a b y częś­
ciowo u z u p e ł n i ć p u b l i k o w a n i e m s t a r z e j ą c y c h
się
w archiwach z a k ł a d ó w uniwersyteckich prac m a g i ­
sterskich, k t ó r e niejednokrotnie p o r u s z a ł y zagadnie­
nia pierwszorzędnej wagi.

Garncarstwem kaszubskim na p r z e ł o m i e X I X i
X X w . zajęła się Janina K r a j e w s k a .
Wykorzystując
prace w c z e ś n i e j s z y c h badaczy, a przede w s z y s t k i m
bogate m a t e r i a ł y z w ł a s n y c h b a d a ń terenowych, o p r a ­
c o w a ł a autorka to zagadnienie w y c z e r p u j ą c o , z w ł a s z ­
cza jeśli chodzi o dzieje poszczególnych w a r s z t a t ó w
oraz k s z t a ł t y i (dekorację p l a s t y c z n ą w y r o b ó w . Cha­
r a k t e r y s t y k ę w s p ó ł c z e s n e j p r o d u k c j i garncarskiej na
Kaszubach z a w d z i ę c z a m y Bożenie S t e l m a c h o w s k i e j
i Bożenie Ż u k o w i c z . Stan b a d a ń nad p o m o r s k ą ce­
r a m i k ą h i s t o r y c z n ą z miejskich o ś r o d k ó w r z e m i e ś l n i ­
czych z o b r a z o w a ł a M a r i a P r z e ź d z i e c k a ,
która poło­
ż y ł a nacisk na zagadnienie artystycznego k a f l a r s t w a
i jego w p ł y w y na kafle ludowe z Polski p ó ł n o c n e j .

Baza m a t e r i a ł o w a , d o t y c z ą c a z a g a d n i e ń w y t w ó r ­
czości garncarskiej, ustawicznie się p o w i ę k s z a . Dla
etnografów najważniejsze źródła stanowią t u wciąż
badania terenowe oraz zabytki, gromadzone w zbio­
rach muzealnych. W y r o b y garncarskie, k t ó r e j u ż od
d a w n a reprezentowane b y ł y na o g ó l n y c h w y s t a w a c h
sztuki ludowej, w ostatnich dopiero latach zdobyły
sobie prawo do licznych w ł a s n y c h w y s t a w i k o n k u r ­
sów,
co niezmiernie u ł a t w i a d o k u m e n t a c j ę w s p ó ł ­
czesnej produkcji i daje m o ż l i w o ś ć p o r ó w n a n i a po­
w s t a ł y c h w t y m samym czasie w y r o b ó w . Nie m n i e j
w a ż n y c h m a t e r i a ł ó w , zwłaszcza jeśli chodzi o sytua­
cję m a t e r i a l n ą i społeczną garncarzy w przeszłości
(poza — o c z y w i ś c i e — rozmieszczeniem i dziejami po­
szczególnych o ś r o d k ó w ) , d o s t a r c z a j ą nam ź r ó d ł a h i ­
storyczne, w y k o r z y s t y w a n e dorywczo przez etnogra­
fów.
W z w i ą z k u z t y m n a l e ż y pilnie śledzić zapo­
wiedziane w i ę k s z e prace h i s t o r y k ó w
nad cechami
garncarskimi, s t r u k t u r ą n a r o d o w o ś c i o w ą garncarzy,
o r g a n i z a c j ą h a n d l u czy f o r m a m i konkurencyjnej w a l k i
o ś r o d k ó w miejskich i wiejskich w przeszłości. Pomo­
cy u h i s t o r y k ó w s z u k a ć b ę d z i e m y w w y j a ś n i e n i u sze­
regu z a g a d n i e ń , j a k np. i n t e r e s u j ą c e g o zjawiska w i e j ­
skich c e c h ó w garncarskich, i s t n i e j ą c y c h w k i l k u zna­
nych nam o ś r o d k a c h , m . i n . w B r o d ł a c h i Zalasie
w p o b l i ż u K r a k o w a . Prace historyczne nie r n o g ą
jednak wiele w n i e ś ć do najbardziej i n t e r e s u j ą c y c h
nas z a g a d n i e ń , z w i ą z a n y c h z f o r m ą i d e k o r a c j ą w y ­
r o b ó w . W t y m zakresie natomiast bardzo d u ż e zna­
czenie p o s i a d a j ą dla nas m a t e r i a ł y archeologiczne
z b a d a ń nad c e r a m i k ą ś r e d n i o w i e c z n ą i późniejszą,
w k t ó r y c h to badaniach archeologowie s t a w i a j ą sobie
bardzo ambitne p l a n y . W y n i k i ich b a d a ń d o s t a r c z ą
nam m a t e r i a ł ó w do w y j a ś n i e n i a genezy f o r m l u d o w e j
ceramiki i jej zdobnictwa. W s p ó ł p r a c u j ą c z archeolo­
gami trzeba t a k ż e k o n t y n u o w a ć badania w y k o p a ­
liskowe w znanych o ś r o d k a c h garncarskich o boga­
tych
tradycjach, g d y ż jedynie t ą d r o g ą m o ż e m y
u z y s k a ć m a t e r i a ł do s t u d i ó w nad rozwojem k s z t a ł ­
t ó w i dekoracji w y r o b ó w garncarskich. Badania takie
prowadzone j u ż b y ł y przez P r a c o w n i ę Badania Sztuki
L u d o w e j IS P A N (zostały przerwane z b r a k u odpo­
wiednich w a r u n k ó w ) oraz przez Muzeum w Rze­
szowie.

47

48

4 9

50

Obfitujący w o ś r o d k i garncarskie teren w o j . bia­
łostockiego nie został dotychczas prawie z u p e ł n i e
opracowany. D r o b n y przyczynek stanowi t u jedynie
a r t y k u ł o o ś r o d k u w Studzianym L e s i e ,
k t ó r y to
o ś r o d e k w zakresie technicznego poziomu produkcji
i form wyrobów, niezwykle prymitywnych w porów­
n a n i u ze w s p ó ł c z e s n ą p r o d u k c j ą g a r n c a r s k ą w P o l ­
sce, wykazuje łączność z garncarstwem zachodniej
B i a ł o r u s i . Garncarstwo t y c h ostatnich t e r e n ó w zo­
s t a ł o bardzo w y c z e r p u j ą c o opracowane przez W ł o d z i ­
mierza H o ł u b o w i c z a . Publikacja tego autora m a k a ­
pitalne znaczenie p o r ó w n a w c z e z a r ó w n o dla nas, j a k
i dla a r c h e o l o g ó w , ze w z g l ę d u n a szczegółowy prze­
gląd p r y m i t y w n y c h technik garncarskich.
51

52

W k r ó t k i m p r z e g l ą d z i e p u b l i k a c j i regionalnych, do­
t y c z ą c y c h ludowego garncarstwa, s t a r a ł a m s i ę w y ­
m i e n i ć przynajmniej n a j w a ż n i e j s z e . W przypadku, j e ­
żeli k t ó r e ś z o m a w i a n y c h t e r e n ó w nie m a j ą na razie
w i ę k s z y c h o p r a c o w a ń , wymienione zostały na t y m
miejscu pozycje o charakterze p r z y c z y n k ó w . W ostat­
n i m dwudziestoleciu o p u b l i k o w a n o w i e l e prac o te­
matyce bardzo obszernej, u w z g l ę d n i a j ą c e j
przede
wszystkim zagadnienia historyczne, techniczno-pro­
dukcyjne, a w nieco mniejszym stopniu s p o ł e c z n e .
Z p u n k t u widzenia sztuki ludowej na p o d k r e ś l e n i e
z a s ł u g u j e fakt, ż e p r z y j ę ł o s i ę p r z y w i ą z y w a ć d u ż ą
u w a g ę do szczegółowego opracowania w y r o b ó w po­
szczególnych p r a c o w n i , o ś r o d k ó w czy r e g i o n ó w pod
w z g l ę d e m f o r m i zdobnictwa. Pozwoli t o w orzyszłości na bardziej precyzyjne wychwycenie wzajem­
nych p o w i ą z a ń i w p ł y w ó w w ramach t e r y t o r i u m
Polski, a t a k ż e b o d ź c ó w d z i a ł a j ą c y c h z z e w n ą t r z na
r o z w ó j l u d o w e j ceramiki. N a l e ż y zwrócić u w a g ę , ż e
więcej niż p o ł o w a prac d o t y c z ą c y c h ludowego g a r n ­
carstwa, k t ó r e p o w s t a ł y po ostatniej wojnie, u k a z a ł a
s i ę na ł a m a c h naszego czasopisma. Ogólnie b i o r ą c ,
spory jest dorobek X X - l e c i a w i n t e r e s u j ą c e j nas

222

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

M i m o iż doceniamy m o ż l i w o ś c i w p ł y w u ceramiki
szlachetnej i p ó ł s z l a c h e t n e j na l u d o w e w y r o b y g a r n ­
carskie, w badaniach u w z g l ę d n i a się je w niedosta­
tecznym stopniu, p o n i e w a ż b r a k nam dotychczas
szerszego m a t e r i a ł u
porównawczego,
dotyczącego
produkcji i licznych na terenie Polski w okresie od
X V I I do X I X w . manufaktur. Zagadnienie to było
w i e l o k r o t n i e tematem o p r a c o w a ń h i s t o r y k ó w rze-

�5 8

m i o s ł a artystycznego, m a ł o znane są jednak w y r o b y
s ł y n n y c h manufaktur, przeznaczone na u ż y t e k co­
dzienny oraz mniej m o ż e w a r t o ś c i o w e pod w z g l ę d e m
artystycznym naczynia z m a ł y c h , p r o w i n c j o n a l n y c h
farfunni. W y r o b y te, ł a t w i e j o s i ą g a l n e ze w z g l ę d u na
niższą cenę, m o g ł y najbardziej z a w a ż y ć na p r o d u k c j i
garncarzy ludowych. Z w i ą z k i te na pewno jednak nie
b y ł y tak b e z p o ś r e d n i e , j a k u naszych p o ł u d n i o w y c h
i zachodnich s ą s i a d ó w .
Ścisła w s p ó ł p r a c a z h i s t o r y k a m i sztuki, archeolo­
gami i h i s t o r y k a m i pozwoli na p e ł n e udokumentowa­

nie i szerokie n a ś w i e t l e n i e tego i n t e r e s u j ą c e g o w y ­
cinka polskiej k u l t u r y artystycznej, j a k i stanowi l u ­
dowe garncarstwo. Przed opracowaniem takiej o g ó l ­
nej syntezy konieczne jest jednak jeszcze z naszej
strony rozszerzenie p l a n ó w badawczych poza mono­
grafie regionalne. Na pierwszy p l a n w y s u w a j ą s i ę t u
zagadnienia ceramiki siwej, j e j rozwoju, rozprze­
strzenienia się oraz stopniowego
regresu zasięgu,
prace nad genezą i dziejami w y r o b ó w malowanych,
a szczególnie mezomajoliki, t a k ż e studia nad plasty­
ką c e r a m i c z n ą .

PRZYPISY
1

A Schneider, O wyrobach glinianych w Galicji,
„ J a h r e s b e r i c h t e des Technischen Vereines i n L e m ­
berg", T. I , L w ó w 1867, s. 45-^61.
J. K o ł a c z k o w s k i , Wiadomości
tyczące się prze­
mysłu i sztuki w dawnej Polsce, K r a k ó w 1888; A . Z a ­
krzewski, Przemysł
włościański.
Teoryja kwestyi, jej
stan i widok u nas. Szkic ekonomiczny,
Warszawa
1888 (cyt. za A . Wojciechowskim, Przemysł
włościań­
ski w Królestwie
Polskim, PSL, 1952, n r 4—5, s. 258.)
' St. Cercha, Ceramika ludu polskiego, „ W ę d r o ­
wiec", 1899, n r 16, s. 308, nr 17, s. 328, nr 18, s. 355^58.
* J. W., Garncarstwo w Kołaczycach
w Galicji,
„ L u d " , T. X I , 1905, s. 196; St. Jagmin,
Garncarstwo
w zapadłych
kątach Puszczy Białowieskiej,
„Wisła",
T. X X , 1917, nr 2, s. 258—63 i i n .
Z . A . K . (Z. Kowerlska), Przeżytek
w garncar­
stwie, „Wisła", T . X V I I , 1903, nr 5, s. 625—27.
T. Seweryn, Pokucka majolika ludowa, K r a k ó w
1929.
I . Gulgowski,
Garncarstwo
na
Kaszubach,
„ P r z e m y s ł , Rzemiosło, Sztuka", 1924, n r 1, s. 3—4;
A. J a r o s i ń s k i , Garncarstwo
w Buczkowie i okolicy,
„Orli L o t " , 1930, nr 2, s. 34—7 i i n .
S. Udziela, Historia
garncarstwa
w
Polsce.
Garncarze w Bieczu, „ P r z e m y s ł , R z e m i o s ł o , Sztuka",
1924, n r 2, s. 28—9; T. K r u s z y ń s k i , Zdunowie
gdań­
scy w dawniejszych
czasach,
„ P r z e m y s ł , Rzemiosło,
Sztuka", 1922, nr 4, s. 28—33; J. Dobrzycki,
Śląska
wytwórczość
ceramiczna w XVIII w. „ P r z e m y s ł , Rze­
m i o s ł o , Sztuka", 1924, n r 1—2, s. 44—60, n r 3—4,
s. 3—19 i i n .
St. K o p c z y ń s k i , Przemysł
ludowy na tle stosun­
ków gospodarczych
pow. włodawskiego,
Warszawa
1930.
M . i n . : S. Udziela, Gliniane kroplelniczki
ludo­
we, „ P r z e m y s ł , R z e m i o s ł o . Sztuka" 1924, nr 2, s. 25—7;
t e n ż e , Gliniane kroplelniczki
ludowe, „Rzeczy P i ę k ­
ne", 1927, nr 10—11, s. 184; M . Czyżewicz, Gliniane
kropielnice z Lipnicy Murowanej,
„Orli L o t " , 1930,
nr 2, s. 37—8.
J. O r y n ż y n a . Sytuacja garncarstwa,
„Polska
Gosoodarcza",
1936, n r 32; taże, Przemysł
ludowy
w Polsce, Warszawa 1938: W. S z r a j b e r ó w n a , Uwagi
o sztuce ludowej. Rola instruktora garncarstwa, W a r ­
szawa 1928.
W.
Husarski. Ceramika
ludowa w
Polsce,
..Wiedza i Życie". 1934, nr 5, s. 385—97; T. Szafran,
Garncarstwo
ludowe
w przemyśle
ceramicznym,
„ P r z e m y s ł . Rzemiosło, Sztuka", 1924, n r 2, s. 15—18.
R. Reinfuss, Garncarstwo
ludowe,
Warszawa
1955.
Z . B. G ł o w a ,
Materiały
do mapy
ośrodków
garncarskich w Polsce, PSL, 1956, n r 2, 3, 4—5, 6;
1957, nr 1, 2.
Z o s t a ł a j u ż przygotowana mapa ceramiki siwej.
R. Reinfuss, Piece do wypału
naczyń w pol­
skim garncarstwie
ludowym,
„ E t n o g r a f i a Polska",
T. I I I , i960, s. 329—49.
2

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

15

1 8

1 7

H . Skurpski, Realizm kafli mazurskich, PSL,
1948, nr 9—10; t e n ż e , Kaflarstwo
mazurskie,
PSL,
1955, n r 4; D . W a l k n o w s k i , Przyczynek
do
badań
chronologii kafli mazurskich, PSL, 1955, nr 2;R. R e i n fuss, Kafle ludowe z Brzegu na Dolnym Śląsku, PSL,
1949, n r 9—10; L . Dzięgiel, Malowane kafle z Leżaj­
ska, PSL, 1953, nr 1; t e n ż e , Malowane kafle z Ryb­
nej, PSL, 1954, n r 2; J. Grabowski, Ludowa galeria
obrazów, . P r o b l e m y " , 1951, nr 9, s. 15—22; T . Szetela,
Malowane kafle z Leżajska,
PSL, 1963, nr 3—4.
T. Delimat, Garncarstwo ludowe, , Prace i M a ­
t e r i a ł y Etnograficzne",
T. X V I I I , 1961, Lubelskie,
Cz. I , s. 29—138.
T . K a r w i c k a , J. Optołowicz, Garncarstwo
po­
łudniowo-wschodniej
Lubelszczyzny,
L u b l i n 1957.
Z . Cdeśla-Reinfussowa, Sitoofci z B i a ł e j Podla­
skiej, PSL, 1954, n r 5.
J. Krajewska, Katalog garncarstwa
ludowego
woj. rzeszowskiego,
Ł ó d ź 1952.
F. Kotula, Etnograficzne „wykopaliska"
w Rze­
szowie, PSL, 1949, nr 11—12; t e n ż e , Rzeszowska
ma­
jolika ludowa, PSL, 1953, n r 4—5; t e n ż e ,
Materiały
do dziejów garncarstwa, R z e s z ó w 1956.
T . S ł a w s k i , Z przeszłości
garncarstwa
w Bie­
czu, PSL, 1961, n r 4.
St. F. Gajerski, Materiały
do historii
ośrodków
garncarskich w Potyliczu i okolicy, PSL, 1960, n r 1.
F. K o t u l a , L e ż a j s k i ośrodek
ceramiczny, PSL,
1953, nr 1.
R. Reimfuss, Brzostek — zapomniany
ośrodek
ludowego garncarstwa, PSL, 1951, nr 6; I . Bojarska,
Naczynia gliniane z Brzostka, PSL, 1951, n r 6.
F. K o t u l a , Emilia Chmiel, PSL, 1960, n r 2.
J. Barut. Zabawki gliniane z XVII i XVIII
w.
znalezione w Gorlicach, PSL, 1956, nr 4—5.
A . Chmiel, Garncarze krakowscy,
Kalendarz
Czecha, K r a k ó w 1908, s. 43—51; J. Kostysz, Warsztat
zduński na Garbarach w XVI w., „Rocznik K r a k o w ­
ski", T. X X X , 1938, s. 222—26; t e n ż e , Z dziejów'
kra­
kowskiego garncarstwa,
PSL, 1951, n r 1—2; t e n ż e ,
Jan Oksitowicz — garncarz krakowski i jego
dzieło.
PSL, 1952, n r 6: T. Sewervn. Garncarze i kaflarze
w Krakowie w II połowie XIX w., PSL, 1960, nr 3.
St. K o w a l s k i , Garncarze i garncarstwo w pow.
bocheńskim,
„Orli L o t " , 1950, n r 8, s. 135—44 oraz
A. J a r o s i ń s k i , op. cat. (przyp. 7).
L . Malicki,
Garncarstwo
w Rabee-Poddziale,
.Prace i M a t e r i a ł y Etnograficzne", T . V I I , 1948/9,
s. 332—34.
I . Bojarska, Krakowska ceramika ludowa, PSL,
1949, n r 5.
B . Bazieliohówna, Garncarstwo
starosądeckie,
PSL, 1958, n r 2.
E. F r y ś , Ośrodek garncarski w Bielanach, PSL,
1956, nr 4—5.
L . Dubiel, Cieszyńska
ceramika ludowa, PSL,
1957, nr 4.
18

y

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 3

2 8

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

223

�36

B. Jankowska, Z badań nad garncarstwem lu­
dowym Opolszczyzny, „Kwartalnik Opolski", 1960,
nr 3, 6. 89—105.
A. Jaworczak, Z dziejów cechu garncarskiego
w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 301—327; St. Pastuszkiewicz, Cech garncar­
ski w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 228—31; M. Żakowska, Stanisław
Kosiarski
garncarz iłżecki, PSL, 1947, nr 1—2; A. Wajda, Win­
centy Kitowski — iłżecki artysta ceramik, PSL, 1952,
nr 2.
J. A. Zaremba, Artyści ludowi z Chałupek Kie­
leckich,
„Przemysł Ludowy i Artystyczny", 1956,
nr 3, s. 27—39.
J. Klimaszewska, E. Fryś, Materiały do rze­
miosła ludowego w woj. kieleckim, „Etnografia Pol­
ska", T. I , 1958, s. 269—75.
J. P. Dekowski, O ostatnim ośrodku garncar­
stwa w Opoczyńskiem,
„Prace i Materiały Etnogra­
ficzne", T. V I I , 1948/9, ,s. 335—38.
Wystawa ceramiki ludowej (katalog), Iłża, l i ­
stopad 1962.
J. A. Zaremba, Kryzys ceramiki regionalnej,
„Przemysł Ludowy i Artystyczny", 1956, nr 2, s. 13—20.
A. Gerlach, Garncarstwo ludowe okolic pod­
warszawskich,
„Etnografia Polska", T. I I , 1959,
s. 296—302.
M. Żywirska, Garncarstwo w Puszczy Białej,
„Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I , 1948/9,
s. 339—47.
J. Dutkiewicz,
Ośrodek garncarski w Rawie
Mazowieckiej, „Prace i Materiały Muzeum Archeolo­
gicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnogra­
ficzna", nr 1, Łódź 1957, s. 151—69; D. Mikołajczykowa, Garncarstwo w Tuszynie, jw., s. 171—79.
St. Błaszczyk, Garncarstwo w : Kultura ludowa
Wielkopolski, Poznań 1960, s. 437—70.
J. Krajewska, Ceramika kaszubska z końca
XIX i początku XX w., PSL, 1958, nr 3, 4.
B. Stelmachowska, Współczesna ceramika lu­
dowa na Kaszubach, PSL, 1950, nr 7—12.
3 7

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

Jacek

49

B. Żukowicz, Ceramika Józefa
Kaźmierczaka,
PSL, 1963, nr 1.
M. Przeździecka, Ceramika pomorska, PSL,
1954, nr 4 oraz: J. Chranioki, Kilka uwag na margi­
nesie artykułu „Ceramika pomorska", PSL, 1955, nr 3;
M. Przeździecka, W związku z uwagami o artykule
„Ceramika pomorska", PSL, 1955, nr 3.
E. Fryś, Ośrodek garncarski w Studzianym Le­
sie, PSL, 1959, nr 4.
W. Hołubowicz, Garncarstwo wiejskie zachod­
nich terenów Białorusi, Toruń 1950.
K. Pietkiewicz, Wystawy i konkursy sztuki lu­
dowej Ministerstwa Kultury i Sztuki w r. 1948 i 1949,
„Lud", T. X X X I X , 1952, s. 554—5, 565; R. Reinfuss,
IV konkurs ceramiki ludowej w Kielcach, PSL, 1951,
nr 4—5; Oh. Zieliński, Konkurs i wystawa ceramiki
ludowej woj. łódzkiego,
PSL, 1952, nr 3; E. Fryś,
Garncarstwo ludowe Lubelszczyzny, PSL, 1957, nr 1;
E. Fryś-tPietraszkowa, Konkurs i wystawa garncar­
stwa ludowego woj. krakowskiego, PSL 1962, nr 2;
taże, Wystawa ceramiki i muzeum regionalne w Łań­
cucie, PSL, 1963, nr 3—4 i in.
E. Pietraszek, Stan majątkowy garncarzy, PSL,
1960, nr 2; Zb. Jasiewicz, Materiały do dziejów garn­
carstwa w pow. konińskim w XVIII w., PSL, 1961,
nr 4.
M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarską w Polsce w XIV
i XV w., recenzja M. Kwapień, „Kwartalnik Historii
Kultury Materialnej", 1962, nr 3—4, s. 712—14.
E. Pietraszek, Ośrodki garncarskie w dobrach
tenczyńskich w XVIII i pierwszej połowie XIX wie­
ku, PSL, 1961, nr 1, 2.
M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarską w Polsce w XIV
i XV w., w: Studia z dziejów rzemiosła i przemysłu,
T. I , Wrocław 1961, s. 17—35; J. Kruppe, Studia nad
ceramiką XIV w. ze Starego Miasta w Warszawie,
Wrocław 1961.
iH. Załęska,
Ceramika.
Techniki
produkcji
(przewodnik wystawy), Toruń 1954, zamieszcza biblio­
grafię.
50

51

52

53

54

55

58

57

58

Olędzki

UWAGI O BADANIACH TWÓRCZOŚCI KOWALSKIEJ I SNYCERSKIEJ W POLSCE
Siedząc przemiany w zainteresowaniach plastyką
ludową w Polsce na przestrzeni ostatniego półwiecza
nietrudno zauważyć, iż w okresie minionego dwu­
dziestolecia zmalała popularność większości dziedzin
tzw. sztuki zdobniczej, w tym zarówno zdobnictwa
w drewnie, jak też w metalu. Duże zainteresowanie
problematyką sztuki zdobniczej w okresie wcześniej­
szym wiązało się ze stopniem znajomości przedmiotu,
z etapem odkrywania plastyki ludowej. Na etapie
tym istniała niewątpliwie tendencja do uznawania
za najcenniejsze i pierwszoplanowe w badaniach
głównie tych wartości artystycznych sztuki ludowej,
które nie znajdywały bliskich odpowiedników w
określonych dziedzinach sztuki „oficjalnej" (pisankarstwo, hafciarstwo, wycinankarstwo, a także zdob­
nictwo w drewnie i metalu). Tendencji tej towarzy­
szyło traktowanie rzeźby i malarstwa ludowego jako
dzieł, będących tylko przetworzeniem wzorców przę-

jętych ze sztuki oficjalnej. Silniej zrośnięte ze śro­
dowiskiem ludowym figuralne zabawki gliniane
i drewniane, ciasta obrzędowe, sery, wota woskowe,
czy wreszcie malarstwo nie występujące pod postacią
obrazu — pozostawały poza kręgiem zainteresowań
historyków sztuki, przez innych zaś badaczy trakto­
wane były jako składowa zjawisk przede wszystkim
wierzeniowych, obyczajowych (np. rekreacyjnych),
gospodarczych, a w małym stopniu artystycznych.
Po I I wojnie światowej w pracach etnografów
i historyków wsi dawną problematykę sztuki zdob­
niczej, obrzędowości i zwyczajów zastąpiły zaniedba­
ne tematy z zakresu kultury materialnej, struktury
społeczno-gospodarczej
zbiorowości
wioskowych
i grup lokalnych.
Przesunięcie zainteresowań w kierunku rzeźby czy
malarstwa należy uznać za naturalny etap rozwojo­
wy w procesie ustalania zakresu badań plastyki l u -

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5918" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5898">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b27633e8894331f25c4b93b64016a671.pdf</src>
        <authentication>c7c3a827d14328fa8da4163a07928c9b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70552">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4785</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70553">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70554">
                <text>sztuka ludowa - badania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70555">
                <text>kowalstwo ludowe</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="70556">
                <text>snycerstwo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70557">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4442</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70558">
                <text>Uwagi o badaniach twórczości kowalskiej i snycerskiej w Polsce/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70559">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4; s.224-229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70560">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70561">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70562">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70563">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70564">
                <text>36

B. Jankowska, Z badań nad garncarstwem lu­
dowym Opolszczyzny, „Kwartalnik Opolski", 1960,
nr 3, s. 89—105.
» A. Jaworczak, Z dziejów cechu garncarskiego
w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 301-327; St. Pastuszkiewicz, Cech garncar­
ski w Iłży, „Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I ,
1948/9, s. 228—31; M. Żakowska, Stanisław
Kosiarski
garncarz iłżecki, PSL, 1947, nr 1-2; A. Wajda, Win­
centy Kitowski — iłżecki artysta ceramik, PSL, 1952,
nr 2.
J. A. Zaremba, Artyści ludowi z Chałupek Kie­
leckich,
„Przemysł Ludowy i Artystyczny", 1956,
nr 3, s. 27—39.
J. Klimaszewska, E. Fryś, Materiały do rze­
miosła ludowego w woj. kieleckim, „Etnografia Pol­
ska", T. I , 1958, s. 269—75.
«° J. P. Dekowski, O ostatnim ośrodku garncar­
stwa w Opoczyńskiem,
„Prace i Materiały Etnogra­
ficzne", T. V I I , 1948/9, s. 335-38.
« Wystawo ceramiki ludowej (katalog), Iłża, l i ­
stopad 1962.
38

39

43

A. Gerlach, Garncarstwo ludowe okolic pod­
warszawskich,
„Etnografia Polska", T. I I , 1959,
s. 296—302.
M. Żywirska, Garncarstwo w Puszczy Białej,
„Prace i Materiały Etnograficzne", T. V I I , 1948/9,
s. 339—17.
J. Dutkiewicz,
Ośrodek garncarski w Rawie
Mazowieckiej, „Prace i Materiały Muzeum Archeolo­
gicznego i Etnograficznego w Łodzi. Seria Etnogra­
ficzna", nr 1, Łódź 1957, s. 151—69; D. Mikołajczykowa, Garncarstwo w Tuszynie, jw., s. 171—79.
44

45

47

J. Krajewska,

doioa na Kaszubach,

Jacek

Ceramika

kaszubska

z

końca

4

» B. Żukowicz, Ceramika Józefa
Kaimierczaka,
PSL, 1963, nr 1.
M. Przeździecka, Ceramika pomorska, PSL,
1954, nr 4 oraz: J. Chranicki, Kilka uwag na margi50

•W^TSZSŁM^ u

. u.

sie, PSL, 1959, nr 4.
W. Hołubowicz, Garncarstwo wiejskie zachod­
nich terenów Białorusi, Toruń 1950.
= K. Pietkiewicz, Wystawy i konkursy sztuki lu­
dowej Ministerstwa Kultury i Sztuki w r. 1948 i 1949,
„Lud", T. X X X I X , 1952, s. 554-5, 565; R. Reinfuss,
IV konkurs ceramiki ludowej w Kielcach, PSL, 1951,
nr 4—5; Ch. Zieliński, Konkurs i wystawa ceramiki
ludowej woj. łódzkiego,
PSL, 1952, nr 3; E. Fryś,
Garncarstwo ludowe Lubelszczyzny, PSL, 1957, nr 1;
E. Fryś-OPietraszkowa, Konkurs i wystawa garncar­
stwa ludowego woj. krakowskiego, PSL 1962, nr 2;
taże, Wystawa ceramiki i muzeum regionalne w ŁańE pietraisźek , slan Majątkowy garncarzy, PSL,
1960, nr 2; Th. Jasiewicz, Materiały do dziejów garn­
carstwa w pow. konińskim w XVIII w., PSL, 1961,
nr 4.
55 M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarską w Polsce w XIV
i XV w., recenzja M. Kwapień, „Kwartalnik Historii
Kultury Materialnej", 1962, nr 3—4, s. 712—14.
- E. Pietraszek! Ośrodki garncarskie w dobrach
tenczyńskich w XVIII i pierwszej połowie XIX wie­
ku, PSL, 1961, nr 1, 2.
5' M. Gajewska, J. Kruppe, Stan i problematyka
badań nad produkcją garncarska w Polsce w XIV
i XV w., w: Studia z dziejów rzemiosła i przemysłu,
T. I, Wrocław 1961, s. 17—35; J. Kruppe, Studia nad
ceramiką XIV w. ze Starego Miasta w Warszawie,
Wrocław 1961.
52

3

C U

S

r

PSL, 1950, nr 7—12.

Olędzki

UWAGI O BADANIACH TWÓRCZOŚCI KOWALSKIEJ I SNYCERSKIEJ W POLSCE
Siedząc przemiany w zainteresowaniach plastyką
ludową w Polsce na przestrzeni ostatniego półwiecza
nietrudno zauważyć, iż w okresie minionego dwu­
dziestolecia zmalała popularność większości dziedzin
tzw. sztuki zdobniczej, w tym zarówno zdobnictwa
w drewnie, jak też w metalu. Duże zainteresowanie
problematyką sztuki zdobniczej w okresie wcześniej­
szym wiązało się ze stopniem znajomości przedmiotu,
z etapem odkrywania plastyki ludowej. Na etapie
tym istniała niewątpliwie tendencja do uznawania
za najcenniejsze i pierwszoplanowe w badaniach
głównie tych wartości artystycznych sztuki ludowej,
które nie znajdywały bliskich odpowiedników w
określonych dziedzinach sztuki „oficjalnej" (pisankarstwo, hafciarstwo, wycinankarstwo,
nictwo w drewnie i metalu) Tendencji tei towarzy­
szyło traktowanie rzeźby i malarstwa ludowego jako
dzieł, będących tylko przetworzeniem wzorców prze.

jętych ze sztuki oficjalnej. Silniej zrośnięte ze śro­
dowiskiem ludowym figuralne zatoawki gliniane
i drewniane, ciasta obrzędowe, sery, wota woskowe,
czy wreszlcie malarstwo nie występujące pod postacią
obrazu — pozostawały poza kręgiem zainteresowań
historyków sztuki, przez innych zaś badaczy trakto­
wane były jako składowa zjawisk przede wszystkim
wierzeniowych, obyczajowych (np. rekreacyjnych),
gospodarczych, a w małym .stopniu artystycznych.
Po I I wojnie światowej w pracach etnografów
i historyków wsi dawną problematykę sztuki zdob­
niczej, obrzędowości i zwyczajów zastąpiły zaniedba­
ne tematy z zakresu • ikultury materialnej, struktury
społeczno-gospodarczej
zbiorowości
wioskowych
i grup lokalnych.
Przesunięcie zainteresowań w kierunku rzeźby czy
malarstwa należy uznać za naturalny etap rozwojo­
wy w procesie ustalania zakresu badań plastyki l u -

�dowej. Nasza analiza stanu badań i osiągnięć w mi­
nionym dwudziestoleciu musi więc uwzględniać owo
pozytywne w ostatecznym rezultacie odejście od nad­
miernej fascynacji dekoratywnością dzieł sztuki lu­
dowej. Okres miniony nie jest zresztą zupełnie wolny
od nawrotu do tych tendencji.
Osłabienie zainteresowań badawczych problematy­
ką zdobnictwa stanowiło wyraz innych jeszcze prze­
mian, poza tymi jak: pełniejsze rozumienie istoty
sztuki ludowej, oparte na badaniach nad jej genezą,
wartościami ideowymi, czy wreszcie funkcjami peł­
nionymi we własnym środowisku.
W interesującym nas okresie ukazało się w róż­
nych periodykach, głównie jednak w „Polskiej Sztuce
Ludowej", kilkadziesiąt opracowań poświęconych
zdobnictwu w drewnie i metalu — sprawom arty­
stycznej twórczości ludowej, kowalskiej i syncerskiej.
W kilku dziełach, ujmujących całościowo zagadnienia
plastyki ludowej,
uwzględnione zostało kowalstwo
oraz snycerstwo. Poza tym istnieje kilka pozycji
dotyczących obróbki drewna czy kowalstwa, w któ­
rych zwrócono uwagę na artystyczną stronę wyro­
bów. W dorobku tym brak jest dzieła równego za­
mierzeniom i rozmiarom ujęcia przedmiotu, jak w re­
welacyjnych książkach: Władysława Matlakowskiego,
Kazimierza Moszyńskiego, a zwłaszcza Mieczysława
Gładysza
jedynych tego rodzaju w literaturze
światowej, a wydanych w okresie międzywojennym.
Zapewne, na fakt ten, prócz wspomnianych na wstę­
pie przyczyn, wpłynął talkże inny dziś niż przed
20 3Q laty system pracy naukowej. Przyjęła Się me
toda dochodzenia da większych rozbaw całościowych
w oparciu o systematyczne oublikowanie sprawozdań
i materiałów badań,' informowanie o kolejnych etaD ch oracv w szkicach i artvkułarh Wielka w tvm
wmlrdzi* role oderrwa M n i M i , &gt; Praw™*™ Pol&lt;L
Sztuka Ludowa" M e k i takiemu « v « £ * i « w i " nr cv
1

2

¬

rt

a

własnych ^ ^ i m ^ r i ^ b a d ^ .
Zestaw oipracowań z zakresu twórczości kowal­
skiej jest ciekawszy i bogatszy aniżeli z zakresu
snycerki. Niektóre prace poświęcone twórczości ko­
wali pojawiły się na marginesie dociekań, dotyczą­
cych spraw rzemiosła, jego miejsca i roli w kulturze
wsi polskiej. Dociekania te inspirowały badaczy do
rozszerzania wiedzy o przedmiocie, a co najważniej­
sze, pozwalały wiedzę tę oprzeć na analizie społecz­
no-gospodarczej historii życia wsi. Do tego typu prac
należy zaliczyć pierwsze w literaturze przedmiotu
całościowe omówienie artystycznego kowalstwa w
Polsce, dokonane przez Romana Reinfussa, a także
fragmenty rozpraw Zbigniewa Jasiewicza, poświęcone
kowalstwu w Wielkopolsce, podobne założenia
świecały mi w opracowaniu kowalstwa Kur­
piowszczyzny.
1

Pracownicy krakowskiej Pracowni Badania Pla­
styki Ludowej Instytutu Sztuki PAN, działając pod
kierunkiem prof. dr Romana Reinfussa oraz poje­
dynczy badacze innych placówek opublikowali w mi­
nionym dwudziestoleciu sporą ilość szkiców, których

przedmiotem są wybrane rodzaje wyrobów kowal­
skich (okucia wozów, kufrów, krzyże, kraty itp.).
Autorzy omawiają historię tych wyrobów na określo­
nym obszarze kraju, ponadto starają się dać analizę
formalną najczęściej spotykanych okazów.' Fakt, że
są to opracowania częściowe, nie osłabia bynajmniej
ich wielkiego znaczenia dokumentacyjnego. Zdobycie
dziś informacji o tej tradycyjnej już twórczości na­
potyka bowiem na znaczne trudności.
Wspomnieć też należy opracowania twórczości fajczarskiej i spinkarskiej z Podhala. Na szczególną
uwagę zasługują tu wnikliwe artykuły Wandy GentilTippenhauer omawiające twórczość wybranych arty­
stów tej trudnej sztuki zdobniczej: Andrzeja Opacina
Kubina, Józefa Bigos a i Stanisława Szymoszka Gą­
sienicy.
Nie można również pominąć pracy Zbigniewa Bo­
cheńskiego o przykładach zdobnictwa na siedemna­
sto- i osiemnastowiecznych zbrojach husarskich.
Osobną pozycję w przedstawianym dorobku zajmuje
praica Tadeusza Seweryna o formach do wyrobu
opłatków od połowy X V I I w. do początków bieżącego
stulecia. Zarówno spostrzeżenia Bocheńskiego, jak
również obszerny i interesująco udokumentowany
wywód Seweryna, znacznie rozszerzają naszą dotych­
czasową orientację o zakresie omawianej twórczości.
5

6

7

Skromniej przedstawia się zestaw opracowań do­
tyczących snycerstwa. Ważniejsze .pozycje to pionier­
skie uwagi Olgi Mulkiewicz o snycerstwie w Kielec­
kiem, obszerne szkice monograficzne Władysławy Kolago o łyżnikach podhalańskich, Leopolda Węgrzyno­
wicza i Bronisławy Kopczyńiskiej-Jaworskiej o zdo­
bionych formach do serów, również z tego rejonu
kraju, wreszcie Mieczysława Woźnowsfciego o matry­
cach do masła w Polsce. Poza tym jest spora ilość
przyczynków, nieraz odkrywczych, jak Marii Przeździeckiej o zdobionych „dubach", czy Jerzego Czaj­
kowskiego o podpórkach pod kwiaty oraz zdobio­
nych ulach. •
8

Na osobną uwagę zasługują artykuły, głównie
autorów z ośrodka łódzkiego, traktujące zdobnictwo
w drewnie jako element wystroju wnętrz mieszkal­
nych. Wydaje się, że pozycje te, jeśli chodzi o kon­
cepcję, bliskie są wymaganiom, jakie stawia ,się obec­
nie pracom poświęconym kulturze ludowej. W kon­
cepcji tej zawiera się dążenie do ustalania zależności,
jakie zachodzą między różnymi elementami badanych
zjawisk kultury. Jest to niezbędne dla rozumienia
funkcji i strony ideowo-formalnej określonych przy­
kładów twórczości zdobniczej.
10

Podobne walory można również odnaleźć w paru
szkicach, omawiających twórczość wybranych artystów-stolarzy.
11

Odrębną grupą przedmiotów, pośrednio związa­
nych z ludową twórczością snycerską, są drewniane
formy do pierników. Dziedzina tej pięknej dawnej
sztuki odkryta została dopiero w ostatnich kilkunastu
latach. W tym też czasie ukazało się kilka nader
interesujących opracowań, z których na pierwsze
miejsce wysuwa się obszerne studium Marii 2ywirskiej,"
225

�Najważniejszym
bez
wątpienia
osiągnięciem
wszystkich tych wymienionych prac jest rozszerzenie
naszej orientacji o zakresie przestrzennym i po­
wszechności ludowego kowalstwa artystycznego i sny­
cerstwa. Stało się oczywiste, że umiejętności te ist­
niały powszechnie, nie tylko na Podhalu czy Śląsku,
lecz także w innych rejonach kraju. Znacznymi osiąg­
nięciami w tym zakresie może poszczycić się zarówno
wieś kielecka, wielkopolska i pomorska, jak również
mazowiecka (z mazurską i podlaską). Podobnie jak
w innych dziedzinach kultury ludowej, ustalone zo­
stało, iż wartości uznawane często za prastare (zwy­
czaj i sposób zdobienia pewnych obiektów) mają nie­
zbyt odleeła tradycie sieeaiaca X I X w i że podle¬
gały one w ciągu oLtnich stu lat wyraźnym prze¬
mianom, które prowadziły ostatecznie do zaniku wie­
lorakich okazji w których mogło objawić się zamó­
wienie na pracę dekorowane przez rodzimych arty­
stów Rozumienie tych procesów stworzyło podstawę
dla szeroko zakrojonych akcji reaktywowania dla ce­
lów namiatkarskich i in (a -wiec dla odbiorcy z zewnatrz) różnych przejawów snycerki i zdobnictwa
w metalu."
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że przeważa­
jąca większość wymienionych opracowań twórczości
kowalskiej i snycerskiej dostarcza materiału na osob­
ne obszerne omówienie i pełne scharakteryzowanie
indywidualnych osiągnięć autorów. Zarazem jednak,
poszczególne pozycje, nie wyłączając drobnych przy­
czynków, składają się na spoistą lekturę, pobudzającą
do tych samych przemyśleń, podobnych refleksji. Łą­
czy bowiem poszczególne prace dążenie do skrupu­
latnego wykorzystania bazy źródłowej, głównie na
drodze badań terenowych, badań dzieła sztuki w ści­
słym powiązaniu z życiem środowiska, z którego ono
pochodzi. Ale jednocześnie ponad tylm dążeniem nie­
trudno dostrzec cel nadrzędny Jest nim iak sadze
poszukiwanie cech właściwych omawianej twórczości
w odniesieniu do jednostki do większych zbiorowości
aż do narodu włącznie Omawiając badania minio­
nego dwudziestolecia nad zdobnictwem w drewnie
i metalu wvdaie &lt;sie celowe zsumować spostrzeżenia
rozsiane 'zarówno po artykułach publikowanych iak
i informacje w l i k a j a c e z materiałów zebranych
przez poszczególne instytucie co pozwoli obiać szerzei problematykę badawcza omawianel twórczości
i zarysować dalsze zadania.
Jest rzeczą wiadomą, że dla zdobnictwa w drew­
nie i metalu wspólne są nie tylko środki wyrazu, ale
również funkcje (głównie dokumentacyjne i repre­
zentacyjne) w życiu rodziny czy większej zbioro­
wości: społeczności wioskowej lub grupy lokalnej.
W każdym wypadku na czoło wysuwa się moment
współdziałania tych dziedzin twórczości ze sferą zja­
wisk społecznych. Rozpatrując je łącznie, uzyskuje
się dostatecznie reprezentatywny obraz dla proble­
matyki sztuki zdobniczej co pozwala zrozumieć
strukturę zawodową i ogólne podstawy artystycznego
działania jakie istnieją w sztuce ludowej Z jednej
bowiem strony mamy twórczość artystyczna nieza¬
wodową, szeroko rozpowszechnioną w środowisku
włoskim (zdobnictwo w drewnie uprawiane przez

pasterzy, chłopów-rolników), z drugiej zaś — wybit­
nie zawodową działalność rzemieślniczą kowali, czy
nawet spinikarzy i rytowników. Dlatego też, rozpatru­
jąc prace poświęcone tym dwóm dziedzinom, można
podjąć próbę określenia pewnych najważniejszych
zadań badawczych w zakresie zdobnictwa ludowego
i tylko w niektórych wypadkach zajdzie .potrzeba
sięgnięcia po przykłady z innych jego dziedziin, np.
wycinankarstwa, hafciarstwa czy tkactwa.
Wiadome jest, że prace snycerskie spotyka się
na ogół w ściśle określonych miejscach. Nie wystę­
pują one we wszystkich przedmiotach, nawet łatwych
do zdobienia. Stosunkowo najczęściej, w różnych re­
jonach kraju popisowe dzieła pracy snycerskiej znaj­
dujemy wśród sprzętów i narzędzi związanych tra­
dycyjnie z zajęciami kobiet. O wiele rzadziej obiek­
tami pracy snycerza bywały inne narzędzia i sprzęty,
które nie służyły kobiecie. Bardzo rzadko również
i skromnie bywały zdobione przedmioty nie mające
wyraźnie adresowanego użytkownika. Wydaje się, że
częste przykłady snycerskiej działalności na przed­
miotach, przenaczonych dla indywidualnego użytkow­
nika, pozwalają sądzić, iż u podstaw tej formy twór­
czości były intencje przede wszystkim społeczne, kon­
kretyzujące sie w kreeu spraw rodziny Ozdobnie
rzezana przęślica lub kreżołek, darowana dziewczynie
prz.e'z chłopca, miały być widocznym wyrazem żywio­
nych orzez nieso uczuć zamiarów małżeńskich a iednocześnie dowodem zdolności i pracowitości "autora."
Podobnie w kunszcie snycerskim maglownicy mąż
okazywał uczucie żonie, a zamawiając na wiano dla
młodei O7ido[rmip r i e t a slkr7vnip
rodzice wyrażali
swą troskę o córkę "
Mamy podstawy sądzić, iż w tej postaci społecznodokumentacyjna funkcja
twórczości
snycerskiej
utrzymywała się żywo do końJca X I X w. w wielu
rejonach kraju.
Równolegle jednak rozwijała się
twórczość zdobnicza w drewnie w innych dziedzinach
życia, że wymienimy tu przystroję w budownictwie,
zaprzęgu oraz meblarstwie. Zachowała się ona dłużej,
a ślady jej spotykamy jeszcze obecnie. Zdobnictwo
tego rodzaju występowało wszędzie tam, gdzie pozo­
stawała nie naruszona spoistość więzi społecznych
zbiorowości lokalnej. Zdobieniem podkreślano więc
walory reprezentacyjne domu. spichrza, niektórych
sprzętów i mebli świadczących o zasobności gospo¬
darzą (stół, krzesła, szafka lub półka na naczynia)
a także pojazdów — sań i wozów wyjazdowych,
w których można bvło sie pokazać szerokiei rzeszy
ziomków."
Zdobienie w drewnie, tak jak wiele innych form
działania artystycznego, mogło jednak nie być po­
wodowane intencją zwracania czyjejś uwagi. Istniały
ośrodki, a nawet połacie kraju, gdzie umiejętności
snycerskie były powszechne i tam mogły być tylko
źródłem przeżycia estetycznego, działaniem w niczym
nie obliczonym na rozgłos i ocenę otoczenia.
Wydaje się, że motywy kierujące rozwojem arty­
stycznej twórczości kowalskiej są równie łatwe do
ustalenia, jak w przypadku snycerstwa. Największą
różnorodność zdobienia wyrobów kowalskich znajdu­
jemy w tych częściach kraju, gdzie rzemiosło to, już
17

�w 1, pol. X I X w., opierało się na działalności kuźni
wiejskich, nie włączonych do gospodarki dworskiej.
Na działalność tych warsztatów, pozostających w ści­
słym kontakcie z gromadą, miały wpływ zamówienia
środoWiska wiejskiego. Interesuje nas jednak przede
wszystkim ów klimat, w którym rzemieślnicy zaj­
mujący się tylko kuciem koni, wyrobem sośników
i siekier zdolni byli uwierzyć w doniosłość artystycz­
nych poczynań. Kowale zaczynają chętnie przyjmo­
wać zamówienia na prace zdobnicze, zwłaszcza tam
gdzie działała gęsta sieć kuźni i zamawiający miał
duże możliwości wyboru pomiędzy nimi. Kowale
znajdowali też w zdobieniu wyrobów najwłaściwszy
sposób uczestniczenia we wszechogarniającym syste­
mie konkurencji.
Zdobienie wyrobów otworzyło
drogę do wybr6d«ej klienteli, którą zjednać mogły
tylko najbardziej popisowe dzieła. Na Śląsku, w nie­
których okolicach (czy tylka wsiach)
Małopolski
i Wiolkobotski oraz w mnieíszvm stoDniu Podlasia
gdzie istniały podstawy dla konkurencji zawodowej
w kowalstwie rzemiosło to moie sie wiec r&gt;tvs7ezvcić
wyrobami naibardziH n r a r o r h ł ó n n J L L i r ^ e m v í l
nieiszvmi ood w J J L
fali
' zdonnicz^o «
W reionach^kon.olM^Invr-h
^ m l ^ ^ h
kowalstwo winWrio rZ ZZ
trprit™
. L l l . ,
tiofen I , ™ L L i x T , w 7 l
„ , m
w
15

ratorskich pomysły jakie narzucała sama materia
przedmiotu, czy najodpowiedniejsza dla niej tech­
nika, Ślady cięć w drewnie, uderzeń młotka w po­
wierzchnię metalu, tak jak odciski w glinie (np. pal­
ców gamoaTza), kształty splotu przędzy w tkaninie,
nie mówiąc już o ściegach przy szyciu, a więc formy
geometryczne — przypadkowe, zawsze jednak na­
zwane, weszły na stałe do arsenału elementów zdob­
niczych. Nawet użycie tylko powszechnie stosowa­
nych motywów, stosowanie się do naturalnych pra­
wideł w działaniu artystycznym, jak np. zwielokrot­
nienie śladu, różnicowanie tych śladów, wreszcie
podporządkowanie w układy rytmiczne i symetrycz­
ne łącznie z akcentowaniem dawało w efekcie skoń¬
czenie doskonałe dzieło. I ńie powinno nas dziwić
że w dziełach tej sztuki nic więcej się nie dzieje. **
W omawianym czasie, to jest w okresie z u cłriym z tt*a~
dveii usttiei A D o t v k a i m v orawie w równei mierze
mo,vwv eeometryczńe i roślinne Natomiast motvwv
7wierJce czy Podstawienia człowieka iwiawiala
ha&lt;rd7o r7aldko Nie tr7eha nodkrp^lać źp włączenie
L t v w ń w nr^tawiaiaryoh
» « P - f i l n i P do tvch
3 3

^

S

^

J

L

^

w

ItZ^h Z L v i«t mat7

riał Klip naitviiriflf'nTfTs;?v ri^a ł"ir7pt*wflr7flnin

nlflę+w ?
1

n

a

itflfc lak w w^nrtkT, n ^ n « «

r

l ^ l ^ m l r , ! '

mltllni i t l S

tonftoI

,J^lwH

i

^ adoracji sa-

antropomorticzne odnajdujemy najczęściej w tycn
gałęziach sztuKi zdobniczej. Które w polsce należy
uznać za najnowsze Tak jest np w przypada
cinanki w papierze lub podlaskich tkanin dwuosnowowych, których wtórny rozwój nastąpił w ostatnim
ćwierćwieczu. Należy przy tym powiedzieć ze np.
w dziedziniei wycinankarstwa nie każdy ośrodek mo­
że poszczycić się rozszerzeniem zakresu motywów
o przedstawienia ze świata zwierząt czy ludzi Sław­
na wycinanka Kurpiowskiej Puszczy Zielonej ustę­
puje zdecydowanie pod tym względem pracom z ąąsiedmcb terenów Puszczy Białej, me mówiąc juz
o wycinance łowickiej. Analiza motywów figuralnych
w wyemance Kurpwwszczyzny Północnej wykazała,
że występowały one przy końcu X I X w. najczęściej
w twórczości mężczyzn." Niewątpliwie w tym wy­
padku miała znaczenie większa bywałośc mężczyzn
w świecie, a tym samym szersza niż u kobiet chłon­
ność uroków świata. I nie będzie przesadą jeśli po­
wiemy, że pobyt w wojsku, zajęcia furmańskie, f l i ­
sackie, wędrówki za pracą zarobkową częstsze
u mężczyzn, wpływały na wzbogacenie efektów pla­
stycznych ich twórczości. Wydaje się, że podobne
były przyczyny różnicujące w poszczególnych częś­
ciach kraju wszelkie odmiany sztuki zdobniczej.
Większe doświadczenie zbiorowości, ukształtowane
przez kontakty z otoczeniem i centrami kulturowy­
mi, emanowało poprzez wielorakość i rozmaitość mo­
tywów zdobniczych.

Warto przypomnieć, że niesamoistność sztuki zdob­
niczej, jej służebna niejako rola wobec zdobionego
obiektu narzucała twórcy swoistą dyscyplinę, uwa­
runkowaną dobrą znajomością budowy przedmiotu,
sposobu jego użytkowania i znajomością materiału.
Dlatego też wykorzystywał on do swych celów defco-

Z przedstawionych wyżej uwag wynikałoby, iż
natężenie występowania w kraju omawianych dzie­
dzin twórczości zdobniczej było niejednolite, a funk­
cja dzieł i ich waJory tematyczne — różnorodne.
Wydaje się więc, iż nie maimy podstaw do mówienia
0 wszechogarniającej terytorium naszego kraju pol-

ni™ ^ ™ n ™ ^ ^ , 7 ^ ^ ^

^

nych (w wypadku np. wozów, sań, szczytów budynWszystMe z rozpatrywanych wyżej zamówień do­
tyczyły głównie środków transportu i komunikacji,
a w mniejszym stopniu budownictwa. W zamówieniaoh tych chodziło o wzbogacenie walorów repre­
zentacyjnych obiektów, które były dziełem przede
wszystkim cieśli lub stolarza, względnie stelmacha
lub kołodzieja. Największe oczywiście możliwości ar­
tystyczne dawały kowalom te wyroby, które w ca­
łości wychodziły spod ich ręki. Wyroby takie to:
krzesiwka — występujące na całym prawie obszaize
Polski, przetyki do kołowrotków
zdarzające się na
północno-wschodnich obszarach kraju, zaś ns po­
łudniu spinki, czy wreszcie w całej Polsce
kute
krzyże żelazne.
Podnietą do pracy nad tymi
bami mogło być dla kowali uczestniczenie w zaspo¬
kajaniu potrzeb bardziej złożonych aniżeli sama chęć
godnego pokazania się sąsiadom. Kowalskie przetyki
zapinki, podobnie jak " zdobne drewniane statki tkac¬
kie lub przybory do utrzymywania ubrań i bielizny
W CZVSto&amp;CÍ b viV d i r aiitií rila Vii i^ki ch nQfih W -u/v
3 1

D a d k u z a ś z a m a w i a n i a kuteen k „ J . ^ h n r t J n ™ "
ła do s ł o s u t r 7 h « u ™ L ^
™ m i l 7 ™
H^-m
M

e

zmarłym nie mówian i , i « Z 1
mego symbolu krzyża
P°

^ 2 ^ , ^ ^ ^

w s z e c n n

327

�skiej specyfice twórczości, zarówno kowalskiej, jak
grupowej jak Lasowiacy i Kurpie. W obydwu wy­
snycerskiej.
padkach mamy do czynienia z układami gospodarki
Wysiłki w prowadzeniu dalszych badań winny, średnich i drobnych zespołów rolnych, ściśle powią­
jak sądzę, zmierzać do ukazania złożonego mecha­ zanych z rozmaitymi zajęciami dodatkowymi. Docho­
nizmu istniejących w Polsce modeli tych twórczości,
dzi t u jeszcze inny, niezwykle istotny moment, decyZależne są one prawdopodobnie przede wszystkim
jący o polskości zjawiska. Znany jest fakt regresywod rodzaju występujących struktur społeczno-gospo­
nej roli, jaką we wszelkiej twórczości artystycznej
darczych, które różnie się kształtowały w różnych
chłopów odegrała folwarczno-ipańszczyźniana prze­
częściach kraju.
szłość gospodarki w kraju. Wiadome jest jak szcze­
Wydaje się, że można już obecnie sugerować wy­ gólnie silnie przeszłość ta ciąży w dziejach Polski. I za­
stępowanie na terenie Polski w okresie mniej więcej pewne nie pozbawione racji jest uzasadnienie np.
większej aktywności twórczej ludności z terenów
od 2. pot. X I X w. do I wojny światowej, a w nie­
królewszczyzn i w nieco mniejszym stopniu b i których przypadkach aż do 30-ych lat bieżącego stu­
skupszczyzh swobodami sprzed okresu uwłaszczenio­
lecia, trzech podstawowych modeli ludowej twór­
wego. Samo zaś uwłaszczenie wyzwoliło, jak wiado­
czości snycerskiej.
mo niespożyta aktywność artystyczna ludności chłopPierwszy model — to twórczość o przewadze nie­
zawodowych form działalności, pełniąca równorzęd­ skiei aktywność o różnym starcie odoowiadaiacym
różnym mom&amp;ntoirn aktu uwłaszczenia w poszczegól¬
nie funkcje estetyczne i społecznie, najszerzej rozu­
miane (tj. w ramach rodziny, społeczności wioskowej, nych zaborach kraju
zbiorowości terytorialnej).
Twórczość o przewadze
Istnienie w Polsce licznego stanu szlachty, ze
motywów nie nawiązujących do form otaczającej
swym odłamem drobnej szlachty zaściankowej, osła­
rzeczywistości, lecz podsuniętych przez właściwości
biało drożność i trwałość wytworów artystycznej
tworzywa i proces jego obróbki, twórczość praco­
twórczości ludowej wśród ogółu polskiej społeczności
chłonnych rozwiązań formalnych.
wiejskiej. Jak wiadomo, aspiracje kulturalne szlach­
Drugi model — to twórczość gdzie równorzędnie
ty, nawet schłopiałej, sięgały często bardzo wysoko,
występują zarówno niezawodowe, jak i zawodowe
co przy nikłych możliwościach nabywczych tej war­
formy działalności, twórczość o przewadze funkcji
stwy sprowadzało się najczęściej do orientacji w kie­
społecznej szerzej rozumianej ftj. w ramach społecz­
runku wytwórczości mieszczańskiej. Natomiast ist­
ności wioskowej, grupy lokalnej), o przewadze moty­
nienie szlachty, będącej w stałym antagonizmie
wów przejętych z historycznych, późnych form dekoz chłopami, prowadziło do konsolidacji społecznej
ratorskich {meblarskich i architektonicznych), twór­ określonych grup lokalnych i zarazem stwarzało k l i ­
czość stosunkowo niepracochłonnych rozwiązań for­
mat dla ogólnej rywalizacji.
malnych.
Dla grup chłopskich, otoczonych jak Kurpie Pusz­
Trzeci model — to twórczość o przewadze zawo­
czy Zielonej pierścieniem drobnej szlachty zaścian­
dowych form działalności, prawie wyłącznie .pełniąca
kowej, a sądzę, że i dla wielu innych analogicznych
funkcje społeczne, szeroko rozumiane (tj. w ramach
grup chłopskich w Polsce, w rywalizacji tej twór­
społeczności wioskowej i najbliższego sąsiedztwa),
czość artystyczna, oparta o własną spuściznę i zarad­
podporządkowane silnie utylitarności obiektu, sztuka
ność, nabierała w czasach pewnej stabilizacji dzie­
wykorzystująca głównie, a niekiedy wyłącznie, mo­
jowej (koniec X I X w. — początek X X w.) znaczenia
tywy przejęte z wcześniejszych i późniejszych histo­
jednej z najważniejszych form.
rycznych form dekoratorsklch (meblarskich i archi- .
Trzeci model nie znajduje, jak sądzę, dokładnie
tektonicznych).
wyznaczonych granic występowania. Wiąże się on sto­
Model pierwszy lokalizuje się w rozległym pasie
sunkowo najściślej z obszarami monolitycznych
południowej części kraju, w rejonie niejednolitej
struktur gospodarczych, tworzonych przez drobne,
struktury gospodarki, wydatnego wspomagania roz­
średnie i większe zespoły rolne, a więc przy istnieniu
drobnionych zespołów rolnych przez górskie paster­
wyraźnej stratyfikacji społecznej zbiorowości wiosko­
stwo owiec.
Należy .podkreślić ogromną rolę w
wych. Wskazać jeszcze należy na występowanie w za­
ukształtowaniu modelu tej twórczości istniejących
sięgu tego modelu twórczości stosunkowo gęstej sieci
w pasterstwie nadwyżek wolnego czasu, okresowego wiejskich i małomiasteczkowych ośrodków rzemieśl­
bytowania na „odludziu", wreszcie ruchliwości ludzi
niczych i rozwiniętych form wymiany towarowej.
większej aniżeli w systemie zasiedziałej, monolitycz­
Twórczość tę możemy łączyć z niektórymi rejonami
nej gospodarki rolnej. Model tej twórczości wiąże rolniczymi Dolnego Śląska, pewnymi partiami Wiel­
południową część Polski z obszarami Bułgarii, Czar­
kopolski i Pomorza, a także z centralną częścią kra­
nogóry .południowej Serbii Chorwacji
Rumunii
ju. Elementy tych zjawisk artystycznych są wspólne
i Słowacji.
dla wsi polskiej, czeskiej, morawskiej, saskiej i ba­
warskiej
Drugi model twórczości można chyba uznać za
25

najbardziej bliski pojęciu — polski. Występuje on
w różnych, oddalonych od siebie częściach kraju, na
ograniczonych, niewielkich obszarach, jak puszcze:
Kozienicka, Solska i Zielona, a więc tereny za­
mieszkałe przez ludność prawie wyłącznie pochodze­
nia chłopskiego (nieszlacheckiego), ap. o silnej więzi

228

Przedstawioną próbę określenia modeli tradycyj­
nego snycerstwa ludowego w Polsce można oczywi­
ście zastosować również do kowalstwa. Byłoby to na­
wet łatwiejsze, jakoże w twórczości tej nie ma owe­
go zróżnicowania na zawodową i niezawodową formę
działalności. Na skutek zaś opierania się na d z i a ł a -

�ności warsztatów rzemieślniczych, włączonych w sy­
stemy normujące (np. w ramach organizacji cecho­
wej, terminatorstwa), zróżnicowanie w tej twórczości
sprowadza się zasadniczo do strony funkcjonalnej,
w mniejszym zaś stopniu treściowej oraz samego
wykonawstwa.
Fakty, które pozwoliły sugerować istnienie trzech
podstawowych modeli twórczości snycerskiej na te­
renie Polski, w stosunkowo krótkim wycinku czasu
można traktować jako stałe lecz nie niezmienne,*
same zaś modele — jako odpowiednik organizmu,
z własną historią powstawania i zanikania. Stwier­
dzenie lo może nas ustrzec przed powtórzeniem błę­
dów koncepcji regionalilstycznych,
rozpatrujących
fakty w izolacji od rzeczywistych ich powiązań
i ustalających sztywne granice ich występowania
w przestrzeni i czasie, bez brania pod uwagę zacho­
dzących przesunięć i przeobrażeń.
Wracając jeszcze raz do stwierdzenia, że niemoż­
liwe jest wskazanie właściwych całemu obszarowi

8

Polski określonych cech twórczości zdobniczej, na­
leży powiedzieć, iż dochodzimy do tego na podstawie,
przede wszystkim, przemyśleń i danych, zgromadzo­
nych w minionym dwudziestoleciu. Me są to jednak
tylko źródła publikowane, które wcześniej wymie­
niłem. Poszerzają wydatnie ich zasób zbiory mu­
zealne, w większości wypadków od nowa zgroma­
dzone po zniszczeniach wojennych, a także różnego
rodzaju materiały naukowe licznych ośrodków ba­
dawczych, .powstałych w czasach Polski Ludowej.
Rozumiejąc więc powody, które sprawiły, że
w okresie minionego dwudziestolecia problematyka
twórczości zdobniczej została podporządkowana i n ­
nym kierunkom badań, można dziś już postulować
szersze podjęcie tej problematyki, a zwłaszcza prac
ustalających miejisce i rolę tej twórczości w cało­
kształcie plastyki ludowej w Polsce. Jest to nie­
wątpliwie zadanie możliwe do wykonania jedynie na
drodze dalszej penetracji mało znanych części i za­
kątków kraju.

PRZYPISY
1

Por. R. Reinfuss, J. Swiderski, Sztuka ludowa
w Polsce, Kraików 1960; K. Piwocki, Polsko sztuka
ludowa, w pracy zbiorowej: Historia sztuki polskiej,
t. I I I , Sztuka nowoczesna, pod redakcją T. Dobrowol­
skiego, Kraków 1962, s. 400-429; St. Błaszczyk, Pla­
styka, w pracy zbiorowej: Kultura ludowa Wielko­
polski, pod redakcja J. Burszty, t. I , Poznań 1960,
s. 563-650.
Por. W. Matlakowski, Zdobienie i sprzęt ludu
polskiego na Podhalu, Warszawa 1901; K. Moszyński,
Kultura ludowa Słowian, cz. I I , z. 1, Warszawa 1938
M. Głaidysz, Góralskie zdobnictwo drzewne na Śląsku,
Kraków 1935; tenże, Zdobnictwo metalowe na Śląsku,
Kraków 1938.
Por. R. Reinfuss, Polskie ludowe kowalstwo ar­
tystyczne, PSL, 1953, nr 6, s. 348—376; Z. Jasiewicz,
Studia historyczno-etnografhczne
nad
kowalstwem
wiejskim w Wielkopolsce, Poznań 1963; Z. Głowa,
Ludowe zdobnictwo żelaza w pow. Opoczno, PSL,
1961, nt I , s. 34—40.
Por. Z. Cieśla-Reinfussowa,
Okucia
wozów
z okolic Makowa, Cz. I . Analiza form, PSL, 1948,
nr 11-12, s. 27-34, Cz. I I . Analiza ornamentów, 1949,
nr 1—2, s. 26—38; E. Fryś, Ludowe kufry okuwane,
tamże, 1959, nr 1-2, . 46-53; F. Kotula, Ze studiów
nad zdobnictwem kowalskim w okolicach Rzeszowa
(„Raki" czyli kratki), tamże, 1952, nr 2, s. 87—91;
M. Michalska, Krzyże żelazne w powiecie
wieluńskim,
tamże, 1959, nr 1—2, s. 54—61.
Por. K. Malkiewicz, A. Zambrzycka, Fajczarstwo na Podhalu, PSL, 1956, nr 4—5, &lt;s. 209—218;
W. Gentil-Tippenhauer, Andrzej Opacin Kubin, tam­
że, 1955, nr 6, s. 376—384; taże, Józef Bigos, tamże
1957, nr 1, s. 25-32; taże, Stanisław Szymoszek Gą­
sienica (Stolarz i spinkarz podhalański), tamże, 1957,
nr 3, s. 174—179.
Por. Z. Bocheński, Ornamentyka ludowa na
zbrojach husarskich, PSL, 1955, nr 6, s. 362—375.
Por. T. Seweryn, Arcydzieła żelazorytu ludowe­
go (Formy do wyrobów opłatków), PSL, 1955, nr 6,
s. 335—361.
Por. O. Malkiewicz, Z zagadnień kieleckiej sny­
cerki, PSL, 1960, nr 4, s. 195—205; L . Węgrzynowicz,
Zdobienie serków owczych, tamże, x955, nr 1, s. 2—22;
B. Kopczyńska-Jaworska, Owcze sery zdobione Kar­
pat, „Etnografia Polski", t. V, 1962, s. 197—231;
2

3

4

s

5

6

7

8

M. Woźnowski, Zdobione formy i matryce do masła,
PSL, 1962, nr 2, s. 67—83.
° Por. M. Przeździecka, Zdobione „duhy" pod­
laskie, PSL, 1953, (nr 6, is. 377—381; J. Czajkowski,
Ozdobne

drabinki

do

kwiatów,

tamże,

1955,

nr

2,

s. 100—103; tenże, Ozdobne ule skrzynkowe,
tamże
1960, nr 4, s. 206—210 i in.
Por. J. P. DCkowski, Wnętrze chaty jasieńskiej,
„Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etno­
graficznego w Łodzi. Seria Etnograficzna", nr 2,
1958, K. 45—89; Z, Neymanowa, Wnętrze chaty w Klo­
nowej i okolmy, tamie, nr 3, 196o! s. 207-240; taże,
Wnętrze chaty w Załęczu, tamże, nr 5, 1961, s. 75-94
taże! Wnętrze chaty w WlynicLh
i okolicy tamże
nr 7 1963 s 75-101- L Dubiel, Wnętrze domu chłopi
skiego w' Beskidzie' Śląskim w latach 1860-1950,
Prace i Materiały Etnograficzne" X z 2 1957
s. 7-72.
•
10

M

d

l

e

n

a

l

y

w m &lt; ) g r a l l c z n e

z

11

Por. E. Fryś, Jan Golis, łowicki stolarz i rzeź­
biarz, PSL, 1959, nr 3, s. 161—167; taże, Meble Józefa
Gibuly, tamże, 1961, nr 2, s. 97-100; W. GentilTippenhauer, Stanisław Szymoszek Gąsienica, wyd.
cyt.
Por. J. Ginett-Wojnarowiczowa, Piernik raci­
borski, PSL, 1948, Inr 11—12, is. 38—39; C. Vetulani,
Pasłęckie formy piernikarskie,
tamże, 1953, nr 1,
s. 56—58; M. Zywirska, Rzeźbione formy
piernikarskie,
tamże, 1957, nr 2, s. 67-106.
Por. R. Reinfuss, Czy ludowe kowalstwo arty­
styczne musi zaginąć?, PSL, 1958, nr 4, s. 203—206;
M. Maśliński, Ludowe kowalstwo artystyczne (Uwagi
związane z pokonkursową
wystawą
w
Krakowie),
tamże, 1960, nr 4, s. 243-249; K. Pietkiewicz, Bilans
opieki nad sztuką ludową w okresie
piętnastolecia,
tamże, 1959, nr 4, s. 187-197; R. Reinfuss, Aktualna
zagadnienia przemysłu pamiątkarskiego,
tamże, 1954,
•nr 2, s. 67—78 i in.
" Por. O. Mulkiewicz, Z zagadnień..., wyd. cyt.,
s. 195; W. Gentil-Tippenhauer, Stanisław Szymo­
szek..., wyd. cyt., s. 174; H. Olędzka, Geneza i rozwój
zdobnictwa w drzewie na terenie Kurpiowskiej
Pusz­
czy Zielonej, rkps pracy magisterskiej w Archiwum
Katedry i Zakładu Etnografii UW.
" Por. E. Fryś, Jan Golis..., wyd. cyt, s. 161;
A. Dobrowolska, Meble ludowe zachodnio-pomorskie,
PSL, 1950, nr 1—6, s. 60—61. Potwierdzają te dane
15

13

229

�informacje uzyskane we we i ach Bobolino, pow. Sław­
no, Syrniki, pow. Lubartów oraz Oborczyska, pow.
Przasnysz.
" Por. R. Reinfuss, Ludowe skrzynie malowane,
Warszawa 1954, e. 5—7, 12 i nast.; M . Pękalski, Biłgo­
rajskie budownictwo drewniane, PSL, 1959, nr 3,
s. 154—159; J. Grabowski, Sztuka ludowa Mazur
i Warmii, tamże, s. 51—59; JM. Zywirska, Zdobienie
rzeźbą w drewnie chaty kurpiowskiej,
tamże, 1949,
nr 3-4 is. 105 i nast.; L. Malicki, Sztuka ludowa Po'
Gdańskiego na tle zbiorów Muzeum Pomor­
skiego w Gdańsku, tamże, 1962, nr 3, s. 136—143 i in.
17

Por. W. Gentil-TLppenhauer, Stanisław Szymossek..., wyd. cyt., zakończenie artykułu, a także
M. Gładysz, Górilskie zdobnictwo drzewne..., wyd.
cyt., s. 3—-19.
Por. R. Reinfuss, Polskie ludowe kowalstwo...,
wyd. cyt., s. 353; Z. ,B. Głowa, Ludowe zdobnictwo...,
wyd. cyt., s. 40 i nast.
1B

19

Nie bez znaczenia ibyło także, wiążące się z ty­
mi tradycjami, zaopatrzenie warsztatów kowalskich
w narzędzia, szczególnie służące zdobieniu, np. stem­
ple. Wystarczy powiedzieć, że w rejonie Makowa
używano kilkudziesięciu odmian stempli, w Opoczyńskiem - kilkanaście, a na terenie Kurpiowszczyzny

M A R I A

W

O.L

E

Ń

S

2 sierpnia 1964 r. zmarła mgr Maria Woleńska,
znana działaczka na polu sztuki ludowej i muzeal­
nictwa, która z talentem organizacyjnym łączyła go­
rące umiłowanie sprawy i wyjątkową kulturę arty­
styczną.
Urodziła się 21.VII.1904 r. w Tarnopolu. Jej
ojciec, doktor medycyny Orliński, był zapalonym
społecznikiem i posłem na Sejm. Po ukończeniu pra­
wa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie
specjalizowała się w etnografii na Wydziale Huma­
nistycznym. Do chwili wybuchu wojny zdążyła ukoń­
czyć 4 lata studiów i już w czasie ich trwania da­
ła się poznać jako świetna organizatorka w Patro­
nacie Przemyślu Ludowego i Domowego w Tarno­
polu, zrzeszającym do 1939 r. około 2.000 twórców
ludowych. Skupowała piękne werety z Koropca, ma­
lowane miski z Toustego i wiele innych przedmio­
tów. Ona to „odkryła" doskonałego rzeźbiarza ludo­
wego, Dymitra Bilińskiego, którego figury, zakupio­
ne przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie a także
miłośników sztuki, znalazły się w wiele lat później
na sławnej krakowskiej wystawie malarstwa, rzeź­
by i grafiki ludowej (1948 r.) i o których pisała w
„Polskiej Sztuce Ludowej" (1957 r., nr 4, s. 208—215).
Z ramienia Patronatu zorganizowała dwie szkoły
tkactwa Srzebyczkowefio w Mikulińcach i Ładyczynie
wznawiające tradycyjne kobierce
barwione
W czasie okupacji — już w Warszawie — utrzy­
mywała rodzinę z warsztatu tkackiego na Bielanach,
gdzie dzieliła sie swymi umiejętnościami z art.^plast
Janiną Trawińską i Irena Kwiatkowską znanymi
dziś g ł ó w n i e 7 z 7 ^ ^ v ^ Ł ^ w ^ ^ ^ c h l T ^ cowni^"Doświadczanej Tkactwa
ZtysS^Zegl
Znajomość warsztatu pozwoliła Marii Woleńskiej
już po wojnie — w Krakowie — na projektowanie

Północnej — zaledwie kilka. Por. R. Reinfuss, Polskie
ludowe kowalstwo..., wyd. cyt., s. 364—375; Z. CieślaReinfussowa, Okucia wozów..., wyd. cyt., s. 26—27;
Z. B. Głowa, Ludowe zdobnictwo..., wyd. cyt., ,s. 39.
° Jw.
*&gt; Por. M. Michalska, Krzyże żelazne..., wyd. cyt.,
s. .54 i in.
Ostatnio zajmował się sprawą tą obszernie
Andrzej Abramowicz, Studia nad genezą polskiej kul­
tury artystycznej, Łódź 1962, s. 103 i nast.
Dlatego też wydaje się, iż pierniki i związane
z nimi formy rzeźbione w drzewie należy traktować
jako część składową twórczości rzeźbiarskiej sensu
•stricto.
'Por. « . Olędzka, Z badań nad wycinanką kur­
piowską, PSL, 1964, nr 3, e. 176.
Przy wyznaczaniu tych modeli pominięte zo­
stało rzeźbienie form drewnianych do pierników (por.
przyp. 23).
Określenia tego użyłem sa Claude Lévi-Straussem, L'Antropologie sociale devant l'histoire, „Anna¬
les Economiques Sociétés Civilisations", R. 15, 1960,
nr 4, s. 625—637; por. też Dzicy i cywilizowani,
z Claude Lévi-Straussem rozmowa Zofii Sokolewicz
i Tadeusza Drewnowskiego, „Polityka", R. V I I I , 1964,
nr 27 (383), s. 1, 9.
!

23

25

2 1

25

s s

K

A

1

9

0

4

-

1

9

6

4

artystycznych tkanin ubraniowych dla cepeliowskiej
Sp-ni Art.-Plastyków im. Wyspiańskiego, za które
otrzymywała na konkursach liczne pierwsze nagrody.
Jako kustosz Muzeum Etnograficznego w Kra­
kowie (w latach 1948—1954) organizowała wiele wy­
staw stałych, jak: „Sztuka ludowa", „Jak człowiek
się odziewał", „Współczesne przeobrażenia sztuki
ludowej" oraz czasowych, jak np. „Zdobnictwo pol­
skie", „Sztuka ludowa mniejszości narodowych w
Polsce" (opracowując do niej obszerny katalog).
Dla uczestników Międzynarodowego Kongresu
Historyków Sztuki A.I.C.A. przygotowała specjalną
wystawę: „Polska sztuka ludowa — rzeźba i ma­
larstwo". Opracowała też w niezwykle rzetelny spo­
sób część inwentaryzacyjną katalogu już wspomnia­
nej wystawy: „Malarstwo - Rzeźba - Grafika".
Po przeniesieniu do Muzeum Narodowego w Kra­
kowie pełniła funkcje inspektora 5 muzeów regio­
nalnych a nadto konserwatora tkanin. Podczas wy­
jazdów w teren nabawił? się gruźlicy.
Ostatnie lata poświęciła bezpośredniej pracy z
twórcami ludowymi — już z ramienia Cepelii, a mia­
nowicie z Feliksem Czajkowskim, rzeźbiarzem z Zelczyny pod Krakowem, którego talent bardzo się roz­
winął pod jej opieką, wznawiała też stare formy ce­
ramiki w Starym Sączu u garncarza Józefa Biliń­
skiego, współdziałała z Janikiem nad kontynuowa­
niem tradycji rzeźby łemkowskiej. W Cepelii pierwsza
wprowadziła repliki muzealne mebli podhalańskich
i nowosądeckich s k ™ X
i^low^ch^wydn^k
żydowskich czuwała nnd w^konarTiem d w K I w h
K r obrazów ^ &lt; z k l e i
taZkltt
M
l i l u d o w i w llJ^t
Niełatwi

b^ifSni^

k™W,fc,VTi
w

™

7

£^™1^„&lt;£l

wymTjej u m f e l ę t r S i doskonały smak SystycznyT
Janino Orynżyna,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5917" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5897">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d6d3acbcb6be3deaa2c4842e44571abf.pdf</src>
        <authentication>fcf024443a372af509c09265608948e7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4787</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70543">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70544">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70545">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4444</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70546">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70547">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4; s. 231-232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70548">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70549">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70550">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70551">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

za okres V I I - I X 1964
Konferencje,

zjazdy

dowych (z zakresu rzeźby 22, tkactw a — 8, kowalstwa — 2, plecionVII
Międzynarodowy
Kongres karstwa — 15, wycinankarstwa i
Nauk Antropologicznych i Etnolo- w y r o b ó w ze s ł o m y — 29). Nagrody
gicznych o b r a d o w a ł w Moskwie w przyznano 42 t w ó r c o m . Wszystkie
dniach od 3 do 10 sierpnia. Zgroma- bardziej
wartościowe
eksponaty
dził on 'Około 1000 n a u k o w c ó w konkursowe pokazano na wystawie.
p r z y b y ł y c h z 53 k r a j ó w oraz około Ogólnie z a r ó w n o konkurs, l a k i
2000 n a u k o w c ó w radzieckich. Pol- wystawa,
reprezentowały
wysoki
s k ę r e p r e z e n t o w a ł o ok. 60 osób.
poziom artystyczny. Obok rzeźby,
W czasie obrad Kongresu praco- najbardziej dla współczesnej t w ó r w a ł o 27 sekcji, wygłoszono 812 re- czości ludowej tego o ś r o d k a chaf e r a t ó w — w t y m 357 etnograficz- rakterystycznej — szczególnie intenych, 221 z zakresu etnografii re- r e s u j ą c o p r z e d s t a w i a ł o się tkactwo,
gionalnej, 24 muzeologicznych. W y - reaktywowane w ostatnich latach
ś w i e t l o n o r ó w n i e ż k i l k a d z i e s i ą t f i l - dzięki pracy w terenie pracownimów.
k ó w Muzeum w Łęczycy. Tkaniny
W sekcji sztuki ludowej w y g ł o - pokazane na wystawie n a w i ą z y w a szono 28 r e f e r a t ó w o charakterze ły do tradycyjnych p a s i a k ó w ł ę informacyjno-sprawozdawczym, do- czyckich, a w n i e k t ó r y c h w y p a d tyczących przede wszystkim zagad- kach (prace M a r i i Plichy ze Świnic
n i e ń etnografii regionalnej poszczę- i Franciszki P a b i a ń c z y k z Krzepogólnych k r a j ó w . W czasie dyskusji cina) wykonane b y ł y z p r z ę d z y
w y n i k ł e j pod koniec obrad zaryso- farbowanej b a r w n i k a m i r o ś l i n n y m i ,
w a ł y s i ę w y r a ź n i e rozbieżności zaWszystkie eksponaty z wystawy
równo
w
pojmowaniu
definicji zostały zakupione do kolekcji M u sztuki ludowej, j a k i metod jej o- zeum w Ł ę c z y c y oraz przez muzea
chrony i opieki nad nią, w rezulta- etnograficzne w Łodzi i Warszawie,
cie czego uchwalono wnioski, z
Komisarzem wystawy b y ł a mgr
k t ó r y c h najistotniejsze to: decyzja Jadwiga Grodzka, autorem oprawy
o z w o ł a n i u m i ę d z y n a r o d o w e g o sym- plastycznej art. piast. W a c ł a w K o n pozjum, p o ś w i ę c o n e g o zagadnieniom dek. Wystawa posiada bardzo stateoretycznym w zakresie sztuki l u - rannie wydany katalog, z a w i e r a j ą dowej oraz projekt stałego, m i ę d z y - y d o k ł a d n y spis e k s p o n a t ó w , u ł o narodowego
organu
naukowego, żony w g d z i a ł ó w rzeczowych, z
k t ó r y by p u b l i k o w a ł opracowania k t ó r y c h k a ż d y opatrzony jest k r ó t ogólne dotyczące sztuki i r ę k o d z i e - k i m w s t ę p e m (teksty J. Grodzkiej).
ła ludowego.
„Współczesna łęczycka sztuka l u Obradom sekcji sztuki ludowej dowa", m a j — w r z e s i e ń 1964 r. M u p r z e w o d n i c z y ł częściowo d r K a z i - zeum w Łęczycy, s. 28, ilustr. 25.
mierz Pietkiewicz, a sekcji muze'
'
ologii prof. d r M a r i a Priifferowa.
*
W sierpniu zorganizowana zostaMuzea
la w Muzeum Z i e m i Suwalskiej w
W lipcu otwarte zostało w Wiśle S u w a ł k a c h wystawa pt. „OsadnfctMuzeum Beskidzkie m i e s z c z ą c e sie
&gt; budownictwo, tkanina i strój
C

w o

ostatnich k i l k u lat oraz rysunki
ołówkiem. Katalog wystawy zawiera w s t ę p Ignacego Witza i spis prac
malarskich: ^ N i k i f o r , X V I I Festiwal
Sztuk Plastycznych w
Sopocie",
s i e r p i e ń 1964 (katalog) ZPAP, B W A ,
Sopot, s. 12, ilustr. 14 + l u ź n a
w k ł a d k a barwna.
*
Regionalne B i u r o Skupu C P L i A
w
Katowicach z o r g a n i z o w a ł o
w
sierpniu w Pawilonie P l a s t y k ó w w
Bielsku w y s t a w ę beskidzkiej sztuki
ludowej i r z e m i o s ł a artystycznego,
A u t o r a m i pokazanych
prac
byli
t w ó r c y l u d o w i zrzeszeni w s p ó ł dzielniach C P L i A . Pokazano m . i n .
koronki z Istebnej i Koniakowa,
kopie g ó r a l s k i c h tradycyjnych mefoli ludowych wykonane przez s p ó ł dzielnie „ C z a n t o r i a " ze Skoczowa,
czerpaki Józefa Bocka i maski ob­
rzędowe Ludwika
Kubaszczyka z
Istebnej oraz filigrany
Franciszka
Horaka z Cieszyna,
*
.
w a

z

d

a

b

m

c

w

a

^ ^?
f
metalowego
° d n a l u zorganizowana z o s t a ł a
Przez Muzeum T a t r z a ń s k i e w Zakopanem w okazji 75-lecia Muzeum
o b c h o d ó w 20-lecia P R L . W y "WC u r z ą d z o n o w oparciu o k o ^ m u z e a l n ą , u z u p e ł n i o n ą w ostatnich latach, w w y n i k u poprzec z a j ą c y c h j ą penetracji terenu ponowotarskiego przeprowadzonych przez m g r H e l e n ę S r e d n i a w ę .
Tematyka w y s t a w y o b e j m o w a ł a w y roby ludowe metalowe,
ozdobnie
k s z t a ł t o w a n e l u b zdobione
ornamentem, u w z g l ę d n i a ł a też przedmioty zdobione metalem. Pokazano

n

a

o

r

p

a

z

k

c

sta
l

w

e

i

a

t

u

S K ^ ^ W ^ ^ H
^l* ™*™
*
do 1939 r., j a k współczesne. Całość
^ ™ ,
Wisły. Od 1965 r. par g a n i z o - wystawy ujęto w 2 o d r ę b n y c h dziatronat nad nowo u t w o r z o n y m m u .
£ _ ^ L o p o k a z u j ą c ze w z g l ę w
. t ^
^ P l a c ó w k i muzealne
. „ s i e r a d z k i e rze- du na m a t e r i a ł , t e c h n i k ę w y k o n a - W f*
miosło ludowe". Pokazano tkaniny nia i odmienne w a r u n k i powsta«K 5f,
"
kolekcji
tkanek
kowalskie w y r o b y z ż e l a z a
ty^ S o d T r s k e f n s S u m e n ł y ^ m u " P l u j ą c y c h w Monieach pod kie- i przedmioty z i n n y c h metali, s ł u zyczn^ ^ t r o i e
tóralŚtóe
Prledmlo"
m Józefy C h a ł a d a j , wyroby ż ą c e p r z e w a ż n i e do ozdoby stroju.
I T ^ r Z i
i ?
Przedmio- i k i i n i a r s k i e (m. i n . tradycyjne k o - Przeszło 300 e k s p o n a t ó w zgromanvch w s i
"
»°P
"
"
" do toyma- dzonych na wystawie po starannie
nia ż y w y c h ryb, kosze do g ą s i o r ó w przeprowadzonej selekcji m a t e r i a ł u
szklanych), w y r o b y drewniano-bed- pod k ą t e m jego w a r t o ś c i artystyczWystawy
narskie i d ł u b a n e naczynia oraz nych i etnograficznych s t a n o w i ł o
W y s t a w a „Współczesna łęczycka garncarstwo i c e r a m i k ę figuralną c a ł k o w i c i e reprezentatywny
przesztuka l u d o w a " o t w a r t a b y ł a w
g i G r a l i z Burzenina.
gląd sztuki zdobienia w metalu teMuzeum w Łęczycy o d maja do
*
?°
f
wszystkich jej przewrześnia. Wystawę poprzedził konjawach.
kurs na w s p ó ł c z e s n ą łęczycką sztuWystawa
malarstwa
Nikifora
Komisarzem w y s t a w y była H .
k ę l u d o w ą ogłoszony z okazji 20- otwarta b y ł a w sierpniu w Sopocie Sredniawa, opracowame
architeklecia P R L przez Wydz. K u l t . PRN w pawilonie B W A j a k o jedna z toniczne mz. arch. A n n y G ó r s k i e j ,
w Łęczycy, W R N w Łodzi, Ł ó d z k ą w y s t a w
wchodzących
w zakres o p r a ć , plastyczne art. piast. BarbaRozgłośnię Polskiego Radia i M u - X V I I Festiwalu Sztuk Plastycznych. y Brzozowskiej,
zeum w Łęczycy. Na konkurs ten Pokazano 111 prac malarskich N i Ł a d n i e w y d a n y katalog, opracozgłosilo swe prace 75 t w ó r c ó w l u - kifora pochodzących p r z e w a ż n i e z wany przez H . S r e d n i a w ę , zawiera
0

o

w

M

u

z

e

u

m

w

s

i

e

r

a

d

u

c

z

c

z

u

ZO

s

w

m

a

ł

o

w

l ;

d

l

a

z

e

n

i

a

2

0

l e c i a

ł a

h

3

p

1

r

u

z

e

L

w

y

s

t

a

w

e

p t

ł a d

C i e s z y m e
m

R

m

w

y

r

u

k

n

o

k

n

i

a

n

e

p

r

z

e

z

z e s p ó ł

w

a

n

i

a

e

w

1 C Z

s z e :

a ł k i

1

s a d z e

J a d w i

t e r

n u

w

e

r

231

�obszerny a r t y k u ł w s t ę p n y i szcze­
gółowy spis e k s p o n a t ó w z poda­
niem nr inwentarza Muzeum. „ W y ­
stawa zdobnictwa metalowego na
Podhalu", w r z e s i e ń 1964 r. (katalog)
Muzeum
Tatrzańskie w
Zakopa­
nem, s. 48, ilustr. 14.

Wystawa sztuki ludowej p ó ł n o c ­
nego Mazowsza o t w a r t a b y ł a
w
Ratuszu w P u ł t u s k u od 5 do 27
września.
Wystawę
organizował
Wydz. K u l t . P W R N
przy w s p ó ł ­
udziale spółdzielni C P L i A w P u ł ­
tusku i w Kadzidle. Pokazano prze­
szło 300 e k s p o n a t ó w r e p r e z e n t u j ą ­
cych regiony: Mazowsze, P ł o c k i e i
Sanniekie oraz K u r p i e (tereny Pusz­
czy Białej i Zielonej). G ł ó w n i e pra­
ce współczesne, wykonane w cią­
gu ostatnich lat. Reprezentowane
były następujące działy: rzeźba w
drzewie, tkanina, s t r ó j i haft, meb­
larstwo, zdobnictwo w n ę t r z a , pla­
styka o b r z ę d o w a , ceramika, plecion­
karstwo.
Do
najbardziej
interesujących
n a l e ż a ł y r z e ź b y z okolic Sierpca —
S t a n i s ł a w a D u ż y ń s k i e g o i Henryka
Wierzchowskiego z Zawidza K o ś ­
cielnego, Wincentego Krajewskiego
z Zawidza, W a c ł a w a S k i r z y ń s k i e g o
z
Rumunki-Chwały,
wycinanki
wielobarwne M a r i i Swiadkowskiej
z W y p y c h ó w oraz M a r i i Siedlarek
i Z o f i i Żytnickiej z Sannik, zabyt­
kowe buronki
kurpiowskie
oraz
w s p ó ł c z e s n e chodniki
„szmaciaki"
o d o s k o n a ł e j koloryzacji (wykona­
ne przez tkaczki ze w s i Surowe,
pow. Ostrołęka). P i ę k n e kierce i

bukiety sztucznych k w i a t ó w z p i ó r
i bibuły wykonała Czesława Konopkówna
z wsi
Tatary,
pow.
Ostrołęka.
Ekspozycję w y s t a w y opracowali
art. piast. Janina i W i k t o r Stankiewiczowie. Komisarzem i scenarzy­
s t ą wystawy b y ł m g r A n t o n i Sledzdewski, k t ó r y o p r a c o w a ł r ó w n i e ż
w s t ę p do katalogu. Katalog zawie­
ra poza w s t ę p e m w p r o w a d z a j ą c y m
spis e k s p o n a t ó w (niestety n i e z u p e ł ­
nie p o k r y w a j ą c y się z
rzeczywi­
s t y m ich stanem na
wystawie).
„Sztuka ludowa północnego Mazow­
sza".
Katalog w y s t a w y .
Pułtusk,
w r z e s i e ń 1964 r., s. 12, ilustr. 8.

*
Wystawa „ S z t u k a ludowa powia­
t u monieckiego" otwarta b y ł a we
w r z e ś n i u w Szkole Podst. N r 1 w
M o ń k a c h . Organizatorami w y s t a w y
b y l i Wydz. K u l t . P W R N w B i a ł y m ­
stoku, Prez. PRN w M o ń k a c h oraz
Muzeum O k r ę g o w e w B i a ł y m s t o k u .
Poprzedziły w y s t a w ę — pierwsze
na tych terenach — penetracyjne
badania
terenowe,
prowadzone
przez etnografki mgr mgr Magda­
l e n ę Keller, Bożenę K r a s n o d ę b s k ą
i K r y s t y n ę S z a ł a ś n ą . Do najciekaw­
szych w y n i k ó w tych b a d a ń n a l e ż y
odnalezienie drzeworytu ludowego
p r z e d s t a w i a j ą c e g o M a d o n n ę z Dzie­
c i ą t k i e m we w s i D o b r z y n i ó w k a oraz
prac w ę d r o w n e g o r z e ź b i a r z a Rad­
kiewicza z O k o p ó w , z n a j d u j ą c y c h
się w Zabielu. Jedyny czynny ośro­
dek
garncarski znajduje
się
w
Ponintlicy. Wyrabiane tam naczynia
zgrzebne,
niekiedy
glazurowane,
sprzedawane są na targach w K n y ­

szynie i G o n i ą d z u . W p o ł u d n . - w s c h .
części powiatu (szczególnie we wsi
Zabielę) z a c h o w a ł y się i n t e r e s u j ą ­
ce zabytki budownictwa drewnia­
nego.
Na wystawie pokazano ogółem
130 e k s p o n a t ó w z zakresu tkactwa
(tkaniny dekoracyjne: dwuosnowowe, i wielonicielnicowe
wełniane,
b a w e ł n i a n e i lniane, r ę c z n i k i zdo­
bione haftem), stroju
(fragmenty
strojów
kobiecych),
garncarstwa,
plecionkarstwa
oraz snycerki
w
drzewie (półeczki na ręczniki), p l a ­
styki o b r z ę d o w e j (pisanki, gwiaz­
dy) oraz rzeźby i drzeworytu.
Wystawa
posiada
opracowany
przez
Aleksandra
Garbusiewicza
katalog-składankę, zawierający krót­
kie noty informacyjne o poszcze­
gólnych d z i a ł a c h twórczości ludo­
wej reprezentowanych na wystawie.
„ S z t u k a ludowa p o w i a t u moniec­
kiego". Wydz. K u l t . Prez. W o j . Ra­
dy ,Nar. w B i a ł y m s t o k u .

*
We
wrześniu
i
październiku
czynna była w o l s z t y ń s k i m salonie
w y s t a w o w y m B W A wystawa sztu­
k i ludowej W a r m i i i Mazur. Poka­
zano z a r ó w n o eksponaty zabytkowe
(kafle, meble, plecionki z rogożyny
i trzciny, fragmenty strojów), j a k
też w s p ó ł c z e s n e
(rekonstruowane
przez spółdzielnie C P L i A w W i e l ­
barku
i Mikołajkach
tradycyjne
t k a n i n y i szmaciaki K a r o l i n y B ę ­
benkowej, hafty na czepkach J ó z e ­
finy Izdebskiej z J o d ł o w n i k a ) . W y ­
stawę
opracował
dr
Franciszek
Klonowski.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5916" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5896">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b097bcc5d9b753a7cb7fb6a56ea97e2d.pdf</src>
        <authentication>91534f6aadbef76e852262e8ac485f7f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70533">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4788</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70534">
                <text>1964</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70535">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4445</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70536">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70537">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1964 t.18 z.4; s. 231-232</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70538">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70539">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70540">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70541">
                <text>P

O

L

I

S

H

F

O

QUARTERLY PUBLISHED BY THE A R T INSTITUTE
No 4

OF

L

K

THE POLISH

YEAR BOOK X V I I I

A
ACADEMY

OF

R

T

SCIENCES
1964

SUMMARY OF ARTICLES

This issue is devoted to the situation i n research
on Polish folk a r t i n the t w e n t y post-war years.
R. Reinfuss, i n an article "Contemporary Research
on Folk A r t and Prospects for the Near F u t u r e "
gives a brief review of the research done i n the
i n t e r - w a r period. A t that t i m e , there was no i n s t i t ­
u t i o n engaged i n research on a large scale, the
material base was insufficient, the decisive factor
being the i n d i v i d u a l interests of the authors, and
this accounts for the fact that certain areas of this
country and certain fields of folk art were elabor­
ated extensively and i n great detail w h i l e others
were overlooked. The ethnographers dealt, above
all, w i t h the eastern regions, several monographs
on
ornamentation appeared and
art
historians
focussed t h e i r interest on wood-cuts, paintings and
sculpture.
The post-war period brought the setting u p of
the State Institute for Research on Folk A r t i n
1946, w h i c h was later taken over by the A r t Institute
of the Polish Academy of Sciences. Under
the
guidance
of
Professor
Reinfuss,
research
was
undertaken a l l over the country. I t is envisaged
that
this w o r k w i l l be completed about 1970.
Museums and universities (Warsaw, Cracow, Poznari,
Wroclaw,
Lublin,
Torun)
have enlivened
their
scientific and publishing activity. A t present, the
inventories being made i n various localities by the
Folk A r t Laboratory of the A r t Institute alone have
covered t w o thirds of the whole area of the country
(see map p. 191) a n d comprise 63,000 items and
32,000 photographs. A l l this has created a material
base w h i c h can be used for m a k i n g detailed elabo­
rations and later monographs and synthetic works.
Closer
ties
have been established
with
other
disciplines, such as history and archeology, the a i m
being to reconstruct and give a picture of the deve­
lopment of folk art.
Most of these works appear i n "Polish Folk A r t " .
There is only one popular-synthetic item, namely:
R. Reinfuss, J. Swiderski, Folk A r t i n Poland,
Cracow 1960. The most important articles and books
in various fields are critically reviewed b y the
authors of further articles. They are:

W. K a l i n o w s k i , Research on R u r a l B u i l d i n g
K . Piwocki, Research on Sculpture and Painting
K . Pietkiewicz, Research
on
Paper-Cuts
and
Painted Ornamentation
A. Kutrzeba-Pojnarowa,
Research
on
Regional
Costumes and Fabrics
E. F r y ś - P i e t r a s z k o w a , Research on Pottery
J. Olędzki, Remarks A b o u t Research on Blacksmithery and Carving i n Poland.
I n comparison w i t h the pre-war period, relatively
less interest is n o w being shown i n handicrafts and
ornamentation techniques. On the other hand, a lot
of attention is being p a i d to sculpture and the most
comprehensive elaborations on a national scale have
been prepared on wood-cuts (pre-war publications
of Ł a z a r s k i , Skoczylas and, particularly, P i w o c k i —
see p. 205 i t e m 2—5, 7—9), on paper-cuts, (p. 209
i t e m 1—19), pottery (p. 223 i t e m 1—58), regional
costumes (p. 219 item 24—64 — p a r t i c u l a r l y the
Atlas of Regional Costumes, w h i c h appears regul­
arly), on folk toys (work by T. Seweryn), on
furniture making (particularly folk coffers, p . 229
i t e m 1, 2, 8—11) a n d on folk b u i l d i n g (p. 192—200).
Studies of folk painting are concentrated on analysis
of historical relics, their iconographie o r i g i n and of
archive
materials
concerning
handicraft
guilds.
Special attention is devoted to the w o r k of i n d i v ­
i d u a l artists, p a r t i c u l a r l y i n fields where an i m p o r t ­
ant role is played by the artist's o w n inventiveness,
thus i n sculpture a n d paper-cuts. Most of the art­
icles on these disciplines are published i n "Polish
Folk A r t " .
As regards the various regions of the country,
f u l l monographic w o r k s have already been w r i t t e n
on the folk culture of the Wielkopolska (Poznań)
region, Silesia ( i n p r i n t ) and the K u r p i e region.
Works are being prepared on the K u j a w y region,
Pomorze G d a ń s k i e and the Rzeszów region. A lot
of material has been collected concerning the Podhale region and the voivodships of Łódź, Kielce and
Lublin.
The second part of the issue brings pen-portraits
of outstanding contemporary folk artists.

�n O J l b C K O E
KBAPTAJIbHBIH 3KyPHAJI

H A P O f l H O E

M37JABAEMBIH MHCTHTyTOM MCKyCCTBA
AKAflEMHtt H A y K

rofl

JNTa 4

H C K Y C C T B O

M3/J;AHIIH

nOJIBCKOH
1964

XVIII

PE3I0ME

B BbmycKe
flaerca
oueHa nccceflOBaHMHM B 0 6 jiacTH n o J i B C K o r o n a p o f l H o r o MCKyccTBa a a MCTeKmee
flBaflLtaTujienie.
B CTarbe CcmpeMeHHbie MCCJieflOBaHMH
HapoflHoro MCKyccTBa M MX 6jiw»caiiuiiie nepcneKTMBbi
P . P e i ł H c p y o c K p a n c o xapaKTepn3MpyeT McejieflOBaHMa,
n p o o o f l j i B i i M i e c H B MestBoeHHBiM nepnofl. B TO BpeMH

He Gbijio ynpejKfleHMH, 3aHMMaBiiieroca wocjiefflOBaHUHMM
B mnpoKOM MaciiiTaBe, He 6buio TaiUKe Hafljieacameii
MaTepwajibHOM 6a3ti; TBKMM o 6 p a 3 0 M o c e 3aBWcejio
OT MHffMBMflyajibHoro
nHTepeca
aBTopos,
noflpo&amp;HO
H0CJieflOBaBUIMX OAHM pailOHbl CTpaHbl, M ooBepuieHHO
npeHeCperaa
flpyrMMH.
BHHMaHwe 3THorpad&gt;OB w i a B HWM o f i p a a o M npuBjieKaJiM BocTOHHbie p a i ł o H b i . BWJIO
onySjiMKOBaHO HecKOJibKO MOHorpacpi™, nocBaiueHHbix
npwKnaflHOMy
MCKyccTBy. HcKyccTBOBeflbi
oco6eHHO MHTepecoBajiMCb rpaBiopoft Ha flepeBe, jKWBomicbio,

CKyjibnTypoił.
IlOCJie BTOPOM MMPOBOM BOMHbl, B 1946 T. 6bIJI OTKpbrr r o c y f l a p c T B e H H b u ł MHCTłrryT no MccjieflOBaHMio
HapoAHoro TBopnecTBa, KOTopbiń 3 a T e M nepeHaji M H C T i r r y T M c K y c c T B IIoJibCKOfł AKaflesiMM H a y K .
Ilofl pyKOBOflCTBOM npocjpeccopa PeMHCpycca cTajiM
BCCTHCb WCCJieflOBaHMH nO BCeił TeppUTOpUM CTpaHbL
3aBepmeHMe MCCJieflOBaTeJibCKMX pa6or npeflycMaTpwBaerca npuMepHO B 1970 r. HayHHO-M3flaTejib€Kaa fleaTejibHocTb My3eeB M. yHMBepcuTeTOB ( B a p m a s a , K p a KOB, Oo3HaHb, BpoiiJiaB, JIHJÓJIKH, TopyHb)
TaKHte
3HaHHTejibH0 pacuiMpnjiacb. B HacToamee B p e M a OrflejieHwe HapązrHoro TBop^ecTBa XyflOJKecTBeHHoro H H CTMTyTa irpoBOflMT MHBeHTapn3au,MK&gt;, K o r o p a a OXBaTbmaer #Be T p e r i ł p c e i ł TeppMTopMM crpaHbi (CM. K a p Tiiiići

Ha

CTp.

191).

'

B

HacToamee apeiia HacHWTbiBaeTca yace 63.000
MHBeHTapHbIX p03łmHM M 32.000 CpOTOCHMMKOB. 3TO
co3flaer MaTepwajibHyio 6a3y Ha ocHOBe KOTOPOM MOJKHO npoBOflHTb flOTajibHbio MccjieflOBaHMa
fljia flajibHeMiinoc MOHorpacpMM M CMHTeniHecioix Tpy^OB. 3 H a 'IMTejIbHO yKpenMJiaCb CBH3Ł C pOflCTBeHHbIMM #WClłunjiMHaiMiM — MCTopHefi, apxeojiorneM — B u,ejiax
oToopajKeHMa npou,eoca pa3BMTna HapoAHoro
TBopHecrBa.

r

'i

Pe3yjibTaTbi MccjieflOBaHMM n y 6 j i m c y i O T c a rjiaBHbiM
oSpasoM H a CTpaHMuax s c y p n a n a „ P o l s k a S z t u k a L u ­
dowa". EflHHCTBeHHbiM n o K a n o n y j i a p H O - C K H T e m H e c KMM Tpy^OM BBJiaeTca K H M r a P . PeiiHCpycca M K ) . CBMflepcKoro
„ H a p o f l H o e TBopnecTBo B I l o j i b i i i e " ( K p a i c o s

1960 r.).

BajKHeHLUwe
flejIbHblM

CTaTbw M KHMTM,

nocBameHHbie

OT-

BOnpOCaM H a p O f l H O r O T B O p n e C T B a KpMTMHeCKM

oocyac^aiOTca

c^eflyiomMMM

asropaMu:

B. KajiMHOBCHM — MccjieflOBaHMa B o6jiacni flepeBeH-

Kc. IIMBOUKIÍ
K. I l e T K e B M i

C K o r o CTpoKTejibCTBa;
C K y j i b r r r y p a M HCMBonwcb;
— Bbipe3KM M3 SyMaiM u uBeroaa
paspucoBKa;

—

A. KyTineÓaIIoiłHapoBa
E. ^pbicb-

— Oflescfla u T K an H J

IleTpaiuKOBa
H. OjieHfl3KM

— ToHMapnoe peMecjio;
— XyflOHcecTBeHHaa ROBKa

n pe3b6a.

IIo c p a B H e H M K ) c flOBoeHHbiM nepwoftOM MHTepec
K xyfloacecTBeHHbiM peMecjiaM M TexHMKe c e í í H a c 3HaHWTejIbHO yTWeHbUTHJICa, HO 3aTO MHOrO BHUMaHHH
y ^ e j i a e r c a CKynbType, a B o5merocyflapcTBeHHOM MacuiTaSe cpaBHMTejibHO Haii5ojiee noflpo6HO
n3yHeHbi
flepeBaHHaa

r p a B w p a (flOBoeHHbie n y ć j i M K a u m i JIa3ap-

CKoro, CKOHMJiaca M ocoSenao IIuBouKoro — cp.c. 205
no3. 2—5, 7—9), BbipeaKw H3 ^yMarK (c. 209 no3. 1—19),
roHHapcTBo (c. 223 no3. 1—58), HapoflHbie KocTioMbi
(c. 219 no3. 24—64) — B ocofienHocTO cucTeMaTMHecKM
M3flaBaeMbrił ATJiac HapoflHbix HOCTIOMOB), HapoflHwe
MrpyuiKH (TpyAw T. CeeepuHa), MeSeab (B ocoSeHHocrM
cyHflyKM c.

229

H03.

1,

2,

8—11)

M HapoflHoe

CTpon-

TejibCTBO (c. 192—198).
B HacToamee Bpeina HccjieflOBaHMa HapoflHoñ JKMBOIIHCH cocpeflOTOneHbi H a a H a j i n 3 e naMaTHMKOB C T a PMHbl, MX MKOHOrpaCpIlHeCKMX MCTOHHMKOB, a p X M B H b l X
MaTepMajioB, K a c a i o m i i x c a peMecjieHHbix uexoB. Oco6oe
BHMMaHMe y f l e j i a e i c a
TBopnecTBy
oTflejibHbix
xyflOJKHMKOB, B nepByio onepe^b npeflCTaBHTejiefi T e x
o r p a c j i e i ł MCKyccTBa, r ^ e Sojibiuyio pojib MrpaeT T B o p n e c K a a cbairraaMa, cjieflOBaTejibHO B CKyjibType (pe3b6e) M Bbipe3Kax. BojibiHMHCTBO CTaTeíi H a o r y TeMy

n e n a i a j í acypnaji „Poiska Satuka Ludowa".

Ha ceroflHHuiHMM fleiu» ooflroTOBJieHbi y a t e noflpoSHbie MOHorpacpMM, nocBameHHbie HapoflHoü K y j i b T y p e BejiMKonojibCKoro p a w o H a , C5MJie3MM (HaxoffMTca
B nenarM), KypneBiuMHbi. r o T O B a r c a K nenaTM MOHOrpacpMM o K y a a B a x , r^aHbCKOM HoMopbe, X e m o B C K O ü
3eMJie. CodpaHo TaKsce MHoro MaTepMajioB, KacaiomMXc a Hoflrajiba, JIofl3HHCKOro, Kejieuicoro M JIIOSJTMHCKOnO BOeBOffiCTB.
Bo BTopoił nacTM HacToaiuero H O M e p a noMemęHbi
noprpeTbi Bbi^aiomMXca
poflHoro TBopnecTBa.

coBpeMeHHbix MacrepoB e a -

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5915" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5895">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ad4fa5a096095abeb30a8a3b238a2b51.pdf</src>
        <authentication>db9cc091093f884983a4b863ba3aa3e2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70523">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3075</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70524">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70525">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2879</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70526">
                <text>Fragmenty not i recenzji o książce Zbigniewa Taranienki "Gardzienice" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70527">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.435-438</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70528">
                <text>Goźliński, Paweł; Ziółkowski, Grzegorz; Kowalczyk, Janusz R; Miklaszewski, Krzysztof; Osiński, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70529">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70530">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70531">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70532">
                <text>Paweł Goźtiński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński • O „GARDZIENICACH" TARANIENKI

Paweł Goźliński
Pomylone Theatmm Mundi, „Teatr" 1/1999

PAWEŁ GOŹLIŃSKI,
GRZEGORZ
ZIÓŁKOWSKI,
J A N U S Z R. K O W A L C Z Y K ,
KRZYSZTOF
MIKLASZEWSKI,
ZBIGNIEW OSIŃSKI

Zbigniew Taranienko napisał swoją książkę z pozycji
wyznawcy, a nie badacza czy krytyka. T o nie jest za¬
rzut, ale stwierdzenie faktu oczywistego dla każdego
czytelnika tej pracy. Zadanie, jakie sobie postawił autot, to przede wszystkim egzegeza wypowiedzi Włodzi­
mierza Staniewskiego i jego współpracowników, które
są elementem książki obecnym nie zawsze na równych
prawach, jak wypowiedzi innych autorów. Te ostatnie
zwykle mają albo przygotować puentę, która zawsze
należy do Włodzimierza Staniewskiego, albo demon­
strować błędy, jakie w ocenie działalności „Gardzienic"
popełnili kolejni krytycy.

Fragmenty not
i recenzji o książce
Zbigniewa Taranienki
„Gardzienice

Za przykład niech posłuży Zbigniew Osiński, które­
mu Taranienko zarzuca przedwczesne oddzielenie
działalności „Gardzienic" od teatru, od robienia przed­
stawień. (...)

zwyciężaniu wszelkich dualizmów, znoszeniu sprzeczno­
ści, poszukiwaniu harmonii. Wszystko to w jakimś ab­
solutnym wymiarze. T o samo dzieje się w jego interpre­
tacji „gardzienickiego człowieka". Ów człowiek, „po­
czątkowo uwikłany w zbiorowość, później coraz bardziej
zindywidualizowany, stale poszukuje wartości - naj­
pierw w nieskończonym wymiarze, później w drugim
człowieku i w ludzkiej zbiorowości, wreszcie w emocji,
w idei, w sobie samym...". Pisze jeszcze: „Człowiek jest
wiecznie otwartym projektem". Mamy tu charaktery­
styczne u Taranienki mnożenie ujęć, tworzenie pozoru
całości przez dodawanie języków, zamiast poszukiwania
nawet jeśli cząstkowego, to własnego ujęcia.

Gtzech badacza w oczach Zbigniewa Taranienki co można wyczytać z dalszego biegu jego myśli - pole­
ga na tym, że jego ujęcie jest zbyt wąskie, wręcz punk­
towe, że przemawia jednym językiem, dąży do uściśleń
i jest krytyczne.
Albo Leszek Kolankiewicz i ukute przez niego do gardzienickich przedstawień pojęcie „etnooratorium". Tara­
nienko krytykuje je, bo jego zdaniem „Gardzienice" nie
prowadzą działalności etnograficznej, a ich gęste, przy­
prawiające swoją dynamiką o zawrót głowy widowiska
nie mają nic wspólnego z oratoriami, w których „dzianie
się" zredukowane zostało właściwie do minimum. (...)
Jest w Taranience jakaś chęć uwspólnienia języka
pisania o Gardzienicach. Zlepienia z fascynujących,
dwudziestoletnich poszukiwań Włodzimierza Staniew­
skiego, wcale nie konsekwentnych, powikłanych jak
każda poważna artystyczna biografia, pozoru drogi.
Można wręcz powiedzieć, że Taranienko uprawia swo­
iste mitopisanie - zapisuje i tłumaczy opowieści Sta-niewskiego. Taranienko próbuje uściślić to, co w sło­
wach Staniewskiego bliższe jest jakiejś uczonej poezji
niż wykładowi teatralnej doktryny.
Mit „Gardzienic" w wersji Taranienki podporządko­
wany jest wizji theatmm mundi. Z tym że jest to theatmm
mundi pomylone. Nie chodzi bowiem Taranience o świat
jako teatr w pierwotnym, ze starożytnej retoryki zaczerp­
niętym sensie. T o nie jest świat, w którym każdy gra na­
rzuconą mu rolę, a Bóg jest reżyserem. „Gardzienice"
uciekają przed taką wizją. T o gardzienickie theatmm
mundi chce mieć jakieś pitagorejskie zaczepienie w muzy­
ce sfer, kosmicznym porządku natury. Jego odbiciem,
chciałoby się po Artaudowsku powiedzieć, sobowtórem
jest widowiskowy świat rodzący się w podlubelskiej wsi.

Panhumanizm, panteatralizm, pankulturalizm.
Wszystkoizm, który w pewnym momencie przestaje co­
kolwiek nazywać. Być może przesadził Rafał Węgrzy­
niak zarzucając Taranience w swoim tekście Gardzienich paradygmat prostoty („Dialog" nr 7, 1998) ideologizowanie, podporządkowanie działalności „Gardzie­
nic" jakiejś „głębinowej" ekologii. Taranienko usiłuje
raczej wyprowadzić refleksję o „Gardzienicach" z ob­
szaru, w którym można by je podporządkować jakiemuś
istniejącemu już językowi, nieważne — nauki czy ide­
ologii. Niestety, sprowadza ją do autystycznego kosmo­
su. Tworzy język zamknięty, który się narzuca, bo nie
da się w n i m rozmawiać. T o największy grzech tej
książki, a zarazem wobec działalności Włodzimierza
Staniewskiego, który przecież nie po to wyjechał na
podlubelską wieś, żeby się odcinać od świata. (...)

Taranienko oczywiście bogato motywuje zastosowa­
nie tego wątku, uzasadnia go z wielu stron. Pisze o prze-

435

Grzegorz Ziółkowski
Poza czasem, „Didaskalia" nr 24 I V 1998
Książka jest kompilacją najważniejszych tekstów
o „Gardzienicach" autorstwa głównie polskich kryty­
ków. Winkrustowane zostały w nią też wypowiedzi

�Paweł GotUński,

Gregor* Ziółkowski,

Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński

gardzieniczan, całość zaś opatrzona skromnym odau­
torskim komentatzem. Zbigniew Taranienko postawił
sobie za zadanie stworzenie pełnego obrazu „Gardzienic", obrazu „dialogowego i polifonicznego, mieszają­
cego wszelkie głosy, odsłaniającego prawdę przez ży­
wą materię cytatu i punktowaną, krótko podaną syn­
tezę" (ze wstępu). Czy jednak do końca, wywiązał się
z narzuconych sobie powinności? Czy stwoizony prze­
zeń obraz jest rzeczywiście pełny? Ośmielam się twier­
dzić, że nie. Uwagi i komentarze artystów - Włodzi­
mierza Staniewskiego oraz Mariusza Gołaja, Tomasza
Rodowicza, Jadwigi Rodowicz - są jedną z podstawo­
wych wartości książki, ale też zaciążyły na jej obiek­
tywności. Tatanienko pattzy na dotychczasową dzia­
łalność teattu przede wszystkim oczami członków
grupy przejmuje terminologię Staniewskiego i jego
perspektywę. Brak natomiast pogłębionej autorskiej
analizy, na przykład muzycznej strony spektakli któ­
ra nigdzie nie została w pełni przedstawiona i zinter¬
pretowana ( )
Taranienko staje się adwokatem „Gatdzienic", przez
co traci obiektywizm. Bardziej ufa temu, co o wcze­
snym okresie działalności teatru (której nie obserwo­
wał bezpośrednio) mówi obecnie Staniewski, niż temu,
co pisali wówczas krytycy. Zatzuca Zbigniewowi Osiń­
skiemu brak przenikliwości („Osiński nie dostrzegł te­
go, co w pracy «Gardzienic» było najbardziej istotne,
być może ze względu na przyjęcie postawy uczestnika,
intensywnie uwikłanego w bieżące czynności wykony¬
wane podczas Wypraw i Zgromadzeń."), sam jednak
nie zdobywa się na krytyczny dystans. (...)
Taranienko zastrzegał, że twotząc obtaz teatru, bę­
dzie mieszał wszelkie głosy. Tymczasem opinii kry­
tycznych wobec ptacy „Gardzienic" jest jak na lekar­
stwo i są to głównie wypowiedzi mało kompetent­
nych recenzentów. A przecież nieprawdą jest, że
„Gardzienicom" oszczędzono słów poważnej krytyki.
A u t o r nie zamieszcza nawet wzmianki o tekście A l l a ina z „The Drama Review", w którym znajduje się
kilka niepochlebnych opinii, na przykład: „Nacisk
[w pracy «Gardzienic» - przyp. aut.] przeniesiony zo­
stał z twotzenia interakcji na prezentowanie, z funk­
cjonowania w otoczeniu wiejskim na istnienie w mie­
ście, Wyprawom zaś brakuje obecnie tzw. «procesu
naturalizowania»". (...)
Podobnie, nie rozumiem dlaczego na niebyt skazał
autot fenomenalny opis Carmina Burana, poczyniony
przez Leszka Kolankiewicza (Ave, mundi rosa, „Dialog"
1992/8). Skoro Taranienko cytuje tak obficie, dlacze­
go pomija teksty najwyższej próby. Wiadomo bowiem,
że większość czytelników zadowoli się książką, nie siląc
się na dodatkowe studia i poszukiwania.
Brak także próby wskazania momentów olśnień czy
źródeł inspiracji, które umożliwiały Staniewskiemu po­
436

• O „GARDZIENICACH" TARANIENKI

pchnięcie pracy na nowe tory. Po lekturze pozostaje
wrażenie, że Staniewski, zakładając teatr dwadzieścia
lat temu, przewidział każde kolejne swoje posunięcie.
N a przykład mowa jest o jego podróżach badawczych
do meksykańskich Tarahumarów czy do Korei w celu
przyjrzenia się szamańskiemu obrzędowi K u t . Nie znaj­
dziemy jednak odpowiedzi na pytanie, jaki bezpośredni
wpływ miało to na poetykę gardzienickich spektakli
czy metody pracy z aktorem. Wymowny jest brak
uwzględnienia prehistorii „Gardzienic", to znaczy war­
tości współpracy Staniewskiego z Grotowskim oraz
znaczenia, jakie dla osób tworzących pierwszy skład ze-1
społu miał udział w parateattalnych stażach Grotow­
skiego. (...)

Janusz R. Kowalczyk
Autentyzm i spontaniczność, \\
„Rzeczpospolita i książki", 21: 1998
(...) Dzieje jednej z najważniejszych grup teatru |
poszukującego powojennej Polski autor zawarł na
ponad 400 stronach. Stworzył prawdziwie imponują-1
ce dzieło, co stwierdzam z pełną odpowiedzialnością
za słowa. (...)
Książka ma niecodzienny układ. Są to bowiem cyta­
ty wybrane z kilkuset artykułów, studiów i recenzji, po­
przedzielane „słowem wiążącym" autora oraz bardzo I
cennymi dopowiedziami Włodzimierza Staniewskiego
i jego aktorów: Mariusza Gołaja, Tomasza Rodowicza,
Jadwigi Rodowicz. Zwłaszcza w przytaczanych frag-i
mentach rozmowy-rzeki Taranienki ze Staniewskim i
0 rozmaitych aspektach pracy „Gardzienic" widać nie­
zwykłą dociekliwość autora i jego rzadką umiejętność
otwierania rozmówcy do zwierzeń.

!

Celnie dobrane teksty i wypowiedzi ułożyły się i
w rozdziały poświęcone Gardzienicom jako miejscu
(podlubelskiej wsi, gdzie teatr i jego artyści znaleźli i
swój dom), wyprawom, zgromadzeniom, treningom
1 warsztatom zespołu. W końcu, oczywiście, spekta­
klom i usytuowaniu Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice" w theatrum mundi. (...)
Autentyczność jest cechą konstytutywną grupy sku­
pionej u boku Staniewskiego, co praca Zbigniewa Taranienki należycie eksponuje.

1

„Gardzienice", pozostając wciąż odosobnionym i nie
do końca zbadanym zjawiskiem artystycznym, docze¬
kały się albumu, w którym próżno szukać choćby cie­
nia polemicznej wątpliwości, co do słuszności obranej I
przez zespół drogi. Może to wynikać z autorskiego zało­
żenia pracy sumującej dwudziestolecie teatru, lub też
z braku dostępu do tych materiałów, które zachowują
dystans do poczynań grupy Staniewskiego. T o zresztą
jedyny punkt tej interesującej, żywo zredagowanej
i niewątpliwie bardzo porzebnej książki.

�1

Paweł Goźliński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowakzyk,

Krzysztof Miklaszewski, Zbigniew Osiński * O „GARDZIENICACH"

bo każda relacja jest w końcu jakąś kreacją, choćby
przez wybór i układ (montaż) zdarzeń, a także z uwagi
na indywidualne zdolności percepcji w danym okresie
życia i - zwłaszcza - w danym momencie oraz z uwagi
na punkt czy też punkty obserwacji. Wreszcie, nie bez
znaczenia jest talent pisarski i inne uwarunkowania;
wszystko to są zresztą rzeczy dobrze znane i wielokrot­
nie opisywane. Przy t y m każdy autor może napisać tyl­
ko swoją własną wersję „Gardzienic", przez siebie prze­
żytych i doświadczonych. Zakładając nawet najlepszą
wolę w dążeniu do „obiektywnej prawdy" oraz umiejęt­
ność wycofania osobistych ambicji i interesów, nie da
się przecież całkowicie uniezależnić od własnej biogra­
fii, w tym również od osobistej relacji z przywódcą ze­
społu i pozostałymi jego członkami. Tak dzieje się też,
rzecz jasna, w przypadku książki Zbigniewa Taranien­
k i : są to przede wszystkimi jego „Gardzienice".

Krzysztof Miklaszewski
Cztery i pól, „Dziennik Polski" 21 listopada 1997
| To wspomnienie pierwszego zetknięcia się StaniewI skiego z „Gardzienicami", to fragment zapisu jednej
! z wielu rozmów, jakie prowadził z n i m Zbigniew Tara¬
i nienko - filozof i estetyk, krytyk sztuki i entuzjasta te­
atru alternatywnego, wieloletni szef Galerii przy war­
szawskim „Teatrze Studio". Taranienko - Mistrz Kon­
wersacji (autor kilku książek, których podstawą stały
się rozmowy z artystami) - właśnie na inkrustacji taki­
mi „kawałkami" narastającej chronologicznie opowie­
ści o Grupie „Gardzienice" oparł konstrukcję swej nie­
codziennej książki. Ona też, zatytułowana po prostu...
„Gardzienice", stanowi najbardziej wiarygodny zapis
drogi, jaka przebył Staniewski ze swoimi ludźmi.
Taranienko używa bowiem nie tylko wyznań Staniewskiego. One zdają się tylko porządkować materiał,
przywołany przez autora książki, który udaje, że auto­
rem wcale nie jest. Chowa się za opisy krytyków, ana­
lizy naukowców, wyznania członków zespołu, wspo­
mnienia ludzi wiejskich, na oczach których ten Teatr-Nie-Teatr wyrastał, czy też pamięć uważnych obser­
watorów zarówno z kraju, jak i z zagranicy. T y m sposo­
bem Taranienko próbuje nas przekonać, że jest po na­
szej stronie, po stronie czytelnika, by powolutku, n i ­
czym wytrawny dokumentalista, smakujący w zebra¬
nym przez siebie materiale, prezentować nam fakt po
fakcie, zdarzenie po zdarzeniu. Więcej: każda opowieść
dopuszczająca kilka punktów widzenia musi być
fikowana przez nas samych. (...)

TARANIENKI

W takiej sytuacji spróbuję również napisać kilka
uwag o moich „Gardzienicach". Napiszę zwłaszcza
o tym, czego m i zupełnie zabrakło w książce Taranien­
k i , a co było niezwykle ważne w okresie formowania się
zespołu i zostawiło wyraźny ślad do dzisiaj. Brakuje m i
ukazania źródeł i kontekstów działalności zespołu,
a przede wszystkim związanej z tym dramaturgii.

„Didaskalia" nr 24/1998

Niedawno oglądałem w telewizji film dokumentalny
0 polskim teatrze alternatywnym lat sześćdziesiątych
1 siedemdziesiątych. Film pod tytułem Teatr alternatyw­
ny został zrealizowany dla Telewizji Edukacyjnej w ro­
k u 1996, scenariusz i realizacja - Mirosława Sikorska.
Zarejestrowano w n i m ówczesne wypowiedzi, a niekie­
dy również kilkanaście lat późniejsze komentarze tych
samych osób. Przytoczę tutaj jedną z wypowiedzi A l d o ­
ny Jawłowskiej z 1996 roku, w której nawiązuje ona
wyraźnie do poglądów wyrażonych w swojej książce
Więcej niż teatr, opublikowanej w roku 1988 przez Pań­
stwowy Instytut Wydawniczy: „Pewne nurty, pewne
teatry, nazywające siebie «alternatywnymi», w tamtym
okresie uciekały w owe problemy uniwersalne tak da­
lece, że w ogóle zapomniały, gdzie żyją po prostu. T o
była ta wyimaginowana rzeczywistość z Kosmosu, to
były te ogólne rzeczy: t u -«jesteśmy dziećmi Ziemi»,
a tu - bito i pałowano ludzi, i to zupełnie ich nie ob­
chodziło bo o n i byli akurat w gwiazdach."

Na początku muszę więc wyznać, że z wielu powo­
dów o zupełnie podstawowym znaczeniu, po prostu,
nie wierzę w jakieś jedno jedyne, tak zwane obiektyw­
ne świadectwo na temat „Gardzienic" i to niezależnie
od tego, czy będzie ono miało „imprimatur" zespołu,
czy też nie. Świadectw tych będzie po prostu tyle, i l u
znajdzie się ludzi, którzy zechcą i potrafią świadczyć
(bo wcale nie każdy, kto coś przeżył i doświadczył, jest
zdolny stworzyć takie świadectwo), i każde z nich bę­
dzie na swój sposób prawdziwe. Napisałem „stworzyć",

Nie należy udawać, że się nie wie, iż właśnie tego ro­
dzaju zarzuty były w Polsce adresowane w końcu lat
siedemdziesiątych i w latach osiemdziesiątych przede
wszystkim do doświadczeń parateatralnych we wro­
cławskim Laboratorium, lecz również i do „Gardzie­
nic". Tymczasem Zbigniew Taranienko przywołuje
wprawdzie książkę Jawłowskiej, ale jedynie w Kalenda­
rium i bez jakiegokolwiek komentarza, nie mówiąc już
o polemice. W tym kontekście muszę przypomnieć
fakt, że w tamtych latach zespół Staniewskiego był
mocno atakowany, zwłaszcza przez część środowiska

Jest jeszcze fakt bardziej oczywisty i decydujący, że
książka Taranienki, nosząca podtytuł całość tłumaczą­
cy: „Praktyki teatralne Włodzimierza Staniewskiego", nie
powinna przejść bez echa. T o zakodowany w światowej
recepcji fakt, iż w ciągu ostatnich dwudziestu lat wła­
śnie Staniewski wyrósł na trzeciego po Grotowskim
i Kantorze - Wieszcza Polskiej Teatralnej Awangardy,
która zrewolucjonizowała teatr w ogóle.

-

Zbigniew Osiński
Omoich„Gardzienicach",

437

�Paweł Goźliński, Grzegorz Ziółkowski, Janusz R. Kowalczyk, Krzysztof Miklaszewski,

Teatru Ósmego Dnia, a orientacja światopoglądowa
Aldony Jawłowskiej sytuowała ją w tym sporze postaw
i idei najwyraźniej po stronie zespołu z Poznania, nie
zaś „Gardzienic". Piszę o t y m dlatego, ponieważ z tele­
wizyjnej wypowiedzi Aldony Jawłowskiej można do­
wiedzieć się, że w zupełnie innej tzeczywistości poli­
tycznej dawne spory bynajmniej nie wygasły, wprost
przeciwnie - nadal dzielą ludzi, nawet jeśli z takich czy
innych powodów są one obecnie utajone lub wydają się
już przebrzmiałe.
Kilkanaście lat temu właśnie Teatr Ósmego Dnia
i „Gardzienice" prowadziły ze sobą podstawowy spór
ideowy w polskim teatrze, reprezentując zupełnie inne
postawy względem życia i sztuki, inne wartości, inny
obraz człowieka. Myślę zresztą, że są to również dwie
postawy komplementarne, wzajemnie się uzupełniają­
ce, zwłaszcza jeśli spogląda się na to po latach. Bardzo
ważne jest zrozumienie, jak twórczo inspirujący był ten
spór, nie tylko zresztą dla tych dwóch zespołów, z któ­
rych każdy „robił swoje", ale może przede wszystkim
dla innych grup, jak i dla ówczesnych widzów. W książ­
ce Zbigniewa Taranienki nie ma jednak na ten temat
ani słowa.
Przyjmując jako pewien fakt społeczny przywołaną
interpretację Aldony Jawłowskiej, w moim przekonaniu
zbyt jednostronną i tendencyjną, pozwolę sobie sformu­
łować pytanie, nad którym - jak sądzę - warto się zasta­
nowić, a które zapewne nie doczeka się żadnej publicz­
nie dostępnej odpowiedzi, ponieważ w Polsce ciągle
jeszcze obowiązują poglądy stadne, zwłaszcza wśród tak
zwanych elit. (Przypomina o sobie Stanisław Btzozowski). Pytanie zaś jest następujące: dlaczego dzisiaj, po la­
tach, właśnie ci oskatżani wówczas o „zapatizenie
w gwiazdy i księżyce" mają m i znacznie więcej, prawdziwiej i głębiej do powiedzenia o swoich czasach niż ci,
któtzy zdolni byli dosttzec przede wszystkim kolejki po
mięso, ubecję i pałowanie niewinnych ludzi? (...)
Powiedzieć, że „Gatdzienice" powołane zostały tyl­
ko po to, by zaspokoić w ludziach dojmujący głód
przeżyć i doświadczeń „ekstatycznych" czy „szczyto­
wych", byłoby z pewnością uproszczeniem, z drugiej

438

Zbigniew Osiński * O „ G A R D Z I E N I C A C H " T A R A N I E N K I

jednak strony - niewątpliwie było to zawsze batdzo
ważne, znakomitymi zaś „instmmentami" do zaspoka­
jania tej pottzeby okazały się Wyprawy i cały ptoces
ich przygotowania, praca nad spektaklem, poranny
rozruch i „bieg wieczorny", codzienny rytm życia ze­
społu. Przy t y m każdy spośród członków zespołu i za­
proszonych gości realizuje tę potrzebę w zgodzie ze
swoimi możliwościami i na swój własny sposób, będąc
jednak stymulowany przez prowadzącego czy prowa¬
dzących. Dla mnie osobiście najważniejsze były zawsze
Wyprawy,
spektakle natomiast przeżywałem jako
widz-obserwator-świadek. W żywym kontekście Wy­
prawy spektakl był pełniejszy i bogatszy niż oglądany
tylko jako teatt, poza t y m kontekstem. Jednak ostat­
nio zauważyłem, że dwa spektakle widziane tego sarnę'
dnia mogą kompensować w pewien sposób btak
Wyprawy, tylko że jest to prawdopodobnie możliwe je­
dynie w Gardzienicach
Nie przeczę, że „Gardzienice" są przede wszystkim
teatrem i pokazywane przez nie spektakle są niezwykle
ważne tak dla samego zespołu, jak i widzów. W moim
doświadczeniu „Gardzienic" nie był to jednak nigdy
tylko i wyłącznie teatr. Dlatego właśnie już pierwszy
mój artykuł zatytułowałem: „Gardzienice"więcej m
teatr („Radar", grudzień 1979), co miało dla mnie swój
głęboki sens. Odnoszę wrażenie, że Zbigniew Taranienko usiłując dowieść, że chodzi tam mimo wszystko
o spektakle oraz że „nie dostrzegłem tego, co w ptacy
«Gatdzienic» - było najbardziej istotne, być może tak­
że ze względu na przyjęcie postawy uczestnika, inten­
sywnie uwikłanego w bieżące czynności wykonywane
podczas Wypraw i Zgromadzeń" (strona 296), po prostu
nie tozumie tego wszystkiego. Nie dostrzega on bo­
wiem tego, co stanowiło jeden z najważniejszych czyn­
ników sptawczych powołania zespołu a także całej je­
go późniejszej działalności Bynajmniej nie tylko o te¬
a tr t am chodziło ten był tylko natzędziem insttumentem choć niezbędnym i niezwykle ważnym Gra toczy­
ła się o wyższą stawkę niż teatr" i przedstawienie te­
atralne" a stawka ta bvła walka o sens i iakość ludzkie
go życia.'

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5909" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5889">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/013fa15d3f1b8547a14676c522afcf98.pdf</src>
        <authentication>bbf46edfa4500812275efc044b54bd14</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70462">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3151</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70463">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2951</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70465">
                <text>Jubileusz 40-lecia "Polskiej Sztuki Ludowej" i 35-lecia pracy redakcyjnej Aleksandra Jackowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70466">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.1-2, s.135-137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70467">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70468">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70469">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70470">
                <text>JUBILEUSZ 40-LECIA „POLSKIEJ SZTUKI LUDOWEJ"

10 stycznia

1988 r o k u w s a l i i m . Juliusza Starzyńskiego

Znaliśmy R e d a k t o r a Jackowskiego j a k o człowieka inteligent­

w I n s t y t u c i e S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k odbyła się u r o ­

nego, dzisiaj do r e j e s t r u jego l i c z n y c h zalet i cech

czystość 40-lecia pisma. Przybyło na nią p o n a d 200 osób, w t y m

jeszcze jedną: jest o n chytrze s k r o m n y , chco p r z y tej o k a z j i ,

dopisuję

wiele z poza Warszawy. Zebranych powitał serdecznie D y r e k t o r

k i e d y właśnie O n p o w i n i o n być t u t a j na p i e r w s z y m miejscu, pod­

I n s t y t u t u S z t u k i prof, d r bab. Stanisław Mossakowski. Zwrócił

stawić po p r o s t u i n n y c h . I j a n a t y m się poznaję, i pozwolę

uwagę na rolę, jaką pismo o d g r y w a w badaniach n a d kulturą

sobio brać z niogo przykład. To znaczy, t a k j a k zainspirował

artystyczną l u d u i środowisk n i e - e l i t a r n y c h , n a penetrowanie

m n i e do zainteresowania sennikiem l u d o w y m , t a k j a k m i kazał

przez redakcję wciąż n o w y c h obszarów współczesnej

dwa l a t a t e m u zbiorać dokumentację dotyczącą poetów ludowych

kultury.

Wokół pisma, którego centralną postacią jest o d 35 l a t r o d .

— t a d o k u m e n t a c j a powstaje — t a k też i pokazał m i t u t a j , że

J a c k o w s k i , skupiają się badacze z różnych dziedzin h u m a n i s t y k i .

należy patrzeć też n a i n n y c h , n a t y c h , z którymi p r a c u j e m y ,

Prof.

dotychczasowe

i myśleć o nich p r z y t y c h okazjach okrągłych, ładnych, uroczys­

osiągnięcia i wyraził wdzięczność środowisku, które otacza i wspie­

t y c h . Otóż j a idę za tą inspiracją, Panio Redaktorze, i myślę

Mossakowski

podziękował

Redakcji

za

ra pismo.

0 ludziach, którym zaw dzięczamy t o , żo t u t a j się dzisiaj spoty­
r

o p r z y z n a n i u nagród

k a m y ; myślę o t y c h l u d z i a c h , którzy nas 'żywią i bronią,', o t y c h ,

z okazji 40-locia pisma, dziękując i c h f u n d a t o r o m : „Cepelii",

którzy s t w o r z y l i wielką kulturę, kulturę, która odchodzi w prze­

Następnie r o d . J a c k o w s k i oznajmił

M i n . K u l t u r y i S z t u k i , D y r e k c j i I n s t y t u t u S z t u k i P A N . Omówił

szłość. I k i o d y j a , człowiek pochodzący z m i a s t a , do t o j k u l t u r y

pokrótce zasługi laureatów, którymi — j a k już podawaliśmy

przychodzę, t o się z d u m i e w a m n a d jej wielkością, n a d jej głębią;
zarazom zastanawiam się dlaczego ona odchodzi i czy ona musi

w numerze 1—4/87 z o s t a l i :
R e i n f u ss

odejść, czy coś nie da się z tego uratować ? Zazdroszczę W a m

В a r t m iń sк i

h i s t o r y k o m ludowej s z t u k i , bo Wyście u r a t o w a l i z tego d o r o b k u

Prof, d r b a b . R o m a n
Doe. d r b a b . J e r z y
Dr J a c e k
J an

d l a k u l t u r y narodowej wiole. N a t o m i a s t myślę, czy m y f o l k l o ­

Olędzki

ryści, etnolingwiści n a przykład, możemy coś dla niej zrobić

Świderski

Mgr J a n

K o c z w a ra

1 co? Słownik o t n o l i n g w i s t y c z n y , o którym t u t a j t a k ciepło p o ­

L u d w i g

Z i m ni o r e r

wiedziano, jest wdaśnie taką próbą p o d m i o t o w e j r e k o n s t r u k c j i

Nagrody

wręczyli: prozes „Cepelii" inż. Czesław S a w i c k i , re­

prezentantka

Min. Kultury

k u l t u r y , tego co jest —. j a k t o J a n Szczepański podkreślał n i e ­

i S z t u k i — B a r b a r a Zagórna-Tę-

dawno — w t y m d o r o b k u zapoznanej a bardzo odrębnej k u l t u r y

życka, d y r e k t o r I S P A N prof. Stanisław Mossakowski. Po tej

piękne. Myślę o jednej rzeczy i zawsze czuję się dłużnikiem l u d z i

c e r e m o n i i , która przebiegała w serdecznej,

starych ze wsi, którzy są nosicielami starego chłopskiego etosu.

niekonwencjonalnej

atmosferze, podziękował w i m i e n n i laureatów doc. Jerzy B a r t -

Otóż myślę, że w t y m etosie chłopskim jest coś bardzo pięknego

miński:

i co właśnie m y , p r a c o w n i c y słowa, folkloryści chcielibyśmy z tej

„Proszę Państwa, chciałbym od wszystkich, którzy doznali tego

k u l t u r y uratować. Jest t a m t y l e rzeczy ważnych dla współ­

wyróżnienia i o d siebie, skierować do inicjatorów i wykonawców

czesności, m . i n . t o , co kiedyś w i e l k i nasz socjolog F l o r i a n Z n a ­

tego pomysłu serdeczne słowo podziękowania.

niecki nazwał solidarnością z życiem, solidarnością w obronie

(...)

135

�Wit,', d y r e k t o r I n s t y t u t u , prof. Stanisław Mossakowski, stoją od lewej: prezes „Cepelii" inż. Czesław S. w i e k i , red.
Aleksander J a c k o w s k i , d y r e k t o r Państwowego M u z e u m Etnograficznego dr J a n K r z y s z t o f M a k u l s k i

życia. Idoa solidarności k o j a r z y n a m się z r u c h o m r o b o t n i c z y m ,

d y d a k t y c z n o j J u b i l a t a , zajęciach i seminariach, które Ałoksandor

z

Jackowski prowadzi w Katedrze Etnologii i Antropologii K u l t u ­

wielkim zrywom

naszych

robotników

w

osiemdziesiątych

latach, ale ona t k w i w k u l t u r z e ludowej i Z n a n i e c k i rokonstruując
tę kulturę i jej wartości właśnio niezwykle — m o i m zdaniom —•

rowej n a U n i w e r s y t e c i e

Warszawskim.

Sekretarz B o d a k c j i , E w a K o r u l s k a , złożyła

podziękowanie

głęboko sięgnął i z niej wydobył t o , co t a k pięknie nazwał soli­

P a n i A l i n i e Strzałkowskiej i P a n u K i e r o w n i k o w i M a r k o w i Za­

darnością w obronie życia. T a solidarność zaczyna się n a s t y k u

w a d z k i e m u z d r u k a r n i p r z y u l i c y Podchorążych, którzy dołożyli

z d r u g i m człowiekiem, ale ona ogarnia cały świat. W niej jest

wszelkich starań, b y Jubileuszowy R o c z n i k mógł zostać wręczony

też t e n ważny dla. nas dzisiaj olement okologiczny, obrona źródła,

podczas tej uroczystości. Było

w o d y , obrona ognia, ziemi, żeby one były t y m , c z y m dla czło­

Z e c e r n i p a n a Jerzego Kaźmierczaka oraz Jerzego Sokoła, Elżbiety

w i e k a być p o w i n n y i doznawały także jego o c h r o n y . Proszę

D u r e j k o i Małgorzaty K u b i s t a .

t o także

zasługą, k i o r o w n i k a

wybaczyć, że mówię o t y m , co widzę j a k o zadanie na przyszłość.

Przybyły z Paryża Profesor Ecolo P r a t i q u e dos H a u t e s E t u d e s ,

Ale to wszystko w i n a R e d a k t o r a Jackowskiego — On po p r o s t u

dr h a b . L u d w i k S t o m m a w krótkim przemówieniu podkreślił

ma w sobie taką inspirującą silę. D w a l a t a t e m u przyjechał do

otwartość R e d a k t o r a Aloksancłra Jackowskiogo n a nowe k i e r u n k i

L u b l i n a i właśnie mówił: róbeio to i t o , i wlaśnio, Panie Redak­

myśli w e t n o g r a f i i i etnologii oraz podziękował za Jogo serdoczną

torze, p r z y t o j o k a z j i p o w i e m , to d w a artykuły, które P a n za­

i przyjaciolską

mawiał, 'się piszą'" (śmiech, okla.ski).

którzy zawszo m o g l i znaloźć miejsco w Jego Piśmie.

postawę wobec młodego pokolenia etnologów,

Dyrektor

N a zakończonio glos zabrał p o n o w n i e r e d . Aloksander Jac­

I n s t y t u t u S z t u k i , Profesor Stanisław Mossakowski i Prezes Ce-

k o w s k i dziękując w s z y s t k i m za p r z y b y c i e , za sordoczno słowa,

p o l i i , Czesław Sawicki wręczyli swoje

a kolegom z r e d a k c j i i a u t o r o m tekst ów w numerze j u b i l o u s z o w y m

Po

przemówieniu

Doc. Jorzogo

Bartmińskiego
nagrody

Aloksandrowi

J a c k o w s k i e m u , przyznano w 35-leeio Jego P r a c y na s t a n o w i s k u

za ich dar. N a zakończonio powiedział: starałem się stale uczyć

R o d a k t o r a Naczelnego „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " .

od i n n y c h . Szczególnie wiolo zaw dzioezarn profesorowi Romanow i

Następnie

odczytano

okolicznościowo

listy

r

gratulacyjne.

Z k o l o i D r Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z w i m i e n i u Autorów i Re­

Reinfussowi, alo muszę także wspomnieć t u o Stanisławie Hiżu.
Witoldzie

Kalińskim a zwłaszcza Jadwidze J a m u s z k i o wieżowej.

W i n i e n jestem słowa podzięki J a c k o w i Olędzkiemu, L u d w i k o w i

d a k c j i wręczył Aleksandrowi J a c k o w s k i e m u X L I R o c z n i k „ P o l ­

Stommie, Zbigniewowi

skiej S z t u k i L u d o w e j " — Księgę Pamiątkową ofiarowaną J e m u

uczyłem. A jest t o sądzę, rzocz najważniejsza — uczyć się od

w 35-lecie p r a c y , wspominając p r z y t y m także o działalności

i n n y c h , zwłaszcza od t y c h , którzy myślą inaczoj.

FRAGMENTY

NADESŁANYCH

Benodyktowieżowi. Wiolo

się o d n i c h

LISTÓW

Z l i s t u M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i Prof. A l e k s a n d r a K r a w c z u k a

Zanikają t r a d y c y j n e f o r m y k u l t u r y chłopskiej, zanika sztuka

do D y r e k t o r a I n s t y t u t u S z t u k i P A N — Prof. Stanisława Mossa­

l u d o w a . T o właśnie, pismo „Polska Sztuka, L u d o w a " d o k u m e n t o ­

kowskiego :

wało i d o k u m e n t u j o do dziś ginące ślady przeszłości.

„Mija 40 l a t o d powołania przez M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i

W okresie 40 l a t pismo odegrało ważną rolę w t y c h d o k u m e n ­

k w a r t a l n i k a „Polska Sztuka L u d o w a " obecnie p i s m a I n s t y t u t u

t a c y j n y c h działaniach. Stało się źródłem wiadomości nie t y l k o

S z t u k i Polskiej A k a d e m i i N a u k .

o sztuce l u d o w e j , ale i o p r z e m i a n a c h zachodzących w k u l t u r z e

�środowisk w i e j s k i c h . Pismo ujawniło spoloozoństwu szereg war-

Z l i s t u Przewodniczącego

tośoi s z t u k i l u d o w o j , podniosło

Gluszyiiskiego:

znaczonio

ludowego

dorobku

w k u l t u r z e n a r o d u , stało się źródłom i n f o r m a c j i o j e j twórcach

Zarządu Krajowego

Z M W , Jerzego

„Wasza 40-lctnia praca podkreśla t o , że wieś polska była
i jest ostoją polskiej t r a d y c j i , zwyczajów n a r o d o w y c h i rodzimego

dła w i e l u działaczy i i n s t y t u c j i .
Materiał e t n o g r a f i c z n y , r y s u n k o w y oraz fotograficzny z a w a r t y

języka polskiego. Jest t o szczególnio cenne d l a poszukujący cli

w piśmio m a trwało wartości. Jest t o b o w i e m materiał gromadzony

coraz gwałtowniej swej k u l t u r o w e j tożsamości młodych Polaków.

W sposób r z e t e l n y w w y n i k u współpracy wielu naukowców różnych
specjalności, działaczy i miłośników s z t u k i ludowej

(...)

Życzę Roda-keji pisma i w s z y s t k i m osobom współpracującym
dalszycłi sukcosów n a drodze u t r w a l a n i a i włączania s z t u k i l u ­
dowej w obieg życia k u l t u r a l n e g o k r a j u . "
Z l i s t u Podsekretarza

Jackowskiego:

,, Z o k a z j i 40-locia K w a r t a l n i k a .,Polska

w y m i m o r a l n y m (,..)."
Z listów Prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia
Ludowych,

Stanu w Ministerstwie K u l t u r y i Sztuki,

K a z i m i e r z a C i a p k i do r e d . Aleksandra

D l a Związku Młodzieży Wiejskiej — reprezontanta młodego
pokolenia w s i , Wasza działalność jost m o c n y m wsparciem ideo­

Sztuka

i .'Jo-locia Pana p r a c y j a k o Redaktora, Naczelnego — przekazuję
słowa, najwyższego uznania i podziękowania za aktywną i twórczą
pracę w R e d a k c j i .
W y s o k o cenię Pana zaangażowanie w p r o w a d z e n i u b a d a l i n a d
kulturą ludową i twórczością nieprofesjonalną. Dzięki Pana p r a c y

Twórców

Gruszczyńskiog &gt;:

„Bogata w problematykę treść p i s m a p r z y c z y n i a się do p o ­
p u l a r y z a c j i oraz o c h r o n y twórczości ludowej i jej twórców".
„Pańska

Ludowa"

Władysława

wiodza,

doświadezonio

i

znajomości

zagadnioń

współczesnej s z t u k i ludowej oraz społeczna, praca w naszej Radzio
N a u k o w o j służą takżo roalizacji celów s t a t u t o w y c h

Stowarzy­

szenia."
Z l i s t u D y r e k t o r a Państwowego Muzeum Etnograficznego
Warszawie, d r J a n a K r z y s z t o f a M a k u l s k i e g o :

w

zarówno n a u k o w e j , j a k i p o p u l a r y z a t o r s k i e j wiolo spraw z dzie­

„Państwowe M u z e u m Etnograficzne w Warszawie m a szczogół-

d z i n y s z t u k i ludowoj i f o l k l o r u zostało uporządkowanych i zapi­

no p o d s t a w y do złożenia t y c h g r a t u l a c j i , gdyż przoz cały okros

sanych, a t y m s a m y m zacłiowanych dła przyszłych pokoleń."

istnienia k w a r t a l n i k a miało okazję w pełni doconić ogromną
wartość p u b l i k o w a n y c h materiałów i spożytkować je w'o wlasnoj

Z l i s t u Prof. R o m a n a

Roinfussa:

p r a c y . Dzięki „Polskiej Sztuco L u d o w e j " powstało wspaniałe

„Zarówno w i e k podeszły, j a k i nadwątlono zdrowie nie po­

c o m p e n d i u m wiedzy o nioj i t o wiedzy zobranej nie t y l k o w myśl

zwalają m i wraz z w s z y s t k i m i święcić w Warszawie j u b i l e u s z u

wymogów współczesnej m e t o d o l o g i i , lecz równioż z sercem co

czterdziestolecia „Polskiej S z t u k i L u d o w e j " , czasopisma któremu

g w a r a n t u j e jej nie t y l k o n a u k o w y , ale i twórczy i a r t y s t y c z n y

towarzyszyłom przoz l a t z górą trzydzieści.

cha,rakter."

W t y m czasie różne w i a t r y wiały w- żagle płynącej

nawy.

Zawsze j e d n a k posuwała się dalej omijając jakoś Scylle i Cha­
r y b d y . Dzisiaj kilka^dziosiąt roczników czasopisma

stanowi —

P o n a d t o depesze i l i s t y gratulacyjne nadesłali: prof, d r łiab.
Jacek Kolbuszewski, dr M a r i a n K o r n e c k i , doc. dr h a b . Tadeusz

bozcenny corpus wiedzy o ludowej sztuce w Polsce, boz którego

Chrzanowski, doc. dr h a b . J a n Stęszowski, d y r . G O K w B o -

nie byłaby możliwa, praca, n a u k o w a w tej dziedzinie."

g u t a c l i - P i a n k a c h R o m a n Swierzewski, J a n Maruszewski.

137

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5902" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5882">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17806a287d7e9f63cc89074039c37bf7.pdf</src>
        <authentication>f8ae077b6ff51b102115ffbb189d7f55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70376">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2802</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70377">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2610</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70379">
                <text>Goldberg in memoriam / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70380">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70381">
                <text>Sikora, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70382">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70383">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70384">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70385">
                <text>Goldberg in memoriam
Tomasz Sikora
Swoistą realność numenu podkreślali: fenomenologicznie
Rudolf Otto i spirytualistycznie Walter Friedrich Otto. Gold­
berg idzie dalej. Mówi o jego somatycznej obecności danej
jako źródło i przejaw jak najbardziej realnych psychofizjolo­
gicznych procesów etnogenezy. W 23 lata po publikacji jego
głównego dzieła równie radykalny okazał się Ernesto de
Martino. Zanim przyjął perspektywę zbliżoną do materiali­
zmu historycznego, opowiadał się na rzecz tezy o rzeczywi­
stym charakterze parapsychologicznych zjawisk pierwotnego
świata magii. Zjawiska te miały być wyrazem niezależności
i wyższości rodzącego się specyficznie ludzkiego świata kul­
tury nad naturą - gwarantem jego przetrwania - utrzymania
się świadomego podmiotu. W tym ujęciu numen byłby teurgicznym narzędziem budowy antynatury - pierwocin wolno­
ści. Podobną wymowę mają Goldbergowskie próby rekon­
strukcji rytuału starohebrajskiego i kształtu wytwarzanej
przezeń rzeczywistości.
1

Kim był Goldberg? Obłąkanym uczonym, scjentystycznym kabalistą, mistycyzującym durkheimistą (sic! znajomość
z Marcelem Maussem), a może żydowskim faszystą, jak dość
plugawie określił go Tomasz Mann? Posłuchajmy, co na te­
mat jego dzieła pisał jakże mu niechętny Gerschom Scholem:
,jak atrakcyjne mogą być jeszcze (lub znowu) w obecnych
czasach interpretacje rytuału, utrzymane w sensie zdomino­
wanym w znacznej mierze przez rozważania kabalistyczne
i pławiące się wręcz w ich demonicznych perspektywach, wi­
dać to choćby po niewątpliwym wpływie, jaki wywarła książ­
ka Oskara Goldberga Die Wirklichkeit der Hebraer. Einleitung in das System des Pentateuch, przede wszystkim w la­
tach trzydziestych. Choć Goldberg prezentuje nader grote­
skowe i naiwne poglądy na temat kabały, od której stara się
oddzielić własne rozumienie Tory, i przeciwstawia kabale
własne wyjaśnienie Tory, a zwłaszcza jej rytuałów, to jednak,
sądząc po charakterze tych wyjaśnień, mamy tu na ogół do
czynienia z kabalistycznymi interpretacjami, tyle że przedsta­
wia się je jako dosłowny sens odpowiednich rozdziałów To­
ry, a terminologię kabalistyczno-gnostyczną zastępuje nowo­
czesną biologiczno-polityczną."
2

A zatem Goldberg jako kolejny przedstawiciel gnozy politycznej kabały z silnym psychobiologicznym nachyle­
niem? Scholem skłaniał się ku temu poglądowi również
w wypowiedzi dotyczącej środowiska uczniów Goldberga

(największy z nich, Erich Unger zrobił ongiś wielkie wraże­
nie na Walterze Benjaminie): „Dążenie do politycznego roz­
wiązania problematyki psychofizycznej, której wagę ludzie
Goldberga rozpoznali głębiej niż inni - ich największe doko­
nanie - z pewnością ma swój odpowiedni wymiar, zdradza
jednak silne tendencje demonologiczne. Jestem przekonany,
że założenie o tym, iż mityczny świat był blisko takiego roz­
wiązania, ma swój głęboki sens."
W słynnym niepublikowanym Liście o Goldbergu Scho­
lem zarzucał mu redukcjonistyczną eliminację etycznego wy­
miaru judaizmu na rzecz interpretowanych teurgicznie starohebrajskich przepisów rytualnych, które służyć miały jako
środek umożliwiający sterowanie procesami inkarnacji
bóstwa. W liście tym Scholem opowiadał się za rozdziele­
niem tych dwóch wymiarów, co w następstwie spotkało się
z wątpliwościami ze strony Franza Rosenzweiga. Warto zacy­
tować jego komentarz do wspomnianego tekstu Scholema
wyrażony w Uście do Martina Bubera. Jego zdaniem List
o Goldbergu: „to cztery strony połajanek (pustosłowie z na­
puszoną miną) i na końcu jedna strona, gdzie [Scholem]
mówi, co myśli, z czego widać niestety, że nie ma on pojęcia
3

0 niczym poza obiegową liberalną ideologią. Gdyby 'rytuał'
1 'dobro' dały się w Biblii rozdzielić jednym gładkim cię­
ciem, nie tylko nie byłoby żadnego Goldberga, lecz także
żadnego judaizmu."
Obcowanie z dziełem Goldberga to wydarzenie wyjątko­
we. Odwołując się do typologii Biona, można powiedzieć, że
praca egzegetyczna Goldberga szuka najgłębszych podstaw
istnienia społeczności tradycyjnej jako typu grupy pierwot­
nej, oraz zasady jej organizacji, numinotycznego komponen­
tu, dla którego grupa ta jest nośnikiem i polem genetycznym.
Uzyskane wykładnie odwzorowują dynamikę tej pracy na
głębinach. Polifonia semantyczna goldbergowskich kategorii
ewokatywnie odsłania zapis intuicyjnych peregrynacji po
świecie, w którym ciało - systemy ciał - nieustannie pulsuje
falami epifanii. Duch tych poszukiwań - widocznie regresywny względem 'nowoczesnego świata' - wytwarza atmo­
sferę niepokojącego autentyzmu.
4

Nie należy zapominać o genialnych szaleńcach, których
wina polegała na tym, że pochłonięci wglądem mieli do po­
wiedzenia za wiele. Kiedyś może się okazać, że zaledwie za­
częli mówić.

PRZYPISY
' Życiorys Goldberga i skrótową charakterystyką jego myśli prezen­
towałem w Posłowiu do: O. Goldberg, Ontologiczne podstawy egzegezy,
w: Nomos 10/1995, s. 47-59
G. Scholem, Kabała i jej symbolika, Kraków 1996, s. 145
Cyt. za: M. Voigts, Oskar Goldberg. Der mythische Experimental2

3

60

wissenschaftler. Ein verdrdngtes Kapitel jiidischer Geschichte, Berlin
1992, s. 119
F. Rosenzweig, Gesammelte Schriften, Bd. 1, S. 1200; cyt. za: M.
Voigts, op. cit., s. 122
4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5901" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5881">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3fcce6aa85ce977afa411800a471668.pdf</src>
        <authentication>03a901b0a39e34c18bd56ca2be292e46</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70365">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2807</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70366">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70367">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70368">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2615</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70369">
                <text>Lekcje ciemności. Dwa spojrzenia na Apokalipsę / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70370">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.80-86</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70371">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70372">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70373">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70374">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70375">
                <text>Lekcje ciemności.
Dwa spojrzenia na Apokalipsę
Dariusz Czaja
1. A imię jej: 666
W marcu tego roku, jedna z naszych gazet codziennych
zamieściła poruszającą wiadomość z zagranicy. Oto na uli­
cach Bukaresztu, informuje krótka notatka, pojawiła się nowa
linia autobusowa. Jej numer - 666 - wzbudził, zupełnie nieo­
czekiwanie, gwałtowne i zdecydowanie negatywne reakcje
mieszkańców. W atmosferze bojaźni i drżenia, zgodnym pro­
testem, wymusili oni na władzach miasta usunięcie z autobu­
sów inkryminowanego numeru.
Z dość przemyślnych i skomplikowanych wyliczeń pew­
nego numerologicznie uzdolnionego mieszkańca Ugandy,
możemy dowiedzieć się - korzystając z pomocy odpowie­
dniej strony internetowej - że imię i nazwisko Billa Gatesa,
założyciela Microsoftu i równocześnie postaci notowanej od
pewnego czasu notorycznie na pierwszym miejscu listy naj­
bogatszych, jest w istocie literowym kryptonimem liczby
666. Tym sposobem, obsadzony został wakujący od jakiegoś
czasu etat dyżurnego potwora dziejów, którego niechlubnymi
inkarnacjami bywały już w minionej historii osobistości tak
znaczne, jak cesarz Neron, papież Leon X , a w czasach nam
bliższych Adolf Hitler czy Saddam Hussein.
1

2

Położona w bliskim sąsiedztwie Instytutu Etnologii UJ
kawiarnia, nazywająca się nomen omen Nietoperz (złowrogie
konotacje symboliczne tego ssaka nie wymagają chyba spe­
cjalnych komentarzy) wzbogaciła ostatnio, dobrze już znaną
stałym klientom, ofertę alkoholowych delicji o nową pozycję.
Od kilku miesięcy podawany jest tam, obok standardowych
drinków, nowy specjał pod zwracającą uwagę nazwą:
„Tchnienie szatana". Cena tego napoju, który, po prawdzie,
więcej wrażeń obiecuje, niż realnie daje, wynosi dokładnie: 6
złotych 66 groszy.
Jeśli zgodzimy się, że zdroworozsądkowe wyjaśnienia
opisanych zdarzeń za pomocą paru pozostających zawsze pod
ręką wytrychów - tutaj, odpowiednio: myślenie magiczne,
zwyczajna głupota, postawa ironiczna - są trywialne i nicze­
go naprawdę nie tłumaczą, że, przeciwnie, same domagają się
interpretacji, to być może dostrzeżemy w tych drobiazgach,
oprócz materiału na smaczną anegdotę, także i skrótowy za­
pis całkiem realnych dylematów współczesności.
Przywołane tu emblematycznie fakty dotyczące popular­
nych wykładni imienia apokaliptycznej Bestii - a przykłady
tego rodzaju można by niemal dowolnie mnożyć - zdają się
sugerować, że kultura współczesna, nie ta, oczywiście, spod
znaku biblijnej egzegezy czy intelektualnego namysłu, ale ta
jej część, której przejawy odnajdujemy w życiu codziennym,
nie jest jednoznaczna w swoich próbach uporania się z pyta­
niami eschatologicznymi. Dwa głosy brzmią tu szczególnie
donośnie; są przy tym wyraźnie wobec siebie kontradykcyjne. Pierwszy, z czytelnymi oznakami strachu i histerii, po­

brzmiewa dobitnie i stanowczo. Nie może być już żadnych
wątpliwości: to właśnie teraz nadchodzi nieodwołalny Ko­
niec. Wszystkie dotychczasowe przepowiednie, wszystkie
poprzednie wskazania czasów ostatecznych były błędne. Po­
kazujące się w obecnej chwili znaki są aż nadto czytelne.
Wielokształtna Bestia swobodnie przechadza się po gościńcu.
Musimy być czujni. Katastrofa tym razem nas nie ominie.
Zaiste, „czas jest blisko" (Ap, 1,3 tłum. C. Miłosz).
Drugi grozę tego czarnego scenariusza rozbraja śmiechem
i ironią. Przekonuje, że do natury przepowiadanych co jakiś
czas apokaliptycznych proroctw w wydaniu popularnym na­
leży to, że się nie spełniają, że, innymi słowy, tak pojmowa­
ny „koniec świata" ma naturę wciąż uciekającego horyzontu,
nigdy nie jest tu, w miejscu, gdzie teraz jesteśmy, ale zawsze
tam, gdzie nas jeszcze nie ma i gdzie, jak niektórzy z uporem
utrzymują, uda się wreszcie komuś dotrzeć. Ten głos jakby
chciał powiedzieć umysłom nazbyt gorącym i niecierpliwym:
spokojnie bracia, trochę luzu, napijcie się, to wam przejdzie.
Osobliwe przy tym, że wyznawcy tego poglądu wcale często
łączą kpiący dystans wobec inspirowanej religijnie wizji koń­
ca z wiarą w apokalipsę w jej rozlicznych świeckich we­
rsjach. Zamiast więc straszyć wielogłową Bestią wychodzącą
z morza, obrazem odesłanym już do krainy bajek, ględzą oni
z równym przejęciem o rozszerzającej się dziurze ozonowej,
0 wciąż ocieplającym się klimacie, o wyczerpywaniu się za­
sobów naturalnych itp.; nagromadzenie tych okropieństw
spowodować ma w efekcie planetarną zagładę.
Co charakterystyczne, postawy te nie są tak odległe od
siebie, jak można by z pozoru sądzić. Zauważmy bowiem, że
obydwie, choć w różny sposób, w zasadzie uchylają wizję
„końca świata" zawartą w Apokalipsie św. Jana. Pierwsza, bo
prostodusznie interpretując jej tekst, a także przesuwając ad
infinitum jego nadejście, skutecznie kompromituje i ośmiesza
samą ideę, druga, bo uznaje ją za myślowy anachronizm
1 z tego względu po prostu nie wykazuje najmniejszego zain­
teresowania całą kwestią; unieważnia problem tak, jak unie­
ważnia się zagubiony dokument.
Przywołane na początku kulturowe reakcje na jeden z bar­
dziej poruszających i mających za sobą już sporą bibliotekę
apokaliptycznych obrazów, nie obejmują, rzecz jasna, pełne­
go spektrum możliwych współcześnie postaw eschatologicz­
nych. Są natomiast instruktywne o tyle, że, jak sądzę, wska­
zują na jego „górny" i „dolny" kraniec. Po jednej stronie, ma­
my więc religijność naiwną zastygłą w dosłownym, literal­
nym traktowaniu tekstu Pisma, tropiącą gorliwie znaki rychło
mającego nadejść końca; po stronie przeciwnej, ducha scep­
tycznego z właściwym mu świeckim rezonerstwem i prze­
śmiewczym dystansem wobec przekazu biblijnego.
3

4

A co znajduje się w rozległym obszarze „pomiędzy"?
Oczywiście, gdy chodzi o materię tak delikatną i trudno mie-

�rzalną, jak wyobrażenia eschatologiczne, trudno o twarde
konstatacje, wszelkie ustalenia muszą mieć charakter mniej
lub bardziej precyzyjnych przybliżeń. Zaryzykowałbym jed­
nak hipotezę (nieduże to ryzyko), że pośród postaci zapełnia­
jących ową przestrzeń „środka" relatywnie dużą grupę stano­
wią dzisiaj ci, którzy przyznają się co prawda do dziedzictwa
chrześcijańskiego, ale dla których ta identyfikacja nie obywa
się jednak bez istotnych trudności. Tak więc, chociaż, z jed­
nej strony nie biorą oni na serio gorączki milenijnej, są też
wyraźnie nieufni wobec jarmarcznych przepowiedni i inter­
netowych spekulacji, to, z drugiej strony, chcieliby uwierzyć
słowom Apokalipsy św. Jana i traktować je poważnie, ale tak
naprawdę nie bardzo wiedzą, co począć z dość dla nich egzo­
tyczną, trudno przekładalną na pojęcia, wieloznaczną mową
proroctwa z Patmos. Wolni są od skrajności: ani nie trawią
ich przesadnie pokusy chiliastyczne ani też nie dotknęła ich
szczególnie mocno, nicująca do szczętu tradycyjne wyobra­
żenia, choroba podejrzliwości. Dla nich wyrażenia takie jak
„koniec czasu", „koniec świata" - choć problematyczne - nie
są z pewnością pustymi hasłami.
2. Dwie lekcje z

Idioty

Odsuwając zatem na bok lęki związane z rokiem 2000,
którego „eschatologiczność" zdaje się mieć przede wszyst­
kim wymiar medialny, nie frustrując się też zanadto tym, czy
obecny kurs euro we Francji (1 euro = 6,66 FF) nie zwiastu­
je szybkiego nadejścia Armageddonu, spróbujmy poważniej
zastanowić nad kilkoma kwestiami dotyczącymi całkiem re­
alnego, przynajmniej dla części z nas, problemu: jak rozu­
mieć dzisiaj tajemniczą wizję Widzącego z Patmos. Czy ję­
zyk symbolu, obrazu, metafory, z których utkana jest materia
proroctwa, przemawia jeszcze do nas? A jeśli tak, to co wchodząc w ten „las ciemny" - chcemy i co umiemy z niego
wyczytać? Czy nie jest czasem tak, że wzrost wiedzy o tek­
ście Apokalipsy, o jego genezie, przynależności gatunkowej,
strukturze itd., osłabia równocześnie promieniowanie jego
misteryjnej treści; że, paradoksalnie, im więcej o nim wiemy,
tym mniej z niego rozumiemy? Jakiej rzeczywistości dotyka
zagadkowa mowa Janowego proroctwa i jaki status skłonni
bylibyśmy jej przyznać? Jak rozumieć dzisiaj wizję „końca
świata", którą przynosi Apokalipsa?

6

już tylko pobłażliwy śmiech. Dostojewski był świadkiem
i przenikliwym komentatorem tego procesu odparowywania
treści z żywych niegdyś symboli religijnych, procesu, który
w naszym stuleciu przypomina już zjazd po równi pochyłej.
Jego konsekwencje dla życia duchowego opisywano i opłaki­
wano później wielokrotnie.
W roku 1874 opublikowana zostaje po raz pierwszy w po­
staci książkowej powieść Idiota. Zarejestrował w niej Dosto­
jewski pogląd, wolno sądzić, że nie całkiem wtedy odosob­
niony, zgodnie z którym wydarzenia dziejące się w ówcze­
snej rosyjskiej i szerzej: europejskiej rzeczywistości, noszą
wyraźne znamię czasów ostatecznych. Misję świadczenia
0 spełniającej się właśnie apokalipsie otrzymuje w powieści
urzędnik sądowy Łukian Timofieicz Lebiediew. Ten rzadko
trzeźwiejący osobnik uchodzi, w oczach własnych rzecz ja­
sna, za wtajemniczonego w arkana egzegezy biblijnej: .je­
stem mocny w komentowaniu Apokalipsy i robię to już pięt­
naście lat... jestem równy największym potentatom". Wedle
jego wykładni słów Pisma: ,jesteśmy przy trzecim koniu,
wronym, i przy jeźdźcu trzymającym w ręce miarę, ponieważ
w dzisiejszych czasach wszystko jest oparte na miarach - na
umowach, i wszyscy ludzie dochodzą tylko swoich praw:
'miarka pszenicy za grosz, a trzy miarki jęczmienia za
grosz'... i jeszcze ducha wolnego, i serce czyste, i ciało zdro­
we, i wszystkie dary Boże chcą przy tym zachować. Ale sa­
mym tylko prawem nie zachowają i potem nastąpi koń płowy
7

5

Zanim sięgniemy do dwóch, w moim przekonaniu, nie­
zwykle pouczających i „dających do myślenia" komentarzy,
dwóch współczesnych odczytań Apokalipsy, by z ich pomo­
cą szukać możliwych odpowiedzi, warto przypomnieć na po­
czątek kilka fragmentów z tekstu jeszcze jednego proroka.
To w dziele Dostojewskiego - i , całkiem niezależnie,
u Nietzschego - precyzyjnie został opisany konflikt pomię­
dzy tradycyjną religijnością a mentalnością pooświeceniową
z jej kultem wątpiącego rozumu, ekspansją nauki i wiarą
w nieograniczony postęp. Efektem tego spotkania, którego
skutki dziedziczymy dzisiaj, było poważne nadkruszenie fun­
damentów wiary religijnej, a w planie najbardziej nas intere­
sującym - erozja wyobraźni eschatologicznej. Chrześcijań­
skie zaświaty zaczęły stopniowo, acz konsekwentnie, popa­
dać w ruinę. Niebo i piekło poczęli opuszczać jego stali mie­
szkańcy, a tradycyjna identyfikacja przestrzenna tych miejsc
stawała się coraz bardziej problematyczna. Ikonograficzne
wizje Sądu Ostatecznego miast napominać i przerażać, budzą

8

1 ten, któremu na imię Śmierć, a za nim już piekło..."
Powiada się też o Lebiediewie, że sławny werset mówiący
o gwieździe, która spadła na ziemię i zatruła źródła wód (Ap
8,10), oznacza w jego interpretacji sieć kolei żelaznej, która
właśnie zaczęła pokrywać ówczesną Europę. Co ciekawe, ów
pijaczyna, portretowany w powieści z sarkazmem, ale i z wy­
raźną sympatią, zmuszony przez dyskutantów, by wytłumaczył
się, czy rzeczywiście uważa, że kolej jest przekleństwem ludz­
kości, odpowiada całkiem trzeźwo: „Nie koleje żelazne, nie,
proszę panów! (...) Właściwie same koleje żelazne nie zamącą
źródeł życia, ale wszystko to w sumie jest przeklęte, cały ten
kierunek naszych ostatnich wieków, ogólny ich charakter, nau­
kowy i praktyczny, jest może istotnie przeklęty, proszę łaska­
wych panów". Z jednej strony, Dostojewski dystansuje się od
„egzegezy" Apokalipsy opartej na dość luźnych skojarzeniach,
a właściwie wmówieniach w Tekst najzupełniej dowolnych tre­
ści, z drugiej zaś, w tej ostatniej wypowiedzi nietrudno rozpo­
znać poglądy samego pisarza, upatrującego w emancypacji ro­
zumu naukowego i technicznego źródeł kryzysu duchowego
współczesności. W każdym razie, z wykładów potentata egze­
gezy Lebiediewa, wynika niezbicie, że czas jest bliski, jeszcze
tylko koń płowy i Śmierć oznajmi ponuro: proszczajtie riebiata, zabawa skończona.
9

Ale jest w Idiocie również i inne rozumienie, w zasadzie
przeczucie głębszego sensu apokaliptycznej wizji, łatwo je
przeoczyć, bo zanotowane jest niejako „przy okazji", na mar­
ginesie całkiem innej kwestii. Nie jest tak spektakularne jak
to wcześniejsze, nie odwołuje się w ogóle do tradycyjnego in­
strumentarium symbolicznego Apokalipsy św. Jana, a prze­
cież jest to odważna próba przeniknięcia jednego z jej najbar­
dziej zagadkowych sformułowań. Książę Lew Nikołajewicz
Myszkin, rozmyślając nad szczególnym przeżyciem czasu
poprzedzającym zazwyczaj jego napady epilepsji, dochodzi
nieoczekiwanie do konkluzji, która rzuca trochę światła na
81

�ten fragment z księgi (Ар 10, 8), w którym mowa o nastaniu
końca czasów:
„Zamyśli! się między innymi nad tym, że w jego epilep­
tycznych stanach była pewna krótka faza prawie tuż przed
atakiem (jeśli tylko atak przychodził na jawie), kiedy nagle
wśród smutku, ciemności duchowych i przygnębienia chwi­
lami jakby rozpłomieniał się jego mózg i z niezwykłą mocą
natężały się jednocześnie jego siły witalne. Odczuwanie ży­
cia, uświadomienie sobie swojej jaźni wzrastały niemal dzie­
sięciokrotnie w owych momentach, krótkich jak b ł y s k a ­
w i c a (podkr. DC). Umysł, serce, rozjarzały się niezwykłym
światłem, wszystkie wzruszenia, wszystkie wątpliwości,
wszystkie niepokoje od razu jakby się uciszały, przechodziły
w jakiś idealny błogostan, pełen jasnej, harmonijnej radości
i nadziei, łączyły się z Najwyższym Rozumem i Ostateczną
Przyczyną. Ale te momenty, te przebłyski były dopiero zapo­
wiedzią owej decydującej sekundy (nigdy nie trwało to dłu­
żej niż sekundę), w której zaczynał się atak. Ta sekunda była
oczywiście trudna do zniesienia. Rozmyślając nad ową chwi­
lą później, już będąc zdrowym, mówił sobie często, że prze­
cież te wszystkie błyskawice myśli i przebłyski wyższego od­
czuwania i wyższej świadomości, a więc i 'doskonalszego
bytu', nie są niczym innym, tylko chorobą, naruszeniem nor­
malnego stanu, a jeśli tak, nie jest to wcale doskonalszy byt,
przeciwnie, trzeba to uważać za byt podrzędny, niższy. (...)
Cóż z tego, że to jest nienormalne napięcie, jeżeli rezultat,
chwila odczuwania, którą się potem przypomina i rozpatruje,
będąc już zdrowym, okazuje się najwyższą harmonią, pięk­
nem, daje niesłychane i niespodziewane dotychczas uczucie
pełni, miary, pojednania (...). W owym momencie (...) stają
się dla mnie jakoś zrozumiałe słowa, że czasu w i ę ­
cej nie b ę d z i e " . Inaczej niż u Lebiediewa, brak tu od­
niesień do poszczególnych obrazów Apokalipsy i próby ich
przełożenia na „ludzki" język, przetestowania niejako ich
prawdziwości przez odniesienie do wydarzeń historycznych.
Nie ma jednak wątpliwości, że Myszkin wchodzi w samo
sedno wizji Janowej. Stara się zrozumieć niemożliwe. I daje
własną interpretację owych tajemniczych słów o „zwinięciu
czasu" u kresu dziejów. W miejsce wszystko tłumaczącej, ra­
cjonalizującej wykładni - niejasna sugestia, przeczucie, intu­
icja, owoc chwilowego jasnowidzenia. Co istotne: to nie wi­
dzialna, dotykalna przestrzeń jest tu kluczem do tekstu, ale
czysta abstrakcja: czas.
1 0

Mając w pamięci te dwa, zaczerpnięte z powieści, roz­
bieżne sposoby rozumienia tekstu Apokalipsy, dwie idące
w różnych kierunkach próby wniknięcia w jego ciemną mo­
wę, przyjrzyjmy się teraz bliżej anonsowanym już wcześniej
współczesnym świadectwom. Pierwszym jest fdm dokumen­
talny Wernera Herzoga Lekcje ciemności, drugim filozoficz­
ny esej Krzysztofa Michalskiego Krótka historia Apokalipsy
i jej zeświecczenia. Tu istotne zastrzeżenie: nie są to, oczywi­
ście, dokładne repliki wspomnianych odczytań, raczej ich
twórcze, nieintencjonalne rzecz jasna, rozwinięcia; przy pew­
nych jednak retuszach, zmianach akcentów, wyraźnie można
w nich odnaleźć ducha tych komentarzy.

3. Okropności wojny
W lutym 1991 roku zakończyła się wojna w Zatoce. W pa­
rę dni później przestała być już, co przyjęliśmy z obojętnym
82

zrozumieniem, atrakcją medialną. Jak w wierszu Szymbor­
skiej Koniec i początek: „wszystkie kamery wyjechały już /
na inną wojnę". Ale dla tych, którzy pozostali na miejscu, ko­
niec wojny oprócz ulgi przynosi również całkiem prozaiczne
problemy. Choćby takie: „Po każdej wojnie / ktoś musi po­
sprzątać (...) Ktoś musi zepchnąć gruzy/ na pobocza dróg (...)
Ktoś musi grzęznąć / w szlamie i popiele"," jak mowa jest
0 tym we wcześniejszym fragmencie tekstu.
Werner Herzog rozpoczyna swój film dokumentalny Lek­
cje ciemności w takim właśnie momencie. Przyjeżdża z ka­
merami wówczas, gdy pierwsze ekipy strażackie rozpoczyna­
ją kilkutygodniowe, jak się miało później okazać, próby ga­
szenia płonących szybów naftowych. Już początkowe motto
z Pascala - „Upadek światów gwiezdnych dokona się tak jak
ich stworzenie - w doskonałej piękności" - wyraźnie jednak
sugeruje, że nie będzie to reportaż o ofiarnej pracy strażaków
w walce z żywiołem, ale raczej próba metaforycznego uogól­
nienia. Filmowa parabola.
W podzielonej na 13 odsłon opowieści filmuje Herzog
krajobraz po bitwie. Kamera wydobywa ślady po niegdysiej­
szym życiu. Oto miejsce, w którym rósł las, teraz zamienio­
ne w jezioro ropy. Nagie szkielety zwierząt, spalone samo­
chody, ruiny domów, podziurawione pociskami bunkry, nie­
czynne urządzenia przemysłowe, zdezelowane obiekty, nie­
dawno jeszcze latające, jakaś smutna resztka po tym, co kie­
dyś było radarem. Ciężarówki-widma snujące się po drogach.
Oglądamy narzędzia z izby tortur. Słuchamy opowieści ko­
biety, której dziecko oniemiało z przerażenia. Inna chce coś
powiedzieć, ale straciła mowę, widząc na własne oczy śmierć
najbliższych. Obrazy z „krainy milczenia i ciemności" - by
przywołać tytuł jednego z pierwszych dokumentów Herzoga.
Co warto zauważyć: dojmujący i niepowątpiewalny realizm
tych po-wojennych obrazów stoi w jaskrawej sprzeczności
z przekłamanym, całkowicie aseptycznym i odrealnionym
obrazem rzeczywistości tej „dziwnej wojny" znanym nam
z telewizyjnych przekazów.
Ze szczególną predylekcją, w której pomieszana jest gro­
za z fascynacją, filmuje Herzog żywioły. Grafitowe połacie
spopielałej ziemi, gęste od czarnego dymu powietrze, stru­
mienie ognia wydobywające się z dogaszanych szybów, wul­
kaniczna lawa, którą tu naśladują rozlewiska pulsującej ropy.
Wszystko to filmowane z lotu ptaka, można by rzec: z nie­
ziemskiej perspektywy, oglądane jakby nieludzkim okiem.
Czasem obraz puszczony jest na zwolnionych klatkach, co
potęguje jeszcze wrażenie. Jego siłę wzmacnia również suge­
stywne tło muzyczne (Schubert, Wagner, Mahler, Part). Nie­
które z tych wizyjnych kadrów komentowane są fragmentami
Apokalipsy św. Jana.
Części piątej, zatytułowanej Rezerwat szatana, towarzy­
szą końcowe fragmenty rozdziału 16:
„I nastąpiły błyskawice i głosy, i gromy, i wielkie trzęsie­
nie ziemi, jakiego nie było, odkąd ludzie są na ziemi, trzęsie­
nie ziemi tak wielkie. Miasto wielkie rozpadło się na trzy czę­
ści i miasta narodów runęły. (...) A wszelka wyspa zniknęła
1 nie można było znaleźć gór". (Ap 16, 17-19)
W części siódmej, komentarzem do obrazu ognia wydo­
bywającego się z płonącego szybu są słowa:
„Piąty anioł zatrąbił. I widziałem gwiazdę, która z nieba
spadła na ziemię, i dano jej klucz od studni przepaści. I otwo­
rzyła studnię przepaści, i wydobył się dym z głębi jak dym

�z wielkiego pieca, i pociemniało słońce i powietrze od dymu
ze studni. (...) I w owe dni szukać będą ludzie śmierci, ale jej
nie znajdą, i będą chcieli umrzeć, ale śmierć będzie od nich
uciekała". (Ap 9, 1-2, 6)
Nie ma więc wątpliwości, jakie znaczenie filmowanej wi­
zji stara się nadać Herzog. Nawet bez tych cytatów, wprowa­
dzonych tu nazbyt może ostentacyjnie, trudno byłoby o po­
myłkę. Scenografia zupełnie jak z biblijnej wizji Końca: czar­
ne od dymu słońce, pokrywające ziemię popioły, ogniste je­
ziora. I towarzyszące tym znakom: tortury, cierpienie,
wszechobecny brak nadziei...
W pierwszym odruchu można by przypisać autorowi na­
iwność. Co to bowiem za apokalipsa, skoro - jak widzieliśmy
- po wojnie ktoś posprzątał, szyby wygaszono i życie, choć
z trudem, toczy się jednak dalej, powoli powraca do normy.
W dodatku mógł zostać jeszcze nakręcony o tym film. Trud­
no jednak sądzić, by Herzog naprawdę wierzył, że na pusty­
niach Kuwejtu rozegrała się ostateczna walka pomiędzy siła­
mi Światła i Ciemności a ich upostaciowaniem byli generał
Schwarzkopf i Saddam Hussajn; że właśnie czas się skończył
i że gdzieś nieopodal na pustynnej oazie zakwitła Niebieska
Jeruzalem. W tej filmowej hermeneutyce znaków czasu cho­
dzi chyba o co innego.
Tekst Apokalipsy służy tu jako narzędzie interpretacji wy­
darzeń historycznych. Herzog nie jest oczywiście pierwszym,
który posługuje się tą matrycą wyobrażeniową. Robiono to
już przed nim wielokrotnie i , co ciekawe, w podobnych sytu­
acjach. Dwa przykłady z niedalekiej przeszłości: oto poeci
opisujący grozę polskiej rzeczywistości I I wojny w porówna­
niach i obrazach zaczerpniętych wprost z Apokalipsy, zu­
pełnie serio dostrzegający w wydarzeniach, które działy się
na ich oczach, widome znamiona czasów ostatecznych; oto
Francis Ford Coppola przedstawiający w swoim filmie wojnę
wietnamską w duchu spełniającej się apokalipsy, którego już
sam tytuł Czas Apokalipsy (w oryginale jeszcze mocniej:
Apocalypse Now), wyraźnie steruje wrażliwością odbiorców
i podpowiada, czy wręcz: narzuca, klucz interpretacyjny do
rozumienia pokazanego obrazu wojny.
12

13

Jest tak, jak gdyby niemożliwe przyciągało niemożliwe:
jak gdyby po to, by opisać naturę świata niemożliwego, choć
przecież całkiem realnego, świata, który „wypadł z formy",
trzeba było koniecznie sięgnąć do „niemożliwego" języka
prorockiej wizji, bo tylko taki język jest w stanie temu zada­
niu sprostać.
I ta powtarzająca się ze stałą regularnością okoliczność
powinna przynajmniej zastanawiać. Powstaje więc pytanie:
czy nakładanie obrazów apokaliptycznych na rzeczywistość
empiryczną jest zaledwie artystycznym chwytem, a więc de­
cyzją mieszczącą co najwyżej w granicach estetyki, czy mo­
że inercją wyobraźni, która nie umie uciec od zapadających
głęboko w pamięć (tak kulturową, jak i jednostkową) wyo­
brażeń albo zwyczajną modą (tak właśnie postrzegał Miłosz
sporą część poezji okupacyjnej, pisząc przekornie w roku
1944 swoją Piosenkę o końcu świata ), czy też za skłonno­
ścią do myślenia o wojnie w terminach apokaliptycznych,
dyspozycją, jak się wydaje, powszechną i trwałą, nie kryje się
jakaś prawda o historii i naszej w niej egzystencji. Czy zatem,
przywołany in extenso w Lekcjach ciemności tekst Apokali­
psy jest zaledwie retorycznym ornamentem, przypadkowym
komentarzem, bez którego film i tak by się tłumaczył, czy też
14

pełni on rolę poznawczą: wydobywa i nazywa pewne war­
stwy portretowanej rzeczywistości inaczej niewidoczne?
Odpowiedzi Herzoga nie znamy, domniemania na temat
jego intencji muszą, z natury rzeczy, pozostać wątpliwe. Wy­
korzystując jednak hermeneutyczną regułę przekraczania in­
tencji przez sens „tekstu", można pokusić się o pewną hipo­
tezę. Jedna z możliwych wykładni byłaby więc następująca.
Apokalipsa św. Jana to nie jest scenariusz przyszłych wyda­
rzeń historycznych, tego, co wydarzy się w trudnej do prze­
widzenia i wyobrażenia przyszłości. Apokalipsa jest opowie­
ścią o świecie, w którym teraz mieszkamy, w którym mie­
szkaliśmy i mieszkać będziemy. Widziana w tej perspektywie
wojna, każda wojna, okazuje się czymś daleko głębszym, niż
sugeruje to sławna formuła Clausewitza; wojna rozumiana
jest tu nie tylko i nie przede wszystkim jako wydarzenie na­
tury militarnej i politycznej, ale jako sytuacja, w której z wy­
jątkową intensywnością dochodzi do fundamentalnego po­
gwałcenia porządku powinności, elementarnego zanegowa­
nia sensu, wyzwolenia sił zła. Wojna jest szkłem powiększa­
jącym, które wydobywa na jaw potencje, które tkwią immanentnie w „normalnej", zwyczajnej, codziennej rzeczywisto­
ści. Jest taką sytuacją, w której proroctwo Janowe aktualizu­
je się w empirycznej historii. Spod obrazów wielogłowych
bestii i spadających z nieba krwawych deszczów przebija
myśl o trwałej obecności zła w świecie, o tym, że mimo
wszystkich naszych wysiłków „świat w złem leży" ( U 5,19)
i że jest to stan nieuleczalny. Porządek społeczny, jak i nasza
egzystencja to kruche konstrukcje ustawicznie zagrożone
rozpadem. Apokalipsa wciąż i na nowo spełnia się w historii.
Ten scenariusz na trwałe wpisany jest w struktury naszej rze­
czywistości.
Toteż dokument Herzoga nie jest w żadnym razie utwo­
rem terapeutycznym, jakąś przestrogą (tacy naiwni to już nie
jesteśmy), ale raczej trzeźwym świadectwem ontologicznej
ułomności tego świata. Opowiada o rzeczywistości eschato­
logicznej o tyle, o ile w przymiotniku eschatos będziemy ak­
centować znaczenia takie jak „krańcowy", „graniczny" i od­
nosić je do ekstremalnych wymiarów ludzkiego doświadcze­
nia. W naturze tego typu doświadczeń leży to, że ludzkie spo­
tyka się tu z nieludzkim, czas historyczny jakby sam siebie
przekracza, wskazując na inną, już nie mieszczącą się w po­
rządku czasowym rzeczywistość. Klucz apokaliptyczny miał
ten stan rzeczy wydobyć na światło dzienne, „odsłonić",
„ujawnić", „objawić". Czy nie do takich właśnie znaczeń
odwołuje grecki czasownik apokalyptein ?
4. Chronos i kairos
Esej Krzysztofa Michalskiego ukazał się najpierw w formie
osobnego artykułu; nieco później został dołączony jako aneks
do powtórnej edycji jego książki Heidegger i filozofia współ­
czesna, co, jak zobaczymy, nie jest okolicznością bez znacze­
nia. Punkt wyjścia tych rozważań może wydać się dość osobli­
wy w zestawieniu z tematem głównym, jakim jest próba od­
czytania przesłania Apokalipsy św. Jana. Jest to pytanie o spo­
sób istnienia nauki w świecie nowożytnym. Autora interesuje
nie to, czy rezultaty badań naukowych przynoszą pozytywne
czy negatywne skutki dla współczesnego życia, ale o to, czy
w samym fakcie uprawiania nauki, w przeniknięciu życia co­
dziennego przez myślenie naukowe nie da się dostrzec jakiejś
ważnej odpowiedzi na pytania o sprawy ostateczne. Pretekstem
15

83

�do tych uwag stała się przenikliwa sentencja Nietzschego, we­
dle którego nauka jest przebraniem moralności.
Wyróżnia Michalski dwie radykalnie rozbieżne możliwo­
ści interpretacji Apokalipsy. Wedle pierwszej, bodaj najbar­
dziej powszechnej, dotyczy ona wydarzeń z bliżej nieodgadnionej przyszłości. Jest opowieścią o potężnej katastrofie,
końcu znanego nam świata, po którym nastąpi Sąd Ostatecz­
ny. W tym scenariuszu jest jednak moment pewności: mimo
że samo zakończenie jest niepewne, mimo że nie wiem, jak
i kiedy nastąpi, wiem przynajmniej to, że nastąpi w jakimś
niezidentyfikowanym bliżej „kiedyś" i że ta sytuacja dotyczy
w tym samym stopniu mnie, jak i wszystkich innych. Mam
więc czas, by się do tego traumatycznego zdarzenia przygo­
tować i nie obawiać się przesadnie, o ile przygotowania wy­
padły dobrze. Druga możliwość wydaje się daleko bardziej
dramatyczna. Wyrażenie z Ар 1,3 „czas jest bliski", nie ozna­
czałoby już jakiegoś niezwykłego zdarzenia z nieokreślonej
przyszłości, jakiegoś wyróżnionego momentu czasu, ale od­
nosiłoby się do każdego momentu czasu z osobna, co ozna­
cza, „że każda chwila kryje w sobie możliwość końca, grani­
cy, kresu, zamknięcia świata, jaki jest - i nowego początku,
wyjścia poza granice tego, co zastane, możliwość świata ra­
dykalnie nowego". Jeśli zaś tak, to Apokalipsa nie jest odło­
żona na później, ale zdarza się już, teraz, w każdym momen­
cie mojego życia. W tej interpretacji nie odnosi się ona do
przyszłego wydarzenia, które z konieczności, dotyczyć bę­
dzie wszystkich, ale dotyczy mnie, personalnie i bezpośre­
dnio, tu i teraz. W takim rozumieniu czas Apokalipsy nie da
się przesunąć ani odwlec. To czas, w którym właśnie żyję.
Pierwsza wykładnia otwiera przed nami nadzieję względnego
spokoju i bezpieczeństwa, druga - wytrąca nas z codzienne­
go letargu i nakazuje, by czuwać, by - jak w Starożytnym tor­
sie Apollina Rilkego - „swoje życie zmienić", bo w każdym
jego momencie decyduje się nasze zbawienie lub potępienie.
16

I w tym miejscu pojawia się nauka. Odwołując się do Pa­
scala, Nietzschego i Heideggera - trzech najważniejszych fi­
lozoficznych punktów odniesienia w tym tekście - kreśli au­
tor mało budującą perspektywę, w której nauka jawi się jako
współczesna forma rozrywki, owa pascalowska divertisse­
ment, podobna polowaniu czy grze w piłkę. Jest tak dlatego,
że każda z tych działalności, acz w różny sposób (nauka by­
łaby tu rozrywką wielce wyrafinowaną) wciąga nas w życio­
we, doczesne problemy, skutecznie tym samym odciągając
od fundamentalnych pytań egzystencjalnych; nie chodzi na­
turalnie o to, co nauka ma do powiedzenia o świecie, ale o to,
co robią naukowcy, o cały zinstytucjonalizowany aparat no­
wożytnej nauki i codzienną mrówczą pracę jej etatowych
funkcjonariuszy. Tak rozumiana nauka, projektując świat
uporządkowany, zrozumiały, w pełni wytłumaczalny, zapew­
nia - próżno dodawać, że złudne - poczucie stabilności i bez­
pieczeństwa. Nade wszystko zaś oferuje spokój w kwestii
przyszłości. Nauka więc, tak jak widzą ją Nietzsche i Heideg­
ger, to największa iluzja nowożytności, krótko: narzędzie samooszustwa. „Gdy (...) pracując dla pewnej i nieskończonej
przyszłości w trybach nowożytnej maszyny naukowej śnicie
sen o świecie jako ogrodzie, tracicie z oczu inną postać świa­
ta: świat niepokojący - bo świat, którego przyszłość jest sta­
le, z konieczności, pod znakiem zapytania, świat groźny - bo
świat, z którego konfliktów nie da się usunąć. Świat, gdzie
nie ma czasu na sen - bo w każdej chwili, ciągle, na nowo,

84

17

rozstrzyga się sens każdego z nas". Świat jest ciągle zagro­
żony wymykaniem się sensu, który pozostaje wciąż in statu
nascendi, wciąż tworzy się i rozpada na naszych oczach, czy­
niąc naszą egzystencję nieuleczalnie problematyczną. Nauka
rozumiana jako pewien sposób organizacji życia, tęskniąc za
ładem i bezpieczeństwem, nieustannie zamazuje to elemen­
tarne doświadczenie. Buduje wokół grozy i niepewności ży­
cia strefę zapomnienia, dostarcza narzędzia konsolacji. „Na­
uka - a ściślej biorąc instytucja nauki - przejmuje więc funk­
cję, którą pełniło kiedyś, dziś już nieprzekonujące apokalip­
tyczne opowiadanie o kosmicznej katastrofie, jaką sprowadzą
kiedyś jeźdźcy, trąby i plagi; funkcję odsunięcia przeznacze­
nia, pocieszenia i oparcia. Robi to nawet skuteczniej niż jej
mitologiczna poprzedniczka: obiecując dominację nad świa­
tem, instytucja nauki obiecuje też opanowanie przyszłości,
podporządkowanie jej, zapewnienie jej nam. A tym samym
odłożenie końca świata, jaki znamy (i początku nowego), ad
calendas Graecas i korzystanie, póki co, ze świata bez apo­
kaliptycznych obaw".
18

Jest we wspomnianej książce Michalskiego krótki rozdział
dotyczący źródeł inspiracji heideggerowskiej ontologii. Destruując zachodnią tradycję filozoficzną, zwracał się Heideg­
ger początkowo ku myślicielom, którzy sami sytuowali się na
jej obrzeżach. Oni to właśnie - św. Paweł, Luter, Kierkegaard,
Dilthey - uporczywie i na różne sposoby tę tradycję nadkruszali. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czym jest dziejowość, czym jest pierwotne doświadczenie dziania się bycia
i w jakim języku dałoby się je opisać, przywołuje Heidegger
w jednym z wykładów słowa św. Pawła o tym, iż „dzień Pań­
ski jako złodziej w nocy, tak przyjdzie" (1 Ts 5,2). Ze słów
tych wynika jasno, że nie da się obliczyć daty Drugiego Przyj­
ścia, jako że nie jest to wydarzenie z porządku chronologii, ale
dzieje się w błysku (gr. kairos - błyskawica), okamgnieniu,
chwili, należy do porządku „kairologicznego", stąd też żad­
nych ludzkich miar nie da się w w tym przypadku zastoso­
wać. Nadzieja na powrót Chrystusa nadaje szczególną wagę
każdej przeżywanej chwili; jest ona otwarciem na to, co
nadejdzie niespodziewanie. Krótka historia Apokalipsy zdaje
się powrotem do tych intuicji i ich rozwinięciem po latach.
19

Bo czym jest Apokalipsa rozumiana, jak się tu powiada,
niemitologicznie? Nie jest zapewne ostatnim „wydarzeniem
historycznym", tak jak Stworzenie nie jest pierwszym w po­
rządku czasu. Tego rodzaju myślenie zakłada bowiem szcze­
gólne rozumienie czasu. To, co zmienne, przemijające, znikliwe jest tu pojmowane z punktu widzenia wieczności, bez
takiego odniesienia, czas sam w sobie jest zupełnie niezrozu­
miały. Historia, czas historyczny, dają się pojąć jedynie przez
relatywizację do nieczasowej podstawy; wówczas dopiero hi­
storia nabiera sensu. Takie myślenie obecne jest w pokaźnej
części wielkiej tradycji filozoficznej (Platon, Plotyn). Tu ina­
czej: warunkiem możliwości rozumienia czasu okazuje się
nie jakaś aczasowa, jak powiadamy: wieczna, struktura, ale
jego najdrobniejszy, niepoliczalny moment. W tej perspekty­
wie czas nie jest „zewnętrznym" wobec życia układem odnie­
sienia, ale sposobem, w jaki „świat przeżywany" wychodzi
na jaw. Tym samym wieczność zostaje uczasowiona, czas
przeniknięty wiecznością. „Początek i Koniec, Alfa i Omega,
Potępienie i Zbawienie byłyby wówczas składnikami każdej
chwili z osobna - a nie zewnętrznymi klamrami czasu jako
procesu, co kiedyś się zaczyna i kiedyś się kończy". Apoka20

�lipsa zatem to możliwość, która aktualizuje się w każdym
momencie mojego życia. Jest więc dokładnie, tak jak chce
Miłosz w Piosence o końcu świata: żadnych błyskawic, gro­
mów, trąb oraz jak dopowiada Michalski: żadnych popisów
hippicznych. Apokalipsa bowiem dzieje się już, spełnia się
permanentnie w nieefektownej prozie codzienności. Tak: „In­
nego końca świata nie będzie".
W związku ze zreferowanym tu pokrótce trybem lektury
apokaliptycznego tekstu nasuwa się jednak pewna wątpli­
wość. Oprócz wspomnianych myślicieli jest, jak sądzę, je­
szcze jeden ważny, choć nie wymieniony z nazwiska, intelek­
tualny patron Krótkiej historii Apokalipsy: Rudolf Bultmann.
Jego idea demitologizacji pobrzmiewa wyraźnie w całym
eseju. Dla Michalskiego czytać dzisiaj Apokalipsę, to
w znacznym stopniu uprawiać lekcję martwego języka. Wy­
raźny jest w tekście dystans wobec mitologicznej, czytaj:
anachronicznej warstwy Apokalipsy. Trudno, twierdzi autor,
trzeba pogodzić się z tym, że opowieści o bestiach, koniach
i jeźdźcach są symbolami pozbawionymi niegdysiejszej mo­
cy, nie przemawiają już do nas. W związku z czym współcze­
sna lektura tekstu Apokalipsy, jeśli chce uchodzić za sensow­
ną, winna pozbyć się tego kłopotliwego dziedzictwa, w prze­
ciwnym razie brnąć będziemy w jawne niedorzeczności.
Trzeba zatem przełożyć powstałe w innych okolicznościach
historycznych i kulturowych wyobrażenia na bliższe nam
mentalnie pojęcia. Nie wydaje mi się to jednak ani tak proste,
ani całkiem możliwe.
21

22

Przy całej finezji wywodu Michalskiego jest coś obezwła­
dniającego w tak szybkiej i łatwej rezygnacji filozofa z całe­
go, tak przecież bogatego, dziedzictwa egzegetycznego odno­
szącego się do Apokalipsy, z licznych (czasem - to prawda dość bałamutnych, czasem - najzupełniej dowolnych ) prób
uporania się z jej profetycznym szyfrem. Ale czy sama skala
i intensywność zjawiska: wciąż ponawianego w dziejach ge­
stu odczytywania Janowego przekazu, od alegorezy pierw­
szych tekstów patrystycznych po współczesną hermeneutykę
teologiczną oraz interpretacje gematryczne nie jest dowo­
dem na jego trwałą obecność w naszym myśleniu?; czy przy­
toczone na początku przykłady - niechby nawet uznać je za
naiwne i karykaturalne - nie świadczą jednak o żywotności
symbolicznej mocy tekstu Apokalipsy? Czy rzeczywiście, po
to aby dotrzeć do semantyki głębokiej i jej metafizycznego
rdzenia, trzeba koniecznie pozbyć się warstwy symbolicznej,
traktowanej tu jako zbędny balast? Rozumowanie Michalskie­
go jest konsekwentne wobec przyjętego założenia, tyle tylko,
że samo to założenie nie jest poddane jakiejkolwiek procedu­
rze weryfikacyjnej; ma moc heurystycznego dekretu. Lektura
demitologizująca ma swoje racje (i przynosi, jak widzieliśmy,
wymierne efekty), ale nie jest tak, by obywało się to całkowi­
cie bez pewnych strat własnych.
23

24

25

26

5. Co należy zrobić przed końcem?
Przy wszystkich, widocznych „gołym okiem" różnicach,
obydwie zaprezentowane tu świeckie (w znaczeniu: nie będą­
ce dziełem teologów) interpretacje Apokalipsy spotykają się
w jednym: obydwie mianowicie, choć przy użyciu innych
środków, optują za jakąś wersją religijnie rozumianej escha­
tologii realizującej się w czasie.
W wyprowadzonym z filmu Herzoga pojmowaniu wyda­
rzeń historycznych, niewątpliwie zakłada się odnoszenie hi­

storii świeckiej do historii świętej, jako że dopiero w perspek­
tywie tej ostatniej empiryczna rzeczywistość staje się zrozu­
miała; wyraźnie przy tym widać, że eschaton nie oznacza
(a w każdym razie nie musi oznaczać) w tym wypadku jakie­
goś wielkiego katastroficznego wydarzenia, które ostatecznie
kończyłoby trwanie świata. Jest raczej tak, jak gdyby realizo­
wał się on wszędzie tam, gdzie dochodzi do radykalnego za­
łamania się porządku powinności, wszędzie tam, gdzie ma
miejsce eskalacja zła i cierpienia. O wojnie jako zwiastunie
końca pisał Mikołaj Bierdiajew w głębokim i , co może zaska­
kiwać, niezwykle zdystansowanym jak na czas powstania
(początek I I wojny) tekście: „Historia zawsze była par excel­
lence wojną, zapełniona jest wojnami. Istniały jedynie dość
krótkie okresy pokoju, względnej równowagi, którą łatwo by­
ło naruszyć. Historia toczyła się jak na wulkanie i okresowo
rozlewała się lawa. Historia powinna się skończyć, ponieważ
historia jest wojną. W historii występuje moment eschatolo­
giczny, jakby wewnętrzna apokalipsa historii. Ten eschatolo­
giczny moment jest szczególnie mocno odczuwany podczas
katastrof, wojen, rewolucji i kryzysów cywilizacyjnych. Woj­
na jest więc zjawiskiem historycznym par excellence, ale
okropności wojny dają ludziom ostre eschatologiczne poczu­
cie zbliżającego się końca. (...) Wojna jest historią par excel­
lence, ale zarazem wojna jest zawsze dotknięciem końca hi­
storii". Nie jest więc tak, by wojna, niechby najbardziej
krwawa, wieszczyła nieodwołalny koniec świata (Bierdiajew
przywołuje słowa Mt 24,6), ale w jakimś sensie usprawiedli­
wione jest myśleć o niej w kategoriach apokaliptycznych.
Wojna jest sygnałem, że historię można rozumieć jako per­
manentny kryzys, jako serię wciąż powtarzających się przesi­
leń, jako koniec nieustannie rodzący z siebie początek. Ak­
cent padałby tu nade wszystko jednak na demoniczny wymiar
rzeczywistości empirycznej, tak spektakularnie obecny
w Apokalipsie.
27

O ile w tej wykładni przeważałby ton pesymistyczny, tra­
dycyjnie zresztą i najczęściej bodaj łączony z Apokalipsą (jak
gdyby zarysowana w niej rzeczywistość świata przemienio­
nego nie mogła przebić się przez sugestywne wizje rozmai­
tych okropności), ton, który może nawet ociera się o fatalizm,
0 tyle w drugiej interpretacji, nie mniej przecież dramatycz­
nej, nacisk położony jest co najwyżej na możliwość, potencjalność spełnienia się czarnego scenariusza. Akcentowany
jest natomiast bardzo wyraźnie wymiar jednostkowej wolno­
ści. W tym przypadku Apokalipsa nie jest rzeczywistością,
która przychodzi do nas z zewnątrz, czymś, co nas zaskakuje
1 na co nie mamy wpływu. Przeciwnie: to każdy z nas, na
własną rękę, tworzy rzeczywistość eschatologiczną. Jakże
bliskie jest to innej intuicji Bierdiajewa: „Koniec świata i hi­
storii jest procesem Bogoczłowieczym i zakłada aktywność
oraz twórczość człowieka. Koniec nie jest oczekiwany, lecz
przygotowywany. Nie należy rozumieć końca świata jedynie
jako immanentnej kary i zniszczenia. Koniec jest także zada­
niem dla człowieka, jest zadaniem przemienienia świata".
I dalej: „Każdy autentycznie twórczy akt jest nastaniem koń­
ca świata, jest przejściem do królestwa wolności, wyjściem
z ograniczoności świata".
28

W obydwu interpretacjach, choć w każdej inaczej, docho­
dzi do głosu taka perspektywa rozumienia czasu, która po­
zwala wyjść poza wykładnię czysto linearną i dostrzegać
w nim gęsty splot sprzeczności. Widać wyraźnie, że spojrze85

�nie apokaliptyczne przemienia czas w paradoks. W metahistorycznym wymiarze Apokalipsy czasy są zawsze pierwsze
i zawsze ostatnie. Zawsze zawierają w sobie, jako immanentną możliwość, ciemność końca i blask początku.
W tych rozważaniach o Końcu, czas na końcowy midrasz.
Dwa przedstawione tu świadectwa wydają mi się niezwy­
kle wzbogacające również i dlatego, że proponowana w nich
lektura tekstu Apokalipsy jest niezależna od zaczynającego
się roku 2000 i doraźnych dywagacji z tym faktem związa­
nych. Z tego, że mnich Dionizy Mały pomylił się kiedyś
w swoich obliczeniach - co tak bardzo poruszyło Stephena
Jay Goulda, że aż napisał o tym demistyfikacyjną książkę wynikają tylko kwestie związane z umownością chronologii
historycznej; z tego, że pierwszy dzień przyszłego roku przy­
niesie nam zapewne spodziewaną niemoc, nie wynika zgoła
nic poza wątpliwą satysfakcją z tej samosprawdzającej się
przepowiedni. W żaden jednak sposób okoliczności te nie l i ­
kwidują aktualności sporu o to, co tekst proroctwa z Patmos
29

znaczy i jak znaczy; nie usuwają z pola widzenia pytań
0 apokaliptyczną wizję końca wszystkich rzeczy. Nie chodzi,
rzecz jasna, o to, że ktoś kiedyś wyczerpująco na nie odpowie
1 że wreszcie będziemy mieli z tym spokój. Upierałbym się
jednak, że podtrzymywanie pytań tego rodzaju jest dla ży­
wotności kultury istotne. Zarówno bowiem pierwsi anachoreci chrześcijańscy jak i wielu późniejszych ascetów i kontemplatyków, twierdziło zgodnie, że nic tak dobrze nie nastraja
do życia jak uważny namysł nad sensem spraw ostatecznych.
Chyba że uznamy, iż cała ta kwestia religijnie myślanego
„końca świata" jest już mocno przedawniona. Wówczas jed­
nak trzeba się liczyć z tym, że jedyny trwały kontakt z escha­
tologią zapewnić nam już będzie mogła tylko codzienna lek­
tura opakowań produktów spożywczych, na których anoni­
mowy nadawca przypomina nam uprzejmie, acz stanowczo,
że: „należy spożyć przed końcem". Ale myśl to poznawczo
jałowa. O tym, że należy spożyć przed końcem, wiedzieliśmy
już przecież skądinąd.

PRZYPISY
' Podaję za: „Życie", *** marzec 1999
M. Lurker, Przesianie symboli, przeł. R. Wojnakowski, Kraków
1994, s. 182
Eco wręcz twierdzi, że współczesna mysi o końcu czasów jest bar­
dziej obsesją świata laickiego niż chrześcijańskiego, U. Eco, С. M. Mar­
tini, W co wierzy ten, kto nie wierzy?, tłum. I. Kania, Kraków 1998, s. 16
Liczne przykłady egzegetyczne podaje A. Wierciński, 666: liczba
imienia Bestii, „Nomos" nr 10:1995, s. 5-29
Na ten bulwersujący (oczywiście jego zdaniem) fakt zwraca uwa­
gę G. Bodson w popularnej książce Les Secrets de l'Apocalypse, cyt. za:
Ch. Makarian, La verite sur Г Apocalypse, „L'Express", 5-11 sierpnia
1999, s. 38
Znamienna jest w tym względzie uwaga Gustawa Herlinga-Grudzińskiego o genezie jego opowiadania Polar w Kaplicy Sykstyńskiej
A.D.1998: „Pytasz, jaki był impuls do napisania tego opowiadania? Otóż
wchodząc kiedyś do Kaplicy Sykstyńskiej zuważyłem coś, co mnie bar­
dzo poruszyło, a mianowicie niechętny stosunek młodych ludzi do reli­
gijnych znaczeń 'Sądu Ostatecznego' Michała Anioła. Byłem świadkiem
śmiechów, ironicznych uwag, żartów, nieprzyjemnych komentarzy doty­
czących nagości i tak dalej. Jednym słowem drwin z tego, co namalował
Michał Anioł, z tego, co nie tylko jest wielkim arcydziełem sztuki, ale co
jest przede wszystkim jakąś summa wiary - bo 'Sąd Ostateczny' jest
przecież artystycznym ukoronowaniem chrześcijaństwa", G. HerlingGrudziński, W. Bolecki, Rozmowy w Dragonei, Warszawa 1997, s. 227
F. Dostojewski, Idiota, przeł. J. Jędrzejewicz, Warszawa 1971, s. 225
Ibidem
Ibidem, s. 414
Ibidem, s. 252; Enzo Paci w swojej interpretacji Idioty niezwykle
trafnie zwraca uwagę na podobieństwo przeżycia intensywności chwili
Myszkina do tego, co o dialektyce chwili i wieczności pisał Kierkegaard,
E. Paci, Związki i znaczenia. Eseje wybrane, wybrał, przełożył i wstępem
opatrzył S. Kasprzysiak, Warszawa 1980, s. 253
" W. Szymborska, Koniec i początek, Poznań 1993, s. 10
Motywy apokaliptyczne w twórczości poetów okupacyjnych ana­
lizuje wnikliwie Paweł Rodak w artykule Apokalipsa. Wyobraźnia poko­
lenia wojennego, „Twórczość", nr 1:1998, s. 43-65
W takim duchu interpretuje film Coppoli np. Krzysztof Stanisław­
ski, inkrustując swój tekst licznymi odwołaniami do Apokalipsy, Pod­
róż w mroki duszy, w: Sztuka na wysokości oczu. Film i antropologia,
red. Z. Benedyktowicz, D. Palczewska, T. Rutkowska, Warszawa b.d.,
s. 265-275
Por. uwagi Aleksandra Fiuta o eschatologii w poezji Miłosza w:
Poznawanie Miłosza. Studia i szkice o twórczości poety, Kraków 1985,
s. 174-188
Pierwodruk eseju Michalskiego w: „Gazeta Wyborcza", 8-9 sierp­
nia 1998, s. 18-20; przedruk w: K. Michalski, Heidegger i filozofia współ­
czesna, Warszawa 1998, s. 267-283
Michalski, op. cii., s. 270
op. ci'/., s. 278,
op. cit., s. 282
" op. cit., s. 53-55; por. charakterystykę pojęcia kairos w: X. LeonDufour, Słownik Nowego Testamentu, przeł. K. Romaniuk, Poznań 1986,
2

3

4

5

6

7

8

9

10

12

13

14

15

16

17

18

86

s. 207; analizę kategorii chwili przeprowadza Kierkegaard w rozprawie
Pojęcie lęku, przełożyła i posłowiem opatrzyła A. Djakowska, Warszawa
1996, s. 102-108; adaptację kierkegaardowskiej koncepcji chwili do cha­
rakterystyki kairos znaleźć można u teologa protestanckiego Paula Tillicha: „Kairos zawiera ingerencję wieczności w chronologię czasu, zawie­
ra w sobie element konieczności wyboru i losu, dający znać o sobie w hi­
storycznej chwili, ale zawiera też świadomość tego, że żaden stan wiecz­
ności nie może istnieć w czasie, że to, co wieczne, z istoty swej wpraw­
dzie daje znać (ist das Hereinbrechende) o sobie w czasie, ale nigdy nie
może być w nim zafiksowane", P. Tillich, Gesammmelte Werke, Stuttgart
1963, L V I , cyt. za: K. Toeplitz, Kierkegaard, Warszawa 1980, s. 124
K. Michalski, Rok 2000, „Tygodnik Powszechny" nr 33:1998;
tekst ten, idealnie współbrzmiący z wywodami z Krótkiej historii Apoka­
lipsy, był pomyślany jako wprowadzenie do „Rozmów w Castel Gandolfo", VIII międzynarodowego kolokwium organizowanego przez wiedeń­
ski Instytut Nauk o Człowieku w dniach 17-18 sierpnia 1998
Jak bliska jest Michalskiemu wyłożona w wierszu Miłosza wizja
„pełni czasu", może świadczyć umieszczenie tego utworu w zakończeniu
książki o filozofii Husserla, K. Michalski, Logika i czas. Próba analizy
Husserlowskiej teorii sensu, Warszawa 1988, s. 216
Na podstawowe trudności związane z bultmannowską ideą demitologizacji Nowego Testamentu zwracał uwagę Leszek Kołakowski
w eseju Iluzje demitologizacji, w: idem. Cywilizacja na lawie oskarżo­
nych, Warszawa 1990, s. 215-236
Mikołaj Bierdiajew stwierdza dobitnie: „Istnieje specjalistyczna
literatura dotycząca egzegezy Apokalipsy, ale stojąca na dość niskim po­
ziomie. Zwykle literatura ta w dowolny sposób tłumaczy symbolikę Apo­
kalipsy i ma obskurancki charakter"; M. Bierdiajew, Głoszę wolność,
wybór, wstęp i przekład H. Paprocki, Warszawa 1999, s. 260
Zob. np. niezwykle odkrywczą, sofiologiczną interpretacją księgi
Apokalipsy pióra wybitnego teologa prawosławnego Sergiusza Bułhako­
wa, o której wspomina Jerzy Nowosielski; J. Nowosielski, Od współcze­
sności do ikony, „Opcje" nr 4(23): 1998, s. 81
Przykładem wspomniany artykuł Wiercińskiego, przy całej świa­
domości interpretacyjnego ryzyka jakie przy tego rodzaju odczytaniach
powstaje; w ogóle na dużą uwagę zasługują poszukiwania niejawnych,
ezoterycznych sensów tekstów nowotestamentowych przy zastosowaniu
procedury tzw. retrowersji (przekładu tekstu greckiego na hipotetyczny
pierwowzór hebrajski), por. znakomity tekst Ireneusza Kani, Nowy Testa­
ment a Kabała. Kilka uwag w kwestii pierwotnego języka Ewangelii,
„Znak" nr 430 (3): 1991, s. 62-70
Wierciński wspomina np. o wielce intrygującym fakcie nadania
komputerowi Euronet Wspólnoty Europejskiej (Bruksela) figlarnej na­
zwy „Bestia": „Czy nazwa 'Bestia' (...) dla brukselskiego komputera jest
tylko 'kaczką dziennikarską', czy też faktem, tego nie wiem. Jeśli to fakt,
to można rzecz uznać za practical joke kogoś z obsługi, czy nadzoru.
Jakby nie było, widać, jak silny jest nacisk symboli APK na mentalność
nawet ludzi współczesnych", Wierciński, op. cit., s. 26-27
Bierdiajew, op. cit., s. 258
Ibidem, s. 264 i 266
S. J. Gould, Pytania o millenium. Ściśle umowne zasady odlicza­
nia. Przewodnik racjonalisty, przeł. D. Kozińska, Warszawa 1998
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

28

2 9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5900" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5880">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/31538a4ee1fbe08ae3054ccff6cbb276.pdf</src>
        <authentication>84ee118d9e352ebfd6c137e0acc6690b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70355">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2806</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70356">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70357">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2614</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70358">
                <text>Kilka uwag o "Satyriconie" Felliniego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70359">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.77-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70360">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70361">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70362">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70363">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70364">
                <text>Kilka uwag
o Satyriconie Felliniego
Wiesław J u s z c z a k

Co spowodować mogło k o n i e c z n o s'ć stworzenia przez
Felliniego takiego obrazu, jak Satyricon? W ten sposób po­
stawione pytanie może dziwić. Dlaczego mówię o konieczno­
ści? Bo, o czym rzadko się myśli i mówi, poczucie koniecz­
ności, jakiegoś absolutnego imperatywu, który doprowadził
czy zmusił twórcę do stworzenia danego dzieła - poczucie,
które narzuca się nam w obcowaniu z tym dziełem, stanowi
jeden z najwyższych sprawdzianów tego. że jest autentyczne
albo że jest wyjątkowe, wielkie. To nie mogło nie powstać; to
musiało być zrobione; twórca poddany został jakby dyktato­
wi jakiejś kategorycznej, wręcz zniewalającej siły - myślimy
i czujemy, obcując z tego rodzaju utworem, „obcując" w sen­
sie „współtworząc go", stając się (jak mógłby powiedzieć
Benjamin) przedmiotem jego podmiotowego działania, sku­
mulowanej w nim i powodującej nami aktywności. Energii,
która niby rozwijająca się gwałtownie sprężyna, wyrzuca nas
gdzieś „poza"'.
Pytanie o konieczność w przypadku tego filmu jest zasad­
ne i ważne między innymi dlatego, że to dzieło różni się od
większości arcydzieł Felliniego, których motywy sprawcze by tak to nazwać - są bardzo podobne i czytelne. Jednym
z nich, przynajmniej od La dolce vita (1960) poczynając, jest
wątek autobiograficzny lub „autoteliczny": motyw kryzysu
twórczego, olśniewająco modulowany w Otto e mezzo
(1963); motyw dzieciństwa, traktowany z nostalgią i wzru­
szającym ciepłem; motyw małżeńskiej zdrady i monstrual­

nych erotycznych marzeń (tu, z jednej strony, Giulietta degli
spiriti (1965), i seria kobiet-olbrzymek, od Saraghiny
z Osiem i pół, przez sklepikarkę z Amarcorda, gigantyczną
siłaczkę z Casanovy (1973 i 1976), po serię potwornych
„kulturystek" z La citta delie donnę (1980), i ze zdumiewa­
jącą odwagą odsłaniającą swą fizyczną deformację Anitę Ekberg z Intervista (1987). I wreszcie motyw cyrku, obecny na
różne sposoby prawie wszędzie, a ukoronowany w / clowns
(1970). Można podsumować tylko teraz wyliczone motywy
stwierdzeniem, że od momentu zamknięcia bardzo zawsze
swoiście prowadzonego dialogu z neorealizmem (tzn. od No­
cy Cabirii, 1957) i osiągnięcia pełnej dojrzałości w Osiem
i pół (trzy lata wcześniejsza La dolce vita jest, z dzisiejszej
już perspektywy, wyraźną klęską) - że więc od tego momen­
tu ową wspomnianą koniecznością powodującą Fellinim,
jest konieczność wyznania, poważnego lub ironicznego, po­
trzeba mówienia prawdy o samym sobie, swoisty przymus
„spowiedzi". Ta konieczna szczerość (nacechowana moc­
nym egocentryzmem) rodzi niezwykłą skalę środków, zara­
zem ograniczoną przez jednorodność i rosnącą w szaleńcze
bogactwo może właśnie dzięki owemu zamknięciu pola wy­
powiedzi, zacieśnieniu ram, nieustannemu powtarzaniu tego
samego.
Nawet na tle tak prymitywnie nakreślonej charakterystyki
tego, co u reżysera generalnie najłatwiejsze do wskazania,
Satyricon, powstały w roku 1969, równocześnie z jawnie au-

�tuł. W scenariuszu zresztą wykorzystanych jest parę moty­
wów z, późniejszego od Satyryków o kilkadziesiąt lat, innego
sławnego rzymskiego romansu, Metamorfoz albo Złotego
osia Apulejusza. Poza tym, jedyny raz w owym filmie Felli­
ni cofa się tak daleko w przeszłość. Wszystkie jego utwory
trzymają się teraźniejszości lub sięgają w czasy coraz bar­
dziej oddalającego się dzieciństwa i młodości artysty. Tylko
Casanova stanowi tu wyjątek, będąc kostiumowym filmem
opartym na osiemnastowiecznych pamiętnikach, i La nave
va, którego akcja umieszczona jest w 1914 roku, a dekoracje
i stroje przywołują, niby w wizji szaleńca, zdeformowane
dziwactwa i chorobliwy przepych findesieclowej mody.
Fellini Satyricon jest wreszcie i przez to w oeuvre reżyse­
ra wyjątkowy, że inaczej niż wszystkie inne dzieła, tym ra­
zem z Casanovą włącznie, jest filmem historycznym w tym
sensie, że więcej, wyraźniej i głębiej mówi o sztuce i o cza­
sie, o trwaniu sztuki i wygasaniu czasu. Piękna scena w pinakotece, przejmująca mowa poety Eumolposa leżącego wśród
traw i patrzącego w niebo, jawią się tutaj jak wyznania same­
go twórcy filmu - i w tej swej czystości są niby margines, wą­
ski i kurczący się pod naporem widowisk wulgarnych i odra­
żających okrucieństwem czy epizodów takich, jak sławna
uczta Trymalchiona i literackie pretensje samego gospodarza.
Film, podobnie jak romans Petroniusza, jest opowieścią

tobiograficznym paradokumentem Bloc-notes di un regista,
zajmuje osobne, niepowtarzalne miejsce. Łączy go może
cienka nić z jednym tylko filmem (mówię o wyraźnie wyo­
drębnionym motywie, bo tzw. formalne środki nie ulegają tu
żadnej wyraźnej zmianie - filmowy „barok" Felliniego jest
i tutaj wszechobecny). Tym filmem, o którym myślę, jest Ro­
ma, nakręcona trzy lata później,
Ów związek, jawny i oczywisty tylko w jednej sekwencji
z dzieła późniejszego, jest poza tym na tyle zatarty, że traktować
go należy hipotetycznie. Rzecz jasna, że w obu obrazach oso­
bliwie „głównym bohaterem" jest Rzym: raz jako imperium,
raz jako miasto. Że w obu Fellini wprowadza osobisty motyw
pośrednio przez to, że mówi o obu topoi jako o swojej ojczy­
źnie: mówi o Rzymie jako rcymianin (raz z dużej, raz z małej
litery) i w obu wypadkach mówi o swojej fizycznej i duchowej
ojczyźnie z miłością i obelżywym sarkazmem zarazem.
Satyricon jest (wśród ważnych filmów Felliniego, pomija­
jąc jedno nawiązanie do Boccaccia i nowelę Toby Dammit)
obok Casanovy, jedyną adaptacją tekstu literackiego. Adapta­
cją stanowiącą jawne „zawłaszczenie" pierwowzoru. Bo,
o czym przeważnie się nie pamięta lub nie wspomina, orygi­
nalny tytuł filmu brzmi: Fellini Satyricon. „Mój" Satyricon
zaznacza więc artysta z góry. Biorę tekst Petroniusza (lub Petroniuszowi przypisywany) i traktuję go jak własny scena­
riusz, zrobię z nim, co zechcę - zdaje się dalej głosić taki ty­

78

0 schyłku i rozkładzie. Choć w połowie pierwszego wieku po
Chrystusie cesarstwo rzymskie zdaje się osiągać szczyty
świetności, samo „wnętrze ludzkie" jego gnije, i to stanowi
główny temat tej opowieści. Z punktu widzenia historii staro­
żytnej, trudno o mocniejsze odbrązowienie jej „akademickie­
go" obrazu. Główny bohater (i zarazem u Petroniusza, a cza­
sem u Felliniego, narrator), piękny, wrażliwy, utalentowany
młody poeta-intelektualista, Enkolpiusz, gdy zmuszają go do
tego okoliczności, staje się pozbawionym skrupułów złodzie­
jem i mordercą. I takim jest, bez chwilowych nawet wyrzu­
tów moralnych, jego „brat" (łacińskie fratellus oznacza
w tym kontekście partnera homoseksualnego), Askaniusz,
1 Giton, o którego obaj rywalizują. Trymalchion jest tylko ka­
rykaturalnie wyolbrzymionym reprezentantem tych wszyst­
kich cech, które wszyscy bohaterowie - nawet tak pozytywni
z pozoru, jak Enkolpiusz i Eumolpos, w sobie noszą. Jedyny­
mi wartościami, które wynoszą ich ponad profanum vulgus,
są wykształcenie, wrażliwość artystyczna, przelotna czystość
uczuć i przelotna świadomość własnego upadku. Lecz
zawsze za tym czai się amoralność, która wybucha i odsłania
się przy działaniu najbardziej czasem błahych bodźców. W
istocie ludzie ci żyją światem bez wartości w świecie warto­
ści pozbawionym. Żyją w świecie „zbiegłych bogów", jak
powiadał Hólderlin. W świecie nie religii, lecz magii tylko.
Jedynym reprezentantem „wyższego porządku" jest dla Enkolpiusza bóstwo falliczne, Priap, którego obraził i który ka­
rze go impotencją. Jeżeli więc nawet w Priapie dopatrywać
się będziemy śladów wiary w coś absolutnego, stosunek do
absolutu okaże się wyłącznie interesowny i nacechowany nie
żadną nabożnością, ale odrazą, nienawiścią i lękiem na poły
zwierzęcym. Lękiem o stan ciała, a nie duszy.
Ten okrutny, bezwzględny, chwilami potworny obraz jest
niemal zupełnie pozbawiony tego łagodnego blasku, jaki za­
wsze zjawia się lub trwa nieustannie w tle lub na pierwszych
planach obrazów Felliniego. Wizja agonii i rozkładu kończy
się jednak jakimś bladym przebłyskiem nadziei. W kadencji

�filmu, do pozbawionego wszystkiego i wszystkich bohatera
ktoś" - może nie bezinteresownie, może urzeczony jego urodą
- wyciąga jednak pomocną dłoń. Ale w tym też momencie
pojawia się tak częsta u tego artysty melancholijna fraza:
szum wiatru obwieszczający koniec opowieści. W pustym
krajobrazie, wśród targanych wiatrem traw, na skalnej ścianie
wszystkie postaci zamierają. Zastygają w już jakby dawno
namalowanym i już naruszonym przez erozję fresku.
Ten finał musiał prześladować wyobraźnię Felliniego,
skoro w Romie, w sławnej sekwencji zwiedzania budującej
się linii metra, pokazał, jak najnowocześniejsze środki tech­
nicznej cywilizacji pozwalają archeologom odkryć ogromną
salę pokrytą podobnymi antycznymi freskami, które na
oczach przerażonych widzów .roztapiają się", rozpadają
i nikną pod wpływem dostępu powietrza. Jest w tym - przy­
najmniej dla mnie - oczywiste nawiązanie do Satyriconu,
i ów „dialog obrazów" coś nowego w każdym z nich odkry­
wa, coś nowego wydobywa z sensu każdego z nich z osobna.
Kiedy zastanawiamy się nad przesłaniem tego filmu, na­
rzuca się jeszcze inny punkt odniesienia: dwa lata przed na­
kręceniem go odbyła się prapremiera Edipo re Pasoliniego
(1967), a w roku ukończenia Fellini Satyricon, Pasolini wy­
stąpił ze swą Medeą. Możemy w Edypie upatrywać jakiegoś
wpływu na zwrócenie się Felliniego ku antykowi. Ale dlacze­
go właśnie w ciągu tych dwu lat powstają tak blisko siebie
(i tak daleko, gdy idzie o osobowość tych dwu reżyserów)
trzy filmy sięgające w grecką i rzymską, mityczną i histo­
ryczną przeszłość? Nie będę tu podejmował próby odpowie­
dzenia na to pytanie. Czy można odnaleźć w tym czasie ja­
kieś ogólniejsze, zewnętrzne powody tego? Czy można się
doszukiwać w tym eskapizmu? Ucieczki przed problemami
teraźniejszości? Czy przeciwnie: coś z teraźniejszości pobu­
dzało do takich gestów? Wizja antyku u Pasoliniego jest rów­
nie brutalna, jeszcze bardziej bezwzględna, zważywszy że
Rzym okresu cesarstwa nigdy nie był w historycznych rekon­
strukcjach tak „biały", jak biała była Grecja od czasów Winckelmanna. Ale, już nie wchodząc w szczegóły, Fellini i Pa­
solini „zbarbaryzowali" potocznie, powierzchownie i trady­
cyjnie widziany antyk. Z tą jeszcze, godną tu podkreślenia,
różnicą, że Pasolini ukazywał pełnię przedarchaicznej epoki,
a Fellini zapowiedź upadku Rzymu. Nie u końca, ale w poło­
wie stulecia malował swój eschatologiczny fresk.
Fellini nie był nigdy katastrofistą. Nie sądzę, że gdyby żył
jeszcze, dałby się zwieść nastrojom ciemnego hiliazmu.
Wspomniałem, że Satyricon jest opowieścią o czasie. W każ­
dym czasie umiera świat. W każdym momencie umiera czło­
wiek.
W związku z tytułowym cytatem tej sesji powiedziałbym,
że umieranie świata nie jest końcem świata. A zatem, że żad­
nego końca świata nie było. Tylko „postać świata przemija".
Tego świata. A „ten świat" - w przytoczonym tu zdaniu jest jedynie częścią tego, co za świat pełny i do końca rzeczy­
wisty winniśmy uznawać.
Fellini Satyricon jest dziełem mówiącym o końcu, o roz­
padzie czegoś. Nie o końcu wszystkiego. Kiedy wypowiadam
takie zdanie, przypomina mi się dręcząca mnie kiedyś kwe­
stia związana z badaniami nad osiemnastowiecznym historyzmem w Anglii: czy dzieło Gibbona Decline and Fall of the
Roman Empire nie jest już w drugim, a może jest na pewno
w trzecim swym tomie bardziej opowieścią o narodzinach

średniowiecza niż o tym, co mówi jego tytuł?
Może najlepiej tę rzecz, i tak niepełną, zakończyć cyta­
tem, który jako wizja czasu, kresu, końca, zawsze mnie uwo­
dzi i najgłębiej przekonuje. Przepraszam, nie będzie to jeden
cytat, ale dwa. Krótkie:
Time present and time past
Are both perhaps present in time future,
And time future contained in time past.
If all time is eternally present
All time is unredeemable.
To z Burnt Norton Eliota, oczywiście.
A drugi, krótszy, to pierwsze i ostatnie zdania z East Coker:
In my beginning is my end....
In my end is my beginning.
79

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5899" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5879">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/294c0d4db93b46bac35fe246a78fbba9.pdf</src>
        <authentication>7a36b57d15db5aeba79beb99b20aa79a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2811</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70346">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70347">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70348">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku etnologii - garść wróżb u progu nowego wieku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70349">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.96-105</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70350">
                <text>Barański, Janusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70351">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70352">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70353">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70354">
                <text>Koniec etnologii czy koniec wieku
etnologii - garść wróżb u progu
nowego wieku
J a n u s z Barański
Z pewnego punktu widzenia mijający wiek można by
uznać, obok paru innych charakterystycznych jego wyznacz­
ników, za wiek etnologii - i to w podwójnym sensie. Przeży­
ła ona bowiem wtedy i schyłek pewnego etapu swego rozwo­
ju, i swą świetność. To w tym wieku na dobre zanikły trady­
cyjne nieelitame kultury, którymi etnologia się karmiła, to
w tym wieku dopełnił się proces kształtowania się narodo­
wych tożsamości, dla którego etnologia była wspomagają­
cym narzędziem, to w tym wieku zakończył się okres trwają­
cego kilka stuleci kolonializmu, który dawał głównemu jej
nurtowi polityczną sankcję. Z drugiej strony, w tym wieku
okrzepła etnologia w dojrzałej i unikalnej formie, której pod­
stawy dał zresztą emigrant z Polski, Bronisław Malinowski.
Czy zniknięcie wspomnianych komponentów etnologii ozna­
cza kres możliwości wykorzystania unikalności jej perspek­
tywy - oto inaczej nieco sformułowany tytułowy problem.
1

Od Levy-Bruhla do Baudrillarda
W wydanym niedawno zbiorze klasyki postmodernizmu
znalazło się miejsce także dla Jeana Baudrillarda, krytyka
współczesnego społeczeństwa i kultury. Ponieważ całe dzie­
ło francuskiego badacza jest dogłębnie przeniknięte antropo­
logiczną wyobraźnią, mały ten przekład jest dla etnologa do­
brą okazją, by zaczerpnąć haust świeżej myśli z przesłania
mistrza. Już tylko ta jedna wypowiedź daje dowody owej wy­
obraźni, czego efektem są dwa teoretyczne koncepty, sięgają­
ce do samych trzewi antropologicznej wizji świata - choć
sam autor odżegnywałby się zapewne od takiej kwalifikacji.
Jeden z tych konceptów to właściwie główny nurt syste­
mu Baudrillarda, projekt hiperrzeczywistości, rzecz znana
szeroko i powszechnie komentowana. Cóż etnologicznego
w tej wizji człowieka i jego świata?
Otóż, w wymiarze metodologicznym jest to postawa owe­
go outsidera, składająca się na etnologiczny oręż, który każ­
dy rasowy etnolog dumnie prezentuje i co stanowi o jego wy­
jątkowości i odrębności. Zgoła wzorcowa Straussowska
„astronomiczna" perspektywa, która pozwala samemu myśli­
cielowi patrzeć na siebie i swą kulturę z maksymalną dozą
krytycyzmu. Tutaj zresztą dotrzymuje Baudrillard kroku nie­
którym postmodernistycznym antropologom, którzy umknęli
tekstualistycznej sieci, jak na przykład Paul Rabinów określa­
jący swą postawę jako kosmopolityczną. W wymiarze teore­
tycznym natomiast są to rozmaite odniesienia do wcześniej­
szych podejść, z którymi etnologia się identyfikuje, mimo że
pochodzą czasem z nieco innych dziedzin humanistyki i na­
uk społecznych. Można wręcz mówić o ich rozwinięciu, choć
2

3

96

Baudrillard nie nazbyt często przyznaje się do konkretnych
inspiracji. Bardziej mamy tu do czynienia z wypadkową
ogólnej ewolucji myśli XX wieku, która w najbardziej brze­
miennej formie okrzepła w postaci myśli postmodernistycz­
nej. Jak wiadomo, antropologia z jej ustaleniami, dotyczący­
mi głównie kryzysu przedstawiania, stała się jednym z inspi­
rujących impulsów tej idei i dostarczycielem argumentów dla
jej tez. Rozwinięcia jakich to antropologicznych podejść do­
patrzyć się można u Baudrillarda?
Autor przedstawia oto metaforę mapy i terytorium, znaną
zresztą przynajmniej od czasów szkoły General Semantics.
Tam mapa oznaczała język, terytorium - rzeczywistość, a na­
czelna teza mówiła oczywiście o językowym obrazie świata
i uzupełniała zbiór innych podobnych podejść, jak hipoteza
Sapira-Whorfa czy późniejszy kognitywizm. O ile jednak
w ujęciu Korzybskiego, twórcy szkoły, terytorium widziane
było dzięki mapie właśnie, Baudrillard powiada, że nie ma
już więcej podziału na mapę i terytorium, nie potrafimy już
ich nawet rozróżnić: nie chodzi już ani o mapę, ani o teryto­
rium. Coś zniknęło, mianowicie zasadnicza różnica między
tym, co przysparzało tyle uroku abstrakcji. Różnica odpowie­
dzialna za poezję mapy i urok terytorium, magię pojęcia
i czar rzeczywistości (...). Żadnego odtąd zwierciadła natury
i zjawisk, rzeczywistości i pojęcia. Oto rozpada się na na­
szych oczach podział na zmysłowe i racjonalne, rzeczywiste
i wyobrażone, konkret i abstrakcję, empirię i metafizykę, po­
zostaje tylko wszechogarniająca symulacja, rozkruszająca
fundament myśli europejskiej, po której pozostaje jedynie
bezład odłamków i wciskający się wszędzie pył. I Baudril­
lard, i inni przedstawiciele postmodernizmu spotykają się
z krytyką takiej oceny kondycji ponowoczesnej. Wydaje się
wszakże, że krytyka ta ma tylko ograniczone zastosowanie.
4

5

Nie wdając się w filozoficzne dywagacje z dziedziny logi­
ki i teorii poznania, można zauważyć, że podejście to nie jest
całkiem obce, jak się rzekło, etnologicznej tradycji teoretycz­
nej. Stwierdzenie bowiem końca dotychczasowych ontologicznych, poznawczych, logicznych, wreszcie semantycz­
nych wektorów myśli europejskiej, a więc także owej anali­
tyki wspomnianych powyżej binarnych opozycji racjonalno­
ści, przeto i końca dotychczasowej wizji kultury, przesuwa
nas niejako do czasów i terytoriów dosyć odległych. Oto bo­
wiem ów brak podziałów na abstrakcję-konkret, naukę-magię, pojęcie-znak itd. stwierdzano przede wszystkim w rejo­
nach odległych od kultury europejskiej, w tzw. niepiśmien­
nych kulturach pozaeuropejskich oraz kulturach nieełitarnych
warstw społeczeństw Starego Świata, do których zaliczano
powszechnie przede wszystkim kulturę ludową. Klasyk etno­
logii Lucien Levy-Bruhl, czyniąc z europejskich kanonów
6

�myśli miarę logiczności, zwykł mówić o logikach obcych jako prelogicznych, takich, co to nie znają, w Europie znanych
przynajmniej od czasów Stagiryty, kategorii pozwalających
odróżnić istotę od przypadłości, ideę od przedmiotu itd. Tam
to ogólne było równocześnie szczególnym, jednostkowe
zbiorowym, materialne duchowym, czego najlepszym dowo­
dem magia, owa protonauka, spójne narzędzie wyjaśniania
świata i panowania nad nim. Levy-Bruhl zastrzegał się
wszakże, że prelogiczny nie znaczy -jak to widzieliśmy - an­
alogiczny (daje istotnie szereg tego przykładów - przyp.
JB), nie uchroniło go to jednak od krytyki takiego postponu­
jącego podejścia wobec „dzikich". Synonimicznym określe­
niem tej prelogiczności była umysłowość mistyczna. W wy­
danych pośmiertnie pismach znajdujemy takie oto stwierdze­
nie: nie istnieje umysłowość pierwotna, którą dałoby się
odróżnić od innej poprzez dwie dla niej typowe cechy (mistyczność i prelogiczność). Istnieje natomiast umysłowość mi­
styczna, która jest bardziej obecna i łatwiej rozpoznawalna
pośród 'ludów pierwotnych' niż w naszych społeczeństwach,
jest jednak obecna w każdym ludzkim umyśle}
1

Wydaje się, że hiperrzeczywistość opisywana przez Baudrillarda to taka współczesna odmiana mistycznej partycypa­
cji, którą Levy-Bruhl widział głównie pośród wyznawców
magii deszczu i herosów założycielskich mitów, my możemy
wyśmienite jej przykłady wskazać w magii kina i postaciach
herosów komiksu. Nieszczęście Levy-Bruhla polegało tylko
na tym, że ze swą koncepcją i sposobem jej przedstawienia
niezbyt fortunnie pojawił się na rynku naukowych idei - za
wcześnie. Baudrillard przyszedł w sam czas, a jego myśl doj­
rzała wraz z dojrzewaniem epoki.
Drugi powód, dla którego uznać można Budrillarda za
kontynuatora etnologicznej myśli, to ontyczny status, jaki
przydaje on owej hiperrzeczywistości. Ponieważ jest ona sui
generis światem przedstawionym, pędzi ona żywot semiotyczny, coś na kształt mitu Barthesa, gdzie Baudrillardowska
symulacja to ów Barthesowski drugi łańcuch znaczenia.
I kiedy jeden mówi o kolejnych łańcuchach semiotycznych,
drugi powiada o szczeblach symulacji, np. o Disneylandzie
jako o symulacji trzeciego rodzaju: Disneyland istnieje po to,
by ukrywać, że Disneylandem jest cały „realny" kraj, cała
„realna" Ameryka} Roland Barthes nie zalicza się formal­
nie do klanu etnologów, zajmował się jednak materią stricte
etnologiczną, mitem, choć był to „mit współczesny". Wszela­
ko badacz ten wywarł tak wielki wpływ na zachodnią socjo­
logię kultury, zwłaszcza amerykańską, a także na polską et­
nologię, że również i z tych powodów wpisuje się w szeroko
rozumianą antropologiczną tradycję.
9

10

1

Przytoczone powyżej argumenty miały zaświadczyć
0 ważności myśli Baudrillarda dla etnologii, a więc i zachę­
cić etnologów do studiów nad nim. Jego prace wciąż są mało
znane w Polsce, zapewne dlatego przede wszystkim, że nie
ma właściwie przekładów jego pisarstwa, choć tłumaczone
jest ono systematycznie na angielski, co stwarza - rzecz jasna
- jakieś możliwości. A jest to prawdziwa skarbnica interpre­
tacji kultury współczesnej, zwłaszcza prace wcześniejsze,
w których badacz mierzy się z rzeczami tak zwyczajnymi
1 tak ważnymi zarazem, jak np. kultura materialna czy kultu­
ra konsumpcyjna.
Co innego jednak w wypowiedzi Baudrillarda jest na uży­
tek poniższych uwag najważniejsze. Najważniejsza bowiem
12

jest jego diagnoza kondycji etnologii, niezwykle krytyczna,
ale i niezwykle celna.

Etnologia i antyetnologia
Trzeba stwierdzić, że autor Le Systeme des objets pojmuje
zakres etnologii na sposób tradycyjny, a więc wąski, zbyt wą­
ski, by jego krytyczne argumenty mogły się odnieść do cało­
ści dyscypliny. Mianowicie etnologia to żywioł owych poszu­
kiwaczy kulturowych osobliwości i starożytności, którzy zwy­
kli jednak je dostrzegać dopiero w momencie ich śmierci. Co
więcej, stwierdza on, że ta śmierć jest etnologii do życia nie­
zbędnie potrzebna: Aby przeżyła etnologia, musi umrzeć jej
przedmiot} Innymi słowy, etnologia pojawia się wtedy do­
piero, kiedy ów „dziki" Indianin czy „prosty" chłop odsyłani
zostają do getta czy też zamknięci w rezerwacie - dosłownie
lub w przenośni. Dotyczyć to ma w szczególności etnologii
dziś, która już nie może wyruszać na eksplorację tych dzikich,
bo ich po prostu nie ma. Stwarza natomiast niejako swój
przedmiot, za cenę jednak jego uśmiercenia, to znaczy pozba­
wienia pierwotnej oryginalności i autentyczności. Oddzielenie
filipińskich Tasadajów od reszty świata kordonem sanitarnym
jest wyrazistym przykładem takiej właśnie świadomości etno­
logów o uśmiercających właściwościach ich samych: widzieli
już nieraz, Że w kontakcie z nimi tubylcy natychmiast się roz­
kładają jak mumia na świeżym powietrzu. Stwierdza przy
tym jednak Baudrillard, że właściwie diagnoza ta dotyczy nie
tylko etnologii: może cała nauka znajduje się na owym para­
doksalnym stoku, na który skazuje ją zanikanie jej przedmiotu
w akcie rozumienia} Etnologia byłaby więc przykładem
skrajnym uśmiercającej właściwości wszelkiego aktu pozna­
nia, bo najbardziej bolesnym, uśmierca się tu bowiem czło­
wieka, a nie zwierzęta czy związki nieorganiczne.
7.

14

5

Warto więc zwrócić uwagę, że etnologia nie po raz pierw­
szy wywoływana jest do tablicy, niczym łobuziak z ostatniej
ławki, który najwięcej rozrabia - po czym nic nie wie, i - co
gorsza - nie ma nic na swoją obronę. Kiedyś Leszek Kołakow­
ski okrzyknął ją najbardziej europejską z nauk, którą to cechę
ma zaszczyt reprezentować jakoby dlatego, że nigdzie indziej
jej nie wymyślono, tylko w Europie. Warto zadać przeto pyta­
nie, czy fizykę lub - na przykład - archeologię wymyślono po­
za Europą, np. w Japonii - oczywiście nie. W tym znaczeniu
nie ma czegoś takiego jak japońska fizyka czy etnologia. Są
one z gruntu europejskie, choć uprawia się je także i tam, i ro­
bią to Japończycy, choć zabarwione są one lokalnym kolory­
tem. W swych podstawach każda nauka polega przecież na
zbiorze działań, które poprzez obserwację, definiowanie, wnio­
skowanie etc. prowadzą do skonstruowania teorii wyrażonej
poprzez odpowiednio sprecyzowane pojęcia, których tworze­
nie również obwarowane jest pewnymi zasadami, podobnie jak
i uzasadnianie twierdzeń itd. itd. A wszystko to są pomysły eu­
ropejskie. Ponadto, stworzenie takiej konstrukcji nie byłoby
możliwe bez fundamentu dwuwartościowej logiki, która nie od
Konfucjusza pochodzi, ale od Arystotelesa. Etnologia tyleż sa­
mo jest europejska, co właśnie fizyka i archeologia, chemia
i historia sztuki, a przypisywanie jej jakiejś szczególnej wyjąt­
kowości w tym względzie sprawia, że jedni wynoszą ją do łask,
inni natomiast traktują z lekceważeniem. Dobrym przykładem
tego ostatniego podejścia jest właśnie opinia Baudrillarda,
16

97

�która - paradoksalnie - jest i trafna, i nietrafna. Jest ona bo­
wiem trafna w odniesieniu do części tylko etnologii, tej od
owych zbieraczy osobliwości i starożytności, nietrafna nato­
miast w odniesieniu do całej dyscypliny.
To drugie wzięło się z nieznajomości definicji, a więc i nie­
znajomości zakresu etnologii. Baudrillard zdaje się pojmować
etnologię tak, jak to przedstawiają zapewne wszystkie leksy­
kony świata: termin używany często równorzędnie i zamiennie
z etnografią, lub na oznaczenie nauki zajmującej się porównawczo-teoret. studiami nad kulturami gł. tzw. społeczeństw
niecywilizowanych. Wdzięczny leksykonowy skrót gł. jest tu
dobitnym wyrazem schizofreniczności takiej definicji. Cóż to
bowiem znaczy gł. tzw. społeczeństw niecywilizowanych: że
może po części także tych cywilizowanych; a jeśli tak, to w ja­
kim mianowicie zakresie? Coś więcej wiedzą na ten temat sa­
mi etnolodzy, jednak laik, sięgający po wiedzę do leksykonu,
oglądający popularnonaukowe filmy, czytający podróżniczą
literaturę itd., nie rejestruje już nawet tego gl. W potocznej
świadomości etnologia zajmuje się owymi społeczeństwami
niecywilizowanymi, obcymi ludami, tradycyjną kulturą ludo­
wą itd., co potwierdzi zapewne każdy etnolog z własnego za­
wodowego doświadczenia. Jak widać, sam Baudrillard pre­
zentuje taką właśnie wiedzę na temat zakresu etnologii. Na
czym polega więc trafność jego diagnozy?
11

Jest ona trafna właśnie w odniesieniu do tego wąskiego ro­
zumienia dyscypliny. Jeśli misją etnologii jest badanie i mumifikowanie wymierających form, to - istotnie - nie ma już cze­
go mumifikować. Tasadajowie byli bodaj ostatnimi - wszyscy
inni zostali już wcześniej skutecznie uśmierceni: są to po­
śmiertni Dzicy: zamrożeni, hibernowani, wysterylizowani, za­
głaskani na śmierć, zmienili się w referencyjne simulacra, sa­
ma nauka zaś przeobraziła się w czystą symulację. Rezerwa­
ty, skanseny, muzea, parki tematyczne to świat po etnologu, to
symulowana rzeczywistość, hiperrzeczywistość, która według
Baudrillarda rozciąga się jeszcze dalej, właściwie to jest wszę­
dzie. I na dobrą sprawę nie ma już samej etnologii, pozostała
tylko jej spadkobierczyni, antyetnologia, której zadaniem jest
szpikowanie wszystkiegofikcyjnymiróżnicami i fikcyjnymi Dzi­
kimi, aby ukryć przed nami, że cały nasz świat zdziczał, to zna­
czy, że spustoszyła go różnica i śmierć.™
ls

19

Dodajmy więc, że antyetnologia robi coś więcej jeszcze.
Antyetnologia mianowicie nie tylko mumifikuje to, co nie
zdążyło się rozpaść od ukąszenia etnologii, bo robi także coś
zgoła przeciwnego - klonuje. To nie uśmiercanie jest cechą
wyróżniającą etnologii, bo, jak sam Baudrillard przyznaje,
być może uśmiercają wszelkie nauki, a klonowanie właśnie.
Choć i tu nie jest ona samotna, dzieli bowiem tę umiejętność
przynajmniej z inżynierią genetyczną. Tak więc tam, gdzie te
rezerwaty czy skanseny, którymi mogą wszak być i całe re­
giony, zamieszkują żywi ludzie - tam miał miejsce udany za­
bieg rozmnożenia wegetatywnego za sprawą etnologów.
Tam gdzie urzędnik pospołu z kucharką i rolnikiem wdziewa­
ją raz na jakiś czas strój swego regionu, by pójść do kościo­
ła, spotkać się na deskach estrady, wystąpić w telewizji, pójść
na wesele - tam mamy ciągłość fenotypu. Tak przynajmniej
często wydaje się i zaludniającym te skanseny, i antyetnologom. Dochodzi i do tego, że antyetnolodzy badają jako pier­
wotne, oryginalne i autentyczne coś, co sklonowało poprze­
dnie pokolenie antyetnologów, miłośników folkloru czy eg­
zotyki, społeczników. Mechanizm to łatwo obserwowalny
21

22

9H

na rodzimej antyetnologicznej niwie: etnolodzy nieuchronnie
stają się w ten sposób działaczami i instruktorami kulturalny­
mi, a cała rzecz przypomina gonienie własnego ogona. Nie
znaczy to jednak, że etnolodzy takimi działaczami mają prze­
stać być - przeciwnie: czasami są oni najlepiej przygotowani
do takiej roli. Chodzi tylko o to, by znieść stan pomieszania
funkcji badacza i działacza, czemu sprzyja wspomniany me­
chanizm uśmiercania-klonowania. Jeśli etnolog nie jest po­
datny na zagrożenie rozdwojenia jaźni, może to być nawet ta
sama osoba.
O ile ma więc Baudrillard rację w odniesieniu do antyetnologii, że nie istnieje ona już jako nauka, lecz tylko jako pro­
jektor, w którego widmowym świetle żyjemy (my dodamy tu
jeszcze jej funkcję klonowania), to nie ma jej w odniesieniu
do etnologii „właściwej", czyli nauki o kulturze i kulturach umierający stanowią na szczęście zawsze znikomy procent
w stosunku do żywych. Jeśli nawet projekt hiperrzeczywistości ma zastosowanie i do tejże etnologii właściwej, to w zu­
pełnie inny sposób i w zupełnie innym wymiarze. Podobnie
zresztą jak i do innych dziedzin ludzkiej refleksji i ludzkiego
życia, bo w pewnym zakresie etnologia pędzi przecież taki
sam żywot jak historia sztuki, chemia i paleontologia, a obok
zakupów i wizyt w galeriach składa się na całą klasę ludzkich
form uprawiania życia.
23

Etnografia i antropologia
Można zatem zasadnie stwierdzić, że jedną z form upra­
wiania etnologii w Polsce jest antyetnologia właśnie, którą jak się rzekło - da się właściwie sprowadzić do funkcji dzia­
łalności kulturalnej, zwanej u nas folkloryzmem. Wprawdzie
jej główne ośrodki to muzea, skanseny, izby regionalne, ze­
społy folklorystyczne, kółka hafciarskie itd., „naucza" jej się
także i w ośrodkach akademickich. Występuje ona bodaj naj­
częściej pod emblematyczną nazwą tradycyjnej etnografii,
a jej adepci, zatrudniani w instytucjach typu muzeum etno­
graficzne, pouczają często, że etnografia to nauka o kulturze
ludowej. Nie wyczerpuje to na szczęście całego zakresu ro­
dzimej etnologii.
Jest bowiem i drugie pole aktywności etnologów. Na Za­
chodzie zwie się to krytyką kulturową, a uprawia sieją głów­
nie w ramach socjologii kultury i studiów kulturowych. Kry­
tykę kulturową interesuje szeroko rozumiana kultura współ­
czesna i jej przekrojowe, kontekstowe ujęcie. Spotyka się tu
więc literatura z filmem, kultura konsumpcyjna z teatrem, re­
klama z muzyką, media z kulturą materialną, plastyka z par­
kami tematycznymi itd. W refleksji krytyki kulturowej wy­
czuwa się ponadto przeświadczenie o ważności kultury ma­
sowej, kultury popularnej, której - de facto - w głównej mie­
rze ona dotyczy. Jest to przy tym podejście gruntownie empi­
ryczne, czego nie można powiedzieć o zainteresowaniach ro­
dzimej socjologii kultury. Ponadto, wspomniana przekrojowa
perspektywa zbliża ją do tradycji myśli etnologicznej, dla
której na codzienną strawę składały się tak różnorodne dzie­
dziny ludzkiego bytowania, że owo całościowe, „astrono­
miczne" widzenie człowieka i kultury etnolodzy mają (lub
powinni mieć) we krwi. W głównym bodaj periodyku pol­
skiej socjologii kultury, Kulturze i Społeczeństwie, tematyki
takiej jednak prawie nie ma, a jeśli już, są to raczej rozprawy
teoretyczne. Studia kulturowe, inny nurt krytyki kulturowej,
nie istnieje w Polsce jako odrębna dyscyplina.

�Tę lukę wypełnia za to ów drugi nurt etnologii, którego
emblematem jest antropologia współczesności. To właśnie
w ramach tej antropologii uprawia się taką właśnie krytykę
kulturową. Tematy - podobnie jak wyżej, choć odmienne
często ujęcia teoretyczne. W tym względzie zresztą uznać na­
leży jej znaczną oryginalność i niezależność. Dopracowała
się ona bowiem własnych koncepcji teoretycznych, choć rzecz jasna - nie bez wpływu z zewnątrz. Warto jednak
zwrócić uwagę na to, że na przykład inspiracje Bachtinowskie, Barthesowskie czy semiotyki tartuskiej pozwoliły na
podjęcie „współczesnych" tematów jeszcze zanim prace z te­
go kręgu zostały przyswojone na przykład w Ameryce - zre­
sztą nie przez etnologów, ale raczej socjologów. Główną
trybuną wypowiedzi tego nurtu jest od lat Polska Sztuka Lu­
dowa. „Konteksty", kwartalnik, który nie stroni przecież od
innej, również tej antyetnologicznej problematyki.
24

25

Mimo wielkich zasług dla rodzimej etnologii nurt ten
cierpi jednak na jedną, nie przezwyciężoną dotychczas sła­
bość. Większość prezentowanych w nim podejść ujmuje
wytwory kultury w ich autonomii, niejako statycznie, unie­
ruchomione, a nawet cokolwiek martwe. Tak jakbyśmy
mieli do czynienia ze swoistym fatum semiotycznej kate­
gorii „tekstu" w połączeniu z postmodernistycznym „czyta­
niem" kultury, co w efekcie daje projekt czytania tekstu
kultury przez badacza, tekstu, który jakby zakrzepł w zna­
czeniach wraz z wysychaniem drukarskiej farby czy jakie­
gokolwiek innego nośnika sensu. A tak nie jest. Kultury nie
da się sprowadzić do jednolitego tekstu, bo są tu także dy­
namiczne obrazy, wielogłos wypowiedzi jednostek i grup,
rozmaite kolorystyczne odcienie. Tymczasem wydaje się,
że mamy tu właśnie do czynienia z inną nieco odmianą
uśmiercania przedmiotu badań: analizowana tu reklama, l i ­
teratura, plastyka czy kino „nie żyją" w sensie społecznym.
Odnajduje się oczywiście rozmaite archetypy i wątki,
struktury i mity, nie wiadomo jaka jest jednak tych treści
recepcja. Czy i jak użytkownik jakiegoś wytworu mu ule­
ga, co o nim sądzi, jakie ma on dla niego znaczenie, jaka
jest hierarchia tych znaczeń. Obrazy filmowe, dzieła sztu­
ki, przedmioty materialne, a nawet sceniczne gesty zostają
tu przez badacza skutecznie skrępowane więzami orientacji
teoretycznej, unieruchomione, a przecież ich użytkownik,
człowiek, porusza się wciąż, i ciałem, i duchem: słucha
muzyki, ogląda reklamę, jeździ samochodem, odziewa się
i spożywa - użytkuje więc jakoś to wszystko i sam przypi­
suje temu jakieś znaczenia. Badacz zapomina tutaj, że
prócz kulturowej materii winien widzieć też i samego czło­
wieka, a raczej winien widzieć syntezę obojga, bo żaden
z tych członów nie może istnieć bez drugiego. Dotyczy to
także piszącego te słowa, któremu również nie udało się
wyjść poza taką statyczną perspektywę.
Krótko mówiąc, odczuwa się niemal kompletny brak „tra­
dycyjnych" etnograficznych narzędzi, które - wydaje się popadły w niełaskę: kwestionariusza, obserwacji czy audio­
wizualnych technik utrwalania źródeł. Także ich wywoływa­
nia. Odnosi się wrażenie, że wraz z porzuceniem zakresu za­
interesowań tradycyjnej etnografii zaniechano również i tra­
dycyjnych, choć świadczących o swoistości dyscypliny me­
tod pozyskiwania źródeł. To ten właśnie brak codziennego,
społecznego, praktycznego wymiaru dziedzin kultury cieszą­
cych się zainteresowaniem antropologii współczesności spra­

wia, że jej prace mają często impresyjny i intuicyjny charak­
ter, gdzie panoszą się rozmaite figury myśli, ideologie, war­
tościujące nastawienia. Zwłaszcza w odniesieniu do zjawisk
kultury masowej da się zaobserwować nieco redukcjonistyczne nastawienie, które trąci czasem postmarksowską perspek­
tywą, tą w wydaniu, jakże przecież zasłużonego dla badań
mass-kultury, Barthesa.
Chwalenie cudzego
Odrębny nurt, w ramach tego większego, to metodolo­
giczna krytyczna autorefleksja, która także zrodziła się z ro­
dzimych inspiracji, wszelako silnie podbudowana tzw. meto­
dologiami historycznymi. Trzeba przy tym stwierdzić, że
podobne prace na przykład amerykańskich antropologów
postmodernistycznych zaczęły ukazywać się na dobre dopie­
ro w drugiej połowie minionej dekady. Wprawdzie taki wpły­
wowy jej przedstawiciel jak James Clifford publikował już
w tym duchu w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych, jed­
nak główne jego dzieło z tego zakresu ukazało się w roku
1988. Wspomnieć więc warto przynajmniej przełomowy
wręcz głos Robotyckiego i Węglarza, Chłop potęgą jest i ba­
sta, gdzie autorzy dokonali wzorcowej dekonstrukcji schema­
tów interpretacyjnych kultury ludowej, wykazując ich zmityzowany, figuratywny charakter.
26

27

Niestety jednak, niedługo potem przybiła do naszych sło­
wiańskich brzegów amerykańska postmodernistyczna fala,
która skutecznie stłumiła rodzimą, utrzymaną w podobnym
duchu refleksję. My natomiast zafundowaliśmy sobie kalifornizację naszej przaśnej, ale przecież własnej i oryginalnej et­
nologii: chodzimy wprawdzie po polskiej ziemi, ale głowy
mamy jakby zanurzone w wirtualnym smogu Los Angeles.
Co więcej, czytając niektóre prace polskich etnologów zain­
spirowane ustaleniami postmodernistycznej antropologii na
temat rozmaitych native people, odnosi się nieodparte wraże­
nie, że mamy oto do czynienia ze zjawiskiem pokrewnym
klonowaniu, zjawiskiem stanowiącym przy tym - paradoksal­
nie - samo jądro postmodernistycznej krytyki. Uprawiane
tam bowiem pisanie (czytanie etc.) kultury jawi się już nawet
nie jako tworzenie wirtualnej rzeczywistości, lecz zwyczajnej
fikcji, gdzie mocą osobliwej logiki podstawiania zamienia się
tylko miejscami Samoańczyka z Wielkopolaninem i tworzy
w ten sposób rodzimą postmodernistyczną antropologię. Im­
puls Węglarza-Robotyckiego nie został dostatecznie rozwi­
nięty, sam zaś Robotycki wziął później stronę Clifforda, ale
podjął też na szczęście i Baudrillardowskie inspiracje a więc jeszcze nic straconego.
Wydaje się więc, że mamy do czynienia z dwoma postmo­
dernistycznymi nurtami w łonie nauk społecznych, które mo­
głyby być dla polskiej etnologii interesujące i inspirujące.
Niech rzucone powyżej, nieco mimochodem, dwa nazwiska,
Clifforda i Baudrillarda, symbolizują te nurty.
Jest więc owa amerykańska antropologia postmoderni­
styczna, znana przede wszystkim dzięki publikowanym na ła­
mach „Kontekstów" kolejnym rozdziałom The Predicament
Clifforda, a ostatnio dzięki wydanej stosownej antologii te­
kstów. Nic w tym dziwnego, bo w sposób naturalny nieja­
ko, również z racji pokrewieństwa dyscyplin, nurt ten winien
być nam najbliższy. W końcu na całym świecie fizycy z jed­
nego kraju dzielą się myślą z fizykami z innego kraju, podob­
nie czynią historycy, farmaceuci i paleontolodzy. Świat się
28

99

�jednak zmienia, zmienia się też nauka i zdarza się, że do roz­
wikłania paleontologicznej zagadki potrzeba fizyka lub bio­
logowi bardziej przydatna okaże się rada chemika niż innego
biologa. To już bodaj książkowy przykład zjawiska interdy­
scyplinarności: wszak nikt nie kwestionuje istnienia takiej
odrębnej dyscypliny jak biochemia, choćby nie miała ona na­
wet formalnej reprezentacji w akademickiej strukturze. Dalej,
z nieco bliższych rejonów, taka anglojęzyczna nomenklatura
dyscyplin jak cognitive science, communication studies, cul­
tural studies (nazwa tłumaczona tutaj jako „studia kulturo­
we") nie ma bodaj odpowiedników w polskim nazewnictwie,
bo nie ma odnośnych kierunków akademickich. A te wła­
śnie kierunki w systemie nauki zachodniej to rezultat pogłę­
biającej się interdyscyplinarności, w której najcenniejsze jest
to, że porzuca się krępujący gorset tradycyjnych zakresów
poszczególnych dyscyplin, by umożliwić rozkwit nowych
dziedzin refleksji. Nie zawsze jest to jednak konieczne,
podobnie jak nie zawsze konieczne są zmiany w nazewnic­
twie. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, by nie trzymać
się sztywno utartych szlaków uświęconych tradycją, bo te
mogą oczywiście prowadzić na manowce. Podążanie więc za
drogowskazem z napisem antropologia może nie wystarczyć.
Same wyliczone powyżej dyscypliny są dobrym tego przy­
kładem. Ponadto, powstały one także między innymi z antro­
pologicznych inspiracji i - swoistym rykoszetem - bywają in­
spirujące dla samej antropologii. Nie potrzeba jednak sięgać
do przykładów z przyrodoznawstwa czy nie istniejących
u nas dyscyplin. Lepiej znanym przykładem jest historia. Et­
nologia staje się tutaj w ostatnich latach niezwykłym źródłem
inspiracji dla historyków, którzy sięgają po etnologiczne mo­
nografie, na których opierają swe studia nad rozmaitymi spo­
łecznościami historycznymi. Mamy więc i etnohistorię,
a słynne dzieło Le Roy Ladurie o średniowiecznej wiosce he­
retyków nie jest jedynym przykładem świadczącym o tym jak
płodna jest to inspiracja.

przykładem rodzimej wersji poststrukturalizmu, który nazy
wany bywał także orientacją strukturalno-semiotyczną, choć
niewiele już miał wspólnego ze strukturalizmem Straussów
skim. Zapewne właśnie owo poststrukturalistyczne konte
kstowe rozumienie kultury zaowocowało zmianą tytułu
wspomnianego wcześniej periodyku Polska Sztuka Ludowa
na „Konteksty" . Na uwagę zasługuje jednak nade wszystko
fakt, że polska myśl etnologiczna, choć pozostająca w znacz­
nej izolacji od reszty świata, wywodziła z wcześniejszych
nurtów konkluzje i postulaty zbieżne z tymi zachodnimi, o ty­
le przy tym wartościowe, że ilustrowane własnym materiałem
empirycznym. Ta zbieżność z podobnymi dekonstrukcyjnymi
przedsięwzięciami na Zachodzie jest potwierdzeniem jej traf­
ności, skoro niejako naturalnie, bez „podpierania się" obcymi
autorytetami, dążyła w tym samym kierunku. Istotna wszak­
że różnica w tych poststrukturalnie zorientowanych zaintere­
sowaniach kulturą współczesną pomiędzy myślą polską a za­
chodnią polegała na tym, że u nas wyrażali je etnolodzy, tam
- socjologowie.

Otóż wydaje się, że polskiej etnologii w większości pro­
blemów dalej do amerykańskiej antropologii niż do historii,
także dalej niż do socjologii kultury, studiów kulturowych
itd. Nie chodzi tu - rzecz jasna - o problemy metodologicz­
ne, bo te dzielimy z innymi antropologiami, podobnie jak
i z całą humanistyką. Chodzi o empiryczny zakres problema­
tyki. To prawda, że w czasach sprzed antyetnologii, w cza­
sach badania kultury chłopskiej, Boas czy Malinowski, bada­
jący „dzikich", mogli być i byli inspirujący dla badaczy „na­
szych dzikich", bliższych i dalszych, zwykle wszelako tych
słowiańskich. Dziś, gdy „nasi dzicy" wymarli lub pozostały
po nich co najwyżej tylko klony, doświadczenia Rice gangu
i innych z Maroka czy Meksyku naprawdę mają - oględnie
mówiąc - ograniczone dla nas znaczenie. Przykładanie zaś
maoryskiej miary do Krakowiaków byłoby po prostu śmie­
szne. Na szczęście nie dochodzi do tego zbyt często, a rodzi­
mi postmoderniści znajdują się na etapie komentowania usta­
leń amerykańskich kolegów. Wspomniane klony, jedyne „tu­
tejsze" odpowiedniki „tamtejszej" problematyki, dają się ba­
dać, ale z innych nieco pozycji.

Kapitalny przykład zastosowania rodzimej wersji przekła­
du kulturowego dał swego czasu Zbigniew Benedyktowicz.
Rzecz dotyczyła stereotypu, który, traktowany wcześniej pra­
wie wyłącznie w kategoriach etnicznego i społecznego dy­
stansu, uchwycony został tym razem w swej symboliczności.
Dopiero ten zabieg pozwolił wyjść poza typ wyjaśniania ro­
dem z klasycznego ewolucjonizmu i psychologizmu, posługu­
jącego się takimi określeniami opisania tego zjawiska jak au­
tomatyzm, przesada, uproszczenie etc. Skutkiem tego było
przeniesienie i kategorii stereotypu, i kategorii symbolu na zu­
pełnie nowy poziom abstrakcji, wskazanie zupełnie nowego
horyzontu interpretacyjnego, praktycznym zaś pożytkiem dla
dzieła międzykulturowego dialogu - dostarczenie lepszego
narzędzia rozumienia „obcości". Można więc powiedzieć, że
problem przekładu kulturowego, postawiony w tak dojrzały
teoretycznie i metodologicznie sposób, że mogą uczyć się ze
sposobu jego naświetlenia inni, pojawił się na naszej ziemi do­
brych parę lat przed postmodernistyczną falą. I znów, sam
wspomniany autor poddał się tej fali niedługo potem.

29

30

W tej konkretnej tematyce, postantyetnologicznej, prócz
wspomnianego wystąpienia Robotyckiego i Węglarza, wspo­
mnieć warto inny alians, tym razem Robotyckiego z Czają,
którzy odsłonili niegdyś mechanizm tworzenia zmistyfikowanej ludowości. Praca ta, jak i kilka innych, była zresztą
31

100

32

Należy wtedy stwierdzić, że sugestie amerykańskich kole­
gów płynące z badań na Bali czy w Meksyku mogą mieć tyl­
ko ograniczone zastosowanie do badań naszych folklory­
stycznych klonów czy dziedzin kultury nie sklonowanych.
Porównanie możliwe jest w każdym razie nie w tych teore­
tycznych i metodologicznych wymiarach, które skłonni są
wymieniać niektórzy polscy komentatorzy. Tak na przykład
problem przekładu kulturowego, najważniejszy bodaj, tak
eksponowany w tym podejściu, wydaje się kwestią zgoła
marginalną, a przynajmniej jest to po prostu problem innego
gatunku. Polscy etnolodzy bowiem, wybierając się na bada­
nia do Lasowiaków, skinheadów czy akwizytorów kosmety­
ków, pozostają wciąż w tej samej kulturze narodowej, prze­
mieszczają się tylko do jednego z jej symbiotycznych czło­
nów. Nie muszą poznawać zupełnie obcego języka, wiary, ja­
skrawo odmiennych obyczajów etc.

33

Jeśli chodzi natomiast o problematykę z zakresu krytyki
kulturowej, uprawianej w ramach antropologii współczesno­
ści, problem przekładu to głównie sztuka przekodowania, deszyfracji jakichś tekstów, rozumianych tutaj szeroko, semiotycznie. Podniecanie się więc filozoficzną różnią jest czymś
zgoła na wyrost.

�Etnologizacja poza etnologią
Wydaje się, że inspiracji innym nurtem postmodernistycz­
nym w humanistyce i naukach społecznych polska etnologia
dziś potrzebuje. Tym mianowicie reprezentowanym właśnie
przez - wydawałoby się tak nieprzychylnego etnologii - Bau­
drillarda, z jego krytyką współczesnego zachodniego społe­
czeństwa, ale także Pierra Bourdieu, z jego propozycjami
widzenia habitusu i stylów życia oraz logiki potoczności,
Michela Certeau czy klasyki Henri Lefebvre'a, z ich analiza­
mi życia codziennego - formalnie socjologiczny, dużo jed­
nak bliższy najnowszej tradycji polskiej etnologii, tej z ostat­
nich kilku dekad, przynajmniej jej „reformatorskiego" nur­
tu. Nie tylko z racji tematyki, którą jest kultura Zachodu,
a nie południowe wyspy, bo także przekrojowego podejścia,
nastawionego na wskazywanie pewnych kulturowych rudymentów, pierwocin, wręcz pierwotności, a więc czegoś zgoła
antropologicznego.
34

35

36

37

Dalej, brytyjskie środowisko socjologów kultury i bada­
czy z zakresu studiów kulturowych skupione wokół pisma
„Theory, Culture &amp; Society", z jego spiritus movens, Mike'em Feafherstonem, którego syntetyczne prace nawiązują
do najważniejszych kulturowych problemów współczesnego
świata: globalizmu i lokalizmu, estetyzacji i komodyfikacji,
tożsamości kulturowej i rytualizacji konsumpcji itd. Spośród
plejady innych badaczy tego środowiska warto wskazać przy­
najmniej na jednego - Michela Maffesoli, profesora Univer­
sity Rene Descartes, Paris V, ale również związanego
z ośrodkami brytyjskimi. Jego praca o nowoplemionach jest
klasycznym przykładem przejmowania przez inne dyscypliny
tematyki etnologicznej. Fakt, że nie chodzi o plemiona No­
wej Gwinei czy Madagaskaru, lecz nowe plemiona Europy religijne, konsumpcyjne, ekologiczne itd. Wszystko to zaczy­
na dotyczyć w coraz większym stopniu i kultury europejskie­
go Wschodu. Francuski badacz ubolewa, że w czasach glo­
balnej socjologii nie ma komu się zająć małymi grupami, ty­
mi z kawiarni, rogu ulicy, stadionu. Wspomniana praca prze­
nicowana jest rozmaitymi etnologicznymi inspiracjami,
a sam autor podkreśla wciąż, że interesuje go społeczno-antropologiczny wymiar zjawiska.
38

34

40

Przykład tego podejścia socjologa nie jest odosobniony,
zwłaszcza w postmodernistycznie zorientowanej socjologii,
gdzie podkreśla się postępujący schyłek wymiaru społeczne­
go na rzecz kulturowego we współczesnym świecie. Nie dzi­
wi więc ofensywa socjologów na kulturę właśnie, tradycyjny
przedmiot zainteresowania etnologii, czego wyrazem jest
znamienna wypowiedź Featherstone'a: Należałoby przypu­
szczać, że pojęcie społeczeństwa, tak ściśle związane z pań­
stwem narodowym, przestanie być głównym przedmiotem so­
cjologii.^ Istotnie, w jego pracach dominujące stało się poję­
cie kultury.
Warto sięgnąć wreszcie także i za Ocean, gdzie „kulturą
współczesną" również zajmują się głównie socjologowie. Czę­
sto i gęsto, a jakże, powołują się oni na klasyków etnologii,
która znów okazuje się inspirująca dla innych właśnie. Tutaj
także tłoczą się przykłady takich antropologicznie zorientowa­
nych peregrynacji socjologów, z których wymieńmy tylko Eri­
ca Rothenbuhlera monografię rytuału: od tego religijnego, po
telewizyjny. Kultura nie znosi bowiem próżni. Jeśli w cza­
sach po Turnerze etnologom nie w głowie już takie głupstwa
42

43

jak rytuał, bo mają teraz ważniejszą misję - „pisanie kultury",
co u nas oznacza często ni mniej, ni więcej tylko pisanie o cu­
dzym pisaniu o cudzej kulturze, to nic dziwnego, że w to miej­
sce wchodzi badacz z sąsiadującej dyscypliny. Widocznie do­
strzegł on to, co najważniejsze w postmodernistycznym pro­
jekcie: dowartościowanie kultur lokalnych i kultury popular­
nej, „mniejszych" tradycji i wszelkiej „obcości", odrzuconych
przez uniwersalistyczne aspiracje modernizmu. By pójść tym
śladem, nie wystarczy zaglądać przez ramię amerykańskim an­
tropologom na ich egzotyczne tematy. Jeśli już ktoś jednak
szczególnie łaknie egzotyki i wszelakiej wielokulturowości,
wystarczy wyjść na ulice dowolnego większego miasta, by zo­
baczyć „perski jarmark" żebrzących Cyganów, handlujących
Ormian, muzykujących Ukraińców. Doskonała to okazja do
zainicjowania badań na temat narastających w coraz mniej­
szym świecie problemów wielokulturowości.
Wydaje się więc, że etnologia cierpi również, i to w skali
globalnej, na jakąś trudno zrozumiałą obsesję samoograniczania się. Rzecz tę zauważono już dwie dekady temu. Miał mia­
nowicie wówczas miejsce proces, o którym pisał wspomniany
wcześniej Zbigniew Benedyktowicz: podczas gdy dokonuje
się etnologizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnogra­
fia. W tej samej jednak wypowiedzi, odpowiedzi na ankietę
rozesłaną w połowie 1980 roku przez redakcję Polskiej Sztu­
ki Ludowej, dotyczącą między innymi kondycji etnologii,
podkreślał, że etnografia jest marginesową nauką bez gra­
nic, co obok innych tego typu deklaracji było oczywistym
przykładem marginalizacji na własne życzenie. Tymczasem
proces etnologizacji innych dyscyplin trwa w najlepsze, etno­
logia sama natomiast nie może zdobyć się na wysiłek zetnologizowania samej siebie. Niech omawiany dopiero Baudrillard
posłuży jako doskonały przykład etnologizacji myśli socjolo­
gicznej, choćby jemu samemu nie postało to w ogóle w gło­
wie, zwłaszcza po tym, co stwierdził o etnologii.
44

45

46

Trudno powiedzieć w jakim stopniu te i podobne poglądy
zaciążyły na późniejszej (to już dwie dekady!) kondycji etno­
logii. Autorowi przytoczonej wypowiedzi trzeba oddać spra­
wiedliwość: wagę tych kulturowych marginesów udowadnia
od lat, co owocuje przynajmniej rozwijaniem projektu inter­
dyscyplinarności w łonie humanistyki i nauk społecznych.
Niestety, niegdysiejszy projekt odnowy etnologii, która
zwać się miała antropologią kulturową, został po paru latach
podmyty przez wspomniany amerykański prąd i tak dyscypli­
na, zwana znów etnografią, zaczęła dryfować ku nieznanym
lądom - i nie jest to ani kraj nad Wisłą, ani wyspa Bali. Rów­
nie daleko do obu brzegów i równie są one zamazane. Może
i trochę tego, i trochę tego: jeden to nieco wyalienowana ze
społecznego kontekstu krytyka kulturowa, zwana antropolo­
gią współczesności, drugi - kibicowanie cudzym wyczynom,
plus Malinowski na osłodę.
47

Albowiem przeświadczenie o antropologii rozumianej na
sposób maussowski, jako swego rodzaju królowej nauk, sca­
lającej rozproszone wysiłki poszczególnych dyscyplin
nie
jest rozpowszechnione pośród etnologów. Zacytowane słowa
pochodzą od socjologa, a więc niejako „naturalnego" rywala
etnologii na niwie nauk społecznych. Wygłoszone w dodatku
w czas kryzysu tej dyscypliny bodaj tak głębokiego jak nigdy
wcześniej, w połowie lat 70., mogły być wówczas z powo­
dzeniem odczytane jako szyderstwo wobec rodzimej etnogra­
fii. Co więcej, mogły być jeszcze jednym dowodem zakusów
48

101

�wobec zakresu i metod antropologii, jakie sąsiadującym dys­
cyplinom skłonna była ona przypisywać, do której najszerszy
dostęp miała mieć ponoć tylko ona. Podejrzenia takie tym
bardziej mogły znaleźć podatny grunt, że atmosfera pewnego
schyłku, dla niektórych tylko odczuwanego, przez innych
w ogóle nie dostrzeganego, i do szczętu wyczerpany paradyg­
mat - wszystko to sprzyjało nastrojom frustracji i podejrzli­
wości. Młodzi badacze, usiłujący wprowadzić przynajmniej
nowe metody w badaniu starych treści, stawiali dopiero
pierwsze, choć pełne animuszu kroki. Warto jednak podkre­
ślić, że nawet ci młodzi nie zdołali w zakresie dyscypliny
zmienić wiele, choć czynili takie deklaracje, a nowe metody
- strukturalizm czy fenomenologia - zdawały się otwierać
także nowe możliwości, jeśli chodzi o tereny penetracji.
Niech za wymowny przykład pewnej teoretycznej niemocy
posłuży wymiana zdań na wykładzie, na którym aplikowano
strukturalną metodę do analizy polskiej kultury ludowej. Na
zadane przez słuchacza pytanie, czy można z użyciem tej me­
tody zanalizować obyczaj chodzenia w dżinsach, równie do­
bry do badania jak „chodzenie z kurkiem", wykładowca
odrzekł, że oczywiście tak. Lata mijają, a nikt takiej analizy
dotychczas nie sporządził. Owszem, robi się te i podobne rze­
czy, ale często przyczynkarsko, na marginesach właśnie, czę­
sto bez porządnego teoretycznego i metodologicznego przy­
gotowania. Wciąż w mocy pozostaje krytyka Jerzego Sławo­
mira Wasilewskiego, w której wytykał on naiwność, monomanię interpretacyjną, brak całościowego ujęcia różnych sfer
kultury, mnożenie hipotez ad hoc etc. w wielu etnologicznych rozprawach. ' Jeśli dodamy do tego swoiste „podbiera­
nie" cudzych metod badawczych do użytku w ramach stare­
go, antyetnologicznego paradygmatu, lub coś zgoła odwrot­
nego - wkraczanie na cudze tereny, nieprzemyślane często
i niedojrzałe, to nie powinien dziwić taki oto komentarz, że
„etnologia zajmuje się niekompetentnie tym, czym kompe­
tentnie zajmują się inni". Albowiem beztroski wszystkoizm
oznacza oczywiście poluzowanie metodologicznych i teore­
tycznych rygorów.
41

50

Powrót do źródeł?
Być może obraz ten jest nieco zbyt ponury. Strzec jednak
winniśmy się i trupiego odoru tego, co etnologia uśmierca,
czy ograniczania się tylko do sklonowanych działów kultury,
ale nie powinny nas też zwabić ponętne zapachy ciepłych
krajów, zresztą z drugiej ręki, via Kalifornia czy Houston, bo
na dotarcie w tamtejszy teren zwykle nas nie stać. Tematyka
realna dla Rice gangu, dla nas, pomijając kwestie teoretycz­
ne, jest głównie odległą egzotyką. A teoria bez empirii to już
nawet nie filozofia, która wychodzi przynajmniej od potocz­
nego doświadczenia, a więc od jakiejś empirii - to jest po
prostu zwyczajne bujanie w obłokach.
Cóż więc po etnologu w ten czas (marny)? Z opinii Jerze­
go Szackiego, życzliwego komentatora meandrów myśli etnologicznej, wynika, że najbardziej unikalne i wartościowe
są dla antropologii nieprześcignione do dzisiaj wzorce stu­
diów w terenie. ^ Istotnie, obraz etnografa-terenowca okrzepł
przez dziesiątki lat w coś na kształt stereotypu. Nawet pora­
dnik dla wybierających kierunek studiów przestrzegał swego
czasu tych o wątłym zdrowiu, by, wybierając się na etnogra­
fię, mieli na uwadze trudy, jakie parający się tym fachem miał
ponosić wykonując swą profesję. Chodziło oczywiście o ro­
5

102

dzime słoty i tropikalne monsuny. Co inngo jednak stanowi
przede wszystkim o misji terenowca. Terenowiec to przede
wszystkim przeciwieństwo gabinetowca, a dokładniej nieco:
ktoś, kto po prostu nie potrafi powiedzieć nic konkluzywnego, jeśli nie ma żadnych terenowych (empirycznych) danych.
Mimo że całe legiony badaczy uprawiają (z powodzeniem?)
naukę głównie w zaciszu swych gabinetów, terenowiec cier­
pi na obsesję posiadania danych empirycznych, bez których
nie jest w stanie sklecić najprostszej myśli. O zgrozo, co bar­
dziej przebojowi spośród terenowców uważają owe czysto
gabinetowe studia za bicie piany, które - twierdzą - tylko dla­
tego umykają często krytyce, że powtarzają dwadzieścia cu­
dzych myśli, a nie dwie - unikają przeto tym samym oskar­
żenia o plagiat.
Ale bycie terenowcem nie musi koniecznie oznaczać
przemierzania piasków Mazowsza czy amazońskiej dżungli,
musi natomiast koniecznie oznaczać wrażliwość na konkret,
szczegół, odrębność, wyjątkowość, detal opisywanej rzeczy­
wistości. Niech za przestrogę posłużą przeciwstawne przy­
kłady dwóch wielkich szkół w etnologii: ewolucjonizmu
i funkcjonalizmu. O ile pierwszy przeszedł już do annałów
historii nauki, drugi - wciąż inspiruje, choćby terenowymi
doświadczeniami właśnie, albo też au rebours: mankamenty
pracy terenowca inspirują do refleksji teoretycznych, co przy­
padło przecież w udziale samemu postmodernizmowi. Ta
wyróżniająca etnologię cecha (i kapitał) nie musi jednak po­
zostawać w udziale każdego bez wyjątku etnologa. Odnosi
się jednak wrażenie, że - wobec wyczerpywania się starego
paradygmatu - niektórzy badacze po prostu nie wiedzą, czym
się zająć. Żeglują wskutek tego gdzieś właśnie pomiędzy
Wielkopolską a wyspą Bali, nie decydując się na żaden teren.
52

Tymczasem wielu antropologów o postmodernistycznej
orientacji wskazuje potencjalną drogę rozwoju. Rzecz w tym
jednak, aby wyciągnąć z ich sugestii konstruktywne wnioski,
nie wystarczy bowiem poprzestać na komentowaniu tego, co
Clifford napisał o Margaret Mead a Geertz o Levi-Straussie.
Ten ostatni podsuwa przecież przykłady stosowania rozmai­
tych stworzonych przez siebie narzędzi również do analizy
zjawisk „kultury współczesnej", kultury Zachodu. Czy mu­
si być tak, że pomysły te „podkradają", rozwijają głównie
bracia socjologowie, jak na przykład David Chaney w jednej
ze swych ostatnich prac, gdzie - a jakże - koncepcja teatral­
ności Geertza stanowi teoretyczną oś rozważań na temat dramatyzacji życia społecznego. Paul Rabinów, wychodząc
z kolei od Foucault, wzywa: Musimy zantropologizować Za­
chód: pokazać, jak egzotyczne jest jego konstruowanie rze­
czywistości; położyć nacisk na te dziedziny, które z założenia
uważane są za najbardziej uniwersalne (łącznie z epistemolo­
gią i ekonomią); niech wydają się tak historycznie osobliwe,
jak to tylko możliwe; musimy wykazać, jak ich roszczenia do
prawdy powiązane są z praktykami społecznymi i tym samym
stały się faktycznymi siłami w świecie społecznym.
53

54

55

Jeśli chodzi więc o rodzimą działalność antropologizacyjną, wykazane już zostało wcześniej, że na etnologicznej niwie
podjęli taką swego czasu, niezależnie i autonomicznie w sto­
sunku do ustaleń obcych, rodzimi badacze: Robotycki, pó­
źniej Węglarz, Piątkowska, Libera. To właśnie ta antropołogizacja antropologii w wersji metaantropologicznej, to znaczy
antropologiczna refleksja na temat antropologii samej. Gorzej
z antropologizacją epistemologii czy ekonomii oraz innych

�dziedzin wiedzy. W przypadku tej pierwszej, jak również po­
zostałych działów filozofii, rodzaj takiego podejścia prezentu­
ją niektóre inicjatywy filozoficzne, w przypadku drugiej przynajmnie głosy na temat tzw. kultur organizacyjnych czy
stylów życia - w aspekcie ekonomicznym właśnie. Etnolo­
dzy nie ujawniają na tych polach jeszcze żadnej aktywności,
ale nie są gorsi pod tym względem od swych zachodnich ko­
legów: nie widać jeszcze odzewu na apel Rabinowa.
Tymczasem jednak antropologizacja Zachodu trwa już
w najlepsze od lat, przyszła ona jednak jakby tylnymi drzwia­
mi. To właśnie wspomniani wcześniej postmodernistyczni
socjologowie kultury, zwłaszcza francuscy, już od lat przy­
najmniej 70., opisując rzeczywistość społeczną w terminach
habitusu, a więc kategorii bliskiej osobowości wtórnej w an­
tropologii, czy hiperrzeczywistości, a więc kategorii bliskiej
porządkowi ideacyjnemu, tejże antropologizacji dokonują.
Dalej ekonomiści, zwłaszcza specjaliści od marketingu i managementu, coraz częściej powołujący się na socjokulturowe
mechanizmy kultury; mówi się wręcz o schyłku ekonomii na
rzecz kultury. Nie mówiąc już o filozoficznych fundatorach
postmodernizmu, z Rortym czy Foucault, tak inspirującymi
antropologów - i nic dziwnego. W gruncie rzeczy, przecież
same podstawy myśli rozważają oni w kategoriach stylów
myśli czy typów racjonalności, co przynajmniej od czasów
Levy-Bruhla stanowi jeden z głównych nurtów dociekań an­
tropologii. Jest tak jak twierdzi Rabinów, że metarefleksje na
temat kryzysu przedstawiania w piśmiennictwie etnograficz­
nym wskazują na odchodzenie od tematów koncentrujących
się na stosunkach z innymi kulturami, a wzmożenie (nietematyzowanych) zainteresowań tradycjami przedstawiania i metatradycjami metawyobrażeń w naszej kulturze - bez zna­
czącego jednak udziału samych etnologów.
56

57

58

59

№

cia; powstają nowe kulty i formy synkretyzmu religijnego;
czas wolny wraz z jego coraz bardziej wyszukanymi formami
wypiera czas pracy, który także coraz bardziej organizowany
bywa w zgodzie z wypracowaną kulturą organizacyjną; kon­
flikty etniczne bynajmniej nie wygasają, pojawiają się nato­
miast nowe, jak np. pomiędzy gangami młodzieżowymi; nad
wszystkim tym dominuje coraz bardziej kultura konsumpcyj­
na. Wszystko to jednak wydaje się w znacznym stopniu leżeć
odłogiem - na puste miejsca wchodzą inne dyscypliny, moc­
no zetnologizowane, bo też i bez tego nie poradziłyby sobie
z materią, do której trzeba wyjść z gabinetowego zacisza, tak
jak robiła to niegdyś etnologia. W mocy pozostaje wciąż oba­
wa sprzed lat dwudziestu, że podczas gdy dokonuje się etno­
logizacja innych nauk, nie podlega jej sama etnografia.
Tymczasem żaden prawodawca nie odwołał zadania etno­
logii, która ma wciąż badać i obyczaje, i wierzenia, i estety­
kę, i wyobrażenia, i sposoby urządzania domostw, i sposoby
gospodarowania, i kulturę materialną już nie jednego wyo­
drębnionego segmentu społecznego, jednej klasy, ale wszel­
kich klas i segmentów, których coraz więcej, coraz bardziej
zróżnicowanych, wytwarzających rozmaite sposoby na życie,
rozmaite kutury i subkultury. Nie w zastygłej rzeczywistości
XIX-wiecznej europejskiej wsi czy XX-wiecznego afrykań­
skiego plemienia, a w coraz szybciej zmieniającym się świe­
cie X X I wieku, świecie znikania starych wsi i starych ple­
mion, świecie, gdzie sformalizowany rytuał zastąpiony zosta­
je niesformalizowaną rytualnością zachowań, podział kultury
artystycznej na wysoką i niską zniesiony i zastąpiony rozma­
itymi ich mutacjami, również o równocześnie plebejskiej
i akademickiej proweniencji, gdzie wzory zastąpione zostają
modami i stylami, gdzie wraz z laicyzacją religii następuje
sakralizacja sfer niereligijnych, gdzie powstają nowe plemio­
na i nowe wartości itd. To jest ten zupełnie podstawowy ho­
ryzont etnologizacji etnologii. Nie tylko w wymiarze metaetnologicznym, a więc rozrachunku z własną teorią, ale o po­
ziom niżej: restytucja zakresu i metody etnologii w jej rudy­
mentarnym wymiarze, powrót do nich, do podstaw, gdzie
kultura (kultury) w jej aspekcie niezbywalności stanowi o za­
kresie, terenowe metody pozyskiwania źródeł natomiast sta­
nowią o metodzie.
61

Być może za wcześnie dla etnologii wkraczać na cudzy
teren z antropologizująca misją - często może to się zakoń­
czyć fiaskiem niekompetencji właśnie. Nie jest to jednak aż
tak konieczne dla jej „zdrowia" i rozwoju. Wszelako sama
antyetnologia (folkloryzm) czy antropologia współczesności
(krytyka kulturowa) nie zapewniają jej wystarczającego kon­
taktu z „żywą" kulturą. Kiedy Malinowski mówił o antropo­
logach, że to kronikarze współczesności, wiemy, że nie cho­
dziło mu wyłącznie o rejestrację zespołów folklorystycznych,
ani też wyłącznie o opis współczesnych antropologowi dzieł
sztuki. Wiemy, że chodziło mu o całość kultury, o której je­
den z ojców antropologii powiedział, że obejmuje wiedzę,
wierzenia, sztukę, prawo, moralność, zwyczaje i wszelkie in­
ne zdolności i nawyki nabyte przez człowieka jako członka
społeczeństwa. Inny zaś: zwyczaje, sposób życia, mowa, po­
dania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka
i tańce. Wydaje się, że wielu etnologom powrót do tych zna­
nych definicji potrzebny jest jak kubeł zimnej wody.
I Tylor, i Kolberg nie zdezaktualizowali się w zakresie ta­
kich rudymentów. Wraz z zanikiem ХГХ-wiecznego ludu za­
nikają wprawdzie „zwyczaje i obrzędy ludu nadrabskiego",
„kultura religijna ludu polskiego", „czas wolny i zabawa ludu
krakowskiego", ,Jconflikt pogranicza łemkowsko-pogórzańskiego" czy „pożywienie ludu wiejskiego", nie zanikają jed­
nak w ogóle zwyczaje i obrzędy, kultura religijna, konflikty
rozmaitych grup czy... pożywienie. Jak okiem sięgnąć, wszy­
stkie te rzeczy są, tylko inaczej: powstają nowe grupy
(sub)kulturowe; pojawiają się i znikają nowe mody i style ży­

62

W tym wszystkim należy porzucić dywagacje na temat fi­
lozoficznej różni, a skupić się raczej na kulturowej różnicy
i różnorodności, którymi była etnologia zawsze żywo zainte­
resowana. Stanowiło to wręcz podstawy jej odrębności jako
jednej z nauk o człowieku. Tak tedy postmodernistyczne ha­
sło „niech żyje różnica" to postulat z głębi etnologiczny - je­
śli rozwijany na poziomie empirii i teorii, a nie filozoficznych
konceptualizacji. I - jak się rzekło - nie jest on czymś dla et­
nologii kompletnie nowym, choć w szacie z końca X X wieku
może być niezwykle inspirujący.
Szeroko rozumiany obyczaj jest tu najlepszym przykła­
dem owej różnorodności pomiędzy kulturami, w ramach kul­
tur itd.., a jest to przecież sam rdzeń zainteresowań etnologii.
W czasach kiedy na wszelkie różnice jest tak wielkie „zapo­
trzebowanie", trudno sobie wyobrazić lepszą umysłową at­
mosferę sprzyjającą uprawianiu etnologii, ale etnologii na
miarę współczesności. Tym bardziej że rezygnacja z reguł
dyskursu uniwersalistycznego w filozofii, humanistyce i nau­
kach społecznych na rzecz partykularyzacyjnego sprzyja
i uprawianiu etnologii, i lepszemu rozumieniu problemów
63

103

�międzykulturowych o rozmaitym profilu. Albowiem olbrzy­
mie tempo ogólnoświatowego przepływu dóbr, informacji
i ludzi nie prowadzi wyłącznie do unifikacji kulturowej, ale
z równą siłą rodzi tendencje odwrotne (counter-tendencies).
Sprawiają one, że współczesne procesy globalizacji są raczej
„organizacją różnorodności" niż ekspansjąjednolitości. Pro­
wadzi to nie tyle do zaniku i redukcji, ile ujawnienia, a nawet
ożywienia specyficznych cech społeczności lokalnych, wzro­
stu znaczenia różnic kulturowych.
W efekcie otrzymujemy wizję rzeczywistości kulturowej ja­
ko wewnętrznie niejednorodnego zlepku heterogenicznych
praktyk, dyskursów, jako płynnej wielości „gier językowych ",
„światów przeżywanych",
„tradycji" etc. Jednocześnie
otwiera to nowe pole dla antropologii, której tradycyjną do­
meną było przekładanie wzajemne doświadczeń różnych
światów. (...) opowiedzenie się za strategią tłumacza, a prze­
ciw iluzji prawodawcy kroczącego po szczeblach poznania od
lokalnych, parafiańskich poglądów i praktyk do uniwersalnej
wiedzy pozwalającej na kontrolowanie rzeczywistości i pro­
jektowanie społeczeństwa, (...) tłumacza starającego się bu­
dować pomost pomiędzy różnymi tradycjami, systemami zna­
czeń w świecie, w którym wszyscy stają się czymś w rodzaju
„kulturowych hybryd". Być może więc rysuje się i nowa
perspektywa dla nowej applied anthropology.
M

65

Kultura w coraz większym stopniu przestaje być przy tym
sferą uświęcenia i tradycji, a w coraz większym staje się sfe­
rą rynku. Nie przypadkiem więc ustalenia etnologów cieszą
się takim zainteresowaniem ekonomistów czy polityków, co
stwarza możliwość nowej formuły jakiejś właśnie antropolo­
gii stosowanej. Na ten temat ma coś do powiedzenia oczywi­
ście socjolog: Zachowania i postawy rynkowe, podobnie jak
style życia, konsumpcji, czy dyscypliny pracowniczej, potrak­
towane jako zjawiska kulturowe w całej ich zmienności i uwa­
runkowaniu, przestały być postrzegane jako źródło organiza­
cyjnych dysfunkcji, ale obszar nowych, potencjalnych możli­
wości. W konsekwencji swoiste otwarcie, a nawet diagnoza

skali możliwej wielowariantowości działania stalą się ko­
niecznym elementem strategii każdej dużej organizacji.
Ponadto ujęcie kultury w aspekcie atrybutów społeczeń­
stwa otwartego i gospodarki rynkowej, a więc na miarę świa­
towych standardów, dawać może inne jeszcze profity. Może
okazać się bowiem pomocne w dziele prowadzenia określo­
nej polityki kulturalnej, może sprzyjać chronieniu pewnych
obszarów dziedzictwa kulturowego, z drugiej strony nato­
miast przyjmowaniu odważnie i bez kompleksów „nowego".
Polityki kulturalnej rozumianej nie jako wąski instruktaż ty­
pu folklorystycznego, ale coś więcej: w dobie wzmożonej
kulturowej komunikacji i wymiany, strategię jakiejś kulturo­
wej cohabitation, współdziałania na szczeblu regionów kul­
turowych czy kultury narodowej, coś w rodzaju „kulturowe­
go know how". Etnologia może także dostarczyć bezcennej
wiedzy w skali mikroetnologicznej, choćby na przykład na
temat tak bolesny i trudny jak przestępczość wśród nastolat­
ków. Etnolog czuje bowiem intuicyjnie, że takie zdarzenia jak
ostatnio masowy mord w Denver, ale i wiele innych podob­
nych, będących udziałem nastolatków właśnie, są nieodłącz­
nie związane z całym kompleksem zjawisk typowych dla
subkultury wieku nastoletniego, wraz ze związanym z tym
mechanizmem transgresji i identyfikacji.
66

61

68

Te i inne rzeczy będą jednak możliwe wtedy dopiero, kie­
dy etnologia zacznie dawać dowody zasadności swego istnie­
nia. Może wtedy, gdy z omawianych tutaj dwóch wiodących
nurtów, etnografii tradycyjnej i antropologii współczesności,
powstanie swoista synteza, powiedzmy - etnografia współ­
czesności, która połączy to, co najcenniejsze w tych dwóch
poprzednich - metodyczną solidność z twórczą wyobraźnią.
W innym bowiem przypadku na dobre ugruntuje się przeko­
nanie i pośród gremiów akademickich, i w potocznej świado­
mości, że nie ma ona już czego szukać we współczesnym
świecie, chyba że na cudzej służbie - jako dyscyplina pomoc­
nicza socjologii, ekonomii czy historii. Koniec wieku etnolo­
gii okaże się końcem jej samej.

PRZYPISY
1

Ta i podobne kwestie rozważane będą w odniesieniu do polskiej et­
nologii.
J. Baudrillard, Precesja symulakrów, w: R. Nycz (red.), Postmoder­
nizm. Antologia przekładów, Kraków 1997, s. 175-89
P. Rabinów, Wyobrażenia są faktami społecznymi: modernizm i po­
stmodernizm w antropologii, w: Amerykańska antropologia postmoder­
nistyczna, pod redakcją Michała Buchowskiego, Warszawa 1999, s. 118
Por. np. klasyczne dzieło Alfreda Korzybskiego, Science and Sani­
ty. An Introduction to Non-Aristotelian Systems and General Semantics,
Lakeville 1948
Baudrillard, op. cit., s. 176
Por. np. A. Szahaj, Jean Baudrillard - między rozpaczą a ironią,
„Kultura Współczesna" 1: 1993; Т. Chawziuk, Co nam mówi Jean Bau­
drillard, „Kultura Współczesna" 1: 1997, s. 27^t4
L . Levy-Bruhl, Czynności umysłowe w społeczeństwach pierwot­
nych, Warszawa 1992, s. 173
Tenże, The Notebooks on Primitive Mentality, Oxford 1975, s. 101
O magii w reklamie pisałem w artykule pt. Czy metafora może być
bajką?, „Polska Sztuka Ludowa. Konteksty" 1: 1995, s. 32-39
Por. R. Barthes, Mit dzisiaj, przeł. Wanda Błońska, w: Mit i znak,
Warszawa 1970, s. 25-61
Baudrillard, op.cit., s. 188; o inspiracji Barthesem we wczesnych
pracach Baudrillarda zob. także: M. Gottdiener, Postmodern Semiotics:
Material Culture and the Forms of Postmodern Life, Oxford-Cambridge
1995, s. 39 i ns.
Le Systćme des objets, 1968; La Societi de consummation, ses mythes et structures, 1970,- angielskie tłumaczenia tych prac: The System of
Objects, trans. James Benedict, London 1996; The Consumer Society.
2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

104

Myths and Structures, London 1998
'
Baudrillard, op.cit., s. 182
Tamże.
Tamże.
L . Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy. Złudzenia uniwersalizmu
kulturalnego w: Czy diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Lon­
dyn 1983, s. 11-24
hasło „etnologia": Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa
1973.
Baudrillard, op.cit., s. 183
Na temat parków tematycznych zob. np. M. Gottdiener, The Theming of America. Dreams, Visions and Commercial Spaces, BoulderOxford 1997
Baudrillard, op.cit., s. 184
Por. np. Aldousa Huxleya Nowy wspaniały świat, a w nim superrezerwat dla „dzikich", otoczony zasiekami nie do pokonania.
Zob. np. historię tańca zbójnickiego: A. Kroh, Na Podhalu, „Kon­
teksty" 1: 1995, s. 66-75
Obca antyetnologia także robi co może; niech za wzorcowy przy­
kład posłuży taki oto kadr z popularnonaukowego filmu o Buszmenach
z pustyni Kalahari, nakręconego przez parę australijskich antropologów:
oto, przybywszy do buszmeńskiej wioski samochodem Toyota, na
którym widnieją różne nalepki, w tym Coca-Coli (zapewne nazwy firm
sponsorujących wyprawę), badacze ci ubolewają nad tym, że Buszmeni
poddają się niszczącemu wpływowi obcej im kultury, co przejawia się
między innymi... piciem coca-coli.
Niektórzy wszakże przedstawiciele tego nurtu zwą się sami, po­
nownie, etnografami - wczes'niej byli antropologami; zmiana ta przyszła
1 3

14

15

16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

2 4

�- zdaje się - wraz z amerykańską antropologią postmodernistyczną,
która zaczęta siebie nazywać wtas'nie etnografią; w kontekście tego na
szczególną uwagę zasługuje fakt zmiany w ostatniej dekadzie nazw In­
stytutów i Katedr Etnografii na Instytuty/Katedry Etnologii lub Etnologii
i Antropologii Kultury, co, wobec znikomych zmian w programie stu­
diów i zainteresowaniach badaczy, wydaje się świadczyć o istnieniu po­
ważnych problemów z samookreśleniem środowiska; pośrednim dowo­
dem tego niech będą czynione w tym tekście uwagi.
Por. np. tekst wywodzący się z takiej inspiracji Bachtina karnawa­
łowego „świata na opak", powstały w 1981 roku, choć opublikowany do­
piero w 1992: C. Robotycki. Folklor społecznych protestów, w: Etnogra­
fia wobec kultury współczesnej, Kraków 1992, s. 65-76
J. Clifford, The Predicament of Culture. Twentieth-Century Ethno­
graphy, Literature, and Art, Cambridge and London 1988
C. Robotycki, S. Węglarz, Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji
kultury ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa" 1-2: 1983, s. 3-8;
(por. np. J. Clifford, G.E. Marcus, Writing Culture. The Poetics and Po­
litics of Ethnography, London 1986, inne autokrytyczne dzieło amery­
kańskiej antropologii, które ukazało się trzy lata później); z nowszych
polskich reinterpretacji por. np. S. Węglarz, Chłopi jako „obcy". Prole­
gomena, w: W.J. Burszta i J. Damrosz, Pożegnanie paradygmatu? Etno­
logia wobec współczesności. Studia poświęcone pamięci Profesora Józe­
fa Burszty, Warszawa 1994, s. 78-101; Z. Libera, Lud ludoznawców: Kil­
ka rysów do opisania fizjognomii i postaci ludu naszego, czyli etnogra­
ficzna wycieczka po XIX wieku, w: A. Posern-Zieliński (red.). Etnologia
polska między ludoznawstwem a antropologią, Poznań 1995, s. 137-152;
K. Piątkowska, Kultura a ikonosfera, Etnologiczne studium wybranych
przykładów ze wsi współczesnej, Lódź 1994
2 5

2 6

2 7

28

Amerykańska antropologia postmodernistyczna, cyt. wyd.
Z wyjątkiem może communication studies, które występują cza­
sem jako „komunikowanie społeczne".
E. Le Roy Ladurie, Montaillou, wioska heretyków 1294-1372,
przeł. Ewa Dorota Żółkiewska, Warszawa 1988; więcej na temat etnologiczno-historycznych filiacji zob. np. E . Domańska, Historiografia czasu
postmodernizmu po postmodernizmie, „Łódzkie Studia Etnograficzne"
35: 1996, s. 111-128
D. Czaja, C. Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
tygodnika „Przyjaciółka",
„Polska Sztuka Ludowa" 3-4: 1986, s.
149-156
Por. Geertza nacisk kładziony na ową kulturową kontekstowość
(lokalność), Local Knowledge, New York 1983
Z. Benedyktowicz, Stereotyp - obraz - symbol. O możliwościach
nowego spojrzenia na stereotyp, w: „Prace Etnograficzne" 24: 1988, s.
7-33
Zob. przypis 10
Angielskie tłumaczenia jego prac to np. Distinction: A Social Cri­
tique of the Judgement of Taste, trans. Richard Nice. London 1984; Ou­
tline of a Theory of Practice, Trans. Richard Nice. Cambridge 1977
M. de Certeau, The Practice of Everyday Life, Berkeley 1984,- H.
Lefebvre. Critique of Everyday Life, London 1991
Pojawić się może w tym momencie uwaga, że zwłaszcza ostatni ze
wskazanych to badacz o marksowskiej orientacji (nie mylić z marksi­
stowską, która była podstawą totalitarnych reżimów); pamiętać jednak
należy, że marksowskim inspiracjom ulegało wielu, choćby tak popular­
ny i zasłużony dla etnologii polskiej Roland Barthes. na lekturze którego
wychowało się całe pokolenie etnologów; wpływy te zresztą widać, a co
więcej - ważne nurty postmodernizmu przyznają się do związków z my­
ślą Marksa (jak choćby sam Baudrillard).
Zob. np. jego najnowszą pracę Undoing Culture. Globalization,
Postmodernity and Identity, London 1997; por. także: Т. Miller and A.
McHoul. Popular Culture and Everyday Life. London 1998; S. Lash and
J. Urry. Economies of signs and Space. London 1993; P. Falk. The Con­
suming Body. London 1994 i wiele innych wydawanych głównie przez
wydawnictwo Sage.
M. Maffesoli, The Time of the Tribes. The Decline of Individualism
in Moss Society, trans. Don Smith, London 1996
Zob. np. przypisy 38, 39
M. Featherstone. Undoing Culture, op. cit., s. 82
Zob. np. wspomniane we wcześniejszych przypisach prace Marka
Gottdienera czy Andrew Warrnicka Promotional Culture. Advertising,
Ideology and Symbolic Expression, London 1991; por. także: S. Maasik
and J. Solomon (eds.). Signs of Life in the USA. Readings on Popular
Culture for Writers, Boston 1994
E.W. Rothenbuhler. Ritual Communication. From Everyday Co­
nversation to Mediated Ceremony, London 1998
Z. Benedyktowicz, Etnografia - etnologia - antropologia kultury
- ludoznawstwo. Czym są? Dokąd zmierzają? (Odpowiedzi na ankietę).
„Polska Sztuka Ludowa", nr 2: 1981, s. 71
Tamże, s. 70
2 9

31

1 2

5 3

, 4

3 5

3 6

3 7

5 8

19

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

Zjawisko to potwierdza także konstatacja Elżbiety Tarkowskiej, re­
daktora tomu Socjologia a antropologia. Stanowiska i kontrowersje,
Wrocław 1992, plonu konferencji zorganizowanej w maju 1989 roku
w Kazimierzu Dolnym, w którym autorka stwierdziła fakt istnienia etnografizacji socjologii: E . Tarkowska, Współczesna socjologia polska wo­
bec antropologii kulturowej, czyli perspektywy i ograniczenia antropolo­
gii Polski współczesnej, w: taże (red.), Socjologia a antropologia, cyt.
wyd., s. 16
4 7

Zob. Z. Benedyktowicz, С. Robotycki, L . Stomma, R. Tomicki,
J.S. Wasilewski, Antropologia kultury w Polsce - dziedzictwo, pojęcia,
inspiracje. Materiały do słownika, „Polska Sztuka Ludowa"
cz. I,
1:1980. s. 47-60; cz. II, 2: 1980, s. 117-125; cz. III, 1: 1981, s. 58-60
E . Tarkowska, Kategoria stylu życia a inspiracje antropologiczne,
w: A. Siciński (red.). Styl życia. Koncepcje i propozycje. Warszawa 1976,
s. 72
J.S. Wasilewski, Tabu, zakaz magiczny, nieczystość, „Etnografia
Polska", t. 31: 1987, z. l , s . 19-41
Nazwisko i adres znane autorowi.
J. Szacki, Historia myśli socjologicznej, t. 2, Warszawa 1983,
s. 729
Zob. J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad and
Malinowski, w: tenże, The Predicament of Culture, cyt. wyd., s. 92-114
Zob. np. Ideology as a Cultural System, w: tegoż. The Interpreta­
tion of Cultures, op.cit., s. 193-233
D. Chaney, Fictions of Collective Life. Public Drama in Late Mo­
dern Culture, London-New York 1993
Rabinów, op. cit., s. 97
Zob. np. A. Pałubicka (red.), Kulturowe konteksty idei filozoficz­
nych, Poznań 1997
Zob. np. L . Zbiegień-Maciąg, Kultura w organizacji. Identyfikacja
kultur znanych firm. Warszawa 1999
Zob. np. M. Komor, Typologie eurokonsumentów na podstawie
charakterystyki stylów życia, „Marketing i Rynek" 12: 1997, s. 15-18
Zob. np. A. Fuat Firat and A. Venkatesh, Postmodernity: The Age
of Marketing, „International Journal of Research in Marketing" 10: 1993,
s. 227-249; B. Cova and C. Svanfeldt, Societal Innovations and the Po­
stmodern Aestheticization of Everyday Life, tamże, s. 297-310
Tamże. s. 110
Zob. np. prace pod redakcją antropologów, Daniela Millera, z ta­
kiej właśnie dziedziny etnografii współczesności, z zakresu kultury ma­
terialnej: Material Cultures: Why Some Things Matter, Chicago 1997
oraz Arjuna Appadurai, The Social Life of Things, Cambridge 1986;
w dziedzinie badań kultury materialnej bardziej płodna jest jednak socjo­
logia, choć - znów - głównie z inspiracji etnologicznych: zob. np. A.A.
Berger, Reading Matter. Multidisciplinary Perspectives on Material Cul­
ture, New Brunswick-London 1992, w której za pioniera badań kultury
materialnej uważa się Bronisława Malinowskiego (kula).
Zob. przykład takiego podejścia w socjologicznej formalnie pracy
Stephena Harolda Rigginsa Fieldwork in the Living Room, w której au­
tor realizuje zarówno postulat „autoetnografii". znany przecież również
/ deklaracji niektórych naszych badaczy - traktowania własnej kultury
w kategoriach obcości, jak i odwołuje się wprost do metod nazywanych
przez niego (i słusznie) etnograficznymi w tekście, który jest semiotyczną analizą współczesnego wnętrza mieszkalnego; praca zawarta w zbio­
rze pod redakcją tegoż autora gdzie otwierający artykuł jest autorstwa
Mary Douglas: The Socialness of Things. Essays on the Socio-Semiolics
of Objects, Berlin - New York 1994. s. 101-141
4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

Inna sprawa to nie zakończony bynajmniej spór, czy istotnie mamy
do czynienia z jakościową, a nie tylko ilościową zmianą, jak uważają nie­
którzy badacze, włącznie z obecnym tu Baudrillardem. który twierdzi, że
czegoś takiego jak postmodernizm po prostu nie ma. Paradoksalnie, to je­
mu między innymi przypisuje się szczególny wkład w rozwój myśli o tej
proweniencji. Nie jest on w tym przeświadczeniu odosobniony, bo nie­
rzadko spotyka się opinie, że postmodernizm to nie tyle krytyka czy ra­
dykalne odrzucenie modernizmu, co jego radykalne rozwinięcie.
L . Korporowicz, Osobowość i komunikacja w
społeczeństwie
transformacji. Warszawa 1996, s. 5
M. Kempny, Współczesna antropologia wobec zmiany społecznej.
w: E . Tarkowska. Antropologia wobec zmiany Warszawa 1995, s. 46-47
L . Korporowicz. op. cit., s. 26
Zob. np. K. Krzysztofek, Ekspansja kultury mediów a międzypokoleniowv przekaz kulturowy, w: J. Damrosz (red). Kultura polska w nowej
sytuacji historycznej. Warszawa 1998, s. 39-51
Propozycję wyjaśnienia przyczyn przemocy we współczesnym
świecie, również takiej jak w przypadku Denver, daje sam Baudrillard.
wywodząc rzecz z cech współczesnej kultury konsumpcyjnej społe­
czeństw Zachodu; argumentacja ta jest niezwykle etnologiczna z ducha
(choć z litery - socjologiczna), nie może ona jednak być tutaj omawiana
(zob. The Consumer Society, op. cit., s. 174 i ns.).
6 4

6 5

6 6

6 7

6 8

105

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5893" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5873">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d888de883664a70d1bffa29ddb22770a.pdf</src>
        <authentication>28ce956d03c94e5febd15a0e7fd599c5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70273">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70274">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70275">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70276">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4619</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70277">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70278">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.222</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70279">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70280">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70281">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70282">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70283">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70284">
                <text>oznaczają często z u p e ł n i e nowe modele k u l t u r o w e ) , to
stworzy się wtedy aparat badawczy dostatecznie bogaty
do obserwacji historycznie coś w y j a ś n i a j ą c y c h .
A j a k to dzisiaj w y g l ą d a ? M y ś l ę , że nie obronimy
pojęcia k u l t u r y ludowej m ó w i ą c o tzw. k u l t u r z e maso­
w e j . Ona istnieje jako t w ó r bardzo trudno u c h w y t n y ,
jako „ ż y w y duch" o bardzo niejasnych zarysach. M a m
w r a ż e n i e , że obraz dzisiejszy s u p r a s t r u k t u r y k u l t u r o w e j
sprowadza się do r ó ż n y c h zespołów k u l t u r ś r o d o w i s k o ­
w y c h , z w ł a s n y m i o ś r o d k a m i t w ó r c z y m i . Na p r z y k ł a d
osoba k o p i u j ą c a „ T r ę d o w a t ą " jest t w ó r c ą k u l t u r y ; oka­
zało się, 'że ten t y p l i t e r a t u r y musi istnieć i k r ą ż y ć .
To jest artysta, k t ó r y w y c z u ł zapotrzebowanie; on tworzy
dzieło, k t ó r e nie f u n k c j o n o w a ł o , tworzy nowe podniety,
t w o r z y nawet pewien głód, m o ż e w i ę k s z y niż d o t y c h ­
czas. Nawet radio ugięło się przed t y m zapotrzebowa­
niem.
Jak w i d a ć , w y c o f u j ę się na stanowisko c a ł k o w i c i e
pasywne. Nie chcę m ó w i ć o genetycznych zależnościach
w kulturze, o prawach przebiegu zjawisk, o procesach
p r z e b i e g a j ą c y c h . P r a g n ę s u g e r o w a ć , że trzeba się ogra­
niczyć do tego, aby pod o k r e ś l o n y m i datami zapropono­
w a ć pewne p o d z i a ł y ś r o d o w i s k o w e , zająć się opisem
k u l t u r y t y c h ś r o d o w i s k , a dopiero z tych opisów u k ł a ­
dać dalej obserwacje generalne.
T a k ą o k r ę ż n ą d r o g ą dochodzę do odpowiedzi na p y ­
tanie o t r e ś ć pojęcia „ k u l t u r a ludowa", „ s z t u k a ludowa'-.
W Polsce m i e l i ś m y do czynienia aż po w i e k X V I I I r a ­
czej z r ó ż n y m i k u l t u r a m i ś r o d o w i s k o w y m i , j e d n y m i
„ e l i t a r n y m i " , i n n y m i „ ś r e d n i m i " . Przeciwstawienie e l i ­
tarna — ludowa nie sprawdza się ani w starszej l i t e r a ­
turze, ani teatrze. B y ć m o ż e , że w starej Polsce w n i e ­
k t ó r y c h k u l t u r a c h ś r o d o w i s k o w y c h (inp. c h ł o p s k i e j w o ­
j e w ó d z t w wschodnich w X V I I wieku)
funkcjonowały
ludowe o ś r o d k i artystyczne, ale w y d a j e się, że w obra­
zie naszej przeszłości inne zjawiska p r z e s ł a n i a k u l t u r a
„ ś r e d n i a " , bardziej od „ l u d o w e j " uniwersalna.

ALEKSANDER JACKOWSKI
W a r t o ś ć dzisiejszej dyskusji w i d z ę w t y m , że poka­
zała ona u m o w n o ś ć pojęcia sztuki ludowej i że posta­
w i ł a liczne znaki zapytania tam, gdzie dotychczas z w y k ł o
widzieć się pewien ustalony schemat. I w ł a ś n i e o to
nam, jako inicjatorom, g ł ó w n i e chodziło.
Pojęcie sztuki ludowej jest p r o d u k t e m o k r e ś l o n e j
epoki i przejmujemy je dziś jako r e l i k t przeszłości.
P o w o ł a n e do życia w okresie r o m a n t y z m u m i a ł o w ó w ­
czas i n n ą nieco t r e ś ć z n a c z e n i o w ą , i n n y kontekst k u l ­
t u r o w y i s p o ł e c z n y . P o w s t a ł o w czasie, gdy inne zabar­
wienie i sens m i a ł y choćby takie o k r e ś l e n i a j a k ojczyz­
na, ojcowizna, lud, n a r ó d . Nie jest w i ę c pojęcie sztuki
ludowej k a t e g o r i ą logiczną, z a m k n i ę t ą , a trzeba je t r a k ­
t o w a ć jako p o j ę c i e nieprecyzyjne. Pojęcie, k t ó r e w r a z
z rozwojem naszej wiedzy o w ł a s n e j historii i kulturze
zmienia się, rozszerza, traci o s t r o ś ć . P o j ę c i e wreszcie —
ahistoryczne, co s ł u s z n i e p o d k r e ś l i ł w swej p i ę k n e j w y ­
powiedzi prof. Piwocki.
S ą d z ę , że g d y b y ś m y mogli odrzucić wszelkie r e l i k t y ,
z a p o m n i e ć o tradycji, o ciągłości k u l t u r y , k t ó r a w y r a ż a
się nawet w zachowaniu nazw spraw i rzeczy — z a s t ą ­
p i l i b y ś m y pojęcie „ l u d " i n n y m i , d o k ł a d n i e j s z y m i o k r e ś ­
leniami. Zabieg t a k i wydaje się jednak w praktyce
t r u d n y , a nawet n i e m o ż l i w y , nasza k u l t u r a , literatura,

historia s t a ł y b y się bowiem uboższe, straty b y ł y b y być
m o ż e w i ę k s z e niż zyski.
Z a c h o w u j ą c jednak pojęcie „ l u d u " w znaczeniu po­
tocznym, o g ó l n y m — n a l e ż y chyba w badaniach nauko­
w y c h , t a m gdzie to m o ż l i w e i celowe, p o s ł u g i w a ć się
o k r e ś l e n i a m i w ę ż s z y m i , a zarazem bardziej k o n k r e t ­
n y m i . Istnieje bowiem n i e b e z p i e c z e ń s t w o zacierania od­
r ę b n o ś c i zjawisk przez p o d c i ą g a n i e ich pod w s p ó l n y
m i a n o w n i k . Badanie np. grupy malarzy cechowych p r a ­
c u j ą c y c h dla masowego odbiorcy w i n n o u w z g l ę d n i a ć
p e ł n ą s p e c y f i k ę zjawiska. P r z y j ę c i e nazwy „ m a l a r z e
l u d o w i " s p r a w ę zaciemnia, automatycznie bowiem z m u ­
sza do szukania e l e m e n t ó w p o z w a l a j ą c y c h tę g r u p ę
u z n a ć za l u d o w ą , a t y m samym nie sprzyja zarysowa­
niu odrębności.
W praktyce redaktora pisma, k t ó r e w t y t u l e j u ż ma
zawarte o k r e ś l e n i e „ s z t u k a ludowa", w i e l o k r o t n i e spo­
t y k a ł e m się z t y m , że autor pisząc o c i e k a w y m zagad­
nieniu rozpaczliwie u s i ł o w a ł w c i s n ą ć je w r a m y „ s z t u k i
ludowej", aby j a k o ś p a s o w a ł o do pisma, do dyscypliny
naukowej (np. wota srebrne, w y c i n a n k i X V I I w., znaki
wodne na papierze). W k o ń c u zabieg t a k i często oka­
z y w a ł się m o ż l i w y , ale „ s z t u k a l u d o w a " za k a ż d y m r a ­
zem z n a c z y ł a coś innego. Raz b y ł a to t w ó r c z o ś ć mas
analfabetycznych (a w i ę c i w s i , i p r o l e t a r i a t u miejskie­
go), kiedy indziej zaś chodziło o t w ó r c z o ś ć a r t y s t y c z n ą
wsi, przy czym i t u n i e k t ó r z y badacze zaliczali do „ s z t u ­
k i l u d o w e j " całość artystycznej produkcji, i n n i zaś j e ­
dynie t ę jej część, k t ó r a o p i e r a j ą c się o w y p r a c o w a n y
zbiorowo „ k a n o n " estetyczny m i a ł a o k r e ś l o n e cechy sty­
listyczne. B y w a ł o też, że m ó w i ą c o sztuce ludowej r o z u ­
miano pod t y m jedynie s z t u k ę wsi dla w s i , kiedy i n ­
dziej zaś rozszerzano to pojęcie o s z t u k ę w y k o n y w a n ą
na u ż y t e k w s i i t d .
P r z y j ę l i ś m y milcząco podział naszej k u l t u r y (w w a ­
r u n k a c h rozwarstwienia) na w y ż s z ą (uczoną) i l u d o w ą .
W przypadkach t y p o w y c h , skrajnych, wyrazistych m o ż ­
na na ogół u z n a ć t a k ą typologię. A l e j a k ż e się ona staje
uproszczona, gdy chodzić nam b ę d z i e o strefy graniczne,
o obszary p o ś r e d n i e . Zobaczymy te konsekwencje choćby
na p r z y k ł a d z i e naszych m u z e ó w . Jedne — narodowe,
miejskie — g r o m a d z ą s z t u k ę uczoną, wysokiej klasy
r z e m i o s ł o cechowe, artystyczne. I n n e — etnograficzne,
o g r a n i c z a j ą się do k u l t u r y wsi, niekiedy m a ł y c h miaste­
czek. A co się dzieje p o ś r o d k u ? Jak w y g l ą d a ł a i w y g l ą d a
k u l t u r a r ó ż n y c h grup l u d n o ś c i , rzemiosło, k t ó r e już nie
jest ludowe, a jeszcze nie jest w p e ł n i artystyczne? Jak
w y g l ą d a t w ó r c z o ś ć poszczególnych grup, r ó ż n i ą c y c h się
k u l t u r ą a nie a t r a t y f i k a c j ą społeczną?
Z w i e l k i m zainteresowaniem s ł u c h a ł e m w y w o d u prof.
Piwockiego. Chyba to nie przypadek, że r ó w n o l e g l e , bez
porozumiewania się ze sobą, podobne w ą t p l i w o ś c i ma
w i e l u z nas. Ś w i a d c z y to t y l k o o pewnej p r a w i d ł o w o ś c i ,
o t y m , że na obecnym etapie naszej wiedzy stosowanie
nazwy — amalgamatu (a za t a k i u w a ż a m p o j ę c i e sztuki
ludowej) — hamuje widzenie i p r a w i d ł o w ą
analizę
zjawisk z a c h o d z ą c y c h w kulturze. Trzeba w i ę c w p r a ­
cach naukowych w y c h o d z i ć od k o n k r e t u sytuacji danej
grupy, k u l t u r y czy s u b k u l t u r y , a s t o s u j ą c pojęcie sztuki
ludowej r e w i d o w a ć j e za k a ż d y m razem i precyzyjnie
określać.
, ' Kończąc naszą dyskusję p r a g n ę podziękować P a ń s t w u
za niezmiernie i n t e r e s u j ą c e wypowiedzi. S ą d z ę , że s p e ł ­
n i ą one znakomicie r o l ę i n i c j u j ą c ą i w r ę c z p r o w o k u j ą c ą
dla dalszych dyskusji i a r t y k u ł ó w na tematy teoretyczne.

Fot.: Stanisław
Biniewski — il. 16; Andrzej Jakimowicz — il. 5 — 8 ; Jacek Olędzki
— il. 13, 17, 19—35, rys. —
il. 14, 15. II. 1—4 repr. z: L'art dans le monde. Afrique. Paryż 1962. II. 9—12 repr. z: W.G. Archer, Bazaar pain­
tings of Calcuta. Londyn 1953. II. 18. repr. z: Ladislau Forbath. Die Neue Mongolie.
Berlin.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5892" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5872">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c09bf074001bc8251bdc184142f376a0.pdf</src>
        <authentication>3b783a04993741b3ec49d075e4512add</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70261">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70262">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70263">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70264">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4615</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70265">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70266">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70267">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70270">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70271">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70272">
                <text>ANNA KOWALSKA-LEWICKA

JACEK OLĘDZKI

Pan tutaj p r z e d s t a w i ł jeszcze jeden dodatkowy prosblem. Na terenie Europy jednak w t y m stopniu tych
rzeczy nie obserwujemy, p o n i e w a ż mamy w większości
p a ń s t w a jednonarodowe. Chociaż na r u b i e ż a c h Polski
mamy mniejszości, ich jednak sztuka nie będzie s z t u k ą
l u d o w ą p o l s k ą , t y l k o l i t e w s k ą czy b i a ł o r u s k ą . Podobnie
1est na terenie A m e r y k i P o ł u d n i o w e j . T a m za o b o w i ą ­
zującą, n a r o d o w ą u w a ż a się k u l t u r ę grupy kreolskiej,
fctóra tej k u l t u r y jednak nie s t w o r z y ł a , lecz p r z e j ę ł a
z Hiszpanii. N a j w i ę k s z y n ę d z a r z m ó w i ą c y po h i s z p a ń s k u
czy portugalsku zalicza się do grupy kreolskiej i czuje
się z jej k u l t u r ą z w i ą z a n y . To, co u w a ż a się tam za
k u l t u r ę „ l u d o w ą " , to k u l t u r a miejscowych I n d i a n . T y m ­
czasem k u l t u r o w o i j ę z y k o w o jest to z u p e ł n i e inny nurt,
k t ó r y został siłą wcielony, w r a z z k u l t u r ą k r e o l s k ą , do
jednego organizmu politycznego, nie m a j ą c ani jedna­
k o w y c h z k r e o l a m i t r a d y c j i , ani p r a w politycznych
i społecznych.

Sztuce ludowej w Polsce p o ś w i ę c o n o j u ż sporo prac;
zwłaszcza na lamach „Polskiej Sztuki Ludowej", a wciąż
p r z y b y w a j ą nowe i n t e r e s u j ą c e pozycje. Odczuwa się'
jednak niedostatek w i a d o m o ś c i , k t ó r e p o z w o l i ł y b y roz­
szerzyć n a s z ą o r i e n t a c j ę w t y m ^przedmiocie' o znajo­
mość s t o s u n k ó w w i n n y c h krajach europejskich, a na­
wet pozaeuropejskich.

Wydaje m i się, że p o w i n n i ś m y się t r z y m a ć t y c h norm,
j a k i e p r z y j ę l i ś m y dla terenu Europy, i u w a ż a ć za „ k u l ­
t u r ę l u d o w ą " k u l t u r ę w y t w o r z o n ą w o b r ę b i e jednego
organizmu narodowego przez te grupy, k t ó r e nie par­
t y c y p u j ą w p e ł n i w jednolitej kulturze elitarnej. Z a n i m
n a s t ą p i ł p o d z i a ł na k u l t u r ę e l i t a r n ą i l u d o w ą , i s t n i a ł a
jednolita k u l t u r a , k t ó r ą umownie m o ż e m y n a z w a ć k u l ­
t u r ą l u d o w ą sensu largo l u b , jeśli nam to bardziej od­
powiada, k u l t u r ą p l e m i e n n ą .
'
'

W y n i k i b a d a ń A . Abramowicza i K . Piwockiego po­
z w a l a j ą na s f o r m u ł o w a n i e n a s t ę p u j ą c e g o pytania: czy
rozpad k u l t u r y na o d r ę b n e n u r t y rozwojowe w i ą ż e się
z k a ż d y m w a r i a n t e m s t o s u n k ó w feudalnych? A b y odpo­
w i e d z i e ć na to pytanie jak też lepiej r o z u m i e ć s y t u a c j ę
z n a n ą nam z d o ś w i a d c z e ń europejskich, w a r t o , j a k s ą ­
dzę, sięgnąć do m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o z Mongolii,
gdzie u s t r ó j feudalny w „ n i e s k a ż o n e j " formie z a c h o w a ł
się aż do p o c z ą t k ó w X X w .
Przedmiotem mojej w y p o w i e d z i będzie k u l t u r a l u d ­
ności pasterskiej — a r a t ó w — w okresie od p o ł o w y
X I X w . aż do czasu obecnego. Chodzi t u ściśle o l u d ­
ność C h a ł c h a , k t ó r a stanowi ok. 70% całej populacji
Mongolii.
Dobro materialne tej l u d n o ś c i a n a l i z o w a ć m o ż n a w
d w u aspektach: a — gospodarki pasterskiej i życia oso­
bistego (inwentarz n a r z ę d z i pracy, mieszkanie, u b i ó r
i jego przybranie), b — w i e r z e ń l o k a l n y c h (głównie szamanistycznych) i lamaistycznych — (przejawy artystycz­
nej twórczości malarskiej i r z e ź b i a r s k i e j ) .

203

�тжгмШШШ1шШт

Шум, imifit ШмПШШШШШШШШШШШШш

Do n a r z ę d z i pracy w gospodarce pasterskiej obok
a k a n u (uurga) i r ó ż n e g o rodzaju p o w r o z ó w należy ze­
staw n a c z y ń drewnianych, s k ó r z a n y c h , rogowych, m e ­
talowych i ceramicznych. Są w ś r ó d nich z a r ó w n o przed­
mioty wykonane przez samych pasterzy, j a k t e ż i w y ­
twory wyższego kunsztu — r z e m i e ś l n i c z e .
Pierwsze
z nich w y k a z u j ą analogie z w y t w o r a m i wczesnych k u l ­
tur. Tak np. n i e k t ó r e naczynia ceramiczne o charak­
terystycznym ornamencie grzebykowym w y k a z u j ą ana­
logie z w y t w o r a m i m ł o d s z e j epoki kamienia ( i l . 16, 17).
I n n y m z kolei p r z y k ł a d e m w y t w ó r c z o ś c i n i e r z e m i e ś l n i czej są drewniane i rogowe czerpaki ( i l . 14, 15), zdobione
na u c h w y t a c h g ł o w a m i k o n i i b a r a n ó w , p r z y p o m i n a j ą
n i e k t ó r e formy r o z w i ą z a ń dekoratorskich znane z epoki
b r ą z u na terenach A z j i Ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Sy­
berii. Naczynia te u z n a ć wypadnie za jeden z p e ł n i e j ­
szych p r z e j a w ó w snycerstwa a zarazem r ę k o d z i e ł a a r t y ­
stycznego, j a k i m zajmowali się pasterze. W o d r ó ż n i e n i u
r

204

bowiem od sytuacji, znanej nam z doświadczeń euro­
pejskich, na terenie Monogolii nie odnajdujemy p r z y ­
k ł a d ó w s p o ż y t k o w a n i a w i e l k i c h n a d w y ż e k czasu w o l ­
nego dla uprawiania rozmaitych zajęć snycerskich.
N a j w a ż n i e j s z ą pozycję w u r z ą d z e n i a c h z w i ą z a n y c h
z k o c z o w n i c z ą g o s p o d a r k ą p a s t e r s k ą z a j m o w a ł o samo
mieszkanie — j u r t a (ger). Jest ono j e d n y m z najbar­
dziej w y r ó ż n i a j ą c y c h się w y t w o r ó w k u l t u r y pasterzyk o c z o w n i k ó w . K o l i s t y k s z t a ł t j u r t y u m o ż l i w i a ł maksy­
malne wykorzystanie powierzchni mieszkalnej, k t ó r a ,
m i m o najprostszego, nie dzielonego u k ł a d u w n ę t r z a ,
r o z w i ą z y w a ł a wiele zasadniczych f u n k c j i b y t o w y c h (w
t y m r ó w n i e ż gospodarczych). C a ł a budowla przystoso­
wana b y ł a znakomicie z a r ó w n o do m o n t a ż u i d e m o n t a ż u
poszczególnych e l e m e n t ó w , j a k też do ich p r z e w o ż e n i a .
W a ż n ą w t y m rolę o d g r y w a ł o wysoko r o z w i n i ę t e rze­
miosło stolarskie. K r ą g s p i n a j ą c y l i s t w y u szczytu oraz
d r z w i — n a j w a ż n i e j s z e elementy k o n s t r u k c j i — w y k o ­
nywane były przez s p e c j a l i s t ó w stolarzy. P o z o s t a ł e m a -

�I L 13. Fragment ozdoby srebrnej na siodle, pocz. XX w.,
somon Charchorin. II. 14. Czerpak z drewna brzozowego,
pocz. XX w. Muzeum Centralne,
Ułan-Bator.
II. 15.
Czerpak z rogu antylopy, koniec XIX w. Muzeum Cen­
tralne. II. 16. Garnek zasobowy, kultura zlocka. Polska,
2.poł. III w. p.n.e. II. 17. Garnek zasobowy, коп. XIX w.
Somon Charchorin.

t e r i a ł y , przede wszystkim wojłok, pochodziły z w y t w ó r ­
czości pasterskiej.
Odpowiednio utrzymana j u r t a , starannie wzmocniona
powrozami, p o k r y t a nie zniszczonymi p ł a t a m i w o j ł o k u ,
m o g ł a s t a n o w i ć dobre ś w i a d e c t w o zamożności i zarad­
ności właścicieli. T y m samym m o g ł y w niej z n a j d o w a ć
w y r a z aspiracje o charakterze reprezentacyjno-prestiż o w y m . I s t o t n y m akcentem plastycznym w w y g l ą d z i e
j u r t y b y w a bogata malatura na z e w n ę t r z n e j stronie
drzwi.
W t r a d y c y j n y m systemie gospodarki pasterskiej nie
ma b u d o w l i gospodarczych. Sposób zagospodarowania
otoczenia j u r t y cechuje s k r o m n o ś ć i u b ó s t w o . Ś w i a ­
dectwem zasobności, okazją w y r a ż e n i a potrzeb reprezent a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h b y w a w tej sytuacji stado, zwie­
r z ę t a juczne, przede wszystkim jednak wierzchowce prze­
t r z y m y w a n e przed j u r t ą . Charakterystyczne przy tym,
że za dnia konie trzymane są prawie zawsze pod siod­
ł a m i . A l e też u p r z ą ż , w szczególności siodła nabijane
srebrnymi ozdobami, dekoracyjnie aplikowane i w y s z y ­
wane, to najcenniejsze i najbardziej r o z w i n i ę t e w i n w e n ­
tarzu pasterskim przejawy r z e m i o s ł a artystycznego (il.
13). Natomiast nie w y k o r z y s t y w a n o dla potrzeb reprezen­

tacyjnych ś r o d k ó w transportu. Na obszarach M o n g o l i i
z a c h o w a ł się wóz z osią r u c h o m ą — jedna z n a j p r y m i ­
tywniejszych k o n s t r u k c j i p o j a z d ó w , jakie znamy. Do­
dać jednak trzeba, że obok tego t y p u wozu w y s t ę p o w a ł
sporadycznie inny, z n i e r u c h o m ą osią, o k o ł a c h szpry­
chowych. W ó z ten ś w i a d c z y o w y s t ę p o w a n i u tam r ó w ­
nież r z e m i o s ł a kołodziejskiego ( i l . 35).
N i e w i e l k i e stosunkowo możliwości wykorzystania pod­
stawowych s p r z ę t ó w i u r z ą d z e ń pasterskich dla f u n k c j i
r e p r e z e n t a c y j n o - p r e s t i ż o w y c h , przy b r a k u zagrody, o b e j ś ­
cia ( e l e m e n t ó w tak istotnych w kultarach rolniczych),
w p ł y w a ł y na zogniskowanie tych f u n k c j i w pewnych
t y l k o w y t w o r a c h . N a l e ż ą do nich np. siodła, a w w i ę k ­
szym jeszcze stopniu przedmioty u ż y t k u osobistego —
tabakierki, toczone z nefrytu i agatu, sztylety, krzesiwa
ozdoby stroju kobiecego, w szczególności kunsztowne
usztywnienia fryzur ( i l . 18), a t a k ż e zastawy s t o ł o w e
(czarki i konwie). Wszystkie te w y t w o r y obok f u n k c j i
reprezentacyjno-prestiżowej odgrywają również istotną
rolę w a k u m u l a c j i i zabezpieczeniu d ó b r materialnych.
Przy dość s ł a b e j dynamice przemian k u l t u r y t r a d y ­
cyjnej a r a t ó w nie m o ż e dziwić duża s t a b i l n o ś ć form,
w y s t ę p u j ą c a szczególnie w y r a ź n i e w ubiorze (chałat-deli),
k t ó r y p r z e t r w a ł niezmieniony po dzień dzisiejszy (il. 21).
Jednym z w a ż n i e j s z y c h c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na
charakter k u l t u r y l u d ó w stepowych b y ł a ich znaczna
m o b i l n o ś ć przestrzenna. Istotne znaczenie m i a ł o r ó w n i e ż
p o w a ż n e ograniczenie m o ż l i w o ś c i w y t w ó r c z y c h w ra­
mach gospodarki pasterskiej i w y n i k a j ą c e z tego f a k t u
u z a l e ż n i e n i a nabywcze.
W tradycyjnej k u l t u r z e pasterzy M o n g o l i i dość w y r a ź ­
ne r ó ż n i c e m i ę d z y w y t w o r a m i r z e m i e ś l n i c z y m i i nie-

205

��r z e m i e ś l n i c z y m i p r z y j m o w a ł y niekiedy charakter
za­
sadniczy, j a k o ś c i o w y . Najlepszym p r z y k ł a d e m są wozy
wykonane przez kołodziejów i pasterzy, drewniane na­
czynia z k o r y brzozowej i w y r o b y o cechach w y t w ó r ­
czości bednarskiej, proste g a r n k i oraz porcelanowe wazy.
Różnice dotyczyły całości dobra materialnego pasterzy
i nie łączyły się one z i s t n i e j ą c y m z r ó ż n i c o w a n i e m spo­
łecznym.
Do czasu r e w o l u c j i socjalistycznej w s p o ł e c z e ń s t w i e
istnieli z jednej strony f e u d a ł o w i e : chanowie, wangowie,
t a j d ż i (świeccy przedstawiciele arystokracji) i d y g n i ­
tarze kościoła lamaickiego, a z drugiej strony szerokie
masy l u d n o ś c i pasterskiej — a r a t ó w . I s t n i a ł a r ó w n i e ż
z r ó ż n i c o w a n a w a r s t w a p o ś r e d n i a , złożona z r z e m i e ś l n i ­
k ó w , obsługi karawan, k u p c ó w , a t a k ż e z pomniejszych
m n i c h ó w klasztornych.
A l e w w a r u n k a c h p r a w i e z u p e ł n e g o b r a k u gospo­
d a r k i rolnej stosunki społeczne w M o n g o l i i u k ł a d a ł y się
na zgoła odmienej p ł a s z c z y ź n i e zależności aniżeli w f e u ­
dalnej Europie. W M o n g o l i i zależności te o k r e ś l a ł y p o d ­
stawowe cechy i w ł a ś c i w o ś c i pasterskiej
gospodarki
koczowniczej. Wobec w y j ą t k o w o n i k ł e j gęstości zalud­
nienia (na 1 k m przypada obecnie 1 mieszkaniec, p o d ­
czas gdy w I n d i a c h — 135, w Chinach — 71, Nepalu —
67) i zarazem w i e l k i e j r u c h l i w o ś c i m i e s z k a ń c ó w prawo
w ł a s n o ś c i ś r o d k ó w p r o d u k c j i rozciągało się na stada
zwierząt, uprząż, narzędzia i sprzęty, służące prowa­
dzeniu gospodarki pasterskiej, Prawo to nie o b e j m o w a ł o
jednak samej ziemi •— t e r e n ó w wypasu, a jeśli nawet
2

dotyczyło tych o b s z a r ó w , to w zakresie m i n i m a l n y m ,
s p r o w a d z a j ą c się do w ł a s n o ś c i w o d o p o j ó w czy miejsc
dogodnych do przepraw (brody, mosty).
U t r z y m y w a n i e stad z w i e r z ą t hodowlanych w stanie
na pół dzikim, bo nie dozorowanych przez pasterzy ani
też nie chronionych w czasie zimy jakimikolwiek po­
mieszczeniami, o g r a n i c z a ł o udział siły roboczej do m i ­
n i m u m , a zarazem nie s t w a r z a ł o g w a r a n c j i t r w a ł o ś c i
posiadania t y c h stad. Masowe ich w y m i e r a n i e w czasie
surowych zim p o w o d o w a ł o częste w y p a d k i pauperyzacji
n a j z a m o ż n i e j s z y c h w a r s t w s p o ł e c z e ń s t w a mongolskiego.
Z drugiej z n ó w strony p o m y ś l n y r o z w ó j h o d o w l i w p ł y ­
w a ł niekiedy na awans w h i e r a r c h i społecznej jednostek
ze szczebla najniższego — pasterzy a r a t ó w .
Dane, j a k i e dotychczas u d a ł o się z g r o m a d z i ć , w s k a ­
zują, że w ś r ó d ó w c z e s n e j , z r ó ż n i c o w a n e j społeczności
l u d n o ś c i C h a ł c h a nie n a s t ą p i ł , j a k w i n n y c h w a r i a n t a c h
feudalizmu, rozwój d w u o d r ę b n y c h n u r t ó w k u l t u r o w y c h
— ludowego i elitarnego. W y s t ę p o w a ł y oczywiście r ó ż ­
nice w stanie posiadania d ó b r materialnych, nie m i a ł y
one jednak charakteru różnic j a k o ś c i o w y c h . W tradycyj­
nej k u l t u r z e nie został w y k s z t a ł c o n y ani t y p mieszkania
i s p r z ę t ó w , ani ubioru, z a p r z ę g u czy nawet j a k i c h ś drob­
nych w y t w o r ó w u ż y t k u osobistego, k t ó r y b y ł b y p r z y w i ­
lejem w a r s t w z a j m u j ą c y c h
n a j w y ż s z y szczebel h i e ­
r a r c h i i s p o ł e c z n e j . I m o ż n o w ł a d c a , i arat mieszkali w
j u r t a c h . I c h mieszkania r ó ż n i ł y się t y l k o w i e l k o ś c i ą ,
stopniem zadbania, bogactwem s p r z ę t ó w .
Stosunkowo n a j w y r a ź n i e j

H. 18. Strój aratki (w środku) i stroje księżniczek,
lata dwudzieste XX
wyroby złotników,
XIX w. Urga. II. 20. Krzesiwo pasterza, wyrób złotników,
odświętny
pasterza.
20

charakter

tych

różnic

za-

w. II. 19. Krzesiwo
i sztylet
feudała,
XIX w. Urga. II. 21. Współczesny
strój

21

�22

rysowuje się w wyrobach artystycznych. Sztylety, krze­
siwa ( i l . 19, 20), t a b a k i e r k i , naczynia stołowe, meble oraz
elementy stroju ( i l . 18) nie r ó ż n i ł y się stylem. Trudno
jest nawet m ó w i ć w w i e l u wypadkach o r ó ż n i c a c h w
tworzywie. W ł a ś c i w i e t y l k o stopień
pracochłonności
w wykonaniu określonych wytworów może być świa­
dectwem ich odmiennych w a r t o ś c i . F a k t y te w s k a z u j ą
na stosunkowo w y s o k i poziom m o ż l i w o ś c i nabywczych
szerokiej rzeszy a r a t ó w . W s k a z u j ą one r ó w n i e ż na
szczególnych u k ł a d zależności, j a k i w y s t ę p o w a ł m i ę d z y
g o s p o d a r k ą stepowego feudalizmu Mongolii a s ą s i e d n i m i
k r a j a m i o z r ó ż n i c o w a n y c h i r o z w i n i ę t y c h strukturach
gospodarczych.
W y m i a n a towarowa z Chinami, Tybetem czy nawet
I n d i ą i I r a n e m m i a ł a tradycje s i ę g a j ą c e g ł ę b o k o w
przeszłość M o n g o l i i . W X I X w . n a s t ą p i ł ponadto r o z w ó j
s t o s u n k ó w handlowych i p r z e m y s ł o w y c h z i m p e r i u m
rosyjskim. W a ż n ą rolę w w y m i a n i e towarowej p e ł n i ł y
rodzime o ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i r z e m i e ś l n i c z e j , nie m i a ł y
one jednak do X I X w . oparcia o miejskie skupiska l u d ­
ności. B r a k u k s z t a ł t o w a n y c h o r g a n i z m ó w miejskich nie
s p r z y j a ł z r ó ż n i c o w a n i u rzemiosł oraz k s z t a ł t o w a n i u się
w y t w ó r c z o ś c i o d p o w i a d a j ą c e j r ó ż n e j skali potrzeb i m o ż ­
liwości nabywczych.
Widoczne jest to r ó w n i e ż na p r z y k ł a d z i e twórczości
artystycznej z w i ą z a n e j z potrzebami k u l t o w y m i , a w i ę c
z r ó ż n y m i l o k a l n y m i wierzeniami szamanistycznymi,

208

23

przede wszystkim zaś z lamaizmem. Wierzenia te w y ­
s t ę p o w a ł y dawniej w swoistej koegzystencji i jeszcze
na p o c z ą t k u X X w. lamaizm w s w y m g ł ó w n y m cen­
t r u m , w Urdze (dzisiejszy U ł a n - B a t o r ) , a d a p t o w a ł na
mocy oficjalnej sakralizacji najbardziej wsteczne t r e ś c i
szamanizmu. Proces przejmowania przez lamaizm treści
w i e r z e ń szamanistycznych odnosi się n i e w ą t p l i w i e do
znacznie w c z e ś n i e j s z y c h o k r e s ó w .
W latach trzydziestych w w y n i k u w a l k i z k o n t r r e w o ­
lucją, k t ó r e j przewodzili lamowie, zburzona
została
ogromna ilość k l a s z t o r ó w . Z l i k w i d o w a n e zostały w ó w ­
czas instytucjonalne podstawy lamaizmu. Do dziś czynny
jest t y l k o jeden klasztor na Gandanie w U ł a n Bator,
a o szamanizmie, jako ż y w e j postaci w i e r z e ń , m o ż n a
m ó w i ć w odniesieniu do bardzo nikłego procentu l u d ­
ności z a m i e s z k u j ą c e j n i e k t ó r e rejony p ó ł n o c n e j M o n g o l i i .
W p o z o s t a ł y c h częściach k r a j u u t r z y m u j ą się nadal w
postaci r e l i k t o w e j takie przejawy szamanizmu, jak s k ł a ­
danie ofiar i d a r ó w oraz korzystanie z a m u l e t ó w ( i l .
22—24).
P r y m i t y w n e i najbardziej umowne w y o b r Ł ż e n i a , w y ­
w o d z ą c e się z w i e r z e ń lokalnych, w y s t ę p o w a ł y w bez­
p o ś r e d n i e j styczności z obiektami k u l t u lamaistycznego
o w y r a f i n o w a n e j ikonografii i zasadniczo odmiennej,
wysoko r o z w i n i ę t e j technice w y k o n a n i a .
Tak w i ę c w j u r c i e z n a j d o w a ł się o ł t a r z w y p o s a ż o n y
w toczone lub kute w m o s i ą d z u kielichy na ofiary (z su-

�II. 22. Ofiara z ziarna prosa i łoju. Klasztor
Gandan,
Ulan-Bator. II. 23. Współczesny
amulet — lis, dzwonki
i stare monety. Somon Bajan. II. 24. Amulet z pocz.
XX w. Okolice pustyni Gobi. II. 25. Psy ze srebra, ko­
niec XIX w.

rowych w n ę t r z n o ś c i z w i e r z ą t , jedzenia, wody), podobne
naczynia do palenia ognia, kadzielnice, księgi m o d l i t w
t y b e t a ń s k i c h oraz element n a j w a ż n i e j s z y — kapliczka
w k s z t a ł c i e szafki, w k t ó r e j z n a j d o w a ł y się m o s i ę ż n e
lub ceramiczne f i g u r y i obrazki malowane na p ł ó t n i e
(il. 25—28). W n i e k t ó r y c h j u r t a c h zawieszano r ó w n i e ż
u szczytu pojedyncze obrazy w i ę k s z y c h r o z m i a r ó w .
Rzeźba i malarstwo w y s t ę p u j ą c e w j u r t a c h pasterzy
nie r ó ż n i ł y się cechami ideowo-f o r m a l n y m i od spotyka­
nych masowo f i g u r i o b r a z ó w w klasztorach. W tych
ostatnich z n a j d o w a ł y się obiekty okazalsze i cenniejsze,
ale nie r ó ż n i ą c e się pod w z g l ę d e m stylu. U d a ł o się co
prawda odnaleźć pewne p r z y k ł a d y twórczości r z e ź b i a r ­
skiej i malarskiej o cechach stylistycznych, p r z y p o m i ­
n a j ą c y c h niekiedy e u r o p e j s k ą s z t u k ę l u d o w ą ( i l . 26).
W k o n w e n c j i tych dzieł przetworzenie oficjalnego wzoru
ikonograficznego zdradza swoiste uproszczenie, zagu­
bienie z b ę d n y c h detali czy nawet d e f o r m a c j ę ( i l . 27, 28).
T w ó r c a m i tych dzieł p o c h o d z ą c y c h g ł ó w n i e z 2.poł.
X I X w. i p o c z ą t k u X X w., podobnie j a k t w ó r c a m i ca­
łej sztuki sakralnej, b y l i lamowie. Mogłoby się w y d a w a ć ,
że w y t w o r y te r e p r e z e n t u j ą s z t u k ę p r z e z n a c z o n ą dla
masowego odbiorcy o mniejszych wymaganiach, np,
pasterzy. Tak jednak nie jest. M a m y wiele p o w o d ó w ,
aby sądzić, że twórczość ta w p r z e w a ż a j ą c e j mierze
przeznaczona b y ł a na potrzeby samego klasztoru, p e ł ­
niącego funkcje r e l i g i j n e w stosunku do całości spo­
ł e c z e ń s t w a wiernych. Z a s a d ę z a p e ł n i a n i a ścian w ś w i ą ­
t y n i w i e l k ą ilością kapliczek, w n ę t r z wylepianych szczel-

25

�II. 26. Bóg Lhama (fragm. obrazu), płótno,
tempera, 14 X 20 cm, koniec XIX w. Klasztor w Cecerleg. II. 27.
Lama, blacha miedziana, wys. 4 cm. Wyrób
rzeźbiarzy,
2.poł. XIX w. Klasztor Gandan, Urga. II. 28. Bóg
Czojdżin,
brąz pozłacany,
wys. 7,5 cm, koniec XIX w. Urga.

nie obrazkami, wreszcie umieszczanie w tych kapliczkach
setek niewielkich figur k s z t a ł t o w a ł o masowe z a m ó w i e ­
nie. Jest rzeczą n a t u r a l n ą , że w w y n i k u takich z a m ó w i e ń
m u s i a ł y p o j a w i ć się r o z w i ą z a n i a uproszczone, k t ó r e o d ­
bieramy jako stylistycznie sugestywniejsze aniżeli poje­
dyncze egzemplarze dzieł, k t ó r e wykonane zostały ze
szczególną dbałością. Dlatego też trudno b y ł o b y w i ą z a ć
takie uproszczone r o z w i ą z a n i a n i e k t ó r y c h dzieł z od­
r ę b n o ś c i ą ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego o k r e ś l o n e j grupy
społecznej. S t y l i s t y k i tej nie m o ż e m y łączyć z p o j ę ­
ciem ludowego ś w i a t o p o g l ą d u artystycznego. M o ż n a na­
tomiast dopuszczać w y s t ę p o w a n i e w
światopoglądzie
ł a m ó w — malarzy i r z e ź b i a r z y — tych c z y n n i k ó w , k t ó r e
d o c h o d z ą do głosu niezależnie od czasu i miejsca w róż­
nych społecznościach, kiedy pojawia się k o n i e c z n o ś ć
zwielokrotnionej, masowej
wytwórczości,
konieczność
powtarzania
wzoru o k r e ś l o n e g o przedstawienia.
Ale
m o ż n a też w s p o m n i e ć , że d u c h o w i e ń s t w o lamaistycziie
różni się niekiedy w s p o s ó b zasadniczy od d u c h o w i e ń ­
stwa Kościoła c h r z e ś c i j a ń s k i e g o . Różnice te widoczne
są szczególnie w y r a ź n i e w c z y n n o ś c i a c h r e l i g i j n y c h . Za­
r ó w n o w jednej, j a k i w drugiej r e l i g i i w y s t ę p u j e wiele
podobnych, niekiedy identycznych, form
zachowania.
W lamaizmie dostrzega się jednak ściślejsze p o w i ą z a n i e
hieratycznych czynności k a p ł a ń s k i c h z powszednimi,
niekiedy najbardziej prostackimi f o r m a m i z a c h o w a ń .
L a m a i z m m i m o w y r a f i n o w a n e j rytualizacji
obrządków
r e l i g i j n y c h dopuszcza, nawet jako z a s a d ę , przestrzeganie
tych form zachowania, k t ó r e m o g ą się nam w y d a w a ć

210

p r y m i t y w n e , aby nie p o w i e d z i e ć ludowe. Tolerancyjny
stosunek lamaizmu wobec w i e r z e ń
szamanistycznych
dotyczy r ó w n i e ż szeroko rozumianego obyczaju.
W z e t k n i ę c i u ze w s p ó ł c z e s n y m i przejawami t w ó r ­
czości artystycznej, k t ó r a znajduje n a j p e ł n i e j s z e p o w i ą ­
zanie z o s i ą g n i ę c i a m i t r a d y c y j n y m i , n a s u w a j ą się jesz­
cze pewne uwagi ogólne. Odnoszą się one do tych cech
formalnych twórczości, k t ó r e n a j ł a t w i e j dostrzec p r z y ­
byszowi z k r ę g u europejskiej t r a d y c j i artystycznej.
W kulturze pasterzy mongolskich nie odnajdujemy
w i e l u dziedzin twórczości artystycznej, k t ó r e w ł a ś n i e
w europejskich grupach pasterskich r o z w i n ę ł y się n a j bujniej. B r a k r o z w i n i ę t e g o snycerstwa u pasterzy m o n ­
golskich trudno t ł u m a c z y ć b r a k i e m odpowiednich, sprzy­
j a j ą c y c h w a r u n k ó w naturalnych, np. niedostatkiem d r e w ­
na. Wiadomo bowiem, że r o z w i n ę ł y się na t y m terenie
u m i e j ę t n o ś c i o b r ó b k i s u r o w c ó w nigdy tam nie w y s t ę ­
p u j ą c y c h , np. szlachetnych g a t u n k ó w drewna oraz kość;
s ł o n i o w e j . Natomiast obfitość t a k i c h s u r o w c ó w j a k ser
czy w e ł n a nie w p ł y n ę ł a na r o z w ó j odpowiednich u m i e j ę t ­
ności (rzeźbiarskich, dekoratorskich, t k a c k i c h czy k o bierniczych). Na f a k t ten zwraca u w a g ę w i e l u badaczy
k u l t u r y l u d ó w pasterskich, m.in. K . M o s z y ń s k i , k t ó r y
z a j m o w a ł się u nas t y m zagadnieniem: „ P r z e c i ą ż e n i e k o ­
biet p o s p o l i t ą c o d z i e n n ą p r a c ą z jednej strony, a bardzo
znaczne r o z l e n i w i e n i e ( p o d k r e ś l e n i e moje) m ę ż ­
czyzn oraz zogniskowanie przez nich prawie całej uwagi
na trzodach i rozboju jako ź r ó d ł a c h bogactwa i p r e s t i ż u ,
poza t y m zaś t a k ż e i koczowniczy t r y b życia przeszka-

�28

�II. 29. Antylopa

pod drzewem

jabłoni,

nefryt,

20 X 9 cm. Wyrób

dzały znaczniejszemu rozwojowi specjalizacji w zakresie
technik czy rzemiosł.
Bardzo przeszkadza temu r ó w n i e ż (a nawet m o ż e
p r o w a d z i ć do zaniku n i e k t ó r y c h i s t n i e j ą c y c h technik
rodzimych) nader silnie r o z w i n i ę t y u licznych l u d ó w
pasterskich wschodniej i p ó ł n o c n e j A f r y k i oraz A z j i w y ­
mienny handel z e w n ę t r z n y . Pobudkami, k t ó r e do jego —
tak znacznego rozwoju p r o w a d z i ł y , b y ł a z jednej strony
znana nam j u ż n i e c h ę ć m ę ż c z y z n do wszelkiej pracy
fizycznej (więc i do pracy o b a r c z a j ą c e j od dawien daw­
na p ł e ć m ę s k ą , j a k o b r ó b k a drzewa czy metali), a ze
strony drugiej wielka ł a t w o ś ć nabywania potrzebnych
p r z e d m i o t ó w od s ą s i e d n i c h l u d ó w niepasterskich w za­
m i a n za hodowane z w i e r z ę t a i p r o d u k t y hodowli..."
B e z p o ś r e d n i e k o n t a k t y z g r u p a m i pasterzy mongol­
skich p o t w i e r d z a j ą słuszność p o g l ą d ó w K. M o s z y ń s k i e g o .
Zarazem jednak w w y n i k u przeprowadzonych b a d a ń
okazuje się, że niezajmowanie się o k r e ś l o n ą w y t w ó r ­
czością przez pasterzy nie oznacza b r a k u k u temu od­
powiednich u z d o l n i e ń , u m i e j ę t n o ś c i . W j e d n y m z o ś r o d ­
k ó w w M a n d a ł - G o b i i , dzięki szczególnym staraniom,
u d a ł o się n a k ł o n i ć k i l k u starych pasterzy, aby uczest­
niczyli w konkursie tradycyjnej twórczości artystycznej.
Pasterze ci nie zajmowali się j a k i m i k o l w i e k pracami
artystycznymi, k i e d y ś tylko sporadycznie rzeźbili d r e w ­
niane f i g u r y s z a c h ó w (szachy mongolskie w y o b r a ż a j ą
ludzi i zwierzęta). Dzieło tych, j a k b y p o w i e d z i a ł M o s z y ń ­
ski, n i e c h ę t n y c h pracy fizycznej pasterzy zdumiewa
jednak pod k a ż d y m w z g l ę d e m . Oto jeden z p r z y k ł a d ó w :
antylopy przy drzewie j a b ł o n i ( i l . 29). F i g u r y w y r z e ź ­
bione zostały w p ł y t c e nefrytu.
Podobne s p o s t r z e ż e n i a o n i e z w y k ł o ś c i artystycznych
u m i e j ę t n o ś c i n a s u w a j ą prace dzieci. Oto p r z y k ł a d r z e ź ­
bionych w gipsie figur z w i e r z ą t ( i l . 30). Prace te w y ­
k o n a ł y dzieci n a j n i ż s z y c h klas szkoły somonowej w
Erdene D a ł a j , w części Mongolii najmniej d o s t ę p n e j ,
położonej na k r a w ę d z i gobijskiego obszaru. I w t y m
w y p a d k u zwraca u w a g ę u m i e j ę t n o ś ć radzenia
sobie
w m a ł o znanym t w o r z y w i e i •— co n a j w a ż n i e j s z e — roz­
budowana, daleka od surowego p r y m i t y w u forma przed­

212

współczesny,

Muzeum

Mandat

Gobi.

stawienia. Obydwa p r z y k ł a d y w y r a ż a j ą t y p u m i e j ę t n o ś c i
samorodnych, nie k s z t a ł c o n y c h .
Znane nam s ą zdolności manualne pewnych zbioro­
wości, np. l u d o w y c h w X I X w . na terenie Europy,
w t y m r ó w n i e ż Polski. W i ą ż e m y je z d o ś w i a d c z e n i e m
zdobywanym w czasie rozmaitych prac fizycznych. Jest
to d o ś w i a d c z e n i e swoiste, o z u p e ł n i e i n n y m charakterze
aniżeli to, k t ó r e w y s t ę p u j e u l u d ó w nie obciążonych
p r a c ą fizyczną. D o ś w i a d c z e n i e manualne
zdobywane
w czasie prac rolnych, gospodarczych, m o ż e r o z w i j a ć
się w p e w n y m o k r e ś l o n y m k i e r u n k u . Wydaje s i ę , że
u ł a t w i a ono r o z w ó j najbardziej zasadniczych r u c h ó w
dłoni, ale raczej nie sprzyja jej uelastycznieniu. Nato­
miast w Mongolii, w w a r u n k a c h w i e l k i c h n a d w y ż e k
czasu wolnego, r o z w i n ą ł się niezwykle bogaty i roz­
m a i t y program gestykulacji d ł o ń m i . P o d s t a w ą
były
przede wszystkim gry towarzyskie, ale r ó w n i e ż system
informacji, przy k t ó r e j znak czyniony r ę k ą , palcami
p e ł n i ł w a ż n ą rolę ( i l . 31—33). N a j ż y w s z a gestykulacja
łączyła się z przekazem treści religijnych. W czasie
m o d l i t w y w y k o n y w a n o wyszukane ceremonialne gesty.
Charakter tej gestykulacji u k a z u j ą przedstawienia b ó s t w
lamaickich j a k t e ż samych ł a m ó w . O b s e r w u j ą c p r a c ę
malarza-lamy, k t ó r y co j a k i ś czas przerywa malowanie
na m o d l i t w ę , i na o w ą g e s t y k u l a c j ę d ł o ń m i , odnosi się
w r a ż e n i e , ż e ćwiczenie s p r a w n o ś c i manualnej tego t w ó r c y
jest permanentne. D o d a ć też trzeba, że charakterystyczne
cechy ludzi to w i e l k i spokój w e w n ę t r z n y , m a ł a stosun­
kowo r u c h l i w o ś ć , w r ę c z f l e g m a t y c z n o ś ć . P o ś p i e c h w za­
chowaniu codziennym i w pracy to najrzadziej spoty­
kane cechy osobowości. W pracy z a r ó w n o n i e k s z t a ł c o nego artysty, j a k i uczonego l a m y zwraca u w a g ę jego
pozycja: siedzenie z p o d w i n i ę t y m i nogami, n i e r u c h o m o ś ć
(il. 34). Nawet n i e w i e l k i e pomieszczenie j u r t y l u b celi
w klasztorze nie jest wykorzystane w całej powierzchni.
Wszystko, co konieczne do pracy, zlokalizowane jest
w zasięgu r ą k . B y w a nawet, że w ich zasięgu ma t w ó r c a
u k r y t e w odpowiednich schowkach jedzenie. Nie zmienia
on w ó w c z a s pozycji nawet w czasie posiłku. Jego pracy
towarzyszy skupienie, bodaj w i ę k s z e aniżeli ś r e d n i o -

�I

wiecznym i l u m i n a r z o m w c h r z e ś c i j a ń s k i c h klasztorach.
O k r e ś l o n y rodzaj s p r a w n o ś c i manualnych jak też
pewne powszechne cechy osobowości to t y l k o n i e k t ó r e
spośród w i e l u c z y n n i k ó w w p ł y w a j ą c y c h na charakter
f a r m a l n y dzieł. Dochodzą jeszcze tak istotne w p ł y w y
na w y o b r a ź n i ę a r t y s t y c z n ą j a k o k r e ś l o n e dziedzictwo
k u l t u r o w e . W przypadku M o n g o l i i szerokie rzesze spo­
ł e c z e ń s t w a m i a ł y b e z p o ś r e d n i ą styczność, nawet w cza­
sach ustroju feudalnego, z w y t w o r a m i o n a j w y ż s z e j r a n ­
dze artystycznej.
Wydaje się w i ę c , że dopiero w najnowszych czasach
w y s t ą p i ł y podstawy, z a r ó w n o społeczne, j a k i gospodar­
cze, k t ó r e w p ł y n ą ć m o g ą na z m i a n ę monolitycznego cha­
r a k t e r u k u l t u r y Mongolii. B y ć m o ż e j e s t e ś m y ś w i a d ­
k a m i k s z t a ł t o w a n i a się w ł a ś n i e teraz p r o c e s ó w p o l a r y zacyj'nych w k u l t u r z e tego k r a j u . Przy egalitarnych za­
ł o ż e n i a c h socjalizmu w y d a w a ć się m o ż e paradoksalnym
fakt w y s t ą p i e n i a dopiero w t y m p o s t ę p o w y m ustroju
m n i e j l u b bardziej elitarnej k u l t u r y , a t y m samym
r ó w n i e ż k u l t u r y , k t ó r ą łączyć m o ż e m y z p o j ę c i e m l u ­
dowej. Proces ten dokonuje się najprawdopodobniej
w k u l t u r z e w i e l u nowych p a ń s t w , w szczególności w y ­
zwolonych k r a j ó w A z j i , A f r y k i czy A m e r y k i P o ł u d n i o ­
w e j . Niemniej jednak szczególna z u p e ł n i e s t r u k t u r a
demograficzna Mongolii, u k s z t a ł t o w a n a w ostatnich k i l ­
k u d z i e s i ę c i u latach, jest w y j ą t k o w o s p r z y j a j ą c y m m o ­
mentem dla w y s t ą p i e n i a wspomnianych różnic w k u l ­
turze. Na nieco w i ę k s z ą aniżeli m i l i o n l u d n o ś ć M o n ­
golii blisko 300-tysięczna jej część zamieszkuje U ł a n -

l i . 30. Koń,

baran,

jak

i owca, gips, wys.

Bator. Nawet przy nowoczesnych ś r o d k a c h przekazu,
j a k radio, szkoła, prasa, społeczność m i e j s k ą U ł a n - B a t o r
izolują od pozostałej l u d n o ś c i ogromne obszary tego
k r a j u . N a j w a ż n i e j s z e jednak, że w u ł a n b a t o r s k i m zespole
o s i e d l e ń c z y m p o w s t a ł y szerokie możliwości k s z t a ł c e n i a
się znacznej grupy l u d n o ś c i r ó ż n i ą c e j się od pozostałej
części s p o ł e c z e ń s t w a poziomem i stylem życia. Do grupy
tej zaliczyć należy przede w s z y s t k i m ś r o d o w i s k o pisarzy,
a r t y s t ó w , ludzi nauki, dziennikarzy i b y ć m o ż e r ó w n i e ż
część p r a c o w n i k ó w instancji centralnych. Ś r o d o w i s k o
to znajduje znacznie szersze i ściślejsze p o w i ą z a n i e
z o g ó l n o l u d z k i m dorobkiem k u l t u r o w y m . Zarazem jest
ono predysponowane do głębszego rozumienia i przyswo­
jenia rodzimej t r a d y c j i k u l t u r o w e j .
J e d n o c z e ś n i e zwraca u w a g ę fakt, że instytucje zaj­
m u j ą c e s i ę r e a k t y w o w a n i e m dawnych u m i e j ę t n o ś c i r ę k o ­
dzielniczych (artele r ę k o d z i e ł a artystycznego — odpo­
w i e d n i k i naszej Cepelii) z n a j d u j ą się w sytuacji nadal
aktualnych potrzeb i z a i n t e r e s o w a ń w y t w o r a m i „ l u d o ­
w y m i " ze strony mas pasterskich. Mongolskie s p ó ł d z i e l ­
nie r ę k o d z i e ł a artystycznego w y t w a r z a j ą ozdobne, n a b i ­
jane srebrem siodła, malowane elementy j u r t , meble,
wszelkich r o z m i a r ó w naczynia fajansowe na kumys,
srebrne czarki i wreszcie m a k a t k i - a p l i k a c j e ( i l . 36).
J e ś l i z t r a d y c j i muzycznych, dzięki specjalnie u k ł a d a ­
n y m programom r a d i o w y m , działalności teatru i i n .
instytucji, korzysta w jednakowej mniej w i ę c e j mierze
całe s p o ł e c z e ń s t w o mongolskie, to wymienione w y ż e j
w y t w o r y sztuk plastycznych przeznaczone s ą p r a w i e w y ­

7 cm. Prace dzieci ze szkoły

w Mandał

Gobi.

213

�т

�33

II. 31. „Dund
gra polegająca

churu" — gra polegająca
na ćwiczeniu
zręczności

na odnajdywaniu średniego
serdecznego palca. Zwyczaje
Ulan-Bator.

łącznie dla odbiorcy z p r o w i n c j i , dla ludności paster­
skiej. W ś r o d o w i s k u miejskim w y t w o r y te nie z n a j d u j ą
uzasadnienia utylitarnego, a ich znaczna w a r t o ś ć ma­
terialna nie dopuszcza też, aby m o g ł y pełnić funkcje
dekoracyjne.
W a ż n ą rolę w rozwoju l o k a l n y c h u m i e j ę t n o ś c i a r t y ­
stycznych opartych o tradycyjne wzory p e ł n i ą tzw. czer­
wone k ą c i k i — instytucja pracy k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e j
somonu. W k ą c i k a c h tych wiele uwagi p o ś w i ę c a się roz­
w i j a n i u u m i e j ę t n o ś c i w rzeźbieniu, hafcie, aplikacjach.
Obok spółdzielni r ę k o d z i e ł a artystycznego stworzone
zostały w Mongolii zespoły m a l a r z y - k o p i s t ó w . Do ich
z a d a ń należy m.in. kopiowanie (w d u ż y c h ilościach
egzemplarzy) pewnych t e m a t ó w malarskich opracowa­
nych dla szerokiego odbiorcy z o ś r o d k ó w somonowych.
Obrazami t y m i przystraja się zajazdy, świetlice, sto­
łówki, kina. Z d a r z a j ą się zestawy paru o b r a z ó w , ale
często r ó w n i e ż ekspozycje o charakterze galerii. Pewien
procent k o p i s t ó w r e k r u t u j e się z dawnych l a m ó w - m a larzy. Dzieło k o p i s t ó w r ó ż n i się zasadniczo od tych
prac, k t ó r e prezentuje oficjalna galeria sztuki w s p ó ł ­
czesnej w U ł a n - B a t o r . Malarstwo k o p i s t ó w ma pewien
w s p ó l n y charakter, k t ó r y określić by m o ż n a pojęciem
naiwnego realizmu. N a i w n o ś ć treści w y r a ż a j ą tak sfor­
m u ł o w a n e tematy j a k : „ w i e l b ł ą d z i c a — przodownica
w w y d a j n o ś c i mleka i sierści", „rozjuszona w i e l b ł ą d z i c a
w a l c z ą c a z w i l k i e m " , albo temat: „przyszłość".

palca. II. 32. Gra „dembe". II. 33. „Jadam" —
ogólnomongolskie.
11. 34. Lama — malarz.

�M ó w i ą c o w s p ó ł c z e s n e j twórczości artystycznej, nie
m o ż n a p o m i n ą ć działalności amatorskich zespołów p i e ś n i
i t a ń c a . Mongolia m o ż e poszczycić się d u ż ą ilością t r u p
artystycznych, k t ó r y c h działalność w i ą ż e się ściśle z ży­
ciem k u l t u r a l n y m s o m o n ó w . W programach tych zespo­
łów p r z e p l a t a j ą się u t w o r y rodzime, tradycyjne, ze
w s p ó ł c z e s n y m i i w y b r a n y m i z klasycznych r e p e r t u a r ó w
europejskich. O b s e r w u j ą c reakcje w i d o w n i s k ł a d a j ą c e j
się z ludności pasterskiej — a r a t ó w , dostrzegamy przede
wszystkim p e ł n ą i w r ę c z e u f o r y c z n ą a k c e p t a c j ę treści
swojskich, rodzimych. S t ą d też i w tej dziedzinie ist­
nieją naturalne podstawy dla rozwoju twórczości n a w i ą ­
zującej do t r a d y c y j n y c h f o r m wyrazowych.

*
W ś w i e t l e m a t e r i a ł ó w z M o n g o l i i zagadnienie zróż­
nicowania k u l t u r y p r z y j m u j ą c e j p o s t a ć d w u g ł ó w n y c h
n u r t ó w rozwojowych — ludowego i elitarnego — roz­
p a t r y w a ć należy nie t y l k o w aspekcie n i e r ó w n o ś c i spo­
łecznych, ale r ó w n i e ż systemu funkcjonowania gospodar­
czego o k r e ś l o n e j zbiorowości. Dopóki jest ona oparta
0 tego t y p u n i e r o z w i n i ę t ą g o s p o d a r k ę , j a k ą jest paster­
stwo koczownicze, nie ma podstaw do w y s t ą p i e n i a zja­
wiska polaryzacji k u l t u r y . I dlatego w ś r ó d determinan­
t ó w o d r ę b n y c h n u r t ó w w k u l t u r z e (sztuce) w s k a z y w a ł ­
bym — obok o k r e ś l o n e g o stopnia z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego — przede wszystkim osiadłość, r o z w ó j rolnictwa
1 r z e m i o s ł a , pojawienie się wsi i miast.
II. 35. Wóz z osią ruchomą.

Sądzę, że f a k t pojawienia się miast w k a ż d e j k u l ­
turze jest wydarzeniem o doniosłych konsekwencjach,
z a r ó w n o w k s z t a ł t o w a n i u się w y t w ó r c z o ś c i , jak też o k r e ś ­
lonych g u s t ó w i u p o d o b a ń . O ś r o d k i w y t w ó r c z o ś c i m i e j ­
skiej są zdolne o d d z i a ł y w a ć na r ó ż n i c o w a n i e się potrzeb.
Pojawienie się miast to w y s t ą p i e n i e t a k ż e odmiennych
w z o r c ó w k u l t u r o w y c h , odmiennych s t y l ó w życia: m i e j ­
skiego i niemiejskiego. Z procesem t y m w i ą ż e się oczy­
wiście zjawisko stopniowej polaryzacji k u l t u r y i w n i m
d o p a t r y w a ł b y m się genezy sztuki elitarnej i ludowej.
Wraz z rozwojem miast sztuka plemienna zyskuje p o s t a ć
ludowej.
Proces ten zachodzi w s p ó ł c z e ś n i e i w Mongolii, gdzie
np. szamanistyczne r e k w i z y t y k u l t u r y plemiennej spo­
t y k a j ą się obecnie z a k c e p t a c j ą w y ł ą c z n i e w a r s t w l u ­
dowych. Natomiast r e k w i z y t ó w tych nie odnajdujemy
dziś z u p e ł n i e w życiu inteligencji.
Wolno p r z y p u s z c z a ć , że jeszcze w stosunkach feudal­
nych r e k w i z y t y te działały silniej na w y o b r a ż e n i a szero­
k i c h rzesz pasterzy niż na inne grupy ówczesnego spo­
ł e c z e ń s t w a . Stopniowe odchodzenie od t r a d y c j i szamanistycznych, w k t ó r y m to procesie p r z e w o d z i ł y nie­
w ą t p l i w i e w a r s t w y uprzywilejowane, było
podstawą
swoistej sublimacji powszechnie d o s t ę p n y c h t r e ś c i z w i ą ­
zanych z lamaizmem. Na tej też drodze d o k o n y w a ł a się
w s t ę p n a elitaryzacja k u l t u r y , p r o w a d z ą c a do w y k s z t a ł ­
cenia się już w naszym czasie n u r t u k u l t u r y o charak­
terze zdecydowanie e l i t a r n y m .

Okolice somonu Bajan. II. 36. Krąg
drewniany jurty.
rękodzieła
artystycznego.
Ułan-Bator.

Współczesny

wyrób

spółdzielni
35

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5891" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5871">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0fdf743c39d5173158fd7b4cd7fb863e.pdf</src>
        <authentication>54a65285906f21b21e431ba1fa68d96e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4975</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70249">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70250">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70251">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70252">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4614</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70253">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70254">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.203</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70255">
                <text>Kowalska-Lewicka, Anna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70256">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70257">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70258">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70259">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70260">
                <text>ANNA KOWALSKA-LEWICKA

JACEK OLĘDZKI

Pan tutaj p r z e d s t a w i ł jeszcze jeden dodatkowy prosblem. Na terenie Europy jednak w t y m stopniu tych
rzeczy nie obserwujemy, p o n i e w a ż mamy w większości
p a ń s t w a jednonarodowe. Chociaż na r u b i e ż a c h Polski
mamy mniejszości, ich jednak sztuka nie będzie s z t u k ą
l u d o w ą p o l s k ą , t y l k o l i t e w s k ą czy b i a ł o r u s k ą . Podobnie
1est na terenie A m e r y k i P o ł u d n i o w e j . T a m za o b o w i ą ­
zującą, n a r o d o w ą u w a ż a się k u l t u r ę grupy kreolskiej,
fctóra tej k u l t u r y jednak nie s t w o r z y ł a , lecz p r z e j ę ł a
z Hiszpanii. N a j w i ę k s z y n ę d z a r z m ó w i ą c y po h i s z p a ń s k u
czy portugalsku zalicza się do grupy kreolskiej i czuje
się z jej k u l t u r ą z w i ą z a n y . To, co u w a ż a się tam za
k u l t u r ę „ l u d o w ą " , to k u l t u r a miejscowych I n d i a n . T y m ­
czasem k u l t u r o w o i j ę z y k o w o jest to z u p e ł n i e inny nurt,
k t ó r y został siłą wcielony, w r a z z k u l t u r ą k r e o l s k ą , do
jednego organizmu politycznego, nie m a j ą c ani jedna­
k o w y c h z k r e o l a m i t r a d y c j i , ani p r a w politycznych
i społecznych.

Sztuce ludowej w Polsce p o ś w i ę c o n o j u ż sporo prac;
zwłaszcza na lamach „Polskiej Sztuki Ludowej", a wciąż
p r z y b y w a j ą nowe i n t e r e s u j ą c e pozycje. Odczuwa się'
jednak niedostatek w i a d o m o ś c i , k t ó r e p o z w o l i ł y b y roz­
szerzyć n a s z ą o r i e n t a c j ę w t y m ^przedmiocie' o znajo­
mość s t o s u n k ó w w i n n y c h krajach europejskich, a na­
wet pozaeuropejskich.

Wydaje m i się, że p o w i n n i ś m y się t r z y m a ć t y c h norm,
j a k i e p r z y j ę l i ś m y dla terenu Europy, i u w a ż a ć za „ k u l ­
t u r ę l u d o w ą " k u l t u r ę w y t w o r z o n ą w o b r ę b i e jednego
organizmu narodowego przez te grupy, k t ó r e nie par­
t y c y p u j ą w p e ł n i w jednolitej kulturze elitarnej. Z a n i m
n a s t ą p i ł p o d z i a ł na k u l t u r ę e l i t a r n ą i l u d o w ą , i s t n i a ł a
jednolita k u l t u r a , k t ó r ą umownie m o ż e m y n a z w a ć k u l ­
t u r ą l u d o w ą sensu largo l u b , jeśli nam to bardziej od­
powiada, k u l t u r ą p l e m i e n n ą .
'
'

W y n i k i b a d a ń A . Abramowicza i K . Piwockiego po­
z w a l a j ą na s f o r m u ł o w a n i e n a s t ę p u j ą c e g o pytania: czy
rozpad k u l t u r y na o d r ę b n e n u r t y rozwojowe w i ą ż e się
z k a ż d y m w a r i a n t e m s t o s u n k ó w feudalnych? A b y odpo­
w i e d z i e ć na to pytanie jak też lepiej r o z u m i e ć s y t u a c j ę
z n a n ą nam z d o ś w i a d c z e ń europejskich, w a r t o , j a k s ą ­
dzę, sięgnąć do m a t e r i a ł u p o r ó w n a w c z e g o z Mongolii,
gdzie u s t r ó j feudalny w „ n i e s k a ż o n e j " formie z a c h o w a ł
się aż do p o c z ą t k ó w X X w .
Przedmiotem mojej w y p o w i e d z i będzie k u l t u r a l u d ­
ności pasterskiej — a r a t ó w — w okresie od p o ł o w y
X I X w . aż do czasu obecnego. Chodzi t u ściśle o l u d ­
ność C h a ł c h a , k t ó r a stanowi ok. 70% całej populacji
Mongolii.
Dobro materialne tej l u d n o ś c i a n a l i z o w a ć m o ż n a w
d w u aspektach: a — gospodarki pasterskiej i życia oso­
bistego (inwentarz n a r z ę d z i pracy, mieszkanie, u b i ó r
i jego przybranie), b — w i e r z e ń l o k a l n y c h (głównie szamanistycznych) i lamaistycznych — (przejawy artystycz­
nej twórczości malarskiej i r z e ź b i a r s k i e j ) .

203

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5890" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5870">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/79ad20e14438c53a50ea6bd53e755dd7.pdf</src>
        <authentication>b66612e6586293131ba266d74dffc5e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70236">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4977</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70237">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70238">
                <text>sztuka ludowa - teoria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70239">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4616</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70240">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70241">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.217</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70242">
                <text>Piwocki, Ksawery</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70243">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70244">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70245">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70246">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70247">
                <text>wiekiem X V I k u l t u r a b y ł a bardziej jednolita niż od
tego czasu, gdyż rodziła się silna i o d r ę b n a k u l t u r a
w a r s t w tzw. w y ż s z y c h . Jej n i e w ą t p l i w ą b a z ą b y ł a u m i e ­
j ę t n o ś ć czytania. A l e i podziały klasowe, chociaż istot­
ne, nie b y ł y w p e ł n i miarodajne. K a ż d y szlachcic (poza
n i e k t ó r y m i zagonowymi) czytał, ale czytać u m i e l i i kupcy
m a ł o m i a s t e c z k o w i , i majstrzy bardziej „ u c z o n y c h za­
w o d ó w ' , i ich czeladnicy. Np. przed p i e r w s z ą w o j n ą
ś w i a t o w ą na U k r a i n i e wszyscy cieśle wiejscy i ich cze­
ladnicy, z e w n ę t r z n i e nie r ó ż n i ą c y się od chłopów, umieli
czytać i p i s a ć , choć ogół w i e j s k i był analfabetyczny. Czy
w i ę c sztuka •— t w ó r tych cieśli •— b y ł a s z t u k ą r z e m i e ś l ­
niczą czy „ l u d o w ą " ? B y ł a inna niż cieśli miejskich
i inna w konstrukcjach niż uczono s t u d e n t ó w politech­
nik. W ł a ś n i e inna... Sprawa w i ę c ze s z t u k ą l u d o w ą jest
bardzo skomplikowana, jeśli w e ź m i e m y np. pod u w a g ę ,
że cieśle ci b u d o w a l i nie t y l k o chaty, ale t a k ż e cerkwie,
czy kościoły, nie t y l k o lamusy dworskie, ale i same
dwory. Cóż, trzeba znów p o r ó w n y w a ć konkretne f a k t y
artystyczne p o w s t a ł e w t y m samym czasie. Levy Strauss
twierdzi, że r o z w ó j k u l t u r y powstaje z różnicy pozio­
m ó w s p o ł e c z n y c h i k u l t u r a l n y c h , i energia k u l t u r y
rodzi się z tych p o z i o m ó w j a k w maszynach termody­
namicznych. J e d y n ą w i ę c m e t o d ą b a d a w c z ą wydaje m i
się mierzenie tych poziomów, p o r ó w n y w a n i e ich. Do
tego oczywiście w badaniach sztuki dochodzi jeszcze
konieczność wydawania s ą d ó w w a r t o ś c i u j ą c y c h , k t ó r e
nie są niczym i n n y m j a k p r ó b ą uczciwego dotarcia do
w y m o w y , do ekspresji form, przekazanych nam przez
k a ż d y ze wspomnianych p o z i o m ó w k u l t u r o w y c h .
-

KSAWERY PIWOCKI

„Cywilizacja zachodnia staje się coraz bardziej zło­
żona, o b e j m u j ą c całą z a m i e s z k a ł ą Z i e m i ę , ale zdaje się
u z e w n ę t r z n i a ć co raz też w y r a ź n i e j pewne rysy r ó ż ­
n i c u j ą c e , k t ó r e w i n n e i n t e r e s o w a ć antropologa.
Jak
długo p o s t ę p o w a n i e drugiego człowieka nie jest dla
k a ż d e g o innego z u p e ł n i e "-przeźroczyste-", tak długo b ę d z i e
m o ż n a b a d a ć te różnice. Jak długo sposób zachowania
się, pracy pewnych ludzi b ę d ą problemami dla innych —
pozostaje miejsce dla refleksji nad t y m i r ó ż n i c a m i , k t ó r e
pod f o r m ą co raz to o d m i e n n ą b ę d ą t w o r z y ć r a c j ę b y t u
dziedziny antropologii".*

W wypowiedziach na temat k u l t u r y Mongolii zain­
t e r e s o w a ł o mnie bardzo stwierdzenie, że m i ę d z y pasterza­
m i i szlachtą tamtejszą istniała jedność kultury. Utwier­
dza m n i e to w przekonaniu, k t ó r e w y r a z i ł e m w polemice
z drem Abramowiczem, że w p o c z ą t k a c h p a ń s t w a p o l ­
skiego nie i s t n i a ł a k u l t u r a ludowa, p o n i e w a ż w p r a k ­
tyce niemal nie i s t n i a ł a r ó ż n i c a p o z i o m ó w . Nie wszelkie
z r ó ż n i c o w a n i a społeczne p o w o d u j ą z r ó ż n i c o w a n i a k u l ­
t u r y albo też p o w o d u j ą je nie we wszystkich jej ele­
mentach. M a t k a moja b y ł a z i e m i a n k ą z Podola i jako
dziecku ś p i e w a ł a m i nie t y l k o ruskie k o ł y s a n k i i opo­
w i a d a ł a ruskie b a j k i (po prostu dlatego, że n a u c z y ł a
się ich od swoich ruskich nianiek), ale p r z e k a z a ł a m i
też wiele „ p r z e s t r ó g " t y p u magicznego, w k t ó r e na poły
w i e r z y ł a . Taka mieszanka t r e ś c i k u l t u r o w y c h (nie i n t e ­
gracja, b y ł o b y to za d u ż e słowo) m i ę d z y w a r s t w ą zie­
m i a ń s k ą , c h ł o p s k ą i r ó ż n y m i w a r s t w a m i p o ś r e d n i m i od­
d z i a ł y w a ł a w i ę c na obie strony. P o j ę c i e „ G e s u n k e n e s
Gut" nie ma dla m n i e w a l o r u jednokierunkowego: b a l ­
lady Mickiewicza to też swoisty „ G e s u n k e n e s Gut". Spra­
w ę k o m p l i k u j e tu oczywiście styl, forma tych p r z e n i k a j ą ­
cych i m i e s z a j ą c y c h się t r e ś c i . Pan p o w i e d z i a ł , że styl
jest ideologią. Tak, bo forma stylowa niesie ze sobą
t r e ś c i n i e z a l e ż n e od tematu m o t y w u p r z e j ę t e g o z. innej
w a r s t w y k u l t u r o w e j . Są jednak przedmioty k u l t u r y ,
k t ó r y c h styl nie zmienia się m i m o f l u k t u a c j i m i ę d z y
poszczególnych w a r s t w a m i . Np. medalik na szyję. Przed­
mioty tego t y p u gromadzimy w muzeach etnograficz­
nych, ale takie same m o ż e k u p i ć p o b o ż n a żona k a ż d e g o
z nas i powiesić na szyi dziecka. Tutaj forma i t r e ś ć
są tak ze sobą splecione, że nie odczuwa się już — poza
bardzo reprezentacyjnymi okazjami —
konieczności
zmiany stylu, Tak samo ma się sprawa z nożem czy
widelcem. Są to formy gotowe, k t ó r e b ę d ą p r a w d o p o ­
dobnie t r w a ł y w i e k i , bo kto i po co ma w y m y ś l a ć no­
w y nóż?

W trakcie prac nad muzycznym r ę k o p i s e m znajdu­
j ą c y m się w Bibliotece J a g i e l l o ń s k i e j , sygnatura akce­
syjna 127/56, k t ó r y został o d k r y t y przed p a r u laty w
o k ł a d c e unickiego m s z a ł u z 2.połowy X V I I w. noszącego

I s t n i e j ą w i ę c formy c a ł k o w i c i e zintegrowane, ale ist­
nieją t a k ż e mocno i coraz mocniej r ó ż n i c u j ą c e się. Przed

* Claude Marcheix et Edmond Marc, Vers une
sation planetaire. Paris 1962, s. 119.

JAN STĘSZEWSKI
Po ekskursji do dalekiej M o n g o l i i p r o p o n u j ę p o w r ó t
do Polski, ale ze z m i a n ą dziedziny sztuki z plastycznej
na m u z y c z n ą . To, o czym zamierzam m ó w i ć , będzie o p i ­
saniem z u p e ł n i e niespodziewanej przygody naukowej,
k t ó r a w y d a r z y ł a m i się pod koniec ubiegłego roku.
Sądzę, że moje refleksje b ę d ą w o d ą na m ł y n k o l . Jac­
kowskiego, k t ó r e g o podejrzewam o b r z y d k i zamiar spro­
wokowania nas do otwartego przyznania się, że na te­
mat definicji sztuki ludowej niewiele, a w ł a ś c i w i e nic
pewnego p o w i e d z i e ć nie potrafimy, i że pojęcie sztuki
ludowej jest m o ż l i w e do zdefiniowania t y l k o d r o g ą
arbitralnego wyznaczenia pola obserwacji. Co gorzej,
wydaje się, że praktyczne stosowanie p i ę k n y c h teore­
tycznie definicji sztuki ludowej i k r y t e r i ó w w y r ó ż n i a ­
nia w y t w o r ó w , k t ó r e z a s ł u g u j ą na miano ludowej sztu­
k i , napotyka jeszcze w i ę k s z e t r u d n o ś c i . Przy okazji na­
w i ą ż ę do tej części wypowiedzi pani dr Sokclewicz,
w k t ó r e j m ó w i ł a o zagadnieniu a u t o r y t e t ó w w nauce.

civili­

217

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5889" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5869">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ceab556eeef92778f0e81a0b407b1935.pdf</src>
        <authentication>f8e61848eaf63d72d1e4ca51698517cd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70225">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70226">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70227">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4610</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70228">
                <text>Zakres pojęcia sztuki ludowej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70229">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.193-194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70230">
                <text>Szyfelbejn-Sokolewicz, Zofia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70231">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70232">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70233">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70234">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70235">
                <text>k u l t u r y tegoż ludu. Może by s p r ó b o w a ć o d r z u c i ć w ogóle
pojęcie „ l u d u " ? Co by się wtedy stało? S p o ł e c z e ń s t w a
europejskie o tak bogatej, zmiennej i historycznie „ w y ­
m i e r n e j " przeszłości p o s i a d a j ą obecnie i p o s i a d a ł y daw­
niej k u l t u r ę n i e j e d n o l i t ą , r o z w a r s t w i o n ą . Chodzi t u nie
t y l k o o rozwarstwienie klasowe, m a j ą t k o w e i różnice
p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h (choć te o d g r y w a j ą oczywiście
rolę n a j w a ż n i e j s z ą ) . I s t n i a ł y i i s t n i e j ą w tych s p o ł e c z e ń ­
stwach liczne grupy, k t ó r e z najrozmaitszych p o w o d ó w :
geograficznych, gospodarczych, religijnych, zawodowych,
psychicznych itd., żyły i żyją w swoistej izolacji. K a ż d a
z takich grup jest potencjalnym nosicielem specyficz­
nych dla siebie możliwości tworzenia o d r ę b n e j k u l t u r y
czy przynajmneij n i e k t ó r y c h e l e m e n t ó w takiej k u l t u r y .
M a m t u na m y ś l i nie t y l k o takie znane w y o d r ę b n i o n e
grupy j a k getta Ż y d ó w czy s t a r o w i e r ó w , ale r ó w n i e ż
np. sitarzy b i ł g o r a j s k i c h , o c h w e ś n i k ó w skulskich, m a ­
larzy c z ę s t o c h o w s k i c h (że pozostaniemy w zakresie t w ó r ­
ców sztuki i rzemiosła). J a k a ż to jest kultura? Inna,
odmienna od k u l t u r y otoczenia dla grup mniejszych,
a dla grup s p o ł e c z n y c h w i ę k s z y c h inna od standartu,
p r z y j ę t e g o jako reprezentatywny dla elity społecznej
czy r z ą d z ą c e j .
W y n i k a z tego, że etnografia europejska powinna
z a j m o w a ć się wszystkimi i n n y m i g r u p a m i społecznymi
niż nosiciele k u l t u r oficjalnych w danym czasie i miejscu.
Zdarza się wszak często, że modele k u l t u r y p r z e c h o d z ą
od jednej w a r s t w y społecznej do innej i elementy k u l ­
t u r y oficjalnej danego czasu stają się „ l u d o w e " w innej.
A w i ę c nie lud, jako pojęcie metahistoryczne i t y m sa­
m y m abstrakcyjne, ale grupy społeczne r ó ż n e w r ó ż ­
nych okresach dziejowych i miejscach są nosicielami
innych s t r u k t u r k u l t u r o w y c h i one to m o g ą i p o w i n n y
być przedmiotem b a d a ń , k t ó r e m o ż e m y tradycyjnie nazy­
w a ć etnograficznymi. W y c i ą g a m s t ą d wniosek, że w ł a ś ­
ciwą m e t o d ą tych b a d a ń jest ciągłe p o r ó w n y w a n i e w y ­
t w o r ó w tych wszystkich grup ze w s p ó ł c z e s n y m i m standartem k u l t u r o w y m p a n u j ą c y m „oficjalnie" w danej
epoce i danym k r a j u . Nie w i e c z n o t r w a ł e w i ę c cechy
i w a r t o ś c i ani nie odwieczne r e l i k t y dają w ł a ś c i w y ma­
t e r i a ł dla b a d a ń t a k ż e sztuki ludowej, ale ciągła k o n ­
frontacja z faktami k u l t u r o w y m i i artystycznymi innych
„ p r z o d u j ą c y c h " czy „ p o w s z e c h n i e uznanych" grup spo­
łecznych.
To, o czym t u m ó w i ę , nie jest oczywiście do k o ń c a
p r z e m y ś l a n e . A l e już dzisiaj inaczej niż przed d w u ­
dziestu l a t y o d p o w i e d z i a ł b y m na pytanie: co to jest styl
ludowy? Pytanie to bowiem m o ż e b y ć sensowne t y l k o
dla f a k t ó w czy ich zespołu w o k r e ś l o n y m czasie, miejscu
i dla o k r e ś l o n y c h t w o r ó w .
S u m u j ą c , jestem s k ł o n n y t w i e r d z i ć , że różnice m i e ­
dzy e t n o g r a f i ą e u r o p e j s k ą a „ a n t r o p o l o g i ą " czy etnolo­
gią innych k r ę g ó w cywilizacyjnych polegają nie tyle
na r ó ż n i c a c h morfologicznych czy nawet s t r u k t u r a l n y c h
r ó ż n y c h f a k t ó w k u l t u r o w y c h , ale na s k o m p l i k o w a n y m
u nas u k ł a d z i e p o z i o m ó w k u l t u r a l n y c h . Nasza tzw. k u l ­
t u r a ludowa jest i b y ł a już od dawna poddana zjawisku
bikulturalizmu,
a może multokulturalizmu,
że w i ę c
s t r u k t u r y k u l t u r o w e u nas dalekie są i b y ł y od dawna
od tego zintegrowania, p r z y k ł a d ó w d o s t a r c z a j ą nam ba­
dacze k u l t u r plemiennych. Co w i ę c e j , m y ś l ę , że w b r e w
powszechnym p o g l ą d o m r ó ż n i c e j u ż co prawda nie po­
z i o m ó w k u l t u r y , ale ich jakości nie t y l k o nie b ę d ą się
zmniejszać, ale r o s n ą ć . Wszyscy stajemy bezradni wobec
zasobu w i a d o m o ś c i i d o ś w i a d c z e ń z t y m z w i ą z a n y c h j e d ­
nych ludzi, p r a k t y k i życiowej i zawodowej drugich,
p r o b l e m ó w ż y c i o w y c h t r a p i ą c y c h znów innych. M a l u j ą
nas ś r o d k i tzw, k u l t u r y masowej na jeden kolor, coraz

bardziej j e d n o l i t y i pospolity, ale pod n i m , pod tą
w a r s t w ą , n a r a s t a j ą różnice coraz w z r a s t a j ą c y c h d o ś w i a d ­
czeń: pilot i buchalter m o g ą s ł u c h a ć jednego p r o g r a m u
telewizyjnego, ale t r e ś ć ich życia w e w n ę t r z n e g o , a w i ę c
i t r e ś ć ich k u l t u r y są z u p e ł n i e czy niemal z u p e ł n i e
r ó ż n e . Pod w a r s t w ą jednolitej farby rodzi się z u p e ł n i e
różny materiał ludzki.
W n o s z ę stąd, że etnografia, jako nauka p o r ó w n u j ą c a
r ó ż n e poziomy i „ s u b s t a n c j e " k u l t u r o w e , b ę d z i e istnieć
nadal. Standart oficjalny ma tendencje u n i f i k u j ą c e , ale
r ó ż n i c e r o s n ą , co na odcinku mnie i n t e r e s u j ą c y m , od­
cinku twórczości plastycznej, uwidacznia się zapewne
m . i n . t a k ż e coraz szerszym rozprzestrzenianiem się sztu­
k i nieoficjalnej, zwanej najczęściej a m a t o r s k ą czy s z t u k ą
w s p ó ł c z e s n y c h p r y m i t y w ó w . Odpowiadam tu g ł ó w n i e
na pytanie d o t y c z ą c e tego, j a k i e są determinanty powsta­
wania zjawiska o k r e ś l a n e g o jako sztuka ludowa.
A . J a c k o w s k i : A j a k Pan Profesor w i d z i problem
sztuki ludowej, ustawia wobec siebie takie zjawiska j a k
malarstwo ludowe i malarstwo cechowe?
Jeśli o d n o ś n i e do X V I w i e k u nie m a m y ż a d n y c h
p r z e k a z ó w , ż a d n y c h z a b y t k ó w „ s z t u k i l u d o w e j " z za­
kresu m a l a r s t w a czy rzeźby, to znaczy prac, k t ó r e t w o ­
rzył „ l u d w i e j s k i " — to wedle mojej o p i n i i nie w y n i k a
z tego wcale, że do zakresu b a d a ń w ł a ś n i e etnograficz­
nych nie p o w i n n y w e j ś ć zainteresowania s z t u k ą i n n ą
niż standartowa owego czasu. M a m na m y ś l i s z t u k ę
c e c h o w ą , a raczej s z t u k ę n i e k t ó r y c h o ś r o d k ó w tej sztuki.
Przy sposobności z w r ó c ę u w a g ę , że nasza sztuka o f i c j a l ­
na np. d w o r u k r ó l e w s k i e g o tego czasu — rozpatrywana
w p o r ó w n a n i u np. ze s z t u k ą d w o r s k ą W ł o c h — robi w r a ­
ż e n i e n i e m a l „ l u d o w e j " . Podobny odskok m o ż n a dostrzec
m i ę d z y p r o d u k c j ą c e c h ó w k r a k o w s k i c h czy l w o w s k i c h
a obrazami z dalekich k o ś c i ó ł k ó w wiejskich. W y d a w a ł o
m i się zawsze i wydaje dotąd, że gdy z a i s t n i a ł y ekono­
miczne i psychiczne w a r u n k i dla odbioru o b r a z ó w w f o r ­
mie masowej przez chłopa w X I X w i e k u — d o ś w i a d ­
czenia tego „ o d s k o k u " p o z i o m ó w — b y ł y g ł ó w n ą k o m ­
p o n e n t ą nie t y l k o p r o c e d e r ó w technicznych, ale i stylu
„ l u d o w y c h o b r a z ó w " . D l a k a ż d e g o w i ę c p r z e k r o j u dzie­
jowego trzeba b u d o w a ć r ó ż n e w a r s t w y p o z i o m ó w sztuki,
co nota bene nie ma nic w s p ó l n e g o z ich w a r t o ś c i ą a r t y ­
s t y c z n ą , j a k to j u ż gdzie indziej wielokrotnie p o d k r e ś l a ­
łem.

ZOFIA SZYFELBE.IN-SOKOLEWICZ
Zespół p y t a ń przedstawionych przez R e d a k c j ę został
w r ę c z prowokacyjnie w y b r a n y i nie c h c i a ł a m dać się
s p r o w o k o w a ć aż do momentu wypowiedzi prof. Piwockiego. Pan profesor d o t k n ą ł sprawy, k t ó r a w etnografii
jest n i e s ł y c h a n i e w a ż n a , i to z a r ó w n o od strony teore­
tycznej, jak i od strony b a d a ń k o n k r e t n i e historycznych,
b a d a ń empirycznych; chodzi tu o m o ż l i w o ś ć cbjęcia
j e d n ą a p a r a t u r ą p o j ę c i o w ą i w y c i ą g a n i e w n i o s k ó w z ba­
d a ń nad tzw. s p o ł e c z e ń s t w a m i p i e r w o t n y m i i k u l t u r a m i
europejskimi łącznie. To, co nazywamy s p o ł e c z e ń s t w a m i
p i e r w o t n y m i , stanowi całość bardzo r ó ż n o r o d n ą , w ob­
r ę b i e k t ó r e j m o ż e m y o d n a l e ź ć tzw. k u l t u r y c h ł o p s k i e .
Na p r z y k ł a d prace d o t y c z ą c e części A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
to w ł a ś n i e prace d o t y c z ą c e s t r u k t u r agrarnych. H i s t o ­
rycy i e k o n o m i ś c i toczą d ł u g i e dyskusje, czy te s p o ł e ­
c z e ń s t w a kopieniacze m o ż n a n a z w a ć c h ł o p s k i m i . W tej
c h w i l i przewaga jest po stronie tych, k t ó r z y sądzą, że
są to k u l t u i y t y p u chłopskiego. W z w i ą z k u z t y m w y ­
daje m i się, że podobnie j a k w badaniach nad podsta-

193

�warni gospodarczymi tych społeczności m o ż e m y w y k o ­
r z y s t a ć całą a p a r a t u r ę p o j ę c i o w ą ekonomii i przepro­
w a d z i ć analogie w stosunku do p r o c e s ó w europejskich;
jeżeli m o ż e m y p r z e p r o w a d z a ć p o r ó w n a n i a
czynników
kulturotwórczych i mechanizmów procesów
kulturo­
w y c h itd., to samo m o ż n a zrobić w zakresie sztuki.
W k a ż d y m razie będzie u s i ł o w a ł to n i e w ą t p l i w i e robić
etnograf, oczywiście nie ten z czasów Tylora, o k t ó r y m
w s p o m i n a ł profesor P i w o c k i , a k t ó r y chyba nie istnieje
już dzisiaj, ale ten, k t ó r y p o s ł u g u j e się p o j ę c i e m k u l ­
tury w ujęciu s t r u k t u r a l n y m czy f u n k c j o n a l n o - s t r u k t u r a l n y m . Wydaje się, że jest to jedno z założeń, k t ó r e
m o ż e m i e ć konsekwencje przynajmniej dla mojego i n ­
dywidualnego stosunku do n i e k t ó r y c h k w e s t i i tutaj po­
ruszonych.
Gdyby p o d j ą ć temat, k t ó r y p o r u s z y ł profesor Piwocki,
m ó w i ą c o determinantach powstawania zjawiska zwa­
nego k l u t u r ą l u d o w ą , m o ż n a by założyć, że u podstaw
tego zjawiska leży z r ó ż n i c o w a n i e społeczne, k t ó r e g o d a l ­
szym n a s t ę p s t w e m b y w a polaryzacja k u l t u r y . P o l a r y ­
zację k u l t u r y obserwujemy przede w s z y s t k i m w s p o ł e ­
c z e ń s t w a c h agrarnych, pasterskich, nie
obserwujemy
jej w s p o ł e c z e ń s t w a c h zbierackich, w y s t ę p u j e natomiast
w typach mieszanych: pastersko-agrarnych, a zwłaszcza
wtedy, gdy pasterze z a w o j u j ą j a k ą ś g r u p ę rolniczą. Są
na to liczne dowody w materiale a m e r y k a ń s k i m i afry­
k a ń s k i m . Wydaje m i się, że sprawa z r ó ż n i c o w a n i a spo­
łecznego p r o w a d z ą c e g o do polaryzacji k u l t u r y , p r o c e s ó w
dzielących się, a w k a ż d y m razie nie z a c z y n a j ą c y c h się
j e d n o c z e ś n i e , to sprawa ustalenia zespołu c z y n n i k ó w ,
o d g r y w a j ą c y c h p i e r w s z o r z ę d n ą rolę przy powstawaniu
k u l t u r y ludowej. Co sprzyja jego zachowaniu się i czy
jest to zjawisko, k t ó r e w p e w n y m momencie zanika?
W moim dość g ł ę b o k i m przekonaniu zachowaniu się tego
zjawiska sprzyja izolacja k u l t u r o w a danej grupy, przy
czym izolacja ta nie m u s i być izolacją p r z e s t r z e n n ą ;
m o ż e to b y ć izolacja prawna, duchowa czy o ś w i a t o w a .
I s t n i e j ą w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j k a n a ł y informacji, k t ó r e
o b e j m u j ą g r u p ę chłopską, notujemy też k o n t a k t y m i ę d z y c h ł o p s k i e p o m i ę d z y r ó ż n y m i k r a j a m i Europy, nato­
miast sieć k a n a ł ó w informacji p o m i ę d z y w a r s t w a m i e l i ­
t a r n y m i a w a r s t w a m i nieelitarnymi, nawet jeżeli za­
m i e s z k u j ą to samo t e r y t o r i u m , jest n i e w ą t p l i w i e s k ą p a
i nie odgrywa b o d ź c o w e j k u l t u r o t w ó r c z e j r o l i poza t y m ,
że w j a k i m ś m i n i m a l n y m zakresie istnieje i objawia
się nawet w postaci przejmowania przez k l a s ę n i e e l i t a r n ą takich czy innych treści. Niemniej jednak nie m a m y
do czynienia ze s p o ł e c z e ń s t w e m , gdzie sieć k a n a ł ó w
informacji jest tak r ó w n o m i e r n i e rozprowadzona, że
prowadzi do integracji tego s p o ł e c z e ń s t w a na bazie r ó w ­
nouprawnienia, a w r ę c z odwrotnie — jest to taka sieć
kanałów, która mimo istniejącej wymiany
kulturowej
prowadzi do izolacji pewnej grupy społecznej. Jak długo
t r w a taka izolacja, tak d ł u g o m o ż e t r w a ć j e d n o c z e ś n i e
zjawisko, nazywane przez nas zjawiskiem k u l t u r y l u ­
dowej. Wraz z przerwaniem tej izolacji nie zanika
natychmiast k u l t u r a ludowa; procesy przemian t r w a j ą
chyba przez dość długi okres czasu. Wydaje m i się j e d ­
nak, że w Polsce już od dawna zjawisko izolacji w a r s t w
c h ł o p s k i c h zostało p r z e ł a m a n e , a odnawianie się k u l t u r y
ludowej nabiera charakteru epigonalnego.
G r u p y c h ł o p s k i e w Polsce w y r ó ż n i a j ą się od innych
na innej już zasadzie niż 150 lat temu, ale na wsiach
obserwujemy nadal jeszcze zjawiska, k t ó r e n a z w a l i b y ś ­
my k u l t u r ą l u d o w ą . Jednak ten w ł a ś c i w y zespół w a r u n ­
k ó w , k t ó r y j ą p o w o ł a ł do życia i r o z w i j a ł , zanika i ja
osobiście, nie m a r t w i ą c się o to zresztą specjalnie, bo
Wydaje m i się, że etnografowie w c i ą ż m a j ą i b ę d ą m i e l i
wiele do roboty, u w a ż a m , że obserwujemy koniec k u l -

194

tury ludowej. M i m o że w formach r e l i k t o w y c h będzie
ona m o g ł a i s t n i e ć jeszcze bardzo długo, na jej miejsce
w e j d ą inne s t r u k t u r y k u l t u r o w e , t y m bardziej nas m y ­
lące, że w c h ł a n i a j ą c e wiele f o r m z przeszłości. P o s ł u ż ę
się tutaj m a ł y m p r z y k ł a d e m empirycznym. R o b i ł a m
k i e d y ś d o k u m e n t a c j ę do malowanek z a l i p i a ń s k i c h i roz­
m a w i a ł a m z m a l a r k a m i . P y t a ł a m , dlaczego tak w ł a ś n i e
m a l u j ą , j a k i e sposoby malowania najbardziej się i m po­
dobają, j a k oceniają siebie wzajemnie, czy u w a ż a j ą , że
k w i a t y p o w i n n y b y ć podobne do p r a w d z i w y c h k w i a t ó w
i t d . W ó w c z a s jedna z nich p o w o ł a ł a się na autorytety
d w ó c h p r o f e s o r ó w e t n o g r a f ó w . W e d ł u g opinii jednego
s t y l ludowy w ł a ś n i e polega na t y m , że powinno się m a ­
l o w a ć k w i a t y j a k najbardziej podobne do tych, k t ó r e
istnieją, a więc n a l e ż y o p r a c o w y w a ć k a ż d ą żyłkę na l i ś ­
ciu, c i e n i o w a ć kolor liścia. D r u g i natomiast z t y c h p r o ­
f e s o r ó w był odmiennego zdania, ale r ó w n i e ż „nie poz­
walał w y m y ś l a ć tych k w i a t ó w z głowy".
Przyznam się, że nigdy tego m a t e r i a ł u nie opubliko­
w a ł a m , m o ż e ze w z g l ę d u na wspomniane autorytety, ale
w p ł y n ą ł on w zasadniczy sposób na moje późniejsze
p o g l ą d y . Nie ulega bowiem w ą t p l i w o ś c i , że mamy w
Z a l i p i u do czynienia ze s c h y ł k o w y m i f o r m a m i sztuki
ludowej, k t ó r e nie z n a j d u j ą już oparcia we w ł a s n e j
społeczności.
W dyskusjach na temat sztuki ludowej z a u w a ż y ł a m
zbyt w y r a ź n e d ą ż e n i e do pewnych w y c z e r p u j ą c y c h po­
d z i a ł ó w : np. k u l t u r a w a r s t w e l i t a r n y c h i k u l t u r a w a r s t w
nieelitarnych. Chcemy, żeby nam się to j a k o ś wszystko
dzieliło, żeby to był podział logicznie w y c z e r p u j ą c y ; nie
domagamy się, aby był j e d n o c z e ś n i e podział wyczer­
p u j ą c y rzeczywistość, o d p o w i a d a j ą c y ściśle tej
rze­
czywistości. I wobec tego p o d z i a ł o m , k t ó r e m o g ą m i e ć
charakter roboczy, u ł a t w i a j ą c y nam d o s t r z e ż e n i e pew­
nych zjawisk, k t ó r e m o g ą w i ę c m i e ć charakter w y ł ą c z ­
nie instrumentalny — przydajemy j a k i e ś znaczenie
rzeczywiste, znaczenie przedmiotu, tak jak istnieje stół
czy tablica na tej sali. Jest to chyba bardzo niebezpiecz­
na postawa, p o n i e w a ż nie ulega w ą t p l i w o ś c i , iż zja­
wiska, k t ó r e badamy, nigdy nie b ę d ą o b j ę t e przez nas
w całości, c a ł k o w i c i e ; zawsze b ę d z i e m y badali j a k i ś
aspekt tego procesu, a przeprowadzane p o d z i a ł y służą
nam t y l k o do u z m y s ł o w i e n i a sobie pewnej strony prze­
b i e g a j ą c e g o procesu historycznego.
P o z w o l ę sobie d a ć p r z y k ł a d już nie z zakresu p o l ­
skiej sztuki ludowej, ale z terenu Chin. Etnografowie,
p r z y j e ż d ż a j ą c na j a k i ś teren, zwykle u s t a l a j ą , że ludzie
tam b u d u j ą takie i takie domy, chodzą w takich czy
innych ubraniach, m a j ą takie czy inne zwyczaje. Znam
znakomity m a t e r i a ł c h i ń s k i , w k t ó r y m opisywano w ł a ś ­
ciwości pewnej grupy koło Hongkongu i m.in. k t ó r y ś
z i n f o r m a t o r ó w ha pytanie, czy wdowa m o ż e w y j ś ć
po raz drugi za mąż', o d p o w i e d z i a ł , że nie, w d o w a nie
m o ż e w y j ś ć po raz drugi ża m ą ż , bo „ m y , Chińczycy,
nigdy nie pozwalamy w d o w o m po raz d r u g i w y c h o d z i ć
za m ą ż " . K i e d y rozpoczęto badania konkretne, e m p i ­
ryczne, okazało się, że wiele w d ó w wychodzi ponownie
za m ą ż , ale stereotyp jest t a k i , że „ m y , Chińczycy, nie
pozwalamy wdowom w y c h o d z i ć po raz drugi za m ą ż " .
K a ż d a z grup, c h a r a k t e r y z u j ą c a się o k r e ś l o n ą k u l ­
t u r ą , posiada j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y siebie sa­
m y c h i j a k i ś stereotyp w y o b r a ż e n i o w y swoich s ą s i a d ó w
i k a ż d a z tych grup dla tego stereotypu w y b i e r a j a k i e ś
symbole. Powstaje problem, co m o ż e stać się t a k i m s y m ­
bolem. Symbolem naszej k u l t u r y narodowej jest s t r ó j
ł o w i c k i czy k r a k o w s k i . Te symbole k u l t u r y narodowej
zostały wybrane nie na tej zasadzie, że wszycy ludzie
czy ich większość w strojach łowickich chodzi. Istnieje
cały mechanizm, k t ó r y d o p r o w a d z i ł do tego, że ten s t r ó j

�l u d o w y w ł a ś n i e o s i ą g n ą ł r a n g ę symbolu narodowego.
M a m y cały zespół symboli, k t ó r e u z y s k u j ą j a k ą ś o p r a w ę
ideologiczną, k t ó r e m a j ą coś oznaczać i w rezultacie
dochodzimy do czegoś, co m o ż n a by n a z w a ć mitologią
n a r o d o w ą . Dochodzimy do takiego zespołu symboli, k t ó r y
w zasadzie, g d y b y ś m y całą ideologię za t y m k r y j ą c ą się
p r ó b o w a l i r o z s z y f r o w a ć — ma nam o d p o w i e d z i e ć na p y ­
tanie, k i m s ą w ł a ś c i w i e ludzie t y m symbolem się p o s ł u ­
gujący, czy jest to j a k a ś jedna grupa, s k ą d się oni w y ­
w o d z ą i t d . G d y b y ś m y p o r ó w n a l i zespół tych symboli
i wszystkie opowieści, k t ó r e z t y m i symbolami się
w i ą ż ą •— w Polsce np. z m i t a m i a u s t r a l i j s k i m i — m o g l i ­
b y ś m y sobie u z m y s ł o w i ć , że jest to ten sam t y p mecha­
nizmu i że w rezultacie m a m y do czynienia z j a k i e g o ś
r z ę d u mitologią. W gruncie rzeczy mitologia grecka od­
p o w i a d a ł a na r ó ż n e pytania d o t y c z ą c e pochodzenia da­
nego ludu, pochodzenia Boga czy ś w i a t a , a w t y m w y ­
padku m i t y narodowe o d p o w i a d a j ą na pytania doty­
czące pochodzenia danego narodu i jego stosunku do
swoich s ą s i a d ó w .
W zespole symboli narodowych znajduje się bardzo
istotne miejsce dla k u l t u r y ludowej dlatego, że cały
szereg f a k t ó w z k u l t u r y ludowej został podniesiony do
rangi t a k i c h narodowych symboli. N i e w ą t p l i w i e w E u r o ­
pie s t a ł o się to wszystko w y r a ź n i e j niż na p o z o s t a ł y c h
kontynentach, p o n i e w a ż ruchy narodowe w i e k u X I X ,
ruchy regionalistyczno-separatystyczne w i e k u X X sprzy­
j a ł y temu zjawisku. Co w i ę c e j , sytuacja stanu c h ł o p ­
skiego w X I X i X X w . d o p r o w a d z i ł a do utworzenia
p a r t i i c h ł o p s k i c h , k t ó r e p o s i a d a ł y o k r e ś l o n e programy
polityczne. S z u k a ł y
one
jakiegoś
uzasadnienia
tej
p o l i t y k i nie t y l k o w sprawach ekonomicznych, ale r ó w ­
nież d ą ż y ł y do nobilitacji swojej ideologii i w z w i ą z k u
z t y m z a i s t n i a ł o zagadnienie f o l k l o r u w programach
politycznych p a r t i i c h ł o p s k i c h w Europie. G d y b y ś m y
zanalizowali d o ż y n k i u r z ą d z a n e przez wiciarzy z Rzeszo­
wa, z n a l e ź l i b y ś m y w tych d o ż y n k a c h elementy wesela
i w i e l u innych o b r z ę d ó w . Na pytanie etnografa, dlaczego
to czy tamto jest w z i ę t e z wesela, bo dawniej tego nie
było, pada o d p o w i e d ź : tak, to nie z dożynek, ale to jest
przecież nasze, z tej w s i .
Sens o b r z ę d u d o ż y n e k zaginął zupełnie, została t y l k o
jego strona widowiskowa, i wobec tego ludzie w n a j ­
lepszym przekonaniu k o r z y s t a j ą z zespołu kulturalnego,
k t ó r y m d y s p o n u j ą , i do posiadanych form d o d a j ą dziś
zupełnie inne treści. Wydaje m i się m i m o wszystko,
że w ł a ś n i e dlatego, iż to się dzieje w z u p e ł n i e i n n y m
czasie i ma z u p e ł n i e inne cele — dlatego w ł a ś n i e to
już nie jest k u l t u r a ludowa, aczkolwiek — nie ulega
to dla mnie ż a d n e j w ą t p l i w o ś c i •— musi być przedmio­
tem zainteresowania etnografa. Jest to zespół f a k t ó w ,
k t ó r e m a j ą już i n n y splot u w a r u n k o w a ń . Ł a t w i e j jest
p o r ó w n y w a ć społeczności agrarne A m e r y k i P o ł u d n i o w e j
ze s p o ł e c z e ń s t w a m i c h ł o p s k i m i Europy w i e k u X I X niż
zjawiska k u l t u r y ludowej X V I I I w i e k u w Polsce z t ą
k o n t y n u a c j ą , k t ó r ą znajdziemy w w i e k u X X , jeżeli pod
u w a g ę tutaj bierzemy nie s a m ą f o r m ę przedmiotu, lecz
cały zespół u w a r u n k o w a ń .
Na t y m c h c i a ł a b y m zakończyć, t y l k o nie nasuwa m i
się nic takiego, czym m o ż n a by m o j ą w y p o w i e d ź p o d ­
s u m o w a ć . Chodzi m i po prostu w tej c h w i l i o to, że
m a m y z jednej strony r z e c z y w i s t o ś ć h i s t o r y c z n ą i t ą
r z e c z y w i s t o ś c i ą jest s t a ł e w y s t ę p o w a n i e takich czy i n ­
nych f o r m a r c h i t e k t u r y l u b stroju, z czym w i ą ż e się
cały zespół u w a r u n k o w a ń . D r u g ą s p r a w ą jest nasza
aparatura pojęć ogólnych, przy pomocy k t ó r y c h badamy
tę rzeczywistość, i wydaje m i się, że tych p o j ę ć ogólnych
nie m o ż e m y b r a ć za r z e c z y w i s t o ś ć . Pojęcia ogólne ni'ę

p r e t e n d u j ą do p e ł n e j „ o s t a t e c z n e j " a d e k w a t n o ś c i wobec
rzeczywistości k u l t u r o w e j , są one natomiast nieodzow­
nym narzędziem w rozwiązywaniu określonych zadań
poznawczych. M u s i m y p r z y d a w a ć pojęciu k u l t u r y l u ­
dowej historyczne treści, ale nie m o ż e m y samego tego
pojęcia t r a k t o w a ć za rzeczywistość h i s t o r y c z n ą . Są to
chyba dwie r ó ż n e kwestie i p r z y k ł a d e m , j a k bardzo są
różne, m o ż e być to, że inaczej przedstawia się zróż­
nicowanie etnograficzne, z r ó ż n i c o w a n i e k u l t u r o w e danej
społeczności, a z u p e ł n i e inne mechanizmy z a d e c y d u j ą
o t y m , j a k i e fakty k u l t u r o w e z o s t a n ą w y b r a n e za symbol
tej w s p ó l n o t y . W dodatku m o ż e się o k a z a ć , że stereoty­
p ó w k u l t u r y narodowej m o ż e być wiele w danym zespole
ludzi; że nie b ę d z i e jednego stereotypu k u l t u r y narodo­
wej, lecz b ę d z i e wiele s t e r e o t y p ó w . Tak samo nie b ę d z i e
jednego a wiele s t e r e o t y p ó w k u l t u r y ludowej.
A p e l o w a ł a b y m jeszcze, by p o r ó w n y w a ć s p o ł e c z e ń s t w a
agrarne bez w z g l ę d u na to, czy z n a j d u j ą się one w E u r o ­
pie, czy poza nią, ze s p o ł e c z e ń s t w a m i europejskimi, bo
wydaje się, że u podstaw k u l t u r y ludowej leży w ł a ś n i e
polaryzacja k u l t u r y , k t ó r a n a j w y r a ź n i e j w y s t ę p u j e w
k u l t u r a c h agrarnych. Wydaje się t a k ż e , że w tej c h w i l i
w Polsce m a m y nie t y l k o (jeszcze?) s z t u k ę l u d o w ą czy
k u l t u r ę l u d o w ą w ich s c h y ł k o w y c h formach, ale r ó w ­
nież k u l t u r ę m a s o w ą i s z t u k ę a m a t o r s k ą .

ANNA KOWALSKA-LEWICKA
Wydaje m i się, że h i s t o r i ę sztuki ludowej, a zarazem
k u l t u r y ludowej m o ż n a podzielić na pewne fazy rozwo­
jowe. W n a j w c z e ś n i e j s z e j fazie m i e l i b y ś m y do czynie­
nia z k u l t u r ą j e d n o l i t ą , k t ó r ą m o ż n a by n a z w a ć , zgodnie
z t y m , co t u powiedziano, k u l t u r ą p l e m i e n n ą , kiedy to
nie istnieje jeszcze z r ó ż n i c o w a n i e sztuki, a siła t r a d y c j i
kontrolowana przede wszystkim autorytetem r e l i g i j n y m
obejmuje wszystkie w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a ; kiedy t w ó r ­
cami sztuki są p r z e w a ż n i e m o ż e nie t y l e przedstawiciele
w a r s t w y n a j w y ż s z e j , co w k a ż d y m razie grupa, k t ó r a
tworzy na z a m ó w i e n i e tych w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Nie
istnieje wtedy różnica m i ę d z y k u l t u r ą dołów s p o ł e c z ­
nych i w a r s t w n a j w y ż s z y c h . Tutaj ż a d n e j r o l i nie od­
g r y w a jeszcze kwestia z r ó ż n i c o w a n i a społecznego.
Na terenie A m e r y k i Ł a c i ń s k i e j do c h w i l i przybycia
tam H i s z p a n ó w i s t n i a ł y doskonale zorganizowane p a ń ­
stwa, k t ó r e m i a ł y w ł a s n e pismo, l i t e r a t u r ę p i ę k n ą i roz­
w i n i ę t e inne działy s z t u k i ; z r ó ż n i c o w a n i e s p o ł e c z n e
było tam tak silne, że m o ż n a je p o r ó w n a ć z kastowością — ale nie było ż a d n e g o z r ó ż n i c o w a n i a w zakresie
sztuki. W y s t ę p o w a ł y t y l k o r ó ż n i c e ilościowe, a nie j a ­
kościowe.
W tej fazie rozwój sztuki jest silnie ograniczony nor­
m a m i t r a d y c y j n y m i . Nie ma wtedy z r ó ż n i c o w a n i a sztuki
na e l i t a r n ą i l u d o w ą choćby dlatego, że wszyscy w r ó w ­
n y m stopniu są w swej twórczości i s w y m sposobie
m y ś l e n i a k o n t r o l o w a n i z góry.
Druga faza to faza rozbicia się s p o ł e c z e ń s t w a na
grupy elitarne. W Europie za p u n k t z w r o t n y m o ż e b y ć
u w a ż a n e oparcie się na k u l t u r z e ł a c i ń s k i e j . Polska w
X w i e k u wdFlódzi w o r b i t ę w p ł y w ó w p o ł u d n i o w o z a c h o d niej Europy i w ó w c z a s w a r s t w a r z ą d z ą c a odbiega od
swej dawnej narodowej k u l t u r y , w z o r u j ą c się na p r z y ­
k ł a d a c h obcych. P r z e ł o m o w y m , w dziejach naszej k u l ­
t u r y , s t a ł się zapewne moment, kiedy to n a s t ą p i ł o roz­
dzielenie s p o ł e c z e ń s t w a na dwie grupy, z k t ó r y c h k a ż d a
s t w o r z y ł a s w o j ą k u l t u r ę . K u l t u r a elitarna, oparta o obce
c b r z e ś c i j a ń s k o - ł a c i ń s k i e wzory, b y ł a kontrolowana pew-

195

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5881" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5861">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/721fd104ad0d34ef0ce36c6c6ff454c9.pdf</src>
        <authentication>d680be7e5e18fe2b3697050df2ef9b55</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70138">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70139">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70140">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70141">
                <text>Błazen z perspektywy kilku światów. Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70142">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.6-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70143">
                <text>Cynkutis, Jola; Demski, Dagnosław; Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70144">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70145">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70146">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70147">
                <text>Błazen
Z perspektywy kilku światów
Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze*
rozmawiają J o l a C y n k u t i s , Dagnosław D e m s k i
i Sławomir S i k o r a
„Kiedy studiowałem na wydziale socjologii i antropologii, to chciałem wygłosić
wykład w stroju plemiennym. Przyjść z siekierą do sali i poprowadzić wykład na
temat: antropologowie w oczach ludzi z plemion."

Sławomir Sikora: Khalidzie, może zacznijmy od początku.
Wydaje mi się, że jesteś dla nas osobą intrygującą. Do Polski
przyjechałeś ponad dziesięć lat temu, żeby robić doktorat z an­
tropologii, a w końcu wybrałeś teatr. Czy mógłbyś zatem powie­
dzieć nieco o swoich wyborach, a takie o pierwszych spotka­
niach z teatrem, jak to się stało, że zainteresowałeś się tym, co
można by nazwać teatrem antropologicznym, teatrem otwartym
na antropologię?
Khalid Tyabji: Najpierw wstanę, bo lubię chodzić, wtedy
głowa lepiej chodzi. Nawet kiedy robiłem przed wielu laty ba­
dania naukowe, nie myślałem o karierze w nauce, tylko raczej
w teatrze, o czymś bardziej aktywnym, czymś co angażuje całe
ciało, a także odgrywa bardziej aktywną rolę w społeczeństwie.
Interesowałem się nauką, szczególnie teorią mojego profesora,
J.P.S. Uberoia, który uważał, że na Zachodzie i w tak zwanej
współczesności wszystko jest odwrócone do góry nogami. On
chciał znaleźć taką teorię naukową i sposób bycia we współcze­
snym świecie, które uwzględniałyby indyjski punkt widzenia.
Interpretował też materiały Malinowskiego i pisał o stosunkach
między Malinowskim a Witkacym. Podobnie jak Mahatma
Gandhi, który chciał znaleźć indyjską drogę do współczesności.
Ale kiedy Gandhi zmarł, Nehru i Jinnah, w Indiach i Pakistanie,
zgubili tę drogę, zaczęli naśladować zachodni sposób bycia,
traktowania natury i ludzi. Przyjęliśmy system wiedzy uciele­
śniony w nowoczesnych zachodnich uniwersytetach. Mój pro­
fesor uważał, że Gandhi walczył o niepodległy sposób myślenia
i to mnie bardzo fascynowało, ale to nie znaczy, że chciałem
być naukowcem. Chciałem mieć paszport do społeczności nau­
kowej, a doktorat jest takim paszportem. Przez wiele lat, kiedy
żyłem teatrem, próbowałem równocześnie robić badania, zbie­
rać materiał i myśleć o robieniu doktoratu. Nie mogłem jednak
jednocześnie jechać na dwóch koniach, czerpać pełnej satysfak­
cji z którejkolwiek z dziedzin. Nie żałuję jednak pracy, którą
poświęciłem antropologii. Bardzo się cieszę z tych wszystkich
lektur, których przeczytanie przy moim obecnym trybie życia

* Wywiad przeprowadzony został w końcu grudnia 1997 roku po
polsku z wtrącanymi miejscami angielskimi słowami i zdaniami, które
przede wszystkim ze względu na ograniczenia miejsca zostały spolszczo­
ne. Khalid Tyabji przyjechał do Polski po raz pierwszy w styczniu 1985
roku i z przerwami przebywał tu do sierpnia 1988. Potem gościł jeszcze
kilkakrotnie w Polsce z krótszymi wizytami. Obecnie jest szefem grupy
teatralnej w Indiach. Gra! też w filmach, m.in. w pokazywanej na na­
szych ekranach Kamasutrze oraz główną postać jogina w powstałym nie­
dawno francuskim filmie Hanuman.
Opracowali: Anna Demska, Dagnosław Demski, i Sławomir Sikora.

6

byłoby już niemożliwe. Dało mi to perspektywę kilku różnych
światów.
Ale do Polski przyjechałem także dlatego, że myślałem, iż bę­
dę mógł pracować z Grotowskim. Przez wiele lat czytałem o nim
i marzyłem o tym spotkaniu. Kiedy przyjeżdżałem, nie wiedzia­
łem, że jego już tu nie ma. Ciekawe jednak, że wybrałem temat na
doktorat, który był związany z Polską.
Dagnosław Demski: A jaki to był temat?
K.T.: Stosunek między magią, religią a nauką, tzn. punkt,
w którym dokonała się zmiana relacji między tymi obszarami.
Przykładem miała być teoria kopernikańska.
D.D.: To znaczy przejście od magii do nauki.
K.T.: Nie, to jest sposób myślenia Frazera: on mówił, że jest
magia, religia, a potem nauka. Ale potem, od czasów Malinow­
skiego, te trzy rzeczy mogły współistnieć i współwystępować.
Mój profesor uważał, że rzeczywiście istnieją one w każdej kultu­
rze, a tylko inne są relacje między nimi. Współczesna nauka od­
wróciła niektóre rzeczy zupełnie do góry nogami w czasie tzw. re­
wolucji naukowej pomiędzy Kopernikiem i Newtonem, to zna­
czyło, że połowę tworzy nauka o przyrodzie, natural sciences,
a druga część to arts and humanities, czyli nauka o ludziach. Me­
dycyna, a oddzielnie psychologia, socjologia i antropologia. A re­
ligia, rzeczy, które są święte, znalazły się poza systemem wiedzy,
stały się sprawą prywatną. To jest wielka różnica w porównaniu
z tym, co można znaleźć poza Europą i co działo się wcześniej
w Europie. Od X V I I w. zmienił się sposób widzenia i powstało
coś, co miało być wykładnią prawdy dla wszystkich. W Indiach
krążą takie dowcipy. Większość naukowców w Indiach to brami­
ni, oni są z najwyższej kasty i z powodu przynależności do niej
mają być wegetarianami i obowiązuje ich zasada ahimsa, czyli
niestosowanie przemocy, niezabijanie zwierząt; mogą być brami­
nami w domu, ale potem idą do laboratorium i robią wiwisekcję
zwierząt.
Uważam, że antropologia i teatr mają wspólny punkt zainte­
resowania: człowieka. W tym znaczeniu są zatem uniwersalne.
W obu przypadkach temat zainteresowania jest jednocześnie
podmiotem. Ale nie lubię nazwy „teatr antropologiczny", brzmi
ona zbyt akademicko. Kojarzy mi się też z eksperymentami re­
konstruowania obrzędów, które prowadzi się w uniwersytetach
amerykańskich, a te działania nie za bardzo mi smakują. To oczy­
wiście może kojarzyć się też z Grotowskim i Gardzienicami - i to
jest pozytywne skojarzenie, ale w porównaniu z nimi czuję się
skromniejszy i jestem zakłopotany włączaniem mnie do tej samej
kategorii. Tym niemniej interesuję się akademickimi, a szczegól­
nie antropologicznymi studiami na temat teatru. Pamiętam pewien
incydent, który się zdarzył już po zarzuceniu doktoratu: stworzy-

�łem przedstawienie, w którym grałem m.in. nieumiarkowanego
reportera i wszyscy moi przyjaciele antropolodzy sądzili, że jest
to aluzja pod ich adresem. W rzeczy samej mój doktorat obejmo­
wał antropologię antropologii, niezależne spojrzenie na znaczenie
i interpretację zachodniej antropologii. Punktem wyjs'cia miał być
klasyczny sposób myślenia, miałem badać pewien aspekt wiedzy
ludów plemiennych, a potem zatoczyć pełne koło i zacząć badać
źródła takiego spojrzenia na świat - czyli samą antropologię.
S.S.: A jakim teatrem interesowałeś się na początku?
K.T.: To stało się trochę przypadkiem. W szkole widziałem
kilka dramatów i to mnie bardzo fascynowało, ale kiedy byłem
sam przed ludźmi, to miałem tremę, byłem nieśmiały. Nigdy nie
myślałem, że kiedyś zostanę aktorem. Kiedy zacząłem naukę
w college'u, przy kolacji mój ojciec powiedział, że powinienem
się zajmować teatrem. Odpowiedziałem, że nie, że to nie dla mnie.
Nie wiem, dlaczego ojciec tak powiedział. Może dlatego, żebym
miał większe poczucie pewności siebie, a może dlatego, że on
sam bardzo lubił teatr. Studiował z Johnem Giełgudem. Zorgani­
zował przedstawienie Hamleta z Giełgudem w Delhi w 1946 ro­
ku. Dwa tygodnie później przeczytałem z przyjacielem ogłoszenie
w gazecie o warsztatach teatralnych. To było w Delhi i prowadził
je Anglik, który wybrał życie w Indiach, mieszkał tam dwadzie­
ścia siedem lat, a teraz ma już indyjski paszport. Jest świetnym re­
żyserem.
D.D.: A jak on się nazywa?
Т.К.: Barry John. Pierwszym przedstawieniem miał być Edyp
w wersji Teda Hughesa, którego premierę zrobił Peter Brook
z Giełgudem zresztą, ale o tym dowiedziałem się później.
Jola Cynkutis: Czyli w tym zespole byłeś krótko?
K.T.: Nie, byłem tam sześć lat. Kiedy zaczynałem, miałem sie­
demnaście lat. Ostatnie trzy lata byłem administratorem zespołu,
a już po roku pracy zostałem asystentem administratora. Więk­
szość czasu spędzałem w teatrze, ale na trzy miesiące w roku za­
mykałem się po to, żeby zdać egzaminy. Angażowała mnie gra
i przygotowanie spektakli, a to znaczy, że musiałem nauczyć się
mnóstwa rzeczy. Po całym mieście szukałem różnych rzeczy do
przedstawień, robiłem sam dekoracje, zajmowałem się rekwizyta­
mi, maskami, oświetleniem, nagrywaniem, drukowaniem, prasą
i reklamą, kontaktami z władzami i rachunkowością, ludźmi
z wszystkich sfer...
S.S.: Właściwie otrzymałeś zatem profesjonalne przygotowa­
nie?
K.T.: Tak, to być może jeden z najlepiej znanych i profesjonal­
nie przygotowanych ludzi teatru w Indiach. Pierwsze zadanie,
które pamiętam w czasie warsztatu, polegało na tym, żeby znaleźć
w sobie zwierzę, ale nie takie, które istnieje w świecie, tylko to,
które się ma w sobie.
S.S.: I jakie to było zwierzę?
K.T.: O tym nie myślałem, chodziło raczej o doświadczenie
uczuciowe niż obrazowe. Trzeba było je odnaleźć w ruchu, głosie
i w stanie bycia. Byłem jak opętany. Doświadczyłem innego sta­
nu bycia, którego wcześniej nie znałem. Wtedy jeszcze nic nie
wiedziałem o Grotowskim i dopiero później dowiedziałem się, że
ta praca była nim inspirowana. To był trzymiesięczny warsztat.
Mieliśmy do dyspozycji foyer i boisko przy prywatnej szkole. Ro­
biliśmy wiele ćwiczeń fizycznych, ćwiczenia gimnastyczne z ele­
mentami akrobatyki, ćwiczenia, które rozwijały pracę zespołową.
To, co wydawało mi się w tym wspaniałe i co nadal uważam za
nadzwyczajne, to fakt, że w tych ćwiczeniach element fizyczny
oczywiście istniał, ale był tylko pretekstem do czegoś, co prowa­
dziło poza, co angażowało nie tylko mięśnie, ale całe 'ja'. Gimna­
stykowałem się wówczas, ale na dłuższą metę to było nużące, a tu
odnalazłem receptę na robienie gimnastyki w o wiele bardziej fa­
scynujący, absorbujący i znaczący sposób. Do tego czasu nigdy
nie wyobrażałem sobie, że może istnieć taki związek między gim­
nastyką a teatrem. W ciągu sześciu lat robiliśmy bardzo różne rze­

czy: Szekspira, rock-operę Jesus Christ Superstar, Becketta, Ka­
fkę, Gozzi'ego, Ramajanę, Petera Shaffera, Roszaka, Petera We­
issa, klasykę, musicale, sztuki nowoczesne, przedstawienia zacho­
dnie i indyjskie - to było bardzo dobre i całościowe doświadcze­
nie, i nauka w teatrze.
Barry kochał się w Indiach i bardzo dużo wiedział na temat ich
historii i kultury. Wiele jego adaptacji przeszło przez indyjski filtr.
To wszystko działo się w połowie lat siedemdziesiątych, a my na­
leżeliśmy do nowoczesnego zachodniego stylu - uniwersytet,
dżinsy dzwony, długie włosy. Barry stał się moim entree do tego
wszystkiego, a był też doskonałym nauczycielem. Pozostał moim
bliskim przyjacielem. Ale mnie pociągało najbardziej to pierwsze
doświadczenie. Zacząłem czytać o Grotowskim. I miałem ochotę
prowadzić podobne poszukiwania, ale reszta zespołu nie była tym
zainteresowana, i w końcu odszedłem.
D.D.: Czyli już wtedy słyszałeś o Grotowskim?
K.T.: Tak. W czasie pierwszego warsztatu bardzo głęboko za­
przyjaźniłem się z Barrym Johem i on pożyczył mi Towards a Po­
or Theatre. W kraju, gdzie jest taka wielka bieda, to ma jeszcze
inne znaczenie: można zrobić teatr bez pieniędzy, niepotrzebne są
rekwizyty, kostiumy, światła itd. Oczywiście najważniejsze było
traktowanie aktora jak podstawowy instrument w teatrze, bardziej
bogatego poprzez ubóstwo zewnętrznych środków materialnych.
To odpowiadało ściśle ascetycznej filozofii indyjskiej, którą się
także fascynowałem. Warto może dodać, że ten teatr jest jednak
bardzo kosztowny - wymaga ciężkiej pracy aktora. Grotowski to
ktoś, kto mówi z nowoczesnego, obecnego punktu widzenia na te­
mat działań ducha. Muszę powiedzieć, że przeczytałem wszystko,
co napisał Grotowski i co udało mi się zdobyć, ale chronologia te­
go uległa całkowitemu pomieszaniu tak, że poznałem teatr Gro7

�towskiego, parateatr i teatr źródeł jako synchroniczny i korespon­
dujący obszar działań i badań. Odnajduję u siebie głębokie współ­
brzmienie z jego poszukiwaniami i potrzebami. Zawsze mnie in­
spirował i podziwiałem jego dążenie do wykończenia rzeczy, jego
całkowitą praktyczność, bezlitosną i poetycką.
S.S.: Można zatem powiedzieć', że na początku spotkałeś się
Z teatrem europejskim?
K.T.: Tak. Ale ponieważ Barry bardzo interesował się trady­
cyjnym teatrem, tradycją indyjską, kilka miesięcy później zrobili­
śmy warsztat z klasyką indyjską - nie Mahabharatę, ale Ramajanę. Wtedy uczylis'my się różnych elementów z khatakali. Przez
Grotowskiego też zwróciłem uwagę na własną tradycję, bo on
czerpał dużo rzeczy z tradycji wschodniej. Ćwiczenia na każdą
część ciała. Ciekawe z indyjskiego punktu widzenia było to, że
Grotowski dostarczył nam kluczy, by otworzyć drzwi do naszej
własnej kultury, do spojrzenia na siebie w odmienny sposób. Są­
dzę, że nieważne skąd się bierze przykłady. To, co ważne, to próba
połączenia tego, co bardzo stare, z tym, co współczesne.
S.S.: A jak wyglądały Twoje pierwsze indywidualne próby
Z teatrem?
K.T.: Tuż po spektaklu Edyp zacząłem sam prowadzić war­
sztaty: zarabiać kieszonkowe „ucząc" w różnych szkołach, a tak­
że prowadząc takie warsztaty, w jakich chciałem sam uczestni­
czyć. Kiedy opuściłem tę grupę teatralną, przez długi czas byłem
zainteresowany metodą warsztatów jako doświadczeniem ludz­
kim bez odnoszenia tej pracy do przedstawienia. Byłem również
skłonny, by pracować z grupą, aż rzecz będzie „gotowa", bez
wcześniejszego ustalania daty. To pewnie spowodowało, że nie
prowadziłem dotąd żadnego przedstawienia grupowego. Od kiedy
w Nowym Jorku, trochę przez przypadek, zacząłem robić przed­
stawienie jednego aktora w kontekście miejskim, zdałem sobie
sprawę z możliwości robienia teatru przeze mnie samego. Teraz,
kiedy wróciłem do Indii, będę się znowu starał stworzyć grupę.*
Jestem również zainteresowany czymś, co łączy się z pracą war­
sztatową w przestrzeni teatralnej - kiedy nie ma widowni, zdarza­
ją się czasem niezwykłe i niezwykle piękne doświadczenia ludz­
kie. Chciałbym wiedzieć, czy możliwy jest sposób dzielenia tych
doświadczeń z większą liczbą ludzi. Czy jest możliwe powtarza­
nie, wieczór za wieczorem, takich pięknych i rzeczywistych chwil
istnienia człowieka? Dopiero po dziesięciu latach prowadzenia
warsztatów zacząłem czuć, że wiem coś na ten temat, że mogę to
robić.
J.C.: Te własne warsztaty prowadziłeś w oparciu o doświad­
czenie z Barrym. Czy je rozwijałeś?
K.T.: Tak. Najbardziej interesowała mnie praca z ciałem. Dla
mnie najbardziej magiczny teatr polega na tym, że aktor bez re­
kwizytów, bez żadnej dodatkowej pomocy, na oczach widzów
przekształca się w kogoś innego - staje się inną osobą lub bytem.
Chociaż uwielbiam kudiyattam z całą charakteryzacją, strojem
i kilkoma rekwizytami, których się używa, to jednak teatr wydaje
mi się jeszcze bardziej fascynujący, kiedy się patrzy na aktorów,
gdy nie są ucharakteryzowani.
Kiedy zbliżał się czas rozstania z grupą Barry'ego, zacząłem
mieć bardzo odmienny typ aktywności teatralnej - to, co później
zostało nazwane Ogólnym błazeństwem - we wsiach w środko­
wych Indiach. Próbowałem raz zrobić spektakl z własną małą gru­
pą, ale przekształciło się to w katastrofę. Od tego czasu porzuci­
łem tę grupę i zacząłem bardziej uczestniczyć w codziennym ży­
ciu plemion, mniej grać, kiedy byłem „tam", w moim drugim do­
mu, na moim drugim biegunie. Kiedy się jest w mieście, czasem
trudno wyobrazić sobie życie, które dzieje się właśnie teraz, to że
płomienie właśnie płoną. Niestety są to coraz bardziej smutne pło­
mienie.
S.S.: Czym się inspirowałeś?
* Dziewięcioosobowa grupa pracuje od pierwszego marca 1998 r.

K.T.: Wrócę do innego punktu w czasie warsztatów. Był to dla
mnie ważny punkt w odchodzeniu od tego, co znałem. Z Barrym
i jeszcze jednym nauczycielem ze szkoły dramatycznej w Delhi,
Robinem Dąsem (świetny artysta, malarz, scenograf, reżyser, rze­
mieślnik), zrobiliśmy wyprawę do Orisy. Spędziliśmy tam dwie
noce wśród plemion. To było coś fantastycznego, ale było mi
przykro, bo oni tańczyli w deszczu, a my mieliśmy parasole, żeby
ochronić aparat do nagrywania i kamerę. To tak brzydko wyglą­
dało w jednej przestrzeni. Ale dowiedziałem się wówczas, jak wy­
gląda życie i sposób bycia u ludzi z plemion. Bardzo się cieszy­
łem, że mogłem zobaczyć, jak ludzie potrafią się bawić, tańczyć,
śmiać się, współodczuwać i współpracować. Że mogą mieć tak
niezwykłe ciała - miękkie i delikatne w swej zadziwiającej sile.
W następnym roku pojechałem sam do innej części Orisy. Na ma­
pie wybrałem dużą przestrzeń bez żadnej drogi. Kiedy szedłem
ścieżką w czasie dnia, to miałem dziwne uczucie, że jestem zupeł­
nie sam, że nic nie znaczy to, kim jestem w Delhi, studentem
na uniwersytecie, że ktoś zna moją rodzinę... Byłem przygotowa­
ny na noc w lesie, ale chciałem też spotkać się z ludźmi z wioski.
Oni, słusznie zresztą, trochę się bali ludzi z zewnątrz. Miałem ta­
ki plan, żeby grać, boja w ogóle nie znałem ich języka, byłem ob­
cy. Nie chciałem dać rzeczy materialnych, prezentów; raz, że nie
można dać wszystkim, i po drugie, że to jest coś materialnego,
a mnie się wydawało, że oni tego nie potrzebują, nie znałem ich
życia. Chciałem dać coś od siebie - i to miał być spektakl. Ale nie
wiedziałem jaki spektakl. To wszystko samo się okazało. Szedłem
i zobaczyłem, że z drugiej strony idzie człowiek z plemienia, i ma
trochę dziwny sposób chodzenia. Ale poczułem od razu, że ja mo­
gę się bawić z tego sposobu chodzenia, że jego poczucie humoru
na to pozwala. I zaczął się fantastyczny kontakt, zabawa. To są lu­
dzie, którzy nie mają takich barier, jak ktoś się bawi. I stąd się
wzięło uczucie, że mogę to też zrobić w wioskach.
S.S:. Czyli to się stało zupełnie spontanicznie?
K.T.: Tak. To nie była gra, a raczej bawienie się z ludźmi w da­
nej sytuacji - rzeczywistość spontaniczna, improwizacja działają­
ca.
S.S..A możesz to spotkanie bliżej opisać? Co on zrobił, kiedy
zacząłeś go naśladować?
K.T.: Śmiał się. Egzagerował moje zachowania. To było śmia­
nie się z sytuacji, ale też z siebie, bo to był jego problem. Potem
każdy poszedł w swoją stronę. Wieczorem, kiedy byłem blisko
wioski, miałem bęben i może przez pół godziny stałem i grałem
tylko na bębnie. I powoli zaczęły pojawiać się głowy, jedna tam,
druga tam. Najpierw dzieci wyszły zobaczyć, co się dzieje. Zaczą­
łem je naśladować, a one śmiały się z tego. Wybierały z grupy ko­
goś, żeby wchodził ze mną w interakcję. Później on zawstydzony,
wycofywał się i wypychał kogoś innego...
J.C.: To było naśladowanie czy dialogowanie, Khalidzie?
K.T.: Obie rzeczy naraz... To dobre określenie, dialogowanie
przez naśladowanie. Być lustrem, czasem pękniętym lub krzy­
wym, lustrem twórczym. Naśladując też dźwięki. Na początku
wychodziły dzieci, potem chłopcy w moim wieku i to dla nich by­
ło wyzwanie, chcieli udowodnić, że na pewno możemy zrobić
coś, czego ty nie możesz. Próbowali zmęczyć mnie do końca, bie­
ganiem, skakaniem. A potem pojawili się starzy ludzie. Skręcali
się na ziemi ze śmiechu, taki niesamowity, otwarty uśmiech. Po­
tem wszedłem do wioski, biegałem wszystkimi ścieżkami, wcho­
dziłem do każdego domu i oni też w tym brali udział: kiedy ja my­
ślałem, że byłem już we wszystkich domach, to oni przychodzili
i mówili, że tam a tam jeszcze nie byłem. - Chodź tam. To trwa­
ło dwie, trzy godziny, wszyscy już wiedzieli, że chodzi taki gość
i mieli przygotowane coś do jedzenia, picia i różne bębenki. Stop­
niowo zaczęli wyciągać swoje instrumenty i grać, czasami to
trwało do rana. Rano oni szli do pracy, a ja się czułem po takiej
nocy jak u siebie, z ufnością, bez obawy. Ale nadal nie mogłem
z nimi rozmawiać, zamienić ani jednego słowa.

�S.S.: I co się działo później? Czy dalej wędrowałeś?
K.T.: Tak. Potem znalazłem taką wioskę, która mi się bardziej
podobała i ja im się spodobałem. Zacząłem tam przyjeżdżać co
roku, wtedy, kiedy miałem wolne na uniwersytecie. Brałem udział
w ich normalnym życiu: pracowałem na polu, czasem chodziłem
na polowanie z łukiem na zwierzęta czy łowienie ryb, krabów...
ale sam nie polowałem... zbierałem w lesie grzyby, nasiona i inne
owoce, budowałem domy, bambusowe płoty. Tam jeśli nawet sta­
nie się coś tak strasznego - oni rąbią drzewo na bosaka i czasem
się zdarzy, że siekiera wyląduje na nodze - to najpierw on będzie
się s'miał z tego, że jest taki głupi. Wszyscy będą się najpierw
śmiać, ale potem oczywiście przyjdą rannemu z pomocą.
D.D.: Wyjeżdżałeś tam jako człowiek teatru czy antropolog?
K.T..W tym czasie przygotowywałem rozprawę doktorską na
temat ludów plemiennych. Ale kiedy już tam byłem, to zrozumia­
łem, że chciałem tam po prostu być, a nie być antropologiem. My­
ślałem raczej o badaniu antropologów z punktu widzenia ludzi
z plemion. Esencją antropologii jest zrozumienie kultur ludzkich
z różnych części świata. Zrozumieć człowieka nieznanego. Aleja
chciałem z nimi pić, jeść, tańczyć i pracować - badać ich przez sa­
mo życie z nimi, a nie przez notowanie wszystkiego. Tam nie ma
papieru, nie ma pióra. Jest żywa bezpośrednia komunikacja
z ludźmi i duchami. Tam nie ma ludzi, którzy piszą, i tych, którzy
są niepiśmienni - ci ludzie żyją w „tradycji ustnej", co jest zupeł­
nie innym sposobem bycia w świecie. Przypominają mi się słowa
pewnego starego Indianina z Ameryki, który powiedział: jeśli wy­
rzucisz wszystkie swoje książki na słońce i deszcz, one się roz­
padną i znikną, podczas gdy my, Indianie, czytamy wielką księgę
Natury.
D.D.: Podczas badań terenowych wśród mieszkańców wsi
w Indiach dochodzi do „spotkań", czujesz, że dzieje się coś faj­
nego. Doświadczyłeś
badań terenowych, performance, życia
wśród plemion. Jaka jest specyfika tych różnych spotkań i inte­
rakcji?
K.T.: Specyficzną cechą, która odciska się na tego typu inte­
rakcjach wśród ludzi z plemion jest ich całkowita otwartość na grę
i taniec, natomiast w ogóle nie ma tam gry łączącej się ze statu­
sem społecznym (status game), a kobiety cieszą się wolnością.
S.S.: Czy sądzisz, że takie „działania" można też robić gdzie
indziej, w innym miejscu?

K.T.: Tak. Powtórzyłem je nawet w Polsce. Najwięcej w cza­
sie festiwalu teatrów ulicznych w Jeleniej Górze, przez dziesięć
dni codziennie w innym miasteczku.
W 1985 roku okazało się, że przypadkowo miałem grać w No­
wym Jorku przed publicznością w wieku od pięciu do siedem­
dziesięciu lat. Chodziło o to, żeby oni wzięli udział w tym przed­
stawieniu. Byłem zmartwiony i zdenerwowany, i wtedy zdałem
sobie sprawę, że sytuacja ta bardzo przypomina tę wśród plemion:
ludzie są w bardzo różnym wieku, a ja chcę, żeby wzięli udział
w przedstawieniu. Jedyną różnicą było to, że była to publiczność
zdecydowanie należąca do tradycji pisma. Nie używałem mowy,
ale wykorzystałem między innymi tablice z namalowanymi napi­
sami. Stworzyłem to przedstawienie, starając się coraz bardziej
wciągać w nie ludzi, coraz większą ich liczbę. Potem to rozwinę­
ło się w przedstawienie nazwane Foolshow [Błazenada],
J.C.: Czy to, co przeniosłeś na grunt polski można nazwać
początkiem Błazenady?
K.T.: Tak, to było Ogólne błazeństwo i Foolshow, zabawa
z ludźmi, próba przekształcenia przestrzeni codziennej w teatral­
ną.
S.S.: A czy chodziło Ci przede wszystkim o nawiązanie kon­
taktu?
K.T. Tak, chodziło o mój kontakt z ludźmi i kontakt pomiędzy
ludźmi. O stworzenie sytuacji wesołości i zabawy, pozbycie się
barier, o dobry humor, kontakt między ludźmi o szczęśliwej i we­
sołej naturze: po angielsku in good humour znaczy także zdrowy.
Zakładało to także zabawę między dziećmi i dorosłymi. Oczywi­
ście w mieście ludzie są bardziej zamknięci, jest też duża różnica
pomiędzy ludźmi z różnych miast. W Indiach, ci którzy pracują fi­
zycznie, niedawno przybyli z wiosek, są biedni, ale potrafią się le­
piej bawić niż ludzie na wyższym poziomie. Jest też różnica mię­
dzy Europą a Indiami. Jeśli w Europie przebieram się za błazna,
to ludzie traktują mnie jak aktora, artystę i błazna, a w Indiach, ci
którzy grają na ulicy, są na najniższym poziomie kastowym i spo­
łecznym.
S.S.: A czy próbowałeś robić identyczne rzeczy w Indiach i tu,
w Europie, i czym różni się odbiór?
K.T.: Niektóre rzeczy mnie zaskakiwały, zdarzały się bardzo
podobne reakcje w Delhi i w miastach w Polsce. Wchodziłem na
przykład do nieznanego domu, a wszyscy wychodzili, bo się bali,

II. 2. Pieśń Błazna, park w Kalkucie, 1992. Fot. Manuel Bauer

9

�П. 3-10. Pieśń Błazna, kolejne postaci-wcielenia (wg numerów), omówione w rozmowie, por. s. 19. Fot. Mr. Tyagarajan

oczywiście nie do końca poważnie. Byłem sam w ich domu, cho­
dziłem, włączałem i wyłączałem światła, bawiłem się nimi, żeby
ludzie na ulicy mogli zobaczyć spektakl ze światłami. Wchodzi­
łem przebrany za błazna. Sprawdzałem też torby, teczki, kiesze­
nie. Kradłem zapiekanki, lody, papierosy... Nawet dzieci odbiera­
łem rodzicom i oni mi ufali. Czułem, że to są sytuacje, kiedy ser­
ce robi się gorące. Ale raz w Szwecji miałem taką sytuację, to by­
ła ważna okazja, osiemsetna rocznica miasteczka i zamku. Dosta­
łem wtedy największe pieniądze przez te cztery lata, około tysią­
ca funtów za godzinny spektakl. To miało być takie wydarzenie
w
zamku.
Najpierw
Ogólne
błazeństwo,
a potem
Foolshow. Ludzie mieli się włączać. Ale na początku zrobiłem
błąd z punktu widzenia tamtej kultury. Wszyscy byli bardzo po­
ważni, ładnie ubrani, dzieci z lokami, białe ubranka. Burmistrz
wszedł na scenę, uścisnął mi dłoń i o nic mnie nie zapytał. Zaczął
mówić długo, o mnie, ponieważ moje imię pojawiało się ciągle to jedyne, co rozumiałem. A to znaczy, że mówił wszystko z gło­
wy, bo przecież nic o mnie nie wiedział. Nie chciałem, by mnie
przedstawiano jako „performera", myślałem o innym początku:
pojawić się przez pęknięcie w murze czy ponad nim - ale on to
zepsuł. I kiedy zacząłem się nudzić, to stanąłem za nim, on miał
duży brzuch, i zacząłem go po nim gładzić. Ale nikt się nie śmiał,
a on też się nie śmiał. Próbowałem go nawet łaskotać, ale to nic
nie pomogło. Wszyscy byli bardzo poważni. Nic nie mogłem z ni­
mi zrobić, bo oni nie chcieli.
S.S.: A jak myślisz - od czego to zalety? Dlaczego raz to się
udaje, a raz nie?
K.T.: Po tym przedstawieniu myślałem wiele o tym, jakie błę­
dy popełniłem. Nie wiedziałem wiele o okolicznościach i o tym,
jaką spotkam publiczność. Gdyby burmistrz zaczął się śmiać, ca­
łe spotkanie rozegrałoby się inaczej. Ale on zachował się tak, jak
gdyby to „kulturowe małpowanie" przekraczało jego godność.
W ten sposób dałem jedynie upust własnemu błazeństwu. Nie by­
łem dobrze przygotowany na to spotkanie. Nie wiedziałem, że
tam będzie tak dużo oficjalnych gości. Ale taka porażka, że nie
udało mi się przejść przez wszystkie etapy Foolshow, przydarzyła
mi się tylko raz. Potem w Szwecji, w innych miejscach spotkałem
się z bardzo ciepłymi ludźmi. W Oxfordzie, Londynie i w małym
miasteczku na Islandii miałem raczej problem z przesadnym entu­
10

zjazmem uczestników, dzieci zniszczyły i porwały moje rzeczy,
rozniosły wszystko w proch - absolutnie oszalały. Innym razem
było sporo śmiechu, czasem nawet bardzo dużo.
Pamiętam też taki zabawny przykład Ogólnego błazeństwa,
który zdarzył się w czasie mojego pierwszego przedstawienia
w Polsce, na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Akademia Ru­
chu uzyskała od milicji pozwolenie na to przedstawienie. Właśnie
kiedy kończyłem tworzenie (z sześciu czy siedmiu osób) wielkiej
socjalistycznej rzeźby zwycięskiego proletariatu, który trzymał
głowę błazna, i zawiesiliśmy szyld „Sztuka socjalistyczna" przyjechał samochód pełen milicjantów na inspekcję. Wśród ma­
łej widowni, wielu moich przyjaciół, zapadła cisza, a ja, choć
z obawą, od razu ruszyłem w kierunku samochodu i wskoczyłem
na dach. Zajrzałem do samochodu przez boczną szybę na porzą­
dnie wyglądających milicjantów w nieskazitelnych mundurach.
Uśmiechnięty pomachałem im ręką, a oni niepewnie odmachali
w taki sam dziecinny sposób... Miałem wiele zabawy z łamaniem
reguł i wygłupianiem się z milicją. Jako błazen i gość Międzyna­
rodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych cieszyłem się niewypo­
wiedzianą wolnością. Kiedyś zwędziłem milicjantowi czapkę
i założyłem na swoją. Biedak, biegł za mną mówiąc: „proszę pa­
na, bardzo proszę, mi nie wolno!"
J.C.: W Polsce poza Jelenią Górą miałeś doświadczenia je­
szcze w takich miejscach, które są bardziej oddalone od miast,
jak na przykład Czarna Dąbrówka.
K.T.: Najfajniejsze spotkanie miałem chyba wśród Cyganów,
koło Zakopanego, w Czarnej Górze. Tam czułem się jak u siebie.
Może wpłynęło na to pewne pokrewieństwo, znalazłem się wśród
ludzi, których niektóre cechy, skóra, włosy, oczy przypominały
moje (często ludzie w Polsce myślą, że jestem Cyganem). Ale to
chyba coś innego tworzyło uczucie bycia w domu. To sposób trak­
towania drugiego człowieka. Uczucia między ludźmi. Poczucie
ludzkiej rodziny. Byłem także bardzo zdziwiony, jak wiele słów
zgadza się z hindustani, sanskrytem. Wszyscy powiadali, że Ro­
mowie przybyli z Indii. Chaty i domy, które zbudowano wokół
wozów, wyglądają nędznie z zewnątrz, ale mają cudownie ciepłe
wnętrze z lśniącymi kryształami, starymi wyrobami z drzewa,
wspaniałym jedzeniem, muzyką... Byłem tam gościem zespołu
Węgajty, który spotkałem już wcześniej. Grali też miejscowi mu-

�zycy. Ale dla mnie momentem pozostawiającym niezatarte wspo­
mnienie w czasie „błazenady" byta chwila, kiedy przebrałem się
i stałem kobietą. Stary pijany mężczyzna w filcowym kapeluszu,
który chodził za mną wkoło, nie mógł się oprzeć i chwycił mnie
za jaja! Udało mi się wyrwać i znaleźć schronienie w grupie ko­
biet. To, co mnie poruszyło, to niezwykle poczucie solidarnos'ci,
które miałem z kobietami. „Byłem" kobietą i tak włas'nie one
mnie traktowały. Mielis'my dużo zabawy nabijając się z mężczyzn
zgromadzonych po drugiej stronie ulicy.
S.S.: A czy możesz opowiedzieć o swoich doświadczeniach
w ośrodku dla dzieci autystycznych w Warszawie?*
K.T.: Wiedziałem, że głównym problemem będzie nawiązanie
kontaktu, zdobycie zaufania i zredukowanie obawy. Nie wiedzia­
łem wczes'niej jakie to będzie trudne... to wymagało poszukiwania
w samej sytuacji, i oczywiście bywało z tym różnie. Pierwszego
dnia trudno było nawet dotknąć palcami pewnych dzieci, kiedy in­
ne wspinały mi się już na grzbiet. Obecnos'c rodziców na pewno
czyniła tę przestrzeń bezpieczniejszą... Trudno powiedzieć, jak to
zrobiłem. Chciałem bardzo uścisnąć im dłonie, sprawić, by się
us'miechneiy, poczuły bezpiecznie, bawić się z nimi. Mys'le, że to,
co było ważne, to fakt, że odsłoniłem własną kruchość i podatnos'c
na zranienie, pokazałem łzy, ból, rozczarowanie... Ale przy moim
ostatnim z nimi spotkaniu miałem poczucie niesłychanego osią­
gnięcia, udało mi się je wszystkie zgromadzić w przestrzeni na
s'rodku, pozostawiając dorosłych na brzegu - raz robilis'my wszy­
scy razem hałas, a innym razem zachowalis'my milczenie.
Innym razem, kiedy byłem na oddziale psychiatrycznym
w szpitalu w Londynie - pewna czarna dziewczyna, kiedy tylko
mnie zobaczyła, zaczęła się s'miac w sposób zupełnie nie kontro­
lowany - i s'miala się przez całe przedstawienie, cos' we mnie tak
ją dotknęło. Sądziłem, że ona po prostu taka jest, ale potem do­
wiedziałem się, że przez ostatnie dwa lata ona tylko płakała.
Nikt nie widział, żeby się s'miala w tym czasie. Tego typu incy­
denty, których było sporo, dają mi też motywację i energię do
pracy.

* Spotkania w ośrodku przy ulicy Górskiej inspirowane byty przez
Ewę Modzelewską.

S.S.: Czy tworząc spektakle, korzystasz Z tekstów, czy odwołu­
jesz się tylko do pewnych idei? Czy struktura, którą tworzysz jest
tylko twoim własnym wytworem ?
K.T.: Teksty, które czytam, są dla mnie inspiracją, ale niewie­
le tekstów wykorzystuję w przedstawieniach. Z jednej strony szu­
kam sposobu przedstawiania, który nie wiąże się z tekstem,
a z drugiej nie spotkałem tekstu, który w całos'ci bym akceptował
i chciał przedstawić. W moim najs'wiezszym przedstawieniu, nad
którym przyjechałem pracować do Polski z Jolą [Cynkutis] jest
trochę inaczej: na początku nie miałem słów, które mogłyby opi­
sać to, co chciałem zrobić. Czułem, że mam to przedstawienie
w sobie. A Jola jest kirns', kto rozumie, że tak włas'nie może być!
Zacząłem działać, pracować, pobudzany pewnymi fizycznymi ele­
mentami wprowadzanymi przez Jolę, i odkrywałem, że pewne
wzory zaczęły się wyłaniać. Z tego skonstruowaliśmy łańcuch
działań. Kiedy byłem ostatnio w Indiach, miałem bardzo niewie­
le czasu, by szukać w bibliotece tekstów, które odpowiadałyby
obrazom związanym z poszczególnymi epizodami. Zanotowałem
przypadkowe zestawienia i przyleciałem z tym do Polski. Tu
skomponowałem tekst całego przedstawienia. Czasem zdanie'
stworzone jest z dwóch słów jednego autora, trzech drugiego i je­
szcze jednego od trzeciego, stąd trudno włas'ciwie powiedzieć, kto
to napisał. Czasem gęsty tekst sprowadzony jest do słów-kluczy,
które służą mojej wizji. Praca z Jolą polegała również na połącze­
niu tekstu i działania. Znalezieniu takiego sposobu na tekst, by
wypływał on z działania.
J.C.: To trochę tak jakbyś swoim działaniem, swoim poszuki­
waniem czy swoją pracą pisał dramat, zamiast wypełniać coś, co
już zostało napisane, wtłaczać krew w strukturę, która została na­
pisana przez kogoś innego... To wymaga czynnego rozeznania, co
dany tekst zawiera ważnego dla Ciebie, jak Ciebie porusza.
S.S.: A czy mógłbyś powiedzieć coś o swoich ćwiczeniach,
tych, które Cię przygotowują do gry w teatrze. Jak to wygląda?
K.T.: Ćwiczenia idą w dwóch kierunkach. Z jednej strony do­
tyczą trenowania ciała, żeby można było robić różne rzeczy z cia­
łem i głosem, a z drugiej, żeby uwolnić organizm od „kaftana bez­
pieczeństwa" zwykłego, cywilizowanego ciała, żeby był on bliż­
szy własnej pierwotności, żeby cały organizm, ciało, umysł i głos
płynęły razem jako jedna istota. Nawet jeśli aktor czegoś' się uczy,

�8

technika musi zostać „zgubiona" w ciele. Tracimy wiele czasu,
żeby nauczyć się chodzić, ale potem zapominamy o tym. Kiedy
się ziarnie nogę i chodzi o kulach, to najpierw jest trudno, a potem
staje się to prawie normalnością. Technika zadomawia się w cie­
le. Podobnie jest z tańcem i śpiewaniem...
J.C.: Powiedziałeś uwolnić organizm, a nie wyzwolić...
K.T.: Wyzwolić też, ale uwolnić od mechanicznego sposobu
bycia, zachowań, nawet tych teatralnych, które są powtarzane
w przestrzeni teatralnej: glos, gesty s'wietnie opanowane, mogą
być puste, bez ducha. Trzeba połączyć się z prądem bycia. To wią­
że się ze skupieniem, medytacją, wizualizacją, transem. Nie moż­
na powtarzać. Jak mówi Grotowski, każdego dnia trzeba tworzyć
na nowo.
J. C.: Pewnie jest tak, że te ćwiczenia pomagają
wydobywać
to, co jest w nas zawarte, a jest nieznane i tym nieznanym prze­
twarzać albo powoływać nowe znaki...
K.T.: A też z grupą ludzi jest inaczej. Chodzi o to, żeby oni
mieli ze sobą niecodzienny kontakt, porozumienie bez słów, rozu­
mienie ciała, żeby mogli pracować jak jedno ciało, aby złamaniu
uległy bariery pomiędzy ludźmi.
S.S.: A czy można powiedzieć, że ten Twój teatr jest w pew­
nym sensie teatrem paraterapeutycznym. Chcesz pomagać lu­
dziom w byciu ze sobą, byciu z Tobą, zadowalać ich, budzić
w nich śmiech itd. Masz też trochę doświadczeń z osobami cho­
rymi. Czy terapia to coś, co jest ci bliskie?
K.T.: Na pewno. Terapia także dla mnie. Ale nie myślę o niej
wiele. Uznaję, że ta praca daje wyniki terapeutyczne. Wszystko
to, co pomaga aktywnej głębokiej relaksacji, otwarciu się przed
innymi, dostarcza kanałów dla uwolnienia emocji na pewno ma
skutek terapeutyczny. Jest bardzo cienka granica między teatrem
i grupami terapeutycznymi, to ma wiele wspólnego, ale to nie jest
moim celem. Traktuję to jako miejsce, gdzie można znaleźć sie­
bie, i może pod tym względem jest to to samo. To przestrzeń,
gdzie można transformować energię, kiedy jesteś bardzo smutny
czy wściekły, na przykład krzycząc, w sposób twórczy. To jest
oczyszczenie. Katharsis... Ale nawet gdy mam do czynienia z pa­
cjentami oddziałów psychiatrycznych, moje usiłowania wiążą się
przede wszystkim z uzyskaniem dobrego kontaktu i musimy się
dobrze bawić. Jestem przekonany, że kiedy się dobrze bawimy, to
jest to doświadczenie terapeutyczne, ale mnie najbardziej zależy
na tym, żeby ludzie spotkali się w inny sposób niż na co dzień, że­
by to było piękne.
S.S.: A w czym Ci pomaga teatr?
K.T.: Mój teatr jest częścią moich poszukiwań w życiu, to jed­
na z moich ekspresji, kanał do działania, przestrzeń do badania
życia... Nie myślę o teatrze jako o zawodzie. Teatr to miejsce,
gdzie można spotkać nawet sacrum. Marzę o teatrze, który byłby
takim momentem unoszącym i energetyzującym dla wszystkich:

12

i

aktora i publiczności. Może odziedziczyłem potrzebę pracy
w przestrzeni publicznej, spotykania się z publicznością. Myśla­
łem kiedyś, by podobnie jak mój ojciec i brat, podjąć służbę pu­
bliczną, ale zmieniłem zdanie, kiedy dowiedziałem się o tym
wszystkim, co w rzeczywistości z nią się wiąże. Teatr także jest
przestrzenią publiczną. Jeśli jest dobry, można go także nazwać
służbą publiczną, służbą duchową. To, co mnie interesuje, to ja­
kość ludzkiego doświadczenia w publicznej przestrzeni teatru.
Być może teatr jest też moją jedyną terapią i w ukryciu leczę
się, ponieważ według licznych standardów normalnego życia je­
stem zupełnie szalony! Aktor doświadcza wielu stanów, które kli­
nicznie można by zaklasyfikować jako formy choroby (podobnie
jak w przypadku szamanów). Z tym, że aktor opanowuje wchodze­
nie i wychodzenie z tych stanów. On może, a nawet rzeczywiście
musi, rozwinąć zewnętrzne oko. Świadomość siebie i przestrzeni,
rodzaj samo-strażnika. Czasem inni mogą być tym zewnętrznym
okiem, strażnikami, którzy strzegą tego, co się dzieje. Zauważ na
przykład, że nie zdarzają się fizyczne uszkodzenia.
5.5.: A skąd w ogóle pomysł na błazeństwo? Pomysł, że bę­
dziesz występował jako błazen.
K.T.: Zainteresowałem się postacią błazna, kiedy grałem go
w Królu Learze. Wcześniej miałem dużo kłopotów z byciem
w dwóch światach: plemiennym i w Delhi. One są zupełnie inne
z każdego punktu widzenia. Nie mogłem ich połączyć. W jednym
miejscu żyłem na bosaka, z wąskim kawałkiem materiału prze­
wiązanym wokół bioder, w drugim - w dżinsach, na motorze,
a czasem ubrany jeszcze bardziej oficjalnie. Ale przecież nie cho­
dzi tylko o ubranie. I kiedy zacząłem interesować się postacią bła­
zna ze względu na rolę, którą grałem, to miałem poczucie, że pa­
suję do tej postaci, że to jestem ja. To jest coś, co mówi o mnie,
most między życiem a teatrem, sceną i życiem. Postać, która dzia­
ła w życiu i w teatrze. To jest coś takiego jak joker w kartach, mo­
że być każdą kartą, ale i sobą, gra każdą rolę, ale nie traci własnej
tożsamości, własnego 'ja'. Tak więc poprzez postać błazna odna­
lazłem most pomiędzy Delhi i plemionami.
J.C.: Czy w hinduskiej tradycji istnieje postać błazna?
K.T.: Istnieje.
J.C.: Czym się różni od europejskiego?
K.T.: W każdym rejonie istnieją różne rodzaje błaznów. Róż­
nią się ubiorem, ale charakter samej postaci jest bardzo podobny.
Są błazny królewskie, takie, co chodzą po ulicy i postać błazna
w teatrze klasycznego sanskrytu. Jednym z typów błaznów są dziś
baulowie. Podobnie jak błazny europejskie noszą kolorowe łaty,
ale ich strój jest zupełnie odmienny - to długie, powiewne suknie,
ubrania, szarfy. Turban zamiast czapki. Broda lub gładko wygolo­
na twarz. Kobiety noszą specyficznie zawinięte sari i podobnie jak
mężczyźni mają długie włosy związane na czubku głowy w wę­
zeł. Mają też bardzo specyficzne instrumenty muzyczne.

�Baulowie to sekta wędrownych sadhu, wywodzących się z ru­
chu bhakti, którzy w pewien sposób przypominają jurodiwych
w Rosji, opętanych. Krytykują i oskarżają społeczeństwo za nic
nie znaczące rytuały i dyskryminację, nakłaniają ludzi do samore­
alizacji. Wierzą, że bóg wciela się w każdego człowieka, a nie
w zewnętrznego boga. Choć można ich traktować jak wykonaw­
ców, to zajmują oni przestrzeń pomiędzy sferą sacrum i profanum,
nie rozłączają tych dwóch sfer.
Jeden z błaznów (Vidhuszaka) w klasycznym teatrze sanskryckim kudiyattam jest prawie nagi, ma ciało i twarz wysmarowane
białą pastą, na której w określonych miejscach namalowane są du­
że czerwone plamy, tak duże jak nosy europejskich klownów. Na
głowie ma drewniane ozdoby i falujący, przypominający sukienkę
ubiór wokół bioder. Zarówno bengalscy baulowie, jak i aktorzy
z teatru kudiyattam z Kerali noszą w czasie przedstawień dzwon­
ki dookoła kostek. Podobnie i ja używam dzwonków, ale wybra­
łem czapkę europejskiego błazna - jest ona znana w regionalnych
kulturach Indii ze względu na jokera, który znany jest między in­
nymi dzięki kartom. Lubię też jej symbolikę. W nowym przedsta­
wieniu w ogóle nie używam czapki - błazen to ja bez czapki.
W Indiach istniało wielu sławnych błaznów - takich jak Stańczyk
w Polsce. Birbal był dworskim błaznem, ministrem na dworze ce­
sarza Akbara. Gopal Bhand sławę zawdzięcza temu, że policzył
gwiazdy nad Bengalem, a Tenalirama, na południu, swoim literac­
kim i słownym błazeństwom. Ale są też głupcy, którzy stali się
błaznami...
J.C.: A która postać błazna jest Ci najbliższa?
K.T.: Może postać wędrowca. To jest chyba najstarszy błazen.
J.C.: Czyli jesteś na granicy, chodzisz po tej linii, pomiędzy
światem plemion a cywilizacją.
K.T.: Jest taka linia. Błazen może oczywis'cie być postacią na
scenie, ale starsza postać błazna to postać istniejąca w życiu. I jest
też linia między życiem codziennym a działaniem na scenie, dla
mnie ta relacja przebiega też w samym błaźnie. Ja nie chcę być ar­
tystą, który zamknie się w s'wiecie artystycznym i oddzieli od te­
go, co się dzieje w s'wiecie. Czuję się błaznem, bo nie mieszczę
się w dzisiejszym s'wiecie. Ten s'wiat odwrócony jest dla mnie do
góry nogami i działa na mnie ostro. Artysta i błazen muszą patrzeć
na s'wiat trochę z zewnątrz, z dystansu, kontemplując. Musi on po­
kazywać soczewki albo lustra. Soczewka może zbliżyć lub odda­
lić obraz, skupiać lub rozpraszać widzenie. To mogą być zwykle,
pęknięte, wykrzywione lub magiczne lustra. Przez lustro czy so­
czewkę można dostrzec historię i przyszlos'c. Jestem błaznem
z kogucim grzebieniem, który stale świadom jest przyszłości,
a nie zachowywania przeszłości. Kłaniam się jej tylko.
S.S.: A w jaki sposób istnieje w Tobie tradycja Indii?
K.T.: We wszystkim, co robię, bardzo mnie inspiruje taki sta­
ry hinduski tekst o teatrze Natyaszastry. Były cztery Wedy i cza­

sem się to określa jako piątą Wedę. W aktorstwie są cztery pod­
działy: pierwszy to aktorstwo cielesne, ćwiczenia ciała, używanie
każdej części ciała jako instrumentu aktorstwa, drugi to głos,
a trzeci - rekwizyty i kostium; w tradycyjnym teatrze nie ma wie­
le scenografii, ale jest bardzo rozwinięty strój i makijaż. Czwarty
element, to trudno wytłumaczyć, to wewnętrzny stan bycia, we­
wnętrzna prawda. Ćwiczenia w tradycyjnym teatrze dotyczą naj­
pierw ciała, to są skodyfikowane gesty, wiadomo, jakie gesty trze­
ba zrobić w dramacie, w jaki sposób śpiewać. Uczeń musi się naj­
pierw tego wszystkiego nauczyć. Musi zmienić ciało z powsze­
dniego na extra-daily [niecodzienne], w terminologii Barby trzeba w tym celu robić różne ćwiczenia, masaże. Najpierw jest
zewnętrzne ciało, a potem zaczyna się wchodzić do środka. Istnie­
ją ćwiczenia dla rąk, oczu, twarzy, całego ciała. Trzeba nauczyć
się poszczególnych rzeczy, ich kolejności, cieleśnie opanować
tańczenie rytmu stopami, opowiadanie historii gestami rąk (mudra), nagłe trzepotanie rzęsami, przesuwanie oczu na boki, wibra­
cje policzków w czasie śpiewania raga... Po latach praktyki to za­
czyna istnieć w ciele i wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Jak
powiadają Japończycy o aktorze teatru No: kwiat zaczyna się
otwierać. W indyjskim teatrze sattvika abhinaya * zaczyna wtedy
rosnąć. Sattvika abhinaya dotyka wewnętrznego stanu bycia akto­
ra, wizualizacji, oddechu, kojarzenia. W Indiach trudno używać
określenie „teatr tradycyjny" - bo jest bardzo wiele tradycji.
Natyaszastra - to jeden z najlepiej wypracowanych tekstów,
na temat tego, co tworzy przedstawienie. Dla mnie jest on taje­
mnicą, która wymaga wyświetlenia, i wielką pokusą. Zdecydowa­
łem w młodości nie być tradycyjnym wykonawcą, często wyma­
ga to przynajmniej ośmioletnich studiów. Chciałem pracować
z takim samym rygorem, ale moim celem było znalezienie i pra­
ca nad odmiennym językiem współczesnego teatru indyjskiego.
Nie poszukuję jednak zadowolenia w nowości. Nie szukałem Gro­
towskiego dlatego, że uważa się go za awangardę, lecz dlatego, że
poszukiwał on i poszukuje czegoś bardzo starego w dzisiejszych
czasach. W kwietniu oznajmił on, że planuje obecnie umrzeć. Po­
strzegam jego śmierć także jako coś w starym stylu, żyć, kończyć
i zamykać sprawy, widzieć koniec i być nań przygotowanym,
z wdziękiem i godnością.
Gdybym miał wybrać dwie książki do pracy w teatrze, tobym
wybrał coś z Grotowskiego i Natyaszastrę. Gdybym musiał wy­
brać tylko jedną, to nie wiem którą. Może to zależałoby od nastro­
ju. To jest świetna para. Czytanie tradycyjnych tekstów powodu­
je, że głowa inaczej myśli. Inspiruje mnie nie tylko antropologia.
Inspirują mnie też ludzie, którzy żyli jakby w teatrze świata...
Gandhi, Gautama Budda, Jezus Chrystus...
* Atmosfera, duch przedstawienia. Od sativa - czystość, duchowość;
abhinaya - przedstawienie teatralne, gra.

В

�W college'u miałem przyjaciela, dzięki któremu poznałem
pewnego muzyka, baula. Kilka lat później dowiedziałem się, że
Grotowski też interesował się baulami. Okazało się, że ten które­
go on sprowadził do Polski, mnie też zafrapował od pierwszego
wejrzenia. Kilka lat temu byłem jego uczniem - przez siedem
miesięcy pobierałem intensywną naukę. Musiałem niestety
później odejs'c...
Brałem też udział w wielu krótkich warsztatach prowadzonych
przez różne osoby z różnych stron Świata i Indii. Oddziaływał na
mnie mocno Badał Sircar z Kalkuty. Poznałem też Deepaka Mazumdara również z Kalkuty, który był wrogiem tego pierwszego.
Zostałem przyjacielem ich obu, choć oddzielnie. Badał Sircar był
człowiekiem, na którego silnie oddziałała koncepcja „teatru ubo­
giego" Grotowskiego, chodziło zwłaszcza o stronę materialną. To
pasowało do jego współczucia biednym i skłonności komunistycz­
nych, do pracy teatralnej z biednymi ludźmi i na tematy biednych
ludzi. Mocny teatr. Deepak Mazumdar brał udział z szalonym Baulem Gour Khepa w działaniu „teatru źródeł" Grotowskiego.
Z pojęciem sattvikabhinaya [satuikagene] w indyjskim teatrze
wiąże się inny termin navarasa, czyli dziewięć żywic, smaków,
stanów emocjonalnych, nastrojów, jak na przykład rados'c, miłos'ć,
wściekłos'ć, wstręt. Tych dziewięć stanów koresponduje ze stana­
mi psychicznymi. Trzeba znaleźć kolor, a potem cos' takiego jak
odcień tego koloru - istnieje główny smak (stan, uczucie), który
jest później zmieniane przez przyprawy i zioła itd., tak więc uczu­
cie miłos'ci może być zabarwione przez wstręt, strach, zazdros'c,
pożądanie lub inne tego typu połączenia. W „tradycyjnych"
przedstawieniach fascynuje mnie to samo co w „nowoczesnych"
- pewnego typu żywos'ć, rodzaj emanacji. To straszne kiedy oglą­
da się doskonale technicznie przygotowane przedstawienie, które
nie ma rasa, jest bez soku, bez ducha. Wolę cos', co jest technicz­
nie mniej sprawne, ale zrobione z pasją.
S.S.: Ale jeśli chodzi o tradycyjne gesty z teatru hinduskiego,
to trudno znaleźć kogoś, kto by je rozumiał.
K.T.: Właśnie o to mi chodzi. Ja nie korzystam z dawnych ko­
dów i znaczeń, ale staram się tworzyć cos', co będzie zrozumiałe
w dzisiejszych czasach, cos' co rodzi się dzis'. Dawne gesty i zna­
ki można także wykorzystywać do powiedzenia czegoś' współcze­
snego. Ale nie można używać obecnie właściwego języka gestów
(mudra) z wyjątkiem bardzo specyficznej publiczności, ponieważ
dziś ludzie nie rozumieją już tego sposobu komunikacji. Publicz­
ność klasycznego dramatu sanskryckiego zawsze była ograniczo­
na. Nie był on tak popularny jak teatr z czasów Szekspira, to ra­
czej coś takiego jak rytuał w świątyni. Czasem próbuję doprowa­
dzić aktora do takiego stanu, kiedy gest rodzi się w nim, a czasem,
żeby znalazł on znaczenie dla danego gestu. Potem trzeba zbadać,
czy znaczenie dla aktora i widza jest takie samo.

14

S.S.: Czy Twoje działania są takim stałym badaniem interak­
cji z widzami?
K.T.: Nie. To jest raczej ćwiczenie przed zewnętrznym okiem,
jeszcze przed spotkaniem z widzami. Bo ona albo on jest pierw­
szym widzem, krytycznym widzem. I potem się jeszcze bada, czy
widzowie odbierają to tak samo, czy zupełnie inaczej, czy w ogóle
nie rozumieją. Zewnętrzne oko to taki człowiek, który patrzy z ze­
wnątrz na pracę aktora. Jola była dla mnie zewnętrznym okiem
w dwóch spektaklach. To może być reżyser, ale ja szukałem i zna­
lazłem kogoś innego, kogoś, kto współpracuje, pomaga w rozwi­
nięciu, wyjaśnieniu, wyklarowaniu tego, co tworzę. Kogoś, z kim
rodzi się spektakl, ale ten spektakl rodzi się w aktorze. To oko
z zewnątrz jest akuszerką, położną.
Pracowałem z dwiema osobami w roli „zewnętrznego oka".
Na początku i teraz z Jolą, a także z Shaupon Boshu w Pondicherry. Z Shauponem świetnie się pracuje na już przygotowanym ma­
teriale, kiedy nadaje mu się ostateczną formę. Ale nie rozumie on
ewolucyjnego procesu kreacji przedstawienia. Pod tym względem
Jola jest niezwykła - rozumie, że przedstawienie może się rodzić.
Shaupon widzi wszystko już jako przedstawienie, a nie proces do
niego wiodący. Jest niecierpliwy, a przecież czasem z trzech go­
dzin pracy powstają trzy sekundy czegoś wartościowego. Ale obo­
je mają niezwykłe cechy i umiejętność pomocy w realizacji tego,
co chce się zrobić, bez narzucania siebie ani swoich fantazji temu
procesowi. Niestety, teatr znużył Shaupona i zajął się teraz filozo­
fią.
J.C.: A pamiętasz tę rozmowę z Januszem, że aktorstwo jest
doskonałym kłamstwem. Jego rozumienie aktorstwa jest mi zu­
pełnie obce. Teatr dotyka i tworzy pewne formy, które muszą ko­
munikować, ale też muszą zawierać coś, co jest twoje osobiste, co
jest właśnie tym ziarnem prawdy. To trochę podobne do balanso­
wania, posługiwania się formą znanego, by zawrzeć w tym to, co
nieznane.
S.S.: Ale to chyba zależy od tego, jak się rozumie prawdę
i kłamstwo. Kłamstwo kojarzymy z czymś brzydkim i nieszcze­
rym. Ale udawanie jest czymś innym - jeśli Khalid idzie i widzi
na ścieżce osobę, która jest chroma, i zaczyna ją naśladować, to
w zasadzie udaje kogoś lub coś.
J.C.: Może to być najprostszą formą pewnej otwartości na
dialog.
K.T.: To jest bardziej coś takiego, jak odbijanie kogoś w lu­
strze. Zrozumiałem to, kiedy pracowałem ze studentami. Wiedzia­
łem, że oni zawsze naśladują człowieka od zewnątrz. Naśladują
pozycje fizyczne, ale nie dotykają tego, co najważniejsze, ducha
tego człowieka. I to może obrazić kogoś. A jeżeli pójdziesz z du­
chem, wejdziesz w niego, to czujesz ten jego wewnętrzny stan,
i nie naśmiewasz się już z niego, to jest współ-odczucie z drugim

�człowiekiem, moment współbycia. Śmiejesz się nie z ludzi, lecz
z nimi.
S.S.:Ale odgrywanie czegoś jest tworzeniem przestrzeni Jak
gdyby", zawieszeniem rzeczywistej przestrzeni. Wchodzisz na ry­
nek, ludzie przechadzają się spokojnie, z dziećmi, z wózkami, a ty
nagle pojawiasz się w swoim przebraniu, z jakimś rekwizytem
i zaczynasz próbować ich po pierwsze złączyć. Tworzy się wokół
Ciebie krąg, czworokąt, zupełnie inna struktura, Ty kontra oni,
kontra to oczywiście zbyt mocne słowo. Potem dopiero to „prze­
ciwieństwo" próbujesz roztopić.
K.T.: Nie. Ludzie są tacy jak w rzeczywistości, tylko ja zmie­
niłem swój sposób bycia. Zaczynam ściskać im dłonie, żeby zła­
mać barierę codzienności i nawiązać kontakt w innej rzeczywisto­
ści, innej atmosferze niż normalna. Pojawia się nienormalna po­
stać. Ja przez swój makijaż, strój, sposób bycia pozwalam innym
s'miac się ze mnie, bo ja jestem bardzo dziwny, może nawet cho­
ry w porównaniu z nimi. Ja naprawdę chcę, żeby ci ludzie mieli
dobry humor, s'miali się, bawili, tańczyli i poznawali siebie na­
wzajem. Naprawdę chcę to zrobić. To nie jest udawanie, nie ma
,jak gdyby" - to bawienie się na ulicy jest zawsze tu i teraz. To
jest cos' innego niż się gra w teatrze w przygotowanym spektaklu.
Ale nawet w teatrze próbuję uciekać od „jak gdyby" przez przy­
gotowanie i znalezienie struktury tu i teraz. Tu i teraz dzisiaj nie
jest tym samym, czym było tu i teraz wczoraj.
S.S.: A do czego potrzebny jest Ci w tym kostium błazna?
K.T.: Na ulicy kostium błazna i makijaż pozwalają mi przekra­
czać bariery normalnego życia. Pomalowana twarz, jeden kolor
z jednej strony, inny z drugiej, to jest nienormalne, to jest przekro­
czenie granicy. Ludzie od razu widzą, że to ktos' inny. Ale strój
i makijaż to tylko rodzaj trampoliny do działania. Jeśli zachowu­
jesz się „normalnie" będąc w kostiumie i makijażu, to jesteś' po
prostu eksponatem, ale jeśli wykorzystujesz je, by wskoczyć do
innej rzeczywistos'ci, to są one trampoliną. Przez inną rzeczywi­
stość nie mam na myśli rzeczywistos'ci wyobrażonej, udawanej
rzeczywistos'ci, mam na myśli prawdziwą rzeczywistość, której
cechy zostały zmienione. W normalnej rzeczywistos'ci dwoje ob­
cych ludzi może ze sobą nie rozmawiać, a nawet na siebie nie pa­
trzeć. Kiedy pojawia się błazen mogą wspólnie zacząć się z niego
s'miac i omawiać jego błazenadę. Błazen nie udaje, że jest w śre­
dniowiecznym czy bajkowym świecie, jest tu i teraz, w prawdzi­
wych kolorach i z prawdziwymi dzwoneczkami, wchodzi w inte­
rakcje z takimi ludźmi, jacy się właśnie tu znajdują.
S.S.: A czy w swoich rekwizytach próbowałeś kiedyś używać
lustra? Pokazywać lustro ludziom.
K.T.: Mam taki rekwizyt, który sam zrobiłem, ale jeszcze go
nie używałem. To kij z moją głową, ale zamiast twarzy ma lustro.
Każdy widzi swoją twarz, ale w błazeńskiej czapce.

S.S.: A może powiedziałbyś coś jeszcze o tradycji plemiennej.
Dlaczego i jak są dla Ciebie inspirujące plemiona?
K.T.: To było inspiracją dla Błazeństwa ogólnego i Błazeń­
stwa. Próbowałem znaleźć sposób na spotkanie i bawienie się
z ludźmi w innym mieście, innym s'wiecie. Dlaczego plemiona?
Dlatego, że bardzo podoba mi się ich sposób bycia na świecie.
Oczywiście można je idealizować, ale tam jest dużo do idealizo­
wania. To jest jedyne społeczeństwo na świecie, gdzie czuję, że
ludzie są ze sobą tak jak być powinni. Potrafią się śmiać i odczu­
wać cielesną radość. Oni nie mają nic takiego jak teatr, ale z ze­
wnątrz można powiedzieć, że robią różne takie rzeczy, które teraz
są pokazywane na scenie jako przedstawienia: śpiewy, tańce, dzia­
łania. To coś, co się fascynująco ogląda. Ale dla nich to jest rytu­
ał i obrzęd. Jestem jeszcze od tego daleko, ale mam taki ideał, że­
by współczesny teatr szedł w tym kierunku, by stał się obrzędem
dla ludzi.
5.5.: A jaka jest różnica pomiędzy rytuałem a teatrem?
K.T.: Zgadzam się z Grotowskim, że słowa mają różne kono­
tacje i że czasem lepiej nie używać pewnych słów. To coś związa­
nego z przestrzenią świętą, ale to nie musi wiązać się z religią. To
coś duchowego, coś co jest najważniejsze dla człowieka. Może
przestrzeń duchowa.
5.5.: To zdaje się Schechner powiedział, że teatr wyodrębnił
się z rytuału wtedy, kiedy wyodrębniła się widownia, która już
nie uczestniczyła stricte w przedstawieniu: to ciekawe, że teatr
próbuje teraz wrócić do tej pierwotnej formy. Czy jest to możli­
we? Czy jest możliwe coś takiego jak wspólnota wiary?
K.T.: Nie chodzi o wiarę. Chodzi raczej o rodzaj wspólnego
błysku energii. Pozytywną energię w kierunku drugiego człowie­
ka, moment rozjaśnienia wszystkiego - dlaczego ja jestem, wspól­
ne katharsis, wspólny oddech przez chwilę.
D.D.: A kiedy się spektakl kończy, to co zostaje?
K.T.: To jest magia teatru, że coś istnieje, a potem nie ma już
nic, jest tylko pamięć ludzi. Może już następnego ranka bardzo
mało zostaje z tego, co widziałeś, z tej przestrzeni, w której byłeś,
albo coś zostaje, czasem bardzo długo. Ja osobiście miałem bar­
dzo mało takich doświadczeń w teatrze, ale wiem, że jest to moż­
liwe.
S.S.: A jakie spektakle najbardziej Cię poruszyły?
K.T.: Dwa: Awwakum z Gardzienicami i taki spektakl tradycyj­
ny w Kerali w Indiach. To był jednoosobowy spektakl o śmierci.
Przez 25 minut umierał człowiek. Grał go jeden z najlepszych ak­
torów, jakich widziałem - Guru Ammanur Chakyar z tradycji kudiyattam w Kerali. Miał wtedy około osiemdziesięciu lat. On sam
badał i uczył się od nauczyciela, który badał oddech umierającego
człowieka. Tak głęboko wszedł w ten proces, że to, co przedstawił,
było tym samym procesem. Tuż przed śmiercią zapada kurtyna.

15

�W kudiyattam postać nie umiera na scenie. Sama śmierć nie jest
pokazana, ponieważ tego nie można pokazać, śmierć zdarza się
tylko w rzeczywistos'ci. Ale technika pracy aktora - niecodzien­
ność w używaniu ciała czy twarzy - budowana jest na gruncie rze­
czywistości. To było cos' niesamowitego. Magię tej sceny zwięk­
szało jeszcze os'wietlenie ogniem z lampki olejowej.
S.S.: A Gardzienice? Czy to było w samych Gardzienicach?
K.T..W Gardzienicach. Stan bycia między ludźmi i w samym
człowieku. To mnie poruszało i miałem z tego dużo rados'ci. W i ­
działem tam pełnię człowieka, ludzi, którzy dają siebie. Takie pa­
lenie się ciepłym ogniem, dzielenie ognia z innymi jest mi po­
trzebne. Zobaczyć to i przeżyć - tego szukam. Bardzo ważna jest
współpraca aktorów i atmosfera spektaklu.
D.D.: A czy oni palą się tylko podczas spektaklu?
K.T.: Po spektaklu są już w bardziej normalnym stanie bycia,
choć ten ogień na scenie daje im energię do codziennej pracy. Po­
zostaje ciepło w organizmie, ciepło w człowieku. Oni pracują pa­
ląc się, w normalnym życiu jest podobnie.
J.C.: Tez oni proponują ludziom pewną formę bycia, zapra­
szają ludzi na warsztaty, dają im dach nad głową przez jakiś
czas, żywią. Proponują pewną formę bycia, która dostraja ucze­
stniczących do tego, by mogli przeżyć albo zawrzeć siebie w ja­
kimś wspólnym działaniu. To się nie dzieje tak po prostu. Trzeba
powołać pewną formę i pozwolić jej zadziałać.
K.T.: To się łączy z tym kluczem, o którym mówiłem... Ja ma­
ło czasu spędziłem z nimi, a dziwne było to, że strasznie mi się to
podobało, ludzie, przestrzeń, spektakl, ale i cały czas myślałem,
że muszę znaleźć cos' takiego w Indiach. To była praca silnie
związana z kulturą Europy centralnej. Czułem się bardzo blisko
z nimi, ale jednoczes'nie czułem, że jestem w tym obcy. Muszę
znaleźć w swojej kulturze taki sposób bycia, zarówno w życiu, jak
i teatrze.
S.S.: A czy sądzisz, Że można przechodzić z jednej kultury do
drugiej; będąc Europejczykiem wejść w kulturę Indii i odwrot­
nie, będąc stamtąd na przykład Indusem, tak jak Ty, wejść
w kulturę europejską; otrzymałeś edukację przynajmniej po czę­

ści europejską, mieszkałeś w różnych krajach, a chociaż studio­
wałeś w Delhi, to przecież twój nauczyciel studiował w Londynie:
czy można zatem wejść w inną kulturę?
K.T.: Myślę, że to zależy; ja od początku życia wychowałem
się przynajmniej w dwóch kulturach, bo pochodzę z tradycji mu­
zułmańskiej w Indiach, z drugiej strony moja rodzina chciała zro­
bić taki most między kulturą europejską i własną, indyjską.
U mnie w domu na przykład na obiad jadało się dania indyjskie,
a kolacja była europejska. Spędziłem połowę życia w Indiach,
a połowę poza nimi, bo mój ojciec był dyplomatą i wędrował po
różnych krajach. To oddziałuje na stosunek do samych Indii.
Większos'ć Indusów jest związana z jednym stanem, jednym języ­
kiem, jednego typu jedzeniem, a gdzie indziej są nie u siebie. A ja
miałem zawsze poczucie, że należę do całych Indii. To może za­
leżeć od pochodzenia. Mój pradziadek brał udział w walce o nie­
podległość i patriotyzm w rodzinie był silny. Jestem człowiekiem
zadomowionym w wielu kulturach, przypuszczalnie dlatego żyję
w pewien sposób poza nimi wszystkimi. Tu znowu pojawia się
motyw błazna. Wielu ludzi z obu kultur indyjskiej i europejskiej
czuje się dobrze w swojej kulturze, ale przyjęli też inną. Ja chcę
być w obu, choć moje poczucie tożsamości z pewnością wyrasta
z Indii i nie chcę tego zmieniać. To ma związek z określoną wraż­
liwością, czuciem życia. Duża częs'ć mojej wrażliwości wywodzi
się z silnych standardów rodziny i jej wpływu. W mojej rodzinie
muzułmańskiej islam był zmieszany z liberalizmem, duchem re­
formatorskim, niekonwencjonalnos'cia, dziwactwami... Była
w niej nowoczesność pomieszana z miłością do tradycji i poczu­
ciem bycia Indusem. Mój ojciec zaprojektował flagę narodową
współczesnych Indii! Był on elegancki zarówno w domu w trady­
cyjnym sherwani, jak i w garniturze, uwielbiał zarówno poezję
Ghaliba, jak i Yeatsa. Dla mnie istnieje większy kontrast między
s'wiatem metropolii a s'wiatem plemiennym niż pomiędzy Europą
a Indiami. W młodości wyobrażałem sobie, że możliwe jest „sta­
nie się" członkiem plemienia. Powoli odkrywałem, że jest to nie­
możliwe i zdałem sobie sprawę, że wartością mojego stanowiska,
jeśli w ogóle takie istnieje, to bycie „mostem".

II. 13. Martwe dusze wg. Gogola, Jola Cynkutis i Khalid Tyabji, DSW Wrocław 1988. Fot. Marek Grotowski

16

�5. S.: A powiedz, jaką widzisz atrakcyjność w kulturze Zacho­
du, nie Polski czy Anglii, ale po prostu Zachodu. Czy uważasz, że
jest coś atrakcyjnego w tej kulturze?
K.T.: Atrakcyjność tej kultury polega może na tym, że jest ona
lustrem, pozwalającym patrzeć inaczej na swoją kulturę. Chociaż
oczywiście Europa ma fascynującą historię i podoba mi się wiele
rzeczy w Europie - architektura, przyroda, muzyka, pożywienie,
literatura, ale na nieszczęście większość tych rzeczy nie należy
już do dnia dzisiejszego. Oczywiście przyjemnie jest odkryć, że
w niektórych miejscach, takie proste sprawy jak kupowanie bile­
tu kolejowego są proste, i nie stanowią wielkiego wyzwania. Bar­
dzo lubię profesjonalizm, energię i zaangażowanie w pracę Euro­
pejczyków. Lubię poczucie zbiorowej świadomości w wielu przy­
padkach... Ale muszę tu dodać, że Polska dla mnie nie jest „Za­
chodem". Polska jest dużo bliższa mojej własnej kulturze niż „Za­
chód".
Przypominam sobie, co mówił mój profesor, kiedy po raz
pierwszy wyruszyłem do Europy do pracy terenowej. Powiedział,
że kiedy spotkam naukowca, powinienem powiedzieć mu, że nie
przyjechałem tu po jego pomoc, ale aby dać pewną radę. Wszyst­
ko jest u nich wspaniałe, ale brakuje jednej „malej rzeczy", której
pilnie potrzebują w swojej diecie, bez której z pewnością umrą to „odrobina samorefleksji".
S.S.: A powiedz, czym jest dla Ciebie przyroda? Kiedy miałeś
pierwszy pomysł na swój teatr, to wybrałeś takie, miejsce gdzie
nie ma dróg, gdzie jest las, pojechałeś w „dzikość".
K.T.: Jest wielka różnica pomiędzy starym lasem i tym posa­
dzonym przez człowieka. Pozostało już niewiele starych lasów
i dżungli. Kiedy wchodzę w kontakt z lasem, czuję, że przecho­
dzą przeze mnie różne prądy. Najważniejszą cechą starego lasu
jest jego wielka różnorodność. Natura oznacza współistnienie
różnorodności, współzależność, wyjątkowe piękno i czystość kiedy jest nie splamiona przez ludzi - jest dla mnie Ogrodem
Boga.
D.D.: A czy ludzie w wioskach są ciągle tacy sami? Czy cią­
gle tak samo potrafią tańczyć i bawić się jak dziesięć lat temu?
K.T.: Zasmuca mnie, kiedy widzę, jak to się zmienia... Oni
mówią, że w mieście jest brudno, wszędzie są gówna, są tam nie­
dobrze traktowani; w lesie muszą się bać tylko dzikich zwierząt,
a tam trzeba się bać drugiego człowieka. Nie lubią radia, bo
mówią, że tam nie ma naszych piosenek, a my raczej wolimy śpie­
wać i nie chcemy zmieniać swojego sposobu życia, ale, że za trzy­
dzieści lat będziemy kulisami... Zmiany zachodzą zastraszająco
szybko. Są dwie grupy: jedni przeszli na stronę miasta, oglądają
popularne filmy, zmienili fryzury, zapuścili wąsy. Jak ktoś zacznie
mieszkać wśród ludzi z miasta, to coś się zmienia w twarzy,
w oczach, coś takiego jak brud wychodzi z twarzy, to widać... Oni
inaczej patrzą na drugiego człowieka. To dziwne... Osobiście w i ­
działem tyle zmienionych twarzy przez te lata. Tubylcy z plemion
mają nieoceniający i niewyrachowany sposób patrzenia na ciebie.
Kiedy młodzieniec zostaje, jak to mówię, „zepsuty" życiem
w mieście, jego oczy stają się chytre, podejrzliwe, coś zmienia się
wokół ust, pojawia się kalkulacja, a stosunki ludzkie stają się
transakcjami.
D.D.: A czy nie wydaje Ci się, że miałeś szczęście poznać tych
ludzi w momencie, kiedy jeszcze nikt tam nie dotarł. A teraz, kie­
dy wzrasta zainteresowanie nimi, pojawią się turyści, to mogą im
zagrozić...
K.T.: Oni mają nawet taki obrzęd: kiedy rosną owoce mango,
to nie można ich zrywać do czasu, kiedy nie są dojrzałe. To sza­
man ustala datę i jest święto trwające trzy dni, mango-mania - po­
tem zaczynają dopiero zbierać owoce. Nawet małe dziecko nic nie
zerwie, bo wie, że nie wolno. Ale teraz przychodzą handlarze i ku­
pują worki mango za może parę groszy. I nawet jeśli w jednych
wioskach oni jeszcze tego przestrzegają i nie zrywają owoców, to
przychodzą ludzie z innych wiosek i robią to dla pieniędzy...

II. 14. Khalid Tyabji w filmie Hanuman

5.5.: A na czym polega istota teatru?... Bo etymologicznie te­
atr wiąże się z oglądaniem, patrzeniem na coś, słowa teoria i te­
atr mają wspólną etymologię, ale teoria stała się czymś trochę
antyludzkim, oderwanym, ideą, czymś obiektywnym i zewnętrz­
nym, związanym przede wszystkim z nauką, a teatr, o tym prze­
cież mówimy, jest takim proludzkim działaniem. O co może za­
tem chodzić w teatrze?
K.T.: O wszystko.
J.C.: Zrobiłeś teraz monodram. Szkielet jest gotowy. Chcesz
go pokazać ludziom. Jaką intencją chcesz tych ludzi dotknąć?
Chodzi mi o moment przeżycia. Bo Sławek pyta o esencję teatru.
K.T.: Może wrócę do czegoś co zacząłem, a nie dokończyłem:
chciałem, żeby ludzie wyszli z teatru z pewną energią, naładowa­
ni jak bateria. To coś, co się wiąże z życiem duchowym. Żeby ra­
zem ze mną dotykali pewnego świata, innego niż codzienny.
Mówisz, że teatr związany jest z oglądaniem i z tego powodu nie
lubię słowa 'spektakl' i 'show', bo to jest coś bardziej na ze­
wnątrz, coś co jest tylko przed oczami... Jak się kręci film o dzia­
łaniu teatralnym, to czasem to, co jest żywe wygląda bardziej pu­
sto, bo nie ma tej wibracji, brak człowieka - widz i aktor muszą
być w tej samej przestrzeni. Aktorstwo w sanskrycie to abhinaya
- to send forth, żeby przesłać siłę...
S.5.: A czy widziałeś jakiś spektakl Kantora?
K.T.: Tak. Niech sczezną artyści. Bardzo mi się to podobało,
raz w Nowym Jorku i raz we Wrocławiu. Ciekawe, bo we Wrocła­
wiu on był chory, i przez pierwsze dwadzieścia minut nie było go
na scenie, stało tylko krzesło z napisem: Kantor. Coś było nie tak,
nie ten rytm, coś nie grało... On patrzył z boku i bardzo się dener­
wował, wszedł na scenę, zaczął dyrygować i zaczęło być tak, jak
miało być.
5.5.: Rzeczywiście w teatrze jest coś ciekawego, czego nie da
się opisać, w czym rzecz, rzecz nie jest w czystych gestach, gesty
są przesycone czymś więcej...
K.T.: To samo jest z tekstem. Jest bardzo wiele rodzajów w i ­
dzów, ale ja robię teatr, który mnie interesuje. I tam nie historia
jest najważniejsza, ale coś, czego nie da się nazwać: próbowałem
to nazwać stanem bycia. Jak powiada jeden z moich nauczycieli,
Badał Sircar - „ludzie zapomnieli, jak odczuwać".
D.D.: To dotyczy aktora czy publiczności?
K.T.: Stan bycia musi się zmienić w obu, ale oczywiście to ak­
tor spełnia rolę czynnika prowokującego, to on jest motorem
zmian. W tym nowym spektaklu chcę zwrócić uwagę na to, co zo­
stało zapomniane w życiu współczesnym, że jako ludzie tylko
przez chwilę jesteśmy wędrowcami na ziemi. To dotyczy czegoś

17

�innego niż konsumowanie produktów. To coś", co bardziej wiąże
się na przykład z oddechem. Czy to nie jest niesamowite, strasznie
piękne, że pojawiamy się w s'wiecie i po jakimś' czasie znikniemy?
Dostalis'my czas na ziemi. Oddychamy i żyjemy. We współcze­
snym s'wiecie nie myślimy już w ten sposób. Ten ostatni spektakl
po bengalsku nazywa się Moner manush, co można przetłuma­
czyć jako Człowiek serca, ale słowo mon znaczy jednoczes'nie ser­
ce i głowę. Oczywiście mamy słowa na każdą z tych rzeczy osob­
no, ale tu chodzi o obie rzeczy naraz i o to też chodzi w spekta­
klu. To połączenie pełni ważną rolę w filozofii hinduskiej.
D.D.: Ale czy to jest to samo: bo Ty jesteś raz aktorem, a raz
oglądasz na przykład Kantora, czy to jest to samo?
K.T.: Muszę powiedzieć, że niestety większość moich dos'wiadczen w charakterze widza była wyjątkowo nudna. Najczę­
ściej po dziesięciu minutach jestem tak znudzony, że odczuwam
klaustrofobię i chcę wyjść. Znacznie bardziej interesuje mnie sie­
dzenie w parku lub na ulicy i obserwowanie ludzi w prawdziwym
życiu niż oglądanie aktorów na scenie, ponieważ oni są tak nie­
prawdziwi, a przez to nudni. Sceniczny s'miech i płacz jest okrop­
ny i nie do wytrzymania. Kiedy s'miech i płacz są prawdziwe, to
są zawsze naładowane. To są szczęśliwe i bardzo żywe chwile. Na
szczęście w moim życiu widziałem kilka przedstawień, które
przekonały mnie, że na scenie możliwe jest cos' przeciwnego do
nudy. To daje mi siłę do pracy.
J.C.: Padło ładne pytanie: czy jak oglądasz spektakl, to jesteś
aktorem?
K.T.: Nie. Rzadko. Czasem się dziwię, że są ludzie, którzy
analizują, jak on to zrobił? Jak jest dobry spektakl, to ja przestaję
o tym myśleć: może jestem dobrym widzem, bo wchodzę całko­
wicie w to, co widzę, to jest jak sen, nie analizuję już tego. Kiedy
czuję, że aktorzy „grają", nie mogę się w ogóle wciągnąć w to, co
mówią. Oni nie mówią, oni tylko udają, że mówią.
D.D.: Ale czy nie ma pewnej różnicy między aktorem a wi­
dzem, nawet uczestniczącym. Kiedy jesteś aktorem, to jest to ro­
dzaj samoekspresji, obnażenia siebie. Podejrzewam, że Ty z sie­
bie coś dajesz, Że dotykasz czegoś osobistego.
J.C.: To ciekawe co mówisz, bo ja się zawsze buntuję przed
używaniem słowa obnażanie się czy ekshibicjonizm w teatrze.
Niewątpliwie jest taka część, aktorów być może większa, którzy
lubią taką formę bycia na scenie, jest to im potrzebne. Jest też
część aktorów, którzy potrafią czerpać z siebie, z tego czym są, co
jest najważniejsze dla nich, przetwarzać to na taką formę, żeby
tego nie zdradzić, tylko natchnąć życiem i powołać znak. Do zna­
ków czy symboli mogą się odnosić różne kultury. To dla mnie jest
esencja teatru, powoływanie takich znaków, szukanie ich w so­
bie i poza. Jest to praca nie skończona, ale można dotykać pew­
nych fragmentów, poszerzać o spotkania międzygrupowe czy
międzyteatralne z różnych krajów, dążyć do stanu otwarcia. Tak
jak Khalid mówi idzie ścieżką i nagle musi pojąć tę osobę, która
przed nim staje, pojąć nie naśladować, a korzysta tylko z jakie­
goś fragmentu ciała tej osoby, natomiast pojmuje ducha tej oso­
by. Jak mi się wydaje taka jest funkcja teatru. Bo jednakże teatr
tworzą ludzie.
K.T.: Ale to 'ja'jest tylko narzędziem... ducha świata, bo teraz
myślę o tym ćwiczeniu, które z Jolą robiliśmy, że trzeba było zna­
leźć ducha s'wiata... czułem, że jakaś' energia płynie przeze mnie,
ale to nie znaczy, że ja działam jako j a ' , ja jestem tylko narzę­
dziem tej energii.
D.D.: 1 na tej podstawie rozumiesz, Że to było to. Bo skąd
wiesz, że to było dobre...
K.T.: Nie wiem, że było dobre, ale wiem, że było prawdziwe...
D.D.: Albo w Twoim subiektywnym odczuciu, że to co robisz,
jest prawdziwe. Jak to rozpoznajesz?
K.T.: Dużo można mówić, na temat tego 'prawdziwe', ale
przypomina mi się pewien Chińczyk, który był mistrzem w ope­
rze pekińskiej, to był jeden z trzech aktorów, który grał postać
18

Króla Małp. To jest bardzo akrobatyczna rola. Uczył się od
szóstego roku życia, rodzice byli za biedni, żeby mu dać jeść. Od­
dali go do nauczyciela, żeby ten go uczył i żywił. Nauczyciel był
jak drugi ojciec. Mając ponad sześćdziesiąt lat wyjechał po raz
pierwszy poza Chiny, do Anglii, gdzie miał publiczne spotkania
na temat opery pekińskiej. Padło pytanie, które profesor z uniwer­
sytetu przez kilka minut tłumaczył na chiński, a brzmiało ono: jak
można poznać to, czy aktor jest dobry czy zły. Ten aktor słucha­
jąc pytania dziwił się coraz bardziej, a na końcu powiedział tylko:
to trzeba zobaczyć.
S.S.: To są rzeczy oczywiste, w etymologicznym znaczeniu.
D.D.: Ale jest ten warsztat, pracujesz nad spektaklem i do­
chodzisz do pewnych rozwiązań i wtedy praca jest inna, i sam
oceniasz, czy może z tym lustrem... tu jest poszukiwanie.
J.C.: W trakcie takiej ewolucji, czyli dochodzenia do tej ze­
wnętrznej formy, albo się oddalasz od prawdy, która stworzyła
pierwszy moment, stała się zaczynem, albo jesteś w niej. Ty mu­
sisz czuć, czy odchodzisz od niej czy nie. Jak straciłeś, to znaczy,
Że trzeba wracać do początku i inną drogą rozwijać to, co było
inicjatorem momentu. Jak zachować prawdę...
K.T.: To jest najtrudniejsza rzecz w teatrze... Bo czasem jedną
strukturę powtarzasz codziennie, czasem nie chcesz, ale musisz,
bo spektakl jest reklamowany, bo ludzie kupili bilety. Ale to nie
dzieje się w każdym teatrze, stąd skojarzenie z kłamstwem, tak
jak w życiu codziennym. Acting jako robienie też czegoś' niepraw­
dziwego.
S.S.: To zależy pewnie, jakie znaczenie przypiszemy słowu
'gra'. W tym codziennym znaczeniu znaczy to nieszczerość...
K.T.: Dlatego wytłumaczyłem to po angielsku...
S.S.: Po angielsku jest podobnie, to act znaczy 'grać' i 'dzia­
łać'. Ale fenomenolog religii van der Leeuw pisze o teatrze jako
'świętej grze', 'poważnej grze'. Gadamer odwołuje się do pojęcia
gry i mówi, że ludzkość nie byłaby ludzkością bez gry, to znaczy,
że nie można sobie wyobrazić bez niej kultury. Być może jest to
patrzenie na tę samą rzecz z dwóch punktów widzenia: raz widzi­
my, że gra jest czymś nieszczerym, a innym razem to właśnie gra
okazuje się tworzyć człowieka, dotyka jego istoty. Przecież kim
innym jesteś na uniwersytecie - można powiedzieć, że tam grasz,
kiedy chodzisz na zajęcia i zdajesz egzaminy, a kim innym - kie­
dy idziesz do dżungli czy w góry, spotykasz ludzi i zaczynasz się
z nimi „bawić", co też określamy słowem gra.
K.T.: Są też gry dziecięce, które są żywe i prawdziwe. Tak sa­
mo w sporcie: mecz w piłkę ma pewne zasady i reguły, taka sama
struktura wydarzeń, te same zasady, ci sami gracze, może być po­
wtarzana dzień po dniu, ale za każdym razem jest tak jak jest włas'nie teraz, tam nie ma kłamstwa. Nie udajesz, że grasz, po prostu
grasz, dając z siebie wszystko. Zdaje się, że w życiu nawet trzeba
grać w tym drugim sensie, bo nie można wszystkiego powiedzieć
ani pokazać, bo nie można tutaj tańczyć na stołach, ale teatr na to
pozwala.
J. C.: Powiedziałeś wcześniej w rozmowie, że studia i dyplom
to paszport do poruszania się w świecie nauki, czy może błazen
być paszportem do poruszania się w świecie...
D.D.: Czy to są te same światy?
K.T.: To paszport do każdego s'wiata... Jeden z powodów, dla
których żałuję, że nie skończyłem doktoratu, wiąże się z tym, że
nie dostałem tytułu doktora błazna.
S. S.: To ciekawe. A powiedz, czy próbowałeś kiedyś grać i bła­
znować w świecie nauki?
K.T.: Jeszcze nie, ale mam taką nadzieję.
S. S.: A masz jakiś pomysł?
K.T.: Miałem kiedyś' zabawny pomysł. Kiedy studiowałem na
wydziale socjologii i antropologii, to chciałem wygłosić wykład
w stroju plemiennym. Przyjść z siekierą do sali i poprowadzić wy­
kład na temat: antropologowie w oczach ludzi z plemion.
S.S.: Myślisz, że uda Ci się to zrealizować?

�K.T.: Mam nadzieję, że tak. Kiedy miałem wybrać studentów
do szkoły dramatycznej, poszedłem w czapce błazna, bo sądzi­
łem, że to będzie fair play, chciałem, żeby studenci byli wyluzowani, ale traktowałem ich jednocześnie bardzo poważnie. Czapka
miała podkreślać fakt bycia w roli egzaminatora.
D.D.: A jak ludzie zazwyczaj reagują na błazna? Jaki są re­
akcje na ulicy?
K.T.: Ludzie się często s'mieja, bo jest ktos', kto wygląda na
bardziej chorego umysłowo niż oni, to taka postać, z której moż­
na się s'miac. To zależy. Kiedyś' w czasie juwenaliów wszedłem na
dyskotekę w stroju błazna, było może sto osób w kolejce, a ja
wszedłem bez biletu i ten, kto stał na bramce, był bardzo zadowo­
lony, że taki gos'ć przyszedł. Od każdego dostałem alkohol, może
nawet za dużo...
Ale rok temu zostałem prawie pobity. Pojechałem do plemion
w Goa i miałem tournee teatralne. Był ze mną organizator. W le­
sie ubrałem się w kostium, zrobiłem makijaż i wszedłem do wio­
ski. Były tam tylko kobiety i dzieci zgromadzone przy pompie
wodnej. Zacząłem się bawić z dziećmi i kobietami, i wszyscy się
s'miali. Ale może po pięciu minutach przyszła stara kobieta, która
popatrzyła na mnie, zaczęła od razu krzyczeć: diabeł, diabeł. Ona
była trochę chora. Mężczyźni byli kilometr dalej w knajpie i pili,
i kiedy usłyszeli krzyk, to przybiegli do wioski, łamiąc po drodze
gałęzie z drzew. Byli bardzo pijani i machali nimi bardzo blisko
mojej głowy. Nie znałem ich języka i potraktowali mnie jak praw­
dziwego diabła: zrobiło się już ciemno, a ja byłem pomalowany.
Próbowałem im śpiewając tłumaczyć, że nie mam nic przeciwko
nim, ale nie za wiele z tego wynikało. Na szczes'cie był organiza­
tor, który znał język, zachował spokój i powtarzał ciągle: on jest
aktorem z teatru, ze szkoły dramatycznej, i to jest tylko spektakl,
to nie jest diabeł. Tak powtarzał ze dwadzies'cia-trzydzies'ci razy
i powoli to trafiło do tych pijanych głów. Potem nawet tańczylis'my i s'piewalis'my razem. Ale mówili, że gdyby nie było tego
człowieka, toby mnie na pewno wykończyli.
D.D.: Jak się wtedy czułeś?
K.T.: W końcu był to bardzo fajny wieczór, ale zrozumiałem,
że nie wszędzie będę tak samo traktowany. Nie mogłem znaleźć
sposobu, żeby dotknąć ich bez języka. Gdybym był sam, może
bym znalazł jakiś' sposób, ale nie wiem...
D.D.: Jak myślisz, kim byłeś dla ludzi z plemienia w Orisie?
K.T.: Kiedy zacząłem rozumieć trochę ich język odkryłem, że
mówią o mnie nieco jak o jokerze - „ktos' kto gra"...
D.D.: A czym dla Ciebie jest praca w filmie?
К.Т.: W pewnym sensie jest zupełnie inna. Bo w teatrze praca
polega na znalezieniu sposobu, żeby dotykać pewnego rodzaju
bycia prawdziwym codziennie, w tej samej strukturze, a w filmie
trzeba to zrobić tylko raz, albo kilka razy w jednej godzinie, trze­
ba być przygotowanym na pierwszą improwizację. Mam z tym
kłopoty, w teatrze jak cos' nie idzie jednego dnia, to trzeba szukać
sposobów na poprawienie tego w dniu następnym, w filmie to jest
niemożliwe. „Pierwsza improwizacja" zostaje zarejestrowana
i prawdopodobnie będzie trwała dłużej od twego życia, chociaż
możesz być z tego powodu niezadowolony. W filmie cokolwiek
robisz, prowadzi do produktu końcowego, który tworzony jest
z małych fragmentów i okruchów. W teatrze moment przedsta­
wienia jest sednem, produktem, jeśli tak wolisz.
S.S.: A czy mógłbyś opowiedzieć jakiś spektakl, na przykład
Pieśń błazna, przez jakie wcielenia tam przechodzisz?
K.T.: Na początku wychodzę z widowni, przebrany za widza,
bo przychodzę z zewnątrz, jestem jednym z nich. Przez jakiś czas
gram rolę aktora. Mam sen, we śnie gubię czapkę i muszę przejść
przez różne postacie z życia zewnętrznego, ale takie, które nazy­
wam ciemnymi, niedobrymi, bo zgubiłem mądrość, jestem terrory­
stą, potem mężczyzną, który traktuje kobiety przedmiotowo, po­
tem kobietą, która sprzedaje swoje ciało, człowiekiem, który sądzi,
że świętość można kupić, wystarczy zapłacić, ale nie trzeba nic

zmieniać w sobie (taki stosunek do świątyni ma wielu Indusów),
człowiekiem z plemion, który staje się kulisem, żołnierzem, pu­
stym muzykiem, aktorem z popularnego filmu, człowiekiem, który
płaci za miłość swojej małej siostrzenicy, jeszcze dziecku...
S.S.: I na końcu odnajdujesz czapką i mądrość.
K.T.: Potem znajduję czapkę-mądrość, i wtedy znajduję miej­
sce, skąd można patrzeć na to wszystko z oddali.
S.S.: Czy mądrość wiąże się z dystansem?
K.T.: Przywraca równowagę, bycie człowiekiem. Taka jest
koncepcja, nie wiem, jak to widz odbiera. Miałem różnych w i ­
dzów, bardzo często odbierają to ciepło, czasem narzekają na to,
że im mówię o rzeczach, które znają. Ale była taka kobieta, którą
mąż bił przez wiele lat i po tym spektaklu znalazła siłę, żeby od
niego odejść. Były też dwie kobiety, które powiedziały, że chcia­
ły popełnić samobójstwo i ten spektakl je uratował. Przez te stra­
szne rzeczy znalazły siłę, żeby być sobą.
D.D.: Opowiadałeś, że w ostatnim filmie francuskim grałeś
jogina. Jak się czułeś?
J.CSobą?
K.T.: Tak. To człowiek, który odszedł od społeczeństwa i mie­
szkał tylko z małpami. Wolał żyć z przyrodą. On był bardzo bli­
ski czegoś we mnie. Kiedy szedłem na próbę, szedłem z bambu­
sowej chaty pełnej baulów do nowoczesnego hotelu w Bengalu.
Nadal nosiłem pół-dhoti na biodrach, łatwo było przykucnąć
i wejść od razu w rolę. Przez pewien okres żyłem jak sadhu, jako
uczeń baula. Otrzymałem inicjację.
D.D.: Miałeś kontakt z joginami, pozateatralny...
K.T.: Tak. Byłem uczniem jednego jogina z sekty baula,
w Bengalu. Oni są związani z wiedzą tantrycką, ale są jednocze­
śnie bardzo podobni do średniowiecznych błaznów, mają swoje
normalne życie, normalne dla nich, i swój kostium, ubranie na
spektakl, śpiewają, tańczą, grają na instrumentach...
D.D.: Mają swoją publiczność? Czy to jest rodzaj spektaklu?
K.T.: Tak, coś takiego. Raczej pieśni, tańce, rodzaj komunika­
cji z publicznością.
Mój nauczyciel był bardzo silną postacią, ale było w nim coś
złego, nie mogłem się z tym zgodzić. Na przykład na przemoc.
S.S.: Czy on stosował przemoc wobec Ciebie?
К.Т..Ш.
D.D.: Czy to była część jego filozofii?
K.T.: Nie, myślę, że to była część jego ego. To był bardzo do­
bry przykład takiego jogina, który doszedł do dosyć wysokiego
stopnia, i używał mocy, którą otrzymał przez to doświadczenie, do
powiększania swego ego.

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5880" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5860">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d449f01e91b30d3aa459082d11cf1343.pdf</src>
        <authentication>59660eb16321a20bce594c56add00736</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70129">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70130">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70131">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70132">
                <text>Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70133">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.221</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70134">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70137">
                <text>NOTY O AUTORACH
Małgorzata Baranowska - poetka i historyk literatury. Autorka min. takich
książek, jak fumi(mi&amp; miiryczny. Snrrfa/лд tvyoomzrüü i poez/u, 7» y«(
wuzr życie, Warszawa, Mwiqcr, /nfw wieW oraz wielu artykułów z za­
kresu wyobraźni symbolicznej i kultury masowej, dwóch tomów wierszy
МкШо, Zamrt w Лг«лг/асА. Ogłasza w „Twórczości" Prywofną Aiffon;
poez/i.
Zbigniew Bcncdyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów".
Kierownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współczesnej,
min. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom № fWyc/i Wowf/.
John Berger - historyk sztuki, krytyk, pisarz. Autor min. takich prac, jak 77ie
SwmfM ( W füf/wr« о/У/гц«о, Лг| ( W Afvo/u/ion. 77ie ¿oot о/77ii«^j,
Ą%»»6y км/сглщ Лбом/ Looting, ЛмгЯ/ier Wm o/7f//mg, fig Ewrf/i, Олег
i» Europo, G.
Anna Beata Bohdziewicz - absolwentka etnografii UW, współpracowała przy
robieniu filmów min. z W. Borowczykiem, K. Kieślowskim, K. Zanussim.
Fotograf, autorka m.in. następujących cyklów fotografii: foWziermit czy/i
Ломл&amp;а o W i n i ЛимЩ Anf)y?wzfÓKft oraz profesjonalnej kartoteki
aktorów polskich.
Hubert Czachowski - etnolog (UAM), pracuje w Dziale Folkloru w Muzeum
Etnograficznym w Toruniu; prowadzi zajęcia na UMK.
Dariusz Czaja - etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską o symbolu
w filmie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w redakcji „Kontekstów"
Redaktor książki MiWogif рори/дгле.
Urszula Czartoryska - historyk sztuki, zajmuje się fotografią, emerytowany
profesor Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, starszy kustosz Muzeum
Sztuki w Łodzi. Autorka książek frzygoaypWyczM/ofogrw/ii (1965). Or/
pop дли f/o izmti бомсергкн/ле/ (1973, 1976) oraz licznych artykułów.
Krystyna Czerni - absolwentka historii sztuki UJ. Publikuje w „Znaku",
„Tygodniku Powszechnym", „Odrze", „W Drodze".
Gilíes Deleuze (1925-1996) - filozof francuski, wieloletni wykładowca na
Uniwersytecie w Lyonie, Paris Vlll-Vincennes i College de France.
Zajmował się przede wszystkim problemem uwarunkowanych historycznie
i kulturowo obrazów myślenia, które mając charakter dynamiczny ciągle się
zmieniają, choć więc wiecznie wracamy do tego co było, to stale wracamy
inaczej.
Jarosław jot-Drużycki - studiuje etnologię na UW. Redaktor pisma po­
święconego kulturze miasta „KurWar". Zajmuje się antropologią miasta.
Richard Dyer - szef zakładu badań filmoznawczych - Joint School of Film and
Literature - w Warwick University. Naukowiec, publicysta, działacz ruchu
gejowskiego w Wielkiej Brytanii. Autor m.in. L/gAf Eiiferiuinmenf (1987)
i Он/у biferfummenf (1992).
Maria Jeczmyk - pracuje w Polskim Radiu S.A., program II, redakcja
publicystyki kulturalnej. Autorka rozmów z artystami - cykl rozmów
„Witryna sztuk wszelkich" oraz cyklu audycji Polska w Europie.
Ryszard Kasperowicz - ukończył historię sztuki na KUL-u. Asystent w kated­
rze Historii i Teorii Doktryn Artystycznych (KUL). Przygotowuje pracę
doktorską na temat B. Berensona.
Ewa Klekot - absolwentka etnologii (UW): asystentka w Katedrze Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW. Zajmuje się sztuką popularną i uwarun­
kowaniami kulturowymi przekazu wizualnego.
Andrzej P. Kowalski - archeolog, doktor filozofii, pracuje w Instytucie
Archeologii i Etnologii UMK w Toruniu.

Wojciech Michera - antropolog kultury (studia UW), twórca telewizyjny,
prowadzi zajęcia na UW i w Akademii Teatralnej w Warszawie. Autor
książki Ллг/Шликл.
Bohdan Pociej - muzykolog, krytyk muzyczny. Napisał min. K/wyrywi/ci
/гимекку (1969), Ддсй. Muzyki i wic/We (1972), Weu - dztw;* - /оллд
(1972), Szkice z późnego го/лдлгуглш (1978), Mw/i/er (1993), ДдсА i/ego
muzyk (1995). Publikuje m.in. w „Znaku", „Ethosie", „Tygodniku Po­
wszechnym", „Ruchu Muzycznym". Autor licznych audycji radiowych.
Czesław Robotycki - dr hab., pracuje w Instytucie Etnologii UJ. Autor licznych
artykułów i książek, m.in. Eino/ogiw wobfc Wfiwy нурокголг/. Zajmuje się
etnologią kultury współczesnej.
Andrzej Różycki - ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK oraz wydział
reżyserski w łódzkiej Szkole Filmowej. Fotograf i filmowiec, autor licznych
filmów dokumentalnych bardzo często o profilu etnograficznym, m.in.
Ko.W&amp;ifmmyMwm, M«yepr)'wwlneKwWne. СлнЛд УУгголШ. №'«WÍсголоУс дд/ftic/i amg.
Zona Rydet (1911-1997) - wybitna fotografka. Autorka min. takich cyklów
fotografii jak Mufy czfow/at, Awwr uciić" i wyobrwzw, MoWczono/ć"
¿Wabc/i (/róg oraz Zwpi'.; wc/okgiczw)'. Wzięła udział w ponad 350
wystawach.
Magdalena Sicramska - historyk, od 1986 r. kieruje Muzeum Żydowskiego
Instytutu Historycznego. Zajmuje się badaniem żydowskiej sztuki kultowej,
a szczególnie jej symboliką. Publikowała artykuły z tej dziedziny.
Sławomir Sikora - etnolog (studia UW). Sekretarz redakcji „Konteksty".
Zajmuje się antropologią fotografii i filmu.
Monika Sznajderman - etnolog (studia UW), studia doktoranckie IS PAN;
pisze pracę doktorską poświęconą postaci błazna w kulturze. Autorka książki
Zaraza. MiWog/a Ашпу, cWery i Лкк.
Marcin Szporko - etnolog (studia UW), studiuje na Międzywydziałowych
Studiach Doktoranckich UW. Zajmuje się antropologią współczesności,
a w szczególności antropologią polityki.
Joanna Tokarska-Bakir - etnolog, adiunkt w Katedrze Etnologii UW.
Napisała WyzWeme przez zmy.?/y. ТуЫЫД/е Wicrpcye .rokrio/ogiczni!,
До/ w otw Opwfrzwwd (w druku).
Jadwiga Wais - ukończyła socjologię na Uniwersytecie Warszawskim.
Zajmuje się pograniczem filozofii i literatury. Publikowała min. w „Studiach
Filozoficznych", „Edukacji Filozoficznej". „Kontekstach". Obecnie jest
adiunktem w Zakładzie Filozofii AWF we Wrocławiu.
Helena Wayne (Malinowska) - najmłodsza córka Bronisława Malinowskiego
z pierwszego małżeństwa. Uczęszczała do szkoły w Anglii, studiowała
historię w USA. Po powrocie do Anglii pracowała w Foreign Office
Information Department a następnie kolejno w BBC Television, była
reporterką pisma „Life". Wydała korespondencję Bronisława Malinows­
kiego z żoną, Elsie Masson Malinowską, 77ie Sfory « / Li/g.
Edgar Wind (1900-1971) - Profesor historii sztuki, urodzony w Niemczech.
Znajomość historii sztuki łączył z głęboką wiedzą na temat starożytności
klasycznej, filozofii i estetyki. Był związany z Instytutem Warburga oraz
profesorem w University of Oxford. Autor m in. takich prac, jak Arf ( W
Лпдгс/iy, Е/оды«к% о/ Дуглбо/i, SfWif.t m /цопал/Л arf, Giorgiong'i
ТгглргЛд.
Terence Wright - profesor antropologii kultury, fotograf, wykładowca o me­
diach sztuki i antropologii wizualnej na wydziale humanistycznym w Uniwe­
rsytecie w Luton. Członek Oksfordzkiego Towarzystwa Fotografików.

227

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5879" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5859">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ebccb5b1a142b9a09a0f4a9442bba015.pdf</src>
        <authentication>c0361964ce6112c50c398a8511dad048</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70118">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2646</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70119">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70120">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70121">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2461</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70122">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70123">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.3-4, s.222-224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70124">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70125">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70126">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70127">
                <text>SUMMARY OF ARTICLES
S/awom/r S/kora
A n Autobiography C o m p o s e d of Photographs. T h e Meta­
p h o r and the P h o t o g r a p h y
The a u t h o r discusses and interprets a n unusual b o o k - a l b u m
by J o h n Berger and J e a n Mohr: ДлоГлег kVayof Te#ip"(1982),
and in particular focuses on an interpretation of the photonarrative composed of about 150 photographs and conceived as
a fictitious a u t o b i o g r a p h y of an old peasant woman. Attention is
d r a w n t o the fact that one of the foremost manners of creating
m e a n i n g by resorting t o a configuration of photographs can be
deciphered as a n a t t e m p t at creating metaphors. T h e latter not
only "provide food for thought" and stimulate the imagination but
are also a n attempt at bringing t h e viewer-reader and viewed
reality emotionally closer. T h e author accentuates the non-linear
nature of the narrative c o m p o s e d of t w o s u p p l e m e n t i n g para­
d i g m s - history (chronology) and association proper to h u m a n
memory as well as to mythical thinking. A s a result, however, the
narrative possesses m o r e of a spatial (image) t h a n a t e m p o r a l
(film, book) nature. In the opinion of the author, such a narrative
m e e t s t h e r e q u i r e m e n t s of new postmodernist ethnography,
outlined by S t e p h e n Tyler, whose task is not so m u c h the
depiction or representation of reality as its evoking.
R y s z a r d rCaspemw/cz
Aesthetic T a u t o l o g y a n d the Primacy of Perception.
A Brief R e m a r k o n the Burckhardt Vision of Art upon the
E x a m p l e of Елллел/лрел a us R u b e n s
The scientific w o r k s a n d personality of Jacob Burckhardt
inspired historians of art representing s u c h diverse methodologi­
cal stands as Heinrich Wolfflin, A b y W a r b u r g o r Edgar W i n d ,
c o n n e c t e d with the milieu c o n c e n t r a t e d around the latter. Burck­
hardt himself conceived art to be one of the m o s t important
sources of cognition; in his project of the history of culture, the
work of art c o m p r i s e s the most essential point in w h i c h the past
meets the present and offers the scholar insight into the m e a n i n g
of history a n d the uninterrupted process of rendering it topical in
the present. V i a art, the historian of culture is capable of
transcending beyond t h e historical fact and the variability of
events, s e e k i n g certain anthropological foundations of m a n
within history. U p o n the example of Е л л л е ш л д е л aws Rubens,
one of the last works by Burckhardt, published p o s t h u m o u s l y ,
this study tries to indicate the significance of the artistic analysis
of the paintings by R u b e n s performed by the Swiss scholar,
d e m o n s t r a t i n g , at the s a m e time, the place of art and its
perception in the m o d e l of historical cognition, subjected to the
ideals of directness a n d the stirring of historical imagination.
D a r / u s z Czaya
Image a n d R e a l i s m . Notes C o n c e r n i n g B a c o n
This text was written on the m a r g i n of a Polish translation of
Conversaf/ons и#? Franc/s B a c o n . 8nvfa//ry of f a c f by D .
Sylvester. O n e of the m o s t frequent t h e m e s in Bacon's state­
m e n t s is his conception of painting, the key being realism. T h e
a u t h o r tries to reconstruct a n d render m o r e precise the ,,new
realism" proposed by the artist. He refers it to the dual
c o m p r e h e n s i o n of the category of m i m e s i s in Plato a n d Aristotle,
and confronts it with Bacon's opinions about the imitative duties
of painting. In its ultimate consequences, the realism expanded
by Bacon transcends far beyond aesthetics and remains meta­
physical.
Huber/ CzacnowsA;
M i r a c u l o u s Photographs
On m a n y sites of contemporary M a r i a n revelations, p h o t o g ­
raphs c o m p r i s e one of the most interesting of the assorted
m i r a c u l o u s signs of the s a c r u m . Apparently, s o m e of the

222

subsequently developed pictures d e p i c t the s a c r u m , w h i c h
a s s u m e s various forms: from irregular w h i t e rays a n d the Host,
to the figure of J o h n Paul II and even the face of God the Father.
T h o u s a n d s of pilgrims present at the sites of the miracles are
c o n v i n c e d abut the veracity of their experiences, an attitude
which, to a considerable degree, shapes their religiosity. T h e y
perceive a photographed miracle as proof of the truth of the faith
and G o d , in accordance with the principle, still universal in folk
mentality, that a p h o t o g r a p h cannot lie.

5wa K/etof
The Most Holy Heart of Jesus. Scenes from t h e Life of
a Symbol
The article discusses the changeability of the meaning of the
visual s y m b o l u p o n the example of the symbolic depiction of
Jesus, k n o w n as the Most Holy Heart. Its d e c i p h e r i n g , conduc­
ted u p o n n u m e r o u s levels, c h a n g e s d e p e n d i n g on the cultural,
social, and historical context in w h i c h the d e p i c t i o n appears.
This religious symbol, whose tradition dates back to the Middle
Ages, b e c a m e involved in politics, a n d to a c o n s i d e r a b l e d e g r e e
a s s u m e d t h e role of the visual s i g n of Catholic f u n d a m e n t a l i s m .
In turn, the aesthetic d i m e n s i o n of the depictions, whose
majority is rejected by art as a s y m p t o m of par e x c e l l e n c e kitsch,
d e t e r m i n e d its reception to s u c h a degree that the religious
interpretation was no longer possible: images of the M o s t Holy
Heart b e c a m e the carrier of caricature-like simplified meanings,
and the visual symbol changed into a stereotype.

Дло/ze/ P/bfr Kbwakk/
On the Pre-history of the Symbol
The author characterises the m o s t significant s t a g e s in the
d e v e l o p m e n t of the symbolic, Initially, cultural values were
devoid of the status of a s y m b o l a n d r e m a i n e d a n i m m a n e n t
c o m p o n e n t of the existence a n d activity of archaic m a n .
Symbols appeared in cultures w h i c h had at their d i s p o s a l
a dually defined i m a g e of the world. In order to justify this thesis,
t h e author refers to historical poetics and presents p r e m e t a p horical forms of being in the w o r l d . T h e oldest forms of m a g i c are
represented by m e t a m o r p h o s e s , w h i c h are c o n n e c t e d with
thinking that identifies assorted classes of objects. T r a c e s of
m e t a m o r p h o s e s c a n be d i s c o v e r e d in t r a n s m i s s i o n s of folklore
speaking about the transformation of cultural heroes, in religious
views c o n c e r n i n g m e t e m p s y c h o s i s , a n d in early philosophical
conceptions about motion and c h a n g e .
M d e t a m o r p h i c m a g i c was s u p p l a n t e d by thinking in catego­
ries of c o m p a r i s i o n s . It was comparison w h i c h for first time
revealed the necessity of evaluation, a n d d i s t i n g u i s h e d the
ontological relation of mutual d e p e n d e n c i e s .
The function of s y m b o l i s i n g to the metaphor, w h i c h is
a conventional c h a n g e in the characteristic of given objects. T h e
m e t a p h o r does not serve a m a g i c a l identification of objects and
their m e a n i n g but leads to their minute distinction. T h e author is
of the opinion that the symbolic a n d the existence of the ideative
sphere of v a l u e s c o m p r i s e a p r o b l e m facing anthropologists and
their exegetic thought; this is probably the reason w h y as such it
did not exist in archaic culture.

JacWpa И/а/б
Gilgamesh a n d His Star
For four a n d a half millennia, the epic of G i l g a m e s h fascinates
with the fantastic adventures of its hero. W h a t does the
G i l g a m e s h p h e n o m e n o n consist of? T h i s u n u s u a l tale w o u l d not
have survived forso long if it d i d not contain a t i m e l e s s m e a n i n g :
the rebellion against d e a t h . A l t h o u g h Ihe s a g e s , shamans, a n d
priests of all eras tell us that s u c h defiance is senseless, w e
naively hope that G i l g a m e s h will succeed.

�His failure is twofold: G i l g a m e s h does not w i n immortality nor
does he experience spiritual transformation. He disobeys all
teachers of life, and remains a v a n q u i s h e d hero. This defeat is
also part of our humanity, a n d despite the abyss of time
G i l g a m e s h is o n e of us.

Mon/'ka S z n a j d e r m a n
T h e A n g e l in Popular Imagination
T h e author d e a l s with religious beliefs and images which,
usually ignored by a n t h r o p o l o g y , constitute a curious collage
blending the religiosity of the A g e of A q u a r i u s with traditional folk
religiosity; she d o e s so u p o n the e x a m p l e of popular and thriving
angelology. A t the s a m e time, the article proposes the thesis that
this unique r e n a s c e n c e of a belief in angels, with which w e deal
predominantly (albeit not solely) in present-day A m e r i c a n p o p u ­
lar culture, is closely c o n n e c t e d with religious sensitivity, the
angel is a living form of c o n t e m p o r a r y popular religious imagina­
tion. T h e w o r l d of angels has c o m e back; furthermore, it has
a c c o m p l i s h e d this feat only in an outwardly c h a n g e d form.
Actually, m a n y old beliefs c o n c e r n i n g its nature a n d function
have survived a n d inherited the legacy of theology a n d the
a p o c r y p h s . T o d a y , m a n needs the angel as m u c h as he did in
past centuries.

Joanna To/carska-Bak/r
T h e Prayer of the E l e m e n t s . A T i b e t a n Buddhist W o o d c u t
T h e text outlines the cultural context of the w o o d c u t in
Buddhist art of the Great Tibet region (Tibet proper, Nepal, a n d
North India). T h e author inquires Into the purposefulness of
applying the t e r m ,,art" in reference to Buddhist painting,
sculpture, a n d w o o d c u t s . She presents the theology of depic­
tions a n d the so-called effective m e a n s (Sanskrit: upaya ) of
Dharma, the Buddhist t e a c h i n g , a n d proposes her o w n clas­
sification of T i b e t a n w o o d c u t s . Finally, the article cites details
c o n c e r n i n g the preparation of the matrix and the m a k i n g copies
as well as the c e r e m o n y of c o n s e c r a t i n g the prints.

И/о/с/есл M/chera
B o d y a n d Imagination
T h i s text is c o m p o s e d of three scenarios for the television
series B o d y a n d Imagination w h i c h W . M i c h e r a directed in
1996-1997 for Polish Television. T h e series (a total of twelve
episodes) deals with the history a n d anthropology of imagination,
and is an e x a m p l e of popularisation w h i c h uses forms proper for
artistic p r o g r a m m e s . T h e p r e s e n t e d scenarios: To B e a tVoman,
Го Be а М а л , Л Ш с / а / F a c e are p r e c e d e d by brief c o m m e n t s on
the anthropological understanding of imagination and the popu­
larisation of s c i e n c e .
Krysfyna Czem/
Token
For ages, the tattoo w a s a universal w a y of decorating the body
a n d granting a person distinction and significance. T h e author
presents n u m e r o u s e x a m p l e s of the application of the tattoo and
subsequently d i s c u s s e s the painless and bloodless Tattoos by
Z b i g n i e w Bajek in w h i c h the author himself becomes the object.
In ensuing n u m e r o u s photographic self-portraits, Bajek s h o w s
slides of assorted w o r l d - k n o w n paintings upon his white painted
face. In this manner, the latter b e c o m e s a living c a n v a s for
c o m p o s i t i o n s by B o s c h , D ü r e r , Brueghel or Dali. T h e author
interprets the activity of the artist involving his o w n face, and
contrasts it to i.a. the tradition of self-portraits, including those by
W i t k a c y or Tne P///ow B o o k by G r e e n a w a y . In an age of bloody
experiments, the Bajek p h o t o g r a m m e s are a safe example of the
artistic u s a g e of the body. Bajek d e m o n s t r a t e s traces of art u p o n
the body, the tokens of culture a n d its illumination. In doing so, he
proves that art d o e s not exist w i t h o u t a recipient and that the art

w o r k requires an e m b o d i m e n t a n d b e c o m e s subjected to a sui
generis m e t e m p s y c h o s i s by p r o p o s i n g a s c r e e n projection of
h u m a n thoughts, experiences, and sensitivity.
Czes/aw ЯоЬогуск/
T h e Art and P e r s u a s i o n of S o - C a l l e d Billboards
T h e article e x a m i n e s billboards as a n element of c o m ­
munication in its persuasive function and as an e l e m e n t of the
visual surrounding. T h e aesthetic stratum of billboards m a k e s
use of p o s t m o d e r n c o n c e p t s of the fine arts. T h i s role of
billboards in Poland deserves further, m o r e detailed analysis.
Marc;n S z p o * o
Poster-clasm or an U n t a m e d C a m p a i g n
This analysis of the p h e n o m e n o n of d a m a g i n g election
c a m p a i g n posters is c o n d u c t e d upon the basis of material
gathered during the 1995 presidential e l e c t i o n . T h e destruction
of posters is closely c o n n e c t e d with their semiotic aspect.
A d a m a g e d poster also carries a certain m e s s a g e , w h i c h is
usually diametrically different from the o n e intended by its
authors. T h e p r e s e n t e d analysis is f o u n d e d on proposals of
deciphering the newly p r o d u c e d c o m m u n i q u e s . T h e destruction
of depictions - most universal in the p h e n o m e n o n under
e x a m i n a t i o n - is a practice frequently e n c o u n t e r e d in culture,
starting with the distant past. D a m a g e of a substitute is the root
of n u m e r o u s forms of activity from the d o m a i n of negative magic,
w h e r e the person of the e n e m y is s u p p l a n t e d by his depiction.
T h e conviction about the p o s s e s s i o n of the ,,might" and
properties of the portrayed person via his i m a g e led to Byzantine
and Protestant iconoclasm a n d executions c o n d u c t e d In effigie.
T h e destruction of posters w a s universal, a n d pertained to all
candidates. It w a s performed by incurring d a m a g e to s y m ­
bolically m a r k e d fragments of the depiction (face, eyes, mouth
) and the addition of symbols (star of D a v i d , five-armed star,
h a m m e r and sickle, swastika) or annotations of various size.
T h e posters were also dirtied or defaced with d r a w i n g s , in­
cluding vulgar ones. A specific form of destruction w a s the use of
stickers s h o w i n g political rivals. In certain instances, the d a m a ­
ge s t e m m e d from playful sources, but the majority of cases
expressed aggression a n d animosity t o w a r d s the depicted
person.

Oorofa Guf
Internet Ethnography
T h e article inaugurates a series of texts by the author
pertaining to the Internet, Its philosophy, e t h n o g r a p h y , v o c a b u ­
lary, etc.
Jaros/aw /of-OmźycW
T h e Urbl et Orbi B o a r d G a m e
T h e author describes g a m e s In w h i c h the players m o v e their
p a w n s on the b o a r d along municipal transportation lines (the
underground, trams...). T h e purpose is to b e c o m e acquainted
with interesting objects in the given ,,town". Within this context,
the author recalls the classification of g a m e s p r o p o s e d by R.
Caillois - agon, alea, and mimicry. M e n t i o n is also m a d e of the
African g a m e of s u m a n g o l o w h o s e participants ,,play in the
w o r l d of the future". In c o n c l u s i o n , D r u ż y c k i d r a w s attention to
the fact that the players create a real s p a c e , regardless w h e t h e r
It is L o n d o n or St. Petersburg, together with its actual spatial
configuration, or a mythical ,,world of the future".
J e r u s a l e m J e r u s a l e m . A n Interview with N a r m i M i ­
chejda
In 1989, Narmi Michejda, a molecular biologist by training,
started taking photographs of places c o n n e c t e d with Jewish
culture (i.a. Jerusalem, cemeteries). T h i s conversation with
Maria J ę c z m y k and M a ł g o r z a t a
Baranowska
(literary critic) focuses p r e d o m i n a n t l y on p h o t o g r a p h y although

22J

�Michejda also talks about her passion a n d departure from
science towards t h e humanities a n d poetry. ,.Photography a n d
painting c o m p r i s e only a certain stage, necessary i n order to g e t
e v e n closer to poetry itself. T h e s e forgotten 'beings' p o s s e s s
m o r e a n d more concealed faces (.,.). I b e g a n to s m u g g l e into the
b i o c h e m i c a l prison a form of a l c h e m y - Baudelaire, Nerval,
Kafka, Gorges o r m y b e l o v e d Cioran. In this manner, I betrayed
the natural sciences physically a n d probably spiritually, a l t h o u g h
I remained loyal to t h e m , albeit i n a new way. Biochemistry is
adescription of life and death. I selected the other half for m y new
loyalty. A s usual, it b e c a m e apparent that here too - o n the 'ice
flow' of pain a n d death - the t o n g u e fails".
Afagda/эла 5/eramska
Is this the vision of doomsday a n d paradise afterwards?
A n Analysis of o n e of the S y m b o l s of M a n ' s Destiny that
A p p e a r in J e w i s h Cult Art in t h e Polish Territories
In the article t h e author will analyse the images w h i c h
a p p e a r e d in J e w i s h cult art i n t h e territories of central w e s t e r n
Poland at t h e beginning of t h e nineteenth century, a n d were
found until t h e turn of the twentieth century. It was a scene
depicting sheep as they were c o m i n g out of a s h e d a n d m o v i n g
towards a well. This picture can be found firstly on t o m b s , but has
often b e e n found as a decoration on aronof ha-todea/?. In this
analysis, based on biblical texts and fragments of prayers w h i c h
were m a d e during t h e holidays of Rosh H a S h a n a a n d Yom
Kippur, t h e author will try to prove that the scene is actually the
vision of D o o m s d a y a n d the eternal paradise afterwards. S h e will
also attempt to trace the g e n e s i s of this i m a g e to areas of P o l a n d .
Sondan Poc/e/
Seven G a t e s of J e r u s a l e m
This text discusses The S e i / е л Gafes o/^erusa/em, a n oratory
by Krzysztof Penderecki, first performed in J e r u s a l e m in January

1997 and in Warsaw in M a r c h 1997. T h e a u t h o r was inspired by
the Faith a n d Divinity in t h e W o r d , r e v e a l e d i n t h e Bible (a
frequent occurrence in the works by Penderecki), in t h i s case
- in the Psalms. A l l composers w h o follow t h e e x a m p l e of
Monteverdi by writing music to texts of the P s a l m s a n d
proposing a n interpretation of their c o n t e n t s a n d poetic images
in some m a n n e r refer to his arch-models. T h e s a m e holds true
for Penderecki whose patron is also t h e genius of Monteverdi,
The author maintains that T7?e Seven Gafes о / J e r u s a / e m c a n be
regarded as the crowning of the c o m p o s e r ' s hitherto experien­
ces,
Zof/a Rydef (died 1997) w a s a n outstanding Polish p h o t o g r a p ­
her. T h e best k n o w n series of her p h o t o g r a p h s include L/ff/e Мал
(the world of children), Т л е LVor/d of* Emof/on and /лтад/лайол
(photo m o n t a g e s dealing with m o t h e r h o o d a n d t h e trepidation of
old age), Т л е /лА'л/гу o f O/sfanf Pafns (metaphorical depictions
of h u m a n life) a n d Л S o c W o g / с а / Record. W e publish two
Opinions concerning Zofia Rydet - by U r s z u l a C z a r t o r y ­
s k a and A n n a B e a t a B o h d z i e w i c z - a s well as her o w n
statements c o n c e r n i n g primarily Л 5 о с / о / о р ю а / Record. A dis­
cussion o n these works places e m p h a s i s o n t h e ethical mes­
s a g e a c c o m p a n y i n g the p h o t o g r a p h s a n d their author's d o c u ­
mentary passion.
W e also present t h e soundtrack from the o u t s t a n d i n g film
about Zofia Rydet W n / r y о/ D/sfanf P a f ń s directed by A n ­
drzej Różycki.
The group of texts c o n n e c t e d with the anthropologist B r o n i ­
sław
M a l i n o w s k i includes a consecutive fragment of
correspondence w i t h Elsie M a s s o n , his first wife, p r e p a r e d by
theirdaughter Helena Wayne (T7?e Sfory о/Afamage), a letter by
B r o n i s ł a w Malinowski written during his first stay i n London to
Aniela Z a g ó r s k a , a relative a n d translator of J o s e p h Conrad.

W POPRZEDNICH NUMERACH
Problematyce symbolu poświecony byt numer 3/1998 „Kontekstów", kulturze masowej nr 4/1988, filmowi i fotografii
nr 3-4/1992, mitowi i literaturze nr 3-4/1995.
O symbolu w „Kontekstach" pisali m . i n . :
w numerze 1/1980, Z b i g n i e w Benedyktowicz, ЛЛгсед #wzde, /fwabyOm? (Y"W/grzo/wWogü rg/fgf;¿/o/gMomffm/og:i W/f^ry);
w numerze 3/1988: Zbigniew Benedyktowicz, 2ymW w efMogra/w, S. A w i e r i n c e w , ¿ y m W , Jurij Ł o t m a n , S y m W и' jyj/wwe
Wfwry, M i c h a ł K l i n g e r , 6 } ' m W w feo/ogń, Paul T i l l i c h , Zraczewf f шргдмчаДтчен/б j y r n W / ге/УдУ/нусл, M i r c e a Eliade,
Mg/ć%WogfCzne wwagf о б а а Ы ш уулмбоЯЛл reWgfpzg/,'
w numerze 3-4/1992: Dariusz Czaja, S y m W
Uwag; n#A%WogfczrZ€, D o n Fredericksen, „Ддг Уо&amp;ш";
w numerze 2/1995: W i e s ł a w Juszczak, O длггоро/одн ; aymWw, w t y m numerze o p u b l i k o w a l i ś m y również rozmowę
redakcyjną O wzfropo/ogw f j y / n W w ;
O fotografii w „Kontekstach" pisali m i n . :
w numerze 4/1979: Aleksander Jackowski, /для AfłdgrsJWfgo w/Wzewf az/wW Wowg/;
w numerze 1-2/1986: Krzysztof Kubiak, W o W / x o g r a / л n a g r o W - y ;
w numerze 1-4/1987: R o c h Sulima, fofogro/Ia cAfopów pokif'c/z;
w numerze 3/1990: Aleksander Jackowski, forfr?/ W z t / g g o /агы [o Zofii Rydet];
w numerze 3-4/1992: Małgorzata Baranowska, foczfdw&amp;z m a j o w a //bfogra/fa wczw¿ Sławomir Sikora, Fofogra/wz - p a r n i e
- уууобгдглщ A n n a Beata Bohdziewicz, foWzfeMmt czyff ркмелАд о болсы .fwwwo, Józef Szymańczyk, Vfjfcm ybfogro/gm
(wywiad przeprowadzony przez A n n ę Engelking, cz. I), fotografie i teksty Mariusza Wieczorkowskiego oraz Ryszard Ciarka,
odczwwac, myj/ec. #ozmow%z z 7acA/gm O/gaz&amp;f'm;
w numerze 1/1993: Józef Szymańczyk, /gafem _/bfogrq/fw (dokończenie);
w numerze 1-2/1994: Hubert Czachowski, O/ixogrq/н / ef/zogra/w, Sławomir Sikora, f b w g r a / m ar/iyftw w/ftff. Fofogro/Za
/ *»f;
w poprzednim numerze 1-2/1997: z a m i e ś c i l i ś m y blok tekstów poświęconych Bronisławowi Malinowskiemu: Grażyna
Kubica-Heller, jpoz&amp;omf z cortq Brorfúfowa Mo/fnowjtfggo i^ego 6¿ogrq/gm, Rozmowa z //g/ewg Жау/гс, Rozmowa z М'слде/е/п
Kowigiem, Helena W a y n e ( M a l i n o w s k a ) , Wpfyw
ма zyc'e / ¿/ztf/o ^ r o n W a n / a Ma/ma^s-Afćgo, Helena Wayne
( M a l i n o w s k a ) , Я ш о п а m a ^ g ^ r w a . 6i\$ry 8гол W a w a Ma/wowjJtfggo / ^/jfg Ma.fja/i oraz Terence W r i g h t , /Wropo/og yato
дг/yj/o.' yb/ogra/fg Afa/mowftfggo z ГгоблоЫои/.

224

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5878" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5858">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/974ddc668d186cbdc040a5f64b9505bf.pdf</src>
        <authentication>b0a3bbafa667ead92cc0c8a390368a0a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70109">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70110">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70111">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70112">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70113">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70114">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70115">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70116">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70117">
                <text>g u0 5 6
i.

. ...

A* A-

KONTEKSTY
P O L S K A

A N T R O P O L O G I A

•

1998

S Z T U K A

K U L T U R Y

L U D O W A

E T N O G R A F I A

rok LII n r 2 ( 2 4 1 ) Indeks 3 6 9 4 0 3

S Z T U K A

cena 5 zł

Stanisław Cichowicz Ignorabimus. Notatki antropologiczne

Teatr i Antropologia:

Kirsten Hastrup Poza antropologią, Antropologjako przedmiotprzedstawienia dramatycznego
Błazen zperspektywy kilku światów - rozmowa z Khalidem fyabji
Monika Sznajderman Błazen. Narodziny i struktura mitu.
Henryk Jurkowski lalki w rytuale

Śmierć w mediach:

•

Magdalena Radkowska W poszukiwaniu zaginionej śmierci, czyli Ars moriendi dzisiaj
Krzysztof Cibor Jak nie umiera królewna Schiffer
Agnieszka Kirchner, Anna Wróbel „Ton nadaje radio Zet"
Dorota Hall Śmierćjako przynęta

Bronisław Malinowski Dzienniki (1908-19W

�SPIS TREŚCI
Stanisław

Ignorabimus. Notatki antropologiczne

Cichowicz

TEATR I ANTROPOLOGIA

Kirsten

Błazen. Z perspektywy kilku światów. Z Khalidem Tyabji nie tylko o teatrze
rozmawiają Jola Cynkutis, Dagnosław Demski i Sławomir Sikora
Poza antropologią. Antropolog jako przedmiot przedstawienia dramatycznego .
Przekształcenie s'wiadomos'ci w przedstawieniach rytualnych: kilka myśli
i problemów
Początki teatru w Afryce i w obu Amerykach
Lalki w rytuale
Błazen. Narodziny i struktura mitu

Hastrup

Barbara

Myerhoff

Leslie Du. S. Read
Henryk

Jurkowski

Monika

Sznajderman

6
20
29
32
35
46

ŚMIERĆ W MEDIACH
Magdalena
Krzysztof

Radkowska
Cibor

Zuzanna

Grębecka-Ćwiek

Tomasz Rakowski
Agnieszka Kirchner, Anna

Wróbel

Dorota Hall
Agnieszka

Kamińska

Tomoho Umeda
Tomoho Umeda
Draginja

Nadaidin

Marceli Zygala
Krzysztof

Strachota

Krzysztof

Kosowski

Adrianna

Kabza

Tomasz

Strączek

Iwona

Chodorowska

W poszukiwaniu zaginionej śmierci, czyli Ars moriendi dzisiaj
Jak nie umiera królewna Schiffer. Kilka słów o śmiercionośnej reklamie
Matczyny ból nie ma granic. Opis śmierci w czasopismach kobiecych
Zaczytując się w brukowcach
„Ton nadaje radio Zet"
Śmierć jako przynęta
Tamagotchi - ogniwo pomiędzy lalką a zwierzątkiem. Wirtualne cmentarze
dla cyber-stworzonka
Kendo. Pomiędzy życiem a śmiercią
Krótka refleksja na temat śmierci w Manga i nie tylko
Estetyzacj a śmierci
Uwagi o śmierci w fotografii reporterskiej. Z inspiracji wystawy World Press
Foto'97
Śmierć i śmierci obraz w Islamskiej Republice Iranu - szkic
Równi ludzie, egalitarna śmierć w wolnych mediach państw rozwiniętej
demokracji
Jak mówi cisza - marsze przeciw przemocy
„Tragarz śmierci"
Świat żywych i umarłych

55
60
62
65
67
68
70
74
76
78
79
82
83
85
87
91

PRZECZYTANO, ZOBACZONO...
Jarosław Eichstaedt
Piotr Kowalski
Ewa Klekot

Wspomnienie o prawdziwych mężczyznach
Nekrologia i antropologia współczesności
Huculskie mity i Mit Huculszczyzny

96
99
101

Dzienniki, Zeszyt 2

103

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław

Malinowski

Streszczenia

112

Noty o autorach

112

Na
Na

o k ł a d c e : Leszek Mądzik, Tchnienie. Fot. Andrzej John
s t r o n i e t y t u ł o w e j : Jan Bernasiewicz, Diabeł i śmierć, fot. Jarosław Wójcik z albumu Aleksandra Jackowskiego
Sztuka zwana naiwną, Warszawa 1995
© Copyright by „Konteksty". Przedruk za zgodą redakcji

Numer dotowany przez

Ministerstwo Kultury i Sztuki
i Fundację im. Stefana Batorego

�POLSKA

SZTUKA

LUDOWA

KONTEKSTY
ANTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

nr 2 - 1998

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS
Stanisław Cichowicz

Ignorabimus. Anthropological Notes

3

THEATRE and ANTHROPOLOGY
* **

The Fool. From the Perspective of a Few Worlds. Khalid Tyabji Talks Not Only
About Theatre with Jola Cynkutis, Dagnosław Demski and Sławomir Sikora . .
Out of Anthropology. The Anthropologist as an Object of Dramatic
Representation
The Transformation of Consciousness in Ritual Performances: Some
Thoughts and Questions
Beginnings of Theatre in Africa and the Americas
Puppets in Rituals
The Jester. The Birth and Structure of a Myth

Kirsten Hastrup
Barbara Myerhoff
Leslie Du. S. Read
Henryk Jurkowski
Monika Sznajderman

6
20
29
32
35
46

DEATH IN MASS MEDIA
Magdalena Radkowska
Krzysztof Cibor
Zuzanna Grębecka-Ćwiek
Tomasz Rakowski
Agnieszka Kirchner, Anna Wróbel
Dorota Hall
Agnieszka Kamińska
Tomoho Umeda
Tomoho Umeda
Draginja Nadazdin
Marceli Zygala
Krzysztof Strachota
Krzysztof Kosowski
Adrianna Kabza
Tomasz Strączek
Iwona Chodorowska

Raiders of the Lost Death or Ars Moriendi Today
How Beauty Queen Schiffer Dies Not. Few Remarks on Lethal Advertising . .
Motherly Love is Boundless. A Description of Death in Women's Magazines .
Devouring Tabloids
Radio „Zet" Sets the Tone
Death as a Bait
Tamagotchi - a Link Between Doll and Animal. Virtual Cemeteries
for Cyber-Creatures
Kendo. Between Death and Life
A Brief Reflection on Death in Manga and not Only
"Beautification" of Death
Remarks on Death in Reporter's Photography, Ispired by World Press
Photo'97
Death and the Image of Death in the Islamic Republic of Iran - essay
Equal People, Egalitarian Death in the Free Media of Fully Democratic
States
How Silence Speaks. Marches Against Violence
"The Porter of Death"
A World of the Living and Dead

55
60
62
65
67
68

Mention of Real Men
Necrology and Anthropology of the Present Time
Hutzul Myths and the Myth of Hutzulshchyna

96
99
101

A Diary (1908-1913). Copybook 2

103

70
74
76
78
79
82
83
85
87
91

RECENTLY READ &amp; SEEN
Jarosław Eichstaedt
Piotr Kowalski
Ewa Klekot

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław

Malinowski

Summary of the Articles

1 1 2

Notes about Authors

1 1 2

Redagują:

Zbigniew Benedyktowicz (redaktor naczelny), Aleksander Jackowski, S ł a w o m i r Sikora (sekretarz redakcji),
Danuta Benedyktowicz, Dariusz Czaja

Doradzają

i w s p ó ł p r a c u j ą : Jerzy B a r t m i ń s k i , Antoni Kroh, C z e s ł a w Robotycki, Ludwik Stomma, Roch Sulima, Zofia Bisiak

T ł u m a c z e n i a :
Korekta:
Projekt

okładki

Redaktor
Adres

Aleksandra R o d z i ń s k a - C h o j n o w s k a , Andrzej Szczepanik

Barbara S a w ó w
i strony

techniczny:

redakcji:

tytułowej:

Jacek K r ó l a k

Krzysztof Nalewajko

Instytut Sztuki PAN, ul. D ł u g a 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, tel. 831-32-71/4 wew. 243; fax 831-31 -49

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5877" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5857">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/936edc1261fc6e5311e8eab4f1cfa315.pdf</src>
        <authentication>65fcb3e8f5ece7690c538510e7a2cf82</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70099">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2655</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70100">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70101">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70102">
                <text>Lalki w rytuale / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70103">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.35-45</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70104">
                <text>Jurkowski, Henryk</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70105">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70106">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70107">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70108">
                <text>Lalki w rytuale
Henryk Jurkowski

Diachroniczne istnienie kultury jest już od dawna odczuwaną
oczywistością. Ale to, co dziedziczymy po przodkach, ma formę
znacznie zmienioną i zazwyczaj szczątkową. Ile elementów czy
motywów słowiańskich ostało się w s'rodkowej Europie? Bardzo
niewiele. Symboliczne topienie alegorii zimy, kolędowanie choć­
by i zaadaptowane do chrześcijańskich obyczajów chodzenie
z szopką... Wszystko to stopniowo obumiera, jeśli nie całkiem
już zniknęło z naszego życia. Tak to na ogół wygląda w perspek­
tywie kultur europejskich. Jeśli jednak skupimy się na doświad­
czeniu całej ludzkości, rzecz ukaże nam się w innym świetle
w związku z różnorodnym tempem przemian kulturowych na po­
szczególnych terytoriach, a na nich wśród różnych grup etnicz­
nych: wiele dawnych form i obyczajów istnieje w dalszym ciągu
i ich żywotność jest w dalszym ciągu bardzo duża.
Oczywiście zagadnienie to wymagałoby obszernej dysertacji.
Ja zamierzam ograniczyć się do lalek i do ich uczestnictwa
w różnorodnych formach ludzkiej kultury. O ile w Europie lalka
istnieje głównie jako uczestnik gry teatralnej we wszystkich
możliwych dla niej funkcjach (jako postać w ilustrowanym baja­
niu, jako substytut aktora w iluzyjnym teatrze lalek, jako znak
plastyczny postaci scenicznej w teatrze alternatywnym), o tyle
w Afryce i w Azji pojawia się ona w działaniach przedteatralnych i prototeatralnych.
Poprzez działnia przedteatralne i prototeatralne w tym wy­
padku rozumiem uczestnictwo lalek w rytuałach oraz w przed­
stawieniach, ukształtowanych teatralnie, które w dalszym ciągu
służą człowiekowi w jego kontaktach z bogiem lub siłami nad­
przyrodzonymi. Na przykładzie różnorodnych i aktualnie wyko­
rzystywanych funkcji lalek można by próbować pokazać jeden
z najważniejszych procesów kulturowych w dziejach ludzkości:
od rytuału do świeckiego wykorzystania lalki: innymi słowy, od
sakralnych funkcji prototeatru do jego zastosowania w sferze
profanum - jako czystej rozrywki. To, co w innych dziedzinach
kultury może być i było już tylko domeną historyka, jako fakty
z przeszłości, w wypadku kulturowego uczestnictwa lalek może
stanowić cząstkę aktualnej, współczesnej wędrówki po kulturze
światowej, choćby niektóre z jej sakralnych elementów były
w trakcie dokonującej się zmiany, zmierzając ku sferze profa­
num.
Oczywiście, ktokolwiek podjąłby taką wędrówkę, nie może
unikać odwołań historycznych. Odwrotnie - historia dostarczy
wielu dodatkowych przykładów. Mnie chodzi o to, by pokazać
cały proces uczestnictwa lalki w rytuale, prototeatrze i teatrze od
chwili, gdy to uczestnictwo zostało odnotowane po raz pierwszy.
Oczywiście zamierzam zrezygnować z jakichkolwiek podziałów
geograficznych i przyjąć, że ludzkość jest jedną wielką całością,
a jej historia w procesie przemian kulturowych w obrębie „świa­
ta lalek" tworzy obraz uchwytny dla współczesnego badacza.
I ten proces właśnie jest przedmiotem mojego zainteresowania.
Być może pewien wyjątek uczynię dla Europy. Dzięki pra­
com Charlesa Magnina znamy zarówno rytuały greckie, jak
i rzymskie, w których uczestniczyły lalki. Znamy też informacje
o figurach sakralnych, czasem ruchomych, w kościołach chrze­
ścijańskich. Skądinąd wiemy także wiele o pozostałościach

z dawnych rytuałów pogańskich w kultywowanych do niedawna
obyczajach europejskich. Wszystkie one należą do przeszłości
i przywoływanie ich zaciemniłoby tylko obraz kultur pozaeuro­
pejskich, pozastających w dalszym ciągu w granicach sfery sa­
crum, prawie całkowicie zapomnianej w Europie. Pominiemy
zatem rytuały europejskie jako najwcześniejsze manifestacje sa­
crum, pogrążonego w zbiorowej niepamięci. Będzimy mówili
0 zjawiskach, w których sacrum jest jeszcze żywe i pozostaje
ciągle pewną szansą dla ludzkości, szukającej dla siebie nieusta­
jąco jakiegoś - pewnego - drogowskazu.
Jest niemal pewne, że lalka z ruchomymi członkami wywo­
dzi się bezpośrednio z figur kultowych, takich jak fetysz, tali­
zman czy idol. Idol - nieruchoma figuratywna rzeźba - przedsta­
wiał bóstwo albo ubóstwionego przodka, lub też ich akolitów
(np. duch ogniska domowego), umocowanych na pewnego ro­
dzaju podstawie (postumencie?). Zapewne w procesie oddziały­
wania bóstwa na człowieka (i odwrotnie) zrodziła się potrzeba
uruchomienia członków figur. Figury afrykańskie dostarczają
nam dowodów w tym zakresie. Niektóre z nich unieruchomione
na postumentach posiadają ruchome głowy i ręce. Na tym etapie
zachowały swoje „boskie" funkcje, co również potwierdza ich
użycie w wielu afrykańskich rytuałach. W niektórych kulturach
w ogóle lalkom przyznano status boskości, jak to wynika z zapi­
sków mnicha hiszpańskiego Sahaguna z okresu podboju Meksy­
ku:
[...] wtedy (sztukmistrz) stawał, poruszał torbą, potrząsał nią
1 wywoływał tych, którzy się w owej torbie znajdowali... Natych­
miast zaczynały z niej wychodzić ludziki niby dzieci. Niektóre
z nich przebrane były za kobiety; bardzo udane było to przebra­
nie: tak jak one nosiły spódniczkę i bluzkę; dobrze również prze­
brane były za mężczyzn: nosiły przepaskę, pelerynę, naszyjnik
z drogocennych kamieni. Tańczyły śpiewały, wyrażały to, co sta­
nowi istotę ich serca. Kiedy już to wykonały, wtedy on ponownie
potrząsał torbą i one się ukrywały, sadowiły się w niej. „Temu,
który sprawia, że bogowie wychodzą, poruszają się i naśladują ",
płaci się za to.
1

Nie jest jasne jednak, czy określenie „bogowie" wyrażało
rzeczywistą wiarę w boskość lalek czy też była to tylko metafo­
ra, wskazująca na boskie funkcje lalek. Claude Levi-Strauss
przekonuje, że człowiek pierwotny rozumiał już symboliczne
funkcje sztuki. Jej twórcy i odbiorcy zdawali sobie sprawę z róż­
nicy między przedstawianym i przedstawiającym, czego dowo­
dzą czasowe tylko wcielenia już to w jednego z przodków, już to
w jednego z bogów w kolejnych rytuałach. Możemy przypu­
szczać, że Sahagun mógł mieć problemy nazewnicze i stąd jego
relacja nie jest precyzyjna. Przekazy z Afryki przekonują nas, że
choć lalki wywodziły się ze świata sacrum, mogły też po odpo­
wiednim przygotowaniu być wykonywane przez ludzi. Odpo­
wiednia informacja dotarła do nas z południowej Nigerii.
Według miejscowego mitu lalki pochodzą z podziemnego
kraju, gdzie przebywają zmarli przodkowie. Otóż pewnemu
człowiekowi z plemienia Akpan, imieniem Etuk Vyo, udało się
2

35

�dotrzeć do krainy zmarłych, gdzie zobaczył, jak zmarli przodko­
wie posługują się lalkami. Powróciwszy na powierzchnię nau­
czył ludzi posługiwania się lalkami, ale zmarli - na podobień­
stwo Zeusa, który ukarał Prometeusza za inną przysługę wy­
świadczoną ludziom - zesłali na niego śmierć. Lalki musiały wy­
woływać pewien respekt jako zjawisko zaskakujące, może nawet
nadnaturalne, bo i inne przekazy mówią o ich, jeśli nie sakral­
nym, to magicznym pochodzeniu. Na przykład marionetki we­
dług tradycji nigeryjskiej pochodzą z Obio Iban Iban, to jest
z wioski kobiet czarodziejek. A więc lalki wykonywały kobiety
posiadające pewne dyspozycje magiczne. Również mężczyźni
czarownicy posiadali taki sam przywilej. Pewne atrybuty czaro­
dzieja przypisywano głównie kowalowi i w większości krajów
afrykańskich kowal był wykonawcą lalek.
Przyznanie tego samego prawa do wytwarzania lalek męż­
czyznom i kobietom w Afryce wydaje się późniejsze w stosunku
do sytuacji, o której informuje Mircea Eliade, z okazji opisu ry­
tuału inicjacyjnego na Ziemi Ognistej. Inicjacja dojrzałościowa
u Selknamów była wyłącznie męską ceremonią tajemną:
Mit o pochodzeniu opowiada, te pod przewodnictwem Kra,
Kobiety-Księżyca, i potężnej czarownicy, kobiety zaczęty terrory­
zować mężczyzn, ponieważ miały moc przemieniania się w „du­
chy", to znaczy potrafiły wytwarzać maski i używać ich. Ale mał­
żonek Kra, Kran, Mężczyzna-Słońce, odkrył pewnego dnia taje­
mnicę kobiet i powiadomił o niej mężczyzn, którzy zmasakrowali
w szale wszystkie kobiety z wyjątkiem dziewczynek i wtedy też
zorganizowali tajemne ceremonie z maskami i rytuałami drama­
tycznymi, aby z kolei terroryzować kobiety.
2

Lalki, jak i maski posiadały zatem specjalną siłę magiczną,
pozwalającą panować nad określonymi grupami ludzi. Był to
jednak zdeformowany produkt sakralnej ontologii lalki. Jeszcze
mniej interesuje nas walka płci. Ważne jest dla nas, że lalka po­
chodzi z zaświatów, ze specjalnego - sakralnego - terytorium, co
upoważniało człowieka do korzystania z niej w różnorodnych re­
ligijnych obrzędach. Jest także czas najwyższy, by uczynić za­
strzeżenie, że nie wszystkie materialne wyobrażenia bóstw były
rozumiane jako lalki zgodnie z naszą europejską semantyką.
Szczególnie w Afryce ich nazewnictwo było wysoce zróżnico­
wane, a odpowiednie terminy wynikały z aktualnej funkcji figur
w rytuale, pomijając ich główną funkcję, to jest funkcję substy­
tutu.
Lalka wkraczała do różnych rytuałów i oczywiście nikt z jej
użytkowników nie miał żadnych przeczuć co do jej przyszłego
teatralnego charakteru. Jak się wydaje, wśród najwcześniejszych
rytuałów poważne miejsce zajmował ryt odtwarzania aktu stwo­
rzenia. Tuż obok istotne miejsce zajmował rytuał związany ze
stworzeniem, narodzinami człowieka i z jego śmiercią. O ile
pierwszy nie angażował lalki, o tyle drugi odwoływał się do niej
nieustannie. Znalazł on wyraz w rytuałach pogrzebowych
i w kulcie przodków. Jak się wydaje, to z nich właśnie teatr lalek
wziął swój początek. Tak sądzi W. H. Rassers i wielu innych ba­
daczy. Podobnie sądzi Rinnie Tang, omawiając rytuały pogrze­
bowe w Chinach:
4

Pogrzebowej procesji ważnych osób towarzyszą udekorowane
platformy na kołach, na których znajdują się grający muzykanci
oraz słomiane chochoły w maskach, które symbolizują opiekunów
grobu. Przy końcu dynastii Tchou (770-256) chochoły te zostały
zastąpione przez drewniane lalki z ruchomymi członkami. Maski
noszone przez chochoły palono lub grzebano, odpowiednio do
zwyczajów w rozmaitych regionach, podczas gdy lalki wracały do
ludzi, którzy je wykonali.
Lalki wytwarzali wyspecjalizowani rzemieślnicy, aby je wypo­
życzać, szczególnie na ceremonie pogrzebowe; oni też zapewnia­

36

li ich manipulację i muzyczny akompaniament. Te bogate pogrze­
bowe procesje stały się prawdziwymi spektaklami. Pogrzebowe
ceremonie mogą być uznane za początek chińskich
lalkarskich
przedstawień i tańców w maskach, pokazywanych przez aktorów.

5

Podobnie sądzi Jacques Pimpaneau, który daje nam szereg
przykładów zastosowania lalek w rytuałach pogrzebowych. Jest
rzeczą godną uwagi, że to właśnie kult przodków, również
w Afryce, jest traktowany jako pierwszy impuls do powstania
animowanej lalki. Jak można przypuszczać, dzieje się tak zapew­
ne dlatego, że obok zwierzęcych (totemizm) i fantastycznych
przedstawień bóstw (siły natury) zmarli przodkowie jako uznani
opiekunowie plemienia, a więc ich „dobre" duchy, dały początek
boskim człekokształtnym idolom-lalkom.
Pamiętamy, że Akpan Etuk Vyo przejął lalki z rąk zmarłych.
Byłby to zatem akt symboliczny. A zatem lalki już to przedsta­
wiały zmarłych, już to służyły ich weneracji. Fangowie, żyjący
w Kamerunie i w Gabonie, w swoim rytuale inicjacyjnym melane posługują się figurkami na patykach, aby wywołać wrażenie
kontaktów inicjantów ze zmarłymi przodkami. Ten punkt kulmi­
nacyjny wymaga istotnych przygotowań. Adepci wtajemnicze­
nia, młodzi chłopcy, przebywają przez pewien czas w odosobnie­
niu na medytacjach, nauce i specjalnej diecie, by pewnej nocy,
po zażyciu środków halucynogennych obejrzeć - ale już w in­
nym pomieszczeniu - pokaz lalek, w których rozpoznają swoich
przodków.
To samo stowarzyszenie Fangów w Gabonie w takich sa­
mych celach inicjujących posługuje się biustami na patykach
z ruchomymi ramionami, które ukazują się ponad prymitywnym
parawanem z chust. Poruszają nimi wioskowi dygnitarze. Pokaz
służy kontaktom ze zmarłymi przodkami, a przy tym ma także
znaczenie puryfikacyjne. „Lalki" te należą do wioskowego sa­
crum. Spoczywają na cylindrycznych skrzynkach z kory,
w których znajdują się czaszki zmarłych.
W obrzędzie inicjacyjnym deble, na Wybrzeżu Kości Słonio­
wej, młodzi adepci wtajemniczenia noszą figurki około
95 cm wysokości, posiadające postumenty (prawdopodobnie
deble jest wyobrażeniem śmierci). Trzymając je za ręce, uderza­
ją rytmicznie postumentami o ziemię. Deble i podobne do nich
deguele (te tylko dla wtajemniczonych) używane są w procesji
pogrzebowej, w której lalkom towarzyszą dźwięki bębnów, grze­
chotek drewnianych, trąbek i śpiewów. Ceremonia ta ułatwia
zmarłemu opuszczenie społeczności żywych.
Wiele innych plemion i stowarzyszeń korzysta z lalek
w podobnych celach. Do takich można zaliczyć spektakl zwany
Akan, w Nigerii, odgrywany w plemieniu Ibibio przez kilkana­
ście nocy po zakończeniu wojny - ku czci zmarłych. W nie­
których regionach Afryki lalki uczestniczące w ceremonii po­
grzebowej otrzymywały - jak się zdaje - kształt symboliczny,
jak na przykład w Zairze, gdzie występowały w postaci instru­
mentów muzycznych. Odejściu zmarłego w pełnej jego satysfak­
cji służył - również w Zairze - w plemieniu Bwende rytuał zwa­
ny niombo. Słowo to oznacza także trumnę w postaci wielkiego
manekina, przeznaczoną zazwyczaj dla szefa plemienia.
Przygotowanie niombo może mieć miejsce jeszcze za życia
szefa plemienia, który zleca specjaliście wykonanie manekina,
a przede wszystkim jego głowj, która powinna mieć wszystkie
cechy przyszłego nieboszczyka. Na ogół głowa ta jest wykonana
z czerwonej tkaniny, wypełnionej trawą i bawełną. Włosy naśla­
dują fryzurę szefa. Dba się również o podobieństwo brody i uszu.
Otwarte oczy mają makijaż w postaci czarnych i białych linii,
policzki są zaokrąglone, a usta odkrywają zęby spiłowane zgo­
dnie z lokalną modą. Czasem wtyka się w nie fajkę. Kiedy szef
umrze, pozostaje jeszcze wiele innych czynności: 1. suszenie
zwłok, które trwa sześć tygodni - nad ogniem; 2. owijanie go
w pieluszki przez kobiety, które również dokonują przeglądu ca6

�łego ciała; 3. przekształcenie nieforemnej bryły z tkaniny w ma­
seans karcianej gry. Jeden z nich zastępuje zwłoki na łożu śmier­
nekina za pomocą igieł i nożyczek.
ci, inni zaś niosą zmarłego do karczmy, sadzają przy stole i ma­
Całość wzmacnia się specjalnym pancerzem. Ogromny kor­
nipulują jego rękami tak, jakby zmarły grał w karty. Współcze­
pus pokryty jest tatuażem, zgodnie z pierwowzorem, oraz znaka­
sny lalkarz powiedziałby, że mamy tu do czynienia z „animacją
mi symbolicznymi i ornamentami w kolorze niebieskim. Ramię
zewnętrzną". Podobny obyczaj ożywiania nieboszczyka, choć
lewe jest zgięte ukośnie ku przodowi, ramię prawe podniesione
w innych okolicznościach, znamy także z Ukrainy. Tu zmarły po­
do góry i tak zafiksowane. Nogi w pozycji do tańca, ale są one
rusza swoimi członkami jak marionetka (dzięki systemowi
bardzo grube, szczególnie w kostkach. Niombo ma 3 metry wy­
sznurków) w czasie nocnego czuwania rodziny. Jest to zapewne
sokości i 4 metry szerokości. Na ogół bywa szersze niż wyższe.
znak sympatii i ostateczne pożegnanie z żywymi.
Zazwyczaj niombo służy jedne­
Nowe aspekty kultu zmar­
mu zmarłemu, ale czasem posia­
łych przynoszą przekazy z Dada dwie głowy i mieści w sobie
homeju i Nigerii, dotyczące
dwa ciała.
praktyk stowarzyszenia Gelede
Plemię Bwende traktuje ry­
z plemienia Yoruba. W swoich
tuał pogrzebowy w sposób po­
obrzędach posługują się oni lal­
godny, a właściwie zabawowy.
kami na postumentach, których
Już na kilka dni przed ceremonią
członki poruszane są z pomocą
pogrzebu członkowie plemienia
sznurka. Lalkarz jedną ręką pod­
zaczynają tańczyć. W dniu po­
trzymuje postument, a drugą
grzebu wynosi się niombo, na
animuje lalkę, odtwarzając ta­
razie bez głowy, przed dom po­
niec erotyczny, który, po ujaw­
grzebowy. Otaczają je kobiety
nieniu zakrytego początkowo se­
i wdowa. Płaczą. Gra orkiestra
ksu lalek, kończy się aktem
złożona z 6-7 muzykantów,
płciowym.
głównie perkusistów, którzy po­
To połączenie ceremonii po­
ruszają się w kręgu. Dołączają
grzebowej z aktem płciowym
Rysunek figury grzebalnej - n i o m b o , Zair
do nich ludzie, którzy tańczą
ma swoje głębokie uzasadnienie.
i rytmicznie klaszczą. Wykonują
W wielu krajach inicjacja mło­
dych w dorosłe życie odbywa się m.in. poprzez doświadczenie
oni wiele różnych skoków, a także gestów obscenicznych. Po k i l ­
śmierci inicjacyjnej: trzeba umrzeć, żeby stać się nowym czło­
ku godzinach tańca podaje się posiłek dla wykonawców niombo
wiekiem. Stan śmierci wyraża się często zmarionetyzowanymi
oraz dla muzykantów. Teraz niombo otrzymuje głowę i przymo­
ruchami inicjantów:
cowuje się je do platformy. Orkiestra gra. Dzieci i wnuczkowie
zmarłego podnoszą wielokrotnie niombo do góry. Kobiety pod­
skakują, imitując jego taniec.
W rytuale inicjacji młodzi ludzie przyjmują często śmiertelny
Około czwartej po południu odgrywa się scenę pożegnania
wygląd, albo ściślej - wygląd przywróconych do życia. Wracają
niombo. Kobiety lamentują. Strzał z fuzji jest znakiem do formo­
oni do żyjących po pobycie w tajemnym miejscu, gdzie byli uwa­
wania się pochodu, w którym bierze udział cała wioska. Młodzi
żani za zmarłych, później zaś zostali ponownie narodzeni. Naro­
ludzie podnoszą na ramiona platformę, przy czym dwóch dodat­
dzenie to nie ma istotnego znaczenia aż do ostatniej ceremonii,
kowych animuje ręce i głowę zmarłego. Odgrywają oni małą ko­
w której są przywracani do życia. Inicjanci z plemienia Kissi
medię. Oto niombo nie chce iść w kierunku grobu, ale pragnie
w lasach Gwinei, jak i w innych społecznościach Afryki, mają po­
odwiedzić miejsca, które bliskie mu były za życia, a przede
bielone ciała jak fantomy i ruszają się jak automaty albo lalki;
wszystkim domostwa swoich kochanek. Przypadkiem trafia tak­
ich kroki, ich najmniejsze gesty są zmechanizowane i całkowicie
że na podwórze misji chrześcijańskiej, ale wycofuje się z niego
podporządkowane rytmowi bębna, w który uderza mistrz rytua­
z oznakami niezadowolenia, wreszcie pozwala się doprowadzić
łu. Równocześnie mimo wagi gatunkowej ceremonii znajduje tu
do grobu. Po krótkim dialogu, jak najlepiej pochować niombo,
swe miejsce satyra i bufonada, a nawet nagle ujawniająca się
uczestnicy pogrzebu wrzucają je do grobu i po wydaniu okrzyku
wrogość: „ lalki" odrywają się od swego tła i grożąc zbliżają się
wielkiej radości kontynuują swoje tańce i zabawę.
do widzów, którzy wycofują
się...
Niewiele wiadomo o pochodzeniu tego rytuału, niemniej ana­
logie do mumifikacji zmarłych w Egipcie wydają się bardzo wy­
Można jednak sądzić, że ten dychotomiczny obrzęd, ryt prze­
raźne. Bardzo możliwe, że niombo wywodzi się z Egiptu i jest
kroczenia, łączący śmierć z narodzinami, rozpadł się z czasem na
prymitywną, „ludową formą" rytuałów znad Nilu. Jego odmiany
dwa odrębne rytuały, szczególnie że obok rytu narodzin, ogrom­
znajdujemy również w Togo w postaci rytuału unii oraz w Gha­
ne znaczenie dla plemion pierwotnych miał ryt płodności w swo­
nie w postaci ga. Potrzeba zadowolenia zmarłego przybierała
im jak najszerszym znaczeniu. O ile rytuał przekroczenia miał
czasem formy naturalistyczne czy wręcz makabryczne. Jak po­
w dużym stopniu charakter symboliczny, o tyle ryt płodności był
dają Nidzgorscy, w niektórych plemionach praktykuje się oży­
nastawiony na uzyskanie konkretnych efektów ważnych dla ca­
wianie zmarłego za pomocą specjalnej, choć nieznanej manipu­
łego plemienia, bo zabezpieczających jego byt. Zapewne dlatego
lacji. W efekcie zmarły sam podąża do swego grobu. Plemię Mitw rycie tym znajdujemy elementy magii sympatycznej (analo­
sogo łączy ruch zmarłego z jego demonstracją wśród zieleni,
gicznej), za pomocą której człowiek pragnął zobowiązać naturę
w pełnym splendorze. Członkowie plemienia Mofu-Gudur w Ka­
i przenikający ją świat nadprzyrodzony do obdarzenia go jak naj­
merunie, dzięki zabiegom dokonanym na kościach zwłok, mogli
bogatszymi plonami. Rytuał płodności z natury rzeczy prowoko­
łatwo manipulować jego ciałem i sugerować jego życie. Nie na­
wał jego uczestników do sakralnego, ale równocześnie instru­
leży jednak dziwić się Afrykanom. W Europie znano do niedaw­
mentalnego traktowania aktu seksualnego:
na podobne obyczaje.
Nadmorska wieś Leucate na pograniczu Katalonii znana jest
Bardzo często, zwłaszcza w Afryce i Oceanii, młodzi inicjo­
z przywiązania jej mieszkańców, rybaków, do gry w karty. Kie­
wani cieszą się po obrzezaniu dużą swobodą seksualną. Faktu te­
dy więc któryś z nich umrze, jego koledzy organizują mu ostatni
go nie należy jednak mylić z rozwiązłością, gdyż nie chodzi
8

9

u)

7

37

�0 swobodą seksualną we współczesnym zdesakralizowanym tego
słowa znaczeniu. Jak wszystkie pozostałe funkcje życiowe, tak
1 seksualność jest w społeczeństwach przednowożytnych
obar­
czona świętością. Jest to środek uczestnictwa w fundamentalnym
misterium życia i płodności}
1

Znaczna część plemion pierwotnych była przekonana, że ko­
pulacja ludzi ma wpływ na przyspieszenie kiełkowania zboża.
Pipiles z Ameryki środkowej wyznaczali specjalne osoby do wy­
konywania seksualnego aktu w momencie gdy pierwsze ziarna
były rzucane w ziemię, co stanowiło przykład „sakralnego mał­
żeństwa".
W Afryce lalki występowały bardzo często w rytuałach płod­
ności. Niektóre uczestniczyły w rozbudowanych ceremoniach.
Tak było w wypadku lalek gelede plemienia Yoruba, które ucze­
stniczyły w rycie płodności ku czci bóstwa Sapata, rycie odby­
wającym się w okresie pierwszych siewów. Ceremonia składała
się z szeregu tańców, w czasie których wtajemniczeni parzyli się,
a nawet pewni młodzieńcy spółkowali z ziemią.
Na ogół lalkarze demonstrowali akt płciowy w niezwykle
uproszczonej wersji. Oto na jednej nitce zawieszonej horyzontal­
nie między palcami oddalonych od siebie stóp animatora, siedzą­
cego na ziemi, umieszczano dwie lalki, które w prymitywnym
tańcu zbliżały się do siebie i , wykorzystując swe odkryte organy
płciowe, łączyły się ze sobą. Były one niezwykle popularne.
Spotykano je w Kamerunie, Gabonie, w Kongo i w innych kra­
jach. Były wykonane z rozmaitych materiałów, głównie z drew­
na i z rafii, z wyraźnym uwzględnieniem seksu i jego owłosienia.
Dzisiaj lalki te utraciły już sakralne funkcje. Oddano je w ręce
wyrostków, którzy traktują je jako pikantną zabawkę. Ślad zapom­
nianego sakralnego seksu odnajdujemy także w Brazylii, gdzie
byli niewolnicy afrykańscy rozwinęli własny, ludowy wyrób za­
bawek figuralnych, przedstawiających coitus w sposób dyna­
miczny (m.in. w formie akcji lalek osadzonych na pistolecie,
uruchomianych za pomocą spustu).
Motywy seksu pojawiały się w rytuale często i w różnej for­
mie, i trudno by było wiązać je zawsze z kultem płodności. Lal­
karze Hausa z Nigru wystawiają wokół swego czworokątnego
parawanu szereg lalek z olbrzymimi wzwiedzionymi fallusami,
które stoją jak gdyby na straży wykonywanego przedstawienia.
W każdym zaś razie wyznaczają sakralną przestrzeń, której nie
wolno zajmować widzom. Spektakl składający się ze scen rodza­
jowych zawiera także efektowną scenę kopulacji, ale w żaden
sposób nie wiąże się ona z czuwającymi postaciami na zewnątrz
parawanu. Ci strażnicy, których orężem jest fallus, pozwalają
myśleć o wykorzystaniu seksu w teatrze cieni w Karnataka,
o czym pisze B.Tapper, badacz funkcji błazna w teatrze indyj­
skim:
12

Jedną z najistotniejszych funkcji, jaką
poludniowoindyjski
błazen pełni w teatrze cieni, jest odwracanie złego spojrzenia.
Postacie komiczne często są opatrzone nieproporcjonalnie
wiel­
kimi genitaliami. Potęguje to ich zdolność zwracania na siebie
uwagi, a tym samym pozwala uniknąć spojrzenia złego oka. Bangarakka (kobieca postać komiczna) chroni animatorów poprzez
wchłanianie złego spojrzenia widzów, bez szkody dla siebie, pod­
dając się nieszczęściom projektowanym przez zle oko.
13

Oczywiście niezależnie od tych funkcji już to sakralnych, już
to protekcyjnych, należy się spodziewać, że widzowie doświad­
czali przy okazji demonstracji gry seksualnej sporo erotycznego
podniecenia. Było to dobrym powodem utrzymywania tych mo­
tywów w repertuarze rytualno-widowiskowym wbrew protestom
różnego rodzaju moralistów.
Naturalnie znamy wiele rytuałów płodności, w których ele­
menty seksualne były zapoznane. Pochodziły one zapewne
38

K i o l l e k y a t h a , postać błazna z teatru cieni, Karnataka, Indie

z późniejszego okresu, kiedy to objaśnienia sił życiodajnych
stały się bardziej skomplikowane. Plemię Anang w Nigerii
skupia uwagę widzów na wielkiej figurze (animowanej od
środka), zwanej Matką - eka - w wodzie. Pojawia się ona
wśród publiczności w splotach pytona i wraz z nim wykonuje
taniec życia. Reprezentuje żeńską siłę płodności. Obecność
węża kojarzy nam się ze sceną kuszenia w Raju. O ile jednak
Biblia traktuje węża jako alegorię szatana-kusiciela, sprawcę
grzechu pierworodnego, o tyle mitologie ludów, wyznających
religie naturalne, uznają go za symbol życia i zabiegają o jego
życzliwość.
Ten sam motyw węża odnaleźli dawni podróżnicy w Kongu
w ceremonii inicjacyjnej Djo w plemieniu Koyo. Uczestnikom
uroczystości ukazywał się wąż, bóg-stwórca Elongo, o wysoko­
ści od 5 do 6 metrów, z głową na patyku, pokrytą zwojami rafii
i piórami kury. Otaczały go i tańczyły wraz z nim lalki ifya (ku­
kły na patyku). Rytuał ten popadł już niemal w całkowite zapo­
mnienie. Jego ślady odnajdujemy w popularnym tańcu lalek kyebe-kyebe.
Wśród Indian amerykańskich Hopi z Arizony węże reprezen­
tują także siły natury i życia w rytuale zwanym Paalólóąangw
w otoczeniu wszechobecnych tancerzy kachinas. Pośrodku miej­
sca rytuału znajduje się wielki ekran (parawan), z którego wysu­
wają się głowy węży, podczas gdy ofiarnicy składają im swoje
dary:
Na jednym z bawełnianych ekranów wymalowano siedem
oślepiających słońc w jasnych kolorach i poprzez nie wysunięto
siedem węży wijących się ponad miniaturowym polem rosnącej
kukurydzy. Potem pojawiły się dwa obrazy młodych dziewic, kła­
niających się sobie nawzajem i podnoszących swe ręce do głowy
i opuszczających je. Na końcu, żywa dziewczyna wyszła spoza
ekranu i ofiarowała jednemu z dygnitarzy kierujących
ceremonią

�uplecioną tacę z ich świętym kukurydzianym jedzeniem. Zazwy­
czaj węże wykonane byty z małych pierścieni, pokrytych skórą,
i byty poruszane jak żywe przez szamanów znajdujących się z ty­
łu płótna.
14

Lalki oczywiście były także wykorzystywane do bardziej
przyziemnych praktycznych celów. Poza tancerzami kachinas
Indianie Hopi posiadają także ich miniatury w postaci czterdzie­
stu kilku figurek, wspierających Hopi w chwilach kłopotów
i nieoczekiwanych trudności. Mówi się, że każda z nich służy
określonemu powołaniu, a więc trzeba mieć wszystkie, by być
zabezpieczonym na wszystkie możliwe wypadki. Również
w Afryce miejscowi czarownicy posiadają liczne figurki o sile
magicznej, które pozwalają rozwiązywać codzienne problemy.
Jest więc wykrywacz złodziei, tropiciel zaginionych rzeczy
(afrykański św. Antoni), czuwający w nocy, rzucający uroki
i wielu innych.
Jest także osobna grupa figurek, a także lalek, które służą za­
biegom leczniczym i przewidywaniu przyszłości. Wykorzystanie
lalek dla celów leczniczych było szeroko rozprzestrzenione
w Meksyku i w innych częściach Ameryki Północnej. Szaman
z plemienia Irokezów demonstrował siłę swoich leków za pomo­
cą lalki. Była to martwa wiewiórka do której ogona przymoco­
wane były nici. Pod wpływem zastosowanych ziół odzyskiwała
ona swoją energię, co było dobrą rekomendacją jego usług.
Świadectwo to, pochodzące z wieku siedemnastego, było jed­
nym z wielu przykładów wykorzystania lalek przez szamanów
lub tak zwanych „leczących ludzi".
Wiele tego rodzaju przykładów znajdujemy w Afryce. W Ga­
bonie lalki służą do postawienia właściwej diagnozy, a ściśle
biorąc są punktem odwołania dla znachora, który sugeruje pa­
cjentowi, że to lalka widzi, rozpoznaje, ustala diagnozę: „Bwiti
15

wskazuje... więc widzę... Bwiti mi powiada, że...", co w sumie
wskazuje na magiczne rozpoznanie choroby.
Stosunkowo dużo znajdujemy w Afryce lalek „dewinacyjnych", to znaczy lalek przepowiadających przyszłość lub rozwią­
zujących aktualne problemy poszczególnych osobników. W Zai­
rze w plemieniu Pende lalka galukoshi (lalka zgadująca) znajdu­
je się na kolanach wróża i skinięciem głowy reaguje na imię win­
nego kradzieży czy innego przestępstwa. Na Wybrzeżu Kości
Słoniowej członkinie żeńskiego stowarzyszenia wróżbiarskiego
Sandogo noszą swe lalki na głowie, stawiają je na ziemi i tańczą
wokół nich, by ostatecznie ustalić ich wyroki. W Górnej Wolcie
inne stowarzyszenie posługuje się lalkami kafigueledio. Lalki te
nie mają twarzy, pokryte są śladami poświęconej krwi i prawdo­
podobnie służą do rzucania uroku.
Niezwykły seans misteryjnej dewinacji urządzają wróżowie
z Górnej Wolty. Wróż wyznacza przed sobą na ziemi hematytem
lub kaolinem czworobok, podzielony na cztery sektory, a później
na jednej stronie tej figury koło, połączone z czworobokiem l i ­
niami sinusoidalnymi. Umieszcza w środku tego wielkiego ry­
sunku naczynie ze skóry wołu w formie butelki, zawierającej
„znaczone" muszelki kauri oraz żelazny dzwonek. Uczyniwszy
to, „przepowiadacz rzeczy ukrytych" wiąże do każdego ze swych
dużych palców u nóg koniec nitki, przechodzący na poziomie
nóg dwóch figurek drewnianych wysokości 8 cm i umieszczo­
nych na dwóch kołach. Te figurki znajdują się w pobliżu przeci­
nających się linii w środku czworoboku. Kiedy ten cały materiał
jest już zebrany, operator dzwoni dzwoneczkiem, wzywając po
kolei przepowiadaczy zmarłych i żywych, a także swoich przod­
ków, Pytona, Hienę, Ziemię, Boga-Niebo, Sowę, Kaimana, H i ­
popotama, Rzekę, rybę Tetrodona, święte wzgórze Koumbou,
wzgórze Nawo i Sangoe, wzgórze Tiolo, świętą sadzawkę oraz
święte drzewo z Oussourou.

39

�Z kolei zwraca się do dwóch drewnianych figurek, przedsta­
wiających mężczyznę Sie i kobietę Yeli, upomina je, zaleca im,
by były posłuszne, by nie s'mialy się, ale by wykonywały ich
zadania. Potem rzuca na ziemię dwie muszle, przyzywając
swego ojca i prosząc go, by nic złego nie wyniknęło dla niego
z aktualnego seansu. W tym momencie muszle powinny zająć
odpowiednią pozycję, jeśli zaś tak się nie stanie, przepowiadacz zaczyna swe wezwanie od początku. Następnie zwraca się
do lalek, pytając czy sprawa jest delikatna i do czego się odno­
si, ponieważ petent nie stawia żadnych pytań i nie ujawnia, ja­
ki jest cel jego wizyty. Ten bowiem powinien być odkryty przez
samego wróża z pomocą figurek z drewna. Przyjmuje się, że to
pod wpływem bogów i innych protektorów, wezwanych na po­
czątku operacji, lalki przesuwają się na sznurku, pozdrawiają
się, kłaniają i padają na ziemię. Sądzi się, że jest też jakiś kod
interpretujący te ruchy. Czuwa nad nimi przepowiadacz-wróż,
który rzuca zwykłe muszle, by kontrolować odpowiedzi lalek.
W każdym razie seans kończy się zadowoleniem petenta, który
płaci należne honorarium jakby w pełni zrozumiał odpowiedź
lalek.
Afrykanie akcentują specjalną więź między lalkarzem i jego
lalkami, ale nie przypisują lalkom złych mocy, istniejących
w nich autonomicznie. Tę wiarę natomiast posiadali dawni Chiń­
czycy. Uważali oni, że lalka ze swoimi otwartymi oczami jest po­
datna na zły wpływ demonów, które chętnie w niej zamieszkują.
Liczne anegdoty opowiadają o samodzielnym życiu nawiedzo­
nych lalek, szczególnie w nocy. Dlatego lalkarz powinien chro­
nić swoje lalki, trzymać je w odpowiednim pudle pokrytym za­
klęciami, a ponadto zakrywać im oczy tkaniną zapisaną magicz­
nymi formułami. Specjalistami w formułowaniu tych zaklęć by­
li kapłani taoiści i lalkarze blisko z nimi współpracowali.
Niemniej paranie się przedmiotami magicznymi, za jakie po­
wszechnie uważano lalki, powodowało wśród Chińczyków wie­
le niechęci wobec lalkarzy, z drugiej jednak strony zapraszano
ich w pewnych sytuacjach, kiedy tylko ich działania magiczne
mogły wyzwolić człowieka od wpływu dokuczliwych demo­
nów.
16

17

Mimo ciągłej obecności lalek „rytualnych" czy wykorzysty­
wanych w działaniach magicznych w Afryce da się zauważyć

proces przechodzenia od lalek pierwotnych, sakralnych, do la­
lek teatralnych służących rozrywce uczestników wioskowych
świąt. Przedstawienia Afrykanów nie mają jeszcze jednorodnej
i sfabularyzowanej struktury dramatycznej. Składają się z szere­
gu epizodów, przedstawiających scenki z życia codziennego,
postaci zwierzęce, a także postaci mityczne jak Une Meven
z głową kajmana, jak Fanro czyli mistrz wody, jak Yankadi
o podwójnej twarzy i czworgu piersi. Mimo obecności tych po­
staci przedstawienia te zdają się mieć charakter wyłącznie roz­
rywkowy. Można przypuszczać, że mamy tu przykład etapu
przejściowego od lalek rytualnych do lalek teatralnych, z ich
funkcjami poznawczymi i rozrywkowymi. W ostatnich dziesiąt­
kach lat proces ten został przyspieszony w wyniku licznych
kontaktów lalkarzy afrykańskich z teatrem europejskim. W wie­
lu wypadkach sami Afrykanie zaliczają lalki rytualne do kultu­
ry ludowej i starają się upodobnić swój teatr do wzorców mię­
dzynarodowych. Nie jest to słuszne, ponieważ w ten sposób tra­
cą szansę na stworzenie teatru własnego, zakorzenionego
w pierwotnej kulturze magicznej.
Inną i jakże osobną sytuację odnajdujemy w Azji. Wydawa­
łoby się, że w Azji od wielu wieków istniały ukształtowane for­
my widowiskowe, zasługujące na nazwę teatru, takie jak indyj­
ski teatr cieni, indonezyjski i malajski wayang, japoński teatr
ningyo joruri, zwany także bunraku, opera lalkowa w Chinach.
Znamienną cechą tych wszystkich teatrów jest jawna obecność
narratora: tayu w bunraku, pulavara w teatrze cieni w Kerali, dalanga w wayangu purwa, kulit czy gołek. Wśród tych teatrów
tylko bunraku wyróżnia się świeckimi tematami w repertuarze,
chociaż przygotowanie do spektaklu zawiera wiele pierwiastków
sakralnych. Pozostałe wymienione tu teatry posiadają nie tylko
sakralne tematy ale wypełniają sakralne funkcje. Wiele z nich
pozostaje w kręgu kultury hinduskiej, co wyraża się w demon­
strowaniu na scenie i ekranie tematów z Mahabharaty i Ramajany, dwóch sanskryckich eposów.
Jak rozróżnić rytuał od teatru? Innymi słowy czy słusznie te­
atry azjatyckie (szczególnie teatry cieni) nazywamy t e a t r a m i ?
Richard Schechner zaproponował następujące rozróżnienie ele­
mentów rytuału i teatru według modelu stawiającego skuteczność
przeciw rozrywce:

Lalki „a la planchette", stosowane w afryce jako devinacyjne, czyli rozwiązujące trudne problemy

40

�Przygotowania lalkarzy teatru cieni do uczestnictwa w rytuale świątecznym, Kerala, Indie

Skuteczność
(rytuał)
rezultat
związek z nieobecnymi Innymi
likwidacja czasu, czas
symboliczny
sprowadzenie tutaj Innych
wykonawca nawiedzony,
w transie
publiczność uczestniczy
publiczność wierzy
krytyka jest zakazana
twórczość zbiorowa

Rozrywka
(sztuka teatralna)
zabawa
tylko dla obecnych, tutaj
podkreślenie naszego teraz
publiczność stanowi Innych
wykonawca świadomy swej
funkcji
publiczność przygląda się
publiczność wyraża uznanie
krytyka mile widziana
twórczość indywidualna *
1

Zobaczymy, czy model ten da się zastosować w stosunku do
przedstawień azjatyckich. Z góry można przypuszczać, że istnie­
ją także zjawiska pośrednie, hybrydalne, co zresztą pokaże ich
opis i analiza.
W Indiach wiele przedstawień teatrów cieni wystawia się
z okazji festiwali ku czci jakiegoś bóstwa (w Indonezji dotyczy
to głównie bogini ryżu Sri Devi), ale także z przyczyn bardziej
przyziemnych, jak po to, by sprowokować deszcz, oddalić epi­
demię itp. W Indonezji przedstawienia wayangu towarzyszą
człowiekowi we wszystkich przełomowych momentach życia:
z okazji siódmego miesiąca ciąży, z okazji urodzenia dziecka,
z okazji odpadnięcia pępowiny, z okazji uzyskania ważnego
urzędu (podobnie w Chinach, gdzie z tej racji wystawia się
krótką sztukę pod nazwą Pojednanie), z okazji małżeństwa czy
pogrzebu. Przedstawienia takie służą również wypędzeniu złe­
go ducha, zażegnaniu niebezpiecznej choroby itp. Znamienne,
że o ile Indonezyjczycy z pomocą teatru dokonują egzorcyzmów (uwolnienie człowieka nawiedzonego przez złego du­
cha), o tyle Chińczycy posługują się teatrem lalek w celu oczy­
szczenia z demonów pomieszczeń (domu prywatnego, urzędu,
kina). Być może Chińczycy, inaczej niż Indonezyjczycy, trak­
towali demony jako zjawisko obiektywne, istniejące poza czło­
wiekiem.

Do przedstawień mających na celu zapewnienie człowiekowi
pomyślności w Indonezji wybierano tematy z Mahabharaty i Ramajany. M.in. panowało powszechne przekonanie, że z okazji
siódmego miesiąca ciąży dobrze jest pokazać narodziny Arjuny,
z okazji małżeństwa dobrze było pokazać ślub radży Baladeva.
W innych okolicznościach, a szczególnie w wypadku egzorcyzmów lub zażegnania niebezpiecznej choroby, zarówno w Indo­
nezji, jak w Chinach i w Indiach posługiwano się specjalnymi te­
matami.
Stosunkowo bliskie rytuałowi były przedstawienia wystawia­
ne w Indiach w czasie świątynnych festiwali ku czci bogini Bhagavati. Są to przedstawienia cieni nieprzezroczystych z ograni­
czoną ruchomością członków. W zasadzie pokazuje się je w po­
bliżu świątyni w pomieszczeniu zwanym Kuttu Madam, lub na
specjalne zlecenie osób prywatnych. Kieruje nim pulavar, który
jest znawcą dawnych pism i pieśni (vedy, purany), a także posia­
da własną wersję skróconej Ramajany w tym wypadku zwanej
Kamba-Ramayana. Jest on rodzajem kapłana, z którym współ­
pracuje inny kapłan, wygłaszający proroctwa. Ten ostatni wła­
śnie modli się przed przedstawieniem do bogini i ogłasza wszy­
stkim wieść ojej przychylności dla przygotowywanego przedsię­
wzięcia.
Regularne wystawianie tych przedstawień jest związane z na­
stępującą legendą. Hunuman, król małp, spieszący do Lanki na
pomoc Ramie w jego walce z demonem Ravana, wyzwolił z cza­
ru Mahamayę. Ta pragnęła podążyć wraz z Hanumanem, by być
świadkiem ostatecznej rozprawy z Ravana. Tymczasem bogini
Parashakti wezwała ją na pomoc do walki z demonem Daruką.
W pierwszej chwili Mahamaya odmówiła temu wezwaniu. Para­
shakti ponowiła swą prośbę, obiecując, że wyniesie Mahamayę
do godności bogini z imieniem Bhagavati i że sprawi, że co roku
będzie ona oglądać wydarzenia, których teraz nie zobaczy (wal­
kę Ramy z Ravana), w specjalnym przedstawieniu. Widowiska
cieniowe przy świątyni Bhagavati są więc rekompensatą dla bo­
gini, która zechciała pomóc Parashakti w jej walce z Daruką. Jest
to więc przedstawienie o charakterze wotywnym, z tym że ma­
my do czynienia z darem nie tyle wyznawców bogini, ile przy­
wilejem danym przez inną boginię. Tak czy inaczej pozostajemy
41

�w sferze sacrum. Przedstawienia tego rodzaju odbywają się tak­
że w innych s'wiatyniach.
W Indonezji, jak i w wielu innych krajach związanych z „kul­
turą ryżu" ogromne znaczenie posiada mitologia ryżu i przedsta­
wiające ją rytuały. Znamienne, że w krajach tych ryż traktowany
jest jak żywa istota, jak człowiek, albo jeszcze dokładniej - jak
zwierzę. Nie jest to takie zadziwiające, jeśli przypomnimy sobie
obyczaje społeczeństw totemistycznych, to jest społeczeństw
myśliwych, którzy żywili się mięsem upolowanego zwierza. Po
każdym szczęśliwym polowaniu odbywały się ceremonie mają­
ce na celu przebłaganie ducha zabitego zwierzęcia-żywiciela. Ta­
kim samym żywicielem był ryż, więc jego animalizacja czy antropomorfizacja nie musi się wydawać niczym dziwnym.
Przedstawienia cieniowe (na ogół wayang purwa) służyły ry­
żowym rytuałom przy tradycyjnych okazjach: oczyszczenie wio­
ski w celu przygotowania jej do kolejnych siewów, sprowadzenie
deszczu, zakończenie zbiorów ryżu i inne podobne. Z tej okazji
wystawiano sztukę Sri Machapunggung, opowiadającą o przygo­
dach Devi Sri, bogini ryżu, która pragnęła uniknąć niemiłego jej
małżeństwa. Wystawiano także jej wariant pod tytułem Mengukuchon, zawierający dowody na boskie pochodzenie ryżu.
Przygotowaniami przedstawień kieruje dalang, kapłan,
znawca dawnych tekstów, ich recytator i jedyny animator lalek,
a przy tym dyrygent towarzyszącej mu grupy muzyków. Dalang
zatem zaprasza uczestników do składania darów dla zmarłych
przodków, modli się do zmarłych, by uzyskać ich aprobatę dla
przedstawienia, okadza miejsce, gdzie ono się odbędzie, manife­
stuje swój pełen szacunku stosunek do figury cieniowej zwanej
gununganem, będącej symbolem światowego, kosmicznego
drzewa. W sumie dalang jest gwarantem religijnego charakteru
całego przedstawienia. Oczywiście jego rytualne funkcje rozcią­
gają się na wszystkie przedstawienia, które realizuje, nie tylko na
te, które są poświęcone bogini ryżu.
Przedstawieniem o największej mocy religijnej i , jakbyśmy
my powiedzieli, o mocy magicznej jest wayang ruwatan. Wysta­
wia się je dla zażegnania złych skutków, m.in. takich wydarzeń,
jak: kocioł do ryżu przewróci się na ogniu; ekran wayangu prze­
wróci się na dalanga; rodzina jest niezadowolona z małej liczby
dzieci; człowiek nawiedzony przez ducha staje się tabu dla wszy­
stkich innych i szuka duchowej pomocy. Badacze europejscy
i amerykańscy najwięcej uwagi poświęcili egzorcystycznej funk­
cji ruwatanu. Zazwyczaj z okazji egzorcyzmów wystawia się
sztukę Murwakala (Narodziny Kali):
19

wiają
by Ь)
zadai
sweg
z akl
odpc
dacz
do li
si, p
k i je
sam
pod
czą
się.
inti
ktć
W
pi;
la!
la
w
c:

d
L
n
г
V
i

W tej opowieści bogowie zstępują na ziemię., aby dać przed­
stawienie wayangu (teatru cieniowego) w celu powstrzymania
morderczej napaści boga-olbrzyma Kali (syna wielkiego boga
Siwy), który symbolicznie ściga ezorcyzmowanego: dziecko lub
dorosłego. Ofiara zatem chowa się w jednym z instrumentów uży­
wanych w sztuce w ramach przedstawienia ruwatan i kiedy lal­
karz odczytuje mantrę o potężnej sile, Kala zostaje uspokojony,
ofiara oczyszczona i porządek powraca na świat.
20

Przedstawienia ruwatanu odbywają się z reguły w ciągu dnia.
Zaczynają o 10.00, a kończą około 4.00 po południu. Publicz­
ność siedzi zazwyczaj po stronie dalanga, patrzy zatem na lalki,
a nie na ich cienie. Przedstawienie prowokuje tak wielką konden­
sację sił magicznych, że tylko doświadczony dalang (którego oj­
ciec już umarł) może je odprawiać. Przedstawienie jest zrozu­
miałe dla wtajemniczonych, ponieważ bogowie wstępują w po­
staci tradycyjnych bohaterów. Pojawia się przy tym wiele innych
elementów wziętych z rzeczywistości. Ten „teatr w teatrze" roz­
grywa się na wielu piętrach:
Kiedy bogowie zstępują na ziemię, aby wziąć udział w przed­
stawieniu wayangu sztuki Murwakala, ruwatan staje się faktu-

42

Lalka rytualna t s o n g o - t s o n g o , Gabon. Fot. Denis Nidzgorski

ralnie bogaty i gęsty. Bogowie muszą „przebrać się " i przyjąć
kształt innych postaci, co oznacza się jawajskim słowem malihan. Wisnu, wielki bóg, staje się lalkarzem, ale przyjmuje na sie­
bie postać Arjuny, szlachetnego wojownika. Brama, inny bóg,
podejmuje grę płcią i staje się Sumbadrą, żoną Arjuny; a Nara­
da, śmieszny zdeformowany bóg, przyjmuje na siebie postać Semara, klowna, służącego bohatera Arjuny, i starszego brata,
wielkiego boga Siwy, i staje się pendendang, albo doboszem.
W ten sposób dwa przedstawienia wayangu przenikają się na­
wzajem - to, które było rozpoczęte oraz nowa sztuka w toczącym
się przedstawieniu.
Ponieważ opisywane w tym wypadku przedstawienie było
Z jednej strony ofiarą na rzecz przodków, a z drugiej miało roz­
wiązać familijne problemy, wystąpili w nim również wspomniani
tu przodkowie. W wyniku zbiegu okoliczności ta określona rodzi­
na była rodziną lalkarzy i muzyków. Po krótkim pobycie przod­
ków na ekranie, gwałtownie prześladowanych przez Kałę, obe­
cni, żywi członkowie rodziny, którzy zamówili
przedstawienie,
pojawili się na ekranie jako lalki. '
2

Tych komplikacji było jeszcze więcej, ale przytoczony cytat
wystarczająco informuje o możliwości piętrzenia planów fikcji
i rzeczywistości w przedstawieniu wayangu. Oczywiście i w tym
wypadku Kala został ujarzmiony i problemy rodzinne zostały
uregulowane.
W Chinach stosunki z demonami układały się w sposób bar­
dziej skomplikowany. Wiązało się to ze strukturą chińskiego spo­
łeczeństwa. Od czasów Konfucjusza największym respektem
cieszyli się producenci żywności, chłopi, którzy tylko w okresie
zimowym mieli czas na inne, manualne, rzemieślnicze prace,

�traktowane nie tylko jako pewna odmiana ciężkiej całorocznej
pracy, ale i jako pewna przyjemność. Ktokolwiek wyodrębnił się
z grupy rolników i całkowicie poświęcił się rzemiosłu, traktowa­
ny był jako darmozjad. Wytworzyła się więc pewna niechęć mię­
dzy grupami producentów i rzemieślników, a w szczególności
budowniczych domów. Byli oni uważani za odszczepieńców,
którzy, co gorsza, umieli posługiwać się magią. Budowniczowie
przyjęli proponowaną grę i otoczyli swój zawód rozlicznymi ta­
jemnicami. Powszechnie wierzono, że budowniczy domu może
w nim ukryć magiczną formułę, która nie tylko będzie wpływać
na losy mieszkańców domu, ale sprowokuje także obecność de­
mona lub demonów.
W ten sposób pojawiła się konieczność puryftkacji domu po
jego wykończeniu. Mogli tego dokonać ludzie w równym stop­
niu pogardzani za swoje powiązania z magią, a przy tym także
„darmozjady" - lalkarze. Lalkarzy więc angażowano od niepa­
miętnych czasów do odegrania przedstawienia o puryfikacyjnej
sile. Zazwyczaj wystawiano przedstawienie pod tytułem Zhao
Xuantan ujarzmia tygrysa, które wykonywane było w pustym
domu, a więc jak gdyby wyłącznie na rzecz demona. Miało go
ono przerazić do tego stopnia, by dobrowolnie i na zawsze opu­
ścił dom. Oczywiście za tak straszliwe i pełne magicznej siły
przedstawienie lalkarze pobierali podwójną opłatę.
Na pustą scenę z lewej wchodził najpierw tygrys, podczas
gdy kawałki surowej wieprzowiny były umocowane po stronie
prawej. Tygrys znajdował mięso i zaczynał je pożerać. Z kolei
z lewej wchodził na scenę Zhao Xuantan, wskakiwał na mały
stolik na środku sceny i popatrzywszy na tygrysa zajadającego
mięso, wykonywał niebezpieczny skok i spadał na grzbiet tygry­
sa jak na konia. Zakładał mu wędzidło albo czerwony sznurek
wokół szyji i siedząc na nim okrakiem, kierował się płynnie do
wyjścia na prawo. Wieprzowe mięso, które wykorzystano
w sztuce, wyrzucano na śmietnik. Jeśli psy nie chciały go jeść,
albo, co się zdarzyło parę razy, trawa, gdzie upadło, zmieniła ko­
lor, był to niedobry znak.
Jeśli jednak otwierano jakąś świątynię albo nowy teatr, po­
22

trzebne było przedstawienie o większej mocy. Odgrywano wtedy
sztukę Król fantomów usuwa złe wpływy. Wezwani lalkarze bu­
dowali we wnętrzu budynku ołtarz ku czci Huanganga, patrona
teatru w prowincji Guangdong. Na ołtarzu stawiali drewniane
wiadro pełne ryżu, na którym kładli zwierciadło, parę nożyczek
i linijkę. Z boku znajdowała się skrzynka z kartkami papieru za­
wierającymi rok, miesiąc, dzień i godzinę urodzin każdego z lal­
karzy, aby bóg zapewnił im swoją pomoc w czasie walki ze zły­
mi duchami. Znajdowało się tu jeszcze wiele innych pomocnych,
symbolicznych instrumentów. Po ich wykorzystaniu w działa­
niach magicznych lalkarze odgrywali sztukę o królu fantomów,
w trakcie której okazuje się, że straszliwy król fantomów jest tyl­
ko przebraniem bogini miłosierdzia Guanyin. Kiedy przestrzeń
została oczyszczona, wpuszczano do sali publiczność, która
oglądała inne przedstawienie Guan Gong w towarzystwie synowych.
Wydaje się, że wszystkie opisane tu przedstawienia funkcjo­
nowały na terytorium sakralnym: służyły kontaktom z bóstwami
i nastawione były na określony efekt. Biorąc pod uwagę wcze­
śniej cytowane rozróżnienie rytuału i teatru, wypadałoby powie­
dzieć, że nie kwalifikują się one jako rozrywka i teatr. Wpraw­
dzie trudno jest stwierdzić, że ich wykonawcy byli nawiedzeni
i w transie, jak też, że spektakle zostały wytworzone (w sensie
wspólnej kreacji - teraz) w sposób kolektywny. Zatem oznacza
to tylko, że znów spotykamy się ze zjawiskiem z etapu przejścio­
wego między rytuałem i teatrem. Rytuał służy bowiem przypo­
mnieniu dziejów bóstwa i jego czynów, w omówionych wypad­
kach te funkcje adoracyjne są uzupełnione albo wręcz zastąpio­
ne przez funkcje błagalnicze, przez prośby o likwidację stanów
zagrażających całej społeczności albo przez prośby o pomoc jed­
nemu z jej członków (choroba, nawiedzenie przez złe duchy). Te
błagalnicze funkcje przedstawień sugerują nam wpływy innej
dawnej tradycji i praktyki religijnej, a mianowicie szamanizmu.
Rzecz tentująca wobec faktu, że w większości omówionych
przypadków mamy tylko jednego koryfeusza przedstawienia,
jednego mędrca, który dyryguje wrażeniami uczestników swego

Scena, lalki i widownia przedstawienia cieniowego w a y a n g

k u l i t . Jogyakarta. Indonezja

43

�Adresant
Adresat
\
/
Podmiot
!
Przedmiot
/
\
Pomocnik
Przeciwnik

24

Odpowiednia interpretacja rytuału i seansu szamanistycznego
przedstawiałaby się następująco:
Rytuał
bóg

K k o k t u g a k s i - teatr koreański o korzeniach szamanistycznych

seansu. Oczywiście rzecz jest bardziej skomplikowana, jak to za­
uważył Levi-Strauss:
(Szaman) przed rozpoczęciem dramatu posiada dwa rodzaje
danych: z jednej strony przekonanie, że stan patologiczny posia­
da pewną przyczynę i że ona może być dosięgnięta; z drugiej stro­
ny system interpretacji lub inwencji osobistej odgrywa wielką ro­
lę, która porządkuje różnorodne fazy bólu, od diagnozy do wyle­
czenia. Przekształcenie w bajkę rzeczywistości, która w istocie
pozostaje nieznana, realizuje się dzięki równoczesnemu
działaniu
trzech rodzajów doświadczenia: po pierwsze doświadczenia sa­
mego szamana, który, jeśli jest rzeczywiście szamanem z powoła­
nia (a nawet jeśli nie, to w rezultacie jego praktyki), doświadcza
stanów o charakterze psychosomatycznym; po drugie, chorego,
który rzeczywiście czuje polepszenie albo też nie odczuwa go; po
trzecie, widzów, którzy uczestniczą w procesie leczenia, odczuwa­
jąc przy tym pewne ożywienie oraz intelektualne i emocjonalne
zadowolenie, będące podstawą zbiorowej zgody co do prawidło­
wości leczenia, prowadząc do jego następnej fazy.
n

Istota operacji szamańskich sprowadza się do następujących
etapów: 1. wezwanie szamana w warunkach nieszczęścia zbio­
rowego lub indywidualnego; 2. wezwanie przez przybyłego sza­
mana duchów wspomagających. Udanie się w podróż w celu
spotkania z bóstwami, które pozwolą zwalczyć antagonistów
poszkodowanego i które pozwolą usunąć początkowy, negatyw­
ny stan; 3. powrót szamana z podróży, przekaz zdobytych war­
tości duchowych i zdobytych proroctw, uwolnienie duchów
wspomagających. W kategoriach teatralnych mamy tu do czy­
nienia z teatrem jednego aktora, który bardzo często, oprócz
tańca i zachowań wynikających z przebywania w transie, posłu­
guje się narracją. W tym także kryje się istotna różnica między
rytuałem a szamanistycznym seansem. Pierwszy stopniowo re­
zygnuje z postaci koryfeusza i zastępuje go działającymi rzeko­
mo samodzielnie postaciami scenicznymi; drugi zachowuje ko­
ryfeusza i powierza mu nową funkcję: jedynego aktora i opowiadacza. W spektaklach parateatralnych zatem, takich jak wayang, szaman mógł pozostać głównym wykonawcą i recytato­
rem.
Różnice w strukturze i funkcji rytuału i seansu szamana da
się łatwo zauważyć na przykładzie słynnego diagramu A. Greimasa, stosowanego wobec analizowanych fabuł:

44

utrwalenie systemu
wartości

\
/
uczestnicy rytuału
(aktorzy)
!
odtworzenie boskich czynów
/
\
społeczność 0

Seans szamana
społeczność

przywrócenie
akceptowanych
wartości
I

szaman

usunięcie nieszczęścia lub choroby
/
\
dobre duchy złe duchy

Różnice strukturalne, ważne dla przyszłego rozwoju teatru,
są tu bardzo wyraziste. Struktura rytuału jest funkcją religijnych
przekonań społeczności ludzkich, dlatego będzie podlegać
wahaniom odpowiednio do zmiany przekonań religijnych.
Struktura seansu szamanistycznego wynikająca ze stosunków
wewnątrz społeczności ludzkiej wydaje się bardziej trwała.
Uczestnicy rytuału jako aktorzy teatralni stali się służebnikami
różnorodnych ról i różnorodnych fabuł. Szaman nawet
zmieniając swoje funkcje (kapłan-lekarz, aktor, recytator,
psychiatra), zachował całkowitą niezależność od fabuły, którą
tylko relacjonuje. Posługuje się nią jak orężem dla osiągnięcia
swoich religijnych (magicznych) i świeckich celów.
W efekcie tej analizy możemy przypuścić, że to właśnie z
powodu tych strukturalnych różnic rytuał dał początek
spektaklom dramatycznym w sensie arystotelowskim, podczas
gdy seans szamanistyczny dał początek spektaklom kierowanym
przez narratora. Oczywiście wniosek ten ma charakter orientacyj­
ny. Teatr bowiem, niezależnie od jego specyficznego charakteru,
żyje dzięki bogatemu kontekstowi różnorodnych impulsów. Moż­
liwe wpływy rytuału czy seansów szamanistycznych przemiesza­
ły się ze sobą, łącząc ze sobą elementy dramatyczne i epickie
w jedną całość, przeciw której nikt już nie może protestować, i to
w imię tak błahego powodu jak „czystość gatunkowa". I dlatego
wayang już to jako rytuał, już to jako seans szamanistyczny pozo­
stanie dla nas teatrem.
Obecność elementów dramatycznych i epickich we współ­
czesnym teatrze lalek ma oczywiście charakter dynamiczny i ich
wzajemne układy zmieniają się bardzo często. Widać to szcze­
gólnie wyraźnie w krajach praktykujących pozostałości rytuału,
gdzie lalkarze podejmują wysiłki na rzecz rozwoju przedstawień
lalek teatralnych, zmodernizowanych i świeckich. Z drugiej stro­
ny w krajach o rozwiniętym lalkarstwie typu europejskiego
próbuje się przywrócić pewne elementy rytuału. Jest to jednak
odrębny temat. Dodajmy tylko na koniec, że dzieje rytuału są
dość podobne do dziejów mitu. Społeczeństwa ludzkie
zachowały swą energię mitotwórczą, co pozwala na przywołanie
do istnienia mitów współczesnych. Podobnie rytuał jako sposób
realizacji mitu odnawia się nieustająco w coraz to nowych
kształtach.

�PRZYPISY:
1

M. Sten, Teatr - którego nie było. Wydawnictwo Literackie, Kra­
ków 1982, s. 22
Claude Levi-Strauss, Anthropologic structurale, Plon, Paris
1958
Mircea Eliade, Inicjacja. Obrzędy, Stowarzyszenia tajemne. Naro­
dziny Mistyczne, Znak, Kraków 1997, s. 50
W. H. Rassers, Pandji, the Cultural Hero, The Hague 1959
Rinnie Tang, From the Funeral Mask to the Painted Face of the Chi­
nese Theatre. „The Drama Review", T96, 1982, s. 63
Jacques Pimpaneau, Des Poupees a l'Ombre. Le theatre d'ombres
et de poupees en Chine, Universite Paris 7. Centre de Publication Asie
Orientale, Paris 1977, s. 9
Olenka Darkowska-Nidzgorski, Denis Nidzgorski, „Le chant de
I'oiseau". Theatre de marionnettes racines africaines. Paris 1997 (ma­
szynopis)
Maryse Badiou, L'ombra i la marioneta o les figures dels deus, Pu­
blications de I'lnstitut del Teatre, Barcelona 1988, s. 21
Mircea Eliade, op. cit., s. 30, 52, 78
"' Andre Schaeffner, Rituel et pretheatre, in: Histoire des spectacles,
Gallimard, Paris 1966, ss. 51-52
" Mircea Eliade, op. tit., s. 45
E . T . Kirby, Ritual Sex. Anarchic and Absolute, „The Drama Re­
view", t. 89, 1981, s. 4
2

3

4

5

6

7

8

9

l 2

13

Mel Helstien, Killekvatha i Bangarakka, Teatr Lalek, 21-22, 1988,

s. 10
14

Armin W. Geertz and Michael Lomatuway'ma, Children of Cotton­
wood. Piety and Ceremonialism in Hopi Indian Puppetry, University of
Nebraska Press, Lincoln and London 1987, s. 218
Paul McPharlin, The Puppet Theatre in America. A History: 1524
to 1948. Plays, Inc. Boston Publishers, 1969, s. 9
Olenka Darkowska Nidzgorski, Theatre populaire de marionnettes
en Afrique noire, Paris 1976, s. 40-41
Jacques Pimpaneau, op. cit., s. 19
Wayne Ashley and Regina Holloman, From Ritual to Theatre in
Kerala. „The Drama Review", t. 94, 1982, s. 68
Friedrich Seltmann, Schattenspiel in Kerala. Sakrales Theater in
Sud-Indien. Franz Steiner Verlag, Stuttgart 1986, s. 87-90
Laurie Lobell Sears, Aesthetic Displacement in Javanese Shadow
Theatre. Three Contemporary Performance Styles, „The Drama Review",
t. 123, 1989, s.125
Tamże, s.126
Jacques Pimpaneau, op. cit, s 21
Claude Levi-Strauss, op. cit., s.197
Impuls do wykorzystania tego schematu dala mi praca Eleny
S. Novik, Obriad i folklor w sibirskom szamanizmie, Nauka, Moskwa
1984
15

16

17

18

19

211

21

2 2

2 3

2 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5876" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5856">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/954ebaf31088aff35f03403dd551824c.pdf</src>
        <authentication>649529f2e6ecb1153c1101a7e7f6a380</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70089">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2656</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70090">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70091">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2469</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70092">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70093">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.46-53</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70094">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70095">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70096">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70097">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70098">
                <text>Błazen. Narodziny i struktura mitu
Monika Sznajderman

Historycy kultury dawno już zauważyli, że w społeczeń­
stwach europejskich, nawet tych wysoko rozwiniętych, funkcjo­
nują takie same mechanizmy, dotyczące zjawisk uważanych za
sakralne, jak w społeczeństwach, które były domeną badań etnologicznych i religioznawczych: społeczeństwach prymitywnych,
plemiennych, „bez historii i pisma", w cywilizacjach, jak je na­
zywa Claude Leuvi-Strauss, „zimnych". Dotyczy to między in­
nymi zjawisk postrzeganych powszechnie jako nieczyste, zbrukane, hańbiące, a więc, w istocie, sakralne, w odniesieniu do
których nabierają mocy rytualne zakazy.
Do tych fenomenów w społecznym mikrokosmosie należy
także pewna kategoria profesji i rzemiosł uważanych za niegod­
ne, nikczemne, nieszlachetne. W społeczeństwie średniowiecz­
nym, pisze Bronisław Geremek „W kategorii tej znajdowały się
zajęcia związane z krwią (rzeźnicy, kaci, balwierze, chirurdzy),
ze s'miercia i martwym ciałem (grabarze, hycle, garbarze skór),
z brudem i ekskrementami (łaziebnicy, śmieciarze, zajmujący się
także oczyszczaniem kloak), z zaspokajaniem namiętności ciele­
snych (prostytutki i sutenerzy). Oczywista jest tu zbieżność z sy­
tuacjami badanymi przez etnologów, stąd też w ostatnich bada­
niach nad niegodnymi rzemiosłami w s'redniowieczu wskazywa­
no na zakorzenienie motywacji tej ekskluzji w tradycyjnej świadomos'ci odwiecznych tabu."
Do podobnych wniosków doszedł w trakcie swoich badań
Jacques Le Goff. Hierarchia społeczna danego społeczeństwa,
uważa francuski historyk ze szkoły Nouvelle Histoire odzwier­
ciedla jego mentalność i religijny światopogląd. Grupa rzemiosł
niegodnych, omawianych na przykładzie średniowiecznych spo­
łeczeństw zachodnioeuropejskich, jest przy tym, według le Goffa, znacznie szersza niż według Bronisława Geremka. Wyróżnia
bowiem autor Pour un autre Moyen Age obok rzemiosł dla pew­
nych grup społecznych bezwzględnie zakazanych - negotia illicita - także rzemiosła i profesje zwyczajnie niegodne, nikczem­
ne, podłe: inhonesta mercimonia, artes indecorae, vilia officio.
Łącznie, w różnych regionach i w odniesieniu do poszczegól­
nych warstw społecznych tworzą one bardzo szeroką kategorię.
W samej tylko pierwszej linii mieszczą się w niej, obok oberży­
stów, lekarzy, chirurgów, alchemików, magów, żołnierzy, sutenerów, prostytutek, notariuszy i handlarzy - także akrobaci i ku­
glarze, komedianci i w ogóle wszelkiego rodzaju aktorzy. Do
niezwykle żywych w mentalności człowieka średniowiecznego
reliktów starych zakazów, obowiązujących we wszystkich ar­
chaicznych społeczeństwach przedchrześcijańskich i plemien­
nych, dorzuciło swoją własną ideologię chrześcijaństwo; ono
także rozszerzyło listę rzemiosł zakazanych, związanych z po­
pełnieniem jednego z grzechów głównych. I tak na przykład
oskarżenie o lubieżność doprowadziło do potępienia oberży­
stów i właścicieli otoczonych zazwyczaj złą sławą łaźni, kugla­
rzy i żonglerów, oddających się wyuzdanym i obscenicznym
1

2

46

tańcom, właścicieli tawern, w których bawiono się przecież,
tańczono i pito wino, a nawet tkaczy, oskarżanych o to, że z ich
zaopatrzenia korzystały także prostytutki; oskarżenie o chci­
wość doprowadziło do potępienia tak kupców, jak ludzi prawa adwokatów, notariuszy i sędziów, a podejrzenie grzechu leni­
stwa - do potępienia profesji żebraczej. Jeszcze ostrzej ocenia­
ne były zawody, stojące w opozycji do podstawowych tendencji
bądź dogmatów chrześcijańskiej wiary. I tak na przykład gorą­
co potępiano lichwiarzy, gdyż profesja ta zaprzeczała idei bra­
terstwa pomiędzy ludźmi, profesje zbytkowne, gdyż zaprzecza­
ły one zasadzie 'contemptus mundi' czy wreszcie kupców, gdyż
człowiek, zgodnie z chrześcijańskim światopoglądem, winien
pracować i tworzyć na podobieństwo Boga - tak, jak czyni to na
przykład rolnik, czy przynajmniej wytwarzający dobra rzemie­
ślnik. „Jeśli nie można tworzyć, należy przekształcać - 'mutare', modyfikować - 'emendare', ulepszać - 'meliorare'. Stąd
więc potępiony jest kupiec, który nie wytwarza niczego" - pi­
sze Le Goff. Trzeba bowiem pamiętać o tym, że ówczesna kul­
tura była w przeważającej mierze rolnicza i że jeżeli niektórym
rzemiosłom (jak na przykład kowalstwu, złotnictwu czy snycer­
stwu) przypisywano cechy pozytywne, to wynikało to zarówno
z faktu, iż przedstawiciele tych zawdów właśnie przekształcali
materię, jak też z faktu, iż nadal, podobnie jak w społeczeń­
stwach archaicznych, postrzegani byli oni raczej jako czarno­
księżnicy niż jako zwykli rzemieślnicy.
3

Pomiędzy X I i X I I I wiekiem ten wyraźny dotąd podział na
nieliczne profesje szlachetne i nader liczne pogardzane czy zaka­
zane ulega zmianie. Jej przyczyną jest między innymi dokonują­
ca się na chrześcijańskim Zachodzie ekonomiczna i społeczna
rewolucja. Powstają nowe profesje i nowe grupy społeczno-za­
wodowe, a liczba negotia illicita czy choćby tylko inhonesta sta­
le maleje. Zawdzięczamy to w dużej mierze scholastyce, która
przedscholastyczną, manichejską mentalność zastąpiła mental­
nością o wiele subtelniejszą; mentalnością, tworzącą całkiem no­
we podziały. Obok profesji z natury swej (ex natura) godnych
pogardy i potępienia wyróżnia się coraz liczniejszą grupę zawo­
dów potępianych w zależności od okoliczności - ex occasione.
I zjawiskiem pierwszoplanowym jest to, że liczba tych pierw­
szych zmniejsza się nieubłaganie.
Co ciekawe, nie dotyczy to jednak prostytutek i kuglarzy,
którzy należeli do grupy wyłączonej z familia Christi najdłużej.
W X I I I wieku, według Bertholda von Regensburga, to oni wła­
śnie - wagabundzi, błędni wędrowcy, wędrowne ptaki, po łacinie
zwani vagi - byli jedyną grupą, którą chrześcijańska wyobraźnia
zaliczała jeszcze do familia diaboli; grupą podlegającą niemal
całkowitej i bezwzględnej ekskluzji. Grupą szczególnie niebez­
pieczną. Wyjątkiem była tutaj „podgrupa" zawodowa muzyków
-jedyna, która, w przeciwieństwie do wyczyniających nieprzy­
stojne akrobacje linoskoczków i „pasożytujących" na dworach

�błaznów, otaczana była społecznym szacunkiem i uwzględniana
w planach zbawienia.

* **
Zastanówmy się, o czym świadczy fakt tak kategorycznej
i długotrwałej ekskluzji? Otóż świadczy wyraźnie o tym, iż była
profesja błazeńska, bardziej jeszcze niż wszystkie inne, postrze­
gana jako profesja sakralna, fascynująca, ale i budząca lęk. Pro­
fesja ambiwalentna, gdyż - gorąco potępiana - posiadała równie
silną waloryzację pozytywną. Nie przypadkiem przecież pojawia
się w średniowieczu temat kuglarza Najświętszej Panienki;
podobnie jak nie przypadkiem zarówno Św. Franciszek z Asyżu,
jak i w ogóle franciszkanie zyskują przydomek kuglarzy Chry­
stusa i kuglarzy Boga. Jacques le Goff tłumaczy ów paradoksal­
ny fakt chęcią rehabilitacji kuglarza zgodnie ze zmieniającym się
światopoglądem chrześcijańskim, czyż nie trzeba tu jednak ra­
czej dostrzec potwierdzenia tej dawno przez religioznawców od­
krytej prawdy, iż każde zjawisko należące do porządku sakralne­
go, z natury swojej jest zjawiskiem ambiwalentnym: zarówno
niebezpiecznym, jak i dobroczynnym, zarówno skalanym, jak
i poświęconym, zarówno diabelskim, jak i boskim. „(...) 'zbrukane', 'uświęcone' i 'święte' są ze sobą powiązane siecią podziem­
nych odpowiedniości, które być może są nie do zatarcia" - pisał
Paul Ricoeur. Ta, charakterystyczna dla świata kultur archaicz­
nych, ambiwalencja zjawisk sakralnych przetrwała, jak zauwa­
żyli religioznawcy i antropologowie kultury współczesnej, do
czasów dzisiejszych.
4

Ekskluzja błazeńskiej profesji, trwająca w formach bardziej
subtelnych w istocie aż do naszych dni, stawia ją zatem w rzę­
dzie profesji zdecydowanie sakralnych: tyleż hańbiących, co wy­
branych, tyleż kalających, co uświęconych. W rzędzie, innymi
słowy, profesji i w ogóle zjawisk marginalnych, wykraczających
poza świat ludzi z ich ładem i kulturą poza kosmos. Nie przypad­
kiem przecież występuje błazen koło przedstawicieli tylu innych
zawodów, których sakralny charakter znany był od dawna.
Szczególnie istotny jest tu bliski związek z prostytutką, którą, jak
zobaczymy, myśl symboliczna wielokrotnie, w różnych konte­
kstach łączy właśnie z postacią kuglarza (na razie zaznaczmy tyl­
ko, iż obie te profesje łączą „czasoprzestrzenne" uwarunkowania
ich wykonywania: potępiana przez światopogląd chrześcijański
praca w nocy oraz w miejscach „złych" - ex loci vilitate).
Symbolizujące wszystkie te „wyłączone" profesje - święte
i niebezpieczne zarazem, fastus et nefastus - otoczone tabu mo­
tywy: krew, ekskrementy, brud i w ogóle wszystko, co ma zwią­
zek z ciałem i jego wydzielinami, jak na przykład cielesne na­
miętności, kojarzące się z postacią prostytutki i sutenera, czy
bezwstydne akrobacje linoskoczków stają się, zgodnie z katego­
riami myślenia religijnego, znakami świata pozostającego poza
granicami ludzkiego kosmosu: świata chaosu, natury i śmierci,
świata ciemności, poprzedzających pierwsze stworzenie.

* **
Błazen był zatem przy dziele stworzenia i całkowicie się
z tamtych czasów - czasów pierwotnego chaosu - wywodzi.
Można powiedzieć, że jest istotą nieustannie wyciosywaną od
nowa z surowego, nie obrobionego pnia natury. Widać to choćby
w etymologii słowa clown, które pierwotnie, jak podaje słownik
etymologiczny języka angielskiego Erica Partridge'a oznaczało
chłopa, rolnika, śmieszącego mieszkańca miasta, gbura i prosta­
ka, a które w różnych pokrewnych językach wywodzi się z pojęć
określających takie idee, jak gruda ziemi, kloc, bryła, pień
i pniak.
Trafną analizę związku błazna z obrazem chaosu proponuje
w swojej książce The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns
5

and their Audience William Willeford. Oto Charlie Chaplin i Bu­
ster Keaton w roli cyrkowych klownów w filmie Światła rampy ^
Pianista Keaton akompaniuje skrzypkowi Chaplinowi. Martwe
przedmioty buntują się jednak, w dźwiękach brzmi coraz więcej
zgrzytliwych dysonansów, instrumenty przekształcają się w opa­
nowujące człowieka kłębowisko drutów... Dla Willeforda stano­
wi to symboliczny wyraz walki człowieka z wciąż na nowo za­
grażającym mu chaosem. A jednocześnie - utrwalonego już
w kulturze związku pomiędzy błaznem czy klownem a moty­
wem chaosu.
W swoim artykule, poświęconym fenomenologii sakralnej
głupoty, sakralnego szaleństwa amerykański filozof religii Tom
W. Boyd cytuje pisarza Toma Robbinsa, który pisze tak: „Klown
został stworzony z chaosu. Jego pojawienie się jest obrazą dla
naszego poczucia godności, jego czyny kpiną z naszego poczu­
cia ładu. Klown (wolność) jest zawsze ścigany przez policjanta
(władzę). Klowni są zabawni właśnie dlatego, że ich działania
prowadzą do krótkich przebłysków wesołego bałaganu, po
którym następuje druzgocący odwet ze strony 'status quo'. Bawi
nas, gdy obserwujemy, jak beztroski klown łamie tabu; przeraża,
gdy widzimy, jaki jest dziki i wolny; odzyskujemy pewność sie­
bie, gdy widzimy go pokonanego i gdy z powrotem przywróco­
ny jest ład. Pomimo wszysto jesteśmy w stanie tolerować wol­
ność tylko do pewnych granic."
7

Błazen, cyrkowy klown bywa zatem zarówno twórcą, jak
i ofiarą chaosu - swej własnej kreacji. Jego kontakty z chaosem,
przyjmujące często formę zabawy (nawet, gdy pada on tego cha­
osu ofiarą), odbierają jednak temu wrogiemu żywiołowi jego
zwykły złowieszczy ciężar i stają się grą niewykorzystanymi
możliwościami - pomimo groźby, iż przyjmą one formę niespo­
dziewanie wrogą; pomimo groźby, iż chaos może przerwać tamę.
„Ludzkość - pisze Tom W. Boyd - nie toleruje chaosu, a jednak
klowni sprawiają, że jawi się on jako konieczne dopełnienie ła­
du, nie zaś jego wróg (...). W uderzającej pracy Order out oj
Chaos Ilya Prigogine [Prigożyn] i Isabelle Stengers ukazują, że
w świecie fizyki i chemii ład i chaos są swymi wzajemnie nie­
zbędnymi korelatami. Klowni ukazują to samo w odniesieniu do
ludzkiego życia."
Niejednoznaczność stosunku błazna do chaosu - fakt, iż by­
wa on zarazem jego ofiarą i instynktownym wrogiem oraz twór­
cą - wytłumaczyć można, sądzi Willeford, tym, że błazen jest
istotą pozbawioną tożsamości; wyraża to nawet etymologia tego
pojęcia. Łacińskie follis, od którego pochodzą francuskie okre­
ślenie fou i angielskie the fool oznacza wszak zarówno gadułę
i frazesoficza, jak też - miechy. Liczba mnoga zaś -folles - zna­
czy ni mniej, ni więcej, tylko nadęte policzki. Słowo bufon z ko­
lei wiąże się blisko z włoskim buff are, co oznacza „dmuchać".
Błazen ulepiony jest z wiatru - prastarego symbolu ducha.
Odznacza się zatem właściwą duchowi wolnością i nieprzewidywalnością, ale jednocześnie - podobnie jak on - nie ma celu
i kierunku, nie ma ciężaru ani znaczenia. „Podobna wiatrowi na­
tura błazna - pisze Wielleford - rozprasza rzeczy i sensy, ale
w tym zamieszaniu odsłania prześwity tego, co znajduje się na
przeciwległym w stosunku do ducha biegunie: naturę z jej wła­
snymi celami i instynktowną inteligencją, która, tak jak duch, nie
ma związku z racjonalnym rozumowaniem." Do związku posta­
ci błazna z naturą powrócę za chwilę.
8

9

* **
Elementy symbolicznego chaosu zachowały się po dziś dzień
w stroju błazna, klowna (zwłaszcza cyrkowego klowna Augusta),
arlekina, a także w niektórych tendencjach w zakresie mody,
charakterystycznej dla pewnych środowisk twórczych - do sym­
bolicznego chaosu nawiązują na przykład niesymetryczne, pstro­
kate wzory kostiumów i ubrań. Najwcześniejszy model błazeń-

47

�skiego kostiumu charakteryzował się włas'nie mnogos'cia niere­
gularnie rozmieszczonych różnobarwnych łat. Ten charakter
stroju odpowiadał dokładnie pierwotnej naturze błazna i arleki­
na: naturze tricksterskiej, amorficznej, chaotycznej. „Można do­
strzec - pisze Willeford - iż typowe błazeńskie kostiumy oscylo­
wały pomiędzy pokracznos'cia (pozostającą w harmonii z pocho­
dzeniem słowa clown) i bezsensowną dysharmonią a formami
zrównoważonymi. Niezgrabnym charakterem zasłynęły stroje
wielu cyrkowych klownów (...). Luźne workowate spodnie Char­
lie Chaplina i jego bezkształtne buty mają swych przodków
w strojach klownów elżbietańskich (...). Pstrokacizna średnio­
wiecznych błaznów, figur z karnawałowej procesji i wielu klow­
nów cyrkowych oznacza podstawowe zróżnicowanie pierwotnej
bryły, zewnętrzną formę, w jakiej przejawia się chaos, gdy
zwrócimy na niego uwagę."
10

Obok pstrokacizny różnobarwnych łat, plam, skrawków i re­
sztek materiału, zauważa Willeford, innym przejawem groteski,
która jest symbolicznym odzwierciedleniem s'wiata chaosu, bra­
mą, przez którą wkracza on w s'wiat kosmicznego ładu, są wszel­
kie rażące dysproporcje - nie tylko w kostiumie, także w budo­
wie ciała i ogólnym wyglądzie błaznów. Wszystkie, tak częste
deformacje i niedoskonałości, jak chromosć, garb, szczególnie
wyeksponowany fallus czy wreszcie niedorozwój umysłowy,
wiążą się z miejscem groteski w symbolicznym obrazie tamtego
s'wiata i z sakralną aurą, jaka zawsze, we wszystkich kulturach
od archaicznych aż po współczesne otaczała „innych".
Co ciekawe, w każdej epoce mamy też do czynienia z podob­
nym procesem, w którym upatrywać należy chyba uporczywej
chęci powrotu do prapoczątków. Otóż z chwilą, gdy przedstawi­
ciele kolejnego pokolenia kuglarzy stopniowo nabierali ogłady,
a ich strój elegancji i harmonii, natychmiast pojawiały się obok
nich postaci od nowa nawiązujące do owego mitycznego, pierw­
szego okresu: strojem, niezdarnos'cia i nieokrzesanym, gburowatym zachowaniem. Taką postacią był klown z angielskiej arlekinady, który narodził się w reakcji na stopniowe wygładzanie się
postaci arlekina; taką postacią był też august, który dal początek
bohaterom pierwszych filmowych burlesek. Można powiedzieć,
innymi słowy, że kiedy w kostiumie przeważać zaczynają wzory
geometryczne, a zachowanie błazna nabiera subtelności i ele­
ganckiego wyrafinowania, jestes'my już s'wiadkami symboliczne­
go procesu wyłaniania się kosmosu z chaosu; z procesem krysta­
lizowania się kosmicznego ładu; z przypieczętowaniem dokonu­
jącego się aktu stworzenia s'wiata w miniaturze.
Aż po dziś" dzień przetrwały także, zarówno w stroju, jak też
w związanej z błaznem obrzędowości elementy „zwierzęce". Za­
chowane w kostiumie skrawki futra, pióra i pierze to pozostało­
ści po częstych w kostiumach błaznów średniowiecznych kogu­
cich grzebieniach czy lisich ogonach, a - idąc dalej - po dualnej,
zoo-antropomorficznej naturze błazna. W XI-wiecznych karna­
wałowych przedstawieniach synonimami określenia „błazen"
były: cielę, małpa, osioł, s'winia. Błazen, twierdzi Barbara Swa­
in, symbolizuje tę najbardziej podstawową biologiczną mądrość,
którą ludzie dzielili niegdyś' razem ze zwierzętami."
Wszyscy pamiętamy wieńczące film Josefa von Steinberga
Błękitny Anioł żałosne „kukuryku" przemienionego w klowna,
do cna os'mieszonego i upokorzonego profesora Unrata. Dzieło
Sternberga, dla którego literackim pierwowzorem był Profesor
Unrat Henryka Manna (choć w rzeczywistości o wiele bliższe
wydaje mi się ono, o dziwo, Luizce - opowiadaniu jego słynne­
go brata) wpisuje się w długą tradycję, ukazującą błazna wlas'nie
jako taką dualną, z pogranicza natury i kultury, istotę.
Na potwierdzenie przypomnijmy choćby niemiecką metafo­
rę, używaną dla określenia kogoś' szalonego: Er hat einen Vogel,
co dosłownie tłumaczy się jako 'mający ptaka'. Przypomnijmy
niezliczone, zdobne kogucim grzebieniem błazeńskie postaci od
dramatu antycznego poprzez średniowiecze, teatr elżbietański
48

(błazen króla Leara!) aż do tych, którzy, długo po oficjalnym za­
niknięciu funkcji błazna dworskiego, kogucim pianiem obwie­
szczali w pałacach i zamkach kolejne godziny dnia i nocy. Przy­
pomnijmy głęboko w języku i folklorze zakorzenione skojarze­
nie koguta, błazna i elementu fallicznego (por. choćby popularne
określenie fallusa jako ptaka), co wiąże w się z wiarą w głęboko
erotyczną naturę tak jednego, jak drugiego. Przypomnijmy
wreszcie związek błazna także z innymi ptakami: sową (vide po­
stać Tilla Eulenspiegla i w ogóle cała literatura sowizdrzalska),
gęsią (starym symbolem chaosu, ale i wtajemniczenia; w Polsce
okresu odrodzenia przydomek lub nazwisko nadawane zwycza­
jowo dworskim trefnisiom), czy wreszcie z ptakiem o niezwykle
bogatej otoczce mitologicznej - lelkiem. Temu też ostatniemu
pos'więćmy chwilę uwagi, bowiem w strukturze jego mitu wyra­
źnie odzwierciedla się także struktura mitu błazeńskiego.
Jako bohater analizowanej przez Claude Levi-Straussa mi­
tycznej opowieści indiańskiej (zarówno Indian Ameryki Połu­
dniowej, jak i Północnej), charakteryzuje się lelek wieloma ce­
chami, które pozwalają porównać go wlas'nie z błaznem, zakre­
ślić właściwe dla tego ostatniego pole skojarzeń i pokrewieństw
mityczno-symbolicznych oraz uchwycić wiele cech dla niego
znamiennych. Pozwalają, mówiąc krótko, ukazać jego sakralny,
marginalny i mediacyjny charakter.
Spójrzmy przede wszystkim na etymologię słowa „lelek".
W językach romańskich i germańskich nazwy wyraźnie związa­
ne z łacińskim terminem naukowym Caprimulgus nawiązują do
wyglądu ptaka (franc. Crapaud Volant, akcentujące wielki
dziób), do jego obyczajów (niem. Tagschlafer, oznaczające tego,
który sypia w dzień; franc. Coche-Branche, podkreślające oby­
czaj spania w dzień na gałęzi w pozycji pokrywającego kurę ko­
guta czy też franc. Hirondelle de nuit - jaskółka nocy), do wyda­
wanych przez niego odgłosów (ang. Poor-will,
Whippoorwill,
niem. Wehklage - bolesny krzyk), ale także do związanych z nim
wierzeń demonologicznych: niem. Totenvogel oznacza ptaka
s'mierci, sens pojęć Hexe i Hexenfuxhrer zawiera się w obrazie
czarownika i przywódcy czarowników, a pojęcia takie, jak Kindermelker, Ziegenmelker czy Kuhsauger zdradzają wiarę w to, iż
lelek, na podobieństwo czarownic w folklorze europejskim, idzie
nocą siadami kóz czy krów, doi je i wysusza. Wystarczy przywo­
łać tu również polską nazwę „kozodój", ale także, dostrzeżone
zarówno przez Aleksandra Brucknera, jak i innych badaczy sło­
wiańskiej demonologii , skojarzenie ptaka wróżebnego lelka
(leleka, łełeka) z wampirami, upiorami, strzygami, czartami
i s'miercia.
W językach słowiańskich, pisze Levi-Strauss, są prócz tego
w użyciu terminy leletik, lelejek czy wreszcie lelek, wywodzące
się od starożytnego czasownika leleti, lelejati (potknąć się, ba­
lansować), a oznaczające figurę niezwykle bliską figurze błazna:
figurę niezgrabiasza, głupca, „nic dobrego", ladaco.
Pole semantyczne lelka odsłania zatem obraz, w centrum
którego odnajdujemy takie motywy, jak „odwrotne" obyczaje
ptaka, który sypia w dzień, działa nocą i nigdy nie buduje gniazd,
jego wróżebny charakter i związek z demonologią ludową. Jest
lelek ptakiem fantomatycznym, tajemniczym i żałobnym, o sa­
motniczym usposobieniu. Jest ptakiem, którego - co znamionu­
je szczególnie wielki dziób - cechuje żarłoczność, zazdrość
i chciwość - także na tle seksualnym. Z dawien dawna przypisy­
wano mu, podobnie jak wszelkim postaciom błazeńskim, roz­
wiązłe i rozpustne usposobienie i porównywano jego dziób do
fallusa i pochwy. Warto tu przy okazji nadmienić, że zapewne nie
bez symbolicznego znaczenia jest fakt, iż po japońsku słowo yotaka oznacza zarówno lelka, jak i prostytutkę niskiej kategorii
(taką, która oddaje się swoim klientom wprost na ziemi i błyska­
wicznie zagarnia pieniądze). O związkach błazna z prostytutką
mówiłam już wyżej, dodajmy zatem jeszcze tylko, iż - jak wy­
kazała na przykładzie Moll Flanders Daniela Defoe Edith K e m
12

13

14

15

�- jest prostytutka, podobnie jak lelek i błazen, postacią klasycz­
nie tricksterską, marginalną, „wyłączoną". Jest wreszcie lelek last but not least - symbolicznym odzwierciedleniem figury niezgrabiasza - głupca - nicponia - błazna.
Levi-Strauss trafnie zauważa, że mitologia lelka wiąże się
z wielkimi mitami kosmogonicznymi ludzkości, w których wy­
stępuje on w roli boskiego szelmy, trickstera, herosa kulturowe­
go wreszcie; dwuznacznego przyjaciela ludzi, który - niczym
Prometeusz czy Hermes - wykrada bogom ogień i przynosi go
w darze na ziemię; który nieustannie oszukuje tak bogów, jak
i ludzi i sam jest przez nich oszukiwany.
Jest istotą pełną ambiwalencji i wewnętrznych antynomii:
wspaniałomyślności w uczynkach towarzyszy skrajny egoizm,
a ogień, który przynosi w darze, może być zarówno dobry, „ku­
chenny" - wówczas, gdy pochodzi z dzioba ptaka, jak i niszczy­
cielski, zły - gdy pochodzi z odbytu. Jest ptakiem mediacyjnym,
utrzymującym kontakt zarówno z niebiosami, jak i z podzie­
miem; bywa posłańcem bogów, choć równie często porównuje
się go ze starymi bóstwami chtonicznymi (chętnie zamieszkuje
pieczary). Wciela w siebie dusze zmarłych przodków, by nieść
ludziom wieści od nich, potrafi leczyć wrzody, niczym europej­
scy władcy w niegdysiejszej „królewskiej" mitologii, a z drugiej
strony - wierzy się, że przybywa z podziemi, by wysysać z żyją­
cych krew.

***
Co wiemy zatem do tej pory o błaźnie? Otóż to, że jest on
istotą marginalną, „wyłączoną", sakralną; że należy do czasu
prapoczątków ludzkiego kosmosu; że fascynuje, ale jednocze­
śnie budzi głęboki lęk. Że jest człowiekiem albo zwierzęciem,
choć bywa, że ma mieszaną, boską, zoo- i antropomorficzną na­
turę. Dodajmy teraz, że jest też, jak lelek, istotą wewnętrznie
sprzeczną, dobrą albo złą, albo i taką, i taką, boską lub diabelską,
albo i jedną, i drugą. Jest zawsze kimś' obcym, outsiderem w kul­
turach dawnych i w kulturze dzisiejszej, mediatorem, dokonują­
cym nieustannych przejść pomiędzy rozmaitymi stanami i s'wiatami: pomiędzy tym i tamtym światem, pomiędzy kosmosem
i chaosem, pomiędzy życiem i śmiercią, mądrością i głupotą,
kulturą i naturą, duchem i ciałem, pomiędzy s'wiatem niebiań­
skim, chtonicznym i ludzkim. Jest postacią komiczną, choć mo­
że też być s'miertelnie poważny, a nawet złowrogi. Niesie lu­
dziom pomoc, choć bywa także, że i zgubę. Jego żarty mogą
mieć lekkos'c psoty dziecka lub ciężar złowieszczego uczynku.
Stosunek fou du roi do swego władcy może być stosunkiem mą­
drego nauczyciela do ucznia, ale może również zawierać w sobie
nasienie i grozę buntu, którego celem jest jak najpoważniejsza
w skutkach rewolta i , zgoła nie karnawałowe, odwrócenie po­
rządków; w istocie więc nowa demiurgia, naśladująca pierwotny
akt stworzenia. Wiek X X tej właśnie demiurgicznej/łżedemiurgicznej cesze błazna nadał szczególne znaczenie.
Pochodzenie wszystkich tych błazeńskich cech sięga opowies'ci o pierwszych mitologicznych łotrzykach, którzy obecni byli
przy dziele stworzenia - o boskich, ludzko-zwierzęcych tricksterskich herosach mitologii greckiej, rzymskiej, semickiej, ja­
pońskiej, australijskiej, skandynawskiej, mitologii indiańskiej,
syberyjskiej i wielu innych; o wszystkich tych panach sztuki
i kultury, dwuznacznych przyjaciołach i dobroczyńcach ludzkos'ci, złodziejach boskich tajemnic, nauczycielach rozmaitych
kunsztów i rzemiosł. W każdej mitologii istniał przecież jakiś'
sprzeciwiający się najwyższemu bogu i wiecznie krzyżujący je­
go plany młodszy brat lub syn - Hermes czy Prometeusz z mito­
logii greckiej, rzymski bóg Merkury, skandynawski Loki, poline­
zyjski Maui czy wreszcie zwierzęcy bohaterowie mitologicznych
cykli indiańskich i syberyjskich: Kruk, Kojot, Jaguar czy wre­
szcie omówiony już, szczególnie blisko z błaznem spokrewnio­

ny ptak nocy - lelek. Związek postaci trickstera z postacią bła­
zna został już wielostronnie i wyczerpująco omówiony przez
wielu badaczy ; dla potrzeb niniejszej pracy pozostaje zatem
wyeksponowanie tych cech i funkcji tricksterskich bohaterów,
które mogą okazać się istotne dla dalszych rozważań nad współ­
czesnym mitem błazna.
16

Trickster z mitologii indiańskiej, boski szelma i heros kultu­
rowy religii greckiej czy rzymskiej, wszyscy ci dalecy przodko­
wie i krewni błazna dali bowiem początek treściom obecnym
i w jego dzisiejszej mitologii, w formach przejawiania się błazeńskiego fenomenu w myśli popularnej i „wysokiej", w wyo­
braźni literackiej, filmowej i ludycznej. Wszystkie treści - do­
słowne bądź metaforyczne - jakie wiążemy dzisiaj z postacią
błazna, wywodzą się z pierwotnego mitu - mitu o narodzinach
świata i kultury, o czasach, gdy chaos przemieniał się powoli
w nowy, kosmiczny ład. Błazen jako bóg, demiurg, bądź też łżedemiurg, czy wręcz diabeł w kręgu kultury chrześcijańskiej, bła­
zen jako mędrzec, podający ludziom „duchowe wino prawdy"
czy jako sowizdrzalski bohater literatury pikarejskiej - te wszy­
stkie jego wcielenia miały swoje prefiguracje już w mitologii kosmogonicznej. Mitologia artysty jako błazna wiąże się z zawar­
tym implicite w starych mitach ciągiem symbolicznych skoja­
rzeń: trickster - wiedza tajemna - dar ognia - garncarstwo - ko­
walstwo - narodziny człowieka jako twórcy - początki cywiliza­
cji i kultury. Mitologiczni herosi uczyli ludzi sztuk i kultury,
uczyli medycyny i umiejętności patrzenia w przód, uczyli two­
rzenia, uczyli wreszcie tego, co Hans-Georg Gadamer nazwał
„zdolnością r a d z e n i a sobie" , który to przywilej ofiarowali
ludziom wbrew woli bogów. Mit artysty i twórczości bez granic,
którego realizacją stała się współczesna mitologia tego dalekie­
go potomka mitycznych herosów - błazna, klowna, linoskoczka,
kuglarza - podejmie w pełni epoka romantyczna, a jeszcze wcze­
śniej Goethe, który ideał twórcy dostrzeże w postaci tytana Pro­
meteusza. Błazeńskie tworzenie - podobnie jak czyny wszyst­
kich tricksterskich herosów kulturowych - jest przy tym zawsze
twórczością dwuznaczną: może bowiem oznaczać twórczość
wznoszącą się na szczyty geniuszu, wyrażoną w tak ulubionym
przez romantyków wizerunkiem wzbijającego się w przestworza
linkoskoczka, lub - twórczość oznaczającą ciemne paktowanie
z mocami podziemi i sprzeciwianie się zamysłom boga.
17

Na początek przypomnijmy jednak krótko, co właściwie
oznacza pojęcie „trickster". Za Paulem Radinem i jego klasycz­
nym dziełem The Trickster. A Study in the American Indian My­
thology with Commentaries by Karl Kerenyi and C.G. Jung *
scharakteryzujemy tę zagadkową figurę jako klownowską postać
o merkurycznej zmienności i nieprzewidywalności, na poły zoo,
na poły antropomorficzną; postać, która jest ucieleśnieniem
wszelkich sprzeczności: zarazem daje i odbiera, tworzy i niszczy,
oszukuje i pada ofiarą oszustw. Postać wreszcie, która nie wie, co
to dobro i zło, choć i za to, i za to jest odpowiedzialna, która za­
tem, z racji swego archaicznego rodowodu, wyprzedza wszelką
etykę. Trickster bywa negatywnym, demonicznym bohaterem,
ale też zbawcą ludzkości, a nawet świętym. Zauważył to Carl
Gustaw Jung, a także Norman O. Brown, który na marginesie
swych rozważań o boskim złodzieju Hermesie trafnie oceniał tę
niezwykłą rozpiętość tricksterskiej mitologii. Pisał on między in­
nymi, że „w zależności od uwarunkowań historycznych postać
trickstera ewoluować może w stronę tak różnorodnych figur, jak
figura Najwyższego Boga, demiurga, pozostającego w zdecydo­
wanej opozycji do mocy niebiańskich, demona na wszelkie moż[

49

�liwe sposoby sprzeciwiającego się stwórcy, posłańca i mediatora
pomiędzy bogami i ludźmi, lub w stronę postaci czysto pukowskich bohaterów komicznych opowiadań" . Tak wlas'nie jest
i w mitologii Hermesa. Jego, wywodząca się z Odysei standardo­
wa rola była rolą posłańca i mediatora; w opowieści o Pandorze
pióra Hezjoda pełnił funkcję węża w ogrodzie Edenu; w Homeryckim Hymnie buntował się przeciwko niebiańskim porządkom,
a od czasudo czasu występował i w czysto komicznej, pukowskiej roli (jak na przykład wówczas, kiedy kradł kąpiącej się
matce ubrania).
Uniwersalność tricksterskiej mitologii od dawna fascynowa­
ła i zastanawiała religioznawców i etnologów. Bo prócz tego, że
istniał mit trickstera w s'wiecie plemiennych cywilizacji obu
Ameryk, prócz tego, że odkrywano tę postać i w kręgu kultur ar­
chaicznych, w Australii i Azji, spotykano ją także całe wieki
później, aż do dnia dzisiejszego : w dramatach Moliera, powie­
ściach Defoe, historiach o Dylu Sowizdrzale i w ogóle całej pikarejskiej literaturze, w chaplinowskiej burlesce, postaci cyrko­
wego klowna i bardzo wielu dawnych i współczesnych dziełach
sztuki literackiej i filmowej aż po klasycznie tricksterską postać
McMurphy'ego z Lotu nad kukułczym gniazdem Kena Keseya
i Milośa Formana, mądrego lisa Franky Furbo z jednej z ostat­
nich powies'ci Williama Whartona czy wreszcie - o paradoksie!
19

20

- Oskara Schindlera w świetle jego legendy, wykreowanej przez
książkę Thomasa Keneally i film Stevena Spielberga. Przykłady
można by zresztą mnożyć w nieskończoność.
Radin uważa, iż niewiele mitów ma zasięg równie szeroki;
w niewielu przypadkach możemy także z równą pewnością po­
wiedzieć, iż mamy do czynienia z jedną z najstarszych form
ludzkiej ekspresji. Carl Gustaw Jung widzi w figurze trickstera
psychologem, archetypiczną strukturę psychiczną, sięgającą naj­
wcześniejszych stadiów psychiki, która dopiero wyszła z etapu
zwierzęcego. Tym, co w niej najistotniejsze, jest jej niezróżnicowana, wewnętrznie sprzeczna natura. Rysy trickstera rozpo­
znać można, według niego, zarówno w średniowiecznym wyo­
brażeniu diabła jako simia dei („Bożej małpy"), jak też - w jego
folklorystycznych przedstawieniach jako wiecznie oszukiwane­
go prostaczka i głupca. Odszukać je można zarówno w mitologii
greckiej, jak i , przede wszystkim, rzymskiej: Merkury był we­
dług szwajcarskiego psychoanalityka jeszcze starszym odpowie­
dnikiem typowo tricksterskiego bóstwa Hermesa. Merkurego
(także tego z tradycji alchemicznej) z Hermesem i innymi kla­
sycznie tricksterskimi postaciami znanymi z mitologii różnych
kultur i z folkloru europejskiego (w tym z bohaterami wielu ba­
śni, jak np. z Tomciem Paluszkiem czy Głupim Jasiem) łączy
m.in. upodobanie znajdowane w szelmowskich żartach i złośli­
wych psotach, umiejętność transformacji w najprzeróżniejsze
postacie, dualna-bosko-zwierzęca natura, dwuznaczna pomoc
udzielana ludzkości poprzez kradzież należących do boga (smo­
ka, czarownicy etc.) tajemnic (a wśród nich przede wszystkim ta­
jemnicy ognia) i bliskość z figurą cierpiącego Zbawiciela.
21

Trickster, pisze Jung, jest „prymitywną, 'kosmiczną' istotą
o bosko-zwierzęcej naturze, z jednej strony przewyższającą czło­
wieka swymi nadludzkimi właściwościami, z drugiej - niższą od
niego, gdyż pozbawioną rozumu i świadomości. Z powodu nie­
zwykłej niezdarności i braku instynktu nie może także równać
się ze zwierzętami." Ta prymitywna, „kosmiczna" istota wpisu­
je się, z powodu swej niezwykłej atrakcyjności, jaką miała i ma
nadal dla świadomości i podświadomości współczesnego czło­
wieka, w strukturę długiego trwania, czytelną w mitach, legen­
dach, baśniach i obrzędach, a także literaturze i filmie. „W opo­
wieściach pikarejskich, w obrazie karnawałowych hulanek, w re­
ligijnych i magicznych rytuałach, w religijnych lękach i uniesie­
niach człowieka, w mitologii wszystkich czasów straszy cień
trickstera czasami w formie wyraźnie rozpoznawalnej, a czasami
- pozornie zmienionej." Na pierwszy rzut oka, twierdzi Jung,
22

23

50

tzw. cywilizowany człowiek zapomniał o tricksterze. Kulturowa
pamięć o nim jest jednak wciąż żywa, powracając w formie obra­
zów metaforycznych i symbolicznych, jak na przykład wówczas,
gdy mówi się - jakże przecież często - o płatającym złośliwe f i ­
gle losie.
I może właśnie dlatego we współczesnej metaforze, wypo­
wiadającej doświadczenie błazeństwa, Pan Bóg - lub właśnie los
- tak często przyjmują postać trickstera.

***
Przyjrzyjmy się teraz dokładniej analogiom pomiędzy tymi
dwiema kluczowymi figurami: figurą błazna i figurą trickstera.
Marginalnej, sakralnej figurze błazna odpowiada takaż natura je­
go mitycznego przodka, choć przecież co do boskości tego dru­
giego istniały wśród badaczy liczne wątpliwości. Gwoli ścisłości
wypada zatem choćby marginalnie o nich wspomnieć.
Najprecyzyjniejszy wyraz dał i m Paul Radin, drobiazgowo,
na przykładzie wielu indiańskich mitów, porównując i analizując
rozmaite wersje opowieści o zwodzicielu. Rzecz bowiem w tym,
iż daleko nie wszystkie chciały widzieć w nim istotę boską, cha­
rakteryzującą się boskością tak oczywistą, jak na przykład boskość Hermesa. Większość zgadzała się co do tego, że jest tric­
kster zarazem herosem kulturowym i bufonem, ale - czy jest
przy tym bóstwem? Czy, mówiąc inaczej, boskość trickstera na­
leżała do rdzenia pierwotnej, oryginalnej wersji jego mitu, czy
był on pierwotnie bogiem o dualnej: twórczo-niszczycielskiej,
duchowo-materialnej naturze, czy też jego boskość jest sprawą
wtórną: późniejszą interpretacją plemiennych teologów?
W jednym z mitów Indian Winnebago Stwórca mówi do trick­
stera Wakdjunkagi (co oznacza, notabene, wariata i błazna) tak:
„Pierworodny, jesteś najstarszym spośród wszystkich mych
stworzeń. Obdarzyłem cię dobrą naturą: uczyniłem cię istotą sa­
kralną. Posłałem cię na ziemię, byś tam pozostał, a ludzie słucha­
li się, szanowali i byli ci posłuszni, tak, byś mógł uczyć ich, jak
zapewnić sobie szczęśliwe życie. W tym celu cię stworzyłem.
To, co zdarzyło ci się, gdy osiągnąłeś już ziemię, zawdzięczasz
samemu sobie. To z powodu swoich własnych uczynków i dzia­
łań stałeś się celem powszechnych kpin, sprawiłeś, iż wykorzy­
stują cię wszyscy, nawet najmniejszy spośród owadów. (...) Wy­
łącznie z twojej winy ludzie zwą cię Głupcem. Stworzyłem cię,
byś czynił to, co w istocie czyni twój przyjaciel Zając. Nie stwo­
rzyłem cię, byś niszczył to, co stworzyłem." W błazeńskiej na­
turze Wakdjunkagi przechowały się ledwo ślady jego natury
pierwotnej. Jaka ona jednak była?
Przeważająca większość tzw. tricksterskich mitów Ameryki
Północnej opowiada o stworzeniu Ziemi lub przynajmniej prze­
mianie świata i ma za swego bohatera istotę wiecznie i bez celu
wędrującą, istotę wiecznie głodną i nienasyconą seksualnie,
istotę bez wieku, nie znającą dobra ni zła, oszukującą i padają­
cą nieustannie ofiarą oszustw. W wielu wypadkach ma ów bo­
hater także jakieś cechy boskie, które różnią się w zależności od
plemienia (postrzegany jest jako aktualne bóstwo lub, wręcz
przeciwnie, jako boski antagonista, bóg lub półbóg, zawsze jed­
nak pozostający z bogami w ścisłych związkach), w wielu jed­
nak -jest on w najlepszym razie śmiertelną istotą ludzką lub na­
wet zwierzęcą.
W tym ostatnim przypadku łączność pomiędzy boskim i błazeńskim sposobem istnienia została w sposób oczywisty zerwa­
na (być może z powodu przewin analogicznych do przewin Wak­
djunkagi z mitu Winnebago), w sytuacji pierwszej jednak jest
nadal zachowana. Radin, skłaniając się w efekcie wielu analiz ra­
czej ku hipotezie wtórnej natury boskości w wyobrażeniach tric­
kstera, musi teraz odpowiedzieć na nie mniej istotne pytanie:
czym w takim razie wyjaśnić należy uporczywość zabiegów sta­
rających się ową boskość tricksterom przypisać? Skąd tyle usiło24

�wań, by go - w wielu mitycznych kontekstach skutecznie bóstwem uczynić?
Otóż jest trickster, twierdzi amerykański etnolog, niewątpli­
wie najstarszą spos'rod wszystkich mitycznych postaci indiań­
skich, we wszystkich mitologiach Ameryki Północnej. Nie jest
przypadkiem, że tak często wiąże się go z tym, co uważane jest
w owych systemach za najbardziej archaiczne spos'rod wszyst­
kich zjawisk naturalnych: ze skałą i ze słońcem. To wlas'nie s'wia­
domos'c wagi figury trickstera dla kosmologicznych systemów
indiańskich wyrażona została jego „boskimi" przedstawieniami,
które ukazują go bądź to jako aktualnego boga - stwórcę, bądź
też jako bóstwo lub złego półboga przez potężniejsze bóstwo po­
konanych.
Podsumujmy zatem, za Radinem, podstawowe etapy krysta­
lizowania się tricksterskiego mitu: W s'wiecie, który nie miał ani
początku, ani końca, pojawia się na scenie pozbawiony wieku,
podobny do Priapa protagonista. Wędruje on niestrudzenie
z miejsca w miejsce, próbując - z dobrym lub złym skutkiem zaspokoić swój nienasycony głód i niepowstrzymane namiętno­
ści seksualne. Nie tylko nam, ale i członkom społeczeństw pier­
wotnych wydawał się on żyć bez celu, a mimo to w efekcie jego
poczynań pojawia się zupełnie nowa figura, o nowej psycholo­
gicznej konstrukcji, działająca w nowym s'rodowisku. Ta nowa
figura nie jest już tak amorficzna i chaotyczna jak figura pierwot­
na. W efekcie procesów sakralizujących tę postać pojawił się
trickster, jakiego znamy: trickster, którego czyny nie są już tylko
efektem przypadkowych, nies'wiadomych działań, ale skutkiem
w pełni us'wiadomionych decyzji; trickster o naturze nie tylko
amorficznej, ale także w sposób zdeklarowany boskiej lub demo­
nicznej. Trickster s'wiety błazen.
„Wszystkie zdarzenia, związane z transformacją amorficznej
natury trickstera, jak również te, które w sposób nies'wiadomy
prowadzą do stworzenia nowej psychologicznej orientacji i oko­
liczności [jego działania - MS] - pisze Radin - w sposób natural­
ny należą do pierwotnego cyklu mitycznego." Cykl ten ulegał na
przestrzeni wieków wielu przemianom i modyfikacjom. „Sym­
bol, który ucieles'nia figura trickstera nie jest statyczny. (...) każ­
de pokolenie interpretuje go od nowa. Żadne nie pojmuje go
w pełni, ale też żadne nie może się bez niego obejs'c. Każde po­
kolenie musiało włączać go do swojej teologii i kosmologii pomi­
mo tego, iż do żadnej nie pasował, gdyż reprezentuje on [trickster
- MS] nie tylko niezróżnicowaną, odległą przeszłość, ale też niezróżnicowaną teraźniejszość w każdym z nas. To włas'nie stanowi
o jego uniwersalnej sile przyciągania. I tak stał się on - i pozostał
- wszystkim dla każdego człowieka - bogiem, zwierzęciem, czło­
wiekiem, herosem, bufonem - on, który był przed dobrem i złem,
który był żywą negacją i afirmacją, niszczycielem i twórcą." On,
który pozostał symbolem czasów, gdy nie istniały jeszcze katego­
rie boskosći i nie-boskosći; gdy nie istniał podział na ludzi i byty
boskie; który w całości, wraz ze swym głodem, niezaspokojony­
mi żądzami cielesnymi i w ogóle swą amorficzną, nie znającą ce­
lu naturą, należy do całkiem innej rzeczywistości. „Owa dwoista
postać - dopowiada Eleazar Mieletinski - bohater kulturowy (de­
miurg) - trickster, łączy w sobie w jednej osobie zarazem ideę
uporządkowania społeczności i kosmosu oraz ich dezorganizację,
stan nieporządku. To tak sprzeczne połączenie możliwe jest dzię­
ki temu, że akcja w odpowiednich cyklach bajkowo-mitologicznych odnosi się do czasów poprzedzających ustanowienie ścisłe­
go porządku świata, czyli do epoki mitycznej."
Możemy zatem mówić o boskiej naturze trickstera, możemy
- podobnie jak w figurze błazna - wyznaczyć w nim, oczywiście
schematycznie, aspekt jasny, boski i demoniczny, ciemny. Ten
dzisiejszy nacisk na czysto negatywną stronę natury błazna nie
powinien zatem dziwić, zważywszy na fakt, że z tym samym zja­
wiskiem spotykamy się np. już w mitologiach indiańskich, które
wielekroć postrzegały figurę zwodziciela jako istotę jednoznacz­
25

26

nie złą; a tam, gdzie sięgały wpływy chrześcijańskie, wręcz jako
wcielenie Szatana. Jak zauważył Eleazar Mieletinski, tricksterskie postaci wszystkich mitologii są zazwyczaj syntezą cech ko­
micznych i demonicznych: „Synkretyzm demonizmu i komizmu
jest cechą niemal uniwersalną folkloru archaicznego" - a, jak
zobaczymy, nie tylko archaicznego. Napotykamy bowiem jed­
ność tych dwóch cech także współcześnie, przy czym szala prze­
chyla się raz bardziej w stronę czystego komizmu, a innym ra­
zem, i to wcale nierzadko, w stronę czystego demonizmu.
Warto tutaj zwrócić uwagę także na inną, cechującą mitolo­
gicznych łotrzyków, syntezę: syntezę pierwotnej głupoty i tej
specyficznej formy inteligencji, która zawiera się w określeniach
„spryt", „przebiegłość", „chytrość', „szelmostwo", a którą fran­
cuscy historycy Marcel Detienne i Jean-Pierre Vernant określili
mianem metis. Pozwoli nam to na przeprowadzenie jeszcze
jednej analogii pomiędzy zwodzicielem i błaznem. To niezwykle
szerokie, choć trafne tricksterskie postaci charakteryzujące zja­
wisko (a właściwie cecha) dotyczy całej gamy zdolności w za­
kresie sztuk i rzemiosł (takich jak np. magia, posługiwanie się
afrodyzjakami i ziołami, przebiegłe strategie wojenne) i rozmai­
tych form inteligencji, na terenie analizowanej przez historyków
kultury greckiej związanych przede wszystkim z postacią Her­
mesa, ale także z ojcem bogów - Zeusem. Legenda głosi, iż bo­
jąc się, że jego pierwsza żona, Metis, urodzi potężniejszego od
niego syna, połknął ją, stając się pierwszym i najsłynniejszym
obdarzonym metis tricksterem świata. „Oczywiście pojęcie metis
nie ogranicza się tylko do panteonu greckiego - piszą Vernant
i Detienne - odnajdujemy je także w mitach kosmogonicznych,
w mitycznych tradycjach Bliskiego Wschodu - na przykład
w mitologii sumeryjskiej, gdzie Enkidu - Ea jest zarówno panem
wód, jak też wynalazcą technologii oraz obdarzonym przebiegło­
ścią posiadaczem wiedzy. Mówiąc ogólnie, greckie pojęcie me­
tis odnosi się do postaci w antropologii anglosaskiej zwanej tric­
ksterem, zwodzicielem."
28

29

30

To bowiem właśnie tricksterzy znajdują się nieustannie w sy­
tuacjach, które zadziałania inteligencji typu metis wymagają (al­
bo też takie sytuacje nieustannie prowokują); w sytuacjach nie­
jednoznacznych, przejściowych, trudnych i zmiennych, które
wymagają czujności, przebiegłości, przytomności umysłu, za­
radności i pomysłowości, wspartych umiejętnościami radzenia
sobie w każdych okolicznościach i wiedzą zdobywaną latami.
Praktyczna skuteczność, która cechuje inteligencję typu metis
także w kontekście różnych kulturowych sytuacji, pozwala tricksterskim herosom odnosić sukcesy w sztuce i rzemiośle, magii
i zielarstwie, strategiach wojennych i medycynie, myślistwie
i rybołówstwie.
Inteligencją typu metis obdarzone są także postacie błazeńskie: mądrzy, przewrotni fou du roi, umiejący w mgnieniu oka
znaleźć stosownie dowcipną ripostę, ratując tym sposobem ży­
cie, bohaterowie opowieści pikarejskich, tramp Charlie i wielu
innych, dziedziczących po mitologicznych łotrzykach prócz
pierwotnej głupoty także i tę umiejętność skutecznego oszukiwa­
nia świata, jego bogów i możnych; umiejętność wydostawania
się cało z wszelkich opałów i tarapatów dzięki sprytowi, wspar­
temu częstokroć przez - także należące do kręgu metis - osobi­
sty urok i uwodzicielską magię.

***

27

I wreszcie ostatni aspekt mitologii błazna, który każe nam
szukać jej korzeni w micie trickstera: aspekt związany z jego ro­
lą herosa kulturowego, twórcy kultury, nauczyciela ludzkości.
Tricksterskie postaci wszystkich znanych nam mitologii:
amerykańskiej, azjatyckiej, australijskiej, greckiej czy rzymskiej
- obdarzały ludzi wieloma podstawowymi umiejętnościami
i sztukami. Innymi słowy - kulturą.
57

�Oto na przykład Hermes: psychopompos, pos'rednik pomię­
dzy s'wiatem nocy i dnia oraz pomiędzy trzema kosmicznymi po­
ziomami: s'wiatem upiorów i ludzi oraz ludzi i bogów. Pan ciemnos'ci, załatwiający swoje sprawy nocą, patron dróg i bóg noma­
dów, właściciel stad, a może nawet Pan Zwierząt. Boski awantur­
nik, szczęściarz w sferze erotycznej, mający rozległe kontakty
z boginią s'wiata podziemnego Hekate. Klasyczny i wiecznie
przeszkadzający bogom heros kulturowy i cywilizator - wyna­
lazca mowy i ognia, boski złodziej, którego uczynki mają jednak,
według Karla Kerenyi'ego , walor boskiej niewinności: niewin­
ności w znaczeniu nowej, świętej kradzieży u początków pracza­
su. Jego kradzieże budzą wyłącznie śmiech bogów i , pośród wie­
lu innych analogii w późniejszym europejskim folklorze, sięgnąć
pozwalają choćby do postaci angielskiego Robin Hooda czy ho­
lenderskiego Piet Heina, a także do tradycji saturnaliów, karna­
wału, filmowej burleski, występów cyrkowych klownów czy
wreszcie studenckich juwenaliów. Sięgając zaś głębiej, do trady­
cji biblijnej, nasuwa się porównanie do starotestamentowej hi­
storii Jakuba i Ezawa - historii o bracie starszym, oszukanym
przez obdarzonego inteligencją typu metis brata młodszego
(w ogóle motyw obdarzonego boskim sprytem cudownego
dziecka, którego późniejszą realizacją w kulturze jest też błazen,
wydaje się niezwykle rozpowszechniony zarówno w kanonicz­
nych i apokryficznych wersjach staro- i nowotestamentowych
opowieści, jak też w mitach i folklorze całego świata).
31

Mircea Eliade pisze: „(...) to, co charakterystyczne dla Her­
mesa już od epoki klasycznej, to kontakt ze światem ludzi, świa­
tem ex definitione 'otwartym', stale będącym w procesie formo­
wania się, tj. ulepszania i przekraczania. Pierwotne atrybuty Her­
mesa - spryt i wynalazczość, uczynią go w końcu postacią o wie­
le bardziej złożoną, zarazem herosem z początków cywilizacji,
patronem nauki i idealnym obrazem tajemnej wiedzy." Hermes,
będąc panem dróg i wiedzy, jest zarazem bogiem przejścia:
przejścia chaosu w kosmos, natury w kulturę. Jest bogiem świa­
ta otwartego, jak napisał Eliade, świata stającego się. Łączy
w swojej postaci atrybuty tak chaosu, jak ładu, tak ciemności, jak
i światła. Jako pan nocy, pan ciemności jest doskonałym wciele­
niem czasu przed początkiem świata; ciemności chaosu,
w których kryje się już światło. Albowiem, jak pisał cytowany
przez Kerenyi'ego Walter Otto „ciemność nocy, która tak słodko
zaprasza do snu, daje także czujność i jasność duchowi. Daje mu
większą zdolność poznawania, większą śmiałość i odwagę. Po­
znanie rozbłyskuje w nim lub spada nań niby gwiazda, rzadkie,
cenne, wręcz magiczne." Od siebie dodaje Kerenyi: „Albo­
wiem to właśnie jest tu wielką tajemnicą, która, choć rozgadana
i wyłożona, tajemnicą pozostaje: pojawienie się postaci mówią­
cej, jakby jasnej, artykułowanej, łatwej i potoczystej, i właśnie
dlatego samej mowy wcielonej w ludzko-boskim ciele - jej po­
jawienie się w ową głęboką noc początku, w której oczekujemy
zwierzęcej niemoty, bezsłownej ciszy lub krzyków żądzy i bólu.
Hermes, 'naszeptywacz' - psithyristes - uduchawia zwierzęcą,
ciepłą ciemność. Jego epifania uzupełnia syleniczny aspekt ge­
nezy życia, w którym też ukazuje się ów animalny pierwiastek
w świecie bogów greckich, zmieniając owo życie w fundamen­
talną harmonię i pełnię."
32

33

34

Cywilizatorski i przy tym mediacyjny charakter postaci Her­
mesa łączy się zatem przede wszystkim z dwoma jego wielkimi
darami dla ludzkości: darem mowy i darem ognia. Pojęcie mo­
wy, w języku łacińskim zwanej sermo, wiąże się dźwiękowo
z greckim najprostszym znakiem granicznym - herma, od które­
go pochodzi imię boga. I choć w grece pojęcie hermy w znacze­
niu mowy nie występuje, to jednak ono właśnie dało źródło słów
terminowi hermeneia, oznaczającemu wyjaśnienie i tłumacze­
nie, a zatem czynności czysto pośredniczące.
Jako dawca ognia, Hermes ustąpić jednak musi miejsca Pro­
meteuszowi. A oto i on sam, także przyjaciel i towarzysz ludzi,
52

nauczyciel takich decydujących do rozwoju cywilizacji sztuk,
jak alfabet, nauka liczb naturalnych, umiejętność przyrządzania
leków, które uśmierzają choroby, przewidywania przyszłości
z wnętrzności zabitych zwierząt i lotu ptaków - tak przynajmniej
twierdzi w swym dramacie Ajschylos. „Historię materialnego
postępu kończy odkrycie technologii metali, obróbki miedzi, że­
laza, srebra i złota. 'Wszystkie umiejętności śmiertelnych pocho­
dzą od Prometeusza' - pisze, cytując greckiego tragika, Jan Kott.
- A l e początkiem kultury był 'wielki nauczyciel' - ogień."
O tej kradzieży ognia Hans-Georg Gadamer w szkicu pt. Pro­
meteusz i tragedia kultury pisze tak: „Ze starego mitu dowiadu­
jemy się co najmniej tyle, że Prometeusz dopuścił się kradzieży
ognia, aby pomóc ludziom. Wydaje się, że rozumiemy, co to zna­
czy: człowiek uczy się sam rozniecać i podtrzymywać ogień, do­
tąd zsyłany na ziemię według woli i uznania władcy piorunów.
Jest to jakby występek, odstępstwo od Gromowładnego, a zara­
zem początek zuchwałego przekształcania przyrody w dziedzinę
ludzkich zabiegów, w świat, nad którym pieczę i władzę sprawu­
je człowiek. Chyba rozumiemy też, co to znaczy, że ten, kto zdo­
bywa dla rodzaju ludzkiego tę nową samodzielność, jest boskim
przeciwnikiem najwyższego stopnia, duchem antyboskości, tyta­
nicznym duchem, dzięki któremu ludzkość znajduje drogę do
siebie." Fakt kradzieży ognia, wyniesionego cichcem w wydrą­
żonej trzcinie umiejscawia Prometeusza - obok Hermesa, Syzy­
fa, Tantala, upadłych aniołów z apokryficznej tradycji biblijnej
i wielu innych postaci mitycznych - w szeregu, jak to trafnie
określiła Maria Janion - „olbrzymiej opozycji" , bo też podo­
bieństwo Prometeusza do cierpiącego za ludzkość Zbawiciela,
chociaż także należy do mitu tricksterskiego, jest pomysłem sto­
sunkowo późnym, a wśród wczesnych, starożytnych wersji opo­
wieści o tytanie tylko u Ajschylosa znajdujemy motyw końcowe­
go pojednania bohatera z bogami.
35

36

37

To właśnie Ajschylos najpełniej uwypuklił całą kulturową
doniosłość i istotne konsekwencje kradzieży ognia. Ukazał ową
legendarną kradzież jako początek „nie znającej granic twórczo­
ści człowieka" , jako początek - innymi słowy - późniejszego
mitu faustycznego. Kultura jako taka jest bowiem, w interpreta­
cji Ajschylosa, wyraźnym występkiem przeciwko bogom. Du­
chową stroną techniki ognia jest przecież dana człowiekowi
nadzieja i wiara we własne siły, w ludzką doczesną samodziel­
ność, czyniąca z niego pana stworzenia równego niemal Stwór­
cy; czyniąca z niego, jak w popularnym powiedzeniu, kowala
swego losu. Nie przypadkiem jest Prometeusz w starych mitach
przedstawiany jako antropoplasta, rzeźbiarz i stwórca ludzi. Nie
przypadkiem czczony był on jako lokalne attyckie bóstwo wła­
śnie sztuki kowalskiej i garncarskiej, jako demon garncarstwa.
Odległą konsekwencją tej nie znającej granic twórczości jest zro­
dzony przez mit prometejski późniejszy mit geniuszu, mit arty­
sty. „Nowożytne przeobrażenie symbolu Prometeusza - pisze
Gadamer - to jakby początek całkiem nowej historii. Punktem
wyjścia jest późnoantyczny przekaz o Prometeuszu - stwórcy
człowieka, ale przekaz ten przełamuje się w nowej samowiedzy
ducha wyzwalającego się z więzów chrześcijaństwa. Początek
tej nowej historii przypada z pewnością na okres renesansu, ale
jego wpływ widać wyraźnie dopiero u Shaftesbury'ego, ostatecz­
ną zaś formę nadaje mu Goethe w swojej słynnej odzie. W posta­
ci Prometeusza - stwórcy człowieka, ludzkość rozpoznaje wła­
sną twórczą moc w królestwie sztuki. Z dawnym symbolem spla­
ta się teraz mit geniuszu, mit wszechpotężnej produktywności ar­
tysty, ów specyficzny mit człowieka."
38

39

* **
Koło się zamknęło i znów powrócić możemy do tricksterskich postaci mitologii indiańskiej - tym razem do innego daw­
cy ognia, Jaguara, bohatera mitologii południowoamerykańskiej.

�Ogień nie jest wartos'cia samą w sobie, o ile nie wiąże się
z gotowaniem. „Narzuca się pytanie - pisze Kott - dlaczego A j schylos w tym wykładzie antropologii nie wspomniał ani sło­
wem, że Prometeusz nauczyć musiał ludzi także sztuki gotowa­
nia. Po wielkiej mitologii kultury Levi-Straussa Surowe i goto­
wane, zastanawiać musi podobieństwo mitów o Prometeuszu do
mitów kulinarnych, które przechowała la pensee sauvage. W pe­
wien szczególny sposób - pisał Levi-Strauss w Uwerturze do Le
Cru et le Cuit' - 'mity się nawzajem do-mys'lają'. W mitach
0 przyrządzaniu potraw Indian Ameryki Południowej, zwłaszcza
w mitach ge i bororo, występuje Jaguar, szwagier i przyjaciel
człowieka, któremu w darze przyniósł ogień.
Ogień jest tutaj, jak i w mitach o Prometeuszu, związany
z przejściem od natury do kultury. Jaguar, jak Prometeusz, jest
'dawcą sztuk i umiejętności'. Przyrządzanie potraw jest czynno­
ścią 'mediacyjną' - w znaczeniu dosłownym: gotowanie wyma­
ga pośrednictwa wody i naczynia; wędzenie pośrednictwa po­
wietrza; w znaczeniu symbolicznym przyrządzanie potraw jest
'czynnością mediacyjną między niebem i ziemią, życiem
1 śmiercią, naturą i społeczeństwem'. Gnicie jest śmiercią, pośre­
dnictwo ognia zabezpiecza jedzenie przed zgniciem. Mity kuli­
narne południowo-amerykańskie, ge i sherente, są w istocie mi­
tami kosmologicznymi. Ten meta - mit mówi: jeżeli słońce za
daleko oddali się od ziemi, cały świat zgnije; jeżeli słońce zbyt­

nio się przybliży, świat zostanie spalony. Mit kulinarny o Jagua­
rze - dawcy ognia opowiada o relacjach między górą i dołem
w topokosmosie."
W istocie relacje pomiędzy górą i dołem w topokosmosie są,
jak twierdzi Levi-Strauss, uniwersalnym tematem mitologicz­
nym świata, „...ziemia mitologii jest okrągła" - powiedział
francuski etnolog w trakcie swych rozmów z Didier Eribonem;
a mity nawzajem się „do-myślają". Ich centralnym tematem,
rdzeniem owej nieskończonej, okrągłej mitologicznej ziemi jest
temat przejścia od natury do kultury, przejścia związanego z tra­
gicznym pęknięciem relacji pomiędzy światem niebiańskim
i światem ziemskim. Temat ten mity odnawiają i powtarzają
w najrozmaitszych wariantach. Błazen, krewny i potomek Jagu­
ara i Kruka, Kojota i lelka, Hermesa i Merkurego, Prometeusza
i Maui, nie przekazuje wprawdzie ludziom ognia, ale dziedziczy
po swych przodkach konsekwencje tego ich pierwszego zuchwa­
łego czynu - poczucie bezgranicznej wolności w zakresie ducha
i materii, w zakresie poznania, wiedzy, nauki i sztuki, w zakresie
technologii i materialnej przemiany świata. Jest nauczycielem
i zarazem wcieleniem - w dobrym i złym sensie - owej wolno­
ści. Jest żywym przykładem, na którym najlepiej i najjaśniej w i ­
dać jej prawdziwe dobrodziejstwa, ale też nie mniej realne nie­
bezpieczeństwa, jakie niesie zarówno dla pojedynczego człowie­
ka, jak też dla kultury oraz przyszłości kosmicznego ładu świata.
411

41

PRZYPISY:
1

B. Geremek, Problem skalania w wyobraźni społecznej średnio­
wiecza, w: Obecność, Londyn 1987, s. 179
Por. J. Le Goff, Metiers licites et metiers illictes dans UOccident
medieval, w: Pour un autre MoyenAge, Paris 1977, s. 106
Tamże, s. 96
P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M. Ochab, Warsza­
wa 1986, s. 14
Por. W. Willeford, The Fool and his Sceptre. A Study in Clowns and
their Audience, Northwestern University Press, 1969, s. 12
Tamże, s. 101
T. W. Boyd, Clowns. Innocent Outsiders in the Sanctuary: A Phe­
nomenology of Sacred Folly, „Journal of Popular Culture", vol. 22, win­
ter 1988, nr3, s. 104
Tamże, s. 106
W. Willeford, op.cit., s. 10
Tamże, s. 15
" Por. В. Swain, Fools and Folly during the Middle Ages and the Re­
naissance, New York: Columbia University Press 1932, s. 65, cyt. za: W.
Willeford, op. cit., s. 85
Por. W. Willeford, op. cit., s. 11: nie przypadkiem wszak cytowana
przez niego Thelma Niklaus (Harlequin, New York: G. Braziller, s. 18)
twierdzi, że prawdopodobne jest, iż wszyscy europejscy klowni, mimo­
wie i komedianci zrodzeni zostali przez postać satyra z komedii greckiej,
a ten z kolei - przez falliczne rytuały i obrzędy dionizyjskie. Nie przy­
padkiem też łacińskie słowo 'follis' używane było także w znaczeniu
'scrotum' (wł. 'coglione'), co dosłownie oznacza „krocze", ,jądra" (ale
może też oznaczać genitalia kobiece); nie przypadkiem wreszcie inne ła­
cińskie określenie błazna - 'gerro' - wywodzi się z sycylijskiego okre­
ślenia genitaliów męskich i damskich. Przykłady można by mnożyć, a li­
teratura na ten temat jest niemal nieskończona, dość zatem wspomnieć
jeszcze tylko o przytaczanym przez Paula Radina określeniu trickstera
Indian Winnebago jako „głupiego fallusa", czy też o tym, że elementem
stroju zarówno renesansowego arlekina, jak też rzymskich mimów
i greckich Phallophores był fallus. O tym zaś, że kogut, który w wielu
wyobrażeniach identyczny jest z błaznem, symbolizuje także fallusa,
czytamy choćby u Szekspira (Hamlet, IV, v. 57-58).
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 2

13

C. Levi-Strauss, La potiere jalouse, Paris 1985, zwłaszcza s.
49-66.
Por. np. A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa
1985, s. 284,298, 302; K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian t. II; Kul­
tura duchowa cz. I, Warszawa 1967, s. 409; L.J. Pełka, Polska demono­
logia ludowa, Warszawa 1987, s. 49
14

15

Por. E . Kern, The Absolute Comic, New York 1908, s. 159-169
Por. np. E . Kern, op. cit., s. 117-208; P. Radin, The Trickster. A Stu­
dy in the American Indian Mytholoy with commentaries by Karl Kerenyi
and C.G. Jung, New York 1971; E . Mieletinski, Poetyka mitu, przeł. J.
Daucygier, Warszawa 1981, s. 221 i п.; M. Słowiński, Błazen. Dzieje po­
staci i motywu, Poznań 1990, s. 15-22
16

17

Por. H.-G. Gadamer, Prometeusz i tragedia kultury, przeł. M. Łu­
kasiewicz, w: Rozum, słowo, dzieje, Warszawa 1979, s. 171
P. Radin, op. cit.
N. O. Brown, Hermes the Thief; The Evolution of a Myth, New
York 1969, s. 48, cyt. za: E . Kern, op. cit., s. 128
E . Kem, op. cit., s. 177-208
Por. C.G. Jung, On the Psychology of the Tricster Figure, w: P. Ra­
din, op. cit., s. 200
C. G. Jung, op. cit., s. 203
Tamże.
P. Radin, op. cit., s. 150
Tamże, s. 168
Tamże.
E . Mieletinski, op. cit.
Tamże.
Por. M. Detienne, J.P. Vernant, Cunning Intelligence in Greek Cul­
ture and Society, Sussex and New Jersey 1978
Tamże, s. 7
Por. К. Kerenyi, Hermes przewodnik dusz. Mitologem źródła życia
mężczyzny, przeł. J. Prokopiuk, Warszawa 1993, s. 43 i tenże, The Tric­
ster in relation to Greek Mythology, w: P. Radin, op. cit., s. 156
M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. I: Od epoki ka­
miennej do misteriów eleuzyńskich, przeł. St. Tokarski, Warszawa 1988,
s. 194
Cyt. za: K. Kerenyi, Hermes..., op. cit., s. 42
Tamże, s. 74
J. Kott, Góra i dół albo o wieloznacznościach Prometeuszu, w: Zja­
danie bogów. Szkice o tragedii greckiej, Kraków 1986, s. 32
H.-G. Gadamer, op. cit., s. 165
Por. M. Janion, Powstrzymać Prometeusza, w: Wobec zła, Chotomów 1989, s. 150
Por. H.-G. Gadamer, op. cit., s. 169.
Tamże, s. 175
J. Kott, op. cit., s. 32
C. Levi-Strauss, D. Eribon, Z bliska i z oddali, przeł. K. Kocjan,
Łódź 1994, s. 159
18

19

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

25

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

31

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

53

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5869" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5850">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b6a231b54725d60375d46b37eac918ef.pdf</src>
        <authentication>3b1780f637988c68f52d2dba8ceb1a9e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70012">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2457</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70013">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70015">
                <text>O symbolicznym dotykaniu rzeczywistości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70016">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.82-84</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70017">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70018">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70019">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70020">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70021">
                <text>O symbolicznym dotykaniu
rzeczywistości
Wojciech Michera

R z e c z y w i s t o ś ć muzealna najczęściej jest p r ó b ą odtworze­
nia i zaprezentowania czegoś, co istniało wcześniej, lub gdzie
indziej. P r ó b a ta przybiera charakter platońskiej m i m e s i s, jest chęcią zbliżenia się do ideału. Jest to jednak p r ó b a
zawsze mniej lub bardziej nieudana. P o s z c z e g ó l n e elementy
stworzonej sytuacji muzealnej są wprawdzie oryginalne, ale
w całości jest ona tylko k o p i ą . Jej w a r t o ś ć to s t o p i e ń
p o d o b i e ń s t w a do o r y g i n a ł u ; w istocie w a ż n y jest tylko on.
W muzeum t a k i m nigdy nie opuszcza nas ś w i a d o m o ś ć , że
m a m y do czynienia ze swoistą fikcja i iluzją. Nawet jeśli
wystrój zrekonstruowanej chaty jest oryginalny, a w przenie­
sionym do muzeum grobie leży prawdziwy nieboszczyk,
p a m i ę t a m y , że nie przyszliśmy t u ani w odwiedziny do
przyjaciół, ani po to, by złożyć k w i a t y na mogile.
Ujęcie to umieszcza widza wyłącznie w k o n t e k ś c i e orygi­
n a ł u , usiłuje przenieść go w t a m t ą rzeczywistość; kontekst
aktualny, z w i ą z a n y ze ś w i a t e m widza, nie jest istotny,
a nawet w p r ó b i e tej przeszkadza.
I n n ą s t r o n ą tak rozumianego muzeum jest jego instrukt a ż o w o ś ć i swoista depersonalizacja: zabytek, wystawa, jest
zawsze p r z y k ł a d e m c z e g o ś : tak mieszkano, tak lepiono
garnki, takie robiono wycinanki - przy czym nie przypad­
k o w o z o s t a ł a t u użyta forma bezosobowa. W gruncie rzeczy
bowiem w t a k i m muzeum nie jest w a ż n y t e n garnek, t a
chata, t e n t w ó r c a ludowy: to t y l k o p r z y k ł a d y . I c h znaczenie
polega wyłącznie na wskazywaniu w z o r c ó w , na idealizacji.
Zawsze m o ż n a je z a s t ą p i ć , jeden cep d r u g i m , nawet jednego
t w ó r c ę ludowego i n n y m , bo w a ż n a jest t y l k o c e p o w o ś ć
i l u d o w o ś ć j a k o pewna funkcja. Z tego p u n k t u widze­
nia nie liczy się więc „ p r z e s z ł o ś ć " , lecz tylko aktualny,
dydaktyczny p o ż y t e k . Oba zatem plany - „ m i n i o n y " i „ d z i ­
siejszy" - są rozdzielone i nie p r z e n i k a j ą się.
Lecz muzeum r o z u m i e ć m o ż n a inaczej, nie po „ p l a t o ń sku", ale po „ a r y s t o t e l e s o w s k u " . W koncepcji wywiedzionej
z p o g l ą d ó w Arystotelesa mimesis staje się nie o d t w o ­
r z e n i e m minionej ("idealnej") rzeczywistości, mniej lub
bardziej u d o l n y m k o p i o w a n i e m wzorca (działanie paradygmatyczne), lecz kreacją nowej, d z i a ł a n i e m konfiguracyjnym
(syntagmatycznym). Wtedy muzeum staje się przestrzenią
t w ó r c z ą , przestrzenią aktywnej penetracji rzeczywistości.
Nie p r ó b u j e m y w ó w c z a s r y w a l i z o w a ć - beznadziejnie
przecież - w stopniu osiągniętej realności z d o m n i e m a n ą ,
n i e o g a r n i o n ą sytuacją w z o r c o w ą . Pełnię i ciągłość ż y c i a
(nie dającą się nigdy o d t w o r z y ć w najwspanialszej nawet
ekspozycji) zastępujemy c z ą s t k o w o ś c i ą i d y s k r e t n o ś c i ą na­
szej konfiguracji. Jest to zarazem rezygnacja z pretensji do
quasi-magicznego przenoszenia się „ t a m " , w kontekst tam­
tej rzeczywistości. N i e zrywamy k o n t a k t u z „ t u " , z horyzon­
tem naszego życia, z n a s z ą współczesnością. W tak rozumia­
n y m zdarzeniu muzealnym ulega on jednak poszerzeniu,
musi o t w o r z y ć się na obcy kontekst zjawiska, k t ó r e napot­
kał. Jest to jedyny s p o s ó b zachowania g ł ę b o k o rozumianego
autentyzmu całego przedsięwzięcia.

Eksponat muzealny rozumiany j a k o symbol jest ź r ó d ł e m
poznania, ale nie ma charakteru dydaktycznego: nie t y l k o
informuje, ale i angażuje, ma w y m i a r egzystencjalny.
„ M u z e u m m o ż e b y ć miejscem wtajemniczenia."
*

*

*

W sali muzeum b i s k u p i ń s k i e g o , w szklanych gablotach,
znajdują się dwa groby szkieletowe. Pierwszy, p o c h o d z ą c y
z epoki neolitu, zawiera szczątki trzydziestoletniej kobiety.
Pochowano j ą na p r a w y m b o k u , z silnie p o d k u r c z o n y m i
nogami, co jest zapewne ś l a d e m myśli o powrocie do ł o n a
m a t k i i nadziei na odrodzenie. W d r u g i m grobie, m ł o d s z y m
o prawie 3 tysiące lat, spoczywa uzbrojony w o j o w n i k
celtycki. Jego ciało p o ł o ż o n e z o s t a ł o na plecach.
G d y wiele lat temu pierwszy raz przyjechałem do Biskupi­
na, o d c z u ł e m natychmiast swoistą n i e s t o s o w n o ś ć umieszcza­
nia g r o b ó w w zwykłej muzealnej sali. R o z u m i e j ą c dydak­
tyczny sens tej p r a k t y k i , t r u d n o m i b y ł o p o g o d z i ć się
z w y k a z y w a n y m przez a r c h e o l o g ó w brakiem d e l i k a t n o ś c i ,
l e k c e w a ż e n i e m g o d n o ś c i z m a r ł e g o , k t ó r e j przecież nie zawie­
sza ani u p ł y w czasu, ani naukowy imperatyw poznawczy.
Z m a r l i przeniesieni ze swych cmentarzy do muzealnych
gablot - statusem swym z r ó w n a n i ze wszystkimi i n n y m i
przedmiotami wystawianymi na widok publiczny: garnkami,
f o r m a m i odlewniczymi, ozdobami, n a r z ę d z i a m i - stawali się
z w y k ł y m i eksponatami. Licznie p r z y b y w a j ą c y do Biskupina
turyści - od p r z e d s z k o l a k ó w do e m e r y t ó w - p r z y g l ą d a j ą i m
się teraz z bliska, b a d a j ą z zaciekawieniem, k o m e n t u j ą c na
p r z y k ł a d stan u z ę b i e n i a człowieka epoki kamienia, l e k k ą
ekscytację u s p r a w i e d l i w i a j ą c p o ż y t k i e m poznawczym. G d y
b y ł e m w Biskupinie przewodnikiem, z d u ż y m trudem uda­
w a ł o m i się u ś w i a d o m i ć zwiedzającym wycieczkom swoistą
d e l i k a t n o ś ć sytuacji.

2

82

*

*

*

W i e ś Czarne w Beskidzie N i s k i m j u ż nie istnieje. Wszyscy
dawni jej m i e s z k a ń c y , kiedyś z niej wygnani - Ł e m k o w i e
- albo nie żyją, albo mieszkają gdzieś daleko. N i e p r z e t r w a ł y
też b u d y n k i - p r ó c z d w ó c h czy trzech d o m ó w i mocno
zniszczonej cerkwi. N i e jest to więc etnograficzny skansen
- brakuje t u przecież „ e k s p o n a t ó w " . M i m o to jest to miejsce
niezwykłe, bo w z a r o ś n i ę t y c h k r z a k a m i drogach, regular­
nych zarysach nie istniejących j u ż d o m ó w , samotnych ka­
miennych kapliczkach, opuszczonym cmentarzu zachowana
jest p a m i ę ć żyjących t u niegdyś ludzi.
*

*

*

Symbol nie ma nigdy charakteru p o g l ą d o w e g o ; c h o ć służy
poznaniu, nie jest poznawczym n a r z ę d z i e m . Jest raczej
p r o w o k a c j ą , z m u s z a j ą c ą do z a a n g a ż o w a n i a , o k r e ś l e n i a się

�wobec zaistniałej sytuacji. Właściwością dobrego n a r z ę d z i a
jest jego p o r ę c z n o ś ć - t y m większa, i m mniej odczuwamy
jego istnienie. Symbol przeciwnie - nie pozwala, by o k r e ś l a ł o
nas wobec niego przyzwyczajenie.
P o g l ą d o w y charakter, j a k i nadajemy muzealnym eks­
p o n a t o m , redukowanie ich sensu do funkcji n a r z ę d z i a
dydaktycznego, p r z e w a ż n i e u n i e m o ż l i w i a nam włączenie się
w s y m b o l i c z n ą rzeczywistość muzeum. Dlatego celem dzia­
ł a ń , jakie podjęliśmy w Biskupinie i w Czarnym, b y ł o
nadanie o b u miejscom charakteru symbolicznego, czyli
niejako - „ o d z w y c z a j e n i e s i ę " od nich, uznanie ich za
p r o w o k a c j ę wobec naszej egzystencji.
*

*

*

W Biskupinie p r a g n ę l i ś m y p r z y w r ó c i ć d w ó m eksponatom
status prawdziwych g r o b ó w , a całej przestrzeni muzeum
n a d a ć symboliczny charakter cmentarza.
Wieczorna pora pozwala u n i k n ą ć spotkania z turystami
- m o g ł o b y ono s p o w o d o w a ć , że podjęte d z i a ł a n i a s t a n ą się
niezamierzonym happeningiem. Z a p a d a j ą c y zmrok, podob­
nie j a k stroje p r z y w o ł u j ą c e skojarzenia z m o n a s t y c z n ą
m o d l i t w ą , to t a k ż e pomoc w stworzeniu odpowiedniego
nastroju. Wszystko trwa o k . 20-30 m i n u t , w y p e ł n i o n y c h
przede wszystkim śpiewem. K i l k u n a s t u u c z e s t n i k ó w zdarze­
nia o k r ą ż a salę, o g a r n i a j ą c j ą i wypełniając d ź w i ę k a m i
o k r e ś l a j ą c y m i p o c z ą t e k owego czasu skupienia. P ó ź n i e j ,
przy k a ż d y m z g r o b ó w , śpiew, w s p o m a g a j ą c y milczenie
d ź w i ę k fletu, cichy znak dzwonka oraz k w i a t y materializują
niejako p a m i ę ć o z m a r ł y c h .
N a l e ż y t u p o w i e d z i e ć , że n a s t r ó j , o k t ó r y m m o w a , w ma­
ł y m stopniu dotyczy - w t ó r n e j tutaj - strony widowiskowej
przedsięwzięcia. Dlatego t y p o w o muzealny wystrój sali,
m a ł o sprzyjający „ o b r z ę d o w e m u " nastrojowi, nie był prze­
s z k o d ą , przeciwnie - o to właśnie przecież c h o d z i ł o , by c h o ć
na k r ó t k i czas przekształcić charakter tego miejsca.
Podstawowym elementem tego swoistego „ o b r z ę d u " jest
śpiew. T w o r z ą go albo k r ó t k i e , d w u g ł o s o w e , „ g o t y c k i e "
w nastroju „ z a ś p i e w y " , bez słów l u b z tekstem s u g e r u j ą c y m
sens ceremonii (пр.: „ I n paradiso perducant te angeli"), albo
w i e l o g ł o s o w a , częściowo i m p r o w i z o w a n a konstrukcja
dźwiękowa.
*

*

*

P o m o c ą w przygotowaniu D z i a d ó w , k t ó r e „ o d p r a w i l i ­
ś m y " w opuszczonej cerkwi w Czarnym, był tekst Dziadów
Mickiewicza, cz. I i П . I tutaj jednak, podobnie j a k w Bis­
kupinie, nie c h o d z i ł o n a m o wystawienie sztuki teatralnej
albo zrealizowanie spektaklu - nie uczestniczyli w n i m
przecież ż a d n i widzowie. N i e z a m i e r z a l i ś m y też - co chcę
zdecydowanie p o d k r e ś l i ć - w y w o ł y w a ć d u c h ó w . Poszukiwa­
nie symbolicznego w y m i a r u rzeczywistości kłóci się radykal­
nie z wszelkimi tendencjami spirytystycznymi. Dlatego na­
wet w tekście Mickiewicza z r e d u k o w a l i ś m y wszystkie sceny,
w k t ó r y c h p o j a w i a j ą się konkretne duchy. P r z y w o ł y w a n e
przez „ g u ś l a r z a " ("Czyszcowe duszeczki! - W jakiejkolwiek
świata stronie: - Czyli k t ó r a w smole płonie, - Czyli marznie
na dnie rzeczki, - Czyli dla dotkliwszej k a r y - W surowym
wszczepiona drewnie, - G d y j ą w piecu gryzą żary, - I pisz­
czy, i płacze rzewnie; - K a ż d a spieszcie do gromady!")
pojawiają się j a k o przedmiot naszej p a m i ę c i .
P o c z ą t k i e m „ o b r z ę d u " b y ł a w zasadzie j u ż p o d r ó ż - d ł u g a ,
m ę c z ą c a noc w p o c i ą g u , jazda autobusem, marsz z w i ą z a n y
z przekraczaniem wezbranych p o t o k ó w . Jego w s t ę p n ą część
s t a n o w i ł też tydzień w y p e ł n i o n y przygotowaniami: n a u k ą

śpiewu, r o z m o w a m i (ich zapisem jest w pewnej mierze ten
tekst), ćwiczeniami, a przede wszystkim samym pobytem
w miejscu całkowicie w o l n y m od zgiełku Warszawy. Ostat­
nia noc była d o p e ł n i e n i e m wszystkiego, co z d a r z y ł o się
wcześniej.
„ G u s ł a " r o z p o c z ę ł y się marszem do świątyni i przejściem
przez przycerkiewny dawny cmentarz. Był to swoisty znak
opuszczenia świata c o d z i e n n o ś c i i przejścia w sferę „realnej
p a m i ę c i " . Po przekroczeniu tej granicy weszliśmi „ c i c h o
i p o w o l i " do cerkwi - o b i e k t u pozbawionego j u ż oficjalnego
statusu świątyni i wpisanego tylko do rejestru konserwatora
zabytków.
Nie w i e m d o k ł a d n i e , j a k d ł u g o t r w a ł „ o b r z ę d " - m o ż e p ó ł
godziny, m o ż e g o d z i n ę . W y p e ł n i o n y był s ł o w a m i , gestami,
a przede wszystkim ś p i e w e m i d ł u g i m , g ł ę b o k o przez wszyst­
kich p r z e ż y t y m milczeniem. K o ń c z y ł się pouczeniem i pieś­
nią, k t ó r a swym charakterem u ł a t w i a ł a wyjście z cerkwi oraz
p o w r ó t do tego wymiaru rzeczywistości, w k t ó r y m p a m i ę ć
zdaje się w i ą z a ć wyłącznie z przeszłością.
*

*

*

Symboliczne dotykanie rzeczywistości - k t ó r e g o p r ó b ą są
nasze d z i a ł a n i a - to prowokowanie spotkania. Co znaczy
jednak „ s p o t k a n i e " , gdy jego o ś r o d k i e m jest neolityczny
g r ó b lub w y m a r ł a wioska?
Jak p o w i e d z i a ł e m , nie chodzi t u o ż a d n e spirytystyczne
w y w o ł y w a n i e d u c h ó w , j a k ą k o l w i e k ich materializację (z
podejrzeniem o takie intencje s p o t y k a l i ś m y się k i l k a razy).
Nasze śpiewy nie są też r e k o n s t r u k c j ą dawnych o b r z ę d ó w
(nie są n i ą przecież i Dziady Mickiewicza). N i e byłyby t a k ą
r e k o n s t r u k c j ą nawet wtedy, gdyby p o c h o d z i ł y „ z e p o k i " (a
są przecież całkowicie naszym p o m y s ł e m ) . Ż a d n y c h zatem
złudzeń b e z p o ś r e d n i e g o k o n t a k t u z m i n i o n ą rzeczywistością
l u d ó w dawnych epok, albo m i e s z k a j ą c y c h niegdyś w Czar­
n y m Ł e m k ó w , ż a d n y c h fantazji, że m o ż e na p r z y k ł a d „ t a k
właśnie kiedyś ś p i e w a n o " .
N i g d y b o w i e m nie da się w spotkaniu - nawet z ż y w ą
o s o b ą - u n i k n ą ć p o ś r e d n i c t w a symbolicznego. A l e p o ś r e d n i ­
ctwo takie nie musi b y ć traktowane j a k o przykre ogranicze­
nie - dzięki niemu właśnie to, co się dzieje w Biskupinie lub
na Czarnym, nie jest fikcją przenoszenia się „ g d z i e ś " , lecz
przeciwnie - poszerzaniem własnej, realnej rzeczywistości.
Nasze d z i a ł a n i a m a j ą więc charakter symboliczny, co
znaczy, że są p r ó b ą d o s t r z e ż e n i a symboliczności świata
- swoistym aktem jego interpretacji. Prowokujemy sytuacje,
w k t ó r y c h ujawnia się szczególny, nie zawsze przez wszyst­
kich dostrzegany w y m i a r rzeczywistości - poszerzonej o „ a k ­
t y w n ą p a m i ę ć " . Nie stwarzamy tego w y m i a r u , lecz ujaw­
niamy. C h o ć go nie stwarzamy, stajemy się jego częścią.
Nasz śpiew nie służy wyłącznie celom estetycznym. I c h o ć
zadaniem jego jest w y w o ł a n i e odpowiedniego nastroju, to
przecież n a s t r ó j m o ż e b y ć rozumiany nie t y l k o w kategoriach
psychologicznych - to t a k ż e s p o s ó b nadania miejscu i chwili
nowego sensu. Śpiew jest więc n a r z ę d z i e m poznania, me­
d i u m w s p i e r a j ą c y m nasze zmysły.
M o ż n a powiedzieć, że owe szczególne sytuacje, w k t ó r y c h
w ten s p o s ó b uczestniczymy, w wymiarze naszego codzien­
nego życia są - c h o ć p r o w o k o w a n y m - przypadkiem. Nagle
tak się zdarza, że j e s t e ś m y w sali muzealnej, w opuszczonej
cerkwi. T e m u zdarzeniu - jednemu z wielu w naszym życiu
- nadajemy sens, p o r z ą d k u j e m y go, „ k o n f i g u r u j e m y " . T o
d z i a ł a n i e ma charakter otwierający: u m o ż l i w i a spotkanie.
Miejscem spotkania jest zawsze j a k a ś granica, horyzont
naszego dotychczasowego świata. D o spotkania m o ż e nie
dojść: gdy wycofamy się i poprzestaniemy na obserwacji;

83

�m o ż e m y też o d w a ż y ć się granicę tę p r z e k r o c z y ć , poszerzając
w ten s p o s ó b nasz świat.
W a r u n k i e m spotkania jest napotkanie. Spotkanie jest to
napotkanie,
które d o s t r z e g l i ś m y .
Natknęli­
śmy się na coś i nie przeszliśmy m i m o . D o - s t r z e g l i ś m y , s t a ł o
się dla nas w a ż n e , nie o d w r ó c i l i ś m y się. W spotkaniu
do-tykamy tego, co n a p o t k a l i ś m y . Do-strzegłszy s t r z e ­
ż e m y go j a k o „ n a s z e g o " .
S ł o w o strzec pochodzi o d greckiego stergo, co znaczy
kochać.
N a p o t k a n y i d o - s t r z e ż o n y k t o ś , lub c o ś , staje się przejś­
ciem przez g r a n i c ę . M y stajemy się s t r ó ż a m i tego przejścia.
Do-strzec i u-strzec k o g o ś lub c o ś , to - o t w o r z y ć się.
N a co d z i e ń p r z e s t r z e ń muzealna jest j a k dobrze, zbyt
dobrze znana droga. D o p ó k i c o ś jej nie zakłóci - niemal nie
u ś w i a d a m i a m y sobie jej istnienie. Staje się sprawnym n a r z ę ­
dziem.
Nasze d z i a ł a n i a - w muzeum, w opuszczonej cerkwi - są
p r ó b ą odzwyczajenia się od codziennej drogi, p r ó b ą jej
dotykania, deptania. D r o g a , na k t ó r e j spotykamy szkielet
kobiety sprzed k i l k u tysięcy lat albo p o ł e m k o w s k ą w i o s k ę ,
nie m o ż e b y ć g ł a d k a . T r a k t o w a n i e tych części naszego świata
j a k e k s p o n a t ó w muzealnych l u b turystycznych jest sposo­
bem ich w y g ł a d z e n i a - stają się p r z y s t ę p n e i p o r ę c z n e . A tak
być nie p o w i n n o .
P o r ę c z n e narzędzie w y g ł a d z a świat. G d y świat jest g ł a d k i ,
mniejsze mamy szanse d o s t r z e ż e n i a go. G d y nie dostrzegamy
świata, nie dostrzegamy też samych siebie, bo brakuje tła,
kontrastu. Szczypiemy się w policzek by s p r a w d z i ć , czy nie
śnimy, czyli - czy n a p r a w d ę istniejemy. Istnienie ręki spo­
strzegamy w c h w i l i , gdy kłujemy się d r z a z g ą . Jeśli deska jest
zbyt wyślizgana, nie spostrzegamy ani jej, ani naszej ręki.
C o znaczy takie „ d o t y k a n i e rzeczywistości"? Jest to
uznanie jej istnienia. D o t k n ą ć : to powiedzieć ( k o m u ś , cze­
m u ś ) - istniejesz. D o t k n ą ć rzeczywistość to powiedzieć: o d
tej chwili istniejesz t a k ż e dla mnie, jesteś częścią mojego
świata, m i m o że cię nie rozumiem. D o t k n ą ć , to dostrzec
i strzec - tej ulotnej i nieuchwytnej n i e - p o r ę c z n o ś c i ,
nie-zręczności, n i e - t o ż s a m o ś c i , o d m i e n n o ś c i .

PRZ
1

Koncepcję muzeum jako przestrzeni i doświadczenia symbolicznego
przedstawiłem w artykule Tajemnica butów, czyli pochwala muzeum,
„Konteksty - P S L " , nr 1 1993, s. 17-18. Próbą jej praktycznego
zastosowania były warsztaty antropologiczne, jakie odbyły się w Bis­
kupinie (wrzesień 1991, czerwiec 1992, czerwiec 1993) i w Czarnym

84

D o - t k n i ę c i e to spo-tkanie. Te dwa spokrewnione ze s o b ą
s ł o w a ( p o c h o d z ą c e od greckiego tykidzo - ciosać, podobnie
j a k t k a ć , n a p o t k a ć , t k n ą ć , n a t k n ą ć się) są metaforami, k t ó r e
w y z n a c z a j ą k r ą g egzystencjalnego z a a n g a ż o w a n i a w sym­
b o l i c z n ą rzeczywistość.
Uczy zatem antropologia, że dotykanie rzeczywistości
m o ż e m i e ć charakter symboliczny - jeśli się j ą „ d o s t r z e g a "
i jej „ s t r z e ż e " . Bywa wtedy czasem tkliwe, czasem dotkliwe,
zawsze jednak p o w i n n o b y ć - m i ł o s n e . I to jest największy
w k ł a d tej n a u k i we w s p ó ł c z e s n o ś ć .
Czerwiec 1993
PS. Z a s k a k u j ą c y komentarz do mojego tekstu na temat
zdarzenia muzealnego - komentarz r ó w n i e k o n k r e t n y j a k
nasze odprawienie „ D z i a d ó w " - d a ł w o j e w ó d z k i konser­
w a t o r z a b y t k ó w w N o w y m Sączu: latem 1993 r o k u r o z e b r a ł
znajdującą się w C z a r n y m cerkiew i zamierza przenieść j ą do
skansenu. O t o więc dwa p r z y k ł a d y praktycznych konsek­
wencji przyjęcia określonej koncepcji teoretycznej.
C z y m jest cerkiew z Czarnego? Czy t y l k o obiektem
architektury drewnianej, zapisanym w rejestrze u r z ę d n i k a ?
Obiektem, k t ó r y należy u d o s t ę p n i ć j a k największej liczbie
w i d z ó w ? C z y m jest jednak w t a k i m razie cała wioska? C z y m
jest g ó r a - święta g ó r a , na której sto lat temu wzniesiono
świątynię? A co z r o b i ć z cmentarzem, k t ó r e m u świątynia ta
t o w a r z y s z y ł a ? Przecież bez niej traci o n s w ą religijną „ s k u t e ­
c z n o ś ć " bramy wiodącej z m a r ł y c h do nieba. Jeśli nie do­
strzegamy, że zabytek istnieje t a k ż e w wymiarze ciągle
aktualnej pamięci, to nawet p r a g n ą c w y k o r z y s t a ć go w ce­
lach czysto dydaktycznych p o w i n n i ś m y p a m i ę t a ć , że stanowi
on fragment większej, logicznej całości zapisu kulturowego.
Jest to sprawa elementarnej wiedzy, zupełnie podstawowej
etnograficznej wrażliwości, k t ó r e j brak dyskwalifikuje k a ż ­
dego opiekuna l u d o w y c h z a b y t k ó w .
C h o ć myślę też sobie, że m o ż e w y s t a r c z y ł a b y t u z w y k ł a ,
ludzka w r a ż l i w o ś ć na p i ę k n o ?

W r z e s i e ń 1993

PISY
(wrzesień 1992, wrzesień 1993). Ich uczestnikami i współtwórcami byli
moi uczniowie z X V I I S L O w Warszawie. Im też chciałbym podziękować
za 4 lata wspólnej pracy.
Arystoteles, Retoryka, Poetyka, przel. H . Podbielski, Warszawa,
1988. Zob. też W. Michera, op. cit.
2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5868" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5849">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/03289682e5f9c2f1a4256db55d7bad39.pdf</src>
        <authentication>434c9d63b3b8c5048d8efac0b71eb7f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70002">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2459</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70003">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2283</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70005">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70006">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.86-97</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70007">
                <text>Michalska-Ciarka, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70008">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70009">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70010">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70011">
                <text>Warszawski Krzyż z kwiatów
Magdalena Michalska-Ciarka
Z w y k l e , kiedy etnograficznemu badaniu poddany zostaje
współcześnie p o w s t a j ą c y i istniejący fakt k u l t u r o w y , mamy
do czynienia ze zjawiskiem szczególnie z ł o ż o n y m . Takie
stwierdzenie w pełni daje się odnieść do omawianego t u
zjawiska, k t ó r e zaistniało j a k o fakt k u l t u r o w y i przejaw
ludzkiej a k t y w n o ś c i w maju 1981 r. i t r w a ł o do sierpnia 1983.
R ó ż n o r o d n o ś ć treści skupionych w o k ó ł K r z y ż a z k w i a t ó w ,
w i e l o w ą t k o w o ś ć jego przekazu, k o n s t y t u u j ą c y go ł a d u n e k
emocjonalny (religijny, polityczny, artystyczny) nie pozwa­
lają na oddzielenie jednego c h o ć b y elementu s k ł a d o w e g o od
innych. D l a w m i a r ę p e ł n e g o opisu i unikającej u p r o s z c z e ń
interpretacji całości tego zjawiska, w a ż n a była r ó w n i e ż
atmosfera, istniejąca w o k ó ł K r z y ż a aura, śpiewanie pieśni,
s k ł a d a n e u l o t k i , zachowania i gesty g r o m a d z ą c y c h się przy
n i m ludzi. Prezentowane t u o m ó w i e n i e jest zaledwie frag­
mentem i s k r ó t e m bardziej obszernej pracy, której pisanie
u k o ń c z y ł a m w 1984 r o k u . O d tamtej p o r y u p ł y n ę ł o d o ś ć
d u ż o czasu, by na zjawisko to m o ż n a dziś j u ż p a t r z e ć j a k o na
fakt należący do historii i do przeszłości. Ś w i a d o m i e jednak
p o z o s t a j ę przy tej pierwszej wersji pracy, k t ó r a p o w s t a w a ł a
w t y m samym czasie, gdy zjawisko to b y ł o żywe, in statu
nascendi. C z y n i ę tak dlatego, by d a ć t a k ż e ś w i a d e c t w o
t r u d n o ś c i o m , na jakie n a p o t y k a ć m o ż e etnograf w badaniu
z d a r z e ń i f a k t ó w k u l t u r o w y c h dziejących się na jego oczach,
gdy nie chroni go i jego interpretacji (a m o ż e i nie prze­
szkadza) „ b a d a w c z y " , historyczny dystans, na j a k i m o ż e
sobie p o z w o l i ć p a t r z ą c na dany fakt z odleglejszej perspek­
t y w y czasowej. Dlatego też z a c h o w u j ę w wielu miejscach
tego o m ó w i e n i a , ó w anachronicznie dziś j u ż b r z m i ą c y czas
teraźniejszy, ó w - w t y m w y p a d k u szczególnie swoisty
- praesens etnographicus, w j a k i m p o w s t a w a ł a i pisana była
ta praca.
1

WSTĘP
B a d a j ą c warszawski K r z y ż z k w i a t ó w , g ł ó w n y m dla mnie
pytaniem było: co ten fakt z n a c z y , jakie p o k ł a d y znacze­
niowe i symboliczne m o ż n a z niego w y d o b y ć . Problem ten
s t a r a ł a m się t a k ż e u c h w y c i ć w warstwie historycznej, spoj­
rzeć n a ń j a k o na proces trwający w czasie (nawarstwianie się
z n a c z e ń ) . Ś w i a d o m a tego, iż - j a k w t y m szczególnym
przypadku - osoba badacza staje się j a k b y d o d a t k o w y m
elementem badanego zjawiska, s ą d z i ł a m , że należy wyrzec
się atrakcyjnej interpretacji na rzecz możliwie d o k ł a d n e j
rejestracji i d ą ż y ć przede wszystkim do uchwycenia tego, co
m o ż n a by n a z w a ć opisem morfologii badanego zjawiska.
Jako m a t e r i a ł ź r ó d ł o w y w y k o r z y s t a ł a m t u rozmowy, jakie
p r z e p r o w a d z i ł a m z c z ł o n k a m i ruchu O A Z A , c z ł o n k a m i
Ruchu na Rzecz Beatyfikacji Stefana K a r d y n a ł a W y s z y ń ­
skiego, j a k r ó w n i e ż r o z m o w y z p r z y p a d k o w o n a p o t k a n y m i
przy K r z y ż u l u d ź m i . J e d n o c z e ś n i e p r a g n ę z a z n a c z y ć , że nie
jest m o i m celem d o k ł a d n e , ścisłe ustalenie chronologii
w y d a r z e ń i całkowitej ich a u t e n t y c z n o ś c i . M i m o że m ó w i ę t u
o historii K r z y ż a nie zawsze s z u k a ł a m t u potwierdzenia
relacji moich r o z m ó w c ó w . Fakty, opisy i relacje ludzi
interesują mnie j a k o fenomen, j a k o zjawiska lub t y l k o
wydarzenia, k t ó r e t o w a r z y s z y ł y krzyżowi z k w i a t ó w . I n n y m i
słowy: interesują mnie t u przede wszystkim treści, jakie się
w o k ó ł tego k r z y ż a skupiły.
Powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w (maj-czerwiec 1981 r.) bez­
p o ś r e d n i o z w i ą z a n e b y ł o ze śmiercią Prymasa Stefana W y ­
szyńskiego, j e m u też K r z y ż ten był p o ś w i ę c o n y i ofiarowany.
Pojawienie się K r z y ż a z k w i a t ó w m o ż n a więc określić

86

w czasie, j e d n a k ż e inspiracje i m o t y w y jego zaistnienia są
bardziej z ł o ż o n e i w y m a g a j ą prześledzenia f a k t ó w i wyda­
rzeń, k t ó r e miały miejsce o wiele wcześniej.
J u ż sama nazwa tego zadziwiającego „ p o m n i k a " i spory
jakie w y w o ł a ł a w ś r ó d m o i c h r o z m ó w c ó w stanowi ciekawy
m a t e r i a ł m ó w i ą c y o żywości tego zjawiska. A więc K r z y ż
z k w i a t ó w czy K r z y ż Kwietny?
„Krzyż Kwietny to dosłowne tłumaczenie angielskiego określenia
'Flower Cross', które pojawiło się u zachodnich korespondentów
relacjonujących wydarzenia warszawskie. Osoby bliżej związane
z Krzyżem (układający, pilnujący) zwykły posługiwać się nazwą
Krzyż z kwiatów. Motywuje się to częstym pojawianiem oprócz
kwiatów także zniczy, zaistniałby wtedy kłopot, gdyby miano
nazywać Krzyż np. Zniczowym Krzyżem."
Tak też, j a k m i sugerowano, nawet gdyby zaczęły przewa­
żać tam inne formy o z d ó b , dekoracji (znicze, flagi, jedlina)
zawsze będzie to K r z y ż z k w i a t ó w j a k o g ł ó w n e p r z e s ł a n i e
tego „ p o m n i k a " , j a k o jego idea i styl.
O d w o ł a j m y się do w y d a r z e ń jakie miały miejsce na placu
Z w y c i ę s t w a , k t ó r e b e z p o ś r e d n i o z a i n s p i r o w a ł y powstanie
K r z y ż a z k w i a t ó w . Były to uroczystości pogrzebowe Pryma­
sa Stefana W y s z y ń s k i e g o i - wcześniej - Msza Św. odprawio­
na przez Jana P a w ł a I I na placu Z w y c i ę s t w a w trakcie Jego
pierwszej pielgrzymki do Polski. Jako m a t e r i a ł opisowy
w y k o r z y s t a ł a m t u cytaty z prasy relacjonującej te wydarze­
nia. Wydaje m i się, że m o ż e w ten s p o s ó b uda się c h o ć b y
w niewielkim stopniu o d t w o r z y ć a t m o s f e r ę owych d n i ,
n a s t r ó j j a k i p a n o w a ł w społeczeństwie, a t a k ż e i k o n w e n c j ę
l i t e r a c k o - d z i e n n i k a r s k ą j a k a w ó w c z a s stała się o b o w i ą z u j ą ­
cą. Przypomnienie tamtych w y d a r z e ń jest konieczne, ponie­
w a ż to one są p o d ł o ż e m , gruntem z jakiego w y r o ś n i e K r z y ż
z k w i a t ó w u ł o ż o n y przez s p o ł e c z e ń s t w o Warszawy po śmie­
rci Prymasa.
2

PAP doniosiła:
„Dnia 28 maja br. o godz. 4 w Uroczystość Wniebowstąpienia
Pańskiego, w rezydencji arcybiskupów warszawskich zmarł
w wieku 79 lat Jego Eminencja kardynał Stefan Wyszyński,
arcybiskup, metropolita gnieźnieński i warszawski Prymas Pol­
ski."
4 0

3

„Śmierć Prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego po­
grążyła w wielkiej żałobie, nie tylko całą polską społeczność
katolicką, lecz - bez przesady rzec to można - cały naród i cały
kraj. Bo też kardynał Stefan Wyszyński w ciągu całego swego
życia służył mu wiernie, był zaś nie tylko kapłanem, lecz i mężem
stanu miary niepospolitej." („Żołnierz Wolności")
4

„Zgon Prymasa Polski - Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego
poruszył wszystkich Polaków. Odszedł wybitny kapłan i wielki
patriota. Jego postawa nacechowana była zrozumieniem proce­
sów historycznych i obywatelską odpowiedzialnością męża stanu
za pomyślność Ojczyzny. (...) Jesteśmy przekonani, że Jego życie,
myśl i trud stworzyły wzorzec współdziałania Kościoła z socjalis­
tycznym państwem. (...) Zwracamy się do Episkopatu i całego
duchowieństwa ze słowami głębokiego współczucia
Stanisław Kania, Henryk Jabłoński, Wojciech Jaruzelski,
Stefan Ignar, Edward Kowalczyk, Stanisław Gucwa"
(Oświadczenie najwyższych władz państwowych na ręce
przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski kar­
dynała Franciszka Macharskiego.)
5

„W mieście nastrój powagi. Miasto udekorowane narodowymi
flagami przepasanymi kirem. Żałoba narodowa. Prawdziwa
żałoba przeżywana przez cały naród. (...) Na placu Zwycięstwa,

�który mieszkańcy Warszawy, od czasu Mszy św. odprawionej
przez Papieża nazwali placem Zwycięstwa Kardynała W y s z y ń ­
skiego, robotnicy budują ołtarz, o k o ł o godziny 20.00 dźwig
ustawia ten sam wielki krzyż z czerwoną stułą wielkanocnego
zwycięstwa, krzyż który stał tu podczas Mszy św. papieskiej."
( „ T y g o d n i k Powszechny")
6

„Jakaś niebywała symbolika w tym pogrzebie. Ten sam
ogromny krzyż na placu Z w y c i ę s t w a , ten sam, pod którym,
dokładnie niemal co do dnia stał Jan Paweł II Papież z Polski [w
czasie swojej wizyty w Warszawie], a witał G o gospodarz miasta
arcybiskup warszawski Prymas Polski (...). A potem na Krakows­
kim Przedmieściu, prosta drewniana trumna, na barkach ludz­
kich niesiona, płynąca przez morze głów. Biały k o r o w ó d książąt
kościoła z różnych krajów i k o n t y n e n t ó w . Dzwony bijące nieus­
tannie, rozkołysane, wszystkie dzwony Warszawy, m o ż e całej
Polski. Dzwony, dzwony, dzwony. A w tym dzwonieniu strach
czy triumf?" ( „ T y g o d n i k Powszechny")
7

„ W uroczystości wzięła udział delegacja władz p a ń s t w o w y c h
na najwyższym szczeblu na czele z Henrykiem Jabłońskim. (...)
G ł o s e m d z w o n ó w ze wszystkich k o ś c i o ł ó w Polski rozpoczął się 28
maja - w dniu zgonu Stefana W y s z y ń s k i e g o , trzydniowy okres
żałoby. Wierni gromadzili się na n a b o ż e ń s t w a c h , odprawiali
modlitwy w intencji zmarłego prymasa. (...) Tysiące, tysiące
P o l a k ó w osobiście ż e g n a ł o swego arcykapłana i wielkiego roda­
ka. (...) Dziennikarze P A P przekazują:
Warszawa - godziny p o ł u d n i o w e 31 maja. W mieście nastrój
żałoby i głębokiej powagi. Flagi na gmachach publicznych
opuszczone do p o ł o w y masztu i przepasane kirem. (...) Nieprze­
brany potok ludzki wciąż jeszcze w p ł y w a do kościoła Seminaryj­
nego, aby o d d a ć hołd u trumny Zmarłego. (...) Po przeszło
4 godzinach od rozpoczęcia uroczystości pogrzebowych procesja
wkracza do kościoła Katedralnego. (...) Odczytany zostaje tes­
tament Prymasa Polski." („Żołnierz W o l n o ś c i " )
8

Oto fragment

testamentu:

„ U w a ż a m sobie za łaskę, że m o g ł e m dać ś w i a d e c t w o prawdzie
jako więzień polityczny, przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem
się od nienawiści do moich r o d a k ó w sprawujących władzę
w państwie. Ś w i a d o m w y r z ą d z o n y c h mi krzywd wybaczam im
z całego serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycali."'

Później autorzy książki „ P r y m a s T y s i ą c l e c i a " n a p i s z ą :
„ N i k t w Polsce nie miał takiego pogrzebu i n i k t nie sprawił,
że oczy cywilizowanego świata s k o n c e n t r o w a ł y się tak
bardzo na Polsce."
N i e p r z y p a d k o w o większość relacji z u r o c z y s t o ś c i pogrze­
bowych p o d k r e ś l a symboliczny związek z o d p r a w i o n ą w cze­
rwcu 1979 r o k u M s z ą p a p i e s k ą . T ę s y m b o l i c z n ą zbieżność
t w o r z y ł o miejsce - plac Z w y c i ę s t w a i krzyż - ten sam w o b u
uroczystościach. Ale wspólnych w ą t k ó w poprzedzających
powstanie Warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w jest więcej.
N a l e ż ą do nich wcześniejsze formy a k t y w n o ś c i , w k t ó r y c h
d o p a t r y w a ć się m o ż n a jego pierwowzoru:
10

„6.06.80 r. w 1 rocznicę pielgrzymki Jana Pawła II do Polski, po
c a ł o n o c n y m czuwaniu w kościele Św. Anny, młodzież z O A Z Y
(kilkadziesiąt o s ó b ) udała się na pl. Zwycięstwa i tam ułożyła
z kwiatów i zniczy tzw. Krąg Charyzmatyczny."
„Była to akcja jednorazowa, bez kontynuacji. Podobne znaczenie
przypisać należy manifestacji, jaka odbyła się 25.09.80 г., a która
miała na celu upamiętnienie rocznicy uwolnienia Prymasa
(25.09.1953). N a pl. Zwycięstwa u ł o ż o n o wtedy Krzyż z kwiatów.
T o również nie w y w a r ł o większej reakcji społecznej tym bardziej,
że n a s t ę p n e g o dnia kwiaty uprzątnięto."

Wydarzenia te świadczą o krystalizującej się j u ż wcześniej
potrzebie u p a m i ę t n i e n i a osoby czy miejsca. T u niewątpliwie
s z u k a ć trzeba p o c z ą t k ó w K r z y ż a z k w i a t ó w , t y m bardziej, że
brak było jakiejkolwiek innej formy u p a m i ę t n i e n i a wyda­
rzeń, o k t ó r y c h zaświadczał. Podobne gesty „ s a k r a l i z u j ą c e "
p r z e s t r z e ń t o w a r z y s z y ł y pielgrzymkom P a p i e ż a .
„(...) dwunastotonowy granitowy głaz postawiony został w M a n ­
chester w Heaton Park, aby upamiętnić historyczną wizytę Ojca
św. Jana Pawła II w tym mieście i M s z ę Św., którą Papież odprawi!

w miejscowym parku w czerwcu 1982 r." - d o n o s i ł w swej
fotonotce tygodnik „Za i przeciw" (nr 26, 1983 r.)
D l a p o r ó w n a n i a o d w o ł a j m y s i ę do d o s y ć o b s z e r n e g o
opisu „ s a k r a l i z a c j i " przestrzeni w Niepokalanowie, k t ó r y
o d w i e d z i ł w t r a k c i e swej drugiej p i e l g r z y m k i J a n P a w e ł I I .
„Święty gwardian wyśnił sobie na tych polach lotnisko. (...)
Chociaż nie zdążył zamienić snu na twardą płytę, pamięć o jego
śnie
towarzyszyła
nieodparcie
przedziwnemu
spotkaniu
z 18.06.83. Nie nad Tybrem, lecz nad Teresinką, nie na placu Św.
Piotra, ale w 'szczerym polu' mazowieckich piasków, nie w Wiecz­
nym Mieście, ale w prowizorium Niepokalanowa, nie wobec
m i ę d z y n a r o d o w e j , trochę p o b o ż n e j , więcej ciekawej publiczności,
ale p o ś r ó d polskiego, trochę ciekawego, więcej szczerze p o b o ż ­
nego ludu, nie u konfesji św. Piotra, lecz u boku klasztornego
cmentarzyska z symbolicznym grobem św. Maksymiliana, nie na
tle kolorowych Szwajcarów, ale pod troskliwą opieką służby
powszechnej, że stał się dziwowiskiem ludzi i a n i o ł ó w (zakonnicy,
księża, klerycy, S B , milicja i B O R , współpracujący ręka w r ę k ę ) . . .
T u i w takiej sytuacji o d b y w a ł o się niepowtarzalne spotkanie
z Piotrem naszych c z a s ó w .
N a polach tych nie przewidywano niegdyś t ł u m ó w ani miejsca, na
które ściągać będzie p o b o ż n o ś ć pielgrzymów. O w o c o w a ł tu
piękny sad posadzony przez braci o g r o d n i k ó w . (...) Potem w imię
'wyższej użyteczności społecznej' zabrano pola zakonnikom.
Zajechały potężne traktory. Powyrywały z korzeniami sad.
Wyższej użyteczności jednak nie b y ł o . (...) Po wydarzeniu, które
spadło na te pola 18.06.83 г., nie wróci tu s p o k ó j kwitnienia i trud
zbiorów. Nastanie czas autentycznej 'wyższej użyteczności'. Przy­
jdą pielgrzymi, którzy nabyli prawa do tego skrawka ziemi. (...)
- Rozbieracie ołtarz?
Nikt nie spieszy z o d p o w i e d z i ą . Prowizorka to. R o z e b r a ć trzeba.
Wiadomo, nie stawiano tak, by na dłużej miało p o z o s t a ć . Ale stoi.
Niech jeszcze m ó w i , świadczy, przypomina. (...) Po 'lotnisku'
snują się ludzie. Tutaj w y l ą d o w a ł . Tędy szedł do auta. W tym
miejscu rozmawiał z ludźmi przed odlotem...
- Pocałuj synku ziemię! Po niej Ojciec Święty przechodził. Niech
bracia nie sadzą tu kapusty. Niech nie sieją żyta. Ziemia ta
a w a n s o w a ł a , otrzymała dyplom szlachectwa. M a przypominać,
rozmyślać, modlić się i uczyć. Wyrośnie tu świątynia Res sacra
homo. "
l 1

Potrzeba miejsca, miejsca u ś w i ę c o n e g o , do k t ó r e g o m o ż n a
p o w r a c a ć , do k t ó r e g o m o ż n a i ś ć z p i e l g r z y m k ą , z k t ó r e g o
m o ż n a c z e r p a ć n a t c h n i e n i e , j a k c z e r p a ł o s i ę wtedy, gdy po
raz pierwszy b y ł o ono ś w i a d k i e m c u d o w n y c h , ś w i ę t y c h
w y d a r z e ń . B y ć m o ż e ta s a m a p o t r z e b a s p o n t a n i c z n a , c h o ć
chyba jednak trochę przekornie d e m o n s t r u j ą c a s w ą p o l s k ą
religijność, kazała składać kwiaty na placu Z w y c i ę s t w a .
I rzecz z n a m i e n n a - w i ę k s z ą w a r t o ś ć z n a c z e n i o w ą i s y m ­
b o l i c z n ą w takich chwilach m a k a ż d y najmniejszy nawet akt
niż usankcjonowane formy u p a m i ę t n i a n i a . W e d ł u g bardzo
s p r z e c z n y c h , c z ę s t o a ż w y k l u c z a j ą c y c h s i ę relacji, K r z y ż
p o w s t a ł w „kilka dni po śmierci P r y m a s a " .
„ W kilka dni po śmierci Prymasa do Warszawy przejeżdża
pielgrzymka (chyba ze Śląska), której uczestnicy chcą złożyć
kwiaty na grobie Prymasa, ale cała krypta jest już usłana
kwiatami. Wtedy pojawia się p o m y s ł ("nie wiadomo czyj') prze­
niesienie k w i a t ó w tych z katedry i tych spod Zygmunta na pl.
Zwycięstwa - tam gdzie stała trumna. D o tej pory nic właściwie na
placu się nie działo, czasem ktoś zapalił znicz czy p o ł o ż y ł małą
wiązankę k w i a t ó w , było to jednak działanie bardzo indywidualne
i spontaniczne, nikt nie myślał nad formą ułożenia k w i a t ó w , nikt
nie myślał by ich p i l n o w a ć . "
„Inicjatorką powstania Krzyża z k w i a t ó w była pani E w a P.
otaczająca czcią Prymasa jeszcze za jego życia. P o c z ą t k o w y m
planem pani E w y b y ł o utrzymanie Krzyża przez okres kościelnej
żałoby po Prymasie (tj. 6 tygodni). (...) Ona zajmowała się
układaniem k w i a t ó w . . . "
O b i e te realacje u k a z u j ą p e w i e n p r o b l e m - c z y w w y p a d k u
p o w s t a ł e g o K r z y ż a z k w i a t ó w m a m y do c z y n i e n i a z z a ­
c h o w a n i a m i spontanicznymi, czy też u s a n k c j o n o w a n y m i ,
uporządkowanymi mocą autorytetów? Trudno doszukiwać

87

�i albo podnosili kwiaty z ulicy i zabierali do swoich domów, albo
składali pod Zygmuntem czy na placu Zwycięstwa. Nikt wtedy
nie myślał o ułożeniu Kwietnego Krzyża. Czuło się jednak, że
miejsce to nabrało jakby nowego znaczenia."
N a p o d o b n ą p o t r z e b ę posiadania „ z m a t e r i a l i z o w a n e j "
p a m i ą t k i , b ę d ą c ą przejawem p a t r i o t y z m u lat z a b o r ó w , zwra­
cał u w a g ę Stanisław Wasylewski:
„Niech tylko umrze ktoś wybitny, zaraz wszystko, co go otaczało,
staje się przedmiotem pożądliwości tłumu. Rozchwytują prze­
płacając nawet byle rupiecie. Kto nie miał szczęścia zdobyć
strzępka, na którym spoczęła ręka Kościuszki czy ks. Józefa,
kontentuje się kwiatkiem zerwanym na kopcu krakowskim,
listkiem z wieńca w czasie żałobnego nabożeństwa albo nawet
garstką kurzu z ulicy, którą szedł kondukt. ( . . . ) " '
5

T ł o historyczne, w j a k i m p o w s t a ł K r z y ż z k w i a t ó w , nosi
w y r a ź n e znamiona chaosu. Przemiany polityczne, m o r a l no-etyczne tych d n i , a j e d n o c z e ś n i e potrzeba szukania
stałych w a r t o ś c i i stabilizacji stały się d o s k o n a ł y m gruntem,
na j a k i m m ó g ł ujawnić się znak czy symbol. I b y ć m o ż e
powstanie K r z y ż a z k w i a t ó w staje się, z symbolicznego
p u n k t u widzenia, poszukiwaniem „ n o w e g o miejsca" w nie­
pewnym świecie? Eliade pisze: „ O d k r y c i e l u b ustalenie
p u n k t u oparcia - ' ś r o d k a ' jest r ó w n o z n a c z n e ze stwarzaniem
świata"
Wydzielone miejsce święte (sacrum) i p o t r z e b a wydo­
bycia go z otoczenia (profanum) istnieje t u jedynie na
zasadzie k o n t r a s t u , k t ó r y przejawić się m o ż e w manife­
stacji, w dawaniu ś w i a d e c t w a przez uczestnictwo, c h o ć b y
przez codzienne s k ł a d a n i e k w i a t ó w . Wydarzenia lat 80-tych,
to specyficzny okres sprzyjający ujawnieniu się z a c h o w a ń
symbolicznych. N o w e g o też symbolicznego znaczenia nabie­
rają często pojawiające się kwiaty. Te s k ł a d a n e pod warszaw­
ską R o t u n d ą po tragicznym w y p a d k u 1979 r „ te leżące
u w r ó t Stoczni G d a ń s k i e j w 1980 r „ czy też te t o w a r z y s z ą c e
pogrzebowi Grzegorza Przemyka. N a b i e r a ł y one j a k b y
nowego sensu, w y m i a r u społecznego protestu - b ę d ą c zara­
zem o z n a k ą s o l i d a r n o ś c i . Udekorowane k w i a t a m i Bramy
Stoczni G d a ń s k i e j s y m b o l i z o w a ł y j e d n o ś ć i poparcie jakiego
udzielali s t r a j k u j ą c y m ci, k t ó r z y „nie zmieścili się" w murach
stoczni, a k t ó r z y poprzez kwiaty dodawali otuchy, okazywali
poparcie i p o d k r e ś l a l i symbolicznie swą o b e c n o ś ć podczas
strajku. J a k ż e p o d o b n ą rolę o d g r y w a ł y kwiaty na pogrzebie
Grzegorza Przemyka:
1 6

U. I. Plac Zwycięstwa, 1 sierpnia 1981

się w t y m akcie p r z y p a d k o w o ś c i czy b r a k u s p o n t a n i c z n o ś c i .
Wydaje się, że w p o c z ą t k o w y m okresie swego istnienia m i a ł
K r z y ż charakter j a k b y ludowego miejsca k u l t u , p o w s t a ł e g o
spontanicznie, aby o d d a ć h o ł d z m a r ł e m u .
C z y m więc jest K r z y ż z k w i a t ó w ? - specyficznym kwiet­
n y m pomnikiem? D w a , z d a w a ł o b y się, sprzeczne stwierdze­
nia - kwiaty i p o m n i k . J u ż z racji swej trwałości j a k b y
wykluczające się, a jednak... K w i a t y , istotny element na­
szego życia. Dostajemy je, s k ł a d a m y , przechowujemy. T w o ­
rzą poczucie więzi, są wyrazem szacunku i p a m i ę c i . W ł a ś n i e
w pamięci i uczuciu jest ich m o c .
Obie wizyty P a p i e ż a i pogrzeb Stefana W y s z y ń s k i e g o
nieodparcie k o j a r z ą się z kwiatami. K w i a t a m i , k t ó r y m i
przystrajano ołtarzyki w oknach, k w i a t a m i , k t ó r y m i w y s ł a n e
były trasy przejazdu czy przemarszu, aż wreszcie kwiatami,
k t ó r e potem zbierano na p a m i ą t k ę czy s k ł a d a n o na jedno
miejsce. Uczestnicy powitania Jana P a w ł a I I w s p o m i n a j ą :
..Kolorowy, gęsiy tłum, często z kwiatami, nierzadko białożółlymi chorągiewkami oraz transparentami oblepił dookolne uli­
ce."'
.,(...) a my wyrywaliśmy się na ulicę przez wątłe barierki ogrodzeń,
aby zabrać na pamiątkę kwiaty układane przedtem w barwne
pasy na jezdni."
1 2

3

14

Podobnie w d n i u uroczystości pogrzebowych księdza
Prymasa p o Mszy Św. i po przemarszu k o n d u k t u ż a ł o b n e g o
p o z o s t a ł y kwiaty. Część u ł o ż o n o pod k o l u m n ą Z y g m u n t a
(dalej trasa była z a m k n i ę t a ) , część zebrano i zaniesiono na
miejsce, gdzie stała trumna. M ó w i członek ruchu O A Z A :
„Nie można ich było tak zostawić, zresztą ludzie sami to czuli

88

„Ludzie, trzymając się za ręce, tworzą szpaler wokół tych, którzy
niosą trumnę. Na białym materiale z przodu skrzyni napis
czerwony „Solidarność". Za trumną - już całą szerokością ulicy
- idzie las rąk z palcami ułożonymi w V. Ktoś podnosi do góry
dwa goździki — biały i czerwony - które rozchylają się w boki
tworząc V . "
A b y K r z y ż z k w i a t ó w m ó g ł p o w s t a ć , m u s i a ł b y ć zaakcep­
towany, tzn. m u s i a ł o d p o w i a d a ć pewnemu zapotrzebowa­
niu. I rzeczywiście był zaakceptowany, o d w o ł y w a ł się bo­
wiem do najbardziej pierwotnej formy p a m i ę c i - h o ł d u
wobec osoby.
W tradycyjnej kulturze ludowej, a t a k ż e , j a k na to zwraca
u w a g ę Aleksander Jackowski, przeciwstawiając „ p o m n i k i
w ł a d z y " , p o m n i k i oficjalne, p o m n i k o m ludu:
,, (...) zdecydowana większość pomników ludu identyfikuje się
z formą krzyża bądź kapliczki. Można nawet powiedzieć, że wiele
z nich to po prostu obiekty kultu opatrzone stosowną dedyka­
cją."
K r z y ż z k w i a t ó w w pewnym sensie t a k ą funkcję pełnił.
W kulturze ludowej p a m i ę ć przetworzona w stałą f o r m ę
p o m n i k a o w ą t r w a ł o ś ć p o d k r e ś l a w s p o s ó b z n a c z ą c y . Ziem­
ne kurhany, kamienne stelle, drewniane k r z y ż e , kapliczki
„ p a m i ę t a ć " m o g ą d ł u g o . Warszawski K r z y ż z k w i a t ó w
stanowi j a k b y tego zaprzeczenie, charakteru „ p o m n i k a "
w d o k ł a d n y m tego słowa znaczeniu na pewno nie ma.
„Pomnik? - jaki to pomnik! kopnąć i się rozleci! To proszę pani
prowokacja, żeby tylko ludzi wykołować, a potem będą się z nas
17

�nia (niekiedy 100-200 o s ó b ) , niektórzy śpiewali pieśni religijne,
ale należało to raczej do rzadkości. Wśród zgromadzonych widać
przede wszystkim urzeczenie pięknem tego zjawiska, jego czysto­
ścią, siłą przekazu. Coraz jaśniejszym stawało się, że Krzyż
stanowi formę ż y w e g o pomnika, p o ś w i ę c o n e g o pamięci Stefana
Kardynała W y s z y ń s k i e g o " .

Z czasem nałożyły się nowe treści i znaczenia. W warszaw­
skim K r z y ż u z k w i a t ó w widzieć m o ż e m y więc n a s t ę p u j ą c e
warstwy symboliczne:
1. Projekt ż y w e g o p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o p a m i ę c i Stefana
Wyszyńskiego,
2. Z n a k u p a m i ę t n i a j ą c y wizytę Jana P a w ł a I I ,
3. Symbol drogi bez przemocy,
4. Symbol u m ę c z o n y c h i u w i ę z i o n y c h za przekonania.
Z biegiem czasu też historia K r z y ż a , taka j a k ą p r z e k a z u j ą
informatorzy, ulega zmitologizowaniu.
„ W drugiej p o ł o w i e lipca 81 powstaje Ruch N a Rzecz Beatyfikacji
Stefana Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nieliczna grupa inicjatorów
ruchu udaje się z petycją do władz kościelnych, aby g o d ł e m ruchu
ogłosić Krzyż z k w i a t ó w jako uniwersalny symbol nadziei. Nie
uzyskują jednak poparcia."

M i ę d z y lipcem a sierpniem pojawia się u podstawy K r z y ż a
napis „ M y chcemy Boga". Sfotografowany i powielony
w formie emblematu K r z y ż wraz z napisem staje się nieofi­
cjalnym znakiem, symbolem ruchu i tych, k t ó r z y go popie­
rają.

Tl. 2. Plac Piłsudskiego, luty 1994. W tym miejscu leżał Krzyż
kwietny

śmieli, że ludzie i to katolicy, a modlą się pod jakimś krzyżem
z kwiatów".
A jednak K r z y ż istniał, istniał, g d y ż ż y w a była p a m i ę ć
- główny element k o n s t y t u u j ą c y go.
M o ż e m y widzieć t u związki z tradycją r o m a n t y c z n ą .
P a m i ę ć wymaga a k t y w n o ś c i i ciągłego uczestnictwa. Sztuka
i literatura polska okresu r o m a n t y z m u ze szczególnym
upodobaniem o d w o ł y w a ł y się do m o t y w u k r z y ż a , p o w s t a ń ­
czej m o g i ł y , bo w ł a ś n i e prostota tego „ p o m n i k a " , usypanego
z ziemi grobu z drewnianym k r z y ż e m , d o m a g a ł a się zawsze
uczestnictwa, ciągłej p a m i ę c i i opieki p o k o l e ń .
„Zniknie pamięć na spiżach i marmurach ryta,
lecz ją w sercu Polaków potomność wyczyta."
„Skrop zwiędłe kwiaty martwych, niech z niebieskiej góry
Dusza moja pogląda na ten grób ponury,
Który straci posępność i okropność swoją,
Gdy go piękne Twe dłonie kwiatami przystroją."
Poświęcenie, cierpienie dla ojczyzny - o d s y ł a też do
mesjanistycznych koncepcji c h c ą c y c h widzieć w Polsce Chry­
stusa N a r o d ó w . P e w n ą realizację tych w ą t k ó w m o ż n a t a k ż e
wychwycić, p r z y g l ą d a j ą c się dalszej historii warszawskiego
Krzyża z kwiatów.
N a p o c z ą t k u bardziej z zadziwowaniem niż ze zrozumie­
niem g r o m a d z ą się tam przypadkowo zebrani ludzie, czasem
d o k ł a d a j ą c w ł a s n e kwiaty, czasem wieczorem z a p a l a j ą c
w ł a s n e znicze.
..Do końca lipca nie odbywały się właściwie większe zgromadze­
1 8

19

20

„I lipca 81 na pl. Zwycięstwa pojawia się u ł o ż o n y z k w i a t ó w
i zniczy symbol kotwicy, a dla dodatkowego wzmocnienia
powiewają nad nim biało-czerwone flagi. Istnieje to przez jakieś
2-3 dni, nie g r o m a d z ą się tam ludzie i potem samo niknie.
Stworzyli to chyba ci od 'pomnika Sumienia' (mowa o Pomniku
K a t y ń s k i m na P o w ą z k a c h - M . M . - C . ) i c h o d z i ł o być m o ż e
0 jakąś kontrpropozycję w stosunku do Krzyża, ale ludzie tego nie
zaakceptowali, było to zbyt nachalne i przez to aż prowokujące.
M i ę d z y 1 a 2 sierpnia pojawiają się próby zniszczenia Krzyża.
Kwiaty są porozrzucane, pogaszone znicze, od tej pory zdarza się
to d o ś ć często. Wtedy też (początek sierpnia) udaje się kolejna
delegacja do K u r i i z prośbą o opiekę nad Krzyżem, jako
pomnikiem Kardynała W y s z y ń s k i e g o . Nie uzyskują jednak pozy­
tywnego rozwiązania, mając w zamian poczynione obietnice, że
przeprowadzane są rozmowy mające na celu utworzenie pomnika
W y s z y ń s k i e g o przed k o ś c i o ł e m ss. Wizytek w Warszawie. Wtedy
też ludzie, zajmujący się Krzyżem z k w i a t ó w , postanawiają
rozpocząć nocne czuwanie przy Krzyżu, ale chętnych jest m a ł o ,
brak deklaracji."

Z czasem miejsce przy K r z y ż u staje się punktem infor­
macyjnym, m ó w i ą c y m o nastrojach s p o ł e c z n y c h . N a s t ę p u j e
stopniowy r o z k w i t K r z y ż a . Upowszechnia się zwyczaj skła­
dania ś l u b n y c h w i ą z a n e k . Codziennie przynoszone świeże
kwiaty ożywiają go, a g r o m a d z ą c e się grupy ludzi w s p ó l n i e
m o d l ą c y c h się i śpiewających n a b o ż n e pieśni n a d a j ą zgroma­
dzeniom przy K r z y ż u w i d o w i s k o w o - o b r z ę d o w y charakter.
W j a k i c h obszarach k u l t u r o w y c h z a c h o w a ń n a l e ż a ł o b y
umieścić to wszystko, co z w i ą z a n e b y ł o z K r z y ż e m , d o p e ł ­
niając go i n a d a j ą c m u specyfikę. Wydaje się, że m o ż e m y
dostrzec t u zachowanie g r a n i c z ą c e p o n i e k ą d z happeningiem
czy też l u d o w ą , często l u d y c z n ą f o r m ą naigrywania się
z w ł a d z y . Zachowania o s ó b zgromadzonych przy K r z y ż u to
w y n i k specyficznej kultury masowej, k t ó r a w t y m w y p a d k u
osiąga wręcz jarmarczny charakter.
Powoli w wystroju K r z y ż a i w trakcie o d b y w a j ą c y c h się
s p o t k a ń ujawniają się w y r a ź n i e tendencje polityczne. Jakby
n i e p o d w a ż a l n y był j u ż fakt, że K r z y ż z k w i a t ó w stanowi
f o r m ę p o m n i k a p o ś w i ę c o n e g o Stefanowi W y s z y ń s k i e m u ,
zatem symboliczne przypominanie tego b y ł o zbyteczne.
W y s t a r c z y ł portret Prymasa umieszczony p o ś r o d k u K r z y ż a .
N o w e natomiast treści symboliczne, k t ó r e się z czasem
n a w a r s t w i ł y w y m a g a ł y p o d k r e ś l e n i a , stąd też bardziej mani­
festacyjna była forma ich wyrazu.
„ W a ż n y m wydarzeniem dla Krzyża z k w i a t ó w staje się 5.08.81
- zakończenie strajku na Rondzie u zbiegu ul. Marszałkowskiej
1 A l . Jerezolimskich. Pierwsze autobusy o b ł o ż o n e były kwiatami,

89

�jeszcze przed zakończeniem strajku umawialiśmy się, że będą
zawiezione pod Krzyż. Nie było mnie przy tym, więc nie wiem na
pewno, ale n a s t ę p n e g o dnia pod Krzyżem k w i a t ó w było bardzo
d u ż o - więc m o ż e je tam zawieźli."

Zaczyna k r y s t a l i z o w a ć się koncepcja c h c ą c a widzieć
w K r z y ż u symbol drogi bez przemocy. P o d k r e ś l a się jego
„ b e z b r o n n o ś ć " i chęć przestrzegania, aby w jego wystroju
z n a j d o w a ł y się jedynie elementy kwiatowe i religijne. Jednak­
że na pojawianie się licznych ulotek politycznych ludzie
a n i m u j ą c y K r z y ż , j a k t w i e r d z ą , nie mieli ż a d n e g o w p ł y w u .
P o d k r e ś l a n o , że ,,to świetny barometr nastrojów społecznych.
jeżeli oni nie niszczą Krzyża to znaczy, że też chcą iść drogą
pokojową."

D u ż e zainteresowanie K r z y ż e m i jego p o p u l a r n o ś ć przy­
ciąga k o r e s p o n d e n t ó w prasy zachodniej. O d p o w i a d a j ą c na
ich pytania z powodzeniem przy K r z y ż u udaje się p o d k r e ś l i ć
jego p o k o j o w y charakter i n a d a ć mu sens apelu, aby wszelkie
problemy społeczne r o z w i ą z y w a n e były w s p o s ó b p o k o j o w y .
Od p o c z ą t k u istnienia K r z y ż a musieli być ludzie pod­
t r z y m u j ą c y go, n a d a j ą c y mu sens i charakter. Było to
zjawisko d ł u g o t r w a ł e , skupiające wielorakie treści, tendencje
i ludzi. Jego otwarta forma d a w a ł a szansę w s p ó ł u c z e s t n i c t w a
k a ż d e m u , kto przy K r z y ż u się znalazł. Było to przecież
przede wszystkim miejsce s p o t k a ń zupełnie przypadkowych
p r z e c h o d n i ó w zainteresowanych niepowtarzalnym zjawis­
kiem czy też s e n s a t ó w w i d z ą c y c h w K r z y ż u wyzwanie
rzucone władzy.
P r z y g l ą d a j ą c się K r z y ż o w i z k w i a t ó w nie s p o s ó b nie
zwrócić uwagi na pewne p o d o b i e ń s t w o z Wielkanocnymi
G r o b a m i P a ń s k i m i . Treści polityczne, symbolika narodowo-religijna pojawiają się z a r ó w n o w jednej, jak i drugiej
formie. G r o b y jednak s t a n o w i ą całość z a m k n i ę t ą , d a n ą do
odczytania i kontemplacji, gdzie rola odbiorcy zredukowana
jest do m i n i m u m . Symbolika G r o b ó w , podobnie j a k K r z y ż a ,
o d w o ł u j e się do emocji odbiorcy - j e d n a k ż e k a ż d o r a z o w y
g r ó b jest wynikiem takiej artystycznej formy, k t ó r a została
zaakceptowana przez w ł a d z e parafialne. Krzyż natomiast to
forma zupełnie otwarta, na wszelkie nawet najbardziej
skrajne propozycje.

w w i ę z i e n n y m pasiaku z wyakcentowanym znakiem P, co
przemienia go w więźnia politycznego, czyniąc patronem
wszystkich aresztowanych i internowanych, pojawia się też
wizerunek św. Barbary ..jako p a t r o n k i Podziemia." T u po
tragedii w kopalni „ W u j e k " , k t ó r a r o z e g r a ł a się w pierw­
szych dniach stanu wojennego (17.12.81) i p r z y n i o s ł a pierw­
sze śmiertelne ofiary, umieszczono m a ł e krzyżyki wykonane
z bryłek węgla, a pod spodem nazwiska poległych g ó r n i k ó w .
W pierwszych dniach stanu wojennego utrwalił się zwyczaj
u p a m i ę t n i a n i a miesięcznicy w y d a r z e ń grudniowych na W y ­
brzeżu z 1970 r. ( k a ż d y 16) i stanu wojennego ( k a ż d y 13). Te
dni miały r ó w n i e ż wielkie znaczenie dla K r z y ż a , właśnie
wtedy g r o m a d z i ł o się przy n i m najwięcej ludzi, a zebrania
nabierały charakteru demonstracji.
„Pierwsze większe zgromadzenie przy Krzyżu było w dniu Matki
Boskiej Gromnicznej (2.02). W demonstracji wzięło wtedy udział
ponad 500 o s ó b . "
„2 lutego po nabożeństwie w kościele ss. Wizytek p o c h ó d
przemaszerował na plac i tam przy Krzyżu w otoczeniu s k o t ó w
zapalono świece i znicze. Czuwanie o d b y ł o się w spokoju bez
ingerencji stacjonujących w pobliżu milicyjnych o d d z i a ł ó w . "

Pierwsze miesiące stanu wojennego starano się symbolicz­
nie u t o ż s a m i ć z okresem okupacji. Bardziej lub mniej
ś w i a d o m i e n a w i ą z y w a n o do symboliki i twórczości tamtego
okresu. Starano się p o d k r e ś l i ć z ł o w r o g o ś ć nowej sytuacji,
a j e d n o c z e ś n i e jej przejściowość. Pojawiła się więc bogata
t w ó r c z o ś ć satyryczna, to wszystko, co s t w o r z y ł a „ u l i c a " ,
przenosiło się pod K r z y ż i podobnie wszystko, co zobaczono,

,,25.09.81 w rocznicę aresztowania Prymasa umieszczono pod
Krzyżem kompozycję, która jednak po kilku dniach zostaje
zdjęta. Był to portret Prymasa otoczony kolczastym drutem, pod
którym znajdowała się tabliczka m ó w i ą c a o okolicznościach jego
aresztowania."

I I listopada po Mszy wyrusza p o c h ó d w s t r o n ę G r o b u
Nieznanego Ż o ł n i e r z a .
,,Przed Grobem zostaje odczytany list Leszka Moczulskiego
pisany na Rakowieckiej. Ludzi było bardzo d u ż o , część jak
zwykle stała przy Krzyżu. Wtedy właśnie jego istnienie na placu
było jeszcze bardziej wymowne - Krzyż był symbolem umęczo­
nych za przekonania."

D o istotnych zmian wystroju i w y m o w i e K r z y ż a z kwia­
tów dochodzi po 13 grudnia 1981 roku.
..To dziwne, ale właśnie wtedy, gdy ludzie bali się podejść pod
plac, bo aż roiło się od milicji. Krzyż j a k o ś przetrwał i albo oni
sami. albo jacyś pojedynczy ludzie podtrzymywali go i lak
świadczył, że nadzieja w ludziach nie wygasła."
..Parkingi przy Interpressie przemieniły sie w punkt, gdzie
zgromadzone były skoty. czołgi, suki. T a m też wyłania! się Krzyż
z kwiatów. Nikt wtedy nic myślał by go likwidować, nikt też nic
myślał by k o n t y n u o w a ć jego ideę. Miał umrzeć naturalną śmier­
cią przy braku jakiegokolwiek zainteresowania. Ale stało się
inaczej."

W nowych realiach dostrzec m o ż n a , że wystrój K r z y ż a
zachowuje u m i e j ę t n o ś ć natychmiastowego reagowania na
wydarzenia, tym samym wzmacnia się jego funkcja infor­
macyjna, co w konsekwencji powoduje, że K r z y ż staje się
symbolem protestu wobec p o s u n i ę ć władzy. T u w formie
ulotek m o ż n a było znaleźć informacje o losach internowa­
nych i aresztowanych, pojawiają się zdjęcia Lecha W a ł ę s y
z napisem „ U w o l n i ć Lecha", ojca Maksymiliana K o l b e

90

II. 3. Krzyż. Kościół św. Anny, Boże Ciało 1985

�u s ł y s z a n o p o d K r z y ż e m w y c h o d z i ł o na „ u l i c ę " . T a k w ę d ­
r o w a ł y ś p i e w a n e na z n a n ą o k u p a c y j n ą melodię p r z y ś p i e w k i :
„Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny"
„Siekiera motyka smok wawelski
przegra wojnę Jaruzelski"

Symbol Polski Walczącej rychło z a s t ą p i o n y zostały Soli­
d a r n o ś c i ą W a l c z ą c ą . T o o d w o ł y w a n i e się do symboliki
okupacyjnej było t y m bardziej popularne, gdyż wierzono
w jej w y m o w ę i d u ż ą k o m u n i k a t y w n o ś ć . Z czasem K r z y ż
staje się miejscem wypowiedzi zdecydowanie r ó ż n y m od
bardzo ograniczonego, jednostronnego obiegu oficjalnych
informacji, dając t y m samym ś w i a d e c t w o j a k ż e odmiennym
nastrojom s p o ł e c z n y m . Obecnie g ł ó w n y m celem istnienia
K r z y ż a jest manifestacja polityczna. Zgromadzenia przy
K r z y ż u i jego wystrój n a b i e r a j ą charakteru demonstracji,
k t ó r e j celem jest p r ó b a kreowania nowej rzeczywistości,
j a k ż e jednak odmiennej.
„ U w o l n i ć Lecha, z a m k n ą ć Wojciecha!"
„Solidarność żyje!"
„ U w o l n i ć aresztowanych i internowanych!"

- informują ulotki.
„ W a r s z a w o , p o w s t a ń w kręgu zła,
Wesel swe serce bliskim dniom
W gwałtownej fali burz wiosennych
Uderza grom"

- czy też bardziej dosadnie:
„ G d y przeminą lody i pójdzie ku wiośnie,

powiesimy W R O N - ę na masztowej sośnie"

- śpiewają zgromadzeni przy K r z y ż u .
Wprowadzenie stanu wojennego i sytuacja p o p r z e d z a j ą c a
sprzyjały niewątpliwie wzrostowi tendencji mitycznych. Ż y ­
cie społeczne, p r z e c h o d z ą c e stan kryzysu, stało się bardziej
podatne na wszelkie mityczne koncepcje. Czy jednak K r z y ż
z k w i a t ó w m o ż n a t r a k t o w a ć j a k o r e a l n o ś ć m i t y c z n ą ? Jeżeli
nawet m o ż a powiedzieć, że K r z y ż realizował się j a k o „ r e a l ­
n o ś ć mityczna", b y ł o to jednak ś w i a d o m e działanie, k t ó r e
m o ż n a by n a z w a ć za Ernestem Cassirerem ś w i a d o m y m
mitem politycznym. N a c z e l n ą z a s a d ą , na jakiej K r z y ż , jego
symbolika i skupiona w o k ó ł niego grupa o p i e r a ł a swe
istnienie, b y ł o p o d k r e ś l e n i e opozycji, kontrast w stosunku do
w ł a d z y , w stosunku do tego, co usankcjonowane i o d g ó r n i e
narzucone. Ekstremalna sytuacja stanu wojennego dodat­
k o w o p o d k r e ś l a ł a tę k o n t r a s t o w o ś ć . I jeżeli j a k o mityczne
b ę d z i e m y t r a k t o w a l i właśnie zachowania „ w ł a d z a " k o n t r a
„ l u d " , w ó w c z a s m o ż e m y m ó w i ć o m i t y c z n y m aspekcie
K r z y ż a . A jednak m i a ł w sobie K r z y ż nadal o w ą t o w a r z y s z ą ­
cą m u na p o c z ą t k u , o d d z i a ł y w u j ą c ą na ludzi a u r ę .
„Czy nie było c o ś wzruszającego, cudownego, poetycznego, że
zimą wśród błota, c z o ł g ó w , Z O M O - w c ó w Krzyż przetrwał, że
miał tyle siły w sobie, że przyciągał ludzi."

K r z y ż przyciągał do siebie, a j e d n o c z e ś n i e istniał, bo ludzie
go tworzyli. Przy niewątpliwie d u ż y m aspekcie polityczności
z e b r a ń przy K r z y ż u p a m i ę t a ć trzeba, że starano się do­
strzegać i p o d k r e ś l a ć jego specyficzne w ł a s n o ś c i „oczysz­
c z a j ą c e " , wyzwalające duchowo, p o z w a l a j ą c e o d e r w a ć się od
niezbyt pozytywnej rzeczywistości. Pod w p ł y w e m K r z y ż a
i dla niego p o w s t a ł a pieśń „ W a r s z a w o p o w s t a ń ! " , k t ó r a
m i a ł a b y ć u w a ż a n a za h y m n o b r o ń c ó w K r z y ż a z k w i a t ó w „ C u d o w n e j Matki Obraz Święty
Przeszkodą będzie im
Ona zapanuje nad z a m ę t e m
Dobro odnajdzie w z ł y m "
2 1

- było g ł ó w n y m p r z e s ł a n i e m H y m n u ; jednak zwyczaj od­
ś p i e w y w a n i a go nigdy nie był w pełni zaakceptowany i nie
przyjął się na t r w a ł e .
M n i e j więcej w p o ł o w i e lutego pojawia się u podstawy
K r z y ż a nowy, t a k ż e w y k o n a n y z k w i a t ó w element. Jest to
znak V odczytywany j a k o zwycięstwo, victoria. O d marca 82
na nowo w pełni r o z k w i t a i o ż y w a K r z y ż z k w i a t ó w .
Wydarzeniem, k t ó r e zostaje u p a m i ę t n i o n e jest rocznica
1968 r.
„8 marca g r o m a d z ą się ludzie, głównie młodzież, ale i starsi, bo
mają m a ł o do stracenia. N i c nie śpiewają, zapalają znicze i taki
jest podniosły nastrój, a zarazem smutek i powaga."

Przy K r z y ż u jest u l o t k a :
„1956
1968
1970
1976
1980
PAMIĘTAMY!!!
SOLIDARNOŚĆ"

II. 4. „Krzyża nie ma. a jest". K o ś c i ó ł św. Anny, maj 1986

Pod koniec marca popularna staje się myśl, aby u k ł a d a ć
K r z y ż e z k w i a t ó w t a k ż e w i n n y c h parafiach, a u ł o ż o n y tak
K r z y ż stałby się symbolem konsolidacji społecznej, zatem
niezależnie od miejsca, w k t ó r y m ludzie spotykaliby się, jeżeli
tylko spotkaniu t o w a r z y s z y ł o b y ułożenie K r z y ż a z k w i a t ó w ,
cel i intencja b y ł y b y d o p e ł n i o n e . Z p r o p o z y c j ą tą łączył się
pomysł,
aby
kolejne
parafie
warszawskie
miały
w opiece K r z y ż z k w i a t ó w . Propozycja ta jednak nie przyjęła
się. Wydaje się, że w koncepcji tej b y ł o coś z tak zwanego
Ł a ń c u c h a Szczęścia, magicznego k o ł a o nie ustalonym
p o c z ą t k u i k o ń c u i o wciąż r o s n ą c y m zasięgu. T a k i charakter
nosi też u l o t k a i n f o r m u j ą c a o t y m p r o j e k c i e .
22

91
i

�„ Z 30 kwietnia na 1 maja [82] po raz pierwszy całkowicie
zlikwidowano Krzyż na placu Zwycięstwa. W y t ł u m a c z o n o , że
było to niezbędne, p o n i e w a ż Krzyż z k w i a t ó w znajdował się
w miejscu, gdzie o d b y w a ć się miały oficjalne uroczystości 1 -majo­
we. Od tego dnia p o c z ą w s z y Krzyż był już systematycznie
usuwany, odradzał się jednak na nowo. Ujawniła się jego moc.
M o ż n a go usunąć, porozrzucać kwiaty, ale on zawsze da się
odtworzyć"

1, 3, 9 maja to d n i , w k t ó r y c h doszło do demonstracji.
Oczywiście miały one miejsce t a k ż e pod K r z y ż e m . W takich
chwilach K r z y ż przyciągał, jego w y s t r ó j , z a w a r t o ś ć infor­
macyjna doskonale dostosowane były do sytuacji.
,,9 maja o k o ł o 1000 o s ó b zgromadziło się na placu przy Krzyżu.
Z O M O s t a c j o n o w a ł o przy parkingach Interpressu. C o jakiś czas
rozjeżdżali się na ostrym sygnale w różnych kierunkach. Obawia­
jąc się p o w a ż n y c h demonstracji starali się obstawić Stare Miasto.
W pewnym momencie spod Interpressu ruszyły skoty i suka
w kierunku ludzi zebranych przy Krzyżu. Przez megafon wezwa­
no zebranych do rozejścia się. Ludzie śpiewali 'Boże c o ś Polskę',
"Maryjo K r ó l o w o Polski'. Skot zatrzymał się tuż przy Krzyżu
- i nagle kilkunastu Z O M O - w c ó w o t o c z y ł o zebranych. N a w o ł y ­
wali do rozejścia się, a jednocześnie ludzie poczuli coraz bliżej
siebie otaczający kordon - nie było jak się rozejść. Ludzie
odśpiewali 'My chcemy Boga'. I nagle tamci powiedzieli - 'Nie
ruszać m o d l ą c y c h się'. Wszyscy wtedy padli na kolana i od­
m ó w i o n o zbiorowe 'Ojcze nasz'. Tamci niby nikogo nie ruszali,
ale nagle o k a z a ł o się, że część zebranych jest w kordonie, a część
j a k i m ś cudem poza. Wejście na plac było już wcześniej zamknięte.
O k a z a ł o się, że w kordonie jest jakieś 200 o s ó b i nie ma szans by
jeszcze ktoś pojawił się na placu. Ponownie nawoływali do
rozejścia się, ale było to niemożliwe. I na szczęście lunął deszcz,
który r o z ł a d o w a ł sytuację."
,.31 maja M R K S w m u r o w a ł na placu Zwycięstwa tablicę ku czci
poległych g ó r n i k ó w z kopalni ,Wujek', następnego dnia tablicę
wyrwano. Została po niej dziura, co wyglądało jak świeży grób,
tam też stali ludzie, układali kwiaty, zapalali znicze. Skom­
p o n o w a ł o się to pięknie z K r z y ż e m . "

Z czasem zwyczaj u k ł a d a n i a K r z y ż y z k w i a t ó w przenosi
się do innych miast, pojawia się nawet poza granicami Polski
w krajach, k t ó r e udzieliły schronienia najmłodszej generacji
polskich e m i g r a n t ó w . Jest to jednak d z i a ł a l n o ś ć w t ó r n a
w stosunku do pierwowzoru warszawskiego i , j a k o taka ma
w sobie j u ż t y l k o w y m i a r politycznego protestu.
N a p r z e ł o m i e czerwca i lipca 82 pojawia się przy K r z y ż u
kolejny element. Jest n i m w y k o n a n y t a k ż e z k w i a t ó w symbol
Polski W a l c z ą c e j . Charakter z g r o m a d z e ń przy K r z y ż u staje
się j u ż wyłącznie polityczny. W prasie pojawiają się informa­
cje o k o n i e c z n o ś c i oddania placu Z w y c i ę s t w a do remontu.
R e a k c j ą na to jest ożywienie z a i n t e r e s o w a ń K r z y ż e m . G r o ­
m a d z ą się przy n i m setki ludzi, śpiewają, w z n o s z ą o k r z y k i .
„ 13 sierpnia jak w każdą miesięcznicę był tłum przy Krzyżu.
Przyjechała milicja i Z O M O i krzyczeli by się rozejść, i zaczęli lać
w o d ę z armatek. Pałowali i wszyscy w p o p ł o c h u się porozbiegali."

Po wydarzeniach 13 sierpnia K r z y ż u p r z ą t n i ę t o , ale ludzie
ułożyli go ponownie d o ł ą c z a j ą c do jego wystroju łuski po
petardach. Coraz częściej m ó w i się o z a m k n i ę c i u placu. D o
p o w a ż n y c h zajść dochodzi 16 sierpnia - K r z y ż zostaje
zlikwidowany. T a k jest do 19 sierpnia, kiedy oficjalnie plac
zostaje przekazany ekipie remontowej. Otoczony 2-metrowej w y s o k o ś c i p ł o t e m , d o k ł a d n i e przeorany plac zostaje
z a m k n i ę t y , a w p o b l i ż u stacjonują o d d z i a ł y M O i Z O M O .
O b s e r w u j ą c ostatnie chwile funkcjonowania K r z y ż a na
placu Z w y c i ę s t w a odnosi się w r a ż e n i e , że był to specyficzny
k o n f l i k t zastępczy, walczono o miejsce, o znaki z a p o m i n a j ą c
o rzeczach n a p r a w d ę istotnych. O d p o c z ą t k u swego istnienia
K r z y ż zawsze s p o t y k a ł się z bardzo kontrowersyjnymi
opiniami, od pełnej aprobaty i uczestnictwa do całkowitej
negacji i wręcz szyderstwa i p o r ó w n a n i a do w s p ó ł c z e s n y c h
, ,egzorcyzmów.''
„ W ł a d z e walcząc z Krzyżem Kwietnym ogłosiły 'remont' placu
Z w y c i ę s t w a i ogrodziły teren drewnianym płotem. Natychmiast
powstały nowe Krzyże - przed kościołem ss. Wizytek i obok
kościoła Św. Anny. Tłumy g r o m a d z ą się przy nich zwłaszcza
wieczorem, śpiewają pieśni patriotyczne i religijne. Panuje pod­
niosły odświętny nastrój, pełen powagi i dziwnego patosu - pato-

92

II. 5. Krzyż przy kościele św. Anny, listopad 1982

su ściskającego gardło, podobnie jak w sierpniu ściskał gardło
widok strajkujących s t o c z n i o w c ó w G d a ń s k a . Krzyże Kwietne
powstają powoli w całej Polsce Obok Krzyży u ł o ż o n e z k w i a t ó w
symbole Polski Walczącej i zwycięstwa V . P ł o n ą lampki nagrob­
kowe, pojawiają się zdjęcia Wałęsy, ulotki „Solidarności" itd."

T a k też po z a m k n i ę c i u placu Z w y c i ę s t w a p o w s t a ł y w W a r ­
szawie dwa u ł o ż o n e z k w i a t ó w K r z y ż e .
„Ze plac Zwycięstwa będzie zamknięty, wiedzieliśmy wcześniej
prasa o tym już w czerwcu pisała. Trzeba się było j a k o ś
p r z y g o t o w a ć . P o w s t a ł a wtedy koncepcja, by w razie czego ułożyć
dwa Krzyże. A miejsce? T o b y ł o tak. W K u r i i obiecywali, że
będzie pomnik Prymasa i że stanie on przy kościele ss. Wizytek,
więc miejsce pod Krzyż było właściwe. A kościół św. Anny? - tam
było spotkanie Papieża z młodzieżą, tam poświęcił krzyże, a poza
tym więcej tam młodzieży i ludzi, bo to przecież kościół akademi­
cki."

Od p o c z ą t k u istnienia d w ó c h K r z y ż y większą p o p u l a r n o ś ­
cią cieszył się ten u św. A n n y . Być m o ż e wpłynęła na to
lokalizacja (kościół akademicki, p o b l i ż e Starego Miasta),
być m o ż e z a m k n i ę t a forma m a ł e g o p r z y k o ś c i e l n e g o placu-patio. Umiejscowienie K r z y ż a przy kościele Św. A n n y
w tak małej i z a m k n i ę t e j przestrzeni s t w a r z a ł o zupełnie i n n ą
sytuację, większą k a m e r a l n o ś ć , „ i n t y m n o ś ć " , bezpieczeń­
stwo s p o t k a ń , a przy t y m i w i d o w i s k o w o ś ć . W a r t o przypom­
nieć, że K r z y ż na placu Z w y c i ę s t w a f u n k c j o n o w a ł w prze­
strzeni otwartej.
W y s t r ó j obu K r z y ż y „ p r z y A n n i e " i „ p r z y W i z y t k a c h "
właściwie nie różni się, a jednak r ó ż n e zainteresowanie
K r z y ż a m i kreuje p o d z i a ł na polityczny - „ A n n a " i religijny
„ W i z y t k i " . S p o ś r ó d o s ó b g r o m a d z ą c y c h się przy K r z y ż u

�„plac w o k ó ł Kwietnego Krzyża przeinacza się w scenę polityczną
nasyconą treściami w i o d ą c y m i d o n i k ą d . "
2 3

„Krzyczą tam i śpiewają pieśni nawet wtedy, gdy księża M s z ę św.
odprawiają. Ileż razy ksiądz prosił i apelował, żeby tego nie robili.
Nic nie p o m a g a ł o . Nawet trzeba było drzwi do kościoła z a m y k a ć ,
bo przeszkadzali."
24

Z a t e m w b r e w oficjalnej w ł a d z y , w b r e w w o l i k o ś c i o ł a K r z y ż
z k w i a t ó w istnieje. Istnieje, bo „ t a k a jest w o l a l u d z i " . Czy
m o ż n a t u m ó w i ć o czystej, w p e ł n i spontanicznej a k t y w n o ­
ści? I t a k i nie. Jest t o f o r m a manifestacji t a k religijnej, j a k
i politycznej. A b y w pełni u c h w y c i ć t o zjawisko, o d n a l e ź ć
f o r m ę k u l t u r o w e j a k t y w n o ś c i , k t ó r a łączy te d w a zjawiska
trzeba s p o j r z e ć na K r z y ż z k w i a t ó w j a k o na specyficzny,
r o z g r y w a j ą c y się nieustannie o b r z ę d . Przez ś p i e w a n i e i słu­
chanie pieśni, przez w s p ó ł u c z e s t n i c t w o w t w o r z e n i u K r z y ż a
odbiorcy i t w ó r c y tego zjawiska d a j ą ś w i a d e c t w o w s p ó l n o c i e
porozumienia co do słuszności przedstawionego przy K r z y ­
ż u obrazu Polski. O w o gromadzenie się u z n a ć m o ż n a j a k o
d e m o n s t r a c y j n ą d e z a p r o b a t ę w stosunku d o w ł a d z y , a j e d ­
n o c z e ś n i e p o s ł u g i w a n i e się s y m b o l i k ą religijną (sam K r z y ż ,
pieśni religijne, w i z e r u n k i ś w i ę t y c h ) stanowi j a k b y dodat­
k o w e symboliczne p o g ł ę b i e n i e demonstracyjnego charak­
teru, jego kontrast z c o d z i e n n o ś c i ą . Jako k o n t r a s t n a l e ż y t u
r ó w n i e ż r o z u m i e ć przeciwstawienie „ m i t y c z n e g o
ludu"
„ w ł a d z y " . „ W ł a d z a " b ę d z i e u t o ż s a m i o n a t u w r ę c z z demo­
nem z ł a , „ l u d " z a ś t o ci w o k ó ł K r z y ż a , c z ę s t o fanatyczni
i dewocyjni, p r z y p o m i n a j ą c y t ł u m , gdzie nie m a j u ż miejsca
na i n d y w i d u a l n o ś ć .
„ C z ę s t o tu przychodzę, bardzo lubię słuchać jak śpiewają, urzeka
mnie specyficzny folklor tego Krzyża. I staję się zupełnie bezsilny.
Czasem wydaje mi się to śmieszne i groteskowe, ale jednocześnie
czuję wzruszenie. Czasem nawet, jeśli znam refren, ś p i e w a m
z nimi. Wiesz to po prostu w c i ą g a . "

II. 6. Krzyż przy kościele św. Anny, czerwiec 1983

w y r a ź n i e w y ł a n i a s i ę g r u p a k o b i e t w ś r e d n i m w i e k u - to t a k
z w a n e K w i a t y W a r s z a w y . P a n i e te c z u w a j ą n a d k s z t a ł t e m
K r z y ż a , jego w y s t r o j e m ( p r z y n o s z ą ś w i e ż e k w i a t y , u p r z ą t a j ą
stare), i n t o n u j ą p i e ś n i , k t ó r e p o t e m b ę d ą ś p i e w a ć w s z y s c y
zgromadzeni.
„ N o jak to po co? Jest tyle zła na świecie, cierpienia i łez, że trzeba
z tym walczyć. K t o ś to musi wziąść na siebie. Ja proszę pani jestem
już stara, mnie nic nie zrobią, a ile m ł o d z i e ń c ó w się nie boi, to j a
m i a ł a b y m się bać. A co to złego śpiewać i modlić się. Wystarczy,
że ludzie na to popatrzą, a i oni też przecież m u s z ą widzieć, bo to
w oczy ich kole, i dobrze będzie, gdy się ktoś c h o ć zastanowi czy
dobrze robi i zmieni się. Po to to robię!"
N i e z a l e ż n i e o d tej g r u p y n a d a l o b o w i ą z u j e z a s a d a „ o t w a r ­
tości K r z y ż a " . K a ż d y m o ż e z ł o ż y ć indywidualnie kwiat,
p o d ł o ż y ć u l o t k ę c z y z a p a l i ć z n i c z , c o r a z b a r d z i e j j e d n a k daje
się o d c z u ć ingerencję p a ń - K w i a t ó w W a r s z a w y . K r z y ż
i atmosfera o d b y w a j ą c y c h się t a m manifestacji ś c i ą g a ludzi.
„ W dzień powszedni, o ile nie wypada jakaś rocznica, m a ł o kto tu
przychodzi, jest kilkanaście o s ó b . Ale w sobotnie czy niedzielne
p o p o ł u d n i e przychodzą k i l k u d z i e s i ę c i o o s o b o w e grupy. K a ż d y
miesiąc stanu wojennego to j u ż t ł u m . "
J e d n o c z e ś n i e c o r a z c z ę ś c i e j daje s i ę z a u w a ż y ć d e z a p r o b a t ę
w stosunku do K r z y ż a i charakteru o d b y w a j ą c y c h się przy
nim z g r o m a d z e ń . Z jednej strony p o d k r e ś l a się:
„Tutaj pod tym K r z y ż e m ,
Tutaj pod tym znakiem
Polska jest Polską,
A Polak Polakiem"
a z drugiej t w i e r d z i s i ę , ż e

N i e w ą t p l i w i e t o , co d z i a ł o się p o d K r z y ż e m p r z y c i ą g a ł o ,
a j e d n o c z e ś n i e dopiero uczestnictwo w o d b y w a j ą c y c h się t a m
zgromadzeniach p o z w a l a ł o lepiej z r o z u m i e ć sens tego zjawi­
ska. Jeśli p a t r z y m y na K r z y ż z k w i a t ó w i ceremonie przy n i m
odbywane j a k o na specyficzny w s p ó ł c z e s n y o b r z ę d , p a m i ę ­
t a ć musimy, że ludzie o d t w a r z a j ą c y go nie tyle m a j ą ś w i a d o ­
m o ś ć uczestnictwa w o b r z ę d z i e , ile raczej manifestacji.
P o t w i e r d z a j ą t o wykorzystane t u m a t e r i a ł y uzyskane z ar­
chiwum Katedry Etnografii U W :
Św. A n n a 28.02.83 g. 18.30
„ P o prawej stronie stoi najwięcej ludzi. T a m są ci, którzy
p r z e w o d z ą ś p i e w o m . L a t a r k a oświetla teksty piosenek. Wychodzi
spośród nich starsza kobieta i rozkłada w V trzy kartki, na jednej
napis: 'solidarność trwa, zwycięży!' Po chwili niknie z powrotem
w tłumie. Inna pani podchodzi i układa goździki kwiatami
zwracając je w stronę Krzyża w ę g l o w e g o . Po wyjściu z przestrzeni
V przeżegnała się i założyła rękawiczki. Starsza kobieta chodzi
w o k o ł o i zapala świeczki. Dorzuca do palących się stearynę.
Niektórzy o d c h o d z ą c żegnają się. Jakiś pan trzyma c z a p k ę
w rękach. N i e k t ó r z y m a j ą czapki na g ł o w a c h . Ludzie stoją
w pewnej odległości od V . Śpiewają:
1. 'Boże skrusz ten miecz co siecze kraj'...
2. Rota z nowymi zwrotkami, p o d n o s z ą ręce w V przy s ł o w a c h
'tak nam d o p o m ó ż B ó g '
3. 'Hej tam pod K r a k o w e m modra Wisła płynie,
rozłożyła nam się świnia na polskiej krainie',
co przechodzi w o p o w i e ś ć o przyjeździe Lecha Wałęsy
do Warszawy w lutym.
4. 'Siekiera motyka katar sienny
mamy w Polsce stan wojenny'
5. Nie chcemy komuny - na melodię 'Szarej piechoty'.
6. Będę dyrektorem.
K t o ś bije brawo. Niektórzy po lewej stronie przyłączają się."
Św. A n n a 15.01.83 g. 20.00
„1. W przestrzeni V:
- szopka, choinka wbita w V , tu pali się najwięcej świec.
N a kartce tekst:
'Wszystkim tym, którzy solidarnie
trwają przy naszym symbolu - śpiewają,
opiekują się, sprzątają i są z nami - c h w a ł a
SOLIDARNOŚĆ'
2. N a schodkach figury, ponad K r z y ż e m portret Jana Pawła I I

93

�w wieńcu.
3. Szc/yt Krzyża - portret kardynała W y s z y ń s k i e g o , palą się
świece (znicze).
4. Przed znakami P i M palą się pojedyncze znicze
5. W o k ó ł Krzyża stoi sporo ludzi, najwięcej pod ścianą kościoła,
po prawej stronie. C i rozpoczynają śpiewanie piosenek. Po
lewej stronie mniej ludzi, ci nie śpiewają prawie, p o d c h o d z ą
posłuchają, popatrzą się, o d c h o d z ą . Jakaś pani z tej strony
(lewa) z a p r o p o n o w a ł a n o w ą piosenkę, ale reszta jej nie podjęła
czekając co zaproponuje prawa strona. Podczas śpiewania
piosenki "Równaj do Siwaka" ludzie śmieją się. Potem śpiewają
'Żeby Polska była Polską'. Z prawej strony okrzyki
'Wszyscy śpiewają'."
Jak p o w y ż e j wspomniano z c h w i l ą z l i k w i d o w a n i a K r z y ż a
przy placu Z w y c i ę s t w a , gdy p o j a w i a j ą się K r z y ż e przy
kościele Św. A n n y i ss. W i z y t e k , ,daje się z a u w a ż y ć d u ż o
w i ę k s z e zainteresowanie t y m przy Św. A n n i e . Z faktem t y m
łączyło się j e d n o c z e ś n i e j a k b y odbicie s p o ł e c z n y c h podzia­
ł ó w i d ą ż e ń . D o ś ć popularne b y ł o powiedzenie, że „ K r z y ż
przy W i z y t k a c h to K r z y ż K P N - u , przy A n n i e zaś Solidarno­
ści", i że „ c h o d z i t u o m i a r ę p o p u l a r n o ś c i " . M ó w i o n o t a k ż e ,
że K r z y ż przy kościele Wizytek jest „ u b e c k i , sami go z r o b i l i ,
ale n i k o g o t a m nie ma, bo ludzie to od razu wiedzieli".
I rzeczywiście, większe zainteresowanie K r z y ż e m przy W i ­
zytkach jest jedynie okazjonalne.
13.01.83 g. 21.00
„ N a zakończenie Mszy św. w kościele Św. Krzyża ludzie śpiewają
'Boże c o ś Polskę". Prawe ręce uniesione do góry w V . Po wyjściu
z kościoła tłum rusza w stronę kościoła ss. Wizytek. Stoi tam już
spora grupa ludzi. D o c h o d z ą następni. Ś p i e w a j ą ' Z i e l o n ą wronę".
Po połączeniu, dwie grupy ruszają w stronę Św. Anny chod­
nikiem. R ó ż n e części pochodu śpiewają różne pieśni. Słychać
okrzyki: Solidarność!. Lech Wałęsa!, Zbyszek Bujak!. Chodźcie
z nami! Pod A n n ą na dole Krzyża zatknięta jest flaga bia­
ło-czerwona z czarną wstęgą. D o c h o d z ą c do tego miejsca część
ludzi otacza Krzyż, ci przed arkadami na dole (na ulicy) stoją
twarzą zwróceni do jezdni i d w ó c h s a m o c h o d ó w milicji. Słychać
okrzyki: Amnestia!, U w o l n i ć aresztowanych!. Gestapo!, Chłopcy
radarowcy!. Rzućcie palki chodźcie z nami! Pod ścianą kościoła
stoją przeważnie kobiety, pierwszy szereg śpiewa, kilka o s ó b
stojących z tyłu śpiewa czytając teksty z kartki. Są ukryci za
plecami tych pierwszych."

I tak przy z u p e ł n e j dezaprobacie w ł a d z , o b o j ę t n o ś c i K o ś c i o ­
ła, żyjąc swym w ł a s n y m ż y c i e m K r z y ż z k w i a t ó w funk­
c j o n o w a ł , p r z e i s t a c z a j ą c się coraz dobitniej w t r y b u n ę ,
z k t ó r e j m o g l i w y p o w i e d z i e ć się jego animatorzy. P r ó b o w a ­
no p r z e j ą ć na siebie funkcję sumienia narodu: p r z y p o m i n a ­
jąc, wybaczając, ostrzegając:
„Żołnierzu i milicjancie,
Okupujesz własny kraj,
Gdzie twój honor.
Zabijasz bezbronnych,
Będziesz s ą d z o n y przez
N a r ó d i Boga,
Solidarność to wolna Polska,
Maryjo ratuj!"
„Okradają nas z wszystkiego,
Z miejsc krwią naszą uświęconych,
Bo nietrudno jest biednego
W d e p t a ć siłą w zastraszonych."
„ N S Z Z Solidarność
Wcześniej czy później
Zrzuci jarzmo kajdan,
C a ł e g o narodu nie da się zniszczyć.
B ó g jest z nami,
Zwyciężymy."
„Znaki V i M bardzo niskie i wąskie. W przestrzeni V pali się
bardzo d u ż o świec i zniczy. Pytam, co się stało ze znakami V i M .
Informują mnie, że w nocy 6/7 marca znaki zostały oblane
benzyną i spalone - zrobiono to w związku z przypadającą
8 marca 15 rocznicą marca 1968."
„ P y t a m co się stało z palmami?
- Wczoraj była tu łapanka i chyba milicja je zabrała. Pytam się
dlaczego? C o one im przeszkadzały. - T o pan ich nie zna, to
dlaczego 8 marca spalili M i V ? "
Jakby p o d ś w i a d o m i e d ą ż o n o do w ą t k ó w martyrologicznych. Z a t e m sam fakt niszczenia K r z y ż a , l i k w i d o w a n i a
p o s z c z e g ó l n y c h jego e l e m e n t ó w , ogradzanie k o r d o n e m p o l i ­
cji był j u ż z a d o ś ć u c z y n i e n i e m .
„ K r z y ż widoczny jest tylko z daleka. Nie m o ż n a się do niego
zbliżać, gdyż jest otoczony policją. Stoją po jednym pod A r k a -

II. 7. Krzyż przed kościołem ss. Wizytek, Wielkanoc 1986

94

�dami, tylem do Krzyża. Stoją szeregiem od strony s c h o d ó w .
Wielu siedzi przy murku we wnęce utworzonej przez mury
kościoła. N a g ł o w a c h mają białe kaski z szybą i pałki. Widać
biało-czerwone chorągiewki wetknięte w Krzyż. Ktoś przecho­
dząc obok m ó w i , że to tak wygląda jak w momencie, kiedy
Chrystusa ukrzyżowali."

T u właśnie w warszawskim K r z y ż u z k w i a t ó w w specyficz­
ny s p o s ó b w i d a ć sens i istotę tego, co n a z w a ć m o ż n a by
renesansem K r z y ż a w Polsce. K t ó ż przypuszczał, że ,,stanie
się on powszechnym i uniwersalnym symbolem oraz środ­
kiem ekspresji z a r ó w n o p r o b l e m ó w ściśle artystycznych, j a k
i przeżyć z b i o r o w y c h . " Po sierpniu 80 znak K r z y ż a stał się
istotnym przejawem życia artystycznego. Pomnik G d a ń s k i ,
p o m n i k P o z n a ń s k i , k a m i e ń pod p o m n i k Radomski i t p .
p o m n i k i K r z y ż e . K o n t y n u u j e to niejako warszawski K r z y ż
z k w i a t ó w , k t ó r y jest swego rodzaju n i e s p o t y k a n ą do tej pory
w a r t o ś c i ą a r t y s t y c z n ą . W a l k a o krzyże staje się k o n t y n u a c j ą
w a l k i o znaczenie symboli. Jest to t y m istotniejsze, że
powszechnie na p o t e n c j a ł znaczeniowy k r z y ż a składają się:
m ę c z e ń s t w o , cierpienie, śmierć, a przez to nadzieja, odkupie­
nie i ostateczne zwycięstwo, zbawienie.
25

Przesłanie warszawskiego K r z y ż a z k w i a t ó w , k t ó r e os­
c y l o w a ł o w s t r o n ę cierpienia, w pełni z r e a l i z o w a ł o się w swej
wypowiedzi, po śmierci Grzegorza Przemyka. Grzegorz
Przemyk stał się bohaterem, m ę c z e n n i k i e m niewinnie cier­
p i ą c y m dzieckiem, k t ó r e g o ofiara domaga się z a d o ś ć u c z y ­
nienia. J a k ż e bliskie stają się w ó w c z a s treści K r z y ż a z kwia­
t ó w w ą t k o w i bardzo popularnemu dla polskiego mesjanizmu. W ą t k o w i , o k t ó r y m A n n a Kubale pisała: „ M o t y w
dziecka szczególnie dobrze n a d a w a ł się do w y r a ż e n i a zasad­
niczego dla mesjanizmu przekonania, j a k i m była wiara
w prowidencjalny plan historii p o z w a l a j ą c a u s e n s o w i ć cier­
pienie narodu i jego tragedii n a d a ć o p t y m i s t y c z n ą perspek­
tywę. N i e była to oczywiście a r b i t r a l n o ś ć w y k a l k u l o w a n a ,
lecz wyraz rozpaczliwej potrzeby odkrycia takiego p o r z ą d k u
rzeczy, k t ó r y by z a p e w n i ł sprawiedliwemu, a niewinnie

cierpiącemu zwycięstwo. A c ó ż lepiej m o g ł o o d d a ć bezwinny
charakter cierpienia niż n i e z a s ł u ż o n a m ę k a czystego, bez­
bronnego dziecka? C ó ż bardziej d o m a g a ł o się z a d o ś ć u c z y ­
nienia? Trzeba b y ł o zatem spojrzeć na historię j a k o na
m a r t y r o l o g i ę dzieci. (...) Dziecko i krzyż, niewinne dziecko
i symbol męki - oto obraz narodowej martyrologii i przywo­
łany przez r o m a n t y z m w z ó r m ę c z e n n i k a , nowego człowieka
polskiej h i s t o r i i . "
Śmierć Grzegorza Przemyka natychmiast w c h ł o n i ę t a
przez K r z y ż z k w i a t ó w stała się istotnym elementem jego
istnienia. I jak niegdyś ś p i e w a n o b a l l a d ę o Janku W i ś n i e w ­
skim, bohaterze poległym w 70 r. na W y b r z e ż u , symbolu
ofiar grudnia, tak obecnie u ł o ż o n o na tę s a m ą m e l o d i ę
b a l l a d ę o śmierci Grzegorza Przemyka. Teksty ulotek zgro­
madzonych przy K r z y ż u miały charakter o s k a r ż a j ą c y :
26

„Zapamiętajcie oprawcy
śmierć niewinnego chłopca.
Grzegorza Przemyka,
Wzruszyła sumienia całego narodu.
T a zbrodnia nie ujdzie bezkarnie."

G d y o d w o ł u j e m y się do „ a k t u m i t o t w ó r c z e g o " j a k i speł­
nia się przy K r z y ż u nasuwa się stwierdzenie „czy (...) u k r y w a
się za n i m m a ł o d u s z n o ś ć ucieczki przed r o z p a c z ą , zła wiara
z a l ę k n i o n y c h , czy raczej pragnienie w s p ó l n o t y i nadzieja
s p e ł n i o n e g o człowieczeństwa, zależy to k a ż d o r a z o w o od
jednostkowej ś w i a d o m o ś c i , sprawczyni a k t u m i t o t w ó r c z e go."
W k r ó t c e też wystrój K r z y ż a i charakter z a c h o w a ń ze­
branych w o k ó ł niego ludzi zmienia się niemal całkowicie. Po
pełnych b u n t u i o s k a r ż e ń tekstach n a d s z e d ł czas uniesienia
i religijnego oczekiwania - 2. wizyta Jana P a w ł a I I . W wy­
stroju K r z y ż a pojawiają się elementy papieskie, portrety,
flagi, pisane liternictwem „ S o l i d a r n o ś c i " C Z E K A M Y !
K r z y ż zmienia f o r m ę wypowiedzi, z d r a p i e ż n e j , politycz­
nej, oskarżycielskiej przechodzi w pełne pojednania w duchu
religijnym wybaczenie.
2 7

11. 8. Rzym, październik 1986, w rocznicę śmierci ks. J . Popiełuszki Polacy ułożyli krzyż kwietny
na schodach przed kościołem Santa Maria di Aracoeli

95

�WARSZAWA,

ЪпНАСсА

ЛОЛ?,

^пъ^

где j£śr czŁow/ек/ен
?i£Ki:o / HiBbo
iv, NA zi&amp;m,
co żyje
JSST
wtBczKE

лыз&amp;ятко

t

W. 3CAOTĄ
UMIE

Wtffb3&amp;**/

4 . WizyrB:
SU ANNY

CVDOWBJ
MATKI CSHAZ łniąiy нхе$9ащ
ьагжв
otr ZWAWJS МФ янатвм ,Jo3&amp;&gt; cjMkjjoze witm
W пеол ZIMY Maszy SPB4, luzsąt аомваею swucr
5. TRAHClGZfAHoW
copowhfA MATKO, ZNAK он аевлm&amp;mtiB
Hojąj£&gt;Ąj
Я 50ROMffl4SZ\
- WARSZAWO pob&amp;Tbfi w, keąćfit
W&amp;EL
swe ague* вчькм ънъм
8. *ezy$ruoł świą,rycH
w trWAKTowirej fMi лшг wiosemmeH
9. ŚW. ЪАкЬАКУ
40.z&amp;ĄWta6iA
0t6OM —
/
-BOŻY 6KOM
H ŚW. КШ&amp;
,
43. KRZYŻ гШ1КГбЫ PŁAC
m

(

ABY ziścik się cup 60Q-LBCIA
O.M.h,J.
Ptzerisz(H&amp;»YSuj)
TO MAHTY&amp;VM
НЯ *№ ZPAZYSZ
fRZS&gt; W. PlĄtWEM * ROZfHfŚ
DO
GO mtiNtej
4Z todaotdiv, w тугл ъо WŁASHB&amp;O
т*ляАШ&amp;о
i PO J&gt;rVÓCH z YłYMUfUKiNYcM *OWYŻ*]t W (ЫТЖЫСр fHAWpy
f

Ulotka „Martyrium" - patrz przypis 22
„Cierpienie swoje ofiaruję Ojczyźnie
i wybaczani modląc się w intencji OJCA ŚWIĘTEGO,
Boże odpuść i m . "
(Piotr 1.35)
„A ja Wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół Waszych
1 módlcie się za tych,
Którzy was prześladują."
(Mat. 5.44)

96

„Nie oszczędzaj nam cierpienia
Winni zbrodni nie czują pokory
Niczego nie nauczył ich Sierpień
To nie ludzie lecz upiory - Solidarność."
Jednocześnie Krzyż staje się specyficznym punktem infor­
macyjnym dla grup pielgrzymów przybywających do War­
szawy. O d ż y w a w nim na nowo idea miłości, pamięci
kardynała Wyszyńskiego, zaś wątki polityczne pozostają

�j a k b y na uboczu. W trakcie przejazdu przez K r a k o w s k i e
Przedmieście Papież:
„jadąc zatrzymał się i pobłogosławił Krzyż i ludzi stojących przy
nim, było to oznaką, że go akceptuje. Potem będąc w Wiedniu,
gdy na jego cześć ułożyli Krzyż z kwiatów dokończył go układać."
„Ależ skąd, Papież nie pobłogosławił Krzyża! Byli tam, jak na
całej trasie jego przejazdu, ludzie i ich pobłogosławił, a nie Krzyż
- to bzdura!"
Nieistotna jest t u prawda i a u t e n t y c z n o ś ć tego wydarze­
nia, istotne są jedynie potrzeby i c h ę ć d o ś w i a d c z e n i a i ujrze­
nia z n a k u jeśli się go oczekuje.
W k r ó t c e przemija echo wizyty papieskiej, z a ś przy K r z y ż u
na n o w o o d ż y w a j ą d r a p i e ż n o ś ć , m o ż e nawet czasem stero­
wana, k o n f l i k t o w o ś ć . I w ł a ś c i w i e z u p e ł n i e nie w i a d o m o k u
czemu zmierza. Sama f o r m a i k s z t a ł t K r z y ż a z k w i a t ó w
zostaje bez zmian, wszystkie elementy k w i a t o w e są j u ż
ustalone, w y m o w n i e natomiast zmienia się t r e ś ć b ę d ą c y c h
przy n i m ulotek:
„Z deklaracji ideowej PRON
- Wypiszemy wam na skórze
PRAWA C Z Ł O W I E K A 1 O B Y W A T E L A
prawo do pracy, miejsce przy murze
i syna twarz w plutonie co strzela."
28 V I I 1983 r. po licznych demonstracjach K r z y ż przy
K o ś c i e l e Św. A n n y przestaje istnieć. Zostaje z l i k w i d o w a n y .
P o z o s t a ł po n i m jedynie ciemny zarys widoczny jeszcze d ł u g o
p o t e m i grupa stale p i l n u j ą c y c h go m i l i c j a n t ó w . S t a ł o się to
z n ó w tematem wielu anegdot i j a k b y ostatnim a k o r d e m
istnienia K r z y ż a z k w i a t ó w pod k o ś c i o ł e m Św. A n n y .
„Nie ma już Krzyża, a oni tam stoją, chyba pilnują tylko jego
ducha, czyżby marksiści obok materii wierzyli również w ducha?"
P r z e t r w a ł K r z y ż przy ss. W i z y t k a c h , ale j a k b y p o z b a w i o ­
ny zainteresowania. K i l k a k r o t n i e jeszcze po z l i k w i d o w a n i u ,
K r z y ż z k w i a t ó w przy k o ś c i e l e Sw. A n n y był u k ł a d a n y ,
w d n i u B o ż e g o C i a ł a 84 r. i w okresie kiedy w y r u s z a ł a
z Warszawy pielgrzymka do C z ę s t o c h o w y - zawsze j e d n a k
po k i l k u godzinach istnienia K r z y ż z k w i a t ó w był l i k w i d o w a ­
ny.
N a z a k o ń c z e n i e p r z y t o c z ę fragment wiersza p o ś w i ę c o n y
K r z y ż o w i z k w i a t ó w , t w ó r c ą k t ó r e g o był jeden z m y c h
r o z m ó w c ó w bardzo emocjonalnie z w i ą z a n y z K r z y ż e m .
„Pięć lat po gaudum magnum że habemus papam
Późnym wieczorem do dom z mszy wracałem
W kościele Św. Anny, przy którym miast Krzyża,
Stała warta milicji dusząc myśl o kwiatach
Odkąd plac Zwycięstwa
Szef garnizonu kazał ot - zlikwidować
Krzyż przy Wizytkach stał się pieśnią o Prymasie,
Gdy ten drugi przy Annie, wzniecał pieśń więzienną.
Więc gdy go unicestwił rozkaz garnizonu
I pilnować zaczęto, by się nie odtworzył,
I stało się to w ciszy bez krzyków i buntów
W czterdziestą czwartą rocznicę
czwartego rozbioru
Pomyślałem, że gdy szuflą zabiją ten drugi
Znaczący, że Warszawa za Prymasa się modli
1 zrobią to w dniu piątej rocznicy, to...
- Lecz widzę znicze."
(Koniec ballady o Krzyżu z kwiatów)
D z i ś j u ż w t y m miejscu, o k t ó r y m m ó w i ten wiersz, stoi
p o m n i k Prymasa W y s z y ń s k i e g o , p o d k t ó r y m ludzie s k ł a d a j ą
kwiaty.
PRZYPISY

Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, „Tygodnik Powszechny"
7.06.81 r. nr 23 (1689)
ks. Adam Boniecki W sobotę 30 maja S l. W niedzielę 31 maja 81. Na placu
Zwycięstwa, „Tygodnik Powszechny" 7.06.81 r.
Jerzy Turowicz, Ostatnia droga, „Tygodnik Powszechny", 28.05.81 r. nr
23 (1689)
Społeczeństwo pożegnało Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńs­
kiego, „Żołnierz Wolności" 1.06.81 r.
Fragment Testamentu Prymasa Wyszyńskiego, „Tygodnik Powszechnv"
28.05.81 r. nr 23 (1689)
Prymas Tysiąclecia, Editions du dialogue, Paryż 1982, wybór tekstów
i opr. redakcyjne P. Kniotek SAC Z. Modzelewski SAC D. Szumska, s. 71
Stanisław Celestyn Napiórkowski O F M Conv., Res sacra homo, „Więź"
1983, nr 8-10, s. 209-210
Podarowany kwiat, o którym myślimy, zachowuje świeżość na naszych
oczach, rozwija się by potem pięknie zaschnąć. Literatura zarówno „profes­
jonalna" i ta ustna, ludowa, zna przykłady kwiatów wyrastających na grobach
kochanków, żołnierzy, czy też niewinnych istot zabitych zdradziecką ręką.
Por. choćby Lilije Adama Mickiewicza. Wartymi przypomnienia będą tu
również ludowe nakazy pozostawiania przez pannę młodą bukietu ślubnego
i przekonanie, że ma on w przyszłości zapewnić szczęście. Podobne w treści są
zwyczaje zasuszania pierwszych otrzymanych kwiatów. Kwestię zeschniętych
kwiatów porusza w: Życie przed sobą Emile Ajar. I bardzo istotna uwaga,
kultura dawnej wsi nie zna zwyczaju wręczania kwiatów żywym, żywi dostają
kwiaty jedynie w sytuacji obrzędowej.
Stefan Kisielewski, Spotkanie z Warszawą, „Tygodnik Powszechny"
10.06.79 r.
Krzysztof Borek, Z odmiennego punktu widzenia „Więź" nr 8-10,1983, s.
267
Stanisław Wasylewski, Życie polskie w XIX w. Kraków 1962, s. 227
Mircea Eliade, Sacrum, mit, historia, Warszawa 1974, s. 50
Aleksander Jackowski, Pomniki ludu, „Polska Sztuka Ludowa" 1981, nr
3^ł, s. 134
Można tu choćby przypomnieć znane wszystkim z lektur szkolnych takie
pozycje, jak Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej czy Noce i dnie Marii
Dąbrowskiej. Podkreślony jest tam wątek pamięci i hołdu składanego na
mogiłach powstańców o czym wieść przekazuje się z pokolenia na pokolenie.
Julian Ursyn Niemcewicz (?), Napis nagrobkowy Tadeuszowi Kościuszce
(w): Poeci żołnierzom, oprać. J. Kapuścik, W. Podgórski, Warszawa 1970, s.
309
Andrzej Brodziński, Pożegnanie, (w.) Poeci żołnierzom, tamże, s.
265-266
S.M.B. - Ballada Warszawo powstań.
Patrz dołączone po przypisach rysunki 1 i 2. Rys. nr 1 - ulotka
„Martyrium" wraz z instrukcją jej powielania i rozsyłania przypomina
mechanizm funkcjonowania łańcucha szczęścia. Zob. na przykład Cz. Robotycki, Łańcuch szczęścia w pól wieku później, „Polska Sztuka Ludowa" 1981.
nr 1, s. 3-10
Nadużywanie miejsca kultu. Wokół kwietnego krzyża, „Perspektywy"
12.08.83 r„ nr 32 (719), s. 20
" Wypowiedź siostry zakonnej z kościoła ss. Wizytek, 29.08.84
Wojciech Skrodzki, Krzyż uniwersum sztuki, „Tygodnik Powszechny"
11.09.1983, nr 37 (1785)
Anna Kubale Dziecko romantyczne, Wrocław 1984, s. 120-121
Leszek Kołakowski, Obecność mitu, Instytut Literacki, Paryż, przedruk
ABC Kraków 1981, s. 62
6

7

8

5

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6
1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2

2 5

2 6

2 7

1

Por. Warszawski Krzyż z kwiatów - próba interpretacji etnologicznej,
praca magisterska napisana pod kierunkiem prof, dr hab. Zofii Sokolewicz,
w Archiwum Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu
Warszawskiego.
Z rozmowy z członkiem Ruchu na rzecz Beatyfikacji Stefana Kardynała
Wyszyńskiego. W dalszym ciągu tekstu cytowane, a nie opatrzone przypisami
wypowiedzi moich anonimowych bądź zastrzegających sobie anonimowość
rozmówców, pochodzą z materiałów zgromadzonych przeze mnie w trakcie
badań. Wywiady i rozmowy znajdują się w dyspozycji autora i w Archiwum
Katedry Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego.
Informacja PAP: „Życie Warszawy" 29.05.81 r.
Stefan Zielicz, Wielki Polak - patriota, „Żołnierz Wolności" 29.05.81 r.
Oświadczenie do rąk Jego Eminencji Franciszka Macharskiego zastępcy
2

3

4

5

Fotografie: Anna Beata Bohdziewicz

97
i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5867" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5848">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/52ed5c344faac95df995eadb0cb95260.pdf</src>
        <authentication>adcc7244d936cd84e130353b44f8303f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69992">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2460</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69993">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69994">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69995">
                <text>Emocje w percepcji antropologa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69996">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.98-100</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69997">
                <text>Schmidt, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69998">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69999">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70000">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="70001">
                <text>Emocje w percepcji antropologa
(Na przykładzie stereotypu)
Jacek Schmidt
Takie emocje jak np. lęk, agresja przeciw inności, obcości,
tolerancyjna życzliwość wobec „swoich" nie są czymś charak­
terystycznym tylko dla naszego gatunku. Emocjonalność czy
też, jak kto woli, afektywność nie jest d o m e n ą społeczności
ludzkich. Społeczne reakcje emocjonalne w obrębie różnych
g a t u n k ó w m o ż n a zaobserwować zarówno u wszystkich kręgow­
ców jak i wśród tzw. owadów społecznych (Pawlik 1988, s. 129).
Od tej konkluzji dzieli nas już tylko krok do stwierdzenia, iż
wszelkie zachowania emocjonalne m o ż n a sprowadzić do prawi­
dłowości rządzących światem organizmów żywych - do deter­
minant biologicznych. Traktując człowieka jako istotę dwu­
dzielną, u k o n s t y t u o w a n ą poprzez organiczne zespolenie dwóch
opozycyjnie postrzeganych sfer - umysłu i ciała, emocje lokali­
zowano w sferze cielesnej przypisując i m rolę struktury or­
ganizującej i porządkującej pewne stany fizjologiczne organiz­
mu poprzez ich manifestacje zewnętrzne. Powyższy punkt
widzenia jest charakterystyczny dla wielu koncepcji psycho­
logicznych uwypuklających indywidualny charakter emocjonalności, jej odniesienie do sfery motywacyjnej danego osobnika.
Przedmiotem niniejszych rozważań będą tu konsekwencje
przenoszenia niektórych elementów psychologicznej koncepcji
emocji na grunt socjologii i antropologii kulturowej. W tym celu,
jak to zaznaczyłem w samym tytule, posłużę się przykładem
stereotypu. Na wstępie odwołajmy się do dwóch wypowiedzi
ilustrujących postrzeganą przez badaczy relację na linii stereotyp
- emocja.
Stereotypy - „ t o są pewne obrazy - skróty, do których
przywiązane są pozytywne lub negatywne kompleksy wzruszenio­
we. Obrazy te nigdy nie oddają dokładnie rzeczywistości obiek­
tywnej, czasem nie wiadomo w ogóle, co oznaczają; zawsze
wyrażają rzeczywistość widzianą uczuciowo. Nie są to obrazy
czysto intelektualne, ale są to treści o silnym zabarwieniu
uczuciowym: w nich rzutowane są ludzkie pragnienia, dążenia
i uprzedzenia, wzajemne urazy i nienawiści" (Chałasiński 1935,
s. 48-49; podkr. - J.S.).
„Poprzez słowo „ s t e r e o t y p " rozumiemy sąd wartościujący
(pozytywny lub negatywny) połączony z przekonaniem, wyka­
zujący następujące cechy charakterystyczne; ... zawsze jest
związany z określonym ładunkiem emocjonalnym (negatywnym
lub pozytywnym); ... jest długotrwały i oporny na zmiany, co
wiąże się z niezależnością stereotypu od doświadczenia i jego
ładunkiem emocjonalnym" (Schaff, 1981, s. 115-116; podkr.
-J.S.).
Przytoczone tu fragmenty wybranych charakterystyk stereo­
typu przypominają nam o istnieniu pewnej wytyczonej już przez
Waltera Lippmanna (1960, s. 96), szeroko rozpopularyzowanej
i wciąż żywotnej opcji badawczej. Mówiąc najogólniej, opcja ta
wyraża się w postrzeganiu zjawiska stereotypu w organicznym
związku ze sferą emocjonalnych przeżyć ludzi. M o ż n a wskazać
na dwie przyczyny, które bezpośrednio zaciążyły na ukształ­
towaniu się właśnie takiej percepcji interesującego nas fenome­
nu. Już w pierwszych studiach empirycznych nad stereotypami
uwidoczniła się perspektywa badawcza ujmująca stereotypy
jako specyficzne twory umysłu będące wyrazem pewnego defek­
tu myślowego, przekonania irracjonalne, odbiegające w swej
treści od prawdy i rzeczywistości obiektywnej (Katz i Brały 1933,
s. 280-290). N a t u r a l n ą konsekwencją takiego stanu rzeczy było
zaliczenie stereotypu do sfery doznań impulsywno-emocjonalnych, żeby nie powiedzieć reakcji parafizjologicznych. W kon­
tekście przywoływanej przez badaczy kultury podstawowej
opozycji natury i kultury, stereotypy jako twory zmysłowe,
intuicyjne, emocjonalne były lokalizowane w porządku tej
pierwszej i wyłączane poza sferę myślenia dyskursywno-racjonalnego, analitycznego.

98

i

D r u g ą przyczyną, która doprowadziła do spopularyzowania
omawianych poglądów była sama tematyka podejmowanych
b a d a ń nad stereotypami. Przez całe ostatnie półwiecze (od lat 30.
do późnych lat 70.) główny przedmiot zainteresowań badaw­
czych stanowiły stereotypy etniczne pojawiające się w sytuacji
antagonizmów i zderzenia kultur w społecznościach polietnicznych, stereotypy towarzyszące zjawiskom uprzedzeń, antysemi­
tyzmu i antynegryzmu. Jest oczywiste, że wszelkim przejawom
etnocentryzmu, ksenofobii czy szowinizmu manifestowanym
w konkretnych relacjach społecznych muszą towarzyszyć silnie
n a ł a d o w a n e emocje. Podobnie przedstawia się sytuacja ze
stereotypem płci - tematem nr 1 w psychologii społecznej (Mc
Kay 1969, s. 424-425), którego to pokłady emocjonalności nie
budzą chyba niczyich wątpliwości.
Postulowany organiczny związek emocji ze stereotypem,
pomimo że wielokrotnie usankcjonowany ex definitione, ma
charakter czysto funkcjonalny. Przy pomocy określenia-wytrycha „emocjonalność" próbuje się wyjaśnić szereg właściwości
stereotypu uznawanych przez badaczy za cechy konstytutywne
tego zjawiska: długotrwałość istnienia, oporność na zmiany czy
irracjonalność a w wersji łagodniejszej - nieścisłość bądź praw­
dziwość cząstkową.
To bardzo uproszczone a zarazem wygodne wytłumaczenie
zjawiska stereotypu zostało pośrednio skrytykowane przez
samych psychologów społecznych. Wskazują oni, że nie są znane
mechanizmy w psychice człowieka, na drodze których emocje
mogłyby podtrzymywać jakiekolwiek przekonania, w tym stere­
otypy, którym towarzyszą. Nie posiadamy także przekonywają­
cych danych empirycznych na to, że sądy i opinie emocjonalne
jest trudniej ludziom zmieniać, aniżeli jakieś inne formy wiedzy
nie podbudowane emocjami (Wojciszke 1986, s. 72).
Krzysztof Krzyżewski rozpatruje zagadnienie użyteczności
kategorii emocji w oparciu o psychologiczną koncepcję wyjaś­
niania funkcjonalnego (J. Fodora) jak i analizę wybranych teorii
emocji w kontekście zawartych w nich funkcji tego zjawiska,
a w konsekwencji charakterystyk zachowania. Autor ten kon­
kluduje: „Psychologia ... nie jest w stanie wskazać jednoznacznie
na żadne obszary, rodzaje czy aspekty zachowania, których nie
dałoby się wyjaśnić bez odwoływania się do emocji... w konsek­
wencji psychologia nie jest w stanie d o k o n a ć w kategoriach
zachowania, do którego emocje miałyby prowadzić - funk­
cjonalnie - ich określenia, charakterystyki i identyfikacji". I na
zakończenie dodaje: Kategoria „emocji", jej obecność w roz­
maitych koncepcjach... i jej żywotność to rezultat działania
jakichś pozamerytorycznych czynników, głównie siły tradycji
psychologii świadomościowej, k t ó r a sprawia niekonsekwencję
poszczególnych koncepcji, ich twórców i zwolenników oraz
swoistą niewrażliwość na argumentację o braku dostatecznych
podstaw do posługiwania się kategorią „emocji" (Krzyżewski
1986, s. 289).
Co więcej, nie możemy wykluczyć istnienia stereotypów
„obojętnych, deskryptywnych, pozbawionych ł a d u n k u emoc­
jonalnego. Zakładając dla potrzeb natury teoretycznej istnienie
continuum emocjonalności, którego biegunami byłyby np.
miłość - nienawiść, przyjaźń - wrogość czy tolerancja - agresja
(Tomaszewski 1976, s. 178-179), należy także uwzględnić moż­
liwość zaistnienia stanów pośrednich - emocjonalnie neutral­
nych a towarzyszących różnym przekonaniom i manifestacjom
tych przekonań. Poddawanie w wątpliwość możliwości wy­
stąpienia takich stanów aemocjonalnych wynika z ujmowania
zjawiska stereotypu jako predyspozycji zbliżonej w swojej
strukturze do postaw (Nawrocki 1990, s. 110-111). Rzecznicy
strukturalnej orientacji w definiowaniu postaw, akcentujący ich
trzy komponenty: emocjonalno-wartościujący, poznawczy, be­
hawioralny odrzucają sens mówienia o postawie obojętnej

�wobec jakiegokolwiek zjawiska - postawie o „wartości zero­
wej", wolnej od czynnika emocjonalnego (Nowak 1973, s. 27).
Nie podzielam tego stanowiska i zakładam istnienie wyobrażeń
stereotypowych jako r ó w n o p r a w n y c h składników rzeczywisto­
ści subiektywnych doświadczeń osób poddanych badaniom na
ten temat. N p . żywione przez wielu P o l a k ó w stereotypy miesz­
kańców Skandynawii - wysokich, niebieskookich blondynów,
czy też Włochów - brunetów o bardzo żywym temperamencie
nie wydają się być obciążone emocjami, stanowią raczej typowe
poznawcze (parapoznawcze) „obrazy etniczne", elementy poto­
cznej wiedzy o innych grupach narodowych. Jest oczywiście
możliwe, że jakieś inne, tu nie wymienione, cechy składające się
na owe stereotypy Duńczyka czy Włocha będą w większym
stopniu powiązane z ocenami skłaniającymi do reakcji emoc­
jonalnych, co w ostatecznym rozrachunku może zadecydować
o ich afektywnym charakterze.
O emocjonalnej neutralności takich charakterystyk może
decydować zbyt słaba lub odwrotnie - nadto dobra znajomość
p o d m i o t ó w będących przedmiotem treści stereotypów ( M i k a
1981, s. 118-119). Bardzo istotnym momentem decydującym
0 włączeniu do stereotypowej wiedzy potocznej komponentu
emocjonalnego jest uznanie przez grupę jakichś cech odmienno­
ści za obce. Nie wszystko co inne, różne jest przez jednostkę,
grupę automatycznie postrzegane jako obce - niezrozumiałe,
dziwne czy śmieszne, w końcu budzące poczucie zagrożenia,
strach, agresję. Status obcości budzącej emocje mogą uzyskać
tylko te przejawy odmienności, którym oceniający przydaje
jakieś istotne społecznie znaczenie - „Problem swojskości
1 obcości rozgrywa się gdzieś na granicy między postrzeżeniową
a wartościującą płaszczyzną inności - na przejściu od tego, co
inne w sensie deskryptywnym, do tego, co inne w sensie
psychologicznym czy społecznym, a więc od opisu do oceny, od
faktu do wartości" (Nowicka 1991, s. 10-11).
Zapewne nierozstrzygniętym pozostanie stary dylemat - jakie
są uniwersalne cechy pierwotnej postawy wobec obcości: wro­
gość, życzliwość czy po prostu obojętność? (Znaniecki 1990, s.
312 i nast.). W tym miejscu jednak istotne jest tylko to, że proces
nadawania postrzeganej inności znamion obcości następuje
zazwyczaj w trakcie, jak to określał Florian Znaniecki, bliższej
styczności społecznej. Styczność tego rodzaju niejako wymusza
konieczność uzewnętrznienia konkretnych przekonań wartoś­
ciujących, związanych z nimi przeżyć emocjonalnych, wreszcie
tendencji do określonych zachowań wobec „ o b c e g o " .
Poziom emocjonalności nie stanowi wiarygodnego kryterium
kwalifikującego dane wyobrażenie do kategorii stereotypu ( W i l ska-Duszyńska 1971, s. 112-116). Tak więc postulat weryfikacji
definicji stereotypu akcentujących jego nierozłączność z emoc­
jami wydaje się być nie podlegającym dyskusji. Nie istnieją
jednak żadne szczególne powody, które uzasadniałyby celowość
podejmowania zabiegów polegających na sztucznym oddziela­
niu stereotypów emocjonalnie neutralnych od stereotypów
„afektywnych". Podnoszony przez niektórych autorów fakt, że
stereotyp aemocjonalny nie realizuje zazwyczaj funkcji społecz­
nych nie oznacza jeszcze, że ten typ przekonań jest kształtowany
i regulowany przez jakieś odmienne mechanizmy kulturowe
(Kapiszewski 1978, s. 28; Wilska-Duszyńska 1971). Mówiąc
o funkcjach społecznych stereotypu ma się zazwyczaj na myśli
szeroko rozumiane zabezpieczanie przezeń tzw. interesu grupy
własnej. Polega to na: 1) usprawiedliwianiu wszelkich planowa­
nych lub już wykonanych działań wobec członków innych grup
przy równoczesnym obarczaniu tych ostatnich odpowiedzial­
nością za zaistniały stan rzeczy (funkcja społecznego usprawied­
liwiania); 2) wyjaśnianiu budzących napięcia, złożonych wyda­
rzeń społecznych, politycznych czy ekonomicznych o doniosłym
znaczeniu dla grupy (funkcja społecznej przyczynowości);
3) ochronie przed akceptacją i przejmowaniem wzorów oraz
standardów działania obcych grupie, jej tradycji jak również
internalizacji „swojskich" norm i wartości (funkcja społecznego
różnicowania) (Tajfel 1982, s. 18-19).
Spróbujmy p o d s u m o w a ć dotychczasowe ustalenia dotyczące
relacji pomiędzy stereotypem a emocją. Przypisywanie emocjom
roli czynnika wyjaśniającego cechy konstytutywne i niektóre
funkcje realizowane przez stereotypy przy równoczesnym po­
strzeganiu emocji jako p r o d u k t ó w procesów psycho-fizjologicznych, których ostatecznym wyrazem jest bezsilność intelektual­
na człowieka - oto najistotniejsza przyczyna niepowodzeń
poznawczych rzeczników psychologicznej koncepcji emocji

w badaniach stereotypu. Innymi słowy, przyczyn opisywanego
impasu metodologicznego należy szukać w antynomii wykorzy­
stania tradycyjnej, psychologicznej optyki emocji dla interp­
retacji społeczno-kulturowego wymiaru zjawiska stereotypu.
Opisaną tu postawę badawczą, często przenoszoną na grunt
antropologii, m o ż n a określić jako styl myślenia antropologa
- „racjonalisty", który postrzega emocje w opozycji do wiedzy,
stawia znak równości między nimi a irracjonalnością, a przynaj­
mniej określa emocje jako nieuporządkowane, niejasne, pro­
blematyczne. Z wyżej wymienionych względów bardzo często
wyłącza on emocje poza o b r ę b swoich zainteresowań badaw­
czych i koncentruje się na aspekcie deskryptywnym stereotypu.
Przegląd narzędzi badawczych, zwłaszcza ankiet i kwestionariu­
szy wywiadu przygotowanych na potrzeby b a d a ń nad stereoty­
pami i innymi pokrewnymi formami wiedzy potocznej nasuwa
przypuszczenie, że ich autorzy nie brali w ogóle pod uwagę
pozawerbalnych manifestacji stereotypu. A przecież to właśnie
te nieautonomiczne reakcje emocjonalne niezmiennie towarzy­
szące werbalnym sądom stereotypowym nadają i m dopiero
właściwy sens adekwatny do intencji ich wyraziciela, umoż­
liwiają komunikację w obrębie każdej grupy.
Przez całe dziesięciolecia emocje były traktowane jak przed­
mioty w rodzaju statycznych obiektów materialnych opat­
rzonych etykietą-nazwą. Wielokrotnie sugerowano, że okreś­
lenia charakteryzujące właściwości postaw ludzkich (w tym
cechy osobowości - np. inteligencję, temperament) i tworzących
je emocji mają charakter uniwersalnego, ponadczasowego kodu,
który m o ż n a „ p r z y k ł a d a ć " do dowolnej społeczności poddawa­
nej badaniom. Jednak prawie wszystkie nasze dyspozycje psy­
chiczne i ich ekstensje emocjonalne takie jak пр.: „ d u m a " ,
„ p o k o r a " , „gniew", „gościnność", „tchórzliwość", „chytrość"
a nawet „ g o s p o d a r n o ś ć " - „rozrzutność", „ p r a c o w i t o ś ć " - „le­
nistwo" nie są cechami biopsychicznymi obiektywnie przynależ­
nymi temu czy innemu osobnikowi, członkom tej czy innej
grupy. W rzeczywistości owe charakterystyki mają znaczenie
stricte kontekstualne, zrelatywizowane do grup i czasu, w k t ó ­
rych powstały i znajdują swój wyraz. Ujawnienie się danej
dyspozycji psychicznej, emocji wynika w pierwszej kolejności
z determinant społecznych i kulturowych: relacji społecznych
zachodzących pomiędzy człowiekiem wyrażającym swoje emo­
cje a ludźmi je odbierającymi, pełnionych ról, samej sytuacji
społecznej tego aktu, wzorów zachowań obowiązujących w gru­
pie itd. Nawet automatyczne przenoszenie znaczeń danych
zachowań emocjonalnych w obrębie jednej społeczności na
dystansie czasowym kilku pokoleń wydaje się być zabiegiem
wielce ryzykownym (Szczurkiewicz 1969, s. 390-393; Lutz
i White 1986, s. 417-418).
Dobrym przykładem ilustrującym związek pomiędzy zacho­
waniem ukonstytuowanym przez reakcje emocjonalne a jego
społecznym i historyczno-kulturowym kontekstem jest obycza­
jowość dotycząca nietykalności twarzy. W naszym społeczeń­
stwie uderzenie otwartą dłonią w twarz zawsze bywało i nadal
jest jednoznacznie kojarzone przez poszkodowanego z utratą
czci, poczytywane jako dyshonor, wielka zniewaga. Bez konsek­
wencji m o ż n a było „ d a ć w pysk" tylko swojemu służącemu,
który jakoby odbierał to zaledwie jako formę napomnienia.
W Niemczech taki afront był traktowany znacznie bardziej
pobłażliwie i nie wywoływał istotnych reperkusji społecznych,
gwałtownych kontrreakcji emocjonalnych. Opisywane tu róż­
nice obyczajowe dotyczące tej formy zachowania a przejawiają­
ce się w odmiennych reakcjach emocjonalnych stanowiły źródło
nieporozumień i sytuacji konfliktowych w kontaktach pomiędzy
Polakami i Niemcami (Kwaśniewski 1982, s. 281-283).
Jak już zaznaczyłem, podnoszony jest silny związek sfery
biologicznej aktywności człowieka z emocjonalnością postrze­
ganą jako twór konstytuowany przez instynkty bytujące w ludz­
kiej psychice i autonomiczne względem zjawisk społecznych
i kultury. Pewne echa tych poglądów na naturę zjawiska
emocjonalności są widoczne również w definicjach tego fenome­
nu formułowanych na gruncie nowych interakcyjnych teorii
emocji. Emocje są tam interpretowane w oderwaniu od ich
komunikacyjnego charakteru i postrzegane zgodnie z poniż­
szym schematem przyczynowym:

99

�reakcje
cielesne

—&gt;. jawne
_&gt;. czynniki
zachowania
kulturowe
i in.

—&gt;. emocjonalne
etykiety
(nazwy)

Zmiany cielesne tworzą określony typ zachowań, które są
określane i pośredniczone przez czynniki kulturowe i in. Z dru­
giej strony, czynniki te wywołują zróżnicowanie w określaniu
danych stanów emocjonalnych (Denzin 1983, s. 403).
Antropologiczna koncepcja emocji nieodzowna dla zrozumie­
nia relacji na linii emocja - stereotyp nie p o d w a ż a skądinąd
oczywistego faktu wewnątrzcielesnego doświadczania emocji.
Jednakże, jak to trafnie ujmuje Norman K . Denzin, ,,ciało nie
wywołuje własnych interpretacji somatycznych... a dostosowuje
się samo do emocjonalnych interpretacji o s ó b drugich" (Denizin
1983, s. 402-403). Emocje - zjawisko zarówno fizjologiczne jak
i społeczne, kulturowe - czerpią swe źródła tak z ludzkiego ciała
jak i świadomości, świata zewnętrznego otaczającego danego
człowieka. Nie znaczy to, że badacz zjawisk ze świata kultury
blisko stowarzyszonych ze sferą emocji powinien prowadzić
swoje analizy już na poziomie fizjologii, interesować się np.
mimiką twarzy jako funkcją mięśnia twarzowego czy wzrostem
poziomu adrenaliny na widok „ o b c e g o " . Z drugiej strony, nie
może go też satysfakcjonować ograniczanie się w zainteresowa­
niach badawczych do poznania czynników społeczno-kulturo­
wych oddziaływających na emocje a leżących poza samymi
aktymi identyfikowania się i komunikowania ludzi. Bez trwają­
cej lub zaistniałej wcześniej obecności innych ludzi zjawisko
emocjonalności jest wszakże niewyobażalne.
Tak więc, emocje są tworzone i wyzwalane przez człowieka
w trakcie kontaktowania się z innymi ludźmi. Historyczne oraz
międzykulturowe zróżnicowanie k o d ó w emocjonalnych wska­
zuje na wybitnie komunikacyjny charakter znaczeń emocji. Tym
samym emocje implikują również działania, które zaistnieją
w przyszłości. Tylko poprzez poznanie znaczeń emocji współ­
tworzących zachowania możemy dotrzeć do sensu tych działań,
odczytać „scenariusz" kulturowy wszelkiej aktywności człowie­
ka. Właściwa interpretacja, zrozumienie emocji stanie się realne
tylko wtedy, gdy świat doznań uczuciowych uznamy za integral­
ny składnik kulturowych sensów przekonań i zachowań ludzi.
W miejsce postawy antropologa-,,racjonalisty" m o ż n a tu
z a p r o p o n o w a ć przyjęcie stylu myślenia antropologa-,,intuicjonisty", który dostrzega w emocjach emanację pełnego człowie­
czeństwa, narzędzie, za p o m o c ą którego każdy z nas może się
samookreślać, n a d a w a ć pełnię znaczeń swojemu życiu pośród
innych ludzi. Takie rozumienie emocji wychodzi poza schemat
psychologiczny i fakty biologiczne wskazujące na związki
pomiędzy emocjami a ciałem. Emocje m o ż n a t r a k t o w a ć jako
pewne idee nierozerwalnie zrośnięte z wiedzą, przekonaniami,
współkodujące najbardziej znaczące sensy zachowań kulturo­
wych i interpretacje większości interakcji społecznych (Lutz
i White 1986, s. 407).
Tak określone stanowisko rewaloryzuje emocje poprzez prze­
łamanie utrwalonego, dychotomicznego postrzegania poszcze­
gólnych aspektów zachowań, zgodnie z którym emocje przeciwL I T E R
Chalasiriski J.
1935 Antagonizm potski-niemiecki w osadzie fabrycznej ,,Kopalnia" na Górnym
Śląsku, Warszawa
Denzin N . K .
1983 A note on emotionality, self and interaction, „American Journal of Sociolo­
gy", t. 89, nr 2, s. 402-409.
Kapiszewski A.
1978 Stereotyp Amerykanów
polskiego pochodzenia, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk
Katz D „ Brały K .
1933 Racial stereotypes of one hundred college students, „Journal of Abnormal and
Social Psychology", t. 28, s. 280-290
Krzyżewski K .
1986
O bezużyleczności
kategorii ,,emocji" vr wyjaśnianiu zachowań, „Poznańskie
Sutdia z Filozofii Nauki", z. 10, s. 275-290
Kwaśniewski K .
1982 Zderzenie kultur. Tożsamość a aspekty konfliktów i tolerancji, Warszawa
Lippmann W.
1960 Public opinion, New York
L u t z C , White G . M .
1986
The anthropology of emotions, ..Annual Review of Anthropology ', t. 15, s.
406-430
Mc Kay J.
1989 Do gender stereotypes bias evaluation, ..Psychological Bulletin", t. 105, nr 3. s.
409-429
Mika S.
1981
Psychologia społeczna. Warszawa
1

100

1

stawiano poznaniu, intelektowi, sama zaś obecność emocji
zawierała w sobie in potentia p r a w d o p o d o b i e ń s t w o zaistnienia
stanu niezgodności z rzeczywistością, fałszywej świadomości.
Należy stwierdzić, że emocjonalność stereotypu nie stanowi
właściwości pozwalającej orzekać o innych cechach tego zjawis­
ka takich jak np. długa żywotność, oporność na zmiany czy
irracjonalność. Tylko poprzez poznanie kulturowego znaczenia
emocjonalnego wymiaru stereotypu możliwe jest odkrycie sensu
jego treści nadanych mu przez d a n ą zbiorowość.
W kulturowych badaniach emocji m o ż n a wyeksponować
kilka szczególnie interesujących nurtów refleksji istotnych dla
antropologa. Pierwszy z nich podejmuje problem emocji jako
zjawiska wyjaśnianego przez inne zmienne takie jak np. system
społeczny, w którym się pojawiają. Odnajdywane są paralele
pomiędzy strukturą społeczeństwa a strukturą funkcjonujących
w jego obrębie zachowań emocjonalnych, role emocji we
współtworzeniu specyfiki systemu społecznego. W tym nurcie
mieszczą się także badania nad językiem emocji - ich analizą
semantyczną, rolą komunikacyjną we wszelkich sytuacjach
społecznych, relacjami pomiędzy werbalnymi i pozawerbalnymi
formami zachowań. Szczególnie eksponowane są tu pragmaty­
czne funkcje reakcji emocjonalnych w systemie wartości, proce­
sie identyfikacji, kształtowaniu tożsamości.
W drugim nurcie zainteresowań emocjami są one postrzegane
jako zjawisko, za p o m o c ą którego m o ż n a wyjaśnić istotę
najrozmaitszych instytucji kulturowych: zasady organizujące
wymianę handlową, zwyczaje związane z unikaniem „obcych",
niektórych członków wspólnoty i rodziny, specyfikę uczestnict­
wa jednostki w kulcie religijnym itd.
M o ż n a wreszcie t r a k t o w a ć emocje bardziej ogólnie i badać je
jako nierozłączne składniki wszelkiego kulturowego znaczenia,
każdego systemu społecznego, w którym funkcjonują. I tu
podejmuje się problem emocji jako integralnych elementów
komunikacji międzyludzkiej a także, co wydaje się być bardzo
istotne, komunikacji jednostki samej ze sobą, proces indywi­
dualnej interpretacji zastanego świata skierowany do „we­
w n ą t r z " - odkrywania własnego rozumienia tego świata, włas­
nych reakcji na rzeczywistość. Osobnik czujący w swojej emoc­
jonalnej świadomości w pierwszej kolejności odczuwa sam siebie
(self-feeling), rozpoznaje swoją tożsamość. Oczywiście, bez
następnego kroku, tj. odniesienia tej tożsamości do innych ludzi
- członków grupy, świadomość ta nie byłaby wyobrażalna
(Denzin 1983; Lutz i White 1986, s. 410-429). Refleksja ta,
odrzucająca opozycyjne widzenie „ u c z u ć " i „myśli", podnoszą­
ca poznawczy aspekt emocjonalności może okazać się istotną
także dla rozważań nad sposobami i wartością percepcji rzeczy­
wistości badanej przez samego antropologa.
Wszystko wskazuje, że rezultaty wyżej zasygnalizowanych
dociekań nad sferą emocjonalnej aktywności mogą okazać się
bardzo interesujące także dla badaczy-antropologów tradycyj­
nie niechętnych psychologizowaniu i nie podejmujących na co
dzień zagadnień ściśle związanych z przedmiotem zainteresowań
antropologii psychologicznej.
T U R A
Nawrocki J.
1990 Polskie obrazy obcych - parapoznawcze komponenty stereotypów
Araba,
Chińczyka, Murzyna i Żyda, (w.) E . Nowicka (red.), Swoi i obcy, t. 1,
s. 109-154
Nowak S.
1973 Pojecie postawy w teoriach i stosowanych badaniach społecznych, (w:) S.
Nowak (red.), Teorie postaw, Warszawa, s. 17-87
Nowicka E .
1991
Wprowadzenie. Inny jako obcy, (w:) E . Nowicka (red.), Relięia a obcość,
Kraków, s. 9-25
Pawlik W.
1988 Arogancja kultury odrzucającej „inność", „Kultura i Społeczeństwo", t. 23, nr
4, s. 129-135
Schaff A.
1981
Stereotypy a działanie ludzkie. Warszawa
Szczurkiewicz T .
1969 Studia .socjologiczne, Warszawa
Tomaszewski T.
1976 Świadomość, (w:) T. Tomaszewski (red,), Psychologia, Warszawa, s. 171-195
Tajfel H .
1982 Stereotypy społeczne i grupy społeczne, „Studia Psychologiczne", t. 20, z. 2, s.
5-25
Wilska-Duszyńska B.
1971
Rozważania o naturze stereotypów, „Studia Socjologiczne", nr 3, s. 97-116
Znaniecki F .
1990 Studia nad antagonizmem do obcych, (w:) tegoż, Współczesne narady,
Warszawa, s. 265-358

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5866" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5847">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b9d8831676d3ebf80bfa2b9db3d595b0.pdf</src>
        <authentication>90afde29cfe59300e270582f768440c1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69982">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2462</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69983">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69984">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69985">
                <text>Relatywizm kulturowy - znikający punkt / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69986">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.105-110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69987">
                <text>Fabiś, Piotr; Zaporowski, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69988">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69989">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69990">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69991">
                <text>Relatywizm kulturowy - znikający punkt
Piotr Fabiś, Andrzej Zaporowski

1
P o d s t a w ą p o n i ż s z e g o tekstu są dwie koncepcje: teoria
socjologiczna Emile'a D u r k h e i m a i filozofia j ę z y k a G o t t l o b a
Frege. Te pozornie „ o d l e g ł e intelektualnie" teorie wykorzys­
tujemy j a k o p r z e s ł a n k i dla postawienia zasadniczej tezy.
2

2

z d o l n o ś c i k o r z y s t a ć . " T a k zdefiniowany język odpowiada
d o k ł a d n i e durkheimowskiemu p o j m o w a n i u faktu społecz­
nego, Saussure przeciwstawia j ę z y k o w i m ó w i e n i e (parole).
„ P r z e z m ó w i e n i e (parole) rozumie się akt jednostki realizują­
cej s w ą z d o l n o ś ć m o w y za p o m o c ą konwencji społecznej,
k t ó r ą jest j ę z y k . " M ó w i e n i e (parole) to j ę z y k a jednostkowe
manifestacje, praktyczne p o s ł u g i w a n i e się j ę z y k i e m przez
jednostki, często nacechowane o d s t ę p s t w a m i o d jego n o r m .
J ę z y k (langue) posiada „ w ł a s n ą e g z y s t e n c j ę " - m o ż n a j ą
sobie w d u ż y m uproszczeniu w y o b r a z i ć w postaci s ł o w n i k a
i kodeksu reguł gramatycznych - o tyle, o ile jest niezależny
od jednostek t y m j ę z y k i e m m ó w i ą c y c h , niezależny od i n ­
dywidualnych a k t ó w m ó w i e n i a (parole), w k t ó r y c h się
manifestuje. Ż a d e n członek grupy nie zna wszystkich słów
i reguł gramatycznych, a nosicielem j ę z y k a jest t y l k o grupa
s p o ł e c z n a j a k o całość. Opozycja m i ę d z y j ę z y k i e m (langue)
i m ó w i e n i e m (parole) to odpowiednik opozycji m i ę d z y
faktem s p o ł e c z n y m i jego j e d n o s t k o w y m i manifestacjami.
3

P o c z ą t e k antropologii j a k o dyscypliny naukowej wiąże się
najczęściej z nazwiskiem Edwarda Burnetta T y l o r a i rokiem
1871, kiedy to u k a z a ł a się jego Cywilizacja pierwotna. Jednak
korzenie współczesnej antropologii t k w i ą raczej w myśli
Emile'a D u r k h e i m a niż w antropologii ewolucjonistycznej.
W r o k u 1895 u k a z a ł y się Zasady metody socjologicznej,
druga z o p u b l i k o w a n y c h za życia D u r k h e i m a k s i ą ż e k ,
a w niej definicja faktu s p o ł e c z n e g o : „ J e s t faktem społecz­
n y m wszelki s p o s ó b robienia, u t r w a l o n y lub nie, zdolny do
wywierania na j e d n o s t k ę z e w n ę t r z n e g o przymusu; albo
inaczej: t a k i , k t ó r y jest w danym społeczeństwie powszechny,
m a j ą c jednak w ł a s n ą egzystencję, niezależną od jego jedno­
stkowych manifestacji." Bardzo ezoteryczna to definicja.
A b y z r o z u m i e ć definiendum, konieczne jest wyjaśnienie jego
właściwości w y m i e n i o n y c h w defmiensie.
F a k t społeczny jest „ z d o l n y d o wywierania na j e d n o s t k ę
z e w n ę t r z n e g o przymusu". O j a k i m przymusie mowa? D l a ­
czego ten przymus jest z e w n ę t r z n y wobec jednostki? Szuka­
j ą c odpowiedzi na tak postawione pytania p o s ł u ż y m y się
p r z y k ł a d e m j ę z y k a . J ę z y k jest faktem s p o ł e c z n y m i j a k o taki
przyswajany jest przez jednostki p o d przymusem. Jednostka
rodzi się j a k o członek grupy społecznej i uczy się j ę z y k a
swojej grupy nie m a j ą c m o ż l i w o ś c i dokonania w y b o r u
s p o ś r ó d większej ilości j ę z y k ó w . Język, k t ó r y m się posługuje
jest więc jej dany przymusowo, a przymus ten jest z e w n ę t r z ­
ny, p o n i e w a ż z n a j o m o ś ć j ę z y k a własnej grupy społecznej nie
jest u m i e j ę t n o ś c i ą w r o d z o n ą jednostki, t y l k o n a b y t ą w p r o ­
cesie uczenia się o d innych c z ł o n k ó w grupy. Ten z e w n ę t r z n y
przymus przejawia się t a k ż e przez brak m o ż l i w o ś c i radykal­
nego odejścia p o s z c z e g ó l n y c h c z ł o n k ó w grupy społecznej o d
narzuconych z z e w n ą t r z n o r m j ę z y k o w y c h , p o d g r o ź b ą
zerwania k o m u n i k a c j i j ę z y k o w e j z i n n y m i c z ł o n k a m i tej
grupy. P r z y k ł a d j ę z y k a pokazuje, że przymus, o k t ó r y m
m o w a w cytowanej wyżej definicji, to przymus społeczny nie
m a j ą c y najczęściej nic w s p ó l n e g o z przymusem
fizycznym.
Jest to jeszcze bardziej oczywiste, gdy z a u w a ż y m y , że ludzie
w y k a z u j ą p r z y w i ą z a n i e do swego j ę z y k a .

Badania socjologiczne l u b antropologiczne m o ż n a zatem
o p i s a ć j a k o r e k o n s t r u k c j ę f a k t ó w s p o ł e c z n y c h . Rekonstruk­
cja ta polega na wydzieleniu z jednostkowych manifestacji
(przez k t ó r e fakty społeczne się „ u j a w n i a j ą " i k t ó r e w przeci­
wieństwie do tych f a k t ó w są d o s t ę p n e empirycznie) elemen­
t ó w s p o ł e c z n y c h i odrzuceniu e l e m e n t ó w i n d y w i d u a l n y c h .
Te indywidualne elementy są nieistotne, p o n i e w a ż i n f o r m u j ą
t y l k o i wyłącznie o „ o r g a n i c z n o - p s y c h i c z n e j konstytucji
j e d n o s t k i " l u b przypadkowych o k o l i c z n o ś c i a c h t o w a r z y s z ą ­
cych jej k o n k r e t n y m d z i a ł a n i o m . W ramach d u r k h e i m o w skiej teorii życie jednostki m o ż n a o p i s a ć s ł o w a m i M a k b e t a :
„ Ż y c i e jest jedynie

Fakt społeczny „jest w d a n y m społeczeństwie powszech­
n y " i posiada „ w ł a s n ą egzystencję, niezależną od jego
jednostkowych manifestacji." Niech n a s z ą egzemplifikacją
faktu s p o ł e c z n e g o będzie nadal język. P o w s z e c h n o ś ć j ę z y k a
w konkretnej grupie społecznej jest oczywista. Poza niemow­
l ę t a m i wszystkie l u b prawie wszystkie jednostki posługują się
j ę z y k i e m swojej grupy. N a l e ż y jednak wyjaśnić, j a k język
m o ż e p o s i a d a ć „ w ł a s n ą e g z y s t e n c j ę " i co skrywa się p o d
pojęciem jego „ j e d n o s t k o w y c h manifestacji." W Kursie
językoznawstwa
ogólnego Ferdinand de Saussure s f o r m u ł o ­
w a ł definicję, w e d ł u g k t ó r e j język (langue) to „ s p o ł e c z n y
w y t w ó r z d o l n o ś c i m o w y oraz o g ó ł n i e z b ę d n y c h konwencji
przyjętych przez g r u p ę s p o ł e c z n ą , aby jednostki m o g ł y z tej

Przelotnym cieniem; ż a ł o s n y m aktorem,
Co przez g o d z i n ę puszy się i m i o t a
N a scenie, po czym znika; o p o w i e ś c i ą
I d i o t y , p e ł n ą wrzasku i wściekłości,
A nie z n a c z ą c ą n i c . "
Badacz nie m o ż e o b s e r w o w a ć b e z p o ś r e d n i o f a k t ó w s p o ł e ­
cznych, p o n i e w a ż s k ł a d a j ą się one z pojęć t k w i ą c y c h w umys­
łach ( m ó z g a c h ) c z ł o n k ó w grupy społecznej. P o d k r e ś l i ć nale­
ży, że grupa s p o ł e c z n a nie m o ż e istnieć bez biologicznych
o r g a n i z m ó w jednostek j ą t w o r z ą c y c h , ale n o ś n i k i e m f a k t ó w
s p o ł e c z n y c h jest grupa s p o ł e c z n a j a k o całość. Pojęcia te, ze
względu na ich s p o ł e c z n ą genezę, nazywa D u r k h e i m wyob­
r a ż e n i a m i z b i o r o w y m i . Wszystkie pojęcia ( w y o b r a ż e n i a

1

Przedmiotem b a d a ń po d u r k h e i m o w s k u rozumianej so­
cjologii s ą fakty s p o ł e c z n e . Natomiast jednostkowe manifes­
tacje tych f a k t ó w „ m a j ą w sobie wprawdzie c o ś s p o ł e c z n e g o ,
gdyż o d t w a r z a j ą częściowo model z b i o r o w y , ale k a ż d a z nich
zależy r ó w n i e ż , i to w dużej mierze, od organiczno-psychicznej konstytucji jednostki oraz szczególnych w a r u n k ó w ,
w j a k i c h się znajduje. Nie są to więc właściwe zjawiska
socjologiczne. N a l e ż ą one j e d n o c z e ś n i e do d w ó c h dziedzin
i m o ż n a by je było n a z w a ć zjawiskami socjopsychicznymi.
Interesują one socjologa, nie s t a n o w i ą c b e z p o ś r e d n i e g o
przedmiotu b a d a ń socjologicznych."* Dlatego też D u r k h e i m
przyjmuje z a s a d ę m ó w i ą c ą , że „ f a k t y społeczne t y m bardziej
dają się obiektywnie p r z e d s t a w i ć , i m pełniej są oczyszczone
z jednostkowych f a k t ó w , przez k t ó r e się u j a w n i a j ą . "
5

6

105

i

�zbiorowe) wytworzone w danym społeczeństwie odzwier­
ciedla język, k t ó r y m się to s p o ł e c z e ń s t w o posługuje: ,,W
potocznym myśleniu operujemy t y m i pojęciami, k t ó r e są
zawarte w s ł o w n i k u . O t ó ż język, a zatem t a k ż e w y r a ż a n y
przezeń system pojęć, jest n i e w ą t p l i w y m efektem zbiorowego
wysiłku. W y r a ż a o n s p o s ó b , w j a k i s p o ł e c z e ń s t w o j a k o
całość w y o b r a ż a sobie obiekty swego d o ś w i a d c z e n i a . A więc
pojęcia o d p o w i a d a j ą c e r ó ż n y m s k ł a d n i k o m j ę z y k a to rzeczy­
wiście w y o b r a ż e n i a z b i o r o w e . " Ten „ s y s t e m p o j ę ć " , o k t ó ­
r y m m ó w i D u r k h e i m i k t ó r y u m o ż l i w i a c z ł o n k o m społeczeń­
stwa k o m u n i k a c j ę j ę z y k o w ą i p o z a j ę z y k o w ą , to k u l t u r a .
Ale durkheimowska koncepcja k u l t u r y poza aspektem
k o m u n i k a c y j n y m posiada też aspekt funkcjonalny. W Zasa­
dach metody socjologicznej s f o r m u ł o w a n y został postulat
analizy funkcjonalnej. „ K i e d y więc przystępuje się do wyjaś­
niania zjawiska s p o ł e c z n e g o , s z u k a ć trzeba oddzielnie przy­
czyny, k t ó r a je w y t w o r z y ł a , i funkcji, j a k ą to zjawisko
w y p e ł n i a . " 1 dalej: „ U ż y w a m y s ł o w a 'funkcja', p r z e d k ł a d a ­
j ą c je nad s ł o w o 'cel', właśnie dlatego, że zjawiska społeczne
na o g ó ł istnieją nie ze w z g l ę d u na u ż y t e c z n e skutki, jakie
w y w o ł u j ą . Trzeba ustalić, czy istnieje o d p o w i e d n i o ś ć m i ę d z y
r o z w a ż a n y m faktem i o g ó l n y m i potrzebami organizmu
s p o ł e c z n e g o , oraz na czym ta o d p o w i e d n i o ś ć polega, nie
zajmując się t y m , czy ma ona charakter intencjonalny.
Wszelkie pytania o intencje są zresztą nazbyt subiektywne,
by m o g ł y b y ć naukowo u j m o w a n e . " F a k t społeczny spełnia
funkcję, co znaczy, że osiąga j a k i ś „cel s p o ł e c z n y " , k t ó r e g o
poszczególni c z ł o n k o w i e s p o ł e c z e ń s t w a m o g ą sobie nie
u ś w i a d a m i a ć : „funkcji faktu s p o ł e c z n e g o należy zawsze
s z u k a ć wjego stosunku z j a k i m ś celem s p o ł e c z n y m . " S ł o w o
„ c e l " należy r o z u m i e ć j a k o cel indywidualny, do k t ó r e g o
jednostka ś w i a d o m i e d ą ż y . F a k t y społeczne t w o r z ą jedno­
cześnie system, w o b r ę b i e k t ó r e g o są ze s o b ą p o w i ą z a n e .
Dlatego też: „ P r z y c z y n y faktu s p o ł e c z n e g o należy s z u k a ć
w ś r ó d wcześniejszych f a k t ó w społecznych, nie zaś w stanach
świadomości indywidualnej."
7

8

9

1 0

11

T a k precyzyjnie z b u d o w a n ą k o n s t r u k c j ę t e o r e t y c z n ą uzu­
pełniają dwie o g ó l n e reguły metodologiczne: „ P i e r w s z ą
i najbardziej p o d s t a w o w ą z a s a d ą jest ' r o z p a t r y w a ć fakty
społeczne j a k r z e c z y ' . " A l e czym jest rzecz? N a to pytanie
D u r k h e i m udziela d o k ł a d n e j odpowiedzi: „ R z e c z jest prze­
ciwstawna idei j a k o to, co poznaje się z z e w n ą t r z , temu, co
poznaje się od w e w n ą t r z . R z e c z ą jest wszelki przedmiot
poznania, k t ó r y nie jest ze swej natury przenikalny dla
inteligencji; wszystko, o czym nie m o ż e m y sobie w y t w o r z y ć
adekwatnego pojęcia poprzez z w y k ł ą analizę m y ś l o w ą ;
wszystko, cokolwiek m o ż e b y ć zrozumiane jedynie p o d
w a r u n k i e m wyjścia poza samego siebie, jedynie na drodze
obserwacji i e k s p e r y m e n t ó w , na drodze stopniowego prze­
chodzenia od cech najbardziej z e w n ę t r z n y c h i b e z p o ś r e d n i o
d o s t ę p n y c h do cech mniej widocznych i g ł ę b s z y c h . " W na­
s t ę p n y c h zdaniach dowiadujemy się, j a k i jest cel wprowadze­
nia zasady n a k a z u j ą c e j „ r o z p a t r y w a ć fakty społeczne j a k
rzeczy": „ T r a k t o w a n i e takich lub innych f a k t ó w j a k o rzeczy
nie polega więc na zaliczeniu ich do takiej lub innej kategorii
rzeczywistości; oznacza ono zajęcie wobec nich pewnej
postawy m y ś l o w e j . Polega ona na uznaniu w chwili rozpo­
częcia s t u d i ó w słuszności zasady, iż nie wiemy absolutnie
niczego o t y m , czym rzeczy są; a z a r ó w n o ich cechy
charakterystyczne, j a k i nieznane przyczyny, od k t ó r y c h
zależą, nie m o g ą z o s t a ć odkryte na drodze najbystrzejszej
nawet i n t r o s p e k c j i . " Nakaz traktowania f a k t ó w społecz­
nych j a k o rzeczy t o ż s a m y jest z przybraniem „ p e w n e j
postawy m y ś l o w e j " . C h o d z i w niej o to, by badacz „ w p r a w i ł
się w taki stan ducha, w j a k i m znajdują się fizycy, chemicy
czy fizjologowie wtedy, gdy zapuszczają się w nie zbadane
12

13

14

106

I

15

jeszcze regiony swej działalności n a u k o w e j . " F a k t y społe­
czne nie są oczywiście materialnymi przedmiotami, pojęcia
nie są zbudowane z a t o m ó w : „ N i e twierdzimy przecież, że
fakty społeczne są materialnymi rzeczami, lecz jedynie, że są
one rzeczami na tej samej zasadzie, co rzeczy materialne,
aczkolwiek w odmienny s p o s ó b . " D r u g a reguła metodolo­
giczna s f o r m u ł o w a n a przez francuskiego socjologa m ó w i , że
„ n a l e ż y systematycznie u s u w a ć wszelkie p r a e n o t i o n e s " ,
pojęcia pospolite, b ę d ą c e p r o d u k t e m myśli potocznej.
Obie te reguły m o ż n a z i n t e r p r e t o w a ć j a k o postulat stoso­
wania w socjologii czystego j ę z y k a obserwacyjnego (języka
opisującego rzeczywistość nie s k a ż o n ą z a ł o ż e n i a m i , pojęcia­
m i , przekonaniami badacza) lub j a k o postulat n a k a z u j ą c y
badaczowi powstrzymywanie się od w y g ł a s z a n i a s ą d ó w
w a r t o ś c i u j ą c y c h na temat badanych f a k t ó w s p o ł e c z n y c h
(postulat n e u t r a l n o ś c i aksjologicznej). Trzecia m o ż l i w a i n ­
terpretacja p o l e g a ł a b y na uznaniu, że D u r k h e i m postuluje
jedno i drugie (czysty j ę z y k obserwacyjny i n e u t r a l n o ś ć
aksjologiczną).
Wydaje się, że przypisywanie francuskiemu socjologowi
wiary w istnienie czegoś takiego, j a k język czystej obserwacji,
jest nieuzasadnione. Za o p o z y c j ą między faktem s p o ł e c z n y m
i jego j e d n o s t k o w y m i manifestacjami kryje się cała seria
opozycji o r g a n i z u j ą c y c h myśl D u r k h e i m a . Jest to przede
wszystkim opozycja „ s p o ł e c z n e - jednostkowe", n a s t ę p n i e
opozycja „ o b i e k t y w n e - subiektywne". F a k t społeczny jest
obiektywny w t y m samym sensie, w j a k i m posiada w ł a s n ą
egzystencję. O b i e k t y w n o ś ć ta to niezależność od jednostki,
niezależność od jej indywidualnych (subiektywnych) predys­
pozycji. T r z e c i ą i najważniejszą dla naszych r o z w a ż a ń jest
opozycja m i ę d z y t y m , co niewidzialne (nieobserwowalne)
i t y m , co widzialne (obserwowalne). Skoro przedmiotem
b a d a ń D u r k h e i m a są n i e d o s t ę p n e b e z p o ś r e d n i e j obserwacji
(niewidzialne) fakty społeczne, to nie m ó g ł o n p o s t u l o w a ć ,
aby fakty te opisywano j ę z y k i e m czystej obserwacji. M o ż n a
oczywiście o d p i e r a ć ten argument w s k a z u j ą c , iż ostatecznie
wiedzę o faktach społecznych uzyskuje się t y l k o poprzez
obserwowanie ich widzialnych, jednostkowych manifestacji.
Nie w o l n o jednak z a p o m i n a ć , że D u r k h e i m jest klasykiem
antropologii i socjologii wiedzy. R o z w i ą z a n i e problemu
znajdujemy na k o ń c o w y c h stronach Elementarnych form
życia religijnego: „ S y s t e m o w i pojęć naszego potocznego
m y ś l e n i a daje wyraz słownik j ę z y k a ojczystego, k a ż d e bo­
wiem s ł o w o wskazuje t u pojęcie. O t ó ż , j ę z y k jest c z y m ś
ustabilizowanym, zmienia się bardzo p o w o l i , co w konsek­
wencji prowadzi t a k ż e do stabilizacji konstrukcji pojęciowej,
k t ó r ą w y r a ż a . Uczony jest w takiej samej sytuacji wobec
swoistej terminologii dyscypliny naukowej, k t ó r e j się po­
święcił, a zatem r ó w n i e ż wobec swoistego systemu pojęć,
k t ó r e m u ta terminologia odpowiada. M o ż e on niewątpliwie
w p r o w a d z a ć t u n o w o ś c i , lecz zmiany te zawsze b ę d ą p e w n y m
g w a ł t e m wobec u t r w a l o n y c h j u ż s p o s o b ó w m y ś l e n i a . "
N a u k a jest faktem s p o ł e c z n y m tak samo, j a k język czy
religia, a to znaczy, że tak samo, j a k religia, jest systemem
pojęć. P o n i e w a ż fakty społeczne są p o w i ą z a n e ze s o b ą
w ramach pewnego szerszego systemu, j a k i m jest k u l t u r a ,
system pojęć n a u k o w y c h jest częścią systemu pojęć k u l t u r y
europejskiej. N i e m o ż e zatem istnieć c o ś takiego, j a k język
czystej obserwacji. Język n a u k i (tak samo, j a k język religii)
u ż y w a pojęć d o s t ę p n y c h ludziom w y c h o w a n y m w kulturze
europejskiej i w y r a ż a s p o s ó b , w j a k i w y o b r a ż a j ą sobie o n i
„ o b i e k t y swego d o ś w i a d c z e n i a " . N i e m o ż l i w e jest porzucenie
w ł a s n e g o j ę z y k a , czy też systemu pojęć: „ C z ł o w i e k nie
myślący p o j ę c i a m i , nie b y ł b y człowiekiem, g d y ż nie b y ł b y
istotą s p o ł e c z n ą . Ograniczony wyłącznie do p o s t r z e ż e ń jed­
nostkowych, niczym by się nie r ó ż n i ł od z w i e r z ą t . " W t w ó r 1 6

17

1 8

1 9

�czości D u r k h e i m a obecny jest niewątpliwie d z i e w i ę t n a s t o ­
wieczny k u l t nauki, k t ó r ą c h a r a k t e r y z o w a ć m i a ł b y „ z m y s ł
k r y t y c z n y " obcy religii l u b magii, ale u w a ż a ł o n j e d n o c z e ś ­
nie, że „ w i e r z y m y w n a u k ę . Lecz istota tej wiary niczym się
nie różni o d wiary religijnej. O g ó l n i e b i o r ą c , w a r t o ś ć przypi­
sana nauce zależy o d wypracowanego przez z b i o r o w o ś ć
p o g l ą d u na jej n a t u r ę i rolę w życiu. Znaczy to, że w y r a ż a ona
pewien stan opinii. A w istocie całe życie społeczne, a więc
i nauka, opiera się na o p i n i i . "
D u r k h e i m w p r o w a d z i ł do antropologii w y o b r a ż e n i e k u l ­
t u r y j a k o systemu pojęć, czy też schematu p o j ę c i o w e g o . O d
tego m o m e n t u , aż po dzień dzisiejszy antropolodzy zajmują
się systemami pojęć (schematami p o j ę c i o w y m i ) obcych i m
k u l t u r , za p o m o c ą k t ó r y c h ludzie wychowani w tych k u l ­
turach t w o r z ą obrazy, w y o b r a ż a j ą sobie, o r g a n i z u j ą , klasyfi­
kują, p o r z ą d k u j ą , d o k o n u j ą segmentacji, dzielą. T o , co jest
przedmiotem tych czynności, to obiekty d o ś w i a d c z e n i a ,
d o ś w i a d c z e n i e , s t r u m i e ń d o z n a ń z m y s ł o w y c h , natura, rze­
czywistość, świat. G ł ó w n y m problemem a n t r o p o l o g i i , t y m
czym antropolodzy się zajmują, jest natomiast p r z e k ł a d a n i e
s y s t e m ó w pojęć ( s c h e m a t ó w p o j ę c i o w y c h ) obcych k u l t u r na
system pojęć (schemat pojęciowy) k u l t u r y a n t r o p o l o g ó w .
2 0

Bez w y o b r a ż e n i a k u l t u r y j a k o systemu pojęć (schematu
p o j ę c i o w e g o ) niemożliwe b y ł o b y s f o r m u ł o w a n i e tezy relaty­
wizmu k u l t u r o w e g o , k t ó r e j najszerzej z n a n ą wersją jest
hipoteza Sapira-Whorfa. Benjamin Lee W h o r f twierdzi, że
„język organizuje nasze d o ś w i a d c z e n i e . Z w y k l e s ą d z i m y , że
język stanowi po prostu t e c h n i k ę w y r a ż a n i a myśli i nie
zdajemy sobie sprawy, że j e d n o c z e ś n i e klasyfikuje on i po­
rządkuje strumień d o z n a ń zmysłowych, wytwarzając tym
samym pewien obraz ś w i a t a , pewien wycinek rzeczywistości,
k t ó r y bez t r u d u daje się ująć za p o m o c ą j ę z y k o w y c h ś r o d k ó w
symbolicznych. I n n y m i słowy, język dokonuje w s p o s ó b
bardziej surowy, ale też szerszy i bardziej z r ó ż n i c o w a n y
- tego samego, co czyni n a u k a . " W i n n y m artykule W h o r f
formułuje swoją z a s a d ę relatywizmu j ę z y k o w e g o : „ D o c h o ­
dzimy w ten s p o s ó b do nowej zasady w z g l ę d n o ś c i , k t ó r a
głosi, że obserwatorzy nie u t w o r z ą sobie tego samego obrazu
świata na podstawie tych samych ś w i a d e c t w fizycznych, jeśli
ich zaplecza j ę z y k o w e nie są podobne lub nie dają się
w pewien s p o s ó b s k a l i b r o w a ć . " Języki l u b z w i ą z a n e z n i m i
schematy pojęciowe, k t ó r e nie m o g ą b y ć „ s k a l i b r o w a n e " , to
gramatyki j ę z y k ó w , na k t ó r e w e d ł u g W h o r f a składają się
reguły budowania z d a ń i jednostki s ł o w n i k a , czyli słowa,
wyrazy ( W h o r f dla określenia jednostki s ł o w n i k a u ż y w a
słowa „termin").

Swoje dociekania nad j ę z y k i e m Frege o p a r ł na w p r o w a ­
dzonych przez siebie r o z r ó ż n i e n i a c h m i ę d z y pojęciem
a przedmiotem i sensem a znaczeniem, aby u k o n s t y t u o w a ć
myśl, j a k o ostateczne odniesienie szczególnego rodzaju w y ­
r a ż e ń zwanych zdaniami.
N i e k a ż d e w y r a ż e n i e ma tę s a m ą w a g ę w j ę z y k u - są
w y r a ż e n i a mniej lub bardziej z ł o ż o n e . K a ż d e m u z nich
przypisane są sens i znaczenie. Pierwszy z t e r m i n ó w dotyczy
samej treści w y r a ż e n i a , drugi z a ś jego odniesienia. Jeżeli
w e ź m i e m y s ł o w o „ k o ń " , w ó w c z a s jego sensem będzie t o , co
rozumiemy przez to s ł o w o , czyli u m i e j ę t n o ś ć łączenia go po
kolei z i n n y m i s ł o w a m i t a k i m i , j a k „ r u m a k " , „ o g i e r " ,
„ k l a c z " . Natomiast znaczeniem będzie o g l ą d a n e przez nas
ż y w e stworzenie, na k t ó r y m u ł a n uderza na wroga, k t ó r e stoi
w stajni lub k t ó r e m u gospodarz z a k ł a d a c h o m ą t o na szyję.
M o ż e m y u ż y w a ć pojedynczych słów l u b też o k r e ś l o n y c h
ich z w i ą z k ó w . Są słowa w tychże z w i ą z k a c h p o ł ą c z o n e
o k r e ś l o n y m i z a l e ż n o ś c i a m i . M o ż e m y np. powiedzieć, że
„ k o ń jest c z w o r o n o ż n y m z w i e r z ę c i e m " , lecz nie w o l n o n a m
m ó w i ć , że „ c z w o r o n o ż n e zwierzę jest k o n i e m " .
M a m y do czynienia z t a k i m i s ł o w a m i , k t ó r e o d n o s z ą się
d o p r z e d m i o t ó w oraz z t a k i m i , k t ó r e o d n o s z ą się do pojęć.
W t y m k o n t e k ś c i e s ł o w o „ T o r n a d o " oznacza o k r e ś l o n y
przedmiot, podczas gdy s ł o w o „ k o ń " oznacza g r u p ę przed­
m i o t ó w , do k t ó r e j wyżej wspomniany należy. S t ą d „ T o r n a ­
d o " będzie o z n a c z a ł o przedmiot, podczas gdy „ k o ń " - poję­
cie. M o g ę b o w i e m powiedzieć: „ T o r n a d o jest k o n i e m . "
P o ł ą c z e n i e pojęcia z przedmiotem nazywamy, za Fregem,
nasyceniem pierwszego przez drugie. Samo bowiem pojęcie
jest f o r m ą , p e w n ą m o ż l i w o ś c i ą , k t ó r a realizuje się dzięki
p o ł ą c z e n i u z j a k i m ś przedmiotem. Z drugiej strony przed­
m i o t nie jest niczym realnym, d o p ó k i m u się nie przypisze
jakiejś cechy, w j a k i ś s p o s ó b się go nie określi. W ten s p o s ó b
przedmiot i pojęcie m a j ą charakter komplementarny.

21

2 2

Poza tezą o n i e p r z e k ł a d a l n o ś c i n i e k t ó r y c h j ę z y k ó w wszys­
t k o , o czym m ó w i W h o r f , p o w i e d z i a ł wcześniej D u r k h e i m .
3
Jednym z z a c h o w a ń ludzi jest k o m u n i k o w a n i e się m i ę d z y
s o b ą . U ż y w a n i e r ó ż n e g o rodzaju w y r a ż e ń sprawia, że m o g ą
oni p o d e j m o w a ć w s p ó l n i e r ó ż n e g o rodzaju d z i a ł a n i a , i n n y m i
słowy, t w o r z ą g r u p ę . P r z y n a l e ż n o ś ć do grupy opiera się na
z r o z u m i a ł o ś c i tychże w y r a ż e ń . Z r o z u m i a ł o ś ć zaś to takie
użycie w y r a ż e ń , że jedno z nich łączy się z i n n y m i w s p o s ó b ,
w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się o w y m i w y r a ż e n i a m i .
W z w i ą z k u z t y m bycie poza g r u p ą to nic innego, j a k
n i e u m i e j ę t n o ś ć p o s ł u g i w a n i a się j ę z y k i e m tejże grupy. Język
bowiem jest zbiorem w y r a ż e ń .
G o t t l o b Frege b y ł j e d n y m z tych ludzi, dzięki k t ó r y m
m o ż e m y p a t r z e ć na język w s p o s ó b , w j a k i przed chwilą
z o s t a ł o to zarysowane. Nie znaczy to, iż on tak go p o s t r z e g a ł .
J e d n a k ż e refleksja nad t y m , co n a p i s a ł , pozwala n a m wyjść
poza jego w ł a s n e wnioski.

Dzieje się r ó w n i e ż tak, że m o ż e m y p o ł ą c z y ć ze s o b ą dwa
pojęcia, przy czym jedno z nich musi b y ć wyższego r z ę d u niż
drugie, zaś to nie staje się j e d n o c z e ś n i e przedmiotem wzglę­
dem tamtego. S t ą d m ó w i m y , że „ k o ń jest c z w o r o n o ż n y m
z w i e r z ę c i e m " , lecz nie, że „ c z w o r o n o ż n e zwierzę jest k o ­
n i e m " , g d y ż pojęcie „ c z w o r o n o ż n e z w i e r z ę " m o ż e m y od­
nieść, poza „ k o n i e m " , do „ p s a " , „ k r o w y " czy „ k o t a " .
Nasycenie pojęcia przez przedmiot (lub inne pojęcie)
nazywamy zdaniem. Jemu to, podobnie j a k pojedynczemu
słowu, przysługuje r o z r ó ż n i e n i e m i ę d z y sensem a znacze­
niem.
Jeżeli istnieje j a k i ś związek m i ę d z y ś w i a t e m a j ę z y k i e m , to
t a k i , że ó w pierwszy dany jest n a m w d r u g i m . C o k o l w i e k
bowiem jest rzeczą, i jest j a k ą ś rzeczą, jest nią t y l k o dlatego,
że u ż y w a m y j a k i e g o ś lub j a k i c h ś w y r a ż e ń . Drzewo r o ś n i e
przy szosie dlatego, że m ó w i m y : „ D r z e w o r o ś n i e przy
szosie". G d y b y w j ę z y k u , k t ó r y m się p o s ł u g u j e m y , o w o
zdanie nie w y s t ę p o w a ł o , w ó w c z a s nie b y ł o b y ani drzewa, ani
szosy, ani stanu tego rodzaju, że c o ś r o ś n i e przy c z y m ś .
W t y m też sensie świat jest zbiorem f a k t ó w albo, m ó w i ą c
inaczej, s t a n ó w rzeczy, g d y ż to właśnie w j ę z y k u j a k i ś
przedmiot (lub pojęcie) nasyca j a k i e ś pojęcie, przez co
obdarzony zostaje j a k ą ś cechą, czyli trwa w j a k i m ś stanie.
Sensem zdania jest to, co rozumiemy przez to zdanie, czyli
u m i e j ę t n o ś ć łączenia go ze wszystkimi i n n y m i zdaniami
w s p o s ó b , w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się j ę z y k i e m , do
k t ó r e g o zdanie to należy. A l e to, co teraz powiedzieliśmy, jest
n a s z ą u w a g ą . Powody, dla k t ó r y c h j ą p o c z y n i l i ś m y , podamy
poniżej. D l a Fregego sensem, tak w odniesieniu do słowa, j a k
i zdania, jest ich treść. Przy t y m treścią zdania jest myśl.
I n n y m i słowy, zdanie w y r a ż a myśl.

107

�O ile zdanie jest czymś postrzeganym przez nas (słyszymy
je wypowiedziane, widzimy je napisane), o tyle myśl po­
strzegana nie jest. S t ą d też m ó w i m y , że m o ż e b y ć ona
w y r a ż o n a . Jest ona wieczna i trwa w świecie niezależnym od
nas. Za Fregem m ó w i m y , że nie stwarzamy jej, lecz jedynie
uchwycamy, ó w z a ś akt nazywamy m y ś l e n i e m .
Jeżeli myśl t r w a od nas niezależnie, m y zaś j ą uchwycamy
i w y r a ż a m y w zdaniu, w ó w c z a s m o ż e m y twierdzić, iż jest ona
w z g l ę d e m t e g o ż zdania pierwotna. Skoro z a ś świat, w k t ó ­
r y m żyjemy, jest postrzegany przez pryzmat j ę z y k a , to
powiemy, że wszystko, co w świecie trwa, trwa tak dzięki
uchwycanym przez nas m y ś l o m .
Z a l e ż n o ś ć m i ę d z y zdaniem a s ł o w e m w y g l ą d a w ten
s p o s ó b , że sensy słów składają się na sens zdania. O ile myśl
jest c z y m ś p i e r w o t n y m i podstawowym, zaś zdanie c z y m ś
w t ó r n y m , to wszystkie sensy e l e m e n t ó w zdania m u s z ą b y ć od
myśli zależne. W ten s p o s ó b wszystkie pojedyncze słowa
powinny b y ć postrzegane zawsze w k o n t e k ś c i e z d a ń , k t ó r y c h
są elementami.
Powiedzieliśmy wcześniej, że sensem s ł o w a jest jego treść,
zaś znaczeniem przedmiot, k t ó r y to s ł o w o oznacza. Podob­
nie jest w przypadku zdania. O ile jednak ł a t w o jest
w y o b r a z i ć sobie przypisanie znaczenia słowu (gdyż w każdej
chwili m o ż e m y w s k a z a ć obiekt, do k t ó r e g o dane s ł o w o się
odnosi), o tyle t r u d n o ś ć rodzi się, kiedy przychodzimy do
zdania. P o c z y ń m y zatem p e w n ą u w a g ę , k t ó r a pozwoli nam
t r u d n o ś ć tę r o z w i ą z a ć .
Swoje dociekania nad j ę z y k i e m Frege r o z p o c z ą ł o d j ę z y k a
matematyki. M a m y tu do czynienia z pojedynczymi elemen­
tami - cyframi - k t ó r e w c h o d z ą tak, j a k słowa w j ę z y k u
etnicznym, w o k r e ś l o n e związki t w o r z ą c zdania. F o r m ą
zdania nie jest przy t y m pojęcie, lecz jego odpowiednik
w j ę z y k u m a t e m a t y k i - funkcja. Podobnie, j a k w przypadku
pojęcia, charakter funkcji decyduje o t a k i m , a nie i n n y m
typie zdania.
M o ż e m y sobie w y o b r a z i ć funkcję (i pojęcie), k t ó r a w da­
n y m momencie nie jest nasycona przez przedmiot. W o l n o
nam przecież zapisać: „Stolica E k w a d o r u " i „ 2 + 3 " . Zawsze
jednak znamy przedmioty, k t ó r e są znaczeniami, odpowied­
nio, nazwy ( „ Q u i t o " ) i cyfry ( „ 5 " ) , czyli o k r e ś l o n e miasto
i o k r e ś l o n ą liczbę. G d y b y ś m y j e d n o c z e ś n i e chcieli pojęciu
i funkcji p r z y p i s a ć wiele p r z e d m i o t ó w , to znaczy o d k r y ć
niejako nienasycony charakter obu form przez zapisanie:
„stolica ..." oraz ,,x + 3", w ó w c z a s powiemy, że pojęciu dany
jest pewien zakres, podczas gdy funkcji - przebieg. T a k czy
inaczej mamy na myśli p e w n ą m o ż l i w o ś ć w obu wypadkach.
M o ż e m y b o w i e m zapisać: „stolica E k w a d o r u " , „stolica
naszego w o j e w ó d z t w a " , „stolica światowej m o d y " ; m o ż e m y
też: „ 1 + 3 " , „ 2 + 3", „ 9 + 3".
Znaczeniem podanych powyżej w y r a ż e ń matematycz­
nych, podobnie j a k pojedynczych cyfr, jest przedmiot, czyli
liczba. W e ź m y k o n k r e t n y p r z y k ł a d : „ 1 + 3 " . Znaczeniem
tego w y r a ż e n i a ( m o ż n a też powiedzieć, że jego w a r t o ś c i ą ) jest
liczba 4. M o g ę je jednak r o z w i n ą ć przez nasycenie funkcji
przedmiotami i z a p i s a ć zdanie ,, 1 + 3 = 4 " . W t a k i m w y p a d ­
k u znaczeniem tego zdania będzie przedmiot zwany przez
Fregego w a r t o ś c i ą logiczną.
Jednym z najważniejszych osiągnięć Fregego jest pod­
p o r z ą d k o w a n i e j ę z y k a , w t y m w y p a d k u j ę z y k a matematyki,
innemu systemowi, dzięki k t ó r e m u m o g l i b y ś m y o r z e k a ć , czy
interesujący nas język spełnia kryteria p r a w d z i w o ś c i i fał­
szywości. I systemem o w y m jest logika. Jeżeli przyjmiemy, że
zdanie „ 1 + 3 = 4 " w y r a ż a p e w n ą myśl, to przypisanie temu
zdaniu znaczenia będzie orzekaniem, czy myśl jest praw­
dziwa, czy fałszywa. W z w i ą z k u z t y m , że p u n k t e m wyjścia
dla d o c i e k a ń Fregego była matematyka, zaś znaczeniem
zdania jest przedmiot, to z a r ó w n o Prawda, j a k i F a ł s z (czyli

108

i

w a r t o ś c i logiczne) przedstawione są symbolicznie za p o m o c ą
cyfr, odpowiednio, 1 i 0.
W a r t o przy t y m d o d a ć , że logika spełnia funkcję swego
rodzaju m e t a j ę z y k a , k t ó r e m u pełen wyraz d a ł dopiero
później Tarski.
W r a c a j ą c teraz do j ę z y k a etnicznego powiemy, że znacze­
niem k a ż d e g o zdania jest przedmiot, czyli Prawda lub F a ł s z .
I dodamy, iż orzekanie p r a w d z i w o ś c i lub fałszywości zdania
nie ma nic w s p ó l n e g o z rzeczywistością, dotyczy natomiast
myśli, k t ó r ą to zdanie w y r a ż a .
Zatem świat dany jest n a m nie tyle w j ę z y k u , ile w m y ś l a c h .
I cokolwiek w świecie odnajdujemy, musimy to do tychże
myśli odnieść. O ile z a ł o ż y m y , że myśli są wieczne, to
wszystko, czego w świecie nie rozumiemy lub co wydaje się
w n i m nie u p o r z ą d k o w a n e , polega na t y m , że o k r e ś l o n y c h
myśli nie potrafię u c h w y c i ć w p o p r a w n y s p o s ó b . I n n y m i
słowy, u m i e j ę t n o ś ć odpowiedniego uchwycenia myśli spra­
wia, że to, o czym m ó w i ę , jest u p o r z ą d k o w a n e . S t ą d tak
wielka waga wszystkich tautologii, z modus ponens na czele,
we wszelkiego rodzaju dociekaniach. W y p ł y w a też z tego, co
powiedzieliśmy, wniosek, że myśli są między s o b ą p o ł ą c z o n e
niezliczoną ilością ścieżek, o k r e ś l o n y c h przy t y m r e g u ł a m i
logicznymi.
D l a Fregego nie k a ż d e m u zdaniu m o ż n a p r z y p i s a ć znacze­
nie. Są zdania, k t ó r e nie m ó w i ą o świecie, w k t ó r y m żyjemy,
lecz o fikcji. „ W e n u s jest b o g i n i ą m i ł o ś c i . " N i e znajdziemy
takiego przedmiotu j a k Wenus, w z w i ą z k u z czym zdanie,
k t ó r e g o s ł o w o „ W e n u s " jest elementem, nie opisuje ż a d n e g o
faktu. M a ono oczywiście sens, lecz nie m o ż e m y p r z y p i s a ć
m u znaczenia.
W t y m miejscu okazuje się, że tzw. rzeczywistość ma dla
Fregego d u ż e znaczenie. W k o ń c u myśli prawdziwe b ą d ź
fałszywe to takie, w k t ó r y c h dany jest świat f a k t ó w . N i e ma
tu jednak m o w y o j a k i m ś z w i ą z k u przyczynowym w t y m
sensie, że fakty s t a n o w i ą p o d s t a w ę do orzekania o praw­
dziwości (lub fałszywości) zdania. M a m y tutaj raczej do
czynienia z pewnego rodzaju nieporozumieniem.
W matematyce wszystkie cyfry m a j ą swoje jednostkowe
odniesienia (liczby), w z w i ą z k u z czym istnieje m o ż l i w o ś ć
orzekania o w a r t o ś c i logicznej zdania, k t ó r e g o te cyfry są
elementami. Natomiast s p o s ó b u ż y w a n i a w y r a ż e ń w j ę z y k u
etnicznym czyni m ó w i e n i e o Prawdzie (lub F a ł s z u ) w stosun­
k u do jego z d a ń n i e m o ż l i w y m . Elementy z d a ń m ó w i ą c y c h
0 faktach m o g ą być ł ą c z o n e w ten s p o s ó b , że t w o r z ą f o r m u ł y
m ó w i ą c e o fikcji. I n n y m i słowy, m ó w i m y , że u ż y w a się ich
w r ó ż n y c h kontekstach. Frege w y c h o d z ą c od matematyki,
zaczął p r o w a d z i ć dociekania nad j ę z y k i e m etnicznym
1 u ś w i a d o m i ł sobie, że w y r a ż e n i a d o ń n a l e ż ą c e m o g ą w y m y ­
k a ć się r y g o r o m narzuconym przez logikę, gdyż jeden znak
zdaniowy m o ż e w y r a ż a ć kilka myśli naraz.
0 ile droga do znaczenia prowadzi zawsze przez sens,
o tyle okazuje się, że jedno zdanie m o ż e p o s i a d a ć r ó w n o c z e ś ­
nie r ó ż n e w a r t o ś c i logiczne. A skoro znak zdaniowy zawsze
w y g l ą d a tak samo, to powyższy wniosek jest nie do przyjęcia.
S t ą d p r ó b a rozdzielenia z d a ń na te, k t ó r e m ó w i ą o faktach,
oraz te, k t ó r e m ó w i ą o fikcji. Pierwszym p r z y s ł u g i w a ł o b y
znaczenie, podczas gdy d r u g i m nie. T o jednak m o ż e s p r a w i a ć
w r a ż e n i e , że fakty właśnie są w a r u n k i e m p r a w d z i w o ś c i ( b ą d ź
fałszywości) z d a ń , co w myśl całej konstrukcji teoretycznej
stworzonej przez Fregego jest b ł ę d n e .
M o ż e m y jednak u n i k n ą ć tego rodzaju nieporozumienia,
o d r z u c a j ą c k o n c e p c j ę znaczenia w naszych dociekaniach.
N i e b ę d z i e m y w ó w c z a s mogli o r z e k a ć o p r a w d z i w o ś c i ( b ą d ź
fałszywości) czegokolwiek, pozwoli nam to jednak w s p o s ó b
zadowalający opisać język.
1 niech kluczowym terminem naszych d o c i e k a ń będzie
sens w y r a ż e n i a . W myśl tego, co m ó w i ł Frege, przysługuje

�ono wszystkim w y r a ż e n i o m , k t ó r y m i się p o s ł u g u j e m y . Ist­
nieje t y l k o jeden warunek: zdanie jest sensowne t y l k o
w j a k i m ś k o n t e k ś c i e . I t u wracamy do naszej wcześniejszej
uwagi: „ S e n s e m zdania jest to, co rozumiemy przez to
zdanie, czyli u m i e j ę t n o ś ć łączenia go ze wszystkimi i n n y m i
zdaniami w s p o s ó b , w j a k i czynią to ludzie p o s ł u g u j ą c y się
j ę z y k i e m , do k t ó r e g o zdanie to n a l e ż y . " Jest to, musimy
p r z y z n a ć , pewien wniosek, j a k i w y n i k a z czytania prac
L u d w i g a Wittgensteina. P o n i e w a ż jego gry j ę z y k o w e w spo­
s ó b b e z p o ś r e d n i , j a k s ą d z i m y , o d n o s z ą się do tego, co Frege
n a z w a ł kontekstami.
Jeżeli ludzie żyją w grupie, to owa w s p ó l n o t a polega na
dzieleniu s e n s ó w w y r a ż e ń , k t ó r y m i ludzie ci się p o s ł u g u j ą .
0 ile zatem mamy być c z ł o n k a m i jakiejś grupy, o tyle
musimy p o s t ę p o w a ć w ten sam s p o s ó b , co jej c z ł o n k o w i e , to
znaczy, u ż y w a ć w y r a ż e ń tak, j a k o n i . Z u p e ł n i e i n n ą rzeczą
jest to, że owych j ę z y k ó w , k t ó r y m i p o s ł u g u j ą się c z ł o n k o w i e
danej grupy, jest wiele. W s p o m i n a o t y m , w k o n t e k ś c i e
r o z w a ż a ń nad a p a r a t u r ą p o j ę c i o w ą , czyli j e d n y m z takich
j ę z y k ó w , Kazimierz Ajdukiewicz. Twierdzi o n m.in., że to, co
nazywamy j ę z y k i e m etnicznym, staje się t y l k o zbiorem wielu
j ę z y k ó w u ż y w a n y c h przez ludzi n a l e ż ą c y c h do danej w s p ó l ­
noty.
Nie ma m o w y o rozumieniu j ę z y k a bez uchwytywania
sensów jego w y r a ż e ń , czyli łączenia ich z niezliczoną ilością
innych w y r a ż e ń zgodnie z o k r e ś l o n y m i r e g u ł a m i . M y ś l w t y m
k o n t e k ś c i e m u s i a ł a b y z o s t a ć zrewidowana. O k a z a ł o b y się, że
m u s i e l i b y ś m y m ó w i ć zawsze o c z y m ś , skoro myśl w y r a ż o n a
jest (z reguły) w zdaniach o z n a j m u j ą c y c h , podczas gdy
w obecnej chwili w a ż n e jest t y l k o , iż m ó w i m y c o ś , to znaczy
to, co jest z r o z u m i a ł e . T r a k t u j m y więc myśl, podobnie j a k
znaczenie, j a k o element, k t ó r y zostaje o d s u n i ę t y na b o k , j a k
p o w i e d z i a ł Frege - p a r a f r a z u j ą c Wittgensteina - j a k o drabi­
nę, k t ó r ą należy, po wspięciu się po niej, o d r z u c i ć .
4
Teza relatywizmu kulturowego głosząca, że każdej k u l ­
turze przypisana jest o k r e ś l o n a swoistość, nie p o r ó w n y w a l n a
ze swoistością innych kultur, wydaje się bardzo atrakcyjna,
zwłaszcza w k o n t e k ś c i e w s z e c h w ł a d n e j o b e c n o ś c i w z o r ó w
k u l t u r y europejskiej. Czy jednak jest ona uprawomocniona?
Czy ma ona na tyle mocne podstawy, aby j ą głosić? Zajmijmy
się, c h o ć b y p o b i e ż n i e , tą s p r a w ą .
Niech p u n k t e m wyjścia naszych r o z w a ż a ń będzie a r t y k u ł
D o n a l d a Davidsona O schemacie pojęciowym.
Jest on po­
święcony p r o b l e m o w i p r z e k ł a d a l n o ś c i , k t ó r y w zasadniczy
s p o s ó b dotyczy kwestii relatywizmu kulturowego. D a v i d s o n
dokonuje p r ó b y obalenia tzw. trzeciego dogmatu empiryzmu, n a w i ą z u j ą c do d o k o n a ń W . V . O . Quine'a. Ó w amery­
k a ń s k i filozof, w swej pracy Dwa dogmaty empiryzmu,
u n i e w a ż n i ł dwie tezy, k t ó r e do tej pory stawiane były na
gruncie empiryzmu. Pierwsza z nich dotyczy r o z d z i a ł u na
zdania analityczne, czyli takie, k t ó r e z r o z u m i a ł e są na bazie
swego sensu, oraz zdania syntetyczne, z r o z u m i a ł e poprzez
o d w o ł a n i e się do f a k t ó w . D r u g a z kolei dotyczy redukcjoni­
zmu, to znaczy p r z e ś w i a d c z e n i a , że u z n a ć m o ż n a t y l k o te
zdania, k t ó r e m a j ą charakter b e z p o ś r e d n i o obserwacyjny.
Quine z jednej strony zniósł p o d z i a ł na zdania analityczne
1 syntetyczne, z drugiej z a ś zniósł w a ż n o ś ć z d a ń b e z p o ś r e d n i o
obserwacyjnych.
Sapir i W h o r f , k t ó r y c h u z n a ć m o ż n a za r e l a t y w i s t ó w ,
zgadzali się na w z a j e m n ą n e u t r a l n o ś ć k u l t u r oraz ich od­
m i e n n o ś ć , p o s t u l u j ą c n i e m o ż n o ś ć ich p o r ó w n a n i a . I c h o ć
k a ż d a k u l t u r a m i a ł a b y ć c z y m ś swoistym, istniała m o ż l i w o ś ć
dotarcia do niej i ujęcia jej p o j ę c i o w e g o schematu. Dzieje się
to poprzez p r z e k ł a d jej j ę z y k a na j ę z y k badacza. I n n y m i

słowy kategorie obcej wobec nas kultury m o g ł y b y z o s t a ć
ujęte za p o m o c ą kategorii naszej k u l t u r y . Sapir i W h o r f
postulowali z jednej strony niezależność k u l t u r , z drugiej zaś
dopuszczali m o ż l i w o ś ć p r z e k ł a d a n i a jednej na d r u g ą .
I właśnie o w o rozdwojenie stało się nie do zaakceptowania
dla Davidsona. Jeżeli b o w i e m przyjmujemy s w o i s t o ś ć i za­
m k n i ę t y charakter każdej z k u l t u r , a j e d n o c z e ś n i e twier­
dzimy, że m o ż e m y je do siebie p r z y ł o ż y ć , to znaczy, iż musi
istnieć j a k i ś neutralny grunt, dzięki k t ó r e m u m o g l i b y ś m y
p r z e k ł a d a ć j e d n ą k u l t u r ę na d r u g ą . I czymże m i a ł b y b y ć ó w
grunt? Sami przecież n a l e ż y m y do jednej z k u l t u r , a więc
w j a k i ś s p o s ó b j e s t e ś m y swoiści i w z g l ę d e m innych nieza­
leżni. Jeżeli u ż y w a m y j a k i e g o ś j ę z y k a , to jest to język
o k r e ś l o n y i do specyficznej kultury przypisany. Jeżeli po­
strzegamy o b c ą k u l t u r ę , to czynimy to na podstawie naszych
w ł a s n y c h kategorii. G d z i e ż więc znajduje się ó w niezależny
grunt? D l a Davidsona o n nie istnieje.
W myśl koncepcji Alfreda Tarskiego wyłożonej w jego
Pojęciu prawdy w językach
nauk dedukcyjnych, p r z e k ł a d
m o ż l i w y jest t y l k o z j ę z y k a na metajęzyk. P o c i ą g a to za s o b ą
orzekanie w m e t a j ę z y k u p r a w d z i w o ś c i z d a ń j ę z y k a . Nie ma
to jednak nic w s p ó l n e g o z p o r ó w n y w a n i e m d w ó c h niezależ­
nych j ę z y k ó w z p u n k t u widzenia n i e z a l e ż n e g o gruntu. M u ­
sielibyśmy na jego podstawie o r z e k a ć , że dwa w y r a ż e n i a
r ó ż n y c h s y s t e m ó w są wobec siebie t o ż s a m e . Takiego i n ­
strumentu jednak nie mamy. Niezależny grunt istnieć m o ż e
t y l k o w stosunku do jednego j ę z y k a , przy orzekaniu o praw­
dziwości jego z d a ń .
Czy m a m y wobec tego sądzić, że nasz w ł a s n y język jest
m e t a j ę z y k i e m w stosunku do innych j ę z y k ó w ? W k o n t e k ś c i e
twierdzenia o wzajemnych r ó w n o u p r a w n i e n i a c h r ó ż n y c h
s y s t e m ó w jest to czysta n i e d o r z e c z n o ś ć . M o g l i b y ś m y nawet
pójść dalej i orzec, że samo m ó w i e n i e o innych j ę z y k a c h ,
skoro nie m o ż e m y ich przełożyć na nasz własny, jest
niedozwolone. A l e jest to j u ż inna sprawa.
W świetle wcześniejszych uwag o Fregem m o g l i b y ś m y
m e t a j ę z y k w ogóle o d r z u c i ć , ale w t a k i m w y p a d k u t y m
bardziej nie posiadamy instrumentu, k t ó r y m m ó g ł b y być
j a k i ś niezależny grunt, p o z w a l a j ą c y p o r ó w n y w a ć dwa nieza­
leżne w z g l ę d e m siebie języki.
N a razie musi n a m w y s t a r c z y ć orzeczenie, że relatywizm
głosi tezy z g r u n t u b ł ę d n e , w z w i ą z k u z czym nie m o ż n a ich
w ż a d e n s p o s ó b r e s p e k t o w a ć . Zamiast ulegać ich w p ł y w o m ,
n a l e ż a ł o b y raczej zgodzić się ze stanowiskiem etnocentryzmu, rozumianego j a k o widzienie ś w i a t a przez pryzmat
własnej k u l t u r y i nie p r o p a g u j ą c e g o tezy o n i e z a l e ż n y m
punkcie odniesienia.
5
Pojęcie relatywizmu kulturowego m o g ł o b y z o s t a ć t y m ,
czym zawsze b y ł o w antropologicznym folklorze - m o r a l n ą
negacją etnocentryzmu, k t ó r e g o antropolodzy boją się j a k
d i a b e ł święconej wody. O t o j a k B r o n i s ł a w M a l i n o w s k i
„ d o w a l a " m i e s z k a ń c o m wysp archipelagu A m p h l e t t : „ L i ­
czebnie jest t o p l e m i ę słabe, wystawione na napady, stale
b o r y k a j ą c e się z problemem w y ż y w i e n i a , k t ó r e g o nie m o g ł y
z a p e w n i ć w dostatecznej ilości ich skaliste wyspy; a m i m o to,
ci ludzie dzięki swej wyjątkowej zręczności w garncarstwie,
wielkiej odwadze i znakomitemu opanowaniu sztuki żeglar­
skiej oraz centralnej pozycji - w p o ł o w i e d r o g i m i ę d z y D o b u
i T r o b r i a n d a m i - potrafili w pewnych dziedzinach w y r o b i ć
sobie pozycję m o n o p o l i s t y c z n ą w tej części świata. R o z w i n ę l i
też w sobie wiele cech m o n o p o l i s t ó w - lichwiarzy; z a c h ł a n n i
i s k ą p i , niegościnni i chciwi, p r a g n ą c y u t r z y m a ć w swych
r ę k a c h cały handel i w y m i a n ę przy r ó w n o c z e s n y m b r a k u
jakiejkolwiek chęci czy g o t o w o ś c i poniesienia ofiar, by go

109

�ulepszyć; nieśmiali a r ó w n o c z e ś n i e agresywni w stosunku do
k a ż d e g o , z k i m m a j ą jakiekolwiek stosunki handlowe,
w y r ó ż n i a j ą się niekorzystnie na tle swoich p o ł u d n i o w y c h
i p ó ł n o c n y c h s ą s i a d ó w . " A l e aby nie być p o s ą d z o n y m
o etnocentryzm, M a l i n o w s k i p o w o ł u j e na ś w i a d k ó w T r o b r i a n d c z y k ó w , k t ó r y m etnocentryzm jest obcy: „ N i e jest to
t y l k o w r a ż e n i e białego człowieka. Trobriandczycy, podobnie
j a k D o b u a ń c z y c y , wystawiają tubylcom z A m p h l e t r ó w n i e ż
bardzo złą opinię, określając ich j a k o s k ą p y c h i nieuczciwych
w transakcjach kula oraz pozbawionych wszelkiego po­
czucia szczodrobliwości i g o ś c i n n o ś c i . " 0 co w t y m wszyst­
k i m chodzi dowiadujemy się z przypisu: „Spędziłem na tych
wyspach o k o ł o miesiąca i stwierdziłem, że tubylcy są zdumie­
wająco n i e k o m u n i k a t y w n i i t r u d n i w pracy etnograficz­
nej."
2 3

2 4

25

Fakt, że opozycja: relatywizm - etnocentryzm odnosi się
głównie do sfery m o r a l n o ś c i ujawnia f o r m u ł k a Claude'a
Levi-Straussa: „ B a r b a r z y ń c a - to przede wszystkim człowiek
wierzący w b a r b a r z y ń s t w o . " L o g i k a nieuchronnie p r o w a ­
dzi do wniosku, że Levi-Strauss jest b a r b a r z y ń c ą , a nazywa­
j ą c Levi-Straussa b a r b a r z y ń c ą piszący te słowa sami stali się
b a r b a r z y ń c a m i . K ł o p o t y w i ą ż ą c e się z pojęciem etnocentryzmu o d s ł a n i a „definicja" Richarda Rorty'ego: „ W o l e l i b y ­
ś m y raczej u m r z e ć niż być etnocentryczni, ale etnocentryzm
jest właśnie p r z e ś w i a d c z e n i e m , że lepiej b y ł o b y u m r z e ć niż
p o d z i e l a ć pewne p r z e k o n a n i a . " Przed j e d n ą z f o r m przeja­
wiania się etnocentryzmu nie uda się jednak uciec. Schematy
pojęciowe a n t r o p o l o g ó w lub po prostu ich opinie zawsze
b ę d ą o r g a n i z o w a ł y antropologiczne teksty.
2 6

27

PRZYPISY
1

E . Durkheim, Zasady metody socjologicznej, Warszawa 1968, s. 42
F . de Saussure, Kurs językoznawstwa
ogólnego, Warszawa 1991, s. 36
Tamże, s. 40, przypis nr 10
* E . Durkheim, Zasady..., s. 37
Tamże, s. 74
W. Shakespeare, Makbet, Poznań 1992, s. 136
E . Durkheim, Elementarne formy życia religijnego. System totemicz­
ny w Australii, Warszawa 1990, s. 414
E . Durkheim, Zasady..., s. 129
Tamże, s. 129
Tamże, s. 145
Tamże, s. 145
Tamże, s. 43
Tamże, s. 9
Tamże, ss. 9-10
Tamże, s. 12
Tamże, s. 9
Tamże, s. 60
2

3

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

E . Durkheim, Elementarne..., s. 413
Tamże, s. 418
Tamże, s. 417
B . L . Whorf, Momentalny i odcinkowy aspekt czasowników w hopi,
(w:) B . L . Whorf, Język myśl rzeczywistość. Warszawa 1982, ss. 96-97
B . L . Whorf, Science and lingvistics, (w:) Language thought and
reality. Selected Writings of Benjamin Lee Whorf, ed. by John B. Carrol,
Cambridge-Massachusetts 1984, s. 214
B. Malinowski, Argonauci zachodniego Pacyfiku. Relacja o po­
czynaniach i przygodach krajowców z Nowej Gwinei, Dzieła t. 3,
Warszawa 1987, ss. 83-84
B. Malinowski, Argonauci..., s. 84
Tamże, s. 84, przypis nr 13
C . Levi-Strauss, Rasa a historia, (w:) L . C . Dunn, O. Klinberg, C .
Levi-Strauss, Rasa a nauka. Trzy studia, Warszawa 1961, s. 134
R. Rorty, On ethnocentrism: A reply to Clifford Geertz, (w:)
Objectivity, Relativism and Truth, Philosophical Papers, Vol. 1, s. 203
1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

Etnografowie przy pracy na terytorium Indian Waorani, Ekwador,
Fot. Magdalena Krysińska

110

1991.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5865" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5846">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c09bf4aceb2d67d87de378bfef37b6cf.pdf</src>
        <authentication>6887000ab8b62c875e4bb76dbf81ba03</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69972">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2463</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69973">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69974">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69975">
                <text>O fotografii i etnografii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69976">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69977">
                <text>Czachowski, Hubert</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69978">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69979">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69980">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69981">
                <text>O fotografii i etnografii
Hubert Czachowski

N i e tak dawno u k a z a ł się d o s k o n a ł y numer „Polskiej
Sztuki Ludowej. K o n t e k s t y " (3/4, 1992) p o ś w i ę c o n y foto­
grafii i filmowi. Poniższy tekst jest j a k b y postscriptum d o
tamtego numeru. C h c i a ł b y m zwrócić w n i m u w a g ę na
p o d o b i e ń s t w o natury etnografii-antropologii i fotografii, na
te same problemy n u r t u j ą c e ich historię.
O t ó ż pierwsze związki są b e z p o ś r e d n i e i d o t y c z ą tego, że
etnografowie od samego p o c z ą t k u zaanektowali aparat
fotograficzny j a k o n a r z ę d z i e n i e z b ę d n e i d o s k o n a ł e do swojej
pracy. Stało się tak, gdyż u podstaw o b y d w u tych dziedzin
legła silna i p r z e m o ż n a chęć utrwalenia r ó ż n o r o d n o ś c i
świata, zrozumienia go i przybliżenia i n n y m ludziom. M o ż n a
p o w i e d z i e ć , że fotograf i etnograf i tylko oni pełnią bardzo
podobne role społeczne w t y m samym miejscu. Przyjmują
- bardzo w y g o d n ą s k ą d i n ą d , ale i niebezpieczną - pozycję
p o m i ę d z y fotografowanym czy opisywanym k a w a ł k i e m
ś w i a t a a s p o ł e c z e ń s t w e m , i to bez w z g l ę d u na przyjętą opcję
m e t o d o l o g i c z n ą czy e p i s t e m o l o g i c z n ą . W ł a ś n i e - s p o g l ą d a ­
j ą c wstecz na h i s t o r i ę fotografii i etnografii - te same
problemy epistemologicznej natury n u r t u j ą etnografa opisu­
j ą c e g o K u l t u r y i fotografa r o b i ą c e g o zdjęcia Ś w i a t u . Podob­
ne kwestie d o t y c z ą w zasadniczym stopniu całej humanis­
t y k i , a w świetle postmodernistycznego p r z e ł o m u - całej
kondycji w s p ó ł c z e s n e g o c z ł o w i e k a . Jednak m i ę d z y foto­
grafią i e t n o g r a f i ą zachodzi tutaj w y j ą t k o w a komplementarność.
W historię etnologii immanentnie wpisane są nieustające
p r ó b y w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y . Jej pierwsi
koryfeusze „ p o z n a n i e " t r a k t o w a l i j a k najbardziej d o s ł o w n i e
i zasadniczo. T o znaczy opisywali po prostu t o , co widzieli
i czego się dowiedzieli, u w a ż a j ą c taki opis rzeczywistości za
prawdziwy i w pełni obiektywny. Z g o ł a odmiennym schema­
tem były p r ó b y tzw. podmiotowej rekonstrukcji k u l t u r y .
Zawieszając swoje w ł a s n e s ą d y i w n i k a j ą c w s t r u k t u r y
myślenia obcej k u l t u r y p r ó b o w a n o o p i s y w a ć j ą w jej włas­
nych kategoriach. M i a ł o to zabezpieczyć badania przed
j a k i m i k o l w i e k naleciałościami k u l t u r y etnologa. D o p i e r o
niedawno uznano, że ten tak poszukiwany pełen obiek­
t y w i z m w badaniach etnograficznych jest i tak niemożliwy.
Clifford Geertz z a u w a ż y ł , że wszystkie dotychczasowe k o n ­
cepcje metodologiczne w etnologii s p r o w a d z a ł y się do tego,
aby „obejść nie dający się obejść fakt, że wszystkie opisy
etnograficzne są opisami opisującego, a nie opisywanego."
I d ą c y t y m tropem Wojciech J. Burszta n a z w a ł w i a r ę w tamte
„ p o z y t y w i s t y c z n e " tendencje „ e t n o g r a f i c z n y m i zabobona­
m i . " Etnologia to dla Geertza nic więcej, j a k opis jednej
formy życia w kategoriach innej. T o właśnie w budowaniu
„ p o m o s t u p o m i ę d z y t y m i , dla k t ó r y c h się pisze i t y m i ,
o k t ó r y c h się pisze" („bycie t a m i bycie t u " ) widzi on
p o d s t a w o w ą siłę współczesnej a n t r o p o l o g i i .
1

2

3

Historia fotografii p r z e b i e g a ł a d o ś ć podobnie. Zdjęcia
przez szereg lat były uznawane za d o k ł a d n e odbicie ś w i a t a .
M a l a r s t w o zawsze u w a ż a n o za jego interpretację. Wynala­
zek fotografii zmienił wszystko radykalnie. W y d a w a ł o się, że
oto mamy s p o s ó b na c a ł k o w i t e , w pełni jednoznaczne,

a przez to i obiektywne, odwzorowanie rzeczywistości.
„ Z b i e r a ć fotografie - to z b i e r a ć ś w i a t " , pisała Susan Sontag
0 tych pierwszych tendencjach, k t ó r e zrodziła f o t o g r a f i a .
Pierwsi fotografowie zachwyceni m o ż l i w o ś c i ą rejestracji,
j a k ą d a w a ł aparat, traktowali go j a k o k o p i a r k ę , k t ó r a sama
spostrzega świat, a człowiek potrzebny jest tylko do urucho­
mienia migawki. Nie m o ż e więc dziwić entuzjazm, z j a k i m
p o w i t a l i ten wynalazek etnografowie. Z a c h w y t o w i , k t ó r y
w y w o ł y w a ł y zdjęcia z p o w o d u swojej p r a w d o m ó w n o ś c i
1 z d o l n o ś c i wiernego rejestrowania ś w i a t a , t o w a r z y s z y ł a
r ó w n i e ż niechęć spowodowana ich „ n i k c z e m n ą d o k ł a d n o ś ­
c i ą " . W y d a w a ć by się m o g ł o , że właśnie fotografia z d o ł a ł a
p o k o n a ć wszelki relatywizm na rzecz zwycięskiego obiek­
tywizmu.
Ten naturalny - j a k potocznie s ą d z o n o - obiektywizm
fotografii z o s t a ł jednak zakwestionowany. F o t o g r a f po­
strzegany p o c z ą t k o w o j a k o zupełnie neutralny obserwator,
z o s t a ł z a s t ą p i o n y przez fotografa relatywistę. Coraz po­
wszechniejsze s t a ł o się przekonanie, j a k pisze Sontag, że
nigdy nie m o ż n a z r o b i ć d w ó c h identycznych zdjęć tego sa­
mego przedmiotu. Z a u w a ż o n o , że o p r ó c z b e z p o ś r e d n i e j i n ­
formacji o świecie zdjęcia p o k a z u j ą jeszcze i to с o oraz j a k
sam fotograf w i d z i , spostrzega i - co jeszcze ważniejsze - j a k
ocenia świat, k t ó r y fotografuje. „ S t a ł o się jasne, że nie
istnieje prosta jednoznaczna (czytaj: w pełni obiektywna
- przyp. H C ) c z y n n o ś ć zwana widzeniem [...], lecz spo­
strzeganie fotograficzne (czyt.: antropologiczne), k t ó r e jest
n o w ą o d m i a n ą ludzkiej percepcji." T a k więc i fotografie
stały się interpretacjami. W y b ó r takiego, a nie innego ujęcia,
takiego lub innego fragmentu, stosowanie p o w i ę k s z e ń i retu­
szy, s p o s ó b oświetlenia, w y b ó r filmu c z a r n o - b i a ł e g o lub
kolorowego, a nawet w y b ó r filmu o k r e ś l o n e j firmy (nie
w s p o m i n a j ą c j u ż o m o ż l i w o ś c i a c h jakie daje w s p ó ł c z e s n a
technika k o m p u t e r o w a ) staje się zawsze narzucaniem swoich
k r y t e r i ó w widzenia i n n y m . D o tego dochodzi jeszcze s p o s ó b
odbioru zdjęcia, k t ó r y też zmienia się w zależności od
kontekstu w y s t ę p o w a n i a . C z y m i n n y m j a k o ś c i o w o staje się
zdjęcie reprodukowane na pierwszej stronie najpopularniej­
szego dziennika z obszernym komentarzem s ł o w n y m , i to
samo zdjęcie na fotograficznej wystawie w galerii, p o ś r ó d
d z i e s i ą t k ó w innych, nawet nie z w i ą z a n y c h tematycznie.
Wittgenstein, m ó w i ą c o j ę z y k u , p o d k r e ś l a ł , że znaczeniem
słowa jest jego zastosowanie. Sontag odnosi to z całą
s t a n o w c z o ś c i ą do f o t o g r a f i i .

4

5

6

7

Trzeba jeszcze zwrócić u w a g ę na jeden aspekt. O t ó ż ,
etnologowie dowiedli w swoich pracach, że badania obcej
k u l t u r y ujawniają i u ł a t w i a j ą zrozumienie własnej. O g l ą d a j ą c
i analizując zdjęcia o k r e ś l o n e g o fotografa, r ó w n i e ż d u ż o
m o ż n a p o w i e d z i e ć o n i m samym, a t a k ż e o kulturze, w k t ó r e j
partycypuje. Obserwacje są czynione zrazu d w u t o r o w o
- w stosunku do obcych i swoich. Podobnie j a k fotografujący
misterium w G ó r c e Klasztornej, k t ó r z y r o b i ą zdjęcie raz
U k r z y ż o w a n e m u Chrystusowi, raz obserwującej to publicz­
ności ( i l . ) . Ta swoista d w u t o r o w o ś ć obserwacji jest m o ż l i w a
tylko dla f o t o g r a f ó w / e t n o g r a f ó w umiejscowionych p o ś r ó d -

111

1

�ku wydarzenia, wszyscy inni znajdują się z lewej, b ą d ź
z prawej strony. T o właśnie do takiej sytuacji odnosi się
pomost Geertza p o m i ę d z y ,,byciem tam a byciem t u " .
Obecnie w fotografii pojawili się t w ó r c y - j a k postmoderniści w nauce, w t y m t a k ż e etnologii - otwarcie p o d e j m u j ą c y
grę z rzeczywistością. Zdjęcia takich a u t o r ó w j a k Jerzy
M o d r a k , Thierry Geoffroy czy Bruce Gilden określa się
mianem r e p o r t a ż u subiektywnego. Nie p r ó b u j ą j u ż oni stać
z boku w y d a r z e ń i ich po prostu rejestrować. Sami stwarzają
sytuację, w k t ó r y c h - ich zdaniem - zacznie się dziać coś
godnego pokazania. N p . z r o z m y s ł e m błyskają fleszem
prosto w oczy zaskoczonych ludzi. W ten s p o s ó b p o d k r e ś l a j ą
swoją o b e c n o ś ć , j a k i w p ł y w na f o t o g r a f o w a n ą scenę.
W zgodzie z postmodernistycznymi z a ł o ż e n i a m i sami stają
się bohaterami swoich zdjęć, swoich meta-narracji. W s p ó ł ­
czesną fotografię nie interesują j u ż bowiem proste fakty, lecz
s p o s ó b ich podania i w y r a ż o n e w nich własne p o g l ą d y .
Jednak o p r ó c z n i e m o ż l i w e g o do wyeliminowania uwik­
ł a n i a się fotografa w siatkę p o j ę c i o w ą własnej k u l t u r y ,
pojawia się też m o ż l i w o ś ć manipulacji faktami. M o ż e to
sprzyjać np. nadmiernemu estetyzowaniu lub - gdy coś
t r z e c i o r z ę d n e g o staje się pierwszoplanowe - zakłóceniu
właściwej hierarchii fotografowanych zjawisk. Interesujący
z b i ó r t e k s t ó w na temat wiarygodnej rejestracji b ą d ź kreacji
rzeczywistości
przez
fotografów
zawierają
numery
5 i 7 z 1991 r o k u czasopisma , , 6 x 9 Fotografia". Jest tam
t a k ż e zamieszczonych wiele zdjęć m a n i p u l u j ą c y c h rzeczywis­
tością. W a r t o w c z y t a ć się w teksty o specyficznej estetyce
r e p o r t a ż y p r z e k a z u j ą c y c h obrazy z wojny w Zatoce Perskiej
w 1991 r o k u . W mediach była to wojna o „ s p o k o j n y m
obliczu", gdzie wspaniali a m e r y k a ń s c y c h ł o p c y na swoich
w s p a n i a ł y c h maszynach pilnowali ś w i a t o w e g o p o k o j u .
A wszystko to działo się na tle p i ę k n y c h k r a j o b r a z ó w ,
z a c h o d ó w słońca i nawet wybuchy bomb były r ó w n i e
efektowne j a k sztuczne ognie. Przed p o d o b n y m i problemami
stają t a k ż e etnologowie przeceniający z kolei swoje preferen­
8

cje kulturowe. W takich pracach być m o ż e j e d y n y m bohate­
rem stanie się sam etnograf analizujący samego siebie,
pozostanie samo „bycie t u t a j " bez „ b y c i a t a m " .
Jak j u ż w s p o m n i a ł e m Geertz z a s a d n i c z ą rolę nowej etno­
grafii widzi właśnie w „ u m o ż l i w i a n i u k o m u n i k a c j i m i m o
p o d z i a ł ó w społecznych - różnic etnicznych, religijnych,
klasowych, płci, j ę z y k a i r a s y . " Bardzo w s p ó ł b r z m i ą z t ą
k o n c e p c j ą słowa Ch. Caujolla, k t ó r y pisze, że fotografowie
obecnie wcale nie chcą j u ż b y ć „ a n i obiektywni, ani wyczer­
pujący; c h c ą d a ć natomiast ś w i a d e c t w o s p o t k a ń , rzeczy
przyjemnych i łez podpatrzonych na twarzach ludzi i w kraj­
obrazach ś w i a t a . " F o t o g r a f i ę zaczyna się o k r e ś l a ć j a k o
„ m e d i u m subiektywnego r e p o r t a ż u " . M o ż e t y m wzorem
etnografię m o ż n a n a z w a ć medium subiektywnego opisu.
Wszystko to, co z o s t a ł o tutaj zasygnalizowane, pokazuje j a k
bardzo ostateczny rezultat działalności e t n o g r a f ó w i foto­
grafów, uzależniony od ich o g ó l n e g o nastawienia, powstaje
gdzieś p o ś r o d k u p o m i ę d z y n i m i samymi a p o d m i o t a m i ich
zainteresowań.
9

1 0

S ą d z ę , że wzajemne przypatrywanie się e t n o g r a f ó w i foto­
g r a f ó w historiom swoich dyscyplin, m o ż e o k a z a ć się rzeczy­
wiście inspirujące dla o b y d w ó c h stron, zwłaszcza we właś­
c i w y m rozpoznawaniu w s p ó ł c z e s n y c h d y l e m a t ó w , przed
k t ó r y m i stoją. Postmodernistyczne tendencje zbliżają te dwie
podobne dziedziny do sztuki, często z bardzo interesującymi
efektami. N a pewno p o m o g ą one w zrozumieniu i zerwaniu
ze stereotypem w pełni obiektywnego opisu k u l t u r y lub
zdjęcia - dokumentu. Czy wobec tego w s p ó ł c z e s n a wiedza
o ograniczeniach poznania ludzkiego subiektywizmem upo­
w a ż n i a do dalszego dokumentowania i opisywania Świata?
M y ś l ę , że to wyzwanie jest ciągle w a ż n e , a m o ż e obecnie - po
p r z e w a r t o ś c i o w a n i u starych przyzwyczajeń modernistycznie
zorientowanej nauki - ważniejsze niż kiedykolwiek wcześ­
niej, z a r ó w n o w fotografii j a k i etnografii. W n i e m o ż l i w y m
do zdefiniowania zachowaniu właściwych proporcji m i ę d z y
„ t a m a t u t a j " leży tajemnica ich powodzenia.

P R Z Y P I S Y
1

C . Geertz. Być lam, pisać tu, „ A m e r y k a " 1990, nr 3^1, s. 63
W. Burszta, Etnologia dzisiaj albo siła peryferii, „ K o n t e k s t y .
Polska Sztuka Ludowa" 1992, nr 2
Geertz, op.cit.
S. Sontag, O fotografii. Warszawa 1986
T a m ż e , s. 84
Tamże, ss. 85-86

1

T a m ż e , s. 102

2

8

Por. B o ż e n a Stokłosa, W stronę dokumentu subiektywnego,
„ 6 x 9 Fotografia" nr 7/91, s. 46-65; patrz też 2/92 i 1/93

3

9

4

5

6

Geertz, op.cit., s. 63

1 0

C h . Caujolle, Fotografia i jej zastosowania, „6 x 9 Fotografia"
nr 7, s. 6

Fotografowie podczas Misterium Męki Pańskiej w G ó r c e Klasztornej,
Fot. Kinga Nemcre-Czachowska

112

i

1992.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5864" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5845">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e95f596aa22f126df3059928c3d332c8.pdf</src>
        <authentication>b2b9ed7f8bd8e8e0b4a3737721344de3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2464</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69963">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69964">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69965">
                <text>Fotografia schyłku wieku. Fotografia i mit / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69966">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.113-121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69967">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69968">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69969">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69970">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69971">
                <text>Fotografia schyłku wieku
Fotografia i mit
Sławomir Sikora
Rzadko kiedy odtwarzanie w s p o m n i e ń zachowuje na­
stępstwo wydarzeń - lokalizujemy je raczej przez skoja­
rzenia niż dzięki metodycznej penetracji, a przeszłość
traktujemy jak "muzeum archeologiczne (...) porozrzuca­
nych na chybił trafił szczątków".
David Lowenthal, Przeszłość
to obcy kraj
- C o dla pana znaczy prawda w dokumencie?
- D l a mnie to próba wydobycia esencji rzeczywistości tak,
jak j a j ą widzę. (...) U d a w a ł o nam się czasami głębiej wejść
w rzeczywistość. T o m o ż e była prawda w dokumencie.
Rozmowa Janusza W r ó b l e w s k i e g o
z Marcelem Ł o z i ń s k i m
1

Fascynacja j a k ą Michael Lesy o b d a r z y ł fotografie za­
k r a w a na obsesję. Opowiada on, że kiedy m i a ł d w a d z i e ś c i a
jeden lat m i e s z k a ł wraz z k o l e g ą , p r a c u j ą c y m dla studia
Technicolor Photo. W pracowni robiono m n ó s t w o po­
w t ó r e k w z w i ą z k u z poszukiwaniem właściwej gamy barw.
K t ó r e g o ś dnia zabrali wraz z k o l e g ą k i l k a p u d e ł "odpad­
k ó w " do d o m u . K a ż d e g o dnia o g l ą d a l i stosy fotografii,
"siedem tysięcy t y g o d n i o w o " , tak przez dwa miesiące.
"Koledze się p r z e j a d ł o , opuścił miasto i został r y b a k i e m . "
Lesy'ego ta fascynacja nie o p u ś c i ł a . Przez lata o g l ą d a ł f o t k i
i fotografie. "Czasem myślę, że to zmieniło m o j ą o s o b o w o ś ć ,
a czasem zastanawiam się, czy to nie u s z k o d z i ł o mojego
u m y s ł u " - wyznaje. " K i e d y się o g l ą d a p a r ę setek tysięcy
zdjęć (...) Zaczyna się z a t r a c a ć znamiona pojedynczych
twarzy i miejsc a zaczyna myśleć o genotypie." Przytoczona
historia, c h o ć pochodzi z późniejszego albumu Lesy'ego ,
jest chyba d o b r y m wprowadzeniem do szczególnego do­
ś w i a d c z e n i a jakie oferuje o n w swoim pierwszym dziele
- Wisconsin Death Trip*, albumie, k t ó r y wydaje się b y ć
najciekawszym ze znanych m i dzieł a u t o r a . Lesy za p o m o c ą
fotografii i c y t a t ó w z epoki stara się o d t w o r z y ć historię
z w y k ł y c h ludzi i opowiada nam o pewnym szczególnym
aspekcie historii lokalnej społeczności a m e r y k a ń s k i e j z k o ń ­
ca X I X w.
2

4

5

Warren Susman w Przedmowie pisze, że wielu h i s t o r y k ó w
u ś w i a d a m i a sobie, iż lata dziewięćdziesiąte zeszłego stulecia
były okresem p o w a ż n e g o kryzysu w Ameryce. O n a k ł a d a j ą ­
cej się na ten kryzys historii szaleństwa stara się nam
o p o w i e d z i e ć Lesy.
Susman p r z y w o ł u j e s ł o w a H i p p o l y t e ' a Taine'a o koniecz­
ności uczynienia kolejnego k r o k u i odkrycia za " c z ł o w i e k i e m
w i d z i a l n y m " " c z ł o w i e k a niewidocznego" - " t ę m a s ę zdolno­
ści i uczuć, k t ó r a tworzy człowieka w e w n ę t r z n e g o . " T a k
właśnie p o s t ę p u j e Lesy: p o k a z u j ą c nam tych ludzi
j e d n o c z e ś n i e pozwala s ł u c h a ć historii, k t ó r e i m towarzy­
szyły, o k t ó r y c h czytali, k t ó r e ich z a j m o w a ł y i n u r t o w a ł y .
Wprowadzenie do a l b u m u Lesy zaczyna od słów: „ O b r a z y ,
k t ó r e będziecie o g l ą d a ć , to obrazy ludzi, k t ó r z y kiedyś
naprawdę
ż y l i . W y i m k i , k t ó r e będziecie c z y t a ć ,
o p o w i a d a j ą o wydarzeniach, k t ó r e ci ludzie l u b też ludzie
p o d o b n i do nich kiedyś d o ś w i a d c z y l i . Ż a d n a z opowieści nie
jest fikcyjna." A w wydanej później książce, The Forbidden
Zone, tak opisuje p o c z ą t k i swojego d o ś w i a d c z e n i a z Wiscon­

sin Death Trip: „ Z d a r z y ł o się, że u j r z a ł e m twarz m ł o d e j
c i e m n o w ł o s e j i ciemnookiej kobiety, ubranej w c z a r n ą ,
j e d w a b n ą s u k n i ę , stojącą za plecami m a t k i na portrecie
r o d z i n n y m . Jej spojrzenie b y ł o niezwykłe: b e z p o ś r e d n i e ,
czyste i świecące. Ź r e n i c e jej oczu były tak czarne i d o s k o n a ł e
j a k opale. W l e p i a ł e m w n i ą w z r o k i p r z y g l ą d a ł e m się jej;
o d d a w a ł a m i to spojrzenie tak wytrwale, że kiedy
s p r ó b o w a ł e m z r o z u m i e ć jej z n a c z e n i e , p r o j e k t o w a ł e m
w nią siebie, i kiedy tak b a d a ł e m jej twarz z d a ł e m sobie
s p r a w ę , że jej spojrzenie z o s t a ł o z a m r o ż o n e przez zdziwienie
i strach. O d s u n ą ł e m fotografię i s p o j r z a ł e m ponad nią
[kobietę]. Emulsja fotograficzna na negatywie nad jej g ł o w ą
b y ł a tak zniszczona, że w y d a w a ł o się j a k gdyby powietrze
w o k ó ł głowy b y ł o porwane i p r z e m i e n i ł o się w krew. [...] takie
samo zdziwione i przestraszone spojrzenie [zobaczyłem] na
twarzach i n n y c h . "
Ten p o c z ą t e k d o ś w i a d c z e n i a ze zdjęciami w a r c h i w u m
Towarzystwa Historycznego w Stanie Wisconsin i słowa,
k t ó r e m a j ą n a m u p r z y t o m n i ć , że b ę d z i e m y o b c o w a ć z m i n i o ­
n ą rzeczywistością p r z y p o m i n a j ą nieco wyznanie j a k i m
R o l a n d Barthes r o z p o c z ą ł La chambre claire: „ P e w n e g o
dnia, j a k i ś czas temu n a t r a f i ł e m na fotografię n a j m ł o d s z e g o
brata Napoleona, Jeroma, z r o b i o n ą w 1852 r o k u . Z osłupie­
niem, k t ó r e nie o s ł a b ł o do dziś, z d a ł e m sobie w ó w c z a s
s p r a w ę , że p a t r z ę w o c z y , k t ó r e widziały Cesarza."
Michael Lesy jest historykiem i m o ż n a sądzić, że nie
przypadkiem w y b r a ł ten z a w ó d . N a p o c z ą t k u Wprowadzenia
do The Frames przytacza z n a m i e n n ą historię ze swojego
dzieciństwa. Pewnego razu ojciec, k t ó r e g o bardzo k o c h a ł ,
pochylił się, objął go, spojrzał m u w oczy i powiedział:
" C h c i a ł b y m , żebyś z r o b i ł dla mnie j e d n ą rzecz, t y l k o j e d n ą .
C h c i a ł b y m , żebyś zawsze m ó w i ł m i t y l k o p r a w d ę . " A l e , co
charakterystyczne, k r ó t k i akapit p o ś w i ę c o n y cytowanej his­
t o r i i zaczyna się od słów: " S t a ł e m t a m na p o d w ó r z u za
domem. P a t r z y ł e m na g a r a ż . Był zielony k o l o r e m wielkanoc­
nych jajek, zielony j a k cukierek, tak intensywnie zielony j a k
drzewa w K r ó l e w n i e Śnieżce, tak zielony, że g d y b y m go
zjadł, b y ł b y m wiecznie żywy. Kiedy to ujrzałem zapom­
n i a ł e m o swoim ciele; c h ł o n ą ł e m to do ś r o d k a swojej czaszki;
w s y s a ł e m aż na tył m o i c h oczu, do m a ł e g o pomieszczenia,
gdzie m o g ł e m to p r z e c h o w y w a ć . "
T o zestawienie b a ś n i o w e j (mitycznej) rzeczywistości z pro­
ś b ą ojca wydaje m i się z n a c z ą c e , wskazuje, że Lesy jest
w r a ż l i w y nie t y l k o na t w a r d ą rzeczywistość h i s t o r y c z n ą , tzw.
obiektywne fakty, ale t a k ż e na mityczny k o l o r y t przeszłości.
Prawda, k t ó r ą stara się n a m p r z e k a z a ć jest r ó w n i e ż p r a w d ą
przeżycia, p r a w d ą d o ś w i a d c z e n i a , p r a w d ą emocji.
Wisconsin Death Trip s k ł a d a się z k i l k u części: Przedmowy
Warrena Susmana, Wprowadzenia i Zakończenia
napisanych
przez Lesy'ego i zgrupowanych w trzech częściach (oznaczo­
nych n u m e r a c j ą a r a b s k ą ) k i l k u n a s t u p r z e p l a t a j ą c y c h się
sekwencji fotografii i b l o k ó w tekstowych. Fotografie w pier­
wszej części stoją zdecydowanie p o d znakiem kobiety,
kobiety i dziecka, śmierci dzieci; w drugiej d o t y c z ą przede
wszystkim m ę ż c z y z n , pracy, p o s t ę p u , p i e n i ą d z a ; w trzeciej
m ę ż c z y z n y i kobiety, rodziny, r o z r y w k i i r o z s t a n i a - o d e j ś 6

7

8

113
I

�cia-śmierci. W pierwszej i drugiej części znajdują się r ó w n i e ż
fotografie ukwieconych i udekorowanych fotografii zmar­
łych, odpowiednio kobiet - część 1, mężczyzn - część 2.
Wszystkie fotografie wykonane zostały przez Charlesa
V a n Schaicka, fotografa z Black River Falls w hrabstwie
Jackson, stan Wisconsin, w latach 1890-1910." Sekwencje
fotograficzne przedzielone są b l o k a m i tekstowymi obej­
m u j ą c y m i lata 1885-6 i 1890-1900. K a ż d y blok poza pierw­
szym obejmuje jeden rok. Teksty składają się z pięciu głosów:
notatek z lokalnej prasy, w y p i s ó w ze stanowego szpitala dla
chorych psychicznie, w y i m k ó w z literatury tego okresu
i dopisanych, uzupełniających, " f i k c y j n y c h " g ł o s ó w miejs­
cowego historyka i plotkarza ( o p o w i a d a j ą c y c h m . i n . historię
p o c z ą t k ó w miasteczka i przybliżających nam p o s t a ć foto­
grafa V a n Schaicka).
Lektura relacji tworzy w r a ż e n i e niezwykłe. Składają się
one bowiem niemal wyłącznie z pasma ludzkich nieszczęść.
A l e tak właśnie m i a ł a w y g l ą d a ć k o l u m n a Lokalnych Wiado­
mości. W The Forbidden Zone Lesy wspomina: "rozpoczyna­
ła się [ona] od relacji o duchach, po niej n a s t ę p o w a ł a relacja
o kobiecie, k t ó r a p o d e r ż n ę ł a sobie g a r d ł o , potem informacja
o kobiecie, k t ó r ą uznano za szaloną, n a s t ę p n i e relacja
o kobiecie, k t ó r a rzuciła się pod p o c i ą g i została p o c i ę t a na
trzy części, potem historia pozbawionej ś r o d k ó w do życia
kobiety, k t ó r a b ł ą k a ł a się po ulicach pobliskiego miasta
z m a r t w y m dzieckiem na r ę k a c h . . . " "Oczywiście, wiadomo­
ści te nie dotyczyły jedynie kobiet. W cytowanych przez
Lesy'ego fragmentach stale p o w t a r z a j ą się informacje o epi­
demicznych chorobach, s a m o b ó j s t w a c h , s z a l e ń s t w a c h , prze­
rywane jedynie doniesieniami o podpaleniach, morderst­
wach, k r a d z i e ż a c h , śmierci z wyczerpania, duchach, w y b i ­
tych oknach, potworach pojawiających się w jeziorach.
P o z w o l ę sobie na przytoczenie t y l k o jednego fragmentu,
szczególnego polonicum, ś w i a d e c t w a t ę s k n o t y za ojczyzną:
1

" A n n a M y i n e k , p i ę t n a s t o l e t n i a Polka z miasta Burnside,
została p o s ł a n a przez sąd hrabstwa Odell do szkoły specjal­
nej uczącej rzemiosła. P o d ł o ż y ł a ona ogień pod s t o d o ł ę

114

swego chlebodawcy co s p o w o d o w a ł o jej spalenie wraz z 48
k o p k a m i siana; p o d p a l i ł a r ó w n i e ż dwie inne k o p k i siana,
a t a k ż e dom. N a s t ę p n e g o ranka p o d p a l i ł a jeszcze dwie k o p k i
siana i d w u k r o t n i e p o d ł o ż y ł a ogień pod dom. Podejrzewa się,
że p o d p a l i ł a też tę s a m ą s t o d o ł ę ostatniej wiosny, j a k r ó w n i e ż
d o m i s t o d o ł ę w d w ó c h innych miejscach, gdzie uprzednio
p r a c o w a ł a ; s p o w o d o w a ł o to ich c a ł k o w i t e zniszczenie. Sę­
dziom p o w i e d z i a ł a , że p o d k ł a d a ł a ogień, p o n i e w a ż czuła się
samotna, o d c z u w a ł a t ę s k n o t ę za ojczyzną oraz p o t r z e b o w a ł a
pobudzenia." [1900]
*

*

*

Kirsten Hastrup z a s t a n a w i a j ą c się nad d w o m a sposobami,
wizualnym i werbalnym, kreowania etnograficznego obrazu
d o w o d z i ł a , że fotografia nie potrafi u c h w y c i ć istoty przed­
stawianego przez siebie zjawiska. P o r ó w n a ł a zapis foto­
graficzny i filmowy do w y r ó ż n i o n y c h przez Geertza d w ó c h
s p o s o b ó w opisu: " t h i n " i " t h i c k " . O ile opis " t h i n " chwyta
formę danego zjawiska czy zachowania, o tyle nie jest
w stanie u c h w y c i ć jego w e w n ę t r z n e g o znaczenia. Znaczenie
danej formy u z a l e ż n i o n e jest zawsze od kontekstu, w k t ó r y m
d a n ą f o r m ę się u m i e ś c i . ' O c z y w i ś c i e konstatacje Hastrup są
słuszne. Samotna fotografia pozostaje najczęściej niema. Jak
dowodzi Roland Barthes fotografię charakteryzuje areszt
interpretacji. Fotografia jest ahermeneutyczna. A l e wobec
takich konstatacji t y m ciekawsza wyda nam się podjęta przez
Lesy'ego p r ó b a "opowiedzenia", czy też p r z y w o ł a n i a pewnej
rzeczywistości.
1

12

Lesy „ o p o w i a d a " nam historię m i t y c z n ą . A p r z e k o n u j ą
nas o t y m dobitnie sekwencje fotografii o t w i e r a j ą c y c h i za­
m y k a j ą c y c h jego " o p o w i e ś ć " . Pierwsza sekwencja zdjęć
s k ł a d a się z czterech fotografii t o r s ó w k o ń s k i c h . D w a obrazy
nieco t y l k o inaczej kadrowane tego samego białego konia,
z niemal centralnie umieszczonymi samczymi genitaliami.
Ł e b konia znajduje się poza kadrem, ale widzimy d ł u g ą ,
sięgającą prawie do ziemi, p o f a l o w a n ą grzywę (to samo

�zdjęcie nieznacznie t y l k o inaczej kadrowane towarzyszy
stronie tytułowej i Przedmowie). Kolejne dwa obrazy to
zdjęcia innego, podobnie kadrowanego, ciemnego konia
(ogier). Lesy powiada, że farmerzy byli d u m n i ze swoich k o n i
i c h ę t n i e kazali je f o t o g r a f o w a ć . Ale umieszczenie na p o c z ą t ­
k u konia o cechach, k t ó r e m o g ą k o j a r z y ć się z androgynicznością - p o ł ą c z e n i e samczych genitalii (najprawdopodobniej
zresztą jest to w a ł a c h ) z d ł u g ą falującą grzywą - właśnie ten
początek
znaczy.
Ukazuje rzeczywistość jeszcze
przed t y m n i m n a s t ą p i ł y p o d z i a ł y . Podobnie symboliczna
jest sekwencja zdjęć k o ń c z ą c y c h album: 1. Kobieta na łódce
wyciągająca z w o d y garść n e n u f a r ó w ; 2. Kobieta z w ę ż a m i
w d ł o n i a c h i w o k ó ł szyi; 3. Kobieta na łódce odpływającej od
brzegu; 4. Zestawienie (na styk, "jedno zdjęcie") fotografii
siedzącego na krześle mężczyzny i stojącej o b o k niego
kobiety w plenerze z fotografią j u ż t y l k o samej, p a t r z ą c e j
w ziemię kobiety, siedzącej na krześle, na k t ó r y m "do
niedawna" siedział m ę ż c z y z n a (identyczny kadr; i l . 6);
5. Fotografia w i ą z a n k i z k a l i i i r ó ż z napisem "Rest"
("Wieczne spoczywanie"); 6. Fotografia m ł o d e j kobiety
(dziewczyny) stojącej nad r z e k ą , tyłem do nas. W jednej ręce
trzyma ona kapelusz, d r u g ą macha "na p o ż e g n a n i e " (nie
wiadomo komu).
1 3

C a ł a sekwencja jasno ukazuje odchodzenie, p o ż e g n a n i e ,
śmierć. Obrazy w o d y n a b i e r a j ą g ł ę b o k o symbolicznego
w y m i a r u . "Funeralne zastosowanie wody - pisze Eliade
- t ł u m a c z y się t y m samym kompleksem, k t ó r y uzasadnia jej
funkcję k o s m o g o n i c z n ą , m a g i c z n ą i leczniczą: wody 'za­

spokajają pragnienie z m a r ł e g o ' , r o z t a p i a j ą i scalają z zarod­
k a m i wody, 'zabijają z m a r ł e g o ' niszcząc definitywnie jego
ludzki s p o s ó b bycia." P r z y p o m n i e ć też w a r t o o wodach
Styksu, czy c h o ć b y obrazy wody w Śmierci
Wergilego
Hermana Brocha. Nenufar, j a k podaje słownik, pochodzi od
" ś r d w . ł a c . 'j.w.' z arab. nenufar, nelufar 'j.w.' a sanskr.
nilotpala 'j.w.' nila 'niebieski + utpala 'kwiat liii wodnej,
lotosu'."
Lotos to kwiat, k t ó r y Lotofagowie dali do
zjedzenia w y s ł a n y m na zwiady towarzyszom Odyseusza:
" S k o r o jednak k t o ś zje lotosu miodny owoc, j u ż ani nie chce
w r a c a ć do ojczyzny, ani d a ć wieści o sobie." Ł ó d ź staje się
b a r k ą Charona. Kobieta z w ę ż a m i nasuwa skojarzenia
z fajansowymi figurkami k r e t e ń s k i c h b o g i ń t r z y m a j ą c y c h
w ę ż e , a l e też z i n n y m i boginiami - Hekate, Persefona czy
Pytią .
Oczywiście, wszystkie p r z y w o ł a n e skojarzenia nie m a j ą na
celu szukania takich lub innych d o k ł a d n y c h i precyzyjnych
p o w i ą z a ń czy odniesień między zdjęciami a d a w n y m i czy
w s p ó ł c z e s n y m i symbolami i postaciami mitologicznymi lub
religijnymi, c h o d z i ł o jedynie o wskazanie olbrzymiego
"kompleksu mitologicznego", do k t ó r e g o się one o d w o ł u j ą .
Jest rzeczą niemal oczywistą, że " p r a w d a " każdej z tych
fotografii z osobna była zupełnie inna niż " p r a w d a " jakiej
n a b i e r a j ą one w opisanej sekwencji. Pierwsza i ostatnia
sekwencja fotografii zdecydowanie o d r ó ż n i a się od pozos­
tałych. Przez takie właśnie zestawienie fotografii Lesy chce
powiedzieć: historia, k t ó r ą opowiadam, jest historią pewnej
1 4

1 5

1 6

1 7

18

1 9

115
i

�całości (silne ustrukturowanie p o c z ą t k u i k o ń c a ) . Jest to
historia prawdziwa, ale prawda ta ociera się o p r a w d ę m i t u .
D r u g a sekwencja a l b u m u s k ł a d a się z n a s t ę p u j ą c y c h zdjęć:
1. K o b i e t a siedząca na k o n i u ; 2. K o b i e t a z nagim niemow­
lęciem na kolanach; 3. Kobieta u k ł a d a j ą c a n i e m o w l ę na
fotelu ( o b o k prawie niewidoczna sylwetka stojącego męż­
czyzny - ?); 4. Centralnie, m a ł e ubrane na b i a ł o dziecko
w opartej o ścianę izby trumnie, po d w ó c h stronach rodzice,
z g ł o w a m i n i k n ą c y m i w cieniu; 5. Fotocollage fotografii
m a ł e g o dziecka z b u t e l k ą ze zdjęciem nagrobka z foto­
grafiami d w ó c h m a ł y c h dzieci; 6. Jedno dziecko w trumience;
7. D w o j e dzieci w trumienkach; 8. Puste, z a s ł a n e na biało
(małżeńskie - ?) łoże; 9. M ł o d a kobieta w czerni z k u l ą
siedząca w ustawionym w plenerze fotelu „ z e s t a w i o n a na
s t y k " z fotografią d w ó c h m a ł y c h dziewczynek, ubranych na
b i a ł o , o zamazanych konturach ("poruszonych"), umiesz­
czonych w nieco irrealnym (ze względu na brak ostrości)
fotograficznym atelier (malowane drzewa [?] o n i e w y r a ź n y c h
konturach, stojący ucięty pień drzewa, dywan w liście, liście
i trawa [?]); dziewczynki w białych sukienkach, mniejsza ze
z ł o ż o n y m i d ł o ń m i , druga w geście j a k gdyby "bicia się

116

w piersi" (modlitwa - ?).
Sens sekwencji jest jasny: k o ń jest powszechnie uznawa­
n y m symbolem p ł o d n o ś c i i n a m i ę t n o ś c i ; kobieta na k o n i u ,
dziecko... śmierć dzieci, powszechna śmierć dzieci... A l e
zatrzymajmy się przy d w ó c h zestawieniach, do k t ó r y c h
o d w o ł a ł się Lesy. Zdjęcie dziecka z b u t e l k ą i smoczkiem
zestawione jest z nagrobkiem z fotografią d w ó j k i m a ł y c h
dzieci ( i l . 3). I c h fotografie umieszczone są w wianeczku
z k w i a t ó w , p o d spodem napis " A t rest" ("Wieczne spoczy­
wanie"). Poza " ż y w e g o " dziecka jest niemal identyczna j a k
poza bliższegu m u dziecka na nagrobku. " Ż y w o ś ć " dziecka
p o d k r e ś l a jeszcze butelka ze smoczkiem. C o więcej r ą c z k a ,
fragment sukienki ( n ó ż k a ?) „ ż y w e g o " dziecka " w c h o d z i " na
nagrobek. T o zestawienie jest mocne, m ó w i : jedynie k r o k
dzieli dziecko żywe od martwego, a g r a n i c a m i ę d z y n i m i
j e s t j u ż n a r u s z o n a . Niewiele dzieli dziecko, k t ó r e
jest t u blisko, od tego, k t ó r e odeszło i jest j u ż t a m , daleko
(relacja wielkości). Fotografia bliska jest metonimii: m ó w i
- tak b y ł o . A l e t a „ f o t o g r a f i a " (fotocollage) tego właśnie
nie m ó w i : nie m ó w i - to dziecko u m a r ł o ; zestawienie
wprowadza, nie istniejący w zasadzie w fotografii, tryb
2 0

�p r z y p u s z c z a j ą c y : t a k b y ć m o g ł o . W t y m przypadku
prawda historii z o s t a ł a przekroczona: tak b y w a ł o (bywa)
- t o zdanie, k t ó r e , w e d ł u g r o z r ó ż n i e n i a Arystotelesa, przyna­
leży p r a w d z i e p o e t y c k i e j .
I drugie zestawienie w tej samej sekwencji ( i l . 4): m ł o d e j
ubranej na czarno kobiety ( ż a ł o b a - ?), siedzącej w fotelu
ustawionym w plenerze, i d w ó c h m a ł y c h dziewczynek.
Prawem kontrastu fotografia dziewczynek wydaje się " f i k ­
cyjna": i c h z m i ę k c z o n e , " n i e w y r a ź n e " twarze zestawione
z bardzo w y r a ź n ą , p o w a ż n ą , s z t y w n ą i t r o c h ę j a k b y "po­
g r z e b o w ą " t w a r z ą kobiety; jej czarna suknia kontrastuje
z b i a ł y m i sukienkami dziewczynek; naturalne tło pejzażu
zestawione z irrealnym, " f i k c y j n y m krajobrazem", w k t ó r y m
umieszczone są dziewczynki (malowane, nieostre tło w ate­
lier). Jednym s ł o w e m zestawione są " d w a ś w i a t y " , a " ż y w e "
dziewczynki są j u ż j a k b y "nie z tego ś w i a t a " (ułożenie r ą k )
- o d g r y w a j ą t u rolę "duszyczek", " a n i o ł k ó w " . Zestawienie
u k a z u j ą c nam " d w a ś w i a t y " , jeszcze raz wskazuje na po­
w s z e c h n o ś ć śmierci dzieci.
2 1

T a k i c h zestawień w albumie znajdujemy więcej, j a k c h o ć ­
by fotografia r o d z i c ó w z d w ó j k ą m a ł y c h c h ł o p c ó w i foto­

grafii tychże c h ł o p c ó w j u ż bez r o d z i c ó w d o k ł a d n i e w tej
samej scenerii ( i l . 8). "Szew" zestawienia jest na tyle s ł a b o
widoczny, że nie o d razu orientujemy się, że m a m y do
czynienia z d w o m a zdjęciami. C z ę s t o w y s t ę p u j ą też ze­
stawienia na sąsiednich stronach l u b na jednej stronie "na
s t y k " ukwieconej i udekorowanej fotografii zmarłej osoby
z fotografią osoby " ż y w e j " (często podobnej l u b w podobnej
pozie) ( i l . 5).
Takiej konsekwencji w " o p o w i a d a n i u " o k r e ś l o n y c h his­
t o r i i t r u d n o d o s z u k a ć się w dalszych sekwencjach zdjęć. A l e ,
czego p r z y k ł a d y j u ż p a d ł y , Lesy nie ucieka się jedynie do
przekazywania znaczenia poprzez k o l e j n o ś ć zdjęć. C z ę s t o
p o s ł u g u j e się o n t a k ż e t e c h n i k ą fotocollage'u, zestawianiem
zdjęć "na s t y k " tak, iż nie zawsze o d razu wiemy, że m a m y do
czynienia z dwiema fotografiami, zestawianiem "lustrzanych
o d b i ć " danego zdjęcia ( i l . 7), powtarzaniem zdjęć w i n n y m
zestawieniu, p o w i ę k s z a n i e m f r a g m e n t ó w zdjęć ( i l . 2) l u b
pomniejszaniem centralnych f r a g m e n t ó w zdjęć ( i l . 1), co
m o ż e d a w a ć iluzję zbliżania się i oddalania o d "rzeczywisto­
ści". Ten ostatni zabieg jest jeszcze i z tego p o w o d u ciekawy,
że daje złudzenie głębi, t r ó j w y m i a r o w o ś c i o g l ą d a n e j "rzeczy-

117

�w i s t o ś c i " , wchodzenia w tę " r z e c z y w i s t o ś ć " , stwarza efekt
"teatralizacji".
Co w a ż n e , wszystkie te zabiegi p o w o d u j ą wprowadzenie
bardzo specyficznych relacji czasowych. Silne symboliczne
zaznaczenie p o c z ą t k u i k o ń c a , nadaje " o p o w i e ś c i " s t r u k t u r ę
zwartej całości. ( " P o c z ą t e k " i " k o n i e c " to pojęcia o d n o s z ą c e
się bardziej do mitu niż historii.) M o ż e to p o w o d o w a ć
złudzenie d i a c h r o n i c z n o ś c i : " o g l ą d a n i a " i " s ł u c h a n i a " his­
t o r i i j a k gdyby rozwijała się w czasie. T a k ą też w y m o w ę
m o g ą mieć b l o k i tekstowe zgrupowane pod n a g ł ó w k a m i
o z n a c z a j ą c y m i kolejne lata. A l e na pewno nie jest to jedyny
ani też d o m i n u j ą c y czas z j a k i m m a m y do czynienia.
Fotocollage i zestawienia p o w o d u j ą , że "fotografie" t r a c ą
swą a c z a s o w ą s t r u k t u r ę , " z a c z y n a j ą się d z i a ć " , łączą w sobie
przynajmniej dwie płaszczyzny czasowe. Czasami w p r o w a ­
dzony jest t r y b przypuszczający. Powtarzanie się pewnych
fotografii powoduje zburzenie d i a c h r o n i c z n o ś c i opowieści.
Kiedy o g l ą d a m y album Lesy'ego rzuca n a m się w oczy
c a ł k o w i t y brak numeracji stron. Zabieg, k t ó r y niewątpliwie
ma na celu wskazanie na k o n i e c z n o ś ć właśnie synchronicz­
nego traktowania przedstawionego zjawiska, wszystkich
zawartych w książce " c y t a t ó w " tak wizualnych (fotografii),
j a k i werbalnych. Ten synchroniczny charakter albumu
zdecydowanie p r z e w a ż a . T r z y części albumu (sygnowane
kolejnymi cyframi) o d n o s z ą się przecież do trzech "syn­
chronicznych" a s p e k t ó w , a nawet kolejne lata, k t ó r e są
n a g ł ó w k a m i w blokach tekstowych, nie mają na celu, j a k m i
się wydaje, uchwycenia c z a s o w o ś c i , d i a c h r o n i c z n o ś c i zjawis­
ka, lecz symbolicznie sygnalizują aspekt k o ń c a , schyłku
i śmierci (koniec wieku).
T a a h i s t o r y c z n o ś ć a l b u m u zbiega się z " a h i s t o r y c z n o ś c i ą "
(szaleństwem) c z a s ó w : częstą śmiercią dzieci. Lesy zestawia
na sąsiednich stronach zdjęcie ubranego na biało dziecka
w trumnie opartej o ścianę p o m i ę d z y stojącymi rodzicami
(fotografia w y s t ę p o w a ł a j u ż w drugiej sekwencji) z obrazem
starej, siedzącej i j a k gdyby czekającej na śmierć kobiety
(chyba najstarszej w albumie). Nasza konwencjonalna linearn o ś ć czasu przyzwyczaiła nas do faktu, że człowiek rodzi się,
żyje, by w k o ń c u , kiedy jest stary, u m r z e ć , j e d n y m s ł o w e m , że
najpierw u m i e r a j ą ludzie starzy. T o przyzwyczajenie rozbite
jest przez wspomniane zestawienie. " N i e n o r m a l n o ś ć " przed­
stawianego czasu d o d a t k o w o p o d k r e ś l o n a jest faktem, że

118

stara kobieta, znajdująca się po lewej stronie r o z ł o ż o n y c h
stron, niejako patrzy na śmierć dziecka.
A l b u m y historyczne (i zdecydowana większość a l b u m ó w
rodzinnych) o d w o ł u j ą się do diachronicznej (historycznej)
narracji ( u k ł a d u ) . Inaczej sprawa w y g l ą d a w przypadku
Lesy'ego. Wydaje m i się, że większość z a b i e g ó w , do j a k i c h
ucieka się Lesy, m o ż n a by łączyć, z p r ó b ą n a ś l a d o w a ­
l i i a m e c h a n i z m ó w funkcjonowania l u d z k i e j (działają­
cej na zasadzie asocjacji) p a m i ę c i . P r z y p o m n i j m y sobie
cytowane w motcie s ł o w a D a v i d a Lowenthala: " R z a d k o
kiedy odtwarzanie w s p o m n i e ń zachowuje n a s t ę p s t w o wyda­
rzeń - lokalizujemy je raczej przez skojarzenia niż dzięki
metodycznej penetracji, a przeszłość traktujemy j a k ' m u ­
zeum archeologiczne (...) porozrzucanych na chybił trafił
s z c z ą t k ó w ' . " Jeśli w y ł ą c z y m y dwie sekwencje otwierające
a l b u m i sekwencję z a m y k a j ą c ą ( k t ó r e m o ż n a by n a z w a ć
wzięciem przedstawionej rzeczywistości w " m i t o l o g i c z n y " ,
czy też symboliczny " c u d z y s ł ó w " ) to o d n o ś n i e p o z o s t a ł y c h ,
m o ż n a by powiedzieć, że u k ł a d e m zdjęć r z ą d z i często ( c h o ć
nie zawsze) prawo asocjacji. P a m i ę ć ludzka nigdy (lub prawie
nigdy) nie jest "fotograficznie" wierna, nawet jeśli często
nam się tak wydaje. Podobnie p o s t ę p u j e Lesy z fotografiami,
poddaje je pewnym zmianom, zmienia t ł o , pewne elementy
fotografii przemieszcza, a nawet wprowadza do fotografii
elementy z innych zdjęć (por. i l . 7; gdzie u d o ł u fotografii
z o s t a ł o umieszczone powielenie zestawienia r ą k d w ó c h k o ­
biet, a u g ó r y pojawia się fragment d ł o n i kobiety ze zdjęcia
z sąsiedniej strony).
2 2

P o s ł u c h a j m y jeszcze jednej uwagi Lowenthala: " K a ż d y
rodzaj pamięci modyfikuje i p r z e k s z t a ł c a d o ś w i a d c z e n i e ,
raczej destyluje przeszłość, niż odzwierciedla j ą b e z p o ś r e d ­
nio."
W a r t o w t y m k o n t e k ś c i e p r z y w o ł a ć konstatacje
Kirsten Hastrup o zbieżności m e c h a n i z m ó w d z i a ł a n i a m i t u i p a m i ę c i ludzkiej w o p o z y c j i i d o h i s ­
t o r i i (historiografii). Hastrup pisze, że m i t i historię m o ż n a
t r a k t o w a ć j a k o dwie odmienne s z t u k i
pamięci.
Jeśli przyjmiemy p r o p o n o w a n ą a n a l o g i ę z p a m i ę c i ą za
u s p r a w i e d l i w i o n ą w ó w c z a s charakterystyczny zabieg bardzo
częstego zestawiania lustrzanych o d b i ć danej fotografii wyda
n a m się w pełni uzasadniony. Takie poszukiwanie w ł a ś ­
c i w e g o o b r a z u (prawdy pamięci) przypomina zabiegi
do j a k i c h o d w o ł y w a ł się Tadeusz K a n t o r w swoim teatrze.
2 3

2 4

�Przypomnijmy sobie charakterystyczny p o c z ą t e k spektaklu
Wielopole, Wielopole, kiedy to pojawiające się postacie
z m a r ł y c h spierają się o to, gdzie było o k n o , czy było ono
naprzeciwko drzwi?, z k t ó r e j strony r e k o n s t r u o w a ­
n e g o p o k o j u trzeba je umieścić. Podobnie z i n n y m i
elementami: czy walizka na pewno leżała na szafie? W swo­
ich dociakaniach d o t y c z ą c y c h fenomenu pamięci K a n t o r
wynajduje " m e t o d ę klisz". M ó w i : "Wspomnienie nie tworzy
ciągłej fabuły. (...) Nigdy we wspomnieniu nie ma akcji, t y l k o
są klisze i to jest sprawa... metoda k l i s z . " Ale przecież te
klisze nigdy nie są "fotograficznie wierne".
P r z y w o ł a n i e w t y m k o n t e k ś c i e teatru, teatru tak specyficz­
nego j a k teatr K a n t o r a , wydaje się zasadne. Roland Barthes
powiada, że jeśli fotografia d o t y k a sztuki, to właśnie przez
teatr. "Fotografia wydaje m i się bliższa Teatru, a to przez
szczególny związek (być m o ż e jedynie j a to widzę): przez
Śmierć. Znany jest pierwotny związek teatru i k u l t u Z m a r ­
łych: pierwsi aktorzy odłączyli się od w s p ó l n o t y grając rolę
Z m a r ł y c h ; u c h a r a k t e r y z o w a ć się o z n a c z a ł o - określić się
j a k o ciało zarazem martwe j a k i żywe: takim jest bielony tors
w teatrze totemicznym, człowiek z p o m a l o w a n ą t w a r z ą
w teatrze c h i ń s k i m , m a k i j a ż z masy ryżowej w indyjskim
K a t h a - K a l i , maska w j a p o ń s k i m teatrze N ó . . . O t ó ż ten sam
związek o d n a j d u j ę w Fotografii: p o m i m o naszych wysiłków,
by była 'jak ż y w a ' (a ta pasja ' o ż y w i a n i a ' nie jest niczym
innym, j a k t y l k o mitycznym zaprzeczeniem naszego z a ż e n o ­
wania wobec śmierci). Fotografia jest j a k teatr p r y m i t y w n y ,
j a k Ż y w y Obraz - w y o b r a ż e n i e m nieruchomej uszminkowanej twarzy, pod k t ó r ą widzimy u m a r ł y c h . "
A l e to powtarzanie, zestawianie "lustrzanych" fotografii,
j a k m i się wydaje, jest t a k ż e p r ó b ą szukania t y p o w o ś c i .
W cytawanych na p o c z ą t k u s ł o w a c h Lesy'ego m ó w i on, że
o g l ą d a n i e tysięcy zdjęć powoduje, że zaczynamy myśleć
w kategoriach g e n o t y p u . Lesy'emu nie chodzi tutaj
o genotyp w rozumieniu biologicznym (a jeżeli nawet to
zdecydowanie mniejszym znaczeniu), lecz właśnie o t у p o w o ś ć zjawisk, miejsc, p ó z , z a c h o w a ń k u l t u r o w y c h (tego
właśnie dotyczy album The Frames, w k t ó r y m fotografie
rodzinne zestawione z tekstami o p o w i a d a j ą c y c h swoje his­
torie b o h a t e r ó w , znajdują interpretację w kategoriach Freu­
dowskich i Jungowskich). P o d o b n ą w y m o w ę m a j ą zdania
z Wprowadzeniu do Wisconsin Death Trip, k t ó r e są niejako
25

26

2 7

podsumowaniem usprawiedliwienia wobec z a b i e g ó w j a k i c h
dokonuje on na zdjęciach V a n Schaicka i tekstach z Lokal­
nych Wiadomości
pisanych przez F r a n k a i George'a Co­
o p e r ó w : „ J e d y n y m problemem pozostaje j a k zmienić po­
rtret z p o w r o t e m w o s o b ę i j a k zmienić zdanie [relację]
w wydarzenie. (...) Sprawa, k t ó r ą trzeba się zająć jest
z n a c z e n i e a nie wygląd. " Z n a c z e n i e fotografii poza
kontekstem jest zawsze w ą t p l i w e . O d w o ł a j m y się jeszcze raz
do Rolanada Barthesa. Pisze on: " P o n i e w a ż k a ż d a foto­
grafia jest przypadkowa (i w z w i ą z k u z t y m poza znacze­
niem) Fotografia nie m o ż e z n a c z y ć ( k i e r o w a ć się k u powszechnikom), chyba, że za cenę przywdziania m a s k i . "
Trzeba jednak p a m i ę t a ć , że archaiczna maska nosiła bogat­
sze, niż jej się dziś przypisuje, znaczenia. Jej funkcja nie
s p r o w a d z a ł a się t y l k o do z a s ł a n i a n i a (skrywania), ale przede
wszystkim o d s ł a n i a n i a ( o b j a w i e n i a ) . ' Maska przekracza
fenomeny i kieruje się k u istocie zjawiska. Świeższe, osobiste
d o ś w i a d c z e n i a z t y m p o d w ó j n y m charakterem teatralnej
maski odnajdujemy u K i r s t e n H a s t r u p . Jak w i d a ć stale
powracamy do p r o b l e m ó w archaicznego teatru. Ale czy
zachowanie Lesy'ego wobec fotografii mężczyzny ( i l . 9) nie
jest przypadkiem właśnie p r ó b ą "dekonstrukcji m a s k i " .
2 8

29

3 0

3

32

Praca Lesy'ego jest fascynująca nie t y l k o dlatego, że
" d z i a ł a " , że przekazuje nam p e w n ą o k r e ś l o n ą , c z ą s t k o w ą
p r a w d ę o pewnej społeczności. Zabieg ten jest jeszcze
ciekawy z innych p o w o d ó w . Tradycyjna nauka (myślę t u
o takich pozytywistycznych metodach w etnologii, j a k np.
funkcjonalizm) s t a r a ł a się s t w o r z y ć wrażenie o b i e k t y w n o ś c i
( o b i e k t y w n o ś ć - obiektyw: skojarzenia fotograficzne nie są
tu nie na miejscu), " b e z s z w o w o ś c i " , usiłowała p r z e k o n a ć , że
to sama rzeczywistość m ó w i do nas za siebie. Co innego
zdaje się m ó w i ć Lesy: chce n a m p o k a z a ć , że nawet tak
z d a w a ł o b y się obiektywne dokumenty j a k fotografie nie
m ó w i ą same za siebie. Badacz (historyk) nie jest t u "prze­
zroczystym m e d i u m " . Z r e s z t ą pisze on o t y m otwarcie we
Wprowadzeniu: album jest " W t y m samym stopniu ćwicze­
niem z historii, j a k i eksperymentem alchemii. Jego n a d r z ę d ­
n ą intencją jest, abyście P a ń s t w o doświadczyli tych stronic
teraz, przed s o b ą jak ruchomego lustra, k t ó r e o b r ó c o n e
w j e d n ą s t r o n ę m o ż e o d b i ć zapach powietrza, k t ó r y mnie
otacza, gdy piszę te słowa; o b r ó c o n e w i n n ą s t r o n ę m o ż e
p r o j e k t o w a ć Wasze oczekiwania o d n o ś n i e przyszłości; od33

119

�w r ó c o n e ponownie, m o ż e p r z e k a z y w a ć dźwięk oddechu
w m r o ź n y m powietrzu w izbie z przed osiemdziesięciu
laty..." Ponownie na horyzoncie pojawiają się skojarzenia
teatralne, by p r z y p o m n i e ć t y l k o d o ś w i a d c z e n i a A n t o n i n a
A r t a u d : "Jest w zasadzie teatru i zasadzie alchemii tajem­
nicza t o ż s a m o ś ć i s t o t y . "
Kirsten Hastrup, d u ń s k ą antropolog, s p o t k a ł a rzadka
przygoda - dane jej było p r z e ż y ć siebie j a k o fikcję i m i t . Jej
życie i praca stały się bowiem przedmiotem zainteresowania
Eugenio Barby i jego teatru (Odin Teatret). Tak p o w s t a ł
fascynujący spektakl - Talabot. W artykule Out of Anth­
ropology Hastrup szczegółowo omawia kolejne etapy pracy
z B a r b ą , kiedy to ona, antropolog, stała się przedmiotem
" b a d a ń terenowych" reżysera i jego z e s p o ł u , a n a s t ę p n i e
proces o d b i o r u "siebie-jako-niesiebie" najpierw na p r ó b a c h ,
a potem publicznie. Śledzimy w ten s p o s ó b frapującą
o p o w i e ś ć o poszukiwaniu t o ż s a m o ś c i (tego dotyczy spek­
t a k l , a krytyczny a r t y k u ł Hastrup podnosi te dociekania
niejako"do k w a d r a t u " ) , o zawiłej relacji jaka wiąże historię,
mit i p r a w d ę , i w k o ń c u o t y m , j a k jej " j a " stopniowo staje się
"nie-ja" (to, że b y ł a reprezentowana przez i n n ą k o b i e t ę ,
u n i e m o ż l i w i a ł o jej o b e c n o ś ć w jej własnej historii; "opowie­
dzieli oni p r a w d ę o Kirsten [bohaterce spektaklu], jednak
ona ciągle nie była m n ą [nie-ja]"), by ostatecznie, j u ż
w publicznym pokazie, m o g ł a ona o d n a l e ź ć siebie ponownie
("nie-nie-ja" = " j a " ) . W t y m d o ś w i a d c z e n i u Hastrup "na
własnej osobie" odkrywa fakt, że kiedy jej "historia stała się
mityczna, [jednocześnie] stała się p r a w d z i w a " .
A l e to osobiste d o ś w i a d c z e n i e uwiarygodnia jedynie k o n ­
kluzję, k t ó r ą s f o r m u ł o w a ł a j u ż we wcześniejszym artykule:
„ N a w e t jeśli j e s t e ś m y naocznymi ś w i a d k a m i życia i cho­
ciaż pracujemy z dokumentami, nie m o ż e m y z a d o w o l i ć się
widzialnymi wyrazami inności. M u s i m y ponownie s t w o r z y ć
j ą w innej formie, aby u m o ż l i w i ć jej m ó w i ć za siebie! Ten
paradoks jest absolutnie centralny dla dyskursu antropolo­
gicznego: Musimy powtórnie stworzyć rzeczywistość
w od­
3 4

35

miennej formie, by mogła ona mówić za siebie. Nie t y l k o
musimy m ó w i ć o czymś, ale t a k ż e w imieniu kogoś lub czegoś.
Jest to kolejny podstawowy warunek antropologii. Auten­
tyczności nie o s i ą g a się przez komentarz udrapowany
w przedstawienie [through comment clad as presentation],
lecz przez ś w i a d o m o ś ć antropologicznej r e p r e z e n t a c j i rozumianej j a k o przetworzenie i uobecnienie." S z t u k a
antropologii d o t y k a t u sztuki teatru.
Susan Sontag s k w i t o w a ł a wysiłek Lesy'ego w n a s t ę p u j ą ­
cych s ł o w a c h : " C y t a t y nie m a j ą nic w s p ó l n e g o ze zdjęciami,
ale k o j a r z ą się z n i m i w przypadkowy, intuicyjny s p o s ó b ,
podobnie j a k słowa i d ź w i ę k i W . Johna Cage'a dopasowywa­
ne są w czasie przedstawienia do r u c h ó w tanecznych za­
projektowanych przez Merce Cunninghama. (...) Oczywiś­
cie, Wisconsin: podróż w krainę śmierci niczego nie dowodzi.
Siła historycznego argumentu leży w sile colllage'u. D o
n i e p o k o j ą c y c h , elegancko p o k r y t y c h p a t y n ą zdjęć V a n Schaicka m ó g ł Lesy d o p a s o w a ć inne teksty z tego okresu - listy
m i ł o s n e , dzienniki - i s t w o r z y ć odmienne, m o ż e mniej
p r z y g n ę b i a j ą c e w r a ż e n i e . Jego a l b u m podnieca, stanowi
modnie pesymistyczny argument i oferuje całkowicie d o w o l ­
ny, k a p r y ś n y obraz h i s t o r i i . "
Oczywiście, konstatacja Susan Sontag jest prawdziwa,
c h o ć j e d n o c z e ś n i e nie ma ona racji. Ł a t w o ś ć z j a k ą przecho­
dzi ona nad p r o p o z y c j ą Lesy'ego m o ż e dziwić u badaczki
zainteresowanej surrealizmem i jego specyficznym podej­
ściem do p r a w d y .
P r a w d ą jest, że zabiegi Lesy'ego n o s z ą znamiona arbitral­
ności. Ale jeśli słuszna jest moja interpretacja, że a l b u m
niejako n a ś l a d u j e s t r u k t u r ę ludzkiej p a m i ę c i i p r z y w o ł a n a
paralela teatralna ("Teatr ś m i e r c i " K a n t o r a ) , to - wydaje m i
się - że w t y m świetle poczynania Lesy'ego znajdują pełne
usprawiedliwienie. Lesy opowiada historię c z ą s t k o w ą , k t ó r a
ginie w tzw. p o w a ż n e j historii. T y m samym jego praca
b y ł a b y bliższa nie tyle sztuce nawet, co raczej s z t u c e
p a m i ę c i , tej jej odmianie, k t ó r a nazywa się m i t e m .
36

3 7

3 8

3 9

P R Z Y P I S Y
1

J . Wróblewski, Nie mogę uciec od polityki. Rozmowa z Marcelem
Łozińskim,
dokumentalistą,
"Życie Warszawy" 17-18 lipca 1993;
w drugim zdaniu, kiedy Łoziński u ż y w a liczby mnogiej, chodzi
o K i e ś l o w s k i e g o , Kędzierskiego, K a m i ń s k a , Gryczelowską, K o s i ń s ­
kiego i Zygadłę.
M. Lesy, Time Frames. The Meaning of Family
Pictures,
Pantheon Books, New Y o r k 1980, s. X I i X I I '
M . Lesy. Wisconsin Death Trip, Pantheon Books, New Y o r k
1973. Słusznie Sławomir Magala przetłumaczył tytuł na Wisconsin:
Podróż
w krainę śmierci.
Por. jego przypis w Susan Sontag,
O fotografii, tłum. S. Magala, Wydawnictwo Artystyczne i Filmowe,
Warszawa 1986, s. 72
Niestety, nie znany jest mi album Real Life: Louisville in the
Twenties (197'5). Por. o m ó w i e n i e trzech wymienionych już a l b u m ó w
przez Michaela Yampolsky'ego, Między słowem a obrazem. Zycie
zwykłych ludzi. Michael Lesy w poszukiwaniu prawdy historycznej,
tłum. Alicja Skarbińska, "Obscura" nr 3-4, 1985. Inny, późniejszy
album Lesy'ego, Bearing Witness o g l ą d a ł e m wiele lat temu.
2

3

4

5

W. Susman, Preface, (w:) Lesy, Wisconsin Death Trip, op. cit.
M . Lesy. The Forbidden Zone, Andre Deutsch 1988, s. 12. Spacja
moja - S.S.
R . Barthes, La chambre claire. Note sur la photographic Cahier
du Cinema, Gallimard, Le Senil 1980, § 1. Spacja moja - S.S.
M . Lesy, The Frames, op. cit., s. X I
T o nie z Wprowadzenia ani z Zakończenia,
lecz z jednego
z dopisanych fragmentów lokalnego historyka, dowiadujemy się, że
jedna z fotografii [of a certain very special lady called Pauline
L ' Allemand (...) she was so much the right person in the wrong place at
the wrong time that she nearly turned everything inside out and upside
down nie została wykonana przez V a n Schaicka.
6

7

8

9

120

Lesy myli się też o d n o ś n i e datowania zdjęć: co najmniej jedna,
a najprawdopodobniej dwie fotografie zostały zrobione w 1913
roku. R a z wynika to jasno z widocznego na zdjęciu plakatu-zaproszenia, oznajmiającego, że 18 maja 1913 r. odbędzie się
potańcówka-piknik; w drugim przypadku wynika to z tekstu
d o ł ą c z o n e g o (zdjęcie jest reprodukowane w gazecie) do fotografii
kaleki reklamującego protezy n ó g (nie jest, oczywiście, w pełni
pewne, czy tekst nie został d o ł ą c z o n y do wcześniejszej fotografii).
M . Lesy, The Forbidden Zone, op. cit., s. 13
К . Hastrup, Anthropological visions: some notes on visual and
textual authority, (w:) Film as Ethnography, ed. by P . I . Crawford i D .
Turton, Manchester University Press, Manchester &amp; New Y o r k
1992
R. Barthes, op. cit., n.p. § 44; por. też S. Sikora, Fotografia - pa­
mięć - wyobraźnia,
"Konteksty: Polska Sztuka L u d o w a " nr 3-4,
1992
N a temat symbolizmu androgyniczności (coincidencia oppositorum) por. M . Eliade, Sacrum mit historia, przeł A . Tatarkiewicz,
P I W , Warszawa 1993; rozdział Mefisto i Androgyn, czyli tajemnica
pełni, s. 197-251
Oczywiście, symbolika konia jest bardzo bogata. P r z y p o m n ę więc
tylko za Eliadem, że koń bywał utożsamiany z Kosmosem. Traktat
o historii religii, tłum. J . Wierusz-Kowalski, K i W , Warszawa 1966, s.
98, 106-107
M . Eliade, Traktat..., op.cit., s. 197
W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów
obcojęzycz­
nych, W P , Warszawa 1988, s. 350
Por. W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, P I W ,
Warszawa 1985, s. 611
Por. Ludwika Press. Zycie codzienne na Krecie w państwie
króla
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

�Minosa, P I W , Warszawa 1972, il. 71. Figurki z ok. 1600 r. p.n.e..
Muzeum w Herakeionie.
Por. np. Kopaliński, Słownik mitów..., op. cit, s. 364, 852-3
Por. piękny esej St. Vincenza, Podkład religii
starogreckiej
(Węże u Pauzaniusza),
omawiający funeralną s y m b o l i k ę węży [(w:)
tegoż. Po stronie dialogu, P I W , Warszawa 1983, t. 1]. T a k ż e Eliade,
Traktat....
op. cit., s. 206, 166-170. Jeśli uwzględnimy falliczną
symbolikę węża, m o g ł o b y to być również motyw androgyniczny,
Eliade, tamże, s. 168-170
R. Barthes, op. cit., np. (j 44, 47: por. też S. Sikora, op. cit.
Arystoteles, Poetyka, przcł. i o p r a c o w a ł Henryk Podbielski.
seria Biblioteka Narodowa, W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w - G d a ń s k -Łódź 1983. roz. I X
D . Lowenthal, Przeszłość- to obcy kraj, tłum. 1. Grudzińska-Gross i M . Tański, "Res Publica" nr 3, 1991, s. 21
T a m ż e , s. 16
K . Hastrup, Presenting
the Past. Reflection
on Myth
and
History. "Folk. Journal of Danish Ethnographical Society" vol. 29,
1987
Tadeusz Kantor: "Wspomnienie to jest ustawianie... ustawia­
nie przestrzeni, jak to było, prawda... i ciągle się mylimy. Nic, to nie
stało tutaj, to stało gdzie indziej." L . Caplan, T . Kantor, K .
Rabińska,' Metoda klisz, "Dialog" nr 12, 1980, s. 128. Szerzej
o antropologicznym wymiarze pamięci u Kantora (i w filmie
polskim) p o r ó w n a j Z . Benedyktowicz, Przestrzenie
pamięci, (w:)
Film i kontekst, pod red. D . Palczcwskiej i Z . Benedyktowicza,
Ossolineum, Wrocław itd. 1988. O p a m i ę c i o w y m z w i ą z k u z umar­
łymi por. też S. Sikora. Cmentarz. Antropologia pamięci, "Polska
Sztuka Ludowa" nr. 1-2, 1986
L . Caplan, T . Kantor, K . Rabińska, op. cit., s. 128
R. Barthes, op. cit.. § 13; tłum. pol. Camera lueida.
Refleksje
o fotografii, (fragmenty) tłum. E . Modzelewska-Sikora, " K i n o " nr
3J992
„Wtrącenia i dodatki znajdują następujące usprawiedliwienie:
jedynym sposobem sprzeciwienia się intencjom fotografa jest znisz­
czenie n e g a t y w ó w ; jedynym sposobem zniekształcenia punktu wi­
dzenia dziennikarza jest zapomnienie tego, co powiedział." M . Lesy,
Wisconsin Death Trip, Introduction,
op. cit., b.nr.s.

2 4

T a m ż e , spacja moja S.S.

3 0

R. Barthes, op. cit., § 15. Spacja moja - S.S.

1 8

1 4

2 0

2 1

2 2

2 3

" ..Maska usuwa z r ó ż n i c o w a n i e ludzi z dziedziny przypadkowo­
ści i wprowadza je w boski, wieczny i znaczący świat rytuału.
Przekształca to, co jest, w to, co być powinno." Gerardus van der
Leeuw, Święta gra. tłum. Z . Benedyktowicz i S. Sikora, "Konteksty:
Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1991
3 2

K . Hastrup, Out of Anthropology.
The Anthropologist
object of dramatic reprsentatkm
(1988, maszynopis).

as an

3 3

J . Clifford, Samokreacja
etnograficzna:
Conrad i
Malinowski,
tłum. M . K r u p a , "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1992
3 4

A . Artaud, Teatr alchemiczny, (w:) Teatr i jego sobowtór, przel.
J. Błoński, Warszawa 1978: cyt. za: Wojciech Michera,
Wyobraźnia
alchemiczna Wernera Herzoga. Egzegeza alchemiczna filmu
"Szkla­
ne serce". "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4, 1992

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

3 5

K. Hastrup, Out of Anthropology,

op. cit.

3 6

К. Hastrup, Veracity and Visibility: The Problem of Authen­
ticity in Anthropology,
"Folk. Journal of Danish Etnographical
Society" V o l . 28, 1986, s. 13. Kursywa К. Hastrup, spacja moja
-S.S."
3 7

S. Sontag, op. cit., s. 72-3

3 8

Por. np. o m ó w i e n i e filmowej twórczości J . Roucha przez
Jeanettc DeBouzek, "Etnograficzny
surrealizm"
Jeana
Roucha,
ttum. S. Sikora, "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4. 1992;
i o szerszym kontekście z w i ą z k u etnografii i surrealizmu: J . Clifford,
The Predicament of Culture. Twentieth-Century
Ethnography,
Lite­
rature and Art, Harvard University Press, Cambridge (itd.) 1988,
szczególnie rozdział On Ethnographic Surrealism; o m ó w i e n i e polskie
Monika Sznajderman, O etnograficznym
surrealizmie,
por. też
Katarzyna Kaniowska, Surrealizm
i etnografia;
oba artykuły
w "Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 1, 1991
3 0

Por. K . Hastrup, Presenting the Past, op. cit. Porównaj też
w tym kontekście rozważania Clifforda Geertza o zacieraniu się
granicy p o m i ę d z y p o s z c z e g ó l n y m i gatunkami, n a u k ą i sztuką. C .
Geertz, O gatunkach zmąconych (Nowe konfiguracje myśli społecz­
nej), tłum. Z . Łapiński, "Teksty drugie" nr 2, 1990

V *
727

9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5863" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5844">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/287e5c3f2e3aa477d3fcf069cda28dbe.pdf</src>
        <authentication>1861b5ac8508ed8f8335d40d3f90b80c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2465</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69953">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69955">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne w obrębie twórczości amatorskiej w PRL - na wybranych przykładach śląskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.122-129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69957">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69958">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69960">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="69961">
                <text>Socjotechniczne zabiegi mistyfikacyjne
w obrębie twórczości amatorskiej w P R L na wybranych przykładach śląskich
Seweryn A. Wisłocki

„ H i s t o r i a sztuki ludowej pierwszego dziesięciolecia P R L
czeka na swe syntetyczne opracowanie. Bez szczegółowych
b a d a ń nad t y m tematem trudno nam będzie zrozumieć procesy
zachodzące dzisiaj." - napisał A n t o n i K r o h w książce Współ­
czesna rzeźba ludowa Karpat Polskich". Przytaczam tę opinię
jako pierwszą wypowiedź publiczną badacza, który miał
o d w a g ę przeciwstawić się ówczesnej, mityzującej, z określo­
nych przesłanek politycznych, apologii tzw. sztuki ludowej
i nieprofesjonalnej. Myśl tę należy jednak rozszerzyć na cały
okres realnego socjalizmu i stosowanych ówcześnie na tym
obszarze (tzw. sztukę nieprofesjonalną, zaliczano przez długie
dziesięciolecia w Polsce do sztuki ludowej) socjotechnicznych
zabiegów mistyfikacyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem
taktycznej wariantowości w poszczególnych okresach - jak
dobrze p a m i ę t a m y - nieustającego rozwoju i pogłębiania.
Brak wnikliwej refleksji nad całym precyzyjnie skonstruo­
wanym systemem deformowania świadomości społecznej i bu­
dowania na doktrynalnie narzuconych przesłankach metarzeczywistości, nad skutkami jakie z tego wynikły, j u ż dziś
zaczyna o b r a d z a ć w pewne interpetacje, mające — stwierdzam
to z przykrością - pretensje do analiz etnologicznych, k t ó r e
ignorując, b ą d ź świadomie starając się zatrzeć rzeczywiste
relacje skutkowo-przyczynowe, skutki działań socjotechnicz­
nych usiłują przedstawiać, j a k o efekty przemian „obiektyw­
nych".
Jest to w przypadku niektórych a u t o r ó w kontynuacja
działań w tej mierze z okresu realsocjalizmu, minimalnie
zmodyfikowana i ubrana w nowe szaty terminologiczne,
o dość współcześnie czytelnych i p o n i e k ą d zrozumiałych
intencjach. Przy braku wspomnianej na wstępie analizy - mo­
gą one być, niestety - traktowane jako wartościowe i poznaw­
czo słuszne. Szkic ten nie rości sobie pretensji do wyczer­
pującego o m ó w i e n i a problemu zasygnalizowanego w tytule.
N a zasadzie „ p a r s pro t o t o " stara się uchwycić i u k a z a ć zasady
systemu deformowania świadomości społecznej. Obszar twór­
czości środowisk nieelitarnych był tylko fragmentem działań
mistyfikcyjnych o o k r e ś l o n y m p o d ł o ż u politycznym, ale waż­
nym z p u n k t u widzenia skuteczności oddziaływań propagan­
dowych, o czym szerzej za chwilę.
D o k ł a d n i e i dobitnie d o k t r y n ę dotyczącą przekształceń
w tej mierze sformułował Włodzimierz Sokorski, ówczesny
minister kultury i sztuki P R L . Ogłosił j ą w broszurze pod
jednoznacznym tytułem: Sztuka w walce o socjalizm. Abs­
trahując od całej „rewolucyjnej" retoryki i m n ó s t w a prze­
k ł a m a ń natury ogólniejszej, chcę jedynie z a c y t o w a ć kilka
zdań, k t ó r e są kwintesencją, sprecyzowaniem „strategicz­
nego" podejścia do problemu kultury ludowej, a w dalszych
konsekwencjach - twórczości amatorskiej: „Sięgamy w kul­
turze ludowej po te jej bezcenne skarby, k t ó r e były wyrazem jej
społecznej odrębności i społecznego protestu w stosunku do
kultury ziemiańskiej i w stosunku do kosmopolitycznej sztuki
mieszczańskiej, i chcemy w t o p i ć ten żywy, potężny nurt mas
ludowych w n o w ą , n a r o d o w ą kulturę epoki socjalizmu (...).
Odrzucamy więc fałszywą stylizację, głosimy natomiast
ś w i a d o m e k s z t a ł t o w a n i e , a n a w e t r e ż y s e r i ę , za­
r ó w n o w treści jak i formie, żywego tworzywa
s z t u k i l u d o w e j . " (podkreślenie S A W ) .
Sokorski w tej publikacji formułuje koncepcję ideologiczną
1

2

122

i p r a k t y c z n ą programu przekształcenia sztuki ludowej w i n ­
strument popularyzujący treści polityczne w estetyce „ s o c ­
realizmu", zwyczyjnie w taki quasi spontaniczny „ n a i w n y
socrealizm". Nietrudno zauważyć w tym momencie wzór
zaczerpnięty z etnografii radzieckiej (nie mam tu na myśli co
oczywiste, wybitnych semiotyków i strukturalistów), k t ó r a
w istocie zajmowała się nie tyle badaniami naukowymi, ile
konstruowaniem nowych modeli, nowych w z o r ó w obyczajo­
wych, nowej „ p o s t ę p o w e j " symboliki itp. w oparciu o tradycy­
jne modele kulturowe.
Istnieje dość rozpowszechnione przekonanie, iż takie podej­
ście dotyczyło jedynie lat stalinowskich, a potem zostało
zarzucone, jako część rekwizytorium „ o k r e s u błędów i wypa­
czeń". Słowem, po październiku 1956 r. w Polsce podejście do
sztuki ludowej i amatorskiej wróciło do n o r m a l n o ś c i . „ S z t u k a
ludowa i folklor w odrodzonej Polsce od pierwszych chwil po
przepędzeniu hitlerowców stały się istotnym elementem reper­
tuaru k u l t u r y " - pisał Aleksander Błachowski w rozdziale pt.
Skarbiec tradycji postępowych książki Skarby w skrzyni malo­
wanej - czyli o sztuce ludowej inaczej"-„Po
pierwszym, p ł o d n y
w spontaniczne inicjatywy, lecz nieco chaotycznym okresie
przyszła pora na u p o r z ą d k o w a n i e problematyki tradycji ludo­
wych i ustalenia ich miejsca oraz roli w kulturze i życiu narodu.
Stojąc na stanowisku, że sztuka powinna być socjalistyczna
w treści i narodowa w formie, l u d o w ą twórczość artystyczn ą - n a r o d o w ą w formie, po raz pierwszy oficjalnie uznano za
jeden z nielicznych w z o r ó w w y w o d z ą c y c h się z p r z e s z ł o ś c i . "
Jako d o w ó d prawdy owego uznania przytacza Błachowski
obszerne cytaty ze wzmiankowanej broszury Sokorskiego.
K s i ą ż k a została wydana w połowie lat siedemdziesiątych,
kiedy j u ż tłumaczenie takiego p o s t ę p k u „zabiegiem taktycz­
n y m " względem władzy czy cenzury, było, na takim poziomie
wypowiedzi, zupełnie nonsensowne.
W 1982 r. ukazała się książka Lesława Wojtasika Propa­
gandowe funkcje niektórych form kultury, k t ó r a zalecana była
jako lektura o b o w i ą z k o w a na Wydziale N a u k Politycznych
Uniwersytetu Śląskiego. Oto kilka c y t a t ó w z praktycznego
poradnika propagandzisty wyższego stopnia wtajemniczenia:
„ K o n i e c z n e jest więc uruchomienie wszystkich możliwych
k a n a ł ó w służących rozpowszechnianiu w społeczeństwie p o ż ą ­
danych treści ideowo-politycznych. Chodzi także o to, aby te
kanały były szeroko d o s t ę p n e i atrakcyjne.
W t y m kontekście należy r o z p a t r y w a ć możliwość i koniecz­
ność wykorzystywania form masowej kultury w pracy ideowo-wychowawczej, a szczególnie w jednej z głównych jej form
- propagandzie. (...) I s t o t n ą zaletą p r z e k a z ó w masowej k u l ­
tury (a w niej, j a k wiemy, pomieszczona była twórczość
amatorska i tzw. ludowa - przyp. S A W ) wykorzystywanych
na użytek propagandy jest to, że m o g ą one rozpowszechniać
z a a n g a ż o w a n e treści w artystycznej, niekiedy bardzo atrakcyj­
nej formie. (...) daje (to) wreszcie n i e o g r a n i c z o n ą w r ę c z
możliwość zróżnicowania oddziaływania propagandowego,
dostosowania go do psychospołecznej sylwetki odbiorcy lub
też grupy o d b i o r c ó w . (...)
T w ó r c y materializują ideologiczne treści kultury, przekazu­
ją je w symbolicznej formie i w ten s p o s ó b nadają jej walory
narzędzia oddziaływania na ś w i a d o m o ś ć s p o ł e c z n ą . "
Wojtasik niczego nowego nie powiedział, jedynie zebrał
3

4

5

�w formie lapidarnej niezmiennie obowiązujące w komuni­
zmie zasady traktowania kultury i jej bezwzględnego pod­
p o r z ą d k o w a n i a doktrynie politycznej.
W odniesieniu do interesującego nas obszaru, konsekwent­
nie realizowane (w różnych formach) założenia były na­
stępujące:
1. Wyeliminowanie wszelkich elementów ( m o t y w ó w , sym­
boli itp.) o proweniencji religijnej, mistycznej, metafizycznej.
P o w o ł y w a n o się często w t y m względzie na wypowiedź
pisemną Włodzimierza Majakowskiego: „ O b o w i ą z k i e m każ­
dego artysty jest w z m o ż o n a propaganda, aby oczyścić świat ze
wszystkich mistycyzmów i p o k a z a ć jego m a t e r i a l n ą t r e ś ć . "
„ L u d " , a szczególnie „klasa robotnicza" miały się „ s a m e
w y k a z a ć " , że w zmienionych warunkach ideowo-politycznych
odrzuciły owo „ o p i u m " (F. Engels), k t ó r y m były systematycz­
nie zatruwane przez wyzyskiwaczy.
2. Wprowadzenie na to miejsce problematyki świeckiej,
w pierwszym okresie nachalnie socrealistycznej, później nieco
złagodzonej przez poszerzony wachlarz t e m a t ó w . P o w o ł a n e
do tego specjalnie (choć nie wyłącznie) takie tytuły jak
p r z y k ł a d o w o tygodnik „ W i e ś " czy „ P r z y a c i ó ł k a " stanowiły
szczebel perswazji i wskazywania w z o r ó w pozytywnych (Jaś
na traktorze, brzuchaty dziedzic, górnik, obrazki typu „wieś
dawniej i d z i ś " itp.).
Szczebel realizacji oparty został na sieci świetlic, d o m ó w
kultury (przede wszystkim z a k ł a d o w y c h - decydująca rola
p r z y p a d ł a tutaj tzw. kulturze związkowej, k t ó r a , jako zjawisko
specjalnie p o w o ł a n e do życia, powinna szczególnie frapować
badaczy) a w nich - zespołów plastycznych. Instrumentem
mobilizującym i dynamizującym ten system były konkursy
tematyczne o treściach politycznych.
3. W drodze doboru, a raczej selekcji, wytypowanie w każ­
dym mikroregionie jednego lub k i l k u t w ó r c ó w - a m a t o r ó w
i usytuowanie ich w roli ś r o d o w i s k o w y c h liderów, „ p r z o d o w ­
n i k ó w " twórczości propagandowej. A r a n ż a c j a całości miała
g w a r a n t o w a ć efekt działania tych „ a w a n s o w a n y c h ideologicz­
nie", j a k o spontaniczny, własny, zaświadczający o „ w y r o b i o ­
nej i wysokiej świadomości klasowej". Podzasada w zasadzie
- najlepiej żeby ludzie ci byli bezpartyjni, co m i a ł o zwiększać
ich w i a r y g o d n o ś ć w stosunku do środowiska.
D o tak skonstruowanego modelu działania potrzebny jesz­
cze był system upowszechniania w świadomości zbiorowej jego
„ z n a k o m i t y c h " w y n i k ó w . Stąd m.in. formuła b i o g r a m ó w
t w ó r c ó w , k t ó r a przeszła w stereotyp z jakiego dziś trudno się
wyzwolić nawet badaczom uczciwym (pisali o tym Dariusz
Czaja i Czesław R o b o t y c k i , stąd także zasada bezkrytycznej
i bezsensownej, z kulturowego i artystycznego p u n k t u widze­
nia, apologii w informacjach prasowych. Znajdujemy także
w t y m modelu o k r e ś l o n e funkcje zarezerwowane dla etnogra­
fów i socjologów.
Czesław Robotycki, m ó w i ą c o mityzacji prawdy artystycz­
nej w odniesieniu do t w ó r c ó w ludowych i nieprofesjonalnych
poprzez ich biografie w czasopismach fachowych i popular­
n y c h , wskazywał trafnie na to, iż mityzacji ulegają w w y n i k u
takich tekstów nie tylko sylwetki t w ó r c ó w , ale również ich
twórczość przez dodawanie interpretacji, s p o s o b ó w rozumie­
nia - wymyślonych przez a u t o r ó w o p r a c o w a ń . O d lat powiela­
ne są pewne wzory-matryce zbiorowej wyobraźni, w k t ó r y c h
jak w specyficznej ankiecie wpisuje się jedynie coś w rodzaju
detali dla rozróżnienia poszczególnych o s o b n i k ó w . Jego zda­
niem - takie zapisy nie służą nauce, czyli rozpoznaniu
i precyzyjnemu określeniu rzeczywistości, a wręcz przciwnie:
zatarciu relacji faktycznych przez nałożenie s ą d ó w życzenio­
wych. Dochodzi do sytuacji paradoksalnych: etnograf poprzez
konkursy, osobiste kontakty sam podpowiada twórcy tematy
i s p o s ó b ich potraktowania, a przez biografię i inne teksty
podsuwa odbiorcy interpretację tak zaistniałej „sztuki ludo­
wej" czy nieprofesjonalnej, a potem na samym k o ń c u , p r ó b u j e
takimiż samymi metodami tę „rzeczywistość" b a d a ć ! Jest to
elementarny błąd w sztuce, czyli przeniesienie do nauki
przbrzmiałych m i t ó w społecznych np. „ C h ł o p p o t ę g ą jest
i basta!".

6

7

8

9

M o i m zdaniem diagnoza ta jest niepełna i nie do k o ń c a

trafna. Owszem, jest to jedna z przyczyn leżących u p o d ł o ż a
sprawy. D r u g ą , nie mniej w a ż n ą , widzieć należy w umiejętnym
jej wykorzystywaniu do tworzenia propagandowych matryc
zbiorowej w y o b r a ź n i . T o przecież liczne gremium e t n o g r a f ó w
o p r a c o w y w a ł o założenia tematyczne k o n k u r s ó w politycznych
i wymyślało estetykę, raczej konwencję estetyczną przez m.in.
d o k ł a d n e określanie formuły wykonawczej dla twórców. Has­
ła p a d a ł y z określonych k o m i t e t ó w partyjnych, ale detale
wykonawcze powierzane były fachowcom z b r a n ż y .
Istotną rolę w całej tej konstrukcji mającej na celu pod­
p o r z ą d k o w a n i e , zniewolenie ludzi przez zmistyfikowanie rze­
czywistości pełnili również socjologowie realizujący systema­
tycznie testy badawcze, wg. określonego klucza-ankiety pod
o g ó l n y m i osławionym hasłem: „ P r z m i a n y w świadomości
klasy robotniczej (lub mieszkańców wsi)" i t p . Ich celem było
przede wszystkim sprawdzanie skuteczności stosowanych me­
tod indoktrynacyjnych, dostarczanie danych do modyfikacji
działań i socjotechnik, bowiem założenie „ s t r a t e g i c z n e " było
niezmienne, wymianie ulegały jedynie posunięcia „ t a k t y c z n e " .
Terminologia ta była oficjalnie u ż y w a n a w okresie komuniz­
m u i wywodzi się z p r y n c y p i ó w w tym względzie sformułowa­
nych przez W . I . Lenina.
Należy jeszcze oddzielną uwagę poświęcić konkursowi
tematycznemu, j a k o jednemu z najważniejszych narzędzi
instrumentacji propagandowej. M i c h a ł Szulczewski, jeden
z poważniejszych w okresie realnego socjalizmu t e o r e t y k ó w
w tej dziedzinie, w książce Propaganda polityczna określa
m e t o d ę konkursu j a k o jeden z najważniejszych s t y m u l a t o r ó w
propagandy. „Podjęcie tych akcji - pisze - następuje za wiedzą
odpowiednich władz p a ń s t w o w y c h przy poparciu zaintereso­
wanych instytucji społecznych. Cel akcji zbieżny jest z dąże­
niami władz (wspomaga je lub uzupełnia), ale obejmuje te
elementy życia społecznego, których nie s p o s ó b kształtować,
pozyskiwać lub p o b u d z a ć u r z ę d o w y m , oficjalnym działaniem.
W w y n i k u konkursu stwarzany zostaje pewien model p o ż ą d a ­
nych s t o s u n k ó w w jakiejś dziedzinie, którego cechą charak­
terystyczną jest to, iż jego treść, chociaż w znacznym stopniu
zaprogramowana przez o r g a n i z a t o r ó w , powstaje jdnak jako
samoistny przejaw inicjatywy, ambicji i pomysłowości grup
będących częścią o g ó ł u a d r e s a t ó w apelu. Czynnik konkuren­
cyjności sprawia, że w pewnym stopniu wszyscy uczestnicy
konkursu czuć się m o g ą w s ó l t w ó r c a m i nagradzanych modeli,
a wszyscy adresaci apelu propagandowego znajdują się w sytu­
acji potencjalnych uczestników konkursu. Tworzy to płasz­
czyznę szczególnie sprzyjającą zastosowaniu się a d r e s a t ó w do
kierowanego k u n i m w e z w a n i a . "
10

Po prostu nic d o d a ć - nic ująć. Ten sam autor w innej
książce pisze: „Aktywizacja funkcji społecznych (...) wiąże się
z innym jeszcze zjawiskiem. Oto w teorii informacji wyróżnia
się trzy rodzaje sterowania, w zależności od tego, na jakiej
podstawie się ono odbywa:
- na podstawie historii - gdy oryginały są wcześniejsze niż
obrazy;
- na podstawie diagnozy - gdy oryginały są równoczesne
z obrazami;
- na podstawie prognozy - gdy oryginały są późniejsze niż
obrazy."
Nieco dalej M i c h a ł Szulczewski precyzuje pojęcie manipula­
cji: „Sens manipulacyjny nadaje j a k i e m u ś działaniu przede
wszystkim w ł a s n a postawa działającego. Jest to zamiar kiero­
wania odczuciami i zachowaniami innych bez ujawniania
własnej postawy. Istotą manipulacji jest instrumentalne ope­
rowanie słowami obciążonymi skojarzeniami emocjonalnymi
w celu kształtowania z a c h o w a ń odbiorcy. W ł a s n e przekona­
nia i uczucia działającego są w tej sytuacji całkowicie obojętne.
Z zasady, iż o gustach się nie dyskutuje, manipulujący wyciąga
wniosek, że gusty się narzuca. Przenosząc to na wszelkie
wartościowanie, dąży się do uzyskania wpływu na wewnętrzne
nastawienie człowieka przez oddziaływanie zewnętrzne. N a ­
rzucanie oceny staje się ś r o d k i e m pozwalającym m a n i p u l o w a ć
postawami o d b i o r c y . "
11

12

„Symbole, hasła, slogany, etykiety wpływają na naszą
m e n t a l n o ś ć w stopniu bez p o r ó w n a n i a większym niż długie

123

�wywody najbardziej rzeczowe i słuszne - z a u w a ż a Henryk
J a b ł o ń s k i . - W tych warunkach umiejętność operowania t y m
zespołem elementów werbalnych jest nieprawdopodobnie wie­
lkiej wagi w organizacji wszelkiego wysiłku informacyjne­
go."
Dalej Michał Szulczewski pisze, że dla skutecznego manipu­
lowania świadomością odbiorcy, nadawcy t w o r z ą cały system
m i t ó w dotyczących zasad działania różnych form propagan­
dowych. Mają one pełnić funkcję wobec odbiorcy ś r o d k ó w
znieczulających, co podnosi skuteczność zabiegów manipula­
cyjnych. Jednym z tych m i t ó w jest rzekoma n e u t r a l n o ś ć
masowych ś r o d k ó w przekazu, a także, co należy d o d a ć do
Szulczewskiego, większości działań stymulujących w sferze
kultury masowej.
D o mistyfikowania rzeczywistości zatrudniano na najważ­
niejszych odcinkach wybitnych w swoim fachu specjalistów.
Fenomenem pod t y m względem jest tygodnik „Przyjaciół­
k a " . Fenomenem w innym, wyższym wymiarze był Andrzej
Banach i jego książki o Epifanie D r e w n i a k u , przezwanym
Nikifor K r y n i c k i , oraz Teofilu Ociepce. O d w o ł a m się w t y m
miejscu do bardzo interesującej pozycji, jaka u k a z a ł a się
ostatnio w Katowicach. M a m na myśli błyskotliwie n a p i s a n ą
przez Eugeniusza Zaczyka książkę Kamerdyner
Władzy.
Autor, utalentowany literat, jeden z czołowych propagandzis­
t ó w okresu Gierka i pierwszych lat stanu wojennego na Śląsku,
tak napisał o sobie (ale należy to odnieść do wielu innych):
„Byłem rasowym chartem propagandy sukcesu. (...) Czy
byłem ślepy i głuchy? Nie. Byłem n a j e m n i k i e m p i ó r a na
usługach ludzi, którzy chcieli się widzieć w takiej rzeczywisto­
ści, j a k ą kreowali, mimo że była to rzeczywistość podłości,
fałszu i postępującego z syfilityczną bezwzględnością ideo­
wego i materialnego bankructwa. (...) Sugestywnie skon­
struowane łgarstwo - to także sztuka: twórczość p o z o r ó w nie
jest łatwa - wymaga talentu i w y o b r a ź n i . T o , co czyniłem,
przynosiło m i perfidną satysfakcję, a jest to środek płatniczy
1 3

1 4

15

0 odurzającym n o m i n a l e . "

16

*

*

*

Na Śląsku po 1945 roku, nie wnikając w nader szczegółowe
omówienia, sprecyzowane zostały d o ś ć szybko założenia reali­
zacji w warunkach lokalnych, generalnej „ p r z e b u d o w y świa­
d o m o ś c i " . Region ten różnił się zasadniczo od innych w Polsce
m.in. t y m , że bardzo nielicznie ocalała lokalna inteligencja
wykształcona w okresie międzywojnia, wymordowana bez
pardonu przez hitlerowców za swą p a t r i o t y c z n ą p o s t a w ę
1 udział w ruchu o p o r u . Jako jeden z ważniejszych instrumen­
tów oddziaływania na „ m a s y ludowe" uznano szeroko roz­
budowany amatorski ruch plastyczny. (Oddziaływanie przez
symbol, znak, obraz).
Ten polityczny w y b ó r oparty został na wynikach pierwszej
wystawy plastyki amatorskiej, zorganizowanej w maju 1946 r.
przez W o j e w ó d z k ą R a d ę Kultury w Katowicach, na zasadzie
„pospolitego ruszenia". Wystawa ta (pierwsza tego rodzaju
w Polsce), pozwoliła na skonstatowanie faktu, iż amatorskie
malarstwo na Śląsku jest zjawiskiem powszechnym, uprawia­
nym przez liczne grono przedstawicieli różnych z a w o d ó w .
Tematyka prac, niestety (z punktu widzenia o r g a n i z a t o r ó w ) ,
była w przeważającej ilości religijna. Poziom artystyczny, j a k
i umiejętności warsztatowe, poza wyjątkami, nie były i m ­
ponujące.
„ M i n i s t e r s t w o K u l t u r y i Sztuki za p o ś r e d n i c t w e m wojewó­
dzkich i powiatowych referatów kultury i sztuki stworzyło
stałą sieć ognisk krzewienia kultury plastycznej. Ogniska
opierały swoją działalność na szczegółowo opracowanym
programie. Nauczanie trwało dwa do trzech lat (...)." - napisa­
ła Maria Żywirska, przybyła z Lublina na Śląsk etnografka
i szczera entuzjastka upowszechniania plastyki amatorskiej
w jej szlachetnej postaci. Jednocześnie p r z y s t ą p i o n o do
organizowania kół plastycznych, szczególnie przy zakładach
pracy, podległych z w i ą z k o m zawodowym. N a przełomie 1948
i 1949 r. Wydział Polityczny Z w i ą z k u Zawodowego G ó r n i k ó w
wydał polecenie organizowania dla uczestników zespołów
17

1 8

15

124

1

plastycznych pogadanek ideologiczno-wychowawczych, okre­
ślających rolę plastyki w kategoriach filozofii marksistowskiej
i w warunkach „ d y k t a t u r y proletariatu".
W 1950 r. chcąc z o r i e n t o w a ć się w liczebności, przekroju
społecznym, a szczególnie zawodowym, na Śląsku opracowa­
ne zostały specjalne kwestionariusze (przez Z G Z Z G ) , k t ó r e
rozesłano „ w teren", gdzie referenci k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w i byli
zobowiązani d o p i l n o w a ć ich wypełnienia przez a m a t o r ó w . „ W
p o r ó w n a n i u do z a d a ń dydaktycznych i propagandowych
stawianych ruchowi amatorskiemu np. w Związku Radzie­
ckim i w Czechosłowacji nasz program nie a k c e n t o w a ł tak
silnie d o m i n u j ą c e g o tam postulatu polityczno-ideologicznego,
nie mówił o n i m bezpośrednio, nie p o d p o r z ą d k o w y w a ł mu
wszystkich innych wartości wychowawczych. Nie czynił z ru­
chu amatorskiego narzędzia walki ideologicznej." Ta opinia
Żywirskiej, niewątpliwie w j a k i m ś stopniu relatywnie słuszna,
w ostatnim swoim stwierdzeniu jest zbyt idealistyczna.
20

Przeszkoleni na wspomnianych wcześniej kursach amato­
rzy, na podstawie uzyskanych zaświadczeń, byli zatrudniani,
przy deficycie plastyków zawodowych, z a r ó w n o w zespołach
zajmujących się p r o p a g a n d ą wizualną w z a k ł a d a c h pracy, jak
i w roli i n s t r u k t o r ó w w kołach amatorskich. Przyuczeni do
rzemiosła malarskiego, kierowali i „uczyli", byli dumni ze
swego „ a w a n s u społecznego". Wykonywali także ochoczo
i bezkrytycznie każde polecenie ideologiczne. Paradoksem
jest, iż początek „ k a r i e r y " malarskiej jednego z najwybitniej­
szych śląskich malarzy mistycznych, Erwina Sówki, tak właś­
nie wyglądał. Przez dwa lata uczestniczył w zajęciach kursu
malarstwa w domu kultury przy u l . Francuskiej w K a t o w i ­
c a c h ^ potem zatrudniony został w pracowni plastycznej
kopalni „ W i e c z o r e k " . W y k o n y w a ł głównie portrety Stalina,
m a l o w a ł hasła i transparenty propagandowe.
2 1

22

W opozycji zgoła antropologicznej - złu - dekretowo
umiejscowionemu kategorycznie i w y ł ą c z n i e w rzeczywis­
tości „nacjonalistyczno-kapitalistycznej" przedwojnia oraz
jego reliktów, k t ó r e przetrwały kataklizm wojenny, przeciw­
stawione zostało - dobro - czyli „socjalistyczne w a r t o ś c i "
i nowy p o r z ą d e k społeczny, także globalny, w t y m „ i n t e r n a cjonalistyczne braterstwo ze Z w i ą z k i e m Radzieckim na czele."
Z tych przesłanek generalnych wynikały dyrektywy szczegóło­
we dla p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Zgodnie z totalnie p o j m o w a n ą
z a s a d ą „centralizmu demokratycznego" - wytyczne centralne
mogły być realizowane w lokalnie określanej w a r i a n t o w o ś c i
z możliwością osobistej, „ t w ó r c z e j " inwencji przy rozwiązy­
waniu z a d a ń ideologiczno-propagandowych przez poszcze­
gólnych p l a s t y k ó w - a m a t o r ó w . Trzeba w tym miejscu przypo­
mnieć, że śląskim r o b t n i k o m przydano awansem „ z a s z c z y t n y "
tytuł in gremio „przodującego oddziału polskiej klasy robot­
niczej," którego słuszność należało systematycznie uwiarygod­
niać.
Jak wyglądała w tych warunkach szczególnie w latach
1949-1956, tzw. swoboda twórcza w amatorskich zespołach
plastycznych w tym regionie? O p r ę się na przykładzie głośnego
przez wiele lat zespołu plastycznego w Janowie przy kopalni
„ W i e c z o r e k " . W e d ł u g zgodnych relacji Pawła i Leopolda
W r ó b l ó w , Ewalda Gawlika, Erwina Sówki, Antoniego Jaro­
mina i innych, tematyka o b r a z ó w była amatorom narzucana
w s p o s ó b bardzo szczegółowy. Działo się to permanentnie. Nie
mówię w tym przypadku o konkursach tematycznych, które
pojawiły się znacznie później, jako wynalazek „wyższego
r z ę d u " . Amatorzy musieli m a l o w a ć przede wszystkim swoje
zakłady pracy, „ b u d o w y socjalizmu", p r e z e n t o w a ć „ p o s t ę p
i przemiany socjalistyczne", sceny strajkowe sprzed wojny,
nędzę i poniewierkę z tamtego okresu (szczególnie preferowa­
ne były sceny starć z policją g r a n a t o w ą ) , wynędzniałe kobiety
i dzieci, a g i t a t o r ó w komunistycznych z wpisanymi w obraz
hasłami politycznymi itp.
Nie wolno było, nawet w przypadku tych słusznych ideo­
logicznie t e m a t ó w , przy wkomponowywaniu ich w j a k i ś
konkretny pejzaż, umieszczać w nim krzyży p r z y d r o ż n y c h ,
kapliczek i kościołów, z n a k ó w urzędowych i godeł Polski
przedwrześniowej (głównie chodziło o orła w koronie). Jaka­
kolwiek tematyka sakralna, b ą d ź motyw sakralny, oznaczały

�w skutkach dla autora nie tylko relegowanie z zespołu, ale
degradację p ł a c o w ą i inne represje ze strony rezydujących
w k a ż d y m większym zakładzie pracy na Śląsku funkcjonariu­
szy U B . Z tego też powodu w obrazach Pawła W r ó b l a spotyka
się specyficzne zagęszczenie familoków lub czynszowych ruder
szopienickich na tle k o p a l ń czy hut, tworzące specyficzne
kompozycje w układzie pasowym, bez jakichkolwiek budyn­
k ó w o przeznaczeniu p u b l i c z n y m .
W odniesieniu do obrazowania „ r a d o s n e j teraźniejszości"
wzorce były również określane na zasadzie haseł, precyzowa­
nych w poszczególnych zespołach plastycznych. Przy po­
szukiwaniu m a t e r i a ł ó w źródłowych z tamtych lat w p a d ł m i
w ręce charakterystyczny i zarazem typowy plakat z roku 1950.
Oto jego treść: „ O k r ę g o w a Rada Z w i ą z k ó w Zawodowych
w Opolu organizuje W o j e w ó d z k ą W y s t a w ę Prac Plastyk ó w - A m a t o r ó w z dziedziny malarstwa, rzeźby, grafiki. Prace
zgłoszone na wystawę o b e j m o w a ć powinny sceny z życia
człowieka pracy w mieście i na wsi oraz t e m a t y k ę z życia
rodzinnego, odpoczynku, wczasów i t p . "
Malarzom-amatorom powierzano także (obok wspomnia­
nych „ p r o f e s j o n a l n y c h " zespołów zajmujących się wyłącznie
p r o p a g a n d ą wizualną dotyczącą sloganów, haseł, stachanowskiego wyścigu pracy) wykonywanie dekoracji, plansz propa­
gandowych, szczególnie gazetek ściennych, malowanie port­
retów (sic!) Stalina, Bieruta, Rokossowskiego i lokalnych
liderów komunistycznych. Praktyka ta, związana głównie
z 1 maja, 22 lipca, rocznicami rewolucji sowieckiej (przy
zmieniających się obliczach pierwszych sekretarzy i w o d z ó w
rewolucji), u t r z y m a ł a się do k o ń c a lat siedemdziesiątych,
czego byłem świadkiem, na terenie całego G ó r n e g o Śląska.
Obok tego głównego nurtu nakazowej „ t w ó r c z o ś c i " , k t ó r ą
eksponowano na licznych wystawach przede wszystkim w śro­
dowiskach, gdzie powstała, dopuszczalny był tzw. naiwny
realizm, będący „ t o w a r e m eksportowym", przedmiotem po­
chwał „ a r t y s t y c z n y c h " . Obrazy takie prezentowano w skali
wojwódzkiej i dalej.
23

2 4

O m ó w i e n i e manipulacji politycznych mających na celu
wykreowanie lokalnych liderów ideowych, stanowiących po­
zytywny przykład i wzór do n a ś l a d o w a n i a , o p r ę na d w u
bardzo charakterystycznych p r z y k ł a d a c h , ukazujących jedno­
cześnie dwa poziomy tego rodzaju zabiegów. Piotr Latoska,
ładowacz kopalni „ W a l e n t y - W a w e l " w Rudzie Śląskiej,
p r ó b o w a ł rzeźbić w węglu jeszcze przed wojną. Po jej z a k o ń ­
czeniu zgłosił się na kurs rzeźby w R y d u ł t o w a c h . Miał duży
talent. Przeszkolony w stylu „ s o c " , w y k o n a ł w 1949 r. na
zamówienie Z G Z Z G kilka dużych prac utrzymanych w t y m
kanonie. Zawieziono je na Kongres Z w i ą z k ó w zawodowych
do Warszawy, a j e d n ą w r ę c z o n o Bierutowi. Latoska otrzymał
za to Brązowy K r z y ż Zasługi. W t y m czasie j e d n ą z „idee fixe"
systemu było kierowanie na wyższe uczelnie, po tzw. kursach
maturalnych, przedstawicieli klasy robotniczej, co miało za­
świadczać najlepiej o szeroko pojętym „awansie s p o ł e c z n y m " .
Uznano, że Latoska nadaje się do tego jak ulał, w związku
z t y m , na wniosek Bieruta został skierwany „ a w a n s e m " bez
matury na studia do krakowskiej ASP. Miał po studiach na
Śląsku otworzyć n o w ą e p o k ę sztuki socjalistycznej.
„Senat Akademii Sztuk Plastycznych w Krakowie (sic!
- S A W ) wyraził zgodę na przyjęcie naszego amatora jako
wolnego słuchacza. Najcięższe dla Latoski były pierwsze
miesiące w Akademii, gdyż nie był w stanie o p a n o w a ć
poziomu w y k ł a d ó w , a niekiedy nawet nie r o z u m i a ł dobrze
słów używanych przez profesora. (...) J u ż w drugim roku
studiów Latoska miał m a t u r ę a w 1955 roku ukończył
A k a d e m i ę j a k o przodownik pracy i n a u k i . " Kiedy ten
człowiek, zupełnie nieświadom jakiego rodzaju manipulacji
jest obiektem, wrócił z ciężko zdobytym dyplomem na Śląsk,
zmieniły się j u ż dyrektywy polityczne, tak więc podjął pracę
w dziale ratownictwa górniczego w swojej kopalni, jednocześ­
nie pełniąc funkcję instruktora w zespołach plastycznych,
k t ó r ą uczciwie wykonuje do dziś.
Szczególnie interesujący przykład w tym względzie s t a n o w i ą
perypetie Pawła W r ó b l a . Żołnierz kampanii wrześniowej,
w przeddzień odznaczenia za o d w a g ę na polach bitew, dostaje
2 5

się pod Przemyślem do niewoli niemieckiej, skąd brawurowo
ucieka. W 1941 r. został zmuszony, j a k wększość Ślązaków do
podpisania Volkslisty nr. 3 (warunek sine qua non dalszego
zatrudnienia w kopalni). W 1945 r. wcielony do Wermachtu,
przechodzi na stronę radziecką. „ W n a g r o d ę " j a k o jeniec
zostaje wywieziony do kopalni rud na K a m c z a t k ę . Przetrwał
dzięki talentowi malarskiemu, malując rosyjskim kapo ko­
szulki i obrazki z kowbojami itp. Po powrocie do Szopienic
i do kopalni - wstąpił do zespołu plastycznego, do k t ó r e g o
należał także Teofil Ociepka. Po k r ó t k i m okresie względnego
spokoju wezwany został do kopalnianej k o m ó r k i U B . Wyrafi­
nowane szykany z a k o ń c z o n e zostały po k i l k u tygodniach
skierowaniem do zakładowej k o m ó r k i PPR. T a m dowiedział
się, że m o ż e z m a z a ć plamy w swoim życiorysie, jeżeli będzie
robił, to co m u każą. O d tego momentu m a l o w a ł regularnie
satyryczne gazetki ścienne tzw. „beczki z bumelantami",
gromił imperializm wszelkiej maści. - „ K o z a l i tych bomelantów o d r y s o w a ć - o p o w i a d a ł - tom robił, no niechby k t ó r y
wtedy władzy powiedzioł: Nie! N a z y w a ł o się, że j o som tych
b o m e l a n t ó w i innych krytykują, tak od siebie. Co miesionc zek
d o s t o w o ł od nich temat, bo oni całość trzymali".
Za jakiś czas „ a w a n s o w a ł " na robotniczego korespondenta-rysownika „ T r y b u n y Robotniczej" w Katowicach. Sprepa­
rowano m u życiorys, dodano brakujące do siedmiu cztery
klasy szkoły podstawowej i j u ż w zmistyfikowanych publikac­
jach prasowych biegle cytował Marksa i Lenina, w y p o w i a d a ł
się w „imieniu górnośląskiej klasy robotniczej" w istotnych
kwestiach m i ę d z y n a r o d o w y c h pryncypialnie, z ludowym po­
czuciem h u m o r u i doborem argumentacji. Tak manipulowa­
nych o s ó b z kręgu m a l a r z y - a m a t o r ó w było na Śląsku więcej,
ale w tej hierarchii Paweł W r ó b e l został postawiony najwyżej.
Omawiam tę sprawę dlatego dość szczegółowo, gdyż po pierw­
sze poza terenem Śląska nigdzie nie było tak bezwzględnej
i wręcz ordynarnej mistyfikacji amatorskiego ruchu plastycz­
nego z jednoczesnym p o d p o r z ą d k o w a n i e m go propagandzie
politycznej, po drugie praktyki te, w zmodyfikowanej formie,
nasiliły się w okresie „ p r o p a g a n d y sukcesu" (dekada Gierka).
Jak pisałem wcześniej, do tak skonstruowanego modelu
„ d z i a ł a n i a " amatorskiego ruchu plastycznego potrzebny był
system upowszechniania w świadomości społecznej jego „słu­
sznych klasowo" w y n i k ó w , a także lansowania właściwych
postaw poprzez „biografie" i „osobiste wypowiedzi". Rolę tę
pełniły partyjne środki masowego przekazu.
„ P o s t u l a t y 'realistycznego' malowania stawiali Ociepce
działacze kultury, związków zawodowych a przede wszystkim
dziennikarze, atakujący go za oderwanie od życia. Żywirska,
organizując Muzeum G ó r n i c z e w Sosnowcu także prosiła
malarza o Rodzinę górniczą (1948). Ociepka niechętnie podej­
m o w a ł t a k ą t e m a t y k ę , źle się w niej czuł i efekty także osiągał
nie najlepsze (vide Rodzina). N a m a l o w a ł jednak kilka takich
płócien, m.in. w 1950 r. Śląsk (wysłany przez z w i ą z e k
w podarunku Stalinowi), Barbórka
(1956), Warsztat
krawca
(1956/57). (...) Wykorzystano zmysł krytyczny malarza, ujaw­
niony w kompozycjach moralizatorskich (np. w Choince
chuligana) i Ociepka przez pewien czas pełnił rolę bicza na
b u m e l a n t ó w , rysował satyryczne scenki do miejscowej prasy
a także raz - do stołecznych 'Szpilek'.

26

P r ó b o w a n o nagiąć do własnych potrzeb propagandowych
nie tylko twórczość malarza, ale i jego życiorys. Świadomie
wypaczano jego słowa, tak, aby o d p o w i a d a ł y p o ż ą d a n e m u
modelowi g ó r n i k a - m a l a r z a . Najlepszym dowodem takiego
cynicznego przeinaczania słów Ociepki był wywiad, prze­
prowadzony z n i m przez przedstawiciela PAP. Znalazły się
tam m.in. zdania, k t ó r y c h nigdy nie mówił i które tak go
zdenerwowały, że wysłał list z ż ą d a n i e m , aby sprostowano
zamieszczony w 'Dzienniku Zachodnim' wywiad. Oto frag­
menty z tekstu PAP: '(...) Przebywając stale pod ziemią,
czułem tęsknotę do jasnych, żywych barw, d a w a ł e m wodze
swej fantazji. T ę s k n o t a ta znalazła wyraz w moich obrazach.
Przed wojną - mówił Ociepka - twórczością moją nikt się nie
interesował, nikt nie udzielił m i pomocy, ani zachęty, ani
wskazówek. Dopiero dzięki władzy ludowej w Polsce wysiłek
artystyczny znalazł pełne zrozumienie i opiekę. (...) Ostatnio

125

�nastąpił zwrot w mej twórczości od tematyki fantastycznej do
realistycznej. Obecnie maluję fragmenty mojej kopalni i pracy
w n i e j . " - napisał w eseju o Ociepce Aleksander Jackowski.
A u t o r ten, przytacza dalej inną opinię z prasy śląskiej na
temat I I Ogólnopolskiej Wystawy P l a s t y k ó w A m a t o r ó w .
„ D z i e n n i k a r z , kryjący się za literami A Z (...) pisał: 'odbija od
jednolitego na ogół tonu wystawy Teofil Ociepka. Jego
barwna a nie pozbawiona u r o k u kompozycja Raj ptaków nie
ma nic w s p ó l n e g o z socjalistycznym realizmem. Jeżeli odzwier­
ciedla życie to j a k o wynik i w y t w ó r pewnych w a r u n k ó w ,
k t ó r y m przez całe lata podlegał autor, ale nie j a k o ś w i a d o m e
przedstawianie rzeczywistości. C h ę ć p r z e ł a m a n i a zaczarowa­
nego k r ę g u i realistycznego podejścia do świata zarysowuje się
u Ociepki w płótnie Na hałdzie. M a m y nadzieję, że n a s t ę p n e
prace tego utalentowanego g ó r n i k a b ę d ą dowodem jego
ciągłego p o s t ę p u na drodze do realizmu. T a k ż e W r ó b e l ,
towarzysz pracy Ociepki, podlega pewnym skazom formalistycznym'."
27

28

Oto kolejny przykład propagandowego preparowania Teo­
fila Ociepki. Fragment pochodzi z „ D z i e n n i k a Zachodniego",
Katowice 13.06.1950. „ O c i e p k a to dodatnia w społeczeństwie
jednostka, odprężająca po ciężkiej zawodowej pracy swe
mięśnie i swe myśli w wypowadaniu swej dynamicznej wrodzo­
nej radości życia w malarstwie prymitywnym, lecz własnym,
z trudem wśród przeciwieństw losu zdobytym. (...) W kopalni
widział Ociepka odbicie paprociowych przedpotopowych la­
sów w lśniącym, czarnym węglu, k t ó r e w y d o b y ł na światło
dzienne w swej Dżungli i
Madagaskarze."
Te trzy przytoczone przykłady prasowych zabiegów mistyfikatorskich są wystarczającą reprezentacją praktyk z lat
pięćdziesiątych na Śląsku. D l a ścisłości należy d o d a ć , iż Teofil
Ociepka nie był górnikiem, p r a c o w a ł j a k o maszynista wycią­
gów w kopalni.
O ile środki masowego przekazu działające na podstawie
określonych dyrektyw politycznych starały się k r e o w a ć syl­
wetki t w ó r c ó w - a m a t o r ó w , p r e p a r o w a ć interpretacje ich dzieł
- posługując się specyficznym metajęzykiem określanym j a k o
„ n o w o m o w a " - na poziomie odbiorcy masowego, o tyle
etnografowie i inni specjaliści robili to samo, przy użyciu
„marksistowskiej metodologii", na poziomie „ n a u k o w y m " .
Kreowanie rzeczywistości fikcyjnej, opartej na totalnym uwia­
rygodnianiu fałszu, miało charakter działań, zupełnie nie
liczących się relacjami faktycznymi, a wymuszone skutki
„reżyserowania rzeczywistości" (Sokorski) otrzymywały
„ n a u k o w o " wywiedzioną wykładnię „ n a t u r a l n y c h przemian"
właściwych dla twórczości „ w y z w o l o n e j " dopiero w warun­
kach socjalistycznych. „ W drugiej połowie X X wieku dzięki
szerokiemu uprzystępnieniu i upowszechnieniu sztuki przez
śląskie placówki kulturalne, zwłaszcza muzea oraz domy
kultury wznoszone i subwencjonowane przez górnictwo, a co
za t y m idzie dzięki dostępności farb, płócien, papieru i innych
materiałów, wreszcie opiece nad wszelką amatorsko uprawia­
ną twórczością - malowanie o b r a z ó w stało się szczególnie
popularne wśród g ó r n i k ó w . (...) C h o ć niektórzy z nich, j a k
L u d w i k Holesz, swe pierwsze p r ó b y malowania wiązali z tema­
tyką s a k r a l n ą , co wynikało z zapotrzebowania rodziny, na
ogół nie nawiązywali w swej twórczości do tradycyjnych form
przedstawiania. (...) W pejzażach, scenach rodzajowych, kwia­
tach, a nawet portretach i innych obrazach o dowolnej
tematyce, dostrzec m o ż n a poszukiwania, k t ó r y c h celem jest
zaspokojenie potrzeb kulturalnych i estetycznych środowisk
społecznych, z jakich w y w o d z ą się t ó w r c y . (Sic! - S A W ) .
W y p ł y w a to nie tylko z przemian kulturowych zurbanizowa­
nego środowiska i technicznych umiejętności t w ó r c ó w , lecz
t a k ż e ze z m i a n ą funkcji m a l a r s t w a . " - napisała Irena
B u k o w s k a - F l o r e ń s k a . Dalsza „ d o w o d o w a " ornamentyka te­
go w y w o d u świadczy o wysokim kunszcie mistyfikacyjnym
autorki. Oto dwa dalsze przykłady z jej tekstu: „ O b o k prac,
w k t ó r y c h widoczne są n a ś l a d o w n i c t w o b ą d ź wpływy sztuki
profesjonalnej, spotyka się wiele płócien tematycznie związa­
nych z codziennym życiem i p r a c ą ich t w ó r c ó w . C i ą g ł o ś ć
t r a d y c j i k u l t u r o w e j (podkreślenie - S A W ) wyraża się tu
z a r ó w n o w treści, jak i w formie przedstawienia." Nieco dalej
29

3 0

31

32

33

126

i

dowiadujemy się, że: „ D a w n e i współczesne wydarzenia,
a r c h i t e k t u r ę k o p a l ń śląskich, pracę z a w o d o w ą odzwierciedlają
malunki Eugeniusza B ą k a z Szopienic (1918-1969), k t ó r e g o
ambicją, obok tworzenia rzeźb w drewnie, węglu, glince
szamotowej, było wykonywanie malarskiej i rzeźbiarskiej
dokumentacji k o p a l ń śląskich oraz pracy g ó r n i k ó w . (...)
Eugeniusz Bąk n a m a l o w a ł także wiele ujęć cynkowni 'Szopie­
nice', gdzie kilka lat p r a c o w a ł oraz w y k o n a ł sceny rodzajowe
związane z p r a c ą g ó r n i k ó w i ich życiem; te ostatnie miały
formę oryginalnych o b r a z o r z e ź b powstałych przez zamoco­
wanie polichromowanych figurek ludzi i zwierząt na płótnie
obrazu malowanego olejną f a r b ą . "
Tak oto, niewątpliwie utalentowany t w ó r c a - a m a t o r , jeden
ze zdolniejszych w y k o n a w c ó w t e m a t ó w „ n a zamówienie spo­
łeczne", laureat wielu ówczesnych n a g r ó d , wyróżnień, prefero­
wany w ś r o d k a c h masowego przekazu, j a k o „ t w ó r c a zaan­
g a ż o w a n y " i „światły p r z y k ł a d " dla innych, przedstawiony
nam został tym razem j a k o pasjonat tego rodzaju tematyki i jej
interpretacji. Ponadto trzeba wiedzieć, iż eufemistycznie okre­
ślone „ d a w n e i współczesne wydarzenia" będące „ i n s p i r a c j ą "
jego prac - to nic innego, jak opisana wcześniej, nadawana
z góry opozycja zło - sanacja, dobro - socjalizm.
Nadmierna
gorliwość
Ireny
Bukowskiej-Floreńskiej
w „ z b o ż n y m dziele interpretatorskim" postrzegana była kry­
tycznie o wiele wcześniej. W recenzji z jej książki: Twórczość
plastyczna w środowiskach robotniczych Górnego Śląska. Na
przykładzie
rzeźby w węglu w XIX i XX wieku. ( „ R o c z n i k
Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e g o w Bytomiu. Etnografia", z. 8,
Bytom 1987. Muzeum G ó r n o ś l ą s k i e ss. 237) - Aleksander
Lipski o b n a ż a wiele słabości w tym względzie, choć nie
wszystkie, co także jest zrozumiałe, biorąc pod u w a g ę czas
i miejsce opublikowania recenzji. Pomijając wytknięcie ele­
mentarnych błędów jak choćby ten, że twórcą stylu z a k o p i a ń ­
skiego według Bukowskiej-Floreńskiej miał b y ć Witkacy),
autor ten pisze m.in.: „Wreszcie teza trzecia: twórczość
r o b o t n i k ó w nie należy do twórczości amatorskiej. Ta ostatnia,
zdaniem autorki, jest d o m e n ą a r t y s t ó w posiłkujących się
w swych dziełach dowolnymi wzorami, nie pozostającymi
w ż a d n y m koniecznym związku ze środowiskiem pochodzenia
czy etosem ich pracy zawodowej. (...) Z kolei artyści ze
środowisk robotniczych w twórczości prezentują treści związa­
ne ze swym regionem, jego zwyczajami, specyfiką własnej
pracy zawodowej itp. A u t o r k a p o p e ł n i a błąd nieuzasadnionej
ekstrapolacji, przypisując charakter szczególnej przecież dzie­
dziny twórczości, j a k ą jest rzeźba w węglu (a przez to
niereprezentatywnej), całej plastyce uprawianej przez artystów
a m a t o r ó w należących do klasy robotniczej, k t ó r ą to kategorię
społeczną B u k o w s k a - F l o r e ń s k a rozumie zgodnie z definicją
W . I . Lenina. Trudno byłoby autorce o b r o n i ć swoją tezę nawet
w odniesieniu do całej plastyki robotniczej G ó r n e g o Śląska.
W tzw. cywilizowanych krajach nie istnieją ś r o d o w i s k a izo­
lowane od w p ł y w ó w zewnętrznych, szczególnie dziś, w dobie
hegemonii ś r o d k ó w masowego przekazu. (...) Twierdzenia
Bukowskiej-Floreńskiej, w k t ó r y c h próbuje w y k a z a ć swois­
tość, o d r ę b n o ś ć sztuki klasy robotniczej, są tyleż ciekawe, co
sprzeczne z r z e c z y w i s t o ś c i ą . "
3 4

35

S p r ó b u j m y teraz oświetlić interesujący nas obszar z p u n k t u
widzenia „socjalistycznej" socjologii na G ó r n y m Śląsku. „ B u ­
dowa rozwiniętego społeczeństwa socjalistycznego, której
założeniem jest uzyskanie znacznego p o t ę p u w zaspokajaniu
podstawowych potrzeb życiowych członków społeczeństwa,
stawia równocześnie pewne określone wymagania w zakresie
planowego kształtowania systemu wartości, aspiracji i moty­
wacji z a c h o w a ń ludzkich. (...) Jest rzeczą z r o z u m i a ł ą i oczywis­
tą, że celów tych nie da się osiągnąć za p o m o c ą systemu
n a k a z ó w i z a k a z ó w , wspartych b o d ź c a m i mającymi charakter
przymusu. J e d y n ą d r o g ą p r o w a d z ą c ą do tego celu jest odpo­
wiedni system wychowania i motywowania społecznego przez
to, co Jan Szczepański nazywa 'pozytywnym n a k ł a n i a n i e m ' .
W praktyce chodzi o bardzo szeroki zestaw zabiegów dokony­
wanych w s p o s ó b zorganizowany, opierający się na całym
systemie s p o ł e c z n y m . " - napisała M a r i a Michalczyk we
wstępie a r t y k u ł u Aspiracje a wartości.
36

�I

A n t o n i G ł a d y s z w artykule Robotnicze
turze

(wskazania

modelowe

w warunkach

uczestnictwo
GOP-u)

w kul­
pisze

na

wstępie m.in.: ,,Wielu ludziom, nie przygotowanym do tego
typu r o z w a ż a ń , w y d a w a ć się może, iż podejmowanie p r ó b y
propozycji modelowych dla kultury czy kojarzących się im
z tym zajęć czasu wolnego jest nieszkodliwą futurologią. (...)
Temu bardzo wąskiemu i o b c i ą ż o n e m u klsową przeszłością
ujmowaniu spraw kultury przeciwstawiam od razu współczes­
ną, naukowo u z a s a d n i o n ą j e d n o ś ć kultury, wychowania
i 'świata człowieka'. Od razu też, uprzedzając dalsze wątpliwo­
ści, stawiam pytanie, na k t ó r e o d p o w i e d ź będzie zarazem
rozwinięciem kwestii sygnalizowanej w temacie. Czy mamy
- jako z b i o r o w o ś ć narodowa - określony m o d e l człowieka
tudzież m o d e l społeczeństwa, który realizujemy, lub przyna­
jmniej usiłujemy realizować? Najbardziej potoczna odpo­
wiedź, j a k ą w związku z tym m o ż n a usłyszeć, brzmi: mamy
i realizujemy m o d e l społeczeństwa socjalistycznego."
37

W dalszym toku swoich w y w o d ó w autor omawia ten
„ m o d e l " w różnych aspektach, lecz w podstawowej relacji
centralnych dyrektyw politycznych do stopnia ich realizacji.
Wysoko oceniając w tym względzie pierwsze 20-lecie PRL-u,
ubolewa nad postępującą z biegiem czasu rozbieżnością
między teorią, a wynikającą z niej p r a k t y k ą . W rozdziale
z a t y t u ł o w a n y m Propozycje

przemian

w sterowaniu

kulturą,

wskazuje na jeden z głównych p o w o d ó w takiego stanu rzeczy.
Jest nim „niemal całkowita a u t o n o m i c z n o ś ć p o l i t y k i kulturo­
wej najniższych i najmniej do tego przygotowanych ogniw
terenowych, to jest rad z a k ł a d w y c h i kierownictw z a k ł a d ó w
p r a c y " , p r z y p o w a ż n y c h niedostatkach naukowej organiza­
cji i kierownictwa w tym zakresie. Opierając się na wynikach
b a d a ń i sondaży socjologicznych, G ł a d y s z postuluje kategory­
cznie p o d p o r z ą d k o w a n i e merytoryczne działań związków
zawodowych w zakresie kultury Wydziałowi K u l t u r y U r z ę d u
W o j e w ó d z k i e g o , lub też W o j e w ó d z k a Rada Z w ą z k ó w Zawo­
dowych powinna wytworzyć „ k o m p e t e n t n y " organ progra­
mujący, realizujący i kontrolujący scentralizowaną politykę
k u l t u r a l n ą . Oczywiście, chodzi o wszystko, o wszelkie przeja­
wy kultury, a tezą zasadniczą G ł a d y s z a , pomieszczoną na
k o ń c u , jest postulat, aby kierunki rozwoju systemu sterowania
kulturą p o w i ą z a ć z pracami c e n t r ó w planistycznych. K o n ­
kludując, m o ż n a powiedzieć, że było to n a w o ł y w a n i e do
„ s p r a w d z o n e g o p o r z ą d k u " z lat czterdziestych i pięćdziesią­
tych, oczywiście w zmodyfikowanej formie, co wyraźnie
określiła Maria Michalczyk.
38

P r z y k ł a d ó w takich m o ż n a przytoczyć o wiele więcej. G r o n o
a u t o r ó w publikacji utrzymanych na prezentowanym poziomie
„ n a u k o w y m " było na Śląsku o wiele liczniejsze. Nie taki jest
cel mojego szkicu, a p r z y w o ł a n e fragmentarycznie publikacje
służyć mają jedynie ukazaniu w ostrym oświetleniu typowych
i zarazem dominujących tendencji w opracowaniach większo­
ści e t n o g r a f ó w i socjologów w tym regionie dotyczących
tematycznie interesującego nas obszaru. C e c h ą charakterys­
tyczną, odróżniającą w przeszłości Śląsk od reszty kraju,
w y w o ł a n ą celowo przez czynniki polityczne, była postawa
badaczy, której d o m i n a n t ę stanowiła niespotykana gdzie
indziej w takiej skali - dyspozycyjność względem pozanauko­
wych dyrektyw. W efekcie tegoż osądy życzeniowe o jedno­
znacznej proweniencji znajdują na tym terenie nikłą przeciw­
wagę w relacjach faktycznych. G r o n o ludzi zajętych kreowa­
niem rzeczywistości fikcyjnej, nie m o g ł o zwracać uwagi na
rzeczywistość j a k o t a k ą .
W kontekście tego, co zostało powiedziane powyżej, chcę
jeszcze p o w r ó c i ć do problemu „ n a u k o w e g o " wykazywania
swoistej odrębności „sztuki klasy robotniczej". Było to pryn­
cypialnie postawione zadanie w okresie komunizmu i dotyczy­
ło nie tylko obszaru Polski. Mnie interesuje realizacja tegoż na
Śląsku, jako że tu postulat ten spełniany był „ t w ó r c z o " niemal
do ostatnich dni istnienie poprzedniego systemu politycznego
(przykładem omawiana publikacja Bukowskiej-Floreńskiej
z 1987 r. ostatnia w tym zakresie w P R L ) .
W Ł o d z i w listopadzie 1983 r. zorganizowana została
konferencja pt. „ K u l t u r a klasy robotniczej". Towarzyszyła jej
wystawa zorganizowana przez Muzeum Miejskie w Zabrzu ze

zbiorów własnych z a t y t u ł o w a n a „ R o b o t n i c z e widzenie świata
w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej". W towarzyszą­
cym jej folderze opublikowany został tekst spełniający trzy
podstawowe funkcje: stanowił „ s ł u s z n ą " i „ w ł a ś c i w ą " inter­
pretację śląskiej twórczości amtorskiej wywołanej sztucznie
przez opisane wcześniej zabiegi stymulacyjne, przedstawiał tak
zaistniałą twórczość, j a k o zjawisko naturalne, a po trzecie
starał się „ d o w o d z i ć " odrębności kulturowej, twórczości klasy
robotniczej.
Zanim o d w o ł a m się do samego tekstu, chcę zwrócić u w a g ę
na fakt, iż Muzeum Miejskie w Zabrzu gdzieś tak do 1986 r.
z „ u r z ę d u " zajmowało się gromadzeniem twórczości plastycz­
nej „górnośląskiej klasy robotniczej" wg określonego przez
politycznych d e c y d e n t ó w klucza w y b o r u . S t ą d też wynikały
niewątpliwe kompetencje i właściwość tego muzeum, preferu­
jące go do zorganizowania wspomnianej wystawy. Było ono
także organizatorem lub w s p ó ł o r g a n i z a t o r e m wielu regional­
nych k o n k u r s ó w tematycznych plastyki nieprofesjonalnej.
Należy ponadto zdać sobie sprawę z tego, że o ile w latach
pięćdziesiątych prowadzona była ostra kampania na rzecz
przebudowy świadomości narodu, niwelacji tradycji, istnieją­
cego systemu wartości, wyrugowania religii, a nawet całej
warstwy wierzeniowo-mitycznej wchodzącej w szeroko pojęty
obszar „ s a c r u m " (w odniesieniu do plastyki amatorskiej,
przewidzianej wg w z o r ó w radzieckich, j a k o skuteczny i n ­
strument propagandowy, realizowano j ą przy użyciu bezpar­
donowego systemu zakazowo-nakazowego), o tyle później
cały system p o s t ę p o w a n i a uległ zmianie. Po październiku
1956 r „ kiedy w polskich warunkach metoda terroru politycz­
nego poniosła f i a s k o , argumentum baculinum z a s t ą p i o n o
techniką „ m a r c h e w k i i kija", co w odniesieniu do plastyki
amatorskiej oznaczało wprowadzenie k o n k u r s ó w tematycz­
nych. Jednocześnie, czego nie wolno przeoczyć, okresowi temu
przyświecała pryncypialna interpretacja najwyższych gremiów
politycznych, że Polska weszła na wyższy etap budowy
socjalizmu i „socjalistycznego człowieka". Po latach sześć­
dziesiątych, w dekadzie Gierka o g ł o s z o n o , iż ludzie i kraj
znajdują się „ n a etapie budowy rozwniętego społeczeństwa
socjalistycznego".
3 9

40

Odpowiednio do tego w obrębie plastyki amatorskiej,
mającej być odbiciem „socjalistycznej świadomości narodu",
a szczególnie „klasy robotniczej", po przebyciu kolejnych
„ e t a p ó w rozwoju", w k o ń c u lat siedemdziesiątych i na począt­
ku osiemdziesiątych, zadaniem specjalistów z branży było
wykazanie „ n a t u r a l n o ś c i " obfitych z b i o r ó w dzieł amatorskich
zaistniałych sztucznie, przy jednoczesnym wykazaniu - osta­
tecznym i jednoznacznym - immanentnych cech twórczości
„klasy robotniczej", j a k o „ k u l t u r o t w ó r c z e j siły n a r o d u " w pe­
łni realizującej się dopiero w warunkach socjalizmu. C h o d z i ł o
w tym przypadku o prezentowanie tej twórczości, utrzymywa­
nej, lepiej lub gorzej (vide A n t o n i G ł a d y s z ) w ideologicznych
ryzach, j a k o emanacji postawy świadomościowej i mentalnej
r o b o t n i k ó w . Z tego w y n i k a ł o traktowanie sztuki amatorskiej
wyłącznie w kategoriach kulturowych i socjologicznych, k t ó r ą
to p o s t a w ę na Śląsku najpełniej reprezentowała Krystyna
Kaczko.
Oto w j a k i s p o s ó b tak s f o r m u ł o w a n e zadanie zostało
rozwiązane w katalogu rzeczonej wystawy. „Świat kultury
robotniczej, to świat swoisty, pełen bogactwa, wartości nie­
p o d w a ż a l n y c h i pewnych sprzeczności (...). Jednym z tych
zjawisk ( k u l t u r o w y c h - S A W ) jest zachwycająca (...) swoistym
pojmowaniem świata i ludzi twórczość nieprofesjonalna śląs­
kich środowisk robotniczych. Dowodzi ona nie tylko żywo­
tności i znamiennych przobrażeri tej formy artystycznej eks­
presji, ale również, a m o ż e przede wszystkim, wskazuje na
specyfikę, rozwój i bogactwo kultury robotniczej. Czy więc
m o ż n a p o r ó w n a ć ten nurt działań twórczych z jakimkolwiek
innym na obszarze rodzimej plastyki samorodnej? Chyba nie.
Jest ona wytworem głównie ludzi zatrudnionych w przemyśle
wydobywczym (górników), ciężkim ( h u t n i k ó w ) , r o b o t n i k ó w
innych gałęzi oraz rzemieślników. Łączy ich robotniczy rodo­
wód, określony rodzaj doświadczeń, tradycja, z reguły usankc­
jonowany inwentarz kulturowy, a wreszcie miejsce zamieszka-

127

�nia, przede wszystkim w obrębie dużych skupisk miejskich.
(...)
Są to swoistego rodzaju r e p o r t a ż e publicystyczne, swoistego
rodzaju refleksje nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłoś­
cią. (...) Widzimy w tej twórczości przecież p r ó b ę znamiennego
modelowania świata zgodnie z własnymi potrzebami. (...)
Wraz jednak z awansem kultury ludowej i robotniczej, k t ó r y
nastąpił po drugiej wojnie światowej, stworzone zostały j a k o ś ­
ciowo odmienne warunki rozwoju twórczości nieprofesjonal­
nej. N a u w a g ę zasługuje przede wszystkim sformułowanie
określonych ram organizacyjnych, dzięki k t ó r y m twórca ro­
botniczy miał szansę rozwoju zaineresowań i eksponowania
dorobku. (...)
1 wreszcie nieodłącznym motywem twórczości nieprofe­
sjonalnej jest rozmaicie interpretowana praca. Częstotliwość
pojawiania się tego motywu j a k o źródła inspiracji artystycznej
świadczy niewątpliwie o chęci podkreślenia wagi pracy w życiu
człowieka jako nieodłącznej jego treści, k t ó r a nadaje sens
wszelkim p o c z y n a n i o m . "
Tekst ten w całości nie jest jednoznaczny. Przytoczone
fragmenty, wraz z p e w n ą p o m i n i ę t ą sferą opisową, spełniają
wymagania „ideologiczne". Jednak w drugiej swojej warstwie
posiada wyraźnie w y a r t y k u ł o w a n ą antytezę: Świat kultury
robotniczej „ W z b u d z a emocje i spory co do zakresu i sposobu
pojmowaia. Często jednak mimo określonych sukcesów ba­
dawczych nadal zdajemy się tkwić w kręgu pewnych nieporo­
zumień czy wręcz stereotypów. W konsekwencji wyłania się
z nich obraz wypaczony i uproszczony. (...)
Owe zasygnalizowane fascynacje przejawiające się w wyraź­
nym preferowaniu pewnych m o t y w ó w nie wyczerpują oczywi­
ście bogactwa twórczości nieprofesjonalnej. Jest ona przecież
złożona i r ó ż n o r o d n a , pełna jednoznaczności, ale i wieloznacz­
ności. W y r a ż a istotę odczuć i przemyśleń robotniczego twórcy,
a m o ż e po prostu odczuć i przemyśleń człowieka współczes­
nego."
Ostatnie dwa fragmenty s t a n o w i ą k l a m r ę całej wypowiedzi.
Tak więc ich rola konstrukcyjna w tym tekście jest bardzo
znamienna i istotnie waloryzuje całość. Przytoczony p r z y k ł a d
jest jednym z bardzo nielicznych p r ó b zasygnalizowania
niezgody ze strony śląskiego ś r o d o w i s k a etnograficznego na
wciąganie go w budowanie mistyfikacji w obrębie sztuki
amatorskiej.
Jest faktem bezpornym, że przez kilka dziesięcioleci w tak
skonstruowanej „ m a s z y n e r i i " przemielano na Śląsku często
niepoślednie talenty na manualnych w y k o n a w c ó w narzucanej
tematyki, zmieniając powoli, ale stale i , niestety, skutecznie
twórczość a m a t o r s k ą - w „ r u c h amatorski", będący u schyłku
lat osiemdziesiątych dość pośledniej miary zjawiskiem so­
cjologicznym. Ociepka i dosłownie k i l k u najzdolniejszych,
dzięki prywatnym i m o ż n y m protektorom ocaliło swoją
indywidualność twórczą, ale reszta zmuszona została do
zajęcia miejsc w karuzeli k o n k u r s ó w tematycznych.
Przybyła tuż po zakończeniu I I wojny światowej na Śląsk
w randze kapitana U В Czajka-Stachowicz, miała kaprys, aby
wylansować w świecie polskiego Celnika-Rousseau. Dzięki
temu Teofil Ociepka u r a t o w a ł się j a k o człowiek i malarz.
Skutki tego „dziwnego w y b r y k u " zostały stonowane przez
odpowiednie publikacje prasowe, Ociepkę „ a w a n s o w a n o " na
g ó r n i k a d o ł o w e g o , spreparowano m u życiorys, zrobiono
z niego poczciwego, naiwnego fantastę, dającego nadzieję na
„socjalistyczną r e e d u k a c j ę " , a na wyższym szczeblu mis­
tyfikacji fachową r o b o t ę wykonali swoimi pracami Andrzej
Banach dla obiegu ogólnopolskiego i Cezary L e ż e ń s k i dla
obiegu lokalnego. Obie te książki „załatwiły" całą skom­
p l i k o w a n ą sprawę. Jednocześnie wydana została instrukcja
zakazująca zakupu dzieł janowskiego mistyka do lokalnych
zbiorów muzealnych. Rzecz nie była trudna do upilnowania,
bowiem na Śląsku, wbrew obowiązującym w Polsce zasadom
muzealnym, wszelkie zakupy muzealiów były decydowane
przez scentralizowaną, wojewódzką Komisję Z a k u p ó w . E f e ­
ktem tego jest brak, poza kilkoma obrazami zakupionymi
ostatnio przez Muzeum w Zabrzu, dzieł Ociepki na Śląsku.
41

42

44

4 5

N a w y k i w d r o ż o n e przez tyle lat pracującym na Śląsku

128

i

muzealnikom i etnografom o w o c o w a ł y do niedawna d o ś ć
dziwacznymi, czy wręcz komicznymi przedsięwzięciami. Pod­
kreślam po raz kolejny, że nie m ó w i ę oczywiście o wszystkich
ludziach z b r a n ż y i wszystkich działaniach, ale o reprezen­
tatywnej większości. Socjotechniczna s p r a w n o ś ć manipulowa­
nia faktami, interpretacjami prezentowanymi jako rzekome
wyniki b a d a ń , w rzeczywistości f o r m u ł o w a n y m i ad usum
delphini - wyrugowały na t y m terenie w znacznym stopniu
z a r ó w n o rzetelność b a d a w c z ą jak i refleksję n a u k o w ą . W
drugiej połowie lat osiemdziesiątych machina ta kręciła się
nadal siłą rozpędu, choć „ p a r y ideowej" w tłokach było coraz
mniej.
Jednym z bardziej reprezentatywnych p r z y k ł a d ó w działań
mityzacyjno-mistyfikacyjnych była wystawa zrealizowana
przez Dział Etnografii Muzeum Śląskiego w p a ź d z i e r n i k u
1988 r. pt. „ Ż y w o t n o ś ć kultury ludowej na G ó r n y m Ś l ą s k u " .
„Celem ekspozycji było zatem pokazanie przede wszystkim
żywych treści kultury ludowej G ó r n e g o Śląska - napisała po
latach autorka ekspozycji, M a r i a Lipok-Bierwiaczonek - tra­
dycji najtrwalszych, przechowywanych do dnia dzisiejszego.
Wystawa d o k u m e n t o w a ł a zjawiska celowo dobrane - właśnie
według kryterium żywotności - od stroju ludowego noszonego
współcześnie przez najstarsze mieszkanki śląskich wsi lub
przechowywanego z pietyzmem i w k ł a d a n e g o na specjalne
okazje przez młodsze pokolenia (...), poprzez sposoby u r z ą ­
dzenia wnętrz mieszkalnych po kultywowane obrzędy: do­
żynki, 'mikołoje' pszczyńskie, pochody konne w raciborskich
Pietrowicach.
Wystawa była skomponowana w ciąg scen, k t ó r e otwierała
p o s t a ć pszczyńskiej ' c h ł o p i o n k i ' na rowerze z charakterystycz­
n ą siatką na tylnym kole - znakiem śląskiej w s i . "
Istota sprawy w t y m przypadku polega na t y m , że używanie
górnośląskiego stroju ludowego ma charater o zdecydowanej
tendencji zanikowej. U ż y w a n y jest faktycznie jedynie przez
najstarsze, o d c h o d z ą c e pokolenie. Jako „zjawisko celowo
dobrane" wg kryterium żywotności jest nieporozumieniem,
względnie celowym fałszem. T o samo dotyczy „ u r z ą d z e ń
wnętrz mieszkalnych". Zaprezentowane na tej ekspozycji
dawno zostały j u ż wyrzucone na śmietnik, nawet nie do
lamusa. Tak więc to, co ewidentnie w sferze materialnej
kultury o b u m a r ł o - zostało z całą „ n a u k o w ą p o w a g ą " przed­
stawione j a k o rzeczywistość realna, nadal trwająca. Jedynie
część d o t y c z ą c a o b r z ę d ó w o d p o w i a d a ł a p o s ł a n i u wystawy.
Chcę jeszcze zwrócić u w a g ę na o w ą „ c h a r a k t e r y s t y c z n ą siatkę
na tylnym kole", mającą być wg M a r i i Lipok-Bierwiaczonek
- „ z n a k i e m śląskiej wsi". D o momentu jej publikacji nie
z d a w a ł e m sobie sprawy z tego, że z a r ó w n o moja matka
p o c h o d z ą c a z K r y n i c y i mieszkająca w Krakowie, jak i cała
populacja kobiet na terenie krakowskiego, sądeckiego, w o g ó ­
le obszaru całej Polski, używająca w okresie międzywojnia
i zaraz po wojnie r o w e r ó w tzw. „ d a m e k " z o w ą siatką na
tylnym kole c h r o n i ą c ą długie spódnice przed w p l ą t a n i e m się
w szprychy, wywodziła się po prostu ze śląskiej wsi! Interesują­
ce „ o d k r y c i e naukowe"! W a r t o by się zastanowić, czy twier­
dzenia tego nie da się rozszerzyć na teren całej ówczesnej
Europy, za czym przemawiałyby np. filmy tzw. „ n e o r e a l i z m u
w ł o s k i e g o " z lat czterdziestych i pięćdziesiątych czy francuskiej
„nowej fali".
45

T r u d n o jest m i powiedzieć, czy była to mistyfikacja prywat­
na, wynikająca z osobistych s e n t y m e n t ó w , z owych m ł o d o p o l ­
skich korzeni, czy realizacja „ n a określone z a m ó w i e n i e " . Jest
faktem, iż sztuka, kultura typu ludowego, jak i twórczość
amatorska były właściwie do wczoraj na Śląsku obszarem, na
k t ó r y m m o ż n a było d o k o n y w a ć bezkarnie zabiegów najbar­
dziej dowolnych i cudacznych w todze „ n a u k o w e j powagi".
Znaczna część zbiorów muzealnych sztuki nieprofesjonal­
nej, z wyłączeniem kolekcji Muzeum Śląskiego, w tutejszym
regionie stanowi znakomity materiał egzemplifikacyjny do
b a d a ń nad rodzajami i efektami socjotechnicznych zabiegów
mistyfikacyjnych całego okresu „realnego socjalizmu". M o ż ­
na w nich znaleźć wstydliwie skrywane plony działań konkur­
sowych tej samej klasy, jak opisane przez Antoniego K r o h a
c u d e ń k a z Muzeum Etnograficznego w T o r u n i u np. Droga

�krzyżowa
Lenina, kapliczka gen. Świerczewskiego, czy też
Kopernik jako Chrystus Frasobliwy.
*

*

*

A u t o r zastrzega się, że tekst ten zawiera nieuniknione
uproszczenia, k t ó r e wynikają z a r ó w n o z jego objętości, j a k
również z założenia mającego na celu ukazanie określonego
modelu działań. N i e jest możliwe w tak krótkiej formie
przedstawienie pełnego spectrum zjawisk zaistniałych, w t y m
P R Z Y

postaci i działań badaczy rzetelnych, choćby Józefa Ligęzy
- jako opozycji do tendencji i postaw opisanych. Wymaga to
oddzielnej wnikliwej rozprawy.
Prezentowany szkic przedstawia jedynie określony przez
polityczne przesłanki realnego socjalizmu system działań
mających na celu niwelację tradycji kulturowej, związanych
z nią systemów wartości, zmistyfikowanie relacji faktycznych,
mające na celu wprowadzenie fałszu i p r z e k ł a m a ń w miejsce
wartości wyrugowanych.
' ISY:

1

Antoni Kroh, Współczesna rzeźba ludowa Karpat Polskich, IS PAN, fów, dla „właściwego" rozumienia zmistyfikowanej przy ich udziale twórczo­
„Ossolineum", Wrocław - Warszawa - Kraków - Gdańsk, 1979 г., s. 7
ści amatorskiej. Narzucony przez decydentów politycznych wybór elementów
krajobrazu, objaśniony zostaje nader gładko jako „cecha indywidualnego
Włodzimierz Sokorski, Sztuka w walce o socjalizm. Warszawa 1950; s.
stylu" i „synteza treści".
90-95 obejmują pełny wywód dotyczący sztuki ludowej, z którego prezen­
towany cytat został wyjęty.
W zbiorach specjalnych Biblioteki Śląskiej w Katowicach.
Maria Żywirska Amatorski ruch itd., s. 42
Pełniejszy kontekst dla wypowiedzi Sokorskiego, jak i zadań etnografii
Związek Zawodowy Górników.
radzieckiej znaleźć można przykładowo w broszurze: A.J. Sobolew, Kandydat
Nauk Filozoficznych, Leninowska teoria odbicia rzeczywistości w sztuce
Aleksander Jackowski, Teofil Ociepka, „Polska Sztuka Ludowa" R.
(Stenogram wykładu wygłoszonego w Centralnym Lektorium WszechzwiązX X X V I I I , 1984, nr 1-2, s. 44
kowego Towarzystwa Popularyzacji Wiedzy Naukowej i Politycznej), Biblio­
Tamże, s. 44—45 (brak daty publikacji i tytułu gazety, wynika stąd, że A.
teczka Naukowa „POPROSTU", z. 1, Warszawa 1955
Jackowski korzystał w tej mierze z archiwum malarza, gdzie część notatek
Oto dwa cytaty z Sobolewa: „Rozwój zarówno samej sztuki, jak i koncepcji
prasowych jest bez winiet).
estetycznych odbywał się i odbywa w procesie ostrej walki klasowej." (s. 5) Jest
Cytat za Jackowskim, op.cit., s. 54, przypis 29
to myśl zasadnicza podana drukiem wytłuszczonym.
„Prawdziwość" tego stwierdzenia nie wytrzymuje próby krytycznej
w porównaniu choćby z wnioskami wynikającymi z pierwszej powojennej
„Zgodnie z marksistowsko-leninowską teorią, sztuka jest formą świadomo­
wystawy sztuki amatorskiej na Śląsku w 1946 r. (mającej m.in. na celu
ści społecznej odzwierciedlającą byt społeczny - ideologiczną nadbudową,
„zinwentaryzowanie" istniejącej od dziesięcioleci twórczości plastycznej śro­
wywierającą z kolei silny wpływ na materialną podstawę, jest specyficzną
dowisk robotniczych w momencie obejmowania nad nią „Socjalistycznego
formą poznania świata zewnętrznego i jednym z narzędzi jego przekształcania.
mecenatu") - zawartymi np. w pracach M. Żywirskiej i A. Ligockiego.
Sztuka ma charakter klasowy i partyjny, tak jak każda inna forma nadbudowy
W wielu pracach innych badaczy (np. Józefa Ligęzy) sygnalizowana jest
ideologicznej." (s. 8)
powszechność amatorskiego uprawiania sztuki na Śląsku w okresie między­
Aleksander Błachowski, Skarby w skrzyni malowane, czyli o sztuce
wojnia z podkreśleniem przewagi prac malarskich nad rzeźbiarskimi. Dla
ludowej inaczej, LSW, Warszawa 1974, s. 145-146
ścisłości dodaję, iż dotyczy to również górników. Przykład ten jest typowym
Lesław Wojtasik Propagandowe funkcje niektórych form kullurv, w serii:
dla tej autorki ignorowaniem „niewygodnych" dla niej źródeł czy opracowań
„ABC Propagandy", MAW, Warszawa 1982, s. 4 i 8
badawczych.
Cytat za L . Wojtasikiem, op.cit., s. 8
Powszechnie znaną i udowodnioną w opracowaniach rzetelnych badaczy
Dariusz Czaja, Czesław Robotycki, Rodzina wiejska na Podlasiu - według
prawdą jest fakt braku akceptacji dla twórczości tzw. „nieprofesjonalnej"
tygodnika „Przyjaciółka", „Polska Sztuka Ludowa", R. X L , 1986, nr 3-4, s.
właśnie w środowiskach, z których się ci twórcy wywodzą. Wynika to zarówno
155
ze względów estetycznych (skuteczna konkurencja opartych na wysokim
Seweryn A. Wislocki, Król jest nagi, „Tak i Nie", nr. 1 (193), Katowice
poziomie poligraficznym wzorców plastycznych kultury masowej), jak i braku
2 I 1987
akceptacji narzuconej tematyki „socjalistycznego etosu pracy".
Omówienie fragmentu wystąpienia Czesława Robotyckiego na sesji
naukowej: „Polska sztuka ludowa - współczesność i perspektywy" zor­
Irena Bukowska-Floreńska, Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo,
ganizowanej przez Muzeum Śląskie w 1989 r. Tekst tegoż wystąpienia nie
op.cit., s. 326. Interesujące jest także, jaką zmianę funkcji malarstwa miała na
został opublikowany. Przytoczony fragment oparty jest na notatkach autora
myśli autorka?
z w.w. sesji.
Tamże, s. 327
Michał Szulczewski, Propaganda polityczna.
Pojęca-funkcje-problemy,
Tamże, s. 329
Książka i Wiedza, Warszawa 1971, s. 219
Aleksander Lipski, O amatorskiej twórczości artystycznej w środowisku
robotniczym, „Zaranie Śląskie", R. L I , nr 3^1, 1988, s. 462
Michał Szulczewski, Polityka informacji, Książka i Wiedza, Warszawa
1977, s. 115
Maria Michalczyk, Aspiracje a wartości, „Górnośląskie Studia Soc­
Szulczewski, op.cit., s. 117)
jologiczne", t. 13, pod red. Wandy Mrozek, Śląski Instytut Naukowy,
Henryk Jabłoński, Opinia,parlament, prasa, Warszawa 1947 (cytat za M.
Katowice 1979 г., str. 31
Szulczewskim, op.cit., s. 117
Antoni Gładysz, Robotnicze uczestnictwo w kulturze (wskazania modelo­
Por. interesujący i wnikliwy szkic D. Czai i Cz. Robotyckiego, op.cit.
we w warunkach GOP-u), „Zaranie Śląskie", R. X X X V I I , styczeń-marzec
Eugeniusz Zaczyk: Kamerdyner Władzy, Śląski Fundusz Literacki,
1974, s. 64-65
Katowice 1992
Tamże, s. 82
Zaczyk, op.cit., s. 72
Wcześniej zbiory takie gromadzone były w Muzeum Górniczym w Sos­
Juliusz Niekrasz, Z dziejów AK na Śląsku, Katowice 1993
nowcu podległym pod Zarząd Główny Związku Zawodowego Górników
Na tej wystawie został zauważony po raz pierwszy Teofil Ociepka.
(dotyczyły tylko tej grup zawodowej), w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.
Maria Żywirska, Amatorski Ruch Plastyczny wśród Górników, Katowice
Odnośnie Muzeum Miejskiego w Zabrzu należy powiedzieć, że w okresie
1959 г., Wojewódzki Ośrodek Kulturalno-oświatowy, s. 20
stanu wojennego, Jadwiga Pawlas-Kos kierująca działem sztuki nieprofes­
Tamże, s. 45
jonalnej po Krystynie Kaczko, jako pierwsza na Śląsku gromadziła obrazy
Obecnie w tym budynku mieści się Biblioteka Śląska.
Bronisława Krawczuka z cyklu będącego protestem artystycznym przeciw
Erwin Sówka chcąc się uwolnić od przymusu pracy w zespole propagan­
wojskowemu terrorowi komuny, ukrywając je w magazynach muzealnych. Po
dowym w kopalni „Wieczorek", zwolnił się z pracy, następnie zatrudnił jako
1986 r. zmieniła także radykalnie kryteria zakupu prac do muzealnej kolekcji,
górnik w Przedsiębiorstwie Robót Górniczych w Mysłowicach (inne zjed­
odrzucając obowiązujące do tego czasu i mzwiązane z wyżej omówionymi
noczenie węglowe), dopiero po jakimś czasie wrócił do kopalni „Wieczorek"
przesłankami politycznymi.
już jako górnik i wtedy wstąpił do zespołu plastyków - amatorów przy tej
W 1956 r. pierwsi Węgrzy zbuntowali się przeciw stalinowskiemu
kopalni.
dyktatowi.
Motywy takie w obrazach Pawła Wróbla zaczęły się pojawiać dopiero
Marian Grzegorz Gerlich, Jadwiga Pawlas-Kos, Robotnicze widzenie
pod koniec lat sześćdziesiątych. Irena Bukowska-Floreńska na ten temat pisze
świata w kręgu śląskiej plastyki nieprofesjonalnej, wstęp do folderu wystawy,
tak: „Odrębną grupę w dorobku Pawia Wróbla stanowią pejzaże, będące
Zabrze - Łódź 1983
jakby syntezą różnorodnych fragmentów typowego krajobrazu otaczającego
Tamże.
dawne śląskie osiedla górnicze: 'familoki', szyby kopalniane, kominy, hałdy,
krzyżujące się tory kolejowe, przejazdy i drogi; w rzeczywistości szare od pyłu
Komisja taka na terenie województwa śląskiego działała do 1991 г.,
na obrazach Wróbla kolorowe, wesołe, o dopracowanych w rysunku detalach.
potem jej działalność została zawieszona z powodów braku środków na
(...) Prace Wróbla mają wyraźne cechy indywidualnego stylu, wyrażająego się
zakupy muzealiów. Ponadto część muzeów przeszła pod jurysdykcję gminną,
m.in. syntezą treści, prostą czystą linią rysunku." (Fragment cytowany
co wyzwoliło je z tego reliktu okresu realnego socjalizmu, utrzymywanego
pochodzi z artykułu Twórczość plastyczna - rzeźba i malarstwo (w:) Górniczy
uparcie na Śląsku.
Stan w wierzeniach, obrzędach, humorze i pieśniach, pod red. Doroty Simoni­
Cezary Leżeński, Kolorowy świat mistrza Teofila, Wyd. „Śląsk", Katowi­
des, Śląski Instytut Naukowy, Katowice 1988)
ce 1963
Teksty Bukowskiej-Floreńskiej stanowią czysty, wręcz kliniczny przykład
Maria Lipok-Bierwiaczonek, Dział Etnografii, (w:) Ziemia Śląska t. 3,
„interpretacji życzeniowej" wykonywanej przez większość śląskich etnograpod red. Lecha Szarańca, Katowice 1993, s. 349
2

2 4

3

2 5

2 6
2 7

2 8

1 9
3 0

4

s

6

7

3 1

8

9

3 2

3 3

1 0

3 4

3 5

1 1

3 6

1 2

1 3

3 7

1 4
1 5

3 8

1 6

3 9

1 7

1 8

1 9

2 0
2 1

2 2

4 0

2 3

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
