<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=21" accessDate="2026-09-30T18:41:19+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>21</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6087" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6067">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3c0bbf967cf590d55c041d9b00bd82aa.pdf</src>
        <authentication>bf4823f14b7210465d869419bdfc4da1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72650">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3580</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72651">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72652">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3357</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72653">
                <text>Wilno / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72654">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.34-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72655">
                <text>Stomma, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72656">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72657">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72658">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72659">
                <text>WILNO
Rozmowa z e Stanisławem Stommą

Proszę nam Panie Profesorze, opowiedzieć o Wilnie, o tym.
jakie było w latach
międzywojennych.
Przede wszystkim
było to miasto kresowe, niewielkie,
nawet jak na tamte lata. P o l a k ó w liczyło j a k i e ś 85.000, przy
czym należy zwrócić u w a g ę na to, iż w okresie m i ę d z y w o j e n ­
nym przyrost ludności był tu znacznie niższy niż w innych
miastach Rzeczpospolitej. W ciągu dziesięciolecia 1921
-1931 p r z y b y ł o jedynie 65.000 o s ó b , podczas gdy we Lwowie
przyrost wyniósł ponad 110.000. Z w r ó ć m y przy t y m u w a g ę
na to, że l u d n o ś ć miasta wyraźnie się zmniejszyła w latach
wojny, w 1914 r. wynosiła 185.000, a w 1921 r. t y l k o 129.000
osób.'
W i l n o b y ł o miastem spokojnym, p i ę k n y m , stosunkowo
tanim. A l e bez reprezentacyjnych hoteli, restauracji. W
d w ó c h . . d u ż y c h " hotelach pokoje były bez łazienek. Jedna
wanna dla wszystkich gości! Trzeba się było na m ą zapisy­
w a ć . W mieście wiele było wolnych p o k o i , m i e s z k a ń , kosz­
t o w a ł y mniej, niż w innych miastach.
Czemu to przypisać?
Przede wszystkim k r e s o w ą sytuacją miasta. P r o s z ę spoj­
rzeć na m a p ę . O d Warszawy - ponad 450 k i l o m e t r ó w , od
K r a k o w a - 750 k i l o m e t r ó w . Granica z L i t w ą szczelnie
z a m k n i ę t a , szyny kolejowe rozebrane. Ż a d n y c h s t o s u n k ó w
sąsiedzkich. A na p ó ł n o c y malutki korytarz łączący z Ł o t w ą .
Na Wschodzie ogromna granica ze Z w i ą z k i e m Radzieckim,
wroga, niespokojna. Przerzucano przez n i ą d y w e r s a n t ó w ,
przechodziły bandy, ale w praktyce była t o granica za-

* W g spisu z 1887 r. w Wilnie Żydzi stanowili 41,5% ludności.
Polacy - 30,9%. Litwini - 2%. Rosjanie - 20,2%. Przed 1914 r.
Żydzi stanowili 60% ludności.

34

m k n i ę t a . Linia kolejowa z W i l n a d o M i ń s k a właściwie nie
f u n k c j o n o w a ł a , p o c i ą g „ z d a w c z y " k u r s o w a ł raz na tydzień
z M o ł o d e c z n a d o Radoczkowic.
Jak wyglądał skład etniczny ludności
Wilna?
L u d n o ś c i polskiej, w dużej części inteligencji, było około
6 0 % , 2 8 - 3 0 % Ż y d ó w , mniej niż 4 % Rosjan, Białorusinów
3%. A więc w Wilnie dominowali Polacy i Ż y d z i . W końcu
X I X w. ci ostatni nawet zdecydowanie p r z e w a ż a l i * , po
wojnie sytuację zmienił n a p ł y w u r z ę d n i k ó w , a t a k ż e stac­
j o n u j ą c y garnizon wojska.
A
Litwini'
L i t w i n ó w było niewielu, liczono, że o k o ł o 1,5 tysiąca
m i m o to L i t w i n i uważali W i l n o za klejnot swojej historii, nie:
w y o b r a ż a l i sobie niepodległego p a ń s t w a bez niego.
L i t w i n i stanowili natomiast większość w powiecie świec i a ń s k i m , p o ł o ż o n y m kilkadziesiąt k i l o m e t r ó w na północ.
S t a m t ą d też p o c h o d z i ł a znaczna część młodzieży uczęsz­
czającej d o gimnazjum litewskiego w Wilnie. Młodzieży
litewskiej w samym mieście bvlo bowiem zbyt m a ł o , aby
zapełnić klasy gimnazjum.
Litwini nigdy nie wyrzekli się praw do Wilna jak w się więc?
stało, ze stanowili w rum przed wojną .,/,-, i,/,.„ona mniej­
szość?
S p r a w i ł a t o polonizacja miasta, trwająca właściwie od
pierwszej unii w Horodle, w 1385 r. aż do czasu unii lubelskiej
w 1569 r. W t y m właśnie czasie n a s t ą p i ł a polonizacja szlachty
litewskiej w Wilnie, b a j o r ó w . Była dobrowolna, bez żadnej
presji, i w jej rezultacie wiele r o d ó w litewskich związało się
w s p o s ó b trwały z Polską i o d e g r a ł o znaczącą rolę w historii ,
naszego kraju (Radziwiłłowie. Sapiehowie. Tyszkiewicz^
wie, Gieysztorowie i inni).

�Co zostało w Wilnie z tamtych czasów
przedunijnych?
Niewiele. Baszta, wieża Giedymina, ruiny. Palące były
przecież drewniane, nic z nich nie ocalało. Teraz t y l k o
archeologowie p r a c u j ą nad t y m , by o d t w o r z y ć kształt i dzieje
zamku Gedymina.
Pisze o tym w naszym numerze Vvtautas
Urhanavicius.
W i l n o , jakie znaliśmy, jakie p a m i ę t a m , nierozerwalnie
wiązało się z naszym romantyzmem. U d e r z a ł o to ludzi
przyjeżdżających z innych miast Polski. Ależ t u jest żywy
romantyzm! - zachwycali się. T u się nic od tamtego czasu nie
zmieniło! Było tak rzeczywiście przez to, że W i l n o nie m i a ł o
przemysłu, wszystko w y d a w a ł o się z w r ó c o n e k u przeszłości
- pięknej i wspaniałej. Mickiewicz żył ciągle w tym mieście.
Słowacki tak samo. T o b y ł o n a p r a w d ę miasto romantyzmu!
A gdzie się znajdowało jego centrum?
Centrum miasta, jego życie, to był Uniwersytet, i jeszcze
raz Uniwersytet! On ożywiał miasto. A d r u g i m z a u w a ż a l n y m
elementem, k t ó r y zaważył na charakterze Wilna, było wojs­
ko, legionowe dywizje, najwierniejsze P i ł s u d s k i e m u . Wojsko
oddziaływało na życie kulturalne, o r g a n i z u j ą c zabawy, wie­
czorki. T o były właśnie te g ł ó w n e centra polskości Uniwer­
sytet i wojsko.
A Ostra
Brama'
N a z w a ł b y m j ą raczej centrum życia religijnego, duchowe­
go, ale nie tylko P o l a k ó w . Profesor Jundziłł, k t ó r e g o bardzo
ceniłem, c h o ć nudnie w y k ł a d a ł , użył takiego o k r e ś l e n i a , że na
Wileńszczyźnie jest osobny n a r ó d , k t ó r y m ó w i po polsku, po
litewsku, po b i a ł o r u s k u , ale czci M a t k ę Boską O s t r o b r a m s k ą
i ta więź jest najsilniejsza. T o gruba przesada, ale przecież coś
w tym było. Sentyment do Ostrej Bramy w y s t ę p o w a ł w s p ó l ­
ny, ale nie on przecież s t a n o w i ł o życiu k u l t u r a l n y m miasta.
A inne ośrodki?
Były dwa polskie teatry dramatyczne i operetka. U s i ł o w a ­
no z o r g a n i z o w a ć o p e r ę , ale to się nie u d a ł o . Jeden z tych
teatrów, „ R e d u t a " Osterwy, miał znaczenie o g ó l n o p o l s k i e .
Biorąc pod u w a g ę życie intelektualne, p r a s ę (konser­
watywne „ S ł o w o " , endecki „ D z i e n n i k W i l e ń s k i " i sanacyjny
„Kurier W i l e ń s k i " ) , teatry, koncerty - W i l n o świeciło w Pol­

sce j a k gwiazda, ale pozbawione p r z e m y s ł u , było jednak
kresowym miastem, a to w ó w c z a s bardzo u t r u d n i a ł o k o n ­
takty ze ś w i a t e m . Inne miasta, zwłaszcza K r a k ó w , m o g ł y
z a p e w n i ć lepsze w a r u n k i , t r u d n o się więc dziwić, że W i l n o
raczej opuszczano, niż do niego p r z y j e ż d ż a n o z innych miast,
innych c e n t r ó w k u l t u r y . Było o d s u n i ę t e , na p ó ł n o c y , a przy
tym odcięte od L i t w y . Wystarczy powiedzieć, że nie m o ż n a
było p o j e c h a ć z W i l n a do K o w n a , m i m o że to tylko 100
k i l o m e t r ó w , półtorej godziny jazdy samochodem. Ale skoro
k t o ś chciał, m u s i a ł do K o w n a j e c h a ć przez R y g ę , albo
Królewiec... Z r e s z t ą nielegalnie lub z w i e l k i m trudem. Trze­
ba było bowiem d o s t a ć w Rydze wizę. L i t w i n i mieli wbitą
pieczątkę w paszporcie' pour tout le pays la Pologne excepte
W Wilnie, j a k wiadomo, z n a j d o w a ł o się d u ż e skupisko
Żydów.
Czy między tą społecznością a polską istniały punkty
Jak wyglądało współżycie obu
narodowości?

styku?

Żydzi ubodzy, k t ó r y c h nazywano „ c h a ł a t o w y m i " , zamie­
szkiwali o d r ę b n ą część miasta. T w o r z y l i niejako getto,
w k t ó r y m żyli. AJe jeśli k t ó r y ś się e m a n c y p o w a ł , z d o b y w a ł
z a w ó d , robił karierę f i n a n s o w ą , w y n o s i ł się z tej żydowskiej
dzielnicy, w y n a j m o w a ł mieszkanie w ś r ó d m i e ś c i u , o t w i e r a ł
k a n c e l a r i ę a d w o k a c k ą czy gabinet lekarski, w c h o d z i ł w wię­
kszy b ą d ź mniejszy kontakt ze społecznością p o l s k ą . Plutokracja, wolne zawody, kupcy. Jednak ortodoksyjne, hebrajs­
kie W i l n o było bardzo izolowane. Właściwie prawie nigdy
tam nie byłem, żałuję tego teraz.
Egzotyka,

kiedy jest pod bokiem, nie

interesuje.

M o ż n a tę dzielnicę ż y d o w s k ą , p r z y r ó w n a ć do takiego
C h i n a t o w n w N o w y m J o r k u . Ż y ł a swoim w ł a s n y m , or­
ganicznym życiem. A l e pewne kontakty istniały. Na przy­
k ł a d rabin ż y d o w s k i był senatorem w Senacie polskim, byli
też posłowie żydowscy, wybrani do Sejmu. Z w ł a s z c z a w ś r o ­
dowiskach lewicowych s p o t y k a ł o się wielu ludzi ż y d o w s ­
kiego pochodzenia. Oczywiście w ś r o d o w i s k a c h lewicowych
pochodzenie nie o d g r y w a ł o ż a d n e j r o l i , nie s t a w a ł o się
powodem dyskryminacji. PPS nie u z n a w a ł a p r z e s ą d ó w

35

�n i

rasowych, ale jej b a z ą byli przede wszystkim robotnicy
i rękodzielnicy. Proletariat.

Pomimo tego. ii „Odrodzenie"
miało wyraźnie
charakter, by nie rzec nacjonalistyczny?

A czy PPS miała znaczenie wśród wileńskiej
inteligencji,
w środowisku
uniwersyteckim?
Nie, Uniwersytet był d o m e n ą ludzi pochodzenia z i e m i a ń s ­
kiego, inteligencji.

Owszem, m i a ł o taki charakter w Warszawie, Poznaniu czy
K r a k o w i e , ale nie we Lwowie i Wilnie. Z w ł a s z c z a w nim
m i ę d z y n a r o d o w y charakter miasta i jego przeszłość wywoły­
wały t ę s k n o t ę do Wielkiego Księstwa Litewskiego i b y l i ś m y :
zwolennikami p a ń s t w a ponadnarodowego, Rzeczypospoli-^
tej N a r o d ó w . Z r e s z t ą , pod w p ł y w e m prof. Świeżawskiego
podobne d ą ż e n i a w y s t ę p o w a ł y t a k ż e w „ O d r o d z e n i u " lwow­
skim.

Czy Rosjanie
miasta?

stanowili

jakiś

zauważalny

element

tego

T a k , była to grupa w y r a ź n i e dostrzegalna, c h o c i a ż nie­
liczna. Sami inteligenci. W Wilnie nie było bowiem proleta­
riatu rosyjskiego, jedynie ci, k t ó r z y uciekli z Rosji w okresie
wybuchu rewolucji p a ź d z i e r n i k o w e j albo też dawni miejs­
cowi urzędnicy, administracja. M i e l i swoje miejsca s p o t k a ń ,
cerkwie, instytucje kulturalne. M i ę d z y s o b ą rozmawiali po
rosyjsku, a l e s i ę nie izolowali. Stosunki między inteligencją
p o l s k ą i rosyjską k s z t a ł t o w a ł y się dobrze. K o ł o Rosjan na
Uniwersytecie liczyło o k o ł o 200 s t u d e n t ó w , b y ł o więc liczne,
w ł ą c z o n e w nasze życie uniwersyteckie, c h o ć mieli też swoje
teatry, imprezy, obchody świąt, rocznic. Ja byłem prezesem
„ O d r o d z e n i a " i mieliśmy z Rosjanami stosunki więcej niż
dobre.

36

narodowy

Czy w tamtych latach zauważało się dążenie do polonizacp.
Litwinów czy
Rosjan?
Interesujące pytanie. P o w i e d z i a ł b y m , że politycznie było
ono ze strony w ł a d z i kościoła zamierzone, program polegał
na asymilacji, zwłaszcza B i a ł o r u s i n ó w . Dotyczy to z a r ó w n o ^
r z ą d ó w endecji przed 1926 r „ j a k i sanacji, p o m i m o tego, [
sam Piłsudski nie był nacjonalistą. U s i ł o w a ł a p o l o n i z o w a ć
administracja, ale niewiele w y c h o d z i ł o z tej głośnej, urzędo­
wej polonizacji, cicha bowiem d o k o n y w a ł a się w sposób
niejako naturalny. C h ł o p i , k t ó r z y wciągali się w życił
cywilizacyjne woleli posyłać dzieci do polskich gimnazjów, I

�dotyczy to jednak przede wszystkim B i a ł o r u s i n ó w , w znacz­
nie mniejszym stopniu L i t w i n ó w . Z r e s z t ą j u ż wtedy budził się
ruch narodowy b i a ł o r u s k i . Stworzono dwa gimnazja - w W i ­
lnie i N o w o g r ó d k u . Potem jednak sanacja z a m k n ę ł a nowo­
gródzkie, ku wielkiej rozpaczy B i a ł o r u s i n ó w , k t ó r z y odczuli
to jako k r z y w d ę i m u c z y n i o n ą . Dzisiaj, gdy o t y m myślę,
uważam, że to była bardzo n i e r o z s ą d n a polityka, p o n i e w a ż
Białorusinów nie m o ż n a b y ł o j u ż s p o l o n i z o w a ć , n a l e ż a ł o
natomiast uczynić to, co zrobili Austriacy z U k r a i ń c a m i ,
wychować kadry, mieć w nich dobrych obywateli. Ale
zamiast tego w o ł a n o z a m y k a ć o ś r o d k i , gimnazja, c h o ć to nie
tylko, że nie sprzyjało polonizacji, ale n a s t a w i a ł o l u d n o ś ć
*recz antypolsko. A l e my w „ O d r o d z e n i u " . Mackiewicz
..Słowie W i l e ń s k i m " walczyliśmy przeciw tej polityce.
w

Skoro weszliśmy na grunt polityki, zapytam jeszcze
sudskiego. Jaki byl stosunek do niego w Wilnie?

o Pił­

Endeków negatywny, w r o g i , ale istniały grupy inteligencji
Piłsudczykowskiej, silniejsze niż w Warszawie czy Poznaniu.
W y w i ą z a n i e Piłsudskiego do W i l n a b y ł o tak oczywiste
g°rące, że to u j m o w a ł o ludzi. A l e na Uniwersytecie
*'ekszość stanowiła m ł o d z i e ż endecka, niechętna M a r s z a ł ­
kowi,
1

Jak przyjmowano koncepcję federacyjną
Piłsudskiego?
Źle. Wszyscy byli przeciw temu, ogromna większość
P o l a k ó w w W i l n i e i na Wileńszczyźnie, a t a k ż e L i t w i n i . D l a
nich W i l n o b y ł o stolicą p a ń s t w a i nie dopuszczali na ten
temat ż a d n y c h dyskusji. W ł a ś n i e dlatego Piłsudski po nieu­
danych p r ó b a c h narzucenia koncepcji federacyjnej zdecydo­
wał się na wcielenie W i l n a do Polski.
Marszałek
Piłsudski miał do Wilna szczególny
Powiedział przecież kiedyś, iż wszystko „Wszystko
duszy przez Wilno
pieszczone".

sentyment.
piękno mej

Zarzucano m u to nawet w prowadzeniu d z i a ł a ń wojen­
nych. Wtedy, gdy toczyły się ciężkie w a l k i o L w ó w , a miasto
było o b l ę ż o n e , s k i e r o w a ł swe g ł ó w n e siły na W i l n o . Legioni­
ści chcieli z r o b i ć prezent K o m e n d a n t o w i i wyzwolić miasto
z r ą k b o l s z e w i k ó w na Wielkanoc. W drugi dzień świąt
Wielkiej N o c y m ó g ł więc Piłsudski wjechać do W i l n a przez
O s t r ą B r a m ę . N a mieście rozlepiono afisze, w k t ó r y c h było
powiedziane, że Polska wkracza do W i l n a , ale że miasto
samo określi swój los. O b u r z y ł o to e n d e k ó w , dla nich jasne
było, że W i l n o jest r ó w n i e polskie, j a k K r a k ó w czy War­
szawa. A Piłsudski pisał, że nie m o ż e być m o w y o ż a d n y m
nacisku polskim. Wierzył w m o ż l i w o ś ć federacji.
Ale były i inne dowody uczuć K o m e n d a n t a do W i l n a .

37

�Jeszcze w t o k u działań wojennych, wtedy, gdy z d a w a ć by się
m o g ł o , powinny były go z a j m o w a ć tylko sprawy operacyjne,
wznowił działanie Akademii Wileńskiej. Z a p r a s z a ł profeso­
r ó w ze L w o w a , K r a k o w a . M ó g ł to sam z r o b i ć , j a k o głów­
n o d o w o d z ą c y , nie o g l ą d a j ą c się na Sejm. Wiedział, że
w n o r m a l n y m trybie Sejm podjąłby t a k ą decyzję po dyskus­
jach, z o c i ą g a n i e m . Później, gdy j u ż M a r s z a ł e k o d s u n ą ł się do
Sulejówka, zrzekając się funkcji szefa sztabu, p o z o s t a w a ł
formalnie w czynnej służbie i o t r z y m y w a ł w o j s k o w ą pensję
m a r s z a ł k o w s k ą . O t ó ż mówił, że to pensja nie zarobiona
przez niego, i odsyłał j ą na rzecz W y d z i a ł u Sztuk P i ę k n y c h
w Wilnie. Chciano bowiem W y d z i a ł z a m k n ą ć , a r g m e n t u j ą c ,
iż d u ż o kosztuje. M i a ł też piękne p r z e m ó w i e n i e na otwarciu
Uniwersytetu.
Przeżył Pan wrzesień 1939 r. w Wilnie. Jaki byl wówczas
stosunek ludności do cofających się oddziałów?
W z r u s z a j ą c y . Żołnierze odchodzili na Litwę, na Ł o t w ę ,
żeby się p o d d a ć . Z płaczem ż e g n a n o ich. Ale j a j u ż tego nie
widziałem. Wiem t y l k o , że na Litwie przyjmowano ich
zupełnie poprawnie, rozbrajano i o d s y ł a n o do o b o z ó w ,
dobrze k a r m i o n o , dawano urlopy, przepustki. N i c z t r i u m falizmu. A l e tak było d o p ó t y , d o p ó k i istniało oficjalnie
p a ń s t w o polskie i Sowieci nie zażądali od L i t w y usunięcia
posła polskiego. Wtedy sytuacja się p o g o r s z y ł a .
Zaczęły się ciężkie czasy dla Polaków w Wilnie. Trudne
lata. Problem Wilna został rozwiązany radykalnie.
Wiatach
1944-45 nastąpił masowy exodus
ludności.
L u d n o ś ć ż y d o w s k a zginęła, wymordowana w obozach
zagłady. C a ł ą inteligencję p o l s k ą przesiedlono do Polski.
Szły transporty za transportami. Jeśli k t o ś nie chciał, opierał
się, N K W D p r z e d s t a w i a ł o a l t e r n a t y w ę - d e p o r t a c j ę do
Kazachstanu, w g ł ą b Z w i ą z k u Radzieckiego. Była to więc
deportacja przymusowa, zresztą j a k na to. co się działo
w Z w i ą z k u Radzieckim, prowadzona humanitarnie. K a ż d a
rodzina o t r z y m y w a ł a wagon na swój dobytek. Zabierano
meble, fortepiany, książki, a nawet k r o w y , konie. Pociągi
szły stosunkowo szybko, przejazd do Warszawy trwał d o b ę .

Dziś musimy u k ł a d a ć nasze stosunki p a ń s t w o w e , w y ­
c h o d z ą c od sytuacji realnej. Polska nie pretenduje do W i l n a .
Granice są nienaruszalne. Trzeba r o z u m i e ć d r a ż l i w o ś ć L i t ­
w i n ó w , ich ogromny wysiłek, by z d o b y ć pełną s u w e r e n n o ś ć ,
wyzwolić się z w p ł y w ó w lat sowietyzacji, z a c h o w a ć s w ą
n a r o d o w ą , k u l t u r o w ą t o ż s a m o ś ć . S t ą d właśnie to uczulenie
na p o l s k o ś ć , naturalna obawa m a ł e g o kraju przed zatrace­
niem swej o d r ę b n o ś c i .
Francuzi, Niemcy, Anglicy tych obaw nie mają...
Pochodzi Pan z Litwy i. jak wszystko na to wskazuje,
zachował Pan do Litwy niekłamany
sentyment.
N a L i t w i e m i e s z k a ł e m do 1920 r o k u . M o j a m a t k a prowa­
dziła gospodarstwo w pobliżu Kiejdan, j a z a ś jeździłem do
szkoły polskiej w Wilnie. Latem s p o t y k a ł e m się z L i t w i n a m i
u siebie. Przyjaźniłem się z L i t w i n a m i , s t a r a ł e m się ich
z r o z u m i e ć . Jedne racje nie wykluczają bowiem drugich.
I n t e r e s o w a ł mnie ruch odrodzenia narodowego na L i t w i e ,
wręcz s y m p a t y z o w a ł e m z n i m . Pod t y m w z g l ę d e m nie
z g a d z a ł e m się z m o j ą m a t k ą , k t ó r a była m u przeciwna.
Natomiast m ó j ojciec był, że tak powiem, litwomanem.
Bardzo go lubili chłopi litewscy, ale j a go nie p a m i ę t a m
- u m a r ł , gdy m i a ł e m 3 lata.
Na tle stosunku do L i t w i n ó w m i e w a ł e m w d o m u konflik­
ty, bo mnie L i t w i n i wydawali się sympatyczni. R o z u m i a ł e m
ich reakcje, nawet to, że ich ruch o d n o w y , o d samego
p o c z ą t k u był znacznie bardziej antypolski niż antyrosyjski.
A l e to b y ł o nieuchronne, p o n i e w a ż byli zmieszam z Polaka­
m i silniej, tworzyli w s p ó l n o t ę tak wielką, tak d ł u g o t r w a ł ą , że
nie mogli, c h c ą c z a c h o w a ć i pogłębić swą t o ż s a m o ś ć , po­
s t ę p o w a ć inaczej. Musieli p o t ę p i ć unię litewską, te trzysta lat
unii, musieli inaczej niż my spojrzeć na Jagiełłę, na w s p ó l n ą
naszą historię.
Z czasem te emocje się u s p o k o j ą . L i t w a ma przecież
p o w a ż n e osiągnięcia w kulturze i nasze stosunki powinny się
stać partnerskie. Dawna przeszłość, widziana przez nas, była
w s p ó l n a i p i ę k n a , ale dla L i t w i n ó w dwuznaczna, dlatego
m ó w m y więcej o przyszłości.

I
Wszystkie fotografie p o c h o d z ą z lat trzydziestych. II. 1 . 6 - lot. Jan Bułhak

38

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6086" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6066">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e6ddab5669e3d5760e2f625fa5604cf9.pdf</src>
        <authentication>83d906f7731912d5f6b90768a425c779</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72640">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2974</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72641">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72642">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2778</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72643">
                <text>Realizm i liturgia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72644">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.104-115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72645">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72648">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72649">
                <text>Realizm i liturgia
Kontury rzeczywistości w „Coctail Party" Eliota
Wiesław Juszczak
Pamięci Janusza Pasierba
To. co niepojęte,

jest normą tego. co znane.
(Simone Weil)

1

„Die Lehre' eines Denkers ist das in seinem Sagen Ungesagte : To, prześladujące mnie od lat, zdanie
Heideggera, paradoksalne - lub paradoksalne z pozoru, jedno z pierwszych zdań z rozprawy o pojmowaniu
prawdy u Platona, dobrze stosować się może do doktryny (Lehre) poety, który jest też i wielkim myślicielem
Bo, powiedzmy na marginesie, Platon był także filozofem-poetą. Będziemy tu jednak mieli na uwadze
twórcę, przy określaniu którego trzeba porządek epitetu odwrócić: Eliot jest poetą-myślicielcm, poetąfilozofem, a stąd jego doktryna, w odmiennym stopniu niż u Platona, musi być r e k o n s t r u o w a n a
z „ m o w y " danej nam wprost. Dotyc/y to przede wszystkim głównego trzonu dzieła: wierszy, poematów
dramatów. W mniejszym może stopniu daje się odnieść do krytycznych i historycznoliterackich esejów
poety i do innych jego. nie „wprost artystycznych" wypowiedzi (np. listów), gdzie bezpośrednio mamy do
czynienia z tezami o teoretycznym brzmieniu. Idąc wszakże za stwierdzeniem Heideggera, i w tych
ostatnich sedna „ n a u k i " szukać by należało w „nic wypowiedzianym".
Po prapremierze Morderstwa w katedrze, w 1935 roku, i po sukcesach, jakie sztuka ta odnosiła, poeta
dostawał zamówienia na utwory podobnego typu: religijne i historyczne. Wszystkie je jednak odrzucał
I niespodziewanie - niespodzianie nawet dla najbliższych, jak Martin Browne, reżyser wszystkich
prapremier Eliota i jego doradca w sprawach dramaturgicznych - w dwa lata później, pewnego
listopadowego wieczora. Eliot odczytał, właśnie w domu BrowneYrw pierwszą wersję swojej następnej
sztuki. Zjazdu rodzinnego. Zestawione z Morderstwem. The Family Reunion musiało szokować najpierw
może „podwójnym odejściem" od kształtu razem i tematu wcześniejszego dzieła. Jego wewnętrzny
konstrukcyjny diapazon - gdy się to widzi w obrębie samej tylko europejskiej tradycji - został rozciągnięty
między dwoma najodleglejszymi chronologicznie krańcami. Między antykiem greckim a współczesnością
Tę zasadę stosował Eliot w następnych trzech swoich scenicznych utworach, utrzymanych w konwencji
„salonowej", gdzie sobie tylko właściwą metodą korzystał z wielkich tragików piątego wieku. Po
Eumemdach Ajschylosa. z których niejako wyrastał Zjazd rodzinny, przyszła kolej na Alkestis Eurypidesa
w Coctail Party; tegoż Eurypidesa hm został wykorzystany w The Confidential Clerk, i wreszcie, może
najdosłowniej, powtórzył poeta dramaturgiczny splot Edypa w Kolonos Sofoklesa w swej ostatniej sztuce
The Elder Statesman. Wiele można by powiedzieć o tym. czym się różniła zasada transpozycji owych
wzorów u Eliota, od powierzchownie podobnych „ p o w t ó r z e ń " klasycznych tragedii, dokonywanych j u ż
przez pisarzy łacińskich, potem przez Racine'a,Goethego czy Shelleya, a w obecnym stuleciu samym przez
niepoliczonych autorów, traktujących tematy mityczne lub ich starożytne artystyczne ujęcia ze zmienną
dosłownością, zrozumieniem i głębią. Temat ten zresztą wciąż, jest drążony w literaturze o twórczości
samego Elliota i , w generalnym planie, na takim stwierdzeniu można tu poprzestać.
Na tak rozległym tle ten, bliski pospolitości zabieg, jawi się u autora Coctail Party jako decyzja
0 osobliwej wadze, i w dodatku decyzja nie odbiegająca daleko, gdy o istotę idzie, od sięgnięcia po
średniowieczne moralitety przy tworzeniu Morderstwa
w katedrze. W tym ostatnim przypadku gest
„pożyczania" tłumaczony mógł być samym tematem. Wątek jednej określonej tragedii antycznej w Family
Reunion nie da się wyjaśnić już tak prosto. Do wytłumaczenia jego tam obecności nie dostarczają także
poważniejszych argumentów „arystofanejskie" motywy wczesnej, paradramatycznej kompozycji, j a k ą był
Sweeney Agonistes. Być może „religijny" dramat o biskupie Canterbury, i sukces tego dramatu, jak
wspomniano, przyczyniły się do urzeczywistnienia idei czy planu, dawniej już drążącego umysł Eliota. Plan
ów był trudny: wymagał nieomal skoku w niebezpieczne i nie doświadczone. Lecz temu planowi wtórowała
myśl nękająca największych artystów i filozofów współczesnych, docierająca do nich na różne sposoby
1 w różny, najczęściej bez wyraźnych wzajemnych zależności, sposób formułowana. Ta myśl, którą można
wyrazić najogólniej w dwu płaszczyznach doświadczania jakiegoś kryzysu, dotyczyła religii (albo wprost
wiary) oraz filozofii pojmowanej jako ontologia (ze zmiennymi dookreśleniami: „fundamentalna"
„archaiczna", etc), w opozycji do widzenia jej niemal wyłącznie jako teorii poznania, w dodatku
formowanej na wzór przyrodoznawstwa i nauk ścisłych.

104

�Strumień niepokoju, wywołanego takim stanem rzeczy, rozpoznanie samego tego stanu, jako sprzecznego
z naturą i istota sztuki, przyznanie sztuce poznawczych funkcji, zasadniczo jednak odmiennych od naukowo
zorientowanej filozoficznej epistemologii - wszystko to, jako rzecz uświadomiona i rzecz zadana sztuce do
przezwyciężenia, pojawiło się chyba po raz pierwszy w naszym stuleciu u Rilkego. I , co znamienne, jego
poezja stała się przedmiotem dyskusji na obszarze filozofii (tu przede wszystkim rozprawa Heideggera
Wozu DichterT), jak i teologii (monografia Elegii pióra Romano Guardiniego), w obu przypadkach
reprezentujących orientację nową. to znaczy antysejentyczną. egzystencjalną. Niezależnie od tego, czy
będziemy, czy nie będziemy zgadzać się z dwiema wspomnianymi interpretacjami tego dzieła, w obu jest
Rilke traktowany jako myśliciel, i w obu sztuka - jako miejsce odsłaniania (lub odsłaniania s i ę) prawdy.
Założenie drugie stanowiło wyzwanie rzucone estetyce z tych samych pozycji, z jakich próby od­
budowywania ..filozofii właściwej".czyli ontologii, zwracały się przeciwko totalnej, od czasów Kartezjusza
i Kanta, wyłączności pytania ..jak", a nie ..co" poznajemy, a razem z tym przeciwko przecenianiu czy
wyłączności „podmiotowego filtra" w poznaniu wszelkim, a więc i artystycznym również. Z innej strony
dobiegał głos Claudela. domagającego się „katolickości" od artystycznego dzieła, „katolickości" branej
przede wszystkim etymologicznie, pierwotnie, tzn. powszechności, a razem z tym rzucającego postulat
realizmu, rozumianego, rzecz jasna, inaczej aniżeli rozumiano to słowo w wieku poprzednim, a kręgu
pozytywizmu zwłaszcza. Tutaj także miał to być „realizm totalny".ontologiczny tak, jak - z zachowaniem
wszelkich prawideł lego zestawienia - ontologia Heideggera miała być „fundamentalna". Chociaż od
niedawna dopiero te rzadko słyszalne, rozproszone głosy jesteśmy w stanie połączyć w jeden szereg czy
chór. chór stopniowo wzrastający w liczbę, dziś nie może już ulegać wątpliwości, że na marginesach
głośnych mód awangardowych, że poza tendencjami i manifestami budującymi nasz obraz, sztuki
współczesnej, istniało dążenie w zasadzie sprzeczne z nimi. dążenie które, zwłaszcza po Wahrheit u/ul
Methode Gadainera, nazwać by wypadało antyestetycznym: dążenie stojące w opozycji do sztuki
„ w y z w o l o n e j " , wyzbytej reguł innych niż dyktowane przez podmiot tworzący, a zatem czyniącej
z wszystkiego, co leży poza granicami tego podmiotu, zbiór „ p r z e d m i o t ó w " poddanych mu bezwzględnie
i wydanych na łup jego manipulacji. Rzeczona tendencja dostrzegała jako niebezpieczeństwo, zdradę wobec
rzeczywistości myślanej najszerzej, zamykanie po ludzku urządzanego świata przed „resztą ś w i a t a " ,
i kreowanie we wnętrzu ograniczonego świata ludzkiego enklawy dla kaniowskiego „ g e n i u s z a " , i jego
romantycznych potomków, którzy zapominali już nawet o podnoszonym przez Kanta związku czy
zależności geniusza z prawami natury, prawami rządzącymi zewnętrznym wobec człowieka światem.
Wbrew „estetycznej", „aletheiczna" perspektywa tworzenia - tworzenia pojmowanego jako docieranie
do prawdy nie dostępnej w poznaniu naukowym - nie umieszczała w swych programach hasła realizmu.
Byłoby to zbyt wieloznaczne. Słowo było nadużyte i skompromitowane, zawężone nadto do oglądu
zmysłowej rzeczywistości czy jej „ s t r o n y " . A jeśli, dla przykładu, wobec neoplastycznych kompozycji
Mondriana powoływano się na „realizm"jakiegoś, znów - na przykład - „ p l a t o ń s k i e g o " typu, dokonywano
na rzeczywistości innego cięcia, redukowano jej całość w inny sposób: przez odchodzenie, odwrotnie, od
wszelkiej dosłowności tego, co zmysłowe, co w widzeniu potocznym bezpośrednio dane. i dane
powszechnie. Realizm „niewidzialnego" miał wejść w miejsce „naśladowania zmysłowej strony rzeczy".
I tu, i tam, trwał nakaz mimetyzmu, zawsze częściowego, zawsze oddzielonego jakimś murem od
rozumienia pełni świata, i zawsze pozostającego w konflikcie z ogarnianiem poznawczym całości.
Mimetyzm bowiem, powiedzmy na marginesie, zakładał bezmyślność i bierność poznawczą, a jedyne nań
antidotum dostrzegano w arbitralnej deformacji zmysłowej, zwłaszcza, warstwy rzeczy, której to deformacji
swoboda traktowana była jako ostateczny wyraz treści podmiotowych i równocześnie rzekomej wolności
artysty, wolności tworzenia. Środków zaś czy wzorów deformacji dostarczała artystyczna tradycja. Bo
nawet tam (może szczególnie tam), gdzie z. nią otwarcie zrywano, działała ona z ukrycia. Jej nie ujarzmione
siły podsuwały rozwiązania, w których dopatrywano się najbardziej rewolucyjnego nowatorstwa - to zaś,
gdy w swym pochodzeniu, w swej jednak od dziedzictwa zależności wykryte, tworzyło mity prekursorów.
Mity owe - muszę powtórzyć to, o czym niejednokrotnie pisałem - dowodziły i dowodzą tylko jednego:
uwięzienia sztuki (nie tylko nowoczesnej lecz i nowożytnej w znacznym stopniu) w sztuce, a przynajmniej
w świecie ludzkich wytworów, o których trudno orzec, by były szczególnie atrakcyjnym i jakiejś tajemnicy
dotykającym przedmiotem poznania. Ograniczenie tego ostatniego do człowieka i tego. co stanowi rezultat
jego czynności, zdaje się być skutkiem wspomnianego już. filozoficznego minimalizmu, przekształcenia
filozofii całej w epistemologię (z wyjątkami czynionymi dla etyki lub estetyki, a więc znów dla dziedzin
zamkniętych dla oglądu wszystkiego co nie-człowiecze).
Nie dopuszczanie do głosu ontologicznych pytań we współczesnym świecie przypomina lęk przed
wyjściem z. miasta: za miasto wyjeżdża się samochodem, lub innymi, skonstruowanymi przez nas środkami
lokomocji. To porównanie mówi. że lęk przed pytaniami fundamentalnymi jest, w znacznej bez wątpienia
mierze, jednym z objawów rozwoju cywilizacji, skutkiem pozornego bezpieczeństwa i komfortu, jaki ona
daje. Świat na zewnątrz jest coraz mniej znany, coraz bardziej wrogi. I choć nieustannie dręczą nas
„cywilizacyjne" lęki, to co tajemnicze „na zewnątrz." odczuwamy z większą siłą jako zagrożenie.

105

�Odczuwamy jako zagrożenie autenlyczniejszc. i staramy się wszelkimi środkami odsunąć je. Lęk,
wywołany myślą o wyjściu z miasta w nie opanowane do końca przez człowieka rejony, podobny jest lękowi
lub niechęci do wejścia do kościoła (jeśli traktujemy go jako kościół, a nie odmianę muzeum). Unikamy
miejsc, które zmuszają do pytań, na jakie odpowiadać trudno, zmuszają do refleksji niewygodnych,
przenoszą nas w strefę ciszy, gdzie nie umiemy się zachować.
Nauka przyzwyczaja nas do stawiania tylko takich kwestii, które da się rozwiązać - jeśli nawet nie od
razu, to na pewno (jak utrzymujemy) kiedyś, w przyszłości. Nawykliśmy do poznawania tego tylko, co
poznawalne, a w sztuce lo właśnie najmniej się liczy, jeśli liczy się w ogóle. Jeżeli zatem następuje odwrót
od estetycznego traktowania twórczości artystycznej i poznawcze jej pojmowanie, naruszone zostają nasze
najpotoczniejsze nawyki i nasz, z gruntu laicki, „obraz ś w i a t a " .Obraz gwarantujący względnie bezpieczne
miejsce podmiotowi, który wciąż dbając o zachowanie owego bezpieczeństwa, kreuje i traktuje „ o b i e k t y "
wedle ograniczonej miary swoich zdolności poznawczych. Wyrastające z „naukowego światopoglądu"(czy
„światooglądu") i nim zdominowane myślenie, a dalej - cała nasza kultura, stanowi symptom
cywilizacyjnych nawyków, konsumpcyjnych wygód, których pozbawieni, poza które wyrzucani niekiedy
przypadłościami „ ż y c i a " (pojmowanego biologicznie lub psychologicznie, jak każą nam dziedziny tak
nazywanych naukowych dyscyplin), popadamy w stan frustracji, i w dziedzinie naukowych odkryć szukamy
ratunku. „Obwód bezpieczeństwa" jest zamknięty. Jeśli wychodzimy poza to, z pozorną śmiałością, nie
pozbawioną masochistycznych akcentów, budujemy katastroficzne projekty i prognozy. Ale i one noszą
znamiona „wentyli bezpieczeństwa", podobnie jak moda na horror w massmediach: karykaturalna postać
estetycznego przeżycia „wzniosłości", gdzie odczuciu grozy towarzyszy dystans i pewność obcowania
z czystą fikcją. Naukowe podstawy europejskiej kultury wytworzyły ogromną aparaturę, gwarantującą życie
bezrefleksyjne, niekontemplacyjne życie „na ś l e p o " , z zamkniętymi oczami, bez zagadek, bez pytań
o ostateczne. I z wszystkim tym razem, nieustannie nasze życic upływa jednak w lęku, żeby nie zobaczyć.
Nie zobaczyć czego.' Tego nawet nie nazywamy.
Ucieczka od ontologii jest wyrazem strachu. Strachu, który głuszymy racjonalizowaniem wszystkiego.
Na takim też fundamencie wznosi się nasza koncepcja realizmu w sztuce. Zauważmy: od chwili
zdecydowanego nazwania tego kierunku, koncepcja zawsze bliższa przyrodoznawstwu, socjologii, polityce,
zawsze zależna od tej lub innej naukowej dziedziny - nigdy nie podsuwająca myśli o „ s k o k u "
w niewytłumaczalne. Nigdy nie zwracająca się ku rzeczywistości takiej, jaką naprawdę jest. Boimy się
świata, i na miarę naszych lęków tworzymy teorię poznania. I nawet wtedy, kiedy sztuce przypisujemy
poznawcze funkcje, chcemy te funkcje przykroić do ograniczonych ram poznawalnego. Byle tylko nie
odsłonić do końca naszej skończoności, którą w swej istocie sztuka, tak jak w swej istocie religia, ma właśnie
odsłaniać.
Jak jest z religijnością - zapytajmy jeszcze - w tej naszej, na nauce opartej prawie totalnie, świadomości?
Jak jest z religijnością, by nie powiedzieć brutalnie: wiarą, w kulturze uformowanej przez naukę, do której
należy leż bezwzględnie teologia? Religia stanowi już od wieków domenę administracyjnych manipulacji
(by się ograniczyć do jednego przykładu: problem Kościół a państwo), dziedzinę naukowych dociekań
(wspomniana teologia), i sferę uświęcających rozmaite (także zgoła niereligijne, a dajmy na to. narodowe)
tradycje lub tradycyjne zachowania, przekonania czy puste gesty. W takim obszarze, autentyczne religijne
doznania wegetują w swoistym „otorbieniu" na jego marginesie. Już. późne europejskie średniowiecze
dostarcza dowodów potwierdzających ten stan.
Ktoś powie, że podobnie bywa w kulturach, które do dzisiaj zachowały swe religijne korzenie, nie dając
się zwieść postępowi naukowo-cywilizacyjnemu. Może. M i m o to, różnice kultur wyrosłych z hinduizmu,
islamu, buddyzmu zwłaszcza, i innych, mniej rozległych terytorialnie systemów religijnych i wierzeń
Wschodu, plemion afrykańskich, amerykańskich czy australijskich - różnice między nimi a kulturą
Zachodu, wyrosłą z. - i odchodzącą od chrześcijaństwa, są znaczne. W nich, przeważnie, warstwa działań
pragmatycznych, wchłaniająca cywilizacyjne odkrycia naszej kultury, stanowi coś powierzchniowego,
akcydentalnego. nie decyduje o istocie głębokich zachowań, a ogranicza się do instrumentalnego obszaru
praktyczności. Oczywiście dzisiaj jesteśmy świadkami gwałtownej erozji religijnych postaw i w tych
„enklawach",jak je nazywamy, w naszym europoeentryzmie zapominając, że te kultury rozpościerają się na
obszarach większych od „ n a s z e g o " świata. Ale tam. gdzie wciąż jeszcze mówić możemy o zasadniczej
religijności kultur, gdzie naukowy obraz świata sytuuje się na marginesach, a nie w podstawach,
obserwujemy coś, co nazwane aktywnością religijnego „poglądu na świat",ujawnia naszej kultury religijną
bierność.
Thomas Merton, referując w Dzienniku azjatyckim swoje rozmowy z. Dalajlamą, pisze, że został zapytany,
czy chrześcijańscy mnisi, składając zakonne śluby, przyrzekają, że będą dążyć do osiągnięcia stanu
mistycznego. Merton jest zaskoczony tym pytaniem i odpowiada, że nie. A Dalajlama mówi: „A p o w i n n i " .
W rozmowie tej. w której nasza „strona" reprezentowana jest przez jednego z największych przedstawicieli
współczesnej chrześcijańskiej duchowości, ujawnia się cała ogromna, chciałoby się powiedzieć wręcz:
przepaść między laicką kulturą Zachodu, a j u ż nie religijną tylko lecz wręcz monastyczną kulturą

106

�buddyjskiego Tybetu. Najprościej dałoby się to zinterpretować lak: laska mistycznego przeżycia, absolutnej
unii z Absolutem, jest pojmowana w lamaizmie jako rezultat usilnej duchowej (i cielesnej) pracy.
W chrześcijaństwie — jako dar. który jest udzielany niejako niezależnie od „ p o d m i o t u " , dar, na który się
czeka. A w czekaniu tym kryje się zawsze jakaś doza bierności. O w ą postawę, która zawiera nie tylko żywioł
pracy, lecz i walki, postawę wpisaną w tybetańskie reguły monastyczne (by się tu do nich tylko ograniczyć),
odnajdujemy w „archaicznej epoce" naszej religii także, chociaż jej świadectwa mają dla współczesnego
chrześcijanina j u ż niemal posmak mitu. „Nie puszczę cię, aż mi nie będziesz b ł o g o s ł a w i ł ! " - mówi Jakub
walczący z Aniołem. Młody książę Gautama siada pod drzewem bodhi i przyrzeka sobie, że nie poruszy się,
nie wstanie, póki nie dozna Oświecenia.
Ciągłe pokusy i próby, by jakoś obłaskawić, wytłumaczyć w naukowym trybie fenomen mistycznego
przeżycia, są świadectwem, z pewnością bardzo uderzającym, kryzysu religii w naszym obszarze
kulturowym, a nierzadko i słabości wiary w przypadkach indywidualnych. Są symptomem, mówiąc inaczej,
religijnego niezdecydowania, cechującym nawet religijną postawę Europejczyka. Rzeczony fenomen
usiłujemy tłumaczyć na gruncie psychologii i niekiedy psychiatrii. M y l i się go łatwo, lub utożsamia,
z objawami wywoływanymi czysto fizjologicznym działaniem środków narkotycznych, na przykład. Szerzy
się popularność powierzchownie zazwyczaj rozumianej i praktykowanej j o g i . I sztucznie wytwarzane stany
rozmaitego typu „katalepsji" próbuje się identyfikować z „ m i s t y k ą " .Te pozorne praktyki „religiopodobne"
funkcjonują na lej samej zasadzie, na jakiej funkcjonuje u nas masowo produkowana pozorna sztuka.
Zjawiska „parareligijne" są odpowiednikiem „paraartystycznych" - sfery spychane w naszej kulturze na
margines przez naukę przede wszystkim, wracają do „ c e n t r u m " pod postacią fantomów pozbawionych
korzeni, sensu, autentyczności.
Cały ten splot nieporozumień i fałszu jawi się z. osobliwą ostrością wówczas, gdy się staje treścią, gdy jest
atakowany otwarcie przez sztukę - by o niej jedynie tu teraz, mówić. W roku 1928 Eliot napisał zdaniu, które
- czego wówczas może sam nie przewidywał - brzmią dziś dla nas jak manifest późniejszej jego twórczości
dramaturgicznej: „Jeżeli w jakimś momencie istnieje określony zespół wierzeń i praktyk religijnych, dramat
może i powinien dążyć w kierunku realizmu - powiedziałem d ą ż y ć w к i e r u ń к u - a nic dotrzeć doń.
Im bardziej określone są w danym społeczeństwie zasady religijne i moralne, tym swobodniej może dramat
rozwijać się ku temu. co dzisiaj nazywamy fotografią. Im bardziej płynne i chaotyczne są przeświadczenia
religijne i moralne, tym bardziej obrzędowa winna być forma dramatu. W ten sposób w każdym okresie
uzyskamy stalą współzależność między dramatem a religią."'
Byłoby, moim zdaniem, opaczne uznawanie za wypełnienie tego „ p r o g r a m u " takich jawnie religijnych
(w planie tematycznym) scenicznych prób, jak The Rock i Murder in the Cathedral. Nie czegoś odsłoniętego
w swym „realizmie" lub w swej „liturgiczności" każą się spodziewać owe postulaty, lecz utajenia,
zatopienia gdzieś głęboko pod powierzchnią jednego zarówno, jak drugiego. Program ten, że tak to
nazwiemy, w czterech głównych dramatach, od Zjazdu rodzinnego poczynając, urzeczywistnia się w formie
niejako modyfikującej przytoczony postulał. Oceniając bez. wątpienia krytycznie współczesną sytuację
religii i religijnych zachowań, poeta łączy „realistyczny" wektor swoich sztuk z „liturgicznością", przy
czym realistyczna tendencja wyraża się, poza wszystkim innym, w zerwaniu z wszelką historycznością,
koturnem i kostiumem, i w umieszczaniu akcji w sytuacjach zwyczajnych i dzisiejszych. Ten sposób
przywoływania czy kontynuowania na scenie tego. co tuż poza sceną dane niemal tak samo, ma w sobie
nieobliczalny ładunek wyrazu i możliwości dramaturgicznych, ponieważ pozoruje zwykłość po to. by
gwałtownie odkrywać nic-zwykłość. „ R e a l i z m " Eliota polega na odzieraniu z pozorów, a nie na
naśladowaniu tego, co potocznie za „rzeczywiste" zwykło się przyjmować. Rzeczywistość jest inna, jest
czymś innym niż to, za co ją mamy w bezrefleksyjnym, pozbawionym wiary i wszelkich religijnych
odniesień i gestów życiu, mówi. Rzeczywistością jest to. co powala nas i obnaża do końca - jest to sfera
winy, grzechu i przebaczenia, potępienia i odkupienia, pełni duchowego życia i łaski, nawet łaski śmierci.
Wobec tak „realistycznego" obrazu, nasz codzienny, pragmatyczny i zmysłowy tylko obraz świata okazuje
się pusty. Przechodzenie z. owej pustki ku pełni, uświadamianie sobie istnienia rzeczywistości pełnej, to
główny lemat tych dramatów i dramat ich bohaterów. W tę stronę wszystko tutaj z m i e r z a. Tylko zmierza,
jak pisał Eliot. Bo nic sposób dotrzeć do kresu tej drogi, ani - tym bardziej może - pokazać jednoznacznie
celu tak pojętego i przybliżanego tylko w zarysach. To z pewnością j u ż nie sprawa artysty i jego dzieła, który
jest w stanie wyłącznie wskazać kierunek.
:

Jeśli poeta mówi - z drugiej strony - że dramat winien zmierzać w kierunku liturgii, nasze romantyczne
nawyki w myśleniu o sztuce mogą tu automatycznie przywoływać figurę artysty-kapłana czy wieszcza. Ale
na pewno nic o to chodzi. Liturgia znaczy publiczne formy kultu - Eliot chce osiągnąć w teatrze pewną
powszechność, przeżycie zbiorowe „ c z e g o ś " . M o ż e to powszechność ta sama, co „katolickość" ukazywania
rzeczywistości totalnej, postulowana przez Claudela. Obaj pisarze domagaliby się zatem twórczości
wyrastającej z religijnego gruntu, i w obu wypadkach byłaby to sztuka w jakiś sposób prowadząca ku
wspólnocie przeżywania podobnego do (albo. skromniej, tylko czerpiącego wzór z) modlitwy zbiorowej.

107

�Po drugie, nadaniu dramatowi liturgicznego wymiaru, umieszczeniu go w perspektywie liturgii, służy
u Eliota parafraza tragedii antycznej. Ten stale obecny w czterech ostatnich sztukach wzór, ulega coraz
silniejszemu „ u w e w n ę t r z n i e n i u " . W Zjeździe rodzinnym mamy niemal dosłowne powtórzenia z Ajschylosa
(Furie i chór); w Coctail Party jedynie ślad chóru (w finale drugiego aktu), zatarcie głównej, tragicznej osi
dramatu w ciągle powracających sytuacjach komediowych, osobliwe „ r o z d w o j e n i e " bohaterki Eurypidesa
(Alcesta-Lawinia i Alcesta-Celia), której przez to nieledwie nie można rozpoznać tak, jak w Zjeździe A m y
jest oczywiście Klytajmestrą, a Harry Orestesem. Wreszcie The Elder Statesman, powtarzając rysy dwu
postaci Sofoklesa (Lord Claverton - Edyp, i Monika - Antygona), sięga jedynie do najgłębszej warstwy
Edypa w Kolonos: motywu odkupienia i „dobrej śmierci".Niemniej wciąż trwający dialog z liturgicznym,
w najmocniejszym sensie, greckim teatrem Wielkich Dionizjów wieku piątego, sytuuje wszystkie te sztuki
Eliota w perspektywie obrzędu. Wciąż niejako je prześwietlający duch rytuału, każe myśleć - w momentach
najbanalniejszych - o religijnym rodowodzie i religijnym przesłaniu tych dzieł. A rosnąca swoboda
w korzystaniu z antycznych wzorów świadczy o coraz pewniejszym operowaniu przez Eliota własnym
modelem „liturgiczności".Z nią się także wiąże, liturgiczność tę umacnia, poetycka forma dialogu. Biały,
0 nierównych miarach wiersz jest nieustannie obecny, i ma być niemal niezauważalny. Antagoniści mówią
„niby-prozą", ale pulsowanie - jednak wierszowanej - mowy sprawia, że każda kwestia jest „ n a p i ę t a "
w samym swym brzmieniu; leży niejako na napiętej cięciwie. Wyłania się z samego tego napięcia i gdy
wygasa, nie powraca już nigdy do codziennej mowy. Jest w tym echo i Greków, i teatru elżbietańskiego, ale
oba źródła są nieustannie znowu przewalczane i jedynie markują mocne tło dla uchwytnych dopiero j a k i m ś
nowym zmysłem przeobrażeń języka. Tworząc swój teatr. Eliot pracuje bez przerwy nad samymi tymi
środkami. I może na gruncie ich tworzenia toczy się jedna z zasadniczych batalii o liturgiczność zarazem
1 realizm.
Interesującą analizę lego daje, wspomniany już, E. Martin Browne, w książce The Making of Т. S. Eliot's
Plays (Cambridge 1969). Przygotowując premierę jakiejś sztuki, przy pierwszych czytaniach tekstu aktorzy
muszą zwracać przede wszystkim uwagę na rytm wiersza. Opanowują akcenty, zazwyczaj ułożone tak, że
- bez względu na miarę wersu samego - jeden pada przed średniówką, a dwa po niej. W dalszych etapach
przestaje się zwracać na to uwagę i próbuje się mówić możliwie naturalnie. Ale akcenty pozostają „ w e k r w i "
aktorów: kolokwializm jest zarazem spontaniczny i podskrórnie regulowany rytmizacją. Akcenty tej
rytmizacji niejako automatycznie wyznaczają puls, tempo dialogu, wydobywają to, co ważne w danej
kwestii. Dramat jest poetycki, choć niemal całkiem wyzbyły poetyckości w „ n o r m a l n y m " sensie i trybie:
brak tu poetyckich figur, nie ma - prawie nigdy - narzucających się poetyckich obrazów. Dialog bywa
nieledwie płaski w swej „prozaiczności": coś z poezji mieści się w samej owej podstawie, w rytmizacji
mowy. i spełnia się ostatecznie w większych sekwencjach akcji, w samej wreszcie treści dramatu, ogarnianej
na końcu. Dopiero po zapadnięciu kurtyny budzimy się jakby z transu, ze świadomością, że cały czas
byliśmy w rękach, pod władzą wielkiego poety. I że, jakkolwiek by nie były prozaiczne (z pozoru) sytuacje
i dialogi, uczestniczyliśmy w obrzędzie.
Rytm wiersza, jako przynajmniej jeden z elementów, umożliwia poecie nagłe przejścia od sytuacji
potocznych do patosu, od spraw najbanalniejszych, do najtrudniejszych filozoficznych sformułowań i pytań.
W jednym przypadku, właśnie Coctail Party, podtytuł określa sztukę jako komedię. Jeżeli zapytamy
naiwnie, o czym jest la sztuka, i odpowiemy, że jej głównym tematem jest męczeństwo, droga do
męczeństwa i powołanie do świętości, tamto określenie zabrzmi absurdalnie i niemal bluźnierczo. Lecz
głębiej odkrywamy w tym podtytule nawiązanie do poematu Dantego, najbardziej oczywiste, i może jeszcze
do późnych „ k o m e d i i " Szekspira, gorzkich i ciemnych. Stąd wolno wnosić, że Eliot traktuje „komediow o ś ć " obrzędowo, jak Grecy. I ironicznie zarazem. Jego bohaterowie bywają śmieszni w swej małości
i egocentryzmie. Ale w teatrze marionetek też się da wystawić tragedię. Jest, poza tym, taki, najstarszy
rodzaj „komediowości",który otwiera horyzonty tragizmu. Kiedy śmiech zostaje gwałtownie zdławiony, to
co go dławi może ostrzej uderzać swą prawdą. Kontrast wzmaga katartyczną siłę i poszczególnych sytuacji,
i dramatu całego.
W kulminacyjnym momencie Coctail Party, pod koniec ostatniego aktu, gdy ton dialogu graniczący
z farsą zostaje nagle zerwany wiadomością o śmierci Celii, pani domu, Lawinia Chamberlayne, zwraca się
do jednego z gości, którym jest wielki psychiatra, Sir Henry Harcourt-Reilly:

LAWINIA

Sir Henry, jest coś, o czym chcę panu powiedzieć.
Gdy Alex opowiadał, co się z Celią stało,
Patrzyłam na twarz pana. Z jej wyrazu wyglądało na to,
Że wcale nie poruszył pana sposób, w jaki umarła,
Ani to. że umarła, bo nie chciała zostawić
Paru konających tubylców.

108

�REILLY

Któż wie, proszę pani.
Jaką to różnicą było dla tamtych, którzy umierali,
Albo kto zna ich stan umysłu w chwili śmierci?
LAWINIA

Jestem skłonna się zgodzić. Ale uderzyło mnie to,
Ze twarz pana nie pokazywała zdziwienia czy grozy
Jaką śmiercią umarła. Nie wiem, czy pan znał ją.
Podejrzewam, że znał pan. W każdym razie pan с o ś o n i e j wiedział.
A jednak, pomyślałam, była w pana twarzy jak gdyby... satysfakcja!
REILLY

Widzę, proszę pani, że łatwo jest mnie przejrzeć,
Albo też, że pani jest bardzo przenikliwa.
Kiedy po raz pierwszy spotkałem pannę Coplestone, w t y m pokoju.
Zobaczyłem za krzesłem jej stojący obraz,
Obraz Celii, której twarz zdradzała zdziwienie
W kilka minut po gwałtownej śmierci.
Jeśli to zbyt naraża pani dobrą wiarę.
Proszę tylko, by pani zechciała założyć to,
Ze nagłe przeczucia, w umyśle niektórych,
Mogą dążyć natychmiast do formy obrazu.
Zdarza mi się to. czasem. Rzucało się w oczy,
Żc tutaj jest kobieta skazana na śmierć.
Żc to jej przeznaczenie. I jednym pytaniem
Było wtedy: jakiego rodzaju śmierć? Nie mogłem wiedzieć,
Bo to do niej należał wybór drogi życia.
By się zwrócić do śmierci, i , nic znając końca,
Jednak wybrać kształt śmierci. Wiemy, co wybrała.
Ja nie wiedziałem, żc będzie umierać w ten sposób;
O n a też nie. Więc wszystko, co tu mogłem zrobić,
To wskazać jej na drogę do przygotowania.
Droga ta. którą zechciała przyjąć, wiodła do tej śmierci.
A jeżeli ta śmierć nie jest szczęśliwa, szczęśliwa jest k t ó r a ?
1

Trzeba znać wizerunek Cciii, zwłaszcza z pierwszego aktu, ażeby uzmysłowić sobie szok, jaki wywołuje
na zebranych opowiadanie A l c x a o jej śmierci. Wszyscy, którzy spotkali j ą tu, przed dwoma laty, pamiętają
piękną młodą dziewczynę, elegancką, wytworną, inteligentną liones.se salonów, w tym snobistycznego
salonu Lawinii (z której mężem, w dodatku, łączy j ą romans, romans zerwany w pierwszej części sztuki).
Alex, pracujący w dyplomacji, wraca właśnie z jakiejś nie znanej wysepki na Wschodzie, gdzie dokonała się
tragedia: Celia, wstąpiwszy do zakonu o bardzo surowej regule, pracowała tam jako siostra miłosierdzia
w małej stacji misyjnej. Wybuchła zaraza, ochrzczeni tubylcy nie byli w stanie się bronić przed napaścią
pogan. Celia, nie chcąc opuścić chorych, została ukrzyżowana koło mrowiska.
Oboje gospodarzy dręczy nadto poczucie winy. Lawinia, widząc Celię po raz ostatni, musiała żywić do
niej nienawiść. Nie tyle z powodu zdrady męża. choć i to oczywiście nie było bez znaczenia, ile dlatego, że
jej młody kochanek, Peter Quilpe, porzucił ją, bo zakochał się w Celii (bez wzajemności, o czym Lawinia nie
wie). Edward Chambcrlayne, z kolei, ma powody przypuszczać, że zwrot w życiu Celii był spowodowany
jego postępowaniem: zerwanie związku było ostatecznie jego winą. Winą jego niezdecydowania, egoizmu,
lęku przed kompromitacją, lęku przed utratą ustabilizowanego życia, jakie zapewniała mu Lawinia, z którą
- j a k mówił - wiązały go j u ż tylko nawyki. Edward próbuje zatem znaleźć pocieszenie, usprawiedliwienie,
ulgę, gdy pyta Sir Henry'ego:
Czy sądzi pan, że skoro taką śmierć wybrała.
Nie cierpiała tak, jak cierpią zwykli ludzie?
REILLY

Nie sądzę lak, bynajmniej. Nie, odwrotnie raczej.
Powiedziałbym: cierpiała to, co wszyscy byśmy cierpieli
W lęku. bólu i wstręcie - we wszystkim tym naraz W oporze ciała, by nie stać się r z e c z ą.
Powiedziałbym: cierpiała bardziej, bo bardziej świadomie,
Aniżeli ktokolwiek z nas. Zapłaciła najwyższą cenę
Cierpieniem. Taka jest część planu.

109

�..That is part of the design". Reilly odsłania tutaj coś, co najciemniejsze, dla wielu przerażające może:
jedną z możliwości zawartych w tym, co do głębi rzeczywiste. Dostatecznie jasno mówi się tu o tym, że to
nie przeznaczenie. Kiedy Sir Henry'emu pojawia się wizerunek martwej Celii, pojawia mu się skutek
wyboru, jakiego dobrowolnie dokona. Słowa „skazana na ś m i e r ć " i „ p r z e z n a c z e n i e " padają wprawdzie, ale
nie wolno ich pojmować deterministycznie. Wszystko jest w rękach Celii - a „ w s z y s t k o " oznacza wybór
drogi i wejście na nią. Wybiera się właśnie to, co Reilly określa słowem ..design": plan, wzór życia ( „ w z ó r "
nawet w znaczeniu ..pattern"), zarys drogi, projekt wypełnienia życia jako zadania. Wszystko to się mieści
w totalnym „ p l a n i e " rzeczywistości, ale do jednostki należy wybór, wolny wybór jednego „ p l a n u " , j e d n e g o
z wariantów możliwych. Zjawia się nawet sugestia, że wszystko to gdzieś się zbiega w jednym. T ę sugestię
podsuwa Reilly, cytując - w opuszczonym wyżej fragmencie dialogu z L a w i n i ą - j e d e n ustęp z Prometeusza
rozpętanego Shelleya. Mówi to, by zebrani łatwiej zrozumieli wybór i śmierć Celii. mówi, by zarysować
właśnie „ p l a n " rzeczywistości im nie znany: zanim Babilon upadł w proch, wielki mag, Zoroaster, ujrzał
zjawisko, jakiego nie oglądał żaden z ludzi. Napotkał przechadzający się po ogrodach swój własny obraz.
I u Shelleya czytamy taki komentarz:
For know there are two worlds of life and death:
One that which thou heholdest; but the other
Is underneath the grave, where do inhabit
The shadows of all forms that think and live
Till death unite them and they part no more!
(Bo wiedz: dwa światy są życia i śmierci:
Jeden ten, co oglądasz; ale drugi
Jest pod mogiłą, kędy zamieszkują
Cienie form wszystkich co myśli i żyje.
Póki je śmierć jednoczy, by już nie rozdzielić!)
Dlatego na twarzy psychiatry może się zjawić cień satysfakcji, co dostrzega Lawinia: nie pomylił się, plan
się spełnił, dwa obrazy Celii zespoliły się na trwałe w tej śmierci, do której on, pełen niepewności i lęku, nie
wiedząc do końca dlaczego, pokazał jej drogę. Sir Henry jest Hermesem z Alkestis: prowadzi bohaterkę,
która poświęca swoje życie, by ratować życie męża. Edward jest Admelem w Coctail Party. Alcestą więc
powinna być Lawinia. Tak się na początku wydaje: Lawinia odchodzi. Przypuszczamy, że odchodzi, by
ocalić związek z mężem. Lecz okazuje się, że rzeczywistym motywem odejścia był raczej miłosny zawód:
odkrycie uczucia Piotra do Celii. I zazdrość. Zazdrość podwójna. Lawinia chroni się w „ s a n a t o r i u m " Sir
Henry'ego. 1 po dwu dniach wraca, sprowadzona przez Reilly'ego: wraca po to jedynie, by do końca
ujawniły się wszystkie nieporozumienia, pozory jej małżeństwa z Edwardem, wreszcie jej zdrada, której on
nie był świadomy. Ale jest i druga strona, jest i pozytywny skutek jej odejścia - Edward uświadamia sobie,
że pragnie jej powrotu, że bez niej nie potrafi żyć. Przez to dochodzi do ostatecznego zerwania z Celią, która
zarazem odkrywa całą powierzchowność i fałsz tego związku. Lecz miłość Celii była głębsza, niż miłość
Lawinii. I to Celia gotowa jest do prawdziwego poświęcenia: odważa się zejść naprawdę do Hadesu, by
odkupić swą winę i uratować ukochanego.
Tajemnicze „ s a n a t o r i u m " Sir Henry'ego lo właśnie Hades z antycznej tragedii. Celia okazuje się Alcestą
prawdziwą, i dopiero przed nią Sir Henry odsłania swą hermejską władzę, prowadząc j ą do lub ściślej:
wskazując drogę do „świata pod m o g i ł ą " . Lawinia, „Alcestą pozorna", była - jak się okazuje - tylko
pozornie w sanatorium, albo w „sanatorium pozornym".Kiedy, w akcie drugim, Edward domaga się, by
Reilly go w jakimś sanatorium umieścił, głównym motywem tego żądania jest chęć ucieczki przed żoną,
kłopotami życia, lęk przed własną słabością. Lawinia mówi do lekarza:
Sądzę, że pan go pośle do tego samego sanatorium,
W którym mnie pan umieścił. Bardziej potrzebuje tego, niż ja.
RKILLY

Cieszy mnie, że pani doszła do tego, by tak widzieć sprawę W tym momencie przynajmniej. Ale. proszę pani,
Nigdy nie gościła pani w moim sanatorium.
LAWINIA

Co pan przez lo rozumie? Chciałam być wysłana
I pan mnie tam umieścił. Jeśli to nie było sanatorium,
To co?
REILLY

Rodzaj hotelu. Ustronie
Dla tych. co imaginują sobie, że trzeba im wytchnienia

110

�Od codziennego życia. Wracają odświeżeni;
A skoro mniemają, że to jest sanatorium.
To zasadny powód, by ich do niego właśnie nie kierować.
Ludzi, którym trzeba sanatorium mojego typu,
Nie da się zwieść łatwo.
Rozmowa z Celią, która też — za namową przyjaciółki, Julii Shuttlethwaite - przychodzi na rozmowę do
gabinetu Sir Henry'ego, przebiega w zgoła innym tonie. Z zakończenia sztuki wiemy, co decyduje
0 stosunku lekarza do „pacjentki": irracjonalne przeczucie, jakiego Reilly doświadczył, widząc j ą po raz
pierwszy, i może jeszcze bardziej, jej stosunek do prawdy, i do samej siebie. Należy ona do tych, których
„nie da się zwieść ł a t w o " .
Celia na początku przeprasza za to, że przyszła, i że zabiera Sir Henry'emu czas. Przyszła trochę
zmuszona perswazją Julii, i przyszła doprowadzona do rozpaczy. Ale czuje się doskonale, może prowadzić
aktywne życie, może pracować, jeśli jest coś dla czego pracować warto. Nie ma urojeń, że ktoś j ą
prześladuje. Nie ma żadnych o m a m ó w : „Nic słyszę żadnych g ł o s ó w " - mówi. Nie ma żadnych złudzeń, „z
tym wyjątkiem, że świat, w którym żyję cały jest jak u ł u d a ! "
CELIA

Cóż powiem? Że dwóch rzeczy nie mogę zrozumieć,
Co mógłby pan wziąć może za symptom choroby. Ale najpierw muszę powiedzieć panu,
Żc bym c h c i a ł a bardzo, naprawdę myśleć, że to ze m n ą
Dzieje się coś złego, bo jeśli nie jest tak, coś złego.
Lub przynajmniej coś bardzo innego niż nam się to zdaje.
Dzieje się z światem samym — i to znacznie bardziej przeraża!
To byłoby okropne. Więc chcę raczej wierzyć.
Że coś dzieje się ze mną, co się da naprawić.
Zrobię wszystko, cokolwiek pan mi powie, żeby wrócić do normalności.
Reilly odpowiada na to, że trzeba przypadek poznać głębiej, nim się zdecyduje czym normalność j e s t .
1 pyta, jakie są te dwie rzeczy, o których Celia wspomniała. Pierwsza - odpowiada ona - to świadomość
samotności. Nie chodzi o życiowy zawód, jakiego doznała, nie o rozwianie się jakichś złudzeń. To się zdarza
wielu ludziom, i to bywa przezwyciężane, lub z tym się jakoś żyje dalej.
Nic. Chodzi mi o to, że tamto zdarzenie mi uświadomiło,
Żc zawsze byłam sama. Że każdy jest zawsze sam.
To nie, po prostu, koniec jakiegoś jednego stosunku,
Ani nawet odkrycie proste, że nie istniał wcale Lecz jakieś objawienie o moim stosunku
Do к a ż d e g o. Czy wie pan Już się nie wydaje, żeby było warto m ó w i ć do kogoś!

REILLY

A więc nie chce pani nikogo widzieć?
CELIA

Nie... nie chodzi o to, że ja c h c ę być sama,
Ale że każdy jest sam - lub tak mi się zdaje.
Drugim symptomem jest poczucie grzechu. Reilly mówi, że to zupełnie do niej nie pasuje. Celia
odpowiada, że i jej się to wydawało nienormalne. Ale nie ma ona na myśli grzechu w zwyczajnym
potocznym znaczeniu „niemoralności",braku zmysłu moralnego. „Nie dostrzegłam nigdy - mówi - żeby
niemoralności towarzyszyło poczucie grzechu".
To nie uczucie dotyczące czegoś, co bym kiedyś z r o b i ł a ,
I od czego mogłabym odejść, ani czegoś we mnie samej,
Z czego bym się mogła oczyścić - lecz poczucie pustki, zaniedbania
Kogoś lub czegoś, co poza mną. I czuję,
Że to muszę o d p o k u t o w a ć - t o właściwe słowo?
A jak teraz, pyta Reilly. widzi ona człowieka, z którym była związana? Jak błąkające się po lesie dziecko,
które bawiło się z wyimaginowanym towarzyszem, i które nagle odkrywa, że jest dzieckiem tylko,
zagubionym w lesie, i chce wrócić do domu, mówi Celia.

111

�REILLY

Współczucie może być j u ż tropem.
Który p a n i pomoże znaleźć wyjście z lasu.
CELIA

Lecz nawet jeśli sama znajdę wyjście z lasu,
Pozostanę z pamięcią nie do utulenia,
0 skarbie, którego wchodząc do lasu szukałam,
1 nie znalazłam nigdy, którego nic było tam,
I być może nie ma nigdzie'.' Więc jeżeli nigdzie.
Czemu czuję się winna, żc go nic znalazłam?

Chwilami myślałam, że to uniesienie jest realne.
Chociaż ci, co go doświadczają, mogą nie mieć realności żadnej.
I jeśli wszystko to jest bez sensu, chcę być wyleczona
Z nienasycenia czymś, czego nie mogę znaleźć.
I ze wstydu, że nie znalazłam nigdy.
Czy pan może mnie wyleczyć?
REILLY

Przypadek jest uleczalny.
Choć sposób kuracji musi być pani własnego wyboru:
Ja za panią nic mogę tego zrobić. Jeżeli tego pani sobie życzy,
Mogę pogodzić panią z. ludzkim stanem.
Ze stanem, do jakiego niektórzy, co zaszli tak daleko jak pani,
Zdołali j u ż powrócić. Ci mogą pamiętać
Tę wizję, jaką mieli, ale już. przestali żałować jej utraty,
Broniąc się zwykłym biegiem spraw;
Uczą się unikania przesadnych nadziei.
Tolerują zarówno siebie, jak i drugich.
Dając i biorąc, co w zwykłych działaniach
Jest aby brać i dawać. Nie skarżą się:
Ich zadowala ranek, który dzieli,
1 wieczór, co łączy ich znowu, przy ogniu,
Przy banalnej rozmowie.
Dwoje ludzi, co wiedzą, że jedno drugiego nie rozumie,
Wychowujących dzieci, których nie pojmują.
I które nie zrozumią ich nigdy.
CELIA

To najlepsze życie?
REILLY

To dobre życie. Choć jak dobre, tego nie wie się,
Póki nie dojdzie się do końca. Lecz nie będzie pani chciała niczego więcej,
A to życie inne będzie tylko jak książka,
Raz kiedyś przeczytana, i zgubiona. W obłąkanym
Świecie gwałtu, głupoty, chciwości... to jest dobre życie.
CELIA

Wiem, powinnam być zdolna pogodzić się z nim,
Jeśli jeszcze mogę je mieć. Jednak ono jest mi obojętne.
Być może jest to jeden z objawów choroby.
Lecz czuję, że byłby w tym rodzaj zaniechania Nic, nawet nie zaniechania - bardziej może zdrady.
Widzi pan. myślę, że j a rzeczywiście miałam wizję czegoś,
Choć nie wiem, co to było. I nie chcę zapomnieć.
Chcę z tym żyć. Mogłabym się obyć bez niczego,

�Wszystko znieść, bylebym mogła się tym żywić.
A poza tym, jak sądzę, byłoby naprawdę nieuczciwe
Z mej strony, teraz, gdybym próbowała wiązać życie z
Nie mogłabym nikomu dać tego rodzaju miłości Choćbym chciała - która należy do tamtego życia.
Och, boję się, że to brzmi jakbym bredziła!
Jakbym się chciała kłócić z panem... ale,
Jeżeli nie ma innej drogi... jestem pogrążona.

kimkolwiek!

REILLY

J e s t inna droga, jeśli nie brak pani odwagi.
Pierwszą mogłem opisać w zwyczajnych wyrazach,
Bo pani wciąż j ą widzi, tak jak i my wszyscy,
Tak czy owak ilustrowaną życiem dookoła.
Ta druga jest nieznana, więc wymaga wiary Takiej wiary, co się dobywa z rozpaczy.
Tu miejsca przeznaczenia nie sposób opisać;
Będzie pani wiedzieć bardzo mało, aż pani tam nie dotrze;
Będzie pani wędrowała na ślepo. Lecz ta droga wiedzie do posiadania tego,
Czego szukała pani w miejscu niewłaściwym.
CELIA

Brzmi w tym to, czego pragnę.

Więc wybieram drugą.
REILLY

To przeraźliwa podróż.
CELIA

Ja się jej nie boję.
Cieszę się. Sądzę, pewno to samotna droga?
REILLY

Nie bardziej niż tamta. Tylko że ci, którzy tę drugą wybierają.
Mogą zapominać o swojej samotności. A pani o swojej nie zapomni.
Każda droga znaczy samotność - i wspólnotę.
Obie omijają krańcowe spustoszenie.
Jakie rodzi samotność w tym widmowym świecie
Wyobraźni, pokrętnych wspomnień i pożądań.
CELIA

To jest to piekło, w którym właśnie byłam.
REILLY

To nie piekło,
Dopóki nie stanie się pani niezdolna do niczego innego.
Więc - czy teraz czuje się pani pewna?
CELIA

Chcę tej drogi drugiej.
Sir Henry mówi na to, że skieruje j ą do sanatorium. Celia odczuwa głęboki zawód: słyszała już o tym.
Niewiele to zmieniało w życiu jej znajomych, którzy tam byli. Wracali do dawnego życia, nie dostrzegało się
w nich żadnych zmian. Ci nigdy w sanatorium nie byli, powtarza Reilly to, co j u ż zdradził Lawinii.
Prawdziwi pacjenci rzeczywistego sanatorium nie wracają. „ T o wygląda na w i ę z i e n i e " - mówi Celia.
Miejsce musi być bardzo zatłoczone! Lekarz powiada, że to, że nie wracają, nie znaczy, że zostają tam:
wybierają, nie są do niczego zmuszani, bardzo często prowadzą czynne życie w świecie. Wielu z nich,
w sensie fizycznym, wraca. A w ogóle bardzo niewielu trafia do tego miejsca. W tych rzadkich przypadkach
nie wchodzi w grę żadne honorarium.

113

�CELIA

Wcale, zupełnie nie wiem. co j a robię,
Ani dlaczego to robię. Nic innego zrobić się nic da:
To jedyny powód.
REILLY

I to najlepszy powód.
CELIA

Ale wiem, że ja sama się zdecydowałam:
To muszę wyznać panu.

REILLY

Córko, idź w pokoju.
Pracuj usilnie na swoje zbawienie.
W chwilę później Reilly powie Julii, czekającej na wynik rozmowy w którymś z sąsiednich pokoi, że sam
nie rozumie dlaczego wymówił te słowa do tej osoby. Ale wie, żc ona zajdzie daleko.
JULIA

O tak. zajdzie daleko. I my wiemy dokąd ona idzie.
Ale co nam wiadomo o przeraźliwości tej podróży'?
Ni mnie. ani tobie nie jest znany przebieg, w którym to co człowiecze
Transhumanizacji ulega: cóż wiemy
O tym rodzaju cierpień, przez jakie przejść muszą
Na drodze oświecenia?
W ten sposób, w finale aktu drugiego, Sir Henry, Julia, a także Alex, zdejmują na chwilę maski, w których
poruszają się w zwykłych sytuacjach, wśród innych ludzi. Są tymi. którzy z ukrycia czuwają nad ludzkimi
losami, i tymi, co zarazem stanowią narzędzie potężniejszych sił. Istotnie są Stróżami (Guardians),
za
których — w scenie rozstania z Edwardem, w pierwszym akcie - Celia wznosi toast, mówiąc, że może nawet
Julia, trochę nieznośna, grająca rolę roztargnionej i niezbyt mądrej, wścibska starsza dama: może nawet
Julia jest Stróżem jej, Celii (angielskie ,,guardian", podobnie jak polskie „ s t r ó ż " , wywołuje skojarzenie
z ,,guardian angel"). Intuicja, która okazuje się prawdziwa.
Cala rozmowa Sir Henry'ego z Celią, w niczym nie naruszająca reguł sytuacyjnego i psychologicznego
„realizmu",powoli granice potocznej rzeczywistości rozszerza. Można powiedzieć, że w dialogu tym rośnie
napięcie i skala oglądania świata. Daje się tu przywołać znane porównanie naszego codziennego,
pragmatycznego widzenia lego, co nas otacza, i widzenia nas samych razem z tym, do patrzenia na
odwrócony dywan. Żyjemy w świecie bez „ w z o r u " . P a t r z y m y na świat tak, że wzoru nawet nie jesteśmy
w stanic się domyśleć. Ograniczony do „rzeczy widzialnych" realizm zależny jest od takiego patrzenia.
Porównanie to można połączyć z opowieścią o dwu drogach, o dwóch sposobach życia. Wizja, przeczucie
dręczące Celię, pochodzi stąd, że nagle, przypadkiem ujrzała wzór. wycinek wzoru pod monotonnym,
prawie bezbarwnym, pozornie chaotycznym splotem nici. Nie może i nie chce się wyrzec tamtego widoku.
Chce ogarnąć całość. Musi odwrócić „dywan ś w i a t a " na właściwą stronę, stronę - trzeba ją nazwać
- rzeczywistą. „Jeśli w danym momencie jest żywy pewien zespół wierzeń i praktyk religijnych"
- powtórzmy za Eliotem - dywan ten leży tak, że widać jego desenie. Nie sposób ich wprawdzie ogarnąć
i „ o d c z y t a ć " do końca, do końca zgłębić ich znaczeń, ale wszystko jest dane człowiekowi wprost,
bezpośrednio, i opis tej rzeczywistości zależy od danego mu sposobu ujmowania świata, ograniczany jest
jego skończoną - wobec nieskończoności „ w z o r u " - naturą. Nieskończoność jest dana wprost jako taka,
i jako taka jest, na ludzką miarę, odczytywana. Religijnie brany i przeżywany świat jest święty, a - w sztuce
realizm jest zarazem liturgią, wypada stwierdzić.
Cóż jednak, kiedy słabnie nurt wiary, kiedy - by znów powtórzyć cytat - „płynniejsze i bardziej
chaotyczne stają się wzorce religijne i moralne" ?Wówczas, chciałoby się powiedzieć, liturgia musi torować
drogę do rzeczywistości bezgranicznej, bo w tym momencie ta właśnie jej cecha znika nam z oczu.
„ R e a l i z m " ulega zarazem ograniczeniu, ponieważ realizm to w gruncie rzeczy tylko funkcja, albo
„przedłużenie" dostępnego nam sposobu postrzegania. By zatem wrócić na drogę tamtego „pierwotnego
realizmu", potrzeba liturgii, rozszerzającej nasze przeżywanie świata.
Sama dramaturgiczna technika Eliota, właśnie w Coctail Party, zdaje się potwierdzać czy demonstrować
tę tezę. Nie wyczuwamy żadnej sztuczności, żadnej nawet „różnicy materii" w tym, co nawet w potocznym,
tradycyjnym znaczeniu określilibyśmy terminem „ r e a l i z m " . a liturgicznością rodem z dramatu greckiego.
Bo - dodajmy - w tym planie, w planie tworzenia przynajmniej, dla Eliota (by przytoczyć tu formułę
Blakc'a) „AU Religions are One": wszystkie religie są jedną. Ostra dychotomia „realizm-liturgia".

114

�zaznaczona, czy może pozornie dla nas się zaznaczająca w wypowiedzi poety z 1928 roku, zostaje więc
złagodzona w praktyce. Bo nawet przecież w świecie religijnego i moralnego zamętu istnieją enklawy żywej
wiary i religijnego życia o autentycznym napięciu. Dopóki istnieje rzeczywista, żywa liturgia, jest i miejsce
na „obrzędowy realizm", realizm prawdziwy.
Drugi akt Coctail Party kończy się jakby modlitwą, w której pobrzmiewa echo, rozłożonego na głosy,
chóru z greckiej tragedii. Dziwi nas naturalność przejścia do tego od zwyczajnej rozmowy, przerwanej
wejściem pielęgniarki, która wnosi tacę z karafką i kieliszkami. „ A teraz gotowi jesteśmy, by przystąpić do
libacji" - mówi Reilly.
ALEX

Słowa za budowę domowego ogniska.
REILLY

Niech budują ognisko
Pod ochroną gwiazd.
ALEX

Niech postawią krzesło z obu jego stron.
JULIA

Ё

Oby istoty święte pilnie strzegły dachu,
I oby Luna sama miała wpływ na łoże.
ALEX

Słowa za tych, co wyruszają w podróż.
REILLY

Opiekunie wędrowców
Błogosław tę drogę.
ALEX

Miej
Miej
Miej
Miej

j ą w opiece na pustyni.
j ą w opiece na górach.
j ą w opiece w labiryncie
na ruchomych piaskach.

JULIA

Ochroń
Ochroń
Ochroń
Ochroń

j ą od Głosów
j ą od Zjaw
j ą wśród zgiełku
j ą wśród ciszy.

Sir Henry Harcourt-Reilly, który w pierwszym akcie występuje jako Niezidentyfikowany Gość (Julia
i Alex udają w salonie Chamberlayne'ow. że nie znają go), tutaj jawi się jako Hermes
Psychopompos,
„przewodnik dusz". K i m jest w istocie? Na to pytanie nie ma odpowiedzi ostatecznej. Ostatecznie: kim jest
każdy z nas?
Męćmierz,

wrzesień '95

P R Z Y P I S Y
1

„ D i a l o g o poezji d r a m a t y c z n e j " . C y t . z a : T . S . E l i o t , Szkice krytyczne.
Wybrała,
p r z e ł o ż y ł a i w s t ę p e m o p a t r z y ł a M a r i a N i e m o j o w s k a , W a r s z a w a 1972, s. 2 6 3 . C z ę ś ć tego
fragmentu przytacza w s w o i m p r z e k ł a d z i e , M i c h a ł S p r u s i ń s k i w „ P o s l o w i u " d o : T . S. E l i o t ,
Wybór dramatów.
K r a k ó w 1982, s. 350, o d d a j ą c w przedostatnim zdaniu o r y g i n a ł przez:
„ d r a m a t powinien z m i e r z a ć w kierunku l i t u r g i i " . S t ą d s ł o w o „ l i t u r g i a " w tytule obecnego
eseju, c h o ć p r z e k ł a d N i e m o j e w s k i e j jest c h y b a wierniejszy.
W Dialogu... m a m y i takie zdanie: „ Literatura nasza jest n a m i a s t k ą religii, podobnie
j a k sama r e l i g i a " (s. 2 5 7 , op. cii.). S t ą d , zgodnie z z a ł o ż e n i a m i d a n y m i w c y t a c i e
poprzednim, dramat - z jednej s t r o n y - m u s i b y ć p o e t y c k i : „ T w i e r d z ę , ż e dramat p r o z ą
jest j e d y n i e b ł a h y m produktem u b o c z n y m dramatu poetyckiego. W m o m e n c i e w i e l k i c h
n a p i ę ć dusza ludzka d ą ż y do w y p o w i e d z e n i a s i ę w w i e r s z u . [...] dramat p r o z ą s k ł a n i a s i ę do
p o d k r e ś l a n i a tego, c o p r z e j ś c i o w e i p o w i e r z c h o w n e ; j e ż e l i c h c e m y d o t r z e ć do tego, c o
p o w s z e c h n e i t r w a ł e , w o l i m y w y p o w i a d a ć s i ę w w i e r s z u " (tamże, s. 259). I j e s z c z e j e d e n
w a ż n y u s t ę p : .,[...] w ceremonii m s z y znajduje dramat s w ó j w y r a z n a j p e ł n i e j s z y [...],
dramat w y w o d z i s i ę z. liturgii religijnej i nie w o l n o m u zbyt daleko od niej o d e j ś ć " ( s . 260).
' Cytaty z Coctail Party, w m o i m p r z e k ł a d z i e , z a drugim o s o b n y m w y d a n i e m sztuki:
L o n d o n 1958. Faber and Faber L t d . ( W y d a n i e pierwsze: L o n d o n 1940).
2

775

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6084" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6064">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a38b801ea72a3e9812e647f5bd8d2bf.pdf</src>
        <authentication>aaa0db43e4674e4f31d3208441d04bd1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72618">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2972</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72619">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72620">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2776</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72621">
                <text>Kapłan czy błazen? O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72622">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.3-4, s.63-69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72623">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72624">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72625">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72626">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72627">
                <text>[

Kapłan czy błazen?

O metaforach Don Kichota u Manna i Kafki
Monika Sznajderman
W s z y s t k o , co

mówił,

brzmiało

tak, j a k g d y b y miato

tajemniczy

ukryty sens, k t ó r e g o o d g a d n i ę c i e p o z o s t a w i a ł i n n y m z j a k b y diabelska
intencja w y k r a c z a j ą c ą d a l e k o p o z a

W zamieszczonym w numerze 3/4 (1992) „Kontekstów:
polskiej Sztuki Ludowej" szkicu Stary Gringo: Motyw Don
Kichota w filmie i literaturze pisałam o problemie „prawdy
j kłamstwa w znaczeniu kulturowym" - tak, jak ów problem
widzi James Clifford - w kontekście powieści Ćarlosa Fuentesa
i filmu Luisa Puenzo Stary Gringo. Nazwałam ów tekst podróżą
Don Kichota (podróżą z Don Kichotem) - w przebraniu artysty,
pisarza, wreszcie etnologa - we współczesność. Problem
„prawdy i kłamstwa w znaczeniu kulturowym" pojawi się
również w opisie dwóch innych symbolicznych podróży z Don
Kichotem - podróży, odzwierciedlających dwudziestowieczne
doświadczenie Tomasza Manna i Fran za Kafki.
Zatrzymajmy się zatem jeszcze przez chwilę przy roz­
ważaniach Clifforda. W kontekście refleksji nad względnością
prawdy i kłamstwa szczególnie inspirujący jest Clifford wów­
czas, gdy zestawia ze sobą dwa dzieła Bronisława Malinow­
skiego: jego Dziennik i Argonautów
Zachodniego
Pacyfiku.
uderzająco do siebie niepodobne. Dziennik, pisany głównie po
polsku i nie przeznaczony do publikacji zbulwersował an­
tropologiczną opinię. Z całą jaskrawością odsłaniał bowiem
kulisy pracy etnologa w terenie, jego - łagodnie mówiąc
- ambiwalentne odczucia w stosunku do tubylczych infor­
matorów, jego lęki, fobie, erotyczne pokusy, wściekłość i znie­
cierpliwienie. Można zatem uznać Dziennik, pisze Clifford, za
,nagą p r a w d ę " , „nagą r z e c z y w i s t o ś ć " .
W zestawieniu z nim Argonauci...
jawią się, dowodzi
amerykański antropolog, jako „ocalająca fikcja" Malinows­
kiego, jego ocalające, zbawienne kłamstwo, które rodzi „zbyt
wiarygodne opisy" etnograficznej rzeczywistości. I nie tylko
rzeczywistości: Argonauci
zarówno kreują kulturową fikcję,
jak też ogłaszają pojawienie się postaci obdarzonej autorytetem:
Bronisława Malinowskiego - antropologa w nowym s t y l u " .
Buduje bowiem Malinowski w Argonautach... fikcję swojej
własnej spójnej tożsamości, swego „ja'' wyzwolonego wreszcie
"d widocznych w Dzienniku udręk etnograficznego rzemiosła,
°d depresji i rozczarowań, od erotycznych urojeń, hipochond­
rycznych lęków i nienawiści do krajowców, wśród których
przyszło mu żyć. W miejsce uderzającego w Dzienniku gniewu
irytacji, manifestuje tutaj Malinowski życzliwą, rozumiejącą
Postawę wzorowego etnografa.
Na analogiczne - prawdziwe bądź pozorne - dysonanse
'ocknięcia napotykamy również w twórczości Tomasza Manna.
Bardzo podobna dysharmonia uderzyła mnie na przykład
Podczas lektury kluczowego dla naszych rozważań eseju
~ wspomnienia Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem".
Na
Pierwszy rzut oka bowiem zupełnie do siebie nie przystają
*arte w nim wyznania Manna - szczerego miłośnika ładu
'konwencji, i Manna - równie szczerego admiratora don'"tiiotowskiego szaleństwa. A jednak ten właśnie dysonans
~ hoć uderzający - jest, jak postaram się pokazać, najzupełniej
P°zorny i bardzo dobrze wyraża istotę Mannowskiej metafory
^Cdnego rycerza. Prawdziwą dysharmonię dostrzec możemy
°P&gt;ero pomiędzy tym esejem a innymi dziełami niemieckiego
P'sarz.a, na których tle opis transatlantyckiej podróży jawi się
utwór wyjątkowy i pełniący - niczym Argonauci... w cało­
2

1

a

c

0

habitus

ironii.'

ści dzieła Malinowskiego - rolę zbawiennej, ocalającej fikcji.
Ten drugi, prawdziwy j u ż dysonans, rysując dla Mannowskiej
egzegezy postaci Don Kichota szersze tło rzuca nań jeszcze
jaśniejsze światło. Światło, które pozwala pokusić się o praw­
dziwe zrozumienie tej bardzo specyficznej interpretacji jaką,
w oparciu o dzieło Cervanlesa, ale przede wszystkim o swe
własne doświadczenie współczesnego świata buduje niemiecki
pisarz. Pozwoli to nam zarazem od nowa zdefiniować i przewar­
tościować tak, zdawałoby się jasne i stabilne, kategorie błazeńs­
twa i kapłaństwa w XX-wieeznym kontekście historycznym,
politycznym i filozoficznym. Malinowski Don Kichot nie
będzie bowiem odosobniony w tej wędrówce przez dzisiejszą
rzeczywistość. Obok niego wracają przecież do domu inni Don
Kichotowie, a wśród nich jeden szczególnie dla naszych czasów
charakterystyczny: Don Kichot jako bohater Kafki, Don Kichot
jako mierniczy, Don Kichot jako myśliwy Grakchus. którego
łódź, „dzięki chwili nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , skazana jest na
wieczną wędrówkę... Don Kichot Tomasza Manna j a w i się
w tym kontekście jako sprzeciw, jako wyraźna riposta na Don
Kichota Franza Kafki. Ci dwaj Don Kichotowie wyznaczają
w pewnym sensie dwie przeciwległe granice doświadczenia
współczesnego świata; sytuują się na dwu jego biegunach.
Szaleństwu obnażającemu błazeńskie szaleństwo świata, będą­
cemu jego doskonałym odzwierciedleniem, przeciwstawia się
szaleństwo, będące w istocie przejściem na pozycje kapłańskie,
szaleństwo stojące na straży dawnego porządku: utopijne
szaleństwo Tomasza Manna i jego Don Kichota.
Drugą inspiracją dla napisania tego szkicu stał się esej
Theodora W. Adorno Glosa do portretu Tomasza Manna.
Adorno, omijając „co napisano w baedekerze", stara się
zrozumieć dwoistość natury niemieckiego pisarza i przeniknąć
poza jego nakładane dla współczesnych i potomnych maski.
Stara się, jak sam pisze, pokazać „jak bardzo różnił się od
autoportretu, który sugeruje jego proza" . Nie przypadkiem też
chyba jedną z wielu możliwych masek, jakie się w tym
kontekście pojawiają jest maska pierrota, Pierrota Lunaire...
Esej Adorno sytuuje się na pograniczu całej masy naukowych
dysertacji na lemat twórczości Manna i , jak pisze jego autor,
celem było wywołanie „poczucia lekkiego dyskomfortu".
W doskonałym portrecie pisarza mnoży Adorno jego filozoficz­
ne, artystyczne i czysto ludzkie tożsamości. Psychologizuje, ale
nie do końca. Pisze przecież: „Ja zaś sądzę, że z zawartością
dzieła sztuki zaczynamy dopiero tam mieć do czynienia, gdzie
ustaje intencja autorska; ona wygasa w z a w a r t o ś c i . " Psycho­
logia nakładanych przez pisarza masek przekształca się zatem,
w rozważaniach Adorno, w projekt ciekawego szkicu na temat
archetypu artysty w różnych epokach. Jak bowiem zauważa
niemiecki filozof, motywy nakładania przez artystów masek od
co najmniej końca X V I I I wieku nie były natury osobistej;
przeciwnie, były wyrazem społecznego raczej niż psycho­
logicznego zapotrzebowania. „Około połowy X I X wieku ob­
noszono geniusz jak kostium. G ł o w a Rembrandta, aksamit
i beret, krótko mówiąc archetyp artysty, przemieniły się
w zinterioryzowaną cząstkę jego r u c h o m o ś c i . " Marcel Proust,
zauważa Adorno, grał rolę operetkowego dandysa z laseczką
3

4

5

6

63

�i w cylindrze, a Kafka - najzwyklejszego urzędnika ubez­
pieczeniowego. „Ten impuls żywy byl również w Tomaszu
Mannie: impuls niepozorności
- pisze Adorno.
Obok zatem „ducha ciążenia, pokrewnego melancholii,
skłonnego do przemyśliwań, zatapiania się w sobie"" dostrzega
Adorno w Mannie także duszę mieszczanina, ukrytą pod maską
chłodnego i wyniosłego syna senatora z Lubeki. „Klisza
dekadenta komplementarna jest z kliszą m i e s z c z a n i n a ' - pisze
w końcowej części swego studium. A w innym miejscu: „Przy
całej sile jego Ja jego tożsamość wcale nie miała ostatniego
słowa: nie darmo pisał dwa w najwyższym stopniu odbiegające
od siebie rękopisy, które potem znów stapiały się w jedno." "
Znowu wracamy do Clifforda. Nie sposób oddzielać od siebie
masek, tak samo, jak nie sposób oddzielać rękopisów, choćby
jeden z nich całkowicie negował drugi. Dopiero bowiem wzięte
razem składają się one na całość dzieła. Do takich właśnie
wniosków doszedł, w kontekście twórczości Malinowskiego.
James Clifford. Kłamstwo, ocalające kulturowe kłamstwo jest
równorzędnym wyrazem rzeczywistości, co tzw. naga prawda.
Dzieło, by było pełne, powinno być polifoniczne; powinno
zawierać w sobie wiele różnych dyskursów. Dzieło Tomasza
Manna, za którym skrywa się jego osoba, jest właśnie takie.
W mieszczańskiej duszy przegląda się cygan; w duszy kapłana
- błazen.
Swymi maskami grał Mann nieustannie z całym światem,
z towarzystwem w salonie, z czytelnikami i ze śmiercią. To, że
śmierć była przedmiotem fascynacji w wielu jego utworach
tłumaczy Adorno pewną, powiedzmy nawet ludową, chytrością
i przebiegłością, służącą temu, by „ciągle przywoływaną
i nakłanianą właśnie przez to trzymać z. daleka i z a ż e g n y w a ć " " .
Zmieniał maski jedną po drugiej lak, by nawet śmierć go nie
poznała. Przywołując j ą maską dekadenta, zażegnywał zarazem
magicznie. Kto wie, może w łudząco bezpiecznym stroju
mieszczanina był jej, paradoskalnie, bliższy?
„Jego oczy były niebieskie lub szaroniebieskie, w chwilach
jednakże, kiedy stawał się świadomy siebie, rozbłyskiwały
czarno i z brazylijska, jak gdyby w głębokim pogrążeniu tliło się
coś, co tylko czekało, aby wybuchnąć płomieniem; jak gdyby
pod brzemieniem zbierało się tworzywo, które oto pochwycił,
by w zwarciu z nim mierzyć swe s i ł y . " ' Tę właśnie niezmożoną
mimetyczność, zabarwione swoistą kokieterią zmienianie ma­
sek, nieustanne, ironiczne mierzenie się ze światem wyraził
w
swoich
refleksjach
Adorno znamienną
metaforą:
„W obrazie odtwarzanym we wspomnieniu jego własna twarz
przyjmuje coś z pierrota" .
A więc Tomasz Mann pierrot? Mieszczanin i Cygan jedno­
cześnie, miłośnik ładu i szaleństwa w jednej postaci? Błazen,
którego maskarada obejmuje także i maski kapłańskie? A może
raczej kapłan w zwodniczej, przewrotnej masce błazna? Trudno
o jednoznaczną odpowiedź. Zapytajmy zatem inaczej: kim
dzisiaj t r z e b a być, kapłanem czy błaznem? Strażnikiem
przeszłości czy współuczestnikiem teraźniejszości? I kim jest
niemiecki pisarz w świetle tylu różnych jego tożsamości? Gdzie
w jego twórczości szukać prawdy, a gdzie ucieczki? I , wreszcie,
kim jest dla niego Don Kichot - staroświecką, bezpieczną
przystanią czy ucieleśnieniem współczesności?
Na tak właśnie postawione pytanie zdaje się Mann od­
powiadać całą swoją twórczością, a zwłaszcza zawartą w eseju
Podróż przez ocean z ,,Don Kichotem'' egzegezą dzieła Cervantesa. Zadziwiające jest przy tym i to, że właśnie do Don Kichota
porównał ojca syn Tomasza Manna, Klaus: „Ojcowskie oblicze,
zapamiętane z tej epoki, nie ma w sobie ani dobroci, ani ironii,
przynależnych wszak substancjalnie do jego charakteru. Twarz,
która wyłania się przede mną, jest pełna napięcia i surowa.
Wrażliwe, nerwowe czoło z delikatnymi skroniami, zamglone
spojrzenie, nos, mocno zarysowany i wydatny przy zapad­
niętych policzkach. Dziwne, ale jest to twarz brodata, długi
znękany owal, okolony twardą, kolącą brodą (...). Ojciec czasu
wojny jest brodaty. W rysach, jednocześnie dumnych i umęczo­
nych, przypomina hiszpańskiego rycerza i marzyciela, Don
Kichota.""
1

:

13

W swym eseju - wspomnieniu, a właściwie podróżniczy,,,
dzienniku, niemiecki pisarz przeciwstawia otwarty, nieograuj
czony świat wypraw Don Kichota, symbolizowany tutaj ргг
żywioł oceanu, światu na wskroś nowoczesnemu, zorganizowa
nemu wokół utartych i bezpiecznych szlaków komunikacyj.
nych, które dbałością otaczają rozmaite towarzystwa podróż
nicze. To świat turystyki, naukowych i artystycznych pieb.
rzymek do świętej ziemi, ale też świat uchodźców wojennych
i wszelkich pozbawionych ojczyzny wygnańców. Pamiętnika:,
ski esej Manna z całą pewnością potraktować można jako
wypowiedź, rządzącą się regułami tekstu mitycznego. Zmetaforyzowaniu uległy tutaj pojęcia przygody i podróży.
Kichot, arcydzieło literatury światowej - pisze Mann - j
akurat czymś odpowiednim w czasie podróży przez taki szmat
świata. Napisanie tego arcydzieła było wielką przygodą twórczą
i odbiorcza przygoda, j a k ą jest jego przeczytanie, ma w tej
sytuacji taką samą w i e l k o ś ć . "
Zmetaforyzowanie to nie jest rzeczą przypadkową i po.
zbawioną znaczenia, bowiem we współczesnym języku pojęcia
przygody i wędrówki zyskały w dużej mierze wymiar symbolu
i doświadczane są na takiej właśnie płaszczyźnie - zwłaszcza
w opisie doświadczenia artystycznego. „Struktura przygody jest
identyczna ze strukturą dzieła sztuki""' - pisał w swoich esejach
Bolesław Miciński, omawiając zbieżności pomiędzy człowie­
kiem przygody i artystą. A Gaston Bachelard, analizując swoją
własną egzegezę Opowieści Artura Gordona Рута z Nantucket
pisze tak: „Zrozumiałem wówczas, że ta przygoda, która
pozornie rozgrywa się na dwu oceanach, w rzeczywistości jest
przygodą podświadomości, która dokonuje się w zakamarkach
duszy."
Kategorie podróży, przygody, wędrówki - zinterioryzowane
i zmetaforyzowane - są zatem tymi kategoriami, które po­
zwalają Mannowi przybliżyć się do doświadczenia Don Kichota
- arcydzieła literatury i postaci. Nie bez kulturowego znaczenia
pozostaje fakt, że podróż Manna jest podróżą morską - woda
nadaje jej wymiar najgłębszy i ostateczny. Mitologia wody
z dawien dawna kojarzyła jej materię ze śmiercią, i - z drugiej
strony - wiązała ze śmiercią motyw podróży. „Schodziwszy
ziemię, przeszedłszy przez ogień, dusza powędruje na brzeg
wody - pisał Bachelard. - Wyobraźnia głębinna, wyobraźnia
materialna domaga się, aby w o d a miała swój udział w śmie­
rci; potrzebuje wody, dzięki której śmierć zachowałaby charak­
ter podróży." * Na pokład barki Charona wstępuje Tornad
Mann, by pożeglować ku Tamtemu Brzegowi. On jednak nadal
wierzy w sterowność swej łodzi i nieomylność przewoźnika...
Ameryka jawi się niemieckiemu pisarzowi jako przerażająca,
barbarzyńska „ziemia wygnania". „Przede m n ą debiut w po­
dróży transatlantyckiej - pisze na pokładzie statku Mann
- pierwsze spotkanie i znajomość z. morzem oddzielającym
stary świat od nowego, a tam, po drugiej stronie krzywizny
ziemskiej, wypełnionej bezmiarem wód, oczekuje nas Now*
Amsterdam, miasto - gigant. Jest takich cztery czy pięć i tworzą
one osobną, monstrualną odmianę miejskości. w przesadnym
stylu, przy czym wykraczają także poza klasę wielkich miast,
podobnie jak w świecie przyrody i pejzażu kategoria tworów
pierwotnych i elementarnych, pustynie, szczyty góskie i morza,
jest wyodrębniona od reszty w sposób potworny." ' 1. w opozy­
cji do tej infernalnej wizji: „Ja wychowałem się nad Bałtykt**
nad morzem prowincjonalnym, w tradycji ukształtowanej pr?
miasta stare i średnicii rozmiarów, w cywilizacji umiarkowanejw której ironiczna wyobraźnia czuje wobec żywiołu К
połączony z czcią - oraz ironiczny o p ó r . " " U kresu zaś poda".
pisze Mann: „Przede m n ą z porannej mgły wolno wynurzają*
drapacze chmur Manhattanu, fantastyczny pejzaż kolonial.;
spiętrzone miasto g i g a n t ó w . " Zaiste, demoniczna to
Zauważmy na marginesie, że, podobnie, jako przestrzeń
władnioną przez upadek wiary religijnej", widzi Amerykę' ••,
przybysz ze Starego Świata, Czesław Miłosz. „Jest to P \T,
nie poddająca się woli - pisze on - , bezużyteczna, bezsenso
ег

e s t

15

17

11

1

w

2

21

rzeSl

a więc przede wszystkim jałowizny wielkich miast, śmie'
place pokryte odpadkami, zarosłe pokrzywą, rodzaj otc»
którą niegdyś miały zamieszkiwać dusze nic znające don
zła."
22

64

1

1

r

�Nic zatem dziwnego, wziąwszy pod uwagę piekielny charak­
ter powszechnie związanych z Nowym Światem wyobrażeń, iż
bohater Ameryki Kafki, mały Karl Rossman uważa, że „Pierw­
sze dni Europejczyków w Ameryce można by porównać do
rodzin i gdyby się nawet ktoś tutaj, niechże się tylko Karl
niepotrzebnie nie obawia, przyzwyczaił wcześniej, niż jakby
p zyszedł z innego świata, to musi jednak mieć na uwadze, że
pierwszy sąd oparty jest zawsze na niepewnych podstawach."-'
Wśród wielu świadectw, przemawiających za całkowitą inno­
ścią, wręcz infernalnością Nowego Świata i zmityzowanym,
idyllicznym charakterem Starego, tylko nieliczne starają się ten
wizerunek odmityzować. lecz pełnią one raczej rolę potwier­
dzających regułę wyjątków. Bo leż tylko taki piewca zwyczaj­
nej codzienności, jak Miron Białoszewski, mógł powiedzieć:
|e w Ameryce /prędko zwyczajnieje/ wszystko"; mógł napi­
sać: „Jak w P r z a s n y s z u " , „ A więc swojsko",„jak w Warszawie
na Nalewkach" .
Infernalny charakter amerykańskiej wizji Miłosza i Manna
zbudowany został na opozycji do zmityzowanego wizerunku
Starego Kraju i Europy. Jej symbolem i zarazem ostatnim
szańcem staje się stary statek, którego powolność i ociężałość są
dla Manna wyrazem tego, co najnaturalniejsze i najzdrowsze
w przeciwieństwie do „rozdygotanej żądzy r e k o r d ó w " . Euro­
pejski jest kelner w białych rękawiczkach i nieskazitelnie białej
marynarce podczas najsroższej burzy, europejska jest sala
koncertowa i etykieta przy stole. Podobnie, jak w opowiadaniu
Wąż morski Carlosa Fuentesa. gdzie okrętowe salony także były
w rzeczywistości „tylko transpozycją brytyjskiego pojęcia
wygody, a home away from home"'''.
Pomiędzy Europą i Ameryką, pomiędzy brzegiem życia
i brzegiem śmierci przepływa ocean. Mann. ten, jak sam się
określał - „spadkobierca wypraw Kolumba" - bał się oceanicz­
nego żywiołu. „Przcstronność oceanu ma w sobie coś kosmicz­
nego - pisał - statki giną w nim jak gwiazdy w otchłaniach
niebieskich i przypadek rzado pozwala spotkać się jednemu
/.drugim."" Uznawał jedynie morze - swojski Bałtyk, prze­
strzeń „ u c z ł o w i e c z o n ą " , okoloną znajomymi, bezpiecznymi
brzegami, nad którym leżało tyle dobrych, starych kupieckich
miast: Lubeka, Brema, Hamburg, Rostok... Morze - symbol
szaleństwa okiełznanego i w swoim zamknięciu oswojonego.
W tym eseju o transoceanicznej podróży, oceanowi poświęcone
są nieliczne tylko fragmenty. „Teraz wszystko zostaje od­
czarowane, co się chyba tłumaczy zredukowaniem żywiołu do
trasy komunikacyjnej, do gościńca, wskutek czego morze nie
jest juz kontemplowanym kształtem, wizją, ideą. spojrzeniem
ducha sondującego wieczność, lecz jedynie t ł e m . " ' "
Możemy zatem słusznie podejrzewać, że esej niemieckiego
pisarza nie tyle o podróży traktuje, ile o pozostaniu; nie tyle
0 wolnej, otwartej przestrzeni wędrówki, ile o zamknięciu.
Opisowi zacisznych zakamarków statku poświęcono tu wiele
miejsca. Labirynt schodów, schodków, pokładów, „rozkołysana
elegancja s a l o n u " , w y ś c i e ł a n e kanapy w barze „przytulnym jak
muszla" i fotel, będący „transpozycją wspaniałego leżaka
Hansa Castorpa" - to wszystko przeciwstawione zostało bez­
miarowi wód. „Okręt może być szyfrem odjazdu; jednak głębiej
№ szyfrem zamknięcia - pisał w eseju ..Nautilus" i Statek
Щапу Roland Barthes. - Zamiłowanie do statków oznacza
zawsze radość doskonałego zamknięcia, posiadania pod ręką
Możliwie dużej ilości przedmiotów, dysponowania przestrzenią
' lutnie skończoną. Kto kocha statki, kocha nie tyle dalekie,
tyeninicze odjazdy, ile raczej jakiś naddom. dom nieodwołalnie
ryknięty; statek jest najpierw miejscem zamieszkania, później
*&gt;P'ero środkiem lokomocji." "
1 takiej perspektywy nawet wodny żywioł zdawać się musi
Piecz.ny. przyjazny i doskonale oswojony. „Dość bowiem
Bajh
'
' J
zamieszkania człowieka - pisze dalej
es - by ten począł się natychmiast rozkoszować krągłym,
?ladk'm światem, jaki wokół siebie stwarza: cała żeglarska
ralność widzi w człowieku boga. pana i właściciela owego
' ('pierwszy po Bogu' itp.).'
„Uspokajająco działa myśl
г at jakby w odpowiedzi na te refleksje Tomasz Mann - że
spotkanie z dziką naturą przeżyjemy w sojuszu z cywilizaP°d jej osłoną na tym solidnym statku, którego pokłady.
na

r

a

24

25

M|

2

z

S , a t e

a , a

&lt;

/

a

m

e

s c e

lakierowane korytarze prowadzące do kabin, salony i pokryte
dywanami schody obrzuciliśmy przd chwilą pierwszym spoj­
rzeniem i którego dzielni oficerowie oraz podległa im załoga nie
uczyła się niczego innego, oprócz panowania nad ż y w i o ł e m . "
Przeciwieństwem statku-zamknięcia, statku-symbolu przewagi
człowieka nad naturą, statku Julesa Verne'a jest przywoływany
przez Barthesa Statek Pijany Artura Rimbaud, „ten statek, który
mówi ' j a ' i wyzwolony ze swej wklęsłości pozwala człowiekowi
przejść od psychoanalizy jaskini do prawdziwej poetyki po­
dróży i poznania" .
Ale gdzie we współczesnym świecie, we współczesnym
doświadczeniu odnaleźć tę „prawdziwą poetykę podróży i po­
znania"?
„A wie pan, profesorze, mnie też w młodości, niech skonam,
marzyło się odkryć wyspę, małpę czy inny w i r u s ' ' " - wspomina
z nostalgią XX-wieczny Kolumb z wiersza Josifa Brodskiego
Nowy Jules Verne. C ó ż , kiedy dzisiaj nawet klasyczna łódź
szaleńców z Lotu nad kukułczym gniazdem, obrazująca w tym
filmie przemożne pragnienie wolności zawirowała tylko na
wodzie i zawróciła do portu... Esej Manna skonstruowany jest
bardzo wyraźnie na zasadzie opozycji:
otwarte
zamknięte
podróż
zamieszkiwanie
ocean
statek
szaleństwo
bezpieczeństwo
Ameryka
Europa
obcość
swojskość
Gdzie zatem w tym dychotomicznym świecie miejsce dla
mitu Don Kichota, tej apologii szaleństwa, swobody, inności
i ekstrawagancji? Gdzie, którędy przemyca w swej twórczości
Tomasz Mann tych wędrowców bez domu, ojczyzny i paszpor­
tu, XX-wiecznych poszukiwaczy Graala, dzisiejszych błędnych
rycerzy? Esej o podróży przez ocean, będący zarazem refleksją
nad dziełem Cervantesa, jest przecież wyrazem głęboko mitycz­
nego marzenia - marzenia o domu, ojczyźnie, zamieszkiwaniu,
marzenia o schronieniu, o pozostaniu.
Po przeciwnej stronie tego doświadczenia sytuuje się lęk
i doświadczenie bohatera Ameryki, Karla. „ B o gdzieżby musiał
zamieszkać, gdyby wysiadł na ląd jako biedny, mały imigrant.'
- pyta Kafka. - (...) Ba - może by go w ogóle, co wuj na
podstawie swej znajomości ustaw imigracyjnych uważał nawet
za bardzo prawdopodobne, nie wpuszczono do Stanów Zjed­
noczonych, lecz odesłano do domu, nie troszcząc się o to, że nie
miałby j u ż wtedy żadnej ojczyzny." I taki jest przecież
ostatecznie, wyjąwszy może fragment pt. Teatr Ocklahomy, los
małego czeskiego podróżnika; los, który powiela wszak jedynie
los tysiąca innych, poddanych władzy swego przeznaczenia
i urzędów imigracyjnych, wiecznie krążących pomiędzy roz­
maitymi ziemiami, z których żadna nie jest ich domem; los
wędrowców mimo woli. Los ludzi, którym wyjęto z ręki ster;
błędnych wędrowców spod znaku myśliwego Grakchusa, które­
go łódź. dzięki „fałszywemu obrotowi steru, chwili nieuwagi
p r z e w o ź n i k a " wędruje odtąd bez końca po ziemskich wodach.
Tomasz Mann broni się przed doświadczeniem Kalki. Jego
esej nazwać by można, parafrazując określenie Ericha Fromma,
ucieczką od wszelkiej wolności bądź jakiejkolwiek formy
konieczności ku iluzji bezpieczeństwa i ładu. Warto więc
zapytać raz jeszcze, gdzie miejsce dla Don Kichota w świecie
niemieckiego pisarza, który oznajmia przecież, że jego stosunek
do szalonego rycerza pełen jest „bólu, miłości, uczucia i bez­
granicznego szacunku" . Do deklaracji tych zupełnie jednak
nie przystaje codzienna praktyka. Wszak nawet swoich współ­
towarzyszy podróży dzieli Mann nieustannie na swoich i ob­
cych, tych drugich zdecydowanie nie tolerując. Swoi to ci,
którzy podróżują statecznie, sensownie, w jasno określonym
celu - j a k on sam. Inni - ci „podróżują sobie czasem bez sensu".
Innym na pokładzie statku jest na przykład szczególnie irytujący
pisarz ..enfant terrible naszego podróżnego towarzystwa: jest to
kościsty Jankes z ustami wystającymi po anglosasku jak u ryby
(...), jego samotność drażni, współpasażerowie nie lubią go (...).
Coś w nim jest niewyraźnego, wszyscy to czują. Człowiek nie
powinien odgradzać się w ten sposób od innych ( . . . ) " . ! dalej:
31

12

34

35

36

65

�,,Każdy powinien wiedzieć, do jakiej sfery należy. Trzeba się
trzymać s w o i c h . " '
Tomasz Mann nadaje wciąż, jakby powiedział Ludwik
Stomma, ten sam komunikat, który jest komunikatem zdecydo­
wanie kapłańskim (w odniesieniu do klasycznej już. opozycji
„kapłan-błazen"): ,,a) jestem poważny i stateczny swojak, b)
wiem, po co tu przyszedłem, c) akceptuję porządek rzeczy"-"*.
W Tomaszu Mannie nie ma na pozró nic, co upodobniałoby go
do szaleńca Don Kichota i usprawiedliwiało jego sympatię dla
hiszpańskiego rycerza. Posądzając się o tęsknoty do „prymity­
wizmu, żywiołowości, do egzystencji niepewnej, improwizo­
wanej jak na wojnie i awanturniczej", odkrywając w sobie
jakieś podejrzane „pożądanie irracjonalności" broni się przed
tymi uczuciami, „powodowany europejską sympatią dla rozu­
mu i rozsądku.
Parafrazując więc raz jeszcze to, co James Clifford napisał
o Dzienniku Malinowskiego w zestawieniu z jego Argonauta­
mi..., możemy zasadnie powiedzieć, że filozoficzne i światopo­
glądowe deklaracje Manna wydają się zostawiać niewiele
miejsca dla jego pozytywnego stosunku do Don Kichota. Być
może jednak porównanie z innymi dziełami niemieckiego
pisarza rzuci trochę więcej światła na tę zagadkową dysharmonię i pozwoli zrozumieć tę bardzo specyficzną wizję szalone­
go hiszpańskiego rycerza, którego maskę Tomasz Mann w is­
tocie nieustannie sobie przykłada.
7

„Poszedł drogą, którą iść musiał, szedł trochę niedbale
i nierówno, z głową na bok przechyloną, patrząc w dal, a jeśli
błądził to dlatego, że dla niektórych ludzi nic ma w ogóle
właściwych d r ó g . " " Tytułowy bohater opowiadania Tonio
Kroger opuszcza „ciasne miasto ojczyste", a wraz z wyost­
rzonym spojrzeniem na świat przychodzi dojmujące poczucie
osamotnienia. W trakcie swoich wędrówek po wielkich mias­
tach „Co za bezdroże! - myślał niekiedy. - Jak to być mogło, że
wpadłem w takie dzikie awantury. Przecież nie jestem z po­
chodzenia Cyganem na zielonym wozie." „Jest pan miesz­
czuchem na manowcach... mieszczuchem z b ł ą k a n y m " - mó­
wi do Tonią jego rosyjska przyjaciółka.
Bohaterowie Manna błądzą lak często, jak podróżują, choć
zazwyczaj podróże te zapowiadają się nad wyraz rozsądnie,
planowo i nobliwie. Ich wędrówki po Europie, po jej wielkich
miastach, sanatoriach i kąpieliskach odbywają się z. całym
ceremoniałem, właściwym osobom dobrze urodzonym. Co
skłania ich do tych wypraw? Troska o zdrowie, nuda, ale też
czasem, jak Gustawa von Aschenbacha. uczucie, że „coś
rozpiera mu piersi, jakiś nieuchwytny niepokój, młodzieńcza
tęsknota za dalą, uczucie tak żywe, tak nowe, albo też tak j u ż
niezwyczajne i zapomniane (...).
Była to chęć podróży, nic więcej, ale przyszła jak atak,
urastała w namiętność i h a l u c y n a c j ę . " ' Pokusa, która nim
owładnęła, zapanowała nad jego. jak pisze Mann. „europejską
d u s z ą " , nad nawykiem traktowania podróży wyłącznie lub
przede wszystkim jako środka higienicznego. A przemożne owo
uczucie zrodziło się, jak pamiętamy, pod wpływem spotkania
z pewnym niezwykłym cudzoziemcem, którego spotyka później
bohater w samym centrum weneckiej zarazy w postaci złowie­
szczego błazna - komedianta, zwiastuna i zarazem symbolu
śmierci. Od chwili tego pierwszego, monachijskiego spotkania
Aschenbach nie potrafi j u ż zapanować nad swoim życiem.
Jeszcze próbuje okiełznać żywioł: „A więc p o d r ó ż - d o b r z e . Nie
bardzo daleko, nie gdzieś aż do tygrysów. Jedna noc w sypial­
nym wagonie i sjesta dwu- trzytygodniowa w jakiejś uczęszcza­
nej miejscowości na przemiłym p o ł u d n i u . "
Gustaw von
Aschenbach mylił się jednak bardzo.
Doświadczenie Hansa Castorpa, Mann dzielił z nim osobiś­
cie. To właśnie przeżycie ucieczki z Czarodziejskiej góry było
właściwym źródłem powieści, która w założeniu miała być
tylko humorystycznym odpowiednikiem Śmierci w Wenecji.
T y m pierwszym, zasadniczym doświadczeniem, na jakie zwra­
ca uwagę pisarz, jest uczucie pułapki, która wciąga i zamienia
pierwotne trzy tygodnie w „siedem baśniowych l a t " . Z a r ó w n o
4

42

4

44

66

w Śmierci w Wenecji, jak i w Czarodziejskiej górze niezwykle
ezwykJe
ważnym wątkiem jest fascynacja śmiercią i magiczną potęgą
nieuleczalnej choroby; obie te opowieści mówią w istocie
0 uwiedzeniu.
Jednym z ich ważniejszych tropów jest także wątek inicjacyj­
ny. Omawiając napisaną przez uczonego z Harvardu książkę
poświęconą przede wszystkim Czarodziejskiej
górze pis7 '
Mann: „Autor umieszcza The Magic Mountain i jej prostego
bohatera w kręgu wielkiej tradycji - nie tylko niemieckiej, ale
1 światowej; w ł ą c z a j ą do pewnego typu literatury, która nazywa
się The Quester Legend i sięga daleko wstecz w piśmiennictwie
różnych n a r o d ó w " ; literatury, która zasięgiem swym obej­
muje zarówno Fausta Goethego, jak też utwory znane p j
nazwą Sangraal albo też Holy Grail Romances. Poszukującym
pytającym bohaterem tej literatury jest również, między innymi
Hans Castorp, porównywany z Pcrcevalem, Galahadem czy
Gawainem, ze wszystkimi tymi klasycznymi graal—ąuesterami, prostymi, naiwnymi, dziecięcymi. „Jednym s ł o w e m - p o d sumowuje Mann tę amerykańską egzegezę własnej twórczości
- Czarodziejska góra stanowi odmianę świątyni wtajemnicze­
nia, miejsce niebezpiecznych badań tajemnicy życia, a Hans
Castorp, 'poszukiwacz wiedzy' ma szlachetnych, mistyczno-rycerskich przodków; jest to typowy, w najwznioślejszym tego
słowa znaczeniu zachłannie ciekawy neofita, który dobrowol­
nie, aż nazbyt dobrowolnie, wpada w objęcia choroby i śmie­
rci.'""
O t ó ż l o właśnie! Dobrowolnie, aż nazbyt dobrowolnie - pisze
Mann. C ó ż jednak może znaczyć, zapytajmy, owa nadmierna
dobrowolność, z jaką człowiek - neofita - poszukiwacz czeka
na nadejście swej Przygody, swej Wiedzy, swego Spełnienia.'
Czy dobrowolność rzeczywiście ma prawo być nadmierna?
A może opisuje wówczas w istocie doświadczenie wręcz
przeciwne - doświadczenie przymusu?
Z przymusem, który przybiera różne formy i postaci, stykają
się wszyscy protagoniści Kafki. Przypomnijmy początek jego
symbolicznej przypowieści pod tytułem Sternik. ..'Czy nie
jestem sternikiem?' - krzyknąłem.
'Ty?' - zapytał ciemny, rosły mężczyzna i przesunął ręką po
oczach jakby odpędzał sen. Stałem przy sterze ciemną nocą. nad
głową świeciła słabo latarnia, a oto przyszedł ten człowiek
i chciał mnie o d s u n ą ć . "
W dzisiejszych czasach, mówi nam Kafka, nikt nie jest już
sternikiem swego losu. Nie wiemy, co decyduje: „chwila
nieuwagi p r z e w o ź n i k a " , czy może wyrok, który już dawno
został wydany i który za chwilę ogłoszą wysłannicy sądu.
Przygoda, sugeruje Milan Kundera. „ten pierwszy wielki temat
p o w i e ś c i " , s t a ł a się dzisiaj swoją własną parodią i dlatego Don
Kichot wraca do swojej wioski po czterech wiekach węd­
rowania właśnie w stroju mierniczego. „Opuścił ją niegdyś
żądny przygód, a teraz w tej wiosce u stóp zamku nie ma już
wyboru, jego przygoda została mu n a k a z a n a (...). Co się
więc stało, po czterech wiekach, z przygodą? Czyżby stalą się
swoją własną parodia?" - pyta Kundera.
Bohaterem Kafki jest człowiek, będący z pozoru zupełnym
przeciwieństwem bohatera Tomasza Manna. Człowiek skazanj
na wędrówkę, a nie wyruszający w drogę, skazany na przygodę
i trudną wiedzę, a nie poszukujący ich. Skazany na samotnos
„Bohater Kafki - pisze Max Brod - którego nazywa on
autobiograficznie po prostu ' K ' , kroczy samotnie przez żyert
Jest to element s a m o t n o ś c i w nas. który powieść ukazuję
z. przerażającą, nadnaturalną wyrazistością. Chodzi tu jed
przy tym o pewien ściśle określony odcień samotności (•• X
jest mianowicie w pełni człowiekiem dobrej woli, nie
p r a g n i e s a m o t n o ś c i i nic j^cst z niej dumny, *JJ?"
przeciwnie, jest mu ona narzucona." '' Bardzo podobnie okres
sytuację K . Albert Camus: „Chce pracy, domu. życia norffl*
nego człowieka. Nie może już. znieść swego szaleństwa. Cne
być rozsądny. Chce uwolnić się od klątwy obcości."
Bohaterowie Tomasza Manna wyruszają na swe wyprawy,
n a z b y t , jak j u ż napisałam, aż podejrzanie dobrowolnie
ich pociąga i prowadzi, coś ich ogarnia przemożnego, nad czy
zupełnie nie potrafią zapanować. W postaciach swoich " ' ^ j .
czuchów z b ł ą k a n y c h " , „mieszczuchów na manowcach' P^
e

45

oc

47

4,t

4

1

n 1 l

0

�wa nam Mann współczesną wersję mitu o błędnych rycerzach,
fascynacja śmiercią, owe btazeńskie ..ciągoty do kultu śmiej ' . cyrografy podpisywane z Nieprzyjacielem Ludzkości,
nakty i mocami podziemi - jakżesz to ironicznie współgra
\ wizerunkiem „zbłąkanego mieszczucha"! Świat Manna jest
jednak na wskroś ironiczny. Jego bohaterowie, jakkolwiek nie
licowałoby to z ich pozycją, urodzeniem, upodobaniami i nawy­
kami zostają uwiedzeni. Na swoje inicjacyjne wędrówki wyru­
szają nieświadomi zrazu ich wagi i sensu. Cel odsłania się im po
drodze. Droga ta jest nieustannym błądzeniem, błądzenie zaś
I yniboliczną równoważnością poszukiwania.
Pomimo zatem pozornych różnic istnieje głębokie podobień­
stwo pomiędzy losami bohaterów Manna i Kafki. W gruncie
rzeczy i jedni i drudzy poddani są konieczności, na którą nie
mają wpływu, absurdalnej i tragicznej. I jedni i drudzy nie mają
żadnego wyboru, tak jak Cervantesowski szalony rycerz słucha­
ją ołosu przemawiającego z góry, słuchają wezwania, napotyka­
ją na znaki. Lecz czyjego słuchają wezwania, czyjego głosu?
Kim są ci dwaj panowie - pisze o wysłannikach sądu
Procesie Jan Kott - i kto ich wysłał? Stary Jahve czy
flrkegaard? 'Urodziłeś się. a więc jesteś winien'. Władza czy
podziemie?"'" „ W świecie Kafki - pisze Kott w innym eseju
-istnieje głód na pokarm z nieba. Ale ikonami tego metafizycz­
nego głodu jest głodomór w cyrkowej klatce i pies przykucnięty
ma dwóch łapach z otwartym pyskiem. W świecie Kalki nie ma
Boga i nie ma biblijnego Abrahama. Z Abrahama pozostał tylko
niemal zawsze obecny groźny cień mściwego Ojca. Nie ma
Synaju i góry Moriah. nie ma powołanych, są tylko poświęceni.
Z biblijnego Arche pozostał tylko Izaak, Izaak bez Boga i bez
Abrahama. Izaak zamordowany 'nożem wepchniętym w serce
i dwukrotnie w nim o b r ó c o n y m ' . I dlatego Kalka oczylywany
jest przez wielu jako zapowiedź holocaustu."'' Bohaterowie
Kalki są poświęceni, gdyż ciąży nad nimi klątwa: klątwa
wybrania, obcości i szaleństwa, klątwa wiecznej wędrówki
i wiecznego poszukiwania. Takim bohaterem jest przypo­
mniany przez Broda Odradck ze szkicu Die Sorge des Haasiaters (Troska ojca rodziny), Odradek o znaczącym, brzemien­
nym tyloma symbolicznymi znaczeniami imieniu: „pobrzmie­
wa w tym cała skala słowiańskich słów, oznaczających 'odszczepieńców', tych. co odeszli z rodu. od boskiego zamysłu
Stworzenia" . Takimi Odradkami są wszyscy poszukujący
i błądzący, wszyscy, którzy nie poruszają się w linii prostej,
wszyscy przemienieni w „rzecz bezużyteczną (...), w szpulę
nici. która jako 'troska Ojca niebieskiego' niespokojnie wędruje
schodami w górę i w d ó ł " .
Utwory Kałki, podobnie jak dzieła Tomasza Manna, zdają się
należeć do kategorii „powieści p o s z u k i w a ń " - dotyczy to
zwłaszcza Zamku. K. jest prostaczkiem, podobnym do Hansa
Castorpa, podobnym do Parsifala. „(...) a ty jesteś albo błaznem,
albo dzieckiem, albo bardzo złym i niebezpiecznym człowie­
kiem"* - mówi do K. zarządczyni gospody. Przynależysz,
powiedziałaby, gdyby była antropologiem, do kategorii obcych,
kategorii odszczepieńców. Odradków. Jesteś tym, który
• niczym błazen, dziecko, albo „bardzo zły i niebezpieczny
/bwiek" - przekreśla „boski zamysł stworzenia" i paktuje
'silami podziemi. Jesteś „rzeczą b e z u ż y t e c z n ą " , c z ł o w i e k i e m
*ędnym. Jesteś tym. który zamknięty jest w przestrzeni
"w.enia i dla którego błądzenie jest jedynym sposobem
4drówki.
W przestrzeni błądzenia zamknięci są także bohaterowie
"anna. Jakże inne są złowrogie labirynty jego krain śmierci
'nicjaeji od, wykreowanego w eseju Podróż przez ocean
•fion Kichotem" zacisznego labiryntu kabin, schodków,
*k&gt;nów i bawialni statku - tego bezpiecznego „ n a d d o m u " .
podobne do onirycznych, labiryntowych przestrzeni
Kątki: do symbolicznej topografii Schronu, plątaniny
którymi błąka się wokół Zamku K „ czy wreszcie labiryntu
°d, po których pływa błędna barka myśliwego Grakchusa. Do
ys,tkich tych przestrzeni ślepego losu, absurdalnego przypa- wyższej - poddanej jakiejś niewiadomej instancji - konie^ości.
Omawiając inicjacyjne wątki w twórczości Manna i Kątki
acano zazwyczaj uwagę na różnice pomiędzy losami ich

sU

, 5 i

f C

s

1

1

54

5 5

1

1

z

u

r

bohaterów, na fakt, że podczas gdy bohaterowie Manna zwycię­
sko przechodzą inicjacyjne próby, protagoniści Kafki, o w i
wybrańcy a rebours, a właściwie ludzie poświęceni, nad którymi
ciąży „specjalna k l ą t w a " zawsze zmierzają do celu nadaremnie.
A jednak zamknięci w labiryncie sennych kąpielisk i sanatoriów
bohaterowie niemieckiego pisarza zanurzają się w bardzo
podobnym w istocie świecie, co K„ Józef K. czy Karl Rossman.
Świat Manna, pomimo wiary pisarza w ład i wszystkie inne
uświęcone wartości europejskiej cywilizacji jest równie gorzki
i szyderczy, jak świat Kafki. Człowiek Manna, poddany
nadludzkiej sile, staje się igraszką Wielkiego Błazna. Bo świat
Manna jest błazeński. Ludzie, mity i pragnienia odbijają się
w nim jak w krzywym zwierciadle. Odpowiedzią na marzenie
Tonio Krógera o powrocie do domu była czysta, iście kafkowska ironia zdarzeń. Kiedy bowiem dotarł on wreszcie, „drogą
o k ó l n ą " , n a miejsce, zarówno miasto, jak i sam dom oraz jego
mieszkańcy przyjęli go jak kogoś obcego. Do tego stopnia, że
posądzono go o bycie „kimś zupełnie innym, indywiduum,
które, pochodząc od niewiadomych rodziców i będąc nie­
znanego pochodzenia, ścigane jest wskutek rozmaitych oszustw
i innych przestępstw przez policję monachijską. Miałże położyć
kres całej sprawie, dając się poznać, oświadczając panu Seehaase, że nie jest szalbierzem nieokreślonej przynależności, nie
jest Cyganem na zielonym wozie, tylko synem konsula Krógera
z rodu K r ó g e r ó w ? N i e , nie miał ochoty. I czyż ci przedstawiciele
ładu społecznego nie mieli w gruncie rzeczy trochę słuszności?
Poniekąd zgadzał się z n i m i . . . " Tak właśnie może zdarzyć się
u Kalki i w nocnych koszmarach.
W twórczości Tomasza Manna nie ma dobrych, wesołych
błaznów. Są błazny nieszczęśliwe, a nawet tragiczne, ale przede
wszystkim są błazny złe. Jak choćby demoniczny komediant
w Śmierci w Wenecji. Albo złowrogi cavaliere Cipolla - „węd­
rowny wirtuoz, sztukmistrz, forzatore, illusionista i prestidigitatore (...)" - Czarodziej z opowiadania Mario i czarodziej. Jest
on symbolem współczesnej kondycji świata, w którym człowiek
poddany jest nieznanym, hipnotyzującym siłom, a zarazem
bardzo symptomatycznym błaznem naszych czasów. Nowela
opisuje dośwadczenie okresu hitlerowskiego, ale czyż nie jest
w istocie głębszą i pojemniejszą metaforą?
Z dwudziestowiecznej perspektywy Manna, perspektywy
historycznej i artystycznej, a także czysto osobistej szaleństwo
i błazeństwo stanowią żywioł, przed którym trzeba się bronić,
żywioł groźny ale i fascynujący zarazem. Świat oszalał, świat
stał się błazeński - rządzi nim przecież Wielki Kpiarz. Błędni
rycerze naszych czasów są nimi mimo woli - tak, jak na
przykład dzisiejszy Parsifal, mały Parry z filmu Terry'ego
Gilliama The Fisher King, który oszalał na skutek czyjegoś
szaleństwa, będącego tylko prostym odbiciem szaleństwa całe­
go świata. Słoneczne, nadmorskie kąpieliska, elegancki świat
weneckich hoteli odsłaniają swe odmienne oblicze, przekształ­
cając się w złowrogi labirynt przestrzeni idealnie wyizolowanej.
Podróż, przygoda stały się pułapkami. Człowiek nie ma już
żadnego wyboru, lecz nie ponosi też. żadnej winy. I , jak myśliwy
Grakchus, może tylko powiedzieć: „Jestem tutaj, nic więcej nie
wiem, nic więcej nie mogę uczynić. Moja łódź jest bez steru,
płynie z wiatrem, który wieje w najgłębszych regionach
śmierci." ''
Z szaleństwa świata doskonale zdaje sprawę zarówno współ­
czesna literatura jak i film, potwierdzając wcześniejsze nieco
przypuszczenia i przeczucia Tomasza Manna i Franza Kalki.
Szaleństwo stało się w pewnym sensie dominantą naszej
rzeczywistości, j e d n ą z podstawowych kategorii dla jej definio­
wania. „Żyjemy w szalonym świecie - cytuje Dorosz Mikołaja
Bierdiajewa, który pisał te zdumiewająco dziś aktualne słowa
w latach 30. - Nie zauważyliśmy, że człowiek stał się istotą
niespełna rozumu. Na skutek żądzy życiami umiłowania świata
człowiek stracił psychiczną r ó w n o w a g ę . Świat ponownie zna­
lazł się pod panowaniem polidemonizmu, z którego niegdyś
wyzwoliło go chrześcijaństwo. Dechrystianizacja doprowadziła
do dehumanizacji, dehumanizacja zaś do szaleństwa, ponieważ
obraz człowieczeństwa uległ zaciemnieniu.""" Nie jest przypad­
kiem, że omawiając literaturę drugiej połowy naszego stulecia,
a ściślej mówiąc amerykańską literaturę lat 60., Daniel Bell
57

5I&lt;

5

67

�pisze: „Czytając pisarzy reprezentatywnych dla tego okresu
dochodzi się do wniosku, żc głównym przedmiotem ich zainte­
resowania było ' s z a l e ń s t w o ' . ' " ' Sytuacje, na których skupia się
zainteresowanie omawianych przez Bella pisarzy, określa on
jako „absurdalne, nihilistyczne",fabułę ich książek jako „zwa­
riowaną i figlarną",.styl jako „zimny, groteskowy, b ł a z e ń s k i " .
„Jednostkę przedstawiano niezmiennie niczym piłeczkę miota­
ną w różne strony przez bezmyślne, wielkie, bezosobowe
instytucje." W literaturze tej - u J. Hellera, K. Vonneguta, B.J.
Friedmana czy T. Pynchona - tropi Bell klasyczne figury
i motywy szaleństwa. Możemy zaryzykować twierdzenie, że
- pod tym przynajmniej względem - zrodziła się ona z sennych
koszmarów Kafki, a także, choć na pierwszy rzut oka nie jest to
takje oczywiste - Manna.
Świat znowu, podobnie jak w renesansie, stał się sceną
szaleńców. Powraca stara metafora. Ale to szaleństwo jest j u ż
zupełnie inne - nieprzychylne człowiekowi, groźne, nieoblicza­
lne. Do dziejów szaleństwa w kulturze współczesność dopisała
nowe wyobrażenia, nowe figury. Jedną z nich jest metaforyczna
figura błazna, której rysy rozpoznajemy w rozmaitych przeja­
wach dzisiejszej myśli i kultury. W eseju Morrisa Dicksteina
Czarny humor a historia jego autor zwraca uwagę na rolę owego
humoru w nowej literaturze amerykańskiej lat 60., na charak­
terystyczną dla tej literatury, przejętą z literatury żydowskiej,
postać szlemiela, a także na innego bliskiego kuzyna szlemicla
- pikarejskiego anlybohalera. U Vonneguta w Rzeźni numer
5jest to święty prostaczek, alegorycznie nazwany Billy Pilgrim,
w Paragrafie 22 Hellera - Yossarian. Ci współcześni potom­
kowie Petera Schlemihla, niewinni i naiwni outsiderzy, nie­
świadomi rządzących nimi Wielkich Mechanizmów, nieznisz­
czalni „specjaliści od p o r a ż e k " stają się doskonałą maskotką
w ręku Wielkiego Błazna, Kpiarza, Losu, którego opowieść
układa się paradoksalnie zgodnie z regułami czarnego humoru.
Czarny humor obnaża naszą bezradność i niszczy resztki
kulturowych tabu. „Czarny humor - pisze Dickstein - z reguły
odgrywa rolę Falstaffa wobec Hotspura czy księcia Hala
konwencjonalnej p o w i e ś c i . "
Powieściowy czarny humor staje się zatem dzisiejszym
literackim odpowiednikiem postaci błazna. Błazna, który jest
częścią i emblematem otaczającej nas rzeczywistości, definio­
wanej przez Dicksteina takimi znamiennymi stówami: „Świat
oszalał, protagonista uwikłany jest w to szaleństwo i stara się
z niego wyrwać na swój własny, nieco szalony s p o s ó b . "
Odpowiada to, według niego, realiom politycznym: „Kiedy
cynicy i paranoicy, jakby rodem z Celine'a, zamieszkiwali
w Białym Domu, szary człowiek stał się jeszcze większym
cynikiem i paranoikiem. Paranoja ta ma zresztą pewne uzasad­
nienie, ponieważ w wysoce spolaryzowanym społeczeństwie,
gdzie odrzucono dobrowolne ograniczenia nakładane przez
tradycję i cywilizację, trudno wykluczyć fakt, że ktoś rzeczywi­
ście zechce nas zniszczyć przy użyciu wszystkich, bardziej lub
mniej przyzwoitych ś r o d k ó w . "
Powróćmy do omawianego eseju. Czasy Verne'a, które
pragnął w nim znów przywołać niemiecki pisarz, dawno
odeszły. Wiedział o tym dobrze Josif Brodski, kiedy pisał swego
Nowego Jules Verne 'a - w wierszu tym brzmią już zupełnie inne
nuty.
62

63

64

65

„Morze na pozór jest martwe, ale naprawdę to nie
tak: potwornego życia pełne są jego tonie:
przekonać się o tym można dopiero, gdy się tonie"
- pisał poeta, dodając:
„W oceanie wszystko zdarza się nagle.
Lecz potem długo jeszcze wirują w fal walcu
deski, koła ratunkowe, strzępy żagli ze zmytymi odciskami p a l c ó w . "
Wyobrażenie statku, jakie napotykamy w tym nowym micie,
zupełnie inne jest od wyobrażenia Nautilusa czy statku Tomasza
Manna. Nie ma tu j u ż opisów ciepłych i miłych, a przede
wszystkim szczelnych zakątków. Przez każdą szczelinę tego
nieszczelnego statku wdziera się pełne tajemnic, zimne życie;
najbezpieczniejsze i najprzytulniejsze okazuje się w końcu
wnętrze olbrzymiej ośmiornicy.

68

„Jeszcze jedno zwycięstwo wody
w zapasach z l ą d e m " " - pisze poeta.
7

Bo u niego, zupełnie inaczej niż u Verne'a, statki w y g l ą d a
„zarazem jak drzewo i jak albatros
którym spod nóg wymknęła się ziemia"" .
11

Ikona takiego właśnie statku, który w wielu „wysokich"
i popularnych przedstawieniach zadziwiająco przypomi
w dodatku stary motyw statku - widma, statku śmierci
polującej na człowieka w przestworzach oceanu pułapki
przywodzi także na myśl najkrótszy spośród aforyzmów Kafkj„Klatka poszła szukać ptaka''"''. Aforyzm ten Jan Kott przekłada
na realia jego utworów. Bo to właśnie „Klatka, która 'szuka'
ptaka, klatka w ruchu, klatka aktywna, klatka z góry przyg t .
wana (a to 'z góry' ma także podwójne znaczenie)" przyszła
pewnego ranka do Józefa K . jak „Śmierć do grzesznika
w największym arcydziele średniowiecznego dramatu 'Every,
man' " ; jak los, dodajmy, w przebraniu Przygody, do dzisiej­
szych podróżników, poszukiwaczy prawdy i wiedzy tajemnej
do dzisiejszych Don Kichotów.
Woda i zatopione w niej współczesne statki śmierci mogą być
trafną metaforą szaleństwa, zagrażającego dzisiaj każdej, po­
zornie najbezpieczniejszej przetrzeni. Zarówno woda, jak
i statek ujawniają teraz, w czasach 'Nowego Jules Verne'a'swą
zapomnianą nieco, pełną ambiwalencji naturę, której tak bardzo
nie chciał dostrzegać Tomasz Mann. Tę właśnie głęboką
dwoistość widzimy na przykład we wspomnianym już opowia­
daniu Carlosa Fuentesa, bo choć statek zaprojektowano tak, by
udawał a home away from home, „dla Izabeli kretonowe firanki,
głębokie fotele i obrazy przedstawiające sceny morskie, sofy
obite wzorzystym płótnem, ściany i podłogi z jasnych desek,
zaczęły wkrótce przeobrażać się w symbole czegoś obcego
i oślepiającego" . A czyż podobnej transformacji życia
w śmierć, bezpieczeństwa we wrogość i szaleństwo, swojskości
w obcość, tej samej gwałtownej erupcji najgłębszej ambiwalen­
cji zarówno natury statku jak i wody nie doświadczył na własnej
skórze jeden z wielu znanych nam podróżników do kresu nocy
- Ferdynand z powieści L.-F. Celine'a? We współczesnym
filmie, zwłaszcza z kręgu thrillerów, horrorów i science-fiction,
równie często zwraca uwagę motyw statku, jachtu, nowoczesnej
platformy badawczej, które przechodzą stopniową lub gwałtow­
ną metamorfozę. Ze statków podobnych temu, na którym płynął
Mann, statków, dla których wzorem miał być Vernc'owski
Nautilus - przestrzeń doskonale zamknięta i w tym zamknięciu
bezpieczna, przestrzeń, która realizować miała mit domu i azylu
- przekształcają się w pełne szczelin statki - więzienia, na które
zło może się wedrzeć, ale z których nie sposób uciec; w labirynt
podobny onirycznym labiryntom Kafki czy. ukrytym pod
pozorami bezpieczeństwa i luksusu, złowrogim labiryntom
Manna.
Pryska więc złuda bezpieczeństwa. Zło grozi dzisiaj każdemu
i wszędzie. Nie o takich podróżach marzyli niegdysiejsi
podróżnicy, wierzący w bezwzględną przewagę człowiel
naturą i w sterowność swych łodzi. Stary Nautilus przerdzewiał
i powoli nasiąka wodą. Nastały czasy Nowego Jules Verne о
które tak celnie oddała poetycka intuicja Josifa Brodskiego
Oprócz motywu zamknięcia w labiryncie pojawia się tu równiet
motyw otwarcia, ale nie takie otwarcie nazywa Roland ВаЛг^
„prawdziwą poetyką podróży i poznania".Nie o takie otwarcie
chodziło Arturowi Rimbaud, kiedy pisał swój Statek Pijain' °'
to nowe otwarcie jest w istocie otwarciem na szaleństwo i zło;"
błazeńską nieprzewidywalność otaczającego nas świata.
Powróćmy do Manna. Trudno inaczej zrozumieć jego P°
dróżniczy esej aniżeli poprzez zestawienie go zarówno z innyn"
utworami pisarza, jak też z innymi świadectwami naszej epoK
przede wszystkim dziełami Kafki. Trudno też nie rozważa^ г
w kategoriach mitycznych, jako obrony przed błazens*'
totalitaryzmem świata i skazaniem nań człowieka. Kapłana
- powiedzmy to jasno i wyraźnie - postawę niemiecka
pisarza wobec świata i literatury trzeba zrozumieć jako opo •
dzenie się po stronie pewnego „podstawowego kanonu pf
na

O

0

7 0

3

tt

3

�72

j reguł" , jak określa go Leszek Kołakowski; kanonu, z za­
grożenia którego pisarz zdaje sobie doskonale sprawę. Tak jak,
^brew temu, co pisze w swoim eseju, zdaje sobie sprawę
kruchości i ułudy swego poczucia bezpieczeństwa na statku;
je świadomości tej wystarczająco jasno zdają sprawę inne jego
utwory. Mann wie, że każda łódź jest w istocie barką Charona,
a każda podróż może być tą, z której się j u ż nie wraca - choćby
była tylko oficjalną wycieczką powszechnie szanowanego
literata na zamorski uniwersytet z opłaconym biletem powrot­
em w kieszeni.
Możemy tu mówić o znaczących przewartościowaniach,
a nawet zamianie miejsc. W dwudziestowiecznej optyce błazeńwo nabrało zupełnie nowego, negatywnego znaczenia i rozu­
miane jest jako szaleństwo, które stało się udziałem dzisiejszego
świata'- wielu niegdysiejszych błaznów przeszło zatem na
pozycje kapłańskie. W świetle swojego eseju okazuje się Mann
kapłanem - ortodoksem w znaczeniu, jakie pojęciu temu nadaje
Ryszard Legutko" - w znaczeniu strażnika mitu, uświęconych
mitycznych wartości, tradycji wreszcie. I to właśnie najbardziej
upodabnia pisarza do bohatera jego eseju Don Kichota: błazna,
który tym się przecież wyróżniał spośród wiciu innych błaznów,
żenię łamał tradycji, a, wręcz przeciwnie, z heroicznym uporem
walczył o jej przetrwanie. Szalony hiszpański rycerz nie jest już.
odosobniony w tej walce o przestrzeganie praw, reguł i nakazów
ksiąg, walce o respektowanie norm przeszłości, które wydawać
się mogą całkiem anachroniczne. Podróż przez ocean z „Don
Kichotem" jest, moim zdaniem, wyrazem głębokiej niezgody
na tę realność świata, której wizja rysuje się w innych dziełach
autora Buddenbrooków.
Dlatego właśnie nazwałam ó w esej
zbawienną, ocalającą fikcją w twórczości Tomasza Manna, jego
ocalającym kłamstwem w znaczeniu, jakie nadaje temu pojęciu
James Clifford. Warto tu wspomnieć także i o tym, że jeżeli
etnologowie sięgają dzisiaj po maskę Don Kichota, to przynaj­
mniej jeden z nich czyni to z tego właśnie względu. Claude
Levi-Strauss, który przyznaje się, że całe jego dzieło ożywia
„jakaś maniera donkichotyzmu" mówi, odrzucając wszelkie
z

st

słownikowe definicje tego zjawiska: „Donkichotyzm, jak mi się
zdaje, to w istocie uporczywe pragnienie odnalezienia przeszło­
ści za teraźniejszością.
Tomasz Mann kocha szlachetnego D o n Kichota i dlatego
egzegezą swoją nie wykracza poza czasy Cervantesa; czasy,
kiedy obłęd był jeszcze zarówno wzniosły, jak też swojski,
poczciwy i znajomy. Człowiek współczesny skazany jest na los
błędnego rycerza i wyzwanie to staje się przekleństwem. Zza
horyzontu wyłania się nowa łódź szaleńców. Czas podróży jest
jednak czasem szczególnym. Tutaj, z dala od lądu i jego
rzeczywistości można zawiesić swoje doświadczenie współ­
czesności i powrócić do mitycznego illud tempus, do czystego,
szalonego świata Don Kichota. Pokład transatlantyku jest
przestrzenią symboliczną. „Dla większości czas podróży na
statku się 'nie liczy' - pisał Józef Czapski. - Jest poza
odpowiedzialnością, poza j a k ą ś ciągłością." M o ż e dlatego też
esej o Don Kichocie rozpięty w „kosmicznej (choć luksusowo
urządzonej) próżni między kontynentami" i w baśniowym
czasie podróży jest w twórczości autora Czarodziejskiej
góry
czymś niezwykłym. Jest chwilą wytchnienia od szaleństwa
świata. Jest wypowiedzią mityczną, a mit niszczy wszak czas,
nie uznaje jego wpływu, unieważnia go. Dlatego właśnie może
Mann zatrzymać się przy tej egzegezie doświadczenia Don
Kichota, która nie wykracza poza X V I wiek, dlatego opowiada
się po stronie czystości pierwowzoru hiszpańskiego arcydzieła
przeciwko jego kontynuacjom i późniejszym „ h e r e t y c k i m "
wersjom. A także przeciwko upływowi czasu, który zmienia
jego sens i wzbogaca go o sens kolejnych epok, wtapiając
w końcu sylwetkę Don Kichota w złowrogi, niełaskawy pejzaż
X X wieku. Mann dobrze wie, k i m jest współczesny błędny
rycerz, w sferze mitu jednak nie zmieni on dla niego swej
kondycji wzruszającego, szlachetnego, a jednocześnie śmiesz­
nie anachronicznego wędrowca, którego szaleństwo tak zupeł­
nie nie przypomina szaleństwa, będącego doświadczeniem
i maską współczesnego świata.

PRZY PISY
T.W. Adorno, Glosa do portretu Tomasza Manna. (w:t Sztuka i szjuki. Wybór
" T aesejów,
m ż e . s. 305—30*1 i 324
Warszawa IWO. pr/cl. K . Krzcmicń-Ojak, s. 325
Por. L . Stomma, Wariat czy geniusz.... maszynopis 1УХ1
J. Clifford, On Ethnographic Self-Fashioning: Conrad atut Malinowski, " (w:)
T . Mann.
ThePodróż... s. 329—330
twtiatmenl oj Culture Twentienth-Centitry Ethnography, Literaturę atut *"
An.
T . Mann.
Cambridge,
Tonio Kroger, w: Nowele. Warszawa 1956. przcl. L . Staff, s. 141
Mass an London I9XX, s. I III
" T a m ż e . s. 143
Por. F. Kalita. Myśliwy Grukchus. przcl. R. Karsl. iw.) Nowele i miniatury. Cidvnia 1991.8.
T a m ż e . s. 15fi
73
T . Mann. Śmieie w Wenecji, w: Nowele, op. cit., s. 243
' T.W, Adorno. np. t i r , s. 322
T a m ż e . s. 24fi
Tamże
* T . Mann. Wstepdo..Czarodziejskiejgóry",
przcł. I.E. Naganowscy. w: E\eje. op. cii., s. 396
" Tamże. s. 39X
' Tamże, s. 323
" Por. F . Kafka. Sternik przcl. R. Karsl, w: Nowele, op. cit., s. 281
Tam/c
M. Kundcra, A jeśli powieść naprawdę zniknie. „ Z e s z y ł y Literackie" nr X, 19X4. przcł A .
Tam/c, s. 324
Danilowicz-Grudzińska. s. 112
' Tamzc. s. 3 2 »
M. Bród. Franz Kafka. Opowieść biografii zna. Warszawa 19X2. przcl. T . Zahludowskj. s.
"Tamże. s. 325
24fi
" Tamże. s. 32X
* A. Camus. Eseje. Warszawa 1974. przcł. J. Guze. s. 205
" Tamże. s. 325
Por. L Stomma, op. cii.
"Tam/c. s. 3 2 »
J. Kolt,... może innej apokalipsy nie będzie, w: Kamienny Potok. Eseje, Londyn 19X6. s. 152
K. Mann, Punkt zwrotny. Warszawa 199.3. przcl. M. Wydmuch, s. fil
J. Kott. Klatka szuka ptaka, w: op. cit., s. 40
T Mann. Podróż przez ocean z ..Don Kichotem", przcl. M. Żurowski, w: Eseje, Warszawa
I'M. s. 293
M. Brod. op. cit.. s. 177
Miciński. O prz.ygodz.ie i топи, w: Pisma. Eseje, artykuły, lixly, Kraków 1970,
" Tamże,
s. 94 s. 176
G. Bachclaru . Woda i marzenia, przcl. A . Talarkiewicz. w: Wyobraźnia poetycka.
F. Kalita. Zamek. Warszawa 19X6, tłumacz nic podany, s. 376
"ttzawa 1975. s. 131
Т. Mann. Tonio.... s. 166
Tamże. s. 14
T . Mann, Mario i czarodziej, w: Nowele, op. cit.. s. 457
j T Mann. Pmlróż... s. 2X9
" l'. Kalłca, Myśliwy....
s. 75
, Tam/e
К. Dorosz. Ziemia jałowa
i poszukiwanie Graala. w: Maski Prometeusza.
Eseje
Tamże, s. .344
konserwatywne. Londyn 19X9. s. 143
' Miłosz. Widzenia nad Zatoką San Francisco. Kraków 19X9. s. 55
D. Bell, Kulturowe sprzeczności
kapitalizmu. Warszawa 1994, przcł. S. Amsterdamski, s.
' J Kafka. Ameryka, Warszawa 19X9. przcl. J . Kydryński, s. .33
173
M Białoszewski. Na rzymskich równoleżnika i AAAmeryka. W' Obiiial&gt;ywunieTamże
Europy.
•™**&lt;ТЗ*И. Ostatnie wiersze. Warszawa I9XX. ss. I2X.fi5i 69
M. Dickslcin, Czarny humor a historia, przcł. J . Anders, w: Nowa proza amerykańska.
Eseje
» - Mann. Podróż... s. 2XX
krytyczne. Warszawa 19X3. s. 177
Ul
Facnlcs. Wąż morski, przcl. K. Wojciechowska, w: Pieśń Henrów. Warszawa 1979. s.
" T a m ż e . s. 1X9
''' Tamże, s. 194
Л- Mann. PtHlniż.... s. 309
"• J. Brodski, op. cii., s. 16.3
Tamże. s. 295
" T a m ż e . s. 165
R. Barlhes. ..Nautilus" i ..Siatek Pijany" pr/cl. J Błoński, w: Mil i znak. Warszawa 1970.s
" T a m ż e . s. 161
"' C v i za: J . Koti, Klatka... s. 37
„ Tamże
"' Tamże
„T. Mann. Podróż.... s. 291)
" С Fuenlcs. op. cii., s, 155
„"-Barihcs. op. cii., s. 74
' Por. R. LcguUco, Podzwonne dla błazna, w: Bez gniewu i uprzedzenia. Szkice o książkach,
Nowy
Jules
Verne,
przcl. S. Barańczak, w: N2 wiersze i poematy. Kraków 19X9. s.
ludziach
i ideach, Paryż 19X9, s. 35
«I
" T a m ż e . s. 26-10
" Por. C. Lcvi-Strauss. D . Eribon. Z bliska i z oddali. Lodź. 1994, przcl. K . Kocjan, s. 114
•e
Ameryka.... s. 32
&gt;!,' Kalka. Myśliwy... s. 73
" 1. Czapski. Tumult i widma, w: Czytając
Kraków 1990. s. 235
M a n n , Podróż... s. 344
" T . Mann. Podróż...., s. 292
1

и

1

1

4 i

4 4

4 4

ł

4

4

4X

1

4-ł

4

ra

(

V1

1

M

я

M

ш

1

h :

w

T

9

7

r

69

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6071" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6051">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a19c381086fe5312e909a20f6fe48fa5.pdf</src>
        <authentication>8e0bbcd962d025757a9b3760071994a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72394">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5431</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72395">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72396">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72397">
                <text>mit współczesny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72398">
                <text>Jan Paweł II, papież ( 1923-2005)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72399">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5049</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72400">
                <text>Prawdziwy mit, albo jak Karol Wojtyła zostal papieżem / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72401">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.221-225</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72402">
                <text>Braun, Mateusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72403">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72404">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72405">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72406">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72407">
                <text>B

yło

tak. W pierwszych dniach maja 1915 roku
miała miejsce jedna z najbardziej krwawych bitew frontu wschodniego I wojny światowej. Była to bitwa pod Gorlicami, zwana inaczej "Małym Verdun". Na wzgórzu Magdalena oraz w okolicznym pasie
kilkudziesięciokilometrowym zginęło w sumie kilkanaście tysięcy ludzi. Legenda głosi, że na wzgórzu gdzie
bronił się austriacki pułk wadowicki, w okopie obok
siebie znaleźli się sierżant Karol Wojtyła-senior i nieznany z imienia kapral Koszyk. Przerażeni nawałą rosyjskiego ognia artyleryjskiego, nie wiedzieli czy wrócą
kiedykolwiek do domu. Kapral Koszyk złożył wtedy
znamienne ślubowanie: "Panie Boże, jeśli żywy wyjdę
z tej wojny, mój syn będzie księdzem; a mój biskupem
- dodał Karol Wojtyła; a może papieżem - zażartował
Koszyk; a będzie- odpowiedział Wojtyła-senior." Tak
mówi lokalna opowieść.
Pułk wadowicki, o którym wiemy, że służył w nim
kiedyś sierżant Karol Wojtyła, stacjonował w okolicach Gorlic co najmniej od marca. Nie zachowały się
jednak żadne pisemne dowody na to, że w tej bitwie
gorlickiej sierżant Wojtyła brał udział. Służył w tym
pułku, ale czy służył w tym czasie, kiedy pułk stacjonował pod Gorlicami i czy on osobiście był pod Gorlicami, tego nie można dzisiaj udowodnić.

l.

Michał

niesie

Wachowski. "Gorlice, maj 1915 r. Jawisz
pokój". 1989

Boży

się

MATEUSZ BRAUN

Prawdziwy Mit,
albo jak Karol Wojtyła
został papieżem ...

Minęły lata. Syn kaprala Koszyka, Seweryn, zaraz
po ukończeniu szkół został skierowany do seminarium
duchownego i w 1959 roku odebrał święcenia kapłań­
skie. Syn Karola Wojtyły wstąpił na Uniwersytet Krakowski, a w czasie II wojny światowej pracował jako
robotnik w Solvay'u. Dopiero wtedy odczuł powołanie
do stanu duchownego. Karol Wojtyła został kapłanem
w 1946 roku, później prałatem, biskupem, kardynałem. W 1978 roku został powołany na Stolicę Piotrową, jako Jan Paweł II- papież.

w wyobraźni Swego Ojca, jako Ten, Który na

ziemię rozdartą wojną

i nienawiścią

�W końcu lat 70-tych na wzgórzu Magdalena planowano zbudować wielkie osiedle bloków a obok kolonię domków jednorodzinnych. Z tego też powodu
zakładano budowę potężnego kościoła. Ksiądz Mucha,
proboszcz tej parafii liczył na to, że: "( ...) kościół zostanie szybko zbudowany przez tych ludzi co to się sprowadzą do tych bloków. Otóż wybuchł sierpień 80-tego
roku i blokowisko nie powstało. I ten kościół jest wła­
ściwie w polu na górce, tak tu chałupka tam chałup­
ka, tu krowa tu tego i tu kościół przeznaczony zdaje się
na trzy tysiące wiernych, które tam nie mieszkają bo
nie zbudowano bloków." 1
Jednak w 1983 roku, ks. biskup Ablewicz erygował
dla rozwijającej się dzielnicy Gorlic nową parafię, dla
której ks. Andrzej Mucha nadal chciał wybudować
monumentalny kościół. Ówczesne władze wyznaniowe w Nowym Sączu nie wyraziły zgody na budowę tak
wielkiej świątyni, a jedynie na niewielki kościółek
o całkowitej powierzchni 600 m kw. Zgodę tę wyrażo­
no na rok 1986. Następna zgoda miała być wydana po
upływie 5 lat. Władze kościelne uznały jednak, że
przydzielona powierzchnia jest niewystarczająca.
Parafia św. Andrzeja Boboli przygotowywała się do
budowy kościoła dopiero na rok 1991. Licząc prawdopodobnie na uzyskanie tej zgody, gromadzono materiały budowlane i poprawiano plany budynku. I nagle,
w 1989 roku, Urząd ds. Wyznań w Nowym Sączu wyraził zgodę na budowę, początkowo planowanej, wielkiej świątyni.
Zezwolenie przyszło, jak pisze ks. Mucha"( ... ) cał­
kowicie niespodziewanie i 'nieproszone"' (Mucha
1994b), i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie
zbieżność z innym wydarzeniem z tego samego roku,
które wpłynęło na to, że kościół św. Andrzeja Boboli
w Gorlicach stanowi ,,Wotum Wdzięczności Bogu za
Papieża Jana Pawła II." (Mucha 2000, s. 9)

Wieści

zza Wielkiej Wody

W styczniowym numerze regionalnego dwutygodnika "Dunajec", komunistyczny dziennikarz Zygmunt Broniarek wydrukował korespondencję z Waszyngtonu pt. ]ak Karol Wojtyla został papieżem? Broniarek pisze, że w polonijnym "Nowym Dzienniku"
(z 27 października 1988) znalazł artykuł Stanisława
Dąbrowskiego pod takim właśni tytułem (Mucha
1994b).
Stanisław Dąbrowski jest znajomym ks. Seweryna
Koszyka pochodzącego z Wieprza koło Wadowic. Po
wyborze Wojtyły na papieża złożył ks. Koszykowi wizytę, aby podzielić się z nim swoją radością. Wtedy ks.
Koszyk powiedział mu, że o tym, iż Karol Wojtyła zostanie papieżem wie już od 1959 roku. Powiedział mu
o tym jego ojciec w dniu, gdy został wyświęcony na
księdza . Ojciec ks. Seweryna, kapral Koszyk, opowiedział mu o przyrzeczeniach, które obaj z sierżantem

222

2. Rzeźba wolnostojąca przed kościołem św. Andrzeja Boboli
w Gorlicach
Wojtyłą złożyli

w okopach. Włożył jednak w usta Wojinne słowa: "Fanie Boże, jeśli sprawisz, że wrócę do domu z wojny cało to mój syn zostanie nie tylko księdzem, ale i prałatem i biskupem i kardynałem i nawet papieżem." (Mucha 1994b).
Zadziwiający jest fakt, że ks. Koszyk usłyszawszy tę
historię od ojca w 1959 roku, milczał o niej i nikomu
nic nie powiedział, mimo, że w między czasie Wojtyła
został i biskupem i kardynałem, a o tym też jest mowa
w ślubowaniu. Ponadto, ojciec niemal na każdym kroku przypominał o gorlickich ślubowaniach i o tym, że
się spełniają: "A widzisz, Wojtyła już jest Metropolitą
Krakowskim" albo "To Karol Wojtyła już jest kardynałem; zobaczysz, że on zostanie Ojcem Świętym. Już mu
niedaleko do Rzymu" (Dąbrowski 1988) . Jednakże ks.
Koszyk milczał, jakby wydarzenia, które obserwował
były zupełnie zwyczajne, ponieważ jak mówił "nigdy
nie przywiązywał wagi do tej wojackiej opowieści ojca".
Dopiero w 1978 roku, zaraz po wyborze Wojtyły na
papieża, wyjawia ją Stanisławowi Dąbrowskiemu. Dą­
browski również zachowuje się dziwnie. Jest zachwycony opowieścią, ale milczy; czeka aż 10 lat, aby jej
treść opublikować w gazetach polonii w USA bo dopiero w 1988 roku- w "Nowym Dzienniku" i "Polish
Express" (Mucha 2000, s. 9). Stąd, za sprawą Broniarka, tekst ten wędruje do Polski. Jak widać kręte są
ścieżki współczesnego mitu.
Na tym tle, można by pokusić się o twierdzenie, że putyły-seniora trochę

�Mateusz Braun t PRAWDZIWY MIT, ALBO JAK KAROL WOJTYŁA ZOSTAŁ PAPIEŻEM ...

3.

Rzeźba wolnostojąca

przed

kościołem św.

Andrzeja Boboli

w Gorlicach

"Dunajcu", była elementem
manipulacji, mającej skłonić Urząd
ds. Wyznań do wydania zgody na budowę kościoła.
blikacja w

nowosądeckim

społeczno-politycznej

Prawdziwy Mit
wg ks. Andrzeja Muchy
Podczas I wojny światowej ojcowie Seweryna Koszyka i Karola Wojtyły służyli w austriackim wojsku,
w tej samej kompanii. W maju 1915 roku brali udział
w bitwie pod Gorlicami i siedzieli w tym samym okopie.
Było bardzo gorąco, gdyż Rosjanie natarczywie bombardowali pozycje austriackie. Będąc w ciężkich opałach i nie wiedząc czy ujdą z życiem, zwrócili się z proś­
bą do Pana Boga, Matki Boskiej i Wszystkich Świętych
o ratunek. Wtedy kapral Koszyk ślubował Panu Bogu,
że jak wyjdzie z tej bitwy cało, przeżyje wojnę i będzie
miał syna, to go odda do stanu duchownego. Na te sło­
wa sierżant Wojtyła, "( ... ) słysząc skromne obietnice
kaprala Koszyka, podbił go w swoim ślubowaniu mówiąc mniej więcej tak: Panie Boże, jeżeli sprawisz, że
wrócę do domu z wojny cało, to mój syn zostanie nie
tylko księdzem, ale prałatem, biskupem, kardynałem
i nawet papieżem. " Historię tę ks. Seweryn usłyszał ponoć od ojca po raz pierwszy, gdy został wyświęcony na
księdza w 1959 roku. Zastrzegł jednak, aby nie przypisywać temu wydarzaniu predestynacyjnego znaczenia,

mimo że dotyczy ono także jego powołania do stanu
duchownego (Mucha 2000, s. 6-7).
Ksiądz Andrzej Mucha twierdzi, że w styczniu 1989
roku otrzymał od jednej z parafianek ostatni numer
dwutygodnika "Dunajec", zawierający artykuł p. Broniarka (Mucha 1994b), co położyło fundamenty pod
późniejsze działania księdza, włącznie z zaczerpniętą
powyżej, relacją z jego książki.
Opisuje w niej również swoje pierwsze spotkanie
z ks. Sewerynem Koszykiem i Stanisławem Dąbrow­
skim w kwietniu 1991 roku. Dziwne jest jednak to, że
w "Dzienniku Polskim" w 1996 roku czytamy: "Przed
rokiem, podczas obchodów 80-lecia bitwy pod Gorlicami dociekliwi historycy z ks. Andrzejem Muchą na
czele wyszperali, że w tej największej batalii na froncie
wschodnim podczas I wojny światowej uczestniczył ojciec obecnego papieża, sierżant Karol Wojtyła (... )."
(W okopach nad ... 1996) Widać tu jak bardzo sprawa
udokumentowania mitu jest niepewna, skoro nawet
wzmianka w gazecie sprzyjającej popularyzacji tego
wydarzenia jest sprzeczna z relacją ks. Muchy.
Wróćmy jednak do spotkania. Miało ono miejsce
w polskiej parafii Podwyższenia Św. Krzyża, w miasteczku Woodstock w Kanadzie. Ks. Seweryn powiedział wtedy, że jego śp. ojciec przekazał mu więcej
szczegółów tamtego wydarzenia, lecz nie może ich wyjawić bez zgody Jana Pawła II. Ciekawe co to za szczegóły: skojarzenie z Tajemnicą Fatimską aż się prosi.
Znamienne jest również to, że ksiądz Koszyk nigdy nie
kontaktował się z Janem Pawłem II, nie może więc być
zastrzeżeń Ojca Świętego co do dalszych rewelacji.
Teraz przyjrzyjmy się drugiej historii, tzn. temu co
ks. Franciszek Malarz, kapelan uzdrowiska Wysowa,
powiedział o wędrówce ks. Wojtyły po Beskidzie Niskim w sierpniu 1953 roku. W wywiadzie dla "Dziennika Polskiego" powiedział, że Karol Wojtyła wybierając się na tę dwutygodniową wycieczkę tuż po obronie
pracy doktorskiej, miał osobisty cel: "Chciał przyjrzeć
się dokładnie terenom, gdzie podczas pierwszej wojny
światowej wojował w mundurze austriackiego sierżan­
ta jego ojciec - też Karol. (... ) W okopach 'Małego
Verdun' gdzieś na Magdalenie, gdzie stacjonował pułk
wadowicki, sierżant Wojtyła złożył szczególne ślubo­
wanie( ... ). Karol Wojtyła-senior miał wówczas powiedzieć, że w tę 'ziemię rozdartą wojną i nienawiścią Boży Pokój przyniesie dopiero jego syn.' Powiedział też, że
jeżeli 'przeżyje wojenną zawieruchę, to narodzonego
w przyszłości syna ofiaruje na służbę bożą."' (Śluby sierżanta Wojtyły ... 2002)
Wypowiedź ta jest tym bardziej interesująca, że
z innych źródeł wiemy, iż w tym czasie Karol Wojtyła
nie wiedział nic jeszcze na temat domniemanej-mitycznej wypowiedzi swojego ojca. Mieczysław Maliński
w książce Papież spraw ludzkich, mimo że opisuje wycieczki Wojtyły w góry z tamtego okresu, nic o tym nie
wspomina (Maliński 1983, s. 38-39). Dopiero w lipcu
1989 roku, podczas pielgrzymki gorlickich nauczycieli,

�mi rozmawia rzadko, a jeżeli już, to zasadniczo, rzeczowo i - co najgorsze - krótko." (Maliński 1983, s. 6)
Mało przyjemna to charakterystyka i nie można z niej
wiele wnioskować.

Prawda czy fałsz
Można powiedzieć, że ta fenomenalna historia
(do pewnego momentu oczywiście, gdyż potem mit
staje się niespójny), umiejscawia wydarzenie jakim
był wybór Karola Wojtyły na papieża, w mitycznej
przestrzeni, przez co przestaje ono być dziełem przypadku. Wydaje się to mieć powiązanie, jak wiele zjawisk z historii najnowszej Polski i polskiej kultury,
z romantycznymi wzorcami zachowań, do dziś funkcjonującymi w społeczeństwie (Janion 1978, s. 567).
Przecież wiemy dobrze, że wyobraźnia XIX-wieczna
wykształciła marzenie o nadejściu męża bożego, który wyzwoli lud:
Pośród

niesnasek Pan Bóg uderza
W ogromny dzwon,

Dla słowiańskiego oto papieża
Otworzył tron.
( .. .)

A trzeba mocy,
4. Kościół św. Andrzeja Boboli w Gorlicach stanowi ,,Wotum
Wdzięczności Bogu za Papieża Jana Pawła II"

Więc

przekazano Ojcu Świętemu obraz przedstawiający obu
w okopie podczas ślubowania. (Historia pewnego obrazu... 1997) Wg relacji pani Brzozowskiej
z Gorlic, która w tym wręczeniu uczestniczyła:"( ... ) papież zapytał 'A co to?' Więc mu objaśnili, że to szanowny tatuś właśnie ma widzenie, że będzie miał syna, który zostanie papieżem. I papież miał się złapać za głowę
i powiedzieć 'Mój Boże, czego to ludzie nie wymyślą!"'2 Dziękując zaś za obraz powiedział: "Ojciec bardzo podobny." (Historia pewnego obrazu ... 1997; Laur
dla Wachowskiego ... 1997; Sierżant Wojtyla w okopach...
1997; W okopach nad... 1996)
Nasuwa się tu pytanie, dlaczego Jan Paweł II nic
o gorlickich ślubowaniach nie wiedział: czy tylko dlatego, że jego ojciec zmarł zanim syn został wyświęco­
ny? Przecież Karol skłaniał się ku sprawom religijnym
już wcześniej. Ojciec milczałby więc w tej sprawie i nigdy nawet o niej nie wspomniał, skoro poświęcił się
całkowicie wychowaniu dziecka? Trudno oczekiwać
odpowiedzi na to pytanie, skoro o Wojtyle-seniorze
nawet książka o papieżu mówi dość enigmatycznie:
"( ...) jest synem emerytowanego porucznika wojskowego, pracującego w administracji. Człowieka spokojnego, niektórzy mówią: 'mrukliwego', niektórzy dodają: 'odludka', chociażby dlatego, że nie utrzymuje bliskich kontaktów ze swoją rodziną w Czańcu, z sąsiadażołnierzy

byśmy

ten pański

Dźwignęli świat:

oto idzie papież słowiański,
Ludowy brat.J

Być może dlatego ,,Wybór Karola Wojtyły na papiepostrzegany jest nie jako kolejny fakt z historii Kościoła, lecz jako efekt cudownej interwencji opatrzności." (Łozińska 1990, s. 38-39).
W tej też kategorii ujmuje mit Leszek Kołakow­
ski; chodzi mianowicie "( ... ) o uniknięcie zgody na
świat przypadkowy, wyczerpujący się każdorazowo
w swojej nietrwałej sytuacji, która jest tym, czym jest
teraz, i do niczego nie odsyła." (Kołakowski 1994,
s. 11) Powstaje zatem punkt odniesienia, (jak pisze
van Der Leeuw "Żywy mit stanowi (... ) dokładną paralelę do obrzędu, a nawet jest sam obrzędem"),
i właśnie ta paralelność nadaje zdarzeniu cechy sacrum. Jednocześnie każdy mit zawiera element, którego nie zawierają inne święte słowa, a który go ostatecznie realizuje, mianowicie 'upostaciowanie' (Leeuw
1997, s. 362-363).
Mamy tu wszystko, co w kreowaniu mitu jest potrzebne. Jest wiadomość przywieziona z dalekiego kraju, mitycznej Ameryki, tak postrzeganej w tamtych
czasach, szczególnie wśród górali; jest realizacja romantycznych wzorców o nadejściu papieża słowiań­
skiego; wreszcie, jest podwójne upostaciowanie, bo
w osobach i Seweryna Koszyka, i Karola Wojtyły.
Wszystko to razem tworzy mityczną przestrzeń, historyczny punkt odniesienia, gdzie nie ma miejsca na

224

ża

�Mateusz Braun+ PRAWDZIWY MIT, ALBO JAK KAROL WOJTYŁA ZOSTAŁ PAPIEŻEM ...

Łozińska

przypadek. I byłoby dobrze gdyby nie fakt, że w miarę
jak postępowało odsłanianie mitu, stawał się on bardziej niespójny. Nie wiadomo jednak, czy działo się tak
bo wszystko zostało wymyślone od początku do końca
i teraz wychodzą różne niedociągnięcia, czy też z powodu intensywnego popularyzowania tej nieznanej

King a
1990 "Więc oto idzie papież słowiański ..."- romantyczne tło mitycznego wizerunkulana Pawła II, [w:] Zeszyty naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace etnograficzne, z. 27, s. 37-46.

dotąd opowieści.

Mucha ks. Andrzej
1994a Nic co gorlickie nie jest mi obce część I, ,;fygodnik Gorlicki", nr
32, 16 września.
1994b Nic co gorlickie nie jest mi obce (II) , ,;rygodnik Gorlicki", nr
33, 23 września .
2000 Wotum wdzięczności Bogu za Papieża Jana Pawła II czyli kościół św. Andrzeja Boboli w Gorlicach, Gorlice.

Ostatecznie dopełnia wszystkiego obraz, który
staje się nośnikiem nie tylko pieniędzy potrzebnych
na budowę świątyni,4 ale również samej legendy,
której reprodukcję każdy może mieć w domu. Maluje go diecezjalny malarz dzieł sakralnych Michał
Wachowski. Przedstawia okopy gorlickie - miejsce
ślubowań i proroctwa. Następnie wiezie go do Rzymu pielgrzymka gorlickich nauczycieli. Obraz przedstawia sierżanta Karola Wojtyłę-seniora w mundurze, przy szabli i orderach i żołnierza z plecakiem
podnoszącego skrwawiony bandaż, przypominający
biało-czerwoną flagę. W tle, pośród mgieł widać postać Jana Pawła oraz zarys kościoła (wtedy jeszcze
w budowie): ,;wotum Wdzięczności Bogu za Ojca
św. Jana Pawła II".
Przedstawienie artystyczne jest bardzo sugestywne i można by je poddać głębszej analizie ikonograficznej. Podpis obrazu: "Jawisz się w wyobraźni Swego Ojca, jako Ten, Który w ziemię rozdartą wojną
i nienawiścią niesie Boży pokój", nie precyzuje wyraź­
nie, czy treść odnosi się do Boga Ojca czy do Wojtyły-seniora.

W odczuciu lokalnej społeczności wydarzenie nosi znamiona cudu, który pomógł w budowie świątyni.
Artykuły w prasie lokalnej powodują, że mieszkańcy
są głęboko przekonani o prawdziwości przedstawionych wydarzeń. Potwierdził je przecież sam Jan Paweł
II, gdy przyjmując obraz powiedział: "Ojciec bardzo
podobny."
Podstawą

pracy jest wywiad z Antonim Krohem.

Również materiały dotyczące sierżanta Wojtyły, mogłem wykorzystać
dzięki jego uprzejmości.

Bardzo Mu za to dziękuję .

Bibliografia
1999 VI Festyn Parafialny w Gorlicach, "Dziennik Polski", 23
czerwca.
Broniarek Zygmunt
1989 ]ak Karol Wojtyła został papieżem?, "Dunajec", nr 2.
Dąbrowski Stanisław

1988 ]ak Karol Wojtyła został papieżem?, "Nowy Dziennik", 27 paź­
dziernika.
1988 ]ak Karol Wojtyła został papieżem?, "Polish Express", 2 listopada.
1999 Garliczanie też będą, "Dziennik Polski", 12 czerwca.
1997 Historia pewnego obrazu, "Dziennik Polski", nr 132, 9 czerwca.
Janion M . , Żmigrodzka M .
1978 Romantyzm i historia, Warszawa.
Kolakowski Leszek
1994 Obecność mitu, Wrocław.
1997 Laur dla Wachowskiego, "Dziennik Polski", 11 stycznia.

Maliński Mieczysław

1983 Papież spraw ludzkich, Warszawa.

1998 Na Wzgórzu Magdalena, "Dziennik Polski", nr 249, 23 paź­
dziernika.
1997 Sierżant Wojtyła w okopach nad Ropą, "Dziennik Polski", nr
101, 30 kwietnia.
Słowacki

J.
1930 Pośród niesnasek Pan Bóg uderza ..., [w:] Dzieła, t. 3-4, s. 131132, Warszawa.

2002 Śluby sierżanta Wojtyły. Rozmowa z ks. Franciszkiem Malarzem,
kapelanem uzdrowiska Wysowa, "Dziennik Polski", 14 stycznia.
van Der Leeuw G .
1997 Mit, [w:} Fenomenologia religii, s. 362-366, Warszawa.
1996 W okopach nad Ropą, "Dziennik Polski", 31 sierpnia.

Przypisy
[Wywiad autora z Antonim Kroheml
[Wywiad autora z Antonim Kroheml
Słowacki 1930, s. 131-132.
"Ksiądz Mucha, który zamówił ten obraz, zamówił go po to aby
wyprodukować pocztówki. Te pocztówki to są cegiełki. To nie
jest pocztówka, która kosztuje tyle co każda inna w kiosku, tylko on je sprzedawał za 100 tysięcy ówczesnych złotych czyli za
10 złotych i to były cegiełki na budowę. Po czym opisał, wydał
dwa artykuły potem wydał książkę i zrobił kampanię propagandową w prasie, której fragment tylko tutaj jest, podał to jako
fakt oczywisty, dowiedziony i dokonany, że sierżant Wojtyła pod
Gorlicami przewidział, miał widzenie, że jego syn będzie papieżem. " [Wywiad autora z Antonim Krohem]

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6069" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6049">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0380bd03e691f6534f811eb10f60ef88.pdf</src>
        <authentication>a62258484d154a8630664b0948336f81</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72370">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:5423</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72371">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72372">
                <text>2004</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72373">
                <text>pamięć - aspekt antropologiczny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="72374">
                <text>dziedzictwo narodowe</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72375">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5041</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72376">
                <text>Zabytki dziedzictwa narodowego a problem stosunku do przeszłosci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72377">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2004 t.58 z.3-4 ; s.206-208</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72378">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72379">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72380">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72381">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72382">
                <text>EWA KLEKOT

Zabytki dziedzictwa
narodowego a problem
stosunku do przeszłości

"Język dziedzictwa, który zalewa świat, jest przede
wszystkim językiem Zachodu. W pierwszym kongresie
poświęconym zabytkom historycznym w 1931 roku
uczestniczyli wyłącznie Europejczycy. Tunezja, Meksyk i Peru dołączyły w 1964; w 1979 osiemdziesiąt krajów ze wszystkich kontynentów podpisało Światową
Konwencję o Ochronie Dziedzictwa. Najodleglejsza
wioska na Vanuatu może się pochwalić terminarzem
aukcji Sotheby's. Firmy szwedzkie, japońskie i niemieckie budowały replikę wioski Shona i kopię Old
Bulawayo w Centrum Dziedzictwa Historycznego
w Zimbabwe. Za narodową schedą majaczy cień mię­
dzynarodowego biznesu" [Lowenthal1998, s. 5].
Czyżby więc retoryka dziedzictwa była częścią języ­
ka nowej kolonizacji? Jednoznacznie twierdząca odpowiedź na to pytanie byłaby z pewnością zbyt dużym
uproszczeniem; poza tym naraziłaby prawdopodobnie
autora na podejrzenia już nie o "antropologiczny relatywizm", lecz wręcz o lewactwo. Trudno jednak zaprzeczyć, że "język dziedzictwa", jeżeli będziemy go rozumieć po foucaultowsku jako przestrzeń, w której rodzą się znaczenia, jest częścią stosunków władzy; odgrywa też istotną rolę w procesie przemocy symbolicznej [Bourdieu 1995]. Z tej perspektywy ciekawe są zarówno jego dzieje, jak i jego współcześni twórcy świadomi swej prawodawczej mocy eksperci (w więk­
szości przekonani o legitymizacji i słuszności posiadanej władzy symbolicznej) oraz "użytkownicy języka",
którzy w rzeczywistości są także jego twórcami, choć
nieświadomymi faktu tworzenia. Ci pierwsi podają definicje i zakreślają granice, ci drudzy nie tylko weryfikują je w potocznym użyciu, lecz także nadają im nowe znaczenia wynikające z logiki praktycznego działa­
nia [ibid.].
"Język dziedzictwa - język Zachodu" jest w rozumieniu zacytowanego powyżej Davida Lowenthala lokalnym zjawiskiem roszczącym sobie prawo do uniwersalności; zjawiskiem zakorzenionym w zachodnim,
nowoczesnym doświadczeniu przeszłości. Doświadcze­
nie to nie jest jednak bynajmniej jednorodne: charak-

teryzuje je specyficzna dwutorowość, którą Lowenthal
ujmuje w postaci opozycji między "historią" i "dziedzictwem" (history/heritage). Historia jest w tym zestawieniu stosunkiem do przeszłości postulującym jej jak
najpełniejsze poznanie, przy świadomości, że możliwe
są tylko przybliżenia, gdyż mapa przeszłości w skali jeden do jednego jest utopią: przeszłość zawsze pozostaje dla nas obcym krajem - nie jest niczyim dziedzictwem, lecz ziemią cudzą, zamieszkaną przez Obcego Mieszkańca Przeszłości [Lowenthal 1985]. Uznanie
przeszłości za własne dziedzictwo jest natomiast według Lowenthala uroszczeniem i zawłaszczeniem tego
obcego kraju; zawłaszczeniem, które podejmuje potrzebująca legitymizacji nowoczesność. Dokładniej
rzecz biorąc, chodzi o nowoczesne wspólnoty wyobrażone, budujące swe zakorzenienie w oparciu o wspólnotę dziedzictwa [Anderson 1997]. Przeszłość rozumiana jako dziedzictwo nabiera wymiaru emocjonalnego: dziedziczy się po przodkach, nie po obcych; do
dziedzictwa ma się prawo; o odziedziczoną schedę należy dbać. Rozumienie przeszłości jako dziedzictwa jest
więc formą myślenia, która przede wszystkim pozwala
na opanowanie teraźniejszości za pomocą przeszłości,
tworzy emocjonalne więzi między "wtedy" i "teraz",
"nimi" i "nami", stwarza zakorzenione w przeszłości
motywacje do działań teraźniejszych i przyszłych. Nasza "powinność" wobec odziedziczonej przeszłości jest
tak samo prawomocnym i przekonującym wyjaśnie­
niem naszych działań, jak zawarty w Genesis nakaz:
"idźcie i czyńcie sobie ziemię poddaną" był w innych
czasach dla kolonizatorów obu Ameryk. Rozumienie
materialnych pozostałości minionych czasów jako zabytków dziedzictwa, czy też świadectw łączącej wspólnotę przeszłości jest uwarunkowanym kulturowo, nowoczesnym sposobem podejścia.
Ponieważ w języku polskim słowo "nowoczesny"
nie we wszystkich idiomach humanistyki posiada wymiar historyczno-społeczny odpowiadający angielskiemu modem i nie zawsze rozumiane jest tak, jak chciałabym go tutaj używać (i jak używany on będzie w artykułach autorstwa studentów Instytutu Etnologii 1),
pozwolę sobie na krótkie wyjaśnienia. Termin modem
konotuje "nowoczesność" nie tylko jako cechę jakościową niezależną od chronologicznego i geograficznego usytuowania przedmiotu, osoby czy czynu - np.
można nazwać wprowadzony przez Echnatona system
religijny "nowoczesnym", mówić o "nowoczesności"
poglądów Avicenny czy nazwać wynalazki Leonarda
"nowoczesnymi" - ale także cechy stanowiące konsekwencję przynależności owego przedmiotu czy osoby
do ujętej w pewne ramy czasowe i geograficzne formacji kulturowo-społecznej zwanej madernity-w idiomie
historii odpowiadającej przeważnie polskiemu terminowi "nowożytność". Polska "nowożytność" nie oznaczała jednak tego, co nowoczesne w sensie jakościo­
wym: więcej - często nowoczesność zaczynała się tam,
gdzie się kończyła nowożytność, czyli w tak zwanych

206

�Ewa Klekot • ZABYTKI DZIEDZICTWA NARODOWEGO A PROBLEM STOSUNKU DO PRZESZŁOŚCI

"czasach współczesnych". W rzeczywistości natomiast
(potoczne) użycie określenia "nowoczesny" także odsyła nas do "nowoczesności" jako epoki:
tylko z perspektywy "nowoczesności-nowożytności"
i jej monoteistycznych systemów religijnych, rozwoju
matematyki czy techniki możemy uznać dzieła Echnatona, Avicenny czy Leonarda za "nowoczesne", co de
facto oznacza wyróżniające się na tle własnej epoki,
a przypominające epokę "nowoczesną", z perspektywy
której wartościujemy. W języku polskim dzięki tłuma­
czeniu terminologii historycznej z języków obcych nowoczesność, nowożytność i współczesność zyskały odrębny byt, ułatwiając z jednej strony uniwersalizację
określenia "nowoczesny", odrywając je od konkretnej
epoki historycznej, a z drugiej dzieląc tę epokę, czyli
modernity, na dwie odrębne: "nowożytność" i "współ­
czesność". Jedną z konsekwencji takiego sposobu myślenia było patrzenie na przeszłość z perspektywy
dwóch odrębnych kategorii: niewartościującej "nowożytności" i wartościującej "nowoczesności", co poważ­
nie utrudniało refleksję nad własnym uwikłaniem mówiącego współcześnie w historyczną nowożytność, stanowiącą podstawę jego wartościowań z użyciem terminu "nowoczesny". Inna konsekwencja tego stanu rzeczy to bałagan pojęciowy, który towarzyszył pojawieniu się rozważań o tym, co nastąpić miało ponowoczesności. Doświadczenie świata z perspektywy zakwestionowanych metanarracji i wzorców osobowych,
świata, w którym jako jedyną prawdę wskazywano
prawdę tekstu - określono pustą znaczeniowo dla Polaka kalką "postmodernizm", która wywoływała jedynie skojarzenia z "modernizmem" rozumianym w Polsce jako prąd artystyczno-literacki.
Obecnie "nowoczesność" rozumiana jako formacja
kulturowa obejmująca zarówno "nowożytność", jak
i "współczesność" jest w języku polskim znacznie wyraźniej i lepiej obecna dzięki przekładom książek Zygmunta Baumana, w których od początku konsekwentnie tłumaczono madernity jako "nowoczesność", ukuwając równocześnie dla terminu postmadernity określenie "ponowoczesności". Niemniej jednak sposób,
w jaki posługiwaliśmy się tymi terminami podczas badań i pracy nad materiałem, jest na gruncie polskiej
humanistyki ciągle dyskusyjny, dlatego pozwolę sobie
przytoczyć dość obszerny cytat z przypisu do autoryzowanego przekładu książki Wieloznaczność nowoczesna,
nowoczesność wieloznaczna [Warszawa 1995], w którym sam Bauman wyjaśnia ten problem:
Pragnę z miejsca wyjaśnić, że nazywam &lt;&lt;nowoczesnością» okres historyczny, który w Europie Zachodniej rozpoczął się od serii dogłębnych społecznostruk­
turalnych i intelektualnych przemian siedemnastego
stulecia i osiągnął dojrzałość w postaci (a) projektu
kulturalnego, wraz z Oświeceniem, i (b) specyficznej
formy życia społecznego, wraz z rozwojem społeczeń­
stwa przemysłowego (kapitalistycznego, a później także i komunistycznego). Nowoczesność- w sensie, w jajakościowe

kim posługuję się tym terminem - nie jest bynajmniej
tożsama z modernizmem. Ten drugi termin odnosi się
do intelektualnego (filozoficznego, literackiego, artystycznego) prądu, który mimo swych wcześniejszych,
rozproszonych przejawów nabrał prawdziwego rozmachu dopiero z końcem dziewiętnastego stulecia; spoglądając wstecz, można dziś ów prąd określić, poprzez
analogię z relacją Oświecenia do nowoczesności, jako
&lt;&lt;projekt&gt;&gt; ponowoczesności, lub też przedwstępny sygnał nadciągających czasów ponowoczesnych. Oczami
modernizmu nowoczesność przyjrzała się sobie bacznie, usiłując dopracować się tej jasności spojrzenia
i samoświadomości, które nieco później miały ujawnić
niemożliwość realizacji jej programu, otwierając w ten
sposób drogę przewartościowaniom ponowoczesnym"
[Bauman 1995, s. 15].
Jak pisze Kevin Walsh [Walsh 1992], metanarracje nowoczesności (takie jak teoria ewolucji Darwina
czy analiza kapitału Marksa) prowadzą do powstania
powiązanych ze sobą "dyskursów dotyczących możli­
wości przedstawiania rzeczywistości [podkreśl. moje] i definiowania prawd wiecznych". Tworzenie
przedstawień rzeczywistości jest jedną z najchętniej
przez nowoczesność stosowanych strategii wyjaśnia­
jących i zawłaszczających; przedstawienie to porząd­
kowanie rzeczywistości w sposób umożliwiający jej
ogarnięcie. Strategie reprezentacji odnoszą się w takim samym stopniu do teraźniejszości i przeszłości,
do tego co bliskie i dalekie. Nowoczesność jest epoką wystaw, muzeów, skansenów, ogrodów zoologicznych, gdzie publiczność, oglądając systematycznie
uporządkowaną ekspozycję, dokonuje metaforycznego zawłaszczenia przedstawionej - i uprzedmiotowionej - rzeczywistości.
Jak pisze Walter Benjamin, wystawy światowe
"unowocześniają wszechświat", stwarzają świat, gdzie
najważniejszą rolę odgrywa z jednej strony pojęcie
atrakcji (jak w lunaparku), a z drugiej specialite- produktu wyjątkowego, a zarazem typowego [Benjamin
1999, s. 18]. Te pojęcia odnajdujemy we wszystkich
opisach doświadczenia turystycznego, a sama turystyka uznawana jest powszechnie za jedno ze zjawisk zakorzenionych głęboko właśnie w nowoczesności. Zawłaszczające i uprzedmiotowiające spojrzenie turysty,
poszukującego atrakcji i autentyczności lokalnych specialites, które mają być reprezentacją egzotycznej rzeczywistości podróży ma rodowód nowoczesny [Urry
2002]. Współcześnie zarówno turystyka, jak i sposoby
reprezentacji muzealnej ulegają zmianie w kierunku
zwiększenia uczestnictwa widza/turysty w samym tworzeniu ekspozycji [Welsh 1992]. Czy jest to jednak jedynie oznaka, że metoda kolonizacji obcego kraju
Przeszłości idzie z duchem czasów, czy też, że zmienia
się rzeczywiście stosunek do Obcego Kraju? David
Lowenthal odpowiada, że dopóki uznawać będziemy
przeszłość za nasze dziedzictwo, dopóty nie zrozumiemy, czym jest historia.

�Dzieje zabytku są oczywiście czymś innym niż historia obiektu, budowli czy przedmiotu. Jak pisze
Franc;oise Choay, określenie "zabytek historyczny" pojawia się w języku francuskim prawdopodobnie po raz
pierwszy w l 790 roku w wielotomowym dziele LA.
Millina Antiquites nationales ou Recueil de monuments
historiques, kiedy to "w kontekście Rewolucji Francuskiej wykuwa się zarówno pojęcie zabytku historycznego, jak i służące jego zachowaniu narzędzia i instytucje
(muzea, inwentarze, klasyfikacje, sposób użytkowa­
nia)" [Choay 2001, s. 14]. Budowle zamieniają się więc
w zabytki wraz z nadejściem nowoczesności, a sam
koncept "zabytku" jest jednym z fundamentów jej koncepcji przeszłości jako historii. Zabytek historyczny staje się podstawowym, w znacznym stopniu konstytutywnym elementem nowoczesnego doświadczenia przeszłości. Czy potrafimy doświadczać tego, co nazywamy
historią, bez zabytków? "Istota zabytku leży w jego stosunku do czasu przeżywanego i do pamięci, czyli innymi słowy, w jego funkcji antropologicznej" [ibid., s. 7].
Choay porównuje "sposób działania" zabytku do "działania" fotografii w ujęciu Rolanda Barthesa: istotą fotografii nie są ani jej walory artystyczne, ani jej funkcja
komunikacyjna, lecz jej nierozerwalny związek z minioną rzeczywistością, jej walor "dowodu", "świadectwa",
pozwalający na uobecnienie przeszłości w czasie teraź­
niejszym, na jej doświadczenie.
Dopóki jednak zabytek pozostaje "zabytkiem przeszłości" - sprawa jego interpretacji jest nadal otwarta:
uobecnia bowiem czas przeszły, daje świadectwo temu,
co rozumiemy jako Przeszłość właśnie. Kiedy jednak
przeszłość staje się "dziedzictwem naszych dziejów",
zaczyna stanowić narzędzie służące legitymizacji
współczesności. Oczywiście sposób użycia przez Lowenthala terminów "dziedzictwo" i "historia" jest specyficzny i nie tylko język potoczny nie dokonuje takiego rozróżnienia, ale także eksperci od przeszłości czę­
sto inaczej formułują swą terminologię. Częściowo wynika to z faktu, że wysunięty przez Lowenthala postulat "obcości kraju", jest antropologicznej proweniencji: zachodnia historiografia i historia nie wyrasta wcale z potrzeby opisania obcości, lecz właśnie z potrzeby
przekazania potomności dziejów jej wielkich przodków
- z potrzeby przekazania dziedzictwa. Stąd trudno
oczekiwać, by kwestionowała swe prawo do przeszłości
i uznawała ją za obcy kraj. Nowoczesność, formułując
wymóg "historycznej prawdy", oczyszcza w swym przekonaniu historię z jej "bękarciego rodzeństwa", jakim
są legendy, podania i mity. A jednak to właśnie ta
"obiektywna" i "naukowa" historia manipulowała
(i manipuluje) przeszłością tak, by mobilizowała ona
teraźniejszość. Postulat, by traktować przeszłość jako
"obcy kraj" jest z pewnością z ponowoczesnego ducha;
zakłada on możliwość istnienia wielu równorzędnych
historii jednego miejsca, jednego zabytku, jednego wydarzenia. Jeżeli traktujemy przeszłość jako nasze dziedzictwo, a tak samo kiedyś, jak i dzisiaj, jeśli istnieje208

my "my", są także "oni", to kwestionować będziemy
jako uroszczenie każdą próbę "ich" interpretacji "naszego" dziedzictwa. Wspólnotą wyobrażoną, która
z pozoru rozwiązywałaby ten problem, jest "ludzkość",
ze swą listą UNESCO "zabytków dziedzictwa ludzkości". Jak widać jednak z całkiem niedawnych wydarzeń w Afganistanie, bynajmniej nie wszyscy ludzie
czują się członkami tak właśnie rozumianej ludzkości.
Z drugiej jednak strony - czy wspólnotę, która
człowiekowi jest potrzebna, można zbudować bez odwoływania się do wspólnej przeszłości? Uwikłanym
w nowoczesny sposób myślenia, trudno nam to sobie
wyobrazić: wszystkie znane nam wspólnoty odwołują
się do "wspólnego dziedzictwa" - poczynając od rodziny, a na Wspólnej Europie kończąc. Projekt Lowenthala panowoczesnej historii, która nie zawłaszcza
przeszłości, nie próbuje legitymizować żadnych teraź­
niejszych działań, która- podobnie jak antropologiastaje się spotkaniem z obcością - taka historia z perspektywy współcześnie istniejących wspólnot wyobrażonych oraz wspólnot interesów uznać można za politycznie niebezpieczną utopię.

Bibliografia
Anderson B., 1997

Wspólnoty

wyobrażone, przekł.

S. Amsterdam-

ski, SIW Znak i Fundacja im. S. Batorego.
Wieloznaczność nowoczesna, nowoczesność wieloznaczno, PWN.
Benjarnin W. 1999 The Arcades Project, trans!. H. Eiland, K.

Bauman Z., 1995

McLaughlin, Harvard University Press.
Bourdieu P., 1995 Outline of a Theory of Practice, trans!. R. Nice,
Cambridge University Press.
Choay F., 2001 The lnvention of the Historie Monument, trans!. L
M. O'Connell, Cambridge University Press.
Lowenthal D. 1985 The Past ls a Foreign Country, Cambridge University Press.
1998 The heritage Crusade and the Spoi/sof History, Cambridge University Press.
Urry J. 2002 The Tourist Gaze, second edition, Sage Publications.
Walsh K. 1992 The Representation of the Past, Roudedge.

*

Zamieszczone poniżej skróty artykułów powstały
w ramach laboratorium etnograficznego "Zabytki
dziedzictwa narodowego: między polityką a turystyką", które prowadziłam ze studentami Instytutu
Etnologii i Antropologii Kulturowej UW w latach
2002-04. Skróty pochodzą od redakcji.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6065" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6045">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/238cd70d43b937dda84aae08a48bb7ad.pdf</src>
        <authentication>ce28439b597f6c6e00db4b7e15193920</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72321">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72322">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72323">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2899</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72324">
                <text>Pożegnania. Stanisław Cichowicz / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72325">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.561</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72326">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72327">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72328">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72329">
                <text>POŻEGNANIA

Pożegnania
Stanisław Cichowicz

Fot. A r c h i w u m C S W Zamek Ujazdowski

Stanisław Cichowicz, ur. 1 I 1939 - zm. 31 X I I 2000
T y m wierszem Stanisław Cichowicz rozpoczynał swój
wykład p. t. Moja historwzofia sztuki, wygłoszony
w Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdow­
skim w Warszawie. Tekst tego wykładu był ostatnim
tekstem jaki otrzymaliśmy od Niego do publikacji
w „Kontekstach". Był naszym autorem, przyjacielem
pisma, przyjacielem i filozoficznym przewodnikiem dla
naszego warszawskiego środowiska antropologów k u l ­
tury. Było dla nas zaszczytem i przywilejem współpra­
cować z N i m , przebywać w kręgu Jego głębokiej, żywej
wiedzy i myśli filozofa, talentu twórczego słowa, zmysłu
towarzyskiego, pobłażliwego dla nas i dla siebie poczu­
cia humoru i dystansu. Nieodpowiedni jest tu jedynie
czas ptzeszły. Jego tekst i teksty o N i m opublikujemy
w najbliższym numerze.

Stanisław C i c h o w i c z

***
Elizejskie miedze
dzielą
choć nas wszystkich Śmierć już połączyła
nieobytych z Pasją wiekuistej N o c y
n a upadłych
wyżej niżej
ciężej lżej
jak dantejskie kręgi infernalne
my jednak zerkamy przez ramię k u i n n y m
wyglądając od n i c h choć jednego spiżowego
słowa
z zatkanymi uszy
przed Poetą który wraz ze swoją

Muzą

Zbigniew Benedyktowtcz, Aleksander Jackowski
i redaktorzy „Kontekstów" i „Kwartalnika
Filmowego"

spadł tutaj jak z N i e b a
mącąc ład dowieczny c h w i l o w y m językiem
umykamy przecież
skoro doli naszej zgoła nie poprawi
nie odleje oliwy od ognia
nie ukoi swymi lamentami nawet własnej córki
nie utuli jej cienia
a ja
cierpię
bo nie słyszę koło siebie k r o k u mojej matki
o miedze!

29. ix. 99

561

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6064" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6044">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f3e4d13e8c751f06f7782e4eb5419bbe.pdf</src>
        <authentication>fd2b2c325156924ec4ddc4eb1fe48e3d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72312">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3094</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72313">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72314">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2898</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72315">
                <text>Pożegnania. Wspomnienie o Annie Micińskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72316">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.560</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72317">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72318">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72319">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72320">
                <text>POŻEGNANIA

Pożegnania
Wspomnienie
o Annie Micińskiej

Fot. Marek Piasecki (1957)

A n n a Micińska, ur. 22 X I I 1939 - zm. 21 I I I 2001

D

dziła w Zakopanem. Wychowała się w atmosferze kul­
tu Witkiewicza-ojca i barwnych opowieści o jego nie­
pokornym synu. Poznała jego krewnych, przyjaciół
i licznych znajomych. Zaczęła spisywać ich relacje. Ta­
ki był początek fascynacji osobą Witkacego. Poświęci­
ła mu całe swoje twórcze życie.

la rodziny, przyjaciół i bliskich znajomych by­
ła po prostu Dumą. Tak właśnie zwracał się
do Niej ojciec, Bolesław Miciński - wybitny
krytyk i eseista, zmarły w 1943 roku we Francji. Zna­
lazł się tu wraz z brzemienną żoną Haliną po ucieczce
z Warszawy we wrześniu 1939. W Paryżu, gdzie Micińscy najpierw się zatrzymali, urodziła im się 22 grudnia
1939 r. córka, dwojga imion Anna Ludwika.
Z ową ucieczką łączy się piękna opowieść Pani H a l i ­
ny o ostatnim spotkaniu z Witkacym: „Zatłoczony po­
ciąg wlókł się w kierunku Siedlec i Lublina, przystając
po kilkakroć w szczerym polu, aby pasażerowie mogli
wyskoczyć i skryć się na poboczach torów przed nisko
schodzącymi i ostrzeliwującymi pociąg niemieckimi
myśliwcami. Stacja w Łukowie była już spaloną ruiną,
niemniej pociąg przystanął i wyległ zeń tłum ludzi
w poszukiwaniu pomp z wodą, gdyż upał był nieznośny.
W tym tłumie na peronie Bolek dojrzał nagle Witkace­
go, a ponieważ byłam w piątym miesiącu ciąży - rzucił
mu się na szyję i wykrzykną!; „Stasiu, nie martw się,
wszystko będzie dobrze, ja będę ojcem". Witkacy od­
wrócił się na pięcie i zniknął w wagonie, po chwili jed­
nak ukazał się znowu, ostrożnie ptzeciskając się przez
tłum niósł w ręce pól szklanki mleka, które podał mi
bez słowa",
W tym zdarzeniu upatrywała Dunka swe przezna­
czenie. Tak się bowiem ułożyło Jej życie, że po powro­
cie z Francji znaczną część dzieciństwa i młodość spę­

Janusz Degler, Dunka,
„Tygodnik Powszechny" nr 13, 31 marca 2001
Anna Micińska miała wielu przyjaciół w naszym Instytu­
cie. Przede wszystkim Witkacologów, ale również łączyły ją
serdeczne więzi ze środowiska zakopiańskiego z naszą nieod­
żałowaną koleżanką i kierowniczką Pracowni Sztuki Ludo­
wej Anną Kunczyńską-Iracką. W swojej bogatej, twórczej
biografii zapisała i ten rozdział: była nauczycielką w Liceum
Kenara. Mieliśmy przywilej i zaszczyt poznać Panią Annę
przy przygotowywaniu wystawy „Malinowski - Witkacy..."
i towarzyszącego tej wystawie ostatniego rocznika „Kontek­
stów" (nr 1-4/2000). Mimo choroby zdążyła przygotować
i opatrzyć notami wydawniczymi nową, pełną edycję listów
Witkacego do Bronisałwa Malinowskiego. Bez tych listów,
jej arykułów, bez jej wiedzy, serdecznej pomocy ani ten ka­
talog, ani wystawa nie osiągnęłaby takiego wymiaru
nia. Czujemy się Jej dłużnikami. Byliśmy krótko gośćmi w Jej
domu wymieniając materiały do autoryzacji. Cechowała Ją
młodzieńcza bezpośredniość. Pragnęlibyśmy Jej postaci po­
święcić więcej miejsca w najbliższych „Kontekstach".

560

Zbigniew Benedyktowicz i redaktorzy „Kontekstów"

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6063" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6043">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/05aa0ce95e97f26949a2027b85b9e4a6.pdf</src>
        <authentication>c7edf1964ea90165f87c9847a1b6e34f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72302">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3089</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72303">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72304">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2893</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72305">
                <text>Sąd Ostateczny artystów polskich / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72306">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.512-525</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72307">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72308">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72309">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72310">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72311">
                <text>Aleksandra h&amp;mhm*ka-Luty

* SĄD OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH

ciwu wobec wszelkich nakazów i norm społecznych
(co ma się jakoby tłumaczyć wszechogarniającym d u ­
chem tolerancji).
W popularnym obiegu tzw. kultury masowej, w tym
co przekazuje prasa, radio i telewizja, narasta fala róż­
nych informacji i opinii dotyczących końca pewnej
epoki i Wielkiego Sądu - wiadomości, często sensa­
cyjnych, grających na emocjach szerokiej publiczno­
ści. Jedne z nich są rodem z brukowej prasy, inne, bar­
dziej rozumne, dotykają istotnych problemów. W su­
permarketach sprzedaje się nachalnie reklamowaną
Wielką księgę przepowiedni, ale w księgarniach można
też znaleźć poważne Rozmowy na koniec wieku ze
współczesnymi mędrcami. Przywołuje się pamięć
o ekscytujących wizjach Nostradamusa i zapowiedziąnadejściu antychrysta Mabusa, ale pisze się też

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Sąd Ostateczny
artystów polskich
Dedykuję Ince Bal - wiernej przyjaciółce

O

statnie lata XX wieku skłaniają ludzi do spójrżenia wstecz i w przyszłość, niekiedy do filo­
zoficznych refleksji i metafizycznych odczuć;
budzą lęki związane z nieuchronnością przemijania
i trudnym do wyobrażenia nadejściem Dks irae, kiedy
to nie zostanie kamień na kamieniu. Bo, jak mówi
Ewangelista, wtedy „powstanie naród przeciw narodo­
wi i królestwo przeciw królestwu, i będą mory i głody,
i trzęsienia ziemi po miejscach [...]. I wielu fałszywych
proroków powstanie i wielu zwiodą. A iż się rozmnoży
nieprawość, oziębnie miłość wielu. A kto wytrwa aż do
końca, ten będzie zbawiony" (Mat., 24, 7-12).
Katastroficzne nastroje związane z końcem wieku
i przeczuwanym końcem świata powtarzają się cyklicz­
nie. Pojawiały się w średniowieczu i w czasach nowo­
żytnych. Znamy dobrze scenariusz podobnych zjawisk
występujących u schyłku X I X wieku. Nadawali im ton
ówcześni dekadenci, pisarze, artyści, zarażeni epidemią
pesymizmu, neurotyczni apologeci cierpienia przeko­
nani o kryzysie wszelkich wartości. Postawą życiową
tych zdesperowanych nerwowców była melancholia,
ciemne przeczucia, poczucie beznadziejności, ale i wy­
bujały hedonizm. Niepewność celów, udręki tworzenia
i egzystencji, kierowały ich k u pragnieniu nicości w postaci nirwany lub śmierci . Dziś świat pędzi jak
szalony, nie ma miejsca dla „nerwowców".
1

Koniec drugiego tysiąclecia przynosi nowe utrapie­
nia - lęk przed bronią masowego rażenia i epidemia­
mi ( A I D S ) , przed globalną katastrofą i chaosem jaki
wyzwala pogoń za władzą, pieniądzem, konsumpcją,
chęcią użycia za wszelką cenę. Człowiek żyje bardziej
faktami niż pryncypiami, szamocze się w niewoli do­
czesności i materii, a równocześnie ciągle poszukuje
swojego miejsca w świecie i często kontrowersyjnych
wartości rozpiętych na dwóch biegunach - nie wie czy
zbliżyć się do Boga czy do szatana. Niektórzy sądzą, że
dzisiejsza postmodernistyczna postawa, pojmowana
jako sposób na życie i twórczość, skłania do relatywi­
zmu moralnego, zaprzeczania pojęciu absolutu i sprze­

0 niekontrolowanym rozwoju sekt, o praniu mózgów
przez wszechwładnych guru i praktykach satanistycz­
nych, o zwrocie do religii Wschodu (buddyzmu, Hare
Kriszna, medytacyjnej filozofii Zen). Są tacy, którzy
upatrują jakiejś nadziei w nadchodzącej epoce. Ta
nowa, promieniująca pozytywną energią Era W o d n i ­
ka, wywodząca się z kontrkultury hippisów, wedle
przekonania jej wyznawców ma wyzwolić i ziścić
upragnioną harmonię między człowiekiem a ziemią
1 kosmosem.
W ostatnich dziesięcioleciach modna stała się też
idea neopoganizmu, powrotu do źródeł, do archetypicznych wątków dawnych bóstw, mitów, wierzeń, ma­
gicznych obrzędów. W Szwecji obchodzi się prastare
Święto Światła, w Niemczech obserwowany jest na­
wrót do mitologii germańskiej, do Wotana, W a l k i r i i ,
legendy Nibelungów (co ma już w tym kraju swoją kul­
turową i polityczną tradycję). W krajach Europy Środ­
kowej i Wschodniej odprawia się święto Kupały
(zwłaszcza na Ukrainie) i inne ceremonie kultowe ku
czci pogańskich bóstw, m.in. Światowida i Perkuna.
W Anglii szczególną fascynację budzi położony na
Równinie Salisburskiej megalityczny kromlech, potęż­
na, kolista budowla, której przeznaczenia dotąd nie
wyjaśniono. Ów kamienny okrąg w Stonehenge daje
pole szczególnemu działaniu wyobraźni - czy była to
świątynia słońca, czy miejsce kultu innej religii? Czy
snują się tam jeszcze cienie nieznanych kapłanów, Cel­
tów, druidów?
Tak objawia się m.in. mitologizacja fanomenów
współczesnego życia, które są dziedzictwem XX wieku
i jego „historii spuszczonej z łańcucha" (Gustaw Herling-Grudziński). Mity są wyobrażeniem zbiorowym,
ale przecież każdy z nas nosi je w sobie. Być może to
właśnie stanowi odreagowanie i ucieczkę od wspo­
mnienia koszmarów naszego wieku, jego dwóch wojen
światowych (i setek pomniejszych trwających do dziś),
dwóch totalitaryzmów, łagrów i obozów, ludobójstwa,

512

�513

�Akksandra M&amp;eduwika.Luts * SĄD OSTATECZNY.... Ahkscmfa Jackowski * APOKALIPSA..

A p o k a l i p s a S w . J a n a , rozdz. 2
1.

D o anioła zboru w Efezie napisz: T o mówi T e n , który trzyma
siedem gwiazd w prawicy swojej, który się przechadza pośród
siedmiu złotych świeczników:

2.

Z n a m uczynki twoje i t r u d , i wytrwałość twoja, i w i e m , że
nie możesz ścierpieć złych, i że doświadczyłeś t y c h , którzy
podają się za apostołów, a n i m i nie są, i stwierdziłeś, że są
kłamcami.

3.

Masz też wytrwałość i cierpiałeś dla imienia mego, a nie

4.

Lecz mam ci za złe, że porzuciłeś pierwszą twoją miłość.

5.

W s p o m n i j więc, z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się, i

ustałeś.

spełniaj uczynki takie, jak pierwej; a jeżeli nie, to przyjdę do
ciebie i ruszę świecznik twój z jego miejsca, jeśli się nie
upamiętasz.
6.

Na

swoją

obronę

ma,z

t o , że nienawidzisz

uczynków

nikolaitów, których i ja nienawidzę.
7.

K t o ma uszy, niechaj otucha, co D u c h mówi do zborów.
Zwycięzcy d a m spożywać z drzewa żywota, które jest w raju
Bożym.

8.

A do anioła zboru w Smyrnie napisz: T o mówi pierwszy i
ostatni, któr&gt; hyf umarły, a ożył;

9.

znam ucisk twój i ubóstwo, lecz tyś bogaty, i wiem, że bluźnią
tobie c i , którzy podają się za. Żydów, a nimi me są, ale są
synagogą szatana.

10.

N i e lękaj się cierpień, które mają przyjść na cię. O t o diabeł
wtrąci niektórych z was do więzienia, abyście byli poddani

A p o k a l i p s a S w . J a n a , rozdz. 20

próbie, i hędziecie w udręce ptzez dziesięć d n i . Bądź wierny aż

1.

do śmierci, a dam ci koronę żywota.
11.

I widziałem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz o d
otchłani i wielki łańcuch w swojej ręce.

K t o ma uszy, niechaj słucha, co D u c h mówi do zborów.
Zwycięzca nie dozna szkody o d dtugiej śmierci.

2.

I pochwycił smoka, węża statodawnego, którym jest diabeł i
szatan, i związał go na tysiąc lat.

(Biblia Warszawska)

514

(Biblia Warszawska)

�mm

%,1l-1?

A

i

-

'i

a

]ĘĘĘ

f

2,

ii

-23

af

A p o k a l i p s a S w . J a n a , rozdz. 2

A p o k a l i p s a S w . J a n a , rozdz. 2

12.

A d o anioła zboru w Pergamie napisz: T o mówi T e n , który ma
ostry miecz obosieczny.
W i e m , gdzie mieszkasz, tam, gdzie jest t r o n szatana; a jednak
trzymasz się mocno mego imienia i nie zaparłeś się wiary we
mnie, nawet w dniach, kiedy Antypas, świadek mój wiemy,
został zabity u was, gdzie szatan ma swoje mieszkanie.

18. A do anioła zboru w Tiatyrze napisz: T o mówi Syn Boży, który

14.

Lecz mam c i nieco za złe, mianowicie, że są tam tacy, którzy
trzymają się n a u k i Balaama, który naucza! Balaka, jak
uwodzić synów izraelskich, by spożywali rzeczy bałwanom
ofiarowane i uprawiali nierząd.

20.

Lecz m a m c i za zle, że pozwalasz niewieście Izebel, która się
podaje za prorokinię, i naucza, i zwodzi moje sługi, uprawiać
wszeteczeństwo i spożywać rzeczy ofiarowane bałwanom.

21.

15.

T a k i ty masz u siebie takich, którzy również trzymają się

I dałem jej czas, aby się upamiętała, ale nie chce się upamiętać
we wszeteczeństwie swoim.

nauki nikolaitów.

22.

Toteż rzucę j ą na loże, a tych, którzy z nią cudzołożą, wtrącę

Upamiętaj się więc; a jeżeli nie, przyjdę do ciebie wkrótce i
będę z n i m i walczył mieczem ust m o i c h .

23.

w ucisk wielki, jeśli się nie upamiętają w uczynkach swoich.
A dzieci jej zabiję; i poznają wszystkie zbory, że Ja jestem T e n ,
który bada nerki i serca, i oddam każdemu z was według

13.

16.
17.

ma oczy jak płomień ognia, a nogi jego podobne są d o
mosiądzu.

19. Znam uczynki twoje i miłość, i wiarę, i służbę, i wytrwałość
twoją, i wiem, że ostatnich uczynków t w o i c h jest więcej niż
pierwszych.

K t o m a uszy, niechaj słucha, c o D u c h mówi d o zborów.
Zwycięzcy dam nieco z manny ukrytej i kamyk dam m u biały,
a n a kamyku rym wypisane nowe imię, którego n i k t nie zna,
jak tylko ten, który je otrzymuje.

uczynków waszych.
24.

szatańskich głębin, powiadani: N i e nakładam na was innego
ciężaru;

(Biblia Warszawska)

J. Chełmowski,
J. Chełmowski,

A p o k a l i p s a . Ilustracja rozdz. 2,1-29
A p o k a l i p s a . Ilustracja rozdz. 20,1-2

515

W a m zaś, pozostałym, którzyście w Tiatyrze, wszystkim,
którzy nie macie tej nauki, którzyście nie poznali, jak mówią,

25.

trzymajcie się t y l k o mocno tego, co posiadacie, aż przyjdę.

26.

Zwycięzcy i temu, k t o pełni aż do końca uczynki moje, d a m
władzę nad poganami,

27.

i będzie rządził n i m i laską żelazną, i będą jak skruszone
naczynia gliniane;

28.

taką władzę i Ja otrzymałem o d Ojca mojego; d a m m u też
gwiazdę poranną.

29.

K t o ma uszy, niechaj słucha, co D u c h mówi do zborów.
(Biblia Warszawska)

�AWtwmíra MtUxchowska-Luty • SĄD OSTATECZNY ARTYSTÓW PQLSKKH

�Edward D w u r n i k , 138 polskich artystów malarzy,

517

1999

�518

�Au,!&gt;;-&gt;•( P i n i f e * • W U L K A N *

|. C h . D a h l , Wezuwiusz w i d z i a n y z b r z e g ó w C a p r i ,
J. P h . H a c k e r r , W e z u w i u s z w r o k u 1774,

519

Kassel

1822
1774

�Andrzej Piiiifeos • WULKANICZNE SPEKTAKLE NATURY W SZTUCE NOWOCZESNEJ

�Mámdm mBmimtimJMti * S Ą D
bomby atomowej. Wszystko to niby jest wiadome, ra­
cjonalnie badane i poddane ocenie; człowiek mniema,
iż jest panem wszelkiego stworzenia, ale jednak nad na­
szym czasem unosi się atmosfera niepokoju, coś, co
przyprawia o dreszczyk atawistycznego lęku.
W 1999 roku bywalcy warszawskich muzeów i gale­
rii mogli obejrzeć dwa Sądy Ostateczne: ten zrodzony
ze średniowiecznej imaginacji, namalowany przez
Hansa Memlinga i drugi, wyobrażony w różny sposób
przez współczesnych artystów polskich. Dzieło M e m ­
linga - pokazane wiosną w Muzeum Narodowym jest wspaniałą inscenizacją eschatologii chrześcijań­
skiej, zgodną z ikonografią późnego gotyku. Jego pięk­
ne opisanie zawdzięczamy polskiemu jezuicie Marci­
nowi Hinczowi. „[Miasto Gdańsk] ma jeden kleynot
kosztowny w kościele Farskim [...]. N a tym obrazie
jest Michał Święty trzymający tarczę, w której wyrazi­
ło się z grobu ludzi powstanie, jednych w piekielny
ogień wpadanie, drugich k u niebu drogę odprawujące,
a zaś od tej tarczy na jabłku, które Bóg Oyciec trzyma
w Niebie, refleksem toż się wszystko wyraziło. Piękny
zaiste kunszt tego obrazu że tarcza Michała Świętego
pokazuje y wyraża jak w zwierciadle, co się na ziemi
dzieje y zaś do świata w ręce Boga Oyca będącego,
też dzieła odbiciem puszcza" .
2

Dla ludzi średniowiecza wyczulonych na kontempla­
cję rzeczy ostatecznych, dzieło to było wstrząsającym
przeżyciem. Wrażenie potężnej wizji ziemskiego i ko­
smicznego dramatu nasilała jeszcze jego rozbudowana
narracja i mistrzostwo pędzla Memlinga. Okazały tryp­
tyk przyciągał wzrok precyzją szczegółów, wyważoną
kompozycją i świetnością barwnej powierzchni: feerią
wyrazistych kolorów stapiających się w lśniącą, jakby
emalierską powłokę. W Memlingowym opowiadaniu
wszystko odbywa się, jak należy. Bezgrzeszni spokojnie
powstają z mogił w swojej czystej nagości i dostąpiwszy
zbawienia wchodzą po kryształowych schodach do
gmachu Cimas Dei, gdzie witają ich święci, królowie
i prorocy Starego Zakonu wraz z tłumem muzykują­
cych aniołów, trzepoczących skrzydłami jak ptaki\ Po
lewicy sędziego, osaczeni przez diabły, rozpaczliwie
walczący grzesznicy, spadają w ziejące wyziewami pie­
kielne czeluście.
Biblijna i tradycyjna wykładnia Sądu Ostatecznego
budziła przerażenie przez wiele stuleci. Wszelako l u ­
dzie grzeszyli i grzeszą, bowiem różne paskudne cechy,
a zwłaszcza imperatyw agresji, są wpisane w naszą na­
turę. H o m o sapiens szuka jednak usprawiedliwienia.
Jak powiada Carl Gustaw Jung, człowiek, kierując się
instynktem samozachowawczym, wypiera z siebie
świadomość i pamięć występków i złych intencji za­
truwających mu spokój sumienia. Lecz szata archa­
nioła czeka. Zostaje mała furtka nadziei: bądźcie cho­
ciaż dobrzy dla zwierząt - prosi święta Katarzyna Sie­
521

OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH

neńska - wtedy one upomną się za wami na Sądzie
Ostatecznym.
Dziś żyje się w oderwaniu od wielu sprawdzonych za­
sad, przykazań i symboli, którym niegdyś prawdziwie
dawano wiarę i które w istotny sposób wpływały na za­
chowanie człowieka. Narastająca laicyzacja, polaryza­
cja postaw, zawrotny rozwój techniki, wyobraźnia zdo­
minowana przez media, wojny, zamęty polityczne, nie­
szczęścia narodów rządzonych przez szaleńców, presja
egzystencjalnych potrzeb i konieczności, szum infor­
macyjny, kryzys rodziny i więzi międzyludzkich wszystko to doprowadza do rozpaczy, niszczy ducha, za­
ciera tradycyjne wartości. Paroksyzmy współczesnego
życia przekładają się na paroksyzmy sztuki. A jeżeli
przedsmak sądnego dnia wisi w powietrzu, to jak go wi­
dzą artyści polscy?
Wystawa pod nazwą Sąd Ostateczny miała się odbyć
w Zachęcie, ale zabrakło na nią środków. Została zor­
ganizowana w mniejszej skali, w czterech warszawskich
galeriach. Prezentowane są na niej prace Magdaleny
Abakanowicz (w Kordegardzie), Eugeniusza Geta
Stankiewicza (w galerii Pokaz), Edwarda Dwurnika,
Izabelli Gustowskiej i Gabtieli Morawetz (w galerii
Studio), Zuzanny Janin, Jerzego Kaliny i Jacka Sempolińskiego (w galerii Teatr Akademia) . Eksponowane
tam dzieła nie są oczywiście w najmniejszym stopniu
ilustracją owego „zdarzenia z przyszłości" i zadanego te­
matu, lecz jego obrazową metaforą, wyrazem doznań
eschatologicznych.
4

Magdalena Abakanowicz powołuje do życia figury
ludzi, drzew, kamieni i nadaje im duchową, ponadcza­
sową egzystencję. Ustawia je w rytmicznych grupach
na ogromnych plenerowych przestrzeniach lub w zam­
kniętych pomieszczeniach sal wystawowych. Te rzeźby
poświęcone są kondycji ludzkiej i temu, co człowieka
otacza. Powstają w wyobraźni artystki, a urzeczywist­
niają się wytrwałą pracą rąk zmagających się z opor­
nym materiałem. Widzieliśmy wielokrotnie rzędy jej
hieratycznych, bezgłowych postaci: stały w bezruchu,
były jej „stadami", układami zbiorowymi organizujący­
mi przestrzeń - jak architektura lub wytwory natury,
jak silva
W Kordegardzie Abakanowicz poszła
„o krok" dalej; przyprowadziła tam dwadzieścia podob­
nych istot stworzonych z płótna workowego utwardzo­
nego żywicą, bezrękich i bezgłowych - bo wystarcza i m
mowa ciała, a twarze nie muszą kłamać - ale t y m ra­
zem Kroczących, obdarzonych ruchem (ich przeciwwa­
gą była drobna, „bolesna" postać, siedząca w bocznej
sali). C i ludzie postępują naprzód z wysuniętą prawą
lub lewą nogą; widziani wprost zdają się napierać na
widza jak anonimowy tłum na przypadkowego prze­
chodnia. Ich pólplastyczne, puste w środku ciała są na­
gie i nie nagie, bo ubrane we własną, ciasno nawleczo­
ną skórę: zmiętą, pofałdowaną, spękaną. Ta powłoka

�Aleksandra Mdbecluwska-Lun

*

SĄH OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH

wyraźnie wystrzępia się przy kostkach nóg. Poniżej w i ­
dać już tylko foremne, anatomicznie ukształtowane,
a więc „prawdziwe" stopy. T o one kumulują w sobie
energię pozwalającą poruszyć się i kroczyć owym nie­
pełnym, niedopowiedzianym figurom, które idą przed
siebie, lecz nie wiadomo dokąd - na Sąd Ostateczny,
czy ku nam, a może wychodzą naprzeciw swemu prze­
znaczeniu.' Pytania się mnożą, ale nie trzeba na nie da­
wać odpowiedzi.
Magdalena Abakanowicz jest artystką od lat dobrze
znaną na świecie, uznawaną i podziwianą. Wiele napi­
sano o jej sztuce, co nie znaczy, że wszystko jest wiado­
me. Ona sama broni się przed nadinterpretacją i docie­
kaniem znaczeń swoich dzieł. Mówi więc, że „trzeba
zostawić jako tajemnicę pewne sprawy, również
w twórczości. Wyjaśniając kaleczymy je albo unice­
stwiamy. Nałóg objaśniania wszystkiego jest katastrofą
naszego czasu. Nie należy utożsamiać tajemnicy z pro­
blemem. Problem można podzielić na strefy poddające
się analizie, tłumaczeniu, a tajemnica jest całością,
która nas ogarnia, choć niechętnie się do tego przyzna­
jemy" .
5

Ściany kameralnej galerii Pokaz wypełnia podłużny
szereg drobnych rysunków, rycin, kolaży, obrazów
i plakatów Eugeniusza Geta Stankiewicza, zestawia­
nych w najrozmaitszych konfiguracjach - prawdziwy
fryz rebusów, groteski, ostrego dowcipu, czarnego h u ­
moru i przewrotnej satyry. Znamy ten repertuar: misty­
fikowane i wietne autoportrety, różne „mordy na łbie",
zdefonnowane cielska, ucięte głowy, maski, nosy-marchewki, penisy wyrastające komuś pod pachą, wymiot­
ne odruchy, siusiające krasnale, istoty fantastyczne,
myszy i ludzie, śmieszne stworzenia rysowane jak dzie­
cięce obrazki, aluzyjne, metaforyczne plakaty.
T ę wstęgę osobliwości - jak zawsze zadziwiającą m i ­
strzostwem warsztatowym - Get Stankiewicz nazwał
Korowodami. Przewijają się w nich „szablony" rzeczywi­
stości, obrazoburcze pomysły i prowokacje, choć może
nie tak szokujące jak przed laty. Artysta nie oszczędza
nikogo i niczego, zaprzecza stereotypom, dogmatom
i banałom, narusza tabu i świętości; pamiętamy jego
dawne kontrowersyjne przedstawienie krzyża: figury
Chrystusa, młotka i trzech gwoździ, z napisem „zrób to
sam". Ale te pastisze, paradoksy, „głupstwa", ironia
i Rabelais'owski gruby dowcip często bywają podszyte
podskórnym smutkiem, goryczą i bólem. Get dotyka
sutrealistycznych wątków, ale unika czystej abstrakcji,
posługuje się zasobem znanych symboli i znaków przy­
należnych kulturze europejskiej - toposami czytelny­
m i , ale zwykle widzianymi na opak. Ceni nade wszyst­
ko konkret, fachową wiedzę, materiał, dzieło ręki. Pra­
cuje jak mistrz cechowy, na zamówienie, i obraca się
głównie w kręgu sztuki użytkowej, łatwo dostępnej
(gtafika, plakat). W swoim wnikliwym studium o tym

świetnym artyście Mirosław Ratajczak podkreślił, że
ignoruje on zupełnie podziały na sztukę wysoką i niską,
elitarną i masową, a duch jego nie błąka się na wyży­
nach, szukając sposobu na zbawienie świata. I przywo­
łał słowa artysty o twórcach grafiki użytkowej, którzy
żyją ze zleceń: „Mówię o solidnym wykonywaniu zawo­
du. A jeśli w tej profesji pojawi się moment sztuki, to
cieszmy się i chwalmy, bo to jest wartość dodatkowa
[...] Jesteśmy nauczeni, że nad przedmiotem ma duch
ulatać, z góry nastawiamy się na odbiór takich momen­
tów, i ducha sprzedają artyści, a kupują ludzie. Nie
można tym handlować, można sprzedać robotę" .
6

W wywiadzie przeprowadzonym z okazji wystawy,
autor powiedział, że nie chciałby nadużywać pojęcia
Sądu Ostatecznego do swego pokazu, bo znajdą się tam
rzeczy dawne, nie wykonane na to zamówienie , ale że
Korowody to jednak jego grzechy, a te najcięższe wiszą
na metalowych łupkach. Jakie tam grzechy? Należy się
spodziewać, że tak pięknie pracujący, przekorny, rze­
telny, uczciwy i prawdomówny Get będzie kiedyś zba­
wiony w pierwszej kolejności.
7

Prace drugiego refleksyjnego prześmiewcy Edwarda
Dwurnika można było obejrzeć w galerii Studio. Znala­
zło się tam 14 płócien malowanych przez kronikarza
współczesnego życia. Jego sala zaludniła się tłumem
postaci, typami i charakterami, była też miejscem róż­
nych dziwnych zdarzeń (kar dla faszystów i komuni­
stów, Prawdziwej histońi z Otwocka). Malowidło zamy­
kające wystawę zawiera rejestr grzechów artysty, m . i n .
mniemanie, że wojsko jest najważniejsze, że bijem, bo
musiem, pisma kobiece są cudowne (ma je na biurku),
a Polska jest krajem ochroniarzy. Wszystkie obrazy po­
dzielił Dwurnik na nieregularne szachownice, nadał im
ruchliwe rytmy przesuwających się kwadratów i prosto­
kątów, w które wrysował pędzlem dobroduszne lub zja­
dliwe karykatury osób z różnych środowisk. Bo środo­
wiska i rytmy to dwa ważne elementy sztuki Dwurnika.
Rytmy organizują przestrzeń jego płócien: panoramicz­
nych widoków miast, ze skłamaną, poplątaną zabudo­
wą (czasem przypominającą jakiś ornament), portre­
tów zbiorowych i „płaskich" błękitnych obrazów IIU H 1
bez horyzontu, łamanego tylko grzbietami fal.
Dwurnik śmieje się z siebie i z nas. N a wystawionych
płótnach
według własnego klucza, serki fi­
gurek igrających w swoich „klateczkach". Są tam: ko­
biety jego życia, funkcjonariusze mundurowi, malarze,
rzeźbiarze, plastyczki polskie, politycy sztuki, 154 mę­
czenników i 22 czarownice oraz 450 kamieni szlachet­
nych, m.in. Jan Kott i Kora, Wiłkomirska i kontestator
Liroy, Ficowski, Bryll, Kapuściński i piosenkarka Kay­
ah. Cała ta gromada kręci się, wygina, gra, śpiewa, ma­
luje lub pisze, biega nago i wdzięczy się do widza. Pe­
wien artysta zakrywa sobie newralgiczne miejsce świę­
tym obrazkiem, a inny wygraża mu palcem; znane pi-

522

zgrupował,

�Aleksandra imtchewska-Luty * SĄD OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH

sarki, plastyczki, skrzypaczki paradują nago jak święty
turecki. I wreszcie, rozlokowane na osobnym płótnie,
mruczą i miauczą wielce urodziwe i sprytne Koty, m.in.
Pipka, Ksipek, Boniek, Pieróg, Leon, Kojak, Kiler,
Teoś i Wycior. Być może to one łatwiej niz my dosta­
ną się do Raju. Tylko co począć z Behemotem?
W drugiej sali galerii Studio znalazło się tylko jedno
dzieło - ogromna, podłużna instalacja, sprawiająca
oszałamiające wtażenie. T o praca Izabelli Gustowskiej,
opatrzona metaforycznym tytułem W podróżyJej
kształt i konstrukcja przypomina ramię dźwigu, a zara­
zem szalę Michała Archanioła, chwiejącą się na boki
wahadłowym ruchem, ważącą złe i dobre uczynki. Na
szczycie owej wagi zainstalowane są tajemnicze Świetli­
k i , błyszczące fioletowo małe ekrany (jakby wideo?),
a w ich wnęttzu miarowo poruszają się cienie ludzkich
stóp. Idą przed siebie czy drepczą w miejscu? Z boku,
przy ścianie można obejrzeć osobliwe urządzenie: ekra­
nik z podłączoną żarówką i zwojem drutów. Jego efekt
optyczny i sposób działania jest sekretem artystki. Or­
ganicznymi elementami potężnej, a zarazem powścią­
gliwie czystej kompozycji Izabelli Gustowskiej są świa­
tło i dźwięk. Można ją oglądać w ostrym blasku lamp
lub w ciemności, a towarzyszy jej szmer niezrozumia­
łych rozmów, nierozpoznawalnych głosów i słów. T o
piękne, tajemnicze, niedopowiedziane dzieło nie pod­
daje się łatwo interpretacji I nie ma potrzeby gruntow­
nie dociekać jego znaczeń, bowiem tłumaczyć „na siłę"
cudzą wizję to tak jakby wyrywać sztuce jej język
Widz może się tylko poddać własnemu przeżyciu,
chwytając tę iskrę, którą nadaje mu artysta, pisarz, po­
eta, muzyk. Bo - jak mowi Janusz Tazbir - nuędzy
twórcą a odbiorcą odbywa się nieuchwytny przepływ
energii, wznosi się swoiste p r z ę s ł o , które istnieje,
czy się to komuś podoba czy nie. Nie trzeba więc upy­
chać wierszy, nut i obrazów po szufladach i schowkach,
bo ukryte przestają zyć.
W ostatniej sali Studia zawisło siedem wielkich pio¬
nowych płócien Gabrieli Morawetz, na których wid­
nieje zwielokrotniony czlowiek-zjawa. Jego ciało odry­
wa się od ziemi i ulatuje z grobu na Sąd Ostateczny.
Podstawowa figura tych kompozycji podlega metamor­
fozie - dzieli się na wiele postaci, z których spadają,
osuwają się całuny i pasy płótna, podobne do tych, ja­
kimi owijano mumie. Bezwładni ludzie wymykają się
nam, pociągają za sobą, może nawet chcą, by ich ści­
gać? D o tej, jak się zdaje, czytelnej alegorii dołączony
jest jeszcze jeden akcent kompozycyjny: rząd czterech
postumentów - symbolicznych kamieni nagrobnych.
Spod ich szklanej powierzchni prześwitują sylwetki
drobnych, delikatnie zarysowanych drzew - znak odra­
dzającego się „życia po życiu".
Gabriela Morawetz czerpie inspirację z tradycyjnego
repertuaru ikonograficznego, ale w pewnym stopniu

523

przetworzonego przez smak X I X wieku, przez jego za­
miłowanie do czarujących idylli i przez gust salonowy.
O d dawna maluje pejzaże do których wprowadza pobu­
dzonych erotycznie ludzi lub postacie mitologiczne
i fantastyczne, całe zastępy nagich nimf, boginek, efebów, elfów, duchów. Modeluje ich eteryczne ciała
światłocieniowo, na poły realistycznie, na poły umow­
nie, zjawiskowo.
Obecnie pokazane obrazy korespondują z hasłem
wystawy, są dobrze rozpoznawalne, i owszem, robią
wrażenie. Ich efekt jest uderzający. Wszelako ich
kształt plastyczny pozostaje kalką XIX-wiecznej figuracji i nośnikiem szczególnego nastroju budzącego nieco
staroświeckie sentymenta, jakim poddawali się nasi
pradziadowie w salonach paryskich i salonach Zachęty.
Gdyby wystawę Gabrieli Morawetz mógł na przykład
obejrzeć, przywołany z zaświatów, świetny malatz fan­
tazji i niesamowitych zjawisk W i l h e l m Kotarbiński,
byłby na pewno zadowolony.
Galeria Teatr Akademia mieści się w starej praskiej
kamienicy przy ulicy Targowej. Tam, na podwórzu
zniszczonej oficyny, Jerzy Kalina stworzył imponujące
rozmachem widowisko. Rzeźbiarz ten jest autorem nie­
konwencjonalnych, często szokujących pomysłów,
przystających do nurtu poszukiwań Kantora, Hasiora
i Szajny, instalacji wzbogaconych ruchem. T y m razem
przy ceglanym m urse oficyny ustawił setki płonących
zniczy na przeciwpożarowych schodach, i na tym tle zainscenizował spektakl dtogi na Sąd Ostateczny, w któ­
rym połączył elementy happeningu, performance art
i ulicznego teatru jednego aktora. Główną rolę odegrał
sam, jako jedyny bohater widowiska, bezimienny Czło­
wiek, Ktoś, Quidam. Posypywał głowę popiołem, po­
tem wspinał się po ognistych schodach do trzech bram
(okien): pieklą, czyśćca i nieba. Nigdzie go nie wpusz­
czono, więc zawrócił. Znicze spadły z hukiem, w górę
wznosiły się kłęby czerwonego dymu, strzelały race
iskier. Na ziemi Człowiek zrzucił nędzne odzienie (jak­
by jego dusza chciała pozbyć się ciała) i spalił je na l u ^ t r " a i Ti y 111 ołtarzu
Do tej fantasmagorii Jerzy Kalina dołączył jeszcze
efekty dźwiękowe: głuche rytmy muzyki, odgłosy prze­
mówień politycznych z czasów PRL-u i stukot kroków
maszerującego wojska. Ten piekielny teatr zapierał
dech w piersiach i przykuwał uwagę wizualnym przepy­
chem; można go było nawet odczuć jako parafrazę
Mamlingowej wizji. Ale chyba za dużo w n i m było „ilu­
stracyjnych" wątków i zbyt wiele dopowiedzeń, które
zakłóciły spoistość i osłabiły symboliczną wymowę dzie­
ła. Kiedy zaproszeni goście zwiedzili już wystawę
i opuszczali budynek, na podwórzu unosił się jeszcze za­
wiesisty zapach siarki.
Zuzanna Janin tworzy rzeźby i obrazy, które zaciera­
ją granicę między odbiorcą a dziełem, pozwala widzowi

�OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH

Altkwuha Mtłbechowika-Utt) * SĄD

wejść w środek kompozycji. Stosuje „nierealne", ulot­
ne materiały, rozpylone mgły, puder, watę cukrową
i korzysta z biegu czasu zapisanego w kadrach filmo­
wych. W Teatrze Akademia ustawiła namiot z lekkiej,
wiotkiej, ruchliwej materii, na której odbijał się falują­
cy obraz wysyłany z kamery wideo - zwyczajne scenki
z mieszkania jakiejś kobiety zajętej błahymi czynno­
ściami, obracającej się w kręgu swojej byle jakiej co­
dzienności. Pokaz ten nazwała Głupią sprawą, ale do­
bry byłby jeszcze inny tytuł: Memento mori, bowiem
w środku przezroczystego namiotu wirował cień ledwie
rozpoznawalnej czaszki (sterowanej impulsem elektro­
nicznym), który zagarniał i zamykał kolistą obręczą tę
iluzję rzeczywistości. Naprzeciw tej instalacji Zuzanna
Janin zawiesiła wielki okrąg kwiatów (sporządzony
z mieszanych materiałów: fotografii, papieru, folii), wy­
soko spiętrzonych na czyimś grobie, a dołem osuwają­
cych się z owej mogiły.
W galerii na Pradze mogliśmy zobaczyć, jak Jacek
Sempoliński powraca do czasów młodości - w każdym
sensie i w najrozmaitszy sposób. Niedawno odnalazł
glinianą rzeźbę swego popiersia z 1953 roku, piękną
głowę zamyślonego efeba. I znowu chce mieć 26 lat.
Fotografia tego portretu zawisła na wystawie uwiązana
na sznurku; kołysała się w powietrzu, i stała się parabo­
licznym punktem odniesienia do autoportretów, aktów
i studiów intymnego ciała. Wizerunki Jacka wyznacza­
ją jakąś ważną drogę, bieg jego życia i nowy etap arty­
stycznej biografii. Teraz, po latach melancholicznych
nastrojów, zaczerpnął oddechu i nabrał niezwykłej,
prawie euforycznej energii. Studia własnej twarzy - wi­
dzianej „po drugiej stronie lustra" - rozwijają się na
ścianach galerii w logiczny ciąg, w szereg przedstawień,
punktowanych stanami napięcia psychicznego, zawie­
szonych między młodością a dojrzałością, między na­
dzieją a rezygnacją, a także wyrażających wewnętrzne
dramaty, skryte pragnienia, „walkę w człowieku". Bli­
sko autoportretów - tych widziadeł duszy - wiszą po­
dobizny innej głowy nie tak ascetycznej ale batdziej
okrągłej - krótkim ściętym nosem i dużymi oczami
upodobnionej do kulistego kształtu czaszki I jeszcze
jedno czy dwa tajemnicze oblicza bez rysów namalo­
wane tylko plamą i konturem Może są to kryptoautoportrety lub wizerunki kogoś innego — zasłoniętego
ukrytego nieobecnego?
Studia nagiego ciała, fallusa, genitaliów (zestawione
z autoportretami), są silnie umotywowane erotycznie.
Przypominają o tym źródle życia, radości, rozkoszy,
o archetypicznym symbolu płodności, ale wyzwalają też
poczucie grzechu. Charakterystyczne środki artystycz­
nego wyrazu znamy z dawniejszej twórczości Sempolińskiego, jego pejzaży, Czaszek, Ukrzyżowań. Ostatnie ry­
sunki są tak samo energiczne, budowane silnie doci­
śniętą kreską i intensywnym kolorem. Ale wnoszą jesz­

cze coś nowego: na realne, uchwycone z dużym podo­
bieństwem autoportrety - które zatrzymują na mo­
ment jedną chwilę życia - nakładają się czasem jakieś
maski, o których nic nie wiemy. Są typowym dla Sempolińskiego znakiem niedopowiedzenia, milczenia, ci­
szy. Niektóre twarze stają się pustą przestrzenią, płasz­
czyzną, pod którą drzemią utajone emocje. Plastyczną
urodę tych wszystkich studiów podnoszą jeszcze inne
niż zwykle środki techniczne - nowa materia i faktura
służącej za tło półprzezroczystej, groszkowej folii, lekko
wypukłej i migotliwej (czasem naklejanej na papier).
Wystawa Jacka Sempolińskiego gromadzi zespół
znakomitych prac i jest jedną z najpoważniejszych pre­
zentacji dorobku tego malarza. Szczególne znaczenie
dla zrozumienia jej przesłania ma wiodące motto wstrząsający wiersz Janusza Pasierba Przez ogień:
nie zbliża mnie do człowieka
jego moja krew i ciało
tylko ogień
Ten, kto przyjrzy się uważnie tym rysunkom, odkry­
je dla siebie ich głęboki wewnętrzny sens - artystyczne
objawienie współczesnego mitu Erosa i Psyche zbrata­
nych w jednym ciele, jednorodnych imperatywów ro­
zumu i instynktów, splatanych doświadczeń ducho­
wych i zmysłowych, pozornych sprzeczności, których
w ludzkiej naturze nie da się rozdzielić. Sempoliński
równocześnie dotyka absolutu i przestrzeni fizjologicz­
nych. Dlatego w ikonosferze jego dzieł widzi się i prze­
czuwa to, co jest istotą rzeczy - prawdziwą
pełnię człowieczeństwa.
Na koniec tego przeglądu kilka słów o nieobecnym.
Należy żałować, że na wystawie zabrakło dziel Leona
Tarasewicza. Chciał wziąć w niej udział, ale planował
tak ogromną kompozycję związaną z architekturą, że
żadna niewielka galeria by temu nie sprostała. Lubię
i podziwiam jego sztukę, monumentalną a wyrafinowa­
ną i delikatną zarazem. Cenię ją za wysokie walory ma­
larskie i szczególny stosunek do natury, za wrażliwą wi­
zję rodzimej przyrody która sprawia że Tarasewicz jest
- w najlepszym tego słowa znaczeniu — późnym wnu­
kiem Józefa Chełmońskiego spadkobiercą jego twór­
czości z późnego mistycznego okresu Tarasewicz jak
mało kto potrafi w naturalnym odruchu powiązać
i scalić w swoim malarstwie pierwiastki abstrakcyjne
z przenikliwym oglądem rzeczywistego świata Szkoda
że go nie było na naszym Sądzie O n mógłby nam po­
kazać jak wielki widnokrąg nieba szybuje ku ziemi i Sta­
n i a cif* 7

nią w dniu ostatecznym.
każe myśleć o sensie ziemskieeo bytowania i bieeu żv
cia Wybiia sie na niei watek oielerwmek i D
li
rysowany w Kroczących Koro\od2h
P d ńrs wJdri.'

524

�OSTATECZNY ARTYSTÓW POLSKICH
Aleksandra Melbeckm-ska-Luty • SĄD

jących czaszkach i szeregach przesuwających się posta­
ci i portretów. Tak powstał zbiór eschatologicznych
drogowskazów vanitas. T o przesłanie kojarzy się z k i l ­
koma strofami cudownego wiersza Cypriana Norwida
Bema pamięci żałobny - rapsod. Tam, w orszaku pogrze­
bowym generała:

pokusom pieniądza, mody, kariery, władzy, łatwego
sukcesu; że nie czynią tego, przed czym przestrzegał
ich Norwid:
Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,
A Prawdom kazać, by za drzwiami stały;
Przedawać laury starym znajomościom,
Myśląc, że dziejów-ryrm zgłuszą tymbały!

Idą panny żałobne: jedne, podnosząc ramiona
Ze snopami wonnymi, które wiatr w górze rozrywa;
Drugie, w konchy zbierając Izę, co się z rwarzy odrywa,
Inne, drogi szukając, choć p r z e d w i e k a m i
zrobiona...
Te panny to płaczki, narzekalnice, których rzeźbiar­
ską personifikacją są figury stojące przy pomnikach
grobowych, w świątyniach i na cmentarzach. A to, cze­
go szukają, to trakt konduktu, ścieżka cmentarna,
szlak żałobny, droga dobrze znana ludzkości od zarania
dziejów, najdawniejsza z dawnych.
August Strindberg mówił: „malować należy to, co
się widzi w sobie". Dziś bardzo trudno wyrazić własne
ego, tak by się nie powtarzać. Wydaje się, że wszystko
już było. A l e to nieprawda. Artyści uporczywie szuka­
ją nowych rozwiązań. Jedni czerpią z zasobów daw­
nych wyobrażeń, przekształcając je po swojemu, i n n i
stosują nowoczesne środki techniczne dla uzyskania
przejmujących efektów wizualnych i tworzą własną
ikonografię, która czasem wchodzi do trwałych kano­
nów, ale najczęściej trwa moment, chwilę. Obiektem
dtastycznej penetracji staje się ludzkie ciało, jego i n ­
tymność, a także choroba, patologia, cierpienie
i śmierć. I kult brzydoty. Pewna artystka zagraniczna
nagrała na taśmie wideo etapy własnej operacji, nada­
jąc temu zdarzeniu rangę dzieła sztuki; inna (Katarzy­
na Kozyra), podejrzała ukrytą kamerą Łaźnię kobiecą
i męską. Na wystawy przynosi się gnijące truchła zwie­
rząt, odchody, śmiecie. T o szokuje, wywołuje skanda­
le (niekiedy na skalę międzynarodową). Nowe, ekscy­
tujące zjawiska rodzą się w zawrotnym tempie,
a awangarda goni awangardę. Nie wdając się tu w żad¬
ne oceny i etykietki, warto powiedzieć, że to dobrze, iż
ten płomień nie gaśnie

Nie trzeba s t y l u nastrajać ulicznie
Ni Ewangelii brać przez rękawiczkę;
Być zacnym ckliwo, być podłym praktycznie,
Zapełniać p r ó ż n i ę - s e n s u przez p o t y c z k ę ,
] rejterować... lubo - heroicznie!...

Przypisy
1

525

(niski, Kraków 1987,

s. 91
1

M . H i n c z , Glos Pański : Ewangelyi

Adwentowych

/.../, W i l n o

1643, cyt. za: M . W a l i c k i , Hans Mending, Sąd Ostateczny. Nie¬
dokończony rękopis opracował i uzupełnił J. Białostocki, W a r ­
szawa 1981, s. 8-9
1

4

W a l i c k i , j . w . , s. 16, 27
C y k l wystaw p.t. Sąd Ostateczny w galeriach: Kordegarda, Po¬
kaz, Studio i Teatr A k a d e m i a , według koncepcji Elżbiety Dzi­
kowskiej i Wiesławy Wierzchowskiej, Warszawa X I I 1999

-

I 2000
Przygotowanie wielkiej wystawy pod hasłem Sąd Ostateczny
było pomysłem Pań Elżbiety Dzikowskiej i Wiesławy Wierz­
chowskiej, powziętym już w 1995 r o k u . Miała być ona zorgani­
zowana na przełomie stuleci, w terminie o d 17 grudnia 1999 do
17 lutego 2000 r o k u , w salach Galerii Sztuki Współczesnej
„Zachęta". Zaproszono 22 artystów polskich i obcych, którzy
wkrótce rozpoczęli pracę inspirowaną zadanym tematem. Za­
mierzenie to nie doszło do skutku : powodu braku funduszy.
Poprzestano więc na pokazie prac ośmiu polskich twórców
w czterech mniejszych galeriach.
Materiały wystawy opublikowane są w piśmie krytyki „Po­
kaz", numer specjalny, I I I kwattal 1999.
'

Wypowiedź Magdaleny Abakanowicz z 1983 t o k u [ w: | Magda­
lena Abakanowicz, Kroczący,

katalog wystawy, galeria Korde­

garda, z serii wystaw Sad Ósu,tecviy,

Warszawa X I I 1999

-

I 2000, s. 16
"

M . Ratajczak. O mordzie na ibie. Eugeniusz Get Stankiewicz,

Ga­

leria Sztuki Współczesnej „Zachęta", Warszawa 1996, s. 5-26;
cyt. s. 6
7

Dobrze jest też wierzyć w to, że nasi artyści kierują
się czystymi intencjami i nie poddają się nadmiernie

K . W y k a , Młodu Polska, t. I : Modernizm

Rozmowa W . Wierzchowskie, z E. Getem Stankiewiczem [ w : ]
Eugeniusz Get Stankiewicz, Korowody, Galeria Krytyków „Po­
kaz", S B W A , Warszawa, grudzień 1999

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6062" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6042">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/94e7476c1901257f9691755d4df9cb29.pdf</src>
        <authentication>7e5ae54aa2bea1265aced1ad992fecc3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72292">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3088</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72293">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72294">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2892</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72295">
                <text>"Słońce od strachu nagłego zemdleje... " / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72296">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.506-511</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72297">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72298">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72299">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72300">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72301">
                <text>Aleksander

ALEKSANDER

Jackowski

• „SLONCŁ U U S I K A L H U NAUŁtuu ztMULtjt...

dowiskach miejskich, wśród ludzi wykształconych na¬
dal wielką estymą cieszą się wróżki, horoskopy, medy­
cyna niekonwencjonalna. Kiedy strach zagląda w oczy,
pomocy szuka się wszędzie. W bombardowanym Lor,
dynie dziesiątki tysięcy ludzi szukało pociechy u wró-1
żek, podobnie w okupowanej Warszawie. Nie inaczej
było w Rosji, a także - co dobrze pamiętam - w wojsku
Berlinga. Niemal w każdym baraku-ziemiance organi¬
zowano seanse spirytystyczne, ciężkie dtewniane stoły
unosiły wysoko nogi i tłukły nimi w podłogę, podając
na naszą prośbę datę zakończenia wojny. Zawsze się
myliły, choć słusznie wieściły klęskę Hitlera.

JACKOWSKI

„Słońce od strachu
nagłego zemdleje... "
Apokalipsa według
Józefa Chelmowskiego
(...) Słońce od strachu nagiego zemdleje,
Księżyc twarz krwawą posoką zaleje,
Gwiazdy z przestrachu chorobą szkaradną
Z nieba rzucone, na ziemię wpadną. (...)
Bartłomiej Zimorowiec,

Sielanka

piąta

c

hyba nigdy ostrzeżenia Apokalipsy nie były tak
realne jak teraz. Zatrute wody, skażone powie¬
trze, wojny, okrucieństwa, epidemie. Żyjemy
jak na krawędzi wulkanu, ale nie chcemy myśleć
iak na
o tym, że kiedyś wybuchnie. Nie możemy myśleć, bro­
ni nas instynkt samozachowawczy, ratuje przed neuro­
zami, depresją. Pozwala żyć normalnie.
Oswajamy lęk na wiele sposobów. Oglądamy horro­
ry, by małym lękiem osłonić się przed dużym. Boimy się
na niby, żeby się nie bać naprawdę. Ponieważ trzeba
żyć, kochać, wychowywać dzieci, zachować psychiczną
odporność. Przed kilkoma laty widziałem w Japonii
wieśniaków uprawiających swe poletko tuż obok krate¬
ru wulkanu, który co kilkadziesiąt lat wybuchał. A l e
oni nie chcieli, nie mogli o tym myśleć, oswajali więc
strach modłami z niezrozumiałym dla mnie rytuałem.
Etnologowie to wiedzą: o „Złym" nie mówi się wprost.
Między lękiem a wolą życia pojawia się forma: eufemi­
zmy nazywania złego, obrzęd, rytuał, teatr. Psychika
jednostek i zbiorowości tworzy różnorodne wentyle
bezpieczeństwa. Dzięki n i m możemy strawić okrucień¬
stwa oglądane bez liku w telewizji, nie przejmować się
za długo strasznymi infotmacjami w gazecie. Rok dwu­
tysięczny dodał do katalogu lęków dodatkową pozycję
- symbolikę daty Może po raz pierwszy w dziejach zo­
stała ona wsparta świadomością zagrożeń totalnej za­
głady totalnego niebezpieczeństwa W każdej szczeli­
nie życia Przypomina się chińskie przekleństwo — bę­
dziesz uciekał a nie będziesz wiedział kto cie eoni lak
z sennego KosziiiarLi«
Upowszechnienie nauki, podniesienie poziomu wy­
kształcenia nie uwolniły nas od zachowań irracjonal­
nych. Wydawałoby się, żyjemy w stuleciu, które można
nazwać stuleciem postępu, rozwoju nauki. I co? W śro­

Groźbę Apokalipsy wykorzystuje się też do celów re­
klamowych. O t o jedno z pism publikuje w związku
z 5-majową koniunkcją planet taką „prognozę pogo-1
dy": „Na powierzchnię Ziemi wypłynie magma o tem­
peraturze 1000 stopni, czyniąc nasz świat wulkanicz-!
nym. Dojdzie do tego apokaliptyczna, pięciomiesięczna
wojna, o której przypomina trzecia przepowiednia fa­
timska. Ogień i płomień uderzą z nieba. Wody oceanu
będą parować. Piana wzbije się wysoko w górę, pokry­
wając wszystko śmiercionośną pokrywą. W ciągu kilku
godzin zginą miliony ludzi".
' Rok 2000 przywitano ogromną ilością sztucznych
ogni. Radością, ale i strachem. Obawiano się „buntu"
komputerów i wynikłych z tego komplikacji (syndrom
„Ucznia czarnoksiężnika"), szczęśliwie skończyło się na
niewielkich kłopotach. Jednak dla wielu ludzi, zwłasz­
cza poddanych dyktatowi sekt, rok ten ma znaczenie
szczególne, oczekiwania na koniec świata. W imię Bo­
ga czy proroka dokonano już wielu aktów samozagłady.
' N i e może dziwić, że temat Apokalipsy, Sądu Osta­
tecznego spotkał się z oddźwiękiem środowiska arty­
stycznego. Stał się wyzwaniem prowokującym do
określenia stanowiska wobec najważniejszych proble­
mów egzystencjalnych. Stał się pretekstem dla róż­
nych działań plastycznych. Grono znanych krytyków
i artystów doświadczonych w organizacji wielkich wy- i
staw (np. Jesteśmy, Ars Erotica) zaproponowało pro­
gram tyle kosztowny, co ambitny, intetesujący po­
znawczo. Temat Sądu Ostatecznego potraktowano ja­
ko test pozwalający przekonać się, jak go interpretują
wybitni artyści, zarówno polscy, jak i z innych krajów,
a nawet kontynentów. Jakie wzbudzi w nich refleksje,
skojarzenia? Metaforyczne, symboliczne, w dialogu
z tradycją? Jaką?
1

[

Jednak skala kosztów przerosła możliwości sponso­
rów. Państwa.'.. Trzeba było ograniczyć się do kilku
wystaw w stołecznych galeriach. Dwie wydały mi się
szczególnie interesujące - obie zresztą złożone z prac
powstałych niezależnie od hasła organizatorów. Jacek,
Sempoliński w galerii Akademii Sztuk Pięknych n
a
Targowej przedstawił obrazy bardzo osobiste, ekspre­
syjne, niełatwe w odbiorze. W „Kordegardzie" pokaa-1

506

�Aleksander Jackowski *

„SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

Ł c y k l dziel niedawno zmarłego Jana Lebensteina;
l i n . ilustracje do Miłoszowych przekładów ApokaŁ y . O ile obrazy Sempolińskiego są jego wyznaniem
lary, żarliwe, pozbawione kokieterii, oszczędne w forl i e - Lebenstein nawiązuje do średniowiecznej retoL i , przedstawia własną wizję Aniołów, bestii apoka­
liptycznych. Jest świetny. Jego ryciny wpisują się
• krag tradycji wyznaczonej przez Dürera, Altdarfera,

Łiinewalda.
i Sempoliński zmaga się ze sobą i rozlicza. Lebenstein
loponuje widzom wizję postaci z tekstu, który ilustrul i w którym - pełniąc zadanie użytkowe - jest wciąż
jiierny sobie. A l e zachowuje wobec tekstu dystans.
i Tego dystansu nie ma w twórczości artystów nieproIsjonalnych (ludowych, naiwnych, nawiedzonych),
Itórzy Janowe proroctwa pojmują dosłownie, traktują
liebie jak narzędzie, którym posłużył się Bóg. O n przez
iiich przemawia, ostrzega, grozi, tak jak to czynił, po•ugując się świętym Janem. Ta bliska relacja z Panem
logiem wyróżnia ich, pozwala znosić ziemskie upokoŁenia, sytuować się wyżej od innych ludzi. Tak więc
pdmund Monsiel, przerażony wojną, okupacją, ukryty
Iw pokoiku na strychu rysuje na małych kartkach paIpieru straszliwe wizje. W i e , że wyraża wolę Boga, więc
H ostrzega
przed karą za zło dziejące się na ziemi. Jest jak
prorok wieszczący zagładę, bezbronny, nieszczęsny wö­
lke wojen okrucieństwa łamania praw boskich. W je|»rysunkach tysiące oczu śledzi dolę człowieczą patrz!
|-ostrzega Bóg wszystko widzi A b y przesłanie było ja1
rysunek uzupełnia na odwrocie stosownym ko
Lntarzem.
Drugi przykład - Nikifor. Malując, niemal od po­
czątku realizuje swoisty program terapeutyczny. Stojąc
u boku popa w cerkwi czy kościele, wskazuje na złoIczyńców, tych, których poznał w życiu i którzy go najprawdę czy tylko w jego przeświadczeniu skrzywdzili •piekarza, sprzedawczynię wędlin. Atrybuty ich winy
1 umieszcza we wnętrzu świątyni, rozkłada bochenki,
•wiesza pęta kiełbasy - by każdy wiedział, kto i za co zoIstaje skazany na piekielne męki. O n sam oskatża, ka¬
Iplan zaś wtrąca złych do loży potępieńców, smażących
•się w ogniu piekielnym. Najważniejszym motywem
[prac Nikifora jest sprawiedliwość, wiara, że zło zostanie
Ipo śmieici ukarane, ciężki los na ziemi wynagrodzony
iwniebie. Także jego, ziemskiego biedaka, który w ima*ginowanych obrazach jawi się jako biskup, malarz, męIdrzec czytający święte księgi, grający na skrzypcach,
i Trzeci wymieniony przeze mnie twórca to ludowy
[naiwny teolog filozof malarz i rzeźbiarz — Józef Cheł
jmowski z Brus (Kaszuby) Człowiek nieprzeciętny
[o wielkiej ciekawości świata i wyobraźni W swych do|ciekaniach na temat życia nie mógł pominąć ApokaŁsv wg św Jana Zetknięcie się z nią nadało sens
•«™rldrn
) dotychczasowym zainteresowaniom.
2

3

Józef Chełmowski przy Maszynie do łapania Żywiołów.
Fot. Piotr Cielecki, Tomasz Siemiński

Ujrzał w niej najważniejsze przesłanie Boga. Kwinte­
sencję zainteresowań religią, filozofią, astronomią,
dziejami świata. Jest bowiem nie tylko, a może i nie ty­
le, „twórcą ludowym", ile człowiekiem o wielkiej wy­
obraźni i ciekawości. W swoim środowisku - fenome­
nem.
N i m więc wspomnę o Panoramie Apokalipsy,
chciałbym przybliżyć czytelnikowi osobę autora. Oto
podstawowe fakty z życiorysu:
Urodził się 26 lutego 1934 r. we wsi Brusy w Borach
Tucholskich i mieszka tam do dziś. Ojciec gospodarzył
na ziemi, był też murarzem, zdunem, cieślą, kowalem
i stolarzem. Miał dwie córki i trzech synów. W życio­
rysie napisanym na moją prośbę podaje: „Przy ojcu ro­
biłem sobie różne zabawki w drzewie, niektóre cieka­
we. O d roku 1940 rozpocząłem niemiecką szkołę aż do
frontu 1945. Po wojnie w 1948 roku ukończyłem niby
siódmą klasę polską. Innego nie mam wykształcenia".
Pracował na kolei, w hufcach „Służby Polsce" na Ślą­
sku. W wojsku służył w jednostce łączności. Kontakt
z urządzeniami radiotechnicznymi okazał się ważny
dla jego zainteresowań i realizacji. Później wykonywał
różne prace, prowadził gospodarstwo i nie miał czasu
na „prywatne" zainteresowania. Dopiero w 1970 r.,
pracując jako stróż w miejscowej przetwórni Las"
miał wiele wolnego czasu i wtedy zajął się rzeźbieniem,
a później i malowaniem W t y m też czasie zbierał
w swojej wsi i w okolicy pamiątki i wszystko co pozwa­
lało przywołać obraz przeszłości a więc opowieści
wiersze podania
Ożenił się z Kaszubką. M a dwie córki, jedna została
w Brusach, druga wyszła za Kurda i mieszka w Szwecji.

507

�Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

szane siłą wiatru i spływającą do naczyń wodą z rynny
domu. Jest to Maszynach łapania żywiołów, jak określa
to urządzenie jego konstruktor. Koło maszyny o średni­
cy ponad 2 metrów porusza stojącą nieopodal figurę
tracza piłującego drewno." N a d wejściem do ptacowni
znajduje się zegat słoneczny. W pracowni dziesiątki
sprzętów, warsztat tkacki, kołowrotki, cepy, narzędzia,
instrumenty muzyczne własnej konstrukcji. Rozpoczęte
rzeźby i obrazy. N a ścianach oleodruki, kopia obrazu
Salvadore'a Dali. Setki różnych „śmieci" - niemieckie
tablice informacyjne, wypchany bocian itp. W ogrodzie
wielkie rzeźbione i malowane ule, najczęściej o twa­
rzach diabłów. N a werandzie domu „witraż", zlożny
z dziesiątek małych szybek, na których Chełmowski na­
malował scenki rodzajowe i pejzażowe. „Pod dachem
zawieszony jest obraz składający się z trzech części, pod
tytułem Natura = deum. Obraz pełen symboli, «nadrealny» przesycony fantastyczną roślinnością Jest to wi­
zualna realizacja wyznawanej i podkreślanej przez Chełmowskiego idei o tożsamości Boga i natury (przyrody)
Inne obrazy to kilkanaście małych form z wiernie na­
malowanymi starymi chałupami z najbliższej okolicy
N a odwrocie każdego obrazu podane imię i nazwisko
4

Apokalipsa Św. Jana, rozdz. 7
1.

Potem widziałem czterech aniołów stojących na

czterech

krańcach ziemi, powstrzymujących cztery wiatry ziemi, aby nie
wial wiatr na ziemię ani na morze, ani na żadne drzewo.
2.

Widziałem też innego

anioła wstępującego o d

wschodu

słońca, który miał pieczęć Boga żywego i który zawołał głosem
donośnym na czterech aniołów, którym zezwolono wyrządzić
szkodę ziemi i morzu, mówiąc:
3.

N i e wyrządźcie szkody ani ziemi, ani morzu, ani drzewom,
dopóki nie opatrzymy pieczęcią sług Boga naszego na czołach
ich.
(Biblia Warszawska)

Sprawiło to, że zainteresował się kurdyjskim językiem
i opracowuje słownik polsko-kurdyjski. Posługuje się
w tym celu słownikiem kurdyjsko-angielskim i angiel¬
sko-polskim. Opracował już kilkanaście tysięcy haseł.
O zainteresowaniach świadczy wygląd jego domu
i obejścia. Przed bramą zbudował na kopcu z kamieni
kilkumetrową kapliczkę ze scenami z najnowszej histo­
rii Polski. N a szczycie umieścił anioła z rozpostartymi
skrzydłami. Pod n i m znajduje się wizerunek słońca
w koronie, krążącego nad kulą ziemską. Podpis: Anno
1989 i Deo Gratias, niżej Trzeci upadek i Anno Domini
1981-82, na tle napisu Quo Deus Avertat Chrystus
upadający pod krzyżem. N a d n i m „zomowiec" z pałką
w ręku. Dolne piętro kapliczki to Matka Boska trzyma­
jąca białego orła. N a d jej głową dwa anioły, po bokach
rzeźby przedstawiające papieża i pryma, s a Polski. U do­
łu motyw dekoracyjny: kaszubski tulipan. Przy kaplicz­
ce rzeźby dwóch modlących się aniołów.
Dalej znajdujemy w obejściu model wiattaka, wóz,
drewnianą kurę na plocie, płaskorzeźby, rzeźby, m.in. fi­
gura mężczyzny dmącego w blaszaną tubę. „Przy naroż­
niku budynku mieszkalnego wznosi się ogromne koło ze
skrzydełkami w środku i naczyniami na obwodzie, poru­

właściciela chałuov oraz nazwa wsi z którei ona oocho
j - -p
, T'
ńralir

-

mówi

Chełmowski N a tynku namalował obraz^pod tytułem
'
Y\
A wyrazem żywo siecz asze e po \Y/'teAniem,
ę ący
nego na aszubac m i u, opowia ającego o wa ce aszu DOW u DOJr^iu. KITO la j an.a n r c^oDie s iv te^o1 i onaci LO KO
lekcja rzeźb twotcow ludowych z Raszub, gabloty ze
zbiorem starych monet i banknotów.
Opis ten daje pewne pojęcie o szerokości zaintereso­
wań i pasjach artysty. Zważmy przy tym, iż obok rzeź­
bienia i malowania pisze różne „traktaty", wyrażające
poglądy na życie, komentujące zachowania ludzi. Rzeź­
by opatruje napisami, często wierszowanymi komenta­
rzami. Dotyczą filozoficznych przemyśleń autota, istot­
nych dla ztozumienia przesłania kompozycji. Obok
polskich umieszcza napisy kaszubskie, a także w języ­
kach niemieckim, łacińskim, arabskim i kurdyjskim
(pisane alfabetem łacińskim). Jak podaje w swym ży­
ciorysie „interesuje mnie wszystko, alchemia, astrono­
mia, geografia, technika, wynalazczość, filozofia,
pszczelarstwo, ludowe teksty, opowieści, porzekadła".
Tomasz Siemiński zauważa iż zainteresowania swe
traktuje Chełmowski bardzo poważnie, rzec by można
naukowo". Chce rozwiązać wszelkie tajemnice
ulepszyć stare i twotzyć nowe wynalazki polemizować
z naukowymi poglądami uzupełniać je lub obalać Po­
lemizuje z Kopernikiem Platonem pisze np iż' Nic
nie jest dokończone dla mnie sama tablica Mendelejewa nie tą co powinna"
5

Ważne' są dla niego wydarzenia z przeszłości i terazniejszości. Daje temu wyraz w rzeźbach i w towarzyszą-

�Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

tych im tekstach (m.in. takich jak Wrzesień 1939, Kak Solidarność). Przemawia językiem Starego i Nowe| o Testamentu, Apokalipsy, Księgi Daniela i Księgi
Ezechiela. Kompiluje czytane teksty, poucza, ostrzega.
I Oto napis na rzeźbie Znak Czasu:
8

Synu człowieczy
Co widzisz:
Widzę zamęt na wschodzie
walą się tam starożytne
gmachy, stare świątynie
w proch się rozsypują. (...)
Widzę: Tumany prochu
wdali, jako się we wszystkich
kierunkach rozchodzą,
ścierają, mieszają i zbijają. (...)

6

i Jesteśmy już w kręgu wizji Apokalipsy. Fascynują
one szczególnie Chełmowskiego, czemu daje wyraz za­
równo w dziele malarskim, jak też i w pisanych tek­
stach, zwłaszcza w Apokalipsie dzisiaj jutro oraz Teoloocznej Przyszłości Ludzkości Świata, a także w dziele,
które traktuje jako sumę swych przemyśleń - Tajemni­
ce świata, światów. (Złożył je w bydgoskim D o m u K u l ­
tury, licząc na to, że zostanie wydane).

Apokalipsa Sw. Jana, rozdz. 14
1. I widziałem, a oto Baranek stał na górze Syjon, a z n i m sto
czterdzieści cztery tysiące tych, którzy mieli wypisane jego
imię na czole i imię jego Ojca.

W tzeźbie przedstawia postać lub wydarzenie w taki
sposób, jak to się widzi w pomnikach. A więc z czytel­
nym atrybutem (Kopernik - astrolabium). Komentarz
pisemny poucza tych, którym sama rzeźba nie daje wy­
li starczającej informacji. „Szukam w niej [rzeźbie] tych

2.

I usłyszałem głos z nieba jakby szum wielu wód i jakby łoskot
potężnego grzmotu; a glos, który usłyszałem, brzmiał jak
dźwięki harfiarzy, grających na swoich harfach.
(Biblia Warszawska)

ii ludzi świata, co powiedzieli za swojego życia, jak Tere­
sa z Kalkuty, Olaf Palmę, Luis Pastor, Goethe, Scheler

dla mnie to jest wydatek bez dochodu, czy mnie to jest
potrzebne, przyjdą niby rozkaz jakby od Boga i maluję".

| [Schiller?], w ogóle poeci. Ja i c h szukam i odtwarzam
tę prawdę, choć jest i c h [prawd] kilka, wybieram jed­
ną...". Rzeźba ujmuje więc temat w jednym ujęciu, jed­
nej syntezie. T a m jednak, gdzie trzeba dodać tok myśli,
działań, posługuje się Chełmowski pędzlem. Dodatko­
wo zaś, by efekt wizualizacji, jak w Apokalipsie, nie bu­
dził wątpliwości, pisze na obrazie lakoniczny komen­
tarz oraz swe traktaty. Oglądając dzieło artysty, powin­
niśmy więc zważać nie tylko na jego formę ale i

„Apokalipsa" Chełmowskiego jest dziełem wyjątko­
wym. Chełmowski przekłada tekst Św. Jana na język
obrazów, opatrując każdą scenę kolejnym numerem
wersu i skrótową informacją, co w sobie zawiera.
W ciągu trzech lat (1992-1994) namalował 6 zwojów,
każdy od 6 do 10 metrów długości. Złożone razem two­
rzą obraz liczący ponad 55 metrów długości, o wysoko­
ści ok. 70 c m .

| warte w n i m przesłanie, sposób wizualnego zinterpreto­
wania tekstu
Malowanie Apokalipsy rozpoczął w 1992 r. Rok póź­
niej zawiadamiał mnie: „Pyta Pan, co robię, otóż jest zi­
ma, zimno w moim warsztacie więc maluję w domu d u ­
ży obraz, taką panoramę «Apokalips», ściśle wg pisma
św. Jana z przełożenia Cz. Miłosza z greckiego, które le­
piej oddaje to widzenie. Jest już tego 15 m długości,
szef. 0,70 cm, cała teologia dla ludzkości, chyba dojdzie
do 50 m lecz to (...) kosztuje, nie mam na to pieniędzy
(...) ile to poszło [na farby] białka, jaj, twarogu (...) zni­
kąd pieniędzy (...) robię domowymi środkami. (...) Jest
pytanie dla kogo to maluję: chyba nie dam odpowiedzi,

8

Kluczem do rozumienia tekstu Apokalipsy jest dla
Chełmowskiego przeświadczenie o znaczeniu w niej
liczb-symboli. Liczby są utajonym językiem, szyfrem.
Usiłuje pojąć i c h znaczenie, ale interpretuje je często
błędnie, nie wiedząc, że np. w przedstawionym baran­
ku symboliczna jest zarówno liczba oczu ( = wiedza, wi­
dzenie), jak i rogów ( = moc).
Aby dać choć niewielkie pojęcie o tym, jak transponuje tekst na obraz malarski, zacytuję (za T . Siemiń­
skim) dwa przykłady:
I. Tekst (wg Biblii Tysiąclecia): 16,10-11
A piąty wylał swą czaszę na tron Bestii
i w jej królestwie nastały ciemności,

509
J

�Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

a ludzie z bólu gryźli języki
i Bogu nieba bluźnili za bóle swoje i wrzody,
ale od czynów swoich się nie odwrócili.
Komentarz Chelmowskiego na płótnie Panoramy:
Piąty anioł wylał czaszę na tron bestii,
i bluźnić będą z swych wrzodów cielesnych.

w swym zachowaniu, utracą kulturę miłosną. Zacho­
wując się jakby był z teorii Darwina pochodzenia czło­
wieka z gatunku małpy, a jest to teoria nie do przyjęcia
(...). Pan Bóg wypuści swój gniew za przebraną miarkę
światu. Dzisiaj człowiek czuje się jak nauczyciel tego
świata, a nie uczniem. (...) Bóg w apokalipsie mówi: Ci,
co nie splamią imienia, szat jego, są gotowi oglądać
któlestwo moje, i n n i będą zapieczętowani na tysiąc lat,
i n n i pójdą na spalenie, wieczny ogień. (...)"
10

Scena przedstawia unoszącego się anioła, wylewające­
go z dzbana krew na siedzącego na ziemi potwora
z łbem byka. Poniżej, obok siedzącej na krześle kobie­
ty, stoi mężczyzna polewający jej ranę na ręku płynem
z butelki.
II. Tekst: 16,12
A szósty wylał swą czaszę na rzekę wielką, na Eufrat.
A wyschła jej woda, by dla królów ze wschodu Słońca
droga stanęła otworem.
Chełmowski:
Szósty anioł wylał czaszę na rzekę Eufrates
i wysycha woda, aby przygotować drogę dla królów ze
wschodu.
Scena przedstawia idących „ze wschodu" trzech królów
w koronach. Powyżej wijąca się rzeka, której początek
ginie w paszczy „wężosmoka". N a d nimi unosi się anioł
z naczyniem (czaszą).
9

Koniec świata nadchodzi, martwi się Chełmowski.
Karę poprzedzają znaki opisane w Apokalipsie Św. Ja­
na. Należy je odnaleźć w naszej rzeczywistości i uczynić
wszystko, co możliwe, by opóźnić nadejście zapowiada­
nych plag. „Człowiek sam szykuje swoją zgubę - ko­
mentuje dzieło - atmosfera ziemska nie ma dzisiaj swe­
go procentowego składu powietrza, duży ubytek azotu,
który ciągle się pobiera z powietrza do produkcji nawo­
zu azotowego, nadmiar jodu, sodu i innych, przez elek­
trolizy dużo wodoru przedostaje się do górnych warstw
atmosfery, tworząc ją coraz grubszą, co wpływa n.3. p O '
godę całego globu ziemskiego (...) brak czystego powiettza (...) nie ma przyszłości świata w codzienności,
w mylitarii obrony, agresji (...) czy tak Stwórca chciał?
za daleko posunął się człowiek, skutki tego są w apoka­
lipsie ( ) świat staje się ponury smutny ten czas ( )
Apokaliptyczna wizja ludzi zboczonych seksualnie
obejmuje szersze kręgi Dlaczego tak się dzieje? ( )
Człowiek zaczął używać przeróżne perfumy do styczno­
ści z inną osobą niby na piękny zapach ale jest sztucz­
ny który niweluje moc do przyjaźni dwu stron niby
plusa i minusa i brakuje tej eksplozji życia natura
człowieka w zmyśle węchu ten niwelowany sztucznie
chemicznie otganizm zmusza do rozładunku i gubi się

Co nam grozi? „Ziemia w wielu miejscach będzie na­
wiedzona trzęsieniami i pochłonie mnóstwo żywych lu­
dzi. Wiele miast i twierdz warownych zaginie, te bu­
dowle dopełnią spustoszenia (...). Morze huczeć będzie
i rozwścieklone uderzy na brzegi, chłonąc ludzi i okrę­
ty. Nastanie głód (...) Pan wypuści swój gniew i nikt
nie ostanie się ptzed tak wielkim złem, grzechem wo­
bec natury jej Stwórcy, czeka was bicz żelazny i kielich
goryczy gniewu Pańskiego. Bóg zlepiony jest w naturze,
tam go szukajcie, jeżeli jej zrobicie krzywdę, jakobyście
mnie uczynili (...) Ukażą się liczne i straszliwe znaki na
niebie, Słońce się zaciemni i błyszczeć będzie
no Liczne gwiazdy zaczną spadać na znak zguby wiel­
kiej liczby ludzi, będzie to kara tej ziemi, lecz nie kara
dla wszechświata, gdyż ten jest bez grzechu, on nie jest
we władaniu człowieka. Ziemia przez kary Boskie nie
zginie kara jest dla ludzi ( ) N a koniec zaistnieje No­
we Niebo i Nowa Ziemia Bóg będzie wśród ludzi
1 OLi" O każdą łzę ( ) "
7

W zamierzeniu Chełmowskiego dostrzec ttzeba nie
tylko porażenie treścią Janowych wizji, nie tylko - po­
sługując się określeniem Jacka Olędzkiego - wrażli­
wość mirakulatną i głęboko zakorzenionymi w chłop­
skiej tradycji wyobrażeniami Straszliwej Trąby Sądu
Ostatecznego i innych tego rodzaju druków, ale też i za­
mysł człowieka, który nie chce swej wiedzy zattzymać
tylko dla siebie, ale wie, że musi ją przekazać innym.
Dlatego ostrzega, ukazując prawdy, które wyczytał
i pojął. „Objawienie spisania treści apokalipsy dwa ty­
siące lat temu, dzisiaj staje się rzeczywistą Karą Bożą.
Do zrozumienia do tej pory było niemożliwe, dzisiaj jest
rzeczywistość, tylko wszystkie kąty [które] nienastąpiły
będą w miarę czasu następować."
12

Pisze tak, jak mówi, rzeźbi, maluje - gorączkowo,
w napięciu. Opuszcza słowa, posługuje się skrótem,
spieszy się, tyle ma ptzecież do powiedzenia! Pisze więc
o tym, k i m jest człowiek, którego Bóg stworzył. Na nim
koncentruje swą uwagę. Opisuje zmysły, dostrzega ich
pięć, a w innym miejscu siedem, ważne, że za nadrzęd­
ny uznaje zmysł sumienia. T o w sumieniu, w duszy, za­
pisane zostają dobre i złe uczynki. Sumienie daje czło­
wiekowi busolę w postępowaniu. Wskazuje, co złe, a co
dobre, w czym zawinił wobec drugiego człowieka i wo­
bec natury, w której objawia się Bóg. A l e nim dojdzie
do sytuacji nieodwracalnej - Bóg osttzega znakami na

�Aleksander Jackowski • „SŁOŃCE OD STRACHU NAGŁEGO ZEMDLEJE..."

| niebie i ziemi. „Upomina przez zjawy nocne, które poawiają się w czasie snu i dzisiaj się różnią od tych praIjców, przykładowo: mora nocna przychodziła przez
itwór klucza w drzwiach, dochodziła i dusiła człowieka
•po przestaniu był wymęczony. Dzisiaj n i k t nie narzeiana taką zjawę, natomiast są inne zjawy, ciągle dla
puczenia od zła, groźne, z innego świata z ludźmi któ­
rzy odeszli z diabłami spotkania, lecz spotkania z Bo­
jem z aniołami niema, jest jakaś tajemnica, zmysł sumenia ostrzega ciało."
13

Chełmowski zestawia i interpretuje fakty, wiąże je ze
•sobą, tworząc swój obraz świata. Jedno „ale" - jego wie¬
Ka jest przypadkowa, fragmentaryczna. Zna wiele fakfcw, liczb (np. odległości Ziemi od planet). WypowiaIda się z pewnością siebie, którą mu daje znajomość
Lidu poszczególnych faktów, imponująca otoczeniu
•gościom odwiedzającym jego dom. W i e , jak na swą
Kondycję wiele, to też nie waha się generalizować, policzać. Nie wie jednak tego, co najważniejsze - tego,
iczego nie wie. Nie zdaje sobie sprawy z ułomności po•jadanych informacji. Dyskutuje z naukowymi teoria|ą nie dostrzegając śmieszności sytuacji, nie wyprowa­
dzany z błędu przez usłużnych chwalców podziwiaj ą[cych jego prace (często mierne). A l e to już dotyczy
Iszerszego problemu, zmistyfikowanego stosunku do
Itzw sztuki ludowej do twórców Utwierdza to ChełLwskiego w poczuciu racji co sprawia iż wypowiada
•się autorytatywnie bez wahań T o jest ten typ ludzi
aktorzy na wysokich stanowiskach w państwie bywają
•szczególnie groźni łącząc dyletantyzm z apodyktycznoIścią Na szczęście Chełmowski tylko rzeźbi i maluje do
•tego przede wszystkim dla siebie Jest w n i m rys człoIwieka przekonanego o D o s i a d a n e j orawdzie żyiaceso
Łorzeświadczeniu i ż musi
nrawde głosić światu
'uytając teksty Uhełmowskiego, odnajduję w nich tę

l' li

"

t

tvk

••

1 w

k

Widzę tu także inny aspekt - patrzymy na wielu tzw.
twórców ludowych jak na Janków Muzykantów. Cieszy
i bawi nas naiwność ich rzeźb czy obrazków, konwen­
cjonalna koturnowość wierszy. Czy jednak byliby dla
nas równie zabawni, mając dostęp do wiedzy, szkół,
zwłaszcza ponadpodstawowych? Kiedy myślę o tym, że
obecnie mniej niż 1 procent młodzieży wiejskiej dostaje
się na wyższe uczelnie, odechciewa m i się cieszyć z ich
naiwnych tzeźb czy malunków.
Podziwiam Chełmowskiego za jego zainteresowania,
za tyle różnych pasji, za trud i inwencję w stworzeniu
Panoramy Apokalipsy, ale myślę też o tym, k i m mógł­
by być, mając prawidłowy dostęp do wiedzy. Z naiwno­
ści śmiać się przykro... A jest przecież nie tylko rzeźbia­
rzem, malarzem (w t y m i na szkle), lecz także - jak po­
daje całkiem serio jego biograf - filozofem, wynalazcą,
konstruktorem, astronomem. Przy tym „Dużo rozmyśla
o otaczającym go świecie. Próbuje zgłębić «odwieczne»
tajemnice: życia i śmierci człowieka i wszechświata,
przyrody i Boga".

u

jariwosc, ę poety ę,
orą znam z e ury roznyc
uam es ow nadsy- anyc
o organizacji swia owyc .
JNiemal we wszystkich dostrzegało się erudycję, logikę
itoku wywodu i wibrację emocjonalną, która kazała aujtorowi dzielić się swoimi ostrzeżeniami ze światem, l e
•proroctwa, odezwy manifesty tworzą specyficzny gatur
P
°g
P°
™ e ) człowiek
iateprzeciętnie wrażliwy, porażony złem. Człowiek ktoIremu zwalono na barki odpowiedzialność za losy Ziemi
i ludzkości.
I Rozmawiając z Chełmowskim, zastanawiałem się,
I b n mógłby być, otrzymawszy przyzwoite wykształceI
takie, które pozwala spojrzeć samokrytycznie na
łebie. Czy wrodzona bystrość, ciekawość świata po­
soliłyby mu zrealizować się w konkretnej dziedzinie?
fest zdolny, pracowity, żądny wiedzy. Tacy jak on two­
rzą niekiedy fascynujące teorie, odkrywają nowe pertektywy, ale często gubi ich niecierpliwość.
e

l s t e m o l

r a r 1 1

u

d l o z a

l c n

l s t

e

511

14

Przypisy
Cyt.

za „Gazetą Wyborczą", 22-24.04.2000 r., s. 16

Edmund

Monsiel.

druga, pod red. Zbigniewa C h l e w i ­

Odsłona

skiego, Płock 1997. Aleksander Jackowski, Edmund
[w:]
A.

Sztuka zwana naiwną,
Jackowski, Nikifor

Monsieł

Warszawa 1995, s. 130-131

[ w : ] Sztuka zwana naiwną.

Warszawa

1995, s. 138-141
Posługuję się t u opisem zawartym w książce Tomasza Siemiń­
skiego, Józef Chełmowski,

portret artysty i człowieka.

Bytów 1955,

s. 3. Co prawda zapamiętałem te same informacje, ale lektura
książki sprawiła, że m a m w pamięci tam zawarte sformułowa­
nia,

wolę więc przytoczyć je dosłownie. Książka p. Siemińskie­

go z wielką sympatią kreśli portret Chełmowskiego. A u t o r o w i
dziękuję za nadesłany do redakcji wybór rozdziałów z najważ­
niejszego tekstu artysty powstałego w latach 1989-1991, pt.
Tajemnice świata,

światów.

Z listu do mnie, 1.02.1993 r.
Cyt.

za T . Siemiński, op. cit., s. 9

J. Chełmowski, list z 1.02.1993 r.
Panoramę kupiło M u z e u m Zachodnio-Kaszubskie w Bytowie.
Pokazano ją k i l k a razy, ostatnio w 1996 r. w Bydgoszczy na
Ogólnopolskim Konkursie Malarskim i m . Teofila O c i e p k i oraz
w Warszawie (Dwie ApokaUpsy, C e n t r u m Sztuki Współczesnej,
1999 r.) oraz w Lublanie (Anioły i demony w sztuce polskich ar­
1998, Slovenski Etno-

tystów ludowych Muchy i Chełmowskiego,

grafski M u z e j ) . O Chełmowskim i Panoramie powstały Elmy
Bernarda Ziółkowskiego Tajemnice Świata i Jadwigi Nowakow­
skiej To wszystko jest po drodze, TV!,

1998

T . Siemiński, op. cit, s. 15
J. Chełmowski, Apokalipsa

dzisiaj jutro,

rękopis z listopada

1996 r., ksero.
J. Chełmowski, Teologiczna

przyszłość

ludzkości

świata,

1994,

broszura powielana z rękopisu, s. 9-11. N a ostatniej strome eg­
zemplarza Chełmowski dodał: Uzupełnienie obrazu: Panoramy
Apokalipsy.
J. Chełmowski, Apokalipsa dzisiaj jutro, op. cit., pierwsze zdanie.
J. Chełmowski, Apokalipsa dzisiaj jutro, op. cit., s. 2
T . Siemiński, op. cit., s. 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6061" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6041">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e24fd4cdb1c3a95b9d1f11155c8bef7c.pdf</src>
        <authentication>a6c48263de38029f5d4e2a8e0c9146a2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72282">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3091</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72283">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72284">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2895</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72285">
                <text>Wulkaniczne spektakle natury w sztuce nowoczesnej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72286">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.536-543</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72287">
                <text>Pieńkos, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72288">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72289">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72290">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72291">
                <text>Andrzej Pieńkos * WULKANICZNE SPEKTAKLE NATURY W SZTUCE NOWOCZESNE]

ANDRZEJ

nak stał się specjalnością epoki, w malarstwie pojawia­
jąc się już około 1740 r., najpierw w twórczości Claude-Josepha V e m e t (wersje m . i n . w Luwrze i w kolekcji
książąt Northumberland), i coraz częściej po połowie
stulecia w dorobku jego uczniów, np. Pierre-Jacquesa
Volaire, nazywanego nawet specjalistą od Wezuwiusza,
a także Charlesa Lacroix de Marseille, w twórczości
Catlo Bonavia i nawet preferującego raczej pożary Hu­
berta Robert . O w i pionierzy obrazowali erupcję lub
tylko dymy nad wulkanem przeważnie statycznie, nie
wykorzystując jeszcze malarskiej atrakcyjności ogni
z krateru, dymów, czerwonej lawy . Wizualnym spekta­
klem stał się wybuch Wezuwiusza dopiero u najwybit­
niejszych pejzażystów następnej generacji: od około
1770 r. podejmować go będą m . i n . Niemiec Jakob Ph.
Hackert , A n g l i k Joseph W r i g h t of D e i b y , Szkot Ja­
cob M o r e , Austriak Michael W u t k y . Malują go
także szwajcarski wizjoner Abraham-Louis Ducros
W pierwszych dekadach X I X wieku motyw podejmą
jeszcze m i n Achille-Etna Michallon (Paryż Luwr)
W i l l i a m T u r n e r malujący wybuch z wyobraźni ''
i przede wszystkim Johann Christian D a h l

PIEŃKOS

Wulkaniczne
spektakle natury
w sztuce nowoczesnej

7

8

ajcudowniejszym spektaklem świata" był
dla osiemnastowiecznych Europejczyków
wybuch Wezuwiusza . Niemal całkowita
nieobecność tego obrazu w kulturze wcześniejszej jest
zadziwiająca, ale jeszcze bardziej dziwna wydaje się je­
go żywiołowa popularność w epoce Oświecenia . Jakie
były tego przyczyny?
1

„N

9

11

2

1

15

Jean Starobinski w sławnej książce o X V I I I wieku,
L'invention de la liberté* przypisał kulturze całego stule­
cia „strukturę spektaklową" . Cytując Josepha Addisona z jego podstawowego dla estetyki Oświecenia eseju

Dla Josepha W r i g h t a malowanie Wezuwiusza było
podobną próbą w zakresie poszukiwania spektakulatnych efektów, jak malowanie rozświetlonych fabryk
włókienniczych w A r k w r i g h t nocą, czy dla Philippe-Jacques'a de Loutherbourg w ostatnich latach XVIII
wieku obrazowanie pełnych ognia i dymu hut w Coalbrookdale koło Manchesteru (także niemal zawsze no­
cą) . T e n alzacki artysta, interesujący się wszelkimi
możliwymi objawieniami (w t y m objawieniem Swedenborga, któremu hołdował we wspólnym z Flaxmanem
i Blake'iem stowatzyszeniu), posunął się może najdalej
spośród osiemnastowiecznych malarzy wzniosłości
w zaspokajaniu pożądliwości wzroku, wymyślając pla­
styczny teatr projekcji Eidophusikon . Wielkie wraże­
nie wywierały jego pokazy w Londynie (1781-1793)
i Dublinie, obrazujące m. i n . spektakle natury, pożary,
butze morskie, wodospady Niagary Wprawdzie sam
Loutherbourg nie pokusił się o projekcję erupcji wul­
kanu ale jego pomysły wyprzedził o rok Hugh P De­
an który wystawił w Londynie transparent représen­
tation" wybuchu Wezuwiusza

5

0 tozkoszach wyobtaźni Starobinski zarysował wizję
kultury, dla której wynalezienie wolności jest związane
z odkryciem rozkoszy patrzenia albo, inaczej mówiąc,
z odkryciem przeżycia estetycznego. Delikatny zmysł
wzroku, dostarczający ulotnych wrażeń, jest jednocze­
śnie potężny i zachłanny. Otwiera on przed ówczesną
ludzkością nowe, oświeceniowo optymistyczne per¬
spektywy, petspektywy, które nawet kataklizmy odsu­
ną w przestrzeń „sztucznych namiętności", w prze*
strzeń sztuki. A l b o - powiedzmy ostrożniej - katakli­
zmy oddane zostaną kompetencjom kultury wizualnej
(aż po poetykę pokazywania zjawisk kataklicznych we
współczesnych stacjach telewizyjnych). Dodajmy, że
samo okteślenie „spektakl" robiło wówczas niezwykłą
karierę, odnoszone do rozmaitych fenomenów natury.
Posługując się uproszczającą figurą można ową tęsk­
notę za spektaklem katastroficznym rozumieć jako je­
den z symptomów sekularyzacji kultury religijnej

16

11

18

6

1 pożary, ruiny i olbrzymie monumenty - tyleż fenome­
nów pokazujących grozę w X V I I I wieku w zgodzie z ka­
tegorią wzniosłości, najbardziej zasłużoną dla powsta­
nia nowoczesnej estetyki i , dodajmy, kultury masowej
naszych czasów. Wśród nich motyw wulkaniczny jed­

12

13

3

Przeżycie nazwane później estetycznym nie było dla
ludzi X V I I I wieku wiązane wyłącznie z dziełami sztuki.
Ten specyficznie nowoczesny stan, uwalniający od rze­
czywistości, wywoływały przecież także, a nawet przede
wszystkim rozmaite wzniosłe fenomeny natury i histo­
rii. Burze morskie i lawiny, wodospady, rozbicia okrętu

10

Malowanie wulkanów, podobnie jak lodowców,
w X V I I I wieku bardzo często było związane z wyprawa­
m i badawczymi: W r i g h t np. towarzyszył w okolicach
Neapolu pewnemu badaczowi geologii, któtego zresztą
następnie sportretował na tle Wezuwiusza. Popular­
ność tego rodzaju obrazów wzmacniało naukowe pobu­
dzenie teoriami wulkanizmu , ale ich cel jest estetycz­
ny. Nie ma może zresztą sprzeczności między tymi
dwiema gałęziami nowej kultury, sztuką „artystyczną"
i nauką „naukową", nowej kultury (do tego problemu
jeszcze powrócę).

536

19

�Andrzej Pieńkos • WULKANICZNE SPEKTAKLE NATURY W SZTUCE NOWOCZESNEJ

Artyści odkrywają czysto estetyczne wartości tzw.
„phenomena", pojawiają się one ewidentnie jako war­
tości rekompensujące zanik sacrum. Podobieństwo
w obrazowaniu erupcji wulkanu i tzw. Girandoli t j . fa­
jerwerków iluminujących co roku Zamek Św. Anioła
w Rzymie ujawnia estetyczny, „spektakularny" charak­
ter fascynacji Wezuwiuszem: przykłady traktowania
obu motywów jako pendants znajdujemy w dorobku
Louis-Jean Despreza (wspaniałe lawowane rysunki
w muzeach Moskwy i Sztokholmu), Hackerta (m. i n .
w Kunstsammlungen w Weimarze), Wrighta of Derby, Gregorio Fidanzy (obrazy z ok. 1790 r. w pałacu
w Łańcucie), Michallona (szkice z 1819 r. w Luwrze).
Rycina ilustrująca w Wielkiej Encyklopedii erupcję
Wezuwiusza z 1754 r. w pierwszej chwili może być myl­
nie wzięta za obraz fajerwerków nocnych. Dla większej
siły spektaklu erupcje ukazuje się z reguły właśnie
w nocy przeważnie wraz z widownią poddającą się
czarowi" oglądania Także w epokowym dziele topografiki malowniczej Abbé de Saint-Nona ilustrowana
jest na podstawie obrazu Volaire'a nocna erupcja W e ­
zuwiusza z 1771 r —z grupą widzów

Phlegraei. Obsewations on the Vokanos of the Two Sieilies... pochodzi z 1776 r. Potem ilustrowane, o co lord
bardzo dbał (głównie barwnymi rycinami Piętro Fabrisa) kolejne wydania ukazują okolice Wezuwiusza i Sy­
cylię z topograficzną wiernością, która nie odbiera
spektaklowi Pól Flegrejskich, Solfataty, i t d . uroku,
ukazują też oglądanie, zadziwienie ludzi erupcją wulka­
nu i dymiącymi kraterami, a jedna z nich ukazuje ry­
sownika . Hamilton uprawiał na pograniczu sztuki,
nauki i kolekcjonerstwa tę quasi-dyscyplinę epoki
przełomu, której istota leży w dystansie zadziwionego
widza wobec zjawisk spektakularnych.
23

20

21

22

Skłonność do wizualizacji spektaklu wulkanicznego
w pełni objawiła się w działalności Lorda Williama Ha­
miltona, wieloletniego ambasadora brytyjskiego w Ne­
apolu: pierwsze wydanie jego epokowego dzieła Campi

Przeżycie estetyczne wulkanu znajdujemy też w wie­
lu opisach podróży. Żeby ograniczyć się tylko do pol­
skich przykładów, wymieńmy np. wrażenia Juliana Ur­
syna Niemcewicza z Etny, a także wyprawę naukowo-turystyczną Jana Chrystiana Kamsetzera na Etnę i je­
go podziw dla ziejącego ogniem (w nocy!) Stromboli .
' M o t y w Wezuwiusza rozpowszechniał się w Europie
i zarazem powszedniał. Wiele ilustrowanych relacji
z podróży do Włoch zawiera ryciny z dymiącym Wezu­
wiuszem . Uczniowie Verneta, a także rozliczni Wło­
si, stali się producentami masowych, turystycznych,
obrazów efektownego wybuchu albo dymiącego W e ­
zuwiusza . Wymieńmy z tej ogromnej produkcji wido­
ków, przyczyniającej się do inflacji znaczenia wulkanu

537

24

25

26

�1

Andrzej Pieńkos * WULKANICZNE SPEKTAKLE SATURY w SZTUCE NOWOCZESNEJ

P.-J. de V o l a i r c , Wybuch Wezuwiusza

jako fenomenu tellurycznego, jedynie fresk w klasycystycznym pałacu w Malej Wsi o d Warszawą i innych
pałacach X V I I I - i XIX-wiecznyc.il, widoki Johna Ro­
berta Cozensa (akwarela w Btitish Museum), Thoma­
sa Jonesa' i Jean-Pierre Houela (gwasz w Luwrze),
liczne panoramy zatoki oraz okolic Caserty Giovan¬
niego Battisty Lusieri (akwarele w zbiorach prywat­
nych), a także portrety rozmaitych europejskich osobi­
stości z Wezuwiuszem w t l e ' . Podobną funkcję ma
oddalony wulkan w Widoku Teatru w Pompejach Hackerta z 179.3 r. 1 w podobnym obrazie olejnym Józe­
fa Ignacego Kraszewskiego Widok ruin Pompejów
(1859, Kraków, Muzeum Narodowe). Także w znako­
mitych szkicach olejnych Szweda Gustafa Sóderberga
z 1820 r. Wezuwiusz, widziany z mostu św. Januarego
w Neapolu (Sztokholm, Nationalmuseum) oraz Szwaj­
cara Leopolda Roberta z 1821 r. (kolekcja prywatna).
W X I X wieku Wezuwiusz był często jedynie znakiem
geograficznym Zatoki Neapolitańskiej, przedstawianej
dla piękna kolorytu i malowniczości wybrzeży' , lub
też samego Neapolu - przedstawianego dla malowni­
czości jego mieszkańców .

Tak bardzo opatrzony, że podobnie jak inne klisze no­
woczesnej kultury, zostanie o n znacznie później prze­
tworzony w krzykliwie kolorową ikonę Andy Warhola
- w serii Vesuvius z 1985 r.

P

7

3

: 9

0

31

Tradycja ta przetrwała w zbanalizowanej popularnej
produkcji wizualnej w X I X wieku. Dość szybki
zmierzch atrakcyjności motywu wulkanicznego w sztu­
kach przedstawiających jest równie charakterystyczny
dla nowoczesnej kultury, jak jego pojawienie się.
Atrakcyjność wizualna motywu wypala się szybko,
przechodzi on w sferę kultury masowej, ta eksploatuje
go również tylko do czasu, gdy staje się on opatrzony.

w ¡771 r., rycina

Jest bardzo charakterystyczne, że inne włoskie wul­
kany, Stromboli i Etnę pokazywano rzadko i niemal
wyłącznie jako zwyczajne góry a nie jako wulkany.
Akwarela Johna R. Cozensa z 1777 r. Etna z Grotta del
Capro ukazuje wulkan tak indyferentnie w tle widoku,
że ognisko pasterzy na pierwszym planie wydaje się od
niego groźniejsze; akwarela Charlesa Gore Widok Etny
Z 1777 r. ukazuje z kolei wycieczkę podążającą w kie­
runku odległego, łagodnie dymiącego wulkanu (obie
w londyńskim British Museum); rysunek Goethego
z 1787 r. dymiącego w oddali Stromboli daje niemal
idylliczne wrażenie (Weimar, Kunstsammlungen). Po­
dobnie jawi się Etna w rycinie C.-L. Chateleta z Voy­
age pittoresque de Naples et de Sicille Saint-Nona
i w akwaforcie Niemca Franza Horny. D o wyjątków
należy pełen dynamicznych efektów olejny szkic Burza
nad Etną Pierre-Henri de Valenciennesa (Paryż,
Luwr). Bardziej „wulkanicznie" ukazał też górę wspo­
minany już Houel w gwaszu Widok dolnego krateru Et­
ny (tamże), gdzie liczni widzowie podziwiają płomienie
i dymy, a wśród nich jest nawet pies. T e n świetny ma­
larz podróżował w latach 1776-1779 po Sycylii, wy­
spach Liparyjskich i półwyspie Apenińskim, zbierając
wizualne notatki do wielkiej publikacji Voyage pittore­
sque de Sidle, Malte et Lipari (1782-1787) . Wyróżnia
go naukowo-informacyjny sposób przedstawiania wul-

538

32

�1
Andrw; Pieńkos. • W U L K A N I C Z N E S P E K T A K L E N A T U R Y W S Z T U C E NOWOCZESNEJ

L . Robert, Zatoka Neapoliwfiska.

kanów. Wreszcie, wspomnijmy mało znane dzieło
sławnego architekta: Eugene Violler-le-Duc w 1836 r.
maluje dymiący kratet Etny, w charakterze notatki ze
swojej górskiej wyprawy (kolekcja prywatna).
Estetyczny entuzjazm, euforyczny często podziw dla
fenomenów wzrokowych oswaja je i udaremnia kata­
strofizm. Oświeceniowy fin-de-siecle zdaje się być za­
chwycony odkryciem estetycznej natury zjawisk, nawet
tych, które mogłyby się wydawać oznakami lub zwia­
stunami końca świata". Tworzy pejzaż czysty, widok,
tj. dystans estetyczny (a zapewne paralelnie i naukowy)
wobec natury, która staje się elementem kultury
(ogród angielski!), zawłaszczona przez spojrzenie.
Świat staje się dopiero dzięki ludzkiemu poznaniu, któ­
rego spojrzenie jest jedną z najwymowniejszych realiza­
cji i do któtego to poznanie zacznie się coraz częściej
ograniczać. T o jeden z najbardziej brzemiennych obja­
wów sekularyzacji kultury i zasadniczy wątek „spekta­
kularnego stulecia" - rozpoczęty u Addisona, dopeł­
niający się u Kanta.
Flegrejskie „spektakle" natury nie były wszak jedy­
nym powodem popularności motywów wulkanicznych
w malarstwie.
Spotykamy bowiem liczne obrazy, w których miłość
do potężnego fenomenu przyrody i do historii łączy się.
Wydaje się, że spektakl odgrywany przez Wezuwiusz
dlatego cieszył się taką popularnością, że - podobnie
jak zjawisko r u i n y - zawierał w sobie pierwiastki sztu­
ki, historii i przyrody w symbiozie. Jak pisał z podróży
po okolicach Neapolu w 1778 r. holenderski podróż­
34

1821

nik, Willem Carel Dierkens, „kraj ten jest rajem mala­
rzy, tak dla krajobrazu, jak dla historii"' .
5

W pierwszej polowie XIX wieku symbioza ta zeszła
już na poziom zbanalizowanych widoków. Liczni mala­
rze przedstawiali ten sam niemal motyw: daleki widok
ośnieżonej Etny (ptzeważnie dymiącej), na pierwszym
planie ruiny starożytnego teatru w Taorminie ". Góra
służyła tylko jako czysty pejzażowy motyw, ale będąc
przy tym częścią całości pewnego standardu widokowe­
go razem z antycznym zabytkiem, z „zapleczem" historyczno-kulturowym.
3

Aktywniejszą funkcję pełni dymiąca Etna w nocnej,
dramatycznej scenie Cyceron odkrywający grób Archimedesa, namalowanej przez Benjamina Westa w 1797 r . ' .
W u l k a n jest tu elementem spektaklu wzniosłej natury,
tworzącego tło dla sceny historycznej. Jest znakiem
czasu wzniosłego, czasu wielkich fenomenów i wielkich
ludzi - West twotzy w duchu Poussina wielką scenę h i ­
storyczną, ale umieszcza ją, nowocześnie, w konkretnej
geograficznie przyrodzie.
7

Temat Wezuwiusza jednak oferował więcej niż mo­
tywy Etny i Stromboli: wulkan będący aktorem kata­
strofy zarazem naturalnej i cywilizacyjnej. Przypomina
o t y m obraz Angeliki Kauffmann z 1785 r., Pliniusz
młodszy i jego matka w Misenum (Princeton University
A r t Muséum), w którym historia starożytna, moralne
exemplum i przyrodniczy spektakl są nieodłącznie
splecione.

539

Najpełniej tę symbiozę wyraża obraz Valenciennesa
Wybuch Wezuwiusza 2Ą sierpnia roku 79 (Tuluza,

�AntiRCj Picńkm • W U L K A N I C Z N E S P E K T A K L E N A T U R Y W S Z T U C E NOWOCZESNEJ

ku, sztucznej skale zw. „Stein" w parku Wörlitz, po­
wstałej w latach 1791-1795. Według relacji współcze­
snych ten sztuczny wulkan, połączony z amfiteatrem
i przycupniętą przy skale tzw. Villa H a m i l t o n , miesz­
czącą artystyczne pamiątki z Kampanii i Sycylii, miał
odtwarzać taką właśnie symbiozę '. Nazywane niekie­
dy Pompejanum, miejsce to kojarzyło się z okolicami
Neapolu, w których unaoczniła się najpełniej potęga
żywiołu w spotkaniu z potęgą cywilizacji. Villa Hamil­
t o n była poza tym pomnikiem wspominanego Lorda
Williama Hamiltona, badacza tego żywiołu i zbieracza
starożytnych pamiątek, którego prawdziwy dom istot­
nie znajdował się niedaleko od prawdziwego Wezu­
wiusza. Stanowił on dla wielu podróżników materiali­
zację ideału, na który składały się: ekscytujące zagro­
żenie wulkanem, wspaniałe malarskie widoki, kolek­
cja •starożytności wreszcie . W kręgu tego samego
mecenatu księcia v o n Anhalt-Dessau, w pobliskim
pałacu Luisium, powstał Gabinet Pompejański, sta­
nowiący świadectwo zainteresowań wykopaliskami
w Pompejach, przejawiających się jednak nie tylko
w dekoracyjnej stylizacji, lecz również w dekoracji
malarskiej, ukazującej głównie dymiącego Wezuwiu­
sza.
4

44

Musée des Augustins), który, wystawiony na paryskim
Salonie roku 1814 objawi! się ówczesnemu recenzenA . d'Anna, Wybuch

Wezuwiusza

w ¡779

r , rycina

towi „jak epizod albo zapowiedź zagłady świata" ,
Dzieło czołowego twórcy neoklasycznego „pejzażu h i ­
storycznego" otwiera romantyczną sekwencję popular­
nych obrazów totalnego kataklizmu . Valenciennes,
w zgodzie ze swoimi teoriami, obrazował epizod histo­
ryczny, śmierć Pliniusza starszego, uczonego pokona­
nego przez fenomen przyrodniczy, który studiował.
Epizod, który w sposób wzorcowy ukazywał związek
historii kultury (zagłada Pompejów i antyczne exemplum heroizmu) z historią naturalną. Malarz zresztą
podarował obraz sławnemu przyrodoznawcy, Lacepede, w hołdzie dla jego naukowych zasług. Sugestywna
wizja „końca starożytnego świata" w istocie była połą­
czeniem uważnej obserwacji spektaklu n a t u r y i moralno-historiozoficznej refleksji.
58

59

40

Valenciennes pisał w swoim wpływowym traktacie
z około 1800 r.; „Malarz jest historykiem Natury; ża­
den z owych (strasznych i przerażających) fenome­
nów nie powinien mu być o b c y m " . Wezuwiusz jawi
się w jego obrazie jako symbol jedności kultury i na­
tury, symbiozy historii i historii naturalnej, jego erupcje-spektakle są wyjątkowo więc nasycone tteścią
przy świetnej atrakcyjności f o r m y .
41

42

Symbiozę taką kreowano nie tylko w malarstwie.
W takiej roli spotykamy wulkan również w najbar­
dziej chyba niezwykłej budowli ogrodowej X V I I I wie­

„Stein" w Wörlitz został pomyślany jako wulkan,
wybuchający oczywiście w nocy dla pełni efektu. Pa­
lono w n i m jak w piecu, materiałami wywołującymi
dużo dymu, a potoki lawy imitowała zabarwiona wo­
da : kaskady, pompowana tam specjalnie pod ciśnie­
n i e m . Można by tu przywoływać liczne inne spekta­
kularne przykłady symbiozy historyczno-estetycznej
albo estetycznej historiozofii, wypowiadanej w wizual­
nych metaforach, których substancją były stopione ze
sobą twórcza przyroda i historia, w przedstawieniach
T i v o l i i przede wszystkim w „ruinowych" ogrodach
XVIII wieku .
45

46

Oświeceniowa „kultura spektaklu" zmobilizowała
niezwykły wysiłek artystyczny i filozoficzny w celu una­
ocznienia kataklizmu. Obrazowano te z nich, które da­
wały się ująć jako zjawisko estetyczne. Pod tym wzglę­
dem wulkany miały przewagę nad np. trzęsieniami zie­
m i , znacznie rzadziej obrazowanymi. Przyczyniły się do
tego niemożność obserwowania tych ostatnich z bezpo­
średniego dystansu, warunkującego widok i przeżycie
estetyczne, a także mniejsza atrakcyjność wizualna.
Podobnie jak wizualna popularność erupcji Wezu­
wiusza będzie słabnąć w wieku XIX, tak „estetyczna"
myśl geognostyczna X V I I I wieku będzie wypierana
przez nowoczesny dyskurs naukowy. W 1805 r. przy­
rodnik Alexander v o n Humboldt, bawiący u brata
w Rzymie, korzysta z okazji i wraz z Gay-Lussakiem wy­
biera się do Neapolu obserwować wybuch Wezuwiu­
sza. Jego relacja z wycieczki jest rzeczowa, nawet sucha
i mówi w telegraficzny sposób o stratach przezeń spo-

540

�Andrzej Wtflkos * WULKANICZNE SPEKTAKLE NATURY W SZTUCE NOWOCZESNE]
Teza taka pojawia się w tekście S. Holstena, w: William Turner

w o d o w a n y c h . Podobnie rzeczowe i pozbawione
„spektakularności" są plansze z wulkanami z edycji V u ­
es des Cordillères von Humboldta z 1814 r. (akwatinty
barwne Arnolda i Bogueta). Stwierdzenia Humboldta
i wielu innych ówczesnych badaczy dotyczące np. pro­
blemu bazaltu pokazują zaś raczej naukowe zaintereso­
wanie narodzinami nowych lądów niż aspektem kataklicznym zjawisk sejsmicznych .
47

und die Landschaft seiner Zeil, H a m b u r g 1976 (katalog wysta­
wy), s. 304. L . Seyfarth (Das

Schauspiel

1789. Aufklärung,

Verfall, H a m b u r g 1989, katalog

Verklärung,

w! Europa

der Natur,

wystawy, s. 183-186) wskazuje na pojawienie się pojęcia „spek­
taklu natury, podobnego do opery" już w 1686 r. u Fontenelle'a. Określeniem „spektakl n a t u r y " posługiwali się w końcu
X V I I I w. np. H . B. de Saussure w odniesieniu do A l p ( A . K o walczykowa, Pejzaż romantyczny. Kraków 1982, s. 17); E. Day-

48

es w odniesieniu do kanionu Gordale Scar w Yorkshire (G.
Finley, The Genesis of Turner's

„Zeitschrift

Landscape Sublime,

für Kunstgeschichte", 42, 1979. z. 2-3. s. 162). N a temat w o ­
dospadów zob. H . Frank, Joseph Anton Koch - Der

Przypisy
1

Wyrażenie malarza J. W r i g h t a of Derby z listu
z W i o c h w listopadzie 1774 r., cyt. an La Peinture
anglaise, Paris 1972

uwagi o „spektaklowym" charakterze nowoczesności: L . Bro-

romantique

(katalog wystawy), poz. 344.

gowski, Utopia estetyczna, utopui artystyczna:

Podobne

Déborda,

n p . cytat z dziennika podróży włoskiej z 1776 r. holenderskiego

Jego obraz etupcji z 1779 r. był malowany w Paryżu, zapewne

bibliofila Johana Meermana, który wraz z towarzyszami m i m o

na podstawie obrazów Volaire'a (J- de Cayeux, Le Paysage en

ognia, dymów i spadających w czasie erupcji Wezuwiusza ka­

France de 1750 a 1815, Saint-Rémy 1997, s. 60).

mieni, stanął „(...) niewzruszony, żeby napawać się najpiękniej­

W Polsce w podobny sposób Jan Bogumił Plersch rysuje scenę

szym spektaklem, jaki można sobie wyobrazić" (cyt. w : Herm-

U stóp dymiącego Wezuwiusza (Kraków, M u z e u m N a r o d o w e ) ,

neringtn

później zaś profesor warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, Char­

aan hake. Kunst en toerisme in de I8de eeuw (ed. R. de

les S. de Varenne, k o n t y n u a t o r Verneta, maluje samą erupcję

60. Dziękuję dr A n t o n i e m u Ziembie za pomoc w tłumaczeniu

(obraz zaginiony). Pot E. Rasrawiecki, Słownik rruuarzów pol­

tej relacji.

skich.

Ikonografia ta nie ma dotąd wyczerpującego opracowania. Por.

Por W

W . Kroenig, Venmone

del Vesuvh

nel 1779 in Hacken,

poli 1971, s. 423-442; Visions of Vesuvius

Touri­

Landscape

m the late 18th Century

Depiction, „Walliaf-Richattz-Museum

X L V , 1984, s. 131-145; All'ombra
duta europea dal Quattrocento

I ! fascmo deïïhalia

nel X V I I I secvb (oprac. A . W i l t o n , I . Bigna-

Wilhelm

Ph

Hackerts

Zeitschrift für Kunstgeschichte"

i

66-96* W

KnxMiig R Wegner J

n r

etan

s

Ph

K o l n 1994

der Cioethë^eit

55

Hacken

s

158-160

L rdem W

związane - iee , wsoóloraca - w u l k a n o l o '

H a m i l t o n e m Sa wśród nich i malownicze

Sylliczne w i d o k i ' z a t o k i oraz pałacu Caserta z Wezuwiuszem
w

Napoli 1990 (kata­

Grand Tour nella grafica di tre secoli, N a p o l i 1993; Grand Tour.

für

199?

- h !dza'-ok 1770 i

European

del Vesuvio. Napoli nelia ve-

all'Ottocento,

Festschrift

Naiwc^esnieis^e w i d o k i Wezuwiusza w dorobku Hackerta D O

Jahrbuch",

log wystawy); L. Fino, Vesuvio e Campi flegrei. Due m i d del

et Ambus

s 51-60" R Wegnet Pompeji in A n ­

sichten ]

Der Landsclwftsmaler

Tübingen 1981 (katalog wy­

stawy), s. 47-50; M . Cheetham, The Taste for Phenomena: Mont
Vesuvius and Transformatinns

Kroenig Vesuv-Ausbrüche von 1774 und 1779 gemalt

Katner Düsseldorf 1968

(oprac. A . R. M u r ­

phy), Boston 1978 (katalog wystawy); M i t dem Auge des
sten. Zur Geschichte des Reisebädes,

Warszawa 1850-1857 t I I I , s 5

von Ph Hacken w- Medkiruie

H. Ro­

ben, Desprez e Fr. Piranesi, w : Studi in otvrre di Roberto Parte, N a -

ic

e i pe ne wznios o s m ' g n i s c e r u p i e ^
g i v j o p p i e n a \ zener-iioer i •)• aeutu

U4i

\lm

m i n i ) , M i l a n o 1997, ss. 46, 149-152. N i e znam niestety pracy

1

od Platona do Guy

„Format", 30, 1999, nr 1, s. 3-4

określenia pojawiają się jednak często w tekstach z epoki - por.

Leeuw), 's-Hertogenbosch-Haarlem 1984 (katalog wystawy), s.

:

Schmadri-

Frankfurt 1995, s. 16-17. Por. też

bachfall. Natur und Freiheit,

pisanego

t

1774

i ref!'d ™

r

w T m

croourgycme

aera

,

uner-

, *Z '
er

h * ' a o K o w wyDucnu Wezuwiusza

magisterskiej Suzanne Ackers z 1990 (Freie Universität w Ber-

z O K . i i(ą

linie) o obrazowaniu wulkanów.

doświadczeń ze światłem, zmienia się w men p o r a dnia i n o c y
p u n k t w i d z m i a ^ i o D ^ omówienie w k a t a l o g u wystawy^josepn

Przedstawienia erupcji w u l k a n u przed X V I I I w. są bardzo rzad­
kie. Ze znaczniejszych obrazów możemy wymienić tytko J L i n ­
gelbachs Port u&lt; Neapolu z dymiącym

Wezuwiuszem

(Mediolan,

kolekcja prywatna). Wrażliwość na tego typu fenomeny rów­

I T'
i

r.

n g n t a ot o e r e y należy d o pierwszycn seria n y c

l

I l F
i t

k 7

inaumska

Q8 117 l i p ' w i " '
SS

' «

wdowa

W

Z AM™ T

n

l

h

t i

1/Bjr. (Lerby A r t M u s e u m ) z kolei

nież nie istnieje: wyjątkiem jest przypadek M i l t o n a , który miał

ghta

znaleźć inspiracje dla wizji piekła w czasie wędrówki w o k o l i ­

wulkaniczny spektakl natury podlega typowo oświeceniowej

cach kraterów Pól Flagrejskich w 1638 t. ( M . Hope Nicholson,

psychologizacji: staje się figurą stanu l u d z k i e j duszy

Mi/ton's Hell and the Phlegrean Fields, „The University o f T o ­
ronto Q u a t t e r l y " , V I I , 1938, s. 500-513). Przypomnijmy topos

h T"™?

tradycyjnej teorii sztuki, wypowiadany m. i n . przez Pliniusza st.,

burg, National Uallery o

potem przez Erazma z Rottetdamu, wg którego grzmoty, błyska­

„przerażających obrazów

wice, ogień nie dają się namalować. Zob. na ten temat V . Sto-

cit., s. 6).

ichita, Peindre le feu? La ville en flammes dans la peinture

N p . Widok Solfatan

des

i5r ?

jL

cT i

80

me

Scotland

A

u/öt

należy do najbardziej

katastrofy (Visions oj Vesuvius, o p .

kolo Neapolu

(1781) i j e g o pendant Wy­

nocą, typowy widok, z sylwetkami podziwiają­

XV/e et XVUe siècles, w : A k t e n des Kolloquiums Katastrophen,

buch Wezuwiusza

„Zeitschrift für Schweizerische

cych ludzi (Wiedeń, Barockmuseum). Por. Michoei

Archäologie

u n d Kunstge-

(1719-1822)

schichte", 52, 1995, nr 1, s. 35-36
«

J. Starobinski, L'invention de la liberté, Geneve 1964, s. 209-210

s

..Structure spectaculaire" 0- Starobinski, op. cit., s. 105-106).
Por. też uwagi A . Chastela, który cechę tę przypisuje architek­
turze francuskiej końca X V I I I w., w : L'art français.
l'éloquence

1775-1825,

Le temps de

Paris 1996. s. 49; oraz R. M i c h e l a w je­

go katalogu wystawy: La Chimerę

de Monsieur

Desprez.

Paris

1994, s. 31

zur Wiederkehr

des 250.

Geburtstages

Wutky

(oprac. H .

Kühnel, B. K u h n ) , Krems 1989 (katalog wystawy); Das Capric­
cio als Kunstprinzip:

zur Vorgeschichte der Moderne

do und CaUot bis Tkpolo

und Goya,

von

Arcimbol-

Zurich-Köln-Wien

(katalog wystawy), s. 177. W jego Wybuchu

w kraterze

1997
Wezu­

wiusza (ok. 1780, H o o r n , kolekcja prywatna; wersja w Bazylei)
zadziwia z kolei zanik dystansu wobec w u l k a n u , wrażenie, j a k ­
by się stało „w samym środku wizjonerskiego i n f e r n o " (Herm¬
neringen aan halte..., op. c i t . , s. 225).
Jego olejny Wybuch

541

•

Wezuwiusza

(Lozanna, Musée des Beaux¬

-Arts) jest znacznie słabszy od jego gwaszy (wersja z ok. 1800

�A n d r e j Pieńkos • W U L K A N I C Z N E S P E K T A K L E N A T U R Y W S Z T U C E N O W O C Z E S N E ]

tamże), ale za to bardziej od nich „katakliczny". Ducros t o naj­

i rozdzierał unoszącą się nad nią kolumnę dymu i oświetlał po­

bardziej euforyczny wizjoner spektakli natury-, jego wielkie gwa­

mniejsze obłoki pary. (...) Księżyc w pełni wyszedł zza gór, uzu­

sze s;) świadectwem zachłyśnięcia się wizją suma. Por. P. Ches-

pełniając ten cudowny i zdumiewający obraz. (...)

sex. images of the Grand Tour: Unas Ducros I748-1810,

przed oczami tekst, który można komentować przez tysiące

Geneve

1985 (katalog wystawy); J. Zutter, Ducros a Naples, w: A . - L . R.

łat". A . v o n H u m b o l d t w wydanych w 1828 r. Obrazach

Ducros. U n peintre suisse en Italie, Lausanne-Québec 1998 (ka­

ry zwracał

talog wystawy), s. 113-117

sy „pierwotnego świata".

Natu­

uwagę, że nocne wrażenie pozwala nam dostrzec ry­

Akwarela z 1817 r. (Upperville, kolekcja M e l l o n ) . W szkicow-

Zob. P. Lamers, II t-ioggio nel Sud deWAbbe de Saint-Non.

nikach z podróży włoskich Turnera znajdujemy tylko jedną

age pittoresque" a Naples et en Sicile": la

U „voy-

gene», i disegni prepara-

akwarelę z w i d o k i e m Zatoki Neapolitańskiej z dymiącym W e ­

tori, le incisioni, N a p o l i 1995, s. 41

zuwiuszem w oddali (1819, British M u s e u m ) . W 1815 r. zaś na­

Zob. C. K n i g h t , I I contribuí» di P. Fabris ai Campt Phlegraei di

malował o n obraz olejny, także na podstawie obcych relacji

Hamilton, „Napoli Nobilísima", X X I I , 3-4. 1983; Fino, op. c i t ,

i szkiców - Erupqe

wulkanu na wyspie Saint Vincent, o poln„cy

s. 94 i n . ; Vases and Volcanoes: Sir William Hamilton and his Col­

3Ü kwietnia ¡812 (Liverpool, University). Ciekawy wiersz towa-

lection, L o n d o n 1996 (katalog wystawy); na łączenie w cym cza*

rzyszący wystawieniu obrazu zob. M . Butlin i E. Joli, The Pain­

sie opisu naukowego i wizualizacji zwracają uwagę M . Che­

tings o/J. M . W. Turner, N e w Haven-London 1984, t. 1, s. 96.

etham (op. c i t . , s.) i W . Busch (Das senitmeniahsche

Wersje i ujęcia erupcji przez Dahla są niezliczone. Ukazują ją

Knse der Kunst im 18. Jahrhundert

Bild.

und die Geburt der

Die

Moderne,

z bliska i z daleka, z n o c n y m kontrastem świetlnym, akcentuje

München 1993, s. 368). H a m i l t o n odbył ok. 200 wypraw d o

on niekiedy szczególnie widokowość spektaklu, pokazując W e ­

Wezuwiusza, z których zdawał sprawozdania Royal Society

zuwiusza przez ramę groty nadmorskiej, albo stawiając

w L&lt; uidyrwc, 3 prasa, także w Edynburgu, żywo nad nimi dysku-

na

pierwszym planie człowieka-widza. Niektóre jednak z tych w i ­

mwuia. Osobiście -indu-wal czreiy erupcje WemoMiaN i jego

doków, zdaniem O . Bätschmanna (Entfernung der Natur, Land­

n o t a t k i są sucho naukowe, chociaż

schaftsmalerei 1750-1920, Köln 1989. s. 65) dowodzą, w porów­

n e m spektaklu (B. M . Stafford, Voyage into Substance.

naniu z obrazami z X V I I I w . , przejścia malarza na pozycje rela­

Science, Nature and the Illusirated Travel Account, 1760-1840,

cji, obserwacji faktów wizualnych.

Cambridge, Mass., s. 254). H a m i l t o n wprowadzał także swoich

Obrazy z ok. 1801 r. w londyńskim Science M u s e u m . Por. D .

licznych gości w tajniki wulkanoznawstwa, byl ich przewodni­

Fraser, „Fields of Radiance"

the scientific and industrial scenes of

kiem

CZ3SCIXI

zachwyca się pięk­
Art,

Wezuwiusza. Z takiej wspólnej wyprawy np wielki ar­

Iconography

c h i t e k t John Soane przywiózł do swej kolekcji kawałek lawy.

of Landscape, Cambridge 1988, s. 119-142. Efektowna, a rozpę­

Wizerunek H a m i l t o n a jako wulkanologa i starożytnika w j e d ­

tana przez człowieka, tworzącego nową historię „walka żywio­

nej osobie u t r w a l i ! się w jego portretach (np D A l l a n a z 1775

J. Wnght of Derby, w: D . Cosgrove, S. Daniels, The

łów" natury i przemysłu w nocnym pejzażu Coalbrookdale była

Londyn N a t i o n a l Portrait Gallery) i karykaturach (np z 1801

opiewana w angielskich tekstach już ok. 1780 r. Por.

J. Gillraya): Wezuwiusz w tle i obiekty kolekcji H a m i l t o n a t o ­

Turner

und die Landscliafl

wystawy oprać. W .

William

« m e r Zeit, H a m b u r g 1976 (katalog

Hofenann), s. 298. Bätschmann (op. cit., s.

warzysza jego osobie
Wezuwius "
-

ł

kolei nie odcisnął się silniej w jego dzienniku

64) wzbogaca tę analogię porównaniami przemysłowymi uży­

i twórc ości Por Z Batowski Podnfe artystyczne J . C / l JCiliM-

wanymi w odniesieniu do wulkanów przez Lorda H a m i l t o n a .

sat^ćTn w hitach 177Ó 77 i 1780 S2
Prace Komisji Historii
S-ki"
V I Kraków 1935 ss 185 188-189- \ i Z B i t iw x v

R. Joppien, op. cit., s. 342-359: nazwa teatru sugeruje „naśla­
dowanie n a t u r y " , jego celem jest całkowite, trójwymiarowe na­

7

śladowanie fenomenów natury, bez dialogów teatralnych i żad­

i M Kwiatkowski, Jan Chrystian Kamsetzer,

nych efektów tradycyjnego dramatu. Por. też Ph.-J. de Louther-

Augusta,

bourg 1740-1812. K e n w o o d House 1973 (katalog wystawy pod

T

Visions of Vesuvius,

uważa, że L o r d H a m i l t o n i de Fabris (por. niżej) zamierzali
wcześniej organizować podobne projekcje w Londynie z ich
plonu badawczego we Włoszech. W s p o m n i j m y na marginesie
o tzw. kosmoramach, które ok. 1840 r. tworzył w Warszawie
znany nasz weducUta W i n c e n t y Kasprzycki: była wśród n i c h
Grota Posilippo pod Neapolem {nie wiadomo jednak, czy używa­
jący efektów ruchu, ognia, i t p . malarz odwołał się w tej insce­
nizacji do wulkanicznych zjawisk).
N a temat związku sztuki pejzażowej Oświecenia i rozkwitu geognozy oraz i n n y c h teorii naukowych por.: P. Wescher, Die Ro­
mantik in der Schweizer Malerei,

Frauenfeld, 1947; T . F. M i t ­

chell, A r t and Science in German Landscape Painting

¡770-1840,

O x f o r d 1994, s. 6 i n . ; G . Królikiewicz, Terytorium ruin.

Ruina

jako obraz i temat romantyczny, Kraków 1993; C h . K l o n k , Science and the Perception of Natur. British Landscape Art in the Late
J8th and Early 19th Century, N e w H a v e n - L o n d o n 1996
Joseph Wright'of Derby 1734-1797, op. cit., ss. 98, 112, 119. N a
temat tej odpowiedniości :ob. też A . Boime, A r t in the Age of
Revolution 1750-1800, Chicago 1987, s. 244-246
J. W . v o n Goethe (Podróż

wioska. Warszawa 1980, dum, I L

Krzeczkowski, s. 303) szczególnie podziwiał Wezuwiusza m no­
cy: „Luna spływającej lawy złociła towarzyszącą jej chmurę dy­
m u . Góra huczała, a każdy wybuch jak btyskawica przeszywał

542

1 h

hhl

I
op. cit., s. 12. Cheetham (op. cit., s. 135)

architekt'Stamslawa

Warszawa 1978 s 76

I I

red. R.Joppiena).

•i

Mieliśmy

h 1

p

kra

r h 11 ' l 7 6 6

b' h

'^JY

yyo

N

Ik

Zd ' i 't
k

t\

2&gt;W

...

\

I

H f •'
F
' I7S9 A fkh "
V
fcfón
V (UH
'
, urg
"
. * ' ( , a 3aJOg wys
' awy; ss_ H 4&lt;t 384&lt;t
or. n u n . Ulauue to &lt; .oror ne lA&gt;t&gt;elo/&gt;ment 0] umascapt r a m r

""Q-Q/IT^

r "

m

iT'Ti

m

m

y

u'

s. « - V 0 L onacja Ueorges d i l e r a Ula Kunstmuseum w Bemie
zawiera liczne^gwasze z erupcjami Wezuwiusza i t t n y jeszce
z

i 1B/2 r. malowane w k o n w e n c j i wzniosłej, nocnej,

w czerwieni, z pnerazonymi w i d z a m i For. tez Hermnermgen
aan

«alie, op. cit., s.

erupcje

(wachlarze pokazujące różne

Wezuwiusza o d X V I I I w . do 1Ö34). Dodajmy, ze

W n g h t ot Uerby wielokrotnie po powrocie do A n g i n powtarza!
SWOJe

przedstawienia wybuchu Wezuwiusza w związku z popy­

tem na le ™tywy_
LOowing

IheOnginalttyoj

37-42: około 1777

lhomas Jones

L o n d o n 1985. s.

ten jeden z najoryginalniejszych twórców

pejzażu mekomponowanego spotkał \ o aire a i w jego obra­
zach z tego, czasu widoczny jest wpływ włoskich wedut komer­
cyjnych. W 1780 znalazł mieszkanie w Neapolu, dzięki byc m o ­
że H a m i l t o n o w i . Zapewne dla mego malował panoramiczne w i ­
doki z dymiącym Wezuwiuszem w tle i idyllicznym sztafażem na
pierwszym planie (National Museum of Wales w Cardiff).
j "K™ "
' Fótmjma mmtima, wu kano oga, 1783
(kolekcja prywatna); Robert Fagan, Portrer Lady Wehster na ile
D e r b y

�I

1793 (kolekcja prywatna; Fagan był, podobnie jak

Graphisch.- Sammlung), M i c h a i l o n a z 182C r. (Luwr) i Söder­

H a m i l t o n , dyplomatą brytyjskim w N e a p o l u ) ; Elizabeth Vigée-

berga z 1820 (kolekcja prywatna); Carl R o t t m a n n kilkakrotnie

-Lebrun, Portret Earla of Bristol, 1790 ( I c k w o r t h , kolekcja pry­

malował ten motyw w latach 1828-1833 (obrazy olejne z 1828

watna) i Portret Pelagii z Potockich Sapiezyny. 1794 (Warszawa,

- M o n a c h i u m , Neue Pinakothek - i 1829 - kolekcja prywat­

Wezuwiusz,

2 9

»

Zamek Królewski).

na; fresk z Rezydencji monachijskiej z 1833), Ferdinand Georg

Gwasz w Stiftung Weimarer Klassik.

Waldmüller

U Pierre-Athanase C h a u v i n a (Widok okolic Neapolu, 1811,

a A m e r y k a n i n Thomas Cole w 1843 ( H a r t f o r d , W a d s w o r t h

Wiedeń, Österreichische Galerie), Norwegów D a h l a

versity A r t Gallery. O r y m . że temat ten nie wymagał „użycia"

i Thomasa Fearnleya (w 1834 r. malował Zatokę Neapolitan-

w u l k a n u , świadczy jego ujęcie malarskie z 1787 r., pędzla Pierr e - H e n n de Valenciennesa (Tuluza, Musée des Augustins).
*

G . Lacambre. L'Eruption du VéSUVC par P . - H . de Valenciennes,

, a

Analizuje je E. Roters, Jenseits von Arkadien.

Ajwazowsktego (obrazy o różnych porach dniach i nocy z 1842,

„Revue d u Louvre", 1980, nr 5-6, s. 312

1843, 1845 w jego galerii w Feodosiji). Z Polaków malowali tak
Seweryn Mielżyński (ok. 1835, Poznań, M u z e u m Narodowe)

mat wybuch Wezuwiusza, raczej totalną zagładę cywilizacyjną:

i Chrystian Breslauer (1849, Białystok, M u z e u m Okręgowe).

n p . Johna M a r t i n a Z n u ż e n i e Pompejów

i Herculanum

(po

Józef Dębski z kolei rysował Wybuch

1821, University of Manchester); Josepha Franque'a

Scenę

wulkanu w 1820 r. (War­

Z wybuchu Wezuwiusza

malarza i scenografa A d a m a Malinowskiego, już z drugiej polo­

Karla Bnullowa Ostatni

wy XIX w i e k u : P. Krakowski, Z zagadnień

M u z e u m Rosyjskie); A l b e r t a Bierstadta wielki, dziś zaginiony

polskiego malarstwa
„Fo­

unbuchu

Wezuwiusza

w

¡822

r.

»

Pompejów

(1833; Petersburg,

Valenciennes byl świadkiem erupcji Wezuwiusza w 1779 r.,
którą opisywał z chłodną skrupulatnością (Lacambre, op. c i t ,

(Wersal,

s. 313-314).

W Voyage pittoresque des isles de Sicile z 1782 r. poświęcił wiele

»

1

gwaszów wyspom Liparyjskim i kraterowi Stromboll (B. Straf­
ford, op. cit., s. 254). Por. Houe!, voyage en Skâe

(1776-1779),

P . - H . de Valenciennes, Eléments de perspective pratique a l'usa­
ge des artistes, suivis de réflexions...,

II wyd., Paris 1820, s. 393.

«

Por. tekst Novalisa cyt. przez Rechta, s. 42

4 1

Por. C h . - L . Cléiisseau 1722-1820. Ruinenmalerei, Wörlitz 1984

Paris 1990 (katalog wystawy w Luwrze).
Symptomatyczne jest hasto „Naturę" w wydanym w 1803 r.

(katalog), s. 2; G . H a r t m a n n , Die Ruine im

w Paryżu Nouveau

Ihre bedeutungfiir

Dictionnaire

d'histoire naturelle..., gdzie re­

den frühen Historismus

Landschaftsgarten.

und die

Landschaftsma­

fleksja nad zjawiskiem natury (tu już wyraźnie pojmowanej ja­

lerei der Romantik, W o r m s 1981, ss. 141, 266-270, 328,

ko przyroda) powstaje z podziwu i respektu dla fenomenów na­

H a r t m a n n pisze: „Obserwator nie może t u odróżnić kamieni

turalnych. N a ten temat por. m . i n . : J. Ritter, Landschaft. Z u r
Funktion des Ästhetischen m der modernen Gesellschaft, Münster

364.

w u l k a n u od kamieni antycznej r u i n y " (s. 141).
4 4

Goethe pisał po wizycie u H a m i l t o n a (Podroż wioska, op. cit., s.

1963; R. Recht, La lettre de Humboldt. Du jardin paysager au da-

317): „Trudno wyobrazić sobie wspanialsze miejsce na Bożym

guerrorype, bm 1989, s. 40 i n .

świecie".

Elokwencja r u i n wynika właśnie z faktu, że przechowując h i ­

+'

S. G e r n d t , Idealisierte Natur. Die literarische Kontroverse um den

storię, zbliżają się jednocześnie do tworów natury. Por. wypo­

Dindscha/tsgarten des 18. und des frühen 19. Jahrhunderts in

wiedź Benjamina Constant cyt. w : A . Kowalczykowa, Pejzaż ro­

Deutschland, Stuttgart 1981, s. 90. Por. też podobny, a wcze­

mantyczny,

Kraków 1982,

w O duchu i źródłach

s. 33. Maurycy M o c h n a c k i pisał

poezji w Polszczę:

śniejszy pomysł w Rozprau-ie o ogrodownictwie

„Te tylko rzeczy, które

Moszyńskiego z 1774

człowiek sposobi dla własnego użycia są nieme, bo martwe.

angielskim A . F.

r. (oprać. A . Morawińska,

Wrocław

1977, s. 104), oraz późniejszy, przeznaczony dla parku W i l ­

Lecz kiedy czas zniszczy i c h użyteczność, odzyskają mityczne ży­

helmshöhe w Kassel ( H a r t m a n n , op. cit., s. 364).

cie. Zniszczenie wskrzesza ich stosunki z przyrodzeniem. Dlate­

*

go wspaniałe budowy i gmachy milczą, lecz ruiny mówią"

"

dzień

stach U S A .

N p . obraz A n t o i n e J. B. Thomasa Procesja iw. Januarego w Ne­
w czasie

(1827. Philadelphia M u s e u m o f A r t ) ;

obraz z 1866 r., z którym odbył o n tournee po wielkich mia­

Musée N a t i o n a l d u Chateau).

l

Köln 1995. s. 131 i n . ; Rzadko już miały one za te­

szawa, Biblioteka N a r o d o w a ) . Por. też przykład z twórczości

apolu

H

romantische

Lindschaft.

lia Histonae A r t i u m " , XIII, 1977, s. 142

"

Die

zatokę z dymiącym w u l k a n e m Kanuty Rusiecki (1827, W i l n o ) ,

krajobrazowego w i polowie wieku XIX fTeoria i twórczość),

8

Liechtenstein),

(Widok z Qukùany na zatokę, 1820, Oslo, Nasjonalgalleriet)

-Francois Clossona (przed 1834, zaginiony) i wreszcie Iwana

&gt;'

(kolekcja

Kolekcja prywatna; replika z 1804 r. w N e w Häven, Yale Uni¬

, ;

ską : dymiącym Wezuwiuszem, dawniej Drezno), Belga Gilles-

"

1830-tych

Atheneum).

M o n t p e l l i e r ) . A u s t r i a k a Josefa Rebella (Port Granatella kolo
Portki,

w latach

N p . w parku H o h e n h e i m koło Stuttgartu stwotzono jakby sce­
nografię spektaklu zniszczenia starożytnej metropolii. Por. N .

(Lwów 1910. s. 13).

M i l l e r . Die beseelte Natur. Der literarische Garten und die Theorie

C y t . za: J. Zutter, op. c i t . . s. 114

der Landschaft nach ¡800,

N p . w rysunkach z końca XVIII w. L.-J. Despreza (Sztokholm,

(oprać. H . Pfotenhauer), Tübingen 1991, s. 135

Nationalmuseum) i L.-F. Cassasa (Ermitaż); i w pracach z XIX

4 7

w . : Szwajcara Jacoba Sutera z o k . 1835 (kolekcja p r y w a t n a ) .
Johanna Georga v o n Dillis (akwarela z 1817 r., M o n a c h i u m ,

Zob. Auch ich in Arcadten.

w : Kunstliteratur und llaUenerfahrung
Kunstreisen

nach Italien

M a r b a c h 1966 (katalog wystawy), s. 159
4 , i

543

B. Stafford, Voyage..., op. cit., s. 255

1600-1900,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6060" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6040">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/711aeb0b27f8b5b130c6a2460403af79.pdf</src>
        <authentication>a3730a48614f32d42f7adb8e3986ee3e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72272">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3090</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72273">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72274">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2894</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72275">
                <text>Apologia zdegradowanej kontemplacji / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72276">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.526-535</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72277">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72278">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72279">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72280">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72281">
                <text>Aleksandra Udbechowsht-huty • APOLOGIA ZDEGRAPOWANEl

nych, literackich, biblijnych, historycznych i współcze­
snych. Wielokrotnie przywoływał Norwid - bardzo dlań
ważny - znak krzyża i postać Chrystusa Ukrzyżowanego,
wątki opowieści ewangelicznych oraz obrazy ruin i ka­
mieni, a w ich zakresie porównawczym i znaczeniowym,
również architekturę, rzeźbę, posągi, płyty nagrobne,
mogiły, kurhany i krypty. W repertuarze jego przedsta­
wień pojawiały się też zwierzęta (psy, koty, owce, świnie,
lwy, wielbłądy, konie i różne ptaki), a także instrumenty
muzyczne, kule, księgi, laury, wieńce, skrzydła, kwiaty,
istoty fantastyczne, Lucyfer i Szatan, personifikacje
śmierci, anioły, postacie mitologiczne, wyobrażenia sa­
motności, melancholii, skupienia, milczenia, wiecznej
wędrówki i drogi, niewoli, więzienia, i - szczególnie
przejmująco wyrażone - wątki odrzucenia i opuszczenia.
Przenikliwa ironia kierowała go ku satyr ze i karykaturze,
bowiem trzeźwo oceniał życie współczesne
„ku­
pieckiego i przemysłowego wieku" i jego ludzi.

ALEKSANDRA
MELBECHO WSK A - L U T Y

Apologia
zdegradowanej
kontemplacji
0 dwóch Melancholiach
Cypriana Norwida
T 1 T T całej twórczości Cypriana Norwida, słowo
\ Y / i obraz - w ich wymiarze intelektualnym
W
i duchowym - splatają się w jedność, spójną
całość, której nie można rozdzielić. T o co kreśliła ręka
poety było projekcją jego przeżyć, plastycznym zapisem
wiedzy, odczuć i doświadczeń, hieroglifem myśli i słowa.
Norwidowa poezja, dramat, proza,a także przesłanie wy­
rażane w listach, organicznie zespalały się z malarstwem,
rysunkiem, grafiką, rzeźbą, wyrastały z jednego pnia,
miały wspólne źródła, analogie, refleksy - a zatem two­
rzyły osobliwą symbiozę sztuk. „Ja całe życie moje j e d ­
ną r ę k ą p i s a ł e m , d r u g ą zaś k r e ś l i ł e m
r z e c z y s z t u k i - i u mnie to żadna koncesja"' {to
jest, żadne ustępstwo na korzyść którejś ze sztuk).
T u od razu trzeba powiedzieć, że Norwid rzadko zaj­
mował się zwykłą ilustracją, prostym i wiernym przeło­
żeniem obrazów literackich na język plastyki, bowiem
był przekonany, że „ilustrator n i c n i g d y
sam
n i e w y r a ż a " . Dlatego przeważnie tworzył takie
prace, które były jego własnymi „wariacjami" na wy­
brany temat. Zazwyczaj malował i rysował wieloznacz­
ne „typy" i „figury", kompozycje symboliczne, znaki
2

1 przedmioty wyrażające jakieś ważne i nierzadko ukry­
te treści, często nawiązujące do tradycyjnych toposów
kultury śródziemnomorskiej.
W dziele literackim naszego poety zawarte jest nie­
przeliczone bogactwo obrazów i znaczeń; przewijają się
w n i m rozliczne wątki, motywy i słowa-klucze, które sil¬
nie, a czasem nawet obsesyjnie zaprzątały jego uwagę,
poruszały wyobraźnię i w naturalny sposób przenikały do
plastyki. Były to między innymi figury starców, mędr­
ców, kapłanów, proroków, wędrowców, wojowników,
wieśniaków, kobiet i dzieci - wiele postaci legendar* Artykuł ten jest fragmentem pracy p.t. Sztukmistrzartystyczna i myśl o sztuce Cypruina

Norwida,

Twórczość

która zostanie opubli­

kowana przez wydawnictwo N e r i t o n w I V kwartale 2001 roku.

KONTEMPLACJI

Norwid nie opowiadał się nigdy za modnym naówczas
hasłem „sztuki dla sztuki" (gorąco propagowanym przez
Teofila Gautier), nie zabiegał o bezwarunkowe piękno
samo w sobie, nie szukał wrażeń czysto wizualnych
i przyjemności wyłącznie zmysłowej (choć często zmagał
się z formą poszukując także jej piękna). Tworzenie sztu­
ki było dlań przede wszystkim aktem etycznym, nie este­
tycznym i manifestem jednoznacznej, moralnej postawy
wobec świata. Ważne było to, o czym chciał mówić, dla­
czego, po co? Był artystą prawdziwie niezależnym, a to
co najbardziej fascynuje w krwioobiegu jego twórczości,
to nieustanny przepływ, krążenie idei. W sztuce pla­
stycznej nie osiągał mistrzostwa formy, ale jego prace by­
ły zawsze podszyte poważną (a nieraz nawet obsesyjną)
myślą i własną prawdą, jako głównym punktem odnie­
sienia w świecie wartości. Wyłamywał się z zastanych
mód i kierunków, bardziej czerpał z własnego mistyczne­
go przeżycia, niż z realiów rzeczywistości, dlatego nie ma
potrzeby lokować go w ramach wyraźnie określonych
prądów, tendencji czy stylów XIX wieku. Był miłośni­
kiem klasycyzmu, czasem przyswajał sobie wątki roman­
tyczne (zwłaszcza literackie), bliskie mu było obrazowa­
nie symboliczne, i tak twórczość jego, w czasie historycz­
nym, rozpinała się niczym parabola między romanty­
zmem a pozytywizmem, ale zawsze pozostawała „osob­
na". Jeśli Norwid naprawdę pragnął jakiejś inspiracji, to
tylko od dawnych, uwielbianych mistrzów; usiłował iść
za nimi i chociaż po części im sprostać.
Wśród swoich duchowych nauczycieli Norwid wy­
mieniał Leonarda da V i n c i , Rembrandta i Dürera, któ­
rych „dość studiował". W jego twórczości wyraziście
odcisnął się wpływ dzieł niemieckiego mistrza, zwłasz­
cza Melancholii I . Miedzioryt ten musiał wywrzeć na
poecie wielkie wrażenie, skoro nawiązał doń w litogra­
fii Solo (Melancholia) i poświęcił jej kilka strof w wier­
szu o posągu Lorenza de Medici U Pensieroso.

526

�Aleksandra

Mclbectmuska-Luty

• APOLOGIA ZDEGRADOWANEJ KONTEMPLACJI

Cyprian N o r w i d , Solo (Melancholia I ) , litografia, 1861

i zadumanego geniusza twórczości" . Znieruchomiała
w posępnej bezczynności, pozostaje w rozterce, w zamy­
śleniu nad kwestiami, których nie można rozstrzygnąć,
ale na głowie ma wieniec z roślin wodnych, które powin­
ny ustrzec ją od melancholicznego „wysychania" i czar¬
nego „humoru". Wokćił niej rozrzucone są bezładnie
różne przedmioty, cały Typus Geometrioe - symbole geo­
metrii czystej i stosowanej: księga, kałamarz, cyrkiel, k u ­
la, perspektywicznie wykreślony rombościan, nadto
kwadrat magiczny, klepsydra, dzwon i waga, jako wy­
znaczniki czasu i przestrzeni. U góry, w półkolistym wy­
cinku niebios, błyszczy gwiazda i kometa, niżej jest też
„gryzmolące putto" jako uosobienie pospolitego działa­
nia, pies (alegoria przygnębienia lub szaleństwa) i nieto­
perz. I wreszcie otwarta sakiewka (bogactwo) i klucze
(władza) przypięte do paska sukni Melancholii osuwają
się niedbale na ziemię i są potwierdzeniem całkowitego
i „niepomnego zaniedbania". W wyniku zestawienia ty­
lu różnych znaków, melancholia „obdarzona została ro­
zumem, a geometria - ludzkim czuciem [...]. Wyobraź­
nia Diirera tworzy istotę obdarzoną władzami umysło­
wymi i technicznymi środkami pr^należnymi Sztuce,
a jednak pogrążoną w rozpaczy"
5

A l b r e c h t Dürer, Melancholia,

miedzioryt,

Brodę na dłoni oparłszy kielichu,
By oko suche błyszczało spod wianka,
A łzy ukradkiem spływały po cichu:
Diirera myśl to... stokroć, nad mogiłą!...
Ale to jeszcze germańska kochanka,
Jeszcze nie smutek ów, co gada z siłą,
Sam na sam, rymem gardzący i prozą,
Marmurem wyższy od nich: Pensieroso!

1514

3

Rycina Diirera powstała w 1514 roku, w czasie gdy
artysta przeżywał ciężką chwilę odejścia matki. Jakie tre­
ści niosła? Była wyobrażeniem ścisłego związku geome­
trii z melancholią, symbolicznym obrazem jednego
z czterech temperamentów, świadectwem antynomii po­
znania teoretycznego i umiejętności ptaktycznych,
a także kondycji i nastroju samego artysty. Durer przed­
stawił „Melancholię wyposażoną we wszystko, co impli­
kuje słowo -geometria.. - krótko mówiąc: melancholia
artificiciUs, melancholię artysty", który w tej nauce i jej
narzędziach widzi zagrożenie dla sztuki i piękna, smutną
przewagę działania nad myślą . Sam Durer był współcze­
śnie uważany za melancholika. Stworzył dzieło genialne
i oryginalne, chociaż z pewnością korzystał z dawniej­
szych, popularnych wzorów ikonograficznych utrwalo­
nych w grafice. Na jego rycinie, w imaginacyjnym, nie­
określonym wnętrzu siedzi, z głową wspartą na zaciśnię­
tej dłoni, uskrzydlona kobieta, uosobienie „bezsilnego
4

6

Norwid w późnym okresie życia zwrócił się ku nowo­
żytnym pojęciom geometrii w obrazie Saturna z cyr­
klem, ale naprzód, w 1861 roku, poszedł za Dinerem
i narysował swoją Melancholię
(Solo), inspirowaną
wprawdzie dziełem mistrza z Norymbergi, ale zupełnie
już inną, wyrosłą z myśli o wymogach czasu, potrzebach
kraju i środowiska, będącą dziewiętnastowieczną trans­
formacją dawnego, smutnego „temperamentu". Poeta
wywołał wizję kobiety siedzącej samotnie na tle posęp­
nego krajobrazu zwalisk przyrody - osuwających się
drzew, wykrotów leśnych, wodnego rozlewiska i wid­
mowej tarczy słońca . Obok niej leżą porzucone w bez­
ładzie krzesła, pulpity, zwitki nut i instrumenty m u ­
zyczne. Po lewej stronie znajdują się: talerz, bęben,

527

7

�A H s i i m l ™ Metbechowska.Luty

* A P O L O U A Z P E l i R A U 'W ANEI KONTEMPLACJI

biety, okrytej fałdami długiej, zgrzebnej szaty, trzymają­
cej w ręku instrument zbliżony do fletu lub fujarki?
Wydaje się być znękana, zamyślona, senna, zatopiona
w kontemplacji, ale nie jesteśmy pewni - czy jednak
nie czuwa? A o czym rozmyśla? Zarówno ona, jak i nie­
obecna orkiestra mogą odnosić się do żalu nad upad­
kiem twórczych sił narodu, wyrugowanych i zdegrado­
wanych przez rosyjskiego zaborcę, do lamentu nad
zniewoloną Polską, niezdolną do podjęcia żadnego
istotnego czynu.

Cyprian N o r w i d , Saturn z cyrklem (Mełmcholia U), olej, miedzy
1873-1883, wt. Wojciecha Borzobohatego, Paryż

smyczek, kontrabas i trójkąt (triangel), po stronie pra­
wej widnieją zatysy kontrabasu (szyjka i ślimak),
smyczka, tamburynu oraz jarzmo harfy z umownie za­
znaczonymi strunami. W tej gęstej, precyzyjnie wyko­
nanej litografii, wypełnionej tak licznymi szczegółami,
Norwid stworzył symboliczny obraz bezradności, nie­
mocy, opuszczenia i wyraził te stany przez zaprzeczenie,
przez zaakceptowanie tego, czego n i e m a , czego za­
brakło, bowiem muzycy odeszli od swego instrumenta­
rium, porzucili je, opuścili, zniknęli. Pozostała tylko
pusta rekwizytornia Muzyki, wysypisko, ruina Orkie­
stry. Cała ta kompozycja jest wypełniona ciszą, niedomówiona, „zakryta". Poeta opowiedział w niej o wielu
nurtujących go kwestiach, ale uczynił to we właściwy
sobie sposób - niedopowiedzeniem, pitagorejskim
przemilczeniem, bo „częścią mowy jest przemilczanie
[...], które daleko więcej od mówienia wyrazić może
i wyraża [...]. Nie należy być o wiele jaśniejszym od
przedmiotu, każdy albowiem ma sobie odpowiedni
światła stopień, pod którego wpływem się najsłuszniej
przedstawuje". Dlatego słuszne jest „mówienie częścią"
tylko' . D o muzycznego wątku Solo przylegają wersety,
które Norwid zapisał w Weselu
s

Muzyka duch papieru kilka kart poplami,
Nie mogąc zdążyć z g ó r y lecącym natchnieniom Wraz się zbiegają skrzypki, basetle, trombony,
Testament martwy gwałtem wykradają cieniom,
I spada akord... listki m i r t o w e j k o r o n y
Drżeć poczynają niby oazis zwodnicza,
Niby płynąca wyspa na stubarwnej fali Trytonów, nimf półszepty - radość tajemnicza Wyspa płynie... i morze dokoła się pali!...
9

W litografii Norwida, której symbolika ułożyła się
przez „myśl i przez życie", równie tajemnicza jest postać
Melancholii, zastygłej w odrętwieniu, „starganej" ko­

Takie rozumienie Melancholii zdaje się być zasadne,
ponieważ Norwid sam przybliżył nam ideę tej sceny
dobitnie wyrażoną myślą, która stała się jego charak­
terystyczną, dydaktyczną inwokacją, wzywającą do
podniesienia się „bezwładnego" społeczeństwa i do
podwyższenia sprawczej mocy narodu w obliczu zagro­
żeń. Wiemy, że dla poety naród to był „człowiek
w dziejach", a społeczeństwo to „człowiek zbiorowy",
którego powinnością jest twórcza praca, skuteczne
działanie, rozważne czyny, bez niepotrzebnej „ofiary
k r w i " . O takiej intencji, wyrażonej w Solo, możemy się
dowiedzieć z listów Norwida pisanych w 1864 i 1865
roku, kilka lat po wykonaniu owej ryciny. Wcześniej
jeszcze, w 1860 roku, poeta donosił Magdalenie Łusz­
czewskiej, że prześle jej „ o b r a z
pęzla
me­
g o M e l a n c h o l i ę p r z e d s t a w u j ą c y"; praw*
dopodobnie chodziło tu o jakieś studium przygotowa wcze do l i t o g r a f i i ' l W korespondencji skierowanej
do Augusta Cieszkowskiego i Mariana Sokołowskiego
upominał się o przewartościowanie społecznej roli
i znaczenia inteligencji Przeżywał wówczas nieszczę­
ście powstania styczniowego i starał się coś naprawić
dla przyszłości Skarżył się, że ,energia wyprzedza za­
wsze Inteligencję" i że „Druga jest w tejże Samarii pol­
skiej przepowiednia iż K t o przeżyje 1863 i 64 będzie
szczęśliwy — czy dlatego że przeżył' — pytanie [ ] Że­
by przynajmniej mogli ci ludzie żyć albo żeby takowa
patriotyczna
inteligencja
(na
kilka­
dziesiąt
milionów
narodu
broniące­
g o s w e g o J ę z y k a i s w o j e j R e l i g i i ) była
socjalnie czymś uprawniona! - gdzie tam [ ] Jeżeli
przeto Energii jest 100 a Inteligencji 3 i to jeszcze n i czy no fi i e u pr a w 11. it3 ne j spt^ł ec z n. le t etly z a wsze IE ii o r s i a
wyskoczy i uniemożliwi wszelki plan, a co lat kilkana­
ście poda pokolenie jedno na r z e z w j a t k a c h ,
gdzie p r z y p a d k i e m z a b i j a n i będą bez­
i m i e n n i bohaterowie jak horru&gt;L2uidam .
Dla zrozumienia treści Sob najważniejsze jest oświad­
czenie Norwida . jego własna interpretacja tej kompozy­
cji wyłożona w liście do Mariana Sokołowskiego. Potrze­
by kraju i emigracji, muszą wspomóc niezbędne srodb
i powołane do tego instytucje. „Trzeba 80 drukarni - 20
dzienników rożnej treści - 15 towarzystw uczonych
i ptacy w p o c i e c z o ł a natężonej stale i uważnie. Na

528

�Aleksandra Melbeckowska-Lucy * APOLOGIA ZDEGRADOWANEJ KONTEMPLACJI

to teraz odpowiedź Melancholii, ale nie tej, którą Albert
[sic!] Diirer silną zarysował ręką, jeno Melancholii z fle­
tem w ręku i włosem plugawie nie uczesanym, która C i
rzecze (na nutę piosnki Kalinowej l u b A l d o n y )
Gdzież rozwinąć te prace - gdzie?
Kiedy my nie mamy piędzi ziemi?
etc... etc...
Naprzód: w s z ę d z i e ; po wtóre - mój Boże! w A u ­
strii jest większa wolność druku niż we Francji,
a w Prusach równa paryskiej [...]. O t o odpowiedź" .
12

Wynędzniała samotnica Norwida tkwiąca w świe­
cie, w którym wszystko jest ruiną i zaprzepaszczeniem,
wyraża więc tragiczne „załamanie rąk", depresję, apa­
tię, nostalgię, beznadziejne oczekiwanie „umarłego
społeczeństwa" na coś, co może nigdy nie nadejdzie.
W porównaniu z nią, renesansowa Melancholia Durera,
mimo „własnej rozpaczy" ma jednak w sobie coś kon­
struktywnego, wynikającego choćby z przełamywania
się idei, z podniecającego dyskursu toczącego się mię­
dzy racjami myśli i czynu. Jedno przesianie jest wspól­
ne dla tych obu, tak odległych od siebie dzieł; zagubio­
na, pogrążona w bezradnej kontemplacji postać Solo,
jest podobnie jak figura Durera personifikacją „melan­
cholii artysty", wykładnią nastrojów i doznań poety.
Zagadkowym atrybutem Melancholii Norwida jest
ów wspomniany przezeń, a niezbyt wyraźnie narysowa­
ny flet w ręku kobiety, instrument, który w świecie
symboli przypisywany bywa cierpieniu i żałobie, wyka­
zuje związek z najgłębszą ekspresją żeńską oraz z trzci­
ną i wodą, co jest zgodne z pejzażowym fragmentem
Sob . A l e Norwid porównywał też ów flet z innym, l u ­
dowym instrumentem - aerofonem, będącym znakiem
żałoby, żalu i płaczu - z wiejską fujarką, piszczałką uży­
waną przez pasterzy od najdawniejszych czasów. Takie
jej znaczenie, jako głosu daremnej rozpaczy, wywiódł
z Balladyny, ze sceny opłakiwania przez Filona zmarłej
A l i n y (z aluzjami do „antyku" Słowackiego). „To wiem
tylko na pewno, że F i 1 o n , pasterz, po zabiciu l u d o ­
w e j A l i n y cały liryzm swój do Greków liryki od­
nieść musi - nie ma on już od kogo się wywiedzieć, co
w rodzimej poezji w gajach i polach szumi. Straszny to
jest człowiek, który płakać po pęknięciu drogiego sobie
serca n a s w ó j
sposób
nie
potrafiłby.
Z fletem wierzbowym w ręku jednym, a z mitologicz­
nym słownikiem łacińskim w drugim ręku, zdaje się
przechadzać po Sofiówki parku - a to cmentarz!" T y m
artystą, który prawdziwie „czarodziejski flet dal w ręce
myśli polskiej" - był C h o p i n .
u

14

W litografii Norwida, postać niewieścia, cienie nie­
obecnych muzyków - istniejących tylko w wyobraźni i zjawiskowy pejzaż tworzą nierozłączną całość, gdyż „po
wszystkie czasy d w i e p i e ś n i na świecie się tym roz­
529

legały - i ttwają. Jedna jest Natury głosem, druga dziejów człowieka, [a] pojedynczych fletni organy [...]
śpiewać muszą" . N a Melancholii odcisnęły się wyraźnie
wypadki 1861 roku, rozruchy przedpowstaniowe i pa­
triotyczne manifestacje, które poeta głęboko przeżywał,
a także przeczucie nieszczęścia, które dopiero nadejść
miało. Dlatego w tym czasie przyjął już „welon żałoby
narodowej". W autobiografii określił swoją rycinę jako
„zatrzymującą się na granicy poważnej karykatury". Być
może do niej odnosi się też wyjątek z listu do Joanny
Kuczyńskiej z grudnia 1861 roku. „Jeżeli jakowe posta­
cie sylfidyczne pozostawują po sobie wrażenie snu i nie­
rzeczywistego pobytu, [to] inaczej jest z tym wszystkim,
co dyjadem ciężki wyraźnej-rzeczywistości n o s i " . Nor­
widowi bardzo zależało na spopularyzowaniu tej ryciny
w kraju, dlatego w listopadzie tegoż roku przesłał eg­
zemplarze Melancholii do Warszawy, na. ręce swe^o bra­
ta Ksawerego Norwida Ale
podejrzliwie dopa­
trywała się w niej ukrytego nieprawomyślnego
i kategorycznie zakazała jej rozpowszechniania i publi­
kowania. Po otrzymaniu przesyłki, Ksawery napisał do
Cypriana- Sztych Twej roboty z napisem Solo nie chcą
mi wydać z Cenzury jak chyba za złożeniem deklaracji
pod najsurowszą osobistą odpowiedzialnością że dla
siebie go zatrzymam i rysunku 1 * '
rozdawać ani sprze­
dawać nie będę [ ] Zostawiam jednak rycinę w Cen­
zurze do dalszego rozpatrzenia, bo nią w ten sposób roz­
porządzać nie mogę, żebym dla siebie wyłącznie zatrzymai, kiedy wola 1 woja nie była taka . Norwid byt roz­
czarowany, ale na swój sposób dumny ze społecznych
i patriotycznych treści Sob, czytelnych i dla rosyjskich
władz. Na jednym egzemplarzu umieścił notatkę:
„Esąuisse réputée comme dangereuse par la Censure de
Varsovie lors des manifestations nationale en 1862"
Kownoczesnie wspominał o tym zajściu w kilku Ustach
do przyjaciół, a później w autobiografii.
Znieruchomiała w przygnębieniu Norwidowa Me­
lancholia jest postacią alegoryczną, ale cała ta kompo­
zycja ma wymiar symboliczny, wielce dla poety znaczą­
cy, bo najważniejsze problemy historii i sztuki objawia­
ją się „w s y m b o l u jako p o m n i k u - w s z e c h - p o m n i k ó w , a duch w myśli narodu i epoki, a isto­
ta w natchnieniu jest sztukmistrza" .
Również w 1861 roku Norwid napisał wiersz dedy­
kowany Ludwice Kuczyńskiej, którego wymowa splata
się z plastyczną wizją Melanclwhi; ale w utworze tym jakby z wahaniem - odstąpił na koniec od filozofii roz­
paczy i odczucia beznadziejności, zachowując cząstkę
wian' i nutkę nadziei, że może coś się jednak odmieni?
15

16

18

O Pani!... pieśń jest j e d n a , nieustanna,
Co każdą wiosnę lutnię swą strojąca;
Ta cicho pada tam i tam... jak manna,
Naturę śpiącą w długie rzęsy trąca,

�ALksamlra Melh-chauska-Lury

Jakub I de Gheyn, Melancholia,

* APOLOOIA ZDEGRADOWANE) KONTEMPLACJI

W wiek XIX wielką filozofię rozpaczy wniósł Soren
Kierkegaard, ale zupełnie już inną, bardziej „nowocze­
sną". Jego teoria o wyjątkowości indywidualnego bytu,
jednostkowego doświadczenia, własnego odczuwania
rzeczywistości i dominacji osobniczego przeżycia nad
wolą zbiorowości i prawami tłumu, silnie wpłynęła na
myślenie romantyków. W pojęciu duńskiego filozofa
poczucie nieskończoności zawsze towarzyszące prostej
egzystencji człowieka budziło grozę i prowadziło do
melancholicznych nastrojów, tak więc wieczny, meta­
fizyczny lęk był nieodłącznym elementem autentyczne­
go życia. Kirkegaard uważał melancholię za „histerię
ducha", pochodzącą ze „stanu rozproszenia", z którego
duch usiłuje się wydostać „aby wyjaśnić samego siebie
[...]. W melancholii tkwi coś niewytłumaczalnego. K t o
cierpi albo ma zmattwienie, wie, jaka jest tego przyczy­
na. Jeśli się melancholika zapyta, co leży u podstaw je­
go melancholii, co go gnębi, to odpowie, ze nie wie, że
nie potrafi tego wyjaśnić. Odpowiedź ta jest ze wszech
miar prawdziwa, albowiem z chwilą rozpoznania me­
lancholia mija [...]. Jednakże melancholia jest grze­
chem [...]. Ta choroba, a ściśle ten właśnie grzech jest
współcześnie dość powszechny, [ale] chętnie przy­
znam, że w pewnym sensie melancholia wcale nie
świadczy źle o danym człowieku; na ogól bowiem ogar­
nia najbardziej uzdolnionych ludzi [...]. Jedynie duch
może znieść melancholię bo jej źródła tkwią w życiu
duchowym człowieka" .

miedzioryt

Zielonych włosów jej podejmą sploty

21

Iszepce: „Powstań, P a n i w s z e c h - i t a i ą c a
Podnieś się, W i e k Ó w - M a r t o**, do roboty.
Ogarnij kibić darnią szmargdową! Dyjadem z ptasząt lata c. nad głową,
Lipy wzdychają - i wierzbowe fletnie,
Rozmiłowane w rosach, grają z dała - Woty, jak bogi egipskie, szlachetnie
Idą - za nimi ziemia się przewala...
[,..]

Brązy się stopią i bronie się zleją
Na instrumenta muzyckie bez miary:
- A ludzie rzekną: że n i e b a s z a l e j ą ,
A nieba rzekną: ż e p r z y s z e d ł d z i e ń

Wiary!

1 9

* * Wieków - M a r t o - albowiem M a r t a w Ewangelii jest sym­
bolem realności.

Niemal przez całe życie Norwida dręczyły napady
obniżnego nastroju, depresji i rozpaczy powodowane
dolegliwymi przeciwnościami życia i tym, że poeta, nie­
jako z natury, był melancholikiem. Dołączały się do te­
go desperacje związane z przeświadczeniem o moral­
nym załamaniu polskiego społeczeństwa, o czym lata­
m i , z obsesyjnym uporem, przypomina! rodakom. Jak
pisał Józef Tischner, dla Norwida „istotą klęski nie jest
rozbicie państwa, lecz rozbicie człowieka [...]. Myślenie
Norwida wyrasta z bólu i świadczy o bólu [...], wyrasta
z dramatu dziejowego Polaków i pragnie skierować na
ten dramat światło ewangelicznej wiary. Nie ucieka od
historii, od cierpienia, od męczeństwa, od narodu i je­
go pracy". A l e przyszłość pokazała, że i później, przez
długie lata, „figurą" duchowej kondycji Polaków „po­
został chochoł sarmackiej melancholii" . Zjawa przy­
wołana przez Norwida w Solo, a potem przez StanisłaWyspiańskiego w Weselu.
22

W dawnej ikonografii i teorii sztuki Melanc/iolia była
pojmowana jako temperament, w którym dominowały
„najgorzej wymieszane" cechy, bliskie obłąkaniu. Czło­
wiek o takim charakterze sam jest nieszczęśliwy i niemi­
ły dla otoczenia, „chudy i sczerniały, «nieukładny, ską­
py, złośliwy, zachłanny, podstępny, tchórzliwy, nieufny,
hardy i gnuśny, [a także] grubiański, smutny, nie­
wdzięczny, leniwy i ospały... Unika towarzystwa innych
i gardzi płcią odmienną. Jedynym jego rysem dodatnim
[...] jest pewna skłonność do samotnych studiów" .
20

Zupełnie inną niż Solo była druga Melancholia Nor­
wida, powstała zapewne w ostatnim dziesiątku lat ży­
cia poety, między 1873 a 1883 rokiem. T e n mały, olej­
ny obrazek, sygnowany wiązanym monogramem „CN"
(wl. Wojciecha Borzobohatego w Paryżu), przedsta­
wia olbrzyma-demiurga siedzącego w kosmicznej prze­
strzeni nad globem ziemskim, na tle
firmamentu,
z gwiazdą wbitą w niebiosa „jak gwóźdź błyszczący"

530

�AJeUmJru M c f c f i o u s k j - L u t y * APOLOGIA ZDEGRADOWANEJ KONTEMPLACJI

(Cywilizacja). Ta potężna istota, okryta rozwianą, faldzistą szatą, pochyla się w zamyśleniu nad kosmicz­
nym „globusem", podpierając zwieszoną głowę lewą
ręką; prawą dłonią mierzy rozwartym cyrklem wyci­
nek globu. Okrąg planety i postać Mierniczego utrzy­
mana w lekkiej gamie zmieszanych brązów, ugrów,
żółci i różów, odcina się jasną plamą od spłowiałych
i czarnych błękitów nieba. Taka wizja wszechświata
przystaje do literackich wątków dzieła Norwida. W je­
go wierszach (a także i prozie) bardzo często pojawia­
ją się gwiazdy, które milionami świecą, „obłęd dróg
mlecznych" (Idee i prawda), „szafirowe stropy" (Wtedy
Ty, Matko), księżyc, słońce promienie płynące z nie­
bieskich przestworzy i nasza planeta ziemia, która
„jest krągła, jest kulista" (Ogólniki).
- Jako więc, w świata tego którejkolwiek stronie,
Na mchu jeśli w odludnym przylegniesz parowie,
Planeta Ci się zaraz pod Twe małe skronie
Zbiega, i czujesz globu kulę za wezgłowie
21

Do tego dochodzi znaczenie instrumentu jakim jest
cyrkiel, którym demiurg odmierza przestrzeń i czas.
K i m jest ta tajemnicza postać? Otóż wszystko przema­
wia za tym, że jest to wyobrażenie Saturna z cyrklem,
znane z tradycji ikonograficznej jako personifikacja

Cyprian N o r w i d , W i n i e t a na pierwodruku Pn-munhuhtma,
pióro, 1851

Melancholii. W kategoriach symbolicznych cyrkiel jest
związany z architekturą, matematyką, geometrią
i astronomią, a także z żeglarstwem. Wyraża wszech­
świat, siłę sprawczą, ducha i materię, życie i kształt,
perspektywę, koło, cykliczność, granicę, i - jako atry­
but Saturna - melancholię. Jest emblematycznym
przedstawieniem aktu stwórczego; swoim kształtem
przypomina literę A - znak początku wszystkich rze­
czy . Wiemy, że Norwid interesował się tym instru­
mentem wszech-miar i oczywiście po swojemu go i n ­
terpretował i oznaczał. W rozprawie O sztuce (dla Pola­
ków) pisał, że tam gdzie „matematyka astronomii się
oddaje i usługi jej pełni, po wielokroć opiera się ona na
prawach profetyzmem natchnienia otrzymanych, [...]
tak iż nie skłamię, jeśli powiem, że s k r z y d ł e m ow­
dzie c y r k i e l zdąża". W innym miejscu porównywał
symboliczne pararele liter, cyfr i figur geometrycznych:
„A znaczy trójkąt, czyli 3; E - dwa kwadraty na sobie
(to jest elipsę) czyli 2 - U znaczy kwadrat czyli 4;);
24

h

czyli Ic o 1 o " t i a c y 5 t)la której co przyczyny rzyni"
skie pięć jest jak cyrkiel ku skreśleniu koła rozemknięty ( V ) " ' W 1850 lub 1851 roku poeta zaprojektował
winietę na tylną okładkę pierwodruku Prumethidiona
obejmującą cały zestaw jego ulubionych symbolicznych
znaków Znajdują się na niej różne przedmioty księga
zarys kształtu dawnej łodri (statku wikingów?) przy
ryczne lemiesz (?) oraz cyrkiel globus
i rozb lyskującanad nim gwiazdaciź ni o
2

rywów późniejszej kompozycji olejnej W^obrazie Satur­
na występuje spójność wątków zaczerpniętych z dobrze
znanej tradycji ikonograficznej, plasujących się w cią­
gu: Saturn - cyrkiel - geometria - melancholia (co po
części było już widoczne w rycinie Diirera). Norwid był
doświadczonym szperaczem i z pewnością zetknął się
z takimi przedstawieniami upowszechnionymi między
innymi przez grafikę.
W i l l i a m Blake. Unter», akwaforta, 1827

Saturn był bóstwem staroitalskim, władcą Złotego
Wieku, wcześniej utożsamianym z greckim Kronosem

531

�Aleksandra Metbechmuka-Luiy * APOLOGÍA ZPEGRAŁKWANE[

KONTEMPLACJI

kiel / i zaczął n i m badać otchłań", między innymi
w akwaforcie zamieszczonej jako frontispis do poema­
tu Europa - Proroctwo (1794) i ostatniej wersji wykoń­
czonej akwarelą, czarnym tuszem i złotą farbą, wyko­
nanej dla Fredericka Tathama na krótko przed śmier­
cią w 1827 r o k u .
27

Zawieszony w przestrzeni Saturn Norwida przenosi
ziemskie smutki do nieba, pochyla się w posępnej za­
dumie czy kontemplacji, mierząc obszary przynależne
człowiekowi, terytorium życia i śmierci, rozpaczy
i nadziei. A l e biorąc pod uwagę znaną wieloznacz­
ność myśli Norwida i jego paraboliczne „przeniesie­
nia", w obrazie tym można dopatrzyć się też innego
przesłania, a mianowicie alegorii podróży, metafi­
zycznej wędrówki, przemierzania globu, morskiej wy­
prawy, żeglugi, nawigacji (co mogło być śladem pa­
mięci o podróży amerykańskiej). W czasie morskich
peregrynacji dobrze jest oddać się obserwacji roz­
gwieżdżonego nieba, bo

C y p r i a n N o r w i d , Zadumany, pióro, ok. 1880.
Biblioteka Narodowa
Cyprian N o r w i d , Studia zamyślonych,

kredka, pióro, 1869,

Biblioteka Narodowa

pożerającym swe dzieci; jego imieniem nazwano szóstą
planetę Układu Słonecznego, którą kojarzono ze złymi
wpływami i „humorem" melancholicznym. Już w iko­
nografii sztuki średniowiecznej obdarzono go cyrklem,
bowiem miał „sprawować nadzór 'miar i liczby rzeczy',
szczególnie zaś podziału ziemi", i uważano, że „Saturn
planeta śle nam duchy, które nas uczą geometrii", to
zaś było pewnym ograniczeniem życia przez „formę",
poddaniem go rygorom czasu i przestrzeni. Geometria
wchodziła w subtelny związek z melancholią, którą,
według zasady Arystotelesa, przypisywano z reguły
wielkim ludziom obdarzonym geniuszem, ale łatwo
podlegającym szaleństwu (Juror melancholicus) wzniecancmu przci fatalną planetę .
26

W sztuce nowożytnej najbardziej znanym, progra­
mowym wizerunkiem Saturna z cyrklem, była rycina Ja­
kuba I de Gheyna, przedstawiająca go jako Filozofa ze
„zmąconą twarzą", siedzącego na ogromnej planecie
i mierzącego cyrklem trzymany na kolanach globus.
Owa „figura" posępnego boga miała kojarzyć się ze
wszystkimi problemami duszy doświadczającej melan­
cholii i szukającej „formy" świata. W i e k X V I I I przy­
niósł jeszcze jedno, zupełnie inne wyobrażenie boskie­
go geometry. Cyrkiel pojawia się w ręku Urizena, po­
staci pochodzącej z mitologicznego Panteonu wielkie­
go wizjonera Williama Blake'a. Urizen Stwórca (iden­
tyfikowany niekiedy z Jahwe) jest uosobieniem funkcji
czystego intelektu, racjonalności, rozumu (Reason),
oderwanego od uczuć, emocji, wyobraźni i natural­
nych instynktów, a tworzony przez niego świat podle­
ga bezwzględnym nakazom okrutnej tyranii i symboli­
zuje nieubłagane prawa rządzące naturą. Jego cyrkiel
nie może objąć nieskończoności, ale narzuca racjonal­
ny porządek w świecie materii. Blake parokrotnie
przedstawiał Urizena w chwili gdy „uczynił złoty cyr­

[...] Spokój ducha, tudzież kontemplacja
Firmamentu - niejedną leczyły gorączkę .
28

O kontemplacji niebieskich przestworzy mówił Pla­
ton w Timajoste. Jego zdaniem, człowiek patrząc
w gwiazdy z pokładu rozkołysanego okrętu doświadcza
Absolutu, czerpie wzór z doskonałości Wszechświata,
naśladuje wieczny ruch nieba i ziemi i sam uczestniczy
w obrotach Kosmosu . Wszelako, wiodącą myślą Norwidowego Saturna wydaje się być wątek „widzenia z gó­
ry" wyobrażonej lub realnej rzeczywistości. Takie obra­
zowanie występuje w autoportrecie Ipse ipsum, gdzie
wsparty na ogromnym piórze poeta stoi na rozwiniętej
mapie; natomiast Saturn ogląda z wysoka całą, obraca­
jącą się Ziemię, na której widoczne sí| zarysy lądów
i mórz. W tym kontekście szczególnie osobiste, a i wy¬
mowne są słowa Norwida zapisane w Vade mecum:
29

[...] M a p ę ż y c i a gdyby kto z wysoka
Kreślił jak m a p ę g I o b u?... góry i pustynie
Przeniosłyby się w krótkie jedno mgnienie oka,
Ocean by zaś przepadł, gdzie łza drobna płynie!

30

Może więc pod maską milczącego Saturna-Geometry kryje się melancholiczna twarz artysty?
Norwid kilkakrotnie wymieniał Saturna w swoich
tekstach. Pisał o tym, jak „korybantowie starożytni
w miedziane uderzają tarcze, aby Saturn, płacz dziecka
usłyszawszy całej przyszłości w n i m nie pożarł", że „Noe
[to] Saturn, którego symbolem jest okręt, [a znaczył
on] Uranię i Niebiosa w ogóle"; wspominał też „Wergi­
lego proroctwo o W i e k u Saturna" oraz „influencje
gwiazd" i Saturna s n y . Z malarskim ujęciem zwieszo­
nej głowy bóstwa wiążą się szkice Norwida rysowane
M

532

i

�Aleksandra Melbeehiwska-Luty

* APOLOCilA ZDEGRADOWANE] KONTEMPLACJI

W tym kontekście podstawową kwestią dociekań
Norwida były powiązania i antynomie idei i realizacji
oraz utrzymanie ich właściwych proporcji. Dobrze jest
„czytać postęp idei porozstawianych jako równania al­
gebraiczne jedna po drugiej, ale czy kto pomyśli, ile
boleści, ile rozdarć każde narodzenie się myśłi potrze­
bowało?'" W kwestii tej odwoływał się też do staro­
żytnych: „Zacny Diogenes przeczuwał zbliżanie się tej
epoki wtótej, skoro w księgozbiorze Akademii widząc
zapracowanych starców, pytał, kto by to byli? C i co
prawdy szukają - odrzeczono. - A c h ! a k i e d y ż
oni
będą
mieli
czas
ją
praktyko­
w a ć ? ! " Poeta łączył narodziny i rozwój wszelkich
kunsztów z geometrią, wywodził z niej „pierwokształty" sztuki, które miały mieć podstawowe znaczenie
symboliczne odciskające swoje piętno w działach ma­
larstwa, rzeźby, architektury ' . T e n „monolog wiecz­
ny", który tak zajmował Norwida, prowadzi nas do je­
go wiersza Plato i Archita poświęconego wartościom
idei i działania, kontemplacji i geometrii jako sztuki
stosowanej.
2

1 1

4

ARCHITA

Cyprian N o r w i d , Autoportret

Ipse ipsum, kredka, pióro, 1857,

w l . prywatna

w różnych latach - studia zamyślonego mężczyzny
z 1869 roku, i dwa inne, przedstawiające ludzi pogrążo­
nych w głębokiej zadumie z około 1880 roku; jeden
z nich, rysowany energiczną, skrótową kreską, mógł
być nawet przygotowawczym szkicem do olejnej wersji
Saturna. I , co charakterystyczne, we wszystkich tych
ujęciach, człowiek podpiera ręką głowę w odwiecznym
frasobliwym geście.
Pod stany bliskie melancholii można po części pod­
łożyć takie pokrewne przeżycia jak desperacja, znuże­
nie, samotność, namysł, medytacja, milczenie, reflek­
sja i kontemplacja. Zwłaszcza to ostatnie - szeroko ro­
zumiane pojęcie - przewijało się często w literackiej
i artystycznej biografii Norwida. W trudnym 1852 ro­
ku, kiedy to myślał o wstąpieniu do zgromadzenia
Zmartwychwstańców (co nie doszło do skutku), pisał
do Augusta Cieszkowskiego, że nawet poza Kościołem
w „kontemplacji trwam i jestem". W rozważaniach
Norwida o historii i życiu społecznym stale przewijała
się myśl o znaczeniu dwóch pierwiastków kietujących
życiem, rozróżnianych jako duch i materia, teoria
i praktyka, kontemplacja i czynność. Wiadomo, że
tóżne dyscypliny powszechnie rozumiane jako nauki,
poeta uważał za rzeczy sztuki, między innymi matema­
tykę, astronomię, historię, prawi i wojskowość, inży­
nierię, medycynę (o czy ITI pisał w rozprawie O sztuce).

533

Geometrycznej nieświadom nauki,
Widziałem prosty lud, kładący bruki,
I, jako kamień jedna się z kamieniem,
Baczyłem, stojąc pod filarów cieniem Aż żal mi było b e z w i e d n o ś c i gminu,
Mimo że wieczną on jest w a g ą c z y n u ! . . .
Więc - geometrii myślane promienie
(Rzeknę) gdy z głazem złączę i ożenię,
Sferyczność w drzewie wykłuwszy toporem,
Silami ramion pchnę brązowe walce,
Promienne jeśli kołom natknę palce...
To - któż wie...
PLATO
Boskie zmysłowiąc obrysy,
Archito! - koturn rzucisz za kulisy Języka lotność niebieskiego zgrubisz,*
Więc filozofię, Grecję może, zgubisz...
ARCHITA
O! Plato... padam przed p r a w d y b e z - k o ń c e m,
I nieraz, myśli z drzewa ciosząc, plączę,
Tak wielce wszystko przesiękłe jest s ł o ń c e m ,
K t ó r e m u n i e ty, n i ja b i e g ó w z n a c z ę ;
Dlatego świętych nie zniżę arkanów,
A n i ojczyzny krągłą tarcz wyszczerbię,
Owszem: z tych, które rażą cię dziś, planów,
Z kres tych na Grecji idealnym herbie,
Z liczebnych równań w sil zmienionych dźwignie
(Lubo promienność uroku w nich stygnie),
Któż wie? - powtarzam - czy lud w sobie drobny,

�Aleksandra Melbechowska-luty

• APOLOGIA ZDEGRADOWANE] KONTEMPLACJI

Bezsilny ciałem - jak wyspa osobny,
S y k u l ó w , m ó w i ę , na p r z y k ł a d , s i e d z i b ą , * *
Tą siły ramion zmnożywszy n a u k ą ,
Nie zdoła bronić się jak morska ryba?...

kresów i mechanicznych konstrukcji. Platon „obutzył
się na to i wystąpił przeciw n i m jako gubiącym i psu­
jącym doskonałość matematyki, która w ten sposób
odchodzi od abstrakcji rozumowej do konkretności
zmysłowej i raz po raz korzysta z pomocy material­
nych, w dużej części nie obywających się bez pospoli­
tego rzemiosła" . W Notatkach z mitologii Norwid
sam. odnotował uwagę o zdobyczach starożytnych
w zakresie mechaniki, pisząc: „287 przed Chrystu­
sem], Archimedes: środek ciężkości - dźwignia, plan
pochyły - śruba bez końca. Dotąd zaś Archity, czyli
Architasa - vis et la poulie" czyli śruba i koło pasowe
(notatka 227). A l e poeta żył przede wzystkim w świe­
cie idei i jej pryncypiów, często nawiązując do Plato­
na. Znał jego Państwo gdzie mógł wyczytać np., że lu­
dzie różne rzeczy ,rękami wykonują i kreślą, i one po­
trafią rzucać cienie i dawać odbicie w wodach ale oni
się n i m i posługują znowu tylko tak jak obtazami
a starają się dojrzeć tamte rzeczy same których nikt
nie potrafi dojrzeć inaczej jak tylko myślą [ ]
Z praktycznego p u n k t u widzenia mówią o kwadratu­
rach i orzedłużeniach i o dokładaniu i wszvstko tak

PLATO
Przyjdzie - i tobie dzień zwycięstwa - s z t u" k o!...

36

* Idealność Platona była przeciwną rodzącej się właśnie mecha­
nice, uważając ją (w p i e r w o t n y m jej ekstremie) jako z d e g r a ­
dowanie

kontemplacji.

* * T o się odnosi do przyszłości już wyraźniejszej m e c h a n i k i ,
której A r c h i m e d na rzecz o j c z y z n y zażył .
35

A r c h i t a czyli Archytas z Tarentu jest dziś mniej
znaną osobistością świata greckiego niż Platon. Żył
w 1. połowie I V wieku p.n.e., zasłynął współcześnie
jako znakomity mąż stanu, strateg, filozof, matema­
tyk, muzyk, twórca naukowej mechaniki; był uważa­
ny za najwybitniejszego matematyka szkoły pitagorejskiej. Stosował swoje odkrycia między innymi do b u ­
dowy machin wojennych. Znał dobrze Platona i jako­
by korespondował z n i m (listy te uważane są dziś za
nieautentyczne). N o r w i d dowiedział się o n i m z pism
Diogenesa Laertiosa, Plutarcha i neoplatończyka
Jamblicha. Laertios przytoczył i c h apokryficzne listy,
Jamblich opowiedział o życiu prywatnym i miłych ce­
chach charakteru Archytasa, a Plutarch, w Żywocie
Marcellusa podał, że „wysoko cenioną i sławną me­
chaniką" zajęli się Eudoksos i Archytas, „urozmaica­
jąc tę przyjemnością matematykę" j^rzy ^^omc^cy wy*

1
•

7

• . ii
y

ji

.1 -

i

i

.. ,

w s z

kon

il- .

' 1e w id'zia
• nym,
1
1 1 da e1 ko i m
• do wszys ne w ma r ena
[ał ej
Kicn prawdziwym postaci ruenu L...J. l e rzeczy mozna tylko mysią ując, a wzrokiem nie '.
Swój wiersz N o t w i d ujął w formie dialogu dwóch
przyjaciół, filozofów o odmiennych poglądach na isto­
tę sztuki i rzeczywistości . W t y m „dwuznacznym"
utworze Archita jest rzecznikiem praktycznej, użytecz­
nej wiedzy wyprowadzonej z matematyki, oraz realiza­
cji myśli i sensu działania, zaś Platon nosicielem nadzmysłowych, uniwersalnych idei, wyrazicielem praw
„czystej" nauki, wieczystej prawdy i doskonałości, wyż­
szych od realnego „dotknięcia" bytu. T u nasuwa się
więc pytanie, do której z tych opcji przychylał się Nor­
wid pisząc wiersz Plato / Archita . Sądzimy, że był
dzie z jednym i drugim filozofem, i na równi przemówił
ich słowami. Jeśli weźmiemy pod uwagę Norwidową
teorię sztuki-pracy zawartą w Promethidionie i innych
tekstach, możemy ją skojarzyć z pochwałą postawy Ar­
chytasa, wychwalającego „Geometrii myślane promie­
nie" i ,wagę czynu" prostego ludu kładącego bruki.
Z dtugiej zaś strony poeta identyfikował się z filozoficz­
ną doktryną Platona i bronił wysokich idei myśli re­
fleksji kontemplacji poniżanych i odtrącanych przez
Dosoolitv materializm i orzvziemna użyteczność" (któ¬
ra w pojęciu Norwida wcale nie była równoznaczna
z twórczym wysiłkiem ludzkiej p r a c y )
ri£?iiracie

n a

m e n i e

n o

r o

sa

n r z e c i e z

o n r a z k i

wvKoiia*

38

1

Dialog Platona i A r c h i t y przenosi także swoje zna­
czenia w inną sferę, bowiem dotyka w pewien sposób
treści plastycznego dzieła poety, np. zagadnień związa-

Cyprian N o r w i d , ostatni Autoportret, pióro, ok. 1882,
M u z e u m Narodowe w Warszawie

534

�* A P O L O G I A Z D E G R A D O W A N E J KONTEMPLACJI

Aleksandra Melbechowska-Luty

Inych z dwiema omawianymi wyżej pracami: Sob (Me\kncholia I) i Saturnem (Melancholia I I ) . Niezależnie od
lich artystycznego kształtu, realnych bądź duchowych
I uwarunkowań, bolesnego czy posępnego wyrazu, były
one w pierwszym rzędzie alegorycznymi obrazami my­
ślących istot pogrążonych w melancholicznej zadumie
li w ten sposób objawiły się jako norwidowa apologia
^„zdegradowanej
k o n t e m p l a c j i " , bliska
platońskiej myśli o „prawdzie bez-końca", „boskich ob¬
' rysach" i prymacie idei nad światem zmysłów, o warto­
ści poznania i „lotności niebieskiego języka", który
przyniesie dzień zwycięstwa sztuce.

ną rocznicę

śmierci

i twórczości

Cypriana

poety. Materiały
Norwida

(27-29.

z sesji poświęconej

ukowy i wstęp St. Burkot, Kraków 1991, s. 5 1 , 53, 57
2 3

D o Walentego Pomiana Z„ Pwsz., t. 2, s. 157

2 4

W . Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1991, s. 51-52; Cir­

2 5

O sztuce (dla Polaków),

lot, op. cit., s. 100
Pwsz., t. 6, s. 338; Sztuka w obliczu dzie­

jów, op. cit., s. 279. O znaczeniu figur geometrycznych w twórczośco N o r w i d a pisał M . Inglot w artykule Duch i litera (reflek­
syjny kształt poezji Cypriana Norwida),
dę wyrabiający",
Górze,

[w: j „Dramat życia praw­

Materiały norwidowskiej sesji naukowej w Jeleniej

6-7. V . 1983, pod redakcją M . Inglota, Wrocław 1985,

s. 7-25
2 6

Panofsky, op. cit., s. 286, 288; M . Mertens Stienon,
bansky, E. Panofsky, F. Saxl, Saturn and Melancholy.

1

List Cypriana N o r w i d a do Teofila Lenartowicza z 16. X. 1868,

2 7

G . W . Digby, Symbol and Image in William Blake, O x f o r d 1957;

zebrał, tekst ustalił,

M . Davis, William Blake. A new Kind of Man, Berkeley 1977; A .

wstępem i uwagami krytycznymi opatrzył Juliusz W . G o m u l i c -

Konopacki, William Blake, Warszawa 1987, s. 18; E. Kozubska,

ki, t. 9, Warszawa 1971, s. 371-372. Dalej cytuję w skrócie

J. T o m k o w s k i , Mistyczny świat Williama

Pwsz., t o m , strona.

1993, s. 142
Pwsz., t. 6, s. 538

I

Sztuka okolicznościowa,

!

II Pensieroso, Pwsz., t. 6, s. 538

ł

E. Panofsky, Trzy ryciny Albrechta

Milanówek

Kleopatra i Cezar. Tragedia historyczna, Pwsz., t. 5, s. 93

2 9

Platon, Timajos,

[ w : ] tenże, Timajos. Kritias albo Atlantyk,

prze­

[ w : ] tenże, Studia

łożył P. Siwek, Warszawa 1986, s. 123. O znaczeniu morskiej

Z historii sztuki, wybrał, opracował i opatrzył posłowiem J. Bia­

podróży w twórczości N o r w i d a zob. M . Śliwiński, Szkice o Nor­

łostocki, tłum. P. Ratkowska, Warszawa 1971, s. 282

widzie, Warszawa 1998, Rozdz. I V : Perygrynacja

J. Białostocki, O teorii sztuki Albrechta

95

Durera...,

Durera,

[ w : ] tenże, Pięć

wieków myśli o sztuce, Warszawa 1959, s. 6 1 , 77

3 0

Vöde mecum. Kółko, Pwsz, t. 2, s. 84

Panofsky, op. cit., s. 280-284, cytat s. 281, 282

3 1

O Juliuszu Słowackim.

!

O litografii Sok pisali: J. W . G o m u l i c k i , Prace artystyczne Nor­
wida, Pwsz., t. 11, s. 363; H . W i d a c k a , Grafika

Cypriana

"

M i e n i e I , Pwsz., t. 6, s. 231-233

'

Wesele. Powieść,

Lekcja V I , op. cit., s. 459; Notatki z mito­

ka 134, Pwsz., t. 11, s. 415

Nor­

169

morska, s. 71¬

logii, Pwsz., t. 7, s. 262, 314, 324; Album Orbis w szkicu, notat­

wida, „Studia N o r w i d i a n a " , t. 3-4, L u b l i n 1985-1986, s. 168¬

3 2

O Juliuszu Słowackim.

3 3

Milczenie

3 4

Pwsz., t. 3, s. 12

Lekcja V, op. cit., s. 447

I , op. cit., s. 223

Sztuka w obliczu dziejów. Symbol. Pierwoks tałty.
Z

Sztuki, op.

cit., s. 278-281

List do Magdaleny Łuszczewskiej z 18. X . 1860, Pwsz., t. 8,

3 5

s. 433
II

Blake'a,

2 8

6

10

Studies of

Natural Philosophy Religion and Art, L o n d o n 1964

[w:] Cyprian N o r w i d , Pisma wszystkie,

5

L'Occulti­

sme du Zodiaque, Paris 1939. O ikonografii Saturna zob. R. K l i -

Przypisy
j

życiu

X. 1983), redaktor na­

Plato i Archita,

wiersz dołączony jako epilog do poematu Nie­

wola w 1863 r o k u , Pwsz., t. 3, s. 393-394 i 757-758 (komentarz
J. W . Gomulickiego).

Listy do Augusta Cieszkowskiego z końca grudnia 1864 r. i 8.
1.1865, Pwsz., t. 9, s. 150, 152, 153

3 6

Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy

prze­

słynnych filozofów,

12

List do Mariana Sokołowskiego ze stycznia 1865 r., Pwsz., t. 9,

kłady: różni, opracowanie, przypisy, skorowidz I . Krońska,

s. 154, 155

wstęp K . Leśniak, Warszawa 1968,

13

J. E. C i r l o t , Słownik symboli, przekład I . Kania, Kraków 2000,

O życiu pitagorejskim,

s. 131

woty Pitagorasa, przełożyła, wstępem i przypisami opatrzyła J.

14

O Juliuszu

Słowackim

0 „Balladynie"

w sześciu

(Dodatek),

wacki, Balladyna,

publicznych

G a j d a - K r y n i c k a , W r o c ł a w 1993, s. 96 (rozdział X X X I ) ; Plu­

posiedzeniach...,

t a r c h z C h e r o n e i , Marek Klaudiusz

Pwsz., t. 6, s. 467, 471-472; J. Sło­

[ w : ] tenże, Dzieła,

t. 4: Dramaty,

Objaśnienia

Marcellus,

[ w : ] Żywoty

sławnych mężów, przełoży! i opracował M . Brożek, w y d . V ,

Wrocław

W r o c ł a w 1979, s. 413

1949, s. 63-66, 100-101
15

s. 506-508; Jamblich,

[ w : ] Porflriusz, Jamblich, A n o n i m , Ży­

zadane (Z powodu wiersza „Do L. K."}, Pwsz., t. 6,

3 7

Platona Państwo z dodaniem siedmiu ksiąg „Praw", przełożył oraz
wstępem, objaśnieniami i ilustracjami opatrzył W . W i t w i c k i , t.

s. 473
16

List do Joanny Kuczyńskiej z 2. X I I . 1861, Pwsz., t. 8, s. 455

1, Warszawa 1958, s. 355 (ustęp 510 E), 281 (ustęp 527 B),

"

Cyt. za: J. W . G o m u l i c k i , komentarz do listu N o r w i d a do M a ­

387 (ustęp 529 D ) .

18

Sztuka w obliczu dziejów jako syntetyki księga pierwsza.

riana Sokołowskiego z 7. X I I . 1861, Pwsz., t. 8, s. 575-576

3 8

Szczegółowa analiza wiersza N o r w i d a została przeprowadzona
przez uczestników X X X Czwartku Naukowego, dnia 20 kwiet-

1850,

n i a l 9 6 7 r o k u i opublikowana w : E. Marczewski, J. Łanowski,

Pwsz., t. 6, s. 271
"

Do L K , Pwsz., t. 1, s. 357, 358

O zdegradowaniu kontemplacji. Wokół wiersza Cypriana

!0

Panofsky, op. cit., s. 278

Plato i Archita.

|

22

Norwida

Głosy w dyskusji: M . Wyszyński, M . Chamców-

S. Kierkegaard, Alfeo-Albo, z oryginału duńskiego przełożył

na, W . Czapliński, H . Steinhaus, M . Cena, I . Kisiel, M . Inglot,

1 przypisami opatrzył K . Toeplitz, wiersze w tłumaczeniu

M . Suski, J. Trzynadlowski, J. Łanowski, E. Marczewski, J. K u -

J. Iwaszkiewicza, t. 2, Warszawa 1976, s. 253-255

glin. Francuskie tłumaczenie wiersza F. Longchamps, W r o ­

J. Tischner, Ptakom na wędrówce,

[ w : ] Cyprian Norwid.

W set­

535

cławskie Towarzystwo N a u k o w e , Wrocław 1969, s. 5-68

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6059" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6039">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0335604c1ebb33288e75b58c912e4f10.pdf</src>
        <authentication>d82e4961e738df2409f9259fcd6580bf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72263">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3093</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72264">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72265">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2897</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72266">
                <text>Autorzy numeru / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72267">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.554-559</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72268">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72269">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72270">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72271">
                <text>AUTORZY NUMERU

Autorzy numeru

(ostra satyra na M . Tatcher; napisana z T o n y m Howardem,
Theatre Royal, Stratford East, 1980); The Genius (Royal Court
Theater [dalej R C T ] , 1983); Bloody Poetry (Heymarket Theatre,
Leicester, 1984); Prat'da; A Fleet Streat Comedy (napisane z Davidem Hare, National Theatre, Londyn 1985); Greenland (RCT,
Londyn 1988); H . I . D . (Hess is Dead), (Almeida Theatre, L o n ­
dyn 1989); W a n Nights (wraz z Tariqiem A l i m , R C T , Londyn

W a r r e n D . A n d e r s o n - profesor State University o f Massachu­

1989); Moscow Gold (wraz z Tariqiem A l i m , Barbican Theatre,

setts, Amherst- Studiował literaturę klasyczną na Uniwersyte­

Londyn 1989); Berlin Bertie (RCT, Londyn 1992). Polskie tłu­

cie w Haverford (dyplom w 1942 r.) i w Oksfordzie (dyplom

maczenie Gra w Churchilla,

tłum. J. Anders, „Dialog" I V , 1981.

H o n o u r School o f Literae Humaniores w 1949 r . ) . W 1947 r.
G i o v a n n i C e r r i - ur. w 1940 r. w Rzymie, profesor zwyczajny lite­

zdobył tytuł d o k t o r a na Uniwersytecie Harvarda, gdzie też
w 1954 r. obronił pracę habilitacyjną. Wykłada! m . i n . grekę

ratury greckiej na Wydziale Literatury i Filozofii Instituto U n i ­

i łacinę w College of Wooster (1950-67) i na Uniwersytecie

versitario Orientale w Neapolu. D o tematów, na których k o n ­

Stanowym M i c h i g a n w A n n A r b o r . W latach 1967-1970 byl

centrował się w dotychczasowej pracy badawczej należą: zwią­

profesorem komparatysryki literackiej na Uniwersytecie Stano­

zek między oralnością a pismem w kompozycji i rozprzestrzenia­

w y m Iowa. O d r. 1970 związany z Uniwersytetem Stanowym

niu tekstów poetyckich w epoce archaicznej i klasycznej; epos

Massachusetts w Amherst (od 1980 r. jest profesorem emery­

homerycki; słownictwo polityczne w liryce i tragedii; teorie an­

t o w a n y m ) . Prowadził wykłady, m . i n . na uniwersytetach w Rzy­

tyczne na temat natury i celów opowiadania historycznego

mie, Londynie, Oksfordzie, Palermo i A t e n a c h . Główne zain­

i biograficznego; mechanizmy narracyjno-ekspresywne, za po­

teresowania to literatura i muzyka starożytnej Grecji, literatu­

mocą których m i t jest ustawicznie aktualizowany jako paradyg­

ra wiktoriańska (zwłaszcza twórczość M . A r n o l d a i G . Manleya

mat sytuacji indywidualnych i społecznych; rytuały, ideologia

Hopkinsa) oraz kompararvstyka literacka. Byl założycielem

i kultura dionizyjska; technika dramaturgiczna tragedii attyc-

i w latach 1978-1981 dyrektorem Translation Center przy U n i ­

kiej V w . p.n.e.; myśl platońska ze szczególnym uzwględnie-

wersytecie Massachusetts o r a : założycielem i wspóldyrektorem

niem teorii k o m u n i k a c j i i poetyki; filozofia i poezja Ksenofane-

(1980-1981) Five-College Seminar o n Literary Translation.

sa z K o l o f o n u i Parmenidesa z Elei.

Najważniejsze publikacje: Aeschylus, Prometheus Bound, trans­
lated w i t h an i n t r o d u c t i o n and notes
and the Classical Tradition

Inicjator, koordynator i redaktor prac zbiorowych, organi­

1963' Matthew Arnold

1971; Ethos and Education

zator międzynarodowych konferencji naukowych. W wydaw­

in Greek

Music Cambridge 1966; Music and Musicians m Ancient

nictwie A r g o (Lecce) kieruje serią„II vello d o r o " , w której p u ­

Gre­

blikowane są teksty greckie i łacińskie oraz studia o świecie an¬

A u t o r 72 haseł o antycznej muzyce greckiej w The

tycznym. Członek K o m i t e t u Naukowego periodyku „Ouademi

New Grove Dictionary of Music and Musicians oraz licznych ar­

U r b i n a t i d i C u l t u r a Classica" (od 1995 r ) . Członek K o m i t e t u

ece

1995

tykułów i recenzji publikowanych w prasie specjalistycznej.

Wydawniczego periodyku ..Mediterráneo A n t i c o :

Economie

Societa C u l t u r e " . Ostatnio zosta! mianowany redaktorem na­
czelnym periodyku „Annali dell'Instituto Univetsitario O r i e n ­

K r y s t y n a B a r t o l - filolog klasyczny, hellenista, profesor U n i w e r ­
sytetu i m . A d a m a Mickiewicza w Poznaniu; interesuje się po­

tale" (Sezione

ezją grecką różnych okresów, zwłaszcza jej aspektami wyko¬

dakcyjnym pracował o d m o m e n t u jego założenia (1979).

Studies in Ancient
tyczno-

di Escfiilo. Saggio di semántica,

Iambus.

Literary Sources (1993), książki: Studia teore­

i historyczno-literackie

nad dialogiem

w którego Komitecie Re­

Najważniejsze publikacje: I I Ünguaggio politico nel Prometeo

nawczymi; autorka licznych prac teoretycznych i interpretacyj­
n y c h z tej dziedziny, m . i n . monografii Greek Elegy and

filologico-letteraria),

tragedia greca. Studi sull'Antigone

Roma 1975; Legisíarione orale e
di Sofocle e sulk Supplia di Eu­

ripide, N a p o l i 1979; Storia e biografia nel pensiero antico, Roma¬

pseudo-Plutarcha

„O muzyce" (1995) oraz pierwszego catościowego przekładu na

-Bari 1983 (wspólnie z B. G e n t i l i m ) ; Platone sociólogo delia ca-

język polski dialogu pseudo-Plutarcha O muzyce (1992). Jej au­

municazione, M i l a n o 1991, wydanie rozszerzone i uaktualnione:

torstwa jest też t o m I (Jakub i elegia) dwutomowej publikacji L i ­

Lecce 1996; Parmenule di Elea, Poema sulla natura, Introduzío-

ryka grecka. Wybór tekstów i komentarz pod red. lerzego Danie-

ne, testo, traduzione e note di G . Cerri, M i l a n o 1999. Jest takze
autorem literackiego przekładu i wstępu do Iliady. Omem, Ilia­

lewicza (t. I I Melika w opr. J. D . ) .

de, M i l a n o 1986. Przekład ten został wyróżniony pierwszą na­

Obecnie pracuje nad k o m e n t o w a n y m przekładem wybra­
nych pism Filodemosa oraz Mędrców przy uczcie

grodą X X V I edycji konkursu „Citta d i Monselice".

Atenajosa.

Uczestniczy jako współautor w przygotowaniu akademickiego
A r k a d i u s z C h o l e w a - mieszkaniec Gardzienic. Studiował ogrod­

podręcznika historii literatury greckiej.

n i c t w o . Pracuje w O P T „Gardzienice". Zajmuje się regionali­
zmem i fotografią.

Zbigniew B e n e d y k t o w i c z - antropolog kultury, redaktor naczel­
ny miesięcznika „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa". Członek
redakcji „Kwartalnika Filmowego". Kierownik Pracowni A n ­

Dariusz Czaja -

etnolog, studia UJ. Napisał pracę doktorską

tropologii K u l t u r y , F i l m u i Sztuki Audiowizualnej w Instytucie

o symbolu w filmie. Pracuje w Instytucie Etnologii UJ i w re­

Sztuki Polskiej A k a d e m i i N a u k . A u t o r prac z zakresu wyobraź­

dakcji „Kontekstów". Redaktor książki Mitologie

n i symbolicznej i antropologii wspótczesnej. Współautor książ­

(1994) i Metamorfozy ciała (1999).

popularne

k i [z Danutą Benedyktowicz] Dom w tradycji ludowej (1993).
A u t o r pracy Portrety obcych (2000).

J e r r y D a n i e l e w i c z - profesor zwyczajny, wiceprzewodniczący K o ­
m i t e t u N a u k o Kulturze Antycznej P A N . jest kierownikiem

H o w a r d B r e n t o n - czołowy dramaturg angielski, poeta, pisarz; dy­

Zakładu Hellenistyki w Instytucie Filologii Klasycznej U n i w e r ­

rektor Royal Shakespeare Company. Napisał wiele ważnych

sytetu i m . A d a m a Mickiewicza w Poznaniu. Zajmuje się głów­

(The Roundhouse, L o n ­

nie poezją antyczną, zwłaszcza gtecką. Tej ostatniej dotyczy

dyn, 1977); Sore Throats (The Warehouse, London 1979); The

szereg jego studiów teoretycznych, historyczno-literackich i i n ­

i głośnych sztuk, m . i n . Epsom Downs

(sztuka wywołała obyczajowy skandal i ataki

terpretacyjnych, a takze kilka książek, m. i n . : Liryka starożytnej

cenzury; National Theatre, London 1980); A Short Sharp Shock!

Grecji (najnowsze, uaktualnione wydanie Warszawa-Poznań

Romans in Bntains

554

�AUTORZY NUMERI'
1 9 % ) , Miary wierszowe greckiej liryki. Problemy opisu i interpre­
tacji, Poznań 1994 (wersja angielska: Problems of Notation
interpretation.

B o c h u m 1996), Liryka grecka, t. I I : Melika,

and
War-

Ireneusz G u s z p i t - teatrolog, pracownik naukowy w Zakładzie
T e o r i i K u l t u r y i Sztuk W i d o w i s k o w y c h IFP Uniwersytetu
Wrocławskiego oraz na Wydziale A k t o r s k i m

wrocławskiej

szawa-Poznań 1999 (edycja tekstu z komentarzem naukowym;

P W S T . Szczególne obszary zainteresowań: herezje teatralne

t. I w opracowaniu prof. Krystyny Bartol). Jest współautorem

X X wieku (Osterwa, G r o t o w s k i , Gardzienice), zwolennik an­

przygotowywanego do d r u k u podręcznika akademickiego Lite­

tropologicznej refleksji nad teatrem.

ratura Grecji starożytne)

pod red. prof. Henryka Podbielskiego.

Wespół z Krystyna Bartol pracuje obecnie nad k o m e n t o w a n y m
przekładem dzieła Atenajosa Mędrcy przy uczcie.

A l i s o n H o d g e - jest wykładowcą d t a m a t u w Royol Holloway Col­
lege Uniwersytetu Londyńskiego. Była założycielką i współdyrektorem artystycznym T e a t r u A l i b i , a następnie asystentką re­

Jacek Dobrowolski

- poeta,

tłumacz. A u t o r esejów poświęco­

nych teatrowi współczesnemu publikowanych przez miesięcz­
nik

„Teatr":

Tańczący

zbawiciel Jerzego Grotowskiego (nr

żysera przy Włodzimierzu

Staniewskim w G a r d z i e n i c k i m

Ośrodku Praktyk Teatralnych. Kierowała wieloma projektami
teatralnymi, np. przygotowała Misery Stephena Kinga w Te­
atrze C r i t e r i o n w Londynie, prowadziła półroczny trening ak­

12/1998 i 1/1999) oraz Złoty osioł, czyli misteria (nr 6/1999).

torski we współpracy z Londyńskim Instytutem Sztuki Współ­
V i l i a m D o c o l o m a n s k y - ur. 1975, reżyser teatralny (Słowacja).

czesnej (Institute o/Contemporary A n s ) .

W latach 1991-94 założył i prowadził własną grupę teatralną
(Bodea Theater, Liptowski Mikulasz); realizuje projekt Allen

A l e k s a n d e r J a c k o w s k i - antropolog kultury (studia: socjologia

and Naomi, oparty na wierszach A . Ginsburga. W latach 1994¬

UW),

99 studiuje reżyserię teatralną (Brno). W 1999 roku przygoto­

nej, zwłaszcza ludowej. Krytyk sztuki. Organizator kilkudziesię­

autor wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycz­

wuje lalkarski spektakl Syrenka (Na Razcestf Banska Bystrica;

ciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i za granicą. Ostat­

udział w międzynarodowym festiwalu teatrów lalkarskich na

nio wydal Sztukę zwana naiwna, Na skróty, Obrazy ludowe. Re­

Słowacji i w międzynarodowym festiwalu Hradec Kralove

daktor „Kontekstów".

w Czechach) oraz Tramwaj zwany pożądaniem (Studio M a r t a
Brno, oparty na sztuce T . Williamsa a inspirowany obozem dla

W i e s ł a w J u s z c z a k - profesor Instytutu H i s t o r i i Sztuki Uniwersy­

uchodźców w Czechach; udział w festiwalach I T S A m s t e r d a m ,

tetu Warszawskiego i Instytutu Sztuki P A N . Historyk sztuki,

Hradec Kralove, Z l o m vaz Praha). W tymże roku powstaje do­

filozof, autor wielu książek i artykułów oraz tłumaczeń (w r y m

kumentalny film I . Chauna o pracy I . Kelarovej i V . Doćolo-

z litetatury pięknej). W y b i t n y znawca malarstwa polskiego X I X

niansky'ego (With Ida Behind a M i r r o r ) . W roku 2000 przygoto­

i X X w. Obecnie jego główne zainteresowania badawcze t o fi­

wuje w M a r t a Brno spektakl Oz (scenariusz P. Michałek i V .

lozofia sztuki oraz historia religii. Prowadzi wykłady monogra­

Docolomansky) w kixiperacji z brytyjskim choreografem po­

ficzne poświęcone m . i n . archaicznej greckiej myśli o sztuce,

chodzenia nigeryjskiego O l u T a i w o (nominacja za najlepsze

koncepcji sztuki u Platona, teorii sztuki u Heideggera oraz

przedstawienie i dla najlepszego aktora na festiwalu ITS w A m ­

związkom sztuki i religii. Opublikował m . i n . Wojtkiewicz

sterdamie; na międzynarodowej konferencji antropologicznej

wa sztuka.

Warszawa 1965,

i no­

Kraków 2000; Jan Stanisławski,

w Brnie wraz z O . T a i w o przedstawiają metody wykorzystane

Warszawa 1972; Postimpresjoru.ści, Warszawa 1973; Malarstwo

W przedstawieniu). Prowadzi warsztaty (wraz z 1. Kelarova)

polskę: modernizm,

w Zegg, Belzig - Berlin. Udział w warsztatach prowadzonych

1979; Fakty i wyobraźnia,

przez „Gardzienice". Przygotowuje przedstawienie na mory-

ki albo „O granicach:

wach tekstów A . Strinberga i F. D i i r e n m a t t a The

Deathdance

menty. Szkice z teorii i filozofii sztuki', Warszawa 1995, oraz prze­

( H a D i v a d l o B r n o ) . Uczy w I n t e r n a t i o n a l School for H u m a n

kłady Coctail Party Eliota oraz dwóch poematów Blake'a: M i l ­

Voice (1995-2001). Obecnie realizuje projekt Lorca. Dark Lo­

ion, Zaślubmy Nieba i Pieklą (\X'vdawnictwo Universitas).

Warszawa 1977; Miody Weiss, Warszawa
Warszawa 1979; Zasłona w rajskie pta­

okresu powieści".

Warszawa 1981; Frag­

ve Sonnets (zakładający m. i n . pobyt wśród andaluzyjskich Cy­
ganów). Studia doktoranckie w D A M U , Praga.

Zofia K a ł k u s

K r y s t y n a D u n i e c - adiunkt w Zakładzie T e a t r u Instytutu Sztuki
PAN.

A u t o r k a rozpraw i artykułów z zakresu historii teatru

i teatru współczesnego, książki Kaprysy Prospera.
inscenizacje Leona

Szekspirowskie

mieszkanka Gardzienic.

L e s z e k K o l a n k i e w i c z - d o k t o r nauk humanistycznych; adiunkt
w Instytucie K u l t u r y Polskiej na Uniwersytecie Warszawskim;
adiunkt na Wydziale Wiedzy o Teatrze w A k a d e m i i Teatralnej
ba. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach

SchiiUra.

70.,

w okresie tzw. kultury czynnej, uczestnik prac Instytutu Labo­
J a c e k D z i e k a n - absolwent polonistyki K U L (praca magisterska

ratorium Jerzego Grotowskiego. Zajmuje się głównie antropo­

o „Gardzienicach"), d o k t o r a n t w I E i A K U A M . Mieszka w Dę­

logią teatru, będąc j e d n y m z najczynmejszych jej propagatorów

bicy, gdzie pracuje jako dziennikarz w tygodniku „Obserwator

na gruncie polskim. Jest stałym współpracownikiem miesięcz­
nika „Dialog", na którego lamach opublikował wiele esejów,

Lokalny".

opisów przedstawień (cykl „Notatki po spektaklu"), a także tłu­
M a r i a Fogler - studentka I I roku filozofii na UJ oraz 2. edycji

maczeń. Najważniejsze publikacje: Na drodze do kultury czyn­
nej. O działalności Instytutu Grotowskiego. Teatr Laboratorium

A k a d e m i i Praktyk Teatralnych w Gardzienicach.

u' lalach 1970-1977, Wrocław 1978; Święty Artaud, Warszawa
Mariusz Gołaj - ukończył polonistykę we Wrocławiu. W czasie

1988;

Samba z bogami. Opowieść

studiów mocno zaangażowany we wroctawski n u r t teatru stu­

1995;

Kropelka brandy

antropologiczna,

Warszawa

ze Sionehenge, „Dialog"

1998-1999,

denckiego i alternatywnego; praca magisterska o subkulturze

Dziady. Teatr Święta Zmańych,

Gdańsk 2000.

więziennej. O d 1978 roku w Gardziernicach. Brał udział w nie­
mal wszystkich projektach merytorycznych Ośrodka Praktyk

D a r i u s z Kosiński - historyk teatru szczególnie zainteresowany

Teatralnych. Główne role we wszystkich dotychczasowych

sztuką aktorską oraz polską tradycją teatru misteryjnego o d

spektaklach. Koordynował większość projektów edukacyjnych

Mickiewicza po „Gardzienice", pracownik naukowy UJ; w la­

Ośrodka w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych; o d

tach 1999-2000 pracował przy organizacji Festiwalu „Misteria,

4 lat koordynuje Akademię Praktyk Teatralnych.

inicjacje".

555

�Al

l i 'R/Y NUMERU

M o n i k a K u b a t - absolwentk.. polonistyki wroctawskiej, student­

do końca

ka piątego r o k u historii sztuki. O d k i l k u lat współpracuje

V wieku p.n.e.. Warszawa 1988; Religijność

nych Greków,

starożyt­

Warszawa 1994.

z O P T „Gardzienice", ukończyta Akademię Praktyk Teatral­
nych w Gardzienicach (przy teatrze zajmuje się organizowa­

P i o t r M a c h u l - dziennikarz, muzyk folkowy, absolwent pierwszej

niem wystaw, m . i n . w ramach projektu „Ukraina-Polska-Euro-

edycji A k a d e m i i Praktyk T e a t r a l n y c h w Gardzienicach. Pu­

pa" wystawy i k o n Jerzego Nowosielskiego).

blikowane fragmenty słownika terminów O . P. T . „Gardzieni­
ce" i wywiad z M a c i e j e m Rychłym to część pracy magister¬
skiej Kreacja

T o m e k K u b i c k i „ K u b e k " - student A k a d e m i i Praktyk Teatral­
nych przy O P T

O.P.T.

„Gardzienice", absolwent Nauczycielskiego

i funkcja

„Gardzienice"

muzyki

i muzyczności

w

twórczości

przygotowywanej w Instytucie K u l t u r y

Kolegium Języka Angielskiego na Uniwersytecie Warszawskim,

Polskiej U n i w e r s y t e t u Warszawskiego u d r . hab. Leszka K o -

wokalista grupv „Pan Profeska", autor książek: Wndmek i Wd-

lankiewicza.

gotka (1997), Trzyjemność

(2C0O)
C a r o l M a r t i n - jest docentem dramaturgii w Tisch School of the

T o m a s z K u b i k o w s k i - urodzony w 1962. Studiował wiedzę o te­

A r t s na uniwersytecie nowojorskim ( N e w York University).

atrze i filozofię. Wykładowca i prorektor A k a d e m i i Teatralnej

Obecnie ptacuje nad książką poświęconą przedstawieniom do­

w Warszawie. Członek redakcji „Dialogu". W 1994 zaproszony

k u m e n t a l n y m w U S A . Swą pierwszą podróż do Polski odbyła

do prowadzenia wykładów na Uniwersytecie w R i c h m o n d .

na jesieni 2000 r.

Ważniejsze publikacje: Ateneum 1928-1998,

Watszawa
B ł a ż e j M a t u s i a k O P - d o m i n i k a n i n , filolog klasyczny, współreda­

1998; Siafeffl bytów teatralnych, Warszawa 1994.

guje pismo „Canor" poświęcone interpretacjom muzyki dawnej
L i d i a K u c h t ó w n a - historyk teatru, profesor w Instytucie sztuki

(redaktor odpowiedzialny za dział średniowieczny). Obecnie

P A N , członek K o m i t e t u N a u k o Sztuce P A N . Prowadzi bada­

przygotowuje pracę na temat teologii muzyki Hildegardy z Bin¬

nia nad historią teatru polskiego i europejskiego X X w . A u t o r ­

gen. Współpracował z M a r c i n e m Bornus-Szczycińskim przy

ka prac monograficznych o W i l a m i e Horzycy i Irenie Solskiej.

projekcie „Siedem tradycji" (praca nad chorałem dominikań­

Edyrorka pism teatralnych. Przygotowuje biografię artystyczną

skim) i przy Festiwalu M u z y k i Dawnej w Jarosławiu.

Karola Frycza.
A l e k s a n d r a M e l b e c h o w s k a - L u t y - historyk sztuki, studia na
M i c h a e l L a m b e r t - profesor Urûversity of N a t a l , jest starszym wy-

U W , d o k t o r a t z nauk humanistycznych ( U W 1966). Specjali­

kładowcą filologii klasycznej na Uniwersytecie N a t a l u w Pie-

zacja: historyk sztuki polskiej XIX/XX w . A d i u n k t w Instytu¬

termaritzburgu w Republice Południowej A f r y k i . Prowadzi za­

cie Sztuki P A N (gdzie pracowała w latach 1955-1985), Pra­

jęcia poświęcone analizie porównawczej rytuałów antycznych

cownia Słownika Artystów Polskich. A u t o r k a 35 artykułów

i afrykańskich oraz zagadnieniom płci i seksualności w antyku.

i 7 książek, m . i n . Teojii k'u/iatkou&gt;ski (monografia), Ossoli­

Jest promotorem wielu prac doktorskich porównujących po­

n e u m , Wrocław 1966; Widmo. Życie i twórczość

szczególne elementy kultury afrykańskiej i antyku. O p u b l i k o ­

Laveaux,

wał liczne prace poświęcone literaturze starożytnej Grecji

0 rzeźbie {niskiej XIX w., IS P A N , Warszawa 1993

i Rzvmu oraz szczególnie go interesującym zagadnieniom związ­

z Piotrem Szubertem); M a l i mistrzowie

polskiego pejzażu

ków między obrzędami antycznej Grecji a tradycyjnymi ryru-

w., N e r i t o n , Warszawa 1997; Nokturny.

Widoki nocy w malar­

ałami zuluskimi. Interesuje się także muzyką (jest k i e r o w n i ­

stwie polskim, A r k a d y , Warszawa 1999.

Wrocław

1988;

Ludwika

De

Posagi i ludzie. Antologia tekstów
(wspólnie
XIX

kiem uniwersyteckiego zespołu madrygalistów), podróżami (byt
inicjatorem i przewodnikiem uniwersyteckich wypraw do Gre­

W o j c i e c h M i c h e r a - antropolog kultury (studia U W ) , twórca te­

cji, T u r c j i , W ł o c h i C h i n ) o r a ; teatrem (reżyserował przedsta­

lewizyjny, prowadzi zajęcia na U W i w A k a d e m i i Teatralnej

wienie Bachamek

w Warszawie. A u t o r książki Anti-Daniken.

Eurypidesa). O d niedawna jesr związany

z C e n t r u m Etvki Uniwersytetu N a t a l u , gdzie wykłada etykę
afrykańską i chińską.

A d a m N a w i e r s k i - absolwent etnologii (UJ), d o k t o r a n t przy W y ­
dziale Historycznym UJ.

W ł o d z i m i e r c L e n g a u e r - ur. w 1949, profesor w Instytucie H i ­
storycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Studiował na U n i ­

Jerzy N o w o s i e l s k i - malarz, rysownik, scenograf, o d 1976 profe­

r.)

sor A S P w Krakowie, od 1994 członek P A U ; członek grupy

i habilitację (1985 r ) . W 1996 r. mianowany profesorem na­

młodych plasryków i Grupy Krakowskiej. Fascynacja ikoną

wersytecie Warszawskim, gdzie uzyskał d o k t o r a t (1975

uk humanistycznych. O d 1971 jest p r a c o w n i k i e m I n s t y t u t u

znajduje silne odzwierciedlenie w jego twórczości, kompozy­

Historycznego U n i w e r s y t e t u Watszawskiego. Główny przed­

cjach figuralnych i pejzażach. A u t o r kompozycji m o n u m e n t a l ­

m i o t jego zainteresowań badawczych stanowi historia starożyt­

nych ( m . i n . kościoły w Louvre i T y c h a c h ; cerkwi w Hajnów­

nej Grecji okresu archaicznego i klasycznego, a zwłaszcza pro­

ce). A u t o r prac teoretycznych o ikonie i malarstwie, m . i n . Wo­

blematyka ustroju, świadomości społecznej, k u l t u r y , m e n t a l ­

kół tkany. Rozmowy z Jerzym Nowosielskim,

ności oraz religii. Jest członkiem Polskiego Towatzystwa Filo­

sławia,

1985; Inność prawo¬

1991.

logicznego, Polskiego Towarzystwa Historycznego, K o m i t e t u
Głównego O l i m p i a d y Historycznej, K o m i t e t u N a u k o K u l t u ­

P a w e ł P a s s i n i - student A k a d e m i i Praktyk Teatralnych przy

rze A n t y c z n e j P A N (od 1995 r.) oraz Rady N a u k o w e j Instytu­

O P T „Gardzienice", student filozofii Uniwersytetu Warszaw­

tu Filologii Klasycznej. Pełni funkcję zastępcy przewodniczą­

skiego oraz Wydziału Reżyserii A k a d e m i i Teatralnej w Warsza¬

cego Zarządu Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci. Jest też

wie

członkiem Rady Redakcyjnej czasopisma „Meander", człon­
kiem redakcji „Ars Regia" i „Przeglądu Historycznego" (od

J a c e k J a n P a w l i k S V D - etnolog, werbista, długoletni misjonarz

1998 r. pełni funkcje zastępcy redaktora). Najważniejsze p u ­

w Togo. Studia z antropologii kultury i socjologii porównaw­

blikacje: Greek Commandes in tfie 5th and 4th Centuries B. C.

czej na Uniwersytecie Kartezjusza w Paryżu uwieńczone pracą

Warszawa 1979; Po­

doktorską na temat obtzędów pogrzebowych. W latach 1994¬

Polittcs and Ideology: A Study ofMilitarism,

jecie równości w greckich lumcepcjach politycznych.

Od

Homera

556

1999 pracownik Instytutu Etnologii i Lingwistyki „Anthropos"

�AlTORZY NUMERI
w Sankt A u g u s t i n , N i e m c y . Wykładowca etnologii na U n i w e r ­

skiego i Edwarda Stachury, Bydgoszcz 1985;

sytecie Warmińsko-Mazurskim

śmierć. Zabijanie Mickiewicza

w Olsztynie. A u t o r

książki

Braterstwo albo

w Kole Sprawy Bożej, Paryż 1988

(I w y d . ) , Kraków 1990 ( I I w y d . ) , Gdańsk 1999 ( I I I w y d . ) ; Mę­

Łtpenence sociale de la mori.

czennice z Saint Denis. Opowiadania, Warszawa 1990; Stos dla
A n d r z e j P i e ń k o s - adiunkt w Instytucie Sztuki U W . Wraz z zo­

Adama albo kacerze i kapłani, Warszawa 1994; Paryskie pasaże.

ną, Jolantą Chrzanowską-Pieńkos, opublikował Słownik arty­

Opowieść o tajemnych przejściach,

styczny Paryża i regionu lle-de-France

Mistrz.

1996;

1996,

1999;
wieku,

kon polskiej sztuki X X w . (Poznań 1997). Prace z zakresu histo­

Gdańsk 1997; Śmierć w wodzie. Proza. Gdańsk 1999,

Książę

rii sztuki nowoczesnej, k r y t y k i artystycznej i eseistyki dotyczą­

bezdomny, L u b l i n 1999.

Widowisko,

Gdańsk

Gdańsk 1995,

Raptularz końca

(Warszawa 1996) i Leksy­

cej kultury publikuje m . i n . w czasopismach „Art and Busness",

Założył „laboratorium gatunków mowy". Poszukuje sposo­

„Dom i Wnętrze", „Nowy N u r t " , „Znak" oraz periodykach na­

bów wypowiedzi na pograniczu eseju, felietonu, prozy artystycz­

ukowych „Ikonotheka", „Rocznik Historii Sztuki". „Artibus et

nej, d r a m a t u , multimediów. Przez dziesięć lat pracował nad

Historiae".

„pasażami" i „raptularzami". O b y d w a etapy poszukiwań dobie­
gły końca, co nie znaczy, że zrezygnował z dalszej pracy.

M a r i a P r u s s a k - pracuje w Instytucie Badań Literackich P A N
i równocześnie jest k i e r o w n i k i e m Katedry Badań nad Teatrem

M a c i e j R y c h ł y - muzyk, psycholog, absolwent psychologii U A M

i Filmem Uniwersytetu i m . Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

w Poznaniu, były pracownik naukowy na Wydziale N a u k Spo­

Pracuje nad edycją krytyczną dziel A d a m a Mickiewicza - jest

łecznych w Instytucie Psychologii, badacz archaicznych f o r m

członkiem

k o m i t e t u redakcyjnego W y d a n i a Rocznicowego,

w k u l t u r a c h tradycyjnych. Współpracował z Teatrem Kana

publikuje rozprawy z zakresu edytorstwa tekstów literackich.

w Szczecinie, Teatrem „Lalka" w Waszawie, Teatrem Wiersza-

Przygotowuje również kolejny t o m studiów poświęconych dra­

lin w Supraślu, Teatrem Witkacego w Zakopanem. Obecnie

m a t o m Stanisława Wyspiańskiego i ich realizacjom teatralnym

współpracuje z Teatrem „Gardzienice" i Akademią Praktyk Te­
atralnych przy Ośrodku Praktyk Teatralnych „Gardzienice".

C z e s ł a w R o b o t y c k i - a n t r o p o l o g kultury, profesor. Kierownik I n ­

Publikował m . i n . w „Kwartalniku H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l ­

stytutu Etnologii UJ. A u t o r licznych artykułów i książek m. i n .

nej", „Muzyce", „Kontekstach", „Krasnogrudzie", „Czasie K u l ­

Etnografia wobec kultury współczesnej.

Zajmuje się antropologią

tury". Lider i współzałożyciel zespołu „Kwartet Jorgi", w którym
gra na różnorodnych fletach i piszczałkach, wielu spośród k i l ­

kultury współczesnej.

kudziesięciu przez siebie skonstruowanych. Z zespołem nagrał
Jadwiga M . R o d o w i c z - doktor, japonistka, studia na japonistyce

sześć płyt z muzyką inspirowaną folklorem wielu regionów Eu-

Uniwersytetu Warszawskiego oraz na Uniwersytecie Tokijskim.
W latach 1977-1979 staż w teatrze nó (Tessenkai) w T o k i o pod

LP. 1985 Pronit, Life Kwartet Jorgi

kierunkiem Kanze Tetsunojo W latach 1974-1977 współpraca

LP. 1986 Pronit, Kwartet Jorgi

z Teatrem Laboratorium Jerzego Grotowskiego. W latach 1979

LP. 1988 Polskie Nagrania, Kwartet Jorgi vol. I (an.

- 1989 aktorka i współpracownica Włodzimierza Staniewskiego

C D . 1991 J A M , Kwanet

w Ośrodku

C D . 1991 J A M , T o i Tao

Praktyk Teatralnych „Gardzienice" W

latach

Biskupińska)

Jorgi

1994_1999 pracownik Ministetstwa Spraw Zagranicznych (rad­

C D . 1992 Polskie Nagrania, Kwartet Jorgi vol. i i 2 (tzw. Bisku­

ca w Ambasadzie RP w T o k i o ) . Specjalizuje się w teorii w i d o w i ­

pińska)

ska i dramatu nó. Publikacje: Piec wcieleń kobiety w teatrze no,

M C . 1994 K a m a h u k , Gędżbowa

Pusty Obłok, Warszawa 1993, Aktor doskonały.

M C x 2 . 1994 Quartet - płyty 1 i 2

Traktaty

Zeamie-

go o sztuce nó, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000.

C D . 1995 Polskie Radio, Jorgi -

Knieja
Chopin

C D . 2000 Folk Magazine, Muzyka na trąbkę, gitarę i flet
Tomasz Rodowicz -

historyk

filozofii

( A T K ) , aktor i muzyk,

pszczelarz i młynarz. W 1972 założył z przyjaciółmi w Warsza­

R i c h a r d S c h e c h n e r - jeden z najwybitniejszych żyjących twórców

wie pierwszy w Polsce ośrodek socjoterapii dla młodzieży uza­

teatru poszukującego, teoretyk i filozof teatru i kultury. Studio­

leżnionej. W latach 1974-76 współpracował z T e a t r e m Labora­

wał anglistykę w C o r n e l l University i w State of Iowa U n i v e r ­

t o r i u m we Wrocławiu przy projektach parateatralnych. Współ­

sity, doktorat w 1962 w T u l a n e University. W 1964 był jednym

twórca Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice", gdzie pra­

z współautorów i reżyserów „The Free Southern Theatre",

cuje do dziś. W 1985 wyreżyserował w M u n s t e r (Niemcy) Pro­

a rok później „The N e w Orleans G r o u p " (obok malarza Fran­

meteusza wg Ajschylosa. W latach 1992-94 współpracował z te­

ka Adamsa i kompozytora Paula Epsteina). Twórca i kierow­

atrem T a n t o w W i e d n i u , w 1996

w duńskim Oyfri Veg.

nik, a także przez wiele lat główny reżyser „The Performance

W „Gardzienicach" jest współodpowiedzialny za stronę m u ­

G r o u p " , zespołu założonego w 1967 r o k u . W 1968

zyczną projektów; w 2000 r. wydal płytę z muzyką antyczną

spektakl Dionysus in 69, w 1969 Makbet wg Shakespeare'a, ko­

Metamorfozy. W A k a d e m i i Praktyk Teatralnych prowadzi tre­

lejno: kreacja zbiorowa Commune 1970-72, Kly zbrodni

ning fizyczny i zajęcia głosowe. Pracuje nad projektem O r k i e ­

parda 1972-74, Matka Courage Brechta 1975, The Marylin

stra Antyczna. Opublikował m . i n . : Sacrum wobec mitu

Projeci Davida Gaarda 1975, Edyp Seneki w opracowaniu Te­

Eliadego (1974), Charakterystyka i struktura
według Kotarbińskiego

według

nauk historycznych

(1975); Dyskusja Stanisława Ignacego

[Witkiewicza] ze współczesna m u filozofią

[w: „Studia Ftloso-

phia Christianae", A T K , 1976).

powstał

da Hughesa 1977, Cops T h e r r y ' C u r t i s a Foxa 1978. W

She-

1980

opuści! „The Performance G r o u p " , przygotowując w t y m sa­
m y m roku collage Króla Leara i Ryszarda

Ul Shakespeare'a -

Richard's Lear. Prof. R. Schechner poddaje analizie i k o m e n t u ­
je rezultaty artystycznych poszukiwań własnego zespołu i teatru

K r z y s z t o f R u t k o w s k i - dr hab. Pisarz. D o k t o r a t na Uniwersyte­

awangardowego w ogóle m . i n . : relacje przestrzenne, i c h zabu­

cie Warszawskim, habilitacja w Instytucie Badań Literackich

rzenia a reakcje i współuczestnictwo widzów, teatr a rytuał,

P A N . Wykładał m . i n . w Uniwersytecie Warszawskim, na U n i ­

spektakl strukturalistyczny etc. Zajmuje się teatrem w świetle

wersytecie Paris V I I I , w paryskim Instytucie K a t o l i c k i m .

socjologiii, antropologii, teorii zachowań i teorii k o m u n i k a c j i .

Kolejne etapy jego pisania wyznaczają następujące książki:
Przeciw H

literaturze. Esej o poezji czynnej Mirona

Biabszew-

557

Profesor T i s c h School o f A r t s na Uniwersytecie N o w o j o r s k i m .
Redaktor awangardowego kwartalnika „The Drama Review:

�AUTORZY NUMERU
T h e Journal ot Performance Studies" (wcześniej „Tulane Dra­

-

Korea Południowa (Rut' - przedliturgiczny obrzęd pojed¬

ma Review") w latach 1962-1969 i ponownie o d 1986 roku.

nania - reconciliation; t e c h n i k i śmiechu jako sposób łącze­

Redakror naczelny wydawanej przez wydawnictwo Routledge

nia się ze światem ponadzmysłowym; t e c h n i k i zaśpiewu;

serii „World o f Performance" oraz kierownik artystyczny zespo­

akty graniczne protagonisty obrzędu - jako perfekcja opa­

łu „East Coast A t t i s t s " . Publikacje: Public Domain, 1969, T/te

nowania gry z ryzykiem);

Environmental

Théâtre 1973, 18 Projecis 1976, wspólnie z Mady

Schuman Ritiuii Pltrv and Performance

1976, Essays on Perfor­

mance Theory 1977, Between Theaire and Anthropobgy,
ture of

Klasztory Góry A t h o s (śpiew jako akt przebóstwienia; ide­
alna przestrzeń liturgiczna - replika groty).

The Fu­

Ritual.

Jest projektodawcą, autorem założeń i organizatorem mię­
dzynarodowych Sympozjów, gromadzących wybitnych przed­
stawicieli nauk humanistycznych i teatru z całego świata:

P r z e m y s ł a w Sieraczyński - student etnologii UJ, student A k a ­

-

demii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach, fotograf.
Włodzimierz Staniewski -

Teatr wobec tradycji ludowych,

1980, w ramach Festiwalu

T e a t r u Narodów (wspólorganizacja: Tomasz Rodowicz)

urodzony w 1950 w Bardo nad rzeką

Przyroda słowa w Teatrze,

1987 (współpraca - Jadwiga Ro­

dowicz)

Nysą. Uważa, że ukształtowanie ziemi, z której człowiek się wy­

-

Ekologia Teatru

wodzi, ma wpływ na jego osobowość.

-

Prowincje wobec centrum,

-

Misteria. Inicjacje Kraków, 1999, 2000

Studia polonistyczne najpierw na Uniwersytecie Jagielłoń-

1990,

1991
1991

skim w Krakowie, m . i n . konwersatoria u profesora Kazimierza

M i a l wykłady na uniwersytetach w M e x i c o City, Dallas

W y k i , a później na Uniwersytecie Wrocławskim. W t y m sa­

( U S A ) , N e w Hempshire ( U S A ) . Bennington College, N Y U ,

m y m czasie praca w Teatrze S T U Krzysztofa Jasińskiego.

T r i n i t y College ( U S A ) , A k a d e m i i Teatralnej w Paryżu.

W roku 1971 powołany przez Jerzego Grotowskiego do Te­

Z towarzyszeniem kolegów z Ośrodka Praktyk Teatralnych

atru Laboratorium, w którym - jak dziś uważa - najbardziej po¬

( m . i n . Mariusza Golaja, Tomasza Rodowicza, A n n y Zubrzyc­

żytecznym dla niego doświadczeniem było układanie scenariu­

kiej, Jadwigi Zubrzyckiej, D o r o t y Borowskiej, Grzegorza Brala,

szy dla tzw. „special projects".

Elżbiety Poleśnej) prowadził zajęcia dla aktorów, m . i n . w T o ­

Według jego scenariuszy realizowane były projekty w Brze­
Od

r o n t o , Bostonie, Baltimore (Uniwersytet T e a t r u Narodów),
Cardiff, Sztokholmie.

zince i Wrocławiu, Stanach Zjednoczonych, A u s t r a l i i .
1975 odbywa etnograficzne wędrówki badawcze na

wschodzie Polski, wożąc w plecaku Gargantua i Pantagruel

F.

W grudniu 1991, 1992, 1994 - zajęcia dla aktorów Royal
Shakespeare Company w Stratfordzie.

Rabelaiego i M . Bachtina Kultura ludowa średniowiecza i Rene¬

Jest reżyserem przedstawień „Gardzienic":
-

Gargantua i Pantagruelna p o s t a w i e Francaise'a Rabelaisego

W 1977 zakłada teatr, który zaczyna działalność na unikal­

-

Gusła na podstawie I I i I V cz. Dziadów Adama Mickiewicza

nych w o w y m czasie prawach Stowarzyszenia (zachowano prawa

-

Żywot protopopa

z 1932 r. - dekret prezydenta RP). Pisze Statut Stowarzyszenia,

-

Ćarmina

a teatr nazywa Ośrodkiem Praktyk Teatralnych „Gardzienice".

-

sansu.

Pierwsze lata teatr przeżywa dzięki wkładom finansowym

Awwakuma

Burana

Metamorfozy na podstawie Apulejusza
Przedstawienia były prezentowane w wielu krajach świata:

członków zespołu, pomocy zaprzyjaźnionych osób i instytucji

-

Festiwal T e a t r u Narodów - Baltimore, U S A

hobbystycznych (np. Towarzystwo K u l t u r y Teatralnej). Pierw­

-

T h e First N e w York International Festival of A r t s - U S A

szym miejscem pracy teatru jest zrujnowana kaplica innowier­

-

Seoul O l i m p i e A r t s Festival - Korea

cza (ariańska) we wsi Gardzienice pod L u b l i n e m .

-

Toga Theater Festival - Japonia

Staniewski jest autorem idei W y p r a w i Zgromadzeń, sta­

a także w Sao Paolo, Amsterdamie, Nancy, Londynie, Ber­

nowiących w pierwszych latach podstawę praktyk teatral­

linie, Bostonie, T o r o n t o , Sztokholmie i wielu i n n y c h miej­

nych, a organizowanych w środowiskach tubylczych (wsie,

scach. W r o k u 2001 bardzo dobrze przyjęte zostały występy

kolonie, rezerwaty). W r a z z Tomaszem Rodowiczem prowa­

w n o w o j o r s k i m „La M a m m a " oraz C e n t r u m Meyerholda

dził realizację wszystkich W y p r a w i Zgromadzeń

w Moskwie (Światowa O l i m p i a d a T e a t r u ) . Pisał o n i c h m . i n .

Ośrodka

Praktyk T e a t r a l n y c h .

„New York Times", „Izwiestia".

Generalna wykładnia tych przedsięwzięć zawarta jest w szki­

Po dwudziestu latach ciągłej i konsekwentnej pracy warszta­

cu Po nowe naturalne środowisko teatru, wygłoszonym przez W .

towej i dydaktycznej z młodzieżą w Gardzienicach Staniewski po­

Staniewskiego na konferencji Nowego T e a t r u w ramach Inter­

wołał do istnienia w roku 1997 Akademię Praktyk Teatralnych.

national Théâtre Instituto - Helsinki 1978, a potem na K o n ­
gresie I T I w Sofii (1979).

Z „Gardzienic" Staniewskiego wyszło wielu ludzi, których
działalność, w Polsce i za granicą, rozwija i krzewi wyrosłe t u

A u t o r (reżyseria, scenariusz, struktura muzyczna, rozwiąza­

idee pracy w nowych, naturalnych środowiskach kultury, t z n .

nia przestrzenne) wszystkich ptzedstawień Ośrodka Praktyk

na prowincjach, na wsiach, wśród mniejszości narodowych

Teattalnych.

w imię wzajemnego zrozumienia i zaufania.

Odbył wiele zagranicznych wędrówek badawczych, m . i n .
dla porównania oryginalnych, tradycyjnych ceremoniałów oraz

W k i l k u krajach pracują grupy teatralne wyrosłe z etosu
„Gatdzienic".

technik ruchu, głosu, dialogowania, organizowania przestrzeni
z t y m i technikami, które wprowadził do pracy Ośrodka z wła­

Niektóte nagrody:
-

snej i n t u i c j i .
Ważniejsze z n i c h to:
-

-

-

odznaka „Zasłużonego działacza k u l t u r y " przyznana przez

-

nagroda Ministra Spraw Zagranicznych za wybitne zasługi

Laponia (joifcu - technika zaśpiewu i r y t m o i n k a n t a c j i , po­
ezja melliczna);

-

Meksyk - Indianie Tarahumara w

medal Ministra K u l t u r y i Sztuki Egiptu za wkład w rozwój
światowego teatru eksperymentalnego

Sierra M a d r e

Ministra K u l t u r y i Sztuki

Occiden­

dla kultury polskiej za granicą

tal (raramurü - wielo- ! wielodziesięciogodzinne biegi; ryt-

-

medal wojewody lubelskiego za zasługi w rozwój regionu

mooddech; źródła energii);

-

nagroda Ministra K u l t u r y i Sztuki za wybitne osiągnięcia

Stany Zjednoczone - Indianie Z u n i (tańce deszczu - ob­
rzęd jako akt sprawczy; inicjacje dzieci);

artystyczne i upowszechnianie k u l t u r y teatralnej
-

558

nagroda i m . Konrada Swinarskiego

�AUTORZY NUMERU
O teatrze „Gardzienice" i ideach działalności Włodzimierza

„Studio" - wystawy i dzieła. Warszawa 1998; Szajna - Galeria,
Rzeszów 1999.

Staniewskiego opowiadają m . i n . książki: Zbigniew T a r a n i e n k o ,
Gardzienice. Praktyki' teatralne Włodzimierza Staniewskiego, W y ­
d a w n i c t w o Test, L u b l i n 1997; Paul A l l a i n , Gardzienice. Polish
T/iearre m Transition, H a r w o o d A c a d e m i c Publishers
( W i e l k a Brytania). W książce Twenry Cemury Actors

U c h T r z c i o n k o w s k i - asystent w Katedrze Historii Starożytnej

1997

K U L Specjalizuje się w historii religii starożytnej Grecji. A u t o r

Training

licznych artykułów publikowanych w prasie specjalistycznej.

(Routledge 2000) znajduje się rozdział poświęcony metodzie
pracy Staniewskiego. Obecnie Staniewski pracuje nad książką

J a k o b U l l m a n - niemiecki kompozytor muzyki awangardowej,

dla wydawnictwa Routledge w Londynie.

który po obejrzeniu Kosmosu w Berlinie przysłał zamieszczony
w numerze list i doslal partyturę swojej kompozycji na glos i i n ­

J a n Stęszewski - muzykolog, profesor Uniwersytetu i m . A . M i c ­

strumenty z tekstem greckim.

kiewicza w Poznaniu. Główne obszary zainteresowań badaw­
czych: muzyka ludowa polska (również polskich mniejszości na

Jerzy S ł a w o m i r W a s i l e w s k i - etnolog, d o k t o r habilitowany,

Litwie, Białorusi, R u m u n i i ) , wschodniostowiańska, pozaeuro­

pracuje w Katedrze Etnologii i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W .

pejska; historia muzyki polskiej o d X V I I w . do współczesnej;

W latach 1971-80 był uczestnikiem corocznej eksdycji I H K M

metodologia muzykologii. Liczne publikacje własne oraz redak­

P A N do M o n g o l i i . Prowadził też penetrację etnograficzną i n ­

cje zwartych publikacji i serii wydawniczych, aktualnie uczest­

n y c h krajów A z j i . A u t o r książek: Podróż do piekieł, rzecz o sza­

niczy w wydaniu Dziel Wszystkich H e n r y k a Wieniawskiego,

mańskich

„Res Facta N o v a " i serii prac muzykologicznych Zakładu M u ­

W - w a 1989.

misteriach, W - w a 1979, Tabu a paradygmaty etnologii,

zykologii U A M i Poznańskiego Towarzystwo Przyjaciół N u k .
Wykłada na U A M , U ] i w Europejskiej A k a d e m i i Sztuk, wy­

J o a n n a W i c h o w s k a - absolwentka teatrologii Uniwersytetu Ja­

kładał na U W , K U L , na uniwersytetach niemieckich (Freie

giellońskiego i A k a d e m i i Praktyk T e a t r a l n y c h „Gardzienice".

Universitaet, Berlin, Getynga) i w Hiszpanii ( G i r o n a ) . Byl pre­

Była aktorka T e a t r u „Węgajty" i wieloletnia współpracownicz­

zesem Zarządu Głównego Związku Kompozytorów Polskich,

ka i aktorka T e a t r u „Gardzienice". Realizatorka autorskich

Polskiej Rady Muzycznej i wiceprzewodniczącym Międzynaro­

projektów m . i n . Noce Mkańskte

(Gardzienice 2000). Poetka.

dowe) Rady Muzycznej U N E S C O .
A n n a W y k a - socjolog kultury, doc. dr. hab., pracuje w IFiS P A N .
Zajmuje się nowymi zjawiskami w kulturze i metodologią jako­

L u c j a n Świetlicki - historyk i regionalista z Piask, animator k u l ­
tury, przez kilkadziesiąt lat nauczyciel historii i kierownik miej­

ściową. Napisała m . i n . pracę Badacz społeczny wobec

scowej szkoły, o d piętnastu lat intensywnie dokumentuje histo­

czenia,

doświad­

1993.

rię okolic Piask, autor wielu publikacji na ten temat.
A g a t a Z y g l e w s k a - absolwentka 1 A k a d e m i i Praktyk Teatralnych
przy O P T „Gardzienice", studentka Instytutu A n g l i s t y k i oraz

Zbigniew T a r a n i e n k o - pracownik I n s t y t u t u Filozofii Uniwersy­
tetu Warszawskiego. Estetyk, teoretyk, krytyk sztuki, teatru

Instytutu Stosowanych N a u k Społecznych Uniwersytetu W a r ­

i literatury. Długoletni dyrektor Galerii „Studio" w Warszawie.

szawskiego, w latach 1999-2000 pracowniczka i współpracow­

Kurator Kolekcji „Studio". A u t o r koncepcji teatru narracji pla­

niczka O P T „Gardzienice", realizatorka (i wspólrealizatorka)

stycznej. A u t o r k i l k u tomów wywiadów z najwybitniejszymi ar­

projektów m . i n . O f f - K o n f r o n t a c j i .

tystami polskimi. Ważne miejsce w jego zainteresowaniach zaj­
muje współczesny polski teatr poszukujący własnych środków

M i r a Ż e l e c h o w e r - A l e k s i u n - studia i dyplom (1966) w Katedrze

wyrazu, zwłaszcza twórczość Józefa Szajny, Leszka Mądzika

Malarstwa Architektonicznego PWSSP we Wrocławiu. Upra­

i Włodzimierza

wia malarstwo. Ponad 70 wystaw indywidualnych i zbiorowych.

Staniewskiego.

Najważniejsze p u b l i k a c j e :

Śmiech staropolski, Warszawa 1977; Teatr hez dramatu. Warsza­

Obrazy w zbiorach M u z e u m Sztuki Współczesnej W a t y k a n u ,

wa 1979, Rozmowy o teatrze, Warszawa 1981; Rozmowy z pisa­

Ludwigshaffen, M u z e u m N a r o d o w y m w Warszawie i Wrocła¬

rzami. Warszawa 1986; Rozmowy o malarstwie, Wrocław

w i u . w zbiorach prywatnych w Londynie, Jerozolimie, N o w y m

Uwagi o sztuce współczesnej,
Warszawa 1992; Adam

1987;

Warszawa 1988; Szajna - 70 lat,

Myjak

- rzeźba,

Termopiie. Dokumenty terroru 1944-56,

Olsztyn 1993;

Jorku, Warszawie i i n n y c h miastach.

Nasze

O d 28 lat jest a k t y w n y m przyjacielem „Gardzienic". T a m

Warszawa 1993; Kolek­

z okazji 25-lecia Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice",

cja „Studio" - dzieła i twórcy, Warszawa 1997; Gardzienice. Prak­

na zaproszenie jego twórcy odbyło się tam spotkanie Smak Sza­

tyki teatralne Włodzimierza Staniewskiego, Lublin 1997.

batu z wystawa M i r y Żelechower-Aleksiun o tej samej nazwie.

Galeria

559

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6058" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6038">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/59426a54affc4128bb9aa793dcb7cfbd.pdf</src>
        <authentication>6188a487f773429ef182fbe3f7ab01df</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72253">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72254">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72255">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2896</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72256">
                <text>Lalka w obrzędach pogrzebowych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72257">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.544-553</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72258">
                <text>Pawlik, Jacek Jan</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72259">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72260">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72261">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72262">
                <text>Jacek]an PavbkSVD *

JACEK

JAN

PAWLIK

LALKA

w OBRZEIHCH

rooRZEBOWYCH

rakteryzacja jej jest tak udana, że podobieństwo ze
zmarłym nie podlega dyskusji, czasem twarz jej stanowi
fotografia zmarłej osoby, innym zaś razem ma ona na
sobie ubranie noszone przez zmarłego za życia. Sposób
wykonania, znany jedynie wtajemniczonym specjali­
stom, świadczy o jej wyjątkowości. Wobec nieobecno­
ści ciała zmarłego jest ona w centrum obrzędów po­
grzebowych. Na niej skupia się uwaga uczestników, do
niej kierują się wyrazy uczuć przeznaczone dla zmarłe­
go, do niej adresowane są prośby.

SVD

Lalka w obrzędach
pogrzebowych

O

brzędy pogrzebowe należą do kulturowo naj­
bogatszych praktyk rytualnych. Wyrażają
wierzenia związane ze śmiercią oraz wiarę
w nieśmiertelność, jednocześnie zaś łagodzą żal po stra­
cie ukochanej osoby, określając w szczegółach zacho­
wanie żałobników. Obrzędy te odwołują się do różnych
form dyskursu, takich jak mity, podania, przysłowia
i pieśni, aby nadać sens śmierci, oraz chętnie zapoży­
czają formy dramaturgiczne (suspens, inwersja, naśla­
downictwo), aby ptzynajmniej częściowo zapanować
nad tym wyjątkowym wydarzeniem, które w pełni nie
daje się wytłumaczyć. Stwierdzenie, że fakt śmierci to
główne źródło inspiracji filozoficznej, jest aż nadto
oczywiste. Podobnie twierdzenie, że rytuał związany
z obrzędami pogrzebowymi jest prekursorem dramatu
teatralnego, ma swoich zwolenników .
1

Śmierć stawia żyjących w obliczu martwego ciała i to
właśnie obecność ciała niezdolnego do ruchu, milczą­
cego, zmieniającego bezpowrotnie swój wygląd pod
wpływem rozkładu, podkreśla nieodwracalność śmierci
i pogłębia jej świadomość. Nagłe zerwanie więzi między
zmarłym a jego rodziną jest trudne do zaakceptowania.
Żyjący pragną tak długo jak to tylko możliwe przeby­
wać w obecności bliskiej osoby, wyrazić po raz ostatni
uczucia, którymi darzyli zmarłego i oswoić się z myślą
o śmierci.
Pomijając zwyczaj balsamowania oraz współcześnie
stosowaną tanatopraktykę', krewni zmarłego mają do
dyspozycji dość krótki okres, aby po raz ostatni nacie­
szyć się widokiem zmarłego oraz się z n i m pożegnać.
Wcześniej czy później, w zależności od klimatu oraz
możliwości technicznych, nadchodzi chwila rozstania
ze zmarłym i pozostawienia go na miejscu „wiecznego
spoczynku". Obrzędy pogrzebowe nie kończą się na od­
daleniu zwłok. Dlatego też pottzebny jest jakiś substy­
tut ciała, aby zapewnić sobie obecność zmarłej osoby
podczas dalszych ceremonii.
Jedną z najczęściej stosowanych form jest lalka
znacznej nieraz wielkości. Nadaje się ona do tego zna­
komicie. Zrobiona jest zwykle z trwałego materiału,
a więc nie ogranicza rytuału w czasie. Swym antropomorficznym wyglądem przypomina zmarłego, przy
czym wystarczy w zasadzie konwencja lub przekonanie,
aby uznać ją za konkretną zmarłą osobę. Czasem cha­

W literaturze antropologicznej rzadko podkreślany
jest teatralny charakter lalki. Ukrywa się ona pod taki­
mi określeniami jak wizerunek, obraz, podobizna, fi­
gurka czy manekin'. Autorzy koncentrują swe opisy na
chronologicznym przebiegu obrzędów, przedstawiają
ich sens, symbolikę oraz znaczenie dla losu zmarłego po
śmierci i dla odbudowy zachwianej struktury społecz­
nej. W wielu jednak przypadkach teatralny charakter
lalki jest oczywisty, o czym świadczą analizowane w n i ­
niejszym artykule przykłady.
Aby właściwie ocenić rolę lalki w obrzędach pogrze­
bowych, trzeba pamiętać o ich złożonej strukturze oraz
mieć na uwadze fakt, że odbywają się one w przeciągu
przynajmniej jednego roku. Obrzędy te należą do ob­
rzędów przejścia (mes de passage), których strukturę
przedstawi! po raz pierwszy A r n o l d van Gennep . O b ­
rzędy przejścia charakteryzują się trójczłonową struk­
turą, w której wyróżnia się następujące fazy: rozstanie,
przejście oraz przyjęcie (separation, marge, agregauon).
W pierwszej fazie rytuał koncentruje się na martwym
ciele. Trzeba je pogrzebać, spalić lub złożyć na specjal­
nie do tego przeznaczonym miejscu . W chwili
następuje rozpad komponentów tworzących osobę
ludzką , dlatego też rytuał nie tylko koncentruje się na
martwym ciele, ale też stara się wpłynąć na niewidzial­
ne komponenty osoby wyzwolone przez śmierć w taki
sposób, aby nie zagrażały żyjącym i osiągnęły swe osta­
teczne przeznaczenie. Równolegle do rytów związa­
nych ze zmarłym następuje proces wyłączenia jego bli­
skich z grupy społecznej na okres żałoby.
4

5

6

Druga faza obrzędów to okres przejścia. W tym cza­
sie ciało ulega rozkładowi, niewidzialne komponenty
pozostają jak gdyby w zawieszeniu, krewni natomiast
przestrzegają zakazów oraz nakazów żałoby nałożonych
przez tradycję. Faza przyjęcia, która jest uwieńczeniem
obrzędów pogrzebowych, obejmuje włączenie zmarłego
do świata niewidzialnego oraz wyznaczenie żałobnikom
nowego miejsca w grupie społecznej. W tej fazie odby­
wa się u niektórych ludów tzw. wtórny pogrzeb, który
jest dramatutgicznym powtórzeniem rzeczywistego po­
grzebu. Podczas tych ostatnich ceremonii lalka ma
szczególne zastosowanie. Ciało zmarłego zostało już
pogrzebane lub spalone w pierwszej fazie obrzędów. Po­
zostały po n i m w najlepszym razie prochy lub kości.

544

�Jacek Jan Pawlik SV'D • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

Lalka więc staje się materialną podporą osoby zmarłej.
Na niej koncentrują się czynności rytualne. Często
dzieli ona los ciała zmarłego - jest grzebana, palona lub
składana w grobowcu, w pobliżu złożonego tam ciała.

Toltcinic

- rytuał palenia

laik?

Indianie Luiseńo z południowej Kalifornii jeszcze w po­
czątkach XX wieku palili Ciała swoich zmarłych .
W tym celu kopali półmetrowej głębokości dół. W y ­
pełniali go chrustem, na którym układali stos z kłód
drzewa. N a stosie tym składane było ciało zmarłego do
kremacji. Całość podpalano od dołu. Spalenie ciała
trwało około dwunastu godzin, po czym zwęglone ko­
ści oraz prochy zbierano do kosza. Kości, potłuczone
na proszek, zmieszane z wodą i z mąką, spożywał jeden
z krewnych zmarłego. Wierzono, że w ten sposób może
on przejąć zalety i cnoty zmarłej osoby .
8

9

Kilka tygodni po kremacji, kiedy została zgromadzo­
na wystarczająca ilość pożywienia do zorganizowania
wystawnego święta, odbywało się ceremonialne palenie
odzieży należącej do zmarłego. Jego krewni budowali na
tę okazję ogrodzenie z chrustu wokół wydzielonego
miejsca, aby wyznaczyć sakralną przestrzeń. Odzież
zmarłego (z wyjątkiem jednego zestawu, potrzebnego
do dalszych ceremonii) prano na uboczu, a następnie
palono na ognisku na środku sakralnego placu. Dla
przybyłych na tę uroczystość gości przygotowywano wy­
stawną ucztę oraz obdarowywano ich prezentami.
Mniej więcej rok po śmierci danej osoby miał miej­
sce rytuał palenia lalek. Rytuał ten organizowany był
jednocześnie dla wszystkich zmarłych z danego okresu.
Stanowił on główną część trzeciej fazy obrzędów po­
grzebowych. Można go zaklasyfikować jako „wtórny
pogrzeb". Pamiętajmy, że bezpośrednio po śmierci cia­
ło zmarłego zostało spalone, zaś uwolniona dusza roz­
poczęła „drogę do nieba". Teraz, w tej ostatniej fazie
obrzędów pogrzebowych, następowało powtórzenie
kremacji, w któtej lalki zastępowały ciało.
Wykonanie lalek powierzano członkom klanu, do
którego należeli zmarli. C i zaś robili je z sitowia, które
wiązali nadając mu kształty ludzkie. Robili to na ubo­
czu, aby ukryć się przed gapiami. Tak uformowane po­
stacie przyodziewano w ubrania zmarłych. Głowy wy­
posażano we włosy, oczy zastępowano muszlami, malo­
wano nos, usta, czasem doczepiano uszy. Starano się,
aby lalki jak najbardziej przypominały zmarłych, stąd
często używana nazwa „oblicze".
Podczas fabrykacji lalek bliscy i dalsi krewni zmarfego oraz zaproszeni goście z innego klanu oczekiwali
w sakralnej przestrzeni, w centrum której palił się
ogień; śpiewali przewidziane na tę okazję pieśni. Na
wieść, że lalki są gotowe, przewodnik ceremonii wy­
chodził przed zebranych i kopał dla lalek w ziemi otwo-

545

Lalka pogrzebowa Luiseńo z Kalifornii. (Źródło: H u b e r t
Gundolf, Toienfeuit und Jemeitsgkube.
Verlag 1967,

Mödhng:

Sankt Gabriel

153)

ry. N a jego trzykrotne wezwanie zgromadzeni trzykrot­
nie reagowali odzewem, i wówczas wnoszono lalki z za­
słoniętymi głowami. Niosący je mężczyźni - tragarze Śpiewali: „Towish cokya" - „Oto przychodzą dusze".
I wchodząc do sakralnej zagrody, wkładali kukły do
wykopanych otworów. Po chwili lalki odsłaniano i wte­
dy krewni, rozpoznając w nich swoich zmarłych bli­
skich, wybuchali płaczem. Niektórzy z nich obdarowy­
wali lalki dodatkowymi ozdobami.
Krewni zmarłego nie malowali twarzy ani nie śpiewali
podczas trwania całego rytuału. Rolę aktywnych aktorów
uroczystości przejmowali zawsze zaproszeni goście. Rów­
nież przewodnik ceremonii pochodzi! z obcego klanu.
Rozpoczynały się śpiewy na cześć zmarłych. Trwały
one dość długą chwilę. W pewnym momencie przewod­
nik ceremonii brał do ręki warkotkę i wirując nią trzy
razy dawał znak - śpiewy ustawały. Przenoszono lalki na
ubocze, rozbierano je i pozbawiano ozdób. Tragarze
przygotowywali się do tańca - malowali ciało i nakłada­
li pióropusze. Na powtórny znak warkotki wracali z lal­
kami przed zgromadzonych i składali je przy ogniu.
Znowu podejmowano śpiewy, a oni tańczyli wokół
ognia, wtórując sobie grzechotkami z szylkretu.
10

Po serii tańców przewodnik ceremonii podnosił
z ziemi lalki, obchodził z nimi trzy razy ognisko i wrzu­
cał je do ognia, mówiąc: „Oto krewni wysyłają duszę
na Drogę Mleczną". Wraz z lalkami palono czasami
ubrania i ozdoby. Przybyli na uroczystość goście mogli
wziąć sobie jakąś część odzieży lalki. Jeśli tak się stało,
krewni zmatłego musieli dostarczyć inne ubranie do
spalenia. Pomocnicy przewodnika ceremonii obchodzi­
li ognisko dookoła, zatrzymywali się, zaczerpywali trzy
razy powietrza, za każdym razem przyzywając niebo, po

�Jacek Jan Pawlik SVD * LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

czym wrzucali sztuki odzieży do ognia. Podczas palenia
lalek i odzieży uczestnicy w spódnicach z orlich piór
tańczyli wokół ognia, śpiewając pogrzebowe pieśni sunganish. Otaczając ogień, wirowali wokół własnej osi.
Taniec przy akompaniamencie śpiewu trwał całą noc
i kończył się koło południa następnego dnia.
Warto zauważyć, że podczas tej uroczystości funkcje
klanu zmarłego, a więc żałobników, oraz klanu gości
były zróżnicowane. Klan zmarłego zachowywał powagę
żałoby (milczenie, ograniczone ruchy). Goście w jego
imieniu prowadzili ceremonię, przyozdabiali twarze,
tańczyli oraz śpiewali. Do nich należało palenie lalek.
Toltcinic jest typowym przykładem „wtórnego po­
grzebu". Lalka z sitowia służyła jako substytut ciała
zmarłego. Dzieliła los martwego ciała: palono ją, aby
pomóc duchowi definitywnie wznieść się do nieba
(symbolika dymu). Uroczystość ta miała wielkie zna­
czenie dla żałobników. Oddalała bowiem od nich groź­
bę błąkającego się ducha i zwalniała ich od zakazów ża­
łoby. Rola, jaka przypadała klanowi gości, świadczy
o ważnym znaczeniu społecznym tej ceremonii, która
umacniała wymianę między dwoma klanami. Klan
zmarłego hojnie obdarowywał gości prezentami, ci zaś
podejmowali się przeprowadzenia rytuału, który był
nieodzowny dla samego zmarłego i jego krewnych.
A kiedy następował zgon w klanie gości, klan gospoda­
rzy wyświadczał mu podobną przysługę.

Bi kunm unii Symboliczny powrót do domu

11

Bassarowie, woltyjski lud patriarchalny z północnego
Togo, podobnie jak większość ludów A f r y k i grzebią

swoich zmarłych. Przygotowanie ciała, ostatnie poże­
gnania, kopanie grobu i sam pochówek podlegają do­
kładnie określonym normom rytualnym. Błąd lub nie­
dociągnięcie może wpłynąć na los zmarłego po śmier­
ci i uniemożliwić mu przemianę w „przodka". Bassaro­
wie wierzą, że po śmierci duch zmarłego uwolniony
z ciała przebywa w pobliżu miejsca zamieszkania przez
okres żałoby trwający przynajmniej rok. Po tym okre­
sie zostaje on włączony do grona przodków, pod wa­
runkiem, ze obrzędy pogrzebowe zostaną właściwe
przeprowadzone.
Trwające cały tydzień uroczystości zakończenia ża­
łoby rozpoczynają się tzw. wtórnym pogrzebem. Wie­
czorem pierwszego dnia następuje rytualne wezwanie
zmarłego. Zapewniając sobie w ten sposób jego obec­
ność, zebrani rozpoczynają całonocne czuwanie, śpie­
wając pieśni żałobne i tańcząc ptzy dźwięku bębnów,
grzechotek i fletów. Następnego dnia ma miejsce rytu­
ał „Bi kunni unii", który jest dramaturgicznym powtó­
rzeniem pochówku. Przebieg jego zależy od tego, czy
osoba zmarła była mężczyzną, czy kobietą. Powodów
tego należy szukać w strukturze społecznej. Mężczyzna
bowiem urodził się, żył i umarł w tej samej wiosce, na­
tomiast kobieta, wychodząc za mąż, opuściła dom swe¬
go ojca, aby zamieszkać u męża. Żyjąc z dala od swojej
rodziny i od swoich przodków, pozostaje ona pozbawio­
na ich opieki. W przypadku choroby lub innego nie­
szczęścia musi udać się do domu swego ojca aby pod¬
dać się koniecznym rytuałom. Umierając, zostaje po­
chowana w domu męża.
„Symboliczny powrót do d o m u " oznacza więc
w przypadku zmarłego mężczyzny obejście znanych so­
bie kątów, bez konieczności opuszczania wioski. Dla
zmarłej kobiety jest to powrót do domu jej ojca. Ptzedstawimy ten drugi przypadek, ponieważ jest on bogat­
szy i bardziej przemawiający do wyobraźni.
Bassarowie nie ekshumują kości zmarłej osoby
w celu „wtórnego pogrzebu", jak to ma miejsce przy
podobnych ceremoniach na przykład na Madagaska­
r z e C i a ł o zmarłej zastępuje dziesięciocentymetrowej
długości laleczka, nazywana unii (postać ludzka). Jest
ona upleciona ze skręconych włókien rafii, przy czym
kształt dolnej części tułowia wyraźnie wskazuje, że
chodzi tu o kobietę. Sztuka plecenia laleczki jest
ptzekazywana z matki na córkę tylko wśród kilku ro­
dzin, dlatego krewni zmarłej zamawiają ją dzień wcze­
śniej u artystki, która potrzebuje około pięciu godzin
na jej wykonanie.
1

O d wczesnego ranka rozpoczynają się przygotowa­
nia do ceremonii. Zięciowie zbierają źdźbła perzu,
z którego wspólnie plotą sznurek. Następnie wybierają
cztery ' dłuższe i cztery krótsze kawałki bambusa, wią­
żą je na krzyż za pomocą sznurka, tworząc naturalnej
wielkości nosze. Tymczasem kobiety udają się do domu
1

546

�iacek hm Pawlik SITJ • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

kazów zmarłej. T o ona, reprezentowana przez unii, bę­
dzie nadawać tempo marszu i kierować pochodem .
Przy rytmie bębna tragarze oraz wszyscy zebrani goście
wychodzą z zagrody. Kobietv wachlują wachlarzami.
Inne akompaniują grzechotkami. Pochodowi przywo­
dzi unii. Czasem zwalnia, czasem przyspiesza, tak że to­
warzyszący nie zawsze za nią nadążają. Przed zagroda­
mi, gdzie zmarła spotkała się z życzliwością, tragarze
pochylają głowy na znak wdzięczności. Ktoś z domow­
ników wychodzi przed próg, aby ją pozdrowić. Unii
chce ominąć miejsca, w których spotkała zmarłą
krzywda, więc zmusza niosących do biegu.
14

Opuszczając wioskę, pochód kieruje się do miejsca
zamieszkania rodziny ojca zmarłej. T a m zmarła w po­
staci unii wybiera sobie zagrodę, gdzie chce być pocho­
wana. Nie musi być to koniecznie dom ojca. W c h o ­
dząc do zagrody, tragarze kładą nosze na środku we­
wnętrznego podwórka. Starszy rodu ojca zmarłej odwiązuje sznurki i odwija matę, sprawdzając uważnie,
czy rodzina męża zmarłej właściwie przygotowała unii
do podróży. Po wymianie krytycznych uwag, zgadza się
w końcu pogrzebać laleczkę.

Procesja Bi feurmi unii

artystki po odbiór laleczki. Podczas przenoszenia nie
wolno jej nikomu pokazywać. Jest ona umieszczona
w tykwie, którą jedna z kobiet przywiązuje sobie na ple­
cach w taki sam sposób, w jaki nosi się dziecko. Unii
wpływa na tempo marszu niosącej, przyspiesza, kiedy
czuje zagrożenie, czasem nawet zmusza do biegu. Przy­
bywszy na miejsce kobiety składają laleczkę w jednej
z chatek domostwa, w ukryciu przed ludźmi.
Kiedy nosze są gotowe, jeden ze starszych rodu kła­
dzie na nich matę pogrzebową, przynosi laleczkę, kła­
dzie ją uważnie na macie i przyozdabia naszyjnikiem
z muszelek. Następnie zawija matę i przymocowuje ją
do noszy sznurkiem z perzu. Na przywiązaną do noszy
matę kładzie cztery kawałki materiału w różnych kolo­
rach, pamiętając, aby biały kawałek znajdował się na
wierzchu (kolor żałoby), po czym przywiązuje je mocno
czterema strzępami materiału w tych samych kolorach.
Gotowa do podróży unii zostaje złożona na środku
zagrody. Następuje więc ostatnie pożegnanie. Starsi
rodu oraz przyjaciółki zmarłej zabierają głos, nawiązu­
jąc dialog ze zmarłą reprezentowaną przez laleczkę.
Wspominają chwile spędzone razem, życzą jej szczę­
śliwej podróży. Następnie składają obiatę z piwa oraz
potrawy z prosa w czterech miejscach wokół noszy.
Wszystkie te czynności rytualne są dokładnym po­
wtórzeniem gestów i rytów, które miały miejsce pod­
czas pochówku.
Dwaj zięciowie zmarłej ostrożnie podnoszą nosze
i umocowują je na swych głowach. Ważne jest, aby poduszeczki od spodu noszy dokładnie przylegały do
głów. Niosący bowiem będą jedynie wykonawcami roz­

Pochówek odbywa się dokładnie w ten sam sposób,
jak postępuje się z ciałem zmarłej. Oczywiście otwór
grobowy jest dostosowany do wymiarów laleczki. Sama
czynność grzebania nie powinna przebiegać na oczach
zebranych. Kobiety tworzą więc parawan z płócien wo­
kół miniaturowego grobu, tak jak to miało miejsce
podczas prawdziwego pochówku. Po trzech dniach
kopczyk nad miejscem pogrzebania unii zostanie
utwardzony, podobnie jak grób zmarłej został uformoWciny trzy dni po jej pogrzebie.
Rytuał Bi kunni unii ma na celu wprowadzenie zmar­
łej kobiety do świata niewidzialnego, przenosząc ją
w miejsce pochodzenia, tam gdzie przebywają jej
przodkowie. Laleczka unii ma jak gdyby pozyskać d u ­
cha zmarłej. Obchodzi się więc z nią z wielką ostrożno­
ścią, aby duch się nie wymknął i nie stał się niebez­
pieczny dla żyjących. Podczas całego pochodu laleczka
jest główną aktorką rytuału. T o ona wyznacza trasę,
nadaje tempo marszu, wybiera miejsce swego ostatnie­
go spoczynku. Zmarła po raz ostatni nawiązuje kontakt
z rodziną męża, z sąsiadami oraz z przyjaciółmi. Kon­
takt ten jest animowany ruchami tragarzy.
Twierdzą oni, ze siła zmarłej jest tak wielka, ze pod­
dają się bezwolnie jej rozkazom. Zapytani, nie potrafią
wytłumaczyć przyczyny. Użyczają oni duchowi zmarłej
swych możliwości kinestetycznych. Stają się żywymi
marionetkami, wprowadzanymi do akcji przez laleczkę,
która jest zarazem przedmiotem otaz aktorem, mario­
netką oraz manipulatorem.

547

Rytuał ten przypomina tzw. przesłuchanie trupa,
które ma miejsce u niektórych ludów A f r y k i przed po­
chówkiem, a którego celem jest znalezienie winnego

�lacek )an Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

—

-

•

.

•U'

FOT

T a u - w u w końcowej fazie obrzędów pogrzebowych (źródło: J. K o u b i , Le mdade, Je mort et son „double" vis/Me en pays
w : J. G u i a r t (red.), Rituels funéraires

d travers Je monde, Pans: Le Sycomore 1979,

śmierci . Świadectwa trzymających ciało zmarłego
podczas „przesłuchania" są zbieżne z wrażeniami traga­
rzy unii. Według nich to właśnie zmarły powoduje ich
konkretne ruchy. Nawet analiza filmu wykonanego
podczas „przesłuchania trupa" u Diola z Senegalu nie
pozwoliła wyświetlić tego zjawiska. Stwierdzono jedy­
nie, że ruchy tragarzy są tak doskonale zharmonizowa­
ne, że niemożliwe wydaje się ich wyuczenie .
15

16

Gai Jatra - procesja świętych krów
Gai Jatra jest jednym z najbardziej spektakularnych
świąt w kotlinie Katmandu w Nepalu. Jest ono związa­
ne z tradycją i zwyczajami Newarów, którzy stanowią
około połowy ludności w tym regionie . Tradycja ob­
chodzenia Święta Krów ma około 2000 lat i związana
jest z wiarą w reinkarnację. Newarowie, zgodnie z tra­
dycją hinduistyczną, wierzą, że dusze zmarłych odra­
dzają się po śmierci w przeróżnych formach. Yama Raj,
17

Toradja,

168)

Bóg Śmierci, decyduje, w jakiej postaci dusza odrodzi
się na ziemi. Prowadzi on księgę, w której zapisane są
narodziny każdego śmiertelnika, jego dobre i złe czyny,
a także z góry określona data śmierci. Kiedy ktoś
umrze, Yama Raj wysyła posłańca, aby sprawdził, czy
uwolniona dusza wyruszyła w drogę do bram zaświa­
tów, które otwierane są tylko raz w roku, w pierwszy
dzień miesiąca Bhadra (sierpień-wrzesień) .
1S

Droga do zaświatów może być wyjątkowo trudna,
prowadzi bowiem przez rzeki ognia. Aby dopomóc d u ­
szy zmarłego bliskiego w tej wędrówce, w tym właśnie
dniu rodziny w żałobie modlą się, aby święta krowa
prowadziła duszę zmarłego, zezwalając jej na przycze­
pienie się do ogona podczas podróży. Newarowie wie­
rzą, że święte krowy pomagają duszom zmarłych prze­
prawiać się przez rzeki i mogą otworzyć swymi rogami
bramy zaświatów .
19

W dzień święta Gai Jatra każda rodzina, w której na­
stąpił zgon w poprzedzającym roku, śpieszy z pomocą

548

�Jacek Jan Pawlik W D • LALKA W OBRZĘDACH PCX iRZEBOWYCH

duszy zmarłego bliskiego, organizując w jego intencji
procesję świętych krów trasą wyznaczoną od niepa­
miętnych czasów. Niezbędnym elementem procesji są
pięknie ozdobione żywe krowy. Aby procesji dodać
splendoru, młodzi chłopcy przebierają się za krowy, na­
kładając na głowy maski z rogami i z tyłu przyczepiając
ogon. Wiele rodzin stara się również poprzez uczynki
miłosierdzia wpłynąć na święte krowy, aby dobrze wy­
pełniły swe zadanie.
Choć charakterystyczne dla Gai Jatra jest oprowa­
dzanie krów, centralną figurą procesji jest tahamaca,
substytut zmarłej osoby. Jest to wielka kukła zrobiona
z czterech długich (ponad pięć metrów) tyczek świeże­
go bambusa, które tworzą stożkowatą konstrukcję. Pią­
ty, krótszy kawałek służy za ramiona. Na tę konstruk­
cję nakłada się ubranie, zgodnie z płcią zmarłego. D o
z grubsza uformowanej głowy przyczepia się rogi zrobio­
ne z trawy, twarz zastępuje portret zmarłego, z tyłu gło­
wy przyczepia się dwa wachlatze. Powyżej głowy
umieszcza się parasol, aby chronił zmarłego (i krowę,
która ma mu otworzyć bramę do zaświatów) przed
słońcem. Kukła ta jest konstruowana przed głównym
wejściem domu żałoby. Gotowa tahamaca pozostaje
z początku w pozycji leżącej, rodzina zmarłego okadza
ją i kieruje do niej modły na znak czci i przywiązania.

statszy syn wylewa zmarłemu na usta wodę, zaś zebrani
krewni wzywają Boga Wisznu. Dodajmy, że pobożnym
życzeniem każdego hinduisty jest umtzeć w Benares
nad Gangesem lub innym miejscu pielgrzymkowym
wysokiej rangi.
Newarowie palą swoich zmarłych, po czym przez
dwa tygodnie odbywają się ryty oczyszczenia i składane
są ofiary. Krewni zmarłego, przede wszystkim zaś naj­
starszy syn, przestrzegają w t y m czasie zakazów żałoby.
Uwieńczeniem obrzędów pogrzebowych jest święto Gai
Jatra, podczas którego zostają uhonorowani wszyscy
zmarli z danego roku. Procesjonalne przenoszenie k u ­
kły przedstawiającej zmarłego w towarzystwie krów
oraz przebranych za nie ludzi wyraża pragnienie rodzi­
ny, aby wspomóc zmarłego w niebezpiecznej wędrówce
do zaświatów. Poczucie więzi rodzinnych sprawia, że
akt ten staje się obowiązkiem.

Gai Jatra, obok wątku religijnego związanego z czcią
zmarłych, zawiera w sobie również bogatą część ludyczną. Z poważnej procesji w godzinach porannych prze­
kształca się w radosny karnawał uliczny. W Katmandu
tłum gromadzi się na centralnym placu, na którym od­
bywa się spektakl o chatakterze satyrycznym. Ośmiesza
się instytucje polityczne, armię, obcokrajowców, zwy­
czaje, a czasem nawet samych bogów . Każdy może
włączyć się do tej zabawy. Z tej okazji wielu uczestni­
Po dopełnieniu tych czynności rytualnych czterech
ków przywdziewa kostiumy przebierańców. Gai Jatra
mężczyzn stawia kukłę i rozpoczyna się procesja. Dwa
długie sznurki pozwalają na manipulowanie tuhamaka jest ważnym wydarzeniem kulturalnym miejscowych
społeczności i może trwać nawet tydzień. Sądząc jedpodczas procesji. Dwóch mężczyzn na zmianę lekko
pociąga za jeden ze sznurków i kukła sprawia wrażenie,
że żyje. Za nią kroczą synowie zmarłego ubrani na bia­
ło z płonącym kadzidłem w ręku. Przed nią grupa ludzi
wykonuje taniec z pałkami Ghinta Ghinse. Kitka par
mężczyzn (niektórzy z nich przebrani za kobiety) tań­
czy rytmicznie przy dźwięku bębna i cymbałów, uderza­
jąc pałkę Ghinta Ghinse partneta. Przy akompania­
mencie muzyki i tańca procesja przemieszcza się ulica­
mi miasta.
21

Zdarza się, że grupy ludzi wychodzące z poszczegól­
nych domów gromadzą się na jednym miejscu i wspól­
nie odbywają procesję. Po przejściu wytyczoną trasą
każda z nich wraca z kukłą do domu swego zmarłego.
Po krótkich inwokacjach modlitewnych togi, portret
zmarłego oraz wachlarze wrzucane są do rzeki, nato­
miast ubrania i tyczki bambusa zachowane zostaną do
innych celów .
20

Tuhamacd stanowi substytut zmarłego, o czym
świadczy nie tylko portret umieszczony zamiast twarzy,
ale również los, jaki ją spotyka. Jej istotne części - po­
dobizna zmarłego oraz rogi - zostają wrzucone do rze­
k i . Rzeka jest uważana za odpowiednik świętej rzeki
Gangesu. Wyższe kasty Newarów przenoszą umierają­
cych na brzeg rzeki. Według ich ttadycji nie jest bo­
wiem dobrze umrzeć w domu. W momencie zgonu naj-

549

Dekoracja wystawy piekarni w Cuernavaca (S. Brandes,

Iconography

in Mexico's Day

of the

Dead. Origins and

„Ethnohistory" 45/2: 1998, 203)

Meaning,

�Jacek Jan Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘPACH POGRZEBOWYCH

nak po ilości religijnych procesji z krowami, Gai Jatra
oznacza dla większości Newarów przede wszystkim wy­
pełnienie obowiązku wobec dusz bliskich zmarłych
w ostatnim roku.

Tau-tau

- podwojenie

obecności

zmarłego

Toradja z południowego Sulawesi (Indonezja) nie grze­
bią ani nie palą swych zmarłych. Ciało, starannie umy­
te i przywdziane, pozostawia się w pozycji siedzącej,
oparte o mur i przywiązane do żerdzi, aby się nie zsunę­
ło. Po dwóch dniach owija się je paskami uplecionymi
z włókien ananasa i składa na platformie wewnątrz do­
mu na okres dłuższy n i i jeden rok. Podczas tego czasu
zmarły uważany jest za chorego, społecznie nie przyj­
muje się do wiadomości faktu śmierci.
Po upływie tego okresu rozpoczyna się pierwsza faza
obrzędów pogrzebowych, trwająca od czterech do sied­
miu d n i (rozstanie według schematu van Gennepa).
Ciało przenosi się do specjalnie wybudowanego domu,
owija się kawałkami materiału tak, że w efekcie tworzy
długi kształtny cylinder oraz składa się je do trumny
wydrążonej w pniu drzewa. Te pierwsze uroczystości
pogrzebowe charakteryzują się licznymi ofiarami z ba­
wołów i świń. Równocześnie rozpoczyna się okres zaka­
zów pokarmowych dla żałobników. Zmarły pozostanie
w wyżej wspomnianym domu przez cały rok, okres,
który odpowiada drugiej fazie obrzędów według sche­
matu van Gennepa. Po tym okresie przenosi się ciało
zmarłego w uroczysty sposób do grobowca, żałobnicy
zaś zostaną uwolnieni od zakazów .
22

W pierwszym etapie obrzędów wykonuje się prowizo­
ryczną podobiznę zmarłego. Zrobiona jest ona z tyczek
bambusa. Bambusowy szkielet owijany jest licznymi ka­
wałkami materiału, po czym ubietany w szaty należące
do zmarłego- Głowa zrobiona jest z kawałków białego
i czerwonego materiału. Gotowa kukła wkopywana jest
do ziemi w pobliżu domu, gdzie złożone są zwłoki. Ptzyozdabia się ją naszyjnikami w przypadku kobiety, przy­
czepia szablę do pasa w przypadku mężczyzny. Następu­
je symboliczne ożywienie podobizny przez ofiarę z kogu­
ta, któtego krwią kukła zostaje pomazana. Wokół mej
gromadzą się kobiety, które lamentują, recytują rodowe
genealogie i wzywają na pomoc przodków. Po zakończe­
niu tej ceremonii kukła jest rozbierana. Głowę jej skła­
da się na spichlerzu, aby w ten sposób zmarły mógł spo­
tęgować urodzaj , po czym przenosi się ciało zmarłego
do specjalnie wybudowanego domu.
23

Przed rozpoczęciem końcowego etapu ceremonii po­
grzebowych wykonuje sie inną lalkę, zwaną tau-tau.
W pobliżu domu żałoby zaproszony artysta rzeźbi naj­
pierw głowę w kawałku drzewa. Podczas tej czynności
towarzyszy mu jeden z krewnych zmarłego, aby dopil­
nować, by podobieństwo figury ze zmarłym było jak

największe. Oddzielnie rzeźbi o n tors, uda, ramiona,
ręce i nogi. Zanim przystąpi do zmontowania wyrzeź­
bionych elementów, rodzina zmarłego składa ofiarę ze
świni. Kiedy lalka jest gotowa, następuje złożenie da­
rów: upieczone mięso świni, ryż, betel oraz palma are­
ka. Towarzyszy temu długa inwokacja modlitewna.
Tau-tau jest martwa i milcząca jak zmarły, ale to wła­
śnie ona stanowi cień (jeden z komponentów osoby
ludzkiej) zmarłego, który za życia jest niewidzialny.
Następnego dnia artysta przystępuje do ubierania
manekina. Nakłada na niego kilka warstw materiału,
a na koniec zaś ubranie, które zmarły nosił za życia, aby
uwydatnić podobieństwo ze zmarłym. Następnie doda­
je ozdoby: naszyjniki, bransoletki, kolczyki, turban na
głowę oraz mieszek na betel. Przystrojona tau-tau
otrzymuje następną ofiarę ze świni, której towarzyszą
liczne inwokacje. T e n gest rytualny wyraża przekona­
nie, że dokonano wszelkich starań, aby lalka właściwie
przedstawiała zmarłego. Jest to również akt jej ożywie­
nia i zaproszenia do uczestnictwa w ceremonii w cha­
rakterze gościa honorowego.
Rozpoczyna się główna część ceremonii. Podczas gdy
ciało zmarłego owinięte po raz ostatni w nowy całun
pozostaje w domu, lalkę, która stanowi jego podwoje­
nie, przenosi się procesjonalnie na pole ofiarnicze, któ­
rego obrzeże stanowią megality przodków, łącznie
z megalitem zmarłego, którego obrzędy pogrzebowe są
w toku. Procesja zatrzymuje się na krańcu pola i wtedy
kobiety w żałobie zbliżają się do tau-tau, by ją opłaki­
wać. Jednak płacz nie trwa długo, ponieważ ludzie
zgromadzili się tam dla rozrywki. Następuje parada
i walka bawołów, które w dalszej części uroczystości
pogrzebowych zostaną złożone w ofierze. Po zakończe­
niu widowiska odnosi się tau-tau w procesji do domu,
w którym spoczywa ciało zmarłego.
Po kilku dniach powróci ona na pole ofiarnicze, tym
razem towarzysząc ciału zmarłego. T u odbędzie się klu­
czowy rytuał tego etapu obtzędów. Ciało zmarłego kła­
dzie się na platformę, a obok niego ustawia się lalkę.
Zmarły i jego widzialny „cień" przewodniczą ceremo­
niom, polegającym głównie na ofiarach z bawołów i ze
świń. Mięso ofiarnicze składa się zarówno obok zmar­
łego, jak i u stóp tau-tau. N a koniec ciało zmarłego
przenosi się do grobowca wydrążonego w skale, przed
którym stawia się lalkę.
Podczas obrzędów pogrzebowych lalka towarzyszy
ciału zmarłego. Toradja wierzą, że zmaterializowany
przez lalkę cień zmarłego może ułatwić przyjęcie duszy
do świata przodków. Forma lalki ewoluuje w czasie ob­
rzędów pogrzebowych. W pierwszym etapie ma ona
charakter prowizoryczny, co przypomina stan przej­
ściowy nieboszczyka. W drugim etapie ma ona formę
bardziej trwałą. Ale na tym nie koniec. Po wielu latach
czczony zmarły wejdzie do panteonu bóstw rodowych.

550

�Jacek Jan Pawlik SVD • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

Z tej okazji zostanie zorganizowane wielkie święto,
podczas którego lalkę stojącą u wejścia do grobowca
poddaje się czynnościom rytualnym. Zmienia się jej
ubranie, przyozdabia na nowo oraz składa się jej ofiary.
Jej status uległ zmianie: nie przedstawia już zmarłego,
ale ubóstwionego przodka.
U Toradja lalka przedstawiająca zmarłego, czy to
prowizoryczna, czy trwała, jest czymś więcej niż przed­
miotem rytualnym związanym ze śmiercią członka
wielkiego rodu. Jest ona samym zmarłym, jego widzial­
ną repliką. A więc, podobnie jak zmarły, jest ona
przedmiotem kultu: ozdabiana, otaczana troską, opła­
kiwana i uroczyście transportowana. Sławi się ją oraz
prosi, aby zachowała żyjących w zdrowiu, spotęgowała
urodzaj oraz pomogła się wzbogacić . Chociaż ciało aż
do końca obrzędów pogrzebowych jest blisko żyjących,
nie jest ono widoczne pod licznymi watstwami mate­
riału i włókien. T o lalka przypominająca wyglądem
zmarłego podtrzymuje o nim żywe wspomnienie, po­
zwala zapomnieć o tanatomorfozie i wzmacnia nadzie­
ję na nieśmiertelność.
24

Dia de muertos - Święto
w
Meksyku

Zmarłych

W Meksyku Święto Zmarłych, obchodzone 1 i 2 listo­
pada, jest nie tylko świętem religijnym ku czci zmar­
łych, ale również ludowym festynem o charakterze l u dycznym. Z końcem października zjeżdżają się tu liczni
turyści, aby zobaczyć i przeżyć coś wyjątkowego, rodzaj
karnawału, który swą radosną atmosferą i bogactwem
artefaktów przesłania powagę święta. N a tę okazję
Meksykanie pieką chleby w kształcie kości, wyrabiają
z cukru przeróżne łakocie w formie przypominającej
motyw śmierci. Stragany przepełnione są rzędami cza­
szek z cukru o złocistym uśmiechu i oczach z folii alu­
miniowej, szkieletów oraz kasetek z cukru, w których
czasem zobaczyć można postacie ubrane w poncho
z butelką rumu w ręku. Popularne są kasetki, które
mają w wieczku małe plastikowe okienko, przez które
można zobaczyć cukrowego trupa. Kiedy zaś pociągnie
się za sznurek, wieczko podnosi się i leżąca postać nie­
boszczyka z cukru siada, jak gdyby nagle ożyła. Sprze­
daje się również przeróżne zabawki o tematyce śmierci
zrobione z materiału, drzewa, gliny, a nawet gumy.
Szczególnie intetesujące są plastikowe lalki w formie
szkieletów o ruchomych kościach, ubrane lub nagie,
trzymające w ręku fajkę, instrument muzyczny lub i n ­
ny przedmiot, który pozwoliłby rozpoznać osobę, którą
przedstawia .
25

Z okazji Święta Zmarłych Meksykanie myją i przy­
ozdabiają groby kwiatami i świecami. Obowiązkowe
jest czuwanie przy grobach krewnych. Wierzy się, że
dusze zmarłych podczas tego święta bacznie obserwują
551

żyjących. C i , którzy zaniedbują groby swych bliskich,
mogą zostać ukarani już t u , na ziemi, albo też po śmier­
ci. Najważniejszym elementem Święta Zmarłych jest
ofrenda, czyli ofiara w intencji zmarłych, składająca się
z chlebów, słodyczy, pomarańczy, bananów, dyni, lo­
kalnych potraw i drobiu. Ofiara ta składana jest na
grobach krewnych oraz na odświętnie ozdobionym oł­
tarzyku domowym, który przygotowuje się specjalnie
na tę okazję.
Pożywienie na grobach i ołtarzykach ma charakter
rytualny. N i k t nie może go ruszyć. Wierzy się, że zmar­
ły z przyjemnością odwiedza swój dom i cieszy się, gdy
znajdzie do jedzenia to, co lubił. Przy składaniu ofiar na
ołtarzyku rodzina bierze pod uwagę gust zmarłego. Nie­
stety, gość ten jest duchem, może tylko zachwycać się
zapachem ofrenda i musi mu to wystarczyć.
Meksykański zwyczaj zjadania gtów z cukru uważa­
no za pozostałość kanibalizmu praktykowanego przez
Azteków. Najnowsze badania zwracają uwagę na fakt,
że podobne wyroby cukiernicze znane były w starej
Hiszpanii. Dlatego też, przyjmując hipotezę kanibali­
zmu, nie wolno zapominać o wpływie kultury hiszpań­
skiej okresu kolonializmu. Niemniej, fakt zjadania
człekokształtnych słodyczy to pewnego rodzaju „komu­
nia" ze zmarłym, a jednocześnie oswajanie się z rzeczy­
wistością śmierci .
26

Podkreślić należy artystyczny i widowiskowy charakter
tych materialnych wyobrażeń związanych ze śmiercią.
Jest to sztuka efemeryczna. Chleb zmarłych, cukrowe
czaszki i ttumny, malowidła czaszek i szkieletów
w oknach wystawowych, wszystko to przeznaczone jest
do natychmiastowej konsumpcji. Zrobione z nietrwałego
materiału, przedmioty te służą do świętowania chwili.
Jest to również sztuka sezonowa. Wyroby artystycz­
ne są ściśle związane ze świętowaniem Dnia Zmarłych.
Nie mają one nic wspólnego ani z pogrzebem, ani z de­
koracją grobów rodzinnych. Jeśli sprzedawane są one
w innym okresie roku, to wyłącznie dla turystów.
Czaszki, szkielety, kasetki i inne wyroby o motywie
śmierci wywołują bardziej śmiech niż smutek, radość
niż ból. Mają one chatakter świecki. Ikonografia ta nie
ma w rzeczywistości znaczenia sakralnego ani dla pro­
ducentów, ani dla kupujących. Choć czasem cukrowe
kasetki z małymi truposzami w środku udekorowane są
kolorowym lukrowym krzyżem, ttudno znaleźć jakikol­
wiek inny znak religijny w ikonografii tego święta.
Czaszki i szkielety z cukru lub z ciasta są do jedzenia.
Papierowe, słomiane lub gliniane zabawki szybko ule­
gają zniszczeniu. Nie nadaje się tym przedmiotom w za­
sadzie żadnego sakralnego znaczenia, choć sćj one ści*
śle związane z obchodzeniem święta religijnego.
Wyroby te mają charakter komercyjny. Wykonywa­
ne są przez zdolnych artystów i sprzedawane w czasie
poprzedzającym święto na wszystkich targach Meksy-

�JacekJa,\ Pawlik S I D • LALKA W OBRZĘDACH POGRZEBOWYCH

ku. Przy tej okazji motyw śmierci służy do celów rekla­
mowych. Właściciele sklepów dekorują wystawy malo­
widłami czaszek i szkieletów, aby przyciągnąć klientów.
Sztuka Święta Zmarłych przeznaczona jest dla ludzi
żyjących, a nie dla zmarłych. Prawdą jest, że podobne
przedmioty dekorują czasem groby i domowe ołtarze,
ale wyłącznie w dniu Święta Zmarłych. Wyroby arty­
styczne związane z Dniem Zmarłych wymieniane są
między żyjącymi. Mogą też być wykorzystane jako saty­
ra polityczna i społeczna. Zabawki i słodycze przezna­
czone są często do zabawy. Większość przedmiotów
jest pomyślana w ten sposób, aby można było nimi ma­
nipulować. Szkielety o ruchomych kościach, otwierają­
ce się za pociągnięciem sznurka szkatułki itp. - wyroby
te służą bez wątpienia do zabawy. Są one małe, lekkie
i łatwe do przenoszenia. Można je trzymać w ręce, pod­
nosić, poruszać. Nawet ołtarze są zrobione z małych
segmentów, które mogą być zmontowane i zdemonto­
wane przez jedną osobę .
27

Święto Zmarłych w Meksyku mobilizuje całą lud­
ność miejską. Choć okazją do świętowania jest wspo­
mnienie zmarłych oraz ofrenda składana w ramach każ­
dej z rodzin, charakter ludowy tego święta jest aż nad­
to widoczny. Elementy satyry politycznej i społecznej,
które sztuka związana z t y m świętem wplata w wątek
religijny, czynią go porównywalnym do karnawału.
Podkreślić należy, że lalka jako kategoria teatralna jest
podczas tego święta dostępna dla wszystkich. Każdy
może stać się aktorem i manipulatorem. Wystarczy za­
kupić odpowiedni przedmiot. Sceną może być dom lub
ulica, a nawet cmentarz (spotęgowanie motywów ob­
cowania ze śmiercią). Manipulujący w miejscu „ostat­
niego spoczynku" plastikowym szkieletem, posilając się
przy tym cukrową czaszką, obcuje z rzeczywistością
śmierci w tak intensywny sposób, że koniec końców
świadomość śmierci przeradza się w egzaltację życia, co
daje okazję do wyrażenia radości.

bieństwu sprzyjają ozdoby, narzędzia i inne atrybuty
przywieszane do pasa lub wkładane do ręki lalki. T w o ­
rzenie lalek jest zadaniem poważnym. Poszczególne
kultury uciekają się do artystów wyspecjalizowanych
w podobnych formach sztuki.
Po drugie, nie wystatczy, aby lalka wyglądała jak ży­
wa. Często jest ona manipulowana, poruszana, co spra­
wia wrażenie, że żyje. W pochodzie Bi Jcunni unii nikt
z obecnych nie myśli o ruchach tragarzy, ale stara się
śledzić i naśladować unii nadającą tempo. Poruszanie
kukły z pomocą sznurka podczas procesji u Newarów
czy zabawa szkieletami lub kasetkami z nieboszczykiem
w Meksyku świadczą o pragnieniu przezwyciężenia bez­
ruchu, jakim charakteryzuje się człowiek zmarły. Tej
samej sprawie służyły praktyki animowania zwłok czy
to w Europie, czy w Afryce, kiedy to podczas czuwania
żałobnego brano truchło do tańca .
28

Po trzecie, lalka to nie tylko przypomnienie zmarłe­
go, podwojenie jego ciała w sposób artystyczny i trwa­
ły. Często utożsamia się ją ze zmarłym, uważa się, ze
jest siedliskiem (przybytkiem) jego ducha. Duch (lub
inny niewidzialny komponent osoby) uwolniony przez
śmierć przechodzi na okres ceremonii do trwałego sub­
stytutu ciała, który stanowi lalka. Jest to błąkający się
duch zmarłego u Luiseńo, który przez spalenie lalki zo­
staje definitywnie wyekspediowany do nieba, jest to
duch zmarłej kobiety u Bassarów, który pogrzebany
pod postacią unii powraca na łono przodków własnej
rodziny, jest to dusza zmarłego, której wędrówka do za­
światów zależy od przychylności świętej krowy, jest to
cień zmarłego, który za życia niewidzialny, staje się w i ­
dzialny w postaci lalki i w kontrolowany sposób może
być złożony wspólnie z ciałem w grobowcu.

Zakończenie
Analizowane przykłady przedstawiają rolę lalki w ob­
rzędach pogrzebowych w różnych kontekstach kultu­
rowych. Na ich podstawie można wyróżnić pewne
wspólne cechy. Po pierwsze, zastosowanie lalki jako
trwałego substytutu ciała zmarłego pozwala w pewien
umowny sposób zanegować postępującą tanatomorfozę. Przypomnijmy, że lalka w większości przypadków
gra istotną rolę w końcowej fazie obrzędów, kiedy to
wspomina się zmarłego i podkreśla wiarę w nieśmier­
telność. Wytwórcy lalek starają się więc o to, aby
upodobnić swe dzieło do zmarłego czy to poprzez rysy
twarzy (Toradja), ubranie zmarłego (Luiseńo), jego
portret (Newar), czy po prostu kaligrafując lukrem je­
go imię na cukrowych czaszkach w Meksyku. Podo­

552

Uroczystości zakończenia żałoby, ostatnia faza ob­
rzędów pogrzebowych, to właściwa chwila dla pojawie­
nia się lalek w centrum rytuału. Żal po śmierci bliskiej
osoby został już po części ukojony, dlatego wkraczają­
ca na scenę lalka ożywia wspomnienie o zmarłym. T o
właśnie ona staje się główną figurą dramatyczną pod­
czas „wtórnego pogrzebu". Jednak tragizm dramatu
śmierci, powtórzony za pomocą rytuału podczas ostat­
niej fazy obrzędów pogrzebowych, nie jest ostatecznym
celem uroczystości. Odgrywając śmierć i pogrzeb po raz
drugi, dana kultura pragnie przezwyciężyć pełną grozy
świadomość śmierci i podkreślić wartość życia. Prawie
zawsze na koniec obrzędów pogrzebowych dominuje
nastrój radosny. Śmierć została ujarzmiona, rytuał do­
pełniony, zmarły odnalazł swoje miejsce na tamtym
świecie. Nie stanowi więc już zagrożenia dla żyjących.
Żałobnicy zostają uwolnieni z zakazów, które ich do­
tychczas obowiązywały, i zostaje przywrócona równoW c i ę c i społeczna.
Ta ostatnia faza obrzędów ma charakter wspólnoto­
wy. Gromadzi ona całą miejscową społeczność, nie tyl-

�Jacek Jan PawUk SVD • LALKA W OBRZĘD At H r o t .RZEBOWYCH

ko krewnych, przyjaciół i znajomych. Wiele w niej ele­
mentów gry i zabawy. W a l k i bawołów, tańce, śpiewy,
procesje, pochody odbywające się miejscach publicz­
nych, puszczając jak gdyby w niepamięć istnienie do­
mu żałoby, nadają uroczystości charakter ludowego fe­
stynu. Inwersja: mężczyźni przebrani za kobiety (Newar), satyra polityczna i społeczna (Meksyk), cechy
charakterystyczne dla karnawału, mają ścisły związek
z myślą o śmierci, w obliczu której wszyscy są równi' .

kontekście zrozumiale jest, że tradycyjne obrzędy pogrzebowe
Luiseńo były piętnowane przez misjonarzy, którzy posądzali i c h
0 kanibalizm.
Jest to prymitywny instrument muzyczny z grupy w o l n y c h aerofonów. Deszczulka, płaski kamień łub muszla przyczepione są
do sznurka. Wprowadzony w r u c h wirowy wydaje przeciągły n i ­
sk! dźwięk, warkot. ( A n g . bull-roarer, ft. rhombe, n i e m . Schwirrhok).
Szczegółowy opis tego rytu znajduje się w J. J. Pawlik, Experien¬
ce sociale de la mort, Fribourg, Editions Universitaires 1990,

9

Lalka to nie jedyna forma artystyczna, jaką spotyka­
my podczas obrzędów pogrzebowych. Wspomnijmy je­
dynie o maskach, które w harmonijny sposób łączą
sztukę materialną i ruch, lalkę i taniec. Sam ich wyrób
zarezerwowany jest dla osób wtajemniczonych. Każda
z części maski ma określone znaczenie sakralne. Ma­
skom składa się ofiary, bowiem uważa się, że są one sie­
dliskiem duchów. Przede wszystkim zaś ich wejście na
scenę publiczną, ruch zgodnie z tańcem ich nosicieli,
ich nietypowe odgłosy sprawiają, że maski efektywniej
niż lalki czy marionetki stwarzają iluzję dramatyczną
związaną z tematyką śmierci.

s. 114-125. Por. również tenże. Performance of Life after Death.
The unii, object-actor of the funeral ceremony, w : Umma Informa­
tions Spécial.:

LAfrique

noire

en marionnettes, Charleville-

-Mézières 1988, s. 16-24
Pot. M . Bloch, Placing the Dead. Tombs. Ancestral
(unship Organisation in Madagascar,

Villages, and

L o n d o n , Seminar Press

1971
11

Liczba cztery powtarza się, jeśli chodzi o ryty przeznaczone dla

i-

Czasem jeden z niosących, biorąc nosze na głowę, stwierdza, że

kobiety. O d p o w i e d n i k i e m męskim jest liczba m y .

Innemu

nic nie czuje. Ustępuje więc miejsca

mężczyźnie.

N a przykład u Konkombów. Por. D . T a i t , The Konkomba

of

Northern Ghana, L o n d o n , O x f o r d University Ptess 1961, s. 239
Prof. L o u i s - V i n c e n t Thomas. Komunikacja własna.
W całym N e p a l u żyje blisko pól miliona Newarów, większość
z nich to wyznawcy hinduizmu.
Jeśli ktoś umrze właśnie tego dnia, przechodzi bezpośrednio do
świata zmarłych.

Przypisy
1

'

'

A

Jeśli c h ó d : , o teatr klasyczny por. Ridgeway W . , The

Dramas

Por. Mary M . A n d e r s o n , The

and Dramatic Dances of Ntm-European

Referen­

D . M e h r a , Rupa 1975, s. 99

Races in Special

Szczegółowy opis procesji zob. m . i n . S.ddhi B. Ranjitkat, Gaija-

of Greek Comedy,

tra: Festival with a Difference,

N e w York, Benjamin Blom 1964 (wyd.

7

plement, 1994.08.19, s. 1

Tanatopraktyką określa się wszelkie współcześnie stosowane

Tradycja spektakli satyrycznych łączona jesr z królem Pratap

t e c h n i k i konserwacji i wystawiania zwłok, rozwinięte na szero­

Maila ( X V I I I w i e k ) , który wyznaczył nagrodę dla tego, k t o roz­

ką skalę szczególnie w Stanach Zjednoczonych.

śmieszy jego żonę, która nie mogła wyzwolić się z żalu po stra­

Należy jednak wyraźnie rozróżnić lalkę jako przedmiot animo­

cie syna. Por. H e m a n t Kumar Jha, Gai Jatra, or the Procession of

wany podczas obrzędów pogrzebowych od podobizn zmarłego,

Cows,

takich jak fotografia czy popiersie. W wyobrażeniach religij­

Szczegółowe studium obrzędów pogrzebowych Toradja prze­
prowadziła Jeannine K o u b i . Tor. Rambu Solo „la fumée de­

tylko odbiciem czy podobizną.

scend". Le culte des morts chez les Toradja du Sud, Paris, Editions

A. van Gennep, Les rites de passage, Paris, Editions A . &amp; J. Pi-

du CNRS

card 1981 (wyd. pierwsze 1909). Szczegółowo o „wtórnym po­

Totadja stosują kilka rodzajów przedstawień zmarłego w zależ­

grzebie" porównaj wyśmienity tekst Roberta Hertza Contribu­

ności o d jego rangi społecznej oraz od tradycji regionalnych.

collective de la mort z 1907
Paris, Presses

1982

Por. Jeannine K o u b i , Le nudade, le mon et son „double" visible en
Pays toradja, Sulawesi

(Indonésie), w : „Objets et M o n d e "

Universitaires de France 1970, s. 1-83

19.1979. N.S. Les hommes et la mon. Rituels funéraires

Skrajnym przypadkiem jest spożywanie ciała (kanibalizm) oraz

le monde, s. 160-170

à travers

mumifikacja.

Por. np. Ursula Thiemer-Sachse, Totenfest m Milpa Alla, M e x i -

Liczba niewidzialnych komponentów osoby różni się w zależno­

co. Kleine Beitrage aus dem staatlichen Museum fur

ści od k u l t u r y . D o najważniejszych z n i c h należy d u c h i dusza.

Dresden 16. 1997, s. 34-41

Völkerkunde,

W literaturze tematu używane jest zwykle określenie „image".

Por. Stanley Brandes, Sugar, Colonialism,

Chodzi t u jednak 0 zrobione : sitowia kukły. Opis ceremonii na

Origins of Mexico's Day of the Dead, ..Comparative Studies i n

podstawie: W i l l i a m D . Strong, Aboriginal Society in

Society and H i s t o r y " 39/2, 1997, s. 270-299

Berkeley,

Southern

and Death. On

the

Universiry o f California Press

1929,

Por. tenże, Iconography in Mexico's Day of the Dead. Origins and

s. 299-309 oraz Constance G . Dubois, The Religion of the

Lwse-

Meaning,

no Indians of Southern California,

Berkeley. University of Cali­

„Ethnohistory" 45/2. 1998, s. 181-218

Por. liana Harlow, Crating Situations. Practical Jokes and the Re­

fornia 1908 (..Publications i n A m e r i c a n Archeology and Eth­

vival of the Dead in Irish Tradition, „Journal of A m e r i c a n Folk­

nology", 8,3, s. 69-186).

lore" 110 (436), 1997, s. 140-168 oraz André Raponda-Walker

Ostatnie świadectwa dotyczące tradycyjnych obrzędów pogrze­

1 Roger Sillans, Rites et croyances des peuples du Gabon,

bowych Luiseńo pochodzą z początku lat czterdziestych. Por.

Présence Africane 1983, s. 111-121

Raymond C. W h i t e , Two Surtwing Luiseńo Indian
'

„The Rising N e p a l " , M o n d a y , 1994.08.22, s. 4

nych jest ona materialną podporą ducha osoby zmarłej, a nie

California,

»

„The Rising N e p a l " , Friday Sup¬

pierwsze 1915).

r o k u , w : R. Hertz, Sociologie religieuse et folklme,

"

Calcutta,

of Nepal,

ce to the Origin of Greek Tragedy with an Appendix on the Origin

tion à une étude sur la représentation

1

Festivals

Ceremonies,

Por. Âsa Boholm, Masked Performances in the Carnival of Veni­

Boholm

„American A n t h r o p o l o g i s t " 55, 1953, s. 578

ce, w. G o r a n A i j m e r i Âsa

W innej wersji najmowany był do tego specjalny człowiek zwa­

ments. Possible Worlds in Dramatic

ny „zjadaczem". Por. W i l l i a m D . Strong, j w . s. 300-301. W tym

1ASSA 1994, s. 64-88

553

Paris,

(red.), /mages and

Performance,

Enact­

Gothenburg,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6054" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6034">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb32a54066c2fe036cc3d89802f339d8.pdf</src>
        <authentication>82d48f904d5c30d698ab18a84af730a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72213">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2092</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72215">
                <text>Ruda Dzurko - cygański artysta plastyk / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.59-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72217">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72219">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72221">
                <text>Adam Bartosz

RUDA DZURKO — CYGAŃSKI ARTYSTA PLASTYK

W tradycji cygańskiej twórczość plastyczna była nader uboga.
Kolorowe wozy — to wytwory stosunkowo późne i nie przez
samych Cyganów wykonywane. Do dziś przypadki uprawiania
twórczości plastycznej wśród Cyganów nie są częste, a twórców,
którzy tematyką nawiązują świadomie do cygańskiej historii i
kultury jest bardzo niewielu.
Rudolf Dzurko jest jednym z bardziej znanych artystów, który
zyskał sobie uznanie nie tylko w Czechosłowacji, gdzie mieszka,
ale i poza granicami kraju. Pochodzi z cygańskiej osady ze
Słowacji, gdzie urodził się 1 lipca 1941 r. Tutaj, w Pavlovicach
koło Preszowa, wychował się jako jeden z siedmiorga rodzeń­
stwa. Matka utrzymywała dom żebrząc po okolicznych wsiach,
ojciec wyplatał koszyki, czasem zarabiał muzykując. Rudolf mając
szesnaście lat ożenił się z Cyganką, miał z nią d w ó c h synów, po
czym opuścił ją i zamieszkał z białą kobietą. Ruda Dzurko, nie
mając żadnego wykształcenia, chcąc zarobić na utrzymanie
rodziny, zajmował się najprostszymi robotami. Plótł z ojcem
koszyki, był murarzem, szewcem, tokarzem, palaczem, rzeźnikiem, pracował przy wykopach ziemnych, zarabiał graniem. W
wieku trzydziestu kilku lat zainteresował się rzeźbieniem. Począt­
kowo w kamieniu (piaskowcu), potem w drewnie — rzeźbił
głowy i popiersie. Właściwy kierunek w twórczości znalazł nieco
później. W okolicy Usteku, gdzie mieszkał przez wiele lat, jest
wiele hut szkła, odpady szklane w rozmaitych kolorach można tu
bardzo łatwo pozyskać. Właśnie barwne okruchy szkła stały się
natchnieniem artystycznym Dzurki.

Technikę, jaką wykonuje swoje kompozycje, stworzył sam.
Tworzywem jest drobno tłuczone szkło, które dawniej miażdżył w
prasie na okruchy różnej wielkości od miału szklanego po drobiny
wielkości drobnych koralików. Obecnie udaje mu się pozyskać
z hut gotowe kruszywo o różnej gradacji. Używa też większych
fragmentów szklanej stłuczki. Te różnej grubości i rozmaitej
barwy okruchy komponuje w zarys odpowiedniego obrazu.
Podstawę obrazu stanowi gruba płyta szklana (dla wzmocnienia
skleja szyby podwójne) pokryta klejem (żywicą). Na nią nanosi
się najpierw odpowiedni rysunek ułatwiający potem wypełnianie
odłamkami szkła o odpowiedniej wielkości i kolorze. W efekcie
obraz nie jest zupełnie płaski, ale ma powierzchnię lekko sfałdowaną, chropowatą, z wypukłościami. Kiedy ma ostre kontury, jest
nieco podobny do mozaiki; kiedy indziej kontury rozpływają się
na skutek bardzo płynnego przechodzenia jednych kolorów
w inne, co uzyskuje się poprzez mieszanie okruszków szkła
o różnych kolorach w miejscu styku barw lub nakładanie warstw
tworzywa o różnej grubości. Niektóre obrazy wyglądają z daleka
jak grubo tkany gobelin. W takiej manierze utrzymane są ostatnie
jego prace.
Tematyka prac Ruda Dzurki obraca się głównie wokół refleksji
nad cygańską kulturą. Nawet jeśli są to tematycznie inne wątki
(Ukrzyżowania, Pieta), to bez trudności w rysunku przedstawio­
nych osób dopatrzeć się można postaci Cyganów i Cyganek.
Obrazy Dzurki, bardzo ciężkie (gruba szyba, czasem p o d w ó j ­
na), zamknięte są najczęściej białymi, drewnianymi ramami, które

59

�ostro wydzielają z przestrzeni ich intensywnie kolorowe powierz­
chnie. Powierzchnie te, aczkolwiek chropowate, są jednocześnie
połyskujące blaskiem szkła, tam zaś gdzie pokryto je najdrobniej­
szymi okruchami są całkiem matowe. Dla urozmaicenia płaszczy­
zny Ruda stosuje w rysunku większe pojedyncze fragmenty szkła,
a także gotowe koraliki lub rurki szklane w różnych kolorach.
Dzurko zaczynał od obrazów o wielkim formacie. Z czasem,
gdy jego twórczość poczęła interesować coraz szersze grono
odbiorców, wykonuje też obrazy tańsze, o mniejszym formacie. Z
dawniejszych prac w swoim obecnym praskim mieszkaniu ma
zaledwie kilka. Niektóre z nich od nowa skomponował kolorysty­
cznie. Na już gotowe powierzchnie obrazów naniósł w odpowie­
dnich miejscach klej i pokrył je od nowa drobniejszą tłuczką

szklaną. Przy tym zatarł pierwotną ostrość rysunku, uznając tę
nową formę za lepszą.
Dzurko powrócił również do rzeźby w drewnie. Jego prace
mają ogromny popyt, aczkolwiek ich poziom jest bardzo mizerny.
Popyt ten wynika z braku konkurencji na czeskim rynku sztuki
nieprofesjonalnej, gdzie tradycje rzeźby w drewnie są znikome. To
jednak malowane szklanymi okruchami obrazy sprawiły, że Ruda
Dzurko jest najwybitniejszym twórcą plastykiem wśród Cyganów
w Czechosłowacji i, obok zmarłego niedawno Janosa Balazsa z
Węgier, jednym z najlepszych artystów-samouków, jacy wyrośli w
tym środowisku. Jest on postacią bardzo interesującą nie tylko od
tej strony. Znany jest także jako narrator zajmujących opowieści,
bajek oraz znawca spuścizny ustnej swego narodu.

Fot. A. Bartosz

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6053" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6033">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/82c0c75d6a29ddb44ad659f8be9a2930.pdf</src>
        <authentication>3658eeaaebc839094587394fde9b0c06</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2258</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72204">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72205">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2095</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72206">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72207">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72208">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72209">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72210">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72211">
                <text>S

U

M

A

R

I

E

S

#

P

E

3

K

)

M

E

SUMMARY OF ARTICLES

J o a n n a T o k a r s k a - B a k i r — INTERPRETATION, THAT IS
ON THE ART OF ANTHROPOLOGY
The article presents the author's view on the crisis of ethnolo­
gy. The analysis is based on the papers published in the „Current
Anthropology" and the editorial discussions presented in this
journal in 1976—1985. The recurring themes are emphasized.
This also concerns the author's proposals to overcome the crisis
through the so-called interpretative trend of American anthropo­
logy derived from the tradition of German hermeneutics on the
one hand and related to Michel Foucault's ideas and contempo­
rary studies on literature on the other. In the second part of her
article the problems of contemporary ethnology are presented.
The author also quotes The Introduction to Cliford Geertz's Local
Knowledge as a telling example of good interpretative methods.
A n d r z e j H e m k a , J a c e k O l ę d z k i — MIRACULAR SEN­
SIBILITY
The authors are interested in the anthropology of miraculous
events in a broad meaning of the term, including the events that
are not officially recognized by the Church. They focus their
attention on contemporary events of the kind in Poland
(1945—1975). The presented material concerns, first and fore­
most, three great miracles, that is in Zdziar Wielki (1954 or 1955),
Warsaw in Nowolipie street (autumn 1958), and Radziejów
(1958 or 1959) with some thousand participants in
each. The authors are of the opinion that the studies on
miraculous events can be of help in understanding the sensibility
and the way of thinking of various contemporary social groups.
The fact is that the events of miraculous character are thought to
originate in the need of God's intervention in man's worldly
existence. They bear testimony to a strong cult of the Virgin in
Poland (Her frequent appearances). Initiated often by an indivi­
dual, the events are soon joined by crowds of people. It is stated
that miraculous events are recapitulation rather than foreshado­
wing of social tragedies and strifes (1945, 1956, 1 9 6 8 — 7 0 ,
1981—85).
W a n d a D r a b i k — FOUR SEASONS (ON THE CORRELA­
TION BETWEEN ANNUAL AND FAMILY RITES)
Rite practising is related to the model of the Universe in which
the order of nature and the social order are interdependent and
subject to one supernatural law. Any change, whether in nature or
society, disturbs the settled relations, producing chaos. The rite
participants recreate a mythic scheme of the creation, enriching it
with a current situation and it is through magic techniques that a
newly- born order is controlled. Therefore, the moment of change
in the presentation of time that is periodically being exhausted
and revived is at the same time the end and the beginning of the
world. The rites paralleling changes in nature not only controll
their right course but also govern social relations. Through family
rites new members are accepted in a community, marriages are
contracted, the dead excluded from a community and, what is
more, the eternal rhythm of nature is maintained. Birth, marriage,
and death are events in one's life (they are of definite historical
dimension); they are also events in the community's life, which
like nature should be constantly revived in new generations.
Annual and family rites are complementary to form
a rite year of a given community. Practically, their synchronization
is not always possible, for only the dates of weddings can be
scheduled in advance. Hence the time appropriate for the rite has
been set individually in particular European communities. Annua­

lly, by the end of the wedding, all the unmarried are reprimanded
and submitted to special procedures; at the same time, the
successive age-groups of the young ready for marriage achieve
the status of maiden and bachelors. A new annual wedding cycle
begins during which rite contacts between the sexes are being
intensified to the very moment when signs foreshadowing a
future wedding are exchanged.
Annual and family rites make a whole in which particular
events are defined not only by their form, contents ascribed to
them but also by their position among other rites.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i — INTUITION PRAISED
In his article the author tackles the problem of amatour art. Its
essence is seen in the satisfaction people gain when practising art
(e.g. compensation of failures in other spheres of life). If their
work is to be called artistic it should propose something new
rather than merely copy the repeated models. According to A.
Jackowski, new values spring from intuition whose great role is
seen in the work of naive and Art Brut artists. However, this art is
affected by the crisis caused, for example, by the death of old
artists. Therefore, it is high time to think how their work could be
protected. The author is against the stimulation of the amatours'
unreasonable ambitions, frequently imagined ones, and the need
to compete, resulting from the careless cultural policy (e.g. some
competitions). He is of the opinion that they should also be
presented with new ways of artistic activity (e.g. in the sphere of
handicraft) and provided with new forms of protection (in small
groups under the instructor's supervision).
M a c i e j S z c z y r b u ł a — NIKIFOR ONCE AGAIN. FACTS,
SUPPOSITIONS AND LEGENDS
A Lemko living in Krinica, Nikifor was one of the greatest naive
painters in the world. His life and work, particularly in the interwar
period, has grown up in many a legend; all the more, various
publications about the artist often present us with contradictory
facts. The author has assembled numrous proofs to confirm many
suppositions, eg., the artist's name (Epifaniusz Drowniak) and his
biography. Nonetheless, many theses presented in the article are
still but merely hypotheses.
S t a n i s ł a w C i c h o w i c z — WHERE DOES THIS CANON
COME FROM?
The autor discusses the complex relation between artistic
creativity and the external world. When creating the artist
subordinates himself to the canons. Who sets the canon? They
originate in the artist's atelier. This is true, yet one should
remember that the atelier has also windows. The metaphor of the
window helps to illustrate the dialectics of privacy and openess,
essential in artistic work.
A very interesting AUTOBIOGRAPHY of S t a n i s ł a w Ż y w o l e w s k i , a naive artist (painter and sculptor) living in
Hajnówka, focuses on his own work and its relation to his
fascinating inner life. The artist's great self-consciousness and
sincerity of expression ought to be emphasized here.
A d a m B a r t o s z — RUDA DZURKO, A GIPSY ARTIST
Dzurko, a Gipsy self-taught artist from Slovakia, began his
artistic activity with scupting in sandstone and wood. However, it
was only pictures made of glass pieces of various size and colour
glued on glass that brought him success and fame. His pictures
mostly concern various aspects of the Gipsy culture.

63

�РЕЗЮМЕ

И о а н н а Т о к а р е к а - Ба к и р — И Н Т Е Р П Р Е Т А Ц И Я И Л И О
ИСКУССТВЕ АНТРОПОЛОГИИ
Настоящий текст это голос по вопросу кризиса этнологии.
Основой д л я представленных здесъ наблюдений являются
публикации в „Current Antropology" и дискуссии редакции,
помещенные вэтом же журнале в 1976—1985 годах. Особое
внимание обращается на возвращающиеся тематические
мотивы и те предложения выхода из кризиса, имеющие
связь с так называемым интерпретационным течением, раз­
вивающимся главным образом в американской антрополо­
гии, берущим свое начало в традиции с одной стороны в
немецкой герменевтике, а с другой стороны родственым
мыслям Мишеля ф у к о и современному литературознанию.
Самоэкземплификацией проблем современной этнологии,
а одновременно удачной попыткой интерпретационных ре­
шений является поступление к Local Knowledge К л и ф ф о р д а
Геерца, рассматриваемых во второй части статьи.
А н д ж е й Х е м к а , Яцек О л е н д з к и — МИРАКУЛЯРНАЯ
ВПЕЧАТЛИТЕЛЬНОСТЬ
Авторов интересует антропология событий, имеющих
чудотворный характер (это широкое понятие, поскольку ни
власти, ни католическая Церковь не приняли их во внима­
ние). В своих исследованиях авторы концентрируются на
современных событиях такого рода, происходивших на тер­
ритории П о л ь ш и ( 1 9 4 5 — 1 9 7 5 ) . Авторы считают, что иссле­
дования над миракулярными, чудотворными явлениями это
важный источник познания способов восприятия и мышле­
ния разных современных социальных сред. Существование
чудотворных явлений берет свое начало в потребности
поляков в сильном культе Богоматери (а часто Явления
Богоматери). Такого рода события, инициированные едини­
цами, быстро подхватывает толпа. Авторы считают, что
чудотворная, миракулярная впечатлительность является
скорее рекапитуляцией, чем предвестием трагедий и общес­
твенных конфликтов (1945,1956,1968—1970, 1981—1985).
Настоящий материал касается прежде всего трех чудотвор­
ных явлений такого типа: в Здзяже Бельком (1954 или 1955),
в Варшаве в квартале Новолипе (осень 1958), а также в
Радзееве (1958 или 1959); в них участвовало от нескольких
сотен д о сотен тысяч л ю д е й .
В а н д а Д р а б и к — ЧЕТЫРЕ В Р Е М Е Н И Г О Д А ( О В З А И ­
МОЗАВИСИМОСТИ ЕЖЕГОДНЫХ И СЕМЕЙНЫХ ОБРЯ­
ДОВ)
Практика обрядов восходит к модели Вселенной, где
взаимно зависят от себя порядок натуры и общественный
порядок. Всяческие изменения, как в природе, так и общест­
ве, нарушают традиционные корреляции, вводят хаос. Участ­
ники обрядов воссоздают мифическую схему создания,
включая вэто актуальную ситуацию, а с помощью магичес­
ких техник управляют ново возникшим порядком. Момент
изменения в понимании циклически исчерпывающегося и
возрождающегося времени является одновременно концом
и началом мира. Обряды, совершаемые в условиях измене­
ний, наблюдаемых в природе, не т о л ъ л к о руководят их
правильным процессом, но также регулируют обществен­
ные отношения. С помощью семейных обрядов общество
принимает новых членов, связывает пары супружескими
узами, прощается с умершими, а одновременно следует
извечному ритму натуры. Рождение, супружество и смерть
это события в жизни личности, а одновременно в жизни
общества, которе, как природа, д о л ж н о постоянно возрож­
даться в следующих поколениях. Ежегодные и семейные
ритуалы взаимно дополняются и совместно образуют о б ­
рядовый год данного общества. В практике их синхрониза­
ция не всегда возможна, ибо т о л ь к о сроки свадъб можно
планировать заранее, и поэтому каждое европейское обще­
ство определило определенное время. В его конце, во время
ежегодных обрядов, д е л а л и с ь напоминания незамужним

и неженатым, а одновременно м о л о д е ж ь очередных возрас­
тов получала статус девушек и кавалеров. Начинался новый,
ежегодный свадебный цикл, во время которого становились
более тясными контакты между представителями разного
пола вплоть д о обмена знаками, предвещающими свадьбу.
Ежегодные и семейные обряды неразделимы, а значение
отдельных ритуалов определяет-не т о л ь к о форма и суть, но
также их позиция среди остальных ритуалов.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и й — ПОХВАЛА ИНТУИЦИИ
Автор занимается проблемой любительского творчества.
Его суть он усматривает в удовлетворении, какое дает такое
творчество людям (например как возмещение неудач в иных
жизненных сферах). Если их искусство, кроме того, можно
охарактеризовать как художественное, оно д о л ж н о вносить
нечто новое, а не только повторять готовые образцы. Базой
для этого нового является интуиция художника: ее огромную
роль автор статьи открывает в творчестве круга наивных
мастеров и А р т Брут. В настоящее время их творчество
переживает кризис, связанный с кончиной старых мастеров.
Это соответствующий момент, чтобы еще раз подумать о опее над такого рода творчеством. Одновременно автор
является противником культивирования среди любителей
излищнего, часто мнимого честолюбия, потребности соперичества и т.д., к чему приводит не осмысленная культурная
политика, например некоторые конкурсы. Автор подчеркиват, что необходимым было бы также раскрытие этим людям
иных возможных творческих путей, например в границах
ремесла, а также создание новых форм опеки, в небольших
группах, под руководством опытного инструктора.
М а ц е й Щ и р б у л а , ЕЩЕ О Н И К И Ф О Р Е . Ф А К Т Ы , Д О М Ы ­
СЛЫ И ЛЕГЕНДЫ
Никифор (живший в Крынице лемко) принадлежит кчису наиболее выдающихся польских наивных живописцев. Его
жизнь и творчество, особенно довоенного периода, овеяны
многими легендами. Автор приводит многочисленные д о ­
воды, подтверждающие, в частности, что настоящей ф а м и ­
лией Никофора была Епифаний Дровняк, атакже ряд фактов
его жизни и творчества. Многие положения автора носят,
однако, гипотетический характер.
С т а н и с л а в Ц и х о в и ц — О Т К У Д А ЭТОТ КАНОН?
Автор затрагивает проблему сложных корреляций между
художественным творчеством и внутренним миром. Созда­
вая, художник подчиняется канонам. Кто устанавливает ка­
ноны? Ведь они рождаются в мастерской художника. Э т о
правда, но следует помнить, что мастерская художника
имеет окна. Метафора окна позволяет отобразить диалекти­
ку частности и искренности, необходимых в творчестве.
В необычайно интересной А В Т О Б И О Г Р А Ф И И С т а н и с ­
л а в а Ж и в о л е в с к о г о , живущего в Хайнувке художника
круга наивного искусства (живопись, скульптура), затраги­
ваются прежде всего темы, связанные с его собственным
творчеством и его зависимость от богатой внутренней ж и з и автора. Особого внимания заслуживает факт сильного
самосознания художника, а также откровенность высказы­
ваний.
А д а м Б а р т о ш — РУДАДЗУРКО — ЦЫГАНСКИЙ Х У Д О ИК
Дзурко — цыганский х у д о ж н и к - л ю б и т е л ь начал свою
художественную деятельность со скульптуры из песчаника и
дерева. Однако успехом и популярностью он обязан карти­
нам, имеющим вид стеклянной плиты, на поверхности кото­
рой уложены осколки стекла разной величины. Тематика его
картин свяазана прежде всего с рефлексией о цыганской
культуре.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6052" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6032">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f1883f7cd84469efe3d578ebef6c48f.pdf</src>
        <authentication>20b76c3a88d2d2c276ff65e9bcc263f2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72192">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72193">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72194">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2097</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72196">
                <text>Wstęp do teorii kawału / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72197">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.3-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72198">
                <text>Raszewski, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72199">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72200">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72201">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72202">
                <text>Zbigniew Raszewski

WSTĘP DO TEORII KAWAŁU
1. Jest rzeczą g o d n ą u b o l e w a n i a , że kawał, o d g r y w a j ą c y tak

i w ś w i a d o m o ś c i o s ó b bardzo w y b r e d n y c h z a c h o w u j e o d c i e ń

w i e l k ą rolę w życiu dzisiejszej Polski, nie doczekał się d o t y c h c z a s

grubiański. T y m t ł u m a c z y się p r a w d o p o d o b n i e u ż y w a n i e delikat­

o s o b n e g o o p r a c o w a n i a . Brak t a k i e g o o p r a c o w a n i a jest jednak

niej brzmiących s y n o n i m ó w „ k a w a ł u " lub o p a t r y w a n i e g o za­

f a k t e m i nic d z i w n e g o , że s a m o p o c h o d z e n i e k a w a ł u n a s u w a tyle

strzeżeniem „ t a k z w a n y " . S z w e y k o w s k i , ścisły jak z w y k l e , obrał

w ą t p l i w o ś c i . Z y g m u n t S z w e y k o w s k i uznał g o za g a t u n e k litera­

tę d r u g ą metodę. M ó w i ł o t z w . kawale. Osoby w y ż e j ceniące

cki i w s p o m n i a ł g o w z n a k o m i t y m w y k ł a d z i e

delikatność niż ścisłość w o l ą m ó w i ć o „ d o w c i p i e " , c o jednak

systematyce g a t u n k ó w

poświęconym

literackich, w y g ł o s z o n y m na

Uniwer­

sytecie Poznańskim w 1 . 1 9 4 5 - 4 7 . W w y k ł a d z i e t y m S z w e y k o w ­

w y d a j e się niedopuszczalne w b a d a n i a c h n a u k o w y c h .
Pojęcie d o w c i p u ma n i e w ą t p l i w i e i n n y zakres niż

pojęcie

ski wyraził przypuszczenie, że poprzedniczką dzisiejszego k a w a ł u

k a w a ł u . Zakresy t y c h pojęć w p r a w d z i e się przecinają, jednak nie

była fraszka. Przypuszczenie t o t r u d n o uzasadnić. W ś r ó d dzisiej­

p o k r y w a j ą się ze sobą, g d y ż d o w c i p n e b y w a j ą także inne u t w o r y ,

szych k a w a ł ó w przejawia się tyle i tak r ó ż n o r o d n y c h tradycji, że

i nie t y l k o u t w o r y ( b o także ludzie b y w a j ą d o w c i p n i ) . Co w i ę c e j ,

t y l k o bardzo d o k ł a d n e

kawał, c h o ć zawsze ma r o z b a w i ć słuchaczy, niekoniecznie musi

badania m o g ł y b y s p r a w ę

wyświetlić.

Słuszne w y d a j e się za t o t w i e r d z e n i e , że m a m y tu d o czynienia
z o d r ę b n y m g a t u n k i e m literackim, przynależnym zresztą d o litera­

być d o w c i p n y . (I nie zawsze jest.)
Zatem z n a u k o w e g o

punktu

widzenia

„dowcip"

nie jest

tury, która p o w s t a j e bez p o m o c y pisma, przeznaczona nie tyle dla

s y n o n i m e m „ k a w a ł u " . Nie jest n i m r ó w n i e ż „ a n e g d o t a " . Wiele

c z y t e l n i k ó w , ile dla słuchaczy. Po f r a n c u s k u t e g o rodzaju t w ó r ­

osób

czość n a z y w a się literaturą m ó w i o n ą , litterature

orale. Badacze

z a u w a ż y ć , że t o w p ł y w rosyjski, g d y ż w języku rosyjskim t o samo

zgadzają się na o g ó ł c o d o t e g o , że literatura m ó w i o n a z n a m i o n u ­

zjawisko, które nasz język nazywa k a w a ł e m , oznacza się s ł o w e m

je w c z e s n e etapy c y w i l i z a c j i i w y p r z e d z a literaturę pisaną, toteż

„ a n e g d o t " . Stąd też w Polsce s ł o w o „ a n e g d o t a " w znaczeniu

nazywa

wprawdzie

kawały anegdotami, ł a t w o

jednak

c i e k a w y w y d a j e się fakt, że w Polsce, jak zresztą w e w s z y s t k i c h

' k a w a ł ' słyszy się przeważnie z ust starszych o s ó b p o c h o d z ą c y c h

krajach socjalistycznych, zaszedł o s t a t n i o o d w r o t n y proces. Kraje

z b. zaboru rosyjskiego, zwłaszcza z Kresów.

te miały już

bogatą

literaturę

pisaną, g d y

nastąpił w

p o n o w n y r o z k w i t literatury m ó w i o n e j , d o której

nich

Czysta polszczyzna naszych c z a s ó w d o k ł a d n i e rozróżnia „ a n e ­

niewątpliwie

g d o t ę " i „ k a w a ł " j a k o n a z w y d w ó c h różnych zjawisk. M ó w i się:

należy k a w a ł . Nie s p o s ó b t u d o c i e k a ć przyczyn t e g o zjawiska.

„ o p o w i e m ci a n e g d o t ę , a p o t e m k a w a ł " , c o znaczy, że o p o w i a d a ­

Wystarczy

jący najpierw zamierza przytoczyć p r a w d z i w e zdarzenie, z j a k i c h ś

stwierdzić, że idzie o n o

w

parze z

oczywistymi

z m i a n a m i , jakie zaszły i nadal z a c h o d z ą w pisanej

literaturze

k r a j ó w socjalistycznych. W Polsce zmiany te dały się już zaobser­
wować

podczas w o j n y ,

która też z a p o c z ą t k o w a ł a

przyczyn g o d n e u w a g i , a p o t e m krótki u t w ó r oparty na w y d a r z e ­
niu f i k c y j n y m .

dzisiejszy

Należy stwierdzić, że o b a g a t u n k i cieszą się dzisiaj d u ż y m

r o z w ó j k a w a ł u . W a r t o j e d n a k zaznaczyć, że prócz w a r u n k ó w ,

p o w o d z e n i e m . A n e g d o t a ma n a w e t s w o i c h u l u b i o n y c h b o h a t e ­

które zarysowały się w kraju poczynając o d 1 9 3 9 roku, r o z w o j o w i

r ó w , czasem żyjących (Tadeusz P r z y p k o w s k i ) , częściej nieżyją­

k a w a ł u m o g ł y r ó w n i e ż sprzyjać dawniejsze tradycje i w ł a ś c i w o ś c i

c y c h (Franz Fiszer, Leon Schiller), ale - w o d r ó ż n i e n i u o d k a w a ł u

naszej kultury, np. u p r z y w i l e j o w a n e miejsce r o z m o w y .

Kawał

- z a w s z e p r a w d z i w y c h . Zawsze też t w i e r d z i , że o p i e w a p r a w ­

często, jak się zdaje, p o w s t a j e podczas r o z m o w y i w i e l e zdaje się

d z i w e czyny s w y c h b o h a t e r ó w i s ł o w a , które oni

zawdzięczać r o z m o w i e , g d y c h o d z i o środki w y r a z u , a na o g ó ł

p o w i e d z i e l i , podczas g d y k a w a ł może mieć p r a w d z i w y c h b o h a t e ­

uważa się, i c h y b a słusznie, że w Polsce, p o d o b n i e jak w Rosji,

r ó w , jak np. Bierut, Dzierżyński, C y r a n k i e w i c z , ale w y d a r z e n i a

naprawdę

r o z m o w i e p o ś w i ę c a się w i ę c e j czasu niż w krajach z a c h o d n i c h .

i słowa

W o g ó l e w i ę c e j się m ó w i .

prastarymi m o t y w a m i literackimi w rodzaju historii przyszłości czy

2. S ł o w o „ k a w a ł " j a k o n a z w a g a t u n k u literackiego musiało
wejść w użycie nie tak d a w n o t e m u . S ł o w n i k warszawski nie zna
jeszcze t a k i e g o znaczenia w

haśle K A W A Ł . Rejestruje t y l k o :

sam sobie t w o r z y ,

nieraz

posługując

się przy

tym

r o z m o w y umarłych.
N a w e t w t e d y , kiedy cały sztafaż jest ściśle realistyczny, k a w a ł
chętnie ucieka się d o fantastyki, jak w n a s t ę p u j ą c y m przykładzie.

„ K a w a ł e k przen. rub. figiel, psikus, sztuczka, żart, psota, farsa,
szpas: w z i ą ć k o g o na K. ( = w y p r o w a d z i ć w pole, zakpić, zadrwić,

Lotnik o b s e r w u j e z helikopteru sztuczny zalew na D u ­

w y s t r y c h n ą ć na d u d k a , urządzić psikusa, zażartować, oszukać;

najcu. Na falach w i d z i kapelusz góralski, który j e d n a k

zażyć z m a ń k i , pokazać gruszki na wierzbie, o t u m a n i ć ) . Stary lis

w p e w n y m m o m e n c i e zawraca p o d prąd, p o t e m z n ó w

bierze ludzi na kawał. Brać ludzi na K. Zap. Ten c z ł o w i e k ma s w o j e

zdaje się płynąć z p r ą d e m i z n ó w zawraca kursując bez

kawały ( = w y b i e g i , k o n c e p t y , d o w c i p y ) . " Bruckner w

przerwy na t y m s a m y m o d c i n k u . G ł ę b o k o z d u m i o n y , lotnik

s ł o w n i k u e t y m o l o g i c z n y m t w i e r d z i , że znaczenie ' f i g i e l '
w tym wypadku

p i e r w o t n e . ( S ł o w o ma p o c h o d z i ć

swym
było

zdaniem

Brucknera z d o l n o n i e m i e c k i e g o „ k a v e l " ) .

pyta m i e j s c o w e g o sołtysa, c o by t o m o g ł o znaczyć.
- A t o Cisoń - o d p o w i a d a Sołtys. To t w a r d y c h ł o p .
M ó w i , że w d... ma z a l e w i dalej orze s w o j e pole.

Otóż t o znaczenie utrzymuje się jeszcze w dzisiejszej polszczyźnie. M ó w i się: zrobić k o m u ś k a w a ł . Często m a się w t e d y na myśli
to, c o A n g l i c y nazywają practical

jocks. O b o k t e g o znaczenia fest

j e d n a k w p o w s z e c h n y m użyciu drugie, tu opisane. O p o w i a d a się
k a w a ł y , słucha się k a w a ł ó w . S ł o w n i k D o r o s z e w s k i e g o w i e już
o t y m i w haśle K A W A Ł przytacza zdanie: „ S t a ś przyniósł dziś
n o w y k a w a ł " . Rzecz z n a m i e n n a , że w t y m s a m y m haśle rejestruje
s ł o w o „ d o w c i p " j a k o s y n o n i m „ k a w a ł u " . („Słyszałem dziś parę
dobrych d o w c i p ó w politycznych.")

P o d o b n i e ujmuje sprawę

s ł o w n i k w y r a z ó w b l i s k o z n a c z n y c h S k o r u p k i . Także w y m i e n i a
„ d o w c i p " j a k o s y n o n i m „ k a w a ł u " . Otóż w y p a d a stwierdzić, że
taka w y m i e n n o ś ć

„dowcipu"

i „kawału"

istotnie

występuje

w naszym obyczaju j ę z y k o w y m . P o c h o d z i t o c h y b a stąd, że
s ł o w o „ k a w a ł " nie ma jeszcze p e ł n y c h p r a w w języku literackim

Nie ulega w ą t p l i w o ś c i , że d o m e n ą k a w a ł u jest fikcja literacka,
c o m o c n o się już zakorzeniło w ś w i a d o m o ś c i * j ę z y k o w e j o g ó ł u ,
gdyż zdarza się, że p o w y s ł u c h a n i u jakiejś n i e p r a w d o p o d o b n i e
brzmiącej historii, którą o p o w i a d a j ą c y podaje za p r a w d z i w ą ,
słuchacze m ó w i ą : „ t o n i e p r a w d a , t o k a w a ł " .
Ten fakt, o p e r o w a n i e fikcją literacką w celu r o z b a w i e n i a
słuchaczy, każe zaliczyć k a w a ł d o dziedziny t w ó r c z o ś c i , a zara­
zem o d r ó ż n i ć g o o d a n e g d o t y .
Co d o „ f r a s z k i " , s ł o w e m t y m oznacza się dzisiaj u t w ó r pisany,
najczęściej w i e r s z o w a n y , podczas g d y k a w a ł może być najwyżej
z a p i s a n y (a p o w s t a j e , jak się rzekło, bez użycia pisma)
i przeważnie jest prozaiczny. D o w y j ą t k ó w należą w i e r s z o w a n e
k a w a ł y w rodzaju s t w i e r d z e n i a :

3

�Czy się robi,

ani na emigracji nie ma d o t y c h c z a s dobrej a n t o l o g i i k a w a ł u , a ze

czy się leży,

w z g l ę d ó w wyżej wyrażonych

tysiąc z ł o t y c h

n a w e t taka a n t o l o g i a p o w s t a ł a , n i e w i e l e by się z niej można

się należy.

d o w i e d z i e ć o naturze k a w a ł u . Kto c h c e zrozumieć, skąd bierze się
u nas p o w o d z e n i e

A l b o zwięzłe relacje z p r a w d z i w y c h zdarzeń, np. ze śmierci

należy się o b a w i a ć , że g d y b y

kawałów,

ten

nie p o w i n i e n

ich

czytać.

P o w i n i e n słuchać.
4. Fakt, że k a w a ł o b y w a się bez pisma, a w i ę c musi być

Bieruta w M o s k w i e w 1 9 5 6 :

p o w i e d z i a n y z pamięci, d y k t u j e m u małe rozmiary, c h o ć trzeba
Pojechał w f u t e r k u .

przyznać, że w y t r a w n i kawalarze m i e w a j ą w repertuarze r ó w n i e ż

W r ó c i ł w kuferku.

długie

utwory

o zawiłej, szkatułkowej

kompozycji, od

razu

zdradzającej w s c h o d n i e p o c h o d z e n i e . Przykład.
U t w o r y te są przeważnie l u d o w e g o p o c h o d z e n i a i z różnych
przyczyn (o k t ó r y c h dalej) w i n n y być zaliczone d o pogranicza

W d n i u przeznaczonym na p r z y j m o w a n i e skarg i zażaleń
p e w i e n Ż y d , d r o b n y w y t w ó r c a , zjawia się w M i n i s t e r s t w i e

kawału.
W o l n o zatem twierdzić, że k a w a ł jest k r ó t k i m u t w o r e m literac­
kim, w zasadzie o p a r t y m na w y d a r z e n i u f i k c y j n y m ( c o odróżnia
g o o d a n e g d o t y ) , m ó w i o n y m , najczęściej prozaicznym ( w o d r ó ż ­
n i e n i u o d fraszki).

Handlu Wewnętrznego.

Prosi o audiencję

u ministra.

Szefuncia nie ma - oznajmia w o ź n y . Ż y d z n ó w w y c h o d z i ,
znów

wraca

i c i e r p l i w i e czeka. Po g o d z i n i e

zaczyna

o p o w i a d a ć w o ź n e m u następujące zdarzenie. W W i d z e w i e

Na zakończenie d o d a m y , że s p o t y k a się jeszcze inne n a z w y
t e g o zjawiska, jak np. „ w i c " (z niem. W i t z ) , z d e c y d o w a n i e jednak
ustępujące miejsca „ k a w a ł o w i " , które t o s ł o w o w y d a j e się
o b e c n i e najpopularniejszą a zarazem najtrafniejszą n a z w ą o m a ­
w i a n e g o g a t u n k u , c o s p r a w i a , że będziemy się n i m tutaj p o ­
s ł u g i w a l i nie bacząc na j e g o brzmienie.

żył przed laty kupiec Majer, k t ó r e m u zrobił się d u ż y w r z ó d

S ł o w o „ k a w a ł " rzeczywiście brzmi nieelegancko. Cóż z t e g o ,

grzebać. Kiedy się g r o b y o t w o r z ą w d n i u Sądu Ostatecz­

skoro sam przedmiot nie jest pachnący.

na siedzeniu. Chirurg stwierdził, że trzeba t u

wyciąć

kawałek ciała, c o Majera bardzo z a k ł o p o t a ł o . Był p o b o ż n y
i troszczył się o t o , że w d n i u Sądu O s t a t e c z n e g o m ó g ł b y
z m a r t w y c h w s t a ć tak w i d o c z n i e oszpecony. Chirurg p o r a ­
dził m u na t o , by część odciętą podczas operacji

po­

nego - t ł u m a c z y ł M a j e r o w i - z j e d n e g o g r o b u w s t a n i e sam

3. Na charakter k a w a ł u duży w p ł y w zdaje się w y w i e r a ć sztuka
t z w . kawalarzy, a w i ę c o s ó b o p o w i a d a j ą c y c h

kawały, jakby

Majer, z d r u g i e g o odcięta część, obie połączą się ze s o b ą
i z m a r t w y c h w s t a n i e o d b ę d z i e się w s p o s ó b p r a w i d ł o w y .

r a p s o d ó w naszej e p o k i . Osoby te zawsze b a w i ą s w o i c h słuchaczy

Majer, c a ł k o w i c i e u s p o k o j o n y p o d w p ł y w e m t y c h per­

w s p o s ó b b e z i n t e r e s o w n y nie pobierając za t o żadnej opłaty, są

swazji, zgodził się na operację, pogrzebał o d c i ę t ą część,

w i ę c w ł a ś c i w i e a m a t o r a m i , w y r ó ż n i a j ą się j e d n a k

jak m u poradził c h i r u r g , i w r ó c i ł d o interesów. W jakiś czas

szczególną

„ p a m i ę c i ą d o k a w a ł ó w " , m i e w a j ą bogaty, nieraz oszałamiająco

później

r ó ż n o r o d n y repertuar, a n a d t o odznaczają się w ł a ś c i w o ś c i a m i

zatonął, a ciało Majera spoczęło na dnie o c e a n u . Nadszedł

naśladowczymi

rolę

dzień Sądu Ostatecznego. G r o b y się o t w i e r a j ą , w i e r n i

w litteratureorale. Z ł a t w o ś c i ą udają jąkanie, m ó w i ą z rosyjska lub

z m a r t w y c h w s t a j ą . Pan B ó g liczy ich i pyta: A gdzie jest

odgrywającymi

zwykle

pierwszorzędną

musiał p o p ł y n ą ć

statkiem d o A m e r y k i .

Statek

zawołanych

Majer z W i d z e w a ? Szukać M a j e r a ! A n i o ł o w i e latają w o b e c

działaczy i u r z ę d n i k ó w . Kawał zdaje się liczyć na t o . Wyraźnie daje

t e g o , trąbią i w o ł a j ą : Majer z W i d z e w a ! Co jest? Sąd

k a w a l a r z o m pole d o p o p i s u w y p e ł n i a j ą c nieraz całe u t w o r y g w a r ą

Ostateczny! Nic. Z n ó w latają. Z n ó w trąbią. Aż t u , niech

z c h ł o p s k a , trafnie naśladują maniery retoryczne

lub j ą k a n i e m . Chętnie stosuje r ó w n i e ż - tak w a ż n e w w y p a d k u

pan sobie w y o b r a z i - k o ń c z y Ż y d s w o j ą o p o w i e ś ć z w r a c a -

u t w o r ó w w y g ł a s z a n y c h - nagłe zmiany intonacji i natężenia

jąc się d o zasłuchanego w o ź n e g o - w y c h o d z i skądś k a w a ł

g ł o s u . Przykładem może być j e d n a z o d p o w i e d z i radia Erywań.

d... i m ó w i : szefuncia nie ma.

Pytanie: Dlaczego w a s o s t a t n i o tak źle słychać?
O d p o w i e d ź ( s z e p t e m ) : B o m y już m ó w i m y z Kamczatki.

Trzeba jednak stwierdzić, że k a w a ł y tak d u ż y c h

rozmiarów

słyszy się dzisiaj rzadko. Na o g ó ł dzisiejsze k a w a ł y

bywają

m i n i a t u r a m i literackimi, c h o ć w k a ż d y m w i e l k ą , c h y b a zasadniczą
Zdarza się, że p r a w i d ł o w a interpretacja k a w a ł u w y m a g a w y d a ­
w a n i a d ź w i ę k ó w n i e a r t y k u ł o w a n y c h , np. sapania, w z d y c h a n i a ,
d m u c h a n i a , jak w n a s t ę p u j ą c y m k a w a l e .

rolę o d g r y w a zaskoczenie. Im t r u d n i e j przewidzieć, c z y m się
k a w a ł skończy, t y m większe z a d o w o l e n i e słuchaczy. W y b i t n y
kawalarz stara się jeszcze p o w i ę k s z y ć t o zaskoczenie. Sam n i g d y
się nie śmieje, przy p o m o c y głosu i gestu stara się utrzymać klimat

Pewien

dyrektor

doznaje

zadziwiającego

uczucia.

p r a w d o p o d o b i e ń s t w a , póki nie dojdzie d o szokującej p o i n t y . To

S t w i e r d z a , że staje się lżejszy o d p o w i e t r z a i w z n o s i się na

także - jak się zdaje - p o b u d z a t w ó r c ó w d o s w o i s t e j

w y s o k o ś ć c z w a r t e g o piętra. W ó w c z a s spostrzega piękną

konstrukcyjnej, w

kobietę, która uśmiecha się d o n i e g o z b a l k o n u i prosi

t w ó r c z y polega na o p r a c o w a n i u p o i n t y .

o

nadęcie d z i e c i n n e g o

balonika.

Dyrektor

spełnia

jej

której największy, czasem j e d y n y

pracy

wysiłek

Niemałą rolę o d g r y w a j ą w t y m w y p a d k u w y r a z y n i e p r z y z w o i t e ,

prośbę - a p f u , a p f u , a p f u - lecz w ł a ś n i e w t e d y budzi się

z w y k l e p o j a w i a j ą c e się w zakończeniu niespodzianie.

p o d s u r o w y m w e j r z e n i e m sekretarza POP.

p o j a w i e n i e się t a k i e g o w y r a z u często idzie w parze z operacją,

- Cóż t o , t o w a r z y s z u - m ó w i sekretarz - nie dość że
śpicie na zebraniu p a r t y j n y m , t o jeszcze się nadymacie?

Nagłe

która w y d a r z e n i a o p i s y w a n e w gazetach w s p o s ó b w z n i o s ł y
i - z d a n i e m kawalarzy - nieścisły s p r o w a d z a na g r u n t rzeczywis­
tości znanej s ł u c h a c z o m z d o ś w i a d c z e n i a . P o d o b n i e ma się

Przykłady te pozwalają poznać, d o j a k i e g o s t o p n i a w y m o w a

s p r a w a z k o n c e p c j a m i n a u k o w y m i , które uczeni w y k ł a d a j ą z kate­

dobrego

dry, a w k t ó r y c h kawalarze d o p a t r u j ą się n a i w n o ś c i . I w t y c h

w y k o n a n i a z a p e w n i a p o w o d z e n i e , ale s p r a w i a , że n a w e t najlep­

w y p a d k a c h atakuje się teorię n a u k o w ą przy p o m o c y niespodzia­

k a w a ł u zależna jest o d interpretacji, c o w w y p a d k u
szy k a w a ł blednie p o zapisaniu.

nej p o i n t y , przedstawiającej s p r a w ę z p u n k t u w i d z e n i a z d r o w e g o

Trzeba zresztą zaznaczyć, że n i e w i e l e k a w a ł ó w się zapisuje.
Kawalarze z reguły recytują je z pamięci. Czasopisma k r a j o w e
d r u k u j ą k a w a ł y , lecz t y l k o te, które puszcza cenzura, a w i ę c
z w y k l e najsłabsze. Emigracyjna „ K u l t u r a " d r u k u j e o d p e w n e g o
czasu k a w a ł y polityczne. Rozporządza jednak małą częścią krajo­
w e j t w ó r c z o ś c i , u t w o r y dobiera w s p o s ó b n i e w y b r e d n y , a zapisu­
je n i e f a c h o w o zacierając ich m ó w i o n y charakter. A n i w kraju.

rozsądku, często operującej w y r a z e m n i e p r z y z w o i t y m .
Po s t w i e r d z e n i u

tych faktów

posuniemy

się t r o c h ę

dalej

w analizie k a w a ł u i s t w i e r d z i m y , że najczęściej jest t o prozaiczna
m i n i a t u r a literacka, przeznaczona d o w y g ł o s z e n i a w o b e c n o ś c i
słuchaczy, najsilniej oddziałująca przy p o m o c y p o i n t y .
5. P o c h o d z e n i e k a w a ł ó w , jak w s z y s t k o , c o d o t y c z y genezy
t y c h u t w o r ó w , jest niejasne. Większość o b e c n i e k o l p o r t o w a n y c h

�k a w a ł ó w jest n i e z a w o d n i e p r o d u k c j i k r a j o w e j . I m p o r t w

tej

Audycje

te znajdują w

Polsce c h ę t n y c h

słuchaczy,

choć

dziedzinie, przed w o j n ą i podczas w o j n y o d g r y w a j ą c y p o w a ż n ą

w i ę k s z e g o w p ł y w u na r o z w ó j p o l s k i e g o k a w a ł u zdaje się nie

rolę, dziś jak się zdaje, maleje. Jeszcze podczas w o j n y i m p o r ­

w y w i e r a j ą . Polski k a w a ł rzadko b y w a aż tak zwięzły. Na o g ó ł ma

t o w a l i ś m y z Niemiec k a w a ł y o Hitlerze, G o e r i n g u , Goebbelsie.

większą r o z l e w n o ś ć , z n a m i e n n ą dla r o z m o w y , która w y d a j e się

O b e c n i e nie ma c h y b a k a w a ł ó w i m p o r t o w a n y c h z Niemiec. Tuż

p o d s t a w o w ą strukturą j ę z y k o w ą naszego k a w a ł u .

p o w o j n i e Polacy b a w i l i się a b s u r d a l n y m i k a w a ł a m i angielskimi,

Jeśli jest coś takiego jak klasyczny k a w a ł polski drugiej p o ł o w y

p r a w d o p o d o b n i e p r z y w i e z i o n y m i przez z d e m o b i l i z o w a n y c h żoł­

XX w i e k u , t o j e g o strukturę j ę z y k o w ą z p e w n o ś c i ą

nierzy p o l s k i c h z Z a c h o d u . W latach czterdziestych napłynęła d o

f r a g m e n t r o z m o w y , poprzedzonej k r ó t k i m w s t ę p e m lub t y l k o

Polski cała seria czeskich k a w a ł ó w o G o t t w a l d o w e j . A l e t o był

informacją, kto d o k o g o m ó w i .

stanowi

o d o s o b n i o n y w y p a d e k . O s t a t n i o stały i m p o r t m a m y c h y b a t y l k o

Obie o d m i a n y zilustrujemy na przykładach, przy czym szcze­

ze W s c h o d u . M o w a o c z y w i ś c i e o o d p o w i e d z i a c h radia Erywań.

g ó l n ą u w a g ę czytelnika trzeba z w r ó c i ć na pierwszy z n i c h . Jest t o

Są t o , jak z a p e w n i a j ą z n a w c y , autentyczne p r o d u k t y ormiańskie,

k a w a ł w rodzaju, który p u b l i c z n o ś ć z w y k ł a określać

a docierają d o nas przeważnie z M o s k w y , gdzie d o w c i p ormiański

„ z a b ó j c z y " , „ m o r d e r c z y " , „ p i e k i e l n y " . Powstał w

jest o d d a w n a c e n i o n y . U t w o r y te mają o d r ę b n y klimat, t e c h n i k ę ,

i - jak na k a w a ł - odznacza się skrajnym realizmem. C e n y są t u

k o m p o z y c j ę . Są bardzo zwięzłe, na o g ó ł mają postać jednej

prawdziwe,

audycji składającej się z pytania i o d p o w i e d z i . D o

(Najniższa pensja w

wyjątków

należą cykle a u d y c j i . Przykład.

wysokość

pensji
Polsce w

najzupełniej

mianem

roku

1965

prawdopodobna.

1 9 6 5 roku w y n o s i ł a 7 5 0

zł

miesięcznie.) O t o treść t e g o u t w o r u , który w p r a w d z i e n i k o g o nie
rozbawił, za t o w s z y s t k i c h zastanowił:

Audycja 1
Pytanie: J a k i e jest najpiękniejsze miasto świata?
O d p o w i e d ź : Erywań.

zł miesięcznie. Niestety - o d p o w i a d a k a n d y d a t - muszę

Audycja 2

mieć 1 6 2 0 zł miesięcznie. Dlaczego akurat 1 620? - d z i w i

Pytanie: Ile potrzeba b o m b a t o m o w y c h
Erywania?

do

zburzenia

O d p o w i e d ź : Najpiękniejszym miastem świata jest Tbilisi.
O d p o w i e d z i radia Erywań nie są na o g ó ł tak drastyczne, jak
polskie k a w a ł y . Przeważnie odznaczają się bardzo r z e c z o w y m
t o n e m . O c z y m może zaświadczyć audycja „ n a d a n a " tuż p o
z e r w a n i u Chin z Rosją.

się referent.
- T o bardzo proste. M a m żonę, matkę i d w o j e dzieci.
M i e s z k a m y kątem u brata, w i ę c na mieszkanie nic nie
w y d a j e m y . Nie liczymy na t o , b y ś m y sobie m o g l i kupić
b u t y a l b o ubranie. Wszędzie c h o d z i m y p i e c h o t ą . M o j a
matka nie jada śniadań ani kolacji. J a t y l k o o b i a d , o b i a d
w s t o ł ó w c e , jak się przekonałem, kosztuje 10 zł. A w i ę c
5 x 10 = 5 0 zł. Tyle c o d z i e n n i e m u s i m y mieć na o b i a d y . Na

Pytanie: Czy o b ó z socjalistyczny nadal się rozwija?
O d p o w i e d ź : Tak. J u ż są d w a .

śniadanie j e m y - żona, dzieci i ja - po suchej bułeczce
i p o p i j a m y w o d ą . Bułeczka kosztuje 5 0 gr. A w i ę c 4 x 5 0 gr
= 2 zł. Tyleż kosztuje nas kolacja. A w i ę c dziennie na

D u ż o w n i c h a u t o i r o n i i , np. z a b a w y z w r o d z o n e j O r m i a n o m
dyskrecji. Tuż po o b a l e n i u C h r u s z c z o w a radio Erywań „ n a d a ł o "
taką audycję:

utrzymanie rodziny muszę mieć: 5 0 zł + 2 zł + 2 zł = 5 4 zł.
A w i ę c jeśli się m a m y

utrzymać

przy życiu

- jedząc

w p o ł u d n i e o b i a d , zaś rano i w i e c z ó r p o suchej bułeczce
- t o p o w i n i e n e m zarabiać 5 4 zł x 3 0 = 1 6 2 0 zł miesięcznie.

Pytanie: Czy możecie p o w i e d z i e ć , c o się dzieje z Chruszczowem?
O d p o w i e d ź : A kto t o taki?
Uderzający jest szacunek radia Erywań dla nauki, która w y ­
stępuje w j e g o o d p o w i e d z i a c h j a k o najwyższy autorytet. Przy­
kład.
Pytanie: Czy d w ó c h mężczyzn może mieć z sobą dziecko?
O d p o w i e d ź : Nauka nie rozwiązała jeszcze t e g o p r o b l e m u ,
lecz p r ó b y w c i ą ż są c z y n i o n e .
N a u k o w y charakter miała także audycja p o ś w i ę c o n a C z a j k o w ­
skiemu.
Pytanie: Czy t o p r a w d a , że C z a j k o w s k i był homoseksualis­
tą?
O d p o w i e d ź : P r a w d a , ale c e n i m y g o nie t y l k o za t o .
Dużym zainteresowaniem

D o H u t y " W a r s z a w a " zgłasza się k a n d y d a t na urzęd­
nika. Referent personalny p r o p o n u j e m u posadę za 1 6 0 0

darzy radio

Erywań

teoretyczne

p r o b l e m y k o m u n i z m u , nie wyłączając najdonioślejszych, a zara­
zem najtrudniejszych zagadnień p o s t a w i o n y c h przed k o m u n i s ­
t a m i przez Lenina.
Pytanie: Czy m o ż n a z b u d o w a ć k o m u n i z m

w,państwie

o t o c z o n y m przez p a ń s t w a kapitalistyczne?
O d p o w i e d ź : M o ż n a , ale p o co?
N i e o b c y jest r ó w n i e ż t y m a u d y c j o m - nieznany
k a w a ł o w i - t o n filozoficznej z a d u m y .
Pytanie: Czy jest życie na Marsie?
O d p o w i e d ź : Też nie ma.

polskiemu

A t o przykład d r u g i e g o t y p u :
A m e r y k a ń s k i reporter d o p o l s k i e g o dygnitarza:
- Ile w y n o s i najniższa pensja p o l s k i e g o robotnika?
Odpowiedź:
- A w y gnębicie murzynów.
6. Szczególna rola d i a l o g u zdaje się c h w i l a m i u p o d o b n i a ć
nasz k a w a ł d o d r a m a t u . Jest t o jednak z p e w n o ś c i ą p o w i e r z ­
c h o w n e p o d o b i e ń s t w o . J a k na dramat, k a w a ł jest s t a n o w c z o
zbyt j e d n o s t r o n n y . ( J e d n o s t r o n n o ś ć należy bodajże d o p o d ­
s t a w o w y c h c e c h k a w a ł u , idzie w ślad za j e g o w p ł y w a m i i stąd
c h y b a tyle jej w u t w o r a c h d r a m a t y c z n y c h M r o ż k a , które są
w g r u n c i e rzeczy m o c n o r o z b u d o w a n y m i kawałami.) D i a l o g
k a w a ł u , tyle zawdzięczający r o z m o w i e , nie w y w o d z i się c h y b a
z teatru. Raczej z satyry, w której o d n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w
o d g r y w a ł zasadniczą rolę. ( D o ś ć zajrzeć d o naszych satyr z X V I I I
w., by się o t y m przekonać.) Także g d y c h o d z i o t e c h n i k ę ,
m o t y w y , k o m p o z y c j ę , kawał, tyle- mający w s p ó l n e g o z satyrą,
w y d a j e się g a t u n k i e m z g r u n t u e p i c k i m , i t o n a w e t w t e d y , kiedy
brak w n i m relacji z jakiegoś w y d a r z e n i a , g d y ogranicza się d o
d i a l o g u . Epickiego p o c h o d z e n i a są w każdym razie t y p o w e
m o t y w y k a w a ł u , np. w z m i a n k o w a n e t u t a j obrazy przyszłości czy
r o z m o w y umarłych.
Należy jeszcze zaznaczyć, że prócz w ł a ś c i w e g o k a w a ł u m a m y
dziś d o czynienia z u t w o r a m i , które by można uznać za p o g r a n i c z e
k a w a ł u , b o c h o ć pełnią j e g o f u n k c j e nie ma w nich ani zdarzenia,
ani n a w e t d i a l o g u ( b o nie ma p o s t a c i ) . Otóż w y d a j e się rzeczą
z n a m i e n n ą , że t u także rozpoznajemy tradycje epickie w s t o s o w a ­
niu t a k i c h t e c h n i k jak np. zagadka czy list.
Najczęściej na t y m p o g r a n i c z u s p o t y k a się c h y b a zagadki
zaczynające się o d s ł ó w „ C o jest szczytem?" ( n p . n i e p r a w ­
d o p o d o b i e ń s t w a , bezczelności, p o d e j r z l i w o ś c i ) . A l b o - jeszcze

�częściej - o d p y t a n i a , jaka jest różnica p o m i ę d z y t y m lub o w y m

P o d o b n i e ma się s p r a w a szmoncesu, a w i ę c k a w a ł u ż y d o w s ­

z j a w i s k i e m . Przykład.

kiego, który przed w o j n ą s t a n o w i ł b u j n ą dziedzinę t w ó r c z o ś c i
będącej zresztą dziełem s a m y c h Ż y d ó w . Wraz z zagładą Ż y d ó w

- Jaka jest różnica p o m i ę d z y k o m u n i z m e m i kapitaliz­

p o l s k i c h ź r ó d ł o tej t w ó r c z o ś c i w y s c h ł o . W o b i e g u u t r z y m u j ą się
stare szmoncesy.

mem?
- W kapitalizmie m a m y ucisk c z ł o w i e k a przez c z ł o w i e ­

Nowych

prawie

nie ma. O t o ostatni, jaki

o p o w i a d a n o w Warszawie w lutym 1966.

ka, a w k o m u n i z m i e jest o d w r o t n i e .
D o rabina przychodzi Ż y d w średnim w i e k u .
- Rabbi, w s z y s t k o już z r o z u m i a ł e m , t y l k o jednej rzeczy
jeszcze nie m o g ę zrozumieć: jaka jest różnica między
materializmem h i s t o r y c z n y m a dialektycznym?

Elementem, który łączy w ł a ś c i w y k a w a ł z j e g o p o g r a n i c z e m ,
jest n i e w ą t p l i w i e p o d s t a w o w a rola p o i n t y , też charakterystyczna
dla epiki, a ściślej m ó w i ą c dla miniatur e p i c k i c h ( n p . dla bajki
zwierzęcej a l b o dla n o w e l i ) .

Rabin myśli d ł u g o , coraz bardziej zasępiony.
- Wiesz, j a k a k o l w i e k by była, t o stąd lepiej w y j e c h a ć .

W s z y s t k o t o każe n a m zaliczyć k a w a ł polski d o m ó w i o n y c h
miniatur e p i c k i c h .

Często są k a w a ł y o Polakach, z z a b a r w i e n i e m a u t o i r o n i c z n y m .

7. D o k ł a d n a klasyfikacja k a w a ł u nie jest m o ż l i w a , p o prostu
d l a t e g o , że n a w e t najlepszy kawalarz nie zna w s z y s t k i c h u t w o ­

Przykład.

r ó w z dziedziny s w o j e j specjalności. M o ż n a t y l k o z grubsza
podzielić wszystkie kawały na dziełka ściśle r o z r y w k o w e oraz

W Ghanie, gdzie p r z e b y w a o b e c n i e w i e l u e k s p e r t ó w

przejawy literatury zaangażowanej o charakterze mniej lub w i ę c e j

p o l s k i c h , minister s p r a w z e w n ę t r z n y c h kategorycznie za­

p o l i t y c z n y m . W pierwszej g r u p i e zakres t e m a t ó w b y w a na o g ó ł

bronił zjadać P o l a k ó w i w y b r a ł się w p o d r ó ż p o kraju, by

tradycyjny (dzieci, kobiety, księża, pederaści, żołnierze, jąkały,

s p r a w d z i ć czy zarządzenie t o jest przestrzegane. Nie uje­

wariaci). Tradycyjne

chał daleko, g d y ujrzał ś p i ą c e g o p o d palmą, w y r a ź n i e

bywają

również w

tej g r u p i e

motywy,

o b j e d z o n e g o M u r z y n a . Budzi g o tedy i w o ł a :

czasem bardzo stare, jak np. r o z m o w y zwierząt. Przykład.

- Zjadłeś Polaka, przyznaj się!
- Nie zjadłem!

D w i e pchły w y c h o d z ą z teatru.
towarzyszki - p ó j d z i e m y p i e c h o t ą czy w e ź m i e m y psa?

- Taki piękny w i e c z ó r

- m ó w i małżonek d o

swojej

- Znać t o p o t o b i e , zjadłeś, nie w y p i e r a j się!
- Nie zjadłem, przysięgam!

(Z repertuaru W a c ł a w a Z a w a d z k i e g o , z w a n e g o Puchat­

- Chuchnij!

kiem.)

Z a w r o t n ą karierę w p o l s k i m kawale p o w o j e n n y m zrobili Ros­

Zwierzęta w y s t ę p u j ą n a d t o w k a w a ł a c h o tematyce erotycznej
(kury, k o g u t y ) . Przykład.

r o z r y w k o w y c h . W zasadzie wyrażają o n e p o l i t y c z n e nastawienie
a u t o r ó w , kawalarzy i p u b l i c z n o ś c i , w i ę c w t y m rozdziale w s p o m i ­

S a m o c h ó d M i k r u s przejechał kurę. Po c h w i l i kura w s t a ­
je i m a m r o c e :
- Szatan nie k o g u t .

namy je t y l k o dlatego, by nie w r a c a ć w i ę c e j d o kręgu t e m a t y c z ­
nego d o t y c z ą c e g o r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i .
Prócz wielkiej ilości uderza t u jeszcze niesłychana d o s a d n o ś ć
wyrażająca się m.in. w d o b o r z e t a k i c h m o t y w ó w i s ł ó w , że w i e l u

W a r t o w t r ą c i ć , że k a w a ł y na tematy erotyczne s t a n o w i ą o s o b n ą
p o d g r u p ę w g r u p i e k a w a ł ó w r o z r y w k o w y c h . Najśmielsze z nich,
najmniej dyskretne, noszą w języku p o t o c z n y m n a z w ę „ ś w i ń s ­
kich k a w a ł ó w " .
Trzeba także zaznaczyć, że kręgi tematyczne są w p r a w d z i e
tradycyjne w tej grupie, ale same tematy ciągle się o d n a w i a j ą , c o
zrozumiałe, gdyż charakterystyczną cechą k a w a ł u jest szybka,
czasem w r ę c z b ł y s k a w i c z n a reakcja na aktualne

janie. Kawały na temat Rosjan t r u d n o jednak zaliczyć d o u t w o r ó w

wydarzenia

i p r o b l e m y . Stąd np. w u t w o r z e p o ś w i ę c o n y m żołnierzom, którzy
z d a w i e n d a w n a b y w a j ą b o h a t e r a m i k a w a ł u , tak aktualne dzisiaj
zagadnienie testu i badań t e s t o w y c h .
P e w i e n kapral p o s t a n o w i ł zbadać żołnierzy przy p o m o ­
cy testu. W y c i ą g n ą ł w t y m celu c h u s t k ę d o nosa i pytał p o
kolei p o d k o m e n d n y c h , z czym się im c h u s t k a kojarzy.
- Z matką - o d p o w i e d z i a ł pierwszy.
- Dlaczego z matką?
- B o kiedy szedłem d o w o j s k a , matka w y s z y ł a na m y c h
c h u s t k a c h moje m o n o g r a m y .
- A tobie?
- Z narzeczoną.
- Dlaczego?
- B o na peronie p o w i e w a ł a mi chusteczką.
- A tobie?
- Z d...
- Dlaczego z d...?
- Bo m n i e się w s z y s t k o z d... kojarzy.
Ponadto można zaobserwować znamienną ewolucję, gdy
c h o d z i o proporcje, jakie mają dziś poszczególne kręgi tematycz­
ne w g r u p i e k a w a ł ó w r o z r y w k o w y c h . Wyraźnie zanika np. żart
z przywar r ó ż n y c h n a r o d ó w . Kawały na temat s k ą p s t w a S z k o t ó w ,
częste jeszcze w latach czterdziestych, dziś już c h y b a zanikły.

u t w o r ó w na t e m a t y rosyjskie w p r o s t nie s p o s ó b n o t o w a ć . M o ż n a
t y l k o stwierdzić, że niektóre z nich osiągnęły o g r o m n ą p o p u l a r ­
ność p o z o s t a w i a j ą c n a w e t ślady w języku p o t o c z n y m .

(Np.

T o n k u j u aluzju poniała, Po w s i e c h , p o w s i e c h ! , Puszkina z n a jesz?, A ty - dzierżiś!)
W p i e r w s z y c h latach p o w o j n i e n a j w i ę c e j u w a g i p o ś w i ę c a n o
w

tych kawałach samym

R o s j a n o m , ich

charakterystycznym

o b y c z a j o m , reakcjom i n a w y k o m . Przykład.
W r o k u 1 9 4 5 żołnierz rosyjski pyta p r z y p a d k i e m n a p o t ­
k a n e g o Polaka:
- Słuchaj pan. Tyle hałasu z w a s z e g o p o w o d u . Czy w a s
n a p r a w d ę tak dużo?
- No, d o s y ć d u ż o .
- To ilu w a s jest?
- Jakieś dwadzieścia pięć m i l i o n ó w .
- I t o ma być dużo? U nas tyle w łagrach siedzi!
Inny przykład.
W roku 1 9 4 6 żołnierze rosyjscy w
o p r o w a d z i ć p o Zoo.

Polsce każą się

- Co t o jest? - pytają p r z e w o d n i k a .
- Żyrafa.
- U nas też są, t y l k o większe. A to?
- Lampart.
- U nas też są, t y l k o większe. A to?
- Struś.
- U nas tez są, t y l k o większe. A to? - pytają wreszcie
przed klatką ze s ł o n i e m .
- Wesz - o d p o w i a d a z n u d z o n y p r z e w o d n i k .
- Popatrz, popatrz - d z i w i ą się żołnierze - u nas w s z y t o
nie większe o d pięści, ale za t o m n o g o , m n o g o !

�W późniejszych

latach polski k a w a ł interesował się raczej

C.

( O k o ł o roku 1 9 5 3 . )

ustrojem i zasadami rządzenia w Rosji niz Rosjanami. Ślad t a k i c h

W dużej fabryce p r z o d o w n i c a pracy ma otrzymać n a ­

zainteresowań znać w g ł o ś n y m kiedyś kawale o m u m i i .

grodę. Załoga, pełna n i e n a w i ś c i d o koleżanki, która p o d ­
bija normy, śledzi przebieg uroczystości. Kiedy w y c h o d z i

W Egipcie znaleziono m u m i ę , której uczeni z a c h o d n i nie
umieli z i d e n t y f i k o w a ć .

Zwrócono

się w o b e c

tego

na j a w , że n a g r o d ą jest k o m p l e t dzieł Lenina, z sali o d z y w a

do

się m ś c i w y głos:

M o s k w y . M o s k w a zgodziła się zbadać m u m i ę p o d w a r u n ­

Dobrze jej tak!

kiem, że otrzyma ją na sześć t y g o d n i d o swojej w y ł ą c z n e j
d y s p o z y c j i , c o też nastąpiło. Po sześciu t y g o d n i a c h m u m i a

D.

w r ó c i ł a na Z a c h ó d z karteczką: T o jest Ramzes X I I I . A l e jak

Na j e d n y m z zebrań, o ż y w i o n y c h coraz śmielszą p o ­
s t a w ą l u d n o ś c i , d y s k u t a n t usiłuje w p r a w i ć partyjnego
prelegenta w zakłopotanie.

d o t e g o doszliście? - zdziwili się uczeni.
- Sam się przyznał.

- Proszę pana - pyta - a jak t o w ł a ś c i w i e b y ł o z t y m
C u d e m nad Wisłą?

Jeszcze później weszły na w o k a n d ę zagadnienia p o l s k o - r a ­
dzieckiej w s p ó ł p r a c y gospodarczej. Ten temat o p r a c o w a n y jest
w kawale pt. Szczyt n i e u f n o ś c i . Co jest szczytem nieufności
- zapytali któregoś dnia kawalarze.

- Nie b y ł o ż a d n e g o c u d u - cedzi przez zęby prelegent.
Nasi dali Ruskim w d... i tyle.
E.

- W y w i e r c i ć dziurkę w

( O k o ł o roku 1 9 5 6 . )

( O k o ł o roku 1 9 6 0 . )

Rurociągu Przyjaźni, aby się

- T o w a r z y s z u M a j e w s k i , dlaczego nie byliście na ostat­

przekonać, w którą stronę t o płynie.

n i m zebraniu?
- O, g d y b y m wiedział, ze t o ostatnie, t o b y m przyszedł.

8. P o w o j e n n y k a w a ł p o l i t y c z n y jest p r o b l e m e m

niewyczer­

p a n y m juz t o ze w z g l ę d u na n i e w i a r y g o d n ą o b f i t o ś ć p r o d u k c j i

Częste w kręgu realistycznym są r ó w n i e ż scenki r o d z a j o w e ,

(może o n a w y n o s i ć ok. 1 0 0 0 u t w o r ó w r o c z n i e ) , już ze w z g l ę d u

w k t ó r y c h skuteczność p o i n t y polega na jakiejś aluzji albo grze

na w i e l k ą d y n a m i k ę tej o d m i a n y .

s ł ó w . Te k a w a ł y umierają najszybciej, żyją t y l k o w

pewnych

Nie ulega w każdym razie najmniejszej w ą t p l i w o ś c i , że k a w a ł

o k o l i c z n o ś c i a c h . S t o s u n k i p o m i ę d z y ZSRR i C h R L muszą być np.

p o l i t y c z n y przytłumił o b e c n i e wszystkie inne o d m i a n y , osiągnął

bardzo napięte, a sytuacja PRL bardzo delikatna, by rozchodził się

najwyższy p o z i o m i w y k a z u j e największą ż y w o t n o ś ć p r z y s w a j a ­

k a w a ł o klientce, która prosi w sklepie o herbatę.

jąc sobie w s z y s t k i e m o ż l i w e t e c h n i k i i m o t y w y , n a w e t dialogi
zwierząt. Przykład. ( K a w a ł p o w s t a ł y ok. 1 9 5 7 . )

- Jakiej pani sobie życzy herbaty, chińskiej czy radziec­
kiej?

D w a psy spotykają się na g r a n i c y polsko-czeskiej. Polski

- T o ja już poproszę o k a w ę .

pies idzie d o Czech, czeski d o Polski. Po c o idziesz? - pyta
czeski polskiego.

K a w a ł y na temat s t o s u n k ó w p a ń s t w a z Kościołem, tak w a ż ­

- Po buty. A ty?

nych w dzisiejszej Polsce, zawierają się, rzecz c i e k a w a , przeważ­

- Poszczekać.

nie w kręgu realistycznym. Ś w i a d c z ą o t y m następujące przy­

G d y c h o d z i o p o s t a w ę w o b e c świata i życia, polski k a w a ł jest
w zasadzie n e g a t y w n i e n a s t a w i o n y d o o b o w i ą z u j ą c e j filozofii,
ideologii, panującego

ustroju, zasad rządzenia i w ł a d z y .

Do

kłady.
Pierwszy z nich obrazuje nastawienie l u d n o ś c i d o oficjalnej
i d e o l o g i i (ok. r. 1 9 4 9 ) .

w y j ą t k ó w należy kawał, w ł a ś c i w i e p r o r z ą d o w y .
Dwóch

warszawiaków

spotyka

się

na

ulicy.

Skąd

idziesz? - pyta j e d e n .
- Z r-r-radia.

M ó w c a przybyły na w i e ś d ł u g o o p o w i a d a zebranym
o z g u b n y m w p ł y w i e W a t y k a n u na losy Polski, p o czym
o t w i e r a dyskusję. Po c h w i l i milczenia zgłasza się najstar­
szy, p o w a ż n y c h ł o p .

- Ty z radia? A cóżeś tam robił?

- Prosę, cy m o g ę o c o ś zapytać?

- Brałem udział w k - k - k o n k u r s i e .

- Ależ naturalnie, po t o jest dyskusja.

- Bój się B o g a , w jakim?

- To ja b y m się chciał d o w i e d z i e ć , dlaczego k r o w y robią

- Na s p - p - p i k e r a .

p l a c k a m i , kozy b o b k a m i , a kunie p u n c k a m i ?

- No i co, przyjęli cię?

- A cóż t o ma d o rzeczy?

- Nie, t y l k o p - p - p a r t y j n y c h przyjmują.

- Jak się pytać, t o się pytać, ja b y m t o chciał w i e d z i e ć .
- Ależ ja się na t y m nie z n a m .

Inny podział p o w s t a j e , g d y za zasadę rozróżnienia w e ź m i e m y

- Słysyta chłopy?

mówi

na t o starzec z t r i u m f e m

rodzaj w y d a r z e ń , o których kawalarz o p o w i a d a . W ten s p o s ó b

o d w r a c a j ą c się d o g r o m a d y - na g

w y o d r ę b n i a j ą się d w a zasadnicze kręgi: realistyczny i fantastycz­

a o papizu c h c e gadać.

to się nie zna,

ny. W kręgu realistycznym bardzo często t e m a t e m b y w a zebranie:
p r o p a g a n d o w e , partyjne, s z k o l e n i o w e ( t z w . szkolenie i d e o l o g i ­
czne). Przykłady.
A.

( O k o ł o roku 1 9 4 6 . )
O b y w a t e l e ! - w o ł a prelegent d o z g r o m a d z o n y c h - ten
orzeł t o obraz tej Rzeczypospolitej. Ta g ł o w a t e g o orła t o
jest t e n nasz prezydent. T o lewe skrzydło t o jest ta Polska
Partia Socjalistyczna. Głos z sali:
- A ta pierzato d... t o ty.

B.

Drugi przykład d o t y c z y nastawienia l u d n o ś c i d o działaczy (ok.
r. 1 9 5 3 ) .

( O k o ł o roku 1 9 5 0 . )
Prelegent na w s i przez w i e l e g o d z i n m ó w i o Karolu
Marksie i j e g o nauce, p o czym o t w i e r a dyskusję. Proszę
pana - pyta pierwszy d y s k u t a n t - a czy t o p r a w d a , że na
t y m Marksie żyją ludzie?

Stara c h ł o p k a , której zdechła k r o w a , g ł o ś n o m o d l i się
przed ołtarzem o 8 0 0 0 zł na k u p n o n o w e j k r o w y . Przed
kościołem zatrzymuje ją sekretarz partyjny.
- W i d z i c i e m a t k o - m ó w i t o n e m ł a g o d n e j perswazji
- ten wasz Pan B ó g to w a m nic nie da. Nasza partia nie
może w a m dać całej sumy, ale 4 0 0 0 t o w a m da.
I wręcza jej pieniądze. C h ł o p k a natychmiast w r a c a przed
ołtarz i m ó w i :
- Dziękuję Ci Panie Boże za w y s ł u c h a n i e mojej m o d l i t ­
w y . W p r a w d z i e ten sekretarz zatrzymał sobie p o ł o w ę , ale
dobre i to.

�W trzecim przykładzie m a m y obraz c o d z i e n n y c h s t o s u n k ó w na

- O d w e t za zburzenie S o b o r u na Placu Saskim.*

w s i , być może zaskakujący dla k o g o ś , kto w i e d z ę o dzisiejszej
Polsce czerpie w y ł ą c z n i e ze źródeł d r u k o w a n y c h (ok. r. 1 9 6 5 ) .

Najzłośliwsze, najbardziej sarkastyczne b y w a j ą epitety. Przy­
kład:

G r u p a działaczy p a r t y j n y c h p r z y b y w a d o

wiejskiego

proboszcza i prosi o w y p o ż y c z e n i e sali parafialnej. Pro­

- W a n d a W a s i l e w s k a : M a t k a Boska Katyńska.

boszcz nie c h c e się na t o zgodzić.
- Nie da ksiądz sali? - pytają działacze z p o s ę p n y m i

Inny przykład:

m i n a m i . - T o m y nie będziemy nosić b a l d a c h i m u na Boże
Ciało.

- W i t o l d Filier: Eichman h u m o r u .

- A, nie będziecie nosić baldachimu? - w o ł a ksiądz,
niesłychanie d o t k n i ę t y - t o ja w a m nie będę pisał s p r a w o ­
zdań p a r t y j n y c h .

9. T r u d n o dociec, kto jest g ł ó w n y m t w ó r c ą p o l s k i c h k a w a ł ó w ,
p r o d u k o w a n y c h w kraju. W bardzo nielicznych w y p a d k a c h znani

- Nie będzie ksiądz pisał sprawozdań? - krzyczą roz­

są autorzy. Np. a u t o r e m d w u w i e r s z a pt. N a g r o b e k Jaszcza na

g n i e w a n i działacze - t o my się nie będziemy s p o w i a d a ć

p e w n o jest

i g... ksiądz będzie wiedział, c o się w partii dzieje!

większość k a w a ł ó w p o w s t a j e w Warszawie. S t w i e r d z o n o w każ­

p.

Szczepkowski,

aktor.

Na o g ó ł

sądzi się, że

d y m razie, że poza W a r s z a w ą n o w e k a w a ł y p o j a w i a j ą się z p e w ­
Kawały

na temat

polityki zagranicznej

i

międzynarodowej

n y m o p ó ź n i e n i e m . O d o s ó b w y j e ż d ż a j ą c y c h d o stolicy w spra­

obracają się często, c o też c i e k a w e , w kręgu f a n t a s t y c z n y m . Tu

w a c h s ł u ż b o w y c h żąda się p o p o w r o c i e także n o w y c h k a w a ł ó w .

w ł a ś n i e często s p o t y k a się obrazy przyszłości i r o z m o w y umar­

W W a r s z a w i e za kuźnię n o w y c h k a w a ł ó w u w a ż a się k a w i a r n i e

ł y c h . Trzeba j e d n a k przyznać, że także s p r a w y p o l i t y k i w e w n ę t r z ­

uczęszczane przez literatów, u s y t u o w a n e przeważnie w o k o l i c y

nej, szczególnie g o s p o d a r c z e j , p o j a w i a j ą się w obrazach przy­

K r a k o w s k i e g o Przedmieścia. Jest t o przypuszczalnie słuszne.

szłości. Ś w i a d c z ą o t y m d w a przykłady. Pierwszy.

Kawał j a k o g a t u n e k

literacki na p e w n o w i e l e

zawdzięcza

starym t r a d y c j o m l u d o w y m i t o najoczywiściej zwiększa j e g o
Dziadek d o w n u c z k a :

u n i w e r s a l n e o d d z i a ł y w a n i e , gdyż pasjonują się nim

- Widzisz maleńki, t u ludzie zadeptali babcię w kolejce.

p r o f e s o r o w i e u n i w e r s y t e t u jak r o b o t n i c y , ale r e d a g o w a n y jest

- W jakiej kolejce, dziadziu?

z p e w n o ś c i ą przez jakichś pisarzy.

- Kolejki p o w s t a w a ł y , g d y ludzie ustawiali się p o mięso.

zarówno

Z n a w c y p r z e d m i o t u w y m i e n i a j ą w i e l u pisarzy, którzy mają być
autorami najlepszych k a w a ł ó w . Rzecz g o d n a u w a g i , że d r u k o w a ­

- A c o t o mięso?

ne u t w o r y t y c h pisarzy odznaczają się przeważnie daleko p o s u ­
niętym k o n f o r m i z m e m i uderzającą niedbałością k o n s t r u k c j i , c o

I drugi.

n a s u w a podejrzenie, że ich t w ó r c z a energia w y ł a d o w u j e się
A n d e r s i Mikołajczyk, n o w i w ł a d c y Polski, idą z Bel­
w e d e r u na miasto. W o k o l i c a c h A g r i k o l i zwraca ich u w a g ę
stary żebrak w ł a c h m a n a c h . Ależ t o G o m u ł k a ! - w o ł a
A n d e r s - no, t e g o nie p o w i n n o być. W p r a w d z i e to
k o m u n i s t a , ale zasłużony, p o w i n i e n mieć jakąś rentę.

w m ó w i o n e j miniaturze epickiej nie mając siły na w y p e ł n i e n i e

- Tak o d p o w i a d a M i k o ł a j c z y k - ja już n a w e t m ó w i ł e m

je się w y s o c e p r a w d o p o d o b n e , niestety, s p r a w d z i ć je t r u d n o ,

o t y m p r e m i e r o w i , ale t e n C y r a n k i e w i c z taki zawzięty, nie

intelektualną i artystyczną tkanką t a k i c h k o n s t r u k c j i , które by
m o g ł y u d ź w i g n ą ć jakieś bardziej s k o m p l i k o w a n e p r a w d y o ś w i e ­
cie i życiu, a w i ę c z natury rzeczy m u s i a ł y b y być większe i nie
m o g ł y b y się z a d o w o l i ć błyskami p o i n t y . Przypuszczenie t o w y d a ­
g d y ż kawał, jak się rzekło, jest z reguły a n o n i m o w y .
M a też wszelkie c e c h y s p o n t a n i c z n e j t w ó r c z o ś c i a n o n i m o w e j .

chce się zgodzić.

W k o l p o r t a ż u n i e w ą t p l i w i e ulega deformacji, często zamierzonej,
G o d z i się zaznaczyć, że C y r a n k i e w i c z bardzo często w y s t ę p u j e
w

dzisiejszych k a w a ł a c h jako premier polski p o d

gdyż w y b i t n i kawalarze d o s t o s o w u j ą poszczególne u t w o r y d o

wszelkimi

s w o i c h u p o d o b a ń i m o ż l i w o ś c i interpretacyjnych. Nikt nie ma

m o ż l i w y m i rządami. ( N a w e t p o d p a n o w a n i e m C h i ń c z y k ó w j a k o

0 t o d o n i c h ż a d n y c h pretensji. Kawały z d e z a k t u a l i z o w a n e bez

Ju-Tsy-Ran.)

ceremonii d o s t o s o w u j e się d o n o w y c h o k o l i c z n o ś c i .

Pojęcie

o r y g i n a ł u nie ma tutaj z a s t o s o w a n i a , p o d o b n i e jak w

innych

D o k a w a ł ó w p o l i t y c z n y c h należy wreszcie zaliczyć w s z e l k i e g o
rodzaju parodie n a p i s ó w , n a g r o b k i , epitety, zagadki, przekorne

g a t u n k a c h literatury m ó w i o n e j . Nikt nie oczekuje o d kawalarza

r o z w i ą z y w a n i e s k r ó t ó w , d o b i e r a n i e s ł ó w , które brzmią jak n a z w y

w i e r n o ś c i a u t o r o w i , natomiast w s z y s c y żądają o d niego absolut­

cudzoziemskie.
w

(Przykład: J a p o ń s k a nazwa sklepu

Polsce L u d o w e j : Nagie Haki.)

Niektóre z t y c h

mięsnego

nej aktualności

utworów,

twórczość

i nowości.

Kult

nowości,

całego ś w i a t a , najjaskrawiej

przenikający

przejawia się

dziś
chyba

należących t y l k o d o pogranicza k a w a ł u , ale najoczywiściej peł­

w p o l s k i m kawale. Nie ma większej o b e l g i dla kawalarza, jak

niących j e g o funkcje] w y d a j ą się ze w s z e c h miar g o d n e u w a g i , jak

posłyszeć z ust słuchaczy w y r z u t : stary k a w a ł !

np. f i k c y j n y

napis na transparencie n i e s i o n y m w

pochodzie

p i e r w s z o m a j o w y m (ok. r. 1 9 6 0 ) :

10. Funkcje dzisiejszego

kawału, jakkolwiek

doniosłe,

nie

w y d a j ą się zbyt r ó ż n o r o d n e . J e d n ą z n i c h spełniała d a w n i e j prasa,
a p o części także teatr i literatura d r u k o w a n a .

O b y w a t e l u ! Żyjąc powiększasz d e f i c y t p a ń s t w a !

Polega o n a na t y m , że kiedy w gazetach p o j a w i się dzisiaj jakaś
o p i n i a , która nie przekonuje p u b l i c z n o ś c i , a n a w e t budzi jej

Dar Stalina, Pałac Kultury i Nauki w z n i e s i o n y w

centrum

W a r s z a w y przez a r c h i t e k t ó w rosyjskich, w y w o ł a ł całą serię k a w a ł ó w - k o m e n t a r z y . O t o niektóre z n i c h .

sprzeciw, w k r ó t c e

na t e n sam t e m a t

p o w s t a j e jakiś

kawał

1 natychmiast obiega stolicę, a p o t e m cały kraj. Tę f u n k c j ę m o ż n a
by nazwać polemiczną. D a w n i e j j e d n a gazeta

polemizowała

z d r u g ą . Dziś wszystkie gazety piszą t o samo, a p u b l i c z n o ś ć
- Koszmarny sen p i j a n e g o cukiernika.
Broniewskiemu.)

(Przypisywane

polemizuje z nimi przy p o m o c y k a w a ł ó w . D r u g ą funkcję, którą
dziś pełni kawał, można by nazwać piętnującą: ludzi, s t o s u n k i ,
kariery. Obie f u n k c j e nadają k a w a ł o w i w i e l k ą d o n i o s ł o ś ć s p o ł e ­

- Mały, ale g u s t o w n y . ( T o - zdaniem kawalarzy - miał
powiedzieć

Gerard

Philippe

podczas

swego

czną i p o l i t y c z n ą i d e c y d u j ą o j e g o p o w o d z e n i u dziś. Publiczność

pobytu

z w y k ł a o c z e k i w a ć s p r a w i e d l i w o ś c i o d k a w a ł u , toteż n i e p o k o i się,

Warszawsko-Wiedeńskiej

* Sobór p r a w o s ł a w n y na Placu Saskim z b u d o w a l i Rosjanie w
I. 1 8 9 4 - 1 9 1 0 . M i a ł o n nadać ś r ó d m i e ś c i u charakter rosyjski.
Rozebrano g o w I. 1 9 2 4 - 2 6 .

w Warszawie.)
- Dawny

dworzec

w stanie erekcji.
8

Kolei

�g d y jakieś gorszące w y d a r z e n i e d ł u g o nie w y w o ł u j e o c z e k i w a n e j
riposty. Cóż, nie ma k a w a ł ó w ? - w y p y t u j ą w t e d y słuchacze. Nie
ma - o d p o w i a d a j ą z a w s t y d z e n i artyści. Z j a w i s k o takie b y w a
k o m e n t o w a n e na r ó w n i z klęskami ż y w i o ł o w y m i . Kolportaż
n o w e g o k a w a ł u w y w o ł u j e w takiej c h w i l i ł a t w o w y c z u w a l n e
uczucie ulgi jak p i o r u n p o u p a l n y m d n i u .

epickiej, a p u b l i c z n o ś ć przyzwyczaja się zaspokajać przy p o m o c y
t e g o g a t u n k u tyle potrzeb d u c h o w y c h , każe się lękać, że m i m o
ś w i e t n e g o r o z w o j u k a w a ł nie u d ź w i g n i e j e d n a k w s z y s k i c h zadań,
jakie w n o w o c z e s n y c h s p o ł e c z e ń s t w a c h s p o c z y w a j ą z w y k l e na
barkach literatury.
1966

Nic d z i w n e g o , że kawalarze, którzy m i e w a j ą najświeższe k a w a ­
ły, zajmują u nas w y s o k i e s t a n o w i s k o w hierarchii społecznej
i towarzyskiej. Tak jest zresztą w e w s z y s t k i c h krajach socjalistycz­
nych.
W W a r s z a w i e m ó w i się, że na o s t a t n i m zjeździe p r a c o w n i k ó w
radiofonii w M o s k w i e p o s ł o w a c h „ p r o s i m y na t r y b u n ę przed­
stawiciela radia E r y w a ń " na sali rozległy się b u r z l i w e b r a w a .
Zdaje się jednak, że był t o j e d y n y tak o t w a r c i e w y r a ż o n y h o ł d ,
z ł o ż o n y t w ó r c o m k a w a ł ó w . Na o g ó ł nie m o g ą oni liczyć i nie liczą
na p u b l i c z n e uznanie. S ł a w ę zagarniają za nich z reguły kawalarze
kolporterzy, którzy nie b y w a j ą a u t o r a m i .
K o l p o r t o w a n i e k a w a ł ó w , p o d w z g l ę d e m materialnym zupełnie
bezinteresowne, daje d u ż o z a d o w o l e n i a i, jak się rzekło, w y s o k i e
miejsce w hierarchii społecznej i towarzyskiej. Nie zawsze b y w a ł o
bezpieczne. Za czasów Stalina groziło za t o aresztowanie, n a w e t
obóz koncentracyjny, co upamiętniono w o s o b n y m kawale:
- Kto z b u d o w a ł kanał W o ł g a - D o n ?
- Anegdotcziki.

Dziś kolportaż m ó w i o n y nie natrafia na t r u d n o ś c i .
Fakt t e n t ł u m a c z y się bardzo prosto. S t w i e r d z o n o , że d o
najwdzięczniejszych słuchaczy k a w a ł u należą c z ł o n k o w i e Biura
P o l i t y c z n e g o s t a n o w i ą c y najwyższą w a r s t w ę g r u p rządzących.
Wiele k a w a ł ó w p o l i t y c z n y c h p o w s t a j e p o d o b n o w sferach w y s o ­
kich d y g n i t a r z y p a r t y j n y c h .
1 1 . Przegląd w s z y s t k i c h z a g a d n i e ń tutaj p o r u s z o n y c h n a s u w a
następujące w n i o s k i . ( 1 ) Kawał, będąc w zasadzie nielegalną
dziedziną t w ó r c z o ś c i , najlepiej, jak się zdaje, spełnił wszystkie
postulaty, jakie na p r o g u Polski L u d o w e j p o s t a w i o n o naszej
literaturze: stał się - j a k o j e d y n y ! - g a t u n k i e m m a s o w y m , pas­
j o n u j ą c y m wszystkie w a r s t w y s p o ł e c z e ń s t w a , a d o t e g o na
w s k r o ś w s p ó ł c z e s n y m , b o ściśle w y n i k a j ą c y m z naszego życia
i skrajnie z a a n g a ż o w a n y m . U p o d o b a n i e , jakie budzi w sferach
rządzących, zdaje się ś w i a d c z y ć , że spełnił s w o j e zadanie w s p o ­
sób c a ł k o w i c i e zaspokajający o c z e k i w a n i a i aspiracje literackie
o b e c n y c h m e c e n a s ó w literatury. ( 2 ) J u ż z u w a g i na t o k a w a ł
bezspornie p o w i n i e n się stać p r z e d m i o t e m badań n a u k o w y c h .
( 3 ) Potrzeba badań w y n i k a także stąd, że k a w a ł stał się w Polsce
L u d o w e j n a j ż y w o t n i e j s z y m g a t u n k i e m literackim p o d w z g l ę d e m
a r t y s t y c z n y m . Jest - t o nie ulega najmniejszej w ą t p l i w o ś c i
- znacznie bardziej zajmujący o d dzisiejszej n o w e l i czy p o w i e ś c i
polskiej, a w c a l e nie jest o d nich bardziej o r d y n a r n y . Dlatego też
badacze dobrze by uczynili p o ś w i ę c a j ą c k a w a ł o w i c h o ć część tej
i n w e n c j i b a d a w c z e j , którą p o ś w i ę c a j ą współczesnej prozie d r u ­
k o w a n e j . ( 4 ) Znaczenie, jakie k a w a ł zyskał w dzisiejszej Polsce,
budzi r ó w n i e ż p e w n e o b a w y . Fakt, że t y l u t w ó r c ó w zdaje się
w y c z e r p y w a ć energię t w ó r c z ą w niepisanej, ulotnej miniaturze

POST S C R I P T U M
O d kiedy istnieje w Polsce Drugi Obieg? Należy sądzić, że o d
c h w i l i , w której tekst uchylający się o d k o n t r o l i cenzora był
w stanie docierać d o różnych ś r o d o w i s k c z y t e l n i c z y c h . A r c y przykład: Biuletyn K O R u , p r z e p i s y w a n y na z w y k ł e j maszynie d o
pisania, za t o w takiej ilości, że m ó g ł spełnić o b a w y l i c z o n e w y ż e j
warunki.
W i e l k i e przełomy m i e w a j ą s w o i c h s k r o m n y c h p o p r z e d n i k ó w .
D r u k o w a n y t u Wstęp do teorii kawału m o ż n a d o t a k i c h poprze­
d n i k ó w zaliczyć. G d y się p o j a w i ł na p r z e d w i o ś n i u 1 9 6 6 , był
czytany i d y s k u t o w a n y w j e d n y m t y l k o ś r o d o w i s k u . Za t o
napisany był już bez myśli o cenzorze. ( C o zresztą jasno z j e g o
treści w y n i k a . )
Liczba o d b i o r c ó w nie zawsze rozstrzyga o d o n i o s ł o ś c i z j a w i s ­
ka. W i d z i m y t o na przykładzie d r u k o w a n e g o t u t e k s t u . W r o k u
1 9 6 6 miał o n n i e w i e l u c z y t e l n i k ó w , za t o - trzeba przyznać
- w y j ą t k o w o k o m p e t e n t n y c h . Recenzję j e g o pierwszej wersji
napisał dr Jerzy T i m o s z e w i c z ( k t ó r e m u na t y m miejscu w y r a ż a m
gorące p o d z i ę k o w a n i e ) . Wersja d e f i n i t y w n a , przepisana na m a ­
szynie i w ł ą c z o n a d o większej całości, została p o p r a w i o n a p o d
w p ł y w e m u w a g dr. T i m o s z e w i c z a .
O d c h w i l i u k o ń c z e n i a tej wersji u p ł y n ę ł o bez mała ć w i e r ć
w i e k u . W t y m czasie k a w a ł literacki żył jeszcze i n a w e t w z b o g a c i ł
się o n o w e arcydzieła ( b y w s p o m n i e ć c h o ć b y z n a k o m i t y cykl
l e n i n o w s k i ) , nie d o t r w a ł j e d n a k d o k o ń c a ancien r e g i m e ' u ,
w y p a r t y p o d koniec m i n i o n e j epoki przez żart r y s u n k o w y . ( W tej
c h w i l i osiągający przypuszczalnie a p o g e u m s w e g o r o z w o j u . )
Fakt t e n stawia autora w szczególnej sytuacji. H i s t o r y c z n y jest
już dziś b o w i e m i temat, i j e g o ujęcie i - m ó w i ą c j ę z y k i e m
u r z ę d o w y m - „ s p o s ó b r o z p o w s z e c h n i a n i a " , charakterystyczny
dla życia i n t e l e k t u a l n e g o p e w n y c h g r u p inteligencji polskiej lat
sześćdziesiątych naszego w i e k u .
A t r a k c y j n o ś ć tekstu zmniejszyła się przez t o . N i e może o n już
dziś tak b a w i ć , jak czynił t o w c h w i l i s w e g o p o w s t a n i a . N i e p o ­
strzeżenie natomiast stał się z a b y t k i e m , w z b u d z a j ą c zaintereso­
w a n i e czasopisma n a u k o w e g o w y d a w a n e g o przez Polską A k a ­
d e m i ę Nauk.
Ten ostatni w z g l ą d z a d e c y d o w a ł o s p o s o b i e j e g o w y d r u k o w a ­
nia. O p u s z c z a m y w n i m dzisiaj j e d e n kawał, z u w a g i na t o , że
m ó g ł b y zabrzmieć n i e s p r a w i e d l i w i e . Resztę p o z o s t a w i a m y bez
z m i a n , w przekonaniu że najważniejszy dla dzisiejszego c z y t e l ­
nika może się okazać charakter zabytku, d r o b n e g o w p r a w d z i e
i p o k r a c z n e g o , ale też przez t o w ł a ś n i e z n a m i e n n e g o dla t a m t y c h
czasów.
ZR
W a r s z a w a , 1 5 listopada 1 9 8 9

„ Ś w i ę t o W i o s n y " , W a r s z a w a 1 9 8 9 . F o l . : Krzysztof S a b a k

9

�Fot.: Erazm C i o ł e k

ty
4 1

...'j.

V

Fot.: Krzysztof S a b a k

-.*

ft

.v

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6051" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6031">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e4461ce8f379d0b3e4645c37ff9de682.pdf</src>
        <authentication>887983223cb13298a9fbc6987e642a5c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72183">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72184">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72185">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2096</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72186">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72187">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72188">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72189">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72190">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72191">
                <text>polska sztuka ludowa
T R A D Y C J A - WSPÓŁCZESNOŚĆ, K U L T U R A Ś R O D O W I S K NIEELITARNYCH
PROBLEMY A N T R O P O L O G I I KULTURY

POLSKA

l

AKADEMIA

NAUK

0

INSTYTUT

SZTUKI

*

ROK

XLIV

ф

1990

#

Nr

2

�CONTENTS
Z b i g n i e w Raszewski

I n t r o d u c t i o n t o t h e T h e o r y of J o k e

Aleksander J a c k o w s k i

The F o l k - l o r e of C o n t e s t a t i o n

10

W o j c i e c h Łysiak

The

15

A k o s Engelmayer

„ W e D e m a n d D i s t o r t i o n W i t h o u t S o c i a l i s m ! " History of

Wojciech Miszczuk
Piotr K o w a l s k i

Folk-lore

„ T h e Orange A l t e r n a t i v e " , i.e. O n t h e Socialism Surrealism

20

" W e ' r e Sorry For B e i n g S o r r y "

27

Scribo

Ryszard Ciarka

Political

3

et decoro

(Cracow, 3 April 1989)

ergo sum. S o m e Remarks o n t h e M e a n i n g

of t h e T o w n Graffiti

29

Graffiti o n Walls a n d t h e E t h n o g r a p h y of C o n t e m p o r a r y City

33

J a c e k Olędzki

Consolation

35

Krzysztof Sabak

" T h e Sofas Are Yours, The Walls Are O u r s "

41
44

Czesław R o b o t y c k i

The A r t of a Vista. T h e Folk-lore of Strikes

Jerzy S z c z e p k o w s k i

Initiation in t h e A r m y a n d Jail

50

LETTRES TO THE EDITOR:

Czesław R o b o t y c k i t o L u d w i k S t o m m a
L u d w i k S t o m m a t o Czesław R o b o t y c k i

60
60

Michał Buchowski: „The Golden G o u g h " on the „Triobrand"

61

S u m m a r y of t h e Articles

63

N u m e r w y d a n y dzięki d o t a c j i M i n i s t e r s t w a Kultury i Sztuki

R E D A K C J A : Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z (z-ca red.), Aleksander J a c k o w s k i (red.), Ewa Korulska,
A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a , S ł a w o m i r Sikora (sekretarz redakcji).
R A D A R E D A K C Y J N A : Jerzy Bartmiński, Tadeusz C h r z a n o w s k i , M a r c i n C z e r w i ń s k i , Ewa
Fryś-Pietraszkowa, Franciszek M i d u r a , Jacek Olędzki, M i e c z y s ł a w Porębski, R o m a n Reinfuss,
Czesław R o b o t y c k i , Zofia S o k o l e w i c z , L u d w i k S t o m m a , Roch Sulima.
W S P Ó Ł P R A C O W N I C Y R E D A K C J I : Zofia Bisiak, J a n Ś w i d e r s k i .
TŁUMACZ: Ludwik Wiewiórkowski
R E D A K T O R T E C H N I C Z N Y : Krzysztof N a l e w a j k o
Adres Redakcji: Instytut Sztuki P A N , ul. D ł u g a 2 8 , 0 0 - 9 5 0 W a r s z a w a , skr. poczt. 9 9 4 , tel.
3 1 - 3 2 - 7 1 / 4 , w e w n . 227.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6050" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6030">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/19616ab63d421d137d11b5f533e6b6b5.pdf</src>
        <authentication>523a0f9b44152b5cc0a022b49d8e31dc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72173">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2263</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72174">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72175">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72176">
                <text>Oblicza folkloru. Folklor polityczny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72177">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1990 t.44 z.2, s.15-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72178">
                <text>Łysiak, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72179">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72180">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72181">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72182">
                <text>Wojciech Łysiak

OBLICZA FOLKLORU - FOLKLOR POLITYCZNY
Wkraczanie z aparatem n a u k o w y m w j a k ą k o l w i e k dziedzinę
rzeczywistości społecznej, w k a ż d y m w y p a d k u jest p e w n y m
naruszeniem proporcji w niej f u n k c j o n u j ą c y c h i p r a w i d e ł jakimi
się rządzi. Ingerencja taka w p e w n y m s t o p n i u p o w o d u j e prze­
kształcenie tej rzeczywistości. T a k j e s t między i n n y m i z f o l k l o r e m .
O t o utarła się maniera o m a w i a n i a f o l k l o r ó w „ w ł a ś c i w y c h "
r ó ż n y m g r u p o m s p o ł e c z n y m , z a w o d o w y m i w i e k o w y m . M ó w i się
przecież o folklorze g r u p przestępczych, o folklorze żołnierskim,
marynarskim, g ó r n i c z y m , garncarskim, m ł y n a r s k i m (chociaż t e n
z w y k l e d o t y c z y treści o m ł y n a c h i młynarzach, p o m i j a się zaś
w o p r a c o w a n i a c h treści realizowane przez s a m y c h m ł y n a r z y ) ,
m ó w i się też o folklorze dzieci, młodzieży i d o r o s ł y c h . W pracach
p o d e j m u j ą c y c h analizy t a k i c h w ł a ś n i e f o l k l o r ó w k u r c z o w o trzy­
m a n o się j e d y n i e t y c h reguł, które w przekonaniu a u t o r ó w
„ w ł a ś c i w e " były o d p o w i e d n i e j grupie. P o m i j a n o na o g ó ł fakt
p o w s z e c h n e j o b e c n o ś c i niektórych zjawisk f o l k l o r u w e w s z y s t ­
kich w a r s t w a c h p o l s k i e g o s p o ł e c z e ń s t w a . M ó w i ę o t y m d l a t e g o ,
gdyż nie w y o b r a ż a m sobie sytuacji ( b o w i e m takiej nie m a ) , by np.
d z i e c i o m p o s ł u g u j ą c y m się podczas z a b a w y w y l i c z a n k a m i , nie
znane były szorstkie niekiedy kawały młodzieży starszej, by
garncarze nie znali bajek z n a n y c h w ś r o d o w i s k u c h ł o p s k i m ,
a m a r y n a r z o m linii o c e a n i c z n y c h o b c e były piosenki r e z e r w i s t ó w
W o j s k a Polskiego.
Każdy podział p r z e j a w ó w f o l k l o r u ( m o w a t u o c z y w i ś c i e o j e g o
w a r s t w i e s ł o w n e j ) d o k o n y w a n y przy z a s t o s o w a n i u kryterium
z a w o d o w e g o lub w i e k o w e g o jest p o d z i a ł e m s z t u c z n y m , najczęś­
ciej nie o d d a j ą c y m p r a w d z i w e g o obrazu folklorystycznej rzeczy­
w i s t o ś c i . Spostrzeżenie t o d o t y c z y także kryterium t e m a t y c z n e g o .
J e d n a k ż e t u t a j , zdaje się w y ł a n i a ć p e w i e n precedens. M y ś l ę
b o w i e m o „ f o l k l o r z e p o l i t y c z n y m " , tj. części f o l k l o r u reagującej
i interpretującej bieżące w y d a r z e n i a polityczne, g o s p o d a r c z e
i społeczne, której o b e c n o ś c i d o tej pory jakby nie z a u w a ż a n o ,
p o m i j a n o , a przecież z n a k o m i t a większość naszego społeczeńst­
w a , czy t e g o chce, czy też nie, uczestniczyła i uczestniczy w j e g o
o b i e g u . Jest t o w m o i m przekonaniu f o l k l o r interspołeczny,
funkcjonujący z r ó w n y m powodzeniem w e wszystkich grupach
w i e k o w y c h , z a w o d o w y c h i innych.
„ F o l k l o r p o l i t y c z n y " nie jest o c z y w i ś c i e zjawiskiem n o w y m ,
w y k r e o w a n y m na g r u n c i e w y d a r z e ń zaistniałych p o II w o j n i e
ś w i a t o w e j . Z n a n y i u p r a w i a n y był znacznie wcześniej. T a k i m
w ł a ś n i e f o l k l o r e m były przecież kąśliwe a n e g d o t y o Francuzach
z c z a s ó w kampanii n a p o l e o ń s k i e j , kiedy w o j s k a te dopuszczały
się na ludności wiejskiej i miejskiej licznych g w a ł t ó w i n i e p r a w o ­
ści, a sam N a p o l e o n u z n a w a n y był przez ludność w i e j s k ą za
antychrysta. Jest przecież folklor k o m e n t a r z e m bieżącego życia \
jest ż y w y m g ł o s e m t e r a ź n i e j s z o ś c i - jak pisali radzieccy uczeni.
2

W t a k i c h w ł a ś n i e kategoriach r o z p a t r y w a ć należy cały ó w
folklor s k i e r o w a n y p r z e c i w zaborcy pruskiemu w W i e l k o p o l s c e
i na Śląsku. O p o w i a d a n i a o starym Frycu, generałach W r a n g l u
i Deoflingerze nosiły p i ę t n o p o l i t y c z n e . P o d o b n i e rzecz się miała
z a n e g d o t a m i o hakatystach, o pruskiej Komisji L i k w i d a c y j n e j ,
o r u g a c h pruskich. P o d o b n i e należy patrzeć na folklor zrodzony
na g r u n c i e s t r a j k ó w dzieci wrzesińskich, a wcześniej na w p r o s t
n i e p r a w d o p o d o b n y ł a d u n e k ironii, szyderstwa jaki w y m i e r z o n y
był w „ Ż e l a z n e g o kanclerza". Odpisy z satyrycznymi u t w o r a m i
d o t y c z ą c y m i O t t o Bismarcka krążyły w ś r ó d młodzieży szkolnej,
a ze szkół trafiały na wieś.
W popularnej w W i e l k o p o l s c e piosence l u d o w e j z lat o s i e m ­
dziesiątych XIX w i e k u w s p o m i n a n o :
Bismarck nieboraczek,
Za to Wielkopolska
Wiwat

B n i ń s k a g o nie

chciała

odpokutowała

Polska! w i w a t

C o nie c h c i a ł a j u n k r a

baba!
szwaba!

W e d ł u g krążących p o w s i ó w c z e s n e j w i e ś c i , o w e j Bnińskiej
(nie w i a d o m o , o której m o w a ) miał się o ś w i a d c z y ć m ł o d y

Bismarck, lecz dostał kosza. Z t e g o p o w o d u p o d o b n o mścił się
później na całej W i e l k o p o l s c e .
G d y zmarł w roku 1 8 9 8 odżył folklor z n i m z w i ą z a n y ( o d roku
I 8 9 0 z a p o m n i a n o o Bismarcku w z w i ą z k u ze z d y m i s j o n o w a n i e m
kanclerza). O p o w i a d a n o sobie w ó w c z a s , że o n , j a k o znany
n i e d o w i a r e k , nie wierząc w istnienie nieba, po. rozstaniu się
z ziemią, p o m a s z e r o w a ł w p r o s t d o piekła. Przybywszy d o bramy
nie zapukał, lecz o t w o r z y ł ją i w s u n ą ł s w ą łysą g ł o w ę . Z a u w a ż y ł ją
d i a b e ł - f u r t i a n , a nie spostrzegłszy na niej trzech sterczących
w ł o s ó w , p o m y l i ł ją z o d w r o t n ą częścią ciała i na taki piekłu
w y r z ą d z o n y despekt, z a w y ł w r o g o , k o p n ą ł g o i w y r z u c i ł z piekła.
Tak Bismarck zamieszkał na przedpieklu, gdzie w czasie c o d z i e n ­
nego zamiatania bacznie rozgląda się za k u p k ą czarciego łajna.
Chce nim s m a r o w a ć s w ą łysinę, w m n i e m a n i u , iż t o przyczyni się
d o p o n o w n e g o porostu w ł o s ó w , w następstwie czego w p u s z c z ą
g o d o piekła i przydzielą należne m u miejsce. Na przedpieklu jest
p o d w ł a d n y m s ł y n n e g o k o w a l a Kurzawy z K w i e c i s z e w a na Kuja­
w a c h , a zamiatając bruk, klnie siarczyście Verflucht.
O b o k t e k s t ó w p o w s t a ł y c h niejako s a m o r o d n i e , niekiedy
w o b i e g społeczny w p r o w a d z a n e były tekstu autorskie, które
w w y n i k u szybkiej folkloryzacji ulegały t a k i e m u przekształceniu,
by w w i e l u w a r i a n t a c h toczyć s w ó j f o l k l o r y s t y c z n y byt.
M y ś l ę t u przede w s z y s t k i m o t w ó r c z o ś c i literackiej księdza
W o j c i e c h a K o z ł o w s k i e g o z W i e l k i e g o Sławska na K u j a w a c h ,
k t ó r e g o satyryczne wiersze w okresie „ K u l t u r k a m p f u " cieszyły się
n i e b y w a ł ą p o p u l a r n o ś c i ą , jak w s p o m i n a j ą ś w i a d k o w i e t a m t y c h
w y d a r z e ń . Wiersz pt. Sen polityczny, który ukazał się w roku 1 8 9 0
na ł a m a c h strzelińskiego „ N a d g o p l a n i n a " s z y b k o trafił na w i e ś
k u j a w s k ą i t a m się rozprzestrzenił w licznych w a r i a n t a c h . J e d e n
z n i c h pt. Sen Kujawiaka,
czyli przygoda
w niebie p r z y p o m n i a ł
Jerzy W o j c i e c h Szulczewski w i n o w r o c ł a w s k i m „ P i a ś c i e " , już p o
odzyskaniu n i e p o d l e g ł o ś c i .
3

Nie s p o s ó b tu o c z y w i ś c i e o m ó w i ć , czy n a w e t wskazać na
wszystkie przejawy ó w c z e s n e g o f o l k l o r u p o l i t y c z n e g o , nie o t o t u
zresztą c h o d z i . Jest jednak rzeczą p e w n ą , iż towarzyszył o n
s p o ł e c z e ń s t w u p o l s k i e m u na każdej j e g o d z i e j o w e j drodze. Tak
b o w i e m b y ł o podczas akcji p l e b i s c y t o w y c h , tak b y ł o podczas
p o w s t a ń śląskich i p o w s t a n i a W i e l k o p o l s k i e g o . Treści f o l k l o r y s ­
tyczne zrodziły się na g r u n c i e w o j n y
polsko-radzieckiej
1 9 1 9 / 1 9 2 0 roku. Z w i ą z a n e były z w s z y s t k i m i prezydentami
D w u d z i e s t o l e c i a , nie oszczędziły też Józefa Piłsudskiego. Szcze­
g ó l n e g o w y r a z u nabrał folklor p o l i t y c z n y w przededniu i podczas
II w o j n y ś w i a t o w e j .
Nieustannie zmieniająca się rzeczywistość niesie c o d z i e n n i e
pakiet w y d a r z e ń , które w w i ę k s z y m czy mniejszym s t o p n i u
zahaczają o ś w i a d o m o ś ć j e d n o s t k i , s t o s o w n i e d o jej m o ż l i w o ś c i
p e r c e p c y j n y c h . T o w ł a ś n i e o w e w y d a r z e n i a i potrzeba c h w i l i
s t y m u l u j ą treści folklorystyczne. Tak b y ł o w przeszłości, tak jest
i dzisiaj. M i ę d z y i n n y m i d l a t e g o , by nie g m a t w a ć zagadnienia,
s w e refleksje będą przede w s z y s t k i m i l u s t r o w a ł w y b r a n y m i
faktami f o l k l o r y s t y c z n y m i jakie p o j a w i ł y się p o roku 1 9 4 4 .
Cały ó w folklor, który ze w z g l ę d ó w p r a k t y c z n y c h , jak i p o d e ­
j m o w a n y c h przezeń treści, n a z w a ł e m p o l i t y c z n y m , jest n i e z w y k l e
r o z b u d o w a n y i rozległy, wręcz n i e m o ż l i w y d o c a ł o ś c i o w e g o
ogarnięcia j a k i m k o l w i e k w a r s z t a t o m b a d a w c z y m . S p o d k o n t r o l i ,
nie t y l k o folklorystycznej, w y m y k a się s w ą efemerycznością. Ale
m i m o t o jest ze w s z e c h miar g o d n y u w a g i . W ł a ś c i w y c h m u
t e k s t ó w nie będę p r ó b o w a ł zaszeregować d o z n a n y c h sys­
tematyk, nie będę rozstrzygał o ich przynależności d o różnych
gatunków folkloru.
M ó w i ą c o foklorze p o l i t y c z n y m m a m na myśli u t w o r y nie t y l k o
l u d o w e j p r o w e n i e n c j i , lecz, jak już w s p o m n i a ł e m , całokształt
literackiej reakcji na c o d z i e n n ą rzeczywistość, która z założenia
z o r i e n t o w a n a jest na ustny o b i e g , b o w i e m towarzyszy jej s w o i s t y
przymus a n o n i m o w o ś c i .

15

�Zrozumiałą musi się w y d a ć w ą t p l i w o ś ć , czy cały ó w material
literacki mieści się w kategoriach f o l k l o r u . Czy np. piosenka
p o w s t a ł a w w i ę z i e n i u w r o n e c k i m spełnia w a r u n k i jakie przy­
s ł u g u j ą u t w o r o m literatury l u d o w e j , czy w p o d o b n y s p o s ó b
można m ó w i ć o p o l s k i c h d o w c i p a c h i w y l i c z a n k a c h z w i ą z a n y c h
z eksplozją w C z e r n o b y l u . W y d a j e się, ze cały ó w obszar sztuki
s ł o w a , o k t ó r y m piszę, f u n k c j o n u j e na zasadach w ł a ś c i w y c h
f o l k l o r o w i , d l a t e g o będę o b s t a w a ł przy t a k i m r o z u m i e n i u s p o ł e ­
cznej, nieprofesjonalnej i profesjonalnej t w ó r c z o ś c i literackiej
reagującej na bieżące w y d a r z e n i a życia p o l i t y c z n e g o , g o s p o d a r ­
czego i społecznego.
O c z y w i ś c i e t r u d n o poprzestać na takich a p r i o r y c z n y c h roz­
strzygnięciach, skoro w i a d o m o , iż granica między f o l k l o r e m
a t w ó r c z o ś c i ą literacką profesjonalną w w a r u n k a c h konspiracji,
nadanej z g ó r y a n o n i m o w o ś c i , jest n i e m o ż l i w a d o u c h w y c e n i a .
Kwestie te n i e z w y k l e rzetelnie o m a w i a ł o n g i ś Jerzy Ś w i ę c h
w pracy Twórczość okupacyjna
a folklor*.
O r t o d o k s y j n a folklorystyka, w i d z ą c tekst w postaci ustnej
i a n o n i m o w e j zadawala się w zupełności t a k i m stanem, uznając
g o za przedmiot s w o i c h badań. W przypadku badania f o l k l o r u
p o l i t y c z n e g o zaistniałego p o roku 1 9 4 4 kwestie w e r b a l n o ś c i
i a n o n i m o w o ś c i nie mają w i ę k s z e g o znaczenia. G o d n y m u w a g i
jest natomiast społeczna percepcja i aprobata t y c h treści, j a k o
j e d y n a p r a w d z i w a , nieprzekłamana, p o z b a w i o n a k o n k u r e n c j i .
A n o n i m o w o ś ć podlega tu tym samym ocenom, bowiem „autora
nie ma w dziele f o l k l o r y s t y c z n y m nie t y l k o d l a t e g o , że nic o n i m
nie w i e m y , ale i d l a t e g o , ze w y c h o d z i o n poza poetykę f o l k l o r u ,
nie jest p o t r z e b n y z p u n k t u w i d z e n i a struktury d z i e ł a . " Dlatego,
ze „ t w ó r c z o ś ć w o l n a o d t w ó r c y p r ó b u j e żyć w ł a s n y m , s a m o d z i e l ­
n y m życiem. T w ó r c z o ś ć l u d o w a j a k b y w i e r z y w m o ż l i w o ś ć
p o w t ó r z e n i a się zdarzeń przez samo ich o p o w i a d a n i e . "
5

6

Także w i o s n ą t e g o s a m e g o roku w W i e l k o p o l s c e w rytm znanej
kolędy ś p i e w a n o :
Dzisiaj w

Betlejem,

dzisiaj w

Betlejem,

wesoła

nowina,

że trzy

bombowce,

że trzy

bombowce

lecą d o

Berlina.

Berlin się
Niemcy

pali

przegrali.

Hitler na d a c h u .
Pierdzi ze strachu,
A

Hitlerowa

Pierdzi jak

krowa.

W latach 1 9 4 5 - 1 9 4 7 w o k o l i c a c h L u b l i n a znana była n i e z w y k ­
le r o z b u d o w a n a fabularnie ballada, której przytoczę t u t y l k o
fragment:
Pójdźcie o dziatki, pójdźcie wszystkie
Za Lublin, p o d stup, na

T a m przed Stalina klęknijcie obrazem, po rusku z m ó w c i e

Folklor p o l i t y c z n y , a raczej j e g o szczególne, z a k o n s p i r o w a n e
w a r u n k i egzystencji m i m o o c z y w i s t e j j a w n o ś c i całej masy reper­
t u a r o w e j , w rzeczywistości w y d z i e d z i c z y ł a u t o r ó w t e k s t ó w z ich
a u t o r s t w a . W takich to w a r u n k a c h każdy autorski tekst p u s z c z o n y
w o b i e g , usamodzielnia się, stając się w ł a s n o ś c i ą p u b l i c z n ą .
U t w o r y r y m o w a n e , a t o : wiersze, pieśni, ballady i d r o b n e
w i e r s z o w i d ł a , w t y m kontekście zawsze p r z e m a w i a ł y na korzyść
w i a r y g o d n e g o ś w i a d k a - w y k o n a w c y , „ k t ó r y relacji o j a k i m ś
w y d a r z e n i u n a d a w a ł i n d y w i d u a l n y kształt s ł o w n y , nasycił b a r w ą
s w e g o g ł o s u , wyraził s w ó j b ó l , radość, pragnienie zemsty.
W sytuacji, g d y autor został ' u b e z w ł a s n o w o l n i o n y ' , czytelnik
p r z e j m o w a ł w jakiejś mierze k o m p e t e n c j e a u t o r s k i e . "
7

Po r o k u 1 9 4 4 w z m i e n i o n y c h w a r u n k a c h g e o p o l i t y c z n y c h
f o l k l o r , o k t ó r y c h m o w a , trysnął taką l a w i n ą f o r m i treści, iż nikt
p r a w d o p o d o b n i e nie u c h w y c i ł całego j e g o obszaru. Folklorys­
tyczne w i d z e n i e „ n o w e j " rzeczywistości zaczęło się jeszcze
p o d c z a s działań w o j e n n y c h . Z jednej strony folklor ó w d o t y k a ł
działań f r o n t o w y c h i roli A r m i i C z e r w o n e j , z drugiej zaś rodzących
się na jej zapleczu przeobrażeń. W t e d y w ł a ś n i e , w i o s n ą 1 9 4 5 r o k u
dzieci na z n i s z c z o n y c h w a r s z a w s k i c h ulicach ś p i e w a ł y :

i trwodze.

W s z ę d z i e na ustach A n d e r s y

na drodze.

Nic nie p o m a g a

i Bory i pełno A k o w c ó w

N y s y p r o p a g a n d a ni o d b u d o w a

Wszędzie grasuje N S Z - b a n d a
Pól Polski tobie niesiemy w
G d y tak w

Warszawy,

plugawy.

darze i resztę, g d y z e c h c e s z

tego.

reakcyjnego!

największej wszyscy pokorze noc odprawiają

błagalną

Pędzi reakcja lądem i m o r z e m z g u b ę im niosąc fatalną.
Nagle straszliwy obłok powstaje t a m na g o ś c i ń c u ku
I w i d a ć na n i m pędzącą zgraję, reakcja m a h e r s z t ó w

miastu
dwunastu.

Groźne ich miny, straszne nazwiska, d o l a r ó w pełne ich
Srebrny im w ę ż y k na czapce błyska i orzeł w

królewskiej

Nie m o g ą uciec jak pepeery, w s z y s c y jak szczury w

dłonie.
koronie.

potrzasku.

Rzucają gwiazdy, sowieckie ordery, pełno tam krzyku i wrzasku.
ręku m k n i e jak B ó g zemsty ku

D r u g i O s ó b k ę w i e s z a na sęku, a trzeci z W a n d z i ą

Roli,

swawoli.

Bór R z y m o w s k i e m u gardło sznurem dławi, Bieruta topi w

strumyku,

G o m u ł k a jak wieprz zraniony k r w a w i , pełno t a m wrzasku i krzyku...

Pieśni t e g o rodzaju, p o w s z e c h n i e w ó w c z a s z n a n y c h , b y ł o
bardzo dużo. W i e l e z niech s k u p i a ł o się w o k ó ł u k r y w a j ą c y c h się
po lasach o d d z i a ł ó w A r m i i Krajowej ( n p . pieśń My
Akowcy,
bandyci..., z roku 1 9 4 5 ) czy też s k i e r o w a n y c h b y ł o w n o w ą
socjalistyczną rzeczywistość ( n p . Rota Pepeerowców,
z roku
1946).
Folklor p o l i t y c z n y przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych
o g n i s k o w a ł się przede w s z y s t k i m w o k ó ł p r z e ś l a d o w a ń społecz­
n y c h , w o k ó ł rodzącego się terroru p o l i t y c z n e g o oraz w o k ó ł o s o b y
J ó z e f a Stalina. Trzeba dziś przyznać, że m a ł o kto był w ó w c z a s
s k ł o n n y podzielić się d o w c i p e m o generalissimusie, czy też
o ó w c z e s n e j sytuacji w Z S R R . Z wielkiej liczby k a w a ł ó w p r z y t o ­
czę t u takie, które p o ś r e d n i o r z u t o w a ł y na sytuację g o s p o d a r c z ą
ó w c z e s n e j Polski. O t o z paczki p a p i e r o s ó w „ S p o r t " , a raczej
z s a m e g o napisu o d c z y t y w a n o :
Stalin prosi o resztę tłuszczu,

a znany był także wierszyk:
Mięso i słonina
pojechały do

Stalina,

a skóry i flaki
jedzą

Polaki.

F u n k c j o n o w a ł a też w o w y m czasie cała masa d o w c i p ó w
o Stalinie, k t ó r y c h sens i p o e t y k a w y r a ż a n e b y ł y w języku
rosyjskim. Była t o j e d n a z artystycznych m e t o d w y w o ł y w a n i a
śmiechu.
Z p o c z ą t k i e m lat pięćdziesiątych, kiedy sytuacja społeczna
w kraju z d o m i n o w a n a była przez o d p o w i e d n i e , w y s p e c j a l i z o w a ­
ne o r g a n y k o n t r o l u j ą c e życie niemal każdego o b y w a t e l a , p o ­
wstała piosenka, którą ś p i e w a n o na m e l o d i ę Nie dbam jaka
spadnie kara:
S o w i e t był

16

i rząd l o n d y ń s k i

T y l k o nas ratuj c z e r w o n y carze o d rządu

prokuratorem,

Volksdojcz w y r o k dał

Rozkwitały jabłonie i gruski,
Uciekł Niemiec, wpierdolił się ruski...

paciorek.

N a r ó d nas nie chce, ranki i w i e c z o r y w e Izach t r w a m y

W t e m pierwszy A k o w i e c z siekierą w

Z a t e m w ł a ś n i e taki folklor w s z e d ł d o w s z y s t k i c h niemal ś r o d o ­
w i s k s p o ł e c z n y c h . J a k o j e d y n y z całego obszaru tematycznie
przynależnego folklorystyce, z a g w a r a n t o w a ł sobie p o w s z e c h n ą ,
a c z k o l w i e k efemeryczną o b e c n o ś ć nie t y l k o na ulicy, p o d strze­
c h ą , ale i w urzędniczych salonach. Z n a m i o n a tej t w ó r c z o ś c i , jak
już w s p o m n i a ł e m , a n o n i m o w o ś ć , w a r i a n t o w o ś ć , z u n i f o r m o w a ny styl o p a r t y na stałych s z a b l o n a c h i f o r m u ł a c h , oralność,
s ł o w e m w s z y s t k o , c o m i m o iż nie zawsze s p r e c y z o w a n e i mgliste,
czasami zaś zupełnie p o z b a w i o n e odniesień d o f o l k l o r u jest dla
o d b i o r c ó w przykładem t w ó r c z o ś c i z o r g a n i z o w a n e j p o prostu na
p o d s t a w a c h i n n y c h niż literatura „ o f i c j a l n a " . W s p o s o b i e k o n t a k ­
t o w a n i a się ze s ł o w e m „ k o n s p i r a c y j n y m " f o l k l o r u , j e g o p o c h o d n e f u n k c j o n u j ą j a k o m o d e l t w ó r c z o ś c i najbardziej o d p o w i e d n i d o
agitacji w w a r u n k a c h g d y literatura n a r o d o w a na skutek w i a d o ­
m y c h o g r a n i c z e ń przestała być s o b ą i nie znajduje społecznej
akceptacji.

razem.

wzgórek.

surowy,

A Ż y d bronił nas z h u m o r e m ,
Ot i cały sąd

ludowy.

�„ W czasie jakiejś k u r s o k o n f e r e n c j i , gdzieś w m a l o w n i c z e j n a d ­
Paradoksy dobrze
Są mądrością

znacie.

To unikaj

morskiej o k o l i c y , d w o j e działaczy zapłonęło ku sobie g w a ł t o w n ą

społeczeństwa.

Jeśli chcesz być bezpieczny,

namiętnością. B y ł o t o p r a w d z i w e c o u p d e f o u d r e , w i ę c bez s ł o w a

bracie.

poszli d o łóżka. W c h w i l i , kiedy akt m i ł o s n y zbliżał się d o zenitu,

Bezpieczeństwa...

Z tych samych w z g l ę d ó w w wroneckim

więzieniu

w roku 1 9 5 0 zrodziła się nieco h u m o r y s t y c z n a , nieco dramatycz­
na pieśń, ś p i e w a n a na melodię Więc pijmy zdrowie,

podchorążo­

wie:

d z i e w c z y n a poczuła, że ma k o c h a n k o w i coś n i e z w y k l e w a ż n e g o
d o z a k o m u n i k o w a n i a . W y d u k a ł a tedy: T o w a r z y s z u , możecie nie
uważać...".
Obszar folklorystycznej rzeczywistości zataczał coraz szersze
kręgi. Wkraczał f o l k l o r natychmiast w n o w e dziedziny życia,
w p i s y w a ł m o m e n t a l n i e w n o w e dziedziny n a u k i , d o t y c h c z a s

Niech nikt nie p o w i e bracia

więźniowie,

że n a m w e W r o n k a c h tu b y ł o

nieznane, kiedy w rok p o w y c z y n i e Łajki, k o s m i c z n y bezkres

źle.

Lepiej t u m a m y niźli u

mamy,

Nikt z nas na w o l n o ś ć

n i e r w i e się.

Bo na w o l n o ś c i same

zaczęli p o d b i j a ć r ó w n i e ż ludzie, w Krakowie o p o w i a d a n o taki o t o
d o w c i p : „ D w ó c h s t a r u s z k ó w przechadza się p ó ź n y m w i e c z o r e m

przykrości,

g ł ó w n ą arterią miasta. Patrzą na g w i a z d y i g a w ę d z ą : A jednak,

L u d z i e p r a c u j ą , p o t k a p i e z lic.
M y tutaj dniami w

górę

Leżymy, nie r o b i m y
Niechaj frajery robią
Przodują w

panie radco, ten Gagarin, nie ma c o ! Poleciał taki ś w i a t d r o g i

brzuchami,

nic.

i w r ó c i ł ! W i e l k a s ł a w a , w i e l k i e n a z w i s k o : Kapitan Gagarin....

grób.

i p o r u c z n i k ó w krąży b e z i m i e n n i e ! "

Racja, mecenasie, racja. Ale proszę pomyśleć, iluż t a m s i e r ż a n t ó w

kariery.

pracy, frajerom

N a m bez o b a w y d a d z ą c h l e b ,

kawy.

Przypomnieć t u trzeba także, iż t o w ł a ś n i e p o d koniec

Buraki, brukiew, zupę z krup.
pyski.

pięćdziesiątych zrodziła się seria k a w a ł ó w , której bohaterami byli

W l e w a j m y kryształ tych czystych

wód.

zawsze Polak i Rosjanin, a czasami dla t o w a r z y s t w a p r z y p i s y w a ­

górę miski, w

Szumi z daleka nam Warta
Więc w o d y tutaj m a m y
L e c z p r z y j d ą c z a s y , że te

rzeka,

n o im Niemca lub A m e r y k a n i n a . W następnej dekadzie d o w c i p y

wbród.

o s n u t e w o k ó ł t y c h trzech, zawsze przedstawicieli r ó ż n y c h nacji,

kutasy.

C o dzisiaj strzegą w i ę z i e n n y c h
Przyjdą nas zmienią, siądą w

w y k p i w a ł y każdą niemal u ł o m n o ś ć s ą s i a d ó w zza miedzy, a t y m

wrót,

s a m y m s t a n o w i ł y o polskiej m e g a l o m a n i i n a r o d o w e j .

więzieniu

I będą wtrajać zupę z krup.

Kiedy d o b i e g a ł y k o ń c a lata sześćdziesiąte, na fali wzrastają­

A zamiast miski wzniesiem

kieliszki,

B ę d z i e m y pić w ó d z i ę miast kryształ
Szumi z daleka nam Warta
Że niedaleki już ten

c y c h n i e p o k o j ó w s p o ł e c z n y c h p o j a w i ł o się w i e l e t e k s t ó w interp­

wód.

retujących t e n właśnie

rzeka.

niej m i l u t k ą t w a r z

Nie żałuj

Radkiewicza.
wypowie.

A d u s z e w i d z ą c z n a n y ryj, w r z a s ł y z g o d n y m

akordem,

Piotrusiu w e ź ż e kij, z w a l na zbitą
c h w i l i t e j , aż się ze z ł o ś c i

I będąc wierna doli swej, poleciała d o
A tam poznała w

Stanąwszy w
A w

Zjazdu.

Po roku 1 9 7 0 d u ż y m p o w o d z e n i e m cieszyły się w i w a t y na

brzmiał:
niego.

Różańskiego.

g ł ą b n a t k n ę ł a się na d y m i ą c e g o

drabie tym poznała z n ó w generała

R a n o serek, w i e c z ó r

draba

strasznym p i e c u , to nie sen, z o b a c z y ł a

serek.

N i e c h n a m żyje Edzio

Ochaba.

G d y się patrzyła na w i d o k ten, d r g n ę ł a w niej r z e w n a nuta,
W

Władziu,

pojazdu,

bardzo d u ż o i nie s p o s ó b t u w s z y s t k i c h przytoczyć. J e d e n z n i c h

wściekła,

piekła.

dym do Jacka

Gomułka.

cześć t a k i c h czy i n n y c h p o s t a c i życia p o l i t y c z n e g o . Było ich

mordę.

diable t y m , c o wpuszczał ją d o

Żydowski pysk p o d o b n y w

oto

kółkach,

M o ż e dojedziemy d o VI

Mokotowie,

W s k a z u j ą c d r a n i a p r o s i ł i c h , n i e c h k a ż d y się

Krzyknęła dusza w

była taka

Józek,

Ciągnij, ciągnij

oblicza,

Z a w o ł a ł zaraz d u s z e t y c h , c o byli w

Święty

z nich

wozy.

Na g u m o w y c h
Ciągnie go

O b u d z i ł się Piotr ś w i ę t y s a m i w y j r z a ł przez j u d a s z a .
I się ze z g r o z y z a t r z ą s ł aż n a w i d o k jej

Jadą, jadą

siedzi na n i c h

ciemną noc do nieba bram pukała cicho dusza,

Bo poznał w

stan. J e d n y m

piosenka:

cud.

W t y m s a m y m roku w M o k o t o w i e ś p i e w a n o w nieco innej
konwencji:
Raz w

lat

rozśmiane

Więc w

Bieruta.

Gierek.

Natomiast w roku 1 9 7 9 na g r u n c i e niepokojącej społeczeńst­

R a d o ś n i e s w ó j w y t ę ż a w z r o k , r a d o ś ć jej pierś rozpiera,

w o sytuacji g o s p o d a r c z e j , totalnej beznadziejności oraz e m i t o ­

Bo w

w a n e g o w ó w c z a s serialu t e l e w i z y j n e g o Korzenie

każdym diable ma co krok z КС

T a k się s p o t k a ł o d r a n i ó w s t u w
I pijąc smołę tęskni d o L u d o w e j

pezetpeera.

piekielnej

restauracji

Demokracji.

W i e l k ą p o p u l a r n o ś c i ą f o l k l o r y s t y c z n ą , cieszyli się w przeszłości
i cieszą się nadal z niesłabnącą m o c ą liderzy organizacji politycz­
n y c h , m ę ż o w i e s t a n u , czy też s z e f o w i e r e s o r t ó w s t o p n i a central­
nego. Charakterystyczne jest przy t y m , że " m o c "

p o j a w i ł się

czterowiersz:

skupionych

w o k ó ł nich t e k s t ó w nie ogranicza się d o r e g i o n u p o s t a c i o m t y m
w ł a ś c i w e g o , a znane są niemal wszędzie.

S m u t n y jesteś, nos na
C z u j e s z się jak K u n t a

kwintę,
Kinte,

Nic się nie m a r t w . Gierek

zrobi,

Że p o c z u j e s z się jak T o b i .

Folklorystyczna p o p u l a r n o ś ć Edwarda Gierka znalazła w y r a z
w i n n y c h jeszcze f o r m a c h . Rezerwiści W o j s k a Polskiego o p u s z ­

Po roku 1 9 5 2 p o j a w i ł o się takie o t o h u m o r y s t y c z n e o p o w i a d a ­
nie, przy czym w i e l u t w i e r d z i ł o , że p o l e g a o n o na prawdzie:

czający koszary w k w i e t n i u 1 9 7 8 roku na s w y c h c e n t y m e t r o w y c h
„ f a l a c h " mieli między i n n y m i taki d w u w i e r s z :

„Trzech p a n ó w siedzi w w i ę z i e n i u . J e d e n pyta d r u g i e g o : Za c o
pan siedzi? T a m t e n : Za G o m u ł k ę . Bo p o w i e d z i a ł e m , że t o zdrajca

Chociaż Gierek człowiek

i s o w i e c k i agent. Pierwszy: A kiedy pan t o powiedział? T a m t e n :

J u ż nie zmieni n a m

W roku 1 9 4 6 . Po c h w i l i t a m t e n pyta pierwszego: A za c o pan
siedzi? Pierwszy: Też za G o m u ł k ę .
prawdziwy

B o p o w i e d z i a ł e m , że t o

Polak i d o b r y patriota! T a m t e n : A kiedy pan t o

powiedział? Pierwszy: W roku 1 9 5 2 . W o b e c czego obaj zapytali
trzeciego: A pan może też siedzi za G o m u ł k ę ? Trzeci: Nie, ja t o
właśnie Gomułka".

wielki.

cyferki.

Z c z e r w c a t e g o s a m e g o roku p o c h o d z i p r o g n o s t y c z n y d w u ­
wiersz z o k o l i c M i ł o s ł a w i a w W i e l k o p o l s c e :
Nie ma masła, ani serka.
Wyrzucimy

pana

Gierka.

O b o k t e g o w y ś m i e w a n e były „ n o w e " sytuacje, „ n o w y " styl

O p o w i a d a n o też w ó w c z a s o n i e z w y k ł y c h t a l e n t a c h p o l i g l o t y c z -

życia, „ n o w e " w a r t o ś c i , „ n o w e " f o r m y g r z e c z n o ś c i o w e . Któż nie

n y c h Pani Stanisławy. O p i n i e te p o w s t a ł y na k a n w i e jej rozlicz­

pamięta o w e j absurdalnej f o r m y „ w y " , którą p o s ł u g i w a l i

n y c h , acz k r ó t k o t r w a ł y c h p o d r ó ż y zagranicznych. M ó w i o n o , że

przeróżni funkcjonariusze. Jej

nieszczęsny byt w

się

ówczesnej

polszczyźnie stał się po 1 9 5 6 roku p r z e d m i o t e m licznych ż a r t ó w :

na przykład znała cztery s ł o w a w języku a n g i e l s k i m : „ M e t r o ,
G o l d w y n , M e y e r [i] aaaaa...".
17

�Szczególnego r o z m a c h u nabrała f o l k l o r y s t y c z n a t w ó r c z o ś ć p o
sierpniu 1 9 8 0 roku kiedy odżyły nadzieje s p o ł e c z e ń s t w a p o l ­
skiego na zmianę d o t y c h c z a s o w e j sytuacji. Nie s p o s ó b t u o m ó ­
w i ć f o l k l o r y s t y c z n e j reakcji na o w y c h szesnaście bezpreceden­

A w

radiu w ó d z

sam.

O b w i e ś c i ł , że stan w o j e n n y jest
Od tego poranka codzienne
Szalała w

bezsilnej

Na piaskach w

wściekłości.

Studziankach,

s o w y c h miesięcy w dziejach Polski. Próby takie, o w o c n e , a c z k o l ­

Zrobiono

w i e k bezskuteczne

A l o s ó w p o r z ą d e k w y ł a n i a się

podejmował

R o b o t y c k i . J e g o Sztuka
zebranymi

niemal

a vista

na bieżąco

Czesław

posługująca się przykładami

6

podczas s i e d e m n a s t o d n i o w e g o

strajku w

gdańskiej w y r a ż a j ą c y m i a n o n i m o w ą t w ó r c z o ś ć

stoczni

literacką tymi

w y d a r z e n i a m i i n s p i r o w a n ą , b y ł o pierwszą bodaj t e g o t y p u próbą
w polskiej e t n o l o g i i . A u t o r d o w o d z i ł , iż t a m , gdzie z a w o d z i logika
ciasno p o j m o w a n y c h analiz e k o n o m i c z n y c h i s o c j o l o g i c z n y c h ,

Nowego

wprowadzony.

łapanka

internat dla c z ł o n k ó w
n a m trza

Solidarności.
nowy.

Robezpiera,

By obciął te łapy, co władzę brać
To hasło n o w e g o

chciały,

premiera.

N i e c h idą na spacerek, w i e c z o r e m
A l b i n a zaś d u m a
N i e c h siedzi

rowerek,

rozpiera.

ekstrema.

P o ż y t k u z niej nie m a .
My

Polskę z b u d u j e m o d zera.

w i n n a w k r o c z y ć analiza e t n o l o g i c z n a .
Kolejną w i e l k ą inspiracją f o k l o r y s t y c z n ą b y ł o w p r o w a d z e n i e
stanu w o j e n n e g o . J u z 13 g r u d n i a 1 9 8 1 r o k u napisy ze ścian
krzyczały:

W t y m s a m y m czasie na P o d h a l u Górale na „ s w o j s k ą
śpiewali:
C h o ć b y ś W o j t u ś sto d e k r e t ó w

wyrychtowoł.

Gdybyś wszyćkich śwarnych chłopców
W r a c a j Eda b ę d z i e m
L e p s z y złodziej niż

W góralskiej

bandyta.

dziedzinie,

Nie ty będziesz nam góralom

harnasiowoł.

G i e w o n t o w e obudzone staną wojska.
Na chorągwiach
Porusenstwe
Duje juz o d

Panienecka

orla

WRONa

Tater
Polski nas

D o b r ą radą dej Ojczyźnie

zratowanie,

Godne

Żeby Polska w

siłę

rosła

ślebode

Pani Jasnogórskiej

królowanie.

Z r o z u m i a ł y m się zatem w y d a ć musi, że „ w y d a r z e n i e " i t o

Trzeba w o d z a a nie osła.

warunkach

Polska.
Hetmanie,

przewodem

Ziści n a m

lub też:

W

Z ziemi włoskiej w r ó ć do
Za T w o i m

Częstochowska

wiater

Ś l e b o d n a sie z n i e w o l e b u d z i
pokona

haresztowol.

Solidarność nie zginie,

kwita.

Zdarzały się hasła bardziej o g ó l n e , będące szeroką interpretacją
zaistniałego s t a n u , w k t ó r y c h wyrażała się u f n o ś ć w m o c s y m b o l i
n a r o d o w y c h , ufność w e w ł a s n e siły:
Nie

nutę"

„ w y d a r z e n i e " niepośledniej miary jest najefektywniejszą f o r m ą
„folklor

k r e a t y w n ą f o l k l o r u . To w ł a ś n i e w s y t u a c j a c h bezprecedenso­

p o l i t y c z n y " m o ż n a t y l k o odnieść d o zjawisk s t a n o w i ą c y c h jądro

naszej rzeczywistości

sens pojęcia

w y c h , d z i w n y c h i g r o t e s k o w y c h , a czasem p o w o d u j ą c y c h c h w i l e

s p o ł e c z n y c h odczuć. C z ł o w i e k czy też g r u p a ludzi czytająca na

refleksji rodzą się treści folklorystyczne. Zaprezentuję tu kilka

ścianie w y m a l o w a n y tekst:

takich w y d a r z e ń , które doczekały się folkloryzacji. Przed w y b o r a ­
mi d o Rad N a r o d o w y c h w 1 9 8 5 roku w Lublinie napisy na
murach donosiły:

Siekiera, m o t y k a .
Smok

wawelski,

Przegra
Głupi

wojnę.

Kto g ł o s u j e na

malarz

ten
za

lub też:
Generale, może historia Ci
ale ja ci

PRON,

won,
Don.

W z w i ą z k u ze strajkami m a j o w y m i 1 9 8 8 p o j a w i ł o się szereg

wybaczy,

przypierdolę,

haseł, w t y m i takie:

Gienek

w i e d z i a ł a , że jest o n u l o t n y i niestały, że istnieje j a k o j e d y n y ,

A na d r z e w a c h zamiast

a zatem nie zależy o d w o l i w y k o n a w c ó w . O c z y w i ś c i e , c o w c a l e

wisieć będą

nie jest paradoksalne, w s z e l k i e g o rodzaju napisy na m u r a c h

liści

komuniści.

Podczas s t r a j k ó w s t u d e n c k i c h w 1 9 8 8 r o k u :

a d r e s o w a n e były nie d o w i a d o m e j postaci życia p o l i t y c z n e g o ,
wszak ta nie czytała t y c h t e k s t ó w w miejscu ich nadania. Nie taka

Więcej chleba i leków,

była intencja a n o n i m o w e g o autora. Napisy t e g o rodzaju z o r i e n ­

mniej Z O M O

t o w a n e były na r o z ł a d o w a n i e ponurej atmosfery, na p o p r a w ę
s a m o p o c z u c i a i podkreślenia, że d u c h w narodzie jeszcze żyje.
Napisy t e g o rodzaju, p o d o b n i e jak np. transparenty

kibiców

s p o r t o w y c h , przeznaczone są zawsze dla o d b i o r c ó w z tej samej
strony barykady.
Po w p r o w a d z e n i u stanu w o j e n n e g o , a n o n i m o w a t w ó r c z o ś ć
literacka o ż y w i ł a się w s t o p n i u d o t ą d n i e n o t o w a n y m . Jej pełna
d o k u m e n t a c j a sięgnęłaby p r a w d o p o d o b n i e setek, a może tysięcy
t e k s t ó w . By z o b r a z o w a ć skalę zjawiska, przytoczę kilka. W War­
szawie na melodię z o k u p a c y j n y c h „ z a k a z a n y c h p i o s e n e k " śpie­
wano:
Ekstrema już śpi, szczekają gdzieś

Ktoś do drzwi g w a ł t o w n i e

łów,

łomota.

ref.: Z i e l o n a w r o n a , d z i u b w
Kto nie da

drapaka.

Kto nie chce
Ten będzie
Grudniowy wstał
Nie wiedział nikt
Milczały jak g r ó b

18

zakrakać.
internowany.

świt.
nic,
telefony,

wężyk

dziecka

W z w i ą z k u z akcją w y p r z e d a ż y części sprzętu w o j s k o w e g o i n n y m
działom gospodarki:
Sprzedam

czołg,
Wojtek.

Obrady " o k r ą g ł e g o s t o ł u " poza o g r o m n ą

liczbą

kawałów

p o z o s t a w i ł y p o sobie także taki o t o fakt f o l k l o r y s t y c z n y :
Wałęsa -

kolaborant
- dezodorant,

same zaś obrady, n o i mebel w d o b i e izauryzac/i
wykreowanej
przez serial t e l e w i z y j n y W kamiennym
kręgu n a z w a n e zostały
"Kamiennym stołem".

psy

sobota.

W y r u s z y ł sznur suk, j a d ą c y c h na

dobrotyt

Armia Radziecka z Tobą od

Miodowicz

i k o ń c z y się w o l n a

i SBków.

Naszą celą jest

szamerowany

Obok wydarzeń politycznych, gospodarczych i społecznych,
w f o l k l o r y s t y c z n e j rzeczywistości w a ż n e miejsce zajmują p o ­
stacie tę rzeczywistość kształtujące. W s p o m n i a ł e m t u już W ł a d y ­
s ł a w a G o m u ł k ę , Józefa Stalina, Edwarda Gierka i i n n y c h . W o s t a ­
t n i c h latach w c e n t r u m folklorystycznej u w a g i znaleźli się: g e n .
Jaruzelski, Jerzy U r b a n , A l b i n S i w a k i inni.

�Jeszcze w roku 1 9 8 1 o p o w i a d a n o sobie taki d o w c i p : „ B r e ż ­
n i e w , Jaruzelski i W i n n e t o u pojechali na p o l o w a n i e d o S t a n ó w .

z p o c z u c i e m wyższości idzie satyra w y m i e r z o n a w t o , c o w y ­
szydzenia g o d n e :

Rozbili o b ó z i weszli d o lasu w p o s z u k i w a n i u zwierzyny. J a r u z e l ­
ski c h o d z i cały dzień, ale żadna zwierzyna p o d lufę m u się nie

Za t y m w i e l k i m s t e p e m p a ń s t w o jest

n a w i n ę ł a . Cały dzień zmarudził po lesie i w k o ń c u p o s t a n o w i ł

żółty człowiek t a m nachalnie ostrzy

w r ó c i ć d o o b o z u . Przy o g n i s k u zastał W i n n e t o u piekącego na

w

wojownik

zachował

milczenie

i t y l k o skinął g ł o w ą .

bombę,

na jej w i d o k ciekły

łzy.

Nie o d d a m y C h i n o m Związku

Głodny

Nie o d d a m y C h i ń c z y k o w i

i w y c i e ń c z o n y c a ł o d n i o w y m marszem generał, grzejąc d ł o n i e
przy o g n i u , zapytał, czy może się p o c z ę s t o w a ć

noc bezsenną on ulepi w i e l k ą

by czerwonym

rożnie m i ę s i w o . Zapytał, czy może się przysiąść. W i n n e t o u j a k o

ogromne,
kły,

Radzieckiego,

Kraju

Rad.

Zdrastwuj Wania, jakby doszło co do

pieczystym.

my czuwamy, w y możecie

W i n n e t o u milcząc się zgodził. Jaruzelski, g d y już zabierał się d o

Z Gorbaczowa

jedzenia, by zagaić r o z m o w ę p o w i e d z i a ł : Wiesz, W i n e t o u , ja t e g o

Tichonowi

Breżniewa tak nie lubię! - T o nie j e d z ! "

Zdrastwuj

nikt nie zrobi już

nikt nie będzie w
Litwo z wami

balona,

oczy

pluł.

przecież jest

Korona,

C h i ń s k i c h bajek nikt nie będzie w i ę c e j

Po p a m i ę t n y m w y s t ą p i e n i u J e r z e g o Urbana na konferencji

czego,

spać.

plótł.

p r a s o w e j , kiedy ogłosił akcję p o m o c y p o l s k i e g o s p o ł e c z e ń s t w a

Nikt nie zrobi z M o s k w y

dla b e z d o m n y c h N o w e g o J o r k u p o j a w i ł y się d o w c i p y o g o t o w o ­

i na Kremlu nikt nie będzie saki

ści zmiany p r y w a t n e g o M - 4 na ś p i w ó r w t y m ż e mieście.

W i ę c R o s j a n i e już nie uczcie się c h i ń s k i e g o ,
język polski w

Jeśli d o w c i p y tyczące się o b u w s p o m n i a n y c h o s ó b były, j a k b y
p o w i e d z i e ć , w w y w a ż o n y m tonie, t o te, k t ó r y c h inspiracją był

W tym konkretnym

pólka

ryżowego

zupełności starczy

pił.
wam.

przypadku w a ż n a jest nie t y l k o sama

A l b i n Siwak, j e g o o s o b o w o ś ć , rozległość j e g o przemyśleń i za­

t e c h n i k a retoryczna, ale przede w s z y s t k i m treść o w y c h

dziwiająca e l o k w e n c j a , atmosfery takiej już nie miały. O p o w i a d a ­

swazyjnych sformułowań ukrytych pod powierzchnią opiekuń­

per­

no b o w i e m , że „ p r z y c h o d z i S i w a k d o lekarza i m ó w i : Panie

czego z pozoru tekstu, k i e r o w a n a w rzeczywistości s a m y m sobie.

d o k t o r z e m a m migrenę. Panie Siwak, c o mi pan tu o p o w i a d a , na

Tak o t o w n a j w i ę k s z y m skrócie przedstawia się f o l k l o r politycz­

migrenę t o przed w o j n ą c h o r o w a ł a arystokracja, a p a n u t o p o

ny, czyli ta część folklorystycznej rzeczywistości, która najżywiej

prostu g ł o w a n a p i e r d a l a " .

reaguje na c o d z i e n n o ś ć . Niebagatelny, t e m a t y c z n i e

W s p o m n i e ć t u jeszcze należy o w y d a r z e n i a c h , które w w i d o c z ­
ny s p o s ó b w y z w a l a ł y

n o w e treści f o l k l o r y s t y c z n e w

niezwykle

r o z b u d o w a n y , a jednak i g n o r o w a n y , p o m i j a n y w p u b l i k a c j a c h .

dniach

Z całą jednak p e w n o ś c i ą zasługuje na p r e z e n t o w a n i e , b o w i e m t o

referendum

o n w s p ó ł c z e ś n i e m ó w i najszerzej i najczytelniej o s p o ł e c z n y c h

p r z e p r o w a d z o n e jesienią 1 9 8 7 roku i reforma gospodarcza z m o ­

o d c z u c i a c h , a i czas najwyższy w y r w a ć się z zaklętego obszaru

zołem w p r o w a d z a n a przez Rząd Z b i g n i e w a Messnera, szczegól­

t e m a t ó w t a b u . S k o r o w i ę c m a m y m ó w i ć o rzeczywistości, w t y m

o s t a t n i c h miesięcy. Najważniejszymi z nich były:

nie zaś jej t z w . II etap. P o d o b n i e b y ł o z o b r a d a m i „ o k r ą g ł e g o

o rzeczywistości folklorystycznej, t o trzeba ją brać taką jaka jest.

s t o ł u " . Wydarzenia te zasługują na o s o b n e f o l k l o r y s t y c z n e o m ó ­

W y d a j e się, że w ł a ś n i e te teksty s ł o w n e w

wienie.

o b i e g u mają n i e z w y k ł ą m o c k s z t a ł t o w a n i a n a s t r o j ó w . D l a t e g o tak

J a w i się też w folklorze p o l i t y c z n y m s w o i s t a

megalomania

n a r o d o w a , ta sama, o której o n g i ś tak zajmująca pisał
S t a n i s ł a w Bystroń, a c z k o l w i e k dzisiaj w zmienionej

Jan

zupełnie

sytuacji społecznej, inne są nieco p u n k t y odniesienia, a i w parze

nieskrępowanym

pilną potrzebą staje się dziś badanie nie t y l k o o g ó l n e j retoryki
k u l t u r y m a s o w e j , ale r ó w n i e ż s z c z e g ó ł o w e j

retoryki

folkloru

w s p ó ł c z e s n e g o , który w m a s o w y m o b i e g u posiada olbrzymie,
w c i ą ż jeszcze nie rozszyfrowane d o k o ń c a m o ż l i w o ś c i .

PRZYPISY.

M . A z a d o w s k i j , Besedy sobiratelja.
O sobiranii i zapisywani/
pamiatnikow
ustnogo tworczestwa,
Irkuck 1 9 2 4 , s. 3 5 .
J . S o k o ł ó w , Czto takoje folklor, M o s k w a 1 9 3 5 .
J . W . S z u l c z e w s k i , Sen Kujawiaka,
czyli przygoda w niebie,
„Piast. Dodatek Niedzielny O ś w i a t o w o - s p o ł e c z n y Dziennika
K u j a w s k i e g o " , 9 l u t e g o 1 9 3 6 , R.VI, nr 6, s. 6.
J . Ś w i ę c h , Twórczość okupacyjna
a folklor, ( w : )
Literatura
1

2

3

4

ludowa
i literatura
chłopska.
Materiały
z ogólnopolskiej
sesji
folklorystycznej
16-18.11.1973, Lublin 1 9 7 7 , s. 1 2 9 - 1 3 7 .
D.S. L i c h a c z o w , Czas artystyczny
w folklorze,
„Literatura
L u d o w a " , 1 9 7 2 , R. X V I , nr 2, s. 4 0 .
Tamże, s. 4 0 .
J . Ś w i ę c h , op. cit., s. 1 3 3 - 1 3 4 .
Tekst ten p u b l i k u j e m y w niniejszym numerze.
5

6
7

8

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6035" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6015">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4dfc284856185d5218611c3c8d422c20.pdf</src>
        <authentication>fdb287938f99181b3c0bc2d41c2e8f2f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72014">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2872</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72015">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72016">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2677</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72017">
                <text>Meksyk. Współczesna świadomość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72018">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.164-171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72019">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72020">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72021">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72022">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72023">
                <text>Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

młodzieńczym o nakazie drążenia prawdy naukowej.
Podobne

JACEK

odczucia rodzą się w czasie myszkowania

w szczelinach k a m i e n n y c h suburganów Buriacji, M o n ­

OLĘDZKI

golii, Tybetu, N e p a l u . W szczelinach tych ukryto thanki...

Szperanie w archiwach kościelnych, w których są

nieraz notowane intencje składanych wotów, również
ociera się o grzech naruszania czyjejś prywatności. Jed­

Meksyk* Współczesna
świadomość mirakulama

nakże władze kościelne nie bronią przed t a k i m postępo­
w a n i e m . Najważniejsze, że przeważająca część ogrom­
nej ilości wotów w k a t o l i c k i c h sanktuariach świata jaw­
nie głosi treść swych próśb czy dziękczynień. Retablosy
z M e k s y k u należą do t a k i c h właśnie wotów.

Retablos

P

ośród różnorodnych, chrześcijańskich

obrząd­

Współczesne retablos meksykańskie, tak jak europej-

ków i p r a k t y k religijnych oryginalną własnościąi

skie malarstwo z X V I I - X V I I I i z początków X I X w i e k u ,

katolicyzmu na świecie, niedzieloną z prawosła­

ukazują i d o d a t k o w o opisują k o n k r e t n e zdarzenie m i -

w i e m , kościołami autokefalicznymi oraz z w y z n a n i a mi i

rakularne, nie sprawdzane przez jakąkolwiek światłą,

p r o t e s t a n c k i m i , są w o t a . ex vota, w M e k s y k u nazywa­

oficjalną komisję kościelną, lecz jedynie uznane przez

ne retablos, l . p . retablo. Tablo, w hiszpańskim oznaczai

określoną osobę czy osoby za cudowne. A inaczej mó­

ołtarz. Retablo, w w o l n y m tłumaczeniu określa o b i e k t

wiąc - za interwencje o znamionach cudowności w sy­

sakralny, znajdujący się w kościele za ołtarzem.

tuacjach zagrożenia życia, wolności, zdrowia jednej

W o t a stanowią niezwykle sugestywny element wy­

z czczonych osób boskich w środkowo-zachodniej czę­

stroju miejsca w kościele, cieszącego się wśród wier­

ści M e k s y k u . Najpopularniejszymi postaciami są Prze­

n y c h szczególnym rodzajem adoracji: miejsca opro­

najświętsza Panna M a r i a z San Juan de los Lagos, Pan­

mienionego cudownymi

łaskami. C u d a m i słynące

na M a r i a z Talpa, Panna M a r i a z Zapopan oraz Jezus

sanktuaria maryjne i jezusowe, czy też związane z k u l ­

Ukrzyżowany - Pan Miłosierdzia w Jalisco, Pan z Sau-

t e m świętych, w M e k s y k u - świętych Michała i M a r ­

cito w San Luis Potosi, Pan K o n k w i s t y D u c h o w e j

cina, to skarbnice wotów. W i n n y c h religiach świato­

w Guanajuato czy Dzieciątko Jezus ( N i n o ) z A t o c h a

w y c h jakiś zbliżony do wotów o d p o w i e d n i k znaleźć

w Zacatecas.

można w judaistycznych kwitlechach,

karteczkach z za­

W

niektórych krajach europejskich obszaru śród­

pisywanymi prośbami i dziękczynieniami, albo - i chy­

ziemnomorskiego, szczególnie we Włoszech, obrazy w o ­

ba w najszerszym zakresie - w b u d d y j s k i c h tkankach,

tywne zastąpiono w najnowszych czasach fotografiami.

obrazkach czczonych postaci, i treści, w szarfach i c h u ­

Dotyczy to przede wszystkim odbieranych przez wier­

stach z w y d r u k o w a n y m i m o d l i t w a m i oraz w listach,

n y c h jako cudowne zdarzenia tych tragicznych kolizji

głównie k o m e m o r a t y w n y c h n a k l e j a n y c h na b ę b n a c hL

samochodowych, które nie skończyły się o f i a r a m i

m o d l i t e w n y c h . Buddyjskie klasztory, święte góry, szla­

śmiertelnymi podróżnych. Przykładem tej par excellence

k i pielgrzymek buddystów obfitują w owe świadectwa[
wiary. Wszelako, pod względem jawności, nieskrępo­

niego w j e d n y m z kościołów M e d i o l a n u . Niezliczone fo-

wanej otwartości, na koniec - zobrazowania środkamiL
malarskimi czy rzeźbiarskimi k o m u n i k a t u - tylko ka­

wyszli żywi, otaczają na ołtarzu obraz świętego. Podob-

tolickie w o t a należą do praktyk religijnych w całymL
tego słowa znaczeniu, j e d y n y c h , wyjątkowych. D l a ba­

w M e k s y k u . A l e w t y m drugim przypadku fakty jak naj­

dacza interesującego się postawami w i e r n y c h , i c h tro­

bardziej aktualnej codzienności wciąż znajdują swoją

skami, pragnieniami czy w pełni zindywidualizowany­

dokumentacje w malarskich przekazach. U nas wypar­

m i zdarzeniami, jakie spotkały w życiu fundatorów,

te zostały przez teksty na k a r t k a c h składanych do spe­

ofiarodawców sakralnych wyznań, w o t a są prawdzi­

cjalnych schowków w kościele względnie przez tabliczki

w y m rarytasem poznawczym. Postrzegł to już przed b l i ­

metalowe z wygrawerowanymi napisami.

sko stuleciem w i e l k i V a n Gennep. Kwitlechy

czy than-

ki spowija jeśli nie pełna tajemnica samych i n t e n c j i , to
i
tajemnica częściowa, związana z tabu przeglądania zło­
żonych przekazów w miejscach k u l t u .

tografie roztrzaskanych samochodów, z których ludzie
n y c h f o r m k u l t u nie notujemy a n i w Polsce, ani też

W sanktuariach m a r y j n y c h i jezusowych w Meksyk u królują, jak przed w i e k a m i , dosyć n a i w n e , wzrusza­
jące m a l u n k i na blasze, zawsze opatrzone napisem adoracyjnym i objaśniającym zdarzenie. Z reguły każde retablo posiada wyobrażenie czczonej postaci, do której

Przeglądając, a następnie publikując treść chasydz­
k i c h kwitlechów,

współczesności wotywnej jest sanktuarium św. A n t o ­

skierowane zostało dziękczynienie czy prośba.

adresowanych do sławnego cadyka E l i -

melecha z Leżajska, miałem świadomość świętokradz­

Może ktoś powiedzieć - po jakie licho (brak m i lep­

twa, chociaż usprawiedliwionego w m y m m n i e m a n i u

szego określenia) zawracać sobie głowę o w y m i naiwny-

164

�lacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

m i m a l u n k a m i , jakimiś niezbyt „dojrzałymi" wyznania­

surowiej pottaktowaliby owe cuda, dodając przymiotnik

m i wiary w kraju słynącym z zapierających dech świą­

wątpliwe, albo domniemane czy niesprawdzone! Zatem

tyń, czyli twórczych

prze tworzeń wzorców

sam już tytuł pięknie wydanej książki, papier kredowy,

hiszpańskiego renesansu i baroku. Mało tego, obecno­

barwne ilustracje, mapka, tabele, budzi zdecydowanie

ści jedynych na świecie m o n u m e n t a l n y c h murale na

pogodne uznanie. I dodać należy, że ów tytuł nie m a

rodzimych

gmachach publicznych, mających najszczytniejsze prze-

ani na płóciennej okładce, a n i w stylistyce obwoluty nic

słanie kteowania tożsamości narodowej. N a to i podob­

z chwytliwych,

ne zasttzeżenie odpowiadam o d razu i z prawdziwą przy­

pierwszy tzut oka widać, że praca dwóch autorów, zwią­

jemnością. Otóż nie murale, ale owe skromne, naiwne

zanych z I n s t y t u t e m Studiów Socjologicznych U n i w e r -

retabhs kryją w sobie głębokie i - co jest batdzo ważne

sytetu w Guadalajara, to ptaca solidna, naukowa. Książ­

t a n i c h sensacji. Ptzeciwnie, już

na

- powszechne stany ducha, życiowe ttoski, społeczne

kę rekomenduje w słowie wstępnym dyrektot I n s t y t u t u

aspiracje czy, już na koniec, szczere wyobrażenia religij­

dr M a n u e l Rodriguez Lapuente.

ne, jak również towatzyszące i m emocje. Wydaje się, że
pewien rodzaj wotów, w t y m również meksykańskich re­

•

tabhs, p o d względem zawattych w n i c h treści porównać
można do strzeżonych tajemnicą wyznań n a spowiedzi
świętej, któte są znane tylko kapłanowi. Ponieważ owa
tajemnica spowiedzi uniemożliwia poznanie stanów d u ­
cha umysłu

reprezentantów

Pogranicze w każdym rejonie współczesnego i daw­
nego świata było jest spotkaniem się odtębnych syste­
mów wartościowania. O w e odtębności, służące u t r w a ­

określonych społeczności

l a n i u i pielęgnowaniu zbiorowej tożsamości, obejmo­

wiernych, pozostają i c h wyznania ujawniane oficjalnie

wać mogą zachowania czy upodobania całkiem błahe,

w ptzekazach w o t y w n y c h .

jak tównież zasadnicze, odnoszące się do kardynal­
n y c h pragnień, t a k i c h j a k poczucie bezpieczeństwa,
umiłowanie wolności, wiara i ufność w stosunku do

•

czczonych z n a m i o n Boga. U nas jakimś o d p o w i e d n i ­
k i e m Miracles

N i e b a w e m , jak Pan Bóg pozwoli i zgodzą się Wszy­

on the Border, było na wschodniej rubie-

scy Święci, upłynie pełne półwiecze, odkąd zajmuję się

ży s a n k t u a t i u m wileńskie Osttej B t a m y czy

problematyką wotywną w Europie, a w Polsce przede

maryjne w K o d n i u , a na południowym zachodzie, ślą­

również

wszystkim. Ponieważ nie jestem amerykanistą, będę

skie Wambierzyce. To ostatnie do dzisiaj wiąże Pola­

korzystał z pomocy z n a k o m i t y c h znawców A m e r y k i

ków z Czechami i N i e m c a m i . W ptzypadku s a n k t u ­

Łacińskiej, przede wszystkim p a n i d i Bogumiły Lisoc-

ariów meksykańskich więzi — zgodnie z miarą odległo­

kiej-Jaegermann otaz pana ptof. Jerzego Makowskiego.

ści amerykańskich - sięgają odległego stanu Ilinois,

A l e nie ttzeba znać odległego k o n t y n e n t u z autopsji,

samego Chicago albo bliżej, takiego kolosa, j a k i m jest

mają swoje

Los Angeles. Mówiąc krótko, pogtanicza sptzyjają c u ­

swoiste osadzenie społeczno-kultutowe, któremu t o ­

d o m , wyosttzają i c h sens w życiu ludzi, nadają i m swo­

warzyszy dramat, nieznany z Europy i chyba również

isty k o l o r y t . Z reguły nie jest o n łagodny, lecz często

aby wiedzieć, że meksykańskie retablos

z i n n y c h stron świata. C h o d z i oczywiście o graniczenie

drapieżny, b t u t a l n y bezwzględny. Można się o t y m

M e k s y k u z j e d y n y m rzeczywistym supetmocatstwem,

ptzekonać pattząc na niektóre wyobrażenia zdarzeń

z U S A . Fakt t e n pojawia się bodaj w każdym z meksy­

c u d o w n y c h , przedstawionych n a retablos ( I I . 1-3).

kańskich retablos, jakie powstały w m i n i o n y m stuleciu,

Sanktuaria

a które dalej postaram się szerzej przedstawić.

Cuda

Stosunkowo obszerną część swej pracy (s. 45-66)
autotzy poświęcili omówieniu dziejów miejsc k u l t u
wotywnego w

Podstawą źródłową mego szkicu są obszerne dane,
pochodzące z dzieła Miracles
Mexican

Migrants

rejonach

M e k s y k u . Najstarsze

on the Border. Retablos of

środkowego

i zarazem

zachodniego

najpopularniejsze

ośrodki pojawiają się już w drugiej połowie X V I w i e k u .

to die United States. A u t o t z y - Jotge

D u r a n d , Douglas S. Massey. Wydawcą tego i m p o n u ­

Rozkwit t y c h miejsc k u l t u , podobnie jak w Europie,

j ą c e g o o p t a c o w a n i a , jakiego

pozazdrościć

przypada na w i e k X V I I I , czasy k o n t n e f o r m a c j i . K u l t y

M e k s y k o w i niejeden kraj europejski, mający starsze

w o t y w n e są b o w i e m nieodłącznym elementem o c h r o ­

mógłby

i rozleglejsze k u l t y w o t y w n e , jest T h e U n i v e t s i t y o f

ny kościoła rzymskokatolickiego przed wpływami r u ­

A r i z o n a Press, Tucson a n d L o n d o n , 1995, ss. 216.

chów reformatorskich. Stanowią szczególnie m o c n ą
gwarancję zjednywania sobie szerokich rzeszy wier­

Tytuł omawianego dzieła to Cuda pogranicza. Takie­
kraju

n y c h . Odnoszą się zawsze do żywych w każdym m i e j ­

żadne z szanujących się wydawnictw nie mogłoby zaak­

scu stałych trosk i pragnień, p o d o b n y c h kwestii zwią­

ceptować. Świeccy recenzenci dodaliby łagodzące dwa

zanych z losem ziemskim człowieka.

go

tytułu

w

naszym

wybitnie

katolickim

słowa, zdarzenia o charakterze ( c u d o w n y m ) . Natomiast

N a podstawie szczególowego rozpoznania k i l k u ty­

recenzenci konfesyjni, a więc z tytułem księdza, jeszcze

sięcy retablos mogli autotzy ustalić hierarchię ośrodków

165

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

k u l t o w y c h w M e k s y k u . Przyjęli podział na sanktuaria

grantów. Należą d o n i c h napady r a b u n k o w e , wciele­

maryjne, jezusowe i związane z postaciami czczonych

nie d o wojska wysianie na wojnę w K o r e i i W i e t n a m i e .

świętych. W zamieszczonej tabeli ( 5 . 1 . s. 69) poznaje­

D o grupy t y c h nieszczęść zaliczyć również

m y ujęte w procentach ustalone przez autorów rozmia­

szczególne w y p a d k i przy pracy i oczywiście kłopoty

ry popularności poszczególnych ośrodków. Różnice są

związane z nielegalnym przekraczaniem granicy.

nieraz bardzo znaczne. N a pierwszym miejscu znajduje

Zwraca uwagę przewaga retablos

się k u l t Przenajświętszej Panny M a r i i z San Juan de los

można

dziękczynnych.

Doliczyłem się t y l k o jednego retablo proszalnego. D o ­

Lagos (49,6 % ) . Zamyka ową tabelę piętnastu ośrod­

tyczy o n o prośby o u w o l n i e n i e z więzienia. W a r t o za­

ków k u l t św. Tadeusza Judy (0,8 % ) . Wydaje się, że ze­

znaczyć, że w o t a proszalne są zazwyczaj obecne głów­

stawienie w Polsce popularności sanktuariów również

nie w n i e w i e l k i c h ośrodkach wiejskich. Stanowią w y ­

dostarczyłoby p o d o b n y c h wyników. Zapewne na pierw­

różnik postaw religijnych środowiska chłopskiego. D o ­

szym miejscu plasowałyby się k u l t y maryjne, a czczony

tyczą p o d s t a w o w y c h spraw związanych z gospodarką

w kościele Świętego Krzyża w Warszawie św. Tadeusz

rolną czy hodowlaną. W o m a w i a n y m zbiorze retablos

Juda, prawie nieznany w i n n y c h częściach k r a j u , znala­

emigrantów t a k i c h tteści nie odnajdujemy. Podobnie

złby się na końcu l u b przy końcu zestawienia. W k o n ­

nie natrafiamy na jakieś przykłady k u l t u w o t y w n e g o

tekście podobieństw między k i e r u n k a m i

wykorzystującego ustalone powtarzające się symbole,

religijności

ukształtowanej w M e k s y k u i Polsce w a r t o nadmienić,

takie na przykład jak serca gorejące, dłonie czy oczy.

że w j e d n y m i d r u g i m obszarze p a t r o n e m spraw ucho­

Jawność i n t e n c j i retablos, nieraz wprost demonstra­

dzących za nierokujące nadziei, szczególnie ciężkie jest

cyjna otwartość podziękowań to niezwykle charaktery­

właśnie św. Tadeusz Juda, a nie jak w Bawarii i niektó­

styczna cecha meksykańskich kultów w o t y w n y c h . A u ­

r y c h rejonach Francji - św. Leonard.

torzy Miracles on the Border, wyliczyli zaledwie 3,2 % re­

W k o l e j n y m zestawieniu (5.2, s. 71) autorzy ustali­

tablos, niemających ustalonych ( w i a d o m y c h czy całko­

l i w p r o c e n t a c h rodzaje i n t e n c j i zawartych w retablos

wicie jawnych) podziękowań. W o m a w i a n y m opraco­

emigrantów meksykańskich d o Stanów

w a n i u nie mówi się o t y m fakcie. Wszelako dla znają­

Zjednoczo­

n y c h . Podobnie jak w poprzedniej tabeli uszczegóło­

cego charakter

wioną analizą objętych zostało 124 retablos. O t o sie­

w Europie jest t o niezwykle ważny szczegół. Prawdopo­

d e m grup p r o b l e m o w y c h , jakie wyróżnione

zostały

dobnie ma o n związek z jednej strony z samą niezwykłą

w tej analizie: wyprawianie się w podróż (14,5 % ) ,

dramaturgią emigracji Meksykanów do U S A , a z d r u ­

w t y m przekraczanie granicy (8,9 % ) ; znalezienie wła­

giej - jak się wydaje - cechami osobowymi samych

ściwej drogi (4,0 % ) ; w t y m , znalezienie zatrudnienia

emigrantów, i c h nieskrępowaną szczerością.

(1,6
(14,6
(6,5

%)

i zbłądzenie

(2,4

kultów w o t y w n y c h

występujących

% ) , p r o b l e m y prawne

% ) , w t y m nieuporządkowane
% ) ; sprawy z d r o w o t n e (24,2

Oblicza emigracji

dokumenty

%),

choroba

(17,7 % ) , operacje w szpitalu (6,5 % ) ; pobyt w U S A

Emigranci tak w Europie, jak i w A m e r y c e , nie na­

(21,8 % ) , w t y m w o j n a , wcielenie do a r m i i amerykań­

leżą do przeciętnych statystycznie reprezentantów da­

skiej (5,7 % ) ; w y p a d k i przy pracy (4,0 % ) , w y p a d k i

nej zbiorowości. Chociaż zdarza się, że ubóstwo, cięż­

drogowe (9,7 % ) , zbrodnia (0,8 % ) ; sukces (1,6 % ) ,

kie w a r u n k i bytowe mogą wpływać na masową wę­

powrót d o d o m u (17,7 % ) , wdzięczność emigrantów

drówkę w i e l k i c h grup emigrantów, podejmujących ry­

(5,6 % ) , wdzięczność k r e w n y c h (12,1 % ) , cuda nie­

zyko opuszczenia s t r o n r o d z i n n y c h „za chlebem". Ta­

określone (3,2 % ) .

kie zjawisko można było obserwować p o d koniec X I X

W świetle d a n y c h zawartych w przedstawionej ta­

i na początku X X w i e k u w masowej emigracji najuboż­

beli nabiera nowego blasku stare łacińskie powiedze­

szej ludności chłopskiej z Polski do N i e m i e c (Saksonii,

nie: afflicatio facit religiosos (utrapienia czynią ludzi re­

wyjazd „na saksy"), Francji, a także do Stanów Zjed­

l i g i j n y m i ) . U t r a p i e n i a zaś każdej emigracji to nagro­

noczonych. E m i g r a n c i polscy na Zachód w okresie

madzenie n i e p r z e w i d y w a l n y c h często niepowodzeń.

międzywojennym to już i n n a reprezentacja społeczna.

Najliczniejsze w przypadku meksykańskim łączą się ze

Uległa ona dalszej zmianie z m o m e n t e m w y b u c h u

zdrowiem 24,2 % . N a d r u g i m miejscu znajdują się roz­

wojny, a po w o j n i e w k o l e j n y c h falach, między i n n y m i

maite kłopoty związane z p o b y t e m w U S A 21,8

%.

do U S A można było obserwować wyraźny proces se­

Osobne całkiem miejsce zajmują problemy prawne,

lekcji, prowadzącej d o pojawienia się osób z wyższym

14,6 %. Powrót do d o m u to przerwanie łańcucha nie­

wykształceniem, a nawet wyjątkowych, pisarzy, arty­

szczęść... Zadowolenie z tego p o w o d u wyraża dosyć

stów (Kosiński, T y r m a n d , Głowacki, Sawka, Olbiński

pokaźna liczba retablos 17,7 % !

i w i e l u i n n y c h ) . Znalezienie się na stałe p o 1939 r o k u
w A r g e n t y n i e W i t o l d a Gombrowicza można uznać za

Zamieszczonych w książce 40 b a r w n y c h fotografii

rodzaj signum temporis emigracji Polaków do A m e r y k i .

retablos pozwala dokonać prostszego podziału utrapień
emigrantów. Połowa z n i c h dotyczy nieszczęść związa­

Z pracy J. D u r a n d a i D . S. Masseya nie dowiaduje­

n y c h ze zdrowiem!, druga połowa wiąże się ściśle

my się więcej, niż może wynikać na temat emigracji

z osobliwymi w y p a d k a m i , jakie spotkały w U S A e m i ­

z analizy retablos. W y p a d a m n i e m a ć , że uwiecznieni

166

�Jacek Olędzki * MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

I I . 3. R e t a b l o dziękczynne za ujście z życiem z n a p a d u z bronią złożone Panu de la M i c e r i c o r d i a przez Jesusa Gomeza
w 1961
I I . 4. R e t a b l o dziękczynne złożone Przenajświętszemu Panu de la M i l a g r o s przez Francisca T r u j i l i o w 1976.
W y m i a r y 19,5 x 25 c m .
11. 5. M i l a g r i t o , c u d e ń k a , u góry la V i r g e n de C o p a c a b a n a w kręgu o t a c z a j ą c y m na którym można wyróżnić rozliczne sym­
boliczne wyobrażenia, z l e w e j : 6 l a m , gwiazda, k o n d o r , księżyc, k o g u t , k l u c z , k o b i e t a i mężczyzna trzymający się za
ręce w d a w n y c h s t r o j a c h i i n n e , Peru. W y m . 5 x 8 c m . Wyobrażenie osła oraz k o b i e t y klęczącej w długiej s u k n i .
О а х а с а M e k s y k . W y m . 1,8 x 2 x 2 c m . 1,2 x 2,2 c m . Ze zbiorów Bogumiły L i s o c k i e j Jaegermann

167

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

И. 1 . Retablo dziękczynne za szczęśliwe przekroczenie granicy złożone Pannie z San Juan przez M . Esther Tapia P i c o n
I I . 2. R e t a b l o proszalne o u w o l n i e n i e z więzienia w U S A złożone Panu de la C o n q u i s t a przez Juan Jose Sanchez

168

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

w meksykańskich w o t a c h emigranci to przedstawicie­

wania do U S A , krainy o d m i a n y swego życia, to głów­

le reprezentacji plebejskiej, chociaż niekoniecznie

-

ne podłoże pojawiania się retablos, wyróżniających się

jak w przypadku pierwszych p o l s k i c h emigrantów do

wotów spośród ogromnej i c h ilości i o d m i a n w rozma­

A m e r y k i - cierpiący niedostatek chłopi. Wydaje się,

i t y c h ośrodkach k u l t o w y c h na świecie.

że w i e l u z emigrantów z M e k s y k u do Teksasu, Ilinois

N i m poznamy zamieszczane w retablos teksty, przy­

czy K a l i f o r n i i to szczególny rodzaj osób ważących się

pomnijmy, że w o t a są probierzem prawdy. Podobnie -

na podjęcie ryzyka opuszczenia ojczyzny nie tyle z p o ­

0 czym mówiłem na wstępie - j a k spowiedź święta d o ­

wodów wyłącznie m a t e r i a l n y c h , co losowych. Mówiąc

starczają wiadomości niezwykłych. Teksty w o t y w n e

szerzej, t a k i c h losowych, w których zrodziło się m o c n e

stanowią źródło wiadomości, których nie zastąpi n a j ­

pragnienie zmiany warunków

się

lepsza ankieta, a n i też zapis treści najdojrzalszej roz­

z szarej codzienności czy też pospolitych kłopotów

mowy. W o t u m jest też trwałym d o k u m e n t e m , j e d y n y m

z nią związanych.

swego rodzaju. U j a w n i a fakty w akcie wiary w c u d ,

A u t o r z y przedstawiają

życia, w y r w a n i a

n a m kolejną

tabelę

we wzniosłym wyznaniu dziękczynienia czy prośby.

5,3

w której sumiennie zestawione zostały dla okresów

W i a r a w c u d , niezwykłą interwencję osoby boskiej, to

1900-39. 1940-64, 1965-79, 1980-93 dane dotyczące

przedmiot w o t y w n y c h wyznań. Wyznawca, najszcze-

płci emigrantów, rejonów emigracji oraz n a p o t k a n y c h

rzej j a k potrafi, wiarę tę podaje d o publicznej wiado­

na obczyźnie kłopotów. W pierwszym okresie emigra­

mości. C y b o r i u m ołtarza, część za mensą, b l a t e m

c j i nie występują owe zasadnicze problemy związane ze

ofiarnym, to miejsce dla retablos. Poprzedzały je w h i ­

z d r o w i e m ! . W największym nasileniu (41,2%) poja­

storii rozwijających się f o r m k u l t u obrazy świętych,

wiają się w l a t a c h 1940-64- W następnych d w u okre­

santos, f u n d o w a n e dla kościoła przez zamożnych para­

sach maleją. N a t o m i a s t w pierwszym okresie emigracji

fian. Retablos m a j ą swoich fundatorów w reprezentacji

największe problemy (36,3%) wiązały się z samym ak­

zasadniczo o d m i e n n e j osób niezamożnych, najczęściej

t e m przekroczenia granicy! Problemy te zwiększyły się

ciężko w swym losie doświadczonych. I c h f o r m a ma­

(39,1%) w latach 1965-79, a w o s t a t n i m p o z n a n y m

larska bywa niezdarna, rozbrajająco szczera, aż naiw­
na. A l e nie ma w niej śladów wpływów wzorców ko­

okresie zmalały do 8,3%(?).

m i k s o w y c h czy zaczerpniętych

Poza o s t a t n i m okresem, kiedy wśród emigrantów

z reklam. Ujmując

rzecz ogólnie, mają retablos swoją autonomiczną for­

przeważają mężczyźni (stosunek 66,7%:33,3%), w po­

mułę przekazu. Przypomina ona sposób obrazowania

zostałych latach proporcje między płcią emigrujących

spotykany w w o t a c h malarskich pochodzących z Euro­

są wyrównane.

py, Bawarii, Węgier czy Słowacji. I nie w y n i k a t o za­

Z r u b r y k i dotyczącej kierunków emigracji do Sta­

pewne z jakichś zapożyczeń, lecz podobieństwa postaw

nów oraz z następnej tabeli poszerzonej o dane na te­

w p o j m o w a n i u c u d u jako bezpośredniej i n t e r w e n c j i

m a t pochodzenia emigrantów dowiadujemy się, że

osób czczonych w ziemskie sprawy wierzących.

przeważająca i c h liczba (29,0%) pochodziła z górzyste­
go obszaru centralnie położonego Guanajuato. N a t o ­

Inskrypcje zamieszczane na płytkach blaszanych re­

miast k i e r u n k i emigracji zmieniały się. W latach 1940-

tablos mówią często więcej niż uczone wywody k o m e n ­

64 preferowano Kalifornię (26,5%) i t e r y t o r i u m przy­

tatorów tej szczególnej postaci k u l t u religijnego. A u t o ­

graniczne (20,6%), które w o s t a t n i m okresie 1980-93

rzy Miracles...

było nawiedzane najsłabiej. Podobnie, znacznie zmala­

stów umieścili w swej książce przy każdej reprodukcji re­

ło zainteresowanie Kalifornią. D o Teksasu emigrowano

tablo angielską i poprawną hiszpańską wersję odczyta­

najliczniej (21,7%) tylko w latach 1965-79.

świadomi w pełni znaczenia o w y c h tek­

nego napisu. Rozpocznę prezentację wybranych t u tek­
stów o d wspomnianej jedynej prośby. W i d n i e j e ona p o d

Ostatnia tabela 5.5 uszczegóławia terytorialne roz­
proszenie w Stanach w y m i e n i o n y c h już wcześniej pro­

malowidłem ukazującym na czarnym tle (!) mężczyznę

blemów nękających emigrantów, które ujawniają z całą

z rozłożonymi rękami, którego przesłaniają pręty odkry­

ostrością zmieszczone w pracy reprodukcje 40 retablos.

tej celi więziennej, tak charakterystycznej dla aresztów
U S A . O b o k tego przedstawienia na błękitnym tle w ob­

Teksty

łokach ukazany został krucyfiks. A oto sama prośba:
Tym retablo proszę
uwolniono

C u d a towarzyszą zazwyczaj odmianie życia, w n a j ­

Guanajuato.

częstszych przypadkach rozważanych w Miracles on the

Pana od Conąuista

mnie w Stanach

aby sprawił,

Zjednoczonych.

San

by

Felipe,

Juan Jose Sancht'z O. 10 października

1990.

znalezienia się poza „zaklętym kręgiem co­

Prezentację czterdziestu r e p r o d u k c j i retablos otwie­

dzienności". A więc w nowej emocjonalnie i również

ra j e d n o z najstarszych, z 1917 r o k u . Przed wyobraże­

d u c h o w o rzeczywistości. Pospolite wówczas zagrożenia

n i e m Najświętszej Panny z San Juan w koronie i cha­

i niepowodzenia, jeśli się kończą pomyślnie, uzyskują

rakterystycznej sukience, jak n p . u naszej M a t k i Bo­

Border,

w świadomości poznawanych z książki Meksykanów

skiej Skępskiej, klęczą ze złożonymi dłońmi chłopiec

m i a n o c u d u . A l e nie mówię o t y m , aby wejść n a ścież­

1 kobieta.

kę jakiejś psychologizującej próby określenia i n t r y g u ­

24 stycznia w miasteczku Darginfilio

jącego zjawiska religijnego. Przeciwnie, f a k t emigro­

Tivurci

169

w Teksasie.

Galego przydarzyło się nieszczęście, idąc

Pani

torami

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA Ś W I A D O M O Ś Ć M I R A K U L A R N A

kolejowymi,

przechodziłam

przez most trzymając

pamiątkę

za ręką

spełnienia mej prośby dedykuję

to retablo.

Matias

drezyna, nie mogłam

usunąć

Lara. San Luis Potosi. Odręczny napis widnieje w dolnej

się, ani na jedną,

ani na druga stronę, wezwałam

na po­

części przedstawienia, na którym ukazany został wizeru­

moc Najświętszą

Pannę z San Juan. Skończyło

się to nie­

nek Najświętszej Panny, a przed n i m z długą świecą klę­

Chłopca,

wtedy nadjechała

groźnymi potłuczeniami.

Chłopiec

również wyszedł,

padku lekko uderzony, uniknąwszy
dzięce za Wszystko dedykuję

cząca postać zwrócona tyłem do w i d o k u miasta (wyso­

z wy­

nieszczęścia.

W

kie domy, a przed n i m i dwa autobusy).

po­

to retablo.

Dziękuję

W zamieszczonym zbiorze zwracają uwagę dwa po­

cudowną

Świętej Pannie z San Juan de Los Lagos za

opiekę

przy drugiej operacji,

jaką

dziękowania za szczęśliwe przekroczenie granicy. Jed­

w szpitalu w Los Angeles 9 dnia października

n o z n i c h , ze szczególnej urody malowidłem znalazło

ra zawiodła

mnie do bram śmierci,

przeszłam
1960,

ale ufając

któ­

cudownej

się na obwolucie książki. Podpis nie jest w t y m retablo

Pannie z San Juan odzyskałam

wyodrębniony na oddzielnej powierzchni. W i d n i e j e na

niam w tym retablo. Składam

podziękowanie

tle ukazanego krajobrazu dosyć abstrakcyjnego. Klę­

nie z San Juan. Los Angeles,

California.

czą, trzymając przed sobą świece, dwie postacie - mło­

Maria de la luz Casilłas

dzieńca i kobiety. Ponad n i m i w obłokach ukazany zo­

pisane na szarym tle to podziękowanie znajduje się

stał wizerunek Naszej Pani z San Juan de los Lagos.

u samej góry retablo, o b o k w i z e r u n k u Przenajświętszej

Ponad głową M a t k i Boskiej dwa aniołki unoszą szarfę.

z San Juan p o d złocistymi p r o m i e n i a m i aureoli klęczy

O t o dziękczynienie:

z uniesionymi d o góry rękami kobieta, a przed nią stoi

Nieskończone
gos, że pomogła

i wrócić w

co też

uwiecz­

Świętej

Pan­

Sierpień

1961.

Bardzo starannie na­

z dziećmi.

(to ważny szczegół) trzech chłopców różnego wzrostu.

dzięki naszej Pani z San Juan de los La­
przejść przez granicę

zdrowie,

Za plecami klęczącej ukazany został stół operacyjny

zdrowiu.
2 lu­

z chorą na n i m . Przed stołem w białych k i t l a c h lekarz

Drugie wyznanie dziękczynne za udane przekrocze­

gicznymi i białe krzesło. Przenika z całości niezwykła

Jose Cruz Soria. San Miguel de Alende, Guanjuato.
tego

i dwie pielęgniarki. Z b o k u stolik z narzędziami c h i r u r ­

I960.

dokładność i staranność wykonania tego retablo.

nie granicy jest jeszcze bardziej zwięzłe. Skierowane
jest również do Przenajświętszej Panny z San Juan. D o ­

15 stycznia

1942, kiedy pokłóciłem

tyczy dotarcia do Los Angeles, a pochodzi o d M a r i i Es­

z którymi udawałem

ther Tapia Picon z L e o n w Guanajuato. Natomiast

szedłem od nich i zagłębiłem

się z

przyjaciółmi,

się do pracy w stanie Tamaulipas,

z malarskiego przedstawienia, które w l e w y m rogu

i poprosiłem

wieńczy znany już wizerunek Przenajświętszej Panny

siątej w nocy właściciel

się w las. Natrafiłem

na

o pozwolenie pozostania w nim. Około
zawołał

od­
dom
dzie­

mnie, odnosząc

się do

że zabije mnie.

Znajdu­

z San Juan, poznajemy szczegóły przygody emigrantów.

mnie jak do bandyty. Powiedział,

N a pierwszym planie ukazane zostały trzy osoby: męż­

jąc się w tak ogromnym zagrożeniu,

czyzna i dwie kobiety, klęczący za jakimiś zaroślami.

Panienki z San Juan de los Digos i Świętemu

Przed n i m i piaszczysta przestrzeń granicząca z błękitną,

z Terreros. Juan Luna. Tekst t e n jest na powierzchni re­

poleciłem

się opiece
Marcinowi

zapewne oceanu. Przy krawędzi lądu zaznaczony w i d o k

tablo, i w górnej p a r t i i , i dolnej. Rozdzielają go wyobra­

wieżowców. A l e ponad n i m i widać jeszcze helikopter

żenie P a n i e n k i z San Juan na obłoku, św. M a r c i n a na

kierujący snop światła w stronę u k r y t y c h za krzakiem

k o n i u oraz scenka, na której ukazany został mężczyzna

ludzi. Ponadto, aby już wszystko stanowiło przekaz

stojący przed d r z w i a m i chaty ze strzelbą skierowaną

k o m p l e t n y z ryzyka dotarcia do Los Angeles, na brzegu

w stronę postaci w kapeluszu i z tobołkiem na plecach,

oceanu stoi samochód policyjny, a obok niego dwóch

postaci stojącej p o d drzewem. Całość ujęta w ciem­

policjantów zajętych ożywioną gwałtownymi gestami

n y c h zieleniach, brązach i czerni.

rozmową. Retablo to osobliwe nie jest datowane jak i n ­

28 maja 1929 przydarzyło

ne. Może więc stanowić w swoim przekazie malarskim

mi się nieszczęście.

Porwany przez wodę rzeki Rio Vravo

rodzaj zawsze aktualnego dla meksykańskich emigran­

Znajdując

tów przypomnienia kłopotów związanych z ryzykiem

się w tak wielkim niebezpieczeństwie,

łem z głębi serca Najświętszą

opuszczania ojczyzny w drodze do U S A .

miast przyszedł mi z pomocą
cząc ze straszliwymi

I n n e retablo złożone 29 stycznia 1932 r o k u Przenaj­

Panią z San Juan.

Texas.
wezwa­
Natych­

kolega, który bohatersko

wodami, zdołał mnie wyciągnąć

świętszej Pannie z San Juan dotyczy zdarzenia z 28 ma­

wego na brzeg rzeki. W Podzięce

ja 1929 r o k u . Zdarzeniem t y m było dla D o m i n g o Se-

wystawiam

to retablo na widok publiczny. San

gura szczęśliwe przepłynięcie Rio Grande w długiej

del Rincon.

29 stycznia 1932. Domingo

drodze do San Francisco.

Zostałem

w El Paso,

za ten ewidentny

wal­
ży­
cud

Francisco

Ssgura.

Obrazuje to zdarzenie ujęty w jasnych, słonecznych

Nieszczęścia spotykające emigrantów w U S A d o k u ­

barwach w i d o k rzeki i m o s t u z pięcioma półkolistymi

m e n t u j e wiele retablos. O t o i c h - jak się zdaje - dosyć

przęsłami. Ponad całością wizerunek Przenajświętszej

wyrazisty latynoski k o l o r y t , jeśli nie w samym pisanym

z San Juan. W o d m ę t a c h rzeki widać dwie postacie

wyznaniu, to w m a l a r s k i m zobrazowaniu:

mężczyzn - jedna wynurza się do pasa i wznosi ramio­

J 8 listopada 1919 zgubiłam się w Chicago i poleciłam
Najświętszej

Pannie z San Juan de los Lagos, prosząc,

oświetliła mi drogę, i dziękuję za to, że wysłuchała

na. A druga w jej stronę płynie. Podpis D o m i n g o Ssgu­

się

ra, dekoracyjny, w y k o n a n y żółtą farbą, litery obwie­

aby

dzione d o d a t k o w o czerwoną kreską.

mnie. Na

170

�Jacek Olędzki • MEKSYK. WSPÓŁCZESNA ŚWIADOMOŚĆ M 1 R A K U L A R N A

Syn mój trafił do szpitala w Stanach
go syna zwróciliśmy

się o pomoc do Panny z San

i Panny z Guadalupy

w Meksyku.

dykuję to retabło.

Matka,

de Leon,

samotnego

me­

w odkrytym

samochodzie.

Rzecz się wydarzyła w K a l i f o r n i i w l i p c u 1981 r o k u .

de­

Dziękczynienie za cudowną pomoc skierowane zosta­
ło do Pana Jezusa ukrzyżowanego, El Senor de la Mise-

siostra

1988.

Juanita de Leon. Maj 13,

mężczyznę

Juan

I na tę Okoliczność

Pani Consueło

nie! D w ó c h czarnych kieruje pistolety maszynowe na

Zjednoczonych,

Tam przykuli go do łóżka, związali mu ręce. Z siostrą

ricordia z Jalisco.

To bardzo piękne retablo. Podzielone zostało czer­

Wspomniałem już wcześniej, że niektóre

retablo

w o n y m i r a m k a m i na dwa pola. W pierwszym, na ja­

przypominają malarskie w o t a z Europy. Istnieją jednak

snym tle wypisane zostały kaligraficznie czarnymi lite­

drobne szczegóły, które wyraziście zdradzają p o c h o ­

r a m i i m i o n a . W d r u g i m ukazano dużych rozmiarów

dzenie retablos. I nie są to k o n k r e t n e w i z e r u n k i czczo­

wizerunek Panny z San j u a n adorowanej przez d w a

n y c h postaci w M e k s y k u , ale sposób adoracji i c h przez

aniołki. N a t o m i a s t p o d płaszczem M a d o n n y w samym

kobiety i mężczyzn. Kobiety zawsze klęczą, a mężczyź­

d o l n y m rogu znalazło się przedstawienie łóżka, na któ­

n i t y l k o niekiedy. Przeważnie stoją dostojnie, trzyma­

r y m leży mężczyzna z rękami p r z y k u t y m i ł a ń c u c h a m i

jąc za sobą kapelusz. ( I I . 4) Ta manifestacja męskiej

do krawędzi wezgłówka.

godności kieruje uwagę badacza do zachowań dziś
anachronicznych, występujących w w i e l u różnych k u l ­

W jakimś filmie d o k u m e n t a l n y m oglądanym w te­
lewizji zapamiętałem scenę c h r o n i e n i a granicy U S A

t u r a c h świata, nie wyłączając naszej chłopskiej (niepo-

przed nielegalnymi e m i g r a n t a m i z M e k s y k u za p o m o ­

dawanie k o b i e t o m ręki przez mężczyzn przy powita­

cą wysokiej ściany betonowej oraz czuwających przy

niach zbiorowych).

niej strażników. W przekazach z retablos nie znajduje­

A l e w retablos ukrywają się ważniejsze dane o mek­

my potwierdzenia podobnej o c h r o n y granicy. Poprosi­

sykańskim systemie wartościowania. Wydaje się, że

łem znanego amerykanistę prof. Jerzego M a k o w s k i e g o

dla

0 wyjaśnienie m o i c h spostrzeżeń. Dowiedziałem się, że

Wskazują na to częste, m o c n o akcentowane podzięko­

emigrantów U S A nie staje się drugą ojczyzną.

zabezpieczenia są naturalne, R i o Bravo, o której była

wania z tytułu szczęśliwego p o w r o t u do d o m u ,

już mowa, oraz pustynia, a z nią związany brak wody.

C Z Y Z N Y . S k r o m n e tobołki na plecach, skromna w a l i ­

1 o tej przeszkodzie donosi dosyć szczegółowo jedno

zeczka w ręce powracającego wskazują, że o w a emigra­

z zamieszczonych w Miracles...

cja to jedynie okazja do szybkiego zarobku, uzupełnie­

retablo:

Ranczo Palencia, San Diego de la Union,
1986.

Tą datą dedykuję

cud, jakiego dokonała

to retabło
5 stycznia

ze Stanów Zjednoczonych

nia domowego budżetu.

i 1 stycznia

Pannie z San Juan
1986. Kiedy

OJ­

za

Charakterystyczne, że w meksykańskich f o r m a c h

wracałem

k u l t u w o t y w n e g o nie spotykamy tak częstych w Euro­

skoń­

pie, głównie w kręgach mieszczańskich, wotów symbo­

z trzema towarzyszami,

czyła się n a m woda. W drodze było strasznie gorąco i bar­

licznych związanych z anatomią człowieka, wotów

dzo chciało

się nam pić. Nie mieliśmy

w swych i n t e n c j a c h z d r o w o t n y c h . N i e m a m y więc na

znalezienie

wody.

Wezwaliśmy

żadnej nadziei

szego celu i wrócić
W

wiecznej podzięce

do

naszej ojcowizny

Pannie

Najświętszą

meksykańskich ołtarzach bogatych k o l e k c j i serc, dło­

dotrzeć do na­

n i , nóg, rąk, oczu, nosów, piersi i i n n y c h jeszcze atry­

na pomoc

Pannę z San Juan de łos Lagos i zdołaliśmy
z San Juan

Z miejsca gdzie, znajduje się Braulio

na

w

butów troszczenia się o swą kondycję. Fakt t e n wska­

zdrowiu.

de los

zuje na szlachetną powściągliwość w kulcie w o t y w ­

Lagos

n y m , a także na rodzaj twardości charakterów ofiaro­

Barientos.

dawców. Dzięki p a n i dr Bogumile Lisockiej-Jaeger-

Podziękę tę wypisano w retablo na tle słońca roz­
świetlonego do białości o b o k w i z e r u n k u Panny z San

m a n n mogłem poznać jakiś o d p o w i e d n i k w M e k s y k u

Juan. Poniżej w krajobrazie z saguaro czterech męż­

i w Peru o w y c h europejskich fascynacji własną anato­

czyzn. D w ó c h na stojąco wznosi głowy i r a m i o n a do

mią. Pani d o k t o r zgromadziła sprzedawane w m i e j ­

Przenajświętszej. A pozostali przeglądają kanistry. Je­

scach k u l t u drobne, głównie cynowe i srebrne f i g u r k i ,

den, chyba omdlały f u n d a t o r retablo, nie stoi, lecz sie­

zwierzęce i niezwierzęce ( I I . 5 ) .

dzi w bezruchu.
W

Na

koniec w a r t o powiedzieć, że słowo retablo, re­

rejestrze zamieszczonych w książce r e p r o d u k c j i

tablos w M e k s y k u i chyba w niektórych i n n y c h krajach

retablo odnajdujemy i n n e zdarzenia, których pomyślne

A m e r y k i Łacińskiej, nie oznacza t y l k o w o t u m , niepo-

zakończenie religijni ofiarodawcy łączą z c u d e m . D o

kaźnej płytki blaszanej z inskrypcją i stosownym malo­

t a k i c h zdarzeń włączyć należy r a t u n e k przed bandyta­

widłem. Otóż retablo, retablos, to również efektowne

m i w czasie podróży pociągiem, uniknięcie śmierci

c y b o r i u m , renesansowy czy barokowy wystrój poza

w czołowym zderzeniu samochodów, czy ujście z ży­

mensą głównego ołtarza. W tej semantyce może się

c i e m w czasie niespodziewanego runięcia słupów t r a k ­

ukrywać nieznana Europejczykom postawa niedziele-

cji elektrycznej. Jedno z t y c h retablo zasługuje na osob­

nia sacrum na jego wzniosły i jakiś drugorzędny prze­

n ą uwagę. O t o ofiarodawca dziękuje za wyjście cało

jaw, na oficjalne i nieoficjalne.

z napadu na niego w samochodzie. Uważam t o w o t u m
za interesujące, albowiem ukazani zostali napastnicy
j a k o k o l o r o w i , tylko inaczej zabarwieni niż Meksyka­

171

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6034" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6014">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/93f1de3fa5222671e24315426831eb97.pdf</src>
        <authentication>e00741bcdc517b0b6d930207ebd4a08a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72004">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2871</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72005">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72006">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72007">
                <text>Sanktuarium maryjne w Bardzie Śląskim / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72008">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.159-163</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72009">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72010">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72011">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72012">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72013">
                <text>Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

W

ydaje się, że spośród w i e l u najsławniejszych,

JACEK

ośrodków k u l t o w y c h w Polsce, t a k i c h jak
Jasna G o t a czy Skępe, Bardo stanowi m i e j ­

OLĘDZKI

sce szczególne, a może wprost wyjątkowe, jedyne. D o ­

k o n a n o w Bardzie rzeczy niezwykłej, a zarazem jakże
oczywistej w kategoriach współczesnej świadomości,

Sanktuarium
maryjne w Bardzie
Śląskim

rozumienia boskiej opiekuńczości, cudów, pobożnych
obyczajów i t p . Otóż w k a t o l i c k i c h p r a k t y k a c h religij­
n y c h wszelkie świadectwa chwały czczonych wizerun­
ków (głównie w o t a , ale również rekwizyty, takie jak
chociażby kule, kajdany, zegarki) przetrzymywane są
w samej świątyni w pobliżu o p r o m i e n i o n y c h c u d a m i
postaci. Tylko najcenniejsze ofiary czy dary wyłączane
są z t y c h ekspozycji i c h r o n i o n e w odrębnych m i e j ­
scach, skarbcach, skrytkach, jakichś schowkach. N a ­
tomiast w Bardzie, w przylegającym do kościoła b u ­
d y n k u klasztornym, znajduje się m u z e u m . Dominują

zrozumiałym, własnym zaintetesowaniem. O obrazach

w n i m obrazy wotywne, które wcześniej znajdowały się

nie próbuje mówić, zbyt zawiłe kryją one treści. Po­

w kościele, w sąsiedztwie ołtarza głównego.

n a d t o opisy przedstawianych zdatzeń c u d o w n y c h zapi­

W k r ó t c e po fascynacjach meksykańskimi

sane zostały po n i e m i e c k u . Obecny jest przy zwiedza­

retablos,

r o k u znalazłem się p o n o w n i e , po

n i u ksiądz w starszym w i e k u , ale nie k w a p i się służyć

ćwierćwieczu, w tymże muzeum, aby odświeżyć sobie

jakąś informacją. Przez niedomknięte d t z w i obserwuje

pod koniec 2001

wcześniejsze wrażenia, a najważniejsze, spojrzeć na

zwiedzających, ale jest nas tylko dwóch. Kradną czy

n o w o , z perspektywy odległej, bo aż amerykańskiej, na

nie kradną, bo fotografować mogą.

ów jedyny w kraju zbiór m i r a k u l a r n y c h dokumentów.

Figura M a t k i Boskiej z Barda z drewna bukowego,
p o l i c h r o m o w a n a na podkładzie k r e d o w y m z początku

Szatki

X I I I w. ma zaledwie 43 c m wysokości. M a d o n n a ze
Skępego jest o o k . 10 c m niższa. Z a t e m są to f i g u r k i .

K u l t świętych figur, a właściwie - jak za chwilę po­

D o d a ć należy, przeznaczone p i e r w o t n i e dla k u l t u pry­

w i e m - figurek, między odległymi światami, Polską,

watnego, a nie publicznego. Płaszcze królewskie, j a k i ­

M e k s y k i e m czy E k w a d o t e m l u b Peru, łączy pewien po­

m i są okryte, owe szatki albo s u k i e n k i , kształtują o d ­

wtarzający się obyczaj. S t a n o w i go zakrywanie rzeźby,

czucia w i e r n y c h i zarazem utrwalają w wyobraźni w i ­

z reguły niezwykłej wartości artystycznej i zarazem h i ­

zerunek czczonej postaci. Rzeźba z Barda to bezcenny,
unikatowy, tylko jeden z dwóch w kraju zabytków

storycznej, specjalnym o k r y c i e m . Może się o n kojarzyć
' z płaszczem królewskim albo uroczystą kapą. O w e

sztuki

i

okrycia w y k o n a n e z c e n n y c h materii w rodzaju atłasu,

padku Skępego niewielka rzeźbka jest gotycka. O k r y ­

romańskiej;

rzeźby pełnej w d r e w n i e ! W przy­

b r o k a t u , altembasu, nieraz specjalnie haftowane, bat-

cia, sposób ekspozycji, w znacznym o d d a l e n i u i sto­

; dzo często mają charakterystyczny kształt, a m i a n o w i ­

sownym oświetleniu, w Batdzie za wspaniałą kratą o d ­

cie - stożkowy. D o l n a część tego okrycia jest nader

dzielającą prezbiterium o d nawy, kształtują nastrój,

szeroka, w górze zaś zwężona do rozmiarów samej gło­

uczucia, pomagają w rodzeniu się wspaniałych przeko­

wy l u b szyi. Ten wzór powtatza się z nieprawdopodob­

nań. W interesującym nas przypadku - przekonań m i ­

ną konsekwencją przez wszystkie dawne kraje k a t o l i c ­

rakularnych.

kie na świecie i spotykamy go w ikonografii miejsc k u l ­

N i m przedstawię obrazy z k o l e k c j i w Bardzie, jedy­

t u maryjnego, zarówno Polski, i n n y c h krajów europej­

nej tego rodzaju w kraju i zarazem najdosadniej k o m u ­

skich, jak też w s p o m n i a n y c h miejsc w A m e r y c e Ła­

nikującej o charakterze m i r a k u l a r n y c h uniesień, ko­

cińskiej.

nieczne są uszczegółowienia dotyczące samej tzeźby
M a t k i Boskiej trzymającej Jezusa przed sobą, a nie

W Bardzie owe okrycia, zmieniane na większe świę­
ta, nazywane są szatkami M a t k i Boskiej. W

z b o k u na ręce. Ten archaiczny wzorzec ikonograficz­

innych

ny ma swoją nazwę oraz teologiczną interpretację.

częściach Polski mówi się o sukienkach. Tylko w Batdzie, w o w y m przykościelnym muzeum, pobożny piel­

M a t k a Boska trzymająca przed sobą, na swym łonie,

grzym czy tylko zwykły przybysz, dowiedzieć się może

Jezusa jest dlań t r o n e m , thronus Dei, będąc zarazem

o uroczym obyczaju „ubierania" czczonej postaci. N a

„stolicą mądrości", sedes sapientiae,

dwóch lub trzech oszklonych tabliczkach pokazane są

m a n d o r l i , aureoli.

a także rodzajem

dawne, dosyć już zetlałe i zszarzałe szatki M a t k i Bo­

M a d o n n a Tronująca jako Królowa z Jezusem błogo­

skiej Bardzkiej Strażniczki W i a r y . D w a razy w r o k u , na

sławiącym umieszczonym centralnie, to typ grecko-bi-

święta, zmieniano szatki. Są więc dosyć różne. Prze­

zantyjski N i k o p o j i , obdarzającej zwycięstwem. Oprócz

wodniczka, miła nastolatka, zwraca na nie uwagę ze

Barda, na N i k o p o j i natrafiamy w kraju w t y m p a n o n i e

159

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

zarówno symbol władzy, jabłko królewskie, jak też wła­
dania światem, kulą ziemską. N a t o m i a s t Jezus wznosi
prawą rękę w geście Pantokratora, mając wyraziście
ukazane trzy pierwsze palce dłoni, która udziela błogo­
sławieństwa światu.
Istnieją jednak pewne drobne, ale jakże istotne róż­
nice.
Stopki Jezusa w rzeźbie z Monserrat są ukazane w po­
ziomie z palcami lekko wzniesionymi do góry, co może
oznaczać wznoszenie się do nieba. Natomiast stopki Je­
zusa w rzeźbach z Barda oraz Ołoboku są opuszczone.
Zdaje się to świadczyć o zamyśle ukazania Dzieciątka
schodzącego ze swego sedes sapiendae i t y m samym włą­
czającego się w rzeczywistość ziemską. To chyba szale­
nie ważna cecha polskich rzeźb romańskich.
Bardo znaczy w staropolskim „góra", „warownia".
To pospolite zjawisko wznoszenia wczesnych świątyń
na wyniesieniu. Pierwszymi byli j o a n n i c i , kanonicy re­
gularni, następnie cystersi. Obecnie gospodarzami są
redemptoryści. Sam obiekt był w i e l o k r o t n i e przebudo­
wywany, obecny

należy do jednej

z największych

w kraju b u d o w l i późnobarokowych. Występuje pod
wezwaniem Najświętszej M a r i i Panny. Korzysta jednak
z dodatkowego, wiele mówiącego tytułu, N . M . Panny
Strażniczki Wiary. To tytuł wyjątkowy. Częstsze są ta­
kie nazwy, jak M a t k a Boska Bolesna, Płacząca, Łaska­
wa czy Miłosierna. Zaskakujące, ale M a d o n n a z Barda,
słynąca c u d a m i , mająca od początku wyraźnie okre­
ślone, najwznioślejsze miejsce w kulcie i p r a k t y k a c h
religijnych, nie była przez papieży k o r o n o w a n a . D r e w ­
niana k o r o n a na jej głowie to zamysł samego rzeźbia­
rza, wynikający z całości ideowej wyobrażenia. Fakt
nieuzyskania p a p i e s k i c h wyróżnień

może j e d y n i e

świadczyć o cystersach, różniących się o d bernardy­
nów, szczególnie dbałych o koronację.
Jednakże w 1966 r o k u , w czasie obchodów tysiącle­
cia państwa polskiego, ks. kardynał Bolesław K o m i n e k
dokonał a k t u k o t o n a c j i bezcennej i zarazem wspania­
łej rzeźby.
Posłuchajmy Tadeusza Chrzanowskiego, historyka
sztuki, autota m o n o g r a f i i o Bardzie Śląskim (Ossoli­
n e u m , Wrocław 1980):
(...) Do czasu kasaty zakonu w 1810 r. mieszkali tu zakon­

Obraz wotywny, 1796, olej na płótnie, Bardo

nicy cysterscy pełniący funkcję proboszczów (superiorów) i wika­
rych. Później większą część budynku przekształcono

Obraz wotywny, polowa XIX wieku, olej na płótnie, Bardo

na szkołę,

świeckiemu proboszczowi pozostawiając w użytkowaniu jedynie
część przyległą do kościoła. Bardzo ważny dla dziejów zespołu
romańskiego kościoła św. Stanisława w Starym Z a m ­

był rok 1900, kiedy to biskup wrocławski, kardynał Jerzy Kopp

k u , Dolnośląskie oraz w romańskiej świątyni Panny

uzyskał zezwołenie na osadzenie tu redemptorystów (był to jeden

M a r i i w Goźlicach, Świętokrzyskie.

Z zakonów szczególnie zwalczanych w okresie „Kulturkampfu".

T e n wzorzec odnajdujemy w słynnej M a d o n n i e

Dopiero jednak w 1923 r. zakonnicy przejęli cały budynek

z katalońskiego M o n t s e r r a t (Przepiłowana G ó r a ) , do

i wkrótce potem dokonali remontu oraz wbudowania w kondy­

której przybywają m i l i o n y pielgrzymów. M o r e n a M a ­

gnację dachową skrzydła poprzecznego piętra mansardowego.

donna, albo M o n e r e t a (Czarnulka), czyli Neustra Senora. W p o l s k i m i hiszpańskim zabytku M a t k a Boska

Najważniejszy jednak dla naszych rozważań jest

dzierży w wysuniętej prawej dłoni kulę, może to być

opis kaplicy w o t y w n e j , głównej części m u z e u m .

160

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE Ś L Ą S K I M

Wnętrze

kaplicy ma specyficzny, niepowtarzalny

nastrój

je się skomponowana w 7 „linijkach" statannie wykona­

wnęki

na inskrypcja opisująca zdarzenie i wyrażająca wdzięcz­

nie dzięki ołtarzowi, ale przez to, że ściany, a nawet
okienne obwieszone są gęsto obrazami wotywnymi.
tu 54, a w całym klasztorze ilość tych malowanych
czynień przekracza

Obraz w o t y w n y n r 344 wisi p o n a d 343, pochodzi

dzięk­
ob­

z 1776 r o k u . Przed obrazem w r a m a c h (!) M a t k i Bo­

biegłych

skiej z Barda klęczy kobieta w czepcu, trzymając przed

liczbę stu. Są w tym zbiorze i duże

maleńkie, jedne malowane przez

razy, i całkiem

ność za c u d ocalenia. 1736 rok, eksponat n t 343.

Jest ich

Ten

sobą dziecko w p o w i j a k u położone na czymś w rodza­

dzielić się zwykło na vota i eks-vota, czy­

j u łóżeczka. To szlachcianka, w p r a w y m d o l n y m rogu

li dary składane jako prośba o laskę, oraz na te, które są już

znajduje się, starannie namalowany, kartusz herbowy.

dziękczynieniem

Zamiast godła widnieje na n i m lapidarna notacja o da­

malarzy cechowych,
typ przedstawień

inne przez naiwnych

za spełnienie

przytłaczająca

większość

zów wotywnych
Najstarsze

próśb.

amatorów.

Wedle tego

zgromadzonych

Z po­

m i herbowymi bogatej rodziny, oddającej się p o d opiekę

w 1650 r.

M a t k i Boskiej z Barda. Świecznik z płonącą świecą na

W sąsiedztwie tych obrazów okazałe płótno ze znaka­

kilka: l) fundowany

Vilhabera,

cesarskiego

rządcę Nysy, przedstawia
na tle perspektywicznie

dworzanina

wieloosobową

ku); 2) fundowany
ra w podzięce

nie, inaczej aniżeli poznane w odległych stronach. Z o ­

Głogów­

stały oprawione w czarne, kunsztowne ramy. Czuje się

r. przez Waleriana

Darthe-

tu ślad bardzo dbałej ręki. A l e jest jeden obraz skom­

syna z wy­

ponowany w poziomie. T r u d n o się dziwić, b o w i e m

fundowany

przedstawia płonące miasto. Płonie kościół, ratusz

kościoła

niewidomego

pod krzyżem;

w 1667 r. przez Annę Katarzynę
czącą na tle starego kościoła

3)

Klink z fundatorką

duje się inskrypcja, osiem kobiet. Jedna stoi i rozkłada

w." niż sążniste
wątki narracyjne:
ratującą

nastowiecznych. N r eksponatu 333.

krajobrazowe.

zostali chorzy leżący w

w typowych dla tej epoki pomieszczeniach,
sto lepszą ilustracją

ręce, i n n e siedzą, a jedna leży. Panie w strojach osiem­

interesują szczegółnie te,

w sobie pewne elementy

Np. w kilku wyobrażeni

i wysokie b u d y n k i . N a dole obrazu, gdzie zwykle znaj­

klę­

bardzkiego.

Pośród tego zbioru obrazów
ktdre zawierają

Obrazy, które oglądamy, są k o m p o n o w a n e w pio­

(schemat

za uzdrowienie

obu klęczących

klęczącą

w

ujętego wnętrza

w 165[.]/

t y m obrazie może oznaczać niegasnącą wiarę.

i za­

rodzinę,

częsty w tej epoce, np. obrazy Oppersdorfów

łóżkach,

To niebywała kolekcja i zarazem przykład mało

czę­

w kraju znanej dbałości, nie mówiąc już o trosce

będących

„życia codziennego na Słasku w X V I I

opisy. Zdarzają

się też dość

tu przedstawiono
się z pożaru,

o o c h r o n ę dóbr k u l t u r a l n y c h . W i e l e poznałem w k r a ­
j u klasztorów, w niektórych sypiałem, w Skępem m i a ­

niespodziane

łem okazję zmieniać sukienkę tamtejszej M a t c e Bo­

osobę tonącą w rzece,

a Elżbietę

no w momencie gdy, przechodząc
kołkiem

cie zdarzenia. To również w o t u m dziękczynne.

należy do tej drugiej grupy.

łowy X V I I w. Wyliczmy

ówdzie

obra­

w Bardzie

zachowane obrazy wotywne pochodzą

przez Urbana

obrażeniem

podziału

Furman

skiej, ale spotkanie z t y m , na co się natrafia w Bardzie,

pokaza­

przez plot, przebiła

przyćmiewa wszelkie i n n e doświadczenia, z Rzeszowa,

się

O p a t o w a , M i e d n i e w i c , Radomia, Łowicza i z samej Ja­

/1736/.

snej Góry.

Kolek z płotu

W Bardzie po sąsiedzku i zawsze elegancko, z peł­
n y m uszanowaniem występują świadectwa wiary ubo­
gich i bardzo, bardzo bogatych.

Salkę M u z e u m z obrazami w o t y w n y m i otwiera tuż
za d r z w i a m i szczególnego rodzaju płótno. Jest to obraz

Ufność

z poł. X V I I I w., już pociemniały, w k o n w e n c j i naiw­
n y c h wyobrażeń, podobnie j a k sąsiadujące dzieła. K o ­
bieta przechodząc przez płot chruściany się przewróci­

Intrygujące wszelako jest podobieństwo w postawach

ła. D o obrazu dołączony jest na górze, poziomo przy­

fundatorów obrazów w o t y w n y c h . Chodzi przede wszyst­

wiązany, kołek długości blisko jednego metra. Jest to

k i m o fundatorów indywidualnych, prywatnych. Otóż

kołek z płotu, który spowodował zdarzenie. N i e trzeba

to podobieństwo wyraża się głównie w ufności do posta­

wielkiej dociekliwości, aby domyślić się, że jest to i n ­

ci czczonej i zarazem m o c n e m u przekonaniu, że się pod­

dywidualne w o t u m dziękczynne z tytułu szczęśliwego

lega jej opiece. Towarzyszy temu żarliwa wiara w udzie­

pokonania przeszkody. Ofiarodawczyni składa podzię­

laną, natychmiastową pomoc w sytuacji zagrożenia,

kę, że oczywiście c u d o w n i e została o b t o n i o n a . Przed

niebezpieczeństwa i t d . W y m o g i e m jest tylko przywoła­

czym? Ciężkim zranieniem. Jej suknia długa do kostek,

nie nazwy czy imienia postaci opiekuńczej i czczonej.

pewnie wplątała się w k o ń c e sterczących kołków pło­

O w o przywołanie - jak można się domyślać - bliskie

t u . I pewnie tylko westchnienie do M a t k i Boskiej przy­

jest spazmu, graniczy bądź jest prawdziwą rozpaczą.

wróciło nieszczęsnej rozwagę, jak znaleźć się na ziemi

Można się jednak zastanawiać, że skoro występuje

zdrową będąc.

tak wyraźne podobieństwo w postawie fundatorów

N a d całością przedstawienia - jak w meksykańskich

z naszych stron i tak odległych, jak M e k s y k , dlaczego

retablos - znajduje się stereotypowy wizerunek M a t k i

w j e d n y m i d r u g i m przypadku pojawia się potrzeba w i ­

Boskiej z Barda. Natomiast na dole obtazu - jak w zna­

zualizacji zdarzenia, nieraz drobiazgowej, uzupełnianej

n y c h n a m z odległego świata przedstawieniach - znajdu­

często

161

szczegółowym

jej

opisem. Wydaje

się, że

�Jacek Olędzki * S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

w o w y c h postawach, jak je ogólnie nazywam, ufności'

Odmienności

i żarliwej wiary występuje jeszcze element przeżyciaL
emocjonalnego, z reguły niezwykle silnego, nieraz

Dziwnie rzecz by się miała, gdyby i c h nie było.

:

obezwładniającego czy może zdecydowanie głębokie­

W

go. Współcześni i oświeceni, doświadczający poprzez

Polsce o d sanktuariów w części północnej, jak

C h e ł m n o , przez środek Czerwińsk oraz dalej na połu­

:

przekazy środków masowych przeżyć o skali przerasta­
jącej własne nieszczęścia i jakieś dramaty, zapewne je'
tłumią albo osłabiają i c h możliwą o b e c n o ś ć . Retablos
;

meksykańskie dowodzą, że wciąż jest żywa postawa,&gt;
której poświęcam uwagę.

dnie, Kraków i samo Bardo, odnajdujemy wota, wyjątk o w o okazałe, związane z historycznymi dla tych miejsc
pożarami. Każdorazowo przyczyną pożaru był, jak się
pospolicie mówi, p i o r u n . W Czerwińsku d o k u m e n t e m
zdarzenia jest dużych rozmiarów trybowana i repuso-

Czy w Polsce jest inaczej? Niezupełnie. Władze ko­

wana blacha srebrna. O b i e k t z Barda już znamy. A l e

ścielne, w szczególności sławnych sanktuariów słyną­

jest wart uwagi, trochę podobny, bo też malowidło,

c y c h c u d a m i mają nie lada p r o b l e m z wielością d o k u ­

a nie plakietka srebrna. Posiada go Kraków. O t ó ż jest

m e n t o w a n y c h świadectw uzyskania przez swych wier­

to w o t u m dziękczynne, za co? Za to, że udało się pożar

n y c h bożej laski. N a Jasnej Górze już w latach sześć­

ugasić, albo że dzięki m o d l i t w o m sam wygasł? N i e !

dziesiątych nadmiar srebrnych czy srebrnopodobnych,&gt;
współczesnych wotów gromadzono w parcianych w o r ­

traktaty o naszej słabości narodowej do tolerancji.

kach, aby ostatecznie uległy przetopieniu, a z uzyska­

Uprzedzam, to w o t u m nieszczęsne, mówiące więcej niż
Otóż, dzięki g r o m a d n y m m o d l i t w o m parafian kościoła

nego surowca można było wykonać efektowne naczy­

św. Katarzyny i drugiego, sąsiedniego, udało się uprosić

n i a na k w i a t y dekorujące ołtarze.

Pana, aby pożar zmienił swe miejsce i przeniósł się

Powstanie

M u z e u m malarstwa w o t y w n e g o przy'
s a n k t u a r i u m w Bardzie jest niewątpliwie świadectwem

w i n n e . D o pobliskiej dzielnicy żydowskiej.

nie tyle wygasłych postaw ufności i m o c n y c h przeżyć

jących jakąś zbiorową potrzebę, był fundowany przez

1

;

e m o c j o n a l n y c h w i e r n y c h , ile kłopotu z n a d m i a r e m i c h

Ten rodzaj wotów, nie indywidualnych, ale wyrażalicznych zainteresowanych. Wspomagały realizację ta­

1

potrzeby „dania świadectwa".

kiej potrzeby i władze kościelne, i miejskie. Z t y m rodza­

To świadectwo w s a n k t u a r i u m bł. Rafała z Proszo­

j e m zbiorowych wotów w M e k s y k u nie miałem możno­

wic w Warcie mogą w i e r n i wyrażać na k a r t k a c h papie­

ści się spotkać. Również nie ma świadectw na występo-

r u (często są to niewielkie karteluszki) i składać do

wanie wotów zbiorowych w t y m kraju, dotyczących i n -

specjalnej skrzynki w kościele. C o jakiś czas treść t y c h

n y c h klęsk żywiołowych. A jak wiadomo, jest to rejon

zapisków jest odczytywana przez ojca bernardyna

huraganów oraz erupcji wulkanów. Okazuje się więc, że

z ambony.

Polacy już w przeszłości potrafili być solidarni.

1

1

1

W Warszawie, w kościele Świętego Krzyża, a więc

A l e - jak się wydaje - to nie tyle polskie dziedzic -

w sercu stolicy, o d okresu międzywojennego rozwija

t w o k u l t u r o w e , co zdecydowanie zachodnioeuropej-

się i wciąż jest żywy k u l t św. Tadeusza Judy, p a t r o n a

skie, stworzone w długich dziejach działalności insty­

spraw beznadziejnych. W ł a d z e kościoła rozstrzygnęły

tucji

p r o b l e m obecności świadectw tego k u l t u w tablicz­

a z czasem R A T U S Z (na dobrą sprawę u nas o d rene­

1

1

kościelnych

i świeckich.

Kościół,

kościoły,

k a c h niedużych, m e t a l o w y c h , na których intencje zo­

sansu) , to symbole europejskiego pejzażu semiotyczne-

stały wygrawerowane. A l e kiedyś, również i dla n i c h

go miast. W pejzażu meksykańskim, t y m d a w n y m ,

zabraknie miejsca na ścianie w keściele.

oczywiście kościół odnajdziemy, lecz ratusza nie. C h y ­

1

Zatem, m i m o wielkiej odległości w przestrzeni,

ba że za jego e k w i w a l e n t uzna się w n i e p o z o r n y m d o ­

dzielących katolików różnic w tradycji k u l t u r o w e j , h i ­

m u , j a k i c h w mieście wiele, areszt, albo - też z czasem

storii najnowszej, osobliwie i c h świat doznań, przeżyć

- w miarę przyzwoite budowle więzienia.

religijnych może być bardzo podobny, chociaż wyraża­
ny n i e j e d n a k o w o . I można na koniec

tych

uwag'
stwierdzić, m i m o n i e p r a w d o p o d o b n y c h przeobrażeń
o d X V I I I w i e k u na wszelkich p o z i o m a c h życia ludz­

Dziękczynne w o t a z p o w o d u wyładowań atmosferycznych i skutków, jakie mogą one powodować, to
iście europejska specjalność. I n n y m n a c j o m raczej nie­
znana i pewnie niedostępna.

kiego, t u i t a m , że w duszach katolików i chyba nie
t y l k o , t r w a stała ufność, wiara. W Bardzie p o n a d sto

•

lat t e m u ktoś przez płot przechodził i . . . szczęśliwie.

Istota przeżyć m i r a k u l a r n y c h się nie zmieniła. Przez

W W a r c i e już w naszych czasach pewna starsza n i e ­

ponad 300 lat powtarza się t e n sam rodzaj ufności, m o ­

wiasta jadła kaczkę. Mogła się udławić c i e n k ą k o ­

że już nie tak powszechny jak niegdyś. Zmieniły się je­

steczką tego ptaka, lecz wezwany n a p o m o c bł. Rafał

dynie realia. Pojawiły się nowe choroby i zagrożenia.

z Proszowic interweniował, do udławienia „nie d o ­

W Polsce problemy alkoholizmu, w M e k s y k u , a raczej

szło". W t y m s a m y m czasie pewnej zacnej M e k s y k a n -

w U S A bandytyzmu. Pewnie i one są już obecne w kra­

ce z s y n k i e m udało się przejść szczęśliwie przez tory

j u , w skrytych - jak w Warcie - wyznaniach w i e r n y c h .

kolejowe, zdążyła wezwać na p o m o c swoją Panienkę

U nas sztuka malarstwa w o t y w n e g o wygasła już przy

z Jose de los Lagos.

końcu X I X w i e k u . W M e k s y k u rozwija się do tej pory.

162

�Jacek Olędzki • S A N K T U A R I U M MARYJNE W BARDZIE ŚLĄSKIM

Dlatego w porównaniach stylu, fotmy, wystąpią różni­

kanonika oznaczone również analogicznym jak na obrazie

ce. Nasze d o k u m e n t y uniesień m i t a k u l a t n y c h są ro­

herbem i monogramem, na

którym ukryta była

data jego

dzajem naśladownictwa dzieł epoki. A więc są w y m u ­

śmierci:

sądzić,

wyznacza

skane, olejne, statannie malowane lasetunkowo. C h o ­

termin a quo powstania owego

ciaż nie we wszystkich ośrodkach. Meksykańskie reta-

1508.

Cornelius

Należałoby
Mueller,

że data ta

malowidła.

który opublikował

blos z lat sześćdziesiątych-dziewięćdziesiątych X X wie­

stwa XVI wieku na Śląsku,

k u , powstały ptzy użyciu nowej fatby, akrylu, farby

oddziaływania

w o d n e j , ale krzepnącej jak olejna i ttwałej. Najważ­

czym mianem: „Mistrz kręgu Cranacha

niejsze, nie ma w n i c h śladu jakichś prób naśladownic­

Pewne cechy stylu weimarskiego

t w a w i e l k i c h dzieł, są spontaniczne, zamaszyste, p r o ­

zwłaszcza

stota i szczerość z nią związana tzuca się w oczy, jak

pokutującym

Łukasza

w głównej

krucyfiksu,

esowatym udrapowaniem

do którego

a także

przewiązanego

go za nim św. Jana Ewangelistę,

klęczącym,
z

typowym,

na węzeł

polecany przez

a całość zamykają

reliefowo opracowane pozłacane

zwieńczeń

cji d a l e k i c h o d sztuki n a i w n e j , bliskiej l u d o w e j . C h o ­

ślinną pucołowaty

tryptykowych.
aniołek

miastem i górami,

do tradycji

orna­

masu/erkourych

Pod tą ornamentalną
dmie w

klę­
stojące­

w tle roztacza się rozle­

pejzaż, Z kościołem,

włącza kultutę religijną Polski do europejskich trady­

periso-

wiarygodnością

gły, „romantyczny"

menty roślinne nawiązujące

W Bardzie przekonuje nas o t y m jeden obraz, który

r."

znaleźć,

przedstawieniu

modli się anachoreta,

czy w prawym dolnym narożniku,

podboju.

w

w

robo­

1508

mistrza można

nium. Kanonik oddany z portretową

n y m znacznie wcześniej i nie w w y n i k u

z około

postaci kompozycji:

św. Hieronimie,

w tęcznie pisanych na karteluszkach papietu relacjach

U nas chrześcijaństwo stało się f a k t e m historycz­

kręgiem

Cranacha starszego i określa

o cudzie.

Dzieje wszelako zasadniczo odmienne

katalog malar­

łączy ów zabytek z

wicią

ro­

trąbę.

dzi o obraz również wotywny, jednakże związany nie

•

z m a l a t s t w e m domorosłym czy nawet c e c h o w y m . Tak
oto o t y m obrazie pisze Tadeusz C h r z a n o w s k i , w przy­
taczanej już pracy (s. 108-113):
Muzeum. Oczywiście
w naszym przeglądzie
niezbędne

znajdujących

jest zasygnalizowanie

tym scharakteryzowanie

Bardo to miejsce pogranicza między Śląskiem, Cze­

nie sposób

omówić

się tu eksponatów,
najcenniejszych,

pewnych

z XVIII

zabytek to bardzo

piękny

obraz

oznaczonego

ten znajdował

się przed wojną

lifornię. Skala t y c h pogranicznych związków jest oczy­
wiście i n n a . Takie pogranicza sprzyjają więziom mię­

obrazy

w. (około dwudziestu).

JO] kanonika

tuaria M e k s y k u , które łączą obszary o d Teksasu po Ka­

ale

a poza

zespołów.

W dziedzinie malarstwa przeważają
zwłaszcza

c h a m i , M o r a w a m i , ziemią lubuską, podobnie jak sank­

szczegółowo

Jedyny

wotywny

monogramem

starszy

mienności religijnej. Poprzez owe więzi kształtuje się

[podkr.

bogactwo i rozmaitość oryginalnych faktów k u l t u r o ­

Obraz

w y c h . Przestrzeń ludzkiego bytowania była i pozosta­

Głogowie,

nie do końca c z y n n i k i e m przyjaznym, chociaż nie za­

„LG".

w kolegiacie w

dzyludzkim, szczególnie jeśli nie dzielą i c h bariery o d ­

barokowe,

każ­

wsze zbawiennym. N a t o m i a s t , czy praktyka kompara-

dym razie dobrze się stało, że nie pozostał w kościele, dla

tystyczna wspierana p r a w e m k o n w e r g e n c j i jest dzisiaj

a kiedy przeniesiono go do Barda, trudno ustalić. W
którego

był przeznaczony,

wypaleniu w czasie działań

bowiem ten uległ
wojennych,

metodologicznie w poznawaniu i

całkowitemu

więc ocalony

Datowanie

kultur

dacz statej daty - ptzywiązalem się do niej dosyć ser­

bytek tym bardziej raduje oczy.

decznie.

owej kompozycji jest o tyle łatwe, że inwen­

tarz Lutscha wymienia w kolegiacie w Głogowie

rozumieniu

słuszna, t t u d n o jest powiedzieć, poza t y m że - jako ba­

za­

epitafium

163

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6033" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6013">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/daff6cfe8ba6d4924309f9758bd65e3d.pdf</src>
        <authentication>3fbe3e5bfcb97baa287203e8ed6143e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71993">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2866</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71994">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71995">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71996">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2671</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71997">
                <text>Matka Boska Częstochowska jako polski symbol narodowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71998">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.120-125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71999">
                <text>Sokół, Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72000">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72001">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72002">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="72003">
                <text>Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

mamy do czynienia, gdy bezpośrednio wykorzystywane

GRZEGORZ

są symbole państwowe l u b różne elementy o zasadni­

SOKÓŁ

czo nie religijnym, ale „etnicznym" l u b historycznym
charakterze (flaga, godło państwowe i t p . ) . D r u g i rodzaj
symboliki - nazywam go t u „ukrytym" - jest zjawiskiem
0 wiele bardziej złożonym i interesującym.
Opinie m o i c h rozmówców

Matka Boska
Częstochowska jako
polski symbol narodowy

1

uporządkować można

w trzy główne grupy, odzwierciedlające trzy typy postaw.
Pierwsza z n i c h , zdecydowanie pozytywna, nie ogra­
niczała się d o aprobowania obrazka - tutaj popierane
były jego dydaktyczne walory, wartości przezeń propa­
gowane: „szczególnie M B kojarzy m i się z godłem na­
r o d o w y m . . . Jedno z d r u g i m jest związane. (...) Bardzo
ładny obrazek.(...) To wyraża, tak jak mówi się: Bóg,

P

H o n o r i Ojczyzna - patriotyzm, miłość do Ojczyzny,
miłość do M a t k i Bożej Królowej Polski..." [ G . S. 12].

u n k t e m wyjścia dla sformułowania t e m a t u tej

D r u g i typ wypowiedzi charakteryzowała względna

pracy były zagadnienia z dwóch różnych dzie­
sakralną,

obojętność. D o niej zaliczyć trzeba stwierdzenia dekla­

a przede wszystkim obrazki dewocyjne i malarstwo,

rujące brak istotnej różnicy między obrazkiem M B

dzin.

Pierwsza

obejmuje

sztukę

druga dotyczy symboliki narodowej i jej r o l i w kształ­

„z flagami i godłem" a zwyczajnej M B C z . Różnicy tej nie

t o w a n i u i u t r w a l a n i u tożsamości n a r o d o w e j . M o j e roz­

ma, bo: „Ona jest zawsze cudowna, święta, wielka, roz­

ważania dotyczyć będą zatem obszaru ikonograficzne­

dająca łaski...", „ten obrazek akurat przypomina, że to

go i symbolicznego, gdzie to, co religijne/katolickie,

jest typowa M B polska, Królowa Polski, ale właściwie

splata się z t y m , co narodowe/polskie.

dla m n i e jest to wszystko j e d n o " [ G . S. 10]. Często pod­
łożem tolerancyjnego czy obojętnego stosunku do ob­

Prowadząc badania, zdecydowałem się zająć obra­

razka przykładowego była postawa zawarta w słowach:

zem M a t k i Boskiej Częstochowskiej (dalej: M B C z ) ,
a mówiąc dokładniej, p o t o c z n y m jej

wizerunkiem.

Oznacza to zarówno sam obraz znajdujący się w sank­
t u a r i u m , jak i szeroko wykorzystywany wątek i k o n o ­
graficzny, który często ulega personifikacji i utożsamia­
ny jest z biblijno-apokryficzną postacią M a r y i .

„każdy ma swoje sumienie i każdy to może odbierać, jak
chce, prawda? Może to poświęcić i to może być święte
dla niego" [ G . S. 7 ] . A l e wtedy, za deklarowaną tolerancyjnością, pozostaje miejsce na własne preferencje.
D o trzeciej, zdecydowanie najliczniejszej grupy zali­
czają się wszystkie sądy negatywne i u m i a r k o w a n i e ne­

Matka Boska Częstochowska jako symbol
- jawna i ukryta symbolika narodowa

gatywne. Niektórzy respondenci zdawali się wyczuwać
w pokazywanym i m przeze m n i e obrazku manipulację
1 mówili o n i e p o t r z e b n y m zawłaszczaniu M B C z lub

N a podstawie materiałów t e r e n o w y c h można przy­

przytaczali argumenty pragmatyczne: „ktoś by t a m

j ą ć ogólne założenie, że w odbiorze p o t o c z n y m , zwłasz­

mógł n p . koło tego obrazu Świętej M a t k i . . . powiedzmy

cza wśród pielgrzymów na Jasnej Górze, sformułowa­

godło hitlerowskie, i też by to t a m było..." [ G . S. 6 ] .

nie „[dewocyjny] obrazek n a r o d o w o - p a t r i o t y c z n y " ro­

Przeważało jednak podejście u m i a r k o w a n e , dające się

zumiane jest jako określenie obrazka z M B C z , a mó­

sprowadzić do słów: „No, może by nawet być bez

wienie o symbolice narodowej bardzo łatwo kojarzone

t y c h . . . bez godła. Bo m y wiemy, że to jest naród polski,

jest z C u d o w n y m O b r a z e m oraz z postacią M a t k i Bo­

t o jest, że M a r y j a t o jest razem, nie da się tego odłą­

skiej. N i e k i e d y utożsamienie to przybiera f o r m y wręcz

czyć. (...) ludzie p o w i n n i to rozumieć i p o w i n n i raczej

ekstremalne, tak jak gdy na pytanie o „jakieś przedsta­

w sercu mieć, a nie tak wszędzie uzewnętrzniać" [ G . S. 3 ] .

wienia świętych albo obrazki święte, na których były­

Te wypowiedzi najlepiej świadczą o narodowej w y m o ­

by polskie symbole n a r o d o w e " , pada

wie samego w i z e r u n k u M B C z .

odpowiedź:

„Symbole narodowe... Ja na przykład, bo ja mieszkam

W i d a ć zatem, że przeważa raczej negatywny stosu­

w Zabrzu, ostatnio się objawiła M a t k a Boska na szybie -

nek do symboliki j a w n e j . C h o ć idee religijne i narodo­

i do dziś dnia zjeżdżają się z całej Polski i z zagranicy piel­

we pozostają dla respondentów w ścisłym związku, to

grzymki..." [Grzegorz Sokół (dalej: G. S.) wywiad n r 6 ] .

w wymiarze w i z u a l n y m opowiadają się o n i za oddziele­

Przypisywanie wizerunkowi M B w y m o w y narodowej

n i e m symboli explicite p o l s k i c h o d świętego w i z e r u n k u .

łączyło się najczęściej ze stwierdzeniem, że dodawanie

N a fakt t e n wpływa, według m n i e , cały zespół czynni­

d o obrazu/obrazka flag czy godła jest niepotrzebne, bo­

ków, które chciałbym tutaj rozpatrzyć.

w i e m jego symboliczne znaczenie i bez tego p o w i n n o

Przede wszystkim, badając oddziaływanie symboliki

być wystarczająco zrozumiałe. W t a k i m podejściu w y ­

jawnej i ukrytej na odbiorców, trzeba pamiętać, że

raźnie uwidocznia się podział symboliki narodowej na

ważne jest nie tylko to, co się dodaje, lecz również do

„jawną" i „ukrytą". Z pierwszym typem przedstawień

czego się dodaje. Jak podkreśla M a r i a Sieradzka [Sie-

120

�Grzegorz Sokół • M A T K A B O S K A CZĘSTOCHOWSKA J A K O P O L S K I S Y M B O L N A R O D O W Y

radzka 1994], nowe przedstawienia M B C z podlegają

n y m . Funkcjonowanie symbolu wizualnego jest zjawi­

skrupulatnej ocenie dogmatycznej i moralno-etycznej,

skiem bardzo s k o m p l i k o w a n y m i t r u d n o pokusić się

a ze względu na specjalną rolę tego wizerunku, polski

0 próbę całościowej jego analizy. C h c ę t u tylko wyka­

odbiorca jest uczulony na świętokradzką czy gorszącą

zać, jak różnorodne mogą być źródła treści symbolu.

wymowę t a k i c h ujęć plastycznych.

Kiedy, prowadząc badania, starałem się dowiedzieć,

Charakterystycznym powodem negatywnego stosun­

w j a k i sposób odczytana zostaje ukryta treść symbolu,

k u do zamieszczania symboli narodowych w wizerun­

byłem za każdym razem świadkiem jego swoistej r e k o n ­

kach M B jest też powszechny mechanizm nieakcepto­

strukcji. Czasem wydawała się ona bardziej spontanicz­

wania wszystkiego, co nowe, inne, obce, nie na swoim

na, czasem ugruntowana i schematyczna, często dość

miejscu. Tak więc, obok właściwej treści przedstawienia,

nieudolna, jednak zawsze w mniejszym l u b większym

sama jego tradycyjność czy „normalność" ma wpływ na

stopniu odwoływała się do p e w n y c h stałych funda­

odbiór: „Tutaj to po prostu jakiś artysta fotografik sobie

mentów i źródeł. Przeprowadzenie takiej r e k o n s t r u k c j i

to dorobił (...) M n i e się nie podoba" [ G . S. 2 ] .

wymaga o d odbiorcy wspomnianej powyżej k o m p e t e n ­

Z materiału terenowego wynika, że w stosunku do

c j i k u l t u r o w e j oraz swoistego wyczucia, a w praktyce

obrazka, na którym widnieją symbole narodowe nieja­

również pewnej wprawy w myśleniu potocznym. Także

k o dodane do samego w i z e r u n k u M B , negatywne sądy

1 szeroko pojmowane okoliczności, w których odczytu­

wypowiada się bez większych zahamowań. Zakładając,

je się symbol, pełnią istotną funkcję „aktywnego" tła.

że prawdziwie święty obrazek nie podlega osądowi es­

Kształtowanie się „ukrytego" znaczenia symbolu m o ­

tetycznemu, można fakt t e n przypisać osłabieniu ele­

że być „naturalne", stanowiąc sumę wydarzeń z „życia

m e n t u sacrum przez dołączenie obcych, niesakralnych

symbolu" (wypadkową jego znaczeń jednostkowych),

składników. Rozumowanie takie wydaje się słuszne,

albo świadome, gdy jest efektem celowych działań. M o ­

szczególnie gdy na ogólny schemat: sacrum

profa-

że mieć charakter wizualny i niewizualny. „Prawdziwe",

пит, nałożymy i n n y : sfera religijna - sfera narodowa -

pierwotne fakty, które w rzeczywisty sposób przyczyniły

-

sfera polityczna. Symbolika religijna będzie na przed­

się do powstania symbolu, nie zawsze stają się składni­

stawieniu M B z definicji na miejscu, narodowa u t w o ­

k a m i jego zaplecza znaczeniowego. Zaliczyć do niego

rzy sferę pośrednią, podczas gdy sprawy polityczne zo­

należy wyłącznie te, które istnieją w świadomości inter­

stałyby już uznane za element niepożądany. Materiał

pretatorów. Zatem wiele autentycznych i doniosłych

terenowy zdaje się poświadczać takie ujęcie.

wydarzeń historycznych znajdzie się poza zasięgiem m o ­
i c h zainteresowań, a szereg i c h zmitologizowanych wer­

N a podstawie wypowiedzi informatorów, a także

sji czy legend będę uznawał za istotne, ponieważ to one

własnych obserwacji, mogę stwierdzić, że M B C z łączy

mają wpływ na społeczne wyobrażenia.

w sobie elementy religijne z p a t r i o t y c z n y m i w sposób
„ukryty" i dyskretny, ale zarazem - dla uczestnika sil­

Źródła treści symbolu M B C z , c h o ć są ze sobą wza­

nie katolickiej k u l t u r y polskiej - bardzo sugestywny.

jemnie powiązane, dadzą się podzielić na cztery pod­

Dzięki t e m u może też doskonale pełnić funkcję nośni­

stawowe grupy: (1) k u l t o w o - r e l i g i j n e , (2) mirakular-

ka idei n a r o d o w y c h . Te wersje w i z e r u n k u , które wypo­

no-legendarne,

sażone zostały w „jawną" symbolikę narodową i po­

polityczno-propagandowe.

dobne składniki pochodzące ze sfery profanum,

ulega­

(3) artystyczno-ikonograficzne i (4)

Wierzenia, kult, obrzęd

ją stopniowej desakralizacji. M a j ą one na ogół charak­
ter bardziej doraźny, a i c h symboliczność jest g a t u n k o ­
w o lżejsza. Mogą wzbudzać szacunek, ale raczej nie są

Kultowo-religijne źródła narodowej wymowy M B C z

uważane za święte.

silnie wiążą się z zasadniczym, religijnym aspektem jej
istnienia. To tutaj przywołuje się biblijną lub apokryficz­

Skąd się bierze ukryta treść symbolu?

ną postać M a r y i , m a t k i Chrystusa, a zarazem m a t k i na­
rodu polskiego, a szukając głębiej, natrafić można nawet

P u n k t e m wyjścia dla zawartych w t y m rozdziale

na pozostałości dawnych kultów macierzyństwa czy

wniosków jest stwierdzenie, że symbol wizualny,

płodności, cechy mitycznych rodzicielek. D o tej katego­

zwłaszcza „dyskretny", nie f u n k c j o n u j e w izolacji, lecz

r i i źródeł desygnacyjnych zalicza się także wiara, że M B

w k o n k r e t n y m otoczeniu, na które składa się jego

specjalnie nas wybrała: „MB jest Królową Polski, więc

utrwalone już znaczenie oraz potencjalne nowe inter­

Matką Polaków, i jest również Królową Wszechświata,

pretacje.

się

i Matką i n n y c h państw, można powiedzieć. Z t y m że

z jednej strony w jego historii, z drugiej - w „pragma­

szczególnie M B umiłowała sobie naród polski i t u sobie

Pole znaczeniowe

symbolu kształtuje

symbolu s t a n o w i

znalazła miejsce, prawda, t u się znajduje na Jasnej G ó ­

zbiór możliwych odniesień oraz suma r o z m a i t y c h sytu­

rze. Więcej na ziemiach polskich, prawda, bo szczególnie

acji, w których dany symbol odegrał konkretną rolę,

naród polski umiłowała..." [ G . S. 3] oraz że jest orędow­

w wymiarze pragmatycznym zaś dochodzi do faktycz­

niczką naszych spraw u Boga (pomoc w w o j n a c h i t p . ) .

tycznej" rzeczywistości.

Historię

nego zetknięcia z odbiorcą o określonych k o m p e t e n ­

Częstochowa

cjach k u l t u r o w y c h , w określonym momencie społecz­

w oczach większości rodaków

to

przede wszystkim c e n t r u m pątnicze i narodowe sank-

121

�Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

t u a r i u m : „to s a n k t u a r i u m według m n i e jest w Często­

zwycięsko. A jeszcze — słyszałem t o - podczas I I w o j n y

c h o w i e , s a n k t u a r i u m n a r o d o w e . Ja b y m powiedział,

światowej też były naloty n a Częstochowę i wszystkie

że jest najważniejsze w Polsce (...) najważniejsze m i e j ­

samoloty, które przelatywały n a d Częstochową, jakoś

sce święte" [ G . S. 3 ] . Pielgrzymka jako a k t społeczno-

nie mogły wycelować w t e n o b i e k t " [ G . S. 1 2 ] .

- k u l t u r o w y s t a n o w i odrębny i szeroki temat. Jest o n a ,

W ł a d c y Polski z czasów jej świetności też szukali

w m o i m t u t a j ujęciu, swoistym obrzędem, którego nie

wsparcia u Czarnej M a d o n n y - i skutecznie: „Polacy,

mogę pominąć, ze względu na jego ogromną rolę dla

królowie szli na wojny, klękali, m o d l i l i się i M B i c h w y ­

w y m o w y C u d o w n e g o O b r a z u - wizerunek i miejsce,

słuchiwała i wracali, i te wszystkie swoje, proszę pana,

w którym się znajduje, są w p o t o c z n y m odbiorze nie­

tryumfy, wszystko d o jej s t ó p ! " [ G . S. 1 ] .

rozerwalnie związane. M B C z nabiera symbolicznego
c h a r a k t e r u także j a k o odwieczny o b i e k t pielgrzymek
Polaków. V i c t o r Turner, analizując k u l t św. Patryka
w I r l a n d i i , pisze: Pilgrimage

shaft

Bez wątpienia można mówić o maryjnej specyfice

driven into the past, disclosing deep strata of ancient sym-

polskiego katolicyzmu, która rozwijała się już o d cza­

bols, potent signifiers

(sacred

(...) is like a vertical

Ikonografia

symbol-vehicles

such

images, paintings, proper names, and places) which

as

sów „Bogurodzicy" i Jagiellonów, a tradycja przedsta­

rein­

wień M B C z jest w Polsce długa i bogata. M i m o że

(Turner 1978, s. 106).

w całym kraju czci się wiele obrazów M B , a niektóre

Współczesny pątnik może w p e w n y m sensie połączyć

z n i c h uzyskują szeroki, p o n a d l o k a l n y zasięg, wyraźnie

się z trwającą w „czasie m i t y c z n y m " pielgrzymką, p o ­

daje się t u zauważyć ciągłość i stabilność, związaną

czuć się spadkobiercą najbardziej doniosłego n a r o d o ­

właśnie z Obrazem Częstochowskim.

forces

nationalistic

sentiments

wego dziedzictwa. Trzeba też zwrócić uwagę na fakt,

Przez artystyczno-ikonograficzne źródła symbolicz­

że k u l t ulega i n t e n s y f i k a c j i w m o m e n t a c h zagrożenia,

nej treści M B C z r o z u m i e m zagadnienia związane z po­

a więc wtedy, gdy „polskość" wymaga wzmożonej pie­

wszechnością tego wątku ikonograficznego, z f a k t e m ,

lęgnacji.

że identyfikują się z n i m szerokie rzesze Polaków i że
był o n wyjątkowo p o p u l a r n y n a długo przed „umaso-

Historia cudowna

w i e n i e m " k u l t u r y wizualnej.
Wszystkie wydarzenia historyczne związane z Jasną

W odpowiedzi n a pytanie, z czego słynie M B C z ,

G ó r ą wpływały na wzrost liczby jej przedstawień.

często pada stwierdzenie: „Z cudów", a w dalszych

Wśród najstarszych, t y p o w o n a r o d o w y m było ukaza­

opowieściach o niej przewijają się nawiązania d o roz­

nie Naszej P a t r o n k i w otoczeniu p o l s k i c h świętych.

m a i t y c h niezwykłych dowodów jej specjalnej miłości

A l e t o nie bezpośrednio sztuka wyższa rozpowszech­

d o Polski. C h o d z i t u w dużej mierze o niezliczone ak­

niła wizerunek M B C z wśród l u d u . Główną rolę ode­

ty i n d y w i d u a l n y c h uzdrowień: „[kobieta p o pęknięciu

grał t u częstochowski ośrodek malarstwa obrazków

tętniaka mózgu] Tak, ja pamięć straciłam zupełnie

dewocyjnych. Działał o n o d początków X V I I stulecia,

[płacze] (...) t o był c u d . Tylko c u d " [ A . K . 6/2]. A l e

podlegając - p o d względem wzorów - k o n t r o l i klaszto­

potęga i dobroć Królowej Polski przejawiała się też

r u . Wraz ze wzrostem zapotrzebowania p r o d u k c j a osią­

w sprawach ogólnonarodowych. Powtarzają się legen­

gać zaczęła ogromną skalę, przyczyniając się w znacz­

dy, oparte na wątkach b i b l i j n y c h i apokryficznych l u b

n y m stopniu d o popularyzacji ikonografii M B C z , c h o ć

wydarzeniach historycznych, w różnym stopniu „zmi-

stało się t o częściowo kosztem jakości obrazów. N a j ­

tologizowanych" w l u d o w y m i p o t o c z n y m obiegu.

ważniejszymi o d b i o r c a m i dla częstochowskich malarzy
stali się chłopi, zarówno pielgrzymi, j a k k l i e n c i wę­

C u d o w n a moc jasnogórskiego obrazu znajduje uza­
sadnienie nie tylko w samym przedstawieniu, ale i w h i ­

d r o w n y c h sprzedawców.

storii jego pochodzenia. Wciąż żywe pozostają przekazy

D l a procesu „unarodowiania" omawianego wątku

o rzekomym namalowaniu go przez św. Łukasza na desce

ikonograficznego bardzo ważny okazał się w i e k X I X .

ze stołu Ostatniej Wieczerzy lub z warsztatu św. Józefa

O b o k powolnego kształtowania się g r u n t u p o d powsta­

[ A . K . 3 ] , czasem nawet wzmocnione współczesnym,

nie szerokiej świadomości narodowej sytuacja społecz­

scjentystycznym argumentem: „ten obraz był namalowa­

no-polityczna na ziemiach p o l s k i c h p o d zaborami

ny na stole z Wieczernika, także o n sobą reprezentuje

sprzyjała ukształtowaniu się typu religijności patrio­

promieniowanie odpowiednie, o d początku miał t o

tycznej silnie akcentującej k u l t maryjny oraz integra­

w sobie" [ A . K . 7/3]. Istotna jest też jego archaiczność.

cyjną i mobilizującą funkcję obrzędu, szukającą religij­

N a r o d o w a treść symbolu M B C z opiera się na o d ­

nej sankcji dla poczynań niepodległościowych (Jabłoń-

wołaniach do jej r o l i w historii Polski i Częstochowy.

ska-Deptuła 1990). Znalazło t o wyraz w przedstawie­

Wśród w y m i e n i a n y c h wydarzeń n a pierwszy p l a n w y ­

n i a c h plastycznych (Kunczyńska-Iracka 1988). Patron­

suwa się obrona klasztoru przed Szwedami oraz ocale­

ka N a r o d u zostaje patronką także jego w a l k i i przywód­

nie w czasie I I w o j n y światowej: „moim zdaniem

ców - o d Jagiełły i Sobieskiego po Piłsudskiego i Wałę­

[ M B C z ] słynie z obrony Częstochowy przed Szweda­

sę. Ważnym m o m e n t e m w k o n s t r u o w a n i u samodziel­

m i . [...] Bo w t e d y właśnie z tej b i t w y Polska wyszła

nej w y m o w y narodowo-symbolicznej obrazu często-

122

�Grzegorz Sokół • M A T K A B O S K A CZĘSTOCHOWSKA J A K O P O L S K I S Y M B O L N A R O D O W Y

chowskiego wydaje m i się również fakt wykorzystywa­

i Kościołem k a t o l i c k i m w Polsce stanowi naturalne za­

nia go w malarstwie rodzajowym, szczególnie w nurcie

plecze znaczeniowe dla symbolu, j a k i m jest wizerunek

historyczno-patriotycznym

(Matejko,

Grottger).

M B C z . W powyższym rozdziale starałem się pokazać,

M B C z staje się ideogramem polskości i wiary.

jak bardzo kompleksowy i złożony jest zbiór rozma­

tego procesu jest malarstwo

i t y c h czynników, które biorą lub mogą brać udział

współczesne oraz grafika polityczna okresu okupacji

w r e k o n s t r u k c j i desygnatu symboliki u k r y t e j . Wielość

hitlerowskiej i stanu wojennego. Konspiracyjne wize­

punktów odniesienia i różnych wymiarów, w których

K o l e j n y m etapem

r u n k i „Madonn Polski W a l c z ą c e j " utorują drogę dla

się one znajdują, a także świadomość, że zaprezento­

t y c h późniejszych, z lat osiemdziesiątych, które całko­

wane tutaj w n i o s k i i rozważania są tylko uproszcze­

wicie zatracą religijną wymowę na rzecz f u n k c j i pro­

n i e m badanego przeze m n i e zagadnienia - wszystko to

stego „oznaczania" - odwoływania się do określonych

sprawia, że kwestia, która na początku wydawała się

poglądów i postaw, pośrednio raczej związanych z p o l ­

jasna, prosta i naturalna, a m i a n o w i c i e względna ła­

skim katolicyzmem. M B C z patronująca niezależnym

twość, z jaką m o i rozmówcy w terenie ustosunkowy­

związkom tak z ołtarza, j a k z klapy Wałęsy, staje się

w a l i się do symbolu M B C z , teraz stała się zagadką. Ro­

j e d n y m z najważniejszych symboli - mówi się o „ M B

dzi się pytanie, jak głęboko sięgali do jego znaczenio­

Solidarności". Jednocześnie, częstochowski wątek iko­

wego zaplecza, a ile g o t o w y c h „szablonów" do odczy­
tywania symboliki m i e l i zawsze w zanadrzu. C h o ć w y ­

nograficzny zostaje podjęty przez sztukę współczesną.

n i k a o n o niejako z poruszonych t u przeze mnie p r o ­

Trzeba pamiętać, że upolitycznione przedstawienia

blemów, udzielenie jednoznacznej na nie odpowiedzi,

powstają o b o k głównego n u r t u ikonograficznego, któ­
ry pozostaje zdecydowanie religijny. I c h

wykracza poza ramy tej pracy.

obecność

wzbogaca jednak zbiór p o t e n c j a l n y c h znaczeń symbo­

Matka Boska Częstochowska w myśleniu
potocznym - narodowa czy uniwersalna?

l u , kształtuje, przynajmniej na pewien czas, świado­
mość i postawę jego odbiorców.

„Postawiłem wszystko na Maryję"

Największa trudność, jaką napotkałem w mojej
próbie analizy odbioru symboliki narodowej w wize­

Pisząc o polityczno-propagandowych źródłach treści

r u n k u M B C z , brała się ze struktury samych wypowie­

symbolu, spróbuję zająć się już nie tradycją, lecz wyda­

dzi informatorów. Zauważyłem b o w i e m , że zdania w y ­

rzeniami, które m o i respondenci znają z osobistych do­

głaszane przez jedną i tę samą osobę potrafiły wyrażać

świadczeń, określić co, obok spraw już opisanych, bez­

różne, często nawet wzajemnie sprzeczne, treści. C o

pośrednio kształtowało i c h stosunek do polskości C u ­

więcej, tendencja ta okazała się dość powszechna

downego Obrazu. Okoliczności, w j a k i c h stykali się

powracała regularnie i , jak na złość, akurat w m o m e n ­

-

z n i m , były b o w i e m często w y n i k i e m obliczonych na

t a c h dotyczących badanego przeze m n i e zagadnienia.

osiągnięcie k o n k r e t n y c h celów i skutecznych działań.

O t o k i l k a przykładów, ilustrujących t e n p r o b l e m :

W c h o d z i m y t u w zakres świadomego konstruowania

O : M n i e się wydaje, że to jest jak gdyby zawłaszcze­

„ukrytych" znaczeń symboli wizualnych.

nie M B do Polski, prawda? Przez t e n obrazek. Tak jak

Polityka synodów w powojennej Polsce polegała m . i n .

gdyby chciało się, żeby ona była tylko nasza, prawda.

na podtrzymywaniu istniejących już tradycji i wartości,

P: N o , akurat o M B C z mówi się, że...

a zwłaszcza k u l t u maryjnego. Podłożem polityki kardy­

O : N o , ale jest, ale jest u nas właśnie ten w Często­

nała Wyszyńskiego w niezwykle t r u d n y m dla Kościoła

chowie, n o i po prostu nie ma wyjścia, prawda? Przyjeż­

w Polsce okresie stalinizmu i komunizmu było założenie,

dżają pielgrzymki z całego świata, ale o n jest... wyjątkowo

że może o n przetrwać tylko w oparciu o katolicyzm ludo­

jak gdyby błogosławi nam. N o bo po prostu właśnie t u

wy z rozbudowaną stroną kultowo-obrzędową, w t y m

jest, i t u czuwa, tak? N i e jest gdzie indziej, tylko akurat

również symboliką wizualną. Sam Wyszyński pisał: „Ta­

w t y m miejscu. (...) sądzę właśnie, że to jest odpowiedni

ka jest wola Boga w Polsce, że chce działać w naszym na­

wizerunek M B C z , tak że opiekuje się Polską, prawda, bo

rodzie przez Panią Jasnogórską. Doświadczenie mnie na­

tak jak mówiłam, dowody były na to, prawda?

uczyło, że tylko przez Maryję można czegoś w Polsce do­

[ G . S. 8 ] .

konać" [cyt. za: Przewodniczka

Sama n a t u r a t e m a t u determinowała w p e w n y m

1994, s. 13].

stopniu podobne sytuacje. S ą one też w y n i k i e m prze­

Kontynuatorem dzieła umacniania narodowego k u l t u

biegu rozmowy - podczas jej trwania postawa i n f o r m a ­

był o d początku swego pontyfikatu papież Jan Paweł I I .
Bardzo i s t o t n y m świadectwem, a zarazem wtórnym

tora nie jest niezmienna, lecz podlega pewnej e w o l u ­

źródłem narodowego znaczenia M B C z , są także niezli­

cji, co znajduje wyraz w wygłaszanych zdaniach. Szcze­

czone pieśni i wiersze k u jej chwale lub o niej mówią­

gólnie, gdy zmuszamy kogoś do „odczytania" głęboko
nasyconego znaczeniem obrazu, i to do uczynienia te­

ce oraz m o d l i t w y .

go „na głos", stajemy się świadkami stopniowej r e k o n ­
Historyczne, mityczne, ikonograficzne i polityczne

strukcji w y m o w y symbolu, odbiorca k o n f r o n t u j e swo­

połączenie uczuć n a r o d o w y c h i patriotyzmu z religią

je myśli z już wygłoszonymi, przywołuje odpowiednie

123

�Grzegorz Sokół * M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

odniesienia - stąd wspomniana zmienność. Podłożem

ków określających stosunek do niej nie została w tej

niespójnych lub wręcz wewnętrznie sprzecznych po­

ptacy opisana, gdyż nie dotyczyły one tematu symboli­

staw są też bez wątpienia mechanizmy rządzące myśle­

k i narodowej. Wspomnieć muszę t u jednak o wyjątko­

n i e m p o t o c z n y m [Hołówka 1986].

wo osobistej, wręcz i n t y m n e j postawie emocjonalnej

Różne były też odpowiedzi infotmatotów dotyczące

Polaków wobec i c h p a t r o n k i , o wątku macietzyństwa,

sptawy specjalnego dla Polski znaczenia M B C z . C h o ć

powszechnej wierze w indywidualny charakter relacji

wszyscy przyznawali, że Maryja jest Królową Polski, to

z nią i idącymi za t y m uzdrowieniami - M B odbieta się

z reguły zwracano również uwagę na fakt, że nie należy

często jako kochającą matkę, dobtą Królową i pocie-

ona tylko do nas, ale jest też „Królową świata całego"

szycielkę cierpiących, jest ona nie tyle wzorem do na­

[G. S. 11] i „wszystkich ludzi na ziemi" [ G . S. 1]. Czasem

śladowania, co raczej wcieleniem miłości i troskliwości.

silniej podkteślana była jej „ojczyźniana" strona, kiedy

Sądzę, że podział na uniwersalne i narodowe byłby

indziej raczej jej religijna uniwersalność. W t y m właśnie

tutaj zbytnim uproszczeniem. Bezkrytycznie podążając

miejscu wyłania się inny problem, według m n i e zasadni­

za t u r n e r o w s k i m m o d e l e m , musielibyśmy uznać, że w o ­

czy dla mojego tematu. Otóż M B C z ptzejawia się

kół pola normatywnego skupią się wszystkie elementy

w dwóch głównych wcieleniach. Z jednej strony jest pol­

„ogólnokatolickie", tola M B dla całego świata jako

ską patronką, której wizerunek pełni rolę symbolu naro­

m a t k i Chrystusa, zaś biegun orektyczny „ptzyciągałby"

dowego, z drugiej - Matką Chrystusa i Panią Kościoła,

pozostałe jej cechy. Przypomnijmy, jak brzmi k r y t e r i u m

a jej postać ma jak najbardziej uniwersalny wydźwięk.

podziału: on one hand, theological doctrines and

ethical

Tę charakterystyczną „dwoistość" n a t u r y M B C z ,

imperatives of a general kind, of the Great Tradition - and,

w a r t o rozpatrzyć w świetle k o n c e p c j i zaptoponowanej

on the other, highly localized, culturally specific objects and

przez V i c t o r a Turnera, do której zresztą odnieść moż­

ideas (...) always being more closely related to the outward,

na szerzej rozumianą problematykę r o l i k u l t u i symbo­

sensorily perceptible form of die symbol than is the norma­

lu religijnego w pielęgnowaniu tożsamości narodowej.

tive pole (Turner 1978:

A u t o r ten analizuje r u c h pielgrzymkowy w Irlandii,

ciążyć k u „górnemu", n o r m a t y w n e m u biegunowi, c h o ć

operując pojęciem communitas, które dzieli na trzy typy:

nie osiągają go w pełni - „polskość" Częstochowskiej

egzystencjalny, normatywny i ideologiczny (Turner 1978,

Królowej łączy się z jej oficjalnymi, k u l t o w y m i własno­

s. 135). D w a pierwsze realizują się w wymiarze społecz­

ściami. Po ptzeciwnej, „orektycznej" stronie m o d e l u ,

nym, przybierając bądź to spontaniczną i raczej jednora­

odnajdujemy nie lokalność, lecz boleść, smutek i mat­

zową formę {communitas egzystencjalna), bądź też zorga­

czyną troskę, które czynią Maryję bliską naszemu ser­

nizowaną w ramach szerszych sttuktur (normatywna).

c u , a przeciwstawiane są jej narodowej „królewskości",

Communitas ideologiczna istnieje w batdziej abstrakcyj­

strojności i h o n o r o m oraz, jawnej czy ukrytej, patrio­

n y m wymiarze k u l t u r o w y m i stanowi w n i m odpowiednik
communitas normatywnej; jest zapleczem idei i wzorców
dla rzeczywistych wspólnot ludzkich. Według Turnera

dziej. Bo tutaj jest ukoronowana przez tą miłość, n o to
rodacy ufundowali, i tę koronę, i te szaty, i tak dalej, ale

wersalne, a tym, co szczegółowe i lokalne. Przeciwległe

jednak... (...) [wyjmując z portfela obrazek przedstawia­

bieguny nazywa o n normatywnym {normative) i orektycz-

jący zbliżenie twarzy M B C z bez „sukienki"] O , ta M B

n y m {orectic). Symbole odnoszą się do ideałów, wartości,

m i najbatdziej odpowiada, właśnie, to jest taka widać:

n o r m społecznych, doktryn teologicznych itp. (biegun

taka cierpiąca, taka swojska (...) te k o r o n y to stwatza-

normatywny), a jednocześnie wyobrażają przedmioty,

ją, tak m i się zdaje, wewnęttzny t a k i trochę dystans.

czynności oraz idee pożądane i nacechowane emocjonal­

A już właśnie bez k o r o n y to już jest taka swoja, matka,

nie w ramach danej kultury (biegun orektyczny).

taka bolesna, taka zrozpaczona, taka... taka kochana"

Nawiązując do tej t e o t i i , można w naszkicowanym

[G. S. 2 ] .

przez Turnera schemacie umieścić także zjawisko pa­
triotycznej w y m o w y M B C z - bez wątpienia jest ona
symbolicznym. Za

tycznej symbolice wizerunku: „Ja m a m w d o m u obraz
M B C z , ale bez korony, bez szat i t e n obtaz, ta ikona,
b y m powiedziała, najbardziej m i odpowiada. Najbar­

nośniki symboliczne, należące do communitas ideologicz­
nej, podlegają polaryzacji między t y m , co ogólne i u n i ­

przecież nośnikiem

135). Odnoszę wrażenie, iż

w przypadku M B C z , jej „narodowe" cechy wydają się

D w u b i e g u n o w y m o d e l T u t n e t a odpowiada zatem

communitas,

f e n o m e n o w i M B C z wtedy, gdy zamiast prostej polary­

skupiające się wokół C u d o w n e g o Obrazu, uznajmy

zacji przyjmiemy istnienie układu ciągłego, rozpiętego

społeczeństwo polskie, a ściślej mówiąc, wspólnotę ka­

pomiędzy d w o m a p o l a m i . Takie ptzedstawienie, zakła­

tolików identyfikujących się z jasnogórskim sanktu­

dające obecność pary przeciwieństw, dobrze ilustruje

a r i u m i uznających, że podobnie czynią lub czynić po­

pewną postawę wobec p r o b l e m u „dwoistości" M B . Po­

w i n n i wszyscy „prawdziwi Polacy". W t a k i m ujęciu

lega ona, jak sądzę, na podświadomym przyjęciu przez

dwa aspekty M B C z uznać można za efekt procesu se­

i n f o r m a t o r a ukrytego założenia, iż M B Królowa Polski

mantycznej polaryzacji symbolu. Jak wyglądałby t a k i

i M B Pani wszystkich ludzi to wyobtażenia stojące do

układ znaczeń.

siebie w opozycji i nie dające się pogodzić. Prowadzi to

Pamiętać

7

trzeba o złożoności

treści

do sytuacji, gdzie o t w a t t e sformułowanie

wizerunku

jednego

z n i c h wydaje się negacją drugiego — w k o n s e k w e n c j i

M B C z i o jej specyficznej r o l i . O g r o m n a ilość czynni­

124

�Grzegorz Sokół • M A T K A BOSKA CZĘSTOCHOWSKA JAKO POLSKI SYMBOL N A R O D O W Y

padają wypowiedzi wewnętrznie

Bibliografia:

bardzo niespójne,

sprzeczne, domagające się „zatuszowania".

1983

Jest jednak także i inne podejście do p r o b l e m u d w o ­

Bogurodzico-Dziewico. Polski almanach maryjny, Warszawa

Hołówka

istej natury M B C z . Reprezentujący je respondenci nie

T.

widzieli większych niezgodności pomiędzy jej uniwer­

1986

salnością a polskością: „No, M B jest naszą, Polski kró­

Jabłońska-Deptuła

lową, ale też jest M a t k ą wszystkich ludzi, M a t k ą Boga,

1990

M a t k ą wszystkich ludzi. M B jest Królową Polski, więc

Myślenie potoczne, Warszawa
E.

Religijność' i patriotyzm doby powstań [w:] Swoistość' i uni­
wersalizm kultury polskiej, Lublin

Kunczyńsка-1racka

M a t k ą Polaków i jest również Królową Wszechświata,
i M a t k ą i n n y c h państw, można powiedzieć" [ G . S. 3 ] .
W tych wypowiedziach zdania popierające obydwa po­

A.

1978

Malarstwo ludowe kręgu Częstochowskiego,

1998

Matka Boska w polskiej szluce ludowej X I X wieku [w:] Nie­

Wroclaw

pokalana. Kult Matki Bożej na ziemiach polskich w X I X wie­

glądy nie kolidują ze sobą, a często przytaczanym argu­

ku, Lublin

m e n t e m jest podkreślanie jedności M B .

Sieradzka
1994

A.

Przedstawienia maryjne w malarstwie polskim lat osiemdzie­

Problematyka stosunku współczesnych Polaków do

siątych X X wieku [w:] Przewodniczka. Kult Matki Boskiej

narodowego lub też uniwersalnego znaczenia M B C z m o ­

w Polsce od Lumen Gentium do Redemptoris Mater i 964 —
1987,

że wydawać się teraz dość jasna - nawet jaśniejsza niż jest

Częstochowa

w rzeczywistości. A b y zbliżyć względnie uporządkowany

T u r n e r V., T u r n e r

zapis m o i c h spostrzeżeń do stanu faktycznego, muszę do­

1978

E.

Image and Pilgrimage in Christian culture, New York

dać, że wprowadzone tu rozróżnienie na dwa zasadnicze
typy postaw ma tylko najbardziej ogólny charakter.
Zagadnienie

to, a ściślej

o b y d w a jego

L I S T A WYKORZYSTANYCH W Y W I A D Ó W :
(wszystkie w y w i a d y przeprowadzone zostały w Częstochowie

aspekty

w d n i a c h 21-27 września

z osobna, może jednak zostać ujęte w sposób usyste­
matyzowany, a jednocześnie czytelny, za pomocą za­

Grzegorz Sokół:

prezentowanych powyżej m o d e l i . C h o ć nie są one cał­

1. dwie kobiety z Zabrza, obydwie w wieku ok. 75 lat

kowicie bezbłędne, o b a w i a m się, że gdybym dążył do
dalszych

udoskonaleń,

ryzykowałbym

zbyt

1998)

2. małżeństwo zamieszkałe w Warszawie, oboje w wieku ok. 65 lat;

duże

mężczyzna - wykształcenie średnie, pochodzi z Wilna; kobieta -

uproszczenia. Myślę, że trzeba t u odstąpić o d ambicji

wykształcenie wyższe, z Warszawy

znalezienia j e d n o l i t y c h i jednoznacznych rozwiązań

3. mężczyzna, lat 45, mieszkaniec małego miasteczka, wykształce­

dla problemów, które jednolite i jednoznaczne nie są.

nie nie wyższe niż średnie
4. mężczyzna, lat ok. 50, pilot

Prowadząc rozmowy z pielgrzymami w Częstocho­

5. mężczyzna, lat 75, uczestnik Ogólnopolskiego Zjazdu Synów

wie, a zwłaszcza analizując p o t e m i c h wypowiedzi, sta­

Pułku

wałem twarzą w twarz z „potocznym" światem i „potocz­

6. mężczyzna, lat ok. 50, z Zabrza, wykształcenie zawodowe

n ą " mentalnością. Wiedziałem jednak, że nie mogę bez

7. dziewczyna, lat 18, z Częstochowy, uczy się

końca pytać: „co się za t y m kryje?" - w poszukiwaniu ja­

8. kobieta, zamieszkała w Piaskach k. Sosnowca, wykształcenie

snych i logicznych odpowiedzi. Musiałem zgodzić się

średnie
9. kobieta, lat 74, wykształcenie podstawowe, zamieszkała w Kiel­

z faktem, że zagadnienie, które badam, m a „nienauko­

cach

wą" naturę - i w którymś momencie przestać sięgać głę­

10. dwie kobiety - matka i córka, wiek: matka ok. 55, córka ok. 20,

biej i zadowolić się zbiorem wieloznacznych sformuło­

z Katowic

wań. Wymagało to ode m n i e przyjęcia kategorii podob­

11. dwie starsze kobiety (wywiad niepełny)

n y c h do tych, j a k i m i posługiwali się m o i rozmówcy,

12. mężczyzna (wywiad niepełny)

i uznania, że gdy bada się kwestię tak złożoną i dyna­

Anna Kalina:

miczną jak „społeczny" odbiór „ukrytej" symboliki, trze­

(numeracja według porządku w zestawach wywiadów autorki)

ba czasem zdobyć się na pewną elastyczność i otwar­
tość, odrzucając ściśle naukowe myślenie. Dlatego też

1. kobieta, 1. 65, wykształcenie średnie, księgowa

nie staram się tutaj zamknąć mechanizmów symbolicz­

3. kobieta, 1. 57, wykształcenie zawodowe, pracownica poczty
4- mężczyzna, 1. 62, ślusarz

nego funkcjonowania M B C z w j e d n y m m o d e l u . Myślę,

6. dwie kobiety: 1. 53, wykształcenie średnie, sprzedawczyni 1. 64,

że jestem najbliżej prawdy, kiedy zakładam, że obydwa

gospodyni

zaproponowane ujęcia dopełniają się i razem oddają

7. dwie kobiety: nauczycielka w podstawówce, 1. 42 przedszkolanka,

właściwy obraz postawy badanej grupy wobec polskości

1. 45

wizerunku M a t k i Boskiej Częstochowskiej.

Antonina Bereza:
2. kobieta, zamieszkała we wsi na Kielecczyźnie, 1. 83, wykształcenie

' Wypowiedzi dotyczyły w większości wypadków

podstawowe.

konkretnego

przedstawienia - pokazywanego przeze mnie obrazka przykładowe­
go, ukazującego MBCz w otoczeniu biało-czerwonych flag i Orła
w koronie — i , chociaż w tym sensie mają charaktet szczegółowy,
można je odnosić również do ogólnego poziomu

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6032" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6012">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7c3f84f0abc89cf22395e2a1d0dade8a.pdf</src>
        <authentication>de9459182e9c072897e39a5bcd50c832</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71983">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71984">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71985">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2670</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71986">
                <text>Święte obrazki, Licheń i sąd smaku / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71987">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.117-119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71988">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71989">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71990">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71991">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71992">
                <text>Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

II
III
* -•

o u r '"i;.

P r o j e k t Bazyliki Najświętszej M a r y i Panny w L i c h e n i u
M a t k a Boska C z ę s t o c h o w s k a . Pocztówka

116

�Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

P

ewien znajomy historyk sztuki obiecał postawić
m i piwo, jeśli zorganizuję pielgrzymkę Stowarzy­

LICHEŃ I WSPÓŁCZESNA

szenia Historyków S z t u k i do L i c h e n i a . N i e po­

WRAŻLIWOŚĆ

RELIGIJNA

wątpiewał o n przy t y m o pobożności członków tej sza­
cownej i n s t y t u c j i , która co r o k u świętuje uroczystą
mszą dzień błogosławionego Fra A n g e l i c o — p a t r o n a

EWA

historyków sztuki; chodziło m u o estetykę miejsca, do

KLEKOT

którego grono miałoby się udać; estetykę, która owe­
m u h i s t o r y k o w i sztuki jest wręcz nienawistnie obca
i którą określa o n t e r m i n e m „kicz" - kategorią t y m

Święte obrazki,
Licheń i sąd smaku

chętniej używaną, i m bardziej nieostrą. D o Lichenia
1

pojechałam jednak nie z członkami SHS, ale ze stu­
d e n t a m i etnografii; i bynajmniej nie dlatego, że obie­
cane p i w o wydawało m i się propozycją mało kuszącą.
Jednym z podstawowych zabiegów metodologicznych
h i s t o r i i sztuki jest rekonstrukcja kanonów estetycz­
n y c h i sposobu o d b i o r u dzieła właściwych

epoce,

w której o n o powstało. L i c h e ń powstał w latach

terenowe wie, jak wielką pomocą i u t r u d n i e n i e m po­

osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych X X w i e k u , czy­

trafią być emocje, które budzi w nas badana rzeczywi­

li na naszych oczach - cóż więc t u rekonstruować?

stość. N i e m a l identycznie zareagowali pierwsi studen­

M ó j sąd smaku nie różnił się o d o p i n i i znajomego; po­

ci, którzy pojechali ze m n ą do Lichenia w 1996 r o k u .

dobne były odczucia studentów Katedry E t n o l o g i i

S t a n ę ł a m nie tyle przed p r o b l e m e m „nieprzezroczysto-

i A n t r o p o l o g i i K u l t u r o w e j U W : Licheń budził nasz es­
tetyczny sprzeciw. N a t o m i a s t nasi rozmówcy, zarówno
na terenie s a n k t u a r i u m , jak i w miejscowościach o d
niego o d d a l o n y c h , byli n i e m a l bez wyjątku zachwyce­
2

n i licheńską G o l g o t ą . Uznałam, że licheński kicz to
3

„zła sztuka naszego czasu" i prace naszej grupy labo­
4

ratoryjnej

5

f e m " (co wymagało zawieszenia sądu smaku l u b zrelatywizowania go w sposób przekonujący) l u b „bycia so­
b ą " (okazało się, że przynajmniej w m o i m w y p a d k u
sąd smaku, jako w dużej mierze oparty bezpośrednio
na doświadczeniu zmysłowym, jest najsłabiej uzasad­

zaczęliśmy o d badania rozbieżności este­

n i o n y dyskursywnie, a przez to najmniej podatny na

tycznych standardów w obrębie sztuki religijnej, zakła­

relatywizację ). Okazało się, że mój odbiór rzeczywi­
7

dając, że „złej sztuce" musi towarzyszyć „dobra". Teren

stości jest w dużym s t o p n i u zdeterminowany estetycz­

do badań wybrany był po pierwsze w t a k i sposób, by

nie i że bardzo utożsamiam się z własnym sądem sma­

pozwolił przyjrzeć się recepcji o b i e k t u współczesnej
sztuki sakralnej ocenionego przez nas pozytywnie pod
względem estetyki - kościół p.w. Opatrzności Bożej

k u . Jak już wspomniałam, historia sztuki z i n t e r p r e t a ­
cyjnych narzędzi podsuwała t y l k o negatywnie nace­
chowaną kategorię kiczu, która jedynie potęgowała

w Wesołej z wnętrzem zrealizowanym przez Jerzego

estetyczną obcość L i c h e n i a ; natomiast rozwiązaniem,

Nowosielskiego - oraz takiego, który z powodów este­

które podpowiadał antropologiczny relatywizm, było

tycznych budził nasz sprzeciw ( L i c h e ń ) . Po drugie

założenie, że istnieją rozbieżne k a n o n y estetyczne, de­

chodziło też o szersze przyjrzenie się współczesnej sztu­

terminujące sądy członków SHS i studentów etnogra­

ce religijnej oczyma jej użytkowników, stąd nasze po­

f i i z jednej strony oraz w i e r n y c h odwiedzających L i ­

byty w Częstochowie i K a l w a r i i Zebrzydowskiej oraz

c h e ń i zaopatrujących się w dewocyjne obrazki z d r u ­

badania r y n k u sztuki dewocyjnej. O d p o w i e d z i na na­

giej. (Co jednak, jeśli ktoś należałby do o b y d w u t y c h

sze pytania szukaliśmy przede wszystkim w material-

kategorii? M i m o że nie udało n a m się kogoś takiego

ności przedmiotów, które nasz system klasyfikacji na­

spotkać, nie można przecież wykluczyć sytuacji, że

kazywał nazywać „sztuką religijną", ponieważ uznali­

członkowie S H S pojadą jednak d o Lichenia.)

śmy, że sztuka nie istnieje bez swej materialności, i to

Badania do pewnego stopnia przekonały nas, że

właśnie materialność przedmiotu (wizerunku) jest n o ­

także w dziedzinie sztuki religijnej prawdą jest stwier­

śnikiem jego znaczeń, które z jednej strony d e t e r m i ­

dzenie Pierre'a B o u r d i e u , stanowiące przewodnią myśl

nują takie czy i n n e wartościowanie, a z drugiej stano­

jego książki La Distinction:

wią materializację określonego rodzaju doświadcze­
nia.

ści etnografa", ile przed alternatywą „bycia etnogra­

ment,

s

6

Critique

sociale du

juge-

o t y m , że smak nie tylko klasyfikuje przedmio­

ty, o których orzeka, ale także klasyfikuje społecznie

Dlaczego zagadnienia wartości współczesnej sztuki

tego, k t o sąd smaku formułuje. Różnica polegała na

religijnej stały się c e n t r a l n y m t e m a t e m laboratorium?

nieco o d m i e n n y c h w y b o r a c h przy zakupie obrazków

Po pierwszym pobycie w L i c h e n i u zaskoczyła m n i e

i dewocjonaliów oraz na t y m , że rozmówcy z dużych

moja bezradność wobec własnej niechęci. N e g a t y w n y

miast i lepiej wykształceni byli bardziej skłonni do ne­

sąd smaku zdeterminował moje nastawienie emocjo­

gatywnych wartościowań w obrębie sztuki religijnej.

nalne do całości zjawiska, a każdy prowadzący badania

Społeczne zróżnicowanie gustów w zakresie sztuki re-

117

�Ewa Klekot * ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

ligijnej zauważali także sami badani, przede wszystkim
sprzedawcy dewocjonaliów, którzy z racji swego zajęcia
musieli dzielić klientów w zależności o d upodobań,
pokrywających się w i c h przekonaniu ze stereotypowo
r o z u m i a n y m pochodzeniem społecznym, wyrażającym
się w podstawowym rozróżnieniu na wieś i miasto albo
„ludzi ze w s i " i „ludzi bardziej wykształconych". Stra­
9

tyfikacja społeczna nie tłumaczyła jednak, dlaczego
m y sami na telenowele reagujemy o wiele mniej emo­
cjonalnie niż na Licheń. Wydaje n a m się, że w dużej
mierze jest tak dlatego, że w dziedzinie sztuki religijnej
klasyfikacja polityczna sprzed 1990 r o k u zacierała spo­
łeczne zróżnicowanie smaku, które tak m o c n o odczu­
liśmy w L i c h e n i u i na straganach z d e w o c j o n a l i a m i .
W trakcie rozmów zdaliśmy sobie jednak sprawę, że
nasze własne kategorie „sztuki religijnej" czy „sztuki

Tablica informacyjna w Licheniu

dewocyjnej" nie batdzo nadają się do opisu zjawiska,
któte chcieliśmy n i m i określać, czy była to licheńska

świadczące o i s t n i e n i u k a n o n u piękna przedstawień

Golgota czy mały obtazek z „Bozią". Klasyfikacje, k t ó ­

dewocyjnych, który był nieco o d m i e n n y o d n o r m

r y m i posługiwali się nasi rozmówcy, były i n n e i zupeł­

„piękna świeckiego".

nie inaczej biegły podziały, na których opierali o n i

lerancję; pochodną f u n k c j i było jej piękno; o wattości

o pięknie poszczególnych wizerunków czy religijnych

przedstawienia stanowiło to, czy dobrze spełniało swoją

przedstawień w ogóle, ale nasz sąd smaku nie do koń­

funkcję wizerunku religijnego. W ocenie sztuki religij­
12

ca i m odpowiadał. N a s i rozmówcy, podobnie jak tak

nej, czy była to licheńska Golgota, czy papierowy obra­

zwane ludy p i e r w o t n e , o których pisał Geertz, „nie

zek z Matką Boską, sąd o pięknie nie był sądem smaku,

mówią o sztuce w sposób, w j a k i to robi - albo chciał­

c h o ć także odwoływał się do zmysłów

by robić - [ i c h ] obserwatot, to znaczy nie rozważają jej

w y m czynnikiem był emocjonalny związek z przedsta­

e m o c j o n a l n y c h czy chatakterystyki stylu [...] mówią

wianymi osobami świętymi,

o sposobie, w j a k i się jej używa, o właścicielu, o t y m ,

w znaczeniu nowoczesnym (i współczesnym).

Ptzyjmując perspektywę na­

N i e chodziło więc o różne k a n o n y estetycznych

szych rozmówców, przestaliśmy badać sztukę religijną,
analizować

materialne

wynikający z teligijności

n y m rozumieniem piękna uniemożliwiał sąd smaku

czynności, o t y m , na co się ją wymienia, jak się nazy­

zaczęliśmy

14

naszych rozmówców, który w połączeniu z funkcjonal­

jak się ją uprawia i k t o t o r o b i , o jej r o l i w tej czy i n n e j

a

- by n i m był,

13

brakowało a u t o n o m i i wartości estetycznych. D o d a t k o ­

cech f o r m a l n y c h , zawartości symbolicznej, wartości

wa, skąd się wzięła...".

Jednak to funkcja sztuki religij­

nej detetminowała jej styl, a raczej jej stylistyczną to-

swoje wartościowania. Formułowali o n i pewne sądy

10

11

wartości, zmieniające się w zależności o d pozycji spo­

przedmioty,

w większości w i z e r u n k i , które mają wskazywać na to,

łecznej badanego. Różnica, la distinction,

co nieobecne, transcendentne

albo

rze także zdetetminowana społecznie, leżała znacznie

wręcz to nieobecne zastępować; rzeczy, któte były w a t -

głębiej w strukturze doświadczenia sztuki: autono­

tościowane estetycznie w zależności o d tego, jak speł­

miczne wartości estetyczne, czyli to, co sttukturowało

niały tę funkcję. Ptzy ocenie współczesnej sztuki reli­

nasz sąd smaku, okazały się prawdą lokalną, nieobo-

gijnej przez przytłaczającą większość naszych rozmów­

wiązującą w L i c h e n i u . Oczywiście wiedzieliśmy, że nie

ców, piękno okazywało się kategorią funkcjonalną, po­

było i c h w dawnej sztuce l u d o w e j ,

c h o d n ą wartości przypisywanej przedstawionej osobie

w ikonie.

(niezależnie o d tego, czy wizetunek był bardziej reali­

n y c h obrazków w Polsce p o d koniec X X wieku było

styczny czy symboliczny). Z wywiadów prowadzonych

także s t r u k t u t a l n i e i n n e niż nasze. Czy mieliśmy pra­

przy użyciu r e p r o d u k c j i obrazów religijnych wynikało,

wo stosować sąd smaku, zakładający autonomię war­

czy oddalone,

16

15

w dużej mie-

że nie ma i c h

Doświadczenie sztuki odbiorców dewocyj­

że f u n k c j o n a l n a estetyka dość obojętnie podchodzi do

tości sztuki do zjawisk, które w swej

sprawy stylu ptzedstawienia, jeżeli tylko nie przeszka­

sttukturze takiej a u t o n o m i i nie zakładają?

wewnętrznej

dza o n w i z e r u n k o w i w pełnieniu jego religijnych f u n k ­

Estetyka L i c h e n i a i obrazków d e w o c y j n y c h doma­

cji. Równie wysoko wartościowane były pokazywane

gała się o d nas dodatkowej refleksji n a d t y m , czy te po­

przez nas bizantyński Pantoktator i dziewiętnasto­

wstające współcześnie przedmioty materialne, które

wieczne przedstawienie Najświętszego Serca, n a t o ­

t t a k t u j e m y jak sztukę, można poddawać p r o c e d u r o m

miast realistyczne przedstawienie Jezusa jako chłopca

wattościującym w kategoriach nowoczesnych wattości

było umieszczane na końcu ze względu trudną identy­

estetycznych? O d m i e n n a s t r u k t u t a

fikację. M i m o wszystko jednak widoczne były pewne

sztuki religijnej sugerowała, że nie; w naszym w y p a d k u

preferencje, które moglibyśmy uznać za stylistyczne,

nie chodziło jednak o całą sztukę religijną, lecz o tę jej

118

doświadczenia

�Ewa Klekot • ŚWIĘTE OBRAZKI, LICHEŃ I SĄD S M A K U

część (wyróżnianą przede wszystkim na podstawie k r y ­
teriów

formalnych

i stylistycznych, którymi, jak w i ­

dzieliśmy, jej odbiorcy się nie posługują), którą na ła­
m a c h katolickiego pisma nazwano swego czasu „świę­
tą szmirą".

17

Kategoria kiczu powróciła, a wraz z nią

p r o b l e m estetycznego wartościowania sztuki. Tomas
K u l k a w artykule A r t appreciation and kitsch* ,
8

po sfor­

wanie. M o w a o n i c h będzie w zamieszczonych artyku­
łach s t u d e n c k i c h , których zróżnicowanie odzwiercie­
dla, m a m nadzieję, c h o ć po części rozmaitość perspek­
tyw, z których uczestnicy l a b o r a t o r i u m starali się spoj­
rzeć na przedmiot swoich badań.
Przypisy
1

O kategorii kiczu i ocenie tego zjawiska na podstawie dyskusji
w literaturze por. praca Kamili Dąbrowskiej; archiwum K E i A K .

mułowaniu i przetestowaniu warunków klasyfikacyj­
2

nej d e f i n i c j i kiczu, stawia pytania n a t u r y n o r m a t y w ­

Po raz pierwszy byłam w Licheniu z grupą studentów podczas
letnich badań na Kujawach w 1996 roku.

nej, dotyczące przyczyn atrakcyjności kiczu oraz przy­

I

pisywanych m u negatywnych wartości estetycznych.

Książka Katarzyny Marciniak Licheń i jego świat (Poznań

1999)

- jedyna jak dotąd poświęcona Licheniowi publikacja o charak­

Z odpowiedzi w y n i k a jasno, że kicz wcale nie odwołu­

terze etnograficznym - także nie omawia estetyki sanktuarium.

je się do wartości estetycznych, a w związku z t y m nie

4

należy go oceniać negatywnie z powodu i c h braku. Kicz

Książka Marii Poprzęckiej O zlej sztuce (Warszawa 1998, W A i F ) ,
z której pochodzi cytat będący tytułem przedostatniego rozdzia­
łu dostarczyła nam dużo materiału do przemyśleń i dyskusji.

według K u l k i nie jest złą sztuką; kicz po prostu „nie
działa" estetycznie, tworząc własny system wartości.

5

Nasza grupa była bardzo liczna i chociaż drukiem ukazują się je­
dynie artykuły pięciorga jej uczestników, to nie da się przecenić

O d m i e n n a s t r u k t u r a doświadczenia sztuki oraz i n ­

wkładu wszystkich, wniesionego podczas dyskusji i dzięki prze­

ny system wartości wskazują, że nie p o w i n n o się oce­

prowadzonym wywiadom, z których korzystaliśmy

wspólnie.

niać Lichenia estetycznie. Problem polegał jednak na

W pracach grupy w latach 1997-99 wzięli udział: Antonina Be-

t y m , że w nowoczesny sąd smaku, oparty na ocenie

reza, Anetta Czarnecka, Kamila Dąbrowska, A n n a Duńczyk,
Izabela Dzienisiewicz, Olga Hoffman, A n n a Igalson, Magdale­

wartości estetycznych oraz przekonaniu o i c h a u t o n o ­

na Jagiełło, Anna Kalina, Andrzej Kowalski, Agnieszka Kula,

m i i , jesteśmy wyposażeni przez naszą własną tradycję

Joanna Lewandowska, Anna Morzykowska, Zuzanna Patej,

kulturową - na materialne efekty plastycznej (a także

Kinga Perykasza, Agnieszka Piotrowska, Marta Skwirowska

muzycznej) działalności człowieka po prostu „reaguje­

i Grzegorz Sokół.

m y sądem smaku". W sąd estetyczny wpisany jest bar­

"

dzo mocny związek z doświadczeniem ciała, o czym

Por. Geertz, O , A r t as a cultural system, [w:] Local knowledge,
Basic Books, Harper&amp;Collins, 1983

mówi nawet sama jego nazwa: sąd smaku. Doświad­

7

Nie roszczę sobie pretensji do wyjątkowości w tej dziedzinie;

czenie zmysłów, choćbyśmy nawet wiedzieli o jego za­

przeciwnie, z mojej kilkuletniej ptaktyki krytyka sztuki wynika,

wodności, nadal pozostaje j e d n y m z najbardziej wła­

że jest to zjawisko dość rozpowszechnione: współczesne uzasad­

snych i i n t y m n y c h sposobów k o n t a k t u ze światem;

nienia fachowców od sądu smaku odwołują się do własnego do­

dlatego wyjść poza sąd smaku oznacza

świadczenia i tak zwanych wartości artystycznych (forma, ory­

przekroczyć

ginalność

k u l t u r o w e ograniczenia własnego doświadczenia.

podejścia);

niefachowcy

reprezentują

najczęściej

skrajny subiektywizm, który często jest dodatkowo afirmacją

Pozwoliłam sobie w t y m wstępnym artykule używać

własnej odrębności i niezależności od sądów fachowca: „nie

liczby mnogiej, pisząc w i m i e n i u całej grupy, bo do

wiem, co krytycy w tym widzą; dla mnie to nic niewarte" albo
przeciwnie: „krytycy mówią, że to kicz, a mnie się podoba".

w i e l u wniosków dochodziliśmy wspólnie i z w i e l o m a
p r o b l e m a m i wspólnie próbowaliśmy sobie radzić, a au­
torefleksja bywała prowadzona na głos i często miała

8

Paryż, 1979, Les Editions de Minuit.

4

Por. prace Joanny Lewandowskiej i Zuzanny Patej w archiwum

1 0

Geertz, C , op. cit. s. 120

KEiAK.

charakter zbiorowy. M a m więc nadzieję, że ta skróco­
na wizja naszych wspólnych przemyśleń będzie i m

I I

wszystkim bliska, zwłaszcza t y m , których prace nie tra­

Por. badania Andrzeja Kowalskiego; archiwum K E i A K .

1 2

fiły na łamy „Kontekstów". Zdaję sobie jednak sprawę,

Por. prace Olgi Hoffman i Kingi Perykaszy; archiwum K E i A K .

1 3

że każdy widział l a b o r a t o r i u m przede wszystkim przez

Ibidem; także publikowana tutaj praca Agnieszki Kuli o licheńskiej Golgocie.

pryzmat t e m a t u własnej pracy; ja także patrzyłam na

14

nie z perspektywy p r o b l e m u , j a k i m była ocena este­

1 3

Por. praca A n n y Kaliny; archiwum K E i A K .
Por. np. Kunczyńska-Iracka A . Wprowadzenie do zagadnień
rzeźby, malarstwa i grafiki w: Fryś-Piettaszkowa E., Kunczyńska-

tyczna L i c h e n i a i tak zwanej sztuki dewocyjnej, dlate­

-Itacka A . , Pokropek M . , Sztuka ludowa w Polsce, Warszawa

go m i m o wszystko mój tekst wstępny trochę sztucznie

1988, Arkady, s. 172-76

wypreparował to zagadnienie z całości naszych rozwa­

1 6

żań o współczesnej sztuce religijnej i tak zwanej sztuce

Awierincew S, Badania nad estetyką
wstępne,

dewocyjnej. Zupełnie pominęłam w n i m ideologiczny

[w:] N a skrzyżowaniu

średniowieczną

— uwagi

tradycji: szkice o literaturze i kul­

turze wczesnobizuntyjskiej, Warszawa 1988, PIW, s. 293-353

i polityczny wymiar sztuki religijnej i L i c h e n i a w szcze­

17

gólności; nie wspomniałam też o jej i n n y c h pozareligij-

„Znak", nr 353 (4/1984); s. 458-496 - dyskusja o kiczu religij­
nym.

n y c h f u n k c j a c h , które również wpływają na wartościo­

1 8

119

Kulka Т., A r t appreciation and kitsch, referat w maszynopisie.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6031" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6011">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0cab1a4c630506e52b21f53601be1cbd.pdf</src>
        <authentication>ae7c91883f5b9f621e71f60db5170998</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2873</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71974">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71975">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2678</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71976">
                <text>Woda cudowna i woda zwyczajna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71977">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.172-187</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71978">
                <text>Siemion, Karolina</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71979">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71980">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71981">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71982">
                <text>Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

tość wody z głębokością s t u d n i - i m głębsza studnia,

KAROLINA

tym

SIEMION

lepsza w o d a : U nas

ale tam jak Dzierąźnia,
(rozm. l . l ) .

Woda cudowna
i woda zwyczajna*

takie płytkie

studnie

tam majo piękne studni,

(...)

głębokie...

1

Noszenie wody, ciężka, fizyczna praca, była zazwy­
czaj obowiązkiem kobiety- żony, cofki, sługi, c h o ć nie­
kiedy po wodę do studni chodził również mężczyzna: Ciężkie byli czasy, dwie studni na cały wieś byli i z wiadra­
mi szli ludzie. Trzeba było w kolejce godzinę i dwie stać, za­
nim sie wiadro wody nabrało.
głęboko

Tam wysoko na

Antonówce

woda, jak sie chciało pić, to mleko dawali, bo wo­

da była u nas tylko dwa razy dziennie - rano i wieczorem.
Schodzili

sie ludzie po kilka, bo to trzeba było

mocno pompować.
żyjecie w nowotnym

Woda zwyczajna

strasznie

Tera jest łatwo żyć. Wy teraz
świecie,

młodzież

a my w starożytności

tak! zacofane. Na kark sie brało i tak sie nosiło

byli,
wiadra

z wodo, a teraz ludzie majo, pstryk i woda leci.

Wszyscy

wodę nosili, kto byl w domu i baby, i chłopy, i male dziew­
Zagadka

czynki. Byli duże rodziny po dwanaścioro,

ludowa:

Jedno mówi: Bieżmy!

Drugie mówi:

dużo wody. A zimą, jak się przyniosło

Leżmy!

nęły i znów trzeba było iść..." (rozm. 1.13).

Trzecie mówi: Hitu, hitu dobrze mi tu!

Kiedyś, to się nosiło wodę %z źródła, ale w rękach

Co to takiego?
Odpowiedź'-

woda stojąca,

płynąca

i

człowiekowi

wirująca

Idzie woda, idzie, nie nocuje

wojnie,

to złożyliśmy

studnie.

wędrować

brać na kark. A potem,

zrobiła

po

się w czterech gospodarzy, żeby nie

Ona nas dużo kosztowała,

sobie

a słabo

pompowe
pompowała,

no to nasze chłopy się złożyły i własnym kosztem cała

D W O K , t. 45, s. 272

było

(...) nie dałby rady, to trzeba było te

trzeba było tak daleko nosić i zrobiliśmy

nigdzie,

kiej musi

ciężko

nosze, tak je pani nazywali,

SSiSL, s. 187

da, jakże ma nocować,

to trzeba było

krowom to raz łyk­

sobie hydrofornię

wieś

i od tamtej pory mamy

wodę

w domu. A jak prąd wyłączą,

to hydrofor nie działa i wte­

woda jest w ciągłym r u c h u i zachowuje się jak istota

dy pompę

- żartuje sołtys Szuru — ...

żywa. Jest zarówno siłą dobroczynną, jak również nisz­

sanepid przyjeżdżał

czącą: podtrzymuje życie i jest do niego niezbędna,

dy z Zamościa,

oczyszcza, uświęca, leczy, ptacuje na człowieka, ale też

po wodę przyjeżdżają,

t o p i , ptzenosi złą m o c na ludzi (SSiSL 1999,

ta się nie nadaje, (rozm.

Tak, jak ilustruje powyższe przysłowie góralskie,

s.

155).

trzeba przeprosić...

i mówił, takiej wody to szukać!

Sąsia-

dom sobie pobudowali, to specjalnie do nas
brać na herbatę,

bo mówią,

że tam­

1.9).

W o d a jest wykorzystywana do picia, mycia, kąpieli,
prania, gotowania. Jest niezbędna w uprawie roślin

Dziś już mało k t o używa wody ze studni, ptawie

i h o d o w l i zwierząt, także w pracy młynów czy t a t t a -

wszystkie wsie w okolicach Krasnobrodu mają w o d o ­

ków. Wyróżnia się różne rodzaje wód, w zależności o d

ciąg. Tu my teraz mamy wodociąg,

tego, gdzie występują i jak płyną, mówi się o wodzie

by mi kury nie potopili się, ale jak mnie stara wkurzy to za

ta studnia zakryta,

że­

źródlanej, tzecznej, jeziornej, morskiej, bądź też o po-

łeb i w studnie! — żartuje p a n Władysław, uśmiechając

wierzchniowej i gruntowej l u b podskórnej. Najwyżej

się do swojej żony. Woda z tej studni niedobra, bo wodę to

ceniona jest woda czysta „jak łza". Ludzie wiążą war-

trza przebierać,

bierze się ją, a ona znów podchodzi, to tak

Praca laboratoryjna napisana pod kierunkiem mgr. Andrzeja

stadium badań nie ograniczałam się tylko i wyłącznie do wody cu­

Różyckiego i mgr. Krzysztofa Brauna w Instytucie Etnologii i A n t r o ­

downej, ale zajmowałam się również tą wodą całkiem zwyczajną, tak

*

ściśle przecież powiązaną z cudowną. Interesował mnie stosunek l u ­

pologii Kulturowej UW.
Materiały, w oparciu o które powstała niniejsza praca, zostały ze­

dzi do wody. Jak zmieniał się przez lata - jaki był kiedyś, a jaki jest

brane przeze mnie w okolicznych wsiach Krasnobrodu, Rzeszowa,

dziś, jaki ludzi miejscowych, a jaki ładzi z większych miast, dla któ­

Krosna oraz w Gietrzwałdzie, od kwietnia do listopada 1999 roku.

rych to po prostu „dobra woda", natomiast miejscowi uważają ją za

Rozmawiałam przede wszystkim z ludźmi starszymi - w wieku od 60

„wodę cudowną". Po wstępnym opracowaniu materiałów z Krasno­
brodu postanowiłam poświęcić swoje badania wyłącznie „wodzie cu­

do 80 lat, głównie z kobietami.
Pierwsze badania terenowe naszej grupy laboratoryjnej odbyły

downej". Poszukując cudownych źródełek, poszerzyłam pole badaw­

się w Krasnobrodzie, który jest jednym z ważniejszych centrów piel­

cze, obejmując zasięgiem badań okolice Rzeszowa (Borek Stary,

grzymkowych Roztocza. Miasteczko słynie z kaplicy „Objawień Mat­

Hyżne, Przylasek) i Krosna (Dębowiec, Dukla, Wola Komborska,

ki Boskiej na Wodzie" oraz z cudownego źródełka. W początkowym

Klimkówka, Wrocanka) oraz Gietrzwałd.

172

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

jak się krew bierze z czhwieka
muje

i ona potem się sama nor­

W lesie jest taki zaskórniak,

- porównuje, próbując wytłumaczyć m i obrazo­

bra woda, czyściutka,

w o . N a s u w a się tutaj analogia z karpackimi wierzenia­

czuć korzeniami, ale to do­

płynie spod góry. Tam chodzili my

po wode, wiadrem sie czerpało, z całego Grabnika brali,

m i , iż „woda w ziemi płynie żyłami j a k krew w ciele

beczkami wozili i nigdy wody nie zabrakło,

człowieka" (SSiSL 1999, s. 154). Teraz to my krany ma­

pory jeżdżą

my, ale u sąsiadki jest dobra woda, ze studni,

jówki.

zaprowadzę...

Milczuki do tej

tam koniem po wode. Ałbo braliśmy

Rano żeś poszoł,

to wziąłeś

spod ga­

wode, a potem gajowy

(rozm. 1.4). Bo, jak się wody ze studni nie używa, to taka

nie dawał,

woda niedobra..., tłumaczy m i pani Zofia, sąsiadka pana

było, ale on miał dwa konie i cztery krowy, a jak ludzie po­

Władysława, ... bo nie podchodzi

deszli, wzięłi wode, to on ni mioł (rozm. 1.17).

świeża

z

powrotem.

U mnie dobra woda, jak we wsi wody ni ma, zamkną wo­

bo było mało.

Taka bajora, jak napłynęło,

Jeszcze i n n i z przyzwyczajenia n a d a l czerpią wodę ze

dociąg, to wszyscy do mnie po wode przychodzo — podkre­

s t u d n i : Matka

śla z dumą. D o picia czy do zupy to tylko ta woda ze stud­

iła, bo ta z kranu to chlorowana.

ni, bo ta z kranu,

to nieraz taka bajora, taki żur sie rzuci,

wołi te wode z.e studni, tak sie

przyzwycza­

Może jakby ją

to so jakieś zarazki... a to już człowiek

pani, że nawet krowy nie chco pić!!!, ona tylko do zmywa­

taki

ny, na razie zatruć nie ma. Woda jest czysta, jak so wia­
try, to sie z lekka z wierzchu

niec Niemirówka - Ta woda z kranu to nie to... aj pani!,

płytkie studnie, pare razy sie łobróci i wiadro na

gotowało,

zbadać,

przyzwyczajo­

nia dobra (rozm. 1.5). Podobnie twierdzi i n n y mieszka­
jak się kiedyś wyszło, wody zaczerpnęło,

to

jak się herbatę za­

ale tam, jak Dzierążnia,

to to była pani łza! A teraz to takie menty na

«zakurzy».

U nas to takie
wierzchu,

tam majo piękne studnie, głębo­

kie. Na tamtej stronie starodawne studnie, to ja mówię ta­

spodzie! Widać, że to Icamień. (rozm. 1.1).

kie so głębokie,

że coś okropnego! Tam so fajne

studnie!

(rozm. 1.1).

N i e wszyscy jednak tęsknią za starymi d o b r y m i cza­
sami, dużo ludzi z dumą podkreśla, że cała wieś ma już

Woda cudowna

wodociąg, że teraz to już nie trzeba nosić wody z p o b l i ­
skiej „bajóry". A ni pani! Jest już kran w domu! Wody ze
studni już się nie bierze, mleko się tam teraz

wychładza

Tam, gdzie rzeka Gaw płynie, w świętej boskiej krojinie

(rozm. 1.3). We wsi Szur, położonej w środku lasu,

objawiła się Maryja Bemardecie dziewczynie.

wszyscy mamy wodę i łączność,

W Lurd lekarka stanęła...

tu wszystko jest

wane, choć taka mała wioseczka.
chowna,

U nas woda

ale dobra. Studni na podwórku

wywodopowierz­

Twoja woda na ból, rany jako balsam spłynęła.

nigdy nie było,

... Krynice otworzyła, w tym robotę wznowiła,

była taka bajora dla całej wsi, ale tam liści byli i robaki...

Ludzi ji aniołów razem w tej pracy zatrudniła.

(rozm. 1.7).

... Pireneje obrała, lazaret zbudowała, źródb wody dla ochło­
dy dla cierpiących wylała.

W zależności o d tego, czy w okolicy są wody p o d ­
skórne i buduje się płytkie studnie, czy tryskają źródła,
czy też wieś ma wodociąg, czy ludzie sami kopali każdy

„Etnolingwistyka" 8, 1996, s. 247

na s w o i m podwórku studnie głębinowe, kształtuje się
stosunek ludzi do wody. Jedni wspominają dawne cza­

Gdy z wierzy gietrzwałdzkiej odezwał się dzwon,

sy - A ta ze studni woda najlepsza! Nią umyć głowę to nie

Maryja na klonie obrała swój tron.

trza szamponów,

Zdrowaś, zdrowaś, zdrowaś Maryja!

nie trza nic! taka mientka ta woda. Na-

birajo jo i wiozo do domu, do Zamościa.
nie to, bo to w czajniku kamień

A ta z kranu to

0 Gietrzwałdzka

usiada (rozm. 1.8). I n n i

Panno M a r y j o !

... Otworzę wam źródło obfite wśród łąk

są wdzięczni, że nie muszą już taszczyć na swoich ple­

Ta woda ulecz, wybawi was z mąk.

cach wiader z wodą z pobliskiego źródła czy s t u d n i o d

Zdrowaś...

sąsiada - Zimą. śnieg topiłam na wodę, a jak się nieraz po­
szło pamiętam

zimową

porą, już wracałam

nagle nogi się poślizgnęły

A chorzy na oczy niech schylą tu skroń

do domu a tu

i woda fiu! poszła, i znowu

1 płótna kawałki zawieszą na klon.

trze­

Zdrowaś...

ba było iść, a do wody był kilometr... (rozm. 1.14).
We wsiach: Grabnik, H u t k i i Kaczórki do dziś nie ma

Pieśń k u czci M a t k i Boskiej Gietrzwałdzkiej

wodociągu, składano się na wspólną studnię, ale teraz

( Z d P t K , s. 3 9 6 )

każdy ma już na swoim podwórku studnię głębinową u nas teraz studnia głębinowa,

wiercona taka, robią też na

betony, ale to kosztuje. Przyjeżdżają

ci takie studniarze,

W o d a o d pradawnych, pogańskich czasów uznana

co

za świętość, stała się o b i e k t e m k u l t u . Spośród wszyst­

wiercą świdrem, potem taką bekę wmurowali i kranik mam

k i c h rodzajów wód największą czcią otaczano źródło

w domu. Ale ta woda ze źródła była dobra! Jak wiosną by­

i wodę źródlaną - czystą, zimną, orzeźwiającą, smacz­

ła czymś zaciągnięta,

tam są

ną. Podstawową forma k u l t u źródła było składanie

tę wodę z rzeki,

ofiar. B y ć może dzisiaj d a l e k i m echem t y c h p r a k t y k

chyba, że mocna woda po śniegu, a tak to z rzeki osobno

jest rzucanie d r o b n y c h pieniędzy d o źródeł i f o n t a n n

idzie, a czysta z góry odbija. Tu okolice źródeł, a tam pod la­

z intencją p o w r o t u do t y c h miejsc (Majer-Baranowska

sem już nie, tam mają studnie (rozm. 1.11).

1991, s. 18).

czyste źródełka,

to się za most dalej chodziło,

one nie bardzo dopuszczą

173

�Karolina Siemion * W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

Bardzo często obok świętych miejsc, zwłaszcza tych

bowości, jeśli nie głęboko wierzących, to głęboko uza­

słynących łaskami, znajdują się źródełka, których woda,

leżnionych o d mniemań, zachowań, wreszcie obyczaju

według wierzeń, ma właściwości uzdrawiające. D o naj­

ukształtowanego w m o d e l u religijności, akcentującego

bardziej znanych należy źródło w Lourdes, z którego k o ­

znaczenie autentycznych stanów łask i doświadczania

rzysta prawie każdy pątnik. N i e brak i c h także w Polsce,

objawień" ( H e m k a , Olędzki 1990, s. 12).

n p . w D u k l i , Gietrzwałdzie, Dębowcu czy B o r k u Starym

Cudowność w o d y należy rozumieć nie tylko przez

(por. mapka na końcu tekstu). C u d o w n a woda jest

jej moc uzdrawiającą i przywracającą zdrowie. W o d a

istotnym elementem przestrzeni sakralnej uświęconym

jest podstawą wszelkiego życia na ziemi i sama w sobie

przez miejsce święte, w którym objawia się osoba świę­

jest c u d o w n a i cudotwórcza. N i e należy zapominać

ta, zazwyczaj jest to M a t k a Boska. Ludzie jeżdżąc na

0 rozbudowanej i wielowartościowej symbolice wody.

pielgrzymki przywożą z n i c h pamiątki - dewocjonalia,

W kosmologii, w micie, w rytuale woda spełnia tę sa­

ale oprócz świętych obrazków czy różańców, równie czę­

mą funkcję, niezależnie o d kontekstów k u l t u r o w y c h .

sto zabierają ze sobą do domów wodę ze źródełek przy­

W o d a poprzedza każdą formę i znajduje się u podłoża

klasztornych. W o d a ta, jak wierzą pątnicy, posiada moc

każdego stworzenia. K o n t a k t z wodą pociąga za soba

leczniczą. D l a wierzących w uzdrawiające właściwości

regenerację. W o d a udziela nowego narodzenia - dzię­

wody nie ma wątpliwości, że stał się c u d i chory odzy­

k i rytuałowi inicjacji, leczy - dzięki rytuałowi magicz­

skał wzrok czy czucie w nogach właśnie dzięki cudow­

n e m u , zapewnia odrodzenie po śmierci - dzięki r y t u ­

nej wodzie. Racjonalne przyczyny poprawy zdrowia są

ałowi żałobnemu (por. Eliade 1997). B ę d ą c więc wcie­

nieistotne w k o n f r o n t a c j i z użyciem cudownej wody;

leniem wszystkich możliwości, staje się symbolem ży­

obmyciem się w niej, napiciem się, pokropieniem nią

cia -

chorych miejsc czy brodzeniem po niej. W zachowa­

z b i o r n i k i e m wszystkich zarodków. Staje się więc sub­

n i a c h tych ujawnia się tradycja k u l t o w o - magiczna,

stancją magiczną i leczniczą - woda leczy, odmładza,

której przejawem jest wiara w przejmowanie mocy za­

zapewnia życie wieczne.

wartej w wodzie z „miejsc uświęconych".

wodą żywą. Jest symbolem kosmogonicznym,

Jako pierwiastek kosmogoniczny woda przedstawia

Należałoby się chwilę zastanowić n a d znaczeniem

wartość nie tylko sakralną. Dołącza sie do tego lokalna

słowa c u d o w n a w o d a . D l a kogo i w j a k i sposób jest

epifania - ujawnienia się sakralnej obecności w rzece

ona cudowna. W jej moc wierzą przede wszystkim l u ­

czy jeziorze (por. Eliade 1997). Płynącą wodę, rzekę,

dzie, którzy doznali c u d o w n y c h uzdrowień, doświad­

stłumienie, a zwłaszcza źródło wytryskujące z wnęttza

czyli c u d u na własnej skórze lub tacy, którzy potrzebu­

ziemi lub ze skały czczono powszechnie już w starożyt­

ją pomocy, znajdują się w krytycznej sytuacji, ludzie

ności jako istotę żywą i w naturze swej boską (Kopaliń-

nieuleczalnie czy przewlekle chorzy.

ski 1991, s. 475). Żadne rewolucje religijne i prześlado­

7

C u d jest to zjawisko, którego nie da się wyjaśnić

wania w średniowieczu nie potrafiły znieść k u l t u wód,

przez odwołanie do przyczyn n a t u r a l n y c h . A l e z p u n k ­

który zasilany przez ludową pobożność zaczęło w końcu

t u widzenia religii prawdziwy c u d nie jest zjawiskiem

tolerować chrześcijaństwo. W o d a żywa, woda żywota,

zewnęttznym, lecz dokonującym się wewnątrz człowie­

zdroje młodości są to wszystko według Eliadego f o r m u ­

ka c u d e m łaski, żalu za grzechy, czy nawrócenia (Gor­

ły mityczne, jednej i tej samej religijnej i metafizycznej

d o n 1998, s. 10). Według teorii Ellisa Petersa: „Cuda

rzeczywistości. W o d a zawiera życie, przepływ, upływ.

przeczą rozsądkowi, obalają go, drwią z niego. Trafiają

„Woda życia" dla człowieka pierwotnego przynosi ży­

bezbłędnie w pustkę ludzkiej duszy, przynoszą jej wy­

zność pól i pomyślność, ale również daje wieczne życie,

zwolenie i zbawienie, gdziekolwiek zechcą. Gdyby cuda

jest sprawczynią cudów, a także symbolem wspólnoty

miały sens, nie byłyby c u d a m i " ( G o r d o n 1998, s. 8 ) .

z bóstwem. D l a niepierwotnej wrażliwości religijnej

D o c h o d z i t u do k o n f r o n t a c j i wiary i rozumu, sceptycy

święty charakter mają tylko pewne określone wody, jak

uważają cuda za kompletną fikcję. K t o nie chce w coś

np. święte strumienie w Indiach, czy źródło Demetet

uwierzyć, nie uwierzy. A jeśli ktoś nie chce wyzbyć się

w Grecji. M o c , którą obdarzone są „wody święte" jest

świadczących

uznawana za coś cudownego. Mówią o t y m niezliczone

o t y m , że cuda się nie zdarzają, nie zdoła go przekonać.

baśnie, gdzie jednych bohaterów ratuje cenna woda życia,

Wszystko sprowadza się więc do wiary: (...) To nie tylko

a i n n y c h do życia ptzywraca (SSiSL 1990, s. 240-246).

swojej wiary, żadna liczba dowodów

woda, bo to jednak trzeba się udać... Ja nie liczę na to, że

Droga do źródła i otrzymanie żywej wody pociąga za so­

bez wiary można być uzdrowionym,

bą szereg konsekracji i prób, podobnie jak droga do

uzdrowiony żeby się nawrócił

ale może ktoś zostanie

drzewa żywota. O b a te wymienione symbole łączą się

(w. 2 . 1 , s. 3 ) .

w Apokalipsie św. Jana i występują jednocześnie obok

H e m k a i Olędzki w swojej pracy stawiając sobie

siebie -

pytanie: „Czy zdarzają się dziś cuda. ", przyjmują, że
7

I ukazał mi wypływającą

w stronę Baranka

wody żywot, która jaśniała jak kryształ...

„...każde zdarzenie (...) może uchodzić za c u d o w n e , je­

i po obu

rzekę

stronach

(por. Eliade 1997). Ten, jak

śli w świadomości jednostkowej czy zbiorowej uzyska­

rzeki stało drzewo żywota,

ło m i a n o niezwykłego" ( H e m k a , Olędzki 1990, s. 9 ) .

1 wiele i n n y c h fragmentów N o w e g o Testamentu o d w o ­

Wprowadzają o n i pojęcie wrażliwości m i r a k u l a r n e j -

łujących się do symboliki wody świadczy o głębokim za­

mistycznej, która jest c e c h ą „... pewnego rodzaju oso­

korzenieniu pierwotnych wyobrażeń dotyczących wody.

174

�Karaima Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

W symbolice wierzeń i obrzędów l u d o w y c h wodzie
przypisywane są dwie podstawowe funkcje -

oczysz­

rzył laską w kamień znajdujący

czania oraz sprowadzania płodności (Moszyński 1967,

odtąd

s. 509). Woda uchodzi zawsze za symbol

19). N i e k i e d y święci działają w inny sposób, np. św. Ja­

oczyszczający,

stąd też nawet ogień, który jest samą czystością,
przez zetknięcie

ze światem,

zbrukany

musi się oczyścić

nie brakuje w Szycach

dwiga zrobiła piętą zagłębienie

wody (Ciszewski 1894, s.
w piasku i wtedy

wytrysb

w wodzie:

Źródło („Wisła" V I I , s. 738). Cudowną moc wielu źródeł

wywraca

wiąże ttadycja ludowa również z objawieniami świę­

takie koziołki. (Gawełek 1911, s. 39). O b i e cechy wody

t y c h . W t a k i c h sytuacjach świętość o w y c h źródeł po­

łączą się ze sobą. N i e można mieć b o w i e m pewności,

chodzi o d osoby świętej „patronującej" źródłu, co pod­

j a k i cel ma rytualne obmywanie się czy kąpiel. W y p o ­

kreślają nazwy, n p . źródło św. Rocha p o d Krasnobro­

gdy woda wre, to on właśnie

kąpiąc

się w niej,

wiadane przy t y c h okazjach formuły świadczą, że nie

d e m w przysiółku Zagóra. Początki k u l t u św. Rocha się­

chodzi tylko o obmycie gtzechów i b t u d u , ale o oczysz­

gają X V I I w. i łączone są z osobą królowej M a r i i Kazi­

czenie będące w a r u n k i e m odrodzenia człowieka, za­

miery. Podczas morowej zarazy Marysieńka ufundowa­

pewnienia sobie zdrowia i mocy życiowej. Odmładznie

ła n a d źródłem kapliczkę św. Rocha. W czasie szaleją­

i wskrzeszanie są t y m i właściwościami wody, które o d ­

cego „powietrza morowego" c h o r y m podawano stąd

grywały pierwszoplanową rolę przy p r a k t y k o w a n y c h

wypływającą wodę. Obecna kapliczka jest g t u n t o w n i e

na wiosnę kąpielach obrzędowych:

przebudowana

W Wielki Czwartek
dzie, gdyż jest przesąd,
rok czerwona
orzech, ponętna

dziewczęta

że która się wykąpie,

jak krew, biała jak śmietana,
jak jabłuszko...

będzie

cały

zdrowa

jak

Kazimietza

Fudakowskiego

została kompletnie zniszczona przez upadające drzewo.
Miejscowi opowiadają,

że św. R o c h

z Montpelliet

mieszkał przez pewien czas w lesie p o d Krasnobrodem:

(Zaleski 1989, s. 200).

są niezbędnymi elementami miejsc świętych (Moszyń­

... święty Roch to był człowiek

chory, okryty cały

on mieszkał

między religią pogańskich Prapolaków a religią chrze­

ranami,

miał on psa co chodził na Podzamek i prosił o jedzenie,
pies karmił Rocha i lizał jego rany, i ten Roch

ski 1967, s. 248). Gdybyśmy przeprowadzili paralelę

ten

wyzdrowiał,

w lesie, miał domek pustelniczy i

studzienkę;

teraz tam jest kaplica, a po środku w niej jest studnia a na

ścijańską, szukając elementów zbieżnych, to obok k u l t u

zewnątrz

dtzewa - drzewo krzyża i k u l t u kamienia, woda mogła

kran przeprowadzony.

Na odpust kaplica otwar­

ta, to ludzie butelkami i garnkami nabierali i podłoga

być elementem najistotniej wiążącym obie wiary ( K o t u ­
la 1974, s. 82). D o odwiecznego k u l t u źródeł w p e w n y m
momencie doszedł k u l t chtześcijańskiego świętego

ptzez

w 1935 г., b o w i e m dwa lata wcześniej stara kapliczka

kąpią się w zimnej wo­

W ttadycji ludowej woda (źródło), drzewo i kamień

-

czeskiego Jana N e p o m u c e n a . Figury jego stawiano n a d

zalana, to się księdzu nie podobało,

zrobił kran na

była

zewnątrz

i teraz łudzie biorą wodę kiedy chcą. Ludzie uważają,

że to

jest święte miejsce (rozm. 1.10).

brzegami kapryśnych wód, aby męczennik hamował i c h

I n n y przykład, to źródełko św. Rozalii we W r o c a n -

niszczące zapędy. Również dla spotęgowania mocy lecz­

ce p o d K r o s n e m . Święta Rozalia, podobnie jak św.

niczych wód źródlanych obok zaczęto stawiać figury

R o c h , była również pustelnicą, patronką o d m o r o w e ­

i kapliczki z podobizną tego świętego (fot. 7, 8 ) . Wresz­

go powietrza i c h o r ó b zakaźnych. Według opowiadań

cie jakby zatracono poczucie, k t o leczy — woda czy świę­

miejscowej ludności

ty Jan N e p o m u c e n (Kotula 1974, s. 83).

i św. Rozałia
stuszkowi,

M o c c u d o w n y c h źródeł podnosiło sąsiedztwo k o ­

ukazała

Pastuszki

paśłi

się na dębie[...]

tu

owieczki[...]

i powiedziała

pa­

żeby się modlił do niej to zaraza ustanie, bo tu

ściołów, kaplic, a szczególnie klasztorów. Pojawia się

masowa zaraza, chołera

tutaj intrygujące pytanie: czy woda stawała się cudow­

stawili^..]

na po w y b u d o w a n i u kościoła, czy też w t y m miejscu

dębem

budowano kaplicę, gdzie było źródło cieszące się sławą

dła powstają za sprawą M a t k i Boskiej. Tak jak n p .

kapliczkę

panowała.

I na tym miejscu

i wytrysło źródełko, zaraz pod

cudowności? Ileż to legend snuje się wokół studni i źró­

„Studzionka" w Przylasku p o d Rzeszowem. Pasł

deł, których woda przywraca zdrowie, a nawet wzrok.

stuch krowy we dworze i bydło zgubił, szukałi[...]
Wieczorem[...}

zaleciał

kłęka[...]

źródełko

i był

szła procesja[...]

zwykle w miejscu i c h objawienia lub w miejscu ptzez

nie otworzyła,

n i c h wskazanym. C u d o w n e źródła pojawiają się nagle,

pastuch wzioł ten obraz i za­

moja mama tak śpiewała
wielka jasność

źle u ciebie, masz kościelną

„wytryskują". Święci, przyczyniając się do powstania ja­

się na

prawdopodob­

niósł do dworu. Pan ukrył ten obraz w skrzyni[...j

wstają za sprawą M a t k i Boskiej, Jezusa l u b świętych,

sie objawiła.

rzecz u siebie»

i przy­

« Jak te skrzy­
Gospodarzu
(w. 2 . 1 , s. 1).

W i d a ć , j a k podobne są do siebie powyższe opisy obja­

kiegoś zbiornika wody, z reguły wykonują charaktery­

wień, w obu w y p a d k a c h osoba święta objawia się pa­

styczne gesty. Najczęściej, jak Mojżesz, uderzają laską

stuszkom, a więc b i e d n y m , natomiast p a n ze d w o r u

w skałę, n p . gdy św. W o j c i e c h podczas wielkiej suszy za­
wędrował do Szyc, „ulitował się nad mieszkańcami,

Wytrysło

nie obraz Matki Boskiejl...]

Według licznych podań i legend cudowne źródła po­

On goni, a bydło

od drugiej strony, M a t k a Boska objawiła

wielkiej górze[...]

pa­

i nikt

zszed gdzie teraz jest ta kapli-

ca i to bydło tam chodziło[...]

Historie powstania źródeł i objawienia

po­
tym

(w 2.2., s. 1) Jednak najczęściej c u d o w n e źró­

nie znałazl.

przedstawiony jest j a k o postać negatywna, bo jak

ude­

175

i

się w polu i wytrysnęła wo­

da [...]. Później w tern miejscu wybito studnię i nigdy już

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

twierdzi jedna z m o i c h rozmówczyń: ... każdy wie Mat­

zbadała świadków objawień

ka Boska kocha ubóstwo[...J i więc prawdę sobie mówmy

W 1680 r. w Krasnobrodzie została uleczona M a r i a Ka­

objawia się ubogiem, dzieciom,

taka

zimiera Sobieska. Jako w o t u m dziękczynne za cudowne

(rozm. 1.20). Podobnie jak w Gietrzwał­

uzdrowienie wystawiła kościół, do dziś zresztą istnieją­

je prawda...

wdowom,

sierotom,

i spisała i c h historię.

dzie, M a t k a Boska objawia się dwóm dziewczynkom -

cy. Pani Janina próbuje sobie przypomnieć - ... taka

Justynie Szafrańskiej i Barbarze Samulowskiej. O b i e

królowa

przygotowywały się d o pierwszej k o m u n i i świętej i po

telnie zachorowała,

o s t a t n i m egzaminie, wracały do d o m u , gdy ... raptem

i na intencje kościół postawiła

zadzwoniły

barwinkiem było obrośnięte

dzwony. Tu był taki zwyczaj,
Pański, to każdy robotę

na Anioł

w kierunku

kościoła

i odmawiał.

Anioł Pański się skończył,
się[...]

że jak

przerywał

dzwonili

i zwrócił

1 oni się też

W r a c a j ą c jednak do pytania, co było pierwsze - źró­

[...]

dziłyl-..]

przecież

ło w czerwcu,

N o potem to już razem

Źródelko[...]
ka jakby

stała wystawiona w podzięce za odnalezienie bydła,
w i n n e j wersji za przywrócenia w z r o k u .

cho-

właściwie

mówiła,

wskazała,
mleczna

Podobnie

w Krasnobrodzie, źródło istniało t a m , zanim w y b u d o ­

tu cała komisja była, tu cuda były, to

w a n o kościół. N i e jest to jednak regułą, coraz częściej

to się

zaczę­

jest tak, że przy istniejących już sanktuariach wykopy­

do

ósmego

wane są studnie, co wcale nie umniejsza mocy wody

że przyjdzie

N o i pod koniec ona wskazała

wrześnial-..]

znacznie. W Przylasku, według legendy, kapliczka zo­

1 za dzień,

przez stołicę apostolską[...J

(...) na tym miejscu, gdzie

- dodaje.

dło czy kościół, nie można na nie odpowiedzieć jedno­

stać

jest zatwierdzone

śmier­

wyzdrowiała,

się

matka idzie, a ona została

czy dwa ta jej koleżanka...

że tego, że po połogu

to historia opisuje i że

odwrócili,

i mówi, ja widzę na klonie jakąś piękną panią

ks. Weichsel wziął ją za rękę i ona powiedziała.

była, toć to pamiętam,

właśnie

to

z n i c h zaczerpniętej. Taka sytuacje ma miejsce w D ę ­

że mają iść, to na niebie była

ta­

b o w c u - „polskim La Salette". Początkowo przywożo­

tylko

n o do D ę b o w c a wodę z La Salette, ponieważ na

droga, tam kazała

szpadlem i to wytrysło

i powiedziała

wodę na wzystki dolegliwości

kopać.

Oni

im, że mają pić tę

miejscu nie było jeszcze źródła, dopiero później w y k o ­

(w. 3 . 1 , s. 3 ) .

pano je, To źródełko nie jest naturalne (...) przeprowa­
dzone od źródła, jest tu takie źródło naturalne kawałek

za

zebrałam w Krasnobrodzie. Już w X V I w i e k u źródło

kościołem

tę

krasnobrodzkie uznano za c u d o w n e . Według miejsco­

niewiarę,

wej legendy miała je wskazać M a t k a Boska Jakubowi

się wydawało,

Ruszczykowi, mieszkańcowi Szarowoli. W r o k u

stóp Matki Boskiej (w. 4-1).

Najwięcej i n f o r m a c j i dotyczących powstania źródła

1640

objawiła się modlącemu się o zdrowie i nakazała: „Po­

(...) początkowo

u miejscowych

było widać

ale ci przybysze obcy szli. Nabierali
że to źródełko

wypływa

tam, bo im

rzeczywiście

spod

Właściwości cudownej wody

staw t u figurę, albowiem t u będzie się chwała Syna
mego odprawiała. A na znak tego wiedz, że jesteś o d
choroby zwolniony."

Cudowną moc wody ze źródeł tradycja ludowa wiąże

Miejsce objawienia się M a t k i Bożej mieszkańcy K r a ­

z objawieniami świętych. Przejmuje ona moc o d sacrum,

snobrodu otoczyli czcią. W i e l u z przybywających t a m

moc ta jest niezbywalna, chyba że ktoś wodę zbezcześci.

pielgrzymów doświadczyło w t y m miejscu łask, które

Woda przejmuje także moc o d miejsc objawienia, prze­

upamiętniali, wieszając na postawionej przez Ruszczy-

bywania świętych: Jak w każdym

ka figurze w o t a i obrazki. Jedna z m o i c h respondentek

ma swoje właściwości.

tak przedstawiła ową historię:... Szur i Szarowola to naj­

dziej Bóg daje znać, szczególnie przez wodę, która ma wła­

starsze wioski w okolicy. Kiedyś' to wszystko należało

ściwości

dynata Zamoyskiego

Dostał on te wioski od or­

(...) tu był las głęboki,

ten las i tam gdzie teraz ta kapłiczka
i odpoczywał
i mówi,

Tymczasem

że były obiektem k u l t u , spełniały także fukcję świątyń.

stanął

Były tzw. miejscem świętym, gdzie w szczególny sposób

i usłyszał głos: Postaw w tym miejscu kaplicz­

dala się odczuć obecność sił i istot naprzyrodzonych.

kę, a będziesz uzdrowion.
mek

Poszedł do dziedzica na Podza-

że miał objawienie,

żeby postawić

kaplicę.

postawili krzyż, a na nim powiesili

cudowny

obrazek, ten co to teraz w naszym kościele
dziać się cuda, on został uzdrowiony

Zwykle na świętym miejscu winna znajdować

się w niej. Przywieźli ją chorą

kamienny krzyż albo leży sam tylko kamień...

(...) i zaczęły

pocałowania

-

(Moszyński

1967, s. 248). W toku chrystianizacji ziem polskich te

i wiele ludzi i Maria

tutaj, do Krasnobrodu,

się woda

Źródło, powinien je otaczać gaj (...) Pośród drzew wznosi się

stare

Sobieska była akurat w ciąży i była bardzo chora, płód psuł
dowiedziełi

(rozmowa z mężczyzną spotkanym

W religijnych praktykach Słowian źródła oprócz tego,

on szedł przez

wodna, tam

lecznicze...

woda

przy źródełku św. Jana na górze Zaśpit).

(...) miał on swoje wojsko, a w nim

był oficer - Szura się nazywał.
dynata na własność

do or­

świętym miejscu,

Im bardziej święte miejsce, tym bar­

wierzenia pogańskie

ulegały

przekształceniu

i wchłonięciu przez nowy system religijny. N a pogańską

bo

świętość źródeł nałożyła się chrześcijańska wizja święto­

sie, że tu się cuda dzieją i dałi ten obrazek do

ści. D l a ochrzczonego l u d u ta świętość nadal jednak ob­

i od razu poczuła się zdrowa (...) w

podzięko­

jawia się jako tajemnicza siła ukryta w źródle i wodzie

(rozm. 1.10).

źródlanej, powodująca jej cudowne działanie. Zmianie

D l a mojej rozmówczyni nie są istotne daty, mylone są

jednak uległo wytłumaczenie pochodzenia tejże siły.

też nazwiska, c h o ć

sama historia jest prawdziwa.

O b o k przekonania, że jest to siła „sama z siebie", siła ży­

W 1674 r. Komisja Teologiczna A k a d e m i i Zamojskiej

wiołu, utrwaliła się w świadomości ludzi wiara, iż owa

waniu Panu Bogu postawiła

ten kościół...

176

�Karolom Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

Szur, kobieta przy s t u d n i , „Tera jest łatwo żyć. Wy teraz mło­

dzież żyjecie w nowotnym świecie, a my w starożytności byli,
tak! zacofane. Na kark sie brało i tak sie nosiło wiadra z wodo
a teraz ludzie majo, pstryk i woda leci."
Klocówka - „...z tej studni się wody już nie bierze,
inleko się tam teraz wychładza..."
Kaczórki - studnia po sąsiedzku „...jak mnie woda potrzebna
to ja kręcę korba, a jak sąsiadce, to ona, korba jest po obu
stronach..."
Fot. K a r o l i n a S i e m i o n

178

�Karolina Siemion • W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

�W O D A C U D O W N A I W O D A ZWYCZAJNA

K a p l i c a O b j a w i e ń na W o d z i e , c u d o w n e źródełko
w Krasnobrodzie
Św. Jan N e p o m u c e n , p a t r o n wody, K r a s n o b r ó d
D ę b o w i e c - „polskie L a S a l e t t e "
Gietrzwałd, b u t e l k a z c u d o w n ą wodą

180

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

cudowna moc pochodzi o d istot boskich lub osób świę­

1.3). Teorię tę potwierdza również wypowiedź pani Te­

tych, błogosławionych (Majer-Baranowska 1991, s. 18):

resy: ... był taki człowiek

... ta woda cudouma ma moc św. Rozalii (w. 2.2, s. 2).

mieszkał

chory, miał wrzody po gębie,

na wschodzie. Trzy razy tu od niego

on

przyjeżdżali

O wodzie z giettzwałdzkiego źródełka usłyszałam:... wo­

i za każdym razem zapominali zabrać mu tej wody. W koń­

da ze źródełka jest uzdrowiskowa,

cu powiedzieli, weź nabir mu tej wody z naszej studni i po­

Matka

bbgosławiona

Boża specjalnie ją poświęciła

straci, bo jeżeli jest błogosławiona,

jakaś

taka,

(...) swojej mocy nie

to zawsze jest

wiedz, że to jest woda cudowna z Krasnobrodu.

cudowna

śli mu tej wody, on się gorąco

modlił,

I przynie­

umył się tą

(w. 3 . 1 , s. 4 ) . Źródło cudownej wody posiada nietypowe

i wszystko zeszło. Wiara go uzdrowiła!!!

wodą

G d y pytałam

właściwości — nie wysycha: naród całe lato bierze i nikomu

o w a r u n k i , jakie muszą być spełnione, aby zaistniał

nie braknie! (w. 2.1, s. 1) i nie zamarza: to woda cudow­

cud, najczęściej podkreślano, że najważniejsza jest wia­

na, w zimie nie zamarza! A w domu stać może długo i nie

ra, następnie m o d l i t w a i c u d o w n a woda ze źródła. O d

(rozm. 1.3). Cudowną wodę można długo prze­

starszych osób można usłyszeć, że przede wszystkim p i ­

chowywać w d o m u i zawsze będzie czysta jako same pe­

cie wody, a dopiero p o t e m msza i m o d l i t w a . Jednak

rełki, niezmącona, a co najważniejsze - Ta woda ze Stu­

równie często spotykałam się z nieufnością i powątpie-

mętnieje

dzionki ma takie właściwości,
nie ześmierdnie

waniami, słyszałam: ... uzdrowienia...

że będzie stać dziesięć lat i się

(w. 2.3, s. 1). Jak się święconą

stoi cały rok i nie zmąci się czyściuteńka.

oświeci,

to

że byli, ksiądz z ambony mówił...

Można trzymać ją

(rozm. 1.6). No chyba były jakieś

uzdro­

wienia, musiały być cudy, żeby św. Jan wyszedł na

święte­

mówię,

Według ludzi moc wody polega na jej właściwo­

żenię...

(rozmowa z D u k l i ) .

go, bo do tej pory byl błogosławiony

ściach leczniczych, pomaga na oczy, leczy paraliż, jed­
n a k większość twierdzi, że pomaga na wszystko,

chodzą,

ale ja nie wiem, czy to prawda, tam można wierzyć, ja nie

rok i więcej i nie zmieni smaku! (w. 2.1, s. 2).

na oczyl---] na wszystko,

prawdopodobnie,

Różne pogłoski

głównie

ale nie wszystkim pomaga, bo to

Uzdrowienia

już sprawa wiary! (w. 2.3, s. 1).

Za dowód cudowności źródła uważa się nadzwyczaj­

Wiara w uzdrawiającą moc wody

ne działanie uzdrawiające wody zeń wypływającej. D u ­
żo jest cudów, musiałabym
Dużo jest uzdrowionych.

W o d a ze źródełka bijącego p o d Kaplicą Objawień

pani dwa tygodnie

opowiadać!

Ludzie piją wode na serce,

na

na Wodzie w Krasnobrodzie uznana jest za cudowną,

wrzody jak majo, na gardło jak boli (w. 2.1, s. 2). C u d o w ­

uzdrawiającą. Tysiące ludzi przyjeżdża t u prosić o łaskę

na woda źródlana przede wszystki leczy. Jak twierdzi

M a t k ę Boską Krasnobrodzką, ... pani! tu u nas
Częstochowa.' co t u jest pielgrzymek, autokarów,
łam po 7, 9 dziennie! Ludu przyjeżdża,

Moszyński, źródłom na całej Słowiańszczyźnie przypisu­

druga

je się moc leczenia chorób oczu, co znajduje

naliczy­

myją się,

wienie, w pospolitem kojarzeniu

modłą,

się oka

usprawiedli­
otworu

- jako

w Wielki Czwartek to bywa do tysiąca ludzi... (rozm. 1.3).

w ziemi ze źródłem,

D l a ludzi niewierzących jest to po prostu dobra woda,

(Moszyński 1967, s. 5 1 2 ) . . . . hampłynie

przyjeżdżają po nią z okolicznych miejscowości, jestem

czy ludzi na oczy... (w. 4.4, s. 2). Podobnie powszechnie

Z okolic, biorę tę wodę do domu, normalnie u mnie jest do­

ptzypisuje sie wodzie źródlanej moc leczenia chorób

bra woda, ale ostatnio podniósł
wych i się popsuła,

się poziom wód

a ta bardzo smaczna...

por. w nazwach typu Morskie
źródełko,

Oko...
które le­

skóry: M ó j brat mial plamy, łuszczyła mu sie skóra i woda

grunto­

ze źródełka krasnobrodzkiegopomogła...

N a t o m i a s t dla

(rozm. 1.2). Prze­

wierzących jest wodą cudowną, wodą, która ma moc,

konanie to opiera się na wierze w oczyszczającą moc

... oczywiście

która

wody. Niektóte źtódta mają też wpływ na płodność ko­

rzeczy,

biet, co z kolei wiąże się z wiarą w zapładniającą moc

graniczące

z cudem, czy łaską bożą, jak kto wołi. Ja 17 łat

wody. Koło Łysicy jest cudowne źródło św. Franciszka.

tu pracuję

i jestem świadkiem

towarzyszy

nie jest to jakaś magia, ale modłitwa,
tej wodzie. Tu się działy niesamowite

uwierzył- •• -

Pewna kobieta, jak mówi sama skutków cudowności

tych łask, tak bym może nie

przyznaje miejscowy proboszcz

dy z tego źródła na sobie doświadczyła,

(rozm.

sowanej modlitwie, napiła się wody z tej krynicy, tyle razy

1.21).

Ran Bóg obdarzył ja synem, a ma ich sześciu (Kolberg, Ra­

N a moje pytania dotyczące uzdrowień ludzie nie­

domskie 18, s. 276). Są też źródła, n p . źródło św. A n t o ­

chętnie odpowiadali, bo tak jak twierdzi ksiądz ... to coś
tkwi w ludziach, że nie chcą się z tym afiszować,
li uzdrowieni...

niego z Radecznicy

że zosta­

wode pije, taki długo żyje (Kolberg, Lubelskie 16, s. 15).

chorego, głęboka wiara i m o d l i t w a - ... kobieta z jednej
wsi chora była, chciała,

żeby jej przynieść

wodę i ozdrowiała.

downego uzdrowienia małej dziewczynki: ... ona miała

wody z jej

że to z kapłicy. Ona uwierzyła
Trzeba wierzyć!!!

Pani A n n a ze wsi Szur opowiedziała m i historię cu­

wody z kaplicy

Nie chciało mi się iść, nabrałam

studni i powiedziałam,

We wszystko

z którego lud czerpie świętej wodę na

wszelkie niemoce, а n a d źródłem widnieje napis Kto tę

(rozm. 1.21). Zazwyczaj podkreślali, że

najważniejsza jest wiara, bo tylko ona może uzdrowić

Z Krasnobrodu.

wo­

gdyż ilekroć, po sto­

pięć lat, nie mogła chodzić, przyjechała

do Krasnobrodu z ro­

w tę

dzicami, wstąpili do kościoła, pomodlili się, dali na mszę i po­

trzeba

jechali do Kaplicy na Wodzie. Umyli dziecku nogi, napili się

wierzyć, bo tak nic by z tego nie było, wierzcie mi... (rozm.

tej wody i wracają już do samochodu, a dziewczynka

181

mówi

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

«Mamusiu, ja pójdę sama!»
kościoła

(...) i rzeczywiście

od kaplicy do

przeszła już sama! Ta matka sama mi to opowie­

działa ze łzami w oczach. Przyjechali potem poświadczyć
i ksiądz na ambonie ogłosił. Kto godny, to Pan Bóg

w lesie, nad wodą (...) mama przywiozła
ki Boskiej z Kaplicy Objawień.

to,

Dwukrotnie

gę w przywiezionej wodzie i pomodliłam

pomoże

i daje cuda i jak się jeszcze wierzy w to (rozm. 1.10).

mi wody od Mat­
obmywałam

no­

się. Po tygodniu po­

czułam się lepiej, zaczęłam chodzić, zniknęła opuchlizna, no­
ga przestała

normalnie". C o typo­

boleć i odtąd chodziłam

Podczas m o i c h rozmów w Krasnobrodzie wiele razy

we dla tego typu relacji, respondenci całkowicie pomija­

powtarzało się, c h o ć za każdym razem w innej wersji,

ją istnienie i n n y c h , racjonalnych przyczyn poprawy

opowiadanie o żebraku, któremu ... oko z orbit wyszło, tak

zdrowia, są one po prostu nieistotne w obliczu k o n t a k t u

całkiem

staruszek

z cudowną wodą. To woda jest głównym sprawcą uzdro­

tak po proszonym, po domach, wszyscy go znali. On i wód­

wień. Jest ona pita, obmywa się nią chore miejsca na cie­

na wierzch, byl jak okaleczony. Chodził

kę pil i denature i tak mu to oko wyszło... To tak brzydko wy-

le, brodzi się w niej. Kobieta, ze wsi H u t k i opowiadała m i

głądało i lekarze chcieli mu to usunąć, ale on się bal. Córka

ze łzami w oczach: ... miałam żylaki, nogi bolały,

mu powiedziała,

nie mogłam,

żeby poszedł do Wodnej Kaplicy i umyl się

móc znowu zacząć chodzić

w tej wodzie. Poszedł i wie pani co, i to nie tylko ja, bo prze­
schowała

ścioła, pomodliłam

- zarzeka się pani A l i c j a - ...

cie cała okolica go znała...

a ono samo schowało

chcieli

co wierzyłam,

usunąć,

żeby

(...), zaprowadzili mnie do ko­

się, potem nogi obmyłam w wodzie i... ży­

modliłam się do Matki Bożej, na własnej

rze doświadczyłam

się! (rozm. 1.10). N i e c o inną wersję

Łaski Bożej...

skó­

(rozm. 1.12). Parę do­

mów dalej w tej samej wsi poznaję panią Anielę, patrzy

tego opowiadania usłyszałam o d pani Janiny - To byk) ja­
kieś pięć, sześć lat temu. Byl taki starszy dziadek, nie miał

m i głęboko w oczy i pyta - pani wierząca?,

Z czego żyć, chodził po domach i żebrał. Lubiał sobie wypić

opowiem. Moja przyjaciółka

i mu oko wysadziło. Chciał, żeby mu ksiądz dał na

chodzić

mieć operację,

laki same wciągnęły się (kobieta zaczyna płakać). Ja gorą­

mu się ta gałka oczna, zagoiło się i miał już nor­

malne oko! To byl naoczny cud! Lekarze

leżałam w łóżku, miałam

talu, była umierająca

operację,

to ja pani coś

była ciężko chora, leżała w szpi­

(...) a ja miałam taką małą

buteleczkę

a ksiądz mówi, nie! Idźcie dziadku lepiej pomodlijcie się i ob­

ze świętą wodą z Lourdes, przywiezioną

z piełgrzymki,

myjcie się w wodzie ze św. Kaplicy. I on ozdrowial, nie trza

było tej wody, dałam jej taką małą łyżeczkę, mówię, że to cu­

mało

(rozm. 1.11). Z kolei parę gospo­

downa woda, że uzdrawia i pani ona ozdrowiala, a była już

darstw dalej utrzymywano, że chodził żebrak, co miał gułę

przy śmierci! wyszła ze szpitala, żyje do dziś... (rozm. 1.14).

było operacji! Cud!

za uchem. Umyl się pare razy w tej świętej wodzie i guła
zniknęła.

Sama widziałam,

Analizując łaski z ksiąg kościelnych zauważyć moż­

pani... (rozm. 1.6). Mieszka­

na pewną specyfikę c u d o w n y c h uzdrowień. Najczę­

niec Szuru, mężczyzna około pięćdziesiątki wspomina,...
pamiętam

go, przecie ja do szkoły wtedy chdziłem,

już całkowicie

wychodziło,

oko

ściej są to uleczenia z różnych chorób oczu, paraliżu

mu

lub niedowładu nóg l u b rąk. Pozostałe to uzdrowienia

a potem co się stab nic nie wia­

z ciężkich chorób zakaźnych, wewnętrznych n o w o ­

domo, normalnie oko jak oko. jego się pytali, mówił, że cho­

tworów, urazów mechanicznych. Zgłaszane są też łaski

dził do Kapłicy na Wodzie myć się, pić tę wodę, no i jednak
cud! Widać więc, jak niespójne są te informacje, często
wręcz przeczą sobie wzajemnie.

szczególnej pomocy bożej za pośrednictwem patronów
źródeł - św. Jana, M a t k i Boskiej Krasnobrodzkiej, św.
Rocha, Chrystusa Ukrzyżowanego z Klimkówki, M a t ­
k i Boskiej Saletyńskiej z D ę b o w c a . N i e m a l w każdym

Jest jadnak wiele uzdrowień potwierdzonych w „Księ­
gach łask i uzdrowień", zakładanych przez księży pro­

z opisywanych przypadków uleczenie związane jest

boszczów, choćby z Krasnobrodu, z Klimkówki, z Giettz-

z użyciem wody z cudownego źródła. Wszystkie te ze­

wałdu i wielu innych. Praktycznie w każdej parafii, gdzie

znania cechuje autentyczna wiara w możliwość odzy­

znajduje się źródło z cudowną wodą, istnieją takie księ­

skania tą drogą utraconego zdrowia, zwłaszcza w przy­

gi. Pełne są one opisów doznanych łask, potwierdzonych

padkach określonych przez medycynę za beznadziejne.

przez księży, lekarzy, świadków. Można w n i c h znaleźć

W jednej z m o i c h rozmów starsza p a n i opowiedziała

wiele niesamowitych opisów, przytoczę jedynie dwa

m i historię uzdrowienia 40-letniej kobiety. N a moje

z n i c h : W1977

pytanie, na co była chora, zniecierpliwionym głosem

r. zachorowałem

ki ocznej. Po wielu naświetlaniach
należy usunąć oko. Na operację
chałem do Krasnobrodu.
na Wodzie, tam przemyłem

Udałem

na nowotwór

zbśłiwy

gał­

lekarze zadecydowali,

odpowiedziała:

że

nie zgodziłem się i przyje­

No właśnie była chora, że ją lekarze wypisali. Udała się do

się do Kapłicy

Objawień

oczy wodą, zabrałem

też trochę

W Przylasku 70-letnia kobieta opowiedziała m i histo­

nią oczy. Od tej pory na­

rię uzdrowienia młodego mężczyzny: Przyszła do mnie ko­

do domu, codziennie przemywałem

kościółka, modliła się, pila wodę i cudu doznała

(w. 2.3, s. 3).

stała poprawa, oko przestało boleć, powrócił wzrok. Niniej­

bieta, prowadziła

sze zeznania potwierdzam własnoręcznym

bo jej się w nocy przyśniło, że jest takie źródełko,

Zamość,

22.09.83.

podpisem - ]. S.,

Pani H a l i n i e z Hrubieszowa tworzyły

syna (...) Chodziła

z nim po całym lesie,
że jej syna

uzdrowi. Przyszła i pyta, czy tu jest jakieś źródełko.

Mówię,

się w nodze zakrzepy żylne, dostała więc skierowanie na

Że jest (...) Poprowadziłam

operację. W t e d y jej matka pojechała na uroczystości o d ­

go niesla, taki był słaby (...) A co temu synowi jest? (...) tak

pustowe do Krasnobrodu, aby modlić się w intencji cór­

jakby umarł, taki wysuszony! A ona mówi, pomacaj go pa­

ki, ... kiedy moja mama była w Krasnobrodzie,

ni po szyji А to było takie podniesione do góry, twarde jak

się obraz Matki

Boskiej Krasnobrodzkiej,

przyśnił mi

w białej

sukni,

ich, ten syn tak szedł, ałe

więcej

blacha! Mówi, że z nim tak źle, Że go szpital do domu wydo-

182

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

Ul. No i idę do Matki Boskiej błagać o zdrowie dla niego (...)

szło rozczesać!

Upłynęło to pewnie ze dwa miesiące

na głowie. Ludzie przyśłi tu (do źródełka - K.S.), wymyłi

(...) puka do ganku (...)

pytam, co z synem? Ona mówi, że syn zdrowy, jak
A co wyście robili? Najprzód

przyszłam,

ryba!

(...) Był straszny bół głowy i zwijało

te głowę tom wodom, ściełi to. Urosły śłiczne wbsy!

włosy
Więcej

To kołtun nazywali, to ja parmętom, tego

to płakałam

i prosi­

trąd nie wracał.

łam na głos Matki Boskiej. Ulałam ja wody (...) ja

popiłam,

było dużo wysypane w takich torkach, jak ścioł, to rzucił i ja

ale jemu nie puściło tej wody (...) Przyjechali my do domu,

pamiętam,

wszystkim nalała ja tej wody. Syn wrócił i łap za półlitrowy

mama mówiła,

garczek tej wody i te wode puściło i wypił wszystko te wode!

Żeby was nie złapało!

(...) i mówi, dajcie mi jeść, bo głodny jestem. No to dali my

skiego Henryka Biegeleisena wydanego w 1929 roku,

pół bułki i pół jajka usmażonego,

jak my chodziły na poziomki, to zawsze mi moja
nie chodźcie

w te torki, bo tam

wyrzucają,

(w. 2.1, s. 4 ) . Z Lecznictwa

ludu pol­

możemy się dowiedzieć, że kołtun był do niedawna

bo sześć tygodni nic nie jadł.

jedną

A on mówi, czy to tyłko tyłe za sześć tygodni? My ze stra­

Z najpospolitszych

chem jeszcze mu dały, pół łitry wody wypił, najadł się do sy­

gwoźdźcem

ta i poszedł spać. No to jest juz poprawa w imieniu oka! To

1929, s. 256). Nazwę tę tłumaczono rodzajem bólu gło­

nie stab się w tygodniu, ale w 24 godzinach!(...)

wy. J. Oczapowski w Praktycznym

Nagle ona

słyszy turkot, szelest, wystraszyła sie, że umorł, pojod i pew­

chorób

(gośćcem)

trapiących

albo ogólnie

nasz lud, zwany też
bólem
wykładzie

mocne bóle głowy, łamania i świdrowania,

Mamuś nie mam guza! N o to jest jawny cud! I do

przebitej czaszki...

żeby potwierdzić

księdza

(w. 2.1, s. 4).

chce wywrzeć

«Placebo» to taka substancja (w t y m wypadku woda)

Niezależnie od rejonu Polski starsi ludzie p y t a n i

pamię­

takie

różne kije, łaski, takie różne. Później to wiadomo,
robi swoje, to zaczęło

się kruszyć,

niszczyć

małe dziecko, a pamiętam

kułe, okułory,

że tu przynieśli

opowiadały,

jakiegoś

Wodniku, piłem do ciebie, by szarpiące bóle gośćca ustały mi.
Zamawiam Cię w imię Ojca, Syna i Ducha siu. A m e n
(Biegeleisen 1929, s. 270)

i oni to gdzieś

tam przy

sparaliżowanego,

Pytałam m o i c h rozmówców, czy ludzie innej wiary

byłam

mogą doznać c u d u , zostać uzdrowieni. W odpowiedzi

źródeł­

słyszałam zazwyczaj, tak jak w Gietrzwałdzie, że nie, że

ku. Tak co ze starych ludzi słyszę, to podobnie tak
być,

Wodniku skarżę się tobie, dręczą mnie szarpiące bóle gośćca.

natura

(w. 3 . 1 , s. 1). Z Przylasku: Ja

skory,

splata mu

odmówić następujący wiersz przez trzy kolejne piątki,

zostawiali

wisiały

obsiada człowieka,

pijąc nieco wody czerpanej z prądem:

d o b n i e . N a dowód tego przytoczę trzy fragmanty z róż­

gi czas, jeszcze za Niemca,

Woła na

nad bieżącą wodą i podczas trzykrotnego żegnania się

przeze mnie o otoczenie źródła, opisywali je bardzo po­

dłu­

swą zemstę za to na śmiertelniku.

ma

to ...

kołtuna. Między i n n y m i należy przed wschodem słońca,

w stanie uleczyć, pokonać nawet śmiertelną chorobę...

toprzez

nie zaspokoił...

geleisen 1929, s. 258). Przeróżne są sposoby pozbycia się

ją więc rację ci, którzy twierdzą, że wiara czyni cuda, jest

(w. 2.3, s. 2). Z Gietrzwałdu: Przy źródełku,

gośćca. Jeżeli gościec

człowiek

włosy w basiory lub strączki i łamie po całym ciele... (Bie­

i w pewnej liczbie przypadków schorzenie ustępuje. M a ­

były

swego posłannika

wymyka się ze swej kryjówki,

dane schorzenie. Chory wierzy jednak, w jej skuteczność

chyba przechowują

gwoździem

pomoc kołtuna który do usług swemu przyjacielowi

czy metoda terapii, o której wiadomo, że nie wpływa na

to przy źródełku

jakby

(Biegeleisen 1929, s. 256). Jak pisze

pewne pragnienie, którego

ny przez amerykańskiego psychiatrę Bruno Klopfera.

n y c h miejsc, z Klimkówki: T u przy źródełku

koł-

Biegeleisen: demon kołtuna nie działa samodzielnie, lecz za
pośrednictwem

Opisy te idealnie ilustrują tzw. «efekt placebo», opisa­

tam lipy i po tych lipach kule były, co ludzie

chorób

tunowatych z 1839 powiada, że objawiać się zwykł przez

nie umorł. A on co dał rady skakał, mamuś nie mam guza!
potem chodziłam,

(Biegeleisen

miało

do tego potrzebna jest wiara, a o n i przecież w to nie

sąsiadki

wierzą. M o j a rozmówczyni miała t u na myśli ewangeli­

i on plakal i prosił o uzdrowienie i poszedł,

ku­

ków, którzy odrzucają dogmat istnienia M a t k i Bożej,

to tak słyszę od starych ludzi - kobie­

a patronką źródełka w Gietrzwałdzie jest przecież M a t ­

ta ta ma dziś 76 lat (w. 2 . 1 , s. 3 ) . We w s p o m n i e n i a c h

ka Boska. Poza t y m ewangelicy nie stosują, a także nie

łe zostawił i poszedł,

starszych już dzisiaj ludzi świat był kiedyś lepszy, ludzie

aprobują przy pewnych praktykach magicznych wody

bogobojni, szczerze wierzący w łaski boże: Dawniej

święconej, nie święcą jej b o w i e m i w związku z t y m nie

jak

ludzie do św. Rozalii przychodzili, jak ja miałam 15 lat, co

uznają jej specyficznych walorów, które tak m o c n o

pamiętam,

na kolanach chodzili i modli­

podkreślane są przez katolicką część mieszkańców Gie­

(w.

trzwałdu (Tylkowa 1983, s. 84). N a t o m i a s t pewna star­

2.2, s. 2). Jak byłam małym dzieckiem, wziena mnie tako

sza pani z Klimkówki tak uzasadniła swoje przekonanie

to wkoło kościoła

li się i płakali. A dzisiaj nie chce się klęknąć
cicio, bo chodziła
przyniesły

tam nogi moczyć.

dziecko,

w takiej koszułinie

było

w kościele!

To widziałam,

bardzo owrzodziałe,

(...) i ona przy ludziach

nareszcie włożyła

na temat korzystania z cudownej wody przez Żydów: ...

chłopczyk
włożyła

dziecko do wody. A woda była zimna! (...) włożyła
raz i popatrzyła,

jak

mówili, że jak się Żydzi dowiedzieli, że to cudowna

to

Zyd, to mi się zdaje, jak to się mówi „Boi się jak Zyd święco­

trzeci, wyjena, to cał­

nej wody"(w. 2.3, s. 1). Nastąpiło tu znamienne przekrę­
cenie przysłowia, b o w i e m w oryginalnej wersji to prze­

(w. 2 . 1 , s. 2 ) .

cież diabeł b o i się święconej wody, a nie Z y d . Poza t y m
akurat w judaizmie woda ma bardzo istotne znaczenie

76-letnia kobieta z Przylasku wspomina: Było to takie,
to się kołtun nazywało,

bo

drugi

kowicie te wszystkie strupy zeszły do czystej skóry i poka­
zała łudziom

woda,

to chodzili się myć. Ale mi to tam się nie chce wierzyć,

symboliczne i k u l t u r o w e , jest więc wielce prawdopo-

to się uwiło na pół głowy, to tego nie

183

�Karolina Siemion » WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

dobne, że Żydzi przyjeżdżali do źródła w Klimkówce.

pomyśleć, że przyjdzie ktoś' drugi i będzie to pil (...) i po-

N a t o m i a s t w Przylasku, na to samo pytanie, uzyskałami
zgoła inną odpowiedź: Zaraz opowiem pani o Żydach, jak

myślała,

to M a t k a Boska objawiła
pan, a połowę

Połowę łasu miał!

się na pańskim.

Zyd. M a t k a Boska objawiła

a nie na żydowskim.

dówka została uzdrowiono!

(w. 2.2, s. 1).

Symbolika kropli wody

się na pańskim,

Nareszcie jeździł Zyd z Żydówką,

ła chora, nie widziała na oczy, dowiedział

że zrobi drugie źródełko

by­

Szczególnego kulturowego znaczenia nabrały okre­

się o źródle i Ży­

ślenia bardzo małych ilości wody - kropla, k a p k a . . . . jak

Tak Zyd chciał budować

klasz­

zabraknie wody święconej

w domu, to zawsze można

tor, tak klasztor! Bo doznał cudu. A pan ani mu ziemi nie

sąsiada

bo to jest symboliczne

sprzedał,

s. 3 ) . W W i e l k i Piątek rano dolewano do kąpieli tro­

ani budować

nie pozwolił.

1 tak zostało

zbudowa­

li kaplicę i tak zostało do dziś (w. 2 . 1 , s. 3 ) .

kropelkę

pożyczyć,

od

(w. 2.3,

chę wody zaczerpniętej przed świtem, żeby ... zdrowym
być, żeby bulaków

nie było (rozm. 1.19). Jeden tu jeździł

wody ze źródełka łączy sie z jego zniknięciem, wyschnię­

beczką po cudowną

wodę i dziecko kąpali. My to się nawet

ciem lub przeniesieniem się źródła w inne miejsce

śmiali, bo przecież to nawet kropelkę wody wiać i już jest.

Często jednak korzystanie przez Żydów z cudowneji

A on jeździł beczką,

Zniknięcia źródeł

miało i wyzdrowiało

bo to dziecko strupy po sobie

jakieś

(w. 2.3, s. 1).

Objawienia na wodzie

Zdarza się, że woda w źródełku ginie, studnia z po­

mocną wodą wysycha. Tłumaczenie, że żyła wodnai
zmieniła swój bieg, nie przekonuje ludzi, doszukują się:
o n i głębszych przyczyn. Najczęściej znajdują je w czyjejśi
winie, przestępstwie. W o d a przejawia zachowania ludz­

brzmi - kaplica „Objawień M a t k i Boskiej na Wodzie".

kie - gniewa się tak, jak to robi obrażony człowiek. Czę­

Opisy tychże objawień można odnaleźć w kościelnej

Potocznie ludzie mówią - kaplica „Na Wodzie", czy
w skrócie - Kaplica W o d n a , natomiast pełna nazwa

sto okazywało się, że ktoś użył wody do wyleczenia zwie­

„Księdze łask i uzdrowień". Pan Ryszard z Łodzi po trzy­

rzęcia, tymczasem woda tylko dla ludzi była przeznaczo­

dziestu latach postanowił opisać to, czego doświadczył

na. Częste są też opowiadania o Żydach, którzy zbezcze­

w dzieciństwie, będąc na wakacjach w Krasnobrodzie:

ścili cudowną wodę kąpiąc się w niej (Kotula 1974, s.

„... w lipcu 1956 r. pojechałem

84). Tak n p . jak w legendzie o cudownej „Studzionce"

Krasnobrodu

jako 14-letni chłopak

do

(...) wokół kaplicy było zebranych dużo ludzi,

we Wrześni, przejeżdżał tędy handlarz, niechrześcijanin,

zaciekawiony zbliżyłem się do źródła (...) usłyszałem, jak lu­

i zapragnął

cudownej wody uzdrowić swego śle­

dzie mówili o widzeniu na wodzie, więc i ja zacząłem

mu oczy i wówczas

trzeć (...) oczom moim ukazał

za pomocą

pego konia. Przemył

koń

wzrok, ale woda w studzience straciła cudowne

odzyskał\
właściwo­

Pana Jezusa Frasobłiwego

się na kamieniu

(...) była to postać wyraźna,

ści. ( M a l a k 1987, s. 90). Podobne historie można usły­

koniecznego domy słania się kogo przedstawia

szeć dziś na U k r a i n i e : Koło nas je kiemica, to dawno, to'
1 jak ona szia do tej kiemicy, toi

dziewczynkę,

tak ślady robili się na kamieniu (...) 1 ta woda była pomoc­

dy kamień

na, kto byl chory pil, obmywał

Zniknął. Po ponownym

się Matka Boska objawiła.

ludzie zaczęli chudobę...
sprzeciwiła

się i ona pomagała.

A potem

Ślepych koni wiść, napawać.

ta woda, wysechła.

1 się•
1 wtedy nawet wlewali w te

пек przypominał

pa-

wizerunek

grafikę

(...)

(...) ktoś z patrzących

bez

wizerupoprosił

aby weszła do wody i uniosła ten kamyk, kie­
znalazł się nad powierzchnią

wody,

wizerunek

zanurzeniu go w wodzie, znów się

pojawiła postać. W innym miejscu mówiono, że widać M a t ­
kę Boską

Częstochowską.

W podłodze

kaplicy byl

otwór,

ślady, gdzie Matka Boska szła, ak nie pomagało (w. 4-6, s.

spojrzałem przez niego i ujrzałem wizerunek Jasnogórskiej

2). W kronice kościółka św. Krzyża w Klimkówce moż­

Pani na kamieniu... Natomiast pan Władysław twierdzi:

na przeczytać podania, które do dziś są żywe w pamięci

... Matka Boska miała się ponoć objawić,

mieszkańców wsi. Jedna ze staruszek opowiedziała m i

widział (...) ja miałem wtedy osiem czy dziewięć łat, chodzi­

historię, jak to ... Żydzi dowiedzieli się, że to cudowna

wo­

li, baby krzyczeli:

da i chodziłi sie nawet myć (...) no i ta woda wyschła,

tak­

(rozm.

aleja tam nic nie

Oj! Tam, jest! Tam na kamieniu!

1.4). Podobnego

zdania jest pani A n n a :

..."
Ja

że jak teraz jest uliwa i pełno wody najdzie, to za parę mi­

wiem... ludzie to tak mówili, że cud był, że Matka Boska się

nut nie ma nic. 1 ukazała się tam wyżej. No więc tam ludzie

objawiło,

zaczęli chodzić

obserwował,

(...) i ten sąsiad zaniechał

to źródełko,

na jego polu było, deptali mu zasiewy (...) 1 on
Śniło mu się, że jak to źródełko

bo toi
ociemniał.

oczyści, że wzrok dostanie,

oblepiona strasznie samymi
zginęło i

na krzyżu! Ooo! różaniec!",

strupai
objawiło

się tam na dole (...) no bo wie pani, jak ona już tam
szła i była taka obstrupiala,

krzyczeli:

„O babciu!

chodził,
chodziłam,
Matka

mają kształty i takie zardze­

wiałe różne żyłki (...) „Ooo! Matka Boska! Oj! Pan Jezus

Inaczej argumentuje zniknięcie źródełka kobieta ze
Żydówka

ale nic... Ludzie

myki w wodzie to różnorodne

wsi W r o c a n k a . W s p o m i n a opowiadanie swojej m a t k i :
... przyszła

Ksiądz

ale nic tam nie widział (•••) Ja tam

Boska, Matka Boska, tam na wodzie!" ale wie pani, te ka­

no i tak sie stało. (w. 2.3, s. 1).

mi[...J weszła do tego źródła i źródełko

patrzyłam,

że to, ale księża nie potwierdzili.

we­

Eee! ludzie! - myślę, czasem

dzieją się cuda naoczne, ale po co tak zmyślać! Przecie mamy mszę codziennie mamy i codziennie Pana Jezusa w chle­
bie i winie, to po co tu szukać nie wiadomo czego? (rozm.
1.10). Natomiast pani Teresa zgoła inaczej zapatruje się

to św. Rozalia mogła sobie tak

184

�Karolina Siemion * WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

wie,

było idealne, ciągłe, niczym nie zmącone, np. budowa

Matka Boska kocha ubóstwo, a w tej chwili, to tego ubó­

na ten temat, mówi scenicznym szeptem: ... każdy

cetkwi wotywnej w jedną noc, czy tzeźbienie figur przed-

stwa nasze księża nie majo i więc prawdę

sobie mówmy, że:

stawiających świętych z jednego kawałka drewna, i t p .

Boskai

O t o jeden z opisów tej cetemonii: ... w Wielgi Piątek do

dzie­

dziś czerpiemy wodę (...) kiedyś to było ważne, kto pierwszy,

tego ubóstwa nie та! I nie wiem, czy księżom Matka
objawia (...) Matka

Boska się objawia się ubogkm,

ciom, sierotom, wdowom, taka je prawda (...) kiedy byli te:

dziś, to byle do świtu (...) to się nazywało

objawienia, ja miałam szesnaście

woda". Stało się kołem tuż przed dwunastą

objawienia

(...) Codziennie

ślę, może co zobaczę

lat, cały miesiąc były takie:

do kaplicy wstępowałam,

(...) Jeden mężczyzna

Matkę Boske Niepokalaną

z piasku usypaną

my­

czasy stalinowskie,

domu zaniesie, bo to woda od wrzodów. Moje wnuki, to mó­

(...)

koleżan­

wią na to woda święcona

innej'

objawienie

„Rozstrzelajcie!

żywą Matkę Boske.'", po trzech dniach

Jai

i bioro do Lublina (...) dziś trochę

się bierze i dolewa rano w Wielki Piątek do kąpieli, do wan­
ny, przed kościołem.

za to aresztowali, to bylii

a ona powiedziała:

wodę i do

pokazał,

święty Antoni. Cuda te potem minęli i nastąpiło

widziałam

by kto pierwszy zaczerpnie jednym czerpnięciem

mi

ce to objawił się duży czarny krzyż na takich głazach,
główne Matki Bożej, ale Zubową

„nienadpoczęta
wkoło wody, że­

Kiedyś to myło się tą wodą,

rodzice budzili i kazali się myć lodowatą

pamiętam,

wodą - twarz, ręce,
(rozm.

szyję, nogi, żeby zdrowym być, żeby nie było bulaków

1.19). W i a r a w szczegć&gt;lne działanie „wody nienapoczę-

wypuści­

li ją z aresztu... (rozm. 1.20).

tej" było szeroko rozpowszechnione głównie we wschod­
niej Polsce. Była to woda, któtej n i k t jeszcze tego dnia

Woda nienadpoczęta

z krynicy nie czerpał (SSiSL 1999, s. 277), dlatego waż­
ne było, aby nabtać jej zaraz po północy. O wodzie nienapoczętej pisał także Eliade, ptzypisując jej znaczącą

Sakralne, lecznicze i magiczne działanie wody źródla­
nej zwiększa się w określonym czasie, tzn. w okresie wiel­
kanocnym, Bożego Narodzenia, w N o w y Rok, w d n i ui

rolę w większości czarów i zabiegów znachorskich. N i e -

podlegał określonemu

w p e w n y m sensie odtwatza akt stwotzenia. Woda

napoczęta, niesprofanowana, koncentruje w sobie za-

św. Jana, a także w d n i u Trzech Króli. Czas bowiemL
Podstawowe

podziałowi i wartościowaniu.
cyklu rocznegoi

wchłania w siebie chorobę dzięki swojej zdolności asymi-

znaczenie dla zróżnicowania

mial kalendarz solarny, a więc wszelkie przełomowe
ty pozornego ruchu Słońca i związanej

rodkowe i twórcze wartości wody pierwotnej, lecząc,

lowania i rozkładania f o r m istnienia (por. Eliade 1997).

momen­

z nim długości dnia

Woda święcona

i nocy (Tomicki 1981, s. 139). Najważniejsza była W i e l ­
kanoc, związana z wiosennym zrównaniem dnia i nocy,
a także z początkiem cyklu wegetacyjnego w przyrodzie,

Powszechnie uttwaliło się przekonanie, że woda ze

następnie Boże Narodzenie - przesilenie zimowe i N o w y

świętych, c u d o w n y c h źródeł ma taką samą moc sakra-

Rok. Zwyczaje i praktyki, w których istotną rolę odgry­

lizującą jak woda święcona w kościele ptzez księdza

wała woda, często wiązały się z d n i e m św. Jana, 24 V I ,

(Majet-Batanowska 1991, s. 19). Ptzechowuje się ją

d n i e m ptzesilenia letniego i jednocześnie d n i e m prasta­

w specjalnych buteleczkach, aby w razie potrzeby po­

rego k u l t u wody i ognia - Sobótki. Ważnym dniem,

kropić nią chorego, umierającego, czy też d o m , zagro-

a tak naptawdę nocą, jest noc z Wielkiego Czwartku nai
W i e l k i Piątek. Woda tego dnia ma wymiat symboliczny,

dę, pole. Zabieg ten chronił przed wpływami złego, wy­
znaczał granicę, poza którą złe nie miało dostępu. Kie­

a to za sptawą Ostatniej Wieczetzy, kiedy to Jezus umy­

dy pytałam się o różnice pomiędzy wodą cudowną

wa nogi apostołom, aby przekroczyli bramy nieba. Ger­

a święconą, odpowiadano m i , że to jest chyba

lich, opisując obyczaje na Słąsku, przytacza wierzenia l u ­

inaczej, woda święcona

dzi, iż przekroczenie Cedronu przez Pana Jezusa powo­

Wielką

dowało, że woda w rzekach nabierała niezwykłej siły.

czas oni napełniają,

W efekcie chodzono do wody, aby tę moc pozyskać. O t oi

wychodziło

fragment relacji z K a t o w i c : . . . A wszystko bez to, że przecz[
jak Jezusa wiedli na sąd to przez rzeka przechodził, i dez to,

świętego wodą święconą.
wypędzali,

Że to sie dziolo w Wielki Czwartek to tyz ta woda ino w tym

skowa. .. Matka Boska specjalnie ją poświęciła

czasie jest dobro na niekere choróbska

(Gerłich 1995, 170).

Sobotę,

troszeczkę

to jest poprostu ta, którą święcą

to jest normalna woda z kranu, co

na
jakiś

można wziąć z zakrystii. Kiedyś to nie

się z domu zanim się nie zrobiło znaku

krzyża

Bydło jak pierwszy raz na

to też kropili. A woda ze źródełka jest

wiosnę

uzdrowi­

(w. 3 . 1 , s. 9 ) .

Czy ma pani u siebie w d o m u wodę święconą? Woda

W Krasnobrodzie ludzie zbierają się w nocy nad źródeł­

święcona

kiem, kiedyś było w zwyczaju, że ustawiano się w kręgu,

czy trzeba coś poświęcić.

wokół wody i każdy trzymał swój garnuszek w ręku.

umrze (...) Na wsi takie z dawna przyzwyczajenia,

że jak

Z niecierpliwością wyczekiwano północy, wodę należałoi
zaczerpnąć dokładnie o dwunastej, ważne też było, k t oi

się na strych coś tam woziło,

sianem

jako pierwszy w d a n y m roku nabrał wody, bowiem to za­

ra, że woda daje ci bezpieczeństwo,

pewniało m u powodzenie na cały rok. N i e mniej istotne

wszyscy byli zgodni co do tego, że wodę cudowną moż­

było przeświadczenie, aby nabrać wody za jednym razem

na stosować zamiennie ze święconą. Można nią święcić

i jednym zaczerpnięciem donieść do d o m u . Jest to typo­

mieszkanie czy chotego. N i e trzeba wody cudownej

we dla wierzeń ludowych, aby to, co związane z sacrum,

święcić, b o w i e m sama w sobie jest ona święta.

w domu zawsze powinna być, bo czy kto chory,
Bo to jest wieś, to jak ktoś nagle
to ja zawsze przed

kropiła strych, żeby się siano nie zapaliło. Ta woda, ta wia­

185

(w. 2.3, s. 4 ) . Jednak

�Karolina Sienuon • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA
1.6.
1.7.
1.8.
1.9.
1.10.
1.11.
1.12.
1.13.
1.14.
1.15.
1.16.
1.17.
1.18.
1.19.
1.20.
1.21.

Podczas prowadzenia badań udało m i się zauważyć
i w miarę możliwości opisać wiele interesujących zja­
wisk k u l t u r y l u d o w e j .
Reasumując, należy raz jeszcze podkreślić, iż we­
dług wierzeń c u d o w n e źródło pojawia się nagle, w y tryskuje z ziemi za sprawą osoby świętej. Bardzo czę­
sto łączy się to z o b j a w i e n i e m M a t k i Boskiej czy też
i n n e g o świętego, który później staje się p a t r o n e m źró­
dła. To o d niego woda czerpie swoją moc uzdrawiają­
cą, a także o d samego miejsca objawienia i przebywa­
nia świętych czy błogosławionych. M o c ta jest trwała,
chyba że ktoś zbezcześci wodę. Źródlana w o d a oprócz
tego, że leczy, m a c u d o w n e właściwości: zawsze jest
świeża, czysta, k l a r o w n a bez względu na to, jak długo

К, 1. ok. 45, Szur, 11.04.99, K. S.
К, 1. 87, Szur, 11.04.99, K. S.
M , 1. ok. 45, Szur, 11.04.99, K. S.
M , 1. ok. 50, Szur, 11.04.99, K. S.
K, 1.85, Szur, 11.04.99, K . S .
К, 1. ok. 50, H u t k i , 12.04.99, K. S.
К, 1. 52, H u t k i , 12.04.99, K . S .
К, 1. ok. 80, H u t k i , 12.04.99, K. S.
К, 1. ok. 55, H u t k i , 12.04.99, K . S .
M , 1. 80, Kaczórki, 12.04.99, K. S.
К, 1. ok. 50, Grabnik, 13.04.99, K. S.
M , 1. ok. 60, Grabnik, 13.04.99, K. S.
M , 1. ok. 45, Zagóra, 13.04.99, K. S.
К, 1. ok. 80, Majdan Wielki, 13.04.99, K. S.
К, 1. ok. 65, Krasnobród, 13.04-99, K. S.
M , I. ok. 60, Krasnobród, 13.04-99, K. S.

Wywiady:
2.1
К, 1. 76, Przylasek, 28.09.99, K. S.
2.2
К, 1. 63, Wrocanka, 30.09.99, K. S.
2.3
К, 1. 81, Klimkówka, 30.09.99, K. S.
3.1
К, 1. 66, Gietrzwałd, 12.11.99, K. S.
К, 1. 65, Dębowiec, 04-11.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.1
К, 1. 70, Hyżne, 15.06.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.2
К, 1. 60, Hyżne, 15.06.99, wywiad Marty Swierczewskiej
4.3
К, 1. 87, Niwiska, 12.11.99, wywiad Joanny Flasińskiej
4.4
К, 1. 8 1 , Oleszkowcc, Ukraina, 07.11.99, wywiad Karola
4.5
Kurowskiego
4.6
К, 1. 81, Oleszkowcc, Ukraina, 10.11.99, wywiad Karola
Kurowskiego

się j ą przechowuje. Jeśli człowiek chce zostać uzdro­
wiony, musi w to bardzo gorąco wierzyć, jest to w a r u ­
n e k konieczny, podkreślany przez wszystkich m o i c h
respondentów. N i e sama w o d a leczy, ale właśnie w i a ­
ra w jej uzdrawiającą m o c . Sakralne, lecznicze i ma­
giczne działanie w o d y źródlanej zwiększa się w o k r e ­
ślonym czasie, przede wszystkim w okresie w i e l k a n o c ­
n y m - ważnym d n i e m jest W i e l k i Piątek. D o dziś
w niektórych rejonach Polski p r a k t y k o w a n y jest zwy­
czaj czerpania wody ze źródła o północy lub przed świ­
t e m . Jest to tzw. w o d a nienapoczęta, czyli taka, której
n i k t tego d n i a nie czerpał, przez co m a ona szczegól­

Cudowne źródełka

ne właściwości.

w Polsce południowo-wschodniej.

Temat dotyczący cudownej wody jest bardzo szero­
k i , przez co t r u d n o jest zbadać, w tak krótkim czasie
(pół r o k u ) , wszystkie jego aspekty. Dlatego wybrałam
te, któte wydawały m i się najistotniejsze i najciekaw­

Radecznica®

sze, chociaż zdaję sobie sprawę, że można opracować
t e n temat na wiele różnych sposobów. Najlepszym do­
w o d e m na to, jest praca mojej koleżanki -

Zamość

Л

• Krasnobród

/

Marty

Świerczewskiej, z grupy laboratoryjnej „Współczesne
wydarzenia c u d o w n e " . Wszystkich zainteresowanych

Rzeszów
•

odsyłam d o jej pracy o cudownej wodzie. Myślę, iż na­
sze prace, ukazując nieco o d m i e n n e podejście d o te­

Przylasek*

m a t u i i n n y sposób opracowania, wzajemnie bardzo

"Borek Stary
©Hyżne

Krosno
тDębowice*
^, u
^ ^
® Wola Komborska //
• Wrocanka
/
•Dukla m Klimówka

dobrze się uzupełniają.

Przypisy
1

W zapisie 1.1. pierwsza jedynka oznacza, że jest to wywiad
z pierwszego wyjazdu terenowgo, a np. 2.1. będzie oznaczało
drugi wyjazd i t d . Natomiast druga cyfra to kolejny numer wy­
wiadu.

Spis wywiadów i rozmów
Rozmowy: (wszystkie poniższe rozmowy zarcjstrowalam w okolicach
Krasnohrobu), [K = kobieta, M=mężczyzna]
1.1.
1.2.
1.3.
1.4.
1.5.

К, 1. ok. 60,
К, 1. ok. 50,
К, 1. ok. 70,
M , 1. ok. 60,
К, 1. ok. 60,

Bibliografia
B a r d a F.
1949

Domikanówka, 10.04.99, Karolina Siemion
Domikanówka, 10.04.99, K. S.
Klocowka, 10.04.99, K. S.
Niemirówek, 10.04.99, K. S.
Niemirówek, 10.04.99, K. S.

Święta Rozalia. Panna pustelnica, Wrocanka.

Belch M .
1995

Z dziejów sanktuarium w Borku Starym, Tyczyn.

Biegeleisen H .
1929
Lecznictwo ludu polskiego, Kraków.

186

\

•

�Karolina Siemion • WODA CUDOWNA I WODA ZWYCZAJNA

C h e l i n i J., B r a n t h o m m e H .

ks. M a l a k F.

1996

1987

Boże drogi, Warszawa.

C r u z J.
1995

MśR

Cudowne wizerunki N. M. E, Gdańsk.

1998

Czapliński K.
1999

1967

1977

Sacrum, mit, historia, Warszawa.

1994

Sanktuarium Matki Bożej w Gietrzwałdzie,

1994

hosiery do Gietrzwładu, „Studia Warmińskie", t. 14, s. 98-113

ks. R u s e c k i M .

Encyklopedia kościelna, c. 32, Ptock.

Forstner D.

1996

1990

ks. S a t n a W.

Świat symboliki chrześcijańskiej, Warszawa.

Cud w chrześcijaństwie,

G a w e l e k F.

1995

1911

S o s z y ń s k a J.

Palma, jajko i śmigus w praktykach wielkanocnych ludu polskiego,
„Lud", t. 17, s. 15-39

Gerlichowie H . i M . G.

1999

1995

SSiSL

Sacrum, rodzina, tradycja. Świętowanie roku kościelnego w tra­

dycyjnej kulturze plebejsko-miejskiej Górnego Shfska, Katowice.
G o r d o n S.
1998

1999

Maryjnym szlakiem, Tarnów.

H e m k a A . , O l ę d z k i J.
1990

1975

Wrażliwość mirakulama, „Polska Sztuka Ludowa", R. 44,

Opis powiatu jasielskiego, Jasio.

Do Ciebie Matko idziemy. Sanktuaria maryjne w Polsce, Gdańsk.

Słownik stereotypów i symbołi ludowych, ted. J. Bartmiński,

Drzewo życiii. Ludowa wizja świata i człowieka, Warszawa.

T o m i c k i R.

nr 1, s. 8-14
Jackowski A .
1998

1981

Religijność ludowa, [w: ] Etnografia Polski. Przemiany kultury
ludowej, Wrocław, t. 2, s. 29-70

Pielgrzymowanie, Warszawa.

Tylkowa D.

K o p a l i ń s k i W.

1978

1985

Kraków.
Tylkowa D.

Słownik mitów i tradycji kultury, Warszawa.

1983

K o p a l i ń s k i W.
1991

Słownik symboli, Warszawa.

Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc, Kraków,

1998

Lecznicze źródełku w miejscach sakralnych, Kraków. Wiśniewski M .

1912

Lecznicze kąpiele i wody mineralne, Kraków.

W o ź n y J.
1996

Symbolika wody w pradziejach Polski, Bydgoszcz.

ks. Z a l e s k i W.
1989

Majer-Baranowska U.

Rok kościelny, Warszawa.

ZdPtK

Dualizm religijny w ludowych wierzeniach o pochodzeniu wody,

1984

[w: ] Folklor, sacrum, religia, Wroclaw, s. 115-127
M a j e r - B a r a n o w s k a L).
191 1

Rola wody w wierzeniach i praktykach magicznych, „Rocznik

Wiśniewski M .

ks. Kulczycki W.
1932-1960 Kronika Kościółka św. Krzyża, Klimkówka.
v a n der Lee u w G .
1978
Fenomenologia religii, Warszawa.
1995

Zdobywanie i użytkowanie wody na wsiach Beskidu Śląskiego,

Muzeum Etnograficznego w Krakowie", s. 84-89

K o t u l a F.
1974

Lublin,

t. 1, Lublin.
S t e w a t d J.
1993
Woda życia i śmierci, Warszawa.
S w i e y k o w s k i E.
1997
Monografia Dukli, Rzeszów.
T o m i c c y J. i R.

Księga cudów, Watszawa.

ks. Góral K .
1996

Olsztyn,

ks. P i w o w a r s k i W.

Traktat o historii religii. Warszawa.

EK
1913

Ofojuu-ietuu Matki Boskiej UJ Gietrzwałdzie, „Studia Warmińskie",

t. 14, s. 3-35.
ks. R o s l a n J.

Eliade M .
1997

Kultura ludowa Słowian, t. 2

bp O b l ą k J.

Dukla. Sanktuarium św. Jana, Wrocław.

Eliade M .
1995

Miejsca święte Rzeczypospolitej, red. A . Jackowski, Kraków.

Moszyński K.

Sanktuaria w Polsce, Warszawa.

Dukla...
1999

Radiestezja i zdrowie, Tyczyn.

Z dawna Polski tyś Królową. Przewodnik po sanktuariach ma­
ryjnych, Szymanów.

Świętość źródła w polskiej kulturze ludowej, „Twórczość Ludo­
wa", Lublin, t. 2, s. 17-20

187

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6029" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6009">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/80d6d5790ce82adc07cf9cea49955cd7.pdf</src>
        <authentication>c6faa86a81ac4f91878fc634bb941c19</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71949">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71950">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71951">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71952">
                <text>Gurdżijew, Georgij I. (1870-1949)</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71953">
                <text>mistycyzm</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71954">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5869</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71955">
                <text>Co zrobić z Gurdżijewem? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71956">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.163-164</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71957">
                <text>Prokopiuk, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71958">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71959">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71960">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71961">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71962">
                <text>163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

JERZY P R O K O P I U K

W

edług Rudolfa Steinem (1861-1925), chrze­
ścijańskiego ezoteryka, różokrzyżowca i twór­
cy antropozofii, około roku 1840 doszło
w Świecie Duchowym do kolejnej walki między mocami
Chrystusowymi - z Archaniołem Michaelem na czele a siłami demonicznymi, zarówno lucyferycznymi, jak
arymanicznymi, czyli jednostronnie „idealistycznymi”
i równie jednostronnie „materialistycznymi”.
W niedługi czas potem następuje w Europie praw­
dziwy „wysyp” narodzin wybitnych (i mniej wybit­
nych) ezoteryków, którzy w swej duchowej misji - jak
rozumiał to polski inicjowany, antropozof Robert
Walter (1908-31) - zerwali po raz kolejny owoc
z Drzewa Poznania. Mniej więcej w tym samym czasie
wśród dawnych i nowych ezoteryków europejskich od­
była się brzemienna w skutki dysputa: „konserwatyści”
spośród nich głosili dalszą konieczność zachowania za­
sady arcanum (tajemnicy) i niepopularyzowania wie­
dzy duchowej, ciągle jeszcze zwanej tajemną, podczas
gdy ich „liberalni” polemiści uważali, że z zasady tej
należy zrezygnować i wiedzę tę udostępnić wszystkim,
którzy po nią zechcą sięgnąć; „liberałowie” ci argu­
menty swe uzasadniali nadciągającym w XX i XXI
wieku okresem dramatycznych prób, jakie oczekują
ludzkość, a zatem koniecznością oddania jej do dyspo­
zycji wiedzy duchowej jako instrumentu zarówno sa­
moobrony człowieka, jak i jego nieodzownej przemia­
ny. W dyspucie tej, jak już wiemy, zwyciężyli „liberało­
wie” - i wiedza duchowa weszła pod strzechy i do blo­
kowisk, stając się wszakże - jak to ujął C.G. Jung - ra­
tunkiem dla jednych, ale też zgubą dla innych.
Grunt pod tę nową ucztę, na której spożywamy
owoc z Drzewa Poznania, przygotowała niewątpliwie
masoneria okultystyczna już w XVIII wieku (Sweden­
borg, Martinez de Pasqually, Pernety, Willermoz,
St. Martin), później zaś przede wszystkim okultyzm
francuski (Elifas Lévi, Fabre d’Olivet, Saint Yves
d’Alveydre, Mâitre Philippe, Papus) w wieku XIX i na
przełomie XX.
Ale niewątpliwie czołową rolę odegrała tu twórczy­
ni teozofii nowoczesnej Helena Bławacka (1831-91)
wraz ze swymi współpracownikami i następcami
(H.S. Olcott, Annie Besant, W.Q. Judge, William Lead­
beater, Alice Bailey); grono to otworzyło szeroko bra­
my inwazji ezoteryki orientalnej, zwłaszcza indyjskiej,
jaka runęła na Europę i Amerykę, począwszy od koń­
ca XIX wieku. Postacią drugą w kolejności, ale - mo­
im zdaniem - najwybitniejszą, był wspomniany Rudolf
Steiner, który choć przez kilkanaście lat działał w ru­
chu teozoficznym (1902-1912/13), stał się czołowym
reprezentantem ezoteryki chrześcijańskiej. Teraz nad­
chodzi kolej na Georgija Iwanowicza Gurdżijewa
(1873-1949), ezoteryka przybyłego z Kaukazu, inspi­
rującego się m.in. gnozą suficką, czwartym w tym kon­
tekście jest Juliusz Evola (1898-1974), ezoteryk wło­
ski, mistyk faszystowski, głoszący zarówno idee orien-

Co zrobić
z Gurdzijewem?

talnej „metafizyki seksu”, jak i tradycji gibelińskiej.
Ostatnim z nich był Aleister Crowley (1875-1947),
mag „lewej ręki”, prorok eonu Horusa, uważany za sa­
tanistę, wreszcie last but not least, C.G. Jung (1875­
-1961), wielki psycholog głębi, neognostyk i interpre­
tator alchemii; wymieniam go tu poza pierwszą piątką,
gdyż lokuje się on tylko na pograniczu ezoteryki, choć
walnie przyczynił się do jej odrodzenia.
Jakże zróżnicowany to „wachlarz” ezoteryków!1
Hinduizująca Bławacka, chrześcijanin Steiner, późnosuficki Gurdżijew, orientalizujący Evola, neopogański
satanista Crowley, przyznający się do chrześcijaństwa
neognostyk Jung... Spośród nich tylko Steiner pozo­
stał w ramach europejskiej tradycji ezoterycznej (różokrzyżowej), Evola i Jung znaleźli się na jej obrzeżach,
Bławacka opowiedziała się po stronie orientalnych
Mahatmów, Crowley zajął stanowisko zdecydowanie
antychrześcijańskie.
Kim zatem, w tym kontekście, jest Gurdżijew?
Ezoterykiem pierwszej rangi - niewątpliwie. Gnostykiem? Jeśli przez „gnozę” będziemy rozumieli „po­
znawczą penetrację świata duchowego metodami
transracjonalnymi”, niewątpliwie tak. W dużym jed­
nak stopniu był także - gnostycystą, tzn. gnostykiem,
którego światopogląd podzielał szereg wątków z gnostycyzmem antycznym. Gnozę swą (i gnostycyzm)
prezentował wszakże - jeśli chodzi o źródła, na które
się powoływał - odwołując się już to do tajemnego
wywodzącego się jeszcze z Babilonu, bractwa Sarmung, być może kontynuującego arymaniczne trady­
cje ośrodków Gundiszajna (?), już to do tradycji gno­
zy i mistyki islamskiej, sufizmu. (Swych najbardziej
zaawansowanych uczniów miał - jak twierdzi jeden
z proponentów idei i praktyki Gurdżijewa, J.G. Ben­
nett - posyłać do klasztorów sufickich na pograniczu
Iranu i Afganistanu). Gurdżijew z pewnością nie był
ezoterykiem chrześcijańskim, to nie ulega wątpliwo­
ści. (Ut fama fert, był jedynym człowiekiem, którego
Steiner wyrzucił ze swego Goetheanum, siedziby T o ­
warzystwa Antropozoficznego w Szwajcarii). Niewąt­
pliwie był zarówno gnostykiem, jak i - przynajmniej
w pewnej mierze - gnostycystą. Czy jednak można
uznać go za sufiego? Nie - jeśli wierzyć takim sufic-

163

�163-164 Prokopiuk.ps - 8/31/2006 11:21 AM

Jerzy Prokopiuk • CO ZROBIĆ Z GURDŻIJEWEM?

kim mistrzom, jak Hazrat Azad Rasool z tradycji Nakszbandi (urning Toward the Heart), czy Idries Shah,
którzy zdecydowanie odmawiają nu autentycznej
„sufickości”.
Gurdżijew, jak wiadomo, dał początek zróżnicowa­
nemu ezoterycznemu ruchowi, którego czołowymi po­
staciami byli - lub są - tacy ludzie, jak P.D. Uspiensky
(choć tylko do pewnego czasu), Thomas de Hart­
mann, małżeństwo de Salzmannów, Fritz Peters, A.E.
Orage, Kenneth Walker, wspomniany J.G. Bennet,
Louis Pauwels, Henri Tracol, Helen Palmer, by wy­
mienić najważniejszych. (Organizacją czuwającą obok
innych nad spuścizną Gurdżijewa jest np. Gurdjieff So­
ciety z siedzibą w Londynie.) Gurdżijew wywarł wpływ
na takich pisarzy, jak Katherine Mansfield czy J.B.
Priestly, oraz takich ludzi teatru, jak Peter Brook czy
Jerzy Grotowski. Dzięki Grotowskiemu - choć za ży­
cia, jak się zdaje, nie ujawniał swych progurdżijewowskich sympatii - i aktualnemu kierownictwu Ośrodka
Badania Twórczości Jerzego Grotowskiego we Wro­
cławiu, Grzegorzowi Źiółkowskiemi i Jarosławowi Fre­
towi, jak również tłumaczce dzieł Gurdżijewa
i Uspienskiego Magdzie Złotowskiej, nauczanie kau­
kaskiego ezoteryka znalazło przyjęcie także w Polsce.
(Tyle, dla przypomnienia, znanych skądinąd informa­
cji o Gurdżijewie i jego ruchu).
Co jednak z zrobić z Gurdżijewem?
Oto dobry moment - i sposobność - bym mógł wyra­
zić mój własny pogląd na Gurdżijewa i jego nauczanie.
Otóż w moim przekonaniu - powróćmy do począt­
ku moich wywodów - ów akt i proces „ponownego
spożycia owocu z Drzewa Poznania” miał i ma, jak
każdy akt i proces duchowego życia człowieka, dwa
aspekty: jasny i ciemny.
Za jasny jego aspekt uważam - w analogii do pra­
dziejowego, archetypowego Wydarzenia z Raju - po­
znawcze i doświadczalne otwarcie przed Człowiekiem
nowych horyzontów rozwoju. Wydarzenie to - i każ­
de jego powtórzenie - to beata culpa, „błogosławiona
wina”, do której (świadomie) doprowadzili Człowieka
Jahwe i Wąż (Lucyfer); to oni ją spowodowali, tyle że
obarczali nią Człowieka. A błogosławiony charakter
tego wydarzenia polega na wytrąceniu Człowieka
z pozaczasowej stagnacji Raju i „wrzuceniu” go
w świat czasu i przestrzeni, to znaczy daniu mu możli­
wości rozwoju przez nieustanną przemianę. Człowiek
musiał uwolnić się od Boga, by stać się bytem samo­
dzielnym - i w sposób wolny powrócić doń u kresu
czasu. (Dlatego nie ma powrotu do Raju - przed na­
mi jest tylko droga do Nowego Jeruzalem.) A każde
kolejne spożycie owocu z Drzewa Poznania oznacza
zarazem wygnanie z Raju i szansę na rozwój w drodze
do Nowego Jeruzalem. Takie samo - pozytywne znaczenie ma trwający od przeszło stu lat renesans
ezoteryki od najwyższych jej szczytów po popularną
kulturę ruchu Nowej Ery.

A aspekt ciemny? W odrodzeniu ezoteryki widzę
zarówno nurt progresywny - chrześcijański, taki jak
antropozofia, jak i nurt zdecydowanie regresywny,
który proponuje nam „cofnięcie się do Raju”, a jego
przejawami są wszelkiego rodzaju tendencje nawrotu,
czy to do szamanizmu, do ezoteryki orientalnej (taoizmu, hinduizmu czy buddyzmu), czy też do - bliż­
szych Europie - kabały, chasydyzmu czy sufizmu.
Wszystko to są propozycje nie tylko cofnięcia się do
starych form ezoteryki, ale także do form „importo­
wanych” z innych kręgów kulturowo-religijnych.
Przenoszenie tych form na grunt euroaramerykański
spełnia ogólną funkcjonalną definicję zła znaną
w ezoteryce chrześcijańskiej (także w antropozofii):
„Zło - to dobro przeniesione w niewłaściwy czas
i miejsce”. Z tych racji wszystkie te duchowe „towary
importowane” uważam za złe, bo regresywne, prze­
szczepiane tam, gdzie sami ich twórcy ich nie zaini­
cjowali. Oczywiście, ta diagnoza i konstatacja odnosi
się także do nauczania Gurdżijewa.
Wszakże ten ciemny aspekt renesansu ezoteryki
w XX i XXI wieku ma także znaczenie pozytywne.
W skali ogólnej może wywołać wzrost zainteresowania
życiem duchowym en general, w szczególności zaś
wzrost zainteresowania chrześcijańską i europejską
tradycją i praktyką życia duchowego. W skali indywi­
dualnej zaś może wprawdzie cofnąć człowieka do prze­
starzałych form życia duchowego, ale także - w przy­
padku doświadczeń nieudanych - otworzyć mu oczy
na ezoterykę jego własnego obszaru kulturowo-religijnego. (Przypomnijmy tu raz jeszcze cytowane słowa
Junga: „Co jest ratunkiem dla jednych, może być zgu­
bą dla innych”.)
Tak też jest z Gurdżijewem, jego nauczaniem
i praktyką. Któż może - w każdym poszczególnym
przypadku - powiedzieć, dla kogo są ratunkiem, a dla
kogo zgubą? N a to pytanie odpowiedzieć może tylko
sam los danego człowieka. (On sam - nie od razu.)
„Po owocach poznacie ich”.
Gurdżijew zatem - i jemu podobne propozycje - to
malum necessarium? Tak. Pamiętajmy jednak tao­
istyczny obraz taj-aitu; także w ciemnym jin znajduje
się jasna kropka jang. Wszakże ze złem nie należy
walczyć. Zło trzeba przemieniać. Aby je przemienić,
trzeba najpierw uznać sens i rację jego istnienia. Po­
tem je poznać. (To kościelna mentalność średnio­
wieczna zachowała po dziś dzień animalną reakcję na
zło - fight or flight - zwalcza je lub przed nim ucieka.)
Zło to nie tylko malum, lecz także coś koniecznego necessarium. (Bóg je zaplanował - bo przecież nie wy­
mknęło się spod Jego kontroli? - i ma ono swe miejsce
w ekonomii naszego kosmosu.)
Nie walczmy więc z Gurdżijewem i przed nim nie
uciekajmy. Poznajmy go. Welcome, Mr. Gurdjieff.

164

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6028" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6008">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/07053045ec9e5c95a56ad9b1aee678a2.pdf</src>
        <authentication>beff369b0e1a31c6ec6cc3a5a1315333</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71936">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6291</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71937">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71938">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71939">
                <text>recenzje</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5868</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71941">
                <text>Listy Panka i Gielniaka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71942">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.162</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71943">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71944">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71945">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71946">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71947">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71948">
                <text>162 Jackowski2.ps - 8/31/2006 11:17 AM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Piękno, świat w którym człowiek jest drugiemu
bratem. Taka oaza. Ewa Garztecka pisze śliczny list do
Panka, zachęcając go do wizyty w Bukowcu. Panek jedzie i zaczyna się przyjaźń, niezwykła, męska. Gielniak
ma obok żonę, rodzinę. O tym się nie mówi, ale dla
niego to strasznie ważne. Cicha dobroć.
Gielniak, z całą naiwnością francuskiego członka
Partii Komunistycznej, pisze do naszego Ministerstwa
Kultury z prośbą o pomoc. Nie ma ukończonych stu­
diów plastycznych. I co? Urzędnik prosi prof. Dawskiego, rektora Akademii we Wrocławiu o zajęcie się
chłopcem. Ten sprawy nie lekceważy, jedzie do Bukow­
ca - i zaczyna się przyjaźń starego mistrza z młodym
o jest moja ukochana książka. Gruba, ciężka,
człowiekiem, który już wkrótce zafascynuje go swymi
ale kiedy tylko mogę zaglądam do niej. Jest nie­ pracami. Nietypowy urzędnik, nietypowy rektor. Każda
zwykła, jakby ponad brudem życia, w którym
strona tej księgi jest piękna, ważna. Biblioteka Naro­
tkwimy. Samo dobro, piękno. Już jej bohaterowie, dowa
nie dołożyła starań, by wydano ją ze szczególną sta­
rannością. Trudna i ważna architektura książki jest
wiem czy najlepsi w Polsce czy Europie, ale dla mnie
dziełem Michała Piekarskiego. Niestety, nie zawsze
od lat najważniejsi. Ich sztuka jest ponadczasowa,
u Panka zredukowana do tego, co najważniejsze, do
udanym. Męczy zderzanie kilków krojów czcionek na
sedna, do konturu, jakże wyrazistego; u Gielniaka do
jednej stronie. Opracowanie, to żmudna, troskliwa
praca Elżbiety Dzikowskiej i, jak zawsze znakomitej
opowieści o życiu, śmierci, ale wyrażonej w jego tylko
języku, ponad czasem i przestrzenią.
Wiesławy Wierzchowskiej. Celne są komentarze, ma­
Linoryty Gielniaka, cierpliwie dłubane, stają się
teriał uzupełniający, przypisy i nawet szczegółowy opis
kosmosem, niebem i ziemią. Każdy tworzony tak, jak­ listów (łącznie z kolorem koperty, pisma), co już jest
by był ostatnim. Świat Gielniaka, sanatorium w Bu­ wydawniczym ewenementem.
kowcu, gdzie lekarze dokonywali cudów, by żył, on,
Nie umiem pisać o tej książce inaczej jak z podzi­
już tak przeżarty gruźlicą, że zdawało się, że nie ma
wem i... miłością. Jest tak piękna i mądra, że już nie
mięśni i kości. Cudowna przyjaźń dwóch artystów, ze­ wiem gdzie ją postawić w bibliotece. Obok dzieł z hi­
wnętrznie całkowicie różnych od siebie.
storii sztuki, Vasariego? Irvinga Stone'a?... ale też bli­
Panek, o grubych rysach, chłopskiej twarzy, po­ sko Ewangelii.
godny i Gielniak, skóra i kości, subtelna twarz o nie­
zwykłym uroku. Jeden z kultury wódki, drugi połu­ Panek, Gielniak. Zycie, przyjaźń, sztuka. Korespondencja 1962-1972;
opracowały Elżbieta Dzikowska, Wiesława Wierzchowska, Bibliote­
dniowego wina.
ka Narodowa, Warszawa 2005.
Ich listy są mądre, przejmujące, więcej w nich prawdy
Architektura książki - Michał Piekarski
o sztuce niż w wielu naukowych traktatach. Co jest tam
niezwykłego - dobroć. Naturalna, nigdzie nie nazwana.
I sztuka, niezależna, daleka od jakiejkolwiek kwalifikacji.

Listy Panka i Gielniaka

T

162

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6027" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6007">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/32010d7ad6457dfec349372292aafec1.pdf</src>
        <authentication>c0f0b2a4573e15bce4b5eed4a39734b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71923">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71924">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71925">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71926">
                <text>teatr</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71927">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71928">
                <text>"Ożywianie" obrazu jako metoda tworzenia dzieła teatralnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71929">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.136-140</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71930">
                <text>Rożalski, Maciej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71931">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71932">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71933">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71934">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71935">
                <text>136-140 Rozalski.ps

8/31/2006 10:22 AM

MACIEJ RÓŻALS KI

„Ożywianie” obrazu
jako metoda tworzenia
dzieła teatralnego*

T

ekst porusza problem użycia niektórych wąt­
ków ikonograficznych kultury starogreckiej ja­
ko materiału inspirującego proces tworzenia
widowiska teatralnego. Jest próbą odpowiedzi na pyta­
nie, czy i na jakiej zasadzie możliwy jest proces „oży­
wiania” dzieła sztuki za pomocą przenoszenia jego we­
wnętrznych sensów jako środków inspirujących nowy
akt twórczy. N a podstawie wybranych przykładów starogreckiej sztuki wazowej oraz wybranych tekstów ba­
daczy greckiej kultury mam zamiar ukazać proces hermeneutycznej interpretacji, który posłużył jako wyj­
ściowy materiał do pracy w ramach działań artystycz­
nych Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”.
N a ile takie typowe dla „Gardzienic” działanie jest
twórcze artystycznie i w jak dużym stopniu stanowi
nadużycie interpretacyjne, chcę rozważyć na przykła­
dzie jednego z przedmiotów znajdujących się w Museo
Archeologico we Florencji, starogreckiej wazy
François. Eksponat ten ma 66 cm wysokości i 57 cm
średnicy. Został stworzony prawdopodobnie przez ma­
larza wazowego Kleitiasa pomiędzy 570 a 560 r. p.n.e.
jako mieszalnik do wina używanego podczas greckich
sympozjonów. Nazwę zawdzięcza natomiast nazwisku
swojego współczesnego znalazcy, Alessandro François,
który odkrył ją ponownie dla świata w połowie XIX
wieku. N a wazie przedstawiono większość scen mi­
tycznych składających się na zespół wyobrażeń religij­
nych starożytnych Greków. Dzięki olbrzymiej ilości
informacji dostarczanych współczesnym badaczom
jest ona jednym z najbardziej cenionych znalezisk
sztuki starogreckiej.

*

Założony i kierowany przez Włodzimierza Staniewskiego zespół Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice” w zasadzie od początków swojego ist­
nienia ukierunkowany był i jest w swojej pracy arty­
stycznej na łączenie współczesnego teatru z elementa­
mi dawnej kultury i sztuki. Od pewnego czasu także
waza François stała się obiektem zainteresowań arty­
stycznych zespołu Gardzienice. Ze względu na różno­
rodność oraz wielość przedstawionych na niej scen
mitycznych mogących stanowić potencjalny materiał
do pracy scenicznej jest w tej chwili jednym z głów­
nych motywów, jak by to można nazwać, „artystyczno-hermeneutycznych” poszukiwań zespołu i studen­
tów funkcjonującej w Gardzienicach Akademii Prak­
tyk Teatralnych. Taka charakterystyczna dla Gardzienic metoda pracy artystycznej opiera się w dużej
mierze na poszukiwaniu inspiracji twórczych w trady­
cyjnych obrzędach, które dyrektor Ośrodka Praktyk
Teatralnych „Gardzienice” Włodzimierz Staniewski
nazywa kulturą żywą, oraz zabytkowych reliktach mi­
nionych kultur. W zasadzie każdy z przygotowywa­
nych w ciągu 25 lat istnienia zespołu spektakli bazo­
wał na takim materiale osadzonym w kulturze, sztuce
oraz obrzędowości zarówno społeczności dawnych,
jak i współczesnych, w których kultura minionych
epok miała szansę przetrwać.
W tym tekście skupimy się głównie na materiale
wizualnym, gdyż centralnym dla mnie tematem jest
proces, który nazwałem już wcześniej „ożywieniem”
obrazu, czyli przełożeniem sensów zawartych we frag­
mencie malowidła lub rzeźby starogreckiej na scenę
teatralną w formie żywej i dynamicznej. Poza tym na­
leży także podkreślić, że działalność zespołu gardzienickiego skupia się ostatnio w dużej mierze na pracy
z zabytkowymi obiektami kultur starożytnych. Mniej
uwagi poświęca się na dzień dzisiejszy żywym rytuałom
kultury ludowej, poszukując inspiracji bardziej w ob­
szarze przedmiotów, malowideł i tekstów antyku. Gro­
madzony materiał muzyczny, tekstowy i graficzny słu­
ży za punkt wyjścia, jako swoisty tekst kultury, służy

Tekst powstał podczas przygotowywania przez Akademię Prak­
tyk Teatralnych „Gardzienice” pokazu teatralnego inspirowa­
nego starogrecką ikonografią wazową. W 2005 roku aktorzy te­
atru „Gardzienice” Mariusz Gołaj i Joanna Holcgreber zapropo­
nowali studentom Akademii pracę nad ikonografią wazową,
która miała zostać przeniesiona na scenę dzięki użyciu warszta­
tu teatralnego wypracowanego przez gardzienicki zespół. Jed­
nym z początkowych elementów pracy był cykl spotkań teore­
tycznych, podczas, których analizowano treści poszczególnych
malowidłach wazowych. Tekst „Ożywianie” obrazu... jest pod­
sumowaniem niektórych problemów i przemyśleń, które poja­
wiły się w ramach spotkań seminaryjnych w Gardzienicach.

Waza François - archiwum Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice”

136

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Różalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

jako inspiracja twórcza, na podstawie której możliwe
jest już działanie teatralne. Proces artystycznej inter­
pretacji polega głównie na próbie możliwie wiernego
wychwycenia i oddania za pomocą teatralnych środ­
ków artystycznego wyrazu sensu antycznego malowi­
dła, rzeźby lub utworu muzycznego.
Dokładne odwzorowanie nie jest oczywiście moż­
liwe i zarzut o pewne nadużycia interpretacyjne jest
często podnoszony. Tadeusz Kornaś pisze o ekspery­
mentach muzycznych Staniewskiego: „Sięgnięcie do
muzyki antyku wymagało od Staniewskiego i jego ze­
społu nie lada... tupetu. Ocalały bowiem tylko skraw­
ki zapisów na papirusach czy stelach, zaś ich odczyta­
nie i wykonywanie każdorazowo wzbudzało w świecie
naukowym gorące dyskusje”.1
Wydaje się jednak, że nie dokładne odwzorowanie
jest celem Włodzimierza Staniewskiego i jego współ­
pracowników. Możliwie dokładna i możliwie jak naj­
bardziej uprawomocniona interpretacja dzieła, które­
go przecież część sensów została bezpowrotnie utraco­
na i uniemożliwia odtworzenie pełni znaczeń zawar­
tych w konkretnym malowidle wazowym lub fragmen­
cie muzycznym, jest tylko warunkiem koniecznym dla
szerzej pojętego zamierzenia, jakim jest włączenie do
współczesnej kultury i swoiste ożywienie porozbija­
nych fragmentów przeszłości na warunkach autono­
micznie funkcjonujących środków artystycznego wy­
razu: „Stare pieśni stwarzały ruch, ekspresję aktorską,
określoną artykulację, wręcz całe sceny, ale i odwrot­
nie - wymogi dramaturgiczne oddziaływały na sposób
wykonywania pieśni. Staniewski nie jest purystą. Za­
mierzał stworzyć spektakl, a nie muzeum pieśni”.2
Należy także pamiętać, że włączenie w proces hermeneutycznych poszukiwań zabiegów artystycznych
pozwala na stworzenie nowego kontekstu odczytywa­
nia dawnej sztuki. Rodzaj skupienia związany z działa­
niem artystycznym musi doprowadzić do innych efek­
tów niż tylko sama sucha ocena przeprowadzana za
pomocą narzędzi naukowych. Działanie tego typu po­
zwala na powtórne włączenie zamkniętego w gablocie
fragmentu przeszłości w proces twórczy, dziejący się tu
i teraz. Metoda stosowana przez Gardzienice pozwala
na osiągnięcie jedynej w swoim rodzaju jakości proce­
su twórczego, daje niesłychany efekt, jakim jest obco­
wanie z tylko częściowo, ale jednak odtworzoną prze­

szłością. W ten sposób powstaje owa szczególna mo­
zaika poskładana z fragmentów, porozbijanych kawał­
ków przeszłości służących jako budulec dla jak najbar­
dziej współczesnego dzieła artystycznego. Nie chodzi
przy tym o stworzenie tak modnego dzisiaj utworu po­
sługującego się cytatem, czy może wręcz używającego
samodystansujacego się zespołu cytatów jako głównej
zasady wypowiedzi artystycznej. Wręcz odwrotnie, za­
mierzenie „Gardzienic” jest fenomenologiczne tak jak
fenomenologię rozumiał Gerardus Van Der Leeuw,
w sensie poszukiwania tego, co żywe i znaczące, tego,
co daje się wyrwać przeszłości jako wspólne fragmenty
kultury3. Tak budowany „wehikuł teatralny” ma po­
zwolić już nie na zdystansowane ślizganie się po po­
wierzchniach znaczeń i samonapędzającą się grę inte­
lektualną, ale na pełną zaangażowania i wymagającą
odwagi podróż w głąb symboli określających ontologiczny i kulturowy sens istoty ludzkiej.
Gardzienice od początku istnienia budowały swoją
pracę artystyczną na fundamentach muzyki i muzycz­
ności. To muzyka była głównym elementem urucha­
miającym przestrzeń teatralną. Od jakiegoś czasu
twórca i reżyser gardzienickiego teatru Włodzimierz
Staniewski próbuje jednak przekształcać swoje począt­
kowe założenie. Zaczynając pracę nad spektaklem
Elektra, zaczął poszukiwać nowego środka artystyczne­
go wyrazu. Odwołując się do jednej ze starogreckich
technik konstruowania dzieła scenicznego nazywane­
go cheironomią, postanowił integralnie złączyć wypo­
wiadane na scenie słowo komentującym je i podkre­
ślającym jego sens gestem. Tadeusz Kornaś podkreśla,
że „już w Metamorfozach praca nad gestem wziętym
z przekazów na antycznych wazach i innych świadec­
twach ikonicznych miała duże znaczenie”.4 Staniewski
twierdzi, iż greccy aktorzy wypowiadając na scenie sło­
wa dramatu, posługiwali się także sformalizowanym
zespołem gestów, który ściśle był sprzęgnięty ze struk­
turą języka: „Uważam, że dopiero wtedy, gdy słowo
jest organicznie związane z przekazem gestu, tonu,
muzyki - w pełni jawi swoją treść. Myślę, że nadcho­
dzi czas, by słowu dramatu klasycznego został przywró­
cony cały jego organiczny kształt, łącznie z warstwą
brzmieniową, muzyczną i gestem”.5
Tym samym, jak to ujął w rozmowie prof. Leszek
Kolankiewicz, dochodzi w najnowszym spektaklu Gar-

Waza François, dolny fragment - archiwum Ośrodka
Praktyk Teatralnych „Gardzienice”

Waza François, dolny fragment- archiwum Ośrodka
Praktyk Teatralnych „Gardzienice”

137

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Różalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

dzienic Elektra do głębokiej semiotycznej pracy nad
strukturą znaku. Uważam, jak Kolankiewicz, że rozwa­
żając strukturę spektaklu, dochodzi się do pytań
0 istotę znaku. Wypadałoby się więc zastanowić, czy
istotna jest tylko jego część graficzna, wizualna oraz
to, co zostaje przez znak oznaczone. Czy ten proces deskrypcji, przynajmniej w przypadku dzieła sceniczne­
go, nie jest integralnie związany z tym, w jakiej tonacji
1 rytmie zostanie przekazany jego wizualna forma
sądzę, że jest nierozdzielnie związana z cielesnością ak­
tora, jego oddechem, kształtem rąk, przeżywanym
wzruszeniem. Znaczyłoby to, że znaki ożywają tylko
dzięki ciału przekazującej je postaci scenicznej, a pro­
ces deskrypcji nie jest do końca możliwy bez swojego
cielesnego, „przeżyciowego” rozwinięcia.
Kontynuacją idei scenicznego „ożywiania” znaków
była praca nad pokazem teatralnym studentów A ka­
demii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Inspiracją
do prowadzonej pod kierownictwem aktorów Gardzienic Joanny Holcgreber i Mariusza Gołaja pracy stu­
dentów była wspomniana już waza François. Przygoto­
wanie przez Akademię pokazu teatralnego związanego
z kulturą antyczną poprzedził cykl wykładów i dysku­
sji poświęconych malarstwu wazowemu. W ramach
tych wstępnych spotkań grupa skupiała się głównie na
interpretacji malowideł wazowych i szukaniu możli­
wości jej scenicznego rozwinięcia. Kluczem dla tych
działań była przede wszystkim zaproponowana przez
Gołaja i Holcgreber metoda pracy, którą ci aktorzy
wypracowywali przez lata swojej działalności w Gardzienicach. Mając szczęście uczestniczyć w tych dzia­
łaniach, skupiłem się na jednej z przedstawionych na
wazie sytuacji. Chodzi tutaj o dolną część wazy
z przedstawioną na niej mityczną sceną walki Pigme­
jów z żurawiami. Dotychczas scena ta była traktowana
jako forma ozdobnika dla przedstawianych powyżej
istotnych wydarzeń z mitologii greckiej, nawiązujące­
go do fragmentu Homerowej Iliady, w którym walka
Greków z Trojanami ukazywana jest jako starcie żura­
wi i Pigmejów. Homer komentuje tę scenę, stwierdza­
jąc, że istoty zwane Pigmejami naprawdę żyją w pół­
nocnej Afryce. Ich naturalnym wrogiem są właśnie żu­
rawie, które «uciekając przed zimą» nadlatują nad
osady Pigmejów i dokonują swoistej ptasiej inwazji na
terytorium tych niewielkich istot. Odpowiedź pozor­
nie łatwa i klarowna. Niepokojąca jest jednak ta ła­
twość interpretacji, rodzajowość sceny nieprzystająca
do tematyki powyżej niej na wazie rozgrywających się,
centralnych przecież dla wierzeń greckich scen mi­
tycznych, takich jak zaślubiny Peleusa i Tetydy, polo­
wanie na dzika kaledońskiego, życia i śmierci Achille­
sa, czy w końcu przypowieści o wygnaniu i powrocie
Hefajstosa na Olimp. W świetle powyższego niewy­
starczająca wydaje się opinia, że scena u dołu wazy jest
tylko rodzajem ozdoby, ornamentu, zdobiącego to
dzieło wazowej sztuki starogreckiej, nazywanej prze­

cież przez niektórych badaczy mitologiczną biblią an­
tycznej Grecji.6
Dlaczego autor wazy, zamiast rozbudować ikono­
graficznie już przedstawione wydarzenia, albo też za­
mieścić jakieś nowe wątki powiązane z historią mitycz­
ną, poświęcił duży fragment dzieła na nic nieznaczący
ozdobnik związany właśnie z walką Pigmejów i żurawi?
Oczywiście można odpowiedzieć, że w obrębie starogreckich malowideł wazowych typowe były motywy
ozdobne.7 Pojawia się jednak kilka wątpliwości, za­
równo przy dokładniejszej analizie scen z wazy, jak
i w świetle badań nad starogreckimi misteriami, łączą­
cymi wprost przedstawienia Pigmejów z postaciami
misteryjnych bóstw Kabirów.8 Wydaje się, że możliwa
jest interpretacja, według której scena przedstawiona
na dolnej części wazy nawiązuje do starogreckich mi­
steriów Kabirów. Żeby rozwinąć taką hipotezę, nie­
zbędnych jest jednak kilka słów o samych misteriach.
O misteriach Kabirów jako pierwszy wspomina
w swoich Dziejach Herodot.9 Występowały one głównie
w rejonach północnej Grecji wraz z centralną dla tego
kultu wyspą Samotraką. Dużym ośrodkiem misteryjnym były także Teby. Niestety, o części kultu rozwijają­
cego się na Samotrace niewiele wiadomo, dlatego też
Karl Kerenyi w swoim niewielkim opracowaniu o mi­
steriach Kabirów10 skupia się głównie na tebańskiej czę­
ści kultu. Dla naszych rozważań istotnych będzie kilka
poruszanych przez Kerenyiego kwestii odnośnie do sa­
mego przypuszczalnego sensu misteriów. W moich roz­
ważaniach będę także posiłkował się wywodami Alber­
ta Schachtera poświęconymi tebańskim misteriom. Nie
będę próbował odtworzyć całości rozważań obydwu au­
torów. Mam zamiar opisać tylko kilka najważniejszych
dla naszego tematu motywów, w razie wątpliwości od­
syłając do wymienianych tekstów.
Zdaniem Kerenyiego wysoce prawdopodobny jest
integralny związek bogini Demeter z misteriami Kabirów. Autor pisze: „Demeter, występującą tu w powią­
zaniu z Kabirami i zwaną Kabeiria albo po prostu
«Matka», należy uważać za fundatorkę misteriów Ka­
birów”.11 Autor wyprowadza powyższy wniosek zarów­
no na podstawie tekstu greckiego podróżnika Pauzaniasza: „Tylko ktoś wtajemniczony może do niego
wejść [gaju poświęconego Demeter i Kore - przyp. au­
tora]. Około siedmiu stadiów od tego gaju znajduje się
sanktuarium Kabirów. O tym, kim byli Kabirowie i ja­
kiej natury były poświęcone im oraz matce obrzędy,
zamilczę”,12 jak i analizy imion wymienianych przez
Pauzaniasza w ramach mitycznej historii odtworzenia
sanktuarium w Tebach. O greckich misteriach nie
można było pisać wprost, toteż autorzy bardzo często
zmieniali imiona i fakty, ukrywając rzeczywistość mi­
steriów w odnoszących się do mitów wymyślonych hi­
storiach. Wydaje się, że tak właśnie jest w przypadku
opisywanej przez Pauzaniasza historii odtworzenia mi­
steriów tebańskich przez kobietę imieniem Pelarge.

138

�136-140 Rozalski.ps

8/31/2006 10:22 AM

M aciej Rożalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

Kerényi analizując to imię, wiąże je z postacią bogini
Demeter dzięki pochodzeniu kobiety z miasta poświę­
conego Demeter, ale przede wszystkim przez znaczenie
słowa pelarge - bocianica. Kerényi dowodzi związków
„bocianicy” z Demeter: „Opowieść o Pelarge i sceny
z ptakami błotnymi na wazach z kabirionu sytuują się
na jednej płaszczyźnie”.13
Co dla nas bardzo istotne, w poczet ptaków powią­
zanych z żywiołem Demeter zostaje zaliczony także żu­
raw: „...jest całkiem chyba jasne dla wtajemniczonych
określenie tejże boskiej matki, założycielki misterium
Kabirów koło Teb, mianem «Bocianicy», wskazujące
na grupę ptaków długonogich obok wzmiankowanej
wyżej grupy krótkonogiej. Bocian, czapla i żuraw wy­
stępują więc razem tak samo jak łabędź, gęś i kaczka,
i na malowidłach wazowych rzadko bywają odróżnia­
ne od siebie dokładniejszym rysunkiem”.14 W świetle
powyższych rozważań i związków Kabirów ze sceną
z Wazy François kluczowe zdają się wypowiedzi
Schachtera co do tematyki odnalezionych w tebańskim sanktuarium malowideł wazowych. Autor pisze:
„Obok scen bezpośrednio związanych z kultem daje
się zidentyfikować szereg innych tematów: symposia,
sceny konwencjonalnych historii (jak np. Odyseja, bi­
twa żurawi i Pigmejów, Kadmos), atletyka, łowiectwo.
Wiele osób na tych malowidłach zostaje przedstawio­
nych groteskowo, albo jako Pigmeje...” i dalej: „To, co
wyróżnia się w przedstawieniach Kabirionu, to częste
użycie aspektu pigmeidalnego, który musi być odbi­
ciem Kultu Kabirów”.15
Pojawia się tu więc bezpośredni związek pomiędzy
grupą określaną jako Pigmeje i żurawiami. Mało tego
- autor wspomina o bezpośrednich odniesieniach do
tematów przedstawianych w Odysei. Jeszcze dalej idzie
w swoich rozważaniach Kerényi, kiedy pisze: „Do dru­
giej, baśniowo rodzajowej grupy malowideł należą
przede wszystkim przedstawienia bajecznego ludu Pig­
mejów z żurawiami. W wizerunkach śmiesznych, fallicznych karzełków, Pigmejów, oraz majestatycznych,

Waza François - archiwum Ośrodka Praktyk Teatralnych
„Gardzienice”

potężnych ptaków niebieskich - żurawi, ukazane jest
tutaj aluzyjnie przeciwieństwo między podlegającą ini­
cjacji męskością i udzielającą tej inicjacji żeńskością,
przeciwieństwo, które w tych misteriach zdaje się grać
zasadniczą rolę”.16
Zostaje tu więc zarysowana opozycja pomiędzy do­
stojnymi ptakami Demeter i groteskowymi Pigmejami
Kabiroi. Żeby jasne jednak były powody takiej opozy­
cji, wypadałoby jeszcze wspomnieć kilka słów o tożsa­
mości owych Kabiroi. Kłopot w tym, że niewiele o nich
wiadomo. W swoich rozważaniach Kerényi analizuje
kilka mitów z rejonu Samotraki odnośnie do Kabirów.
Z pewnością byli oni „bóstwami misteryjnymi par exellance, i jest to jedyne bardziej ogólne określenie, jakie
dopuszcza tradycyjny przekaz”.17 Wedle analiz Kerényiego były to także bóstwa, w których etos wpisana była
pierwotna zbrodnia, poza tym ich domeną była chtoniczność i częściowo także aspekt tytaniczny.
„Cechą prawdziwie upiorną istot boskich, takich
jak Kabirowie, jest, gdy - by użyć wyrażenia z Upaniszad - jawią się one jako ‘mniejsze od najmniejszych
i większe od największych’. W tak właśnie brzmiącej
inskrypcji z Imbros, pośród Kabirów wymieniającej
imiona wielkich tytanów - Kojosa, Kriosa, Hyperiona,
Japetosa, Kronosa - wspomina się także o Patajkach,
czyli karłach (...) już wcześniej Kabirowie uchodzili za­
równo za tytanów, jak i za karłów. Wiemy już, że byli
również winnymi występku: ich bratobójstwo ma cha­
rakter nie mniej tytaniczny niż zamordowanie przez
tytanów Dionizosa”.18 Kerényi tłumaczy także powód
przedstawiania Kabirów jako istot pigmejowatych
przez ich komiczną sprośność i zarazem bezbronność,
dzikość i groteskowość, która może mimo swej śmiesz­
ności stawać się śmiercionośna. Właśnie w tej dwo­
istości pierwiastka męskiego autor doszukuje się głę­
bokiego sensu misteriów. „Kabirowie, pierwowzory
podlegających inicjacji mężczyzn, mieli w sobie rów­
nież - jak wszyscy wojownicy - coś morderczego, co
należało odpokutować. Ale byli też zarazem duchami
życia, które (...) dmuchały wiatrami odżywiającymi
duszę”.19
Poruszając temat związków Pigmejów z tytanami,
wypadałoby jeszcze wspomnieć o wątku pobocznym,
który jednak otwiera pole fascynujących rozważań
o samej wazie François, a który zarazem dodatkowo
uprawomocnia związki przedstawionych na niej scen
z mitycznymi Kabirami. Cytując bowiem jeszcze raz
Kerényiego, dowiadujemy się, że: „Aitnajos, ‘Etnejczyk’ to bardzo przejrzysty kryptonim Hefajstosa, bo­
ga ognia i kowalstwa, którego przynależność do bo­
skich Kabirów tym się również wyraża, że ongiś zwa­
no ich właśnie ‘Hefajstosami’”.20 Biorąc pod uwagę
także inne źródła stwierdzające, że Kabirowie byli
uważani za podwładnych Hefajstosa, odpowiedzialny­
mi za bardziej poślednie domeny jego rzemiosła, jak
metalurgia i właśnie sztuka wazowa, rodzi się ciekawy

139

�136-140 Rozalski.ps - 8/31/2006 10:22 AM

M a a e j Rożalski • „OŻYWIANIE” OBRAZU

kontekst interpretacyjny samej historii powrotu He­
fajstosa na Olimp, która jest jednym z głównych te­
matów ikonicznej narracji przedstawionej na wazie.
Po pierwsze, Hefajstos i Kabirowie przedstawieni na
tej samej wazie przywodzą na myśl swoisty autotematyzm, który mógł być ukrytym celem twórcy wazy,
Klejtiasa. Zdawałoby się to przypuszczenie potwier­
dzać dyskretne rozmieszczenie niewielkich waz w róż­
nych częściach przedstawionej historii. Poza tym na­
leży pamiętać, że pozostający w relacji z Kabirami
z dolnej części malowidła Hefajstos bierze znaczący
udział w rozgrywającej się na wazie historii. Ukazuje
ona wybawianego ze swojej mrocznej egzystencji i wy­
noszonego ku życiu niebiańskiemu boga. Być może
także tutaj dałoby się odnaleźć ślady misteryjnego mi­
tu związanego z kultem Kabirów, w którym mężczy­
zna doznaje jakościowej zmiany swojej egzystencji.
Ciekawy jest w tym świetle fakt, że za „uwznioślenie”
Hefajstosa odpowiedzialny jest Dionizos, który zdaje
się pełnić znaczącą funkcję w samej strukturze miste­
riów Kabirów, oraz to, że sama waza była stworzona
jako czara do mieszania wina podczas sympozjonów.
Wina, które było przecież domeną Dionizosa.
Kerényi kończy swoje rozważania bardzo poetyc­
kim tekstem: „Przemiana mężczyzny w prawdziwe źró­
dło życia, w służebnika najdelikatniejszej, zalążkowej
formy ludzkiego życia, być może też skonfrontowanie
go z najwcześniejszą, a już na pewno z najprostszą for­
mą człowieczeństwa - oto na czym w świetle przeana­
lizowanej opowieści założycielskiej, mógł bodaj pole­
gać sens misteriów Kabirów”.21 Pozostawiając na boku
kwestię o prawomocności tej ostatecznej tezy Kerényieg,o sądzę, że z dużym prawdopodobieństwem można
przypuszczać, że dolny fragment malowidła z wazy
François nie jest li tylko ozdobą, ale przede wszystkim
jest bezpośrednim nawiązaniem do problematyki mi­
steriów Kabiroi.
Podsumowując rozważania, wypadałoby nawiązać
znowu do twórczości teatralnej Gardzienic. W niniej­
szym tekście chodziło głównie o ukazanie pracy hermeneutycznej, która miała posłużyć za materiał wyj­
ściowy, przydatny do późniejszej pracy artystycznej.
Mimo że interesujący sam w sobie wydaje się problem
potencjalnych związków wazy François z misteriami
Kabirów, to odrębną kwestią jest to, jak materiał teo­
retyczny przeistoczył się w dziedzinę inspiracji twór­
czej. Trzeba powiedzieć, że tematyka samotrackiego
kultu jako taka nie została włączona do pokazu pracy
gardzienickich studentów. Interesujące okazały się na­
tomiast same efekty, które osiąga Kerényi, wyprowa­
dzając własne wnioski i interpretacje z wcześniej ana­
lizowanego materiału historycznego. One właśnie
otworzyły ciekawe pole interpretacyjne dla późniejszej
pracy na scenie. Jak mogliśmy przeczytać w przytoczo­

nym powyżej cytacie kończącym książkę Kerényiego,
stawia on hipotezę badawczą, która określa wewnętrz­
ny sens misteriów Kabirów jako starcie opozycji - bru­
talnej męskości i ostatecznie pokonującej ją kobiecej,
„lotnej” delikatności. Efektem takiego spotkania jest
głęboka duchowa przemiana mężczyzny-wojownika
w mężczyznę-dawcę życia. Właśnie ten konflikt opo­
zycji, nadający dramatyczny kontekst scenom azy
François (mimo że pozbawiony swojego rysu misteryj­
nego), posłużył za inspirację dla budowania poszcze­
gólnych scen pokazu Wazy. Wewnętrzna opozycja
dwóch sił, które odwiecznie ścierają się w walce
0 ludzką egzystencję, stała się jednym z motywów
przewodnich kształtujących prowadzoną przez
Mariusza Gołaja i Joannę Holcgreber pracę studentów
Akademii gardzienickiej.

Przypisy
1
2
3

Tadeusz Kornaś Gardzienice, wyd. Homini, Kraków 2004,
s. 209
Ibidem. s. 210
Gerardus Van Der Leeuw, Fenomenologia religii, przełożył Jerzy
Prokopiuk, wyd. Książka i wiedza, Warszawa 1997, s.587: Po­
winniśmy (...) wiedzieć, co robimy, kiedy zaczynamy mówić o tym,
co się nam ukazało, i nadawać temu nazwy. W tym celu musimy
uzmysłowić sobie, że wszystko, co się nam ukazuje, jest nam dane
nie bezpośrednio, lecz jedynie jako znak jakiegoś sensu, który mamy
wyjaśnić, jako coś, co powinno być przez nas wyjaśnione. A wyja­
śnienie to jest niemożliwe, jeśli nie przeżywamy tego, co się nam uka­
zuje, jeśli tego nie mimowolnie i na pół świadomie, lecz umyślnie
i metodycznie nie przeżywamy (er-leben).

4

5
6
7
8
9

Teatr gestu. Rozmowa z Włodzimierzem Staniewskim, rozmawiał
J.R. Kowalczyk, „Rzeczpospolita” 2002 r, nr. 233, s. A12, cyto­
wane za Tadeuszem Kornasiem
Wypowiedź doktora Lecha Trzcionkowskiego z wykładu doty­
czącego Wazy François.
François Lisarague Malarstwo Greków, czy Grecja malarzy ?, przeł.
Wojciech Michera, Konteksty nr 1/06, s. 3
Por. Karl Kerényi Misteria Kabirów oraz Albert Schachter The
Theban Kabiroi w: Greek Mysteries
Herodot Dzieje, przełożył Seweryn Hammer, wyd. Czytelnik,
Warszawa 2004 r., s. 120
Karl Kerényi Misteria Kabirów, Prometeusz, przełożył Ireneusz
Kania, wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2000r.

10 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 28
11 Pauzaniasz U stóp boga Apollona ks. IX, rozdz.25, przełożyła
Janina Niemirska-Pliszczyńska i Henryk Podbielski; oprac.
Henryk Podbielski, wyd. Wrocław 1989.
12 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt., s. 34
13 Ibidem, s. 33
14 Albert Schachter The Theban Kabiroi w Greek Mysteries, pod
redakcją Michaela B. Cosmopoulosa, fragment tłumaczony
przez autora, wyd. Routledge, Londyn i Nowy Jork 2003, s. 130
15 Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 35
16 Ibidem, s. 26
17
18
19
20

140

Misteria Kabirów, Prometeusz, dz. cyt. s. 27
Ibidem, s. 37
Ibidem, s. 28
Ibidem, s. 37

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6026" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6006">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3bf0873447dfc32cda0df7560ec63196.pdf</src>
        <authentication>7ac24c82eec3b05cd0463aaf037eba1f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71910">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71911">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71912">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71913">
                <text>Hasior, Władysław (1928-1999)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71914">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5865</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71915">
                <text>Opowieść o Hasiorze / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71916">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.156-157</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71917">
                <text>Wróblewska, Danuta</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71918">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71919">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71920">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71921">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71922">
                <text>156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

DANUTA WRÓBLEWSKA

Opowieść o Hasiorze

R

zeźbiarze mają życie częściej gwałtowne aniże­
li spokojne. Są mniej pokorni, więcej samotni
i porywczy. Są odmieńcami. Czy to borykanie
się z kamieniem, odlewami, ciężarem warsztatu, czy
też większa niż u innych zależność od zamawiającego
powodują, że są oni wojownikami. Stwarzają byty
przestrzenne sąsiadujące z człowiekiem lub go przera­
stające, mają więc poczucie wpływania na świat fi­
zyczny. Nieodwołalność decyzji w realizacjach i zwią­
zany z tym stopień napięcia kończą się podobnie, jak
to bywa w przyrodzie: rozładowaniem-burzą. Opowia­
da się o nich, jak o Dunikowskim, całe legendy, z któ­
rych jednak sporo jest prawdą. Nie wiemy, jak było
pierwotnie, w dawnych czasach tworzenia katedr,
jednak warsztat, jego uwikłania i dynamika zawsze
były te same. Uwaga dla inności rzeźbiarskiego tem­
peramentu zaczęła się na dobre od Michała Anioła.
Toteż o rzeźbie, życiu i mozole jej twórców chętnie
czyta się monografie czy powieści.

W polskiej biografistyce, stosunkowo zresztą ubo­
giej, jeśli chodzi o sztuki piękne, ten temat jest jednak
na dalekim planie. Rzeźba jako przegląd form jest nie­
często podejmowana i nie budzi szczególnych emocji.
Podobnie twórczość rzeźbiarska pojedynczych arty­
stów. Dzieje się tak może i dlatego, że u nas raczej
uświęca ona zamówienie, aniżeli podrażnia oko, jest
solenna i mniej prowokuje przestrzeń. Toteż za praw­
dziwą niespodziankę trzeba przyjąć rzecz o Hasiorze
pióra Hanny Kirchner, skądinąd znawczyni i anality­
ka słowa literackiego. To jest książka dla każdego czy­
telnika zainteresowanego człowiekiem-twórcą. Bar­
dzo dobrze, że portret (głównie psychologiczny) tego
rzeźbiarza naszkicowała osoba stojąca z boku, nie za­
rażona ścisłym profesjonalizmem, za to wrażliwa
i współczulna życiu z bagażem talentu.
Choć książka została przez autorkę nazwana opo­
wieścią na dwa głosy, to jej zawartość jest w pewien
sposób polifoniczna. Hanna Kirchner pisze o zawiłych
dziejach swojej przyjaźni z Hasiorem od pierwszej wi­
zyty w zakopiańskiej pracowni po jego czas ostatni. Są
to wspominania niewolne od sentymentu, swobodne
i szczere, czasem - dla porównania lub wyjaśnień skokowo mieszające lata. Skrupulatnie wyliczają zda­
rzenia, ale i czyta się w nich także o szaleństwie wy­
obraźni, śledzi wzloty i upadki artysty, podlicza jego
triumfy i jego sprawy przegrane. Czuje się żar samospalania w sztuce, ale obok dostrzega również wódkę,
przestrzeń banału i fałszu, a także niełatwy charakter
artysty, który był tłem wielu powikłań. Tę przejmują­
cą relację rytmicznie przerywa głos samego Hasiora
z jego listów do Kirchner, kiedy, jak w dzienniku, do-

156

�156-157 Wroblewska.ps - 9/7/2006 4:46 PM

D anuta Wróblewska • OPOWIEŚĆ O HASIORZE

nosił o wszystkim, co uznawał za ważne. Pisał krótko,
raczej dawał sygnały, niż opisał zdarzenia, i owe wol­
ne od gadulstwa kartki były - obok rozmów tych
dwojga - wglądem w jego życie. Ciekawy jest ton tych
zapisków. Wobec autorki Hasior zachowywał zawsze
pełen atencji dystans, równocześnie mając ją za cel
zwierzeń i zawierzeń. Nawet te najzwięźlejsze mają
swoją dramaturgię i kierunek. Odgaduje się, że
„Wielka Miła Wspaniała Pani” była mu oparciem
w ciemnych chwilach, ale też i to, że wiedział, iż to
ona poniesie jego sławę dalej. W jakiś sposób na to li­
czył. Poza czcią dla adresatki za dobrodziejstwo uwa­
gi dla jego osoby Hasior, sam słowotwórczy i bystry,
przez tę korespondencję jak gdyby wspinał się powy­
żej wszystkiego, co go otaczało. Przyjaźń z badaczką,
przypieczętowana ciepłą korespondencją, wyraźnie go
wyróżniała, może nawet dopingowała.
Są w książce jeszcze teksty drukowane przez
Kirchner w czasopismach artystycznych i literackich.
Pisane w zachwycie, trochę ponadczasowo, dla po­
tomnych, dawały szeroką i bardzo literacką egzegezę
tej sztuki i jej korzeni.
W opinii piszącej spotykały się tutaj wczesny nadrealizm, gest ekspresjonisty, cząstki cywilizacyjnego
śmietnika, ale przede wszystkim - duch sztuki sakral­
nej, elementarz dewocyjny, chłopska wyobraźnia lu­
dowa. Był przecież Jankiem Muzykantem spod Nowe­
go Sącza (jak siebie nazywał), z tą strefą rodzinnie po­
łączonym. Zanim na taką swobodną heterogeniczność
przyszła w świecie moda, on już taki był. Wobec jej
częstego niezrozumienia, teksty Hanny Kirchner sta­
wały mu się tarczą obronną. Wzięte z progu obrzędo­
wości, teatru i magii kolaże Hasiora, wzbogacane

0 dźwięk, ogień i wodę, były - jak pisała autorka tych
tekstów - zmierzeniem się ze sztuką totalną. Ich me­
taforyczna rzeczywistość przyjmowała do swego leksy­
konu strzępy dzisiejszego i przeszłego świata, kulturę
1 naturę, żart i patetykę formy, nadając temu zazębia­
niu ślad filozoficznej refleksji. Trzeba było sporej wraż­
liwości, by tę zawartość oddać. Kirchner to zrobiła.
Te teksty są operacją monumentalizowania arty­
sty, jest więc tak, jakby szkła, chorągwie, metafizycz­
ne pejzaże i ironiczne kukły Hasiora znalazły sąsiedz­
two spiżu słowa. Zestawienie bliskiego planu przyjaź­
ni ze skalą wielkiej sceny to ciekawy zabieg.
Trzy wątki splatają się jak w warkoczu, warunkują
siebie i siebie uzupełniają. Każdy z nich zamyka inną
emocję. Najważniejszy jest pierwszy. Wspominanie
przyjaciela, który odszedł, jest wspominaniem gorącz­
ki młodości, powrotem do historii jakby wyjętej z kart
dawnej powieści, przeżywanej do tego w świetle sztuki-kapryśnicy, przemiennie poetyckiej, ironicznej i tra­
gicznej. Świadomość tragiczna, ona chyba była u H a­
siora najsilniejsza. I ją tropiła Kirchner pod kamufla­
żem formy, pod płaszczem ironii, groteską, zabawnymi
połączeniami rekwizytów. I to ona do uważnego widza,
jakim była biografistka, przemawiała najsilniej.
W swojej książce Hanna Kirchner na nowo wpa­
truje się w osobę, której inność ją interesuje. A może
pod jej pociągającym pretekstem wpatruje się przede
wszystkim w tajemnicę sztuki - czegoś nie do końca
zrozumiałego, nieprzydatnego i jednocześnie olśniewa­
jącego. Widzi, jak burzy ona życie i w pewnej mierze je
wynagradza, jak zagarnia w nim wszystkie siły. Jak, po­
pychając człowieka w górę, w tym życiu jest naczelna.

Wniebowzięcie

157

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6025" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6005">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/de84e447f7fec6569c33de775b5d4377.pdf</src>
        <authentication>060df4717907ace031b999fa45012d5a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71897">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71898">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71899">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71900">
                <text>Hasior, Władysław (1928-1999)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71901">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5867</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71902">
                <text>Hasior przypomniany/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71903">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.160-161</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71904">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71905">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71906">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71907">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71908">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71909">
                <text>160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM

ALEKSANDER JACKOWSKI

Hasior przypomniany

D

awniej czas wydawało się biegł wolniej, wydarze­
nia rysowały się ostrzej, pamięć trwała dłużej.
A teraz? Ledwie ktoś umrze, zapominamy o nim,
chyba, że utrwali jego nazwiska podręcznik szkolny.
Ilość faktów, o których się ciągle dowiadujemy jest
taka, że wydarzenia nowe natychmiast spychają daw­
ne w niepamięć. Hasior odszedł niedawno, ale pamięć
o nim gaśnie. W zbiorach muzeów trudno znaleźć je­
go prace. Dlatego tak ważna jest książka Hasior. Opo­
wieść na dwa glosy Hanny Kirchner. Ukazała się
w 2005 r. równocześnie z wystawą, jaką zorganizowa­
ło warszawskie Muzeum Narodowe. Piękna to książka.
Autorka wzruszająco pisze, że Hasior był dla niej waż­
ną postacią przez trzydzieści lat. Dla niej, znakomitej
wydawczyni Zofii Nałkowskiej, zafascynowanej Janu­
szem Korczakiem, Leopoldem Buczkowskim. Hasioro­
wi imponowała ta przyjaźń, w listach utrzymuje wymy­
śloną żartobliwie figurę dialogów prostaczka (ale ge­
nialnego!) z pełną uroku Damą, ważną postacią naszej
nauki. Listy Hasiora świadczą o stanie emocjonalnym
artysty i o czasie, w którym działał. O konfliktach
z władzą i problemach związanych z niezrozumieniem
jego prac przez publiczność. To niezrozumienie wiąże
się z nowatorstwem artysty, z niechęcią odbiorcy zro­
zumienia innych racji, niż te do których przywykł.
W istocie, jak z piosenkami, ogółowi podoba się to, co
przypomina rzeczy już znane. Piękne jest to, co się po­
wszechnie podoba. A Hasior był inny. Osobny, jakby
powiedział Miron Białoszewski. Wiedział co chce osią­
gnąć, a słowa Hanny Kirchner potwierdzały słuszność
jego wyborów. To ważne mieć obok siebie krytyka
przyjaciela, któremu można ufać, który towarzyszy ar­
tyście w jego poszukiwaniach. Książka jest osobliwą
formą dialogu, interesującego dla każdego kto się in­
teresuje sztuką Hasiora, ale i piękna jako opowieść
o przyjaźni, emocjach. Dziś, gdy możemy już spojrzeć
na twórczość Hasiora z pewnej perspektywy wyraźnie
się rysuje jego odrębność, zakorzenienie w estetyce
prowincji, gra z elementami kiczu, światem tradycji lu­
dowych. Hasior jest romantyczny, ironiczny, polski,
jak mało kto z współczesnych artystów. Tylko on
umiał dostrzec i pokazać w klimacie prowincjonalnej
sztuki potrzebę piękna, autentycznych przeżyć. Wyra­

zić je w sposób twórczy, dojrzały i zawsze w jakimś
stopniu szkicowy. N a granicy happeningu.
Hasiora poznałem w 1961 roku, zachwycił mnie
i moich kolegów w Instytucie Sztuki PAN wystawą
w Teatrze Żydowskim, śmiałym nawiązaniem do folk­
loru przedmieścia, poezją najczystszej wody, pozwala­
jącej kojarzyć ze sobą przedmioty najbardziej trywial­
ne. To była rewelacja i to w tym samym czasie, kiedy
zaczynał swą karierę na Zachodzie Rauschenberg
i Lichtenstein. Poszliśmy do Antoniego Łyżwańskiego,
który w KC zajmował się sztuką (był malarzem, profe­
sorem A SP i przyzwoitym człowiekiem), z propozycją,
by wysłać Hasiora na Biennale do Wenecji. Co wy? zdziwił się. Nie! co by powiedzieli towarzysze radziec­
cy? Pojechał więc śmiertelnie nudny Eibisch, a szansa
na sukces przepadła.
Hasior miał wyobraźnię, chciał stworzyć w Czorsz­
tynie pierwszy na świecie pomnik grający. Wiatr miał
poruszać żelazne organy, wydobywać dźwięki. Przyjął
więc chętnie propozycję władzy pomnika „ku czci
wiernych synów ojczyzny poległych w walce o utrwa­
lenie władzy ludowej na Podhalu”. Dla mnie, mówił,
to pomnik tych, którzy ginęli zaplątani w tryby histo­
rii, ale Podhale tego wyjaśnienia nie przyjęło, pomnik
jest niszczony, organy nie grają, z karabinów wyrwano
bagnety, mur upstrzono obrzydliwymi napisami. O dzi­
wo, także źle przyjęto pomnik w Koszalinie „tym, któ­
rzy walczyli o polskość i wolność Pomorza”. Padały za­
rzuty koniunkturalizmu itp. Bolało to artystę, los rzeź-

160

Wnętrze galerii Hasiora

�160-161 Jackowski.ps - 8/31/2006 11:06 AM

Aleksander Jackowski • HASIOR PRZYPOMNIANY

biarza w PRL był trudny. Poza portretami komunisty
bohatera, jedynym tematem akceptowanym było
uczczenie ofiar wojny, ale ile takich pomników dało
się postawić? Pomnik ku czci AK-owców (czwórkami
szli do nieba) Hasior wykonał niemal w szkicu, jak za­
bawkę, żołnierzyki w szklanym stożku. Oburzenie bu­
dziły rzeźby, ale też i sztandary, jednych, że parodiują
kościelne feretrony, drugich, że do nich nawiązują. Do
tego, po latach starań, otrzymał od władz w Zakopa­
nem budynek na galerię. On, bezsprzecznie najcie­
kawszy, najwybitniejszy artysta w tamtym środowisku.
Rozległy się protesty, dlaczego on? N a domiar złego na
wernisaż przybył Jerzy Urban, rzecznik rządu. Hasior
nic nie miał do tego, przyjść mógł każdy - ale gorzko
zapłacił za tego Urbana, i za otrzymaną galerię. A jest
to miejsce doprawdy niezwykłe, porażające - lustra,
sztandary, rzeźby, projekty pomników. No, i wówczas
na pięterku urzędował sam Hasior. Mag, czarownik,
twórca tej galerii dzieł, które tworzył ze wszystkiego,
z kosy, tkaniny, zegarków, lalek, śrubek, goździków,
ozdób metalowych z trumny. Trzy razy obwoziłem po
kraju grupy artystów z Francji, Niemiec, Związku Ra­
dzieckiego. Pokazywałem Treblinkę, najbardziej przej­
mujące mauzoleum, jakie znam, rzeźby Stanisława Za­
gajewskiego w Muzeum Okręgowym we Włocławku
(ołtarze niezwykłe, każące myśleć o Gandhim) i Gale­
rię Hasiora w Zakopanem. Widziałem wrażenie, jakie
wywoływały te miejsca. W Zakopanem nie góry, bo
goście widzieli większe, ale Hasior. W niepodobnej do
niczego drewnianej szopie, z bileterkami szepcącymi ze
czcią: mistrz odpoczywa!, mistrz na państwa czeka!
Była tam niezwykła atmosfera. Płonące świece, lustra,
projekty pomników, portrety w szklanych bańkach,
niezwykle podobne (Tadzio Brzozowski!), kicze przy­
wrócone sztuce.
Jakie znaczenie ma inscenizacja można się było
przekonać teraz, na wystawie. To już nie było widowi­
sko olśniewające widzów. Obrazy grzecznie wisiały, już
bez emocji odkrywania nowych wrażeń, nawet sztan­
dary, spowite dymem w pewnym momencie wydały się
szare, nieprawdziwe.
Zniknęła magia para teatralnych działań Hasiora,
która podobnie jak u Kantora w jego przedstawie­
niach tworzyła nastrój, temperaturę odbioru. Bez
ognia, płomieni trawiących eksponaty, bez dymu, eks­
plozji żywiołów, bez Twórcy, który nimi dyrygował, wi­
dowiska te straciły wiele ze swej energii. Zresztą nie
tylko one. Pamiętam odsłonięcie Rydwanów,
w szwedzkiej Sódertalje, kiedy potężne kadłuby koni
rzucały się w przestrzeń spowite ogniem i dymem. Te­
raz, gdy je widziałem, były już tylko figurami w pejza­
żu, szare, pozbawione energii. Nawet nie wiem, czy
potrzebne.
Wielka jest magia teatru, widowisk, bez niej dzieła
Hasiora tracą wiele ze swej wartości. Fantastyczna
zdolność postrzegania rzeczy, łatwość tworzenia coraz

Hanna Kirchner, fot z lat 60.

to nowych kombinacji, układów, spięć, a także dow­
cip, obecny w niemal wszystkich dziełach sytuuje je
bliżej świata zabawy niż artystycznego dyskursu. Nietrwałość, jednorazowość, szkicowość wszędzie są wi­
doczne, nie skrywane przez autora. „Wszystko, co ro­
bię w skali kameralnej jest trenowaniem wyobraźni,
podtrzymywaniem odwagi, aby kiedyś odpowiedzieć
na społeczne zamówienie” - pisał. Stąd te rewelacyjne
szkice pomników - których nie mógł postawić w tam­
tych latach. Ale nie tylko te czynniki ważyły na decy­
zji, nazwijmy to - szkiców. Jego wyobraźnia gorejąca,
twórcza kazała mu ciągle myśleć, działać, nie dbając
o precyzję wypowiedzi, o trwałość dzieła. Napisał:
„W twórczości najważniejszy jest pomysł. Najważniej­
szą rzeczą we wszystkich pracach jest ich wewnętrzna
treść. Nie dbam o ich trwałość. To są formy laborato­
ryjne i nie muszę do nich przykładać zbyt wielkiej wa­
gi. Ale - dodał - chciałbym także tworzyć rzeczy trwa­
łe: pomniki”.
Wiemy jednak, jak wiele się z tym wiązało kompli­
kacji, dwuznacznych sytuacji.
Wiele dzieł, pomysłów, pozostało w stanie szkicu.
Tylko fotografie mogą je ocalić, zasugerować wygląd
pomnika w przestrzeni, pokazać, jak mógłby wyglądać,
gdyby Hasiorowi dano go zrealizować. Dlatego nie za­
chwyca mnie strona wizualna książki Hanny Kirch­
ner. Wydawnictwo Rosner i Wspólnicy miało niezwy­
kłą szansę wydania pięknej książki, prezentującej arty­
stę, miało świetny, kompetentny tekst i ilustracje. Ale
ich realizacja w druku martwi, ilustracje niewyraźne,
byle jak zestawione, tandetnie uzupełnione "plastycz­
ną inwencją”. Szkoda...
Zachęcam do przeczytania i uważnego przejrzenia
książki. Warta jest tego.

161

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6007" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5987">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/efc20cebbc0d37a9dcbf24da38dc59c3.pdf</src>
        <authentication>cd0c4aea3c25b7961b48966fb92eb980</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71651">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4950</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71652">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71653">
                <text>kultura ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71654">
                <text>kultura duchowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71655">
                <text>wota</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71656">
                <text>dewocjonalia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4589</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71658">
                <text>Wota srebrne/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71659">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.67-92</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71660">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71661">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71662">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71663">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71664">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71665">
                <text>Jacek

W

Olędzki

O

T

A

S

R

Popularne w pięćdziesiątych latach próby zawężonych
oznaczeń zakresu sztuki ludowej w Polsce ustąpiły, j a k
wiadomo, w latach późniejszych poszukiwaniom nowych
j e j dziedzin i określeniom w materiale zabytkowym
(m.in. archeologicznym) n u r t u , który można by nazywać
l u d o w y m . Prawdopodobnie na tej drodze w n i k l i w s z y c h
i poszerzonych badań konkretyzuje się pojęcie sztuki
ludowej w Polsce. Niemniej do dziś jeszcze zjawiska
artystyczne spoza głównego n u r t u rozwojowego sztuki
nie zostały dostatecznie odkryte

2

3

U. 1. Współczesne oftar-y; naszyjniki,
skiej, Jasna
Córa.

łańcuchy

В

R

N

E

zwala to sądzić, że wota stanowią wykształconą w dłu­
gim procesie przeobrażeń idei ofiary jej postać w y ­
bitnie symboliczną. Zawiera ona, j a k każda ofiara,
moment poświęcenia istocie czczonej pewnej wartości
materialnej. N i e m n i e j jest to najczęściej wartość drugo­
rzędna — symboliczna, ustępująca istotniejszej f u n k c j i ,
jaką jest plastyczny przekaz ze strony człowieka do
istoty czczonej prośby l u b dziękczynienia, ślubowania,
wyrzeczenia.

Przykładem może być prawie całkowicie zaniedbana
dziedzina sztuki dewocyjnej, pątniezej: wota. Poza nie­
l i c z n y m i opracowaniami malarstwa wotywnego z jednej
strony i z drugiej — w o t modelowanych w w o s k u , nie
m a m y właściwie i n n y c h prac na ten t e m a t . Natomiast
w literaturze obcej znajdują się i obszerne studia mono­
graficzne, i omówienia w opracowaniach ogólnych.
W nauce zachodnioeuropejskiej dziedzina ta włączona
została do badań sztuki ludowej już na początku X X w .
Pod nazwą wota, ex wota a u nas dodatkowo ofiary *,
występują rozmaite w y t w o r y o niejednakowych funkcjach
k u l t o w y c h czy w ogóle r e l i g i j n y c h . Z w s z e l k i m i w o t a m i
wiążą się jednak pewne momenty w i a r y , które jeśli
nie są zawsze te same, to przynajmniej podobne. Po-

E

:

Rozmaite wota wiąże też podobna zasada i n f o r m o w a ­
nia istoty czczonej przez człowieka. Wypływa ona z ogól­
nego rozumienia właściwości ontologicznych tej istoty,
jako przybliżonych t y m , które przysługują człowiekowi.
Istota czczona charakteryzuje się m.in. wyższą pojem­
nością. Stąd i umowność przekazu zawartego w określo­
n y m w o t u m znajduje pełne uzasadnienie wierzeniowe.
Pewne przedstawienia, które mogą wydawać się mało
znaczące, będą zawierały u k r y t e treści, nieraz o złożonej
wymowie. Treści te nie zawsze możliwe są do odkrycia.
Często pozostają tajemnicą, która znana była t y l k o
ofiarodawcy. W różnych przejawach tej umowności za­
w i e r a się mniej l u b bardziej i n t y m n y i bojaźliwy sto­
sunek człowieka do istoty czczonej. Zdaje się, że miarą
owej intymności i bojażnt była umowność określonych
przedstawień .

z cukierków

5

ofiarowane

przez dzieci

na ołtarzu M,B.

Częstochow­

�11, 2. Wyobrażenie gromu, element
okucia obrazu Sąd Ostateczny,
XVIII
w., blacha srebrna, dl. 16 cm. Sieradz,
kość, ss. Urszulanek.
II. 3. Wyobrażenie M.B. Chełmińskiej, blacha srebrna, 13,5 X IG cm. Na dole data 1757. Brak
znaków zlotn. Chełmno Pomorskie,
fara Wniebowzięcia
N.M.P., ołtarz Cudownej
M.B.
Chełmińskiej.

Formułowanie i u t r w a l a n i e określonych i n t e n c j i
umożliwia zjawisku natury wierzeniowej, j a k i m są wota,
przyjmowanie postaci artystycznej. Rozmaite też rodzaje
sztuk plastycznych wiążą się z odpowiednimi odmianami
wot.
Wola, o jakich chciałbym mówić, to twórczość z p o ­
granicza drobnej rzeźby niepełnej oraz g r a f i k i (rytównic twa na płytkach metalowych). Wykonywane
one
były rozmaitymi technikami metaloplastycznymi. Zależ­
nie od zasadniczego kształtu można nazywać je płytkami
m e t a l o w y m i , p l a k i e t k a m i albo f i g u r a m i z blachy. Może
i m również przysługiwać określenie: wota metalowe.
Nie będą t u jednak omawiane wota żelazne — w formie
rzeźby pełnej. Ze względu na tworzywo posługiwać się
będziemy określeniem: wota srebrne. Należy jednak
pamiętać, że do w y r o b u tych w o t używano i n n y c h
jeszcze metali. Bywały wota złote, pozłacane, a także
mosiężne posrebrzane i ze stopów imitujących srebro.
Wota srebrne, j a k każde inne, określa funkcja za­
wartego w nich przekazu, który przede wszystkim k i e ­
rowany jest przez ofiarodawcę do istoty czczonej. Prze­
kaz ten w przypadku w o t srebrnych jest stosunkowo
„najnośniejszy". Nie osłabiają go tak j a k w i n n y c h

rodzajach w o l silnie rozbudowane dodatkowe funkcje
informacyjne i kultowe. Z w o t a m i lepionymi w wosku
wiążą się momenty magii i l i t u r g i i kościelnej. Zdarzało
się, że w ramach rytuału obrzędowo-wotywnego złożone
na ofiarę woskowe figury przetapiano na świece do
ołtarza. W przypadku w o t nawiązujących do sztuki
hafciarskiej, tkackiej
czy umiejętności
krawieckich
(sukienki na figurach i obrazach, nakrycia ołtarzy) na
intencje przekazu nadbudowywują się momenty adoracji.
Dążenie to przesłania właściwą funkcję wota, przybie­
rając postać f a k t u z zakresu obyczaju l u b ceremonii
k u l t o w e j . Z kolei w malarstwie (wotywnym) kierunek
przekazu podstawowego bywa równoważony k i e r u n k a m i
dodatkowymi. Może np. występować silnie rozbudzona
potrzeba dotarcia treściami r e l i g i j n y m i do szerokiego
kręgu wiernych albo też manifestacji zdolności twór­
czych .
Podkreślić zatem należy, żo wota, o j a k i c h będziemy
mówić, wyróżniają się spośród i n n y c h nie t y l k o określo­
n y m i właściwościami m a t e r i a l n y m i , technicznymi, lecz
również stosunkowo najwyrażniejszym ujednokierunkowaniem zawartego w nich przekazu. Jak już w s p o m i ­
nałem, jest to kierunek podstawowy: ofiarodawca —
istota czczona.
e

�Г!. 4. Sw. Józef i Jezus, fragm. wotum — wyobrażenia
ŚŁC- Rodziny,
blacha
srebrz., usym. caloici:
21 &lt; 18 cm. Brak znaków slotu. Ofiarowane
1800 r, przez
kowską. Miedniewice,
kośc. iw.
Rodziny.

Jeśli zaś chodzi n pobudki społeczne, chęć wyrażenia
stosunku ofiarodawcy do najbliższego otoczenia, to każde
na ogół wota mogły służyć (emu celowi w jednakowej
mierze, niezależnie od właściwości m a t e r i a l n y c h i s t r u k ­
t u r a l n y c h '.
Fakt ujednokierunkow ania przekazu zawartego
w
określonych wotach ułatwia niezmiernie wszelkie próby
śledzenia przemian światopoglądowych of iarodowców,
pozwala na przyjęcie stwierdzeń uogólniających te prze­
miany. Nie trzeba zaś dowodzić, że mogły one wpływać,
i to w sposób zasadniczy. na artystyczny charakter w y ­
tworów.

4
mosiężna, poMarię ('homad-

zakresie miały jedynie klasztory. Stad też ws/.ti^.,. ....
ogół dawniejsze sanktuaria i zarazem miejsca ku!'.'.:
wotywnego lokalizują się tam, gdzie ważniejszo zgro­
madzenia zakonne .
N a terenie Polski przejawy k u l t u wotywnego
należy
wiązać z późniejszą fazą rozwojową życia r e l i _ i ' . , e - .
Wydawałoby się wiec. że ustalenie czasu, w K l o r v m
zaczął występować zwyczaj składania w o t . nie n o w i n m
napotykać większych trudności. Ale w świetle poprzed­
nich uwag o źródłach i ogólnym z a a w a n s o w a n i u p i w
badawczych uściślenie genezy tych zwyczajów n i p i«»«t
na razie możliwe. Na.jdoslępniejszym i najpelniei.siMu
nagromadzeniem wiadomości pozostają nadal s a i r i r 1поr y wot. Z oględzin tych zbiorów w y n i k a , że największa
popularność zwyczajów' w o t y w n y c h na terenie k r a j u
przypada na pierwszą połowę X V I I I w . Najwcześniej syp
z odnalezionych wot pochodzi z pierwszej
polowy
X V I I w . " Poza t y m istnieją dane archiwalne i relacje
ówczesnych pisarzy o powszechnym o f i a r o w y w a n i u wot
srebrnych i woskowych w drugiej połowie X V I w.'
:a

л

Na obszarze Europy zachodniej rozmaite ceremonie
w o t y w n e znane są we wczesnym średniowieczu . P r a w ­
dopodobnie z tych tez stron głównie wywodzą sio z w y ­
czaje, które poznajemy u nas. Istnieje duże p r a w d o ­
podobieństwo, żo przywędrowały one wraz z niektórymi
z a k o n a m i . U podstaw zwyczaju jest pojawianie sio
i rozwój popularności cudownych wydarzeń związanych
z określonym obiektem k u l t u . Nie trzeba podkreślać, j a k
w i e l k i e znaczenie w tej popularności odgrywała dzia­
łalność kościoła. Wymne.ain ona znacznego personalnie
udziału duchowieństwa. Pełne zaś możliwości w t y m
11

9

11

:l

Oprawą zwyczajów w o t y w n y c h bywają najczęściej
doroczne odpusty związano z k u l t e m świętych i świętami
osób boskich. Stwierdzenie to opieram o zgromadznne
obserwacje głównie w parafiach wiejskich, w mniejszym

�stopniu w ośrodkach pątniczych, Cudowne sanktuaria
wiążą się bardzo często, a być może najczęściej, z p o ­
stacią M a t k i B o s k i e j . Nie można jeszcze ustalić w
sposób ostateczny, jakie postacie świętych i jakie święta
były osnową różnych l o k a l n y c h uroczystości odpustowych
i związanych z n i m i zwyczajów w o t y w n y c h . Nie ulega
jedynie wątpliwości, że większość świętych najpopular­
niejszych w środowiskach ludowych należy do rodziny
opiekunów, przede wszystkim żywego
inwentarza .
Poza t y m wydaje się, że w rozwoju zwyczajów w o t y w ­
nych ważną rolę odegrał k u l t opiekunów zdrowia l u d z ­
kiego. A l e o r o l i tej można mówić głównie w stosunku
do ośrodków miejskich i rejonów bliskich i c h wpły­
wom 4
H

1S

Zwraca uwagę fakt, że zwyczaje wotywne nie wiążą
się u nas prawie zupełnie z głównymi świętami dorocz­
n y m i kościoła. Występują one natomiast wespół z u r o ­
czystościami święcenia t a k i c h np. d n i , j a k Przemienienie
Pańskie, św. Trójca oraz d n i M a r y j n y c h — Zwiastowa­
nia i Wniebowstąpienia. Być może, że związki te w y ­
pływały ze stopnia nasycenia i n n y c h świąt, przede
wszystkim właśnie głównych, wcześniejszymi f o r m a m i
k u l t u . Wiązanie się zwyczajów w o t y w n y c h z p e w n y m i
tylko świętami (nie pierwszego znaczenia) następowało
pod wpływem splotu okoliczności. Wchodziły w grę
takie okoliczności, które wzmacniały i urealniały akty
prośby, dziękczynienia, ślubowania, wyrzeczenia .
,IT

i
i
i
:s

Wota: II. 5. Wyobrażenie dziecka w powijaku na poduszce. Napis na powijaku:
„Ex voto V.G.AB
Haickclct
LB.
De Doners Marek O.Maji 1753. Blacha srebrna, 38 X 32 cm. Brak znaków złotn. Jasna Góra, skarbiec. I I . 6. Dziecko
w powijaku
przed kaplicą. W głębi — kościół w Czerwińsku (prawdop.
1. pol XVIII
w.), blacha srebrna, 25 X 40
cm. Brak znaków zlotn. Czerwińsk, kośc. Przemienienia
Pańskiego,

�II. 7. Sw. Wincenty, wyryta data 1758 г., blacha srebrna,
pod Okiem Opatrzności (prawdop. 2, pol. XVIII
w.), blacha

1Я X 12 cm. Sieradz, kośc. fis. Urszulanek. 11. 8.
Mies-r.nimi
srebrna, 15 X 14 cm. Chełmno, fara Wniebowzięcia Х.М l'.

W omawianej kategorii w o t nieczęsto spotyka się
na ogół obiekty wykonane przez samego ofiarodawcę .
Jest to twórczość ścisłe zrośnięta z cechowym rzemiosłem
miejskim. Wskazuje na to przede w s z y s t k i m rodzaj
stosowanego
surowca, sposób wykonania
obiektów,
wreszcie ich strona ideowo-formalna. Poza t y m w w i e j ­
skich ośrodkach k u l t o w y c h wota srebrne występują n a ­
der sporadycznie i niewątpliwie nie były t a m wyrabiane.
Ofiarodawcy musieli zdobywać wota w miastach, w któ­
rych znajdowały się warsztaty złotnicze.

listycznie aniżeli w Czerwińsku l u b Miednicvi-i. - -«-ь
i Kodniu.
Już od pierwszej połowy X V I I w. występują w u m a ­
wianych ośrodkach ustalone f o r m y wot. Nahv.a &lt;)'
nich: 1) samoistne przedstawienia osób świętych . &gt;&gt;••-kich właściwych dla określonego miejsca k u l t u ( i l - 'i. i ,
2) samoistne wyobrażenia intencji pod postacią
zwierząt, organów ciała ludzkiego (il. 5), 3) p:.!..&gt; л
przedstawienia osób świętych i boskich z intcnc.tanu
(il. 7). Wydaje sic. że dwa pierwsze rodzaje wr&gt;t т » м - я
uznać jako wzory podstawowe. Który z nich jesl
niejszy — t r u d n o powiedzieć. W X V I w . r o z p " " " "
niony zdaje się już być zwyczaj pokrywania \"-"
'
p a r t i i obrazów odpowiednio modelowanymi w
srebrnej l u b złotej f i g u r a l n y m i przedstawieniem• » - ч . - . .
zarówno koncepcyjnie, jak i technicznie pod:; -:::'
o w y m wotom symbolizującym konkretne intencje •;! : ' i
Nie można jednak zapominać, że w t y m samym x v i v;
leciu i znacznie wcześniej szeroko rozpowszechni'!"-'
grafika dewocyjna. Miedziorytnicze płytki z pi... .: -ło­
wieniami obrazów słynących łaskami były prawusame j a k wota ukazujące w sposób samoistny | . &gt; - - . . •
święte i boskie. Dlatego też nie można - w y k l i n . .
obydwa z t y c h najprostszych wzorów pojawiły - i . . :i&lt; •
zależnie, w t y m samym m n i e j więcej czasie. &gt;!:••••••'-•
wota, w których nastąpiło powiązanie w i z e r u n k u -иni-,
czczonej z właściwym wyobrażeniem intencji, -.ą n i e wątpliwie późniejsze
Na osobną uwagę zasługują zasady dekoracji
które w^ykonane zostały w formie prostokątnych jjUU-k
Na blisko 1000 przejrzanych obiektów zaledwie
naście nie miało dekoracyjnie wykonanego obrzeżema.
Pośród tych „dekorowanych" w o t można wyróżnić urupy
1) równorzędnego t r a k t o w a n i a obrzeżenia z włascuw m
tematem wota i 2) podrzędnego, kiedy w całości к.мпуzycji obrzeżenie spełnia wyraźnie uzupełniając; i n;t\
(il. 4, (i).

1й

Trudno obecnie dostarczyć bliższych danych o twór­
cach wot. W materiałach a r c h i w a l n y c h można odnaleźć
z jednej strony wiadomości o samych wotach i z drugiej
0 złotnikach (srebrnikach). Nic udało się jednak natrafić
na zestawienie t y c h wiadomości razem tak, aby z nich
wynikało, że określone wota wykonane były przez
ściśle oznaczonego rzemieślnika . Brak jest dotychczas
podpisu twórcy pełnym imieniem i nazwiskiem. Być
może nie było w zwyczaju pozostawianie tego rodzaju
śladu przynależności warsztatowej. W większych ośrod­
kach pątniczych, takich np. jak Chełmno Pomorskie
l9

1 Częstochowa, występują niekiedy na wotach ślady
cech i prób złotniczych. W mniejszych natomiast ośrod­
kach, j a k Czerwińsk, Miedniewice, Prostyń, Sieradz,
w podobny sposób znakowane wota występują bardzo
r z a d k o . Jeśli przyjąć, że ślady znaków złotniczych są
świadectwem znaczenia i sprawności określonych orga­
nizacji rzemiosła cechowego, wówczas zróżnicowanie to
jest zrozumiałe. Dowodziłoby ono zarazem, że w m n i e j ­
szych ośrodkach istniały większe swobody prawne dla
warsztatów parających się wytwórczością wot. Prawdo­
podobnie w tych też ośrodkach mogły prosperować nie
rejestrowane warsztaty osławionych „partaczy". Przy­
puszczenie to potwierdzałby charakter samych wot.
W takich ośrodkach j a k Chełmno łub Częstochowa są
one w mniejszym stopniu zróżnicowane technicznie i sty­
20

Ł

1

, b

�Spoza tych podstawowych ustaleń wyłaniają sic pew­
ne spostrzeżenia określające sposoby realizowania przez
warsztaty złotnicze zamówień, które, j a k można się
domyślać, były silnie zróżnicowano nie t y l k o określo­
n y m i intencjami ofiarodawców, ale także przecież ich
możliwościami m a t e r i a l n y m i . Obok wot w y r a b i a n y c h
masowo według jednego wzoru realizowano wota po­
jedyncze, takie, j a k i c h żądał ofiarodawca (ił. 4, 10, 6) .
Są to dwie skrajności, które najprawdopodobniej w y ­
łoniły się w większych Ośrodkach pątniczych na tle
prostych ekonomicznych dążności. Chodziło o sprostanie
licznym i podobnym zamówieniom nie najwyżej w y ­
nagradzanym oraz zamówieniom zbiorowym, określonych
kompanii pielgrzymów, a także i n d y w i d u a l n y m tych
jednostek, których zamożność l u b szczególne intencje
nie krępowały w decyzjach. Są to, jak powiedziałem,
skrajności, które dochodziły do głosu przede wszystkim
w większych ośrodkach pątniczych . Bez porównania
bowiem częściej, aniżeli wota wykonane w całości zgod­
nie z zamówieniem ofiarodawcy, spotyka się rozwiązania,
w których płytka na obrzeżeniu i w miejscu w i z e r u n k u
istoty czczonej powtarza pewien obiegowy wzór, nato­
miast jest ona uzupełniona k o n k r e t n y m przedstawieniem
intencji ofiarodawcy (il. 8, 9).
M

24

W t y c h „kombinowanych" wotach sposób wykonania
obrzeżenia i niekiedy również właściwego w i z e r u n k u
istoty czczonej jest inny zupełnie niż samej intencji.
Różni j e rodzaj konwencji formalnej. M a m y nieraz
wyraźne przykłady wykorzystania wzorów ikonograficz­
nych i ornamentacyjnych z i n n y c h wyrobów złotniczych,
renesansowych,
barokowych,
a także
późniejszych.
Związki te występują prawie wyłącznie w w a r s t w i e
motywów stałych: dekoracji na obrzeżeniu i przedsta­
wień postaci świętych i boskich. Najprawdopodobniej
posługiwano się przy t y m kopią (ił. 4, 5, 10—12). Jest to
widoczne w samej technice wykonania, zazwyczaj bar­
dziej rozwiniętego tłoczenia czy nawet odlewu. Natomiast
własnym rozwiązaniem twórców są na ogół niektóre
wyobrażenia intencji. Realizowane są one najczęściej
w skromniejszej technice repusowania l u b r y t u i p u n k ­
towania. Owo swoiste aktualizowanie półfabrykatów
wot do określonych zamówień nie było całkowite. T y l k o
niektóre, najprawdopodobniej więcej wynagradzane za­
mówienia, znajdowały pełniejsze rozwinięcie zleconego
tematu. W podstawowej większości przypadków sprowa­
dzano temat intencji do pewnych konwencjonalnych
motywów wyrażających najważniejsze momenty ofiary.
A więc takie пр., j a k gesty pokłonu i uniesienia r e l i ­
gijnego, stan społeczny i płeć postaci, zakres prośby

�czy dziękczynienia (liczba przedstawionych postaci) ( i l .
12—16). Stad też poszczególne rozwiązania mogły być
wykorzystywane do zasadniczo różnych intencji, jeśli
t y l k o owe intencje miały pewne cechy wspólne.
Można przypuszczać, że twórcom w o t towarzyszyła
w pracy stała troska, aby zbytnią aktualizacją treści
zamówienia nie przysporzyć nadmiernych czy nawet
dodatkowych trudności. Dążenie to można prześledzić na
przykładach w i e l u obiektów z t y c h wszystkich ośrodków
rzemiosła, które nastawione były na masową realizację
zamówień. Pod t y m względem wota złotników i r y t o w ­
ników różnią się dosyć wyraźnie od analogicznych p r z y ­
kładów twórczości malarskiej. W tej ostatniej istniały
niewątpliwie pełniejsze i zarazem swobodniejsze możli­
wości wypowiedzenia się, nie były bowiem krępowane
tak silnie właściwościami technicznymi przedmiotu.
Pochodzenie, pozycja społeczna ofiarodawców w o t
srebrnych, przedmiotów niekiedy dużej wartości, aby nie
powiedzieć drogocennych, pozornie t y l k o wydaje się
oczywista. Okazało się пр., że niektóre, nawet najcen­
niejsze, wota (dużych rozmiarów, wykonane ze znacznych
p o r c j i srebra) mogą mieć fundatorów zbiorowych. I s t n i e ­
ją dowody składania takich właśnie w o t przez uczest­
ników kompanii-pielgrzymek do miejsc c u d o w n y c h
(il. 15, 17). Dotychczas udało się ustalić, iż pielgrzymi
ci pochodzili z miast, miasteczek. Nie jest jednak w y ­
kluczone, że zbiorowo fundowane wota pochodziły także
z niektórych rejonów wiejskich, t y c h пр., gdzie nie
obowiązywały surowe uzależnienia pańszczyźniane. I d l a ­
tego też nie wydaje się całkowicie pewne, że wota
srebrne, w odróżnieniu od woskowych, związane były
p r a w i e głównie z warstwą „bogatą" dawnego społeczeń­
stwa polskiego . Na w o t u m o f i a r o w a n y m przez k o m p a ­
nię z Pleszewa do Częstochowy przedstawieni są ludzie
25

M

10

I I . 9. Wotum — M.B. Chełmińska i postać klęcząca, wy­
ryta data 1741, płytka srebrna, 14 X 10 cm. Brak znaków
zloin, Chełmno, jara. II. 10. Wotum
— s~w. Rodzina,
1800 г., blacha mosiężna posrebrz.
Brak znaków złotn.
Miedniewice,
kośc. Św. Rodziny. II, 11. Drzeworyt
z 1671
г., wierna kopia obrazu iw. Rodziny w
Miedniewicach.

w strojach, w j a k i c h z w y k l i występować przedstawiciele
plebsu miejskiego ( i l . 17). Na i n n y m w o t u m pochodzącym
z Zakroczymia, o f i a r o w a n y m z powodu klęski pożaru
tego miasta, pośród wizerunków prawdopodobnie k u p ­
ców, którzy ratują z płomieni ciężkie k u f r y , przed­
stawiono również ludzi dźwigających na głowach nie­
w i e l k i e tobołki (okładka).
Od połowy X I X w . uczestnictwo ludności wiejskiej
i niezamożnych w a r s t w m i e j s k i c h w omawianych z w y ­
czajach stało się zjawiskiem powszechnym. W t y m j e d ­
nak czasie, dzięki wytwórczości fabrycznej, wota p r z y ­
jęły postać równorzędną z wieloma łatwo dostępnymi
dewocjonaliami .
гт

Byłoby więc uproszczeniem przyjmowanie ogółu ofia­
rodawców wot srebrnych z X V I — X V I I w. j a k o t y c h
najbogatszych reprezentantów ówczesnego społeczeństwa.
Istnieją obok dużych rozmiarów płyt, w y k o n a n y c h ze
znacznym nakładem środków i pracy, cienkie blaszki
mosiężne, posrebrzone t y l k o jednostronnie.
We wszystkich poznanych zbiorach wot natrafiamy
na przedstawienia postaci w żupanach z w i e l k i m i szabla­
m i u pasa. Mają one wysoko pod golone głowy. To nie­
wątpliwie w i z e r u n k i ówczesnej szlachty ( i l . 18—20). Nie
wydaje się jednak, aby wśród nich nie było przedsta­
w i c i e l i szlachty szaraczkowej. Poza t y m na pewno zda­
rzali się ofiarodawcy z kręgu ludności chłopskiej, j e j
najbogatszego odłamu. Na to wskazują przede wszystkim
tematy gospodarcze. Wiadomo zaś, że właśnie te tematy

ii

�13

•л

są najbardziej reprezentatywne dla chłopskich w o t wos­
kowych .
2Я

Tematy gospodarcze w wotach metalowych, w t y m
ich zasobie, j a k i udało się poznać, należą do stosunkowo
najrzadszych . Jak dotąd nie udało sio odnaleźć miejsc
k u l t u wotywnego wykraczających swoim
znaczeniem
poza kręgi l o k a l n y c h parafii wiejskich, w których spra­
wy gospodarcze byłyby podstawowe. Warto przy t y m
zaznaczyć, że w krajach zachodnich i południowych
Europy miejsca takie występują często. Przedstawienia
koni, krów, owiec i innych zwierząt w wotach metalo­
w y c h należą tam do najpopularniejszych ( i l . 21—25).
W Polsce wota srebrne znajdowały się pod oddziaływa­
niem przede wszystkim zainteresowań zdrowiem czło­
wieka i jego sprawami osobistymi. Mogą to być sprawy
serdeczne, rodzinne, to znów bytowe, losow'e. W cza­
sach u t r z y m y w a n i a się zasadniczych różnic społecznych
te ogólnoludzkie problemy nie wyrażały prawdopodob­
nie w pełni najbliższych postulatów życiowych społecz­
ności nazywanych l u d o w y m i . Zawierały one momenty
uczuć, zainteresowań, które dla tych społeczności mogły
być niedostępne, aby nie powiedzieć obojętne.
29

Nie

znaczy

jednak,

że

swoisty

utylitaryzrn

magii

w tematach gospodarczych w o t znajdował w yznawców
tylko w kręgu ludności chłopskiej. Oto znamienne w y ­
znanie na w o t u m z 2. połowy X V I I I w. Pochodzi ono
od pana wiosek Tylicza i w i n n i c w ziemi chełmińskiej:
„Winnyc i Tylic Matko ukłon daią
Tcze kłosy ciesąe pomoci zadaią
Oddal wzniesioną Twą Ręką zarazy
Wroc plon wyniszcz nią wszelkie w zbożach skazy
Niech złość Czartowska i z Ludzką ustąpi
Tak zebrze Miłosierdzia Twoiego
Najniższy Ponóżek Bogusław K i l n o w s k i " .
Można domyślać się, że na podobnych przesłankach
w i a r y w gotowość istoty czczonej do pozytywnej inge­
rencji w sprawy f o l w a r k u opierają się wota — w y ­
obrażenia popiersi fundatorów, możnych panów, obok
przedstawień pełnych figur k o n i i krów (il. 27). Dla
badacza k u l t u r y ludowej ta naiwna postawa świato­
poglądowa przedstawicieli w a r s t w u p r z y w i l e j o w a n y c h
ma duże znaczenie poznawcze. Jak wiadomo, jej pełne
rozwinięcie czy też rozpowszechnienie poznajemy' w
czasach współczesnych, w w i e l u zwyczajach ludności
chłopskiej. Przekonanie więc o wyłącznie środowiskowej
genezie tej postawy może być m y l n e
:

�II. 12. Wotum — wyobra­
żenie M, Boskiej
i postaci
kobiecej
(prawdop.
2. pol.
XVIII
w.), blacha mosięż­
na, 19 X 14 cm. Brak zna­
ków zlotn. Sieradz, kośc.
ss. Urszulanek. II. 13. Wo­
tum, woskowe — w y o b r a ­
żenie postaci
ludzkiej
ze
złożonymi
rękami,
brak
dolnej części, 2. poł.
XVIII
w.
Grodzisko
k/Ojcowa,
kaplica
Bł. Salomei.
Ob.
PME Warszawa. II. 14. M.
Boska
oraz postacie
ko­
biety
i mężczyzny,
pol.
XVIII
w., blacha
srebrna,
17 X 17 cm. Brak znaków
zlotn. Chełmno, jara.

14

Wota odnoszące się do spraw budowlanych i r-A\A\czych nie wyczerpują w całości zainteresowań tiospodarczych, materialnobytowych, jakie dochodzą do głosu
w suplikacjach i dziękczynieniach ofiarodawców. .Na
obecnym etapie badań nie można jeszcze ustalić polne­
go zakresu tych zainteresowań. Niemniej nasuwają
spostrzeżenia pozwalające mówi'', że w twórczości wo
t y w n e j znajdowały odzwierciedlenie niektóre lokalne
odrębności gospodarcze k r a j u . Do takich przypuszczeń
upoważniają między i n n y m i przedstawienia łodzi i stat­
ków. Natrafiono na nie w zbiorach wot Czerwińska
i Chełmna, ośrodkach położonych na ważnym szlaku
h a n d l o w y m Wisły. Szczególnie piękne i sugestywne jest
w o t u m z Czerwińska. Na stosunkowo niewielkiej pb-toe
o szerokim dekoracyjnym obrzeżeniu przedstawiona za­
stała łódź na sfalowanej powierzchni wody. Wyraźne
skierowanie uwagi na tę właśnie wode sugeruje okreś­
loną intencję — prawodopodobnie prośbę o ochronę
przed niebezpieczeństwami pracy na rzece (il. 26).
W i n n y m ośrodku w o t y w n y m , w .Miedniewicach,
zwraca uwagę swoiste przetworzenie tematu 'znanego
w ikonografii kościelnej, j a k i m jest św. Rodzina przy
stole. Sam cudowny obraz w m i e d n i e w i c k i m kościele

MIw-- .' '
w
i .
i '•
•
:

i ..

i {&gt;.•.;.-.-• . w nastroju mistycznego p rzęży •i
• Taki zamysł widoczny jest
. J '
. ': Логика, w dostojeństwie M a r i i
• •, Ń4- Józefa. Przedmioty na stole
- j .lawet nie najbardziej czytelne.
.

. &lt;,x-,nssści określonych elementów
jest zupelnio inaczej. Nicwątp!. - '• • ' : , e i \i . r r ^ v a n e na przedstawieniu endowr.i'i, : !&gt;'.•!, - j &gt;,'ier.m:e? dostrzega się, że nie chodziło
o ukri/.;in:e mistycznemu przewidywania Chrystusowej
ofiary. Wlaśi i w * «*-sty i jednoznaczność wyrazów twarzy
zostaly zagubione. Natomiast nabrały głównego znacze­
nia ..dary boże", które występowały na stole. O tenden­
cji r y w i n I i ' o w a r ^ n rrt^yfrr.-eh
prawd wiarv r.aizvwir
przekonutą wota. na kiórych (pod przedstawieniem stołu)
pojawia sio postać ofiarodawcy albo t y l k o nogi. Mogło
w tych wotach chodzić o najprostsze wyrażenie prośby
o pełen stół względnie o ukazanie związku między do­
statkiem a zdrowiem proszącego — zdrowiem jego nóg
(il. 4, 9, ID—11, 29).
4

•

ł

'

5

31

Motywy swoistej poufałości przy jednoczesnym uzna­
niu wszeehclobroci i wszechmożnośei istoty, której zło­
żono zosfnlo w o t u m , nie jest odbiciem jedynie obowiozu-

�Wota: П. 15. M.B. Częstochowska i
przewodnicy
pielgrzymki,
na dole napis: „Ofiara
Campanj
Kempisky"
(prawdop. 2. pol. XVIII
w.), blacha
srebrna, 23 X 10 cm. Brak znaków zlotn.
Jasna
Góra, ołtarz M.B.Cz. II. 16. Wyobrażenie
rodzi­
ny pod Okiem Opatrzności, blacha srebrna. Na
odwrocie
napis: „Ofiara J . Naymav
1823". W
dolnym prawym rogu znak złotnika z Warsza­
wy T. Klimaszewskiego,
jego godła (owca) oraz
próba 12-lutowego
srebra* 23 X 19 cm.
Jasna
Góra, ołtarz M.B.Cz. U. 17. Fragm.
przedstawie­
nia pielgrzymki.
Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

jącej postawy światopoglądowej w X V I I I w. Zdarzają
sio również wota, w których wizerunek
cudownego
obiektu zastąpiony został okiem opatrzności — symbo­
lem Trójcy Świętej — jedynego Boga. Pojawiają się
zarazem, np. na ołtarzach Najświętszej Panny M a r i i ,
wota z przedstawieniem samego Zbawiciela l u b po­
p u l a r n y c h postaci świętych
(il. 29—33). Znamienne
jest w o t u m złożone w Częstochowie przez pielgrzymów
z Pleszewa. Na płytce dużych rozmiarów, w górnej
części na środku, znajduje się wizerunek M a t k i Boskiej
Częstochowskiej. Przez całą szerokość p a r t i i dolnej roz­
ciąga się przedstawienie p i e l g r z y m k i . Natomiast po­
między jednym i d r u g i m znajdują się wyobrażenia Św.
Jana Nepomucena i św. Floriana. Jak wiadomo, są to
opiekunowie od żywiołu ognia i wody (il. 17, 32).
22

W przedstawionych przykładach rysuje się postawa
uczuć w jakiś sposób abiwalentnych wobec głównej po­
staci k u l t u wotywnego. Naiwne rozumienie wszechmocy
istoty czczonej, z poprzednio omawianej postawy, ustę­
puje jak gdyby poczuciu istnienia h i e r a r c h i i w świecie
niebiańskim, hierarchii znaczenia i powiności istot świę­
tych i boskich. Wydaje się, że postawa ta jest stosunko­
wo najbardziej reprezentatywna dla w o t z końca X V I I I
i z X I X w. Nie jest wykluczone, że została ona w y ­
kształcona na tle rodzącego się k r y t y c y z m u i ogólnej
refleksji nad założeniami w i a r y .
W wotach z 2. poł. X I X w. śledzić można rozwój,
najprawdopodobniej, momentów pokory, podporządko­
wania się w y r o k o m boskim. W dawnych intencjach
przeważała nad dziękczynieniem prośba, np. oczekiwania
i n t e r w e n c j i w sprawy doczesne. Samo zaś dziękczynie­
nie przyjmowało charakter p r e w e n c y j n y . Jeśli dobrze
rozumieć sens przedstawień, to w najpóźniejszych w o ­
tach prawdopodobnie zanika częściowo formuła otwar*
33

tej i prostej w i a r y w całkowitą stosowność czy może
nawet znaczenie prośby o rzeczy realne. Pojawiają sic
w t y m czasie np. prośby o przyjęcie do niebios najbliż­
szych zmarłych. Popularne stało się w o t u m z przedsta­
w i e n i e m dziecka w trumience. Wcześniej, w X V I I I w.,
dzieci ukazywane były w p o w i j a k u . Warto przytoczyć
napisy z tych wot nowej postaci:
„Andrzej

Szymański Urodził się d:za

Mca:T ist:Ro:182f)
J

Umarł d : 15 M c u : Czerw: Ro: Ш 5 " "
3

„Przed w y r o k i e m T w o i m
korne schylamy

Panie

czoła 1882" .
35

Jednocześnie zyskuje w t y m czasie znaczenie najpo­
pularniejsze w o t u m — przedstawienie serca gorejące­
go. W zbiorach częstochowskich często można spotkać
wota — wiele serc złączonych w całość (il. 35). Mogą
one symbolizować' członków rodziny i sprawy, wobec
których zachodzi potrzeba dziękczynienia. I w t y m w y ­
padku odzywa się m o t y w ofiary rozumianej w najsu­
rowszy sposób. Siedem serc połączonych na jednej płytce
oznaczonych zostało inicjałami i dopiskiem: sieroty.
W w i e l u tych wotach wyobrażających serca gorejące w y ­
czuwa się postawę ofiarodawców pokornych, podporząd­
kowujących się wszelkim w y r o k o m boskim.
Na osobną uwagę zasługują wota — ręce i dłonie.
Nie p o t r a f i m y dokładnie powiedzieć, j a k i e każdorazowo
treści kryją się pod t y m i symbolami. Na pewno wota te,
podobnie j a k wyobrażenia innych jeszcze części ciała
(nóg, uszu, oczu, nosa, języka), wiązały się ze sprawa­
m i zdrowia (il. 34). Niektóre z nich (oczy, nogi) znane
były we wczesnych okresach zwyczajów w o t y w n y c h .
Pojawiały się one z okazji nadzwyczajnych uzdrowień,
jak również w intencji oczekiwanego uzdrowienia. Nie­
mniej zwraca uwagę fakt, że spośród pozostałych s y m ­
boli ęiala ludzkiego właśnie ręce należą do szczególnie

�popularnych wot. W X I X w. występują one prawie t a k
często j a k wota serca. Być może, że w pewnych okolicz­
nościach nic były one ofiarowywane w związku z do­
legliwościami rąk. W zbiorach częstochowskich istnieje
spora ilość wot-dłoni w y k o n a n y c h z cienkich blach
mosiężnych, przy t y m niedbale uformowanych. Obok
nich zdarzają się dłonie i całe ramiona — obiekty w y ­
sokiego kunsztu rzemieślniczego. Są to wota nieraz
dużych rozmiarów, wykonane ze znacznych ilości srebra
(il. 34). Prawdopodobnie więc w w y p a d k u jednych i d r u ­
gich intencje wykraczały poza zwykłe zainteresowanie
zdrowiem. Można dopuszczać możliwość rozumienia dło-,ni, ramienia, jako symbolu przymierza, bliskiego s y m ­
bolowi serca.
Pod koniec X I X w. rozwiązany został problem t r u d ­
ności technicznych przystosowania masowej
wytwór­
czości wot do rozmaitych sytuacji i treści ofiarowania.
W sposobie przedstawienia ofiarodawcy zachowana zo­
staje postawa na klęczkach, ale zanika gest rąk unie­
sionych wysoko do góry i rozpostartych ramion. Figury
mają dłonie złożone przy sobie, j a k do pacierza i różań­
ca. Poszczególne postacie oddzielone zostały od tła, w y ­
stępują pojedynczo. Umożliwiło to produkowanie wot
nie t y l k o na potrzeby określonego ośrodka k u l t u , lecz
wszelkie ich odmiany. Poza t y m z tych pojedynczych
postaci łatwiej było montować układy wyrażające właś­
ciwe intencje ofiary. Oczywiście innowacja ta możliwa
była dzięki zmianie dawnych rzemieślniczych f o r m w y ­

17

twórczości na fabryczne. Dzisiaj te uproszczenia poszły
jeszcze dalej. Zakłady A r s Christiana wyrabiają t y l k o
jeden gatunek w o t : serca gorejące. Mają one k i l k a usta­
lonych wielkości i zależnie od tego są tańsze l u b droższe.
Warto powiedzieć, że w i n n y c h krajach europejskich,
np. we Włoszech, a szczególnie w Grecji, nie obserwuje
się j a k u nas procesu stopniowego zanikania w i e l u t r a ­
dycyjnych symboli w o t y w n y c h . Przeciwnie, w krajach
tych nastąpiło w najnowszych czasach, w okresie k i l k u ­
dziesięciu lat, wzbogacenie t r a d y c y j n y c h wyobrażeń z u ­
pełnie n o w y m i . Nie do rzadkości należą np, w o t a samochody, motocykle i rowery. Pojawiły się wota ofia­
rodawców we współczesnych strojach, m.in. mężczyzn
w mundurach wojskowych, z k a r a b i n a m i , wreszcie wota
symbolizujące mieszkanie — klucze . W tej odmienności
rozwoju symboli w o t y w n y c h znajdują niewątpliwie od­
bicie ogólne przemiany światopoglądowe społeczeństwa.
Gdyby nie rozwijające się u nas w najnowszych cza­
sach rozmaite f o r m y k u l t u , przypominające pewne m o ­
menty obyczajów w o t y w n y c h , można by powiedzieć, że
społeczność katolicka Polski reprezentuje dziś głębsze
i pełniejsze rozumienie w i a r y aniżeli wymienione w y ­
żej analogiczne społeczności Grecji l u b Włoch .
,e

37

Pojawienie się w 2. poł. X I X w. fabrycznych f o r m w y ­
twórczości w o t było bezpośrednią przyczyną zubożenia
ich wartości artystycznych. W miarę j a k następowała
stopniowe ograniczanie rodzajów określonych przedsta­
wień wota utraciły te wartości. Brak dotąd materiałów

�dotyczących początków występowania tej dziedziny sztu­
k i w Polsce zakreśla granice prowadzonych rozważań
do stosunkowo wąskiego okresu (od 2, pol. X V I I w. do
polowy X I X w.).

18

19

It. 18. Fragra. Wotum —- przedstawienia
szlachciców,
prubo blacha srebrna, wym. całości 24,5X23 cm. Brak
znaków zlotn. Na odwrocie napis: „Jry Mość Pani Ka­
tarzyna Rzechowska
Podczaszyna
Różańska Ofiarowała
to Volvm
do tego Kościoła Za pierwszego
Małżonka
Swego I Mć i Pana Jana Górskiego у Stanisława Syna
stolnika
Zakroczymskiego
Roku Pa 1721". Czerwińsk,
kośc. Przemienienia
Pańskiego. 11. 19. Wotum — szlachcic
pod. koroną, symbolizującą Cudowną (Koronowaną) M.B.
Chełmińska, pol. XVIII
w., blacha srebrna, IG X 14 cm.
Brak znaków zlotn. Chełmno, fara.
78

Przystępując do rozpatrzenia wartości artystycznych
wot, należy stwierdzić na wstępie, że w okresie u t r z y ­
m y w a n i a się rzemieślniczych f o r m wytwórczości, t j . do
polowy X I X w., jest to twórczość niejednolita. Zróżnico­
wanie charakteru pracy złotników, które uwidocznia się
w samych w y t w o r a c h , możemy zaobserwować nawet na
przykładzie zbiorów pochodzących z jednego ośrodka.
Poza t y m zwraca uwagę fakt, że to zróżnicowanie,
o którym już wcześniej wspominałem, rysuje się szcze­
gólnie jaskrawo w ośrodkach niepierwszoplanowej waż­
ności czy popularności. Uwidacznia się ono nie tyle
w w a r s t w i e ideowej, tematycznej, ile w formalnej. P r z y j ­
rzyjmy się dla przykładu wotom z Czerwińska. W y b r a ­
ne do porównań egzemplarze reprezentują dwa odrębne
warsztaty. Do warsztatu pierwszego, j a k się wydaje,
można zaliczyć kilkanaście w o t spośród przeszło stu
sztuk, znajdujących się w zbiorach kościoła. Wybrane
egzemplarze wyróżniają się t a k i m i podstawowymi cecha­
m i , j a k wielkość, grubość i rodzaj użytego surowca.
Można o nich powiedzieć, że są to niewątpliwie „cen­
niejsze" wota. I c h ofiarodawcy to przedstawiciele w a r ­
stwy szlacheckiej, a w j e d n y m w y p a d k u fundatorzy
w o t u m zbiorowego — mieszkańcy Zakroczymia. Przed­
stawienia we wszystkich t y c h wotach wykonane są
techniką repusowania, odlewu (obrzeżenie) oraz r y t o w nictwa (partie centralne). Przy pomocy r y t u oznaczone
zostały intencje w o t : wyobrażenia postaci ludzkich,
a w j e d n y m w y p a d k u płonącego miasta. Obrys p r o ­
wadzony jest linią zamaszystą, płynną, która przy
pewnych detalach, t a k i c h n p . j a k smugi d y m u albo
obrys torsu szlachcica, daje efekt arabeski czy zamie­
rzenia dekoracyjnego (il. 18, 37). Uzupełnieniem ob­
rysu są cieniowania, dokonywane poprzez z w i e l o k r o t ­
nienie krótkich zdecydowanych cięć. I c h k i e r u n k i i n a ­
pięcie jest bogato zróżnicowane. Twórcy, a może twórca
tego warsztatu ukazując określono postacie poświęcał
uwagę przede w s z y s t k i m i c h strojom, nie pomijając delali k r o j u i przybrania. Starał się jednak również u k a ­
zać w y r a z twarzy f i g u r y i właściwy gest błagania l u b
dziękczynienia, a w przedstawieniu płonącego Zakroczy­
mia także gesty lamentacji. Wśród f i g u r ratujących m i e ­
nie można dostrzec łatwość ukazywania człowieka w
ruchu. B r a k jest też „błędów" w zachowywaniu p r o ­
porcji i układu anatomicznego figur. Kompozycja ca­
łości jest swobodna, ze znajomością ujęć perspektywicz­
nych.
Warsztat d r u g i reprezentuje k i l k a prostokątnych pły­
tek i jedna figura serca. Wszystkie egzemplarze są m a ­
łych rozmiarów, z cienkiej blachy srebrnej l u b g r u b ­
szej mosiężnej i t y l k o jednostronnie posrebrzanej. K r a ­
wędzie poszczególnych w o t ozdabia skromny, wąski
szlak półkolistych tłoczeń l u b zygzakowatych płytkich
nacięć. Właściwe przedstawienia, podobnie jak w po­
przednich wotach, są rytowane. Obrys nosi ślady n i e ­
równości, j a k b y został wykonany rylcem o tępym ostrzu.
Przedstawienia dotyczą ludzi oraz zwierząt gospodar­
czych ( i l . 25, 38, 39). W j e d n y m w y p a d k u mamy ozna­
czoną t y l k o t w a r z człowieka. Oszczędność przedsta­
wienia jest aż t a k znaczna, że wzbudza zastanowienie
nad b r a k i e m wymagań ofiarodawcy. W i n n y c h wotach
przedstawione zostały całe postacie, ale również w spo­
sób daleko posuniętej umowności, z „błędami" w zacho­
waniu proporcji i właściwego układu anatomicznego.

J

�M i m o np. profilowego ujęcia f i g u r y t w a r z j e j , t a k j a k
w poprzednim w o t u m , ukazana jest na wprost. T y l k o
w przedstawieniach zwierząt zajęły autora bliższe szcze­
góły (rogi, sierść, wymiona). Kompozycje nie p r z e k r a ­
czają dwóch przedstawień i zawsze skrępowane pozostają
symetrycznym układem lub zwielokrotnieniem określo­
nego elementu plastycznego ( i l . 25).
Można zatem powiedzieć, że w małym ośrodku, t a ­
k i m j a k Czerwińsk, działały w X V I I — X V I I I w . warszta­
t y złotnicze o zasadniczo różnych możliwościach tech­
nicznych i artystycznych. Z jednej strony był warsztat
nieskrępowany większymi trudnościami technicznymi,
nie uchylający się przed epickimi ujęciami, z drugiej
zaś warsztat przejawiający umiejętności mniejszej skali,
oparte na uproszczeniach prowadzących do syntetyzują­
cych skrótów i niezwykle l a p i d a r n y c h ujęć.
Podobne zróżnicowanie, chociaż nie tak samo wyraź­
ne, obserwujemy na przykładzie w o t z pozostałych
ośrodków: Sieradza, Nieszawy, Chełmna, Miedniewic
oraz Częstochowy. W każdym z t y c h ośrodków n a t r a f i a ­
m y na dowody koegzystencji w X V I I — X V I I I w. warszta­
tów o krańcowo różnych możliwościach technicznych
i artystycznych. W większych zaś ośrodkach, t a k i c h np.
j a k Częstochowa i Chełmno, występują ponadto wota.

których w a l o r y ideowo-formalne nakazują zdecydowa­
nie zaliczać je do n u r t u twórczości elitarnej.
Fakt, że twórczość w o t srebrnych rozwijała się w
mniejszym stopniu pod wpływem zamówień środowisk
l u d o w y c h aniżeli środowisk społecznie i ekonomicznie
uprzywilejowanych, nie powinien przesłaniać i n n y c h m o ­
mentów istotnych dla jej charakteru. W X V I I I w., a t y m
bardziej w okresie wcześniejszym X V I I w., rozbieżności
wyobrażeń religijnych między społecznościami l u d o w y m i
a różnymi odłamami w a r s t w uprzywilejowanych nie
były zasadnicze czy wyraźniejsze. W epoce t e j , j a k
mówiłem, prymitywność pojęć i postaw r e l i g i j n y c h pew­
nych odłamów w a r s t w u p r z y w i l e j o w a n y c h
dopełniał
swoisty u t y l i t a r y z m myślenia, j a k i bywa właściwy g r u ­
pom społecznie upośledzonym. Stąd też w obrębie treści
religijnych trudno jest nieraz przeprowadzić wyraźniej­
sze rozgraniczenie na ludowe i nieludowe przykłady
omawianej twórczości. Należy jedynie dopuszczać moż­
liwość, że w zakresie m n i e j l u b bardziej żywego zain­
teresowania zdrowiem i własną biografią dochodziło do
różnic między ofiarodawcami ze środowisk ludowych
i innych kręgów ówczesnego społeczeństwa. Być może
również, że do t y c h ostatnich kręgów dotarły w X I X w .
dodatkowe pobudki aktów w o t y w n y c h . M a m na myśli

II. 20. Wotum — wyobrażenie szlachcica. W górnym rogu M . Boska,
(prawdop.
pol. XVIII
w.), blacha mosiężna posrebrz.
28 X 20 cm.
Brak znaków zlotn. Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

�II, 21. Wotum — wyobrażenie krowy, 2. poi. XVIII
w., grubsza blocho mosiężna
posrebrz., 7 X 14 cm. Jasna Góra, ob. źb. prywatne. II. 22. Wotum — symbol bydła
rogatego, XIX w., u&gt;ys. 16,3 cm. Wg R. Kriss, Eisenopfer...
s. 23. Górna
Bawaria.
II. 23. Wotum — wyobrażenie krowy, kute żelazo, wys. 9 cm. Muz. Jelenia
Góra.
II. 24. Srebrne wota z XVII—XIX
w. Wg Lenz Kriss. Reienbcck, Bilder und zeichen...
s. 126. Dolna i Górna Bawaria.

sprawy losów już nie samej jednostki, j e j rodziny, ile
społeczności w i e r n y c h czy losów religii. Natomiast w
p r z y p a d k u środowisk l u d o w y c h nastąpiło w t y m czasie
ogólne zwiększenie się popularności w o t srebrnych. Nio
pozostawało to bez związku z ostatecznym zanikiem
w większości miejsc k u l t o w y c h dawnych w o t wosko­
wych. W przemianach t y c h odegrała pewną rolę po­
prawa ogólnych warunków życiowych najliczniejszych
reprezentantów tego środowiska — ludności chłopskiej.
W t y m czasie między poszczególnymi odłamami spo­
łeczeństwa zarysowały się znacznie wyraźniejsze róż­
nice w wyobrażeniach r e l i g i j n y c h .
W świetle przedstawionych uwag nasuwa się zasad­
nicze pytanie, czy omawianą dziedzinę sztuki można
ujmować jako przedmiot k u l t u r y ludowej, czy t y l k o
jako problem badawczy, mający pewne znaczenie dla
poznania jej historii.
Otóż j a k i e k o l w i e k byłyby w n i o s k i badaczy o rozwoju
osiągnięć określonych ośrodków złotniczych w Polsce
X V I I — X V I I I w., nie podlega dyskusji, że w porównaniu
z osiągnięciami i n n y c h gałęzi dawnych sztuk omawiana
dziedzina
nie zajmowała pierwszoplanowej
pozycji,
Dziwne byłoby zresztą, gdyby rzecz przedstawiała się
inaczej. Jeśli chodzi o rozmaite pokrewne umiejętności
obróbki metali (płatnerstwo, ludwisarstwo, brązownictwo,
f i l i g r a n itp.), to wiadomo, że nie mają one w Polsce
a n i trwalszych tradycji, ani głębszych powiązań z głów­
n y m i n u r t a m i r o z w o j o w y m i k u l t u r y . Umiejętności te
na ogromnych połaciach przyśródziemnomorskich uzy­
skały postać wszechstronną i powszechną, o w y b i t n i e
l u d o w y m charakterze. Rozwój twórczości w o t y w n e j w
Polsce ma wszelkie konsekwencje przeobrażeń zdecy­
dowanie żywiołowych, o krótkim stosunkowo przebiegu.
80

�1 dlatego też t r u d n o wskazywać w tej dziedzinie zde­
cydowanie odrębne n u r t y rozwojowe. Nie znaczy to j e d ­
nak, aby nie można było odnaleźć zarówno przykładów
s t y l i s t y k i odpowiadającej określonym etapom rozwojo­
w y m sztuki n u r t u głównego, j a k i przykładów k o n w e n ­
cji formalnych, pojawiających się niezależnie od miejsca
i czasu. A l e t e n właśnie moment rozróżnienia f o r m a l ­
nego nie jest najbardziej istotny, wiele bowiem z roz­
wiązań dalekich od ustalonych f o r m sztuki „historycz­
nej", a z s i l n y m i nieraz znamionami cwych konwencji
uniwersalistycznych, łączyło się z w o t a m i ofiarodawców
spoza kręgu ludowego.
Zasady wytwórczości w o t , które j a k wiadomo nie
podniesione zostały do f o r m poszukiwania własnej w y ­
powiedzi artystycznej, zasady oparte przede wszystkim
o dążenie do uproszczeń, ułatwienia realizacji maso­
w y c h zamówień, rzutowały silnie na charakter dzieł.
Wyławiane były przez twórców najistotniejsze momenty
określonych intencji. W ogromnej większości w o t p o t r a k ­
towane zostały w sposób syntetyzujący. Prowadziło to
do kształtowania przekazu o dużej sile wyrazu. Emocjonalność określonych przedstawień podbudowywała o d ­
waga twórców ukazywania własnych możliwości t e c h ­
nicznych. A możliwości tych na ogół nie obciążała
surowa poprawność, r u t y n a zawadowa .
зя

Znaczna część złotników i rytowników, zajmujących
się twórczością wot, najprawdopodobniej nie r e k r u t o ­
wała się spośród rzemieślników najwyższych umiejęt­
ności, aby nie powiedzieć małych czy niedostatecznych.
Możliwe, że b y l i o n i przedstawicielami tej rzeszy p r o ­
wincjonalnych majstrów, których procesy rozwojowe
w miejskich cechach rzemieślniczych okresu X V I —
24

X V I I w . odsunęły od pełniejszych możliwości zawodo­
w y c h i sprzyjających warunków doskonalenia warszta­
tu .
3S

Starając się zamknąć dotychczasowe rozważania, moż­
na scharakteryzować omawianą twórczość w następu­
jący sposób: 1) twórczość w o t srebrnych czerpie swój
rodowód z treści nierodzimego n u r t u k u l t u r y . Niemniej
znajduje ona oparcie nie t y l k o w treściach ideowych
oficjalnej ideologii kościoła, ale również w miejscowych
wyobrażeniach i wierzeniach o charakterze l u d o w y m .
2) Twórczość ta ukształtowana została ostatecznie w póź­
n y m stosunkowo okresie X V I I — X V I I I w . — okresie nie­
bywałego rozwoju cudownych miejsc k u l t u , cudownych
objawień, szerzenia się idei bezpośrednich ingerencji
istot boskich i świętych we wszelkie przejawy życia
człowieka. Twórczość w o t y w n a jest j e d n y m z najpełniej­
szych i trwalszych śladów t y c h idei. Zbieżność z k l i ­
matem tradycyjnych wierzeń i wyobrażeń ludowych nie
pozostawała bez wpływu na przyjęcie się zwyczajów
w o t y w n y c h i ich artystycznych dokumentów do n u r t u
rozwojowego k u l t u r y o szerszym zasięgu aniżeli okreś­
lona warstwa l u b odłam społeczeństwa. 3) O zasięgu
i sile oddziaływania omawianych obyczajów w o t y w n y c h
decydowały swoistości t r a d y c j i rzemiosła p r o w i n c j o n a l ­
nego w Polsce. W X V I I — X V I I I w . rzemiosła obróbki
m e t a l i nie były, j a k sądzę, na tyle rozwinięte, aby mogła
zaistnieć powszechnie dostępna wytwórczość w o t m e ­
talowych, nawet nie srebrnych, ale żelaznych, t a k j a k
miało to miejsce w i n n y c h k r a j a c h (głównie w niektó­
r y c h częściach Niemiec i Czech, a następnie A u s t r i i
i Węgier). 4) Możliwości techniczne i artystyczne rze­
miosł, zajmujących się wytwórczością w o t srebrnych.

�były w t y m okresie na tyle ograniczone w w i e l u ośrod­
kach, głównie jednak prowincjonalnych, że zamówienia
w a r s t w uprzywilejowanych realizowano często w k o n ­
wencjach bliższych doświadczeniom artystycznym n u r t u
ludowego
aniżeli a k t u a l n y m tendencjom w
sztuce.
5) Twórczość w o t srebrnych nie zajmuje zdecydowanie
określonego miejsca wśród głównych nurtów rozwojo­
wych. Znajduje ona w porównaniu do innych gałęzi
twórczości stosunkowo najsilniejsze i różnokierunkDwe
powiązania między t y m i n u r t a m i .

•
Pojawienie się i rozwój, nawet bogatych i r o z m a i ­
tych, f o r m w o t srebrnych — wyrobów o znamionach
przedmiotów niezwykłych, przeznaczonych na szczegól­
ne okazuje życiowe — nic świadczy bynajmniej o wyso­
k i m standarcie ówczesnej k u l t u r y materialnej. Może n a ­
tomiast, j a k się wydaje, wyrażać pewne, t r u d n e do okreś­
lenia właściwości psycho-społeczne danej zbiorowości
narodowej. We właściwościach t y c h jest swego rodzaju
niezrównoważenic potrzeb realności z pragnieniami

i aspiracjami życiowymi. Nie ulega wątpliwości, że w
obliczu istoty czczonej, w atmosferze ceremonii k u l t o ­
wej ujawnienie owych właściwości psycho-społocznyeh
jednostki i całych grup ludnościowych dokonywało się
w sposób szczególnie wyrazisty. I dlatego nie będzie
przesadą twierdzenie, że dla czasów powszechnego f i deizmu wota są wyjątkowo czułym wskaźnikiem t r w a l ­
szych cech grupowych, składających się na wartości pod­
stawowe, unifikujące życie duchowe zbiorowości.
Twórczość w o t srebrnych rozwijała się w Polsce na
przestrzeni k i l k u s e t l a t . Dziś należy ona do jednej
z w i e l u wymarłych dziedzin sztuki r e l i g i j n e j . Proces
zaniku tej twórczości w X I X w . był równie gwałtow­
ny j a k pojawienie się nowych, mechanicznych f o r m
obróbki m e t a l i . Związane z tą twórczością umiejętności
i doświadczenia artystyczne nic znalazły k o n t y n u a c j i
w i n n y c h rodzajach dzieł sztuki. A l e k i l k u s e t l e t n i okres
w i e l k i e j żywotności w o t był dostatecznie długi, aby
umiejętności i doświadczenia tej twórczości uzyskały
postać ustaloną. Niemniej ścisłe powiązania ich ze
szczególnymi f u n k c j a m i r e l i g i j n y m i , masowy charakter
26

�£7

II. - j . Fraym, wotum — wyobrażenie krów (prawdop.
2. pol. XVIII
w.), blacha mosiężna, 0,5 X I I cm. Brak
znaków zioin. Czerwińsk. II. 26. Fragrn. wotum — łódź na rzece (prawdop,
2. pol. XVIII
u\h blacha
srebrna,
culosć 12 л 15,5 cm. Czerwińsk. II. 21, Wotum — wyobrażenie krowy, blacha srebrna, i) X 11,5 cm, Znaki
zlotu,
w górnym rogu, w owalach — Шагу МИ, w owalu narożnym — D. Chełmno, jara.
zamówień, a także ograniczone możliwości rzemiosł
prowincjonalnych ośrodków nie pozwalały, aby twór­
czość w o t y w n a moe,U przyjąć znamiona zindywidualizo­
wania wypowiedzi artystycznej i t y m samym wyrażać
w sposób pełniejszy postawy i k i e r u n k i przeobrażeń
w sztuce. Stąd też można mówić o .swoistej stagnacji
rozwiązań plastycznych. Zmieniają się w nich stroje
i gesty przedstawianych osób czy nawet w sposób zasad­
niczy m o t y w y d e k o r a c y j n e . \ i e zmieniają .''K natornin-'
główne zasady samych rny.wia.zan plastycznych. Wielość
elementów kompozycyjnych pozostaje niezwykle ogranic/ona
Organizacja określonych przedstawień spro­
wadza s; ' w najlepszym razie d o zachowania relacji
między dwoma podstawowymi k i e r u n k a m i : poziomym,
który wyznacza miejsce wyobrażenia intencji, a piono­
wym, który określa miejsce w i z e r u n k u istoty czczonej
Wiązanie elektów rytowani„ i wypukłego modelunku
kontrastuje partię centralna, w stosunku do obrzeżenia.
Zależnie zaś o d warsztatu służy tr.iiic-j l u b baruzii-j
wyraźnemu u k i e r u n k o w a n i u uwa«i na określone przed­
stawieniu. .Sprowadzają sic ono do oderwanych figur,
traktowanych najczęściej w ayosub oymboliczny. U l u ­
dzi właściwie l y l k o odpowiednie gesty rąk i pożycia
hu klvczniu-h określa zakres ujęć. Mają ono jednak
odnosić .się do rozmaitych sianów i uczuć, szczególny cli
zupełnie wydarzeń, a nawe! nап'ргууyiн)у/&lt;пу ch cudów
Усп zjawisk. W umowności tej możliwość podkła­
daniu pod przedstawienia odpowiednich treści jest n i t g r a n i c z o n a . Taką też, nieograniczoną (czy toż maksy mamą), wydaje się przedstawiać umowność rozwiązań
plastycznych ogromnej większości wot. Jeśli umowności
tej towarzyszy oszczędność i zarazem surowość środków
realizacji, zyskuje nna na szczerości i śmiałości. Jeśli
natomiast konwencja ta znajduje wsparcie w swobod­
S

п

niejszej i sprawniejszej technice r y t u l u b tłoczenia, po­
tęguje się jedynie wrażenie niedoskonałości, braku
współbrzmienia.
Umowność rozwiązań plastycznych jest dobrze znaną
stroną w i e l u dziedzin sztuki ludowej (przede wszystkim
dziedzin zaliczanych do tzw. sztuki zdobniczej). W dzie­
dzinach tych jednak o umowności f o r m d w y d u j e w d u ­
żej mierze 'zespół czynników m a t e r i a l n y c h — właści­
wości -mrowia, zasady jogu obrób)::, u * . . , ! . : „ ; _ . . . . . . . . . J . „
tu Up. Umowność, z jaką spotykamy się w wolach srebr­
nych, znajduje swoje podłoże głównie w czynnikach
pozamatenalnych. W y n i k a ona między inn* m i л •••л .::-wierzeń, z przekonań o właściwościach istoty r / c / . o n e j
oraz postaw zajmowanych wobec niej piie/. t/Juvtiuka
Pod t y m względem stosunkowo najbliższe analogie m a ­
ją wota ^rębnie w swych odpowiednikach w y k o n a n y c h
z wosku. W tych ostatnich jednak u u u i w i i - i i r
Pizw.yiw
pla&gt;tyi'ziiych i n i a i a węższy zakres. Wo.-kowe l i ^ u i y
zwierząt, ludzi, organów ciała ludzkiego wwnbrażab'
określone ubiektj i /wiązane z m m i k o n k - e l n o poUv.eby.
M e odnosiły się natuitiia.^t to figury &lt;K&gt; vi&gt; dai y.cn, 4 a nów ducha, nie mówiąc o zjawiskai n cudownych. Wula
w u u k u w t i arebrne udzw ioi ciedlają d w a у . а к а и т г / и т у ­
н е sposoby
„kontaktowania &gt;ię" z bóslweni. y.asatię
/.wiązaną z w o t a m i w o s k o w y m i można n r / v i Y i w n a e i l e
K o m u n i k o w a n i a się opartego o zaklęcia i »e«ly. nato­
miast zasada związana z w o t a m i s r e b r n y m i Ulż-,z,i
mowie artykułowanej czy nawet m o d l i t w i e S/fr'ei-ie
rozpowszechniony od kilkudziesięciu lat w nkktórych
ośrodkach k u l t u zwyczaj pisania do osób świętych
i boskich listów, a od k i l к u lat '/Ыогыли opracowywa­
nych ksiąg jest niewątpliwie dalszym rozwinięciem с1ал nvch artvstvcznvch zasad k o n t a k t o w a n i u się z bóstwem.
1

4

1

�I L 2&amp;. Fraam. -wotum — „£w. Rodzina",
por. il. 4, 11. II. 2d. Wotum — postacie
z różańcami pod Okiem Opatrzności, blacha mosiężna posrebrz, 9 X 17 cm. Brak
znaków zlotn. Klasztor oo. Paulinów, Częstochowa. II. 30. Wotum — postać kobiety
pod Okiem Opatrzności, blacha srebrna, 14 X 18 cm. Znak złotnika KM oraz С
(prawdop. znak zlotn. chełmińskich). Chełmno, fara.

�PRZYPISY
Jest to k o m u n i k a t o k i e r u n k a c h prowadzonych
poszukiwań oraz o zarysowujących się problemach na
obecnym etapie badań — etapie d a l e k i m od ostatecz­
nych ustaleń i wniosków. Podstawą do t a k formułowa­
nego celu stały się w y n i k i prowadzonych przeze m n i e
w ramach stałej pracy w Zakładzie E t n o g r a f i i I n s t y t u t u
H i s t o r i i K u l t u r y M a t e r i a l n e j P A N na przestrzeni ostat­
nich 2 l a t rozpoznawczych badań terenowych oraz wstęp­
nych prób zapoznania się ze źródłami a r c h i w a l n y m i .
Badania terenowe, stosunkowo
najwszechstronniejsze
i szczegółowe, prowadziłem na terenie północno-wschod­
niej Polski (Kurpiowszczyzna, Mazury, Warmia). W i n ­
nych częściach k r a j u objęte zostały badaniami wybrane
ośrodki k u l t o w e . Oto one: Grodzisko koło Ojcowa, Sie­
radz, Prostyń, Miedniewice, Czerwińsk, Warszawa, Nie­
szawa, Chełmno Pomorskie, K a l w a r i a
Zebrzydowska
i Piekary Śląskie. Ponadto zapoznałem się ogólnie
z sytuacją w południowo-wschodnich rejonach k r a j u
(Przemyśl, Zamość, Rzeszów i okolice) wreszcie z tere­
n a m i północno-zachodnimi ziem odzyskanych. W każ­
dym z badanych ośrodków przedmiotem głównych prac
była dokumentacja zbiorów wot, próby dotarcia do m i e j ­
scowych źródeł a r c h i w a l n y c h oraz w y w i a d y na temat
współczesnych f o r m k u l t u wotywnego.
1

W poszukiwaniu źródeł do badań okazało się zawod­
ne branie pod uwagę wyłącznie popularności ośrod­
ków k u l t o w y c h . Jak wiadomo, wota należą do t r a d y c j i
k u l t o w y c h kościoła grecko- i rzymsko-katolickiego. Nie
sa one respektowane przez wyznania protestanckie.
W Polsce, gdzie wyznania te nie mają trwalszego opar­
cia, należy oczekiwać występowania bogatych i rozmai­
tych przejawów twórczości w o t y w n e j . I t a k i też nasuwa
się wniosek z pobieżnych nawet porównań materiału
krajowego z obcym. Niemniej w n i o s k u tego n i e można
dziś odnosić do całego obszaru k r a j u . Na obszarach
byłego zaboru austriackiego wiele najsławniejszych t a m
ośrodków k u l t o w y c h nie ma p r a w i e zupełnie d a w n i e j ­
szych w o t (Rzeszów, K a l w a r i a Zebrzydowska).
Tereny
te objęte były w X I X w . ogłoszoną przez władze za­
borcze rekwizycją przedmiotów wartościowych, głównie
kościelnych. Najprawdopodobniej podobne losy spotkały
między i n n y m i zbiory w o t w niektórych w y b i t n i e p o l ­
30

skich centrach na obszarze zaboru pruskiego (Sw. L i p k a ,
Gietrzwałd, Piekary Śląskie).
Brak jest całkowicie w o t w ogromnej większości
muzeów państwowych i nie m a i c h też w większości
muzeów diecezjalnych. Natomiast można oczekiwać n i e ­
bywałych, j a k sądzę, materiałów w niektórych p u n k t a c h
skupu złomu srebrnego A r s Christiana oraz w p r y w a t ­
nych i spółdzielczych warsztatach j u b i l e r s k i c h . Wiado­
me jest, że w warsztatach takich na terenie K r a k o w a
stopiono w ostatnich latach (w związku z uroczystościa­
m i Tysiąclecia) dużą ilość zabytkowych w o t srebrnych
na blachę, m . i n . do w y r o b u wazonów na k w i a t y do
ołtarzy.
Jeśli chodzi o źródła archiwalne, to należy zaliczyć
do nich na pierwszym miejscu inwentarze kościelne
i rejestry łask uzyskiwanych przez w i e r n y c h w m i e j ­
scach słynących cudami. Rejestry t a k i e sporządzano
wszędzie t a m , gdzie zabiegano o koronację papieską
określonego obiektu k u l t u . Na terenie k r a j u k o r o n o w a ­
nych w X V I I I w . miejsc k u l t o w y c h jest ogromna liczba,
Ale na same rejestry łask nie zawsze można natrafić
v tych miejscach. Niezależnie zaś od występowania
źródeł udostępnia się je na ogół niechętnie.
O wotach woskowych opublikowałem następujące
ргьсе: Wota woskowe ze wsi Brodowe
Łąki i
Krzynow'or/n Wielka, „Pol. Szt. L u d . " , R. 14, 1960, n r 1, s. 3—
22; Symboliczne
ofiary woskowe ze wsi Kadzidło, tamże,
R. 16, 1962, n r 2, s. 92—96 oraz P i e r w i a s t k i
tradycyjne
we współczesnym Światopoglądzie ludu wiejskiego
za­
mieszkującego tereny popuszczańskie i sąsiednie na Ma­
zowszu [ w : ] „1962 Rok Z i e m i Mazowieckiej", Płock 1962,
s. 289—295. O malarstwie w o t y w n y m patrz: J . i A. Czerepińscy, Xfc III-wieczny
ludowy strój biłgorajski na ob­
razach wotyw.tych
z Puszczy Solskiej,
„Pol. Szt. L u d . " ,
R. 15, 1961, n r 2, s. 84—93; A . Kunezyńska-Iracka, Ma­
larze ludowi z Oidel, „Pol. Szt. L u d . " , R. 19, 1965, n r 2,
s. 79—100; tejże, Obrazy częstochowskie, tamże, R. 20,
1966, n r 2, s. 75—100.
г

Por. R. Andree, Votive
und Weihegaben
des
katholischen
Volkes
in Siid-Deutschland,
Brunswick
1904; A*. Gennep, Religions
Moeurs et Legendes,
rozdz.:
Ex-Votos
Bavarois et Tyroliens, Paris 1908; St. L. Kostov,
Votivi,
„Izvestja na Narodnija E t n o g r a f s k i j Muzej w
Sofija". Sofija 1922, R. I I . t. 1—2, s. 15—22; M . S. F i l i 3

�powieź, Mietalni
Votivi
prawosławnich Srba, „Głasnik
skopskog naucznog druzstva" X V — X V I , Skoplie 1936,
s. 241—253; R, Kriss. Eisenopjer, Munchen 1957; R. Kriss,
H. K r i s s - H e i t i r i c h , Peregrinatio
neohellenika.
Waiifahrtswanderungen
im heutigen
Griechenland
und in
Unteritalien,
Wien 1955, а z wcześniejszych prac: FUhrcr
durch die Sammlung
fiir deutsche religiose
Volkskunde,
Wien 1936; R. Violant Simorra, F.l arte popular
cspanol,
Barcelona 1953; P. Toschi, Arte populare
italiana, Ro­
ma 1960.
Nazwa ofiara jest do dziś żywa w w i e l u środo­
wiskach wiejskich. W niektórych z nich jest nazwą
używaną wyłącznie w t a k i c h np. odmianach gwarowych
j a k „ofsiara", „osiara" (Kurpie). B y w a w y p i s y w a n a na
samych płytkach. Natomiast w źródłach archiwalnych
występuje prawie wyłącznie nazwa w o t u m . Należy t u
również wspomnieć o u t r z y m y w a n i u się do dziś z w y ­
czajów obnoszenia, składania i zawieszania w o t . Obrzą­
dek dokonywany jest zawsze w sąsiedztwie l u b bezpo­
średniej łączności z ołtarzem (il. 1). Takie też u k i e r u n ­
kowanie k u l t u wotywnego wyraża pojęcie przedmiotowe
ofiary i czynnościowe ofiarowania.
Występowanie obok t y c h przedstawień tekstowych
objaśnień l u b też odrębnych sformułowań nasuwa p y ­
tanie, czy wyrażały one zasadniczo różną postawę czło­
w i e k a do istoty czczonej, czy stanowiły jedynie odbicie
określonych możliwości technicznych formułowania prze­
kazu. Za pierwszym przypuszczeniem przemawiałby fakt
występowania szczególnie rozbudowanych tekstów, nie­
kiedy przeradzających się w odrębny utwór na wotach
możniejszych fundatorów. I c h pozycja społeczna i m a ­
terialna mogła rzutować na swobodniejszą postawę w o ­
bec istoty czczonej. Natomiast za d r u g i m przypuszcze­
niem przemawiałby' f a k t niepiśmienności niektórych
rzemieślników. Warto jednak dodać, że znane są w y ­
padki w y k o n y w a n i a przez rzemieślników analfabetów
poprawnych i znakomitych kaligraficznie k o p i i określo­
nych tekstów.
Do uwag tych upoważnia przede wszystkim n a r r a cyjność przedstawień malarskich w obrazach w o t y w ­
nych jak też analiza tekstów często występujących pod
t y m i obrazami. Oto wybrane podpisy z obrazów w o ­
t y w n y c h w kaplicy M.B. Rzeszowskiej w kościele oo.
Bernardynów w Rzeszowie: pod datą 1631 „Elżbieta
Zakrzewska z miasta Krosna Srogi K a d u k cierpiąc tu
(podkreślenie moje) Przyszedłszy Wolną Została". Pod
datą 1664 „I.M.P. K u l k o w s k i zeznał (podkreślenie moje)
iż córka lego T a k i Boi Głowy Y Oczu Miała że L e w e
oko na wierzch wylazło. Skoro oddał Ią w opiekę N.P.
го tym punkcie
(podkreślenie moje) Zdrową Obaczyl".
Pod datą 1635 „Córeczka P. Jana Curzyńskiego Maiąc
lat cztery Gdy się w Rzece kompała Cale się zalała
skoro smutni Rodzice w o t u m uczynili zdrow a została".
Sformułowania i sens t y c h podpisów ujawniają, że o d ­
noszą się one w większej mierze do w i e r n y c h aniżeli
do samej istoty czczonej. Najprawdopodobniej
teksty
te j a k też obrazy (zajmujące dwie pełne ściany w k a p l i ­
cy) namalowane zostały w jednym czasie i przez tego
samego malarza. Całość stanowiła niewątpliwie swoistą
reklamę zaaranżowaną przez zakon. Odmienne są zupeł­
nie teksty wot srebrnych. Mówię o nich w dalszej części
pracy.
Np, okazalszy obraz w o t y w n y albo nawet obrus
złożony jako w o t u m na mensę mógł być sugestywniejszym dla społeczności w i e r n y c h wyznaniem przez ofiaro­
dawcę żarliwości religijnej aniżeli niewielka płytka
ze srebra.
' Por. A. Gennep, op. cit., s. 102—3.
Reguły zakonne niektórych zgromadzeń dawały
szeroki przystęp kształceniu umiejętności rzemieślniczych
i artystycznych. Jest wielce prawdopodobne, że w okresie
przyswajania się zwyczajów w o t y w n y c h zakonnicy b y l i
twórcami wot. Ok. 1743 r. w klasztorze jasnogórskim
istniała pracownia złotnicza kierowana przez o. Daniela
Katrzyńskiego. Por. L. Lepszy, Przemyśl złotniczy w
Polsce, Kraków 1933.
Zwraca uwagę, że w wiejskich parafiach nie spo­
t y k a się na ogół słynących z cudownych łask obiektów
k u l t u . Oczywiście można powiedzieć, że niektóre ośrodki
mirakularnogo k u l t u reprezentowały takie właśnie para­
fie, a z czasem dopiero stały się miejscem zgromadzeń
zakonnych. Niemniej jednak, wydaje się, że również
w t y c h wypadkach swoją żywotność i popularność za­
wdzięczały organizacjom zakonnym.
W zbiorach w o t nie zdekompletowanych w sposób
zasadniczy (takimi zbiorami wydają się być wota w
Chełmnie Pomorskim, Czerwińsku i Miedniewicach) do
4

5

B

T

7

9

10

11

86

Wota: II. 31. Sw. Jan Nepomucen,
łan zboża i postać
kobiety
(prawdop.
kon. XVIII
w.), blacha
srebrna,
10 X 10 ст., brak znaków złotn. Nieszawa, pow .Włoc­
ławek. II. 32. Przedstawienie
pielgrzymki,
św. Jana
Nepomucena,
św. Floriana i M.B. Częstochowskiej, blacha
mosiężna posrebrz., 25 X 23 cm. Brak znaków złotn. Jas­
na Góra, ołtarz M.B.Cz. II. 33. Wyobrażenie chorej w
łożu oraz św. Antoniego
i M.B. Częstochowskiej.
Napis
na wstędze: „Sanda. Maria. Ora Pronobisz"
(prawdop.
2. pol. XVIII
w.), blacha mosiężna posrebrz., 35 X 28 cm.
Brak znaków złotn. Jasna Góra, ołtarz M.B.Cz.

��П. Н. Wota — reka i dłonie, XIX w. Jasna Córa, Ba­
zylika. II. 35. Wolo. — serca, XIX w. Warszawa, kośc.
oo. Franciszkanów. II. 36. Wotum — осгу, blacha srebrna,
5 X 5,5 cm.
Miedniewice.

A.D. 1591, A r c h i w u m Jasnogórskie, rkps n r 2098 s.k.
40—51. Z kościoła N.M. Panny ss. Urszulanek w Sie­
radzu pochodzi niezwykle cenny dokument, prowadzony
od 1633 г., p t : Regestr
rzeczy do Bractwa
albo do
ołtarza Naś. Panny Maryey
należących, iako
apparaty,
vota, złoto, srebro — inwentarze,
rewizje, dary do 1767,
A r c h i w u m Diecezjalne we Włocławku sygn. 299. W do­
kumencie t y m podane jest, że kościół posiadał w 1668 r.
taką ilość w o t srebrnych, że można było wykorzystać
je jako surowiec. Oto w z m i a n k a na ten temat: „R.P.
1668 za Panowania Jana Kazimierza Króla Polskiego...
za staraniem osobliwem PP. starszych y... Oica Promo­
tora zrobiona jest sukienka P. Naswietszey z srebra
у wotów (podkreślenie moje), które były spobożności
Dobrodzieiów ofiarowane na t e n ze obraz. Którego
Srebra było i n pondere grzwien trzydzieści у Osm.
jednak tego srebra upaliło się przy szmelcowaniu grzy­
wien 2. Ta tedy Panny nas sukienka która iest m i o tanomi k w i a t a m i złocista także korony dwie у Aniołowie
wazy i n toto grzywien trzydzieści у sześć. Na który
szaty pozłocenie dało się czerwonych zł 36. Które złoto
także w rożnych pierścieniach у kawałkach od Dobro­
dziejów dane były za wota (podkreślenie m o j o f Pannie
Nasw: od Roboty zaś teyze suk. у wszytkiey blachy
dało się Panu Tom. Dołegowiczowi zp. 200 у 50 — Ita
est Fr. Stephanus Zatorski S.T.L.mpp. 1668, Augusti 15".
I n n y dokument t o : O cudownym г bardzo starym
obrazie
Najświętszej Maryi Matki Bożej 1720, z którego podaje
obszerne wyciągi ks. Franciszek Żynda, Historia
cudow­
nego obrazu Matki Boskiej Bolesnej w Chełmnie z go­
dzinkami,
nowenną i pieśniami, Chełmno 1938, rkps
w a r c h i w u m p a r a f i a l n y m w Chełmnie. Księga Cudów
w Prostyni
od 1511 do 154? [w:] B. T u r s k i , Pamiątka
z Prostyni, Siedlce 1932. I n n y wreszcie dokument z głoś­
nego na W a r m i i ośrodka pątniczego w Gietrzwałdzie
. podaje, że w 1798 r. zbiory w o t w s a n k t u a r i u m M . B o ­
skiej liczyły zaledwie 11 sztuk („w kształcie nogi i serca,
okrągłe i kwadratowe"), Liber Proccssitm Ecclesie
dittrichswaldensis
in 1796 die m.cnsis 16-to Maji
incipit,
s. 33, A r c h i w u m Parafialne w Gietrzwałdzie. Na koniec
wspomnieć można dokument innego zupełnie rodzaju,
j a k i m jest Wacława z Potoka Potockiego, Ogród fraszek,
wydanie zupełne A. Brucknera, L w ó w 1907, t. I I , s. 375.
Por. Alojzy F r i d r i c h , Historye cudownych
obrazów
najświętszej Maryi Panny w Polsce, Kraków 1908. Po­
nadto prace na ten temat ks. Wacława z Sulgostowa
i ks, Sadoka Barącza.
u

�3(1

Na terenie północno - wschodniej Pulski niezwykle
popularnym patronom żywego inwentarza jest św. Roch;
w Sieradzkiem i Opoczyńskiem św. Benon i św. Bogumił;
w Kieleckiem i Sandomierskiem, a także na Podkarpa­
ciu św. -Mikołaj; na Śląsku św. Wendelin.
n

Należy wymienić takich znanych patronów zdro­
wia ludzkiego j a k : św Walenty, św. Agata, św. Rozalia
oraz sw. Roch.
Ważna rolę odgrywała np. zbieżność daty święta
z poru głównych przemian w reku i odpowiadających
im prac gospodarczych. Zwyczaje w o t y w n e w dniu
Przemienienia Pańskiego znajdywały w t y m d m u opar­
cie w swoiście p o j m o w a n y m pojęciu Przemienienia
jako zmiany na lepsze. Asumptem do takich skojarzeń
była pora samego święta, przypadająca na zakończenie
uprzątania /. pól zbiorów dorocznych. Podobnie u j m o ­
wane było pojęcie Zwiastowania. W popularnych tłuma­
czeniach, z j a k i m i mogłem się zetknąć w w i e l u wsiach
Podla&gt;ia, .święto to w niczym nie wiązało się z o f i e i a i nym jego rozumieniem Chodzi o niepokalane poczęcie
Maryi. Zwiastowanie, tak j a k Przemienienie Pańskie,
Uznawano za zapowiedź nnweco. lonszcen życia W jed­
nym i drugim w y p a d k u wychwycone zostały o p t y m i ­
styczne momenty nadziei opartej o zbieżność słownych
sformułowań aktów mistycznych z prawidłowościami
cyklicznych przemian w zvciu naturv i pracach gospo­
darczych.
:

"

17

" W ogromnej ilości wot, jaką miałem możność
przejrzeć, wydaje się, że t y l k o jedno zostało wykonane
Przez samego ofiarodawcę. W o t u m to znajduje się na
ołtarzu .Matki Boskiej Chełmińskiej. Wyobrażenie nogi,
obok niej nieznany znak k r a t y z zaczepem, wreszcie
M - — w y k o n a n e zostały zdecydowanie niewprawnie.
Możliwe, że autorem tegu w o t u m był, tak j a k głosi
P 1 S

napis, j e j c u /, w i e . d i i ; . u u i t n \ i , u . ^ i . , L - i i i . i &gt; . i . . . t . o u ^ . ,,i ..'i
szuka Г Ч \ e y 1 ulijucy B y л
•i b i e i u i a
L.is. \\ e . 1111 e j.u\
w nocy o matko endow (sic') polna w t y m ..brajle Pr: .;,
bądź na piiritiie v\ цч1ц)и-«.\ m ,&lt;/i,-"
-

i* Niektóre zrudl.i Hlcniwaiiie. т а к I . I K : i | &gt; . i &gt; i m w t m
sieradzki licacstr
r:fc:u
rin Пггнчнч!.
i h i-.: : i •&lt;--/•„ ia p o - . e nych dans e h o złulnikach. 1 т и л е , a , &lt; v i u \ s l a i - i i . . ix.
ów złotnik Tomasz Dołęgowie/. • • • Ф ' " ! Г Ч p &gt;•&lt;•••'!&lt; м-/..;'."
W ltiLiti l', przetopienie dawniejszych S\ol ; I - I \ S \ i % w i ; a i m
sukienki do i.brn/.u M a t k i Buskiei, I » l '«ń\-&gt;-., шч* .-h
wot, możliwo, /с wbiśnie U ••li. I - "
'
'••
•!&gt;&gt;
dziś w slcradzk ! ii i k o ś c i e l e
1

Na obecnym etapie badan udało mi чо roz­
szyfrować 1yll«i) njrlirxnP funk! '.'h'!
••-:•!;::•:;
Korzystałem, przede wszystkim. z opracm\a;ii;i /jiakuw
złotniczych, które podaie I . Lepszy, up »И .1ак Wia­
domo, autor omawia znaki t y l k o ważniejszych s-środków
złotniczych. Dla Częstochowę podaje n r a w M u i bodn i
3 złotników. Z żadnym /. nich nie i den ty f i k u ią :;:c znaki
odnalezione na wolach. Znacznie- lepiej p; zeusli-is\ ia -ie
sytuacja w odniesieniu do zbiorów chełmińskich Odliujdujciu., ..„.i . . - - . L ^ . . ,
......
...
,,
,
złotnika Jana Leteńskieyu
w г - ' и 1 •&gt; U i m - i
1742—1771. Złotnik ten zajmował sic Uowulo v.-vrohcrn
monstrancji. Por. L. Lepszy, op. c i i . , s. 285. W tymże
zbiorze chełmińskim ione w n i i m i n..si мийу /лык u
srebrnika z Gdańska (lata 1783--1789k Wilhelma F r y ­
deryku Sponholtza. Jego znak: H O L T Z SPON. Por.
L. Lepszy, op. cii., s. 92. Wota warszawsK н-h srebrników:
Klimaszewskiego
(lata 1838—1851). Wernera (1. pol.
X I X w.), Malcza (lala 1847 -1352). odn:!;d:t;«Tny
koś­
ciołach nie t y l k o samej Warszawy, lecz również takich
ośrodków j a k : Miedniewice, Prostyń, Kodeń. Por. L. Lep­
szy, op. cii., s. 31 Ii, 320, 32.5,
л

en

�U 37 Franm wotum
,
t ragm. wmum
? ™ 5 „ S m Ь Ł
C

~

Piotr
r

Ł

Rusinowi
(całość wyobraża rodzinę), blacha srebrna, całość ^
X 25 cm Brafe zrjąfcńw
,„ tum — wyobrażenie człowieka, blaszka srebrna, 8 , 5 X 9 cm. Czerwińsk.
S
^ b ™ 4 e » i T c » t o « № . blacha mosiężna posrebrz., całość 19 X 10,5 cm. Czerwińsk.
n

T

38

�Z takiego uzupełnianego blaszanymi o k u c i a m i
obrazu (Sąd Ostateczny) pochodzi wyobrażenie gromu
(il. 3). Początkowo wyobrażenie to nabite było na jeden
z 3 grotów namalowanych na obrazie. Dziś znajduje się
ono obok właściwych wot na specjalnie zmontowanym
ekranie. Wywodzenie w o t srebrnych ze zwyczaju obija­
nia elementami blaszanymi obrazów przedstawił M.S.
Filipowicz, op. cit., s. 242—243.
Wskazuje na to, przede wszystkim, dający sie
łatwo zaobserwować na przestrzeni omawianego okresu
X V I I — X V I I I w. postępujący proces rozbudowywania
plastycznych wyobrażeń na wotach oraz i c h tekstowych
objaśnień.
T a k i m w o t u m jest niewątpliwie znajdujące się
w zbiorach chełmińskich przedstawienie na dużych
rozmiarów srebrnej płytce ( w y m i a r y 1? X 28 cm) B o ­
gusława Kilnowskiego przed 2-piętrowym budynkiem,
prawdopodobnie d w o r u włości W i n n i c i Tylicza. Tekst
intencji podaje na s. 12.
W Częstochowie i Chełmnie Pomorskim bardzo
często występują samoistne przedstawienia osławionych
w tych ośrodkach obrazów M a t k i Boskiej. Sposób w y ­
konania t y c h wot, najczęściej „wybijanych", wskazuje
wyraźnie, że wyrabiano j e w znacznych ilościach. Dziś
nie spotykamy wprawdzie identycznych
egzemplarzy,
wiadomo jednak, że niektóre wota po upływie jakiegoś
czasu zdejmowano z ołtarza do przetopienia na suro­
wiec. Najprawdopodobniej
przeznaczano
na ten cel
przede wszystkim powtarzające się egzemplarze.
Por. „Wotum małe srebrne z Przesowa kampania
oddała 20 maja 1711"; „die 30 M a i i anno 1711 Kompania
z Bochni i n n r o 600 osób przyniosła vota sua Matce
Najświętszej"; „Z Warszawy od miasta całego w o t u m
w i e l k i e bez łańcuszka, samo, które ma ważyć grzywien
10 14 J u l i i " ; Regestr wotów danych
na Obraz
Matki
Najświętsze, 1695—1719, A r c h i w u m Jasnogórskie; rkps
nr 753, s. 51, 53, 58. Przedstawione wyżej wyciągi otrzy­
małem od O. Dra Sykstusa Szafrańca, za co też składam
najserdeczniejsze podziękowanie. I n n e źródło:
Historia
Calvarie serdu diiigenset Accuraia Descriptio
situs Fondationis Privileghrum
Dcvotissimi...
Anno D o m i n i 1613,
w y m i e n i a pod datą 1743, s. 180, w o t u m sztychowane
z wizerunkiem M a t k i Boskiej i kościoła w Żywcu.
Rkps a r c h i w u m oo. Bernardynów w K a l w a r i i Zebrzy­
dowskiej, obecnie w a r c h i w u m klasztoru oo. B e r n a r d y ­
nów w K r a k o w i e . Niniejszy wyciąg zawdzięczam p. mgr
Annie Kunczyńskiej-Irackiej.
51

u

21

84

15

&amp;

Por. Wacław z Potoka Potocki, op. cit., s. 376.
Warszawski f a b r y k a n t W e r n e r produkował w
1. poł. X I X w . w skali masowej sztancowane w cienkiej
blasze małych rozmiarów ( 6 X 8 cm) wyobrażenie klęczą­
cego chłopca z t a k i m podpisem: „Boże nie opuszczaj go
nigdy". I n n y f a b r y k a n t sreber A d a m N o r b l i n specjali­
zował się w t y m czasie w wyobrażeniach niemowląt.
Były one także sztancowane w cienkich blaszkach
mosiężnych, posrebrzonych. Wota z t y c h warsztatów
zachowały się m i n . przed ołtarzem św. Antoniego w
kościele oo. Franciszkanów w Warszawie,
2 ł

»
Szersze omówienie tego zagadnienia przedstawiłem
w pracy o wotach woskowych, por. przypis 2.
W zbiorach zabytkowych w o t chełmińskich, liczą­
cych około 150 sztuk, występują 4 w o t a z wyobrażeniami
zwierząt. W zbiorach Czerwińska znajduje sie. taka
sama liczba t y c h wyobrażeń na ogólną ilość 67 wot.
W Krzynowłodze W i e l k i e j w pow. Przasnysz w miejsco­
w y m kościele znajduje się k i l k a w o t srebrnych, a wśród
nich jedno wyobrażające krowę. Natomiast w t a k i m g i ­
gantycznym zbiorze w o t , j a k i m jest klasztor oo. P a u l i ­
nów na Jasnej Górze, odnalazłem również t y l k o jedno
wyobrażenie tego zwierzęcia. Warto dodać, że było ono
przechowywane nie w kaplicy, j a k inne wota, lecz
w magazynie. W Czerwińsku, gdzie występuje stosunko­
wo największy procent w o t z wyobrażeniami zwierząt,
także niełatwo jest je odnaleźć. Zawieszono te wota
wszakże na ołtarzu, ale wysoka pod stropem kościoła.
Szczególnie jaskrawe przykłady tej postawy świa­
topoglądowej dostarczają rozmaite doroczne zwyczaje,
związane z w y p i e k a n i e m specjalnych f i g u r z ciasta
chlebowego.
Tę trywializującą postawę odnaleźć można nie
t y l k o w interpretacjach mówionych środowiska ludowego,
lecz również w e współcześnie ogłaszanych i p o p u l a r y ­
zowanych publikacjach pod patronatem władz kościel­
nych. T a k np. gest lamentacji M . Boskiej w Piecie
z Chełmna uzyskał następujące objaśnienie: „Powiadają,
że w czasie oblężenia miasta przez najeźdźców chciwych
k r w i i łupów M a t k a Boska własną ręką osłaniała gród
i jego mieszkańców. Widywano ją podczas najcięższych
c h w i l , gdy żołnierze z sił już opadali, j a k w otoczeniu
aniołów chodziła po m u r a c h i wznosiła ręce do góry,
a pociski nieprzyjacielskie odbijały się o nie i wracając
do nieprzyjaciół wyrządzały i m szkody". Franciszek
Żynda, op. cit., s. 9.
n

ы

31

за

�П. 40. Współczesne wota fabryczne.
Zebrzydowska.

Na sercu

napis:

„Za doznane

Niniejsze uwagi opieram głównie na oględzinach
wot w zbiorach klasztoru oo. Paulinów na Jasnej Górze
w Częstochowie,
Oto znamienne sformułowania ofiar i dziękczynień.
Wotum ze zbioru chełmińskiego: „Antoni Siennicki
w Twoje opiekę 1752. Paraliżem zarażony sie oddawszy
iestem Pocieszony". Wotum z Czerwińska: „Te w o t u m
ofiarowane Panu Bogu Naswies Pannie Czewienskiei Do
f a r i premniena pańskiego Te racz uchowacz ynwentara
miast Czerwiński". Alba napis z Miedniewic: ,,Na p a ­
miątko uzdrowienia od E m i l i j Kobylińskiej O M A R I O !
bez zmazy poczęta przyczyń się za nami..."
Wotum w kościele oo. Franciszkanów w W a r ­
szawie.
Wotum w Bazylice na Jasnej Górze.
Na podstawie własnych badań w Atenach. Por.
Rudolf
Kriss Hubert Kriss-Heinrich,
Peregrinatia
neohelłenika. Wallfahrtswandcrungen
im heutigen
Griechenland un.d in Unteritalien,
Wien 1955. P. Toschi, op. cit.
" Napisy wygrawerowane na tabliczkach w kościele
„garnizonowym" w Warszawie: „Do św. Tadeusza Judy,
t u się modliłam i t u zostałam wysłuchana. Bardzo proszę
o szczęśliwą jazdę samochodem dn. 27.IV.1965 J.W."
z i

33

34

M

36

Fot.:

autor;

łaski i opiekę Parafia

Stopnica

1951".

Kalwaria

,.Św. Tadeuszowi Judzie w podzięce za zdanie egza­
m i n u i proszę o dalszą Dpiekę." W K r a k o w i e szczególnie
popularnym miejscem składania „listów" jest ołtarz św.
Z o f i i w kruchcie kościoła pod wezwaniem św. M a r k a .
Na ołtarzu t y m w 1965 r. widziałem kilkadziesiąt k a r t e k
oprawionych w rozmaite r a m k i . Oto jeden z listów:
„Dziękuję za doprowadzenie do ślubu kochającej osoby
i dom j a k i m i dałeś Jezu".
Srebrne wota pod względem wartości artystycz­
nych dają się porównywać z p o k r e w n y m i od strony
technicznej w y t w o r a m i sztuki w metalu X V I — X V I I I w.
Można wymienić t u dla przykładu takie dziedziny, jak
bogato zróżnicowane znaki cechowe, tłoki pieczętne, nie­
które rodzaje ludowej biżuterii, wreszcie pokrewne i od
strony funkcjonalnej opłatki. Por. T. Seweryn,
Krakow­
skie klejnoty
ludowe, Kraków 1935, tegoż, Arcydzieła
żelazorytu
ludowego.
(Formy do w y r o b u opłatków),
„Pol. Szt. L u d . " . R. 9, 1955, n r 6, s. 335—361; A. Chmiel,
Rzeźnicy krakowscy, Kraków 1930; Fr. K o t u l a , Cechowa
znaki i tłoki pieczętne w Muzeum w Rzeszowie,
War­
szawa 1951.
Por. K. Piwocki, O historycznej
genezie
polskiej
sztuki ludowej, Wrocław 1953.
M

J9

Jan Swiderski

— il. 23.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6006" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5986">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3aca7a578628f1dbcdd7bac25cd205c5.pdf</src>
        <authentication>90073d71e260dcb1480ab191ae160306</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71641">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4949</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71642">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71643">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4588</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71644">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71645">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71646">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71647">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71648">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71649">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71650">
                <text>polska sztuka ludowa
N S T Y T U T

S Z T U K I

P O L S K I E J

A K A D E M I I

N A U K

ROK

XXI

1967

NR

2

�T R Е S С

67

Jacek Olędzki

Wota

Zofia Gródecka

Babimojsko-dabrowiecki haft przewlekany .

srebrne

Kareł Kreuzcr

Świeckie ludowe obrazy na szkle

Ewa Snieżyńska-Slolot

Ludowe rzeźby Adama Słowińskiego .

Izabella Galicka
_ . , . ,
Hanna Sygictynska

. ,
Chrvstus Frasobliwy z Anielowa

.

93
103

.

.

.

105
ń ń

109

z ARCHIWUM HTKTOKYCZNEGO
Tadeusz Sławski

I n w e n t a r z rzeczy Wojciecha
garncarza i obywatela bieckiego

Bartoszowicza,
111

SPRAWOZDANIA

Ewa Śnieżyńska-Stolot

Drogi rozwoju szopki k r a k o w s k i e j na podsta­
w i e dwóch ostatnich konkursów: X X I I I i X X I V

113

Ksawery P i w o c k i

Roman Reinfuss: Ludowe kafle malowane .

.

117

Jerzy Czajkowski

Tóth Janos: Nepiteszetiink Hagyomanyi
dycje naszej ludowej a r c h i t e k t u r y ) .
.

(Tra­
.
.

118

RECENZJE

KRONtKA

119

SUMMARY

OF ARTICLES

121

РЕЗЮМЕ

,

123

,

Na okładce: Fragment wotum — pożar miasta Zakroczymia,
wyryta data 164S, napis,
blacha srebrna, wym. całości 14 X 21 cm. Brak znaków złotnika. Czerwińsk. Fot.
Jacek Olędzki. Na stronie tytułowej: Figurki
z szopki: dziad i Szymek na kozie.
Wyk. Jan Bielski. Pólrzeczki, pow. Limanowa.
Fot. Jan
Swiderski.

ć

u.
''OSZ

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

POLSKIEJ

AKADEMII

N A U К

ROK

XXI

1967

polska sztuka ludowa

NR

�KOMITET REDAKCYJNY
Mgr Aleksander Jackowski,
dr Kazimierz Pietkiewicz,
prof, dr Ksawery Piwocki,
prof, dr Roman Reinfuss,
prof, dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Redaktor naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof, d r Roman Rein­
fuss,
sekratarz
redakcji
i redaktor działu: mgr J a d ­
wiga
Jarnuszkiewiczowa,
współpracownicy: m g r A n ­
na Kunczyńska — Iracka,
mgr K r y s t y n a Chojnacka,
redaktor
techn.:
Maria
Kluko'wska,
układ
graf.:
Jadwiga
Jarnuszkiewiczo­
wa. Tłumacze: D. Ronowicz
tang), N. Stasińska (ros.).
Red.: Instyitut Sztuki P A N ,
Warszawa, u l . Długa 2G.
Wyd. i administr.: P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
Puławska 61, teł. 44-50-19.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6005" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5985">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5a0e0507b72af4862f4124fe21b98c57.pdf</src>
        <authentication>5a721e194b1eb929f1d3cec40e4e8a1c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4946</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71629">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71630">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71631">
                <text>sztuka ludowa - konkursy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71632">
                <text>zabawka ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71633">
                <text>Rabka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71634">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4585</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71635">
                <text>Konkurs na zabawki ludowe w Rabce/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71636">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; s.57-61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71637">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71638">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71639">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71640">
                <text>twa

Fryś-Pietraszek

K O N K U R S NA Z A B A W K I
L U D O W E
W
R A B C E

i
Kierownictwo

Muzem

i m . Orkana

w

Rabce,

znane

z pomysłowych i cennych a k c j i (m. i n . k o n k u r s y na p a l ­
m y w i e l k a n o c n e , podłaźniki, g w i a z d y

i turonie, jarmark

w y r o b ó w l u d o w y c h ) , urządziło n a p r z e ł o m i e l a t 1965/1966
konkurs na ludowe

z a b a w k i . Można

że w k o n k u r s i e udział
karze

wezmą

ze s t a r y c h , dużych

g r a n i c z u p o w . suskiego
nickim,

którzy

znaną d o b r z e

ośrodków

przypuszczać,

ze

swą

produkcją,

O d pewnego

o b s e r w u j e się b o w i e m n a w s i z n a c z n y

upadek

nej wytwórczości z a b a w k a r s k i e j s p o w o d o w a n y
nasyceniem

sklepów

i kiosków

na po­

i w p o w . myśle­

seryjną

i z Cepelii.

zabaw-

położonych

i żywieckiego

wystąpią

z targów

było

tylko zawodowi

tanimi

czasu

samorod­
znacznym

zabawkami

pro­

d u k c j i p r z e m y s ł o w e j . C o r a z r z a d z i e j w rękach w i e j s k i c h
d z i e c i spotkać m o ż n a z a b a w k i w y k o n a n e
przez starsze
tyka

rodzeństwo, rodziców

się co n a j w y ż e j

drewniane

konie albo

Tymczasem
się

duża

prymitywne

drewnianych,

lalki

z

Spo­

gałganków,

wózki.

na wystawie

ilość

własnoręcznie,

czy dziadków.

pokonkursowej

interesujących,

zaprezentowana

nieseryjnych

przez

grupę

wyróżniła
zabawek

nie znanych

dotychczas twórców z Poręby W i e l k i e j w powiecie l i m a ­
n o w s k i m . S z c z e g ó l n i e interesującą
spół z a b a w e k

pozycję

stanowił ze­

dostarczonych przez Jana R a p c i a k a

(Ina­

groda), m i m o p e w n y c h usterek f o r m a l n y c h czy t e c h n i c z ­
nych.

Jan Rapciak,
Poręba
Wielka,
pow. Limanowa:
Wózek z konikami,
wys. 11 cm, dł. 41 cm.
3

Pokazał

on wózek

II. 1. Bąk, dl. 20 ст. II. 2. Lalki

z

dwukonnym

z wiatraczkiem,

zaprzęgiem

wys. 26 ст. II. 3.

�zaznaczyć, że n a j l e p s i z n i c h b r a l i już udział w
konkursach

poprzednio

urządzanych

w

innych

Rabce. T e n n o ­

w y , interesujący zespół r o z w i n ą ł się p o d w p ł y w e m m u ­
z e u m rabczańskiego, a l e j e g o k r y s t a l i z a c j a i d a l s z y
wój

zależy o d i n n y c h czynników,

nego

nadzoru

artystycznego

zwłaszcza

oraz

od

możliwości

Poza n i e l i c z n y m i w y j ą t k a m i ,

n i e powstał t u w

typ

do

zabawki,

nadającej

się

W y d a j e się j e d n a k , ż e w

masowego

naszych

czasach

nym

powielania.
z

indywidualnie, utrzymana

charakterze.

Nie

każda

z

nich

zaintereso­
niebanal­

w

tradycyj­

może

liczyć

r ó w n e p o w o d z e n i e u d z i e c i . Z a w s z e chętnie
n e będą p r z e z n i e f i g u r k i

zbytu.
zasadzie

w a n i e m spotkać się p o w i n n a w ł a ś n i e z a b a w k a
na, opracowana

zabawki

narzędzi

i

ruchome.
sprzętów

zwierzęce, niezależnie o d

Natomiast

miniatury

gospodarskich,

nie

są

prostu

k t ó r e naśladują
natomiast

znane

n i e potrafią

t y p u drobiazgów

w

Z

karetki

Jednak

zapewnione
zabawki

jako

powodzenie

mają

k o n i k a m i , wózki

przedstawionej
zabawkarzy

(10

uczestników

i Tarnawy
kać m o ż n a

w powiecie
było

nego.

Uwagę

Anny

Kwaśny

także

zwracał
z

stać się
ludowej.

natomiast

konkursu),

na

konkur­

ze w s i

Koszarawy,

Lacho­
Pewelki

Sucha obok w y m i e n i o n y c h
zabawki

typu

wdzięczny

Pewelki,

seria

Ijak:

karuzelki, ko­

nie, k o l e b k i , p t a s z k i i t p . W
zawodowych

po
tego

lokalna,

sztuki

sie
wice

które
wiele

z drewna, barwnie malowane,

z czerwonymi

twórczości

dorosłych,

pamiątka, ą n a w e t
zbieraczy

już

przez dzieci

miasta,

m o ż e znaleźć n a b y w c ó w

zainteresowania

dawna

jarmarczne

wiejskich

zajęcia

z

się n i m i .

a t r a k c y j n a , bo niecodzienna
przedmiotem

zabawie

dzieciom

bawić

spo­

wszel­

wychodzących

p o w o l i z użycia, b y w a j ą j e s z c z e p r z y j m o w a n e
wiejskie,

na

przyjmowa­

s o b u w y k o n a n i a , r ó w n i e ż l a l k i , w ó z k i , a zwłaszcza
kie

roz­

rozsąd­

mniej

samochodzik
pastelowych

spot­

powszech­
( i l . 5)
koników

5
4

( i l . 3) o r a z b a r d z o p r o s t e , p r y m i t y w n e z a b a w k i
jak:

mężczyzna

drewniane
no

—

żarnach

wiatraczku

poruszane

silą

( i l . 2). O w a

chałup

Rapciaka,

przedstawiająca

kategorie

Rapciak
i

i odziane

wiatru,

szczytach
poza

a także d z i a d

lalki podmalowane

przy

ozdoby

przy

w

lniane

para

czasem

wykonali

Ten

także

sam

małe

kołatki

twórca

toczone

oraz

zestaw

w

białym

to

figurki

postacie

odmiennych

bączki

(il.

karłów

i

1)

drewniane.

w

typie

l u b lekkoróżowym
dzikich

już

Józef

Pierwszą nagrodę otrzymał również Stanisław
za

na

kompozycja

orkę wołami, wykraczała

zabawki.

—

płót­

przypomina

umieszczane

wiejskich. Wielofiguralna

różnego r o d z a j u

ruchome

i baba

zabawek,

surowym

domowych

Stożek

rzeźbionych

drewnie.

zwierząt,

Były

groteskowe

( i l . 8) i s m u k ł e b i a ł e p t a s z k i .

Podobną

c z ę ś c i o w o t e m a t y k ę obrał Józef Stożek ( I I n a g r . ) , z k t ó ­
rego

wyrobów

towaniem
także

zwracały

bryły

cały

figurki

komplet

oraz

—

tych

drobno

stosując

Z

zabawek

tradycyjny
ogonem

Jana

sposób
i

czerpaki,

szufelki

się r z e ź b y

tego

rozsuwania
klocka

—

nacię­
ptaszka

(II

drewnie

nagroda)

miniatur

wyróżniała
sprzętów

do­

różnego r o d z a j u , k o r y t ­

( i l . 6). M n i e j

ciekawie

przedsta­

twórcy.

Ośrodek w P o r ę b i e W i e l k i e j

reprezentowało —

n i e z w y m i e n i o n y m i p o w y ż e j — ośmiu t w ó r c ó w .

58

on

rolniczych

skrzydłami.

Misiury

m o w y c h , j a k masielnica, skopce
wiały

ukształ­

( i l . 7). W y k o n a ł

drewnianego

się g r u p a d ł u b a n y c h w
ka,

interesującym

m i n i a t u r o w y c h narzędzi

końców

z wachlarzowatym

uwagę

zwierzęce

łącz­
Trzeba

�П. 4. Tracz
przy
pracy,
wys. 33 cm. Wyk.
Józef Faculak,
Lipnica
Mała, pow. Nowy
Targ.
II. 5.
chód, wys. 14 cm. Wyk.
Anna
Kwaśny,
Pewelka,
pow. Sucha.
II. 6. Miniatury
naczyń domowych.
Jan
Misiura,
Poręba
Wielka,
pow. Limanowa.
II. 7. Świnka,
wys. 13 cm, dł. 21 cm. Wyk. Józef
Poręba
Wielka.
II. 8. Kapela,
wys. 26 cm. Wyk. Stanisław
Stożek, Poręba
Wielka.

Samo­
Wyk.
Stożek,

�II. 9. Wózek
z karuzelą,
wys. 17 cm,
dl.
29 cm. Wyk. Józef Rumiak,
Lachowice,
pow.
Sucha.
11. 10. Gwizdki
gliniane.
Wyk.
Adam
Kościelniak,
Rabka,
pow. Nowy
Targ.
11. 11.
Pociąg (fragm.),
wys. 20 ст.. Wyk.
Władysła­
wa Sikora,
L a c f i o w i c e . I I . 12. Konie,
wys.
19 cm. Wyk. Stanisław
Biegun,
Lachowice.

60

�12

( i l . 12) S t a n i s ł a w a

Bieguna

(il.

przez

z

11)

zrobiony

Lachowic.

mniejsze
stylu

ona

zabawki
Nie

i

Rumiaka

włączyli

innego

się

a

do

wypalania).

zentatywnym

w

Wysokim

wyróżniały

się

wyroby

ośrodka

nieco

w

Osieczanach

wykonuje

cechuje

zbli­

(II

z Lipnicy
pokazał

skich, nieco

koło

Myślenic.

zwierzaki,
Małej

na

konkursie

Wypracował
sylwetki

on

koni­

na wystawie,

n p . osiołka

klepek,

a

dobierając

zabawne

swej

zwierzęta

w

czeniu

—

niektóre

do

Białej

rzeźb

a po­

czy

Niektórzy

konkursu,

z

pokazał

chego w

powiecie

urządzania

skromnie

wykonał

za

Prillowej,

syn

figurki
a

także

glinie i tera­

(13), l i m a n o w s k i e ­

nie

spełnili

nego

t u również

w

s t o s u n k u do

z

różnobarwnych

zakopiańskiego

J u r y k o n k u r s o w e , które obradowało w d n i u 4 lutego

po

450 zł

nisław
Józef

Kościelniak

(Józef

Biegun
Stożek

pierwsze

p o 800 zł

Rumiak,

Władysława
Anna

mielnej

się

k u r s u była m g r M a r i a L e c h o w s k a - B u j a k o w a ,

formie

i

Stanisława

wykoń­

(III

nagroda)

Obrochty

nadadzą

się

z Ci­

doskonale

grupy

n i a n y c h w y r ó ż n i a ł y się m a l o w a n e

wyrobów

i glazurowane

kształtach

muzeum

konkursu

gli­

gwizd­

( i l . 10), w y ­
Fot.

Jan

Gacek

Józef
Sko­

nagród. K o m i s a r z e m

kon­

kierownik

Rabce.

pokazano

p o n a t y — n a wernisażu w

na

czasowej
—

wystawie

najcenniejsze

krakowskiej Piwnicy

działu

zabawkarskiego,

właśnie

w

uzdrowisk
i

zabawki. Lokalizacja

R a b c e , która
dla

dzieci,

godną n a j w i ę k s z e g o

Swiderski.

a z czasem

stanowi
wydaje

poparcia.

jedno
się

być

takiego
z

w
eks­

Pałacu

p o d B a r a n a m i . P r z e c h o d z ą o n e n a własność m u z e m
zaczątek

Sta­

ze

rabczańskim, a p o n a d t o

osobnego m u z e u m

dla lalek.

reprezentowanej

Plon

drewniane

starannym

Górnisiewicz

Muzeum i m . Orkana w

i

Pewelki,

Wielkiej,

Na

i 10 t r z e c i c h

Edward

z

też

Białej)

oraz

Sikora

Kwaśny

i J a n M i s i u r a z Poręby
Małej

Wiel­

z R a b k i ) , 8 nagród d r u g i c h

z Lachowic,

z Lipnicy

(otrzy­

i S t a n i s ł a w Stożek z P o r ę b y

drewna.

proste

tandet­

pamiątkarstwa.

wykonał

( i l . 4); a p o n a d t o

skó­

c h a r a k t e r u za­

przykłady

gatunki

kiwające

i

tradycyjnych

produkdji

malowane,

zwierzęcych

czy m o d e l e

klasyczne

warunków

metalową

przyrządów i sprzętów, które n i e miały
b a w k i . Trafiły

wiel­

Ozdobił j e t e c h ­

jednak

m . i n . galanterię

Faculak

nowotarskim

o fantazyjnych

twór­

Gacek,

Rabki,

Klary

rzaną, i n s t r u m e n t y m u z y c z n e

kiej oraz A d a m

typu zabawki —

Józef

pokoików

koło

(17), s u s k i e g o

nich

nadsyłając

bednar­

formacie

dużego w a h a d ł a
realistycznej

dalszej

Ł ą c z n i e d o k o n k u r s u zgłosiło się 40 uczestników z p o ­
wiatów: nowotarskiego

serię w y r o b ó w

domowym.

ludzików,

k a r a b i n k i . Innego
o

do

Edward

kocie.

mali je Jan Rapciak

odpowiednie

z R a b k i . Góralskie m e b e l k i

ki

nieco

Faculak

rzemieślniczej

figurki

pomocy

dziecinne

Ze

nawiązujące

Józef

na Orawie,

doskonałą

zmniejszonych

wypalania,

marginesie

do

14-letni

ze S k o m i e l n e j

Rabki,
zabaw-

tów.

używanych w gospodarstwie

przy

garncarza

uzyskał

1966 г., p r z y z n a ł o 3 n a g r o d y

nagroda)

niką

i p a m i ą t k a r s k i e . D l a zachęty
nagrodę

z

repre­

był

błąda.
Bednarz

Kościelniaka
na ich walory

J e d y n y m , chociaż m a ł o

o d ogólnie przyjętych
inne

Adama

ze w z g l ę d u

go (8) i m y ś l e n i c k i e g o (2), dostarczając o g ó ł e m 291 o b i e k ­

ków, których k i l k a zademonstrował
nadto

czości

garncarza

oceniane

(m.in.

sposoby

i c h przedstawicielem

odbiegające

karskie

w

A n t o n i B u r k a t ( I I I n a g r o d a ) , o d przeszło 20 l a t z a m i e s z ­
kujący

przez

a wysoko

za p o p i e r s i a i m a s k i w y k o n a n e w s u r o w e j
zabawkarze

znanego,

konane

zdobienia

t e m a t y k a , ale odmienne

zastosowanie

połowę

krowę,

( i l . 9).

konkursu

mniej

o

oraz

technicznym

niestety

tradycyjnego,

pociąg
również

koniki.

z Lachowic

Porębie, p o w . Myślenice, którego
żona

karetki

lachowickie

artystycznym
Józefa

także

j a k też
Sikora,

tu produkowanych

przypominającym

poziomem

z

Wykonała

od z w y k l e

z Lachowic,

Władysławę

jako
może

muzem

największych

i n i c j a t y w ą ' słuszną

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6004" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5984">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/61d24b8a3ea4dcd1785de4b63b58c3a8.pdf</src>
        <authentication>ae2d6ba968fa3f55704ca959305989b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71620">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71621">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71622">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4587</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71623">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71624">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1/ s.62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71625">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71626">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71627">
                <text>K

R

O

N

I

za okres X - XII.

Konferencje,

działalność

muzeów

W d n i a c h 14—16 października, w
r a m a c h obchodów 10-lecia skanse­
n u w Z u b r z y c y G ó r n e j , odbyła się
ogólnopolska
konferencja
konser­
w a t o r s k a i z j a z d społecznych o p i e ­
kunów
zabytków.
Organizatorami
konferencji byli: Ministerstwo K u l ­
t u r y i Sztuki, wojewódzki konser­
w a t o r zabytków i Zarząd Okręgu
P T T K w K r a k o w i e . Uczestnicy k o n ­
ferencji
obradowali
w
Zubrzycy
Górnej, Chochołowie i L a n c k o r o n i e .
T e m a t e m k o n f e r e n c j i były: o r g a n i ­
z a c j a skansenów, r o l a m u z e ó w r e ­
g i o n a l n y c h oraz p r o b l e m y o c h r o n y
zabytków drewnianego b u d o w n i c t w a
wiejskiego
i
małomiasteczkowego.
W ostatnim dniu obrad, w L a n c k o ­
r o n i e został w y g ł o s z o n y p u b l i c z n y
odczyt p n . „Ochrona zabytków b u ­
d o w n i c t w a d r e w n i a n e g o w aspekcie
międzynarodowym".

*
W listopadzie, w M u z e u m B u ­
downictwa
Ludowego
w
Sanoku
zorganizowano
dwudniowe
sympo­
z j u m poświęcone m a l a r s t w u i k o n o ­
w e m u . Profesorowie U J i k r a k o w ­
skiej
Akademii
Sztuk
Pięknych
omówili dzieje bizantyjskiego m a ­
l a r s t w a i k o n o w e g o oraz jego r e m i ­
niscencje w p l a s t y c e współczesnej.
Pracownia Badania Sztuki Ludowej
ISPAN w Krakowie
przedstawiła
zespół p r a c z m a r ł e j d r M . P r z e ź dzieckiej na temat X V I I I - i X I X -wiecznych ikon ludowych w M u ­
zeum w Sanoku.

*
26 l i s t o p a d a
otwarto
Muzeum
Regionalne w N o w y m Targu. Jed­
n y m z d z i a ł ó w m u z e u m j e s t dział
etnograficzny,
który
prezentuje
wnętrze chaty n o w o t a r s k i e j . O b o k
sprzętów i strojów l u d o w y c h z g r o ­
madzono
również stare narzędzia
stolarskie, bednarskie i kowalskie.

*
W Wiśle o t w a r t o M u z e u m Bes­
kidzkie. Zgromadzono
p o n a d 500
e k s p o n a t ó w . Są t o z a b y t k i z z a ­
kresu k u l t u r y materialnej i sztuki
l u d o w e j . O b o k rzeźb i s t a r y c h g ó r a l ­
skich
instrumentów
muzycznych,
pokazano beskidzkie stroje ludowe
i koniakowskie koronki.
Warsztat
g a r n c a r s k i , narzędzia d o
czesania
l n u o r a z s t a r e narzędzia
rolnicze
prezentują dział k u l t u r y m a t e r i a l ­
n e j . O s o b n y m działem j e s t
zbiór
w y d a w n i c t w i pamiątek po B o g u ­
mile Hoffie.

*
W
r a m a c h i n a u g u r a c j i sezonu
k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e g o 1966/67 n a
Lubelszczyźnie o t w a r t o 2 3 . X I . M u ­
zeum
Regionalne
w
Kazimierzu.
M u z e u m m i e ś c i się w
Kamienicy
Celejowskiej. Na otwarcie przygo­
t o w a n o ekspozycję s z t u k i l u d o w e j

A

1966

P o w i ś l a , n a którą składają się m . i n .
w y c i n a n k i Ignacego Dobrzyńskiego,
wyroby kowalskie, ceramika z Ba­
ranowa, wyroby
plecionkarskie i
stroje ludowe.
Wystawy,

K

konkursy

3.X. o t w a r t o w P a ń s t w o w y m M u ­
zeum Etnograficznym wystawę p n .
„Polskie stroje l u d o w e " , zorganizo­
waną z o k a z j i K o n g r e s u
Kultury
P o l s k i e j . Jest t o p i e r w s z a w y s t a w a
otwarta w odremontowanej
części
nowego gmachu
muzeum.
Poka­
zano o k . 40 o b i e k t ó w
zgromadzo­
n y c h w 10 zespołach r e p r e z e n t u j ą ­
c y c h różne r e g i o n y , g ł ó w n i e p o ł u d ­
niowej Polski. Komisarzem wysta­
w y , a u t o r e m scenariusza i k a t a l o g u -składanki b y ł d r K .
Pietkiewicz.

*
W czasie t r w a n i a f e s t i w a l u W a r ­
s z a w s k a Jesień (wrzesień, p a ź d z i e r ­
n i k ) C e n t r a l a H a n d l o w a Przemysłu
Muzycznego zorganizowała wystawę
p.n. „Polskie i n s t r u m e n t y muzycz­
n e " . W y s t a w a c z y n n a była w g m a ­
chu
PWSM.
Dział
instrumentów
l u d o w y c h p r z y g o t o w a ł doc. d r M .
S o b i e s k i . P o k a z a n o o k . 50 i n s t r u ­
m e n t ó w l u d o w y c h ze z b i o r ó w m u ­
zealnych, I S P A N oraz p r y w a t n y c h
doc. d r M . S o b i e s k i e g o .
Katalog
w y s t a w y p n . „Polskie i n s t r u m e n t y
m u z y c z n e " , s. 72, z a w i e r a m . i n . a r t y ­
kuł M . S o b i e s k i e g o o m a w i a j ą c y r o ­
dzaje p o l s k i c h instrumentów l u d o ­
wych.

W październiku, w M u z e u m R e ­
g i o n a l n y m w Łowiczu, o t w a r t a była
w y s t a w a s z t u k i i rękodzieła l u d o ­
wego zorganizowana z okazji 15-lecia
i s t n i e n i a Spółdzielni
„Sztuka
Łowicka". Eksponaty
zgromadzone
na
wystawie
zostały
wykonane
przez artystów l u d o w y c h zrzeszo­
n y c h w spółdzielni. P o k a z a n o t k a ­
n i n y odzieżowe, d e k o r a c y j n e , w y ­
c i n a n k i , l a l k i w s t r o j a c h łowickich,
p i s a n k i i w y d m u s z k i oraz w y r o b y
ceramiczne.
*
7.X. w M u z e u m w
Rzeszowie
o t w a r t o galerię d a w n e j
rzeszow­
skiej
rzeźby
ludowej.
Eksponaty
n a w y s t a w ę w y b r a n o ze z b i o r ó w
muzeum.

*
W Muzeum L u b e l s k i m na Z a m ­
k u o t w a r t o 16.X. w y s t a w ę l u d o w e ­
go p l e c i o n k a r s t w a . W y s t a w ę
zor­
ganizowało m u z e u m p r z y
współ­
udziale Wydz.
K u l t . Prez.
WRN
w L u b l i n i e . W y s t a w a zostanie omó­
w i o n a w j e d n y m z najbliższych n u ­
m e r ó w „ P o l . Szt. L u d . " .

*
23.XI. otwarto w
Powiatowym
D o m u K u l t u r y w Sierpcu wystawę

l u d o w e j rzeźby s i e r p e c k i e j . K o m i s j a
z ramienia M i n . Kultury i Sztuki
z a k w a l i f i k o w a ł a n a w y s t a w ę o k . 70
rzeźb; 4 r z e ź b i a r z o m — M . R u s z k o w ­
skiemu, H . Wierzchowskiemu,
W.
1 J . K r a j e w s k i m przyznano nagro­
d y pieniężne. N a w y s t a w i e p r e z e n ­
towało swoje
r z e ź b y 11 t w ó r c ó w
l u d o w y c h regionu sierpeckiego, n a j ­
liczniej r e p r e z e n t o w a n i b y l i czterej
n a g r o d z e n i rzeźbiarze.

*
W listopadzie w M u z e u m w R a ­
c i b o r z u została z o r g a n i z o w a n a w y ­
stawa
p n . „Zabytki
drewnianego
b u d o w n i c t w a ludowego na terenie
p o w i a t u raciborskiego". Były to f o ­
togramy
obiektów
budownictwa
drewnianego,
pokazano
m.in. 3
drewniane XVII-wieczne
kościółki,
b u d y n k i m i e s z k a l n e , spichrze, szopy.

*
3 . X I I . nastąpiło
rozstrzygnięcie
XXIV
konkursu
szopek
krakow­
skich. N a tegoroczny k o n k u r s zgło­
szono r e k o r d o w ą ilość 106 szopek.
J u r y k o n k u r s o w e wprowadziło
w
t y m r o k u innowację, szopki podzie­
l o n o n a t r z y g r u p y w zależności o d
wielkości. W k a t e g o r i i szopek „ d u ­
żych" pierwsze nagrody o t r z y m a l i :
Witold
Głuch,
Zdzisław
Dudzik,
Wacław Morys, Kazimierz Pietrzyk;
w k a t e g o r i i szopek „średnich": S t a ­
nisław
Fijał, M i c h a ł
Przeworski,
Eugenia
Szklarska
i
Franciszek
T a r n o w s k i — najstarszy z k r a k o w ­
s k i c h szopkarzy. W g r u p i e szopek
„najmniejszych"
nie
przyznano
pierwszej nagrody, drugie nagrody
otrzymali:
Janusz Kaczorowski
i
Stanisław M a j c h r z a k . 6 . X I I . w P a ­
łacu S z t u k i o t w a r t o w y s t a w ę s z o ­
pek konkursowych. W t y m roku
udostępniono o b e j r z e n i e s z o p e k r ó w ­
nież W a r s z a w i e .
W
Kordegardzie
Łazienkowskiej
TPSP
zorganizo­
w a ł o w d n i a c h 2 5 . X I I — 10.1.67 w y ­
s t a w ę 29 najpiękniejszych,
nagro­
d z o n y c h szopek k r a k o w s k i c h . W y ­
s t a w a cieszyła isię o g r o m n y m p o ­
wodzeniem.

*
W g r u d n i u nastąpiło r o z s t r z y g ­
nięcie
konkursu
zorganizowanego
przez Cepelię n a pamiątkę r e g i o ­
nalną i artystyczną. Z n a d e s ł a n y c h
2 t y s . w z o r ó w o d r z u c o n o t y l k o 16.
Przegląd
konkursowych
ekspona­
tów zaprezentował w y s o k i poziom
naszego p a m i ą t k a r s t w a . R e g i o n b i a ­
łostocki pokazał p i ę k n e w y r o b y z
drewna, charakterystyczne dywany
d w u o s n o w o w e , zakopiańscy t w ó r c y
w y r o b y z d r e w n a , skóry i k o w a l ­
skie. Obok
regionów
z
tradycją
p a m i ą t k a r s k ą p o j a w i a j ą się n o w e .
Piękną kolekcję przysłali n a k o n ­
k u r s t w ó r c y z D o l n e g o Śląska.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6003" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5983">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/debf66fa10225ecb3b22c1fffc89d8a6.pdf</src>
        <authentication>cd6d9b59b2e8c2d56e4ded120249c5ae</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71611">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4947</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71612">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71613">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4586</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71614">
                <text>Summary of articles/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71615">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; s.63-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71616">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71617">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71618">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71619">
                <text>P

O

L

QUARTERLY
No. 1

I

S

PUBLISHED

H

F

O

B Y T H EA R T INSTITUTE
YEAR BOOK

L

OF THE

K
POLISH

XXI

A
ACADEMY

R

T

O F SCIENCES
1967

SUMMARY OF ARTICLES
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
— PROBLEMS OF
AMATEUR ART.
T h e a u t h o r p o i n t s t o t h e m a n y meanings of t h e
word
"amateur", showing
h o w its content
changes
i n various fields o f creative a r t (literature, t h e theatre,
art). There a r e fields i n w h i c h t h e t e r m " a m a t e u r " i s
not used, f o r instance, i n m u s i c a n d a r c h i t e c t u r e , w h i c h
call f o r serious studies i n o r d e r t o m a s t e r t h e p r o ­
fessional w o r k m a n s h i p . D i f f e r e n t i s t h e role p l a y e d b y
a m a t e u r dance o r d r a m a groups, w h i c h have a n i n f l u e n ­
ce i n r a i s i n g t h e c u l t u r a l l e v e l , a n d d i f f e r e n t i s t h a t
of a m a t e u r a r t , t h e m a i n v a l u e o f w h i c h c o n s i s t s i n i t s
solving the psychical problems of t h e artist himself.
B y t h e w o r d " a m a t e u r " w e understand a person e n ­
gaged i n a r t n o n - p r o f e s s i o n a l l y , w i t h o u t s e l f - k n o w l e d g e
and disinterestedly. B u t here a d i s t i n c t i o n m u s t b e made
between t h e a r t o f amateurs a n d t h e a r t o f children
and folk art.
A t t h e s a m e t i m e — as t h e a u t h o r p o i n t s o u t —
the borderline between professional and non-professional
art i s becoming ever more fluid i n view of t h e n e w
trends i n modern art, w h i c h reject r i g i d rules i n favour
of f r e s h c r e a t i v e i n v e n t i v e n e s s . O n t h e o n e h a n d , m a n y
professional artists deliberately follow t h e line o f t h e
" n a i v e " artists a n d m a n y a m a t e u r s t r y t o copy the p r o ­
fessional a r t they are h a v i n g m o r e and m o r e o p p o r t u n i t y
of seeing a t e x h i b i t i o n s , b y l o o k i n g a t r e p r o d u c t i o n s a n d
w a t c h i n g television, etc. O f course, t h e r e i s a v e r y
essential difference i n t h e a m o u n t o f (knowledge o f t h e
amateur-autodidact a n d t h e graduate f r o m a n a r t aca­
demy. T h e r e a l m of amateur a r t embraces very varied
p h e n o m e n a : i n t h e r u r a l areas w e f i n d w o r k s o n t h e
borderline of folk art, i n t h e towns — w o r k s produced
i n v a r i o u s m i l i e u s o n t h e basis o f v a r i o u s
cultural
patterns. T h e author examines
different
vocational
groups, p o i n t i n g o u t h o w different vocations influence
t h e a r t i s t i c w o r k done b y people b e l o n g i n g to these
groups. B u t the decisive role i n d i f f e r e n t i a t i n g between
the w o r k s done b y amateur artists i s plaved b y t h e
versatility of their outlook and the motives behind their
w o r k . F o rsome i t is a f o r m of p a r t i c i p a t i o n i n c u l t u r a l
life, f o r others a n escape f r o m t h e i r s u r r o u n d i n g s , a n
e n r i c h m e n t o r t h e o n l y m e a n i n g o f t h e i r l i v e s , a -com­
pensation; sometimes f o r people w h o a r e " m i s f i t s " , f o r
p e o p l e w i t h obsessions, ilt i s a w a y o f f r e e i n g t h e m s e l ­
ves o f t h e i r f e a r s .

the custom o f founders p r e s e n t i n g pictures, t h a t is,
i n t h e b r o a d e s t sense o f t h i s n o t i o n . T h e m o s t v o t i v e
pictures are t o be f o u n d i n G e r m a n y , I t a l y , S w i t z e r l a n d ,
France, Spain and Portugal. I n Poland, the largest n u m ­
ber of such p i c t u r e s is t o b e f o u n d i n Silesia. T h e oldest
set o f p i c t u r e s i n P o l a n d a r e t h o s e f r o m P i o t r a w i n
(17th c e n t u r y ) , w h i l e t h e g r o u p o f f o l k v o t i v e p i c t u r e s
f r o m the Chapel of t h e V i r g i n M a r y i n t h e D o m i n i c a n
C h u r c h a t G i d l e (85 p i c t u r e s ) a n d t h e g r o u p o f p i c t u r e s
f r o m K a l w a r i a P a c l a w s k a (27) d a t e b a c k t o t h e 1 9 t h
century.
T h e a u t h o r s d i s c u s s t h e g r o u p o f 22 v o t i v e p i c t u r e s
from t h e Corpus Christi C h u r c h i n Cracow,
connected
w i t h t h e c u l t o f Stanisław f r o m K a z i m i e r z . T h e y w e r e
p a i n t e d i n the 17th a n d 18th c e n t u r y . D e p e n d i n g o n t h e
reasons f o r t h e p r e s e n t a t i o n o f t h e p i c t u r e s , t h e a u t h o r s
have divided t h e m into three groups. T h e first group,
c o m p r i s i n g t h e l a r g e s t n u m b e r o f p i c t u r e s (12) h a v e as
their subject t h e miraculous healing of ailments of
the b o d y a n d s o u l ; t h e second g r o u p h a s m o t h e r h o o d
as t h e s u b j e c t a n d t h e t h i r d g r o u p a r e v o t i v e p i c t u r e s
presented i n t h a n k s g i v i n g f o r salvation f r o m cataclysms
(war, fire, t h e plague). A s regards style, t h e pictures
f r o m t h e C o r p u s C h r i s t i C h u r c h also f o r m t h r e e g r o u p s .
The first of them a r e pictures of t h e most p r i m i t i v e
type, flat paintings of very simple composition. S t a n i ­
sław K a z i m i e r c z y k is seen a t t h e side o f t h e V i r g i n
M a r y as a n i n t e r c e s s o r , n o t o n e w h o i n t e r v e n e s d i r e c t l y .
T h e second g r o u p consists of seven p i c t u r e s w h i c h w e r e
p r o b a b l y n o t v o t i v e ones b u t p a r t o f a l a r g e c o m p o s i t i o n
showing t h e life and t h e miracles performed b y Stani­
sław o f K a z i m i e r z . T h i s k i n d o f p i c t u r e w a s f o u n d
at t h e end of the 16th c e n t u r y a n d i n t h e 17th c e n t u r y .
T h e y w e r e a sort o f " r e a d y - m a d e p a t t e r n " t o b e copied
b y t h e less t a l e n t e d g u i l d p a i n t e r s . T h e r e p e t i t i o n o f
certain compositional f o r m s i n the seven pictures allows
of t h e a s s u m p t i o n t h a t t h e y f o r m e d a s u r r o u n d i n g
set o f p i c t u r e s f o r t h e m a i n scene w i t h t h e f i g u r e
of S t a n i s ł a w o f K a z i m i e r z .

T h e t h i r d g r o u p o f p i c t u r e s a r e l a r g e scenes w i t h
a large n u m b e r of figures i n them, t h e interiors i n
w h i c h t h e y a r e s h o w n b e i n g f u l l o f f u r n i t u r e , etc. T h e
presentation of t h e perspective and architecture of t h e
i n t e r i o r s i s p r i m i t i v e , f l a t , a n d t h e f i g u r e s a r e also a p r i ­
mitive attempt at conveying reality. This group of pic­
t u r e s h a s t h e c o m m o n f e a t u r e of s h o w i n g Stanisław
f r o m K a z i m i e r z i n a w r e a t h of clouds. T h e characteristic
T h e w o r k of lamateurs calls f o r v a r i e d f o r m s o f care.
General discussions o f t h e k i n d : t o t r a i n t h e m o r n o t c o m m o n features i n d i c a t e that the pictures w e r e p a i n t e d
by one artist. They were probably" ordered f o rt h e
to t r a i n t h e m a r e of n o use. T h e r e a r e people w i t h
p u r p o s e o f p o p u l a r i z i n g t h e c u l t o f Stanisław o f K a z i ­
t h e t r a i t s o f p r i m i t i v e s , t h e n a i v e , etc. a n d t h e r e w o u l d
mierz.
b e n o sense i n t r a i n i n g t h e m . (But t h e r e ane also p e o p l e
w h o s h o u l d b e giiven a m e a s u r e o f k n o w l e d g e . I n t h e
The pictures f r o m the Corpus Christi Church do not
author's opinion, t h e organization o f circles w i t h a r e ­
differ f r o m t h e votive pictures t o be f o u n d a l l over
g u l a r p r o g r a m m e o f s t u d y idoes n o t a n s w e r t h e p u r p o s e ,
E u r o p e as r e g a r d s c o m p o s i t i o n o f t h e scenes. T h o s e
tor they are a sort of substitute f o r t r a i n i n g at a n aca­
w h i c h h a v e a i l m e n t s as t h e i r s u b j e c t u s u a l l y s h o w
d e m y a n d arouse false a m b i t i o n s a n d pretensions.
a p e r s o n i n b e d ( f i g 4) o r t h e f i g u r e o f a p e r s o n w h o s e
health has been restored p r a y i n g i n t h a n k s g i v i n g f o r
Exhibitions of t h e w o r k o f amateurs a r e desirable
his m i r a c u l o u s recovery. T h e t h a n k s g i v i n g p i c t u r e s w i t h
b o t h as r e g a r d s t h e i r s o c i a l a s p e c t ( e v e n p o p u l a r i z a t i o n )
m o t h e r h o o d as t h e i r s u b j e c t s h o w a w o m a n i n b e d
and f o r t h e artists themselves. T h e most interesting
for h e r confinement or a n e w born baby surrounded
are t h e e x h i b i t i o n s arranged i n t h e artists' o w n m i l i e u
b y i t s f a m i l y p r a y i n g f o r i t s h e a l t h ( f i g . 5). A s r e g a r d s
(for i n s t a n c e , r a i l w a y - m e n , office w o r k e r s i n s o m e i n ­
p i c t u r e s w i t h t h e p l a g u e as t h e i r s u b j e c t , t h e r e a r e t w o
s t i t u t i o n , m i n e r s , etc.). P u b l i c e x h i b i t i o n s m u s t b e v e r y
carefully selected
so as n o t t o p o p u l a r i z e b a d a r t . t y p e s : a v i e w o f a t o w n w i t h b o d i e s i n t h e b a c k g r o u n d
( f i g . 9) o r r o w s b e d s w i t h p a t i e n t s i n t h e m ( f i g . 8).
The a u t h o r is o f the opinion that a w a r d i n g prizes i s not
a good t h i n g , f o r t h i s a l w a y s arouses b i t t e r n e s s 'among
I n conclusion t h e authors say that i n Poland t h e
others, t h e criteria of e v a l u a t i o n a r e n o t understood
m a j o r i t y of genuine votive pictures were lost d u r i n g
and give rise t o protests. Professional artists prefer
the w a r o r perished b y t h e n a t u r a l process o f age.
"fresh", p r i m i t i v e w o r k s and most lamateurs value t h e
Most of t h e pictures that have been preserved i n P o ­
a m o u n t o f w o r k p u t onto t h e a r t a n d s k i l l e d w o r k m a n ­
l a n d a r e n e w ones t h a t a r e c o p i e s o f t h e o l d ones o r
ship.
are pictures i l l u s t r a t i n g t h e miracles performed b y
saints.
E w a Snieźyńska-Stolot, S t e f a n i a
K r z y s z t o f o w i c z
— VOTIVE
PICTURES
FROM T H E
B e r n a d e t t ę T u r n o — JAN NIKIEL — PAIN­
CORPUS C H R I S T I C H U R C H I N C R A C O W . T h e custom
T E R O F B I E L S K O B I A Ł A . N i k i e l is one o f t h e most
authentic primitives i n Polish naive painting. H e w a s
of h a n g i n g v o t i v e p i c t u r e s o n w a l l s i s q u i t e g e n e r a l .
T h i s c u s t o m i s k n o w n i n E u r o p e f r o m t h e 1 4 t h c e n t u r y , b o r n i n 190'8. N i k i e l w a s a s h o e m a k e r a n d t r a v e l l e d
a n d i t s most f l o u r i s h i n g p e r i o d of d e v e l o p m e n t w a s a t a l o t i n v a r i o u s c o u n t r i e s o n foot. H e p a i n t s f r o m
the t u r n o f the 17th a n d 18th centuries. I t s o r i g i n is i n m e m o r y , his preference b e i n g f o r a r c h i t e c t u r e a n d t o w n s .

�П О Л Ь С К О Е
КВАРТАЛЬНЫЙ
№

Н А Р О Д Н О Е

ЖУРНАЛ, ИЗДАВАЕМЫЙ

1

ИНСТИТУТОМ ИСКУССТВА
ГОД И З Д А Н И Я

XXI

И С К У С С Т В О
ПОЛЬСКОЙ

АКАДЕМИИ

НАУК
1967

РЕЗЮМЕ
А л е к с а н д р ь Я ц к о в с к и й — ПРОБЛЕМЫ ЛЮ­
БИТЕЛЬСКОГО ИЗОБРАЗИТЕЛЬНОГО ИССКУОСТВА
А в т о р обращает внимание на м н о г о з н а ч н о с т ь п о ­
нятия „ л ю б и т е л ь " , у к а з ы в а я на р а з л и ч н о е с о д е р ж а ­
н и е этого п о н я т и я в зависимости от вида творчества
(литература, театр, и з о б р а з и т е л ь н о е и с к у с с т в о ) . Е с т ь
т а к и е о б л а с т и искусства, п о о т н о ш е н и ю к к о т о р ы м
п о н я т и е „ л ю б и т е л ь " неприменимо, как, например, м у ­
зыка и архитектура, требующие серьезной подготов­
к и ; и н а ч е о в л а д е т ь этим у м е н и е м н е л ь з я . О д н у р о л ь
исполняют самодеятельные танцевальные или теа­
т р а л ь н ы е ансамбли, к о т о р ы е с п о с о б с т в у ю т п о в ы ш е н и ю
к у л ь т у р н о г о у р о в н я , а и н у ю творчество л ю б и т е л е й ;
его о б щ е с т в е н н о е значение з а к л ю ч а е т с я г л а в н ы м о б ­
разом в том, что оно у д о в л е т в о р я е т п с и х и к у творца.

п р и н я т о говорить по п о л ь с к и
— довольно широко
распространен. В Е в р о п е этот о б ы ч а й и з в е с т е н с X I V
века, причем с а м о й б о л ь ш о й п о п у л я р н о с т ь ю о н п о л ь ­
з о в а л с я на п е р е л о м е
X V I I — X V I I I вв. Свое н а ч а л о
о б ы ч а й этот берет от ш и р о к о г о п о н я т и я п о ж е р т в о в а н ­
н ы х образов (портрета основателя данного х р а м а ) .
С а м ы м и б о л ь ш и м и средоточиями этого рода образков
б ы л и Германия, И т а л и я , Ш в е й ц а р и я , Ф р а н ц и я , И с п а ­
ния и Португалия. В П о л ь ш е наиболее многочислен­
н ы е г р у п п ы встречаются в С и л е з и и . С т а р е й ш и м с о б ­
ранием в П о л ь ш е я в л я ю т с я о б р а з к и в П и о т р а в и н е
( X V I I в.), а с о б р а н и е н а р о д н ы х п р и н о ш е н и й ( „ в о т " )
из часовни Богоматери п р и Доминик анак ом к о с т е л е
в Гидлях
(85 образков) и с о б р а н и е и з П а ц л а в о к о й
К а л ь в а р и и (27) д а т и р у ю т с я X I X в.

П о н я т и е „ л ю б и т е л ь " обозначает к о г о - т о , к т о б е с ­
к о р ы с т н о занимается искусством н е б у д у ч и п р о ф е с с и о ­
н а л о м , н е и м е я д о с т а т о ч н о й с п е ц и а л ь н о й подготовки.
Н о с л е д у е т о т л и ч и т ь л ю б и т е л ь с т в о от творчества д е ­
тей и народного (искусства.
Одновременно •— к а к у т в е р ж д а е т автор — граница
между
профессиональным
и непрофессиональным
искусством все б о л е е с т у ш е в ы в а е т с я в в и д у н о в ы х
т е н д е н ц и й с о в р е м е н н о г о искусства, к о т о р о е о т б р а с ы ­
вает з а с т ы в ш и е п р а в и л а в п о л ь з у н о в ы х т в о р ч е с к и х
поисков. С одной с т о р о н ы м н о г и е п р о ф е с с и о н а л ь н ы е
художники
сознательно приобщаются к
искусству
„ н а и в н ы х " , в то время к а к многие л ю б и т е л и о б р а ­
щ а ю т с я к п р о ф е с с и о н а л ь н о м у искусству, с к о т о р ы м
они з н а к о м я т с я б л а г о д а р я выставкам, р е п р о д у к ц и я м ,
т е л е в и д е н и ю и т.д. Р а з у м е е т с я м е ж д у с а м о у ч к о й и в ы ­
пускником высшей художественной ш к о л ы существует
разница в с м ы с л е н а к о п л е н н ы х знаний.

А в т о р ы статьи о п и с ы в а ю т собрание 22 „ в о т " и з
костела „ Б о ж е т е л о " в Кракове, связанных с культом
Станислава и з К а з и м е ж а . Они п р о и с х о д я т с
XVII
и X V I I I вв. У ч и т ы в а я п р и ч и н ы , в ы з в а в ш и е в о г и в н ы е
п р и н о ш е н и я , а в т о р ы д е л я т и х на три г р у п п ы . П е р ­
вая, самая м н о г о ч и с л е н н а я , состоит и з
12 образков,
связанных с чудесным исцелением д у ш и и тела; вто­
р а я группа п о с в я щ е н а тематике материнства, а т р е т ь я
—• это п р и н о ш е н и я в б л а г о д а р н о с т ь за опасение от
бедствий (война, п о ж а р , э п и д е м и я ) . Ч т о касается с т и л я
и характера „вот" описываемого костела, то они т а к ж е
д е л я т с я на три г р у п п ы . К первой п р и н а д л е ж а т три
с а м ы х п р и м и т и в н ы х с п л о с к и м р и с у н к о м и очень
у п р о щ е н н о й композицией. С т а н и с л а в К а з и м е р ч и к в ы ­
с т у п а е т здесь р я д о м с Д е в о й М а р и е й , к а к ее з а с т у п ­
ник. К о второй г р у п п е п р и н а д л е ж и т с е м ь образков,
к о т о р ы е п о всей вероятности не я в л я ю т с я п р и н о ш е ­
ниями, а с о с т а в л я ю т часть к р у п н о й композиции, от­
о б р а ж а ю щ е й ж и з н ь и чудеса, т в о р и м ы е С т а н и с л а в о м
К а з и м е р ч и к о м . Э т о г о р о д а р и с у н к и относятся к концу
X V I и X V I I вв.; они б ы л и в своем р о д е „ г о т о в ы м и
о б р а з ц а м и " д л я м е н е е с п о с о б н ы х ц е х о в ы х мастеров.
П о с к о л ь к у во всех о б р а з к а х этой г р у п п ы п о в т о р я ю т ­
ся о д н и и т е ж е к о м п о з и ц и о н н ы е с х е м ы , то надо д у ­
мать, что они с о с т а в л я л и о б щ и й ф о н г л а в н о й с ц е н ы
с ф и г у р о й С т а н и с л а в а К а з и м е р ч и к а в центре.

Д и а п а з о н л ю б и т е л ь с к о г о искусства в к л ю ч а е т р а з ­
н о р о д н е й ш и е я в л е н и я : в д е р е в н е оно граничит с н а ­
р о д н ы м творчеством, в городе,
— в зависимости от
среды, — опирается на р а з л и ч н ы е к у л ь т у р н ы е о б ­
р а з ц ы . А в т о р с т а т ь и расматривает о т д е л ь н ы е п р о ­
фессиональные группы, отмечая влияние профессии
на л ю б и т е л ь с к о е творчество. О д н а к о р е ш а ю щ у ю р о л ь
в р а з н о о б р а з и и иакусетва л ю б и т е л е й и г р а ю т и х п о ­
буждения, и х отношение к творчеству. Д л я одних
—
это ф о р м а у ч а с т и я в к у л ь т у р н о й ж и з н и , д л я д р у г и х
—
опасение от о к р у ж а ю щ е й обстановки, о б о г а щ е н и е с у т и
своей ж и з н и , и л и е д и н с т в е н н ы й ее с м ы с л , в о з м е щ е н и е
д р у г и х ц е н н о с т е й ; иногда у л ю д е й , не и м е ю щ и х о б ­
щего языка с окружающими, у людей травмирован­
н ы х , — это е д и н с т в е н н ы й способ избавиться от ч у в ­
ства неуверенности, н е п о л н о ц е н н о с т и .
Творчество любителей требует р а з л и ч н ы х форм
п о м о щ и и з а б о т ы . О б щ и е д и с к у с с и и на т е м у : у ч и т ь
и л и не у ч и т ь — б е с п о л е з н ы . Есть л ю д и п р и м и т и в н ы е ,
н а и в н ы е и т.п., к о т о р ы х не и м е е т с м ы с л а у ч и т ь . Н о
есть т а к ж е л ю д и , к о т о р ы е д о л ж н ы п р и о б р е т а т ь и з ­
в е с т н у ю юумму знаний. П о м н е н и ю автора н е с л е д у е т
у с т р а и в а т ь ц е н т р ы подготовки с о п р е д е л е н н о й п р о ­
граммой о б у ч е н и я , я в л я ю щ и е с я п а р о д и е й академий,
п р о б у ж д а ю щ и е н е о б о с н о в а н н ы е претензии.
В ы с т а в к и л ю б и т е л ь с к и х работ и г р а ю т о б щ е с т в е н ­
н у ю р о л ь (хотя б ы в с м ы с л е п о п у л я р и з а ц и и ) , и имеют
т а к ж е б о л ь ш о е з н а ч е н и е д л я с а м и х творцов. С а м ы м и
интересными являются выставки в собственной среде
л ю б и т е л е й ( ж е л е з н о д о р о ж н и к о в , горняков, р а б о т н и ­
к о в к а к о г о - н и б у д ь у ч р е ж д е н и я и т.д.).
Публичные
в ы с т а в к и надо готовить о ч е н ь с т а р а т е л ь н о , у д е л я я
б о л ь ш о е внимание п о д б о р к е экспонатов во и з б е ж а н и е
распространения п л о х о г о искусства. П р е м и й автор н е
одобряет считая, что они в ы з ы в а ю т л и ш ь н е д о в о л ь ­
ство и р а з д р а ж е н и е д р у г и х , к р и т е р и и оценок н е п о н я т ­
н ы и являются причиной возмущения. Х у д о ж н и к и
•—
пластики
отдают п р е д п о ч т е н и е
„свежим"
работам,
Примитивам, в то в р е м я к а к б о л ь ш и н с т в о л ю б и т е л е й
ценит в к л а д у с и л и й в работу, у м е н и е работать.
5

Эва
С н е ж и н ь е к а - С т о л о т ,
Стефания
К ж и ш т о ф о в и ч
— ДАРСТВЕННЫЕ
ОБРАЗКИ
( „ v o t a " ) из к о с т е л а „ Б о ж е т е л о " (Boże C i a ł o ) в К р а к о в е .
О б ы ч а й в е ш а т ь д а р с т в е н н ы е образки „ в о т а "
— как

64

Т р е т ь я группа — это р а з в е р н у т ы е с ц е н ы с о м н о ­
гими л и ц а м и и интерьерами, з а п о л н е н н ы м и п р е д м е ­
тами. П е р с п е к т и в ы и н т е р ь е р о в и а р х и т е к т у р а п л о с к и е ,
примитивные, п о п ы т к и с д е л а т ь ф и г у р ы б о л е е р е л ь е ф ­
н ы м и т а к ж е п р и м и т и в н ы . Эту г р у п п у х а р а к т е р и з у е т
о д и н а к о в ы й способ о т о б р а ж е н и я С т а н и с л а в а и з К а з и ­
м е ж а в в е н ч и к е и з о б л а к о в . П р и с у щ и е им всем х а р а к ­
т е р н ы е ч е р т ы с в и д е т е л ь с т в у ю т о том, ч т о они п р и ­
н а д л е ж а т одному автору и ч т о в с е эти о б р а з к и б ы л и ,
вероятно, в ы п о л н е н ы по з а к а з у ш т а т н ы х к а н о н и к о в
в целях популяризации культа
Станислава
Кази­
мерчика.
П о к о м п о з и ц и и сцен о б р а з к и и з к о с т е л а „ Б о ж е
т е л о " не о т л и ч а ю т с я от р а с п р о с т р а н е н н ы х в Е в р о п е
типов в о т и в н ы х п р и н о ш е н и й . „ В о т а " с т е м а т и к о й
болезней показывают б о л ь н ы х в постели (илл.
4) л и б о
в ы з д о р а в л и в а ю щ е г о , к о т о р ы й м о л и т с я , б л а г о д а р я за
ч у д е с н о е и с ц е л е н и е . О б р а з к и с т е м а т и к о й материнства
и з о б р а ж а ю т р о ж е н и ц у в п о с т е л и л и б о 'новорожденного
м л а д е н ц а в о к р у ж е н и и семьи, м о л я щ е й с я за его з д р о р о в ь е ( и л л . 5). В с л у ч а я х эпидемии в ы с т у п а ю т два
вида и з о б р а ж е н и й : ф р а г м е н т города с останками у м е р ­
ш и х на втором п л а н е ( и л л .
9) и л и р я д ы кроватей
с б о л ь н ы м и ( и л л . 8).
В
з а к л ю ч е н и е а в т о р ы статьи у т в е р ж д а ю т , ч т о
в П о л ь ш е большинство подлинных „вот" погибло во
время войн и л и ж е п о д в е р г л о с ь естественной п о р ч е .
Б о л ь ш и н с т в о с о х р а н и в ш и х с я в П о л ь ш е собраний
—
это новые, в о о е с т а н о в л е н н ы е о б р а з к и и л и ж е о б р а з ­
к и - и л л ю с т р а ц и и с о в е р ш е н н ы х святыми ч у д е с .
Б е р н а д е т т а Т у р н о — ЯН НИКЕЛЬ — Ж И В О ­
П И С Е Ц И З Б Е Л Ь С К А - Б Я Л А . Никель принадлежит
к с а м ы м п о д л и н н ы м примитивам в п о л ь с к о й „ н а и в ­
ной" живописи.
1908 года р о ж д е н и я , с а п о ж н и к п о
п р о ф е с с и и , Н и к е л ь странствовал п е ш к о м п о р а з л и ч ­
н ы м странам. Он р и с у е т п о п а м я т и о х о т н е е всего г о ­
рода и г о р о д с к у ю а р х и т е к т у р у .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6002" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5982">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce663bbb7ed66dfe74f1e318efa2a2cc.pdf</src>
        <authentication>70c02c02cc6ea5971110ccf34609dd0d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71603">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4942</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71604">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71605">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4581</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71606">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71607">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71608">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71609">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71610">
                <text>ka

luka umowa

�TREŚĆ

Aleksander Jackowski

Problemy plastyki amatorskiej .

Stefania Krzysztofowicz
Ewa S n i e ż y ń s k a - S t o l o t

Obrazki w o t y w n e z kościoła Bożego C i a ł a
w Krakowie

Bernadetta Turno

Jan N i k i e l — malarz l u d o w y
-Białej

Ewa F r y ś - P i e t r a s z k o w a

Konkurs na

K R O N I K A
S U MM A R Y

.

.

.

3
33

z Bielska-

zabawki ludowe w Rabce .

53
57.
62

O F

A R T I C L E S

P E 3 I O M E

Na okładce:
Wnętrze
pracowni
rzeźbiarza
Fot. Jan Swiderski.
Na stronie
tytułowej:
12 cm, 1966. Fot. Jan
Swiderski.

63
G4

Henryka
Zegadły,
Krzyżka,
pow.
Kielce.
Henryk Zegadlo, Józef i bracia, drewno,
wys.

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

POLSKIEJ

AKADEMII

NAUK

ROK

polska sztuka ludowa

XXI

1 9 6 7 NR 1

�KOMITET
REDAKCYJNY
M g r Aleksander Jackowski,
dir K a z i m i e r z
Pietkiewicz,
p n o f . idr K s a w e r y P i w o c k i ,
priof. d r R o m a n
Reinfuss,
p r o f , idr T a d e u s z S e w e r y n .
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander J a c k o w s k i , za­
stępca
redaktora
naczelne­
go: p r o f , d r R o m a n R e i n fuss,
sekretarz
redakcji
i r e d a k t o r działu: m g r J a d ­
wiga
Jannuszkiewicaowa,
współpracownicy: m g r A n ­
na Kunczyńska — I r a c k a ,
mgr Krystyna Chojnacka,
redaktor
techn.:
Maria
Klukowska,
układ
graf.:
Jadwiga
Jarnuszkiewiczow a . Tłumacze: D . R o n o w i c z
(aing.), N . Stasińska (ras.).
Red.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa,
u l . Długa 26.
Wyd.
i
a d m i n i s t r . : P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
P u ł a w s k a 6 1 , t e l . 44-50-19.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6001" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5981">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8f761adb6eb7c2eeb61a7e05a22cff33.pdf</src>
        <authentication>7dd1331c0624b893f10969b1657a839f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71593">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4941</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71594">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71595">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4580</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71596">
                <text>Summary of articles/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71597">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; s.231-236</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71598">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71599">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71600">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71601">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71602">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

za okres IV - IX. 1966

Konferencje,

zjazdy

14 m a j a o d b y ł a się w W a r s z a w i e
narada p o ś w i ę c o n a s z t u c e l u d o w e j
i folklorowi Mazowsza,
Kurpiów
i
Podlasia,
zorganizowana
przez
Wydz. K u l t . P W R N .
Uczestniczyli
w niej n a u k o w c y ,
przedstawiciele
Cepelii i t e r e n o w y c h w ł a d z k u l t u ­
ralnych. Radzono n a d p r o b l e m a m i
inwentaryzacji i konserwacji zabyt­
ków a r c h i t e k t u r y d r e w n i a n e j ( s p r a ­
wa skansenów), p o t r z e b ą u t w o r z e n i a
w terenie e t n o g r a f i c z n y c h punktów
m u z e a l n y c h ( w Pułtusku, S i e r p c u
i Węgrowie), m e t o d a m i o p i e k i jaką
należy o t o c z y ć t w ó r c ó w l u d o w y c h .
Zwrócono u w a g ę C e p e l i i n a k o n i e c z ­
ność p o p r a w y i z a o p a t r z e n i a w s u ­
rowce pracujących d l a n i e j t w ó r ­
ców l u d o w y c h o r a z u a k t y w n i e n i e
podległych C e p e l i i z e s p o ł ó w r e g i o ­
nalnych. D y s k u t o w a n o p r o j e k t y roz­
woju dorocznych imprez regional­
nych.
*
W L u b l i n i e obradował w czerw­
cu Z j a z d M i ę d z y w o j e w ó d z k i e g o K l u ­
b u P i s a r z y L u d o w y c h , zrzeszającego
p o n a d 100 t w ó r c ó w z całego k r a j u .
Z e b r a n i wysłuchali r e f e r a t ó w d o t y ­
czących z n a c z e n i a
ludowej
twór­
czości p i s a r s k i e j d l a k u l t u r y n a r o ­
d o w e j (St. C z e r n i k a ) o r a z j e j m i e j s c a
w l i t e r a t u r z e współczesnej ( d r R.
R o s i a k a ) . O d b y ł się w i e c z ó r a u t o r s k i
uczestników o r a z ogłoszenie w y n i ­
k ó w k o n k u r s u n a poezję l u d o w ą , n a
k t ó r y w p ł y n ę ł o 65 p r a c . P i e r w s z y m i
n a g r o d a m i wyróżniono u t w o r y H a n ­
n y N o w o b i l s k i e j z Białki Tatrzań­
skiej (woj.' k r a k o w s k i e ) oraz Jana
Pocka z K a l e n i a (woj. lubelskie).
Z okazji zjazdu o t w a r t o n a Z a m k u
w Lublinie dwie wystawy: dorobku
pisarstwa ludowego
oraz
malarzy
„prymitywów".

kulturalno-oświatowej
organizacji
społeczno-kulturalnych) w y g ł o s i ł d y r .
dep.,, m g r Cz. K a ł u ż n y .
Wszyscy
u c z e s t n i c y sesji o t r z y m a l i p o w i e l o n e
t e k s t y referatów. O r g a n i z a t o r z y p l a ­
nują też ogłoszenie m a t e r i a ł ó w sesyjnych drukiem.
Zorganizowano
w
czasie
sesji
objazd terenowy muzeów regional­
n y c h oraz ośrodków etnograficznych
K o c i e w i a , Powiśla i K a s z u b , odbyły
się w y s t ę p y z e s p o ł ó w r e g i o n a l n y c h
z K w i d z y n i e i K o ś c i e r z y n y . Szcze­
gólnie interesujące d l a uczestników
o b j a z d u było poznanie zbiorów k u l ­
tury materialnej i sztuki ludowej,
zgromadzonych
przez
miejscowe
społeczeństwo w S t a r o g a r d z i e , S z t u ­
mie oraz Kartuzach (Muzeum K a ­
szubskie).
Działalność

muzeów

W Łowiczu n a zapleczu g m a c h u
M u z e u m p o w s t a j e skansen łowicki.
Przeniesiono
już
dwie
chałupy
z końca X V I I I i początku X I X w .
*

W K a t o w i c a c h n a obszarze 20- h e k t a r o w e g o t e r e n u wchodzącego w
skład P a r k u K u l t u r y p o w s t a j e s k a n ­
sen, n a j w i ę k s z y w k r a j u . N a p o d ­
s t a w i e badań t e r e n o w y c h
wytypo­
wano i wykonano
inwentaryzację
80 z a b y t k ó w a r c h i t e k t u r y l u d o w e j ,
k t ó r e znajdą się w s k a n s e n i e .

-

»

W B i e r k o w i c a c h p o d Opolem roz­
poczęto
budowę
skansenowskiego
Muzeum
Wsi Opolskiej.
Zaplano­
w a n o , że d o 1970 r . w
muzeum
z n a j d o w a ć się b ę d z i e 60 o b i e k t ó w .
Przeniesiono
już 15 z a b y t k o w y c h
b u d y n k ó w , które p o d d a w a n e są k o n ­
serwacji i montowane.

*

W Gdańsku o d b y ł a się w d n i a c h
26—28 w r z e ś n i a „Sesja p o p u l a r n o - n a u k o w a dotycząca F o l k l o r u i S z t u ­
ki Ludowej Pomorza
Gdańskiego".
Organizatorami jej b y l i : Wydz. K u l t .
PWRN,
Zrzeszenie
Kaszubsko-Pomorskie,
muzea
woj.
gdańskiego
i i n n i . Uczestniczyli w sesji p r z e d ­
stawiciele
instytucji
naukowych,
m u z e ó w , t e r e n o w i działacze k u l t u r y
i p r z e d s t a w i c i e l e stowarzyszeń r e ­
gionalnych.
Referaty
podstawowe
wygłosili: doc. d r J . Ligęza (Folklor
j a k o c z y n n i k w z b o g a c a j ą c y kulturę
narodową) oraz prof, d r M . Z n a m i e rowska-Prüft'erowa ( P o t r z e b y i moż­
l i w o ś c i w z a k r e s i e badań f o l k l o r y ­
stycznych na Pomorzu
Gdańskim
w o p a r c i u o placówki
muzealne).
Pięć referatów r e g i o n a l n y c h d o t y ­
c z y ł o poszczególnych d z i e d z i n
fol­
kloru ludowego
Pomorza.
Referat
końcowy
(Popularyzacja
folkloru
i
sztuki
ludowej
w
działalności

W Toruniu, na terenie przylega­
jącym d o M u z e u m Etnograficznego,
o r g a n i z u j e się P a r k E t n o g r a f i c z n y ,
w k t ó r y m znajdą się z a g r o d y c h ł o p ­
skie z K u j a w , Pałuk i
Kaszub.
U r z ą d z e n i e i c h w n ę t r z , ilustrujące
kulturę l u d o w ą t y c h r e g i o n ó w n a
p r z e ł o m i e X I X i X X w . , uzupełni
ekspozycję muzealną. P r z e n o s i
się
też n a t e r e n P a r k u w i e l k i s p i c h r z
k u j a w s k i (dworski), w którym znaj­
dą p o m i e s z c z e n i e w y s t a w y c z a s o w e .
W o r g a n i z a c j i P a r k u w i e l k i e zasługi
położyło istniejące o d r o k u
Towa­
r z y s t w o Przyjaciół M u z e u m E t n o ­
graficznego.

W
Ustce powstało, j a k o
filia
Muzeum Pomorza
Środkowego
w
Słupsku,
skansenowskie
muzeum
rybackie. Ekspozycja jego i l u s t r u j e
w a r u n k i życia i p r a c y r y b a k ó w .

*

W Rawie Mazowieckiej, w gma­
chu dawnego k o l e g i u m jezuickiego,
otwarto M u z e u m Regionalne Z i e m i
Rawskiej.
Zgromadzono
przede
wszystkim zabytki sztuki i kultury
materialnej
l u d o w e j , , j a k rzeźby,
s t r o j e , m e b l e i sprzęty g o s p o d a r s k i e .
*

Koło
Miłośników
Ciechanowca
z o r g a n i z o w a ł o w s w y m mieście M u ­
z e u m R o l n i c z e , dysponujące p o n a d
700 e k s p o n a t a m i .
*

W
Zwierzyńcu,
p o w . Zamość,
o r g a n i z u j e się M u z e u m
Regionalne
Roztocza. Z g r o m a d z o n o
już
wiele
eksponatów, n i . i n . z z a k r e s u rzeźby
ludowej.
*

M u z e u m Z i e m i Pasymskiej
po­
w s t a j e z i n i c j a t y w y społecznej
w
Pasymiu. W lokalu miejscowej mle­
c z a r n i z g r o m a d z o n o już w i e l e z a ­
bytków k u l t u r y l u d o w e j , głównie
mebli,
sprzętów
gospodarskich
i tkanin.
*

I n i c j a t y w a t w o r z e n i a Izb Regio­
n a l n y c h i I z b P a m i ą t e k r o z w i j a się
n a d a l ( p o r . k r o n i k a n r 2/66). W o m a ­
w i a n y m półroczu u t w o r z o n o
nowe
izby: w
Boguszowie,
pow. Wał­
b r z y c h ( m a o n a być z a l ą ż k i e m p r z y ­
szłego M u z e u m Z i e m i W a ł b r z y s k i e j ) .
Na
terenie w o j .
olsztyńskiego
u t w o r z o n o t r z y leśne i z b y r e g i o n a l ­
n e : w Jaśkowie koło W i a r t l a , Spy­
c h o w i e i w leśniczówce N i d a . W i e j ­
s k i e i z b y r e g i o n a l n e powstały
w
Parlezie
Wielkiej,
pow.
Morąg,
i Wrzesinie, pow. Olsztyn.
W K r a k o w s k i e m i z b y powstały
w Dobrej, pow. Limanowa i w Si­
dzinie, p o w . N o w y T a r g . W P c i m i u
w Szkole Podstawowej i m . M . Radockiego
powstał
szkolny
„kącik
pamiątek r e g i o n a l n y c h " .
Szkolną izbę pamiątek o t w a r t o
też w
Liceum
Ogólnokształcącym
w Tyszowcach, p o w . Tomaszów L u ­
belski.

K l a s z t o r cystersów w S z c z y r z y c u ,
p o w . L i m a n o w a , z o r g a n i z o w a ł stałą
ekspozycję muzealną z b i o r ó w w ł a s ­
n y c h w salach d a w n e j b u r s y klasz­
t o r n e j . Szczególnie interesująca j e s t
k o l e k c j a z a b y t k o w e j rzeźby l u d o w e j ,
gromadząca kilkadziesiąt eksponatów
z terenu p o w . L i m a n o w a oraz k o ­
l e k c j a r z e ź b J . J a n a s a z Dębna
Podhalańskiego.

227

�Konkursy,
folkloru

wystawy,

dni

i

festiwale

Wystawę p.n. „Kultura l u d o w a
P o d h a l a " zorganizowało Państwowe
Muzeum Etnograficzne w
Warsza­
w i e o r a z M i n i s t . K u l t . i Szt. n a
barce
pływającej
Notecią,
Wartą
i Odrą o d m a j a d o września. P o k a ­
z a n o o k . 150 eksponatów z d z i e d z i n y
snycerki, m e b l a r s t w a , s t r o j u , narzę­
dzi gospodarskich, c e r a m i k i , m a l a r ­
s t w a i rzeźby. B a r k a z a t r z y m y w a ł a
się w w i ę k s z y c h o s i e d l a c h i m i a ­
stach. W s i e r p n i u b a r k a zawinęła n a
10 d n i d o F r a n k f u r t u n a d Odrą,
gdzie
wystawa
była
centralnym
p u n k t e m uroczystości k u czci M i l l e ­
n i u m Państwa Polskiego.
Wystawę
n a b a r c e z w i e d z i ł o w t y m sezonie
p o n a d 30 tysięcy osób.
*

O d 2 d o 16 m a j a o t w a r t a b y ł a &lt;
w Szczecinie, w s a l a c h W D K n a
Z a m k u , w y s t a w a m a l a r s t w a n a szkle
H. Roj-Ciaptakowej z
Zakopanego.

D n i f o l k l o r u pałuckiego
zorga­
nizowali w d r u g i e j połowie m a j a
Wydz. K u l t . P W R N w Bydgoszczy
i P P R N w Żninie, P D K i M u z e u m
R e g i o n a l n i e w Żninie. Z t e j o k a z j i
odbył się z j a z d t w ó r c ó w l u d o w y c h ,
urządzony w d n i u o t w a r c i a w y s t a w y
s z t u k i l u d o w e j Pałuk. P o k a z a n o n a
w y s t a w i e przede w s z y s t k i m ekspo­
n a t y współczesne.
Reprezentowane
b y ł y : rzeźba w d r e w n i e , p t a s z k a r stwo, p i e m i k a r s t w o oraz h a f c i a r s t w o .

wystawa
„Tkanina-haft-koronka"
reprezentująca pracę u c z e n n i c T e c h ­
n i k u m Tkactwa Artystycznego i Za­
sadniczej
Szkoły
Zawodowej
im.
Heleny
Modrzejewskiej
w
Zako­
panem. W y s t a w a pokazywała d o r o ­
b e k o s t a t n i c h 20 l a t p r a c y szkoły.
Wychowując
przede
wszystkim
d z i e w c z ę t a góralskie, z a t r u d n i o n e p o
skończeniu szkoły g ł ó w n i e w Z a k o ­
piańskich W a r s z t a t a c h W z o r c o w y c h ,
szkoła dąży d o p o w i ą z a n i a a r t y s t y c z ­
n e g o rękodzieła w s p ó ł c z e s n e g o z b a ­
zą s u r o w c o w ą i t r a d y c j a m i a r t y ­
stycznymi regionu.
*

Wystawę sztuki
ludowej
pow.
lubaczowskiego zogranizował w m a j u
w Lubaczowie Wydz. K u l t . W E N .
P o k a z a n o rzeźbę, m a l a r s t w o , tkaninę
i haft.
*

Doroczny
konkurs
malowania
c h a t w Z a l i p i u o d b y ł się 30 m a j a .
Jednocześnie z o r g a n i z o w a n o o d d z i e l ­
n y k o n k u r s d l a dzieci w
miejsco­
w e j szkole i przedszkolu. Ogółem
uczestniczyło w k o n k u r s i e 32 m a ­
larki i 2 malarzy ludowych.
*

W m a j u o t w a r t a b y ł a w Często­
c h o w i e „ W y s t a w a twórczości l u d o ­
w e j , a m a t o r s k i e j i rękodzielniczej",
z o r g a n i z o w a n a p r z e z oddział C e p e l i a
z K a t o w i c . P o k a z a n o snycerkę
w
drewnie, tkactwo i koronki, kowal­
s t w o a r t y s t y c z n e , biżuterię cieszyń­
ską F. H o r a k a , r z e ź b y w d r e w n i e .

*

*
Wystawę
sztuki ludowej
pow.
o l k u s k i e g o urządzono w s a l i T e c h n i ­
k u m Ekonomicznego w Olkuszu, w
czerwcu, z okazji obchodów D n i
ziemi olkuskiej. Organizowali w y ­
stawę
Muzeum
Etnograficzne
w
Krakowie
i Wydz.
Kult.
PPRN.
Pokazano
eksponaty
zabytkowe
i współczesne z z a k r e s u m e b l a r s t w a ,
z d o b n i c t w a wnętrza, s t r o j u , t k a n i n y ,
ceramikę, plastykę o b r z ę d o w ą (pięk­
ne l a l k i j a s e ł k o w e ) , rzeźbę i m a ­
larstwo.
*

W czasie d n i K r a k o w a o b c h o d z o ­
n y c h corocznie w c z e r w c u
Cepelia
zorganizowała n a R y n k u M a r i a c k i m
wielki kiermasz wyrobów ludowych.
W czasie k i e r m a s z u urządzono p o ­
kazy w y k o n y w a n i a m a l o w a n e k z a l i piańskich, h a f t u i k o r o n k a r s t w a .
*

Wystawę sztuki l u d o w e j z okolic
Strzyżowa z o r g a n i z o w a n o w S t r z y ­
ż o w i e w czasie c z e r w c o w y c h o b c h o ­
dów „Dni z i e m i strzyżewskiej". W y ­
s t a w i o n e e k s p o n a t y pochodziły ze
z b i o r ó w p r y w a t n y c h Z . Leśniaka.
Pokazano w y r o b y z drewna, cera­
mikę, t k a n i n y , r z e ź b y
*

w

W m a j u i c z e r w c u c z y n n a była
pałacyku T P S P
w
Warszawie

228

D n i Sieradza,
szczególnie
uro­
czyste
w
związku
z
obchodami
m i l e n i j n y m i , o d b y ł y się o d 28 m a j a
do 5 c z e r w c a . Z o r g a n i z o w a n o m . i n .
wystawę sztuki l u d o w e j w miejsco­
w y m muzeum, kiermasz
wyrobów
l u d o w y c h i występy zespołów f o l ­
klorystycznych.
*

W czasie t r w a n i a D n i Ł o w i c z a —
4 1 5 czerwca, otwarto w M u z e u m
retrospektywną w y s t a w ę p r a c K a t a ­
r z y n y Guzek i Z o f i i Wiechno obcho­
dzących 65-lecie i 40-lecie twórczości
artystycznej. Pokazano w y c i n a n k i ,
tkaniny i hafty. Obie
twórczynie
otrzymały n a g r o d y M i n i s t r a K u l t u r y
i S z t u k i . Z o k a z j i „ D n i " urządzono
kiermasz wyrobów ludowych, kon­
k u r s n a przyśpiewki łowickie, k o ­
r o w ó d r e g i o n a l n y , o d b y ł y się w y ­
stępy z e s p o ł ó w pieśni i tańca —
miejscowych oraz zaproszonych —
k u r p i o w s k i e g o z Łomży i „Podhala".

D n i f o l k l o r u z i e m i łódzkiej o b ­
c h o d z o n o o d 15 d o 19 c z e r w c a . O r g a ­
nizatorami byli Wydz. Kult. P W R N ,
M u z e u m Archeologiczne i Etnogra­
ficzne oraz t e r e n o w e placówki k u l ­
t u r a l n e . Urządzono wystawę współ­
czesnej s z t u k i l u d o w e j p o w . łódz­
k i e g o , poprzedzoną k o n k u r s e m n a
którym p i e r w s z y m i n a g r o d a m i w y ­

różniono: Walentynę Stożkową z K u ­
r o w i c za w y c i n a n k i , K a t a r z y n ę Zię­
t e k z C z a r n o c i n a za strój, Marię
Białowąs
z
Tychowa
za
wózek
dyngusowy, H e n r y k a Wlazło z Ty­
c h o w a za k o w a l s t w o . W zorganizo­
w a n y m w dniu otwarcia wystawy
Z j e ź d z i e t w ó r c ó w l u d o w y c h wzięło
udział 45 osób. P o n a d 50 zespołów
regionalnych
i
kapel
ludowych
wzięło
udział
w
20
imprezach.
W M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m wygło­
szono s z e r e g o d c z y t ó w poświęconych
sztuce l u d o w e j i f o l k l o r o w i , w k i ­
nach wyświetlano f i l m y etnograficz­
n e . N a zakończenie D n i odbył się
korowód zespołów głównymi ulica­
m i m i a s t a o r a z k i e r m a s z z udziałem
twórców ludowych.
*

Centralne
uroczystości
„Mazo­
w i e c k i e j W i o s n y K u l t u r a l n e j " od­
b y ł y się w P ł o c k u w d n i a c h 23—26
czerwca.
Organizatorami
Wiosny
byli Wydz. K u l t . P W R N i PPRN
w o j . warszawskiego. Imprezę przy­
g o t o w y w a n o n a terenie wojewódz­
t w a w ciągu całego r o k u . P o p r z e ­
d z i ł y ją p o w i a t o w e s e j m i k i k u l t u ­
r a l n e i e l i m i n a c j e zespołów arty­
stycznych l u d o w y c h i amatorskich
(działa i c h p o n a d 150), z których
najlepsze
wystąpiły
n a estradach
płockich. Z z e s p o ł ó w f o l k l o r y s t y c z ­
n y c h w y r ó ż n i ł y się „ K a d z i d ł o " —
zespół spółdzielni K u r p i a n k a , San­
n i k i — z Sannik i Opocznianka —
z Opoczna.
Z o r g a n i z o w a n o też w y s t a w ę „Ma­
zowiecka
Wiosna
Kulturalna", w
salach P r e z y d i u m P R N . Pokazano
w y c i n a n k i czołowych w y c i n a n k a r e k
o b u p u s z c z k u r p i o w s k i c h , pająki,
b u k i e t y sztucznych kwiatów, palmy
w i e l k a n o c n e i w y c i n a n k i , a także
p l e c i o n k i ze słomy i k o r z e n i , rzeźbę
w d r e w n i e , tkaninę, strój i c e r a m i ­
k ę . P o z i o m e k s p o n a t ó w b y ł n a ogół
b. dobry. Z wyjątkiem t k a n i n i stro­
j u e k s p o n o w a n o w y r o b y współczes­
ne,
lub rekonstrukcje
wykonane
przez twórczynie
ludowe
(wózek
dyngusowy, gaik). Komisarzem wy­
s t a w y był A n t o n i Sledziewski, pro­
j e k t i r e a l i z a c j ę plastyczną o p r a c o ­
wali Janina i Wiktor Stankiewiczowie.
Katalog
wystawy
„Mazowiecka
W i o s n a K u l t u r a l n a " , W a r s z a w a I960,
s. 14, i l . 9, z a w i e r a a r t y k u ł A . Sled z i e w s k i e g o , w p r o w a d z a j ą c y d o te­
m a t u w y s t a w y oraz fotografie typo­
w y c h eksponatów.
*

Wystawa haftu i stroju kujaw­
s k i e g o c z y n n a b y ł a w S z k o l e Pod­
stawowej
w Sławsku W i e l k i m w
m a j u i czerwcu. Organizowała w y ­
stawę n a u c z y c i e l k a M . Patykówna
pod n a d z o r e m M u z . Etnograficznego
w
Toruniu. Eksponaty
wykonane
zostały p r z e z o k . 40 uczestniczek
zimowego k u r s u u n i w e r s y t e t u pow­
szechnego, n a k t ó r y m
prowadzono
m . i n . (naukę t r a d y c y j n e g o
kujaw­
skiego h a f t u i k r o j u .
*

W l o k a l u k l u b u „ R u c h u " w Ja­
worzynce
odbyła się w
czerwcu,
*

�¡sorganizowana p r z e z k l u b , w y s t a ­
wa k o r o n e k cieszyńskich, w y k o n a ­
nych p r z e z c z ł o n k i n i e istniejącego
przy k l u b i e 3 0 - o s o b o w e g o zespołu
haftu l u d o w e g o .

*
W y s t a w ę współczesnej twórczości
ludowej O p o l s z c z y z n y z o r g a n i z o w a ł o
w czerwcu M u z e u m Opolskie p r z y
współudziale M i n i s t . K u l t . i Szt.
Pokazano k r a s z o n k i , pająki, k w i a t y
sztuczne, h a f t y , r e k o n s t r u k c j e s t r o ­
ju, s z m a c i a k i o r a z r z e ź b ę i m a l a r ­
stwo o c h a r a k t e r z e twórczości a m a ­
torskiej. W y s t a w a m a być e k s p o n o ­
wana także w Czechosłowacji.
*

Z o k a z j i M i l l e n i u m chrześcijań­
stwa w P o l s c e urządzono w w i e l u
diecezjach w y s t a w y s z t u k i
religij­
nej, mające
działy
sztuki
ludo­
wej. W y s t a w a
t a k a o t w a r t a była
w czerwcu w L u b l i n i e w b u d y n k u
p r z y k a t e d r a l n y m . Pokazano rzeźby
w d r e w n i e , ceramikę z Urzędowa,
krzyże k o w a l s k i e .
Podobna wystawa, zorganizowana
przez P A X i V e r i t a s c z y n n a b y ł a
w c z e r w c u i l i p c u w Częstochowie
w jednym z pawilonów
wystawo­
wych przy I I I A l e i . Wśród ekspona­
tów s z t u k i l u d o w e j z w r a c a ł a u w a g ę
rzeźba w d r z e w i e , z a r ó w n o z a b y t ­
k o w a (ze z b i o r ó w p r y w a t n y c h T . Se­
weryna i J . W i k t o r a ) , j a k współ­
czesna, o r a z m a l a r s t w o n a s z k l e .

*
Z okazji obchodzonych w czerw­
cu D n i F o l k l o r u W i e l k o p o l s k i M u ­
zeum Z i e m i Szamotulskiej w Szamo­
tułach o p r a c o w a ł o w y s t a w y :
„Lu­
d o w y h a f t s z a m o t u l s k i " , którą e k s p o ­
nowano w w i t r y n a c h sklepowych
na r y n k u w e W r o n k a c h , „Relikty
b u d o w n i c t w a ludowego z i e m i szamo­
tulskiej w fotografii" w klubie „Ad
A c t a " w Szamotułach o r a z w y s t a w ę
„Wielkopolskie m a l a r s t w o i rzeźba
l u d o w a " ze z b i o r ó w M u z e u m N a r o ­
d o w e g o w P o z n a n i u , którą p o k a z a n o
w sali w y s t a w czasowych M u z e u m
w Szamotułach.

*

robów z 'drewna, iplecionek, zaba­
wek,
kowalstwa
oraz
przegląd
współczesnej r z e ź b y l u d o w e j . R e ­
p r e z e n t o w a n e są ma w y s t a w i e r e g i o ­
n y K u j a w , Pałuki, K a s z u b y , W a r ­
mia, K u r p i e i Podlasie
północne.
W dniu Otwarcia wystawy przeka­
zano z w i e d z a j ą c y m p i e r w s z y b u d y ­
nek
s k a n s e n u : mały
spichlerzyk
kujawski.

*

Wystawa
kurpiowskiej
rzeźby
l u d o w e j o t w a r t a była w lecie n a
terenie
muzeum
skansenowskiego
w
Nowogrodzie.
*

W
klubie M P i K
w
Lublinie
o t w a r t a była w l i p c u i s i e r p n i u w y ­
s t a w a m a l o w a n e k zalipiańskich ( p n .
„Kwiaty Zalipianek"), zorganizowa­
na
staraniem
lubelskiego
BWA,
MPiK,
przy udziale Wydz.
Kult.
P W R N . Pokazano prace Felicji C u r y ł o w e j , M . W o j t y t o , F. K o s i e n i a k
i L. Kosieniak-Rycerzowej.
Ekspo­
n a t y pochodziły ze z b i o r ó w m u z e ó w
etnograficznych w Warszawie i K r a ­
kowie oraz z kolekcji prywatnej.
J . Stelmaszczyka.
*

W Wejherowie,
w
salach p o w .
D o m u K u l t u r y , o t w a r t o 30 l i p c a
wystawę prac twórców
ludowych
powiatu wejherowskiego.
Organiza­
torami jej b y l i : Wydz. K u l t . P R N
oraz Zrzeszenie
Pomorsko-Kaszubs k i e . Z g r o m a d z o n o p o n a d 130 p r a c
23 autorów. N a j l i c z n i e j
reprezento­
wane
były h a f t y ikaszubkie, p l e ­
c i o n k i o r a z rzeźba w d r e w n i e (o
c h a r a k t e r z e twórczości a m a t o r s k i e j ) .
W e wrześniu w y s t a w ę p r z e n i e s i o n o
do M D K w R u m i , a następnie d o
R e d y . W czasie t r w a n i a w y s t a w y
zorganizowano
w Wejherowie
na­
radę t w ó r c ó w l u d o w y c h z p r z e d ­
stawicielami władz k u l t u r y i h a n d l u .
D y s k u t o w a n o n a niej głównie za­
gadnienia organizacji zbytu w y r o ­
bów ludowych i opieki n a d ich w y ­
twórcami.

d e l e chałup, sprzęty i
drewniane, hafty, stroje.

*
W y s t a w a „Sztuka l u d o w a n a G ó r ­
n y m Śląsku" o t w a r t a była w s i e r p ­
n i u w salach B W A w Katowicach.
Organiza to r a m i w y s t a w y b y l i : Wydz.
K u l t . W E N , M u z e u m Górnośląskie
w Bytomiu i B W A w Katowicach.
P o k a z a n o o k . 180 eksponatów z z a ­
kresu haftu i tkactwa, kowalstwa
i j u b i l e r s t w a , z d o b i o n y c h snycerką
przedmiotów d r e w n i a n y c h
(naczy­
n i a , f o r m y n a masło i p i e r n i k i , n a ­
rzędzia t k a c k i e ) , p l a s t y k i o b r z ę d o ­
w e j (maski), i n s t r u m e n t y muzyczne,
m a l a r s t w o n a płótnie i n a s z k l e
o r a z rzeźbę w d r z e w i e
(tradycyjną
i współczesną). E k s p o n a t y
pocho­
dziły ze z b i o r ó w M u z e u m G ó r n o ­
śląskiego. K o m i s a r z e m w y s t a w y był
St. T e j w a n ,
scenariusz i k a t a l o g
opracował
E.
Jaworski.
Katalog
„Sztuka l u d o w a n a G ó r n y m Śląsku",
K a t o w i c e 1966,, s. 28 n l b , i l . 1 1 , a r t y ­
kuł w s t ę p n y w p r o w a d z a j ą c y w z a ­
gadnienie
śląskiej s z t u k i
ludowej
o r a z spis eksponatów.

*
W y s t a w ę rzeźby l u d o w e j
Kie­
lecczyzny, przygotowaną przez M u ­
z e u m Świętokrzyskie w
Kielcach,
eksponowało w s i e r p n i u M u z e u m
ziemi n y s k i e j w Nysie. Pokazano
kilkadziesiąt rzeźb, p r z e d e
wszyst­
k i m współczesnych: L . K u d ł y , A . i
H . Z e g a d ł ó w , J . Piłata, M . G r y g l a .

W
sali P D K
w
Kościerzynie
o t w a r t a była w s i e r p n i u i wrześniu
wystawa
współczesnej
twórczości
l u d o w e j Kaszub á Kociewia, zorga­
n i z o w a n a przez pracowników P D K .
P o k a z a n o o k o ł o 400 eksponatów, r e ­
prezentujących t k a c t w o ( s z m a c i a k i ) ,
p l e c i o n k a r s t w o (bogaty zestaw p l e ­
cionek z Wdzydz), garncarstwo, haft
i rzeźbę w d r e w n i e . W
wystawie
uczestniczyli
wszyscy
wybitniejsi
współcześni t w ó r c y l u d o w i z t y c h
regionów.
*

*

W salach w y s t a w o w y c h
Domu
Chłopa w W a r s z a w i e c z y n n a b y ł a
w c z e r w c u w y s t a w a rzeźbiarzy l u ­
dowych
z Zawidza.
B y ł a t o już
druga w t y m roku wystawa zawidzkich
twórców
zorganizowana
w
W a r s z a w i e przez spółdzielnię „ G r o ­
m a d a " ( p o r . k r o n i k a n r 2/66). P o k a ­
zano n a j n o w s z e prace K r a j e w s k i c h ,
Wierzchowskiego
i
Wierzbickiego;
większość rzeźb zakupiła C e p e l i a .

W l i p c u o t w a r t a była w P u c k u ,
w sali P r e z y d i u m P P R N
wystawa
Sztuki ludowej Kaszub,
zorganizo­
w a n a przez W D K i Wydz.
Kult.
PRN, z okazji D n i Morza. Pokazano
p o n a d 130 p r a c , p r z e d e w s z y s t k i m
hafty
kaszubskie,
wyodrębniając
t w ó r c z o ś ć h a f c i a r e k poszczególnych
ośrodków: Żukowa, W d z y d z , P u c k a .
Z n a l a z ł y się n a w y s t a w i e t a k ż e t k a ­
niny, ceramika, plecionki z korzeni
i ze słomy, w y r o b y z r o g u o r a z i n ­
strumenty muzyczne.

*

*

5 l i p c a o t w a r t a została w M u ­
zeum
Etnograficznym w
Toruniu
w y s t a w a „Sfetuka l u d o w a i rzemiosło
Polski
północnej",
zorganizowana
w r a m a c h obchodów m i l l e n i j n y c h .
Wystawa
obejmuje
zabytkową
i
współczesną
twórczość
ludową
z t e r e n ó w w o j . b y d g o s k i e g o i sąsied­
n i c h : pokazano bogate kolekcje t k a ­
n i n i strojów, c e r a m i k i , m e b l i i w y ­

W Suchej c z y n n a była w s i e r p ­
n i u w y s t a w a „Ziemia suska wczo­
r a j i dziś" zorganizowana w r a m a c h
ogólnopolskiego
konkursu
krajo­
z n a w c z e g o p . n . „ P r z e z dziesięć w i e ­
ków". Krajoznawcom pomogli Wydz.
K u l t . PRN, P T T K i inne instytucje.
W y s t a w a ilustrowała historię S u c h e j ,
M a k o w a i J o r d a n o w a o r a z sztukę
ludową i c h okolic. Pokazano m o -

narzędzia

O b c h o d y D n i F o l k l o r u urządzone
przez Wydz. K u l t . R a d N a r o d o w y c h
WDK
i stowarzyszenia
regionalne
w t y m r o k u już p o r a z d r u g i ( w
s i e r p n i u i w r z e ś n i u ) w y r a ź n i e się
rozwijają.
W
różnych
regionach,
p r z e d e w s z y s t k i m w P o l s c e połud­
n i o w e j , w Kielecczyźnie i n a Po­
morzu
Gdańskim
zorganizowano
l i c z n e i m p r e z y mające n a c e l u oży­
wienie i spopularyzowanie
sztuki
l u d o w e j i f o l k l o r u , zarówno wśród
ludności m i e j s c o w e j , j a k turystów,
także z a g r a n i c z n y c h . O d b y ł y się r o z ­
m a i t e w y s t ę p y i k o n k u r s y zespołów
pieśni i tańca, k a p e l
ludowych,
amatorskie przedstawienia teatralne
ilustrujące t r a d y c y j n e obrzędy, j a r ­
m a r k i i kiermasze wyrobów ludo­
w y c h , spotkania z twórcami i w y ­
s t a w y s z t u k i l u d o w e j . Poniżej w y ­
m i e n i a m y ciekawsze
imprezy.
*

Dni
11.IX.)

Świętokrzyskie
(28. V I I I . —
n a Świętej K a t a r z y n i e , w

229

�Bodzentynie i Kielcach. Zorganizo­
wano wielki jarmark
(Bodzentyn)
n a k t ó r y m o b o k straganów stanęły
w a r s z t a t y g a r n c a r z y (S. S o w i ń s k i e ­
go, A . Głuszka z Chałupek), r z e ź ­
b i a r z a (A. Zegadły z K r z y ż k i ) , oraz
tkaczek z Bodzentyna i plecionkarzy. W K i e l c a c h urządzono p o ­
konkursową
wystawę
kowalstwa,
m a l a r s t w a i rzeźby l u d o w e j w s a l i
W D K . O r g a n i z o w a l i ją: W y d z . K u l t .
P W R N w K i e l c a c h , Izba Rzemieśl­
nicza oraz W D K . E k s p o n a t y cecho­
w a ł w y r ó w n a n y i d o b r y n a ogół
poziom. Uczestniczyli w
wystawie
t w ó r c y z n a n i już z wcześniejszych
i m p r e z tego r o d z a j u .
*

D n i Opoczyńskie ( 2 1 . V I I I . - 1 1 . I X . )
w Opocznie. Urządzono k o n k u r s g a ­
wędziarzy, k a p e l i ś p i e w a k ó w o r a z
wystawę sztuki l u d o w e j w salach
l i c e u m ogólnokształcącego.
Pokaza­
no stroje i t k a c t w o , w y c i n a n k i , p a ­
jąki, k w i a t y s z t u c z n e , p i s a n k i i p l e ­
cionki.
*

D n i f o l k l o r u Pogórza w Bieczu
(3—4.IX.). O d b y ł y się w y s t ę p y z e ­
społów r e g i o n a l n y c h z R z e s z o w s k i e ­
go o r a z w i e l k i , d w u d n i o w y k i e r ­
masz w y r o b ó w l u d o w y c h i p a m i ą t ­
karskich.
*

Dzień Z a l i p i a ( 4 . I X . ) w Z a l i p i u .
Z w i e d z a n i e m a l o w a n y c h c h a t i obejść
gospodarskich i kiermasz sztuki l u ­
d o w e j n a k t ó r y m znalazły się m . i n .
skrzynie malowane, hafty, w y c i n a n ­
ki,, w y d m u s z k i , b u k i e t y , pająki.
i *
Jesień Tatrzańska ( 4 - 1 1 . I X . ) . W
Z a k o p a n e m odbył się m . i n . f e s t i w a l
zespołów r e g i o n a l n y c h z i e m
gór­
s k i c h . Uczestniczyło w n i m 12 z e ­
społów s p o d T a t r , B i e s z c z a d i B e s ­
kidów. P i e r w s z e n a g r o d y p r z y z n a n o
Zespołowi
im. Klimka
Bachledy
przy Związku P o d h a l a n z Z a k o p a n e ­
go i zespołowi H a r n a s i e p r z y M i ­
n e r a l n e j Spółdzielni P r a c y z P o r o ­
nina. W sali B W A w Z a k o p a n e m
o t w a r t a została w y s t a w a
„Region
Podhala",
zorganizowana
przez
ZPAP,
Zakopiańskie
Warsztaty
W z o r c o w e , CepeUę i M u z e u m T a ­
trzańskie.
Pokazano
snycerkę
w
drewnie, meble, tkaniny,
wyroby
ze skóry, s t r o j e i współczesne m a ­
l a r s t w o n a szkle.

N a O r a w i e o b c h o d z o n o uroczyś­
cie 11'0-lecie m u z e u m s k a n s e n o w s k i e ­
go w Z u b r z y c y G ó r n e j . O d b y ł y się
występy zespołów r e g i o n a l n y c h z
O r a w y . W Jabłonce o t w a r t a została
w sali l i c e u m
ogólnokształcącego
w y s t a w a „Piękno O r a w y " z o r g a n i ­
z o w a n a przez M u z e u m Tatrzańskie
w Z a k o p a n e m ze z b i o r ó w
włas­

nych.
kresu

Pokazano p r z e d m i o t y z za­
s z t u k i i rzemiosła l u d o w e g o .
*

Gdańskie D n i F o l k l o r u ( 1 1 - 2 9 . I X )
K w i d z y n , Gdańsk, K a r t u z y . W G d a ń ­
s k u urządzono s p o t k a n i e z twórca­
m i l u d o w y m i połączone z o t w a r ­
ciem wystawy sztuki ludowej w o j .
gdańskiego, w g m a c h u P r e z . W R N .
Na w y s t a w i e pokazano,
podobnie
j a k na o m a w i a n y c h wyżej w y s t a ­
w a c h sztuki l u d o w e j Pomorza Gdań­
skiego, p r a c e czołowych
twórców
l u d o w y c h działających n a t y m t e ­
r e n i e . W y r ó ż n i a ł y się p i ę k n e s z m a ciaki z pow. Puck, ptaszki drew­
n i a n e W . P r z y b y l s k i e g o ze S z t u m u ,
c e r a m i k a J . Kaźmierczaka z K a r t u z
i plecionki z Wdzydz.
*

D n i Zielonej Góry (26.IX.-2.X).
W o k r e s i e t y m o d b y ł się w Z i e l o ­
nej Górze I I Międzynarodowy Festi­
w a l z e s p o ł ó w pieśni i tańca. U c z e s t ­
niczyło w n i m 10 z e s p o ł ó w z B u ł ­
g a r i i , Czechosłowacji, F r a n c j i , N R D ,
R u m u n i i , Węgier, G r u z j i oraz p o l ­
s k i e zespoły „ L a c h y " z z i e m i sądec­
k i e j , dolnośląski „ W r o c ł a w " i Z e ­
spół Pieśni i T a ń c a Z i e m i L u b u ­
skiej. W M u z e u m o t w a r t o z okazji
„ D n i " w y s t a w ę p n . „Sztuka l u d o w a
Opola". Pokazano na niej t r a d y c y j ­
n e sprzęty, t k a c t w o i h a f t , p r z e d ­
mioty
zdobione
snycerką,
stroje,
rzeźbę w drzewie.

k a m y s k a r b ó w T y s i ą c l e c i a " . Są to
z a b y t k o w e narzędzia i sprzęty gos­
podarskie.
Wystawa
pokazywana
była także n a dożynkach gromadz­
kich w Dankowicach i powiatowych
w Oświęcimiu.
*

W regionalnej izbie
muzealnej
w Głuchej P u s z c z y k o ł o M o g i l n a
urządzono w e w r z e ś n i u , w związku
z o b c h o d a m i D n i M o g i l n a , wystawę
p n . „ Z i e m i a m o g i l n e ń s k a w Tysiąc­
leciu". W
dziale
sztuki
ludowej
p o k a z a n o r z e ź b y w d r z e w i e , ptasz­
k i , h a f t y oraz p i e r n i k i K. Pijanows k i e g o z Mieściska.
*

W
klubie M P i K
w
Kielcach
m i e j s c o w y oddział T P S P zorganizo­
wał w e wrześniu indywidualną w y ­
stawę rzeźb H e n r y k a Zegadły z
K r z y ż k i , p o w . K i e l c e . 50 rzeźb w
drzewie
pokazanych n a wystawie
stanowiło
interesujący
przykład
twórczości ś w i a d o m i e nawiązującej
d o t r a d c y j n e j r z e ź b y l u d o w e j ii po­
zostającej w W i m a c i e l u d o w y c h po­
dań i baśni. Z a r ó w n o scenariusz
w y s t a w y , j e j o p r a w ę plastyczną, j a k
k a t a l o g o p r a c o w a ł s a m Zegadło.
K a t a l o g — W y s t a w a rzeźb Hen­
r y k a Z e g a d ł y , K i e l c e 1966 г., s. 20
nłb. i l . 22. Z a w i e r a s ł o w o wstępne
Z e g a d ł y o s o b i e o r a z spis e k s p o n a ­
tów.
*

*

M u z e u m Regionalne w R a d o m i u
urządziło w e wrześniu, z o k a z j i D n i
Radomia, wystawę p n . „Kultura l u ­
dowa regionu radomskiego". Poka­
zano e k s p o n a t y p r z e w a ż n i e
nowo
nabyte. Scenariusz w y s t a w y o p r a ­
c o w a n y został p o d k ą t e m u k a z a n i a
w a r s z t a t u p r a c y w i e j s k i c h rzemieśl­
ników, artystów i rolników.

C e n t r a l n e D o ż y n k i o d b y ł y się d o ­
rocznym zwyczajem
w
Warszawie
(4.IX.). Z o k a z j i obchodów Tysiąc­
lecia o r g a n i z a t o r z y p o s t a r a l i się o
szczególnie m o c n e u w y d a t n i e n i e i c h
tradycyjnej
części f o l k l o r y s t y c z n e j .
Na podstawie literatury etnograficz­
nej
starannie opracowano
kopie
wieńców i strojów
dożynkowych,
a także choreografię p o c h o d u
w
którym reprezentowane były g r u p y
regionalne
ze
wszystkich
woje­
wództw. W i d o w i s k o folklorystyczne
o p r a c o w u j e o d 1952 r . t e n s a m z e ­
spół a r t y s t ó w p l a s t y k ó w , a r e ż y s e ­
ruje J . Mierzejewska.
*

W Starej W s i , p o w . Oświęcim,
w s a l i g i m n a s t y c z n e j szkoły p o d ­
s t a w o w e j n a u c z y c i e l St. S i e c z k a z o r ­
ganizował w e wrześniu w y s t a w ę ze­
b r a n y c h przez siebie i dzieci szkol­
ne eksponatów n a k o n k u r s p n . „Szu­

W e wrześniu o t w a r t a była w
Sztokholmie, w salach D o m u K u l ­
t u r y w dzielnicy Haegerstens, w y ­
s t a w a N i k i f o r a . W y s t a w a składała się
ze 107 o b r a z ó w , k t ó r e d o końca
g r u d n i a p o k a z y w a n e b y ł y w róż­
n y c h m i a s t a c h S z w e c j i . W s t ę p do
k a t a l o g u napisał G u n n a i r . H e l l e m i a n .
*

Z o k a z j i D n i K u l t u r y Rumuń­
skiej w Warszawie
o t w a r t a była
w y s t a w a rumuńskiej
sztuki ludo­
wej. Pokazano
d y w a n y z Oltenii
i
B u k o w i n y , c e r a m i k ę z różnych
r e g i o n ó w , s n y c e r k ę w d r e w n i e górali
k a r p a c k i c h , s t r o j e l u d o w e i zabaw­
k i dziecięce.

*
W M u z e u m N a r o d o w y m w War­
s z a w i e z o r g a n i z o w a n a została przy
p o m o c y i z i n i c j a t y w y Państwowego
M u z e u m Etnograficznego
wystawa
p n . „Masąual" — Rzeźba ludowa
krzyży
etiopskich.
Na
wystawie
z g r o m a d z o n o 150 k r z y ż y z d r e w n a
i m e t a l u , z e b r a n y c h w ciągu 10 l a t
p o s z u k i w a ń p r o w a d z o n y c h przez dr
W . K o r a b i e w i c z a . K r z y ż e Ite są uży­
w a n e przez w ę d r o w n y c h mnichów —
żebraków i t r a d y c y j n i e w y k o n y w a ­
ne b y ł y p r z e z n i c h s a m y c h l u b
przez rzeźbiarzy l u d o w y c h . Kolek­
c j a K o r a b i e w i c z a j e s t największym
t e g o r o d z a j u z b i o r e m w s k a l i świa­
towej.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6000" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5980">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a14ca407c1e8f7ff58c2dd035188054.pdf</src>
        <authentication>ee13cca3f54c190e7a46860445e0a7b8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4944</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71580">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71581">
                <text>Kraków</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71582">
                <text>malarstwo nieprofesjonalne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71583">
                <text>dewocjonalia</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71584">
                <text>obrazki wotywne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71585">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71586">
                <text>Obrazki wotywne z kościoła Bożego Giała w Krakowie/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71587">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; s.33-52</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71588">
                <text>Krzysztofowicz, Stefania</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71589">
                <text>Śnieżyńska-Stolot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71590">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71591">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71592">
                <text>П. 1. Obrazek
wotywny
Piotra
Komorowskiego,
ol. pł., 56 X 52
cm.
1. pol. XVIII
w.
Kościół
Bożego
Ciała,
Kraków.

Stefania^Krzysztofowicz,

Ewa

Śnieżynska-Stolot

/

OBRAZKI WOTYWNE Z K O Ś C I O Ł A B O Ż E G O C I A Ł A W KRAKOWIE
W

kościele

nagrobka
obrazki
nie

n a terenie

XVIII

Ciała

których

klasztoru

Zespół

w

Krakowie,

Kazimierczyka,

w o t y w n e z

klauzurą).
i

Bożego

Stanisława

jeden

znajduje

kanoników

t e n powstał

w

pobliżu

wionych

się 22

bogata

l i t e r a t u r a opisująca c u d a d o z n a n e

się o b e c ­

czyną,

z której

zachowały

regularnych

n a przestrzeni

w . i był w y n i k i e m r o z w o j u

kultu

(za
XVII

Stanisława

Kazimierczyka.
Stanisław
ków

(1433—1489),

regularnych

dzieją

i lektorem

Matki

Boskiej

w

zakonnik

Krakowie,

zakonnym,

klasztoru

kanoni­

był w y b i t n y m

miał

szczególny

i r a n Chrystusa. Literatura

kazno­
kult

do

dewocyjna

miasta

W

roku

tórnie

Boskiej

i św. Stanisława

sława

Kazimierczyka

Ciała,

przed

w

ołtarzem

jego grobie
jego

Marii

cie

Magdaleny,

„ojcowie

obwiódł" , W roku
4

kościoła

sługi bożego o s o b a

opublikowane

po raz drugi
Pozycje

8

cudów

autorów:

Bożego

Kazimierczyka

gdzie obok

ołtarza

Stanisław
n y , chociaż

wymienia

wystawił

mimo

żelazną
prałat
w

g o Katalog

spisy

Wojciecha

Grabowskiego .
9

Powyższe

oczu

oraz

opisy

cudów

ofiarowywania

wspominają
do g r o b u

licznych w o t w postaci
tablic

wotywnych

wielokrotnie

Stanisława

jest

staremi

(wspomniane

literami

pisane"

zarówno

srebrnych, j a k

„ k a p ł a n j e d e n . . . długo i ciężko c h o r u j ą c "
wałoby,

że o b r a z k i

wotywne

10

znajdowały

malowanych
„wotum
ofiarował

, co w s k a z y ­
się j u ż p r z y

p i e r w s z y m n a g r o b k u Stanisława K a z i m i e r c z y k a
b i t e r i u m kościoła B o ż e g o
Z

kolei

między

opisy

rokiem

w

prez­

Ciała.

wymieniają
1660 i

Kazi­

s r e b r n y c h r ą k , nóg,

powstałe

1702 m a l o w a n e

przypuszczalnie
wota:

fundacji

Stanisława

bocznej,

m a s z a ; n i e z n a n e j b i a ł o g ł o w y za s z c z ę ś l i w y poród, b r a t a
Albina

Kłosa

mieszczanina

Mstowskiego

i Szymona

kazimierskiego,
Orłowskiego .
u

ks. To­
Według

opisu — o s t a t n i z obrazków przedstawiał f u n d a t o r a l e ­

że umarł
świętych

i

i

szczątki

m u nagrobek,

jednak

Gorczyńskiego

1533, k t ó r e

5

n i e jest

Michała

pow­

Stefana

żywoty

z roku

habi­

roku

zostały

1660 r . p r z e z

t e uzupełniają

Ranotowicza)

się t a m t a b l i c a .

Kazimierczyk,
święty,

nawy

w

spisał

przez

dozna­

przy­

z

które

tablic

stalle

przeniósł

do p ó ł n o c n e j

św. Krzyża

znajdująca

p r z e z opinię j a k o

Ciała,

Łoniewski

Kazimierza,

wejścia

była w

stawiając

z

z wymienionych

kamienny

p . p . J o r d a n kratą

regularnych,

Stanisława

co upamiętnia

grób

wydanie

1 m a l o w a n y c h . Najstarszą

z g r o b u gdzie był p o ­

1632 k s . M a r i a n K ł o c z y ń s k i ,

kanoników

prezbiterium

obok

jest

za j e g o

Bożego

o cudach

n a d ciałem

zakonnym... które miejsce

generalny

kościoła

się w i e ś c i

podnieśli...

(ustawili), n a którym

Stani­

2

3

chowany...

Matki

b i s k u p a . Pochowano
prezbiterium

d o z a k r y s t i i . P o rozejściu
nych przy

widzenia

Stanisława

Ranotowicza .

mierczyka

n a Skałce

najwcześniejsze

1616 k s . K r z y s z t o f

cuda

oraz

kościele

jednak

е

7

0 zwyczaju

w

1609 . I s t n i e j e

1609 pióra M a r c i n a B a r o n i u s z a .

w s p o m i n a , ż e u p r a w i a ł ż y w o t a s c e t y , b i c z o w a ł się często
miewał

z roku

Krakowa,

uznawany

błogosławio­
i

błogosła­

ż ą c e g o n a łożu i klęczącą o b o k żonę, k t ó r y m
z c h m u r Stanisław

Kazimierczyk.

Także

błogosławi

jeden

r ó w s p i s u cudów, Michał Gorczyński, zawiesił

z auto­
u grobu

33

�podobną
actu

tablicę

wotywną,

o r a n d i " i napisem:

Wszystkie
ne,

jak

wyżej
i

ze

swym

„Clamavi

wymienione

malowane,

wizerunkiem

et e x a u d i v i t

tablice

uległy

zarówno

zniszczeniu

„in

me"

1 2

.

srebr­

przypusz­

chmurach.
i

Środek

klasztoru

cmentarz
mi

oraz

obrazu

zajmują

przylegający

kościelny, o t o c z o n y

do

budynki
nich

kościoła

czworoboczny

murem z dwiema

brama­

i pięcioma b a s z t a m i . N a c m e n t a r z u w i d o c z n y c h

czalnie w czasie p i e r w s z e g o n a j a z d u s z w e d z k i e g o w l a ­

siedem

t a c h 1655—1657 l u b d r u g i e g o , n a początku w i e k u X V I I I ,

kiej,

n a co w s k a z u j e

środkowej baszcie, w m u r z e północnym umieszczony

n o t a t k a u Gorczyńskiego

13

.

O b r a z k i , k t ó r e z a c h o w a ł y się w kościele B o ż e g o Ciała
w

liczbie

wotami
fundacji,
społy
ciała

22

1 4

, j a k większość

dziękczynnymi.
można

związane
i duszy,

wśród

nich

z cudownym
szczęśliwym

od k a t a k l i z m ó w
Najliczniejszą

tego

Biorąc

typu

z e s p o ł ó w , są

p o d uwagę

wyróżnić

następujące

uzdrowieniem

porodem

przyczynę

oraz

z

uratowaniem

grupę

(12) stanowią

obrazki

obrazek

wotywny

Piotra

Komorowskiego

1 5

oczu,
( i l . 1),
roku

n a p i s u p o k r y w a się z o p i s e m

cudu z a w a r t y m w dziele Ranothowicza

16

. Obrazek

przed­

r e g u l a r n y c h , który
i

wał
wa

z kolei

Adam

otrzymane
się

34

do

łaski, o r a z

Stanisława

klęczącego

Kazimierczyka

w o t a n t a , który
ukazującego

za

modli
się

w

LaterańskiemuNa
Komorowski

w uroczystym

wotum

Bosowski,

IV, wraz

tywnego
z roku
szącym

i

następnych
stroju

składa się z b i a ł e j
o podobnej

dworzanin

z małżonką

jest

odziany
Kazi­

obrazkach
kanoników

sutanny, rokiety

pokrywa

się t u z

1631 p r z y t o c z o n y m
się

do

Adama

Władysława

brzmieniu

nazwiska

d a t (1631—1651)

tematyce

królewicza

za u z d r o w i e n i e

k t ó r e j „...krwie z o c z u szły..."

w

Komorowskiego

Korczak.

jest
Bos­

mucetu.

królewicza

fundacją

—

w o t y w n y c h , występuje

s t a w i a kościół i k l a s z t o r k a n o n i k ó w r e g u l a r n y c h w S u ­
dziękczynną

św. J a n o w i

Matki

j e s t w żupan i podbitą f u t r e m k i e r e z j ę . S t a n i s ł a w

chej,

będący

i

Komorowskich

Drugie
dotyczące

który, j a k w y n i k a z n a p i s u , został u z d r o w i o n y w
1630. T r e ś ć w s p o m n i a n e g o

Salwatorowi

uroczystościom

mierczyk, t a k j a k na wszystkich

(zarazy, pożaru i w o j n y ) .

c h o r o b y . K i l k a pośród n i c h w i ą ż e się z c h o r o b a m i
np.

ze­

choroby

herb

k a p l i c poświęconych

№

ofiaro­

Władysła­

córki

Jewusi,

( i l . 2). T e k s t , n a p i s u w o ­
jednym

przez

z

opisów

Ranotowicza ,
1 Э

Wierzchowskiego,
I V . Zachodząca
(Bosowski

—

cudów
odno­

dworzanina

t u niezgodność
Wierzchowski)

w y n i k a z t e g o , ż e istniejący

obecnie

napis w o t y w n y n i e jest a u t e n t y c z n y , ale powstał o w i e l e

�I I 2 Obrazki
wotywne
(zestaw
II):
Adama
Bosowskiego,
nieznanego
kanonika
regularnego,
dwóch
nieznanych
kobiet,
ol. deska,
55,5 X 28 cm, 1. pol. XVII
w., Kośc. Bożego
Ciała,
Kraków.
II. 3. Obrazki
wotywne
(zestaw
Ul):
Katarzyny
z Kleparza,
Anny
Segnicowej,
opętanego,
wielu
chorych,
ol. pl., 48 X 75 cm, pol. XVII
w. i 1. pol.
XVIII
w., Kośc.
Bożego
Ciała, Kraków.
II. 4. Obrazek
wotywny
Aleksandra
Manikowskiego,
ol. pl., 52 X 54 cm,
1. pol.
XVIII
w., Kośc.
Bożego
Ciała,
Kraków.
II. 5. Obrazki
wotywne
(zestaw
I): Anny
Jagodynki,
czterech
kalek,
ks. Czartoryskiej,
ol. pl., 55 X 46 cm, 1. pol. XVII
w., Kośc. Bożego Ciała, Kraków.
II. 6. Obrazek
wotywny
ks. Jana Brodowskiego,
ol. pl., 51 X 55 cm, 1. pol. XVIII
w. Kośc. Bożego Ciała,
Kraków.

A MDG и M I K &gt; &lt; « / M tm клощч №k\ к*лкч4
ч\ш us iwoti&lt;H4.&gt; /мм№ и.ШШ lico Й Ш
вот м / i * * * V*. tmm \VMC&gt;«\W

•ЮР\\\

W W

Ц

К

ВО»'

»

*

.

P S V * 'l, Ж *

ч

т

к

\

Ш

ы

&gt;!«Ł

№

»

(1Л

Mi I

MS'* V J

BBJtT^wJi/iw
ШШШ
&gt; ТГ 7ШЮ ММДМУЛ MWft*KA М Н Ш Н

�W.?) na miejscu

później ( X I X
źle

zachowanego.

wotant

nosi

wa

IV

do

Adama

.

2 0

tytuł

Wynika

się

starego,

dworzanina
stąd, że

Stanisława

zresztą

królewicza

i

pochodzi
z żoną

fakt,

z

odnosi

Święty

i córką

modlą­

który

ukazuje

Kazimierczyka,

zwraca

się

do

Madonny,

z Dzie­

wskazując

ręką n a klęczącą Jewusię. O j c i e c j e j u b r a n y j e s t w
n y żupan o z d o b i o n y
pielatą

opończę

złotymi g u z i k a m i i pasem

zwaną

się

r o k u 1631.

się w c h m u r a c h , w t o w a r z y s t w i e M a t k i B o s k i e j
ciątkiem

że

Władysła­

tablica w o t y w n a

ona w o t a n t a w r a z

do

przypuszczalnie

1651 w y k l u c z a

Wierzchowskiego

Przedstawia
cych

Datę

kopieniakiem.

czar­

oraz p o ­

Klęcząca

żona m a n a s o b i e czarną suknię i b i a ł o - c z a r n y

obok
kołpak,

a c u d o w n i e u z d r o w i o n a J e w u s i a białą, atłasową s u k i e n ­
kę, z d ł u g i m i r ę k a w a m i i k r y z ą p o d szyją.
W

roku

1673 r a j c z y n i

( i l . 3) złożyła

wotum w

krakowska

Anna

postaci o b r a z k a

Segnicowa

2 1

przedstawia­

j ą c e g o ją samą m o d l ą c ą się d o S t a n i s ł a w a

Kazimierczy­

ka, w i d o c z n e g o w c h m u r a c h p o n a d ołtarzem. S e g n i c o w a
klęczy

n a t l e w n ę t r z a kościelnego, k t ó r e o ś w i e t l a

dujące

się w

szlachcianki,

głębi o k n o . M o d l ą c a
złożony

u b r a n a jest w

z purpurowej

sukni

spod

Podobnie

której
jak w

widoczny

dwóch

jest

koronkowy

poprzednich

strój

wykończonej

czarną koronką, białej p e l e r y n k i z kapuzą o b s z y t e j
rem,

znaj­

fut­

czepiec.

wypadkach,

przy-

I I . 7. O b r a z e k wotywny
Teresy
Nantcli,
ol. pł., 42 X 30
cm, 1. pol. XVIII
w. II. 8. Obrazki
wotywne
(zestaw
IV):
ks. Mikołaja
i dziesięciu
umierających.
Sceny
z życia
Stanisława
Kazimierczyka:
wizja
w kościele
na
Skałce
i biczowanie,
ol. pł., 48 X 75 cm, poł. XVII
w. II. 9.
Obrazek
wotywny
za uratowanie
od zarazy,
ol.
pł.,
56 X 82 cm, 1. poł. XVII
w., wszystkie
z kośc.
Bożego
Ciała,
Kraków.

7

czyną
ski

2 2

w o t u m było
wymienia

czową,

która

uleczenie

wotantkę,

22 c z e r w c a

z choroby

pannę

oczu.

Gorczyń­

Emerencjanę

1672 r . „ s r e b r n e

Sygni-

za

przyro­

d z o n e o c z y d o g r o b u (Stanisława K a z i m i e r c z y k a )
Aleksander
ofiarował
gorączki

Manikowski,

w

1665 r . w o t u m

siebie

Gorczyński
nazwisko

2 4

mieszczanin

i

swojej

za

uzdrowienie

pasierbicy

z

Agnieszki

ciężkiej
( i l . 4).

2 3

opisuje te d w a cudy oddzielnie, p r z y

wotanta,

cyrulika

kazimierskiego,

czym

występuje

t u w nieco i n n e j f o r m i e (Mańkowski), a jego
nosi imię

oddała".

kazimierski,

pasierbica

Jadwiga.

Obrazek,

większego

f o r m a t u od poprzednich,

przed­

s t a w i a w n ę t r z e b o g a t e g o mieszczańskiego d o m u , z u r z ą ­
dzeniem charakterystycznym dla w i e k u X V I I . Na p i e r w ­
szym

poduszkach

pod czer­

w o n y m p r z y k r y c i e m , leży biało u b r a n a c h o r a

p l a n i e , n a łożu, n a t r z e c h

Agnieszka.

Obok

klęczy

matka,

ubrana w

białą

bluzkę,

brązowy

s t a n i k i c i e m n o c z e r w o n ą spódniczkę z b i a ł y m f a r t u c h e m .
Nieco dalej — sam M a n i k o w s k i w

ciemnobrązowym

p a n i e , c z a r n y m płaszczu i c z e r w o n y c h
oświetlone jest

trzema

n i e w i e l k i m i oknami, pod

który­

m i s t o i ł a w a i stół, p r z y k r y t y ciemną tkaniną. N a
flakon
i

z

kwiatami,

o t w a r t a książka.

Z

cynowy
prawej

dzban,
strony

żu-

butach. Wnętrze

Kubek,
obok

stole

spodek

kamiennego

p o r t a l u z d r e w n i a n y m i , l e k k o u c h y l o n y m i d r z w i a m i stoi
wysoki

bufet.

czerwoną

Blat

kratą,

oraz

k t ó r y c h ilość ś w i a d c z y ł a
uzupełnia

postać

górne

wypełnione

jego

są

półki,

zamknięte

cynowymi

talerzami,

o bogactwie

Stanisława

właścicieli.

z Kazimierza

Obraz

i napis

wo­

tywny.
Za

uleczenie

z

kaszlu

i

choroby

piersi

ofiarowała

w r o k u 1671 o b r a z e k w o t y w n y d o g r o b u S t a n i s ł a w a K a ­
zimierczyka
(u

„jejmość

Gorczyńskiego
Klęczy

Anna

Jagodynka"

2 5

( i l . 5)

2 6

ona na tle fasady

talem oraz d w o m a

36

panna

Jagodyńska) .
domu

z widocznym

o k n a m i i m o d l i się d o

por­

błogosławią-

�cego z c h m u r S t a n i s ł a w a . U b r a n a , j a k ó w c z e s n e
c i a n k i , w podwójną
atłasu, p r z y k r y w a
wierzchniej

suknię; spodnią, z
wierzchnia,

obrazka

jest

z datą

rzędem

(u Gorczyńskiego K a n t e l i )

Stanik

1672 d o w i a d u j e m y

( i l . 6) i

regularnych,
nawiedzonym,

z prośbą

o

członkiem

uzdrowienie

klasztornym
chorzy

infirmarium,

kobiety,

mszę

szlachecki,

gdzie

zazwyczaj

przez d w a zakratowane
się

do

składający

obok

łoża m a ł y

chłopiec p o d a j e

cho­
dwo­

głębi o k n a m i . N a t l e c z e r w o n e j ,

ce-

wykończone

, trzymająca

3 1

stole, p r z y k r y t y m ciemnobrązową

książkami.

tkaniną, s t o i

Na

wysoki,

c z a r n y k r u c y f i k s , k l e p s y d r a , o t w a r t a książka i k a ł a m a r z

bionej

kapą

kwiatami, cynowy

kubek

głębi, z l e w e j

kościelnej

Kazimierczyka,
z leżącą

z

jest płaskorzeźba

i

dwie

strony

obrazu, w
nym

dwoma
Boskiej

tych

niewielkie

obrazków

srebrne wota

obrazki

nasuwają

w formie

postacią.

wspomina

Ranotowicz

i
w

Małe
że

trzech

Gorczyński .
2 8

uzdrowio­

poduszce,

sznuro­

jest

jest

ozdo­

f a r t u c h e m , a jasnobrązowy,
n a białą

bluzkę

białoczerwony
wspomniany

się

jeszcze

z nich

takiż

wymienionych

z cudownym

3 2

przykrytym

z Dzieciątkiem,

z

długimi

czepiec. N a osi

w

napisie

wotyw­

trzy

to obrazek

ofiarowany

ręce

trzyma

i

zacho­

nie

datowane.

przez

Katarzynę

ją leżącą n a s z e r o k i m

draperią,

c z e p i e c . N a d nią

prawej

wotywnych

z choroby,

skromniejsze

( i l . 3). W i d z i m y
czerwoną

obrazków

uleczeniem

ubraną

nachyla
płonącą

się

w

białą

Stanisław,

świecę.

Jest

to

łożu
szatę
który
jeden

z n a j w c z e ś n i e j s z y c h c u d ó w o p i s a n y w r . 1609 p r z e z B a r o -

rozmiary

n i u s z a . Z o b r a z k a w y n i k a , że Stanisław p r z y n o s i c h o r e j

były

świecę,

postacią o f i a r o d a w c y ,
i

We

kolumnami, w i ­

przypuszczenie,

wyżej

z Kleparza

t a b l i c z e k z klęczącą p r z e d

nisławem K a z i m i e r c z y k i e m
rych

wotywne.

Oprócz

Jeden

1632,

na czerwonej

ciemną

głębi klęczy

związanych
wały

zdobi k o ­

bernardyn L u d w i k Latocki.

roku

p o n i ż e j k t ó r e j , n a d postacią S t a n i s ł a w a , w i s z ą w
rzędach

strój

Spodnia

ona w

s t a n i k nałożony

nagrobkiem

po

na sarkofagu

Matki

oprawne

przedstawiono

widocznym

powstałym

wnęce r e t a b u l u m , f l a n k o w a n e j
doczna

sukni.

kwiatem. Druga z kobiet

z k o r o n k a m i . Odziana

spódnicę z b i a ł y m

z g ę s i m p i ó r e m . N a b l a c i e d r e s s o i r u —- f l a k o n z b i a ł o -

ołtarza

dwie

chmurach

n a rękach c u d o w n i e

1 t z w . d r e s s o i r , o półkach w y p e ł n i o n y c h

formie

w

są koronką. G ł o w ę

niemowlę, k t ó r e ' l e ż y

rękawami. N a głowie —

o

się

z podwójnej

r o n k o w y czepiec z c z e r w o n y m

wany

nawy

ukazującego

się

g l a s t e j p o s a d z k i rysują się c i e m n e m e b l e , f r a g m e n t stołu

Stanisława

światłem,

o k n a , klęczą

prze­

wsparty

r e m u o t w a r t ą książkę. I n f i r m a r i u m o ś w i e t l o n e j e s t

fragment

Stanisława.

żółtym

k i e rękawki

zimierza.

skórę księgi. W

z klasztoru

grobie

r ó ż o w a , p r z y k r y t a j e s t w i e r z c h n i ą , popielatą o r ó ż o w y m

ne

w

Latocki

przy

Stanisława. W y ż s z a , T e r e s a N a n t e l a , u b r a n a j e s t w

to m a m k a

czerwonymi

r a j c z y n i k r a k o w s k i e j ( i l . 7),
Ludwik

wnętrzu, oświetlonym

modlące

0 p o d u s z k i s i e d z i c h o r y i m o d l i się d o S t a n i s ł a w a z K a ­

ma widocznymi w

odprawił

ciemnym

wpadającym

ojciec

2 3

w z o r z e k w i a t o w y m . G ł ę b o k i e w y c i ę c i e p o d szyją i k r ó t ­

z a k o n n i c y , s t o i łoże, n a k t ó r y m

Stojący

intencji

3 0

wota

woskowe

w p o s t a c i rąk i nóg.
W

którego
W

się, że k s . J a n

ofiarował Stanisławowi K a z i m i e r c z y k o w i

bywali

w

bernardynów

ż e p r z e z p ó ł r o k u z łóżka n i e w s t a j ą c ż a d n y m
2 7

ręka­

koronek.

b y ł „ o d P a n a B o g a n a z d r o w i u t a k ciężko
nie m ó g ł "

w o t y w n y o d n o s i się do u z d r o w i e n i a

różowa.

B r o d o w s k i , z a k o n n i k k l a s z t o r u kanoników

władnąć

obrazek

„prawie umierającego" Antoniego, syna Teresy N a n t e l i

s u k n i , o g ł ę b o k i m w y c i ę c i u i długich

wach, wykończony
Z

krótsza,

Kolejny

szlach­

ciemnozielonego

to
Sta­

o któ­

33

którą

ona

obiecała

ofiarować

do

jego

czego ze w z g l ę d u n a s w o j e u b ó s t w o n i e m o g ł a
Następny
ilustruje

z

obrazek

opisanych
wotywny

przez

Baroniusza

ks. Mikołaja

3 5

grobu,

dokonać.
3 4

cudów

( i l . 8). T a k

37

�jak poprzednie,

przedstawia

on wnętrze z szerokim

ż e m i w s p a r t ą o p o d u s z k i postacią c h o r e g o ,
nachyla
jego

się

Stanisław

Kazimierczyk

ło­

n a d którym

i kładzie

ręce n a

głowie.

Trzeci
waniem

za

obrazek

uzdrowienie

wnętrzu.

jest

3 6

wielu

Na

pierwszym

zbiorowym

chorych

podzięko­

n a ból

t u tłum l u d z i

planie

zębów,

stojących

brodaty

s t r o n y siedzi n a g i starzec

draperią. W

z nogami przykrytymi

g ł ę b i Cłum złożony

z kobiet,

s t a r c ó w i k a l e k ze w z n i e s i o n y m i w
nisław

Kazimierczyk

występuje

tłumie c h o r y c h , d r u g i
Należy

prze­

młodzieńców,

górę głowami.

Sta­

t u dwukrotnie, raz

r a z błogosławi

t u również wymienić

w

z chmur.

obrazek

pierwszym
grób,

ksiądz

przykrytą

wspartego

kulach

niemego,

na

którym

oraz

wznoszącego

towarzyszy

siedzący

w

na

górę

ręce

ziemi

ślepy,

skiego

wersytetu

Jagiellońskiego.

wydarzenia

wygłosił

dziękczynną
chowany

obrazków

wotywnych

ciała

zachował

związanych

się

także

zgodnie z tekstem R a n o t o w i c z a ,

jest

3 8

za

uwolnienie

od

złego

ducha

den

błogosławiący

z nich

Aby

przedstawiony

został

Stanisław

podkreślić
w

który

podziękowaniem

u k a z u j e się

10)

on
Je­

3 9

błagalnie

jego

stan

ręce k u

wewnętrzny,

podartym, niebieskim

w p o s z a r p a n y c h , białych s p o d n i a c h i

żupanie,

boso.

ny

w

urodzeniem

dziecka. Opatrzone napisem, p r z e d s t a w i a wnętrze

miesz­

k a l n e z d w o m a o k n a m i , g d z i e z g r u p o w a ł o się k i l k a

osób

postacie

szlachty,

dworskie.

ubranej w
Katedra
na

z e n t " . U b r a n a j e s t o n a w b r ą z o w ą suknię z
latą p e l e r y n ą
tem.

Z

oraz w

przeciwnej

sltrony k l ę c z y

z położnej, u b r a n e j w
pelerynę
dwóch
nym

ze

Te

stanikiem o

podobnie

jak i

g r u p a kiotrieft

długą, popielatą

z kapuzą, służebnej w

szlachcianek.

suknie,

(jasnopopie-

b i a ł y czepiec z c z e r w o n y m

ostatnie

mają

rękawy

krótką

na głowie
n a sobie

wycięciu,

—

złożona

suknię i

czepcu

głębokim

kwia­

koronką;

oraz

długie

wykończo­
na

szyi

—

scenę.

stall

różnego

rodzaju

zarazy, w o j ­

n y i pożaru.
Do

pierwszej

z nich

należą

trzy

obrazki, z

których

d w a to podziękowania zbiorowe, trzecie — i n d y w i d u a l n e .
W l a t a c h 1677—1679 n a K a z i m i e r z u w
nowało m o r o w e

powietrze,

Krakowie

które zdziesiątkowało

kańców miasta. J a k w y n i k a z n a p i s u w o t y w n e g o
czonego
obojej

na j e d n y m

obrazków

( i l . 9)

umiesz­

„wiele

ludzi

płci t a k d u c h o w n y c h , j a k o i ś w i e c k i c h , udało się

o pomoc

d o Stanisława K a z i m i e r c z y k a ,

szego p r z y p r o w a d z i ł
•znane

z

4 2

pa­

miesz­

łaski

(ich) z d r o w i a " .

W

który do p i e r w ­

księży

kontusze

i krótkie

jest

kościołów

38

stroje

tureckim

Bożego

dywa­

Stanisława

Ciała

i

Ofiarami

dziesięciu

umierają­
o d d a l i się

w

zarazy

opiekę

jest

Stanisławowi

( i l . 8) p r z e d s t a w i a
nach,

zapewne

leżących

na

którym

Kazimierczykowi.

dziesięciu m ę ż c z y z n
dziesięciu

w

obok

siebie

Kazimierczyk.

W r o k u 1667, j a k w y n i k a z n a p i s u w o t y w n e g o
tu

Gorczyńskiego ,

w

46

Andrzej

czasie

wojny

obrazy
w

cudowne

oraz

kościołach

nawiedzać

groby

kościele

i

Bożego

Ciała

zakonników:

pięć

Bożego

Literackiego

na

Kazi­

Ciała

złożonych

bernardynów,

pod

Sta-

z obrazków

i podległych i m b r a c t w : Szkaplerznego,
bractwa

wotyw­

z

Obok

klęczących

kobiet,

dominikanów

św. A n n y ,

wezwaniem

oraz

Niepokalanego

Poczęcia M a r i i P a n n y p r z y kościele B o ż e g o Ciała, R ó ż a ń ­
cowego

oraz

kanów.

Członkowie

Męki

czerwonym

Pańskiej
bractw

przy

klasztorze

o k r y c i są

i białym .

Uczestnicy

4 a

Francisz-

charaktedystyczkolorach

czar­

procesji

pod­

trzymują f e r e t r o n y z w i z e r u n k a m i M a t k i B o s k i e j , s z t a n ­
dary,

krucyfiksy

Centralnie

okryte

umieszczony

stułą

oraz

kościół

berła

Bożego

j e s t o d s t r o n y p ó ł n o c n e j , z częściowo
zachodnią,

dwiema

kruchtami

i

procesyjne.

Ciała

pokazany

widoczną

Ogrójcem

fasadą

przylegają­

c y m do wieży. T ł u m klęczących n a p l a c u postaci, między
którymi

widoczni

są w y c i ą g a j ą c y

ręce

żebracy,

zwraca

się w stronę n a g r o b k a S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ,

który

d l a podkreślenia c e l u p r o c e s j i został p r z e z t w ó r c ę

obraz­

ka

zaznaczony

na zewnątrz

północnej

ściany

kościoła.

O b o k obrazków w o t y w n y c h o t e m a t y c e zarazy i w o j ­

kanocny"

mężczyzn

koś­

wiernych

żaru, j a k i w y b u c h ł w K a z i m i e r z u „ w p o n i e d z i a ł e k

wiernych.

in­

beati

na cmentarzu przy

procesji

karmelitów,

msze,
i bło­

Między

„sepulchrum

( i l . 11), p r z e d s t a w i a j ą c y

4 7

ciele

biskup

świętych

krakowskich.

także

m i e r z u . F a k t t e n upamiętnia j e d e n
nych

i teks­

tureckiej

T r z e b i c k i polecił o d p r a w i ć w t e j i n t e n c j i

nawiedzać

4 5

cału­

ustawionych

błogosławi

Obrazek

białych

święte,

modlą­

św.

c y c h , j a k i c h określa n a p i s w o t y w n y , k t ó r z y

o f i a r o w a l i o n i do jego g r o b u msze

d o c z n y m w głębi kościołem B o ż e g o Ciała i t ł u m

wi­

główną

n y z a c h o w a ł się j e d e n

wota.

dwa

nawę

za d o -

W s p o m n i a n y obrazek w o t y w n y przedstawia plac z w i ­
się

i

której

podzięce

liczne świece oraz s r e b r n e i w o s k o w e

cych

okna

oraz

nym,
przedstawiających

4 1

wnętrzu

zakonników,

n y m i k a p t u r a m i z o t w o r a m i n a oczy, w

obrazków

za­

Ciała

We

gotyckie

s z n u r y pereł, w u s z a c h — w i s z ą c e k o l c z y k i , n a r ę k a c h —
Wśród

Krakow­

Bożego

kokardki.
k a t a k l i z m y w y r ó ż n i a się g r u p a o t e m a t y c e

tego
mowę

Wawrzyńca.

Casimiritani" w

pre­

przez

długie

tle

nislai

Gorczyń­

„srebrny

Uni­

Obrazek

n e m , n a d nią zaś w i s i o b r a z , p r z e d s t a w i a j ą c y
Kazimierczyka

z p o r ę c z a m i , s i e d z i C z a r t o r y s k a , która w e d ł u g
Stanisława

klasztoru

udekorowana

polecił

grobie

Akademii

zakonów.

profesorów,

nymi

przy

rocznicę

stoi k a t e d r a po b o k a c h

gosławionych

złożyła

pierwszą

doktorów

zaznaczonym
kolumn,

(u Gorczyń­

profesor

wymienioną

w o k ó ł kołyski, n a d którą u n o s i się w obłokach Stanisław

4 1

wspomnianej

i

różnych

krużgankach

z K a z i m i e r z a . N a p r a w o o d k o ł y s k i , n a w y s o k i m krześle
skiego

dwóch
zarazy,

kościele B o ż e g o Ciała

strój p r o f e s o r s k i . Ł a w k i

łóżkach,

( i l . 5) z w i ą z a n e j e s t ze s z c z ę ś l i w y m

4 0

zwłoki.

d o c z n e są s t a l l e . Z k a t e d r y p r z e m a w i a G o s ł a w s k i , u b r a ­

W o t u m p f i a r o w a n e w r o k u 1672 p r z e z księżnę C z a r t o ryską

obecności

przedstawia

fragmenty

ponad

Kazimierczyk .

t o opętany, w y c i ą g a j ą c y

Stanisławowi.

ulecze­

( i l . 3). P r z e d s t a w i a

klęczących dwóch mężczyzn, którym
ołtarzem

z

jeden,

w

na

i

chorób

ziemi

czasie

filozofii

W

on w

i przedstawicieli

cem w

Oprócz

na

Na

kopią­

następną o f i a r ę

doktor

4

wypełniają

niem

grabarza

1678 b y ł Ł u k a s z G o s ł a w s k i

— Osławski '),

z białą przepaską n a d o c z a m i i głucha k o b i e t a z r ó ż a ń ­
rękach.

leżące

Jednym z wielu uratowanych w
zarazy w r o k u

kościelnym,

wnętrzu

błogosławi

obok

posta­

całunem.

całunem.

S t a n i s ł a w o w i ukazującemu się w c h m u r a c h . W e

chromego

przykryte

m ę ż c z y z n niosących n a n o s z a c h

(il.

p o r t a l e m stoją c z t e r y p o s t a c i e :

zmarłych,

p l a n i e — od l e w e j —

j ą c y g r u p ę złożoną z c z t e r e c h k a l e k ( i l . 5), d z i ę k u j ą c y c h
z zaznaczonym

i

Chłopiec z d z w o n k i e m w ręku o z n a j m i a p r z y b y c i e

skiej

przedstawia­

3 7

są l e ż ą c e n a z i e m i p o w y g i n a n e

konających

mężczyzna

w k r ó t k i e j , b i a ł e j s z a c i e w s p i e r a się n a k u l a c h . Z
ciwnej

dzieci widoczne

cie
cego

z kolei

oczy i g o r ą c z k ę ( i l . 3). W i d z i m y
we

i

w

roku

4 9

( i l . 12) z p r z e d s t a w i e n i e m

1623. J a k w y n i k a

nego i t e k s t u Gorczyńskiego
„wszystek

Kraków

oświecił

z napisu

po­
wiel­

wotyw­

pożar był t a k w i e l k i ,

5 0

a

wiatr

niósł

palące

g ł o w n i e z m i a s t a ż y d o w s k i e g o ąż n a Z w i e r z y n i e c " ,

że
się

Prze-

�rażeni z a k o n n i c y u d a l i się p o d o p i e k ę d o o j c a
i „ d z i w n a rzecz, z a r a z w s z y s t e k

Stanisława

w i a t r , k t ó r y niósł ogień

n a k l a s z t o r i kościół obrócił się z n o w u n a m i a s t o
skie".

Wspomniany

obrazek

otoczonego

murem

pierwszym

planie. N a

jest

obronnym

z

doczny

jest

cmentarnym. Na prawo

rynku

Bramą

osi obrazu,

murem
nia

kościół

widokiem

i

klasztor

kazimierskiego

Bożego

Ciała

o d niego

Na

cmentarzu

je

klęczy

osób, k t ó r y m u k a z u j e się w
jeszcze

zidentyfikowanie

dwa

być

i przechodzą

ponad

Ranothowicza

kanonika

Bożego

Ciała,

zarażoną

mając

nisława...
u

i

grobu

jednego

znak

zawiesił".

przedstawiającym

pozwalające

c u d u ze

Boskiej

opisanych

i

kaznodziei

głowy

i

z

paraliżem

się o p i e c e p o b o ż n e g o
drugim

ojca

odmalowane

(częściowo

Omawiany

zachowanym)

Stanisława K a z i m i e r c z y k a ,
cykl

w

kościele
Matka

jego

na

zamykają

n i c bliższego

dwa

obrazki

z

kiedy

biskupem

wraz

z

i scenę

5 5

( i l . 8). T e n o s t a t n i o b r a z e k

scenami

składa

wymie­

one wizję

w

ukazuje

się

Stanisławowi

Dzieciątkiem

św. S t a n i s ł a w e m

ze

wielokrotnie

żywotach. Przedstawiają

Skałce,

Boska

obra­

widoczny

( i l . 2).

5 !

z życia S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ,
nianymi

Sta­

wotum

d w i e k o b i e t y m o d l ą c e się p r z e d

nie można p o w i e d z i e ć

5 2

przez

kościoła

rękę

z e m M a t k i B o s k i e j z D z i e c i ą t k i e m , za k t ó r y m i
jest w i z e r u n e k

na

i o d n o s i się d o k s . T o ­

5 3

wdzięczności

O

na

względu

Matce

cudów

„...część

polecił

na

wzgórza.

poleca

z

regularnego

który

się

Kazi­

( i l . 2) z k l ę c z ą c y m k a n o n i k i e m ,

i Gorczyńskiego

masza,

modlących

nie

przedstawionego

może

pło­

c h m u r a c h Stanisław

którego Stanisław K a z i m i e r c z y k
dotyczy

—

do z a ­

parę

obrazki

b r a k podpisów. O b r a z e k

zabudowa­

dochodzą

m i e r c z y k . D a l e k i e tło t w o r z ą z i e l o n e
Istnieją

na

5 1

otoczony

—

z ratuszem, na lewo

k l a s z t o r n y c h , omijają

kościołem.

Glinianą

na wzniesieniu w i ­

nąca d z i e l n i c a ż y d o w s k a . J ę z y k i o g n i a
budowań

żydow­

Kazimierza

jego

z dwóch

przed

ołtarzem

przemawiającego
głębi poza

z

Chrystusa Ukrzyżowanego

katedry

do

tłumów,

pł.,
regu­

5 6

części:

w y o b r a ż a j ą c e j K a z i m i e r c z y k a biczującego się w e w n ę t r z u
kaplicy

ol.

patronem

samobiczowania

się

II. 10. Obrazek
wotywny
Łukasza
Goslawskiego,
90 X 58 cm, 1. poł. XVIII
w. klasztor
kanoników
larnych
przy
kośc. Bożego
Ciała,
Kraków.

oraz

zebranych

w

kolumną.

Z

tematem

wień: jeden
rowym
z

zarazy

związane

ukazuje zazwyczaj

powietrzem

umieszczonymi

miasta,

63

przedsta­

dotkniętego

względnie

na d r u g i m planie

zaś — w n ę t r z e z r z ę d e m
rający

są d w a t y p y
widok

jego

mo­

fragmenty,

zwłokami ,

drugi

6 2

łóżek, n a k t ó r y c h

leżą

umie­

.

W ś r ó d o m a w i a n y c h o b r a z k ó w z kościoła B o ż e g o Ciała
O b r a z k i z kościoła B o ż e g o Ciała p o w t a r z a j ą
pozycji

scen

przedstawień
wodem

rozpowszechnione
wotywnych

fundacji '. W

się o n e d o p o k a z a n i a
w

jej

z

licznych

jednocześnie
i

we

w

postaci
5 8

fundacyjnych.
występujących

obrazków

woskowych

Scena

z

wotywnych

lenia",

z

odbiega

go b o w i e m

postaciami

ust, ale w m o m e n c i e

typy

szatanów

Wota

mogą

zaczerp­
ona

niego
rąk,

o tematyce

macierzyństwa

kompozycyjnego
jawia
(il.

się

nóg,

itp., zazwyczaj

chwili

„wyzwo­

Tomasza

sta­

szaty.
do

jest

w otoczeniu

wotywny

Łukasza

powtórzeniem

klęczących

rodziców

i rodziny,

którzy

dziękują

kiem

XV

miejsce

nau­

kościoła

św.

Grzegorza

czterech

czy

Goslawskiego

i

św.

pięciu

postaci

uczniów

s t a l l e z t ł u m e m słuchaczy, z a c h o w u j ą c
katedry

z

baldachimem,

i Magister

której

graficznym

c u m discipulis a

w o t y w n y m świadczy
Sohne

z

najlepiej

z l a t 1507—1516

jest

W

wprowa­
przy t y m
przemawia

typem

omawianym
koloński

Acciobraz­

drzeworyt

rodzonego

t u z w i ą z k i n i e ograniczają się j e d y n i e d o o g ó l n e g o

6 5

roz­

schematu.

Quentella

.

6 4

tanti

postaci

za s z c z ę ś l i w y p o r ó d i m o d l ą się o z d r o w i e d l a n o w o n a ­
61

po­
w.

„Accipies

wspomnianego

piens

czeniu

końca

zakonników. T y p t e n zwią­

ikonografią

orator. O analogiach pomiędzy

6 0

od

typ zwany

jak

na łożu

dzięk­

schematu

c u m d i s c i p u l i s " , który

oto­

leżącej

przedsta­

świętego, b i s k u p a , d o k t o r a

z

wy­

z Akwinu.

Obrazek

motyw

obrazek

cudownego

zapewne o

miniaturze

lub —

położnicy

to

trakcie

rocznicę

s a n c t i " , który w

także

budowanym
miejsce

i

w w y p a d k u C z a r t o r y s k i e j — kołyski z d z i e c k i e m w

przedstawienia

w

ale upamiętnienie o w e j

„Magister

wprowadza

jest

dzono
się

w

Chodziło w i ę c

odmianą

czyciela

jego

mowy

zarazy,

grafice

doctoris dogmata

zany

sprowadzają

w

13). J e g o

utartego
z

od zarazy.

t y p . Jest

Goslawskiego

c z y n n e j m o w y , stąd t w ó r c a sięgnął d o s t a r e g o

od

wylatujących

podarte

dziękczynnej

daru

dziękczynnej m o d l i t w y — t a k j a k
jedynie

głaszania

Łukasza

wienie nie samej

p r z y u l e c z e n i u z i n n y c h chorób. O j e g o p o p r z e d n i m
n i e świadczyć

s t a n o w i zupełnie o d r ę b n y

ocalenia

Niemczech

oczu,

nieco

tomiast

przedstawiający

i napisu

Stanowi
w

d w a nawiązują do w s p o m n i a n y c h schematów, t r z e c i n a ­

klęczącej

rozbudowana

przez

nie w
5 9

po­

wprowadzających

złożonego

lub srebrnych

opętanym

typu. Przedstawiono

łóżku

postaci

której kompozycję

obrazów

w o t a n t a wyobrażenie

płuc .

kom­

sprowadzają

modlitwy. Bardziej

odpowiednik

Włoszech

obok

w

względnie

jest tablica K o m o r o w s k i e g o ,
nięto

choroby

p o s t a c i leżącej

stan,

c h w i l i dziękczynnej

w

Europy

związanych z określonym

przypadku

5

wyjaśniającego

na terenie

( i l . 14). Z a c h o d z ą c e
sche-

39

�11

matu,

ale także

zawieszony
z
i

wojną

odnoszą

się d o d e t a l i , j a k n p . d y w a n

na przedpiersiu
unikają

ograniczają

katedry.

Obrazki

bezpośredniego

się z a z w y c z a j

jej

związane

przedstawienia

do p o j e d y n c z y c h

l u b zbio­

r o w y c h p o d z i ę k o w a ń za s z c z ę ś l i w y p o w r ó t z w o j n y ,
czenie

z odniesionych

ran lub uratowanie

od

ule­

śmierci.

ma

Bosowskiego

nika

kobiet

( i l . 2). Są t o n a j b a r d z i e j

się

maksymalnie

nym

przed­

się t u j e d y n i e

obraz­

postacie

z

kościoła

Bożego

udały

czyka z polecenia
tencji

ocalenia

Ciała,

się

ukazującego

do g r o b u

biskupa Andrzeja

od w o j n y .

takie

ale upamiętnieniem

p e w n e przyczyniło

w in­

nakazano

do

grobów świętych i bło­

g o s ł a w i o n y c h ; w y n i k a stąd, że o b r a z e k
dziękczynnym,

pro­

Kazimier­

Trzebickiego

Procesje

wszystkich na terenie K r a k o w a

liczne

Stanisława

n i e jest

zdarzenia,

się d o s p o p u l a r y z o w a n i a

wotum

które

za­

kultu

Ka­

Wszystkie

wymienione

odnoszą

mierza,

powyżej

się z a w s z e

który

do osoby

występuje

jako

średnio i n t e r w e n i u j ą c y . W

przedstawienia
Stanisława

orędownik

pierwszym

p l e c a m i k l ę c z ą c e g o w o t a n t a i kładąc
m i e n i u poleca
to

widzimy

go ukazującej
na

przedstawienia
Madonnie
rach.

licznych
sięga

jako

rękę
a

średniowiecza.

za

na jego r a ­

tradycja

Niekiedy

które w s k a z u j ą

i

razem

tego

być m o ż e pochodzą
wskazywałyby

Wprawdzie
rok

otaczające

Kazimierczyka,

z malarstwem

barokowym.
Wydaje

z zachowanych

z pierwszej

również

połowy

obrazków

XVII

w., n a

tu

stroje .

występujące

napisie pod pierwszym

data

neutral­

t o n a c j i szaroczarnej.

z nich

się w y k a z a ć ,

m

występuje

jest

1631. P r z y p u s z c z a l n i e

to

wotywne

względem
z

z

stylowym
nich

trzy

stanowią

jako

w a ł o b y , że k u l t
ugruntowany.
przy

jego n i e był wówczas

Obrazki

pierwszym

te

mogły

nagrobku

Stanisława

bardziej

zazwyczaj

tworzą

pod

obecnie w

oprawne
Ada­

dwie

rozgrywającą

względem

teryzuje
nych,

oddzielne
się

perspektywy

stacie m o d e l o w a n e

dziej
obrazki

się

Kazimierczyka,

N a następną grupę składa się s i e d e m

zycją,

Ciała

pełni

znajdować

w prezbiterium.

się o n e o d p o p r z e d n i c h

Bożego

inter­

jeszcze w

więc

Kazi­
sam

po­

Stanisław

bezpośrednio

chmu­

grupy.
trzy

występuje

jednak

cudotwórcę, który

kościoła

nie

mylnie

powyższe

w e n i u j ą c y , a l e j a k o o r ę d o w n i k u b o k u M a r i i , co w s k a z y ­

z nią w

w s p ó l n ą ramą, d o k t ó r y c h n a l e ż y w o t u m f u n d a c j i

40

w

Kazimierczyk

malowane

Pierwszą

w

1651, a l e , j a k s t a r a n o

przepisana

ków, nieco
Obrazki

na związki

u t r z y m a n a jest

że są t o n a j w c z e ś n i e j s z e

co

i

Wyróżniają

chmury

Stanisława

tych

p r z y c h o d z i d o łoża c h o r e g o w z g l ę d n i e b ł o g o s ł a w i z n i e b a .

pod

i

wszyst­

Charakteryzują

kompozycją

poleca

przedstawia

bezpośredniego

Kazi­
bezpo­

Boskiej, tak j a k

obrazkach,

obrazków

z

albo

cu­

w y p a d k u stoi

się M a t c e

wotantów, występując

Większość

mierczyka

prymitywne z

ukształtowane

Boskiej

kano­

klęczących

t w i e r d z a f a k t , że n a w y m i e n i o n y c h o b r a z k a c h

zimierczyka.
dów

dwóch

są płasko, p o b i e ż n i e .

bogato

Matki

Całość
się,

uproszczoną

tłem. M a l o w a n e

W o j n a s t a n o w i t u w i ę c j e d y n i e o g ó l n e tło całego

cesje, k t ó r e

nie znanego

(ks. T o m a s z a ) o r a z

k i c h o b r a z k ó w z kościoła B o ż e g o Ciała.

s t a w i e n i a . T o samo można zauważyć w w y p a d k u
ka

(Wierzchowskiego),

regularnego

jaśniejszy

się p r z e w a g ą

wykazują

barokowym

obrazków

rozbudowaną
na

tle

wykreślonych

wprawną

od wyżej
barw

formalnie

powiązania

1. poł. X V I I

kompo­

prawidłowo
wnętrz.

Po­

w

ruchu,

ręką. K o l o r y t

obraz­

wspomnianych, charak­

zimnych. Obrazki
od poprzednio
z

uję'

( i l . 3, 8). R ó ż n i ą

światłocieniowo, p o p r a w n e

są s z k i c o w o ,

wykształcone

ramy

cechowym

w . Wspólną

te, b a r ­

wymienio­
malarstwem

łączącą

je:cechą

�II. 11. Obrazek
wotywny
za
urato­
wanie
od wojny
tureckiej,
ol.
pl.,
51X78,5
cm, 1. pol. XVIII
w., kośc.
Bożego Ciała, Kraków.
II. 12.
Obra­
zek wotywny
za uratowanie
od po­
żaru
kościoła
i klasztoru
Bożego
Ciała, ol. pl., 54X54 cm, po 1778 г.,
kośc. Bożego Ciała,
Kraków.

12

jest

motyw

nym

kształcie
żego
co

kartusza

poniżej

z łacińskim

sceny

głównej,

do występującego

Ciała.

Stalle

nasuwałoby

wotywne

są

powstać

one

z

dziełem

jest

z kościoła

około

że

około

umieszczo­

zbliżony

na stallach

pochodzą

przypuszczenie,

mogły

wątpliwie

te

napisem,

który

roku

jednego

67

obrazki

meą,

Kunegundą,

Janem

Kantym, Kazimierzem

i

n i s ł a w e m K o s t k ą . T e w ł a ś n i e r y c i n y stały się
„gotowymi
artyści

wzorami",

cechowi

które

powielali

wieku X V I I . Znane

Sta­

niejako

6 9

mniej

zdolni

są m i ę d z y

innymi

o b r a z y , k t ó r e b e z p o ś r e d n i o m o ż n a odnieść d o w s p o m n i a ­

w.

Nie­

nych

który

być

n e g o w M ę c i n i e ( 1 . poł. X V I I w . ) i św. S t a n i s ł a w a

XVII

twórcy,

Bo­

162 9 ,

wspomniane

połowy

w

rycin,

n p . św. J a n a

Kantego

z kościoła

parafial­
bis­

zatrudnionych w

koś­

k u p a w K u n o w i e (2. poł. X V I I w . ) o r a z c y k l ze

c i e l e B o ż e g o Ciała, g d z i e w t y m czasie p r o w a d z o n o

licz­

z życia św. K i n g i z kościoła K l a r y s e k w S t a r y m Sączu

n e p r a c e m a l a r s k i e i r z e ź b i a r s k i e . P a k t , że są o n e

dzie­

Ta

m o ż e należał d o k r ę g u a r t y s t ó w

łem j e d n e j
zostały
są

ręki, m a j ą j e d n a k o w e

nalepione

to

obrazki

z n i c h należy

na

dyktę,

wotywne.
odrzucić

sceny

z

życia

sceny

zbiorowych

wymiary

nasuwa

Wydaje

się,

że

uzdrowień,

starsze

—

ze s p i s a n y c h

wielu

cudów

to

ciny

Jana

dzy

innymi

w

tekstach

j a k się

innych

wydaje,

jako

(Katarzyna

z

naj­

Kleparza,

7 1

ich pierwotne

przeznaczenie?

ze s c e n y
tego

w

W

wieku XVII, a

się r y c i n y

głównej, przedstawiającej
otoczeniu

cudów,

skimi,

X V I spotyka
szeregu

opatrzonych

ujętymi

małych
w

scen

kartusze.

z

jego

napisami
Jedną

niejszych tego t y p u r y c i n jest p r z e d s t a w i e n i e

życia
łaciń­

z

wcześ­

św. F l o r i a ­

n a (1590) i św. J a c k a (1594), z a c h o w a n e w M u z e u m
rodowym

w

Krakowie

6 8

.

Do typu

się

m o d l ą c e g o się ś w i ę ­

wyjaśniającymi

zazwyczaj

nawet

składające

tego

należy

Na­

też k o -

lońska s e r i a r y c i n z l a t 1605—1606, z w i ą z a n y c h z p o l s k i ­
m i świętymi i błogosławionymi: F l o r i a n e m ,
Andrzejem
mi,

Swieradem,

Stanisławem

Pięcioma

Braćmi

Wojciechem,
Męczennika­

b i s k u p e m , Czesławem, J a c k i e m ,

Salo­

mię­

miał

również

ze

Stanisła­

n i e znaną, r y c i n ę

ne s c h e m a t y k o m p o z y c y j n e
n y c h t y c h r y c i n : scena
kazania

zarazę,

którzy

Charakter
wych

stanowiły
nej,

one

w

wielu

szeregu

z przedstawieniem
omawianych
(38X26 cm)

niegdyś

św. J a n a

obrazków

pozwala

część

umierających

łożach,

dużej

wspomnianych

o

jak na
Kantego.
jednako­

przypuszczać,
kompozycji

obrazów,
Wymiary

wynosiłyby

wielkości w s p o m n i a n e g o
Wśród

omawianych

stępowały

rycin

że

złożo­

i

obrazu

wypadku

na

bocz­

szatana,

ze s c e n y ś r o d k o w e j i dziesięciu s c e n b o c z n y c h .
tego

jak w

uzdrowienia

leżą

siedmiu

wymiarach

występujące w scenach

biczowania, wypędzenia

do w i e r n y c h ,

rycinie Gorczyna

więc

Gorczyn

P o m i ę d z y w s p o m n i a n y m i r y c i n a m i a o m a w i a n ą grupą

było

Jakie

być r y ­

o b r a z k ó w zachodzą duże zbieżności. P o w t a r z a j ą się p e w ­

ją

opętanego).

bliżej

mogą

przedstawiające

2

na

(uzdrowienie

.

Kazimierczykiem ' .

swo­

wymowę

dowodem

Gorczyna,

św. J a n a K a n t e g o .

wykonać, niestety
wem

w . , czego

Aleksandra

k s . M i k o ł a j ) o r a z szczególnie w a ż n e ze w z g l ę d u n a

już p o d koniec

i

spośród

—

я

s e r i a r y c i n oddziałała r ó w n i e ż n a współczesną

g r a f i k ę polską X V I I

ogólnikowymi

odpowiednika

cudów. W r e s z c i e t r z y o s t a t n i e to sceny,
—

Dwa

bowiem

Dwa

opatrzone

czy

nie.

Kazimierczyka.

n a p i s a m i , k t ó r e n i e znajdują
wybrane

wtórnie

od r a z u , przedstawiają

Stanisława

celowo

oraz

wątpliwość

sama

scenami

1 5 2 X 1 0 4 c m , co
obrazu z K u n o w a

r y c i n sceny

zawsze po l e w e j ,

z życia

odpowiadałoby
(140X100 c m ) .
świętego

a cuda po p r a w e j

co p o z w a l a

na zrekonstruowanie

mieszczenia

zachowanych

wy­

stronie,

przypuszczalnego

siedmiu obrazków wokół

n y g ł ó w n e j z postacią S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a
M o ż n a domyślać się, że z c z a s e m s a m o b r a z uległ

roz­
sce­

( i l . 15).
znisz-

41

�13

I I . 13. Miniatura
f r a n c u s k a , Wykład
teologii
na Sorbonie,
pocz.
XVI
w. (wg
Schreibera).
II.
15. Rekonstrukcja
11. 16. Widok
Kazimierza,
fragm.
ryciny
z wizerunkiem
czyńskiego).
c z e n i u , а ocalałe s c e n y zostały w y c i ę t e i w t ó r n i e

opra­

wione.
Przejdźmy

do o m ó w i e n i a g r u p y t r z e c i e j

szej. O b e j m u j e
zanych

ona przedstawienia

z wojną

Mańkowskiego,

turecką,

i

sceny

o

cią p o s t a c i

najciekaw­
zwią­

Brodowskiego,

Segnicowej,

kalek oraz tablic

( i l . 1, 4 — 7 , 9—12).

charakterze

ł o w a n i e do p r z e d s t a w i e n i a
dzaju

Nanteli,

czterech

Gosławskiego

rozbudowane

ks. Jana

Czartoryskiej,

g o d y n k i , wyobrażenie
rowskiego

wot

i

zarazy, procesji

scen

Ja-

Komo­

Łączą

narracyjnym,

je

zami­

zbiorowych

z dużą i l o ś ­

zapełnione

różnego r o ­

oraz bogate wnętrza

sprzętami. P o m i e s z c z e n i a ,

w

których

rozgrywają

się s c e n y , są c i e m n e , m i m o z a z n a c z o n y c h w głębi o k i e n .
Chętnie

przedstawiano

(portale,
Bożego
jak
i

fasady

Ciała. U j ę c i e

i widoków

sufit

Bożego

tu

domów,

fragmenty

filary)

a r c h i t e k t u r y , jest

wnętrz,

prymitywne.

Podłoga

są

przedłużenie

stanowi

postaci

pionowo,

i wnętrz

szczególnie

kościoła

zarówno

przedstawione

wość i p r e c y z j a ,

widoki

perspektywiczne

Ciała

Modelunek

architektoniczne

oraz

a

fasada

kościoła

elewacji

północnej.

charakteryzdje

drobiazgo-

w

przedstawianiu

strojów.

P o s t a c i e o o k r ą g ł y c h , p e ł n y c h t w a r z a c h , ujętych w
wójne obwódki, j a k b y
ją

jeden,

załzawionych

powtarzający

się

oczach

wielokrotnie

typ

fizyczny.

K o l o r y t c i e m n y , o dużej ilości b r ą z ó w i g ł ę b o k i e j
ożywiony

jest

terystycznego,
mienionych

wprowadzeniem

łamanej

powtarzającego

się

obrazkach

płasko, p r z y c z y m
stycznienia
dzanie

przez

nych

obrazków

obwódki,

przedmioty
łączy

Stanisława
i

i

zieleni
charak­

wszystkich

Obrazki

cień.

mającej

z

sposób p o t r a k t o w a n i a

niejednokrotnie

w

rozbijający

wprowa­
rzu­

wymienio­
postaci

wieńcu

cechy

charakterystyczne

d l a całej

kompozycję
grupy

napis

czasie i w y s z ł y

spod

pędzla

wy­

nasuwają

myśl, że o b r a z k i t e , m i m o r ó ż n y c h d a t , p o w s t a ł y w
nym

sa­

kolistych

majuskułą, ujęty w c y n o b r o w ą r a m k ę . W y m i e n i o n e
żej

są

upla­

oznaczać

Wszystkie

Kazimierczyka

wy­

malowane

t a k p o s t a c i , j a k i sprzętów, p r z e z

cany

chmur

we

bieli

z a u w a ż a się p r y m i t y w n e p r ó b y

szaroczarnej

mego

cynobru.

pod­

reprezentu­

jednego malarza.

jed­
Na

XV w. II. 14. Q. Sohne,
Dysputa religijna, drzeworyt,
obrazu.
Sceny
z życia i cudów Stanisława
Kazimierczyka.
Stanisława
Kazimierczyka,
pocz.
XVIII
w. (wg
Gor­

podstawie

strojów,

urządzenia

wnętrza

tektonicznych

można

Najpóźniejsza

z występujących

należałoby
na

więc

przełomie

datować

przypuszczać,

XVII

i

i

detali

j e n a 2. poł. X V I I
obrazki

w.

lub

te

być

i

na

nich

o

wiele
daty,

później
nie

Prawdopodobnie
ilustracje
kultu

niż

wskazywałyby

więc

fundowali

spisanych

i znaczenia

są

wotami

je

cudów

powstały

Stanisława

celu

w
cza­

występujące

indywidualnymi.

kanonicy

w

1 3

może

1. poł. w i e k u X V I I I . P o n i e w a ż p o w s t a ł y w j e d n y m
sie

w. .

t u d a t t o r o k 1681 —
że

XVIII

archi­

regularni

jako

spopularyzowania

z Kazimierza.

O

wyborze

t e m a t u powyższych obrazków decydowała zapewne

waż-

�ność

wydarzenia

Kazimierczyka
w

wypadku

się

(np.

w

obrazków

przypuszczalnie

osób, w ś r ó d

procesja

grobu

Stanisława

z wojną

turecką).

Natomiast

postacią

wotanta

kierowano

związku
z

pozycją

do

społeczną

przedstawionych

których

występuje

między

Czartoryska,

Teresa

Nantela

Segnicowa

krakowskie,

Piotr

kanoników

i

Komorowski

regularnych

w

—

Suchej

innymi

księżna

a

malarstwem
autorem

nawet

Zwyczaj

ks. Jan

Brodow­

trzema

odmienny

Kazimierza,
Widok

operowanie

miejscowy

który

grupami

w

w

dziele

( i l . 16). G o r c z y ń s k i

„zakonnicy...

na

tablicę zawiesić
z

na

woty
widoki

wspomnianej

późnobarokowa

z poprzednio

prawdopo­
Kazimier­

cud

potem

z

roku

wspomina,
odmalowaną

kościoła
rycinie

wałoby

t o , że o b r a z e k
starego,

zie,

17 7 8 .
75

archi­

występu­
o

od

której

Wskazy­

musiał p o w s t a ć p o t e j d a c i e ,

w

z n i s z c z o n e g o p r z e z S z w e d ó w . R o k 1773

s t a n o w i jednocześnie t e r m i n a d q u e r n d l a t r z e c i e j

grupy

wzięta

ziemską

wieszania

obrazków w o t y w n y c h s p o t y k a

różnych

kulturach

i w

epokach,

czego

się
do­

w

od­

świętych.

się

z

zagad­

tablicy

erekcyjnej,

l u b świętego.
osoby

ze s z t u k i

i

się

8 0

postaci
hiera­

adorującego

średniowiecznej,

wotach

i niebiańską

świętej

obok
Zasada

która

, zanika po r o k u

podział

z postacią

na

8 !

dwie

świętego

w

wy­

1500 .
strefy,

chmurach.

W k o n s e k w e n c j i t e g o podziału p o j a w i a się w t l e pejzaż,
który

z

czasem

przekształca

ilustrującą n a p i s

nych

w

narracyjną

scenę

z różnych terenów i różnych

atmosfera

wypływająca

nieszczęścia

tematów

się

wotywny.

Obrazki wotywne

nastrój

i

choroby.

z

Mimo

t y c h obrazków

epok

ogólnoludzkich
przedstawio­

nie jest

ponury,

p o n i e w a ż mają

one c h a r a k t e r dziękczynny. T w ó r c y i c h ,

których

szukać

należy

ludowych,
językiem

zwłaszcza
lapidarnym

tywności. Twórczość

wśród

od

pocz.

w

celu

rzemieślników
wieku

XVII

8 2

zwiększenia

i

malarzy

,

operują

komunika­

i c h j e s t s p o n t a n i c z n a i pełna

eks­

p r e s j i . W y n i k a ł o t o często z f a k t u b e z p o ś r e d n i e g o i p r a ­
wie

i n t y m n e g o k o n t a k t u między twórcą w o t a

tem,

który

spraw
ka

Zwyczaj

grobami

wiąże

obrazu

Boskiej

wytwarza

83

zwierzał

mu

się

z

najbardziej

a wotanosobistych

.

Najliczniejsze

*
różnych

lub

przedstawiania

problemów

obrazków,

wotywnych

pojętego

Matki

Jednocześnie

obrazków.

w

epitafium

Ciała

sygnaturka, odmienna

wymienionych

wizerunkami i

pielgrzymek,

czyli

Bożego

różnica w

7 8

naj­

obra­

łączy w s p ó l n a

d a c h u kościoła

śmierci .

w i z e r u n k u f u n d a t o r a na f u n d o w a n y m przez siebie

prze­

obrazkach

obra­
dwóch

okresie k o n t r r e f o r m a c j i i

się z m i e j s c a m i

obrazków

jako

oraz

się b y ć

fundacyjnego,

podczas i n k u r s y j e j

niewiedzieć

się z k o ń c e m

wydaje

u r a t o w a n y c h od k a r y

stępuje w e w c z e s n y c h

Gorczyńskiego
ten

łącząc

szeroko

fundatora

w i a d o m o , że została w y k o n a n a w r o k u
miejsce

nieniem

pożar

r o k u 1623.

Stanisława

,

cudownymi

przedstawiający

o b r a z k u z a z n a c z a się p e w n a

je t u b o w i e m

7 i !

Geneza

tycznego

zarazy i procesji z w i d o k i e m na t y m

t e k t u r z e kościoła. N a k a l e n i c y

pustów,

jeden

dobrodziejstwa

k a z a l i , która
inszemi

z przedstawieniem

znanej

lub

XIX

jeszcze

opisując

znak

Porównując

występujące
ostatnim

myśl,

rzemieślnik

został t u z a c z e r p n i ę t y

publikowanej

74

nasuwa

pojawiają

starożyt­

.

z o k . 1400 г., f u n d a c j i

w i ę k s z y r o z w ó j osiągnął w
wieku

7 7

t e n u t r w a l i ł się j e d n a k o k o ł o r o k u 1500, a

Chrystusa,

się w

czyka,

padła" .

i

istnieje

kolorycie,

wydarzył

Kazimierza

szwedzkiej

czasu
formą

z r y c i n y przedstawiającej

że

regularnych. Brak

tego

dobnie
1702

praco­

z braci klasztornych.

tymi

obrazek

był

W Europie obrazki wotywne
zek m i s t r z a u m b r y j s k i e g o

ich w

w Japonii

wieku X I V ; jednym z pierwszych
nie z n a n y c h mężczyzn

i

występowania

i u buddystów

raj czynie

obrazkami

zapóżnioną

obrazków

jeden

Poza

i

przykłady
7 6

klasztoru

wspomnianymi

krakowskim

sprymitywizowaną
że

między

będą

Rzymie

—

wał więc na zamówienie kanoników
powiązań

nym

fundator

s k i — członek k o n w e n t u . T w ó r c a t y c h o b r a z k ó w
głębszych

wodem

s k u p i s k a obrazków

się w e W ł o s z e c h ,

z kolei w

wotywnych

Niemczech,

F r a n c j i , H i s z p a n i i i P o r t u g a l i i , a także n a t e r e n i e
ryki

84

. W

Polsce zwyczaj

t e n był

o wiele

spoty­

Szwajcarii,
słabiej

Ame­
roz-

�II. 17. Obrazek
wotywny,
ol. pł., 1. poł. XVII
w.
Kaplica
św. Stanisława
bpa, Piotrawin.
II. 18. Obrazek
wotywny,
ol. pł., 1. poł. XVII
w. Kaplica
św. Stanisława
bpa,
Pio­
trawin.
II. 19. Obrazki
wotywne,
ol. pł., ok. 1680 r. Kośc.
Klarysek,
Stary
Sącz. II. 20. J . Bieszczad,
obrazki
wo­
tywne,
ol. pł., 1867 r. Kalwaria
Pacławska.

obrazków

wotywnych,

do

których

należą

94

tablice

z k a p l i c y M a t k i B o s k i e j z kościoła B e r n a r d y n ó w w
szowie

(po

Magdaleny
(1780)

1766)

8Э

w

Rze­
Marii

. Z t e g o s a m e g o czasu

obrazek

wotywny

z

kościoła

T u r s k u (pow. Pleszewo, w o j . poznań­

,

g r u p ę stanowią, r ó w n i e ż l u d o w e ,

M.Boskiej

w

zachowane

kościele

w

liczbie

z cudami obrazu M a t k i
go

S 3

z kaplicy

.

z kaplicy
90

z l a t 1778—1794

ludowy

Najpóźniejszą
lach

i

w Puszczy Sokalskiej

pochodzi

św. A n d r z e j a
skie)

0 7

w

Kalwarii

Do

9 1

wymienionych

obrazki

z kościoła

85

Boskiej

Pacławskiej,

B i e s z c z a d a w r o k u 1867

Dominikanów
oraz

27

z Kamieńca

Krakowa.

c y j n a , począwszy
Kazimierczyka

przez

kowskimi:

zespołów

należą

i

krakowskie

Ciała.

Siedemnastowieczna
od B a r o n i u s z a

Izajaszem
XV, w

zjawiska

literatura

wymienia

0 2

na

dewo-

Stanisława

z pięcioma

innymi

świętymi

kra­

Bonerem,

Janem

Kantym,

Szy­

monem z Lipnicy, Gedroyciem
kowa, a wiek

Jana

( i l . 20).

Bożego

wraz

Gid­

obrazków
Podolskie­

malowanych

N i e stanowiły one j e d n a k odosobnionego
terenie

wota

w

i Ś w i ę t o s ł a w e m ze

którym wszyscy

c i święci

Sław­
wystę­

pują, o k r e ś l a n y j e s t m i a n e m f e l i x s a e c u l i — c z y l i szczęś­
liwym

wiekiem.

17 ś w i ę t y c h

18

powszechniony
nie
na

i d o n i e d a w n a sądzono n a w e t , że w

istniał. N a j l i c z n i e j s z e
Śląsku, o c z y w i ś c i e

wpływy

niemieckie

i

Śląskie).

Bardo

Najstarszym
obrazki

z

wotywne

zespoły

ze

obrazków

względu

(wymienić

ogóle

spotykamy

n a docierające

t u można

tam

Wambierzyce

zachowanych

polskich

zespołów

z

(obecnie

jest

i c h 55),

z nich

prawdo­

Piotrawina

pochodzące z l a t 1610—1661. W i ę k s z o ś ć

są

p o d o b n i e została w y k o n a n a p r z e z m a l a r z a M a r c i n a B a s z kowskiego

8 5

pochodzi

wspomniany

w

kościele

3

obrazki

( i l . 17, 18). Z
Klarysek
z

kościoła

już
w

przełomu

XVII

zespół

cudami

Starym
św.

z

Sączu

Stanisława

i XVIII
bł.

(il.
w

19)

oraz

Lublinie

Z k o l e i należałoby wymienić osiemnastowieczne

44

w.

Kingi
S 6

.

zespoły

jeden

Mimo
tylko

że

spośród

Jan Kanty

6

wymienionych

został

kanonizowany

i t o d o p i e r o w r o k u 1768, a S z y m o n

z Lipnicy —

fikowany

wielkim

(1685),

cieszyli

się

oni

beaty­

kultem

w

w i e k u X V I I , co w i ą z a ł o się ze w z m o ż o n ą w

t y m czasie

pobożnością i k o n t r r e f o r m a c y j n y m

do

dążeniem

wyszu-

�kiwania

coraz t o n o w y c h

narodowych

świętych.

cudów w s z y s t k i c h w y m i e n i o n y c h świętych
wspominają
ich

Spisy

wielokrotnie

o obrazkach w o t y w n y c h zawieszanych

przy

grobach.
O n a j s t a r s z y m z n i c h — I z a j a s z u B o n e r z e — ( z m . 1471)

pierwszym

planie,

leży

w

pościeli

w c h m u r a c h u k a z u j e się I z a j a s z
klęczy

mężczyzna,

czyna.

W

nachyla

głębi
się

którego

n a łożu

taż

sama

dziecko,

podtrzymuje
spoczywa

dziewczyna.

Chodzi

o uzdrowienie względnie wskrzeszenie

Kulsjusz

opi­

go

zna­

jawiającej

Fulgenty

Dryjacki

s u j e , że p r z y g r o b i e I z a j a s z a
ków

łaski

Bożej...

świadectwa",

czego

które

w

obrócił" . W y m i e n i a

(167 0) .

B o n e r a „wiele... było

były

roku

lowanych tablic z w i e k u X V I I
W

zbiorach

chowało

się

pisane
„1556...

jednak wiele

8 4

Muzeum

Dryjacki

93

i

wymalowane

w

popiół

srebrnych i

Narodowego

w

Krakowie

olejno

na

desce,

z

których

obrazków,

dwa

jeszcze

pod koniec X I X w . (wg relacji Łuszczkiewicza)
dowały

się

przy

(prawie

jednakowych

nie, częściowo

grobie

Izajasza

Bonera.

rozmiarów)

przemalowane,

o

w

za­

znaj­

9 6

Obrazki

bardzo

złym

zniszczonych

te
sta­

napisach,

za

przyczyną

Izajasza

rodzicom

wskazała

dziew­

nad
tu

nowo

a

którą

zapewne

narodzone­

poradą

się d w u k r o t n i e d z i e w c z y n y ,

nieszczęśliwym

owej

która

do kogo

po­

być

może

mają

udać

się p o łaskę.

13 m a ­

.

э з

pięć, n i e p u b l i k o w a n y c h dotąd

malowanych

ogień

dziecka

dziecka

stojąca

kobieta,

w s p o m i n a B a r o n i u s z , z k o l e i ż y w o t j e g o spisał A u g u s t y n
i

nad n i m

( i l . 24). O b o k

1 0 0

Ostatnia

z tablic, fundacji

Anny

Krzyżanowskiej

1 0 1

( i l . 25) o f i a r o w a n a

za u z d r o w i e n i e córki M o n i k i , z r o k u

1663 m a c z y t e l n y

n a p i s , co p o z w a l a

ją

zidentyfikować

z j e d n y m z cudów

opisanych przez Dryjackiego,

wspomina

o

również

o f i a r o w a n i u przez

„odmalowanej

tablicy"

datach

1665)

(1663,

względnie
cyjnie

1 0 2

.

Występującą

należy

przemalowaniem

nie odbiega

od

tu

tłumaczyć
napisu.

różnicę

w

poprawieniem

Wotum

przedstawień

który

Krzyżanowską

kompozy­

dziękczynnych

za

co u t r u d n i a i c h p r a w i d ł o w e o d c z y t a n i e , w y k a z u j ą o w i e l e

u z d r o w i e n i e . K r z y ż a n o w s k a w r a z z córką klęczą

modląc

niższy p o z i o m o d zespołu z kościoła B o ż e g o

się

wieńcu

Dwa

z nich

pochodzą

z roku

s t a w i a p o p i e r s i e m i e s z c z k i m o d l ą c e j się d o
cego z c h m u r I z a j a s z a

Ciała.

1607. P i e r w s z y

przed­

błogosławią­

( i l . 21). D r u g i l e ż ą c e g o n a łożu

9 7

do

Izajasza

Bonera,

ukazującego

z chmur. Ciekawym

elementem

żej

fragment

postaci

świętego

się

kościoła

św.

k a m i z kościoła B o ż e g o Ciała j e s t , j a k już

z klęczącą

bez p o r ó w n a n i a

łoża żoną m o d l i się d o

się z c h m u r I z a j a s z a
tu

wspomniane

nych,

długich

czynie

na

którego

( i l . 23). S z c z e g ó l n i e

9 8

postacie

lekarzy

płaszczach

luszach, z których
urynę.

wychylającego

i

jeden

ciekawe

żydowskich,

w

wysokich, filcowych

są

czar­
kape­

trzyma charakterystyczne na­

Podobnie

napis f u n d a c y j n y

wygląda

trzecie

n i e zachował

wotum,

się. O b o k

łoża

z c h o r y m klęczy n a p i e r w s z y m p l a n i e k o b i e t a z rękami
wyciągniętymi
nistej

budowaną
z

b ł a g a l n i e d o ukazującego

a u r e o l i Izajasza

Bonera

scenę p r z e d s t a w i a

nieczytelnym

prawie

9 9

kolejny

napisem.

się w

promie­

( i l . 22). B a r d z i e j
Na

obrazek,
osi

roz­

również

obrazka,

na

poni­

Katarzyny.

Poziom w s p o m n i a n y c h obrazków w zestawieniu z obraz­

m ę ż c z y z n ę , o d k t ó r e g o odstąpili l e k a r z e , a o n w s p ó l n i e
obok

w

jest t u w i d o c z n y

dzą z poł. X V I I w . , n a co w s k a z y w a ł b y
mieszczki

na j e d n y m z

Pozostałe
XVII

powiedziano,

niższy. B y ć m o ż e d w a p i e r w s z e

trzy

w . , chociaż

strój

pocho­

nieznanej

nich.

obrazki

można

przemalówki,

datować

zwłaszcza

na
na

2.

poł.

przedsta­

w i e n i u z c h o r y m i klęczącą o b o k łoża kobietą o w y c i ą g ­
niętych rękach, utrudniają
wstania. W
Ciała

są

mówienie

ściślejsze p o d a n i e

odróżnieniu o d o b r a z k ó w

to

przypuszczalnie

uzdrowionych,

nych dawno

a

wota,
nie

czasu

z kościoła
malowane

jako

po­

Bożego
na

ilustracje

za­

spisa­

cudów. P o z i o m i c h j e s t n i e j e d n o l i t y . O b o k

prymitywnych

„bohomazów"

d w a przedstawiające

cho-

45

�r e g o , o d k t ó r e g o odstąpili l e k a r z e
wydają

się

względem

o

był zmarły
wota

bardziej

kompozycji,

Kolejnym
spisane

wiele
z

w

po r a z p i e r w s z y

woskowe
w

znakach"

oraz

Jedną

takich

z

której
„on

według
się

Kazimierczyka

1475 г., w y m i e n i a j ą

i cuda

jego

malowanych
Sebastian

opisu
przy

Jana

n i e zachował do c h w i l i obecnej.

scen

świętego.
Kantego
nie w
resy

i cudów,

Natomiast
zachowało

w

miał

roku

był

z

zgrupowanych

czasów

i

cuda

się,

kościoła

, na

które

żaden

się

świad­

Aleksandra
18 m a ł y c h
wokół

kanonizacji

św.

zawieszonych

wizji
Jana
obec­

odnoszących
Oleksowicza,

Gawlickiej

i

11 s c e n

Jadwigi

się
Te­
Pa-

Podobny

Podobnie

jak

t u wota

nie

wzory

,

obraz

grobie

w

jest

s t a c i a m i fundatorów
sześciu

12 s c e n
u góry

XVI

miu

M 0

,

a Wiwijani w

obrazkach

cenie

mieszczki
życia

z

z życia

i

podpisem

roku

wotywnych

jego

m

możemy

„Felix

spisywano

błogosławionego
już w

Szymona

wieku XV

1 0 7

.

W

m u n t a I I I d o P a w ł a V z 1609 r . w s p r a w i e

21

22

Tl. 21. Obrazek,
wotywny
z
kośc.
św. Katarzyny,
Kraków,
ol.
deska,
38 X 27 cm, pol. XVII
w. Muz.
Nar.
Kraków.
II. 22. Obrazek
wotywny
~z kośc. św. Katarzyny,
Kraków,
ol.
pl., 38 X 25 cm, 2. pol. XVII
w. (?).
Muz.
Nar. Kraków.
II. 23.
Obrazek
wotywny
z kośc. św.
Katarzyny,
Kraków,
ol. deska,
25 X 42 cm, pol.
XVII
w. Muz. Nar.
Kraków.

z

Lipnicy

liście

Zyg­

beatyfikacji

mansjonarzu
zmarłym

w

Baroniusz

ш

przy
roku

.

cudów.

,

które

wspom­
seculi"

już w

1655 w s p o m i n a

o

wie­
sied­

znajdowały

się

z n i c h m i a ł o być w o t u m

krakowskiej z roku

martwemu

Najmniej

( z m . 1485 r.)

o n w c e n t r u m wizję

i kwaterą przedstawiającą

świętych

przy jego grobie. Najstarszym
Anny,

o wy­

n a p i s e m , a u dołu p o ­

Ż y w o t i cuda Michała G e d r o y c i a
ku

głównej
otoczeniu

niewątpliwie oparty

Michała G e d r o y c i a

otoczeniu

uzupełniony

nianych

z

w

graficzne.

w kościele św. M a r k a . P r z e d s t a w i a
Obraz

złożony

świętego

w
cha­

o b r a z , z a p e w n e z 1. poł. X V I I w . ( i l . 28), z a ­

c h o w a ł się p r z y
Gedroycia

grobowca

na Stradomiu wisi

w.
1 0 9

1 0 8

obecnego

wizję

z życia i c u d ó w

(jego)
świadki

.

obok

dla X V I I

jako

wspomniane

Bernardynów

przedstawiającej

mienione wyżej

zawiesza"

Kantego,

natomiast

cały p o m o c y
jego,

noworodkowi

powiedzieć

1521 za
1 1 2

przywró­

.

o ostatnim z

n i o n y c h sześciu ś w i ę t y c h — Ś w i ę t o s ł a w i e ze

( z m . 1482) s p i s y w a n o

46

.

( i l . 26).

1 0 6

Żywot

Marianny

1 M

przedstawiony

O ich wyglądzie

się 6 o b r a z k ó w

l e 5

obrazków,

uzdrowienia Antoniego

Chylińskiej,

skówny

kaplicy

zawiesić

1640

Kantego,

p r e z b i t e r i u m kościoła św. A n n y

do c u d o w n e g o

liczne

„woskowych

z 2. poł. X V I I w . , p r z e d s t a w i a j ą c a

z j e g o życia

zachowały

sceny,

czyć m o ż e j e d y n i e w s p o m n i a n a r y c i n a J a n a
Gorczyna

dobrodziejstw
Jana

wypadku

cuda,

tabliczkach

nagrobku

w

rakterystyczny

o

się, że „lud

na

otrzymanych

Opato-

z dzfatkami". Z
grobie

tabliczki

Kantego,

ш

tabliczek

Opatowiusza

dowiadujemy

błagając...

Jana

również

Cyrus

Szymona

grobie .

wielebnego

srebrnych i drewnianych

s a m i żona j e g o

znajdowały

w

1632 г., w s p o m i n a

g r o b u świętego

pod

malowania.

Stanisława

zawieszone przy

wydanym

dziecka

zarówno

1473 św. J a n K a n t y , k t ó r e g o

w i u s z w d z i e l e Żywot

u

j a k i sposobu

towarzyszy
roku

i uzdrowienie

ciekawe,

kościele

Mariackim

w

1489, m i m o

że ż y w o t

jego

wymie­

Sławkowa,
Krakowie,
spisał

już

Z a p e w n e i p r z y jego g r o b i e znajdowały

się

�23

kiedyś

podobne

slawa

Macieja

obrazki

wotywne.

Ubiszewskiego

W

utrzymany w tradycjach wymienionych
rycin

i

obrazków

ze

sceną

wizji

Swięto-

żywocie

zachował

się

drzeworyt

XVII-wiecznych

świętego

i

pięcioma

Gros

z

zachowanych

wotywnych
i

fundowane

stanowią
przez

polskich

właśnie

owe

duchowieństwo

zespołów
wtórnie

obrazków
powstałe

obrazki-ilustracje

cudów.

m n i e j s z y m i s c e n a m i z j e g o życia i cudów, g d z i e p o j a w i a
się

wizerunek

Kantego,

pięciu

z L i p n i c y ( i l . 27). W

Swiętosława:

towarzyszy

Kazimierczyka,

Gedroycia,

Krakowie

Bonera

i

Jana

istniało o c z y w i ś c i e

i n n y c h m i e j s c c u d o w n y c h z n a n y c h dzięki o p i s o m
cza

I 1 4

,

przy

grobów
blice

miały

szenia
toru

których

sześciu

zawieszano

wspomnianych

znajdować

Najświętszej
Augustianów

się

jeszcze

Marii

Panny

oraz

1 1 5

liczne

w

Oprócz

malowane

przy

obrazie

klasz­

Matki

Boskiej

B o l e s n e j p r z y kościele F r a n c i s z k a n ó w . T e o s t a t n i e
jedynie

są

dzięki

rysunkom

J.

ta­

Pocie­

n a krużganku

kaplicy

wiele
Prusz­

wota.

świętych

znane

Wojnarowskiego

1 1 6

( i l . 29, 30).

że

Kończąc

powyższe

rozważania

zwyczaj

wieszania

obrazków

s c a c h c u d o w n y c h istniał w
wieku

XVI. W

większości

należy

stwierdzić,

wotywnych

w

miej­

Polsce p r z y n a j m n i e j
wypadków

już o d

prawdziwe

wota,

z n a n e z p r z e k a z ó w p i ś m i e n n y c h zaginęły, z a p e w n e g ł ó w ­
n i e w czasie z a w i e r u c h y s z w e d z k i e j

l u b uległy

natural­

n e m u z n i s z c z e n i u , k t ó r e ze w z g l ę d u n a i c h p r y m i t y w n ą
technikę w y k o n a n i a musiało n a s t ę p o w a ć b a r d z o

szybko.

F a k t zastąpienia z n i s z c z o n y c h o b r a z k ó w n o w y m i w z g l ę d ­
nie

z i l u s t r o w a n i a cudów

nych

na zamówienie

Bożego
skich

Ciała, n i e j e s t
zespołów.

Puszczy

To

w

postaci

zakonników,
odosobniony

samo

Sokalskiej,

miało

Gidlach

i

ważnym

argumentem

w

wotyw­
kościele

wśród

innych pol­
w

Kalwarii

O b r a z k i w o t y w n e j a k o świadectwa
bardzo

obrazków

tak jak w

miejsce

Rzeszowie,
Pacławskiej.

cudów były

procesach

o

bowiem

kanoniza­

cję, j a k o t y m ś w i a d c z y w s p o m n i a n y l i s t Z y g m u n t a I I I .
Stąd

w

względnie

miejsce
obrazy

zniszczonych
z apoteozą

z j e g o życia i c u d ó w .

wieszano

świętego

oraz

PRZYPISY

Szymona

nowe
ze

cykle
scenami

O b r a z k i z kościoła B o ż e g o Ciała n i e m a j ą m o n o ­
g r a f i c z n e g o o p r a c o w a n i a , chociaż w y m i e n i a n o j e k i l k a ­
k r o t n i e . Dotąd z n a n e b y ł y j e d y n i e t e , które w i s i a ł y
w pobliżu n a g r o b k a . Opisał j e A . Błachut w r ę k o p i s i e
Catalogus
Auctorum,
qui de Beato
Stanislao
Casimiritano Ordinis
Canonicorum
Reg. Lat. Confessore.
IV
Ima­
gines et tabullae
votivae
1902, 1918, k l a s z t o r k a n o n i k ó w
r e g u l a r n y c h p r z y kościele B o ż e g o Ciała, f o l . s. 346 o r a z
w a r t y k u l e Nieznany
czciciel
Matki
Bożej,
Stanisław
Kazimierczyk,
Warszawa
1903, o d b . z
„Kwartalnika
T e o l o g i c z n e g o " , s. 6. Z k o l e i w s p o m i n a l i o n i m W .
Ł u s z c z k i e w i c z ( K o ś c i ó i Bożego
Ciała, jego
dzieje
i za­
bytki,
„ B i b l . K r a k . " V , K r a k ó w 1898, s. 37; W 500 rocz­
nicę
założenia
klasztoru
Bożego
Ciała,
K r a k ó w 1905,
s. 70), K . E s t r e i c h e r (Kraków.
Przewodnik
dla
zwiedza­
jących,
K r a k ó w 1938, s. 272), T . W i d e ł k a
(Przewodnik
po kościele
Bożego
Ciała
w Krakowie,
K r a k ó w 1947,
s. 42) o r a z T . D o b r o w o l s k i (Sztuka
Krakowa,
Kraków
1959, w y d . 2, s. 420). P o j e d y n c z e z n i c h
wymieniają:
J . S z a b ł o w s k i (Zabytki
sztuki
w Polsce.
Inwentarz
to­
pograficzny,
t . I I I , p o w . ż y w i e c k i , W a r s z a w a 1948, s. 166),
J . B i e n i a r z ó w n a (Elementy
ludowe
w urządzeniu
izby
uboższego
mieszczaństwa
krakowskiego
w. XVII,
„Pol.
Szt. L u d . " , R. X , 1956, s. 107) i S. S w i s z c z o w s k i
(Miasto
żydowskie
na Kazimierzu
w świetle
nowych
badań,
„ B i u l e t y n K r a k o w s k i " , I I , 1960, s. 56).
1

S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...
Kraków, druk.
S. L e n c z e w s k i e g o . . . 1660, s. 1 4 — 1 6 ; A . Błachut,
Nieznany
czciciel...,
w y d . c y t . , s. 3.
S. R a n o t h o w i c z , Casimiriae
civitatis
urbi
Cracoviensis...
(ad a 1693), R k p . B i b l . Jagiellońska, n r 3742,
s. 143; tenże, Jasna
Pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22; T . W i ­
dełka, o p . c i t . , s. 4 1 .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22.
T a m ż e , s. 2 3 — 2 4 . N a p i s n a t a b l i c y o b o k
grobu
Stanisława K a z i m i e r c z y k a b r z m i : D . O . M . Beatae m e ­
m o r i a e D. S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i , ad hanc C a n . Reg.
S. A u g u s t i n i E c c l e s i a m C a n o n i c i , P r o f e s s i
Presbyteri,
pietate d u m i n h u m a n i s ageret
s i n g u l a r i , ac
post
2

3

4

5

47

�I I . 24. Obrazek
wotywny
z kośc. św.
2. pol. X V I I w. Muz. Nar.
Kraków.

Katarzyny,

mortem, quam Anno Domini M C C C C L X X X I X . Die I I I
M a j i o b i j t votis f i d e l i u m , sua m e r i t a m a g n a
devotione
atque solatio i m p l o r a n t i u m , continuis, i n praesentem
usque
diem
conspicui. M a r t i n u s Kloczyński,
J.V.D.
P r a e p o s i t u s c u m suo c o n v e n t u e r e x i t , c u i u s c o r p o r i s
integras reliquias ad sinistrum C h o r i anterioris a n g u l u m , j u x t a f e r r e a m c r a t e m , s u b saxo i n ligneo l o c u l o
o l i m depositas, i n t h e c a m stannea collegit, et concavo
petreae
huius
tumbae
conclusit.
Anno
Domini
M D C X X X I I Mens. A u g . die I X .
W y s t ę p u j e p o d pozycją 24.
M . B a r o n i u s z , Vita gesta et miracula
Beati
Stanislai
Polonie,
Casimiria
ad Cracoviam...,
Cracoviae i n officine
B . S k a l s k i 1609.
К . Ł o n i e w s k i , Żywot,
sprawy
i cudowne
boskie
wstawienie
pobożnego
kapłana,
Stanisława
Kazimier­
czyka,
K r a k ó w , d r u k a r n i a Ł a z a r z o w a . . . 1617, S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . cyt.
A . M . G o r c z y ń s k i , Żywy
wzór apostolskiej
dosko­
nałości,
b. Stanisław
Kazimierczyk,
Kraków w
druk.
A k a d e m i c k i e j . . . 1702; W . B . G r a b o w s k i , Cnotliwy
i cu­
downy
żywot wielkiego
sługi bożego b. Stanisława
Ka­
zimierczyka,
K r a k ó w w d r u k . A k a d e m i c k i e j . . . 1763.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
Pochodnia...
w y d . c y t . , s. 7 1 .
T a m ż e , s. 77, 71 i A . M . G o r c z y ń s k i , o p . c i t . , s. 95,
96, 97, 108, 124.
T a m ż e , s. 147.
T a m ż e , s. 107—108.
W ś r ó d w y m i e n i o n y c h o b r a z k ó w istnieją o b o k p o ­
j e d y n c z y c h c z t e r y z e s t a w y : d w a ( I o w y m . 55 X 46 c m ,
I I o w y m . 55,5 X 28 c m ) , złożone z t r z e c h i d w a ( I I I
o w y m . 48 X 75 c m , I V o w y m . 48 X 75 c m ) , złożone
z c z t e r e c h o b r a z k ó w m a l o w a n y c h n a płótnie, w t ó r n i e
p r z e n i e s i o n y c h n a n o w ą deskę l u b d y k t ę . P u s t e m i e j s c a
pomiędzy o b r a z k a m i , będące w y n i k i e m różnicy w w y ­
m i a r a c h , z a m a l o w a n o czarną farbą.
O l . pł.. n a desce, 56 X 52 c m . N a p i s n a o b r a z i e
b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1630 Jaśnie W i e l m o ż n y J . M . P .
P i o t r K o m o r o w s k i c o m e s i n L i p t ó w et O r a w a s t a r o s t a
o ś w i ę c i m s k i będąc c h o r y b a r d z o a o s o b l i w i e n a o k o
k t ó r e m u b y ł o z g ł o w y w y s z ł o n a w i e r z c h , że go p o d w i e z o w a ć musiał t e n będąc w K r a k o w i e w k a m i e n i c y
s w o i e y w e śnie okazał się m u B ł o g o s ł a w i o n y O c i e c
S t a n i s ł a w w h a b i c i e s w o i m z a k o n n y m a o c k n ą w s z y się
8

7

3

8

1 0

1 1

1 2
13

1 4

15

48

Kraków,

ol.

deska.

34 X 41

cm,

poznał, że m u się z a r a z n a z d r o w i u p o l e p s z y ł y n a o k u
n i e c o b o l u p o w i ę k s z e y części zanikło, z a r a z n a z a i u t r z
kazał się nieść, ieszcze słaby, d o G r o b u i e g o a t a m o d ­
p r a w i w s z y swoie nabożeństwo z J . M . X . Proboszczem
B o ż e g o Ciała n a t e n czas M a r c i n e m K ł o c z y ń s k i m , p o ­
czął m ó w i ć ze s t r o n y f u n d a c y e y a b y t a m t y c h Z a k o n n i ­
ków to iest canonicos Regulares w swoiey
dziedziczney
maiętności w S u c h e y n a z w a n e y d w i e m i l e za K a l w a r y ą
w górach у z t e y o k a z y i n a p a m i ą t k ę d o b r o d z i e y s t w a
d o z n a n e g o w c h o r o b i e s w o i e y uczynił dotacyą o c z y m
iaśniey w E r e k c y e y t e g o k o n w e n t u w z m i a n k ę czynią
tego d o b r o d z i e y s t w a p r z e z zasługi B ł o g o s ł a w i o n e g o S t a nisł. K a z i m i e r c z y k a .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 77.
J . S z a b ł o w s k i , o p . c i t . , s. 166.
Z e s t a w I I a, w y m . 34 X 27 c m , o l . d e s k a (z t y ł u
d y k t a ) . N a p i s n a o b r a z k u : 1651 d i e 10 S e p t e m b r i s T o t u m
1° M c i P a n a A d a m a B o s o w s k i e g o d w o r z a n i n a K r ó l e w i ­
cza 1° M c i W ł a d y s ł a w a у M a ł ż o n k i i e g o d o g r o b u S t a ­
nisława K a z i m i e r c z y k a
z m o d l i t w ą u c i e k l i się p r z e z
d n i półczwarta у t r z y noczy a l b o w i e m k r w i e z oczu
szły czóreczce i c h J e w u s i t e g o d n i a z kościoła B o ż e g o
Ciała z K a z i m i e r z a w r ó c i w s z y się z a s t a l i z d r o w ą z łaski
m i ł e g o P a n a za p r z y c z y n ą t e g o B ł o g o s ł a w i o n e g o S t a ­
nisława
Świętygo
Kaźmierczka
za czo P a n u
Bogu
m i ł e m u n i e c h b ę d z i e w i k u i s t a cześć i c h w a ł a .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 77-73.
W ł a d y s ł a w I V k o r o n o w a n y b y ł n a króla p o l s k i e g o
w 1632 r .
Z e s t a w I I I c, o l . pł. z tyłu — d y k t a , w y m . 38 X 24
cm. N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : l e y Mość P a n i E m e r e n i
у A n n a Segnicova Rayczyna K r a k o w s k a na oczu chore
o z d r o w i a ł a za p r z y c z y n ą b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława
K a z i m i e r c z y k a A n n o D o m i n i 1673 D i e V i g i s i m a S e c u n d a
M e n s i s i u n y za co n i e c h b ę d z i e P a n B ó g p o c h w a l o n y .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 129.
O l . pł. n a desce, w y m . 52 X 54 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : ( N ) a ciężką g o r ą c z k ę b a r d z o
zachorowała
Panna
imieniem Agnieszka
w
leciech
dziewiętnastu
sławetnego Pana A l e x a n d r a M a n i k o w s k i e g o M i e s c z a n i n a
Kazimierskiego
pasierbica
a potem Yanny
małżonki
i e g o córka t a k ż e iuż b y l i z w ą t ( p ) i l i o i e y z d r o w i u r o d z i c y w k t ó r e y będąc z w ą t l o n a у o d g o r ą c z k i s p a l o n a
l e d w i e mówić mogąc у oley święty n a n i e włożono i a k
1 6

1 7

18

19

2 0

2 1

2 2

23

�s k o r o o f i a r o w a l i ią r o d z i c y d o g r o b u b ł o g o s ł a w i o n e g o
O y c a S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a ze mszą S.Y. ze ś w i e ­
c a m i k t ó r e u b o d z y w rękach p r z y m s z e y S.klęcząc t r z y ­
m a l i z a r a z się i e y polepszać n a z d r o w i u poczęło, у o z d r o w i a ł a za pomocą bożą w k r ó t c e a t o w R o k u P a ń s k i m
1665 d n i a 4 ( L ) i p c a , p o t y m w k r ó t c e w k i l k a n i e d z i e l
r o z c h o r o w a ł się t a k ż e ( n ) a g o r ą c z k ę у s a m p o m i e n i o n y
P a n M a n i k o w s k i a g d y się t a k ż e o f i a r o w a ł ze M s z ą S
z d r ó w został.
S. R a n o t h o w i c z ,
Jasna
pochodnia...,
w y d . cyt.,
s. 121—122.
Z e s t a w l a , w y m . 31 X 25 c m , o l . pł. n a l e p i o n e n a
d y k t ę . N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1671
jeymość p a n n a A n n a J a g o d y n k a chorowała n a p i e r s i
c i e r z k o d o czego p r z y s t ą p i ł у k a s z e l nieznośny a t e n
ból t r w a ł p r z e z c z t e r y l a t a у d a l e y a g d y się o f i a r o ­
w a ł a d o g r o b u B ł o g o s ł a w i o n e g o Stanisława K a ź m i e r c z y k a у t a m m s z y ś w i ę t e y nabożnie słuchała t e n ból
g a l e ustąpił j a k o b y go ręką odiął czego w d z i ę c z n a będąc
t a k i e p i s a n i e j a k o t o j e s t posłała.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 128.
O l . pł. n a desce, w y m . 51 X 55 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : A . M . D . G . et S a n c t o r u m E i u s H o n o r e m R o k u
P a ń s k : 1672 X i ą d z ł a n B r o d o w s k i Z a k o n n i k k l a s z t o r u
tego będący od P a n a Boga n a z d r o w i u t a k cieszko n a ­
w i e d z o n y m ż ( e ) p r z e z puł r o k a z łoszka n i e w s t a i ą c
ż a d n y m c z ł o n k i ( e m ) w ł a d n ą ć n i e m ó g ł b o go k a r m i ć
у poić k t o i n s z y m u s i . Spać d l a b o l u , p r a w i e n i g d y n i e
m ó g ł g d y się d o G r o b u B . S t a n i s ł a w a
Kazimierczyka
p r z e z M s z ą ś. o d i e d n e g o kapłana t e g o ż z a k o n u o d p r a ­
w i o n a у przez ręce у n o g i z w o s k u ofiarował zaraz p o ­
p r a w ę n a z d r o w i u s w y m uczuł a p o t y m d o z d r o w i a
całe pszyszłszy t e tablicę m a l o w a n e n a w i e c z n ą p a m i ę t k ę za d o b r o d z i e i s t w o uznał o d t e g o B ł o g o s ł a w i o n e ­
go Sługi B o ż e g o z ( a ) w i e s i ł . T e k s t c u d u w y m i e n i o n y p r z e z
A . M . G o r c z y ń s k i e g o , o p . c i t . , s. 130.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 72,
73, 76, 78, 96, 97, 99, 100, 101, 102. P r z y k ł a d e m t a k i e g o
w o t u m m o ż e być t a b l i c z k a s r e b r n a pochodząca z P r o ­
szowic, zachowana w M u z e u m E t n o g r a f i c z n y m w K r a ­
k o w i e , n r i n w . 26069.

O l . pł. n a desce, 42 X 30 c m . N a p i s n a o b r a z k u
b r z m i : А . Й . 1681 D i e 2 M a i J . M . P a n i T e r e s a N a n t e l a
Rayczyna
K r a k o w s k a synaczka
Antoniego
przyniosła
do G r o b u B . S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a u s i l n i e omszą(!)
św. prosząc a b y p r z y n i e y za d o b r o d z i e y s t w a
doznane
że s y n a s w e g o p r a w i e u m i e r a j ą c e g o z d r o w e g o o t r z y m a ł a
P. B o g u p o d z i ę k o w a ć m o g ł a toteż n a t e n c z a s M s z ę św.
kapłani d o m o w i p o o d p r a w i a l i b y l i i e d n a k d o O O B e r ­
n a r d y n ó w posłano p o kapłana. P r z y s z e d ł t e d y O c i e c
L u d w i k L a t o c k i w i e k u s ę d z i w e g o у zeznał iż się k i l k a
r a z y d o M s z y S. w y b i e r a ł a a n i e m ó g ł o d p r a w i ć z a w s z e
go y a k i e zachodziły trudności aż d o p i e r o w kościele t u t e c z n y m B o ż e g o Ciała z d r o w e dziecię o b a c z y w s z y s o b i e
d o b r z e z n a i o m e z p o d z i w i e n i e m m ó w i ł i e s t za co P. B o g u
p o d z i ę k o w a ć . T e t o dziecię o d e m n i e
wczona
widziane
IUŻ umieraiące t u do G r o b u B . Stanisława o f i a r o w a n e
z d r o w e zostało. S i t . n o m . D n i . B e n e d .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
131—132.
T a m ż e , s. 1 3 1 .
Z e s t a w I I I a, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 40 X 22 c m .
Napis na obrazku b r z m i (w kartuszu): Catherinae Clep a r d i e n : S i c u m c a n d e l a i n f i r m a e a p p a r v i t et e a m
sinavit.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 22.
T a m ż e , s. 15.
Z e s t a w I V a, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 38,5 X 25 c m .
Napis na o b r a z k u (w kartuszu) b r z m i : F. N i c o l a u m
i n f i r m u m visibiliter amorte liberavit.
Z e s t a w I I I d , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 26 X 37,5 c m .
Napis na obrazku (w kartuszu) b r z m i : A. D e n t i u m doloribus capitis o c u l a r u m t u m febricitantes ex voto sanati innumeri.
Z e s t a w I b, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 22 c m .
Napis na obrazku (w kartuszu) b r z m i : Surdaster c l a u d i cans m u t u s a t q u e caecus p r i s t i n a e r e s t i t u t i s u n t s a n i t a t i
voto ad b e a t u m Stanislaum C a s i m i r i t a n u m facto.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 72.
Z e s t a w I I I b, w y m . 39 X 26 c m , o l . pł. n a d y k c i e .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : Obsessus d a e m o n i b u s l i b e r a t u r
voto ad sepulchrum Beati Stanislai C a s i m i r i t a n i facto.

II. 25. Obrazek
XVII
w. Muz.

św. Katarzyny,

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

wotywny
Anny
Nar.
Kraków.

Krzyżanowskiej

z

kośc,

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3
3 4

3 5

3 8

3 7

3 8

3 9

Kraków,

ol. deska,

30,5X45,5

cm,

2.

poł.

�Z e s t a w I с, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 19 X 47 c m .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : Xięźna ieymość C z a r t o r y i s k a
podkomorzyna
k r a k o w s k a prędkie у l e k k i e w y d a n i a
miała n a ś w i a t s y n a c z k a za p r z y c z y n ą b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława K a z i m i e r c z y k a k t ó r e m u ią b y ł o o f i a r o w a n o
g d y czas p o r o d z e n i a nadchodził A n n o D o m i n i 1672.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 130.
O l . pł. n a desce, w y m . 55 X 82 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : P o d czas m o r o w e g o p o w i e t r z a w mieście
K a z i m i e r z u p r z y K r a k o w i e t r z y l a t a panuiącego t o iest
r o k u P a ń s k i e g o 1677, 1678, 1679 w i e l e l u d z i o b o i e y płci
t a k d u c h o w n y c h i a k o у ś w i e c k i c h uciekaiących
się
0 r a t u n e k pociechę у p o m o c d o g r o b u b ł o g o s ł a w i o n e g o
Stanisława K a z i m i e r c z y k a p r z e z przyczynę iego у za­
sługi P a n Bóg m i ł o s i e r n y n i e t y l k o p o w i e t r z o n y c h z d e s ­
perowanych
konaiących
umieraiących
do pierwszego
przyprowadził z d r o w i a i a k o p o t e m s a m i d o b r y m ze­
z n a l i s u m n i e n i e m k i e d y za u z n a n i e d o b r o d z i e y s t w a d o
g r o b u tegoż b ł o g o s ł a w i o n e g o S t a n i s ł a w a K a z i m i e r c z y k a
ze m s z a m i ś w i ę t y m i у ś w i e c a m i częścią s r e b r n e częścią
w o s k o w e o d d a w a l i w o t a za co n i e c h P a n u B o g u w m i ­
łosierdziu n i e p r z e b r a n e m u b ę d z i e w i e k u i s t a cześć
у
chwała. — W s p o m n i a n a z a r a z a w y b u c h ł a 18.IV.1677 r .
w K r a k o w i e a w p a ź d z i e r n i k u tegoż r o k u n a K l e p a r z u
1 K a z i m i e r z u . W 1678 z a r a z a w y g a s ł a n a K l e p a r z u i w
K r a k o w i e a n a K a z i m i e r z u t r w a ł a bez p r z e r w y d o l u t e ­
go 1679 r . (S. N a m a c z y ń s k a , K r o n i k a klęsk
elementar­
nych
w Polsce
i w krajach
sąsiednich
w latach
1648—
1696, L w ó w 1937, s. 92, 94—96, poz. 1079—89, 1095—1101,
1114—1120).
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 132.
O l . pł., w y m . 90 X 58 c m . N a p i s n a o b r a z k u b r z m i :
(L)ucas Gosławski, p h i l o s o p h i a e doctor "et
professor,
A l m a e Academiae Cracoviensis w w i e l k i m niebespiec z e ń s t w i e p o w i e t r z a m o r o w e g o zostaiąc za p r z y c z y n ą
N.Panny
у zasługami B.Stanisława K a z i m i e r c z y k a
do
k t ó r e g o się n a o n czas o f i a r o w a ł w o l n y m o d z a r a z y
m o r o w e y został у p o t e m A : D : 1 6 7 8 w d i e c z e n o ( ! ) d o b r o ­
d z i e y s t w a ad l a u d e m D : 0 : M : et B . S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i
honorem, i n aniversaria die obit ipsis 3 M a i j occurrente
i n praesentia m u l t o r u m v i v o r u m d o c t o r u m a Crac: et
Religiosorum diversi ordinis, turn quoque studiosorum
a p r a n d y s , p u b l i c e h a c i n ecclesia S S M I C o r p o r i s C h r i s t i
Casimiriae ad Crac: habita orationem.
4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

27

Z e s t a w I V d , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 26 c m .
Napis na obrazku b r z m i : Agonizati m o r i b u m d i per
v o t u m a d i p s i u s s e p u l c h r u m s a n a t i 10.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 124.
O l . pł. n a desce, w y m . 51 X 78,5 c m . N a p i s n a
o b r a z k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1667 p o d czas n i e bespieczeństwa w o y n y t u r e c k i e y p r z e c i w k o P o l s c z e o b wieszczoney у inszych rozruchów
domowych
I.M.X.
b i s k u p k r a k o w s k i A n d r z e y T r z e b i c k i g d y rozkazał przez
d r u k o w a n y m a n d a t swoy po wszystkiey dyecezyey k r a k o w s k i e y a o s o b l i w i e w K r a k o w i e różne s u p p l i k a c y e
p o kościołach у g o d z i n y d z i e n n e z w y s t a w i e n i e m n a ś w i e t s z e g o s a k r a m e n t u у p o s t y w każdą sobotę p o p u l o
et c l e r o i n p a n e e t a t q u a e t u n o о р е г е у p r o s t r a t i o n e s
i n f a c i e m c l e r o w każdą środę p o d czas s u p p l i k a c y i r o s k a zał też n a w i e d z a ć o b r a z y c u d o w n e w kościołach k r a ­
k o w s k i c h każdy o b r a z p e w n e g o d n i a także g r o b y ś w i ę ­
t y c h у błogosławionych w K r a k o w i e będących. Między
i n s z y m i rozkazał s e p u l c h r u m b e a t i S t a n i s l a i C a s i m i r i ­
t a n i w kościele B o ż e g o Ciała n a K a ź m i e r z u n a w i e d z a ć
D o m i n i c a p a s s i o n i s p o p u l o e t c l e r o czego a u t e n t y k i e s t
p o d pieczęcią p o d p i s a n y m a n u s u r r o g a t i i u d i c i s p e r i l l u s t r i
et a d m o d u m r e v e r e n d i d o m i n i J o a n n i s C h r y s o s t o n i B o d zanta iuris utriusque doctoris canonicis
cracoviensis
i n sacrario z a c h o w a n e między p r a w a m i kościelnymi a d
f u t u r a m r e i m e m o r i a m et b e a t i S t a n i s l a i C a s i m i r i t a n i
canonici regularis lateranensis H o n o r e m
et G l o r i a m
sempiternam.
'
' . ; I *. !,,;
4 5

4 8

4 7

J . S t . B y s t r o ń , Dzieje
obyczajów
w dawnej
Polsce,
w wieku
XVI—XVIII,
t . I , W a r s z a w a 1932, s. 318 —
w s p o m i n a o i s t n i e n i u t y c h b r a c t w podobnie j a k A . Bła­
c h u t , Nieznany
czciciel...,
w y d . c y t . , s. 1.
4 8

O l . pł. n a desce, w y m . 54 X 54 c m . N a p i s n a o b r a z ­
k u b r z m i : R o k u P a ń s k i e g o 1623 z a r a z p o p o w i e t r z u
k t ó r e w K r a k o w i e . W p o n i e d z i a ł e k W i e l k a n o c n y stało
się w i e l k i e z a p a l e n i e m i a s t a ż y d o w s k i e g o w K a z i m i e r z u
p r z y K r a k o w i e t a k d a l e c e , że ogień się paląc w s z y t e k
K r a k ó w o ś w i e c i ł iż opuł n o c y patrząc n a K r a k ó w w i ­
dać b y ł o l u d z i w s z ę d z i e n a s w y c h d o m a c h siedzących
у o d o g n i a broniących. P o w s t a ł у t a k i w i a t r że g ł o w n i e
o p a l o n e z m i a s t a ż y d o w s k i e g o aż n a Z w i e r z y n i e c l e ­
ciały. N a t e n czas będąc w w i e l k i m n i e b e s p i e c z e ń s t w i e
k l a s z t o r у kościół B o ż e g o Ciała k t ó r y k l a s z t o r ieszcze
4 9

26

П. 26. Obrazek
Kośc. św. Anny,
Swiątosława
ze
(wg Ubiszewskiego).
chała Gedroycia,
Kraków.

50

wotywny,
ol. deska,
2. pol. XVIII
w.
Kraków,
II. 27. Sceny
z życia i cudów
Sławkowa,
drzeworyt,
1. pol. XVII
w.
II. 28. Sceny
z życia i cudów
Mi­
ol. pł., 1. pol. XVII
w. Kośc. św.
Marka,

�28

wiele. Miał b u d y n k u drewnianego,
a wiatr
wszytek
ogień n a kościół у k l a s z t o r obracał p r z e s t r a s z e n i t a k i m
p r z y p a d k i e m z a k o n n i c y w i d z ą c że bronić t r u d n o : i e d n i
b r o n i l i dachów d r u d z y p o b i e g l i do g r o b u Błogosławio­
n e g o O y c a S t a n i s ł a w a prosząc P a n a B o g a p r z e z zasługi
l e g o a b y i c h o d t e g o pożaru o g n i o w e g o z a c h o w a ł . D z i w ­
n a r z e c z , z a r a z w s z y t e k w i a t r , k t ó r y niósł ogień n a
k l a s z t o r у kościół obrócił się z n o w u n a m i a s t o ż y d o w ­
s k i e у n a W i s ł ę у t a k za p o m o c ą Bożą w o l n y kościół
у k l a s z t o r został. Z a co p o t e m d r u g i e g o d n i a z a k o n n i c y
у m i a s t e m w s z y t k i m u c z y n i l i dzięki P a n u B o g u w o t y w ę solenną z g r o d e m
odprawiwszy.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
107—108.
S. S w i s z c z o w s k i , o p . c i t . , s. 4 1 , 45.
Z e s t a w I I b, o l . deska, w y m . 2 0 , 5 X 1 3 , 5 c m .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s.
7 1 , 95.
Z e s t a w I I c, o l . d e s k a , 20,5 X 13 c m .
Z e s t a w I V c, o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 37 X 23,5 c m .
Napis na obrazku b r z m i : Oranti B. Virgo M a r i a c u m
S. S t a n i s l a o a p p a r v i t .
5 0

5 1

5 2

T a m ż e , i l . 47, s. 44.
M . G u t k o w s k a , Historia
ubiorów,
Warszawa-Lwów
1932, s. 79—82. K o ł p a k , k t ó r y n o s i żona A d a m a B o s o w s k i e g o , w s z e d ł w m o d ę o k . 1620 r .
T . D o b r o w o l s k i , o p . c i t . , s. 436.
N r i n w . R. 3846, R. 3855.
M . M a c h a r s k a , Kolońska
seria
rycin
świętych
pol­
skich
z lat 1605—1606 j a k o wzór d l a s z t u k i
cechowej
XVII
w., o d b . ze „ S p r a w o z d a ń z P o s i e d z e ń K o m i s j i O d ­
działu P A N " w K r a k o w i e , l i p i e c - g r u d z i e ń 1964, s. 4 3 2 —
435.
Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
t . V . z. 4,
i l . 96, s. 28, t . I , z. 7, i l . 26, s. 18, t . I , z. 10, s. 40.
Historia
sztuki
polskiej,
t . I I , K r a k ó w 1962, s. 257.
E . R a s t a w i e c k i , Słownik
rytowników
polskich,
Poz­
nań 1886, s. 120.
6 5

6 0

6 7
68

6 9

70

71

7 2

Z e s t a w I V b , o l . pł. n a d y k c i e , w y m . 38,5 X 25 c m .
N a p i s n a o b r a z k u b r z m i : I n dies c r e b r i s f l a g e l l i s r e t r o a c tae v i t a e maculas A.B.stergit.

S. T o m k o w i c z , Domy
i mieszkania
w
Krakowie
w 1 poł. XVII
w., L w ó w 1922, s. 37, 42—43, 6 1 , 62, 6 6 ;
J . Ptaśnik, Miasta
i mieszczaństwo
w dawnej
Polsce,
W a r s z a w a 1949, w y d . 2, s. 403; A . K e c k , Wnętrza
domu
zamożnego
mieszczaństwa
na przełomie
XVII XVII
w.,
„ S t o l i c a " R. V I I I , 1953, n r 4, s. 1 1 ; S. S i e n i c k i ,
Historia
architektury
wnętrz mieszkalnych,
W a r s z a w a 1954, s. 113,
118, 119; J . B i e n i a r z ó w n a , o p . c i t , s. 106, 109; M . G u t ­
k o w s k a , o p . c i t . , s. 7 9 — 8 2 .

Obrazki wotywne
o m a w i a j ą : R. A n d r e e ,
Votive
und
Weihegaben,
Braunschweig
1904; A . C i a r r o c c h i ,
E. M o r i , Les petits
tableaux
votifs
italiens,
U d i n e 1960;
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
M u n c h e n 1961;
tenże, Bilder
und Zeichen
religiósen
Volksglaubens,
M u n c h e n 1963.
L . K r i s s - R e t t e n b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t . , s. 82.
T a m ż e , i l . 65, p o r ó w n a j o b r a z e k w kościele ś w .
M i k o ł a j a w T o l e n t i n o (1511 г.).
T a m ż e , i l . 70, p o r ó w n a j o b r a z e k w W e i h e n l i n d e n
(1640 г . ) .
T a m ż e , i l . 75, p o r ó w n a j o b r a z e k z S a n t a M a r i a
d e l M o n t e , E m i l i a ( o k . 1470 г . ) .
T a m ż e , i l . 7, p o r ó w n a j o b r a z e k z N i e d e n b u r g u .
T a m ż e , i l . 8, p o r ó w n a j o b r a z e k z S a m m e r e i (1745 г.).
W . L . S c h r e i b e r , P. H e i t z , Die deutsche
„Accipies"
und Magister
cum Discipulis-Holzschnitte,
„Studien z u r
D e u t s c h e n K u n s t g e s c h i c h t e " , Strassburg 1908, s. 22.

S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 107.
J . L e p i a r c z y k , Architekt
Franciszek
Placidi,
„Rocz.
K r a k . " , X X X V I I , s. 119.
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
w y d . cyt.,
s. 88.
R. A n d r e e , o p . c i t . , s. 168.
L. Kriss-Rettenbeck,
Das Votivbild,
w y d . cyt.,
s. 1 0 9 — 1 1 1 .
T a m ż e , s. 109; A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t . , s. 20.
P o r ó w n a j o b r a z e k z W i l t o n , 1490 L . K r i s s - R e t t e n ­
b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t . , i l . 145.
T a m ż e , s. 130.
T a m ż e , s. 135, 142; A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t ,
s. 2 1 .
L . K r i s s - R e t t e n b e c k , Das Votivbild,
w y d . c y t , s. 135.
A . C i a r r o c c h i , E . M o r i , o p . c i t . , s. 23.
W ł . Łuszczkiewicz,
„Sprawozdania
K o m . Hist.
S z t u k i " , V I I , 1906, s. X X X V I , Posiedzenie z d n . 23.111.

5 3

5 4
5 5

5 6

5 7

58

5 8

6 0

6 1

6 2

6 3
6 4

7 3

7 4
7 5

7 6

7 7

7 8

7 9

8 0

8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

51

�29

II.

29. 30. Obrazki

wotywne

z kaplicy

M. B. Bolesnej

1899; Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
t . V I I I , z. 13,
s. 28.
J . A . W a d o w s k i , Kościoły
lubelskie
na
podstawie
źródeł archiwalnych,
K r a k ó w 1907, s. 254.
8 6

J . P ę c k o w s k i , Dzieje
miasta
Rzeszowa
do
w., R z e s z ó w 1913, s. 102.
J . A . Czerepińscy, Osiemnastowieczny
strój
biłgorajski
na obrazach
wotywnych
w Puszczy
skiej,
„ P o l . Szt. L u d . " , R. X V , 1961, s. 84.
8 7

końca

Katalog
s. 2 1 , i l . 62.
88

Zabytków

Sztuki

w

Polsce,

A . K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Malarze
„ P o l . S z t . L u d . " , R. X I X , 1965, s. 89.
8 8

Katalog
ski, r k p . w
81

Т.

ludowi

V,
z

ludowy
Sokal-

(wg: Przeździecki,

Rastawiecki).

W ł . Ł u s z c z k i e w i c z , Kościół
ś. Katarzyny
z
klasz­
toru OO.Augustianów,
„ B i b l . K r a k . " , V I I I , K r a k ó w 1898,
s. 78.
M ( u z e u m ) N ( a r o d o w e ) K ( r a k ó w ) , n r i n w . 5685, o l .
d e s k a , w y m . 38 X 27 c m .
M N K , n r i n w . 5683, o l . d e s k a , w y m . 25 X 41 c m .
M N K , n r i n w . 5684, o l . pł. d e s k a , w y m . 38 X 25 c m .
M N K , n r i n w . 5686, o l . d e s k a , w y m . 34 X 41 c m .
M N K , n r i n w . 5682, o l . d e s k a , w y m . 30,5 X 45,5 c m .
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 92.
A . O p a t o w i u s z , Żywot
i cuda
wielebnego
Jana
Kantego,
K r a k ó w , d r u k . A . P i o t r o w c z y k 1632, s. 49, 52.
T a m ż e , s. 147.
T a m ż e , s. 140.
Katalog
Zabytków
Sztuki
w Polsce,
m.
Kraków,
maszynopis
w
Inst. Hist. Sztuki U.J. w
Krakowie,
s. 13—14.
C. B o g d a l s k i , Błogosławiony
Szymon
z
Lipnicy,
K r a k ó w 1909, s. 115..
W . S e r w a t o w s k i , Książka
do nabożeństw
zawiera­
jąca żywot i cuda bł. Szymona
z Lipnicy,
K r a k ó w 1864,
s. 73.
K . K a n t a k , J . Szabłowski, J . Żarnecki,
Kościół
i klasztor
OO.Bernardynów
w Krakowie,
„Bibl. K r a k . " ,
X C V I , K r a k ó w 1938, s. 137.
ino p P ę k a l s k i , o p . c i t . , s. 159.
G . W i w i j a n i , Żywot
pobożny...
bł. Michała
Giedroycia,
K r a k ó w w d r u k . Ł. K u p i s z a , 1655, s. 46, 47, 49.
T a m ż e , s. 46.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 59.
P. H . P r u s z c z , Morze
laski
bożej, K r a k ó w w d r u k .
S. L e n c z e w s k i e g o
1662; tenże, Klejnoty
stołecznego
miasta
Krakowa,
K r a k ó w 1861.
T e n ż e , Klejnoty...,
w y d . c y t . , s. 135.
. T e n ż e , s. 2 6 ; A . P r z e ź d z i e c k i , E .
Rastawiecki,
Wzory
sztuki
średniowiecznej,
S. 1, W a r s z a w a - P a r y ż
1853—1855.
P r a g n i e m y złożyć s e r d e c z n e p o d z i ę k o w a n i e za w i e ­
le cennych u w a g d r J a n o w i S a m k o w i .
9 6

9 7

9 9

1 8 8
1 8 1

1 8 2

z. 19,
Gidel,

Zabytków
Sztuki
w Polsce,
pow. przemy­
Inst. Hist. Sztuki U.J. w Krakowie.

M . B a r o n i u s z , o p . c i t . , s. 12; M .
Ubiszewski,
Żywot
bł. Stanisława
z Sławkowa,
K r a k ó w 1609; P. H .
P r u s z c z , Forteca
duchowna
Królestwa
Polskiego,
Kra­
k ó w w d r u k . S. L e n c z e w s k i e g o 1662, s. 147, 1 5 1 ; S. R a n o t n o w i c z , Ja*na
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 1 1 ; P. P ę k a l s k i ,
Żywoty
świętych
patronów
polskich,
K r a k ó w 1862, s. 25
p o d a j e l e g e n d ę o k o s z u z j a b ł k a m i , k t ó r y sześciu w y ­
m i e n i o n y c h świętycn przekazywało sobie po k o l e i w d o ­
w ó d w z a j e m n e j m i ł o ś c i ; A . Błachut, o p . c i t . , s. 7.
8 2

M . B a r o n i u s z , op. c i t . , s. 12; A . K u l s j u s z , Vita
et
miracula
beati
Esaiae,
Cracoviae iii ишсша N. L o b i i
1610; F . D r y j a c k i , Żywot
pobożny
sługi bożego b.
Iza­
jasza
Bonera,
K r a k ó w , d r u k . B . Ł u n i e c z k o w i c a 1670.
S. R a n o t h o w i c z , Jasna
pochodnia...,
w y d . c y t . , s. 78.
8 3

8 4

Wota: Krzysztofa
P r a w i ń s k i e g o 1607, A n n y N i e dzielanki,
Hieronima
Lazarowskiego
1607,
Szymona
m i e s z c z a n i n a k l e p a r s k i e g o 1607, W o j c i e c h a m i s t r z a r z e ­
miosła s z e w s k i e g o , A n n y S p e r c z y n y , A n n y
Czapikows k i e j , A u g u s t y n a Stokłosy, S t a n i s ł a w a S u ł k o w i c z a 1608,
Józefa T y r a ń s k i e g o 1609, K a t a r z y n y i J a n a Z l a h a n k a ,
W a w r z y ń c a Szafrańca 1621, A n n y K r z y ż a n o w s k i e j 1665
(F. D r y j a c k i , o p . c i t . , s. 78, 8"0, 8 1 , 8 2 — 8 5 , 87, 88, 90, 92).
9 5

Kraków

3 8

XVIII

8 8

30

w kośc. Franciszkanów,

1 8 3

1 8 4
1 8 5

186

1 0 7

1 8 8

1 0 9

1 1 1

1 1 2

1 1 3

1 1 4

1 1 5
116

Fot.:
Ewa Kozłowska-Tomczyk
—• il. 28; ks. St. Kruczek
— il. 19; Jerzy
Langda
— il. 3—6, 8, 26; Monika
Moraczewska
— il. 1; Łukasz
Schuster
— il 21—25;
Fr. Stolot
— il. 10; Jan Swiderski
— i l . 2, 7, 9, 11, 12, 17, 18.
II. 13 repr.
z: T'. Rasłanowski,
Mistrzowie
i scholarze,
Świat, XVI,
1966, Nr 17. II. 14 — r e p r . z: W. L.
Schreiber,
P. Heitz,
Die 'deutsche
„Accipies"
und Magister
cum Discipulis
— Holzschnitte,
Strassburg
1908. II. 16 —
repr.
z: A. M. Gorczyński,
Żywy
wzór, Kraków,
1702. II. 27 — repr.
z: M. Ubiszewski,
Żywot
bł.
Stanisława
ze Sławkowa,
Kraków
1662. II. 29, 30 — repr.
z: A. Przeździecki,
E. Rastawiecki,
Wzory
sztuki
średniowiecz­
nej,
S. 1, Paryż
— Warszawa
1853—1855.
II.
15 — rys.
Maria
Czarnecka.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5999" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5979">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a9b563f95037af630fbfc1f66abb1527.pdf</src>
        <authentication>a80464bc04644478fad090b5ca8f25da</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71567">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4943</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71568">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71569">
                <text>sztuka nieprofesjonalna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71570">
                <text>sztuka naiwna</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="71571">
                <text>plastyka amatorska</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71572">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4582</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71573">
                <text>Problem plastyki amatorskiej/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71574">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.1; s.3-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71575">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71576">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71577">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71578">
                <text>П. 1. Jan Pilarski,

Aleksander

Złocisty

61. pł., 44,5 X 60 cm. Stargard

karp,

P L A S T Y K I

„ A m a t o r : lubiący r z e c z l u b p r z e d m i o t
Linde. I wszystko

wydawało

jakowy"

Pisarz,

pisał

się j a s n e , zrozumiałe. Dziś

A M A T O R S K I E J
poeta

uczy

odczuć i m o t y w ó w

pojęciem, spostrzegamy,

łości

ani jednoznaczne.

że wcale

n i e jest już o n o jasne

I n n a jest b o w i e m

treść i b a r w a

tego

czy

jest

redakcja,

ce.

jej
jako

przykład

tradycjonalny,

literaturę.

wtórny,

nieudolny,

O

świetny,

pisarzu

głąby,

początkujący.

mówi

nowatorski,

Mówi

się —

parającego

się p i s a n i e m , n i e d o d r u k u , a d l a t z w . w ł a s n e j
a

więc

niezawodowe

Granicę

amatorem

a pisarzem

zawodowym

kacji,

w

konsekwencji

a

dalszej

przyjem­

między

wytycza

fakt

rowi

która

dyplom

taką

sztat,

Wiemy

torską, chociaż w y r ó ż n i a

j e wyraźna

przynależność d o

ś r o d o w i s k a w s i , k r ą g p o d j ę t e j t e m a t y k i ( w dużej
autobiograficzny)
pisarze

ludowi

i
i

realistyczna

metoda

i c h apostołowie

określenia a m a t o r . Z a p e w n e

mierze

twórcza.

nigdy

Ale

i

nawet

złożony

oceniony r ę ­
Lite­
auto­

dla architekta

czy k o m p o z y t o r a

konsekwencji

realizacja

odsetek

Wśród

jest

przyjęcie do

i c h dzieł.

większej

wiedzy

amatorów,

war­

uprawiających

oczywiste.
się n a j t r u d n i e j s z y ­

dziedzinami.

Jeśli

są n i e p r z e c i ę t n i e

ustawiają

sobie

dziedzinę

Naprawiają

święcenie
i

najpierw

K w a l i f i k a c y j n a Związku

s t u d i a n a d nią — b y w a , ż e dochodzą

rezultatów.

n i e używają

ta kwalifikacja nie wydaje

granicy

w poczet członków, daje

— są hobbyści, z a j m u j ą c y

prawidłowo

ama­

dojrza­

magicznej

zespół f a c h o w c ó w

twórczego,

tę dziedzinę. T o

te cechy,

z twórczością

przez

t y m mniejszy

mi

zazwyczaj

własnych

się w y d r u k o w a ć

t r u d n i e j s z y i wymagający

stwa jest pisarstwo zwane l u d o w y m . Nosi ono b o w i e m
które wiążemy

zdecydowała

uczelni, a w dalszej

stowarzyszenia

amator-

obcowanie

sankcję l i t e r a t a .

Sankcją

publi­

l

publikacja. O

ratów, która przyjmując

Im

do

d l a niego

i pozytywnie

takim

przynależność

Z w i ą z k u L i t e r a t ó w P o l s k i c h . N a j b l i ż s z e pojęciu

jest

analizy

postępowania. Ś w i a d e c t w e m

k o p i s , a później K o m i s j a

g r a f o m a n . N i g d y — a m a t o r . A jeśli j u ż o k r e ś l e n i e t a k i e
padnie, t o n a oznaczenie człowieka z r z a d k a

życia, zdolność

się j e s t , c z y n i e j e s t l i t e r a t e m d e c y d u j ą :

pojęcia w l i t e r a t u r z e , i n n a w m u z y c e , t e a t r z e c z y p l a s t y ­

się — o r y g i n a l n y ,

się s a m . Szkołą

z książką, o b s e r w a c j a

j e d n a k , g d y s p o t y k a m y się w r ó ż n y c h k o n t e k s t a c h z t y m

ności,

1965.

Jackowski

P R O B L E M Y

Weźmy

Szczeciński,

błąd

się o d początku
kompozytorów

życia,

do z n a k o m i t y c h

jakim

umiłowanej

„amatorami"

zdolni,

zainteresowań
było

niepo-

dziedzinie.

byli

np. Borodin

O r f f . A l e , r z e c z p r o s t a , śmieszne b y ł o b y

nazywać i c h

się w d z i e d z i n i e twórczości l i t e r a c k i e j pożądana. Z a k r e ś l a

amatorami.

krąg, z k t ó r e g o

i c h p r y w a t n e u m i ł o w a n i e stało się treścią i c h życia.

Pojęcia
nach,

każdy

„amator"

chciałby

n i e stosuje

wyjść.
się w

j a k a r c h i t e k t u r a czy twórczość

takich

( p o m i j a m t u o c z y w i ś c i e układanie p i o s e n e k
utworów

czy łatwych

rozrywkowych). T a k architektura, j a k i twór­

czość m u z y c z n a ,
lonego,

dziedzi­

kompozytorska

wymagają

skodyfikowanego

l e t n i c h studiów,

bowiem

opanowania

warsztatu zawodowego,

Byli

Rzemiosło

to właściwie

kompozytora

kretne, sprawdzalne
powiedzieć:
partytury

okreś­

tywicznego

wielo­

Ale

ja

autodydakci, przy

czy

i widoczne.

też b y m t o

czy p r e c y z y j n i e

architekta
Mało

zrobił.

jest

kon­

k t o może

chyba

Już s a m w i d o k

wykreślonego

rzutu

b u d z i szacunek i poczucie własnej

napisanie wiersza

czy n o w e l i , podobnie

lowanie obrazu, wydaje

czym

perspek­
niewiedzy.

j a k nama­

się już znacznie p r o s t s z e . D o -

�II.

2. Jan Jakubowski,

strzegą się b o w i e m
matykę

aktu

Straszna

kara

często n i e istotną

twórczego,

trudności. W y d a j e

ale

się w t e d y ,

Boża,

i złożoną

zewnętrzną

że w y s t a r c z y

ortografii

i składni, a b y móc pisać w i e r s z e

wystarczy

umieć mieszać f a r b y , g r u n t o w a ć

sować płótno, a b y sądzić, że się u m i e
I

jeszcze

letanctwo
i

groźne,

jedno.

w

Amatorstwo,

architekturze

natomiast

w

a

akwarela,

proble­

warstewkę
znać

zasady

czy

nowele,

czy w e r n i k ­

malować.

ściśle

miałoby

l i t e r a t u r z e czy

dy­

kich
ny

szkoda

więc

zespołach

poprzez

pow.

Jarosław,

1926.

uczestników.

że r e a l i z u j e

„wychowania

Nic

amatorów

przez

się

—

dziwnego,

budzą

że

te

w

że

kultural­

właśnie

największe

ta­

sztukę",

formy

zainteresowanie

kultury.

Twórczość
nie

powiedzieć,

idea

w s p ó l n e zajęcia p o d w y ż s z a się p o z i o m

działaczy

oczywiste

plastyce

Chłopiec,

ze świadomością s p r a w d z e n i a się w k o n t a k c i e z p u b l i c z ­
nością. M o ż n a

działań

mówiąc

skutki

49 X 71 cm.

papier,

jest

zaś t a k a , j a k m a l o w a n i e , r z e ź b i e n i e , p i s a ­
w

zasadzie

indywidualna,

nosi

charakter

j e s t n a ogół n i e z a u w a ż a l n a . G d y w a l i się d o m , p o w o ł u j e

osobisty, czasem w r ę c z i n t y m n y . A u t o r , śpiewak, m u z y k

się k o m i s j ę , w i n n e g o

wy­

przekazuje

roz­

umiejętności. P i s a r z

stawiane
woju

stawia przed

p u b l i c z n i e n i e są

kultury

sąd. Z ł e o b r a z y

zapewne

społeczeństwa,

ale

obojętne

dla

nic pewnego

na t e n

niejszym

czyjś

świat

wyobraźni

przy

pomocy

czy m a l a r z w y r a ż a w

s t o p n i u siebie

swojej

znacznie

samego. Toteż możliwość

t e m a t n i e u m i e m y powiedzieć, szkoda jest niemalże n i e ­

wu

wymierna,

niż w p r z y p a d k u zespołów o d t w ó r c z y c h . C h o c i a ż b y

trudna

do

stwierdzenia.

M ó w i ą c o twórczości a m a t o r s k i e j m a m y
równo

zespoły

teatralne,

muzyczne,

plastyków. A więc z jednej

n a myśli z a ­

taneczne,

strony dziedziny

twórcze i u p r a w i a n e zespołowo, z d r u g i e j —
indywidualną.
Cechą
ich

Są

kolektywny

tralne

to s p r a w y

charakterystyczną

pracują

różne

c h a r a k t e r . Zespoły
wspólnie,

n i e d o t e j czynności. W
zdobywają

od

siebie.

kierowane

przygotowane
wyższe

czy

wiająca w z a j e m n y

rzeźbiących,

ujawnia

się, n i e u c z e s t n i c z y

tea­

tem

przez

dojrzewają,
praca

jest

rysujących

przecież

często

w

nie

zawsze

zdolną

czy

najmniej

malujących

gestem

o d życia,

znieść

świa­

pielęgnowaną

zetknięcie

z

rzeczy­

wistością.
Mniejsza

jest więc możliwość oddziaływania

mego i zorganizowanego

świado­

na amatorów-plastyków.

się d o k r ę g u uczestników o g n i s k

Zdecydowana

tury

czy

nych,

muzycznych,

big-bitowych

4

—

tanecznych,

pracuje

a

w

zespołach t e a t r a l ­

czasem

wspólnie, z myślą

nawet

i

w

o widowni,

czy

Twór­

samoobrony,

tycznie ogranicza

amatorów

nie

żadnych w y s t a w a c h

nad u t w o r e m sprzyja rozszerzeniu h o r y z o n t u k u l t u r y i t d .
większość

dla­

umożli­

ośmieszenia, k r y t y k i .

i n t y m n y m i odizolowanym

fikcją,

mniejsza

k o n t a k t i porozumienie. Co

polowa

czość

o wiele

i s t n i e j e płaszczyzna,

k o n k u r s a c h . M o ż e się boją

profesjonal­

kwalifikacje,

i n d y w i d u a l n y c h jest

t e g o , że n i e z a w s z e n a w e t

jest

odtwórczych

t o k u p r a c y zespoły

coraz

też
od­

twórczość

muzyczne

zazwyczaj

j e d n o s t k i m n i e j czy b a r d z i e j
uczestnicy

dość

dziedzin

jak

raczej

na twórców

sil­

wpły­

plastycznej

Nie

znaczy

społecznie

kul­

klubów.

t o j e d n a k , że t e n r o d z a j

mniej

Prak­

potrzebny.

Przeciwnie,

twórczości
jest

on

jest
może

�n a w e t b a r d z i e j w a ż n y , g d y spojrzeć n a p r o b l e m
z punktu

widzenia

twórczość

„intymna"

na
i

znalezienie
okrutnym

czuciu,

że

pozwala

w

jest

niejako

przez

sam

fakt

dzieje

funkcji

wypowiadania

estetycznych

aktu

taka

ale

tworzenia

nie

jest

się

oddzia­

się

w

innym

wy­

w

znaczy

dwoistość

w i d z i e ć i rozumieć.

Społeczna

niezaprzeczalna

pożyteczna

t o , że
dla

dla

automatycznie

rozwoju

jed­

społecz­
twórczość

kulturowego

środo­

Dobrze,
czynnego

gdy

człowiek

stary,

horyzontu, a

życia, m a l u j e .

Obojętnie

publicznie,

w

ramach

wystaw.

twórczością plastyczną p o l e g a

uprawia,
i

Warto

też

Trudność

opieki

samowiedzy,

uprawianie
o

sztuki
tyle

nad

m . i n . w ł a ś n i e n a t y m , że
nieraz

i

a n i jednostce,

a n i społeczeństwu.

sobie,

słowa

czy

że o i l e w

muzycznych

autokrytycyzm

wykonawcy
uczy

do

3. Maria

niej,

twórczości

Lenczewska.,

widzieć
np.

je

zespołach
rośnie

zbliża

uprawianie

ll.

się

społeczeństwa

uprzytomnić
żywego

dobrej

wręcz

innych

wymagające

prze­

samemu

konwencji

bardziej

szcze­

gółowego omówienia, w t y m m i e j s c u chodzi m i j e d y n i e
0

pokazanie

różnic,

jakie

istnieją

w

ramach

ruchu

a m a t o r s k i e g o m i ę d z y n p . twórczością plastyczną a z e s p o ­
t e a t r a l n y m i l u b pieśni

specyfiki

amatorskiej

n y c h z nią

czy

twórczości

tańca,

o

zarysowanie

plastycznej

i

związa­

problemów.

POJĘCIE: AMATOR
W 1854 r . w Słowniku
„Amator,

lubiący

rzecz

języka

(a

po­
więc

i

słu­

malarskiej

Pogrzeb

wiejski,

Linde

polskiego

l u b przedmiot

zwolennik,
—

miłośnik)

odnotuje

i

„Zajmujący

się

występujący

z dziwną

tach nie dla

nagrody".

Pojęcia

i

żyją

1 treść. A m a t o r ,

dyletant",

pretensją

„biorący
zmienia

s t u l e c i a , był c z ł o w i e k i e m z a j m u j ą c y m
zarobku,

nie

dostatecznego

dla nagrody,

a

po

do

się

także

czegoś",

ich
w

regazakres

końcu u b .

się sztuką n i e d l a

dyletancku

czyli

bez

przygotowania.

Dziś, g d y p a d a w s z t u c e określenie a m a t o r ,
m y p r z e z to człowieka, zajmującego
twórczości

obcho­

a

udział w

t a k j a k to dostrzegano

Pół

(lubownik,

d r u g i e , nas t u

sztuką,

umierają,

podaje:

jakowy...".

w i e k u później K a r ł o w i c z o b o k t e g o z n a c z e n i a

oraz n a przykładzie wioślarza:

rozwiązywać

teatralnych,

na walory
nieraz

odrzucenia

bywa

pokazuje

sprzeczne

t a k , a b y n i e szkodzić

do

co i j a k . A l e

interesy

i

skłaniając

r o z w i ą z a ń . Są t o s p r a w y

„człowiek

obrazy

oczu

c i w n i e — z a w ę ż a go t y l k o d o r a m t e g o , co się

burtę

o p i e k a t a m u s i mieć z a w s z e n a u w a d z e
jednostki

Nie

poza

wyrzucony

źle, g d y słabe c z y w r ę c z n i e d o b r e

chać),

otwierać

rozszerza

dzące

wiska.

ziom

nie musi

sztuki.

kształtowa­

społeczeństwa. T ę

jest

bynajmniej

łami

dzieje

nostki, dla jej prawidłowego f u n k c j o n o w a n i a w
ności,

to

pożyteczna, a n i e r a z i k o n i e c z n a d l a

trzeba koniecznie

wartość

się

programem

s a m e g o t w ó r c y m o ż e pełnić r o l ę ujemną
n i u poglądów

twardym

i ich postawy.

„indywidualna"

miarze. Niezwykle

regenerację,

frustracjom, po­
Ale

zorganizowanym

ływania na twórców

na

życiu, często

niepotrzebnym.

szerzej,

społeczeństwa;

bowiem

j e d n o s t k i , zapobiega

plastyce, a poza
Twórczość

psychicznej

swego miejsca

dla
się

wszystko
w

higieny

bezinteresownie,

tecznego

przygotowania.

szerokie

i n i e o s t r e , że

61. p i . , 49 X 70 cm.

Jest

się jakąś

niezawodowo
to przy

dopuszcza

Bielsko-Biała,

i

rozumie­
dziedziną

bez

dosta­

t y m pojęcie

różne

zjawiska

tak

i po­

1961.

5

*

�П. 4. Seweryn
Odrzywolski,
Pejzaż
z bukietem
kwiatów,
ol. płyta pilśń., 60,5 X 60,5 c m .
Krasnystaw,
1964. II. 5. Euge­
niusz
Bąk, Huta
cynku
Szo­
pienice,
tempera,
papier,
37 X 53 cm. Szopienice,
1962.

stawy.

Wspólnym

nalność".

Tak

i c h m i a n o w n i k i e m jest

więc

pojęcie

poprzez przeciwstawienie
Opozycja
wana
od

twórczości

„nieprofesjo-

konstytuuje

artystów-plastyków

wyższe

uczelnie

ność do Z w i ą z k u

w

a

sankcjonuje

Polskich Artystów

kraju

niezależnie
przynależ­

Plastyków.

A l e n i e należy utożsamiać ze sobą p o j ę ć :

nieprofesjo­

n a l n y i a m a t o r s k i . P i e r w s z e j e s t b o w i e m szersze i m o ż n a
w
i

n i m wyróżnić

amatorską,

jak

Twórczość dzieci jest oczywiście „amatorska" w

sen­

ludową

zarówno

czy t w ó r c z o ś ć

twórczość

dzieci.

sie

nieprofesjonalizmu,

braku

czy

właściwej

ale

zupełnie
ciągać

termin,

wtedy,

gdy

spoistej

amatorską,
w

trwałych

sztukę

ludową,

ma
go

stanowi

zespół

a b y i n a nią

coś

na

znaczyć,

określenie

to

roz­
tylko

tylko

uznać

ona indywidualną

ścisłego

oparcia

ani

w

za

manifestacją,
tradycji,

ani

i upodobaniach środowiska .

Tak

2

z rozważań
bezimienną

o amatorstwie
właśnie

w

fachowego

— Brak

ambicji

Otrzymujemy

że

W

amatora

t y l e że p r z e k a z y w a n ą

wiedzę,

zarobkowo,

lub dla praktycznej

Kogo więc n a z w i e m y

jest

potrzeby.

amatorem?

Przeglądając

6

pracy.

idealny

model

amatora.

Niestety,

sztukę

wanie

staje

ów

idealny

również

model

przyjmiemy

jego

przeciwieństwo,

duży

obszar

na marginesie
się

dlań

różne

mamy

zakłóconym.

treścią

pośredni.

Rodzą

uprawiać

pracy

zawodowej

życia

—

a

za

pojęcie

i

malo­

zarazem

brak

m u f a c h o w e g o i pełnego p r z y g o t o w a n i a i n i e m a a m b i c j i
zawodowych

—

powstaną

n i m ambicje,

w

czy

jest

jeszcze
to

amatorem?

czy

już

A

jeśli

przestaje

być

amatorem?
W

praktyce, jak wiemy,
po

decyduje

c a c h , można b y b o w i e m n i e j e d n e g o
styka

często

kwalifikacjach widocznych

uznać

w

„stempel".

samych

pra­

patentowanego

pla­

za a m a t o r a , a z k o l e i z d u m i e w a ć

skonałością w a r s z t a t u i świadomością

się

artystyczną

do­

wielu

amatorów.
Granica
twórczości

bowiem

twórcy,

spojrzenie

kryteria,

to

którymi

Twórczość
w

między

jedną

j e s t dość p ł y n n a
ale

i

od

zmienia
się

drugą

naszego

na

się,

jak

tak

kategorią

nie t y l k o od w o l i
nią

spojrzenia.

zmieniają

się

posługujemy.

amatorów

k t ó r y m mieszczą

a

i zależy

jest

więc

rozległym

się r ó ż n e p o s t a w y

obszarem,

twórcze

a m b i c j e . A trudność d e f i n i c j i w y n i k a n i e z b r a k u

w y p o w i e d z i n a t e n t e m a t , w y n o t o w u j ę najczęściej i p o ­
3

obejmie

swoją

z pokolenia w pokolenie, z rodzi­

c ó w n a d z i e c i , n o i z t e j też r a c j i , że w y k o n y w a n e

od

Dyletantyzm.

się zresztą p y t a n i a . C z y jeśli t w ó r c a p r z e s t a j e

A

się o n o o ściśle s p r e c y z o w a n ą

czasie w o l n y m

b i e g u n , a za d r u g i

samego

opiera

W

to:

właściwych

zawodowych.

więc

p r a k t y c e jeśli

jeden

niczającą p o l e działania j e d n o s t k i . W y ł ą c z y m y
ponieważ

p l a s t y k a - a m a t o r a . Są

przygotowania.

do c z y n i e n i a z m o d e l e m

realizującą mądrość pokoleń, mądrość ś r o d o w i s k a i o g r a ­
rzemiosło,

cechy

życie n i e zawsze jest t a k łaskawe i przeważnie

tradycyjną

t y m sensie,

zawodowych.

— Brak

względnie
można

podkreślane

— Uprawianie sztuki na marginesie innych,

Sądząc

wówczas

jest

zasadach

wyłączymy

ponieważ

komercyjnych

twórców.

ludową

znajdującą

więc

jeśli

pozostawimy

kiedy

ambicji

nie ma powodu,

który

kategorii

Twórczość
nie

wiedzy,

odrębny,

wszechnie
zajęć

zdecydo­

naszym

artystyczne,

dyplomu ich profesjonalizm

się

zawodowej.

t a k a i s t n i e j e n a s k u t e k t e g o , że

większość

ukończyła

„amator"

i

różne
dosta­

tecznego rozeznania, a z c h a r a k t e r u samej m a t e r i i , która
jest mało k o n k r e t n a i n a d e r

różnorodna.

�Patrząc z p e r s p e k t y w y dzisiejszej
-profesjonalista,
nej

granicy

dostrzec

można

podziału. J a s n e

na relację:

zacieranie

są s y t u a c j e

amator-

się

wyraź­

krańcowe,

ale

ograniczoną.
częściej

słyszy

są

Dzieje

twierdza

na skutek przemian, j a k i e

chodzą w e w s p ó ł c z e s n e j
zachodzących
rozwój

we
w

Co się z m i e n i ł o
cone

zostały

ludzi

uczelni
w

formuła

Przede w s z y s t k i m
reguły.

odrzu­

Rozszerzyła

właściwie

znaczy

zuje,

n i m staną

Sztuka
lizmu.

Akademie

l a t podstawę

malarskich

nowe spojrzenie.

i -zachęcają

kształtowania

Siłą a r t y s t y s t a j e

Profesjonalizm
będzie
i

tu

nych

że

pozycji.

Autodydaktą

był

Granica

odwaga

o

wybitnych

malarzy

spoza

uczelnia­

Cezanne,

Van

kolei

się

na k o n s e k w e n t n y m

tylko

wycinka,

t w ó r c z a zasadza

b a d a n i u i pogłębianiu

jednego

Akade­

niezbędna, dziś n i e z a w s z e

j e s t k o n i e c z n a . C o r a z częściej k o n c e p c j a
problemu.

Można,

sztuce,

jakiegoś
realizując

do

względną

stycznym,
Ośrodkach,

mniej

cząstkową,

wystaw
wiedzy,

n a drugą
środków

dobrej

nurcie

itd. —

kontaktu

niż

dawniej

z

roku

Obserwujemy

łat­

stronę.

informacji,

reprodukcji,
wszystko

ze

to

łat­
filmu

sprzyja
Dodaj­

środowiskiem

na

ma

profesjona­

opatrzeniu, rozeznaniu.

Ogniskach, Domach

pla­

rok, konsultacje

w

Twórczości.

więc nieraz zadziwiające k a r i e r y l u d z i ,

k t ó r z y startując z p o z y c j i

amatorów, szybko

twórcami, o wyraźnie
i c h do Z P A P

s t a w a l i się

zarysowanym

profilu.

było n a t u r a l n y m i j a k b y

urzę­

d o w y m tego p o t w i e r d z e n i e m . M a m t u n a m y ś l i chociażby
inż.

Beksińskiego

wych,
razu

który
został
Z

z

Sanockich

od m o m e n t u
uznany

twórcę.

wiedzą

masowych

liczniejszym

profesjonalisty

dysponować

dziś

z jednej

łatwość

ani

Można

więc

literatury,

obfitość

zdobyciu pewnej

p e w i e n t y p twórczości, n i e być a n i d o b r y m r y s o w n i k i e m ,
kolorystą.

jest

rozwój

dostępu

Przyjęcie

dawniej

ta

swym
granice

Z

d e r . D o s z t u k i d o c h o d z i się dziś n i e t y l k o p r z e z
wiedzy,

znacznym
podważa

wość

dojrzałymi

Suma

w

się

twórcza,

Renoir,

współczesna

„inności" i sama

G o g h c z y M i c h a ł o w s k i . A r c h i t e k t a m i są M a x B i l l i C a l mię.

wie­

którym

propozycje,

my

wielu

powietrzem,

kładzie

się n i e bezpośrednio

startowało

lat kilka

wiejsze przechodzenie

t r a c i s w ó j d a w n y sens. N i e o d r z e c z y

współczesnych

za

ich

wizji.

przypomnieć,

rzeźbiarzy

stu­

się

do

wręcz

nacisk

tradycja, ale inwencja
własnej

nowej

w y r a ź n a , szerszy stał się n a t o m i a s t pas g r a n i c z n y ,

w

dziś n a t e c h n i k ę w y p o w i e d z i , i s t o t n e są n o w e
m u przekazana

wymagające

ramach

nie wychowują
Mniejszy

dziedziny

koncepcjami

oddychamy.

wiele

przezwyciężania.

techniką, p r z e m y s ł e m ,

Po­
Żywe

dzy. Ż y w e są p r o b l e m y , k t ó r e się j e s z c z e b a d a i a n a l i ­

przez

ale

z życiem,

urbanistycznymi i t d . Dziedziny

diów.

łamania,

dorocznych.

tradycyjnego

akademickie

konwencji,

Akademie

pozbawionych

dziś c o r a z m n i e j . Stracił s w ó j w a l o r r y s u n e k , s t a n o w i ą c y

panujących

pokazów

że

na

Coraz

tradycyjne.

związane

r e a l i z m u , która

tylko

obserwacja

wydziały

i t w ó r c z e są w A k a d e m i a c h p r z e d e w s z y s t k i m

ambicje

nie

zwłaszcza

ułatwiających

plastycznej.

dziesiątków

a

nawet

eksperymentów.

j a k i na skutek zmian

sztuce?

sztywne,

się z n a c z n i e

do zdobycia,

i

się, i t o z u s t p l a s t y k ó w ,

przestarzałe,
to

łatwiejszą

studiów

kulturze,

sztuce,

współczesnej

artystyczny

wykształcenia

za­

więc

własnych

w t y m w ł a ś n i e rzecz, że są o n e dziś r z a d s z e niż d a w n i e j .
się t a k z a r ó w n o

A

drodze

pozycji

za

swej

Zakładów
pierwszej

poważnego

autodydakty,

startowali znani

a

i

wręcz

więc

dziś

Samochodo­
wystawy
amatora,

graficy

od

wybitnego
—

nie­

Leszek

7

�6

1

II. 6. Bernard
Ratajski,
Z albumu
dziadka,
ol. płyta pilśń., 60 X 51 cm.
Szczecin,
1965. II. 7. Jan Nowak,
Kobieta,
linoryt,
34 X 27,5 cm. Katowice,
1963. II. 8. Józeja
Nowak,
Wspólna
lektura,
lakier
na reliejie
z masy
papierowej,
24 X 33,5 cm.
Ząbkowice
SI., 1965.

��Rózga

i H e n r y k Płóciennik. W s z y s c y

o n i mają

rozległą

w i e d z ę , pełną

zdolność s a m o k o n t r o l i . O c z y w i ś c i e

tu

jeszcze

wymienić

co

najmniej

kilka

można

nazwisk.

zawodowców

poprzez k u l t y w o w a n i e własnej,

niczonej,

acz p i ę k n e j

umiejący

wytworzyć

konsekwentny
rzały

w

pewne
(il.

ten

—

dojrzałości

doj­

( i l . 32). N i e d ł u g o

( i l . 19),

za­

Michałowska
Mickiewiczowa,
Zegadło.

amatorów-plastyków

dwa

nazwiska

ludzi,

do­

których

dojrzałość m a l a r s k a czy g r a f i c z n a k a ż e zapomnieć o t y m ,
że są t o t y l k o a m a t o r z y

( n p . P e r z — i l . 50, M y ś l i c k i

Ale

to

jedna

strona

fascynacji

profesjonalnych.

zagadnienia.

formułą

Pomijam

sztuki
t u już

Druga

„naiwnej"

—

to

artystów

programowo

„naiw­

n e " m a l a r s t w o M a r i i A n t o , wspomnę t y l k o o w y b i t n y c h
twórcach, t a k i c h j a k L e n i c a , H . T o m a s z e w s k i ,
ski,

Krawczyk,

czy

Szajdzińska-Krawczykowa,

z rzeźbiarzy —
Istniejąca w

penetrację
tłumaczy,

Hasior.

sztuce s y t u a c j a ułatwia więc

sztuki

profesjonalnej

dlaczego

właśnie

w

i

ze

źródeł

artystycznych

nawet

klimacie

podniet,

interesujące

bicje

artystyczne

daleko

się

zgłaszając

jednym
własne,

propozycje.
których

pozostawiają

II. 11. Koman
Bazyli
Albiczuk,

też

za

sobą

am­

skrom­

i

pragnie

Włodzimierz
u amatora

uzupełnić

pojęcia

amatora,

Hodys

budzą

swe

się

wykształ­

trzeba

będzie

powołać

-zawodowców",

taką w ą s k ą

staniemy

t r u d n e g o do rozwiązania. T w o r z ą c
do

„malarzy

życia

wobec

że

taki

model

nowe

amatora

Pytać

amatora,

kategorie

z pretensjami"

czy też n i e - a m a t o r a ?

kon­

problemu
„pół-

itd. Nie

dzo też w i d z ę , j a k w p r a k t y c e k w a l i f i k o w a ć

bar­

kogoś

o skryte

jako

ambicje?

Sądzę, że l e p i e j już pozostać p r z y s z e r o k i m pojęciu, t y m
b a r d z i e j ze j a k d a l e j będę usiłował w y k a z a ć , w
t a k i e j ^szerokiej

definicji

mieszczą

się

ramach

zjawiska

bardzo

różnorodne.
Trudno
i

też

dyskwalifikować

chęć

a m b i c j e , k t ó r e rodzą się p r z e w a ż n i e

czy

bardziej

celowość
itd.

—

to

n a jakiejś

podstawie.

Jeśli

oczywiste

jest,

że

pobudzamy

się

mniej

uznajemy
wystaw

tym

samym

amatora.

Model,
raczej

uzasadnionej

doskonalenia

opieki nad amatorami, organizowania

ambicje

jaki

zaprezentowałem

sytuacji

1947 r . Dziś
nastąpiły

jaka

wydaje

bowiem

— uległa

istniała
się

n a wstępie,

odpowiada

u n a s gdzieś

przestarzały.

W

od

1945 —

międzyczasie

takie fakty, jak:

zmianie

świadomość

estetyczna

b a n i a r ó ż n y c h g r u p społecznych ( m . i n . w

i

upodo­

świadomości

ogółu k o n w e n c j a r e a l i s t y c z n a przestała być j e d y n ą i d o ­
minującą),
— twórczość

o ludziach

rozbudzone

ambicje

gdy

O b a w i a m się j e d n a k , że p r z y j m u j ą c

wytworzonym

staje

Spotkać m n i e t u m o ż e z a r z u t , że m ó w i ę
szczególnie u t a l e n t o w a n y c h , w

wzajemną

amatorskiej. To

p r z e z sztukę współczesną, a m a t o r s t w o
niekiedy

Mianow­
Panasowie

miłośnika.

z chwilą

4

cepcję

—

i l . 3 1 , S c i b i o r — i l . 52).
sprawa

t w i e r d z i , że

c e n i e — s t a j e się czymś w r o d z a j u z a w o d o w c a , t y l e
złego.

—

Piprekowa

( i l . 51), H e n r y k

z wystaw

jedno-

inni

sposób

przekroczą

( i l . 35), S u r o w i a k

niemal

w

i

ogra­

malowania,

Płonkowa,

( i l . 16), D a s z e w s k a

można

naiwni
swego

realizowany

( i l . 53, 54), S t y k o w a

każdej

strzec

Tzw.

klimat

Przykłady

próg

14), R z ą b

Śliwiński
Na

poetyce,

malarsko.

( i l . 15), R a d k e

formuły.
odrębny

bezinteresownego

zawodowe

Są też i a m a t o r z y , k t ó r z y d o s z l i i dochodzą d o s z e r e ­
gów

ność
wręcz

dzielają
ki

amatorów

została

otoczona

opieką,

j e j p o p a r c i a r ó ż n e i n s t y t u c j e , zwłaszcza

u-

Związ­

Zawodowe,

Buczyński,
Chopin,
ol. karton,
44,5 X 58 cm. Opole,
1965. II. 12.
Ogród, ol. pł., 59,5 X 48 cm. Dąbrowica
Mała, pow. Biała Podl., 1965.

12

10

��— stworzono
lepiej

czy

sieć

gorzej

— istnieje

ognisk

masowy

•— t w ó r c z o ś ć

ruch

amatorska

pokazywana

w

telewizji,

•— m o d a

w

pewnych

czeństwa

na

Ociepka,

malunki

— klimat
chwytne
z

wystaw
omawiana

jest

i

naiwnych
stanowi

n a świadomość

strony

i

strony

podważył

przypływ

plastyków

prasę,

naszego

społe­

(świątki,

który

opartej

amatorów,

świadomości

z r e p r o d u k c j i , oglądania
wrażliwość

malarstwo,
telewizja,

ale

i

o

trudno u spowodował
dla

z

zrozu­

drugiej

amatorów
szerokiego

wystaw,

zaś

autorytet
korzystania

znacznie

więcej.

warunki

warunki
dawniej
konwencji

i

Już

uprawiania

bodźce,

amatorstwo

że

plastyczne

realistycznych,

gdzie

poprawni,

spo­

ambicje

wy­

(!!)

dziś c o r a z

s t a j e się w c o r a z

ważnym, a nawet

rzad­

większym

równanie siebie

własnej

nawet

twórcę.

jak
Jeśli

egzystowało

w

sprawdzalny

był

są

częściej b y w a

pracy,

zawodowcom.

pozostaje

a niekiedy

Amatorzy,

—

zajęciem

sukcesy,

budzą

z idealnego

Chyba

ambicje,

I nie o to chodzi
modelu

niewiele,

po­
chęć
czy

zaprezento­

choć p r a w d ą

że a m a t o r t o miłośnik. T y l e że z c o r a z w i ę k s z y m i

wyliczyć

j a k inne

więc

po­

nie

z i n n y m i — często w i o d ą c k u z b y t p o ­

ocenom

dorównania,

ale

być s y n o n i m e m a m a -

treścią życia. W y s t a w y ,

film,

można

konwencjonalni,

t o r s t w a . Twórczość z k o l e i coraz

ilustrowane,

amatorsko,

na

wzo­

pozycja

społeczeństwa

dyletanccy. D y l e t a n t y z m przestaje

Cóż

pokazują,

sztuki

są

w a n e g o n a wstępie?

jest,

ambic­

pretensjami.

to ludzie

z różnych

pod w p ł y w e m różnych p o t r z e b

środowisk,

tworzący

i bodźców. Z d o l n i i n i e ­

inne

z d o l n i , m a ł o i dużo w i e d z ą c y , w y k s z t a ł c e n i i

więc

Z

analfabeci.

a m b i c j a m i i bez.

cieniu

Cóż

war­

Myślę,

sztat, względnie jasne k r y t e r i a oceny, zauważalny i bez­

12

wiedzieć,

jami,

działające

i
ma

p r y m i t y w u jest

sza. F a c h o w e p r z y g o t o w a n i e

tylko

faktorów

te jednak

czystość

częściej

sztukę

nie

na

scenografia.

Oczywiście t a k i c h n o w y c h

swoją

zakłóce­

różnorodnych

Zmieniła

coraz

t o źle, czy d o b r z e . T a k j e s t .

kształtuje

pisma

przez

Dziewicza

wpływ.

który

uległy z m i a n i e ,

bodźców,

spot­

uczęszczania

estetyczną

fotografia,

plakat,

amatora,

chowywania

z p l a s t y k a m i , na odczyty i t d . ,

— nową

wywierających

chlebnym

a m a t o r m a możność

te relacje

się s u m a

s t o p n i u udziałem a m a t o r ó w . O w i e l u z n i c h można

amatorów,

uczonych,

— twórca

zwiększyła

rów,

Nikifor,

fakt,

zainteresowania

sztuki

w

niu,

przez

również

nowoczesnej,

tradycyjnej

s p o r n y d y s t a n s dzielący d o b r e rzemiosło o d d y l e t a n c t w a ,
to obecnie w s z y s t k i e

amatorów,

k r y t e r i a , a często p u s t e j i n u d n e j

jednej

dziś

plastycznych,

amatorów,

środowiskach

dzieci)

sztuki

miałej

kania

zespołów

łeczna

prymitywy

musiał w p ł y n ą ć

i

dokształcających

więc
że

świadomości

stanowi

przede

cechę

wszystkim

artystycznej,

wspólną
brak

zdolności

im

wszystkim?

samowiedzy,
samokontroli.

brak
Po

�drugie

—

nieprzekroczenie

progu

tej

człowiek m ó w i sobie — j e s t e m przede

decyzji,

kiedy

wszystkim

mala­

rzem i t y l k o to jest dla m n i e ważne.
Przekroczenie
i

dodajmy

—

tego

progu,

uzdolnień, j e s t

przy

braku

sprawą

świadomości

smutną,

k i e m s z c z e g ó l n y m i n a szczęście r z a d k i m .
progu

przy

pewnej

świadomości

przypad­

Przekroczenie

artystycznej

posiadanie jakiegoś zasobu w i e d z y ,

zakłada

obojętnie j a k

zdoby­

t e j — w o g n i s k u , p r z e z świadomą p r a c ę n a d sobą,
lizę

wybitnych

taki

n i e będzie miał o f i c j a l n e g o

leżenia
wym

dzieł

i t d . Wówczas,

do Związku

artystą.

Moment

Bez

Plastyków

nawet

gdy

patentu w
—

będzie

postaci n a ­
on

prawdzi­

przymiotników.

własnej

decyzji,

stwierdzenia,

że

się

t y l k o chce, a l e że się j e s t artystą, j e s t o c z y w i ś c i e
trudnym

do

analizy

z

zewnątrz.

bardzo

istotny. Świadczy

sztuce

we

z

własnym

przeświadczeniem
cechą

Ale

o funkcji,

życiu.
o

z chęcią p r z e k a z a n i a
Oczywiście

Wiąże

celowości

wydaje

zasób w i e d z y .

szeroką, p r z y g o t o w u j e
amatora

jest

nie

czymś
mi

się

jaką p r z e z n a c z a

się

się

też

działania

zazwyczaj
społecznego,

czegoś i n n y m l u d z i o m .
wyróżniającą

amatora-autodydakU;

od a b s o l w e n t a w y ż s z e j u c z e l n i p l a s t y c z n e j
niczony

ana­

twórca

Uczelnia

w

j e s t też

zasadzie daje

d o działań r ó ż n o r o d n y c h ,

wycinkowa,

ograniczona.

Czasem

ogra­
wiedzę
wiedza

wystar­

czająca d l a r e a l i z a c j i j e g o zamierzeń, a l e p r z e w a ż n i e r a ­
żąco mała,

gdy

podejmuje

nowe,

dotąd

n i e znane

mu

zadanie.
16

15'

ŚRODOWISKA
Zacznijmy

o d środowisk. P u n k t e m o d n i e s i e n i a

będzie

t u istniejący m o d e l k u l t u r y , w c i ą ż ż y w a jeszcze t r a d y c j a
l u b j e j r e l i k t y . A więc wieś — środowiska z a w o d o w e —
peryferie miejskie — miasto.
Wieś.

Twórczość

pewnego

rodzaju

amatorska

się t a m , g d z i e d a w n e ,
nieprzydatne,
niezdolne
W

tradycyjne

niezdolne

zaspokoić

a przynajmniej

na w s i rozwija

kontynuacja sztuki
wyrazić

młodego

przeszłości, w

formy

nowe

zmienionych

upodobań

jako

Pojawia

stają

treści

i średniego

okresie

się

ludowej.

się j u t

i

tematy,

środowiska,

pokolenia.

wszechwładnego

panowania

k a n o n u sztuki l u d o w e j , t r u d n o mówić o nurcie a m a t o r ­
s k i m . W y k r a c z a n i e poza g r a n i c e i zasady
nosiło
niem
W

charakter
rozwoju
okresie

ćwierćwiecze

i n d y w i d u a l n y , choć

kulturalnego i znanymi
przejściowym,

do którego

międzywojenne

(a w

sztuki ludowej,

ograniczony
sobie

zaliczyć

niektórych

i l a t a po I I w o j n i e ) , można obserwować

je

tematyki, powtarza

zgodnie

z

tradycją

istniejące

charakterystycz­

ludowego

schematy,

stylu.

przed n o w y m zadaniem, d a w n e sposoby
przydatne,

schemat

Zalipianki,

tak „ludowe"

zastępuje
w

należy

rejonach

n e z j a w i s k o . D o p ó k i t w ó r c a o b r a c a się w k r ę g u
sobie

stop­

wzorcami.

Ale

znanej

realizuje
gdy

staje

okazują się n i e ­

obserwacja,

wyobraźnia.

dekoracyjnym

malowaniu

s w y c h chałup, l u d o w e n a w e t w ó w c z a s g d y p o d w p ł y w e m

II.
13. Maria
Blumenfeld,
Portret
chorej,
ol.,
dykta,
23,5 X 15 cm. Tarnów,
1960. II. 14. Marta
Michałowska,
Portret
Matki.
II, olej płyta pilśń., 69 X 50,5 c m .
Lublin,
1965. II. 15. Bronisława
Piprekowa,
Głowa, pastel,
papier,
15 X 10,5 cm. Warszawa,
1955. II. 16. Zenon
Radke,
Dama
z pieskiem,
ol. pl., 60 X 50 cm. Gdańsk, 1965.

13

�i n s p i r a c j i z zewnątrz projektowały

c h u s t k i , spódnice czy

problemów

o b r u s y — z c h w i l ą g d y zaczynały m a l o w a ć n a k o n k u r s

drewnie:

sceny

zacji

z życia

swej

w s i , musiały

wyjść

poza

schemat

roślinnej o r n a m e n t y k i , r y s o w a ć i k o m p o n o w a ć bez o p a r ­
cia o znane sobie w z o r y

i szablony. I w t y c h

r a z i e s t o j ą c y m n a p o g r a n i c z u s z t u k i l u d o w e j i twórczości
amatorskiej
myślenia
do

(zachowały

właściwego

dekoracyjnego

one p e w n e

sztuce

cechy

artystycznego

ludowej, jak:

szczegółu, t e n d e n c j a

zamiłowanie

do

zabudowania

całej p o w i e r z c h n i o b r a z k a i u m o w n e t r a k t o w a n i e p r z e d ­
miotów).
To oparcie, w

pewnym

przynajmniej stopniu, o

tra­

d y c j ę l u d o w e g o m y ś l e n i a a r t y s t y c z n e g o s p r a w i a , że p r a ­
ce z k r ę g u w i e j s k i e g o

są często zbliżone d o s i e b i e

stycznie. Jest i c h j e d n a k
zamiera,

młode

coraz

pokolenie

mniej,

nie

tradycja

odczuwa

już

przedstawia

jej

się s y t u a c j a r z e ź b i a r z y .

świątkarzy

rzeźbi w

klimacie bliskim

ich

odczuwamy

tradycją
w

a

żyje

jako

już

tylko

ludowej

paru,

jako

ale

tradycji.

pograniczną

—

nurcie kontynuacji

ludowej

których

między

tradycji

wszyscy,

ludową
Wyraźnie

widzę

pomimo

wielu

Twórczość

indywidualnymi poszukiwaniami.

rzeźbiarskie, w

Auten­

5

ośrodki

różnic

i

dużej w i e d z y
też

co

i

i wprawy

naturalne

pomocy

prymi­

z mentalności

świątkarza

konieczności.

Realizacja

z

sięgnięcie

do

wzorów

—

do

ze

sztuką

ludową,

wiejskiej

rzeźbie

zasad

a n a t o m i i , bez

jest niemalże niemożliwa.

ograniczenie

atrakcyjność

Miasto.
jedna

indy­

wiążą

możliwości
wciąż

ludowej
które

zachowujących

rzeźby.

Stąd

dostrzegamy

Stąd

wykonawczych
swoją

powiązania

we

współczesnej

amatorskiej.

sierpeckie.

Bliski

respektujący

odróżnieniu
—

postaw,

się

ludności
się

W

kultura

od

tradycji

i

napływowy,

Znaczny

a awans

panowała

konglomerat

kulturowych.

z określonymi

Wzory

procent

społeczny

wyprzedza

której

stanowi

wzorów

t y m ściśle

a n i środowiskami.

wykształcenia

wsi, w

ludowa, miasto

one p r z y

kształtują.

kulturowe
ludności

czy

rozwój

Nie

grupami
dopiero

to

element

zdobycie

wyższego

świadomości

estetycz­

nej.
T w ó r c z o ś c i ą plastyczną amatorską
zawody,

i

nie tyle
woli,

rzeźby r e a l i s t y c z n e j b e z znajomości

rzeźbiarskie

łęczyckie

wynikał

świadomej

nie:

„zagłębia"

przy

w

reali­

narzędzi.

rzeźby

jego

w i d u a l n y c h , z a c h o w u j ą p e w i e n w s p ó l n y s t y l . T a k i e są —•
l u d o w e j t r a d y c j i jest n p . A d a m Zegadło —

możliwość

Uproszczenia f o r m y , pewien nawet schematyzm l u d o ­
wej

różnych

Inaczej

z rzeźbieniem

ograniczona

styli­

ludowa

swoją.
tycznych

materiału,

s w o i c h zamierzeń, zwłaszcza

tywnych

obrazkach

można j u ż m ó w i ć o m a l a r s t w i e a m a t o r s k i m , a w k a ż d y m

t e c h n i c z n y c h , związanych

opór

młodzież,

ciągu

technicy,

emeryci.

zajmują

nauczyciele,

Obserwując

się

urzędnicy,

wystawy

o s t a t n i c h d w u d z i e s t u l a t dostrzec

głów­
wolne

amatorów
można

w

przesu­

w s w y c h rzeźbach s y m e t r i ę , u m o w n o ś ć , h i e r a t y z a c j ę p o ­

nięcia w g u s t a c h uczestników. Z m n i e j s z a się l i c z b a p r a c

s t a c i — j a k b y zastygłych w

złych, b l i s k i c h

syn

jego

być

nazwany

swej

świadomej

możliwą

Henryk, mimo
decyzji.

alternatywą

—

jak u

wyborem

przypadkowe.

rzeźby

Wciąż

do świątków,

ludowym

Forma

i odpowiadającej

Podobieństwa

И

nawiązań

rzeźbiarzem

a przemyślanym
cjonalnie

d o k o n a n y m geście, a l e już
jedynie

nie jest

może

z

racji

u niego

wiejskiego

jedną

świątkarza,

konwencji, bliskiej m u

emo­

estetycznie.

ludowej

bowiem

i

amatorskiej

niektórych

istnieje t u podobny

krąg

ilość

obrazów

wystawach

(Łódź,

Warszawa)

jest

ich

oó

1/3 d o 1/2 w s z y s t k i c h p r a c .
Powolne,
ziomu
wystaw

n i e są

k i c z o w i , n a t o m i a s t rośnie

w y w o d z ą c y c h się z i n s p i r a c j i p o s t i m p r e s j o n i s t y c z n e j . N a

ale przecież

artystycznego
(oczywiście

reprodukcjom

widoczne

amatorów
opóźnioną),

podnoszenie

wiąże
z

się

z

opatrzeniem

się p o ­
recepcją
dzięki

artystycznym itd. Ulubionymi malarzami

a m a t o r ó w są V a n Gogh, impresjoniści, Matisse, Chagall.

�Pomijam
pierowych

t u zorganizowaną produkcję m a k a t e k

i pa­

„ d y w a n ó w " z j e l e n i a m i czy łabędziami,

gdyż

n a l e ż y t o już d o szczególnego p r o c e d e r u ,
sztukę l u d o w ą , a częściej

sztukę

kontynuującego

„dla l u d u " ,

zazwyczaj

wyzutą z w s z e l k i c h a m b i c j i . Prace tego r o d z a j u
ją się n a w y s t a w a c h
rodziny Majów
na

z Nowego Targu, pokazane

problemowej

Dehmela
nak

wystawie

wystawione

tego r o d z a j u

goriach
Z

amatorów, przykładem

w

kolei kilka

produckję
uwag

Czy

miały

Wiemy

właściwie

obrazy

Krakowie

amatorskiej

seryjną

to po

czy

omawiać

prostu

o górnikach,

w

kate­

swoją

zawodo­
specyfikę?

a i t o n i e w i e l e °.

Ale z d r o b n y c h w z m i a n e k w d a w n y c h czasopismach
z

literatury

zawodowych:

obcej

znamy

przykłady

m a r y n a r z y , rybaków, górników,

dzenie z zawodu
nie

w

swoją

stanie

górniczym,

tradycję

I

trwałych.
przecho­

nie przypadkiem

który

i odrębność, w i d a ć

grup

leśniczych

ciągłe f l u k t u a c j e ,

do zawodu.

oraz

twórczości

i t d . A w i ę c środowisk w z g l ę d n i e z a m k n i ę t y c h ,
Dziś n a t o m i a s t o b s e r w u j e m y

właś­

najmocniej

podkreśla

najsilniej

zarysowu­

j ą c e się c e c h y

w s p ó l n e . Sądzę j e d n a k , że n i e t y l k o

dycja wchodzi

t u w grę, a l e p r z e d e w s z y s t k i m

charakter

pracy

i

a także s t w o r z o n y

związana

z

R.
jed­

rzemiosło.

o środowiskach

one k i e d y k o l w i e k
tylko

w

B y t o m i u (1959 г.). T r u d n o

a m a t o r s k i c h . Jest

wych.

sztuki

pojawia­
—

n i m potrzeba

tra­

odrębny
rekreacji,

przez nasze państwo system

organi­

zacji odpoczynku i o p i e k i n a d a m a t o r a m i , istnienie pręż18

Dotyczy
i

to

oczywiście

głównie

pokolenia

średniego

młodszego.
W ś r ó d s t a r s z y c h , a zwłaszcza w ś r ó d

stwa,

bywalców

robotniczego

dawnej

—

„Zachęty",

wciąż

żywe

ckliwo-sentymentalnego,
wicza

czy

Styki.

w

są

drobnomieszczeńczęści

środowiska

tradycje

malarstwa

manierze

Dominują

w

Żmurki,

tematyce

Stacho­

kwiaty,

są też p e j z a ż e i n s p i r o w a n e n i e t y l e naturą co

częste

obrazami

Fałata.
Nie

mówię

t u oczywiście

o

seryjnych

k i c z ó w w r o d z a j u obnażonych A r a b e k
lowań

na w i l k i ,

malowanych

produkcjach

z wielbłądem, p o ­

kopii

pocztówek

i

oleo­

d r u k ó w . T o j e s t już p r z e m y s ł . G o r s z y — n a b a z a r z e , n i e ­
w i e l e lepszy w sklepach k o m i s o w y c h i t p .
Malarstwo
bliczności,

takie

znajduje

zwłaszcza

gdy

uznanie

temat

wśród

potrafi

części p u ­

wzruszyć

s m u t e k , z a d u m a ) . P o d o b a się sąsiadom, z n a j o m y m ,
szacunek
W

otoczenia

pokoleniu

spotyka

się

dla

malującego.

średnim,

obrazy

zwłaszcza

inspirowane

w m a l a r s t w i e , czasem r o z u m i a n e g o
chwyt

fakturowy,

o sporej

coraz

wśród

koloryzmu

powierzchownie

częściej

jednak

jako

świadczące

już k u l t u r z e m a l a r s k i e j i o p a t r z e n i u ( n p . p r a c e

M. Kurdziela

ze S z c z e c i n a czy

z Koźla).

Abstrakcja,
zwłaszcza
prac,

inteligencji,

nurtem

ks. M . M a l a r z a z Puław, St. Jakockiego

uwagę

(np.
budzi

nowe poszukiwania

inteligencję

na fakt
nieraz

coraz

częstszego

świadomie

duże „ o b y c i e "

—

techniczną.

frapują

Tu

młodzież,

warto

pojawiania

malowanych,

zwrócić

się

takich

zdradzających

18

artystyczne.

R z a d z i e j s p o t y k a się stylizację opartą o sztukę l u d o ­
wą: m a k a t k i , w y c i n a n k i , malowane
są t o p r a c e
w

ludzi

starszych,

i c h pamięci t r a d y c j ą

talerze.

inspirowane

Przeważnie

żywą

sztuki dekoracyjnej.

jeszcze

Wycinanki

w y k o n u j ą z a z w y c z a j d a w n e n a u c z y c i e l k i a l b o też l u d z i e ,
k t ó r z y t e g o r o d z a j u p r a c e n a u c z y l i się robić n a l e k c j a c h
r y s u n k ó w i robót r ę c z n y c h w szkołach ( o c z y w i ś c i e
w o j n ą ) , a t e r a z j e n a starość kontynuują.

przed

II. 17. A. Wiśniewski,
Ofiary
alkoholu,
olej, 99 X 200 c m .
Toruń,
1963. II. 18. Paweł
Michiejewski,
Próżność,
ol.,
42 X 31 cm. Szczecin.
II. 19. Bronisław
Surowiak^
Zycie,
tusz, karton,
79 X 50 cm. Warszawa,
1965,

15

�11. 20. Edward
Kołacz, Dziadek,
drewno,
wys.
64 cm. Szczecin.
11. 21. Zbigniew
Jóźwiak,
Dziewięciu
przysięgłych,
płaskorzeźba,
18,5 X
X 13 cm. Lublin.
II. 22. Tadeusz
Niewia­
domski,
Rzeźba z cyklu
„Męczeństwo
Polski",
drewno.
Bielsk
Podlaski,
1963/4. II. 23. Wa­
cław Maj, Głód, ol. płótno,
wiórki,
trawa,
50 X 100 cm.
Kocmyrzów,
pow.
Kraków,
ok. 1962.

nych

klubów

plastycznych,

zespołów,

częste

wystawy

Dominuje
(w

pewnym

tyka

t u m a l a r s t w o . Pejzaż,
okresie

pracy). K o l o r

ta

potrzeba

z

naturalnej

pod wpływem
zamiłowanie

reakcji
w

na

świecie

Charakterystyczna
stosowana
wiązania
tej

t u jako

rodzaj
jest

Cepelia

też i i s t n i e n i e w R y d u ł t o w y c h

ków
kilka
odkąd

nawet

odeszła

się

i

barwy.

rzeźba

w

węglu

z

racji

na­

s y m b o l u . Zachętą

i muzea

(E. B ą k ) , j a k

specjalnej

szkoły. Ś r o d o ­

a r t y s t y c z n y c h , są

sztuką,

instruk­

zwłaszcza

ama­

technikami

graficznymi.
Prymityw
raczej

16

śladu

po

Śląsk

ma

coprawda

przejściową

modę

na

(Bąk, Z i ó ł k o w s k i ) , a l e m i n ę ł a

ambicje

poważne,

praca

z

tematykę

ona

szybko.

amatorami

w i ę c w k i e r u n k u d a n i a i m m o ż l i w i e dużej s u m y
mości, zbliżenia k u osiągnięciom
W
jako

innych
cechę

środowiskach

znamienną,

twórczością

k w i a t jest w

nich widoczny

obserwuje

zależność

Taft

skrupulatnie

np.

z

między

samotną

modzie.

Bazyli

ogrody,

każdy

i można mieć zaufanie,

umiejętnościami

postacią

powstają

i i z o l o w a n ą . Zarzucają

w

metalu.

I

nie

zawsze

m u , że

zajmuje

a r t y s t y c z n e j , a l e p o p r o s t u a b y dać

że

malarz.

zawodowymi

jest

Ociepko

się,

pracą

ogrodnik

piękne

j e s t o n w ł a ś n i e t a k i , j a k go p r z e d s t a w i a
Zgodnie

idzie

wiado­

profesjonalnym.

zawodach

pewną

artystyczną.

maluje

i

kształtuje

się twórczość ślusarzy, b l a c h a r z y , t o k a r z y , k t ó r y c h
t u nie w

ale
tych

fantastyczną

światła

j e s t w i ę c n a Śląsku duże s k u p i s k o

zajmujących

Sosnowcu,

i

(i i n n y c h ) o b r a z a c h n i e zostało. F a m a sukcesów O c i e p k i

a

torów

w

Żywirska

Kiedyś

spowodowała

Albiczuk

torzy, sale —

Górnicze

dr

obraz­

(!!!)

godziny

p o d o b n i e zresztą j a k i h u t n i c y .

zajęć

Muzeum

stamtąd

Górnośląskie

wynika

w i s k o g ó r n i c z e o t o c z o n e j e s t szczególną opieką ze s t r o n y
możliwość

nie m a Muzeum

i c h miało

Związków Zawodowych,
Stworzono

uczestniczy

długie

pamiątkarstwa,
surowca —

tema­

dziwactwami, bajkami, fantazjami. Nie

pracach k l u b u przy k o p a l n i „Wieczorek", jego

pleneru

na

jest

—

Prawodopodobnie

do

kopalnię,

d l a Śląska

fantastyka,

inspiracji

pozbawionym

do m i e j s c o w e g o
produkcji

czasem

żywy, i n t e n s y w n y .

koloru,

przebywania

dla

się
w

itd.'

tylko

z

prace

potrzeby

świadectwo swoich

�umiejętności, pokazać — n a w e t s a m e m u s o b i e —
ność o k a i dłoni. I n i e w a ż n e j e s t w t e d y
ponują

scenę

Matejki —
swego
nie

figuralną,

czy

kopiują

w

mistrzostwa,

Oczywiście

znalezienia
w

stolarze

ujścia

pełni p o d c z a s
i

ci

dla

problemami

sztuki

wistycznym

oraz

którzy

sposób

surowca i techniki sprzyja

podjęciu

pracy

twórczej

w

pracy.

mają

do

drew­

w naturalny

obranej

dziedzinie.

I n t e r e s u j ą c y m z a g a d n i e n i e m j e s t twórczość p l a s t y c z n a
w

środowiskach i n t e l i g e n c j i , wśród reprezentantów t z w .

wolnych
a więc

zawodów.

Obserwuje

i u n a s , duży

wzrost

się

na

całym

zainteresowań

n y c h , zwłaszcza w ś r ó d i n t e l i g e n c j i t e c h n i c z n e j
M a l u j e , rzeźbi, k o l e k c j o n u j e ze z n a w s t w e m

świecie,

techników.

Odbywa

się

jakby

r e g u l a c j i społeczno-kulturowej. W z r o s t o w i
nia

humanistów

liczniejsze

naukami

ścisłymi

przykłady z a j m o w a n i a

środowisku

abstrakcyjnej,

właśnie

zainteresowanie

nurtem

konstrukty-

informelem.

artystyczną n a j s i l n i e j p r z e j a w i a

twórczością

się w ś r ó d l e k a r z y .

Nie­

k i e d y p r o w a d z i n a w e t do z e r w a n i a z medycyną i całko­
witego
czy

przestawienia

literaturę.

Choromański,
Lekarze
stawy

swoich

zainteresowań

Przykładem

Pomianowski,

rzeźbią, malują,

chociażby

na

sztukę

Boy-Żeleński,

Lutowski.
mają

też s w o j e

liczne

wy­

z a r ó w n o u n a s , j a k i za granicą, co d o w o d z i ,

problem

jest

natury

ogólnej, n i e t y l k o związany

że

z sy­

tuacją w n a s z y m k r a j u . N i g d y n a t o m i a s t n i e s p o t y k a się

i lekarzy.

wystaw

współczesn-j
proces

samo-

zainteresowa­

towarzyszą

się p l a s t y k ą

tym

artystycz­

i d a w n ą sztukę w i e l u a t o m i s t ó w , f i z y k ó w , c h e m i k ó w , i n ­
żynierów,

W

c h y b a świadomość i

Wśród w o l n y c h zawodów zainteresowanie

możliwości,

c z y n i e n i a z d r e w n e m , chętniej rzeźbią w ł a ś n i e w
n i e . Znajomość

techników.

i s t n i e j e największa

obraz

normalnej

wszyscy,

inżynierów,

ujawnienia

blasze

twórczość w y n i k a t u z p o t r z e b y

wykorzystanych

spraw­

czy s a m i k o m ­

coraz

uczonych.

plastycznych

torów. C z y m

to

sędziów,

adwokatów

Medycynę zawsze t r a k t o w a n o j a k o zawód
wymagający
Medycyna

nie

i

prokura­

wytłumaczyć?
tylko

graniczyła

wiedzy,
z

ale

astrologią,

d a w n a wśród p l e m i o n A f r y k i ,

i
a

szczególny,

wtajemniczenia.
jeszcze

do

nie­

A u s t r a l i i czy N . Z e l a n d i i

f u n k c j e l e k a r z a pełnił c z a r o w n i k , n a S y b e r i i szaman i t d .

17

�24

II. 24. St. Popek,
Komora
gazowa,
z cyklu:
„Majdanek",
21,5 X 15 cm. Łańcut, pow. Rzeszów, 1964. II. 26. A. Bigajski,
Chirurg,
lechn.
mieszana,
47 X 33 cm. Łódź, 1965.
25

18

linoryt.
Głowa,
26

Lublin.
II. 25. Andrzej
Bigajski,
tusz, 41 X 29,5 ст., 1964. II. 27. Ignacy

Drzewa,
tusz.
Romanowski,

�0

powołaniu mówiło

kapłańskiego
świadczył

i

o

się t y l k o w

właśnie

szczególnym

1 j e g o dolą. N i c w i ę c
społecznikami,
wodzie

do

pionierami

lekarza

Wybór

zainteresowaniu

dziwnego,

I

zawodu

człowiekiem

że l e k a r z e

postępu.

najwyraźniej

byli

często

właśnie

uwidacznia

w

się

za­

dyspro­

p o r c j a p o m i ę d z y humanistyczną aureolą z a w o d u a p r a k ­
tyką, która c o r a z

częściej s p r o w a d z a

wąsko-specjalistycznej,
Warsztat

się d o działalności

lekarza

nie daje

pola

dla zain­

malowanie

wość

zaspokojenia

tego

w

ogromnej

nieraz

nego, z a h a m o w a n i a
reakcji
tu

rolę

Dla

nie tyle

świetnego

specjalisty
figurek
kiem,

Twórczość

nawet

od operacji

lekarza

od

młodych

zabaw

i

napięcia,

w

myśleć,

czasie

że

od

których

uciech

świat

więc

rekompensaty.

odpoczyn­

po godzinach

jego

korze

pełnych

m u nawet

palców

uczuć, k t ó r e t r z e b a

hamować

po­

zależy

życie

dziecka. Rzeźba jest t u j a k b y p o w r o t e m w świat
w

rówieśników.

swój

0 artystycznej

azylu,

Bywają

t a l e n t , myślą

karierze.

ucieczki

od

też

stanowi
otoczenia,

tacy,

Część

zrażona

niepowodzeniem

z dalszego u p r a w i a n i a p l a s t y k i , i n n i

rezygnują

ze

swych

którzy

o studiach plastycznych,

zamiłowań,

nawet

jednak
wówczas

uczelnię.

p a d k u p o m o s t e m m i ę d z y n i m i a publicznością, naturalną

uczuciowych,

Kossakowskiego,

nie wolno

sprawności

rodzaj

od

dzieci, rzeźbienie w

odprężenia

lat

prze­

fotografii

psychicz­

wymaga

i polichromowanie i c h jest nie t y l k o
ale i potrzebą

uczestnictwa

D l a w s z y s t k i c h r u c h a m a t o r s k i s t a j e się w t a k i m w y ­

a r t y s t y c z n a pełni
co

jako

U innych

teatru,

g d y n i e u d a j e i m się dostać n a w y ż s z ą

dr Jana

serca

d l a poezji,

Dodać

odpoczynku,

chirurga prof,

zainteresowań

zainteresowań.

k o n c e n t r a c j i , napięcia

hobby

formę

nie

n a t u r a l n y c h odruchów

estetycznych.

stanowi

możli­

pracy

m o ż n a jeszcze, że c h a r a k t e r p r a c y
niego

rzeźbienie

pełną

swojej

rodzaju

plastyczne

czy f i l m u . Są też l u d z i e , d l a k t ó r y c h t w ó r c z o ś ć

teresowań h u m a n i s t y c z n y c h , podczas g d y p r a w n i k , socjo­
mają

czy

jawianych

log

psycholog

swoje

w życiu k u l t u r a l n y m , n i e r z a d k o o b o k j e d n o c z e ś n i e

rezygnuje

czy

traktują

s p r a w d z i a n umiejętności, celności o b s e r w a c j i .

wierząc w

technicystycznej.

zawodowy

Niektórzy

o d n i e s i e n i u do s t a n u

lekarzy.

ludzki,

bezwzględnie

—

bazą,

z

której

zajęciach w

korzystają,

uczestnicząc

w

wystawach,

o g n i s k a c h czy s p o t k a n i a c h k l u b o w y c h .

W s z k o l e , w o j s k u , m i e j s c u p r a c y są p r z e w a ż n i e z n a n i
1 c e n i e n i , i m też p o w i e r z a się troskę o plastyczną

oprawę

akademii,

gazetki

zabaw,

ścienne. Są
Czy
Trudno

uroczystości.

użyteczni,

wszystkich
do

studiów

zaliczyć
osoby

stricto

amatorami,

do

amatorów?

przygotowujące

plastycznych,

c a ł k o w i t e p o ś w i ę c e n i e się z a w o d o w i
sensu

sale,

szanowani.

i c h można

u w a ż a ć za a m a t o r ó w

świadomie

Dekorują

nastawione

się
na

p l a s t y k a . N i e będąc

uczestniczą

oni

w

pracach

a m a t o r ó w , starając się w r a m a c h p r a c o g n i s k czy z e s p o ­

aby być d o b r y m c h i r u r g i e m .

ł ó w z d o b y ć m a k s i m u m w i a d o m o ś c i i umiejętności, k t ó r e
dałyby

MOTYWY TWÓRCZOŚCI
Trudność
nymi

na

mówienia

t y m , że

treści. A m a t o r

w

amatorowi

wyuczeni, szkoleni w
pewną

o a m a t o r a c h polega
pojęciu

między i n ­

t y m mieszczą

n i e jest

się

bowiem

różne

równy.

daną

i m wiedzą

i są p r y m i t y w n i ,

odkrywający

d l a siebie

rzeczy

samodzielnie

najprostsze

—

jak

których

znajomości

sztuki

p u s t y m dźwiękiem

Tycjana,

Rubensa

czy

—

jest

nawet

w y m i e n i e n i t u młodzi l u d z i e

to p o t e n c j a l n i

niż i n n i zrozumieć p r o b l e m a t y k ę dzieła. A l e

rozbudzone
27

miesza,

a b y t r z y m a ł y się k a r t o n u . . . L u d z i e o d u ż y m bagażu
świetnej

się

Wszyscy

świadomi o d b i o r c y s z t u k i , miłośnicy c z y n n i , z d o l n i l e p i e j

się w w o d z i e czy ślinie,

j a k się r o z r a b i a f a r b y w p r o s z k u , z c z y m się j e
dzy,

Są

o g n i s k a c h , n a k u r s a c h , operujący

m a l u j e , czy a k w a r e l ę r o z p u s z c z a

i m w i ę k s z e szanse d o s t a n i a się n a s t u d i a a r t y ­

styczne.

i

nazwisko

Matejki

wie­

prymitywi

dla

Rembrandta,

(bo

znam

i ta­

kich).
Cóż może

łączyć

człowieka, który

m a za sobą

parę

l a t s t u d i ó w n a a r c h i t e k t u r z e czy n a w e t u k o ń c z y ł historię
s z t u k i i r y s u j e l u b m a l u j e — z szewcem żyjącym w m a ­
łym m i a s t e c z k u , d l a którego

cały

świat w i e d z y

kończy

się n a s z k o l n y c h p o d r ę c z n i k a c h . A m a t o r e m j e s t

zarówno

prof.

jak

Szuman,

psycholog

i

znawca

sztuki,

i w i e j s k i p a s t u c h . J a k w i d a ć , rozpiętość o g r o m n a .
dycje

nieporównywalne,

Występują
ten

fakt

że

i c h ogromną

czynią

to

własnych niepokojów
się

uwolnić,

spędzić
swego
to

życia,

się l i c z y ć

w

często

są

różne

zaspokaja.

Tak

występuje

jako

ze

Inni

gdyż

tworzą

i rzeźbią, a b y

chcą

po

prostu

dopiero

w

twórczości

sprawy

ważne,

z

wobec
i

funkcje

potrzeby,

które

sprzyjających

strony

otoczenia,

zainteresowania

jest

w

uprawianie

rysowanie,

n a t u r a l n e wśród

latach

są

należy

Powodów

twórczości

warunkach

i w

sens
I

amatorów.

malują?

np. malowanie,

którymi

Przy

kontynuowane

godziwie

przegranego.

rzeźbią

się

wizerunki

inaczej

zjawisko

i sam
im

t a k czy

bowiem

człowieka,

chęcie

Jedni

postępowaniu
ludzie

różne

młodzieży.

dobrze.

widzą

ogromne,

Dlaczego
wiele,

inni

radością,

czy o b s e s j i , m a l u j ą

uspokoić.

czas,

różnice

tworzą.

też i i n n e różnice. J e d n i naśladują

napawa

wydaje,

t a k j a k i pracę, k t ó r e

też
Kon­

życiu
sztuki

rzeźbienie

dużej
i

części

przy
te

za­

bywają

dojrzałych.

19

�ambicje, skoro nie znajdą potwierdzenia, stają się nieraz

t i e farbą, k t ó r ą syn u s t a w i a j e j w słoiczkach, w

źródłem

l o n y m porządku).

od

goryczy,

środowiska,

ambicje

niezadowolenia,
do

megalomanii.

t a k i e n i e są d o s t a t e c z n i e

wychowawczy

prowadzą

do

Dodajmy,

izolacji

że

uzasadnione.

p o l e g a w i ę c n a t y m , a b y umieć

Wyjątkową

często
Problem

odpowied­

ludzi

w p r o s t rolę o d g r y w a

starych,

pustkę, s t a j e

emerytów.
się

n i o r o z ł a d o w y w a ć p r z e r o s t y a m b i c j i i n i e czynić z r a d o s ­

istnienia. Zdarza

n y c h adeptów s z t u k i l u d z i zgorzkniałych i zdziwaczałych.

nia

Podsycanie w

do p r o ­

zajęć

itd. —

ujemnie

Enri

zaczęła

cesów

nich

ambicji i nadziei

destruktywnych w

na p r a c y , k o n t a k t a c h z
Są l u d z i e
amatorskie
życia,

psychice,

prowadzi
odbija

się

d o j r z a l i , a k t y w n i e pracujący,
uprawianie

przydaniem

sztuki

mu

jest

nowych

dla

których

wzbogaceniem

barw.

Jak

to

ich
więc

l e k a r z y , inżynierów,

chemik

Maluje

wybitny

i fizyk, liryczne obrazki rysuje subtelny

pisarz obok
i

naukowców.

ptaków

potrzeby,

swych

prac

poeta,

l i t e r a c k i c h rzeźbi f i g u r k i

( i l . 45, 46). C z y n i ą
z konieczności

to d l a siebie,

rozszerzenia

z

ludzi

własnej

doznań,

wzboga­

Bywają
niejszą,

sytuacje,

może

w

nawet

których
ostatnią

twórczość
nicią,

jest

najważ­

wiążącą

światem. I nie myślę t u n a w e t o p r z y p a d k a c h

ludzi

patologicz­

n y c h j a k M o n s i e l , a l e o l u d z i a c h zupełnie z d r o w y c h
chicznie, których

życie

ułożyło

się w

ze

sposób

psy­

tak nie­

sesją,
wania
w

równowagi

rzeźbie,

środowiskiem,
gdy

odczuwa

swe

w

konflikt

niedopasowanie

c z y n n i k i zewnętrzne wyrzucają

do

ze

życia,

go p o z a b u r t ę

nor­

m a l n e j egzystencji.

Przykładem jest t u twórczość b l i s k o

80-letniego

Borowczyka.

we,
na

Eliasza

dziecięco u r o c z e
wpół

Józefa
maluje

o b r a z k i lewą

sparaliżowany,

porozumienia

się

Nowak,

głosem

która

niewielkie

Maluje on swe
ręką, leżąc w

pozbawiony

nawet

z otoczeniem.

mimo

obrazki

wrażli­

utraty

Inny

wzroku

( i l . 9), posługując

łóżku

możliwości
przykład:
z

nie

dają

takiej

konfliktu
wania

równowagi

rodzinnego,

(relikt wojny

uwalnia
wizuje

umysł

od

Bywa,

że

k i e m sprawdzając k o n t u r , z a m a l o w u j e

11. 28. Kazimierz

20

poszczególne p a r ­

Łański,

Deszcz,

manią, o b ­

dla nich

dziecka,

przeważ­
tle

obawy

wizji,

to j e d y n y

Pobudki

wentyl

psychicznej

twórcze

bywają

szoku,
areszto­

plastyczna

niejako

nad nimi

rzadziej
lękowym,

i okupacji). Wypowiedź
sprawować

jest

stanom

nie

zacho­

malarstwie,

na

śmierci

na zachowanie

Sumuję.

W

dręczących

je, pozwala

obiekty­

władzę,

pano­

bezpieczeństwa,
równowagi.
różne.

Zabawa,

chęć p o p i s u , s a t y s f a k c j a j a k ą d a j e s a m a czynność k s z t a ł ­
towania, lepienia, modelowania, rysowania. Potrzeba
powiedzenia
sensu

treści, k t ó r e nurtują

istnienia

ustosunkować

poprzez

własną

się d o t w ó r c z o ś c i

wy­

człowieka,

znalezienia

twórczość.

Jak

więc

amatorów?

KRYTERIA OCENY

przy
doty­

jest

bywa

Wiem

następnie,

renci­

niezrozumia­

twórczości

J a k i m i k r y t e r i a m i mierzyć

scenę,

ludzi

psychicznej

rozmiękłego

reliefową

Łucja

Pluskowska

ogarniętych

swoim

t y m dość szczególną techniką ( n a j p i e r w f o r m u j e z p a p k i
papieru

Kamiński

społecznie.

psychicznej.

Początkiem

zakłócenie

uporem
się

pracy,

Długosz,

Felicja

Twórczość

ujście

pozwalający

wchodzi

sensem

upodoba­

na skutek

Alfred

twórczość

oni

Dzieje

człowiek

i

t y l k o ucieczką, b y w a i czymś w i ę c e j — ś r o d k i e m

wać.

tak, gdy

nawet

amatorów-emerytów,

ważne

lękowymi.

życiu

powstałą

późnych l a t a c h . H e l

Michałowska,

patologii —

stanami

szczęśliwy, że d o p i e r o w t w ó r c z o ś c i odnajdują j e g o sens.
się

Marta

granica

im

84 l a t a , J u l i a n

n y c h , skłóconych z o t o c z e n i e m ,

obsesjom.

c e n i a s w e g o świata.

później

mając

w i e l u i n n y c h . Twórczość
I

nieraz

70 l a t , p o d o b n i e

stów, t o z a g a d n i e n i e

u p r z e d n i o w s p o m i n a l i ś m y , m a l u j e i rzeźbi w i e l u w y b i t ­
nych

malować

Mickiewicz,
i

treścią,

ona

się, że istniejące w młodości

dochodzą d o głosu w

ponad

twórczość w

Wypełnia

i uzdolnienia, zarzucone

mając

otoczeniem.

nową

okreś­

jedno

—

być i s t o t n e , ale t y l k o w t e d y ,

drzeworyt,

twórczość

nie estetycznymi.

13 X 37,5 c m . Zamość,

Te

gdy chodzi

1965.

amatorów?
bowiem

mogą

o cele

upow-

�II.

szechnieniowe.
torskiej
dla

leży

A l e znaczenie
przede

samego

społeczeństwo

Twórczość

amatorska,

czy

użyteczna

mniejszy

dla

samego

jaką

amatorska

sztuki,

pełni

nie

a n i też

kultury

jest

niezależnie

walor

nie

o nowe
od

a u t o r a , dawać

ma

wartości.

tury. I

t y l k o to jest naprawdę

M i a r ą w a r t o ś c i b ę d z i e w i ę c n i e dzieło, a p r z y n a j m n i e j
n i e t y l k o dzieło, a l e r o l a j a k ą
Na

ile pomaga

m u żyć.

Co

zbliża

czy

oddala

wielkich

osiągnięć

go

Amatora

należy

wojowych,

mu

kul­

talent,

K i e d y ś n a j e d n e j z t a k i c h w y s t a w przeszedłem obojęt­
pamiętam

d z i e w c z y n k a w krótkiej, płóciennej sukieneczce

—

mała

zasłaniała

i

ciekawe

opie­

k u n k a amatorów. N i e wiedziałem i n i e bardzo sobie

zda­

w

nieuczona
i

jego

możliwości

a n i e obcą.

ileż

i trzeba widzieć

sztuce

amatorów.
się

Właśnie

wiedzą.
zbyt

cennego

Już

zaczynem

dlatego

Cezanne,

znane,

dały

roz­

Trzeba
kultury,

życia.

stawała

rozwiązań.

też t o co
nieraz

nowych

że

cenne

twórczość
kierunków

n i e była

skrępowana

Gauguin, V a n Gogh

żeby

je

omawiać.

A

teatrowi powojennemu

u

—

to

nas

zespoły

—
stu­

denckie. B I M - B O M , STS, С О - T O , T e a t r na Tarczyńskiej,
Gdańska

Galeria itd.

Zdarzają

w s t r a c h u oczy dłońmi. P r a c a n i e b y ł a c i e k a w a . „ C z y w i e
P a n , k i m j e s t a u t o r ? " — zapytała m n i e m i e j s c o w a

szkołę

Oczywiście, można

satysfakcję,

ważne. C i e k a w y

—

skali

w i ę c w i d z i e ć r u c h a m a t o r s k i j a k o w i e l k ą szkołę

przykłady

którym

w

go j e g o m i a r ą ,

czy

kultury.

czasem j a k o

regułami,

na

oceniać

mierzyć

życiu

daje,

ma

m a l a r s t w o — t o r o d z y n k i , t o w a r t o ś ć , żeby

obrazka,

od

mu

być

n o robić w y s t a w y , w s p i e r a ć r u c h a m a t o r s k i .
koło

pełni twórczość w

człowieka.

t a k r z e c — d o d a t k o w a . A l e n i e p o t o się p r z e c i e ż p o w i n ­

nie

cm.

czy

u ł a t w i a ć p r z y s t o s o w a n i e d o życia, zbliżać d o s z t u k i ,
rewelacyjne

12 X 28

tusz,

winna

tego

artystyczny,

Pejzaż,

ama­

ona

założeniu a n i p o m o s t e m

do

wzbogacać s k a r b c a n a r o d o w e j
większy

roli,

Twórczość

bowiem w swym podstawowym
zbliżającym

Kamiński,

społeczne twórczości

wszystkim w

twórcy.

29. Julian

się w p l a s t y c e a m a t o r s k i e j dzieła i n t e r e s u ­

jące, a n a w e t w r ę c z

doskonałe. Z d o l n e

wać a n a w e t wzruszyć. I rzecz w

nas

zafascyno­

t y m , że s z t u k a

ama­

w a ł e m sprawę dlaczego m a m o t y m wiedzieć. N a w y s t a ­

t o r s k a czy „ n a i w n a " — z d o l n e są dać n a m t e p r z e ż y c i a ,

w i e interesował m n i e obraz, a n i e p e r y p e t i e a u t o r a . A l e

których

pojechałem

współczesnego m a l a r s t w a .

do w s i , gdzie mieszkał. M i a ł

wtedy

jakieś

co t a k i e coś żyje... M i a ł t y l e siły w rękach, co

dziecko.

zaspokoi

obejrzenie

kolejnej

ciach

i pięknościach,

odbiega

od wyrażania

spokajania

w a ł . W i e l k i e p s y , szczerzące zęby, o g r o m n y c h l u d z i , b e z ­

człowieka.

bronne,

potrzeb,
A

które

sztuka

są

naturalnymi

amatorów

czy

nie­

wraca

l u d z i o m t e wartości, z których

nalna

n a długo

C z y m a sens k r y t y k o w a n i e m a l a r s t w a n p . Józefy

No­

zarówno

to raczej

słabe

u d o l n e r y s u n k i , ale było m i wstyd...

się

wycofała.

ci, d l a których

Dlatego

sztuka

potrzebami

„naiwnych"

i

dzieci. Były

mądroś­

treści b u ­

dzących emocjonalną r e a k c j ę w i d z a . Z r e z y g n o w a ł a z z a ­

G d y mógł, g d y m u p o z w a l a n o — rysował, czasem m a l o ­
przerażone

wystawy

S z t u k a współczesna, p r z y w s z y s t k i c h s w y c h

d w a d z i e ś c i a k i l k a l a t , a l e cierpiał n a z a n i k mięśni, c z o ł ­
gał się z t r u d e m p o z i e m i , o b r z u c a n y w y z w i s k a m i — p o

nie

sztuka
sięgają

nowoczesna

przy­

profesjo­
do

niej

jest

nie­

w a k i czy w o l n o t o robić? Co j e j p o w i e d z i e ć ? Ż e p l a m k a

zrozumiała, j a k też i c i , d l a k t ó r y c h j e s t o n a zrozumiała

w

ale

lewym

r o g u zanadto

się w y r y w a

z

całości?

P r a c a z a m a t o r a m i t o p r a c a z ż y w y m i ludźmi, r ó ż n y ­
mi

ludźmi. I

jeśli n i e k t ó r y m

warto

nawet

dawać

rady

niewystarczająca.
Na

wystawach

i w s k a z ó w k i , t o u i n n y c h t r z e b a umieć t y l k o uszanować

dualny

obraz

i c h t r u d . R o z u m i e ć , że s z t u k a j e s t n i e t y l k o grą

porusza

o n naszą

ale

że

za

płótnem

obrazu

stoi

człowiek,

któremu

s z t u k a p o m a g a żyć, i już t y l k o z t e g o p o w o d u
na

szacunek.

form.
ta

zasługuje

amatorów

znajdujemy

prace,

r y c h p r z e m a w i a d o n a s osobowość t w ó r c y , j e g o

czy

świata.

I

znacznie

wyobraźnię,

ważniejsze

nie po

to, aby

któ­

jest,

że

niż t o , że m a o n t a k i e

inne malarskie niedostatki. Na wystawy

chodzimy

z

indywi­

zobaczyć

amatorów

nieskazitelną

kon­

strukcję czy e l e g a n c j ę k o l o r y s t y c z n y c h r o z w i ą z a ń . Z g ó r y

21

�П. 30. Paweł
Michiejewski,
Sam na bezdrożu,
ol. płyta
pilSn.,
40 X 49 cm.
Szczecin.
II. 31. Florian
Myślicki,
Paryż 1960, tempera,
24,5 X 18,5 cm.
Puławy.
II. 32. Lena
Daszewska,
Kumoszki,
ol. pł., Kielce.
II. 33. Janusz
Maksymiuk,
Portret
mężczyzny,
akwarela,
26,5 X 18,5 ст. II. 34. Barbara
Białas,
Parasolki,
tempera,
66 X 44,5 cm. Szczecin.
II. 35. Władysław
Rząb, Łaźnia w Zgierzu,
olej,
68 X 57 cm.
Zgierz.

22

�П. 29. Julian

szechnieniowe.
torskiej
dla

leży

A l e znaczenie
przede

samego

społeczne t w ó r c z o ś c i

wszystkim w

twórcy.

społeczeństwo

Twórczość

amatorska,

czy

użyteczna

mniejszy

sztuki,

dla

samego

nie

a n i też

jest

niezależnie

od

dawać

ma

wartości.

tury. I

t y l k o to jest

M i a r ą w a r t o ś c i b ę d z i e w i ę c n i e dzieło, a p r z y n a j m n i e j
n i e t y l k o dzieło, a l e r o l a j a k ą pełni twórczość
człowieka.

Na

ile pomaga

m u żyć.

Co

zbliża

czy

oddala

wielkich

osiągnięć

go

Amatora

należy

wojowych,

mu

talent,

i

ciekawe

—

pamiętam

d z i e w c z y n k a w krótkiej, płóciennej sukieneczce

—

mała

zasłaniała

skali

jego

możliwości

a n i e obcą.

ileż

opie­

k u n k a amatorów. N i e wiedziałem i n i e bardzo sobie

zda­

i trzeba widzieć

sztuce

amatorów.
się

Właśnie

wiedzą.
zbyt

cennego

Już

zaczynem

dlatego

Cezanne,

znane,

dały

roz­

Trzeba
kultury,

życia.

stawała

rozwiązań.

też t o co
nieraz

nowych

że

cenne

twórczość
kierunków

n i e była

skrępowana

Gauguin, V a n Gogh

żeby

je

omawiać.

A

teatrowi powojennemu

—

to

u nas

zespoły

—

stu­

denckie. B I M - B O M , STS, С О - T O , T e a t r na Tarczyńskiej,
Gdańska

Galeria itd.

Zdarzają

w s t r a c h u o c z y dłońmi. P r a c a n i e b y ł a c i e k a w a . „ C z y w i e
P a n , k i m j e s t a u t o r ? " — zapytała m n i e m i e j s c o w a

w

nieuczona
i

przykłady

K i e d y ś n a j e d n e j z t a k i c h w y s t a w przeszedłem obojęt­

szkołę

Oczywiście, można

satysfakcję,
kul­

jako

regułami,

którym

w

jego miarą,

czasem

naprawdę ważne. C i e k a w y

na

go

czy

kultury.

w i ę c w i d z i e ć r u c h a m a t o r s k i j a k o w i e l k ą szkołę

m a l a r s t w o — to r o d z y n k i , t o wartość, żeby

obrazka,

oceniać

mierzyć

życiu

daje,

ma

n o robić w y s t a w y , w s p i e r a ć r u c h a m a t o r s k i .
koło

od

w

mu

być

t a k rzec — d o d a t k o w a . A l e n i e p o t o się p r z e c i e ż p o w i n ­

nie

cm.

czy

u ł a t w i a ć p r z y s t o s o w a n i e d o życia, zbliżać d o s z t u k i ,
rewelacyjne

12 X 28

tusz,

winna

tego

artystyczny,

autora,

nie

o nowe

Pejzaż,

ama­

o n a pełni

amatorska

kultury

walor

jaką

założeniu a n i p o m o s t e m

do

wzbogacać s k a r b c a n a r o d o w e j
większy

roli,

Twórczość

bowiem w swym podstawowym
zbliżającym

Kamiński,

się w p l a s t y c e a m a t o r s k i e j dzieła i n t e r e s u ­

jące, a n a w e t

wręcz

doskonałe. Z d o l n e

nas

zafascyno­

w a ć a n a w e t w z r u s z y ć . I r z e c z w t y m , że s z t u k a

ama­

w a ł e m sprawę dlaczego m a m o t y m wiedzieć. N a w y s t a ­

t o r s k a c z y „ n a i w n a " — z d o l n e są dać n a m t e p r z e ż y c i a ,

w i e interesował m n i e obraz, a n i e p e r y p e t i e a u t o r a . A l e

których

pojechałem

współczesnego m a l a r s t w a .

do w s i , gdzie mieszkał. Miał

wtedy

jakieś

nie

zaspokoi

obejrzenie

kolejnej

wystawy

S z t u k a współczesna, p r z y w s z y s t k i c h s w y c h

d w a d z i e ś c i a k i l k a l a t , a l e cierpiał n a z a n i k mięśni, c z o ł ­

ciach

co t a k i e coś żyje... M i a ł t y l e siły w

dzących emocjonalną r e a k c j ę w i d z a . Z r e z y g n o w a ł a z z a ­

rękach, co

dziecko.

i pięknościach,

malo­

spokajania

w a ł . W i e l k i e p s y , szczerzące zęby, o g r o m n y c h l u d z i , b e z ­

człowieka.

bronne,

G d y mógł, g d y m u p o z w a l a n o — rysował, czasem

potrzeb,
A

odbiega
które

sztuka

są

nie­

wraca

l u d z i o m t e wartości,

nalna

n a długo

C z y m a sens k r y t y k o w a n i e m a l a r s t w a n p . Józefy

No­

zarówno

dzieci.

Były

to raczej

słabe

u d o l n e r y s u n k i , a l e było m i w s t y d . . .

się

naturalnymi

amatorów

i

przerażone

od wyrażania

mądroś­

gał się z t r u d e m p o z i e m i , o b r z u c a n y w y z w i s k a m i — p o

Dlatego

sztuka

potrzebami

„naiwnych"

z których

wycofała.

c i , d l a których

czy

treści b u ­

sztuka
sięgają

nowoczesna

przy­

profesjo­
do

niej

jest

nie­

w a k i czy w o l n o t o robić? Co j e j p o w i e d z i e ć ? Ż e p l a m k a

zrozumiała, j a k też i c i , d l a k t ó r y c h j e s t o n a zrozumiała

w

ale

lewym

rogu zanadto

się w y r y w a

z

całości?

P r a c a z a m a t o r a m i t o p r a c a z ż y w y m i ludźmi, r ó ż n y ­
mi

ludźmi. I jeśli n i e k t ó r y m

warto nawet

dawać

rady

niewystarczająca.
Na

wystawach

i w s k a z ó w k i , t o u i n n y c h t r z e b a umieć t y l k o uszanować

dualny

obraz

i c h t r u d . R o z u m i e ć , że s z t u k a j e s t

porusza

o n naszą

ale

że

za

płótnem

sztuka pomaga
na

szacunek.

obrazu

stoi

n i e t y l k o grą

człowiek,

form,

któremu

żyć, i już t y l k o z t e g o p o w o d u

ta

zasługuje

amatorów

znajdujemy

prace,

r y c h p r z e m a w i a d o n a s osobowość t w ó r c y , j e g o

czy

świata.

I

znacznie

wyobraźnię,

niż

ważniejsze

nie po

to, aby

zobaczyć

któ­

jest,

t o , że m a o n

inne malarskie niedostatki. Na wystawy

chodzimy

z

indywi­
że

takie

amatorów

nieskazitelną

kon­

strukcję czy e l e g a n c j ę k o l o r y s t y c z n y c h r o z w i ą z a ń . Z g ó r y

21

�38

�Władysław
Sułowski,
Nowa
Huta:
II. 36. Starość,
lakier,
płyta pilśń., 60,3 X 40,5 cm. 1965. II. 37. Stwór,
lakier,
płyta pilśniowa,
59 X 39,5 cm. 11. 38. Władysław
Kuczrado, Pożegnanie,
ol. pł., 53 X 73 cm. Kluczbork.
II. 39.
Franciszek
Kocielski,
Jezioro
w górach, tempera,
41 X 30
c m . Кгакоги, 1961. П. 40. Alfred
Długosz,
cykl
„Chopin"
— Nokturn,
gwasz,
karton,
30 X 21 cm. Gorlice,
1965.

Rzeźby
godzin
pisania,

i

obrazy

pracy,
koszt

wymagają

farb,

p a p i e r u jest nieraz
Bronię

zresztą

ale i pieniędzy,

więc

pędzli,

nie

gdyż

płótna,

w

tylko

tysięcy

odróżnieniu

gipsu,

od

drzewa

czy

znaczny.

wystaw

amatorów.

Mają

one

bowiem

znaczenie nie t y l k o d l a n i c h samych, ale i d l a widzów,
dla

publiczności,

pokazy

która

przeważnie

upowszechniają

sztukę, zbliżają

Bronię j e d n a k

tych wystaw

w i e m , że t y l k o n a j l e p s z e
między w i d z e m
autentycznym,
i

tłumnie

uczęszcza. Są w i ę c c z y n n i k i e m

takie

niej.

z ciężkim

sercem,

dzieła p o w i n n y być

gdyż

pomostem

a sztuką. Ż e w r a ż l i w o ś ć kształci się n a
dobrym

być m o ż e i n a c z e j

była i n n a

do

na

kulturotwórczym,

malarstwie. To

pisałbym

i odpowiednio

wszystko

t e słowa, g d y b y

zestawione

ekspozycje

wiem,

sytuacja
wędro­

w a ł y p o c a ł y m k r a j u , g d y b y istniał rozsądny, p r z e m y ś l a ­
ny i realizowany plan upowszechniania najlepszych
tości s z t u k i . A l e t a k przecież

war­

n i e jest.

N i e każda j e d n a k w y s t a w a a m a t o r ó w m o ż e być z p o ­
ż y t k i e m o g l ą d a n a . T o co p i s a ł e m w y ż e j

dotyczy

wystaw

39

40

w i e m y , że l e p i e j

szukać i c h n a i n n y c h w y s t a w a c h .

tu,

dostrzec

u amatorów,

ważniejszego,
luje

czy

rzeźbi.

znajdujemy.
takich

możemy

coś

znacznie

i s t o t n y powód, dla którego
W

Szukamy

przeżyć

t y m właśnie

chyba

człowiek

emocjonalnych

siła

i

społeczna

Ale
ma­
i

je

wartość

wystaw.

WYSTAWY
Zarzuca
że

im

Amatorzy
i

się n i e k i e d y

zależy

na

zrozumiałe

marzenia,

nadzieje.

siebie,

opory

widzów.

Zarzut

jest,
To

że

mają

prawda,

dla swojej

wewnętrzne,

o n i jakieś

satysfakcji

obawa

—

Co n a j m n i e j p o ł o w a b i e r z e
nawołujące

do

ale

ośmieszenia

i już t o ś w i a d c z y , że p r z y w i ą z u j ą
są głosy

tego,

ambicje,

że w i e l u m a l u j e

s w o i c h i n t y m n y c h p r z e ż y ć sprawiają,
wystaw.

wystawiać,
niepoważny.

to przecież l u d z i e , t a c y s a m i j a k każdy z nas

chyba

dla

a m a t o r o m , że chcą

opinii

często

czy

tylko

zdradzenia

że stronią o n i o d
udział w

pokazach

do t e g o w a g ę .

aby

tylko

amatorzy

Naiwne

nie mieli

żadnych a m b i c j i p u b l i c z n y c h i m a l o w a l i t y l k o d l a siebie.
To

dopiero

jednym

ze

byłoby

patologiczne!

sposobów

Sztuka

porozumienia

i

jest

przecież

zakłada

istnienie

z a r ó w n o nadającego, j a k i o d b i e r a j ą c e g o . N o r m a l n y c z ł o ­
w i e k n i e ż y j e w próżni i t w o r z ą c z a w s z e m a choć i s k i e r ­
kę

nadziei,

wywoła

że

choć

t o co r o b i
u jednej

okaże

osoby

się

komuś

wzruszenie,

przydatne,

uznanie.

a m b i c j e są g r o ź n e , a i c h p r z e r o s t . W y s t a w y

są

Nie

jedynym

t e r e n e m k o n f r o n t a c j i prac własnych z c u d z y m i , j e d y n y m
poważnym sprawdzeniem

s i e b i e w zetknięciu z p u b l i c z ­

nością. Często —

pracy,

sensem

bo n i e jest

cież z a g r a c e n i e d o g r a n i c m o ż l i w o ś c i s w e g o

n i m prze­
mieszkania.

25

�Obawiam

się

jednak,

że

pytania takie

n i e zawsze

s t a w i a n e , g d y p o d e j m u j e się decyzję z o r g a n i z o w a n i a
stawy.
musi

A

sprawa

być

treść

cenniejszy
treść

jest

wystaw

zasadnicza.

Bo

prezentujących

inna

przecież

publicznie

dorobek plastyki amatorskiej, a inna

i charakter wystaw

problemowych

są
wy­

czy

naj­

z kolei

środowis­

kowych.
Wystawy

„selektywne"

przeznaczone

są

przede

w s z y s t k i m dla szerokiej

publiczności. O z n a c z a

takich wystawach winni

się znaleźć t y l k o n i e l i c z n i w y ­

brani.

Czasem jest

wództwa

to możliwe

w

skali

jednego

(np. lubelskiego, krakowskiego,

warszawskiego
stosowanej

t o , że n a
woje­

szczecińskiego,

— c z a s e m l e p i e j sięgnąć d o f o r m u ł y

np. w Opolu — wystawa

c h o d n i c h i północnych), l u b zorganizować w y s t a w y
jalne,

jak

amatorów
fora

np. krakowska
plastyków

czy

wystawa

w

pracy

Wybór

i

prac

spec­

„Inni.

prac

Od

Niki­

pokonkursowa w y ­

stawa centralna C R Z Z w Warszawie
wiek

za­

problemowa

warszawska

d o G ł o w a c k i e j " czy t e g o r o c z n a

za­

6 województw

p o d hasłem

„Czło­

nie powoduje

więk­

wypoczynku".

na takie wystawy

s z y c h zakłóceń w ś r ó d a m a t o r ó w , k t ó r y c h p r a c e p o m i n i ę ­
to,

oczywiste

jest

bowiem,

w y b r a ć można z a l e d w i e
odczuwane
Inaczej

złożonych z p r a c n a j l e p s z y c h , a n i e s t e t y w i e m y , że n a d ­
syłane n a n i e o b r a z y
i

złe, dojrzałe

i rzeźby

i frapujące,

są b a r d z o

ale także

różne.

dyletanckie,

Dobre
pre­

domość

—

jest więc ostra selekcja.

d l a kogo

Edward
Błaziak, Wola
wa w lesie fajslawickim

sowanie

w

zbyt

kilkudziesięciu
więc

dyskwalifikacja.

przedstawia

publicznych

spośród

skali

się

ta sprawa

województwa

ostrego

odsiewu

podczas

wystaw

czy m i a s t a . T u

prac

jest

wręcz

sto­
nie­

m o ż l i w e , n i e b y ł o b y w t e d y w y s t a w y . . . O d r z u c a się w i ę c

tensjonalne, wtórne.
Konieczna

jako

że

k i l k a . Pominięcie nie jest

i po

co

Konieczna

organizuje

się

świa­

wystawę.

rzeczy
na

najsłabsze,

nieudolne, kiczowate.

kilkudziesięciu

Idzikowska,
pow. Krasnystaw.
II. 41. Portret
1863 г., akwarela,
40 X 60 cm. 1965.

dziewczyny,

zakwalifikowanych. I

akwarela,

Kilku

autorów

wywołuje

się

31 X 23 ст. II. 42.

Bit­
42

26

�43

I I . 43. Stanisław

tym

poczucie

krzywdy,

rozgoryczenie

tych

kilku

g o r s z y c h " . A z k o l e i , p r z y łagodnej s e l e k c j i , w
znajduje
tych,

się

które

sporo

prac

na pewno

się p o w i n n o

w

salach

w

miejscach,

muzeum

czy

które

szeroko
wystaw

niejako

„naj­

ekspozycji

n i e należących

pokazywać,

artystycznych,

gwarantują

a

poziom

więc

wysta­

w i a n y c h t a m dzieł.
wystawy

środowiskowe l u b o charakterze pół-zamkniętym,
(np. pokaz

Domu

Kultury).

prac

członków

Wtedy

klubu

można,

a

robo­

amatorów

nawet

przy

trzeba

dać

Spacer

wnoszone

bywają

są

Komisje,

staromiejski,

niejako

zrozumiałe

dla

tyzmu

i

świeżości.

nieudolny
przy
(np.

obrazom

należą

Wyżej

nieraz

cenią

i

odnoszą

zawsze
artyści,

naiwny

choć

n i e ustępuje

prze­

plastyków.

się

do p r a c

odrzucając

1966). D z i w n e

je

nawet

to nieco,

z

wystaw

z jednej

bowiem

tłumaczymy

0 samych

się, g d y i s t o t n i e i n s p i r u j e o n a a m a t o r ó w , a b y w a , że t e

ich

prac

z widzem,

emocjonalnie

o pozwolenie
najczęściej

z wystawiającym.

i m na

konfrontację

życzliwym,
Sytuacja

związanym

taka

istnieje

mem

pokazach

w

w

urzędach

i

zakładach

Wystawy
pracy

noszą

p o ł y koleżeński, t o w a r z y s k i . I n a c z e j
swojej

koleżanki

niż

obrazy

w i s z ą c e n a ścianie l o k a l u
Wystawy
stawową
kontakt
lub

urządzane

charakter

n i e znanego

mu

malarza,

wystawowego.

kontaktu

ten niemal
—

komisja

amatora

zawsze

którym

jest

kwalifikująca

ma

miejsce

Komisje
problematyki

też i t r z e b a
składają
ruchu

się

przy

p l a s t y k , prowadzący
czy

jury

o nich
często

pod­
Ale

amatorskiego.

ludzi

nie

zawodowej.

przede

K r y t e r i a , które

sto­

modelatora

Teatru

dana przez plastyków p r a c o m

prymi­

w

u

coś n a p r a w d ę
dziś

z zewnętrz n i e znajduje

ogromnej

większości

i

naszej

nowego,
plastyki

uznania i zrozu­

amatorów.

p r z e k o n a n i u malują

podobniej
jest

czy rzeźbią

d o k o n w e n c j i , którą
wydać

werdykt,

z u z n a n i e m w s z y s t k i c h plastyków
to

świeżego

dopełnieniem

Cenią

w s z y s t k i m w y s i ł e k , żmudną pracę, dzięki

swoim

coraz

już

C h o d z i j e d n a k o t o , że h i e r a r c h i a w a r t o ś c i ,

Trudno
znających

dzieł p l a s t y k ó w z d y p l o ­

J . Śliwińskiego,

wnoszą

koniecznym

wprowadzona

t u mówić.
z

ocena

nie te prace

zespół,
prace

(np. obrazy

Wysoka

mienia

drażliwe i t r u d ­

dziwimy

N o w e j H u c i e — i l . 53, 54).

udziale

oceniające

zaś

t y w n y c h i n a i w n y c h j e s t d l a m n i e zrozumiała. B o w ł a ś ­
są

z publicznością.

1 p r z y d z i e l a j ą c e n a g r o d y . Są t o s p r a w y
ne, dlatego

na

też o c e n i a się p r a c e

środowiskowe p o w i n n y więc stanowić

formę

pośrednika

takie

z drugiej

a m a t o r s k i e p r a c e n i e są n a p r a w d ę g o r s z e o d większości
produkowanych na wystawach

zarówno w D o m a c h K u l t u r y , Ogniskach, j a k i w s z e l k i c h
środowiskowych.

itd. —

nowoczesnej,

najlepsze prace w s z y s t k i c h amatorów. Chodzi t u b o w i e m
amatorów,

zasady

Szczególnie

inspirowanych

s t r o n y s t a r a m y się zbliżać l u d z i d o s z t u k i
jej

nie

wybitni

obraz

niczym

zawodowych

nowoczesną,

Poznań

zewnątrz"

cm.

w s z y s t k i m p o d kątem i c h a u t e n ­

od takiego, który

t y m nieufnie

sztuką

„z

77 X 58

ol. pł.,

amatorów.

do k t ó r y c h

oceniają p r a c e p r z e d e

ciętnym

P r o b l e m ó w t y c h n i e m a , g d y się o r g a n i z u j e
czym

sują,

do

zwłaszcza

Ziębicki,

zupełnie

niemożliwe

wśród

który

oni

której

coraz

lepiej,

naśladują.
by

się

spotkał

profesjonalnych.

amatorów.

Choćby

Jest
dla-

27

�t e g o , że r e p r e z e n t u j ą
więc

nagrody

chowawczej,

różne k o n w e n c j e

czy wyróżnienia
i zawsze wywołują

n i e , żal, p r e t e n s j e . R o d z i

Tak

Lenczewska

wy­

lic

i postawy.

n i e pełnią

funkcji

zdziwienie,

rozgorycze­

się w i ę c p y t a n i e , czy

Dodajmy

też, źe o r i e n t a c j a n a „ p r y m i t y w "
b o w i e m w amatorów o

n e j k u l t u r z e p l a s t y c z n e j , sprowadzając
do

kultywowania

naiwności

i

nie może

zaawansowa­

sens

amatorstwa

prymitywu. Ale

prymi­

Wystawy
Może

i d z i e , n i e z a w s z e z korzyścią

malowania,

od

prymitywu

do

zaś „ n a i w n a " j e s t o d r ę b n y m
matykę i inne f o r m y
Nagrody
charakter
za

co

mają,

dostaje

nagród

jego

Twórczość

n u r t e m , m a swoją

Wskazują,

pieniądze.

uderza

tego

w

czy
co

nie
się

Wypaczanie

zasady

ale

muszę

kim

jest

wiedzieć

czy

czy

staruszka. A

to nie t y l k o w

Często

taka

właśnie

ustosunkować

informacja

szyły

emocjonalny,
sprawa

w

pozwala

odpowiednio

w

którym

druga.

drugich, aby

powstała

Organizując
tworzyć

wystawę

pewne

amatorów

jedne

S i ę g n ę d o p r z y k ł a d u . P r z e d dziesięciu l a t y

zorganizowa­

Wystawa

m a l o w a n e dość n o w o c z e s n e o b r a z y m i e j s c o w y c h

lepiej

nie

właśnie

dawać

budzą

nagród

niezdrowe

na

sens

wystawach,

ambicje,

czynią

bo

one

więcej

to
zła

historii

była
sztuki,

świetna,
ludzi

materia­

członkami Z P A P ,

łową

oraz

wystawie

na farby,

płótno, p a p i e r

na

smakowanych

działają

jakiegoś

w

swym

środowisku,

budząc

zainteresowanie

II. 44. J . Błaszczyk,
Portret,
ol. pł.,
Szczecin,
1962. II. 45. Jerzy
Krasicki,
Macierzyństwo,
drewno,
wys. 63 cm. Kraków.
II. 46. J .
Kra­
sicki,
„Komala",
drewno,
wys. 56,5 ст. II. 47.
Stanisław
Fuczek,
Zachód
słońca, 21 X 29 cm.
Kraków.
II. 48. Józef Baczek,
Brama
pod
Luw­
rem,
akwarela,
14,5 X 16 cm.

28

wyraźnych

płótnach

szewca,

na

niej

niewidoczne

wrażliwie

aspiracjach

adeptów
malar­

w i ę k s z o ś ć i c h została

założyli g r u p ę „ Z a m e k "

stłamszone,

s t y p e n d i a i n a g r o d y d l a t y c h amatorów, którzy a k t y w n i e
dla sztuki i k u l t u r y . Ludzie tacy j a k np. 79-letnia M a r i a

o

przeważały

s k i c h . I rzeczywiście, po w y s t a w i e

niż d o b r a . P i e n i ą d z e zaś p r z e z n a c z y ć n a p o m o c
d l a amatorów,

enklawy.

no w L u b l i n i e w y s t a w ę amatorów. S z u m n i e , z reklamą.

naj­

dyskusję

nie głu­

logiczne

ich,

pod

kli­

praca.

rozwijania

stawia

brak,

katalogach.

uczenia i t d . Z tego sobie t r z e b a zdawać sprawę. A

amatorami,

które
rolnik.

się d o o b r a z u c z y r z e ź b y , zrozumieć

trzeba przemyśleć scenariusz, a b y prace

opieki nad

wystaw.

obrazy,

ale nawet

chcemy,
„podoba",

wy­

wystawiający

t y c h i n f o r m a c j i często

podpisach,

mat

prawidłowej

i formy

różnią się o d z w y k ł y c h

interesować

o g l ą d a m , r o b i h i s t o r y k s z t u k i , b i o l o g , ślusarz c z y

I

chcemy

społecznikowską

proble­

opieki.

instruktażowy.

się

polityki

zaś

dla uroku

dojrzałości.

nie

artysta-plastyk,

i

rozwoju

amatorów

mnie

Student

człowieka

i

staw.

t y w e m t r u d n o zostać ( c h y b a , że się m a u z d o l n i e n i a M a r i i
się j e s t , a d r o g a

energią

K o ń c z ą c t e n rozdział, c h c i a ł b y m z w r ó c i ć u w a g ę j e s z ­

Antoszkiewicz...).

Prymitywem

swą

cze n a p a r ę s p r a w d o t y c z ą c y c h s p o s o b u urządzania

b y ć r ó w n i e ż p r z y j ę t a j a k o zasada w p o l i t y c e o p i e k i n a d
amatorami. Uderza

z B i e l s k a c z y 8 0 - l e t n i A l f r e d Długosz z G o r ­
imponować

postawą.

nagrody

t a k i e m a j ą sens. s k o r o i c h i n t e n c j e n i e są zrozumiałe?

mogą

przy

„Zamkowiczów"

robotnika, fryzjera.

itp. Na

tejże

ślicznych

wy­

wisiały
Zginęły

obrazki
w

tym

układzie. A p ó ź n i e j s z e l a t a p o k a z a ł y , że L u b l i n m a j e d n ą

��1 najciekawszych

w kraju

nałych w każdym

Myślickiego, k s . M a l a r z a

Michałowskiej,

Scibiora,

i i n . , aż p o p r y m i t y w

l a k a , A l b i c z u k a , Błaziaka czy O d r z y w o l s k i e g o
eskpresję r z e ź b

Karu-

i natrętną

Hessa.

ciągle

dyskutowany.

Rzeczywiście,

prace

a m a t o r ó w n i e uczęszczających d o ż a d n y c h o g n i s k a n i n a
zajęcia

plastyczne

ważnie bardziej
przyjąć

w k l u b a c h czy świetlicach

świeże, m n i e j

szablonowe.

j a k o założenie r u c h u

są

prze­

Gdyby

więc

amatorskiego

produkowa­

n i e o b r a z ó w i rzeźb o c e c h a c h s p o n t a n i c z n y c h , n a i w n y c h
i

świeżych, n a p e w n o

należałoby

zrezygnować

z

wszel­

k i c h n a u k i korekt. Ponieważ jednak chodzi n i e o
artystyczny, a o rozwój

efekt

ludzi, rozszerzanie i c h wrażli­

wości i b u d z e n i e ś w i a d o m o ś c i t w ó r c z e j — t r u d n o p r z y j ą ć
założenie c h r o n i e n i a d z i e w i c z e j
Nie

znaczy

to jednak,

niewiedzy

amatorów.

że wszystkich

należy

uczyć.

A i m e t o d y t e j n a u k i muszą b y ć z r ó ż n i c o w a n e . P r y m i t y w
w i n n o się p o z o s t a w i ć w s t a n i e n i e s k a ż o n y m , i n n y m d a ­
wać

tyle,

czuję

i l e może

się zresztą

się i m r z e c z y w i ś c i e

powołany

przydać. N i e

do udzielania

rad w t y m

zakresie. Chcę t y l k o wyrazić s w o j e s t a n o w i s k o
wach

generalnych.

ogniska

o regularnym

programie
tylko

Więc

fałszywe

świadectw

jednakowym

dla wszystkich

pseudo-akademie

i c h absolwenci

i dyplomów,

wiedzą

Najbardziej

pożyteczną

stwarzają

domagają

się

za dużo, a b y czuć się

a m a t o r a m i , a za m a ł o , a b y r o z u m i e ć

niedzielne

spra­

m i się c e l o w e

i

pozory,

w

— n i e wydają

nauczania. Takie

formą

takie j a k warszawskie

L i t e r a t u r ę i historię r o z w o j u z a i n t e r e s o w a ń p i s a r ­
stwem l u d o w y m podaje ostatnio: Z b . Bednorz,
Ludowe
żniwo
literackie.
Pisarstwo
ludowe
współczesnej
Opol­
szczyzny,
W r o c ł a w 1966.
1

P o r . : A . J a c k o w s k i , Z problematyki
współczesnej
amatorskiej
twórczości
plastycznej,
„Pol. Szt. L u d . " ,
R. I X , 1955, n r 5; K . P i w o c k i , A la limits
de 1'art populaire
et non-populaire,
„Zeszyty Etnograficzne M u z e u m
K u l t u r y i Sztuki Ludowej w Warszawie",
t . 1, W a r ­
s z a w a 1960; R. R e i n f u s s ,
Sztuka
ludowa,
amatorska
i uczona
[ w : ] Uwagi,
wypowiedzi
i materiały
o
amator­
skim
uprawianiu
plastyki...,
W a r s z a w a 1963 (zbiór w y ­
powiedzi z okazji k r a k o w s k i e g o s y m p o z j u m poświęco­
nego p r o b l e m o m plastycznej twórczości a m a t o r s k i e j , w y ­
d a n y ma p o w i e l a c z u p r z e z C P A R A ) .
2

UCZYĆ - NIE UCZYĆ
Dylemat

PRZYPISY

grupę a m a t o r ó w . O d d o s k o ­

sensie p r a c

j a k mało

wydaje

wiedzą.

się

P o r . : S t . Szczepański, R y s u n e k i malarstwo.
Wska­
zówki
dla artystów
amatorów,
Warszawa
1957; S t .
S z u m a n , Pochwała
dyletantyzmu.
Rzecz
o
znaczeniu
samorodnej
twórczości
w wychowaniu
estetycznym
spo­
łeczeństwa,
Warszawa
1947; M . Ż y w i r s k a ,
Twórczość
plastyczna
górników,
cz. I , „ P o l . S z t . L u d . " , R. V , 1951,
n r 1/2; A . J a c k o w s k i , Z problematyki...,
w y d . cyt.;
A . K o s s a k o w s k i , W sprawie
amatorów,
„Pol. Szt. L u d . ,
R. X , 1956, n r 6 ; ( b . interesująca w y p o w i e d ź t r a f n i e p o ­
l e m i z u j ą c a z definicją p o j ę c i a a m a t o r a z a w a r t ą w m o i m
ó w c z e s n y m a r t y k u l e ) ; M . Ż y w i r s k a , Amatorski
ruch
plastyczny
u&gt;śród górników,
K a t o w i c e 1959 (szczególnie
w y p o w i e d ź W . H o d y s a , r o z w i n i ę t a następnie w r e f e r a c i e
n a s y m p o z j u m ) ; I . W i t z , Wielcy
malarze
amatorzy,
War­
s z a w a 1964. P o n a d t o l i c z n e , r o z s i a n e w p r a s i e u w a g i
K . W i n k l e r a , M . W a l l i s a , W ł . Strzemińskiego, J . N o w o ­
sielskiego, J . Białostockiego i i n .
s

Wł. Hodys, wypowiedź n a c y t o w a n y m
pozjum.
4

wyżej
,

sym­
[

ognisko

n a B i e l a n a c h . O zróż­

n i c o w a n y m podejściu d o k a ż d e g o u c z e s t n i k a . I n n y m d o
młodego, i n t e l i g e n t n e g o
modystki

a i n n y m do pomocnicy
naiwne

obrazki.

Sprawa
realna.

i zdolnego

dokształcającej

się

domowej

malującej

i n n y m do

w

ognisku,

w skupieniu

8

rozszerzenia

A l e można,

ilości

ognisk

j a k sądzę,

i średnie u c z e l n i e p l a s t y c z n e ,
punkty

amatora,

plastycznie

konsultacyjne. Muzea

nie wydaje

t a m gdzie

są

się

wyższe

utworzyć w o p a r c i u o n i e
zaś okazać

pomoc

w zajęciach ogólnych, w dokształcaniu z z a k r e s u

winny

wiedzy

0 s z t u c e . W i d z ę też c e l o w o ś ć w i ę k s z e j p o m o c y
Domów

Kultury

dla Klubów

przy t y c h Domach. Chodzi
z zakresu wiedzy

t u o organizowanie

prelekcji

finansowo-organizacyj­

przynajmniej

r a z n a tydzień

czy

d w a tygodnie.

Wszelkie,

nawet

będą m i a ł y
amatorom
1

ze s t r o n y

pracujących

zespołom stałych k o n s u l t a c j i i k o ­

d l a chętnych,

nawet

zespołów,

o sztuce, p o m o c

ną p r z y z a p e w n i e n i u
rekt

i

jednak

konsultacje

umiejętnościach,

nicować
zespół

najsłuszniej
sens w t e d y

formy
przed

plastyka

pomyślane
o odpowiedniej

dostatecznie

swej

pomocy

się

wiedzy

elastycznego,

a b y róż­

umiejącego

uchronić

i

naśladowaniem

działania

tylko, gdy zapewni

jednego

wzoru,

jednego

„stylu". A to jest n a j t r u d n i e j . I właśnie w p r z y g o t o w a n i u
takiej

kadry

zarówno

konsultantów-opiekunów

CPARA,

jak i

same

powinny

Akademie,

na

pomóc
których

n a l e ż y p o ś w i ę c i ć w p r o g r a m i e w y k ł a d o w y m trochę

czasu

na

pracy

zajęcia

z

Jak

się w y d a j e ,
ilość

ludzi

móc t y m l u d z i o m

ale

30

i praktyczne

w

zakresie

amatorami.

większa
i

teoretyczne

celową.

ruch

amatorski

uczestniczy
okazać

w

pomoc.

rozwija

się, c o r a z

n i m . Trzeba
Nawet

umieć

niewielką,

46

�50

51

II. 49. Jan Szostak,
Grupa
Laokoona,
korzeń, wys. 42 cm. Augustów.
60 X 42 cm. Pruszków.
II. 51. Janina
Stykowa,
Slota,
akwarela,
deusz Scibior,
Łodzie na Wiśle, akwarela,
23 X 27,5 cm. Chełm
Lub.

II. 50. Marian
Perz,
tusz,
21 X 29,5 cm.

Kwiaty,
akwarela,
Kraków,
1961. II.

karton,
52. Ta­

31

�A . J a c k o w s k i , Współczesna
Szt. L u d . " , R. X V I I I , 1964, n r 1.
5

rzeźba

ludowa,

„Pol-

M . Ż y w i r s k a , Twórczość
plastyczna
górników,
„Pol.
Szt. L u d . " , R. V , 1951, n r 1/2, n r 3, n r 4/5; t e j ż e :
Ama­
torski
ruch
plastyczny
wśród górników...,
w y d . cyt. oraz
cały z e s z y t „ P o l . Szt. L u d . " , R. V I , 1952, n r 3, p o ś w i ę c o n y
t w ó r c z o ś c i g ó r n i k ó w , a zwłaszcza a r t . M . Gładysza,
Z twórczości
plastycznej
górników
śląskich.
6

P i s z e o t y m dużo M . Ż y w i r s k a w w y ż e j
książce.
7

O ognisku
z paletą. Ognisko
8

cytowanej

t y m pisze W . R o s z k o w s k a ,
Entuzjaści
malarzy
niedzielnych,
W a r s z a w a 1963.

Jan
Śliwiński:
II. 53. Ziemia,
folia
złota,
czerwona,
ornamenty
tłoczone
w metalu,
100 X 80 cm. 1966. II. 54.
Kompozycja,
folia
złota, 60 X 80 cm. 1964.

Fot.:
Stefan
Deptuszewski
— il. 3; Ewa
Kozłowska-Tomczyk
— il. 22; Henryk
Marciniak
— il. 44;
Stefan
Pleśniarowicz
— il. 20; Zenon
Radke
— i l . 16;
Stanisław
Stępniewski
— il. 10, 27, 35, 43; Jan Swiderski
— il. 1, 2,
4—8, 11—14, 17—19, 21, 23—26, 28—31, 33, 34, 36—39, 41,
42, 45—54;
Edmund
Zdanowski
— il. 9.
53

54

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5983" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5963">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/08cff29160f94a2ba1b78843d81084e8.pdf</src>
        <authentication>4564d537f4ee9c3302823b6981ea9b9d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71375">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2583</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71376">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71377">
                <text>1996</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71378">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2400</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71379">
                <text>Łeś Kurbas / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71380">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1996 t.50 z.3-4, s.58-62</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71381">
                <text>Chojak, Bruno</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71382">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71383">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71384">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71385">
                <text>Łes Kurbas
Bruno Chojak

Według metryki galicyjskiej: Aleksander Zenon (dwojga
imion), według zapisu ukraińskiego: Ołeksandr Stcpanowycz,
w życiu publicznym: Ł e ś Kurbas. Urodził się 25 lutego 1887
roku w Samborze, w rodzinie aktorskiej. Jego rodzice - Stepan
i Wanda, występujący pod scenicznym nazwiskiem ,,Janowicz''
na deskach objazdowego, ukraińskojęzycznego teatru galicyjs­
kiego „Ruska besida" („Biesiada Ruska"), kierowanego przez
antreprenera Iwana Biberowicza - znani są dość dobrze ówczes­
nej publiczności tego teatru jako para czołowych amantów.
Stepan jest synem grecko-katolickiego duchownego, probosz­
cza parafii w Kuropatnikach i Starym Skałacic koło Brzeżan na
Tarnopolszczyźnie. Kiedy zostaje aktorem - jego ojciec wy­
rzeka się go. Wanda jest córką „urzędnika przy Starostwie",
z mieszanej rodziny (prawdopodobnie) niemiecko-polskiej.
Wieloletnia tułaczka i ogólna nędza życia aktorskiego do­
prowadza rodzinę Kurbasów-Janowiczów do tragedii. Ojciec
rozpija się do tego stopnia, że nie może j u ż grać. Matka wraz
z ciężko chorym mężem i dziećmi zjawia się na probostwie
w Starym Skałacie. Teść, który niegdyś odmówił przyjęcia
młodych małżonków i ochrzczenia ich syna (a swego wnuka)
Aleksandra Zenona, teraz poruszony widokiem nieszczęścia
udziela im schronienia. Odtąd probostwo w Starym Skałacie
staje się właściwym domem rodzinnym małego Kurbasa.
Środowisko rodzinne dziadka jest kulturowo charakterystyczne,
ponieważ jego dorośli członkowie zaliczają się do tzw. „moskw o f i l ó w " . Kurbas j u ż we wczesnym dzieciństwie - obok
rodzimego ukraińskiego, szkolnego polskiego i urzędowego
niemieckiego - poznaje również (i to całkiem nieźle) język
rosyjski, co było rzadkością w ówczesnej Galicji. Kończy
gimnazjum w Tarnopolu. Po maturze wyjeżdża do Wiednia,

58

gdzie na tamtejszym uniwersytecie rozpoczyna studia na wy­
dziale filozoficznym.
W tym samym czasie jego ojciec umiera w stanie delirium
(wrzesień 1908). Zrozpaczona matka wymusza na swym synu
przysięgę, że ten nigdy nie zostanie aktorem. Jest to środek
ostateczny. Wcześniej chłopca, przejawiającego wyraźne skłon­
ności do aktorstwa, starano się odwieść od tych zainteresowań
bardziej łagodnie, próbując nakierować je na muzykę (opano­
wał grę na fortepianie) i literaturę (nawiązał kontakt z Iwanem
Franką i nawet przesyłał mu swe utwory). Dotrzymanie tej
przysięgi jest dla młodego Kurbasa niełatwe. Po przyjeździe do
Wiednia związał się już z ruchem amatorskim tamtejszego
ukraińskiego środowiska studenckiego, gdzie jest jednym z naj­
aktywniejszych organizatorów, reżyserów i aktorów w przed­
stawieniach i wieczorach artystycznych. Podziwia teatr Маха
Reihardta. Poznaje grę Eleonory Duse w jej późnym okresie.
Poznaje osobiście i zaprzyjaźnia się z najgłośniejszym aktorem
rcinhardtowskim, Josephem Kainzem. Znajomość ta umożliwia
mu m.in. statystowanie w wielkich realizacjach teatralnych
Reinhardta.
Po śmierci ojca Kurbas zmienia miejsce studiów z Wiednia na
Lwów, by być bliżej owdowiałej matki. Kontynuuje studia
filozoficzne, a jednocześnie nie przestaje interesować sic
teatrem. We Lwowie poznaje tamtejszy teatr w jego najlepszym
okresie - dyrekcji Tadeusza Pawlikowskiego. Nadal 0
w przedstawieniach amatorskich. Ściśle współpracuje ze swy"
bliskim przyjacielem, Adamem Kocką w Komisji Sztuki D *
matycznej przy Związku Studentów Ukraińskich. Kres ternu
kładzie tragiczny przebieg wydarzeń w dniu 1 lipca 1910 ro
na uniwersytecie lwowskim. W trakcie manifestacji student
1

1

1

�ukraińskich, domagających się utworzenia we Lwowie uniwer­
sytetu z ukraińskim językiem wykładowym, dochodzi do bójki,
w której ginie śmiertelnie zraniony Adam Kocko. Kurbas, jako
współuczestnik zajść, zostaje aresztowany, a następnie karnie
relegowany z uczelni.
Po tych wydarzeniach położenie Kurbasa staje się tragiczne,
pragnie poświęcić się wyłącznie teatrowi, jednakże jest związa­
ny przysięgą, złożoną wobec matki. Próbuje popełnić samobójs­
two. Tylko dzięki przytomności umysłu kolejarzy na jednej ze
stacyjek pod Lwowem unika śmierci. Matka uwalnia go od
przysięgi. Kurbas - zainteresowany reżyserią - nawiązuje
wpierwszej połowie 1912 roku krótkotrwały kontakt z działają­
cym na Zakarpaciu „Teatrem Huculskim", kierowanym przez
Hnata Chotkewycza. Jest to unikalny, jak na owe czasy,
przykład teatru „etnograficznego". Aktorzy - niepiśmienni
górale - uczą się ról „na s ł u c h " , po czym grają. Tematyka
przedstawień dotyczy tradycyjnego życia Hucułów. Kurbas jest
rozczarowany pracą w tym zespole, ponieważ nie ma tam
właściwie miejsca dla nowoczesnego reżysera. Oczekuje się po
nim raczej funkcji kogoś w rodzaju administratora teatru.
Porzuca „Teatr Huculski" i wraca do Lwowa, gdzie do 1914
roku będzie występował jako aktor w zespole „Ruska besida".
Jego role (poza tradycyjnym repertuarem Mychajły Stariekiego) to m. in.: Setnik w Wiju wg Gogola, Morales w Carmen
Bizeta. Luter w Opowieściach
Hofmana Offenbacha, Astrów
w Wujaszku Wani Czechowa, Karenin w Żywym trupie wg
Tołstoja i Waśka Popiół w Na dnie Gorkiego.
W kwietniu 1914 odbywa podróż po Europie (Warszawa,
Praga, Berlin, Monachium), aby zapoznać się z tamtejszymi
teatrami i galeriami sztuki.
Wybuch I wojny światowej komplikuje jego sytuację. Galicja
w dużej części trafia pod okupację rosyjską. Ogranicza swą
działalność do Tarnopola. Organizuje na przełomie lat 19141916 swoje pierwsze samodzielne przedsięwzięcie teatralne
-„Tarnopolskie Wieczory Teatralne" (,,Ternopilśki
teatralni
weczory"). Poza repertuarem tradycyjnych autorów ukraińs­
kich (Kotlarewski, Stari cki, Karpenko-Karyj) występuje m. in.
w Niedźwiedziu i Oświadczynach
wg Czechowa.
W 1916 roku. wykorzystując okoliczność okupacji rosyjskiej,
przeprowadza się wraz z matką na stałe do Kijowa, gdzie
zaczyna grać na scenie teatru Mykoły Sadowskiego.
Sytuacja kulturalna Ukraińców w Rosji przedstawia się w tym
czasie relatywnie korzystnie: od 1876 do 1881 w Rosji obowią­
zywał bezwzględny zakaz drukowania ukraińskich książek oraz
wystawiania przedstawień w języku ukraińskim; po 1881 roku
dochodzi do pewnej liberalizacji - wolno już wystawiać
tradycyjny ukraiński repertuar „etnograficzny" (np. Kotlarewskiego), ale nie wolno dokonywać tłumaczeń utworów literatury
światowej na ukraiński ani wystawiać ich po ukraińsku w teat­
rze; po 1905 roku, w wyniku rewolucji lutowej, następuje dalsza
liberalizacja. Wykorzystuje to Mykoła Sadowski, obok Marii
Zańkowieckiej - najwybitniejszy z ówczesnych koryfeuszy
sceny ukraińskiej. W 1916 tworzy w Kijowie pierwszy w histoЙ, stacjonarny teatr ukraiński.
U Sadowskiego Kurbas debiutuje rolą Zbigniewa w Mazepie
Słowackiego. Ale do historii przechodzi jego kreacja Chles•akowa w Rewizorze Gogola, którego wystawiono na 10
°cznicę istnienia sceny Sadowskiego. Rola ta utwierdza pozy4? Kurbasa już jako aktora wybitnego na tle dominującego
*tym czasie w życiu kulturalnym Ukraińców ..teatru koryfcuУ - tj. Sadowskiego-aklora i jego otoczenia.
Jednakże ten niewątpliwy sukces nie satysfakcjonuje Kur~a. Niebawem dostrzega całą złożoność sytuacji; teatr ukraińuwolniony od dotychczasowych ograniczeń administracyj™&gt; Powoli wydobywa się z ciążącego na nim „etnografiz• ale jednocześnie szybko kostnieje i nabiera wszystkich
r

11111

najgorszych cech tradycyjnego teatru mieszczańskiego. Tej
refleksji sprzyja niezwykle bogaty krajobraz kulturalny przy­
frontowego Kijowa. Kurbas styka się z pisarzami: Aleksym
Tołstojem, Ilją Erenburgiem, Osipem Mandelsztamem, Michai­
łem Bułhakowem i Jarosławem Iwaszkiewiczem. Poznaje pri­
mabalerinę Bronisławę Niżyńską (siostrę W a c ł a w a ) oraz Juliu­
sza Osterwę i Stefana Jaracza, działających wówczas w teatrze
na Meringowskiej. Jest świadkiem powstania teatru "Studya"
Stanisławy Wysockiej.
Kurbas gra nadal na scenie teatru Sadowskiego, ale równoleg­
le, na przełomie maja-czerwca 1916, organizuje własne studio,
zwane potem „Młodym Teatrem U k r a i ń s k i m " („Molodyj ukrajinśkyj teatr"), złożone z młodych aktorów i uczniów Szkoły
Dramatycznej im. Łysenki w Kijowie. W 1918 zespół ten
przyjmie formę statutową: Towarzystwo Wzajemnego Zaufania
„Młody Teatr" w Kijowie (Towarystwo
na wiń
,,Molodyj
teatr" u Kyjewi), będące jednocześnie towarzystwem udziało­
wym akcjonariuszy.
Przez całą jesień i zimę 1916-1917 zespół intensywnie
pracuje nad Edypem królem Sofoklesa oraz nad utworami
scenicznymi Winniczenki, Łesi Ukrainki, Ibsena, Hauptmanna
i Maeterlincka. W trakcie tych prac Kurbas opuszcza scenę
teatru Sadowskiego.
Z początkiem 1917 na pierwszym wolnym zebraniu działaczy
ukraińskich Kijowa wybrany zostaje sekretarzem Komitetu
Organizacyjnego oraz sekretarzem redakcji nowo powstałego
czasopisma „Teatralni w i s t i " („Wiadomości Teatralne"). Za­
jmuje się pracą przekładową (ma już za sobą nic opublikowany
przekład Młodości Маха Halbego), zaś ukazują się: Tragedia
aktora Emila Lessinga, aforyzmy Oscara Wilde'a, Dramat
i scena Rudolfa Bliimnera i [jola Jerzego Żuławskiego.
We wrześniu ma miejsce pierwsza premiera „Młodego
Teatru Ukraińskiego" - Czarna Pantera i Biały
Niedźwiedź
(Czorna Pantera i Biłyj Medwid') Winniczenki, w reżyserii
Kurbasa, gdzie on sam gra również rolę Kornija.
Do 1919 reżyseruje w zespole „Młodego Teatru" (także
grając role w tych przedstawieniach) m. in.: Młodość Halbego
(Iwaś), Ijolę Żuławskiego (Arno), W puszczy Łesi Ukrainki
(Richard), Biada kłamcy Franza Grillparzera (Leon), Kandydę
George'a Bernarda Show (James Mevore) i wreszcie - Edypa
króla Sofoklesa (rola tytułowa). To ostatnie przedstawienie staje
się wydarzeniem niebywałej wagi w historii teatru ukraińskiego,
gdyż sumuje się w nim już ogromne doświadczenie Kurbasa
jako reżysera i aktora.
Szczególną pozycję w repertuarze „Młodego Teatru" za­
jmują kameralne „ W i e c z o r y " , poświęcone twórczości poetów
ukraińskich: Ołeksandra Ołesia, Pawła Tyczyny i Tarasa Szew­
czenki. W styczniu 1919 Kubas wystawia Szopkę
(Rizdwianyj
wertep). Niektórzy badacze przypuszczają, że właśnie to przed­
stawienie Kurbasa, wraz z jego oryginalną architekturą scenicz­
ną ukraińskiego wertepu, wpłynęło na koncepcję strukturalnoprzestrzenną powieści Biała Gwardia (a zarazem dramatu - Dni
Turbinów) Bułhakowa, który wówczas mógł je oglądać w Kijo­
wie.
Na przełomie marca-kwietnia 1919 dochodzi do połączenia
się zespołu „Młodego Teatru" z Państwowym Teatrem Drama­
tycznym w Kijowie. Nowa instytucja przyjmuje nazwę Pierw­
szego Teatru Ukraińskiej Republiki Radzieckiej im. Szew­
czenki (Perszyj teatr Ukrajinśkoji Radianśkoji Respubliky imeni
Szewczenka). Dzieje się to w ramach powszechnej nacjonaliza­
cji teatrów miasta Kijowa, zgodnie z postanowieniem Wszechukraińskiej Rady Sztuki z 15 marca 1919. Kurbas obejmuje
kierownictwo artystyczne nowego teatru.
W tym okresie warta jest odnotowania współpraca Kurbasa
(który posiadał wykształcenie muzyczne) z teatrami operowymi
Kijowa. M . in. w sierpniu przygotowuje Halkę Moniuszki. Do

59

�premiery nie dochodzi. Kijów staje w ogniu walk pomiędzy
bolszewikami, oddziałami Petlury a armią Denikina. Kulturalne
życie miasta zostaje sparaliżowane. Wielu Ukraińców ucieka,
ponieważ oddziały białych po wkroczeniu z wyjątkową bez­
względnością niszczą wszelkie ślady odradzającej się dotąd
z dużym trudem kultury ukraińskiej.
We wrześniu 1919 Kurbas zawiera związek małżeński
z Walentyną Czystiakową, córką znanego solisty operowego
Teatru Wielkiego w Moskwie, Mikołaja Piotrowicza Czys­
tiakową. Przed kilku miesiącami, w lutym, wstąpiła ona jako
praktykantka do studia przy „Młodym Teatrze''. Aby grać, musi
się nauczyć ukraińskiego, którego nie zna. Z czasem stanie się
jedną z czołowych aktorek teatru Kurbasa. Będzie towarzyszyć
mężowi w jego drodze twórczej i w życiu niemal do końca.
Po przywróceniu władzy bolszewików w Kijowie, z począt­
kiem 1920 roku, Pierwszy Teatr Republiki wznawia s w ą
działalność. Kurbas ponownie występuje w roli Chlestakowa
w Rewizorze, w reżyserii Ołeksandra Zaharowa. Wkrótce potem
wystawia swą pierwszą realizację Hajdamaków
Szewczenki.
W kwietniu 1920 powstaje nowy, Kijowski Teatr Dramatycz­
ny, znany pod swą nazwą skrótową „Kijdramte''. Obok Kurbasa
do jego ścisłego kierownictwa artystycznego wchodzą: Wasyl
Wasylko i Pawło Dołyna. W czerwcu 1920 „ K i j d r a m t e "
wyjeżdża z Kijowa na prowincję, do Białej Cerkwi, gdzie
kontynuuje działalność teatralną. Zespół trafia na ten teren tuż
po kontrofensywie A r m i i Konnej Budionnego i Grupy Opera­
cyjnej Jakira. Przedstawienia są dawane we wsiach i małych
miasteczkach, gdzie publiczność stanowią chłopi i robotnicy
z okolicznych cukrowni. Za bilety płacą cukrem, ziemniakami
i kilkoma rodzajami walut ( „ c a r s k i e " , „radzieckie", „kier e n k i " , hrywny). Kurbas nabiera wielu cennych doświadczeń
w zetknięciu z tego rodzaju publicznością. W takich warunkach
realizuje swego pierwszego Makbeta Szekspira, który - jak
wspomina w swoim dzienniku - nie odnosi powodzenia. Ale
wspomina też: „Byli tacy, którzy przez nas płakali. Byli tacy,
z których tylko nasze przedstawienia uczyniły świadomych
Ukraińców."
Z dniem 18 listopada 1920 „ K i j d r a m t e " zostaje przemiano­
wany na Państwowy Objazdowy Teatr Wzorcowy Ludowego
Komisariatu Oświaty USRR (Derżawnyj mandriwnyj zrazkowyj
teatr NKO URSR). W grudniu 1920 Kurbas wystawia Haj­
damaków w Humaniu, gdzie również gra rolę Gonty. W 1921,
w tymże Humaniu daje m.in. premiery: Rewizora
Gogola
(reżyseria) i Białych goździków Alphonse'a Daudeta, a w Białej
Cerkwi - Mirandołiny
Goldoniego i Nory Ibsena. W Norze
Kurbas po raz ostatni występuje jako aktor (gra rolę Helmera).
Z końcem 1921 Kurbas powraca do Kijowa. W marcu 1922
tworzy kolejne przedsięwzięcie: Pierwszą Pracownię Teatralną
Zjednoczenia Artystycznego „ B e r e z i l " (Persza teatralna majsternia mystećkoho objednannia ,,Berezil"). Z czasem przedsię­
wzięcie to przyjmie formę instytucjonalną pod nazwą: Państwo­
wy Teatr Dramatyczny „ B e r e z i l " (Derżawnyj
dramatycznyj
teatr „Berezil")
w skrócie: „ B e r e z i l " .
Nazwa „ B e r e z i l " właściwie jest nieprzekładalna. Kurbas był
poliglotą. Poza ojczystym ukraińskim oraz polskim, niemiec­
kim i rosyjskim - znał jeszcze francuski, angielski i norweski (z
takich języków zachowały się jego przekłady literackie). Nie
uznawał czytania przez siebie obcojęzycznej literatury dramaty­
cznej w tłumaczeniach. Sam bardzo dużo tłumaczył na ukraiń­
ski, ponieważ brakowało w tym języku tekstów z repertuaru
światowego, który chciał wystawiać. Nazwa „ B e r e z i l " nawią­
zuje do norweskiego wiersza Jeg vaelger mig april Bj0rnstjerne
Bj0rnsona (poety, twórcy tekstu norweskiego hymnu narodowe­
go, laureata nagrody Nobla z 1903), który Kurbas przetłumaczył
(ukr. Ja wybyraju berezil). Berezil (lub: berezol) to staroukraińska forma współczesnego berezeń - czyli: „ m a r z e c " . Jednakże

60

kiedyś oznaczała ona „drugi miesiąc wiosny", czyli: kwiecień
Ewentualnym polskim nowotworem j ę z y k o w y m dla oddania tej
nazwy przez analogię: berezeń - brzezień byłby: berezil .
b r z e z i o ł . Jednak, ponieważ jest to nowotwór językowy
dlatego nazwę „ B e r e z i l " uznajemy za nieprzekładalna.
Z utworzeniem „ B e r e z i l u " wiąże się początek stałej współ­
pracy Kurbasa z Wadimem Mellerem (1884-1962). Meller
kończy monachijską Akademię w 1912, po czym przenosi się do
Paryża, gdzie wstępuje do klasy Emile'a Bourdelle'a. W rok
później wystawia j u ż w Salonie Niezależnych, obok takich
twórców, jak: Picasso, Braque, Delaunay, Derain, Gleizes
i Metzinger. Po rewolucji powraca do Kijowa. Robi scenografie
dla studia Bronisławy Niżyńskiej. Od 1921 wykłada w kijows­
kim Instytucie Sztuki. W „ B e r e z i l u " obejmuje pracownie
dekoracji, wprowadza grupę uczniów i tworzy pracownię
makiet. Odtąd będzie stałym scenografem w przedstawieniach
Kurbasa. Bierze udział w wystawach międzynarodowych.
W 1925 na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej
w Paryżu jego makieta scenografii do jednego z przedstawień
„ B e r e z i l u " zdobędzie złoty medal.
Latem 1922 Kurbas wyjeżdża wraz z grupą aktorów do Białej
Cerkwi. Żyją w teatralnej komunie. W repertuarze m.in.:
Mirandolina Goldoniego i Angelo, tyran padewski wg Wiktora
Hugo.
7 listopada 1922 w Kijowie odbywa się pierwsza oficjalna
premiera „Berezilu'' - Zowteń (Październik), do tekstu i w reży­
serii Kurbasa.
W styczniu 1923 otwarte zostaje białocerkiewskie (zamiejs­
cowe) studio „ B e r e z i l u " . W tym samym miesiącu powołane
zostają komisje: muzealna, biblioteczna i wydawnicza. „Bere­
z i l " zamienia się stopniowo w rozbudowaną instytucję artys­
tyczną, złożoną z wielu pracowni, laboratoriów i „sztabów",
zajmujących się szkoleniem aktorów, reżyserów i scenografów.
W lutym 1923 ma miejsce kolejna premiera w reżyserii
Kurbasa: Rur (Ruhra) do jego tekstu, a w kwietniu tegoż roku
- Haz (Gaz) do tekstu Georga Kaysera.
W czerwcu 1923 do Kijowa przybywa z występami Teatr im.
Meyerholda z Moskwy (Meyerhold w tym czasie nie towarzy­
szy zespołowi). W Kijowie dochodzi do swoistego „pojedynku
teatralnego". Teatr Meyerholda wystawia: Rogacza wspaniałe­
go Crommelyncka, Ziemia staje dęba wg Martineta i Śmierć
Tariełkina Suchowo-Kobylina. Teatr Kurbasa swoje trzy naj­
nowsze przedstawienia: Październik, Ridirę i Gaz. W sierpniu
tegoż roku we lwowskim czasopiśmie „Teatralne Mystectwo'
ukaże się recenzja Mykoły Bażana, w której m.in. czytamy:
Biomechanika u Kurbasa nic jest celem samym w sobie - jest
środkiem wyrażenia celu. Ideologiczna wartość inscenizacji Meyer­
holda - delikatnie mówiąc - wątpliwa. Meyerhold jako inscenizaW
to typowy futurysta poprzez fakturę i jego ideologiczna bezsilność
jest typowa dla każdego czystego futurysty. Jeśli można tak иее
- Meyerhold zreformował cyrk, rozszerzył jego granice, popchną) S''
naprzód, aby nadać mu szerszego znaczenia. Ale teatru nie poruszy
do przodu. Meyerhold zniszczył teatr, uczynił go niepotrzebnym
Meyerhold zapomniał, że teatr można wykorzystać, a co świetne
uchwycił Kurbas. Meyerhold jest bezprzedmiotoweem, jest bezdusz
nym, powierzchownym, ordynarnym i silnym materialista- (•••)
Nie bez powodu w Kijowie powiada się. że Kurbas роков»
Meyerholda. Czempion Kijowa [Kurbas] powalił na obie top*
czempiona Moskwy [Meyerholda].

20 listopada 1923 ma miejsce nowa premiera „Berezilu
Jimmy Higgins Uptona Sinclaira, w reżyserii Kurbasa. rr
stawienie to wywołuje ogromne, ponadlokalne
"Г
w oczach opinii publicznej. W styczniu 1924 Kurbas otrzyn)
Jimtelegram od Meyerholda. aby zechciał wystawie swego
"' '
my'ego Higginsa w Teatrze Rewolucji w Moskwie. Do wyj
zespołu do Moskwy nie dochodzi.
u z n

3

D

�W okresie tym krystalizuje się oryginalna koncepcja teatralna
kurbasowskiegoperetworennia („przetworzenia"). Nie ma ona
nic wspólnego z rosyjskim terminem prieobrażenije,
który ukuli
rosyjscy symboliści - jako „znak pewnej nowej jakości albo
zjawiska". Kurbasowskie peretworennia albo obrazne peret­
worennia („przetworzenie obrazowe") oznacza pewną teatral­
ną metaforę, względnie - „wyrażenie inaczej". W g Kurbasa
widowisko teatralne składa się z szeregu scen-numerów, gdzie
w każdej z nich musi wystąpić właściwe jej peretworennia. Jest
ono „podstawową jednostką systemu danego spektalu".
W 1924 w jednym ze swych wykładów wygłosi:
I. Współczesny aktor nie przeżywa, a gra. We współczesnym teatrze
jest to tendencja, którą wysuwa się jako postulat. II. Oddzielenie
faktury od człowieka i mechanizacja jej (tj. faktury). III. Tendencja ku
teatrowi jako wytwórczości. I V . Odejście od wszelkiej iluzoryczności. V. Nieobecność psychologizmu.

W tym samym roku, w innym wykładzie:
Trzeba: 1) Zważywszy, że tematy zadań na mimodramy, za pomocą
których wychowujemy aktora, nadają mu sylwetkę na resztę życia,
trzeba wyznaczać inne zadania. 2) Nauczyć techniki gestu: a)
umiejętności wykonania gestu; b) umiejętności jego zafiksowania; c)
umiejętności wykonania gestu na planie faktury zewnętrznej; d)
umiejętności wykonania gestu teatralnie, to znaczy tak, aby widzowie
na całej sali widzieli ten gest. 3) Co do peretworeń - to dwie trzecie
można wyrzucić jako niepotrzebne aktorowi (może je znać, ale nie
musi ich umieć). Te.peretworennia, które, wychodząc od psychologii,
pozostają psychologiczne - odrzucić, zwrócić uwagę na peretworen­
nia akcją. 4) Rozszerzyć pracę maską. 5) Umiejętność władania
ciałem z wykorzystaniem skrótu perspektywicznego. 6) Gra re­
kwizytem. 7) Nie zapominać o improwizacji.

Zaledwie z tych dwóch zacytowanych fragmentów możemy
wywnioskować, jak bardzo teatr Kurbasa musiał się różnić od
ówczesnego teatru rosyjskiego, nie mówiąc j u ż o wszelkiego
innego rodzaju „stanisławszczyźnie". Dla Kurbasa, jeszcze za
jego życia było zmorą ciągłe analizowanie przez krytyków
pracy jego aktorów w kontekście dorobku szkoły rosyjskiej.
Dowodził wówczas, że zanim nastąpiło zetknięcie się aktorów
z jego zespołu z wielką sceną rosyjską (jak choćby w czasie
wspomnianego tournee zespołu Meyerholda w Kijowie), byli
oni już w pełni ukształtowanym artystycznie kolektywem
twórczym.
Pełna rekonstrukcja kurbasowskiej teorii peretworennia bę­
dzie możliwa dopiero po intensywnej pracy badawczej spec­
jalistów. Wiadomo dotąd, że cały wysiłek twórczy zespołów
-najpierw „Młodego Teatru", a później „Berezilu" - skupił się
na złożonym procesie przemiany zastanego teatru repertuaro­
wego w teatr zupełnie nowy, w dużym stopniu niezależny od
literatury, skoncentrowany na zagadnieniach nowego wyrazu
aktorskiego i niekonwencjonalnych rozwiązaniach scenografieznych, wykraczających poza dotychczasowe ramy teatru realiyczno-iluzjonistycznego. W żywej pamięci widzów - jeszcze
Powojennych - pozostała gra aktorów, wykształconych przez
kurbasa, którzy odznaczali się m. in. zupełnie niepowtarzalną,
•asctwą tylko i m , plastyką ruchu scenicznego. Tzw. " u k r a i ń s szkoła scenografii", również wywodząca się z tradycji
rbasowskich, do dzisiaj uchodzi za najlepszą i najciekawszą
obszarze teatralnym na wschód od nas. Jest rzeczą znamien­
n i że dla samego Kurbasa jako indywidualności twórczej
J ardziej liczącymi się kierunkami były symbolizm i ekspreszm. p y
y
j widział on sprzeczności między taką
ntu" ' '
' orientacją estetyczną, a koncepcją tzw. „realizktórą to tezą odważnie występował w dyskusjach
licznych.
st

3

n a

r Z

1116

w

a s n

c

/

m

n

c

1

z

а Г С и

ty к ^
' ^ 4 Kurbas po raz trzeci wznawia Hajdamaków.
'ctntu tegoż roku - ma miejsce kolejna premiera jego

Makbeta, a w czerwcu - w odesskiej wytwórni reżyseruje dwa
filmy: Wendettę (Oko za oko) i MacDonalda (Pryhody Makdonalda, abo istorija odnijeji uhody), zaś na przełomie 19241925, w tej samej wytwórni - kolejny film:
Czerwony,,Arsenal"
(Arsenalci). Na marginesie należy nadmienić, że jego przed­
stawienia Jimmy Higgins i Dyktatura były ilustrowane fragmen­
tami filmowymi, również wyreżyserowanymi przez niego.
W grudniu 1925 - nowa premiera Kurbasa Naperedodni (W
przededniu) wg utworu Rok 1905 A. Popowskiego i A . Piotrow­
skiego. W tym samym miesiącu Kurbas zostaje wybrany
delegatem do Kijowskiej Miejskiej Rady Delegatów Robot­
niczo-Chłopskich.
W marcu 1926 zapada decyzja władz o przeniesieniu na stałe
siedziby „ B e r e z i l u " z Kijowa do Charkowa, gdyż od tego roku
miasto to staje staje się nową stolicą radzieckiej Ukrainy (będzie
nią do 1936). W maju 1926 odbywają się ostatnie, pożegnalne
występy „Berezilu" przed kijowską publicznością, a w czerwcu
tournee zespołu do Połtawy i Odessy.
16 października 1926 Kurbas daje swą pierwszą premierę
w nowej, charkowskiej siedzibie „ B e r e z i l u " . Jest nią Zolote
czerewo (Zloty brzuch, franc. Tripes d'Or) Fernanda Crommelyncka. W styczniu 1927 wystawia Prolog do tekstu Stepana
Bondarczuka (jest to jedno z dwóch przedstawień Kurbasa
w „Berezilu", w którym Wadim Meller nie był scenografem
- zastąpili go Walentyn Szklajew i M i l i c a Symaszkiewicz).
Z końcem tegoż miesiąca wyjeżdża do Moskwy - wspomina
o tym w swym dzienniku:
Moskwa. 27 I 1927 r.
Wczoraj widziałem Rewizora w teatrze Meyerholda. Po przed­
stawieniu chciało się usiąść na środku ulicy i płakać. On mnie nie
może niczego nauczyć. Z wyjątkiem swojej indywidualności, która
jest mi na nic. On nie może dać czegoś głębszego, niż ja. I dlatego
- jego teatr - [to] rzeczywiście jedyny w tej chwili w Związku
[Radzieckim], o którym warto i należy mówić, interesować się nim
i studiować go. [A] zmuszeni jesteśmy tylko - śpieszyć się i chał­
turzyć. W ogóle jednak przedstawienie podobało się. Jutro idę
sprawdzić wrażenia jeszcze raz.

Tutaj należy zaznaczyć, że Meyerhold właśnie Lesia Kurbasa
uważał za najlepszego reżysera teatralnego w Związku Radziec­
kim. Inną osobą, bez zastrzeżeń uznającą wielkość Kurbasa był
Osip Mandelsztam. Notabene: właśnie we wstępie Ryszarda
Przybylskiego do jego przekładu A rtykułów o teatrze Mandelsztama możemy odnaleźć pierwszą obszerniejszą wzmiankę
0 twórczości Kurbasa w polskiej prasie teatralnej ( „ D i a l o g " ,
styczeń 1966). Bardzo bliskie związki łączyły Kurbasa z artys­
tami Państwowego Teatru Żydowskiego w Moskwie.
W kwietniu 1927 Kurbas odbywa podróż do Niemiec
1 Czechosłowacji dla zaznajomienia się z osiągnięciami tamtej­
szych teatrów - m. in. Reinhardta i Piscatora. W Pradze
wygłasza wykład o życiu teatralnym Ukrainy.
4 października 1927 w uroczystym otwarciu sezonu w „Bere­
z i l u " uczestniczy Henri Barbusse - ogląda Jabłunewyj
polon
(Jabłoniową niewolę) I . Dniprowskiego, w inscenizacji reżysera-laboranta Januarija Bortnyka.
31 marca 1928 pojawia się kolejna premiera Kurbasa:
Reformator (Narodnyj Małachij)
Mykoły Kulisza. W tym
samym roku Kurbas wraz z kilkoma swymi aktorami wyjeżdża
do Moskwy, do MCh A T - u I I , gdzie ogląda występy japońskiego
teatru kabuki, z udziałem sławnego aktora Icikawy. W g wspo­
mnień Jewgienii Striełkowej Kurbas nadzwyczaj wysoko ocenił
ten tradycyjny teatr japoński, przede wszystkim w porównaniu
ze swymi wcześniejszymi doświadczeniami: technikę gestu,
konwencjonalnego, ale zarazem niezwykle precyzyjnego i wy­
razistego plastycznie, grę maską (tzn. maską tworzoną mięś­
niami twarzy żywego aktora), technikę długotrwałego nierucho­
mienia aktora, a także szczególną technikę przemiany aktora na
oczach widza w człowieka-kukłę - odnośnie tego ostatniego

61

�elementu wspominane były doświadczenia z jego kijowskiej
Szopki z 1919.
18 kwietnia 1929 Kurbas daje nowa. premierę: Myna Mazajio
Mykoły Kulisza, w maju - występy gościnne „Berezilu"
w Kijowie. 31 maja 1930 kolejna premiera: Dyktatura Iwana
Mykytenki, w czerwcu - występy gościnne w Chersoniu.
W lipcu 1931 dochodzi do gościnnych występów „ B e r e z i l u "
w Tbilisi, w Gruzji, w ramach dekady kultury ukraińskiej, na
zaproszenie teatru kierowanego przez Sandro Achmetelego.
W repertuarze: Myna Mazajio, Hajdamacy, Dyktatura i Prolog.
Są to j e d y n e występy teatru Kurbasa poza granicami
Ukraińskiej SRR.
1 października 1931 premiera Narodzin Olbrzyma (Narodżennia Weletnia) - kolażu literacko-dokumentalnego wspólautorstwa Kurbasa. Reżyseria zbiorowa (Bałaban, Werchacki,
Dichtiarenko, Dubowyk, Iszczenko, Sklarenko, Wesełow).
15 czerwca 1932 premiera dramatu Tetnułd gruzińskiego
autora Szałwy Didianiego, w opracowaniu reżyserskim Kurbasa
- reżyseria Władymyra Sklarenki.
24 września 1933 ma miejsce ostatnia premiera Kurbasa
w „ B e r e z i l u " : Maklena Grasa Mykoły Kulisza. Na Ukrainie
następuje początek Wielkiego Głodu. Sytuacja staje się nie­
zwykle napięta. Od roku już w prasie ukraińskiej szykowana jest
nagonka na Kurbasa. 5 października 1933, po burzliwej dyskusji
publicznej, kolegium Ludowego Komisariatu Oświaty USRR
zwalnia Lesia Kurbasa ze stanowiska dyrektora i kierownika
artystycznego „ B e r e z i l u " . Zaraz potem, 9 października, Kurbas
wyjeżdża z Charkowa do Moskwy. Otrzymuje propozycję
współpracy od czołowego aktora Państwowego Teatru Żydows­
kiego w Moskwie, Solomona Michoelsa.
Tu następuje jeden z najbardziej niewyjaśnionych okresów
życia twórczego Kurbasa. Prawie kompletny brak bliższych
świadectw uzasadniony jest tym, że Kurbas wtedy był już
śledzony przez N K W D . Wedle badań Nelli Kornijenko właśnie
wtedy, w owym niezwykle krótkim okresie współpracy z Kurbasem Michoels tworzy swą rolę szekspirowskiego Leara, która
przejdzie później do historii i do legendy Teatru Żydowskiego
w Moskwie. Na afiszach jako reżyser przedstawienia wystąpi!
Siergiej Radłów, z którym Michoels nie rozumiał się w ogóle
i który w pewnym momencie chciał nawet zrzec się dalszej
współpracy z Michoelsem. Kto więc był rzeczywistym autorem
tej kreacji od strony reżyserskiej? - jest to ciągle pytanie
otwarte.
26 grudnia 1933 Kurbas zostaje aresztowany w siedzibie
Teatru Żydowskiego i odesłany z. Moskwy do Charkowa. Tutaj
władze śledcze zarzucają mu szpiegostwo na rzecz Austrii
i udział w spisku, mającym na celu zamordowanie czołowych
urzędników we władzach Ukraińskiej SRR. Kurbas przyznaje
się do stawianych mu zarzutów. 9 kwietnia 1934 sądowa trójka
skazuje go na 5 lat więzienia. Kurbas zostaje zesłany i osadzony
w obozie na Wyspach Solowieckich.
W obozie, gdzie przebywa, funkcjonuje teatr przeznaczony
dla administracji i personelu. Są w nim dawane przedstawienia
(w tym operowe), z początku realizowane przez pracowników
sprowadzanych z zewnątrz. Poziom artystyczny przedstawień
jest mierny. Dlatego władze obozowe decydują się powierzyć

62

ich dalszą realizację komuś z więźniów. W y b ó r pada na
Kurbasa. W latach 1936-1937 Kurbas wystawia w teatrze
obozowym dla personelu następujący repertuar: Sławę Gusiewa, Arystokratów
Pogodina, Wesele Kreczyńskiego
SuchowoKobylina, Ucznia diabła George'a Bernarda Show, Interwencję
Sławina i Demona - operę Antoniego Rubinsteina (tego
samego, który nauczał w konserwatorium kompozycji młodego
Piotra Czajkowskiego).
3 listopada 1937 - w trakcie obchodów 20 rocznicy rewolucji
październikowej - Łeś Kurbas zostaje rozstrzelany z wyroku
sądu obozowego wraz z grupą ok. 500 współwięźniów, przed­
stawicieli inteligencji ukraińskiej. Na zachowanej liście straceń
jego nazwisko sąsiaduje z nazwiskiem Mykoły Kulisza, jednego
z najwybitniejszych dramaturgów ukraińskich naszego stulecia.
Badania nad życiem i twórczością Kurbasa dalekie są od
zakończenia. Np. zupełnie niedawno dopiero udało się odnaleźć
dokumenty zawierające dokładne dane zarówno o jego urodze­
niu, jak i o śmierci. A i te nie zostały jeszcze gruntownie zbadane
i we właściwy sposób opublikowane.
W Polsce, poza wspomnianą wzmianką pióra Ryszarda
Przybylskiego, o Kurbasie milczano zupełnie.
Pierwszym wydarzeniem publicznym, w którym jego postać
została Polakom ukazana, było spotkanie z zespołem ukraińs­
kiego Teatru-Studia „ B u d ' m o ! " z Kijowa, kierowanego przez
Serhija Proskurnię, które odbyło się 13 kwietnia 1991 roku
w siedzibie Ośrodka Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego
i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych we Wrocławiu. Doszło do
nawiązania stałej współpracy między kijowskim Teatrem a wro­
cławskim Ośrodkiem, zaś Serhij Proskurnia przekazał do
biblioteki Ośrodka kilka unikalnych książek o twórczości
Kurbasa.
W wyniku nawiązanej współpracy, w dniach 3-6 listopada
1992 roku (a więc dokładnie w 55 rocznicę śmierci Kurbasa) we
wrocławskim Ośrodku odbyło się sympozjum Dni Lesia Kur­
basa, w którym uczestniczyli czołowi teatrolodzy ukraińscy:
Łeś Taniuk, Nelli Kornijenko, Natalia Czeczel, Natalia Filipczenko i inni. Ze strony polskiej w sympozjum wziął udział m.
in. ówczesny redaktor naczelny „ T e a t r u " Andrzej Wanat.
Sympozjum towarzyszyła wystawa kijowskiego Muzeum Teat­
ru, Muzyki i Kinematografii Człowiek,
który był teatrem,
złożona z oryginalnych, najcenniejszych pamiątek po Kurbasie.
W lutym 1993 miesięcznik „ T e a t r " publikuje pierwszy,
obszerny artykuł o Kurbasie pióra Natalii Jermakowej lei
Kurbas. Los artysty.
W lutym 1995 w krakowskim Teatrze Starym, w trakcie
konferencji Spotkanie z Ukrainą polscy widzowie mogli obej­
rzeć współczesną realizację Makleny Grasy przez zespól Malej
Sceny Teatru im. Szewczenki ( „ B e r e z i l " ) z C h a r k o w a - w reży­
serii Stepana Pasicznyka.
Trwa stała współpraca wrocławskiego Ośrodka Grotows­
kiego z ośrodkami ukraińskimi, m. in. z Centrum Lesia Kurbasa
w Charkowie i z Międzynarodowym Centrum Lesia Kurbasa
w Kijowie, kierowanym przez Nelli Kornijenko, dzięki czemu
materiały biblioteczne i prasowe, dotyczące życia i twórczości
Kurbasa są stale uzupełniane, przez co stało się możliwe m. Mopracowanie niniejszego biogramu.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5978" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5958">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/13318e7415600c2e69a3a8d08e1e3fee.pdf</src>
        <authentication>00b87088b4d0f7a41a84ae53675909a1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71316">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2436</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71317">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71318">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2262</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71319">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71320">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71321">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71322">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71323">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71324">
                <text>SUMMARIES
Z b i g n i e w R a s z e w s k i F R O M A NOTEBOOK
In these published fragments of notes and reflections, professor Zbigniew
Raszewski (1925-1922), a renowned theatre historian, concentrated his
attention on the phenomenon of creativity and the completed work, analysed
from the viewpoint of talent and in particular of virtuosity. The latter is
examined upon the basis of two extreme symptoms: the singer and the
architect. Another issue is freedom and arbitrariness in staging. Zbigniew
Raszewski considered i.a. the problem of the original and its subsequent
stagings, and the phenomenon of characteristic for the theatre in the past.
M a r c i n J a r n u s z k i e w i c z ABOUT T H E T H E A T R E AND FN CON­
N E C T I O N WITH T H E T H E A T R E
In an interview held by Aleksander Jackowski, Marcin Jarnuszkiewicz talks
about his theatre which, modelled on the Middle Ages, is sacral. It is born out
of a fear of and respect for death but, at the same time, it attempts to tame
death on a daily basis... Jarnuszkiewicz declares his willingness to pursue an
amateur theatre which, as its very name indicates, is composed of theatre
lovers but which should be equipped with professional knowledge and
a theatrical workshop that every creator construes himself.
Jarnuszkiewicz also wishes to remain loyal to himself, to avoid lies and to
speak only about that what he regards as the most important. He perceives
creativity as a constant attempt to search, to transcend oneself and to reach
even further. To be an artist means to exist in a domain of values ascribed to
a given discipline and to life itself.
J o a n n a W a l a s z e k T H E TWO "NASTASYAS" O F A N D R Z E J
WAJDA
Andrzej Wajda staged two spectacles based on "The Idiot" by Dostoevsky.
The first was performed in 1977 in the Stary Theatre in Cracow under the title
„Nastasya Filipovna". It began with public rehearsals for which Wajda chose
the end scene in which Mishkin and Rogozhin (ill. 1) spend the night watching
over the corpse of Nastasya, murdered by the second of the two men. The
rehearsals which lasted from 30 to 120 minutes each, were conducted without
a ready stage adaptation and to a large extent were improvised. The stage
design and costumes by Krystyna Zachwatowicz played an important part in
the creatin of an appropriate mood.
The second "Nastasya", presented in 1989 in the Benisan Theatre in Tokyo,
was played in a similar interior. Nastasya and Mishkin (ill. 2 and 3) were
performed by Tamasaburo Bando, a celebrated Kabuki actor, who specializes
in female parts. After meeting him in Tokyo, at a time when he was playing the
lead in "Dame aux camelias", Wajda decided to restage the last scene. The
author of the article describes in full detail the truly outstanding performance.
She also supplements the statements made by the actor, Andrzej Wajda and
Krystyna Zachwatowicz (from the television film by J. Engler entitled "The
Roles of Tamasaburo Bando", 1991) by reporting on the work on the
spectacle, in which the great Japanese actor played his first male part.
Jan B e r d y s z a k THEATRE - "THEATRE"?
Existence is part of the genetically and culturally transmitted tehatre.
A combination of these two conditions makes it possible to discover and
situate the source of the theatre in a person. Berdyszak refers to the experiences
of the Oberammergau theatre where the actors are selected for each
performance due to their natural predispositions and traits, and always
prepare only for a given "part". In this case, we are dealing both with acting
and non-acting. In the course of his reflections the author notices that "the
theatre comes into being and exists in the special activity of a person and in
relation to him. It is provoked by reaction of the state of objects and the state
of places, the boundaries of which remain indistinct". The active and potential
place of the theatre is thus created. These situations require understanding but
also an open imagination. Berdyszak distinguishes three types of such
a theatre: the ephemeral theatre, the theatre of the intellect, the potential and
halted theatre. The author also observes that apart from producing situations
which stimulate the imagination, the theatre cannot exist without the
spectator, and recalls his own experiences. Finally. Berdyszak poses numerous
questions pertaining to the possibility of the variety of the theatre under
examination. The article ends with comments about the stage, curtain, the
essence of the question in art, and about the situation, state and provocation.
M a r c i n G i ż y c k i P E R F O R M A N C E A R T TODAY: T H E A M E R I ­
CAN PERSPECTIVE
The categories of performance and performance art are blurred and contain
many phenomena. Despite the predictions made by certain critics, they remain
an unshaken part of present-day art. The author notes that the trend itself
underwent profound changes: the artists have altered, the phenomenon is
examined as a theory and presented at academic lectures and, finally,
performance has come closer to the theatre. The main domain of exploration is
now the artist's own body. The author refers primarily to three representatives
of the expansive current of performance: Karen Finley (predominantly
connected with body art), Annie Sprinkle (here the author discloses the
dilemnas of feminism) and Guillermo Gomez-Pefia, an artist born in Mexico
City (a par excellence postmodernist town owing to an undisturbed coexisten­
ce of various cultures) whose works recall the multi-cultural nature of the
Mexican-American borderline.
J a n u s z B y s z e w s k i ALONGSIDE EDUCATION AND ART
In the opinion of J. Byszewski, young people today are interested in the
question: how to live? Education and art can assist in finding a suitable answer.
Byszewski conducts creative workshops which take place in various places and

80

OF

ARTICLES

involve different persons. The decision to participate is made by every
candidate individually and consciously.
The workshop groups attempt to seek a solution to questions which are also
posed by contemporary society and culture (for instance, those concerning
global and local art education, the problems of "small homelands", the
"taming" of anonymous places connected with contemporary civilization
etc.). In his creative work, a teacher becomes more of a partner and another
participant than a person who provides information and passes judgements.
The term "cultural education" has replaced the concept of the "dissmination
of culture" which assumed that its task was to produce a passive recipient of
high culture. On the other hand, "cultural education" seeks methods which
help people in becoming active, creative and involved in a pursuit of their
cultural identity.
L e s z e k K o l a n k i e w i c z A R E P O R T F R O M H O L S T E B R O BY
STUDENTS O F T H E C H A I R O F POLISH C U L T U R E
The Chair of Polish Culture at Warsaw University conducts a course in
a widely comprehended anthropology of the theatre. The students have an
opportunity to attend lectures and seminars for several semesters, and then to
practice in various centres connected with the unconventional theatre. In this
report, they recall their encounter and work with Eugenio Barba and his
ensemble at the Odin Theatret.
H a l i n a W a l a s z e w s k a R E P O R T F R O M ŁUCZNICA T H E WOR­
KSHOPS O F T H E P L A S T I C T H E A T R E O F L E S Z E K MĄDZIK
Łucznica is the site of the Centre for the Animation of Culture, sponsored by
the Ministry of Culture and Art. One of its prime tasks is the organization of
workshops and courses for instructors from various cultural centres. The
author describes the theatrical workshops conducted by Leszek Mądzik, the
creator of the so-called Plastic Theatre at the Catholic University in Lublin,
one of the most celebrated stages in Poland.
H a n n a B a l t y n AN INVITATION TO A C O N C E R T
This is the story of Olena Leonenko, for whom singing is a way of life. She
spends her whole time wandering from place to place and collecting old folk
songs about Nature, God, the elements, human feelings, marriage, love, birth
and death.
Olena Leonenko left home in Kiev at the age of 16 and after failed attempts
to enroll at the muscial and theatrical academies in Moscow and St Petersburg,
she became a member of a mime group and a trevelling circus and then worked
as an instructor of stage motion. In 1988 she decided to conduct a theatre
studio which organized trips to the countryside; it was then that Olena's search
took on an ethnographic character.
Olena wants people to observe the world unconventionally and to
consciously coexist both with each other and with objects. Singing should lead
to the de-automatization of thought. For the past two years Olena Leonenko
has been working in Poland; she was originally invited by the "Wegajty"
ensemble and spent some time in the Grotowski Centre and in Gardzienice.
From 1992 she cooperates with the Theatre of the Eighth Day in Poznań.
"MUSICIANS"
"Musicians" is an interview held by Aleksander Jackowski with A n d ­
r z e j B i e ń k o w s k i , professor at the Academy of Fine Arts in Warsaw and
a painter who is keenly interested in folk themes and particularly in village
musicians. Bieńkowski has an extensive photographic documentation and
a rich collection of video tapes (over 170 hours registered from 1985 on). The
"seances" recorded by him are a unique document of the techniques of
performance, mannerisms, behaviour and emotional tension of the village
artists. The interview itself concerns the original registration and creation of
documents of an increasingly extinct musical phenomenon in contemporary
folk culture, an undertaking which is Andrzej Bienkowski's great passion. In
"The Musicians of Radom Region" he concentrates, above all, on the
documentation of folk music in the voivodeship of Radom which he began in
1979. Andrzej Bieńkowski describes the members of these groups and their
instruments, as well as attempts at their "resurrection" and the necessity of
obtaining instruments - the majority of the musicians stopped playing quite
some time ago.
In "Problems of Video Documentation" the author deals with the
difficulties of this type of documentation and its achievements, as well as with
the authenticity of the musicians and their behaviour during performances.
J a n O k o ń T H E VESPERS E A S T E R M Y S T E R Y P L A Y
In 1971 the Religious Theatre of the Word was established in Trybsz by
Bolesław Maria Kozyra, a Cistercian monk, and Stanisław Jarzębski, a history
teacher from the local secondary school. In 1979 Father Kozyra moved to
Mogiła where he founded the Theatre of the Word of the Cross, which shows
"The History of the Glorious Resurrection of the Lord" according to the
sixteenth-century version by Jan Karol Dachnowski. This article is an
attempted report and evaluation of the spectacle.
W a n d a D r a b i k THE EXPERIENCING OF A RITUAL
Research intoritualsvery often ignored the problem of feelins already at the
stage of gathering material. The author of this article presents many examples
of aritualizednecessity to demonstrate feelins (sadness, joy, laughter, tears) in
annual and family rituals. Thus, the demonstration of merriment is not the
outcome of the "degeneration" of the ritual and its transformation into a game
but its required and structural moment. Laughter, after all, has a profound
symbolic meaning. The author indicates various techniques whose purpose и
to stimulate feelings appropriate for a given moment.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5977" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5957">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2fa05dda91b21e46a55e4aad212f338f.pdf</src>
        <authentication>592541e25a78cc5d948b94692693bcde</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71306">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2434</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71307">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71308">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2260</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71309">
                <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71310">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71311">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71312">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71313">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71314">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71315">
                <text>Marginalia
Hasła, podobne do tych, które widzimy obok, na fotografiach,
s p o t y k a ł e m w ubiegłym roku w Hiszpanii, w Niemczech, we Francji.
R e a g o w a ł e m podobnie - z a ż e n o w a n i e m . Jednak mniejszym, byłem
wszak turystą, obcym. U siebie z ł o boli więcej, stąd też potrzeba tych
refleksji. C h c i a ł b y m komentarz Adama Bartosza poszerzyć o kon­
tekst czasowy i kulturowy.
Zacznę od anegdoty. Prawdziwej. D z i a ł o się to we W r o c ł a w i u ,
w drugiej p o ł o w i e lat 70-tych. W mieście pojawiły się pisane n o c ą .
czerwonym sprayem, hasła antyradzieckie. Z a dnia zamazywano je,
nieudolnie, trudno tak z a m a z a ć , aby nie było widać treści. Samo
zamazanie już było treścią, m ó w i ł o co trzeba. Milicja, ponaglana
przez Partię, p o w o ł a ł a grupę operacyjną, s ą d z o n o , iż powstała
podziemna organizacja. Patrole krążyły nocą po mieście, bez
rezultatu. Wreszcie, po 2 tygodniach, wracający do domu funk­
cjonariusz zderzył się na rogu ulicy z c h ł o p c e m . Ten rzucił się do
ucieczki, co w i d z ą c milicjant w naturalnym odruchu wszystkich
policjantów na świecie, zaczął go gonić. Krzyknął, że strzela.
Chłopca doprowadzono na K o m e n d ę Milicji, dowody przeciw
niemu były niezaprzeczalne, zaczęty napis na domu, puszka sprayu.
Przestraszony w y d a ł „organizację", szef miał 15 lat, on 17, trzeci
uczestnik 16. Sprawę ujął w swe ręce major, prawnik, człowiek
mądry i przyzwoity. Dlaczego wypisujesz takie hasła? - zapytał.
Chłopiec spokojnie o d p o w i e d z i a ł - K t o ś musi o tym m ó w i ć , wy
przecież nie możecie... - No dobrze! ale co to za bzdury o Katyniu?
- T o nie bzdury, panie majorze. T o prawda. - Skąd o tym wiesz?
- M ó j dziadek zginął w Katyniu. Major speszył się, ale pytał dalej
- Dlaczego piszecie: „ R W P G to klęska gospodarcza Polski".
Przecież to nieprawda! - Pan się myli, chłopiec zaczął sypać faktami.
Znał dane statystyczne, c y t o w a ł je z pamięci. Major wiedział, że były
prawdziwe, zapytał więc zaciekawiony - skąd o tym wiesz? - Wy­
grałem o g ó l n o p o l s k ą olimpiadę wiedzy o Polsce i świecie współczes­
nym, o d p o w i e d z i a ł chłopiec. Sprawa skończyła się ł a g o d n y m wyro­
kiem - rodzice zapłacili 300 zł za brudzenie m u r ó w przez ich s y n k ó w .
Hasła pisane w ó w c z a s i dziś. C ó ż to za różnica. Pamiętam tamte
lata, każde hasło biło w oczy, j a k reflektor. Nie m o ż n a było go nie
zauważyć, przejść obojętnie, jakby to był plakat minionego koncer­
tu. Mury mówiły. Krzyczały. N a w o ł y w a ł y (no, wpadłem w patos).
Podobnie jak w latach okupacji.
Dziś pisanie niczym nie grozi, m o ż e karą za brudzenie ścian, ale ile
takich spraw?
Dlaczego zacząłem od anegdoty? P o n i e w a ż pomaga dostrzec, ile
się zmieniło w kontekście towarzyszącym hasłom, pojawiającym się
na murach. M o ż n a zrobić wykres, ukazujący ścisły ich związek
z wydarzeniami, jakie miały miejsce w ostatnim ćwierćwieczu
(dokładnie, od marca 1968 г.). Zmieniała się treść napisów, ich
adresat, zmienił się nadawca i reakcja publiczności. Wpłynęły na to
przede wszystkim dwa czynniki: zmiany polityczne, z a c h o d z ą c e
w kraju oraz zmiany w przestrzeni wizualnej, która nas otacza.
Wpływ sytuacji politycznej jest oczywisty. W okresie dławienia
swobody wypowiedzi, cenzury, presji propagandowej ( T V - Urban,
prasa), mury stały się ścienną gazetą opozycji. Przestrzenią przez nią
anektowaną. Opozycji wszelkiej, każdy gest przeciw liczył się
przecież, dopiero później nastąpiło zróżnicowanie. Pisali, rysowali
ci, którzy byli przeciw - z racji ideowych, ale także kontestujący
wszelki establishment, porządek, świat dorosłych. Próby reżymu
skanalizowania ruchu mazania na murach nie miały szans, śmieszne
i głupie (tablice w parkach przeznaczone do pisania, taki warszawski
Hyde Park).
Z kolei drugi czynnik, też zresztą związany z przemianami
ustrojowymi. M a ł a ilość reklam, wszelkiego rodzaju informacji
zapełniających krajobraz miast, mniejsze zanieczyszczenie prze­
strzeni wizualnej, a co za tym idzie większa czytelność (i siła
oddziaływania) k o m u n i k a t ó w , n a p i s ó w , rysunków na murach.
Rozsypanie się ustroju, m o ż l i w o ś ć głoszenia wszelkich haseł
• poglądów z jednej strony, a z drugiej natłok reklam, informacji,
ulotek, p l a k a t ó w sprawiły, że mur nie przemawia dziś do nas z taką
siłą, jak jeszcze przed czterema laty. Hasła mijamy obojętnie, nie
dostrzegamy ich, m u s z ą być szczególnie ciekawe, wyraziste, by je
zobaczyć, zapamiętać, jak np. w przejściu pod A l . Ujazdowskimi
zabawny rysunek trzech rakiet wystrzelonych w przestrzeń i napis
- księża na księżyc.
Przykład ten wskazuje na zasadniczą zmianę w charakterze haseł,
pstre, polityczne ustąpiły miejsca mniej lub bardziej dowcipnym,
" u r y przestają być narzędziem (mur narzędziem!) walki politycznej,
stają się rodzajem publicznej gazety ściennej, w której m o ż e m y
wyczytać z a r ó w n o k o m u n a ł y , jak i inteligentne, zabawne konstata­
cje (Bóg umarł! Nietzsche i pod tym: Nietzsche umarł! Bóg).
Stajemy się krajem normalnym (co nie koniecznie znaczy - sym­
patycznym). Wystawa, którą niedawno oglądaliśmy w warszawskim
Centrum Sztuki Współczesnej stanowi artystyczną transformację

zjawiska, o którym piszę. Jenny Holzer p o k a z a ł a m i n . cykl plaka­
t ó w z truizmami. Wywieszane w przejściach podziemnych dosko­
nale wpisywały się w kontekst ulicy. Autorka wybrane hasła
umieściła także na wielkich tablicach reklamowych, w hali głównej
Dworca Centralnego, w dużych magazynach. W swym charakterze
nie odbiegały od tych, które m o ż e m y dostrzec na ulicach miasta,
oczywiście od haseł „inteligenckich", dowcipnych, nieagresywnych
czy plugawych. Oto kilka: Brakuje dzisiaj niepodważalnych
prawd;
Czasem nauka rozwija się szybciej niż powinna; Głupi ludzie
nie powinni się rozmnażać;
Dekadencja może być celem samym
w sobie.
M u r stał się publiczną salą w y s t a w o w ą , miejscem lepszych czy
gorszych p o p i s ó w plastycznych, haseł bezinteresownych. Podobnie
za granicą, w Niemczech, w Szwecji. Uderza podobna stylistyka
graffiti, nawiązująca do estetyki k o m i k s ó w i filmów Disneya.
Anonimowe, pokoleniowe przejawy buntu, manifestacja własnej
tożsamości. Nie tylko frustracji.
U nas obserwując to, co się dzieje na murach, zwłaszcza w War­
szawie, dostrzegam wyraźny w p ł y w P o m a r a ń c z o w e j Alternatywy.
Dowcip. Często świetny, ostry. Nigdzie takiego nie widziałem poza
Polską.
T u wracam do p o w o d ó w tych uwag - haseł na zdjęciach. Nie
przeceniam ich znaczenia, nie demonizuję faktu pojawiania się
plugawych n a p i s ó w , czy to w ubikacjach, czy na ścianach. Trzeba je
dostrzegać, ale nie w kontekście graffiti, lecz ogólnej degradacji
kultury w naszym kraju. Nie miejsce tu na analizę przyczyn,
w s p o m n ę tylko, że lata powojenne to migracje, rozbijanie więzi
międzyludzkich, upadek autorytetów, kłamstwa propagandy, szczu­
cie jednych przeciw drugim. M o ż n a m ó w i ć wręcz o zespole zjawisk
degradacyjnych. Głupie hasła na murach są ich cząstką i p o c h o d n ą .
Trzeba je widzieć na tle: wulgaryzacji s ł o w n i c t w a , niszczenia apara­
t ó w telefonicznych, wnętrz a u t o b u s ó w , tablic informacyjnych na
przystankach, łamania ławek, niszczenia urządzeń do zabawy dla
dzieci (Łazienki!!!), demolowania cmentarzy żołnierzy Armii Czer­
wonej, ż y d o w s k i c h , ewangelickich, p r a w o s ł a w n y c h , katolickich
(Warszawa!). Żyjemy w okresie w z m o ż o n y c h z a c h o w a ń agresyw­
nych i to różnie się wyrażających. Ź r ó d ł e m ich są frustracje, wynikłe
z n i e p o w o d z e ń , złości na tych, którzy się dorobili (zwłaszcza
„obcych"), bezrobocie, brak perspektyw na mieszkanie, pracę,
godziwe życie. Wszystko to powoduje narastające poczucie za­
grożenia, r o z ł a d o w y w a n e - nieraz w s p o s ó b barbarzyński (pogromy
C y g a n ó w w Mławie).
Na tym tle widzę hasła wypisywane na murach. T o , że są, nie
powinno dziwić, istotne tylko - na ile ich siła oddziaływania jest
duża, i z jakim się spotykają przyjęciem.
W tym miejscu powiedzieć muszę, iż byłem niedawno w G d a ń s k u .
Kiedy przyjechałem, na ścianach w pobliżu dworca wisiały ulotki
z hasłami - antymasońskimi, antyżydowskimi. Głupie, obłąkane.
N a s t ę p n e g o dnia były zerwane. Nie przez policję! A więc ktoś pisał,
drukował, nalepiał, ale i ktoś zrywał. Nie widziałem przy tym
nikogo, kto by chciał się zatrzymać, przeczytać długi elaborat, o tym,
jak to Żydzi rządzą A m e r y k ą , masonerią itd.
Zmieniło się oczekiwanie na prawdę. Nie szukamy jej na murach.
Kto chce - pisze. Gazet mamy do wyboru, do koloru. Plugawe też są.
Posłowie opluwają się w sejmie, dobre s ł o w o p o z o s t a ł o w kościo­
łach na niedzielę, przez sześć dni słuchamy wszędzie inwektyw
i to jest pejzaż, na tle którego należy postrzegać brudne hasła. (A
propos tarnowskich, wyraźnie widać, że kilka z nich kreśliła ta sama
ręka.)
N a zakończenie kilka uwag o rodowodzie haseł „anty". Kiedy
czytam „Żydzi do piachu", „Żydzi do gazu" przypomina mi się
kampania haseł prowadzona przez Partię od marca 1968 r. „Pisarze
do piór, robotnicy do fabryk", a zwłaszcza „Syjoniści do Syjamu"
(!!!). Kretynizm tego hasła znajduje kontynuację i dzisiaj. W moim
ulubionym przejściu (plac N a R o z d r o ż u ) w y c z y t a ł e m ostatnio
„Żydzi do domu". Nie sądzę, by ten, który je pisał wiedział c o ś
o Tuwimie, Słonimskim, Leśmianie, by pomyślał, że domem tysięcy
P o l a k ó w z dziada, pradziada, o j a k i m ś tam procencie krwi ż y d o w s ­
kiej (wg ustaw norymberskich) - jest Polska właśnie. C o to więc
znaczy - Gebert do domu? M a iść na Nowy Świat?
Warto pamiętać, że wojnę na hasła wprowadziła Partia. Przed
wojną mury były (pomijając okres w y b o r ó w ) czyste. Między innymi
dlatego, że domy należały do prywatnych właścicieli, pilnowali je
dozorcy. Propagandziści reżymu powtarzali hasła opluwające ( „ A K
- zapluty karzeł reakcji") i gloryfikujące (o Z S R R , Armii Czer­
wonej, P Z P R ) wierząc, że rzecz tysiąc razy zobaczona, usłyszana,
kształtuje ś w i a d o m o ś ć . O k a z a ł o się, że spece od reklam (Ociec,
prać?, Dziękuję ci. Orno) biją ich na głowę. P o k ł o s i e m partyjnej
frazeologii są hasła, które przytacza Bartosz.
Problemem rzeczywistym, w a ż n y m , jest niski stopień tolerancji.
U nas i w innych krajach.
Aleksander Jackowski

77

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5976" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5956">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/31b01753afa483112d200c1daa645687.pdf</src>
        <authentication>bcd113e4321cab60b00985ea4ca985bc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71296">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2435</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71297">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71298">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2261</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71299">
                <text>Wspomnienie o profesor Annie Kutrzebie-Pojnarowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71300">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.2, s.78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71301">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71302">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71303">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71304">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71305">
                <text>Wspomnienie o profesor
Annie Kutrzebie-Pojnarowej
Zbigniew Benedyktowicz
29 kwietnia 1993 roku zmarła w Warszawie w wieku 80 lat
Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa. Pogrzeb odbył się
6 maja na Cmentarzu Powązkowskim, gdzie do rodzinnego
grobu, na miejsce Jej wiecznego spoczynku odprowadzili Ją
Jej najbliżsi: mąż, przyjaciele, współpracownicy, uczniowie.
Nie mogłem być na pogrzebie. Byłem wówczas w Krakowie.
Tym bardziej odczuwam potrzebę napisania tych kilku słów
wspomnienia, które, chociaż wiem, że jak zawsze w takim
przypadku, gdy odchodzi od nas ktoś niezwykły, na swój
sposób jedyny i niepowtarzalny, muszą okazać się bezradne,
niewystarczające. Niewystarczające zwłaszcza wobec świa­
domości jak wiele swymi studiami, swą pracą, postawą,
obecnością wniosła Profesor Anna Kutrzeba-Pojnarowa nie
tylko do historii etnografii, ale także jak bardzo obdarowała
nasze środowisko. O tych Jej zasługach, dorobku nauko­
wym, osiągnięciach pisano w poświęconym i zadedykowa­
nym Jej numerze „Etnografii Polskiej" w 1991 (t. X X X V , z.
2), zawierającym bibliografię Jej prac, a wcześniej, w grudniu
1988 mówiono na specjalnym spotkaniu z Jej uczniami w Sali
Senatu Uniwersytetu Warszawskiego, zorganizowanym dla
uczczenia 60-lecia jej pracy naukowej i 75 rocznicy Jej
urodzin.
Chociaż nie należałem do najbliżej współpracujących
z Nią uczniów - a tych, wartościowych, miała do końca swej
pracy i życia wielu - zawsze czułem się i będę czuć się Jej
dłużnikiem. Bo to właśnie dzięki Niej zostałem w ogóle
etnografem. Jej zawdzięczam moją przygodę z etnografią.
Profesor Kutrzebę-Pojnarową poznałem w 1968 roku
podczas egzaminów wstępnych na etnografię. Egzamin
poszedł mi kiepsko. Konkurencja była silna - dziesięciu
kandydatów na jedno miejsce, przyjmowano 10 osób. Znalazem się na jedenastym. Sytuacja wyglądała beznadziejnie.
Pogodziłem się już z tym. Zacząłem przygotowywać się do
egzaminu na jedyny wtedy czynny wydział filozoficzny, na
A T K . Wkuwałem logikę, rachunek zdań, zaczytywałem
podręcznik Tatarkiewicza. I wtedy ten telefon - dzwoniła
Pani Profesor, namawiała, żeby nie rezygnować, żeby nie
tracić roku, uczestniczyć jako wolny słuchacz w nadchodzą­
cym roku akademickim. W końcu przyjęto większą liczbę
osób, także z niższych miejsc, więc i mnie. Ale gdyby nie ten
telefon, i ta zachęta...
Myślę, że podobnych słów zachęty, pomocnie podanej
dłoni przez Panią Profesor, podczas studiów, obcowania
i pracy z nią doświadczyło wiele osób. I , że wiele podobnych
wyznań zapisała w etnograficznych sercach, umysłach i pa­
mięci osób, które miały szczęście ją spotkać. Była Wielkim
Dyskretnym Pedagogiem. Ofiarowała nie tylko swą wiedzę,
ale potrafiła obdarować nas samych sobą. Nie zabiegała
o uznanie, o poklask, o liczbę uczniów, sami garnęli się do
niej, wiedząc, że jest prawym Dobrym (ale i wymagającym)
Człowiekiem. Że potrafi wydobyć z ich pracy i z nich to, co
najlepsze. Myślę, że sekret tej Jej pedagogicznej siły zapisany
jest w artykule, jaki ofiarowała nam do „Polskiej Sztuki
Ludowej" na 40-lecie naszego pisma, w artykule, w którym
wracała do początków swojej etnograficznej pracy:
„Pochylam się nad przeszłością. Leżą przede mną dwa
niewielkie notatniki z kolorowymi rysunkami blisko 50
przydrożnych kapliczek, krzyży i figur z piaskowca. Wyko­
nane zostały w latach 1927 i 1928 przeze mnie jako czternas­
to- i piętnastoletnią uczennicę krakowskiego gimnazjum im.

78

Królowej Wandy w czasie wakacji letnich we wsi Zawoi,
leżącej w paśmie Magurskim Beskidu Zachodniego, na
południe od Makowa Podhalańskiego, w leju źródłowym
rzeki Skawicy, u stóp Babiej Góry. Notatniki te, w których
oprócz kapliczek znalazły się również rysowane przeze mnie
widoki Babiej Góry i Zawoi, skłaniają do reflekcji i budzą
wspomnienia związane z moim i wielu innych etnagrafów
mego pokolenia pierwszym zetknięciem się ze wsią jako
przedmiotem obserwacji, przemyśleń i opisu etnograficz­
nego. Kierują myśli ku tym, już nie żyjącym, wychowawcom
- nauczycielom z lat dwudziestych i trzydziestych, którzy
zadbali o to, aby nam młodym, niekiedy bardzo młodym,
przekazać młodopolskie idee szacunku dla chłopów, tej
podstawowej przez setki lat substancji narodu i sprawiedliwą
ocenę ich kultury."
Sekret, o którym mowa polegał na tym, że oddawała nam
to, czego doświadczyła od swych nauczycieli.
Jej wykłady z historii etnografii i etnografii Polski od­
znaczały się nie tylko rzetelną wiedzą i znakomitą erudycją,
ale nasycone były licznymi osobistymi dygresjami. Historię
dyscypliny, sylwetki uczonych, omawiane problemy badaw­
cze znała doskonale nie z książek, lektur, „z drugiej ręki", ale
niejako z autopsji. Były one częścią jej bogatego, długiego
i spełnionego naukowego życia. Pamiętam z jaką radością
(nazywała to darem) mówiła o wydaniu przez małe lokalne
wydawnictwo ostatniej swojej książki, monografii rodzinnej
wsi swego męża, owoc wieloletnich nie tylko i nie tyle badań
i obserwacji, co r e f l e k s j i u c z e s t n i c z ą c e j (Trześniów. Tradycyjna kultura chłopska i kierunki przemian.
Refleksja etnografa. Brzozów 1988).
Była osobą otwierającą drzwi. To na Jej seminariach
(jeszcze w Katedrze na Hożej) omawiano i wprowadzano do
kanonu lektur antropologicznych ówczesne wydawnicze
„nowinki" - religioznawczo-kulturowe prace Carla Gus­
tawa Junga, prace Mircei Eliade'go, a także powstawało
pierwsze, idące tymi tropami, odwołujące się do pojęć
archetypu, pleromy, sacrum studium Mariusza Wieczorkow­
skiego o „środku świata" w Oporowie. Zaś na seminariach
w kierowanym przez nią przez wiele lat Zakładzie IHK.M
PAN, tamże na strychu na Hożej, uczestniczyć można było
już nie w referacie a wręcz w spektaklu dźwięku i obrazu
Jacka Olędzkiego, słuchać beczenia baranów i wieczornych
odgłosów mongolskiego stepu zarejestrowanych i przywie­
zionych z badań ekspedycji mongolskiej.

�Chociaż wierna swoim nauczycielom i mistrzom i przywią­
zana do historyczno-socjologicznej tradycji badań kultury,
a także do problematyki przemian, nie była żadnym doktrynerem naukowym, ani, nie daj Boże, dogmatyczną wy­
zna wczy nią w nauce jedynie słusznej drogi.
Była przeświadczona, że: „Dla różnych kierunków i pro­
gramów badań etnografia może mieć różne oblicza. I chyba
to właśnie stanowi między innymi ojej nieodpartym czarze."
- pisała w odpowiedzi na ankietę naszego pisma.
I jeszcze jedno wspomnienie. - Uczestniczyła w pracach
Rad Naukowych, Muzeów, Towarzystw Naukowych i Re­
gionalnych Ośrodków Badań, ale także i w pracach wielu
międzynarodowych konferencji i spotkań etnograficznych.
Pamiętam jak wróciła w 1973 r. z USA, ze światowego
Kongresu Nauk Antropologicznych, którego była Wice­
prezydentem. Pamiętam, jak na pierwszych po powrocie
zajęciach opowiadała nie tylko o programie konferencji, ale
0 wielu drobnych zdarzeniach, swoich obserwacjach i do­
znaniach tamtej kultury, (było i o spotkaniu z Margaret
Mead i z uczniami Józefa Obrębskiego). Na stole rósł stos
wydawnictw, folderów, streszczeń referatów, zdjęć. Co jakiś
czas (a było to przecież w okresie zaledwie półuchylanych
granic) powracał tak zrozumiały dla wszystkich wtedy jakby
refren, przez Nią wypowiadany: „Ja sama już czasami nie
wierzę, że tam byłam." W pewnym momencie Pani Profesor
sięgnęła do torby i na stos wydawnictw pofrunął rój jesien­
nych liści, pozbieranych na uniwersyteckim campusie, żebyś­
my mogli bliżej dotknąć „tamtego świata"...
W przywołanej już odpowiedzi na ankietę pisała:
„Dla mnie osobiście etnografia była przede wszystkim
wielką przygodą i spotkaniem z życiem, z jego bogactwem
1 zróżnicowaniem kulturowym, odkrywanym w terenie,
objaśnianym przez studia i literaturę, podsuwaniem zagadek
do wytłumaczenia, poszukiwaniem cudzych i własnego klu­
cza do zrozumienia tajników kultury. Zawdzięczam jej wiele
w stosunku do tego, co mogłam dać jej w zamian."
Jakże liczni mogliby powtórzyć to ostatnie zdanie w od­
niesieniu do Pani Profesor Anny Kutrzeby-Pojnarowej:
„Zawdzięczaliśmy jej wiele w stosunku do tego, co mogliś­
my dać Jej w zamian."

ODESZLI
Prof. G E R T R U D A W E I N H O L D ,
znana była w Polsce wielu
twórcom, działaczom i miłośnikom kultury ludowej. Mimo podeszłego
wieku jeździła po Europie i Ameryce, docierała do wsi, zwłaszcza
w Polsce, z którą szczególnie czuła się związana. Zorganizowała w Ber­
linie wiele wystaw, niemal zawsze włączając w nie duży zestaw prac
naszych twórców ludowych. Zmarła 3.11.1992 r. w wieku 94 lat, do
końca aktywna. My, którzy mieliśmy możność współdziałać z nią
zachowamy w pamięci postać drobnej, uśmiechniętej, mądrej staruszki,
zakochanej w sztuce ludowej. Była jak dobra wróżka z dziewiętnas­
towiecznych bajek.
Dr. hab. J A N B U J A K (1931-1991), adiunkt w Katedrze Etno­
grafii UJ. Zmarł w Krakowie 23.09.1991 r. w wieku lat 60. Etnograf,
autor prac z zakresu rzemiosła ludowego, m.in. o zabawkach;
organizator badań nad reliktami kultury żydowskiej. Zmarł w 1993 г.,
w Krakowie. Mógł zrobić jeszcze wiele, nie zdążył. Zostawił po sobie
wdzięczną pamięć tych, którzy się z nim zetknęli.
Prof, dr hab. A N N A Z A M B R Z Y C K A - S T E C Z K O W S K A ,
ur. 22.07.1931 r. w Wilnie, zmarła w Krakowie 4.05.1993 r. W latach
1980-87 kierowała Katedrą etnologii U J . Członek Komitetu Nauk
Etnologicznych P A N i wielu innych stowarzyszeń polskich oraz między­
narodowych. Organizator badań etnograficznych, autorka książek i ar­
tykułów z zakresu kultury Polski i Europy Środkowej, redaktor licznych
Publikacji naukowych. Wychowawca i rzetelny przyjaciel młodzieży.
Człowiek prawy, mądry i szlachetny.
A.J.

NOTA O A U T O R A C H
H A N N A B A L T Y N - polonistka, krytyk teatralny i telewizyjny,
dziennikarka,
T A M A S A B U R O B A N D O - japoński aktor teatru kabuki.
E U G E N I O B A R B A - twórca o ś r o d k a teatralnego w Holstebro
(Dania), Odin Teatret. W s p ó ł p r a c o w a ł z Jerzym Grotowskim
A D A M B A R T O S Z - etnograf, dyrektor Muzeum w Tarnowie,
autor wystaw i artykułów d o t y c z ą c y c h kultury Ż y d ó w polskich
i Cyganów.
Z B I G N I E W B E N E D Y K T O W I C Z - doktor, antropolog kultury,
etnograf, kierownik Pracowni Filmu w Instytucie Sztuki P A N .
Redaktor „ K o n t e k s t ó w " .
J A N B E R D Y S Z A K - artysta-plastyk. Uprawia malarstwo, rzeź­
bę, grafikę, scenografię oraz działania efemeryczne, parateatral­
ne. Jest profesorem w P W S S P w Poznaniu.
A N D R Z E J B I E Ń K O W S K I - profesor, kierownik Katedry w
warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jego pasją jest muzyka
wiejskich m u z y k a n t ó w . Zbieracz i dokumentalista.
J A N U S Z B Y S Z E W S K I - Studia teatralno-polonistyczne na U W .
Publicysta, pedagog, zajmuje się od 1979 r. edukacją plastyczną
dzieci i młodzieży. Autor programu telewizyjnego „ C z y m
skorupka za m ł o d u . . . " , projektów: „ M o j a książka" (m.in.
pokazany w U S A , Japonii, Danii), „ S z t u k a akcji dla/z dzie­
ćmi", w którym wzięło udział ponad 100 artystów z dwudziestu
kilku krajów. Organizator wystaw, warsztatów twórczych.
Członek International Society for Education Trough Arts.
Kieruje działem animacji plastycznych w Centrum Sztuki
Współczesnej w Warszawie.
M A R C I N G I Ż Y C K I - historyk sztuki, krytyk, członek sekcji
polskiej A I C A , autor wielu t e k s t ó w o współczesnej sztuce,
filmie i teatrze, o nowych zjawiskach w kulturze artystycznej.
Od 5 lat w y k ł a d o w c a w Rhode Island School of Design
(Providence, U S A )
A L E K S A N D E R J A C K O W S K I - socjolog kultury, krytyk, reda­
ktor „ K o n t e k s t ó w " , autor wielu prac z dziedziny sztuki,
zwłaszcza ludowej.
M A R C I N J A R N U S Z K I E W I C Z - scenograf, reżyser, adiunkt na
wydziale scenografii warszawskiej A S P . Wraz z Romanem
W o ź n i a k i e m stworzył dwa wybitne przedstawienia: „Sceny
Pasyjne" oraz „ P a t m o s " .
LESZEK
K O L A N K I E W I C Z - doktor, antropolog kultury,
adiunkt w warszawskiej P W S T oraz w Katedrze Kultury
Polskiej U W . Autor wielu tekstów z zakresu antropologii
teatru, publikowanych w „ D i a l o g u " , a także w „ K o n t e k s t a c h " ,
książki Święty Arthaud ( P I W ) , wydawca prac Junga.
J A N O K O Ń - polonista, pracownik Instytutu Filologii Polskiej
W S P w Krakowie.
Z B I G N I E W R A S Z E W S K I - (1925-1992) - historyk teatru, pro­
fesor w Instytucie Sztuki P A N , redaktor „ P a m i ę t n i k a Teatral­
nego", w y k ł a d o w c a w P W S T w Warszawie. Ostatnio ukazały
się Jego Teatr w świecie widowisk. Dziewięćdziesiąt listów
o naturze teatru (Warszawa 1991) i Raptularz 1967/1968 (War­
szawa 1993).
A N D R Z E J W A J D A - reżyser filmowy, teatralny i telewizyjny
J O A N N A W A L A S Z E K - teatrolog, w y k ł a d o w c a na U J , autorka
monografii o Konradzie Swinarskim ( P I W ) .
H A L I N A W A Ł A S Z E W S K A - absolwentka P W S T w Warszawie,
logopeda, prowadziła wraz z H . M a c h u l s k ą ognisko teatralne
w Teatrze Ochota, ośrodek kultury mowy. Instruktor teatralny
w Centrum Animacji Kultury, organizator sesji, kursów i warsz­
tatów teatralnych.
KRYSTYNA ZACHWATOWICZ

- scenografka, aktorka

79

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5975" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5955">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/53d399b82ea0b14fcba0264ee791374d.pdf</src>
        <authentication>e17bf203f03ba4886ca870b06ab4e1e7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71286">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2443</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71287">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71288">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2267</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71289">
                <text>Semiotyka w lustrze kultury masowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71290">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.22-27</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71291">
                <text>Helman, Alicja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71292">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71293">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71294">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71295">
                <text>Semiotyka w lustrze
kultury masowej
Alicja Helman

Z w i ą z k i twórczości literackiej U m b e r t a Eco z k u l t u r ą
m a s o w ą to jeden z bocznych, przyczynkarskich t r o p ó w
u m o ż l i w i a j ą c y c h jej analizę. Z w i ą z k i te nie są szyfrowane
w g ł ę b o k i c h warstwach powieści, przeciwnie, ujawniają się
w s p o s ó b tak manifestacyjny, że na p o z ó r nie zachęcają do
interpretacji, gdyż w y d a j ą się nie mieć nam do powiedzenia
nic więcej ponad to, co z o s t a ł o j u ż expressis verbis powie­
dziane.
Z a r ó w n o Imię róży, j a k i Wahadło Foucaulta
to na
pierwszy rzut oka powieści kryminalne, czy też przynajmniej
w y p o s a ż o n e w rozwinięty w ą t e k kryminalny, k t ó r y angażuje
mniej wyrobionego czytelnika i uruchamia p r a c ę jego wyob­
r a ź n i . Z tego oczywistego spostrzeżenia w y n i k a , że i w t y m
przypadku funkcjonuje coś takiego j a k pierwszy poziom
lektury, na k t ó r y m teksty powieści Eco d o s t ę p n e są dla
wszystkich, oraz, rzecz prosta, kolejne, coraz to głębsze
poziomy, k t ó r e d o m a g a j ą się subtelnej egzegezy z n a w c ó w ,
a w lekturze d o s t ę p n e są czytelnikom bardziej w y r o b i o n y m .
1

Przyznaje to sam Eco, k o m e n t u j ą c w ł a s n e dzieło w Dopis­
kach na marginesie Imienia róży, k t ó r y to komentarz przynaj­
mniej w t y m , co dotyczy p r o b l e m a t y k i semiotycznej, wyręcza
badacza nastawionego na analizę w tej właśnie warstwie. Eco
informuje, że umieścił akcję swojej powieści w wieku X I V
(ściśle w 1327 roku) p o n i e w a ż dopiero w ó w c z a s m ó g ł
p o w o ł a ć do życia detektywa — A n g l i k a o w i e l k i m zmyśle
obserwacji i szczególnej wrażliwości na interpretowanie
znaków.
W to zdanie w t r ą c a Eco nawias z d o d a t k o w ą i n f o r m a c j ą
„ c y t a t intertekstualny". A n g l i k , zgodnie z z a ł o ż e n i a m i i n ­
trygi kryminalnej, m i a ł przy t y m i n t e r p r e t o w a ć znaki
w szczególny s p o s ó b — taki, k t ó r y k i e r o w a ł „ k u poznaniu
rzeczy p o s z c z e g ó l n y c h " . Eco, znawcy średniowiecza, bliższy
był wiek X I I i X I I I , lecz w ó w c z a s „ i n t e r p r e t a c j a z n a k ó w b y ł a
albo typu symbolicznego, albo przejawiała s k ł o n n o ś ć do
widzenia w znakach idei i p o w s z e c h n i k ó w " (s. 601-602).
U m i e j ę t n o ś c i , k t ó r y m i d y s p o n o w a ł bohater-brat W i l h e l m
z Baskerville m o ż n a b y ł o znaleźć w ś r o d o w i s k u franciszkań­
skim, po Rogerze Baconie i Ockhamie. Bohaterowie Imienia
róży sami p o w o ł u j ą się na tych a u t o r ó w . Eco dodaje, że
teoretycznie brat W i l h e l m m ó g ł być uczniem lub zwolen­
nikiem Ockhama, a co najmniej go znał: sam bohater m ó w i
w powieści o Ockhamie j a k o swoim przyjacielu. Jak dalece
semiotyczna koncepcja Imienia róży stoi pod znakiem Ock­
hama i o c k h a m i s t ó w świadczy wyznanie Eco, iż p o c z ą t k o w o
z a m i e r z a ł uczynić detektywem samego Ockhama.
„ Z n a k i kierujące k u poznaniu rzeczy p o s z c z e g ó l n y c h "
wykorzystuje j e d n a k ż e nie t y l k o semiotyka ś r e d n i o w i e c z n a ,
lecz i „ t e o r i a semiotyczna" leżąca u podstaw klasycznej
powieści kryminalnej, najpełniej i najbardziej konsekwentnie
wykorzystywana przez A r t h u r a C o n a n Doyle'a i A g a t ę
Christie. W z m i a n k a , że detektyw-Anglik to „ c y t a t interteks­
t u a l n y " w pełni potwierdza d o m y s ł czytelnika, k t ó r e g o
Baskerville via Pies Baskervillow
prowadzi p r o s t ą d r o g ą do
Conan Doyle'a i Sherlocka Holmesa.

22

Christian Slater w filmie Imię

Róży

Konwencja powieści kryminalnej służy Eco j a k o swoiste
alibi t ł u m a c z ą c e sukces czytelniczy Imienia róży, bowiem
s k ł o n n y jest on ulegać p r z e ś w i a d c z e n i u , iż jeśli n a p i s a ł o się
bestseller znaczy to zarazem, że nie n a p i s a ł o się książki
wybitnej (i dlatego t ł u m a c z y nam, że tak nie jest). Dlaczego
model fabularny powieści kryminalnej? P o n i e w a ż dostarcza
intrygi najbardziej metafizycznej i filozoficznej — odpowia­
da autor i wyjaśnia swoją m y ś l bliżej.
„ R z e c z w t y m , że p o w i e ś ć kryminalna przedstawia w sta­
nie czystym historię d o m y s ł ó w . Ale r ó w n i e ż w przypadku
diagnozy medycznej, b a d a ń naukowych, a t a k ż e p y t a ń
metafizycznych m a m y do czynienia z d o m y s ł a m i . W gruncie
rzeczy podstawowe pytanie filozofii (podobnie j a k psycho­
analizy) brzmi tak samo j a k powieści kryminalnej: kto
zawinił? C h c ą c się tego d o w i e d z i e ć (chcąc z y s k a ć przekon­
anie, że się wie), trzeba p r z y p u ś c i ć , że wszystkie fakty m a j ą
j a k ą ś logikę, logikę, k t ó r ą narzucił i m winowajca." (s. 612)
Z a r ó w n o Imię róży j a k i Wahadło Foucaulta
przynoszą
nam na pierwszym planie „ h i s t o r i ę d o m y s ł ó w w stanie
czystym", cokolwiek by się w tych p o w i e ś c i a c h nie d z i a ł o
i nie p r z e k a z y w a ł o poza t y m . Powieści Eco są czytane, przez
z n a w c ó w i przez m i ł o ś n i k ó w tego gatunku, w w i ę k s z y m
stopniu j a k o powieści kryminalne niż to zamierzył i życzyłby
sobie autor. Pisze przecież, iż p o z ó r powieści kryminalnej
łudzi do k o ń c a tylko naiwnego czytelnika Imienia
róży.
Zaczyna się ona j a k p o w i e ś ć kryminalna, ale nie jest nią,
p o n i e w a ż o d k r y w a się w niej raczej niewiele, a detektyw
ponosi klęskę. Lecz tak przecież dzieje się w późniejszej
powieści czarnej u H a m m e t t a i Chandlera, co sam Eco
wykorzysta w Wahadle Foucaulta. Jeśli w Imieniu róży m a m y
Wilhelma z Baskerville, Casaubon — bohater
Wahadła

�Foucaulta najchętniej p o r ó w n u j e siebie do Sama Spade'a
{Sokół maltański) lub Philipa M a r l o w e ' a detektywa z c y k l u
p o w i e ś c i o w e g o Raymonda Chandlera.
P o m y s ł nazwania bohatera Imienia róży „ b r a t e m W i l h e l ­
mem z Baskerville" nie pozostaje jedynie ż a r t e m - c y t a t e m
s u g e r u j ą c y m , iż p o s t a ć ta jest sui generis ś r e d n i o w i e c z n y m
Sherlockiem Holmesem. Eco przydaje m u przecież odpowie­
d n i k d o k t o r a Watsona, przyjaciela Holmesa i narratora
powieści Conan Doyle'a.
Jeśli Eco pisze, że Adso z M e l k u , narrator Imienia róży,
podopieczny i u c z e ń W i l h e l m a z Baskerville, staje się dla
czytelnika (tego mniej wyrobionego) o ś r o d k i e m identyfika­
cji, to w ten sam s p o s ó b o ś r o d k i e m identyfikacji jest dla
c z y t e l n i k ó w Conana D o y l e ' a d o k t o r Watson. W obu przy­
padkach cała historia opowiedziana jest „ g ł o s e m k o g o ś , k t o
p r z e ż y w a w y p a d k i , rejestruje je z fotograficzną w i e r n o ś c i ą
m ł o d z i e n i a s z k a , ale ich nie pojmuje (i nie pojmie do głębi
nawet j a k o starzec)" (s. 605). Osiemdziesięcioletni Adso
opowiada to, co przeżył j a k o c h ł o p i e c osiemnastoletni
starając się z r e k o n s t r u o w a ć swoją ó w c z e s n ą ś w i a d o m o ś ć ,
czy raczej jej brak. T y m , k t ó r y m u o b j a ś n i a znaczenie biegu
z d a r z e ń i podstawy snutych przez siebie d o m y s ł ó w jest brat
Wilhelm.
D o k t o r Watson t a k ż e relacjonuje wydarzenia ex-post, gdy
j u ż wie t o , czego nie wiedział, gdy z d a r z a ł y się sprawy,
o k t ó r y c h opowiada. Rekonstruuje stan swojej ówczesnej
niewiedzy, by p o s t a w i ć czytelnika na miejscu niegdyś przez
siebie zajmowanym, d o k ł a d n i e tak j a k czyni to Adso z M e l ­
k u . Watson opisuje to, co widzi i czego nie rozumie, a co
stopniowo wyjaśnia m u , czasem ubawiony, a czasem znie­
cierpliwiony jego niewiedzą i brakiem d o m y ś l n o ś c i , Sherlock
Holmes. Zacytujemy wszelako nie Watsona, lecz A d s o ,
k t ó r y z kolei cytuje Biblię: „ A l e videmus nunc per speculum et
in aenigmate, a prawda n i m staniemy z n i ą t w a r z ą w twarz,
w p r z ó d pokazuje się nam po k a w a ł k u (jakże nieczytelnym)
w b ł ę d a c h tego świata, w i n n i ś m y zatem o d c z y t y w a ć z mozo­
łem jej wierne znaki r ó w n i e ż t a m , gdzie j a w i ą się n a m j a k o
niejasne i prawie p o d s u n i ę t e przez w o l ę bez reszty o d d a n ą
z ł u . " (s. 15)
W i l h e l m z Baskerville nie jest oczywiście tout court
wzorowany na Sherlocku Holmesie, ale posiada j e d n ą
z d e t e r m i n u j ą c y c h cech tej postaci: d u m ę , a nawet p r ó ż n o ś ć ,
k t ó r a domaga się usatysfakcjonowania i k t ó r ą ł a t w o z r a n i ć .
Jej ź r ó d ł e m jest z d o l n o ś ć do p o s ł u g i w a n i a się logicznym
rozumowaniem i u m i e j ę t n o ś ć interpretowania m o t y w ó w
psychologicznych p o w o d u j ą c y c h ludzkie d z i a ł a n i a . Adso
uwielbia swego mistrza, ale przecież dostrzega i odnotowuje
tę jego s ł a b o s t k ę [pisze o Wilhelmie iż „ f o l g o w a ł przywarze
p r ó ż n o ś c i " (s. 30)], podobnie j a k Watson nie omieszka
p o d k r e ś l a ć podobnej „ s k a z y " uwielbianego przezeń H o l ­
mesa.
Z a r ó w n o Watsona j a k i Adsona ( p r o s z ę zwrócić u w a g ę na
foniczne p o d o b i e ń s t w o nazwiska d o k t o r a i imienia nar­
ratora Imienia róży) cechuje pewnego rodzaju prostoduszn o ś ć , skutkiem k t ó r e j zawiłość p o r z ą d k u rzeczy, niejasność
pozostawionych t r o p ó w , sprzeczności ludzkiego myślenia
p o z o s t a w i a j ą ich bezradnymi. Po latach stary Adso pisze
w s p o m i n a j ą c Wilhelma:
„ N i e rozumiem do k o ń c a , w j a k i s p o s ó b m ó g ł t a k i m
zaufaniem d a r z y ć swojego przyjaciela Ockhama i przysięgać
j e d n o c z e ś n i e na słowa Bacona, j a k to zazwyczaj czynił. T o
jednak prawda, że żyjemy w mrocznych czasach, skoro
człowiek m ą d r y musi s n u ć myśli, k t ó r e są m i ę d z y s o b ą
sprzeczne." (s. 23)
T o , co A d s o n o w i o d s ł a n i a się i ujawnia po k a w a ł e c z k u ,
a czego nie pojmuje, o b j a ś n i a cierpliwie etap po etapie
W i l h e l m z Baskerville. Adso jest ś w i a d k i e m r o z m ó w - p r z e s ł u c h a ń prowadzonych przez Wilhelma, ale bez jego o b j a ś ­

nień nie potrafi z r o z u m i e ć sensu przekazywanych infor­
macji. „ C o chciał n a m p o w i e d z i e ć ? " (s. 146) — pyta po
rozmowie ze starym A l i n a r d e m , i podobnie po doniesieniach
Bencjusza: „ p o w i e d z m i , co m a m y myśleć o t y m , c o ś m y
usłyszeli?" (s. 161). N i m odpowie, W i l h e l m nie omieszka
zganić c h ł o p c a : „ M ó j drogi A d s o , winieneś n a u c z y ć się
p o s ł u g i w a ć w ł a s n ą g ł o w ą . " (s. 161)
Eco pisze, że Adso nie pojmuje tego, co przeżył do k o ń c a ,
nawet z perspektywy osiągniętej przez lata m ą d r o ś c i . A l e nie
pojmuje r ó w n i e ż i Watson, w momencie, gdy bieg z d a r z e ń
dobiega k o ń c a , a morderca zostaje o d k r y t y i pojmany.
Klasyczna powieść k r y m i n a l n a (nowsza czasami t a k ż e )
k o ń c z y się rodzajem k o d y , w k t ó r e j Holmes, lub j a k a ś inna
p o s t a ć znajdująca się w miejscu w s z e c h w i e d z ą c e g o autora,
o b j a ś n i a i dopowiada to wszystko, czego Watson, b ą d ź
czytelnik nie zdołał sam złożyć, z o d s ł a n i a n y c h m u stop­
n i o w o k a w a ł k ó w mozaiki.
Eco nie stosuje tego rodzaju r o z w i ą z a n i a s t w a r z a j ą c wsze­
lako czytelnikowi m o ż l i w o ś ć wejścia na inne poziomy inter­
pretacji niż ta, k t ó r e daje m u zajęcie pozycji Adsona z M e l k u .
Podobnie Conan D o y l e i Agata Christie zdają się zachęcać
czytelnika, by p r z e k r o c z y ł ograniczenia pozycji i stylu rozu­
m o w a n i a Watsona, a zaczął m y ś l e ć i d o c i e k a ć j a k Holmes,
samodzielnie znajdując o d p o w i e d ź na pytanie: „ k t o zawi­
nił?", co nie musi o z n a c z a ć r ó w n i e samodzielnej interpretacji
wszystkich z n a k ó w p o d s u w a j ą c y c h r o z w i ą z a n i e .
J u ż w pierwszym rozdziale Imienia róży W i l h e l m z Basker­
ville daje w y k ł a d swej metody interpretacji z n a k ó w u d e r z a j ą ­
co podobnej do metody śledczej i dedukcyjnej Sherlocka
Holmesa. Obaj w p r a w i a j ą swych słuchaczy w zdumienie
i podziw. N i k t nie pojmuje j a k Holmes na podstawie, np.
odcisku buta, szczypty p o p i o ł u i n i t k i z tweedowej maryna­
r k i m o ż e o d g a d n ą ć z a r ó w n o wygląd domniemanego mor­
dercy, j a k i pewne cechy jego psychiki.
G d y W i l h e l m i A d s o zbliżają się do Opactwa s p o t y k a j ą
g r o m a d k ę zaaferowanych m n i c h ó w i sług. W ó w c z a s W i l ­
helm odgrywa swoją pierwszą p o p i s o w ą scenę a la Holmes
u s p o k a j a j ą c witający go o d d z i a ł e k co do l o s ó w k o n i a ,
k t ó r e g o p o s z u k u j ą . Rzecz w t y m , że W i l h e l m nie wie, iż
słudzy szukają k o n i a , o k r e ś l o n e g o , szczególnego konia,
i oczywiście samego k o n i a r ó w n i e ż nie widział. A l e istotnie za
chwilę poszukiwacze p r z y p r o w a d z a j ą k o n i a zgodnego z opi­
sem d o k o n a n y m przez Wilhelma i to z tego miejsca, k t ó r e i m
wskazał.
N a pytanie podnieconego c h ł o p c a W i l h e l m odpowiada
sentencjonalnie:
„ M ó j poczciwy Adso [...]. W ciągu całej p o d r ó ż y uczę cię
r o z p o z n a w a ć znaki, przez k t ó r e świat do nas przemawia niby
wielka księga. [...]. Prawie w s t y d z ę się, że m u s z ę p o w t a r z a ć
Ci to, o czym winieneś w i e d z i e ć . " (s. 30)
Dalej n a s t ę p u j e szczegółowe objaśnienie w n i o s k ó w wycią­
gniętych ze ś l a d ó w na śniegu, ich k s z t a ł t u i rozmieszczenia,
p o z i o m u u ł a m a n e j g a ł ą z k i , pozostawionego czarnego w ł o s a
itp. K i e d y Adso pyta o dalsze szczegóły i niepojęte podstawy
rozumowania Wilhelma ten reaguje p e ł n y m zniecierpliwie­
nia krzykiem: „ O b y D u c h Święty wlał ci więcej oleju do
głowy, niż masz w tej chwili, m ó j synu!"
Dociekliwy A d s o pyta jednak dalej cytując znamienitych
t e o l o g ó w , k t ó r z y uczą, że „ k s i ę g a przyrody przemawia do
nas jedynie przez esencje" (s. 34), a t y m samym ślady m o g ł y
m ó w i ć W i l h e l m o w i jedynie o wszystkich koniach o k r e ś ­
lonego rodzaju, a nie z a ś t y m szczególnym, Brunellusie.
W d ł u g i m w y k ł a d z i e W i l h e l m o b j a ś n i a m u d r o g ę rozumowa­
nia p r o w a d z ą c ą od pojęcia k o n i a do wiedzy o k o n i u
p o s z c z e g ó l n y m . A d s o komentuje później t o , co usłyszał,
o p i n i ą , iż W i l h e l m ze sceptycyzmem o d n i ó s ł się do uniwersaliów, a cenił rzeczy p o s z c z e g ó l n e , co zdaniem c h ł o p c a , b y ł o
z a r ó w n o brytyjskie, j a k i franciszkańskie.

23

�P o d o b n y m rozumowaniem p o s ł u ż y się W i l h e l m wobec
opata na wieść o tragicznej śmierci Adelmusa z O t r a n t u .
Przedstawi m u gotowe wnioski z f a k t ó w , o k t ó r y c h na p o z ó r
n i k t m u nie powiedział, na p o z ó r , bowiem z dostarczonych
przez samego opata informacji m ó g ł w y w n i o s k o w a ć tę
b r a k u j ą c ą , a d o t y c z ą c ą z a m k n i ę t e g o okna. Ten prosty
szczegół p o z w a l a ł m n i e m a ć , iż Adelmus nie p o p e ł n i ł samo­
b ó j s t w a , ani nie w y p a d ł przez o k n o przypadkiem.
W dalszym t o k u powieści W i l h e l m podejmuje klasyczne
śledztwo w taki s p o s ó b j a k detektywi z klasycznych powieści
kryminalnych, k t ó r z y m a j ą do czynienia z tzw. z b r o d n i ą
z a m k n i ę t e g o k r ę g u , to znaczy, że nie m ó g ł jej p o p e ł n i ć n i k t
spoza m i e s z k a ń c ó w zamku, wyspy etc, w t y m przypadku
opactwa. A zatem W i l h e l m przepytuje kolejne osoby i bada
miejsca, gdzie spodziewa się znaleźć w s k a z ó w k i naprowa­
dzające go na ślad zbrodni.
Tajne pismo (notatka s p o r z ą d z o n a przez Wenancjusza),
to t a k ż e znany chwyt powieści kryminalnej, gdzie detektywi
z m a g a j ą się b ą d ź z szyframi b ą d ź z zapiskami fragmentarycz­
n y m i , niekompletnymi, np. z listami nadpalonymi, pisanymi
atramentem sympatycznym, o d c i ś n i ę t y m i na bibularzu etc.
Przy okazji Adso rozczarowany t y m , co W i l h e l m z d o ł a ł
o d c z y t a ć , r a n i p r ó ż n o ś ć mistrza, by usłyszeć r i p o s t ę , w której
W i l h e l m p o d k r e ś l a , iż w ciągu k r ó t k i e g o czasu o d c z y t a ł
n o t k ę całkowicie h e r m e t y c z n ą w mniemaniu jej autora,
rzucając pod adresem Adso u w a g ę : „ a ty n ę d z n y nieuk
i ł a p s e r d a k pozwalasz sobie twierdzić, że j e s t e ś m y w punkcie
wyjścia?" (s. 243)
M y tymczasem j e s t e ś m y w p o ł o w i e dzieła, a m i ł o ś n i k
powieści kryminalnej otrzymuje kolejną satysfakcję p ł y n ą c ą
z odkrycia znanego m u modelu zbrodni seryjnej, k t ó r a
realizowana jest w e d ł u g planu m a j ą c e g o swoją u k r y t ą lo­
gikę. P r z y j e m n o ś ć czytelnika płynie stąd, że zazwyczaj jest
on w posiadaniu informacji, k t ó r ą nie dysponuje detek­
tyw, i t y m samym szybciej odgaduje regułę kształtującą se­
rię. Informacji tej d o s t a r c z a j ą m u j u ż same tytuły powieści
(a więc coś co pozostaje na z e w n ą t r z ś w i a t a przedstawio­
nego), np. A g a t y Christie А, В, С lub Dziesięciu
małych
Murzynków
czy Sebastiana Japrisota Przedział
morderców
(błąd w t ł u m a c z e n i u — chodzi o zamordowanych). Serię
tworzy alfabet, dziecinna wyliczanka, fakt bycia p a s a ż e ­
rem o k r e ś l o n e g o p r z e d z i a ł u w p o c i ą g u etc. Seryjny p o r z ą ­
dek z b r o d n i w Imieniu róży wyznacza Apokalipsa wg św.
Jana.
Czytelnik — znawca powieści kryminalnej m o ż e o d k r y ć tę
regułę wcześniej niż Adso, a nawet sam W i l h e l m z Baskerville. T r o p ten podsuwa bowiem bohaterom mamrotanie
stuletniego starca; nie l e k c e w a ż ą oni tego co A l i n a r d ma i m
do powiedzenia, lecz też nie p r z y w i ą z u j ą do jego słów tego
samego znaczenia i wagi, j a k i n a d a j ą i n n y m wypowiedziom.
Niemniej W i l h e l m zastanawia się, czy w s ł o w a c h mnicha nie
ma szczypty prawdy, m i m o że pierwsza śmierć „ n i e pasuje"
do wzoru, na co zwraca u w a g ę Adso.
„ T o prawda — rzekł W i l h e l m — ale ten diabelski albo
chory u m y s ł m ó g ł z a c z e r p n ą ć natchnienie ze śmierci A d e l ­
musa, by p r z e d s t a w i ć w s p o s ó b symboliczny p o z o s t a ł e
dwie." (s. 297-298)
Komplikacje samego śledztwa, n a r a s t a j ą c a groza wyda­
rzeń, a wreszcie i sama z ł o ż o n o ś ć w y w o d ó w Wilhelma
przyprawia Adsona o konfuzję. W i l h e l m p r ó b u j e m u przeka­
zać myśl, iż r o z w i k ł a n i e tajemnicy nie jest t y m samym, co
dedukcja z pierwszych zasad, ani zbieranie j a k największej
liczby danych p o z w a l a j ą c y c h o d k r y ć prawo o g ó l n e . Po­
szczególne odkrycia m o g ą p r o w a d z i ć p o c z ą t k o w o do r ó ż ­
nych hipotez, z k t ó r y c h żadnej nie należy o d r z u c a ć przed­
wcześnie. Adso nie potrafi w n i k n ą ć w s p o s ó b rozumowania
mistrza i dochodzi do wniosku, że W i l h e l m o w i nie zależy na
tej prawdzie, k t ó r a jest z g o d n o ś c i ą rzeczy z u m y s ł e m , lecz

24

jedynie zabawia się „ w y m y ś l a n i e m większej liczby m o ż l i w o ­
ści, niż jest to m o ż l i w e " (s. 356).
Adso ma to wprawdzie sobie za złe, ale przyznaje, że
z w ą t p i ł w Wilhelma i z zadowoleniem przyjął przybycie
inkwizycji. Oto p u ł a p k a , w k t ó r ą wpada naiwny u m y s ł , gdy
staje wobec k o n i e c z n o ś c i przeprowadzenia w y w o d u m y ś ­
lowego, k t ó r y przerasta jego m o ż l i w o ś c i .
W Wahadle Foucaulta funkcjonują inne reguły, nowszej
powieści kryminalnej, a odniesienia intertekstualne są nie
t y l k o sygnalizowane, j a k to ma miejsce w Imieniu róży, lecz
w y k ł a d a n e i o b j a ś n i a n e expressis verbis. Bohater, j a k się
r z e k ł o , p r z y r ó w n u j e sam siebie do Sama Spade'a, a t a k ż e ,
c h o ć rzadziej, do Philipa M a r l o w e ' a . Samo osadzenie „śledz­
t w a " w odległej przeszłości historycznej m o g ł o b y w y d a w a ć
się n o v u m , nie wykorzystywanym przez p o w i e ś ć k r y m i n a l n ą
(śledztwo po latach u A g a t y Christie np. dotyczy co najwyżej
historii, k t ó r a r o z e g r a ł a się d w a d z i e ś c i a lat wcześniej; chwyt
ten jest wykorzystywany często w t y m celu, by wyśledzić
m o r d e r c ę w ostatnim momencie, tuż przedtem n i m zbrodnia
ulegnie przedawnieniu), ale o t y m , że jest inaczej przekonuje
nas p o w i e ś ć a u t o r k i szkockiej, piszącej pod pseudonimem
Josephine Tey Córka czasu (Warszawa 1974). A u t o r k a ,
k t ó r a n a p r a w d ę n a z y w a ł a się Elizabeth M a c K i n t o s h pisała
też sztuki historyczne, t y m razem pod pseudonimem G o r d o n
D a v i o t . W i d a ć , j a k Eco, była r ó w n i e ż m i ł o ś n i c z k ą ś r e d n i o ­
wiecza, bowiem k a z a ł a swemu bohaterowi, inspektorowi
A l a n o w i G r a n t o w i , zająć się ś l e d z t w e m w sprawie do­
mniemanych zbrodni Ryszarda I I I . Eco nie czyni nigdzie
aluzji do Josephine Tey, c h o ć Wahadło Foucaulta jest bogate
w cytaty intertekstualne, k t ó r y c h d o s t a r c z y ł a sztuka popu­
larna. Nie m u s i a ł wszelako z n a ć Córki czasu, by w y k o r z y s t a ć
ten sam p o m y s ł . Jak u t r z y m u j ą znawcy powieści k r y m i n a l ­
nej, w t y m g a t u n k u nie da się wymyślić niczego n a p r a w d ę
nowego.
P o m y s ł Tey jest oczywiście prostszy niż Eco, j a k też jego
realizacja przebiega stricte w e d ł u g reguł policyjnego śledzt­
wa, tyle że jego przedmiotem są dokumenty historyczne.
Inspektor G r a n t jest amatorem w tej dziedzinie, a jego
pomocnik, Brent Carradine, to A m e r y k a n i n o z a m i ł o w a ­
niach historycznych, k t ó r e m u nieobce są techniki „ s z p e r a ­
nia", lecz daleko m u do bycia z n a w c ą epoki. Obaj d o c h o d z ą
do tego, co od dawna wiadome h i s t o r y k o m , c h o ć d o w o d y
wysuwane przeciw b ą d ź w obronie Ryszarda I I I , m a j ą raczej
charakter poszlakowy. Niemniej ź r ó d ł e m potocznej wiedzy
o Ryszardzie są dzieła literackie, nie naukowe, dramat
Szekspira i dzieło sir Tomasza M o r e ' a b ę d ą c e dla Szekspira
ź r ó d ł e m informacji, a — j a k w i a d o m o — sam M o r e korzys­
tał ze ś w i a d e c t w a biskupa M o r t o n a , wroga Ryszarda. Ten
poziom wiedzy ( b ą d ź z g o ł a poziom zerowy) z a k ł a d a Tey
u czytelnika, a ź r ó d ł e m m o ż l i w o ś c i rozwijania dramatycznej
intrygi jest n i e z g o d n o ś ć p o r t r e t u psychologicznego Ryszar­
da, z a ś w i a d c z o n e g o przez ź r ó d ł a , oraz tego portretu, k t ó r y
uwiarygodnia p o p e ł n i o n e przezeń zbrodnie (przede wszytk i m zamordowanie b r a t a n k ó w ) b ę d ą c e g o efektem literac­
kich p o c z y n a ń z w o l e n n i k ó w T u d o r ó w , k t ó r y m śmierć Ry­
szarda o t w o r z y ł a d r o g ę do t r o n u .
Nie inaczej, bo r ó w n i e ż na s p o s ó b powieści kryminalnej,
wprowadza Eco do Wahadła Foucaulta informacje na temat
historii templariuszy, tej rzeczywistej, ź r ó d ł o w o udokumen­
towanej, j a k i fantastycznej, będącej efektem spekulacji,
d o m y s ł ó w , konfabulacji d o k o n y w a n y c h przez tzw. „ d i a b o l i s t ó w " , m i ł o ś n i k ó w wszelkich odmian wiedzy tajemnej. Jego
bohater, Casaubon, ma jednak tę p r z e w a g ę nad G r a n t e m , że
jest zawodowcem. N a p i s a ł p r a c ę d o k t o r s k ą o templariu­
szach, a szperanie po bibliotekach i archiwach oraz analiza
d o k u m e n t ó w historycznych to jego specjalność, ale t a k ż e
z a m i ł o w a n i e , a wreszcie ź r ó d ł o pracy zarobkowej.
Z a r ó w n o jednak G r a n t , j a k i Casaubon, w swych po-

�szukiwaniach u w i k ł a n i są w mechanizm nazwany przez Tey
„ T o n y p a n d y " . Jest to nazwa miejscowości w p o ł u d n i o w e j
W a l i i , gdzie w r o k u 1910 r z ą d j a k o b y n a k a z a ł strzelać do
walijskich g ó r n i k ó w . Wydarzenie to, dla celów politycznych
rozdmuchane do monstrualnych r o z m i a r ó w , w istocie wy­
g l ą d a ł o zupełnie inaczej, a d z i a ł a n i a Winstona Churchilla,
ó w c z e s n e g o ministra spraw w e w n ę t r z n y c h , p o l e g a ł y na
wstrzymaniu interwencji wojskowej i z a r z ą d z e n i u pogotowia
nieuzbrojonej policji. K a ż d y wie, k t o tam był, że k r w a w a
wersja w y d a r z e ń w T o n y p a n d y to bzdura, ale n i k t nigdy
temu nie zaprzeczył. Nieprawdziwa o p o w i e ś ć o b r o s ł a legen­
d ą , k t ó r a z czasem zaczyna f u n k c j o n o w a ć na prawach
historycznej prawdy.
Casaubon i jego przyjaciele Jacopo Belbo i Diotallevi nie
t y l k o u w i k ł a n i są w ś l e d z t w o w o k ó ł swoistego „ T o n y p a n ­
d y " , lecz są jego k o n t y n u a t o r a m i a nawet do pewnego
stopnia, inicjatorami. P r o w a d z ą swoje ś l e d z t w o właściwie
dla zabawy (podobnie j a k Grant, k t ó r y p r z y k u t y do szpital­
nego ł ó ż k a nie m o ż e z a j m o w a ć się j a k i m ś ś l e d z t w e m „ p r a w ­
d z i w y m " ) , t r a k t u j ą c w s k a z ó w k i rodem z „ T o n y p a n d y " tak
j a k b y były wiarygodnymi d o k u m e n t a m i historycznymi.
T w o r z ą więc historię na s p o s ó b „ T o n y p a n d y " , lecz c h o ć
sami w nią nie wierzą, w y m y k a się i m ona spod k o n t r o l i . Nie
m a j ą w p ł y w u na to, by i n n i nie wzięli jej serio, co powoduje
splot dramatycznych komplikacji i śmierć b o h a t e r ó w .
Tutaj tropiciel ś l a d ó w powieści kryminalnej w dziele Eco
napotyka na Dashiella H a m m e t t a i jego Sokola
maltańs­
kiego. J u ż na str. 33 Casaubon powiada o sobie expressis
verbis: „byłeś Samem Spade'em edytorstwa [...], znajdź więc
sokoła maltańskiego".
T y t u ł o w y s o k ó ł m a l t a ń s k i przewija się przez w i ę k s z ą część
powieści H a m m e t a na p o d o b i e ń s t w o „ m a g o f f i n u " (o czym
za chwilę), w i a d o m o jedynie, że to czarna figurka ptaka
poszukiwana przez r ó ż n y c h ludzi dla j a k i ś p o w o d ó w nie­
znanych ani czytelnikowi, ani n a r r a t o r o w i , k t ó r y m jest
detektyw Sam Spade. W rozmowie z j e d n y m ze swych
p r z e c i w n i k ó w Spade powiada jedynie: „ P a n wie, co to jest. Ja
wiem, gdzie to j e s t . "
C z y m jest s o k ó ł m a l t a ń s k i dowiadujemy się mniej więcej
w p o ł o w i e książki. O t ó ż z opowieści Caspara G u t m a n a
w y n i k a , iż zakon rycerski z Rodos, wygnany z wyspy przez
Sulejmana W s p a n i a ł e g o w 1523 r o k u , osiedlił się p o c z ą t ­
k o w o na Krecie, a potem u z y s k a ł od cesarza K a r o l a V z g o d ę ,
by osiąść na Malcie. Zgoda b y ł a obwarowana d o d a t k o w y m i
w a r u n k a m i , m . i n . że rycerze b ę d ę corocznie s k ł a d a ć j a k o
haracz jednego s o k o ł a , po prostu dla formy, na znak, że
M a l t a wciąż należy do Hiszpanii. Bogaty zakon szukając
sposobu w y r a ż e n i a wdzięczności przysłał nie ptaka, lecz jego
figurę ze szczerego z ł o t a inkrustowanego najwspanialszymi
klejnotami. G u t m a n opowiada h i s t o r i ę s o k o ł a z a ś w i a d c z o n ą
j a k o b y d o k u m e n t a m i historycznymi. W pewnym momencie
ślad się u r w a ł i trzeba b y ł o siedemnastu lat p o s z u k i w a ń , by
figurkę ptaka, p o m a l o w a n ą dla zabezpieczenia na czarno
odnaleziono ponownie, w K o n s t a n t y n o p o l u . Dowiaduje się
0 t y m jednak zbyt wielu ludzi i w wyścigu do s o k o ł a p a d a j ą
kolejne ofiary. G d y tajemniczy przedmiot zostaje znaleziony
okazuje się k i e p s k ą imitacją p o z b a w i o n ą jakiejkolwiek war­
tości. A l e G u t m a n wierzy nadal, że legendarny s o k ó ł istnieje
1 zamierza p r o w a d z i ć swoje poszukiwania...
W Wahadle Foucaulta
figurkę s o k o ł a zastępuje Plan
(naturalnie przez d u ż e P), tajemnica templariuszy, k t ó r a ma
z a p e w n i ć jej posiadaczom w ł a d z ę nad ś w i a t e m . Plan został
z m y ś l o n y , wykreowany dla ż a r t u z komputerowej zabawy
(narrator powie jednak — j u ż na str. 29, że w c i ą g n ą ł ich
ponad w s z e l k ą m i a r ę , poza granice zabawy), a inicjujący go
szczątek d o k u m e n t u , z d r o w o r o z s ą d k o w o m y ś l ą c a L i a , zwią­
2

zana z Casaubonem, odczytuje j a k o rachunek z pralni. A l e
raz wprawionego w ruch mechanizmu nie daje się j u ż
p o w s t r z y m a ć , a mityczny Plan staje się dla d i a b o l i s t ó w
faktem s k ł a n i a j ą c y m do podejmowania nader radykalnych
d z i a ł a ń . T r u d n o aby b y ł o inaczej, skoro sami t w ó r c y Planu
nieomal zaczynają w e ń wierzyć.
K o n k l u z j a narratora ( s f o r m u ł o w a n a na str. 168, ale
o d n o s z ą c a się do ostatniej fazy przedstawionych z d a r z e ń
brzmi: „ T a m t e g o wieczoru m u s i a ł e m wierzyć, że Plan jest
prawdziwy, w przeciwnym bowiem razie przez ostatnie dwa
lata b y ł b y m wszechmocnym t w ó r c ą złośliwego koszmaru.
Lepiej żeby koszmar o k a z a ł się rzeczywistością, bo rzecz
prawdziwa jest prawdziwa i nie ma na to r a d y . "
A l b o inny, znamienny p r z y k ł a d , t y m razem z dialogu
między wspólnikami:
„ O s t a t e c z n i e byli to Niemcy — z a u w a ż y ł e m . — Czytali
manifesty r ó ż o k r z y ż o w c ó w .
— A l e sam pan p o w i e d z i a ł , że b y l i fałszywi — p r z y p o m ­
niał Belbo.
— I co z tego? Przecież my też rekonstruujemy falsyfikat.
— T o prawda. Z a p o m n i a ł e m . " (s. 396)
W j e d n y m i drugim przypadku i u H a m m e t t a i u Eco,
m a m y do czynienia z przedmiotem, k t ó r y u i n t e r p r e t a t o r ó w
o t r z y m a ł n a z w ę „ m a g o f f i n u " , a k t ó r y m o ż e być byle czym;
sam w sobie bywa pozbawiony w a r t o ś c i i znaczenia, ale
uruchamia d z i a ł a n i e rywalizujących b ą d ź k o n k u r u j ą c y c h ze
s o b ą grup p r o w a d z ą c do ukonstytuowania, z jednej strony
— zagadki do r o z w i ą z a n i a , z drugiej — dramatycznych
perypetii ludzi w n i ą u w i k ł a n y c h . „ M a g o f f i n " jest specjal­
nością powieści szpiegowskich, o czym przecież doskonale
wie Eco, k t ó r y a n a l i z o w a ł swego czasu powieści lana
Fleminga z ich superagentem Jamesem Bondem. Fleming nie
jest w y n a l a z c ą magoffinu, ale r o z w i n ą ł reguły p o s ł u g i w a n i a
się n i m do perfekcji. Wahadło Foucaulta idzie w tej dziedzinie
jeszcze dalej, zasada magoffinu (dla czytelnika, k t ó r y nie w n i ­
ka w o r g a n i z u j ą c e całość reguły k a b a ł y ) zdaje się r z ą d z i ć nie
t y l k o Planem, ale c a ł y m ś w i a t e m przedstawionym powieści.
Rekonstruowana przez Casaubona, Belbo i Diotalleviego
historia templariuszy — autentyczna i mityczna k o n t r a p u n ­
ktowana jest stale j a k b y na zasadzie przebitek odniesieniami
do świata k u l t u r y popularnej, głównie by p r z y p o m i n a ć
0 jednej z funkcji Casaubona — detektywa i narratora
jednocześnie.
J u ż w d r u g i m rozdziale Casaubon zwraca się do siebie:
„ N u ż e , b ą d ź ż e Samem Spade'em. Masz po prostu r u s z y ć na
o d k r y w c z ą w y p r a w ę m i ę d z y m ę t y społeczne — to twój
fach." (s. 19)
I niewiele dalej, gdy r o z m y ś l a j ą c nad p r z e s ł a n i e m Belba
pali papierosa za papierosem, Casaubon powiada imitując
b o h a t e r ó w powieści kryminalnej: „ P o s z e d ł e m do kuchni
1 n a l a ł e m sobie ostatnie krople whisky do jedynej czystej
szklaneczki, j a k ą znalazłem, w r ó c i ł e m do p o k o j u , r o z p a r ł e m
się na krześle, p o ł o ż y ł e m nogi na stole (czyż nie tak r o b i ł Sam
Spade — a m o ż e nie, m o ż e to Marlowe?) i z a c z ą ł e m
r o z g l ą d a ć się d o k o ł a . " (s. 34) P o r ó w n a n i e to wraca regular­
nie, zawsze w konfiguracji istotnej dla d e t e r m i n u j ą c y c h cech
czarnej powieści. N p . na str. 392: „Alepopelicans to fakt, nie
zaś skojarzenie, a fakty są s p r a w ą Sama Spade'a. P r o s z ę więc
o k i l k a dni z w ł o k i . "
L u b na str. 403: „ Z n a l a z ł e m t r o p , z p o z o r u wprawdzie
n i e w y r a ź n y , ale tak przecież p r a c o w a ł Sam Spade, dla jego
d r a p i e ż n e g o spojrzenia nie b y ł o rzeczy b ł a h y c h . "
I jeszcze pod sam koniec, gdy narrator jest j u ż j e d y n y m
z trójki b o h a t e r ó w , k t ó r y p o z o s t a ł przy życiu: „ R a z jeszcze
s t a ł e m się Samem Spade'em, k t ó r y szuka ostatniego j u ż
t r o p u . " (s. 623)

25

�I

Bohaterowie często s p o t y k a j ą się w starym barze Piladego,
gdzie p r o w a d z ą długie r o z m o w y i gdzie m a j ą miejsce w a ż n e
spotkania. Zaraz zostaje p r z y w o ł a n y najsłynniejszy z filmo­
wych b a r ó w „ R i c k ' s Cafe A m e r i c a i n " z Casablanki Curtiza
(s. 58), tyle że tu p a m i ę ć zawodzi autora, g d y ż konsekwentnie
nazywa go po prostu Rick's Bar. U Ricka spotykali się
bojownicy R u c h u O p o r u i kolaboranci, u Piladego ludzie,
k t ó r y c h dzielić m o ż e wszystko, a niewiele łączyć.
G d y narrator opowiada swym p r z y j a c i o ł o m historię temp­
lariuszy, przerywa sam sobie s p o s t r z e ż e n i e m : „ B y ć m o ż e
z a b r z m i a ł o to za bardzo j a k z westernu." (s. 86)
Potwierdzi to komentarz Belbo na z a k o ń c z e n i e relacji:
„ A l e w sumie k i m właściwie byli templariusze? Najpierw
p r z e d s t a w i ł ich pan j a k o s i e r ż a n t ó w z filmów Johna For­
da..."
Specyficzna stylizacja narracji przypomina nieustannie, że
opowiada człowiek współczesny, k t ó r y m i m o swego wy­
kształcenia, a m o ż e właśnie dlatego, m ó w i tak j a k b y stresz­
czał film lub p o p u l a r n ą powieść [o św. Bernardzie — „ O d
razu zostaje świętym, gdyż p o d l i z y w a ł się w ł a ś c i w y m l u ­
d z i o m " , s. 87; „niezłe k o m a n d o białych n a j e m n i k ó w z tych
twoich templariuszy" i „ M n i e przychodzi do g ł o w y Tom and
Jerry" (Disney) — s. 93].
A tak przedstawia Casaubon h i s t o r y c z n ą relację Joinville'a:
„ P o d p i ó r e m pana na Joinville wiele z tych bitew albo
raczej potyczek staje się miłymi baletami, przy czym czasem
toczy się p a r ę głów, wiele b ł a g a ń wznosi się do dobrego Pana
Boga, k r ó l r o n i łzę nad k o n a j ą c y m wiernym sługą, ale
wszystko jest j a k b y w b a r w n y m filmie, w ś r ó d czerwonych
c z e r p a k ó w , z ł o c o n y c h u p r z ę ż y , błyszczących h e ł m ó w i mie­
czy, pod ż ó ł t y m s ł o ń c e m pustyni i nad morzem tureckim;
i k t o wie, czy nie tak właśnie przeżywali templariusze swoją
c o d z i e n n ą r z e ź . " (s. 96)
P u ł k o w n i k A r d e n t i , k t ó r y przynosi n a p i s a n ą przez siebie
a p o k r y f i c z n ą historię templariuszy i od jego o b ł ą k a ń c z y c h
interpretacji rzekomo autentycznego d o k u m e n t u wszystko
się zaczyna, powiada: „ t e stronice zawierają m a t e r i a ł do
opowieści [...] lepszej niż a m e r y k a ń s k i e powieści k r y m i n a l ­
ne" (s. 124). T o on z a k ł a d a , że templariusze chcieli p o d b i ć
świat i znali tajemnicę ogromnego ź r ó d ł a mocy, ale swój plan
rozłożyli na stulecia.
Studia nad wielce uczonymi dziełami odległych stuleci są
komentowane uwagami w rodzaju, że ich długie tytuły
m u s i a ł a w y m y ś l a ć Lina Wertmuller (reżyserka w ł o s k a znana
z długich t y t u ł ó w ) , a piszący o r ó ż o k r z y ż o w c a c h F l u d d
( p o c z ą t e k X V I I w.) p u b l i k o w a ł więcej niż Barbara Cartland
(współczesna autorka kilkuset bestsellerów), p ó k i r ó ż o k r z y ż o w c y nie znudzili się j a k Beatlesi.
Sprawy n a b i e r a j ą wartkiego biegu po powrocie Casaubona z Brazylii, k t ó r y postanawia wymyślić s p o s ó b zarabiania
na życie. I z n ó w stylizując swoją w y p o w i e d ź pod M a r l o w e ' a
powiada, że założy agencję d o s t a r c z a j ą c ą informacji z za­
kresu k u l t u r y . Z g r o m a d z i ł b y książki, kartoteki, fiszki, a po­
tem „ s i e d z i a ł b y m sobie w biurze, z nogami na stole i whisky
w k a r t o n o w y m kubeczku przyniesionym ze sklepiku na
r o g u " (s. 228). Potem d z w n o n i ł b y klient, t ł u m a c z , k t ó r y
n a t k n ą ł się w tekście na niejakich m u t a k a l l a m i n ó w . Casau­
bon p o s t a w i ł b y piwo w barze asystentowi z orientalistyki
i u z y s k a ł i n f o r m a c j ę darmo, a klientowi oznajmił, że praco­
wał nad t y m trzy d n i z finałem „ p a n ustala s t a w k ę " .
Belbo podchwytuje myśl i okazuje zainteresowanie. „ W
gruncie rzeczy to b y ł o b y zajęcie dla mnie, być Samem
Spade'em kultury, dwadzieścia d o l a r ó w dziennie plus kosz­
ta." (s. 231)
P r a c u j ą c dla Wydawnictwa „ I z y d a O b n a ż o n a " d o s t a j ą

26

dziennie dziesiątki m a s z y n o p i s ó w relacjonujących fantas­
tyczne historie a to o migracji greckiej na Y u c a t a n , a to
0 K o l u m b i e p e ł n i ą c y m o b o w i ą z k i wielkiego mistrza temp­
lariuszy na wygnaniu, a to o tajemnicy A r k i Przymierza
zdolnej w y t w a r z a ć w y ł a d o w a n i a elektryczne r z ę d u pięciuset
voltow. N a marginesie wymiana z d a ń : „ W i d z i a ł e m to j u ż na
j a k i m ś filmie" — „ I co z tego? Jak pan myśli, s k ą d czerpią
p o m y s ł y s c e n a r z y ś c i ? " (s. 278)
O t y m , że bohaterowie są fanami kina dowiadujemy się
z k r ó t k i e j informacji, iż „ B e l b o zwykle lubił p r z e j a w i a ć
zdumienie, p r z y b i e r a j ą c wyraz twarzy, k t ó r e g o n a u c z y ł się
w filmotece" (s. 290). Belbo m ó w i ą c o sobie c h ę t n i e u ż y w a
k i n o w y c h aluzji w rodzaju np. „ c z u ł e m się niby Oscar Levant
podczas pierwszej p r ó b y na B r o d w a y u z Gene K e l l y m " (s.
334). A narrator doda nieco p ó ź n i e j : „ O d d a l i l i ś m y się
(krokiem R ó ż o w e j Pantery, j a k określił to Diotallevi, dosko­
nale poinformowany, jeśli chodzi o perwersje w s p ó ł c z e s n e g o
ś w i a t a ) . . . " (s. 358)
D r o g ą losowego wyboru do p r o g r a m u komputerowego,
k t ó r y ma d a ć „nie p u b l i k o w a n y r o z d z i a ł historii m a g i i " ,
trafia t a k ż e Myszka M i k i .
- Kulminacyjna faza prac nad Planem p r z y r ó w n a n a zostaje
do filmu. N a r r a t o r pisze:
„ K i e d y p r z y p o m i n a m sobie te tygodnie, cała sprawa
wydaje m i się g r o ź n a , szaleńcza j a k film Larry'ego Semona
(jeden z mniej znanych t w ó r c ó w burleski p r a c u j ą c y dla
Vitagraphu — przyp. A . H . ) , gdzie wszystko odbywa się
zrywami i skokami, drzwi otwierają się i z a m y k a j ą z ponadd ź w i ę k o w ą s z y b k o ś c i ą , w powietrzu latają ciastka z kremem,
widzimy j a k i e ś gonitwy po schodach puszczane do przodu
1 tyłu, zderzenia starych s a m o c h o d ó w , w a l ą c e się półki
w sklepie i kaskady p u d e ł , butelek, serów, rozbryzgi wody
sodowej, t r z a s k a j ą c e w o r k i z m ą k ą . " (s. 465)
Casaubon staje się więźniem swej metody i obsesyjnych
s k o j a r z e ń . Rose — C r o i x , R.C., a więc Rene Clair, R a y m o n d
Chandler, Rick z Casablanki. W i e ż a Eiffla j a k o astralna
sonda i R e n ć Clair (R.C.), k t ó r y j a k o pierwszy d a ł jej
p r z e r a ż a j ą c y obraz (Gdy Paryż śpi).
U m b e r t o Eco sam poddaje racjonalizacji swoje wycieczki
w świat powieści kryminalnej, odcinkowej czy filmu. W k ł a d a
tę kwestię w usta Belbo, k t ó r y powiada:
„ W tandentnej literaturze udaje się, że wszystko jest
ż a r t e m , ale potem ukazuje nam świat t a k i , j a k i jest, albo
przynajmniej, j a k i będzie. K o b i e t y są podobniejsze do
M i l a d y niż do Łucji Mondella. F u M a n c h u jest prawdziwszy
od Nathana M ę d r c a , a Historia bardziej przypomina his­
torię o p o w i e d z i a n ą przez Sue niż tę z a p l a n o w a n ą przez
Hegla." (s. 496)
Tragiczne umieranie Diotalleviego w relacji Belbo zostaje
przedstawione j a k b y w k r z y w y m zwierciadle:
„ I wtedy Diotallevi, s a p i ą c j a k T o C o ś z filmu science
fiction, zaczął m ó w i ć . Był przezroczysty j a k T o C o ś , tak
samo niedostrzegalna nieomal była granica m i ę d z y t y m , co
z e w n ę t r z n e , a t y m , co w e w n ę t r z n e . . . " (s. 562) G d y do
muzeum w c h o d z ą diaboliści u k r y t y narrator reaguje przede
wszystkim na styl, w j a k i m j a w i m u się ta sytuacja. „ O Boże
— p o w i e d z i a ł e m sobie — sabat na Łysej G ó r z e w wersji
W a l t a Disneya." (s. 579)
Niepewny tego, czy w istocie przeżył czy wyśnił to, co
z d a r z y ł o się w muzeum (śmierć Lorenzy i Belba) b ł ą k a j ą c y
się po mieście narrator udaje się do kina i o g l ą d a Damę
z Szanghaju Orsona Wellesa. Dlaczego właśnie ten film? Jest
tam słynna scena strzelaniny w gabinecie luster, gdzie ani
bohaterowie, ani widz nie r o z r ó ż n i a j ą postaci rzeczywistych
od ich o d b i ć .
R o z s ą d n a L i a zwraca n a r r a t o r o w i u w a g ę , że bawił się j u ż

�ten, k t o rzekomo serio p o d s u n ą ł pierwszą w s k a z ó w k ę . Jego
tekst daje się o d s z y f r o w a ć kluczem zastosowanym przez
Arsena Ł u p i n a o d k r y w a j ą c e g o W y d r ą ż o n ą Iglicę. Z r e s z t ą
i Belbo bawi się j a k Arsen L u p i n p r o w a d z ą c swoją grę
z tajemniczym panem Aglie i pewien swej przewagi cytuje
Aiguille creuse: „ B y w a j ą chwile, że moja p o t ę g a przyprawia
mnie o z a w r ó t głowy. Upaja mnie moja moc i w ł a d z a . " (s.
551)
M o j a wyprawa tropiciela ś l a d ó w powieści kryminalnej
i o d w o ł a ń filmowych w dziełach Eco d o b i e g ł a k o ń c a . Czy
prowadzi do j a k i ś w n i o s k ó w i o d k r y ć ?
Była przede wszystkim celem samym w sobie, z a b a w ą , do
k t ó r e j sam autor z a c h ę c a , w y z n a j ą c w cytowanych j u ż
Dopiskach...,
że pisze dla czytelnika, k t ó r y zgodzi się na
p o d j ę t ą g r ę i między i n n y m i zechce się bawić. Odniesienia,
k t ó r e cytuję stale p r z y p o m i n a j ą , że mamy do czynienia
z s z a r a d ą , k r z y ż ó w k ą , u k ł a d a n k ą , puzzlem, g r ą u m y s ł o w ą ,
k t ó r a przynosi satysfakcję wraz z k a ż d y m znaleziskiem.
W Dopiskach...
Eco wspomina j a k pisał Imię róży k o m ­
p o n u j ą c całe partie, w t y m scenę m i ł o s n ą , sięgając do

r o z ł o ż o n y c h karteczek z m n ó s t w e m c y t a t ó w , k t ó r e łączył ze
s o b ą i zestawiał w s p o s ó b odmienny niż w o r y g i n a ł a c h .
Zazwyczaj jego krytycy zarzucali m u „ u w s p ó ł c z e ś n i e n i e "
tam, gdzie p r z e m a w i a ł j ę z y k i e m c y t a t ó w z epoki. N a kartecz­
kach przygotowanych do Wahadła Foucaulta sporo było
c y t a t ó w z powieści a m e r y k a ń s k i e j i o d w o ł a ń do filmów,
k t ó r e być m o ż e u z n a ł za właściwy kontekst dla powieści tak
przewrotnie s z a r l a t a ń s k i e j . W przypadku rozpatrywanych
przeze mnie odniesień Eco operuje aluzją, paracytatem
i cytatem w ł a ś c i w y m , k t ó r e w y ł u s k a n e z bogatego kontekstu,
a s t a n o w i ą c e jego niewielki procentowo s k ł a d n i k , t w o r z ą
w ł a s n y w z ó r . Znajduje się on na samej powierzchni, lecz
p o w t ó r z o n y zostaje w głębszych warstwach, w k t ó r y c h
ustami kolejnych b o h a t e r ó w ujawni się p r z e s ł a n i e powieści
i jej sui generis negatywny m o r a ł .
Z n a l a z ł a m p r z y s ł o w i o w y „ k o n i e c ucha k r ó l i k a " , lecz
w p o w i e ś c i a c h o strukturze centonu (przynajmniej n i e k t ó r e
partie Imienia róży i Wahadła Foucaulta
są tak właśnie
pisane) ma on swoje ściśle wyznaczone miejsce w konstrukcji
całego wzoru.

P R Z Y P I S Y
1

Uberto Eco, Imię róży; przełożył Adam Szymanowski, PIW, War­
szawa 1987; Tenże, Wahadło Foucaulta; przełożył Adam Szymanowski,
PIW, Warszawa 1993
Dashiell Hammett, Sokół maltański, Iskry, Warszawa 1963, s. 111
2

27

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5974" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5954">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4bea54630b0bbb8296b89ada79dd63d6.pdf</src>
        <authentication>b05929984bc04a9be908940b66d248fc</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71277">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3345</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71278">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71279">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3135</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71280">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71281">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.255-256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71282">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71283">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71284">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71285">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

*

P

E

3

Ю

M

E

S U M M A R Y OF A R T I C L E S

T a d e u s z К r o t o s к i — F O L K STONE SCULPTURE
F R O M THE A R E A OF R Y B N I K , WODZISŁAW ŚLĄ­
SKI AND ŻORY
A m o n g t h e s i d e - w a y s c u l p t u r e of t h e a r e a of R\ b nik, Wodzisław and Żory (Upper Silesia) there p r e d o ­
m i n a t e stone p r e s e n t a t i o n s о t' the P a s s i o n . T h e y
are
'i—4 — m e t e r - h i g h f i g u r e s w i t a t h e c r u e . i i x i n f i n i a l
a n d a r e l i e f of O u i L a d y of S o r r o w p l a c e d at t h e
b o t t o m . O n e i s to c r a w p a r t i c u l a r a t t e n t i o n to t h e
1 9 t h - c e n t u r y g r o u p of n i n e Y'.:&gt; ores f r o m n e a r Ż o r y ,
e x e c u t e d m o s t p r o b a b l y i n one s l o n e c u t w o r k s h o p w i t h
reliefs sculpted most l i k e l y by a country auio-ciidact.
A d a m
C h ę t n i к — ON OUR W E A V I N G I N
THE
KURPIE REGION. THE T E X T FROM A D A M
СНЕГN I K ' S 1NED1TED W O R K S
T h e a u t h o r c a r r i e s o u t a h i s t o r i c a l a n a l y s i s of t h e
b e g i n n i n g s a n d d e v e l o p m e n t of w e a v i n g i n t h e K u r p i e
region. He describes w i t h every d e t a i l old techniques
of p r e p a r i n g h o m e s p u n a n d l i n e n f o r c l o t h e s a n d u n d e r ­
w e a r , d y e i n g , as w e l l as w a s h i n g of t h e r e a d y c l o t h e s .
O n t h e o t h e r h a n d , t h e a r t i c l e p r e s e n t s also c o n ­
d i t i o n s of l i f e o f t h e K u r p i e f o l k w h o r e g a r d
the
c o s t u m e as a m a n i f e s t a t i o n of e c o n o m i c
and
social
transformations.
A n n a
Świątkowska
ŁOWICZ CLOTHES

—

WEAVING

OF

THE

Ł o w i c z c o s t u m e is one of t h e m o s t p o p u l a r P o l i s h
f o l k dresses. I t is g e n e r a l l y t h o u g h t t h a t Ł o w i c z w e a ­
v i n g has s t r o n g l y i n f l u e n c e d w e a v i n g o f f o l k c l o t h i n g
i n m a n y r e g i o n s of P o l a n d ; t h e c o s t u m e is t h o u g h t to
d e r i v e f r o m t h e u n i f o r m of t h e p a p a l g u a r d s .
The
authoress
questions
the above thesis p r e s e n t i n g
the
o r i g i n a n d e v o l u t i o n of t h e Ł o w i c z dress.
T h e costume appeared o n l y i n the 19th c e n t u r y a n d
w a s i n t r o d u c e d by c o u n t r y w e a v e r s a n d e m b r o i d e r c s s e s
w h o based themselves o n no p a t i o m f r o m ills outside.
I t e v o l v e d f r o m a v e r y s i m p l e , p l a i n one to m o r e
colourful
and adorned, until it readied
its
present
overornamcnted form.
T h e a u t h o r e s s discusses c h a n g e s p a r t i c u l a r p a r t s o t
b o t h m a n ' s a n d w o m a n ' s c o s t u m e s h a v e i m d e g o n e , as
w e l l as t h e e v o l u t i o n of w e a v i n g t e c h n i q u e . T h e a r t i c l e
p r e s e n t s f o l k t e r m s c o n c e r n i n g t h e c l c r a m t s or c l o t h
and colouring.
T h e o c c u r r i n g c h a n g e s a r e i n s p i r e d b y the f a s h i o n
dictated by the most taliented a n d courageous weavers
and
cmbroideresses.
U p - t o - n o w w o m e n w e a r t h e i r costumes on c h u r c h
holidays, whereas
the man's costume
can r a r e l y
be
seen.
Zofia
G r ó d e c k a — HELENA
BERNASOWSKA -MASTER
OF
GOLINO
EMBROIDERY
AND
ITS
ANIMATOR — HELENA
MOSZCZEŃSKA
G o l i n o e m b r o i d e r y is c r e a t e d as t h e e f f e c t of a p p l i ­
c a t i o n of s e v e r a l s t i t c h e s . T h e r e is a p p l i e d a p e c u l i a r
t e c h n i q u e of c u t t i n g l i n e n u n d e r t h e r e a d y
embroidery.
Such e m b r o i d e r y was used to a d o r n w o m a n ' s t r a d i t i o ­
n a l dress i n G r e a t P o l a n d . T h i s b e a u t i f u l a n d e x t r e m e l y
e l a b o r a t e e m b r o i d e r y has s u r v i v e d t o o u r t i m e s t h a n k s
to t h e a c t i v i t y of t h e l a n d p r o p r i e t r e s s i n G o l i n a , H e ­
l e n a Moszczeńska. W h e n t h e e m b r o i d e r y b e g a n to d i s ­
a p p e a r d u r i n g W o r l d Was I . Moszczeńska t r i e d to save
it t h r o u g h collecting d r a w i n g s of o l d patterns o r g a n i ­
z i n g a n n u a l courses f o r y o u n g g i r l s w h e r e she t a u g h t
h e r s e l f a n d w h i c h she p r o v i d e d w i t h p a t t e r n s , t h r e a d s
a n d l i n e n . Moszczeńska o r d e r e d i n d i v i d u a l a n d g r o u p
w o r k s , h e l p e d to s e l l t h e m a n d p o p u l a r i z e d t h e e m b r o i ­
d e r y on e x h i b i t i o n s a l l o v e r Hie c o u n t r y .

F r o m a m o n g s e v e r a l dozens of M o s z c z e n s k a ' s p u p i l s
i t was H e l e n a B e r n a s o w s k a ( b o r n i n 1906) w h o t u r n e d
oai
to be m o s t t a l i e n t e d . H e r m o s t b e a u t i f u l w o r k s
were created already after W o r l d War I I w h e n
she
wsis t a k i n g p l a c e of a g e d Moszczeńska a t c o u r s e s o r g a ­
n i z e d t h e n b y s t a t e i n s t i t u t i o n s . She possesses n u m e r o u s
a warcie ( a m o n g o t h e r s t h a t of O s k a r K o l b e r g , a S i l v e r
Cross of M e r i t s ) .
i l e r w o r k s d i s t i n g u i s h themselves w i t h a n extreme
s t y l i s t i c i n d i v i d u a l i t y . She a d d e d h e r o w n m o t i f s t o
t h e oici ones, h o w e v e r r e m a i n i n g f a i t h f u l to t h e t r a d i ­
t i o n a l t e c h n i q u e , f o r n u m e r o u s y e a r s she w a s a n a u t h o r
f o r the G o l i n o c e n t r e , i n f l u e n c i n g t h u s t h e e m b r o i d e r y
t h e r e c r e a t e d . T h e a r t i c l e deals i n d e t a i l w i t h s o m e
of h e r w o r k s .
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i — T O SEE T H E
T H E LESSON OF W Ł A D Y S Ł A W M A L I N O W S K I ,
CHER, P A I N T E R , POET A N D
MUSICIAN

MAN.
TEA­

T h e p h i l o s o p h y of l i f e of W ł a d y s ł a w M a l i n o w s k i ,
w h o is a r e t i r e d t e a c h e r of P o l i s h a n d m u s i c , is n o t
complicated.
Malinowski proclaims
the
necessity
of
combating hatred and war
a n d of o v e r c o m i n g
the
b a r r i e r s a m o n g m e n . H e w a n t s to t e a c h u n d e r s t a n d i n g
a n d r e s p e c t f o r o t h e r m e n . M o r e o v e r , he has w o r k e d
out h i s o w n m e t h o d of p r e a c h i n g h t e t r u t h s he b e l i e v e s
i n a n d he f i n d s h i s d i f f e r e n t t a l l e n t s u s e f u l f o r t h i s
p u r p o s e (he is a n u t h o r of s e v e r a l p o e t r y b o o k s a n d
of t e n m u s i c a l c o m p o s i t i o n s , as w e l l as a p a i n t e r ) . H i s
house h a s b e e n t r a n s f o r m e d i n t o a p e c u l i a r l a b - g a l l e r y .
Taped c o m m e n t a r y i n f o r m s the visitors about the con­
t e n t s a n d message of p a r t i c u l a r p a i n t i n g s a n d d r a w i n g J .
The
p a i n t i n g s are m i m i c p o r t r a i t s a n d scenes.
The
scenes a r e t o e x p r e s s v a r i o u s e m o t i o n s ,
atmospheres
and s i t u a t i o n s , r e v e a l i n g m a i n l y v i o l e n t passions. One
c a n o b s e r v e t h e r e c u r r e n c e of t h e t h e m e of t h e t r a g e d y
of w a r .
T h e p a i n t i n g s a r e f o r t h e a u t h o r b u t „educational
a i d s " . T h e r e f o r e no m u c h stress is p u t o n t h e i r a r t i s t i c
i n a n i t y . T h e p e c u l i a r i t y of t h e s u b j e c t o f h i s w o r k s
r e s u l t s f r o m t h e a s s u m p t i o n t h a t i t is t h e h u m a n
face — its features a n d m i m i c s — t h a t reflects the
c h a r a c t e r of t h e m a n . T h e n a i v e l e s s o n o f W ł a d y s ł a w
M a l i n o w s k i teaches us u n d e r s t a n d i n g o f a n o t h e r m a n
a n d a d j u s t m e n t of one's b e h a v i o u r to t h e n a t u r e of
the o t h e r s . A c c o r d i n g to h i m , t h e u n d e r s t a n d i n g b e g i n s
w i t h c o g n i t i o n , w h i c h i n t u r n , c a n be a c h i e v e d t h r o u g h
the s t u d y of t h e face.
Wojciech
M i c h e r a — W H Y IS T H E COW RED?
ON T H E CATEGORIES OF RECEPTION OF COLOURS
T h e p r o b l e m of s e e i n g c o l o u r s a n d t h e i r shades is
not
merely
l i m i t e d to p h y s i o l o g y
b u t also
concerns
c u l t u r e . T h e r e l a t i v i s t s m a i n t a i n t h a t d i f f e r e n t r a n g e s of
the names
of basic c o l o u r s r e f l e c t
the
autonomous
c h a r a c t e r of a g i v e n c u l t u r e . T h e a b o v e thesis
was
questioned by the neo-evolutionists at the b e g i n n i n g
of t h e 70's, w h o c l a i m e d t h a t t h e d i f f e r e n t i a t i o n o f
colours
testifies
different
l e v e l s of t h e
homogenous
evolution. One can distinguish subsequent
stages o f
t h e e n r i c h m e n t of t h e c o l o u r scale, i n w h i c h t h e c o n ­
t e m p o r a r y E u r o p e a n r a n g e of b a s i c c o l o u r s c o n s t i t u t e s
stage V I I .
A m o n g the basic colours there exists a c e r t a i n h i e ­
r a r c h y , p r o v e d b y t h e r e s e a r c h in situ;
the h i e r a r c h y
becomes even m o r e c l e a r l y v i s i b l e w h e n t h e colour ser­
ves as a c l a s s i f i c a t i o n f a c t o r i n t h e case of t h e p r e d o m i ­
n a n t t e n d e n c y to a p p l y i n d e s c r i p t i o n s o n l y basic c a t e ­
g o r i e s o f c o l o u r , i n p a i r i n g thc-m i n opposites ( l i g h t - d a r k ,
c o l d - w a r m ) , as w e l l as i n o c c a s i o n a l a n d c o n v e n t i o n a l
r e f e r e n c e to t h e r e a l c o l o u r of t h e d e s c r i b e d
object
( s u c h as t h e o p p o s i t i o n b e t w e e n b l a c k a n d r e d c o w s ,
w h i c h i n f a c t is the o p p o s i t i o n b e t w e e n r o a n a n d b r o w n ) .

255

�РЕЗЮМЕ

Т а д е у ш К р о т о с к и — НАРОДНАЯ КАМЕННАЯ
СКУЛЬПТУРА
ОКРЕСТНОСТЕЙ
Р Ы Б Н И К А , ВОДЗИСЛАВЯ СИЛЕЗСКОГО И Ж О Р
В п р и д о р о ж н ы х с к у л ь п т у р а х окрестностей Р ы б ­
ника, В о д з и с л а в я и Ж о р ( В е р х н я я С и л е з и я ) п р е о б л а ­
дают к а м е н н ы е и з о б р а ж е н и я
Страстей
Господных.
Это ф и г у р ы высотой
3 — 4 м, у в е н ч а н н ы е распятием,
с барельефом Скорбящей
Богоматери у подножья.
В этой г р у п п е особый интерес п р е д с т а в л я е т к о м п л е к с
X I X в, из окрестностей Ж о р , с о с т о я щ и й из
9 фигур,
п о всей вероятности в ы п о л е н е н н ы х в той ж е к а м е в о т е с н о й мастерской, что и б а р е л ь е ф . И с п о л н и т е л е м
б ы л п о - в и д и м о м у один и тот ж е народный самоучка.
Адам
X е н т ни к
— О НАШЕМ
КУРПЁВСКОМ
ТКАЧЕСТВЕ. ТЕКСТ
ИЗ Н Е И З Д А Н Н Ы Х
МАТЕР­
ИАЛОВ АДАМА ХЕНТНИКА
А в т о р проводит .исторический а н а л и з н а ч а л а и
развития ткачества в К у р п ё в щ и н е . П о д р о б н о о п и с ы ­
вает ранние виды т е х н и к и и з г о т о в л е н и я д о м о т к а н ­
ного сукна и х о л с т а на о д е ж д у и б е л ь е , способы рас­
к р а с к и и стирки готовой о д е ж д ы .
В то ж е время в статье п р е д с т а в л е н ы у с л о в и я
ж и з н и к у р п ё в с к о г о н а с е л е н и я , прич е м автор рассмат­
ривает о д е ж д у , как один из о п р е д е л и т е л е й э к о н о м и ­
ческих и социальных преображений.
Анна
Свионтковска
ЕВНОЕ Т К А Ч Е С Т В О

—

ЛОВИЦКОЕ

ПЛАТЬ-

Л о в и ц к и й н а р я д я в л я е т с я одним из н а и б о л е е и з ­
в е с т н ы х п о л ь с к и х н а р о д н ы х костюмов. П о в с е м е с т н о
считают что л о в и ц к о е п л а т ь е в о е т к а ч е с т в о о к а з а л о
в л и я н и е н а народное т к а ч е с т в о многих р е г и о н о в П о л ь ­
ш и а генезисом наряда я в л я е т с я о д е ж д а
папской
гвардии. А в т о р статьи п о л е м и з и р у е т с этими тезисами,
представляя историю возникновения и преображений
л о в и ц к о г о наряда.
Ловицкий наряд возник л и ш ь в
X I X веке. Его
с о з д а л и деревенские т к а ч и х и и в ы ш и в а л ь щ и т ы , к о ­
т о р ы е не п о л ь з о в а л и с ь никакими проектами и о б р а з ­
цами и з в н е . П о с т е п е н н о наряд этот п о д в е р г а л с я и з ­
менение. В н а ч а л е о ч е н ь простой и о д н о ц в е т н ы й он
с т а н о в и л с я все б о л е е д е к о р а т и в н ы м и я р к и м , с л и ш ­
к о м н а р я д н ы м с о в р е м е н н ы м костюмом.
А в т о р обсуждает различные изменения о т д е л ь ­
н ы х э л е м е н т о в наряда, к о т о р ы е с т е ч е н и е м времени
з а м е ч а ю т с я равно в ж е н с к о й , как и в м у ж с к о й о д е ж ­
де, а т а к ж е п е р е м е н ы , п р о и с х о д я щ и е в т к а ц к о й т е х ­
нике. В статье и с п о л ь з о в а н а народная т е р м и н о л о г и я ,
касающаяся элементов ткани и колориетики.
Д в и г а т е л е м п р о и с х о д я щ и х перемен я в л я е т с я мо­
да, д и к т у ю щ а я самыми способными и с м е л ы м и ма­
стерицами — т к а ч и х а м и и в ы ш и в а л ь щ и ц а м и .
Д о н а с т о я щ е г о времени ж е н щ и н ы носят л о в и ц к и й
наряд во время п р а з д н и к о в и к о с т е л ь н ы х т о р ж е с т в ,
в то время как м у ж ч и н ы л и ш ь в е д и н и ч н ы х с л у ч а я х .
З о ф и я Г р о д е ц к а — ХЕЛЕНА БЕРНАСОВСКА —
МАСТЕР
ВЫШИВКИ
И ЕЕ М У Л Ь Т И П Л И К А Т О Р
ХЕЛЕНА МОЩЕНЬСКА
А ж у р н а я в ы ш и в к а (т. наз. ,,снутки") с о з д а е т с я
п у т е м р а з л и ч н ы х в ы ш и в а л ь н ы х с т е ж к о в . Этот вид
вышивания отличается специфической техникой вы­
р е з ы в а н и я п о л о т н а под готовой в ы ш и в к о й . В
XIX
веке „снутками" у к р а ш а л и великопольский женский
наряд. Этот вид п р е к р а с н о й и о ч е н ь т р у д о е м к о й в ы ­
ш и в к и с о х р а н и л с я до н а ш и х дней, б л а г о д а р я д е я т е л ь
ности Х е л е н ы М о щ е н ь с к о й , в л а д е л и ц ы и м е н и я в Г о л и н е . В период первой мировой войны этот вид вы­
ш и в к и н а ч а л все р е ж е п р и м е н я т ь с я , но М о щ е н ь с к а
п р о д л и л а его с у щ е с т в о в а н и е . Она стала собирать р и ­
сунки старых узоров, организовывала ежегодные к у р ­
сы в ы ш и а н и я д л я м о л о д ы х д е в у ш е к . К у р с ы эти она
сама вела, с н а б ж а я с в о и х у ч е н и ц у з о р а м и , п о л о т н о м ,
нитями. Она п р и н и м а л а и н д и в и д у а л ь н ы е и к о л л е к ­
т и в н ы е з а к а з ы , способствовала
продаже
вышивок,
п о п у л я р и з и р о в а л а и х на в ы с т а в к а х по всей стране.

256

Среди н е с к о л ь к и х д е с я т к о в учениц М о щ е н ь с к о й
самой способной о к а з а л а с ь Х е л е н а Бернасовска (род.
в 1906 г.). Ее л у ч ш и е р а б о т ы б ы л и созданы у ж е
п о с л е второй мировой войны, когда она стала з а ­
менять п р е с т а р е л у ю Х е л е н у М о щ е и ь с к у ю , ведя к у р с ы ,
к о т о р ы е к тому времени с т а л и у ж е о р г а н и з о в ы в а т ь
государственные
угреждепия. Бернасовскую много­
кратно н а г р а ж д а л и (в частности, наградой им. О с к а ­
ра К о л ь б е р г а , С е р е б р я н ы м К р е с т о м З а с л у г и ) .
Р а б о т ы Х е л е н ы Бернасовской о т л и ч а ю т с я и с к л ю ­
ч и т е л ь н о и н д и в и д у а л ь н ы м с т и л е м . Н а р я д у со с т а р ы ­
ми мотивами она и с п о л ь з у е т свои собственные н о в ы е ,
оставаясь в то ж е время в е р н о й традиционной т е х ­
нике. Д е с я т к и л е т Бернасовска я в л я л а с ь авторитетом
в Г о л и н с к о м центре, о к а з ы в а я в л и я н и е на в о з н и к а ю ­
щ и е там Е Ы Ш И В К И . В статье подробно рассматриваю­
тся н е к о т о р ы е работы Х е л е п ы Б е р н а с о в с к о й (ср. и л л . ) .
А л е к с а н д р Я ц к о вс к и
— УВИДЕТЬ ЧЕЛОВЕ­
КА.
ЛЕКЦИЯ
ВЛАДИСЛАВА
МАЛИНОВСКОГО,
УЧИТЕЛЯ, ЖИВОПИСЦА, ПОЭТА И МУЗЫКАНТА.
Жизненная философия
Владислава
Малиновс­
кого,
учителя-пенсионера
преподавателя
польского
языка и музыки т е слишком сложна. Малиновски
гласит н е о б х о д и в о с т ь б о р ь б ы против ненависти и вой­
н ы , призывает к п р е о д о л е н и ю барьер, к о т о р ы е д е л я т
л ю д е й . Он стремится н а у ч и т ь л ю д е й понимать и у в а ­
ж а т ь друг друга. М а л и н о в с к и в ы р а б о т а л собственный
метод г л а ш е н и я т е х истин, в к о т о р ы е он у в е р о в а л .
С этой ц е л ь ю он и с п о л ь з у е т свои многосторонние
способности ( М а л и н о в с к и я в л я е т с я живопицем, авто­
ром н е с к о л ь к и х томиков поэзии и
10 м у з ы к а л ь н ы х
к о м п о з и ц и й ) . У собя дома М а л и н о в с к и с о з д н л с в о е о б ­
р а з н у ю г а л е р е ю - л а б о р а т о р и ю . З а п и с а н н ы й на л е н т у
комментарий поясняет п о с е т и т е л я м с м ы с л , а т а к ж е
содержание картин и рисунков, обозначенных оче­
р е д н ы м и номерами. К а р т и н ы эти я в л я ю т с я м и м и ч е с ­
кими портретами и сценами. С ц е н ы о т о б р а ж а ю т р а з ­
л и ч н ы е п е р е ж и в а н и я , н а с т р о е н и я и ситуации, к о т о ­
рые в с к р ы в а ю т б у р н ы е страсти. П о в т о р я е т с я т е м а ­
тика т р а г и ч е с к и х в о е н н ы х п е р е ж и в а н и й и и с п ы т а н и й .
С в о и к а р т и н ы автор рассматривает как „ н а у ч н ы е
п о с о б и я " , не п р и п и с ы в а я з н а ч е н и я их х у д о ж е с т в е н ­
ному у р о в н ю . С п е ц и ф и ч е с к и й х а р а к т е р тематики его
произведений в ы т е к а е т из п р е д п о с ы л и к и , что о т р а ­
ж е н и е м х а р а к т е р а ч е л о в е к а я в л я е т с я его л и ц о , его
ч е р т ы и мимика. Н а у ч н а я л е к ц и я В л а д и с л а в а М а п и новокого учит понимать д р у г о г о ч е л о в е к а , учит сог­
л а с о в ы в а т ь поведение с настроением д р у г и х . П о м н е ­
н и ю М а л и н о в с к о г о , понимание начинается с познания,
а это м о ж н о постичь п у т е м и з у ч е н и я лица.
Войцех
Михера
— ПОЧЕМУ КОРОВА
КРАС­
НАЯ? О КАТЕГОРИЯХ ЦВЕТНОГО ВИДЕНИЯ
П р о б л е м а видения красок и их оттенков я в л я е т с я
не т о л ь к о п р о б л е м о й ф и з и о л о г и и , но и к у л ь т у р ы . П о
мнению р е л я т и в и с т о в , р а з л и ч н ы й д л я к а ж д о й к у л ь ­
т у р ы подвор о с н о в н ы х названий цветов, с в и д е т е л ь ­
ствует об автономности к а ж д о й и з к у л ь т у р . Этот т е з и з в н а ч а л е 70-х годов о п р о в е р г а л и н е о э в о л ю ц и о н и с ­
ты, у т в е р ж д а в ш и е , что д и ф ф е р е н ц и р о в а н н о е д е л е ­
ние красок с в и д е т е л ь с т в у е т о р а з л и ч н о й степени
прогресса в однородном э в о л ю ц и о н н о м развитии. М о ж ­
но в ы д е л и т ь о ч е р е д н ы е этапы р а с ш и р е н и я
шкалы
красок, (например, совремепи.ый е в р о п е й с к и й состав
о с н о в н ы х к а т е г о р и й цветов — это V I I этап).
Среди о с н о в н ы х красок с у щ е с т в у е т с в о е о б р а з н а я
и е р а р х и я (что п о д т в е р ж д а ю т м е с т н ы е и с с л е д о в а н и я ) ;
и е р а р х и я эта о т ч е т л и в о выступает при применении
цвета, к а к ф а к т о р а к л а с с и ф и к а ц и и , когда о п р е д е л е н ­
но з а м е ч а е т с я с т р е м л е н и е к у п о т р е б л е н и ю при о п и ­
сании т о л ь к о о с н о в н ы х категорий ц в е т о в - с и с т е м а т и зация п р о т и в о п о л о ж н ы х пар ( с в е т л ы й — темеый, х о ­
л о д н ы й — т е п л ы й ) , а т а к ж е иной р а з у с л о в н о е обра­
щ е н и е к п о д л и н н о м у цвету описываемого предмета
например п р о т и в о п о с т а в л е н и е я в л я ю щ е е с я в д е й с т в и ­
т е л ь н о с т и п р о т и в о п о с т а в л е н и е м : пестрая —
корич­
невая.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5973" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5953">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/aa757f86e63b50a0e5da6b417b36c82e.pdf</src>
        <authentication>6889089f8304d78f5790add2fcd88819</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71267">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3348</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71268">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71269">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71270">
                <text>Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji kultury ludowej w nauce / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71271">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.3-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71272">
                <text>Robotycki, Czesław; Węglarz, Stanisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71273">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71274">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71275">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71276">
                <text>Czesław Robotycki, Stanisław Węglarz

CHŁOP POTĘGĄ JEST I BASTA. O MITYZACJI
KULTURY LUDOWEJ W NAUCE

„ W i e d z a nie jeat n i c z y m i n n y m j a k budowaniem

m i t u o świecie, g d y ż

m i t leży j u ż w a a m y e h e l e m e n t a c h i p o z a m i t n i e m o ż e m y w ogóle
wyjść".
Bruno Schulz

1

Koland Barth.es

2

, , W s z y s t k o więc może b y ć m i t e m ? Sądzę, że t a k . . . "

Zastosowany

w t y t u l e zwrot, zapożyczony z d r a m a t u Stani­

sława W y s p i a ń s k i e g o ,

istniejący

w dzisiejszej

frazeologii

p o p u l a r n o porzekadło, j e s t tezą aksjologiczną n a której
treść p r a c o w a ł y p o k o l e n i a t w ó r c ó w . T e z a t a o s t a t e c z n i e

jako

bogatą

powinna

tę ś w i a d o m o ś ć z j e j o b i e k t a m i c z y l i z m o ż l i w y m i f o r m a m i d o ś ­
wiadczanego

przez

operatywność

nią b y t u ' ' .

W

9

uzyskują

nowym

polu

„metakategorio" t y p u

teoretycznym

kultura,

pogląd, m i t . . . Współczesna h u m a n i s t y k a poszukuje

świato­

całościowego

należeć d o ś w i a t a s z t u k i i w y r a ż a ć się właśnie w j ę z y k u p o e t y c k i m ,

k o m p l e k s u znaozeniowotwórczego, a podstawowym j e j celem jest

b o w i e m niesie w sobie idee, o c e n y i k a t e g o r i e , określane m i a n e m

zrozumienie.

i m p o n d e r a b i ł i ó w . J e d n a k ż e n a treść c y t o w a n e g o

zwrotu — po­

Te

nowe

tendencjo

rzekadła zapracowała również n a u k a , a c z k o l w i e k miała b y ć o n a

przez humanistów

—

na metajęzyk"

zgodnie

z życzeniami sejentystów — wolną o d sądów aksjo­

logicznych

i wyłącznie

Takie

opozycyjne

i

naukowych

często

opisywać

rzeczywistość.

traktowanie
było

sądów

się m . i n . w

mitologa"

1 0

,

przyjmowaniu

który

„skazany

jest

. T a k ą p o s t a w ę p r z y j ę l i ś m y r ó w n i e ż , chcąc p r z y ­

pomnieć, że m i t y z a c j a — jeden z nader i s t o t n y c h mechanizmów
aksjologicznyoh

kwestionowane.

1 1

wyrażają

„postawy

Wybuchające

co

wytwarzających t e k s t y k u l t u r y — n i e ominęła również
Podzielamy

zdanie

tych,

którzy

twierdzą,

nauki

że m i t y z a c j a

1 2

.

jest

p e w i e n czas s p o r y o z d a n i a wartościujące w n a u c e powstają n a

w h u m a n i s t y c e n i e d o uniknięcia. T r a k t u j e m y , za i n n y m i a u t o ­

kanwie podstawowych

r a m i , pojęcie m i t u oraz jego p o c h o d n e j a k o k a t e g o r i e

Nasilanie

się r ó ż n i c

wywołało poczucie

różnic w poglądach n a istotę
między

stanowiskami

kryzysu

wchodzących

a n a l i z poszczególnych d y s c y p l i n wiedzy.
gląd l i t e r a t u r y

cpistemologioznymi

w nauce i wzbudziło

sobów i n t e r p r e t a c j i zjawisk

tzw. humanistycznej

poznania.

krytykę

w zakres
Nawet

spo­

giczne i stosujemy do k o n k r e t n e j d y s c y p l i n y wiedzy,
metapoziom

przedmiotu

pobieżny

z o s t a t n i c h łat,

prze­

pozwala

na jakim

Przedstawione

d o k o n u j e się t a k i c h

operacji.

n a p o c z ą t k u d y l e m a t y p o z n a n i a są t ł e m s p o ­

rów bardziej szczegółowych, dotyczących i s t n i e n i a m i t u i mecha­
n i z m u m i t y z a c j i w n a u k a c h n i e mających

charakteru technolo­

stwierdzić, że z n o w u znaleźliśmy się w s y t u a c j i k r y z y s u . P r z y ­

gicznego. S t a n o w i s k o k o n s e k w e n t n i e z t y c h sporów

pomnijmy

streszcza

( w największym

Istota

kryzysu

skrócie) n a c z y m

epistemologicznego,

o n polega.

najostrzej

rysującego

metodolo­

podkreślająo

wywiedzione

się n a s t ę p u j ą c o : j e ż e l i w l u d z k i m p o z n a n i u

własnej skóry

jest niemożliwo,

jeżeli świat

dany

porzucenie

jest

ludziom

się w f i l o z o f i i , w y r a ż a się w p o s t u l a c i e z m i a n y p o l a b a d a w c z e g o

j a k o wyposażony w s e n s , a sens t o d z i e ł o l u d z k i e j p r o j e k c j i

całej h u m a n i s t y k i . S p o r y e p i s t e m o - m e t o d o l o g i c z n e

pozostaje

doprowadziły

3

d o u t r w a l e n i a się d w u p r z e c i w s t a w n y c h p o s t a w

konstytuujących

Nie

sześćdziesiątych X X w i e k u . C h o d z i o postawę p o ż y t y w i s t y c z n o -

Nauki

-sejentystyczną

(reprezentowaną

i

neopozytywizm)

oraz tradycję personalistyczną ( m . i n . egzysten-

cjalizm)*.

Stanowiska

rozstrzygnięć

te

problemów

założeniu, że możliwości

ekstremalnej

wyznaczały

zakres

pojawiających
poznania

formie

podstawowych

się w n a u c e

lokują

przez

—

się w ś r ó d

przy

opozycji:

poznanie — przeżycie, opis — ocena, f a k t — wartość, o b i e k t y w n a
prawda —

s u b i e k t y w n y sens i t p . W s z y s t k i e
5

to i inne

opozycje,

to różne wersje k a r t e z j a i i s k i e j formuły wyrażające

onkologiczne

przeciwstawienie

i

czystej

przedmiotowośoi b y t u .
wano

wielokrotnie

łania a t m o s f e r y
tycznych

oraz

samowiedzy

podmiotowości
Prób

doprowadzając

6

myślenia

przełamania

w konsekwencji

dystansu wobec problemów i pytań
przyczyniając

się d o p o w s t a n i a

epistemo-metodologicznej,
przekonania

poznania naukowego
terze

rozwoju
Obecnie

obiektywnej

typu

socjolo­

m i t z a m^takategorię

chimeryczne

ludzkie

wiary

mogą

artykułować

i nadzieje

w

możliwość

p o z n a n i a ; b a d a ć b ę d ą s ° n s t a k i e j w i a r y ze w z g l ę d u n a l u d z k i e
wartości .
1 3

Świadomość

mityczna

w k u l t u r z e jest

powszechna

i J e j j T J o ^ b i l c j l " " " w y d a j e sie n i t m o ż l i w a . O d n a j d u j e m y j ą w każ­
dym

r o z u m i e n i u świata

i h i s t o r i i , która

r o z u m i e n i e świata i h i s t o r i i czerpie

m a mieć

sens.

z korzenia m i t u

kultury

Nasze

(określonej

w i z j i światopoglądowej), d z i ę k i n i t m u z d o b y w a m y p r a w o
w a n i a sensu r z e c z o m

nada­

i zdarzeniom. T a k i mitotwórczy oharakter

niechętnie j e s t u z n a w a n y

w odniesieniu do niektórych

sfer k u l t u r y t y m b a r d z i e j , że z m i t y z o w a n e

treści w y m y k a j ą się

p o t o c z n e m u doświadczeniu, u b r a n e w słowa n a u k i , i d e o l o g i i c z y
zabsolutyzowanej

h i e r a r c h i i wartości.

Odkrywanie

zmityzowa-

nych warstw k u l t u r y w każdym jej przejawie, t o sztuka interpre­
tacji.

Ostatecznie

Zarysowano

oraz l i n e a r n y m i k u m u l a t y w n y m charak­

zmianę

z

wyżej

kryzysu

optyk

(w uproszczeniu

oczywiście)

opistemo-motodologicznego

badawczych

wielu

tendencje

wpłynęły

na

dyscyplin humanistycznych,

w stronę — generalnie rzecz biorąc — a n t r o p o l o g i i * . T a k dzieje

8

1

świadkami

_p_aj&amp;£Ly_gm*t**'—Myślenie
i

pozytywis­

wyrażać

wyjścia

jesteśmy

przedświadomych

wywo­

jest t o nawoływanie d o porzucenia wysiłków w ogóle.
przyjmujące

prawdziwości

nauki.

o

do

podkreślającej
7

zostały

dokony­

nowego

giczne i k u l t u r o w e w y m i a r y funkcjonowania n a u k i .
podważone

absolutnej

t e j formuły

—

z klasycznej e p i s t e m o l o g i i n a rzecz anałizy

mitu.

p a r a d y g m a t f i l o z o f o w a n i a , który dominował d o m n i ' j więcej łat
w

rezygnacja

kształtowania

humanistyczne

nieświadomych

dąży

do

przesłanek

się

nowego

ujawnienia
^rozmaitych

się

w

sztuki

historii
1 8

,

1 5

,

a także

socjologii ,
1 6

—

literaturoznawstwie

o paradoksie

—

w

w t y m jest i t o , że z m i a n a t a n a k a z u j e n o w e
współpracy

między

1 7

etnografii

f o r m samej świadomości jakąjudzie_mają. o sobie i s w o i m świecie,

formy

odsłania także p i e r w o t n y związek sensu j a k i k a ż d o r a z o w o łączy

pozwala odzyskać blask t e r m i n o w i h u m a n i s t y k a .

wymienionymi

,

1 9

historii
.

Ważne

metodologicznie

dyscyplinami;

co

3

�E k s p l i k o w a n i e regułami myślenia m i t y c z n e g o z j a w i s k współ­

Czynimy

t o zgodnie

c z e s n y c h — i t o często z e s f e r y n a u k i — b u d z i ł o o p o r y . N i e m n i e j

podkreślają

podobieństwo

(rozmytych)

między

mitom

rozumianym

fabuła), a jego współczesnymi

otnologicznio

f o r m a m i polega

(jako

w ł a ś n i e n a toż­

samości f u n k c j i i podobieństwie s t r u k t u r y l o g i c z n e j j a k i e w s o b i e
zawierają .
2 0

W

2 5

,

z p o s t u l a t a m i w i e l u metodologów,

istotną

rolę

definiowanych

t z w . pojęć

przez

którzy

nieeksplikowanych

użycie

2 6

.

W o b e c f a k t u , że w i e d z a o k u l t u r z e l u d o w e j (płynąca

z nauk

0 n i e j ) m a c h a r a k t e r z m i t y z o w a n y zająć m o ż n a różno s t a n o w i s k a .
M o ż n a z j a w i s k a n i e dostrzog;ać — l u b w i d z i e ć j e t y l k o w w y m i a r z e

analizach mitów

pretacyjne:

należy

filologiczną,

Próbując
stwierdzić,

antropologiczną

najogólniej

że stanowią

uwzględniać t r z y wersje

określić

i

czym

go pewno

inter­

publicystyczną .
2 1

jest

m i t , możnaby

konstrukcje —

nieodzowne

i stale obecne w n a s z y m życiu i n t e l e k t u a l n y m i a f e k t y w n y m
pozwalające n a m z m i e n n e i w a r u n k o w e składniki
wiązSc" w sposób c e l o w y
„byt",

nader

„prawda",

z realnościbmi

„wartość",

czy

Pol z pewnych

typu

t o u z n a w a ć n a p r z y k ł a d , iż

powodów

mhyzowali

ludową, ale
obiektyw­

naukowości .
2 7

Można zjawisko

k r y t y k o w a ć posługując się k a n o n a m i l o g i k i

1 a r g u m e n t a m i , że istnieją już i n n e s p o s o b y i n t e r p r e t a c j i świata,
że t e d a w n i e j s z e

t o a n a c h r o n i s m , k t ó r y p o w i n i e n zniknąć

z odeszlymi z nauki paradygmatami rozumienia

2 2

Goszczyński

kulturę

osiągnięcia K a z i m i e r z a D o b r o w o l s k i e g o t o już esencja
nej

—

doświadczenia

bezwarunkowymi

„sens"...

historycznym. Znaczy

wraz

świata .
2 8

podsuwa

M o ż n a , w końcu, z j a w i s k o analizować i starać się zrozumieć

myśl podobieństwa m i ę d z y m i t e m a ideologią. W p i s m a c h M a r k s a

z g o d n i e z postulał a m i h e r m e n e u t y k i ; zdając sobie sprawę z t r u d ­

Taki

i

silny

Engelsa

związek

ideologia

mitu

oznaczała

ze

światem

fałszywą

wartośoi

ś w i a d o m o ś ć , iluzję c z y

świadome m i s t y f i k a c j e ( p o r . publicystyczną wersję m i t u ) . Z cza­

ności

ujęciach

ogólnych,

idoo'ogia

opisujących,

to

uporządkowany

interpretujących

zbiór

twierdzeń

i oceniających

wistość o r a z postulujących określone działania, z g o d n i e
damianymi

( l u b nie) interesami

pewnych

Ideologię j a k o s y s t e m pełny o d n a j d z i e m y

elementy

filozoficznych,
mieć

aspekt

ideologii

występują

w

z uświa­

społecznych.

w formie

a l b o też j a k o zbiór t e z w y p r e p a r o w a n y c h
częściej

grup

programów,

przez badaczy.
tekstach

a l e n i e są r e d u k o w a l n e

Jeżeli u z n a m y , że między

formami

te mogą

do ideologii.

świadomości i ekspresji

społecznej ( n a u k a , s z t u k a , i d e o l o g i a i t d . ) zachodzą relacje
zależności i w y m i a n y ,
form

współtworzy

t o stwierdzić

otoczenie

wości i c h a r t y k u l a c j i

2 3

sposób w y p o w i a d a n i a

.

możemy,

d l a świata

Zasadniczo

ocen,

wartości

i daje

istnieje więc jeden

zdań o wartościach

mechanizm

kultury

2 4

strzegane;

t u mechanizmy

Rzecz

dotyczy

wspólny

twórczości;

przedmiotem

głównie s z t u k i i d o ­

mitologizacji nikogo

nauco

o sztuce

i

n i o dziwią. O d ­
tematów

c z a s i n a naukę. W

rozważań

warto

etnografów

—

sobie

kontekście p r z e d s t a w i o n y c h

kultura ludowa

fakt,

wyżej

że p r z e e m i o t

badań

— uległ w i c h p r a c a c h

swoistej

mityzacji.
Wzgodzio z t y m co już stwierdziliśmy, uważamy, że z m i t y z o wanic

wiedzy

włączaniu

w

o kulturze ludowej
tezy

o

w nauce p o l e g a ł o

przedmiocie

badań

wiedzy

iż

rozwój

2 9

zainteresowania

mitu.

od wiedzy

Tymczasem

kulturą

ludową

zmityzowanoj

Roch

m . i n . ча

całościowych

przekonania

S u l i m a przekonująco

nia

ludowości

utrwalił

się w s p e c y f i c z n y c h

wizji

badacza.

estetycznie

wego, w imieniu
wać

(...)

figury

wizje

którego

eaiośei

osobowa
biolo­

g i c z n e są p i e r w o t n e w s t o s u n k u d o p s y c h i c z n y c h ; i t p . W

odnie­

j e j cechą

immanentną

zabiegiem

mityzującym

jest

interpretacja

faktów

w imię określonych wartości. T u za przykład m o g ą posłużyć
następujące: k u l t u r a l u d o w a jest źródłem n a r o d o w e j

tezy

posiada

„ r a c j o n a l n e j ą d r o " , p r z y c z y n i a się p r z e z t o d o r e a l i z u j ą c e g o się
postępu; zachowuje

myślenia

się w z m i e n i o n y c h

są z n a k a m i

sytuacjach

lub

literackiego

a powstała

i procesu

idei nakazuje
i symbols, m i

historycznyeh"

ona jako

i t p ) z. k u l t u r ą

3 0

dziejo­

postępo­

1

wcielonymi
zachowują

. Figury

myślenia

o

owoc k o n t a k t u

Jodową

samych przodsUiwicioli ludu

znano

oraz

jako

jako

(naukowego,

wynik

działania

( r u c h l u d o w y , twórczość

chłopów).

ludowości

znaczeniowi* rozpiera między

określa

piwną,

wspólnotę

tiedycją a współczesnością.

Więk­

szość z n a k ó w t e j w s p ó l n o t y d o t y e y . y k u l t u r y n a r o d o w e j i u d z i a ł u
p o s z c z e g ó l n y c h w a r s t w spole c z n y e i h w t e j k u l t u r z e
ludowa,

kultura

w s i , zdominowała

konkretu

antropologicznego

Wartości

humanistycznych

i ściśle

3 1

.

kultura

dostępny

n a m dzisiaj t y p

zespolone

z n i m hierarchie

(...). Z d o m i n o w a n i e

z n a c z n y c h .ob-

szarów r e f l e k s j i o k u l t u r z e przez realia, k u l t u r y l u d o w e j

powodo_-_.

w a l o , nie t y l k o w przeszłości, l i c z n e p r z e j a s k r a w i e n i a i m i t o l a g b - - .
1

(.••)• K u k u r a ^ n n ó w f t T a

obraz,

ponosi

swoiste

miejsca

oddają

przede

ko^zl.y

nasz

ogólniejszymi

Pokonać możemy
teria!! m

terenowym

dalszy

tezami

wszystkim

bycia

—

zamiar

nowej

3 2

nieadekwatny

jest

dominującym

. Słowa tego c y t a t u

zapowiadany

do

j a k często

tego

epistemologii.

t e z y n a u i . i n i e peiprzi z weryfikację
—

jednocześnie t a k i t y p o r g a n i z a c j i

tak nie robiono")
posiadają

wewnętrz­

—

czynią

zm a ­

etnografowie,

gdy

lecz m u m y t u szansę o d k r y c i a s e n s u

funkcjonujące

figury

myślenia,:

do destrukcyjnego

wpływu

cywili­

za

Sulimą

następująco.

są p o d s t a w ą

opozycja

T a k a precyzacja

m i t u o k u l t u r z e ludowej w nauce

korespon­

to

co

miejskie,

d u j e z j e g o t r z e m a w e r s j a m i i n t e r p r e t a c y j n y m i , o k t ó r y c h wspom­

wskazuje

Wydobywanie

przy

takiej

szerokiej

definicji.

pionu

i iróclla.

dwie

jaki

ludowej.
podstawo­

Zawierają, o n e

.Kultura, l u d o w a jest

źródłem

wartości

w czasach n i e w o l i zachował

wartości,

etycznego

odrodzenia.

T u też mieści

o d c z y t y w a n a j a k o : t o co w i e j s k i e , t o n a s z e , s w o j s k i e

nieliśmy

Pozostaniemy

o kulturze

w s o b i e c a l e b o g a c i w o t r e ' s o i , a, i c h m e t a f o r y c z n y se^ns eielozyt u j e m y

któro

przeciwieństwie

kulturze tezy

aksjologię

wości

zacji) i t d .

w

iSulima analizując f a k t y l i t e r a c k i e dostrzega
we

m o i a l n y c h ; w n i e j naród

4

widze­

myślenia.

refleksji o ludzie i j ' go kulturze. Figurę taką z n a m y

„ludoyeość",

n e j , żo u c z e s t n i c t w o w n i e j w p ł y w a n a h a r m o n i j n y r o z w ó j o s o b o ­

wyżej.

figurach

w d i a l o g id&lt; o l o g i c z r y , są n o ś n i k ; m i i d e o l o g i i i r ó ż n i e

autentycz­

ności; z a w i e r a o n a w sobie szczególne wartości e t y c z n e ;

(w

(z J e g o

sposób

c h c ą z r e l a t \ v. i z o w a ć j a k i ś są.d ( n p . z d a n i a t y p u „ w N . k o l o M .

jest postęp; i t d .
Innym

dowodzi

świata

posłannictwo

adekwatnie

tożsamość

sięga t a k d a l e k o w s t e c z j a k j e g o p a m i ę ć ; l u d z k i e p o t r z e b y

s i e n i u do k u l t u r y , m a c h a r a k t e r c e l o w y ;

znanym

F i g u r a myślenia „ t w o r z y j e d n o r o d n e i przejrzyste, p r z y t y m
nacechowane

człowieka:

jego

przebiega!

t e z a m i c a ł k o w i c i e się zgadze m y ) , ż e z m i t y z o w a n y

u nas n i itei : : 1 ' j n refleksji k u l U u o z n a w e z e j ' "

racjonalny;

zauważyć

do naukowej, t j . wolnej o d

O t o k i l k a przykładów t a k i c h zdań w o d n i e s i e n i u d o t z w . n a t u r y
jest

etnografii

romantyzmu

. ) U t y c h s e m y c h autorów łatwo

zainteresowali

szlakiim:

jej

człowiek

o ludzie jest

ssę h i s t o r i ą

d a l s z y , n a d e r ehar, k t e r y s t y e ; n y tolc r o z u m o w a n i a , podkreślający

zacje

indywidualne

obszarów

n i e ulegają.

związane z kwestis m i n a r o d u i p a n s l a w i z m u ( k a t e g o r i i e x d e f i n i -

lecz

pierwotne

zajmujący

mitotwórcze

tione mitologicznych

ś w i a t a i c z ł o w i e k a , k t ó r o n i e w y n i k a ł y z, d n k n n y w p . n y e . b &lt;ma,li?
stanowiły

Uczeni

podkreślają

Figura

uświadomić

charakter XlX-wiecznej

dostrzegany.

zgodnie

kulturze.

A u t o a n a l i z d o k o n u j e się r z a d k o i j a k b y n i e c h ę t n i e ; nadszedł
jednak

zmityzowanyeh

z b a d a ń h i s t o r y c z n y c h i l i t e r a c k i c h w y k s z t a ł c i ł y się t&lt;ż w n a u c e

.

w r o t n i e n a w e t , j e s t t o j e d e n z najczęściej p o r u s z a n y c h
w

możli­

ozy o naturze

R e l a c j o w s p ó ł z a l e ż n o ś c i i w y m i a n y są s t a ł y m
analizy d l a wielu badaczy.

ogól

współ­

i ż ka,żda z t y c h

ś w i a t a . W y r a s t a o n zo w s p ó l n e g o k o r z e n i a w s z e l k i e j
.odtwarza mitologizujący

Naj­

religijnych,

artystycznych, naukowych i t p . Teksty

ideologiczny

rzeczy­

na

oddzielenia,

o d t y c h , które t a k i m m e c h a n i z m o m

Zmityzowany

s e m t a k i sens t e r m i n u został w m a r k s i z m i e z a r z u c o n y i w d z i s i e j ­
szych

(niemożności?)

kultury

to

obce,

n a dświganie

kosmopolityczne.

się n a r o d u

Aksjologia

z upadku i

się
—

pionu

amorficzności.

treści l u d o w y c h i i c h n o b i l i t a c j a , t o c z e r p a n i e

ze

�I
ź r ó d ł a —• s t ą d p r z e k o n a n i e
k u l t u r y . Znane tezy

m i e s z c z ą się w t y c h f i g u r a c h
nauki.

Pisze

Stanisław

odraża, k t o n i e s k o r y
orzecha,

prowadzących

o samorodności, autentyczności t e j

o a r s i n c r u d o i s t y l u n a t u r a l n y m również
. O t o więc przykłady

3 3

Pigoń:

sięgnąć

Kogo

p o d gorzką

zo ś w i a t a

w

skorupę

poetów

chłopów

jest

i przechodzącym

przecież

znamieniem

(...)• P o e z j a

także

kulturze ludowej..."

pokolenia

młode

3 8

. Taka

wizja

bycia
do

(...).

przezwy­

„jedni

kultury

nizmom

pozo­

a więc mecha­

mityzacyjnym.

Sięgnijmy

pędy

i cywili­

tekstu naukowego,

staje w zgodzie z figurą myślenia aksjologicznego

przejściowym

ludowa,, j a k z w y k l e

sposobu

dążą s p o n t a n i c z n i e

z a c j i " świadcząca o z i d e o l o g i z o w a n i u

p o s k r y t e t a m z i a r n o p o ż y w n e , t e n zee.łice w z i ą ć p o d

uwagę, że t a nieuczona p r o s t o t a pierwszego dopiero

prądy w sztuce

ciężenia s z t u k i j a k o s z t u k i i z l a n i a się z b y t e m — t a k j a k t o b y ł o

zaś ta. chropawość
i chropawą

do gruntownych przemian

awangardowe

odnajdziemy

d o świata s z t u k i l u d o w e j , t u również bez t r u d u

o m a w i a n e f i g u r y myślenia z w a n o aksjologią

źródła

n a s t a r y c h p n i a c ł i . w y r a s t a s z y b k o i r o z w i j a się ż w a w o w k s z t a ł -

i p i o n u . Pisze J ó z e f G r a b o w s k i o s t y l u l u d o w y m , referując

tności s w o j e g o w y r a z u . . . " a oceniając p o e i m t y J a n a M a r c i n k a :

nie t y l k o swojo:

N i e w y r a z i ł a się t a m w i e ś w s w y m t r u d z i e f i z y c z n y m , w służ­

zachował

w

l u doddalony

swej

twórczości

o d w i e l k i c h centrów

pewien

styl,

urobiony

w

bie z i e m i , w u c z u c i o w y m przylgnięciu d o n i j sercem, w majesta­

s z e r e g u p o k o l e ń (...). N a j o g ó l n i e j s z a c e c h a d z i e ł a s z t u k i

cie

to

swojej

znojnej

p r a c y . C i i l o p ż y w i c i ' ' l , chłop d a w c a

dźwigający n a sobie

odpowiedzialność z a f i z y c z n y

chleba,

b y t narodu,

b y t u t e g o k o r z e n i e i p i e ń , t e n c h ł o p , j e g o ż y w o t n o ś ć i siła, w s p a ­
niałość

jego

pokazana"

3 4

wyrastania

refleksja

twórczością

wybitnego
figur.

Zresztą

skąd

świadczenia

wartościom.

że

podstawowego

stylu

s z t u k i , c h o ć u ż y w a n e p r z e z l u d , są

—

obcą

naleciałością" .
3 9

z r o l i jaką w i c h języku m e t a f o r a

którą

odgrywa.

Jest

t o ilustracja

pozwalająca użyć t e r m i n u z p e w n e g o p o z i o m u — n a i n n y m p o ­

A ponieważ był

jogo naukowego

z i o m i e , eksponując

znajdują

p r z y t y m cały bagaż z n a c z e n i o w y

n y c h p o j ę ć . N i e są t o j e d y n i e i n d y w i d u a l n e z a b i e g i

analogio:

naszym

zdaniem

taki

rodzaj

języka

narzuca

stosowa­

stylizacyjne;

właśnie

figura

myślenia o k u l t u r z e l u d o w e j , która s t a n o w i manifestację
A

b o c h ł o p i m a coś z

Piasta,

coś z t y c h k r ó l ó w P i a s t ó w —
—

Kiedy
taka

Wertując
grafów,

o miedzę.

sieje, orze,

w

miele,

godność, t a k i e

wielkie

zbiorowe

polskich etno­
działalności ,
4 0

w i e l u t e k s t a c h n a p o t y k a m y jeszcze jedną specyficzną

figurę

ją (korzystając z u s t a ­

leń R . S u l i m y ) a k s j o l o g i ą r o z u m u . N a treść t e j f i g u r y myślenia

co c z y n i t o c z y n i święcie,

s k ł a d a się z b i ó r p r z e ś w i a d c z e ń o n a t u r z e r o z w o j u k u l t u r y i l o g i c e
procesu

pojęcie.

j a k m o d l i się w kościele,

bardzo

wiele, wiele

z

Chłop potęgą jest i

3 5

c z e n i a pokoleń spełniają

.

d o Stanisława P i g o n i a ,
w

większości

podniósł

(uwaga!

jego

J ó z e f Chałasiński

Chałasińskiego

umacniała

publikacji.

figura)

w s i j a k o środowiska oraz

t a k postęp m a c h a r a k t e r

racjonalny

kułtury. W k u l t u r z e l u d o w e j

i

podpo­

i d e i , która

Do

najwyższej

teoretycznie

uzasadnił

cłiłopów j a k o g r u p y .

polityczną

w a r u n k i statystyczne

można

doświad­

eksperymentów.

W y p ł y w a t o z f a k t u , że zasadniczą podstawą łudzkiego działania

rządkował swą działalność i pracę naukową p e w n e j
wyraz

I

znaleźć t o o b i e k t y w n i e r a c j o n a l n e jądro; a t a k zwano

Piasta:

basta"

historycznego.

i w p ł y w a n a raojonałizację

i
Podobnie

wartość

ostatnie

myślenia o k u l t u r z e l u d o w e j . N a z y w a m y

wzięcie:

t a l i a godność, t o przejęcie:

godności

dzieło

sumujące d o r o b e k i c h t r z y d z i e s t o l e t n i e j

godność, rozwaga,
A

znalazła

mecha­

n i z m u mityzacji w nauce.

wiele!

Już lat dziesięć pośród siedzę,

sąsiadujemy

do

uwydatniającej

Bogactwo metafor w tekstach c j ' t o w a n y c h autorów, w y n i k a

zamie­

o n n a dziedzinę,

składników

wyraźnie

j e d y n i e t y m w s t o s u n k u d o swego źródła c z y m g w a r a d l a języka

chłopskiej

są w i ę c

przy

j a k o t w ó r własnej k u l t u r y l u d o w e j , m o ż e b y ć uważana z a ludową,

zna­

inąd,

o d podstawowych

ciągu

ludowej

r y t m i c e , t a k ż e p r z e w a ż n i e s y m e t r i i u k ł a d u (...) t y l k o t a k a s z t u k a

jeszcze

wszelkie

wiadomo

nakładał

także m i s t r z e m języka, f o r m y
poetyckie

nosi

w pracach Pigonia

i świadome, ponieważ

uprawiał, obowiązek

filologa

O n o dowartościowanie

walczył

k u l t u r y . Sądy aksjologiczne
rzono

n i e została

we wszystkim,
kompozyc yjnycb,

podczas g d y inne postacie

wspomnianych

swoją

—

.

Naukowa
miona

i dojrzewania

prostota

systemów

sądy
życia

świadomość

Nauka

młodego p o ­

myślenia

podobne)
nej

jest oczywistość

i zdrowy

rozsądek. T a k i o

przeświadczenia mają swoje źródło w

przez

pozytywizm

filozofii

zdrowego

(i temu

rozpowszechnio­

rozsądku

Thomasa

R e i d a . U w a ż a ł o n , że istnieją t a k i e t w i e r d z e n i a , których r o z u ­
mienie idzie w parze
pierwsze

zasady).

z p r z e k o n a n i e m o i c h prawdziwości ( t z w .

N i e byłoby możliwe rozstrzyganie

życiowych bez n a t u r a l n y c h , p o d s t a w o w y c h

zasad

problemów

jakimi

obda­

r z o n a j e s t cała ludzkość i które stanowią b a z ę n a s z y c h

sądów

gacić życie całego społeczeństwa. Zaliczał d o n i c h pracę w y t w ó r ­

i

takich

czą, d o c e n i a n i e w y s i ł k u f i z y c z n e g o , o d p o w i e d z i a l n o ś ć , r o z b u d o w a ­

zasad

kolenia w s i . Uważał, że naczelne

wartości w i e j s k i e m o g ą

wzbo­

n e w i ę z i m i ę d z y l u d z k i e . C h ł o p s k i e „ b a b r a n i e się w z i e m i " , t r w a n i e
na

w s i , w i n t e r p r e t a c j a c h Chałasińskiego

nabierają

znaczenia

przekonań

o

(prawd

Nadto

wprowadzona

i godności. W 4 0 l a t później interesują Chałasińskiego społeczne

wała przyjęty
postawy

wartości,

własnych

amorficzność

i

wartości w s i , a n i e p o k o i

bezład

osobowości

jej

utrata

mieszkańców,

Roid

przez

środowiska wiejskiego
Nie

wartości.

f i z j o l o g i i ciąży i p o r o d u oraz p o t r z e b niemowlęcia trafiło w e w s i

narodzinowych.

Propagowanie

wiedzy

współczesnej n a p o d a t n y g r u n t i w z n a c z n y m

dotyczącej

s t o p n i u znalazło

z a s t o s o w a n i e w p r a k t y c e . W i e j s k a o p i n i a społeczna zaakceptowała

idee

brzmiące

u Chałasińskiego

jako

Pawłu-

pozytywny

do wersji utopijnej. W

swoich

p r o p o n u j e p o w r ó t d o f o r m k u l t u r y l u d o w e j i sposób

przeżywania f o l k l o r u j a k o p a n a c e u m n a zagrożenia
Pisze

przemianach

w imię społecznie pożądanych

p r o g r a m społeczny, d o p r o w a d z a
3 7

odzwierciedłenie w

zwyczajów

Gorącym p r o p a g a t o r e m ludowości jest Włodzimierz

pracach

takiej

f i g u r z e : „ P o g ł ę b i a j ą c y się

mityzacji

t r z e b a d o d a w a ć , żo mieszczą się o n e w f i g u r a c h a k s j o l o g i i

który

porządek rzeczy. E c h a

dowód

3 6

źródła i p i o n u .

czuk,

perspektywa ba­

u s t a w i c z n i e proces r a c j o n a l i z a c j i życia, n a g r u n c i e obrzędowości

dzieło

dając

pozytywizm

w opisywanej

r o d z i n n e j znalazł najpełniejsze

jego uczennica ,

kilkanaście

.

przez obserwatora

odnajdujemy

n i e d o c e n i a n i e wartości własnego środowiska. T a k c h a r a k t e r y z u j e
Chałasińskiego

sformułował
4 1

dawcza, zewnętrzna w s t o s u n k u d o b a d a n y c h z j a w i s k , a b s o l u t y z o ­

mechanizmy

obrony

świecie.

przypadkowych)

m . i n . : „...Rewolucja

cywilizacyjne.

naukowo-techniczna

znosi

pracę

ideę świadomego macierzyństwa. P l a n o w a n i e

ilości d z i e c i w r o ­

d z i n i e s t a ł o się o b e c n i e z j a w i s k i e m n i e m a l p o w s z e c h n y m .

Wieło-

dzietność r o d z i n chłopskich przestała b y ć p r o b l e m e m społecznym.
W

p r z y p a d k a c h s z c z e g ó l n y c h , a c z n i e c h ę t n i e , p o d d a j ą się z a b i e ­

gom lekarskim przerywania ciąży"

4 2

. I l e w t y m fragmencie

stwierdzeń o rzeczywistości a i l e sądów życzeniowych

jest

realizują­

przemysłową zbliżając pracę produkcyjną d o działalności, która

c y c h f i g u r ę m y ś l e n i a , t r u d n o o c e n i ć . S k ł a n i a m y się d o t e z y , i ż

do n i e d a w n a była domeną n a u k o w c a i a r t y s t y — d o p r a c y twór­

tego drugiego

czej.

Problemy

rozwoju

cywilizacyjnego

świata

nie mogą być

skutecznie rozwiązywane bez r a d y k a l n y c h przemian w k u l t u r z e

dużo

Racjonalną

więcej.
podstawę

posiadają

prognozy

o p a r t e n a o b s e r w a c j i siły i k i e r u n k u w i a t r u , m g ł y oraz

pogody
rozcho-

5

�d z e n i a s i ę g ł o s u (...)• M g ł a w z n o s z ą c a s i ę d o g ó r y b y ł a

powszechnie

u z n a w a n a za oznakę złej a u r y , opadająca n a z i e m i ę d o b r e j
W

przeciwieństwie

racjonalnych,

do poprzednich,

wynikających

z

opartych

opanowania

wróżby..."

że z a k o m e n t a r z o d d a j ą c y

4 3

. Niech

podstawach

pewnego

w i e d z y p r z y r o d n i o z e j , wśród ludności w i e j s k i e j
były najrozmaitsze

na

(...).

zakresu

rozpowszechnione

n a m wybaczy

autorka,

„ f i g u r a l n o ś ć " t y c h t e z posłuży n a m

Etnografia

to jedna

z t y c h gałęzi w i e d z y

humanistycznej,

0 k t ó r y c h u t a r ł o się w i e l e k r z y w d z ą c y c h o c e n . W

powszechnym

m n i e m a n i u e t n o g r a f z a j m u j e się z a b o b o n a m i , s t a r y m i p i e ś n i a m i
1 chałupami.
sąsiednie

W

niwy

opiniach
nauki,

kolegów

często

naukowców,

można

spotkać

uprawiających

się z s ą d e m , ż e

e t n o g r a f i a p o s ł u g u j e się m a ł o p r e c y z y j n y m a p a r a t e m
a

skałę

j e j osiągnięć

torotycznych

badawczym,

symbolizuje

przysłowiowe

c y t a t t r z e c h n i e z a w o d n y c h twierdzeń d z i a d k a S t o p k i bacującego

wyznaczanie

kiedyś

łącznie z p r z e k o n a n i e m , że p r z e d m i o t badań e t n o g r a f i i n i e u c h r o n ­

na Hali

Gąsionnicowej,

a

które

powszechnie

krążyły

zasięgu wołania n a k u r y

„eip, c i p " . Takie

oceny,

wśród mieszkaiiców , , B o t l e j e m k i " trafiając w końcu d o l i t e r a t u r y

nie z a n i k a o d l a t przewijają

przedmiotu:

c h o w n y c h sądach. M ó w i się, iż e t n o g r a f i a j a k o n a u k a p r z e ż y w a

teza I

h y , g m y i d o m dołu, p i j o m w o d e . . . , bodzie l o ć !

teza I I

h y , g m y i d o m h o r e , napiły sie..., będzie l o ó !

teza I I I h y , g m y n i ma..., bodzie l o ó !
Zabiegiem
mianie

4 4

aspektów

się a l b o w i e m n i e m a d z i ś m i s t r z ó w ' u m i e j ą c y c h o d p o w i e d n i o
nową problematykę. Mijające fascynacje
przynoszą

rzeczywistości.

Nie

wyolbrzy­
chodzi

powierz­
sze­

r o k o i inspirująco spojrzeć n a d y s c y p l i n ę , t a k b y z a p r o p o n o w a ć

.

m i t y z a c y j n y m jest również świadome

niektórych

się w r ó ż n y c h o g ó l n y c h i

tu

realnych

Takie

rozpoznanie

niedomaga;

modrrymi metodami nie

wyników.
wskazuje,

z a wcześnie

jednak

że

pacjentka

n a stawianie

niewątpliwie

n a d nią krzyża.

0 m i j a n i e się z p r a w d ą , a l e o s p e c j a l n ą e k s p o z y c j ę p r a w d y c z ą s t k o ­

W y d a j e się, iż t e r a p i a jaką n a starość stosował król S a l o m o n b y

w e j w kontekście zdań skądinąd p r a w d z i w y c h . T a k i e

p o d t r z y m a ć siły w i t a l n e , m o ż e j e j p o m ó c . A l e prześledźmy

stają

się wówczas

torię c h o r o b y , z j e d n y m w a ż n y m zastrzeżeniem. N a etnografię

w całości p o d w a ż y ć n i e p o d o b n a . T a k i c h a r a k t e r m a m o d e l t z w .

s k ł a d a się d z i a ł a l n o ś ć w s z y s t k i c h j e j p r a c o w n i k ó w , t y c h z i n s t y ­

chłopskiej k u l t u r y

tutów

dwie

systemu

teoretycznego,

his­

którego

Oto

elementami

półprawdy

tradycyjnej.

krótkie próbki tego t y p u zabiegów:

biedota

w i e j s k a odgrywała w y b i t n ą rolę w t w o r z e n i u wartości

kulturo­

naukowych

alników i zbieraczy

w y c h . O n a była główną nosicielką w i e d z y t e c h n i c z n e j w l i c z n y c h

podsumowywania

dziedzinach

Potrzebne

produkcyjnych

np. w

zakresie

obróbki

drzewa,

m e t a l i i g l i n y , t k a c t w a , k r a w i e c t w a i t p . O n a też dysponowała
p o c h o d z i l i cieśle, b e d n a r z e ,

tkacze, kowale, garncarze"

4 5

.

kołodzieje

Z b i e d o t y w y w o d z i l i się t a k ż e

według a u t o r a — artyści, rzeźbiarze, m a l a r z e , muz3'cy,
opowiadań. W
szukiwawcza

i n n y m m i e j s c u t e n s a m a u t o r pisze, że

myśl

badawcza

wyzwalała

się n i e r a z

—

twórcy
po­

z

posługujących

amatorów. N i e m a m y
osiągnięć

n a m jest

się r ó ż n y m i

Meandry
historii

jakie

etnografii

i personalne

zataczała
mają

muze­

zamiaru a.iiambicji

i niedostatków

tlo merytorycznych

b o r y k a ł a się e t n o g r a f i a w l a t a c h

d u ż ą w i e d z ą o d n o s z ą c ą się d o z b i e r a c t w a w l a s a c h i n a p o l a c h .
Z p r o l e t a r i a t u wiejskiego

i uniwersytetów

z a ł o ż e n i a m i i m e t o d a m i , a ta,kże ż m u d n y t r u d e t n o g r a f ó w
polskiej

etnografii.

problemów

z

jakimi

powojennych.

myśl

swoje

teoretyczna

w

merytoryczne,

uzasadnienia. K i e d y

powojennej

organizacyjno

przyszło b o w i e m

restaurować

z w o j e n n y c h zniszczeń i c h a o s u n a u k o w e i d y d a k t y c z n e i n s t y t u c j e
związane

z etnografią,

zaledwie

część

dawnych

pracowników

utartych

mogła podjąć dzieło. P o p i e r w s z y c h próbach etnografię związano

schematów myślowych także w środowisku chłopskim", a l b o w i e m

ostatecznie, w A k a d e m i i N a u k i w u n i w e r s y t e t a c h , z t a k naówczas

w c z a s i e b a d a ń t e r e n o w y c h z d a r z y ł o m u się s p o t k a ć

„wiejskich

zwaną

historią

kultury

materialna}.

Powstały

odpowiednie

f i l o z o f ó w " zastanawiających się n a d sensem życia l u b wątpiących

i n s t y t u t y i zakłady u n i w e r s y t e c k i e . R o z p o c z ę t o b a d a n i a i działal­

w

ność d y d a k t y c z n ą . A t m o s f e r ę ó w c z e s n e j p r a c y o d d a j ą

istnienie

nieba

i

piekła .
4 6

rozmówców, nazwanych

Przywoływanie

przykładu d w u

z i m i e n i a i inicjału n a z w i s k a ,

przypo­

m i n a p r a k t y k ę znaną z p r z e p i s y w a n i a listów łańcucha
1 m a znaczenie p a r exellence mitologizujące.
myślenia m i t y c z n e g o
wanie

precedensu .

uznaje
Model

4 7

się przecież
kultury

n a z i l u s t r o w a n y c h zasadach

Z a jedną

dowodowe

tradycyjnej

pi-zoz K a z i m i e r z a

i funkcjonuje

w niej

jako

z

przed

trzydziestu

Część

p r a c o w a ł a o c z y w i ś c i e , j a k się p r a w i e w s z ę d z i e p r a c u j e n a ś w i e c i e ,
b e z j a k i c h ś s z c z e g ó l n i e g ł ę b s z y c h c e l ó w ; p o p r o s t u d l a t e g o , że
praca

Dobrowolskiego,

którzy

świadomości

uniwersalna

kategoria

sposób myślenia f i g u r a m i j e s t b e z wątpienia

myśleniom z m i t y z o w a n y m .

Dowieść

część s e m i o t y k i , w ó w c z a s m o ż e m y

t e g o m o ż n a stosując

historycznie, którego f o r m a
. Natura semiotyczna

pierwotna

czącego —
W

nowej

dawała

i m zadowolenie

t a k jeszcze i d z i s i a j

pracują.

wewnętrzne.

J e d n i zbierają

i n n i s t a r a j ą się w y k r y ć l u k i w

relacja

zostaje

rozu­

r

nagromadzo­

n i e t e a l b o i n n e , n a j b a r d z i e j i c h interesujące f r a g m e n t y
ludowej..."
Praca

uzasad­

skojarzeniowa
w nowy

przekształca

się w e l e m e n t

zagarnięty

i

rozszerzony

oraz

Mechanizm

m i t y z a c j i polega

usytuowany

na

rzeczywistości; o d p o w i e d n i e
wych

hipotez.

nauki

oraz

t e o r i o służą z a p o d s t a w ę s z c z e g ó ł o ­

Ukształtowane

zbiegłe

po wojnie

z t y m pewne

struktury

fakty natury

formalno

merytorycznej

i p e r s o n a l n e j przez w i e l e l a t ciążyły właśnie n a m e t o d z i e i p r o b l e ­

znaczący .

n y c h pierwszoplanowych postaci e t n o g r a f i i przeważały d w a t y p y

4 9

zostaje

zainteresowań: p r o b l e m a t y k a k u l t u r y m a t e r i a l n e j i

w

fakty

z zakresu

etno­

genotyczno-

- e w o l u c y j n y p u n k t w i d z e n i a oraz socjologizujący sposób w i d z e n i a

metapoziomie.

g r a f i i . Chodziło n a m o p o k a z a n i e że f i g u r y myślenia o k u l t u r z e

i

i n t e r p r e t a c j i z j a w i s k . Jeśli c h o d z i o cel i metodę

pierwsze

reprezentował

krytyczny.

tzw. historyzm

Przedstawiciele

historyzrnu

oraz

stanowisko

ewoluojonizm

podejmowali

badania

n a d d a w n y m i zasięgami zespołów k u l t u r o w y c h , g r u p e t n i c z n y c h

l u d o w e j są s t r u k t u r a m i m i t y c z n y m i ; n i e są w i ę c a n i e w i d e n t n ą

( n p . zasięg zacłiodni p o l s k i e j k u l t u r y l u d o w e j ) , a także

nieprawdą, a n i p r a w d y p o t w i e r d z e n i e m .

przedwojenne

Bezkrytyczne

posługi­

prace

i

badania

n a d atlasem

w a n i e się f i g u r a m i m y ś l e n i a ś w i a d c z y o u l e g a n i u m e c h a n i z m o w i

Twórca ewoluojonizmu krytycznego

podjął p r o b l e m y

„kultura

tyczne;

rozwoju

mityzacji; i n ­

dyfuzje

jest

wykorzystaniem

teoretycznych
mechanizmu

typu

dążył

czynnik

to postawa

geograficzne).

6

5 0

wykrycia

(zapożyczenia)

terpretacja mitów i o d k r y w a n i e mechanizmów i c h powstawania,
rozumiejąca .

do

postępu

(przy

Kazimierz

praw

wytworów
czym

kladl

Moszyński,

jego

etnogeno-

kultury,

kulturowych
duży

przejęli

etnograficznym.

mityzacji; tworzenie

konstruktów

meto­

badanej

m a t y c e b a d a w c z e j r e a l i z o w a n e j przez etnografów. W ś r ó d ówczes­

n a zamicnianiu_wjtrlości

w y b r a n y c h przykładach

się w e d ł u g o k r e ś l o n y c h z a s a d ,

w z g o d z i e ze z d a n i a m i o n a t u r z e

zna­

i

j [ s e n s u w " I ó r m ę ) , O d b y w a się t o r ó w n i e ż w n a u c e , c o s t a r a l i ś m y
się w y k a z a ć n a k i l k u

n a u k o w a toczy

znaczeniowy.

znaczonego

kontekst

—

kultury

.

5 1

d a m i pozostającymi

od natury

m i t u polega n a t y m , że z n a k

wciągnięty

relacji znak

jest niezależna

M i t chętnie k o r z y s t a z a n a l o g i i . W m i c i e sens j ę z y k o w y

tradycyjna"

Nie­

przy t y m

n y c h d o t y c h c z a s d a n y c h , a b y j e s y s t e m a t y c z n i e zapełnić, jeszcze

badać t e k s t y niezależnie o d

i c h treści, a m i t będzie swego r o d z a j u sposobom znaczenia

czyli

etnograficzna,

materiał t e r e n o w y ;

m o w a n i e R o l a n d a B a r t h e s a . Jeżeli p r z y j m i e m y , że m i t o l o g i a t o

4 8

n i c n a aktualności:

i n n i opracowują n a u k o w o , porównawczo i m n i e j więcej s y n t e t y c z ­

Przedstawiony

rzeczy

n i e straciły

cech

analityczna.

nionym

laty —

funkcjono­

skonstruowany

a u t o r a c y t o w a n y c h tekstów, trafił d o powszechnej
etnografów

szczęścia

najlepiej

słowa j e d n e g o z l u m i n a r z y e t n o g r a f i i , które — n a p i s a n e

nacisk

uznając

za

główny

na

warunki

uczniowie

i

konty-

�nuatorzy

posługiwali

logicznej

i

się

kombinacjami

analityczno-porównawczej,

różnorodnych

zjawisk

kulturowych. Ważkim

d z i a ł a l n o ś c i o k a z a ł o się p r z e k o n a n i e
pokoleniom
wszystko.

o

t y m , ż-e

Liczne

metod:

typologię

rezultatem

wpajane

ewolucyjne

geograficznej,

rozbudowując

takiej

kilku studenckim

rekonstrukcje

wyjaśniają

były także p r z y c z y n k i drobiazgowo

opisujące

różne f a k t y z zakresu k u l t u r y m a t e r i a l n e j . T a g r u p a

zagadnień

miała w b a d a n i a c h z d e c y d o w a n y

p r i o r y t e t . Morfologiczne

rzeczy i zjawisk najprostszych (od o r k i w zagony do h a f t u
żykowego) królowały wśród prac etnograficznych.
tyczna

przed

tym

była

trochę

naiwna

d a w n y c h l u d o w y c h t e c h n i k d z i s i a j już
W

także

wypracował

d l a w i e l u do dzisiaj

w

o

interpretacje

prelogicznym

mieszano

analiz

5 2

.

powstawania

Bez

podziałów

terenowym

zasadniczej

kultury

zaobserwowany

znamiona

nada­

inwentarza
terenowy,

etnografii
badaniach

historycznego

t y m nurcie koncepcja

chłopskiej

tradycyjna"

była

synonimem

tego,

co

przy

mieści

urodzaju".

Zreferowany

stwierdzeń o s t o p n i u prze­

elementów

magię;

obrzędy

wyżej

(w

kultury

przechodzą

znacznym

chłopskiej

(np.

zabawę

itp.).

w

uproszczeniu)

na podstawie

lektury

prac

etnograficznych,

w

których

z n i c h wyeksplikować poglądy n i e stanowią s y s t e m u ; należą
różnych porządków, m e t o d o l o g i i i p o z i o m ó w a n a l i z y .
powody

i w a r u n k i p o w s t a n i a o r a z u t r w a l a n i a się t a k i e g o

wciąż

wyjaśniająca

tych samych

przedstawionego

modelu

wyczerpała

t e o r i i i stojących

za n i m i

autorytetów

p o w o d u w i ę c część e t n o g r a f ó w z m ł o d s z y c h g e n e r a c j i

proponuje

o d p e w n e g o czasu i n n e podejścia, dające szanse r e i n t e r p r e t a c j i
dorobku.

Proponuje

nowiących z dawien

dawna

się

powrót

do

zagadnień

domenę e t n o g r a f i i :

m i t o l o g i i , szeroko rozumianej

obyczajowości

( t u obrzędy,

ta

w

natłoku

została

mentacji

przeobrażeń

dokonujących

się n a w s i o r a z

zapisania

procesów i n t e g r a c y j n y c h zachodzących n a t z w . z i e m i a c h

zachod­

zwy­

opisów

dynamicznych

przeobrażeń

zbyt

łatwo

dzieje

walki

zapomniana.

Na

historię

nsuki

można

spojrzeć

jako

na

t o n a r z u c a j ą się n a m c z ę s t o s k o j a r z e n i a o g e n e r a c y j n y m

tego

sta­

światopoglądu,

czaje i t p . ) , dystansów i stereotypów e t n i c z n y c h i t d . P r o b l e m a t y k a

dawne

opracowania

to

dzisiaj działanie jałowe, n i e posuwające n a u k i naprzód. N i e bez

Dodajmy

badaniom

obowiązku

się.

p r z y w o ł y w a n i e o d t r z y d z i e s t u łat

nurtu

przyświecającą

moralnym

eklek­

t y c z n e g o k o m p l e k s u w y j a ś n i a j ą c e g o . O d n o s i się j e d n a k w r a ż e n i e ,

doku­

ideą

o

do

Rozumiemy

wiejskim.

Naczelną

sposób

z r e g u ł y t e z a o p r z e o b r a ż e n i a c h j e s t z g ó r y z a ł o ż o n a . D a j ą c e się

z

przekonanie

typu:

Eklektyzm

i ustępujące — oraz śledzenia z m i a n zachodzących w środowisku
było

się

pogansko-

r o z u m i e n i a e t n o g r a f i i (jej p r z e d m i o t u , celów i t d . ) , został o d t w o ­

zastanego

podejście f u n k c j o n a l n e z analizą podłoża

„kultura

zastępuje

funkcji

moc

k u l t u r y t r a d y c y j n e j dała podstawę d o t w o r z e n i a m o d e l i —
czym

podstawę d o socjologizujących

świetle dziesiejszej w i e d z y

prądów w powojennej

w

daje

W

o k a z a ł się t e n , k t ó r y ł ą c z y ł w

1 geograficznego. Zrodzona

zapewnienie

że

reinterpratacji.

Spośród socjologizujących
najdynamiczniejszym

jest

prze­

osobliwości. P r a c e t e zawierają czasem d o b r y materiał
jednak

obrzędów

zapominając

k l a s y f i k a c j i i genetycznego wyjaśniania

wała niektórym o p r a c o w a n i o m
wymagają

tezy

przesądów,

k o r e k t y założeń,

0 c e l u u p y c h a ł o się w s z u f l a d k i s y s t e m a t y k i k a ż d y
fakt, a poetyka

ewidentnych

psychologiczno-racjonalistyczne

mechanizmie

pozion^

jej

rozumowania

się g e n e t y c z n i e z

r o z u m o w a n i a u j a w n i a się t a k ż e i w t y m , iż t e n s p o s ó b m y ś l e n i a

rzony

za podstawę szczegółowych

oraz

„funkcją

wiedza

która

modelu

-slowiańskiej przeszłości, w p ł y w ó w g r e c k o - r z y m s k i c h i k a t o l i c k i c h .

krzy­

ewolucjonis-

tegoż

T ł u m a c z y się z a ś f o l k l o r p s e u d o f u n k c j o n a l n y m i z d a n i a m i

obrażeń i z m i a n a c h

rozwojem

czasie systematykę,

obrębie

głosząca, że f o l k l o r w y w o d z i

opisy

ustępujących.

u c h o d z i za k a n o n , m i m o

niedostatków. Przyjmując
ludowe

swoim

teza

Charakterys­

fascynacja

sferze z j a w i s k t z w . k u l t u r y d u c h o w e j , n u r t

tyczny

odrębności. W

autorytetami.

Jest

to

na

pewno

spojrzenie

o d r a z u , że jeżeli p r z y j m i e m y

jednostronne.

taki punkt

widzenia,
charak­

terze sporów. A l e t o przecież w h i s t o r i i n a u k i rzecz wcale
n o w a . W i a d o m o t a k ż e , i ż n a u k a Ż3^je n i e p o k o j e m ,

nie

przekraczaniem

n i c h . Często w i a r a w specjalne posłannictwo stymulowała n a u k o ­

u s t a l o n y c h granic, o b a l a n i e m schematów, b u n t e m wobec

w y k r y t y c y z m , zmianę t r o p i o n o b o w i e m wszędzie. P o s t a w a

nego s t a n u rzeczy. N i o jest więc s t a n o w i s k o etnografów, p r o p o n u ­

w y r a z i ł a się w w i ę k s z o ś c i p r a e n a i w n o - r a c j o n a l n y m
że g w a ł t o w n y

postęp c y w i l i z a c y j n y

twierdzeniem,

zlikwiduje tzw.

i przesąd" (czyt. folklor) l u b p r z y n a j m n i e j zepchnie
n a nieznaczący

„zabobon

te

zjawiska

margines.

j ą c e się b a d a n i a
coraz

n a d procesem

ale czy

bardziej

rozwija­

przemian były programem

jedynym ? Badania

upodabniały

więc p o d s t a w y

jących

nowe

zakresy,

etnografię

do łatwych diagnoz

to metodą

i

samym,

do socjologii

stwierdzających

że c h o d z i o k w e s t i e
z faktów

W

naszych

nowych

i metodologii.
pewna

się

przypomnieliśmy

Jeżeli n i e istnieje

i prawdziwa,

jaki

z tego postulaty
wiedza

a nauk humanis­

funkcji

t y c z n y c h n i e można uwolnić o d sądów a k s j o l o g i c z n y c h , t o z b u d o ­
wać trzeba t a k i e teorie, które te f a k t y uwzględnią. I t a k i e p r o ­

S w o i s t y m sposobem r a t o w a n i a odrębności e t n o g r a f i i było opraco­

p o z y c j e i s t n i e j ą . W n i c h z a w i e r a j ą się c z ę ś c i e j p o s t u l a t y

w y w a n i a m o n o g r a f i i regionów, miejscowości c z y też

m i e n i a

(i

stała

ludowej
w

się)
w

przy

całościowego

Polsce. D w a t o m y

kategorii

—

określonych

ilość p r a c m o n o g r a f i c z n y c h

podstawą

tytule zwrot

zmian

personalne
wyłania

obrzędów, procesów i n n o w a c y j n y c h łub f o r m k o n t r o l i społecznej.

zagadnień. O d p o w i e d n i a

aspekty

rozważaniach

kres

epistemologii

tej

etnografii.

ogarnął n a u k i h u m a n i s t y c z n e oraz wynikające

etno­

dziejach

a nie o

wsi. Były

-robotników,

oraz

merytoryczne

w

podkreślamy t y m

wyżej przedstawionych

wcześniejszych

absolutnie obiektywna,

podmiejskich

prawdy

zasta­

n a c z y m polegają cechy k r y z y s u epistemo-metodologicznego

g r a f i i , gdyż f a k t y c z n i e przeważała w niej p r o b l e m a t y k a chlopówwsi

wyjątkowe

t e znane

p y t a n i e o sens i zakres n o w e j , i n n e j

nie­

zakresem

szczególnie

dyscypliny. Przypominając
utarczki. Bowiem

M o ż e m y d z i s i a j zrozumieć do p e w n e g o s t o p n i a , że
odzownym,

taka

przemiany

„przemiana"

syntezy

miała

przedstawienia
etnografii

Polski

noszą

k u l t u r y ludowej. Pozostano
jako

wykładni

być

kultury

zjawisk

więo

kulturo­

wych.

więcej

w

nich

sytuacja

niż

pytań

Wśród

nadaje

niż

się

propozycji

traktowanie

tych

kategorii

rozumienie

ludzkiego
szcze­

na

działalność

ma

meta-poziomie.
jaki

człowiek

świata p o l e g a n a o d k r y w a n i u

znaczeń.

a p r z e z z w i ą z e k ze ś w i a t e m w a r t o ś c i —

pracach

nieustająca

cechą

i n t e r e s u j e n a s sposób w

i wyjaśniania

w

albowiem

interpretacyjnych

u t r w a l i ł się w ś r ó d e t n o g r a f ó w s w o i s t y , e k l e k t y c z n y s p o s ó b a n a l i z y
kultury. Eklektyzm ten odnajdujemy

Taka

odpowiedzi,

r o z u ­

w y j a ś n i e n i a ,

k a t e g o r i o m : znak, znaczenie, m i t , k u l t u r a .

t o z faktu,_że
sens r z e c z o m ,

pozytywnego

się b y ć n i e z b y w a l n ą

nowych

gólna r o l a p r z y p a d a
Postuluje

jego

pytajna wydaje

myślenia.

Wynika

N i e m n i e j i s t o t n y o d p u b l i k a c j i p o z o s t a j e f a k t , iż p r z e z l a t a

świata,

zawsze

charakter

kulturowy,

mityzujący.

Obecność

n a u k o w y c h , d y d a k t y c e , a także w w y d a w n i c t w a c h p o p u l a r n y c h .

m i t u jest więc n i e u n i k n i o n a w l u d z k i e j aktywności i n t e l e k t u a l ­

„ K u l t u r a t r a d y c y j n a " t o właśnie t a k a e k l e k t y c z n a f i g u r a myśle­

nej,

nia —

znaozeniotwórczy c h a r a k t e r

klucz do oznaczania

ludowości. Cech tego m o d e l u

pominać n i e t r z e b a . W a ż n e co z niego d l a etnograficznego
nia wynika.
i

izolacja

Utrwalił

się

przestrzenna

zbiór

przekonań:

decydowały

i stanie technicznym gospodarstwa

o

p r z e k a z u k u l t u r y ; t o z k o l e i ukształtowało

myśle­

gospodarki

samowystarczalności

wiejskiego;

stanowiła wieś, uformował a u t o r y t e t y oraz

typ

przy­

t y p g r u p y , jaką

podstawowy
folklor i

rodzaj

regionalne

a równocześnie

jako

metakategoria

pomaga

m i t rozumieć

kultury.

M i t o d n a j d u j e m y t e ż w n a u c e , eo i p s o w

etnografii. Zmity­

z o w a n y s p o s ó b w i d z e n i a k u l t u r y l u d o w e j u t r w a l i ł się m . i n . w f i g u ­
r a c h myślenia: a k s j o l o g i i źródła
było przekonanie

i

pionu.

o r o l i i wartości k u l t u r y

Intencją
ludowej

tych
w

figur

historii

n a r o d u . F i g u r a n a z w a n a przez n a s aksjologią r o z u m u i t z w . k u l ­
t u r a t r a d y c y j n a są w y n i k i e m u t r z y m y w a n i a się

pozytywistyoz-

7

�nego p a r a d y g m a t u wyjaśniania

świata

i interpretacji kultury,

t r a k t o w a n e j j a k o niezależny i zewnętrzny wobec badacza
m i o t badań. N i e m a ł ą rolę o d g r y w a
wana kategoria

„uwikłania
w

świadomość

skłaniają

etnografii.

do

zmiany

Etnologa

czy

też

naszych p r o p o z y c j i , p o w i n i e n zajmować
empiryczności, stąd powrót —
blematyki
magają

mitu,

metody

światopoglądu,

semiotyków

radzieckich

kulturę.

Odkrywanie

zmityzowanego

takie

a

najlepszych
nie inne

czytywanie
być

materiału

przedmiotem

widzenia
wów

intencji

punkty

jeżeli

częściej

opis. N a

w

według

imię

pracach

formami

ze

sobą

naukowych

luźniejszymi

p r z y k ł a d esej, j e d n o c z ą c y

w sobie

niż

naukę

i sztukę p o z w a l a n a śmielsze s k o j a r z e n i a , a w c a l e n i e n a mniejszą
odpowiedzialność

pro­

ludzkie

Weryfikacji

wy­

rzeczywistości. W r a c a m y

po­

n a i n n y m p o z i o m i c — z p r z e k o n a n i e m , iż t y m r a z e m n i e u l ę ^ m y ^

realizację
kultury

przez

których

od­

przyjmowano

reinterprotacje; nowo
wszystko

przyjmiemy

posługiwać

korespondują
W

—

nam o

—

dopełniać.

sens

charakteru wiedzy;

etnograficznego

analiz,

się

pozytywny

antropologa,

tłumaczenia

widzenia;

uznający, że e t n o l o g i a

należałoby

człowiek nadający

obyczaju...
chodzi

mysłów
słanianie

z kryzysu

metody

eidotyczno-hermeneutyczne

(strukturalne)

teoretycznego

ale n a i n n y m poziomie

interpretacji —

somiotyozne

wzajemnie

mitu"

i

analizy

się

wyjścia
pola

t e n t e r e n należy. Pozwalają n a t o

o p i s u i analizy. U w a ż a m y , że m e t o d y
powinny

„obecności

w k u l t u r z e " , n o w e propozycje,

o l i c z n e z j a w i s k a p o g r a n i c z n e , n i e p r z e j m u j ą c się t y m

do k o g o zasadniczo
i

paradygmaty,

epistemologicznego,
również

wartościo­

ludową —

„zmiana".

Odchodzące
i

t u wciąż wysoko

przed­

to

określony

od­
może

l u d z k i e j świadomości w k a t e g o r i a c h znaczenia,

mitu, kul­

t u r y . Poszerzyć można t r a d y c y j n y p r z e d m i o t badań —

złudzeniom.
wartości —
nadawanie

kulturę

za słowo.
to

ciąg

Działamy

Zdajemy

sobie

kolejnych

sprawę

mityzacji

z

i

togo,

żo

demityzacji

w nauce do t y c h j j a m y c h py_tajL_- n l a
wszyscy

zawsze

w

1

finie

-

uniwersalnej

p r a w d y . A l e działanie w imię wartości t o m i t y z a c j a ,
sensu; zapoznawanie

sławieństwem,

bowiem

jest

ludzką

Nie

nawołujemy

punkt

t o sztuka interpretacji przeja­

poznanie

projekcją

tego f a k t u jest n a s z y m

demiurgiczna
—

Z n o w u pomnożyliśmy
bowiem

autoświadomość,

że

błogo­
świat

paraliżuje.
p y t a n i a , ale p y t a n i a należy
do rezygnacji

Chodzi o to byśmy wiedzi H —
dlaczego chłop potęgą j e s t i . . .

z naukowego

stawiać.

porządku.

n a p e w i e n czas p r z y n a j m n i e j

—

basta.

P R Z Y P I S Y

B . S c h u l z , Mityzacja
rzeczywistości
( w : ) Proza.,
Kraków
1 9 7 3 , s. 3 3 5
R . B a r t h e s , Mit dzisiaj
( w : ) Mit i znale, W a r s z a w a 1 9 7 0 ,
s. 2 5
P o r . : M . J . S i e m e k , Myśl drugiej
polowy
XX
wieku
(w:)
Drogi
współczesnej
filozofii,
W a r s z a w a 1 9 7 8 , s. 5 — 4 9
t a m ż e , s. 1 0 — 1 1
tamże
Od Kanta
poprzez
Hegla,
Marksa,
Nietschego,
Freuda...,
t a m ż e , s. 1 2 — 1 3
C h o d z i o r o d z a j świadomości, k t ó r y najogólniej można
b y określić „świadomością uwikłania w k u l t u r z e " .
M . J . S i e m e k , o p . c i t . , s. 1 7 — 2 3
t a m ż e , s. 2 9 — 3 0
R . B a r t h e s , o p . c i t . , s. 5 8 — 6 1
t a m ż o , s. 6 0
N a zasadniczą tożsamość myślenia n a u k o w e g o i i n n y c h
f o r m l u d z k i e g o m y ś l e n i a w s k a z y w a l i m . i n . E . Cassirer i C. L e v i -Strauss.
T e z y t a k i e j b r o n i L . K o ł a k o w s k i w' p r a c y Obecność
mitu,
1 9 7 2 , s. 2 3 — 2 5
J . M . A u z i a s , t w i e r d z i , że a n t r o p o l o g i a o d g r y w a o b e c n i e
t a k ą r o l ę , j a k ą d a w n i e j o d g r y w a ł a f i l o z o f i a , Les
clefs
pour
structuralisme,
P a r i s 1967
J . L e G o f f , Czy historia
polityczna
nadal
jest
koścem
historii?
„ K w a r t a l n i k H i s t o r y c z n y " , z. 2 , 1 9 7 4 ; t a k ż e : F. B r a u d e l , Historia
i trwanie,
W a r s z a w a 1 9 7 1 ; oraz także B . Geremek
i W . K u l a , P r z e d m o w a , s. 5 — 1 9
Czy kryzys
socjologii,
W a r s z a w a 1972
M . J a n i o n , Historia
literatury
czy historia
idei ( w :)
Problemy,
metodologiczne
współczesnego
literaturoznawstwa,
K r a k ó w 1976,
s. 6 4 — 7 9 ; t a k ż e : M . J a n i o n , M . Ż m i g r o d z k a , Romantyzm
i histo­
ria, W a r s z a w a 1 9 7 8 .
J . B i a ł o s t o c k i , Historia
sztuki wśród nauk
humanistycznych,
W r o c ł a w 1980
Z . B e n e d y k t o w i c z , C z . R o b o t y c k i , L . S t o m m a , J . S.
W a s i l e w s k i , Antropologia
kultury
w Polsce
— dziedzictwo,
pojęcia,
inspiracje,
c z . I , „ P S L " , R . X X X I V , 1 9 8 0 n r 1 s. 4 7 — 6 0 ; c z . J I
„ P S L " , R . X X X I V , 1 9 8 0 n r 2 , s. 1 1 7 — 1 2 5 ; c z . I I I , „ P S L " ,
R . X X X V , 1 9 8 1 n r 1 , s. 5 8 — 6 0
J . N i ż n i k , Mit
jako
kategoria
metodologiczna,
„Kultura
i s p o ł e c z e ń s t w o " , 1 9 7 8 n r 3 , s. 1 6 3
W e r s j a f i l o l o g i c z n a podkreśla p i e r w o t n y związok m i t u
ze s ł o w e m . W e r s j a a n t r o p o l o g i c z n a e k s p o n u j e s t o s u n e k d o ś w i a ­
t a , odzwierciedla s t r u k t u r y świadomości, w s k a z u j e n a sfory
życia psychicznego,
które t r w a l e r e d u k u j e m i t „ o d
czasów
p l e m i e n n y c h " . W e r s j a p u b l i c y s t y c z n a m i t u , t o n p . sądy odwołu­
jące się d o w i a r y l u b też f i k c j a z a k o r z e n i o n a w o p i n i i społecznej.
T a m ż e , s. 1 6 4 n .
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

L . K o ł a k o w s k i , o p . c i t . , s. 7
Sądy t e zawdzięczamy
H . Markiewiczowi,
Ideologia
a dzieło literackie
( w : ) Problemy
metodologiczne
współczesnego
literaturoznawstwa,
K r a k ó w 1 9 7 6 , 131 n .
2 2

2 3

2 4

8

E . C a s s i r e r , Esej

o cziowieku,

Warszawa

1 9 7 1 , s. 1 2 5 —

3 5 0 ; E . M i o l o t y ń s k i , Podyka
mitu,
Warszawa 1981; R. Barthes,
op. c i t .
S. K .
Nzaumjau,
Filosofskije
woprosy
tieoreticzeshoj
lingwistyki,
M o s k w a 1 9 7 ) . в. 1 4 5 n H . R e i o l i o n b . a e l i , Elementy
logiki, formalnej
(w:)
Logika
i język.
Studia,
z semiotyki
logkzi'-},
W a i s z a w a 1 9 6 7 , s. 3 0 i i .
A . K u t r z e b a - P o j u a u . w a , Kultura
ludowa
i jej
badacze.
Mit
i rzeczywistość,
W a r s z a w a 1977
L . S t o m m a , Magia
dzisiaj.
Rozważania
o metodzie.
„PSL",
R . X X X I I , 1 9 7 8 n r 3 — 4 , s. 1 3 1 — 1 4 2 ; t e g o ż : Magia
dzisiaj.
Zasady
analizy,
„ P S L ' % R . X X X I I I , 1 9 7 9 n r 4 , s. 1 9 5 — 2 0 4
A. Kutrzebji-Pojnarcwa, op. c i t . ; J . Burszta,
Kultura
ludowa,
kvltura
narodowa,
W a r s z a w a 1 9 7 4 , s. 1 8 2 — 1 9 3
R . S u l i m a , Źródło
i pion.
Figury
mydlenia
o
ludowości.
„ R e g i o n y " , 1 9 8 0 n r 4 , s. 6 1 ; p o r . t a k ż e a n a l i z ę j ę z y k a m e t a f o ­
rycznego teorii socjologicznych
R . H . B r o w n , Metafora
jako
medd,
„ T e k s t y " . 1 9 8 0 n r 6, t. 1 2 3 — 1 4 4
R . S u l i m a , o p . c i t . , s. 6 2 n .
t a m ż e , s. 6 5
t a m ż e , s. 7 1 — 8 1
S. P i g o ń , Na drogach
kultury
ludowej,
W a r s z a w a 1974,
s. 1 3 8 i 1 6 0 — 1 6 1
S. W y s p i a ń s k i , Wesele,
a k t I , scena 25, w . 8 3 0 — 8 4 1
E . J a g i e ł ł o - Ł y s i o w a , Teoretyk
i obrońca
wartości
wsi,
„ K u l t u r a i S p o ł e c z e ń s t w o " , t . 2 4 , 1 9 8 0 , n r 1 — 2 , s. 6 3 — 6 7
W . P a w l u c z . u k , Żywioł i forma,
W a r s z a w a 1 9 7 8 ; Ludowość
wobec kryzysu
cywilizacji,
„ R e g i o n y " , 1980 n r 1
t a m ż e , s. 3 1
J . G r a b o w s k i , Dawny
artysta
ludowy.
W a r s z a w a 1976,
s. 20 n .
Etncgrafia
Polski.
Przemiany
kultury
ludowej,
t.
2
Wrocław 1981
M . H e m p e l i ń s k i , V źródeł filozofii
zdrowego
rozsądku,
War­
s z a w a 1966
K . K w a ś n i e w i c z , Zwyczaje
i obrzędy rodzinne
(w:)
Etno­
grafia
Polski...,
s. 1 2 1
D . T y l k o w a . Wiedza
ludowa
( w : ) Etnografia
Polski...
Śledź Otrębus P o d g r e b e l s k i ,
Wstęp
do
imaginoskopii
(wydanie
przejrzane
i nie poprawione),
K r a k ó w 1 9 7 7 , s. 1 2 8
K . D o b r o w o l s k i , Chłopska
kultura
tradycyjna.
Próba
teoretycznego
zurysu
na podstawie
materiałów
źródłowych
XIX
i XX
w. s południowej
Małopolski,
„Etnografia Polska", t . l ,
1 9 5 9 , s. 3 6
t a m ż e , s. 3 7
p o r . : J . N i ż n i k , o p . c i t . , s. 1 6 9
z o b . : R . B a r t h e s , o p . c i t - , s. 2 5 n .
t a m ż e , s. 3 1 n .
p o r . : t a m ż e , s. 4 7 n .
K . Moszyński, napisał t o słowa w 1948 r .
Dostrzegają t o wyraźnie p i z e d s t a w i c i e l e młodego p o k j l e n i a etnografów w y c h o w a n i już w i n n e j atmosferze
metodolo­
g i c z n e j . Z o b . п р . : W . B u r s z t a , Implikacje
metodologiczne
krytyki
koncepcji
Claude
Levi-Strauss'a,
„ L u d " , t . 6 4 , 1 9 8 0 , s. 1 2 5 —
129
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

:

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4

4

4 5

4 6

4 7

4 8

4

9

5 0

5 1

5 2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5972" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5952">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fbdcf6e0e5338bcbf498def95b1bde3c.pdf</src>
        <authentication>2bf3f98b105bac766e7885078b1d7a6e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71258">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3347</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71259">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71260">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71261">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71262">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71263">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71264">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71265">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71266">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXVII

•

1 983

•

Nr1-2

polska sztuka ludowa

W

R

O

ZAKŁAD

C

Ł

A

W

N A R O D O W Y

-

W

A

IMIENIA

R

S

Z

A

W

A

OSSOLIŃSKICH,

—

K

R

A

K

Ó

W Y D A W N I C T W O

W

—

G

D

A

POLSKIEJ AKADEMII

Ń

S

K

NAUK

�C O N T E N T S

Czesław R o b o t y c k i

,,The peasant is p o w e r a n d t h a t ' s i t " . ( O n m y t h i z a -

Stanisław W ę g l a r z

t i o n o f f o l k c u l t u r e i n science)

Maria Woźniak

Folk

artists between

3

their o w n millieu

and the

„Cepelia"

9

Aleksandra Jackowska

Opinions on A r t of the Zalipie W o m e n

Aleksander

P a i n t i n g b y R o z a l i a Barańska-Dzięciołowska

Jackowski

H a n n a Szewczyk

The

Kurpie

wedding

(1940—1965).

.

On

.

Szewczyk

Anastazja

Lithuanian wedding

.

Mirosława K u r e k

C o u n t r y w e d d i n g as a n a e s t h e t i c p h e n o m e n o n

Hanna

Wedding

Szewczyk

Barbara Ogrodowska

Maria

A b r a m i u k , Olga

.

.

W e d d i n g once again ( K u r p i e region 1975—83)

Aleksa

.

19

.

r o d . I n search o f i n t e r p r e t a t i o n .

.

.

.

51

.

.

.

.

59

69

.

.

Feast decorations o f interiors

Szenejko

39

dosemio-

thyzation of traditional ritual structures .

Hanna

.

81

89

95

O n feasting. Fragments f r o m diaries o f folk w o m a n
artists

113

REVIEWS

Adam

Bartosz

E w a Fryś-Pietraszkowa

E x h i b i t i o no f folk pictures f r o m Powiśle Dąbrowskie

T h e Białystok e x h i b i t i o n o f double-warp tapestries
and of the „sejpaki"

Zbigniew Jasiewicz

SUMMARY
РЕЗЮМЕ

NOTICE
OF ARTICLES

119

A letter o n t h e introduction t o t h e poll "Ethnology -what's t h a t ? "

OBITUARY

116

123

124
127
129

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5971" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5951">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce9ac9e863161d6ee94a933ce4efa62c.pdf</src>
        <authentication>48839377ddbd33db02b089babb56cba3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71248">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3343</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71249">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71250">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3133</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71251">
                <text>Dlaczego krowa jest czerwona? O kategoriach widzenia barwnego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71252">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.247-251</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71253">
                <text>Michera, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71254">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71255">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71256">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71257">
                <text>Wojciech Michera

DLACZEGO KROWA JEST CZERWONA?
O KATEGORIACH WIDZENIA BARWNEGO

Największy
obrazka
sce

mieszczuch

na opakowaniu

dwie

odmiany

tych

wone.

A

trzeba

b y zaoponować:

mają

przecież,

rzeczywiście

nie

czerwone

tę

sprzeczność

znający

masła

zwierząt:

jeśli

krowę

chcielibyśmy

być

ale brązowe!
językową

Wielu

będzie p r e t e k s t e m i p u n k t e m wyjścia
pewnymi
odcienie

jednolite

do r o z w a ż a ń

antropologicznymi problemami

barwne

do sfery

przez

dzielone
i

badawczej

nowicie

prezentujących

relatywizmu

należącym w y ­
głównej

posta­

Pojawienie

a mia­
się n a z ­

n i e u c h r o n n i e przywołanie i n ­

nej

i

—

Są

„uniwersalizm"
zmagają

—

oto m a m y

się o n i o d d o b r y c h

n a m obaj

potrzebni,

byśmy

obu antagoni­

kilkudziesięciu l a t .

mogli

lepiej

określić

Początki
a

zmianę

a n t r o p o l o g i i stały

przede

wszystkim

przyniosły

tedencje

znawstwo

amerykańskie

B. L . Whorfa.
nistów,

że

ludzka",
mie

Stwierdzono,

nie istnieje

że m ó w i ć

f i c z n y m i sposobami
głównej
który

mierze

przykładem
nia tezy
O

przystosowania

środowiskowych.
pozostałe.

relatywistów,

t y m , że poszczególne k u l t u r y
kategorii

Początkowo

kolorów

dzisiejszej

polskiej

specy­
się w

Przypadkiem

relatywiści
zimnej
nych

części

n a który

(np. polskim)
kolory:

nych

zielony

języków

obszar
Ten

t e n odcień

barwny

2

obejmuje

ugruntowany

znawstwa.

koncepcję

Opozycja

ze

spotykamy
—
ubo­
się

dzielenia

odcieni

języku

zielo­

europej­
się n a

cały t e n

4

turalnego,

przeciwstawiająca

i a n a l i z o w a n i u faktów

wynikiem
sobu
ale

jącym

j e d n a k się

samego

języko­

z Chomsky'm na

tzw. językoznawstwa
indukcyjnemu

p o s z u k i w a n i e ogólnej

nurtu

podział

a

dokładniej

barw

n i e jest

( i a r b i t r a l n i e określonego)
się d a n e j

kultury

o różnym s t o p n i u

rozwoju

zapoczątkowanego

ewolucjonizm,

zróżnicowany

przystosowania
świadczy

prac

jest

odmiennego

norodnym

zaawansowania

ewolucyjnym. Czynnikiem

tę e w o l u c j ę

jest

fizjologia.

spo­

d o środowiska,
w

jed­

organizu­

T e n ostatni
widziany,

element,
powoduje,

fizjologii

widze­

w i e l u nieporozumień; d l a zachęty m o g ę dodać, że z a p r e ­
zentowana
stawiają

t e o r i a różni się z n a c z n i e

podręczniki

Uznawany

o d t e j , którą

dzisiaj

pogląd

na mechanizm

w prostej

w

— Younga-Helmholtza

X I X w . teorii

Pierwsza

teoria, mówiąca

ocznego,

przed­

szkolne.

kolorów pochodzi

linii

jest

oraz

Heringa .
7

podstawo­

wszelkie

odnosi

— obrazu

widzenia
powstałych

barwach

tworzących

chromatyczne,

a dokładniej

o d dwóch

o trzech

spostrze­

się d o

widzenia

powstającego

na siat­

t u sumą k o l o r ó w

struk­

zbieraniu
zasady p o ­

powstaje

w

mózgu,

chromatycznych,

ważniejsze

wra­

jest,

przez

niego

czarnemu, czerwonemu

parom

kolorów:

i zielonemu

b i e s k i e m u . T e t r z y kanały

tworzone

komórek:

i

antagonistyczne

sze reagują
wołują
tej,
na

zielonej,

tworzą

wrażenie

Łatwo

bieli

jednocześnie
teraz

są p r z e z d w a t y p y

odpowiadają

achromalycznych

odpowiednich

jako

i wy­

(czerwonej,

jednocześnie
barwa

żół­
polega

doznania

czerwono-zie-

nieantagonistyczne

— barwy

t e mogą b y ć

szarość.

na czym

potrzebne

polegają

trzy

do jego o p i s u :

i nasycenie.

Komórki

za. określanie

antagonistycznych,

„wy­

jasność,

nieantago­

jasności,

j a k i chromatycznych,

komórek

Pierw­

długości f a l i

Komórki

i czerni

określić
cechy

chromatyczny

nistyczne
barw

powstawać
(nie istnieje

i

żółtemu i n i e ­

I c h antagonistyczność

a n i żółto-niebieska).

miary" koloru,
odcień

pary

trzem

białemu

nieantagonistyczne.

chromatycznych

niebieskiej).

jednej

widziane

nie

barw

t y m , ż e n i e mogą

kolorów

oraz

n a bodźce o określonej

wrażenie

w

z poglądami E. H e r i n g a : t r z y

kanały w i ą ż ą c e s i a t k ó w k ę z m ó z g i e m odpowiadają
wymienionym

co

z impulsem barwnym wytworzonym

o k u . T e n etap jest zgodny

spadło n a tę o g ó l n o -

generatywistów,

czele, w o b e c d o t y c h c z a s o w e g o

neoewolucjonizm:

lona,

nazwą .

strony

cechą

Berlina i Kay'a

się d a l e j

zachwiał. P i e r w s z e u d e r z e n i e , n i e z a u w a ż a l n e , a l e — p o z ­
antropologiczną

Najważniejszą
przez

dzieje

z

doczekały

3

w o l ę sobie twierdzić — zasadnicze,

w

szczegółach — zdołała się o b r o n i ć " .

barwy

powołują

się pogląd

i Kay. W re­
i ulepszona

żenie

zgodnie

czy N a v a j o )

jedną

Berlin

czerń b r a k i e m światła). P o n i e w a ż j e d n a k o s t a t e c z n e

s p e k t r u m dzieli

zdawałoby

również

X I X w.

i n i e b i e s k i , podczas g d y w i e l e i n ­

(np. j a k u c k i ,

nimi

i meto­

przez krytyków. C o

odmienne

antropologicznej

„standardowym

byli

kówce o k a (biel

fakty

czyli

repre­

od jej ukazania

z u l t a c i e t e o r i a — słuszna w założeniach

i i c h połączeniach

odmienność

spektrum barwnego,

minęły

skrzętnie w y c h w y t y w a n e

odcienie

dla zilustrowa­

najczęściej

międzykulturowa

i niebieskich. W

skim"
dwa

jest

lat jakie

wych

zresztą jeśli c h o d z i o interesujący n a s t e m a t n a d e r
giej

kilkunastu

gane

już w

te same

literaturze

spektywy

kultury,

t o spostrzeżenie

ewolucjonizmu. Potem

i k o m e n t o w a n a była p r z e z c z a s o p i s m a

zentujące w s z y s t k i e n i e m a l n a u k i h u m a n i s t y c z n e . Z p e r ­

się u l u b i o n y m

posiadają

wiedziano

interpretowano

5

poruszenie

jako o s u ­

się i n t e r p r e t a c j i r e l a t y w i s t y c z n e j . T ę w ł a ś n i e
w

„kultura

o autentyczności k a ż d e j z k u l t u r .

zestawy
duchem

ewolucjo-

t e n odnosił

pokazywanym

Basic

w y d a n a w 1969 r . . W y w o ł a ł a o n a n i e z w y k ł e

a k a p i t ó w — u n i k n i e w t e n sposób

wreszcie

będących

stały

doko­

święconych

języko­

i

tego e l e m e n t u

Kolory

barw

P. K a y ' a

też, b y c z y t e l n i k n i e opuszczał p o ­

się g r u p l u d z k i c h do

Pogląd

d o języka, j a k o

kształtuje

wyłącznie

i

nia b a r w . Proponuję

poglądom

etnicznych,

B. Berlina

że muszę choć pobieżnie p r z e d s t a w i ć m e c h a n i z m

b y t j a k jedna

można

kultur

o kategoryzowaniu

uniwersa­

przez

E. S a p i r a

wbrew

taki

o niej

poszczególnych

warunków

wypracowane

była

Generalną

pod znakiem

ewolucjonizmu.

F . Boasa,

nauce
książka

n i e m i l e b y ć może p r z e z n i e k t ó r y c h

i zrozumieć c z y m są k o l o r y i i c h k a t e g o r i e .
lizmu,

c o l o r terms

mierze

go antropologów,

popraw­

u n i w e r s a l i z m u wobec r e l a t y w i z m u .

w

niewielka

najważniejsze,

kategorie.

w y „relatywizm" powoduje
stów;

Rewolucji
nała

tworzą

w

kulturowego.

opozycją

człowieka
na

nieskończonej ilości

się, w i a d o m o , że z a w i e r a ł a błędy, f a k t o g r a f i c z n e

barw.

o d j ę z y k a . P o g l ą d t e n j e s t w y n i k i e m ogólniejszej
wy

również

dologiczne,

następnie

zależeć

n a generowanie

n y c h zdań, także t y c h n i g d y n i e z a r e j e s t r o w a n y c h ,

opinia,

miał b y ć p r o c e s e m

kultury

zwalającej

panowała

powszechnie

widziane

kontinuum,

Podział n a k a t e g o r i e
łącznie

zapewne

już w c z e ś n i e j ; d l a

nad
że

czer­

odmiany

czytelników

dostrzegło

do n i e d a w n a

i

t o t e d r u g i e są

nas

Jeszcze

Pol­

precyzyjni

pierwszej

czarno-białą,

z

w

czarno-białe

o ile k r o w y

barwę

jedynie

w i e , że istnieją

zarówno
pobudze­
pojedyn-

247

�czych

lub w

odpowiedniej

chromatyczny;
światłem

białym

budzenia

zasadne

z t e g o , że b a r w y
w
nie

pobudzającą

oczach

odbiega

dla g a t u n k u

stopniu

organów

falą

widzenia

od

pewnej

strzec

kolory,

tworzą

często w

tzw.

formie

przestrzeń

kuli:

jej bieguny

wspólne

fał­

danej

kategorii
barw­

prototypów,

g a t u n k o w i l u d z k i e m u . Są

zarówno

przez

się

współczesnych

na poziomie

plemię

D u g u m Dani,

podstawowymi

organizują

które

one

przestrzeń

łat­
i na­

Amerykanów

epoki

kamienia no­

przez

dorosłych j a k

dzieci .
i

kolorami

jest

ogniskowymi,

oczywiście

znana

które

już

nam

szóstka: c z e r w i e ń , żółcień, zieleń, błękit o r a z b i e l i czerń.
zali

do­

poprosić

najlepszy

zwrócić

przedstawianą
przez

wyróżnionych

n i e m ó w i ą c e jeszcze małe

Jeśliby

są zajęte

całemu

—

Tymi

obraz

może

wokół

i znajdujące

przyjętej

człowiek

barwną,

są

i

się p o d w z g l ę d e m k o ­

jakie zdrowy

się

wogwinejskie

l o r y s t y k i w y ł ą c z n i e z b i e l i , c z e r n i i szarości.
Wszystkie

tworzą

jak

barwnego.

ludzkiego, t a k j a k nie jest fałszywy

świata p s a czy k o n i a , składający

ne

zywane

ultra­

fizyczną

normy

zwiększonej k o -

środku

w i e j s z e do zapamiętania, są chętniej r o z p o z n a w a n e

bez­

d a l t o n i s t y nlie j e s t o b r a z e m

po

1 0

n i e są rzeczywistością f i ­

jest

o i s t n i e n i u t z w . punktów

umieszczanych

(a w i ę c będących p o c h o d n y m i g r a n i c ) . K a t e g o r i e

po­

e

kolorem,

jedynie

dowalności,

komórek .

się, j a k n p . w y g l ą d a

jest

naszych

O b r a z świata w

czyli

tywistycznego

między

s t o s u n k u d o o b s e r w a t o r a , że

jest z a s t a n a w i a n i e
Ultrafiolet

szywym,

typu

odcień

proporcji

chromatycznym,

zewnętrzną

fiolet.
nie

i

odpowiada

jednego i drugiego

Wynika
zyczną

k o m b i n a c j i , określają

nasycenie

i

biel

się

stu Polaków

l u b Francuzów

ich zdaniem wzór

z t y m samym

Eskimosów,

by

czerwieni, a

wska­

następnie

do, p o w i e d z m y ,

Buszmenów

się, że

międzyjęzy-

t o okazałoby

różnice

i czerń, oś t o k o l e j n e s t o p n i e szarości, p o w i e r z c h n i a n a ­

k o w e n i e są w i ę k s z e niż różnice między o s o b n i k a m i j e d ­

tomiast

n e g o społeczeństwa.

pokryta

jącymi

jest

największe

b a r w a m i c h r o m a t y c z n y m i , osiąga­
nasycenie

b i e l i , c z e r n i i szarości —
w

t a m , gdzie

na „równiku"

najdalej

od

(odpowiada

on

zasadzie t z w . s p e k t r u m b a r w n e m u ) . W

cji

pojęciowej

ne,

że

po

kolory chromatyczne

przeciwległych

leżą: c z e r w i e ń
żenie

sobie

nam

i zieleń

takiej

wielu

(na

żółcień

przestrzeni

zrozumienie

są t a k

stronach

oraz

tej

rozmieszczo­

„antypodach")

barwnej

bardzo

z

jej

kategoryzowaniem.
Powróćmy
goryzacją
lina

już d o s p r a w y

badań

nad kate­

wadzenie

było, zgodnie

rozróżnienia

drugorzędnymi

między

podstawowymi

(DNK) nazwami

(PNK)

kolorów, oraz

i

z

Peru

A m e r y k i P n . n a pięć,

Ara­

bowie

my

Berlin, Kay

Zgodnie
dział
barwy
ria

1. P N K

terminy

( n i e są n i m i

t a k i e , j a k lilaróż, c i e m n y błękit c z y m o c n a c z e r w i e ń ) ;
PNK

b a r w n e j , do których odnoszą

nie

mogą

obiektów,

wiązać

się

jak np. blond, gniady

muszą

być o b e c n e w
społeczeństwa,

być

nazw

określoną

lub nazwy

śnie­
(muszą

świadomości w s z y s t k i c h członków

danego

odniesienia

kolorów

podrzędne

w

tegorie
nej.

kulturach

przez

s t o s u n k u do

t e n , j a k już

muszą

i

zawierają

się

takiego

jest

twier­

o n ogólnej,

uni­

różnią

zwrócili

Navajo

się

uwagę

ale przede
które w

się ośrodkami

określali

sobą.

na

się n a

przykładzie

Ewolucjoniści

wszystkim na punkty

przestrzeni

jej kategoryzowania

potwierdzenie

g i c z n y c h . N i e można

nato­

między k a ­
stawały

tworzonych kategorii. I c h koncepcja

całkowite

zawiera

każdy

w

wiec

z nich

„najlepszy

w pierwszej
lufo

po

badaniach

zna­

psycholo­

n a t o m i a s t utrzymać, poglądu

rela­

I

na dwie

typy

ewolucyjny,

barw

etap

na

prze­

wprowadził

połowy.

Jedna

po­

zawiera

wspomniani

odcienie

głównych

kolorów

wskazywany

kategorii;

zielone

ja­

praktycznie,

to

wydzielenie
więc

z żółcią, o r a z połączenie
etap

dopuszcza

połówki

z

albo

niebieskie.

się n a t y m e t a p i e

Dugum Dani z Nowej

bieli. M a m y

III

danej

l u d e m znajdującym

etap

nozimnej

z sześciu

—

katego­

j e s t t o b i e l lufo c z e r w i e ń , a w d r u g i e j czerń

Współcześnie
II

i zieleń). K a ż d a

być t e o r e t y c z n i e

przykład"

najciemniejsze

czystej

trzy

może

są

Gwinei.

kategorii

trzy kategorie:

„ciepło-jasnej"
biel,

czerwień

czerń-błękit-zieleń.
dwie

możliwości:

wyodrębnia

się

czerń,

albo

z

albo

(przypa­

ciem-

d e k częściej s p o t y k a n y ) połączenie c z e r w i e ń - ż ó ł c i e ń

roz­

p a d a się n a d w a wchodzące w j e g o skład g ł ó w n e k o l o r y .
W

o b u p r z y p a d k a c h j ę z y k znajdujący

wyróżnia

cztery

Piąta
będącym

się n a t y m e t a p i e

PKK.

kategoria

koloru

połączeniem

jest

osiągana

obu wersji

na I V

etapie,

e t a p u I I I . Przestrzeń

b a r w n a d z i e l i się w ó w c z a s n a b i e l , czerń, c z e r w i e ń , ż ó ł ­
cień

oraz

sobie

tzw. Grue

(green-blue),

Każdy

z

czterech

jedną

żemy

łączącą

etapów

„łączoną",

posiada

zawierającą

w

kolorów. N a z w t y c h

co

2 lub

kategorii nie

dokładnie przetłumaczyć n a j ę z y k i d a l s z y c h
określić

b a r d z o dużym
k i m i spotykają

jako

niektórych

biel l u b jako

się f i l o l o g o w i e
i

czerwień

nazwy

zielonych

z etapem

jedynie

w

są też k ł o p o t y , z j a ­

k l a s y c z n i próbujący

przez H o m e r a

kwiatów

j e s t związana

eta­

„ m o l a " (biel-czerwień-żółcień) m o ­

przybliżeniu. Z n a n e

tłumaczyć s t o s o w a n e
Grue

pierwszych

kategorię

pów. N o w o g w i n e j s k i e

rza,

kategorię

zieleń i błękit.

3 z sześciu g ł ó w n y c h

ją opierając

terminologii

(czerń, błękit

można

nie t y l k o na granice

procesie

zimne

możliwe
kate­

określają-

t w i e r d z i , że różne
na schemat

t y m poglądem

barwnej

i polskiego — t a k rozumiane

między

z

się

p e w n y m s t o p n i u pojęcia

nałożyć

rozwój

korzeni

wspólną.

i wielu innych
można

kategorii

stało

n a pojęcie

j e j granic. J a k widzieliśmy

porównania języka

tegoriami,

barw­

różnych

(neoewolucjoniśoi)

twierdzenia

spojrzenia

ogóle). Relatywiści

wyznaczeniu

barwnej,

być w

i

najmniej

(choć w n i o s k i dotyczą w

kategorie

może

w

Ka­

zasadzie.

Wysunięcie

gorii w

listy
DNK

k o l o r u niebieskiego).

wiemy,

różny. Ewolucjoniści

odwróceniu

lazła

użycia

informatorów).

PNK

j e d n a k , że p o d p o r z ą d k o w a n y

wersalnej

miast

okazje

b a r w n e są w y n i k i e m podziału p r z e s t r z e n i

Podział

dzą

i

się muszą też n a początku

podawanych

n i c h (np. g r a n a t jest r o d z a j e m

248

z

wyróżnione

ich

psychologicznie

być s t a b i l n e , z n a j d o w a ć

po

wyłącznie

Eskimosów;

4. P N K

są

się

muszą być rozłączne;

klasą
gu

przestrzeni

głównych

podstawowych

j a s n e i ciepłe ( b i e l , c z e r w i e ń i żółcień), d r u g a

i drugo­

ko

jednowyrazowe

sześć

jedenaście

j e s t cechą

przestrzeni b a r w

ciemne

kolorów:

być

na

Aguaruna

s t r z e n i o s t a t n i c h tysiącleci.

k r y t e r i a określające g r u p ę p o d s t a w o w y c h n a z w

3. P N K

a

Jednakże

zestawów P K K

i

2. Z a k r e s y

sześć,

jących t e n podział

rzędnych ( D K K ) k a t e g o r i i k o l o r ó w . Z a s t o s o w a l i o n i c z t e r y

mają

na

odpowia­

dającego m u rozróżnienia p o d s t a w o w y c h ( P K K )

n a t y m , że

na dwie, M u ­

na trzy,

Ber­

z t y t u ł e m i c h książki, w p r o ­

dzielą

Indian

odzwierciedlający

jednak

b a r w . J e d n y m z p o d s t a w o w y c h posunięć

i Kay'a

środkowej

polegałaby

przestrzeń

Afryki

ułatwi

związanych

ze

Odmienność

D a n i całą

n a c z t e r y , większość
kategorii.

Wyobra­

e

Dugum

rzyni

konstruk­

i błękit .

problemów

np.

prze­

kolorów

roślin.

mo­

Kategoria

I V i stąd s p o t y k a się

ją

najczęściej.
V

etap

głównych
mórek

przynosi

kolorów

zdekodowanie

odpowiadających

neurofizjologicznych.

Dalsze

wszystkich
sześciu
ewolucja

sześciu

typom ko­
polega

na

�wyodrębnianiu

się

tych

fragmentów

n e j , które leżą p o m i ę d z y
Na

VI

etapie

wydzielony

a b a r w a m i ciepłymi
Na V I I etapie
wienią

punktami

kolor

a bielą), f i o l e t o w y

rozwój

będzie

kategorią

ostatni

czerwienią

czerwienią

(obecnie

będący

przypadek

znajduje

a

błęki­

jeszcze n i e w y k o ­

jeszcze

istniejące

drugorzędną

zielenią

a

żółcią.

potwierdzenie

,2

chartreuse, w

w

w

ba­

Stanach

obecnie,

Jeśli

analo­

ze

schemat

opisuje

synchroniczne

ewolucyjny,

przemawiających
nie

tylko

zróżnicowanie,

wymagałoby

ale

osobnego

arty­

jednak

z dwóch

danego

koloru

jednego

kolorów

podziale

połączyć. G ł ó w n ą

całą

nazwy

mówiłem,

kategorię

koloru

odcienia,

a

umysł

na

dwóch

poziomie

punkty

jest

neurofizjologicznym

rodzajem

PKK.

funkcjonowanie
kalne

umieszczone

pobudzenia

Na

pojedynczych

oddziaływania

dwóch

1 6

). W

pierw­

odpowiadają
jednego,

przedstawiającym
ich punkty

punktami

komórek

spośród

dla
które

r z e c z się m a z t r z e ­

wzrokowych

są m i ę d z y

właśnie

pobudzeniu

wykresie

komórek

za i c h

odcieni,

fokalne

określonego t y p u k o m ó r e k . I n a c z e j

bo­

przykłady"

reprezentacja

dla wszystkich

typach P K K

.

1 4

t y m może­

ludzki

barwną;

specyficzna

nie

VII

rolę o d g r y w a j ą

mogą być określone za pomocą t e j n a z w y
szych

poprzed­
związane

f o k a l n e , c z y l i „najlepsze

( j a k już

tworzy

poznawcza

barw­

się n a e t a p i e V I i

psychologicznym, w

tzw. punkty

pomocą

typom

i n t e r e s u j e nas z r ó ż n i c o w a n i e

1. i 2. r o d z a j

wiem

sześciu

mózgowych;

wyprowadzone

znaczeniem

my

cim
argumentów

przedstawiony

rozwój

sposób

.

omówienie

t y m , że

dalszy

N i e k t ó r e z p o d d a n y c h t e s t o m osób o k r e ­

do i n n y c h P K K

3. K a t e g o r i e

czer­

a żółcią), s z a r y

przeprowadzonych

ten kolor, nazywany

także

(między

p r z e s t r z e n i b a r w n e j , n p . między

psychologicznych

Dokładne
za

czernią

ściśle odpowiadające

komórek

niego t y p u , a pojawiające

polegał n a zapełnieniu

Zjednoczonych.
giczny

między

barwną g r a n a t ) , l u b między

daniach

2. K a t e g o r i e
nych

bielą a czernią). Można p r z e w i d y w a ć , że

b ł ę k i t e m a czernią

ślały

zostaje

(między

(między

rzystanych fragmentów

Ten

barw­

brązowy.

powstają: k o l o r r ó ż o w y

tem), pomarańczowy
(między

przestrzeni

ogniskowymi.

—

nich

fo­

maksymalnego
t a m , gdzie

zrównuje

siła

się.

Na

przykład, p u n k t f o k a l n y k o l o r u p o m a r a ń c z o w e g o

umiesz­

n i e n i e mogące z b u l w e r s o w a ć c z y t e l n i k ó w , poprzestanę n a

czony

stopniu

s t w i e r d z e n i u , że w o b s e r w o w a n y c h

czerwone

j a k i żółte, c z y l i m i ę d z y

czerwieni

i ż ó ł c i . Oczywiście

kułu. Choć

więc

zdaję

sobie

s p r a w ę , że

k o n t a k t u ludów egzotycznych

jest to

obecnie

zagad­

przypadkach

z kulturą europejską

prze­

jest

tego t y p u

kle

schematem:

są

zgodne

kategorią

z

przedstawionym

wyżej

pierwszych

przyjętą

język,

sadzie

najpierw

n p . I I I e t a p u , będzie k a t e g o r i a w ł a ś c i w a
pejskiemu),
badania

lecz

IV

etapowi .

rozpowszechnienia

nych

terminów

(więc

i

dawności)

barwnych odpowiada

na i K a y ' a . Proces ten pozbawiony
czynnika, jest

języków

polinezyjskich

byta

została

i

Europie

w

bardzo

w

ciągu

—

droga
kilku

wiadomo,

jakiegoś
—

tysięcy

sto­

poszczegól­
Berli­

przyspiesza­

w

o d I I do V

że

że

schematowi

powolny

przypadku
etapu

prze­

antycznej

które

jest

kolorów

będzie

rodzajów

pojawić

się

w

równym

punktami fokalnymi

znaczenie

mniejsze

psychologiczne

niż

kolorów

dwóch

(dodać należy, że n i e m o g ą w
jednocześnie

w

jednej

za­

kulturze

ro­

1. i 3.).

Tak

więc w

języku

z e t a p u V I I , n p . p o l s k i m , choć

i s t n i e j e aż 11 P K K , s p e c j a l n e

znaczenie

biały, c z a r n y , c z e r w o n y ,

żółty, z i e l o n y

tym

Wśród

jednak n i e koniec.

m a 6 kolorów:
i niebieski . Na
1 1

tych

sześciu

podstawo­

w y c h b a r w także n i e m a równości. P o p i e r w s z e
niają
obok

się

dwa

kolory

achrornatyczne

n i c h czołowe miejsce

przypada

—

biel

wyróż­
i

czerwieni.

czerń;
Dopiero

było

w d a l s z e j kolejności m o ż n a umieścić t r z y pozostałe g ł ó w ­

Grecji

ne k o l o r y c h r o m a t y c z n e . O t a k i m uporządkowaniu świad­

lat. Podobnie

kultury

dzaje

porównawcze

p o l i n e z y j s k i m i wykazały,

pień

jącego

nie V I I (euro­

Również

n

n a d językami

przez

miejscu,
l e

m i a n y słownika t e r m i n ó w b a r w n y c h , j a k k o l w i e k n i e z w y ­
przyspieszone,

w

i R z y m u z n a j d o w a ł y się n a e t a p i e I V (choć w r a z z o g ó l ­

czą, m y ś l ę , nasze p i e r w s z e

nym

w i e ń z a w s z e b ę d z i e w n i c h d o m i n o w a ć . Co j e d n a k w a ż ­

rozwojem

wale

kulturowym

drugorzędne n a z w y
Powróćmy wreszcie

na

samym

początku:

nazywane

są

nasz

dlaczego

brąz

nie jest bardzo

z

punktem

określiłby

tzw.

fokalnym

i czystą

W

świetle

zostało

ności

czerwieni).

podstawowe

czerwieni?

się

„barwna"

czasów,

słabo

rozwinięte.
—

odległych,

l u b że

Oczywiście,

klasyfikacja
a

poza

nazwy
krów

słownictwo

t y m wydaje

do

z

Konga
(podsta­

interesującego
języku p o l ­

że p o p u l a r n a

pochodzi

z

daw­

polskiego

rozwiązania

ta pochodzi

a może i w i ę k s z y m s t o p n i u

wówczas

d l a brązu i d l a

ludu

oba

—

Murzyn

odpowiedź,

k l a s y f i k a c j a rodzajów

nych

odrzucić

może

PKK

terminem

i ubarwienie

s k i m istnieją o s o b n e

jeśli

(czerwień-żółć

nas t u z w i e r z ę c i a . C o zrobić j e d n a k , g d y w
Nasunąć

co

z

trzeba

czasów

m i się, że w

jest stosowana

jest

niezbyt
równym,

przez

miesz­

k a ń c ó w m i a s t niż w s i .
Znalezienie

Quechua

związanych

odpowiedzi

wymaga

wyjaś­

i

wyniki

przedstawię

—

czer­

badań

krótko

j e R. B o l t o n z p d . P e r u w ś r ó d

Aymara .

Wywiady

, s

z różnymi d z i e d z i n a m i

te­

jedne

z

lud­

dotyczyły

nazw

życia. S p ó j r z m y

np.

j a k i e g o t y p u określeń b a r w n y c h u ż y w a n o w s f e r z e u p r a ­
wy

potato. Prosta

(350 r ó ż n y c h )
rami.

lista n a z w

określeń, w

Przeważnie

były

p o t a t o dała w

s u m i e 914

t y m 351 w i ą z a ł o się z k o l o ­

to

PKK,

najczęściej:

czerwień,

b i e l , czerń, szarość, żółcień, brąz, błękit. S z c z e g ó ł o w e p y ­
t a n i a d o s t a r c z y ł y następujących w y n i k ó w :

w odniesieniu

do skórki rośliny s t o s o w a n o najczęściej następujące

naz­

wy

sza­

kolorów

rość,

błękit,

—

czerń, b i e l , c z e r w i e ń , żółcień, brąz,

fiolet,

róż,

zieleń,

granat;

w

odniesieniu

d o miękiszu — b i e l , żółcień, c z e r w i e ń , błękit, f i o l e t , sza­
rość, zieleń, i t d .
W

o d n i e s i e n i u d o h o d o w l i świń

ilości n a z w
nazw

przecież

używano

mniejszej

k o l o r ó w — n a 21 t y s . s ł ó w p r z y p a d ł o t y l k o

192, z czego
nych

czerwień.

właściwej

pokazują

przykładu

tego

rozwiązanie,

skojarzenia barwne

t e ż kolejność

Dla

nich. Przeprowadził

należy

t y m samym

taką

renowych.

krowy

etapu rozwoju

ciemny)

czerwień

postawionego

brązowe

makroczerwieni

w

z pewnością

wowym)

polskie

z wczesnego

kategorii,

nieby­

niejsze,

kłopot znalazłby

języka

(jeśli

tam

kolorów).

dotyczyłby
szerszej

się

j e d n a k do p y t a n i a

czerwonymi?

już p o w i e d z i a n e

rozwinęły

97,4°/o t o P K K . Częstość użycia
jest p o d o b n a ,

Jest
obiekty

to

wynik

d o m i n u j e trójka
zaskakujący,

do których

odnoszą

poszczegól­

b i e l , czerń

zważywszy,

się t e

określenia

n i e n i a k i l k u jeszcze, n i e o m ó w i o n y c h dotąd s p r a w . P r z e ­

różnią

de

m e n i e n i e t a k s i l n i e u w a r u n k o w a n e j rzeczywistością f i ­

wszystkim

dany

kolor

on z i n n y m i
wiłem
wych

należy

statusu
PKK

PKK

1. W y s t ę p u j ą c e
czone";

że

osiągnięcie

n i e oznacza,

że

wyróżnić

trzy

rodzaje

przez

zrównał

co d o ważności p s y c h o l o g i c z n e j .

już, że można
kategorii

powiedzieć,

się
Mó­

podstawo­

kolorów:
na

wczesnych

zyczną

się k o l o r y s t y c z n i e . N i c w i ę c d z i w n e g o ,

i
że

statystyczna

się zwiększa. W

siła

tego

uporządkowania

tekstach rytualnych

wśród

kategorie

„łą­

lizując pieśni, o p o w i a d a n i a

do­

jeszcze

65 t y s . z a ­

r e j e s t r o w a n y c h s ł ó w 93 odnosiło się d o k o l o r ó w —
s t k i e były P K K . B a r d z o podobne w y n i k i

etapach

że w

uzyskano

wszy­
ana­

i słownictwo h a n d l o w e . D o ­

dać można, że w t y c h d z i e d z i n a c h w y r a ź n i e j też u j a w n i ł y

249

�się

pewne

bardzo

szczegóły

—

analiza

statystyczna

silną zgodność częstości u ż y w a n i a

wykazała

poszczególnych

elementach
odnoszą

—• lecz

się

i

do

pewne

niego.

spostrzeżenia

Reprezentację

nazw kolorów z e w o l u c y j n y m schematem B e r l i n a i Кау'л

t w o r z y ć mogą różne, d o w o l n i e

oraz

sposób

na

—

oraz

na

poziomie

kolejnością

niezagrożony
czerwień

wyodrębniania

dominują

(liczba

się k o l o r ó w .

oba k o l o r y

klas

obiektów

c z e r w i e ń b y ł a 2,5 r a z y

achromatyczne

do

większa

których

niż w

ny)

sposób

następująco:
Można

kiej
w

już m n i e j w y r a ź n y

ciach

wśród

tylko

—• a n i

jest

w

szybkości

szukając
widma

zasadzie

rozwiązania

t y m , że

chromatyczne
czyli

z

(zielona
na

(uporządkowanie

pochopnym

mi

z fazą h a m o w a n i a
Przestrzec

szukaniem

czenia

czerwieni;
nie

—

wzbogacało

„zimne"

poprzestanę
tylko

przed

wydaje

że

zna­

w

każdego

kon­
dwóch

z

nich.

problemów.

Gdyby

rzeczywistości
ślenia

chodziło

fizycznej

precyzyjne

i

jednak

wyłącznie

informatorzy

dokładne.

To,

o

wszystkich

opis

pewnej

stosowaliby
że

pochodzenia

obu odmian:

holeiiderek
dzenie

funkcjonują

stwierdziliśmy,
ubarwienia
kacyjny.

wyraźny

zwierząt

w

należy

mianowicie

c y j n y , wykorzystujący
Każdy
mów:

system

szym

nazwy

niczenia

te

(głębokiego)

przypadku poziomem
gatunki

'krów. T a

być

odzwierciedlona

to twierdzenie

W

będzie

Ta

jaki

znaku

. Ta

w

2 1

różne

sama

strony czynnej
Przypadek
sty

—

jest

i zdanie

że s t r u k t u r a
jest

właśnie

jednak

na

musi

sposób?
mówi

o

generatywno-

poziomu
ową

m o ż e być

głębokie­
powierzch­

arbitralnością

transformowana

powierzchniowe,

np. w

zdanie

strony biernej.

dwóch gatunków krów

zwykłym

na­

podział

slrukturalizmu

Językoznawstwo

semantyka

reprezentacje

go

j e s t a r b i t r a l n i e . L e c z j a k należy

mówi,

dowolność

W

semantyczna

go j e s t t r a n s f o r m o w a n a w d o w o l n ą strukturę
niową.

pozio­

i reprezentującego

głębokim

założeń

rozumieć?

-transformacyjne

dwóch

jednoklasowym

kodem

o

pro­

dwóch

nawet

to

o tym,
pocho­

wtedy,

„polska"

k o d . Drugą
o n e , j a k już
rzeczywistego

system

klasyfi­

mógłby

ograniczenia.

gdy

się z j a w i s k a

wprawdzie

leń z a k a z
akurat

przechodzenia,

za pomocą

2 2

wyobrazić,

jednak

nazwy

ne, g d y i c h p r z e d m i o t e m
sób

powiązane

czynniki
nych

z

wpływające

jezdnię.

że czerń

będzie

pruderyjność

a

zie­

że

jest

zupełnie n i e d o

pomy­

m o g ł y być r ó w n i e

dowol­

są z j a w i s k a

barwami.

zna­

swobodę

przez

lecz t o n i e p r z y p a d e k ,

o d w r o t n i e . Jest

być

Ogra­

z k o l o r a m i nie m a ­

przechodzenia

sobie

ślenia, b y z a s t o s o w a n e

Wskazać

n a dobór

w

n a t u r a l n y spo­

więc

kolorów

można

trzy

wykorzystywa­

jako znaki:
t o być P K K , n a j l e p i e j

ciepłe

czołowa i c h trójka;

k o l o r y p o w i n n y móc za pomocą w ł a ­

wewnętrznych
—

opozycji
zimne)

(np. k o l o r y

odzwierciedlać

jasne

—

strukturę

semantyki;
3.

Wykorzystane

k o l o r y p o w i n n y nawiązywać do rzeczy­

wistych

opisywanej

barw

spełnione.

trzy punkty

Pamiętamy,

przestrzeni

barwnej,

rzeczywistości.

zostały w n a s z y m

że

brąz

zajmuje

leży

między

który

przypadku

ten

fragment

czernią

a

bar­

w a m i c i e p ł y m i . M ó g ł w i ę c zostać podciągnięty p o d c z e r ­
wień. Z w r ó ć m y
no-białych
kowane

do

nazwy

jej

też u w a g ę , że w

określenie

wartość

nazwy

nazwa

—

jako

krowa

Kłopot
większym
szczek

jest

bieguna

do n a z w y

nazwami

zmartwieniem

opisu,
opozycji.

krów

takie

osłabia
jednak

W

„czarna", i
nie

jest

bardzo

takim

z

bardziej

że

wiele

którymi

przykład

kwestii

badacz

z

dla

dziedziny

spotyka

s k o m p l i k o w a n y c h , niż się

sjq

ujęciu

jedynie

jako

odwrotnie.

oczywiście

i nie przysparza

pouczający

redu­

poprawia

m a znaczenie

—

czar­

często

chyba

n a czole a n i l i n g w i s t o m a n i h o d o w c o m .

jednak
barw,

z

prostego

„czerwona"

przeciwstawienie

p r z y p a d k u krów

ich ubarwienia

„czarna". Uproszczenie

jako

wyrazistość

Pokazuje,

jest s k r a j n i e

bar­

popularnością

kolorów

oznaczała d o b r y c h a r a k t e r , c z e r w i e ń

klasyfika­

(powierzchniowego).

fizycznie.

t y m , że z n a k d o b i e r a n y

z

nazw

oczywiście

l u b możliwość

Powinny

Gd

u w a g ę , że

określają
tworzą

do
ho­

„holenderska",

ale

re­

się

jące n i c w s p ó l n e g o — n p . c h a r a k t e r c z ł o w i e k a ,

Wszystkie

się

rzeczywistość

z podstawowych

system

istnieją

Wykorzystywane

krów.

dwie

nazywana

są k o l o r y . I

dobór

jednak

1.

ubarwienia tych

zwrócić

nie

zwierząt,

ków b a r w n y c h opisuje

kolorów.
składa

„fonologicznego"

dwa
Jedno

naszych

odróżnić

znakowy

semantycznego

materialnie

przypadku

dotyczącego r z e c z y w i s t e g o

jest

dwuelementowy

zasadzie

d o w o l n y . Istnieją

ciemne,

nazewnictwa

w

sierści

Teoretycznie

snych

szczególnie

w

p o l s k i m i ; świadczy

powierzchniową

2.

on

jest

odnoszący

zwiedzeni

i że określenia

taka

Jest

pierwsza

po p r o s t u j a k o

reprezentacją

cel.

inny

je

dwóch

naszym k o n k r e t n y m

nazw

miasta,

nazywają

gatunku,

takiego a nie

jeszcze

z

układ,

się z

że n i k o g o już n a p r a w d ę n i e o b c h o d z i r z e c z y w i s t e

innego

miało

ludzie

okre­

hierarchia

system

d r u g a polską. W a r t o

często

mogła się o b j a w i ć w s k a z u j e , że s t o s o w a n i e
nazewnictwa

jest

fizycz­

tworzą

składać

transformowana

Jedną

dzo

oba g a t u n k i

jednostek. W

prezentacje.
lenderską,

zjawiska

w a r u n k a m i . Ponieważ

nie może

semantyka

fizjologiczne

połączenie t y c h

nie rozwiązuje

u p e l n i e niezależnych
przypadku

wybrane

jednak

semantycznym

powierzchniowy

Można

S t w i e r d z e n i e , że i s t n i e j e w ś r ó d b a r w h i e r a r c h i a w a ż ­
ności p s y c h o l o g i c z n e j

poziom

seksualną,

i kulturowego

znaczenia

lecz p o d p e w n y m i

związkach

w

to oczywiście,

7

antugoni-

k u l t u r o w e jest,

od fizjologicznego
n i e znaczy

barwy

„ciepłymi",

j e j znaczenie

znaczenie

kretnych sytuacjach k u l t u r o w y c h
elementów

1 0

chcę

wyjaśnienia

do

najszybciej ),

barwy
2 3

w

oka

komórek

wyróżnione,

faktu.

z niego

z

wyróżnione

pobudzenia

mniej

się, niezależne

jest

bardziej

czerwonego z krwią;

wynikające

fal), ani

barwnego

i żółta) są b a r w a m i

z fazą

dwie

i niebieska)

koloru
i

a

skonstatowaniu

zbyt

dwie

Lecz

właściwoś­

długością

impulsu

(czerwona

związanymi

stycznych,

barw.

na nie od­

we

świetlnego

zgodne

przewodzenia

np. w

zaistnienia t a ­

n i e będę p r ó b o w a ł

mózgu ( i m p u l s c z e r w i e n i p r z e w o d z o n y
ani

statystycz­

sześciu p o d s t a w o w y c h

tekście

fizycznych

barw

pozo­

uszeregowane

żółty, z i e l o n y , n i e b i e s k i .

t y m krótkim

powiadać

—

postawić p y t a n i e o p r z y c z y n ę

hierarchii

odnoszono

przypadku

stałych k o l o r ó w ) . Pozostałe t r z y k o l o r y są
(lecz w

W

lingwistyczne
powierzchniową

na

naj­
zmar­

Jest

to

antropologów.
antropologii
codzień,

jest

wydaje.

P R Z Y P I S Y

Są to j e d y n i e k r ó t k i e w z m i a n k i , п р . I . K u r c z , Ję­
i mowa,
[ w : ] Psychologia,
1979, s. 4 3 8 — 9
Z o b . n p . tamże
Z o b . n p . H . L a n d a r , Laguagc
and Culture,
Oxford
1966, s. 49, 227
D z i w i ć wszakże może, że b a d a c z e
dostrzegający
różnicę między d a n y m językiem e g z o t y c z n y m
a języ­
1

zyk

2

3

4

k i e m e u r o p e j s k i m n i e z w r ó c i l i u w a g i , że i s t n i e j e z a s k a ­
kująca zbieżność między w i e l o m a n i e - e u r o p e j s k i m i j ę ­
zykami
B . B e r l i n , P. K a y , B a s i c C o l o r Terms:
their
Uni­
versality
and, Evolution,
B e r k e l e y 1969
D o t y c h c z a s n a t e m a t książki B e r l i n a i K a y ' a u k a zv.ły się w P o l s c e j e d y n i e w z m i a n k i i t o w p r a c a c h
5

0

�tłumaczonych z j ę z y k ó w o b c y c h . N i e u w z g l ę d n i a ł y o n e
j e d n a k d a l s z y c h badań, z n a c z n i e m o d y f i k u j ą c y c h począt­
kowe
stwierdzenia.
Całą
t q problematykę
dokładnie
o m a w i a m w n i e o p u b l i k o w a n c j p r a c y . Zarys
antropolo­
gicznej
problematyki
b a r w , W a r s z a w a 1981
I s t n i e j e o b s z e r n a l i t e r a t u r a poświęcona o b u t y m
t e o r i o m ; w c e l u pobieżnego z a p o z n a n i a się z n i m i p o ­
l e c a m G . M . W y b u r n , R. W . P i c k f o r d , Zmysły
i odbiór
wrażeń
przez
czloioieka,
W a r s z a w a 1970
W e d ł u g R. L . D e V a l o i s , G . H . J a c o b s , P r i m a t e
color
vision,
. . S c i e n c e " 162, 1968, s. 533—40
Utworzenie formy rzeczownikowej
dla nazwy k o ­
l o r u c z e r w o n e g o , z i e l o n e g o a n a w e t żółtego n i e s p r a w i a
kłopotu. Trudnością n i e d o p o k o n a n i a jest j e d n a k k o l o r
n i e b i e s k i . Używana f o r m a „błękit" n i e jest
najlepsza,
o d c z u w a n a j e s t r a c z e j j a k o r o d z a j b a r w y n i e b i e s k i e j niż
j e j s y n o n i m . N i e znajdując j e d n a k lepszego r o z w i ą z a n i a
stosuję ją, zastrzegając, że c h o d z i m i za k a ż d y m r a z e m
o s y n o n i m k o l o r u niebieskiego
Z o b . n a t e n t e m a t : E . H . L e n n e b o r g , C o l o r Na­
ming,
Color
Recognition,
Color
Discrimination:
A Re-Appraisal,
. . P e r c e p t u a l a n d M o t o r S k i l s " 12, 1961, s.
375—82; o pojęciu k o d o w a l n o ś c i w s p o m i n a
I . Kurcz,
op. c i t .
Ostatnia informacja n a podstawie M . H . B o r n s t e i n , W . K e s s e n , S. W e i s k o p f , The Categories
of Hue in
Infancy,
„ S c i e n c e " 1 9 1 , 1976, s. 201—202;
podstawowe
b a d a n i a p s y c h o l o g i c z n e n a t e m a t t w o r z e n i a się k a t e g o ­
r i i b a r w n y c h p r z e p r o w a d z i ł a E . R o s c h ( H e i d e r ) : E . : R.
H e i d e r , F o c a l C o l o r A r e a s and development
oj
color
names,
, , D e v e l o p m e n t a l P s y c h o l o g y " 4, 1971, s. 447—55;
Universals
in Color
Naming
and M e m o r y , J o u r n a l o f
E x p e r i m e n t a l P s y c h o l o g y " 93, 1972, s. 1 0 — 2 0 ; E . H .
R o s c h , On the internal
structure
of perceptual
and se­
mantic
categories,
[ w : ] Cognitive
development
and the
acquisition
of language,
N e w Y o r k , 1973, A c a d e m i c Press,
s. 111—44
7

8

9

1 0

1 1

P. K a y , С. K . M c D a n i e l , The linguistic
signifi­
cance
of the meanings
of basic color
terms,
..Language"
54, 1978, s. 6 1 0 ^ 6
1 2

B . B e r l i n , E . A . B e r l i n , Aguaruna
colors
catego­
ries,
„ A m e r i c a n E t h n o l o g i s t " 2, n r . 1, 1975, s. 6 1 — 8 7 ;
zob. też: R. K u n s c h e l , T . M o n b e r g , 'We don't
talk
much
about
colour
here':
a study
of colour
semantics
on
Bellona
Isand,
, , M a n " (ns) 9, 1974, s. 213—42
1 3

К. B. Branstetter,
lynesian
color
terminology,
19, 1977, s. 1—25

A

1 4

reconstruction
of
proto-po..Anthropological Linguistics"

E . R o s c h , The nature
of mental
codes
for
color
categories,
„Journal o f E x p e r i m e n t a l P s y c h o l o g y — H u ­
m a n P e r c e p t i o n a n d P e r f o r m a n c e " 1, 1975, s. 312
1 5

Z o b . P. K a y , С. K . M c D a n i e l , o p . c i t .

l s

P o r . M . D u r b i n , Basic
terms
— off color?,
„Sem i o t i c a " 6, 1972, s. 257—78; E . R. H e i d e r ,
Universals...;
A . V o n W a t t e n w y l , H . Z o l l i n g e r , Color-term
salience
and neuropsychology
of color
vision,
„American A n t h r o ­
p o l o g i s t " 8 1 , 1979, s. 279—88
1 7

R. B o l t o n , Black,
white
r i d d l e o f c o l o r term
salience,
287—311

and red all over:
the
. . E t h n o l o g y " 17, 1978, s.

1 8

Z o b . G. M . W y b u r n ,

1 9

R.

W. Pickford,

op.

cit,

s. 125
Z o b . R. L . D e V a l o i s , G . H . Jacobs, o p . c i t .

2 0

Z o b . N . R o u w e t , Wprowadzenie
do gramatyki
neratywnej,
W r o c l a w 1982, s. 316; N . C h o m s k y ,
nienia
teorii
składni, W r o c l a w 1982, s. 179, 184

geZagad­

2 1

Wyjaśnienie t e j nieco, przyznaję, k o n t r o w e r s y j n e j
t e z y należy n i e s t e t y p o z o s t a w i ć d o i n n e j o k a z j i . P e w n e
aspekty poruszonej t u p r o b l e m a t y k i semiotycznej
oma­
w i a m d o k ł a d n i e j w tekście K o l o r y u&gt; p r o c e s i e
symbolizacji
(w druku)
2 2

Aleksander Błachowski

WSPOMNIENIE O KAZIMIERZU PIETKIEWICZU
Do n e k r o l o g u zamieszczonego w n u m e r z e

3 z 1983 r .

chciałbym dodać trochę i n f o r m a c j i . Z K a z i m i e r z e m
kiewiczem

pracowałem

ki,

że G o z n a ł e m

myślę

wdzięczam.
były

Znali

sprawy

go

wszystkich

wisku

etnografów

stkich

ważniejszych

czości

ludowej.

zajmował

sztuce

Obok
w

pracy

i wygłaszając

Instytucie

Ministerstwie
wym

Muzeum

stanowiła
służby
Kto

Kultury

w

środo­

poświęconych

twór­

i nauko­

Kazimierza

Jego w y p o w i e d z i a c h
wagę

wej. Autor
prawo

spotkań,

jakiejś

(1934—1938),

(1938—1939),

a

Kultury

i

w Warszawie

w

Państwo­

(1967—1974)
kariery

z. w y z n a w a n y m i

ideałami

niż w i e l u

skąd

nie tylko

pojawiał

się

aspekcie

m a t e r i a l n e j Łotwy
swnjcj

isuiych był wyczulony

kultury

narodo­

miał, j a k r z a d k o
i;u!sko&lt; -i,
!

bardziej

на n i e s i o n e

przez

wtopionych

oddziafywaniu

Kazimierza

nikiem kolejowym
dziną

w

cie

Władysław

rosyjskiego
dzień

spędził

tchu.

pracy

do

domu

ulicach Petersburga

brak

któregoś

jedenaście

odzieży,
w

wykorzystali
wsi

Rzeżyca.

wielkich
Potem

zagrożenie
Jego

Cóż

życia

pamięci.

szansę
Syna

kłopotów

Zofia p o ­

przyszedł n a
W t y m mieś­

l a t życia
oczekujące

Wiele

i

zaczął

oglądał i

scen

W

repatriacji
posłali

i

mienia,

1921 r .
i wrócili

do p o l s k i e j

m a t e r i a l n y c h zdał

prze­

powrotu

oglądanych

w t a m t y c h l a t a c h , głód,

odbył o b o w i ą z k o w ą

samodzielne
mierz

z rodziców.

zro­

szlakach

1910 r . n a s t a c j i k o ­

koło P e t e r s b u r g a .

często z t r w o g ą

na

był r o b o t ­

na

Kazimierz

uczęszczać d o p o l s k i e j szkoły. R e w o l u c j ę
żywał j a k o dziecko,

nie­

polskości,

imperium. Matka

9 grudnia

pierwszjch

obce e t ­

do o d b y w a n i a w r a z

rodziny.

Aleksandrowna

odzie­

kultur,

Pietkiewicz

poszukiwaniu

chłopskiej

w mroźny

lejowej

w

masy

innych

za d e m o n s t r o w a n i e

zmuszonym

wędrówek

pozostały
bliżej,

t o n p a t o s u , zwłaszcza g d y o k r e ­

być i - u m n . - m

Ojciec

wytworzonych

narodową

r o z s i a n y c h n a rubieżach

a j e d n a k w i e r n y c h j e j do ostatniego

z

pracę

kulturalnych

i wrażliwość

jednokrotnie krzywdzonych

kolei

się p o s z c z e b l a c h

Pietkiewicza

w

poddanych

żelaznej

po wojnie

(1945—1967)

ten rozumie

sprawy

Rzeczypospolitej,

chodziła

p o l s k i e m u społeczeństwu.
znal

dawnej
nicznie,

o

stu­

wartości

p o l s k i l u d . Dumę

dziczył p o p o k o l e n i a c h P o l a k ó w

świat

Warszawskim
i Sztuki

zagrożenia

przez

pisząc

wiedzy

społecznych

od w s i łotewskiej, przez

zawsze w zgodzie

w

też

był obecny

kręgach

wspinanie

oficjalnych

kio,

bliskie

czas

zabierał głos n a w s z y ­

administracyjnej

Etnograficznym

z

ślał

m u za­

prelekcje.

Bałtyckim

ambitne

zawodowej,

Wiele
którym

upowszechnianiem

różnych

na Uniwersytecie

w

szczebli,

konferencjach

Cała droga. Jego życia
dia

wszyscy,

i muzeolojjów,

się chętnie

ludowej

artykuły

i rozumiałem.

zresztą

i Sztu­

s z t u k i l u d o w e j . Z n a l i G o urzędnicy i d z i a ­

łacze k u l t u r y

wej

w Ministerstwie Kultury

Piet­

zimno,

na

zawsze

Pietkiewiczowie
na Łotwę
szkoły

i

maturę w

służbę w o j s k o w ą

do

mimo
1931 r .

i rozpoczął

życie.

my d z i s i a j

Pietkiewicz

wiemy

marzył

o Polonii

łotewskiej?

Kazi­

o P o l s c e , szukał d o n i e j d r o -

251

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5970" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5950">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8323484c017220eafe9757c05faff933.pdf</src>
        <authentication>a699cebe1d3e79971f7082be7cac72ad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71238">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3342</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71239">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71240">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3132</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71241">
                <text>Widzieć człowieka. Lekcje Władysława Malinowskiego, nauczyciela, malarza, poety i muzyka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71242">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.235-246</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71243">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71244">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71245">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71246">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71247">
                <text>Aleksander Jackowski
WIDZIEĆ CZŁOWIEKA. LEKCJA WŁADYSŁAWA MALINOWSKIEGO,
NAUCZYCIELA, MALARZA, POETY I MUZYKA

Mieszka
ką

na skraju

o d środka

Pruszkowa,

Warszawy,

emerytowanym

przy

nauczycielem

pól godziny

ulicy

języka

m u z y k i . Wciąż j e d n a k n i e rozstaje
Nic

z zewnątrz

polskiego

a

choma. Czasami
Rejestruję
wciągnięty

b u d y n k u . Może t y l k o uważ­

sztukach,

cały

pełni

nadającego

rytm

nego p r z e c h o d n i a z a s t a n o w i l u s t r o stojące p r z y d r z w i a c h ,

obecnością

wywołuje

n a których w i d n i e j e mosiężna t a b l i c z k a — Mgr W. Ma­

miar

Dlaczego

linowski.
się

mówić

lustro?

gospodarz,

ust,

nastroszone

już

tylko

Spójrz

spójrz

brwi,

bowiem

obserwował

w

n i e gościu,

n a własną

cudze

twarz,

od tej chwili

twarze:

powiedział

— żywe

twarze.

d o p r o g r a m u , który

potęguje w r a ż l i w o ś ć

ryso­

napewno nie

T o już oczywiście

przypisany

jest

ale j a k n i e zwracać u w a g i n a t w a r z e
cała s y t u a c j a

będziesz

malowane,

w a n e , rzeźbione. A t a k ż e , czego g o s p o d a r z
leży

zdaje
grymas

opozycji:

autor

—

Kantor
abym

gospodarzy,

skoro

n a mimikę, g e s t y k u ­

lację.

na,

Zaczyna

się „ l e k c j a " . S i a d a m y

otoczeni

obrazami

w pokoju — labora­

zawieszonymi

na wszystkich

efekt

behawioryzmu.

w swych

rolę

w

dystansu,

—

pełni

świadom

g d z i e należy,

i rozumiał

zachowanie

i komentarz
efektów,
tylko

słuchał

ideę j e g o

które

czuwa

dzieł. I d e a

przedstawienia

m a już z n a c z e n i e

jednego obrazka

mógłby

przekonująco

sił, b y m a l o w a ć

w t a k niewygodnej

M a l i n o w s k i przysiada

naprzeciwko,

bardzo

interesuje

wanego

o d treści

ambicji

doskonalenia

takich
swych

jący t o , co w i d z i m y . G o s p o d a r z ,
pokazuje

palcem

a b y n i e było

odpowiednie

obrazki.

chyba z n a w y k u zawodowego, b o w i e m
jest

kolejnym

dużym

numerem.

od

niesłychanie

a

Uderza

obrazami

żywej,

wyrazistej

wątpliwo­
Czyni

każdy

Patrzę

p r z y k ł a d , a l e t a k n a p r a w d ę , t o oczu
czyciela.

komentu­

opatrzony

na

wskazany

n i e mogę

twarzy

to

oderwać

starego

nau­

m n i e w i e l k i e podobieństwo między n i m

i r y s u n k a m i . N a większości

z nich

powta­

sytuacjach

wi:

„talent

naukowe".

moja

reakcja

do osoby

twórcy

W j e d n y m z wierszy

pisze:

jego

ten,

to walczyk

nim

wesela,

autora

Trzeba

opadają

trzeba

s i ę starać

wtedy

przestaniemy

Są
2

W i ę c patrzę n a tę t w a r z , akcentującą mimiką, słowa
płynące
gest

z magnetofonu.

dłoni,

znaczenie
czasem

czy palec
słów.

o

mentarz

ułamek

W momentach kulminacyjnych
uniesiony

markują

sekundy

udającej,

Twarz

gładka,

podkreślają

wypowiedziane

wyprzedzają

zdanie,

nagrany k o ­

recitalu

niewprawnej

podczas

g d y dźwięk

że śpiewa,

z playbacku. Nagle

kontrast!

k u górze

— j a k w telewizyjnym

piosenkarki,
płynie

Usta

nie powinien
budzić

bowiem

n i e j e s t t o t w a r z myśliciela?

wchodzi

bez j e d n e j

pani

d o m u . C o za

zmarszczki,

nieru­

poezji,

pomoce
twórczo­

prozie,

można

o odgadnięcie

B o przecież

Cały

jest

go d l a

w 1976 r . A

n a orkiestrę

dętą.

łatwa

jest

Ile w

do uchwycenia.

być d r u g i e m u człowiekowi
zrozumieć
strzelać

wzajemny

drugiego

Czło­

wilkiem.
szacunek,

człowieka.

w siebie".

wzniosłe,
czas

choć

zresztą

„Może

Najstraszniejsze

wiara

n i e żarliwy
autora

jego przemyśleń, g d y b y
w niektórych

w

banalne

ocieramy

przyjmowalibyśmy

— gdyby

tensywna

„Człowiek
ściśle

odgrywają

denerwujące k o ­

wykład

tych prawd,i n ­

n i e interesująca

oddziaływania
forma

N i e oceniając

ukazany

w

prawom

psychologii

t u zmysły"

—

stwier­

jako

skuteczność

obrazach.

i straszliwie
się o

głoszonych i d e i spójrzmy n a t o , co n a m a u t o r
gająca

czło­

jeden

są nienawiść i " w o j n a .

dzenia, które

presji

w Pruszkowie

w l u d z k i c h sercach

to p r a w d y

uproszczone.
munały

dra­

rozwią­

3

podniesione

czy

różnorodnej

j e d e n m a w o l ę życia, d r u g i n i e .

Pruszkowa,

powieki

się p o d górną

krąg

w o l i życia, o p t y m i z m u " .

Ideologia

a dolna warga ust

natury.

Mechanicznego

wysoko

chowa

się, b o t o są

t o pokazuję. O... t e n h y m n , s k o m p o n o w a ł e m

wiek

źrenicy

określił

S a m n i e dostrzega

t e c h n i k a m i (...). C h o d z i

T w i e r d z ą , ż e : łuki b r w i m a m

do p o l o w y

nie rozwija

s k r y t y , d r u g i fałszywy,

mentarz

cą. C z y o t y m w i e ?

N i e m a zresztą

od razu

i możliwości.

w malarstwie, muzyce,

wyrażenie

Technikum

z rozmów­

obserwuje,

u mnie

zać r ó ż n y m i
wieka,
Ja

tego s p e k t a k l u . J e g o m i m i k a

podoba? N i e

prac, do i c h oder­

się. Z a c z ą ł późno, i j a k t o się w

W ogóle, w całej s w e j

ści, a w i ę c

na plan

cały czas „ p r a c u j e " , w y r a z i s t a , kontaktująca

tylko

sytuację.

n a całość, a l e

m a c i e — c h o d z i m u : „ O p r o b l e m , który

schodzi

swoisty k o ­

byle

k i e r u n k u p r z e m i a n , które zachodzą w j e g o p r a c a c h . M ó ­

wykładu

tworząc

Zamiast

c z y opisywaną

— wartościowania.

zainteresowań

rza, z a p e w n e nieświadomie, własne r y s y . S a m p r z e d m i o t
dalszy,

sposób

drugorzędne.

d o poszczególnych

pozycji).

jego własny
ści,

wagi

niewielki, czuj­

t y l k o zniekształcony,

t u waż­

p r z e z całe popołudnie, k t ó r e spędzam w j e g o d o m u , n i e

n y , s k u p i o n y . N a c i s k a k l a w i s z m a g n e t o f o n u . R o z l e g a się
głos, n i e c o

jest

b y ć przecież d r u g i ,

problem

tym,

słów k o ­

odkryciu naukowym, natomiast

przywiązuje

zabrakło

osiąga,

nad

z uwagą

p a d a p y t a n i e — a co się P a n u n a j b a r d z i e j

Pan

— gra

do niej. A l e

ścianach, o d g ó r y d o dołu ( w d r u g i m , s t o ł o w y m p o k o j u ,
gospodarzowi

reżysera,

istocie swą

dodatkowy w y ­

r y s u n k i weszły

już n a s u f i t , a l e w i d a ć —

ostatnich

jakby

choć

„normalne"

sama

tak jak w

Autora

n a scenie

dzieło;

w

patrzył

wyrażał

torium,

Kantor

gdy p a n Malinowski

n i e n a ­ mentarza

zwiedzającym,

zarys

już u s p o k o j o n y ,

naiwnego

przedstawieniu,

rzecz

jest

podczas

jakby

d a w n i e j —• dziś; k o n k r e t — w y o b r a ź n i a ;

jego

sceniczna;

wykład

m i się T a d e u s z

gdzie

się n a n i e j

dumy?

ten kontrapunkt,

w dziwny

Przypomina

t e g o , co u j r z y m y w

tylko pojawia

uśmiechu, zażenowania?

także

zajęciach.

nie zapowiada

środku m a ł e g o , p a r t e r o w e g o

kolej­

29. Jest

się ze szkolą, ucząc

l

młodzież n a p o p o ł u d n i o w y c h

Zimnej

literaturze
zauważa

a

i c h eks­
słuszności
sugeruje.

t o istota
największą
w

podle­
rolę

Komentarzu .
4

235

�Zmysły

pomagają

Oto

n p . ktoś

ma

wzmocnić

ćwiczenie:
dalekie
góły
i

dźwięki

przykre

wym

jednostek

lęku.

psychicznie?

to
w

ciągu

i

widzi

bystro,

to

strachu ginie.

przykład

świadomie, d o
jest

tego
do

właśnie

się"

i słyszenia

nej

agresji!

pola

zdaje

się

mówić.

spasabiać, d o s t o s o w y w a ć

—

szcze­
się

przed

w

tego

zja­

„bojaźliude­

często

nie­

krótkim
i

czasie?

słyszenia.

„przyspasabiania

tego wykładu.

Trzeba

umieć

się

aby przetrwać. W

fleks

się

pozwala

światu. W a l k a
granej,

a

w

słyszy

dokładnie,

nych"

trzeba

szerszej

—

do

re­

do

zbliżać

Do

w

takich

odpowiednio
na

jakim

już,

razem

wielką

twierdzi

nostek
się,

czego

możemy
uniknąć

potrafią

dobroci,
czegoś

jest

całych

nie interesowano

darem

kimś

wynikiem

dowiadujemy
W

ten

sposób

sytuacji. „Myślący l u ­
twarzy

złości, r y s y

spodziewać

człowieka,

którym

w

o c z ł o w i e k u j e s t moją pasją

pisze a u t o r — a m i a ł e m s p o r o możliwości ucząc w
można

Bibliotece

to ani

Warszawskiego

„zaspa­

rów.

by

moich

się

dzieciństwie

się".

„Zdobywanie wiedzy

że

tylko

rozmawiać

Narodowej

i

w

ze
o

starannie
naprawie

Bibliotece

—

szkole

wyuczo­
człowieka.

Uniwersytetu

można w y p o ż y c z y ć 33 t o m y m o i c h u t w o ­

Byłbym

bardzo

spostrzeżeń

szczęśliwy,

napisał

gdyby

rozprawę

ktoś

lub

na

temat

pracę

magi­

sterską".
podstawie

się ktoś

rysów

znajduje

Pedagog

i

na­

nawet

z

zamiłowania

najmądrzejsza

nans.

w

spostrzeżenia — i CO b a r d z o

zaczyna

rozmowę

z kimś

spopularyzowana
Czyni

więc

I I . 1—3. W ł a d y s ł a w M a l i n o w s k i objaśniający s w o j e

i

myśl

i

236

ale

Trudno

kiś n a m n i e z e r k a , w i ę c m a m się n a baczności... t r w a m
t a osoba

natury

—

jed­

głupoty.

s t r o j u , a b y w i e d z i e ć j a k się zachować. O t o patrzę, a j a ­
milczeniu. Raptem

do siebie

oczekiwać.

36 l a t . U w a ż a m ,

ich

wzroku,

bliżej..."

po

od

Po

a po­

do z r o z u m i e n i a , p o n i e w a ż

określać, j a k i e są r y s y

dobrego

mną,

n i e m ę c z y ł nas.

Obserwując,

czy

bo

ruchy

Odczuwaliśmy

już n i e c o

niepożądanych

rozwagi

te

ludzkiego

twarz.

pokoleń.

ludźmi

ludzi

unika

ze

p. M a l i n o w s k i —• zbliżenie

ludzkich nie

doświadczeń

i

t o i zapamiętałem.

rozmowę

że

A więc przez poznanie
jak

„zerkania",

oczy,

ulgę, b o sposób r o z m o w y

nymi

śpiąco,

czyjeś

D l a c z e g o ? b o poznaliśmy siebie

przez

(...)

już

stwierdziłem

prze­

co

w

t e n nawiązał

klęski. J a k

bezmyślnej,

konfliktu

wyczuwać
twarzy

nieważ

siły, r y ­

czyjejś

totalnej

m a o n a sposób
się

r o z m a w i a ł e m z n i m n i e patrząc w

W
„gęby"

a n i widzi?

unikając

mięśni

prze­

smutny

wymaga

człowiek

dzie

filo­

że

wpatrywania

już samoobroną. Z a u w a ż y ł e m

chwili

przy-

tej

czynić?

się

Powinniśmy
układu

zapewne

są

Zauważyłem,

znosi

możemy

przetrwać — l u d z i o m , n a r o d o m ,

n i e poznajesz

pobudzić —

jest

nieuchronnie prowadzi
skali

działać? C o

„Czy

życie,

doświadczenia. W a l k a

zyka. M i m i k r a

więc

przez

życiowego

innym.
nie

Żad­

z o f i i m i m i k r y , głoszonej p r z e z człowieka z t r u d e m
dzierającego

—

przed

siebie,

widzenia

t o ! " Nauczenie

słyszy

powtarzając

żołnierz

jest właśnie c e l e m

takie

i

dokładnie

Tak

co m a nastąpić

szerokiego

sposób

zaleca

widzi

godziny

h a r t u j e się. C z y

ludzkich.

jaki

wzmacnia

f r o n t a l n y m nie przyspasabie

Przyspasabia,

W

Autor

jednocześnie

jednocześnie

robi

zdarzeniem",

rzeniem

To

i

a

się

uczucie

ktoś

uczucie

na

określeniu

siebie

„Jeżeli

rzeczy,

wisko,

w

przeżywa

skoro
co

ma

może,

obrazy

nawyku, wie

musi

być

znaleźć
by

dobrze,

iż

wypowiedziana
społeczny

zapropagować

rezo­
swoje

i s t o t n e — zwrócić n a siebie

�uwagę. Chodzi
w

do różnych

instytucji,

której t r z y m a n a p i s a n e

Po

rozmowie

ze

mną

o sobie
i

był

redakcji, z

artykuły

dokumentacji

zadowolny,

że

prac

bardzo

demia

Nauk

się n i m zainteresowała. A r g u m e n t

aż

Polska

t y c h m i a s t w y k o r z y s t a ł , sugerując w K a t e d r z e
bie

i na Polonistyce
prace

dotąd

stawę w

miał

w

spotkanie

prelekcję.

z

widzami

w

Obrazy

pokazuje

często

w

Stołecznym

wydaje

czycieli

—

w

Ochrzczona
jest

w

czasie

Domu

technice
Na

który

Ciągle

by

wbrew

wy­

Nauczyciela.

W

indywidualną . T o m i k i
5

Klubu

małej

Literatów

poligrafii.

jak

i

pierwszej

Nau­

Tom

poprzednie,
stronie

„Są t o w i e r s z e

nie umie

coś

chodzić

VI

wydany

umieścił

frag­

poprawiał

w

napisane przez

obojętnie

pod

czło­

słońcem.

l u d z i a c h , przestrzegał

ich

n i m s a m y m r a t o w a ł . W i e r s z e reagujące n i e m a l

prędko

i

żywo

j a k gazeta".

uważa zaś, że „ A u t o r w i d o c z n i e
nia,

wygłosił

zbiorowych

o swoich pracach poetyckich. Oto np. Ta­

C h u d y pisze:

wieka,

wy­

Kultury

którego

na

Kultury

członek

przerażeniem,

opinii

deusz

tak

jako

150 e g z A

menty

i

—

indywidualną

przez Wydział

1981 r . miał t a m także w y s t a w ę
poezji

Psychologii

j e g o dziełu i oso­

Pruszkowie

1979 г., z o r g a n i z o w a n ą

stawach

Aka­

ten na­

mnóstwo

obserwacji,

Kazimierz

ma wiele

złotych

banalne.

Czasem

Czytając

wchodzimy

kluczy

Mówimy:

n i u chce

wśród

w

który

sentencji
i

mo­

prawdy

zadziwień.

zastanawia,

szaleństwo, m a n i a ,

się dodać, a nuż w

powiedze­

wyraża

zawisłości

świat,

Rzewuski

do

myśli,

r a l n y c h . Czasem mówi rzeczy oczywiste,

miewa.

ale po

zdu­

przeczyta­

t y m szaleństwie

jest

me­

toda".
O tak. Metoda
Malinowskiego.

W

wierszach

mówi

o

świecie,

r o d z i n i e , o s p r a w a c h które go poruszają. W
o znaczeniu poznania m i m i k i w
Zawsze ważna

jest

ale

n i e nadmierną.

dla niego

takie",

choć

sporych
scen

n p . luźna

historycznych,
się

z

Nie

tylko

tło. O g r a n i c z a

twarzy,

miny, wyrazu. Twarz
wydobyta

w

obrazku,

nicza

się

również

do

w

t y m do

znaku

tej

miny

olejne

obrazy

ilustruje

oderwanej

frapują

czasem własnej,

W
dzić

chęć

czają

zdają

sze

od w y k o n y w a n y c h

opracowanie

Sam

Ciekawe,
Władysława
(...)

Gdzie i n ­

syntezę,

ogra­
Do­

„jako

takiej"

do

konkretnej

postaci.

Te

zaś

Dziesiątki i n ­

próbą

uchwycenia

ф

(napisał

marsz,

gra

w

wzory.

i c h 10), s t a r a się

hymn —

na

nie w y k r a ­

A n i gorsze, a n i l e p ­

audycjach

radiowych

skrzypcach,

melodii powierza

monizował A d a m

wyrazu.

silnie

o p t y m i z m u , dać l u d z i o m radość, p o b u ­

konwencjonalne

popularnej.

synteza

się n a t y m t l e s t u d i a m i

czasem

życia. W a l c z y k ,

poza

Na

najmocniej.

utworach muzycznych
nastrój

najważniejszej.

najważniejszych.

t y l k o typowości w y r a z u , gestu.
wyrazić

sceny

nieważnej,

miny

od

mnie

i

go

jakąś

elementów

o

obchodzą

j a k pięść. M u s k u ł y

uogólnienia

(rysunków, t e m p e r )

twarzy,

Nie

kwintesencja

który

chodzi

nych

przestrzeni

„jako

pejzaży,

mimiczne

idei.

uwa­

świadczy

kwiatów,

się do s p r a w y

tle, w

—

m a ją

malarstwo

Szewczenki

jego

pustym

dziej,

go

maluje

niemal

zaznaczone,

treść. F o r m a

portrety

wykładem

sobie,

n a formę z w r a c a

bawi

kopia

możliwościach.

wiążące
detale,

Nie

o

obrazach

k o n t a k t a c h międzyludz­

t y l k o przybliżać l u d z i o m . D l a t e g o
gę,

N i e , n i e są w i e r s z e p i s a n e „sobie a m u z o m " , o b o ­
jętne, w y m y ś l o n e , triumfujące z r ę c z n y m c h w y t e m l i ­
t e r a c k i m , nieoczekiwaną metaforą. Córka, ból o j c a , w o j ­
na... C z y t a m s t r o f y n i e r ó w n e , p r z e j m u j ą c e .
— T a t u s i u , co c i jest...
A ja zauważyłem w j e j oczach
pierwsze i s k i e r k i obłędu.
Usłyszałem d a w n y w a r k o t samolotów,
u j r z a ł e m w a l ą c e się ściany,
p a l ą c y się f o s f o r i t y n k i . . .
C h w y c i ł e m c ó r k ę w objęcia...
Jak to dobrze n i c nie mówić,
t y l k o wtulić w t e n okręt
z przerażonym sterem
w ramiona wielkoluda
i z a w i e ź ć go
do normalnej przystani.
Lecą p t a k i — h o r y z o n t y o t w a r t e ,
wiatr hula w przestrzeni
jak myśl swobodna,
a j a s k u p i o n y patrzę n a w a r g i l e k a r z a
— Córka c i e r p i n a z a b u r z e n i a
osobowości po jakimś przeżytym
przerażeniu —
a więc pozostaje n a m
chodzenie po szalach w a g i —
w dół i w g ó r ę , d ł u g o
d o d w u t y s i ę c z n e g o (...) »

j e s t n a p e w n o . C a ł y d o m , całe t o m u ­

z e u m — l a b o r a t o r i u m k o n s e k w e n t n i e wyraża myśli p a n a

kich.

k r o k i twego oczekiwania.
Któż n i e zna marzeń rodziców
i u p o r c z y w y c h .snów o w i e l k o ś c i ,
k i e d y i c h wyobraźnia zgarnia
w s z y s t k i e z a w o d y świata
p o t o , b y dać j e
własnemu d z i e c k u .
P t a k , który opuszcza
gniazdo
n i e u m i e a b e c a d ł a . (...)

magisterskie.

Jak
oraz

b y poświęcono

(.,)

fotograficznej

swych

U.W.

teczką

i wzmianki.

akordeonie,

ale

R o d z i n a bez d z i e c i
t o d u ż y p o k ó j bez krzeseł.
N i e usiądziesz
a t y l k o echo odbija

jest więc

forma

jemu samemu:
trzeba

ubrać w

nasz

czytelnik

nikowi, a
chodzić

po w y g o d n y c h

woli

łatwiznę

żeby

zapisać w a ż n ą

wiersza

„Myśli

Sztuczne

uczuć

jest

bez

wewnętrzny
i

jest

domaga

tor

swój

7

precyzuje
wzmocnie­

cieszy

ubie­

szczerością

wyczuwać.

Szczerze

piszę,

to

która

pisania —

zgodny

ze

mę­
wier­

świat

napiera

figur metrycznych

o n jest

Komentarz,

zrobić,

i nie

dla

myśli,

lubi

się, a l e

pożądane. G d y

żarliwej

P r o s z ę n i e ganić m e g o s t y l u

(...)

kończy a u ­

sposobem

po­

z m y s ł o w e g o . Jeśli c h o d z i o treść, t o ją można

brać n a w e t

z gazety, t y l k o trzeba

j e j nadać b i e g

mowy

n a s z e j p s y c h i k i ! " J e d n a k złożoność p s y c h i k i l u d z k i e j n a j ­
lepiej
jące,

oddać
to

może

które

my

więc

m a l a r s t w o . Oczywiście

otacza

średnią p r z y c z y n ą

nas

w

tym

mojego zainteresowania.

wiązać w

jedną całość stokilkanaście

Wróćmy

pozwala

więc

ludzkiego

zrozumieć

do początku

gospodarza.

i przejmujące

stawie

Z

malarstwa

zamysł

i na k o ­

autora, po­

„ilustracji".
w

płyną

słowa,

właśnie

o

któremu

można

najłatwiej

głośnika
dzięki

bezpo­

t e j r e l a c j i . Jesteśmy

zależnością m i ę d z y r u c h a m i

ciała a m i m i k ą , miną t w a r z y . Jeżeli n a p o d ­

zachowania

się

i

mimiki

j a k i m n a s t r o j u jest w

danej

znaczy

Umiejętność

bardzo

wiele.

żenia się d o s i e b i e

jednostek

ną

W

i

jest

Skoncentruj­

n a n i m uwagę. N a t y m m a l a r s t w i e
który

pokoju

przedstawia­

domu,

mentarzu,

m u z y k o m . Większość h a r ­
wiersze

rytmu

żarliwie

n i e m a czasu n a b u d o w a n i e

strzegania

trudzić

rymowanie

czy p r o z a

(...) G d y
się

czytel­

naturą

i spłyca, i m a ł o

tę szczerość l u b i

rymów.

i podać

formie

ciągłe

bardzo

sobą, t o w i e r s z

i czytelnik

piszemy

znaczeniu

są

pięknej

zastosowanie

a k c e n t u słownego

r a m wiersz

naszych

większość). J a k to

sza, k i e d y r y m ciągnie m y ś l
nia

Oddaj­

po

przeklętą

ścieżkach. L u b i

myśl w

tę myśl. N a t o m i a s t

pisane

swą

(przynajmniej

czyć c z y t e l n i k a ?

dla autora?

j a k i e krążą

słowa
ze

ukazać t o „(...) co n a z y w a m y

dojrzałe

Malinowskiego:

głos

głowach,

muzyki

Suzin.

czasem

Czym
my

(...)

praktyczną".

potrafimy

określić

w

c h w i l i t e n człowiek, t o już
odpowiedniego

l u d z k i c h j e s t sprawą

t y m momencie

zbli­
waż­

pan Malinowski

23?

�238

�wyciąga
.,Dla

rękę, w s k a z u j e

przykładu

kolejnie.

Ilustrują

one

J.). T o

ojciec
Po

stwierdza,

jedna

że

obrazów

poematu

fragment

kochający

nieszczęśliwy.

o których będzie

sześć

treść

(którego

przerażeniem
A.

obrazy

obejrzymy

pt.

z

Ochrzczona

cytowałem

wyżej

s w e córki staje

p r z e t r w a n i u ciężkiego
nich

jest

rozkraczają

nogi,

niszczą

sprzęty

Na

obrazie

dziecka,

na

płaczą,

bardzo

okresu

wojny,

poważnie

chora. Jak

2

3 —

niał

wiadomość

sobie

wojny
nięte

zęby.

Werdykt
nadzieję

zmrużone

pogoda...

wydany

zaufanie.

nego.

Wyleczona

perspektywę
przyjaźnie.
pogodne.
Obraz

Lubimy

w

a druga

( i l . 4). N i e s t e t y

braja

obie. Dostają

że

obie

nie

mają

II.

(i. Ochrzczona

jego

obrazie

Jedna

i

budzi
lekarz

lękliwie

splatają
twarze
w

się
mieć

sercu.

p o d tytułem

Giloty­

z partyzantek

drze­

bezpieczeń­

karabin wroga
szczęście

przerażeniem
wojny,
w y m . 39 X 29,5 c m

zwyciężyć
cydują

ma

usta

s t r a c h , drugą

się

uciec,

przestrzeń
w

ale

pomiędzy

wąskie,

jakby

s t r a c h rządzi.

zasznurowane

muszą

Z

ogarnął

sięga p o nią, b y później

umie

z nich

już

s t r a c h ( i l . 5). Ręka

ściąć ją n a g i l o t y n i e .

Zdrajca,

terka,

wdzięku

melduję

jest

wroga

j e , g i n i e z rąk p a r t y z a n t ó w . Ocalała
kobiecego,

de­

dwumetrową

który w y d a ł
pełna

prze­

więzienia

przeskoczyć

domami. Pierwsza

p o w i e t r z u , drugą

Obraz

swój

boha­
powrót

roz­

powiedzieć,

13 pełen g r o z y , ktoś s p o d kół pociągu

wydostać

dziecko.

haterki

świadczy

zawisła

w

Układ
o

nóg

wielkim

i rąk, i całego
napięciu

jej

usiłuje

ciała

woli.

bo­

Jakby

powietrzu.

W p o d o b n y m n a s t r o j u z n a j d u j e się b o h a t e r z o b r a z u
14. T o ktoś, co usiłuje w i e l k ą szybę rozbić s a m y m
Można

przypuszczać
—

tazji

A.

( t u nasz

J . ) , że

a u t o r puszcza

człowiek

mający

sobą.

wodze

silniej

fan­

działające

zmysły, c z y m o ż e jakieś z m y s ł y p o d w ó j n e , n p . p o d w ó j n y
nos,

podwójne

oczy,

słuch

nie

byłby

zmuszany

przez

życie do t a k s t r a s z n y c h s y t u a c j i .

rodzin­

traci

się do w i ę z i e n i a . Można
ale

5,

szczęścia

pilnuje jej

wycelowany

szczęścia,

postać.

Zamyślony

maszerować,

n a straży

ojciec

zaciś­

ludzkie

poemat

Jedna

m i l c z e n i e m , d r u g a lękiem o t w a r t e . Pierwsza

Przypom­

J e g o n a t c h n i o n a postać

Ręce

ona wyjaśnia.

stwa

4: t a k

się l u d z i e z nadzieją

7 d o 12 ilustrują

postawa,

koniec

nieśmiało

takt

od­

Prawdziwy

to obraz

się

obraz

szeptał p r z e z
na

haterek.

zaginięciu

( i l . 6).

kurczy

lekarza,

6 —

cieszy

T a k zachowują

lesie

Obraz

do z d r o w i a .

d o m u chorego.
Obraz

—

prawdy

przestrzenną.

Też wiele
w

przez

o

Drugi

dziecka

dzieci

tej

woli

u k r y t e w nas s a m y c h . Z w r ó ć m y u w a g ę n a m i n y t y c h b o ­

do j e d n o s t k i .
się

oczy, d e s p e r a c k a

bombardowania.

p o w r o t u chorej

budzi

mie

zaginionej.

Odkrycie

jest p r z y j a c i e l e m

na.

powrót

t o są nasze c h o r e

swej

się,

mieszkanie.
dowiadują

o chorobie

wojenne

wbrew

rodzice

trzeci — anielska

przyjął

Zachowują

o d siebie. Załamują

później

i demolują

s t r a s z a , odstraszają
a obraz

a

—

się

zachowują się l u d z i e u d e r z e n i nieszczęściem?
się różnie, ale z a w s z e zaczynają

mowa:

oznaczonych

W

j a k i sposób m o g l i b y ś m y e w e n t u a l n i e p o d w o i ć czy

potroić siłę w i d z e n i a
przy

pomocy

nianie
ciele

siły

czy słyszenia? M o ż e w

zastrzyków,
mięśni.

i silniejsze

ale obecnie

Sport

to

działanie

zdrowie,

pisarzu",

który

a

wyrywa

złą

na

trzech

twarzach

( i l . 7). T r z y

osoby

—

w

wzmac­
zdrowym

Bergmanie,
duszę

ażeby pozostawić lepszą. M o ż e taką lepszą
my

przyszłości

przez

zmysłów".

N a s t ę p u j e opowieść o I n g m a r z e
kim

—

namalowanych

trzy

„szwedz­

człowiekowi,
duszę

na

ujrzy­

obrazie

m i m i k i , t r z y różne

20

sytuacje.

bywa

często

Najbardziej

cierpi fizycznie

olej/płyta

pilśń.,

I I . 7. Ciężar

i mimika,
f r a g m . t r y p t y k u n r 20, olej/płyta
pilśń., w y m . 37 X 28,5 c m

ten na

dole,

najmniej ten

239

�U góry. U k ł a d y
różne

nastroje

zmarszczek
tych

(na dole) l e p i e j

na twarzach

osób. T e g o

charakteryzują

najbardziej

t e r a z n i e rozdrażniać

jeszcze

C z ł o w i e k p o w i n i e n zauważać u i n n e g o

bardziej.

człowieka na

t w a r z y różne l i n i e nastrojów. (...) O c z y l u d z i muszą

oglą­

dać oczy

inne­

go

i n n y c h ludzi, wyczuwać

słuchu.

wzroku

Zmysły

i słuchu

są

naszymi

powinniśmy

nadsłuchiwanie
przyjaciółmi.

wznosić

Zmysłom

kolumny

pamię­

ci".
żyć w

nie

słyszymy

naukę, j a k t o t r z e b a

z g o d z i e ze s w y m i zmysłami. K i e r o w a n e

przez

naszą

wolę,

ucho

i

p r z e d s t r a s z n y m i nałogami —
w

siebie,

musi

mieszkanie,

ażeby

nałogowo

autor, poczem,

pomiędzy

Wyzbywa

się

się

na wodzie
giną w
I

człowieka

następny

obraz.

d w u ludzkich twarzy.

ginie

i powstaje,

jego

19. T o

fantazja.

Tak

jak

„Jednocześnie

ich

powstają

i

widzieć

i

z

której

słyszeć,

ale

rozwoju

człowieka!"

Bezpośrednio

nie w
po

swój

cierpień

silnego

Spróbujmy

przećwiczyć

obrazki

twarze
myślań
Na

Jak

—

nas

n p . zbliżyć
okazać

się

swoje

język".

jak
do

uczesania
Obrazy

poszcze­
przysz­

życzliwym,

sposób

pięknego

się".
ludzi uduchowionych.

„ B y ć m o ż e n i e są s y m p a t y c z n i , jacyś z a p a t r z e n i

li.

240

8. K o s m o n a u t a ,

olej/płyta

14

obrazie

uduchowionych?
znaleźć

tematy

się bez

z

dwie

ich roz­
konfliktu.

44 w s p ó l n e o p ł a k i w a n i e kogoś j e s t p r z y ­

bo t w a r z e

(jak

odpowiedniej

przedstawia

zbliżone m o ż e obeszłoby

przy

płaczących mają

śmiechu)

bardziej

zaokrą­

p o l i c z k i . Współczujemy

płaczącym, płacząc s a m i . Z b l i ż a m y
Oglądanie

pierwsze

pokoju

się d o s i e b i e

w

sie­

pilśń., w y m . 38,5X29,5 c m

(sali

g o s p o d a r z ) kończy d e m o n s t r a c j a
(nie

chcą

maszerować,

zamknięte),
pionowa),

oszusta

na

osiągnięć

—

W
wiedzę

li.

A

typów:

ich krok

intensywnie

więc

nastro­

jest

coś

—

jak

mówi

ludzi smutnych

niepewny,

patrzących

(ręce p o k o r n e , z d z i w i o n a

dłonie

(postawa

pozycja

i d l a odprężenia

gło­
wido­

piękne d o m y i m i a s t a — i szczyt l u d z k i c h
lot w

kosmos.

nauty, bohatera nowej

następne przedstawiają

żon­

rozpoznawać

w

ludzi

Ilustracja

ki przyjemne:

nawet

sobie

rąk

uduchowienie, by

i p r a k t y c z n e u b r a n i e samego
czy

należy

się d o n i c h

„niemały w p ł y w g u s t o w n e
berecik

w

postrzegania

ruchy

k p i a r z a i myśliciela. „ G d y b y

były

jemniejsze
glone

uczą

l u d z i , a b y zbliżyć

w y , statyczność układu ciała) —

lekki

kontakt z

równoważyć

uczucia i silnego

u s p o s o b i e n i u . Otóż m a n a t o

Jakiś

nawiązując

kto umie

pogodnym

siebie.

w

Dalsze
nastroje

ręce.

t y m stwier­

d z e n i u następuje r a d a p r a k t y c z n a — j a k być
przyjaznym,

s p o k o j n i e (...). M u s i przeżyć

jami".

wyrastają

gólnych m o m e n t a c h , lecz c h r o n i c z n i e . T o w i e l k a
łość

odbi­

ślad

t a k ślady m i m i k i

Głowa

zewnętrznego.

twarzy

ślady

w

nad

glera".

wspólny

zależności o d n a s t r o j u c z ł o w i e k a " .

znów

d w a żywioły:

nimi

a wyrazem
„Więc

te

m u rzeczy. Czy m a
konklu­

wśród

j e g o o k a też s z y b k i e j a k b ł y s k a w i c a .

Szczęśliwy

„trzeba

zależność

źle

zbolałej „ C z ł o w i e k
siedzących

głębokich

Oto:

wyjaśnić

się

A o t o żongler. „ R z u c a d o góry 6 p r z e d m i o t ó w i s z y b ­
k o j e łapie. R u c h y

chwili.

klucz

1

ból".

czło­

na

t w a r d z i , nieustępliwi '.

t w a r z osoby

czułby

rzeką, w y p o c z y w a j ą c y c h

zapatrzeniem

klucznikiem? Nie!" —

a b y dokładniej

nastrojem

demonstruje

i

nastroju

swoje

zamykać

nie rozkradziono

być n a z i e m i w i e c z n y m

jających

pijaństwem,

rozsąd­

człowieka

kłódkami, z a s u w a m i , r y g l a m i . „ T o

który

duje

o k o , ochronią

myśl

z b y t n i m s t r a c h e m o r z e c z y doczesne. O t o p o ­

stać z a r z u c o n a
wiek

rozwijać

z zasadami,

I I . 13 p r z e d s t a w i a
takim

otoczeniem.
Dalej

i

b i e , ale są to l u d z i e

obciążonego

drugim

pokoju,

o

trzeba

sobie

9. Patrol,

A

więc

wizerunek

kosmo­

e p o k i ( i l . 8).
z

dużym

nabywać

stołem,
przez

widzimy,

gruntowne

olej/płótno, w y m . 3 7 , 8 X 2 8

cm

że
stu­

1967 r .

�W o j s k o jest d o b r e n a w s z y s t k o , zdaje się m ó w i ć
obrazek na i l . 9 pierwszy n a m a l o w a n y przez p. M a ­
l i n o w s k i e g o , w 1967 r . W o j s k o w a l c z y z przyrodą, n a ł o ­
giem, niezdyscyplinowaniem i lenistwem, a przede wszy­
s t k i m b r o n i ojczyzny.

II.

10. Moi

krewni,

olej/płyta

pilśń., w y m . 39 X 28 c m

d i a . W t y m c e l u k o n i e c z n y jest n a świecie pokój ( z a t k a ­
n i e dłonią l u f y a r m a t n i e j ) . I n d y w i d u a l n e w y s i ł k i , a b y
p r z e z w y c i ę ż y ć niedoskonałość „dają w i e l e , a l e n i e t y l e ,
co z o r g a n i z o w a n a a k c j a oświaty, doskonała i s y s t e m a ­
tyczna".

II.

1 1 . Historia

uczuć

w mimice,
66 X 75 c m

olejj/płótno,

wym.

Następuje s e k w e n c j a o d z i e d z i c z e n i u , a w i ę c p r z e ­
k a z y w a n i u n a b y t y c h cech przyszłym p o k o l e n i o m . D l a ­
tego n a i l . 10 w i d a ć wspólny m i a n o w n i k w t w a r z a c h
t r z e c h pokoleń.
Z n ó w g a l e r i a t y p ó w . K a ż d y człowiek m a w ł a s n y
w y r a z p s y c h i c z n y . B a ! p o w i a d a a u t o r „ n a w e t koń p o ­
s i a d a swoją mądrą fizjonomię psychiczną".
N a i l . 11 w i d a ć t w a r z e : myślącą, cierpiącą, t w a r z
b a d a c z a , c z ł o w i e k a płaczącego, ironiczną, drwiącą, uś­
miechniętą i śmiejącą się. T r z e b a umieć p o z n a w a ć n a ­
s t r o j e , układ z m a r s z c z e k i mięśni, p r z y g l ą d a ć się. T o k o ­
n i e c z n e „ b o przecież c z ł o w i e k c z ł o w i e k o w i też rzeźbi t w a r z " .
O s o b i s t e doświadczenia a u t o r a , co i r a z dają znać
0 sobie. O t o w i ę c o b r a z k o w a opowieść o r o l i d z i a d u n i a
( i l . 16—18) ilustrująca treść n a p i s a n e g o u t w o r u . „ D z i a dziuś o d g r y w a
niemałą rolę
w wychowaniu
dzieci.
Kształtuje o d p o w i e d n i o c h a r a k t e r d z i e c k a (...) b r o n i go
p r z e d straszną g ł o w ą z a r a z y , p r z e d p o r y w a c z a m i d z i e c i ,
przed
w y r a f i n o w a n y m terrorystą
współczesnej
epoki,
przed s t r a s z n y m i s k u t k a m i w o j e n . W n u k w y c z u j e życz­
l i w e b i c i e serca d z i a d z i a — w y c h o w a w c y i z a w i e s i m u
na m a r y n a r c e Złoty K r z y ż Dobrego w p ł y w u
Wycho­
wawczego".
N a zakończenie seansu p a n M a l i n o w s k i p r o p o n u j e
t a k i e ćwiczenia: „ P o s t a r a j się w s k u p i e n i u upodobnić
swoją twarzą do j e d n e j z t w a r z y w y s t a w i o n e j w t e j
i z b i e . T o z n a c z y upodobnić swoją minę i z a c h o w a n i e się
1 określić w przybliżeniu s w ó j nastrój p o każdej z m i a n i e
o b s e r w o w a n e j o s o b y . N a l e ż y brać p o d u w a g ę sposób
p a t r z e n i a sposób z a m y k a n i a u s t , m a r s z c z e n i a czoła i w
j a k i e j p o z y c j i z n a j d u j e się g ł o w a i s z y j a osoby z r y ­
s u n k u " . Następnie każde przyjrzeć się g r u p i e 12 o b r a ­
zów, określić nastrój każdej z p r z e d s t a w i o n y c h osób
i o d p o w i e d z i e ć w j a k i sposób należałoby zbliżyć się d o
n i e j . Jeśli się tego n a u c z y m y , b a r d z i e j będziemy s i e b i e
szanować. N i e będziemy w i ę c strzelać do k o n d u k t u p o ­
g r z e b o w e g o , a n i używać d z i e c i do różnych r o z g r y w e k
między s t a r s z y m i . N i e będą ginąć żołnierze, i „ludzie
n i e będą w n i e z g o d z i e r o z r y w a ć n a c z t e r y s t r o n y świata
w y g o d n e g o m a t e r a c a z i e m s k i e g o , zamieniając się w k o ­
n i e r o b o c z e " — co p r z e d s t a w i a i l u s t r a c j a .
K o n i e c . P a n M a l i n o w s k i uśmiecha się, p y t a o w r a ­
żenia. Jest p e w n y s w y c h r a c j i , a l e p r z e c i e ż chciałby
usłyszeć i c h p o t w i e r d z e n i e . P o k a z u j e s w ó j d o r o b e k p i ­
s a r s k i . M a ł y , n i e p o z o r n y , w n i e c o już w y t a r t y m u b r a ­
n i u . . . śmieszny? N i e , n i e śmieszny. Żadna p a s j a l u d z k a
n i e jest śmieszna. Zwłaszcza g d y w y n i k a z a u t e n t y c z ­
n e j p o t r z e b y , g d y staje się c i ę ż a r e m i w y z w o l e n i e m ,
g d y w y r a ż a osobowość człowieka. Oczywiście, t a k n a
z i m n o , z d a l e k i e j p e r s p e k t y w y , można p o w i e d z i e ć o t y m ,
co zrobił: n a i w n e , można zganić b r a k p r e c y z j i myśli,
p o m i e s z a n i e p r z y c z y n ze s k u t k a m i , u p r o s z c z e n i a i o d ­
k r y w a n i e p r a w d b a n a l n y c h . Można, a l e t a k i e podejście
s c i e n t y c z n e p r z e d e w s z y s t k i m o g r a n i c z y nas s a m y c h . W
doświadczeniu M a l i n o w s k i e g o w a ż n a jest d l a m n i e jego
p o s t a w a , j e g o e m o c j o n a l n y sposób r e a k c j i n a zło n a ­
szego świata. M i m o , a p o części i dzięki „ n a i w n o ś c i "
s t a j e m y się b o g a t s i , słysząc w y w o d y a u t o r a , oglądając
j e g o p r a c e i chłonąc atmosferę tego d o m k u :
mamy
b o w i e m do c z y n i e n i a z ludzką pasją z c z ł o w i e k i e m d o ­
b r y m , o g a r n i ę t y m w o l ą zbliżenia l u d z i i rozładowania
k o n f l i k t ó w . P r z y t y m dociekliwość i r z e c z y w i s t y , w i e l o ­
s t r o n n y t a l e n t W ł a d y s ł a w a M a l i n o w s k i e g o każe n a m za­
dumać się n a d m o ż l i w o ś c i a m i t w ó r c z y m i , k t ó r e t k w i ą w
człowieku, n i e zawsze rozwinięte, n i e z a w s z e s z k o l o n e .
241

T

�II.

12. Pyszalkowaty

bezwzględny,

olej/płyta

pilśń., w y m . 29 X 40,5 c m

�II,

14. Pogodni,

olej/płyta

pilśń., w y m . 28 X 40 c m

��19

"V» »
5

•fi.
&gt;" / . i

' ш^к&amp;егиг » л * '
i'ft!*' ^A ' / » Д Sr
&gt;J-.';7

фе

1//

-

-'j?
fie /?!'/*/*,
1

»,w w

- *-irvj'
,

il't?egro,'. V
- ' i ,'»/

&gt;w

11 an- i
't w, #Д&gt; «

J - A T /г

«5
••-V-

:

19.

i

4

" " ^ M &lt; # ' V T Ż

20.
w a

Malinom

245

4

�P R Z Y P I S Y

U r . 28.10.1909 r . w e w s i C i e l a k o w o , k . N i e ś w i e ż a
( o b e c n i e Z S R R ) , ojciec K o n s t a n t y był b u c h a l t e r e m w
s t a r o s t w i e . W r a z z r o d z i c a m i i r o d z e ń s t w e m (5 dzieci)
przyjechał w 1917 r . d o P o l s k i . S k o ń c z y ł średnią Szkołę
Rolniczą w Ż y r o w i c a c h (1932), p o c z e m p r a c o w a ł j a k o
t e c h n i k r o l n y w majątku n a P o d l a s i u . Z d e c y d o w a ł się
j e d n a k n a dalszą naukę. P r z y j e c h a ł d o W a r s z a w y , c h o ­
dził n a W s z e c h n i c ę Polską, m a t u r ę zdał w 1935 r . R o z ­
począł, j a k o w o l n y słuchacz, s t u d i a n a w y d z i a l e f i l o l o g i i
p o l s k i e j U . W . W czasie o k u p a c j i p r z e b y w a ł w P r u ż a n a c h
u o j c a i p r a c o w a ł t a m j a k o n a u c z y c i e l , p o t e m został
w y w i e z i o n y n a r o b o t y do N a d r e n i i . Ożenił się w 1943 r .
Z a r a z p o w o j n i e wrócił do k r a j u , pracował w G r y f i ­
nie, poczem podjął r e g u l a r n e studia, n a j p i e r w n a u n i ­
w e r s y t e c i e łódzkim, później w a r s z a w s k i m . P o l o n i s t y k ę
ukończył u p r o f . Z . J a k u b o w s k i e g o w 1957 r . O d t e g o
c z a s u u c z y w P r u s z k o w i e . O d 1970 r . j e s t n a e m e r y t u ­
r z e . W 1975 r . o t r z y m a ł „ Z ł o t y K r z y ż Z a s ł u g i " .
1

Pisze w i e r s z e , u t w o r y m u z y c z n e i m a l u j e ( m n i e j
w i ę c e j o d 1967 г.). N a u c z y ł się s a m grać n a s k r z y p c a c h
i a k o r d e o n i e . J e g o 10 u t w o r ó w m u z y c z n y c h z a r e j e s t r o ­
w a n o w Z a i k s i e . N a k u r s a c h o r g . p r z e z K u r a t o r i u m uczył
się p r o w a d z e n i a zajęć m u z y c z n y c h i uzyskał u p r a w n i e ­
n i a . W y d a ł 6 t o m i k ó w p o e z j i , m a w rękopisie d r a m a t ,
powieść kryminalną, w i e r s z e i prozę.
* W ł a d y s ł a w M a l i n o w s k i , członek K l u b u L i t e r a t ó w
N a u c z y c i e l i . Poezje,
t . I , Stołeczny D o m K u l t u r y N a u ­
c z y c i e l a , (bez d a t y ) . T y t u ł w i e r s z a Niepokój
wzwyż

II. 21. Fragment

P o n a d t o p. M a l i n o w s k i jest a u t o r e m h y m n u Szko­
ły n r 215 w W a r s z a w i e .
A b y w y r a ź n i e w y e k s p l i k o w a ć s w e myśli, z a p e w n e
w o b a w i e , że w z d e n e r w o w a n i u m o ż e je n i e p r e c y z y j n i e
w y r a z i ć , p . M a l i n o w s k i napisał t e k s t wyjaśniający, n a ­
z w a n y „ k o m e n t a r z e m " i p o w i e l i ł go. Pisząc t e n artykuł
korzystałem z a r ó w n o z tego t e k s t u j a k też i k o m e n t a r z
n a g r a n e g o n a taśmę i p u s z c z a n e g o w czasie oglądania
o b r a z ó w o r a z z w y p o w i e d z i w czasie n a s z y c h r o z m ó w
W 1974 w z i ą ł udział w ogólnopolskim k o n k u r s i e
plastycznym p.n. „Mój region w ХХХ-leciu P R L " . O t r z y ­
mał wyróżnienie.
Zaczął w y s t a w i a ć tuż p o w o j n i e . R y s o w a ł w ó w c z a s
k a r y k a t u r y i w ł a ś n i e j e w y s t a w i ł w 1946 r . w czasie
p o b y t u w G r y f i n i e (zachował się afisz w y s t a w y w T o v.
Muzyczno-Literackim „Promień").
P i e r w s z y t o m p o e z j i , Strzały niewolnika,
z własny­
m i r y s u n k a m i , w y d a ł w 1939 г., nakładem F . H o e s i e c k a
W rękopisie m a p. M a l i n o w s k i w i e l e u t w o r ó w l i t e ­
r a c k i c h oraz j e d e n „synkretyczny", b o w i e m n a każdej
s t r o n i e znajdują się r y s u n e k P r u s z k o w a , t w a r z z o d ­
p o w i e d n i m wyrazem, nuty, kolejny odcinek
powieści
k r y m i n a l n e j , w i e r s z , powieść r y s u n k o w a ( v i d e i l . 30, 31)
J e d e n z w i e r s z y nagrał H e n r y k B o u k o ł o w s k i i a u ­
t o r chętnie p u s z c z a s w y m gościom tę taśmę. P o m i j a j ą c
z n a k o m i t e w y k o n a n i e , t r z e b a przyznać, że w i e r s z w c i ą ­
ga, słuchałem go z dużym z a i n t e r e s o w a n i e m .
Z t o m u O c f i r j c s o m / przerażeniem,
W a r s z a w a b.d
(Poezje,
t. V I ) .
3

4

5

0

7

8

mieszkania Władysława

Fot.: j . Swiderski

246

Malinowskiego

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5969" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5949">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/293eed00ebe95055e18b0e4a19aa10ca.pdf</src>
        <authentication>8792b20dec546786ce3dda90fff696e1</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71228">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3350</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71229">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71230">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71231">
                <text>Poglądy Zalipianek na sztukę / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71232">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.19-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71233">
                <text>Jackowska, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71234">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71235">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71236">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71237">
                <text>Aleksandra Jackowska

POGLĄDY ZALIPIANEK NA SZTUKĘ )
l

„ M a l o w a n i e to d l a m n i e największa przyjemność, n a j l e p s z e l e k a r s t w o .
M n i e choćby i karę d a l i , to i t a k b y m coś

ubazgraia"
Stefania

Łączyńska

z Zalipia

Z i l i p i o położono jest

w pjhiooaoj

k o l o r e m . A p ó ź n i e j t u j u ż z a c z ę l i i k o l o r o w o m a l o w a ć . (2)

części w o j . t a r n o w s k i e g o ,

v

w w i d i a c h Wisły i D u n a j c a , n a t z w . Powiślu Dąbrowskim. W po.

Dawniej

wszechnoj

białe giergony.

ś w i a d o m o ś c i m a l o w a n i e d o m ó w k o j a r z y się z Z a l i p i o m .

I c h o c i a ż t a k ż e w i n n y c h r e g i o n a c h z d o b i się d o m y

malowidłami,

t o n a t y m t e r e n i e s p o t y k a się s z c z e g ó l n i e r o z w i n i ę t e
dekoracji

malarskiej

nętrznych.
Po

zarówno

ścian

wewnętrznych

przyciesie,

a na t y m

(9)

już zabielało i robiło t a k i e g o

zew­

kwiateezka,

to

ptaszeczka,

żabeczki. D a w n i e j m a l o w a l i s a d z a m i , a j a k chcieli czerwo­
nego tośmy sobie utłukły cegły. A później t o znów Ż y d k i

2

I

się n a c z a r n o

N a j p r z ó d m a l o w a ł o się s a d z a m i n a c z e l u ś c i u , t o się z a w s z e

przykłady
jak i

malowało

wojnie

światowej

nasilające

się p r o c e s y

się h a n d l e m z a j m o w a l i , b o z u p e ł n i e i n n y u s t r ó j ż y c i a b y ł . . .

urbanizacji

w s i o d b i ł y się t a k ż e n a P o w i ś l u D ą b r o w s k i m . M a l o w a n o
c h o c i a ż w c i ą ż j e s z c z e z w y c z a j t e n u t r z y m y w a ł się dość

Oni

mniej,

przynosili

farby,

co

się

mlekiem

rozrabiało.

M a m a m n i e uczyła... O n a zupełnie inaczej

szeroko.

(15)

malowała, t a k

D o p i e r o w czasie o s t a t n i e j w o j n y nastąpiły z d e c y d o w a n e z m i a n y

j a k d a w n i e j , t z n . t a k i e p r o s t e , dłuższe, a l b o t a k i e w kółku

n a gorsze i b y ć może t r a d y c j a

kwiatki... Potem

całkowicie, g d y b y
zainteresowania
nych

nie opieka

Zalipiem

i miłośników

malowanych

domów

zanikłaby

ze s t r o n y w ł a d z , i n s t y t u c j i

ludowej

sztuki.

Po

pierwszych

b u k i e t y się r o b i . K o l o r y t e ż b y y &gt; a l &gt; n i e t a k i e j a k t o r ,z,

kultural­

b o się r o b i ł o f a r b ą w p r o s z k u , a n i c p l a k a t o w ą . S a m o m y ś m y

ków Państwowego I n s t y t u t u B a d a n i a S z t u k i L u d o w e j i M u z e u m
Etnograficznego

w

Krakowie,

w

rok

później

kańców

Zalipia,

najlepszych

umiejących

zdobić

swe

zorganizowano

wszystkich

domy

ł

robiły pędzelki.

badaniach

p o n e t r a e y j n y c h , p r o w a d z o n y c h w 1946 i 1947 r . przez p r a c o w n i ­

k o n k u r s , którego zadaniom była a k t y w i z a c j a

i

miesz­

wyróżnienie

m a l a r e k . K o n k u r s odegrał poważną rolę w

Dawniejsze

z P o w i ś l a (a z w ł a s z c z a z Z a l i p i a ) z y s k u j ą o g ó l n o k r a j o w ą

sławę,
twór­

czości. Już w niedługim czasie p o k o n k u r s i e w s a m y m

nia „mniej

w

innych

wsiach

koło

wypowiedziach

jest

współczesnemu.

malarek

powtarzają

się

określe­

nieformiste":

t o przeważnie

t y c h kółek.

To

duże i k o l o r o w e .

(7)

Dawniej

takie

kółka

nie były

były mniej

rysowali.

takie

ukształtowane

Gwiazdka

bukiety jak

teraz,

te gałązki, a n a tej

gałązce było t a k i e kółko, serduszko t a k i e n i e f o r m i s t e . (21)

Zalipiu

powiślańskich.

przeciwstawiane

ukształtowane,

Dawniej

Dawniej

l i c z b a p o l i c h r o m o w a n y c h d o m ó w wzrosła z 30 d o 120. P o d o b n e
zaobserwowano

malowanie

wykonania. W

podtrzy­

k t ó r a z k o l e i stała się k o l e j n y m b o d ź c e m r o z w o j u l u d o w e j

(1)

T o c o s t a r e , d a w n e , k o j a r z y się z p r o s t o t ą w z o r u , n i e u d o l n o ś c i ą

m a n i u ginącej już t r a d y c j i . P o c z ą w s z y o d togo czasu m a l o w a n k i

zjawisko

t o j u ż się u l e p s z a ł o . T e r a z t a k i e piękn&lt;-

dowody

n a d m a l a r k a m i i liczno

malowali

więcej

cane p o całej ścianie.

3

pojedyncze

kwiaty,

porozrzu­

(19)

D a w n i e j m a l o w a ł o się p r o s t o : k o l o , d z i u r k a w t e m i t o b y ł
Malowanki
tradycję.

tego regionu

Odkrył je w

Malowanki

ludowe

mają

swoją

już

1905 r. Władysław

w Powiślu

blisko

100-letnią

Hiekel. W
który

Dąbrowskim,

kwiatek.

artykule

Mama

opublikował

powałę,

talerze."

kredens,

okna,

okiennice,

kaflowiec,

a

j a k teraz.

rzadkie,

proste

(24)

patyki

takie

nawet

prostszo

cinnemu.

wzory,

zygzaki

t a k b y m p o w i e d z i a ł a , że p o

dzie­

(6)

4

Dziś

Z a t e m doskonało w i d o c z n a jest o p o z y c j a
w

Zdipiu nikt

natomiast przekazywana

nie

pamięta

Hickla,

zachowała

się

z pokolenia n a pokolenie wiedza o t y m ,

m a l o w a n k i , prosto i stylizowano,
nane

po

dziecinnemu".

j a k m a l o w a ł o się d a w n i e j . S t o s o w a n o w ó w c z a s n a t u r a l n e b a r w n i k i

niewprawnie

i malowano

sformułowania

znają

dobieranych

kwiaty

Jeszcze d a w n i e j , t o więcej m a l o w a l i t a k i e p a c k i i

r z e , już t o w p r o s t n a ścianie p r z y o z d a b i a j ą c co t y l k o j e s t w i z b i e ,
więc

nie było
takie

i o g i m y . A t e r a z , t o j u ż się i n n e k w i a t y m a l u j e . (9)

w 1905 r. w „ L u d z i e " pisał: „ D z i e w c z ę t a malują już t o n a p a p i e ­
a

Kolorów

malowała

najczęściej

jeszcze

dziś n i k t

nawet

prawie

tylko dwoma

sposoby

k o l o r a m i . Starsze

robienia

już z n i c h n i e

farb

malarki

i pędzelków,

choć

korzysta.

N a s a m y m p o c z ą t k u m a l o w a n i a t o jeszcze n i e było t a k i c h
kolorów, t y l k o m a l o w a l i w a p n e m
bielonym
rom.

domio

malowali

jakieś

na sadzy albo
zygzaki

Alo

oprócz

komponowania

większych

całości.

cze, a p o t e m

na

coraz

większe

pierwszymi,
się

te

dłuższe

same

łodygi).

technicznych

w

tu

nieumiejętność

także

o

N a początku malowałam t a k i e mniejsze

kolo­

t o m a l o w a l i t a k , ż e b r a ł o się z p o ł a t a k i e j

(z c e g ł y ) i t y m m a l o w a l i . N a

malowaniu

kwiaty,

i grubsze.

pojedyn­

(4)

J a k e m d o szkoły ehodziła t o m sobie w d o m u piec

żółtej

wała

wapnem,

czeluściu o d

takie

pieca

okrągłe

wzory,

n a czeluściu,

białym

w

bardzo

takie

tiulipany.

brzydkie. J a k pierwszy

„packi"

czarno.

D o m j a k b y ł o b i e l o n y t o się s t r o i ł o w z y g z a k i , t e ż j e d n y m

to było,

wymalo­

to to

było

r a z się m a l u j e , t o

takie
zrobić,

o g o n ó w , a n i k o l o r ó w p o z a d a w a ć . T e r a z t o j u ż ł a d n i e sił
k w i a t k i wycienio wane,

t o się m a l o w a ł o

Nieładnie

p r o s t e ł o d y g i się s t a w i a , p ą c z k ó w n i e p o t r a f i ł a m

(4)

Dawniej

umiejętności

z

M a l o w a ł a m p o j e d y n c z e k w i a t y , a p ó ź n i e j już b u k i e t y . (1)

m a l o w a l i z kolei białym
liście.

bywają

Powtarzają

pojedynczo,

chodzi

g l i n k i , t o t y m się b i e l i ł o , b o n i e b y ł o w a p n a . F a r b y s o b i e
utarły

kwiaty,

kwiatów,

(1)

Dawniej

pracami.

poszczególnych

na po­

innym

braku

Dawne
„wyko­

Utożsamiano

wykonanymi
(prosto

dawno — nowe.

u w a ż a się o b e c n i e z a

W

czasach

Hickla

na

w y kraszone.

Powiślu

(12)

Dąbrowskim

przy

malowaniu

p o s ł u g i w a n o się t a k ż e s t e m p l a m i , w y c i n a n o j o n o ż e m w ś w i e ż y m
buraku

pastewnym

l u b z i e m n i a k u , a farbę

nanoszono

palcom

29
I

�b o o d s z a b l o n u się n i e d a . J a k e m t a k n a p r ę ż o n a d o m a l o ­
w a n i a i si

położę, t o t a k obmyślam, żeby jeden k w i a t n i e

b y ł p o d o b n y d o d r u g i e g o , żeby mieć inaczej niż koleżanka.
(12)
Inne malarki

twierdzą, że n i e posługują

robią żadnych

się s z a b l o n a m i , że n i e

szkiców.

N i c z e g o n i e r o b i ę na. p a p i e r z e .

J t , k wchodzę do

pobielo­

nego m i e s z k a n i a i m a m malować, t o dopiero w t e d y zaczy­
nam

sobie

myśleć.

(9)

S z k i c ó w n i e r o b i ę . T o się r o b i p r o s t o o d r ę k i ... ( 1 1 )
W

o g ó l e n i e r o b i ę ż a d n y c h s z k i c ó w . Ja., g d y s i a d a m

malowania, to dopiero
to

jeszcze

Jak

potrzeba

oo będzie

nie w i e m

mam

farby

obmyślam. G d y r o z m b i a m

gotowe,

to

malowane.
już

mogę

do

farbę,

(13)
malować.

m i żadnych szablonów, a n i wycinków,

Nie

o d ręki

m a l u j ę . A k w i a t y m i się ś n i ł y n i e r a z , t a k i e ł a d n e , ż y w e .
A l e t a k , ż e b y j a j e r o b i ł a t o n i e , b o j a j o r o b i ę ze

swojej

w y o b r a ź n i , a n i e t a k i e j a k i e o n e są n a p o l u . ( 1 7 )
Zdzisław

Szewczyk

przytacza

zabawno

zdarzenie:

„postacie

l u d z k i e n i e są ł a t w e d o w y k o n a n i a d l a m a l a r e k , k t ó r y c h
wprawiona
Kosmiak
żyła

jest
z

do

braku

własne

motywów

roślinnych.

jakiegokolwiek

dziecko

Dlatego

wzorca

(do

do a r k u s z a i odrysowała

Felicja

odbicia)

przyło­

kontury.

Ponie­

waż niemowlę miało podwinięte n o g i n a m a l o w a n y
wyglądał j a k b y tańczył

zbójnickiego."

W i e l e u w a g i m a l a r k i poświęcają
gdy obserwuje

„krakowiak"

5

d o b i e r a n i u kolorów,

Janina K r u k

n p . mówi

„Ja

własne

t o t a k pasuję k o l o r y ,

ż e z a w s z e m i się w i d z i , ż e r ó ż z n i e b i e s k i m n a j b a r d z i e j
a

czerwony

choć

się j e p r z y p r a c y m a się w r a ż e n i e , ż e w y b ó r n a ­

s t ę p u j e a u t o m a t y c z n i e . A j e d n a , k ka,żda z n i c h m a s w o j e
preferencje.

ręka

też

z różowym."

D l a Stefanii Łączyńskicj

odbija,

zaś:

„Nie­

z a p o m i n a j k i t o piękny k w i a t u s z e k jest, t o j a go wszędzie b y m
I I . 1. „ D a w n i e j m a l o w a ł o się n a c z a r n o p r z y c i c s i c , a, n a t y m
biało
giergony".
Obora
Marii
Misterki z
Samocic,
1981

chciała w ł ą c z y ć , b o t o k o c h a n y k w i a t u s z e k , a l e o n już n i e daje
takiego u r o k u , j a k t e n niebieski kolor, j a k d a j m y n a t o różowy,
czerwony, czy n a w e t żółty —
bo t o zazdrość miało

lub

też

przez

zamoczenie

w

niej

wzornika. Stempelki

do w y k o n y w a n i a odcisków, wzorów g e o m e t r y c z n y c h
w ó w roślinnych. Często u ż y w a n o i c h d o o d b i j a n i a
kwiatków i listków, do których
i inne elementy.
„patrony"

Stosowano

czyli

Wykonywano

szablony

je

z

papieru

U b

moty­

pojedynczych

później

łodygi

też, w celu ułatwienia sobie

pracy,

z

domalowT/wano

służyły

wyciętymi
pakowego,

konturami
kartonu

lub

C o d o j e d n e g o Z a l i p i a n k i są z g o d n e —
k a c h p o w i n n y być żywe, jaskrawe. W
i

chyba

wej,

dlatego

niechętnie
Lubią

malarki, mimo
i rzadko

(Komisja),

żoby

Szablony
żeby

okresie

międzywojennym

p a t r o n y n a użytek

w ykorzystywa.no
T

zatracić

malowano

wrażenie

do

mniej

bezpośrednio

przez

nie.

pomalowane

wg

dawnych

już t e r a z t a k n i e l u b i m y , l u b i m y n a k o l o r o w o . (11)

wojnie

t o ładne, żywo

k o l o r y mają

i nic

są n i e d o b r o , słabo k o l o r y są. W

tych

(14)

zdolniejszo

malarki

pomysłowych

sąsiadek.

z a g r a n i c z n y c h t a k i ładny jest różowy, n i e b i e s k i , b i s k u p i ,

ołówkiem,

t a k ładnie odbijają. U nas n i e m a różowego, t r z e b a mieszać

zaznaczania

posługiwania

było

tektury.

T e r a z t o są t e m p e r y ,

W

Komisji konkurso­

wracają.

wzorów i jeszcze, żeby było t y l k o d w o m a k o l o r a m i . M y t o

pełzną.

wykonywały

malowan­

wzorów.

zostały w p r o w a d z o n e
światowej.

kolory w

d a w n y c h tego n i e było

postulatów

do nich

R o z a l i a S k o w r o n z Z a l i p i a twierdziła, że „ f o r e m k i z w y k r ą c k a m i "
przez zakonnice zaraz po pierwszej

choć m y d a w n i e j gardziły ż ó ł t y m ,

oznaczać."

się

wzorów"
patronom,

Zalipianki z

bądź

To polskie farby

u ż

biały

mieszanymi

i b o r d o , a l e t o już n i e t o . (4)

Drogie

są

te

farby,

ale

najlepsze

to

zagraniczne.

(2)

m a d a r k i , któro zachowały

tra­

u c z u c i a m i wspominają szablony. Mówią o nich raczej n i . c h e m i o :
N a początku znaczyłam sobie d z i u r k i w papierze, żel.у t o
wszystko

r a z e m b y ł o r ó w n e . J a k m i się u p r z y k r z y ł o t o k

robić, t o maczałam palce w f a r b i e i t a k e m wkładała w to
dziurki.

(12)

Dawniej

to

jeszcze

formy

się

robiło,

takie

punkty

na

papierze, żeby o n miał układ równy, a k w i a t e k , j a k k t o
sobie

ułożył.

(21)

I

używanie

Tallens).

farb

Obecnie

najlepszych

najmodniejsze

b a r d z i e j się „ o d b i j a j ą "
i

zagraniczne,

firm

zagranicznych

są f a r b y

(Rownoy,

f l u o r i soci o y j n o .

t y m lepsze. A i pędzle muszą b y ć

najlepiej

z

borsuczego

Z a l i p i a n k i lubią z a t e m j i s k r a w e k o l o r y , t a k i e j a k i c h
do

swych

malowanek.

Pyfali.m czy takie

kolory

z głowy.

być ono w c i e m n y c h , s p o k o j n y c h k o l o r a c h . Większość
ustrzygę

używają

równi ż

bardziej

(18)

podobają

Tm

dobro

włosia.

n a k w i a t y i o d m a l o w y w a ć , a p o t e m t o już s a m e m u t a k .
W c h o d z ę do p o k o j u i już będę m a l o w a ć , t o sobie

naj­

i m się n a u b r a n i a , o k r . z a l o s i ę , ż e p o w i n n y
malarek

d e k l a r o w a ł a , żc n a s u k i e n k i i płaszcze n a j o d p o w i e d n i * j s z y
brąz,

i

t a k i c h u b r a ń o d p o w i e d z i a ł y , ż e n i e w i e l e l u b w c a l e , co w i ę c e j

powycinam
górą.

sobie
A

dziurki,

kwiatki

t a k , żeby

m i pasek

równo

t o już t r z e b a malować o d ręki.

prawie

beż,

kolor

wszystkie

popielaty.
ubrane

Jednak

były

zapytano,

jaskrawo.

czy

mają

jest

t a k i p a p i e r , ułożę sobie j a k i k w i a t e k , w j a k i e j odległości
szedł

20

patrzeć

się n a P o w i ś l u

sposób m a l o w a n i a , z a r ó w n o jeśli c h o d z i o m o t y w y j o k

i t e c h n i k i , t o r e s z t a poszła z b i e g i e m c z a s u — m a r z e n n n . k ; żdoj
jest

W s z y s t k o o d ręki maluję bez żadnych szablonów. W glow io
się o b m y ś l a . . . T o t y l k o n a p o c z ą t k u t r z e b a b y ł o

choć zdarzają

dycyjny

dużo
—

�Ja

najbardziej

lubię

taki

różowy

biskupi,

najjaśniejsze

Mojo

i n f o r m a t o r k i zdają

ich upodobaniach

się n i e z a u w a ż a ć r ó ż n i c , k t ó r e

k o l o r y . N a j j a ś n i e j s z e , z n a c z y się j a s k r a w e , o s t r e j a k m ó w i ą .

w

N a u b r a n i e bardziej smutniejsze, poważniejsze. N a s u k n i e ,

między s w y m i obecnymi

t o n i e l u b i ę o s t r e g o . J a k j u ż się c z ł o w i e k n a p a t r z y n a t e

Jak

Kraków

estetycznych.

Mówią

a dawnymi

więc

o

zaszły

różnicach

malowidłami.

n a s objął t o m y s t a r a l i się, ż e b y b y ł o j a k

k w i a t y , t o wolę n a u b r a n i e brąz, p o p i e l a t y ( i n f o r m a t o r k a

najładniej.

ubrana n a czerwono).

Już m y zmieniły t o m a l o w a n i e , b a r d z i e j n a podobieństwo

(5)

R ó ż o w y m lubię malować... N a u b r a n i e d l a m n i e lubię beżo­

kwiatów.

w y , choć m i n i e p a s u j e . W

bardziej

o d c i e n i u brązowe —

lubię. ( I n f o r m a t o r k a m a n a sobio
kę).
Ja

jaskrawo

te k o l o r y

zieloną

Jest
kolory

jasno,

t a k i e różowe, żółte, zielone.

A

dawniej

prosto.

takio

były

kółeczka,

ząbki,

ulepszone

to, a dawniej

to wszystkie

kwiaty

u b r a n i o , t o w i e l g a różnica — t o najładniejsze czarne. T a k

nie nachylało j a k teraz.

T e r a z l e p i e j m a l u j ę , t e r a z k w i a t k i są b a r d z i e j

(8)

wano, ozdobniejszo,
—

takich

najwięcej

w

Dawniej

moich

zupełnie

(12)

a dawniej prosto były.
inaczej

było. Teraz

więcej

k o l o r y są i t a k i e p i ę k n e b u k i e t y m a l u j e s i ę . (2)

starsza j e s t e m . C z y m a m dużo t a k i c h ubrań ? N i e , nie m a m ,

Dziś każdy lepiej wzoruje,

ale

farb.

Z

kolorów

(9)

najbardziej

lubię

czerwony...

a

na

Toraz

kolorze).

nione.

(10)

dobierane

bardziej z myślą, z k o l o r a m i

(5)

Dawniej

ubranie

b r ą z o w y . ( I n f o r m a t o r k a m a t y l k o jedną sukienkę w t y m

wycienio-

(16)

k w i a t a c h . N a u b r a n i e lubię c i e m n o k o l o r y : brąz, b o już
t a k i ładny.

były

p r o s t e , d o g ó r y , n i e b y ł y t a k i e r o z g a ł ę z i o n e . N i c się t a k

Na

b y m c h c i a ł a się u b i e r a ć , a l e n i e m a m w o a l e d u ż o c z a r n y c h .
Biało, różowe, niebieskie

takie

(26)

T e r a z m a l u j e się b a r d z i e j a r t j ^ s t y c z n i e , b a r d z i e j d o k ł a d n i e .

bluz-

(7)
lubię

(17)

to

mniej

te kolory

się

cieniowało,

ładniejsze

i

prostsze

malowanie

było.

jest

(10)

uszlachet­

(8)

N i e b i e s k i k o l o r lubię, najżywszy czerwony, zielony i żółty.
A

na ubranie wszystko

robiłabym

w brąz, bardzo

lubię

Z

przytoczonych

wypowiedzi

nieodparcie

brąz. ( I n f o r m a t o r k a u b r a n a w czerwoną bluzkę, a n a t o

m a l a r k i są p r z e ś w i a d c z o n e , iż d a w n i e j

zielony

malować,

f a r t u c h ) . (12)

dopiero

obecnie

i c h praco

wynika

wniosek,

po prostu nie

są

że

potrafiły

„artystyczne"

i

oczy­

K o l o r y lubię s p o k o j n i e j s z o : pomarańcza, róż, t o już t r o c h u

wiście ładniejsze. C h a r a k t e r y s t y c z n e j e s t , że p r z e z a r t y z m r o z u ­

z a j a s k r a w e . R o b i ę t o , b o t o się l u d z i o m p o d o b a . A l e t a k i e

mie

blado różowe i niebieskie wolę. G d y b y to t y l k o d l a m n i e

„bardziej n a podobieństwo

samej
teraz

było, t o b y m słabsze k o l o r y dawała. N a
lubię

taka kawa

z mlekiem,

brąz, c i e m n a

się b a r d z o

dokładne

wycieniowanie

i ozdobne

malowanie

występuje

określenie

kwiatów".

ubranie
zieleń.

( I n f o r m a t o r k a u b r a n a jest w j a s k r a w o żółty sweter).

(21)

W

wypowiedziaoh

Zalipianek

często

„ d a w n i e j " . M a o n o parę znaczeń. R a z c h o d z i o odległą przeszłość,

Z d a n i e m Z a l i p i a n e k w okresie p o w o j e n n y m m a l o w a n k i zmieniły

o początki m a l o w a n e k

się b a r d z o

m a t e k czy babek. I n n y m razem „ d a w n i e j " oznacza przed

i t o z p a r u p o w o d ó w . Są t o : w p r o w a d z e n i e

nowych

n a Powiślu, o c z y m

słyszały o d

swoich
wojną

farb; zmiana kolorystyki;rozbudowanie kompozycji kwiatowyoh;

l u b b e z p o ś r e d n i o p o w o j n i e . W t e d y b o w i e m z m i e n i ł a się s y t u a c j a

zmiana

w Z a l i p i u . Z e z w y k ł y c h m a l a r e k w i e j s k i c h s t a ł y się o n e a r t y s t ­

techniki

Przyczyniło

(szablony,
się

do

pędzle).

tego

także

zainterosowanie

Zalipiem,

a w z w i ą z k u z t y m c h ę ć p o k a z a n i a się o d j a k n a j l e p s z e j

strony.

kami.

Zainteresowano

się

nimi,

„zaliczono"

do

sztuki

ludo­

wej.

I I . 2. „ D a w n i e j b y ł y u m i e j u f o r m o w a n o t o gałązki, a n a t e j gałązce było t a k i e kółko, serduszko t a k i e n i e f o r m i s t e " . M a l o w a n k a , 43 X 30
c m , ze z b i o r u H i c k l a , w y k . H e l e n a B o r u s o w a z Z a l i p i a ; i l . 3 . „ D a w n i e j m a l o w a ł o się p r o s t o : k ó ł k o , d z i u r k a w t o m i t o b y l k w i a t e k . "
M a l o w a n k a , 43 x 33 c m , w y k . Z o f i a K a c z ó w k a w l a t a c h t r z y d z i e s t y c h

21
1

�dająca
a

forma

nawet

zdobnictwa

ostatnio

Przed

konkursami

przyozdobienia,
konkursami
żeby

po I I wojnie

zaczęła

ludzie

mniej

to każdy

ładniej,

światowej nie

zanikła,

ożywiać.

a j a k weszły

dają,

było

się

tak

malowali,

raczej

dła

k o n k u r s y , że coś za

patrzy,

więcej

żeby

była

kwiatów,

tymi

nagroda,

urozmaicone

p o d w ó r k o , z t e g o p o w o d u j e s t dużo ładniej. (13)
K o n k u r s p r z y c i ą g a , b o t o c o r o k u , k t o ś się t y m i n t e r e s u j e .
J a k k o n k u r s u n i e m a , n i k t się, t y m n i e i n t e r e s u j e , t o j u ż
t a k słabnie.

(5)

G d y b y n i e było konkursów z pewnością t y l e b y n i e m a l o ­
w a ł o k o b i e t , a zwłaszcza n i e o d ś w i e ż a ł y b y co r o k u . M a ­
larki,

które

przystępują

do

konkursu

muszą

co

roku

zdzierać farbę, bielić i o d n o w a malować. U m n i e
ze

3 — 4 l a t a , ale one muszą, b o K o m i s j a

we.

patrzy

postoi
na no­

(8)

... G d y b y

n i e k o n k u r s y , t o n i e o d m a l o w a ł a b y m co r o k u ,

b o b y m i się w i d z i a ł o , że t e n k w i a t e k m o ż e z o s t a ć , t a m t e n .
A t e r a z t y l k o n a k o n k u r s się m a l u j e . ( 1 2 )
Gdyby

n i e było konkursów, t o b y m malowała, ale t y l k o

w j e d n y m m i e s z k a n i u d l a swojej
tak

dużo n i e malowała

gdyby

(...)

te k o n k u r s y nie były

z

b y m powiedziała,

wynagrodzeniem,

s z t u k a w ogóle b y n i e istniała.
S a m e k o n k u r s y , j a k zwracają

przyjemności. Już b y m

nawet

to

że
ta

(13)

n a t o uwagę informatorzy,

mają

j e d n a k przede w s z y s t k i m oharakter prestiżowy. Korzyści m a t e r i a l ­
n e są z n i c h n i e w i e l k i e l u b w r ę c z
Odnowienie

I I . 4 . M a l o w a n k a ze z b i o r u H i o k l a , 4 3 x 33 c m

i malowanie

żadne.

kosztuje

7.000

z l t a k , że

jeśli

się n a w e t d o s t a n i e p i e r w s z ą n a g r o d ę ( 2 . 0 0 0 z l ) t o t o ż a d e n
zarobek.
Żeby

Jedynie

odnowić

dla satysfakcji.

(23)

t o znaczy pobielić,odmalować

t o t r z e b a m n i e j więcej 500 zł a n a g r o d y

jedną

wynoszą

izbę,

2.000zł

(1)
J a k się d o b r z e w y m a l u j e t o się d o s t a n i e p i e r w s z ą n a g r o d ę ,
to dadzą

2.000 zł, a p r z y g o t o w a n i e

do konkursu

więcej

zabiera, bo trzeba d w a razy wybielić i pomalować, a f a r b y
M a l o w a ł a m p r a w i e o d dziecka,, t y l e że d o s z t u k i
nie należałam.
Dawniej

matowano

Z
od formy,

ale k i e d y

nastała

l u d o w a , t o już zaczęto malować o d ręki.
Jesteśmy

zarejestrowane

w

Krakowie,

sztuka

(25)
Lublinie

i

tam

w y m i , że r o b i m y d l a C e p e l i i .
sztuka

ludowa

w

świecie

jest

i popierana. I państwo t o popiera. I dlatego

uznawana
rozwija

się

wiejskich.

Ona to wszystko

fussem

założyli

przewodniczącą
to

zł)

i

zdecydowanie

malarek

tj.

artystów

założyła. O b y d w o j e

wszystko

do

kupy

po

z

Rein-

wojnie.

(12)

Jeszcze p r z e d wojną Z a l i p i a n k i przystrajały i z b y , malowały d l a
siebie, d l a najbliższego otoczenia.

przewyższają

Prawie

w każdym d o m u była

mają

wysokie

rolnicze.

(do

Malowanie

s t a ł o się z a t e m r z e c z ą opła,calną, n a w e t j e ś l i k o r z y ś c i m a t e r i a l n e
w w i e k u p r z e d e m e r y t a l n y m n i c są z b y t d u ż e , a p o d s t e . w ą u t r z y ­
tury

stanowią

główny

czynnik podtrzymywania,

z

roku

n a r o k liczbę

uczestników

1 9 7 7 r . b r a ł o u d z i a ł 57 o s ó b , 1 9 7 8 —

emery­

a nawet

w o j u t e j twórczości. W e d ł u g n i c h t e m u też należy
wzrastającą

t a k a s z t u k a u n a s . (10)
była

badań w y n i k a , że i s t o t n e z n a c z e n i e

e m e r y t u r y d l a t w ó r c ó w l u d o w y c h , k t ó r e są b a r d z o

m a n i a pozostaje n a d a l r o l n i c t w o . Z d a n i e m informatorów

(1)

całym

Curyłowa

(11)

przeprowadzonych

8.000

m a m y l e g i t y m a c j e , że jesteśmy i c h p r a c o w n i k a m i państwo­
Teraz

są d r o g i e .

ludowej

(2)

roz­

przypisywać

konkursu.

6 1 , 1979 —

(W

66). Przystę­

p u j ą d o k o n k u r s u m a l a r k i , k t ó r e d o p i e r o n a u c z y ł y się m a l o w a ć ,
bądź

t a k i e , które potrafiły

malować

udziału w k o n k u r s a c h , traktując
dla

wdasnych

potrzeb

i

wcześniej, lecz n i e

twórczość malarską

brały

ubocznie,

przyjemności.

która potrafiła malować. P o d p a t r y w a ł y swe

matki,

Teraz

s i o s t r y i s a m e z a c z y n a ł y malowa,ó, b ę d ą c jeszcze m a ł y m i

dziew­

wyższe niż rolnicze. J a k w p r o w a d z i l i te r e n t y , t o

nawet

kilka

nawet

dziewczyna,
czynkami.
w

Spośród

24 m o i c h

rozmówczyń

większość

zaczynała

Malowałam prawie

od dziecka.

o d przedszkola.

nie malowały.

t e r e n t y , b o są o

do malowania. Przedtem

wiele

(10)

J e s z c z e n a t e r e n t y t o d u ż o k o b i e t z m o b i l i z o w a ł o się d o

(2)

malowania.

(3)

Maluję o d małego dziecka.

pociągają

k o b i e t przystąpiło

d l a siebie

dzieciństwie.
Maluję

t o dużo k o b i e t

J a k t o powstało, t o m a l a r k i

dostają

renty,

t o k a ż d y c h c e n a starość dostać parę g r o s z y . T a k p r z y b y ł o

(1С)

S p o t y k a ł a m co p r a w d a k o b i e t y któro m ó w i ł y , że d o p i e r o w d o j r z a ­

m a l a r e k przez te r e n t y .

ł y m w i e k u w z i ę ł y się z a p ę d z e l , a l e są t o w y p a d k i r z a d k i e ,

To

zda­

malowanie

t o się

pieniądze

biorą,

t o r z y m a związek z względami

t o i s a m e z a c z ę ł y m a l o w a ć . . . T e r e n t y są w y s o k i e .

Jedno

to

dużo

jest

takich,

co

renty, bo t o ich t a k podnieca,

Gdyby

zaczęły
że

malować

na

te

n a co ktoś m a brać,

6 0 0 0 zł dostają, i n n e 8 0 0 0 zł. T o p i e n i ą d z o dostają, a r o l n i ­
c z e r e n t y są b a r d z o s k r o m n e . ( 6 )

a o n e n i e , t o się w p i s u j ą d o k o n k u r s ó w , m ł o d e c z y s t a ­

Co s m y k a l k a , t o s m y k a l k a , ale teraz p e w n o

re.

niądze,

(16)

nio konkursy i imie

formy

e m e r y t u r y dla, t w ó r c ó w l u d o w y c h )

opieki
Zalipie

państwa

(nagrody,

zapewne nie byłoby

t y m . , c z y m jest d z i s i a j . N a j p i e r w k o n k u r s y sprawiły, że t a p o d u p a -

22

że t a k i e

r e n t . J a k się

kobiety

Teraz

n a starsze,

tylko tych

r z a j ą c e się p r z e w a ż n i e d o p i e r o o s t a t n i o , c o j a k t w i e r d z ą i n f o r m a ­
komercyjnymi.

pochapily

(4)

trzyma

bo

to

wszystko

w y m a l u j e , t o zapłacą.

To

jest

płatne

g r a dużą

na
rołę.

to o te pie­

starość.
To

Teraz

lepsze

niż

zamiłowanie, niż w s z y s t k o . P a n i w i e j a k i e t o zamiłowanie
za d a r m o ? N o p e w n e że j e s t , ale n i e za duże. (24)

�Z a l i p i a n k i podkreślają j e d n a k , że s z t u k a m a l o w a n i a jest j a k b y

Malowanie to wymaga

w r o d z o n a . M a l u j e co p r a w d a d u ż o k o b i e t , a l e k a ż d a s a m a d o s z ł a

M n i e w s z y s t k o j e d n o gdzie maluję, ozy jest ktoś czy n i e .

drogą

N i e p o t r z e b u j ę ż a d n e g o s k u p i e n i a . (9)

długicli treningów

matek

j a k nakładać

do obecnych

efektów.

k o l o r y , j a k i e stosować

Uczyły

farby,

ale

się

od

bogato

Malowanie

nie

jedynie

wymaga

czasu.(11)

żadnego

skupienia. Siada

k o m p o z y c j o k w i e t n e są i c h własną. za,sługą. T r z e b a m i e ć d o t e g o

i maluje k w i a t k i . N i c m i nie przeszkadza.

t a l e n t i zamiłowanie —

Najlepiej

mówią.

M a m a m n i e n i e uczyła, t y l k o m o ż e t a chęć stąd

poszła.

J a k j e s t m a l o w a n i e , t o j u ż w s z y s t k o o d k ł a d a się i m a l u j e .

(3)
(2)

O d n i k o g o się n i e u c z y ł a m m a l o w a ć , t y l k o t a k s a m a

od

wrodzone...

(4)

Z

taki

samouk

j a k wściekli.

początku m a l o w a ł a m naśladując

czywiście
można

ze

To malowanie to wrodzone
się

s i o s t r y , j a k dobierać

da, kiedy

znajdą

również,

a może

przede

chwilę

wolnego

czasu

są j u ż z a k o ń c z o n e .

—

trzeba

a teraz

j a k są k o n k u r s y , t o j u ż

zamówień,

domu

czasu

na

do

konkursu

malowanie

jest

malarki
zawsze

M a l u j ą w i ę c w k a ż d e j w o l n e j c h w i l i , f a r b y są z a w s z e

mają
za

też

mało.

rozłożono

choć

czasem

i i n n o zwierzęta

n i e są

Ja

je po p r o s t u

o d niczego

odrobione,

widzę.

—

tylko takie z

głowy.

(1)

(2)

(3)
malujewa

co

są p o d o b n e

czasem

do

takich

łące i o g r o d z i e , ale c z a s e m się w y m a l u j e t a k i e g o

na

kwiatka

co d o n i c z e g o p o d o b n y n i e j e s t , a l e ł a d n y . (15)
ale

5. M a l a r s t w o M a r i i M i s t o r k i z S a m e c i c

Zalipianki

uważają,

że

ich

m a l o w a n k i są

zupełnie

inne.

K a ż d a wieś — i c h z d a n i e m — m a r ó ż n y s t y l , n a w e t każda m a l a r k a
m a sweSj i n d y w i d u a l n y s p o s ó b m a l o w a n i a t a k , ż e b e z t r u d u
jak

czekają.

II.

ptaki

W i n n y c h w s i a c h n a P o w i ś l u D ą b r o w s k i m t e ż m a l u j e się k w i a t y ,

w s z y s t k o rzucać i robić n a k o n k m ' s . (1)
przygotowaniom

ale

Kwiaty

kieeły b y ł

malowankach,

gadami.

wy.

wszystkim,gospodyniami,
wtedy

w

krakowiaków,

N i e p r z y g l ą d a m się k w i a t o m n a p o l u , t o b y ł y m o j e z g ł o ­

Malarki

D a w n i e j t o b y ł o w y g o d n i e z t y m , że się m a l o w a ł o

przeważają

parę

n a w e t c z y b y m się c o d o p a t r z y ł a .

m a j ą własno g o s p o d a r s t w a i o b o w i ą z k i z t y m z w i ą z a n e .
czas,

kwiaty

spotkać

N i g t l y n i e patrzę n a żywo k w i a t y k i e d y maluję, n i e w i e m

j e s t . (21)

najchętniej zimą, g d y p r a c o p o l o w e
są b o w i e m

(2)

K w i a t y t o potrafię m a l o w a ć , chociaż n i e patrzę n a ż y w e ,

(15)

k o l o r y , j a k ułożyć, ale k a ż d y m a swój a k c e n t m a l o w a n i a .
kiedy

nie wymaga.

Z a l i p i e znane jest j a k o wieś tonąca w m a l o w a n y c h k w i a t a c h . I rze­

zwane

J a się n i g d z i e n i e u c z y ł a m m a l o w a ć . J e s t e m s a m o u k
siebie,

to

N i e m a m z m ę c z e n i a z m a l o w a n i a . T o się s a m o m a l u j e . ( 1 8 )

n a s n i k t się n i e u c z y . K a , ż d y j a k o ś t o l u b i , c z u j e .

t r z e b a mieć t o zamiłowanie i d r y g .

i

sku­

się n a u c z y ć , b o t o t a k a s z t u k a z a m i ł o w a n i a , , t r o c h ę n a w e t ,

siebie, t a k gdzieś z g ł o w y . . . B o t o jest t a k i e

szereg

uspokoję

wielkiego

pienia

U

Poza

Takiego

O n a zupełnie inaczej malowała. J a n i e w i e m c z y t o można
wrodzone.

Malują

m i się m a l u j e w i e c z o r e m , k i e d y s o b i e

głowę i n i k t m i nie przeszkadza.

się

(7)

twierdzą

—

można, p o z n a ć k t o m a l o w a ł

b l i s k i e jest w c h a r a k t e r z e d a w n i e j s z y m

dane

—

kwiaty.

wzorom

23

I

�c y c h z różnych regionów, j a k o zalipiańskie wybierały t e , które
w

charakterze

najbardziej

przypominają

powiślańskie,

n i k i e m decydującym zarówno w malowance

jak i w

jest m o t y w k w i a t o w y , n a t o m i a s t w wycinance
ażur. T a k więc

do

zalipiańskieh

zaliczały

dochodzi

również

włocławskie, malowidła k u j a w s k i e . P o d o b n i e

czyn­

wycinance
jeszcze

malowanki

z haftem —

prawie

z a w s z e , g d y t y l k o p o j a w i ł y się k w i a t y , h a f t b y ł k l a s y f i k o w a n y
jako

zalipiański

nawet

choć

zdarzają

się w y p a d k i , że m a l a r k a

poprawmie podać region z którego p o c h o d z i

W ś r ó d różnych f o t o g r a f i i , któro pokazywałam
z n a j d o w a ł się d y w a n W a n d y
Przez

wszystkie

Były

przekonano

określić przez

malarki

został

zresztą,

kogo

Tyszko

że

jest

zalipiankom

z w o j . lubelskiego

on

bardzo

z

wysoko

( i l . 13).
oceniony.

Z a l i p i a , ale n i e

został w y k o n a n y .

umie

wyrób.

potrafiły

G d y dowiedziały

się, ż e

n i e j e s t o n z a l i p s k i , aż z n i e d o w i e r z a n i e m oglądały co j e s t n a p i ­
sane n a o d w r o c i u zdjęcia. M ó w i ł y o n i m :
Bardzo

ładno, j a k i e c i e k a w e !

raźnie.

(3)

Ładnie

ułożone, g r u b o , dobrze

Ładnie

malowane,

grubo

kwiatki

artystycznie,
ciekawy.
A
I I . 6. , . A d a w n i e j
bardziej
proste".

bo

roku,

gdy

To

tak wy­

się o d z n a c z a j ą .

jeszcze ładniej

i pączki.

ułożone,

niż

jest

t a k zawijane,

(18)

na Zalipiu.

malowane

układ

Same

już

tych

trochę

listków

też

(21)

Maria Cldastawa

kurczo! Trzeba

t a k i e b y ł y kółeczka, ząbki, t a k i e
„Zęby",
45x39
cm, z kolekcji
H i c k l a , 1905

Ładnie

z zachwytem

krzyknęła:

„O

jakie

piękne,

wziąć n a wzór. Te m a k i t a k i e piękno są". A

byłam

u

niej

powtórnie,

na

n i e m a l wierną kopię d y w a n u T y s z k o w e j

ścianach

po

zobaczyłam

( i l . 14). Zapytała

mnie

c z y m a m j e s z c z e t a m t ą f o t o g r a f i ę , b o c h c i a ł a się j e s z c z e p r z y j ­
rzeć. N i e była z a d o w o l o n a

z porównania, niedokładnie zapamię­

tała, j a k mówiła, i d l a t e g o
dywanu.

Miała

Malarkom

jeszcze

musiała p o s w o j e m u rozwiązać

raz

sprawiało

trudność

nie t y l k o

rozpoznanie

d a n y w y r ó b p o c h o d z i z Z a l i p i a c z y skądinąd, ale przede
M o ż n a p o z n a ć , k t ó r o z a l i p i a ń s k i e , b o t o są k w i a t y t a k i e

k i m u s t a l e n i e a u t o r s t w a . B a r d z o często c z y n i ł y t o błędnie, a n i e
z d a r z y ł o się, b y m a l a r k a rozpoznała swą własną p r a c ę , z a w s z e

niu

czerwonych

dużo.

Patrzące

—

znaczy

t a k i e b a r d z i e j słoneczne

giergony,

duże,

zagęszcze­

Kuziańskie

panie,

ze

Świebodzina,

z

Samocic

to

i n n y s p o s ó b m a l o w a n i a . K w i a t k i są i n n e i k o l o r y
dobierane.

(21)

Malowanie

zalipiańskie

różni

się

trochę

od

(23)
mają

bardziej

się

wzorują

na

sobie.

kwiaty

odróżniają

takich

się b a r d z o .

dużo m a l o w a n e ,

U

Curyłowej

Tu

inny

nakrasowane

U

t o też

Kosiarówki

Dawniej

inaksze,

malują

K a ż d a z m a l a r e k zalipiańskieh m a swój s t y l , każdą b y m

My

poznała.

Mnie

(11)

w

różnią.

Żeby

zalipiański

kwiatek.

N a i n n y c h obrazach, t o te k w i a t y p o d o b n e , ale mają

to

inaczej

ż e n a s z e m a l o w a n k i i z i n n y c h w s i się r ó ż n i ą .
poznam

dywanowo

(23)

(7)

się

jost

bardziej

układamy.

bardziej

wianek.

j a k n a materiałach

Dawniej

podoba

takie

ułożenie

w

malarki.

bukiet lub

(5)

było ładnie t o m u s i b y ć widać początek i

k w i a t k a , a n i e ż e b y się w s z y s t k o

już

ułożone.

t a k malowały

Bogato,

M a l a r e k , t o miały t a k i e małe d r o b n o k w i a t k i . T o

o b r a z k u , t a k j a k b y miało b y ć o d b i t e n a jakąś

widać,
W

Są

tego,

różnice

malowała

nawet

z

kwiatek

w

że

Domu

Kochankowa
Malarek.

To

z

Podlipia

całkiem

był

Z a l i p i u malują

ono w różnych
Powiślu.

malujemy

religijnych,

sama
z

inny. W

mówiła, j a k m y ją

wami

nie zgodzę,

bo

k o l o r a c h też

się r ó ż n i ł .

c h c i e l i wziąć n a doseń, że
j a całkiem

inaczej

maluję.

Ona

pokazywałam

i m fotografie

malowanek

występują

bukiety, szlaki

i kola.

Słowo

„obraz"

tematyka

zarazerwowane

świecka

zawarta

jest
jost

dla

przedstawień

w

„widokach",

które w Z a l i p i u n i e zyskały sobie jeszcze p r a w a b y t u , a reszta i c h

(5)

prac

z Powiśla. G d y

i wycinanek

wieńce,

całym

materię,

(3)

k w i a t y , c h o ć p r z y z n a ć t r z e b a , że

kompozycjach:

na

się

p r a k t y c e wcale Z a l i p i a n k c m n i e jest łatwo rozpoznać, które

m a l o w a n k i c z y w y c i n a n k i są z Z a l i p i a , a n a w e t

bogate

„ W i d o k ó w " a n i o b r a z ó w o t e m a t y c e r e l i g i j n e j n i e m a l u j e się n a

i n n y k w i a t e k o d naszycłi. B y ł y w s z y s t k i e j e d n a k i e , a m y
każdy

jak dywan,

bazgreczki t a k i e i każdy b u k i e t sobie.

że już n i o z a l i p s k i o , w y c i n a n k i też i n n e , i n n e l i s t k i , i n n y
(3)

zakomponowane

koniec

z l e w a ł o . (8)

i n n y s t y l . T o z K u z i a i K o s i a r ó w k i , co m a l o w a ł y w D o m u

s t y l i ułożenie mają.

to

n o już z a dużo t e g o , a j a lubię

z u m i a r e m bo j a k jedno jest n a d r u g i m t o nie m a wyglądu.
(7)

Zawsze

t a k , że aż za b a r d z o .

już m i n i e o d p o w i a d a ,

na

Curyłowej

się

(21)

t a k ładnie,

m i się p o d o b a ł o t o j e j m a l o w a n i e , a l e t e r a z

n i e j s z e , j a k b y się ś m i a ł y d o w s z y s t k i c h . ( 1 2 )

Dużo

było

C u r y ł o w e j z a w s z e m i się p o d o b a ł o , k w i a t y i d ą t a k j a k

a l e m n i e się p o d o b a .

mamy

długich o g o n a c h i p ą c z k i dają t a k i e dużo. Z K ł y ż a

pewno,

t a k i e ciężkie.

wszystko

całości

malarki.

(5)

t o p r z e w a ż n i e d u ż o o k r ą g ł y c h k w i a t ó w . N a s z e są n a j ł a d ­

A

to

upodobań

u m n i e — gęsto. N i e k t ó r z y l u d z i e m ó w i ą , że t a k i e naćkano,

Kuzio

Z

Za

ułożone.

(10)

je cieniujemy. A

symetria, r y t m i k a . Rozwiązanie

zależy j e d n a k o d indywidualnycłi

widzi,

T e n a s z e k w i a t y o d r ó ż n i a j ą się o d i n n y c h , k o l o r y
inaksze, inaczej

się b y b y ł a z a c h o w a n a

malowania

t u może więcej jedon o d drugiego

ją komuś i n n e m u .

M a l a r k i zwracają dużą u w a g ę n a k o m p o z y c j ę całości. Starają

inaczej

w i n n y c h w s i a c h , możo t o k o l o r y inaozcj dobierają,
układ mają. A

przypisywała

no całkiem i n n e .

Ł a d n e , a l e się o d r a z u o d z n a c z a j ą o d z a l i p i a ń s k i e h .

24

czy

wszyst­

patrzące,

wyraźne. A z K ł y ż a t o n p . malują b a r d z i e j w

W

boki

spróbować.

pochodzą­

to

malowanki.

Widoki
О.

nie

podobają

кгако-л i a k i , p a w i e ,

powiesiła.

(18)

m i się... t o już n i o jest
t o już

bardziej

ludowe,

ludowe.
to b y m

�Nic

znaczy

to jednak,

w ogóle

się n i e p o d o b a j ą . W

tego

zwłaszcza

—

ich. Uważają,

W

w

że w s z y s t k i m

malarkom

„widoki"

Z a l i p i u nie m a n a nie m o d y , wobec

tradycyjnych

że „ w i d o k i " b a r d z i e j

domach

—

n i e wiesza

się

pasują d o m i a s t a .

limo

malarki

zazwyczaj

nie

malują

obrazów

religijnych,

tłumacząc

to

t r u d n o ś c i a m i t e c h n i c z n y m i , b ą d ź t y m , że w Z a l i p i u

j e s t t a k a t r a d y c j a , że m a l u j e się k w i a t y .
M a t k i B o s k i e j n i e m a l o w a ł a m , b o m i się z d a j e , ż e b y m i się

W mieście t y l e aniołów n i e wieszają. W o l ą b a r d z i e j świeckie

n i e udało. (10)

różne „ w i d o k i " , a n a w s i pasują d o k o n k r e t n y c h p o m i e s z ­

Obrazów r e l i g i j n y c h nie malowałam. T u jest t a k i e upodo­

czeń. „ W i d o k i " t o b y m powiesiła w p o k o j u d o p r z y j m o w a ­

banie

n i a gości.

a do kwiatów t o już jest w p r a w a .

(5)

s a m y m Z a l i p i u t y l k o Stefania Łączyńska próbowała

się s p o d k w i a t o w e g o

wyrwać

piętna.
malowałam j a k byłam

m a l a . A n i o ł y koronę trzymały, j a k o b r a z wędrował, t o też
nad obrazem

M a t k i B o s k i e j aniołów umieszczałam. J a t o

się d z i w i ę , że t a k t e k w i a t y

doceniają.

obrazach.

To

już

trudniejsze,

to raz d w a rzuci, a obraz
t o jakoś wyglądało.
Malowałam

dłużej

zeszło,

bo

nie myślałam

kwiatka

człowiek

t o już t r z e b a pomyśleć,

żeby

(26)

kwiaty. Nigdy

nie malowałam

obrazów-reli­

g i j n y c h . W Z a l i p i u j e s t t a k a t r a d y c j a , że k w i a t y i k w i a t y .

m a l o w a ć , b o n a w e t j a k u s n ę i s p a p r a m , t o d a się n a p r a w i ć ,

Jakoś m n i e n i e ciągnęło d o t a k i e g o m a l o w a n i a . N i e t o , że

narysuje

u w a ż a m , że t a k i e m a l o w a n i e b y ł o b y gorsze, ale n i e próbo­

A

dajmy

na to,

to

już

(13)

lży

się l i s t e k i się z a g o i .

Kwiaty

toby

Obrazów n i e maluję, n i e próbowałam. N o
o

A n i o ł ó w i M a t k ę Boską najwięcej

do kwiatów, a taki. obraz

gdybym

z r o b i ł a t e g o k l a p s a n a a n i o ł k u , t o j u ż n i e d a się n a p r a w i ć .

wałam.

Ja,

J a wolę k w i a t y , k o g u t k a , p a w i a czasem. Obrazów t o na wot

żebym

t a k prawdę

wstydzę t y c h aniołków

powiedziała,
i Matki

to

j a się

straśnio

B o s k i e j , co s a m a

malo­

nie

(3)

myślałam,

żeby

malować.

Kwiatek

to

kwiatek.

(5)

w a ł a m , choć dużo m i za n i e zapłacili, j a k w i d z ę dziś t a k

Obrazów n i e malowałam. N i g d y m i n a myśl n i c przyszło,

pięknie

żeby malować

malowane

doceniają

obrazy.

Ja

znów

wiem,

ręczną robotę, ale j a b a r d z o

że

inni

podziwiam

to

takie

m a l o w a n i e p r z e z artystów- i t e k w d a t k i z p l a s t i k u .
Najbardziej

znana z m a l o w a n i a obrazów jest R o z a l i a

-Dzięciolowska, która zaczęła m a l o w a ć będąc młodą

podoba,

Barańskadziewczyną

taki

obraz.

(7)

O b r a z ó w r e l i g i j n y c h n i e m a l o w a ł a m , n i e t o , ż e m i się n i e
ale

kwiatki

szybciej

i t u jest

taka

tradycja.

(U)
M a l a r k i p y t a n e o t o , c z y chciałyby mieć i czy w ogóle

podobałby

w Z a l i p i u . P ó ź n i e j , około 1935 r . g d y wyszła z a mąż i przeniosła

i m się o b r a z n a m a l o w a n y p r z e z s i e b i e l u b i n n ą l u d o w ą

się d o L u b i c z k a , n a p a r ę l a t z a r z u c i ł a

odpowiadały:

malowanie.

W L u b i c z k u Dzięciołowska-Barańska m a l u j e o b r a z y święte,

Ja

t o n a w e t o b r a z y j e j zostały u z n a n o przez kurię biskupią,

Samemu

mają n a w e t wartość historyczną. A j e d e n obraz zdaje

się

j a k już w y m a l u j e t o już w p r a w i o n y w t e postacie, j a k m y

jest

bo

w t e n k w i a t e k . N i e m a takiego wyglądu t a k i obraz namalo­

malo­

T a k i o b r a z j a k b y m s o b i e w y m a l o w a ł a t o m i się w i d z i , ż e

w Muzeum

w

Tarnowie.

niezły, j a k n a takiego
Przedtem

mieszkała

wała t e o b r a z y .

(1)

Nawet

m i się p o d o b a ,

twórcę ludowego.

tutaj

(10)

Barańska... O n a ładnie

wiem,

wany

który
to

może

przez siebie.

byłby

ładniejszy,

n i e wjrgląda

swój,

ozy

malarkę

t a k ładnie,

bo

kupny?
malarz

(6)

w a r t n i e j s z y j e s t , b o j a s o b i e s a m a p o t a f i ę . (7)

�I I . 8. „ C o r y ł o w a b y ł a przewodniczącą m a l a r e k . . . O b y d w o j e z R e i n i u s s e m założyli t o w s z y s t k o d o k u p y p o w o j n i e . " I I . 9. „ J a k weszły
k o n k u r s y . . . , t o k a ż d y p a t r z y ż e b y była n a g r o d a , ż e b y b y ł o ładniej, t a k więcej k w i a t ó w , u r o z m a i c o n e p o d w ó r k o . . . " Z a l i p i e , z a g r o d a
S t e f a n i i Łączyńskicj, 1970

�J a k m o g ł a b y m s o b i e k u p i e o b r a z , t o n a w e t b y m chciała,

Przedwojenne

ładniejsze, lepiej

odrobione,

b o m i się p o d o b a .

a t e r a z więcej p r o s t e , zniekształcone t w a r z e .

Dawniejsze

(1)

M n i e się z d a j e , że d o t a k i e g o o d r o b i o n e g o n i e m o ż n a b y się

Wśród

modlić.

przedstawień

Nie

zastanawiałam

taki

kupny

kupuje
i

się j a k i

obraz

m a większą

czy m a l o w a n y , ale zdaje

obraz

świętego, albo

Matki

m i s i ę , ż e j a k się
Boskiej, no to

poświęcony, t o jest podciągnięty

człowiek s a m w y m a l u j e —

wartość,

d o łask. A

jest

j a k sobie

J a k miałabym wybierać między g o t o w y m

zdjęć,

a takim

któro
Matki

pokazywałam
Boskiej.

m a l a r k o m było

Fotografie

były

kilkanaście

t a k dobrane,

żo

z n a l a z ł y się t a m s t a r e o b r a z y , w s p ó ł c z e s n e — t a k i e j a k k u p u j e się
obecnie, z b o g a t y m

r a m a m i i o z d o b i o n o k w i a t a m i oraz zupełnie

s k r o m n e , a także j e d o n obraz n a m a l o w a n y przez Rozalię Barań­
ską. M a l a r k i m i a ł y się w y p o w i e d z i e ć
podoba

t o już n i e . (10)

były

rzeczy p r z e t r z y m y w a ć i balsamować. (18)

N i e d a się t a k o d r o b i ć o b r a z u M a t k i B o s k i e j j a k k u p n y .
(8)

obrazy

malo­

o f o t o g r a f i a c h , c o i m się

a co n i e .

Zalipianki

największą

uwagę przykładają

do

naturalizmu.

w a n y m , t o w o l a ł a b y m t a k i p l a s t y c z n y , n o c h y b a , że t e n

Postacie

przedstawione

w i e j s k i b y ł b y d o b r z e o d r o b i o n y , a l e t o t r z e b a dużo r o b o t y .

W

o b r a z i e j a k i e k o l w i e k s k r ó t y są n i e d o p u s z c z a l n e .

(U)

ważniejszym e l e m e n t e m jest t w a r z , która p o w i n n a b y ć szczególnie

J a k b y się w y m a l o w a ł o t a k i o b r a z s a m e m u , t o d o b r z e

by

b y ł o , a l e k u p n y t o j e s t j a k ż y w y , b o p l a s t y k i t o się p r z e c i e ż

takim

obrazie

starannie w y k o n a n a , a cały obraz

powinny

być

jak

żywe.
Naj­

t y m b a r d z i e j się p o d o b a

im

bliższy jest f o t o g r a f i i .
Te

u c z y l i , a m y b y t a k n i e w y m a l o w a l i . (12)
J a g d y b y m miała wybrać między k u p n y m a t a k i m

na

wszystkie

pogodniejszej

malo­

twarze

t a k i e s u r o w e , s z u k a m jakiejś n a j -

(14)

w a n y m p r z e z m a l a r k ę t o m n i e się z d a j e , ż e b y m w o l a ł a t a k i

T a ładna, najweselsza, i młodziutka (19)

rzeczywisty,

Ten

b o m i się w i d z i , ż e j a k się t a k i p o ś w i ę c i t o

się m o ż n a d o n i e g o m o d l i ć , a d o t a k i e g o t o j u ż n i e . ( 1 6 )

Ta

jost piękny,

ładnie

odrobiony

(5)

jest piękna t a k a w y p r a c o w a n a i m a dużo o z d ó b . (18)

M a l a r k i , choć same n i e p r ó b o w a ł y m a l o w a ć t a k i c h obrazów mają

T a jest ładna, t a k a w y r a ź n a i t w a r z m a czystą, j a k f o t o ­

swoje

grafia.

wyobrażenie o i c h w y k o n a n i u .
Kupny

obraz

t o j u ż j e s t ze w s z y s t k i m , z o z d o b ą

przecież i n n y p a p i e r , i n n e f a r b y . A m y n i c m a m y
olejnych

farbów,

a n i takiego

Obraz

była

młoda.

R o z a l i i Barańskiej

I

t u taka

zdecydowanie

męska.

(25)

się n i e p o d o b a ł .

twarz

(Ma­

T o t r z e b a mieć d o b r z e ułożone w głowie, j a k malować, j a k

l a r k i n i o w i e d z i a ł y , ż e z o s t a ł p r z e z n i ą w y k o n a n y ) . P o d o b a ł a się

co

ułożyć,

gdzie

natomiast, b o r d i u r a k w i a t o w a .

To

trzeba

mieć

jakiego
talent.

świętego,

Na
Na

obrazie

twarz

ma

czy

przy

świętym.

(17)

T e n t o t a k w y g l ą d a , j a k b y ze s n o p k a c o ś b y ł o

Obraz m u s i być olejno m a l o w a n y .

r

czywistości

takich

p a p i e r u . (16)

(12)

N a t y m obrazie M a t k a B o s k a jest s t a r a , a przecież w rze­

i jest

być

starannie

obrazie t w a r z m u s i być wyraźniejsza.

wycięte.

(23)

(22)
wykonana,.
(17)

(20)

Nio

wygląda

n a Matkę Boską, n i e pasuje n a obraz.

c h y b a jakieś n i e p r a w d z i w e .

(16)

To

�U . 1 2 . „ M o ż n a p o z n a ć k t ó r o z a l i p i a ń s k i e , b o t o są k w i a t y t a k i e p a t r z ą c e — z n a c z y d u ż e , w y r a ź n e . " M a k a t k a n a p a p i e r z e
7 0 x 1 0 0 c m , w y k . Franciszka Mosio, Zalipie

��11. 1 5 . „ U C u r y l o w c j t o w s z y s t k o b y ł o t a k ł a d n i e , d y w o n o w o

T a d z i e w c z y n a n i b y M a t k a B o s k a , ale w ogóle

niepodobna'

ułożone." Izba Felicji

Curylowej

W ś r ó d f o t o g r a f i i , które pokazywałam

znalazła

się s e r i a z

róż­

a n i młoda, a n i s t a r a . T o dzieciątko j a k wyciosane z drew­

nymi

na. Niepoważny.

r z e ź b y i i n n e f i g u r k i a także różno i n n e d r o b i a z g i , które s t a w i a

(5)

Co t o z a święty. T o n i e jest a n i l a l k a , a n i o b r a z .
musi

być

naturalna.

Do

takiego

się

modlić?

decyduje

zatem

wizerunek M a t k i

zdjęcia
mają

znaczenie drugorzędne. N i e m n i e j j e d n a k — n i e j a k o oddzielnie

—

wysoko

o c e n i a n a , clioć s a m o b r a z się z u p e ł n i e n i e p o d o b a ł .
podoba

ładne.

m i się t a M a t k a

Boska,

ale

makatki,

w i e d z i e ć co i m się p o d o b a , a co n i e , a w m i a r ę m o ż n o ś c i u ł o ż y ć

się, ż e „ o b u d o w a " o b r a z u , a w i ę c r a m a i o z d o b y k w i a t o w e

Nie

one w i d o k i ,

się w d o m a c h w c e l a c h d e k o r a c y j n y c h . M a l a r k i m i a ł y się w y p o ­

Okazało

o c e n i a j ą i t e e l e m e n t y . Z d a r z a ł o się w i ę c , ż e r a m a b y ł a

Przedstawiały

skąd!

A

Boskiej.

wnętrza.

Święta

W s z y s t k i e b y jeszcze obleciały, ale t a t o n i e . (18)
O wyborze

ozdobami

przy
1

Przedmioty

ładniejsze.

(21)

do najbrzydszego.

Zaobserwowałam

prawidłowości:
o c h a r a k t e r z e r e l i g i j n y m w y b i e r a n e są j a k o

Jeśli

zdarzy

się

n a przykład,

że

makirce

naj­

bardziej

p o d o b a się „ w i d o c z e k " n i ż A n i o ł S t r ó ż , w ó w c z a s o t y m o s t a t n i m
stara

obramowanie

o d najładniejszego

t y m kilka

się

powiedzieć

choć

parę

słów

„szlachetny

jest

Anioł

Stróż, p i l n u j e d z i e c i " ( 7 ) , b y w t e n z b y t z d e c y d o w a n y sposób n i e
odrzucić

go

n a dalsze

miejsce.

Bywały

w y p a d k i , że

malarka

mówiła:

R a m ę można upiększyć, t o n i e p r o b l e m . (10)
T a k j a k w o b r a z a c h t a k i w rzeźbach m a l a r k i cenią sobie p r z e d e

Nie

w s z y s t k i m w k ł a d p r a c y , staranność w y k o n a n i a , wierność

T e n o b r a z , t o b y m jeszcze powiesiła, b o jest święty. (18)

m o w i . Oglądając różne f o t o g r a f i e
Ten

P a n Jezus

rzeźb

realiz­

podkreślały:

na krzyżu, t o bardzo

pracochłonne,

2
to

t r z e b a u m i e ć t a k d o b r z e zrobić. (21)
Ta

figura

ładna,

widać

że

dużo

roboty

(18)

T a r z e ź b a t o już n i e , t o n i e w i a d o m o co t o j e s t . (22)
Brzydkie

30

te postacie, t a k i e niekształtne.

(12)

na

ostatnie miejsce,

bo t o obraz.

(21)

P r e f e r o w a n i e w y r o b ó w zalipiańskich l u b p o d o b n y c h w c h a r a k ­
Sierak.

T e n m i się p o d o b a , b o z a l i p s k i . ( 1 2 )
M o ż e b y ć , b o z a l i p s k i . (20)
T a m a l o w a n k a ładna, b o z a l i p s k a . (11)

T o j e s t p r a c o c h ł o n n e , ł a d n i e z r o b i o n e , a l e u n a s się n i e

Te

stawia.

w

(8)

kłaść

t e r z e . „ Z a w s z e człowiek ciągnie d o s w o j e g o t r y b u " j a k t o okreś­
liła M a r i a

włożono.

chcę

kwiatki,

pawie

to

podobają

s t y l u z a l i p s k i m . (21)

m i się, b o t a k i e

trochę

�11. 1 0 . , , T o już

dawniejszo,

t r i o obrazów

'Го c h y b a z a l i p s k i o , t o n a j p i e r w t r z e b a p o ł o ż y ć . (4)
.'!

Zwracanie

u w a g i n a panującą

'Го j u ż

dawniejszo,

tyle

obrazów

t o się j u ż n i e

Teraz

Jak

Indy

(18)

o . l n o n l i się

zostało

konkursy. Był
ogólnokrajową
ludowego

na

i

(5)

powiedziane

sytuacja

Zolipia

z m i a n i e . Zostało ono otoczono

to moment
sławę,

która

malować,

tradycji.

przełomowy.
stalą

się

malarstwa. Zalipianki,

musiały

ohydnie.

Mężczyźni

nio chcieli

J a k n a s t a w a l i k o n k u r s y , t o n i e c h c i e l i c h ł o p y się z g o d z i ć

d l a p o d t r z y m a n i a podupadającej

kryjomu

znane

początku

to

mitrężonio

jeżdżają

rozwoju
po

dać k o b i e t o m m a l o w a ć , b o m ó w i l i , że t a k m i t r ę ż ą n a d t y m .

m ' . l u j o się z u p i d c ino.e.

państwa
wano

Z

ostatnio wszyscy

wczośaiej

kwiatki

wieńce

T o d a w n i e j się m a l o w a ł o t a k i e d r o b n i u t k i e k w i a t y , t e r a z

już

co robić, i n o

(12)

wiesza.

n i o m a m o d y n a t o o b r a z y , t o w u o w s k i e t a k i e . (2)

w o j n i e uległa z a s a d n i c z e j

wiesza'

się ś-7iioli i m ó w i l i : n i o m a c i c

malujecie.

T c b u ' c b c i k i t a k i e n a c i a p a n o . O b r a z y z n i ż y ć , dać
pod obrazami.

bo

modę.

t o się j u ż n i o

któro

jest.

zagraniczne

obśmiewali.

Teraz

bo widzą, że

przy­

i doceniają

A

teraz

t o . (13)
wyśmiewali.

to wszystko

dobrze

t o jeszcze

pyskowali

na to

malowanie,

że

to

n i e p o t r z e b n e , że t o w s t y d . P ó ź n i e j , j a k z o b a c z y l i , że t o

niemal

się p o d o b a , ż e w y c i e c z k i z a g r a n i c z n e

się

doceniane.

się

(9)

Dawniej

bodźcom

dotąd

wycieczki

M ó w i l i , że się w y g l u p i e w a .

Malowa.'iki zdo-

b y się n i e o ś m i e s z a ć , s t a ł y

Nawet

D a w n i e j j a k m y m a l o w a l i t o t u s ą s i a d y się

po

opieką

Zorganizo­

kolejnym

czasu.

j u ż są z a d o w o l e n i ,

przyjeżdżają,

o g l ą d a ć , t o j u ż z m ą d r z e l i i się p o d o b a .
Mechanizm

wyśmiewania

się z n a k o m i c i e

żeby

(1)

wytłumaczył

(również

J a k nastały k o n k u r s y t o m y po k r y j o m u m a l o w a l i n a p o l u ,

lekceważący taką twórczość) mąż jednej z m a l a r e k

żeby

w K u z i a c h ( w s i graniczącej z Z a l i p i e m , gdzie malują t y l k o d w i e

nikt

nas nio widział,

b o się p o d ś m i e w a l i ,

że

my

t a k i e s t a j n i o , p i w n i c o , s t u d n i e m a l u j e m y . J a k się w y c h o ­

mieszkający

kobiety):

dziło n a p o l e z m a l o w a n i o m t o w s t y d b y l , b o m ó w i l i , że

M n i e t o się n a p r a w d ę p o d o b a t o m a l o w a n i e . T o t y l k o d l a

n a Z a l i p i u t o p s i e b u d y m a l u j ą . A t e r a z , DO się n o r m a l n i e ,

otoczenia

nawet

G d y b y t a k było, że każdy d o m jest p o m a l o w a n y , t o b y n i e

z

zaszczytem

patrzą i chwalą.
Na

maluje. To

przychodzą

wycieczki,

(21)

p o c z ą t k u t o się ś m i e l i , t o m y się w s t y d z i l i n a p o l u

robić k w i a t k ó w , t o m y u c i e k a l i j a k jechała j a k a ś f u r m a n k a ,

jestem

wrażliwy

robiło t a k i e g o wrażenia.
W

Zalipiu nikt

n a t o , że

się l u d z i e

śmieją.

(19)

j u ż t e r a z n i e ś m i e j e się z m a l a r e k , n a w e t i c h

z d a n i e m są b a r d z i e j

szanowane.

31

I

�U . 17. „ О , k r a k o w i a k i , p a w i e , t o już b a r d z i e j l u d o w e , t o b y m p o w i e s i ł a " . M a k a t k a , 75 X 100 c m , w y k . M a r i a W o j t y t o , Z a l i p i e ; i l . 18.
M a k a t k a h a f t o w a n a n a płótnie, w y m . 72 X 60 c m , w y k . R o z a l i a Z a r ó d , K ł y ż , g m . O t w i n ó w ; i l . 19. „ W Z a l i p i u jest t a k a t r a d y c j a , że
k w i a t y i k w i a t y . . . " , M a k a t k a , w y k . J a n Szlosek, Zalipie, 1981

is

'Щр^^Шт mmmmmm

32

Фё- Щ

�Jul;

klóraś

к..bielu

odznaczenie

«e

gdzieś pojedzie
rozmowa.
Teraz

u m i e malować, to m a zupełnie

w s i . Liczą, się b a r d z i e j z n i m i . A

i p o w i , że z Z a l i p i a , t o już zupełnie

poważają.

wszystkie

malarki

są s z a n o w a n e

i

zapra­
szanują

(12)

bardziej

pokłoni,

powi

niemowa

była.

się n a w e t

uznawane

są t e k o b i e t y , c o m a l u j ą . J a k

dzień

dobry,

a

w

przody

przyjmować

zwaozaj

dawania

Makatki,

coś s w o j e j
talerze,

roboty.

obrusy —

osobom

nie

raczej

twórczość

ludzi

o c h a r a k t e r z e t w ó r c z o ś c i , j e j r o l a c o r a z m n i e j się l i c z y , a o c e n ą
się j u r o r z y k o n k u r s ó w ,

komisje

cepeliowskie.
Dla

malarek

w

Zalipiu

wyrocznią

jest

l u b odrzuca

właśnie
nowe

komisja

propozycje,

d e c y d u j e co j e s t l u d o w e a co n i e i j a k n a l e ż y m a l o w a ć .
Komisja

zawsze

namawia,

żeby wieś Z a l i p i e
białych

jasne

rosła w

(jaskrawe)

kwiatów

żeby

malować

od

dworca,

kwiatach. Najbardziej
kolory. Kiedyś

namalowanych,

to

i m się

miałam

pani

dużo

Komornicka

powiedziała, że za mało jest czerwonego. (16)
t o lepiej

zaczyna

kupny.

K i e d y ś m a l o w a ł a m t a k i e d r o b n e k w i a t k i , b o m i się n a j ­

wchodzić,

b a r d z i e j podobało, ale k o m i s j a n a k o n k u r s i e powiedziała,

(13)

że

to p r e z e n t y

dobre, ale d l a

to

wygląda

j a k tapeta,, t a k j a k b y m t o odbijała

od

czegoś... o d t e g o c z a s u już t a k n i e robię. (19)
P o k o n k u r s i e n a m tłumaczą j a k m a m y malować n p . n i e
tak j a k Agnieszka

pre­

eoś k u p i ć . ( 1 )

coś z r o b i o n e g o

towo,

przez siebie, ale n i e

każdemu można. J a k któraś p o t r a f i s a m a malować t o już

Nie
dużo

nie trzeba

dawać

swojej

roboty, takie

to lepiej

do

(2)

Raohmaciej

ale t a k l u d o w o .

m ó w i ą n a m co m a m y
od

pola.

Lubią,

tak, bukiety,

m a l o w a ć , ale chcą ż e b y

żeby

bydo

pomalowane

bo o n a p o t r a f i , t o b y j e j już n i e zadowoliło. (23)

A n a j w i ę c e j t o j u ż się z a c z ę ł o

swojej

r o b o t y daje

się t y l k o t y m , c o t o

niają n o i k t ó r z y n i e malują s a m i . Najczęściej

doce­

miastowym

(4)

jest

głównie d l a o d b i o r c y

miejskiego.

k o n k u r s y , bo tego żądali. W
pomalowała

w

komorze.

o d wewnątrz
dawnym

Tam

sobie

malować

mieszkaniu
rzuciła

d r u g i e , b o n i e w o l n o robić t a k i e j t a p e t y . Z a karę, b o n i o
wolno

P r o f . R e i n f u s s j a k p r z y c h o d z i oel t e g o z a c z y n a

W

i

można

obserwować

ciekawą

sytuację.

Istniejąca m o d a i k o n i u n k t u r a n a t a m t e j s z e m a l o w a n k i s p r a w i a ,
że m a l a r k i
tradycji,

dbają

a nowe

o „ludowość
wzory

—

współistnieją

z

robić t a k . (8)

odczyt,

że

mówi,

żeby

malować

więcej

ocenianie

od pola.

T r e l a więcej m a l u j e w kołach, zębiastc, w z o r z y s t e .

(3)
Ona

dawnej

m a t o w z o r y co o n i w y m a g a j ą : , t a k i e s t a r o d a w n e , j a k n a

ludowym

h a f t a c h . O n i chcą ż e b y b y ł o r o b i o n e n i e t a k p l a s t y c z n i e ,

Z a l i p i a " , n i e zarzucają

miejskie

na

powie­

d z i a ł a , ż e c h o c i a ż się n a l e ż y p i e r w s z o m i e j s c e t o d o s t a n i e

ne z własnym środowiskiem, a p r z y j m o w a n i a wzorów m i e j s k i c h .
natomiast

na

córka

kwiatki

podobało, a K o m i s j a

N a w s i o d d a w n a r y s u j e się t e n d e n c j a o d r z u c a n i a t e g o , c o z w i ą z a ­
Zalipiu

kolo­

(11)

ś c i a n ę . N a m t o się b a r e l z o

zakończenie w a r t o zwórcić uwagę, że s z t u k a p r o d u k o w a n a
Z a l i p i u przeznaczona

było

według

d a w n y c h w z o r ó w i jeszcze, żeby było t y l k o d w o m a
rami.

ludziom.

Ludowo,

(21)

D l a m a l a r k i t o b y n i e pasowało dać m a l o w a n y c h rzeczy,
Prezenty

w Kuziach, nie t a k tape-

Ludowo?

deseń górą, a n i e t a p e t o w o .

jej

miasta.

Z a l i p i e m . N i e jest t o już twórczość zaspokajająca j e d y n i e p o t r z e b y

T

dla

z r o b i ą . J a k k t o ś u m i e m a l o w a ć , t o m u się t a k i e g o
P r z e w a ż n i e się d a j e

w

powiedziano,

l u d z i z m i a s t a a l b o d l a t a k i c h w e w s i co s o b i e s a m i n i e
zentu nie daje. Trzeba

Na

ale

prezentów.

to t y l k o takie. Teraz nawet

ż e się d a j e

t o , j a k już

podobają

się k o m u ś ze. w s i m a d a ć p r e z e n t

Dawniej

przeszedł,

(17)

malującym z r o b i o n y c h przez siebie
Jak

jest

konkursowa. Ona to przyjmuje

j u ż j a k i ś t a k i m ł o d y p a c h o ł e k i d z i e , t o j u ż się t r o s z e c z k ę

Zaczyna

wsi,

z m i a s t a . A w s y t u a c j i , g d y u p o d o b a n i a g r u p y przestają decydować
walorów a r t y s t y c z n y c h zajmują

t o już

Nawet

inna

(4)

szane. Jest t a k o rozwinięta t a s z t u k a , że b a r d z o
i

inne

j a k się

ale n a l u d o w o , t a k j a k n i o i s t n i e j e . (23)

�I I . 2 0 . „ C o t o zo ś w i ę t y . T o a n i l a l k a , a n i o b r a z . . . D o t a k i e g o
się m o d l i ć ? S k ą d ! " Matka
Boska,
obraz w y k . M a r i a K i w i o r ,
Zalipie

Zalipianki

znakomicie

się

orientują

czego

wymaga

Komisja,

c o b ę d z i e się p o d o b a ł o , a c o n i e .
Wiadomo
polega.

najlepiej

c o się b ę d z i e p o d o b a ć , a l e n i e n a t y m s z t u k a

(3)

chce K o m i s j a .

(11)

w y p a d k i , że

o t o c z e n i u są w y s o k o

może t u być

pokazywana

zdaniem

m i a s t a się ś w i e t n i e

j a k najwięcej

malować
na

o d poła.

ułożenie

(12)

kwiatów,

żeby

to

W

n a zewnątrz,

dają.

A

(10)

jeśli s u f i t jest g ł a d k i , t o p u n k t y

spa­

(3)

Szlosek

Adela

brzydko

według

mnie

malowała,

bo

nie

b y ł o k o ń c a , a n i p o c z ą t k u k w i a t k a , a K o m i s j i t o się p o d o ­
b a ł o , że t o w p r z y r o d z i e t a k i e g o n i e m a i z a w s z e
miejsce
powyżej

dostawała.

przytoczonych

poglądów

Zalipianek

p r a c y z chęcią, opowiadają
nieniu. Poznajemy

pierwsze

(8)
wypowiedzi
na temat

w y l a n i a się
sztuki.

interesujący

Mówią

o

swojej

o p r o b l e m a c h , kłopotach, o n a t c h ­

icli stosunek do twórczości swojej

i innych.

W a r t o w t y m m i e j s c u zwrócić uwagę n a k i l k a s p r a w , które
wynikają

ze z g r o m a d z o n y c h

zostały

walentny

zaakcentowane

m a t e r i a ł ó w , a któro m o ż e n i e dość
w

tekście:

stosunek do rzeczy całkiem

to

zbyt

ekstrawaganckie,

malarki

obcych.

mają

Zawsze

natomiast

do

nadaje.

Z a l i p i u istnieje

duża

rozbieżność

między

ambi­
szukają

t y m co

( w dużej

się

mierze

w y n i k a t o z t e g o , że d a w n e „ l u d o w e " Z a l i p i e u d a ł o się z a c h o w a ć
w sposób

O n i n a p r z y k ł a d zaliczają coś t a k i e g o , żeby b y ł o n a s u f i ­
tach malowane.

Zalipie

l u d z i o m n a p r a w d ę p o d o b a , a c z y m się o t a c z a j ą

żeby było t a k widoczne

że c h a t a m a l o w a n a .

na

jako

w domu. Ich

było
że o n

j e s t p o d c z y m ś a l b o koło czegoś. (13)
się t o p o d o b a ,

i m przeze

s t r o j u . J e d n e b y ł y z g o r s z o n e , i n n y m p o d o b a ł a się, c h o c i a ż

żeby

Im

swoim

m n i e f o t o g r a f i a g i p s o w e j f i g u r k i M a r y l i n M o n r o e w dość s k ą p y m

były jedne i te same k w i a t k i , żeby były n a suficie. Mówią,
patrzą

przedmioty

oceniano, ale właśnie n a zasadzie nowości,

m i e s z k a n k i Z a l i p i a n i c postawiłyby tego u siebie

w jakimś s t y l u , żeby t e n k w i a t e k miał znaczenie,

ostro

się j e d n a k

A l e p r z e w a ż n i e chcą, ż e b y w s z y s t k o b y ł o ś w i e ż e , ż e b y n i e

Najwięcej

obraz

Zdarzają

odmienności. Przykładem

T r z e b a t a k zrobić, żeby były coraz t o nowe w z o r y , t a k j a k

Z

czują.

które zupełnie odbiegają o d t e g o co Z a l i p i a n k i widują w

sztuczny).

Większość
domach

malarek,

zwłaszcza

t w i e r d z i , że m u r o w a n e

mieszkających

w i l l e n i e pasują

n i e p r a k t y c z n e , że n i e c h c i a ł y b y

takiej,

w

starych

d o w s i , że t o

bo wówczas

musiałyby

zrezygnować, a w każdym razie ograniczyć m a l o w a n i e „ o d p o l a " .
A

k w i a t y są d l a n i c h w s z y s t k i m . T y m c z a s e m

fotografie

z

różnymi

typami

domów,

g d y pokazać

wnętrz

im

mieszkalnych,

o z d ó b , i p o p r o s i ć a b y p o k a z a ł y c o i m się p o d o b a , o k a z u j e s i o , że
t o co deklarują j a k o n a j a t r a k c y j n i e j s z e
nie jest. A

n a codzień, woale

murowane domy

(suterena, parter, piętro), ozdobione

s z k i e ł k a m i , m o z a i k a m i , z dużą ilością m a l o w a n y c h
powyginanych w „esy floresy",
stoły

zwane

dywany.
doki",

tym

więc p o d o b a j ą i m się, t a k j a k i n n y m m i e s z k a ń c o m ,

Na

ławami,

dużo

ścianach

przywieszone

meble

głębokie

chętnie

n a w y s o k i połysk, n i s k i e
fotele,

widziałyby

na metalowych

tłuczonymi
balustradek

wersalki,

puszysto

sentymentalno

k r a t a c h p n ą c o się

„wi­
zielone

w p o k a z y w a n y c h f o t o g r a f i a c h t e g o c o z n a j ą , d o c z e g o są p r z y z w y ­

rośliny, f o t o g r a f i e r o d z i n n e . W k r e d e n s a c h , za rżniętymi s z y b a m i

c z a j o n e . P o d o b a i m się z a z w y c z a j t o c o p o d o b n e d o i c h p r a c , c o

stawiałyby

34

ozdobno

serwisy,

kryształy,'

kolorowo

pocztówki,

�jurmaio/ne

każdej"

rodzinie

ktoś t a m był , , n a w y c i e c z c e " , j a k nazywają k i l k u l e t n i e

zubawki. Z

Лик.ryki

(a p r a w i e

w

zarobko­

kudne,

w e w y j a z d y ) p r z y w o z i się w e l u r o w e m a k a t k i z l w a m i , p a w i a m i ,
z

orientalnymi widokami,

i

Matki

Boskiej,

podświetlane

plastikowe

,,tybetówki". Ambicją

lalki

figurki

i przede

Pana

Jezusa

wszystkim

chustki

ryczne.

innej.

gospodynie

posiadają

do

50-ciu

„odżywczych"
wzory,

kolorów. Najmodniejsze

przetykane

najbardziej

teraz

złotą nitką; p o p r z e d n i o ,

podobały

się k w i a t o w e

za
Oto

Nowoczesne

tych

1 9 7 9 г., p r z y p

niektóre,

nie

j e ś l i się n i o m a r o d z i n y

kupują

mieszkańców:

i siedzieć, a g d z i e t o n a w s i p o d o b n e .

najbardziej
ładnie

m a wskazać
podoba

dom w

W

(21)

mówi:)

otynkowany,

U

Zalipiu,

który

Do

za

i ma

obraz

to

wszystko

można

są n i e m o d n e . N a p o d ł o g ę p e r s ­

m i się z a b y t k o w e ,

Matki

W

wzorzysto

Boskiej.

nowym

wiejską

nowe segmenty,

ale

małżeństwa

dywany

i

ozdobne

(20)

domu

postawię

nowych

dla wycieczek...
domów

miasta. Ławy

jej

kalwaryjskie

meble,

i fotele

daje

żeby

zdobić

(5)

się t a k i e s a m e

meble

j a k do

t o j u ż d l a d e k o r a c j i , w i e ś ż e b y się

w i e l e n i o r ó ż n i ł a o d m i a s t a , t o se t a k r o b i m y . C o m a m y
b y ć j a k n a w s i . (18)

ładne,

(12)

bo praktyczne,

jasne

j e d n y m m i e s z k a n i u zostaną stare m e b l e ,

izbę

Szkutnika, bo z wierzchu

lusterkami ozdobiony

k o l o r o w o , żelazne b r a m y .

się

mieszkać
modne

d o p o k o j u , k r e d e n s p r z y ścianie, b o m n i e j m i e j s c a z a j m u j e .

nadziać

d r e w n i a n o , b o n a wieś n a j p r a k t y c z n i e j s z e . ( A

chwilę, g d y

jest

ładniejsze c i e m n e n a połysk, t a p c z a n d o s y p i a l n i , wersalkę

D o m w i e j s k i m i się p o d o b a , ze d w a , t r z y p o k o j e , m a l o w a n y .
Bramy

trzeba

Ściany gładkie l u b t a p e t a , można powiesić j e d e n

niejsze.

r

na nogi

podobają

T y l e o b r a z ó w p o d s u f i t e m , t o się j u ż n i e w i e s z a , t o d a w ­

p i ę t r o , w s z y s c y idą d o s u t e r y n y . N a c o d z i e n n y u ż y t e k n a
t y l k o kapcie

połysk,

w e r s a l k i . Co

m a t jasny. Lubię

pejzaże.

W i l l e n a w i e ś n i o p a s u j ą , b o s t a r z y l u d z i e n i e w ejdą n a
w i e ś w i l l a się n i e n a d a j e ,

się

(28)

podobają

mały
wypowiedzi

Mnie

l u d o w e t o n i e . P o ł y s k się j u ż k o ń c z y , m ł o d e

red.).

charakterystyczne

wysoki

ławy,

segmenty,

a n a to folia.
Meble

k u p u j e się j e n a j a r m a r k a c h p ł a c ą c p o 7 0 0 z ł o t y c h

sztukę (w

...

k i d y w a n z P e w e x u . T e r a z t a k a m o d a , że p a r k i e t , d y w a n ,

temu

Polskie

na

fotele,

pochować. Ciemne,

tureckie

ze t r z y l a t a

„frendzlówki".

dorównują t y m amerykańskim, dlatego
w Ameryce,

są t e w

kobiety

ptaki, w i d o k i i krajobrazy histo­

o d r a z u n a wieś. (18)

tybe-

tówek, oczywiście amerykańskich, b o te polskie n i e mają

ciemne

nowocześnie,

każdej k o b i e t y jest mieć j a k największą

Zamożniejsze

obnażono

(27)

Segmenty

ilość t a k i c h c h u s t e k b y w k a ż d ą n i e d z i e l ę p o k a z a ć się w k o ś o i e l o
w

takie

jelenie rogi, wypchane

Powracając

jednak

do

wypowiedzi

Zalipianek

na temat

ich

Ładny d o m t a k i , żeby z wierzchu wytrynkować w m a r m u r -

t w ó r c z o ś c i , w y d a w a ć b y się m o g ł o , ż e w s w e j p r a c y c e n i ą

kowy

w y ż e j f a n t a z j ę i w y o b r a ź n i ę , ż o k w i a t y i m m n i e j są r e a l i s t y c z n e ,

tle
W

wzór, k o l o r o w y

trójkąty,

pas d z i e l i piętra, albo n a j a s n y m

a n a rogach

jakieś o z d o b y .

(6)

tym

d z i s i e j s z y m czasie d o m m u r o w a n y . T u jest t a k i e u z n a ­

bardziej

bardziej

artystyczne.

ze s w y c h

Podkreślają,

że n a t c h n i e n i e

snów niż otaczających

naj­

czerpią

je u k w i e c o n y c h

pól.

n i e , żeby była s u t e r y n a , p a r t e r i pierwsze piętro. J a b y m

Zwracają również uwagę n a f o r m a l n y a s p e k t twórczości i utożsa­

chciał t y n k o z d o b n y :

miają nastanie s z t u k i l u d o w e j z z a r z u c e n i e m szablonów. W

zależy j a k i k o l o r m o d n y .

Dawniej

taki

ż ó ł t y b y l n i e d o pomyślenia, a t e r a z właśnie s t a l o w y , ż ó ł t y

s w o i s t y sposób interpretują sugestię K o m i s j i dążącej d o u t r w a l e n i a

i

zalipiańskioj t r a d y c j i z d o b n i c t w a i \ i c h r o n i e n i a j e j p r z e d z a l e w e m

pomarańcz,

bielizny.

Meble

w

pasy.

I

żeby

to powinny

był

być

balkon

składane

do
z

suszenia

kawałków.

Dziś m o d a n a c i e m n e , n a w y s o k i połysk. Przydałoby

się

j a r m a r c z n y c h w z o r ó w . T a k oceniają swojo
chodzi

o ocenę

i n n y c h przedmiotów

własno prace , a g d y

wówczas

4

zwracają

uwagę

b i u r k o , żeby d o k u m e n t y zamknąć i niskie ławy i k o m o d y

głównie n a d w i e s p r a w y : n a wierność o d t w o r z e n i a

j a k w C i k a g o , ale o z d o b y t a m wieszają p o ścianach

i wkład p r a c y . I m p r z e d m i o t jest bliższy rzeczywistości i widać,

II.

2 1 . „Szlachetny

pas­

jest Anioł Stróż, p i l n u j e

rzeczywistości

dzieci."

35

I

�I I . 2 2 . „ M ó w i ą żoby j a k najwięcej malować o d p o l a . " Z a g r o d a S t . Łączyńskiej, 1 9 7 7 ; I I . 2 3 . „ D a w n i e j m a l o w a l i więcej
k w i a t y , p o r o z r z u c a n e p o całej ś c i a n i e . " O b o r a F e l i c j i C u r y ł o , 1952

36

pojedyncze

�że w j e g o w y k o n a n i e

włożono dużo wysiłku, t y m lepiej

został

„odrobiony".
D l a n i c h s z t u k a t o coś „ u c z o n e g o " , coś co uzyskały
tację l u d z i z m i a s t a . W
wyśmiewane

przez

współmieszkańców,

ocenę b e z s p r z e c z n y c h ,
wszystkim

bardzo

dobrą

„ w y ż s z y c h " a u t o r y t e t ó w j a k i m są

przetle

dla nich Komisje

przyjeżdżający

do

Zalipia

profesorowie)

Można

dzenie, że g d y b y n i c z a i n t e r e s o w a n i e
N a w e t prace babek oceniane

zyskało

(zwłaszcza

turyści.

mieszkańców Z a l i p i a tamtejszo

bez

cieniowania.

też

twier­

z zewnątrz t o w m n i e m a n i u

malowanie nio byłoby

są z

czy

zaryzykować

pewnym

Poelkreślają

„sztuką".

lekceważeniom

z b y t prosto w y k o n a n e , bez r o z b u d o w a n y c h
wych,

akcep­

icłi p r z y p a d k u o k a z a ł o s i ę , że t o c o b y ł o

kompozycji

różnicę

jako

kwiato-

między

pracami

ba.bek. m a t e k i w ł a s n y m i , j a k b y chciały przekreślić swą tradycję,
l e c z ś w i a d o m i e c z y t e ż n i c , t k w i ą \v k r ę g u t e g o c o

nazywamy

r

sztukę Z i l i p i a . Chętnie przyjmują

sugestie

jury, bardzo

ważna

jest d l a n i c h o p i n i a z zewnątrz, lecz w s z y s t k o m a swoje granice
żadna
Nikt

nie wyrzeknie

się

zamiłowania

do

bogatej

skali

n i e słucha K o m i s j i g d y t a r a d z i m a l o w a ć j a k d a w n i e j

w d w u b a r w n e j t o n a c j i . I c h twórczość — t a k z m i e n n a —
j e d n a k o d b l i s k o w i e k u zawsze tą samą sztuką

—

barw.
—

pozostaje

Zalipia.

P R Z Y P I S Y
Artykuł t e n powstał n a marginesie pracy magisterskiej
p t . Sztuka
Zalipia
napisanej p o d kierunkiem prof. W i t o l d a
Dynowskiego w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Warszawskie­
go. B a d a n i a w terenie, z których pochodzą w y p o w i e d z i i n f o r m a ­
torów prowadziłam w latach 1 9 8 0 — 1 9 8 1 . N u m e r y w nawiasach
p o c y t a t a c h odsyłają d o z a m i o s z c z o n e j n a końcu l i s t y i n f o r m a ­
t o r ó w . P r z y t o c z o n y c h zostało może n a z b y t w i e l e
wypowiedzi
lecz chodziło o u k a z a n i e powtarzalności sformułowań i poglą­
dów.
1

7j w a ż n i e j s z y c h p u b l i k a c j i d o t y c z ą c y c h Z a l i p i a w y m i e n i ć
n a l e ż y : Z - C i e ś l a - R e i n f u s s o w a , Wystawa
sztuki ludowej
w Dąbro­
wie, k'. Tarnowa,
„ P o l . S z t . L u d . " R . 4 , 1 9 5 0 n r 7 — 1 2 , s. 1 5 1 —
1 5 5 ; W . H i e k e l , Malowanki
ludowe
w Powiślu
Dąbrowskim,
„ L u d " t . 1 2 , 1 9 0 6 , s. 1 1 3 — 1 2 1 ; A . J a c k o w s k i ,
Malowanki,
makatki,
ekrany,
współczesne malarstwo
ludowe
i jego
pogranicza,
oz. I I , „ P o ł . S z t . L u d . " R . 3 1 , 1 9 7 7 n r 3 , s. 1 4 7 — 1 6 7 ; T . K o m o r n i c k a - R o ś c i s z e w s k a , Konkurs
,.Malowana
chata"
na
Powiślu
Dąbrowskim,
„ P o l . S z t . L u d . " R . 3 1 , 1 9 7 7 n r 2 , s. 9 5 — 1 0 7 ;
T e j ż e , Malowane
domy
na Powiślu
Dąbrowskim.
Przewodnik
po
zagrodzie
Felicji
Curylowej
w Zalipiu
(tytuł n a okładce):
Zalipie,
T a r n ó w 1 9 8 0 , ss. 4 7 ; K . P i e t k i e w i c z , Les
,,malov;anki"
du Powiśle
Dąbrowskie,
Zeszyty Etnograficzne Muzeum K u l t u r y
i S z t u k i L u d o w e j w W a r s z a w i e , t . 1 , 1 9 6 0 , s. 5 5 — 7 3 ; R s s ( R .
Reinfuss),
Felicja
Curylowa
(1903—1974).
Wspomnienie
po­
śmiertne,
„ P o l . S z t . L u d . " R . 2 8 , 1 9 7 4 n r 4 , s. 2 5 2 — 2 5 3 . T e n ż e ,
Wystawa
twórczości
malarek
wiejskich
Powiśla
Dąbrowskiego
w Muzeum
w Tarnowie,
„ P o l . S z t . L u d . " R . 9 , 1 9 5 5 n r 1 , s. 6 3 —
6 4 ; Z . S z e w c z y k , Konkurs
na malowanki
dąbrowskie,
„ P o l . Szt.
L u d . " R . 2 , 1 9 4 8 n r 1 1 — 1 2 , s. 4 2 — 4 6 , T e n ż e , Zdobnictwo
wnętrz
na terenie
Powiśla
Dąbrowskiego
(odpis z b r u d n o p i s u sprawo­
z d a n i a po wstępnych b a d a n i a c h n a Powiślu Dąbrowskim w
1958 i ' , p r z e s i a n e g o i l o M i n i s t r a K u l t u r y i S z t u k i p r z e d z o r g a n i z o ­
w a n i e m p i e i w s z e g o k i n k u r s u ) , ss. 1 2 , m a s z y n ę p i s
2

Z . S z e w c z y k , Konkurs...,
s. 4 5
W o s t a t n i c h l a t a c h z samego Z a l i p i a do konkursów przystępuje
średnio p o n a d 30 osób, z czego 2 m ę ż c z y z n . L i c z b a malujących
n i e p o k r y w a s i ę z l i c z b ą m a l o w a n y c h d o m ó w , z e l a r z a s i ę be&gt;wiem
że w j e d n y m d o m u m i e s z k a parę osób m a l u j ą c y c h l u b . że z d o ­
b i o n y d o m n i e został zgłoszony d o k o n k u r s u . N i e m n i e j l i c z b a
t a d a j e o g ó l n e p o j ę c i e e&gt; n a s i l e n i u t w ó i c z o ś c i n a t y m t e r e n i e .
D l a porównania podaję, że w 1978 r . w Z a l i p i u w 204 dermach
miesz.ka.lo 7 6 8 o s ó b .
3

C z y t a j ą c r o p o r t a ż e o Z a l i p i u u l e g a m y s u g e s t i i t y t u ł ó w : Zalipie
—
malowana
wieś,
W Zalipiu
kwiaty
nie więdną,
Zalipie
tonie
iv kwiatach,
Bajecznie
kolorowa
wieś, t y m c z a s e m geły p r z e j e c h a ł a m
t a m p o razj p i e r w s z y b y ł a m z a s k o c z o n a t y m , ż e m o ż n a iść d ł u g o
p r z e z w i e ś n i e z o b a c z y w s z y żadnego malenvanego elorou. (Choć
n a ł o ż y p a m i ę t a ć , ż e są o n e r o z r z u c o n e n a o b s z a r z e o k . 7 0 0 h a ) .
" W . Hickel, op. cit.
4

5

Z . S z e w c z y k , Zdobnictwo

wnętrz...,

s. 8

I I . 2 4 . . . D n i c l i r ; b ż - b y b y ł o r o b i o n e ' n i c t a k p l a s l y e z a i e , a.lo n a
ludowo, t a k j a k nie istnieje." D o m Felicji Kosiniak, Zalipie,
1967. I I . 25. D r z w i sieni, m a i . Z o f i a K a c z ó w k e , Z a l i p i e , 1967

37

T

�Wykaz

informatorów

Bochenek,

Zalipie

14. F e l i c j a K u r p a s k a , Z a l i p i e

2. J a n i n a B o d u e h ,

Zalipie

15. S t e f a n i a

1. Z o f i a

3. W a n d a

Boduch,

4. K a z i m i e r a

Zalipie

Łaczyńska,

16. F e l i c j a M o s i o ,

Borek,

Zalipie

17. M a r i a O w c a ,

Zalipie

5. M a r i a C h l a s t a w a ,

Zalipie

18. Z o f i a

Zalipie

6. D a n u t a D y m o n ,
7. Z o f i a

Dymon,

8. R o z a l i a
9. F e l i c j a
10. Z o f i a

Zalipie

Zalipie

Gil, Zalipie
Janeczek,

Janeczek,

Niwki

Zalipie

11. Janina Jurek, Zalipie
12. Z o f i a

Kaczówka,

13. J a n i n a K r u k ,

II.

Zalipie

Zalipie

26. M a l o w a n k i , w y m . 3 3 x 4 0

Owca,

19. A g n i e s z k a

Rachmaciej,

20. B e n e d y k t

Ruta,

21. Maria Sierak,

Kuzio

Zalipie

Zalipie

22. Stanisława S z k u t n i k , Z a l i p i e
23. Stanisława S t a l i c a ,
24. R o z a l i a T r e l a ,

Zalipie

Niwki

25. M a r i a W n ę k , N i w k i
26. M a r i a W o j t y t o ,

w y k . R o z a l i a Barańska-Dzięciolowska.
1 9 2 6 - 3 5 r.

Zalipie

Kolekcja

F o t . : A . B a r t o s z , i l . 2 2 ; S . D e p t u s z e w s k i , i l . 7 ; L . P u d ł o w s k i , i l . 1, 5 , 1 4 ; J . Świderski, i l . Z—4,

38

Zalipie

Zalipie

T.

Seweryna,

C, 9 — 1 3 , 1 J - - 2 1 ,

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5968" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5948">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bedff8d5d4731d642f553dca8725bfe2.pdf</src>
        <authentication>ef993b5fc5a1338201b6971092e254c6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71217">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3349</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71218">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71219">
                <text>1983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71220">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71221">
                <text>Wytwórcy ludowi między własnym środowiskiem a "Cepelią" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71222">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1983 t.37 z.1-2, s.9-18</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71223">
                <text>Woźniak, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71224">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71225">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71226">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71227">
                <text>Maria Woźniak

WYTWÓRCY L U D O W I MIĘDZY WŁASNYM ŚRODOWISKIEM A „CEPELIĄ"

Od

kilku

l a t Ośrodek

Badawczo-Rozwojowy

„Cepelia"

p r o w a d z i n a zlecenie Związku „ C e p e l i a " b a d a n i a terenowe
na

colu

analizę

s t a n u wytwórczości

regionalnej

w

w t y m także w środowiskach wytwórczych, zarówno

mające

wytłumaczeniem

,.Cepelii",

1980—81

twórozych

przeprowadzono

„Cepelii"

w

badania

kilkunastu

sondażowe,

wiska do wyrobów w y k o n y w a n y c h n a potrzeby
gustów

i

upodobań

kwestionariuszu

do

estetycznych

badań

znalazły

„Cepełii",

jest duża, t e r a z o d października (1980)

wsi. W

się szczegółowe

pytania

własnego zajęcia,

nowego

wzornictwa,

udział i n w e n c j i twórczej
perspektywy

w

ś r e d n i o 9 5 0 z l , j a k się w y r o b i n o r m ę t o d o c h o d z i
1 5 % , t o obrus wychodzi

dalszego

rozwoju

sztuki

test z ilustracjami, m a ­

jący m . i n . n a c e l u określenie gustów e s t e t y c z n y c h
rów.

informato­

1

pilnować

gospo­

d a r s t w a . B o więcej b y m straciła w g o s p o d a r s t w i e

j a k jest

niż n a

tym
Wiele

Prócz kwestionariusza zastosowano

przeprowadzano

na

Kurpiach,

w

Łowickiem

1 ośrodkach g a r n c a r s k i c h w Ł ą ż k u i M e d y n i .

gospodarstwo,

t o trzeba

z a r o b i ł a " . (3)

osób n i e w y r a b i a

sobie

karty

chałupniczej, l u b z

niej

r e z y g n u j e , b o miesięczna n o r m a nakłada n a n i e z b y t duży obowią­
zek

nawet

jeśli o d b y w a

ubezpieczenia

Wywiady

premia

1030 zł, a j a k się n i e w y r o b i t o

6 0 0 z l (...). J a k k t o ś p i l n u j e t y l k o h a f t u , t o m o ż n a z a r o b i ć ,
ale

powstawaniu

ludowej i t p .

2000 z l . R o d z i n a

w y ł ą c z n i e h a f t e m . J a k s i ę n i e z d ą ż y , n o t o się t r a c i . O b r u s

0 początki twórczości, w a r u n k i współpracy z „Cepelią", stosunek
do

mowa.

n o r m ę . N o r m ę w y r o b i ć m o ż n a t y l k o w t e d y , j e ś l i się z a j m u j e

zba­

współczesnej

t u przyczyna

p o m a g a m i w y r o b i ć n o r m ę (...). W z i m i e u d a j e się w y r o b i ć

założeniem

było określenie s t o s u n k u w y t w ó r c ó w c e p e l i o w s k i c h i i c h środo­
danie

choć

samo. Lubię robić t e n s a m wzór, b o szybciej idzie. N o r m a

ośrodkach w y -

których

inwencji twórczej,

„ J a k mają z a m ó w i e n i e n a o b r u s y t o i p ó l r o k u r o b i się t o

związanych

j a k i n i e związanych z tą instytucją. W r a m a c h t y c h p r a o w l a ­
tach

braku

t k w i w a u t o r s t w i e w z o r ó w , o c z y m będzie jeszcze

i

renty,

się t o k o s z t e m
zasiłku

utraty

rodzinnego

uprawnień d o

d l a dzieci.

Jedna

z i n f o r m a t o r e k zwracała uwagę n a f a k t , że g d y b y

normy

elastyczniej

miesiące) t o

rozmieszczane

w czasie

(np. na trzy

były

b y ł o b y łatwiej j e zrealizować, g d y ż zajęcia chałupnicze w m n i e j ­
szym

P r a c o w n i k czy twórca?

s t o p n i u kolidowałyby
O

Najczęstszym m o t y w e m rozpoczęcia współpracy z „ C e p e l i ą "
była p o t r z e b a z a r o b k u . Przywiązanie d o rękodzieła b y w a różne:
znani

twórcy

pracy,

l u d o w i najczęściej

natomiast

chałupnicy,

n i e wyobrażają

wykonujący

sobie

haft

czy

często twierdzą, że t r z y m a i c h p r z y t e j p r a c y b r a k
wyboru

zajęcia

przywiązane

l u b brak

innych

umiejętności.

d o swojego rękodzieła

stwierdzają

innej

tkaniny

możliwości

Nawet

osoby

zdecydowanie:

„ J a k b y n i e płacili z a t o , t o n a p e w n o b y ustało. D l a siebie
ludzie tego

(w t y m w y p a d k u wycinanek)

n i e robią, b o

i n n e ś c i a n y t e r a z są. A t o i d z i e t a k g d z i e ś p o c z t y , s t o ł ó w k i ,
tam

różne

państwowe

instytucje

są u d e k o r o w a n e

(...)

g d y b y t a m n i e szło, t o w ą t p i ę c z y coś b y o c a l a ł o " .
Najczęściej
wygoda
dzieci.

podkreślana

jest

w

wypowiedziach

informatorów

łączenia p r a c y chałupniczej z w y c h o w y w a n i e m
Często

w t y m okresie

współpracę, szukając

młode

kontaktu

kobiety

małych

decydują

się n a

ze s p ó ł d z i e l n i ą p r z e z o s o b y j u ż

współpracujące.

oharakterze

decydują
na

także

i

z pracami

motywacjach

warunki

bytowe

K u r p i a c h n p . każda

gospodarczymi.
z

„Cepelią''

w poszczególnych

regionach,

możliwość

współpracy
zarobku

nadprogramowego

j e s t w y k o r z y s t y w a n a i stąd w y t w ó r c y często narzekają
małe

zamówienia

(np. wycinanek).

Kierownictwo

n a zbyt

spółdzielni

tłumacząc się s ł a b y m z b y t e m , r e g u l u j e n a p ł y w w y r o b ó w ,
wiająo

j e co d r u g i miesiąc, żeby

„każdemu

t a k ż e , częściej niż w i n n y c h r e g i o n a c h

zama-

dać z a r o b i ć " . T u

zdarzają

się p r z y p a d k i

zawiści w s t o s u n k u d o i n n y c h osób, pomówienia o k u m o t e r s t w o .
W

Łowickiem

z k o l e i , p r a c a nakładcza często t r a k t o w a n a

j e s t s e z o n o w o , t z n . d o p ó k i są m a ł e d z i e c i , w y m a g a j ą c e
wania

w

domu, potem

odchodzi

g o s p o d a r s k i c h , k t ó r e dają

się d o p r a c

większe d o c h o d y .

przeby­

warzywniczych,

I n n a sytuacja jest

w ośrodkach g a r n c a r s k i c h w Ł ą ż k u i M e d y n i . Ośrodek w Ł ą ż k u ,
liczący p r z e d wojną 36 g a r n c a r z y , obecnie m a i c h 12. N i e wszysoy
garnoarze pracujący w Ł ą ż k u nałożą d o spółdzielni. K i l k u z n i c h
odeszło

p o rozwiązaniu

spółdzielni

w

Janowie

w

1962 r o k u

i n i e k o n i e c z n i e zyskało n a t y m f i n a n s o w o , ale d o spółdzielni n i e
ohcą p o w r ó o i ć . S p r a w a d o dziś n u r t u j e ś r o d o w i s k o i j e s t a k t u a l n a

W ś r ó d osób, z k t ó r y m i p r z e p r o w a d z a n o

w y w i a d y , żadna n i e

także

d l a garncarzy,

którzy

pozostali

członkami

„Cepelii":

była p r z y u c z o n a d o z a w o d u w spółdzielni. Z rozmów n a t o m i a s t

„Jeszcze „Cepelia" była w L u b l i n i e j a k m y zawiązywali

wynikało,

spółdzielnię. T o m ó w i l i : artyści, artyści l u d o w i ! Przyszło

większe,

że

umiejętności

informatorów

niż i c h w y k o r z y s t y w a n i e

z tkaczek z Surowego

w

przez

przeszłości

spółdzielnię.

były
Jedna

teraz

szukać, j a k j a d o t e j e m e r y t u r y potrzebuję,

żeby

w młodości tkała „ k a m e l ę , w cztery

cepy,

wcześniej pójść, t o n i e m a n i k t ó r e g o . W L u b l i n i e , w „ C e p e ­

d y w a n y w k w i a t k i w o s i e m c e p ó w " a d l a „ C e p e l i i " robiła

szma-

l i i " mają cały s u f i t w y ł o ż o n y m o i m i g a r n k a m i , a w papie­

c i a k i ; o s t a t n i o p o m a g a s y n o w i pleść m a t y słomiane. N i e nauczyła
n i k o g o w y k o n y w a n i a t k a n i n . W y c i n a n k a r k i , wspominając
dawniejsze

wzory

wymieniają

tyczne, rodzajowe,
drzwiami

podobne

k o n i e z bryczką

r a c h n i e i s t n i e j e człowiek... 11 l a t pracowałem w J a n o w i e

swoje

w l a t a c h 1 9 5 1 — 1 9 6 2 . Ośmiu najlepszych g a r n c a r z y

wiele i c h rodzajów, w t y m t e m a ­
do spotykanych w muzeach:

(...)

n a ścianach l e l u j e

prze­

nieśli d o Leżajska. A p a p i e r y zginęły i t e l a t a n i e liczą się

„nad

do e m e r y t u r y . N a w e t

(1)", „przy

s p r a w a sądowa była i n i c n i e udało

się z a ł a t w i ć . " ( 5 )

ołtarzykach aniołki i krzyż... I p a w i e robiłam, jeszcze d o W a r ­
szawy"
miary

( 2 ) . D l a spółdzielni w y c i n a n k a r k i robią
i rodzaje,

specjalizując

się z a z w y c z a j w

określone w y ­

W k i l k u jeszcze w y w i a d a c h z g a r n c a r z a m i w różnych ośrod­

powtarzających

k a c h ( M e d y n i a , Ł ą ż e k , B o l i m ó w ) p o w t a r z a się ż a l i z n i e c h ę o e n i e
za z b y t f o r m a l i s t y c z n e t r a k t o w a n i e d o r o b k u z a w o d o w e g o , p r z y

się t y p a c h .
Niopełne
(a

szczególnie

wyrobienia
i

wykorzystanie

premię.

w

hafcie)

normy

umiejętnośoi

wiąże

miesięcznej,

Konieczność

w wielu

się z a z w y c z a j

z

warunkującej

wyrobienia

normy

jest

dziedzinach

koniecznością
ubezpieczenie

tak

trudnych

współpracujący
warunków

warunkach pracy.

Wszyscy

garncarze,

z „ C e p e l i ą " j a k i i n n i podkreślają

pracy

i stosunkowo

niskie

zarówno

szkodliwość

zarobki:

najczęstszym

, . D a w n i e j się n a w o t p o l e w y t ł u k ł o . . . T e r a z b y n i k t t e g o n i e

u s p r a w i e d l i w i e n i e m uproszczeń i u j e d n o l i c e n i a w z o r ó w , a takŻ9

choiał r o b i ć ; g d z i e m ł o d e g o człowieka w z i ą ć , ż e b y o n t o

9

�II.

1. W y c i n a n k a

wielobarwna,

chciał tłuc i t a k p r a c o w a ć , r / . u o i l b y t o w c h o r o b ę i poszedł
o d t e g o (...)
Niechby

i

T u z a r o b i 7 — 8 t y s . miesięcznie z
10 t y s . w y s z ł o ,

pracują. T r z e b a

ale i żona

produkcji.

i dzieci,

To nie

jest zla rzecz (garncarstwo)

tylko to uehlapanie w

stale. Niecb

na gurncarzy

Bo

to wszystko

ośrodek

w wodzie,

długo

nie

ręce stale

będzie.

Bo

wodzie

jakie blade

w- w o d z i e

t u zarobi

fi—7

nienajlepsze

wywołują
prestiżu,

s t o s u n k i z ..Cepelią",

u garncarzy

przekonanie,

ani perspektyw

b r a k bodźców

że

ich zawód

jest

od

Na

konieczność

zbyt

zwracały

n i e wiedziała c z y spółdzielnia o r g a n i z u j e jakieś k o n k u r s y , w k t ó ­

do

pracy

nie m a a n i

współpracy:

dostawcy

zlecone

przez

spółdzielnię.

P r a w d o p o d o b n i e p r a k t y k a t a w i ą ż e się z b r a k i e m w i a r y w „ u t r z y ­

się j e d n a k , ż e p r z e z

wzoru

k w a l i f i k a c y j n y c h , stąd n i e p r ó b o w a ł a p r z e d s t a w i ć s w o i c h w z o r ó w ,

r y c h mogłaby wziąć udział z własnymi pomysłami, n i e k o n t a k t o ­
wała

się

z nadzorem

Konkretnym

etnograficznym

kontaktem

ze

w

sprawach

spółdzielnią

wzornictwa.

pozostaje

kontrola

r y z u j ą i n f o r m a t o r k i s w o j e s t o s u n k i ze s p ó ł d z i e l n i ą , c o n i e o z n a c z a ,
że t e n k o n t a k t n i c i s t n i e j e , l e c z p r a w d o p o d o b n i e n i e j e s t n a l e ż y c i e
uświadomiony

Wydaje

odtwarzania

Ten

nim

m a n i e czystości s t y l u r e g i o n a l n e g o "

dokładnego

jakości i o d b i o r u surowców oraz wypłata należności. T a k c h a r a k t e ­

formy

wzory

miało

w z o r n i c t w a , c z y też własno p o m y s ł y : „ P a n i , n i e w o l n o n a m n i c

natomiast

mają

zza g r a n i c y , t o

n i e j e d n o k r o t n i e uwagę h a f c i a r k i i t k a c z k i , p y t a n e o urozmaicenie

do s k u p u wykonują w y r o b y według własnych wzorów, chałupniey
najczęściej

ludzie

Łowickiej".

tysięcy,

(...)

rozwoju.

za.zwyczaj

bo to przyjeżdżali

z m i e n i a ć ! " Większość nie zdawała sobie s p r a w y z i s t n i e n i a k o m i s j i

A u t o r s t w o wzorów- w y r o b ó w p r o d u k o w a n y c h d l a . . C e p e l i i "
uzależnione

robić,

ze „ S z t u k i

są.

a p ó j d z i e d o h u t y i z a r o b i 12 t y s i ę c y s a m b e z r o d z i n y . " (o)
Te

być

wszysey

p a l i ć c z t e r d z i e ś c i p a r ę g o d z i n (...)

pan popatrzy

naszych

łowickie

przez wiejskich
formalne

wytwórców.

traktowanie

wzor­

można

przez

wytwórców

wykorzystaniem

Z
można

wśród

asortyment

którzy

nie wiedzą,

czego

po

spotkać

się

oczekiwać.

tkaczek,

i zalecana

i n w e n c j i twórczej
choć

zazwyczaj

częściej

ogranicza

je

określony

kolorystyka:

n i c t w a z a t r a c a się n o w e w a r t o ś c i , m o ż l i w o ś c i u j a w n i e n i a i n w e n c j i

„ T o wszystko

twórczej. T a k p r z y n a j m n i e j można wnioskować z rozmów z w y ­

D a w a l i w-ełny, j a k i e b y ł y w e ł n y , z t e g o się r o b i ł o . . .

twórcami,

częściej m i a ł y p o m a r a ń c z i c z e r w o n y i z i e l o n y , c z a s e m n i e ­

będących

połączonych

z

obserwacją

częstej k o p a l n i ą

i c h wcześniejszych

prac,

wzorów.

„ P r z e d przystąpieniem

moja moda. W

„Sztuce" nie dawali mody.
Naj­

b i e s k i , a l e m a ł o . I t o się ł ą c z y ł o : z i e l o n a z p o m a r a ń c z e m ,

do spółdzielni haftowałam

korali­

czarne z c z e r w o n y m , zielonym,. Te zestawy impasowały, b o

robilo(...)

t o t a k i e d a w n o z e s t a w y , bo teraz... j a k b y była s i w a z czer­

J a k zaczęłam jeździć do ,. S z t u k i Ł o w i c k i e j " t o n a początku

woną t o p o m o j e m u b y było ładniejsze. A l e p o j e i c h t o

k a m i na, a k s a m i c i e i m u l i n ą , z g ł o w y się w s z y s t k o

robila,m
to

już

swoje

wzory

założyli

tę

i

więcej, a później

i

dostawałam

wolno

do

maja.

(chałupniczą)

A

od

maja
więcej

s p r o w a d z i ł i p a n i ą , co już r o b i

wzory

gotowe.

Wzory

są

na papierze

do

t r o c h ę się n u d z i r o b i ć j e d e n w z ó r , m a się

c h ę ć coś o d m i e n i ć .
nie

stycznia

i t a k już

wzory

k a l k o w a n i a (...)

od

kartę

Niektóre

t o można

n a m nie, z m i e n i a ć " ,

b y odmienić,

ale

(o)

... t a k i e . . . c z y s t o
podobały

to

łowickie. T a k i c h

nio dawali.

Ja

takie

odcieni j a k mnie
kraty

t o r o b i ł a m w w o j n ę , t y l k o że d r o b n i e j s z e . "

się

siwo-czerwone
(6)

O c h a r a k t e r z e w y r o b ó w często d e c y d u j e także wielkość i r o d z a j za­
mówienia :
„Spółdzielnia
i

zamawiając

wielkość. B r i s t o l

wycinanki

określa

do n a k l e j a n i a jest j e d n a k o w y .

kształt
Mówią

I n f o r m a t o r k a brała udział w k i l k u w y s t a w a c h ( g d z i e pokazywała,

ta,k.

j a k jest

swoje wzor\ ) i w k i e r m a s z a c h , o r g a n i z o w a n y c h przez spółdzielnię,

lego

i l e u ' o , j a к jest z a m ó w i e n i e . P t a k i , k o g u t y , t o n a n i e

na

mus zrobi

10

których

haftowała

wzory

zc

spóklziehii;

„nie

wolno

by-lo

zapotrzebowanie:

s t o duż\-ch p t a k ó w ,

sto

f o r m a , b o w s z y s t k i e k o g u t y j a k s t o , t o muszą

�I
być n a j e d e n r o z m i a r i n i e m a c u d ó w ! B o w s z y s t k i e i d ą
jeden

rozmiar. Wyrysować

trzeba

formy,

wyciąć,

przy­

czepić s z p i l k a m i d o p a p i e r u i w y c i ą ć ' ' (1) „ N i e r a z , j a k
i m się w z ó r s p o d o b a t o chcą dużo t e g o . O , i l e ! O . k o c h a n a !
N i e r a z j a k się t o j e d n o i t o s a m o r o b i , t o t r z e b a o d r y s o w ^ ć ,
b o n i e r a z się p o m y l i , z a p o m n i się i t r z a p ó ź i i c j

rymować,

ż e b y t a k i e s a m o b y ł o d o b r e , t a s a m a wielkość... Ale n a j ­
l e p i e j i d z i e t a r o b o t a , j a k się r o b i t a k o d n ; z u . A j a k t o
s a m o , t o t a k j a k f a b r y c z n e , t o z b r z y d n i e i j u ż się p ó ź n i e j
chęci n i e m a . " (4)
Trzeba

p o d k r e ś l i ć , ż e w t y c h w y p a d k a c h , k i e d y jest

!.l;,dzioj y

większy n a c i s k n a p o b u d z e n i e i n w e n c j i twórczej, działanie t a k i e
j e s t p r z y j m o w a n e z z a d o w o l e n i e m p r z e z ivyt\vóvi:ó\v

i jest ź^ódk-in

s a t y s f a k c j i i d u m y z własnych osiągnięć t w órezyeh :
,,Mody

wymyślam

sama(...) m n i e

t o zawsze

pochwalili.

Robiło n a s cztery(...) t o m n i e najlepiej o h w : J i h , że n a j ­
ładniejszy

t o w a r r o b i ę , najlepiej

odrzucali,

... z n a c z y ,

było

kilka

żo jakoś

domodzony.
dobrze

Nigdy nie

robię"

(0), „Nas

w t e j „ K u r p i a n e e " , n o i n i e było

chętnych,

ż e b y t o k t ó r a w z i ę ł a . B y l t a k i p r e z e s Ś l ą z a k ( t o był b a r d z o
d o b r y człowiek i wszyscy
I

p o n i m płukali j a k odchodził).

m ó w i ł : która z pań weźmie

pierwszy

i ze s w e j

głowy

zrobi to

r a z . A j a miałam chore dziecko. A l e o n prosił:

P a n i t o w e ź m i e , p a n i t o n a p e w n o z r o b i . N o i j a (...) z r o b i ­
ł a m t e c h u s t k i . Z a n i o s ł a m t o i n i e m ó g ł m i się z a t o c h u s t k i
wydziękować.

N o i później

I

tam

„Kurpiance"... D u ż o

w

za t o zostałam

te chustki

dalej...

i twórcą
jest

mogą

wymyśliłam
i

i wszystkie

i chustki

s t a r a m się c o r a z

wykonanych
mają

prostu

t y l k o dwie. Ale j a n i c

być...

Ja wtedy

robiłam... Tale

to

zostałam

wzory

(twórcą)

dalej, żeby t o było j a k najwięcej t e j

roboty i j a k najlepsza."
Reasumując —

wszystkie
po

n a w s i chytrośoi, za­

zdroszczą, b o nas (twórców) jest
chytruję,

robiły

ludowym

(7)

n a o s t a t e c z n y k s z t a ł t i c h a r a k t e r wyrobów,

przez

wytwórcę

dla ,,Cepelii"

zasadniczy

wpływ

takie czynniki j a k :

1 A u t o r s t w o wzorów
strzeganie
2 Brak

i mniej l u b bardziej

wierności

czasu

rygorystyczne

prze­

wzornictwa;

n a projektowanie

ze

względu

na

konieczność

w y k o n a n i a n o r m y (potrącenia p r e m i i ) ;
3 Istnienie l u b b r a k bodźców

do wykazywania

i n w e n c j i twór­

czej;
4 Określone

w

zamówieniach

rodzaje,

ilość

i

wielkość

wyro­

bów;
5 Rodzaj

surowców.

C z y n n i k i t e w sumie wpływają

n i e k o r z y s t n i e n a możliwości

r o z w o j u w y t w ó r c z o ś c i w i e j s k i e j w r a m a c h „ C e p e l i i " , zniekształca­
jąc j e j r z e c z y w i s t y
Wydawać

obraz.

b y się m o g ł o , ż e s k u t e c z n y m r o z w i ą z a n i e m

p r o b l e m u jest udział w k o n k u r s a c h , o r g a n i z o w a n y c h przez

tego
różne

i n s t y t u c j o z udziałem „ C e p e l i i " . Jest t o j e d n a k , j a k potwierdziły
także i n n e źródła i obserwacje,

rozwiązanie połowiczne i dające

z b y t małe e f e k t y w porównaniu z wysiłkiem i nakładami n a t e n
co!

poniesionymi.

„Artystyczne

Pomijam

2

Rękodzieło

w

t y m miejscu

konkursy

typu

W s i " , których r e g u l a m i n n i e p r z e w i ­

d y w a ł udziału w s p ó ł p r a c o w n i k ó w „ C e p e l i i " (chociaż w p r a k t y c e
czasem

miało

t o miejsce).

Zazwyczaj

wszystkie

konkursy, czy

t o t e m a t y c z n e , c z y r e g i o n a l n e o d b y w a ł y się z u d z i a ł e m „ C e p e l i i " ,
n i e m n i e j j e d n a k , p o r o z m o w a c h z w y t w ó r c a m i o d n o s i się wrażenie,
że

udział

w

produkcyjną.

konkursach

niewiele

Wykonawcy

prac

ma

wspólnego

konkursowych,

z

praktyką

często

n a g r o d z o n y c h , „ n a codzień" wykonują t e same seryjne
często p r o j e k t o w a n e
rzystują

w

pełni

przez

efektów

inne osoby.
konkursów.

Spółdzielnie
Imprezy

nawet
wyroby,

nie wyko­
konkursowe

obejmują z b y t wąski krąg osób, najczęściej biorą w n i c h

udział

z n a n i już t w ó r c y , r e g u l a m i n y i r e k l a m a n i e docierają d o wszyst kich

współpracowników
Zbyt

„Cepelii".

m a ł o u w a g i p r z y w i ą z u j e się d o k o n k u r s ó w

n y c h spółdzielni, w których współpracownicy m o g l i b y

wewnętrz­
zaprezen-

cepełiowska

11

�towaó swoje
•stare

możliwości twórcze, pomysły a d a p t a c j i ,

wzory

klimat

z

rodzinnych

współzawodnictwa.

i zachowaniach

kufrów,
Metoda

stwarzając
t a , sądząc

informatorów, może dać dobre

odświeżyć

jednocześnie
po

reakcjach

wytwórców
wyroby,
czy

jest

bezpośredni

kontakt

—

a ich wykonawcami. Komisje

kwalifikacyjne —

wyrażają

między

inwencji

oceniającymi

docierają
wobec
ocen

do

wykonawców.

wykonawcy

Konieczność

przyczyniłaby

się

rzadko

uzasadnienia

do

wyrobów

barwach

o t y l e i s t o t n e , że t r a d y c y j n y

ludowego

był w

bezpośrednim

wytwórca

wiejski

odbiorca
kontakcie

pracuje

treści

zupełnie

kilka

i

kierownictwa

zdobienie

punkty

wyrobów

odniesienia

czuje

n i e p o d o b a ł się

stonowanych,

,,za.mazany",

„zajęco

ciemnych

kolory").

w formie, mało realistyczne

uznania

wśród

mieszkańców

l a t t e m u zrezygnował

Głogow­

ze w s p ó ł p r a c y

z „Ce­

środowiska

„Cepelii":

ś r o d o w i s k u , k t ó r e g o o p i n i e i g u s t y są m u z n a n e , a l e
rozbieżne

o

przykładem rozbieżności gustów środowis­

„Wprowadziłem

w swoim

mając

powodzeniem

p e l i ą " , o r a z r e a k c j a n a jego działalność m i e j s c o w e g o

komplety

że

gobelin

n i e znajdują

Najjaskrawszym

nadal

zagubiony, j a k b y zawieszony

skomplikowanym

k o w y c h jest wypowiedź jednego z garncarzy z M e d y n i

uznanie.

„Cepelii",

o

wsi.

wyrażał

t a k z n a c z n i e różnią się o d gustów o b e c n y c h o d b i o r c ó w

dywany

Przedmioty sztuki schematyczne
w

dokonywał n a miejscu w y b o r u , krytykował l u b
Obecnie

albo

artystyczny

(„zapa,prałki",

skiej, który

rękodzieła

z wykonawcą,

zdecydowanie

oceny

zobiektywizowania

wyrobów.
Jest t o zagadnienie

kolorów)

w t e ś c i e d o t y c z a c j ' m t k a c t w a c i e s z y ł się k i l i m „ d w o r s k i " w k o l o ­

Czy t o k o n k u r s o w e ,

różne u w a g i k r y t y c z n e , p r z y j ­

mując l u b odrzucając wzór. O p i n i e t e i i c h u z a s a d n i e n i e

(12—14

w z o r z e : w prątki l u b dwuosnowowe. Największym
r o w e k w i a t y i d y w a n białostocki d w u o s n o w o w y ;

rezultaty.

J e d n y m z Warunków k o n i e c z n y c h d l a p o b u d z e n i a

pasiaki

dużo

nowych

wzorów

do „Cepelii"

d o k a w y , d o wódki, talerze, k o g u t y
rozmaite

takie

w p r o wadziłem...

no, to

„ C e p e l i i " , a t e r a z t o całkiem, i n n a , d r o g a . B o t a m t o

się

tylko

w próżni. P r z y b i e r a t o oczywiście

t a k i e t r a d y c y j n e , n a przykład

—

walczące,

malowanie:

do
były

ząbki,

k r o p k i . . . N i e m o g ł e m t a k robić ( j a k chciałem) b o przeszka­

różne f o r m y . O d ciągłych poszukiwań, prób „przypodobania s i ę "

d z a l i , g a d a l i , że t o n i e jest l u d o w e , t o n i e robić(...). N a

nowemu odbiorcy

przykład t e n w a z o n , miałem w K a z i m i e r z u . T o przyszedł

twórczych,
rów.

do

i ciągłych rozczarowań u jednostek

bezmyślnego

kopiowania

bardziej

powierzonych

wzo­

jakiś p l a s t y k , t o kazał zdjąć

i zabrać, n i c pokazywać,

a l u d z i e t a k się z a c h w y c a l i ! J a t e g o n i e u z n a j ę . . . b o j a

3

u z n a j ę , ż e t o j e s t l u d o w e , c o k t o ś t a k i z r o b i , c o się n i e
u c z y ł (...)

Już koniec

z „ C e p e l i ą " . Z a p i s a ł e m się d o r z e ­

m i e ś l n i k a . J u ż p o . . . a r t y ś c i e , j a k e m się w y p i s a ł z , , C e p e l i i "

M o d a i u p o d o b a n i a środowiska w i e j s k i e g o a s t y l „ c e p e l i o w s k i "

(...) B a r d z i e j się p o d o b a j ą n a w s i t e m o j e w y r o b y . U n i c h
(garncarzy
Truizmem

jest

twierdzenie,

środowiska wiejskiego

że

upodobania

r ó ż n i ą się z a s a d n i c z o

odbioroów t z w . rękodzieła ludowego.

W

Tu

o d gustów m i e j s k i c h

współpracujących

z

„Cepelią")

C h y b a się

znudziło ( t a m t o ) , t o coś n o w e g o j e s t . . . N a w e t

garncarze

kupują u m n i e . B o t a m gdzieś jedzie,

działaniu p r a k t y c z n y m

n i e kupują.

j a k ktoś jest t o t y l k o d o n a s przyjeżdża.

estetyczne

gdzieś n a wesele,

j e d n a k , c z ę s t o n i e d o c e n i a s i ę t e g o f a k t u i s t ą d b i o r ą się r o z c z a r o ­

c z y jakiś p r e z e n t chce d a ć t o o n sam, k u p u j e . I n n i g a r n ­

w a n i a zarówno oceniających prace k o n k u r s o w e c z y n o w e

carze

wzor­

i

n i c t w o , j a k i i c h autorów. Z a g a d n i e n i u t e m u , p o r u s z a n e m u już
zresztą

w l i t e r a t u r z e , poświęcone

będzie

odrębne

opracowanie

kupują

robią

(...)

u rzemieślników

w

sklepie

moje

wyroby

odbitki.

Dobrze,

żeby

n i e zaginęły

t e starożytne...

T o są

A n n y M i l e w s k i e j . T u chciałabym j e d y n i e zwrócić uwagę n a d w a

bardzo

zasadnicze

stały, n i e r a z t a k i e z a k u r z o n o i n i k t się o t o n i e z a p y t a ł .

c z y n n i k i , kształtujące

charakter

współczesnej w y ­

ładne

wzory,

n o ale...

j a k robiłem

dzbanki, to

twórczości w i e j s k i e j i rzutujące n a s t o s u n e k środowiska w i e j s k i e ­

Dopiero

go d o w y r o b ó w „ C e p e l i i " , a m i a n o w i c i e estetykę wiejską i m o -

t e d z b a n y zabrał. Szukałem czegoś, ż e b y t o szło... T e r a z

dę.

jakiś o k u l i s t a przyjechał

już i m i a s t o
Przedmiot,

Pomysł

u w a ż a n y p r z e z m i e s z k a ń c ó w w s i za p i ę k n y , z a

naszego

d z i e ł o s z t u k i , p o w i n n y c e c h o w a ć : a) p r o c j ' z j a w y k o n a n i a , b ) r e a ­

„jego

lizm,

miejscowej

a

nawet

n a t u r a l i z m , c)

bogactwo

kolorystyki.

w y r ó b m u s i posiadać chociaż jedną z tych
jest

Ładny

i

cech.

był n a tyle

zdecydowanie

kierownictwo

spółdzielni.

profilu

I

t a k do

n ó w p o k i l k a s e t z ł o t y c h k a ż d y . W ślad z a k i e r o w n i c t w e m

bądź z trudności

ludo­

spółdzielni

surowco­

pokoju,

w y c h i t p . b ą d ź z chęci z a d o w o l e n i a n o w e g o o d b i o r c y . C h a r a k t e r y s ­

z

t y c z n a jest wypowiedź jednej z w y c i n a n k a r e k łowickich:
„Moje
Bo

dawniejsze

t o więcej

takie

z

haftowanych

Czy

ze s w o j e g o
kwiatów,

to

wej

jednostek,

A

później, j a k robiłam

do „Sztuki

może

t o , że trzeba

inne

robić

Łowickiej"

wycinanki,

podobne

do

może

który

udekorowali

jego

wnętrze

związanych

monstrualnymi

wałka z t a k s i l n y m oddziaływaniem m o d y

kwiat!

już t a k podpatrzyłam

garncarze,

ceramik,

w sprawach

wazo­

nim

żywych,

środowisko­

n i e będzie walką z w i a t r a k a m i ? C z y należy hamować

wisko

zrozumiałam

to

za

cenę

odchodzenia

l u b porzucania

pokierować?
Wyroby

z

„Cepelii"

z a w o d u ? C z y też raczej

D o zagadnienia

t e g o jeszcze

zja­

najzdolniejszych
rozsądnie

powrócę.

rękodzielnicze n a w s i tracą s w e f u n k c j e

użytkowo

ale żeby n i e ż y w e były. Ż e t o łatwiej wycinać t a k i p o d o b n y

i

do ż y w e g o , a lepiej żeby n i e b y ł p o d o b n y . . . o, żeby wyciąć

samą, co w środowisku m i e j s k i m , t z n . dekoracyjną i prestiżową.

z p a p i e r u , a l e n i e t a k i j a k ż y w y . I m n i e j p r a c y i ładniej

Można zaobserwować, że t e w y r o b y , które n i e zmieniły

w y g l ą d a . T a k wystylizować... i t a k uprzytornniło b a n a

w n i e w i e l k i m też s t o p n i u zmieniły f o r m y , n p . kosze, p o j e m n i k i ,

taką

p o p r o s t u czystą

łowicką

może...". A

d l a siebie:

zaczynają

chodniki

pełnić

w

szmaciane,

większej

niektóre

niż dotychczas

rodzaje

naczyń

mierze

przodmioty

sobie

i prestiżowe p o w i n n y odpowiadać k a n o n o m piękna

jedną

różę, drugą

różę, t a k i e

starodawne... T a k ,

że h a f t t o m u s i b y ć d o żywych

kwiatów

p o d o b n y " . (4).

funkcjonującym

kolorowej

przede

wszystkim

n a w s i (precyzja,

funkcji,

funkcje

dekoracyjne
powszechnie

skomplikowanie, kolor, natu­

ralizm) .

Dążenie d o u r o z m a i c e n i a k o l o r y s t y k i p r z e j a w i a się w u p o d o ­
do

pełniące

rolę tę

i t p . Natomiast

„ t a k i sobie w z ó r w y r y s o w a ł a m n a chustkę. T a k umyśliłam
m n i e się z d a j e ,

baniu

pracą

m y ś l a ł a m , ż e j a k się h a f t u j e , t o m i się z d a w a ł o , ż e t o j e s t
to

brygadzista

do którego przychodzą

kilka

p r a c a m i . " (9)

w y c i n a n k i r ó ż n i ł y się o d d z i s i e j s z y c h .

j a k j a robiłam o d małych l a t , t a k sama

(rozumu),

poszedł

zakupiono u niego

dekoracji

d l a początkowego

w i e l u twórców

spółdzielni

od

się n i e t y l k o o b c y , a l e

wnętrz

o k r e s u twórczości

biura

(8)

chwytliwy, że:

odbiegającymi

c e r a m i k i zachwycają

dopiero

Dążenie d o osiągnięcia tego ideału piękna c h a r a k t e r y s t y c z n e
w y c h . Późniejsze z m i a n y wypływają

rzeźby,

obrazów,

„łowickich

r n o d n y o h n p . n a K u r p i a c h . P r e f e r u j e się t u a l b o b a r d z o

12

i

i wieś, t o o n i już t a k i o bierą".

garncarza

pracami

nasze

z Warszawy

pasiaków"
kolorowe

Najistotniejszym jednak elemontem obyczaju,
o

akceptacji

jakiegoś

p r z e d m i o t u , jest

moda.

decydującym

Chęć

nadążenia

za modą silniejsza jest o d osobistych gustów. Posiadanie

tego

�I I . 4 . Współczesne, a d a p t a c j a łowickiego
haftu k o r a l i k a m i n a aksamicie

co m o d n e , j e s t sprawą p r e s t i ż o w ą i n a w e t o b i e k t y w n a o c e n a n p .

kupiła, d r u g a zobaczyła i już, żeby k o t e k b y ł ! J a k zoba­

jakiegoś

czyła j e d n a u d r u g i e j t o w s z y s t k i e t o k o t k i ! A j a k znowuż

elementu

zostawieniu

w

w y s t r o j u wnętrza

n i e decyduje

m i e s z k a n i u jeżeli został

uznany

o jego p o ­

za

niektóre brały

niemodny.

t u w y c i n a n k i ode mnie, ojej,

to i

mnie

Doskonałą ilustracją t e g o z a g a d n i e n i a j e s t z a n o t o w a n a

dyskusja

Zosia zrób, i m n i e zrób! N o i znów kupowały, b o znowuż

małżeństwa

gustach:

i m się t o j a k o ś z a c h ę c i ł o i t o t a k i j a k i ś u r o k . T a k a

kurpiowskich wycinankarzy

o

modzie

i

chcą m i e ć p o d o b n i e .

B o k i e d y ś t o n i e szło t e g o s p r z e d a ć , a t e r a z t o i l e się z r o b i ,

murowane,

to

w y r z u c a j ą n a b e r k . B o m a j ą n a t o . Spieniężyli się, d o r o b i l i

się

sprzeda.

Mąż: N i e dlatego.
Ci co wycinają

G y b y ś miała

pokój,

t a k i e , o... n a p o k a z .

przyjeżdżają.
teraz
Jak

są. (...)
jeden

przewala

N a pokaz

t o są, j a k g o ś c i e

J a k b y n i e płacili za t o , t o n a p e w n o

ustało. D l a siebie

l u d z i e tego n i e robią, b o i n n e

Teraz

segment,

n a w s i ludzie

by

ściany

t a k n i e upiększają.

t o d r u g i jeszcze h y z i c j

t a m szuka,

Jedna

zresztą

t e szafy

już

jakoś inaczej, n i e t a k j a k d a w n i e j . . .

pieniądze
Łowickiego

bardzo,

bo

d u m n a jest

ja widzę.."
z nowego

bez w y b o r u , b o t a k i e były

(4)

regału

w sklepie), bo

j e s t t e r a z m e b l o w a n i e t r a d y c y j n e , b o l u d z i e w s t y d z ą się s t a r y c h
mebli.
Wymagania

stawiane przez mieszkańców w s i p r z e d m i o t o m

pełnić

odzwierciedlenie

Mąż: Słomy takiej nic m a !

segmenty,

teraz n i k t j e j n i e z a r z u c i , że jest b i e d n a . Rzadkością, j a k m ó w i ,

mającym

się w s t y d z ą !

te

już wieś z a n i k a , b o d o m y

urządzone,

rządzą

z mieszkanek

(kupionego

p o m i a s t a c h , t o n i e p o w i e s i k i e r c a , c o , będzie

miał inaczej ? C h y b a

młodzi

Wypracują

t o mają.

Ż o n a : N o , n i e . W p r y w a t n y c h m i e s z k a n i a c h nie w i d z i a ł a m ,
tylko

się,

t o b y ś zrobiła.

inaczej

A teraz

moda,

Ż o n a : „ C z a s e m jeszcze l u d z i e mają upiększone, ale n i e t a k .

funkcje

dekoracyjne

i

prestiżowe

znajdują

w i c hstosunku do wyrobów „Cepelii". Z kry­

tycznymi

uwagami

l u d z i e b y znaleźli słomę! T o już w y c h o d z i z m o d y . A l e ,

malowana

rzeźba,

przepraszam!

l u b niesolidnie w y k o n a n e t k a n i n y , i t o zarówno wśród mieszkań­

Żona: Żeby t o było t a k i e p o k u p n e , j a k te segmenty
Była

synowa

ze

Śląska,

mówiła,

to

że t o

k u r p i o w s k i e t a k i e t r a d y c y j n e r z e c z y t a k się t a m r o z p o w ­
szechniły, że p o p r o s t u t a k i e cóś m i e ć , to w s z y s c y

ców w s i , j a k i s a m y c h

przy­

c h o d z ą o g l ą d a ć i t o j e s t w i e l k i e c ó ś ! B o już i n n o r z e c z y

spotykają
surowe

W

sklepach

się z a z w y c z a j

meble,

p r y m i t y w n a , nie­

schematyczny

haft,

proste,

wytwórców.

„Cepelii"

kupuje

się n i e k i e d y

prezenty d l a

k r e w n y c h zza granicy, n a i m i e n i n y — zazwyczaj n a r z u t y , h a f t y ,

nowoczesno mają, a tego n i c mają. T o w m i a s t a c h . U n a s

najczęściej t e o s k o m p l i k o w a n y m w z o r z e , ł u b b a r d z o

n a r a z i e n i e j e s t t a k p o w a ż a n a , , bo u n a s t o się j u ż p r z y -

których n i e można zamówić n a miejscu. Żaden z

t a r l o . " (1)

n i e posiadał w d o m u p r z e d m i o t u z a k u p i o n e g o przez siebie w „ C e ­

I n n ą ilustracją m e c h a n i z m u f u n k c j o n o w a n i a m o d y
wypowiedź jednej

n a w s i jest

„ t e r a z , j a k się Cofnąć 1 0 l a t t e m u , t o z a w s z e b y ł y
Znaczy

malowane

w

p e l i i " , choć o g ó l n i k o w o s t w i e r d z a l i , ż e o w s z e m , p o d o b a ł y i m się
wyroby,

z w y c i n a n k a r e k z łowickiego:
desenie.

m i e s z k a n i u i t e w y c i n a n k i jakoś

kolorowe,

informatorów

ktoś chce
u

ale można

samemu

zrobić,

albo

„za drogie".

mieć w d o m u nową tkaninę, z a m a w i a

miejscowej

tkaczki, z

własnego

surowca,

ją

Jeżeli

zazwyczaj

polegając

na jej

kotka

kupić,

guście w s p r a w i e d o b o r u k o l o r u i w z o r u , „ b o z r o b i taką j a k nasza

przybić. B o t o chodził ktoś p o wsi, sprzedawał.

Jedna

tu moda

im

nie p a s o w a ł y .

Tylko

wolały

jakiegoś

jest".

13

�I I . 5. K o m p l e t

Z

uwagami

d o a l k o h o l u , o r n a m e n t p l a s t y c z n y , w y s . b a ń k i 23 c m , w y k . J a n K o t , M e d y n i a
woj. rzeszowskie

krytycznymi

spotykały

się

wyroby

w Łowickiem, gdzie prestiżowy ('barakier wyrobów
jest

wyraźniej

niają

widoczny.

np. lalki

łowickie

I n f o r m a t o r k i bardzo
wykonano

L a l k i w m i e s z k a n i u łowickim odgrywają
oyjno-prestiżową.

Większość

dla

poważną

trudniejsze —

oce­

na

rzeźbach,

na

przez dzień go nie wykonał, trzeba

Ale

lalkę

chcąc

lepszą

robotę

zrobić,

to

czym

drewno

t y m najlepiej

ją s a m a l u b z a m a w i a d l a n i e j u b r a n k o u m i e j s c o w y c h s p e c j a l i s t e k -

twarde

drewno, a rzeźby to z lipowego..."

-tkaezek

i hafciarek.
stroju:

Strój

lalki musi

i m szersza,

być dokładną

bardziej

miniaturą

rozłożysta

spódnica,

„Cepelii"
wywiera

silno

piętno

na

wykonują

wyroby,

inne
odpe-

powiadające
jest

wyrażają swojo
dzieł,

nie

współpracujący

/. „ C e p e l i ą "

otwarcie

lokeow~ażonie dla, „ w y r o b n i k ó w ' " . . C e p e l i i " i i ^ h

odpowiadających

wymaganiom

estetycznym

wsi.

zbyt

w

Kazimierzu

ja, u i e l u b i

szmata,

wszystkie

oceną
ze

„ C e p e l i i " stoją

i potrzebami

środowiska,

„Cepelii"

sposób

wielkiej

zarobko­

twórcz3'ch.
sprzeczności

wytwórcy

często r e ­

współpracy.

t a k i c h . M u s i być

1

toż m u s i

były

potrzeby

jako

w zbyt

zygnują

wygładzono, ja,k jest

na

wyłącznie

Jeżeli w y m a g a n i a

żeby t a k nie dokończyć r o b o t y . W
rzeźby j a k b y obszozerbarie,

Produkoja

traktowana

tej

własnych potrzeb

z własną

widzi;Jem

gustom.

dla

wania, a n i e możliwość realizacji

„ J a n i e lubię t a k i c h l u d o w y c h robić. K i e w y t r z y m a ł a b y m ,
Kazimierzu

jego

często

niejednokrotnie

twórczej

Współpracownicy
instytucji

s ą d a c h o s z t u c e s a m y c h twórców" l u d o w y c h , d z i a ł a j ą c y c h w t y m
nie

dla „Cepelii".

a n a użytek własny i swojego środowiska i n n e ,

środowisku.

Twórcy

musowo

N i s k a ocena własnej p r a c y j e s t z j a w i s k i e m n i e p o k o j ą c y m i s t a w i a

sza.
wsi estetyka

to

(12).

p o d z n a k i e m z a p y t a n i a możliwość r o z w o j u i n i c j a t y w y
w wytwórczości przeznaczonej

na

(...)

najtwardsze

wykonać. D o kasetek

a h a f t n a ręka,\vaeh w i ę k s z y i d o k ł a d n i e j s z y , t y m l a l k a U u l n i e j -

Funkcjonująca

było

za świątka płacili 300 i 4 0 0 z l

u siebie n a wersalce, l u b podarować w prezencie ślubnym u b i e r a

buczackiego

świątkacłi,

T a k i e szybsze r o b o t y t o najlepiej robić w l i p o w y m d r e w n i e .

dekora-

i n f o r m a t o r e k chcąc; p o s a d z i ć

zarobić

ze d w a d n i r o b i ć . A

„Cepelii".

rolę

można

a za t a k i e pudełko z t r u d n e g o d r e w n a płacili 100 z l a t o

regionalnych

krytycznie

chałupniczo

„Najwięcej

Cepelii"

Głogowska,

być

podobne

widać. T a m

do

siebie,

Twórca l u d o w y

nie

w o p i n i i własnej i środowiska

p o d o b a ł y m i się. T o n p a n , co m a l o w a ł r z e ź b y i r o b i ł t a k i e
Pojęcie — twórca l u d o w y — pełni w działalności s t a t u t o w e j

g ł a d k i e j a k j a , t o m i się p o d o b n i . Z „ C e p e l i i " b y l i u m n i e ,
ale

o n i chcieli, żeby

fabrykować

jedno

i to

samo,

5 0 z), a o n i t o ])o 5 0 0 b y s p r s e d t i w n l i . T o n i e m a
takie
bym

same robić*' (10). „ G d y b y m robił
musiał robić

kazywała
robił

(rzeźba

godzinę

czy

t a k jak mnie
Kudły:
dwie.

p a n i ил

„Cepelia"

trzeba

twórcy

krzywy."

~ - klocek,

pocztówce

by nie

t a k i c h r z e c z y j a k m o j e . T u z L i żajska

uroku

&lt;Ilu „ C e p e l i i "

Chłop z p r o s i a k i e m ) .

To

za
to
po­

bym

jakaś

zrobiona,

(II)

T w ó r c y w s p ó ł p r a c u j ą c y z „ C e p e l i ą " a l b o s t r r e j ą się z l e k c e w a ż y ć
opinię środowiska

( „ c o o n i się n a t y m z n a j ą " ) , a l b o m n i e j l u b

b a r d z i e j o t w a r c i e p r z y z n a j ą się d o n i s k i e j o c e n y w ł a s n y c h p r a c :

14

się

dość i s t o t n ą

możliwości

rolę. Z pozycją

korzystania

Ludowej,

otrzymania

terminem

dość

często,

z

twórcy

Funduszu

ze/pomogi
odbywają

czy
się

ludowego

Rozwoju

renty.

Operuje

kwaJifikacje,

wiążą

Twórczości
się

tym

aktualizuje

się w y k e ^ z y i t p .

przyjmowała

b y l i u rr.nie: n a m

słupek, t w a r z

..Cepelii"

W

związku

rozumiane

jest

z t y m nasuwa

zakwalifikowane
nieuznawania

się p y t a n i e

—

j e k pojęcie

w środowisku w i e j s k i m , j a k rozumieją
za

to

jo osoby

j a k o t w ó r c y ? J a k i e są k r y t e r i a u z n a w a n i a l u b
twórcę,

za

artystę?

Mieszkańcy

wsi

często

rozróżniają pojęcie twórca i a r t y s t a . Określenie a r t y s t a używano
jest

zazwyczaj

w s t o s u n k u do wyróżniających

się w i c h m n i e ­

m a n i u i n d y w i d u a l n o ś c i , choć n i e k i e d y o k r e ś l e n i a t e uŻ3'wane są

�zamiennie.
potrafi

W opiniach

wykonywać

mieszkańców w s i artystą, j e s t

przedmioty

ten, k t o Podobne

piękne, s k o m p l i k o w a n e ,

,,takie

u

d o t e j o p i n i i ролл-tarzają s i ę dość c z ę s t o ,

^согеолл- n i e л\^ро1ргае^асуе11 z

„Cepelią".

j a k i c h n i k t n i ep o t r a f i zrobić' i jest i c h a u t o r e m , t z n . n i e k o p i u j e ;

Zdarzają

t e n o s t a t n i w a r u n e k n i e jest niezbędny jeżeli k o p i o w a n y

l u d o w y " m a znaczenie p e j o r a t y w n e ,

1

m i o t jest dostatecznie
która

przedmioty

p o t r a f i robić

przed­

t r u d n y d o w y k o n a n i a . Twórcą jest osoba,

wykonywano

najlepiej.

przez

innych

w

których

Komentując

działalność różnych w y t w ó r c ó w

doл\'isku (гаголл-по лл-spólpracująoych

Stąd też współpracowników

„Cepelii" ocenia

się r ó ż n i e .

określenie

jaki

w s w o i m śro-

niewspółpracujących

z „ C e p e l i ą " ) i n f o r m a t o r z y n a j c z ę ś c i e j s k ł o n n i są u z n a ć z a k o r c ó w

„ L u d z i e pracujący d l a „ C e p e l i i " bywają n i e k i e d y a r t y s ­

czy

t a m i , g d y p o s i a d a j ą d u s z ę a r t y s t y i w y k a z u j ą się k o m p e ­

odbiegające

tencją swojej

lub stosowaniem

twórczości", ale „nie jest artystką p a n i

X

artystów

osoby

wykonujące

od utartej tradycji —

przedmioty

лл- j a k i ś

c z y t o precyzją

z e n t u j ą c y c h z u p e ł n i e полл'е w нго(1о\л-1зки d z i e d z i n y

Jej w y t w o r y

(malarstwo,

w treści"

( 1 3 ) , „ N i e w s z y s c y są a r t y s t a m i . J e s t n i m i t y l k o t a c z ę ś ć ,
która

nie odtwarza

lecz dodaje

mechanicznie

narzuconych

wzorów

d o n i c l i c o ś . c o t k w i w i c h w n ę t r z u , coś •/. i c h

p r z e ż y ć . N p . t e k o b i e t y , k t ó r e s z y j ą d l a „ O p e l i i " nie' są
a r t y s t k a m i , p o n i e w a ż t e g o c o o n e r o b i ą m o ż n a się n a u c z y ć .
T o jest raczej

z a w ó d " . (14)

W o d p o w i e d z i n a p y t a n i e , c z y t a , l u b i n n a osoba

współpracująca

Tak

płaskorzeźba,

więc

sposób

wykonania,

n o w y c h rozwiązań f o r m a l n y c h , c z y też repre­

choć t o j e s t twórczość l u d o w a , b o n i e m a w n i e j a r t y z m u .
są m a ł o s k o m p l i k o w a n e i u b o g i e

„twórca

n p . w o d n i e s i e n i u d o rzeź­

biarzy.

mieszkańców

4

się t e ż w y p o w i e d z i ,

szczególnie

5

metaloplastyka,

kryteria uznawania

wytwórczości

korzoniopłastyka).

za twórcę

( c z y też artystę)

w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m są n i e c o o d m i e n n e , a z n a c z n i e

ostrzejsze

niż w p r a k t y c e „ C e p e l i i " . U ż y w a n i e

„twórca"

na wsi terminu

także w s t o s u n k u d o osób n i e o d p o w i a d a j ą c y c h
środo\\-iska, m a w y r a ź n y

zwiążcie

państwa, reklamą, odbiorcą
Współpracownicy

z „ C e p e l i ą " j e s t t w ó r c ą s p o t y k a się o k r e ś l e n i e : „ j a k i t o t w ó r c a ,

k r y t e r i o m tego

z oddziaływaniom,

mecenatu

z zewnątrz.

„ C e p e l i i " s a m i często n i e mają

wyrobio­

r o b i t o c o w s z y s c y u m i e j ą " , a l b o o k r e ś l a się w s p ó ł p r a c o w n i k ó w

nego z d a n i a n a t e m a t własnego s t a t u s u . D e c y d u j ą c y m a r g u m e n ­

„Cepelii",

t e m jest zazwyczaj

jako

„robotników

w

swoim

fachu,

utrzymujących

działaczy

się z t e g o c o p o t r a f i ą . "
J a k wskazuje wypowiedź jednego z garncarzy, dla uzyskania
statusu
we

twórcy

własne

konieczny

jest

duży

wkład

inwencji

twórczej

twórcę
bo

ludowego?

N a pytanie:

najczęściej

pada

Czy pani

uważa

się z a

odpowiedź:

„A,

pewnie,

m n i e t a m ( w s p ó ł d z i e l n i , w g m i n i e , лл- S T L ) z a p i s a l i " , „ b o

jeżdżę

wyroby:

z a k w a l i f i k o w a n i e i c h przez spółdzielnię c z y

regionalnych.

n a k o n k u r s y " , „ b o przychodzą

S p o t k a ł a m się n a w e t z t a k k r a ń c o w y m p r z y p a d k i e m j a k c a ł k o ­

że t a k mają

robić,

a n i c n i e zmienią. J a uznaję, że t o n i e jest twórca, t y l k o
po p r o s t u odtwórca, b o j a k r o b i , co dziadek,
robił i o n n i e p o t r a f i co i n n e g o

pradziadek

wymyśleć, j a k i

t o jest

wite

niezrozumienie

uważają

tego

c z y środowiska

terminu.

N a pytanie

ludzie za twórcę Imhm-ego ? T k a c z k a

„No,

chyba

n i e jest

z

p r z e d t e m , b o t a m n i e m a j ą w a r u n k ó w , ż e b y coś z m i e n i l i .
p r o s t u jest t a k j a k b y nakazane,

własne

wycieczki

miasta".

Po

Kryterium

do mnie

„ C i , co w „ C e p e l i i " pracują, t o n a p e w n o będą robić t o c o

—

istotne.

C z y panią

odpowiedziała:

t a k , j a k się r o b i ł o . N a p e w n o !

Na

pewno

илл-ażają, ż e t o się t a k u m i e r o b i ć i się r o b i . P e w n o . T a k ,

twórca ? J a tego n i e uznaję, t o jest t y l k o odtwórca, o n

za t w ó r c ę j e s t e m z a p i s a n a . P a n i , a co t o j e s t t w ó r c a , b o j a

o d t w a r z a . A t o t a k . . . c i p l a s t y c y się p r z e c i w iają, ż e j a k

t a k r o b i ł a m i w i e m , że j e s t e m twórcą, a l e j a n i e r o z u m i e m

co i n n e g o , t o o c h o . . . t o już n i e j e s t l u d o w e . " (8)

co

t o j e s t ? " (15)

�Osoby

о

znanyoh

nazwiakaoh,

uozestnioy

lioznyoh

konkursów

i w y s t a w mają znacznie wyższe m n i e m a n i e o sobie, a zadecydo­
wały

o n i m szerokie
„Ja

się

Ja

k o n t a k t y ,,ze

uważam

jestem

jako

światem."

twóroa,

zadowolony,

bo

robię. T o jest

wrodzone

obrzędowej.

wszędzie

wywyższam.

gdzie

pójdę,

u m n i e " , (1) m ó w i

„No

t a k , uważam

T o ć m a m o d z n a c z e n i e n i e j e d n o (...)
do

to:

Do

rangi twórcy ludowego

gdzie

w

większym

przywiązuje

początku

Warszawy,

się w i ę k s z ą w a g ę t a m ,

o możliwościach f i n a n s o w y c h , związanych
„Na

twórcę.

(2)

stopniu rozpowszechniona

jest

z tą

informacja

pozycją:

k a ż d y t w ó r c a m i a ł 1.200 z l a p o t e m p a n i

Świątkowska mówiła, żeby n i e przerywać, b o będę miała
rentę

większą,

dobrze
siebie

bo

ministerstwo

n a l n y m , twórczym. O d tego
przekonanie
wreszcie

wykonawca

się z a

Robiłam do

m u z e u m , jeszcze p r z e d w o j n ą " .

obiecało

wynagrodzić

dlatego, że t o n i k t n a s n i e uczył, m y t o s a m i z

dali

umiemy, takie samouki spod strzechy

do w s z y s t k i c h , przecie

go akceptować,

o ile

wyciągnięte

w Łowiczu

i to

ogłoszenie

n i e z a m y k a l i d r z w i (...)

Z

No

o

słuszności

akceptacja

zależy samopoczucie

kontynuowania

twórcy,

swojego

o m a w i a n y c h materiałów wypływa

k i l k a wniosków

zagadnień

zaliczyłabym:

niepełne

wykorzystanie

umiejętności

oraz

urozmaicania

wynikające

wzorniotwa,

przede

rygorystyczne

zubożenie

tematyczne

w s z y s t k i m z r o d z a j u i wielkości

przestrzeganie

n o r m miesięcznych, z b y t

t y c z n e podejście d o k o n t a k t ó w z w y t w ó r c a m i , słabą

formalisinformację

0 obowiązkach i u p r a w n i e n i a c h wynikających z z a k w a l i f i k o w a n i a
do

kategorii twórców

wytwórców
W

co

do

ludowych

ocen

w

„Cepelii",

i wymagań

brak

orientacji

komisji kwalifikacyjnych.

bieżącej p r a k t y c e p r o d u k c y j n e j spółdzielni

cepeliowskich

n i e są t o p r o b l e m y ł a t w e d o r o z w i ą z a n i a , n i e m n i e j j e d n a k
się,

że

operując

elastyczniej

Funduszem

Rozwoju

własnego m i e j s c a w wytwórczości regionalnej

w a n y w t r a d y c j a c h r e g i o n u , z n i c h czerpać umiejętności i t e m a t y

celu należałoby

p r a c , a i n w e n c j a t w ó r c z a m o ż e r o z w i j a ć się j e d y n i e

strony

dla regionu

w

ramach

wytwórczości.

zastosować

zapewnić

możliwość

„Cepelii". W

projektowania

tematyce:

tradycji rodzinnych, innym

pływają

własne

z

odmiennego

środowisku

funkcję

rozumienia

wiejskim

dekoracyjną

pojęcia

pełni

jednej
nowych

w z o r ó w , organizując co p e w i e n czas k o n k u r s y w e w n ę t r z n e spół­
d z i e l n i o zróżnicowanej

pojmowaniu

tym

1 Z

wzornictwa,

w

wytwór­

odnalezieniu

działanie k i l k u t o r o w e :

wytwórcom

wydaje

Twórczości

definicją a k r y t e r i a m i s t o s o w a n y m i w środowisku w i e j s k i m w y ­

Różnice

prac,

zamówień,

ców wiejskich w p o w s t a w a n i u nowego wzornictwa,

tradycyjnej

doty­

wytwórczych i b r a k bodźców do w y k a z y w a n i a i n w e n c j i twórczej

L u d o w e j można położyć większy n a c i s k n a współudział

wycho­

a

środowiska.

i z tego skorzystałam bo m a m i d y p l o m y i l i s t y p o c h w a l n e .
brałam udział z a w s z e , b o j a z t e g o r e g i o n u . " (4)

jego

zajęcia,

I

Według d e f i n i c j i „Cepelii" twórca l u d o w y p o w i n i e n być

w

związany

czących współpracy „ C e p e l i i " z wytwórcami. D o najważniejszych

i t o t a k n a s k a ż d y wyciągał, t o ogłoszenie z tego m u z e u m .
Ogłaszali, że będzie w y s t a w a

o t y l e będą

w i n n y sposób) ale także z m o t y w a c j a m i o c h a r a k t e r z e a m b i c j o ­

a l e się n i e

t w ó r c a l u d o w y , o o . . . m ó w i ą ! C z u j ę się j a k o t w ó r c a , b o t o
plastyki

1 sami wytwóroy,

będzie n i e t y l k o z korzyśoiami f i n a n s o w y m i (bo t e można osiągnąć

—

twórca

sztuki

obecnie,

—

między

ludowej.

j a k już

tą

Plastyka

wspomniałam,

i prestiżową, a j a k o t a k a podlega

silnemu

znanego

pomysły,

z

adaptacje,

raz n a odtworzenie

nowo

wyroby

itp.

starego

razem

na

Odpowiednia

r e k l a m a , wysokie n a g r o d y wraz z uzasadnieniem, w e r d y k t u oraz
uzależnieniem

premii F R T L

n o w e w y r o b y konieczne jest uwzględnienie w r e g u l a m i n i e nagród

za

s p e c j a l n y c h . N o w e w y r o b y m o g ą n i c m i e ś c i ć się w

swojego

wraz

z

modą

potrzebami

Hamowanie

w

w

twórców

sztuce

ludowej

naturalnego

wiejskiej

—

jeden

dążenia

który powoduje

ze ś r o d o w i s k a . T w o r z ą

wytwórczości

działania.

W

konkursach na
kategoriach

„ t r a d y c y j n y c h " . N a l e ż a ł o b y w t e d y oceniać j e o d s t r o n y p o z i o m u

środowiska.

zmienności jest s z t u c z n y m zabiegiem,
wanie

estetycznymi

do

powinny

też twórcą może być t e n , k t o w swojej twórczości p o t r a f i nadążyć
się

bodziec

twórczej

stanowić

zmieniającymi

odpowiedni

o d aktywności

o d d z i a ł y w a n i u m o d y . Zasadniczą cechą m o d y j e s t zmienność, stąd

się d w a o d r ę b n e

n a użytek własnego

wiska, drugi dla odbiorcy miejskiego. T e n drugi n u r t
się p o d w p ł y w e m ś w i a d o m e j

do

wyobco­
nurty
środo­

kształtuje

ingerencji odbiorców spoza

artystycznego
furtki

i

technicznego.

n a inicjatywę

twórczą,

Konieczno

jest

pozostawienie

n a możlneośei kształtowania

n o w y c h f o r m w s z t u c e l u d o w e j . J e s t t o , j a k już
wytwórczość podlegająca

działaniu m o d y

dzieć w j a k i m k i e r u n k u pójdą

środo­

się

wspomniałam,

i t r u d n o dziś

przewi­

zmiany.

Można też organizować k o n k u r s y m o n o t e m a t y c z n e .

Podobne

wiska wytwórców: plastyków, k o m i s j i k o n k u r s o w y c h i k w a l i f i k a ­

konkursy

cyjnych

t a t y . E f e k t takiego k o n k u r s u n p . w w y c i n a n c e u j a w n i możliwości

„Cepelii",

kolekcjonerów,

turystów.

Jest

to

wytwór­

organizowano

czość „ n a z a m ó w i e n i e " , p r z y c z y m w y k o n a w c a t e g o z a m ó w i e n i a

oryginalnego

n i g d y n i e jest p e w i e n j a k zostaną przyjęte jego w y r o b y ,

Powstanie

gdyż

n i e z n a d o s t a t e c z n i e oczekiwań i gustów swego o d b i o r c y , własna
ocena

ujęcia

tego

interesujący

regionu, obejmujący

przez muzea
sarniego
album

wszystkie

przyniosły ciekawe

tematu

przez

różne

reprezentacyjny
działające

dla

rezul­
osoby.
danego

t u w y c i n a n k a r k ii t p ;

n i e jest p e w n y m m i e r n i k i e m .

D l a t e g o t a k dużą wagę przywiązuję do szerszych

kontaktów

między w y k o n a w c a m i i oceniającymi w y r o b y , d o prób wspólnych
poszukiwań

twórczych.

2 Należy zróżnicować w większym s t o p n i u zamówienia n a w y r o b y
regionalne, t a k a b y jeden twórca nie powielał w

nieskończoność

tego samego t e m a t u . Ogranicza t o jego wyobraźnię, pomysłowość
1 umiejętności.

T u należałoby

jednak

zastosować

odpowiednie

bodźce do u r o z m a i c e n i a a s o r t y m e n t u gdyż w y t w ó r c o m n a ogół
Wytwórczość l u d o w a w „Cepelii", j e j p e r s p e k t y w y .
U w a g i i propozycje

opłaca

się m a t e r i a l n i e p r o d u k o w a ć

się go s z y b c i e j ,

t e n sam wyrób, gdyż

robi

n i ż w c a w cenach jest z b y t m a l a . U r u c h o m i e n i e

w t y m c e l u F K T L b y ł o b y z • w s z e c h m i a r słuszne'. N a k o n i e c z n o ś ć
Współczesna

wytwórczość

złożony; j e d n y m

artystyczna

z jego aspektów jest

wsi

to

problem

t a l a c h posunięć wsL- żuje K y t u a n j a n p . w g a r n c a r s t w i e .

produkcja na

potrzeby

jęniośeu w ś r ó d w y t w ó r c ó w u t r z y s m i j a . się jeszcze?, ale

„ C e p e l i i " , c o r a z m n i e j l i c z ą c a się w ś r o d o w i s k u w i e j s k i m . Z n a n i

o p ł a c a się p r z y o b e c n e o h

twórcy

kować

odchodzą

na emerytury

współpracowników

z chwilą p o j a w i e n i a
Zbyt

część

produkcję d l a „ C e p e l i i " t r a k t u j e

źródło d o d a t k o w e g o

o takim

i r e n t y ; duża

z a r o b k u , z k t ó r e g o są s k ł o n n i

obecnych
tylko

jako

zrezygnować

się i n n y c h m o ż l i w o ś c i .

s ł a b e są m o t y w a c j e
charakterze, jakiego

byłoby nawet

Celowe
marży

na niektóre f o r m y n a c z y ń ) , a b y zahamować postępujący

regres

dziedzinie;

„Cepelia".

Oczekiwania

3

Barelzo

ważną,

jeżeli n i e najważniejszą

sprawą

kontaktów między k i e r o w n i c t w e m (nadzorem)

że

„tradycyjny"

nurt

wytwórczości

jest

jest

rodzaj

spólelzie-lni a w y ­

k o r u j ą c y m i i c h p r a c ą ; o d umiejętności p o s t ę p o w a n i a t y c h osób

związany wyłącznie z odbiorcą m i e j s k i m i n i e będzie k o n t y n u o ­

zależy

wany

chęć d o p r a c y .

16

zamówienia.

t w ó r c a m i . Są o n i b a r e l z o w r a ż l i w i n a w s z e l k i e k o n t a k t y z l u d ź m i ,

Stwierdziliśmy,
jego

są z r e s z t ą

(cheiciażby w f o r m i e

do k o n t y n u o w a n i a wytwórczości
oczekuje

satysfakcji.

bez

r e l a c j a c h cen i pracochłonności proelu-

doniczki. Takie
dotowanie

Uniie-

garncarzom

zniesienia

w te'j

t e n i e w p e ł n i są z r o z u m i a l e d l a w y t w ó r c ó w , a p r a c a n i e p r z y n o s i
im

jedynie

1

ingerencji.

Zarówno

środowisko

wiejskie,

jak

barelzo

czysto

stosunek

Formalistyczne,

wytwórców
urzędowe

do

.swego

podejście

zajęeia,

zraża

wy-

�twórców, przekreślają"
Od

talentu

n i e k i e d y szanse r o z w o j u całego ośrodka.

„animatorskiego"

etnografa

czy

plastyka

zależy

w spółdzielni j a k i d l a w y l wórców. Często s p o t y k a n e w o c e n a c h
o k r e ś l e n i e , ża j a k i ś w y r ó b j e s t m a ł o „ l u d o w y " n i e w i e l e

b a r d z o w i o l o . D l a t e g o t a k dużą w a g ę przywiązuję, d o właściwego

jego a u t o r o w i . W

p o z i o m u nadzoru etnograficznego

ta praca j a k najbardziej

Jak

już

pelii"

wspomniałam,

skazani

są

na

w spółdzielniach r e g i o n a l n y c h .

wytwórcy
opinię

pracujący

osób

spoza

na potrzeby

swojego

będzie

umiejętnego
powielał

wykorzystania

zlecone

inwencji

twórczej,

czy

1 . S.
(która

4. W .

4 Generalną
umiejętności
w

powtarzając

wzorca

lub

5. C .

postępowania

powinno

myślenia. Należy

zespołów

t y m działaniu

nie

linią

twórczego

doświadczenia

„tradycyjnego"

plastyków;

Instytutu

(łącznie
błędów.

etnograficzno-artystyczny

z
Do

Wzornictwa

kadrą,

która

pełnienia

powinien

być

rozwijanie

wykorzystać

mieć

pełni

Przemysłowego

jeszcze

takiej

w

pozostała),

funkcji

nadzór

odpowiednio

przy­

gotowanie;
5
i

Strzałki

2. S. M y s z y n i e c

czaniu

i t e m a t y k i do

i n f o r m a t o r ó w

też

3. S.

przez

jest

ludowa.

W y k a z

i s t n i e j e i istniała w przeszłości t a k ż e ) n i e m o ż e polegać n a o g r a n i ­
wzornictwa

wyjaśnia

i jego środowiska

„Ce­

wzory.

Ingerencja w kształtowanie c h a r a k t e r u wytwórczości

projektowania

autora pracy

środowiska.

O d i c h t a k t u i w y c z u c i a założy, c z y w y t w ó r c a będzie miał możli­
wości

ocenie

Browary

Wysokienice
Zduny

Wieś

Łążek

6. S.

Kocierzew

7. Z .

Jeglijowiec

8. G .

Medynia

9. N o t a t k a służbowa W . J a r e c k i e g o
10. M .

z

1978 r o k u

Grębów

11. D . R y s z k o w a

Wola

12. C h . L i p i n k i

Oceny w z o r n i c t w a regionalnego na komisjach k w a l i f i k a c y j n y c h
konkursach w i n n y być t a k umotywowane,

aby kryteria

ocen

b y ł y jasne i p r z e k o n y w a j ą c o z a r ó w n o d l a osób pełniących nadzór

1 3 . S. Z d u n y
14. G. Złaków
15. G.

Kościelne
Borowy

Kocierzew

P R Z Y P I S Y

1 A u t o r e m t e s t u jest A . M i l e w s k a . Por. artykuł tejże:
Stosunek
mieszkańców
współczesnej
wsi łowickiej
do
miejscowej
wytwórczości
artystycznej,
rozpatrywanej
w kategoriach
sztuki,
B i u l e t y n O B R „Cepelia", 1982, n r 1—2.
2 Potwierdziły t o t a k i e źródła j a k pamiętniki t w ó r c ó w
l u d o w y c h (1974 г.), protokoły z posiedzeń sądów k o n k u r s o w y c h ,
obserwacje p l o n u konkursów i t p .

3 . S z e r z e j z a g a d n i o n i e t o o m a w i a m w p r a c y : Twórcy
ludowi
w świetle swoich
pamiętników,
„Pol. Szt. L u d . " , R. X X X V I I ,
1 9 8 3 n r 3/4, w d r u k u .
4 W y k o r z y s t a n o t u także materiały terenowe A . M i l e w s k i e j
d o p r a c y Wytwórczość
artystyczna
wsi poza ,,Cepelią"
(w przy­
gotowaniu).
5 O b f i t s z y materiał do tego zagadnienia
M.

II.

8. L i l k i

w stroju

zawiera cyt. praca

Woźniakowej.

łowickim

t ' o t . : S . D o p t u s z e w a k i , i l . t , 2 ; J . Świderski, i l . G, 7

17

�Wnętrze d o m u A g n i e s z k i Rachmaeiej, K u z i e , w o j . t a r n o w s k i e

'Fot.: J . Świderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="5966" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="5946">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c36efa105a31a688fcb9af5eaa809407.pdf</src>
        <authentication>ec2fc8f30986b92180ed364eae86a19c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71198">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3649</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71199">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71200">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3426</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71201">
                <text>Katedra Kultury Polskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71202">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.33</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71203">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71204">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71205">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71206">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="71207">
                <text>K a t e d r a

K u l t u r y

P o l s k i e j

Aleksander Jackowski
Teksty publikowane w tej części numeru związane są z działalnością Katedry
Kultury Polskiej, ludzi, którzy ją tworzą oraz programu, który realizują. Każdy
z nich równie dobrze mógłby się znaleźć w innym numerze pisma, bowiem
zarówno ich tematyka, jak i sposób ujęcia mieszczą się w profilu „Konteks­
tów" . Właśnie ta bliskość powoduje, że związki między pismem a Katedrą nie
są ani doraźne, ani przypadkowe. Autorzy, których teksty zamieszczamy
poniżej, znani są czytelnikom. Roch Sulima od lat należy do naszych przyjaciół,
publikuje swe artykuły, wspomaga radą i krytyką. W związku z problematyką
teatru zamieszczaliśmy artykuły Zbigniewa Osińskiego, Leszka Kolankiewicza
i Wojciecha Dudzika. Jeśli więc tym razem łączymy ich wypowiedzi nie na
zasadzie pokrewieństwa tematycznego, lecz przynależności do zespołu, który
kształtuje program Katedry, czynimy to w tym celu, by zaprezentować, choć
pobieżnie, zarówno ten program, jak i ludzi, którzy go tworzą.
Katedra działa w ramach Wydziału Polonistyki UW, ale zakres jej działań
i kompetencji wykraczają poza ramy jednej dyscypliny. Wystarczy wskazać na
podejmowane zadania, takie jak np. animacja kultury, antropologia teatru,
współczesne kierunki poszukiwań artystycznych w teatrze, widowiskach,
filmie, i innych formach technik audio-wizualnych; śledzenie nowych środków
komunikacji i informacji, sięganie do źródeł kultury, tradycji. Dalej: ant­
ropologia codzienności, problematyka pogranicz etnicznych, kulturowych,
wyznaniowych. Tak szeroki rozrzut tematyczny wiąże się ze świadomością
zadań, stających przed Katedrą. W istocie jest ona nastawiona na pomoc
w kształtowaniu indywidualnych zainteresowań uczących się. W większości
poważnych ośrodków uniwersyteckich na świecie realizuje się program
rozszerzający podstawy wiedzy, coraz trudniejszej do ogarnięcia. Uczy uczenia
się. Samodzielnego, w toku pracy. Uniwersytet otwiera drogę, którą każdy
może iść dalej. Nie daje zawodu. W naszym przypadku - animatora kultury,
krytyka, kierownika literackiego, pisarza, edytora etc. Ale tworzy horyzont
poznawczy, ułatwia określenie własnych zainteresowań i możliwości, pomaga
w starcie. Choćby przez to, że uczy formułować myśli, uczy nie tylko patrzeć
(każdy patrzy), ale i widzieć. Dostrzegać.
Tu dochodzimy do sprawy najważniejszej, koncepcji edukacyjnej Katedry.
Jest nią ścisłe powiązanie wiedzy teoretycznej z praktyką. Podstawowym
elementem programu są zajęcia warsztatowe, udział w przygotowaniu imprez,
w dyskusjach, sympozjach. A także „wyprawy": na Huculszczyznę, na tereny
pograniczne, do takich ośrodków teatralno-inicjacyjnych jak Gardzienice,
Węgajty. W zajęciach tych uczestniczą młodzi ludzie na równi z pedagogami.
Tworzy się partnerstwo.
Studenci przechodzą staże np. w Gardzienicach, Holstebro, Scheersbergu,
piszą później raporty. Wyimki z nich przedstawiamy w tym numerze. Spotykają
się w toku zajęć z wybitnymi twórcami kultury, pisarzami, reżyserami,
uczonymi.
Tak realizowane studia pozwalają na rozpoznanie zainteresowań, pomagają
w krytycznym podejściu do obserwowanej rzeczywistości. To bardzo trudne,
także dla pedagogów, wyzwalać zmysł krytyczny, przy całej umiejętności
zaangażowania się, fascynacji, przeżywania. Starać się „być" w środku,
w sytuacji niemal uczestnika, a zarazem znaleźć dystans świadka, obserwatora.
Z sytysfakcją dostrzegam nutę krytycznej obserwacji pojawiającą się
w raportach. Tu nie chodzi o szukanie dziur w całym, ale o widzenie rzeczy
w odległej perspektywie, postrzeganie procesu mityzacji, bez którego trudno

sobie wyobrazić jakiekolwiek wybitne zjawisko artystyczne. Ale rzeczą artysty
jest tworzyć, nawet mity, które żyją, promieniują - natomiast rzeczą obser­
watora, świadka, jest dostrzegać konstrukcję zjawiska, przy całym nią
zachwycie. Zwłaszcza trudne jest to w przypadku sytuacji pogranicz kulturo­
wych i etnicznych. Każde wkroczenie na „pola minowe" wymaga wytężonej
uwagi. Ten niepokój dostrzec można np. w raportach z Sejn. 1 chyba słusznie.
Pozwolę sobie na przytoczenie faktu, którego byłem świadkiem przed kilku
laty. „Pogranicze" zorganizowało wówczas w Sejnach sesję naukową po­
święconą tolerancji. Serca rosły. Na sesji wręczono nagrody uczniom liceów
w Sejnach i Suwałkach za prace napisane w ramach konkursu z tej okazji.
Pierwszą otrzymał chudy, bardzo sympatyczny chłopiec za opis rozmowy
w wagonie pociągu jadącego z Wilna. Polacy i Litwini prześcigali się
w mądrych i słusznych konstatacjach. Wzniosły nastrój sali przerwał chłopiec
oświadczając, iż to wszystko zmyślił. Naprawdę było bowiem odwrotnie, ale on
pisał wiedząc czego szkoła oczekuje. Zrobiło się zamieszanie, ktoś potępił
chłopca, inni wzięli go w obronę. Oczywiście niczego to nie zmieniło w ocenie
sesji. Było ciekawa, mądra, potrzebna. O ile jednak więcej dająca do myślenia
dzięki temu, co się wydarzyło.
W publikowanych „raportach" znaleźć można przykłady samodzielnej
obserwacji. Cieszą bardziej, niż zgrabne opisy.
Metoda pracy przyjęta w Katedrze zakłada bliską relację studenta i nau­
czyciela, bliższą niż w innych typach uczelni akademickich. Uczestnicząc
w „wydarzeniu" uczestnicy muszą, także pedagodzy, na nie patrzeć oczami
profana. To szansa dla naukowca, mieć ciągły bodziec do kontroli i pobudzania
własnej wrażliwości. To, na koniec, szansa wytworzenia się układu
„mistrz-uczeń", tak niestety rzadko występującego w naszych czasach.
Katedra współpracuje z podobnymi Katedrami w Bielefeld i Luneburgu, jej
pracownicy biorą udział w licznych sympozjach, Radach Naukowych. Znane są
publikacje zarówno autorów, których teksty drukujemy w tym numerze, jak też
i z różnych przyczyn tu nieobecnych (Mirosława Pęczaka, Stanisława Siekiers­
kiego). Niewątpliwym osiągnięciem jest drugie już (poprawione) wydanie
skryptów z cyklu Wiedzy o kulturze. Cztery grube tomy zawierają wybór
zagadnień i antologie tekstów. Są to: Antropologia kultury; Słowo w kulturze;
Teatr w kulturze; Audiowizualność w kulturze. Pracownicy Katedry są autorami
haseł w Encyklopedii Kultury Polskiej XX wieku.
Krótka uwaga, to świetnie, że ukazują się wybory podstawowych tekstów, ale
oby były one tylko materiałem pomocniczym! Autor tych słów pamięta
dziedziniec warszawskiego uniwersytetu przed wojną, a także w latach
pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Gdyby mial odpowiedzieć na pytanie, co się
zmieniło, zwróciłby uwagę, przede wszystkim na jedno - dawniej się czytało.
Siedzieli młodzi ludzie na ławkach - czytali, szli - czytali. A teraz? Książka
staje się jakby mniej potrzebna. Studenci, których egzaminuję, rzadko kiedy
sięgają do książek, zwłaszcza polskich autorów. Czytają niezbędne minimum,
jeśli to „kultowe" prace współczesnej antropologii: Lćvi-Straussa, Junga,
Eliadego. Znajomy mój, filozof, zaczynał egzamin od pytania delikwenta - co
czytał? Acha, a jak wygląda ta książka - duża? mała? Kiedy student jawnie się
plątał w zeznaniach, słyszał - won. No, może trochę uprzejmiej.
Przepraszam za tę dygresję, ale to tylko na marginesie tych skryptów
- antologii. Oby zachęcały do czytania pokolenie wychowywane na brykach
i telewizji.

WYBRANE TEMATY WARSZTATÓW
1. Leszek Kolankiewicz: Antropologia teatru
Konwersatorium, prowadzone nieprzerwanie od dziesięciu lat, poświęcone jest klasycz­
nym tematom antropologii teatru: ogólnym i specjalistycznym (rytualnym, artystycznym)
technikom ciała, strukturze osoby i strukturze roli (społecznej, teatralnej), interakcjom
w teatrze życia codziennego, technikom procedur, rozrywek i gier w interakcjach
społecznych, technikom transcendencji (trans, opętanie), scenariuszom rytualnym i drama­
towi literackiemu, różnym modelom teatru (teatr europejski a teatr azjatycki), teatrowi
w świecie widowisk, „wielkiemu teatrowi świata", mitom jako „dramatom kosmicznym".
Na zajęciach dyskutuje się o wybranych widowiskach i tekstach. Uczestnicy piszą prace
seminaryjne i biorą udział w zajęciach praktycznych.
2. Tomasz Burek: Literatura i jej Hteratura
Dzieląc się częścią własnych przemyśleń i doświadczeń zebranych na terenie krytyki
literackiej proponowałem uczestnikom powrót do tak zwanych prostych pytań i kwestii
klasycznych, o których skądinąd wiadomo, że stanowiły i stanowią wieczną kość niezgody
między krytykami. Co to jest krytyka? Na czym polega lo zajęcie? Jakich specjalnych
uzdolnień, właściwości i umiejętności wymaga? Kim jest krytyk? Jakie funkcje pełni
i w jakich występuje rolach? Uprzytomniwszy sobie całą złożoność, problematyczność
i różnoznaczność działalności krytycznej, można przystąpić do właściwego zadania.
Mianowicie zajmiemy się inwencją i wyobraźnią, ekonomią środków językowych,
wyostrzoną świadomością, jasnowidzeniem. Zastanowimy się, w jaki sposób k r y t y k a
staje się l i t e r a t u r ą d r u g i e g o s t o p n i a , dziełem zaszczepionym na drugim
dziele, twórczością.
3. Henryk Grynberg: Warsztat pisarski
W odpowiedzi na konkretne pytania uczestników przedstawiałem swój własny punkt
widzenia, ale bez narzucania go, bo twierdzę, że jest tyle warsztatów i metod twórczych, iłu
pisarzy, a najistotniejszy jest dla mnie efekt końcowy, to znaczy dobry, interesujący
i komunikatywny utwór. Chciałem - na podstawie własnych doświadczeń - dyskutować
0 inspiracji, selekcji materiału, konstrukcji, kompozycji, dzieląc się przy tym pewną
„strategią i taktyką" mego warsztatu. Interesowały nas zagadnienia autentyzmu, fikcji
1 literatury dokumentalnej.
4. Roch Sulima: Antropologia codzienności
Zajęcia mają charakter warsztatowy i odbywają się głównie w terenie. Przygotowują do

lektury znaczeń lokalnego świata, do analizy zjawisk kulturowych w „malej skali": małych
wspólnot terytorialnych, etnicznych, wyznanionych czy środowiskowo-zawodowych.
Przedmiotem analizy byłaby nie tylko kulturowa przestrzeń zamieszkania, ale również
kulturowa przestrzeń turystyki, rekreacji i lak dalej. Możliwa jest więc realizacja programu:
„miasteczko", „dzielnica", „gmina", ale także skupienie uwagi na takich fenomenach
kulturowych jak „wczasowisko", „działki" i tym podobne. Wchodziłyby tu w grę takie
zagadnienia, jak krajobraz a kultura, symbole i wsporniki lokalnej pamięci, lokalna tradycja
mówiona i pisana, pozainstytucjonalne struktury życia kulturalnego - ekspresje potoczne,
spontaniczne, ale także patologie, świadectwa oddziaływania idei regionalistycznych
- instytucje kultury lokalnej a system samorządzowy, sposoby istnienia i ochrony
dziedzictwa kulturalnego.
5. Marek Nowakowski: Warsztat pisarski
Jak to się dzieje, że młody człowiek zaczyna pisać? Atmosfera czasu, otoczenie,
wydarzenia. Mój literacki początek, gdy miałem dwadzieścia dwa lata. Tajemnice słowa
pisanego. Jak potrzeba pisania zaczyna drążyć. Poczucie suwerena. Świat zapisany na
papierze własnym królestwem. Doświadczenie życiowe i wyobraźnia - dwie siły sprawcze
w pisaniu. Ich wzajemne relacje. Pisanie jako przejaw buntu przeciw rzeczywistości. Dno
jako najwyższy przejaw doświadczenia. Wpływ lektur. Przypadkowe odkrycia: Podrói do
kresu nttcy Cćline'a, Maltę Rilkego, Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy Sergiusza Piasec­
kiego. To mogą być węzły gawęd na początek. Następny lemat do dyskusji: analiza
wybranych utworów literackich. Literatura mówiona, gawędziarze, bajczarze. W moim
przypadku Benek Kwiaciarz, opowiadacze więzienni, farmazonista Ratuz.
6. Wojciech Dudzik: Polski teatr alternatywny
Pojęcie „teatr alternatywny" rozumiane jest szeroko, obejmuje więc nie tylko zjawiska,
dla których stworzono niejako tę nazwę na przełomie lat siedemdziesiątych i osiem­
dziesiątych (przykładowo: Teatr Ósmego Dnia, Akademia Ruchu), ale wszyslkie działające
poza oficjalnym nurtem polskiego życia teatralnego od lat pięćdziesiątych (STS, Bim-Bom)
po czasy współczesne. Teatry te łączy między innymi status pozainslytucjonalny, antyrepertuarowość (zarówno w wyborze materiału literackiego, jak i sposobie działania) oraz
mocniejsze osadzenie wszystkich wypowiedzi w kontekście pozateatralnym - od przełamy­
wania rozmaitych tabu po kontestację polityczną. Ważnym celem zajęć będzie zbieranie
j opracowywanie materiałów do Słownika polskiego teatru alternatywnego.

33

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
