<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=2" accessDate="2026-09-27T22:36:46+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>2</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="11384" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11362">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/12953992a7447e3ddea1dc5ce438f67a.pdf</src>
        <authentication>8bf1ccdc45a013c71b6049acf3179e96</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135613">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2247</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135614">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135615">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2084</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135616">
                <text>Interpretacja, czyli o sztuce antropologii / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135617">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.3-7</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135618">
                <text>Tokarska-Bakir, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135619">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135620">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135621">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135622">
                <text>Joanna Tokarska-Bakir

INTERPRETACJA
CZYLI 0 SZTUCE ANTROPOLOGII

1

Konflikt doktryn jest szansą a nie klęską.
A. N. Whitehead

Wyczerpywanie się przedmiotu badań etnografii, o którym
słychać już od pewnego czasu, ma swój rewers w zacichaniu
pewnej odmiany wrażliwości. Wrażliwość ta, przeżywszy śmierć
swych najlepszych informatorów i rozpad ich kulturowej ekumeny, długo jeszcze mogłaby idealizować przedmiot swoich badań-marzeń, gdyby nie coraz powszechniejsze odczucie ich
jałowości. „Zanik tradycyjnego przedmiotu badań" oznacza
więc czas wokandy dla ontologii faktu etnograficznego. Walka
0 dostęp do empirii przenosi się z poziomu zewnętrznego na
wewnętrzny: już nie tylko badanie terenowe, obfitość źródeł
1 znajomość języka informatora, ale przede wszystkim samoświa­
domość metodologiczna rozstrzyga o jej powodzeniu.
Wyczerpywanie się tradycyjnego przedmiotu badań etnogra­
ficznych odczuwane jest czasem jako kryzys dyscypliny. Pogłę­
bianie samoświadomości metodologicznej byłoby zatem natural­
ną metodą obrony, którą doradzał już Kazimierz Ajdukiewicz: „ W
ten sposób ontologia staje się podłożem, z którego wyrastają
nauki szczegółowe. Z drugiej strony znów z nauk wyrastają
zagadnienia o charakterze ontologicznym. Dzieje się to zwłaszcza
wtedy, gdy nauki te w swym rozwoju natrafiają na pewne
trudności pochodzące z niedostatecznego wyjaśnienia niektó­
rych używanych przez nie pojęć podstawowych. Budzi się wtedy
potrzeba wyjaśnienia tych pojęć i wtedy naukowcy-specjaliści
przechodzą na teren rozważań ontologicznych (...)."* Nasilające
się zainteresowanie filozofią budzi czasem zaniepokojenie zacho­
wawczego trzonu nauki, który obawia się zaprzepaszczenia
dorobku empirycznego w powodzi eseistyki filozoficznej. Jed­
nym z najmocniejszych argumentów w tej kwestii są tzw.
społeczne koszty tych zainteresowań. Jak zauważył profesor
Jerzy Szacki — a stwiedzenie to ma, w moim przekonaniu, walor
nie tylko w obrębie socjologii — problemy filozoficzne, podno­
szone w naukach społecznych, są, być może, nierozstrzygalne,
ale konieczne, by utrzymać samoświadomość dyscypliny, zaś jeśli
chodzi o socjologów—empirystów, to choć ich obawy są uspra­
wiedliwione, nie powinni zapominać, że ich nauka nie może się
rozwijać tylko jako nadbudowa socjologii tradycyjnej, bez brania
pod uwagę tego, co dzieje się w innych dyscyplinach.
2

3

5

Niniejszy tekst jest głosem w sprawie kryzysu etnologii.
Podstawę dla poniższych obserwacji stanowią publikacje „ C u r rent Anthropology" i dyskusje redakcyjne zamieszczane w tym
piśmie w latach 1976—1985..Najbardziej interesowały mnie tam
powracające motywy tematyczne i te propozycje wyjścia z kryzy­
su, które wiążą się z tzw. nurtem interpretacyjnym w antropologii
(głównie, choć nie tylko) amerykańskiej. Samoegzemplifikacją
problemów współczesnej etnologii, a zarazem dobrą reprezenta­
cją interpretacyjnych rozwiązań jest Wprowadzenie do Local
Konowledge Clifforda Geertza, które podsumuje większość poru­
szonych tu spraw.

„Przesunięcie w polu badawczym etnologii" (nazywane
czasem paradigm shift)
jest w pewnym sensie zjawiskiem
o trudnej ontologii, podobnie kontrowersyjnym jak kryzys, który,
zdaniem niektórych, można współcześnie obserwować w antro­
pologii. Są tacy, którzy twierdzą, że dyscyplina ta żadnych
większych trudności nie przeżywa, i ci uważają rozważania
o zmianie paradygmatu za przesadzone, co najmniej przedwczes­
ne. Są i tacy, którzy ów kryzys uznają za chroniczny, a zmianę
paradygmatu za jedyne remedium, zaś jeszcze inni uważają ją za
fakt dokonany. Kontrowersja ta nie tyle dotyczy oceny kon­
sekwencji pewnych faktów z bieżącej praktyki badawczej, ile
samej egzystencji tych faktów, i może być pouczającym przykła­
dem, jak nieuchwytne i wieloznaczne jest to, co kiedyś znieru­
6

7

8

chomieje jak względnie jednolita wersja historii etnografii. Przej­
rzenie publikowanych w „Current Anthropology" (dalej: CA)
dyskusji redakcyjnych dostarczą wielu przykładów takich niejed­
noznaczności. Śledząc to świetne źródło wiedzy o współczes­
nych etnografach i ich etnografiach można odnieść wrażenie, że
od końca lat sześćdziesiątych (kiedy to m.in. opublikowano
skandalizujący/l Diary in the StrictSense of the Term Malinows­
kiego) częściej niż poprzednio powracają charakterystyczne
spory, być może świadczące o „wyłanianiu się etnograficznej
samoświadomości", jak chcieli tego Dennison Nash i Ronald
Wintrob, którzy w 1972 roku opublikowali w „Current" artykuł
pod tym właśnie tytułem. Trafność tego spostrzeżenia została
potwierdzona niemal jednogłośnie w zamieszczonej w tym
samym numerze redakcyjnej dyskusji."
Problemy, które z rosnącą częstotliwością powracają następ­
nie w redakcyjnych dyskusjach w CA to przede wszystkim:
1) ocena dorobku pozytywistycznych metodologii,
2) wiążąca się z tym zmienna kwalifikacja antropologii do
art lub science,
3) kwestia empirii, statusu danych empirycznych, coraz częstsze
kwestionowanie wiarygodności badań terenowych, będące
rezultatem
4) ostrego postawienia problemu obiektywizmu, w p ł y w u zawo­
dowych poglądów na efekt badań empirycznych i próby
usankcjonowania tegoż w p ł y w u w dyskusjach o ..personal
approach".
Szczególnie ważne wydają się tu następujące artykuły i dys­
kusje:
9

10

— I.C. Jarvie, The Problem of Ethical Integrity in Participant Observation,
zamieszczony w CA, July 1971, vol. 12, nr 3, i odpowiedź J . Fabiana

Professional Ethics and Epistemological Foundations, tamże, s. 2 3 0 —
— 2 3 1 , oraz komentarze w kolejnych numerach,

— D. Lewis, Anthropology and Colonialism, CA, December 1973, vol. 14,
nr 5, wraz z dyskusją, i w tym samym numerze Anthropology: Vocation
or Commodity, autorstwa Dorothy Willner,
— niezwykle ciekawa dyskusja o The Mountain People Colina Turnbulla,
rozpoczęta tyradą Frederika Bartha w 1974 r. (CA, February 1974, vol.

15, nr 1) On Responsibility and Humanity: Calling a Colleague to

Account, a kontynuowana długo jeszcze w latach 1975—6 (szczegól­
nie ciekawy numer wrześniowy 1975, vol. 16, nr 3),
— wiążąca się tematycznie z poprzednią dyskusja nad artykułem Johna

Honigmanna The Personal Approach in Cultural Anthropological

Research, CA, June 1976, vol. 17, nr 2, gdzie kilkakrotnie wspomina się
tak ważne dla nowego w Ameryce interpretacyjnego nurtu antropologii
dwie pierwsze prace Boba Scholte'a i jego hasło etnologii etnologii ,
— powracający co chwila na łamy CA Marvin Harris i jego kulturowy
materializm (September 1975, vol. 16, nr 3, s. 450—455, June 1976,
vol. 17, nr 2, s. 290—304, 329—330 etc, debata w grudniu 1984, vol.
25, nr 5, s. 639—654 etc),
,z

— Stewart Guthrie, A Cognitive Theory of Religion, CA, April 1980,

vol.21, nr 2 (próba teorii religii przez powiązanie jej z antropomorfiz­
mem jako modelem wyjaśniania rzeczywistości) bardzo ciekawy dzięki
głosom Jarvie'a, Agassiego etc. i próbie sejentystycznego ujęcia tych
okoliczności poznania antropologicznego, które zwykle skłaniają do
budowania niesejentystycznych modeli; kontynuacja dyskusji w sierpwym numerze w 1980 г., vol. 21, nr 4, s. 535—538,
— w tym samym numerze artykuł С. E. Stipe'a Anthropologist versus

Missionaries: The Influence of Pressuppositions (s. 165—180), z dłu­

gotrwałą dyskusją, w której oprócz zagadnień tytułowych poruszano
także zbieżności między misjonarstwem i antropologią,
— znaczący artykuł George'a E. Marcusa Rhetoric and Ethnographic

Genre in Anthropological Research (CA, August 1980, vol. 21, nr 4,

507—510), który omawia dorobek i perspektywy interpretacyjnego
nurtu antropologii amerykańskiej zainteresowanej etnograficzną reto­
ryką, przy pomocy której realizowane były historycznie i współcześnie
epistemologiczne cele różnych etnografii;

— artykuł Marka Winkelmana, Magic: A Theoretical Reassessment (Fe­
bruary 1982, vol. 23, nr 1, s. 3 7 — 6 6 ) , wysuwający śmiałą, choć nie

3
T

�—

—

—

—

najsilniej argumentowaną hipotezę o możliwej wspólnocie wierzeń
magicznych i zjawisk, którymi zajmuje się współczesna parapsycholo­
gia (tzw. zjawiska psi); ciekawa jest dyskusja antropologów sprowoko­
wanych tym dictum (Jarvie, Bharati, Bourguignon),
Sheldona Kleina, Analogy and Mysticism and the Structure of Culture,
(April 1983, vol. 24, nr 2, s. 151—180), stanowiący raczej chybioną
próbę zastosowania techniki komputerowej w antropologii (poszuki­
wanie uniwersaliów obciążone starym błędem lekceważenia konteks­
tu),
wspomniany już krytyczny artykuł Paula Shankmana The Thic and the
Thin'", stanowiący próbę podsumowania dorobku Clifforda Geertza,
i w części dyskusyjnej wyrażający ostro kontrowersję co do kształtu
antropologii,
w numerze grudniowym 1984 roku (vol. 25, nr 5), tekst Donalda
Tuzina, Miraculous Voices: The Auditory Experience of Numinous
Objects, dotyczący postrzegania dźwięków warkotek przez ich „opera­
torów" (Wschodni Sepik, Nowa Gwinea), s. 579—596,
w tym samym numerze Drewa Westena, Cultural Materialism: Food for
Thought of Bum Steer, czyli kolejna już debata nad Marvinem Harrisem
(s. 639—654),

— w kwietniowym numerze 1985 roku (vol. 26, nr 2) ważny artykuł Marka
Kline Taylora, Symbolic Dimensions in Cultural Anthropology, ujaw­
niający kolejny raz głęboką kontrowersję co do natury faktów etnogra­
ficznych i pożądanego kształtu antropologii (s. 167—186),
— w tym numerze podsumowanie ciekawej konferencji zorganizowanej
przez School of American Research w Santa Fe (por. George E. Marcus,
James Clifford, The Making of Ethnographic Texts: A Preliminary
Report, CA, April 1985, vol. 26, nr 2, s. 267—271); prócz autorów brali
w niej udział m.in. Talal Asad, Vincent Crapanzano, Michel Fisher, Mary
Luise Pratt, Paul Rabinów, Stephen Tyler i inni;"
Obserwacja dyskusji w „Current" pozostawia po sobie osta­
tecznie jedno wrażenie: absolutnej kakofonii metodologicznej.
Uświadamia ona, jak głębokie są podziały myślowe, jak nerwowa
atmosfera rozmów i jak wątłe perspektywy ewentualnego poro­
zumienia. Pojawia się zasadnicza trudność analityczna: jak to się
dzieje, iż z dwu zbliżonych stanowisk płyną zasadniczo inne
konstatacje? Tradycyjne metody analizy myśli filozoficznej zawo­
dzą w obliczu mityzacji zamierzonej przez dwie wypowiedzi,
które chcą uchodzić za identyczne, choć niosą ze sobą diametral­
nie różne programy. Zdanie „sny są urzeczywistnieniem prag­
nień" wypowiedziane przez Platona i Freuda są czymś radykalnie
i n n y m . " Jak różni się postulat „należy tropić przesądy" u
Hansa-Georga Gadamera i Jacka Marii Bocheńskiego. ' Jak
zwodnicza jest zgodność co do tego, iż „fakt obiektywny nie
istnieje", a „pojęcie empirii bywa zawężane" (por. choćby
stanowisko Geertza i Shankmana we wzmiankowanym już kryty­
cznym artykule The Thick and the Thin) " . Jak różni się w końcu
wołanie o podawanie założeń metodologicznych w historycznym
dystansie między Malinowskim i Michelem Foucault.
W obliczu groźby degeneracji świadomości metodologicznej
etnografowie szukają ratunku w niekonwencjonalnych a prakty­
cznych narzędziach analizy formalnej. Nie jest to pierwszy
przypadek współczesnego odwrotu od przytłaczającej Treści,
która okazuje się przerastać nasze możliwości, ku Formie, nieo­
czekiwanie bardziej prawdomównej. W rezultacie powstaje
całkowicie nowa sfera refleksji, zwana odtąd e t n o g r a f i ą
e t n o g r a f i i . Rozwija się ona, moim zdaniem, z dwóch inspira­
cji:
1

18

1) Habermasowskiej krytyki ideologii, którą rozwinął Bob Scholte,
2) Foucaultowskiej analizy dyskursów i formacji dyskursywnych, którą w różnych jej odmianach podjęli przedstawiciele
interpretacyjnego nurtu antropologii amerykańskiej.

owocne jest, zdaniem Scholte'a, pytanie następujące: „kto,
w czyim imieniu i na czyj koszt?" W pytaniu tym pobrzmiewają
wyraźne echa Habermasowskiego „nie ma poznania bez intere­
su". W tym też kierunku poszedł następnie Bob Scholte.
26

26

Inaczej natomiast potoczyły się koleje tej części nurtu interpre­
tacyjnego, która poszła raczej za inspiracją Foucaulta, Northropa
Frye'a i innych krytyków literatury. Scharakteryzuję tu skrótowo
grupę badaczy związanych z przedsięwzięciem Georga E. Marcusa, zaś generalia nurtu interpretacyjnego, zwanego też czasem
krytyką antropologiczną pojawia się w Geertzowskim wprowadze­
niu do Local Knowledge. Ogólnie rzecz biorąc uwagę tych badaczy
przyciąga to, co Foucault nazywał dyskursem („uwarunkowane
historycznie i epistemologicznie reguły budowy wypowiedzi,
właściwe danej dziedzinie ludzkiej działalności" ), a cel ich
przedsięwzięcia wyłaniałby się może z innej jego deklaracji:
„Uważamy zatem za prawdy nie prawdziwe zdania, które winno
się odkryć, zaakceptować, lecz system reguł, pozwalający wypo­
wiadać i rozpoznawać zdania uważane za prawdziwe" .
27

2S

Pierwszy tekst Marcusa z 1980 roku (Rhetoric and Ethnogra­
phic Genre in Anthropological
Research, CA, August 1980, vol.
2 1 , nr 4, s. 5 0 7 — 5 1 0 ) jest wydarzeniem w historii amerykańskie­
go nurtu interpretacyjnego. Foucaultowska i Frye'owska perspe­
ktywa uwalniająca analizę metodologiczną od tradycyjnych pers­
pektyw badania nakierowanego na treść, traktującego formę, li
tylko jako przezroczystość, sposób wyrażania, neutralną szybę
intencji, stworzyła wielkie możliwości. Analiza dyskursów stoso­
wanych w różnych antropologiach (unikająca wszakże uwikłania
w formalizmy strukturalistyczne, od których nie była wolna
Archeologia wiedzy) pozwalała na przejrzenie dorobku etnografii
oczami nowej wrażliwości. W taki właśnie sposób Marcus
analizuje ostatnie prace terenowe dwóch autorów, Paula Rabi­
n o w a i Jean-Paula Dumonta , które zaznaczyły się wyraźnie
w obrębie nurtu interpretacyj nego. Marcus pisze o tych autorach:
„Z niespotykaną głębią ujawniają oni nie tylko własne zaangażo­
wanie, współtworzące elementarne dane, z którymi pracuje się
w badaniu antropologicznym, ale także to, jak dzięki procesowi
autorefleksji stają się one epistemologiczną podstawą, z której
wynikają interpretacje i konstatacje, formułowane w obiektyw­
nym języku i w postaci schematów formalnych" . Zastanawiają­
ca jest charakterystyczna kolejność wydawania prac omawia­
nych autorów: w obu przypadkach najpierw wydana została
stosunkowo konwencjonalna monografia etnograficzna, potem
zaś to, co nie zmieściwszy się w niej, wyrzucone zostało na
margines: „Można by się zastanawiać, czy późniejsze, refleksyjne
prace o dużej epistemologicznej wymowie, nie powinny być
osobnym, ale wcześniejszym krokiem w kierunku 'drugiego'
i 'jego świata', a może nawet integralną częścią opowieści
o nim" . Marcus daje do zrozumienia, iż do podobnej praktyki,
fałszującej rezultat pracy terenowej, zmusza etnograficzny kon­
sensus, który nadal wymaga, by relacja z badania etnograficzne­
go wtórnie izolowała przedmiot od podmiotu. Opinia antropolo­
giczna nadal nastawiona jest na błyskotliwy rezultat, nie zaś na
dociekanie. Istnieje silna tendencja maskująca proces powstawa­
nia terenowego obrazu, podawanego za efekt badań. Przejawia
się ona w klasycznej formie artykułu naukowego, kreowanego na
ready made. Tekst, który stawia zbyt wiele pytań, kwalifikowany
jest jako niedojrzały, ewentualnie odsyłany do kategorii art.
Marcus twierdzi, że „rozwój wiedzy antropologicznej następował
bardziej przez zmiany w obrębie retoryki, niż przez ściślejsze
dostosowywanie się do negującego retorykę modelu naukowoś­
ci, polegającego na przestrzeganiu reguł dowodzenia i weryfika­
c j i " . Teksty etnograficzne, przyjęte do druku w „American
Anthropologist" czy też „American Ethnologist" różnią się oczy­
wiście co do treści, ale wszystkie muszą spełniać standard
gatunku, odbierany przez czytelnika w postaci sygnału „nauko­
wości". Ten dyskretny, milcząco przyjmowany standard może
być opisywany w kategoriach, które Northrop Frye stosował dla
wyodrębnienia gatunku sensu stricte: chodziłoby więc o zespół
reguł budowy wypowiedzi, które nadawałyby jej taką skutecz­
ność, aby konsensus uznał ją za prawidłową. Zadanie badawcze
polegałoby więc teraz na wyodrębnieniu obowiązujących reguł
antropologicznego dyskursu (a właściwie dyskursów), a także
scharakteryzowania dyskursów historycznych, które były skute­
czne perswazyjnie w czasach Malinowskiego, Radcliff-Browna,
Griaule'a, a obecnie straciły już swą siłę przekonywania.
29

30

31

32

33

Jeśli szukać, kto pierwszy w amerykańskich dyskusjach rzucił
hasło etnografii etnografii trzeba chyba cofnąć się do roku 1966,
wymieniając Geralda D. Berremana i jego artykuł Anemie and
Emetic Analyses in Social Anthropology.™
W trzy lata później
występuje z jego wariantem Bob Scholte, drukując w tomie pod
redakcją Della Hymesa (Reinventing Anthropology)
artykuł To­
ward a Reflexive and Critical Anthropology .
To samo hasło
pojawia się także u George W. Stockinga i u Clifforda Geertza ,
odmieniane jako „etnologia etnologii" i „etnografia myśli współ­
czesnej". Szczególnie dobitnie uzasadnił potrzebę takiej refleksji
Scholte w swym tekście z 1980 r o k u , gdzie pisał m.in., że
„paradygmaty antropologiczne są same formami symbolicznymi.
Tworzą one i zakładają pewne szczególne światy. Nie są izomorfi­
czne z rzeczywistością. Antropo-logika (anthropo-logic)
nie jest
darem niebios, lecz funkcją kontekstu paradygmatycznego."
W badaniu tradycji antropologicznej najistotniejsze i najbardziej
20

21

22

23

21

4

Zaawansowaną realizacją postulatów kierunku interpretacyj­
nego w jego odmianie krytycznej była konferencja zorganizowa-

�na w 1984 roku przez School of American Research w Santa Fe
( 1 6 — 2 0 kwietnia 1984). Sprawozdanie z niej napisał George E.
Marcus wespół z Jamesem Cliffordem (The Making od Ethnog­
raphic Texts: A Preliminary Report, CA, April 1985, vol. 26, nr 2, s.
2 6 7 — 2 7 1 ) . Ponieważ konferencja ta zasługuje na obszerniejsze
omówienie, tu ograniczę się tylko do zasygnalizowania tytułów
niektórych referatów:
— Robert Thornton , Rozdziały i strofy: klasyfikacja jako chwyt retorycz­
ny w piśmiennictwie etnograficznym ,
— Mary Louise Pratt, Nauka o tropach (an-tropology) czyli badanie
terenowe wspólnych miejsc*,
— Renato Rosaldo, Spod drzwi jego namiotu: Autor /etnograf/ inkwizy­
tor".
— James Clifford™, O alergii etnograficznej ',
— Vincent Crananzano *°, Dylemat Hermesa: retoryczna maska przewrotu
w dziedzinie opisu etnograficznego
— Stephen Tyler , Etnografia postmodernistyczna: od dokumentu zja­
wisk ukrytych do ukrytego dokumentu
— Michel Fisher", Etniczność i sztuka pamięci",
— G. E. Marcus, Bieżące problemy pisarstwa etnograficznego we współ­
czesnym świecie ",
— Talal Asad", Koncepcja przekładu kulturowego w brytyjskiej antro­
pologii społecznej",
Owocem interpretacyjnego zwrotu w antropologii był obfity
plon książek i artykułów, wśród których na czołowym miejscu
wymienić należy takich autorów jak: wzmiankowani już Marcus,
Rabinów, Dumont, Crananzano, Dweyer", Bonn , Fabian ,
T e d l o c k " i wielu innych .
Omawiany tu nurt interpretacyjny, zwany też krytyką kulturową,
był drugą wersją etnografii etnografii. Zbierał on badaczy o różnych
poglądach, których jednak łączył wspólny zamiar zastosowania
wobec kultury metod wypracowanych przez literaturoznawstwo.
Zgodnie z opinią wybitnego badacza niemieckiego Johannesa
Fabiana „określenie interpretacyjny oznaczało, i wówczas i teraz,
podejście dostosowane do natury naszych źródeł — tekstów,
współmierność dosłowną nie zaś tylko metaforyczną."
Uwaga J. Fabiana nie powinna jednakże być traktowana jako
uogólnienie radykalnie wykluczające metaforyczną współmier­
ność podejścia niektórych przedstawicieli nurtu interpretacyjne­
go z naturą źródeł etnograficznych. O ile „współmierność dosło­
wna" stworzona przez inspirację krytycznoliteracką, traktuje te
źródła jako teksty w wąskim, dosłownym sensie tego słowa, o tyle
„współmierność metaforyczna" może je widzieć tak jak zwykli to
czynić semiotycy różnych orientacji (niekoniecznie orientacji
tartuskiej, bo Clifford Geertz też określa swoje podejście mianem
semiotycznego) , albo też może je zobaczyć zgodnie z wizją
hermeneutyczną. Kieruje nas ona ku kwestii „językowości"
poznania , „zakrycia go przez mowę", gdzie mowa rozumiana
jest jako zespół założeń umożliwiających wyłonienie się sensu. Ta
„językowa wykładnia świata" i „językowa natura doświadcze­
nia" z całą wyrazistością została ukazana przez H.-G. Gadamera
w jego Prawdzie i metodzie." Gadamer twierdził (wbrew H usserlowi), że to język ( „ m o w a " ) nie zaś świadomość jest sferą
pojawiania się sensu. Konsekwencją tego był postulat dostoso­
wania narzędzi do przedmiotu badania, a raczej przyjęcie, iż
przedmiot może być poznany tylko za pośrednictwem jego
interpretacyjnej refrakcji w podmiocie. Poznanie interpretacyjne
ma więc charakter dyskursu w tym znaczeniu, że jest ono
„postacią myślenia polegającą na zmierzaniu do jakiegoś celu
poznawczego poprzez pośrednie operacje myślowe". Poznanie
dyskursywne, w odróżnieniu od takich prostych aktów poznaw­
czych jak spostrzeżenie czy intuicja , ma zatem charakter p o ­
ś r e d n i . W tym postulacie poznania pośredniego, „językowe­
go", hermeneutyka przezwyciężyła poznawczy absolutyzm feno­
menologii Husserlowskiej i Diltheyowskiej hermeneutyki antynaturalistycznej. Powyższe zastrzeżenie o istnieniu także „metafory­
cznej współmierności" podejścia i źródła etnograficznego napro­
wadza nas na trop Clifforda Geertza, którego nazwisko niepoko­
jąco długo nie padało w niniejszym omówieniu interpretacyjnego
nurtu antropologii. Wszak to właśnie Geertz już w 1973 roku
„zalegalizował" tę modną obecnie przydawkę, wydając swoją
Interpretację kultury". Jednakże z niektórych wypowiedzi druko­
wanych w dyskusji redakcyjnej w „Current" po krytycznym
artykule Paula Shankmana* , a także z uważnej lektury jego prac
wynikają dość zasadnicze wątpliwości co do statusu wczesnych
zastosowań określenia „interpretacyjny" w twórczości Geertza.
Tu znów nieoceniony byłby Michel Foucault i jego metody
analizy dyskursu. Jak twierdzi cytowany przed chwilą J. Fabian,
w roku 1968, podczas dyskusji wywołanych książkami HabermaM

sa i Hymesa , Geertz nigdy nie zgadzał się z tymi, którzy
twierdzili, by „antropologia wymagała radykalnej krytyki", szcze­
gólnie w swej pozytywistycznej odmianie. Zdaniem Fabiana,
Geertz nadal (1984 r.) wierzy w możliwość urzeczywistnienia
„nauki o symbolach", antropologii w sensie science.
Interesują­
ca ewolucja poglądów Geertza i jego pozycja człowieka środka
szczególnie predystynuje go do zarysowania sytuacji, w której
znajduje się antropologia kulturowa w latach osiemdziesiątych.
61

62

я

3

42

50

51

53

54

55

55

58

0

Czytelnicy Clifforda Geertza z pewnością przyjęli jego Local
Knowledge*
jako ważny wkład do interpretacyjnego nurtu
światowej antropologii. Ponieważ na książkę składają się eseje
opublikowane już wcześniej, w latach 1 9 7 4 — 1 9 8 2 , na baczną
uwagę zasługuje przede wszystkim wprowadzenie, w którym
Geertz próbuje połączyć je uogólnieniem, i próba ta jest ciekawa
0 tyle, że w skrótowej formie porusza większość spraw objętych
współczesnym konfliktem dyskursów.
Geertz rozpoczyna od konstatacji, iż mamy obecnie do czynie­
nia z zauważalną ekspansją interpretacyjnego nurtu w naukach
społecznych. Stwierdza, iż jest ona rezultatem dwóch czynników:
p o p i e r w s z e , coraz powszechniejszego przekonania, iż doty­
chczasowe ujęcia zjawisk społecznych „nie doprowadziły do
tryumfu przewidywalności, kontrolowalności i weryfikowalności, którą tak długo w ich imieniu obiecywano" ,
p o d r u g i e zaś, wyjścia z intelektualnej prowincji, które mogło
nastąpić dzięki konfrontacji nowoczesnych nurtów myślowych
„z tym co było, a w pewnych zakątkach nadal jest, błogą
1 wygodną zaściankowością" . Padają nazwiska tych, którym
można zawdzięczać przełamanie impasu: Heideggera, Gadamera,
Habermasa, Wittgensteina, Ricoeura, Foucaulta, Kuhna, Barthesa i kilku ważnych krytyków literatury. Ich dorobek, pisze Geertz,
„czyni wysoce nieprawdopodobnym powrót do technologicznej
koncepcji nauk humanistycznych". ' Wraz z upowszechnieniem
ich myśli badania społeczne straciły wiele ze swej dawnej
regularności i „z całą pewnością stają się coraz bardziej pluralisty­
czne". Wołanie o jedną wielką teorię wszystkiego co społeczne
brzmi coraz bardziej anachronicznie (nie wchodząc w to, czy jest
na nią za późno, czy za wcześnie), a uzurpowanie sobie prawa do
takiej teorii zakrawa dziś na megalomanię.
Antropologia, zawsze zajęta tym, „jak ludzie postrzegają to, co
robią", dziś bardziej niż kiedykolwiek wrażliwa jest na kwestię
„ujęć" (frameworks). W pewnym sensie rozpadła się ona nieod­
wołalnie na takie ujęcia: podkreśla się w nich „zależność między
tym, co się widzi, tym, skąd się to dostrzegło, i przy pomocy czego
się patrzyło". To rozpryśnięcie się niegdysiejszego paradygmatu
(nigdy monopolitycznego, ale przecież bardziej regularnego) na
ujęcia (było spowodowane, ale też) spowodowało uświadomie­
nie sobie I о к a I n o ś с i naszej wiedzy, zrelaty wizowało ją, odfor­
malizowało, uczyniło bardziej kontekstową. Odzywają się tu
postulaty niemieckich hermeneutów i Michela Foucault: odwra­
cając się od badania tego, jaki ten świat w swej istocie (i
w naiwnie mu przypisywanej jednoznaczności) jest, zwrócono
się ku badaniu różnych sposobów wyrażania go, opisywania,
mentalnego odwzorowywania (mental charting). Pojawia się
sformułowanie „rozumienie rozumienia", nawiązujące do Scholte'owskiej „etnologii etnologii" , i wprost podejmujące przesła­
nie hermeneutyki, którą, zastosowaną do problemów etnologii,
Geertz proponuje określać jako „kulturową". Taka kulturowa
hermeneutyka nie oznacza korekty starej trasy, ale jej fundamen­
talne zakwestionowanie. Odzwierciedla się to w poetyce nowego
podejścia. Geertz pisze: „zająkiwanie się, które jest właściwe nie
tylko moim własnym wersom, ale interpretacyjnym naukom
społecznym w ogóle, nie jest związane (jak to często sugerują ci,
którzy lubią uśmiercać własne wypowiedzi) z chęcią epatowania
nowym rodzajem głębi czy też odwrotem od racji rozumu, ale jest
rezultatem tego, że niecałkiem wiemy od czego zacząć tak
niepewne przedsięwzięcie, lub zacząwszy je już, w którą stronę
się obrócić. Dysputa zaciemnia się, a wraz z nią język, bo im
bardziej uporządkowany i bezpośredni wydaje się jakiś ciąg
myślowy, tym bardziej okazuje się nieroztropny." Zawierzenie
hermeneutyce oznacza więc zastąpienie starych problemów
nowymi, nieznanymi. Niegdysiejsza nauka („godna tego mia­
na"), dążąca do osiągnięcia swych widmowych celów, za jakie
miała oparcie w tzw. empirii (wąsko pojętej), a także, „obiektyw­
ność i ogólność", radykalnie odróżniała opis zjawiska i jego
wyjaśnienie. Zasadność tego radykalizmu zakwestionowali her3

м

65

66

6

58

59

7 0

71

72

�maneuci, wiele dokonując tym skokiem, ale zarazem pokazując
złudność samej idei tradycyjnie rozumianego postępu w nauce.
Świadomość nieodróżnialności opisu i wyjaśnienia musiała zao­
wocować zmianą pisarskiej formy nowego nurtu. Taką ulubioną
formą stał się esej, gatunek trudny, niebezpieczny, ale wolny od
hipokryzji i zadęcia naukowej rozprawy. Dalej następuje Geertzowska pochwała eseju." Geertz widzi też jego pragmatyczną
funkcję w obrzędach współczesnego życia naukowego. Koncen­
truje się ono przeważnie w obchodach „czyjejś pamięci lub
jubileuszu", dając wyraz „poparcia dla" albo będąc „rewanżem
za". Ta towarzyskość niesie ze sobą wszystkie niebezpieczeństwa
intelektualnej płycizny, komercji, której uosobieniem może być
„konferencyjny akrobata z kilkoma stałymi numerami" („kultura
jest rezultatem treningu", „zwyczaje się zmieniają", „świat jest
różnorodny"). Toteż w interesie uczestników tego życia jest
wykorzystywanie owej eseistycznej skłonności naszych czasów
do wytrwałego udoskonalania własnych zdolności analitycz­
nych, co możliwe jest tylko wówczas, gdy odpowiedź cierpliwie
dokłada się do odpowiedzi.
74

Z okazjonalnym, potlaczowym charakterem współczesnego
życia naukowego wymownie kontrastuje nadwrażliwość, z jaką
część jego uczestników reaguje na próby odhermetyzowania
nauki. Dyskusje o granicach art/science (etnologia/antropolo­
gia/etnografia/literaturoznawstwo/sztuka) są przedmiotem pier­
wszego Geertzowskiego eseju, Blurred Genres. Wszystkie te
podziały — pisze — są z pewnością przydatne w redagowaniu
curriculów i doraźnym grupowaniu badaczy w „koterie i społecz­
ności zawodowe" , ale gdy bierze się je zbyt dosłownie (gdy, jak
powiedziałby A. Korzybski, mapę myli się z terytorium), przesła­
niają one tylko prawdziwy obraz tego, co dzieje się tam, „gdzie
ludzie myślą o świecie i piszą czym jest to, o czym myślą" .
Geertz nie wydaje się zmartwiony zachwianiem linii tradycyjnych
podziałów, zacieraniem się gatunków naukowego pisarstwa.
Przeciwnie, uważa, że najwyższy czas uznać te zaburzenia za
normę, przestać wspominać niegdysiejsze śniegi. Następuje
bowiem zasadnicza dekompozycja art i science: „nie tylko
dlatego, że nie wiadomo jak daleko się to wszystko posunie, ale
dlatego, że zmienia się sam idiom społecznego wyjaśniania,
zmienia się jego oddźwięk i jego wyobrażenie, zmienia się nasze
poczucie, na czym ma polegać takie wyjaśnienie, do czego jest
nam ono potrzebne i jak się wiąże z wyznawanymi przez nas
wartościami. Nie chodzi o zmianę jednej teorii czy też dziedziny
przedmiotowej, ale o zmianę założeń całego badawczego przed­
sięwzięcia" .
75

7e

77

Prezentując następne eseje Geertz zwraca uwagę na kwestię
p r z e k ł a d u , kolejne słowo-klucz w rozważaniach hermeneutycznych: „przekład to nie tylko przerabianie obcego sposobu

wyrażania świata 'na nasze' (bo wówczas dużo tracimy), ale
odsłanianie logiki obcego sposobu wyrażania świata za pomocą
naszych własnych sformułowań". Taki przekład przybliża nas
raczej ku temu, co krytyk literatury robi z wierszem, niż ku temu jak
astronom postępuje z gwiazdą, którą chce zbadać.
Ta utrata pewności siebie, jaką można obserwować w naukach
społecznych jest wyrazem intelektualnej uczciwości: zakwestiono­
wania rozmaitych poznawczych absolutyzmów. Relatywizacja ta,
jak wynika z Geertzowskiego eseju Common Sense as a Cultural
System, objęła nawet przyczółek, który przez tyle lat wydawał się
niezdobyty — zdrowy rozsądek, oczko w głowie anglosaskich
analityków i empirystów. Czy korpus naszej wiedzy został uszczup­
lony przez to, że mamy dziś świadomość tej lokalności? — to i inne
pytania stawia Geertz w swych czterech dalszych esejach.
W zapowiedzi przedostatniego tekstu, być może najważniej­
szego, The Way We Think Now: Toward an Ethnography of
Modem Thought, Geertz daje nam poznać swe teoretyczne
sympatie i zawodowe antypatie. Kontynuując linię myślową
zapoczątkowaną przez Blurred Genres zaostrza jednocześnie ton
polemik. Jako bezpośrednią tego przyczynę wskazuje „upiory
('subiektywizm', 'idealizm', 'relatywizm'), wywoływane przez
niektórych badaczy akademickich po to, by napędziwszy nam
stracha odwieść nas od zamiaru etnograficznego zbadania ich
własnych dzieł" . Świat jest jeden, nie może być w nim terenów
zastrzeżonych, niezależnie od tego, jakie retoryki użyje się, by
takie badanie wyperswadować. „Znacznie łatwiej obnażać cudze
plemiona niż swoje własne" — kupił niegdyś ze strukturalistów
Manuel de Dieguez. Być może to także ma na myśli Geertz, gdy
krytykuje „ateński model edukacji" występujący dziś w przebra­
niu któregoś z cambridge'owskich koledżów. Absolutyzm pozna­
wczy, przybiera różne formy. Jedną z nich, choć bardzo modernę,
jest frazeologia „przyzwoitej" nauki, „mocno stojącej na ziemi",
„głęboko osadzonej w realiach", choć w rzeczywistości są to
realia te same, co w czasach wiktoriańskich. Dopóki „przed­
miot" będzie uparcie mylony z „narzędziem" badania, a faktyczny
jego „podmiot" przebywać będzie na wygnaniu, realia te pozos­
taną nieuchronnie wiktoriańskie.
78

78

80

81

82

„Ujrzeć się tak jak widzą nas inni — to może być olśnienie.
Dojrzeć w innych wspólną nam wszystkim naturę — to podsta­
w o w y wymóg przyzwoitości. Ale szerokość horyzontów, bez
której obiektywizm jest samochwalstwem, a tolerancja blagą, to
rezultat czegoś znacznie trudniejszego: chodzi o to, by zobaczyć
nas jako lokalny przykład, jedną z form, które przybiera ludzkie
życie, jako przypadek jeden z wielu, świat w morzu innych
światów. Jeśli antropologia interpretacji ma jakąś misję w tym
świecie, to polega ona na ciągłym przypominaniu tej ulotnej
prawdy" — kończy Clifford Geertz.
83

PRZYPISY

Niniejszy artykuł jest zmienioną nieco wersją referatu wygłoszonego
na posiedzeniu Komisji Metodologicznej Komitetu Nauk Etnologicznych,
na sesji pt. „Przesunięcie w polu badawczym etnologii" w Warszawie,
30.11.1988
Wszystkie te zagadnienia poruszane były wielokrotnie w pracach
etnografów polskich, najważniejsze w moim przekonaniu są tu dwa teksty
1

2

Cz. Robotycki, S. Węglarz, Chłop potęgą jest i basta. O mityzacji kultury

ludowej w nauce, „Polska Sztuka Ludowa", t. 37, nr 1—2,1983, s. 3 — 8 ,

W. Burszta, M. Buchowski, Teoretyczny aspekt etnograficznych badań nad

kulturą, „ L u d " , t. t. 37, 1982, s. 31—44, a także książka L. Stommy,

Antropologia kultury wsi polskiej XIX wieku. Warszawa 1986
Pisałam o tym w dwóch tekstach: Antropologia i myślenie potoczne:
przyczynek do badania zjawisk o trudnejontologii, „Literatura na Świecie"
(wdruku), W stronę antropologii dyskursu, cz. I (maszynopis niedrukowa3

ny)
4

K. Ajdukiewicz, Zagadnienia i kierunki filozofii. Warszawa 1949, s.

119
Wypowiedź na seminarium doc.
16.02.1988
5

E. Mokrzyckiego, Warszawa,

Por. np. Paul Shankman, The Thic and the Thin: On the Interpretive
Theoretical Program of Clifford Geertz, „Current Anthropology", June
6

1984, vol. 25, nr 3, s. 261 nn.

6
1

' Tamże, s. 270
8

M. Winkelman, Magic: A Theoretical Reassessment, „Current Anth­

ropology", February 1982, vol. 23, nr 1, s. 3 7 — 4 4
New York 1967, a także co najmniej kilka podobnych rewelacji m.in.
3

К. C. Changa, Rethinking Anthropology, New York 1968, czy też Reinven­

ting Anthropology, pod redakcją Della Hymesa, New York 1969 etc.
10

D. Nash, R. Wintrob, The Emergence of Self-Consciousness in

Ethnography, „Current Anthropology" (dalej CA), December 1972, vol.
15, s. 527—532
Zabierali w niej gtos H. Russell Bernard, Morris Freilich, Frances
Henry, Michel Panoff, Murray and Rosalie Wax i inni.
11

Są to: Epistemic Paradigm: Some problems in Cross-Cultural
Research on Social Anthropological History and Theory, „American
12

Anthropologist" 1966, vol. 68, s. 1192—1201, porównująca organizację
wypowiedzi w obrębie dwóch kontrastowych paradygmatów: anglo-amerykańskiego i francuskiego, a także artykuł w pracy pod redakcją

Stanleya Diamonda, The Nature and Functions of Anthropological Tradi­
tions, pod tytułem On Defining Anthropological Traditions: An Exercise in
the Ethnology of Ethnology (wówczas w druku, później zaś pod zmienio­

nymi tytułami jako: tegoż, Anthropological Traditions: Their Definitions,
(w:) S. Diamond (oprac). Anthropology: Ancestors and Heirs, The Hague
1980, s. 5 3 — 8 7 ) .

�Por. przypis 6
* W tym miejscu arbitralnie kończę ó w przegląd wydarzeń prasowych
w „Current Anthropology".
Przykład zaczerpnięty z Archeologii wiedzy Michela Foucault,
Warszawa 1977, s. 135. Na s. 179 czytamy: „Można spotkać realizacje
werbalne identyczne z punktu widzenia gramatyki (słownictwa, składni
i ogólnie — j ę z y k a ) , identyczne także z punktu widzenia logiki zdaniowej
lub systemu dedukcyjnego, w którym się ona plasuje), które jednak są
wypowiedzeńiowo różne".
13

1

Ethnicity and the Art of Memory.
Some Contemporary Problems of Ethnographic Writing in the
Modern World System.
45
46

15

16

Por. w Prawdzie i metodzie pierwszego {Wahrheit und Methode

Tubingen 1962) i Stu zabobonach, Paryż 1987, drugiego.
Patrz przypis 6
By wymienić tu dwa najważniejsze takie odwroty: pisarstwo
Witolda Gombrowicza i strukturalizm. Rzecz jasna w obu przypadkach ta
Forma, którą rozmyślnie pozostawiam w metaforycznym niedopowiedze­
niu, różni się znacznie, choć w obu nie ma nic wspólnego z powierzchnią
i powierzchownością (z którą wiąże się już prędzej — Treść). Wielokrotnie
na temat tego pokrewieństwa myślowego wypowiadał się Gombrowicz,
por. choćby: D. de Roux, Rozmowy z Gombrowiczem, Warszawa 1981, s.
126—127
„American Anthropologist" 68:1966, s. 346—354
New York 1969, s. 430—457
17
18

18

20

21

Race, Culture and Evolution: Essays in the History of Anthropology,

New York 1968, s. 9 0 — 1 0 9
22
23
24

28

Local Knowledge, op. cit., s. 153
Anthropological Traditions: Their Definition, op. cit., s. 53—87
Tamże, s. 76

Comments on Marshall Sahlins' Culture and Practical Reason, (w:)

Ariede Ruijter (oprac), Beginseleninbotsing, Utrecht 1981, s. 9 1 — 9 7 , za:
B. Scholte, CA, April 1985, vol. 26, nr 2, s. 177
28

Cultural Anthropology and the Paradigm Concept, L. Graham, W.

Lepenies, P. Weingart (oprac). The Sociology of Science Yearbook, vol. 7,
Dordrecht 1983, s. 229—278
M. Głowiński, Т. Kostkiewiczowa, A. Okopień-Sławińska, J . S ł a w i ­
27

ński, Słownik terminów literackich, Wroclaw 1988, s. 105
28

Za: P. Veyne, Ostatni Foucault i jego moralność, „Literatura na

Świecie", nr 6,1988, s. 323
28

Symbolic Domination, Cultural Form and Historical Change in

Morocco, Chicago 1975, i tegoż. Reflections on Fieldwork in Morocco,
Berkeley 1977
30

Under the Rainbow: Nature and Supernature Among the Panare

Indians, Austin 1976, i tegoż, The Headman and I: Ambiguity and

Ambivalence in the Fieldworking Experience, Austin 1978
G. E. Marcus, Rheotoric and the Ethnographic Genre in Anthropo­
logical Research, op. cit., s. 508
33

34

81

do przełożenia i aluzyjny gdyż „common place," stanowić tu może
zarówno „banał", jak i „wspólne miejsca" motywów i wątków folklorys­

tycznych, por. choćby u A. Guriewicza, Problemy średniowiecznej kultury
ludowej. Warszawa 1987, patrz indeks.

From the Door of His Tent: Author/Ethnographer/Inquisitor.
" Person and Myth: Maurice Leenhardt in the Melanesian World,

37

Berkeley 1982

** On Ethnographic Allegory.

40

Tuhami: Portrait of Moroccan, Chicago 1980

Hermes Dilemma: Rheotorical Masking of Subversion in Ethnogra­
phic Description.
41

42

83

84

88

88

87

(wraz z G. E. Marcusem) An Experimental Moment: Toward Ethnography

as Cultural Criticism, New York b.d. (w druku).

Interpretation of Culture, op. cit.

88

Por. przyp. 6
J . Habermas, Zur Logik der Sozialwissenschaften, specjalne wyda­
nie „Philosophische Rundschau" 1967, D. Hymes, Introduction: Toward
Ethnographies as Communication, (w:) J . J . Gumperz, D. Hymes (oprac).
The Ethnography of Communication, specjalne wydanie „American Anth­
ropologist" 1964, s. 1 — 3 4
Fabian, op. cit.
8 0
81

6 2

Further Essays in Interpretive Anthropology, New York 1983
Są to: Blurred Genres: The Refiguration of Social Though (1982),
Found in Translation: On the Social History of the Moral Imagination
(1977), ..From the Native Point of View": On the Nature of the Anthropo­
logical Understanding (1974) Common Sense as a Cultural System
83

84

(1975), Art as a Cultural System (1976), Centers. Kings and Charisma:

Reflections on the Symbolics of Power (1977), The Way We Think Now:
Toward an Ethnography of Modern Thought (1982), Local Know/edge,
wykłady dotąd nie publikowane.

С. Geertz, Local Know/edge, op. cit., s. 3

88
88

87
88
88

Tamże.
Tamże.
Tamże, s. 4
Tamże.

В. Scholte. Anthropological Traditions: Their Definition, (w:) S.

70

Diamond (oprac.) Anthropology: Ancestors and Heirs. The Hague 1980, s.
53—87
71

C. Geertz, Local Know/edge. op. cit., s. 5

Tamże, s. 5 — 6
Powtarzająca w gruncie rzeczy Heideggerowskie myśli o Holzwege, przecinkach leśnych, które nie prowadzą do żadnego celu, tylko w głąb
lasu.
Tamże, s. 7
Tamże.
Tamże.
Tamże, s. 9
Tamże, s. 10
7 2

73

7 4
78

7 8

77

7 8

Common Sense as a Cultural System, Art as a Cultural System, The
Way We Think Now i Local Knowledge.
78

" Tamże, s. 1 3 — 1 4

43

44

Mały słownik terminów i pojęć filozoficznych, pod red. A. Podsiada

88

i Z. Więckowskiego, Warszawa 1983, s. 77

The Said and the Unsaid, New York 1978

Post-Modern Ethnography: From Document of the Occult to
Occult Document.
Iran: From Religious Dispute to Revolution, Cambridge 1980,

Dennis Tedlock, The Spoken Word and The Work of Interpretation,

82

Philadelphia 1983
Próbę bibliograficznego omówienia tego nurtu podjęli G. E. Marcus
i D. Cushman Ethnograhies as Texts, „Annual Review of Anthropology", nr
11, 1982, s. 2 5 — 6 9
Głos w dyskusji, CA June 1984, vol. 25, nr 3, s. 273
Por. C. Geertz, 77?e Interpretation of Culture, New York 1973, s. 5
Gdzie „język" nie ogranicza się do języka naturalnego, ale oznacza
wszelkie przesądzenia, „złożenia semantyki" (wśród których m i ę d z y
i n n y m i można wymienić założenia formalno-językowe), które stoją za
każdą wypowiedzią.
Op. cit., cytuję tu przekład angielski. Truth and Method, New York
1976

York 1980 oraz Narrative Ethnography in Africa, 1850—1920, „ M a n " . vol.

" An-tropology or Field- Work in Common Places — tytuł jest trudny

Kevin Dwyer, Morrocan Dialogues, Baltimore 1982

as Discourse, „Social Research", Spring 1979

Autor Space, Time and Culture Among the Iraqw of Tanzania, New

" Chapters and Verses: Classification as Rhetorical Trope in Ethno­
graphic Writing.

The Concept of Cultural Translation in British Social Anthropology.

48

50

Tamże.
Tamże.

18:1983, s. 502—520

45

James Boon, Bali: An Anthropological Romance, New York 1977,
tegoż, Other Tribes, Other Scribes, Cambridge 1982
Johannes Fabian, (oprac.) Beyond Charisma: Religious Movement

31

3 2

(Oprac.) Anthropology and Colonial Encounter, London 1973

47

81

С. Rowiński, Przestrzeń logosu i czas historii. Warszawa 1984, s.

284

Por. na ten sam temat: A. Kuper, Między charyzmą a rutyną.
Antropologia brytyjska 1922—1982, Łódź 1987, s. 264 nn.
82

8 3

Tamże, s. 16

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11383" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11361">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/96d8838a9c33a5754f9602147968482a.pdf</src>
        <authentication>411ffce3921bef28bbe3f8553b6145c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135603">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2248</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135604">
                <text>1990</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135605">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2085</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135606">
                <text>Wrażliwość mirakularna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135607">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.44 z.1, s.8-14</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135608">
                <text>Hemka, Andrzej; Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135609">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135610">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135611">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135612">
                <text>II. 1 . Wieża kościoła Św. Augustyna na Nowolipkach w Warszawie

Andrzej Hemka
Jacek Olędzki

WRAŻLIWOŚĆ MIRAKULARNA

Cuda poruszają wyobraźnię szczególnie dzieci — chyba
najczęstszych visionary w naszych czasach — dalej, ludzi poboż­
nych, a także ludzi prostych, nieskomplikowanych, których w
pełni należy rozumieć, bo jak powiadał Tomasz Mann, „nie było
im dane". Ale co się okazuje? Fascynacji cudem jako takim nie
oparli się wielcy, a może najwięksi: Anatol France, Blais Cendrars,
Heinrich Boli, Federico Fellini czy William Golding. Nawet głośny
fantasta od cywilizacji pozaziemskich, Erich von Daniken, zniżył
się do wędrówek po zapadłych wioskach włoskich i belgijskich,
aby po swojemu (denikenowsku) przedstawić zagadnienie. I ró­
wnież u nas z powodu błahego zdarzenia na działce oławskiego
działkowicza, najwyższa władza stwierdziła, że każdy ma taki cud
na jaki sobie zasłużył. W innej tonacji, ale też raczej pryncypialnie,
a więc ponuro, Tadeusz Konwicki zapis krwawienia drewnianego
krzyża misyjnego przy kościele wiejskim włączył do jednego ze
swych głośniejszych filmów.
Mnie i tragicznie zmarłego Andrzeja interesowała antropolo­
gia wydarzeń o charakterze cudownym w najnowszej historii
Polski. I z tego też powodu przyjęliśmy — w celach roboczych,
jak to się ładnie w nauce mówi — pewną własną terminologię,
aby dojść do czegoś nowego, jak najbardziej subiektywnego,
wszelako posługując się narzędziami poznania (też ulubione
określenie) wyrosłymi w postępowaniu całkiem niezłej (w okre­
sie międzywojennym i wcześniej) krajowej etnografii i etnologii.
Nie skorzystaliśmy z kuszących analiz psychologicznych czy
socjologicznych ze znanych szkół rodzimych, sugerujących na
przykład jako celowe ustalenie „przeciętności cudowności na
głowę mieszkańca" lub wyjawieniu, czy doświadczający cudu to
„ludzie normalni, zdrowi psychicznie" itd. w tym guście. Wszela­
1

2

8
I

ko nie znając pewnego określenia Carla Gustawa Junga (chwaebnego dla wszystkich visionary), jak też nie sugerując się, a
mówiąc inaczej nie ściągając (bo to stało się nałogiem) od
nieocenionego Mircea Eliadego, udało się własnymi słowami
wyartykułować myśli nie sprzeczne z wielkimi uczonymi. Ale o
tym za chwilę. Teraz zaś o proponowanej terminologii i niezbędna
informacja o przyjętej klasyfikacji, ułatwiającej określenie proble­
mu; zrezygnowanie z przepastnych kwestii związanych z cudem
(pozostawić to należy Danikenom czy Ludwikowi Stommie)
i zajęcie się wyłącznie zdarzeniami rodzimymi ostatniego półwie­
cza.
Czy można mówić: wrażliwość mirakularna? W jakiej mierze
uzasadnione jest to określenie? Powiadamy wrażliwość, nadwra­
żliwość, uściślamy też te pojęcia dodatkiem — estetyczna,
psychiczna, społeczna. Nie powiemy jednak — wrażliwość
praktyczna, lecz zmysł praktyczny. Natomiast można mówić o
wrażliwości religijnej czy mistycznej. Dlatego proponujemy okre­
ślenie szczegółowsze — wrażliwość mirakularna. Jest to tylko
propozycja. Wprowadzamy jednak to określenie, albowiem ułat­
wić ono może — jak się nam wydaje — przeprowadzenie dosyć
obiecujących analiz. W dalszych częściach pracy posługiwać się
będziemy wymiennie również określeniem — wrażliwość wzmo­
żona. Przyjmujemy też, że jest ona czynnikiem warunkującym tę
wrażliwość, którą określamy jako mirakularna.
Jaka jest podstawa przedstawianych tu danych? Przede
wszystkim świadomość istnienia w przeszłości niezliczonych i
niewiarygodnych wprost zdarzeń. Zdarzenia t e — j a k wiadomo —
opromieniają osoby boskie oraz postacie świętych i błogosławio­
nych, których kult rozwinął się na naszych ziemiach. Ale
3

�poprzestając na kulcie jednej tylko Osoby — Matki Boskiej,
najbardziej popularnym i żywym w Polsce, można podjąć frapują­
cą próbę badań.
Wiele zdarzeń cudownych z przeszłości otoczonych jest
tajemnicą. Chroni ją dzielący nas od tych zdarzeń czas, sposób ich
przedstawiania w zapisach archiwalnych, a nieraz i w literaturze
religijnej. Stąd powstała chęć przyjrzenia się faktom współczes­
nym, aby pełniej rozumieć te dawne. Ale ostatecznie, fakty
współczesne okazały się na tyle interesujące, że stały się samoist­
nym przedmiotem badań.
Postawmy kolejne pytanie, które zajmowało nas i które
zaprząta nadal wielu. Można je sformułować tak: czy w istocie
zdarzają się dziś cuda? Otóż, w pracy tej unikamy odpowiedzi na
podobne pytania. Dla naszych celów wydają się one nieistotne.
Przyjmijmy bowiem, że każde zdarzenie wytłumaczalne w naj­
prostszy sposób: przyczyna — skutek, zjawisko fizyczne — złu­
dzenie metafizyczne itd., może uchodzić za cudowne, jeśli
w świadomości pojedynczej osoby, a tym bardziej mniejszej lub
większej zbiorowości, uznane zostało właśnie za takie, a nie za
zjawisko pospolite, zwykłe, w pełni wyjaśnione.'
A zatem samo przekonanie osoby lub zbiorowości przyjmuje­
my za wyłączne kryterium określające zdarzenie jako cudowne.
Ukazujemy też takie zdarzenia, których cudowność została za­
kwestionowana przez samych księży. Ale zdarzenia te miały
w szerokich odczuciach znaczenie zdecydowanie cudowne.
Interesowały nas one w nie mniejszej mierze niż uznane oficjalnie
cuda, albowiem stanowić mogą ważne źródło poznania sposo­
bów odczuwania i myślenia współcześnie żyjących różnych
środowisk społecznych. Wprowadziliśmy jednak określenie zda­
rzenia o charakterze cudownym, mające szerszy zakres aniżeli
zdarzenia cudowne, czyli cuda oficjalnie uznane i odpowiednimi
dokumentami zatwierdzone. Powtórzyć więc trzeba jeszcze raz,
za zdarzenia o charakterze cudownym uznajemy takie, które
w świadomości jednostkowej czy zbiorowej uzyskało miano
niezwykłego, niewytłumaczalnego. To, że cudowne zdarzenia
znajdują często swoje wyjaśnienie w faktach całkiem realnych
w niczym nie pomniejsza ich istoty. Przeciwnie, nadaje im to
szczególnego rodzaju posmaku nazywanego sensem społecznym
zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i zbiorowym. Ponadto
wydaje się nam, że zdarzenia te są odbiciem zmieniającej się
— zależnie od środowiska i czasu — świadomości religijnej
i wrażliwości mirakularnej.
5

Istnieją różne modelowe przedstawienia tej świadomości.
Jedno z podstawowych dla naszych rozważań można sformuło­
wać w sposób następujący: każde pozytywne dla jednostki
rozstrzygnięcie spraw realnych (codziennych czy potocznych)
łączone jest nieraz bezpośrednio z interwencją Boga lub konkret­
nej postaci świętej. Zdarzenia cudowne stają się nieodłącznym
elementem tej szczególnego rodzaju świadomości religijnej. I też,
jak ta ostatnia podlega zmianom, tak również zmienia się charak­
ter zdarzeń cudownych. To jest oczywistością. Nie jest jednak
wiadome, jak te procesy przebiegają, jakie zachodzą korelacje, co
i kiedy jest czynnikiem decydującym o pojawieniu się zdarzenia
cudownego.
W pracy tej interesował nas sens ideowy określonych zdarzeń
nazywanych cudownymi, ich poetyka i dramaturgia, jak też
okoliczności społeczno-kulturowe im towarzyszące. W miarę
możności staraliśmy się poznać również same osoby, którym
dane było zaznać cudownych przeżyć, doświadczeń cudownych
dobrodziejstw. W próbach tych ograniczyliśmy się jednak do
uzyskania tylko podstawowych czy najważniejszych danych
o charakterze biograficznym, nie starając się prowadzić rozpo­
znań o charakterze psychologicznym.
Interesowały nas fakty odnoszące się do dziejów z okresu
1945—1975. Okres ten stanowi spoistą całość, jest objęty
stosunkowo najsłabiej zamąconą lub mówiąc inaczej zniekształ­
coną pamięcią starszych i młodszych pokoleń żyjących obecnie
w Polsce. Ograniczenie się do tak pozornie wąskiego wycinka
czasów współczesnych sprzyja zgromadzeniu zarówno pełniej­
szych danych, jak też osnuciu ich refleksją odnoszącą się do
spraw absorbujących ż y w o dziś w 1989 roku.
Współczesne zdarzenia cudowne można dzielić na indywidual­
ne i na takie, których doznaje większa zbiorowość w aktach nie tyle
osobistych przeżyć duchowych, lecz — jak to Kazimierz Dobro­
wolski nazywał — „psychozy religijnej", „procesów przemian
dysharminijnych, żywiołowych". Procesów nie kontrolowanych
ani przez władze kościelne, ani przez władze państwowe.
6

Cudowne zdarzenia indywidualne odnoszą się często do
trudnych sytuacji, których nie rozwiązują zracjonalizowane stara­
nia, posługi i zabiegi. Wiara w mirakularna ingerencję byłaby więc
swoistym remedium na wszelkie sytuacje „niemożności" czy
„niemocy"? Pytanie to jest jednym z wielu, jakie pojawiają się
przy analizie „zdarzeń indywidualnych".
Czymś zupełnie innym, o zasadniczo różniącym się znaczeniu,
są doznania zdarzeń o charakterze cudownym, mającym zawsze
cechy spektakularne, a które odbierane są nie przez pojedyncze
osoby, lecz tłumy liczące nieraz kilka tysięcy, a nawet więcej osób
(cud w Częstochowie — bezpośrednio po wojnie — uczestniczy­
ło blisko 1 5 0 — 2 0 0 tys. ludzi, cud na Nowolipiach w Warszawie,
uczestnictwo ponad 150 tys. ludzi, cud w Zdziarze Wielkim — 80
tys. ludzi, cud w Zabłudowie, ok. 30 tys. ludzi, cud w Radziejowie
— bliżej nieznana liczba, nie mniejsza jednak aniżeli 15 tys. osób).
A przecież podobnych cudów w Polsce w ostatnim trzydziestole­
ciu było nie mniej niż kilkadziesiąt. Ta kategoria zdarzeń przerasta
swym rozgłosem wszelkie indywidualne doznania cudu.
Zjawiska o charakterze cudownym nie są dzisiaj przejawem
przesądu, magicznego działania, korzystania z wróżb i zaklęć. Są
czymś zupełnie innym. Wyrażają potrzebę objawień boskich,
boskich interwencji w sprawy doczesne, ale też potrzebę zdarzeń
niezwykłych, sensacyjnych, lecz zgodnych z tradycyjnym, a może
nawet trwałym systemem pojęć. Niewątpliwie żywotność tych
zdarzeń łączy się z poczuciem ograniczonych możliwości czło­
wieka i potrzebą odwoływania się do Wielkiej Niewiadomej
— takich mocy, które wymykają się spod ludzkiej kontroli.
Szczególnie istotnym czy wyrazistym czynnikiem zdarzeń
o charakterze cudownym jest to, że jeśli w zachowaniach
magicznych i czarownictwie korzysta się z odpowiednio dosto­
sowanych do tych czynności narzędzi, jak też zrytualizowanych
najczęściej, z góry zaprogramowanych praktyk, to w przypadku
cudów ani narzędzia, ani wspomniane praktyki nie występują.
Zdarzenia o charakterze cudownym dokonują się samoistnie, bez
wyraźnie ukierunkowanej interwencji określonych osób. Faktem
jednak jest, że do pewnej kategorii zdarzeń cudownych, szcze­
gólnie tych o charakterze spektakularnym, w środowiskach
głównie wiejskich zakradają się elementy postępowania magicz­
nego czy interpretacji mającej cechy myślenia magicznego.
Bywa, że zdarzenie, jeśli nie powtarza się samoistnie, jest
prowokowane, aby trwało jak najdłużej.
7

Chcielibyśmy tu rozważyć wybrane zdarzenia cudowne o chara­
kterze zbiorowym, a nie indywidualnym. Jak powiedzieliśmy odno­
szą się one do czasów po II wojnie światowej, od chwili jej ustania,
po 1975 rok. Niektóre z nich należą do najgłośniejszych, jakie
rozegrały się we współczesnej Polsce. Nasze rozważania dotyczyć
będą trzech zdarzeń: w Zdziarze Wielkim (Sierpeckie), w Warszawie
na Nowolipkach, w Radziejowie (okolice Hrubieszowa).
Cud w Zdziarze W i e l k i m
Cud zdarzył się w 1954 lub w 1955 r. na wiosnę, na kilka dni
przed Bożym Ciałem. Pierwsze dostrzegły go dzieci i kobiety,
które szły na łąki wyganiać krowy. Mówiły, że Matka Boska
płacze. J u ż do południa we wszystkich okolicznych miejscowoś­
ciach wiedziano, że w Zdziarze Wielkim jest cud. Od tej chwili
ludzie zaczęli przychodzić jak na odpust.
Jeden z gospodarzy mieszkających stale w Zdziarze w sposób
szczególny przeżywał wydarzenia rozstrzygające się w jego wsi.
Poczuwał się on do odpowiadzialności za to, co się stało. Na
kilkanaście dni przed tymi wydarzeniami odnowił gipsową figu­
rę Matki Boskiej stojącej przed wsią (z końca XIX w.). Gospodarz
ten twierdzi, że figurę pomalował doskonale, że wyglądała ona
jak „ ż y w a " , ale farby, których używał ze względu na brak
terpentyny i denaturatu nie zostały dobrze zrobione. Powstawały
więc krupki nie dające się nawet po dokładnym wymieszaniu
rozpuścić. Pomalował więc taką farbą, następnie całość pokrył
pokostem i jak przyszła wilgoć (rosa, deszcze), krupki rozpusz­
czały się i rozlewały. Później mówiono, że to nie łzy spływały po
twarzy Matki Boskiej, ale właśnie ta farba.
Jednak łzy nie były jedynym elementem cudu. Jak dowiedzie­
liśmy się z kilku przeprowadzonych rozmów, cała figurka ruszała
się, ze stóp miała płynąć krew, a także — jak nam powiedziała
jedna z kobiet, która znała dokładnie cały przebieg wydarzeń
— Matka Boska miała również poruszać krtanią. Tak więc
tłumaczenie, że łzy były rozpuszczoną farbą wyjaśnia nam tylko
część zjawiska, jeśli w ogóle można mówić tu o jakimkolwiek

9

�wyjaśnieniu. Należy założyć, że spływająca farba sprowokowała
ludzi do wytworzenia w ich wyobraźni innych elementów,
których celem było „urozmaicenie" cudu, zwiększenie jego
„atrakcyjności", co prowadziło do uznania go za prawdziwy. Dla
przybyłych ludzi był to po prostu cud, należało go zobaczyć na
własne oczy. Żadne przeszkody nie były w stanie zatrzymać
ciągnących zewsząd tłumów. Każdy stawiał sobie za cel zobaczyć
cud, chociaż dane to było tylko niewielu. Wszyscy nasi rozmówcy
w Zdziarze i okolicy opisywali zjawisko, mogli dokładnie opowie­
dzieć co działo się z figurą Matki Boskiej, ale robili to przeważnie
na podstawie zasłyszanych relacji. Podkreślamy: tylko nieliczna
grupa cud widziała, a widziała właśnie to, co złożyło się później
na całokształt zjawiska: łzy, krew, ruchy ciała. Powstał więc
pewien obraz przekazywany z ust do ust, obraz, który musiał
zaspokoić głód oczu tych, co tu przyszli. Czy zaspokoił? Nie
wiemy. Powstało bardzo popularne tłumaczenie, że po prostu
ludzie są niegodni, a jeżeli tak jest, to cudu nie mogą zobaczyć.
Pozostawała im jeszcze woda, a dokładniej mówiąc strumyk
płynący niedaleko figury. W czasie tych wydarzeń strumyk został
uznany przez ludzi za cudowny, a więc woda z niego uzyskała
właściwości uzdrawiające. Brano więc tę wodę, ufając w jej
lecznicze i ochronne działania.
Po kilku dniach trwania zjawiska interweniowała milicja. Ludzie
blokowali drogi, niszczyli pola. Początkowo organy bezpieczeństwa
ograniczały się tylko do pilnowania porządku na drogach, zabronio­
no śpiewów, można to było robić tylko przy figurze. Ale nic nie było
w stanie zatrzymać tłumów. Schodzili się idąc przez pola, łąki.
Sytuacja stawała się krytyczna, a milicja nie mogła sobie poradzić.
Tymczasem zbliżało się Boże Ciało i było do przewidzenia, że
tego dnia bardzo duża liczba ludzi będzie chciała przyjść,
zobaczyć cud. Do wsi sprowadzono więc oddziały milicji z innych
miast, przyjechał również działacz społeczno-polityczny, którego
w Zdziarze do dziś nazywają posłem. W remizie zwołano zebranie
dla mieszkańców, na którym ó w poseł tłumaczył sytuację i prosił
chłopów o pomoc. Ponieważ większość z nich była zaintereso­
wana w utrzymaniu porządku, postanowiono wspólnymi siłami
powstrzymać ciągnące tłumy. Chodziło przecież o pola; poniesio­
ne straty byłyby nie do odrobienia. Na zebraniu postanowiono, że
żaden z gospodarzy nie przyjmie nikogo na nocleg, co do tej pory
było bardzo często praktykowane. Postanowiono też, że nie
będzie się wpuszczało na teren wsi nikogo obcego. Jednak
pomimo współpracy milicji z mieszkańcami nie obyło się bez
przykrych wypadków. W dzień Bożego Ciała zablokowano
dokładnie wszystkie drogi. Ludzie, a miało ich przybyć ok. 80tys.,
schodzili się idąc przez pola. Ponieważ do samej figury bardzo
trudno było się dostać, więc ten ogromny tłum stał przed wsią
powstrzymywany przez milicję. Mówiono im, żeby się rozeszli,
żeby nie wyrządzali szkód, ale nie słuchali, chcieli zobaczyć cud,
chcieli tylko iść do figury. Szczególna rola przypadła gospoda­
rzom, którzy sami wychodzili przed zebranych ludzi tłumacząc, że
niszczą pola, a żadnego cudu nie ma. Ale ludzie mówili, że nie
odejdą, aż zobaczą. Ostatecznie sytuację udało się opanować, ale
nie obeszło się bez aresztowań. Zatrzymano gospodarza H., który
pierwszego dnia jadąc ze Zdziaru do Góry, miejscowości położo­
nej nieopodal, rozpowiadał, że jest cud.
0 tym, jak ogromny zasięg miało zjawisko, może świadczyć fakt,
że na stałe wśród mieszkańców wsi pozostała pamięć o Cyganach,
którzy przed figurą złożyli pieniądze (podobno 3500 zł). Po niedługim
czasie skradziono je, ale nie to jest ważne. Cyganie uważani często za
złodziei, traktowani są w tym przypadku z całym uznaniem, podkreśla
się znaczenie ich ofiary. Chodzi o to, że nawet Cyganie uwierzyli!
Z tego, że w większości wypowiedzi naszych rozmówców
były raczej sceptyczne, że starali się podawać jak najbardziej
obiektywne wiadomości, wynika wyraźnie, iż trudno im było
w ten cud uwierzyć. Tylko jedna z kobiet, H.S., mieszkająca na
kolonii lezącej 3 km od wsi twierdzi, że cud widziała i nawet przez
chwilę nie wątpiła w jego prawdziwość. Cud utrwalił się w jej
pamięci tym bardziej, że niedługo po nim córka odzyskała mowę,
o co H.S. gorąco się modliła przed figurą,
Charakterystyczna jest również relacja gospodarza, który
odnawiał figurę: „Ludzie patrzyli i patrzyli. Jedni mówili, że
widzą, inni że nie widzą. Panika była i koniec. Nie powiem, że
było, i nie powiem, że nie było... Ja tam chodziłem kilka razy i nic
nie widziałem". Nasz rozmówca jest zresztą w tej trudnej sytuacji,
że przecież uważano cud za konsekwencję pomalowania przez
niego figury. Tak więc jego zdanie miałoby tu ogromne znaczenie.
Ale już jego żona mówi: „Jak to by był cud, to ja bym trupem

10

padła. Jak może Matka Boska na ziemię przychodzić. Taka osoba,
żeby takie wycieczki robiła!"
C u d na N o w o l i p k a c h

w Warszawie

Zdarzenie miało następujący przebieg. Jesienią 1958 r. na
szczycie wieży tamtejszego kościoła w miejscu, gdzie pod
krzyżem znajdowały się wówczas jeszcze pozłociste puszki
kuliste (il. 1), pojawiała się wieczorami i nocą jaśniejąca z różną
intensywnością poświata, którą gromadzący się ludzie widzieli
jako postać Matki Boskiej. Zależnie od dnia (była to deszczowa
i mglista pora jesieni) zjawisko stawało się mniej lub bardziej
wyraziste. Kio pierwszy je dostrzegł, nie wiadomo. Wiadomość
jednak o cudzie w Warszawie rozeszła się po całej Polsce. Przez
dwa tygodnie przybywały na Nowolipie tłumy pielgrzymów
z odległych nawet części kraju. Przeważała ludność wiejska,
głównie kobiety. Wśród tych osób powiadano, że Matka Boska
pojawia się w różnych sukienkach, jasnych i ciemnych. Zanoto­
wana została taka wypowiedź: „Dzisiaj Matka Boska jest w ciem­
nej sukience, bo ich przyjechało więcej". Chodziło o mili­
cjantów, którzy pilnowali porządku. Pątnicy gromadzili się wokół
samego kościoła i daleko nawet od jego ogrodzenia. Koczowano
nocami na znajdujących się nieopodal gruzowiskach z ostatniej
wojny. Gromadzono się w grupach, modląc się i śpiewając. Kiedy
dostrzeżono na wieży jasność, klękano. Pojawiały się westchnie­
nia, okrzyki „aach" i wzmagał się śpiew. Taki stan emocji trwał
nieraz przez długie godziny wieczorne i nocne. Mieszkańcy
Warszawy raczej nie włączali się w tłumy przybyłych ludzi
z zewnątrz. Wśród odchodzących trwały rozmowy komentujące
zdarzenie. Oto wypowiedź starca przybyłego z jakiejś wioski
z okolic Kielc. „ C o to za cud? To zwykłe takie zjawisko optycz­
ne..., tam na wieży są takie dwie gomułki, jak te gomułki zleją się
do kupy, to się robi ten cud".
Po kilkunastu dniach niezwykłego zjawiska na Nowolipkach
złociste kule na wieży kościoła zamalowano na czarno pakiem,
smołą i innymi substancjami. Czynność tę ponawiano, bo mimo
malowania kul na czarno promieniowały one nocami nadal.
Liczni chłopi koczujący na Nowolipkach wrócili do swych wsi.
Cud w

Radziejowie

Zdarzenia w Radziejowie rozgrywały się w 1958 lub 1959 r.
Dokładnej daty nie udało się nam ustalić.
Pod koniec maja wszystkie okoliczne miejscowości obiegła
przekazywana z ust do ust wiadomość, że ukazała się Matka
Boska. Nie trzeba było długo czekać na efekt tych szybko
rosnących się wieści. J u ż następnego dnia, po pierwszym poja­
wieniu się Matki Boskiej, do Radziejowa ściągnęły tłumy. Ta
mała wieś przez 4 tygodnie leżała w centrum zainteresowania
mieszkańców nie tylko okolicznych osiedli. Przyjeżdżali po­
dobno samochodami z Hrubieszowa, Chełma, Tomaszowa,
Dubienki, Ostrowa i Dorohuska.
Rozmawialiśmy z kilkoma mieszkającymi tam osobami. Opo­
wiadali o cudzie niechętnie, tak, jakby się czegoś obawiali, jakby
nie chcieli sobie w ogóle przypomnieć tamtych dni, kiedy ich wieś
była na ustach tysięcy ludzi. Nie mogliśmy też dotrzeć do osób,
które cud widziały, choć we wsi mieszka jeszcze ten, który
pierwszy zobaczył postać Matki Boskiej. Musieliśmy więc zado­
wolić się relacjami matki tego już dzisiaj 20-letniego mężczyzny.
Jej informacje są bardzo dokładne, pamięta ona o najdrobniej­
szych szczegółach, chociaż minęło już kilkanaście lat. Wydarzenia
utrwaliły się w jej pamięci tym mocniej, że ona i jej mąż mieli
kłopoty właśnie za to, że ich dzieci pierwsze zobaczyły cud...
Wszystko zaczęło się pod koniec maja we wtorek po południu.
Dzieci naszej rozmówczyni wyszły na pole paść krowy. Wieczo­
rem kiedy już mieli wracać do domu jeden z chłopców zauważył,
że po polu chodzi jakaś pani ubrana na biało. Obaj uklękli... Matka
Boska coś im powiedziała, ale nikt nie wie co! Początkowo nikt
nie chciał im wierzyć. Rodzice poszli więc razem z dziećmi na łąkę,
ale postaci w białej sukience już tam nie było. Ukazała się
natomiast na t o p o l i rosnącej w rogu pola, na którym chłopcy
widzieli ją po raz pierwszy. Z topoli postać przeniosła się na
stojące niedaleko w i e r z b y (il. 2). I tam ukazywała się już do
końca. Tych wierzb jest cztery. Ludzie mówili, że Matka Boska
pojawia się tylko na dwóch; na środkowej i na tej z lewej strony.
Mówili, że siedzi na gałęzi, na krześle lub że stoi. Ubrana miała być
na biało, w rękach trzymała raz książkę a raz różaniec. Inni mówili,
że był blask, że Matka Boska była cała w kwiatach...

�Ludzi przychodziło coraz więcej, na drogach zrobiło się
ciasno. Po tygodniu interweniowała milicja, zabroniono groma­
dzenia się, tłumaczono, że nic nie ma, że cud to bujdal Ale ludzie
w dalszym ciągu przychodzili. Jak nie mogli dostać się drogami
szli przez pola, jeżeli było trudno w dzień — przychodzili
wieczorem i w nocy. W ten sposób pod wierzbami przez całą dobę
stał tłum...
Po kilku dniach na miejsce cudu przyjechał ksiądz z Hrubie­
szowa, zobaczył, powiedział, że nic nie ma i odjechał! Ale nie
powstrzymało to ludzi, którzy w dalszym ciągu na dźwięk słowa
„ c u d " rzucali wszystkie prace i biegli, żeby zobaczyć. Niewielu z
nich zobaczyło, ale nie wszyscy wracali do domów z pustymi
rękami. Pod wierzbami płynęła bowiem struga, która w tym czasie
wyschła, ponieważ dawno nie padały deszcze. Wykopano więc
studzienkę i z niej czerpano wodę. Zabierano ją dla celów
leczniczych.
Uwagi, jakie nasi rozmówcy czynili na marginesie tych praktyk
były różne. Jeśli chodzi o wodę, to było dla nich zrozumiałe, ale
„cudowne liście", dla tych, którzy spotkali się z czymś takim po
raz pierwszy, budziły mieszane uczucia, czasami nawet uśmiech,
ale nie z tego, że w ogóle biorą gałązki z liśćmi, tylko dlatego, że
dobrze nie wiedzą, z którego drzewa je rwać.
Kłębił się więc tłum pod drzewami, obłamywał gałęzie,
napychał liśćmi kieszenie. A inni stali i patrzyli, chcieli dostrzec to,
na co czekali... Niektórym nawet się to udawało.
Znane są przykłady omdleń i to właśnie pod wpływem
zobaczenia cudul Dotarliśmy do takich osób. Niestetynie potrafią
określić, co widzieli. Na zadawane pytania odpowiadano nadal
powściągliwie. Większość nic nie widziała! Tłumaczyli to sobie w
różny sposób. Jedni mówili, że są niegodni, a w takim razie nie
mogą cudu zobaczyć, inni mówili po prostu, że to wszystko
kłamstwo i że żadnego cudu nie ma. Spotkaliśmy jednak kilku
takich, którzy uznali się za niegodnych za pierwszym razem, ale
próbowali szczęścia po raz drugi i trzeci. Ciągle na darmo!
Dlatego cud utkwił im bardzo głęboko w pamięci. Pamiętają
dokładnie szczegóły zasłyszane od innych, prawie widzą to, co
chcieli wtedy zobaczyć.

Wiadomości, które uzyskaliśmy poza Radziejowem są pełniejze. Ludzie mówią szczerzej, że szczególnym ożywieniem, a zara­
zem z pewną tajemniczością.
Życie niektórych z nich pełne jest rzeczywiście cudownych
wydarzeń, uzdrowień, w które wierzą, którym zawdzięczają życie.
Ale cudu w Radziejowie nie widzieli i mówią to po prostu, bez
rozstrzygania czy to prawda, czy nie...
Gdy pielgrzymi już odeszli z Radziejowa, pozostawili po sobie
wiele śladów. Zdeptano wysokie już zboża. Po zbożu chodzili
ludzie, nie żeby deptać, oni tylko szli do cudu po polach na
„skróty", bo milicji tam nie było. Pozostawili więc po sobie
połamane zboże, które pokotem zalegało pola. Ale zdarzył się
cud... Tak, jeszcze jeden cud, a przynajmniej za taki uznawało to
zjawisko kilku naszych rozmówców. Otóż po paru dniach zboża
powstały. Nie było ono takie, jak być powinno, ale nie zalegało już
pól. I znów głosy się podzieliły; jedni mówili, że mogło powstać
bez cudu, inni twierdzili, że to musiał być cud, bo przecież było już
wysokie i samo by nie powstało...
Dziś łąka, po której „chodziła" Matka Boska wygląda prawie
tak samo jak w tamte dni. Nie ma już tylko topoli, bo spróchniała i
trzeba ją było wyciąć. Zostały wierzby, na których objawiła się
Matka Boska, a zostały dlatego, że nikt nie miał odwagi ich ściąć.
Przedstawione wydarzenia cudowne charakteryzuje przede
wszystkim występowanie w każdym z nich postaci Matki Boskiej.
Świadczy to o niezwykłej popularności w czasach najnowszych
kultu maryjnego. Jego przystępność w dużej mierze tłumaczy tę
popularność. W świetle zdarzeń cudownych kult maryjny uzyskał
w Polsce cechy zjawiska zdecydowanie ludowego. Nastąpiło w
nim spopularyzowanie oficjalnych pojęć kościelnych związanych
z majestatem samej Matki Bożej. Wprawdzie, jak w dawnych
zdarzeniach cudownych osoba Przenajświętszej Marii Panny
pojawia się osobom wybranym, przeważnie dzieciom, godnym
przez swą niewinność do uczestniczenia w niezwykłych dozna­
niach, niemniej jest to tylko wstępna faza spektaklu, w którym
ostatecznie uczestniczą głównie dorośli. Obok wierzących zda­
rzają się niewierzący. Tolerowani są przedstawiciele innych
wyznań niż katolickie. Przeżycia o charakterze mirakular-

II. 2. Radziejów w lubelskiem. Wierzby, na których ukazywała się
Matka Boska

11

�nym uzyskują wymiary zjawiska zdecydowanie masowego. Jego
żywiołowość sprawia, że nie ma ono odpowiednika w żadnych
innych przejawach życia społecznego w kraju. W większości
wydarzeń uczestniczy w przeważającej mierze ludność wiejska
i to nawet wówczas, kiedy te zdarzenia rozgrywają się na terenie
miast. Żadne też inne zdarzenia nie spowodowały takich maso­
wych zgromadzeń tej ludności w obrębie samej Warszawy, jej
śródmieścia. Dodajmy, że są to każdorazowo tłumne zgromadze­
nia tworzące się samorzutnie bez udziału jakichkolwiek czynni­
ków organizacyjnych! Zgromadzeń z powodu zdarzeń cudow­
nych nie daje się przyrównać ani do wielkich odpustów, ani też do
wędrówek pielgrzymów do określonych sanktuariów, albowiem
w tych przejawach kultu masowego pojawiają się na ogół
działania organizacyjne władz kościelnych. Wydaje się, że to, co
nazywamy potocznie awansem społecznym czy kulturalnym
ludności chłopskiej w najnowszych czasach nie pozostało bez
w p ł y w u na charakter fascynacji zbiorowych wydarzeniami cu­
downymi. Pośród ludności tej wzrosły w sposób dawniej niezna­
ny możliwości percepcyjne w zakresie głoszonych prawd wiary
(chociażby dzięki podniesieniu poziomu oświaty, dostępności
szkoły a także aktywności duszpasterskiej); zwiększyły się możli­
wości informacyjne i co jest niesłychanie ważne — możliwości
komunikacyjne, realizowane dziś w znacznie skróconym czasie
i na poważnie zwiększonych niż niegdyś przestrzeniach. Wieść
0 zdarzeniu cudownym w ciągu jednego dnia może obiec
niezliczone ilości wiosek, a tym bardziej zamieszkujących je osób.
W miarę trwania zdarzenia krąg poinformowanych rozszerza się...
J u ż tylko fakt samej żywiołowości tych wielkich ruchów
ludnościowych sprawia, że stają się one czynnikiem niepokoju
1 zagrożenia. Interwencje władz porządkowych nie zawsze stają
się przy tym skuteczne, co więcej przyczyniają się nawet do
bardziej jeszcze żywiołowego uczestnictwa mas w tych zdarze­
niach. W 1965 roku w Zabłudowie interweniowało nawet
wojsko. Użyto gazów łzawiących.
Rodzące się konflikty między przybyszami a miejscowymi, nieraz
pokrzywdzonymi materialnie, wreszcie obwinionymi i sądzącymi,
dalej między gorliwymi zwolennikami cudu, biernymi obserwatorami
i zdecydowanymi jego przeciwnikami powodują, że każde z tych
zdarzeń staje się jedynym tego rodzaju dramatem o niezwykle silnym
i rozległym działaniu emocjonalnym. Często elementy religijne scho­
dzą na plan dalszy, a zaczynają odgrywać swą rolę inne, widowisko­
we o charakterze sensacyjnym. Byłby to jedyny swego rodzaju
gatunek widowiska, spektaklu, niezwykle silnie osadzony w tradycyj­
nych potrzebach i przyzwyczajeniach środowiska ludności wiejskiej?
8

1

Miejscem, gdzie zdarzają się objawienia Matki Boskiej są
drzewa. W wielu częściach Polski, a także poza jej granicami,
notowane są w dawnych kronikach cudowne objawienia Matki
Boskiej właśnie na drzewach, lipach, gruszach, wierzbach. Drze­
wo występujące we współczesnych zdarzeniach, to wierzba
rosnąca w pobliżu łąk. Na łąkach tych zdarza się też, że postać
widziana na wysokości gałęzi i konarów pojawia się pośród traw,
stoi lubsiedzi (na krześle!), porusza się, przechodzi, atakże mówi.
Fascynuje fakt dostrzeżenia Matki Boskiej w blasku puszek,
wieńczących wysoką wieżę kościoła: zasadnicza zmiana krajob­
razu i okoliczności cudownego zdarzenia z sielskiego na wielko­
miejski. Zwracają też uwagę przemiany przebrań, sukienek,
w których objawia się N.P. Maria. Są one jasne lub ciemne,
czarne, białe, całe w kwiatach. Odrębny zupełnie rodzaj odczuć
towarzyszy zdarzeniom, w których występują przedstawienia
Matki Boskiej, najczęściej figury przydrożne. Odczucia te mają
zdecydowanie naturalistyczny charakter. Figury płaczą krwawy­
mi łzami, wykonują ruchy ręką, głową, nogami.
Wszystkie te szczegółowe przejawy cudownych zdarzeń uzy­
skują każdorazowo odpowiednią interpretację, dosadną, poru­
szającą rozległą skalę dokonywanych skojarzeń. Interpretacje te
przypominają nieraz formę poetyckich metafor.
Warto jeszcze zwrócić uwagę, że przy wielu współczesnych
zdarzeniach cudownych ujawniły się tradycyjne zachowania
kultowo-magiczne. Przejawem ich jest potrzeba przejmowania
mocy zawartej w substancjach wody, zieleni, roślin, ziemi, które
znajdowały się w najbliższym zasięgu zdarzenia. Wreszcie konty­
nuacją dawnych zachowań kultowych są śpiewy zbiorowe,
zbiorowe modlitwy, a także skromne, symboliczne wota z pienię­
dzy, a także—jak w przypadku głównie Zabłudowa — różańców.
Być może składaniu różańców w miejscach cudownych zdarzeń
przyświecało przekonanie, że właśnie różaniec jest godnym Matki
Boskiej wyznaniem o charakterze adoracyjnym, że może również

12

symbolizować określone ślubowanie połączone z prośbami,
zbliżonymi do potencjału próśb, jakie zostały wygłoszone przy
jego odmawianiu.
Nie jest wiadomo, jakich dobrodziejstw doświadczyli uczest­
nicy tych wielkich zdarzeń. Najprawdopodobniej dobrodziejstwa
te nie były przez nikogo spisywane. To natomiast, co udało się
odtworzyć w czasie licznych rozmów dostarcza jedynie skrom­
nych poświadczeń. Odnoszą się one do pojedynczych przypad­
ków uzdrowień. Pod tym względem — j a k przekonamy się dalej
— o wiele bardziej znaczących faktów dostarczają historyczne
miejsca kultu, sanktuaria, dysponujące sławnymi z cudów wize­
runkami osób boskich, świętych i błogosławionych. Być może
okoliczności, w jakich rozgrywają się owe zbiorowe zdarzenia,
towarzysząca im atmosfera tumultu i niepokojów, nie sprzyjają
powadze i głębi przeżyć religijnych. A przecież takie właśnie
przeżycia są nieodzowne w aktach uznawanych jako cudowne.
Podsumowując pierwszą część wrażliwości mirakularnej (po­
święconą zdarzeniom indywidualnym) i tę (poświęconą zdarze­
niom, w których uczestniczą masy i które nazywać można
ochlotetycznymi) nasuwają się takie spostrzeżenia:
1. Zdarzenia o charakterze mirakularnym, a doświadczane
zbiorowo, są odrębną kategorią zachowań religijnych czy parareligijnych. Mogą, lecz nie muszą, być poprzedzane modlitwą,
a tym bardziej błaganiem, ślubowaniem, pokutą i aktami kontem­
placji. Są wprawdzie inicjowane przez pojedynczych visionary,
lecz błyskawicznie stają się darem dla bardzo wielu ludzi.
2. Cykliczność w czasie tych zdarzeń, przy tym z charakterystycz­
nym motywem historycznym, nakazuje dopuszczać zależność, którą
określalibyśmy jako rekapitulację faktów wcześniejszych. Otóż wyda­
je się, że w stosunku do wydarzeń realnych zdarzenia mirakularne są
ich oceną (nazwaniem), rekapitulacją, a nie prowokacją (zwiastowa­
niem), tak jak gwiazda betlejemska, sygnalizująca narodziny Jezusa.
Owo nazwanie (rekapitulacją) następuje nie w czasie realnego
dramatu, tragedii (wojny, kulminacji napięć społecznych, 1945,
1956,1968—70,1981—85), lecz w niedługim czasie (ok. 1—2 lat)
po tych nieszczęściach, tworząc całą serię spektakli odrębnych, bo
wzniosłych, szczęsnych. Gdy nagle spektakle te wygasły, łatwo się
o nich zapomina jakby wiadomo było, że znowu się powtórzą.'
3. Stanowią potrzebę przekazu pierwotnego („jak wieść
gminna niesie"), najgorętszego, według terminologii Marschalla
McLuhana, potrzebę odczuć, przeżyć oraz wiedzy innej niż ta,
którą kształtują oficjalne i uznane środki przekazu, przede wszyst­
kim państwowe, ale również kościelne.
4. Dopełniają, wręcz wzmagają repertuar proponowany przez
sam Kościół. Są stałym oczekiwaniem niezwykłości; nie godze­
niem się na trwanie bez doświadczenia tajemnicy tego, co
niepojęte, nadrealne.
Możemy obecnie wrócić do postawionego na początku
pytania. Czy można mówić o czymś takim jak wrażliwość
mirakularna. Nie ulega kwestii, że tak. Zapewne jest ona cechą
pewnego rodzaju osobowości, jeśli nie głęboko wierzących, to
głęboko uzależnionych do mniemań, zachowań, wreszcie oby­
czaju ukształtowanego w modelu religijności, akcentujące zna­
czenie autentycznych stanów łaski i doświadczania objawień.
W świetle dociekliwiej analizowanych zeznań pochodzących
z Warty, sanktuarium bł. Rafała z Proszowic, nie można zgodzić
się z poglądami wysoko utytułowanej przedstawicielki psycholo­
gii, Krystyny Skarżyńskiej, że na zjawiska o charakterze mirakular­
nym podatne są „osobowości autorytarne, dogmatyczne, nie
znoszące sprzeciwu, skłonne do uprzedzeń, wierzące w przesą­
dy". Biogram kolejarza z Płońska, jak również z owej Warty
zeznania wskazywałyby na konieczność posługiwania się zasad­
niczo inną diagnozą, a każda z wyliczonych cech winna ulec
zakwestionowaniu. Wcale nie autorytarne, bowiem najczęściej
uległe, co nie znaczy ustępliwe. Wcale nie dogmatyczne, prze­
ciwnie, jak najchętniej przystające do proponowanych przez
współczesność możliwości (chociażby w leczeniu beznadziejnie
chorych). I nawet jeśli wierzący w przesądy, to wcale nie znaczy,
że durni. A taki niestety uproszczony sens proponuje uczona
psycholog nadać zachowaniom, które skutecznie bronią się
właśnie przez to, że mają szerszy wymiar — właśnie psychologi­
czny — nie zaś tylko doraźny, spektakularny, racjonalistyczny!
Przykładem może być korzystanie w celach leczniczych z wody
pochodzącej z „cudownych źródełek". Ale to samo można
powiedzieć o korzystaniu w stanach beznadziei czy rozpaczy ze
„wspomnienia" o swej obecności w miejscu niezwykłym, szcze­
gólnym — świętym.
10

�II. 3. Giovanni Boccati, Madonna z dzieciątkiem wśród aniołów, fragm.,
tempera/drewno. Muzeum Narodowe

Przejdźmy jednak do istotniejszej i poważniejszej analizy
indywidualnych doświadczeń mirakularnych. Chodzi o znacze­
nie w strukturze emocji tego szczególnego stanu uwrażliwienia,
wrażliwości na niezwykłość, niepospolitość, czy chociażby osob­
liwość, jednak funkcjonującą w wyobraźni wiernych, ukształto­
wanej przez pojęcia i symbole religijne. Wota stanowią tu nadal
bezcenne i jedyne tego rodzaju źródło wiadomości. Nieważne
jakimi one są, czy jak dawne — głównie figuratywne, woskowe,
żelazne, srebrne i inne, czy jak współczesne, głównie niefiguratywne, lecz tekstowe na płytkach metalowych lub karteczkach.
Trwałe są wciąż bowiem charakterystyczne opozycje wewnątrz
adresu kierowanego w zaświaty albo mówiąc inaczej opozycje w
rozumieniu godnej zaświatów formuły samego adresu:
PRZEBŁAGALNY
(pokutny)
albo:
PROSZALNY

PROSZALNY
(błagalny)
DZIĘKCZYNNY

Jak też wykazały badania charakteru tabliczek wotywnych w
środowisku wielkomiejskim (kult św. Tadeusza Judy w kościele
św. Krzyża w Warszawie) adresem najbardziej godnym naszych
czasów jest formuła dziękczynna. Nie wyklucza ona pod swą
zasadniczą warstwą postępowania prośby o wznowienie (wzna­

wianie) aktów łaski. I w tych przypadkach wyczuwa się pragnie­
nie, oczekiwanie opiekuńczej interwencji zaświatów.
Płaszczyzną, na której mogą jednoczyć się lub tylko przybliżać
indywidualne i zbiorowe zdarzenia o charakterze mirakularnym, jest
świadomość znaczenia wewnętrznych i zewnętrznych aktów łaski.
I tu można sugerować występowanie dwu odrębnych rodzajów
przeżyć (doświadczeń wizji o charakterze mirakularnym):
WIZJE
DZIAŁANIA
(epifanie, hierofanie)
(krotofanie)
a więc:
AUTOSUGESTIA
H ET E R O S U G EST I A
przeżycia autoteliczne
przeżycia heteroteliczne
I tak zbliżyliśmy się do końca, w którym generalna opozycja na
jaką pierwszy wskazał Gabriel Marcel (być — mieć, ale też mieć —
być) daje znać o sobie w niemożliwym do precyzyjniejszego
określenia stopnia wariantowości. Wszelako za każdym wyzna­
niem spisanym na karteczce czy mozolnie wygrawerowanym na
tabliczce, tak jak za każdym aktem obecności w nieodległym
sobie, ale też daleko położonym, pielgrzymkowym miejscu cudu,
dopatrywać należy się odwiecznej niechęci do tkwienia w samej
przyziemności, którą kreuje nawet wzniosły repertuar kościelny,
albowiem spowijać go musi jakiś rodzaj rutyny, monotonia i
oficjalność.

13

�PRZYPISY

Andrzej Hemka zginął śmiercią desperacką mając zaledwie 22 lata.
Śmierć nastąpiła w Kalwarii Zebrzydowskiej w Wielki Piątek 1977 roku w
czasie prowadzenia badań nad obchodzonym w Kalwarii wstrząsającym
Misterium Męki Pańskiej.
Nasz tekst był gotów już w 1976 r. i przyjęty został do druku w
„Etnografii Polskiej". Jego pojawienie się utrudniała początkowo cenzura
wewnętrzna (naukowa), a na koniec został odrzucony przez znanego ze
swej gorliwości i niezbyt chyba wielkiego pomyślunku redaktora w Wyda­
wnictwie Ossolineum. Zarzucono tekstowi, że został napisany z pozycji
osób wierzących!
Do tekstu drukowanego obecnie wprowadziłem znaczne skróty i
niewielkie uzupełnienia, chociaż przez 13 lat — kiedy półkowa! — dojrza­
łem również i ja. Przybyło również wiele nowych wiadomości dzięki
Magdalenie Lipińskiej i Magdalenie Zowczak, koleżankom Andrzeja.
Właśnie ta trójka wyróżniała się zapałem i pracowitością w zajęciach
prowadzonych przeze mnie w Katedrze Etnografii. Dotyczyły one wybra­
nych zagadnień kultury religijnej w Polsce. Andrzej Hemka swoją śmiercią
nakłania do szczególnego szacunku, skromności i nie pysznienia się.
Należał on do bardzo rzadkiego rodzaju studentów, takich którzy przyby­
wają na studia wiele umiejąc i to na wysokim poziomie, a czego często
brakuje zupełnie samym dydaktykom! I stąd nasza przyjaźń i współpraca.
Szczególnie cenne wydały się nam dokonania Aleksandra Brucknea,
któremu udało się pozbawić „odrębną kategorię myślenia mitycznego"
wszechwładnie panoszącej się formuły (metody). W świetle ustaleń
Brucknera, nie mogliśmy zdarzeń mirakularnych odnieść do czasu mitycz­
nego, lecz bardzo konkretnego, historycznego — pojawienia się w Polsce
chrześcijaństwa (poganie nie doświadczali objawień i życia w stanach
łaski). Por. A.Bruckner, Mitologia słowiańska i polska, PWN 1985. Urzekła
nas również Cezaria Baudouin Courtenay-Ehrenkreutz, Świętą Cecylią
(Przyczynek do genezy apokryfów), „ L u d " , t. XXI: 1922. Ale nie dlatego,
że jak ktoś sobie zażyczył była świadomą fenomenolożką, lecz dlatego że
zburzyła mit Św. Cecylii, a jeszcze bardziej dlatego, że ukazała wspaniały
warsztat postępowania naukowego, godzącego inteligencję z wdziękiem,
a nie namolnością metodologiczną. Korzystaliśmy też z pełnego polotu
studium Stefana Czarnowskiego o kulcie św. Patryka w Irlandii. Nieoce­
nione okazały się dzieła o kulturze staropolskiej Jana Stanisława Bystronia.
I pewnie Bystroń w grobie by się przewrócił, gdybyśmy zaliczyli Go do
jakichkolwiek „metodołów", marksistów czy funkcjonalistów będących za
jego żywota cenionymi pokusami.
1

2

Ludwik Stomma w 1977 roku nakłaniał Hemkę, aby do gotowej
pracy o cudach w Polsce dopisał o cudach Pana Jezusa. Spełniamy to
życzenie. Często odwiedzam grób naszego Kolegi i myślę, że rozmawiamy
jak kiedyś i toczy się ta rozmowa. Zatem nie piszę tylko we własnym
imieniu. Niestety z powodu ograniczonego miejsca, nie będzie na wstępie
i stosownie długo, lecz jak można najzwięźlej w tym tu przypisie. Miałeś
całkowitą rację, że należy zaczynać od scharakteryzowania cudów Twórcy
religii, o której się mówi. Tylko dlaczego jako strukturalista nie wyjaśniłeś
po prostu biednemu studentowi sensu tych cudów, znaną metodą lewa
prawa, góra dół, eksplicitnie i implicitnie, oraz oczywiście relewantnie, a
nie redundantnie?!
3

Otóż zacznę od cudów mojżeszowych i cudów Buddy. Cuda Mojże­
sza były przeważnie (jak siedem plag) okrutne, a więc barbarzyńskie.
Dobrze mówię mój profesorze? Ale te okrutne, wręcz potworne cuda
służyły u w o l n i e n i u Ż y d ó w s p o d w ł a d z y t y r a n a ! Natomiast
cuda Buddy nazwalibyśmy poetyckimi, bajkowymi, p o z b a w i o n y m i
a s p e k t u e t y c z n e g o . Tę bajkowość (fruwanie lub spacerowanie
w nocy na dużych przestrzeniach w powietrzu) odnajdujemy w cudach
Mahometa. Chociaż w pierwszych surach Koranu funkcjonują dwa
p r a k t y c z n e c u d a m i l i t a r y s t y c z n e . Co się jeszcze tyczy Buddy, to
też mu się zdarzyło odejść od reguły. Otóż, aby ratować s o b i e (sic!) życie
połączył dwa szczyty wysokich gór, które schwytały skałę rozmyślnie
zrzuconą aby go zabić. Takoż niezwykłym spokojem uśmierzył wściekłego
słonia, który miał go zdeptać. Cuda w hinduizmie — jak twierdzi wybitny
znawca Juliusz Parnowski — dokonują się codziennie, stale na wszelkich
poziomach ludzkich pragnień oraz wartości, jakie wyznają i cenią. I pewnie
dlatego przestały zwracać uwagę. Natomiast c u d a J e z u s o w e m a j ą
przede wszystkim aspekt s ł u ż e b n o ś c i b l i ź n i e m u , o d d a ­
nia s i ę c a ł k o w i t e m u d r u g i e j o s o b i e , a w i ę c a s p e k t m i ł o ś ­
ci. Niektóre cuda czynił Jezus spektakularnie (chociażby przejście przez
Jezioro Genezaret), ale po to, aby l u d z i e n i e p o z b a w i a l i s i ę
w i a r y . I wreszcie aspekt najważniejszy m i s t y c z n y w t a j e m n i c y
o d k u p i e n i a . . . w t a j e m n i c y s e n s u istn ie n ia. Wymyśliliśmy to
wszystko samodzielnie, bo też ileż zajęłyby miejsca cytaty z Ellen G.
White, z Tomasza Hergesela, Jezus cudotwórca. Mariana Ruseckiego,

Wierzcie moim dziełom. Funkcja motywacyjna cudu w Teologii XX w.

(Księgarnia Św. Jacka, Katowice 1988). Na koniec niezbędna konstatacja,
wprawdzie w wielu religiach, nawet w życiu Buddy, który mial tylko
przekazywać—jak nieocenieni religioznawcy spod znaku Witolda Tylocha
twierdzą — areligijną filozofię postępowania w życiu, są oczywiście cuda,

tylko trącą myszką, natomiast Chrystus korzystał z takich cudów, które
mogą być na wieki w z o r e m p o s t ę p o w a n i a .
Wydaje się, że przy próbach interpretowania współczesnych zdarzeń
mirakularnych przydatniejsze okazać się mogą, nie tyle zastanowienia nad
cudami Jezusowymi, ileż rozważania sensu w i z j i , jakich doświadczali
Kohelet, Izajasz, ale nade wszystko Jeremiasz, Ezechiel i oczywiście Daniel
i Zachariasz.
* „Żyjemy bezpośrednio jedynie w świecie naszych obrazów; traktu­
jąc poważnie tę tezę możemy z niej wyciągnąć konsekwencje zupełnie
swoiste. Nie będzie odtąd można podporządkować wiarygodności faktów
psychicznych ani regułom krytyki epistemologicznej, ani doświadczeniu
nauk przyrodniczych. Jedynym prawomocnym pytaniem będzie: czy
istnieją czy nie określone treści świadomości." C. G. Jung, SigmundFreud

ais kulturhistorische Erscheinung, Przedruk (w.) Wirklichkeit der Seele,
Zurich 1934, za: (B. Suchodolski, Wstęp), C. G. Jung, Psychologia a
religia. Warszawa 1970, s. 11
Do najpopularniejszych definicji cudu należą rozważania św. Augu­
styna i św. Tomasza z Akwinu. Do nich też nawiązuje ogromna ilość
współczesnych prac. Oto tylko niektóre z nich: L. Baron, Miracle comme
effect resu/tatif des necessite sociaux, Paris 1902; P. Saintyves, Le
discernement du miracle, Paris 1909; tegoż, La simulation du merveilleux,
Paris 1911; P. de Vooght, La nation philosophique du miracle selon St.
Augustin, „Recherches des theologie ancienne et medivale", 10: 1938;
tegoż, La theologie du miracle selon StAugustin, tamże 11: 1939, s.
197—222; A. Lunn, Miracles. The Scientific Approach, „Hibbert Journal",
48: 1949—1950; E. Dhanis, Tractatus de miraculo, Roma 1952; A. Liege,
Reflexions theologique sur la miracle, „ Pensee scientifique et foi Chretien e", Paris 1953, s. 216 i nast.; R. Guardini, Der Herr, Leipzig, 1954; A.
Taymans, Le miracle signe du surnaturel, „ N o u w . Rev. Theol.: 87:1955, s.
232 i nast.; J . Carter, The Recognition of Miracles, ..Theological Studies",
2:1959, s. 183; R. Paciorkowski, Fenomenologia uzdrowienia, „Collectanea theologica", 30:1959, s. 6 7 — 8 2 ; R. Rockyaas, Natural Law and Divine
Miracle, Leiden 1959; L. Monden, Le miracle signe du salut, Bruges 1960;
8

A. George, Les miracles de Jesus. Les donnees de I'exegese actuelle pour

I'apologetique. „Le Christ envoye de Dieu", Paris 1961, s. 394 i nast.; L. C.
Staplec, Cudy, wprowadzenie ogólne. Warszawa 1958, s. 274; Т. Czyż,
Persona/istyczny charakter cudu, Lublin 1962; E. Kopeć, Problematyka

cudu w apolegetyce współczesnej, (w:) Pod tchnieniem Ducha Św.,
Współczesna myśl teologiczna, praca zbiorowa, Poznań 1964, s.
267—282, tenże. Problematyka rozpoznawania cudu, „Rocznik teologiczno-kanoniczn,y", 13: 1966, nr 2, s. 5 — 2 2 ; tenże. Walor motywacyjny
cudów, tamże, 19:1972, s. 99—110; R. Latourelle, Subsidia ad tractatum
de revelatione, Roma 1967—1968; H. Loos, The miracle of Jesus, Leiden
1965; A. de Groot, Das Wunder im zeugnis der Bibel, Salzburg 1965; A.
Kolping, Wunder und Auferstehung Jesu Christi, Frankfurt nad Menem,
1969; L. Kurowski, Cud'w świetle zasady jednostajnościprzyrody, „Studia
theologica Varsoviensia", 8:1970, nr 1, s. 285—316; Na s. 294 autor pisze:
z j a w i s k a w y j a ś n i a l n e m o g ą b y ć u z n a n e za c u d o w n e . . .
nie ma p o w o d u , a b y p e w n y c h z j a w i s k w y j a ś n ia I n y c h
p r z e z n a u k ę nie u z n a ć za c u d " ; R. Paciorkowski, Uzdrowienia

paranormalne we współczesnym chrześcijaństwie, ATK Warszawa 1980.
Por. K. Dobrowolski, Studia nad życiem społecznym i kulturą,
8

Wrocław 1966; przyczynki do procesów żywiołowych, s. 300 i nast.
Szczegółowsze wiadomości o indywidualnych zdarzeniach o cha­
rakterze mirakularnym znajdzie Czytelnik w szkicu Jacka Olędzkiego
Świadomość mirakularna, drukowanym w „Polska Sztuka Ludowa", nr 3,
1989
Por. Wanda Drozdowska, Domniemany cud w Lesie Dzietrznickim
w 1956 г., „Łódzkie Studia Etnograficzne", 4: 1962, s. 7 7 — 8 8
Można tu powołać się na trzy niezwykle charakterystyczne zdarzenia
mirakularne, które ok. 1986 roku w Warszawie, Puławach oraz Nowym
Dworze rekapitulowały okres stanu wojennego. W Nowym Dworze na ul.
PPR (bez wylotu) na ściętym konarze pojedynczo wegetującej wierzby
zauważono wyrazistą twarz Jezusa. W Puławach w miejskim parku na
jednym z drzew (wzdłuż okorowanej części pnia) zauważono wiotką
sylwetkę Matki Boskiej. W Warszawie na bezlistnych gałęziach, wśród
konarów drzew, rosnących przy murze cmentarza na Bródnie oglądałem aż
trzy zarysy figuralne (kształtujące się z kompozycji gałęzi), spośród których
jeden mógł być łączony z rzucającą się w oczy sylwetką przygarbionego
mnicha w kapturze na wielkiej głowie. Wszystkie trzy przypadki uznać
wypada za ciąg dalszy zjawisk ściśle związanych z drzewem (a więc
osobna kategoria cudów dendrologicznych?! Zasługuje na uwagę fakt, że
w tym dendrologicznym mirakulum zaczęły funkcjonować całkiem nowe
topy (toposy). Łączą się one z ikonosferą konkretnych, namacalnych
wartości graficzno-malarskich, a nie jak wcześniejsze, między innymi
głównie z imaginacją wrażeń świetlnych i ulotnych.
Por. „Polityka", 1986, nr 16 (1511). Cała kolumna w piśmie
poświęcona została zdarzeniom o charakterze mirakularnym, głównie
jednak „uziemnianiu" Oławy. Całość komentuje doc. dr hab. Krystyna
Skarżyńska z Zakładu Psychologii PAN.
7

8

9

10

Fot.: Andrzej Hemka — il. 1, 2, Jerzy Nowakowski — il. 3

Г

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11381" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11359">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ce3238daff8f3d2cbd75a0d72d6233fb.pdf</src>
        <authentication>4ef43e727afb18b7e17dabe8f5d43776</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4099</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135582">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135583">
                <text>1956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135584">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135585">
                <text>Wielkopolska - sztuka ludowa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135586">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3826</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135587">
                <text>Przyczynek do wielkopolskiej rzeźby ludowe / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.4-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135588">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1956 t.10 z.4-5 ;s.241</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135589">
                <text>Glapa, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135590">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135591">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135592">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135593">
                <text>Sw. Benon. Rzeźba wykonana z głównej części pnia
drzewa rosnącego przy drodze w pobliżu Krobi (pow.
Gostyń) do 1939 r. Ze zbiorów Władysława Stachowskiego.

PRZYCZYNEK DO WIELKOPOLSKIEJ

RZEŹBY

LUDOWEJ
ADAM

Jednym z bardziej żywotnych regionów Wielko­
polski jest część p o w i a t u gostyńskiego rozciągająca
się dookoła K r o b i , miasteczka stanowiącego do koń­
ca X V I I I w. własność biskupów poznańskich, zwanego
czasem jeszcze obecnie Biskupizną. Na obszarze t y m
ze względu na specjalnie sprzyjające w a r u n k i roz­
woju k u l t u r y ludowej
d o dzisiaj zachowały
się
oryginalne ubiory ludowe, haft, pieśni, muzyka, j a k
i szereg zwyczajów.
W X V I I I i X I X w., j a k wskazują Padania tere­
nowe i archiwalne, n a t y m obszarze w dość żywot­
nej formie przejawiała się rzeźba l u d o w a związana
głównie z tematyką religijną, charakterystyczną dla
okresu feudalnego i kapitalistycznego oraz ówczes­
nych stosunków na wsi. Z tego okresu znane są dzie­
ła miejscowych l u d o w y c h rzeźbiarzy, na których t e ­
mat przygotowuje do d r u k u pracę m g r Stanisław
Błaszczyk. Do rodzaju rzadko spotykanych rzeźb n a ­
leży postać św. B e n o n a , uważanego przez ludność
miejscową za patrona pasterzy, wykonana z części
1

2

Szczegóły p a t i z : Atlas Polskich Strojów L u d o ­
wych, strój dzierżacki, Poznań 1953, s t r . 3—4.
-' Św. Benon (Benno) z rodu Wajdenburg (1010—
1106), biskup Miśni, apostoł Słowian
nadłabskich,
wtrącony do 'więzienia przez H e n r y k a I V za współ­
czucie dla uciśnionych. Podręczna encyklopedia koś­
cielna, Warszawa 1904, str. 229.
1

GL

APA

pnia drzewa rosnącego przy jednej z dróg w pobliżu
K r o b i (patrz: rycina wyżej). Rzeźba ok. 160 cm wyso­
kości przedstawia Benona w długiej, powłóczystej sza­
cie, trzymającego pierwotnie w prawej ręce, lekko
zgiętej w łokciu, laskę. Po prawej stronie, u stóp
opiekuna pasterzy, wyrzeźbiony jest pies, z lewej zaś
strony owca, iktórą Benon t r z y m a za 'głowę i t u l i do
siebie. Kształty zwierząt, j a k i postaci centralnej
widoczne są na zamieszczonej fotografii t y l k o w ogól­
ny :h i szczątkowych zarysach, zniszczonych przez
długie działanie warunków atmosferycznych.
Przydrożna t a f i g u r a wraz z całym drzewem zo­
stała zdewastowana i usunięta przez władze hitle­
rowskie w 19©9 r,, zaraz po wkroczeniu najeźdźców
na obszary polskie.
K u l t św. Benona, mniej już żywy obecnie na t y m
terenie, wiąże się z silnie rozwiniętą hodowlą owiec
w tej okolicy w ubiegłych stuleciach. Dane archiwalne
z 1664 r. mówią, że „owiec chowało się po 5000 l u ­
bo pastwiska dosyć szczupłe" 3 były w t y m rejonie
(kluczu dóbr składającym się z 13 wiosek). Rzeźba
ta oraz d a w n y k u l t św. Benona świadczą, j a k ści­
śle 'lud nasz, łączył s p r a w y życia duchowego z co­
dziennym s w o i m bytem.
A r c h i w u m Archidiecezji Poznańskiej w Pozna­
n i u , C.P.—12, r o k 1664, str. 133, w g maszynopisu
pracy Waleriana Soblsiaka: Uposażenie Katedry Po­
znańskiej.
3

241

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11370" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11348">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5fe099f4c3c55236c9e0eb33800e2c47.pdf</src>
        <authentication>4caefda4222e0351f6866c6cb852f047</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135464">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2861</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135465">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135466">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2666</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135467">
                <text>Dama z Elche / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135468">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.73-78</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135469">
                <text>Grzybkowska, Teresa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135470">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135471">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135472">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135473">
                <text>Tomasz Grygiel • ZWYCIĘSTWO SZTUKI N A D CZASEM?

S. Ossowski, U podstaw estetyki. W y d . E Warszawa 1933. Wyd.

1 8

1 9

2 1

• D A M A Z ELCHE

Szerszego przeglądu spornych dziś stanowisk wobec istoty czasu

11, Warszawa 1958, za którym cyt. s. 267 n n . , 271-279: życie

dostarczają: - R Coveney, R. Highfield, Strzałka czasu. Jak roz­

chwilą. Pojęcie to wiązało się z ujmowaniem czasu przez autora

wiązać największą

niekiedy w aspekcie świadomości „wiecznego teraz": B. Wójcik -

Poznań 1997, s. 72 n n . , 261 n n ; R Davies, Czas,

-Kartowicz, Czas w ujęciu Stanisława Ossowskiego [w:] Czas...,

rewołucja Einsteina. Przekład L. Kallas, Warszawa 2002, s. 219 n n .

s. 95-96

W odniesieniu do mechaniki kwantowej i jej mikroświata pod­

Ibidem, s. 272-273. Myślenie przyszłościowe trafnie również

nosi się nawet dyskusyjną tezę o zatrzymywaniu czasu „gdy cią­

tajemnicę nauki. Przekład P. Amsterdamski,
niedokończona

charakteryzuje, ujmujący fenomenologicznie zjawisko czasu

gle obserwujemy dany układ kwantowy": W. Itano, D. Heinzen,

R. Ingraden, dostrzegający wszakże możność przeciwstawiania

J. Bollinger, Quantum Zeno effect, „Physical Review", vol. A 4 1 ,

się sile jego upływu nie w konsumpcji sztuki, a nawet w jej

1990, nr 5, s. 2295-2300. Zob. też relacje między czasem i en­

tworzeniu, jako surogacie nieprzemijalności, lecz we wzro­

tropią w świetle adogmatycznie wyjaśnianej I I zasady termody­

ście podmiotowości jednosrki pielęgnującej w sobie „ślady by­

namiki: H . Korpikiewicz, Koncepcja wzrostu entropii a rozwój

tu niepodległego czasowi - przemijaniu": tenże,

Książeczka

świata. U A M Poznań. „Filozofia i Logika", nr 79, Poznań 1999,

i czas, s. 62-64,

s. 31-40, czy rotacyjny model kosmologiczny K. F. Gódla, do­

67. Filozoficzne treści problematyki czasu omawia w szerokim

puszczający przez reinterpretację równań polowych Einsteina,

o człowieku,

2 0

Teresa Grzybkowska

Kraków 1998, rozdz. Człowiek

ujęciu: P. J. Zwart, About Time. A Philosophical Inquiry into the

potencjalną możność podróży w przeszłość: K. F. Godeł, A n

Origin and Nature of Time, Amsderdam 1976, Por. też G . J.

example of new type of cosmological solutions of Einstein's field equ­

Whitrow, o.c.

ations of gravitation [w:] Collected Works. Edited by S. Feferman.

Zob. też: В. Dziemidok, Teoria..., s. 75-78, gdzie też o reakcjach

Vol. I I , New York-Oxford 1990, s. 190-198; S. W. Hawking In­

na koncepcję Ossowskiego.

troductory note... (Cosmic rotation and „objective" time) [w:] ibi­

Ilość miar tych jest zaś we wszechświecie nieskończona: J. Czer­

dem. Vol. I l l , New York-Oxford 1995, s. 262-264. Aspekt przy­
szłościowy zagadnienia w oparciu o przesłanki współczesnej ko­

ny, W. Zipper, Podstaury filozofii fizyki. „Prace Naukowe Uniwer­
sytetu Śląskiego w Katowicach", nr 1716, Katowice 1998, s. 15

smologii: I . Nowikow, Rzeka czasu. Czarne dziury, białe dziury

n . Zob. też: E. Klein, Czas. Przekład M . Jarosiewicz, Katowice

i podróże

w czasie, Warszawa 1998, s. 238-265. Zob. też:

P. Davies, o.c. s. 263-281

1999, s. 35, 40 n . i aneks: Elastyczna czas teorii względności, s.
109-112

Każda rzecz ma więc dla mnie podwójne trwanie
i w czasie i kiedy czasu już nie będzie
Czesław Miłosz

M

TERESA

uzeum A r c h e o l o g i c z n e - M u s e o A r q u e o l o g i -

Dama z Elche

co N a c i o n a l , położone blisko Plaża de C o l o n ,
pomieszczone

zostało

w wielkim

GRZYBKOWSKA

budynku

w z n i e s i o n y m w l a t a c h 1866-1892 z f u n d a c j i królowej
Izabelli I I . D o m u z e u m przylega równie o g r o m n a B i ­

niezbyt wyraziste k o n t u r y zwierząt nabierają cielesności

b l i o t e k a N a r o d o w a . Zgodnie z ówczesnymi g u s t a m i

dzięki barwnej ochrze i czerwieni ( i l . 1). M i m o świado­

obie b u d o w l e m a j ą c h a r a k t e r świątynny i już samym
zestawieniem przypominają ateński A k r o p o l

mości, że nie znajdujemy się w leśnym d z i k i m ostępie,

łączący

naturalnym

galerię obrazów z biblioteką.

miejscu

prawdziwej groty,

wspaniałej majestatycznej

lecz c e n t r u m

stolicy ogromnego

niegdyś

Jednak z a n i m znajdziemy się we wnętrzu m u z e u m ,

i m p e r i u m , m r o k t u panujący daje głębokie poczucie ob­

wstąpimy do podziemnej groty A l t a m i r a , wiernej k o p i i

cowania z jedną z tajemnic archaicznego k u l t u płodno­

tej,

jaka znajduje się w odległych górach k a n t a b r y j -

ści i życia. Łania d o m i n u j e w tej przestrzeni, symbolizu­

skich. I t u o d razu czeka nas tajemnica, jaka łączy się za­

j ą c pierwiastek żeński w świecie przyrody.

wsze z w i e l k i m i dziełami sztuki. Okazuje się, że człowiek

Jaskinię

sprzed tysięcy lat, którego nazywamy p i e r w o t n y m p o ­
trafił osiągnąć w malarstwie finezję, ekspresję, syntezę.
Jaskinia

w

Altamirze

liczy

18

metrów

odkryła

p r z y p a d k o w o mała dziewczynka

M a r i a de Sautuola w r o k u 1879. D z i e c k o , bawiąc się,
nagle wpadło do g r o t y blisko S a n t i l l a n a d e l M a r , na

długości

Wybrzeżu K a n t a b r y j s k i m . Początkowo malowidła w y ­

i 9 metrów szerokości, przy wysokości około 2 metrów.

dawały się t a k niezwykłe, że zastanawiano się n a d i c h

Ponieważ malowidła bizonów i k o n i znajdują się na jej
sklepieniu, została rozstawiona j a k o Kaplica S^kstyńska
Prehistorii.

Malowidło powstało 12-10

tysięcy lat przed

naszą erą. Jego bohaterką jest prawie 12-metrowa łania,

* Tekst t e n jest f r a g m e n t e m przygotowanej przez autorkę

p o d nią kłębi się tłum bizonów skaczących lub leżących.

książki o jej podróży d o H i s z p a n i i , A z j i Mniejszej i n a Sycy­

Kiedy z bliska oglądamy te prehistoryczne gody, czarne,

lię. Książka ta nosi tytuł Podróże tajemne.

73

�Teresa Grjybkowska

• DAMA Z ELCHE

autentycznością. O d tego czasu badania uczonych D e chelette, M a t c e l l i n o de Santuola, markiza de C a r r a l ba, wreszcie księdza Breuil, uczyniły z tej małej groty
pierwsze dzieło dające początek dziejom sztuki wyła­
niającej się z otchłani czasu. D o dziś jednak nie znale­
ziono odpowiedzi na pytania dotyczące powodów po­
wstania tego artystycznego czynu; obyczajów, k u l t u ,
magii ludzi, któtzy je stworzyli.
Zdumiewa talent obsetwacyjny twórców A l t a m i r y .
Artyści ci potrafili uchwycić rozpęd skaczącego byka
i ukazać w pełnym r u c h u , rozciągnięte w biegu ciało
zwierzęcia. Malowidła w A l t a m i t z e można porównać
z t y m i , jakie w t y m czasie powstawały w A f r y c e i we
Francji w grocie Lascaux.
Chłód wnęttza groty kontrastuje z gorącym powie­
trzem upalnego dnia, ale te patę kroków dzielących
Altamirę o d m o n u m e n t a l n y c h schodów zdobionych
żeliwnymi sfinksami ( i l . 2) wprowadzającymi do m u ­
zeum to prawdziwy szok spowodowany wejściem do
swoistej kapsuły czasu, przenoszącej k i l k a tysięcy lat
bliżej naszych czasów, bliżej naszej

rzeczywistości.

Oślepiająca jasność słonecznego dnia już w h a l l u sa­
mego M u z e u m ustępuje miejsca półmrokowi i chłodo­
w i przyjaznemu myślom.
M a d r y c k i e M u z e u m Archeologiczne zawiera obrazy
najwspanialszych dzieł sztuki, jakie zrodziły się na t y m
półwyspie, oddzielonym o d Europy masywem Pirene­
jów, ale o t w a r t y m na Morze Śródziemne, skąd przypły­
w a l i Fenicjanie, Kartagińczycy, Grecy, Rzymianie, W i zygoci, wreszcie M a u r o w i e — zdobywcy, kupcy, dalecy
poszukiwacze n o w y c h ziem, bogactwa i przygód. M o ­
żemy więc oglądać dzieła pochodzące z Egiptu, Grecji,
E t r u r i i , Rzymu, także średniowieczny Skarb

Guarraza,

będący zbiorem złotych w o t y w n y c h k o r o n wizygock i c h , odnaleziony blisko Toledo, ceramikę islamską o d ­
krytą w M e d i n a A z Zahata, w pałacu blisko Kotdoby.
A l e jest t u dzieło najbardziej tajemnicze i magne­
tyczne, o którym wiedziałam i dla którego zobaczenia
podjęłam hiszpańską podróż, myśl o n i m przejmowała
m n i e pewnego rodzaju trwogą, jak przed spotkaniem
z kimś bardzo ważnym, a nieznanym. W głębi m u ­
zeum, pośrodku wielkiej sali, tak że wchodząc podąża
się k u n i e m u , w osobnej gablocie oświetlonej p u n k t o ­
w y m światłem stoi wyrzeźbiony w k a m i e n i u wizerunek
kobiety nazwanej D a m ą z Elche ( i l . 3 ) .
Otacza ją szczególna aura majestatu zmuszająca
przybysza do zwolnienia k r o k u , zattzymania się, c h o ć ­
by na chwilę, by oddać jej hołd. K i m była D a m a z El­
che? Czy jest to p o r t r e t idealny, czy też wizerunek nie­
i l . 1. Malowidło na stropie w grocie w A l t a m i r z e .

znanej n a m władczyni lub kapłanki? O d pierwszej

Kopia w M u z e u m Archeologicznym w Madrycie.

c h w i l i , kiedy ją o d k r y t o , wzbudzała zachwyt nadal

12-10 tysięcy lat przed naszą erą. Strop w tej grocie

trwający. W

m a 18 metrów długości i 9 metrów szerokości

stulecie jej odnalezienia w 1997

w paryskim G r a n d Palais zorganizowano wystawę

roku
Les

Iberes. To niezwykle dzieło sztuki stało się znów p o w o ­

i l . 2. Sfinks u wejścia d o M u z e u m A r c h e o l o g i c z n e g o
w Madrycie

dem do refleksji i rozważań nad sztuką iberyjską.
Wciąż panuje niepewność co do istoty tej sztuki.

i l . 3. D a m a z Elche, wapień p o l i c h r o m o w a n y , c m wysokości.

Pod nazwą Iberowie kryją się rozmaite p l e m i o n a . Pół-

Muzeum Archeologiczne w Madrycie

74

�Teresa Grzybkowska

* D A M A Z ELCHE

wysep Iberyjski był o t w a r t y na Morze Śródziemne, E u ­
ropę i Afrykę - mieszały się t u wpływy różnych kultur,
a to u t r u d n i a jednoznaczną definicję. O Ibetach za­
chowały się sprzeczne wiadomości przekazane przez
H e r o d o t a , Tukidydesa, Strabona, wynikające ze złożo­
ności i c h kultury. Dotychczas nie udało się odczytać
i c h pisma, W i l h e l m H u m b o l d t w 1821 t o k u uważał, że
Iberowie to Baskowie, a n i e m i e c k i filozof H u b n e r sta­
rał się zebrać zachowane napisy w dziele

Monumenta

Lingve de Iberica. Przez długi czas Iberia była pomijana
przez archeologów, których bardziej pociągały Grecja
i Bliski Wschód. D o p i e r o wielkie międzynarodowe w y ­
stawy w 1873 r o k u w W i e d n i u i w 1878 w Paryżu o d ­
słoniły tajemnicze piękno sztuki iberyjskiej. W Paryżu
pokazano wówczas odlewy rzeźb o d k r y t y c h w 1860 ro­
ku w miejscowości C e r r o de los Santo ( A l b a c e t e ) . A l e
ich autentyczność podważono. D o p i e r o L e o n Heuzy,
konserwator sztuki orientalnej z L u w r u , po podróży do
M a d r y t u wskazał, które z tych rzeźb były prawdziwe,
a które fałszywe. W latach 1880-1890 dwóch młodych
archeologów francuskich, członków szkoły archeolo­
gicznej w A t e n a c h Ecole

d'Athenes

-

Artur

Engel

i Pierre Paris - penetrowało Hiszpanię, badania trwa­
ły długo. D o p i e r o w 1982 r o k u wykopaliska z Cerro de
los Santos, Osuną i A l m e d i n i l l a wystawiono w m u ­
zeum a Sainr-Germain-en-Laye.
Czerpiąc z Fenicji, Kartaginy, Grecji i Etrurii, Ibero­
wie wytworzyli fascynującą sztukę. Łączyli cywilizację
preindoeuropejską z indoeuropejską, szczególnie celtyc­
ką. W A n d a l u z j i istniały kolonie greckie i fenickie. Ibe­
rowie i Celtowie byli ludem walecznym mieli, świetną
broń, wśród niej oryginalne miecze z zakrzywioną głow­
nią zwane falcata, której strasznie bali się Rzymianie.
D o kształtowania rzeźby używali kamienia, brązu, cera­
m i k i . Orientalizujący styl rzeźb powstawał zwłaszcza
w Andaluzji, wytwarzano t a m też ceramikę zwaną wła­
śnie „orientalizująca" ( i l . 4-5). Zachowane przedmioty
pochodzą od V I I I - I w. p.n.e. N a wspomnianej wystawie
paryskiej można było oglądać kamienną tzeźbę lwa ze
zbiorów prywatnych datowaną na V w. p.n.e. ( i l . 6 ) .
Z M u z e u m N a c i o n a l d ' A r t de Catalunya w Barcelonie

i l . 4. Waza ceramiczna o d e k o r a c j i orientalizującej

zaś pochodzi niewielkie terakotowe naczynie na perfu­

odnaleziona w C a r m o n a , S e w i l l i , 6 5 0 - 5 5 0 p.n.e.

my, w kształcie głowy. Istniały też tego typu naczynia

49 x 75 c m . M a i r i e de C a r m o n a

wykonane z btązu, jak te z końca V I w. p.n.e. wykopa­

i l . 5. C e r a m i c z n a waza z m o t y w e m ptaków, odnaleziona

ne w Albacete. Rzeźbiona głowa pięknego wojownika

w C a r r a l de Saus, M a g e n t e ,Valencia, I I I - I I w. p.n.e.,

z pierwszej połowy V w. p.n.e. z M u s e u m w Jaen ( i l . 7)

12 x 13,4 c m , M u s e u m Prehistoryczne, D o m i n g o F l e t c h e r

nosi wyraźne znamiona orientalne. W tymże muzeum

w Walencji

znajduje się fragment innej tzeźby - w o j o w n i k w zbroi
prowadzi konia za uzdę ( i l . 8 ) . Fragment innego reliefu

i l . 6. Lew, A n d a l u z j a , 5 0 0 - 4 3 0 p.n.e., piaskowiec,

z I w. p.n.e. z M u z e u m Archeologicznego w Madrycie

75 x 132 c m , k o l e k c j a p r y w a t n a

ukazuje młodzieńca dmącego w róg (ił. 9). Wszystko to

i l . 10. Fragmenty d i a d e m u z V I I - V I w. p.n.e. znalezione

są ułomki d a w n y c h c a ł o ś c i , jednak i c h wysoka klasa ar­

w Sanlucar de Barrameda, Evora,16,3 x 7,7 c m . M u z e u m

tystyczna i zawarty w tych głowach i torsach niebywały

A r c h e o l o g i c z n e w S e v i l l i oraz k o l c z y k i znalezione w La

wdzięk, elegancja każą myśleć o tajemniczych arty­

C o n d o m i n a V i l l e n o A l c a n t e V I - V w. p.n.e. średnica 3,8 c m ,

stach, których nazwisk i losów nigdy nie poznamy. A l e

M u s e u m A r c h e o l o g i c z n e Jose M a r i a Soler w V i l l e n a . D r u g i
kolczyk znaleziony w Castillarejo de Penarroja, V i l l a r d e l

popiersie kobiety zwanej D a m ą z Elche przewyższa

A r z o b i s p o , W a l e n c j a , V I I - V I w. p.n.e., złoto, 4,5 c m

wszystko swoją urodą, majestatem i nie ma żadnych o d -

V w. p.n.e., M u z e u m Prehistoryczne w W a l e n c j i

75

�Teresa Grzybkowska

* DAMA Z ELCHE

niesień. O d k r y t a została w końcu X X wieku i prawie

stycznych k u l . Wzdłuż policzków zwisają sznury za­

natychmiast wywieziona do Paryża, stolicy ówczesnego

kończone m o t y w e m przypominającym n i to amfory, n i

świata.

pazury lwa. D a m ę okrywa szeroki płaszcz, silnie roz­
chylony na piersi. Pod płaszczem głęboko wycięta p o d

11 sierpnia 1897 r o k u na święto Wniebowzięcia do
przybył Pierre

szyją t u n i k a . Szyję zdobią trzy rzędy grubych, plastycz­

Paris, by zobaczyć rzeźbę niezwykłej piękności, tydzień

nie wyrzeźbionych łańcuchów d e k o r o w a n y c h zwisają­

wcześniej odkrytą w wiosce A l c u i d a (blisko Elche)

c y m i małymi a m f o r k a m i . K l e j n o t y te, przypominające

w posiadłości d o k t o r a C a m p e l l o , na terenach dawnej

nieco złote ozdoby z V I - V w . p.n.e. z muzeów archeolo­

k o l o n i i rzymskiej. Hiszpanie nazwali j ą Królową M a u ­

gicznych w Sewilli i W a l e n c j i (ił. 10), stanowią opra­

retańską. Egzotyczność stroju i dekoracji głowy zdu­

wę dla wspaniałej, ponadczasowej twarzy o m o c n o za­

miała archeologa. Tego samego wieczoru 11 sierpnia

znaczonych

Paris wysłał fotografię do L u w r u . Z pomocą bankierów

zgrabnym w y d a t n y m nosie, ustach nieco

Salomona i N o e l Bardac zakupiono rzeźbę do tego

trycznych, jakby nagle zatrzymanych w poruszeniu,

m u z e u m za sumę 4 tysięcy franków. Operacja ta prze­

w trakcie wypowiadania życzenia lub zaklęcia.

Elche jako reporter pisma Illustration,

łukach

brwi,

oczach l e k k o

skośnych,
niesyme­

biegła szybko przy niezadowoleniu Niemców i A n g l i ­

Ta olśniewająca postać dzięki doskonałości formy

ków. W t y m czasie bogate państwa, opłacające bada­

wytwarza psychiczną więź z patrzącym. D w a tysiące

nia archeologiczne, czyhały tylko, by wyrwać dzieła

sześćset lat, które nas o d niej dzieli, wydaje się nie­

sztuki z rąk b i e d n y c h narodów, t a k i c h jak wówczas

istotne, bez znaczenia wobec f a k t u głębokiego porozu­

Hiszpanie. W t y m klimacie międzynarodowej k o n k u ­

mienia z tą kobietą symbolizującą, jak łania z groty

rencji Pierre Paris utworzył w Bordeaux Ecole des

hau-

w A l t a m i r z e , wieczną kobiecość. N i e ulega wątpliwo­

przekształconą później w presti­

ści, że stoimy przed bóstwem nieustająco żywego m i t u

żową Casa de Valaztjuez- U c z e n i t a m s k u p i e n i prowa­

ponadczasowej kobiecości, realizującym się w wiecznej

tes etudes hispaniąues,

dzili wiele wykopalisk, w y d a w a n o też fachowe p u b l i ­

teraźniejszości. Ta rzeźba opowiadająca czasy dawne

kacje. W 1914 r o k u powstała instytucja Service des an-

jest jak u t r w a l o n a w k a m i e n i u sentencja Tablicy

tiquites espagnoles. Ta służba wzbogaciła o wiele dzieł

Szmaragdowej. To co jest niżej, jest jak to, co jest

muzea Hiszpanii. N o t a b e n e w Luwrze D a m a nie zna­

a to co jest wyżej, jest jak to, co jest niżej, dla

lazła szczególnie wyeksponowanego miejsca, ginęła

cia cudów jednej rzeczy-

w natłoku i n n y c h rzeźb.

wyżej,

przeniknię­

Rzeźba ukazuje kobietę-bóstwo w c e r e m o n i a l n y m

W czasie I I w o j n y światowej, w sytuacji międzyna­

stroju. Wspaniała biżuteria, majestat jej pięknej, d u m ­

r o d o w y c h napięć, generał Petain oddał D a m ę z Elche

nej twarzy zapowiada patos i archaizm hieratycznego

generałowi Franco. Jako embłematyczną figurę tajem­

ceremoniału d w o r u toledańskiego i madryckiego kró­

niczych Iberów rzeźbę przekazazano Prado, a p o t e m

lów hiszpańskich czasów nowożytnych - Karola V i je­

przeniesiono do M u z e u m Archeologicznego w M a d r y ­

go syna Filipa I I . Spokojna twarz D a m y wyraża suro­

cie, gdzie pozostaje do dziś. Z n a m y dokładnie dzień

wość, ale też ponadczasową moc wiecznej kobiecości.

p o w r o t u D a m y do Hiszpanii. Stało się to w niedzielę

D a m a z Elche ukrywa tajemnicę nieprzemijającej mło­

9 lutego 1941 r o k u . K a r o l Estreicher w swoich Dzien­

dości będącej a t r y b u t e m bogini. N i e można oderwać

na stronie 314 zanotował

oczu o d tej jednej z najpiękniejszych twarzy kobiecych

nikach wypadków

1939-1945

pod datą 11 listopada: „Słynna D a m a z Elche (moje

świata, jakie przekazała n a m sztuka. O b o k egipskiej

wrażenie, że jest to rzeźba jońska, a nie iberyjska) zo­

Nefretete, królowej Hatszepust, U t y z fasady katadry

stała zwrócona z L u w r u Hiszpanii i przyjechała przed­

w N a u m b u r g u , pięknych M a d o n n , M o n a Lizy i prze­

wczoraj do Prado, gdzie będzie wystawiana. N i e wia­

pięknej C e c y l i i Gałerani zwanej D a m ą z gronostajem

d o m o dlaczego ta rewindykacja ma miejsce. Czy to

z M u z e u m Czartoryskich w K r a k o w i e , stoi D a m a z El­

N i e m c y Francuzów zmusili, czy Francuzi postępują tak

che, a jednak różni się o d t y c h wszystkich z n a k o m i ­

dobrowolnie?" - pytał polski historyk sztuki, jednak

t y c h kobiet bezwzględną dumą bóstwa, jej surowa uro­

w jego w s p o m n i e n i a c h nie ma już słowa o D a m i e . N i e

da nie wykazuje najmniejszego śladu k o k i e t e r i i . Może

w i a d o m o , czy Estreicher złożył jej wizytę. Zapewne to

też brak p o l i c h r o m i i rzeźby przydaje Hiszpance maje­

uczynił, b o w i e m należał do tego rodzaju ludzi, którzy

statu. Zachowały się tylko ślady farby na ozdobach

w t r u d n y c h i niebezpiecznych m o m e n t a c h życia zwra­

i czerwieni na ustach. Ta kobieta stała się dla m n i e

cali się właśnie ku sztuce, w niej szukali wsparcia

symbolem całego tajemniczego k r a j u . Wszystko i n n e

i znajdowali radę.

łączy się z jej postacią. Wspomniane w i z e r u n k i kobiet
można bardziej lub mniej związać z jakąś szkołą arty­

K i m była ta kobieta, boginią czy i d e a l n y m wizerun­

styczną. A l e wizerunek niezwykłej D a m y z Elche po­

k i e m władczyni Posągiem k u l t o w y m czy urną f u n e r a l 7

zostanie na zawsze anonimowy, będąc esencją pełnego

ną? Piękną spokojem twarz zamknięto w ramy nieby­

spokoju bóstwa królewskiej kobiecości.

wałej złotej zapewne biżuterii, najbardziej wyraziste są
dwa koła w i e l k i c h zausznic o formie zbliżonej do amo­
nitów. Ciężką ozdobę podtrzymuje szeroka, wielowar­
stwowa przepaska na czole, zdobiona m o t y w e m pla­

76

�Tcresu Grzybkowska

• DAMA Z ELCHE

Kadzielnica, Camarles, Tarragone, I V w. p.n.e. różowa g l i n k a , 16,1 c m . M u z e u m A r c h e o l o g i c z n e . Barcelona
Kadzielnica z brązu. L a Q u e j d a San Pedro, A l b a c e t e , к. V I w. p.n.e., 25,7 c m wysokości, M u z e u m w A l b a c e t e
8. Jeździec prowadzący k o n i a , C a r r i l a Blanco, Porcuna, Jaen, V w. p.n.e. wapień, 9 0 x 105 x 4 0 c m . M u z e u m w Jaen
7. G ł o w a młodego w o j o w n i k a , C a r r i l l o B l a n c o , Porcuna, Jaen. l.poł. V w. p.n.e., wapień, 37 x 20 x 24 c m , M u s e u m w Jaen
9. Młodzieniec d m ą c y w róg , O s u n ą , Sewilla, I w. p.n.e. wapień, J08 x 56 x 3 1 c m , M u z e u m A r c h e o l o g i c z n e w M a d r y c i e

77

�Barbara Czarniawską

• O ZAPOTRZEBOWANIU N A SYMETRYCZNĄ

Peter B r e u g h e l starszy, Przysłowia flamandzkie, 1559,

78

ETNOLOGIĘ

B e r l i n , Deutsches M u s e u m

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11369" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11347">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5e260532a4c7765b0fc009ce1b157d85.pdf</src>
        <authentication>046fd6e68864001320f3587c62450aab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135454">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2862</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135455">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135456">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2667</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135457">
                <text>Etnolog w podróży (2). Konfucjusz przed  kamerami,  szamanki przy mikrofonie   / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135458">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z. 1-2, s. 87-93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135459">
                <text>Wasilewski, Jerzy S.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135460">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135461">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135462">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135463">
                <text>Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
J E R Z Y S.&#13;
&#13;
D&#13;
&#13;
WASILEWSKI&#13;
&#13;
o K o r e i chciałem p o j e c h a ć o d zawsze. Jeszcze&#13;
w czasach ekspedycji mongolskiej próbowałem&#13;
namówić prowadzącego ją profesora W i t o l d a&#13;
&#13;
Etnolog w podróży&#13;
&#13;
Dynowskiego, żeby postarał się w P A N - i e o zgodę na&#13;
t a k i wypad. N i e myślałem oczywiście o badaniu sza­&#13;
&#13;
m a n i z m u w K o r e i Południowej - trwał t a m długoletni&#13;
&#13;
Konfucjusz przed kamerami,&#13;
szamanki przy mikrofonie&#13;
&#13;
stan wyjątkowy, kraj był zamknięty dla przybyszów&#13;
z Europy W s c h o d n i e j , a i stąd n i k o g o t a m nie puszcza­&#13;
n o . W o w y m czasie szamanizm był zresztą praktycznie&#13;
zdelegalizowany także i w tej niekomunistycznej części&#13;
półwyspu - ale o t y m dowiedziałem się dopiero póź­&#13;
niej. Marzyć można było co najwyżej o badaniach&#13;
w K o r e i Północnej - i t y l k o marzyć.&#13;
Fascynowało m n i e wizualna mitologia systemu, sa­&#13;
kralny język k o m u n i z m u , dopracowany jeszcze lepiej&#13;
&#13;
glądowa ilustracja tez Michaiła H e l l e r a czy V i c t o r a&#13;
&#13;
od radzieckiego. Z telewizji znałem kimirsenowską pro­&#13;
&#13;
Klemperera na t e m a t języka t o t a l i t a r n e j propagandy -&#13;
&#13;
pagandę, p o d względem f o r m a l n y m najbogatszą w ca­&#13;
&#13;
upodobanie do kliszowych epitetów, wiecznych i nie­&#13;
&#13;
łym obozie. Te zbiorowe pierwszomajowe żywe obrazy&#13;
&#13;
zmiennych.&#13;
Z rzadka trafiał się h u m o r bezproblemowy a nieza­&#13;
&#13;
na stadionach, gdzie setki ludzi na m u r a w i e z elektro­&#13;
niczną precyzją układało się w hasła i przedstawiało&#13;
&#13;
mierzony - efekt uboczny pracy niewprawnego amba-&#13;
&#13;
sceny powszechnego szczęścia. A tysiące t y c h na ław­&#13;
&#13;
sadzkiego&#13;
&#13;
kach stadionu, wytresowanych na automaty, w ciągu&#13;
&#13;
z podpisem „Wszyscy lubią kąpać sobie l a t e m w m o r z u "&#13;
&#13;
tłumacza, n p . zdjęcie&#13;
&#13;
tłumów na&#13;
&#13;
plaży&#13;
&#13;
ułamka sekundy zmieniały kolorowe paletki, tak by po&#13;
&#13;
(którą to formę gramatyczną wprowadziliśmy z przyja­&#13;
&#13;
scenach kwitnącej i n d u s t r i i pokazać dzieci grające&#13;
&#13;
ciółmi do codziennego użytku). Zmagałem się z niepo-&#13;
&#13;
w piłkę, przy czym obraz tej piłki, stworzony na mgnie­&#13;
&#13;
jętością, a jednocześnie pękałem ze śmiechu.&#13;
&#13;
nie oka z paletek, przelatywał z jednego końca trybuny&#13;
na drugi. Trernendum et fascinans,&#13;
&#13;
Wszystko t o czyniło z K o r e i kraj niezwykle pociąga­&#13;
&#13;
przerażające i i m p o ­&#13;
&#13;
jący-&#13;
&#13;
nujące, bardzo straszne, a zarazem trochę śmieszne.&#13;
&#13;
2.&#13;
&#13;
Oglądając propagandowe zdjęcia w gablocie przed&#13;
ambasadą K R L D (wtedy jeszcze w A l e j a c h Ujazdow­&#13;
skich, w pałacyku O s t r o w s k i c h ) , przeżywałem euforię&#13;
&#13;
Liczyłem na związek emocjonalny profesora z Dale­&#13;
&#13;
poznawczą, bo pasowało to jak ulał do religioznaw­&#13;
&#13;
k i m Wschodem, datujący się o d czasów młodości w ro­&#13;
&#13;
czych k o n c e p c j i Eliadego. O t o obrazki z M a n g y e o n g -&#13;
&#13;
syjskim jeszcze wtedy H a r b i n i e (uczucie to wykorzystał&#13;
&#13;
dae - przemienionej w niemożliwie wyidealizowany&#13;
&#13;
wcześniej Jacek Olędzki, namawiając go na zorganizo­&#13;
&#13;
skansen, rodzinnej wsi W i e l k i e g o Wodza (dziś dzielni­&#13;
&#13;
wanie wyjazdów do M o n g o l i i ) . Spotkał m n i e gorzki za­&#13;
&#13;
cy Pyeongyangu, czyli stołecznego P h e n i a n u ) , gdzie&#13;
&#13;
wód - profesor zareagował krótkim, zniecierpliwionym&#13;
&#13;
spędził dzieciństwo. Razem ze zwożonymi t u masowo&#13;
&#13;
argumentem: „synu, ja nie lubię Korejców".&#13;
&#13;
grupami, oprowadzanymi d u m n i e przez pionierów,&#13;
&#13;
N i e było dyskusji. N i e pamiętam nawet, czy spyta­&#13;
&#13;
oglądamy mityczną, świętą przestrzeń, w której in illo&#13;
&#13;
łem go o p o w o d y tego osądu - pewnie sam sobie o d ­&#13;
&#13;
tempore dokonały się raz na zawsze, z m o c ą paradyg­&#13;
&#13;
powiedziałem, że harbińscy Koreańczycy początków&#13;
&#13;
m a t u , wszystkie wydarzenia ważne dla przyszłości. M a ­&#13;
&#13;
X X w i e k u , b i e d n i sprzedawcy czosnku i kapusty, nie&#13;
&#13;
ły pionier z impertynencką dumą wskazuje grupie po­&#13;
&#13;
kojarzyli się dobrze profesorowi, który nie był w o l n y&#13;
&#13;
kornie go słuchających i wzorowo notujących doro­&#13;
&#13;
od etnicznych idiosynkrazji. Tak jak nie lubił Korej­&#13;
&#13;
słych ludzi d w u m e t r o w y kamień i recytuje: „Oto skała&#13;
&#13;
ców, tak lekceważył Kitajców, ceniąc jedynie Japoń­&#13;
&#13;
zwana «Sanie» na którą W i e l k i Wódz wspinał się, ćwi­&#13;
&#13;
czyków (w młodości dostał w Japonii jakiś medal za ra­&#13;
&#13;
cząc ciało i ducha do w a l k i z japońskim najeźdźcą"&#13;
&#13;
towanie t o n ą c y c h ) . Wszelkie bardzo w t e d y aktualne&#13;
&#13;
[w w i e k u lat dziewięciu]; „oto jezioro, w którym W i e l ­&#13;
&#13;
rozważania o zagrożeniu chińskim dla M o n g o l i i , Rosji,&#13;
&#13;
k i Wódz [w t y m samym w i e k u ] pływał, ćwicząc ciało&#13;
&#13;
a i Z a c h o d u - stale przecież słyszeliśmy obawy M o n g o ­&#13;
&#13;
i ducha do w a l k i z japońskim najeźdźcą" i t d .&#13;
&#13;
łów, że jak wejdą oddziały M a o , to wszystkich i c h w y ­&#13;
kastrują - zbywał machnięciem ręki, mówiąc, że o n&#13;
&#13;
W t e n sposób poznawałem powtarzające się chwy­&#13;
&#13;
widział kiedyś chińskich żołnierzy z k a r a b i n a m i na&#13;
&#13;
ty stylistyczne sakralnego języka k o m u n i z m u : „Lotnicy&#13;
&#13;
sznurkach, jak jechali k o n n o podrygując w siodle - t u&#13;
&#13;
bronią nieba Ojczyzny jak stalowa twierdza", a obok&#13;
&#13;
sam kucał i naśladował o w o podrygiwanie -&#13;
&#13;
„Marynarka w o j e n n a jak stalowa twierdza b r o n i wy­&#13;
&#13;
uwierzy w i c h potęgę.&#13;
&#13;
brzeża Ojczyzny" i jeszcze trzeci, podobny w a r i a n t . Po-&#13;
&#13;
87&#13;
&#13;
i nie&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S, Wasilewski • ETNOLOG W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY MIKROFONIE&#13;
&#13;
B a ł e m się, że Korea, jaką zobaczę, przegra w k o n ­&#13;
f r o n t a c j i ze swoimi w y b i t n y m i siostrami, że okaże się,&#13;
tak jak koreańska porcelana, uboższa o d chińskiej,&#13;
a m n i e j w y r a f i n o w a n a niż japońska. Bo wstyd przy­&#13;
znać, ale nie lubię tego, co stanowi o koreańskiej sub­&#13;
telności estetycznej - nie podzielam ani upodobania&#13;
do porcelany wyłącznie białej, białawej i biało-szarawej, z tysiącznymi niuansami i o d c i e n i a m i , a n i miłości&#13;
do bladej zieleni tutejszej specjalności - c e r a m i k i seladonowej, która jest dla m n i e n u d n a i mdła.&#13;
N a w e t - jeśli to ma coś do rzeczy - Symfonia&#13;
ańska&#13;
&#13;
Kore­&#13;
&#13;
Pendereckiego wydaje m i się dziełem bez cha­&#13;
&#13;
r a k t e r u , brak w n i m wyraźnej inspiracji.&#13;
Z Japonii leciałem do Seulu pełen obaw.&#13;
&#13;
3.&#13;
Jakby na i c h potwierdzenie, koreańskie metalowe&#13;
pałeczki wyraźnie m i nie leżą. S ą płaskie, gorzej trzyma&#13;
się je w palcach. Kiedyś r o b i o n o je ze srebra l u b m o ­&#13;
siądzu, obecnie są stalowe, nieprzyjemne. Japończycy&#13;
m i e l i rację, także ryż jest t u gorszy - suchy, nieporów­&#13;
nanie m n i e j soczysty.&#13;
Nicolas Bouvier (Dziennik z wysp Aran&#13;
miejsc. Kartki&#13;
&#13;
z podróży,&#13;
&#13;
i z&#13;
&#13;
innych&#13;
&#13;
Warszawa 2000, s. 89) używa&#13;
&#13;
dla scharakteryzowania K o r e i Południowej lat siedem­&#13;
dziesiątych czyjegoś określenia „ulepszona prowizor­&#13;
ka". Przy wcześniejszym czytaniu niewiele m i to mówi­&#13;
ło. Teraz jestem gotów je zaakceptować, widząc to po­&#13;
łączenie nowoczesności i byłej akości, wysokiego po­&#13;
&#13;
Początek szamańskiej c e r e m o n i i ,&#13;
&#13;
tencjału eksportowego i zaniedbanej&#13;
&#13;
Korea, Seul, f o t . Jerzy S. W a s i l e w s k i&#13;
&#13;
infrastruktury,&#13;
&#13;
charakterystyczne zresztą dla niejednego k r a j u , prze­&#13;
chodzącego szybki rozwój. Patrzę na nijakie b u d y n k i&#13;
&#13;
Pokłony przed ołtarzem o f i a r n y m ,&#13;
&#13;
i przestaje m n i e dziwić to, czemu nie mogłem dać wia­&#13;
&#13;
Korea, Seul, f o t . Jerzy S. W a s i l e w s k i&#13;
&#13;
ry w M o n g o l i i : że tysiące Mongołów wyjeżdżają do K o ­&#13;
rei Południowej i znajdują zatrudnienie na b u d o w a c h ,&#13;
m i m o iż synowie stepu nie słynęli dotąd jako b u d o w ­&#13;
N i e były to czasy poprawności politycznej, a profe­&#13;
&#13;
niczowie, nawet według standardów własnego, niewy-&#13;
&#13;
sor nigdy by się jej nie nauczył. Z pańskim okrucień­&#13;
&#13;
magającego p o d t y m względem k r a j u .&#13;
&#13;
stwem charakteryzował ludzi dokoła, stosując trójpo­&#13;
&#13;
N i e znajduję w sobie entuzjazmu dla k i l k u spośród&#13;
&#13;
dział, w którym rzadko tylko trafiał się „ktoś", więk­&#13;
&#13;
wynalazków, z j a k i c h d u m n i są Koreańczycy. Słynny&#13;
&#13;
szość stanowią „pętaki", a pośrodku są c i , którzy tylko&#13;
&#13;
ondol, tradycyjny system ogrzewania podłogowego, nie&#13;
&#13;
aspirują do bycia kimś - czyli „podśmietanie".&#13;
&#13;
r o b i dobrze d r o g o m o d d e c h o w y m , bo jak się śpi przy&#13;
&#13;
O p i n i a profesora o K o r e i jakoś zaciążyła na m o i c h&#13;
&#13;
ziemi, t o oznacza to noc z nosem w kaloryferze. Lepsze&#13;
&#13;
wyobrażeniach o ludziach i k r a j u . Spodziewałem się&#13;
&#13;
to może niż japońskie spanie przy piecyku na naftę, ale&#13;
&#13;
pewnej chamowatości w obejściu, na którą na p e w n o&#13;
&#13;
dawniej, gdy gorące powietrze szło z węglowego pieca&#13;
&#13;
uczulony był profesor. Ostrzegają przed nią przewodni­&#13;
&#13;
k a n a l i k a m i w spękanej, glinianej polepie, zaczadzenia&#13;
&#13;
k i , ale o d razu tłumaczą konfucjańską mentalnością.&#13;
&#13;
nie były rzadkością. Masowe spożywanie ostrej kiszon­&#13;
&#13;
Otóż każdy Koreańczyk zachowuje się stosownie do&#13;
&#13;
k i warzywnej (głównie z kapusty) gimchi, w polskiej&#13;
&#13;
pozycji, jaką zajmuje względem partnera, wobec c u ­&#13;
&#13;
wymowie kimczi - narodowego dania Koreańczyków,&#13;
&#13;
dzoziemca, którego pozycja jest dlań nieczytelna, nie&#13;
&#13;
które ma w Seulu nawet swoje m u z e u m - nie popra­&#13;
&#13;
wie jakoby, ile respektu ma okazać - więc go ignoruje,&#13;
&#13;
wia statystyki zachorowań na raka żołądka. Kolejny&#13;
&#13;
przepycha się przodem, pokrzykuje.&#13;
&#13;
i c h w i e l k i wynalazek, alfabet hangeul, nie jest ani t a k i&#13;
&#13;
Takie t a m austriackie gadanie, którego tyle jest&#13;
&#13;
łatwy, ani t a k i uniwersalny, j a k zapewniają. A jeszcze&#13;
&#13;
w a n t r o p o l o g i i - bo k t o mądry, n i e c h m i powie, dla­&#13;
&#13;
zamieszanie&#13;
&#13;
z nową, obmyśloną przez ministerstwo&#13;
&#13;
czego w t a k i m razie południowokoreańscy d e p u t o w a ­&#13;
&#13;
k u l t u r y transkrypcją, którą i w t y m tekście muszę przy­&#13;
&#13;
n i tak chętnie okładają się w parlamencie pięściami?&#13;
&#13;
j ą ć zamiast starego McCune-Reischauera.&#13;
&#13;
88&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
pienia zarówno dla konfucjańskiego, jak i szamani-&#13;
&#13;
4.&#13;
&#13;
stycznego świata wartości i wyobrażeń. Lojalny urzęd­&#13;
n i k , wierny władcy m i m o oskarżeń, p o t e m zrehabilito­&#13;
&#13;
I o t o widzę t y c h zapalczywych d e p u t o w a n y c h , nie&#13;
&#13;
wany - cóż za okazja do apoteozy konfucjańskich war­&#13;
&#13;
w parlamencie jednak, lecz w świątyni, jak w skarpet­&#13;
&#13;
tości. Jego k r w a w a , niesprawiedliwa śmierć, podobnie&#13;
&#13;
k a c h podchodzą do ołtarza i składają ofiary. A l e po&#13;
&#13;
jak n i e n a t u r a l n a śmierć dziewczyny, osoby o niedopeł­&#13;
&#13;
kolei.&#13;
&#13;
n i o n y m losie, której groźny d u c h będzie się błąkał po&#13;
&#13;
Szamańskie seanse gut (pol. kut), jakie widziałem&#13;
&#13;
okolicy - idealny powód dla odbywania obrzędów sza­&#13;
&#13;
w Seulu, mają charakter publiczny. Współorganizowane&#13;
&#13;
mańskich.&#13;
&#13;
przez władze lokalne (na poziomie dużej dzielnicy), o d ­&#13;
&#13;
5.&#13;
&#13;
bywają się raz do r o k u w połączeniu z oficjalną k o n f u cjańską ceremonią ofiarną jesa (pol. dzesa), tworząc z nią&#13;
całość, w której na początku trudno się zorientować.&#13;
&#13;
Pierwsza część c e r e m o n i i , konfucjańska&#13;
&#13;
„wielka&#13;
&#13;
Pierwsze d n i listopada, Yongsan - jedna z dzielnic&#13;
&#13;
ofiara-libacja" daeje, p o l . taedze (może zresztą w odnie­&#13;
&#13;
Seulu. A r c h i t e k t u r a taka sama, jak w całym 1 5 - m i l i o -&#13;
&#13;
sieniu do koreańskiej współczesności p o w i n n o się mó­&#13;
&#13;
n o w y m mieście. Ciągnące się jeden przy d r u g i m , d w u ­&#13;
&#13;
wić „neokonfucjańska") rozpoczyna się rano. N a dzie­&#13;
&#13;
piętrowe, byle jakie domy, przeważnie z lat 60. N a nie­&#13;
&#13;
dzińcu przed świątynią gromadzi się około setki gości -&#13;
&#13;
j e d n y m z n i c h nasadzona czarna, spiczasta, wysoka&#13;
&#13;
prawie sami mężczyźni. Siedzą w rzędach, z przodu pa­&#13;
&#13;
wieżyca - znak, że na piętrze p o n a d sklepem, warszta­&#13;
&#13;
r u d e p u t o w a n y c h z tego okręgu, oficjele z władz m i a ­&#13;
&#13;
t e m czy l o k a l e m mieści się kościół k a t o l i c k i l u b prote­&#13;
&#13;
sta, l o k a l n i przedsiębiorcy. Najważniejsi mają na sobie&#13;
&#13;
stancki. A gdzieś n a d t y m i wieżami, na d r u g i m planie,&#13;
&#13;
czarny ceremonialny strój d a w n y c h d w o r s k i c h urzęd­&#13;
&#13;
widać nowocześniejsze, potężne mieszkalne wysoko­&#13;
&#13;
ników. U b r a n i e to czy tylko przebranie? C o t u jest&#13;
&#13;
ściowce. O d stacji m e t r a jadę jeszcze taksówką, i n a ­&#13;
&#13;
„prawdziwe" a co „sztuczne", co naturalne, a co na po­&#13;
&#13;
czej niełatwo byłoby m i trafić na miejsce plątaniną&#13;
&#13;
kaz? Pytanie o autentyczność i jej kryteria będę sobie&#13;
&#13;
wąskich ulic bez nazw (w t y m mieście nazwy noszą&#13;
&#13;
często stawiał, obserwując różne epizody i zachowania.&#13;
&#13;
kwartały, a nie u l i c e ) . Gdzieś wśród n i c h jest wzgórze,&#13;
&#13;
Po kolei, rozpoczynając o d najważniejszych gości,&#13;
&#13;
a na n i m Nam-i Janggun seodang, lokalna świątynia,&#13;
&#13;
przebiega ta sama ceremonia. Dygnitarz wstaje z m i e j ­&#13;
&#13;
poświęcona generałowi N a m - i (inna, mała świątynka,&#13;
w której też będę oglądał taką ceremonię, to&#13;
&#13;
sca, podchodzi do wejścia, obmywa dłonie, w c h o d z i&#13;
&#13;
Aegissi-&#13;
&#13;
na schody - p o w o l i , po jeden k r o k na stopień, z dosta­&#13;
&#13;
dang, „Świątynia Dziecka" w osiedlu Haedang, poświę­&#13;
&#13;
w i e n i e m drugiej nogi. We wnętrzu klęka i składa serię&#13;
&#13;
cona jakiejś n i e w y m i e n i o n e j z i m i e n i a małej dziew­&#13;
&#13;
głębokich pokłonów przed ołtarzem, gdzie o b o k K o n ­&#13;
&#13;
czynce).&#13;
&#13;
fucjusza i p a t r o n a świątyni widnieją też w i z e r u n k i po­&#13;
&#13;
Jaka to właściwie świątynia? Szamańska - nie, sza­&#13;
&#13;
staci r o d e m z buddyzmu i kultów l o k a l n y c h . S t o j ą t u&#13;
&#13;
m a n i z m jest praktyką interwencyjną, która nie potrze­&#13;
&#13;
już piramidy o f i a r o w a n y c h ciastek ryżowych, piętrzą&#13;
&#13;
buje stałych świątyń. Konfucjańska - tak też nie moż­&#13;
&#13;
się owoce późnej jesieni - persymony, pomarańcze,&#13;
&#13;
na powiedzieć, bo k o n f u c j a n i z m to nie religia, ale sys­&#13;
&#13;
jabłka, suszona żożoba. N a tacach rozłożone są solone&#13;
&#13;
t e m świeckich n o r m , reguł postępowania, raczej re­&#13;
&#13;
ryby i duże porcje mięsa.&#13;
&#13;
ceptur niż treści. A przecież właśnie t u będą się odby­&#13;
&#13;
Ofiara z w i n a (słabej wódki, bo soju to oczyszczony,&#13;
&#13;
wać obie ceremonie.&#13;
&#13;
szlachetniejszy destylat popularnego wina ryżowego),&#13;
&#13;
I c h fuzji, trwającej o d X I X w i e k u , patronuje osoba&#13;
&#13;
którą po trzykroć składa każdy z urzędników, ma swoje&#13;
&#13;
opiekuńczego bóstwa świątyni, n p . historycznej posta­&#13;
&#13;
niuanse. Kolejność nalewania, z której strony, w j a k i m&#13;
&#13;
c i średniowiecznego generała N a m - i , który był wier­&#13;
&#13;
kierunku -&#13;
&#13;
n y m sługą swego władcy, ale niesprawiedliwie oskarżo­&#13;
&#13;
dwóch śmiertelnie uroczystych oficjantów, którzy mają&#13;
&#13;
ny, poniósł śmierć z ręki kata. W d r u g i m przypadku,&#13;
&#13;
opanowane przepisy kultowe i podpowiadają, wręcz&#13;
&#13;
„Świątyni Dziecka", patronką jest n i e u c h w y t n a histo­&#13;
&#13;
prowadzą ruchy d y g n i t a n y . Trzeci, stojący przed m i ­&#13;
&#13;
nic dziwnego, że ceremonię&#13;
&#13;
prowadzi&#13;
&#13;
rycznie postać jednej z trzech młodziutkich sióstr,&#13;
&#13;
k r o f o n e m u wejścia, k o m e n t u j e dla zgromadzonych na&#13;
&#13;
mieszkających w którymś z pałaców (między t y m i pa­&#13;
&#13;
zewnątrz wszystko, co odbywa się w świątyni. M n i e&#13;
&#13;
łacami rozrzucone były wsie, które później zespoliły&#13;
&#13;
w o l n o być w środku - jestem t u j e d y n y m cudzoziem­&#13;
&#13;
się, tworząc miasto Seul). W r o g o w i e napadli na pałac,&#13;
&#13;
cem, gościem niezaproszonym, ale trochę h o n o r o w y m .&#13;
&#13;
dziewczęta uciekły na pustkowie, gdzie do jedzenia&#13;
&#13;
I chociaż m a m obok i naprzeciw siebie stadko f o t o ­&#13;
&#13;
miały tylko trujące k w i a t y forsycji. Po śmierci zbudo­&#13;
&#13;
grafów i filmowców, i c h kamery i błysk fleszy, to pa­&#13;
&#13;
w a n o i m trzy świątynie - jedna nie dotrwała d o na­&#13;
&#13;
trząc na gesty nalewania a l k o h o l u do naczyń, które&#13;
&#13;
szych czasów, druga istnieje, ale nie zachował się&#13;
&#13;
kształtem powtarzają chińskie brązy gu sprzed k i l k u ty­&#13;
&#13;
w niej k u l t , t y l k o w tej trzeciej odbywają się raz w r o ­&#13;
&#13;
sięcy lat, nie mogę oprzeć się uczuciu, że uczestniczę&#13;
&#13;
k u ceremonie.&#13;
&#13;
w akcie naprawdę archaicznym.&#13;
&#13;
W przypadku obu świątyń podobna jest logika w y ­&#13;
&#13;
Po k o s t i u m o w o ubranych dygnitarzach podchodzą&#13;
&#13;
b o r u postaci. O b i e one stanowią dobry p u n k t zacze­&#13;
&#13;
mężczyźni w g a r n i t u r a c h - przeważnie liderzy miejsco-&#13;
&#13;
89&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
wego biznesu. Składając pokłony świecą skarpetkami,&#13;
&#13;
przed n i m z arkuszy d y k t y sceną - t o one są najkosz­&#13;
&#13;
b o w i e m w odróżnieniu o d urzędników, noszących do&#13;
&#13;
towniejszym i najpoważniejszym&#13;
&#13;
k o s t i u m u starodawne wysokie buty, wchodząc&#13;
&#13;
ofiary.&#13;
&#13;
do&#13;
&#13;
Przedtem&#13;
&#13;
miała&#13;
&#13;
składnikiem&#13;
&#13;
miejsce&#13;
&#13;
ich&#13;
&#13;
całej&#13;
&#13;
prezentacja&#13;
&#13;
w dzielnicy - obniesiono je po uliczkach wokół m u ­&#13;
&#13;
świątyni muszą zdjąć o b u w i e .&#13;
&#13;
rów świątyni.&#13;
&#13;
N a końcu składa ofiary grupka kobiet - dwie wystę­&#13;
pujące dziś szamanki i k i l k a i c h asystentek. To już ma­&#13;
&#13;
Już wcześniej szamanka mudang&#13;
&#13;
i jej&#13;
&#13;
asystentki&#13;
&#13;
ło ważna ceremonia - o f i c j a n c i kierują r u c h e m rozluź­&#13;
&#13;
oczyściły miejsce akcji: oblały dziedziniec t a n i m , męt­&#13;
&#13;
n i e n i , bez żadnej solenności, po d o m o w e m u - zdjęli&#13;
&#13;
n y m w i n e m ryżowym makgeolli, rozrzuciły na zewnątrz&#13;
&#13;
nawet stroje i teraz trochę rażą i c h kraciaste koszule.&#13;
&#13;
trochę ciastek, by na granicy zatrzymać d u c h y niepo­&#13;
&#13;
Wszyscy opuszczają dziedziniec, by przemaszerować&#13;
&#13;
żądane i złe. O b o k sceny zasiada na ziemi orkiestra:&#13;
&#13;
przez dzielnicę wraz z paradą historycznych postaci.&#13;
&#13;
duży klepsydrowy bęben, mniejszy bębenek, smyczek,&#13;
&#13;
R u c h samochodowy wstrzymany, generał jedzie na k o ­&#13;
&#13;
dwa flety. Szamanka z pomocą asystentek kończy&#13;
&#13;
n i u , a jego u f o r m o w a n i w oddziały żołnierze (licealiści&#13;
&#13;
wreszcie&#13;
&#13;
miejscowych szkół, zwiezieni autokarami) z poświęce­&#13;
&#13;
z k o m p l e t e m jej k i l k u n a s t u kostiumów, które będą&#13;
&#13;
n i e m dźwigają halabardy, dmą w trąby i walą w bębny.&#13;
&#13;
używane w t y m występie) i w c h o d z i na p o d i u m . Lee&#13;
&#13;
przygotowania (z tyłu stoi długi wieszak&#13;
&#13;
Wokół całego, długiego na k i l o m e t r k o r o w o d u bie­&#13;
&#13;
M y o n g ok to sześćdziesięcioletnia, zażywna kobieta,&#13;
&#13;
ga ubrany na biało kat, mangnani - ten, który uśmier­&#13;
&#13;
o m o c n o umalowanej twarzy. Ustawicznie chodzi po&#13;
&#13;
cił generała. Twarz ma poczernioną,&#13;
&#13;
włosy&#13;
&#13;
scenie, o d asystentek domaga się poprawek w stroju,&#13;
&#13;
w strąkach, w ręku krótki miecz, którym wymachuje&#13;
&#13;
rozmawia z publicznością, podśpiewuje, sprawdza m i ­&#13;
&#13;
przed nosem przechodniom. Jak każdy t a k i dżoker&#13;
&#13;
niaturowe m i k r o f o n i k i , umocowane - nie w i e m jesz­&#13;
&#13;
spoza t a l i i , mangnani musi też ganiać na posyłki. Dzia­&#13;
&#13;
cze po co - przed ustami.&#13;
&#13;
dziką,&#13;
&#13;
łając na obrzeżu, przydaje się do przekazywania pole­&#13;
&#13;
W którymś momencie to chodzenie zmienia się&#13;
&#13;
c e ń i wiadomości między czołem a ogonem p o c h o d u .&#13;
&#13;
w regularne, na poły taneczne k r o k i wzdłuż i wszerz,&#13;
&#13;
N i b y stara się być śmieszny, a zarazem groźnie de­&#13;
&#13;
połączone z melorecytacją. Zaczyna się wzywanie k o ­&#13;
&#13;
moniczny, ale po prawdzie kunsztu nie ma w t y m wie­&#13;
&#13;
lejnych duchów, których w sumie przewinie się przez&#13;
&#13;
le. G d y podbiega d o l u d z i ,&#13;
&#13;
paradę&#13;
&#13;
scenę kilkanaście. Dowiaduję się, że język jej tekstów&#13;
&#13;
z c h o d n i k a , usiłując rozśmieszyć i c h u d a w a n y m zagro­&#13;
&#13;
jest tak archaiczny, a śpiew na tyle niewyraźny, że na­&#13;
&#13;
żeniem, to zamiast rozbawienia dziewczyn, przed któ­&#13;
&#13;
w e t Koreańczykom zrozumienie i c h przychodzi z t r u d ­&#13;
&#13;
oglądających&#13;
&#13;
r y m i najchętniej błaznuje, udaje m u się osiągnąć co&#13;
&#13;
nością. W i e m t y l k o , że wyśpiewywane przez nią opo­&#13;
&#13;
najwyżej śmiech zażenowania albo odprężenia, gdy już&#13;
&#13;
wieści to m i t y (od kosmogonicznych poczynając), le­&#13;
&#13;
sobie pójdzie dalej. U l i c a nie podejmuje gry w niepo-&#13;
&#13;
gendy na temat bóstw i duchów, a nawet baśnie. K i e ­&#13;
&#13;
ważność, czasem ktoś powie, że nie ma na co patrzeć&#13;
&#13;
dy tańczy ze sztandarem, postukując n i m o ziemię,&#13;
&#13;
i wraca do swoich spraw.&#13;
&#13;
zgaduję, iż przywołuje d u c h a generała - patrona świą­&#13;
&#13;
Przemarsz t r w a dobrą godzinę; przeszedłszy najważ­&#13;
&#13;
t y n i . Zaraz p o t e m przebiera się w zbroję w o j o w n i k a -&#13;
&#13;
niejszymi u l i c a m i wracamy na wzgórze, na uliczkach&#13;
&#13;
znaczy to pewne, że odgrywany jest jakiś epizod z jego&#13;
&#13;
którego już czeka poczęstunek. Setki ludzi rozgrzewa­&#13;
&#13;
udziałem.&#13;
&#13;
ją się gorącymi d a n i a m i i słabymi a l k o h o l a m i . Siedzi­&#13;
&#13;
A k c j a toczy się niespiesznym r y t m e m . Całość po­&#13;
&#13;
my na k a r t o n a c h i m a t a c h rozłożonych na asfalcie. Fe­&#13;
&#13;
t r w a z przerwami d o nocy, teoretycznie obejmując 12&#13;
&#13;
styn, wspólnota, przypomnienie wsi, którą ta dzielnica&#13;
&#13;
epizodów, ale to chyba tylko liczba symboliczna, wyra­&#13;
&#13;
była jeszcze w czasach młodości w i e l u uczestników.&#13;
&#13;
żająca całość. Szamanka przebierze się k i l k a k r o t n i e , za&#13;
każdym tazem nakładając strój innego ducha, by t e n&#13;
&#13;
6.&#13;
&#13;
mógł poznać, że teraz jego kolej na to, by w nią się&#13;
wcielić. Czasem w tańcu zmienia ją lub na krótko t o ­&#13;
&#13;
W r a c a m y do świątyni, gdzie zaraz rozpocznie się&#13;
&#13;
warzyszy druga, wyraźnie starsza szamanka, zwyczajo­&#13;
&#13;
hut - obrzęd szamański. Poznikali urzędnicy w histo­&#13;
&#13;
w o doproszona - na znak h o n o r u - przez tę, która jest&#13;
&#13;
rycznych k o s t i u m a c h urzędników - teraz jesteśmy we&#13;
&#13;
niekwestionowaną gospodynią obrzędu.&#13;
&#13;
władzy kobiet. Zostało wprawdzie paru przedsiębior­&#13;
&#13;
Osoba generała N a m - i pojawia się w seansie jako&#13;
&#13;
ców, którzy współfinansują ceremonię, ale to zwyczaj­&#13;
&#13;
jedna z pierwszych. M o g ę się tego domyśleć po wyso­&#13;
&#13;
ne, starsze kobiety stanowią widownię. Siedzą na zie­&#13;
&#13;
k i m sztandarze, którym postukuje szamanka, a póź­&#13;
&#13;
m i , t w a r z a m i d o specjalnego ołtarza - prowizorycznej&#13;
&#13;
niej po n o w y m stroju - zbroi w o j o w n i k a . W między­&#13;
&#13;
świątynki, ustawionej z b o k u dziedzińca (ptawdę mó­&#13;
&#13;
czasie recytowana jest legenda, prezentująca rys sza­&#13;
&#13;
wiąc, jest to t y l k o t e k t u r o w a fasada, zgrabnie t u dziś&#13;
&#13;
mański tej postaci. Otóż okazuje się, że kiedy N a m -&#13;
&#13;
umieszczona), przed którą piętrzą się ofiary. A l e na tle&#13;
&#13;
- i był jeszcze młodzieńcem, dostrzegł pewnego razu&#13;
&#13;
t a k i c h samych j a k w części konfucjańskiej ciast i o w o ­&#13;
&#13;
niewidzialnego dla i n n y c h d e m o n a ; siedział o n na k o ­&#13;
&#13;
ców, na froncie zostają złożone trzy w i e l k i e , świeżo&#13;
&#13;
szu z o w o c a m i persymonu, wnoszonym właśnie d o są­&#13;
&#13;
wypatroszone wieprze. Imponującej wielkości,&#13;
&#13;
leżą&#13;
&#13;
siedniego d o m o s t w a . Pokonując opór służby, z krzy­&#13;
&#13;
z wyciągniętymi n o g a m i między ołtarzem a ułożoną&#13;
&#13;
k i e m wbiegł d o środka i zastał t a m córkę gospodarza,&#13;
&#13;
90&#13;
&#13;
�I&#13;
Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
już prawie uduszoną. W ostatniej c h w i l i odpędził swą&#13;
&#13;
mitów, legend oraz baśni, dalej sztuka wróżenia, roz­&#13;
&#13;
mocą demona.&#13;
&#13;
m o w y i przekomarzania się z publicznością, a wreszcie&#13;
k o s t i u m , kosmetyka, a nawet kunszt robienia papiero­&#13;
&#13;
Atmosfera na w i d o w n i daleka jest o d jakiegokolwiek&#13;
&#13;
w y c h kwiatów.&#13;
&#13;
religijnego uniesienia, nic nie świadczy o odczuciu&#13;
obecności duchów. Kobieca publiczność ogląda spek­&#13;
&#13;
Czekam na ekstatyczne zachowanie, które przeko­&#13;
&#13;
t a k l z zainteresowaniem, ale bez przejęcia. Z czasem&#13;
&#13;
nałoby m n i e , że m a m do czynienia z „prawdziwym"&#13;
&#13;
przychodzi zapewne znużenie, robione są dłuższe prze­&#13;
&#13;
szamanizmem. Logika jest t u taka, że szamanka po­&#13;
&#13;
rwy. W t e d y roznoszony jest poczęstunek, mętno-mlecz-&#13;
&#13;
w i n n a w każdym epizodzie tańczyć na początku dość&#13;
&#13;
nej barwy w i n o makgeolli leje się strumieniami z plasti­&#13;
&#13;
żywiołowo, by d u c h zobaczył, iż jest gotowa na jego&#13;
&#13;
k o w y c h butelek, towarzystwo bawi się w grupkach.&#13;
&#13;
przyjęcie, a p o t e m , gdy o n przybędzie - przejść do f o r m&#13;
&#13;
A l e przecież d u c h y naprawdę wstępują w szaman-&#13;
&#13;
spokojniejszych, bardziej artystycznych, aby go t a k i m&#13;
&#13;
kę. D r o g i i c h zstępowania są różne. Niektóre przysia­&#13;
&#13;
szlachetniejszym tańcem zabawić. Mogłoby się nawet&#13;
&#13;
dają pewnie na belce stropowej - można nawet zoba­&#13;
&#13;
zdawać, że element transowy nie jest t u t a k i ważny.&#13;
&#13;
czyć, jak schodzą: szamanka p o d c h o d z i t a m wraz z ko­&#13;
&#13;
Przedstawienia szamanów na sakralnych m a l u n k a c h&#13;
&#13;
bietą z w i d o w n i (to k l i e n t k a , dla której robiona jest ta&#13;
&#13;
są bardzo spokojne, także standardowa maska postaci&#13;
&#13;
część seansu). Ta sosnową gałązką dotyka b e l k i , aż ga­&#13;
&#13;
szamanki w d a w n y c h l u d o w y c h przedstawieniach ma­&#13;
&#13;
łązka zaczyna się trząść - w i d o m y znak obecności d u ­&#13;
&#13;
skowych jest absolutnie spokojna, biała, bez żadnego&#13;
&#13;
cha, po czym obie zasiadają za s t o l i k i e m do uroczyste­&#13;
&#13;
grymasu.&#13;
&#13;
go z n i m spotkania. T a k i c h p r y w a t n y c h , zamówionych&#13;
&#13;
N i e znaczy jednak, że w seansie nie ma euforii. By­&#13;
&#13;
epizodów będzie zresztą więcej.&#13;
&#13;
wa, że mudang przez dłuższy czas podskakuje obunóż,&#13;
z r a m i o n a m i w z n i e s i o n y m i do góry,&#13;
&#13;
7.&#13;
&#13;
wbiega któraś z kobiet z w i d o w n i i z rozanieleniem na&#13;
&#13;
W miarę oglądania seansu narasta we m n i e t u kryć -&#13;
&#13;
wykrzykując&#13;
&#13;
w uniesieniu. Działa to zaraźliwie, b o w i e m na scenę&#13;
&#13;
rozczarowanie. Czy koreański musok&#13;
&#13;
co&#13;
&#13;
twarzy, stając f r o n t e m do szamanki, jednocześnie z nią&#13;
&#13;
to&#13;
&#13;
podskakuje j a k sprężyna.&#13;
&#13;
w ogóle jest szamanizm? Za t y m , że tak, przemawiają&#13;
wprawdzie nazwy, w których rozpoznaję&#13;
&#13;
Istnieje p o d o b n o koreańskie powiedzenie: „chciała­&#13;
&#13;
ałtajskie,&#13;
&#13;
byś wydać szamański seans, ale przeraża cię wizja t w o ­&#13;
&#13;
wręcz mongolskie źródłosłowy. N a z w a obrzędu sza­&#13;
&#13;
jej synowej w t a ń c u " . Słowa te stosują się do teściowej,&#13;
&#13;
mańskiego gut, w y m a w i a n a kut, b r z m i prawie j a k ku-&#13;
&#13;
tradycyjnie stanowiącej instancję kontrolną dla mło­&#13;
&#13;
tu (g) - „szczęście, dobry los" w językach ludów ste­&#13;
&#13;
dej synowej, dla której t a k i występ może stać się p o k u ­&#13;
&#13;
p u . Szaman-mężczyzna, baksu, baksy, to oczywiście to&#13;
&#13;
są rozpasanej ekstatyczności.&#13;
&#13;
samo, co środkowoazjatyckie baksy - „szaman", a też&#13;
„bard, w y k o n a w c a e p o s ó w "&#13;
&#13;
(z c h i ń s k i e g o&#13;
&#13;
Szamanizm t o w K o r e i d o m e n a kobiet. To one zde­&#13;
&#13;
fa-hsi,&#13;
&#13;
cydowanie przeważają, zarówno wśród wykonawców&#13;
&#13;
„mistrz", przez mandżurskie i mongolskie f o r m y t y p u&#13;
bagszi).&#13;
&#13;
Szamanka, mudang&#13;
&#13;
-&#13;
&#13;
też b r z m i&#13;
&#13;
(jest i c h bodaj o k . 8 0 % spośród p o n a d stu tysięcy za­&#13;
&#13;
znajomo,&#13;
&#13;
rejestrowanych szamanów), jak i wśród odbiorców&#13;
&#13;
można słyszeć w n i m mongolskie udagan o t y m sa­&#13;
&#13;
(na widzianych przeze m n i e seansach t e n p r o c e n t był&#13;
&#13;
m y m znaczeniu.&#13;
&#13;
jeszcze wyższy). Oczywiście, etnologowie nie skąpią&#13;
&#13;
A l e przecież szamanki, jakie dopiero co widziałem&#13;
&#13;
wyjaśnień. Zwraca się n p . uwagę, że w t y m patriar-&#13;
&#13;
w M o n g o l i i , wyglądały zupełnie inaczej. Stara Uldzij&#13;
&#13;
c h a l n y m społeczeństwie (męska d o m i n a c j a to kamień&#13;
&#13;
czy n i e w i d o m a C e n d - t o były intrygujące postacie,&#13;
&#13;
węgielny koreańskiego n e o k o n f u c j a n i z m u ) kobiecie&#13;
&#13;
których sam wygląd - przygięte w i e k i e m sylwetki, i n ­&#13;
&#13;
nie przysługuje p r a w o d o rozkoszy, także seksualnej,&#13;
&#13;
trygujące fizjonomie - wyrażał osobowości ukształto­&#13;
&#13;
więc szamanizm s t a n o w i klapę bezpieczeństwa. Zdają&#13;
&#13;
wane w w i e l o l e t n i m związku z ponadcodzienną rzeczy­&#13;
&#13;
się t o potwierdzać przypadki szamanek bezżennych,&#13;
&#13;
wistością. I c h wiekowe, poniszczone stroje, d o których&#13;
&#13;
wśród których jest sporo t a k i c h , które porzuciły mę­&#13;
&#13;
odnosiły się z t a k i m nabożeństwem, istne „święte ła­&#13;
&#13;
żów. Deklarują one, że żyjąc ze swymi mężami nigdy&#13;
&#13;
chy", miały w sobie coś z prawdziwego sacrum, podczas&#13;
&#13;
nie zaznały takiej rozkoszy j a k teraz, gdy przychodzi&#13;
&#13;
gdy te kostiumy jak spod igły, z lśniących, nowocze­&#13;
&#13;
do n i c h d u c h .&#13;
&#13;
snych materiałów, w ogóle nie mają potrzebnego we&#13;
wszelkiej duchowości&#13;
&#13;
Obserwuję, z jaką radością starsze panie przyjmują&#13;
&#13;
u p r a w o m o c n i e n i a przez o d -&#13;
&#13;
słowa szamanki, która udziela i m wróżb i przestróg.&#13;
&#13;
wieczność.&#13;
&#13;
W oparciu o kolor chorągiewki, wyciągniętej na ślepo&#13;
&#13;
Powoli dopiero zacznie d o m n i e docierać, że p o w i ­&#13;
&#13;
z podawanego zestawu, zapowiada radosne wydarzenia,&#13;
&#13;
n i e n e m inaczej odczytywać wartości leżące u podstaw&#13;
&#13;
a w najgorszym razie osttzega przed niebezpieczeń­&#13;
&#13;
koreańskiego szamanizmu. Jest to b o w i e m raczej k o m ­&#13;
&#13;
stwem, co praktycznie sprowadza się do tego, że radzi&#13;
&#13;
pleks p r o d u k c j i artystycznych, rozbudowany w s t o p n i u&#13;
&#13;
uważać n p . na samochody na przejściu. Po przepowied­&#13;
&#13;
niespotykanym nigdzie indziej w świecie. Istny wielo­&#13;
&#13;
n i kobiety ochoczo wciskają jej do rąk banknoty.&#13;
&#13;
bój sztuk pięknych, gdzie sukces szamanki mierzy się&#13;
&#13;
Bycie mudang daje satysfakcję nie tylko seksualną.&#13;
&#13;
w t a k i c h dyscyplinach, jak taniec, śpiew i recytacja&#13;
&#13;
Poza wszystkim to bardzo popłatna profesja.&#13;
&#13;
91&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski * E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
za d a w n y m i , d o b r y m i czasami prawdziwej, jeszcze w t e ­&#13;
&#13;
8.&#13;
&#13;
dy wiejskiej (czy lokalnej) wspólnoty.&#13;
Nowoczesna Korea powraca do swej k u l t u r o w e j&#13;
&#13;
N i e j e d e n raz w trakcie seansu szamanka znajdzie&#13;
&#13;
specyfiki, odszukuje i utrwala to, co się zachowało.&#13;
&#13;
okazję, by zadbać o d a t k i . Czasem obchodzi kobiety ze&#13;
&#13;
Tradycję traktuje się urzędowo. Dofinansowanie d o ­&#13;
&#13;
słowami: „To dla was muszę być piękna, dajcie m i pie­&#13;
&#13;
stają tylko te obrzędy, gdzie zachowana jest wierność&#13;
&#13;
niądze na k o s m e t y k i " . Może zresztą wypowiada je&#13;
&#13;
wobec f o r m tradycyjnych, stwierdzona ciągłość zwy­&#13;
&#13;
d u c h dziewczyny i m i e n i e m H o g u , o twarzy zeszpeco­&#13;
&#13;
czaju oraz ustny przekaz o r y g i n a l n y c h tekstów, i to za­&#13;
&#13;
nej ospą, bo taka postać też f u n k c j o n u j e w szamań­&#13;
&#13;
c h o w a n y c h w pamięci, a nie na piśmie! W składzie&#13;
&#13;
skim panteonie i bywa przywoływana w seansie jako&#13;
&#13;
komisji, która o t y m decyduje, jest etnograf, który w y ­&#13;
&#13;
p a t r o n k a chroniąca o d tej choroby.&#13;
&#13;
szukuje i d o k u m e n t u j e takie zjawiska. Podobnie jak&#13;
&#13;
Pieniądze wręczane przez kobiety to przeważnie&#13;
&#13;
zabytki k u l t u r y materialnej, najlepsze formy zostają&#13;
&#13;
b a n k n o t y pięciomanowe (czyli pięć tysięcy wongów -&#13;
&#13;
sklasyfikowane i p o n u m e r o w a n e . W t y m katalogu ob­&#13;
&#13;
równowartości czterech dolarów), a więc połowa tego,&#13;
&#13;
rzędów, obchodów świąt, przedstawień maskowych&#13;
&#13;
co składają mężczyźni. Mężczyźnie nie wypada położyć&#13;
&#13;
i odprawiających je ludzi, wszystkie elementy dostaną&#13;
&#13;
b a n k n o t u innego niż t e n o największym n o m i n a l e -&#13;
&#13;
swoje etykiety: „Żywy N a r o d o w y Skarb K u l t u r y " , „Nie­&#13;
&#13;
10 manów. A l e ludzie interesu nie podejdą do szaman­&#13;
&#13;
materialne Okręgowe D o b r o K u l t u r o w e " , „Ważny M a ­&#13;
&#13;
k i po wróżbę za drobne - sami zanoszą pieniądze na oł­&#13;
&#13;
teriał Folklorystyczny n r 55". N u m e r o w a n i e tradycji.&#13;
&#13;
tarz, gdzie kładą je na głowach o f i a r n y c h wieprzy, i to&#13;
&#13;
Jej przekaz nie odbywa się przecież samoczynnie&#13;
&#13;
w p l i k u . Skądinąd, szamanka umie i c h do tego spro­&#13;
&#13;
to w i e l o l e t n i proces uczenia się, nabywania umiejęt­&#13;
&#13;
wokować - żartami, d o c i n k a m i albo wręcz zabawnym&#13;
&#13;
ności, p r a k t y k o w a n i a . O p a n o w a n i e wszystkich sza­&#13;
&#13;
przymusem: wlokąc go z asystentkami za obie ręce, ze&#13;
&#13;
mańskich kunsztów t r w a 10-20 lat, w czasie których&#13;
&#13;
-&#13;
&#13;
śmiechem zaciągną opierającego się przed tą płatno­&#13;
&#13;
asystentka pracuje, a czasem i mieszka z szamanka,&#13;
&#13;
ścią (nie pierwszą już dziś) do samego ołtarza. Uiściw­&#13;
&#13;
przejmując jej wiedzę. Teraz już r o z u m i e m , dlaczego&#13;
&#13;
szy, a p o t e m zdjąwszy buty i poprawiwszy garnitur, de­&#13;
&#13;
szamanka ma przymocowany m a l u t k i m i k r o f o n , o d&#13;
&#13;
l i k w e n t klęka i wybija głębokie pokłony.&#13;
&#13;
którego przewód idzie p o d k o s t i u m . Gdy się przebiera,&#13;
&#13;
Ten, k t o podejrzewałby, że jest to tylko forma auto­&#13;
&#13;
widać, że nosi przywiązany w pasie kasetowy magneto­&#13;
&#13;
reklamy biznesmenów (tak jak o zamiar przypodobania&#13;
&#13;
f o n . Zapewne jej uczennice będą korzystać z kaset&#13;
&#13;
się w y b o r c o m można było posądzać przebranych do ka­&#13;
&#13;
z nagranym występem, ucząc się śpiewów i tekstów.&#13;
&#13;
mer oficjeli w części pierwszej), n i e c h łaskawie zauważy,&#13;
&#13;
Przekazywanie&#13;
&#13;
iż podchodzą o n i do ołtarza także wtedy, gdy akcja prze­&#13;
&#13;
daru&#13;
&#13;
szamańskiego&#13;
&#13;
następuje&#13;
&#13;
w dwóch k i e r u n k a c h , dwa są b o w i e m typy szamanów:&#13;
&#13;
nosi się gdzie indziej, by niezauważenie dołożyć jeszcze&#13;
&#13;
dziedziczni i z powołania. Urząd po szamance może ob­&#13;
&#13;
trochę banknotów. Chyba poprzez pieniądze najlepiej&#13;
&#13;
j ą ć jej córka, przeważają jednak przypadki, gdy adept&#13;
&#13;
widać, jak w szamańskim obrzędzie splata się to co na­&#13;
&#13;
podejmuje decyzję w w y n i k u nieodpartego powołania,&#13;
&#13;
turalne i co wymuszone, co autentyczne i co na pokaz.&#13;
&#13;
manifestującego się jako rozstrój albo choroba.&#13;
&#13;
G u t organizowany jest lokalnie, ale finansowany by­&#13;
&#13;
W trakcie jednego z seansów poznaję mężczyznę,&#13;
&#13;
wa odgórnie. N i e jest to ceremonia tania. W i e m , że na&#13;
&#13;
który stanowi t a k i właśnie przypadek. Lat trzydzieści,&#13;
&#13;
jeden z oglądanych przeze m n i e seansów władze miasta&#13;
&#13;
stylowy, by nie powiedzieć dandys, przyszedł z przyja­&#13;
&#13;
wyasygnowały dla samej tylko szamanki i jej zespołu&#13;
&#13;
cielem i d w i e m a k o b i e t a m i e f e k t o w n y m i i szykownie -&#13;
&#13;
równowartość trzech tysięcy dolarów. Koszt i n d y w i d u ­&#13;
&#13;
w markowe europejskie stroje - u b r a n y m i . W pewnej&#13;
&#13;
alnie zamawianego seansu jest zbliżony. W&#13;
&#13;
koreań­&#13;
&#13;
c h w i l i wstępuje boso na scenę i zaczyna podskakiwać&#13;
&#13;
skich rodzinach gut urządza się przy k i l k u standardo­&#13;
&#13;
na palcach, do pary z szamanka. R ę c e w górze, oczy za­&#13;
&#13;
w y c h sytuacjach. Po pierwsze - w chorobie, gdy trzeba&#13;
&#13;
mknięte, na twarzy uniesienie. Wykrzykując opowia­&#13;
&#13;
odpędzić złe duchy postaciujące jej przyczynę. Po wtó­&#13;
&#13;
da, że zostanie szamanem, prosi d u c h y o pomoc.&#13;
&#13;
re - gdy trzeba zapewnić narodziny syna (a trzeba, bo&#13;
&#13;
W rozmowie próbuję dowiedzieć się, dlaczego chce&#13;
&#13;
bezdzietni, pozbawieni szansy synowskiego k u l t u , zo­&#13;
&#13;
zostać baksu. Jego ojciec, majętny przemysłowiec, bła­&#13;
&#13;
staną po śmierci błędnymi d u c h a m i , a nie przodkami,&#13;
&#13;
ga, by tego nie robił (status szamana-mężczyzny w spo­&#13;
&#13;
których się czci). Po trzecie - na pożegnanie zmarłego,&#13;
&#13;
łeczeństwie jest dość niski, nawet m i m o wysokich za­&#13;
&#13;
by jego dusza została odprowadzona w zaświaty, oraz&#13;
&#13;
robków). O n jednak wie, że m u s i n i m być - potrafi ob­&#13;
&#13;
w żałobie (zwłaszcza jeśli śmierć miała charakter tra­&#13;
&#13;
jaśnić to tylko słowami, że ma chwile przerażenia, iż&#13;
&#13;
giczny i trzeba żywym zapewnić spokój d u c h a ) .&#13;
&#13;
stałoby się z n i m i jego rodziną coś straszliwego, gdyby&#13;
się tego wyrzekł.&#13;
&#13;
Typowa sytuacja, w której prywatnie zamawia się&#13;
seans, to także stan żalu, rozczarowania, zawodu, po­&#13;
&#13;
Przyjaciel traktuje go jak swego mistrza, m i m o że -&#13;
&#13;
czucia goryczy lub pretensji, co wyraża się j e d n y m k o ­&#13;
&#13;
jak sam mówi - w odróżnieniu o d niego w ogóle nie&#13;
&#13;
reańskim&#13;
&#13;
Natomiast organizowany&#13;
&#13;
wierzy w szamańskie duchy. Chce b o w i e m przy n i m&#13;
&#13;
w miejskiej dzielnicy gut ma na celu zapewnienie ogól­&#13;
&#13;
słowem&#13;
&#13;
wgłębiać się w różne f o r m y n a u k ezoterycznych, by&#13;
&#13;
nej pomyślności. Ogląda się go chyba także z nostalgii&#13;
&#13;
zrozumieć samego siebie i poznać swoją przyszłość.&#13;
&#13;
han.&#13;
&#13;
92&#13;
&#13;
�Jerzy S. Wasilewski • E T N O L O G W PODRÓŻY. KONFUCJUSZ PRZED K A M E R A M I , S Z A M A N K I PRZY M I K R O F O N I E&#13;
&#13;
o d rana po dziedzińcu, uwiązana za nogę. Teraz przy­&#13;
&#13;
9.&#13;
&#13;
szedł na nią koniec. Starsza szamanka - gość h o n o r o ­&#13;
wy - m a już w rękach łuk i strzały, którymi ją zabije.&#13;
jeden&#13;
&#13;
Po k i l k a razy strzela do niej mało celnie, podbiega, rzu­&#13;
&#13;
z wieprzy zostaje z męską p o m o c ą podniesiony i nabi­&#13;
&#13;
ca o ziemię dalej w stronę bramy, znów strzela i znów&#13;
&#13;
Następuje k u l m i n a c y j n y m o m e n t ofiary -&#13;
&#13;
ty o d spodu na krótkie trójzębne widły, które teraz&#13;
&#13;
rzuca o ziemię, aż wybiegnie z nią poza bramę, gdzie j ą&#13;
&#13;
trzeba postawić pionowo, tak by całość wyraźnie usta­&#13;
&#13;
wreszcie zabije (nie jestem tylko p e w i e n jak, bo działa&#13;
&#13;
ła w równowadze przez dłuższą chwilę. Będzie to znak,&#13;
&#13;
błyskawicznie, ukrywając ruchy, słabo je też widać&#13;
&#13;
że d u c h y przyjęły ofiarę, a t y m samym sprawdzian sku­&#13;
&#13;
w ciemności, ale pewnie dorżnie kurę nożem, bo strza­&#13;
&#13;
teczności szamanki jako ofiarniczki, toteż krząta się&#13;
&#13;
ły raczej chybiały c e l u ) .&#13;
&#13;
ona przy o f i a r o w a n i u , prowadząc rozmowę z d u c h a m i .&#13;
&#13;
10.&#13;
&#13;
A l e najbardziej pomoże dołożenie pieniędzy wprost&#13;
w rozwarty wieprzowy r y j . Znów zostanie do tego&#13;
wciągnięty jeden ze sponsorów w g a r n i t u r a c h .&#13;
&#13;
Zapadł już zmrok, opustoszał dziedziniec świątyni,&#13;
całodniową uroczystość zamyka krótka, m e l a n c h o l i j n a&#13;
&#13;
D e m o n s t r a c j ą mocy szamanki byłyby też klasyczne&#13;
&#13;
w nastroju ceremonia.&#13;
&#13;
t r i k i . Należą t u : c u d o w n e , samoistne utrzymywanie się&#13;
u warg ciężkiego naczynia z wodą, wbijanie noża&#13;
&#13;
D w i e asystentki, w t y m córka szamanki, zbierają&#13;
&#13;
w pierś albo stąpanie po ostrzach służących do sieka­&#13;
&#13;
i palą paski papieru z nazwiskami osób finansujących&#13;
&#13;
nia słomy, a wreszcie połykanie niekończącej się dłu­&#13;
&#13;
uroczystość. N a t y c h rozwieszonych wszędzie białych&#13;
&#13;
gości wieprzowych jelit. Proszę m n i e nie pytać, jak to&#13;
&#13;
wstęgach wypisane są nie tylko imię i nazwisko, ale też&#13;
&#13;
się naprawdę robi - t y c h sztuczek na seulskich sean­&#13;
&#13;
rok, miesiąc, dzień i godzina urodzenia - pełen zestaw&#13;
&#13;
sach nie widziałem.&#13;
&#13;
d a n y c h astrologicznych, służących do i d e n t y f i k a c j i&#13;
człowieka i jego losu.&#13;
&#13;
N a zakończenie szamanka pokazuje, że bierze na&#13;
siebie problemy i ciężary wszystkich obecnych, tyle że&#13;
&#13;
Dziewczyny siadają przed bramą wyjściową i kolej­&#13;
&#13;
zastąpi ją w t y m dużo młodsza i silniejsza asystentka.&#13;
&#13;
n o wyczytując, czy raczej n u c ą c te dane, podpalają pa­&#13;
&#13;
Z zarzuconym na plecy wieprzem ofiarnym, ugięta p o d&#13;
&#13;
ski. Podrzucają je w górę, a gdy opadają - l e k k i m i r u ­&#13;
&#13;
jego ciężarem, obiega uliczki wokół murów świątyni&#13;
&#13;
c h a m i r a m i o n po kilkakroć podbijają, tak by do końca&#13;
&#13;
generała, a p o t zalewa jej wykrzywioną ze zmęczenia&#13;
&#13;
spłonęły w powietrzu, przekazując gdzieś wyżej i n f o r ­&#13;
&#13;
twarz.&#13;
&#13;
mację o ofiarodawcach.&#13;
&#13;
W&#13;
&#13;
„Świątyni Dziecka" seans kończy się jeszcze&#13;
&#13;
Opadające płomyki, taniec unoszących je rąk i c i ­&#13;
&#13;
mocniejszym akordem. Zło zostaje wygonione poza&#13;
&#13;
che, ledwie słyszalne śpiewanie. Prosta melodia, w i e l ­&#13;
&#13;
bramę i t a m uśmiercone. Przeniesione zostanie naj­&#13;
&#13;
kiej symfonii zbudować się z niej nie da, ale będzie do&#13;
&#13;
pierw na zupełnie zwykłą kurę, który przechadzała się&#13;
&#13;
mnie wracać czasami, wieczorem.&#13;
&#13;
93&#13;
&#13;
�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11368" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11346">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/dd6cbb021e478459ab8c3489b4764e41.pdf</src>
        <authentication>deed180d4d18e2946b0048ee54531f62</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135444">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2855</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135445">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135446">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2660</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135447">
                <text>Cywilizacja Transatlantyk. Ocean, Okręty, Przystanie Norwida i Gombrowicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135448">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.17-28</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135449">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135450">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135451">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135452">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135453">
                <text>Aleksandra Melbcclmwska-Luty

» C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

O d rezultatów mylnego zamętu
Z kagańcem w ręku do przyczyn zstępuję,

ALEKSANDRA
MELBECHOWSKA-LUTY

Jak smutny żeglarz po schodach okrętu,
Kiedy kotwicy szuka... burzę czuje...
Cyprian N o r w i d

W

Cywilizacja
Transatlantyk

iosną 1958 r o k u M a r i a Dąbrowska pisała do
Jerzego Giedroycia: „Gombrowicz, podobnie
jak N o r w i d i Wyspiański, jest świetnym do­

Ocean, Okręty,
Przystanie Norwida
i Gombrowicza

starczycielem cytat wchodzących o d razu w potoczną
mowę, czym nieczęsto bywają nawet najwięksi pisarze
[ . . . ] . Gombrowicz swoje myśli roztęczył i rozjarzył n a d
wyraz sugestywnie. Odcięty o d źródeł, z których wypły­
wa, sam sobie jakby w sobie wydrążył praźródło i aż
dziw, jak obficie z niego czerpie. W jego postawie jak
w losie widzę - m i m o oceany różnic — pewne podo­
bieństwo z N o r w i d e m " . Jest rzeczą oczywistą, że upływ
1

Dedykuję

czasu oddzielający Gombrowicza o d N o r w i d a określił

Lubię i Edwardowi

Wassermannom

- moim i Zbyszka wiernym

i c h różnice duchowe, ontologiczne i odmienność języ­

przyjaciołom

ka. Warsztat literacki i poglądy o b u pisarzy zostały
ukształtowane przez zupełnie inne okoliczności i ducha
dziejów X I X i X X w i e k u . Dlatego t r u d n o porównywać
i c h dokonania literackie. Estetyka tragifarsy, parodia,

wa, a także cechy charakteru, pasje, imperatywy, myśli,

antynomia, groteska, żart, ironia Gombrowicza zasad­

wybitna umysłowość, wysoki poziom intelektualny, ory­

niczo różnią się o d filozoficznych i profetycznych „prze­

ginalność, samoistność, nowatorstwo, niepokorna i nie­

kładni", paraboli, metafor i i r o n i i N o r w i d a , który po­

pospolita osobowość oraz szczególne

chylał się n a d Historią, Sztuką, Religią, M i t e m , Ideą,
N a r o d e m i Cywilizacją ludów. Gombrowicz na przekór

snego życia i krytycznym stosunku do otoczenia. I to, że

kpił z t y c h uniwersalnych pojęć, a na pewno odnosił się

każdy z n i c h wniósł do życia umysłowego swej epoki coś

do n i c h sceptycznie. Wszystko widział i opisywał „na

niepowtarzalnego - własną wizję świata. N o r w i d był

opak", wbrew obiegowym o p i n i o m , życie i twórczość

prekursorem niezwykłych naówczas idei, myśli, pojęć

podporządkował własnemu „ja", mawiał, że „jeżeli klę­

i trudnej do przecenienia teorii sztuki-pracy, podjętych

kać, to tylko przed sobą". Jednak t e n egocentryk, N a r ­

później przez modernistów,

cyz, ironista, mistrz absurdu i paradoksu, a zarazem ra­

a Gombrowicz stał się

współtwórcą stylu powieści „świadomej siebie", wyprze­

cjonalista, który całe życie kreował swój wizerunek

dzającym sztukę „doświadczenia ujemnego".

i udawał przed ludźmi (a może i przed sobą?) kogoś i n ­

2

Gombrowicz znał dzieła N o r w i d a i wysoko oceniał

nego, był twórcą podszytym smutkiem, zwątpieniem,
niepewnością, walczącym o swoje

powinowactwo

ujawniające się w bezkompromisowej ocenie współcze­

jego ingenium, może nawet po części identyfikował się

człowieczeństwo.

z n i m w swoich zmaganiach z otoczeniem; w tekście

N o r w i d był poważny i zasadniczy; nieustępliwie poszu­

Ferdydurke

kiwał swojej Veritas, propagował idee proroctwa i odno­

przywołał jego imię, które prowokuje „no­

woczesnych" mieszczuchów, a w Dzienniku

wy moralnej człowieka, a pojęcia o ideale (przejawiają­

wymienił go

jako jednego z najbardziej szlachetnych i wzniosłych

c y m się w życiu i sztuce) lokował zawsze w najwyższych

pisarzy. W i n n y m miejscu zastanawiał się, jak t r u d n o

rejestrach. W jego świadomości przełamywało się d o ­

jest geniuszom unieść swą niezwykłość, jak i c h przytła­

świadczenie mistyczne i racjonalne; na równi czerpał

cza stygmat własnej wielkości: „Piłsudski był przygnie­

z zasobu i n t e l e k t u i uczuć, darów rozumu i wiary. U l e ­

ciony a nawet przerażony Piłsudskim, Wyspiański nie

gał silnym emocjom, ale starał się działać zgodnie z kar-

mógł się ruszyć p o d ciężarem Wyspiańskiego, [a] N o r ­

tezjańską zasadą porządkowania myśli, tego naturalne­

w i d jęczał, dźwigając na barkach N o r w i d a " .

go światła umysłu. Wszelako emocje często brały górę,

3

N i e można uciec o d biografii artysty. Przyjmując za

b o w i e m - jak mówił Blaise Pascal - serce ma swoje ra­

temat t y c h rozważań głównie osobowość twórcy, jego

cje, o których rozum nic nie wie.

wewnętrzne przeżycie i motywacje, możemy się wes­

Jakiego więc pokrewieństwa można doszukać się

przeć słowami samego Gombrowicza: „Jakże katastro­

między N o r w i d e m a Gombrowiczem? Czy istnieją jakieś

falna okazała się metoda polegająca na zajmowaniu się

p u n k t y styczne i czy coś łączy autora Vade-mecum z au­

samym tylko dziełem, w o d e r w a n i u o d osoby autora -

torem Kosmosu!

Jak pisała M a r i a Dąbrowska, zbliżają

za tą abstrakcją poszły i n n e , odrywając jeszcze bardziej

i c h do siebie powikłane losy i podobna postawa życio-

dzieło o d osoby [ . . . ] , przenosząc wszystko na teren fał-

17

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

szywej, kulawej p s e u d o - m a t e m a t y k i estetycznej [ . . . ] .

To wszystko budziło opór środowiska, ale podsycało

N i e w i e l e obchodzą m n i e romanse Szopena z George

jeszcze skłonność poety do profetycznych i dydaktycz­

Sand - ale poza muzyką Szopena szukam samego Szo­

n y c h wystąpień. Klęski życiowe sprawiły, że rychło stał

pena, c h c ę z dzielą zrozumieć twórcę, poza bajką, któ­

się nieszczęśliwym, podejrzliwym n e u r o t y k i e m , nie­

rą m i opowiada Рое, muszę odnaleźć tego, który opo­

znośnie uciążliwym dla otoczenia. Postrzegano go jako

wiada, jako - zrozumcie to - jedyną rzeczywistość, je­

pyszałka, dziwaka i szaleńca piszącego trudne, niezro­

dyny k o n k r e t . Tak tedy z dzieła muszę wnioskować

zumiałe teksty. Został zaszczuty przez prasę i koterie,

0 twórcy".

odrzucony i zapomniany na długie lata.

4

Warszawie

Gombrowicz przez całe życie grał z ludźmi i z sobą.

dwudziestoletni C y p r i a n objawił się jako obiecujący

O b a j pisarze d e b i u t o w a l i w k r a j u . W

To, co myślał o własnym talencie, twórczości i miejscu

poeta, który „do wszystkiego miał niepomierną zdol­

w literaturze, najlepiej wyrażają fragmenty listów pisa­

n o ś ć " , cieszył się uznaniem elit i n t e l e k t u a l n y c h , uzy­

n y c h - z przymrużeniem oka - do Jerzego Giedroycia.

skał wstęp do salonów literacko-artystycznych i n a j ­

Ferdydurke

lepszych domów. Sporo publikował, chociaż nie u n i k ­

runującym" (10 I I 1954), „jestem nieco zaniepokojony

nął zatargów z cenzurą. W i t o l d miał start dużo t r u d ­

własną wielkością [ . . . ] , Argentyńczycy leżą przede m n ą

niejszy; jego wczesne u t w o r y bywały akceptowane, na­

p l a c k i e m " (6 V I I 1954), „już nie ma wątpliwości, że

w e t podziwiane, ale budziły też zdumienie, k o n t r o w e r ­

wyskoczyłem na wieszcza,

sje i złośliwą krytykę. Po wyjeździe z Polski resztę życia

(25

spędzili na emigracji, po części z w y b o r u , po części

N A J W I Ę K S Z E G O P I S A R Z A P O L S K I E G O " (18 V I

„to bomba atomowa, utwór o działaniu pio­

I I I 1958),

„jestem

geniusza
za

granicą

i objawiciela"
uważany

za

z konieczności. W 1939 r o k u Gombrowicza odcięła o d

1961), Dziennik „to książka mająca rzeczywiście wpływ

k r a j u w o j n a ; p o t e m już nie chciał wracać a n i przeno­

na umysły [ . . . ] , na k i e r u n e k rozwojowy polskiej i n t e l i ­

sić się do „polskiego L o n d y n u " . N o r w i d wyjechał za

gencji" (26 X 1962), „już wyskoczyłem na Mickiewicza

granicę w 1842 r o k u , aby „doskonalić się w sztuce

N . 2" (23 V 1962). Tak budował sobie p o m n i k , praco­

rzeźbiarskiej". Parokrotnie zamierzał powrócić do Kró­

wał usilnie n a d autokreacją, ale też kpił z siebie, bo­

lestwa; w 1855

r o k u ukazem władz carskich został

w i e m sądził, że wszelkie poczynania ludzkie, także pisar­

uznany za wygnańca. I c h codziennością było ubóstwo,

stwo, powinny wnosić w życie luksus śmiechu, bezinte­

zabieganie o pożyczki, poniżenie, walka o przetrwanie.

resownej zabawy i „szał rozkoszowania się absurdem".

7

N o r w i d nigdy nie zaistniał na emigracji tak, jak n p .

M n i e j zabawne były te głosy k r y t y k i , które boleśnie

C h o p i n czy M i c k i e w i c z ; przez czterdzieści lat wegeto­

go dotykały i poniżały. Miał apologetów, ale i zajadłych

wał na granicy nędzy i umarł w przytułku. G o m b r o ­

przeciwników. Po w y d a n i u Ferdydurke

wicz żył w A r g e n t y n i e z urzędniczej pensji w Banco
Polaco, ze s k r o m n y c h honorariów i stypendiów uzyski­

utwór cząstkowo, zawsze p o d kątem bieżącej potrzeby

niejszych latach doczekał się sukcesów, sławy, nagród.

i pozostają tylko „w luźnym, raczej towarzyskim, sto­

O b a j uważali, że twórcy należy się pomoc o d społe­

sunku ze światem ducha", nie dorastają do poziomu

czeństwa, które w i n n o m u zapewnić choćby elemen­

sprawy, którą mają o c e n i ć . Z tego „rodzi się cały skan­

tarną egzystencję, jeżeli to „społeczeństwo polskie jest

dal k r y t y k i i jej niemoralność". W j a k i sposób człowiek

M a t k ą , Siostrą, a nie jędzą piekielną, płaczącą n a d
[...]

odmawiającą

„jest

zofią"), zarzucał i m , że nic nie rozumieją, odczytują t e n

w a n y c h dzięki staraniom Jerzego Giedroycia. W póź­

umierającymi

(która

książką o degradacji i niedojrzałości, c y r k i e m a nie filo­

niższy może krytykować wyższego? „Iksiński, osądzają­

i m kruszyny życia

cy człowieka tej klasy, na przykład, co N o r w i d , umiesz­
cza siebie w sytuacji karkołomnej, niemożliwej. Gdyż,

1 chleba, i uznania, n i m u m a r l i " . „Niech Pani powie
5

każdy artysta, co bezinteresownie dla prawdy coś pra­

aby sądzić N o r w i d a , musi być powyżej N o r w i d a - a jed­

cował, przez co przeszedł [ . . . ] , jeżeli wpierw z nędzy nie

nocześnie jest poniżej N o r w i d a . Ten zasadniczy fałsz

umarł albo w szpitalu wariatów nie zamknięty". G o m ­

wywołuje nie kończący się łańcuch dalszych fałszów".

6

8

browicz, który w okresie trudności finansowych bia­

G o m b r o w i c z został za życia uznany za w i e l k i e g o

dał, że czeka go „bryndza, klęska, katastrofa", z naci­

pisarza i myśliciela, a N o r w i d nie doczekał się tej sa­

skiem podkreślał, że społeczność polska zobowiązana

tysfakcji. W 1850 r o k u , odpowiadając na zarzuty d o ­

jest do stworzenia artyście na emigracji o d p o w i e d n i c h

tyczące Promethidiona

warunków twórczej pracy.

stwo", „ciemność i zawiłość", „gmatwanina wyrazów

(ocenianego j a k o „szał i głup­

I N o r w i d , i Gombrowicz czuli się niedocenieni, nie-

i myśli" biednego szaleńca), pisał z rozpaczą d o Jana

rozumiani, odrzuceni, t y m bardziej że żywili niewzru­

Koźmiana: „miejcie t r o c h ę p o k o r y i wyznajcie żem

szone przekonanie o własnej wartości, a nawet wielko­

nie w a r i a t - że nie c i e m n o piszę, ale w y c i e m n o czy­

ści. A u t o r Promethidiona

chciał się stać nauczycielem

t a c i e " . W y p o m i n a ł k r y t y k o m , że nie wiedzą, j a k m ó ­

n a r o d u , p r o r o k i e m , a u t o r y t e t e m m o r a l n y m . Pragnął

wić o rzeczach sztuki, bo nie znają warunków tworze­

9

o d n o w y społeczeństwa, próbował wpływać na świado­

nia, umieją t y l k o „beczeć i szkodzić". Tymczasem za­

mość i światopogląd otaczających go ludzi. W i e l e wy­

d a n i e m k r y t y k i jest „wszystko postawić na właściwym

magał o d siebie i i n n y c h , a gdy doznawał zawodu, upo­

miejscu i otworzyć o k n o - pozostawiając resztę świa­

minał się o zasady choćby elementarnej przyzwoitości.

tłu i czasowi - n i c w i ę c e j ! " . Jeżeli artysta nie widzi

18

�Aleksandra MeUxchowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„zbiorowego obrazu swej rzeczy względem p u b l i c z n o ­

nie odsłaniają się „Prawdy, Hasła, Filozofie, M o r a l n o ­

ści, nie jest w stanie dalej trwać, i t y m sposobem za­

ści, Religie, Kodeksy - wszystko to już było"

biera się człowiekowi więcej niż utwory, bo twór-

1955).

czosc .

wał z tej k l a t k i " . M i c k i e w i c z „wykuł kształt polskiego

u

(Dziennik

Uciekał o d p o l s k i c h królów duchów, „wylaty­

ducha, dziś ja, jak Mojżesz, wyprowadzam Polaków

N o r w i d a i Gombrowicza łączy w i e l o l e t n i a w a l k a
z krytyką, ale najbardziej wyraziste analogie rysują się

z n i e w o l i tego k s z t a ł t u " .

w i c h „naprawczym" stosunku do społeczności p o l ­

do niego Giedroyć - ma Pan t a l e n t wzbudzania na­

skiej, krajowej i emigracyjnej, w skłonności d o perswa­

miętności.

zji i sprawowania „rządu dusz" n a d r o d a k a m i . A u t o r

14

D r o g i Wieszczu - pisywał

I r o n i a N o r w i d a przesycona była cierpieniem, a po­

Zwolona kategorycznie rozprawiał się z przywarami Po­

rażająca

laków i wypowiedział wiele ostrych słów o narodzie

śmiech, o k r u t n y żart, groteskę i absurd. Wszelako, nie

i społeczeństwie (które to pojęcia rozdzielał). Pisał, że

w i a d o m o do końca, j a k i G o m b r o w i c z był naprawdę,

arystokracja nasza to salon francuski, demokracja to

jak myślał i czuł, kiedy zdejmował maskę. W 1961 ro­

karczma flamandzka, a szlachta -

k u pisał w Dzienniku,

parafiańszczyzna.

Polska to tylko w i e l k i sztandar narodowy, „ostatnie na

ironia

G o m b r o w i c z a wyrażała

się

przez

że był kimś „z nieprawdziwego

zdarzenia", człowiekiem, który siebie szukał, m i m o że

globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród [ i ]

zawsze wynosił się p o n a d i n n y c h . Niezależnie

tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek

wszystkich negacji i bluźnierstw przeciwko obiegowym

w Polaku jest karzeł - i jesteśmy k a r y k a t u r y " .

od

Mówił

a nadużywanym k r y t e r i o m wartości wcale nie uciekał

więc N o r w i d o „człowieku zbiorowym" swojej epoki,

o d Niepojętego i Niewyrażalnego, o d spraw D u c h a

o ludziach lękliwych sumień, nikczemnych, i o środo­

i A b s o l u t u . Wyznawał, że przeżywa niepokoje metafizycz­

wisku, w którym „każda książka wychodzi za późno,

ne. Fascynowały go „otchłanne" doznania Nietzschego

a każdy czyn za wcześnie". G ł ę b o k o go poruszała spra­

i myśl Heideggera, „przepaść istnienia", tajemnica by­

11

wa powstań polskich; popierał zrywy niepodległościo­

t u i ingerencja Złego w świecie. Uważał, że ma prawo

we, ale sprzeciwiał się bezsensownej ofierze k r w i : „do

do „metafizycznej

powstania mieczem trzeba powstania siłą myśli [ . . . ] . Ja

i transcendentalnego deszczu", po w a r u n k i e m że nie

nie wierzę, ażeby krew zdobywała przyszłość. Ja wierzę,

sprzeniewierzy się codzienności.

że pot czoła, ale nie k r e w " .

1 2

Odrodzenie n a r o d u m o ­

burzy, do kosmicznej

katastrofy

D u c h o w a wspólnota naszych rozdzielonych stule­

że dokonać się t y l k o przez pracę, a elity umysłowe m u ­

c i e m pisarzy u j a w n i a się też w i n n y c h kwestiach. O b a j

szą przekształcić się w inteligencję zawodową zdolną

opatrywali k o m e n t a r z a m i swoje u t w o r y bądź występo­

do przebudowania polskiej świadomości.

w a l i w r o l i narratorów, wykazywali również upodoba­

Gorzka i r o n i a N o r w i d a przejawiała się w wyrazi­

nie do słowotwórstwa. N o r w i d dociekał „pierwszego

stym zarysie charakterów i postaw l u d z k i c h zarówno

wygłosu" wyrazów, obnażającego i c h późniejszy, se­

w słowie pisanym, j a k i satyrycznych szkicach. G o m ­

mantyczny pozór, a Gombrowicz bawił się n i m i , żon­

browicz równie silnie j a k N o r w i d był uwikłany w spór

glował, używając fraz paradoksalnych,

z polskością, ale wyrażał swoje protesty inaczej. Prze­

i słów-dziwolągów, czasem sprowadzanych tylko do

nikliwie

gardził

dźwięku. Podobnie d o t y k a l i spraw zasadniczych o d n o ­

miernotą i p a r t a c t w e m , gromił, szydził, prowokował,

szących się do historii, współczesności i k o n d y c j i ludz­

z lubością szargał fałszywe świętości i autorytety, sto­

kiej, zastanawiali się n a d upływem i przezwyciężaniem

sował „odświeżającą chłostę i uzdrawiający śmiech",

czasu. C y p r i a n intensywnie przeżywał etos historii,

bo mniemał, że „wszystko co dotyczy Polaków jest

mówił o wiecznym powrocie do źródeł, a W i t o l d pisał

rozpoznawał

zjawiska społeczne,

archaizmów

kretyńsko głupie i p o n u r o śmieszne" (list do J. Gie­

o dwoistości życia i myślenia, o hołdowaniu dwóm o d ­

droycia z 18 V I I 1954). Uderzał w zasadę n a r o d o w e ­

m i e n n y m systemom - światu magicznemu i racjonal­

go s a m o u w i e l b i e n i a , w „niewiarygodne

spłycenie

n e m u . Przecięcie przyszłości i przeszłości „w samym

głów p o l s k i c h " . C h c i a ł wyzwolić Polaków z polskości,

punkcie przemijania pozwala odczuć, że t o , co było,

z i c h chorej przeszłości dziedzicznie obciążonej „nie­

ciągle

u s t a n n y m u m i e r a n i e m " i presji życia zbiorowego na

z przeszłością jest więc ciągłym d o p r a c o w y w a n i e m się

jednostkę, wypracować dystans d o „stylu polskiego",

jej, powoływaniem do b y t u . Przeszłość t o p a n o p t i k u m

«jest», jest j a k o coś

«byłego».

Obcowanie

wynieść o s o b ę p o n a d masę. O b a l a ł stereotypy i zdzie­

zrobione z okruchów,

rał maski przez „parodię f o r m y i parodię d u c h a " . Prze­

wszystko, mieć pełną, żywą, wypełnioną osobami, k o n ­

w r o t n i e rozprawiał się z zastaną i dawną kulturą (cho­

kretną".

ciaż w gruncie rzeczy był wierny starej t r a d y c j i ) , de­

twórców:

maskował naiwną grę polskiej i n t e l i g e n c j i i doraźne

C h o p i n a . Stworzyli też równoległe pojęcia ezoterycz­

cele pisarzy. Wiedział, że po w o j n i e polscy twórcy

nego pierwiastka, zwanego przez N o r w i d a „Kształtem"

15

[ale] m y ją chcemy,

mimo

O b a j pisarze m i e l i t y c h samych u l u b i o n y c h
Dantego,

Szekspira,

Goethego,

„znaleźli się w k l a t c e " , ale nie mógł znieść, że niektó­

(wizyjna postać ducha h i s t o r i i w n o w e l i

rzy zmieniali osobowość j a k m a r y n a r k i .

Byrona,

Stygmat),

Przyznawał

a przez Gombrowicza „Formą" l u b „Kształtem", który

się do sceptycyzmu wobec t a k i c h wartości j a k p a t r i o ­

jest c z y n n i k i e m burzącym bądź porządkującym wszel­

tyzm, wiara, zacność, honor, wykazywał, j a k ironicz­

kie przejawy życia i działalności człowieka.

13

19

16

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Jeszcze inną analogią i c h myśli było postrzeganie

kokieterii i pilnie strzeżonych pozorów tego świata p u ­

n a r o d u Izraela i jego znaczenia dla ludzkości. N o r w i d

stoty, masek, „woskowych łez" i ślicznie wiązanych kra­

przypisywał Żydom starszeństwo w historii, czerpał i n ­

watów. Gombrowicz bez pardonu atakował salony; t a m

spiracje z B i b l i i , która była dlań świętą księgą mistycz­

spotyka się t e n styl szarmancki, podrygiwanie fraków,

nego poznania i źródłem O b j a w i e n i a ; wierzył, że Judea

taniec peruk, perfumy, konfekcję

Złotousta wniosła niezniszczalne wartości do życia d u ­

„w miarę opieprzoną". Należy zniszczyć, rozbić salony.

chowego człowieka. G o m b r o w i c z uważał, że Żydzi za­

W 1953 r o k u pisarz obserwował na koncercie w C o l o ­

w a r l i w sobie najważniejsze inspiracje świata i odcisnę­

nie: hrabiostwo, znakomity tłum, paradę nazwisk, god­

l i pieczęć swoją na dziejach. Ten naród stał się tak

ności, tytułów, pieniędzy i władzy, ale gdy zbliżył się do

męską i damską

w i e l k i przez poniżenia, które przetwarzają się w twór­

n i c h „nastąpił zmierzch bogów, zniknęła wielkość i po­

czość i postęp, w ciągłe odradzanie się.

waga". D a m y wpinały sobie Wagnera we włosy jak bry­

W istocie ludzkiej Gombrowicza ekscytowała przede

lantową agrafę; niemiecki pianista galopował jak koń,

wszystkim triumfująca „młodość wiecznie naga", po­

grał jak bokser, który dosiadł Mozarta. A p o t e m rozle­

czątek życia, rozkwitająca cielesność, piękno dziewcząt

gły się oklaski znawców, amatorów, ignorantów i „sta­

i „giętkie h a r m o n i e " chłopców, a także dziecięcość

dowe". Każdy klaszcze, bo wszyscy klaszczą.

20

tkwiąca w człowieku. N o r w i d kochał młodość i urodę

Polskie środowiska emigracyjne często bywały nie­

ciała, ale ponad wszystko podziwiał i czcił starość, jej

spójne, skłócone, rozpolitykowane, niszczące talenty.

mądrość, doświadczenie i smutek, dlatego w całej swej

N o r w i d i G o m b r o w i c z , dramatycznie zmagając się

twórczości - literackiej i plastycznej - stale powracał

z emigracją, starali się ulokować na t y m pograniczu,

do archetypicznych figur starców, mędrców, proroków,

gdzie sztuka styka się z życiem, a nawet je przewyższa.

kapłanów, pielgrzymów, z którymi się identyfikował.

A u t o r Trans-Atlantyku był przekonany, że siła twórcza

W jeszcze i n n y m obrazie rzeczywistości obaj z wielką

przezwycięża wszelkie okoliczności i oderwanie o d

wrażliwością odczuwali wspaniałość i piękno miast, ale

swego naturalnego miejsca nie może zaszkodzić praw­

również dostrzegali i c h antynaturę, drugie, „podziem­

dziwie w i e l k i e m u artyście. „Rimbaud? N o r w i d ? Kafka?

n e " życie - Gombrowicz slumsy i śmietniki Buenos

Słowacki?... (rozmaite bywają wygnania). Sądzę, że ża­

Aires, N o r w i d labirynty i lochy Wenecji, r u i n y jej b u ­

d e n z n i c h nie przeraziłby się zbytnio t y m właśnie ga­

d o w l i . Miasta „sklepią się, budują i rozwijają na k l o ­

t u n k i e m piekła. Przykrą jest rzeczą nie mieć czytelni­

akach [ . . . ] . Leniwe ramię rozkładającego się olbrzyma

ków - bardzo nieprzyjemnie nie m ó c wydawać swoich

przeciąga się, ale nieustającą walkę co dnia i co chwila

utworów - wcale nie jest słodkie być nieznanym, [...]

toczy - coś jakby wciąż gnijący L a o k o o n , przewraca się

ale sztuka naładowana jest pierwiastkami samotności

w pieczarach stolic p o d u m i e c i o n y m i gładko ulica­

i samowystarczalności, znajduje ona swoje zadowole­

mi".

nie i swoją rację b y t u w sobie s a m e j " .

1 7

Urzekała i c h „zielona natura świata". M i e l i też

21

podobny stosunek do zwierząt. Gombrowicza raniła
„otchłań i c h bólu", ów bezsens i bezkres cierpienia,

• ••

które jest „nagim f a k t e m ziejącym absolutem rozpaczy"
i ta łatwość w odbieraniu i m życia dla własnych za­
chcianek lub p o t r z e b .

18

Bezpowrotne odejścia, wychodźstwo, podróże spi­

N o r w i d , który rozmawiał ze

nają biografie N o r w i d a i Gombrowicza, m i m o że roz­

zwierzętami, bo nawet „psalmy mówił z koralem,

mijały się w czasie, miały o d m i e n n e motywacje i p u n k ­

a z delfinem pacierz", traktował je z sympatią i zrozu­

ty docelowe. Peregrynacje morskie o b u pisarzy można

m i e n i e m . Widział w n i c h „parabolicznych braci na­

uznać za zbieżność czysto przypadkową, l u b - jeśli k t o

szych", należących do wspólnej familii żyjących i czują­

w o l i - postrzegać je jako zjawisko metafizyczne, tajem­

cych istot, studiował i c h mowę i zachowania, i napisał
0 n i c h piękne opowiadanie Ostatnia

niczą okoliczność, impuls, który uruchomił w i c h

z bajek. Wyłożył

twórczości oceaniczne wątki ogarniające obszary u n i -

w n i m tezę, że „wszelki żyjątek" posiada uczucia praw­

versum.

dy, a jego pierwotne „spół-położenie" z człowiekiem

o d samego siebie, o d miejsca stałej egzystencji, pracy,

przestało istnieć, gdy t e n zaczął wszystko podstępem

otoczenia,

chwytać, zabijać i „dla samego siebie z-użytecznić".

szczęść. Trzeba uciekać, bo „tu" jest źle, a „tam" będzie

19

Z y g m u n t Freud sądził, że podróż jest ucieczką
monotonii,

rutyny, niepowodzeń

i nie­

Wśród różnych przejawów życia, N o r w i d a i G o m b r o ­

lepiej l u b choćby inaczej i my staniemy się i n n i . Złud­

wicza szczególnie zajmowała kwestia obyczajowości elit

ne wrażenie. Ludzie wędrowali, pielgrzymowali, po­

snobizmów

dróżowali o d najdawniejszych czasów szukając o d ­

1 konwenansów. Obracając się w tych środowiskach nie

mienności (a więc różnicy), ale przede wszystkim wła­

towarzyskich,

„stylu" salonowego, jego

byli w stanie i c h zaakceptować, chociaż sami ulegali

snej tożsamości. M a r z y l i o d o t a r c i u na wyspy szczęśli­

n i e w i n n y m snobizmom — Cyprian wywodził swój ród o d

we, odbywali podróże p o d y k t o w a n e rozpaczą bądź na­

n o r m a n d z k i c h przodków i szczycił się parantelą z rodzi­

dzieją, podejmowali eskapady awanturnicze, senty­

ną Sobieskich, a W i t o l d przechwalał się drzewem gene­

mentalne i „malownicze". W epoce N o r w i d a , do ka­

alogicznym i uważał za „Plantageneta". N o r w i d odcinał

n o n u literatury weszły rzeczywiste bądź imaginacyjne

się o d powierzchownego b l i c h t r u , wyszukanych manier,

opisy w y p r a w J o h a n n a W o l f g a n g a G o e t h e g o

20

do

�Aleksandra Melbechowska-Lury • C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Pocztówka w y d a n a w 6 0 rocznicę
wypłynięcia m/s „Chrobry" d o
A r g e n t y n y , 1999, N a d b a ł t y c k i e
C e n t r u m Kultury w Gdańsku
W i t o l d G o m b r o w i c z przy p a r t i i
szachów, Vence, 1967, fotografia
W 60. rocxnkq w b i c i a x Gdyni m / » Chrobrz Marjanam Witoldem Gombrowiczem na pokłodch

w M u z e u m Literatury
w Warszawie
W i t o l d G o m b r o w i c z z żoną R i t ą ,
Vence, maj 1969, fotografia
w M u z e u m Literatury
w Warszawie
Cyprian N o r w i d , fotografia
z k w i e t n i a 1856 r o k u

21

�Aleksandra Mdbechowska-luly

• C Y W I L I Z A C J A , TRANS-ATLANTYK

O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

22

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

W ł o c h , Juliusza Słowackiego do Z i e m i Świętej, C h a r -

od „bezhonoru

les'a Baudelaire'a na Cyterę, Etienne'a Cabeta do I k a -

i „hańby domowej", o d tych ludzi, którzy później wszczy­

rii

nali bójki na pogrzebie Mickiewicza i tańczyli na balu

( u t o p i j n e j k r a i n y sprawiedliwości

i przede wszystkim Wędrówki

Chude

i równości)

Harolda

Byrona.

polskiego", „trywialnego p o l a c t w a "

w Hotel Lambert po zgoriie Krasińskiego. Wiązał duże

necesse est. D o przemierzania o g r o m n y c h

nadzieje z pobytem w Stanach Zjednoczonych, bo pocią­

przestrzeni wód służył okręt, który utrwalił się w świa­

gał go demokratyczny ustrój tego kraju, wizja wolnego

domości

państwa, które było niejako „przedłużeniem" Europy, ale

Navigare

zbiorowej jako archetyp, figura mityczna

dawało każdemu równe możliwości pracy i awansu.

i magiczna, przypisana pojęciu drogi i żeglugi życia. Był
łodzią płynącą przez morze namiętności do Góry O c a ­

... p r z e r y w a m C i , Panie,

lenia, a jego maszt kojarzono z osią świata i drzewem

B o w żagle dmiesz, a n i e chcesz dobywać k o t w i c y :

kosmicznym. W świecie symboli oznaczał m . i n . żywot

A m e r y k a n i e któż są?...

i los człowieka, przemijanie, śmierć, trumnę, zmar­
twychwstanie, nieśmiertelność, nieskończoność, d u ­

Europejczycy!

G d y już poczułem, że spod mojej stopy

szę, naczynie, świat snu, wielkie myśli, stateczność,

Usuwała się ziemia E u r o p y -

n a t c h n i e n i e poetyckie, potęgę, ojczyznę, państwo, na­

I albo morza zostawały głębie,

dzieję, szczęście, wszechświat „zamknięty" oraz S ł o ń c e

A l b o azjackiej łaska ambasady,

i Księżyc jako dwie łodzie pływające po niebiańskim

Ja -

oceanie. O k r ę t y zawijały do portów H i s t o r i i , M i t o l o g i i

odleciałem, jak czynią

gołębie,

Wężom i płazom zostawując

i L i t e r a t u r y począwszy o d A r k i Noego, „wiosłoskrzydłych" okrętów Odysa i Argonautów, aż do czasów,

Wcześniej

gdy pojawił się Statek pijany R i m b a u d a „Prądem Rzek

poeta

zdrady.

odbył dwie podróże

morskie;

w 1845 r o k u płynął z Senigalii do Triestu, w

obojętnych niesion w ujścia s t r o n ę " i wyszły w morze

1848

ogromne m a c h i n y naszej cywilizacji -

z N e a p o l u do Palermo, a następnie przez Morze Sród-

oraz jej prawdziwa historia - niezliczone wyprawy w o ­

kierkę, L o n d y n i P o r t s m o u t h . N a d Tamizę przybył

lotniskowce
i łodzie p o d w o d n e o napędzie a t o m o w y m . W t y c h gra­ I ziemne i Egejskie aż do K r e t y i w pobliże południo­
w y c h wybrzeży G r e c j i . Za ocean wyruszył przez D u n ­
n i c a c h mieści się wielowiekowa legenda i m i t żeglugi

3 g r u d n i a 1852 r o k u , a trzynastego wszedł na pokład

jenne, h a n d l o w e , rozbójnicze, odkrywcze i badawcze.

okrętu towarowego -

Trwa pamięć o statkach K o l u m b a , Vasco da Gamy,
Magellana, Francisa Drake'a i Jamesa Cooka. Po oce­

d a w n y służący jego ojca. N o r w i d miał przy sobie t y l k o

i skazanego na wieczną wędrówkę Latającego H o l e n ­

dwie gwinee i m o d l i t e w n i k ofiarowany m u w 1845 r o ­

dra, a k a p i t a n N e m o wciąż penetruje głębiny na swym

k u przez Marię Kalergis. Statek zawinął do p o r t u

N a u t i l u s i e . Pływają do dziś, bo żyją w tradycji.

w N o w y m J o r k u 11 lutego 1853, po, bez mała, dwóch

Morze i okręty fascynowały naszych romantyków,

miesiącach męczącej i obfitującej w dramatyczne m o ­

m . i n . M i c k i e w i c z a i Słowackiego, który chciał być
mój).

m e n t y żeglugi. W czasie rejsu umarła nagle „piękna

(Testament

I r l a n d k a " i dwoje niemowląt; początkowo nie sprzyjał

W polskiej poezji tego czasu, bodaj najpiękniej­

wiatr, później, koło I r l a n d i i , zaskoczyły i c h burze, roz­

szym u t w o r e m , poświęconym walce z żywiołem morza,

trzaskał się maszt i c z t e r o k r o t n i e zerwały żagle. Rozbi­

jest wizyjny sonet M i c k i e w i c z a Burza.

ły się płynące w pobliżu okręty. N o r w i d opisywał te
dramatyczne m o m e n t y w listach d o M a r i i Trębickiej

Z d a r t o żagle, ster prysnął, r y k wód, szum zawiei,

i powracał do n i c h w s p o m n i e n i e m , m . i n . w

Głosy trwożnej gromady, p o m p złowieszcze jęki,

i Białych

O s t a t n i e l i n y m a j t k o m wyrwały się z ręki,

kwiatach oraz l i c z n y c h wierszach.

S ł o ń c e k r w a w o zachodzi, z n i m reszta nadziei,
W i c h e r z t r y u m f e m zawył, a na m o k r e góry,

M u s i a ł e m rzucić się za t e n O c e a n ,

W z n o s z ą c e się piętrami z m o r s k i e g o o d m ę t u ,

N i e a b y m szukał A m e r y k i - ale

Wstąpił genijusz śmierci i szedł do okrętu,

Ażebym nie był t a m . . . O ! wierz m i , Pani,

Jak żołnierz szturmujący w p o ł a m a n e mury.

Ze dla zabawki nie szuka się g r o b u

[...]

N a pólokręgu przeciwległym g l o b u .
[...]

Horacy pisał w Listach, że ci „którzy pływają po m o ­
rzach, odmieniają klimaty, ale nie myśli". W 1852 roku

D n i e były głodu, p r a g n i e n i a i i n n e ,

N o r w i d postanowił wyjechać do A m e r y k i , która stała

D n i e m o r u , dzieci konały n i e w i n n e

się jego Ikarią - ziemią wyobrażoną.

22

Evans"

porności). Odprowadził go w tę podróż ubogi szewc,

anach błąkają się jeszcze cienie Sindbada Żeglarza

„sternikiem d u c h a m i napełnionej łodzi"

żaglowca „Margaret

( k a p i t a n Isaiah Pratt, 168 pasażerów, 1000 t o n w y ­

Decyzja opuszcze­

D l a m l e k a m a t e k , które niewczas psowa.

nia Francji została podyktowana rozczarowaniem i roz­

Widziałem także o k r ę t a rozbite

paczą, a złożyło się na nią wiele powodów: fatalna sytu­

I twarze m a j t k ó w wątpiących o naszym;

acja materialna, brak stałego zajęcia, depresja i uczucie

W i d z i a ł e m m a r n o ś ć ludzką tak, j a k n i g d y !

obrzydzenia do społeczności emigracyjnej. Poeta uciekał

A l e - bez kłamstwa - ale w prawdzie nagiej;

23

Czarnych

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Wrażenia z oceanicznego szlaku utrwalił N o r w i d
w dzienniku

podróżnym

ilustrowanym

rysunkami,

które zachwyciły J. I . Kraszewskiego wrażliwością i au­
tentycznością przeżycia. Dziś znamy tylko k i l k a t a k i c h
szkiców: dwa z „Margaret Evans" i jedną akwarelę m a ­
lowaną na parowcu „Pacific". N a żaglowcu poeta o d ­
tworzył w i d o k pokładu z pracującymi marynarzami
i s a m o t n y m człowiekiem wspartym o burtę oraz wnę­
trze p o d pokładem, z kobietą karmiącą niemowlę przy
rozwieszonych pieluszkach, postaciami i n n y c h podróż­
n y c h , drabiną i l i n a m i . K i l k a lat później narysował już
„z n a t u r y wspomnień" większą kompozycję, przedsta­
wiającą

u b o g i c h emigrantów,

gromadę

znękanych

mężczyzn, kobiet i dzieci drzemiących lub czuwających
w ciasnym pomieszczeniu p o d pokładem kruchego ża­
glowca. Z p o w r o t n e j podróży parostatkiem pochodzi
barwny szkic, podpisany „na Oceanie małym", z w i d o ­
k i e m wysokiego o l i n o w a n i a , zarysem błękitnych fal,
postacią marynarza i sylwetkami szybujących mew.
Wspomnienie atlantyckiej podróży, jej przyczyn i k o n ­
tekstów, powróciło jeszcze po l a t a c h w dwóch symbo­
licznych rysunkach N o r w i d a . Alegorią jego „odejścia"
o d paryskiej egzystencji jest późna kompozycja „z k l u ­
czem", wyobrażająca energicznie naszkicowany pejzaż
m o r s k i z kołyszącą się na falach łodzią żaglową, i - co
znaczące - porzuconą na brzegu lirą. Poeta podpisał tę
pracę g r e c k i m alfabetem:

„Kipar «i» ssos N o r w i d

1876", przyrównując swe imię do greckiej nazwy ża­
łobnego drzewa - cyprysa. Dużo wcześniej, bo w 1858
r o k u , „rzucił na papier" dynamiczny, ekspresyjny szkic
biegnącego mężczyzny. Z e n o n Przesmycki nazwał t e n
rysunek Rozpoczną

ucieczką

pędzącego na oślep czło­

wieka „z kurczowo zaciśniętymi n a d głową rękoma w wichurze wzbijającego się p y ł u " . '
2

N o r w i d miał jeszcze jeden prywatny powód, by
wyjechać do dalekiego kraju - chciał stracić z oczu
Marię Kalergis, zapomnieć o swojej zawiedzionej miło­
ści, „pochować łzy w O c e a n i e " . D w a d n i przed w y j ­
ściem w morze wysłał do Jana Koźmiana konfesyjny
wiersz, z wyraźnymi aluzjami i n u t ą żalu do „białej cza­
rodziejki", towarzyszki jego włoskich „dni l a u r o w y c h " .
C o k o l w i e k s ł o ń c a w żaglach się prześwieca,
O m u s k a maszty lub na fale s-pryska:
Mgły n i k n ą n i b y z a s ł o n a

kobieca,

O b ł o k i widać za nią j a k z w a l i s k a ! . . .
„Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
C z e m u niewieścia?..." - k r y t y k n i e c h już pyta,
I n i e c h oskarża Muzę, że zmącona
W h a r m o n i i - p o j ę ć - s w o i c h ta k o b i e t a Ja — nie w i e m . . . widzę i rzecz kreślę s m u t n o ,
J a k b y m był j e d n y m z c i ą g n ą c y c h żurawi,
C o cień swój wiodą przez masztowe p ł ó t n o ,
N i e m y ś l ą c , czy s t ą d o b r a z się

zostawi!...

W N o w y m Jorku N o r w i d zatrzymał się zrazu w ja­
kimś zajeździe, razem z grupą ubogich emigrantów,

C y p r i a n N o r w i d , żeglarz. Z inicjału „D" ( D e t e r m i n a t i o n ) d o
a l m a n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m J o r k u , 1853

a później w wynajętym mieszkaniu, gdzie miał pracow-

24

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

nię z w i d o k i e m na cmentarz oraz mały ogródek. M o ­

nego najstaranniej gwoździa okrętowego aż do gwiaz­

delował płaskorzeźby, rzeźbił krucyfiks z bukszpanu

dy w niebiosach jak gwóźdź błyszczącej". „Oto i widzisz

i malował kajutę kapitana na okręcie „Black W a r r i o r " .

[wiele rzeczy]

Ozdobił ściany swojej izdebki fryzem en grisaille,

a które spoczywają na samym dnie łodzi okrętowej;

ze

budowanie arki

przypominających,

scenami historycznymi, p o r t r e t a m i „mężów w i e l k i c h "

przeszedłszy następnie miejsca ciemne, gdzie ordza-

i w i z e r u n k i e m Safony. Jego najkorzystniejszym zatrud­

w i o n e wodą słoną łańcuchy k o t w i c się pierścienia l u b

n i e n i e m zarobkowym była wówczas praca przy alma­

wyciągnięte są podłużnie w niedbałym na posadzce

n a c h u W y s t a w y Światowej w N o w y m Jorku 1853/54-

odpocznieniu; przeszedłszy jeszcze wyżej, do korytarzy

Wykonywał r y s u n k i do drzeworytów według fotografii

k a b i n , i wyżej, na pokład okrętowy, którego każda de­

eksponatów; był bardzo zadowolony z tego zajęcia,

ska biała jest i miękka o d umywań, a wszystkie są ja­

które przynosiło m u 5 do 6 dolarów dziennie. Pomyśl­

koby w i e k o skrzypiec pięknie wygięte; i podniósłszy

ny okres trwał k i l k a miesięcy, ale almanach zosta!

oczy t a m , gdzie l i n w i e l u okrętowych niewzdrygliwe

ukończony i N o r w i d znów pozostał bez środków do ży­

siatki się przekreślają na niebiosach, albo i gdzie po­

cia, zdecydował się więc na powrót do Francji. Dzięki

wietrze rozbija n a m i o t y swoje szerokimi żaglami, albo

wsparciu Marcelego Lubomirskiego 24 czerwca

1854

i gdzie trzy masztów krzyże kończynami s w o i m i podob­

r o k u odpłynął do Europy na p a r o w c u „Pacific". O w a

ne są jakiejś mistycznej troistości, kiedy umierają we

podróż „najpogodniejszym morzem" trwała niespełna

mgłach r a n n y c h , w m ę t a c h opalowego światłocienia

dwa tygodnie; 5 lipca „Pacific" zawinął do p o r t u w L i -

a wilgoci ciepłej i słonawej, m ę t a c h niekiedy przedar­

v e r p o o l u . N a statku napisał poemat Szczęsna

t y c h zgubionymi przez odeszłe słońce p r o m i e n i a m i " .

i czytał

poezje Byrona.

25

W pojęciu N o r w i d a , okręt żaglowy jest bezcen­
n y m dziedzictwem kultury, symbolicznym znakiem,

Takie są głębie t a m , na O c e a n i e

a zarazem rzeczywistym p r z e d m i o t e m użytkowym, w y ­

Ze f a l i o g r o m , gdy p o r n i e się z dołów,

znacznikiem najgłębszych l u d z k i c h potrzeb, dążeń,

O d r z u c a - ć z szumem wypuszczony ołów -

idei i wartości, łączącym historyczny obszar człowie­

B o - p i o n u już się kończy p a n o w a n i e . . .

czego b y t u , pracy, powinności i nieodzownego impera­

I g w i a z d o m odtąd zwierzony a słońcu

t y w u podróży ze sferą duchowości, metafizyki i m i ­

N i e z ziemią radzisz o wędrówki k o ń c u . . .

stycznego

doznania tajemnic

Kosmosu. Bo

„prze­

strzeń, w której płynie żaglowiec, odznacza się stereo-

N o r w i d często przywoływał w różnych u t w o r a c h
i listach bosko-kosmiczny obraz morza, jego przestrzeń

metryczną pełnią, ujęta jest w transcendentne ramy,

i czas, oraz magię okrętu i figurę żeglarza. W

jej oś w e r t y k a l n a sięga n i e b a " .

24

Autobio­

26

grafii z dumą podkreślił, że oprócz wielu krajów również

Ludzi X I X w i e k u fascynował rozwój nowoczesnej

„zwiedził Ocean". Wszelako poetycka wyobraźnia pod­

t e c h n i k i , ogrom, siła i pęd potężnych m a c h i n , dlatego

powiadała m u , że „Ocean by przepadł, gdzie łza drobna

inne jeszcze odczucia budziły n p . koleje żelazne i paro­

płynie". W Białych kwiatach wspomniał m o m e n t , kiedy

statki. W

to na „Margaret Evans" doświadczył dojmującego o d ­

w swojej Legendzie w i d m o takiego olbrzyma. W wigilię

czucia k o n t e m p l a c j i , przeżycia niezwykłej „wielkiej c i ­

Bożego Narodzenia bohater tej opowieści zobaczył, jak

1840

r o k u Z y g m u n t Krasiński przywołał

chości" ogarniającej i stapiającej w jedność „otchłanie

„daleko na w o d a c h stała plama czarna, jakby żywa, co­

niebios i morza otchłanie". W liście do M a r i i Trębickiej

raz większa i lecąca k u m n i e - wreszcie ogromna [ . . . ] .

z k w i e t n i a 1853 r o k u opisywał rekiny ogromne, mewy,

W i e l k i to i posępny okręt bez płócien i masztów

którym

drogi",

a wszystkie fale kołami rozbija na pianę - a z pośrodku

i „słońce czerwone, za płaszczyzną ruchomą zachodzą­

jego bucha słup d y m u , który leci nazad w nieskończo­

słabną

skrzydła

„od przestworów

ce tyle a tyle razy".

-

ność. Coraz to ciemniej — o n jak w i d m o czarne, toczy

1861 r o k u N o r w i d napisał paraboliczną przy­

się, grzmiąc - dwa o g n i k i nocne spadły przed n i m

powieść Cywilizacja. Legenda, w której stworzył wizyj­

w morze". N o r w i d a najwidoczniej urzekła ta wizja, bo­

ny obraz okrętu żaglowego i nowoczesnego parowca,

w i e m zacytował fragment owego tekstu w I V Lekcji -

jako dwóch wytworów dawnej i nowej cywilizacji; po­

0 Juliuszu Słowackim,

równał obydwa statki, aby uchwycić i pokazać i c h

ten jest to arkan cywilizacji całej, w której żyjemy: w o ­

wzajemne relacje i różnice. Równocześnie wprowadził

zy i okręty parowe, mechanicznie wiążące i popędzają­

do fabuły wątki autobiograficzne, zapis własnego d o ­

ce l u d y " .

świadczenia, „dotknięcia ręką" tego wszystkiego, co

śladem poety na parostatku zwanym

się wiąże z podróżą oceaniczną. N a początku u t w o r u

który jest p r o d u k t e m dziewiętnastowiecznego racjona­

zamieścił niezrównany, romantyczno-symboliczny opis

lizmu, r o z k w i t u myśli technicznej i przemysłu, ale też

„podwalin żaglowego okrętu", zadziwiający precyzją

niebezpiecznego,

szczegółów i d u c h o w y m stygmatem. N o r w i d - n a r r a t o r ,

nawet zaanektował ówczesną sztukę). N a nowocze­

który miał kiedyś „klucze piękności o n y c h " , opowiada

snym, wygodnym, szybkim okręcie, tak sprawnie „łą­

o żaglowcu młodemu przyjacielowi, bo „poezja t y c h

czącym świata części", wszystko jest „równo, pięknie

rzeczy bezpośrednio była m u znana [...] o d oczyszczo­

1 gładko", ale nie ma w n i m tego ducha tradycji, który

W

25

2 7

dodając swój komentarz: „Okręt

W Legendzie N o r w i d a , narrator podróżuje,

bezdusznego

„Cywilizacją"

„mechanizmu"

(który

�Aleksandra Melbechowska-Luty

* CYWILIZACJA,

T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

Gombrowicz

opromienia okręt żaglowy. Jego pasażerowie zatracają

szukał

d l a siebie

wewnętrznego

więzi międzyludzkie, są zróżnicowani klasowo, obcy so­

usprawiedliwienia: „Ja b y m do Polski popłynął, ale po

bie, samotni. A l e czują się bezpiecznie, przekonani, że

co m n i e do Anglii? lub do Szkocji?". Później zarzuco­

nic i m nie zagraża. Podziwiają przestrzeń oceanu, białe

n o m u niewłaściwą postawę, tchórzostwo, uchylanie

grzbiety fal i ogromną tęczę „podobną do ukośnie

się o d patriotycznego obowiązku: „Idź p a n do wojska!

wspartego gotyckiego o k n a " ; nawet burze wydają i m

Bij się p a n za Ojczyznę!". A l e „ja nie jestem d o tego

się „do widzenia możebne jak opera". Jednak t e n wspa­

stworzony [ . . . ] , jako żołnierz byłbym katastrofą [ . . . ] .

niały olbrzym ulega nagle katastrofie - idzie na d n o po

Może wystarczyłoby powiedzieć, że w c h w i l i w y b u c h u

zderzeniu z górą lodową, „krągłą bryłą jakoby kryształ

w o j n y miałem kategorię wojskową «С», a p o t e m , gdy

jaśniejącą". Opis d r a m a t u , j a k i rozegrał się na „Cywili­

stawiłem się w Poselstwie w Buenos A i r e s przed k o m i ­

zacji", chwile dezorientacji, p a n i k i , rozpaczy i stanu

sją lekarską, zaliczono m n i e do kategorii «D»

Kapitana, który, być może, „pomylił się w r a c h u n k a c h

nik 1954). Przyznawał, że bał się okropności wojny,

(Dzien­

swoich", jawią się jak „wspomnienie z przyszłości", bo

lecz osąd emigracyjnych publicystów głęboko go zranił

przywodzą na myśl relacje z katastrofy „Titanica", jaka

i tkwił w n i m jak cierń przez całe życie. Deklarował, że

wydarzyła się pół w i e k u później. Metaforyczne porów­

na emigracji usiłuje „wywiązać się ze swoich zadań d u ­

nanie odwiecznej stateczności żaglowca i zagłady n o ­

c h o w y c h i artystycznych możliwie najrzetelniej, a tak­

woczesnego parostatku, brzmi jak prorocze ostrzeżenie.

że z największą szczerością", tymczasem postrzegany

N o r w i d o w a pochwała konstruktywnej myśli i pracy zo­

jest jako „dekadent, destruktor i dezerter, gorszyciel

stała t u zmącona lękiem przed bezmyślną pogonią za si­

i

łą materii, empirii, m e c h a n i k i . „Utwór N o r w i d a gorzko

w s w o i m zgniłym « j a » " .

ironiczny i tragicznie dwuznaczny w ocenie cywilizacji

i Narcyz

zakochany

31

W lecie 1939 r o k u atmosfera w kraju była już napię­

jako możliwości postępu i katastrofy jednocześnie, o d ­

ta i Gombrowicz musiał sobie zdawać sprawę z zagroże­

krywa przed n a m i oblicze «smutnego żeglarza», który

nia wojną. Wspominając sierpniowy rejs „Chrobrym",

pojął wszystkie ironie: rzeczy, h i s t o r i i i losu, a z i r o n i i
«zdarzeń i czasów» wysnuł ironię tragiczną".

zdrajca, i n f a n t y l n y egotysta

opowiadał w Dzienniku

28

1954,

jak statek mijał „brzegi

niemieckie, francuskie, angielskie, wszystkie te ziemie
Europy zastygłe w lęku nie narodzonej jeszcze zbrodni,

Pożegnałem, co k o c h a ł e m -

w klimacie duszącym oczekiwania, zdawały się krzyczeć:

U p o m i n e k złączy nas:

bądź lekkomyślny, nic nie znaczysz, nic nie zdziałasz".

J e d n ą ręką p r z e s t r z e ń dałem,

To, że Gombrowicz bez oporów wyjechał z kraju, było za­

R ę k ą drugą dałem c z a s .

pewne spowodowane jeszcze inną okolicznością; chciał

1939 r o k u W i t o l d G o m b r o w i c z został zapro­

- podobnie jak N o r w i d - odciąć się i odetchnąć o d pol­

szony przez polską linię żeglugową na ekskluzywną

skiego środowiska, o d obciążenia Polską, aby wypraco­

W

do

wać w sobie dystans do rodzimego zaścianka, wyrazić

A m e r y k i Południowej. Wypłynął z G d y n i 1 sierpnia,

człowieka, nie naród, wyprzedzić swój czas. Z małymi

a 21 przybił do Buenos A i r e s . Miał zabawić t a m k i l ­

wyjątkami nie akceptował literatury

ka t y g o d n i , a pozostał 24 lata. Później w k i l k u sło­

i jej twórców. Był przekonany, że są to ludzie, którzy swe­

wycieczkę

dziewiczym

rejsem

m/s „ C h r o b r y "

międzywojennej

w a c h opisał tę „lekkomyślną" i „przypadkową" po­

go życia nie przeżyli, byli niedouczeni, niewyraźni, nie­

dróż: „Żegluga była nadzwyczaj rozkoszna... i n a w e t

pełni, e m b r i o n a l n i , b o t r w a l i w

n i e c h ę t n i e m i się na ląd wysiadało, bo przez d n i d w a ­

w znieruchomieniu świadomości, czym przyczynili się do

dzieścia, człowiek między n i e b e m a wodą, niczego nie

późniejszej Wielkiej Maskarady. Irytowały go środowiska

pamiętny, w p o w i e t r z u , w f a l i r o z t o p i o n y i w i a t r e m

Skamandra i awangardy, i c h - jak sądził - niski poziom

przewiany".

intelektualny, „minimum sprawności umysłowej".

29

N a cztery d n i przed w y b u c h e m wojny,

nierzeczywistości,

32

Ka­

k a p i t a n o w i „Chrobrego" p o l e c o n o , by odpłynął do

wiarnia Ziemiańska przed wojną była kuźnią haseł:

A n g l i i . Według relacji Jeremiego Stempowskiego, dla

Awangarda, Proletariat, Surrealizm, Socrealizm, Poezja,

G o m b r o w i c z a było to traumatyczne przeżycie. N i e

Sztuka, ośrodkiem zapotrzebowania na „ideę i wiarę",

wiedział, jaką podjąć decyzję. „Witold był bardzo zde­

„ckliwą ludzkość kobiet" i szały estetyczno-filozoficzne.

n e r w o w a n y - wahał się, czy wracać d o Polski, czy też

Spotykając w A r g e n t y n i e przyjezdnych Polaków,

przeczekać działania w o j e n n e w A r g e n t y n i e [ . . . ] .

pisarz słuchał i c h głosu, który brzmiał „obco i dziko

Odprowadziłem go do p o r t u . O d d a ł rzeczy tragarzo­

na brzegu milczącej A m e r y k i , był j a k ryba wyrzucona

w i , pożegnał m n i e i wszedł na statek. S t a ł e m na m o ­

na t e n brzeg, o, był j a k ryba wyjęta z P o l s k i " .

l o . W 10 m i n u t później rozległ się dźwięk pożegnal­

I wreszcie, z bolesną przekorą odnotował w

nej syreny, a ja zobaczyłem W i t o l d a : z d w i e m a waliz­

ku 1960:

k a m i w ręku zbiegał po trapie na m o l o . Była t o ostat­

Dzienni­

„Składam d a n k Najwyższemu, że wydobył

m n i e z Polski, gdy m o j a sytuacja l i t e r a c k a zaczęła się

nia c h w i l a do podjęcia decyzji i skorzystał z n i e j .

polepszać i przerzucił na ląd amerykański, w obcy j ę ­

Drżał i powtarzał: «Nie mogę» [ . . . ] . A l e m o r a l n i e

zyk, w samotność, [...] w k r a j bardziej zasobny w k r o ­

cierpiał n a d s w o i m położeniem; [...] był w rozpaczy,
ale nie okazywał t e g o " .

33

wy niż w sztukę [ . . . ] . Dzięki C i też, Najwyższy, za
Dziennik".

30

26

�Aleksandra Melbechowska-Luty

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

„Chrobry" przeniósł Gombrowicza na brzeg amery­
kański, gdzie narodził się jego literacki
będący następnym po Ferdydurke

rze; jego Trans-Atlantyk

„płynął po zmurszałych w o ­

Trans-Atlantyk,

dach", ale w rzeczywistości ocean dostarczał m u eks­

bojem pisarza z Pol­

cytujących wrażeń, darzył „błogosławieństwem wód

ską, przesłaniem skierowanym do rodaków „poprzez

olbrzymich, rozbełtanych w wieczności, które m n i e

A t l a n t y k " . Tytuł tego u t w o r u nawiązuje do oceaniczne­

oddzielały o d europejskiej h i s t o r i i ! " . Stygmat wód pły­

go statku widzianego jako terytorium i p u n k t spinający

nących, materię i siłę mórz odnosił do własnych losów,

życie polskie w kraju i Argentynie, a zarazem jako stre­

do żeglugi życia. Polska i A r g e n t y n a były jak „dwie fa­

fa przepływu zdarzeń i przejścia do innej rzeczywistości.

le przewalające się po m n i e i pustoszące przeraźliwym

W t a k i m metaforycznym miejscu dokonuje się zderze­

n i e b y t e m [ . . . ] . Pochyl się n a d rzeką czasu przepływają­

nie dawnej polskiej mentalności, „naiwnej, ciasnej i po­

cego, Narcyzie, i próbuj złowić migocącą w wodzie

czciwej" z prawdziwym n a r o d o w y m kataklizmem i pro­

uchodzącej, nieubłaganie czarującą twarz..." i swoją

blemami współczesności. Gombrowicz rozpoczął pracę

nagość transoceaniczną (Dziennik

nad t y m dziełem w 1948 r o k u , łącząc m o t y w autobio­

8 k w i e t n i a 1963 r o k u Gombrowicz opuścił Buenos

graficzny (pamiętnik) z powieścią utrzymaną w stylu

Aires i powrócił do Europy na statku „Federico". Po­

tragifarsy rodzinno-obyczajowej i kryminalnej, z prowo­

czątkowo mieszkał w Berlinie, p o t e m osiadł we Fran­

kacyjnym wątkiem homoseksualnym. „Trans-Atianty/c

c j i . Przybył na Stary K o n t y n e n t „przeżarty czasem

jest fantazją. Wszystko - wymyślone w bardzo luźnym

i przestrzenią [ . . . ] . Czułem się zgubiony, g d y m wypły­

związku z prawdziwą kolonią polską w Buenos A i r e s " .

wał z Buenos A i r e s , [boj zanadto tkwiłem jednak

Jest o n „po trosze wszystkim, co chcecie: satyrą, kryty­

w A r g e n t y n i e . W i ę c gdy A r g e n t y n a za m n ą cofa się,

ką, traktatem, zabawą, absurdem, dramatem - ale n i ­

odpływa, wyrastająca przede m n ą Europa jest jak pira­

czym nie jest wyłącznie, ponieważ jest tylko mną, moją
«wibracją», m o i m wyładowaniem, moją

mida, jak Sfinks i obca planeta, jak fatamorgana"

egzystencją

(Dziennik

[ . . . ] ; zgadzam się, że to statek korsarski, który przemyca
34

wówczas The

Trans-Atlan­

tyku obejmuje okres sierpnia i początku września 1939

wydarzeń, które radykalnie odmieniły bieg jego życia.
„«Spotkanie» nastąpiło dziś o wczesnym świcie, na

morystycznej instrumentacji", wydała się G o m b r o w i ­

północny wschód o d Wysp Kanaryjskich [ . . . ] . W nocy

czowi najbardziej oczywistą i stosowną formułą, gdyż

nie spałem, wyszedłem na pokład zanim jeszcze dzień

w utworach artystycznych szczególnie m u odpowiadało

się zapowiadał, [...] ujrzałem światła k i l k u statków,

„to tajemnicze odchylenie, które sprawia, że utwór

prujących ocean k u A f r y c e [ . . . ] ; t u i ówdzie pojawiłby

przylegając do swojej epoki, jest jednak dziełem wyod­

się białe zagęszczenia, które w surowości coraz obojęt-

rębnionej jednostki, żyjącej własnym życiem".

niejszej przedświtu wypełzły niczym wata i morze zaro­
iło się o d t y c h białych icebergów z mgły, pośród któ­

„Figury" powieści są wielce znaczące: w relacjach

rych ujrzałem to, w co zawsze można się wpatrywać,

f a m i l i j n y c h ojciec uosabia Starca, Kościół, Ojczyznę,

wodę, fale rozkogucone

Boga i Tyrana, jest reprezentantem H o n o r u , Czysto­

bielą. Wtenczas

wypłynął

z białych opatuleń, też biały, z dużym k o m i n e m , który

ści, Męstwa i Wierności, „prawości wszystkich spraw",

zaraz rozpoznałem, w odległości jakichś 3-4 k i l o m e ­

a zatem nienaturalności i celebracji. Syn-Młodzieniec,

trów. Zaraz zapadł w kłąb mgły, znowu się wychylił, ja

to b u n t o w n i k , skłonny do najdzikszych wybryków (na­

co prawda nie patrzyłem, w wodę raczej byłem zapa­

wet ojcobójstwa), a zarazem przedstawiciel f e r m e n t u

trzony... wiedząc dobrze, że to się nie dzieje, tego nie

i deformacji, Sromoty, Hańby, B r u d u , Zdrady, T c h ó ­

ma, wolałem nie patrzeć, ale niepatrzenie moje jak

rzostwa, zaś uwodzący go Gonzalo jest psychopatą, złym

gdyby potwierdzało jego o b e c n o ś ć [ . . . ] . Tymczasem

35

zjawisko przepływało - nie przepływało w fantasmago­

Groteskowe „dramaty" bohaterów kończą się pojed­

r i i rozwichrzonych kłębów z o p e r o w y m prawie pato­

n a n i e m i w y b u c h e m oczyszczającego śmiechu. Tak

sem i coś, jak zatracone braterstwo, jak brat zabity,

właśnie pod „gęsie, zwariowane pióro" Gombrowicza

brat umarły, brat niemy, brat zagubiony na zawsze i zo­

wjechała zwiewna, urojona polskość transatlantycka.

bojętniały - coś takiego ujawniło się i zapanowało

N a pokładzie statku znalazła się też „ta trzpiotka Fer­
dydurke i t e n niepokojący Mariage.

Ship, swojego Holendra-Tuła-

A m e r y k i . Było to dojmujące przeżycie, wizja odległych

zująca i nie stroniąca o d kiczu fabuła, rozegrana w „hu­

i zbrodni.

Phantom

cza, w i d m o „Chrobrego", którym przed laty płynął do

r o k u w stolicy Argentyny. Jego dwuznaczna, skandali-

duchem, nosicielem m o t y w u zboczenia

1965). W k r ó t c e na oceanie nastąpiło m i ­

styczne „Spotkanie" pisarza z przeszłością. Dostrzegł

sporo d y n a m i t u , aby rozsadzić nasze dotychczasowe
uczucia n a r o d o w e " . Czas i miejsce akcji

1965).

w rozpaczy, głuchej i doszczętnie oniemiałej, wśród

A dla n i c h nie ma

kłębów białych. Pomyślałem w końcu o sobie na t a m ­

innej Ojczyzny, jak t y l k o Zachód E u r o p y " (List do Je­

t y m pokładzie - i że dla tamtego ja jestem tutaj praw­

rzego Giedroycia z 9 V I I I 1951).

dopodobnie taką samą zjawą, jak o n dla m n i e . Potem

G o m b r o w i c z przez całe życie uciekał o d ludzi,

j a k b y m sobie przypomniał, że przed laty, płynąc na

szkoły, ojczyzny, wojny, a także o d czasu i przestrzeni,

C h r o b r y m do A r g e n t y n y , jednej nocy w pobliżu Wysp

natomiast intensywnie przeżywał urodę świata; „z na­

Kanaryjskich nie mogłem spać i o świcie wyszedłem na

pięciem o k r o p n y m przyjmował w siebie krajobrazy",

pokład, aby wpatrywać się w morze... i czegoś szuka-

oddychał pejzażem. Szczególnie fascynowało go m o ­

27

�I
Aleksandra Melbechowska-Luly

• C Y W I L I Z A C J A , T R A N S - A T L A N T Y K O C E A N , OKRĘTY, P R Z Y S T A N I E N O R W I D A I G O M B R O W I C Z A

łem [ . . . ] . C o za m a n i a : wpatrujesz się w kulę szklaną,

1 0

w szklankę wody, i n a w e t t a m coś c i się z niczego w y ­
snuje, k s z t a ł t . . . " .

1858 г., Pwsz., t. 8, s. 367

swego

11

List C. Notwida do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej z 14 X I

12

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z 3 I V 1863 г., Pwsz.,

pierwszego statku, gdyż „Chrobry" już nie istniał. T e n

1862 г., Pwsz., t. 9, s. 63

wspaniały m o t o r o w i e c pasażersko-towarowy (154 me­
try długości, 1098 miejsc, 260 członków załogi) został

t. 9, s. 91; List C. Norwida do Karola Ruprechta po 5 X I 1863 г.,
Pwsz., t. 9, s. 117

zbudowany w 1939 r o k u w D a n i i dla l i n i i żeglugowej
G d y n i a - A m e r y k a . W przededniu w o j n y odpłynął z A r ­
gentyny do A n g l i i , gdzie przebudowano go n a transpor­

"

W. Gombrowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 59

1 4

O stosunku Gombrowicza do polskich elit intelektualnych i pisatzy zob. S. Gębala, Diagnoza stanu świadomości Polaków zawar­

towiec dla wojska. Służył w k a m p a n i i norweskiej; zapa­

ta w „Dzienniku" Witolda Gombrowicza, [w:] Pisarz na obczyźnie,

lił się o d b o m b n i e m i e c k i c h w rejonie Bodoe, a w nocy

praca zbiorowa pod redakcją T. Bujnickiego i W. Wyskiela,

z 14 na 15 maja 1940 r o k u został omyłkowo zatopiony

Wrocław 1985, s. 139-155

przez brytyjski samolot z lotniskowca „Ark R o y a l " .
„Pacific", który został t a k przejmująco zobrazowa­
ny przez N o r w i d a

w Cywilizacji,

15

W. Gombrowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 230

16

Temu zagadnieniu poświęcił tozprawę J. Jarzębski, Pojęcie Jormy"
u Gombrowicza, [w:] Gombrowicz i krytycy, op. cit., s. 313-346

również poszedł na
17

d n o . Zaginął w styczniu 1856 r o k u w niewyjaśnionych
okolicznościach (być może zderzył się z górą l o d o w ą ) .
W

Pwsz.,

t. 6, s. 538; List C. Notwida do Antoniego Zaleskiego z gtudnia

36

G o m b r o w i c z nie mógł wówczas zobaczyć

List C. Norwida do Józefa I . Kraszewskiego z października 1868 г.,
Pwsz., t. 9, s. 373; C. Notwid, [Sztuka okolicznościowa],

r o k u 1861 paryski d z i e n n i k „Le M o n i t e u r U n i v e r -

C. Norwid Tajemnica lorda Singelworth, Pwsz., t. 6, s. 158, 159

1 8

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., s. 37

19

C. Norwid, Ostatnia z bajek, Pwsz., t. 6, s. 90, 94

2 0

sel" zamieścił krótki tekst o katastrofie słynnego pa­

W. Gombrowicz, Dziennik 1953-1956, op. cit., s. 53, 54

21

j . w., s. 64-65

r o w c a wraz z odnalezioną w butelce n o t a t k ą . N o r w i d

22

O tekstach Notwida poświęconych mofzu i oktetom zob. M .

bardzo przeżył tę wiadomość, która przypomniała m u

Śliwiński, Peregrynacja morska, [w:] Tenże, Szkice o Norwidzie,

powrotną podróż z A m e r y k i

Warszawa 1998, s. 71-95; A . Melbechowska-Luty, Sztukmistrz.

swojej Książki

pamiątek

d o Europy. W k l e i ł

do

Twórczość artystyczna i myśl o sztuce Cypriana Norwida, Warsza­

w y c i n e k prasowy, „list z b u t e l ­

wa 2001, s. 107-113, 180-182

k i , która dotąd jest jedyną pozostałością tegoż s t a t k u "
i b i l e t pasażerski z „ P a c i f i c u " .

37

2 3

N i e ulega wątpliwości,

że ta tragedia, zaprzeczająca złudnej potędze nowocze­

1911, s. 1085-1086

snej t e c h n i k i , stała się dla N o r w i d a i m p u l s e m d o n a ­
pisania oceanicznej Legendy

o mirażach

2 4

cywilizacji.

C. Norwid, Cywilizacja. Legenda, Pwsz., t. 6, s. 46, t. 7, s. 519-522

2 6

M . Śliwiński, op. cit., s. 86-97

(komentatz J. W. Gomulickiego)

wynurzył się w jego wyobraźni z oceanicznej mgły. C y -

2 7

Słowackim, Lekcja IV, Pwsz., t. 6, s. 440

Przypisy
Cyt. za: jerzy Giedroyć,

Witold Gombrowicz, Listy

2 8

M . Janion, op. cit., s. 15

2 9

W. Gombtowicz, Trans-Atlantyk, Watszawa 1957, s. 11

3 0

Zapis z wywiadu przeprowadzonego z Jeremim Stempowskim,
[w:] Rita Gombrowicz, Gombrowicz w Argentynie.

1950-1969,

1993, s. 244, 245

3

Świadectwa

i dokumenty 1939-1963, Wroclaw 1991, s. 13

wybrał, opracował i wstępem opattzył A . Kowalczyk, Warszawa
2

Z. Ktasiński, Legenda, [w:] Trzy myśli pozostałe po śp. Henryku
Ligenzie, wyd. 3, Paryż 1863, s. 47-48; C. Norwid, O Juliuszu

i Trans-Atlantyk uległy zagładzie. W t a k i o t o

sposób okręty i ludzie doświadczyli d o t k n i ę c i a losu.

1

2 5

zapamiętać,

skoro po 24 l a t a c h zatopiony statek, ów „brat zabity",
wilizacja

Pisała o tym Maria Janion, Jak smutny żeglarz...", [w:] C. Not­
wid, Cywilizacja. Legenda, Gdańsk 1978, s. 5-15

Również G o m b r o w i c z musiał wiedzieć o w o j e n n e j ka­
tastrofie „Chrobrego" i dobrze t e n f a k t

Z. Przesmycki, Opis dodatków artystycznych, [w:] Cypriana Nor­
wida Pisma zebrane, wydał Z. Przesmycki, Warszawa - Kraków

31

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie,
Warszawa 1990, s. 7

Z. Łapiński, ja Ferdydurke, Lublin 1985, s. 103; Tenże, wstęp do:
Gombrowicz i krytycy, wybór i opracowanie Z. Łapiński, Kraków

3 2

S. Gębala, op. cit., s. 139-155

1984, s. 22

3 3

W. Gombtowicz, Risum teneatis. Od autora, [w:] J. Giedroyć, W.

3 4

W. Gombrowicz, Przedmowa do „Trans-Atlantyku",

W. Gombrowicz, Ferdydurke,

Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 456

[w:] Tenże, Dzieła, t. 2, redakcja

naukowa tekstu J. Błoński, Kraków 1987, s. 152, 153, 171.

[w:] Tenże,

Trans-Atlantylc, op. cit., s. 6-7

W Gombrowicz, Dziennik i953-J956, [w:] Tenże, Dzieła, t. 7,
tedakcja naukowa tekstu J. Błoński, Ktaków 1988, s. 18, 245

35

Z. Malić, „Trans-Atlantylc" Witolda Gombrowicza, [w:] Gombro­
wicz i krytycy, op. cit., s. 235-256

4

W. Gombrowicz, Dziennik 1957-1961, op. cit., t . 8, s. 177

s

List C. Notwida do Jana Szwańskiego przed 6 IX 1876 г., [w:]

5 6

W. Gombtowicz, Dziennik 1961-1966, op. cit., t. 9, s. 106-107

Cyprian Norwid, Pisma wszystkie, zebrał, tekst ustalił, wstępem

37

J. W. Gomulicki, Komentarz do Cywilizacji Norwida, Pwsz., t. 7,
s. 519-522

i uwagami krytycznymi opattzył Juliusz W. Gomulicki, t . 10,
Warszawa 1971, s. 78. Dalej cytuję: Pwsz., tom, strona.
6

List C. Norwida do Marii Trębickiej z maja 1854 г., Pwsz., t . 8,
s. 213.

'

Za udostępnienie mi tocznicowej pocztówki, poświęconej wypłynię­

Jerzy Giedroyć, Witold Gombrowicz, Listy..., op. cit., s. 100, 112,

ciu m/s „Chrobry" do Ameryki, dziękuję p. prof. Teresie Grzybkow-

241,317,340,352
8

W. Gombtowicz, Dzienni/c 1953-1956, op. cit., s. 122

9

List C. Notwida do Jana Koźmiana z około 7 X I 1850 t., Pwsz.,

skiej i p. prof. Andrzejowi Grzybkowskiemu. Za przekazanie m i
dwóch fotografii Witolda Gombtowicza dziękuję p. dt Annie Lipie.

t. 8, s. 102

28

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11367" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11345">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2f887df37543708990759b62e9f9bf79.pdf</src>
        <authentication>864aef66465dfd31d18df9e80fe7e7c6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135433">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2856</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135434">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135435">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135436">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2661</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135437">
                <text>Edgar, Duke of Nevermore i Bungo. Bronisław Malinowski jako postać w twórczości Stanisława Ignacego Witkiewicza / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135438">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.29-36</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135439">
                <text>Sokół, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135440">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135441">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135442">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135443">
                <text>Lech Sokół * E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

B

ronisław M a l i n o w s k i (1884-1942), w y b i t n y an­
tropolog,

był bodaj

najbliższym przyjacielem

LECH

Stanisława Ignacego W i t k i e w i c z a (1885-1939)

SOKÓŁ

poczynając o d i c h zakopiańskiego dzieciństwa. W i t k a ­
cy utrzymywał burzliwe stosunki przyjaźni z M a l i n o w ­
s k i m w gruncie rzeczy do końca życia; i c h słynne ze­

Edgar, Duke
of Nevermore i Bungo
Bronisław Malinowski
jako postać w twórczości
Stanisława Ignacego
Witkiewicza

rwanie, j a k k o l w i e k głębokie i dramatyczne, nie było
wszakże całkowite i ostateczne. Jest ważnym zagadnie­
n i e m biografii o b u , jak dalece ta przyjaźń, oparta na
podobieństwach i różnicach, ukształtowała i c h . Sym­
b o l e m opozycji jest przeciwstawienie: nauka i sztuka,
nauka to oczywiście M a l i n o w s k i , sztuka, wraz z litera­
turą, estetyką i filozofią to W i t k a c y . A l e przecież M a ­
l i n o w s k i był uczonym w y c h y l o n y m k u sztuce, zaś W i t ­
kacy artystą w y c h y l o n y m k u nauce.
M a l i n o w s k i zajmuje ważne miejsce w życiu W i t k a ­
cego, ale - jak w i a d o m o - wszedł także do jego twór­
czości: pojawił się w jego powieści 622 upadki
czyli Demoniczna

Bunga,

kobieta (1910-1911) jako Edgar, D u ­

ke o f N e v e r m o r e , był przywoływany przez postacie
dramatów, k r y t y k o w a n y jako antropolog w tekstach
Witkacego

poświęconych jego k o n c e p c j o m

sztuki

młodego Bronia i niepokoił się o wpływ na syna. Doce­

i kultury.

niał jego niezwykłą inteligencję i niezależność myśle­

Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa M a l i n o w ­

nia, która graniczyła jednak z cynizmem. Ojciec W i t ­

ski pojawił się w korespondencji W i t k a c e g o z ojcem

kiewicza postrzegał Malinowskiego jako absolutnego

jako L o r d Douglas w liście z 31 lipca 1900.

egoistę, zaangażowanego w rozwój «teorii antyspolecz-

Piszę:

prawdopodobnie, gdyż W i t k i e w i c z o w i e ojciec i syn

nych», w których nie było miejsca na uczucia i d u c h o ­

rozwinęli w swojej korespondencji grę słowną, którą

w o ś ć " . O b a w y te znajdują odbicie w powieści, w któ­

obaj l u b i l i i w którą się głęboko zaangażowali: nadawa­

rej to m a t k a (w rękopisie: ojciec) m a r t w i się o wpływ

li o n i rzeczywistym l u d z i o m przezwiska i pseudonimy,

księcia Edgara na Bunga. W a r t o mieć w pamięci te są­

niekiedy niemożliwe już do rozszyfrowania. Ta gra

dy, rozważając powieść Witkacego 622 upadki

słów, swego rodzaju „ludolingwistyka", która miała

a zwłaszcza jej bohaterów Edgara księcia N e v e r m o r e

2

Bunga,

wielkie znaczenie dla twórczości przyszłego W i t k a c e -

i Bunga. Pod postacią Bunga W i t k a c y wprowadza na

go-pisarza,

dzieciństwie

karty powieści samego siebie, a raczej t e n obraz siebie,

i wczesnej młodości w grach prowadzonych z ojcem.

j a k i miał w latach 1910-1911, gdy pisał powieść. Z ko­

rozwinęła się już w jego

Jej p r z e d m i o t e m były także cytaty i aluzje literackie.

lei widzenie siebie nie zostało mechanicznie wprowa­

N i e l i c z n o n y c h przykładów dostarczają szczęśliwie oca­

dzone do powieści, ale dostosowane do jej kompozycji

lałe i wydane listy Stanisława W i t k i e w i c z a do syna.

i relacji postaci między sobą; żywy autor widzący siebie

1

w określony sposób stał się postacią literacką.

Nadanie M a l i n o w s k i e m u pseudonimu Lord Douglas
ma duże znaczenie dla m o i c h rozważań, jest to b o w i e m

Nazwisko i imię Edgara jest oczywiście aluzją do

aluzja do osławionego przyjaciela Oskara W i l d e ' a ,

Edgara A l l a n a Рое i jego poematu Kruk

uważanego za złego ducha nieszczęsnego poety. Ten

1844), dobrze znanego i wysoko cenionego w Polsce

pseudonim wyraża niepokój Witkiewicza-ojca związa­

i Europie schyłku X I X . w i e k u , z jego sławnym refre­

ny ze złym wpływem, j a k i Bronisław M a l i n o w s k i , zwa­

n e m „Never m o r e " - „Nigdy już". Wedle A n n y Miciń-

ny zwykle „Bronio", miał jakoby wywierać na Stanisła­

skiej owo „never m o r e " jest reakcją W i t k a c e g o na do­

wa Ignacego.

Jak

słusznie zauważył Peter Skalnik

w swoim artykule Science versus Art in the

(The

Raven,

świadczenie stosunku homoseksualnego, który odbył

Conceptuali­

o n z M a l i n o w s k i m , i którego powtórzenie wykluczał.

„Wydaje się, że już w w i e k u młodzień­

N a t o m i a s t imię Bungo D a n i e l G e r o u l d w relacji M i -

czym M a l i n o w s k i wykazywał cechy charakteru, które

cińskiej wyprowadził „z angielskiego bung - czop, za-

zation of Culture:

przeciwstawiały go W i t k i e w i c z o w i [ . . . ] , co prowadziło

tyczka do beczki, w który, w rozważaniach H a m l e t a ,

do konfliktów. Estreicher, którego ojciec znał dobrze

obrócił się d u c h A l e k s a n d r a W i e l k i e g o («Why may

młodego Malinowskiego, scharakteryzował Bronia ja­

n o t i m a g i n a t i o n trace the noble drust of Aleksander

k o chłopca pracowitego, c h o ć pozbawionego wyobraź­

t i l l he f i n d i t stopping a bung-hole?», (Hamlet,

n i , który szybko się uczy, lecz powściągliwość w wyraża­

[...] Koresponduje z t y m zresztą slangowe użycie wyra­

n i u myśli może u niego nagle przemieniać się w działa­

zu bung - bujda, kłamstwo, nieprawda; w o b u znacze­

nia stanowcze, c h o ć pozbawione odpowiedzialności.

n i a c h imię W i t k i e w i c z o w s k i e g o bohatera - na równi

Ojciec W i t k i e w i c z a jeszcze surowiej oceniał charakter

ze sposobem, w j a k i autor traktuje go na k a r t a c h po-

29

V, 1 ) .

�Lech SoM

• E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N C O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

wieści - podważa totalnie wiarę w autentyczność jego

odwołując się do i n n y c h postaci tylko wtedy, gdy to

działań, porywów, wzlotów". Trwające o d dzieciństwa

konieczne.

3

zainteresowanie W i t k a c e g o Szekspirem wspiera o d ­

Pierwsze pojawienie się Edgara o f N e v e r m o r e jest

czytanie G e r o u l d a .

późniejsze niż Bunga oraz starannie przygotowane.

622 upadki Bunga to powieść z kluczem, ale także

U w a g i poświęcone Edgarowi przez narratora są bardzo

E n t w i c k l u n g r o m a n i Bildungsroman, podobnie jak

charakterystyczne: jest o n określany jako „wielki zdo­

K u n s t l e r r o m a n (powieść o artystach). Najpełniejsze

bywca życia". Wpływa na o b u przyjaciół w sprawach

dotychczas rozwiązanie pseudonimów rzeczywistych

„samej t e c h n i k i życia: kwestii masek i wytwarzania

postaci wprowadzonych na karty powieści przynosi ar­

w o l i w k i e r u n k u opanowywania zawiłych s y t u a c j i " .

6

tykuł A n n y Micińskiej zatytułowany identycznie jak

Jak widać, wpływ księcia N e v e r m o r e dotyczy „tech­

powieść W i t k a c e g o , ogłoszony w „Miesięczniku L i t e ­

n i k i życia", czyli sztuki życia, uprawiania i k o m p o n o ­

r a c k i m " (1967, n r 8 ) , ale odwołanie d o i n n y c h posta­

wania życia, podporządkowywania tej kompozycji w o ­

c i niż Edgar N e v e r m o r e i i c h rzeczywistych pierwo­

l i i n d y w i d u a l n e j , ma natomiast niewiele, jeśli w ogóle

wzorów wykracza poza cele, jakie sobie stawiam. Po­

c o k o l w i e k wspólnego ze sztuką jako taką. Jeśli tak jest,

dobnie bliższe rozważanie cech powieści rozwojowej

Bungo, w swoim dążeniu do sformułowania własnej

na przykładzie W i t k a c e g o rozmija się z m o i m i zamia­

metafizyki i sztuki opierającej się na niej jako na f u n ­

r a m i . Najważniejsze jest określenie gatunkowe Bunga

damencie, znajduje się na biegunie przeciwnym do po­

jako powieści o artystach, na co wskazała Bożena D a ­

glądów Edgara. Istnieje wszelako między n i m i pewna

nek-Wojnowska, a później D a n i e l G e r o u l d w swojej

w o l n a przestrzeń, która dopuszcza dyskusje, a może

książce o W i t k a c y m . Powieść o artystach rozwijała się

n a w e t k o m p r o m i s ; dyskusja czy k o m p r o m i s są jednak

zwłaszcza w latach 1890-1918, w Polsce uprawiał ją

możliwe głównie z p o w o d u wahań Bunga i n i e d o m y ­

Przybyszewski. Szczytowe osiągnięcie g a t u n k u to Por­

ślenia do końca jego teorii, także wahań „praktycz­

Joyce'a, o p u b l i k o w a n y

n y c h " : kuszony przez życie, głównie seksualne, stawia

w 1916, ale napisany k i l k a lat wcześniej, n i e m a l rowie -

sobie pytanie, czy jest możliwy wybór zarazem sztuki

śny powieści W i t k a c e g o .

metafizycznej i czystej, nie mającej związków z życiem,

tret artysty

z czasów

młodości
4

i życia oraz użycia. Bungo chce zatem jednoczesnego

Powieść o artystach przedstawia zwykle „zmagania

wyboru o p c j i przeciwstawnych, natomiast Edgar ob­

młodego artysty z k o n w e n c j a m i i systemem wartości

staje niewzruszenie przy s w o i m ostatecznym wyborze

nie rozumiejącej go rodziny i wrogiego społeczeństwa
mieszczańskiego",

natomiast u Witkacego

sztuki życia pojętej jako radykalnie przeciwna sztuce

„temat

tout court. Dyskusji na temat opozycji bądź związków

sztuki i seksu rozwija się właściwie z wyłączeniem

życia i sztuki, zagadnienia sztuki życia i sztuki po pro­

wszelkich i n n y c h tematów, niejako w próżni. Wszelkie

stu bądź sztuki czystej poświęcono wiele miejsca w po­

k o n f l i k t y mają charakter wewnętrzny, estetyczny l u b

wieści.

egzystencjalny i zachodzą między różnym p o j m o w a ­
n i e m sztuki i jej stosunku do rzeczywistości: albo jako

Pierwsze pojawienie się Edgara, jak pierwsze wejście

samoistnego absolutu, albo jako narzędzia służącego

na scenę postaci w teatrze, jest istotne; zgodnie z trady­

i n n y m c e l o m . Bohater nie jest osamotniony, ale jest

cyjnym sposobem prezentowania bohaterów powieścio­

członkiem grupy p o k r e w n y c h dusz. O w i młodzi ludzie

wych W i t k a c y opisuje i c h wygląd zewnętrzny, zwykle

walczą z bezdennie głupim światem filistrów, nie mają

w szczegółach, sugeruje określone cechy i c h charakte­

kłopotów finansowych, i c h przygody erotyczne nie są

r u , podaje ogólne informacje o n i c h wychodzące poza

protestem przeciwko mieszczańskim obyczajom a n i też

to, co możemy zobaczyć czy odgadnąć, kiedy je już po­

nie spotykają się z potępieniem społecznym. Religia

znajemy.

oraz t l o społeczne, polityczne i narodowe -

kolejne

Wejściu Edgara do powieści warto poświęcić trochę

dwa m o t y w y grające tak wielką rolę w portrecie Stefa­
na Dedala - nie występują w powieści W i t k a c e g o " .

miejsca: „Tu dały się słyszeć szybkie k r o k i w b e t o n o w y m
korytarzu i bez pukania wszedł pewnym, zimnym k r o ­

5

k i e m książę Nevermore, ubrany w tyrolski kapelusik,

N i c dziwnego zatem, że główne postacie powieści są

niosąc na ramieniu prześliczny magazynowy karabin.

arystokratami: majątek, pozycja społeczna, kosmopo­
lityczne

niezakorzenienie

ułatwia

im

żeglowanie

Efekt był straszliwy.

w próżni społecznej. N e v e r m o r e jest księciem, B r u m -

Tymbeusz i B r u m m e l odskoczyli o d siebie jak para

m e l de Buffadero-Bluff baronem, zaś Bungo, nie uży­

kochanków złapana na gorącym uczynku. Bungo, bę­

wający żadnego tytułu, ma także m o c n o błękitną krew

dąc j e d y n y m przyjacielem niedostępnego księcia, aż

w żyłach: jego m a t k a , z d o m u Fitz-Patrick, należy do

wyciągnął się w rozkosznym dreszczu [ . . . ] .

rodziny książęcej. N i e będąc zakorzenionymi i nie m a ­
jąc trosk życiowych, bohaterowie 622 upadków

- G o o d evening - rzekł książę stłumionym, lecz

Bunga

t w a r d y m jak stal głosem. - Przerwałem, jak widzę, roz­

uprawiają bez przeszkód medytację o sztuce, nauce i f i ­

mowę niezwykle interesującą [ . . . ] . A l e proszę was, nie

lozofii i rozmyślają n a d naturą i c h i n d y w i d u a l n y c h po­

przerażajcie się zbytecznie: a u t o m o b i l czeka na m n i e

wołań. W m o i c h dalszych rozważaniach, zgodnie z i c h

w alei. W r a c a m znad Białki. Zabiliśmy ze starym H o -

tytułem, skupiam się na księciu N e v e r m o r e i B u n g u ,

henlohe parę ładnych niedźwiedzi. Jestem wściekle

30

�Lech Sokół • E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ..

zmem d o wytwarzania siły życiowej, j a k i m był pożerany
przez siedem chronicznych chorób N e v e r m o r e . [...]
- Zegnam panów - rzeki nagle [książę], biorąc dwie
książki, które podawał m u B r u m m e l . - Czekam cię j u ­
t r o o piątej po południu, drogi Bungusiu. Mogę wysłać
a u t o m o b i l - i wyszedł gwiżdżąc arabską piosenkę i zo­
stawiając osłupiałego B r u m m e l a na środku p o k o j u . [...]
- Książę miał piękne wejście — rzekł nagle Tymbeusz" (B, 24-26).
Jak widać z powyższego c y t a t u , prezentuje o n księ­
cia, ale mówi też wiele o stosunkach w grupie przyja­
ciół wprowadzonych na karty powieści. Pozwala także
zaobserwować istotne cechy relacji Edgar - Bungo.
O d samego początku Edgar zachowuje się jak praw­
dziwy arystokrata, ale także dekadent (w sensie zarów­
n o dekadencji przysługującej omalże z natury starym
arystokratycznym r o d o m — a dzieje rodziny Edgara
obejmują 36 pokoleń! - jak, przynajmniej d o pewnego
stopnia, dekadencji artystycznej; odrzucający sztukę na
rzecz n a u k i książę nie jest n a powaby sztuki całkowicie
u o d p o r n i o n y ) . Jak przystało arystokracie, jest pewny

Stanisław I . W i t k i e w i c z . Portret Bronisława M a l i n o w s k i e g o ,

siebie i arogancki (wchodzi bez p u k a n i a ) , t a k dalece

o k . 1912, węgiel

opanowany i zimny, że wchodzi - jak napisał W i t k a c y

zmęczony, aber das Barenproblem existiert fur m i c h

- „zimnym k r o k i e m " . C o k o l w i e k t o określenie miałoby

m i c h t mehr. - Rzucił się na sofę obok Tymbeusza, ob­

znaczyć, podkreśla chłód Edgara, księcia i uczonego.

serwującego sytuację z miną jakiegoś ptaka z podbie­

Jego strój i broń myśliwego A D 1910 wskazują na

g u n o w y c h okolic, i n u c ą c aragońską «jotę» obcinał o l ­

oddawanie się tradycyjnemu zajęciu arystokracji, ja­

brzymie cygaro niemieckiego księcia.

k i m o d wieków były łowy. Jest zaprzyjaźniony z księ­

Wejście księcia w t a k już zaawansowane w rozmo­

c i e m H o h e n l o h e , co wskazuje n a międzynarodowe k o ­

wie towarzystwo zrobiło wrażenie, jakby ktoś na grze­

neksje arystokracji i jej równie międzynarodową soli­

jące się n a p o w i e r z c h n i bagna r o p u c h y nalał stężone­

darność. Staranność stroju Edgara, podobnie j a k nie­
które jego cechy już tutaj zarysowane, na przykład nie­

go kwasu azotowego.
N e v e r m o r e zapaliwszy cygaro rozglądał się p o p o k o ­

wzruszona pewność siebie, i n s t r u m e n t a l n e t r a k t o w a ­

j u . Głowę miał ostrzyżoną krótko maszynką; twierdził,

nie ludzi i życie oddane przyjemnościom (erotyka, na­

że z tą fryzurą największe robił wrażenie n a kobiety,

uka, polowania, podróże, co jest wyrażone wprost bądź

szczególnie w krajach południowych. Jego zielone,

sugerowane w o m a w i a n y m cytacie) wskazują n a jego

zimne j a k u gada oczy, przeszywające szkła siedemna-

przynależność d o kategorii dandysów. Należą d o niej

s t o d i o p t r i o w y c h b i n o k l i stanowiły niepokojący k o n ­

zresztą i i n n e główne postacie powieści, co n a j m n i e j

trast z d z i e c i n n y m uśmiechem o g r o m n y c h , czerwo­

w pewnym stopniu.

7

n y c h , prześlicznie narysowanych warg. K o s t i u m przy­

Opis wyglądu Edgara, zwłaszcza jego twarzy, przypo­

pominał przedziwną dezynwolturą sławnego ze smako-

m i n a liczne portrety Malinowskiego wykonane przez

szostwa i luksusowych polowań kniazia Stiwę O b ł o n -

Witkacego, grafiki i fotografie. N i e brak także i n n y c h

skawo z A n n y Kareniny

Tołstoja. Miał na sobie jasno-

szczegółów odnoszących się d o życia jego przyjaciela:

kakowe ubranie, sztylpy swego nie żyjącego już dziad­

sugerowane w cytacie podróże Edgara są przekształco­

ka, pożyczoną o d H o h e n l o h e g o torbę d o ładunków

n y m i literacko podróżami Malinowskiego, odbywany­

i również pożyczony tyrolski kapelusz. [...]

m i dla poratowania zdrowia. Słabego zdrowia jest tak­
że książę, jego dolegliwości odpowiadają dolegliwo­

- Będę u ciebie w t y c h d n i a c h , Edgarze - rzekł d o

ściom jego realnego pierwowzoru bądź są i c h grotesko­

księcia Bungo - otrzymałem znowu list z o c h r o n k i .

w y m przekształceniem. W y l i c z m y je dla przypomnie­

- Dyskrecja przede wszystkim - przerwał m u książę.
Z i m n y jego dotychczas wzrok zamącił się jakimś dziw­

nia: Edgar jest krótkowidzem w stopniu niesłychanym,

n y m pomieszaniem, a usta skrzywiły się boleśnie.

cierpi n a „siedem chronicznych chorób", na rupturę

B r u m m e l , który założył już binokle i widział wszyst­

(zasłania antyrupturycznym paskiem „kolosalną ranę

ko dokładnie, zmartwiał w oczekiwaniu. Spostrzegł, że

z prawej strony brzucha", B, 35) i co r o k u odbywa k u ­

Bungo oprócz tego, że miał m o n o p o l na wyprowadza­

rację na nerwy (B, 3 6 ) .

nie księcia z równowagi przy pomocy naprędce insceni­

Całokształt stosunków łączących Edgara i Bunga

zowanych przeżyć artystycznych, znalazł wreszcie spo­

określa w bardzo dużym stopniu niekończąca się dys­

sób istotnego zachwiania t y m przedziwnym m e c h a n i ­

kusja o życiu, sztuce i i c h wzajemnym powiązaniu bądź

31

�Lech Sokół • E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

b r a k u powiązania oraz o relacji między sztuką i nauką;

być. A r t y s t a p o w i n i e n całkowicie poświęcić się swojej

powstaje także pytanie o t o , czy sztuka jest wyższa

sztuce, żyć w ścisłej ascezie. Według Bunga sztuka po­

w h i e r a r c h i i zatrudnień i n t e l e k t u a l n y c h i możliwości

wstaje w życiowej pustce, osiągniętej w w y n i k u długiej

poznawczych człowieka, czy nauka. S t o s u n k i między

i t r u d n e j p r a k t y k i ascezy, w t o k u której życie zostaje

przyjaciółmi rozgrywają się na dwóch p l a n a c h : „teore­

w i r t u a l n i e zniszczone. Edgar pragnie zatem życie opa­

tycznym",

nować i zwyciężyć, Bungo chce je przezwyciężyć i ob­

obejmującym

wspomniane

dyskusje,

i „praktycznym", życiowym, odnoszącym się d o rzeczy­

rócić na rzecz sztuki takiej, jak j ą p o j m u j e .

wistego życia jako przeciwstawionego sztuce, nauce

Poglądy Edgara i Bunga zdają się całkowicie prze­

i wszelkiej „teorii". W sferze życia rzeczywistego p o d ­

ciwstawne, istnieje wszakże, jak już pisałem, pewna

stawowe znaczenie m a doświadczenie homoseksualne

przestrzeń, która jest i m wspólna: Edgara kusi sztuka,

Bunga z Edgarem i tego ostatniego atak szaleństwa.

co najmniej sztuka życia, Bunga kusi nauka, co naj­

Jak

już wspomniałem,

mniej n a u k i humanistyczne i ta wielce specyficzna ak­

Edgar jest przedstawiany

w powieści jako mistrz „techniki życia" i „wielki zdo­

tywność i n t e l e k t u a l n a człowieka, jaką jest filozofia.

bywca życia". Ta jego zdolność jest w istocie przede

Bungo jest zatem uwrażliwiony na naukę, zaś Edgar

wszystkim wyrazem jego skrajnego egotyzmu: k o n c e n ­

o t w a r t y na sztukę. Tomasz Bocheński nazwał go traf­

truje się o n n a swoich sprawach d o tego stopnia, że

nie „artystą bez sztuki" w sensie zbliżonym d o tego,

reszta świata znika, jeśli wychodzi poza krąg jego zain­

0 j a k i m i idzie.

8

teresowań. Oglądana z tego p u n k t u widzenia, jego

T r u d n a już w p u n k c i e wyjściowym przyjaźń Edgara

przyjaźń jest po części oszustwem. I n n i ludzie nie dają

1 Bunga m a pewien aspekt szczególny: jest t o związek

się wszakże całkiem usunąć poza krąg jego zaintereso­

dwóch młodych ludzi poszukujących dojrzałości, pró­

wań k u nicości. Stwarzają o n i możliwość obserwacji

bujących zbudować własny system wartości, wykazują­

i

c y c h głęboką empatię we wzajemnych stosunkach,

eksperymentów,

stają

się źródłem

przyjemności

w szerokim sensie słowa, przyjemności i n t e l e k t u a l n e j

umiejących się zrozumieć, a nawet pomagać sobie. I c h

i seksualnej, są wreszcie potrzebni d o spełnienia f u n k ­

przyjaźń, ze względu na zasadniczo o d m i e n n e p u n k t y

cji, o d której zaczyna się wszelkie myślenie i filozofo­

widzenia na kwestie zasadnicze, nosiła w sobie o d p o ­

wanie: d o stworzenia relacji ja - nie-ja. Filozofię życia

czątku element sprzeczności, która musiała doprowa­

Edgara można ująć najkrócej w następujący sposób:

dzić d o rozsadzenia jej i zniszczenia. Jest t o także wska­

celem życia jest osiągnięcie władzy i szczęścia, d o cze­

zówka dotycząca przyjaźni rzeczywistych pierwowzo­

go dojść można wyłącznie poprzez doskonałą technikę

rów o b u postaci l i t e r a c k i c h . A n a l i z a Bunga i Edgara

życia czy sztukę życia. Pomaga ona w przezwyciężeniu

przez W i t k a c e g o jest jednocześnie dokonaną przez

trudności n a drodze d o władzy i szczęścia, umożliwia

niego analizą siebie samego i Bronisława M a l i n o w s k i e ­

całkowite podporządkowanie sobie życia, a poprzez

go, 622 upadki Bunga są przecież powieścią z kluczem.

uzyskanie władzy n a d życiem i ludźmi osiągnięcie moż­

A zatem już z perspektywy lat 1910-1911 W i t k a c y po­

liwie głębokiej, całkowitej przyjemności. Jak już wska­

kazuje nieuchronność zerwania przyjaźni z M a l i n o w ­

zywałem, nawet zainteresowanie Edgara nauką jest

skim, zerwania m i m o fascynacji, obopólnej fascynacji.

w znacznym stopniu pogonią za przyjemnością. Uści­

Ta fascynacja sprawiła, że i c h stosunki w szczątkowej

ślając ostatnie sformułowanie, chciałbym dodać, że

formie przetrwały słynne zerwanie z r o k u 1914, ale na­

nie oznacza to, iż jego zainteresowanie nauką jest nie­

wet gdyby M a l i n o w s k i wrócił po wojnie d o Polski, na­

autentyczne; jest o n o wszakże silnie zabarwione przy­

leży przypuszczać, że i c h przyjaźń nie zostałaby o d b u ­

jemnością: jeśli określimy cel n a u k i jako poszukiwanie

dowana. Może tylko stosunki byłyby częstsze.

prawdy, u Edgara jest o n ściśle związany z przyjemno­

Stosunek Edgara d o życia i n a u k i jest żarłoczny;

ścią, także seksualną. Poszukiwanie prawdy, co brzmi

pragnie je opanować, podporządkować sobie, by osią­

patetycznie, znajduje nieoczekiwanie swoje uzupełnie­

gnąć satysfakcję. Jest t y t a n e m i jego ogromne apetyty

nie czy drugą stronę w hedonizmie.

nie są łatwe do zaspokojenia. Zycie i nauka t o dwie
domeny jego działalności, ściśle ze sobą powiązane:

Bungo jest po stronie sztuki, wszelkiej sztuki, jest
artystą na początku swojej drogi, ale kusi go także lite­

Edgar nie przeciwstawia życia i n a u k i j a k Bungo, któ­

ratura. Już w pierwszym rozdziale powieści pisze i czy­

ry radykalnie oddziela życie i sztukę. W bezkompromi­

ta B r u m m e l o w i swój utwór prozatorski; jego celem

sowym dążeniu d o osiągnięcia przyjemności nie prze­

jest stworzenie sztuki metafizycznej i jej teoretycznej

szkadza

k o n c e p c j i ową metafizyczność

uzasadniającej. Jego

wszystkie, czy może prawie wszystkie, drogi wiodące

m u wcale jego słabe zdrowie. A k c e p t u j e

zdaniem istotą sztuki nie jest odtwarzanie rzeczywisto­

do przyjemności, poczynając o d przyjemności p r y m i ­

ści, ale wyrażanie jej metafizycznej esencji czy zawar­

t y w n y c h aż p o najbardziej wyrafinowane. W dziedzi­

tości. Odrzucając m i m e t y z m sztuki, artysta w i n i e n

nie życia seksualnego Edgar uznaje relacje zarówno

także odrzucić życie rzeczywiste, włączając seksualne,

hetero- j a k homoseksualne, co całkiem logiczne w je­

co jest p r o b l e m e m dla Bunga i jego przyjaciół, w c h o ­

go bezkompromisowej p o g o n i za przyjemnością, a p o ­

dzących dopiero w życie p o d t y m względem, m i m o ja­

n a d t o homoseksualizm jest pociągający także dlatego,

kiegoś doświadczenia erotycznego, które zdążyli zdo­

że wówczas zakazany i ścigany przez prawo (vide przy-

32

�Lech Sokół • E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

padek Oskara W i l d e ' a ) . O b j a w i a o n zatem d o d a t k o w y

cego. Wyjaśni się wówczas sprawa Złotej Gałęzi

walor: wyzwania rzuconego społeczeństwu.

Należy

ra, książki czytanej i dyskutowanej już nie przez fikcyj­

Fraze­

także do procedur dandyzmu: w dążeniu do osiągnię­

n y c h przyjaciół w powieści, ale przez rzeczywistych

cia satysfakcji dandys nie cofnie się w razie potrzeby

w Z a k o p a n e m . W i t k a c y znał zapewne pierwszą d w u t o ­

nie t y l k o przed niedozwoloną formą aktywności seksu­

mową wersję dzieła Frazera, ogłoszoną w 1890 г., być

alnej, ale nawet przed zbrodnią, nie popełni jedynie

może inną jego książkę wydaną po polsku jako

podłości.

rownik,

kapłan,

Cza­

król (Warszawa 1911). Jest wątpliwe,

by czytał nadal Frazera po powrocie do Polski, w cza­

W dziedzinie seksualizmu relacje Edgar-Bungo były
szczególnie bliskie, poczynając o d i c h razem spędzone­

sie gdy rozpoczął swoją dojrzałą twórczość. N i e ulega

go dzieciństwa. Wspólnie przeżywali „perwersje" wła­

jednak wątpliwości, że te dramaty i fragmenty powie­

ściwe w i e k o w i dziecięcemu, jak je nazywają bohatero­

ści, które dzieją się - mówiąc ogólnikowo - w t r o p i ­

wie, a później i c h specyficzna, na poły seksualna b l i ­

kach, zawierają nie tylko relację z doświadczeń autora,

skość trwała. S k u t k i e m tej otwartości

ale problematykę antropologiczną, którą w a r t o prze­

połączonej

z młodzieńczym ekshibicjonizmem pojawiła się w i c h

śledzić także p o d kątem literatury n a u k o w e j , w t y m

stosunkach silna skłonność do zwierzeń: bez więk­

głównie Jamesa Frazera.

szych oporów opowiadali ze szczegółami o swoich

Przypadek homoseksualizmu przedstawiony w po­

„perwersyjnych" doświadczeniach obejmujących star­

wieści jest zatem dla Bunga elementem rozwoju jego

sze i młodsze panie, nie wyłączając n i e l e t n i c h . O w a

seksualności, i n c y d e n t e m w r a m a c h zasadniczo hete­

„perwersyjność" jest zarówno n a t u r a l n y m procederem

roseksualnych zachowań. Jeśli idzie o o b u powieścio­

poszukiwania silnych wrażeń erotycznych na podłożu

w y c h przyjaciół, był to, nawet w przypadku Edgara, i n ­

młodzieńczego nienasycenia, j a k t r y b u t e m płaconym

cydent w sensie nieoczekiwaności oraz gwałtownej

kulturze epoki. Rola doświadczenia erotycznego, hete­

i spontanicznej reakcji na określoną sytuację silnego

roseksualnego i homoseksualnego, jest zresztą u W i t ­

stresu. Szerszy kontekst tej sceny (rozdział: Bal w pała­

kacego wielka, co dobrze w i a d o m o ; o złożoności mate­

cu Bimam i jego skutki)

r i i erotycznej w jego twórczości w ogóle wiele by trze­

zdenerwowanego i roztrzęsionego (określenia autora)

ba

Edgara

Edgara, uwikłanego w bliżej nie określoną aferę miło­

i Bunga, czy - raczej - homoseksualny i n c y d e n t , zosta­

sną z księżniczką Keskeszydze, umęczonego namiętno­

pisać.

Doświadczenie

homoseksualne

ukazuje udręczonego, wściekle

ło zatem przygotowane i ułatwione przez t e n właśnie

ścią do Fenixany (por. B, 112), zaplątanego w przygo­

aspekt i c h przyjaźni. D l a Bunga był to zdecydowanie

dę erotyczną

akt jednorazowy, dla Edgara początek albo k o n t y n u ­

w e m b r i o n a l n y m stanie" (В, 114). Bungo doznaje rów­

acja postawy biseksualnej. W zakończeniu powieści

nież niecodziennych, niełatwych d o określenia uczuć,

W i t k a c y pisze o Edgarze następująco: „Książę za jakieś

które przetwarza na sztukę, tyle że... pornograficzną:

z panną

Saphir, nazwaną

„sadystką

niesłychane zbrodnie, których dopuszczał się po zauł­

„Bungo, w o l n y o d wszelkich pożądań realnych, błąkał

k a c h W h i t e c h a p e l u z paroma l o r d a m i , skazany na de­

się jak cień za księciem, obserwując zwyrodniałe twa­

portację na Nową Gwineę, napisał tamże będąc dzie­

rze swoich przyjaciół i uwieczniając je w swoich k o m ­

ło [ t u przypis: „The Golden

Edgar

pozycjach, które w przeciwieństwie d o jego życiowej

D u k e o f N e v e r m o r e ; Cambridge U n i v e r s i t y Press"]

i m p o t e n c j i wkraczały coraz bardziej w sferę perwersyj­

tak genialne o perwersjach t y c h pozornie d z i k i c h l u ­

nej p o r n o g r a f i i " (B, 114).

Bough of Pleasure,

dzi, których z pogardą Papuasami nazywają, że wrócił

Uogólniając sytuację Edgara i Bunga można powie­

po paru latach do A n g l i i j a k o M e m b e r o f B r i t i s h A s ­

dzieć, że stanowią o n i typowy obraz młodych męż­

sociation for A d v a n c e m e n t o f Science i Fellow [ o f

czyzn udręczonych przez potrzeby seksualne, których

the] Royal Society" (B, 4 6 6 - 4 6 7 ) .

nie umieją a n i zaspokoić, a n i stłumić czy wysublimo­

N i e ma d o w o d u wprost w c y t o w a n y m fragmencie,

wać. S t o r t u r o w a n i przez pożądanie, traktują zachowa­

że doświadczenia Edgara i lordów miały także charak­

nie homoseksualne jako ucieczkę i - pewnie tymcza­

ter homoseksualny, ale stereotyp upodobań seksual­

sowe - rozwiązanie trudności. Uważna l e k t u r a tekstu

n y c h literackiego lorda i surowość kary (deportacja na

prowadzi najpierw do w n i o s k u dość oczywistego: t o

Nową Gwineę) wyraźnie na to wskazują.

nie ciekawość popchnęła Bunga do akceptacji przyja­
ciela jako kochanka. Został o n łatwo (zbyt łatwo?)

Te oczywiste aluzje do działalności i dzieł M a l i n o w ­
skiego weszły d o powieści w trakcie jej poprawiania

„uwiedziony" przez Edgara, j a k t o określił Tomasz Bo­

i przygotowywania do publikacji, do której - j a k wia­

c h e ń s k i ; „uwiedzenie" Bunga interpretuję zresztą ina­

d o m o - za życia W i t k a c e g o nie doszło.

9

Zakończenie

czej niż o n . Edgar bezwiednie obudził w B u n g u prze­

najprawdopodobniej powstało w r o k u 1919, podobnie

śladujące go nieraz natręctwo zrobienia czegoś nagan­

j a k Przedmowa.

Zabawna aluzja do dzieła Frazera

nego, czego w istocie zrobić nie chce, a b o i się, że zro­

wskazuje na kwestię, która nie należy d o t e m a t u tego

b i : „Miewał o n czasami chwile pokus w k i e r u n k u czy­

artykułu, a jest wielkiej wagi. Konieczne jest dokładne

nów przeciwnych jego najgłębszej istocie, a nawet

prześledzenie nie tylko relacji M a l i n o w s k i - W i t k a c y ,

zgubnych. Jadąc pociągiem na przykład musiał się czę­

ale także r o l i antropologii w dziele i myśleniu W i t k a ­

sto trzymać, aby nie sięgnąć d o kieszeni i nie wyrzucić

33

�Lech Sokół * E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

za o k n o pieniędzy i koniecznych dokumentów lub że­

planuje wykorzystanie swojego doświadczenia seksual­

by w towarzystwie zacnych m a t r o n i poważnych star­

nego: „Ciekawy jestem, co powie na to B r u m m e l [ . . . ] .

ców nie wymówić nagle jakiegoś d o b i t n i e świńskiego

Bądź co bądź było t o przeżycie" (B, 119). Jednakże

wyrazu. Miewał też i n n e , groźniejsze, dotyczące naj­

Bungo powie ostatecznie „nie" homoseksualizmowi,

ważniejszych kwestii jego życia. W

tej c h w i l i , p o d

a zdecydowanie „tak" doświadczeniom heteroseksual­

wpływem wzroku księcia, poczuł pokusę zupełnie tego

n y m : zasada „never m o r e " — „nigdy więcej" obowiązu­

samego g a t u n k u . A l e była ona tak potężna, tak pocią­

je. Znaczy to także, że d e f i n i t y w n i e zamyka t e n późny

gająco zbrodnicza, że jednocześnie pojął niemożność

rozdział dojrzewania, w którym wybór zachowań sek­

wszelkiego o p o r u i że coś, co może m u zwichnąć całe

sualnych może się jeszcze dokonać w sposób względnie

życie, co decyduje może o całym jego losie, stać się

w o l n y i łatwy.

m u s i " (B, 116).

N i e wydaje się zatem całkiem słuszne mówienie

A zatem zgoda Bunga, podobnie jak oferta Edgara

o prostym „uwiedzeniu" Bunga przez Edgara: z chwilą

były przygotowane przez wcześniejsze doznania i d o ­

kiedy u r u c h o m i o n y przez niego mechanizm zaczął

świadczenia o b u . Bungo w p e w n y m momencie odkrył,

w Bungu działać, zrobił o n wiele, by uwiedzenie doko­

że dziwny i przerażający m e c h a n i z m w n i m zaczął dzia­

nało się; by tak rzec: dogonił i przegonił przyjaciela. Je­

łać. W s k u t e k przebudzenia się wewnętrznej dominują­

śli incydent Edgar - Bungo uznamy za jeden z 622

cej n a d n i m siły zaakceptował ofertę seksualną przyja­

upadków tego ostatniego, postarał się o n sam, by upaść.

ciela prawie natychmiast. Wystarczyło, że zobaczył na­

W i t k a c y powraca w swojej późniejszej twórczości kilka­

gie ciało Edgara i odkrył, że jest o n seksualnie p o b u ­

krotnie do kwestii homoseksualizmu, wystarczająco

dzony. Odpowiedział na podniecenie przyjaciela na­

często, by wskazać, iż jest to temat wart podjęcia.

tychmiast, bez żadnej presji a n i nawet prośby z jego

A t a k szaleństwa Edgara został poniekąd zapowie­

strony. Edgar zbliżył się do niego z „wyrazem zbrodni­

dziany wcześniej w powieści przez informację, że co ro­

czej żądzy, niemego błagania i jakiegoś wstrętnego

k u odbywał kurację na nerwy; poniekąd: nie każda

s m u t k u . Bungo patrzył na niego przez jakąś część se­

nerwica może doprowadzić do tak znacznego pogor­

k u n d y z artystycznym zadowoleniem. Twarz ta, prawie

szenia zdrowia psychicznego. N i c dziwnego zatem, że

obca m u w tej c h w i l i , podobna była do demonicznych

wiadomość o ataku szaleństwa została przyjęta przez

postaci, które rysował". Uświadomiwszy sobie, o co

przyjaciół księcia j a k g r o m z jasnego nieba. Edgar wła­

naprawdę idzie Edgarowi, „nagle zdrętwiał z przeraże­

śnie wrócił do Polski z A n g l i i po okresie dzikiego w y ­

nia", a jednak to o n wyraził zgodę: „Chcesz? - spytał

uzdania, przyjmującego prawie k r y m i n a l n e rozmiary.

głosem, którego prawie nie poznał. Książę l e k k o skinął

Początkowo zachowywał się n o r m a l n i e , był tylko t r o ­

głową" (wszystkie cytaty B, 116).

chę nerwowy, aż t u nagle, po „ataku" na ulicy został
wzięty d o szpitala dla obłąkanych. Wstępna diagnoza

Jedyna trudność, jaką Bungo musi przezwyciężyć, to
ograniczone uczucie obrzydzenia. Kiedy zdecydował

nie jest pewna: „ostra paranoja; a może postępowy pa­

się, działa na zimno, w y m i e n i a k i l k a słów z Edgarem

raliż" (B, 3 6 3 ) . Paraliż postępowy jest w y n i k i e m syfili­

„jakby się targował w sklepie" (B, 117). W i t k a c y , jak

su, co kieruje naszą uwagę k u angielskim wyczynom

się zdaje, z dużą precyzją opisał t e n przełomowy p u n k t

erotycznym Edgara. Tomasz Bocheński wskazuje ana­

wszelkiego uwodzenia, w którym nagle zapada decyzja.

logie między chorobą księcia a obłędem Nietzschego:

W a r t podkreślenia jest akcentowany w opisie nadmiar

obaj przeżyli pierwszy atak choroby na ulicy; Edgar po­

świadomości, która pozwala na chłodną analizę do­

daje jako przyczynę swego stanu „konieczność w y m y ­

znań, dostarczającą

dodatkowej,

ślenia ostatniej maski, dzięki której można by opano­

ponadzmysłowej,

wać samo d n o zbrodni [ . . . ] . Psychiatryczna diagnoza

czyli i n t e l e k t u a l n e j , przyjemności.

choroby księcia ma znaczenie drugorzędne, ponieważ

T e n stosunek seksualny przyjaciół jest także jakby

cierpi o n na dolegliwość filozoficzną: tak jak N i e t z -

na pół uświadomioną kontynuacją i c h „dziecięcych

schemu «udało» m u się przezwyciężyć sprzeczności ist­

perwersji", może m n i e j n i e w i n n y c h , niż się t o mogło

nienia za c e n ę schizofrenii. Można więc użyć metafo­

wydawać. Być może jest to powtórzenie i rozszerzenie
wcześniejszego doświadczenia, a nie

ry w stylu Heideggera: N e v e r m o r e zamieszkał w ist­

doświadczenie

n i e n i u , które jest niemożliwe do zamieszkania".

całkowicie nowe, zwłaszcza że, ściśle rzecz biorąc, nie

10

jest to pełny akt homoseksualny (por. B, 117). Ran­

G d y Bungo w towarzystwie dwójki przyjaciół o d ­

k i e m Bungo żałuje n o c n y c h przeżyć i jest to raczej re­

wiedził księcia w szpitalu, doznał głębokiego wstrząsu:

akcja na seksualną represję panującą w społeczeń­

Edgar, król życia, został całkowicie złamany przez cho­

stwie, a nie poczucie w i n y w sensie religijnym czy

robę: siedział w k u c k i na łóżku w szpitalnej separatce,

choćby m o r a l n y m . Zal Bunga jest dwuznaczny także

wypowiadając absurdalne bądź niezrozumiałe słowa;

dlatego, że podszyty znowu satysfakcją płynącą z n a d ­

B u n g o w i zdawało się, że mówi do żywego trupa. K i e ­

świadomości i radością z nowego doświadczenia oraz

dy, niespodziewanie, Edgar rozpoznał go, powiedział

s k u t k i e m włączenia swojego przeżycia do gęstej siatki

k i l k a czułych słów i pocałował go w usta. Potem nagle

zwierzeń, niedyskrecji i gier u p r a w i a n y c h w powieści

skoczył z łóżka na środek p o k o j u i zaczął wykonywać

przez przyjaciół. Biorąc p o r a n n y prysznic, Bungo już

jak a u t o m a t przerażający w swym mechanizmie taniec

34

�Uch Sokół • E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

i śpiewać absurdalną piosenkę francuską: „Les plus be­

z obłędu, Edgar odszedł do świata niedostępnego B u n -

au des mirliflores, c'est le due de N e v e r m o r e " . Byl to

gowi. W t y m świecie wygtał; czy w ogólności wygrał

początek nowego ataku choroby, w trakcie którego

jako twórca k o n c e p c j i o p a n o w y w a n i a życia? Jeżeli tak,

Edgar krzyczał rozpaczliwie, wzywając pomocy m a t k i .

za jaką cenę? Czy tzeczywiście całkowicie wyzwolił się
z obłędu? N a te pytania nie m a łatwej odpowiedzi.

Jedyny fragment wypowiedzi księcia, który ma wy­
raźny sens i wpisuje się doskonale w kontekst w i e l u

Bungo poświęcił wiele czasu rozmyślaniom n a d l o ­

stwietdzeń jego i Bunga, dotyczy kwestii maski, bardzo

sem Edgara. W n i o s k i , do j a k i c h doszedł, lęki, jakie ży­

ważnej dla zrozumienia powieści. Szaleństwo księcia

wił, podsumował zwięźle Bocheński: „Bungo o losie

opisane jest w rozdziale 1 części I I I 622 upadków

księcia myśli ze strachem, ponieważ wie już, że marze­

ga noszącym tytuł W poszukiwaniu

Bun­

maski; rozdział 2 tej­

nie o życiowej potędze ptowadzi do obłędu; czuje za­

że części, ostatni w książce, zatytułowany jest Mas/ca,

zdrość,

która spada za

książę, [...] wreszcie odczuwa radość,

późno.

gdyż pojmuje, że sam nie posiada tyle sił, co
bo czym byłaby

egzystencja bez nadziei na h a r m o n i ę " .

Kiedy Bungo nachylił się n a d Edgatem, usłyszał:

11

O w a harmo­

szeptał książę.

nia, której szuka Bungo, jest możliwa d o osiągnięcia

- Tej nie mogę opanować. Patrzę w oczy w same d n o .

jeśli nie w życiu, w sztuce w Czystej Formie, oderwa­

Muszę wziąć o v e r h a n d n a d wszystkim. Z b r o d n i opa­

nej o d życia, dostarczającej przeżyć metafizycznych,

nować nie mogę. Muszę się nauczyć. Muszę jeszcze

ekstazy, szczęścia. Tego szczęścia Bungo już nie osią­

mieć siłę. Jeszcze jestem za słaby na t o . Jeszcze tylko

gnął: jego maska, j a k głosi tytuł ostatniego rozdziału

jedna maska. Tylko jedna..." (B, 364-365).

powieści, „spada za późno".

„Jeszcze jedna maska, tylko jedna -

W groteskowym końcu życia Bunga, przedstawia­

W n i o s e k z wypowiedzi Edgata jest t a k i , że nawet
w chorobie zmaga się o n z żywiołem życia, który pra­

n y m w Zakończeniu,

gnie opanować, a który go łamie. B o c h e ń s k i słusznie

wymierza swojemu b o h a t e r o w i i swojemu wyobrażeniu

należy widzieć karę, jaką autor

stawia pytanie o rozumienie szaleństwa i przypomina

0 sobie z okresu młodości. Poderżnięcie sobie gardła

o romantycznej k o n c e p c j i szaleństwa jako „niepojęte­

„nożem o d brzytwy G i l e t t e " było jego „ostatnim, defi­

go dla zdrowych przeżycia ttanscendencji", która to

n i t y w n y m a k t e m w o l i " . Bungo umarł, Edgar wyjechał.

koncepcja powróciła u schyłku w i e k u X I X . i na po­

„Zycie płynęło dalej swą tajemniczą i m ę t n ą koleją"

czątku X X . W ramach takiego idealizowanego szaleń­

(B, 4 6 7 ) . Tylko o n o jest w pełni zwycięskie.

stwa wypowiedzi c h o r y c h stają się wypowiedziami mę­

Edgar zniknął z kart powieści, dowiadujemy się o je­

drców, proroków, jasnowidzących. W d o d a t k u Edgar

go n a u k o w y c h sukcesach, ale nie o t y m , k i m był „na-

wyzdrowiał, niejako z własnej w o l i , wprawiając w po­

ptawdę". W sensie h i s t o r y c z n o l i t e t a c k i m był postacią

mieszanie psychiatrów: opuścił swój obłęd, jak opusz­

utwotzoną z motywów obecnych w litetatutze i myśle­

cza się miejsce czasowego p o b y t u .

n i u Młodej Polski, m o d e r n i z m u europejskiego oraz
p e w n y c h cech rzeczywistego Bronisława

Powtót Edgata do świata ludzi „notmalnych" ma

Malinow­

skiego takiego, j a k i m go widział W i t k a c y w latach

pewne cechy niesamowitości. Pozostaje widoczny ślad
jego w a l k i z żywiołem życia. O t o jak opisane zostało

1910-1911 oraz w r o k u pisania Przedmowy i

w powieści niespodziewane spotkanie Bunga z Edga­

nia, czyli w r o k u 1919. D l a Stanisława Ignacego W i t ­

r e m : „Tym samym, j a k zwykle p e w n y m , m i a r o w y m

kiewicza był pewnie najważniejszym z przyjaciół jego

Zakończe­

k r o k i e m zbliżał się k u n i m książę N e v e r m o r e , ubrany

zakopiańskiej młodości, a k t y w n y m uczestnikiem dys­

w ogromne f u t r o i m e l o n i k na głowie. [...] Bungo zo­

kusji przyjaciół o życiu, sztuce i nauce, ptzyjacielem

baczył tylko oczy księcia, wpatrzone w dal z wyrazem

bardzo ważnym dla jego rozwoju, ponieważ fascynują­

niesamowitego napięcia w o l i , po czym światło l a t a r n i

c y m , ale także t a k i m , któtemu W i t k i e w i c z ostro się

błysnęło w jego o k u l a r a c h , czyniąc go na sekundę po­

ptzeciwstawiał, wreszcie przyjacielem rozumiejącym

d o b n y m do jakiegoś strasznego trupa o fosforycznie

1 w i e r n y m , który go nie opuścił w rozpaczy po samo­

błyszczących oczodołach. N e v e r m o r e przeszedł koło

bójstwie narzeczonej Jadwigi Janczewskiej.

n i c h , nie widząc i c h wcale.

Dyskusja powieściowych przyjaciół była etapem na

- Edgarze! Edgarze! zatrzymaj się! — krzyczał za n i m

drodze k u dojrzałości, a jednocześnie bodźcem do jej

Bungo. A l e książę szedł dalej i w t y m nieubłaganym

osiągnięcia. Ułatwiła i m ona przejście przez okres fer­

posuwaniu się dalej robił wrażenie jakiegoś pocisku

m e n t u do stadium, w którym byli w stanie podjąć w o l ­

ślepo pędzącego na rozbicie mogących m u stać na d r o ­

ną decyzje dotyczącą i c h powołania. Edgar wybrał

dze przeszkód". Bungo miał wrażenie, „że t o t t u p Ed­

błyskotliwą karierę naukową oraz szczególną, własną

gara wstał z grobu i wieje o d niego jakieś zimno, już

wersję bycia „królem życia" jak Oskar W i l d e , L o r d
Douglas, książę des Esseintes z powieści Huysmansa

nie z tego świata" (B, 4 3 9 - 4 4 0 ) .
K i l k a d n i później Bungo otrzymał informację, że

Na wspak. Bardzo i s t o t n y m aspektem osobowości po­

Edgar wyjechał do A n g l i i , nie szukając k o n t a k t u z żad­

wieściowego M a l i n o w s k i e g o jest to, że p o d koniec

n y m z przyjaciół. O s t a t n i a informacja w powieści

swojego życia na kartach 622 upadków

o n i m była już cytowana; dotyczy ona jego londyń­

wrażliwy na sztukę w sensie, w j a k i m używał tego sło­

skich wyczynów i n a u k o w y c h osiągnięć. Wychodząc

wa w odniesieniu do życia, że stał się „artystą bez sztuki".

35

stał się o n

�Lech Sokół • E D G A R , D U K E O F N E V E R M O R E I B U N G O . BRONISŁAW M A L I N O W S K I J A K O POSTAĆ ...

Z p u n k t u widzenia Bunga zarówno mieszanie sztuki

i demonicznie zazdrosna. Grzech przeciwko niej, j a k

i życia, jak utrzymywanie, że sztuka jest naśladownic­

grzech przeciwko D u c h o w i Świętemu, nigdy nie bę­

t w e m natury, jest grzechem śmiertelnym. Bungo ostro

dzie odpuszczony.

przeciwstawia się t a k i m poglądom, przynajmniej wer­
balnie. Zycie kusiło go m o c n o , mocniej niż Edgara

PS Znikając z powieści, Edgar o f N e v e r m o r e nie

sztuka.

zniknął z twórczości W i t k a c e g o . W Kurce wodnej p o ­

Trzeci z przyjaciół biorących udział w dyskusji o ży­

jawia się postać Edgara N e v e r m o r e , ale w n i e w i e l k i m

c i u , sztuce i nauce, B r u m m e l , zaledwie przeze m n i e

s t o p n i u m o d e l e m dla niego jest M a l i n o w s k i ; bardziej

wspomniany, wybrał naukę (matematykę i logikę), nie

przypomina o n C h w i s t k a , czyli barona B r u m m e l a

wyrzekając się sztuki (sztuk pięknych i literatury) i nie

z powieści 622 upadki Bunga.

odrzucając całkiem życia. Być może wybór sztuki, na­

m i n a n y przez postacie W i t k a c e g o , ale wówczas to

M a l i n o w s k i jest wspo­

u k i i życia jest d o zaakceptowania, gdyż nie prowadzi

fikcyjna postać w y m i e n i a nazwisko realnej,

Mali­

do katastrofy w przypadku B r u m m e l a . Wybór n a u k i

nowski

fikcji.

i życia doprowadził do odwracalnej katastrofy Edgara,

O b e c n o ś ć nazwiska, p o l e m i k a z jego poglądami jesz­

ale o n - co bardzo ważne - chciał zdominować życie,

cze w Niemytych

być tryumfującym artystą życia, a to nie interesowało

k o i stałe obecny jest M a l i n o w s k i w myśleniu W i t k a ­

B r u m m e l a , przynajmniej nie w t a k i m stopniu. Edgar

cego, we w s p o m n i e n i a c h z dzieciństwa i młodości.

nie w c h o d z i wówczas
duszach

do domeny

( 1 9 3 6 ) , świadczy, jak głębo­

s k u t k i e m swoich zamierzeń i działań prowokował ży­

I c h przyjaźń została zerwana, ale - powtórzmy - moż­

cie, miał pewne cechy osobowości demonicznej w po­

na i trzeba powiedzieć, że m i m o dramatycznego ze­

jęciu Goethego: osobnik demoniczny to t a k i , który

r w a n i a M a l i n o w s k i w p e w i e n sposób pozostał przyja­

wyzywa Los i musi w walce z n i m ponieść konsekwen­

cielem W i t k a c e g o , co n a j m n i e j przyjacielem lat mło­

cje wyzwania, a częstokroć klęskę. U W i t k a c e g o klę­

d y c h , którego o b e c n o ś ć jest często a k t u a l i z o w a n a

ska nie jest całkowita.

w jego świadomości.

Grzechu śmiertelnego według Bunga: pomieszania
życia i sztuki dopuścił się o n sam i dlatego został uka­
rany. Kara przyszła w m o m e n c i e jego nawrócenia na

Przypisy

właściwą drogę, ale nie dane m u było skorzystanie

1

z etycznego i estetycznego odrodzenia. N i e był już

S. Witkiewicz, Listy do syna. Opracowały: B. Danek-Wojnowska
i A . Micińska, Warszawa 1969. List z 31 lipca 1900, wspomnia­

w stanie naprawdę odrodzić się, gdyż życie, głównie

ny przeze mnie, por. s. 39

życie seksualne, któremu się oddawał, doprowadziło

2

E Skalnik, Bronisław Kasper Malinowski

and Stanisław Ignacy

Witkiewicz. Science versus Art in the Conceptualization of Culture,

do trwałego uszkodzenia jego świadomości. G d y d o ­

„Konteksty" 2000, nr 1-4, s. 54; cytuję wersję polską artykułu

konał w y b o r u zarówno sztuki, jak i życia seksualnego,

w przekładzie S. Sikory, tamże, s. 55. O złym wpływie Bronia na

oddał swoje ludzkie (w istocie swoje męskie!) w a r t o ­

Stanisława Ignacego por. S. Witkiewicz, Listy do syna, s. 281;

ści: świadomość i i n t e l e k t we władanie kobiet (kobie­

warto zwrócić uwagę, że Stanisław Witkiewicz, przestrzegając

t y ) , która jest uosobieniem biologii i nieświadomości.

syna przed Bronieni, uznaje siłę ich przyjaźni, powątpiewa jedy­

Jest niezmiernie charakterystyczne, że stan orgazmu

nie w jej głębszą wartość: „Jeżeli Wasza harmonia i bliskość po­

Bunga jest zawsze opisywany przez narratora powieści

lega na zgodności wyższych potrzeb duszy, na wspólności dążeń

jako u t r a t a świadomości; w i e l o k r o t n i e powtarzane

umysłowych, na podobnym tonie uczuć - zawsze wyższej skali,
tym lepiej i niech ta harmonia trwa".

stwierdzenie n i e o d m i e n n i e mówi, że Bungo „stracił
'

przytomność". Początkowo B u n g o wraca do p r z y t o m ­

S. I . Witkiewicz, Dzieła wybrane, t. I : 622 upadki Bunga, czyli
Demoniczna kobieta. Narkotyki. Niemyte dusze, Warszawa 1985,

ności czy świadomości względnie łatwo i pozornie bez

s. 37 (Wstęp A . Micińskiej do 622

szkody dla stanu świadomości; z czasem powrót staje

4

się coraz trudniejszy, aż następuje trwałe jej uszkodze­

upadków...).

Por. B. Danek-Wojnowska, Problem artysty w powieści S. I Wit­
kiewicza" „622 upadki Bunga", „Pamiętnik Literacki" 1970, nr 3

nie, które można określić słowami, j a k i c h W i t k a c y

5

użył, by nazwać jeden ze swoich rysunków: „schujo-

D. G. Gerould, Stanisław Ignacy Witkiewicz jako pisarz. Przeł.
J. Sieradzki, Warszawa 1981, s. 59

wacenie mózgowia" (rysunek z r o k u 1931). M i m o po-

6

S. I . Witkiewicz, Dzieła zebrane. Wydanie krytyczne ze wstępem

padnięcia w obłęd, Edgar dał sobie radę i z życiem,

J. Brońskiego. Komitet redakcyjny: przewodniczący J. Degler

i z chorobą, ostatecznie zwyciężył, natomiast Bungo

oraz B. Michalski, A . Micińska, K. Puzyna, L. Sokół, 622 upad­
ki Bunga, czyli Demoniczna kobieta. Oprać. A . Micińska, Warsza­

poniósł klęskę totalną. Dlaczego? Odpowiedź, która

wa 1992, s. 14- Wszystkie cytaty z powieści wg tego wydania,

się nasuwa, jest bardzo m o c n o związana z epoką, z jej

oznaczane bezpośrednio w tekście za pomocą skrótu В z poda­

poglądami estetycznymi, z estetyką W i t k a c e g o wresz­

niem strony cytatu.

cie, właśnie się wówczas kształtującą. Z potęgą życia

7

można j e d n a k , przy całym niebezpieczeństwie, wał­
czyć i nie przegrać całkowicie, m i m o wielkiej ceny -

8

bokiej satysfakcji i n t e l e k t u a l n e j , jak wyrafinowanej
Sztuka jest

T. Bocheński, Powieści Witkacego. Sztuka i mistyfikacja,
1994, s. 31

uratować się. N a u k a może być źródłem zarówno głę­
dandysowskiej przyjemności.

Por. L. Sokół, Dandyzm u Witkacego: gra i metafizyka w: Witkacy
w Polsce i na świecie. Redakcja: R. Skwara, Szczecin 2001, s. 197-209

zaborcza

36

"

Tamże, s. 30

10

Tamże, s. 32-33

11

Tamże, s. 34

Łódź

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11366" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11344">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6fa2973e74a6aa2f75a92c6ec8a07ad3.pdf</src>
        <authentication>9b21b810763ee874c7c9bb78d31c1753</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135423">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3526</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135424">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135425">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135426">
                <text>Jana Świderskiego widzenie sztuki ludowej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135427">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.4, s.243-252</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135428">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135429">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135430">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135431">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135432">
                <text>П. 1. Chrystus

Aleksander

Frasobliwy,

Korytków,

woj.

zamojskie.

Jackowski

JANA Ś W I D E R S K I E G O WIDZENIE SZTUKI LUDOWEJ
P r z e d m i o t e m t y c h u w a g są z a r ó w n o w y b r a n e z d j ę ­
c i a J a n a Ś w i d e r s k i e g o j a k też i w i d z i a n y p r z e z i c h
p r y z m a t p r o b l e m f o t o g r a f i i j a k o środka d o k u m e n t a c j i
k u l t u r y a r t y s t y c z n e j l u d u . P r e t e k s t e m zaś d l a t y c h r o z ­
w a ż a ń są t r z y w y s t a w y p r a c S w i d e r s k i e g o krążące p o
k r a j u i z a g r a n i c y . J e d n a z n i c h p o k a z u j e dawną rzeź­
bę l u d o w ą d r u g a
różne d z i e d z i n y
sztuki
ludowej
t r z e c i a b u d o w n i c t w o d r e w n i a n e " . Z n a j d u j e m y się w i ę c
cały czas w kręgu k u l t u r y chłopskiej, której m a t e r i a l ­
ne p r z e j a w y z n a S w i d e r s k i j a k m a ł o k t o z e t n o g r a f ó w
i d o k u m e n t a c j i której poświęcił n a j l e p s z y o k r e s s w e g o
życia. W y s t a r c z y p o w i e d z i e ć , że w ciągu 25 l a t w ę d r ó ­
w e k p o K r a j u , w r a m a c h badań t e r e n o w y c h I n s t y t u t u
S z t u k i P A N , tłukąc się o s o b o w y m i pociągami, a u t o b u ­

s a m i , d ź w i g a j ą c ciężki sprzęt — w y k o n a ł p o n a d 50.000
zdjęć, a w i ę c u t r w a l i ł co n a j m n i e j 30.000 różnych o b i e ­
któw. N i e muszę tłumaczyć, iż w i e l e z n i c h (jeśli n i e
większość) już n i e i s t n i e j e , uległo z n i s z c z e n i u bądź r o z ­
p r o s z e n i u . Zdjęcia, znajdujące się w I n s t y t u c i e S z t u k i
mają w i ę c w a g ę b e z c e n n e g o d o k u m e n t u , którego z n a ­
czenie w z r a s t a w p r o s t p r o p o r c j o n a l n i e do procesu p o ­
stępujących p r z e m i a n w k u l t u r z e i g o s p o d a r c e
Kraju.
N i c t e d y d z i w n e g o , że f o t o g r a f i e S w i d e r s k i e g o z n a j d u ­
j e m y p r a w i e w każdej p u b l i k a c j i m ó w i ą c e j o sztuce
l u d o w e j . Z n a c z e n i e i c h określa n a j l e p i e j f a k t , iż p r o f .
R o m a n R e i n f u s s n i e w a h a ł się uznać S w i d e r s k i e g o za
współautora książki Sztuka
ludowa
w Polsce .
W al­
b u m i e Sztuka
ludu
polskiego
(Warszawa
1967), n a 521
4

5

243
I

�ilustracji

aż

A

dodać, że w r a z

należy

wybieraliśmy

197
do

jest

autorstwa

albumu

Jana

z Jadwigą
zdjęcia

150.000 d a w n y c h i współczesnych

Swiderskiego.

Jarnuszkiewiczową

spośród

co

najmniej

fotografii.

T e n wstęp j e s t c h y b a k o n i e c z n y , w y z n a c z a
bowiem
w y r a ź n i e z a k r e s zainteresowań S w i d e r s k i e g o i c h a r a k t e r
p r e z e n t o w a n y c h przez niego w y s t a w . Z n a j d u j e m y więc
n a n i c h sztukę ludową traktowaną p r z e d e w s z y s t k i m
jako
dokument.
A
więc
bez
osobistej,
świadomie
s u b i e k t y w n e j i n t e r p r e t a c j i , bez r e ż y s e r o w a n i a s y t u a c j i ,
s t w a r z a n i a s p e c j a l n y c h zderzeń o b i e k t u z k o n t e k s t e m ,
bez w s z e l a k i e g o r o d z a j u
zabiegów t r a n s m u t a c y j n y c h .
P r z e d m i o t z a w s z e j e s t n a t y c h zdjęciach c z y t e l n y , o n i e ­
go c h o d z i , o n j e s t j e d y n y m b o h a t e r e m . F o t o g r a f p r o ­
g r a m o w o u n i k a w s z y s t k i e g o , co m o g ł o b y o d w r ó c i ć u w a ­
gę w i d z a o d p o k a z y w a n e j rzeźby czy b u d y n k u , n a r z u ­
cić m u s w o j e e m o c j e , pośrednio t y l k o z w i ą z a n e z t e ­
m a t e m zdjęcia.
T e n r y g o r y z m , zasługujący u d o k u m e n t a l i s t y n a sza­
c u n e k , n i e oznacza j e d n a k r e z y g n a c j i z a r t y s t y c z n y c h
w a l o r ó w f o t o g r a f i i . Są o n e j e d n a k w y r a ź n i e z w i ą z a n e
z dziełem, j e g o strukturą i wartościami, które A u t o r
s t a r a się m o ż l i w i e p r e c y z y j n i e ukazać. O t o
Ukrzyżowa­
ny z Płoskini (11. 2), f o t o g r a f o w a n y w w a r u n k a c h l a ­
b o r a t o r y j n y c h . Z d j ę c i e w sposób m i s t r z o w s k i w y d o b y ­
w a w a l o r y p l a s t y c z n e rzeźby. Cała u w a g a w i d z a k o n ­
c e n t r u j e się n a m o d e l u n k u t o r s u , g ł o w y i p e r i z o n i u m .
S r e b r z y s t e , „ m i ę k k i e " tło t w o r z y przestrzeń, w której
m i m o f r o n t a l n e g o ujęcia czuje się w y r a ź n i e b r y ł ę r z e ź ­
by. Światło
podkreśla
j e j ekspresję.
Koncentryczny,
biegnący k u o s i p i o n o w e j układ słojów d r e w n a m o d e ­
l u j e t o r s , t w o r z ą c układ, k t ó r y o d b i e r a m y
w
prze­
b i e g u c z a s o w y m , o d d r a m a t y c z n i e skłonionej g ł o w y aż
po p e r i z o n i u m , które j a k g r u p a a k o r d ó w w i e ń c z y i u s ­
p o k a j a r y t m t y c h słojów. R o z k ł a d światła n a p o w i e r z ­
c h n i f i g u r y p o z w a l a zobaczyć ją j e d n y m
spojrzeniem
— j a k o całość, n i m o k o nasze z a c z y n a postrzegać posz­
czególne s e g m e n t y rzeźby.
Czy S w i d e r s k i p r z e k r o c z y ł w t y m zdjęciu g r a n i c e
d o k u m e n t u ? Z a s t a n ó w m y się n a d t y m . S p r a w a
pier­
w s z a , najważniejsza — czy zdjęcie s u g e r u j e wartości,
których n i e m a oryginał? Otóż g d y się z n a rzeźbę,
ł a t w o stwierdzić, że f o t o g r a f i a j e d y n i e u c z y t e l n i a j e j
w a l o r y a r t y s t y c z n e , kładąc n a c i s k n a strukturę dzieła,
podporządkowanie elementów d e k o r a c y j n y c h
wyrazowi
emocjonalnemu,
akcentując
rolę
rytmów,
podziałów,
r ó w n o w a g i układu. Jest to w i ę c d o k u m e n t ś w i a d o m i e
komponowany. Dokument — dodajmy —
utrwalający
t y l k o p e w n e c e c h y (choć w t y m p r z y p a d k u n a j w a ż ­
niejsze). N i e w i e m y b o w i e m , j a k w y g l ą d a d o l n a część
rzeźby, j e j tył, p r o f i l b o c z n y , n i e z n a m y s y t u a c j i w
której się p i e r w o t n i e znajdowała i t d . Rzeźba d o k u m e n ­
t o w a n a j e s t w m u z e u m , t a w i ę c część i n f o r m a c j i o n i e j
z konieczności o d p a d a , j e s t n i e do z d o b y c i a . N i e d o ­
w i e m y się w i ę c z j a k i e j odległości i p o z y c j i n a nią
p a t r z o n o , g d z i e wisiała, w kościele, czy n a p r z y d r o ż n y m
krzyżu, co w n i e j d o s t r z e g a n o , w j a k i m
oświetleniu,
j a k i m i a n o do n i e j stosunek.
Niestety,
d o k u m e n t przeszłości j e s t
i tak poda­
r u n k i e m l o s u . R e j e s t r u j e sytuację zastaną, r z a d k o k i e ­
d y z d o l n y przekazać n a m i n f o r m a c j e o przeszłości o b i e ­
k t u . E w o k o w a n i e j e j p r z e z reżyserię zdjęcia j e s t już
zabiegiem
wtórnym, uzasadnionym r a c j a m i d y d a k t y c z ­
n y m i l u b a r t y s t y c z n y m i . N a s u w a się j e d n a k p y t a n i e ,
czy j e d n o zdjęcie, n a w e t t a k w i e l e m ó w i ą c e j a k t o ,
które r o z p a t r u j e m y , s t a n o w i p e ł n o w a r t o ś c i o w y
doku­
m e n t w i z u a l n y . U k a z u j e przecież t y l k o p e w i e n a s p e k t
oryginału, czasem t y l k o f r a g m e n t t o r s u czy g ł o w ę ( i l . 1).
Otóż ujęcie cząstkowe, ukazujące o b i e k t z j e d n e g o t y l ­

244

k o p u n k t u w i d z e n i a j e s t u p r a w n i o n e , g d y uzupełniają
j e i n f o r m a c j e z a w a r t e n a i n n y c h zdjęciach. ( T a k w ł a ­
śnie p o j m u j e dokumentację S w i d e r s k i , eksponując rzecz
p r o s t a n a w y s t a w i e j e d y n i e w y b r a n e ujęcia). P e ł n ą j e ­
dnostką dokumentacyjną j e s t w i ę c d l a f o t o g r a f i i s ek w e n c j a
z d j ę ć , której wielkość zależy o d s t o p n i a
k o m p l i k a c j i zadania dokumentacyjnego. Dla przedmiotu
płaskiego, n p . w y c i n a n k i , w y s t a r c z a j e d n o ujęcie, d l a
rzeźby wolnostojącej — g r u p a k i l k u , czy w p e w n y c h
s y t u a c j a c h n a w e t k i l k u n a s t u zdjęć.
W s y t u a c j a c h , g d y o b i e k t zasługuje n a szczególną
u w a g ę , s u m a niezbędnych i n f o r m a c j i zwiększa się, a
s w o i s t y m s p r a w d z i a n e m i c h pełni staje się p o t e n c j a l n a
zdolność d o z r e k o n s t r u o w a n i a o b i e k t u n a
podstawie
u z y s k a n y c h d a n y c h . J e d n o zdjęcie o b i e k t u istniejącego
w p r z e s t r z e n i , a zwłaszcza dzieła s z t u k i , j e s t b o w i e m
zawsze ujęciem w y b r a n y m , w m i a r ę m o ż l i w o ś c i s y n t e ­
t y c z n y m . S p r o w a d z a wielość i n f o r m a c j i i r e f l e k s j i , k t ó ­
r e n a s u w a o r y g i n a ł , d o j e d n e g o „ p l a k a t o w e g o " ujęcia.
To skojarzenie z p l a k a t e m nie jest p r z y p a d k o w e , w i ę ­
kszość zdjęć, które S w i d e r s k i p o k a z u j e n a s w y c h w y ­
s t a w a c h m a właśnie cechy f o t o g r a f i i p l a k a t o w e j , n a d a ­
j e się z n a k o m i c i e n a okładkę książki czy
„Polskiej
S z t u k i L u d o w e j " ( i o c z y w i ś c i e są o n e w t y m c h a r a k t e r z e
w y k o r z y s t y w a n e ) . Są t o b o w i e m zdjęcia s t a t y c z n e , któ­
r y c h czytelność k o m p o z y c j i p o z w a l a objąć j e j e d n y m
s p o j r z e n i e m . Z r e g u ł y p u n k t ciężkości z n a j d u j e się n a
przecięciu przekątnych; p r z e d m i o t — obojętne, czy b ę ­
d z i e n i m rzeźba, człowiek w s t r o j u , czy też b u d y n e k - —
u m i e j s c o w i o n y j e s t w środku k o m p o z y c j i , n i e m a l h i e ­
ratycznie.
T e n sposób ujęcia w y n i k a n i e t y l k o z e s t e t y c z n y c h
przesłanek, była już m o w a o t y m , że S w i d e r s k i u n i k a
w s z y s t k i e g o , co może o d w r ó c i ć u w a g ę w i d z ę o d t e m a t u ,
który p o k a z u j e . D l a t e g o
w ł a ś n i e szukając
najkrótszej
c h a r a k t e r y s t y k i j e g o f o t o g r a f i i można p o w i e d z i e ć o s z a ­
c u n k u dla dokumentowanego obiektu, i o p o w a d z e ,
w i d o c z n e j z a r ó w n o w s a m y c h zdjęciach j a k i p o s t a w i e
autora.
Sądzę j e d n a k , że dążenie d o o b i e k t y w i z m u d o k u ­
m e n t u f o t o g r a f i c z n e g o n i g d y n i e m o ż e być z r e a l i z o w a n e
w pełni, po p r o s t u f o t o g r a f i a n i e j e s t obojętnym, m e ­
c h a n i c z n y m środkiem r e j e s t r a c j i . T o t y l k o w r e k l a m a c h
Kodaka
czy Canona
o k o k a m e r y w y d a j e się o b i e k t y ­
w n y m ś w i a d k i e m . W rzeczywistości j e s t i n a c z e j . F o t o ­
grafując o b i e k t t r ó j w y m i a r o w y
d o k o n u j e się w y b o r u ,
sprowadza
wielość „ o g l ą d ó w " do j e d n e g o ujęcia. P o ­
n a d t o w d o k u m e n t a c j i czarno-białej, która wciąż j e s z ­
cze s t a n o w i p o d s t a w o w ą f o r m ę s t o s o w a n e g o u nas za­
p i s u , przekład k o l o r u n a w a l o r j e s t z a b i e g i e m , w któ­
r y m z a w s z e p e w n e wartości gubią się, k o n i e c z n a w i ę c
j e s t d e c y z j a , co się c h c e ocalić. P a m i ę t a m , j a k c h c i a ­
łem kiedyś zamieścić w a r t y k u l e reprodukcję f o t o g r a ­
ficzną N i k i f o r a . M i a ł e m w ó w c z a s d o w y b o r u d w a c z a r ­
no-białe zdjęcia tego s a m e g o o b r a z u , j e d n o
wykonane
w naszej P r a c o w n i F o t o g r a f i c z n e j , o w y r ó w n a n e j sza­
r e j t o n a c j i , z w s z y s t k i m i szczegółami r y s u n k u , d r u g i e
— L e o n a r d a Sempolińskiego, p r z e k o n t r a s t o w a n e , gubią­
ce niektóre d e t a l e , a l e pełne e k s p r e s j i ,
dramatycznego
napięcia.
Zamieściłem
właśnie
t o zdjęcie,
ponieważ
p r z e k a z y w a ł o nastrój, ponieważ n a j e g o p o d s t a w i e m o ż ­
n a było u w i e r z y ć , że N i k i f o r b y ł n i e t y l k o n a i w n y m ,
a l e także z n a k o m i t y m m a l a r z e m . W y b ó r zdjęcia n i e
był więc s p o w o d o w a n y
różnicą p o z i o m u
technicznego.
O b a b y ł y d o b r e , a l e p i e r w s z e w i ą z a ł o się z większą
w i a r ą w o b i e k t y w i z m f o t o g r a f i c z n e j k a m e r y , d r u g i e zaś
w y n i k a ł o z dążenia d o u z y s k a n i a napięcia
emocjonal­
nego, które cechowało oryginał. W d o k u m e n t a c j i f o t o ­
graficznej
z a w s z e t r z e b a z czegoś r e z y g n o w a ć , w l a -

�П.

2.

Ukrzyżowany,

Płoskinia,

w o j . elbląskie.

Wł.

Muzeum

w

Olsztynie.

245

�śnie p o t o , a b y ujawnić wartość w d a n y m p r z y p a d k u
najważniejszą.
N i e m a przecież d o k u m e n t a c j i j e d n e j ,
p e ł n e j , a b s o l u t n e j j e s t o n a b o w i e m związana z postawą
badacza, z p y t a n i a m i , które sobie s t a w i a .
W b a d a n i a c h n a d sztuką ludową będzie t o p r z e d e
wszystkim
sprawa
kontekstu przedmiotu, kontekstu
w p i e r w s z y m rzędzie k u l t u r o w e g o . Rzeźba, w y c i n a n k a ,
h a f t , chałupa, strój występują w s z a k ż e w określonych
związkach c z a s o w y c h i p r z e s t r z e n n y c h . W i ą ż ą się ze sferą
p s y c h o l o g i i działań t w ó r c z y c h , z w a r u n k a m i g o s p o d a r ­
c z y m i , ze ś w i a t o p o g l ą d e m , z funkcją pełnioną w k u l t u ­
rze. Są dziełem człowieka, z w i ą z a n e ze środowiskiem,
j e g o a m b i c j a m i , p o t r z e b a m i , poglądami. Są t o rzeczy
wiadome, wielokrotnie omawiane
i bez t r u d u
można
wskazać o p r a c o w a n i a , w których z w i ą z k i t e są w s z e ­
c h s t r o n n i e p r z e d s t a w i o n e . R ó w n i e ł a t w o można znaleźć,
między i n n y m i w d o k u m e n t a c j i p r o w a d z o n e j przez S w i ­
d e r s k i e g o w t e r e n i e , s e k w e n c j e f o t o g r a f i c z n e , ukazujące
różne r e l a c j e między o b i e k t e m a o t o c z e n i e m ,
dziełem
a twórcą i t d . P r z y k ł a d e m j e s t chociażby zdjęcie z w y ­
s t a w y ( i l . 11) określające konfigurację i c h a r a k t e r t e r e n u
n a k t ó r y m s t o i c e r k i e w k a (z D u b n e g o ) . A l e m i m o sza­
c u n k u , a n a w e t z a c h w y t u , który budzą w e m n i e p r a c e
p o k a z y w a n e n a w y s t a w a c h n i e mogę się oprzeć o d c z u ­
c i u p e w n e g o n i e d o s y t u . P r z e d s t a w i a n e o b i e k t y są piękne,
k l a r o w n e , ale w całym s w y m zestawie
robią w r a ż e ­
n i e j a k b y w y a b s t r a h o w a n y c h z życia, z n u r t u
otacza­
jącej j e k u l t u r y . M o ż e w r a ż e n i e t a k i e stąd w y n i k a ,
że b r a k w n i c h człowieka, s y t u a c j i , które t ł u m a c z y ł y b y
fotografowane przedmioty.
N i e d o s y t u t a k i e g o n i e o d c z u w a m oglądając z a b y t k i
a r c h i t e k t u r y , ślady m i n i o n e j przeszłości, dzieła
sztuki
w i e l k i e j , które zdają się istnieć poza czasem i p r z e ­
strzenią. A l e w t e d y , g d y patrzę n a zdjęcie p r z e d m i o t u
z i n n e g o kręgu k u l t u r o w e g o , p r z e d m i o t u , który właśnie
w t y m kręgu miał s w o j e
u z a s a d n i e n i e — chciałbym

246

zrozumieć j e g o rolę, j e g o znaczenie. Rzeźba, którą o d ­
c z y t u j e m y t y l k o j a k o dzieło s z t u k i , z d o l n e swą formą
budzić u nas e m o c j e ,
była przecież d l a społeczności
chłopskiej p r z e d m i o t e m k u l t u , o c e n i a n o ją w i ę c
ina­
czej, niż m y to c z y n i m y . D l a t e g o w ł a ś n i e t a k t r u d n o
w f o t o g r a f i i dokumentować kulturę ludową, d o k u m e n ­
t o w a ć t a k , a b y w j e d n y m czy k i l k u zdjęciach ukazać
nie t y l k o wizerunek obserwowanej
rzeczy, ale i p r z e ­
słanki d l a j e j z r o z u m i e n i a .
7

O d c z u w a n y niedosyt w y n i k a więc n i e t y l e z k o n ­
c e p c j i r e c e n z o w a n y c h w y s t a w , co p r z y c z y n n a t u r y b a r ­
d z i e j ogólnej, z m e t o d o l o g i c z n y c h
założeń badań n a d
kulturą społeczności chłopskiej, z przyjętych
tuż p o
w o j n i e rozwiązań o r g a n i z a c y j n y c h . A t o m i z a c j a
badań,
rozproszenie i c h w r a m a c h k i l k u placówek n a u k o w y c h
( I n s t y t u t S z t u k i , I n s t y t u t Badań L i t e r a c k i c h , I n s t y t u t
Historii
Kultury
Materialnej, katedry
uniwersyteckie,
m u z e a i t d . ) s p r a w i ł o , iż n i e d o k u m e n t u j e się k u l t u r y
l u d o w e j j a k o całości ( n i e d o c e n i a się zwłaszcza
sfery
życia d u c h o w e g o i j e j związku ze „ s z t u k ą " ) .
O c z y w i ś c i e w s z y s c y zdają sobie s p r a w ę z p o t r z e b y
ujęć całościowych ( k o m p l e k s o w y c h — j a k t o się p r z y ­
jęło m ó w i ć ) , a l e w b a d a n i a c h t e r e n o w y c h poszczegól­
n y c h i n s t y t u c j i n i e zawsze j e s t n a to czas i m i e j s c e ,
d y l e m a t — n p . z d o k u m e n t o w a ć w i ę c e j wnętrz czy też
m n i e j , lecz w sposób b a r d z i e j pogłębiony b y w a
roz­
s t r z y g a n y n a korzyść p o d s t a w o w y c h
zadań i n s t y t u c j i ,
zwłaszcza w s y t u a c j i , g d y ślady przeszłości giną za­
straszająco s z y b k o , a właśnie o n e interesują daną i n ­
stytucję n a j b a r d z i e j .
Tak więc p e w i e n niedosyt
„ ż y c i a " , który
odczu­
wam
oglądając
fotografie
Świderskiego, w y n i k a n i e
t y l e z j e g o t e m p e r a m e n t u czy t y p u w r a ż l i w o ś c i , co
przyjętego p r o g r a m u d o k u m e n t a c j i .
P o w i ą z a n i e badań n a d sztuką ludową z I n s t y t u t e m
S z t u k i miało oczywiście p o z y t y w n e
uzasadnienie, da-

�w a ł o szansę całościowego s p o j r z e n i a
n a kulturę róż­
nych warstw
n a r o d u , dostrzeżenie z w i ą z k ó w
między
sztuką cechową czy „ w i e l k ą " a chłopską i t d . ale j e d n o ­
cześnie o d s e p a r o w y w a ł o o d badań „nie-sztuki", z j a w i s k
związanych
z
determinantami
ludowej
kultury,
a n i e mieszczących się w p r z y j ę t y m m o d e l u " s z t u k i " .
Postaram
się n a k i l k u przykładach pokazać, j a k
z a w ę ż e n i e zainteresowań t y l k o d o p r z e d m i o t u a r t y s t y c z ­
nego w p ł y n ę ł o n a s w o i s t e l u k i d o k u m e n t a c y j n e . O t o
n p . Z a l i p i e . Jest w d o k u m e n t a c j i I n s t y t u t u b l i s k o d w i e
s e t k i zdjęć m a l o w a n y c h
domów, staranna
rejestracja
wielu
konkursów, dzięki k t ó r y m
tradycja
t a wciąż
jeszcze się u t r z y m u j e . A l e są to t y l k o f o t o g r a f i e
zdo­
b i o n y c h chałup. Można w i ę c n a i c h p o d s t a w i e
po­
wiedzieć j a k m a l u j e
Stefania
Łąezyńska
czy
Maria
Szlosek, c z y m
się różnią i c h p r a c e
wcześniejsze o d
n o w s z y c h i t d . , n i e w i a d o m o j e d n a k j a k w y g l ą d a wieś,
j a k się mają d o m y „ k o n k u r s o w e " d o i n n y c h , co się
znajduje
w mieszkaniach, j a k i e obrazy, ozdoby. N i e
istnieje więc d o k u m e n t a c j a
rzeczywistego Zalipia, w
którym
występuje
zarówno
układ
tradycyjny, jak
i n o w y , patrząc n a zdjęcia n i e w i e się czy istnieją,
i j a k i e , p r z y k ł a d y w z a j e m n e g o p r z e n i k a n i a się d a w n e j
i współczesnej e s t e t y k i . A d l a z r o z u m i e n i a
fenomenu
Z a l i p i a t r z e b a przecież w i e d z i e ć i o n o w y c h t r z y k o n dygnacjowych
d o m a c h , które z a p e w n e pełnią o b e c n i e
podobne
funkcje
prestiżowe, co d a w n e
malowane.
Drugi

przykład. N a p o d s t a w i e

architektury

bardzo

niewiele

fotografii

możemy

drewnianej

dowiedzieć

się

I I . 3. Chrystus
u słupa, Ł a b u n i e , w o j . z a m o j s k i e . W ł . M u z e u m Zamość. I I . 4. Sw. Jan Nepomucen,
Bystrzyca,
w o j . rzeszowskie.
I I . 5. Chrystus
ukrzyżowany,
Krasnobród,
w o j . zamojskie.
Wł. M u z e u m
Zamość.
I I . 6.
Matka
Boska
z Dzieciątkiem,
Brzozowy
K ą t , w o j . ostrołęckie. Wł. M u z e u m E t n o g r . w K r a k o w i e . I I . 7.
Święci,
K r ó l o w a R u s k a , w o j . nowosądeckie. W ł . M u z e u m O k r ę g o w e w N o w y m
Sączu.

�szą

0 j e j kontekście p r z e s t r z e n n y m , o związku
chałup}
z konfiguracją t e r e n u . A przecież, jeśli m o w a o i n s p i ­
r a c j a c h , które m o ż e m y czerpać z l u d o w e j t r a d y c j i , to
coraz w a ż n i e j s z e w y d a j ą się w ł a ś n i e w z o r y h a r m o n i j ­
nego współżycia z o t o c z e n i e m , w t o p i e n i e się w
kraj­
o b r a z , kształtowanie go ś w i a d o m e i często w r ę c z d o ­
skonałe. Sądzę, że te doświadczenia
mogą być b a r ­
dziej
p r z y d a t n e , niż s z u k a n i e
inspiracji w
kształcie
chałup czy i c h d e k o r a c j i .

wkładem

do

naszej

starzy

ludzie,

godnością,
niezwykłą

dostojnie.
urodę

I

mimo

tego

stroju,

P r z y k ł a d e m współczesnej s y t u a c j i d a w n e g o o b i e k t u
są n a w y s t a w a c h
Ś w i d e r s k i e g o zdjęcia
młyna,
wia­
t r a k a ( i l . 10). A l e współczesna s y t u a c j a p r z e d m i o t u r e ­
l i k t o w e g o to n i e t y l k o stan jego z a c h o w a n i a , ale i spo­
sób w j a k i r e a g u j e n a n i e g o otoczenie. K t o się dziś m o d l i
u stóp s t a r y c h k r z y ż y i k a p l i c z e k ? K t o i j a k reagują
na p r o c e s j e w Ł o w i c z u czy K a d z i d l e ?
J a k kształtuje
s'ę t a r e l a c j a uczestników i w i d z ó w ? K i m są c i w i d z o ­
w i e ? J a k reagują? A j a k w y g l ą d a r e a k c j a w i d z ó w n a
zespoły h e r o d o w e ?
W j a k i m s t o p n i u publiczność
daje
się wciągnąć w zabawę? W ś r ó d zdjęć S w i d e r s k i e g o w i e ­
le p o k a z u j e te s y t u a c j e , i sądzę, że d l a następnych p o ­
koleń e t n o g r a f ó w będą o n e w a ż n e , dokumentując n i e
t y l k o s a m f a k t , a l e i j e g o społeczny odbiór, n i e t y l k o
r e l i k t , ale i j e g o f u n k c j o n o w a n i e w czasie i środowisku.
W a r c h i w u m I n s t y t u t u znajdują się r ó w n i e ż zdjęcia
S w i d e r s k i e g o z różnych i m p r e z o r g a n i z o w a n y c h w m i a s ­
t a c h , n p . z konkursów n a szopkę w K r a k o w i e , z T a r g ó w
S z t u k i L u d o w e j , C e p e l i a d , F e s t i w a l i . Są t o t e m a t y chęt­
nie fotografowane
przez foto-reporterów. A l e S w i d e r ­
skiego n i e interesują e f e k t o w n e czy śmieszne ujęcia, s t a ­
ra się utrwalić dzieła, strój, t w a r z e l u d o w y c h artystów.

wie­

Sumując te u w a g i chciałbym wskazać na d w i e p o d ­
stawowe
sprawy:
n a rolę
k o n t e k s t u
k u l t u r o ­
wego
i czasowego.
Kontekst kulturowy
dotyczy
zawężenia p o l a w i d z e n i a , a w i ę c w s k a z u j e n a potrzebę
rozszerzenia
s e k w e n c j i d o k u m e n t a c y j n e j o d p l a n u sze­
r o k i e g o do szczegółu, o d tła' z j a w i s k a d o j e g o f o r m y .
K o n t e k s t czasowy w y m a g a
wyraźnej decyzji
dotyczą­
cej p u n k t u o d n i e s i e n i a . C z y j e s t n i m przeszłość, czy
teraźniejszość.
Czy
pokazując
n p . chałupę
czynimy
z niej możliwie
„czysty"
d o k u m e n t przeszłości,
czy
tez u w z g l ę d n i a m y j e j obecną, rzeczywistą sytuację ( n p .
tło współczesnego
d o m u , słupy
wysokiego
napięcia;.
Czy strój r e g i o n a l n y f o t o g r a f u j e się n a c z ł o w i e k u , do
którego o n należy, czy też na w s p ó ł c z e s n y m m o d e l u .
W zdjęciach Ś w i d e r s k i e g o — za co m u chwała
—
strój d a w n y w y s t ę p u j e w e w ł a ś c i w e j m u f u n k c j i . N o ­

Na

swych

w y s t a w a c h , Świderski

nak t y l k o do p o k a z a n i a d a w n e j
dzę, że za t o należy
peliowskie"

oglądamy

czym

sztuka

była

ograniczył

autentycznej

się j e d ­

sztuki.

być m u w d z i ę c z n y m . S y t u a c j e
bez p r z e r w y .

ludowa.

Powoli

Powielana,

styczną,

która

nowskiego,
że
i

częścią m a s o w y c h

Swiderski
mądrość.

zachwycała

Szczepkowskiego
przypomina

Są­
„ce­

zapominamy

zwulgaryzowana,

p o k a z y w a n a t a n d e t n i e , o d r y w a n a o d s w e g o podłoża
się o b e c n i e

9

248

z

koloru odczuwamy

j e g o architektonikę ( i l . 16).

Podobne
uwagi
budzi
dokumentacja
kapliczek.
U t r w a l a się z a z w y c z a j t y l k o i c h kształt, najbliższe o t o ­
czenie, p o d c z a s g d y o d g r y w a ł y o n e przecież rolę w b u ­
dowaniu
przestrzeni
otaczającej
człowieka,
w
rela­
cjach
między
człowiekiem
a ziemią
i niebem.
Nie
z w r a c a się d o s t a t e c z n e j u w a g i n a rolę krzyża i k a p l i ­
czek w ż y w y m k u l c i e . G i n i e r e l a c j a między p r z e d m i o ­
t e m k u l t u a c z ł o w i e k i e m . A j a k j e s t o n a ważna, ś w i a d ­
czyć mogą fascynujące f o t o g r a f i e A d a m a B u j a k a , k t ó ­
r e g o z a i n t e r e s o w a n i a d l a o b r z ę d ó w , w s z e l a k i c h kultów
1 w i e r z e ń stały się i s t o t n y m
dzy o k u l t u r z e l u d u .

go

braku

staje

i m p r e z . T r a c i rangę a r t y ­
niegdyś

Chopina,

czy

Stopkę.

Dobrze

jej

wielkość,

jej

Szyma­
więc,
urodę

�П. 8. K o ż u c h o w a n i e d o m u z b u d o w a n e g o
w 1929 r. P u z d r o w i z n a , w o j . o s t r o ­
łęckie. I I . 9. Z d o b i e n i e w o z u , O p a c i o n k a , w o j . krośnieńskie. 11. 10. M ł y n w o d n y ,
W o j k o w a , w o j . nowosądeckie.

P R Z Y P I S Y

Dawna rzeźba ludowa w fotografii
Jana
Swiderskie­
go: W a r s z a w a , K l u b M P i K ns Ścianie W s c h o d n i e j , X I I
1970 — I 1971; Z a k o p a n e , M u z e u m Tatrzańskie, I — 1 1 1
1971; R a d o m , K l u b S t o w . „ P A X " , I V 1971; K i e l c e , K l u b
„ P A X " , V I — V I I 1971; N o w y Sącz, M u z e u m , V — V I 1972;
Płock, M P i K
„ R u c h " , V I — V I I 1972; W ł o c ł a w e k , M u ­
z e u m K u j a w s k i e , I — I I I 1975 ( r a z e m z rzeźbami S t a ­
nisława Z a g a j e w s k i e g o ) .
Sztuka
ludowa
w fotografiach
Jana
Swiderskiego:
Warszawa, Państwowe M u z e u m Etnograficzne
(wystawa
towarzysząca j u b i l e u s z o w i 3 0 - l e c i a „ P o l s k i e j S z t u k i L u ­
d o w e j " I — I I 1977; M y ś l e n i c e , M u z e u m R e g i o n a l n e
(w
D o m u G r e c k i m ) , V I I — V I I I 1977; B u d a p e s z t ,
Ośrodek
I n f o r m a c j i i K u l t u r y , I X 1978.
1

2

Drewniane
budownictwo
ludowe
w Polsce:
War­
s z a w a , I n s t y t u t S z t u k i P A N ( w y s t a w a towarzysząca j u ­
b i l e u s z o w i 30-lecia I n s t y t u t u ) , X I — X I I 1979; Z a k o p a n e ,
M u z e u m Tatrzańskie I — I I I 1980; O l s z t y n , Wyższa S z k o i a
Rolniczo-Techniczna.
K a t e d r a B u d o w n i c t w a Lądowego,
X I I 1979; W a r s z a w a , M u z e u m E t n o g r a f i c z n e , I V — V 1980.
3

Klisze w a r c h i w u m fotograficznym Instytutu, War­
s z a w a , Długa 28, o d b i t k i n a k a r t a c h f o t e t e k o w y c h P r a ­
c o w n i S z t u k i N i e p r o f e s j o n a l n e j oraz d u b l e t y w k r a k o ­
wskiej Pracowni Dokumentacji Sztuki Ludowej.
1

5

sce,

R. R e i n f u s s , J . Ś w i d e r s k i , Sztuka
K r a k ó w 1965 (216 i l u s t r a c j i ) .

ludowa

w

Pol­

249

�250

�251

�252

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11365" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11343">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/106809f60d6b7f696d800deeb2d77239.pdf</src>
        <authentication>8fbd300756b9ab61bf37bb4025aadcb2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135412">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2863</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135413">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135414">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135415">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2668</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135416">
                <text>"W cieniu wieżowca": próba antropologicznego spojrzenia na nową architekturę Warszawy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135417">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.94-103</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135418">
                <text>Wit - Szerszeń, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135419">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135420">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135421">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135422">
                <text>CIENIU WIEŻOWCA"...

Tomasz Wit Szerszeń •

Claude Levi-Strauss, w napisanym w latach 40 ese­

TOMASZ

WIT

SZERSZEŃ

j u Nowy ]ork post i prefiguratywny,

tak opisuje swoją

wizytę w „stolicy świata": „kilometrami przemierzałem
ulice M a n h a t t a n u , głębokie kanały, nad którymi nawisły fantastyczne urwiska drapaczy c h m u r . . . " . W relacji
4

„W cieniu wieżowca":
próba antropologicznego
spojrzenia na nową
architekturę Warszawy

tej, ulice są „kanałami", zaś ściany wieżowców — „urwi­
skami". To nie tylko wyobraźnia antropologa: opis ten
pokazuje, jak bardzo zmienił się p u n k t widzenia. Czło­
wiek wielkiego miasta „oswoił" wysokość - już nie pa­
trzy z poziomu ulicy. Teraz jego horyzont wyznaczają da­
chy wysokościowców. M i r o n Białoszewski - pilny obser­
wator rzeczywistości społecznej — konstruuje, w swych
wierszach, p o d m i o t liryczny, który „pisze" z p u n k t u w i ­
dzenia „mrówkowca", spogląda na świat z dziewiątego
piętra.

„ P A T R Z Ę W Z W Y Ż , t a m gdzie kończy się h o t e l Bonaventura.
Jego metalowa, przeszklona bryła obraca się p o w o l i nad hotelo­

„Miasto się odrąbało.

w y m cocktailbarem.(...) W końcu zaczynam widzieć, jak całe

Ja w y w i n d o w a n y . N a dziewiąte.

miasto wiruje wokół nieruchomego b u d y n k u . Zawrót

(...)

głowy

wzmaga wnętrze h o t e l u z l a b i r y n t o w y m i zawirowaniami prze­

Reszta dalej n o r m a l n i e ,

strzeni. (...) Między wnętrzem i zewnętrzem nie ma łączności.

j e d e n na c z u b k u na o b c o w a n i e z bóstwem.

Szklane fasady odsyłają otoczeniu jego własny obraz. S ą bar­

Zobaczę teraz na s w o i m n o w y m p u n k c i e w niebie z łóż­

dziej nieprzekraczalne niż j a k i k o l w i e k m u r z kamienia. Przypo­

k i e m , czy t o p r a w d a . ( . . . ) "

minają ludzi w czarnych okularach. Spojrzenie ukryte za barie­
rą c i e m n y c h szkieł, w których można dostrzec rylko własne o d ­

5

A r c h i t e k t u r a wyznacza nowe doświadczenie czło­

bicie. B u d y n k i takie jak h o t e l Bonaventura próbują być jak do­

wieka - życie „na wysokościach", jest u Białoszewskie-

skonałe i samowystarczalne m i k r o m i a s t a . "

go ciągłym t r u d e m , n i e u s t a n n y m wysiłkiem, by „oswo­
Jean B a u d r i l l a r d

i ć " wysokość. O d d a j m y głos poecie:

Ameryka
„Niebo m n ą kołuje.

N

Słońce mnie muruje

a X V I I I - w i e c z n y c h w e d u t a c h niebo zajmowa­

t e n potwór

ło blisko 2/3 p o w i e r z c h n i obrazu. U B e l l o t t a

tur tur t u r "

1

wizerunek miasta to zaledwie wąski pas, w c i ­
2

N o w y p u n k t w i d z e n i a — p o z i o m d a c h ó w wieżow­

śnięty między niebo i wody rzeki. Budowle odcinają się

ców, t o już „inna rzeczywistość", rządząca się t r o c h ę

ostro o d tła, obwiedzione wyraźnymi k o n t u r a m i . To
pewien wzorzec przedstawiania -

o d m i e n n y m i p r a w a m i („życie na wysokościach" j a k o

dzieło wyobraźni.

a l t e r n a t y w a wobec życia na ziemi - w mieście, t o

D l a porównania - wizerunek współczesnego miasta:

m o t y w pojawiający się w m o d e r n i s t y c z n e j

pocztówka z N o w e g o Jorku. Powierzchnia k a r t k i „wy­

W

pełniona" jest przedstawieniami o g r o m n y c h wertykal­

Białoszewski w wierszach N a n o w y m punkcie („róże

Doskonale widać zmianę: przez te 200 lat człowiek

t u n a górze/ z d y c h a j ą " ) i Nawołują
7

„utracił" kawałek nieba. Zachowanie proporcji klasycz­

ziemskiemu

nej weduty byłoby niemożliwością: by doskonale naśla­

po jakiemu?/

po

(„na w y s o k o ś c i upał / na niskości nie

wiem" ).
8

dować rzeczywistość, trzeba więc z czegoś zrezygnować.

W wizji poety opisującego doświadczenie egzysten­

Można „uciąć" kawałek nieba (jeśli chcemy zachować

cjalne mieszkańca wielkiego miasta, wjeżdżanie windą

właściwe proporcje budynków), lub „zmniejszyć" m i a ­

jest codzienną „wspinaczką", natomiast sam wieżo­

sto (by zachować niebo).

wiec może być „drabiną"(niebios?):

Taki sposób przedstawiania miasta, jak na XVIII-wiecz­
nych „sylwetach" Bellotta - czyli horyzontalnie, z dużej
odległości — stracił więc rację b y t u . Wyjątkiem jest chy­
ba jedynie nowojorska sky-line. Popularność tego przed­

„Może b r a k n ą ć szczebli,
można zamknąć oczy
i wchodzić, można w t e d y spać,

stawienia to swoisty fenomen: sylweta ta stała się wręcz
dwudziestowiecznego m i a s t a ,

utopii.

( 1 9 2 3 ) , Boris A r w a t o w

sorach", by „odciążyć z i e m i ę " ) , na co zwraca uwagę

B u d y n k i pną się w górę, p i o n zastępuje poziom.

wizerunkiem

Utopii urzeczywistnionej

postuluje w y b u d o w a n i e „powietrznych miast na re­

n y c h b u d o w l i , w o l n e j przestrzeni pozostaje niewiele.

ikoną,

6

przyśni się w c h o d z e n i e

3

i spadanie (...)"

podobnie jak N o w y Jork stał się wzorcowym „miastem

(Drabina

nowoczesnym".

94

do wchodzenia

wyżej).

9

�Tomasz Wit Szerszeń *

„W CIENIU WIEŻOWCA"...

Wysokość fascynuje, ale i wywołuje strach. N i e ma

Ze w t y m d o m u dostatek mieszka i porządek.

w t y m nic dziwnego - w tradycji ludowej niebo nigdy

B r a m a na wciąż o t w a r t a p r z e c h o d n i o m ogłasza,

nie było domeną ludzką. W m i t o l o g i a c h większości l u ­

Ze gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza."

dów to sfeta działania żywiołów i przeróżnych sił n a d ­

(Adam Mickiewicz Pan Tadeusz)

przyrodzonych. Gwiazdy natomiast, utożsamiane były
z bogami - były i c h „wizerunkiem". Fritz Lang w relacji

Oczywiście opis t e n , więcej niż o rzeczywistym w y ­

z podróży do A m e r y k i (1924) tak opisywał N o w y Jotk:

glądzie d w o r u , mówi nam. o p e w n y c h tendencjach

„drapacze c h m u r ukazują się w błękicie i złocie, bieli

w naszej kulturze. Mieszkanie w d w o r k u , jakby auto­

i purpurze, a jeszcze wyżej ciągną się neony r e k l a m ,

matycznie „zmusza" do życia poza miastem. Peter M a r ­

swym światłem P R Z E W Y Ż S Z A J Ą C E

t y n , w swym eseju Miejskość:

GWIAZDY...".

mit i rzeczywistość,

14

zwra­

Wieżowce przewyższyły (przezwyciężyły) „bogów", za­

ca uwagę na brak poważniejszych tradycji miejskich

stąpiły i c h . Le Corbusier mawiał, że N o w y Jork „przyj­

w Polsce. Tadeusz C h r z a n o w s k i

muje człowieka na s t o j ą c o " .

M e t a f o r a ta, wskazuje na

tradycję przybudówki w polskiej architektutze, a także

10

15

z kolei, podkreśla

zasadniczą c e c h ę w i e l k i c h miast współczesności - i c h

„horyzontalność" polskiego k t a j o b r a z u . W i e ż o w c e

wettykalność. L i n i a wertykalna zaś, „zwraca wzrok k u

(podobnie jak m i n i - m i a s t a , czyli b i u r o w c e ) w y m y k a ­

niebu, k u B o g u " .

16

C e n t r a w i e l k i c h miast stały się

ją się więc t a k i e m u doświadczeniu d o m u , jakie stało

„skupiskiem" p i o n o w y c h l i n i i , odsyłających wzrok k u

się naszym udziałem - to „dziwa", któte odmieniły zu­

górze - co więcej, nigdy nie występowało i c h tak wiele

pełnie przestrzeń Warszawy. I c h nagłe pojawienie się

jednocześnie. O d czasu, gdy pojawiły się wieżowce -

to wyzwanie, jak uporać się z czymś, co jest zupełnie

„potwory, któte

N O W E , INNE, OBCE.

11

17

zapładniają się w nieskończoność

i prowokują się wzajemnie w przesttzeni ogarniętej dra­
matyzmem i c h zawodów"

12

To zadanie poznawcze.

1 8

Zgodnie z hasłem C l i f f o r d a Geertza, by badać zjawi­

- „PATRZENIE W Z W Y Ż "

ska T U i T E R A Z , wyruszam więc na wędrówkę o d

stało się więc codziennym doświadczeniem człowieka.

biurowca do biurowca, zagłębiam się w niedostępne
wnętrza, wjeżdżam na dach...

• ••

Materiały

Wysokościowce, o d m o m e n t u gdy zaczęły powsta­
wać, nieustannie wzbudzały emocje. B u d o w a wieży

„Nowy C i t r o e n jawnie spada z nieba, gdyż najpierw

Eiffla wywołała równie wiele zachwytów jak i sprzeci­
wów.

13

prezentuje się jako przedmiot doskonały. Trzeba pamię­

Pierwsze nowojorskie wieżowce dla j e d n y c h

były bluźnierstwem, dla d r u g i c h -

tać, że przedmiot jest najlepszym zwiastunem n a d n a t u -

znakiem czasów,

ry: w przedmiocie z łatwością można zauważyć dosko­

symbolem postępu.

nałość i nieobecność źródła, zamknięcie i blask, prze­

W Polsce pomysł by budować „aż do c h m u r " , znalazł

mianę życia w m a t e r i ę . . . "

realizację dopiero w latach 1931-1933, gdy Watszawa

19

(Roland Barthes Mitologie)

zyskała swój pierwszy wysokościowiec - gmach zakładu
„Architektura jest sztuką zapełniania p t z e s t r z e n i "

ubezpieczeń Prudential. Budynek nie był zbyt okazały —
-

w Ameryce należałby ledwo co do „średniaków" - ale

20

t y m , co tę przestrzeń zapełnia, jest forma, czyli

i tak wzbudzał emocje. Dziś możemy go podziwiać (ze

kształt i materiał. Materiał jest poznawalny zmysłowo:

zmienioną fasadą) jako hotel Warszawa i osobiście prze­

wztok jest bardziej magiczny, zaś dotyk - batdziej de-

konać się, jak słabo zakorzeniona w naszej kultutze jest

mistyfikatorski.

idea „podniebnych" domów (jak nisko było zawsze „pol­

natury", ttzeba oszukać zmysły, lub stworzyć „mate­

skie niebo"), jak słabo jesteśmy „zaznajomieni" z kate­

riał d o s k o n a ł y " . W swoich Mitologiach Roland Bar­

21

By b u d o w l a była „zwiastunem nad-

utrwalonym

thes tak pisze o N o w y m C i t r o e n i e : „Wiadomo, że gład­

w naszej wyobraźni zbiorowej wyobrażeniem idealnego

kość jest zawsze a t r y b u t e m doskonałości, ponieważ jej

gorią wysokości. Swoistym symbolem,

przeciwieństwo zdradza techniczną i ludzką operację

d o m u , jest mickiewiczowski dworek szlachecki.

dopasowywania: t u n i k a Chrystusa była pozbawiona
„Na pagórku n i e w i e l k i m , we b r z o z o w y m gaju,

szwów, podobnie jak s t a t k i kosmiczne

S t a ł dwór szlachecki, z drzewa, lecz p o d m u r o w a n y ;

science f i c t i o n , których powierzchnia pozbawiona jest
jakichkolwiek połączeń".

Świeciły się z daleka pobielane ściany,

22

z powieści

W Warszawie jedynie N o r ­

way House (na rogu Koszykowej i Poznańskiej) nie o d ­

(...)

gradza się o d przechodnia ścianą szkła i m e t a l u

D o m mieszkalny n i e w i e l k i , lecz zewsząd chędogi,

-

wprost ptzeciwnie, do środka można „wejrzeć", zoba­

I stodołę miał wielką, i przy niej trzy s t o g i "

czyć, jak f u n k c j o n u j e . W t y m wypadku szyba łączy,
a nie dzieli: ludzi wewnątrz widać doskonale, „pojawia­

I jeszcze jeden fragment:

j ą " się na ścianie, niczym na w i e l k i m ekranie, podczas
gdy przechodzień jest również doskonale w i d o c z n y .

„I widać z liczby kopie, (...) widać z liczby pługów

23

Generalnie jednak biurowiec „ukrywa" swą k o n s t r u k -

(...)

95

�Tomasz Wit Szerszeń * „W CIENIU WIEŻOWCA"...

cję: ukazuje fasadę pozbawioną łączeń. Szklano-meta-

trza, dokąd gościnnie zapraszał gościa d o m nieozdobny

lową, więc gładką i błyszczącą. M a m y t u do czynienia

na zewnątrz".

z całą „mitologią błyszczącego szczegółu b u d o w l a n e ­

o jego wnętrzu - patrząc z semiotycznego p u n k t u widze­

go",

31

Lustrzana fasada biurowca nie mówi n i c

która stwarza poetykę wypowiedzi o b i u r o w c a c h

nia, to znak pozbawiony znaczenia. Lustra na ścianie o d ­

(„srebrzysty p t a k " , „wieżowiec połyskujący w słońcu",

bijają rzeczywistość - przegląda się w n i c h miasto (fasa­

„szklane piramidy odbijały s ł o ń c e . . . " - o t o próbka tej

dy warszawskich biurowców stały się swoistymi „ekrana­

p o e t y k i ) . Błysk daje prestiż - błyszczą tylko powierzch­

m i przemian"), odbija się również niebo - wieżowce zle­

nie gładkie (więc „doskonałe"), błyszczy t o , co n o w e .

wają się z n i m : przy odpowiedniej pogodzie trudno wła­

Doskonałość całkowicie gładkich powierzchni ścian

ściwie wskazać miejsce, w którym kończy się budynek,

wieżowców sprawia, że nie wydają się one stworzone

a zaczyna powietrze. To prawdopodobnie najbardziej i l u -

przez człowieka - są obce i nadprzyrodzone (ale zara­

zjonistyczna architektura, jaka kiedykolwiek powstała.

zem wiecznie nowe, więc wiecznie d o s k o n a ł e ) . „Ma­

Wielkie powierzchnie lustrzane odbijają rzeczywistość

gia" materiału polega właśnie na jego niezniszczalno-

przetworzoną, zniekształconą, „powodują pomieszanie

ści. I dlatego dyrektor supernowoczesnego biurowca

dwóch porządków: obrazu i rzeczywistości".

Raiffeisen może ogłosić d u m n i e :

-lustro wtapia się w środowisko, odzwierciedlając j e " ,

24

25

26

2 7

„jesteśmy t u na za­

32

„Budynek33

wsze!" (co praktycznie znaczy tyle: „nasz budynek zbu­

c h o ć przecież refleksy nie oddają żadnego naprawdę re­

dowany jest z mitycznego materiału d o s k o n a ł e g o " ) .

alnego kształtu. Pora zadać pytanie o ontologiczny sta­

28

tus odbicia. D l a przykładu, w tradycji scholastycznej

Czym jest biurowiec dla przechodnia? Wrogą m u

odbicie zajmowało niższe miejsce na „drabinie bytów"

T W I E R D Z Ą ze szkła i metalu. „Metal i szkło" - warto

niż przedmiot odbijany. „Granica między rzeczywistą

prześledzić dzieje tego hasła. Zajmuje ono trwałe miej­

przestrzenią miejską i jej symulowanymi powtórzeniami

sce w poetykach modernizmu, jest j e d n y m z jego czoło­

tworzącymi przestrzeń iluzji, rozpada się na szereg ekra­

wych postulatów („budujmy ze szkła i stali"). W Utopii
urzeczywistnionej

nów, n a których wyświetla się miasto - zauważa Ewa

(1923), Boris A r w a t o w zapowiada

Rewers.

stworzenie „miast w powietrzu, miast ze szkła, miast na
resorach". „Szkło i m e t a l " mają więc budować nową

„skradzione". Lustro jest synonimem „labiryntowych za­

hasło to pojawia się również na początku lat 90. (w roz­

wirowań przestrzeni": odbicia stwarzają labirynt. Ekra­

m o w a c h o architekturze Warszawy), stając się synoni­

35

ny na ścianach wieżowców są jakby wariacją na temat

m e m zmian. Jednocześnie materiały te stały się zbyt po­

barokowego pałacu jego gabinetów lustrzanych i „iluzjo-

pularne: nie mogą już pełnić f u n k c j i mityzowanego „do­

nistycznych" korytarzy, „których ściany zwielokratniają

skonałego budulca". N a to miejsce pojawiło się jednak

w nieskończoność swoje odbicia". W filmie A l a i n a Re-

nowe hasło - obco brzmiący t e r m i n high-tech. To nowy

snais'go Zeszłego roku w Mańenbadzie,

„niezniszczalny" materiał, ukazywany jako „substancja

właśnie barokowy

pałac staje się metaforą labiryntu czasu - „zawirowania",

myśląca". Zbudowany w tej technologii Raiffeisen В С

którego człowiek nie może opuścić. Labirynt to prze­

to „... naprawdę inteligentny budynek (kontrolujący
nawet dostęp do k a w y ) " ,

- Ekrany miejskie produkują przy t y m (...)

cych się w projekty innego miasta". Jest to miasto gorsze,

rzeczywistość. Jakby na potwierdzenie tego postulatu,

29

34

obrazy architektonicznych kompozycji i detali układają­

strzeń groźna dla człowieka, przestrzeń nieoswojona.

podobnie biurowiec Focus

W w i e l k i m mieście początku X X I wieku, człowiek może

(„najnowocześniejszy budynek Europy...") - „zbudowa­

go zaznać - może znaleźć się nagle między lustrzanymi

ny z kosmicznych materiałów"(które jednak pozostają -

ekranami, tworzącymi „przestrzeń iluzorycznej perspek­

dla przechodnia - tajemnicą. Tak naprawdę tylko nie­

t y w y " i stracić - choćby na m o m e n t - orientację w prze­

wielu wie, co kryje się pod nazwą high-tech. W i a d o m o

strzeni, doświadczyć Chaosu (pogłębianego przez fakt,

jedynie, że są to materiały i technologie „kosmiczne").

że odbicie przedstawia „widok odwrócony", który pozba­

Wypowiedzi te „pokazują", że „substancja myśląca" po­

wiony jest przestrzenności). Odbijające miasto ściany

trafi zastąpić człowieka. Również dlatego, biurowiec wy­

wieżowców zaburzają więc przestrzenny ład - są jakby

daje się miejscem „nie dla ludzi" - przestrzenią wrogą.

przeciwko urbanizmowi. Plątanina

Swoistym fenomenem (i t o nie tylko na naszą - lokal­

wąskich uliczek,

z którą tak uparcie walczył modernizm, powraca więc

ną - skalę) są wieżowce-biurowce, o ścianach obłożo­

w postaci plątaniny odbić.

nych wielkimi lustrzanymi powierzchniami, odsyłający­
m i otoczeniu jego odbicie. Gładkość materiału i jego

Ściany, które „kradną miasto": t o znak prestiżu.

„nieprzejrzystość", są czynnikami, które jeszcze bardziej

„ M i e ć " taką ścianę, t o budować swój prestiż. Pokazać,

podkreślają obcość biurowca - jego „wrogość" wobec

że „stać nas" na odgrodzenie się o d miasta nieprzekra­

otoczenia, stanowiąc zarazem granicę między światem

czalnym m u r e m . Lustro zrobione jest ze szkła. Wyrób

a wnętrzem. Baudrillard pisze: „Między wnętrzem a ze­

szkła był przez w i e k i procederem o k r y t y m tajemnicą,

wnętrzem nie ma łączności. Szklane fasady odsyłają oto­

czynnością alchemiczną. Jest więc lustro „materiałem"

czeniu jego własny obraz. S ą bardziej nieprzekraczalne

prawdziwie magicznym.

niż jakikolwiek m u r z k a m i e n i a " . Taki budynek zaprze­

Charakterystyczna jest „droga", jaką przebyło lustro,

cza więc doświadczeniu domu, które zostało zapisane

by znaleźć się na fasadach biurowców. Bierze ona oczy­

w tradycji: „szlachecka wspaniałość zwracała się do wnę­

wiście swój „początek" w micie narcystycznym.

30

96

��Tomasz Wit Szerszeń *

„W C I E N I U WIEŻOWCA"

98

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA".

N a r c y z m związany jest nierozerwalnie z wodą. N a d

bina kąpielowa" - dziwne to skojatzenie, ostatnio bar-

wodą ludzie budują i b u d o w a l i miasta. Z a n i m p o j a w i ­

dzo w Warszawie popularne. W a r t o przypomnieć jego

ły się lustrzane ekrany, miasta „przeglądały się" w ta­

dzieje: trzy lata t e m u , wśród taczej niskiej zabudowy

flach pobliskich rzek.

Ochoty,

36

M i a s t a „od zawsze" były więc

R e f o r m Plaża -

wieżowiec

k o n t r o w e r s y j n y m kształcie, własność

wyrósł nagle

tureckiego

swoistymi N a r c y z a m i . N a t o m i a s t na „narcyzm" współ­

0

czesnej a r c h i t e k t u r y zwraca uwagę Charles

k o n s o r c j u m . B u d y n e k powstał „z d n i a na dzień", nie

Jencks

(„Jego delikatna, błyszcząca jakość jest znakiem nar­
cyzmu..."

37

licząc się z s e n t y m e n t a m i i przestrzennymi przyzwycza­

- t o fragment opisu b u d y n k u , zbudowane­

j e n i a m i mieszkańców okolicy. „Przypominający wielką

go z „połyskujących" materiałów). Lustra na fasadach

kabinę kąpielową t u t e c k i wieżowiec"

41

poddany został

budynków: to dla człowieka zupełnie nowe zjawisko,

totalnej krytyce: wyszydzony został zwłaszcza jego

poza sferą jego doświadczenia. Zwierciadła b o w i e m n i ­

kształt - wiele, spośród dotyczących go określeń we­

gdy nie były źródłem zbiorowego samopoznania.

szło do języka mieszkańców Warszawy. „Kabina kąpie­

W poetykach wypowiedzi o b i u r o w c a c h można się

lowa", „prysznic", „toi-toi", „komórka", „turecka pała",

spotkać z wyobrażeniem wieżowca jako „szklanej pira­

czy wreszcie to najbardziej dosadne - „fallus": to tylko

m i d y " . Zgrabna to metafora. Wieżowiec - podobnie

niektóre ze skojarzeń, jakie wywołuje kształt b i u r o w ­

jak p i r a m i d a - zbudowany jest cały z jednego materia­

ca.

łu, równomiernie umieszczonego ze wszystkich s t r o n .

swoista „czarna legenda" — „okazało się", że b u d y n e k

42

R e f o r m Płaza wzbudza wrogość: szybko powstała

N a t o m i a s t - jak podkreślał Y i - F u T u a n - „typowy d o m

t e n t o „centrum h a n d l u n a r k o t y k a m i " , „turecka pral­

mieszkalny przedstawiciela klasy średniej m a na ogół

nia b r u d n y c h pieniędzy".

atrakcyjną fasadę wejściową, która m a sprawić wraże­

„Turek" to f e n o m e n : przez trzy lata zdążył stać się

nie (...) i skromną fasadę tylną, z wejściem używanym

„negatywnym symbolem" Warszawy, wywołał dyskusję

przez ludzi o niższym statusie...".

n a d c h a r a k t e r e m zmian w latach 90. Jarosław Zieliń­

38

Ten klasyczny („na­

t u r a l n y " ) podział na fasadę „główną" i „tylną", na

ski poruszał t e n temat w „Res Publice N o w e j " : „Przy­

przód i tył, nie występuje a n i w piramidzie, ani w b i u ­

pominający wielką kabinę kąpielową t u r e c k i wysoko­

r o w c u . Budowle te wzbudzają konsternację: nie wia­

ściowiec R e f o r m Plaża jest k o l e j n y m przykładem b u ­

d o m o , z której strony „należy" podejść, nie w i a d o m o ,

d y n k u , któtego p r o j e k t przywieziono do Polski w tecz­

która ze s t r o n jest tą „najważniejszą". Człowiek czuje

ce i który mógłby stanąć w d o w o l n y m k r a j u . Z n a k o m i ­

się zdezorientowany przestrzennie - budynek w y k o n a ­

ta większość warszawskich wysokościowców wzniesio­

ny w t a k i sposób, z t a k i c h materiałów w y m y k a się je­

n y c h w o s t a t n i c h l a t a c h była p r o j e k t o w a n a przez za­

go doświadczeniu d o m u , jest obcy. B u d y n e k t a k i w y ­

graniczne zespoły związane z z a c h o d n i m i i n w e s t o t a m i ,

daje się niedostępną twierdzą, jest „zwiastunem n a d -

które nie miały zamiaru oddawać p o l s k i m architek­

n a t u r y " . „Jawnie spada z nieba".

tom krociowych honorariów".

43

Kształt zostaje wyszy­

dzony, ponieważ „nie jest swój". Ponieważ t a k i m c h c ą

Kształty

go zobaczyć. Obce, niepolskie pochodzenie warszaw­
skich wieżowców, podkreślane jest w wielu wypowie­
dziach o architekturze W a r s z a w y :

„Rzeczywistość może być całkowicie drugorzędna,

można zauważyć

swoisty paralelizm O B C O Ś C I kształtów, nazw i wła­

zaś m i t jest wszechobecny. Każdy widzi to, co chce zo­
baczyć".

44

ścicieli biurowców („... najwyższy z n o w y c h budynków

39

T r u d n o nawet uwierzyć, jak „płynna" może być ka­

- 184-metrowy Warsaw Trade Tower siedziba Daewoo

tegoria K S Z T A Ł T U . „Trójkątne" piramidy ( c h o ć rów­

- zwraca uwagę niezwykle dynamiczną bryłą, typową

nie rozległe jak wysokie) na pustyni, dają poczucie

dla wieżowców a z j a t y c k i c h " ) .
45

wertykalizmu (ich wymiar horyzontalny t r a c i znacze­

W poetykach rozmów o nowej architekturze W a r ­

n i e ) . N a amerykańskiej prerii wielkie, pękate zbiorni­

szawy kategoria kształtu zostaje często poddana języ­

k i na wodę, postrzegane są jako coś naturalnego. W y ­

k o w y m m a n i p u l a c j o m , bywa o b i e k t e m „retorycznej"

dają się wręcz niezbędnym akcentem,

„równoważą­

gry. C i e k a w y m na to przykładem jest, ptowadzona

c y m " horyzontalność

więc

widać,

m . i n . na łamach „Gazety Stołecznej", „dyskusja" doty­

kształt jest - w dużej mierze - wyobrażeniem. To nie

cząca n o w o otwartego Raiffeisen Business Center. Je­

krajobrazu. Jak

tylko cecha myślenia ludzi k u l t u r tradycyjnych - jego

go przeciwnicy atakują właśnie jego kształt, podkreśla­

„pogłosy" możemy zaobserwować również dziś, w w i e l ­

ją, że jest o n agresywny, że zdominował okolicę. B i u r o ­

k i m mieście. Analizując, co warszawiacy mówią i piszą

wiec zyskał sobie nawet w p e w n y c h kręgach nieoficjal­

o kształtach biurowców, d o w i a d u j e m y się również, jak

ną nazwę: „(warszawska) dupa", co miałoby jakoby

je widzą. A widzą tak, jak c h c ą zobaczyć. Paweł Śpie­

opisywać jego charakterystyczne wybrzuszenie. A o t o

w a k tak opisuje stołeczne miasto: „Warszawa r o b i nie­

głos zwolenników: „nowy biurowiec u zbiegu Kruczej

kiedy wrażenie, czym m a l u b chce być - może M a n ­
hattanem

Środkowo-Wschodniej

1 Pięknej jest niczym srebrny statek kosmiczny, który

Europy usianym

wylądował w sąsiedztwie domów z przełomu X I X i X X

brzydkimi wieżowcami, z których większość przypomi­
na wysokie kabiny k ą p i e l o w e " .

40

w i e k u . Wyróżnia go łagodny owal narożnika, pasy

„Budynek jako ka­

szkła na przemian z pasami a l u m i n i u m " .

99

4 6

To,co j e d n i

�Тотшвд Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

nazywają „dupą", dla d r u g i c h może być „łagodnym

dowy nowej siedziby Banku Raiffeisen zużyto „... około

o w a l e m " . Rzeczywistość jest t u kwestią drugorzędną...

15tys. metrów sześć, betonu. Wykorzystano 1200 t o n

Raiffeisen В С to „srebrny statek kosmiczny": nie­

stali zbrojeniowej, co równa się pojemności o k . 45 wa­

znany (kosmiczny) kształt staje się symbolem nakiero­

gonów kolejowych. Całkowity koszt inwestycji równy

w a n y m na P R Z Y S Z Ł O Ś Ć . „Sąsiedztwo domów z prze­

jest 37,5 m i n dolarów". Wszystkie te dane, cała ta „re­

łomu X I X i X X w i e k u " ukazuje całą wspaniałość b i u ­

toryka ilości", służyć mają budowie prestiżu (charakte­

rowca, uwydatnia jego kształt. D y r e k t o r Raiffeisena

rystyczne, że metafora „budowy-budowania" jest tak

47

trwale związana z „tym co ideologiczne"; w przypadku

N a zawsze, ponieważ „budujemy z m e t a l u , ponieważ

warszawskich biurowców mniej ważne jest „co" i „w ja­

używamy kosmicznych technologii, które

pozwalają

k i m celu" budowano - ważne „za ile"), nadaniu budow­

stworzyć t e n właśnie K S Z T A Ł T " . Otaczające biuro­

li „dodatkowych" znaczeń. To wręcz zabieg magiczny.

ogłasza podczas otwarcia: „jesteśmy t u na zawsze".

wiec b u d y n k i są mniejsze, starsze, nie błyszczą w słoń­

Znamy więc ilość budulca zużytego do budowy wieżow­

cu (nie mają również „kosmicznego kształtu"). Można

ca, wiemy, ile co kosztowało. „Wiedza" ta (tak hojnie

W tej poetyce przyszłość (nowe) musi

udzielona), nie satysfakcjonuje nas, ponieważ nie może­

zatriumfować więc n a d przeszłością (stare). Jak w m o ­

my jej zweryfikować: szklane ekrany i metalowe, błysz­

dernistycznym micie postępu. Jest o n stale

je wyburzyć.

48

obecny

czące fasady uniemożliwiają przechodniowi skuteczny

w poetyce rozmów o architekturze Warszawy lat 90.

„wgląd" do środka. Granica między wnętrzem a zewnę­

Podobnie zresztą jak i n n e m i t y i postulaty m o d e r n i ­

trzem pozostaje w zasadzie nieprzekraczalna, „pieniądz"

styczne. A m b i w a l e n t n y stosunek wobec kształtów n o ­

pozostaje w ukryciu. O Raiffeisen В С możemy przeczy­

wej architektury nie jest jednak niczym n o w y m , zaś

tać: „po prostu kosmiczny wystrój! Z masą tajemni­

głosy, w toczącej się wokół niej dyskusji, doskonale

czych k o n s t r u k c j i "

wpisują się do trwającego (stale) o d 200 lat dyskursu.

aurą tajemnicy i niezwykłości. „Wnętrza warszawskich

Dyskursu, którego t e m a t e m jest nowoczesność.

biurowców, bez względu na to czy udane, czy nie, nie
budynków..."

r o k u , wieża Eiffla. „To co ideologiczne, jest również se49

- budowla o d razu stała się symbolem.
50

czywistości". Ciągłość doświadczenia przestrzeni miej­
skiej zostaje przerwana -

jednych była „pomnikiem świeckiego geniuszu", dla i n ­
A więc „pomnik" czy „penis"? Tych

strzeń wydzieloną": należą do niej cmentarz, świątynia
i muzeum. Każde z tych miejsc jawnie „przeciwstawia

jeden, jedna jest rzeczywistość...

się" przestrzeni miejskiej. Cmentarz - nekropolis -

Jak już pisałem, wieżowce-biurowce są dla warsza­

przestrzeń zorganizowana jest jednak podobnie (ulice -

poza sferę i c h doświadczenia. Być może właśnie to jest

alejki, domy — groby). Świątynia jest natomiast symbo­

przyczyną popularności t a k i c h określeń jak „szklana
kosmiczny",

licznym modelem świata, mikrokosmosem. Przestrzeń

„srebrny

świątyni przeciwstawia się „temu, co na zewnątrz", prze­

okręt". Wszystkie opisują kształty biurowców. Mówią

strzeni miejskiej. M u z e u m natomiast, to „ świątynia pa­

też wiele o stosunku do n i c h . Zarówno okręt, statek

mięci" - miejsce, którego przeznaczeniem jest zachowa­

kosmiczny, jak i piramida, to miejsca w których nie da

nie przeszłości. Stoi więc w opozycji do „zewnętrza" -

się żyć - miejsca „nie dla l u d z i " . S ą to również miejsca,

t a m „panuje" teraźniejszość.

które silnie przeciwstawiają otaczającej je przestrzeni
(piramida -

pustyni, statek kosmiczny -

to

przeciwieństwo miasta - metropolis, w obu wypadkach

wiaków zjawiskiem zupełnie n o w y m , wykraczającym

statek

w środku panuje C I S Z A .

Miejskie strefy ciszy, zawsze jednak stanowią „prze­

określeń nie da się pogodzić, a przecież kształt jest tylko

„srebrny

fasady odbijając, „kradnąc" miasto

strzeni miejskiej. „Tajemnicze" wnętrze (niewidoczne

wiedzi o Wieży Eiffla pełne były uwag o jej kształcie: dla

piramida",

-

przecież z zewnątrz) zdaje się już należeć do „innej rze­

bel" i porażki „skarlałych kleryków". Ówczesne wypo­

51

54

wchodzą z n i m w „dialog": są ciągle elementem prze­

Symbolem „wszechpotęgi n a u k i wznoszącej Wieżę Ba­

n y c h - „penisem".

- wnętrze biurowca otoczone jest

mają z reguły nic wspólnego z zewnętrznym wyglądem

W tę samą tradycję wpisuje się, wybudowana w 1889
miologiczne"

53

otchłani,

„Przestrzeń wyłączona" tworzy więc własny m o d e l

okręt - morzu), które są ostoją człowieka (kultury)

świata. T a k i m właśnie miniświatem, „doskonałym i sa­

wobec żywiołów ( n a t u r y ) .

mowystarczalnym m i k r o m i a s t e m " , próbuje być b i u ­

52

Jak więc widać, odczucia

55

warszawiaków wobec biurowców ( i i c h kształtów) są

rowiec.

a m b i w a l e n t n e : o d wrogości po podziw i uznanie.

56

Jednym

z kluczowych

zagadnień

poruszanych

w pracy Zbigniewa Benedyktowicza Widmo

Świątynie pieniądza

świata.

Przyczynek

do antropologii współczesności ,
57

środka
jest

pytanie: „jak dalece P R O F A N U M może się zmienić
Niektóre budowle stają się symbolami. Z różnych re­

w S A C R U M ? " . Przestrzeń biurowca ukształtowana

lacji możemy się dowiedzieć, że 184-metrowy wieżowiec

jest podobnie jak przestrzeń świątyni- na wzór prze­

Daewoo to najwyższy biurowiec Europy Srodkowo-

strzeni świętej. Cechuje ją „wyłączenie", jest „mode­

-Wschodniej (i nie ma większego znaczenia fakt, że po­

l e m świata". N o s i cechy „(pseudo) sakralizacji". W i e ­

nad połowa powierzchni pozostaje niezagospodarowa-

lokrotnie już nazywano biurowiec Ś W I Ą T Y N I Ą . Czy

na), Focus Filtrowa jest najnowocześniejszy, zaś do b u ­

można jednak mówić o H I E R O F A N I I P I E N I Ą D Z A ?

100

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

w sfetę słowa pisanego: napisy zdobią szklane szyby

„Wrota"

i posadzki (jak w w y p a d k u Warszawskiego C e n t r u m
Finansowego), umieszczane są p o n a d wejściem ( n p .

Biurowiec jest więc świątynią. Jest ona niedostępna

w i e l k i napis „Focus" n a d wejściem do b i u r o w c a Focus

niczym twierdza. Człowiek, który chce wejść do środ­

F i l t r o w a ) , n a słupach koło „wrót". D o w i a d u j e m y się

ka, napotyka na swej drodze nieprzekraczalny m u r

z n i c h przede wszystkim, o nazwie b u d y n k u - są to

z żelaza i szkła, który nie pozostawia zazwyczaj szansy,

swoiste „wizytówki".

by choćby zerknąć, co kryje się we wnętrzu. Staje bez­

hybrydyczne: składają się z w i e l u członów, często są

radny niczym wobec sacrum - podobnie jak do każdej

zbitką słów p o l s k i c h i angielskich. Również załogi w y ­

60

A nazwy biurowców są iście

świątyni, tak również do tej, wejść można tylko przez

sokościowców są międzynarodowe. To „pomieszanie

jedyne, główne w r o t a . O i c h symbolicznym znaczeniu

języków" zmienia b i u r o w c e we „współczesne Wieże

pisze M i r c e a Eliade: „Wrota otwierając się k u wnęttzu

Babel"...

zaznaczają przerwanie ciągłości. Próg dzielący dwie

Wejście, do tego samowystarczalnego m i k r o m i a s t a ,

przestrzenie wskazuje zarazem na dystans między d w o ­

jest więc bardzo nasycone semiotycznie: biurowiec

m a sposobami istnienia - świeckim i r e l i g i j n y m . Próg

„daje n a m z n a k i " . Przyjrzyjmy się i n n y m m i e j s k i m

jest zatazem słupem granicznym, granicą, która odróż­

przesttzeniom „wyłączonym": w r o t a cmentatza, m u ­

nia i przeciwstawia d w a światy, oraz miejscem para­

zeum czy świątyni chrześcijańskiej są granicą przede

doksalnym, w którym owe światy nawiązują
ność".

58

łącz­

wszystkim symboliczną -

Wszystkie te cechy, charakterystyczne d l a

faktyczne odgrodzenie o d

otaczającej je przestrzeni pełni funkcję drugorzędną

wrót świątyni, posiada również wejście do b i u r o w c a :

(człowiek niereligijny, wkraczając do kościoła, nie za­

rozdziela bardzo silnie d w a typy przestrzeni ( c h o ć ,

wsze zdejmie czapkę. Również cmentarz nie zawsze

w t y m wypadku nie możemy, rzecz jasna, mówić o roz­

jest miejscem wyłącznie sakralnym - znam ludzi, któ­

graniczeniu przestrzeni świętej i świeckiej), jest grani­

rzy regularnie chodzą na cmentarz, by spacerować).

cą swoistego universum

N a t o m i a s t granica, która wyodrębnia biurowiec, jest

( j a k i m jest b i u r o w i e c ) , lecz za­

razem miejscem, które łączy je z „prawdziwym" świa­

przede wszystkim realna, „dosłowna".

t e m . Ciągłość doświadczenia przestrzeni zostaje prze­

W b i u r o w c u zamknięcie symboliczne (tak chatak-

rwana bardzo dosłownie: w większości biurowców w e j ­
ścia do środka

to k i l k a par przeszklonych drzwi

(o p r z y c i e m n i o n y c h szybach) l u b obracające się p o w o ­

o n „pseudoświątynią" - zaledwie powtarza strukturę

kraczanie granicy wiąże się zawsze z rytuałami przej­
próg świątyni

czonych, tworzących własny „model świata") zostaje
„zastąpione" przez zamkniecie rzeczywiste. A więc jest

l i drzwi r u c h o m e . Wszystko doskonale strzeżone. Prze­
ścia. Przekraczając

terystyczne dla wszystkich m i e j s k i c h przestrzeni wyłą­

przestrzeni świętej...

chrześcijańskiej,

człowiek religijny zdejmie czapkę, uczyni znak krzyża.

Atrium

Wejście do b i u r o w c a wymaga „rytów" o i n n y m cha­
rakterze. Wchodzący nie m u s i wykazywać się „inicja­
tywą": żaden symboliczny gest nie otworzy wejścia do
wnętrza. To o c h r o n a czujnie obserwuje każdego, k t o
zmierza do środka, równocześnie śledzą go kamery. O d

Relacja między „wnętrzem" a „zewnętrzem", między
t y m , co widać na fasadzie

(czyli t y m , co jesteśmy

w stanie zobaczyć na pierwszy rzut oka), a t y m co k r y ­
je się wewnątrz, zawsze intrygowała, zawsze była za­

m o m e n t u przekroczenia „granicy", wchodzący staje

gadkowa. „Wejrzeć do środka" - t o zadanie poznaw­

się „teleobecny" - „istnieje" na ekranie kamery. B i u r o ­

cze. Istnieje wiele legend opisujących „ukryte raje",

wiec jest więc przestrzenią zwielokrotnienia - p o d w a ­

podziemne miasta, k r a i n y szczęśliwości „skryte w d o l i ­

jają przecież zarówno lustrzane ekrany na ścianach

nie".

(na i c h p o w i e r z c h n i a c h „obecny jest" świat zewnętrz­

6 1

W y p t a w y do t a k i c h „alternatywnych światów"

miały zazwyczaj charakter

n y ) , jak i kamery (na i c h ekranach pojawia się z kolei

inicjacyjny: sforsowanie

wszystkich barier, „zmierzenie się" z mało obiecującym

t y l k o t o , co jest wewnątrz). M a m y więc do czynienia

„zewnętrzem" dawało nagrodę w postaci zaskakujące­

z cztetema (!) „rzeczywistościami" - d w o m a r e a l n y m i

go, tajskiego „wnęttza". To, co czekało ukryte w środ­

i d w o m a przetworzonymi...

k u , było ostatecznym celem.

Jean H a n i tak opisuje ikonosfetę wrót świątyni:

Claude Levi-Sttauss tak opisuje N o w y Jotk w la­

„sakralność przejścia i bramy nabiera pełni znaczenia

t a c h czterdziestych: „Wzorem t k a n k i miejskiej t k a n k a

w świątyni i dlatego właśnie przed wejściem do b u ­

społeczna i k u l t u r a l n a miała mnóstwo dziur. W y s t a t -

d o w l i sakralnych stawiano 'strażników progu'

czyło je wybrać i wślizgnąć się przez nie, żeby, niczym

(...).

O w i strażnicy m i e l i za zadanie, przypominać groźny

A l i c j a po drugiej stronie lustta, znaleźć

charakter k r o k u , j a k i miał uczynić wkraczając do sa­

T A K C Z A R O D Z I E J S K I E , że wydawały się N I E R Z E ­

crum"

CZYWISTE".

5 9

- „strażnikami" wrót wieżowców są właśnie

ŚWIATY

6 2

wszechobecne kamery. Ikonosfera drzwi jest jednak

Dziś t a k i m i czarodziejskimi, nierzeczywistymi świa­

o wiele bogatsza: są one pokryte logami, nazwami

t a m i wydają się wnętrza biurowców: i c h attia. W sta-

f i r m . T o oczywiście znaki prestiżu. W k r a c z a m y t u

r o i t a l s k i c h d o m a c h a t r i u m było nie t y l k o minidzie-

101

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA"...

dzińcem: pełniło też funkcję poniekąd sakralną - t a m

wi) doskonałe f u n k c j o n o w a n i e . We wszystkich k u l t u ­

znajdowały się nisze z posągami przodków, t a m czczo­

rach to, co ukryte, jest W S T Y D L I W E (i na odwrót).

n o bożków-opiekunów ogniska domowego. A t r i u m

Biurowiec skrywa to, co obaliłoby m i t jego doskonało­

wieżowca jest również „ołtarzem" - t u „czczony" jest

ści, piękna, samowystarczalności.

pieniądz. To zdecydowanie najważniejsze

miejsce

• ••

w strukturze przestrzennej b u d y n k u , to c e n t r u m „mikroświata": dlatego otacza je aura tajemnicy. N a ze­

„W cieniu wieżowca"

wnątrz docierają jedynie relacje o t y m , co jest we­
wnątrz - przypadkowy przechodzień ma małe szanse,
by „poznać" (zwiedzić) b i u r o w i e c .

„Nikt się nie przejmuje n a w y k a m i lub sentymenta­

63

A o t o jak opisano a t r i u m n o w o otwartej siedziby

m i mieszkańców miasta l u b dzielnicy. N i k t nie wie, jak

banku Raiffeisen: „Zwraca uwagę a t r i u m p o d szklanym

zapadają te żywotne dla warszawiaków decyzje. K a p i ­

dachem, skąpane w świetle. M a po prostu kosmiczny

talizm i władze miasta przyzwyczajają nas do tego, że

wygląd - z całą masą tajemniczych k o n s t r u k c j i . N a

żyjemy w cywilizacji r a d y k a l n y c h zmian i podwyższo­

górnym tarasie został urządzony ogród. W styczniu po­

nego ryzyka. N i k t nie może czuć się bezpieczny u sie­

sadzono bambusy. Wszystkich intryguje t e n b a l k o n n a d

bie, w dobrze oswojonej przestrzeni".

bambusami. D o czego może o n służyć?".

65

Wieżowce-biurowce powstają błyskawicznie. Szyb­

64

a t r i u m jest jego c e n t r u m

kość i sprawność budowniczych to również znak presti­

- w tej „krainie cudów" możemy zobaczyć nie tylko

żu, tworzący m i t t e c h n i k i , m i t nowoczesności - m i t biu­

Biurowiec jest universum,

bambusowe ogrody: są również minikaskady, m i n i j e -

rowca. Robotnicy pracujący przez cały czas, w dzień

ziora, wielkie donice z drzewkami. Są restauracje (dla

i w nocy, najnowocześniejsze technologie użyte do budo­

pracowników), balkony i zawieszone

wy - mieszkaniec pobliskiej kamienicy ma bardzo mało

w powietrzu

m o s t k i (niczym góry). Jest „sztuczne n i e b o " (w posta­

czasu, by przyzwyczaić się do wyrastającego tuż za jego

c i przeszklonego d a c h u ) . Każdy „model świata" ma

o k n e m „olbrzyma". W oswojoną przestrzeń, która go

swoją „oś kosmiczną" - w b i u r o w c u jest nią, łącząca

otaczała, wdarł się chaos - ład przestrzenny zostaje zbu­

wszystkie piętra i poziomy, w i n d a (winda kształtuje

rzony. Wieżowiec wdziera się również w przestrzeń pry­

również sposoby posługiwania się ciałem przez pra­

watną - zabiera światło. Paradoksalnie m o m e n t e m , kie­

cowników b u d y n k u -

dy „wszystko wraca do n o r m y jest noc - wtedy biurow­

„człowiek b i u r o w c a " prawie

wcale nie chodzi. M a ł o porusza się również po osi h o ­

ce „wyłączają s i ę " ,

ryzontalnej; z k o l e i nadzwyczaj często porusza się po

go nieba. Przestają zagrażać. „Zycie w cieniu wieżowca",

osi góra - dół, pokonuje różnicę wysokości bardzo

w nieoswojonej przestrzeni, stało się już doświadczeniem

szybko - w i n d a w wieżowcu działa tak sprawnie i c i ­

mieszkańców wielu metropolii. N o w y Jork (a także De­

66

stają się niewidoczne na tle ciemne­

cho, że ciężko się nawet zorientować, że jest ona w r u ­

t r o i t ) , na przykład, to miasto w którym ład przestrzeni

c h u ) . T e n egzotyczny „świat w m i n i a t u r z e " to nie t y l ­

nie panował nigdy dłużej niż chwilę: na miejscu dopiero

ko symbol prestiżu. To również alternatywna (wobec

co wybudowanych wieżowców już stawia się nowe. W y ­

miasta) rzeczywistość z „własnym" czasem.

burza się b u d y n k i stare - „wiek" nie jest t a m kryterium.
Kategoria trwania, przyzwyczajenia nie istnieje w N o ­
w y m Jorku: N O W E wiecznie wypycha S T A R E .

Dach

W
D a c h y wieżowców znajdują się „prawie w niebie",

Warszawie sytuacja jest szczególna:

panujący

przez kilkadziesiąt lat l a d organizowany przez Pałac

a więc umieszczanie t a m r e k l a m jest manifestacją pre­

K u l t u r y uległ nagle rozbiciu. Z kolei ludzie chyba jesz­

stiżu i symbolem d o m i n a c j i n a d i n n y m i b u d y n k a m i ,

cze nie przyzwyczaili się do życia „na w y k o p i e " , „w cie­

n a d miastem, n a d wysokością, n a d naturą.

n i u wieżowca" - w nieoswojonej przestrzeni. Zamiana
chaosu w kosmos, nowego w stare jest jednak czymś

Aż do k o ń c a lat 80. Jedyną szansą dla mieszkańca
Warszawy, by spojrzeć na świat „z l o t u ptaka", był

n a t u r a l n y m . Człowiek „ujarzmił" wysokość, podobnie

wjazd n a szczyt Pałacu Kultury. Teraz t a k i c h punktów

jak warszawiacy przyzwyczaili się już kiedyś do Pałacu

w i d o k o w y c h jest wiele, miasto można oglądać z róż­

Kultury, zaś mieszkańcy Paryża „oswoili" wieżę Eiffla.

n y c h miejsc - P K i N stracił m o n o p o l na jedyną możli­

Za jakiś czas n o w a warszawska a r c h i t e k t u r a nie będzie

wą panoramę.

budziła już t a k i c h emocji. Wieżowiec pozostanie jed­
nak wyzwaniem r z u c o n y m naturze - zawsze będzie

Podziemia

wzbudzał ambiwalentne uczucia. Lęk i fascynację.

Skoro biurowiec odwzorowuje strukturę świata, m u ­

• ••

si mieć również swoje P I E K Ł O . S ą n i m (oczywiście)
podziemia b u d y n k u - t a m mieszczą się parkingi, k u c h ­
nie

(z całą sferą zapachową), zaplecza,

1

magazyny.

Myślę tu ptzede wszystkim o obrazie Widok Warszawy od strony
Pragi, jako dziele wzorcowo wpisującym się w kanon gatunku,

Wszystko to, co zapewnić ma organizmowi (biurowco­

102

będącym zatazem „modelowym" przedstawieniem Watszawy.

�Tomasz Wit Szerszeń • „W C I E N I U WIEŻOWCA".

Na XVIII-wiecznych wedutach, przedstawienie miasta zajmo­

"

B. Frydyczak, op. cit., s. 112

wało zazwyczaj nie więcej niż 1/6 powierzchni obrazu.

54

E. Rewets, Język i przestrzeń w poststmkturalistycznej filozofii kul­

nież mieszkańcy Warszawy mogą jej „doświadczać".

i 3

J. Baudrillard, Ameryka, op. cit., s. 79

C. Levi-Strauss, Nowy Jork post- i prefiguratywny w: Spojrzenie

3 6

Zwraca na to uwagę E. Rewers.

z oddali, Warszawa 1993, s. 417

37

Architektura późnego modernizmu, Warszawa 1989, s. 68

„Nowojorska" sky-line podnosi prestiż miasta. O d kilku lat rów­

tury, Poznań 1996, s. 99 (za B. Frydryczak, op. cit.)

Moje nowe miejsce; Odczepić się, Warszawa 1978, s. 14

'

Ja lubię ciemno, ciemno/ a tu jasno, jasno; Odczepić się s. 14

8

3 9

Białoszewski, op. cit., s. 9

Yi-Fu Tuan, Przestrzeń i miejsce, Watszawa 1987, s. 60
Z poslowia do książki L. Stommy Antropobgia kultury wsi pol­
skiej XIX wieku, Watszawa 1986

Białoszewski, op. cit., s. 17
Białoszewski, op. cit., s. 16
C. Levi-Strauss op. cit. s. 418

4 0

Bez korzeni, „Res Publica Nowa" 6/2000

4 1

J. Zieliński, Idzie Nowe, „Res Publica Nowa" 6/2000

4 2

Jakże „bogata" jest wyobraźnia warszawiaków!

J. Hani, Symbolika świątyni chrześcijańskiej, Kraków 1994, s. 73

4 3

J. Zieliński, Idzie Nowe, op. cit.

J. Baudrillard, Ameryka, Warszawa 1998, s. 27. „Przestrzeń

4 4

N p . J. Zieliński, op. cit.

ogarnięta dramatyzmem zawodów" przypomina przesttzeń te­

4 5

J. Zieliński, op. cit.

atralną (lub przestrzeń sportowego widowiska). Ptzestrzeń „gry"

4 6

D. Bartoszewicz, „Gazeta Stołeczna", 17/04/2001

nigdy nie jest przestrzenią neutralną - przyciąga uwagę, „anga­

4 7

D. Bartoszewicz, op. cit.

żuje" zmysły. Dla człowieka kultur ttadycyjnych, niebo nie było

4 8

Można wręcz stworzyć antologię watszawskich wybutzeń doko­

ogarnięte „dtamatyzmem zawodów": było sferą natury, sferą sa-

nanych w latach 90: do najbardziej rażących należy m . i n . zbu­

kralności — miejscem niezmiennym, o stałej symbolice.

rzenie legendarnego klubu jazzowego Akwarium pod budowę

0 wieży Eiffla jako o symbolu pisze Ludwik Stomma w nawpół

wieżowca, czy nielegalne „zniknięcie" zabytkowej fabryczki C i ­

żartobliwym tekście Uroda ludzkiej pomyłki

troena na Górnośląskiej, czy (ostatnio) - kamienicy przy placu

(„Konteksty"

Zbawiciela.

1/1991) s. 11-13
4 9

Jak podsumował Krzysztof Kłosiński we wstępie do Mitologii Ro­

5 0

L. Stomma Uroda ludzkiej pomyłki „Konteksty" 1/1991, s. 11-13

51

Refotm Plaża nie jest więc jedynym budynkiem, który wzbudza

„drapaczem chmur", ale nic więcej ich nie dzieli. Poza tym „wy­

5 2

Co wartościuje te okteślenia pozytywnie.

obraźnia zbiorowa" ttwale połączyła te tetminy.

5 5

Bardzo cwany budynek w: „Gazeta Stołeczna" (17/04/2001)

Np. swe centralne miejsce w strukturze przestrzennej Warszawy

3 4

J. Zielińskijdzie nowe, „Res Publica Nowa" 6/2000 (o tej nie-

„Ostatnia dekada X X wieku przyniosła Warszawie rewolucyjne

5 3

J. Baudrillard, op. cit., s. 80

zmiany w architekturze (...). O d końca lat osiemdziesiątych

5 6

„Kwartalnik Filmowy" 27/28 (2000)
T. Chrzanowski, Wędrówki

landa Barthes'a.

po Sarmacji europejskiej, Kraków

1988, s. 14
W mojej pracy będę się posługiwał terminami „wieżowiec"

takie skojarzenia...

1 „biurowiec" wymiennie; co prawda nie każdy biurowiec jest

adekwatności wnętrza i „zewnętrza" już pisałem).

stracił Pałac Kultury — warszawski axis mundi.

każdy nowy budynek, najczęściej biurowiec lub hotel, wznoszo­

Idea samowystarczalności była stale obecna w myśleniu utopij­
nym. Swoistym „mikromiastem" była przecież corbusierowska

ny z nowoczesnych materiałów, bez normatywnych ograniczeń

unite d'habitadon.

był powszechnie komentowanym wydarzeniem i prowokacyjnie

3 7

„Konteksty" 1/1991 s. 18: „W obliczu Pałacu Kultury stajemy

odcinał się od tła" (j. Zieliński, Nowe Idzie, „Res Publica Nowa"

wobec pytania, jakie Claude-Henri Rocquet stawiał Eliademu

6/2000)

o mauzoleum Lenina-czy jest ono obiektem sakralnym? Jak da­
lece Profanum może stać się Sacrum?".

R. Barthes, Mitologie, Warszawa 2000, s. 190
H . Read, O pochodzeniu formy w sztuce, Warszawa 1973, s. 103

38

Sacrum, mit, historia, Watszawa 1974, s. 52-53

R. Barthes, op. cit., s. 84

3 9

J. Hani, op. cit., s. 86

R. Batthes, op. cit., s. 190-191

6 0

Podobne funkcje pełniły, w miastach barokowych, gigantyczne
kattusze, z godłami rodowymi. Natomiast w książce Yi-Fu Tu-

Idea jawności procentuje: ludzie zaakceptowali Norway House,
uznali go za „swój"- biurowiec wygrywa lokalne konkursy, pod­

ana (Przestrzeń i miejsce) możemy ptzeczytać: „Bramy miasta

kreśla się jego świetne wpasowanie w otaczającą zabudowę. Jest

miały najwyższe znaczenie symboliczne, któte (...) wyrażało się

„ulubieńcem", ponieważ jest przyjazny człowiekowi.

ogromnymi budowlami - ich rozmiary znacznie przekraczały

J. Wujek, Mity i utopie architektury XX wieku, Watszawa 1986

pottzeby wynikające z praktycznej funkcji..." (w The Pivot of Fo­
ur Quartes Chicagol971 s. 435).

„Gazeta Stołeczna" - fragmenty różnych wypowiedzi o nowych
biurowcach.

6 1

Do najbardziej znanych należą: skryte wśród niedostępnej
dżungli złote miasto El Dorado, oraz chrześcijańskie miasto

Bo przecież płaskie ściany biurowców nigdy nie staną się chro­

szczęśliwe ukryte pod (w) jeziorem Kitieź.

powate: na tym polega „magia" materiału.
W dniu jego otwarcia; „Gazeta Stołeczna"(17/04/2001)

6 2

Nowy Jork post- i prefiguratywny, s. 421

Pod pewnymi względami, takim materiałem jest PLASTIK sub­

6 3

Sam się o tym ptzekonałem: by otrzymać pozwolenie na wyko­

stancja, którą Barthes podziwiał za „dat błyskawicznego zmie­

nanie zdjęć we wnętrzu Focus Filtrowa, musiałem zjeździć kilka

niania wyglądu zewnętrznego" (fregolizm): Barthes, op. cit., s.

pięter, wykonać kilka telefonów, odwiedzić siedzibę administra­

76. Plastik „stworzył" własną mitologię: to jedno ze slów-kluczy

tora budynku. Zgody i tak nie otrzymałem...

do popkultury.
Artykuł pt. Niezwykle

6 4

D. Bartoszewicz, „Gazeta Stołeczna", Bardzo cwany budynek

6 3

R Śpiewak Bez korzeni, „Res Publica Nowa" 6/2000

cwany budynek; „Gazeta Stołeczna"

17/04/2001

(17/04/2001)
J. Baudtillard, Ameryka, s. 79

6

"

Wygaszanie świateł w biurowcach staje się rytuałem: w Watsza-

T. Chrzanowski, op. cit., s. 107

wie, każdego wieczoru, mniej więcej o tej samej godzinie „zni­

B. Frydyczak, Ulica jako przestrzeń artystyczna, w: Formy estety-

ka" kilkadziesiąt budynków.

zacji przestrzeni publicznej red. A . Zeidler-Janiszewska, Warsza­
wa 1998, s. 112

103

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11364" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11342">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7e51d2b2aae805ff9ab1a88d0c1e8189.pdf</src>
        <authentication>f419eb85eb14e16c60d555437508e97b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135401">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2864</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135402">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135403">
                <text>2002</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135404">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2669</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135405">
                <text>Troja brytyjska w centrum kraju? 0 kwestii świetności zaniku cywilizacji miejskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135406">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2002 t.56 z.1-2, s.104-116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135407">
                <text>Martyn, Peter J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135408">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135409">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135410">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135411">
                <text>Peter]. Martyn * TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

dzie wewnętrznej, złożonej przeważnie z trzech pasm

P E T E R J.

r u c h u , w której skład wchodzą estakady, przejazdy

MARTYN

podziemne, wjazdy i zjazdy, kolosalne r o n d a oraz
skrzyżowania nadziemne, ustąpiły obszerne

tereny

dawnego układu zabudowy. W imię niemiłosiernego
postępu, stworzenia nowego, rzekomo wspaniałego

Troja brytjska
w centrum kraju?
0 kwestii świetności
1 zaniku cywilizacji
miejskiej

porządku urbanistycznego rozebrano nie t y l k o ceglaną
architekturę

okresów wiktoriańskiego oraz edwar-

diańskiego wraz ze standardową miernotą lat między­
w o j e n n y c h . Pod k i l o f poszły także mieszczańskie d o m y
0 drewnianej k o n s t r u k c j i charakterystyczne dla an­
gielskich miast sprzed e p o k i uprzemysłowienia. Trasa
tak zwanej Wewnętrznej O b w o d n i c y odbiega o d l i n i i
dziś prawie nieistniejących murów o b r o n n y c h , nie­
mniej stanowi ona obecnie i c h analogię, stwarzając
bardzo wyraźną granicę, która dzieli współczesne city
biznesu, rozrywki i k o n s u m p c j i o d rozległych dzielnic
podmiejskich. W i d z i a n o w niej p o m n i k równości spo­
łecznej i dobrej k o n i u n k t u r y gospodarczej spowodo­
wanej nieustającym postępem t e c h n i c z n y m . R ó w n o ­
cześnie ta potężna manifestacja zbliżającej się masowej
epoki t r a n s p o r t u indywidualnego ujęła jądro dawnego

W

miasta w m o n u m e n t a l n y m uścisku śmierci.
artykule p o d tytułem Urban

in the

Sama nazwa Coventry powszechnie nie budzi dziś

British Heartłand starano się przybliżyć re­

Drama

w świadomości Brytyjczyków wielkiego entuzjazmu.

alia historyczne Coventry, miasta central­

O d b u d o w a n o je po zniszczeniach z lat 1940-1941 i cen­

nego na ziemiach środkowych (the Midlands)

Wysp

t r u m przebudowano według śmiałych planów urbani­

Brytyjskich poprzez analizę sprzeczności oraz złożono­

stycznych, stworzonych dla nowego miasta prosperity

ści jego dziejów. Wydaje się, że przedstawiając proce­

związanego z społecznym równouprawnieniem, wznie­

sy historyczne przez pryzmat dziejów całego

sionego na bazie

1

kraju

dwudziestowieczni badacze często nie tylko nie doce­

masowej

produkcji

samochodów

1 urządzeń mechanicznych. W kontekście dziejów nie­

n i a l i i p o m i j a l i , lecz wręcz zapomnieli zwrócić uwagę

co dawniejszych wyrażenie sent to Coventry wzbudzi ne­

na szczególne w a r u n k i , w j a k i c h w odległych czasach

gatywne skojarzenie miasta-więzienia, do którego wysy­

o n o powstało i rozkwitało. Zagadnienie przeszłości

łano jeńców wojsk Jego Królewskiej Mości podczas

C o v e n t r y p o d e j m o w a l i do bardzo niedawna jedynie

W o j n y Cywilnej (1642-1652), natomiast powiedzenie

l o k a l n i historycy i specjaliści, przy czym nie powstała

o w o wywodzi się z czasów znacznie starszych. Aluzje do

praca, która przedstawia pełną syntezę, zestawiającą

sprawowania władzy w czasach feudalnych, jakie zawie­

jego dzieje w okresach średniowiecza (czas świetności

ra w sobie pojęcie wymierzania sprawiedliwości zesłań­

miasta), nowożytnym (kiedy nastąpiło powolne znie­

c o m z różnych krańców środkowego regionu kraju zwa­

kształcenie i ostateczny zanik specyficznej tożsamości

nego Mercia, należy przeciwstawiać i n n e m u wyrażeniu,

miasta), i przede wszystkim nowoczesnym (zagłada

także dawniejszego pochodzenia as true as

u n i k a l n e j dla tej miejscowości rodzimej k u l t u r y i życia

blue, które odnosi się do barwnika o wyjątkowo i n t e n ­

społecznego).

Coventry

sywnym błękicie używanego w farbowaniu sławnego
wówczas sukna najlepszej jakości - broaddoth. Umiejęt­
ność wytworzenia tego naturalnego barwnika z liści

I, Echa przeszłości w mieście współczesnym

urzetu (isatis

tinctoria,

pop. cruciferae),

stosowanego

przez Brytów do farbowania skóry, stanowi przykład
przetrwania w czasach średniowiecza odziedziczonych

D l a przyjeżdżających po raz pierwszy do C o v e n t r y
koleją, a u t o k a r e m l u b wszechobecnym samochodem

po cywilizacji celtyckiej obyczajów i obrzędów nawiązu­

jest mało prawdopodobne, że c o k o l w i e k może w y ­

jących do pradziejów miasta i jego okolic. C h o ć wiele

wrzeć tak głębokie pierwsze wrażenie jak gigantyczna

osób kojarzy dzisiejsze miasto z „kolejnym środkowo-

obwodnica otaczająca całe c e n t r u m miasta. Z b u d o w a ­

-angielskim straszydłem" urbanistycznym, można o d ­

n o ją w tętniących życiem - przynajmniej dla niektó­

czuć w n i m nadal echa przeszłości, kiedy to - pomijając

r y c h - l a t a c h 60., kojarzących się z bezprecedensowym

wymiar architektoniczny - mentalność i sposób życia

d o b r o b y t e m m a t e r i a l n y m . Bypassem t y m , zbudowa­

samych mieszkańców C o v e n t r y (zwanych the

n y m z b e t o n u i asfaltu, większość r u c h u samochodo­

trians)

wego o m i j a serce miasta. M o n u m e n t a l n e j autostra­

molocha i nowożytnej stolicy regionu, B i r m i n g h a m .

104

Coven-

bardzo wyraźnie odróżniały się o d sąsiedniego

�Peter]. Martyn • TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

Zważywszy na fakt, że C o v e n t r y przeżyło złotą epo­

A l f r e d Tennyson przewidział już prawie 100 lat wcze­

kę p o n a d 500 lat t e m u , będąc samodzielnym ośrod­

ś n i e j . Rozciągały się one poza strefą fabryk i zakładów

k i e m z własną unikalną kulturą i tożsamością, to prze­

maszyn oraz urządzeń e l e k t r o n i c z n y c h -

miany, jaka dokonała się w ciągu około stu lat nie

n y c h n i e j e d n o k r o t n i e w t y c h samych m o n t o w n i a c h ,

4

wytwarza­

można traktować wyłącznie w kategoriach „rozwoju".

które dostarczały broń i sprzęt w o j e n n y w czasie oby­

Metamorfoza, której miasto uległo o d przełomu okre­

d w u w o j e n światowych X X stulecia.

5

su wiktoriańskiego do początku lat 70. X X w i e k u , kie­

T r u d n o zaprzeczyć d o w o d o m istnienia rodzimej

dy m . i n . ogólna liczba mieszkańców powiększyła się

k u l t u r y miejskiej, w której zabytki architektoniczne

prawie dziesięciokrotnie, wiązała się z zanikiem istnie­

stanowią najtrwalsze i wywierające najmocniejsze wra­

jącej i funkcjonującej o d wieków miejskiej cywilizacji

żenia ślady dawnej wspaniałości Coventry. W czasach

przedindustrialnej. Taką interpretację

specyficznego

obecnych są one na ogół wyrwane z k o n t e k s t u zgła­

d r a m a t u C o v e n t r y podkreślają w n i k l i w e opisy przeby­

dzonego pejzażu średniowiecznego c e n t r u m miasta,

wającego t a m w 1933 r o k u literata Johna Boyntona

a wśród istniejącego dziś otoczenia „utopijnej" m e t r o ­

Priestleya, dla którego było t o : „miasto zagubione

p o l i i automobilistów

w czasie i rozwijające się w t a k i m tempie, jakby rewo­

miejscu. Z bliżej niewyjaśnionych powodów pierwsza

lucja przemysłowa odbywała się na pełnych o b r o t a c h " ;

katedra zniknęła prawie bez śladów i nie zostały po

miasto ze śtedniowiecznym c e n t r u m „ze strzelistego

niej żadne przekazy ikonograficzne, natomiast prze­

(Motopia)

wyglądają wręcz na

kamienia i rzeźbionego drewna", które zostało „oblę­

trwała „druga", której nadano w 1918 r o k u status n o ­

żone atmią nakrętek, śrub, młotów, kluczy, przyrządów

wej katedry. D o resztek z r u j n o w a n y c h po nalocie listo­

p o m i a r o w y c h , świdrów i tokarek maszynowych".

p a d o w y m 1940 r o k u murów tego późnośtedniowiecz-

2

Postrzegane w t y m kontekście zniszczenia wojenne,

nego arcydzieła p o d wezwaniem św. Michała, przybu­

gdy w trakcie m . i n . masowego n a l o t u niemieckiego

d o w a n o trzecią, ostatnią katedrę w Coventry, n o w o ­

n o c ą 14-15 listopada zburzono gotycką świątynię zwa­

czesną, wzniesioną na planie g o t y c k i m . B ę d ą c zwróco­

ną Coventry Cathedral,

na w k i e r u n k u północnym, świątynia ta jest niezorien­

tracą swoje „przełomowe" zna­

czenie. Zamiast symbolicznych obrazów nagłego u n i ­

towana, w związku z czym w i e r n i modlą się nie w stro­

cestwienia statego miasta należałoby wprowadzić po­

nę Jerozolimy, lecz k u pobliskiej miejscowości N u n ­

jęcie stopniowego upadku, czyli powolnego zaniku,

eaton, znanej głównie jako węzeł kolejowy. Igrające

w czasach nowożytnych zakończonych w X X w i e k u

wizualnie iglice średniowiecznej świątyni Św. M i c h a ł a

zagładą nie t y l k o wyglądu architektonicznego wraz ze

i stojącego opodal kościoła św. Trójcy oddają mocne,

wcześniejszym układem zabudowy, ale także trybu ży­

a jednak tylko szczątkowe włażenie istniejącej do po­

cia i miejskiej koegzystencji jego mieszkańców-obywa-

łowy X V I w i e k u estetyki dawnego miasta.

teli (citizens),

i c h współistnienia zarówno w obrębie

O d przełomu lat 60. i 70. zeszłego, X X w i e k u pró­

miejskiej s t r u k t u r y społecznej, jak i ze światem daw­

bowano odtworzyć fragment miejskiego krajobrazu

niej o wiele bliższej ptzyrody. M i a s t o już wcześniej,

dawnego Coventry, które znajduje się pół k i l o m e t r a

a właściwie o d drugiej połowy X I X w i e k u , stanęło

na zachód o d centralnego placu Broadgate, po drugiej

w obliczu przemiany, która uderzyła w średniowieczne

stronie przeznaczonego wyłącznie dla r u c h u pieszego

c e n t t u m zaledwie trzy lata po pobycie Priestleya. K i e ­

i zorientowanego na dzwonnicę św. M i c h a ł a c e n t t u m

dy przystąpiono do rozbiórki całych obszarów starego

handlowego the Precinct,

Coventry, nie brano p o d uwagę dziedzictwa k u l t u r y

połowie lat 50. według p r o j e k t u mianowanego w 1938

miejskiej, ale raczej t y l k o wizję

zrealizowanego w pierwszej

ultranowoczesnego

r o k u pietwszego w kraju architekta municypalnego

c e n t r u m , wspaniałego, lśniącego, pełniącego funkcje

D o n a l d a Gibsona. U l i c a Spon Stteet składa się z d w u ­

handlowo-usługowe i biznesowo-komercyjne. Miało

dziestu k i l k u domów mieszczańskich zbudowanych na

o n o obsługiwać przede wszystkim bogacących się ro­

szkielecie d r e w n i a n y m , z których ogromna większość

botników, z których wielu „awansowało", przeprowa­

została t u przeniesiona z i n n y c h miejsc w c e n t r u m

dzając się do bardziej ekskluzywnych przedmieść, zało­

miasta po z d e m o n t o w a n i u i częściowej rozbiórce. M i ­

żonych jeszcze przed w y b u c h e m drugiej w o j n y świato­

m o że z konserwatorskiego p u n k t u widzenia było t o

wej. Stosunek George'a O r w e l l a do Coventry, zainte-

przedsięwzięcie bez precedensu, nie zyskało o n o więk­

resowanego właśnie t y m , co nazwał „cywilacją w i l l o ­

szego powodzenia. Ogólny efekt o d b u d o w a n y c h za­

wą", był zdecydowanie antypoetycki, a jego w y r o k na

bytków mieszczańskiej a r c h i t e k t u r y średniowiecznego

miasto, które zastał w drodze do północno-zachodnie­

C o v e n t r y wzdłuż krótkiego o d c i n k a niegdyś ważnego,

go ośrodka górniczego W i g a n w 1936 r o k u bezlitosny:

a dziś właściwie martwego szlaku komunikacyjnego,

„W C o v e n t r y człowiek może właściwie się czuć tak,

przeciętego z jednej strony Wewnęttzną Obwodnicą,

jakby znalazł się na Finsbury Park". Dzielnice peryfe­

a z drugiej pięttzącymi się stromo ścianami c e n t r u m

ryjne

bliźniaczymi d o m a m i ,

handlowego, bardziej przypomina skansen niż przy­

określane z podobną pogardą jako semi-detached sub­

kład tzw. żywej t k a n k i miejskiej. Już w 1964 r o k u , za­

urbia, przeznaczono dla następnych pokoleń „nowych

n i m przystąpiono do rekonstruowania profilu „auten­

ludzi lekceważących przeszłość", których istnienie

tycznie historycznej u l i c y " , sławny historyk architek-

3

zabudowane głównie

105

�Peter]. Martyn • TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

tury, pochodzący z N i e m i e c N i k o l a u s Pevsner, podsu­

sowując się do aparatu pojęciowego odrodzonego, a ra­

mowując wyraził szczerą, c h o ć ponurą w istocie opinię

czej stworzonego w czasach nowożytnych), lecz w epoce

na temat charakteru śródmieścia: „centrum C o v e n t r y

wcześniejszej, zwanej średniowieczem.

można traktować wyłącznie w kategoriach X X w i e k u .

C o v e n t r y odegrało niegdyś kluczową rolę w trakcie

C a ł a reszta jest bardzo n i e w i e l k a : m i m o wyjątkowo

długotrwałych walk o władzę w królestwie - o d w o j e n

ważnego powiązania z przeszłością to, co zostało na

baronów (1263-1265), przez wojnę stuletnią (1337-

powierzchni ze średniowiecznych b u d o w l i , jest o b c y m

-1453) i wojnę [dwóch] róż (1455-1485) - aż do prze­

ciałem".

jęcia t r o n u przez dynastię Tudorów. Ostateczny kres

W

6

świetności C o v e n t r y położyły władze Rex Fidei

odniesieniu do dwóch strzelistych d z w o n n i c ,

Defen­

wraz z trzecią, pozostałą po rozebranym w związku

sor (sic!) H e n r y k a V I I I . W związku z rozwiązaniem

z rozwiązaniem klasztorów kościele

Franciszkanów

klasztorów i kasatą zakonów w r a m a c h „reformy" K o ­

o d szarych habitów noszonych przez

ścioła (1536-1547) jedyna tego rodzaju w kraju kate­

mnichów tego zakonu), z dumą nazwano C o v e n t r y

dra klasztorna obsługiwana przez benedyktynów, gdzie

miastem trzech iglic: the City of Three Spires. Zastąpie­

odbywały się posiedzenia angielskiego p a r l a m e n t u ,

nie samej nazwy miasta wskazuje zarówno jego sława

który wszedł do h i s t o r i i p o d nazwą „Niewprawny"

(tzw. Greyfriars,

j a k i utożsamienie mieszczan-obywateli (burgess l u b

(z 1404 r o k u ) oraz „Diaboliczny" (z 1459 r o k u ) , zosta­

citizens) z miejscem swego pochodzenia (por. ze znacz­

ła doszczętnie rozebrana.

nie większym rozpowszechnieniem zwyczaju we W ł o ­
szech: citta delia Cinąue

Giomate

9

C o v e n t r y słynęło ongiś nie z trzech pozostałych do

- M e d i o l a n ; citta del­

dziś, ale z przynajmniej siedmiu iglic, dynamicznie

ia Due Torre - Bolonia i t p . ) . Skoro jednak C o v e n t r y

unoszących się w niebiosa n a d siecią krętych ulic, gę­

kiedyś słynęło nie z trzech, lecz ze znacznie większej

sto zabudowanych o d f r o n t u d o m a m i o drewnianej

liczby g o t y c k i c h iglic, m i a n o t o musiało

k o n s t r u k c j i szkieletowej, wychodzącymi o d tyłu na

7

powstać

w czasach nowożytnych. Zamiast uwieczniać dawną

często obszerne podwórka l u b wprost na pole r o l n e .

świetność miasta, te trzy potężne a zarazem dynamicz­

Cały zespół miejski otaczały m u r y obronne z d w u n a ­

nie eleganckie świadectwa zdolności w y b i t n y c h m u r a ­

stoma b r a m a m i , które zostały rozebrane 22 lipca 1662

rzy średniowiecznych są smutną pozostałością straco­

r o k u na rozkaz Karola I I jako o d w e t za opór stawiany

nego grodu z innej e p o k i . Toczą z n i m i nierówną w a l ­

przez miasto w o j s k o m straconego w 1649 r o k u ojca Je­

kę chaotycznie postawione „niebotyki" k o m e r c j i oraz

go Królewskiej Mości, i po których pozostał do dziś

wielopiętrowe pudła mieszkalne o banalnej architek­

skromny odcinek łączący dwie mniejsze bramy, zwane

turze

Swanswell i C o o k Street G a t e s .

i mało

d y n a m i c z n y c h , kanciastych

bryłach,

wzniesione w czasach współczesnych. Echa bogatej

Dzięki k u p c o m oraz działalności

przeszłości śródmieścia widzianego z o b w o d n i c y szyb­
kiego r u c h u są już prawie niesłyszalne.

10

benedyktynów,

słynących z n o n k o n f o r m i s t y c z n y c h sposobów zajmo­

8

wania się n a u k a m i , oraz i n n y c h zakonów C o v e n t r y
cieszyło się z żywych kontaktów zarówno h a n d l o w y c h ,
jak i k u l t u r a l n y c h z miastami k o n t y n e n t a l n y m i . Być

II. W poszukiwaniu straconych
wątków, składanie fragmentów
dramatu zgubionego miasta

może z Francji lub F l a n d r i i napłynęły także wzory w o l ­
nego miasta - a nawet w o l n e j r e p u b l i k i , cieszącej się
własnym samorządem i p r a w a m i o b y w a t e l s k i m i (citi­
zenship),

o co zabiegało m u n i c y p i u m

(Corporation),

oficjalnie powołane w r a m a c h trójstronnej

Istotę zagadki Coventry należy powiązać z ideą ducha

umowy

opiekuńczego. N i e chodzi t u ani o państwo, ani o narzu­

terminatorskiej

coną z góry zinstytucjonalizowaną organizację kościelną,

uznane zarówno przez dwór królewski, jak i hierarchię

lecz ośrodek miejski, kształtujący się w określonym re­

kościelną. Ówczesne miasto, któremu w 1451

gionie (the Midlands; dawniej Mercia) podczas długiego

przyznano własne hrabstwo (city in county),

(Tripartite

Indenture)

z roku

1355,
roku
można

okresu zwanego medium aevum, czyli między upadkiem

uznać za enklawę m i e j s k i c h wolności w zdominowa­

(w Europie Zachodniej) cywilizacji antycznej a tzw. o d ­

n y m przez ziemiaństwo kraju poddaństwa chłopów

rodzeniem, które według uczonych dziewiętnastowiecz­

i ciągle jeszcze feudalnych stosunków własności.

n y c h oznaczyło początek, czy też narodziny, epoki nowo­

Podstawowym d o w o d e m zaistnienia bogatej i ewo­

żytnej. Ponieważ w dość szczególnym przypadku Wysp

luującej k u l t u r y miejskiej w Coventry, poza zabytkową

Brytyjskich zmiany związane z przejściem do czasów no­

architekturą oraz źródłami d r u k o w a n y m i lub rękopi­

wożytnych bardziej kojarzą się z usystematyzowaną dzia­

śmiennymi, są procesje, pochody, obchody religijne

łalnością gospodarczą, mającą na celu zysk, a więc nie

i dramaty zwane m i s t e r i a m i (the Coventry

z odrodzeniem kultury starożytnej, lecz ze wzrostem

Cycles).

11

Mystery

Próby „odtworzenia" misteriów z C o v e n t r y

ustroju gospodarczego, zwanego kapitalizmem, to jed­

w postaci widowisk, spektakli t e a t r a l n y c h oraz czysto

nak wydaje się, że klucza do rozwiązania zagadki genius

religijnych, miały miejsce w r a m a c h trzech p o w o j e n ­

loci miasta Coventry trzeba szukać nie w procesach

n y c h festiwali: ogólnokrajowego (Festival

„społeczno-ekonomicznych" lub „politycznych" (dosto­

w czerwcu 1951 r o k u , p o d koniec maja 1962 r o k u (po

106

of

Britain)

�Peter]. Martyn * TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

„ceremonialnym" o t w a r c i u przez królową Elżbietę n o ­

o d ministerium),

wej k a t e d r y ) , oraz w czterechsetną rocznicę urodzin

od pracy) oraz pochód (od łaciny pagina, czyli scena

W i l l i a m a Shakespeare'a w 1964

wyrwana z całości; procesja l u b k o r o w ó d ) .

r o k u . Podczas gdy

święta (święto religijne; dzień w o l n y
Misteria

14

w nowej świątyni zorganizowano specjalnie zamówio­

stanowiły tylko jeden element, czysto religijny oraz ze­

ne na tę okazję przedstawienie nabożeństwa żałobne­

świecczony, wśród tutejszych wyjątkowo bogatych zwy­

go Benjamina B r i t t e n a War Requiem,

czajów i związanych z n i m i obchodów ceremonial­

a w uroczysto­

ściach wzięły udział najwybitniejsze zespoły teatralne

nych.

oraz operowe Shakespeare Company, Sadler's Wells

ze statusem głównej siedziby (Camera Principis) w kró­

1 5

Uroczystość

„przywitania księcia"

związana

i C o v e n t G a r d e n Opera, lokalnie działające zespoły

lestwie, który nadano miastu w okresie przedłużonego

teatralne, zarówno profesjonalne, jak i amatorskie,

pobytu ojca Ryszarda I I , Czarnego Księcia, podkreśla

wystawiły własne interpretacje średniowiecznych m i ­

jego znaczącą rolę w walce o władzę w okresie dynastii

steriów. Tzw. misteria przedstawione przez cech te­

Plantagenetów. Z istniejących d o dziś w transkrypcji

atralny the Theatre Guild of Coventry

w wyjątkowo na­

opisów uroczystości zorganizowanych dla k o l e j n y c h

strojowym otoczeniu r u i n przedwojennej katedry cie­

przedstawicieli m o n a r c h i i , szczególnie interesujące wy­

szyły się ogromną popularnością. N i e m n i e j , zważywszy

dają się wjazdy symbolicznie witanego przez mieszczan

na treść i samą formę, spektakle te wykazywały nie­

księcia-dzieciątka Edwarda, syna H e n r y k a V I we wrze­

wiele wspólnego ze scenami grywanymi pięćset lat

śniu 1456 oraz trzyletniego syna Edwarda I V w k w i e t ­

wcześniej przez cechy rzemieślnicze na u l i c a c h miasta.

n i u 1474, zamordowanego w w i e k u 13 lat razem z bra­

Zespoły amatorskie przedstawiły dwa cykle na podsta­

t e m w tzw. Wieży L o n d y n u . W obydwu wypadkach

wie autentycznych tekstów pochodzących z pierwszej

księciu towarzyszyła m a t k a bez ojca. O s t a t n i m księ­

połowy X V I w i e k u , wykorzystując w o z y ,

ciem, którego formalnie przywitano w Coventry, głów­

którymi

12

przewożono aktorów wraz z niezbędnym sprzętem o d

nej siedzibie następcy t r o n u A n g l i i i W a l i i wraz z Fran­

jednej „stacji" do drugiej, co zbliżało je, przynajmniej

cją oraz Szkocją i Irlandią był przyszły H e n r y k V I I I , po

w i c h zewnęttznym kształcie, do śtedniowiecznych te-

śmierci statszego btata, A r t u r a .

aliów. N a t o m i a s t z uwagi na fakt, że nowożytni akto­

Kluczem do rozszyfrowania miejskiej

rzy związani byli z kongregacjami kościelnymi, treścio­

cywilizacji,

która rozkwitła w średniowiecznym Coventry, jest b u ­

w o przedstawienia te były raczej o wiele bardziej po­

dynek powszechnie dziś kojarzony na świecie ze znisz­

prawne p o d względem obrzędowo-rytualnym w po­

czoną w 1940 r o k u katedtą. Zachowana dzwonnica

równaniu z i c h pierwowzorami, które łączyły w sobie

oraz szczątkowe mury tego arcydzieła późnogotyckiej

rodzajowo-realistyczne treści biblijne z l o k a l n y m i wąt­

architektury sakralnej pochodzą z okresu największej

k a m i obyczajowymi, k o m i c z n y m i , satyrycznymi oraz
groteskowo-fantas t y c z n y m i .

1 6

świetności dawnego miasta. Z perspektywy czasów dzi­

13

siejszych niełatwo jest zrozumieć fakt, że były kościół
parafialny św. Michała został zbudowany nie dla po­

Brak jednolitego sposobu określania widowisk, zna­
n y c h jako misteria (masteries), pochody

trzeb biskupa i duchowieństwa lub przez władającego

(pageants),
(Ludus

fundatora, lecz powstał dzięki wspólnej inicjatywie i do

świadczy o i c h różnorodnych f o r m a c h oraz

użytku samych mieszkańców. Świątynia ta była dziełem

pochodzeniu. C h o ć początki t y c h spektakli wiążą się

nie tylko pobożności, ale wyrazem d u m y mieszczan.

sztuki

(plays)

Coventnae),

l u b przedstawienia ludyczne

tradycyjnie z działalnością zakonów, które zorganizo­

Notatkę zamieszczoną przy kosztorysie i wyjaśniającą

wały przedstawienia scen wywodzących się z Biblii, źró­

cel wyjątkowo uroczystego widowiska, wchodzącego

dłami inspiracji były nie tylko obrzędy liturgiczne lecz,

w skład cyklu misteriów przygotowanego przez cech

także miejscowe obyczaje,

sukienników zarówno „na chwałę Boga", jak i „ku czci

których korzenie sięgają

w nieokreśloną przeszłość przedchrześcijańską. Proces

tego miasta" (to [...Jtpe worschypp of thys Cytte),

zeświecczenia misteriów dramatycznych o treści w y ­

zrozumieć jednoznacznie.

łącznie liturgicznej, „cudownej" lub moralnej przez ce­

mieszczanie-obywatele utożsamiali się ze swoim mia­

chy zawodowe należy powiązać ze skomplikowanymi,

stem. Jeśli samo miasto uwielbiano do tego stopnia, że

17

można

Jest to dowód na to, jak

a sporadycznie k o n f l i k t o w y m i , stosunkami i między

składano m u hołd, to rodzi się pytanie, czy zwyczaj t e n

klasztorami dowodzonymi przez najważniejszy i naj-

mógłby być wyrazem przetworzonego w średniowieczu

dawniej założony t u zakon benedyktynów a mieszcza­

obrzędu związanego nie tylko z miastem, lecz przede

n a m i . Podczas gdy zjednoczone

wszystkim z miejscem, w którym powstało, sięgając do

duchowieństwo b i ­

czasów poprzedzających jego istnienie, jako obszaru za­

skupstw C o v e n t r y i L i c h f i e l d posiadało część miasta
(the Prior's Half),
of Coventry)

to jego „gospodarzom" (the

budowanego i skupiska ludności.

Goodmen

udało się uwłaszczyć tereny należące nie­

Wydaje się wielce prawdopodobne, że pagórek, na

gdyś do regionalnych lordów feudalnych, zwanych hra­
biami

(the

Earl's

Half).

Podobne

zestawienie

którym wzniesiono zespół klasztorny, któremu nadano

życia

status katedry już w 1102 r o k u , oraz dwa wspaniałe

i charakteru miasta średniowiecznego odzwierciedla
podwójne znaczenie słów m i s t e r i u m (greka

kościoły parafialne, już w czasach przedchrześcijań­

musterion:

skich był miejscem obrzędów religijnych. Być może

obrządek tajemniczy; łacina misterium: zawód, rzekomo

k u l t t e n nawiązywał do celtyckiej b o g i n i znanej o d

107

�Peter ) . Martyn • T R O J A B R Y T i

czasów okupacji rzymskiej jako C o v e n t i n a . Była ona

Posiadacze ziemscy, prowadzący interesy również

opiekunką źródeł w o d n y c h , których niegdyś było spo­

w mieście, przyczynili się do powstania „szlachty miej­

ro na terenie obecnego miasta, a więc przede wszyst­

skiej" (urban gentry),

k i m sił życiodajnych. C o v e n t i n a może nie tylko wyja­

sowo przenosić się do L o n d y n u . Stolica kraju i przyszłe

śnić źródłosłów samej nazwy Coventry, jako miasta

serce I m p e r i u m Brytyjskiego „rozwijało się" nie tylko

która o d X V I w i e k u zaczęła ma­

lub osady bogini, ale równocześnie nasuwa wiarogod-

jako ustabilizowana siedziba królewska, ale

ny sposób i n t e r p r e t a c j i źródeł legendy wiążącej się

wszystkim jako c e n t r u m wszelkiego rodzaju kapitału -

z „hrabiną" G o d a i v a (Lady Godiva).

obrotowego, pożyczkowego, stałego, zmiennego i t d .

Corocznie obcho­

przede

dzone uroczystości na jej cześć nie nawiązują bezpo­

(jakby capital city znaczyło to samo co city of

średnio do średniowiecznych świąt religijnych, lecz zo­

Proces t e n miał miejsce właśnie w okresie wielkiego

stały zainaugurowane dopiero na początku X V I I wie­

kryzysu miast angielskiej p r o w i n c j i , kiedy dla C o v e n t r y

k u . N a j p r a w d o p o d o b n i e j obnażona kobieta o rzadkiej

skończyła się tzw. złota e p o k a .

urodzie nie jeździła k o n n o po ulicach miasta, aby ura­

uzmysłowienia sobie, w j a k i sposób miasto pojmowane

tować mieszkańców o d niemożliwych do udźwignięcia

było przez jego mieszkańców-obywateli i przybyszów

capital).

Ważna wskazówka dla

19

podatków. Legenda ta została opisana już w X I I w i e k u ,

w t o k u gwałtownych wydarzeń i zmian w okresie pano­

kiedy „dostojni współobywatele" usiłowali odzyskać

wania Tudorów, zachowała się w treści jednego z ostat­

przywileje

zamieszkałego

n i c h - przed i c h ostatecznym zniesieniem w końcu

w zamku C o v e n t r y Castle, który zapewne rozebrano

od

feudalnego

władcy

X V I w i e k u - dramatów związanych z tradycjami cy­

już w X I V w i e k u . Była ona raczej personifikacją m i e j ­

klów misteriów z Coventry. Nosił o n tytuł

scowych sil w i t a l n y c h oraz płodności ziemi macierzy­

Jerozolimy. Pojawienie się elementów zainspirowanych

stej,

która

zawsze zwycięża ujemne

Zniszczenie

oddziaływanie

przez m i t y starogreckie świadczy o znajomości tradycji

i sztucznie wprowadzoną przez samego człowieka prze­

antycznej i powstaniu widowiska o bogatej symbolice.

moc - m . i n . t a k i c h autokratów i despotów, jak mąż

W spektaklach i uroczystościach rozgrywających się na

Godaivy, hrabia Leofric, pierwszy biskup Roberta de

ulicach C o v e n t r y w X V w i e k u wyraźnie widać wątki

Limeseya, H e n r y k V I I I , K a r o l I I lub sparodiowana

oraz postacie pochodzące nie tylko ze Starego i N o w e ­

w misteriach z C o v e n t r y postać biblijnego dzieciobój-

go Testamentu, lecz takie z dzieł H o m e r a , wraz z czę­

cy królewskiego, H e r o d a .

ściowo zmitologizowaną przeszłością samych Wysp
Brytyjskich. Treść skomponowanej w 1570 przez cech

P o w i n n o być powszechnie wiadome, że świątynie
gotyckie były b u d o w l a m i silnie tętniącymi

kowali, a przedstawionego dopiero w 1584 r o k u dra­

życiem.

m a t u p t . Zniszczenie Jerozolimy

Zgodnie z zasadą wywodzącą się wprost z b i b l i j n y c h
opisów pierwszej Świątyni w Jerozolimie istniała hie­

pięciu próbach") odnosiła się do t o k u wydarzeń opisa­

rarchia przestrzenna z k l a r o w n y m podziałem na prze­

n y c h przez Józefa Fławiusza w Wojnie Żydowskiej.

10

strzeń przeznaczoną dla ludzi i tę, którą zajmowali

Pod­

kreślono wyjątkowe okrucieństwo walk między skłóco­

przedstawiciele duchowieństwa. W kościele św. M i ­

n y m i ze sobą p l e m i o n a m i oraz frakcjami czynnymi

chała w C o v e n t r y chór i prezbiterium zajmowały ma­

w Palestynie podczas insurekcji przeciw władzom rzym­

ło miejsca w stosunku do całości wnętrza. Z nawy k o ­

skim. W scenie kulminacyjnej przedstawiono destruk­

rzystali wszyscy mieszkańcy, służyła ona do przeróż­

cję miasta niebiańskiego symbolicznym a k t e m rozebra­

n y c h działań niewyobrażalnych w czasach obecnych,

nia Świątyni przez zniszczenie jednego rekwizytu te­

m . i n . do tańca, k o n s u m p c j i , gier i t p . Znaczną część

atralnego (podobnie jak dawniej w przedstawieniu ce­

bocznych naw zajmowały kaplice c e c h ó w : sukiennicy

c h u sukienników spalono makietę symbolizującą wej­

za tęczą, bławatnicy za organami. Dalsze kaplice, po­

ście do piekła, zwane hellsmouth).

21

łożone poza przestrzenią ogólnie dostępną, przezna­

Niewykluczone, że

sztukę tę odgrywano nie na wozach, lecz w j e d n y m

czone dla k o w a l i , wytwórców gorsetów, czapników

określonym miejscu - być może w r u m o w i s k u po roze­

i farbiarzy, znalazły się w d o d a t k o w y c h n a w a c h bocz­

branej około ćwierci wieku wcześniej katedrze przy

n y c h . Część z n i c h miała własne wejścia o d ulicy oraz

klasztorze Benedyktynów. Byłaby t o rzecz niesamowita,

pomieszczenia na piętrze, gdzie członkowie spotykali
się i nawet prowadzili interesy.

(przy współpracy czap­

ników oraz postrzygaczy owiec razem z k r a w c a m i „po

gdyby sztukę tę, stanowiącą w pełni już zsekularyzowa-

18

ne misterium wystawiono faktycznie w miejscu pierw­

W przeciwieństwie do drugiego głównego kościoła

szej, zlikwidowanej w związku z rozwiązaniem klaszto­

parafialnego Św. Trójcy, kościół św. M i c h a ł a posiadał

rów k a t e d r y zjednoczonego

plan zaskakująco nieregularny. Określenie go przez

i L i c h f i e l d . W i a d o m o , że w mieście przeżywającym kry­

Pevsnera jako „wielkiej i niezaprzeczalnie

biskupstwa C o v e n t r y

bolesnej

zys, w którym różne ugrupowania skłonne były rywali­

a n o m a l i i " , słuszne w sensie ściśle s t r u k t u r a l n y m , wca­

zować ze sobą, stosunki mogły tylko pogorszyć się, i do

le nie odnosiło się do realiów, w j a k i c h kościół po­

takiego stopnia, że spowodowały wewnętrzny rozpad

wstał. Interpretację wybitnego historyka sztuki uwa­

społeczny.

runkował nowożytny sposób patrzenia na budowlę,

zolimy w odniesieniu do losu C o v e n t r y i jego mieszkań­

której układ i funkcje należały do pięćset lat wcześniej

ców podczas w o j e n cywilnych, reformacji, krwawego

m i n i o n e j epoki.

108

22

Moralizatorska wymowa Zniszczenia

Jero­

�Peter}. Martyn • T R O J A BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

panowania M a r i i Tudorskiej, powszechnego

po jej

(zwanymi top shops). Napędzały je maszyny parowe bę­

śmierci ikonoklazmu i ponurego przejęcia władz miasta

dące wspólną własnością, zainstalowane w b u d y n k a c h

przez Purytanów wydaje się niewątpliwa; odnosiła się

siłowni wzniesionych w ogrodach z tyłu. W t e n sposób

ona do upadku kolejnej Jerozolimy - gotyckiej.

unowocześniony cech tkaczy był w stanie konkurować

Pierwotny układ wnętrza kościoła św. Michała,

z f a b r y k a n t a m i i skutecznie walczyć z u j e m n y m i wpły­

wraz z jego średniowiecznymi f u n k c j a m i , zniknął już

w a m i tzw. r e w o l u c j i przemysłowej, która często pozba­

setki lat wcześniej, zanim bomby niemieckie zniszczy­

wiała rzemieślników środków do życia i zmuszała i c h

ły samą bryłę. Oprócz wystroju i r e l i k w i i Purytanie zli­

do zatrudnienia się w charakterze zdanej na łaskę fa­

k w i d o w a l i większość kaplic należących do cechów,

brykantów taniej siły roboczej, czyli degradowała nie­

tworząc jedną wielką halę m o d l i t w . Jeśli przestrzeganie

zależnych pracowników do stanu robotników najem­

przez następne w i e k i zasad odprawiania nabożeństw

n y c h . Wszystko wskazuje na to, że C o v e n t r y było jedy­

przez jednego pastora widzianego przez wszystkich

n y m miastem na świecie, w którym zorganizowano

w i e r n y c h przemieniło charakter wnętrza kościoła, to

„fabryki chałupnicze"; d u c h opiekuńczy dalej istniał...

g r u n t o w n y r e m o n t samej substancji w drugiej połowie

Losy miejscowego t k a c t w a , uzależnionego o d i m ­

X I X w i e k u można traktować jako główną przyczynę

portowanego z W ł o c h , I n d i i i C h i n j e d w a b i u , z które­

zawalenia się całej wewnętrznej k o n s t r u k c j i podczas

go powstawały głównie ozdoby d o eleganckich stro­

n a l o t u w 1940 r o k u .

Kolejny r e m o n t w drugiej poło­

jów kobiecych, były już z góry przesądzone. Spowodo­

wie lat 30. już doprowadził do n i e m a l k o m p l e t n e g o

wany umową handlową podpisaną w 1860 r o k u mię­

ścierania detali wnętrz.

dzy rządami W i e l k i e j B r y t a n i i a Francji k r a c h t k a c t w a

2 3

chałupniczego, które zapewniało utrzymywanie około

Wydaje się właściwie niemożliwe, żeby treść i f o r m a
urodzonego

25 tys. ludzi w czterdziestotysięcznym mieście, zmusi­

w p o b l i s k i m S t r a t f o r d - u p o n - A v o n W i l l i a m a Shake-

ło C o v e n t r y do opóźnionego przystąpienia do „postę­

speare'a. Nawiązania do znaczącej roli, jaką miasto

powej" rewolucji industrialnej.

odegrało w walce o władzę, znajdują się w serii sztuk

w o w y m w stworzeniu miasta nowoczesnego była fa­

misteriów nie wpłynęła

na twórczość

25

C z y n n i k i e m podsta­

tworzących rodzaj k r o n i k i dziejów późnośredniowiecz­

talna sytuacja, w której jego mieszkańcy się znaleźli

nej A n g l i i o d Ryszarda II d o Ryszarda III. Szczególnie

po 1860 r o k u . Podczas gdy blisko jedna dziesiąta l u d ­

ciekawie scharakteryzowano w trzech częściach H e n ­

ności sprzed k r a c h u wyemigrowała, głównie do N o ­

ryka VI tragiczną postać Małgorzaty z A n j o u , która

wej Z e l a n d i i - skąd po nalocie l i s t o p a d o w y m w 1940

syna,

r o k u i c h p o t o m k o w i e wysłali telegramy i listy wyraża­

Edwarda zrobiła z C o v e n t r y własną siedzibę. Ten sam

j ą c e żal i współczucie - zgodnie z d u c h e m t a m t e j epo­

Edward, którego mieszkańcy miasta w i t a l i uroczyście

k i i n t e l i g e n t n i , pomysłowi, a przede wszystkim przed­

jako księcia, gdy miał zaledwie 2 lata, zginął w bitwie

siębiorczy ludzie, wśród których byli także przedstawi­

starając się o zapewnienie t r o n u dla swego

pod Tewkesbury w 1471 r o k u . „Świętobliwy" mąż w o ­

ciele „nowego świata", zaczęli szukać sposobów aby

jującej w jego i m i e n i u królowej, który nadal Coventry-

wyzyskać

status miasta z własnym hrabstwem, zamordowany zo­

Oprócz ogromnej rezerwy taniej siły roboczej po bez­

stał w tzw. Wieży Londyńskiej. Tragizm królowej osią­

robotnych

kryzys w środkowoangielskim
rzemieślnikach,

mieście.

koszty w y n a j m o w a n i a

ga swą apoteozę w trzeciej scenie pierwszego a k t u Ry­

warsztatów l u b założenia zakładów były o wiele niższe

szarda III, w której przeklina n i e m a l wszystkie postaci

t u niż w przeżywającym równocześnie b o o m gospo­

sztuki.

darczy B i r m i n g h a m .

24

Spełnienie się po k o l e i każdej klątwy i groźne­

2 6

Poza. t y m C o v e n t r y , którego

go ostrzeżenia kształtuje t o k wydarzeń do samego

c e n t r u m zajmuje dolinę po małym jeziorze i w które­

p u n k t u kulminacyjnego, gdy zgodnie ze wściekłymi

go o k o l i c a c h już o d wieków mieszkańcy w y d o b y w a l i

sentymentami starej kobiety - k r w a w y despota ulega

węgiel na potrzeby własne, w a r u n k i do rozwoju pro­

na polu bitwy „na samym szczycie" swoich o h y d n y c h

d u k c j i przemysłowej były idealne. U c h w a ł a parla­

działań.

m e n t u z 1848 r o k u , dotycząca sprawowania rządów
l o k a l n y c h , zlikwidowała już status miasta we własnym
hrabstwie. Kolejne zarządzenia z W e s t m i n s t e r u znio­

Epilog
Zorganizowana przez miejscowych tkaczy

sły prawa ziemskie, które zapewniały
próba

m u r a m i o b r o n n y m i . Ten średniowieczny

obrony i c h tradycyjnie niezależnej pracy chałupniczej
(outworking)

mieszczanom

dostęp do pastwisk i łąk położonych poza d a w n y m i
n i z m dotyczący tzw. ziemi Łamas

przed zakładami przemysłowymi w latach

anachro­

i Michaelmas,

gdzie

obowiązywał zakaz b u d o w y nieruchomości właśnie do

50. X I X w i e k u wydaje się i s t o t n y m znakiem w o l i prze­

lat 60. X I X w i e k u , stanowił jedyną pozostałą po klę­

trwania rodzimej tożsamości miejskiej i związanego

sce

z nią stylu życia oraz obyczajów. A b y korzystać z n o w o ­

gospodarczo-społecznej

barierę przed opóźnio­

n y m przewrotem technicznym.

czesnych rozwiązań technicznych w swojej branży,

27

tkacze założyli spółdzielnie, które wybudowały osiedla

W dziejach C o v e n t r y c e c h ą charakterystyczną jest

połączonych ze sobą domów z charakterystycznie ulo­

powtarzający się m o t y w wahania między pomyślną k o ­

k o w a n y m i na górnych piętrach warsztatami t k a c k i m i

niunkturą gospodarczą a zastojem, s p o w o d o w a n y m

109

�Peter J. Martyn • TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

zmniejszeniem się p o p y t u n a wyroby, w których p r o ­

znych, która łączy Londyn z Birmingham, w związku z czym

d u k c j i specjalizowali się jego mieszkańcy. Lista p r o ­

umieścił wydrukowane kursywą wyjaśnienie przed wierszem:

duktów przyczyniających się d o gospodarczego b o o m u
miasta, j a k ą można wymienić, począwszy o d sztućców

I waited for the train at Coventry,
1 hung with grooms and porters on the bridge,
To watch the three tall spires; and there 1 shaped

w X I I I i sukna w X I V w i e k u , a skończywszy n a samo­

The city's ancient legend into this:

c h o d a c h , e l e k t r o n i c e , narzędziach maszynowych oraz

N o t only we, the latest seed of time,

r a d i a c h w ubiegłym s t u l e c i u , jest długa, i są tacy jesz­

New men, that i n the flying of a wheel

cze, którzy twierdzą, że dalej ciągnie się ad

Cry down the past, not only we, that prate

finitum.

28

O f rights and wrongs, have loved the people well,
A n d loathed to see them ovettaxed; but she

• ••

Did mote and undetwent, and overcame,
The woman of a thousand summers hack,

Mały Faeton z C o v e n t r y n a j p i e r w udoskonalił swój

Godiva, wife to that grim Eatl, who tuled

r o w e r d o p e r f e k c j i , a p o t e m dzielnie przyczepił d o n i e ­

In Coventry: or when he laid a tax

go silnik benzynowy, żeby m ó c szybciej jeździć „moto­

Upon his town, and all the mothets brought

c y k l e m " po k r ę t y c h u l i c a c h miasta oraz ciągle jeszcze

Their children bewailing 'If we pay, we starve!'(...)

sielskich o k o l i c a c h . Był to j e d n a k d o p i e r o początek.

Warto porównywać motyw płaczących matek z dziećmi w ujęciu

Faeton

Tennysona, znajdującego się wśtód „nowych ludzi, którzy lekce­

szybko rozrósł się, aby

„ j a ś n i e ć " przez cały

ważą przeszłość w toku wirowania jednego (zmechanizowanego)

dwudziesty w i e k lśniącymi a u t a m i , czołgami, samolo­

kola", z tteścią ttanskrybowanej w 1825 roku pieśni misterium

t a m i , zarówno pasażerskimi, jak i b o m b o w c a m i , m e ­

cechu posttzygaczy owiec i krawców, która stała się powszechnie

c h a n i c z n y m i urządzeniami gospodarstwa d o m o w e g o ,

znana na Wyspach Brytyjskich jako „Kolęda z Coventry"

a r m a t a m i oraz p o c i s k a m i , umożliwiającymi wysadze­

(The Coventry Carol):

nie w powietrze d o m u sąsiadów bądź całej dzielnicy,

Lully lulla, thou little tiny child,

h e l i k o p t e r a m i i myśliwcami rozwijającymi coraz więk­

By by, lully lullay, thou little tiny child,

sze prędkości i t d . Jego najnowszy r y d w a n

(...)

nie może

That wo is me, pore child, fot thee,

więc pochodzić z rodzimego miasta, które i t a k ledwie

A n d never mourn and say

jest w stanie dziś rozpoznać, ponieważ bardziej przypo­

For this patting nethet say not sing,

m i n a o n o k o l e j n e , p r o w i n c j o n a l n e anglo-amerykań­

By by, lully lullay.

skie „ M o t o r v i l l e " niż żywy staroangielski gród, zapa­

(Zobacz przyp. nt 13)

miętany jeszcze z wycieczek r o w e r o w y c h swego dzie­

Otwell określił pojęcie narastającej grozy wynikającej z biernej

ciństwa. I tak szaleje dalej....

postawy tzw. cywilizowanego człowieka wobec ogólnych zmian
w skali światowej od X V I I I wieku, a ptzede wszystkim w X X
wieku jako „katastroficzną stopniowość". Zobacz Catastrophic
Gradualism

P. J. Martyn (w.) Атх Felicitatis. Księga ku czci profesora Andrze­
ja Rottermunda w sześćdziesiątą

rocznicę urodzin...,

(w:) The Collected Essays, dz. cyt., vol. I V (Under

your Nose).

s. 527-540.

'(...) the centte of Coventry i n 1964 can only be treated i n

Warszawa 2001 r. Czytelników należy osttzec, że autot utodzil

20th-century terms. A l l else is very minor, and the mediaeval

się właśnie w Coventry.

buildings above ground ate an alien body, though of coutse the

'(...) the city has got lost i n time and imagines that the Indu­

eminently impottant link with the past'. N . Pevsner, The Build­

strial Revolution is i n full fotce. (...) I knew it was an old place
(...) but I was sutprised to find so much of the past, i n soaring
stone and carved wood, still remained. (...)

ings of England, Warwickshire,

London 1966, wydanie z 1996 г.

(przy współpracy R. Wedgewood), s. 270-271. Por. M . Singlehutst, G. Demidowicz, A Brief History of Spon Street and the

These picturesque remains of the old Coventry arc besieged by
an army of nuts, bolts, hammets, spanners, gauges, drills and
machine lathes, for in a thick ting round this ancient centte are

Townscape Scheme, Coventry 1993
P. J. Martyn, „Miejskośc" a urbanistyka - mit kontra rzeczywistość.
Kilka uwag dotyczących terminologii, przeszłości i tożsamości,

the motor-cars and cycle factoties, the machine tool makers,

prób

planowania oraz kwestii dalszych losów miasta (w.) „Kwartalnik

the magneto manuiactuters and the electrical companies.'

Filmowy" nr 28, zima 1999, s. 8-11

J. B. Priestley, A n English Journey, (...) a (...) truthful account of

O dalszej ttansmutacji tej długiej co do liczby mieszkańców

what one man saw and heard and felt, London 1934, Penguin

miasta brytyjskiego zobacz powieść Davida Lodge'a pt. Changing

1977, s. 69-71.
'In Coventry you might just as well be in Finsbury Park'. G. Orwell,
The Road to Wigan Pier, London 1937 and 'The Road to Wigan

Places, (London 1975):
'Driving back to the Univetsity, Morris took the newly opened
section of the Innet Ring, an exhilatating complex of tunnels and

Pier Diary' (w:) The Collected Essays, Journalism and Letters: Vol.
1. Orwell przyjechał po południu pod koniec stycznia 1936. Po­
dobnie jak Priestley natzekat zarówno na standard pokoju ho­

flyovets that was part of the proposed Grand Prix circuit. He leaned
back in the bucket seat and drove with straight, extended arms in
the style of a professional racing driver. I n the longest tunnel,

telowego, jak i na jakość jedzenia. Następnego dnia poszedł pie­

safe from police observation, he put his foot down and heatd with

chotą około 20 kilometrów do dalszych peryferii Birmingham.

satisfaction the din of the Lotus's exhaust tevetheiating from the

Finsbury Park jest wybitnym przykładem anonimowości przed­

walls. He came out of the tunnel like a bullet, into a long canted

mieść wewnętrznej strefy podmiejskiej Londynu.
A. Tennyson, Godiva (w:) cykl wierszy wydany w 1842 r. pod ty­
tułem English Idylls and other poems. Znamienne, że autot przy­

cutve elevated above roof level. From here you got a panotama of
the whole city and the sun came out at that moment, shining l i ­
ke floodlighting on the pale concrete facades of the recent con­

jechał do Coventry jedną z pierwszych na świecie dróg żela­

struction wotk, towet blocks and freeways, throwing them into

110

�Peter}. Martyn • TROJA BRYTYJSKA W C E N T R U M KRAJU?

relief against the sombre mass of nineteenth-century slums and

Here Erode ragis in (pe pagond and in the strete also.

decayed factories. Seen from this perspective, it looked as though

9

1 0

u

the seeds of a whole twentieth-century city had been planted un­

Fakt, że Herod wścieka się (ragis) nie tylko па scenie (the pa­

der the ground a long time ago and were now beginning to shoot

gond), ale także na ulicy (in the strete), dowodzi, że widowiska

up into the light, bursting through the caked, exhausted topsoil of

nie były ograniczone do rodzaju formalnego teatru o treści

Victotian architecture. Morris found it an oddly stirring sight, for

głównie religijnej, lecz zawierały również wiele improwizacji

the city that was springing up was unmistakably American in style

oraz intetakcji z publicznością. Zobacz ptzede wszystkim T.

- indeed that was what the local blimps were always beefing

Sharp, A Dissertation on the Pageants or Dramatic Mysteries an­

about - and he had the strange feeling of having stumbled upon

ciently performed at Coventry by the Trading Companies of that Ci­

a new American frontier i n the most unexpected place.'

ty; Chiefly with Reference to the Vehicles, Characters and Dresses

Coventry's First Cathedral The Cathedral and Priory of St. Mary.

of the Actors, Covenrry 1825, wydane jako faksymile w Wake­

Papers from the 1993 Atmiversary Symposium, ed. G. Demido-

field w 1973 roku.

wicz, Stamford 1994

Zobacz także P. M . King, Coventry Mystery Plays, Coventry 1997

E. Gooder, Coventry's Town Wall, Coventry 1971.

oraz The Coventry Corpus Christi Plays as edited by P. M. King

P. J. Martyn, 'Dramatic Mysteries'. Urban pageantry in the rise and

and C. Davidson, Mediaeval Institute Publications, Westetn

fall of mediaeval Coventry (w:) Religion, Ritual and Art, readings

Michigan University, 2000, s. 93-96, 105-106 ( T h e Pageant of
the Company of Shearmen and Taylors i n Coventry').

of the conference of British and Polish art historians organised
by the Institute of A r t (IS P A N ) , 6th-8th June 2000, tekst ptzy-

1 4

gotowany do druku w roku 2002
12

kim dwie monografie A . Nicoll, The Development of Theatre,

R. Ingram, The Coventry Pageant Wagon (w:) 'Medieval English
Theatre', 2: 1/1980, s. 3-14

и

London 1946 oraz British Drama, London 1948
15

M . Dormer Harris, Li/e in an Old English Town. A History of
Coventry from Earliest Times compiled from the office records,

N a przykład w przedstawieniu narodzenia Chrystusa skompo­
nowanym około 1534

W. Dugdale, Warwickshire, London 1656. Zobacz przede wszyst­

London 1898, s. 337-349.

roku dla cechu postrzygaczy owiec

i krawców - jednej z dwóch sztuk należących do cyklu odbywa­

1 6

Sharp, A Dissertation, dz. cyt. 146-157 ([Reception of) 'Dame

jącego się w Boże Ciało, szczęśliwie zachowanych w transkryp­

M'garete d'Anjou &amp; childe Edwardę', 'Receavynge Prynce

cji Thomasa Sharpa, badacza z I połowy X I X wieku - da się od­

Edwardę').

czytać wyraźną satyrę w charakterystyce nie tylko maniakalne­

17

Tenże ['Drapers' Pageant']. Wzmianka ta, 'gathered owt off oulld

go despotyzmu Heroda, lecz także reprezentanta władz du­

&amp; Aussyeut boukes' z 1534 roku, dotyczy polecenia skierowane­

chownych, podlizucha zwanego „nuncjuszem", który przedsta­

go do mistrzów cechu sukienników, którzy mieli: 'se (e) the page-

wia publiczności króla-dzieciobójcę łamaną francuszczyzną po­

ond and play well broughte fforth' (tak jak) 'usyd i n old tyme to

mieszaną z wyrazami łacińskimi:

the lawde &amp; prays of god &amp; (pe worschypp of thys Cytte'.

N O N C E O S E . Faytes pais, dennyis, baronys de grandę reynowme,

1 6

Payis, seneoris, schevelaris de nooble posance.

J. Thomas, Coventry Cathedral,

The New Bell's Cathedral

Guides, London 1987, s. 57-67

Pays, gentis homos, companeonys petis egrance.

1 9

C. Phythian Adams, Desolation of a City: Coventry and the

2 0

Józef Flawiusz, Wojna Żydowska, przeł. J. Radożycki, Warszawa

21

Sharp, Dissertation dz. cyt., The Destruction of Jerusalem, trans­

Je vos command dugard treytus sylance,

Urban Crisis of the Late Middle Ages, Cambridge 1979.

Payis, tanque vottur nooble Roie syre ese presance.
Que nollis personę ese non fawis perwynt dedfferance,

1995

Nese harde de frappas; mayis gardus to to paceance:
Mayis gardus voter seneor to cor reyuerance,

krypcja z księgi dramatu, autorstwa niejakiego „Pana Kowala"

Car elat vottur Roie to to puysance.

('Mr. Smythe' - sic!), cena 5 szylingów.

A n o n n de leo pase tos; je vose cummande;

2 2

E lay Roie Erott la grandeaboly vos vmport.

Opis z końca X V I I wieku Daniela Defoe, który był świadkiem
zorganizowanych walk ulicznych między ugrupowaniami popie­

ERODE. Qui statis i n Jude et Rex Iseraell

rających przeciwstawnych kandydatów w wyborach do parla­
mentu. Brali udział w tym wyjątkowo widowiskowym spektaklu

A n d the myghttyst conquerowre oat eyuer walkid on grownd:
For I am evyn he thatt made bothe hevin and hell,

„radni miejscy, sędziowie municypalni itp.", którzy nosili swoje

And of my myghte powar holdith vp ois world rownd.

stroje i emblematy stanowisk. W uzgodnionej godzinie zwolen­

Magog and Madroke bothe oe did I confownde,

nicy dwóch przeciwnych obozów spotkały się pod krzyżem droż­

A n d with this bryght bronde there bonis I brak onsundr

nym zwanym Coventry Cross przy zbiegu Broadgate i Cross

(...)

Cheaping. Zaciekłą walkę zaczęto dopiero po odpowiednim sy­
gnale. D. Defoe, A Tour Through the Whole Island of Great Bri­

N U N C I O S , (sic!) Hayle, kynge, most worthiest i n wede.

tain (Letter V I I ) , m . i n . red. Furbank et al, New Haven (US)

Hayle, manteinar of curtese throgh all (pis world wide.

1991

Hayle, the most myghtyst that eyuer bestrode a stede.
Hall, most monfullist monn in armor man to abyde.

2 3

W trakcie późniejszego etapu remontu stosowano do związania

Hayle, in thyne hoonowre:

ścian galerii żelazne belki, których rozszerzanie w pożarze drew­

Theses iij kyngis (pat forthe were sent

nianej konstrukcji dachu po tym, jak bomby ogniowe trafiły

A n d shuld haue cum ageyne before (pe here present,

w kościół, spowodowało całkowite runięcie głównych filarów

Another wey, lordee, whom the went,

między nawami. Zdjęcia wykonane przed sprzątnięciem ruin po

Contrare to thyn honowre.

nalocie pokazują leżące w rumowisku belki wraz z metalowymi
gwoździami wbitymi w drewniane stropy belkowe kościoła. J.

ERODE. Anothur wey - owt! O w t ! O w t ! !

Thomas, Coventry Cathedral, op. cyt. s. 70-73, D. McGrory, The

Hath those fawls traytvrs done me (pis ded?

City of Coventry. Images from the Past, Upton (Wirral) 1999

I stampe! 1 stare! I loke all abowtt!
Myght I them take, I schild them bren at a glede!

2 4

I rent, I rawe, and now run I wode!

Czy me przekleństwa mogą przelecieć chmury
I w niebo wzlecieć? Rozstąpcie się, ciężkie

A , thatt these velen trayturs hath mard (pis my mode!

Chmury, przed mymi szybkimi klątwami!

The schal be hangid yf I ma cum them to!

Niech król wasz ginie nie na polu bitwy,

111

�Peter]. Mart&gt;n • T R O J A B R Y T Y J S K A W C E N T R U M KRAJU?

Ale z przesytu! O dobrze pamiętam,

przez założoną w Coventry w 1979 roku firmę zwaną Two Tone

Ze go na króla morderstwo wyniosło!

Records. Choć firma ta lansowała zespoły muzyczne pochodzące

Niech syn wasz* Edwatd, książę Walii zginie

nie tylko z miasta rodzimego, ale także z sąsiedniego Bitming-

Tą samą naglą śmietcią, jaką zginą!

ham (The Beat) i nawet Londynu (Madness, The Bodysnat-

Nasz* Edwatd, ongi również książę Walii!

chets), wydają się, że najbatdziej typowe dla tego krótkotrwałe­
go wybuchu twórczego są kompozycje dwóch głównych zespo­

W oryginale nastąpiły przymiotniki your i our, czyli Małgotzata
przemawiała nie tylko do żony Edwarda IV, królowej Elżbiety,

łów pochodzących z Coventry, The Specials i The Selecter.

lecz do całego zgromadzenia; ewentualnie do wszystkich po

W gorszącym humorze, ironicznej goryczy wobec nieznośnych

stronie obozu rodu Yorków.

realiów świata oraz absolutnym braku zaufania do tych, którzy

Król Ryszard I I I , akt 1, scena 3, przeł. R. Brandstaetter, Warsza­

usiłują nami rządzić, wyrażonym w tekstach piosenek The Spe­

wa 1999 (por. w przekładzie L. Ulricha, Kraków 1941).

cials dają się odczuć pewne echa satyry mieszanej z tragikome­

Zobacz m.in. K. Kujawińska-Courtney, A n Aspect of Renaissan­

dią w treściach misteriów przedstawionych przez cechy późno­

ce Dramaturgical Intertextualicy: Shakespeare overagainst (sic!) die

średniowiecznego Coventry:

Medieval Tradition (w:) Actes du Congres International. Theatre,
Musique &amp; Arts dans les Cours Europe'ennes de la Renaissance &amp;

Enjoy yourself! It's later than you think.

du Baroque, Warszawa 1997

Enjoy yourself, while you're still in the pink.

E Searby, Coventry in Crisis 1858-1863, Coventry 1977, ideb.

The years go by, as quickly as you wink,

Weavers and Outweavers in Victorian Times, London 1980, J.

Enjoy yourself, enjoy yourself, it's later than you think.

Gutteridge, Lights and Shadows in the Life of an Artisan, Coven­

(1981)

try 1890. Dla porównania z metodą ustalenia pracy indywidu­

The man in black he told me the latest Moscow news

alnej stosowaną w X X wieku przez odwiecznych pracowników

About the storm across the Red Sea

montowni samochodów itp. zobacz S. Tolliday, High Tide and

(But) I'm the man in grey,

After: Coventry Engineering Workers and Shopfloor Bargaining,

I'm just the man at C &amp; A ,

1945-80 (w:) Life and Labour in a 20th century City. The Expe­

A n d I don't have a say

rience of Coventry, Coventry 1985, s. 204-243

In the war games that they play.

Znamienne, że — w porównaniu z gotyckim dziedzictwem archi­

(1981)

tektonicznym Coventry - Birmingham posiada klasycyzującą

Masturbation, masturbation

katedrę oraz ratusz wzorowany na starożytnej świątyni Kastora

Causes the National Front sensation!

(...)

i Poluksa.

(1979)

M . D. Lobel, The Atlas of Historie Towns: Coventry, London

I keep wondering where (WHERE?!)

1975

did you get that ( B L A N K ! ) blank expression o n your face?!

Malejący udział przemysłu maszynowego oraz konkurencja

(1979)

w masowej produkcji samochodów, przy równoczesnym braku

He's just a stereotype.

rozwinięcia po drugiej wojnie światowej tzw. sektora usługowe­

He drinks his eighteen pints.

go, przyczyniły się bezpośrednio do kryzysu gospodarczego na

He drives home pissed at night.

przełomie lat 70. i 80., kiedy miasto znalazło się w sytuacji ana­

A n d he listens to his stereo.

logicznej jak po krachu tkactwa chałupniczego około 120 lat

(He doesn't really exist.)

wcześniej. Z upływem czasu stało się wiadome, że lata 80. XX

(1981)

wieku stanowiły rodzaj przełomu — nie tylko dla Coventry, lecz

You've done too much much too young,

dla całego społeczeństwa w kraju — przemieniającego się od naj­

You're married with a son when you should be having fun

starszego uprzemysławianego do pierwszego postindustrialnego

with me

w ramach globalizującego się systemu gospodarczego. D. W.

(1981)

Thorns, T. Donnelly, Coventry's Industrial Economy, 1880-1980

I sec a clinic full of cynics

(w:) Life and Labour, dz. cyt. s. 11-56. O produkcji broni w Co­

W h o want to twist the people's wrists.

ventry zobacz R. Croucher, Engineers at War 1939-1945, Lon­

They're watching every move we make,

don 1982.

We're all included on their list.

Rzecz znamienna, że w trakcie tej najnowszej przemiany nastą­

(The lunatics have taken over the asylum.)

pił protest zwykłych mieszkańców miasta w postaci satyrycz­

(Fun Boy Three - po The Specials, 1983)

nych tekstów i zbuntowanej muzyki młodzieżowej nagranej

112

�Peter], Martyn • T R O J A B R Y T Y J S K A W C E N T R U M KRAJU?

Coventry w 2. polowie X V wieku: herb i plan miasta (w obrębie murów), mapa istniejącego od 1451 do 1848 roku municypalnego
hrabstwa, rekonstruowana sylweta i w i d o k i dawnej topografii oraz architektury średniowiecznej „stolicy" środkowego regionu kraju zwanego the Midlands
Główne świątynia
A kościół parafialny św. Michała
В kościół parafialny św. Trójcy

Inne budowle i punkty

MISTERIA

1 krzyż miejski (Coventry Cross)
2 hala cech N M P

trasa rocznej procesji w Bożym Ciele

С katedra klasztorna benedyktynów

3 pałac biskupi

N M P i św. Osburgii
D kościół św. Jana Chrzciciela
E kościół i klasztor franciszkanów

4 szpital św. Jana
5 przewód przy Smithford Street

tzw. „ustawowo ustalone" stacje
uroczystych pochodów X V i X V I w.
uroczysta trasa związana z przywitaniem
Małgorzaty z księciem Edwardem (wrzesień 1456)

F kościół i klasztor karmelitów
G kartuzja
H kościół św. Mikołaja

6 Broadgate
7 dwór zw. Cheylesmore
8 d o m Richard'a Wooda
9 „Mickelparke street ende"
10 brama karmelitów

113

uroczysta trasa związana z przywitaniem
Elżbiety z księciem Edwardem (kwiecień 1472)

�Peter). Martyn • T R O J A B R Y T Y J S K A W C E N T R U M K R A J U

Z

A

N

I

K

C o v e n t r y między w i e k a m i X V I a X I X : p a n o r a m a „z p ó ł n o c n e j s t r o n y " W . H o l l a r a ( o k . 1655r), p l a n z 185 Ir., w i d o k i miasta o d k o ń c a
średniowiecza do doby przemysłowej. D o l n a lewa strona: p o m n i k „hrabiny" G o d a i v y dłuta W . D i c k a ( 1 9 4 9 ) ; d o l n a prawa strona:
płaskorzeźba Richieego przedstawiająca walkę człowieka z s i l a m i n a t u r y (I p o l . lat 50.)

114

i

�Peter ]. Martyn • T R O J A B R Y T Y J S K A W C E N T R U M KRAJU.'

A

G

Ł

A

D

A

K u N o w e m u M i l l e n i u m : C o v e n t r y w X X w i e k u . S t a n układu zabudowy c e n t r u m miasta w 1971 r.; u dołu: w i d o k c e n t r u m
h a n d l o w e g o zw. the P r e c i n c t z d z w o n n i c y r u i n dawnego kościoła parafialnego św. M i c h a ł a - w p r o s t na zachód.
Przezrocza - oprócz l e w y c h i p r a w y c h d o l n y c h - przedstawiają w i d o k i z o b w o d n i c y zw. I n n e r R i n g Road

115

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11362" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11340">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5f656a1f5421269e918241b219e99e03.pdf</src>
        <authentication>e2ab330e9d55ddd97be1d51260c5c45c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135379">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135380">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135381">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135382">
                <text>PSL Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135383">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5873</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135384">
                <text>Noty o autorach, summaries / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135385">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.178-189</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135386">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135387">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135388">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135389">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135390">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135391">
                <text>178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Noty o autorach

„Rzeczpospolita”, „Kino”, „Psyche-Info”. Tłumacz
siedmiu książek o medytacji z angielskiego (m.in.
Umysł zen, umysł poczatkujacego Shunryu Suzukiego,
Wolność od autorytetu Toni Packer,) oraz tekstów po­
etyckich (m.in. Sutra Pradźnia Paramita).
Tłumacz wystąpień artystów teatru: Peter Brook, Eu­
genio Barba, Robert Wilson, Christopher Hampton,
Peter Greenaway, Pina Bausch, Ellen Stewart, Sanjukta Panigrahi, Ariel Dorfman.
Tłumacz, researcher, reporter i dziennikarz m.in.dla:
BBC (od 1989), CNN, NBC, CBS, CBC, National
Geographic TV. W 2005 roku odznaczony medalem
„Gloria Artis” przez Ministra Kultury.

Krzysztof Bielawski, adiunkt w Zakładzie Filologii
Aleksandra Hirszfeld - doktorantka Instytutu Filozo­

Greckiej Instytutu Filologii Klasycznej UJ, w bada­
niach skoncentrowany na leksykografii greckiej i dra­
macie greckim okresu klasycznego. Tłumacz, wydaw­
ca, założyciel i redaktor naczelny Wydawnictwa Homini, redaktor serii monografii naukowych, obejmują­
cej m. in. Starożytne kulty misteryjne Waltera Burkerta,
Grecy i irracjonalność Erica R. Doddsa, Homoseksu­
alizm grecki Kennetha Dovera i Tragedia grecka w ak­
cji Olivera Taplina.

Julia Holewińska - ur. 1983, absolwentka Wiedzy

Anna Bogdanowicz - członek Stowarzyszenia T e­

Małgorzata Jabłońska - ur. 1981. Studentka teatro­

atralnego „Chorea”; studentka IV roku Wiedzy o T e­
atrze na Uniwersytecie Jagiellońskim; absolwentka Fi­
lologii Angielskiej na Uniwersytecie Śląskim, Akade­
mii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Bierze udział
w projektach Stowarzyszenia: Tańce Labiryntu, Orkie­
stra Antyczna i przedstawianiu Tezeusz w labiryncie;
zajmuje się pisemnym i ustnym przekładem z i na ję­
zyk angielski.

logii w Instytucie Polonistyki UJ. Zajmuje się mitoznawstwem oraz kulturowym uwarunkowaniem tech­
nik posługiwania się ciałem. Aktualnie w trakcie re­
dakcji pracy magisterskiej na temat condidtio humana
zapisanej w partyturze cielesnej aktora.

Agata Diduszko-Zyglewska - absolwentka Akade­
mii Praktyk Teatralnych w Gardzienicach (1999)
i Instytutu Anglistyki UW (2003); doktorantka In­
stytutu Sztuki PAN; prezes Stowarzyszenia “Sztuka
Społeczna”.

Krystyna Duniec - adiunkt w Zakładzie Teatru In­
stytutu Sztuki PAN. Autorka rozpraw i artykułów
z zakresu historii teatru i teatru współczesnego, książ­
ki Kaprysy Prospera. Szekspirowskie inscenizacje Leona
Schillera.

Jacek Dobrowolski ukończył anglistykę na UW, po­
eta, tłumacz, autor wielu utworów m.in. Raróg - po­
emat dramatyczny, Reprint, 1991, Partytury - tom
wierszy, Wydawnictwo Przedświt, 1997, Dziewanna dramat poetycki, wydawnictwo doM wYdawniczy
tCHu, 2006, wiersze pisane po angielsku drukowane
w biuletynach ośrodków zen w U.S.A. oraz w książce
- Zen Master Seung Sahn: Bone of Space. Autor esejów
i recenzji publikowanych w: „Teatr” (stały współpra­
cownik), „Res Publica Nowa”, „Odra”, „Konteksty”,

fii Uniwersytetu Warszawskiego specjalizująca się
w problematyce współczesnych sztuk audiowizualnych.

0 Teatrze w Akademii Teatralnej. Publikowała w „Sce­
nie”, „Teatrze”. Z rosyjskiego tłumaczy eseje o teatrze
1 dramaty współczesne. Stypendystka Ministra Kultury
i Dziedzictwa Narodowego.

Aleksander Jackowski - antropolog kultury i krytyk
sztuki, autor wielu tekstów o współczesnej kulturze ar­
tystycznej, zwłaszcza ludowej. Organizator kilkudzie­
sięciu wystaw sztuki ludowej i naiwnej w kraju i zagra­
nicą. Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną, N a skróty,
Obrazy ludowe. Redaktor „Kontekstów”.

Mikołaj Jewrieinow - (1879-1953), rosyjski drama­
turg, teatrolog, reżyser, jeden z założycieli „Bezpań­
skiego Psa”. Autor nowatorskich teorii dotyczących
teatralizacji życia.

Katarzyna Kasia jest doktorantką w Zakładzie Estety­
ki Uniwersytetu Warszawskiego. Aktualnie zajmuje
się badaniem hermeneutycznej estetyki włoskiej,
a przede wszystkim koncepcji formy w filozofii sztuki
Luigiego Pareysona.

Ewa Klekot - ukończyła archeologię i etnografię na
UW; adiunkt w Instytucie Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW; zajmuje się kulturowymi uwarunko­
waniami przekazu wizualnego oraz popularną recepcją
sztuki. Tłumaczyła z angielskiego m.in. Egipt na wysta­
wie świata Mitchella i Potęgę wizerunków Freedberga
(Wydawnictwo UJ, Kraków 2005).

178

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Dariusz Kosiński - adiunkt w Katedrze Dramatu
Uniwersytetu Jagiellońskiego, antropologizujący hi­
storyk teatru i dramatu. Ostatnio opublikował książki
Sceny z życia dramatu (Księgarnia Akademicka 2004)
i Dramaturgia praktyczna. Polska sztuka aktorska XIX
wieku w piśmiennictwie teatralnym swej epoki (Societas
Vistulana 2005). Stale współpracuje z „Didaskaliami”,
regularnie publikuje w „Dialogu”.

Aleksandra Koś ur.1978, doktorantka w Instytucie
Filozofii UW, prowadzi zajęcia z filozofii społecznej na
Uniwersytecie Szczecińskim, licencjat w dziedzinie fo­
tografii intermedialnej na A SP w Poznaniu, publikuje
teksty naukowe (np. „Nowa Krytyka”), publicystyczne
(np. „Pogranicza”) i literackie (np. „Rita Baum”), or­
ganizuje imprezy artystyczne (np. we współpracy z T e­
atrem Kana), sporadycznie pokazuje własne prace.

Alicja Kuczyńska filozof, estetyk. Autorka wielu pu­
blikacji z zakresu estetyki i historii estetyki w tym ksią­
żek m.in. Sztuka jako filozofia w kulturze włoskiego rene­
sansu (1988); Filozofia I teoria piękna Masilia Ficina
(1972); Piękny stan melancholii. Filozofia niedosytu
i sztuka (1999). Uczennica Władysława Tatarkiewicza,
opublikowała Władysław Tatarkiewicz, Wybór pism es­
tetycznych (2005); Art Transforming Life. On Tatarkie­
wiczs Aesthetics (2006). Alicja Kuczyńska jest profe­
sorem zwyczajnym na Uniwersytecie Warszawskim.

Bogna J. Obidzińska - IB w UW C of the Adriatic
1996, mgr w Instytucie Filozofii UW 2001, doktorant­
ka w IF UW, publikacje m.in. w „Sztuce i Filozofii”
oraz „Nowej Krytyce”.

Dorota Porowska , studia polonistyczne na Uniwersy­
tecie Warszawskim. W latach 1984-2004 aktorka
Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Od 2002
prowadzenie formacji Tańców Labiryntu. Współudział
w tworzeniu i prowadzeniu Stowarzyszenia Teatralne­
go „Chorea”. W 2004 współreżyserowanie (razem
z Elżbietą Rojek) spektaklu Tezeusz w labiryncie. N a­
stępnie udział w spektaklu Po ptakach, powstałym we
współpracy z Earthfall Dance.Na przełomie 1991/1992
roku razem z Anną Zubrzycką dostała nagrodę za ko­
biecą rolę roku w spektaklu Carmina Burana.

Jerzy Prokopiuk (ur. 1931) - religioznawca, filozof,
psycholog, gnostyk, antropozof - jest przede wszyst­
kim znany jako tłumacz i popularyzator literatury hu­
manistycznej (głównie ezoterycznej, religioznawczej,
filozoficznej i psychologicznej) z niemieckiego, angiel­
skiego i francuskiego obszaru językowego; jest twórcą
i redaktorem naczelnym Gnosis oraz prezesem hono­
rowym Klubu Gnosis.
Do autorów 113 przełożonych przezeń (i wydanych
w latach 1957-2001) książek należą m.in. Mistrz Ec-

khart, Anioł Ślązak, Telemann, Goethe, Schiller, N o­
valis, Hegel, Schleiermacher, R. Steiner, G. Wehr, E.
Bock, Freud, Jung, E. Neumam, Pauli, Kerenyi, Max
Weber, W.F. Otto, van der Leeuv, U. von Balthasar,
C.F von Weizsacker, E. Junger (litereatura niemiec­
ka), R. Benedict, Fromm, Galbraigth, Hillman, A.
Huxley, E.O. James, P. Johnson, Koestler, Laing, S.
Leak, Mayendorff, D. Morris, S. Runciman (literatura
angielska i amerykańska), Eliade i Sedir (literatura
francuska), jak również H. Hesse, B. Goetz i M. Ende
(beletrystyka). Kilkanaście przełożonych przezeń ksią­
żek, nie zostało jeszcze wydanych. Jego dokonania
translatorskie zostały uwieńczone nagrodą Instytutu
Polsko-Niemieckiego w Darmsztacie w roku 1987, zaś
w dwa lata później został laureatem nagrody Stowa­
rzyszenia Tłumaczy Polskich.
Wspomnieć nadto należy, iż Jerzy Prokopiuk jest au­
torem niemal trzystu esejów, artykułów i wywiadów publikowanych tak w periodykach naukowych, jak
i zwróconych do szerszej publiczności, w prasie kultu­
ralnej. Od lat sześćdziesiątych prowadzi też bogatą
działalność odczytową.
Dotychczas ukazały się następujące książki Jerzego
Prokopiuka:
Labirynty herezji, Warszawa 1999, Ścieżki wtajemnicze­
nia. Gnosis aeterna, doM wYdawniczy tCHu, Warsza­
wa 2000. W czerwcu 2001 roku ukazał się w Gdyni
trzeci tom esejów J. Prokopiuka - Nieba i piekła. Jesienią 2003 ukazały się dwa tomy Szkice antropozoficzne
i pierwszy tom Zapisków życia duchowego —Światłość
i radość —Inspiracje i refleksje.

Tomasz Rodowicz - Historyk filozofii, aktor, muzyk.
W 1972 założył z przyjaciółmi w Warszawie pierwszy
w Polsce ośrodek socjoterapii dla młodzieży uzależnio­
nej. W latach 1974 - 76 współpracował z Teatrem La­
boratorium we Wrocławiu przy projektach parate­
atralnych. Współzałożyciel Ośrodka Praktyk Teatral­
nych „Gardzienice”, gdzie pracował przez 28 lat.
W 1985 roku wyreżyserował w Munster (Niemcy)
„Prometeusza” wg. Ajschylosa. W latach 1992 - 94
współpracował z Teatrem Tanto w Wiedniu, w 1996
z duńskim Oyfn Veg. W „Gardzienicach” był odpo­
wiedzialny za stronę muzyczną projektów; w 2000 r.,
razem z zespołem Gardzienic, wydał płytę z muzyką
antyczną (w aranżacjach Macieja Rychłego) ze spek­
taklu Metamorfozy. W 2001r wraz z Maciejem Ry­
chłym powołał w OPT Gardzienice projekt muzyczno
- badawczy Orkiestra Antyczna, który dotyczył naj­
starszych, praktycznie nieznanych źródeł muzyki euro­
pejskiej. W 2003r. grupa wydała płytę Orkiestra An­
tyczna. W 2003 r. w wyniku współpracy Orkiestry A n­
tycznej z walijską grupą Earthfall Dance powstał spek­
takl Hodç Galatan , którego T. Rodowicz był współreżyserem. W lutym 2004r. wraz z Elżbietą Rojek i D o­
rotą Porowską powołał Stowarzyszenie Teatralne

179

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Chorea, którego jest prezesem T. Rodowicz jest auto­
rem muzyki do pierwszego spektaklu grupy Tezeusz
w labiryncie (2004). We wrześniu 2005r. odbyła się
premiera spektaklu Po ptakach, wspólnej produkcji
Stowarzyszenia Chorea oraz walijskiej grupy Earthfall
Dance. Tomasz Rodowicz jest współreżyserem spekta­
klu i odtwórcą jednej z głównych ról.

Piotr Schollenberger - obronił w czerwcu 2006 r. pra­
cę doktorską poświęconą problemowi doświadczenia es­
tetycznego pod kierownictwem prof. dr hab. Alicji Ku­
czyńskiej w Zakładzie Estetyki Instytutu Filozofii UW

Marcin Sutryk jest doktorantem na wydziale Filozofii
w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu War­
szawskiego. Zajmuje się też malarstwem.

Elżbieta Rojek - rozpoczęła karierę wokalną w 1986
roku z zespołem „Orkiestra św. Mikołaja”, zajmującym
się tradycjami muzycznymi Łemków i Hucułów.
W 1990 roku rozpoczęła współpracę z Ośrodkiem Prak­
tyk Teatralnych „Gardzienice”, zaś w 1994 dołączyła do
niego na stałe. Wystąpiła w spektaklach Avvakum, Car­
mina Burana oraz Metamorfozy. W roku 2002, w ra­
mach działalności „Gardzienic” rozpoczęła, wraz z Do­
rotą Porowską, pracę nad projektem Tańce Labiryntu,
który zajmował się tańcem antycznym, inspirowanym
ikonografią zapisaną na wazach starożytnej Grecji. Za­
grała główne role we wspólnym projekcie (finansowa­
nym ze środków unijnego programu Kultura 2000) A n­
tycznej Orkiestry Gardzienic i brytyjskiego teatru tańca
Earthfall, zatytułowanym Hode Galatan (2003), oraz
Tezeuszu w labiryncie (2004), będącym jednocześnie jej
debiutem reżyserskim wspólnie z Dorotą Porowską. Elż­
bieta Rojek brała również udział w filmie „Gardzienice
Trening Aktorski” (2001) Michała Tarkowskiego
i Włodzimierza Staniewskiego, jak również w filmie Jac­
ka Petryckiego „Metamorfozy” (2005). Płyty z jej udzia­
łem to: „Metamorfozy: muzyka antycznej Grecji”
(2000) i „O miłości przy grabieniu siana” (2004) - pły­
ta oparta na poezji Wandy Czubernatowej.

Maciej Rożalski - absolwent Instytutu Filozofii
i Socjologii UW, obecnie na studiach doktoranc­
kich w Instytucie Sztuki PAN. Zajmuje się zagadnie­
niami z zakresu pogranicza antropologii kultury, fi­
lozofii kultury i estetyki - szczególnie rolą ruchu,
tańca, ofiary w sztuce i rytuałach różnych kultur
i systemów religijnych. Sam zajmuje się teatrem,
między innymi jako uczestnik akademii Ośrodka
Praktyk Teatralnych Gardzienice oraz jako perfor­
mer teatrów ulicznych.

Alicja Sawicka - Absolwentka filozofii Uniwersytetu
Warszawskiego (temat pracy magisterskiej: Czy możliwe
są normy odbioru dzieła teatralnego?), doktorantka z Za­
kładzie Estetyki Instytutu Filozofii UW. Ma na swoim
koncie publikacje poświęcone teatrowi oraz insceniza­
cjom Anny Augustynowicz (miesięcznik „Dialog”).

Tomasz Szerszeń - absolwent Międzywydziałowych
Indywidualnych Studiów Humanistycznych (MISH)
na UW, doktorant w IS PAN, robi również dyplom na
kierunku Fotografia w Szkole Filmowej w Łodzi. Od
2005 członek redakcji „Kontekstów”.

Małgorzata Szum - krytyk teatralny; od 1992r. publi­
kacje w pismach: „Teatr” ; „Didaskalia”; „Dialog” ;
„Scena” m.in. na temat dramaturgii i teatru brytyj­
skiego; W latach 2001-2005 Wicedyrektor Instytutu
Kultury Polskiej w Londynie.

Martin Litchfield West - ur. 1937. Od 1991 roku Se­
nior Research Fellow w All Souls College w Oksfordzie
(uprzednio: w latach 1974-1991 Professor of Greek na
University of London, w Bedford College, później
w Royal Holloway i Bedford New College; w latach
1960-1963 Junior Woodhouse Research Fellow, w St.
John’s College w Oksfordzie i w latach 1963-1974 Fel­
low and Praelector in Classics w University College
w Oksfordzie), członek Akademii Brytyjskiej, Akade­
mii Europejskiej w Londynie i Akademii Umiejętności
w Getyndze, uznawany za najwybitniejszego żyjącego
grecystę, jest autorem kilkunastu ważnych książek, m.
in. na temat metryki greckiej, krytyki tekstów, poezji
elegijnej i jambicznej, oraz licznych edycji krytycznych.
Laureat Nagrody Balzana (2000) w kategorii nauk hu­
manistycznych, społecznych oraz sztuk pięknych „za
mistrzowskie edycje i komentarze poezji greckiej od
Homera po tragedię attycką oraz za pionierskie studia
nad nadal burzliwie dyskutowanymi - związkami po­
między Grecją i Orientem”.
Autor ważnych monografii: Early Greek Philosophy
and the Orient, Oxford 1971, Textual Criticism and Edi­
torial Technique, Stuttgart 1973, Studies in Greek Elegy
and Iambus, Berlin 1974, Greek Metre, Oxford 1982,
The Orphic Poems, Oxford 1983, Introduction to Greek
Metre, Oxford 1987 (wyd. pol. pt. Wprowadzenie do
metryki greckiej, przekł. J. Partyka, Kraków 2003), Stu­
dies in Aeschylus, Stuttgart 1990, Ancient Greek Music ,
Oxford 1992 (wyd. pol. pt. Muzyka starożytnej Grecji,
przekł. A. Maciejewska, M. Kaziński, Kraków 2003),
The East Face of Helicon: West Asiatic Elements in Gre­
ek Poetry and Myth, Oxford 1997.

Jerzy S. Wasilewski - etnolog, doktor habilitowany,
pracuje w Katedrze Etnologii i Antropologii Kulturo­
wej UW. W latach 1971-80 był uczestnikiem corocz­
nej ekspedycji IHKM PAN do Mongolii. Prowadził też
penetrację etnograficzną innych krajów Azji. Autor
książek: Podróż do piekieł, rzecz o szamańskich miste­
riach, Warszawa 1979, Tabu a paradygmaty etnologii,
Warszawa 1989.

180

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

NOTY O AUTORACH

Wiesława Wierzchowska - historyk i krytyk sztuki,
redaktor w pismach PROJEKT i ASPIRACJE, stała
współpraca z pismem krytyków POKAZ. Kuratorka
wielu wystaw, autorka wywiadów z artystami, tekstów
o sztuce, wstępów do katalogów wystaw. Opublikowa­
ła m.in. „Współczesny rysunek polski” (1982), „Sąd
nieocenzurowany” (1989, drugi obieg), „Autoportrety
(1991), «Andrzej Mierzejewski» (1997), «Aleksandra
Jachtoma» (2003, ze Zbigniewem Taranienko), opra­
cowanie korespondencji «Panek-Gielniak» (2006,
z Elżbietą Dzikowską).

Danuta Wróblewska - Studia na Uniwersytecie War­

kę artystyczną. 1956 - 1983 praca w redakcji czasopi­
sma «Projekt». 1984 - 1989 współtwórczyni utworzo­
nego w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej działu
sztuki współczesnej. W latach 80. udział w ruchu kul­
tury niezależnej. 1990 - powołana do prowadzenia ga­
lerii Kordegarda (do 2001). W latach 80. i 90. publi­
cystka w czasopismach «Dom»,”Dom i wnętrze», «Po­
kaz». W 1995 założyła Muzeum Rzeźby A.Karnego
w Białymstoku. Od 2001 roku ścisła współpraca z gale­
rią STUDIO. 2004 2006 redaktorka «Aspiracji» wyda­
wanych przez Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie.
Autorka i kuratorka wystaw, także autorka tekstów
z zakresu polskiej sztuki współczesnej.

szawskim w Instytucie Historii Sztuki. Uprawia kryty­

Podpis pod zdjęcie do Contents: Trening, Bułgaria, Radopy, maj 2005,
od lewej Dominika Gorzkiewicz, Adam Biedrzycki, Dorota Porowska, fot. Andrzej Koziara

181

�178-188 noty.ps - 9/7/2006 4:34 PM

Anna Bogdanowicz

Summaries
Zbigniew Benedyktowicz
Continuity

Jerzy S. Wasilewski
The Travelling Ethnologist. Triste Arctique in a shamanic costume, under a festival masque
The everyday life of the Eveny (so Vitebsky, 2005),
a group of reindeer herders of Yakutia (Siberia) is split
or dissociated in several ways. The male herders, mi­
grating continuously in the taiga, are separated from
their settled-down womenfolk, which results in a ba­
sic discontinuity in the transmission of culture. With
the post-soviet economic collapse animal husbandry
lost its meaning. The purpose of the reindeer herders
festival in Topolino is to re-establish hope and a sen­
se of meaning. Organized and choreographed by local
authorities, which accounts for its bureaucratic folk­
lore and political nostalgia, it gives nevertheless the
herders a rare chance “to show off themselves and to
look at the others”.
A crucial personage of the old culture, the shaman,
moved away to the capital city, where the custo­
mers are. And so did another unusual member of
the Eveny group, Anatoliy Alekseev, an outstan­
ding culture broker who introduced Savey, a sha­
man from the taiga, to the modern city public.
With his truly tricksterian qualities, he provides an
impressive mix of mythological and scientific expla­
nations for Savey’s actions, thus enriching their
spiritual dimension and contributing to their at­
tractiveness (see his unusual photos from a shamanistic séance , showing allegedly supernatural po­
wers at work).

CHOREA
The chapter concerning Theatre Association „Cho­
rea” consists of the texts that provide the short
glimpse at the three-year period of the Associa­
tion’s diverse activities. Though so young, the A sso­
ciation has its share in the history of its founders the former actors of The Center for Theatre practices
“Gardzienice”: Tomasz Rodowicz, Elżbieta Rojek and
Dorota Porowska. The Association continues artistic
work and research around the culture of Ancient
Greece, that its founders begun in Gardzienice. The
two main areas of interest and exploration are an­
cient Greek music and dance and the priciple of choreia i. e. simultaneous use of dance, music and voice
in performance.

The Bulgarian “Banka" with Cheese and Spinach.” Tur­
kish" Coffee and Vine Leaves, or on the Need for Expe­
riencing the Different in the Theatrical Quest
The text that opens the chapter (Bulgarian ‘banitza’with cheese and spinach, turkish coffe and vine leaves.
About the need to experinece the Other in theatre rese­
arch) is an impression after the group’s journey to Bul­
garia between May and June 2005. It is a subjective
account of a few meetings with Bulgarian folk cultu­
re, witch were also a search for inspiration to theatre
work with iconography and music of Ancient Greece.

Tomasz Rodowicz
Why Antiquity, or the Condition of Europe
The Chorea Theatrical Society (2004-2006)
Too Late - The “Bulgaria-Balkan Epic” Project
The text by Tomasz Rodowicz - one of the funders of
the Association concerns the origins of the Associa­
tion and situates the phenomenon in the wider histo­
rical context and in the context of the personal expe­
rience of the author. The text is an attemt to sum up
the hitherto achievements of the Association and
sketch the plans for upcoming projects.

Martin L. West
Forward to the past translated by Marianna Cielecka

Martin L. West
Music af Ancient Greece. Its Transmission Then and
Now translated by Sara Rodowicz, checked by Wło­
dzimierz Lengauer

Martin L. West
Ancient Greek Music: its transmission then and now
translated by Maciej Kaziński, Anna Bogdanowicz
The author of the three followig texts - Martin L.
W est - the prominent clacissist and musicologist,
author of Music of Ancient Greece (Polish translation
by A. Maciejewska and M. Kaziński, Homini Publi­
shing House, 2003) visited Poland in October 2004
at the invitation of the Theatre Association Chorea
and Homini Publishing House. During the visit he
gave two of the three lectures published here (Music
a f Ancient Greece. Its Transmission Then and Now In­
stitute of Art, Polish Institute of Science, Warsaw
and Man, Destiny and Death in Indoeuropean Tradi­
tion, Jagiellonian University, Kraków).

Krzysztof Bielawski
The Paeans of Delphi —Historical Context
Article by Krzysztof Bielawski is a fragment of the
book (Poetic Texts of Greek music fragments) that is
being prepared for publishing. He places the paeans
that were performed at the occasion of Delphic fe­
stivals, in the religious, social and political context.

182

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Małgorzata Jabłońska

He also writes about the performers - the technitai
- artists of Dionysios that were associated in the
guilds.

Dariusz Kosiński
Clouds
Essay Clouds by Dariusz Kosiński is reflection after
performance After the Birds (Theatre Association
Chorea in cooperation with Earthfall Dance). The au­
thor situates the performance in the context of the
contemporary theatre and music phenomena in Po­
land, inspired by the culture of Antiquity. He developes his iterpretation in relation to the text of Aritophanes The Birds, which was the pretext for the per­
formance.

Dorota Porowska
Theseus and the Labyrinth Dances
Dorota Porowska writes about the beginning of the
work with the group of the Dances of the Labyrinth,
interweving the personal reflections with the techni­
cal explenations of the methods of work and giving
some resources for the research that accompanied
ńreadingi vase painting through the body. She also
writes about the myth that became the basis for the
performance Theseus in the Labyrinth and she explains
interpretative traits that constitute the ńrealityi of the
performance.

Agata Zyglewska-Diduszko
Theseus in the Labyrinth
Then Agata Zyglewska, in her review of the prformance organizes her reasoning around the theree
chosen motives: ‘Woman and Bull’, ‘Theseus and La­
byrinth’ and ‘Community’. She also stresses the cere­
monial - ritualistic traits as one of most crucial quali­
ties of the performance.

Małgorzata Szum
The light of Antic: Hode Galatan — Earthfall/Choreafirst part of the trilogy
The text by Małgorzata Szum is an extended review of
the performance Hode Galatan , which was produced
in co-operation with Welsh company Earthfall Dan­
ce. The performance was the result of putting toge­
ther modern, urban form of choreography represented
by the Welsh directors Jim Ennis and Jessica Cohen
and interpretations of ancient Greek music performed
by Ancient Orchestra run by the Polish director of the
piece - Tomasz Rodowicz. The author notices in the
piece the question about the form of art related to
a an artist’s desire of experiencing the sacred. A t the
same time there is a search for authenticity and a new
language of expression reaching to the Greek roots of
theatre and exploring the principle of chorea - the tri­
-unity of poetry, music and dance.

The Dance —the Drama of the Body —the Order of the
World
The subject of the work on iconography of Ancient
Greece is also undertaken by Małgorzata Jabłońska.
In her text she undertakes profound interpretation of
the labyrinth of signs: dance, gesture, body, rhythm, ri­
tual and those that are created in the relations and
actions of the characters from the story in the performace Theseus in the Labyrith. She also records frag­
ments of different versions of the myth and in relation
to these she draws her associations and possible lines
of interpretation.

Elżbieta Rojek
A Few Thoughts On the Training
The author analyses the emergent form of training
that has been the result of many years of her work on
Ancient Greek dance “reading” the movement from
the paintings on ancient vases, relieves and other iconographic sources. She also talks about other inspira­
tions: film, diverse form of dance, literature, and gives
an example how a piece of text was made into a piece
of movement. She places her discoveries in the wider
context of dance theory and research quoting for
example Polish dance anthropologist Roderyk Lange.
She concludes her text with a statement that training
in itself does not have a stable value, it constantly de­
velops and inspires new projects. She also mentions
that in her research she plans to look for the “three-di­
mensional” kind of movement that would be useful in
exposing the meaning and the emotional content of
dance.

Maciej Rychły
A Pterodactyl in a Compote — Subjective Notes from
Work on Classical Music in Chorea
The last text by musician and composer Maciej
Rychły Pterodactylus in Stewed Fruit - Subjective N o­
tes from the work on Ancient Music with Chorea (The­
atre Association Chorea) is a collection of often hu­
morous reflections about the work with remaining
fragments of Ancient Greek musical notation and
composing music on their basis. The author writes
about all the intricacies of the process, finds surpri­
sing analogies and in the end, appears to be a gifted
storyteller.

Krystyna Duniec
The Body in the Theatre. From Transcendence to Trans­
gression
Krystyna Duniec in her text analyzes functions of hu­
man body in a contemporary theatre. She shows how
an artistic function of actor body has been changing
during a discussion of different theatrical and theore­
tical concepts of the XX century art.

183

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Ewa Klekot, Tomasz Szerszeń
“Anthropology is Not Enough to Understand What Hap­
pens with Man in the Face of Beauty...". A Record of
a Conversation about D. Freedberg’s “The Power of Ima­
ges: Studies in the History and Theory of Response"
The book by David Freedberg makes an important
attempt at examining the image from an anthropolo­
gical vantage point. Although the author is by tra­
ining an art historian he challenged his discipline by
writing that the whole discourse which emerged and
grew around ’’art” is a mere evasion. The image al­
ways exerts a similar impact upon the recipient - Fre­
edberg drew attention to, i. a. the Freudian motif of
suppression, and underlined the religious character
of art and the image. The point of departure for rese­
arch into art is the question of iconoclasm. The pre­
sented text is a recorded conversation about the titu­
lar publication.

Transformations of the Category of Aesthetics in
the World of the Multimedia
Alicja Kuczyńska
Shall I Close My Eyes to See?
It is true that we live in a world of images although
their existence remains sightly ambiguous: increasin­
gly often they are shown not only in a completed form
but are merely generated. For quite some time now,
their exclusive and indisposable feature has ceased to
be eyewitness perception comprehended literally, sin­
ce the winner in the competition with it is spontane­
ous imagination and its derivatives. Images exist,
press all round us, and populate in great numbers all
possible regions of cognition.

Katarzyna Kasia The Author
Within the context of the so-called “death” of the au­
thor in contemporary art I analyse two phenomena:
the non-existent author (and his works) and collecti­
ve creativity rendered possible by the www web. I al­
so refer to real examples of unreal authors, inquiring
into the merits of their works and pondering on the
manner in which they are perceived by contemporary
philosophy.

Bogna J. Obidzińska
Painting of the Pre-Raphaelites, or the Composition Which
Can Be Itself
In order to fulfil the function of depicting something
else than itself, the painting must leave the the centre
of attention. It is this act of departure that art wishes
to avoid. Successive attempts at rendering the representing-represented dichotomy whole proved to be
ineffective - abstraction resigns from the represented,
illusionism - from the representing, academic realism
transforms the represented in its own fashion, and al­
though the symbol combines both elements, the reci­

pient, while noticing them, incessantly wavers betwe­
en one and the other, unable to encompass both si­
multaneously.
The Pre-Raphaelites insisted on the authenticity of
art understood as creation based directly on Nature
and according to its laws. The outcome of their work
is painting which presents itself and thus makes it po­
ssible to establish contact with the reality to which it
belongs and refers. In an aesthetic experience the Prerap h aelite oeuvre reveals both the image and the
depicted world.

Alicja Sawicka
The Director’s Intentions. A Record of Assumptions
This text is a “record” of assumptions about the inten­
tions motivating Krzysztof Kieslowski and the opi­
nions which this director could have voiced in a di­
scussion on "The eye, the view, representation. The
image in culture”. All the questions and answers co­
me from the author of the article. The basic point of
reference is a series of TV films made in 1988/1989
under the joint title of Decalogue.
By citing the statements made by the director (K. Kie­
slowski About Myself, Kraków 1997) and proposing an
interpretation of selected fragments of the Decalogue,
the author outlines the artistic path followed by Kie­
ślowski (a departure from the documentary film for
the sake of the feature film) as a consequence of per­
ceiving the danger that might be created by the power
wielded by the director over the viewers of his films.
In order to preserve a so-called director’s sincerity the
artist begins to deprive himself of the right to use cer­
tain means while working on a concrete film. Reli­
nquishing them one after the other, he is finally is left
with nothing and compelled to resign from making
movies. This takes place in a situation when the di­
rector becomes aware of the necessity of taking into
consideration three intermingling perspectives: the
author or authors, the protagonists, and the spectator.
As a consequence - he also experiences the need to
suggest to the spectator the existence of these view­
points, a task achieved with the assistance of certain
“signs”. The director is forced to leave behind assor­
ted traces of his presence in the film: sufficiently am­
biguous so that their meaning could not be identified
with a certain single thought which he supposedly wi­
shed to express and at the same time sufficiently
unambiguous so that they could be noticed by the
spectator and recognised not as signs referring to so­
me sort of meanings. Unwilling to appear in the role
of a judge (and not wishing to allow the recipient to
assume such a rank) the director must accomplish wi­
thin the film an “interiorisation” of a single percep­
tion, i. e. his own and the spectator’s. The basic pro­
blem which concentrates the analyses and interpreta­
tions proposed by the author of this text, is the possi­

184

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

bility of implementing the above-outlined ideal and
indicating those of its consequences which could turn
against the good intentions of the artist who wishes to
retain his honesty as a director.

Piotr Schollenberger
“Transcendental Narcissism" and the Philosophy of Art
The author discusses the question of “narcissism”,
specifically understood in the phenomenological
works of Merleau-Ponty, in which it denotes a percep­
tion that discovers truth within itself, the unexpres­
sed, pre-rational truth of the world as it is, which best
captures the process of painting as a work of art.
Merleau-Ponty believes that although it evades the cla­
ims made by the rationalising description, the relation
between the visible and the invisible generates a lingu­
istic, discursive meaning. In other words, it is possible to
speak about art in the language of philosophy and, in
addition, to speak well by doing justice to a given work
of art, or not. Does the philosophical discourse apply pa­
inting as an illustration, or perhaps it unites in a com­
mon objective the solution of the mystery of visibility, or
discovers within it its own “silent” reflection? Regardless
of the answers we give to these questions, the problem
of “narcissism” - a perception which finds the truth wi­
thin itself - remains a problem not only of contempora­
ry philosophy but also of contemporary art.

Maciej Rozalski
The “Animation" of the Image as a Method of Creating
a Theatrical Work
The text focuses on the possibility of “animating” an
already completed work of art which serves as a the­
me and source of inspiration in the process of creating
another artwork. The author cites the example of the
efforts pursued by the “Gardzienice” company while
referring to ancient Greek vase painting, primarily the
Francois Vase, as well as iconographic themes relating
to the Greek Cabiri mysteries.

simir Malevich. This was the form which in the ar­
tist’s oeuvre acted as a point of departure and a goal,
by designating the beginning or signalising the end.
Furthermore, the form in question encloses all the su­
prematist accomplishments of the painter. The artic­
le tries to decipher the form of the square as a unique
boundary.

Aleksander Jackowski
Hasior Recalled
Greenaway d la “Greenaway" —or an Englishman’s Cre­
ative UNIVERSE in a Nutshell is a cursory survey of the
wide spectre of films by Peter Greenaway from the per­
spective of innumerable webs composed of events,
symbols and figures. The whole Greenaway oeuvre, his
collages - the reference to earlier and later works, the
creation of imagery and installations or theatrical-ope­
ra spectacles which supplement his cinematic pursuits
- enable the spectator to enter premises full of artifacts
created not necessarily in a manner resembling the
conditions and events transpiring in our world, and to
cross the boundaries of a separate Universe. The artic­
le is an attempt at finding a key to this sophisticated
multi-level world composed of a labyrinth of images,
and at placing Greenaway’s work within a certain fra­
mework of contemporary philosophical thought, toge­
ther with the prime ascertainment that the world de­
picted by the author of The Pillow Book ceased presen­
ting something and became art solus ipse, part of the
post modern current of multiplying Borgesian maps.
The creative Universe, including every film, comprises
maps of a new world, a new self-reference hyper-reali­
ty, a film model of simulation. The spectator - invited
to take part in the game, to watch the film world, to
celebrate the webs of connections, and to seek keys
and open successive domains concealing myriad refe­
rences and finely constructed mini-truths, enters
a world of a schematic construction as subtly knit as
Descartes’ model of reality, a Magic World of a Creati­
ve Universe built by a certain Englishman.

Aleksandra Kos
The Text of the Image
Although the perception of the photograph as a “mir­
ror of reality” is universal, it cannot be upheld. The
process of noticing the complexity of relations betwe­
en language and reality is by no means a new discove­
ry. Already at the very outset of photography there
appeared theoretical opinions indicating that it faith­
fully registers only the physical world while the rema­
ining meaning is created by a cultural superstructure.
Photography is a text.

Jerzy Prokopiuk

Marcin Sutryk
“The Black Square” by Kasimir Malevich
The author attempts to define the role played by the
form of the square in the suprematist painting by K a­

185

What we can do with Gurdjieff?
a renowned Polish anthroposophist and translator (R.
Steiner, C. G. Jung, E. Fromm, M. Eliade), puts Gur­
djieff s teachings in a historical theosophical context.
He sees them as syncretic, anti-Christian, pseudo-Su­
fi and negative Gnostic teachings. Still his advice is
not to fight them but to transform them.

Zbigniew Osinski
Contribution to the Reception of Gurdjieff
The interest in Gurdjieff disclosed by Grotowski was
the outcome of his years-long friendship with Peter
Brook, starting with the 1960s. Its evidence includes
the correspondence, cited in the article, between the

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

SUMMARIES

Customs Office in Zgorzelec and Jędrzej Selle (in
1966-1971 deputy head of administration at the La­
boratorium Theatre in Wrocław, in 1972-1978 head
of organisation entrusted with the duties of deputy
director), who in December 1968 brought Grotowski’s books over to Poland. The more than ten titles,
primarily classics of literature, philosophy and mysti­
cism, included French translations of Gurdjieff ’s Belzebub’s Tales to His Grandson , 1950 (Récits de
Belzébuth a son petit-fils) and P. D. Uspiensky’s In
Search of the Miraculous: Fragments of an Unknown
Teaching, 1949 (Fragments dun enseignement incon­
nu), highly regard by the Gurdjieff circles. In the light
of the documents cited in the article the beginnings
of more profound interest in Gurdjieff could be dated
as 1968.
I discuss the copy of Uspiensky’s book given to me by
Grotowski in 1982, prior to his final departure from
Poland. I also recall that the part of the young Gurdjieff in Jeanne de Salzmann’s and Peter Brook’s Me­
etings with Remarkable Men (1978) was supposed to
have been played by Ryszard Cieślak.
Grotowski was not interested in having some of his te­
xts, originally published in the West, translated in Po­
land. They included his study on Gurdjieff - A Kind of
Volcano. An Interview with Jerzy Grotowski, based on
three meetings with Michel de Salzmann in Paris in
1991, published in French in Switzerland in 1992, and
in English in the U SA in 1996. In this case, however,
the Polish translation was issued in November 2001,
almost three years after Grotowski’s death. His heirs
agreed to the request made by Peter Brook, who tur­
ned to them in connection with a publication prepa­
red upon the occasion of a conference held in Wro­
cław - “Towards the essence. Georgiy Ivanovich Gur­
djieff - impact and significance”.
It is a great pity that we do not have at our disposal
a precise list of Grotowski’s book collection, and that
all chances for such a list will be lost irreversibly. Gro­
towski was to a considerable degree influenced by
a dialogue with certain book, as I mentioned more
extensively in the article Dzieło Jerzego Grotowskiego
jako przedmiot badań (The Works of Jerzy Grotowski
as a Topic of Research), published in this issue of
“Konteksty”.
Finally, I would like to mention that, as far as I know,
Grotowski never connected his name with any of the
Gurdjieff groups; on the other hand, he harboured the
conviction, which he shared with others, including

me, about the absence of any sort of a missionary inc­
lination both on the part of Gurdjieff himself and his
followers. Naturally, we cannot exclude the possibili­
ty that even if he had not met Peter Brook, Grotow­
ski could have stumbled upon Gurdjieff in some other
way. These are, however, mere speculations which it
is best to evade.

Jacek Dobrowolski
„Guru Gurdjieff"
a Polish poet, critic and translator, criticizes Gurdjieff
following Anthony Storr’s diagnosis published in his
Feet of Clay. Saints, Sinners and Madmen: a Study of
Gurus as a charismatic, highly narcissistic manipula­
tor who abused his students. Dobrowolski sees his te­
aching as a distorted Sufi doctrine combined with
wild theosophical theories of his own making.

Nikolai Evreinov
Towards the Philosophy of the Theatre
The author poses a question about the essence of the
theatre by opposing the generally accepted perception
of the theatre as entertainment or narrowly compre­
hended “art”. Nikolai Evreinov saw the presence of
the theatre in simplest human activity, claiming that
each person possesses a theatrical drive and instinct
which compel him to conduct constant transforma­
tions both of reality and himself. Stress is placed on
the fact that we render our life theatrical already in
childhood, if only in the assorted games we play. The
role of games among Indian tribes, Mexicans, etc. is
also discussed. Finally, Evreinov was one of the first to
introduce the concept of the theatralisation of life,
which remains fundamental for such domains as the
anthropology of the theatre or performance studies.

Julia Holewińska
A Pearl from an Old Curiosity Shop
A t attempt at a brief presentation of the life and
works of Nikolai Evreinov - one of the leading figures
of the Russian Silver Age. This extended biogramme
mentions both Yevreinov’s involvement in successive
artistic initiatives, including the establishment of the
“Under the Homeless Dog” club, his activity in “The
Crooked Mirror”, and theoretical texts.
The author draws attention to the multitude of pro­
fessions pursued by Evreinov, who was a director,
a philosopher, an actor, a playwright and a theoreti­
cian of art.

Sprostowanie: W poprzednim numerze pisma w artykule pani Aleksandry Melbechowskiej-Luty pt. Harmonia
mundi. Kilka refleksji o obrazowaniu Stanisława Fijałkowskiego, na s. 105 doszło do pomylenia podpisu pod jedną z ilu­
stracji. Zamiast Grafika komputerowa, 2002 powinien być podpis Orion linoryt 1969. Za pomyłkę przepraszamy.

186

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ CULTURAL ANTHROPOLOGY ♦ ETHNOGRAPHY ♦ ART^
2006 rok LX nr 2 (273). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTITUTE OF ART POLISH ACADEMY OF SCIENCES, CULTURE FOUNDATION, LIBER PRO ARTE

Contents 2 2006
Zbigniew B enedyktowicz Continuity
J ERZY S. W asilewski The Travelling Ethnologist. Triste Arctique in
a shamanic costume, under a festival masque

Chorea
A n n a B OGDANOWICZ The Bulgarian “Banica” with Cheese and Spinach.”
Turkish” Coffee and Vine Leaves, or on the Need for
Experiencing the Different in the Theatrical Quest
T OMASZ R odowicz Why Antiquity, or the Condition of Europe
The Chorea Theatrical Society (2004-2006)
Too Late - The “Bulgaria-Balkan Epic” Project
M ARTIN L. W est Forward to the past translated by Marianna Cielecka
M ARTIN L. W est Man, Destiny and Death in Indoeuropean Tradition
translated by Sara Rodowicz, checked by
Włodzimierz Lengauer
M ARTIN L. W est Ancient Greek Music: its transmission then and now
translated by Maciej Kaziński, Anna Bogdanowicz
K rzysztof B ielawski The Paeans of Delphi —Historical Context
D ariusz K osiński Clouds
D o ro ta Porow ska Theseus and the Labyrinth Dances
A g a t a Zyglew ska -D iduszko Theseus in the Labyrinth
M ałgorzata S zum “The World on Antiquity" Hode Galatan —
Earthfall/Chorea- First Part of the Trilogy
M ałgorzata J abło ń ska The Dance —the Drama of the Body —the Order of the
World

187

�178-188 noty.ps

9/7/2006 4:34 PM

El żbieta R ojek Several Thoughts on Training A Few Thoughts On the
Training?
M aciej R ychły A Pterodactyl in a Compote —Subjective Notes from
Work on Classical Music in Chorea
K rystyna D uniec The Body in the Theatre. From Transcendence to
Transgression
Ew a K lek o t , T om asz S zerszeń “Anthropology is Not Enough to Understand What
Happens with Man in the Face of Beauty ...’’. A Record
of a Conversation about D. Freedberg’s “ The Power of
Images: Studies in the History and Theory of Response"

Transformations of the Category of Aesthetics in
the World of the Multimedia
A licja K uczyńska Shall I Close My Eyes to See?
K atarzyna K asia The Author
B o g n a J. O bidzińska Painting of the Pre-Raphaelites, or the Composition
Which Can Be Itself
A licja S aw icka The Director’s Intentions. A Record of Assumptions
Pio tr S chollenberger “Transcendental Narcissism" and the Philosophy of Art
M aciej R ó żalski The “Animation" of the Image as a Method of Creating
a Theatrical Work
A leksandra H irszfeld Greenaway d la “Greenaway" —or an Englishman’s
Creative UNIVERSE in a Nutshell
A leksan dra K oś The Text of the Image
M arcin S utryk “The Black Square" by Kasimir Malevich
A leksander J ackow ski Hasior Recalled
J erzy Prokopiuk What we can do with Gurdjieff?
Zbigniew

ó sinski

Contribution to the Reception of Gurdjieff

J acek D obrow olski Guru Gurdzijew
N ikolai Evreinov Towards the Philosophy of the Theatre
J ulia H olew ińska A Pearl from an Old Curiosity Shop

188

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11361" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11339">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7d11ad067fa37bab770c279b8c80bf1.pdf</src>
        <authentication>aa51c23cb7795d83a497e5637d85957b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135365">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6293</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135366">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135367">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135368">
                <text>teatr</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135369">
                <text>Gurdżijew, Georgij I. (1870-1949)</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135370">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5870</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135371">
                <text>O recepcji Gurdżijewa/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135372">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.2, s.165-168</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135373">
                <text>Osiński, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135374">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135375">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135376">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135377">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135378">
                <text>165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

ZBIGNIEW OSIŃSKI

N

a początku lat dziewięćdziesiątych minionego
stulecia, przeglądając zasoby archiwalne Teatru
Laboratorium i Drugiego Studia Wrocławskie­
go przejęte przez utworzony wtedy Ośrodek Badań
Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych, natrafiłem na korespondencję1
między Urzędem Celnym w Zgorzelcu a Jędrzejem Sellem (od 1966 do 1971 roku zastępcą dyrektora do
spraw administracyjnych w Teatrze Laboratorium, a od
1972 do lutego 1978 roku - kierownikiem organizacyj­
nym, z powierzeniem obowiązków zastępcy dyrektora).2
Składają się na nią dwa listy, które tutaj przytoczę:
„Zgorzelec, 20 grudnia 1967 [1968]3
Decyzja o przepadku towarów w postępowaniu celnym
Urząd Celny w Zgorzelcu po zbadaniu sprawy przywozu
z zagranicy przez ob[ywatela] Jędrzeja SELL[a] między innymi
towarami książek p.t.: L’Oreille et le langage,4 Récits de Belzébuth
à son petit-fils [Opowieści Belzebuba do swojego wnuka],5Méta­
morphoses de l’âme et ses symboles [Metamorfozy duszy i jej symbole],6 Fragments d’un enseignement inconnu [Fragmenty niezna­
nego nauczania],7 Réalité de l’âme [Rzeczywistość duszy],8 Per­
ceval ou la Conte du Graal [Perceval z Walii czyli Opowieść
o Graalu],9 La Puissance du serpent [Moc węża],10 Le Livre
tibétain de la Grand Libération [Tybetańska Księga Wielkiego
Wyzwolenia],11 Le Maître et Marguerite [Mistrz i Małgorzata],12
La Quente du Graal [Poszukiwanie Graala],13 Maître Eckhart et
la mystique rhénane [Mistrz Eckhart i mistyka reńska],14 Le Li­
ving Theatre [Living Theatre] Pierre Biner - La Cité,15 oraz ga­
zet: 6 kart „Herald Tribune”, 16 kart „Le Monde”, 8 kart „Diario de la Tarde”, 8 kart „Combat”, 6 kart „Journal de Genève”
i 4 kart[y] „Le Canard en chaîne” - stwierdził, że gazety „Com­
bat” i „Journal de Genève” są na polskim obszarze celnym za­
bronione do posiadania, przechowywania lub rozpowszechnia­
nia. Wobec powyższego na podstawie art[ykułu] 10 prawa cel­
nego (Dz.U. nr 33 z 1961 r.) w związku z &amp; 7 rozporządzenia
Rady Ministrów z 27 marca 1962 r. (Dz.U. nr 21 poz. 95) Urząd
Celny w Zgorzelcu orzeka: 1) przepadek 6 kart gazety „Journal
de Genève” i 8 kart gazety „Combat”, 2) zwrot pozostałych
książek i gazet ob. Jędrzejowi SELL[owi], zamieszkałemu we
Wrocławiu, ul. Kiełbaśnicza 16/17, 3) doręczyć egzemplarz de­
cyzji ob. Jędrzejowi Sell, adres j[ak] w[yżej].
Przy podjęciu decyzji Urząd Celny kierował się tym, że
gazety „Journal de Genève” i „Combat” są pozbawione debi­
tu komunikacyjnego na terenie kraju. Mając powyższe na
uwadze orzeczono jak w sentencji.
Od decyzji niniejszej służy odwołanie do głównego Urzę­
du Ceł w Warszawie za pośrednictwem tut[ejszego] Urzędu
w terminie 14 dni od dnia jej doręczenia. Do odwołania na­
leży dołączyć opłatę 10 zł w znaczkach skarbowych oraz po
2 zł od każdego załącznika.
[Dopisane piórem:]
Zał[ączniki] 12 książek 34 karty gazet
[Pieczątka okrągła i podpis:]
Zastępca Naczelnika Urzędu Celnego
[odręczny podpis]
Mieczysław Liszkiewicz”

O recepcji Gurdzijewa.
Przyczynek

List odwoławczy jest datow any „W arszawa,
3 stycznia 1968 [1969]”:
„Główny Urząd Ceł w Warszawie za pośrednictwem
Urzędu Celnego w Zgorzelcu16
ODWOŁANIE od decyzji o przepadku towarów w po­
stępowaniu celnym
W związku z tym, że Urząd Celny w Zgorzelcu orzekł prze­
padek 6 kart gazet „Journal de Genève” i 8 kart gazety „Com­
bat” uprzejmie informuję, że wraz z zespołem Teatru Laborato­
rium przebywałem na tournée artystycznym: Anglia, Meksyk
i Francja, i czasopisma powyższe zawierały recenzje teatralne
z naszych przedstawień za granicą. Recenzje te są nam nie­
zbędne do dokumentacji archiwalnej wyjazdów zagranicznych,
służbowych.
Uprzejmie proszę o przyjęcie niniejszego odwołania
i o zmianę decyzji Urzędu Celnego w Zgorzelcu.
Zastępca Dyrektora
[odręczny podpis]
mgr Jędrzej Sell”.
Dzięki informacji o tournée zespołu Grotowskiego,
znajdującej się w odwołaniu, można stwierdzić, że obie
daty umieszczone w listach są błędne, przy czym
pierwszą pomyłkę spowodowała któraś z archiwistek,
drugą natom iast - autor odwołania.17 Prawdziwe daty
listów to 20 grudnia 1968 i 3 stycznia 1969 roku.
Tournée Teatru Laboratorium trwało z górą cztery
miesiące: od 22 sierpnia do 26 listopada 1968 roku. Po
jego zakończeniu Jędrzej Sell wrócił samochodem do
Wrocławia, podczas gdy Grotowski przebywał jeszcze
przez jakiś czas we Francji, skąd wtedy właśnie udał się
w swoją pierwszą podróż do Indii.18 D la ludzi znają­
cych bliżej ówczesny T eatr Laboratorium nie ulega
najmniejszej wątpliwości, że Jędrzej Sell przewoził do
Polski książki Grotowskiego, podczas gdy czasopisma
miały rzeczywiste przeznaczenie archiwalne.
W śród dwunastu tytułów, przeważnie klasycznych
pozycji z literatury, filozofii i mistyki, znalazły się: fran­
cuski przekład powieści M ichaiła Bułhakowa Mistrz
i Małgorzata oraz monografia Living Theatre autorstwa
Pierre’a Binera, opublikowana w kwietniu 1968 roku
przez wysoko cenioną w tamtych latach oficynę wy­
dawniczą L ’A ge d’Homme w Lozannie, gdzie w grud-

165

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Zbigniew Osiński • O RECEPCJI GURDŻIJEWA. PRZYCZYNEK

niu tego samego roku ujrzała światło druku książka
Raymonde Temkine Grotowski.
Także pozostałe tytuły wskazują na ówczesne za­
interesowania Grotowskiego, jednak dla sprawy re­
cepcji Gurdżijewa szczególnie ważne są dwie pozycje:
Fragments d’un enseignement inconnu Piotra Demianowicza U spieńskiego, pierwsze francuskie wydanie
ukazało się w 1950 roku (polski przekład M agdy Zło­
towskiej pod tytułem Fragmenty nieznanego nauczania.
W poszukiwaniu cudownego opublikowało W ydawnic­
two Pusty O błok w roku 1991, ponad czterdzieści lat
po pierwodruku) oraz książka samego Georgija Iwanowicza Gurdżijewa Récits de Belzébuth à son petit-fils
(pierwodruk w języku angielskim w roku 1950: Beel­
zebub’s Tales to His Grandson, francuskie wydanie
w 1956, polskiego przekładu dotychczas nie m a). M i­
chel de Salzmann w swoim Odsyłaczu do literatury na
temat Gurdżijewa podkreśla wyjątkowe znaczenie
książki Uspieńskiego:
„[...] istnieje tylko jedna książka - z wyjątkiem
książek samego Gurdżijewa - którą bez uprzedzeń można uznać za naprawdę użyteczną dla adeptów tego
nauczania. Jest to In Search of the of the Miraculous praca napisana przez Piotra D. Uspieńskiego. Ucznio­
wie Gurdżijewa zawsze czuli się głęboko wdzięczni
Uspieńskiemu za ten, jak dotąd niezrównany, wkład
w jego dzieło. Jest to nie tylko fascynująca opowieść,
lecz również błyskotliwe, uczciwe i wierne przedsta­
wienie tego, co autor zapamiętał z tego, co mu przeka­
zywano. Ow wyczyn pamięci jest imponujący tym bar­
dziej, jeśli uświadomimy sobie, że prowadzenie nota­
tek było bezwzględnie zabronione. [...]
Bez wątpienia Uspieński posiadał wyjątkowe kwa­
lifikacje, również jego motywacja była unikalna, wsze­
lako tajemnicza jakość em anująca z jego książki stano­
wi rezultat tego, że przybliża ona nas tak bardzo, jak to
tylko możliwe, do warunków ustnego nauczania,
w którym obecność Mistrza sprawia, że idee znajdują
«ucieleśnienie», objawiając się w całkowicie nowym
wymiarze”.19
Zdaniem Leszka Kolankiewicza, który w latach sie­
demdziesiątych współpracował z Grotowskim nad re­
dakcją jego tekstów: „to właśnie odkrycie Gurdżijewa
- bodaj przede wszystkim przez książkę Uspieńskiego,
którą Grotowski cenił bardzo wysoko - natchnęło go
do radykalnej zmiany kierunku: z parateatru na Teatr
Źródeł [...]” .20
Kilka stron dalej znajduje się następująca uwaga
autora Świętego Artauda:
„Grotowski posługiwał się francuskim przekładem
Philippe’a Lavastine’a, opublikowanym w 1968 roku
przez paryskie wydawnictwo Stock - ten egzemplarz,
z fragmentami zaznaczonymi i skomentowanymi wła­
snoręcznie w drugiej połowie lat siedemdziesiątych,
podarował, jeśli dobrze pam iętam Osińskiemu; intere­
sujące byłoby studium tego badacza źródeł, inspiracji,

kontekstów twórczości Grotowskiego, pomyślane jako
egzegeza tych fragmentów i komentarzy”.21
Jest faktem, że w moim ówczesnym mieszkaniu
przy Puszczyka na warszawskim Ursynowie Grotow­
ski, w obecności Leszka Kolankiewicza, podarował mi
swój egzemplarz Fragments d’un enseignement inconnu
Uspieńskiego. Było to dokładnie 4 lutego 1982 roku,
w przeddzień jego wyjazdu do O din T eatret w Holstebro, podczas mojego ostatniego z nim spotkania przed
jego definitywnym opuszczeniem kraju. Tego popołu­
dnia rozmawialiśmy między innymi o Gurdżijewie.
Zresztą w moich rozmowach z Grotowskim nazwisko
Gurdżijewa pojawiało się dosyć często. Zanotowałem
je pod następującym i datam i: 4 lutego 1982, 26
kwietnia 1988, 30 listopada 1988, 11 i 17 lutego
1989, 23 października 1992, 27 i 28-29 lipca 1996,
3 m arca 1997 roku. W moim przekonaniu przytacza­
nie i komentowanie fragmentów wyrwanych z bardzo
różnych kontekstów nie miałoby jednak sensu, a m o­
głoby jeszcze pomnożyć nieporozumienia, których
i tak nie brakuje. Podobnie zresztą jak postulowana
przez Kolankiewicza egzegeza zaznaczonych przez
Grotowskiego fragmentów i jego komentarzy do nich.
Otóż podkreślenia te Grotowski zaznaczył tylko na
siedm iu stronach dzieła U spieńskiego, liczącego
w omawianym tutaj wydaniu łącznie z indeksem 550
stron. S ą to w kolejności strony: 66, 351, 355, 375,
378, 388 i 455. Przy tym uwagi poczynione przez G ro­
towskiego są w zdecydowanej większości nieczytelne
(na poziomie znaczeń i sensów). W ygląda wręcz na
to, że jest to rodzaj palimpsestu, który jedynie on sam
mógł naprawdę Rozumieć.
Niezupełnie przekonuje mnie opinia, że Grotowski
odkrył dla siebie Gurdżijewa „dopiero około 1976 ro­
ku”, jak twierdzą Kolankiewicz22 i za nim Grzegorz
Ziółkowski.23 Można rzecz jasna długo i być może
z sensem dyskutować na temat, co znaczy w tym przy­
padku określenie: „odkrył dla siebie”. Jeśli jednak trzy­
m ać się faktów, to w świetle przytoczonych tutaj do­
kumentów staje się jasne, że początek głębszego zain­
teresowania Gurdżijewem można u niego datować co
najmniej na rok 1968, a zatem jeszcze w tak zwanym
okresie teatralnym/„teatru przedstawień” .
Faktem jest, że Grotowski nie był zainteresowany
tym, aby niektóre jego teksty drukowane na Zacho­
dzie były tłumaczone w Polsce. Należał do nich rów­
nież tekst o Gurdżijewie C etait une sorte de volcan,
oparty na trzech spotkaniach z M ichelem de Salzmannem przeprowadzone w Paryżu w lutym 1991 ro­
ku, a opublikowany w czerwcu 1992 roku po francu­
sku, w Szwajcarii.24 N atychm iast zwróciłem się do
Grotowskiego z pytaniem, czy przewiduje opubliko­
wanie tego tekstu po polsku. W odpowiedzi 23 paź­
dziernika 1992 roku otrzymałem w Ośrodku we W ro­
cławiu telefon z Pontedery. T o Carla Pollastrelli,
w imieniu Grotowskiego, przekazała mi informację:

166

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Zbigniew Osiński • O RECEPCJI GURDŻIJEWA. PRZYCZYNEK

„Jerzy nie chce, aby jego tekst o Gurdżijewie był pu­
blikowany w Polsce” .25
Z Grotowskim nie dyskutowało się, aby zmienił raz
podjętą decyzję. W tym wypadku jednak polski prze­
kład w końcu się ukazał. Dokonało się to w listopadzie
2001 roku, prawie trzy lata po śmierci Grotowskiego.
Jego spadkobiercy ulegli życzeniu/prośbie Petera Brooka, który zwrócił się do nich z tą sprawą w związku
z wydawnictwem przygotowywanym z okazji konferen­
cji W stronę esencji. Georgij Iwanowicz Gurdżijew —od­
działywanie i znaczenie we W rocławiu.26
Wyboru książek do swojej biblioteki Grotowski
dokonywał zazwyczaj starannie. N ie miał również
w zwyczaju, aby kupić książkę i przynajmniej uważnie
jej nie przekartkować. Z pewnością też książki Uspieńskiego i Gurdżijewa były przywoływane w jego przyja­
cielskich spotkaniach z Brookiem, których początek
datuje się od sierpnia 1965 roku.27
Również pozostałe tytuły książek przewiezionych
przez Jędrzeja Sella są znaczące. Podkreśliłbym zwłaszcza
dwie pozycje na temat mitu Graala, Métamorphoses de
l’âme et ses symboles Carla Gustava Junga, dzieło Jeanne
Ancelet-Hustache o Mistrzu Eckharcie na tle mistyki
reńskiej, Tybetańską Księgę Wielkiego Wyzwolenia. Za­
równo mit Graala, jak i lektura prac Junga były inten­
sywnie obecne u Grotowskiego niemal od początku jego
drogi twórczej. Wspomnę tylko, że zamierzony pierwot­
nie tytuł opolskiej inscenizacji według Pechowców (Ro­
dziny pechowców) Jerzego Krzysztonia brzmiał Mit Graala, czego ślad pozostał w zapiskach Grotowskiego za­
branych przez niego do Pontedery,28 zaś w programie do
przedstawienia znalazł się krótki esej Z impresji reżysera.
Teatr i Graal.29 A przedostatni akapit późniejszego o de­
kadę Teatru a rytuału, jednego z najbardziej znanych
tekstów Grotowskiego, rozpoczyna zdanie:
„Czytałem ostatnio pierwszą zapisaną wersję histo­
rii o Graalu, jest to, zdaje się, Parsival".30
Najpierw Grotowski powiedział to podczas konfe­
rencji, która odbyła się 15 października 1968 roku
w paryskim O środku P A N przy rue Lauriston.
W oparciu o stenogram tej wypowiedzi czasopismo
„France-Pologne” opublikowało tekst Le théâtre d’au ­
jourd’hui à la recherche du rite (Teatr dzisiejszy w poszu­
kiwaniu rytuału),31 wreszcie w sierpniu 1969 roku uka­
zała się m ocno zmieniona w stosunku do pierwodruku
wersja polska, zarazem ostateczna.32 Znamienne, że
obie wersje kończą się opowieścią o Parsifalu.
N a uwagę zasługuje także klasyczna kiedyś książka
A rthura A valona (właściwe nazwisko Sir John W oodroffe) La Puissance du serpent, której angielskojęzyczny
pierwodruk The Serpent Power ukazał się w roku 1919.
Jędrzej Sell m usiał wieźć jej pierwsze francuskie wyda­
nie z 1959 roku, opublikowane w serii „Mystiques et
religions” pod redakcją Jeana Herberta.

Niezmiernie ciekawe okazują się być drogi pew­
nych książek, ich oddziaływanie w różnych czasach
i kontekstach. W czerwcu 1932 roku Mieczysław Li­
manowski w pięknym tekście Poskramianie węża, bę­
dącym recenzją z recitalu tanecznego Lidii Winogradzkiej w wileńskiej Lutni, napisał:
„Był wieczór sobótek. N a dworze zapalono ognie,
aby Antokolskie Wybrzeże zamienić w feerię. Łodzie
płynęły po Wilii. My zaś byliśmy w sali zamkniętej,
gdzie tego wieczoru równolegle odbywała się tajem ni­
ca wiązania wody z ogniem, to jest tajem nica urodze­
nia piorunu, czyli węża. Bo nie mamy wątpliwości, że
wąż jest symbolem piorunu, z tym cielskiem przebiega­
jącym na kształt zygzaków, kiedy się błyska.
Jad wężowy pali się jak piorunowy ogień. T ak samo
poraża. Indyjskie księgi opowiadają, jak węże są po­
skramiane. Wszędzie w świątyniach są te węże tańczą­
ce obok bajader. Czy jesteśmy pod ziemią w głębokim
Dekanie, czy bardziej nad ziemią i bliżej Gangesu,
wszędzie stykamy się z wężową naturą. Najdziwniejszy
Anglik, którego znam, Sir John Woodroffe, umiał ty­
le opowiedzieć w swej rewelacyjnej do końca książce
The Serpent Power, czyli O mocy węża, która jest książ­
ką sakralnych tajem nic najgłębszego teatru, bo już te­
atru w naszym ciele.
Kiedy zatem paliły się ognie sobótkowe wieczornej
nocy osobliwej, w Wilnie odbywał się ten obrzęd jedy­
ny w swoim rodzaju, m ający związek z wodą
i ogniem”.33
Zatem Limanowski czytał The Serpent Power w ory­
ginale. Prawdopodobnie poznał również osobiście au­
tora, bo to właśnie zdaje się sugerować fragment
o „najdziwniejszym Angliku, którego znam”. Z tego,
co Limanowski napisał, wynikałoby, że w książce tej
można znaleźć więcej niż intuicje dzisiejszej antropolo­
gii teatralnej czy antropologii teatru. Swoją drogą jest
ona obecnie nieosiągalna w polskich bibliotekach pu­
blicznych, nie mówiąc już o perspektywie czytania jej
po polsku. Przez blisko sto lat nikt nie pomyślał o jej
przetłumaczeniu i wydaniu.
W ielka szkoda, że nie dysponujemy spisem księgo­
zbioru Grotowskiego oraz że szansa na taki spis prze­
padła właściwie bezpowrotnie. N apisałem o tym w wy­
powiedzi dla „Didaskaliów” , zamieszczonej w numerze
z grudnia 2004 roku.34
Nie tutaj miejsce, aby rozwijać problem biblioteki
Grotowskiego. Powiem więc tylko, że dla rozumienia
jego osobowości twórczej ma on znaczenie, które trud­
no przecenić. Grotowski był człowiekiem w niemałym
stopniu uformowanym przez dialog z pewnymi książ­
kami. Piszę o tym obszerniej w tekście Dzieło Jerzego
Grotowskiego jako „przedmiot badań”, opublikowanym
ostatnio w „Kontekstach”.
I jeszcze jeden znamienny fakt do interesującego
nas problemu recepcji Gurdżijewa. O d Grotowskiego
dowiedziałem się, że w filmie Meetings with Remarkable

167

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Zbigniew Osiński • O RECEPCJI GURDŻIJEWA. PRZYCZYNEK

Men [Spotkania z wybitnymi ludźmi] Petera Brooka,
przy współpracy Jeanne de Salzmann, rolę młodego
Gurdżijewa miał grać Ryszard Cieślak. O d 25 marca
do 3 kwietnia 1976 roku, na zaproszenie Brooka, prze­
bywał on w paryskim Centre International de Recher­
che Théâtrale. Najprawdopodobniej otrzymał wtedy
reżyserski scenopis przyszłego filmu, datowany 10
m arca 1976 roku.35 Zdjęcia do filmu były realizowane
od m aja do sierpnia 1977 roku w Afganistanie i Pinewood Studios w Londynie.36 Ostatecznie Ryszard C ie­
ślak nie zagrał w filmie, którego premiera odbyła się
w 1979 roku.37 Okazało się, że był już wtedy za stary
do roli, do której upatrzył go sobie Peter Brook. Eg­
zemplarz aktorskiego scenopisu pozostał idealnie czy­
sty, nie zawiera żadnych uwag i poprawek.
N a koniec zasygnalizuję tylko, że - jeśli jestem do­
brze poinformowany - Grotowski nigdy nie łączył
swojego nazwiska z jakąś formalną grupą gurdżijewowską, natom iast żywił przekonanie, które przekazywał
również innym (w tym i mnie) o braku „misjonarstwa”
zarówno u samego Gurdżijewa, jak i jego uczniów.
T ak przynajmniej wyglądało to w jego relacjach. Przy
tym do końca życia Grotowski utrzymywał kontakt
z niektórymi ludźmi z tego kręgu, przede wszystkim zaś
kultywował swoją przyjacielską relację z Peterem Brookiem. N a podstawie znanych mi faktów pragnę wy­
prowadzić tak zwaną m ocną hipotezę, że problem
Gurdżijewa zrodził się u Grotowskiego w wyniku tej
przyjaźni, stając się z czasem jednym z jej ośrodków,
jeśli nie samym centrum. Nie zamierzam tym samym
wykluczyć możliwości, że w jakimś momencie Grotow­
ski mógł trafić na Gurdżijewa sam, zupełnie niezależ­
nie od jego relacji z Peterem Brookiem. Byłyby to jed­
nak tylko spekulacje. Zatem pora skończyć.
Przypisy
1

2

3

4
5
6

7
8

Znajdują się one w teczce 450 („Korespondencja kurtuazyjna
polska i zagraniczna, lata 1971-1975”), strony 163 i 164. Za­
kwalifikowanie dokumentów i ich oznaczenia, ewidentnie błęd­
ne, z czasów Teatru Laboratorium i/lub Drugiego Studia Wro­
cławskiego.
Jędrzej Sell (urodzony 1940 w Warszawie), w Teatrze Labora­
torium we Wrocławiu zatrudniony od 23 kwietnia 1965 do 15
marca 1979 roku.
Moje wstawki umieściłem w nawiasach kwadratowych [ ]. Po­
prawiłem literówki i akcenty w obu listach. W lewym górnym na­
rożniku nadruk: „Urząd Celny w Zgorzelcu Nr EPC 200/68”. Li­
sty są napisane na maszynie, na papierze firmowym formatu A4.
Alfred Tomatis, L ’Oreille et le langage, Éditions du Seuil, Paris
1963
Janus, Paris 1956; Rocher, Monaco 1985
Carl Gustav Jung, Metamorphoses de l’âme et ses symboles. Préfa­
ce et traduction de Yves Le Lay, Librairie de l’Université, Genève
et Buchet/Chastel, Paris 1953. II wydanie: 1967. Pierwodruk:

Jung, La Baconnière, Neuchâtel 1952; [lub] Carl Gustav Jung
Réalité de l’âme. Traduction [?], Librairie générale française, Paris

[?]. W serii „ La Pochothèque. Classiques modernes”. Tytuł
oryginału: Wirklichkeit der Seele.
9 Chrétien de Troyes, Perceval ou la Conte du Graal. Traduction
de Charles Méla, Gallimard, Paris.[?].
10 Arthur Avalon (Sir John Woodroffe), L a Puissance du serpent,
Éditions du Dervy Livres, Lyon 1959. Pierwodruk w języku an­
gielskim: The Serpent Power, 1919.
11 Le Livre tibétain de la Grand Libération. Introductions, annotations
et édition par W [alter] Y[eeling] Evans-Wentz. Avec des commen­
taires psychologiques du D r C arl Gustav Jung, Adyar, Paris 1960.
Oryginalny tytuł: Padma Ka-hi-thang-yig. Według przekładu
angielskiego: The Tibetan Book o f the Great Liberation. Edited by
W. Y. Evans-Wentz, London 1954. Por. Carl Gustav Jung, Ko­
mentarz psychologiczny do „Tybetańskiej Księgi Wielkiego Wyzwo­
lenia”, w: tenże, Psychologia a religia Zachodu i Wschodu. Prze­

12

łożył Robert Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 2005,
s. 479-515
Mikhail Boulgakov, Le Maître et Marguerite. Traduction de rus­
se par Claude Ligny, Laffont, Paris 1968.

13 L a Quente du Saint Graal. Édition présentée et établie par Albert
Béguin et Yves Bonnefoy , Paris 1965.
14 Jeanne Ancelet-Hustache, Maître Eckhart et la mystique rhéna­
ne, Éditions du Seuil, Paris 1956, 1961..
15 Pierre Biner, Le Living Theatre. Histoire sans légende, La Cité,
Lausanne 1968. Collection „Théâtre vivant” dirigée par Clau­
de Vallon.
16 U góry, po lewej stronie pieczątka: „Instytut Badań Metody
Aktorskiej// Teatr Laboratorium// Wrocław 3, Rynek Ratusz
27// skr. Poczt. 41, tel. 342-67” oraz dopisane odręcznie „L. Dz.
6 stycznia 1969”.
17 Napisana na maszynie ósemka [1968] została poprawiona fla­
mastrem na siódemkę [1967], zaś autor odwołania napisał
„1968” zamiast „1969”.
18 Por. Zbigniew Osiński, Grotowski i jego Laboratorium , Państwo­
wy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, s. 166-168; tenże,
Grotowski i jego Teatr Laboratorium wobec kultury Orientu —po
dwudziestu pięciu latach , „Didaskalia - Gazeta Teatralna” luty­

-kwiecień 2004, nr 59/60, s. 58-67 i czerwiec-sierpień 2004,
nr 61/62, s. 90-98 (część druga).
19 Michel de Salzmann, Odsyłacz do literatury na temat Gurdżijewa.
Przełożył Andrzej Wojtasik, „Konteksty - Polska Sztuka Ludo­
wa” 2005, nr 2, s. 70
20 Leszek Kolankiewicz, Grotowski w poszukiwaniu esencji, w: ten­
że, Wielki mały wóz, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2001, s. 287
21 Ibidem, s. 298
22 Ibidem, s. 287
23 Grzegorz Ziółkowski, R ecepcja nauczania Georgija Iwanowicza
Gurdżijewa w Polsce, „Konteksty - Polska Sztuka Ludowa”
2005, nr 2, s. 8-10
24 W książce: Georges Ivanovitch Gurdjieff, Textes recueillis par
Bruno de Panafieu, L’Age d’Homme, Lausanne 1992, s. 98-115.
Przekład angielski ukazał się w U SA : A Kind of Volcano. A n In­
terview with Jerzy Grotowski, w: Gurdjieff. Essays and Reflections
an d the M an an d His Teaching, Texts compiled by Bruno de Panafieu , English version edited by Jacob Needleman and George

25
26

Genève 1927
Janus, Paris 1950; Stock, Paris 1994
Esther Harding, Réalité de l’âme: l’énergie psychique, son origine et

Baker, Continuum, New York 1997, s. 87-106
Według moich zapisków.
Por. Rodzaj wulkanu. Rozmowa z Jerzym Grotowskim . (Rozmowa
odbyła się w Paryżu 8, 9 i 10 lutego 1991 roku). Tłumaczenie
w oparciu o wydania angielskie i francuskie Grzegorz Ziółkow­
ski. Konsultacja i redakcja tekstu Magda Złotowska, w: Peter
Brook, Jean-Claude Carrière, Jerzy Grotowski, Georgij Iwanowicz
Gurdżijew , Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego

son but. Traduction Elisabeth Huguenin. Préface C arl Gustav

168

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Jacek Dobrowolski • „GURU GURDżIJEW’

i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych, Wrocław 2001, s. 41-80.
Polskie wydanie przygotowane zostało z okazji konferencji W
stronę esencji. Georgij Iwanowicz Gurdżijew —oddziaływanie i zna­
czenie. Wrocław, 8-10 listopada 2001. Redakcja Jarosław Fret,

27
28
29

Grzegorz Ziółkowski.
Por. Zbigniew Osiński, Grotowski i jego Laboratorium, op. cit., s.
139
Profesor Kazimierz Grotowski po śmierci brata przywiózł te za­
piski do Polski.
Opole, Teatr 13 Rzędów. Premiera 8 listopada 1958. Scenariusz
teatralny i reżyseria Jerzy Grotowski. Por. Zbigniew Osiński,
Grotowski i jego Laboratorium, op. cit., s. 42-49, 320, 362-363

30 Jerzy Grotowski, Teksty z lat 1965-1969. Wybór. Wybór i redak­
cja Janusz Degler, Zbigniew Osiński, Wydanie III, „Wiedza
o kulturze”, Wrocław 1999, s. 85
31 Jerzy Grotowski, Le théâtre d’aujourd’hui à la recherche du rite.
Conference prononcée le 15 octobre 1968 au Centre de l’Académie
Polonaise des Sciences de Paris sous la présidence du directeur du
Conservatoire d’A rt Dramatique de Paris Pierre-Aimé Touchard.

w: tenże, Duchowość i maestria. Recenzje teatralne 1901-1940.
Zebrał i opracował Zbigniew Osiński, Instytut Sztuki Polskiej
Akademii Nauk, Warszawa 1992, s. 501. Podkr. Z.O.
34 Zbigniew Osiński, Sonda: Co dalej z dziełem Grotowskiego?, „Di­
daskalia. Gazeta Teatralna”, grudzień 2004, nr 64, s. 19. Tytuł
od Redakcji.
35 Meetings with Remarkable Men. Production Script. 10 March
1976. Oprawiony maszynopis liczy 76 paginowanych stron.
36 Por. Grzegorz Ziółkowski, Teatr Bezpośredni Petera Brooka, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 374
37 Meetings with Remarkable Men. Film w reżyserii Petera Brooka,
New York, Remar Productions, 1979. Por. Peter Brook, Spotka­
nia z wybitnymi ludźmi, w: tenże, Ruchomy punkt. Czterdzieści lat
poszukiwań teatralnych 1946-1987. Przekład z języka angielskie­
go i redakcja przekładu Ewa Guderian-Czaplińska, Grzegorz
Ziółkowski, Wydawnictwo „Poznańskie Studia Polonistyczne”
- Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszuki­
wań Teatralno-Kulturowych, Poznań - Wrocław 2004, s. 233­
-234

Enregistré et transcrit par Catherine Lery iJean Sirodeau, „France-

32

-Pologne” hiver 1968, nr 28-29 (161-62), s. 13-20
„Dialog” 1969, nr 8, s. 64-74. Przedruk w: Jerzy Grotowski, Tek­
sty z lat 1965-1969, op. cit., s. 61-86

33

Mieczysław Limanowski, Poskramianie węża. Recital taneczny Li­
dii Winogradzkiej w Lutni, „Słowo” 25 VI 1932, nr 147. Przedruk

P.S. Państwu Marzenie i Jerzemu Franke dziękuje
za zidentyfikowanie (poprzez internet) niektórych
książek wyszczególnionych w piśmie Urzędu Celnego
w Zgorzelcu.

o, że w Ośrodku Badań Twórczości Jerzego Gro­
JACEK DOBROWOLSKI
towskiego we Wrocławiu założono grupę gurdżijewowską, nie zaskakuje, jeżeli zna się fascynację
tym blagierem, jaką przejawiali zarówno Grotowski, jak
Peter Brook. Imponował im swą charyzmą i talentem
reżyserowania swego otoczenia, tym niemniej jestem
zdumiony, że w ośrodku bądź co bądź naukowym, głosi
się czystą szarlatanerię. Poza tym Gurdżijew to już zde­
cydowanie przebrzmiała wielkość. Gurdżijew jest passé.
Był on wielokrotnie demaskowany jako narcystyczny
tyran i skandalista towarzyski pozujący na jakiegoś
orientalnego Cagliostra X X w., a na jego naukach nie
pozostawiono suchej nitki. Wielbiciele legendy Gurdżibajarzem. Ponieważ żył w rosyjskiej Armenii, sytuacja
jewa obecnie to starsi panowie, którzy potrzebują ado­
życiowa wymagała, by snuł swe opowieści w kilku języ­
racji młodych entuzjastów, by się kreować na wtajem­
kach. Człowiek ten, o którym jego syn napisał bardzo
niczonych przewodników duchowych.
mało, był jednak dla niego silnym wzorem. W domu
Wybitny brytyjski psychiatra A nthony Storr napi­
mówiło się po ormiańsku, jako że m atka była Ormiansał w 1997 r. znakomitą książkę o syndromie guru pt.
ką. Gurdżijew twierdził, że władał 18 językami, czego
Feet of Clay —Saints, Sinners and Madmen: a Study of
nikt - niestety - nie sprawdził, lecz należy w to wątpić,
Gurus. Poświęcił on tam Gurdżijewowi cały rozdział.
bowiem po rosyjsku i angielsku mówił z błędami.
Jego diagnoza jest prosta: psychopatyczny narcyz o du­
Żadnemu z biografów Gurdżijewa nie udało się zre­
żej charyzmie i despotycznym charakterze przejawiają­
konstruować jego wędrówek w poszukiwaniu prawdy,
cy cechy paranoidalne. Jego system wierzeniowy okre­
jakie miał odbyć w latach 1887-1911 po Azji Central­
ślił jako urojeniowy.
nej, zanim pojawił się jako guru w Moskwie w 1912 r.,
Moim zdaniem niezdrowe fascynacje Gurdżijewem
w wieku, prawdopodobnie, 45 lat. Nikom u nigdy nie
można przypisać uleganiu przez jego wyznawców ar­
udało się dotrzeć do tajemniczego bractwa Sarm oung
chetypowi maga i czarownika. Zawsze będą ludzie, dla
w A fganistanie (założonego jakoby ok. 2500 lat
których prawda pozostanie czymś niebywale tajem ni­
czym, ezoterycznym i starożytnym uosabianym przez
p.n.e.), w którego głównym klasztorze miał nasz boha­
ter w ciągu trzech miesięcy poznać ostateczną prawdę.
jakąś fantastyczną postać.
N
ikt też nie potwierdził, by Gurdżijew przebywał przez
Ojciec Grigorija Gurdżijewa, czyli Georgesa Georkilka lat na dworze ówczesnego Dalajlam y w Lhasie,
giadesa (Jorgosa Jorgiadesa), był Grekiem i zawodowym

T

„Guru Gurdżijew”

169

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Jacek Dobrowolski • „GURU GURDŻIJEW’

jako jego doradca, jak twierdził. Zresztą gdyby tak by­
ło, nasz bohater sypałby jak z rękawa opowieściami
o Dalajlam ie i lamaizmie. Był w tym jednak, jak na sie­
bie, o dziwo, powściągliwy. N atom iast opowieściami
0 spotkanych innych wybitnych, jego zdaniem, inicjo­
wanych sypał jak z rękawa.
Gurdżijew był blagierem, a głód tajemnicy w dobie
rozwoju teozofii Heleny Bławackiej i A nny Besant był
na salonach Moskwy, Londynu i Paryża ogromny. Pa­
miętajmy, że Towarzystwo Teozoficzne, które powsta­
ło w U S A już w 1875 r., kupiło ziemię w Adyar, w In­
diach, w 1897 r. i tam przeniosło swą centralę. Kto
mógł wówczas, egzaltował się opowieściami o tajnych
bractwach mahatmów w Himalajach, derwiszach i joginach. Czytając tekst biografa Gurdżijewa Jam esa
M oore’a w „K ontekstach”, w którym obficie cytuje on
bombastyczne terminy kosmogonii gurdżijewowskiej,
nie mogłem powstrzymać się od skojarzeń, że są to parodystyczne, pełne archaizowanych neologizmów kal­
ki terminów teozoficznych i że bawił się on w czarowa­
nie swym systemem mistycyzujących inteligentów
spragnionych ezoterycznej inicjacji. Po prostu kom e­
dia! Jest rzeczą niebywałą, że ludzie wrażliwi duchowo,
lecz słabi, dawali tak sobą manipulować, tak się poni­
żać i tyranizować. Ba! Byli za to wdzięczni! Miał racje
A lbert Cam us, pisząc o duchowej kondycji przeciętne­
go człowieka, że: „Ciężar dni dla człowieka bez Boga
1 pana jest straszliwy” .
O to jak guru Gurdżijew zwracał się do swych
uczniów: „Jesteś gównem. Jesteś kawałkiem żywego
mięsa. W moim kraju płaci się za pozbywanie się ta­
kich jak ty.”
Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko terapia szoko­
wa dla ego, jak np. w amerykańskiej psychoanalizie est.
D la mnie jednak jest to świadectwo sadomasochistycznych stosunków we wspólnocie, która oficjalnie
działała w Fontainebleau pod Paryżem jako Instytut
Harmonijnego Rozwoju Człowieka! W takiej wspól­
nocie „duchow o naw iedzonych” uchodzi jedn ak
wszystko, ponieważ najbardziej szalone zachowania
mistrza kładzie się na karb jego „oświecenia”.
Im bardziej Gurdżijew pom iatał swymi uczniami,
tym bardziej się nim zachwycali. By zademonstrować
swą władzę nad nimi, podczas pokazu „świętych tań­
ców” w Nowym Jorku nie dał im sygnału do zatrzyma­
nia się i wszyscy spadli z estrady, budząc lęk i zachwyt
publiczności. Innym razem, siedząc ze swymi uczniami
przy stoliku przed słynną paryską „Café de M agot”,
sprowokował ich do onanistycznego konkursu na za­
sadzie - kto ma dłuższy wytrysk! Wszystko pour epater
les bourgeoisie. Słowem był to filut nie lada.
Jego talenty hipnotyzerskie, manipulacyjne, jak
i biznesowe (handlował wszystkim, czym się da, od bry­
lantów i dywanów po kawior, a nawet wróblami prze­
malowanymi na żółto, które sprzedawał w południowej
Rosji jako „amerykańskie kanarki”) mogą wprawiać

w zdumienie, ale kogoś, kto nie wyrzeka się władzy nad
innymi, nie sposób jest uznać za prawdziwego przewod­
nika duchowego, lecz jedynie za szelmę-trickstera.
Gurdżijew był niebywałym megalomanem i całe je­
go życie polegało na robieniu wrażenia na innych. Bez­
ustannie karmił kult swej osoby sugestywnym wyja­
wianiem „tajem nic”, a przecież ludzie duchowo niesa­
modzielni uwielbiają uchylania im rąbka tajemnic
przez ezoteryczny autorytet. Nie przeszkadzało im, że
Gurdżijew nadużywał alkoholu (najchętniej pił armaniac oraz xerez, który według niego miał mieć właści­
wości odm ładzające), ani że korzystał z każdej okazji
uwodzenia swych wielbicielek, ani też, że miał liczne
nieślubne dzieci. Jeden z jego uczniów, który regular­
nie sprzątał pokój „mistrza”, mawiał, że był on tak
brudny, jakby w nim żyło zwierzę, i musiał używać dra­
biny by go oczyścić.
Wszystko to działo się w kręgach elit intelektual­
nych i artystycznych. Pięknoduchy i moczymordy,
znerwicowani artyści i egzaltowane, wyzwolone kobie­
ty, mitomani i „odleciani” poszukiwacze prawdy sta­
nowili orszak Gurdżijewa. Każdy z nich był „kimś” . Je ­
go polska żona Julia Ostrowska twierdziła nawet, że
była hrabianką z carskiego dworu w Petersburgu.
W Instytucie Harmonijnego Rozwoju Człowieka
Gurdżijew stworzył miejsce do medytacji na wzór sufickiego tekke. Sala wysłana orientalnymi dywanami
z pięknymi wschodnimi kaligrafiami na ścianach robi­
ła wrażenie na ludziach Zachodu. Choć nie byli w sta­
nie przeczytać ani jednego znaku arabskiego czy per­
skiego pisma, „czuli” mistyczną aurę. Gurdżijew prze­
bierał swych uczniow w szaty sufickiej szkoły Mewlewi/Mewlany, choć uczył ich tańców odmiennych od
uprawianych przez tych wirujących derwiszy. Jego wy­
znawcy i biografowie kłócili się o to z jakiej szkoły sufickiej owe tańce się wywodzą. Jeden z nich nawet
twierdził, że Gurdżijew nauczył się ich od babilońskie­
go mechanicznego manekina podczas swego pobytu
w klasztorze bractwa Sarmoung! Łatwowierność tych
ludzi nie dziwi, gdy się wie, że wierzyli zapewnieniom
swego mistrza, iż nauki owego bractwa wywodzą się aż
z Atlantydy! Gurdżijew był sowizdrzałem, daleko jed­
nak mu do klasy wszędobylskiego Hodżry Masruddina,
bohatera sufickich przypowieści.
N ie ma jednego źródła nauk Gurdżijewa, bowiem
są to synkretyczne nauki teozoficzno-gnostyckie w parasufickiej formie, inspirowane przez wiele rozmaitych
doktryn i przefiltrowane przez jego bogatą wyobraźnię.
W arto więc zapytać, co o tych naukach myślą praw­
dziwi sufi. Pozwolę sobie przytoczyć dwa świadectwa.
Pierwsze, autorstwa sufiego dra Ibrahima Gamarda,
tłumacza poezji Dżelal-ud-din-Rumiego - ojca sufic­
kiej szkoły Mewlana, z artykułu Why Gurdzijeff s „Fourth Way" Teachings Are Not Compatible with the
Mewlevi Sufi Way, który jest dostępny w internecie.
Dr Gam ard wyjaśnia w nim, że z oddzielaniem sufizmu

170

�165-171 Osinski.ps - 8/31/2006 11:26 AM

Jacek Dobrowolski • „GURU GURDżIJEW’

od islamu, co robił Gurdżijew, jest jak z oddzielaniem
chasydyzmu od judaizmu. Tego się po prostu nie da
zrobić. Sufizm to jedna z mistycznych dróg islamu i nie
istniał jako jakaś uniwersalistyczna gnoza przed isla­
mem. N atom iast źródeł nauk Gurdżijewa dr Gam ard
upatruje w dualistycznym gnostycyzmie typu manichejskiego oraz w teozofii.
Drugie świadectwo to wypowiedź żyjącego mistrza
sufi Szajcha Hazrata al-Tariqa A zada Rasoola, który
dla potrzeb ludzi Zachodu założył w New Delhi The
Institute of Search for Truth, gdzie otrzymuje się in­
strukcje w pięciu głównych ścieżkach tej tradycji: Czisti, Kadiri, Mudżaddidi, Nakszbandi i Szadhili. Szajch
Rasool m a uczniów w Polsce, którzy m ają niedługo
wydać jego książkę Turning toward the Heart.
W książce tej czytamy (cytuję fragmenty ze strony
internetowej www.sufischool.org/gurddjeff.htm): „N a
pytanie czy poszukujący mogą osiągnąć doskonałość
poprzez nauki Gurdżijewa” Szajch odpowiedział:
«Nie jestem naśladowcą Gurdżijewa, więc nie m o­
gę odpowiedzieć na to pytanie z punktu widzenia oso­
by, która próbowała doskonalić się jego metodami.
Wiem, że Gurdżijew podróżował na W schód i osiągnął

2005 rok LX

nr 2 (269)

Indeks 369403

pewiem wgląd w tamtejsze nauki. Jednakże dla nauczy­
cieli wschodnich, a zwłaszcza bractwa Nakszbandi, jest
oczywistym, że Gurdżijew nie ukończył swego sufickiego treningu. Jestem pewien, że to, co Gurdżijew miał
do zaoferowania... mogło być użyteczne w danym cza­
sie, ale jako że jego duchowa praca nie była ukończo­
na, nie była ona właściwie i w pełni ro z u m ia n a .. N a ­
rzędzia, które Gurdżijew dostarczył, mogą zabrać ludzi
jedynie do pewnego punktu. Z tego, co mogłem wy­
wnioskować i co widziałem osobiście, nie umożliwił on
im zakończenia ich podróży. Znam pewną liczbę osób,
które studiowały nauki Gurdżijewa, a potem szukały
przedstawicieli bractwa Nakszbandi w nadziei odnale­
zienia źródła jego nauk. Ludzie nie szukaliby źródła, je­
śliby byli usatysfakcjonowani tym co już posiadają.»”.
Reasum ując, prawdopodobnie nigdy nie dowiemy
się, kim byli nauczyciele Gurdżijewa. Podobnie nigdy
nie będzie zgody co do tego, kto jest jego prawowitym
kontynuatorem z racji rozdrobnienia tych nauk po je ­
go śmierci. Fakt, że nikogo nie uczynił swym następcą,
jest bardzo wymowny. Każdy może się bawić w Gurdżijewa, ale musi pamiętać, że będzie musiał też ponieść
konsekwencje tej zabawy. Mundus vult decipi.

ISSN 1230-6142

Nakład 1000 egz.

Cena 15 zł

Vat 0%

Polska Sztuka Ludowa

K onteksty

ANTRO PO LO GIA KULTURY ♦ ETNOGRAFIA ♦ SZTUKA

GEORGIJ IWANOWIC Z
GURDŻIJEW
WROCŁAW 2005
GRAIG
W SWIECIE IDEI

171

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11360" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11338">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/24f9b075bfc428091346954d5c5b5630.pdf</src>
        <authentication>49e548152e51ff52d3b9e81c6dd48fa2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135352">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6298</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135353">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135354">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135355">
                <text>PSL Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135356">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5874</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135357">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135358">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.3-4, s.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135359">
                <text>PSL Konteksty - redakcja</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135360">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135361">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135362">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135363">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135364">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA KULTURY F ETNOGRAFIA F SZTUKAf
2007 rok ISBN 978 8389 101679
INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK, STOWARZYSZENIE LIBER PRO ARTE

S p i s

t r e ś c i

Zb i g n i e w B e n e d y k t o w i c z Dlaczego Magdaleana Abakanowicz? .......... ...........
S u z a n n e Pa g e

5

...........

7

M a r i u s z H e r m a n s d o r f e r M agdalena A bakan ow icz ................................... ...........

9

R y s z a r d S t a n i s ł a w s k i O kondycji ludzkiej ......................................... ...........

19

W o j c i e c h K r u k o w s k i Pomniki źrodeł.................................................. ...........

23

M a g d a l e n a A b a k a n o w i c z Portret dwudziestokrotny ..............................
Sztuka koczownicza .........................................
Nie lubię re g u ł..................................................
Abakany ...........................................................
Lina......................................................................
O nietrwałości ..................................................
G łow y..................................................................
Postacie siedzące................................................
Embriologia.........................................................
Plecy....................................................................
Rysowanie...........................................................
O Androgynie....................................................
K atarsis................................................................
Inkarnacje...........................................................
N e g e v ..................................................................
Kom ary................................................................
W tłumie ...........................................................
Głowy rozumne..................................................
Przestrzeń smoka ..............................................
Gry wojenne.......................................................
Ja p o n ia ................................................................
Projekt dla Hiroszimy .....................................
Sarkofagi.............................................................
Aluminium i b rąz..............................................

1

...........
...........
...........

27
35
39

........... 41
........... 47
........... 49
........... 53
........... 57
........... 59
........... 61
........... 65
........... 69
........... 73
........... 75
........... 77
........... 79
........... 83
........... 85
........... 87
........... 89
........... 93
........... 97
........... 99
........... 101

�M IC H A E L B r e n s o n

M ARY J a n e J a c o b

M

a gdalena

A

b a k a n o w ic z

JA S IA R

J . SE W A R D JO H N S O N , B

e ic h a r d t

rooke

B a r r ie

M a g d a l e n a A b a k a n o w i c z i n o w o c z e s n a r z e ź b a ...........

F lo s v ita e : K w ia ty M a g d a le n y A b a k a n o w ic z
( p r z e ło ż y ł a K a t a r z y n a S t a n i s z e w s k a ) ...................................

121

R o z m y ś l a n i a ..........................................................................................

129

M a g d a l e n a A b a k a n o w i c z ............................................................

141

O P rz e strz e n i k a m ie n ia M a g d a le n y A b a k a n o w ic z
( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i )

JA C Q U IE A

splu n d h

t a n is ł a w s k i

SU Z A N N E L a n d a u

151

..................................................

155

N i e p o k ó j - K a t a r s i s , R a g a z z i ...................................................

159

G e n i u s lo c i - d o ś w i a d c z e n i e p u s t y n i
( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i )

..................................................

163

r ó blew sk a

C z y m j e s t A r c h i t e k t u r a a r b o r e a l n a ? ....................................

165

M IC H A E L B r e n s o n

I d e a A r c h i t e k t u r y a r b o r e a l n e j ................................................

169

DANUTA W

A

ndrzej

P in n o

M IC H A E L B r e n s o n

nten ucci

A r b o r e a l e ................................................................................................ 1 7 3

Z w i e r z ę c e r y t u a ł y ( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i ) ......

175

o b in s o n

W y z n a n i a ( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i ) ........................

183

B ech erer

W y z n a n i a ( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i ) ........................

187

D A V ID R

JO SE P H A

..................................................

K a m ie n n e w y z n a n ia - w y w ia d z M . A b a k a n o w ic z
( p r z e ło ż y ł M a c i e j B a ń k o w s k i )

R y sz a r d S

105

K A R O L IN A H

übner

R ó ż n i c a i p o w t ó r z e n i e : n a jn o w s z e r z e ź b y M a g d a l e n y
A b a k a n o w i c z .........................................................................................

199

L e k c j e z a n a t o m i i , c z y li N i e r o z p o z n a n i M a g d a l e n y
A b a k a n o w i c z ...........................................................................................

Ew

a

B IE L O W SK A -N O W A K

205

N ie ro z p o z n a n i, A g o r a , V a n c o u v e r A n c e s to r s
- ś r e m s k i e r e a l i z a c je M a g d a l e n y A b a k a n o w i c z .
( p r z e ło ż y ł a A l e k s a n d r a R o d z i ń s k a )

M O N IK A M

a łk o w sk a

...................................... 2 0 9

G d z ie je s t P a n i d o m ? - w y w ia d z M a g d a le n ą
A b a k a n o w i c z (p r z e ło ż y ła A l e k s a n d r a R o d z i ń s k a ) .........

K E V IN N

ance

213

R z ę d y b e z g ł o w y c h o lb r z y m ó w w k r a c z a j ą
d o P a r k u G r a n t a ................................................................................... 2 1 9

M

a gdalena

A

b a k a n o w ic z

C z y m j e s t s z t u k a ? .............................................................................. 2 2 3

2

�Zbigniew Benedyktowicz

Zbigniew Benedyktowicz

Why Abakanowicz?

Dlaczego Abakanowicz?

The answer to the titular question (and the reason for
the publication of this issue) is obvious. In the autumn of 2005
Magdalena Abakanowicz received the highest prize awarded to living
sculptors by their milieu - the highly prestigious International
Sculpture Centre’s Lifetime Achievement Award, presented in New
York. In November this year, at the same time when this issue is to
appear, the Agora project - a composition of a hundred figures cast
in iron - will be installed and opened to the public in Grant Park
(Chicago).
We would like this monographic and bilingual issue devoted
to the Artist and her oeuvre, containing texts frequently scattered in
assorted catalogues supplementing her successive exhibitions, as well
as her own texts and declarations, not only to commemorate
Magdalena Abakanowicz but also to accompany her in consecutive
shows planned for the coming years. The number of tasks posed by the
nearest future - new projects, shows and commissions - appears to be
overwhelming... A special feature of the discussed oeuvre lies in the
ways in which it is experienced and understood all over the world.
The art of Magdalena Abakanowicz possesses its own profound
anthropological, symbolic and universal dimension. In this fashion, the
presented issue, thanks to the collected texts interpreting her works
and the statements made by the artist herself, has become
a significant part of a series of our most recent fascicles on the
anthropology of the image. It also situates itself in the very centre of
our anthropological discussion. Suffice to mention the realisations of
various Abakanowicz projects introduced into the landscapes of
Tuscany, Japan and Lithuania, and more broadly: Europe, Asia,
Australia, and America, to immediately ask about the way in which
this art, so deeply embedded in the individual experiences of its author
and so closely connected with local culture and experiences, manages
to produce such a response among other cultural environments. If the
essence of anthropology lies in dialogue, then
the works of Magdalena Abakanowicz fully deserve to be described as
anthropological art, not merely due to their dialogical character. Their
force also lies, as the authors of many of the presented texts noted, in
the restoration of the universal dimension, so frequently omitted in
latest anthropological interpretations, a trait underlined by Mary Jane
Jacob in her study about the Wold Flowers series of drawings (cf. :
Flos vitae: Flowers of Magdalena Abakanowicz).
”The validity o f the universal view has been challenged and in
many ways stripped of its pre-eminence in recent decades. Critical
theory has deconstructed the universalizing impulse, revealing it as
generalizations of implicit colonialist arrogance. Culturally specific, site
specific, locally specific, community specific: these are the terms that
have come into use to differentiate peoples, their cultures and their
aesthetic sensibilities. We have recoiled from the “universal” as a
functional concept in our multicultural, pluralistic world. Yet some
artists - of which Abakanowicz figures among the very few of our time
- remind us that “universal” is not a passé notion but an idea essential
to the understanding of our humanity. In revealing the aspects we
share, the artist plays a critical role in society.
Through the singular example, Abakanowicz speaks of all in the
genus. A drawing of a flower is never of a particular plant, just as each
of the Faces (1981) in her earliest cycle of major drawings are never
portraits. Rather, the content of her flowers is of indisputable universal
relevance: birth and death, pain and suffering, endurance and
transcendence. So one flower tells of all life as one speck o f sand tells
of the earth and passage of time. Monumental, not delicate in scale,
they have a presence that is capable of taking on other images and
more profound themes. In their multiplication, these flowers (or faces
and heads, or bodies and backs throughout her oeuvre) comprise a
morphology, as the range of forms are not only variants of one another
but also transfigurations that move between the micro- and
macrocosmic worlds.(...) For Abakanowicz (...) ambiguity allows for
self-identification and collective empathy.”

Odpowiedź (i przyczyna powstania tego numeru) jest oczywista.
Magdalena Abakanowicz jesienią 2005 roku została laureatką najwyż­
szego odznaczenia przyznawanego żyjącym rzeźbiarzom przez ich własne
środowisko. Otrzymała prestiżową nagrodę za Osiągnięcia Życia przy­
znawaną przez Międzynarodowe Centrum Rzeźby w Nowym Jorku (In­
ternational Sculpture Center’s Lifetime Achievement Award). Jesienią
tego roku, w czasie gdy numer ten ma się ukazać, w listopadzie, nastąpi
instalacja i otwarcie jej projektu Agora realizowanego w Grant Park
w Chicago. Praca przeznaczona dla Chicago będzie się składać ze stu fi­
gur odlanych z żelaza.
Tym monograficznym, dwujęzycznym numerem poświęconym A r­
tystce i jej twórczości, gromadzącym teksty częstokroć rozproszone po
katalogach wydawanych z okazji jej kolejnych realizacji i licznych wy­
staw, gromadzącym także jej własne teksty i wypowiedzi, chcemy nie tyl­
ko ją uczcić, ale i towarzyszyć w kolejnych projektach zaplanowanych na
następne lata. A tych zadań, jakie stawia wobec niej najbliższa przy­
szłość, nowych projektów, wystaw i zamówień jest wciąż wiele... Szcze­
gólną cechą tej twórczości jest także to, jak przyjmowana, odbierana,
przeżywana i rozumiana jest ona na świecie. Sztuka Magdaleny Abaka­
nowicz ma swój głęboki antropologiczny, symboliczny i uniwersalny wy­
miar. W ten sposób numer ten, za sprawą zebranych tu tekstów inter­
pretujących tę twórczość i dzięki wypowiedziom artystki, staje się jedno­
cześnie istotnym głosem, i znacząco wpisuje się w cykl ostatnich zeszy­
tów naszego pisma poświęconych antropologii obrazu. A także wchodzi
w sam środek naszych antropologicznych dyskusji. Wystarczy wspo­
mnieć realizacje projektów Abakanowicz wpisane w krajobraz, Toskanii,
Japonii, Izraela, Litwy, szerzej: Europy, Azji, Australii, Ameryki, by od
razu zapytać jak to się dzieje, że sztuka ta tak mocno zakorzeniona
w przeżyciu i doświadczeniu jednostkowym, indywidualnym autorki, tak
głęboko związana z kulturą lokalną i doświadczeniem lokalnym, spotyka
się z takim odzewem w innych środowiskach kulturowych. Jeśli istotą
antropologii kultury jest dialog, to twórczość Magdaleny Abakanowicz,
nie tylko ze względu na ten jej dialogiczny charakter, w pełni zasługuje
na miano sztuki antropologicznej. Ale także, jak zwraca na to uwagę
wielu autorów zgromadzonych tu tekstów, jej siłą jest przywracanie jak­
że często zapoznawanego ostatnio w ujęciach antropologicznych wymia­
ru uniwersalnego. Pisze o tym w zamieszczonym tu studium o cyklu ry­
sunków Abakanowicz Dzikie kwiaty Mary Jane Jacob (porównaj dalej:
Flos vitae: Kwiaty Magdaleny Abakanowicz):
„Słuszność perspektywy uniwersalnej została w ciągu ostatnich dzie­
sięcioleci zakwestionowana i różnymi drogami spycha się ją na dalszy
plan. Teoria krytyczna zdekonstruowała impuls uniwersalistyczny, uka­
zując go jako generalizację rodem ze ślepej arogancji kolonialisty. Specy­
fika kulturowa, specyfika terenowa, specyfika lokalna, specyfika wspól­
noty: oto terminy, które pojawiły się w użyciu, aby rozróżniać ludzi, ich
kultury i ich estetyczne wrażliwości. Odstąpiliśmy od „uniwersalnego”
jako funkcjonalnego pojęcia w naszym wielokulturowym, pluralistycz­
nym świecie. Jeszcze tylko niektórzy artyści - wśród których, bardzo dziś
nielicznych, figuruje Abakanowicz - przypominają nam, że „uniwersal­
ne” to nie idea passé, lecz myśl zasadnicza, niezbędna do zrozumienia na­
tury człowieka. W odkrywaniu tych aspektów, które ze sobą dzielimy, ar­
tysta spełnia w społeczeństwie rolę krytyka.
Poprzez pojedynczy przykład, Abakanowicz mówi o wszystkim z je­
go kategorii. Rysunek kwiatu nie jest nigdy poszczególną rośliną, tak sa­
mo, jak żadna z Twarzy (1981), wczesnego cyklu głównych rysunków ar­
tystki, nigdy nie jest portretem. Istotą jej kwiatów jest raczej ich nieza­
przeczalne odniesienie uniwersalne: narodziny i śmierć, ból i cierpienie,
trwanie i transcendencja. Jeden kwiat opowiada więc o całym życiu, tak
jak jedno ziarnko piasku opowiada o ziemi i upływie czasu. Nie filigrano­
we, lecz monumentalne w swojej skali, posiadają obecność zdolną do
przyjmowania innych wyobrażeń i podejmowania głębszych tematów.
W swoim namnożeniu kwiaty te (lub twarze i głowy, czy też ciała i ple­
cy z dorobku artystki) mieszczą w sobie morfologię, podobnie jak w ga­
mie form, nie są tylko swoimi wzajemnymi wariantami, lecz także transfiguracjami, które przemieszczają się pomiędzy mikro- i makrokosmicznym światem. (...) Dla Abakanowicz (...) wieloznaczność pozwala na samoidentyfikację i zbiorową empatię.”

The editors express their gratitude to all the authors of the
collected texts and the photographs, as well as the publishers whose
consent to include original versions of the texts and their translations
into Polish and English has greatly contributed to the appearance of
this issue. Special thanks go to Danuta Wróblewska and Wiesława
Wierzchowska for their inspiration and initiative, and to Ms
Katarzyna Staniszewska and Artur Starewicz for their valuable
editorial cooperation.

Redakcja składa serdeczne podziękowanie wszystkim autorom ze­
branych tu tekstów, autorom fotografii, domom wydawniczym, wszyst­
kim, którzy udzielili zgody na publikacje ich oryginalnych wersji i tłuma­
czeń w języku polskim i angielskim, i przyczynili się do powstania tego
numeru. Szczególne podziękowania składamy Danucie Wróblewskiej
i Wiesławie Wierzchowskiej, z których inspiracji i inicjatywy numer ten
powstał. Za owocną współpracę redakcyjną w przygotowaniu tego wy­
dawnictwa dziękujemy Pani Katarzynie Staniszewskiej i Arturowi Starewiczowi.

5

�Z uroczystości przyznania Magdalenie Abakanowicz doktoratu honoris causa w Royal Collage of Art, London, 1974.
Ceremony of receiving honoris causa doctorate by Magdalena Abakanowicz from Royal Collage of Art, London, 1974.

6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11359" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11337">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5d0a6880519f9d9dfd9f6ad4f427838c.pdf</src>
        <authentication>2c62866674a0927f2b97bc302bccc101</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135339">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6299</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135340">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135341">
                <text>2006</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135342">
                <text>Abakanowicz, Magdalena (1930- )</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135343">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5875</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135344">
                <text>[brak tytułu] / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2006 t.60 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135345">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.60 z.3-4, s.7-8</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135346">
                <text>Pagé Suzanne</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135347">
                <text>pol, ang</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135348">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135349">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135350">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135351">
                <text>SUZANNE

PAGE

M

agdalena Abakonowicz: début des années 80, années no­
ires en Pologne, son exposition à Paris, comme l’implosion
d’une bombe dans son message venu de derrière le Ride­

au de fer. Message sur le destin de l’homme dont elle impose, face à
la Foule sans Tête, la résistance silencieuse. Seule, elle a osé porter
témoignage pour hier et aujourd’hui de l’impérieuse injonction de
l’un contre tous.
Belle, forte, frontale, à cette image, elle force depuis toujours to­
ute mon admiration.

M

agdalena Abakanowicz: początek lat 80., czarne lata
w Polsce, jej wystawa w Paryżu jak eksplozja bomby
w swoim przesłaniu spoza “Żelaznej Kurtyny”. Przesłaniu

o losie człowieka wobec bezgłowego tłumu, któremu przeciwstawia
swój milczący opór. Samotnie ośmielała się nieść świadectwo jed­
nostki wobec wszystkich - za wczoraj i za dziś.
Piękna, silna, z podniesioną głową, zjednoczona z tym wizerunkiem
od zawsze włada moją wyobraźnią.
Tekst wygłoszony podczas ceremonii wręczenia nagrody za Osiągnięcia Życia, przy­
znanej przez International Sculpture Center w Nowym Jorku, 20 września 2005 r.

M

agdalena Abakanowicz: in the beginning of the Eighties,
black period in Poland, her exhibition in Paris like the
implosion of a bomb carrying the message coming from

the other side of the Iron Curtain. A message about destiny of
mankind on which she imposed - against the crowd without head her silent resistance. She, and she alone, has dared to bear witness
- yesterday as today - to the urgent command of one against all.
BeautifUl, strong, head-on, corresponding to this image, she com­
mands since ever my entre admiration.
The speech delivered during the ceremony of giving the Lifetime Achievement Award
granted by the International Sculpture Center, New York, September 20, 2005.

7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11347" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11325">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/42ba97b57c06abad8e634d1ef72fe6f7.pdf</src>
        <authentication>d339299ca73a87d2f539a194f8dda21b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135203">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4982</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135204">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135205">
                <text>badania etnograficzne</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135206">
                <text>Mongolia</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135207">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4621</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135208">
                <text>Sprawozdania/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135209">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135210">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135211">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135212">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135213">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135214">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135215">
                <text>S
JACEK

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

OLĘDZKI

B A D A N I A

E T N O G R A F I C Z N E

Na początku lat sześćdziesiątych w warszawskim ośrod­
ku naukowym s f o r m u ł o w a n y został pierwszy w historii
etnografii polskiej program zespołowych wypraw ba­
dawczych do pozaeuropejskich stref kulturowych. Miał
on być zrealizowany w y ł ą c z n i e w oparciu o możliwości
i środki krajowe w ramach współpracy naukowej m i ę ­
dzy polską a mongolską A k a d e m i ą Nauk. Autorem tego
ambitnego programu był prof, dr W. Dynowski.
Zainteresowania Dalekim Wschodem łączą się ściśle
u prof. Dynowskiego z jego biografią. Urodzony w
Charbinie, spędził młodość na terenach Mandżurii. Miał
możność przebywania w Mongolii już na początku lat
dwudziestych. Poznał w młodości Kamczatkę, Chiny
i Japonię. Znane są Dynowskiemu dobrze rosyjskie
i radzieckie środowiska naukowe, a najważniejsze —
ich p i ś m i e n n y dorobek, który w badaniach Dalekiego
Wschodu zajmuje w nauce ś w i a t o w e j czołową pozycję.
Wyrazem zainteresowań uczonego były
prowadzone
przezeń w y k ł a d y na Uniwersytecie Warszawskim, w
których wiele uwagi poświęcał kulturze l u d ó w ugrofiń­
skich, tiurskich i syberyjskich. Na takim szerokim tle
zainteresowań naukowych zrodziła się decyzja pierwszej
podróży do Mongolii w 1963 roku.
Patronat nad tym przedsięwzięciem objął I H K M
P A N . Warto dodać, że w tym czasie nie istniał jeszcze
jakikolwiek zespół w c z e ś n i e j stworzony, który mógłby
podjąć się realizacji tego odpowiedzialnego przedsię­
wzięcia. Zespół taki skompletowany został z osób „ w y ­
pożyczonych" z zakładów archeologii i etnografii I H K M
P A N . Do pierwszej ekspedycji rozpoznawczej na tereny
Buriacji i Mongolii w ł ą c z o n y został Jan Machnik —
w ó w c z a s magister archeologii — zajmujący się bada­
niami kultur ludów koczowniczych w epoce neolitu, oraz
autor niniejszej notatki — pracownik Zakładu Etno­
grafii Polski w Warszawie.
Trasa pierwszej podróży biegła z Irkucka (rejonu
nad Bajkałem) przez U ł a n - U d e do Ułan-Bator. Na te­
renie Mongolii bardziej szczegółową penetracją roz­
poznawczą objęty został rejon dawnego Karakorum oraz
a j m a k ó w środkowogobijskiego i centralnego. Wynikiem
tej pierwszej podróży było przede wszystkim s f o r m u ł o ­
wanie szczegółowych zadań i p l a n ó w badawczych 'na
następne 5 lat.
W 1964 roku podpisana została w Ułan-Bator umowa
o współpracy naukowej m i ę d z y Polską a Mongolską
A k a d e m i ą Nauk. W t y m ż e roku p o w o ł a n y został Zakład
Etnografii Powszechnej I H K M P A N w Warszawie, który
stał s i ę organizatorem dalszych wypraw. W Zakładzie

К

W

M O N G O L I I

tym znalazł zatrudnienie jeden stały pracownik etato­
wy — mgr socjologii Danuta Markowska.
W 1965 roku D. Markowska oraz L . Godlewski —
w ó w c z a s magister archeologii — włączeni zostali w
skład drugiej ekspedycji naukowej do Mongolii. W 1966
roku do prac zespołu włącza się dr Zofia Sokolewicz,
pracownik Katedry Etnografii UW, a w 1967 roku —
stypendysta w Zakładzie Etnografii Powszechnej, m a ­
gister etnografii Sławoj Szynkiewicz. W 1968 r. plano­
wany jest ostatni zespołowy wyjazd do Mongolii. Po­
ś w i ę c o n y on będzie — podobnie jak dwa poprzednie —
w y ł ą c z n i e badaniom etnograficznym.
W stosunku do pierwszej podróży trasy kolejnych
ekspedycji zostały znacznie rozszerzone. Ogółem wszyscy
członkowie wypraw przebyli ok. 260 tysięcy kilometrów.
Dzięki nowoczesnym środkom lokomocji (samolot, w o j ­
skowy samochód terenowy) udało s i ę spenetrować rejo­
ny gór Sajańskich i jeziora Chubsuguł, prowadzić b a ­
dania w okolicach Kobdo, Cecerlegu, Arbajchere, M u renu i Mandał-Gobi. W centralnym ajmaku w somonie
Bajan, gdzie znajduje s i ę spółdzielnia pasterska im.
Przyjaźni Mongolsko-Polskiej, zorganizowano paromie­
sięczne badania stacjonarne. Ich wyniki będą podstawą
specjalnej monografii poświęconej temu rejonowi Mon­
golii. Owocem dotychczasowych prac jest przede wszyst­
kim najnowsza praca Witolda Dynowskiego —
Współ­
czesna Mongolia (Wrocław 1968).
Od czasu wybuchu wojny jest to pierwsza publi­
kacja książkowa tego autora. Wyraża się w niej szcze­
gólnie wyraziście rozwój możliwości celów i ambicji
badawczych, jaki nastąpił w naszej nauce w ostatnim
ćwierćwieczu. Ale jest to zarazem książka manifestu­
jąca sukces indywidualny uczonego. W burzliwym okre­
sie kształtowania się myśli humanistycznej, ścierania
się różnych k i e r u n k ó w naukowych — autor zajmuje
k o n s t r u k t y w n ą pozycję poznawczą. Udostępnia nieznaną
prawie zupełnie dziedzinę wiedzy etnograficznej, stwa­
rzając tym samym p o d s t a w ę do realizacji zamierzeń
naukowych przez szeroką rzeszę etnografów polskich.
W chwili obecnej członkowei ekspedycji złożyli do
druku kilkanaście opracowań różnych dziedzin i zagad­
nień związanych ze współcześnie formującą się kulturą
szerokich mas pasterskich Mongolii. Opracowania te
mają ambicje rozważań teoretycznych opartych tia
szczegółowym materiale z systematycznie prowadzonych
badań terenowych. Prace ekspedycji u k a z y w a ć się będą
sukcesywnie w zeszytach Biblioteki Etnografii Polskiej
pod t y t u ł e m Studia mongolskie.

N

К

za okres VII - IX 1967

Dnia 25 października zmarł doc.
mgr Marian Sobieski, muzykolog,
folklorysta, wybitny znawca pol­
skiej muzyki ludowej. J u ż w czasie
studiów
inwentaryzował
zabytki
muzyki ludowej Wielkopolski, od

242

1950 r. jako kierownik Pracowni
Badania Polskiej Muzyki Ludowej
Instytutu Sztuki P A N podjął k i l ­
kunastoletnią
akcję
gromadzenia
materiałów z dziedziny polskiego
folkloru muzycznego. Wspólnie z ż o ­

ną J a d w i g ą Sobieską opublikował
szereg prac etnomuzykologicznych,
w tym również kilka artykułów
w „Polskiej Sztuce Ludowej". B y ł
jednym z c z ł o n k ó w Komitetu R e ­
dakcyjnego Dziel Wszystkich O s k ą -

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11346" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11324">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e6780b6e9ad5cd2abda5b9076fdcc43.pdf</src>
        <authentication>b78468eb9be7123a3ba7168c4c568977</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135193">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4983</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135194">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135195">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4622</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135196">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135197">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.243-244</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135198">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135199">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135200">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135201">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135202">
                <text>S
JACEK

P

R

A

W

O

Z

D

A

N

I

A

OLĘDZKI

B A D A N I A

E T N O G R A F I C Z N E

Na początku lat sześćdziesiątych w warszawskim ośrod­
ku naukowym s f o r m u ł o w a n y został pierwszy w historii
etnografii polskiej program zespołowych wypraw ba­
dawczych do pozaeuropejskich stref kulturowych. Miał
on być zrealizowany w y ł ą c z n i e w oparciu o możliwości
i środki krajowe w ramach współpracy naukowej m i ę ­
dzy polską a mongolską A k a d e m i ą Nauk. Autorem tego
ambitnego programu był prof, dr W. Dynowski.
Zainteresowania Dalekim Wschodem łączą się ściśle
u prof. Dynowskiego z jego biografią. Urodzony w
Charbinie, spędził młodość na terenach Mandżurii. Miał
możność przebywania w Mongolii już na początku lat
dwudziestych. Poznał w młodości Kamczatkę, Chiny
i Japonię. Znane są Dynowskiemu dobrze rosyjskie
i radzieckie środowiska naukowe, a najważniejsze —
ich p i ś m i e n n y dorobek, który w badaniach Dalekiego
Wschodu zajmuje w nauce ś w i a t o w e j czołową pozycję.
Wyrazem zainteresowań uczonego były
prowadzone
przezeń w y k ł a d y na Uniwersytecie Warszawskim, w
których wiele uwagi poświęcał kulturze l u d ó w ugrofiń­
skich, tiurskich i syberyjskich. Na takim szerokim tle
zainteresowań naukowych zrodziła się decyzja pierwszej
podróży do Mongolii w 1963 roku.
Patronat nad tym przedsięwzięciem objął I H K M
P A N . Warto dodać, że w tym czasie nie istniał jeszcze
jakikolwiek zespół w c z e ś n i e j stworzony, który mógłby
podjąć się realizacji tego odpowiedzialnego przedsię­
wzięcia. Zespół taki skompletowany został z osób „ w y ­
pożyczonych" z zakładów archeologii i etnografii I H K M
P A N . Do pierwszej ekspedycji rozpoznawczej na tereny
Buriacji i Mongolii w ł ą c z o n y został Jan Machnik —
w ó w c z a s magister archeologii — zajmujący się bada­
niami kultur ludów koczowniczych w epoce neolitu, oraz
autor niniejszej notatki — pracownik Zakładu Etno­
grafii Polski w Warszawie.
Trasa pierwszej podróży biegła z Irkucka (rejonu
nad Bajkałem) przez U ł a n - U d e do Ułan-Bator. Na te­
renie Mongolii bardziej szczegółową penetracją roz­
poznawczą objęty został rejon dawnego Karakorum oraz
a j m a k ó w środkowogobijskiego i centralnego. Wynikiem
tej pierwszej podróży było przede wszystkim s f o r m u ł o ­
wanie szczegółowych zadań i p l a n ó w badawczych 'na
następne 5 lat.
W 1964 roku podpisana została w Ułan-Bator umowa
o współpracy naukowej m i ę d z y Polską a Mongolską
A k a d e m i ą Nauk. W t y m ż e roku p o w o ł a n y został Zakład
Etnografii Powszechnej I H K M P A N w Warszawie, który
stał s i ę organizatorem dalszych wypraw. W Zakładzie

К

W

M O N G O L I I

tym znalazł zatrudnienie jeden stały pracownik etato­
wy — mgr socjologii Danuta Markowska.
W 1965 roku D. Markowska oraz L . Godlewski —
w ó w c z a s magister archeologii — włączeni zostali w
skład drugiej ekspedycji naukowej do Mongolii. W 1966
roku do prac zespołu włącza się dr Zofia Sokolewicz,
pracownik Katedry Etnografii UW, a w 1967 roku —
stypendysta w Zakładzie Etnografii Powszechnej, m a ­
gister etnografii Sławoj Szynkiewicz. W 1968 r. plano­
wany jest ostatni zespołowy wyjazd do Mongolii. Po­
ś w i ę c o n y on będzie — podobnie jak dwa poprzednie —
w y ł ą c z n i e badaniom etnograficznym.
W stosunku do pierwszej podróży trasy kolejnych
ekspedycji zostały znacznie rozszerzone. Ogółem wszyscy
członkowie wypraw przebyli ok. 260 tysięcy kilometrów.
Dzięki nowoczesnym środkom lokomocji (samolot, w o j ­
skowy samochód terenowy) udało s i ę spenetrować rejo­
ny gór Sajańskich i jeziora Chubsuguł, prowadzić b a ­
dania w okolicach Kobdo, Cecerlegu, Arbajchere, M u renu i Mandał-Gobi. W centralnym ajmaku w somonie
Bajan, gdzie znajduje s i ę spółdzielnia pasterska im.
Przyjaźni Mongolsko-Polskiej, zorganizowano paromie­
sięczne badania stacjonarne. Ich wyniki będą podstawą
specjalnej monografii poświęconej temu rejonowi Mon­
golii. Owocem dotychczasowych prac jest przede wszyst­
kim najnowsza praca Witolda Dynowskiego —
Współ­
czesna Mongolia (Wrocław 1968).
Od czasu wybuchu wojny jest to pierwsza publi­
kacja książkowa tego autora. Wyraża się w niej szcze­
gólnie wyraziście rozwój możliwości celów i ambicji
badawczych, jaki nastąpił w naszej nauce w ostatnim
ćwierćwieczu. Ale jest to zarazem książka manifestu­
jąca sukces indywidualny uczonego. W burzliwym okre­
sie kształtowania się myśli humanistycznej, ścierania
się różnych k i e r u n k ó w naukowych — autor zajmuje
k o n s t r u k t y w n ą pozycję poznawczą. Udostępnia nieznaną
prawie zupełnie dziedzinę wiedzy etnograficznej, stwa­
rzając tym samym p o d s t a w ę do realizacji zamierzeń
naukowych przez szeroką rzeszę etnografów polskich.
W chwili obecnej członkowei ekspedycji złożyli do
druku kilkanaście opracowań różnych dziedzin i zagad­
nień związanych ze współcześnie formującą się kulturą
szerokich mas pasterskich Mongolii. Opracowania te
mają ambicje rozważań teoretycznych opartych tia
szczegółowym materiale z systematycznie prowadzonych
badań terenowych. Prace ekspedycji u k a z y w a ć się będą
sukcesywnie w zeszytach Biblioteki Etnografii Polskiej
pod t y t u ł e m Studia mongolskie.

N

К

za okres VII - IX 1967

Dnia 25 października zmarł doc.
mgr Marian Sobieski, muzykolog,
folklorysta, wybitny znawca pol­
skiej muzyki ludowej. J u ż w czasie
studiów
inwentaryzował
zabytki
muzyki ludowej Wielkopolski, od

242

1950 r. jako kierownik Pracowni
Badania Polskiej Muzyki Ludowej
Instytutu Sztuki P A N podjął k i l ­
kunastoletnią
akcję
gromadzenia
materiałów z dziedziny polskiego
folkloru muzycznego. Wspólnie z ż o ­

ną J a d w i g ą Sobieską opublikował
szereg prac etnomuzykologicznych,
w tym również kilka artykułów
w „Polskiej Sztuce Ludowej". B y ł
jednym z c z ł o n k ó w Komitetu R e ­
dakcyjnego Dziel Wszystkich O s k ą -

�га
Kolberga, zaplanowana
seria
pt. „Polaka pieśń i muzyka ludo­
wa", której był redaktorem naczel­
nym, nie ukazała się za jego życia.
Olbrzymi wkład w dokumentowa­
nie polskiego folkloru muzycznego
zyskał Mu miano „nowego K o l ­
berga".
Konferencje,
muzeów

zjazdy,

działalność

Muzeum Etnograficzne w T o r u ­
niu zdobyło pierwsze miejsce w
skali m u z e ó w o k r ę g o w y c h i specja­
listycznych we
współzawodnictwie
zorganizowanym przez Zarząd M u ­
zeów i Ochrony Z a b y t k ó w przy
Min. Kult. i Sztuki. Nagroda została
przyznana za różnorodne akcje nau­
kowe i popularyzatorskie. Muzeum
zgromadziło
9 tysięcy
zabytków
z Polski północnej, posiada bogate
archiwum z nagraniami muzyki,
pieśni i zapisami tańców. Jedną
z udanych akcji był ogłoszony w
zeszłym roku konkurs na gromadze­
nie i zapisywanie przez ludność
w i e j s k ą rodzimego folkloru s ł o w ­
nego. Oceniono wysoko również
koncepcję
utworzenia
skansenu
przymuzealnego w centrum miasta.
Skansen stanowić będzie zamknięty
zespół muzealny odcięty od miasta
zielenią.

*
Zespół przy muzeum w Łańcucie
opracowuje koncepcję organizacji
skansenu cerkiewek bieszczadzkich.
Powstanie on w rejonie Smolnika
n/Sanem, zgrupowane zostaną tam
cerkiewki z Bieszczadów i Beskidu
Niskiego. Część obiektów
będzie
wyposażona w ikony znajdujące się
w zbiorach muzeum łańcuckiego.

*
W m i e j s c o w o ś c i Bęsia (woj. olsztyń­
skie) powstaje muzeum m ł y n a r s t w a .
Będzie się mieścić w zabytkowym
4-piętrowym wiatraku „holender­
skim".
Organizator muzeum,
dr
Franciszek Klonowski z Muzeum
Mazurskiego, zamierza doń prze­
nieść najciekawsze eksponaty m ł y ­
narskie z Warmii i Mazur.

*
Studenci Katedry Etnografii S ł o ­
wian U J w czasie dwutygodniowe­
go obozu letniego prowadzili bada­
nia terenowe i zbierali eksponaty
dla powstającego w Lanckoronie
muzeum etnograficznego. Etnogra­
fowie pod kierownictwem mgra J a ­
na Bujaka zebrali ponad 300 eks­
p o n a t ó w z zakresu kultury ludowej
i mieszczańskiej.

*

15 i 16 września obradowało w
Kielcach i Opocznie sympozjum po­
ś w i ę c o n e tematowi „Wieś zabytko­
wa — ośrodkiem turystyki", zor­
ganizowane przez Zarząd M u z e ó w
i Ochrony Z a b y t k ó w oraz Prezy­
dium W R N w Kielcach. Na sym­
pozjum przedyskutowano zagadnie­
nia związane z zachowaniem i udo­
stępnieniem społeczeństwu
zabyt­
k ó w budownictwa i twórczości l u ­
dowej. Po referatach i dyskusji za­
proszeni goście zwiedzali zabytko­
we wsie regionu świętokrzyskiego

i opoczyńskiego, m.in. znany ośro­
dek garncarski w Chałupkach, od­
wiedzili również rzeźbiarza Józefa
Piłata w Dębskiej Woli.

*
20 września obradowała w No­
wym Dworze G d a ń s k i m sesja popu­
larnonaukowa poświęcona proble­
mowi badań nad folklorem Ziemi
Żuławskiej. Kierownik działu etno­
grafii Muzeum Pomorskiego dr L o n ­
gin Malicki w y g ł o s i ł referat pt.
„Stan i potrzeby badań nad fol­
klorem regionu żuławskiego". D y s ­
kutowano możliwości konserwacji
i zabezpieczenia budownictwa re­
gionalnego Żuław, szczególnie uni­
kalnych okazów domów podcienio­
wych. Wysunięto postulat organi­
zowania izb regionalnych i m a ł y c h
muzeów wiejskich.

*
W Sejnach odbyły się w sierpniu
uroczystości związane z 10-leciem
Litewskiego Towarzystwa Społecz­
no-Kulturalnego. Z inicjatywy T o ­
warzystwa powstał zespół taneczny
i kapela grająca na litewskich i n ­
strumentach ludowych, członkowie
rozpowszechniają
ludowe
wzory
tkanin, propagują litewską sztukę
ludową.
Wystawy, konkursy,
i dni folkloru

festiwale

Od maja do k o ń c a czerwca M u ­
zeum Kujawskie we
Włocławku
eksponowało w świetlicach szkol­
nych Włocławka i powiatu wysta­
w ę pn. „Sztuka ludowa na K u j a ­
wach".
Ekspozycja
obejmowała
przedmioty z zakresu rzeźby, garn­
carstwa, stroju, haftu, sprzętarstwa
oraz zdobnictwa wnętrza (bukiety
sztucznych k w i a t ó w , pająki, malo­
wanki na papierze). Pokazano r ó w ­
nież malowany fajans, plecionki
oraz model w n ę t r z a izby kujawskiej.
Wygłoszono prelekcje i odczyty dla
młodzieży i dorosłych o kujawskiej
sztuce ludowej.

*
W lipcu w łazienkowskiej K o r ­
degardzie w Warszawie czynna była
wystawa rzeźby ludowej Konstan­
tego Kruły z B ł a ż o w e j (woj. rze­
szowskie). W y s t a w ę zorganizowało
T P S P przy współudziale Towarzy­
stwa Łączności z Polonią Zagranicz­
ną. Obok rzeźb w drewnie Kruła
pokazał kompozycje z korzeni; ca­
łość
wystawionych
eksponatów
przekazał jako dar dla Polonii ame­
rykańskiej.

*
W lipcu w galerii sztuki na M D M
w Warszawie czynna była I Ogól­
nopolska Wystawa Pamiątek. Był
to przegląd osiągnięć w dziedzinie
pamiątkarstwa; pokazano ok. 4 tys.
wzorów. Szczególnie ł a d n e b y ł y w y ­
roby z drewna — solnice, miniatury
naczyń domowych oraz gustowne
pamiątki ze skóry. W dziale metalo­
plastyki pokazano filigranową bi­
żuterię Horaka z Cieszyna. Wysta­
w ę zorganizowała Cepelia z okazji
Międzynarodwoego Roku Turystyki.

*
W ramach obchodzonych w lipcu
Dni Chojnic odbyło się wiele imprez
zorganizowanych przez Chojnickie
Towarzystwo Kultury. Zorganizo­
wano spotkanie twórców ludowych
powiatu chojnickiego, na którym
omówiono problemy opieki i popu­
laryzacji kaszubskiej twórczości l u ­
dowej.

*

Borowieckie Towarzystwo K u l ­
tury zorganizowało z okazji Dni
Borów Tucholskich (lipiec) sesję
poświęconą zabytkom powiatu tu­
cholskiego oraz w y s t a w ę haftu arty­
stycznego. W czasie trwania Dni
wystąpił znany zespół pieśni i t a ń ­
ca „Pałuki" z K c y n i .

*
W lipcu czynna była w Olszty­
nie wystawa dwuosnowowych dy­
w a n ó w białostockich. Wystawa od­
zwierciedlała
przemiany.
jakim
uległo wzornictwo i koloryt tkanin
kurpiowskich i sokolskich.

*
Prez. W R N , Cepelia, B W A i Izba
Rzemieślnicza w Zielonej Górze
ogłosiły konkurs sztuki ludowej na
Ziemi Lubuskiej. Celem konkursu
jest
wyłonienie
utalentowanych
twórców ludowych, którzy propa­
gowaliby sztukę l u d o w ą w
woj.
zielonogórskim.

*
Od czerwca do września, podob­
nie jak w ubiegłym roku, barka
„Złota Kaczka" odwiedziła miasta
i miasteczka nadodrzańskie z w y ­
stawą pn. „Kultura ludowa Pod­
hala". Od 4 do 26 lipca wystawa
otwarta była we Wrocławiu. Był
to ostatni rok bardzo cennej inicja­
tywy wystawienniczej P a ń s t w o w e ­
go Muzeum Etnograficznego w W a r ­
szawie. Wystawy na barce nie będą
już organizowane.

*
W lipcu w Warszawie, w Domu
Kultury Radzieckiej, czynna była
wystawa narodowych strojów or­
miańskich zorganizowana z okazji
Dni Armenii. Zaprezentowano k i l ­
kanaście k o m p l e t ó w stroju, przede
wszystkim kobiecego, z bogatym
zdobieniem haftem złotym i srebr­
nym.

*
W krakowskim Pałacu
Sztuki
czynna była w lipcu i sierpniu w y ­
stawa malowanek zalipiańskich. Na
wystawie pn. „Kwiaty wsi polskiej"
pokazano, obok starych malowanek
ze zbiorów W. Hickla, w s p ó ł c z e s n e
makatki na płótnie z jeleniami,
pawiami i kogutami. K i l k a razy w
czasie trwania wystawy organizo­
wano kiermasze malowanek w y k o ­
nywanych na miejscu przez zalipiańskie artystki.

*

W P D K w Augustowie czynna
była w sierpniu wystawa sztuki
ludowej Białostoczyzny. Na wysta­
wie pokazano g ł ó w n i e prace nowe
z zakresu tkactwa, plecionkarstwa,
garncarstwa, rzeźby, sztuki obrzę­
dowej oraz wyroby z drewna. W
dziale tkactwa szczególnie ciekawe

243

�b y ł y d y w a n y dwuosnowowe i „ s e j paki".

*
W Domu A r t y s t y Plastyka w W a r ­
szawie otwarto w sierpniu w y s t a ­
w ę ludowej g r a f i k i w i e t n a m s k i e j .
Wszystkie prace s t a n o w i ł y k o l e k c j ę
C z e s ł a w a Siemiarczuka; b y ł y to eks­
ponaty z r ó ż n y c h o k r e s ó w histo­
rycznych, twórczość anonimowych
autorów.
Muzeum w Ł o w i c z u zroganizow a ł o w sierpniu w y s t a w ę c e r a m i k i
bolimowskiej
rodzeństwa
Konop­
czyńskich, k t ó r z y w t y m r o k u ob­
chodzą pięćdziesięciolecie pracy za­
wodowej.
Wystawa
przedstawiała
dorobek artystyczny r o d z e ń s t w a od
f o r m sprzed I w o j n y ś w i a t o w e j do
współczesnych.

*
W P D K w M y ś l e n i c a c h otwarta
b y ł a w lipcu i sierpniu p o k o n k u r ­
sowa wystawa twórczości amator­
skiej i ludowej. Bogato prezento­
w a ł się dział haftu, w k t ó r y m zgro­
madzono prace n a d e s ł a n e na ogło­
szony w zeszłym r o k u k o n k u r s na
n a j p i ę k n i e j s z y haft ludowy.

*
W dniach od 13 do 20 sierpnia
o d b y w a ł y się w W i ś l e obchody T y ­
godnia K u l t u r y Beskidzkiej. O p r ó c z
okolicznych zespołów regionalnych,
z a p r e z e n t o w a ł y s w ó j program zespo­
ły s ł o w a c k i e i czeskie, belgijski,
zespół górali z Polskiego Z w i ą z k u
K u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e g o w Czecho­
s ł o w a c j i oraz zespół
„Harnasie"
z Poronina. Ponadto zorganizowano
pokazy stroju w i ś l a ń s k i e g o i cie­
szyńskiego.
W w i ś l a ń s k i m muzeum
oprócz
s t a ł e j ekspozycji k u l t u r y ludowej
regionu
otwarto
okolicznościową
w y s t a w ę r z e ź b y ludowej. Pokazano
m . i n . prace J. K a w u l o k a , J. Bocka
i F. Gluzy. T y d z i e ń K u l t u r y Bes­
kidzkiej
zakończono
pochodem
góralskim połączonym z obrzędem
dożynkowym.

*
W salach w y s t a w o w y c h
Domu
C h ł o p a w Warszawie otwarta b y ł a
w sierpniu w y s t a w a r z e ź b y A n t o ­
niego Skoczka — artysty z pogra­
nicza sztuki ludowej i naiwnej. W y ­
stawa pn. „ K o b i e t a wiejska i jej
praca" o b e j m o w a ł a
15 rzeźb
w
drewnie o b r a z u j ą c y c h c y k l codzien­
nych zajęć kobiety.
W L a v a l (Francja) otwarto p i e r w ­
sze na ś w i e c i e muzeum sztuki n a i w ­
nej. Mieści się ono w X I I I - w i e c z n y m zamku, obejmuje na razie
100 o b r a z ó w , w ś r ó d nich „ Ż n i w a
w żarniku" Celnika Rouseau. M u ­
zeum p o w s t a ł o z i n i c j a t y w y jednego
z malarzy n a i w n y c h , Jules Lefranca.

*
W pierwszej dekadzie w r z e ś n i a
o d b y ł y się w Bieczu D n i F o l k l o r u
P o g ó r z a . Na r y n k u bieckim w y s t ą ­
piły liczne zespoły regionalne.

*
We w r z e ś n i u obchodzono r ó w n i e ż
Dni Sieradza i Ziemi Sieradzkiej.

Z okazji D n i przygotowano wiele
imprez artystycznych, m.in. w m u ­
zeum została otwarta wystawa g a r n ­
carstwa i t k a n i n l u d o w y c h regio­
n ó w w o j . łódzkiego.

*
W sierpniu w Muzeum w Ł ę c z ­
nej
czynna
była
wystawa
pn.
„Sztuka
ludowa
Lubelszczyzny",
zorganizowana przez dział
etno­
graficzny muzeum o k r ę g o w e g o w
L u b l i n i e w s p ó l n i e z Muzeum w
Ł ę c z n e j . Na w y s t a w i e pokazano
eksponaty z dziedziny tkactwa, stro­
je ludowe, plecionkarstwo, w y c i ­
n a n k i i rzeźby.

*

W lokalu TPSP w Warszawie
czynna b y ł a we w r z e ś n i u wystawa
trzech r z e ź b i a r z y a m a t o r ó w , laurea­
t ó w Festiwalu Kulturalnego Z w i ą z ­
k ó w Zawodowych: Józefa Birosa,
Kazimierza Walukiewicza i E d w a r ­
da K o ł a c z a . Ekspozycja pn. „Rzeźba
w drewnie" o b e j m o w a ł a nagrodzo­
ne na festiwalu prace.

*
Tegoroczną
Jesień
Tatrzańską
(3—10.IX) z a i n a u g u r o w a ł o otwarcie
w salach B W A pokonkursowej w y ­
stawy
pn.
„Ludowe
zdobnictwo
drzewne na Podhalu", zorganizowa­
nej przez Muzeum T a t r z a ń s k i e przy
w s p ó ł u d z i a l e M i n . K u l t . i Sztuki,
Wydziału Kultury WRN w Krako­
w i e oraz Cepelii. K o n k u r s poprze­
dziły badania terenowe, w w y n i k u
k t ó r y c h do u d z i a ł u zaproszono 123
t w ó r c ó w ludowych z 26 miejsco­
w o ś c i . Na wystawie pokazano n a j ­
lepsze prace o d u ż y m bogactwie
technik i i n w e n c j i artystycznej, p r e ­
z e n t u j ą c y c h dużą s k a l ę p r z e d m i o t ó w
od bednarki u ż y t k o w e j aż po rzeźbę
f i g u r a l n ą . Obok prac z a s ł u ż o n y c h
t w ó r c ó w , j a k Józef Janas z D ę b n a ,
Wojciech
Blaszak z C h o c h o ł o w a ,
A n d r z e j Gombos z Jurgowa i Sta­
n i s ł a w Szymoszek pokazano prace
rzeźbiarskie
Herodka
z
Lipnicy
Wielkiej i odkrytego niedawno r z e ź ­
biarza Jana M o l k a z Suchej.
W ramach Festiwalu Z e s p o ł ó w
A r t y s t y c z n y c h Ziem G ó r s k i c h w y ­
s t ą p i ł y zespoły i m . K . Bachledy i
B. Obrochty z pokazem weselnego
o b r z ę d u g ó r a l s k i e g o . Na z a k o ń c z e ­
nie Jesieni w B u k o w i n i e T a t r z a ń ­
skiej o d b y ł a się impreza .^Sabałowe
bajania". Wzięło w niej u d z i a ł 26
gawędziarzy,
prezentując
bogaty
folklor słowny.

*
]5 w r z e ś n i a otwarto w P a ń s t w o ­
w y m M u z e u m Etnograficznym w
Warszawie w y s t a w ę pn. „ I k o n a w
Polsce i jej p r z e o b r a ż e n i a " . Sce­
nariusz w y s t a w y o p r a c o w a ł dr Sta­
n i s ł a w S z y m a ń s k i . Pokazano 66 ikon
z muzeów w Krakowie,
Sanoku,
Przemyślu,
Łańcucie
i
Nowym
Sączu. G ł ó w n y m zadaniem, j a k i e
p o s t a w i ł sobie autor scenariusza,
było zilustrowanie przemian t y p o ­
wej ikony cerkiewnej o wysokich
walorach artystycznych w t y p sto­
j ą c y blisko twórczości ludowej.
Katalog w y s t a w y „ I k o n a w P o l ­
sce i jej p r z e o b r a ż e n i a " , Warszawa
1967, zawiera słowo w s t ę p n e prof,
dra Ksawerego Piwockiego, w p r o ­

wadzenie w zagadnienie malarstwa
ikonowego p i ó r a dra
Stanisława
S z y m a ń s k i e g o oraz 16 kolorowych
reprodukcji.

*
We w r z e ś n i u w K r a k o w i e o t w a r ­
to w y s t a w ę u k r a i ń s k i e j sztuki ludo­
wej
z o r g a n i z o w a n ą przez TPPR,
U k r a i ń s k i e Towarzystwo S p o ł e c z n o K u l t u r a l n e i Muzeum Etnograficz­
ne w K r a k o w i e . Na w y s t a w i e eks­
ponowano zbiory Muzeum E t n o ­
graficznego i przedmioty z kolekcji
p r y w a t n y c h . Pokazano t k a n i n y , haf­
ty, c e r a m i k ę oraz w y r o b y w s p ó ł ­
czesnej sztuki ludowej.

*
W dniach od 15 do 23 w r z e ś n i a
t r w a ł y w Kielcach Ś w i ę t o k r z y s k i e
D n i K u l t u r y . W pierwszym d n i u
otwarto
pokonkursową
wystawę
sztuki ludowej, na k t ó r e j pokazano
eksponaty
z
dziedziny
tkactwa,
garncarstwa i zabawki
ludowej.
Szczególnie ciekawy b y ł dział za­
bawek, gdyż ta dziedzina nie b y ł a
dotychczas reprezentowana na w y ­
stawach sztuki ludowej Kielecczyz­
ny. A d a m Z e g a d ł o z K r z y ż k i w y k o ­
nał szopkę z r u c h o m y m i f i g u r k a ­
m i ; obok t r a d y c y j n y c h karetek i
bryczek z k o n i k a m i , t w ó r c y pokazali
k o ł a t k i i grzechotki, f i g u r k i traczy
oraz szmaciane piłki i l a l k i . Na w y ­
stawie czynny był kiermasz sztuki
ludowej p o ł ą c z o n y z pokazem t o ­
czenia n a c z y ń .

*

W ramach D n i F o l k l o r u Ziemi
G d a ń s k i e j (9—27.IX) została zorga­
nizowana staraniem Prez. W R N i
W D K w y s t a w a „ S z t u k a ludowa Z i e ­
m i G d a ń s k i e j " w lokalu muzeum
w E l b l ą g u . Na w y s t a w i e ekspono­
wano ok. 600 p r z e d m i o t ó w z dzie­
dziny haftu kaszubskiego i podw i ś l a ń s k i e g o , tkactwa, rogarstwa,
plecionkarstwa,
ceramiki,
rzeźby
i malarstwa na szkle. W dniu o t w a r ­
cia w y s t a w y (9.IX) zorganizowano
zjazd t w ó r c ó w l u d o w y c h r e g i o n ó w
Kociewia, Kaszub, P o w i ś l a i Ż u ł a w .
Redaktor „ L i t e r " Edgar M i l e w s k i
wygłosił p r e l e k c j ę pt. „ Z a b y t k i Z i e ­
m i G d a ń s k i e j i sztuka ludowa jako
dowody polskości Pomorza G d a ń ­
skiego".

*
W salach w y s t a w o w y c h
PKiN
czynna b y ł a w e w r z e ś n i u w y s t a w a
r u m u ń s k i e g o malarstwa na szkle.
Pokazano ok. 130 o b r a z ó w reprezen­
tujących
wszystkie
najważniejsze
szkoły malarskie. N a j w i ę c e j ekspo­
natów reprezentowało okręgi: N i cula — Maramures, okolice Brasov
i Fagaras,
także
okolice
Sibiu
i A l b a Julia. Katalog w y s t a w y za­
w i e r a ł w s t ę p N . I r i m i e (omawia­
j ą c y szkoły malarstwa na
szkle
w Rumunii), k i l k a ilustracji oraz
opis katalogowy e k s p o n a t ó w .

30 w r z e ś n i a w galerii Nurnaga w V
Neuchatel (Szwajcaria) o t w a r t o w y ­
s t a w ę polskich n a i w n y c h pn. „ A r t
naif polonais", k t ó r a w k w i e t n i u
i m a j u eksponowana b y ł a w S t u t t ­
garcie (por. k r o n i k a nr 3/1967).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11345" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11323">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/10d0df95707ada18ed0f935a4a75838f.pdf</src>
        <authentication>9f6df0b168cdef20cecad2733e5f7f56</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135182">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135183">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135184">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4623</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135185">
                <text>Summary of articles/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135186">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.4; s.245-247</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135187">
                <text>ang.</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135188">
                <text>ros.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135189">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135190">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135191">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135192">
                <text>P
No. 4

O

L

I

S

H

F

O

L

K

A

R

Q U A R T E R L Y P U B L I S H E D B Y T H E A R T I N S T I T U T E OF T H E P O L I S H A C A D E M Y OF SCIENCES
YEAR BOOK X X I

T
1967

SUMMARY O F ARTICLES
I n the first part of this issue we b r i n g the steno­
graphic record of T H E D I S C U S S I O N O N SUBJECTS
CONNECTED W I T H T H E GENESIS A N D SCOPE OF
T H E N O T I O N OF F O L K C U L T U R E , F O L K A R T I N
PARTICULAR.
The discussion was organized by the Laboratory
for research on non-professional art of the A r t I n s t i t u t e
of the Polish Academy of Sciences w i t h the cooperation
of our editorial staff.
Those t a k i n g p a r t i n the discussion included art
historians, ethnographers, musicologists specializing i n
folklore, l i t e r a r y historians and art sociologists.
To centre attention on problems of particular i m p o r ­
tance, we suggested the adoption of the f o l l o w i n g order
to the participants: 1) The scope of the notion of folk
culture and proposals concerning its definition, and
2) an attempt to define folk art and the character of
this phenomenon.
The discussion was intended to give answers to
a number of problems preoccupying those doing research
on folk art. The theoretical assumptions that were once
accepted no longer apply i n research on modern folk
art. A p p l y i n g the t r a d i t i o n a l n o t i o n of folk culture may
lead to a l i m i t a t i o n of the field of research, and i n
consequence certain i m p o r t a n t problems going beyond
this t r a d i t i o n a l notion could be overlooked. The new
theoretical assumptions should be based on generaliza­
tions elaborated from the material collected by resear­
chers i n different disciplines.

The author appeals to researchers to make compa­
risons of agrarian cultures i n various geographical re­
gions, as the polarization of cultures i n these com­
munities is the strongest. The determining factor of
the creation of folk culture is polarization.

K s a w e r y P i w o c k i (art historian) begins by
discussing the results of the latest research carried
out by European ethnographers w i t h the aim of for­
m u l a t i n g the theoretical foundations of modern ethno­
graphy.
The researcher on folk art applies two notions i n
his w o r k , w h i c h have not been defined precisely, namely,
" f o l k " and "folk art". They originate from the Romantic
period and no longer have any historical meaning. These
notions are different, they differ i n various social
systems. T h a t is w h y folk art should be studied by
comparing i t w i t h other art, not folk art, as the notion
folk means something different i n different periods
and social systems. Each group of a community has its
o w n culture. Ethnographers should study a l l cultures
that differ from the official culture. C u l t u r a l models are
passed from one social strata to another and elements
of official culture can also become folk culture. E t h n o ­
graphers should study the culture of various groups i n
different periods and compare them w i t h the c u l t u r a l
standards of their own times. Studies should be made,
for instance, of guild art, amateur art, for i t is different
f r o m the standard art of a given period. I n the author's
opinion social differentiation causes c u l t u r a l differen­
t i a t i o n although this does not always apply to a l l ele­
ments. He agrees w i t h the v i e w of Levy-Strauss that
the development of cultures is the result of differences
between social strata. The method of research here is
to compare the various strata.

K r z y s z t o f M a k u l s k i (ethnographer)
considers
the problem of the genesis of folk art on the example
of mediaeval A f r i c a n art. The v e r y n o t i o n " A f r i c a n
a r t " is of a collective nature, rather vague. This notion,
apart f r o m o r i g i n a l w o r k s of A f r i c a n art, also includes
works of A r a b i a n and Ethiopian o r i g i n and also objects
made today for r i c h tourists.
The earliest examples of artistic w o r k i n A f r i c a are
the rock paintings i n the Sahara and i n the mountainous
regions of East and South Africa. I t is d i f f i c u l t to l i n k
the rock paintings genetically w i t h other t r a d i t i o n a l
fields of art such as masks, carvings, weaving, artistic
m e t a l - w o r k , but i n m a n y cases c o n t i n u i t y can be traced.
I n the t r i b a l communities of Africa, art was an
integrating factor, a symbol of group traditions and
ties. T r i b a l art was conventionalized. Alongside the
t r i b a l communities, states w i t h a differentiated social
structure also existed as early as the 14th century. The
social differentiations could be seen v e r y clearly i n art.
The author examines the problem on the example
of the state-towns Ife and Benin. A r t i s t i c handicrafts
of a very high standard developed there. Objects were
made of bronze, gold, i v o r y for the elite strata. I n
addition to the objects made for the elite strata, there
was also t r i b a l art, that is, objects made from less
expensive and less durable materials. A p a r t from diffe­
rences i n the materials used, their functional character
also differed. The elite art was to enhance the court,
i t was a sign of power. There are also differences i n
style. The art of the courts consisted i n works of art
made by artisans but based on alien designs. These
"borrowed" patterns came f r o m outside, through the
towns, as a result of trade contacts. A n analogical
process is now going on i n modern A f r i c a n art. A study
of these analogies w o u l d help i n understanding the
social transformations that are now t a k i n g place i n
Africa.

Zofia
Szyfelbejn - Sokolowicz
(ethno­
grapher), expresses the v i e w that comparisons should
be made of the same cultures i n various geographical
regions. The same method can be used i n studies on art.
The determining factor i n the creation of folk culture
is social differentiation. I n m a n y societies folk culture
is d y i n g out. Its preservation is facilitated by the iso­
lation of a given group, not necessarily from the spatial
point of v i e w but f r o m the s p i r i t u a l and legal aspect.
The weak penetration of i n f o r m a t i o n f r o m the elite
strata to the non-elite is not a creative stimulant and
only leads to the asimilation of certain elements. The
longer the isolation of a group, the longer folk culture
lasts there. I n Poland we are observing the disappearance
of f o l k culture, and f o r this reason the ethnographer
should study other structures.

A n n a K o w a l s k a - L e w i c k a (ethnographer) is
i n favour of the v i e w that i n the earliest phase of the
development of a society the culture is u n i f o r m , i t is
t r i b a l culture. There is no differentiation i n art and
there is no differentiation between the culture of the
lowest and the highest strata. I n L a t i n A m e r i c a , u n t i l
the Spanish came there, despite social differentiation,
there was no differentiation i n the field of art, the
only difference being a quantitative one, not qualitative.
I n the stage w h e n the society is split into elite and
non-elite strata (in Poland, the time w h e n C h r i s t i a n i t y
was introduced), the r u l i n g strata takes its c u l t u r a l
pattern from an alien society. The creative w o r k of
the lower strata develops more freely. Folk art, separated
from national art as a whole, is not f u l l y creative for
it adopts c u l t u r a l values from the elite group. As time
goes on i t is greatly differentiated. I n the t h i r d stage
of development the makers and receivers of folk c u l ­
ture are conditioned by the c u l t u r a l standard surrounding
them.
I n the author's opinion we should regard as folk
culture that culture w h i c h is created w i t h i n the f r a m e ­
w o r k of one national organism by groups that do not
f u l l y participate i n the elite culture.

Andrzej
J a k i m o w i c z (art historian) writes
about the character and scope of the notion of folk art,
g i v i n g examples from Orissa (India). The folk a r t of
Orissa is, above a l l , the art of p r i m i t i v e tribes (Saora,
Oraon). I t consists of m u r a l paintings on r u r a l cottages
w h i c h are connected w i t h rites and magic. This art has
aroused the interest only of ethnologists. The name
of folk art from Orissa is also given to carvings, p a i n -

245

�tings and artistic handicrafts made by professional
artists or artisans. This historical art has its origin in
official mediaeval art. The works of art were produced
by professional artists associated in guilds. Their works
of art are purchased by religious institutions and sold
at bazaars in the towns. This art was relegated to the
rank of „folk art" in the 19th century, when the pattern
of official art changed as a result of the influence of
British schools of art. Also in the 19th century, the
so-oalled bazaar painting of Kalighat flourished in
Calcutta. Former court miniature painters began to
mass produce drawings — scenes from life (fig. 9) for
anonymous customers. The examples of "folk" art from
Orissa point to the connection of folk art with pro­
cesses of social polarization.
J a c e k O l ę d z k i (ethnographer) writes about m a ­
terials from Mongolia. He deals with the culture of the
nomad herdsmen, in two aspects: the herdsmens' house­
holds, their personal life, and their beliefs. The author
discusses the working tools of the herdsman, the fur­
nishing of their „Jurts" (tents) and the clothes they
wear. I n all fields of their culture we find objects
made by artisans and by the shepherds themselves.
The most valuable products of artistic craftsmen are
saddles, harnesses, snuffnboxes, tinder-boxes and orna­
ments for women's garments. A distinct difference can
be seen between the objects made by artisans and
those made by the herdsmen. The differences are of
a qualitative nature. These differences are not connected
with social differentiation, for in this case the diffe­
rences are expressed in the quantity of such works of
art possessed. Among the nomad population of Mongolia
we do not find the two cultural trends — elite and non-elite. Personal belongings and elements of costume did
not differ in style within the various groups according
to the size of their possessions. The fact that the nomad
population had no towns was not conducive to diffe­
rentiation in handicrafts. This can also be seen in works
of art of a sacral nature. Primitive imagination origi­
nating from shamanism occurred alongside objects of
a complicated and well developed technique of work­
manship and the sophisticated iconography of the Lamas.
The carvings and paintings found in the "Jurts" dif­
fered from the art to be found in the monasteries.
These differences were in the workmanship, not in
style.
The fields of art characteristic for pastoral com­
munities in Europe, for instance, carving, did not de­
velop among the Mongolian herdsmen. This can be
explained by the different character of the household
of the Mongolian herdsman — the nomadic life he
leads living in tents. This was not because the herdsmen
did not have a talent for carving.
The author also deals with the modern folk art
of Mongolia, which follows the traditional patterns.
The materials from Mongolia prove that polarization
of culture is not only connected with social inequali­
ties, but also with the functioning of a given economic
system.
The factors having a polarizing influence are a settled
mode of life, the development of agriculture and handic­
rafts and the appearance of villages and towns.
J a n S t a s z e w s k i (musicologist). Musicology also
uses the term "folk art" which has not been precisely
defined as yet. I n the course of work on a 17th century
musical manuscript in the Jagiellonian Library, the
author found several passages from a canzona by Mielczewski (17th century composer). Musicologists have said
that in Mielczewski's works there are elerconts of Polish
folk music of the 17th century, thus demonstrating the
folk character of the manuscript from the Jagiellonian
University. Musical passages from the canzona and the
manuscript are also to be found in Italian and German
music. It cannot be proved indubitably that the passages
are folk ones or that they are not. The author suggests
that they should be defined as popular music. Popular
art did not necessarily function in a given social strata.
Popular music could in time become folk music in the

fuctional sense. The author's definition of folk music
is that it is the music of the peasants.
L u d w i k B i e l a w s k i (musicologist). The notions
folk and folk culture are associated with the 19th cen­
tury. These notions were instruments of scientific cogni­
tion, making it possible to give a name to certain sets
of cultural phenomena.
The author, giving as an example the person of
Oskar Kolberg, deliberates on the problem of the i n ­
fluence researchers exert on the process of the creation
of folk culture, its functioning in the society. Kolberg
grouped melodies, giving them the common name of
"Krakowiaks", "Mazurkas", even though these names
were not used in the localities where they occurred.
His grouping has led to the firm conviction that they
are associated with a given region. So Kolberg inter­
fered i n the process of the creation of folk culture
and consolidated the sense of regional differences. The
whole of the culture of Kolberg's time functioned accord­
ing to the principle of opposing folk culture to artistic
(professional) culture; today it functions according to
the principle of opposing artistic culture to mass culture.
J u l i a n L e w a ń s k i (literary and theatre historian).
In the field of literature and the theatre, the classifica­
tion of a work according to the milieu in which it was
created is just as difficult as in other fields. The author
calls for caution in using term "folk", and suggests
instead the use of the terms: native and elite non-native
culture.
In the literature of the 16th and 17th century, middle
class writings have been distinguished. Within this
"compartment" we have works of varying tendencies
according to milieu (of the ministrel ballad type, middle
class, Jesuit). The same applies to theatrical works. In
the classic repertoire (intermedia, misteria), associated
with the elite strata there are texts of "folk" origin.
The author suggests using the notions of "creative"
culture and "composing" culture. The notion "native"
culture is closely related to the notion of "composing"
culture.
The features of composing culture are: 1) adoption
of stereotypes, the limits of their meaning being very
vague, 2) overgrowth of form which supersedes the
content, 3) freedom, the work of art is not subjected
to critical control, 4) nearness to each other of the recei­
ver, the place where the work comes into being and
the author of the work.
According to the author it should be assumed that
as from the Middle Ages many cultures' of a similar
basic cultural pattern have existed in Poland. I n the
literature and theatrical works of the Middle Ages
there is no opposition of elite culture and folk culture.
The term that should be used here is "middle" culture,
which is more universal.
Referring to works of today, one should speak of
so-called mass culture, not folk culture. Today there
are groups representing the culture of milieus with their
own creative centres.
A l e k s a n d e r J a c k o w s k i (art sociologist). The
notion folk art is a product of the Romantic period.
At that time it had a different meaning. It is not a lo­
gical, closed category, it is a notion which is not precise
and has no historical meaning. One cannot reject the
traditional notion "folk", but one can — keeping to the
general meaning of the term — use terms of a narrower
scope and of more concrete meaning in research work.
There is a danger of the separateness of phenomena
being blurred and erased by defining them by one
common term. What is folk art? Does the creative work
of the urban proletariat conform to its canons?
The accepted division into taught culture and folk
culture is a considerable oversimplification if we are
dealing with indirect phenomena (non-folk and u n ­
taught). At the present stage of our knowledge, the use
of the term folk art makes it impossible to carry out
a correct analysis of cultural phenomena. The notion
must undergo constant revision and precise definitions
should be made.

�П О Л Ь С К О Е
КВАРТАЛЬНЫЙ
№ 4

ЖУРНАЛ

Н А Р О Д Н О Е
ИЗДАВАЕМЫЙ

ИНСТИТУТОМ ИСКУССТВА
ГОД И З Д А Н И Я X X I

И С К У С С Т В О
ПОЛЬСКОЙ

АКАДЕМИИ

НАУК
1967

РЕЗЮМЕ
В п е р в о й ч а с т и номера п е ч а т а е т с я о б р а б о т а н н а я
стенограмма Д И С К У С С И И , П О С В Я Щ Е Н Н О Й
ПРО­
БЛЕМАМ ГЕНЕЗИСА ПОНЯТИЙ О НАРОДНОЙ К У Л Ь ­
ТУРЕ, В ОСОБЕННОСТИ Ж Е О НАРОДНОМ И С К У С ­
СТВЕ.
Д и с к у с с и ю о р г а н и з о в а л К а б и н е т по и с с л е д о в а н и ю
непрофессионального искусства при Институте искусств
П о л ь с к о й А к а д е м и и Н а у к совместно с н а ш е й р е д а к ­
цией. В д и с к у с с и и п р и н и м а л и у ч а с т и е и с к у с с т в о в е д ы ,
этнографы, музыкологи-фольклористы, литературовед
и с о ц и о л о г - и с к у с с т в о в е д . Д л я того, ч т о б ы сосредото­
ч и т ь в н и м а н и е н а особо в а ж н ы х п р о б л е м а х , м ы п р е д ­
л о ж и л и и з в е с т н у ю схему, по которой д о л ж н а б ы л а
вестись д и с к у с с и я , а и м е н н о :
1) О х в а т п о н я т и й н а р о д н о й к у л ь т у р ы и и х о п р е ­
деление,
1) П о п ы т к а о п р е д е л е н и я п о н я т и я народного и с к у с ­
ства, х а р а к т е р этого я в л е н и я .
Ц е л ь ю д и с к у с с и и б ы л о н а й т и ответ на р я д в о п р о ­
сов, в о л н у ю щ и х и с с л е д о в а т е л е й народного и с к у с с т в а .
У с т а н о в л е н н ы е в свое в р е м я т е о р е т и ч е с к и е
пред­
п о с ы л к и н е всегда могут п р и м е н я т ь с я п р и и з у ч е н и и
современного
народного
творчества.
Традиционное
понятие народной к у л ь т у р ы и творчества может п р и ­
вести к о г р а н и ч е н и ю и с с л е д о в а н и й , м е ш а я о б р а т и т ь
в н и м а н и е на с у щ е с т в е н н ы е п р о б л е м ы , в ы с т у п а ю щ и е
з а п р е д е л ы этого п о н я т и я . Н о в ы е т е о р е т и ч е с к и е п р е д ­
п о с ы л к и д о л ж н ы и с х о д и т ь и з обобщенного
опыта
исследователей и представителей р а з л и ч н ы х
дис­
циплин.
К с а в е р ы П и в о ц к и (искусствовед) говорит в н а ­
ч а л е своего в ы с т у п л е н и я о р е з у л ь т а т а х
новейших
исследований
европейских
этнологов,
поставивших
себе ц е л ь ю с ф о р м у л и р о в а т ь т е о р е т и ч е с к и е о с н о в ы с о ­
временной этнографии.
Исследователь,
изучающий
народное
искусство,
пользуется двумя неуточненными понятиями: „народ''
и „ н а р о д н о е и с к у с с т в о " . Это п о н я т и я , р о ж д е н н ы е э п о ­
хой р о м а н т и з м а , в н е и с с т о р и ч е с к и е .
П о н я т и я эти р а з л и ч н ы и м е н я ю т с я в з а в и с и м о с т и
от и з м е н е н и я о б щ е с т в е н н ы х систем. Поэтому, з а н и ­
м а я с ь и с с л е д о в а н и е м н а р о д н о ю и с к у с с т в а , н а д о со­
п о с т а в л я т ь его п р о и з в е д е н и я с не н а р о д н ы м т в о р ­
чеством, ибо п о н я т и е н а р о д а о п я т ь т а к и б ы в а е т р а з ­
н ы м в з а в и с и м о с т и от в р е м е н и и о б щ е с т в е н н ы х систем.
У к а ж д о й общественной группы иная культура. Этно­
г р а ф и я д о л ж н а изучать все культуры, отличающиеся
от о ф и ц и а л ь н о п р и н я т о й . М о д е л и к у л ь т у р ы п е р е д а ю т ­
ся от одной о б щ е с т в е н н о й г р у п п ы к д р у г о й и э л е м е н ­
ты официальной культуры становятся
народными.
Этнографы д о л ж н ы рассматривать культуру различ­
н ы х групп р а з л и ч н ы х периодов в сопоставлении с со­
временным к у л ь т у р н ы м стандартом. Так, например,
следует изз'чать ц е х о в о е и л ю б и т е л ь с к о е искусство,
ибо оно я в л я е т с я и н ы м , чем с т а н д а р т н о е и с к у с с т в о
данного периода. А в т о р с ч и т а е т , что с о ц и а л ь н а я д и ф ф е р е н ц и я в ы з ы в а е т в свою о ч е р е д ь к у л ь т у р н у ю , но
не о б я з а т е л ь н о в с е х э л е м е н т о в . О н с о л и д а р е н в своих
взглядах с Леви-Штраусом и утверждает, что к у л ь ­
тура р а з в и в а е т с я на р а з л и ч и я х в у р о в н е о б щ е с т в е н ­
н ы х групп. Н а у ч н ы й метод з а к л ю ч а е т с я в с о п о с т а в л е ­
нии э т и х у р о в н е й .
София
Шифельбейн-Соколевич
(этно­
граф) у т в е р ж д а е т , что следует с о п о с т а в л я т ь одни и те
ж е к у л ь т у р ы (например, п е р и о д с о б и р а т е л е й ' к о п а т е ­
лей) в р а з л и ч н ы х г е о г р а ф и ч е с к и х з о н а х . Т а к о й ж е
метод м о ж н о п р и м е н я т ь п р и и с с л е д о в а н и и и с к у с с т в а .
Детерминантом
возникновения
народной
культуры
я в л я е т с я с о ц и а л ь н а я д и ф ф е р е н ц и а ц и я . Во м н о г и х об­
щ е с т в а х н а р о д н а я к у л ь т у р а глохнет. Ее с о х р а н е н и ю
способствует и з о л я ц и я д а н н о й г р у п п ы , и з о л я ц и я д у ­
х о в н а я либо ю р и д и ч е с к а я , но н е о б я з а т е л ь н о т е р р и т о ­
р и а л ь н а я . Слабо п р о н и к а ю щ а я и з в ы с ш и х
кругов
в низшие, информация не является творческим сти­
м у л о м и ведет л и ш ь к п р и с в о е н и ю н е к о т о р ы х э л е м е н ­
тов к у л ь т у р ы . Ч е м д о л ь ш е п р о д о л ж а е т с я и з о л я ц и я
к а к о й н и б у д ь г р у п п ы , тем д о л ь ш е с о х р а н я е т с я н а р о д ­

н а я к у л ь т у р а . В П о л ь ш е н а б л ю д а е т с я постепенное
и с ч е з н о в е н и е н а р о д н о й к у л ь т у р ы и поэтому э т н о ­
г р а ф и я должна заняться исследованием других струк­
тур.
Автор призывает к сопоставлению аграрных к у л ь ­
т у р р а з л и ч н ы х г е о г р а ф и ч е с к и х зон п о с к о л ь к у в э т и х
обществах поляризация культуры проявляется наи­
более с и л ь н о . Д е т е р м и н а н т о м в о з н и к н о в е н и я н а р о д н о й
культуры является поляризация.
А н н а К о в а л ь с к а - Л е в и ц к а (этнограф) п р и ­
держивается мнения, что в начальной ф а з е развития
о б щ е с т в а к у л ь т у р а однородна и я в л я е т с я п л е м е н н о й
к у л ь т у р о й . Нет р а з л и ч и й в искусстве, нет р а з л и ч и й
м е ж д у к у л ь т у р о й с а м ы х н и з ш и х слов общества и са­
м ы х в ы с ш и х . До п р и б ы т и я и с п а н ц е в на т е р р и т о р и и
Л а т и н с к о й А м е р и к и н е б ы л о д и ф ф е р е н ц и а ц и и в об­
л а с т и искусства, н е с м о т р я н а о б щ е с т в е н н о е р а с с л о е ­
ние. С у щ е с т в о в а л и л и ш ь к о л и ч е с т в е н н ы е , а н е к а ч е ­
ственные различия.
В период р а с ч л е н е н и я о б щ е с т в а на п р и в и л е г и р о ­
в а н н ы е и н е п р и в и л е г и р о в а н н ы е с о с л о в и я (в П о л ь ш е
момент п р и н я т и я х р и с т и а н с т в а ) п р а в я щ е е сословие
заимствует образцы ч у ж о й культуры. Творчество низ­
ш и х сословий р а з в и в а е т с я более свободно. Н а р о д н о е
искусство в ы д е л е н н о е и з о б щ е н а ц и о н а л ь н о г о , не я в ­
ляется вполне творческим и перенимает культурные
ц е н н о с т и и з б р а н н о й г р у п п ы . Со в р е м е н е м н а с т у п а е т
значительная д и ф ф е р е н ц и а ц и я искусства. В третьей
ф а з е развития творцы и потребители народной к у л ь ­
т у р ы з а в и с я т от о к р у ж а ю щ е й и х с т а н д а р т н о й к у л ь ­
туры.
П о м н е н и ю а в т о р а н а р о д н о й к у л ь т у р о й следует с ч и ­
т а т ь , ту, к о т о р а я с о з д а е т с я в р а м к а х единого н а ц и о ­
н а л ь н о г о о р г а н и з м а теми г р у п п а м и , к о т о р ы е н е ц е л и ­
ком участвуют в элитной культуре.
К ж и ш т о ф Макульски
(этнограф) р а с с м а т р и ­
вает проблему генезиса народного и с к у с с т в а н а основе
средневекового а ф р и к а н с к о г о и с к у с с т в а . Само п о н я т и е
„ а ф р и к а н с к о е и с к у с с т в о " я в л я е т с я обобщенным, н е ­
четким. Наряду с оригинальными изделиями а ф р и ­
к а н с к о г о и с к у с с т в а , оно о х в а т ы в а е т а р а б с к и е и э ф и о п ­
ские изделия, а т а к ж е предметы, изготовляемые для
богатых туристов. Самыми ранними произведениями
художественного творчества в А ф р и к е являются на­
скальные рисунки в Сахаре, а т а к ж е горных райо­
н а х Восточной и Ю ж н о й А ф р и к и . Т р у д н о г е н е т и ч е с к и
у в я з ы в а т ь н а с к а л ь н ы е рисунки с другими традицион­
н ы м и о т р а с л я м и искусства, к а к , н а п р и м е р , маски,
с к у л ь п т у р ы , т к а ч е с т в о , м е т а л л о п л а с т и к а ; все ж е во
многих случаях можно проследить эту преемствен­
ность.
В племенных а ф р и к а н с к и х обществах искусство
б ы л о с в я з у ю щ и м элементом, символом т р а д и ц и и и
к р о в н ы х уз. П л е м е н н о е и с к у с с т в о б ы л о к о н в е н ц и о ­
н а л ь н ы м . Н а р я д у с п л е м е н н ы м и о б щ е с т в а м и в X I V в.,
с у щ е с т в о в а л и у ж е с т р а н ы с. д и ф ф е р е н ц и р о в а н н о й
о б щ е с т в е н н о й с т р у к т у р о й . С о ц и а л ь н ы е р а з л и ч и я от­
четливо выступали в искусстве. Автор рассматривает
эту п р о б л е м у на о с н о в е г о р о д о в - г о с у д а р с т в :
Ифа
и
Б е н и н , где ш и р о к о р а з в е р н у л о с ь в ы с о к о х у д о ж е ­
ственное ремесло. Т а м в ы п о л н я л и с ь п р е д м е т ы и з б р о н ­
з ы , золота, слоновой кости д л я п р и в и л е г и р о в а н н ы х
слоев общества. Вместе с тем с у щ е с т в о в а л о п л е м е н ­
н о е искусство, м а с т е р а которого у п о т р е б л я л и д л я своих
и з д е л и й менее п р о ч н ы й и ц е н н ы й м а т е р и а л . К р о м е
разницы в изготовительном сырье была т а к ж е р а з ­
ница в ф у н к ц и и художественных изделий. Элитное
искусство о б с л у ж и в а л о д в о р , п р о с л а в л я л о в л а с т ь и м у ­
щ и х . С у щ е с т в о в а л и т а к ж е р а з л и ч н ы е стили. П р и д в о р ­
ное искусство б ы л о в р у к а х р е м е с л е н н и к о в и опи­
ралось на иностранные образцы. Образцы заимство­
в а л и с ь и з в н е , ч е р е з города, путем т о р г о в ы х с в я з е й .
А н а л о г и ч н ы е п р о ц е с с ы н а б л ю д а ю т с я в современном
а ф р и к а н с к о м и с к у с с т в е . П р о с л е д и в эти аналогии, м о ж ­
но было бы понять социальные изменения, совершаю­
щ и е с я в современной А ф р и к е .

247

�Аыджей Якимович
(икусствовед) р а с с м а т р и ­
вает х а р а к т е р и совокупность понятий, определяющих
н а р о д н о е искусство, п р и в о д я п р и м е р ы и з
Ориссы
(Индия). Н а р о д н о е искусство О р и с с ы — это. п р е ж д е
всего искусство п р и м и т и в н ы х п л е м е н (Саора, Ораон).
С т е н н а я роспись с е л ь с к и х домов носит р и т у а л ь н ы й
и м а г и ч е с к и й х а р а к т е р . Этим творчеством и н т е р е с у ю т ­
ся т о л ь к о этнологи. К народному искусству О р и с с ы
следует т а к ж е п р и ч и с л и т ь с к у л ь т у р у , ж и в о п и с ь и х у ­
дожественное ремесло — произведения профессиона­
лов. Свое н а ч а л о , оно берет от средневекового о ф и ­
ц и а л ь н о г о творчества. М а с т е р а м и его я в л я ю т с я х у д о ­
ж н и к и — п р о ф е с с и о н а л ь , о б ъ е д и н е н н ы е в ц е х а х . Они
п р о д а ю т с в о и и з д е л и я н а городских б а з а р а х , г л а в н ы м
образом у ч р е ж д е н и я м р е л и г и о з н о г о к у л ь т а . Этот в и д
искусства б ы л сведен к р о л и народного искусства
в X I X в., когда и з м е н и л а с ь м о д е л ь о ф и ц и а л ь н о г о
искусства в связи с деятельностью английских худо­
ж е с т в е н н ы х ш к о л . В X I X в. в К а л ь к у т т е т а к ж е р а с ц ­
вела т а к н а з . б а з а р н а я ж и в о п и с ь из Kaiighat. Б ы в ­
ш и е п р и д в о р н ы е м и н и а т ю р и с т ы с т а л и в массовом
п о р я д к е в ы п о л н я т ь р и с у н к и , о т о б р а ж а ю щ и е сценки
из ж и з н и (ил. 9) д л я а н о н и м н ы х потребителей. П р и ­
м е р ы „ н а р о д н о г о " т в о р ч е с т в а О р и с с ы у к а з ы в а ю т на
с в я з ь народного искусства с процессами о б щ е с т в е н ­
ной п о л я р и з а ц и и .
Я ц е к О л е н д з к и (этнограф) о б с у ж д а е т м а т е р и а ­
лы, с о б р а н н ы е в Монголии. П р е д м е т о м его о б с у ж д е н и й
является скотоводческая
культура,
рассмативаемая
в д в у х а с п е к т а х : 1) скотоводческого х о з я й с т в а , 2) л и ч ­
ной ж и з н и и в е р о в а н и й . А в т о р говорит об о р у д и я х
труда скотовода, о его о д е ж д е , об устройстве ю р т ы .
Во всех о б л а с т я х к у л ь т у р ы имеются р е м е с л е н н ы е и з ­
д е л и я и п р е д м е т ы .собственного и з г о т о в л е н и я ското­
водов. С а м ы м и ц е н н ы м и п р е д м е т а м и х у д о ж е с т в е н н о г о
ремесла я в л я ю т с я седла, у п р я ж ь , т а б а к е р к и , огнива
и женские украшения. Изделия ремесленников и не­
р е м е с л е н н и к о в о п р е д е л е н н о р о з н я т с я к а ч е с т в о м , но
это не имеет ничего общего с с о ц и а л ь н о й д и ф ф е р е н ­
ц и а ц и е й — здесь играет р о л ь р а з н и ц а в к о л и ч е с т в е н ­
ном о т н о ш е н и и . Среди п а с т у ш е с к о г о н а с е л е н и я М о н ­
голии не б ы л о д в у х к у л ь т у р н ы х т е ч е н и й — элитного
и народного. Н е с м о т р я на с у щ е с т в о в а н и е р а з л и ч н ы х
и м у щ е с т в е н н ы х групп, п р е д м е т ы личного п о т р е б л е н и я
и д е т а л и о д е ж д ы в э т и х г р у п п а х не р о з н и л и с ь стилем
Отсутствие городов не способствовало р а з н о о б р а з и ю
ремесла. Это з а м е ч а е т с я т а к ж е в области х у д о ж е с т в е н ­
н ы х и з д е л и й религиозного к у л ь т а . П р и м и т и в н ы е п о н я ­
тия, с в я з а н н ы е с ш а м а н с т в о м , в ы с т у п а ю т р я д о м с о б ъ ­
ектами, требующими сложной, развернутой техники
выполнения, с предметами тонкой иконографии ла­
маизма. Р е з ь б а и ж и в о п и с ь в ю р т а х р о з н я т с я от
искусства в монастырях, причем разница заключается
не в стиле, а в исполнении.
Среди м о н г о л ь с к и х скотоводов не п о л у ч и л и р а з ­
в и т и я те о т р а с л и творчества, к о т о р ы е т а к х а р а к т е р н ы
д л я скотоводческого общества в Европе, к а к , н а п р и м е р ,
р е з ь б а . Это о б ъ я с н я е т с я особым, чисто к о ч е в н и ч е с к и м
х а р а к т е р о м скотоводческого х о з я й с т в а , но о т н ю д ь не
отсутствием способностей.
Д а л е е а в т о р з а т р а г и в а е т вопрос современного н а ­
родного т в о р ч е с т в а в Монголии, которое п р и д е р ж и ­
вается традиционных форм.
М а т е р и а л ы из М о н г о л и и с в и д е т е л ь с т в у ю т о том,
что п о л я р и з а ц и я к у л ь т у р ы с в я з а н а не т о л ь к о с со­
циальным неравенством, а т а к ж е с функционирова­
нием о п р е д е л е н н о й х о з я й с т в е н н о й системы.
Ф а к т о р а м и , в л и я ю щ и м и на п о л я р и з а ц и ю , я в л я е т с я
о с е д л ы й образ ж и з н и , р а з в и т и е сельского х о з я й с т в а
и ремесла, а т а к ж е в о з н и к н о в е н и е д е р е в е н ь и городор.
Я н С т е н ш е в с к и (музыколог). М у з ы к о л о г и я т а к ­
ж е пользуется неуточненным понятием
„народного
творчества". И з у ч а я х р а н я щ и е с я в Ягеллонской би­
б л и о т е к е м у з ы к а л ь н ы е р у к о п и с и X V I I I в., автор н а ­
т о л к н у л с я на н е с к о л ь к о м у з ы к а л ь н ы х ц и т а т и з к а н ­
ц о н ы М е л ь ч е в с к о г о (композитор X V I I в.). М у з ы к о л о г к
у т в е р ж д а л и , что т в о р ч е с т в о М е л ь ч е в с к о г о с о д е р ж и т
э л е м е н т ы п о л ь с к о й н а р о д н о й м у з ы к и X V I I в., д о к а ­
з ы в а я т а к и м образом н а р о д н ы й х а р а к т е р р у к о п и с е й
Я г е л л о н с к о й библиотеки. М у з ы к а л ь н ы е ц и т а т ы из к а н ­
цоны и рукописей повторяются т а к ж е в истальнской
и немецкой музыке. Н е л ь з я с полной уверенность»

248

с к а з а т ь я в л я ю т с я ли эти ц и т а т ы н а р о д н ы м и . А з т о р
п р е д л а г а е т о п р е д е л и т ь их к а к п о п у л я р н у ю м у з ы к у .
Функции популярного искусства вовсе необязательно
о б у с л о в л е н ы . О п р е д е л е н и е о б щ е с т в е н н о й средой. П о ­
п у л я р н а я м у з ы к а могла со временем стать н а р о д н о й
в функциональном смысле. Автор епределяет народ­
ную м у з ы к у к а к п р о д у к т к р е с т ь я н с к о г о творчеств;'..
Л ю д в и к Б е л я в с к и (музыколог). П о н я т и е н а ­
рода, народной к у л ь т у р ы с в я з а н о с X I X в. Эти п о н я ­
тия стали п о з н а в а т е л ь н ы м н а у ч н ы м инструментом д л я
о п р е д е л е н и я и з в е с т н ы х групп к у л ь т у р н ы х я в л е н и й .
С с ы л а я с ь на п р и м е р О с к а р а К о л ь б е р г а , автор п ы ­
т а е т с я р е ш и т ь вопрос, в к а к о й мере и с с л е д о в а т е л и
в л и я ю т па процесс ф о р м и р о в а н и я н а р о д н о й к у л ь т у р ы ,
на ее ф у н к ц и и в обществе. К о л ь б е р г г р у п п и р о в а л м е ­
лодии, д а в а я им общие н а з в а н и я „ к р а к о в я к и " , „ м а ­
з у р к и " , х о т я эти н а з в а н и я не у п о т р е б л я л и с ь в д а н н о й
местности. К о л ь б е р г у б е ж д а л , что они с в я з а н ы с о п р е ­
деленны:.! регионом. Т а к и м образом он в л и я л на п р о цнес с о з и д а н и я н а р о д н о й к у л ь т у р ы , п о д ч е р к и в а л р е ­
г и о н а л ь н ы е с в о е о б р а з н ы е особенности.
Вся современная Кольбергу культура существовала
на основе о п п о з и ц и и народной и х у д о ж е с т в е н н о й (про­
ф е с с и о н а л ь н о й ) к у л ь т у р ы , а т е п е р ь д е й с т в у е т на основе
противопоставления художественной к у л ь т у р ы массо­
вой к у л ь т у р е .
Ю л и а н Л е в а н ь с к и (литературовед, театролог).
В области л и т е р а т у р ы и т е а т р а точно т а к ж е , к а к
в д р у г и х о т р а с л я х искусства, т р у д н о п р о в е с т и к л а с с и ­
ф и к а ц и ю п р о и з в е д е н и й с т о ч к и з р е н и я их п р и н а д л е ж ­
ности к о п р е д е л е н н о й среде.
А в т о р советует о с м о т р и т е л ь н о п р и б е г а т ь к о п р е д е ­
лению „народный", предлагая пользоваться определе­
ниями: отечественная культура и элитная, ч у ж а я .
В л и т е р а т у р е X V I и X V I I вв. б ы л а в ы д е л е н а м е ­
щ а н с к а я п и с ь м е н н о с т ь . Р&gt; соответствии с этим в с т р е ч а ­
ются произведения с различными тенденциями сослов­
ного х а р а к т е р а ( п р о и з в е д е н и я с т р а н с т в у ю щ и х п е в ц о в ,
м е щ а н , иезуитов). Т а к о е ж е я в л е н и е н а б л ю д а е т с я в
театре. В к л а с с и ч е с к о м р е п е р т у а р е (интермедии, м и ­
стерии), к о т о р ы й с в я з а н с и з б р а н н ы м и к р у г а м и , и м е ­
ются тексты „народного" происхождения.
А в т о р п р е д л а г а е т в в е с т и понятие,
„творческие"
к у л ь т у р ы и „ с о ч и н и т е л ь н ы е " к у л ь т у р ы . П о н я т и е „оте­
чественная" культура близко „сочинительской" к у л ь ­
туре.
Ч е р т ы „ с о ч и н и т е л ь с к и х " к у л ь т у р : 1) п о л ь з о в а н и е
стереотипами с н е у т о ч н е н н ы м з н а ч е н и е м , 2) п р е о б л а ­
д а н и е ф о р м ы над с о д е р ж а н и е м , 3) свобода, х у д о ж е ­
ственное п р о и з в е д е н и е не п о д л е ж и т к р и т и ч е с к о м у к о н ­
тролю, 4) с в я з ь м е ж д у потребителем, т в о р ч е с к о й м а с ­
терской и и с п о л н и т е л е м .
По м н е н и ю а в т о р а с л е д у е т п р е д п о л о ж и т ь , что в
П о л ь ш е со в р е м е н с р е д н е в е к о в ь я с у щ е с т в у е т р я д к у л ь ­
т у р с родственной, в основном, к у л ь т у р н о й схемой.
В средневековых литературе и театре элитняа и на­
р о д н а я к у л ь т у р а не п р о т и в о п о с т а в л я ю т с я . В д а н н о м
с л у ч а е следует у п о т р е б л я т ь о п р е д е л е н и е
„средняя
к у л ь т у р а " , к о т о р а я я в л я е т с я более у н и в е р с а л ь н о й .
В н а с т о я щ е е в р е м я следует г о в о р и т ь о т а к н а з . м а с ­
совой, а не н а р о д н о й к у л ь т у р е , п о с к о л ь к у т е п е р ь су­
щ е с т в у ю т к у л ь т у р ы о п р е д е л е н н о й с р е д ы с собствен­
ными творческими центрами.
Александр
Яцковски
(социолог искусства).
П о н я т и е народного и с к у с с т в а — это п р о д у к т эпохи
р о м а н т и з м а . В то в р е м я суть этого п о н я т и я была
иной. Оно не я в л я е т с я л о г и ч е с к и з а в е р ш е н н о й к а т е ­
горией, оно не уточнено и внесторично. Н е л ь з я от­
бросить т р а д и ц и о н н о е 'понятие „народ", но м о ж н о ,
с о х р а н и в его общее з н а ч е н и е , п о л ь з о в а т ь с я в н а у ч н ы х
и с с л е д о в а н и я х более у з к а м и , более к о н к р е т н ы м и о п р е ­
д е л е н и я м и . С у щ е с т в у е т опасение з а т е р е т ь особенности
о т д е л ь н ы х я в л е н и й , о п р е д е л я я и х общим н а з в а н и е м .
Ч т о т а к о е н а р о д н о е искусство? О т в е ч а е т л и т в о р ­
чество городского п р о л е т а р и а т а его к а н о н а м ?
О б щ е п р и н я т о е р а з д е л е н и е к у л ь т у р ы на
ученую
п н а р о д н у ю очень у п р о щ е н о , если дело к а с а е т с я п р о ­
м е ж у т о ч н ы х я в л е н и й (ненародное и неученое). П р и
современном состоянии н а у к и у п о т р е б л е н и е п о н я т и я
народного и с к у с с т в а м е ш а е т п р а в и л ь н о м у
анализу
к у л ь т у р н ы х я в л е н и й . Это п о н я т и е п р и х о д и т с я п о с т о я н ­
но п р о в е р я т ь и у т о ч н я т ь .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11339" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11317">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4616cd623f1101033aaf434a714c36a4.pdf</src>
        <authentication>5624c0e70e7fc87452f3831f867d23a7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135104">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4959</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135105">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135106">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4598</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135107">
                <text>Summary of articles/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135108">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.121-123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135109">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135110">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135111">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135112">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135113">
                <text>P

O

L

I

S

F

H

QUARTERLY PUBLISHED

BY

THE ART

No. 2

O

INSTITUTE

YEAR

ROOK

SUMMARY OF
J a c e k O l ę d z k i — SILVER V O T I V E

OFFERINGS

On the basis of m a t e r i a l collected
i n places of
pilgrimage, the author sums up the results o f his rese­
arch on silver votive offerings. To begin w i t h he
discusses the customs connected w i t h votive offerings
in Europe and Poland, their origin and analyses the
forms of votive offerings and the intentions for w h i c h
thev were made The art of the v o t i v e offerings is o n
the' borderline between f o l k a r t and p r o f e s s i o n a l ' a r t ,
and no studies have been made of i t in Poland (apart
f r o m votive n a l n t i n p s ) u n t i l n o w The a u t h o r discusses
the art o f m a k i n c silver votive offerineГ in the f o r m of
small iricomnlete figures and о
ramvL
on meial
D i a t e s This art is a s s n c i a f e r ' w i t h Ь а п ^ я Д % ^ ^ Г я п ^
is found only sporadically i r T r u r a l areas
The author distinguishes the following kinds o f votive
offerings: 1) representations of saintlv and divine per­
sons connected w i t h the cult i n a given locality (fig. 3
and 4), 2) imaginative presentations of intentions i n the
form of persons, animals, organs o f the human body
(fig. 5), 3) combined representations o f saints w i t h
intentions (fig. 12), The last mentioned f o r m is the
latest, the first two being the original basic models
i n the author's opinion.
The author tries to establish the o r i g i n and social
position of the donors o f the votive offerings. The silver
votive offerings were certainly not only confined to the
wealthy s t r a t a of the community. Many splendid votive
offerings of great value were founded collectively, for
instance, the one offered b v participants in a pilgrimage
to Częstochowa (fig. 32). The images of members o f the
gentry are to be seen o n many o f the votive offerings
(and also the petty gentry). The votive offerings w i t h
f a r m subjects seem to indicate the existence of" donors
belonging to the r u r a l population. The donors o* many
collective votive offerings wore the inhabitants of towns
and townships, including urban plebians,
Discussing the subjects o f the votive offerings, t h e
author says that f a r m subjects are among the m o s t r a r e .
There is a lack o f places of cult in Poland where votive
offerings w i t h f a r m subjects are to be found i n a b u n ­
dance. A p a r t f r o m a small number representing f a r m
animals (fig. 21 and 22) there are votive offerings i n the
f o r m o f boats and ships i n the collections a t Chełmno
and Czerwińsk" (fig. 26). The m a i n subject o f the votive
offerings are personal affairs and interest i n man's
health. This group includes votive offerings representing
babies i n swaddling clothes and i n small coffins, hands,
logs, hearts. The ones representing hands and arms'
a r e a soecial symbol A t first thev were m a d e on t h e
occasion o f miraculous recoveries f r o m illness' they
w e r e p a r t i c u l a r l y D o r J u l a r i n the" 19th centurv
being
found f u s t a'; freauentlv as hearts The author o u t s
f o r w a r d the assumption " t h a t t h e m t e n t i o m fo7 w h i c h
t h e y were m a d e " o beyond m e r e s t
n h^ealth a n d thinks
that the hand the a r m w i s Intended as а ч C h o i
of alliance between t h e ' d o n o r of t h e votive
n f f « W
and the b e i n g i t venerated
onerinc.
A t the end of the 19th centurv, when the votive
offerings began Ю be produced b v factories, there was
an impoverishment o f their forms. A t present o n l v
one k i n d o f votive offerings are produced, representing
the f l a m i n g heart, i n several sizes. I n many European
countries (among others in I t a l y and Greece)" we see an
enrichment of the t r a d i t i o n a l forms b y new ones (votive
offerings i n the f o r m o f cars and motor cycles). Mass
production in factories has also had the influence of
lessening the artistic values of votive offerings. Up t o
the middle of the 19th centurv they were very varied
both as regards f o r m and artistic values. This can be
s e e n w i t h i n one centre of pilgrimages alone A p a r t from
votive offerings s t r i k i n g for their fine w o r k m a n s h i o
there
others made by people i t h very l i t t l e t e c h n i ­
w

L

K

OF T H E P O L I S H

A
ACADEMY

OF

XXI

R

T

SCIENCES
19R7

ARTICLES

cal s k i l l w h i c h are marked by p r i m i t i v i s m of f o r m
and content. Discussing the artistic values of the votive
offerings, the author touches upon the question of their
decoration, Almost a l l the rectangular plates
have
decorated edges. I n many of them iconographic and
ornamental patterns taken f r o m baroque and Renaissance
goldsmitbery have been used.
I t is d i f f i c u l t to establish the names of the people
who made the votive offerings and their origin. I t is
mostly anonymous w o r k . I n a few cases, i n the bigger
centres of pilgrimage, there are goldsmith's marks and
guild signs. There is also a lack of i n f o r m a t i o n i n
archive materials about the makers of the votive offe­
rings. The production of silver votive offerings was
side-line w o r k for goldsmiths. A large percentage of the
producers were provincial craftsmen, and also "so-called
.,botchers". I n his concluding remarks, the author says
that even votive offerings executed on order of the
wealthy were nearer to f o l k art i n their conventions
than anly definite trend i n professional art.
The production of silver votive offerings is charac­
terized bv great conventionality of artistic expression.
The author puts f o r w a r d the thesis t h a t this was the
result of factors other than m a t e r i a l , such as beliefs,
and the attitude of man towards the being venerated.
Contrary to w a x votive offerings, w h i c h enabled commu­
nication w i t h the „deity" w i t h the help of incantations,
the silver votive
offerings
are articulated speech,
a prayer.
The field of art discussed did not have ativ connection
w i t h the m a i n t r e n d i n the development of "culture, nor
is i t possible to distinguish in Ihis f i e l d D f art itself
anv development trends specific to a given community.
The author raises the problem: is this field of a r t to
be a subject of f o l k culture and can i t be regarded as
material t o be used i n the study of its history?
Z o f i a G r ó d e c k a discusses L A C I N G
EMBROI­
DERY ON T U L L E FROM D Ą B R Ó W K A W I E L K O P O L ­
SKA A N D B A B I M O S T ( Z I E L O N A GÓRA V O I V O D SHIP). T u l l e bonnets, ruffs and kerchiefs ornamented
w i t h lacing embroidery can be seen i n the collections
of the Folk C u l t u r e and A r t Section of the National
Museum in Poznan. The authoress analyses the t e c h n i ­
que, decorative motifs and application of embroidery
on various parts of women's dress.
The Babimost and Dąbrówka embroidery technique
consists i n lacing the thread through the holes of the
tulle. The weave of the t u l l e imposes the direction of
lacing, so i n this embroidery geometrical motifs such
as straight, broken and w a v y lines and also dots and
stars predominate The v e r y 'few plant motives assume
a geometrical f o r m . The dominating m o t i f is that of the
star, and dots are used to f i l l in between the main
motifs. The linear motifs l i m i t , divide and connect
the elements of the composition and each of the motifs
is embroidered i n several versions. The star m o t i f has
the largest number of different versions, from the
small starlet; k n o w n as "rosettes" (Dąbrówka W i e l k o ­
polska
plate 1,14) to all kinds of " s n o w " stars
folate I 16 17 19' 20 21) The star=; are comnosed of
s i x r h o m b s ' w i t h the points t o w a r d s ' t h e centre ( o n r t i cularly i n the Babimost embroideries). Plant motifs are
found" m a i n l y i n the Dąbrówka embroideries w h i l e the
R a h i m o s r w o r k n n l v h a s v i n p a n d t w i n natterns f f i f
4'i
a n d thp s o - n a l l e r l " l i ' t t l p t r p p s " (fie
fil
TwiVs
with
flowers and bunches o f f l o w e r - are only found as
a motif i n the Dąbrówka embroideries; chronologically
these are the latest motifs. - " " " "
"'
— — в —
t

J 1

,

c i ±

The selection of motifs and different composition
distinguishes the Babimost embroideries f r o m those
of Dąbrówka. The ones f r o m Babimost are more geome­
trical and the composition is clear, of the simplest
elements. I t looks most effective i n the tulle bonnets
121

�(known as "czypki"). The composition of the embroidery
on the crown is v e r t i c a l (fig. 8). The bonnet ties are
also embroidered; the motifs from the crown of the
bonnet are not strictly repeated on the ties.
Rectangular tulle kerchiefs are embroidered i n two
opposite corners and square kerchiefs only have one
corner embroidered, (fig. 14, 15). The kerchiefs are
finished w i t h tulle lace edging.
The most w e l l k n o w n of the Babimost embroiderers
were M a r i a n n a Rychła f r o m Babimost and Weronika
Bursztyn f r o m Podmokle Male (Sulechów district).
The Dąbrówka embroideries have very
complex
motifs. Particular attention is due to the p l a n t motifs,
w h i c h are not treated n a t u r a l l y but stylized. Some of
the Dąbrówka embroideries show the influence of the
patterns of factory made lace. This lace was used to
t r i m bonnets ( k n o w n as " K o p k i " ) , aprons and ruffs.
The arrangement of the embroidery on the bonnets
is i n stripes (fig. 19, 20, 21). T u l l e ruffs were made f r o m
a strip of embroidered tulle t r i m m e d w i t h factory made
lace. The most w e l l k n o w n embroiderers i n Dąbrówka
Wielkopolska were f r o m the Jokiel and Kusior families,
E w a S n i e z y ń s k a - S t o l o t writes about T H E
"FOLK"
C A R V I N G S OF A D A M SŁOWIŃSKI. The
authoress analyses the w o r k of this amateur artist car­
v i n g according to f o l k conventions. Adam Słowiński was
born i n Zakopane; he has the bachelor's degree i n
Polish philology and graduated from the Higher Teachers
College i n Cracow. Carving traditions were strong i n
the highland f a m i l y of his mother, He began to carve
two years ago and has produced 11 carvings. They are
wood carvings treated f r o n t a l l y , made f r o m small polychromed blocks of up to 30 centimetres high. The
authoress
distinguishes
two
groups
of
carvings
depicting the stages of development of Slowinski's
creative w o r k . Three carvings f o r m the f i r s t group,
namely Saint Kinga (fig. 2), Resurrected Christ, Pieta I
(fig. 1). The carvings were inspired by originals seen
in museums, i n period style, p a r t i c u l a r l y Gothic. I n this
group dark polychrome varnish is used deliberately
and rubbed off i n places to achieve a patinated effect.

I n the second group, to w h i c h the authoress qualifies
the rest of the carvings, the t r u e style of the carver
is evident. He follows the f o l k art conventions here.
The authoress regards the Pieta I I (fig. 10), w h i c h resem­
bles a f o l k scuplture i n stone, as the greatest achie­
vement i n this group. The second group is also different
as regards colour — the carvings are b r i g h t and v i t a l
l i k e f o l k paintings on glass.
The authoress raises the problem of q u a l i f y i n g the
w o r k of Słowiński. She says that there is no doubt
that he is not a" p r i m i t i v e f o l k artist, but that his art
shows strong links w i t h the f o l k a r t that inspired i t .
I z a b e l l a G a l i c k a and H a n n a S y g i e t y ń s k a
discuss the f i g u r e of the SAD CHRIST FROM A N I E L O W
w h i c h was found when an inventory was being made
of historical relics i n G a r w o l i n district. I t is a figure
f r o m a wayside shrine and both the shrine and the
figure are carved out of linden wood. On the f r o n t
of the pole of the shrine there is a verse of a church
h y m n and the date: " M a y 1st, 1650". The carving at
Anielowo undoubtedly exhibits the features of f o l k
art and is an interesting iconographic version of Christ
the K i n g . I t is one of the earliest dated presentations
rf the Sad Christ i n Poland.
E w a S n i e z y n s k a - S t o l o t — THE DEVELOP­
M E N T OF CRACOW N T I V I T Y CRIBS AS J U D G E D
FROM T H E L A S T T W O COMPETITIONS, T H E 13TH
A N D 14H. The authoress emphasizes the changes i n
type, f o r m and also i n the ideological character of the
n a t i v i t y cribs. The crib w i t h a stage i n a recess is being
replaced by cribs made up of architectural elements.
A p a r t f r o m the t r a d i t i o n a l fragments of Cracow a r c h i ­
tecture used so far, there are also various elements
of late Gothic architecture. The cribs reflect current
events by the addition D f dates, inscriptions to suit
various occasions, banners, etc. The t r a d i t i o n a l puppets
are being replaced by figures l i n k e d w i t h Cracow and
its history. The Cracow n a t i v i t y cribs have ceased to
be a puppet show, and are now a seasonal decoration.

�ПОЛЬСКОЕ
КВАРТАЛЬНЫЙ
№

ЖУРНАЛ

2

НЛРОДНОЕ

ИЗДАВАЕМЫЙ

ИНСТИТУТОМ ИСКУССТВА
ГОД ИЗДАНИЯ X X I

ИСКУССТВО
ПОЛЬСКОЙ А К А Д Е М И И

НАУК
1967

РЕЗЮМЕ
Яцек Олендзки
НИЯ (BOTA)

— СЕРЕБРЯНЫЕ ПРИНОШЕ­

На осноае материала, собранного в местах палом­
ничества, автор обобщает результаты своих исследо­
ваний по художественной выделке серебряных при­
ношений. В начале статьи говорится о принятых обы­
чаях дарственных приношений на территории всей
Европы и, в частности, Польши, анализируются окор­
мы этих приношений и приписываемые им функции.
Вотивные приношения, которые мы будем называть
„вота", принадлежат к тому виду творчества, о кото­
ром можно сказать, что народное мастерство граничит
здесь с профессиональным; в Польше (не говоря о вотивной живописи) этот вид творчества до сих пор
не был исследован. Автор рассматривает серебряные
приношения, выполненные на металлических пластин­
ках, украшенных мелкой резьбой и гравировкой.
В сельских местностях этот вид творчества, связан­
ный с цеховым ремеслом, встречается лишь в единич­
ных случаях.
Автор выделяет следующие формы „вот":
1) изображение Бога и святых, являющихся пред­
метами местного культа (илл. 314), 2) выражение
цели приношений под видони людей, животных,
тех или других органов человеческого тела
(илл. 5), 3) святые, олицетворяющие цель при­
ношения (илл. 12). Эта последняя форма „вот"
принадлежит уже к более позднему периоду,
а две первые являются, по мнению автора,
основными образцами.
Автор пытается установить происхождение и со­
циальное положение жертвователей „вот". Серебряпью приношения жертвовала не только зажиточная
часть населения. Многие дорогие „вота"' приносились
коллективно, например, участниками паломничества
в Ченстохов (илл. 32). На многих „вотах" имеются
изображения представителей шляхты (не исключено,
что мелкопоместной). Приношения с хозяйственной
тематикой свидетельствуют, как надо полагать, о жер­
твователях из крестьянского сословия. Много коллек­
тивных „вот" дарили жители городов и местечек,
а среди них представители городского плебса.
Рассматривая тематику ..вот", автор утверждает,
что хозяйственная тематика встречается очень редко.
В Польше нет таких мест культа, где можно встре­
тить большое нагромождение „вот" с крестьянской
тематикой. Кроме незначительного количества „вот"
с изображением домашних животных (илл. 21 и 22).
встречаются „нота" с изображением лодок и судов
в коллекциях Хелмна и Червиньска (илл. 26). Основ­
ная тематика „вот" — это личные дела и здоровье
человека, Эта группа включает, в частности, „вота",
отображающие младенцев в пеленках и гробиках, ла­
дони, руки, ноги, сердца. „Вота" с изображением ла­
доней и рук имеют особое символическое значение,
Вначале они были связаны с чудесньгми исцеления­
ми. Особую популярность приобрели они в X I X в.
и стали встречаться наравне с изображением сердец.
Автор статьи полагает, что цель приношений шла
дальше заботы о здоровье и считает, что ладонь, ру­
ка — это символы связи между жертвователем и чти­
мым лицом.
В конце X I X века, когда стало налаживаться фа­
бричное производство „вот", формы их обеднели. В на­
стоящее время выпускается только один вид „вот":
пылающие сердца различной величины. Во многих
европейских странах (в частности в Италии и в Гре­
ции) замечается обогащение традиционных форм но­
выми (изображение автомашин, мотоциклетов). Фа­
бричное производство снизило также художествен­
ный^ уровень „вот". До середины X I X в. творчество
&gt;»вот отличалось разнообразием форм и рознилось
художественным уровнем. Это можно заметить при

изучении собраний отдельных паломнических мест­
ностей. Наряду с высоко художественными „вотами"
встречаются „вота", выполненные в мастерских, рас­
полагающих скромной техникой; их изделия прими­
тивны по форме и содержанию. Касаясь художествещнюй ценности „вот", автор говорит о их декоратив­
ности, Почти все прямоугольные пластинки украше­
ны обрамлениями. Во многих „нотах" использованы
иконописные образцы и орнамент ювелирных изделий
в духе барокко и 'ренессанса.
Имена и происхождение творцов „вот" трудно уста­
новить, В общем — это аномимное творчество. Лишь
изредка в более крупных паломнических центрах
имеются на „вотах" отличительные знаки и пробы.
Отсутствуют также сведения о творцах „вот" в архив­
ных материалах, Выпуск серебряных „вот" был лишь
побочным видом творчества золотильных мастерских.
Значительная часть исполнителей принадлежала к
числу провинциальных ремесленников, притом так
наз. „халтурщиков".
В заключение автор отмечает, что даже „вота",
выполняемые по заказу состоятельных людей, были
по своему характеру более сродни народному твор­
честву, чем определенному направлению профессио­
нального искусства.
Творчество серебряных вот отличается большой
условностью пластических решений. Автор выдвигает
тезис, что эта условность обусловлена такими внематериальными факторами, как: верования, отношение
к чтимому существу. В противоположность восковым
„вотам", которые предоставляют возможность сооб­
щаться с „божеством" при помощи заклинаний, се­
ребряные „вота" являются определенной речью —
молитвой.
Рассматриваемый в статье Е И Д искусства не был
связан с основным ходом развития культуры. В нем
самом нельзя также выделить путей развития, харак­
терных для определенных обществ.
Автор статьи ставит вопрос можно ли назвать этот
вид творчества предметом народной культуры или же
он является материалом для изучения ее истории.
С о ф и я Г р о д е ц к а пишет о ВЫШИВКЕ ПО
ТЮЛЮ, Х А Р А К Т Е Р Н О Й ДЛЯ МЕСТНОСТЕЙ ДОМБ Р У В К А В Е Л Ь К О П О Л Ь С К А И БАБИМОСТ (Зеленогорское воеводство). Тюлевые чепцы, жабо и платки,
украшенные вышивкой, находятся в собраниях Отдела
культуры и народного творчества познаньского На­
ционального музея. Автор анализирует технику, узоры
и вышивку в различных частях женского наряда.
Техника вышивок, выполняемых в Бабимосте и
Домбрувке, заключается в протягивании ниток через
тюль. Плетение тюля указывает направление вышив­
ки. Преобладают в ней гоометризованные мотивы, как:
простые, извилистые и волнистые линии, точки и звез­
дочки. Немногочисленные растительные мотивы также
отличаются геометризованной формой. Доминирующую
роль играет мотив звезды, точки дополняют основные
мотивы. Линейный орнамент ограничивают, разделяют
и соединяют композиционные элементы. Каждый мо­
тив имеет несколько разновидностей. Наиболее разно­
образен звездчатый узор: начиная с маленькой звез­
дочки, называемой „розеткой" (Домбрувка Велькопольска, табл. I , 14) вплоть до различных видов „сне­
жинок", (табл. I , 16, 17, 19, 20, 21). Очень распростра­
нены звезды из шести ромбов, обращенных вершина­
ми внутрь (особенно часто встречаемые в бабимойской
выпгивке). Растительные мотивы характерны главным
образом для домбровецких вышивок; в бабимойских
вышивках встречается только мотив с виноградной
лозой, веточками (илл. 4) и так наз. „деревцами"
(илл. 6). Мотивы из веточек с цветочками и из цве­
точных букетиков известны только в Домбрувке Вель123

�копольской. Хронологически они с 'ьге поздние. Бабимойеюие и домбравецкие вышивки рознятся моти­
вами и композицией. Бабимойские вышивки имеют
более геометризованную форму, отчетливую компо­
зицию из простейших элементов. Наиболее эффектно
выглядят они на тюлевых чепцах („чинки"). Компо­
зиция вышивки на донышке вертикальная (илл. 8).
Украшались также вышивкой завязки чепцов, причем
их узор несколько рознился от узора вышивки на
донышке чепца.
В прямоугольных тюлевых платках украшались
вышивкой два противополопепых конца, в квадрат­
ных — только один (илл. 14, 15). Края платка от­
делывались тюлевыми кружевами.
Среди бабимойских вышивальщиц самой большой
известностью пользовались Марианна Рыхла из Бабимоста и Вероника Бурштын родом из местности
Подмокле Мале (Сулеховскмй район).
Домбровецкие вышивки отличаются сложными узо­
рами. Оособенно выделяются растительные мотивы,
причем не натуралистические, а стилизованные. Не­
которых из них переняли узоры фабричных кружев.
Машинными кружевами украшали чепцы ((.копки"),
передники, жабо. Узор вышивки на чепцах располо­
жен в полоску {илл. 19, 20, 21). Тюлевые жабо состав­
ляли из полос вышитого тюля и обрамляли машинным
кружевом. Лучшими мастерицами в Домбрувке Велькопольской считались вышивальщицы из рода Иокелей и Кусиоров.
Э в а С н е ж и н ь с к а - С т о л о т пишет о „НАРОД­
НЫХ" СКУЛЬПТУРАХ АДАМА
СЛОВИНЬСКОГО.
Автор анализирует творчество этого ваятеля-люби­
теля, придерживающегося манеры народного мастер­
ства. Адам Словиньски, уроженец местности Закоггане, окончил факультет польской филологии и Выс­
шую педагогическую школу в Кракове. Традиции
скульптурного искусства он унаследовал от семьи его
матери-горянки, Сам Словиньски стал заниматься
ваянием два года тому назад и в течение года создал

11 скульптур. Это произведения из дерева, обработан­
ные фронтально из небольших деревянных кубиков
размером до 30 см., покрытых полихромией. Автор
статьи выделяет несколько групп, отображающих эта­
пы творчества Словиньского. К первой группе от­
носятся три скульптуры: ,^св. Кинга" (илл. 2), Вос­
кресение Христово (Пиета I , илл. 1). Скульптуры вы­
полнены по музейным образцам; художник следует
традициям стильных скульптур, особенно готических.
Он совершенно сознательно пользуется темной поли­
хромией и старается патинировать свои скульптуры.
Ко второй группе автор относит остальные работы
Словиньского, в которых можно отметить индивидуаль­
ный почорк художника, обращающегося к народному
творчеству. Лучшим произведением в этой группе
считает автор статьи „Пиету I I (илл. 10), которая на­
поминает народные каменные фигуры. Вторая группа
отличается также своеобразным колоритом — живым
и сочным как на народных картинах, написанных на
стекле.
Пытаясь определить род творчества Словиньского,
автор приходит к убеждению, что его не следует при­
числять к примитивным народным художникам, но
все же его творчество указывает на связь с народным
искусством, которое является его вдохновителем.
Эва С н е ж и п ь с к а - С т о л о т — ПУТИ РАЗ­
ВИТИЯ К Р А К О В С К И Х ВЕРТЕПОВ НА ОСНОВАНИИ
ДВУХ ПОСЛЕДНИХ КОНКУРСОВ ( X X I I I И X X I V ) .
Автор статьи обращает внимание на то, как изме­
нились тип, формы и идейное содержание вертепов.
Вместо вертепов со сценой внутри появляются -вер­
тепы с архитектоническими элементами. Кроме тра­
диционных до сих пор фрагментов краковского зод­
чества встречаются также различные элементы позднегогичеекой
архитектуры.
Вертепы
используют
актуальные события, знаменательные даты, транс­
паранты, надписи и т.п. Вместо традиционных кукол
выступают лица, связанные с Краковом, с его историей.
Краковский вертеп потерял характер театра и являет­
ся скорей декорацией на определенные случаи.

�CZASOPISMA

INSTYTUTU

SZTUKI

PAN

wydawano prze:z:
P.P. W Y D A W N I C T W A A R T Y S T Y C Z N E I

FILMOWE

B I U L E T Y N H I S T O R I I S Z T U K I , k w a r t a l n i k , ponad 100 str. dużego
f o r m a t u , około 100 i l u s t r a c j i . Cena 24 zł, prenumerata półroczna 48 zł,
roczna — 9 fi zł.
P O L S K A S Z T U K A L U D O W A , k w a r t a l n i k . «4 str. dużego formatu,
bogaty materiał ilustracyjny. Cena 18 zł, prenumerata p o l : oczna 36 zł,
72 zł.
roczn;
P A M I Ę T N I K T E A T R A L N Y , k w a r t a l n i k , ponad 170 str. d r u k u , około
100 ilustracji. Cena 18 zł, prenumerata półroczna 3G zł, roczna — 72 zł.
M U Z Y K A , k w a r t a l n i k , około 130 str. d r u k u , liczne przekłady nutowe.
Cena 13 zł, prenumerata półroczna 36 z!, roczna — 7 2 zł.
Wszystkie
meracie.

czasopisma

nabywać

można

regularnie jodynie

w prenu-

WARUNKI PRENUMERATY
„POLSKIEJ S Z T U K I L U D O W E J "
Cena prenumeraty: półrocznie zł 36, rocznie zł 72.
Prenumeraty przyjmowane su do 10 dnia miesiąca
okres prenumeraty.

poprzedzanego

Prenumeratę na k r a j dia czytelników i n d y w i d u a l n y c h przyjmują urzędy
pocztowe ora/ listonosze.
Czytelnicy i n d y w i d u a l n i mogą również dokonywać wpłat na konto P K O
N r 1-6-100020 — Centrala Kolportażu Prasy i W y d a w n i c t w ..Kuch"
Warszawa, u l . Wronia 23.
Wszystkie instytucje państwowe i społeczne m o g a zamawiać prenume­
ratę wyłącznie za pośrednictwem Odziałów i Delegatur „Ruch".
Prenumeratę na zagranicę, która jest o 40»/. droższa — przyjmuje Biuro
Kolportażu W y d a w n i c t w Zagranicznych „Kuch" Warszawa, u l . Wronia
23, t e l . 20-46-33, konin PKO NV 1-6-100024.
SPRZEDAŻ
Egzemplarze numerów zdcaktualizcwanych można nabywać w P u n k ­
cie Wysyłkowym Prasv A r c h i w a l n e j „Ruch", Warszawa, u i . Nowomiejska n r 15.17, konto P K O N r П4-6-700041 V I I Oddział M i e j s k i Warszawa.
A k t u a l n e n u m e r , c / a . - . o m I n s t v i u t u S/.tuki P A N posiada Ośrodek
Rozpowszechniania W v ; i a w n c t w N a u k o w y c h P A N w Pałacu K u l t u r y
i N a u k i w Warszawie.
!

/ . a k ł . w l y G r i i l u - У Н ' . Л &gt; : п к а " . ? . u f c i , i . N i 2. W - w . s
-•.•..-.•hi.r.iżych 39. У.(м'.\. i:f.
t'ar»
i l u s t r . ' k l . I l l , 1 2 0 g. B I
k a r t o n b i a ł y k l . I l l , 22i!
B I . N a k ł a d 1 SC* cs-&lt;. T - 3 7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11338" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11316">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/40da351ca2ab2c819c72868ccc50e89f.pdf</src>
        <authentication>8501dd62622c3c9820b9d1956f185f9f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135095">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4960</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135096">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135097">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4599</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135098">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135099">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.3; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135100">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135101">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135102">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135103">
                <text>�T R E S C

Olga M u l k i e w i c z -Goldbergowa

Przemiany u r z ą d z e n i a
izby wiejskiej

Barbara Poloczkowa

Tekstylia

i

strój

na

wnętrza

współczesnej
127

Śląsku

Cieszyńskim

w

XVI—XVIII w

135

Janina Petera

Zdobione przęślice lubelskie

147

Roman Reinfuss

Wystawa plecionkarstwa ludowego w
(listopad 1966)

Anna K u n c z y ń s k a - I r a c k a

Wystawa ś w i ą t k ó w rzeszowskich

Lublinie

KRONIKA

177
183

SUMMARY OF

ARTICLES

187

РЕЗЮМЕ

188

/ -

Na okładce:
Wyk. Józef
Nepomucen,

169

ft

fi

w t f .

Fragment pojemnika
na zboże plecionego ze słomy techniką
Tarnowski,
Busówno,
pow. Chełm.
Na stronie
tytułowej:
rzeźba,
drewno,
ślady
polichromii,
wys.
25 cm.
Wł.
w Rzeszowie, nr inw. 5629.

spiralną.
Sw.
Jan
Muzeum

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

POLSKIEJ

AKADEMII

NAUK

ROK X X I

1967 NR 3

polska sztuka ludowa

�KOMITET REDAKCYJNY
M g r Aleksander Jackowski,
d r Kazimierz Pietkiewicz,
prof, dr K s a w e r y Piiwocki,
prof, dr Roman Reinfuss,
prof, dr Tadeusz Seweryn.
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Redaktor naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca redaktora naczelne­
go: prof, d r Roman R e i n ­
fuss,
sekretarz
redakcji
i redaktor działu: m g r Jad­
wiga
Jarnuszkiewiczowa,
w s p ó ł p r a c o w n i c y : mgr A n ­
na K u n c z y ń s k a — Iracka,
mgr K r y s t y n a Chojnacka,
redaktor
'techn.:
Maria
Klukowska,
układ
graf.:
Jadwiga
Jarnuszkiewiczowa. T ł u m a c z e : D. Ronowicz
(ang.), N . S t a s i ń s k a (ros.).
Red.: Inatyitut Sztoki P A N ,
Warszawa, u l . D ł u g a 26.
Wyd. i administr.: P.P.
Wydawnictwa Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
P u ł a w s k a 61, tel. 44-50-19.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11337" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11315">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/49a097e9e202cbca133d6d69adf3003d.pdf</src>
        <authentication>cc73503a76369e1dece7710f8e6f48d2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135083">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4957</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135084">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135085">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4596</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135086">
                <text>Recenzje/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135087">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.117-118</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135088">
                <text>Piwocki, Ksawery</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135089">
                <text>Czajkowski, Jerzy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135090">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135091">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135092">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135093">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135094">
                <text>N
Roman Reinfuss: LUDOWE KAFLE MALOWANE, Kraków, 1966, Wyd. Llł.
Cenię bardzo książki, które na dłuższy czas „załatwia­
ją" jakieś zagadnienie w danej dziedzinie nauki. Muszą
one operować możliwie pełnym materiałem heurystycz­
n y m , muszą być najczęściej w p e w n v m stopniu p r z y ­
gotowane przez monografie czy bodaj artykuły pisane
na dany temat przez k i l k u poprzedników, na koniec
autor musi umieć dokonać poprawnej i pełnej analizy
i interpretacji materiału. Powstała praca nabiera w ó w ­
czas charakteru monumentalnego pracy kapitalnej czy
podstawowej. Do tego t y p u dzieł zaliczam właśnie
Ludowe
kafle malowane
Romana Reinfussa. Spełnia
ona w sposób niemal idealnv wspomniane w y m o g i :
autor opiera się na dużym i już chyba t y l k o w drobiaz­
gach możliwym do uzupełnienia materiale zabytkowym
k a f l i malowanych z całej Polski. Rozgryzł i zwięźle, ale
wyczerpująco, przedstawił dzieje tego rodzaju kaflarstwa
w k u l t u r z e europejskiej. Przeanalizował dokumentnie
technikę w y k o n a n i a i zdobienia naszych malowanvch
k a f l i ludowych, a także tematyko malarska występującą
w t e j gałęzi sztuki ludowej, omówił wystarczająco do­
kładnie dla celów porównawczych podobne kafle z k r a ­
jów sąsiadujących z Polską i wreszcie we wszystkich
rozdziałach rozsądnie i z umiarem interpretuje zebrane
dane. T w o r z y w ten sposób zamkniętą całość, dla
recenzenta aż niemal irytującą swoją pełnością, nie ma
się bowiem czego „czepić",
Dla podpisanego książka ta ma specjalne znaczenie,
bo tworzy j a k b y ilustrację dla dwóch tez, które często
w y s u w a m przy omawianiu sztuki l u d o w e j : j e j związki
w k i l k u podstawowych dziedzinach z rzemiosłem cechow v m oraz czerpanie w zakresie motywów f i g u r a l n y c h ,
ale także w dużej mierze i zdobniczych z wzorców,
będących wspólnym dobrem całej sztuki europejskiej.
Reinfuss trafnie opisuje przejście z tego rodzaju podniet
zewnętrznych do twórczości, którą już możemy nazwać

ludową, uzupełniając słusznie moje spostrzeżenia różni­
cowaniem tych przejść zależnie od oddziaływania środo­
wiska społecznego, gdy omawia różnice między twór­
czością Oksitowicza i pracującymi dla w s i k a f l a r z a m i
mazurskimi.
Z drobiazgów, które można by inaczej interpretować,
mogę wymienić jedynie k i l k a : ułan reprodukowany na
rycinie 78 nie musi być polski, bo armia pruska miała
także regimenty ułanów, których strój wzorowany był
na polskim. Rycina 121 chyba nie przedstawia koniecz­
nie chłopów podleżajskich," bo — j a k m i się zdaje —
trzymają obie jej postaci kartusz z jakimś napisem,
a więc jest to chyba ludowa „parafraza" jakiejś ryciny
może a p i t a r v i n e i 'w stvln l a t 40-vrh X I X w
Infantyl­
n a " grupa k a f l i mazurskich też chyba oparta jest o wzot v
Р Г Я Н Г 7 П Р
t v l k n stonrpń i e i n d ^ k n k i i " ipqt stosunkowo
znaczniei" większy niż w pozostałychГ kaflach teeo reeionu
Wydaie m sie że stonieó
r e a l i z m u " Do4c/eeolnvch
Zitrtl^vJiL
i ^ t rhvha Z Tłńwn^ m W V e S
y
od
^nm*
гД^тп" ™
я
TrtWn
inności"
niema na materiale zebranym przez a u t o r a , ^ wy¬
dająca m i się dosc prawdopodobnym w y m k i e m ogólnej
sytuacji k u l t u r a l n o - p o l i t y c z n e j dawnej
G a l i c j i , byc
może Oksitowicz czerpał z Bachmmskiego po jego
sukcesach z lat 80-ych X I X w., ale może tez było o d ­
wrotnie. Malarze m a n u f a k t u r wschodniogalicyjskich,
których mozuwe inspiracje w majohce pokuckiej jakże
trafnie podnosi Reifuss, m o g l i byc powiązani z cechem
k r a k o w s k i m jeszcze u schyłku X V I I I w., kierunek
bowiem i n f i l t r a c j i majstrów tej epoki szedł na wschód,
gdy Kraków tego czasu stawał się coraz m n i e j a t r a k c y j ­
n y m środowiskiem dla rzemiosła artystycznego.
Ksawery

Piwocłci

Fragm.
pieca,
Wierzawicc vow. Leżajsk. Fot.
Jan
Swiderski

�Tóth Janos: NEPi TESZETUNG HAGYOMANYI (Tradycje naszej ludowej architektury), wyd. Muszakl kfinyvkiado,
Budapeszt, 1 9 6 1 , s. 239, ilustr. 362

L u d o w e budownictwo węgierskie, któremu poświęcono
już wiele prac etnograficznych, doczekało się nowego,
tym razem syntetycznego opracowania w książce pod
wyżej w y m i e n i o n y m tytułem. Pozycja ta jest t y m b a r ­
dziej interesująca, że autor — Tóth Janos uwzględnił
dane a r c h e o l O E i c z ń e i historyczne rzutuiace na znaiomość najstarszych f o r m mieszkalnych, a ponadto u w i daczniaiace sieiróżniee r e e i o n a l n e w s y s t e m i e i soosohie

budowy łączył stale z podłożom.ekonomicznym V

spo-

Krążka dzieli się na trzy główne rozdziały. W p i e r w ­
szym autor analizuje rozwój osadnictwa i budownictwa
ludowego w średniowieczu i czasach nowożytnych. Dużo
uwagi poświęca epoce tzw. arpadvjskiej, trwającei od
X do końca X I I I w., w której l u d węgierski ze'stadium
półkoczowniczego przechodzi do systematycznej uprawy
r o l i i ogrodnictwa.
5 e

Wykopaliska z pierwszego w i e k u epoki arpadyjskiej
dowodzą, że już wówczas na terenie Węgier były domy
dwuwnętrzne. Późniejsze cięższe w a r u n k i gospodarcze
ludności, powodowane nieustabilizowaną sytuacja p o l i ­
tyczną, byłv często przyczyną r e d u k c j i b u d y n k u 'miesz­
kalnego do" jednego t y l k o pomieszczenia. Już w t y m
iednak czasie dążenia artystyczne budowniczych l u d o ­
w y c h były b a r d ? 0 s i l n e a najpiękniejszymi m o t y w a m i
dekoracyjnymi z tej epoki są palmety sasanidzkie. za­
chowane w zdobnictwie l u d o w y m do czasów dzisiej­
szych.
Rozwój budownictwa ludowego na Węgrzech hamo­
wany był w dużym stopniu przez najazdy Turków,
którzy na początku X V I w. opanowali znaczną część
środkowych Węgier na przeciąg przeszło półtora w i e k u .
W t v m czasie j a k wykazują badania archeologiczne,
miszkalno b u d y n k i chłopskie miały dwa, a nawet trzy
pomieszczenia. Można przy t y m zaobserwować wędrówkę,
jaką odbyło ognisko ze środka izby domu jednownetrzneeo nod ścianę działowa z sienią w budynkach d w u wnętrznych. Jednocześnie następował rozwój a r c h i t e k ­
tonicznysamveh urządzeń ogniowych Zachowane obiekty
z X V I I I stulecia świadczą że rozwói domów w prze­
szłości i w t v m czasieГ nastenowal orzede wszystkim
przez dodawanie zewnętrznych przybudówek.
L i k w i d a c j a okupacji tureckiej (koniec X V I I w.) jest
początkiem nowego okresu w ewolucji węgierskiego
budownictwa ludowego, którego najbardziej charak­
terystyczną cechą jest klasycvzm. Pryncvpalna zasadą
tego stylu jest koncentracja zdobnictwa architektonicz­
nego, a j e j rezultatem b y w a np. rząd domów wzdłuż
ulicy, posiadających jednakowe podcienia l u b ganki,
co autor określa mianem „estetvcznv w i d o k u l i c v " .
Charakterystyczne dla tego budownictwa podcienia mają
różnorakie formv. Biegną one wzdłuż f r o n t u całego
b u d y n k u , wzdłuż" fasadv szczytowe! i maią różna głębo­
kość. Są też podcienia' wgłębione (wnęki), narożne l u b
ganki. Ponadto silnie zróżnicowana jest ich kolumnada,
występująca badź w postaci sładkich kamiennych f i l a ­
rów oodtr/vmuiacych horyzontalny oulao m d c i e n i a
filarów z dekoracja reliefowa badź k o l u m n połączonych
łukami, rzeźbionych słupów drewnianych i t d .
W klasvcvstvcznvm budownictwie l u d o w y m znalazła
zastosowanie również dekoracja sgrafittowa, częstokroć
o motywach k w i a t o w y c h i roślinnych, która spotvkamv
na fasadach szczvtowych domów. Technika ta przeszła
do a r c h i t e k t u r y ludowej ze zdobnictwa kościelnego,
a rozpowszechnienie j e j wiązało się z ogolnvm odrodze­
niem narodowym po wypędzeniu Turków." Niezależnie
od wpływów rożnych stylów własnym w y t w o r e m w ę ­
gierskiej a r c h i t e k t u r y ludowej jest dom z dachem

nadwieszonym nad ścianą szczytową skierowaną do
ulicy. Obserwuje się t u rośne formy. W jednych w y ­
padkach wysunięta część dachu ma'kształt półokrągły,
rozszerzający się k u dołowi. K i e d y indziej m a m y do
czynienia z dachem naczółkowym i pionowo szalowaną
dolną jego partią l u b dachem o silnie skróconej płasz­
czyźnie połaci szczytowej i szalunku biegnącym ukośnie
od brzegów strzechy do górnej krawędzi ściany. Szalo­
wana płaszczyzna b y w a zdobiona profilowaniem brzegów
desek oraz bogata' dekoracja malarska z m o t y w a m i
roślinnymi geometrycznymi
a nawet zoomorficznymi
Domy takie często znajdujemy w zachodnich Węgrzech
W rozdziale d r u g i m autor syntetyzuje dotychczasowe
cudze i własne w y n i k i badań nad l u d o w y m budownic­
t w e m Węgier i wyznacza cześć podstawowych jego
typów wiążących się z regionami, a mianowicie: t y p
wschodniowęgierski ze zbliżonym doń siedmiogrodzkim,
północnowęgierski zachodniowęgierski z centralną g r u ­
pą zadunaiska nołudniowoweeierski środkowowęeierski
tzw. alfóldski dom, i północno-wschodniowęgierski nad
górna Cisa T v o v te różnią sie miedzv soba nie t v l k o
drugorzędnymi cechami architektonicznymi ale też
w kwestiach zasadniczych, t a k i c h j a k podział mieszkania
i 7aburinwa аочппг!ягг7Я ' G o d n y uwa^i iest f a k t
УР
kucnnia iakn Domies7r7enie mieszkalne ro7w^rneła sie na
Dółnoo у i I S m r l T i l
таś sień
nełn i а Л
я n aloeir zna
funkcie
пя УяЛЛХ
! rmtuH ń i u
kra i u c o w y n i k a
z. odmiennych cech kTimatybny^ch
v/ушка
W trzeciej części pracy, w oparciu o czynniki fizjo­
graficzne, autor zwraca uwagę na sytuację społeczną
i ekonomiczną, mającą wyraźny w p l v w na wiejskie
budownictwo. Dalej zaś konstatuje, że l u d węgierski,
mimo iż czerpał wzorv z budownictwa niemieckiego
czy południowosłowiańskiego, realizował ie według włas­
nych koncepcji architektonicznych. Podobnie też prze­
twarzał na własny użytek elementy brane z różnych
stylów oraz e p o k ' i zachował je w ' w i e l u o k o l i c a c h ' d o
czasów n a m współczesnych I t a k stvl romański u t r z y ­
muje sie w podcieniach z poprzecznymi sklepieniami
w domach nad brzegiem Balatonu, styl gotycki widocz­
n y jest w kompozycji bryły drewnianych dzwonnic,
zaś na i c h izbicach Dozostawił ślad renesans który często
obserwujemy
również w szczytowych
zwieńczeniach
architektury" mieszkalne! i b r a m zamvkaiaevch r&gt;oszczególne gospodarstwa oraz w malowidłach na szczy­
tach domów,
zastosowanie na fasa­
dach szczytowych i f r o n t o w y c h zarówno w kształtowaniu
oodcieni iak dekoracii П ! Я Ч 7 Г 7 У 7 П У (nr&gt; m n t v w nłnńrał
W nodcieniach dominuie iednak klasycyzm Natomiast
z romantZu
b u d o S T d o O T
elementów z d o b n i c r v r t
m o w a n c Ь У Ь ze Т П Я Г ^ П У Г П ^ onóźnieniem Tvnowa
lik
cecha weeierskiei a r c h i t e k t u r y l u d o w e
r l p s t e nr/e
mieszane w s c z ^
Praca T . Janosa oparta została' na dobrze p r z y ­
gotowanej dokumentacji naukowej, o czym świadczy
duża ilość zamieszczonych ilustracji. Składają się na
nie fotografie, r y c i n y czarne i kolorowe, a przede
wszystkim plany domów i zagród oraz detale a r c h i t e k ­
toniczne. D l a celów porównawczych wprowadzono p r z y ­
kładowe ilustracje z terenu R u m u n i i i Czechosłowacji.
Pracę zamyka bogaty zestaw l i t e r a t u r y naukowej, w y ­
korzystanej przez autora, oraz resume w języku f r a n ­
cuskim.
W a r t o podkreślić, że zarówno przygotowanie naukowe
książki, j a k i j e j wysokie w a l o r y techniczne (kredowy
papier, d r u k i in.) mogą stanowić wzór dla tego rodzaju
wydawnictw.
Jerzy Czajkowski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11336" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11314">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0a13ca2bb9e01ecbe80fcda552e12bdc.pdf</src>
        <authentication>ae2d6ba968fa3f55704ca959305989b4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135073">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4958</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135074">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135075">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4597</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135076">
                <text>Kronika/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135077">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.119</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135078">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135079">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135080">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135081">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135082">
                <text>K

R

O

N

I

za okres X - XII.

Konferencje,

działalność

muzeów

W d n i a c h 14—16 października, w
r a m a c h obchodów 10-lecia skanse­
n u w Z u b r z y c y G ó r n e j , odbyła się
ogólnopolska
konferencja
konser­
w a t o r s k a i z j a z d społecznych o p i e ­
kunów
zabytków.
Organizatorami
konferencji byli: Ministerstwo K u l ­
t u r y i Sztuki, wojewódzki konser­
w a t o r zabytków i Zarząd Okręgu
P T T K w K r a k o w i e . Uczestnicy k o n ­
ferencji
obradowali
w
Zubrzycy
Górnej, Chochołowie i L a n c k o r o n i e .
T e m a t e m k o n f e r e n c j i były: o r g a n i ­
z a c j a skansenów, r o l a m u z e ó w r e ­
g i o n a l n y c h oraz p r o b l e m y o c h r o n y
zabytków drewnianego b u d o w n i c t w a
wiejskiego
i
małomiasteczkowego.
W ostatnim dniu obrad, w L a n c k o ­
r o n i e został w y g ł o s z o n y p u b l i c z n y
odczyt p n . „Ochrona zabytków b u ­
d o w n i c t w a d r e w n i a n e g o w aspekcie
międzynarodowym".

*
W listopadzie, w M u z e u m B u ­
downictwa
Ludowego
w
Sanoku
zorganizowano
dwudniowe
sympo­
z j u m poświęcone m a l a r s t w u i k o n o ­
w e m u . Profesorowie U J i k r a k o w ­
skiej
Akademii
Sztuk
Pięknych
omówili dzieje bizantyjskiego m a ­
l a r s t w a i k o n o w e g o oraz jego r e m i ­
niscencje w p l a s t y c e współczesnej.
Pracownia Badania Sztuki Ludowej
ISPAN w Krakowie
przedstawiła
zespół p r a c z m a r ł e j d r M . P r z e ź dzieckiej na temat X V I I I - i X I X -wiecznych ikon ludowych w M u ­
zeum w Sanoku.

*
26 l i s t o p a d a
otwarto
Muzeum
Regionalne w N o w y m Targu. Jed­
n y m z d z i a ł ó w m u z e u m j e s t dział
etnograficzny,
który
prezentuje
wnętrze chaty n o w o t a r s k i e j . O b o k
sprzętów i strojów l u d o w y c h z g r o ­
madzono
również stare narzędzia
stolarskie, bednarskie i kowalskie.

*
W Wiśle o t w a r t o M u z e u m Bes­
kidzkie. Zgromadzono
p o n a d 500
e k s p o n a t ó w . Są t o z a b y t k i z z a ­
kresu k u l t u r y materialnej i sztuki
l u d o w e j . O b o k rzeźb i s t a r y c h g ó r a l ­
skich
instrumentów
muzycznych,
pokazano beskidzkie stroje ludowe
i koniakowskie koronki.
Warsztat
g a r n c a r s k i , narzędzia d o
czesania
l n u o r a z s t a r e narzędzia
rolnicze
prezentują dział k u l t u r y m a t e r i a l ­
n e j . O s o b n y m działem j e s t
zbiór
w y d a w n i c t w i pamiątek po B o g u ­
mile Hoffie.

*
W
r a m a c h i n a u g u r a c j i sezonu
k u l t u r a l n o - o ś w i a t o w e g o 1966/67 n a
Lubelszczyźnie o t w a r t o 2 3 . X I . M u ­
zeum
Regionalne
w
Kazimierzu.
M u z e u m m i e ś c i się w
Kamienicy
Celejowskiej. Na otwarcie przygo­
t o w a n o ekspozycję s z t u k i l u d o w e j

A

1966

P o w i ś l a , n a którą składają się m . i n .
w y c i n a n k i Ignacego Dobrzyńskiego,
wyroby kowalskie, ceramika z Ba­
ranowa, wyroby
plecionkarskie i
stroje ludowe.
Wystawy,

K

konkursy

3.X. o t w a r t o w P a ń s t w o w y m M u ­
zeum Etnograficznym wystawę p n .
„Polskie stroje l u d o w e " , zorganizo­
waną z o k a z j i K o n g r e s u
Kultury
P o l s k i e j . Jest t o p i e r w s z a w y s t a w a
otwarta w odremontowanej
części
nowego gmachu
muzeum.
Poka­
zano o k . 40 o b i e k t ó w
zgromadzo­
n y c h w 10 zespołach r e p r e z e n t u j ą ­
c y c h różne r e g i o n y , g ł ó w n i e p o ł u d ­
niowej Polski. Komisarzem wysta­
w y , a u t o r e m scenariusza i k a t a l o g u -składanki b y ł d r K .
Pietkiewicz.

*
W czasie t r w a n i a f e s t i w a l u W a r ­
s z a w s k a Jesień (wrzesień, p a ź d z i e r ­
n i k ) C e n t r a l a H a n d l o w a Przemysłu
Muzycznego zorganizowała wystawę
p.n. „Polskie i n s t r u m e n t y muzycz­
n e " . W y s t a w a c z y n n a była w g m a ­
chu
PWSM.
Dział
instrumentów
l u d o w y c h p r z y g o t o w a ł doc. d r M .
S o b i e s k i . P o k a z a n o o k . 50 i n s t r u ­
m e n t ó w l u d o w y c h ze z b i o r ó w m u ­
zealnych, I S P A N oraz p r y w a t n y c h
doc. d r M . S o b i e s k i e g o .
Katalog
w y s t a w y p n . „Polskie i n s t r u m e n t y
m u z y c z n e " , s. 72, z a w i e r a m . i n . a r t y ­
kuł M . S o b i e s k i e g o o m a w i a j ą c y r o ­
dzaje p o l s k i c h instrumentów l u d o ­
wych.

W październiku, w M u z e u m R e ­
g i o n a l n y m w Łowiczu, o t w a r t a była
w y s t a w a s z t u k i i rękodzieła l u d o ­
wego zorganizowana z okazji 15-lecia
i s t n i e n i a Spółdzielni
„Sztuka
Łowicka". Eksponaty
zgromadzone
na
wystawie
zostały
wykonane
przez artystów l u d o w y c h zrzeszo­
n y c h w spółdzielni. P o k a z a n o t k a ­
n i n y odzieżowe, d e k o r a c y j n e , w y ­
c i n a n k i , l a l k i w s t r o j a c h łowickich,
p i s a n k i i w y d m u s z k i oraz w y r o b y
ceramiczne.
*
7.X. w M u z e u m w
Rzeszowie
o t w a r t o galerię d a w n e j
rzeszow­
skiej
rzeźby
ludowej.
Eksponaty
n a w y s t a w ę w y b r a n o ze z b i o r ó w
muzeum.

*
W Muzeum L u b e l s k i m na Z a m ­
k u o t w a r t o 16.X. w y s t a w ę l u d o w e ­
go p l e c i o n k a r s t w a . W y s t a w ę
zor­
ganizowało m u z e u m p r z y
współ­
udziale Wydz.
K u l t . Prez.
WRN
w L u b l i n i e . W y s t a w a zostanie omó­
w i o n a w j e d n y m z najbliższych n u ­
m e r ó w „ P o l . Szt. L u d . " .

*
23.XI. otwarto w
Powiatowym
D o m u K u l t u r y w Sierpcu wystawę

l u d o w e j rzeźby s i e r p e c k i e j . K o m i s j a
z ramienia M i n . Kultury i Sztuki
z a k w a l i f i k o w a ł a n a w y s t a w ę o k . 70
rzeźb; 4 r z e ź b i a r z o m — M . R u s z k o w ­
skiemu, H . Wierzchowskiemu,
W.
1 J . K r a j e w s k i m przyznano nagro­
d y pieniężne. N a w y s t a w i e p r e z e n ­
towało swoje
r z e ź b y 11 t w ó r c ó w
l u d o w y c h regionu sierpeckiego, n a j ­
liczniej r e p r e z e n t o w a n i b y l i czterej
n a g r o d z e n i rzeźbiarze.

*
W listopadzie w M u z e u m w R a ­
c i b o r z u została z o r g a n i z o w a n a w y ­
stawa
p n . „Zabytki
drewnianego
b u d o w n i c t w a ludowego na terenie
p o w i a t u raciborskiego". Były to f o ­
togramy
obiektów
budownictwa
drewnianego,
pokazano
m.in. 3
drewniane XVII-wieczne
kościółki,
b u d y n k i m i e s z k a l n e , spichrze, szopy.

*
3 . X I I . nastąpiło
rozstrzygnięcie
XXIV
konkursu
szopek
krakow­
skich. N a tegoroczny k o n k u r s zgło­
szono r e k o r d o w ą ilość 106 szopek.
J u r y k o n k u r s o w e wprowadziło
w
t y m r o k u innowację, szopki podzie­
l o n o n a t r z y g r u p y w zależności o d
wielkości. W k a t e g o r i i szopek „ d u ­
żych" pierwsze nagrody o t r z y m a l i :
Witold
Głuch,
Zdzisław
Dudzik,
Wacław Morys, Kazimierz Pietrzyk;
w k a t e g o r i i szopek „średnich": S t a ­
nisław
Fijał, M i c h a ł
Przeworski,
Eugenia
Szklarska
i
Franciszek
T a r n o w s k i — najstarszy z k r a k o w ­
s k i c h szopkarzy. W g r u p i e szopek
„najmniejszych"
nie
przyznano
pierwszej nagrody, drugie nagrody
otrzymali:
Janusz Kaczorowski
i
Stanisław M a j c h r z a k . 6 . X I I . w P a ­
łacu S z t u k i o t w a r t o w y s t a w ę s z o ­
pek konkursowych. W t y m roku
udostępniono o b e j r z e n i e s z o p e k r ó w ­
nież W a r s z a w i e .
W
Kordegardzie
Łazienkowskiej
TPSP
zorganizo­
w a ł o w d n i a c h 2 5 . X I I — 10.1.67 w y ­
s t a w ę 29 najpiękniejszych,
nagro­
d z o n y c h szopek k r a k o w s k i c h . W y ­
s t a w a cieszyła isię o g r o m n y m p o ­
wodzeniem.

*
W g r u d n i u nastąpiło r o z s t r z y g ­
nięcie
konkursu
zorganizowanego
przez Cepelię n a pamiątkę r e g i o ­
nalną i artystyczną. Z n a d e s ł a n y c h
2 t y s . w z o r ó w o d r z u c o n o t y l k o 16.
Przegląd
konkursowych
ekspona­
tów zaprezentował w y s o k i poziom
naszego p a m i ą t k a r s t w a . R e g i o n b i a ­
łostocki pokazał p i ę k n e w y r o b y z
drewna, charakterystyczne dywany
d w u o s n o w o w e , zakopiańscy t w ó r c y
w y r o b y z d r e w n a , skóry i k o w a l ­
skie. Obok
regionów
z
tradycją
p a m i ą t k a r s k ą p o j a w i a j ą się n o w e .
Piękną kolekcję przysłali n a k o n ­
k u r s t w ó r c y z D o l n e g o Śląska.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11335" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11313">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/74e896af90df775c94325bb7d55a92d8.pdf</src>
        <authentication>919da05caf65609db64897f2d6c398e6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135060">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4956</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135061">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135062">
                <text>sztuka ludowa - konkursy</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135063">
                <text>szopka krakowska - konkursy</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135064">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4595</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135065">
                <text>Sprawozdania/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135066">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.113-116</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135067">
                <text>Śnieżyńska-Stolot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135068">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135069">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135070">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135071">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135072">
                <text>Ewa

Śnieżyńska-Stohf

D R O G I
R O Z W O J U
S Z O P K I
K R A K O W S K I E J
NA PODSTAWIE D W Ó C H O S T A T N I C H K O N K U R S Ó W Х Х 1 П i X X I V '

Rozpatrując szopki przedstawione na dwóch ostat­
nich konkursach dostrzegamy zmiany n i e ty i ko w za­
kresie i c h typów i f o r m , ale także zmiany w charak­
terze ideowym szopki k r a k o w s k i e j .
Z m i a n y typologiczne i stylowe wydają się nawet w y ­
stępować rzadziej w stosunku do wspomnianych prze­
mian ideowych, mimo to możemy zauważyć p o j a w i a ­
jący się już w k i l k u poprzednich konkursach t y p szop­
k i , w której dolna część zawierająca wnękę w charak­
terze sceny została zastąpiona rzędem wspartych na k o ­
lumnach arkad. Przykładem tego na Х Х Ш konkursie
były szopki M a r i a n a Przeworskiego, Macieja Moszewa,
Bronisława Piącika, Tadeusza Przeworsklego i Tadeusza

II. 1. Szopka, wys. 49 cm. Wyk. Lech
Konkurs
XXIII.

Gonciarz.

Konkurs

Gilłerta, a na konkursie X X I V — Andrzeja Jędrszczyka
i Włodzimierza Łesyka.
Inną zmianę w zakresie t y p u stanowi ustawienie
szopki na cokole o charakterze ceglanej podmurówki
(szopka Jerzego K r u k a , X X I I I , i Ryszarda Goryckiego,
X X I V ) czy wzbogacenie fasady o m o t y w schodów, j a k
w szopce Włodzimierza Łesyka ( X X I I I ) czy Aleksandry
Kozy ( X X I V ) .
W zakresie przemian stylowych szopki k r a k o w s k i e j
możemy wyróżnić grupę kontynuującą tradycje szopki
„architektonicznej" , która jednak wychodzi
daleko
poza stosowane dotąd m o t y w y a r c h i t e k t u r y K r a k o w a .
Obserwujemy t u wprowadzenie poszczególnych elcmen2

XXIII.

U. 2. Szopka,

wys. 105 cm. Wyk. Jerzy

Kruk.

113

�П. 3. Szopka, wys. 124 cm. Wyk, Kazimierz
Dudzik,
Kovkur
XXIII.
I i . 4. Szoi&gt;ka, wys. 140 cm. Wyk. Wlo­
dzimierz Lcsyk.
Konkurs
XXIII.

tów architektonicznych, głównie o charakterze późnogotyckim, zestawianych razem w ruchliwe i rozedrgane
formy, o czym świadczą szopki Witolda Głucha ( X X I I I
i X X I V ) , Zbigniewa Grzecha ( X X I I I ) , Bronisława Na­
w r o t a ( X X I V ) i Bronisława Piącika ( X X I V ) , Operują
oni m o t y w e m w i m p e r g , przenikających się łuków, ażu­
rowych baldachimów, transparentowych okien, wiszą­
cych zworników, co pozwala określić ich styl słowem
flamboyant. Niektóre ze wspomnianych szopek „archi­
tektonicznych", j a k szopka Ireny Barańskiej ( X X I V ) , sto­
sują elementy zaczerpnięte z późnogotyckiej, ceglanej
a r c h i t e k t u r y Pomorza. Twórcy t y c h szopek korzystali
zapewne z reprodukowanych widoków późnogotyckiej
architektury wykorzystując je w charakterze w z o r n i ­
ków.
Ciekawiej rysują się przemiany ideowe szopki k r a ­
kowskiej. W swej pierwotnej w e r s j i szopka była nie­
wątpliwie teatrem, w którym a r c h i t e k t u r a , l a l k i i słowo
tworzyły nierozerwalną całość. Na kolejnych k o n k u r ­
sach, nawet na dwóch ostatnich, spotykało się szopki
z pełnym zestawem lalek, które mimo faworyzowania
ze strony j u r y , jako nawiązanie do starej t r a d y c j i , w y ­
dają się być czymś m a r t w y m , gdyż brak i m głównego
elementu wiążącego, czyli słowa. Podobnie chyba o d ­
czytało ten f a k t w i e l u twórców, którzy szukają wyjścia
z impasu poprzez wprowadzenie szopek zmechanizowa­
nych, z l a l k a m i poruszającymi się niekiedy w t a k t m u 1H

�U. 5. Szopka, wys. 134 cm. Wyk. Irena Barańska. Konkurs XXIV,
II. 6. Szopka, wys. IGO cm. Wyk. Witold
Konkurs XXIII.
II. 7. Szopka, wys. 59 cm. Wyk. Zdzisław Dudzik. Konkurs
XXIII.

zyki. Szopki takie mają zresztą za sobą tradycje w y ­
wodzące się zarówno ze sztuki oficjalnej (ruchome w y ­
roby złotnicze z w i e k u X V I I i X V I I I ) , j a k i ludowej
(ruchome zabawki, ruchome szopki śląskie).
Jest jednak duża grupa szopek, w których zamiast
tradycyjnych lalek występują postacie; L a j k o n i k a , k r a ­
kowskich przekupek, smok wawelski czy pomnik M i c ­
kiewicza =.
W dużej liczbie szopek daje się zauważyć nawiązanie
do aktualnych wydarzeń \ j a k obchody 600-lecia U n i ­
wersytetu Jagiellońskiego i 1000-locia państwa polskiego,
co przejawia
się wprowadzeniem
okolicznościowych
napisów, dat, czasem nawet transparentów, a także scen
historycznych, postaci królów polskich, rycerzy różnych
epok aż do współczesnych żołnierzy. Występuje t u też
rotunda św. Feliksa i Adaukta jako aluzja do najstar­
szych dziejów P o l s k i .
s

Warto wiec zastanowić się, czym stała się szopka
krakowska w tej ostatnio przytoczonej wersji. Odpo­
wiedź nie będzie prosta i wyjaśniająca w pełni to zja­
wisko. Szopka k r a k o w s k a przestała być na pewno
teatrem, natomiast, jak się wydaje, przyjęła cechy oko­
licznościowej dekoracji, operującej prostym elementem
symbolicznym, tkwiącej głęboko w specyficznej atmo­
sferze K r a k o w a . Z ideą dawnej szopki łączy obecną
właśnie aktualizacja, która kiedyś właśnie przejawiała
się w słowie mówionym, dziś przejawia się w nawiązy­

Głuch.

w a n i u do rocznic, obchodów i zwyczajów k r a k o w s k i c h .
Szopka operująca symbolem, mimo że płytkim (napisy,
transparenty), niekiedy wręcz banalnym, jest jednak
na pewno na tle innych szopek czymś nowym, chociaż
zaskakującym. Jej p r y m i t y w n a aktualizacja świadczy
właśnie o żywotności.
Wynikałoby stąd, że sztuczne podtrzymanie żywotu
szopki k r a k o w s k i e j poprzez urządzane k o n k u r s y nie
zmieniło j e j w m a r t w y przedmiot pozbawiony własnych
treści. Świadczą o t y m właśnie szopki „symboliczne".

PRZYPISY
Na X X I I I konkursie w 1965 r o k u trzy pierwsze
nagrody otrzymały szopki: Wacława Morysa (pracownik
umysłowy, 1.43), Ferdynanda Sadowskiego (elektryk,
1.34) i Zygmunta Grabarskiego (mechanik, 1.53). Na
X X I V konkursie (1966) szopki po raz pierwszy zostały
podzielone na trzy grupy, w zależności od ich wielkości.
W grupie I dużych szopek pierwsze nagrody przyzna­
no: W i t o l d o w i Głuchowi (mechanik, 1.37), K a z i m i e r z o w i
Pietrzykowi (malarz, 1.26), Zdzisławowi D u d z i k o w i (rekwizytor, 1.41) i Wacławowi M o r y s o w i .
W I I grupie szopek średnich pierwsze nagrody przy­
padły: Stanisławowi Fijałowi (rencista, 1.72), Michałowi
Przeworskiemu (rencista, 1.27), Franciszkowi T a r n o w ­
skiemu (murarz, 1. 77) i Eugenii Szklarskiej (emeryt­
ka, 1. 60).
W I I I grupie szopek najmniejszych pierwszej nagrody
nic przyznano. Drugie nagrody o t r z y m a l i : Stanisław
1

�8

П. 8, Szopka, wys. 80 cm. Wyk. Jan Paluch.
trzyk. Konkurs
XXIV.

Konkurs

Majchrzak (uczeń, 1. 16) i Janusz Kaczorowski (student,
I. 25).
Na X X I I I konkursie wystawiono 97 a na X X I V 106
szopek.
- Pod t v m określeniem rozumiem szopki w p r o w a ­
dzające fragmentv architektury K r a k o w a , o czym pisał
obszernie H. Reinfuss A r c h i t e k t u r a szopki
krakowskiej,
„Poi Szt L u d . " , R 2, 1948, s. 9.
Szopki Zdzisława Dudzika ( X X I I I ) , Ireny Barań­
skiej ( X X I I I ) , Kazimierza Dudzika ( X X I I I ) , Janusza
3

Fot. Jan

XXIV. I I

9. Szopka,

wys. 195 cm. Wyk. Kazimierz

Pie-

Meja ( X X I I I i X X I V ) , Andrzeja Bożeka ( X X I I I ) , T a ­
deusza G i l l e r t a ( X X I V ) , Jerzego Rucińskiego ( X X I V ) ,
Włodzimierza Lesvka ( X X I I I ) .
Można to było zauważyć już na poprzednich k o n ­
kursach. Por. E. Fryś-Pietraszkowa, XXI i XXII
kon­
kury szopek w Krakowie,
„Pol. Szt. L u d . " , R. 19, 1965,
s. 60—62.
Szopki Macieja Moszewa ( X X I V ) , W i t o l d a Głucha
( X X I V ) , Zdzisława Dudzika ( X X I V ) , Kazimierza Pie­
trzyka ( X X I V ) i Jana Palucha ( X X I V ) .
i

5

Swiderski.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11334" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11312">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/abc697624bdbeecdafd6cab5332a637b.pdf</src>
        <authentication>d3b17d9e224d818ece057973ed5d3418</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135045">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4953</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135046">
                <text>1967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135047">
                <text>twórcy ludowi</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135048">
                <text>rzeźba ludowa</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135049">
                <text>rzeźbiarze ludowi - okres powojenny</text>
              </elementText>
              <elementText elementTextId="135050">
                <text>Słowiński, Adam - rzeźbiarz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4592</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135052">
                <text>Ludowe rzeźby Adama Słowińskiego/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135053">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1967 t.21 z.2; s.105-108</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135054">
                <text>Śnieżyńska-Stolot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135055">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135056">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135057">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135058">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="135059">
                <text>Ewa

Śnieżyńska-Stolot

„ L U D O W E "
R Z E Ź B Y
ADAMA
S Ł O W I Ń S K I E G O
W styczniu 1966 r. w oknie Międzynarodowego K l u b u
Książki i Prasy w K r a k o w i e wystawiono k i l k a rzeźbio­
nych świątków, które zwróciły uwagę w i e l u miłośników
sztuki ludowej. Twórcą w y m i e n i o n y c h 11 rzeźb był
A d a m Słowiński z Zakopanego — k u fcdziwieniu zain­
teresowanych — magister f i l o l o g i i p o l * i e j .
Słowiński urodził się w r o k u 1931 w Zakopanem.
Ojciec jego pochodził ze Stanisławowi. Tradycje rzeź­
biarskie były żywe w rodzinie jego m a t k i , góralki z Z a ­
gród koło Zębu. Słowiński wychował się w Zakopanem.
W r o k u 1965 ukończył Wyższą Szkołę Pedagogiczną
w K r a k o w i e . Obecnie dzieli czas między Zakopane
i Kraków, gdzie pragnie znaleźć sobie pracę. Rzeźbi
natomiast głównie w czasie pobytu w Zakopanem.
Swoje zdolności rzeźbiarskie odkrył zupełnie^rzypadkowo, kiedy w lipcu ubiegłego roku, w Zakopanem,
pomagał w pracy swemu szwagrowi Władysławowi H a zie, wyrabiającemu pamiątki w rodzaju kasetek i lasek.
Wtedy właśnie wykonał swoją pierwszą rzeźbę przed­
stawiającą św. Kingę (il. 2), a w ciągu następnych mie­
sięcy dziesięć i n n y c h : Chrystusa Zmartwychwstałego,
Pietę I (il, 1), Madonnę w koronie, Chrystusa u słupa
(il. 3 i 4), Madonnę z dzieciątkiem I ( i i . 9), Chrystusa
przed Piłatem (il. 6), Ecce Homo (il. 5), Madonnę z dzie­
ciątkiem I I (il. 8), Madonnę z p a l m a m i (il. 7), Pietę I I
(il. 10). Są to rzeźby w drzewie, których wysokość do­
chodzi do 30 cm Rzeźbione są w grubszych l u b cień­
szych klockach frontalnie przeważnie z tyłu nie opra2

Adam Słowiński: II. 1. „Pieta I", drewno
polichr.,
wys. 29,5 ст. II. 2. „Sw. Kinaa", drewno polichr., wys.
30 ст. II. 3 i 4. „Chrystus u słupa", drewno
polichr.,
wys. 29,5 cm.
3

*

�cowane, p o k r y t e polichromią. Twórca w y k o n u j e je bez
pomocniczych rysunków, jedynie ogólny schemat za­
znacza orientacyjnie na k l o c k u . Zaczyna rzeźbić zazwy­
czaj od głowy l u b od elementu dekoracyjnego, który
go w danym momencie najbardziej interesuje i któremu
stara się podporządkować całą kompozycję. Niektóre
drobne elementy w y k o n u j e osobno i dokleja do całości,
co w y n i k a oczywiście z niedostatecznego
opanowania
warsztatu i wprowadzanych w trakcie rzeźbienia zmian.
W 11 w y k o n a n y c h przez Słowińskiego rzeźbach daje
się zauważyć wyraźne grupy obrazujące rozwój jego
twórczości. Pierwsza — to próby tworzenia w oparciu
o pierwowzory zauważone w muzeach, do czego twórca
w pełni się przyznaje. Do tej grupy należy św. K i n g a ,
Chrystus Zmartwychwstały i Pieta I . A b y otrzymać
wrażenie rzeźby starej, spatynowanej, Słowiński celowo
stosuje ciemną pokostową polichromię, przetarcia i t y m
podobne efekty. W t y m okresie sięga on do rzeźb sty­
lowych, na co wskazuje Pieta I , której opracowanie szat
przywodzi na myśl rzeźbę gotycką.
Najciekawszą z w y m i e n i o n y c h t u figur jest św.
Kinga. Jej wąska, zamknięta postać rozbita jest w e ­
wnętrznymi l i n i a m i , reliefowo zaznaczonym k o n t u r e m
szat i ząbkowaną linią włosów, które ściśle przylegają
do głowy, ozdobionej bogatą koroną. W t y c h trzech

5

rzeźbach artysta trzyma się poprawnych proporcji.
T w a r z Madonny i modelunek ciała Chrystusa z Piety I
wykazują dążenia realistyczne. Podkreślić należy, że
choć są to pierwsze rzeźby, które wyszły spod ręki
artysty, i widać, że materiał i operowanie narzędziami
sprawiało m u wiele trudności, to jednak wprowadził
on w Piecie 1 t r u d n y do oddania układ ciała Chrystusa,
przechodzący od ujęcia en face do p r o f i l u . A r t y s t a
przyznaje się, że rzeźba ta nastręczała m u najwięcej
trudności i przerabiał ją wielokrotnie. Zdaje sobie w
pełni sprawę, że brakuje j e j zdecydowanego charakteru,
co wypływa z krzyżującej się t u t a j realistycznej f o r m y
w połączeniu z p e w n y m p r y m i t y w i z m e m warsztatu i n a lotem elementów stylowych.
W drugiej, większej grupie Słowiński zaczyna pow o l i wytwarzać swój własny styl, wykazujący związki
ze sztuką ludową.
Jednym z pierwszych jego elementów jest dążenie
do zwartej bryły. Zaznacza się to już w pierwszych w y ­
konanych rzeźbach. Najlepiej obrazuje to dążenie f i g u r a
Chrystusa przed Piłatem, a zwłaszcza Pieta I I o formie
stożka. Następuje w t e d y również odejście od p r y m i ­
tywnego realizmu czy naturalizmu, z którym artysta
nie mógł sobie poradzić w najwcześniejszych swoich
pracach. Modelunek wąskiego i wydłużonego ciała

[
'
:
i

\
!
i
i

�ч

7

Adam Słowiński: II. 5. „Ecce Homo",
drewno polichr., wys. 30,5 ст. II. 6. „Chrystus przed Piła­
tem", drewno polichr., wys. 21 ст. II. 7. „Madonna z palmami",
drewno polichr.,
wys. 34 cm.
II. 8. „Madonna z Dzieciątkiem II", drewno polichr., wys. 33,5 cm.

Chrystusa u słupa z zaznaczoną muskulaturą, o małych
stopach i dłoniach przywodzi jeszcze na myśl postać
Chrystusa z Piety I . Występuje t u t a j jednak, podobnie
j a k w rzeźbie Madonny w koronie, szeroka, płaska
twarz, która stanie sic później elementem c h a r a k t e r y ­
stycznym wszystkich rzeźb tego artysty, W kolejnych
rzeźbach, zwłaszcza w Ecce Homo i Madonnie z dzieciąt­
kiem И, można zauważyć tendencję do poszerzania k o r ­
pusu, zwłaszcza k l a t k i piersiowej, przy zachowaniu j e d ­
nak drobnych, cienkich nóg i rąk wraz z zaznaczoną
muskulaturą, w czym przejawia się jeszcze niezdecydo­
w a n y realizm pierwszych rzeźb. Zmienia się opracowa­
nie detalu Oczy które pierwotnie zaznaczane były przy
pomocy plastycznych obwódek teraz ograniczone są
jedvnie reliefem powierzchniowym oraz osadzone bliżej
nosa co nadaje twarzy szczególny wyraz Włosy miękko
ramiona początkowo rozbite ostrymi nie­
równomiernymi Żłobkami w rzeźbie Madonny z p a l m a л

Я " f 111*4О

_ „'

.

szerokie pasy modelowane plastycznie i przypominają
rsczsj ciQzko opэс?йjЭСЁ^ m&amp;tcrię
Opracowanie szat wspomnianych rzeźb przechodzi
również ewolucję, od ściśle opinających figurę św. K i n g i
z fałdami zaznaczonymi r y t e m wgłębnym, w k i e r u n k u
ujęcia coraz bardziej dekoracyjnego. Postać Madonny
w koronie odziana jest w gładką szatę i płaszcz, które­
go pola przechodzi skośnie w k i e r u n k u prawej ręki,
tworząc długą, miękką linię. Suknia i płaszcz M a t k i
Boskiej z dzieciątkiem I zarysowane są u dołu dłu­
gimi, równoległymi r y t a m i . Płaszcz Madonny z dzie­
ciątkiem I I od pasa rozchodzi się trójkątnie, tworząc

schodkowato ułożone zakładki, które powtarzają się
z regularną rytmicznością ornamentu. Najbardziej de­
koracyjnie potraktowane są fałdy płaszcza Madonny
z palmami, rozwiązanie których frapowało artystę. T w o ­
rzą i « nakładające się na siebie l i n i e ostre l u b zamknię­
te znakowaną „wycinanką". Ten sam bardzo dekora­
cyjny m o t y w zaczerpnięty niewątpliwie ze sztuki l u d o ­
wej zjawia się także w Piecie I I , a artysta pragnie go
wykorzystać również w kapliczce, którą zamierza w y ­
konać.
W końcu należy wspomnieć również o szeregu do­
datkowych elementów, jak kabłąkowe korony, uzupeł­
niające wiele z w y k o n a n y c h przez artystę rzeźb, np.
Madonna z dzieciątkiem I i Pieta I I , znane z l u d o w o barokowych przykładów. Podobnie
przedstawia
się
sprawa z nimbem Madonny z dzieciątkiem I I , którego
k w i a t o w a forma o promieniście ułożonych płatkach,
znajduje także odpewiednik w ludowej plastyce.
Szczytowym osiągnięciem dotychczasowej twórczości
Słowińskiego jest ostatnia jego rzeźba Pieta I I , gdzie
masywna, stożkowata figura Madonny, o dużej głowie,
zestawiona została z malutką, „przylepioną" do niej
postacią Chrystusa. To zestawienie m i m o w o l i przy­
wodzi na myśl średniowieczną koncepcję Piety corpusculum, nie znanej zresztą artyście, gdzie zmarły
Chrystus ma przypominać Chrystusa-dziecko, t r z y m a ­
nego przez Marię na rękach. Ujęta w jednej płasz­
czyźnie, ozdobiona
motywem
„wycinanki", g r u b y m i
góralskimi k o r a l a m i , z szatą pociętą p i o n o w y m i fałda­
m i , rzeźba ta przypomina ludowe f i g u r y kamienne.
Druga grupa rzeźb odróżnia się także od

pierwszej

107

�Adam Słowiński: II.
polichr., wys. 30 cm.

9. „Madonna

z Dzieciątkiem

I", drewno

odrniennym kolorytem, żywym, jasnym, o śmiałych ze­
stawieniach, które przejął Słowiński, j a k sam zresztą
mówi, z oglądanych przez siebie obrazów na szkle.
Oglądając rzeźby Słowińskiego, staje się przed proble­
mem zakwalifikowania tej twórczości. Przyjęło się dotąd
określać prymitywną formę twórczości ludowej jako
odbicie własnego widzenia i własnej estetyki jej twór­
ców, niewątpliwie ludzi prostych i p r y m i t y w n y c h . Jak
wytłumaczyć posługiwanie się tą formą przez człowieka
O zupełnie i n n y m poziomie umysłowym, w sposób w peł­
ni szczery, nie mający nic wspólnego z kopią czy f a l ­
syfikatem.
Rzeźby Słowińskiego nie są świadomą p r y m i t y w i z a ­
cją twórcy o w y r o b i o n y m smaku artystycznym. M i m o
całej świeżości wyczuwa się w nich jednak moment
„opatrzenia". Słowiński odznacza się niewątpliwie wraż­
liwą wyobraźnią. Rzeźba ludowa interesowała go, j a k
twierdzi, od dawna. Stykał się z nią w muzeach, na
wystawach, w Cepelii i Desie. Chłonął jej formę i pod­
patrywał szczegóły wykonania. Ma on jednak, j a k się
wydaje, zdolność przetwarzania tych elementów oraz
wczuwania się w atmosferę sztuki ludowej, w czym po­
mocne było m u zapewne jego rodzinne środowisko. N i e ­
spodziewany w y b u c h zdolności rzeźbiarskich był dla

Fot. Jan

polichr.,

wys. 21 ст. II. 10. „Pieta

U",

drewno

Słowińskiego, który przedtem nigdy rzeźbą się nie pa­
rał — dużym zaskoczeniem. Będąc pod u r o k i e m sztuki
ludowej, zaczai po prostu tworzyć w j e j konwencjach.
Nie był to jednak akt świadomego w y b o r u artystycznego, ale raczej spontanicznego zachwytu nad pięknem
tej sztuki, co nadało jego dziełom cechę szczerości. Sło­
wiński stanowi więc swego rodzaju fenomen amatora
tworzącego w konwencjach sztuki ludowej.
Powodzenie, j a k i e przyniosła m u pierwsza wystawa,
zachęciło go do nowej pracy. Obecnie jest on pełen
świeżych pomysłów. Pragnie między i n n y m i wyrzeźbić
świętego Jerzego, Floriana i Sebastiana. Interesuje go
wyłącznie postać ludzka, zwierząt, j a k t w i e r d z i , nie umie
i nie l u b i rzeźbić. Tematykę swych rzeźb ogranicza do
świątków. Ma duże poczucie realizmu, ale jego dążeniem jest osiągnięcie maksymalnej ekspresji. L u b i formę
bogatą, wypracowaną, m a zamiłowanie do dekoracyjności, stąd w o l i rzeźbić postacie odziane w szaty niż
akty.
Należy przypuszczać, że talent Słowińskiego, który
już w t a k krótkim czasie pozwolił m u na widoczną
ewolucję formy, rozwinie się dalej. Być może pójdzie on
kiedyś własną drogą, odmienną od t e j , którą kroczy
obecnie.

Swiderski.

j
Г.

!
*
i
*
Z
?
J
~
|
J
щ
I
Jj
fj
Ш

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11327" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11305">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7c1d161db9ef32fa2d661c2737d2f10e.pdf</src>
        <authentication>4ee45141c87eff42131cc6c7e37bc5ca</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134970">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2660</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134971">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134972">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134973">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2473</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134974">
                <text>Matczyny ból nie ma granic / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134975">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.62-64</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134976">
                <text>Grębecka-Ćwiek, Zuzanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134977">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134978">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134979">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134980">
                <text>Matczyny ból nie ma granic
Opis śmierci w czasopismach kobiecych
Z u z a n n a Grębecka-Ćwiek

Chcę tu zanalizować kilka opisów nagiej, tragicznej s'mierci
zamieszczonych w pismach kobiecych. Abstrahuję od problemu,
czy przytoczone wypadki rzeczywiście miały miejsce. Wystar­
czy mi, że są przedstawiane - i prawdopodobnie odbierane przez
częs'ć audytorium - tak, jakby były prawdziwe. Podkreśleniu
prawdziwości służy podawanie danych bohaterów - imion, ini­
cjałów nazwiska, wieku, miejsca zamieszkania - oraz zamie­
szczanie zdjęć.
Pisma, z których pochodzą omawiane teksty, można podzie­
lić na dwa rodzaje. Do pierwszego należą Cienie i Blaski, Z ży­
cia wzięte i Sukcesy i Porażki. Zawierają one prawie wyłącznie
opowiadania, przedstawiane jako prawdziwe historie opisywane
przez czytelników. Historie dotyczące s'mierci pojawiają się
głównie w rubryce Ludzkie dramaty lub podobnych - Rozstania
i powroty, Na przekór przeciwnościom itp. Wyłom stanowi tutaj
opowiadanie Straciłam przyjaciela - jest ono pracą na konkurs
Największe osiągnięcie mojego życia. Opowiadania nie mają
charakteru reportażowego. Jeśli nawet pojawiają się jakieś zdję­
cia, są one tylko umowną ilustracją. Zupełnie inaczej jest w przy­
padku artykułów z pism takich, jak „Życie na gorąco", „Naj",
„Na żywo" i „Pani domu". Widać to już po nazwach rubryk,
w których zamieszczane są tego typu teksty - „Reporterzy przed­
stawiają", „W tajemnicy", „Temat tygodnia". Pojawiają się licz­
ne zdjęcia i szczegóły, dzięki którym możemy umiejscowić opi­
sywane wydarzenia.
Jak już zostało powiedziane, przedmiotem opisu jest śmierć
nagła, najczęściej w wyniku wypadku samochodowego lub z po­
wodu nagłej i niespodziewanej choroby, zwłaszcza spotykająca
osoby bardzo młode. Jeżeli mamy do czynienia z chorobą, to
uważa się że ona sama zwykle nie jest śmiertelna, zgon następuje
w wyniku błędu lekarskiego lub zaniedbania. Tylko trzy spośród
przytaczanych historii dotyczą zabójstwa, jedna samobójstwa.

Philippe Aries pisząc o stosunku do nagłej śmierci w średnio­
wieczu, przeciwstawiają śmierci zapowiedzianej, poprzedzonej
znakami. „Skoro śmierć miała być w ten sposób zapowiedziana,
nie mogła być nagła, repentina. Kiedy nie uprzedzała o sobie,
przestawała być koniecznością groźną, ale oczekiwaną i chcąc
nie chcąc akceptowaną. Burzyła wtedy porządek świata, w który
wszyscy wierzyli, stawała się bezsensownym narzędziem przy­
padku, a czasem przejawem gniewu Bożego." W analizowanych
artykułach przeciwstawia się nagłą śmierć raczej chyba śmierci
ze starości, a przynajmniej w późnym wieku, ale również, jak
u Ariesa, jest ona czymś, co burzy porządek świata. Dlatego naj­
pierw pokazuje się bohatera tuż przed nieszczęściem, jeszcze
wpisanego w ten porządek.. „ [Dzieci] beztrosko wracały do do­
mu. Szły poboczem drogi, trzymając się za ręce..." [15] , „Przez
kuchenne okno obserwowałam, jak mój synek wskakuje na rower
i pędzi po naszej ulicy." [6] Nic nie wskazuje na zbliżające się
nieszczęście, życie toczy się w pełni normalnie. Nie ma żadnych
znaków zapowiadających tragedię. Podkreślony jest spokój pa­
nujący w naturze. „Wtedy przed rokiem też był piękny, wiosenny
dzień." [6]. Znaki pojawiają się dopiero po fakcie, wskazują na
to, że porządek już został naruszony. „Po półgodzinie
usłyszałam
syrenę karetki pogotowia." [6], ,J*rzed blokiem stał wóz policyj­
ny, klatka pełna była gapiów." [2]
Śmierć w pewnym sensie zaburza następstwo czasów,
w którym przyszłość jako oczywista konsekwencja teraźniejszo­
ści jest możliwa do przewidzenia, zaplanowania. Pokazuje dy­
stans, który w rzeczywistości je dzieli. Podważa wiarę w sens
myślenia o dniu jutrzejszym. „Wszystkie nasze plany okazały się
niewiele warte. Tamtego dnia mieliśmy pojechać do rodziców
mojego ukochanego, by powiedzieć im, że będą mieli wnuka."
[12] Zmarły powinien żyć, jest silnie związany ze światem. Te
związki pokazuje się przez umieszczenie go w porządku spo[

2

I Mimo złego stanu zdrowia po porodzie lekarze wypisali panią Barbarę do domu n 2 Rodzice 3-letniej Mitenki nie mogą pogodzić się ze śmiercią swego dziecka

62

�łecznym - zwykle jest osobą posiadającą liczną rodzinę, która go
potrzebuje. „Bogdan osierocił dwoje dzieci: 10-letnią Zuzie,
i 9-letniego Bartka. Na pogrzebie strasznie płakały." [10] Pod­
kreślają to zdjęcia rodziny zmarłego (il. 1.) To zachwianie po­
rządku szczególnie wyraźne jest w przypadku s'mierci dzieci.
Daje się tu do zrozumienia, że zmarły one zbyt wczes'nie, nie
przeżywszy w pełni swego życia. „Syneńku, w bólach cię urodzi­
łam, tyle cię pielęgnowałam, a teraz ja, matka, muszę przycho­
dzić na twój grób. Zamiast doprowadzić do pierwszej komunii,
opłakuję ciebie..." [5] W tej wypowiedzi wyraźnie widać prze­
konanie, że sytuacja, w której dziecko umiera przed rodzicami,
jest nienormalna, nienaturalna.
Początkowo, aby ratować zagrożony porządek s'wiata, bliscy
zmarłego odrzucają złą nowinę, nie przyjmują jej do wiadomo­
ści. „Ofiary? Jakiej ofiary?! - nic do mnie jeszcze nie docierało."
[2] ,Moie to nie o ich dziecko chodzi? Milenka jeszcze wczoraj
była przytomna (il. 2). Płukanie żołądka nie jest przecież aż tak
skomplikowane?!" [9] Bliscy nie mogą uwierzyć, że ktos', kto je­
szcze do niedawna należał do s'wiata żywych, ich s'wiata, może
umrzeć lub być zagrożony s'miercia. W opisie podkreśla się jego
dobrą kondycję fizyczną. „To musi być pomyłka! Jesteś naj­
zdrowszym i najbardziej wysportowanym człowiekiem, jakiego
znam!" [3] Również dołączone zdjęcia przedstawiają przyszłego
zmarłego, gdy jeszcze jest żywy i zadowolony z życia.
Sam opis s'mierci jest zazwyczaj bardzo oszczędny. Oczywi­
ście zdarzają się drastyczne szczegóły. „Widziałam, jak porusza­
ły się jego oczy, a potem Michał zaczął sinieć." [5] Ale to należy
do rzadkos'ci. Moment s'mierci bywa czasem wręcz pomijany.
„Po roku Jacek zachorował na AIDS. Minęło dziewięć miesięcy,
zostałam sama." [4] Być może dzieje się tak dlatego, że nagła
s'mierc stanowi wyrwę w normalnym funkcjonowaniu s'wiata,
otwiera wrota chaosowi. Czytelnik chce zachować do tego dy­
stans, obserwować chaos tylko z daleka. Poza tym, tak jak opis
cudzego cierpienia kieruje nasze myśli ku własnemu cierpieniu,
opis cudzej s'mierci przypomina nam o własnej s'miertelnos'ci.
Prawdopodobnie zresztą dokładny, kliniczny opis agonii byłby
zbyt drastyczny dla odbiorców. Masowy odbiorca wcale nie pra­
gnie, by opis był bardzo realistyczny. Jak twierdzi Dwight Macdonald, kultura masowa „odbiera treść zarówno głębszej rzeczy­
wistości (seks, śmierć, porażka, tragedia) jak prostym, sponta­
nicznym uciechom, ponieważ rzeczywistość byłaby zbyt realna,
a uciechy zbyt żywe ".
3

Czasem bliski dowiaduje się o nieszczęściu w ogóle dopiero
po fakcie, od osób trzecich. „W słuchawce usłyszałem zapłakany
glos szwagierki: „Bogdan... nie żyje. Rozbił się pod niemiecką
granicą". [10], „Nazajutrz dowiedziałam się, że miał wypadek,
prowadząc samochód po pijanemu. Uderzył czołowo w zaparko-

waną ciężarówkę. Zginął na miejscu." [1] To dodatkowo oddala
s'mierc. Zamiast szczegółowego opisu umierania pojawia się
szczegółowy opis miejsca i okolicznos'ci s'mierci, często wzboga­
cony zdjęciami, ( i l . 3.) Zaspokaja to potrzebę uczestnictwa
u czytelników. Zwłaszcza zdjęcia dają im możliwos'ć przeniesie­
nia się na miejsce tragedii. Przeniesienia intelektualnego, bo nie
cielesnego, a też nie do końca emocjonalnego. Czytelnik może
poznać i zrozumieć tragedię bez konieczności osobistego jej
przeżywania. Staje się kimś' w rodzaju widza w stanie czystym,
opisanego przez Edgara Morina. „Widz się przygląda. Widzem
jest w równym stopniu czytelnik dziennika czy czasopisma. Nowe
techniki wytwarzają typ widza w stanie czystym, to znaczy ode­
rwanego fizycznie od widowiska, ograniczającego się do bierne­
go patrzenia. Wszystko się rozgrywa przed jego oczami, ale on
nie może niczego dotknąć, nie może włączyć się cieleśnie w to, co
obserwuje. W zamian za to wzrok widza dociera wszędzie, zarów­
no do buduaru Brigitte Bardot, jak i do międzyplanetarnej
rakie­
ty Titowa." A także na miejsce tragicznej s'mierci.
To, co powiedziałam do tej pory, skłania do stwierdzenia, że
w gruncie rzeczy to życie, a nie s'mierc, jest tematem tych histo­
rii. Wszystkie one koncentrują się wokół osób bliskich zmarłe­
mu, ich przeżyć. Wyrażają to choćby niektóre tytuły opowiadań
- „Matczyny ból nie zna granic" czy „Nie chciałam ślubu, teraz
bardzo żałuję". Podkreślają one więzi łączące bliskich ze zmar­
łym. Również na zdjęciach przyszły zmarły jest pokazany w oto­
czeniu rodziny. Przywoływane są przedmioty, które należały do
niego. ,Mariola z kąta wyciąga rowerek. (...) Teraz dzieci jeżdżą
po podwórku na rowerkach, a ja mojego synka jut nie zoba­
czę..." [5] Kontrast między trwałością rzeczy materialnych
a nietrwalos'cia, ulotnos'cia życia ludzkiego podkreśla grozę
s'mierci. W dodatku pamiątki pozostałe po zmarłym przypomi­
nają o nim, powiększając żal i ból bliskich. Duże wrażenie robi
zdjęcie matki z rowerkiem należącym do jej zmarłego dziecka
(il. 4.) czy rodziców w pokoiku, który od s'mierci dzieci nie zo­
stał przemeblowany. Takie przywoływanie pamiątek po zmar­
łych jest zgodne z tradycją. Odnajdujemy to choćby u Kocha­
nowskiego, który rozpoczyna tren V I I słowami:
nieszczęsne
ochędóstwo, żałosne ubiory/ mojej najmilszej cory!/ Po co me
smutne oczy za sobą ciągniecie,/ żalu mi przydajecie?"
Warto
odwołać się wlas'nie do Trenów, gdyż ich temat - nagła s'mierc
dziecka - jest analogiczny do tematu rozważanych tu opisów ga­
zetowych. I podobnie jak w tych ostatnich chodzi o przeżycia
osób bliskich zmarłemu, w Trenach s'mierc Urszulki jest w grun­
cie rzeczy tylko pretekstem do pokazania przeżyć Kochanow­
skiego.
Ą

5

Aby uratować porządek s'wiata, bliscy udają, że zmarły nadal
należy do s'wiata żywych, przynajmniej w takim sensie, że moż­

3 Hżb/eta Шивка г Rom/adom nie może otrząsnąć się po trageśi, jaka ją spotkała
ni

�na coś dla niego zrobić, a tym samym włączyć go jako przyczy­
nę w swoje działania. Takim działaniem może być szukanie od­
powiedzialnych za nieszczęście. ,JMatczyny ból nie ma granic,
może czas przyniesie ukojenie. Ale teraz Mariola szuka odpowie­
dzi na pytanie: kto jest winien." [5] Dość często odpowiedzialno­
ścią za nieszczęście obarczają siebie samych, jak w artykule pod
znamiennym tytułem „Czy odpowiadam za śmierć mojego bra­
ta?". Jeśli istnieją jacyś faktyczni sprawcy tragedii, osoba bliska
może czuć się współwinna, jak matka zamordowanej dziewczy­
ny, która wyznaje: „Do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że odra­
dziłam Ani wezwanie policji. Może wtedy nic by się nie wydarzy­
ło... " [2] Znalezienie winnego jest ważne również dlatego, że do
pewnego stopnia neguje przypadkowość śmierci. Staje się ona
konsekwencją czyichś działań, a więc znajduje swoje miejsce
w porządku świata.
Inną tego typu działalnością jest dbanie o grób zmarłego.
Grób jest czymś, z czego zmarły będzie niejako korzystał. Cza­
sem bywa to interpretowane bardzo dosłownie. „Grób Michała
jest murowany: Mariola uczepiła się myśli, że trzeba zrobić tak,
aby ziemia swoim ciężarem nie uwierała dziecka." [5] Wszystko
to pozwala wierzyć, że zmarły jeszcze nie całkiem odszedł,
a przynajmniej funkcjonuje w uporządkowanym świecie. Skoro
ciągle można coś dla niego zrobić, jest w jakiś sposób obecny, quasi-żywy. Skrajnym przejawem tej tendencji jest udawanie, że
zmarły żyje. Philippe Aries, opisując śmierć we współczesnym
świecie, pisze o wystawianiu zwłok w sali domu pogrzebowego.
„Czasem pokazują go w specjalnej inscenizacji, jak gdyby jeszcze
żył, przy biurku, w fotelu, a nawet z cygarem w ustach." Ale jed­
nak kiedyś wreszcie życie wraca do normy. Może okazać się wte­
dy, że śmierć ta była dla bliskich w jakiś sposób przydatna. „To
doświadczenie sprawiło, że patrzę na świat trochę inaczej niż moi
6

rówieśnicy. Na pewno rozumiem więcej i częściej zastanawiam
się nad życiem" [3].
Podsumowując, schemat takich opisów wygląda następująco.
Pokazane jest normalne życie zwykłych ludzi, na których nagle
spada nieszczęście w postaci niespodziewanej śmierci kogoś bli­
skiego i kochanego. W pierwszy momencie odrzucają oni tę wia­
domość, potem cierpią, a cierpienie to jest zwiększane przez
przedmioty przypominające o zmarłym. Następnie skupiają się
na realnym działaniu, które ma i m ułatwić zaakceptowanie nie­
szczęścia - szukanie winnego, opieka nad grobem. W końcu ży­
cie wraca do normy. Opisywane zdarzenia nie są w żaden sposób
niezwykłe, w tym sensie, że nie ma nic niezwykłego w sposobie
przeżywania cierpienia przez ich bohaterów. Wiadomo, że prasa
brukowa żywi się sensacją, niezwykłością. A jednak nie publiku­
je się tekstów o zmarłym, który byłby złym człowiekiem, które­
go śmierć stanowiłaby dla rodziny szczęśliwe zrządzenie losu.
Bohaterkami nie bywają matki, które wiadomość o śmierci
dziecka skwitowałyby wzruszeniem ramion.
Dlaczego opis naturalnego sposobu przeżywania tragedii
jest atrakcyjniejszy od opisu przeżycia niecodziennego? Tym,
co najbardziej niepokoi czytelnika, jest moim zdaniem zagro­
żenie porządku świata. Nagła śmierć jest tym silniej przeżywa­
na, tym bardziej wstrząsa czytelnikiem, i m bardziej burzy ład.
Dlatego ważne jest pokazanie harmonii, która panowała, zanim
nastąpiło nieszczęście. Dlatego też podkreśla się, jak bardzo
bliscy kochali zmarłego i jak wielki jest ich ból po jego stracie.
Na myśl o tym, że takie nieszczęście mogłoby stać się kiedyś
jego udziałem, czytelnik odczuwa lęk. Ale odczuwa też zado­
wolenie, widząc, jak wielkie cierpienie go omija. Aby czytelnik
był w pełni zadowolony z artykułu, matczyny ból musi nie mieć
granic.

SPIS W Y K O R Z Y S T A N Y C H
1. Straciłam przyjaciela, „Cienie i Blaski", nr 6, czerwiec 1997, Praca
konkursowa: Największe osiągnięcie mojego tycia.
2. Tragiczna miłość, „Z życia wzięte", nr 4 (37), 14 02 - 27 02 97, ru­
bryka „Ludzkie dramaty".
3. Zostanę z tobą aż do końca, „Sukcesy i Porażki", nr 10 (23), 02 05
- 15 05 97, rubryka „Na przekór przeciwnościom".
4. Tylko rodzice wiedzą, Że jestem nosicielką wirusa HIV, „Nąj",
nr 28/97 (146), 7 lipca - 13 lipca 1997, rubryka „W tajemnicy".
5. Matczyny ból nie ma granic, „Ш}", nr 20/97 (142), 1 2 m ą j a - 18maja 1997, rubryka „Reporterzy przedstawiają".
6. Przed nami cale życie, „Sukcesy i Porażki", nr 14, 29.06 - 10.07.97,
rubryka „Rozstania i powroty".
7. Czarna seria w tczewskim szpitalu, „Życie na gorąco", nr 43, czwar­
tek, 23 października 1997, rubryka „Temat tygodnia".
8. Zamordowano moją przyjaciółkę, „Z życia wzięte", nr 19, 12.09

9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.

ARTYKUŁÓW:
- 25.09.97, rubryka „Ludzkie dramaty".
W szpitalu szukali ratunku..., „Życie na gorąco", nr 1, wtorek, 30
grudnia 1997, rubryka „Temat tygodnia".
Czy odpowiadam za śmierć mojego brata?, „Naj", nr 51/97 (173),
rubryka „W tajemnicy".
Popełniłam wielki błąd, „Z życia wzięte", nr 22, 24.10. - 06.11.97,
rubryka „Ludzkie dramaty".
Me chciałam ślubu, teraz bardzo żałuję, „Na żywo", nr 11, wtorek,
27 maja - 9 czerwca 1997, rubryka „To jest miłość!"
Nie potrafdam ocalić jej przed śmiercią, „Cienie i Blaski", nr 11, li­
stopad 1997, rubryka „Wieczne wyznania".
Rodzice oskarżają - Marcin byl torturowany! Popełnił samobójstwo!,
„Pani domu", nr 15, środa, 9 kwietnia 1997, rubryka „Temat tygodnia".
Pobocza śmierci, ,Życie na gorąco", nr 22, środa, 28 maja 1997, ru­
bryka „Temat tygodnia".

PRZYPISY:
1

Philippe Aries, Człowiek i śmierć, tł. Eligia Bąkowska, PIW, Warszawa
1992, p. 24
Liczby w nawiasach kwadratowych odsyłają do numeru artykułu
w spisie zamieszczonym na końcu tekstu.
Dwight Macdonald, Teoria kultury masowej, [w:] Kultura masowa,
red. Cz. Miłosz, Paryż 1958, s. 29
Edgar Morin, Kultura czasu wolnego, [w:] Antropologia kultury,

2

3

4

64

red. Grzegorz Godlewski, Wydawnictwa UW, Warszawa 1995,
s. 494
Warto też zauważyć, że zarówno przedmioty należące do zmarłego, jak
i miejsce śmierci (wypadku) mają charakter mediacyjny, należą zarówno
do świata żywych, jak i do świata zmarłych. Za zwrócenie mi na to uwa­
gi dziękuję Tomkowi Rakowskiemu.
Philippe Aries, op. cit., ss. 588-589
5

6

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11326" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11304">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eeac96093b620b33647e8ae2c418b29c.pdf</src>
        <authentication>6dc07394b86e9c2db173528a0223e140</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134960">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2659</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134961">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134962">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134963">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134964">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.60-61</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134965">
                <text>Cibor, Krzysztof</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134966">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134967">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134968">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134969">
                <text>Jak nie umiera królewna Schiffer
Kilka słów o śmiercionośnej reklamie
Krzysztof Cibor
The situation has literally become definitive - not finite, infinite, or defined but definitive
J. Baudrillard, L'illusion de la fin: ou La greve des

evenements

(cytat z sieci Internetu)
Ahmedowi

Śmierć w reklamach jest. Pojawiła się jakiś' czas temu i, jak są­
dzę, będzie pojawiała się coraz czes'ciej. Kiedyś'jej nie było, ale już
jest (absolutna nowość!!!
- wołają jak zwykle reklamowe
slogany.)Trudnos'ci, jakie wiązały się z zawłaszczeniem śmierci
przez topikę tej najbardziej ekspansywnej Gebrauchkunst, są stosun­
kowo proste do określenia. Lęk przed śmiercią i próby jego przezwy­
ciężenia to najbardziej elementarne i uniwersalne atomy kultury.
Skoro każdy może go zrozumieć, skoro zapładnia on ludzką wyobra­
źnię od zawsze, cóż bardziej oczywistego nad wykorzystanie śmier­
ci w reklamie?! Agencje marketingowe unikały jednak długo tego te­
matu, zdając sobie sprawę, że straszenie plamą na bluzce, niepowo­
dzeniem u dziewcząt, czy nawet niepewną przyszłością dzieci posia­
da ciężar gatunkowy zupełnie nieporównywalny z tym, jaki ma stra­
szenie śmiercią. Oczywiście sformułowanie „straszenie" użyte jest
tu zdecydowanie na wyrost. Reklamy nie są straszakami, nie terrory­
zują swoich odbiorców, sygnalizują jedynie, że pewne potrzeby mo­
gą być zaspokojone za pomocą reklamowanych produktów. Ukazu­
ją w tym celu reklamowego everymana w sytuacji braku czy straty,
po czym dostarczają mu idealny środek, absolutną nowość, rewela­
cyjny preparat i od tej pory wszyscy (którzy staną się posiadaczami)
żyją długo i szczęśliwie. Reklamowy raj nie jest jednak rajem nie­
śmiertelnych. Nie można obiecywać wieczności tym, którzy kupią
pastę do zębów. Śmierć jest nieunikniona i ostateczna. Nie da się re­
klamować samochodów wołając memento mori, dlatego też lepiej
nie mówić na ten temat nic. Wystarczą zdrowe zęby, lśniące włosy,
zgrabna sylwetka i zadowolona z margaryny rodzina.
Śmierć jednak w reklamach jest. Zakamuflowana, przezwycię­
żona, na niby, ale jest. Chciałbym tu pisać o trzech spotach, które
obejrzałem niedawno w TVP. Pierwszy z nich, z najbardziej oczy­
wistymi odniesieniami, to reklamówka batoników Mars. Oto ponu­
ry, skalisty i odludny krajobraz. Widzimy dwóch smutnych Indian starego i młodego - wspinających się na jakieś wzniesienie. „Wspa­
niały dzień na śmierć, synu" - mówi w pewnym momencie starszy
do młodszego. Jego słowa wypowiedziane „po indiańsku" rozumie­
my dzięki podpisom - jak w dobrym etnograficznym filmie nie ma
tu lektora. Następna scena również odwołuje się do uniwersalnego
etnograficznego backgroundu - stary Indianin leży z zamkniętymi
oczyma, młody przygotowuje mu podróż do krainy wiecznych ło­
wów, tańczy, śpiewa, wznosi modły. Przejście właśnie ma nastąpić,
gdy nagle z kieszeni młodego wypada charakterystyczny batonik.
Martwy już, wydawałoby się, stary Indianin łypie w jego kierunku
okiem, po czym informuje młodszego, że zapragnął spotkania
z Białym Kwiatuszkiem - najprawdopodobniej wioskową piękno­
ścią. Uroczysta ceremonia zostaje przerwana, dwaj wciąż żywi In­
dianie schodzą z góry, lektor informuje nas, że „Mars krzepi".
Drugi spot opowiada historię współczesnego bonvivanta, który
żując gumę mknie eleganckim kabrioletem przez wspaniałe gór­
skie przełęcze. Historia nie jest zbyt długa („żyj szybko, umieraj
młodo" - chciałoby się powiedzieć). W pewnym momencie hamul­
ce odmawiają posłuszeństwa (już wiemy, że nie jest to reklama sa­
mochodu) i wóz naszego bohatera zaczyna mknąć w stronę przepa­
60

Thomalaque

ści. Młodzieniec smutnieje. Lektor bezbłędnie odczytuje jego tro­
ski w ostatniej chwili ekskluzywnego życia: „szkoda - jeszcze tak
wiele smaku, a tak mało czasu". Chodzi oczywiście o gumę do żu­
cia, której wartości smakowe mogą przeżyć swojego konsumenta.
Na szczęście, jak w kreskówkach, okazuje się, że tuż pod skalną
krawędzią rosło solidne drzewo, na którym osiadłszy bohater rekla­
my może spokojnie dożuć do końca gumę, która „smakuje dłużej".
I wreszcie ostatnia reklamówka. Znowu odludzie, tym razem
pustynia, jakiś doświadczalny poligon. Wokół samochodu kręcą się
ludzie w białych kombinezonach, gdy nagle pojawia się Ona ubrana w kosmiczno-erotyczny strój Claudia Schiffer. Wsiada do
pojazdu, pokazując nam swoje najdłuższe nogi i rusza po czymś, co
przypomina pas startowy. Nagle z przeciwka wyjeżdża inny samo­
chód, następuje zderzenie (CrashV.). Widzimy skrzywioną (w nie­
pewności raczej niż w rozpaczy) twarz Operatora Eksperymentu
i zwolnione zdjęcia ze środka samochodu, gdzie wzbudzające po­
żądanie ciało supermodelki otulane jest ze wszystkich stron pneu­
matycznymi poduszkami. Następna scena: królewna wychodzi ze
zmiażdżonego samochodu bez szwanku (żadne, nawet mikrosko­
pijne, ziarno grochu nie uwierało jej podczas tej kilkusekundowej
śmierci), Operator Eksperymentu uśmiecha się do niej promiennie,
głos z offu wykłada przesłanie: „Citroen Xsara - żyć nie umierać".
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to jedyne reklamówki
odwołujące się do śmierci. Należałoby wspomnieć jeszcze cho­
ciażby o plakatach Benettona, reklamie, w której pluszowy króli­
czek umiera (co przeraźliwym piskiem sygnalizuje nam jego
EKG), po czym, dzięki wymianie baterii zostaje wskrzeszony
i z miejsca gotowy jest do charakterystycznej dla elektrycznych
króliczków nadaktywności, czy wreszcie o przewrotnym spocie,
w którym stary i obleśny kowboj zabija w pojedynku kowboja mło­
dego, atrakcyjnego i noszącego do tego reklamowane dżinsy. Swo­
je zainteresowania zmuszony jestem jednak ograniczyć do przed­
stawionych powyżej filmów. Takiego, a nie innego wyboru doko­
nałem ze względu na fakt, że wszystkie trzy reklamówki są do sie­
bie podobne w bardzo charakterystyczny sposób.
Po pierwsze ich scenariusze, tak przecież różne w szczegółach,
są do siebie zbliżone, jeżeli chodzi o podstawowe założenia. Oto
główny bohater (stary Indianin, młody utracjusz, czy plastikowa
piękność) w sposób definitywny dąży ku śmierci. Właściwie w każ­
dym filmie tę śmierć już-już widzimy. Jednak dzięki cudownemu ar­
tefaktowi zostaje ona przezwyciężona i odsunięta daleko poza gra­
nice konsumpcji. Ów magiczny eliksir jest nie tylko środkiem, dzię­
ki któremu możliwy jest powrót z Krainy Zmarłych. Jest to również
cel, dla którego się wraca. Tak jak Królewna Śnieżka ożywa, by
związać się z najwspanialszym z książąt, tak Claudia Schiffer wra­
ca po swojej symulowanej śmierci, by móc ż y c z Citroenem.
Druga ważna kwestia to świat przedstawiony. Reklamy batoni­
ka i samochodu w ten sam sposób przenoszą nas do nie-świata. I tu
i tu widzimy jałową ziemię, której nie pokaże nam żaden inny spot.
Nawet Camel umieszczając swoich dzielnych bohaterów w dzikiej
dżungli umieszcza ich raczej w dziewiczym Raju, nawet młodzież

�z reklam Golden Americanów,
która jedzie wzdłuż tych samych
pustynnych gór, na których stary Indianin miał umrzeć, jedzie tam­
tędy na radosne spotkanie z hedonistycznym mitem bitników. Jało­
wa ziemia, o której mówię, nie jest ani Rajem, ani zaproszeniem do
szampańskiej zabawy w oryginalnym otoczeniu... To przedsionek
Tartaru. Surowe pustkowie, na którym poza karłowatymi roślinka­
mi i s'mialkiem-bohaterem nie istnieje już żadne życie, zawsze bę­
dzie kojarzyło się z drogą do Krainy Śmierci. To pas graniczny, na
który ten s'wiat już, a tamten jeszcze nie ma wpływu, to geograficzno-symboliczne przedstawienie agonii. W takiej wlas'nie agonii po­
ruszają się czerwonoskórzy i Lalka Schiffer. Jest to oczywis'cie
agonia złagodzona - w pierwszym przypadku przez quasi-etnograficzny dystans, w drugim przez telewizyjny erotyzm bohaterki, nie
zmienia to jednak faktu, że krajobrazy tych dwóch spotów w inte­
resujący sposób kontrastują z innymi.
Już na przykład reklamówka gumy do żucia, którą także się zaj­
muję, jest zupełnie odmienna. Zarówno krajobraz, fauna, flora jak
i sam bohater są tu ols'niewajaco „piękni". Napisałem ten przymiot­
nik w cudzysłowie, gdyż nie wiem, czy może on odnosić się do
piękna, generowanego komputerowo, a taka wlas'nie jest rzeczywi­
stość omawianego filmu. Nie tyle odczuwamy, ile wiemy o wspa­
niałości przedstawionego s'wiata - to co cyfrowe nie może zawieść,
nie zawodzi aseptyczny compact disk, czy kablowe radio. Panowa­
nie nad zdygitalizowanym s'wiatem jest szalenie proste, każdą cho­
robę, wyrwę, czy skazę likwiduje się za pomocą klawisza Delete.
Bit nie pozostawia nam wyboru - zerojedynkowosć jest piękna.
Jednak zarówno skrajna soczystość drugiej reklamy, jak skraj­
na suchość pierwszej i trzeciej jest nienaturalna i to je do siebie
zbliża. Nie musi to być nienaturalność Wysp Szczęśliwych - rekla­
ma nie ogranicza się już obecnie do epatowania nas kolorowymi
obrazkami i wesołą muzyczką. Jestes'my po prostu (?) gdzieś' in­
dziej - obraz zdaje się nam mówić: „za górami, za lasami, za sied­
mioma morzami". W ten to sposób dobrnąłem do bas'ni. Analogie
pomiędzy nią a reklamą wyrażane już nawet w potocznych intui­
cjach i wykorzystywane przez copywriterów
doczekały się także
opisów naukowych. W pierwszym numerze Kontekstów z 1995 ro­
ku zamieszczony jest artykuł Janusza Barańskiego, w którym to au­
tor przeprowadza między innymi analizę porównawczą kilkunastu
filmów reklamowych i bajki magicznej. Z trzydziestu jeden mitologemów Proppa w spotach można odnaleźć najwyżej pięć, ale są
to te najważniejsze (szkoda, otrzymanie magicznego s'rodka, walka
z antagonistą, likwidacja szkody, wesele).
Analiza proppowska jest analizą składniową, unikającą starcia
ze znaczeniem. Wydaje mi się, że dopiero rozpatrując symbolikę
bas'ni możemy dojść do jej cech dystynktywnych. Jeżeli tego nie
zrobimy, nawet najprostszą kreskówkę, reklamę płynu do zmywa­
nia, czy przyśpiewkę kibiców będziemy mogli interpretować w ka­
tegoriach bajki magicznej. Analiza znaczeniowa potrzebna jest
również mnie. Zbliżyłem omawiane spoty do bas'ni przede wszyst­
kim po to, aby pokazać, że zbanalizowanie s'mierci, o którym czę­
sto mówi się przy okazji mediów, a szczególnie wlas'nie reklam,
charakterystyczne jest również dla tej tradycyjnej i szeroko opie­
wanej formy.
Banał, odstraszenie s'mierci ma polegać na jej nienaturalności,
na możliwości jej przezwyciężenia, na ukazaniu jako odwracal­
nych procesów, które odwracalnymi nie są. Śmierć staje się więc
tylko wydarzeniem, czymś', co ma swoje miejsce w strukturze opo­
wieści na tej samej zasadzie jak uroczysta uczta weselna, czy polo­
wanie. Przyjrzyjmy się s'mierciom Czerwonego Kapturka, bohater­
ki bas'ni o Braciszku i Siostrzyczce, czy wreszcie potrójnemu zgo­
nowi Królewny Śnieżki. Czym różnią się ich bajkowe i przezwy­
ciężane zejścia od s'miertelno-nies'miertelnej kraksy Claudii Schif­
fer? Formalnie rzecz biorąc niczym. Myślę wręcz, że kolejny
z wielu trybutów, jaki kultura tradycyjna ptaci kulturze masowej,
polega włas'nie na tym, że dzięki bas'niom stało się możliwe takie
pokazywanie s'mierci, jakby jej nie było. Reklama może więc szu­
sować w kierunku kolejnych tabu po ścieżkach wydeptanych przez
mądrość ludową. Może po nich szusować ze spokojem bonvivanta
żującego gumę, która smakuje dłużej.

Przy tych wnioskach mógłbym się zatrzymać, zwróciłem jed­
nak już wczes'niej uwagę na konieczność objas'nienia symboliki.
Autorem, który dokonał takiej znaczeniowej analizy baśni jest Bru­
no Bettelheim. Jego wywód oparty na podstawowych założeniach
psychoanalizy w jakiś czarodziejski sposób nie kastruje cudowno­
ści, dzięki czemu staje się jeszcze bardziej atrakcyjny. Bettelheim
wprowadza ostry podział na baśnie i współczesne, tzw. bezpieczne
opowieści dla dzieci i młodzieży. Te pierwsze operują nieprzezro­
czystymi symbolami, te drugie - jasno określonymi znakami. Wi­
dząc zaangażowanie autora w desperacką obronę baśniowości, za­
kładam, że ten sam święty gniew, który kazał mu skrytykować mo­
ralizatorskie bajki, czy filmy Disneya, które „w niefortunny sposób
przydają znaczenia krasnoludkom" (Bettelheim, 1996; 312), spra­
wiłby, że odrzuciłby on jakiekolwiek próby porównania bajki ma­
gicznej z reklamą.
Siła baśni dla Bettelheima leży w jej sugestywności, ale i taje­
mnicy. Nie dopowiedziana akcja, nie nazwane postacie pozwalają
dziecku kształtować swoje wyobrażenia tak, aby miały one jak naj­
większą moc, która niezbędna jest człowiekowi w „staniu się pa­
nem własnego oblicza" (tamże, 539). Artefakty występujące w re­
klamie nie pozwalają złagodzić lęków czy rozwiązać konfliktów.
Są one oczywiste i samowystarczalne, nie są już żadną pomocą, sa­
me rządzą „naszymi obliczami". Reklama korzysta wprawdzie
z bogatej symboliki (chociażby pustkowie, o którym pisałem), jed­
nak za pomocą reklamowego hasta i cyfrowego sumienia usuwa
w cień wszelką wieloznaczność. Jest dokładnie tak, jak pisał Baudrillard: „nie chodzi już ani o imitacje, ani o podwojenie, ani tym
bardziej o prawdę. Chodzi o podstawienie w miejsce rzeczywisto­
ści znaków rzeczywistości, to znaczy o operacje, gdzie zamiast re­
alnego procesu na pierwszy plan wysuwa się jego operacyjny so­
bowtór, homeostatyczna maszyna znakotwórcza, bezgrzeszna, pro­
gramowalna, która oferuje wszystkie znaki rzeczywistości i w krót­
kim spięciu wszystkie jej perypetie" (Baudrillard, 1997; 177).
Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której zadane symbole
baśni zostają przetworzone na dane znaki reklamy. „Gdyby
Królewna Śnieżka nie przeżyła i nie opanowała wiążących się z do­
rastaniem niebezpieczeństw, to nie połączyłaby się z królewiczem"
(Bettelheim, 330). Spokojnie możemy dodać, że nie połączyłaby
się z nim również wtedy, gdyby nie umarła, śmierć jest bowiem
niezbędna do rites de passages. Pozorne przejście każdego z boha­
terów omawianych przeze mnie reklam jest tylko powrotem do
konsumpcji, ich śmierć zaś - niepotrzebną przerwą.
Nie ma więc śmierci w reklamie, tak jak nie ma w niej zmar­
łych, członków społeczności, którzy są już gdzie indziej, którzy nie
potrzebują z tego świata żadnych materialnych dóbr, a kiedy
w snach proszą nas o jedzenie czy ubranie, proszą nie o produkty
PepsiCo czy Benettona, ale o modlitwę i ofiarę. Nie ma w reklamie
świata, który jej nie potrzebuje, świata wartości prawdziwych, czy­
li niejasnych. Nie wypada mówić o ofierze tam, gdzie poświęce­
niem zajmują się wyspecjalizowane jednostki ratownictwa. Wybór
między zasadą przyjemności a zasadą rzeczywistości, o którym
mówiła baśń, przestaje istnieć - przyjemność jest twoim obowiąz­
kiem, „urodziłeś się po to, by być bogatym", urodziłeś się po to, by
w swoim bogactwie „żyć, nie umierać".
Śmierć w reklamie jednak jest, bo „pewność oznacza śmierć"
(Bauman), a pewność zdigitalizowana oznacza śmierć przemnożo­
ną, wielokrotną, każdorazową. Jak słusznie zauważa Bettelheim,
zakończenie baśni nigdy nie sugeruje wieczności. Dzięki temu da­
je się żyć. Żyć można bowiem jedynie tam, gdzie możliwa jest
śmierć i błędny wybór. Bajka ukazując przekroczenie śmierci daje
do zrozumienia, że istnieje coś, co może złagodzić ból związany
z krótkością naszego życia (chociażby X X X I mitologem Proppa).
W reklamie śmierć zostaje przekroczona, aby jej ostateczność za­
stąpić definitywną ogólnodostępną Utopią Produktów. Zla Królo­
wa przebrana za wieśniaczkę kusiła Śnieżkę zaczarowanym grze­
bieniem mówiąc: „chodź, uczeszę cię pięknie raz na zawsze"!
Podobnie bezgrzeszna i omnipotencjalna „maszyna znakotwór­
cza", dając nam wszystkie ewentualności, zabija nas z częstotliwo­
ścią pięćdziesięciu herców w eleatycznym świetle monitora.
61

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11325" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11303">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eb44bcb2e9b8e557c894be1bd1eeb8ec.pdf</src>
        <authentication>603c78322a200d5d5861bdccb42a9cf2</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134950">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2658</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134951">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134952">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134953">
                <text>W poszukiwaniu zaginionej śmierci / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134954">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.55-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134955">
                <text>Radkowska, Magdalena</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134956">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134957">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134958">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134959">
                <text>W poszukiwaniu zaginionej śmierci
czyli A r s m o r i e n d i dzisiaj
Magdalena Radkowska

Śmierć, jako samodzielne zjawisko graniczne, jest jedna i ta
sama. Nieważne, czy mamy wiek dziesiąty, osiemnasty czy dwu­
dziesty, nieważne, czy występuje ona w szpitalu, w domu czy
w mediach. Różne jednak są o śmierci wyobrażenia, różne
przedstawienia, różnie się ją oswaja i komentuje. Postanowiłam
dowiedzieć się czegokolwiek o dzisiejszym jej postrzeganiu,
a skoro dzisiejszym, to nierozerwalnie związanym z mediami, na
podstawie fdmów, tak zwanych dramatów psychologicznych czy
też obyczajowych. Wybrałam obrazy mniej ambitne (może lep­
sze byłoby sformułowanie nie tak wartościujące, na przykład:
mniej artystyczne czy - bardziej popularne), takie, które raczej
nie starają się odpowiedzieć na pytanie o sens życia i sens śmier­
ci, tylko przekazują pewne nastroje, są w jakimś stopniu zwier­
ciadłem ludzkich zachowań, a także z powodu swojej przynależ­
ności do medialnej sfery kreują te zachowania. Tutaj chciałabym
potraktować je przede wszystkim jako teksty, chociaż mam świa­
domość, że nie bez znaczenia jest fakt, że pokazywane są one
w kinie familijnym czy wieczorem, kiedy rodzina zasiądzie po
kolacji przed telewizorem, a popularność i łatwodostępność ich
jest równa (może prawie równa), jak filmów sensacyjnych, peł­
nych przemocy i śmierci nienaturalnej. To, czy na podstawie tre­
ści filmów (filmów-filmów w przeciwieństwie do filmów-dzieł
sztuki) można wnioskować cokolwiek o współczesnej kulturze,
to problem na osobną pracę. Ja osobiście myślę, że tak - jak naj­
bardziej, ale ponieważ mam świadomość kontrowersyjności tego
twierdzenia, to w moim tekście posłużyłam się kilkoma cytatami
(w celach czysto magicznych), których autorzy, wydaje się, zau­
ważają podobne zjawiska w kulturze, wcale nie na podstawie
współczesnych melodramatów.
Śmierć w wieku dwudziestym zginęła. Ludzie schowali ją
w zakamarkach ciemnych szpitali, wyrzucili sprzed oczu. Prze­
stała być oczywistością, stała się czymś zupełnie niezgodnym
z porządkiem rzeczy, nienaturalnym. „Gdy nadchodzi (...) uwa­
ża się ją za przypadek, rezultat niemocy lub jakiejś niezręczno­
ści". (Aries 1993, s. 262) Do niedawna jeszcze panujący opty­
mizm technologiczny dawał nadzieję na życie bez chorób. Skoro
są lekarstwa na wszystkie dolegliwości - śmierć może być tylko
wypadkiem przy pracy, błędem. Normą jest zdrowie, a nie cho­
roba. Między innymi dlatego bohaterowie filmów, które ogląda­
łam, są tak zupełnie nieprzygotowani na to, że umrą, nie mogą
w to uwierzyć. Pytanie „Dlaczego akurat ja?" pada zawsze po
zdaniu sobie sprawy ze swojego położenia. Każdy z nich (nas)
myśli jak Iwan Iljicz: „Przykład wnioskowania (...): Kaj jest
człowiekiem, ludzie są śmiertelni, dlatego Kaj jest śmiertelny,
zdawał mu się w ciągu całego życia słuszny w zastosowaniu do
Kaja, ale nigdy do niego. Kaj był człowiekiem, człowiekiem
w ogóle, i wszystko było w porządku; ale on przecież nie był Kajem i nie człowiekiem w ogóle, tylko zawsze zupełnie, zupełnie
innym niż wszyscy stworzeniem (...) Kaj rzeczywiście jest
śmiertelny i musi umrzeć, ale nie ja, Wania, Iwan Iljicz, z moimi
uczuciami, myślami; ja - to zupełnie co innego. Nie może tak
być, abym ja musiał umierać. To byłoby zbyt straszne. (...) «Jeżeli bym miał umrzeć jak Kaj, tobym o tym wiedział* (...) I nie
mógł zrozumieć, i starał się odpędzić tę myśl jako kłamstwo,
1

błąd, wytwór choroby, wypędzić przy pomocy słusznych, zdro­
wych myśli." (Tołstoj 1960, s. 72, 73)
Paradoksalnie, to jedyne zdarzenie w życiu, którego możemy
być pewni, okazuje się najbardziej nie przewidzianym. Zaskaku­
je nas w najmniej odpowiednich momentach, bez względu na
wiek, płeć czy wyznanie. „Niezależnie od tego, ile się ma lat,
umiera się zawsze za wcześnie." (Jankelevitch 1993, s. 60) Z tak
właśnie zaskoczonymi, młodymi bohaterami spotykamy się
oglądając niżej wymienione filmy. I co oni robią w takiej sytua­
cji, kiedy okazuje się, że czasu mają mało? Kiedy całe życie mu­
szą przeżyć w kilka miesięcy? „Wydawałoby się, że jest to pro­
blem całej współczesnej ludzkości - jak się zmieścić w czasie?
Świadomość przyspieszenia, poczucie wiecznego nienadążania,
stała się nie odłączną częścią wieku dwudziestego. Choroba
wzmaga to poczucie, pożerając minuta za minutą zwykły co­
dzienny czas. (...) Co wynika z naszych ograniczeń? Po prostu
musimy w y k o r z y s t a ć c z a s n a p r a w d ę (...) L i ­
czy się jedynie teraźniejszość, najbliższa sekunda, jeszcze jedna
i potem jedna." (Baranowska 1995, s. 109-111)
Chory na raka Bob Jones (Gra o życie) ten krótki czas, jaki
mu pozostał, postanawia poświęcić przede wszystkim na nagra­
nie kamerą wideo filmu. Chce w nim opowiedzieć swojemu je­
szcze nie narodzonemu synkowi, jak najwięcej rzeczy o sobie,
podaje szereg cennych wskazówek dotyczących codziennych
spraw (jak podrywać dziewczyny, jak się golić, jak grać w base­
ball). Przy okazji porządkuje całe swoje życie. Bohater filmu Żyd
na całego pożytkuje ten czas na przygotowanie się do wielkiego
występu - ten ostatni taniec ma mu przynieść nieśmiertelność
(podobnie jak taśma wideo Jonesowi), wiąże się także poważnie
z drugim człowiekiem - niech ten ostatni kawałek życia będzie
chociaż normalny, ustabilizowany. W obu przypadkach są to
swojego rodzaju narodziny odpowiedzialności, prawdziwej mi­
łości, pełni człowieczeństwa. Reżyserzy zdają się nam mówić, że
śmierć ma jednak jakiś sens. Spotkanie z ostatecznością zmienia
człowieka. Przesłanie jest oczywiście skierowane do widzów:
nie czekajmy na wiadomość, że czas się pożegnać, bo wtedy na
zmianę postępowania może być już za późno. Te filmy są współ­
czesnymi memento moń. Problem braku czasu przed zbliżającą
się śmiercią nie jest oczywiście charakterystyczny tylko dla na­
szego wieku. Już średniowieczny rycerz Bloch z filmu Bergma­
na Siódma pieczęć wygrywa w szachy z postacią w czarnym kap­
turze trochę czasu. Ponieważ doszedł do wniosku, że jego do­
tychczasowe życie nie posiadało żadnego znaczenia, zanim
umrze, Śmierć pozwoli mu dokonać czegoś naprawdę ważnego.
Uratowanie życia innym sprawia, że teraz może Jej spokojnie
spojrzeć prosto w twarz. Z tym że ten rycerz faktycznie robi coś
ważnego - robi coś dla innych (niektórzy krytycy sugerują, że
osoby uratowane przez Blocha to święta rodzina, co jeszcze bar­
dziej wzmocniłoby znaczenie tego przedsięwzięcia), a bohate­
rowie współczesnych filmów mają za zadanie „co najwyżej"
uporządkować własne życie.
Bohaterowie moich filmów są w pewnym stopniu postaciami
tragicznymi, które „podejmują walkę z przeznaczeniem. Podej­
mują wysiłek poznania losu, a ten los to jest właśnie nieprzejrzy55

�stość i teraz dowiedzieć się tego... Straszna walka o poznanie
swego losu zakończona zazwyczaj katastrofą. Bo charaktery­
styczne, że bohater tragiczny poznaje los w momencie, gdy pada
martwy, w ostatnim momencie zrozumiał: A! to było to! - Zro­
zumiał, że to był jego los, ale niestety już dalej dla niego nic nie
wynika. Najwyżej dla nas." (Janion 1995, s. 12, 13)
Oczywis'cie w tych filmach występuje ewentualnie pewien
okruch postawy tragicznej. Jednak istnieje cos' takiego, co pozwa­
la na takie porównanie - bohaterowie moich filmów stali się peł­
nowartościowymi ludźmi, zrozumieli swoje błędy, właśnie wtedy,
kiedy pora im była umierać. Podobnie jak w przypadku postaci,
którymi zajmuje się Maria Janion, śmierć filmowych bohaterów
ma znaczenie nie tylko w ostatnich chwilach życia i tylko dla nich
samych. Choroba, która wprowadza nieład w przestrzeń dokoła,
wpływa na rodzinę, przyjaciół, otoczenie, kończy się oczyszcza­
jącą śmiercią. Często działa na zasadzie karnawału, święta. Ten,
który umiera, jest niezbędną ofiarą, poświęconą po to, aby społe­
czeństwo mogło funkcjonować w nowym, lepszym porządku.
Mimo że nieobce są mi nauki Maurycego Maeterlincka, aby:
„widzieć śmierć taką, jaką jest sama w sobie, to znaczy wolną od
wstrętnych szczegółów materii i upiorów wyobraźni." i czyta­
łam: „Usuńmy przede wszystkim to wszystko, co ją poprzedza,
a nie stanowi jej istoty. (...) Choroby nie mają nic wspólnego
z tym, czym się kończą" (1993, s. 11), to jednak, w tej pracy nie
rozdzielam tak mocno tych pojęć. Na pewno choroba jest proce­
sem, zaś śmierć pewnym bytem, wydarzeniem. Jednak poszuku­
jąc obrazu współczesnego umierania w tego rodzaju filmach, nie
da się choroby i śmierci tak drastycznie od siebie oddzielić, jak
chciał Maeterlinck. Bowiem we współczesnej medycynie śmierć
zostaje wchłonięta przez chorobę i utożsamiona z nią. Tak dale­
ce są nierozdzielne, że śmierć przestała w świadomości społecz­
nej istnieć jako element natury mający własny byt. „Zaprzeczo­
na w swym istnieniu musi udać się na wygnanie, musi ulec zdzi­
czeniu." (Szewczyk 1996, s. 26) Wiąże się to także z „triumfem
medykalizacji", o której pisze Philippe Aries. (1993, s.258-265)
Francuski historyk mówi również o całkowitym odrzuceniu
śmierci, o otwartym proteście współczesnego społeczeństwa
przeciwko niej, o wstydliwości choroby i jej nienaturalności.
I bohaterowie moich filmów w pewnym stopniu w takiej atmo­
sferze funkcjonują. Niemniej sam fakt, że powstają takie filmy
(ostatnio niemal masowo), a także obrazy poszukujące dużo głę­
biej odpowiedzi na pytania dotyczące kresu ludzkiej egzystencji
(chociażby dzieła Bergmana: Tam, gdzie rosną poziomki, Twarzą
w twarz czy Siódma pieczęć albo Kurosawy Żyć), świadczy
0 tym, że niezupełnie godzimy się na taką postawę, o której pi­
sze wielu tanatologów, istniejącą ponoć już od początku naszego
wieku, usuwającą śmierć i chorobę poza nawias społeczeństwa.
Wydaje się, że ponowocześni ludzie, poszukujący odpowiedzi na
podstawowe pytania egzystencjalne między innymi w ruchach
newage'owych, w neoreligijności, nie wierzący już ślepo w tech­
nologię, chcą uwolnić śmierć z jej nicości ontologicznej i aksjo­
logicznej. „Oto jesteśmy świadkami osobliwego zjawiska. Świat
owładnięty ideą technologicznego postępu odkrywa u schyłku
dwudziestego wieku ponownie i na nowy sposób - jakby na
przekór zadowoleniu płynącemu z dobrodziejstw potężniejącej
z dnia na dzień cywilizacji - śmierć, potrzebę mówienia o niej
1 jej zracjonalizowania na miarę współczesnych czasów i zwią­
zanych z tym wyzwań.
Co kryje się za tym dążeniem do odzyskania śmierci, po­
twierdzonym przez zalew tanatologicznej literatury oraz rosnącą
w lawinowym tempie rzeszą jej czytelników? (...) Oto bowiem
oczywista - i w gruncie rzeczy stale obecna - potrzeba zrozu­
mienia własnego przeznaczenia zderza się z zastanawiającą in­
dolencją naukowego myślenia. Współczesna technologiczna na­
uka, która coraz skuteczniej i wydajniej organizuje rozmaite sfe­
ry codziennego życia, nie ma człowiekowi niczego istotnego do
56

powiedzenia na temat śmierci. Śmierć jako zjawisko egzysten­
cjalne wciąż pozostaje poza zasięgiem technologicznego ładu."
(Kwiatkowski 1996, s. 101) Ponowne odkrycie śmierci nie może
być oczywiście powrotem do czasów, kiedy była ona oswojona
poprzez pewien kanon zachowań, poprzez rytuały i wiarę w nie­
śmiertelność duszy. Współczesne media mają do wyboru kilka
rodzajów pokazywania, akcentowania czy w ogóle zauważania
zachowań wobec śmierci. I tak często jeszcze widzimy jej nienaturalność w amerykańskim kinie sensacyjnym, estetyzację i od­
wrócenie w kinie artystycznym czy oswajanie poprzez dekonstrukcję nieśmiertelności w kinie postmodernistycznym. (Micz­
ka 1997) Ale także można zauważyć, znaczący moim zdaniem,
trend, który nawołuje do przerwania zmowy milczenia na temat
śmierci i powrotnego nadania jej wymiaru transcendentnego
i statusu ontologicznie samodzielnego i ważnego zdarzenia gra­
nicznego.
2

Film Dying jest tego dobrym przykładem. To w zasadzie do­
kument z procesu umierania. Kamera obserwuje ludzi ciężko
chorych na raka. Widzimy tu śmierć oswojoną, publiczną.
Podobnie jak dramaty obyczajowe, które tu opisuję, Dying poka­
zuje, że nie mamy już do czynienia ze śmiercią zamkniętą w mu­
rach szpitala, odrzuconą z granic społeczeństwa. Umiera się
w domu, wśród bliskich osób, poprzedzone jest to długimi roz­
mowami na temat choroby, dotychczasowego życia, dalszych lo­
sów rodziny. Ostatnie dni przed śmiercią mogą być nawet najlep­
szymi dniami w życiu całej rodziny. Przykład tego mieliśmy
ostatnio w telewizyjnym interaktywnym programie Decyzja na­
leży do ciebie, w którym publiczność i zgromadzeni w studiu go­
ście decydują za bohatera krótkiej telenoweli, jak ten ma postą­
pić. Pojawił się otóż problem, czy umierający na raka chłopak
ma powiedzieć o tym swojej narzeczonej (żonie?). Widzowie de­
cydują, że powinien to zrobić. Chłopak mówi, jest chwila rozpa­
czy i następnie oboje postanawiają wyjechać na najwspanialsze
wakacje w ich życiu. Takie też się okazują. Potem wracają szczę­
śliwi, dziewczyna spodziewa się dziecka, a młodzieniec może
spokojnie umrzeć.
Największym problemem Iwana Iljicza był właśnie brak kon­
taktu z rodziną, niemożliwość porozmawiania o swoim stanie
z kimkolwiek (nie wyłączając lekarza). Współczesna medycyna
zdaje się chcieć naprawić ten błąd. Boba Jonesa {Gra o życie)
w zasadzie w ogóle nie widzimy w szpitalu. Cała jego choroba
przebiega w domu, gdzie także umiera. (Lekarz: „Zostało panu
bardzo niewiele czasu (...) Możemy pana hospitalizować, ale
w domu na to samo wyjdzie")
Dziewięcioletni Ben (Podążaj w stronę światła) jest zabiera­
ny ze szpitala, tak często jak tylko to możliwe. Jego rodzice spe­
cjalnie uczą się obsługiwania trudnych urządzeń medycznych,
aby ich dziecko mogło być w domu. Także tam umiera - na rę­
kach matki, w obecności niemal całej rodziny. W niektórych
przypadkach (Czułe słówka, Philadelphia) pokój szpitalny jest
tak zorganizowany i przebywa w nim tyle bliskich osób, że w za­
sadzie widz do końca nie wie, czy aby to na pewno nie jest dom
chorego. Ideałem jest umrzeć nie w szpitalu, lecz w rodzinnym
domu, z bliskimi. Specjaliści lekarze mają zadanie ułatwić pa­
cjentowi takie dobre umieranie na łonie rodziny. Śmierć wraca
do łask społeczeństwa. Może się jednak okazać, że szpital wraz
ze swoją ideologią wtargnie do domów, zmedykalizuje je. Przed
tym przestrzega Kazimierz Szewczyk (s. 40).
Powróćmy jednak jeszcze na chwilę do Ariesa i Dying. W fil­
mie tym pokazany jest przypadek umierającej dziewczyny, która
zdaje się w ogóle nie poddawać żadnym emocjom, nie przejmo­
wać się swoją sytuacją. Śmierć traktuje jak coś zupełnie nic nie
znaczącego (podobnie czynią to reklamy, w których ostatnio zła­
mane zostało tabu śmierci). „Ta mors ut nihil przypomina omnia
ut nihil z siedemnastego wieku, z tą jednak różnicą, że nihil za­
traciło swój sens i stało się czymś zupełnie zwyczajnym." (Aries,
3

�s. 269) Nie cieszmy się jednak zbyt wczes'nie przywróceniem
godnos'ci śmierci, zdaje się przestrzegać Aries. To, że zaczyna się
przybliżać ludziom sprawy z nią związane, mówić o nich w spo­
sób naturalny i nie ukrywać ich, wcale nie znaczy, że całkowicie
odrzucamy nakaz milczenia. W rzeczywistości cel obu postaw
jest bardzo bliski: chodzi o zdławienie emocji, znieczulenie bólu.
„Dwie bliskie sobie (...) postawy wyrażają niepokój wywołany
stałą nieobecnością śmierci w świecie, który zwalcza zło fizycz­
ne, dolegliwości i chorobę w wieku dwudziestym (lub dwudzie­
stym pierwszym). Śmierć powinna była odejść wraz ze złem,
z którym w wierzeniach zawsze ją łączono, i z kolei też zniknąć:
ona jednak wciąż trwa i wcale się nie wycofuje. Jej trwanie wy­
daje się zatem jakimś skandalem, do którego można się ustosun­
kować w dwojaki sposób. Można się posłużyć zakazem, który
polega na traktowaniu jej w taki sposób, jakby nie istniała, wy­
gnać ją z życia codziennego. Inny sposób ukazuje Dying: zaak­
ceptować ją jako pewien fakt techniczny, ale jednocześnie spro­
wadzić do wymiarów sprawy mało ważnej, równie pospolitej,
jak potrzebnej." (s. 270)
Nie byłabym jednak tak bezwzględna jak Aries. Dla większo­
ści filmowych bohaterów (tych chorych, jak i zdrowych) fakt
zbliżającej się śmierci jest niewątpliwie najważniejszym zdarze­
niem w życiu. Na pewno towarzyszą mu ogromne emocje, burze
myśli, poszukiwania odpowiedzi na pytania o ostateczność.
Wszystko to, co prawda, dzieje się w wymiarze jednostkowym,
psychologicznym. Jednak jeśli spojrzeć na to zjawisko już nie tyl­
ko poprzez czytanie z zachowań filmowych bohaterów, ale popa­
trzeć na sam fakt popularyzowania tego typu tematów, można po­
kusić się o bardziej ogólne stwierdzenia na temat kondycji naszej
kultury. Otóż wiele wątków, tematów do tej pory (czyli głównie
w wieku dwudziestym) tabuizowanych, odrzucanych i przemil­
czanych, nagle zaczyna nam o sobie przypominać. Mam tu na
myśli głównie tematy związane z biologicznością człowieka,
którą współcześni postanowili „zamazać", przekształcić i o niej
zapomnieć. I tak pod koniec dwudziestego wieku włączamy tele­
wizor (a to, co w nim widzimy, zdaje się bardziej rzeczywiste niż
to, w czym uczestniczymy bez niego ) i widzimy reklamy,
w których panie sprzątają brudy zostawione w łazience przez f i ­
zjologię całej rodziny, dziewczyny już bez problemów związa­
nych z menstruacją, starszych ludzi rześkich zdrowych i parado­
ksalnie wyjątkowo młodych. Na naszych oczach podciera się pu­
py, eksterminuje pryszcze, likwiduje zmarszczki, wyciera nosy.
I w końcu: rodzi się i umiera. Ale niekoniecznie w takim sposo­
bie traktowania tego typu tematów musimy widzieć zmianę na­
szego do nich stosunku. Poprzez epatowanie nas nimi, gadanie
(nie - rozmawianie) o nich, właśnie sprowadzanie ich do wymia­
ru technicznego, sprawy mało ważnej, z którą można i trzeba so­
bie poradzić, tak naprawdę dusimy nasze emocje z nimi związa­
ne, nie odrzucając przy tym istnienia niemożności ludzkiego po­
radzenia sobie z nimi, lękami, problemami i niedopowiedzeniami.
4

To, co charakterystyczne w filmach, którymi tu się zajmuję,
to właśnie fakt zbanalizowania problemu śmierci, spłaszczenia
go do poziomu łez i smutku (nie przeczę, że może to wynikać
w pewnym stopniu z nieumiejętności artystycznych reżyserów
czy z ogólnych przesłanek kultury masowej), niewpisywanie
jej w szerszy kontekst kosmologiczny i prawie zupełne odsakralizowanie.
Jedno z pytań, jakie zadałam sobie oglądając te filmy, to py­
tanie o miejsce Boga i sacrum w ostatnich chwilach życia (czy
pierwszych chwilach śmierci). W Grze o tycie Bob odwołuje się
do Boga jako mały chłopiec - prosi Go o to, aby przed domem
pojawił się cyrk. Cyrku oczywiście nie ma. Więcej o Bogu nam
nie wspomina. Wszystko, co wiąże się z Kościołem, wiąże się
także z korzeniami, z ukraińską rodziną, od której odszedł, kie­
dy tylko mógł. Starał się nie wracać do tamtej biedy, do tamtej
tradycji, a także do tamtego Boga. Jest przedsiębiorczym mło­

dym człowiekiem, zapewne ateistą, nie zastanawiającym się nad
niczym głębiej: „W college'u uczyłem się filozofii. Nic mi to nie
dało". Jest to postawa bardzo charakterystyczna dla yuppies
amerykańskiego kina. Wiara kojarzy się z biedą, prostotą, bra­
kiem wykształcenia. Stereotypów się tu nie podważa. Bóg = Ko­
ściół = przeszłość = bieda. To jednak, co pozwala zrozumieć Bo­
bowi, że musi zacząć zmieniać swoje życie w obliczu jego koń­
ca, to wizyta u niekonwencjonalnie leczącego chińskiego medy­
ka. Jones oczywiście idzie tam z nadzieją na wyleczenia (scep­
tycznie podchodzi do tego, ale zgadza się za namową żony na
próbę takiej terapii). Chińczyk okazuje się raczej lekarzem od
duszy niż od ciała: „Nosi pan w sobie zbyt wiele złości. Ona pa­
na zabija. Chce pan wziąć tyle bólu w swoje następne życie?
Najważniejsza jest ta ostatnia chwila. Od niej zależy całe następ­
ne życie (...) Dotąd może pan to zmienić". I później: „Niech pan
zaprowadzi porządek w swoim domu". Bob oczywiście udaje się
w podróż do kraju lat dziecinnych, jednak kończy się ona fia­
skiem - harmonia nie zostaje wprowadzona. Okazuje się, że do­
piero podróż czysto duchowa, uporządkowanie wnętrza przyno­
si sukces. Do Boga swojej rodziny, do tamtej religii nie musi po­
wracać. Aby przygotować się na śmierć, okazuje się, że wystar­
czy zrozumienie, że nie tylko sprawy materialne się liczą, że ist­
nieje coś takiego jak miłość i rodzina. Czym jest wieczność dla
Boba? Jest światłem, które widzi podczas seansów z chińskim
medykiem, światłem, które rozświetla jego duszę, które pozwala
zajrzeć mu do wnętrza siebie. Wydaje się, że w końcu następuje
próba szukania głębiej tajemnicy istnienia, ale po obejrzeniu fil­
mu okazuje się, że to tylko puste słowa, bezrefleksyjne odniesie­
nie się do ogromnej symboliki światła (często współcześnie,
chociażby w wielu ruchach newage'owych, przywołuje się wiel­
kie symbole, aby potem je sprowadzić do nic nie znaczących
słów). Bohater może poznać sam siebie tylko dzięki kamerze w i ­
deo, tylko dzięki spojrzeniu na siebie z zewnątrz okiem technicz­
nego wynalazku - to jest jego prawdziwa broń przeciwko śmier­
telności. On umrze - on zniknie, rozpłynie się w nicości, ale
część jego pozostanie jako nagranie na taśmie. Pod koniec filmu
cyrk, owszem, pojawił się - ale Bob nie dziękuje za to Bogu, lecz
zgromadzonej wokół rodzinie.
W filmie Twarzą w twarz ze śmiercią (znamienne, że angiel­
ski tytuł to Mother's Prayer) główna bohaterka chora na AIDS
godzi się ze swoją śmiercią, nie godzi się jednak z tym, aby jej
synek, który oprócz niej nie ma nikogo, został sam. Ani razu (mi­
mo że tytuł oryginalny przywołuje kontekst sakralny) bohaterka
nie odwołuje się do religii. Cały czas przed śmiercią (czyli przez
cały film) wykorzystuje na praktyczne działanie - znaleźć rodzi­
nę dla swojego dziecka. Gdy to zrobi, może w spokoju zniknąć
z tego świata. Nie modli się, nie chodzi do kościoła, w końcu
o Bogu nic nie wspomina. Nie poszukuje także nigdzie indziej
pocieszenia, ukojenia czy wreszcie zbawienia. Jedyny moment,
w którym pojawia się problem religijności, to rozmowa z przy­
szłymi rodzicami synka: „ - Chodzicie do kościoła? - Nie, ale
wierzymy w Boga". Co z tego wynika dla naszej bohaterki i dla
nas samych, tego autorzy nam nie sugerują. (Oprócz oczywiście
tego, że współcześnie bardzo popularna jest forma wiary w Bo­
ga bez opowiadania się za jakimkolwiek wyznaniem, tzw. religia
bezwyznaniowa.)
O Bogu także nie słyszymy w Czutych słówkach,
Philadeiphii, Żyć na całego. Natomiast inaczej rzecz się ma w filmie Po­
dążaj w stroną światła. Tam na AIDS umiera dziewięcioletni
chłopiec. Jego rodzice postanawiają ułatwić dziecku ostatnie
miesiące życia. Są wielodzietną, niespecjalnie zamożną rodziną.
Ona zajmuje się domem, on pracuje na budowie. Są mormonami
(tak się deklarują; my nie widzimy żadnych zewnętrznych oznak
przynależności do tego Kościoła). Znowu podtrzymany zostaje
stereotyp: wierzą, są religijni, ludzie prości, niebogaci, ale do­
brzy. Tu myśl o śmierci oswajana jest przede wszystkim właśnie
5

57

�dzięki wierze w życie pozagrobowe. Mówi się o Niebie, gdzie
chłopiec ma spotkać swoją przyjaciółkę, która niedawno umarła
na raka, babcię i dziadka. Raj, o którym opowiadają rodzice cho­
remu dziecku, przypomina raczej piękną bajkę, cos' na kształt
Nangijalii z książki Astrid Lindgren Bracia lwie serce. Nie ma­
my wątpliwości, że jest to Niebo stworzone na potrzeby małego,
naiwnego dziecka. Na ile takie wyobrażenie pomaga rodzicom?
Co oni myślą tak naprawdę o przyszłym losie ich synka, czy szu­
kają odpowiedzi w Biblii? Nic nam o tym nie wiadomo. Nie w i ­
dzą w sobie współczesnej wersji Hioba, nie poszukują celu
śmierci Bena. Po odejściu dziecka mają jednak poczucie, że coś
się w ich życiu zmieniło: dzięki chorobie Bena dojrzali, zrozu­
mieli, że „nie można swojego życia postrzegać jako prostej linii,
ale jako okrąg" , że „najważniejsze w życiu jest pomóc kochanej
osobie umrzeć (...) bez bólu, bez strachu i w końcu nawet bez
nich". I znowu tutaj pojawia się symbolika światła. „Kiedy dzie­
ci umierają, widzą światło w tunelu. Chcą podążać w tę stronę.
Kiedy umierają, na ich twarzach pojawia się spokój, jakby zosta­
ły wyzwolone" (słowa pielęgniarki, która pracuje w szpitalu
dziecięcym) Na końcu matka mówi do chłopca: „Podążaj w stro­
nę światła, Ben".
6

To, co wydaje się bardzo istotne w większości tych filmów,
to fakt, że pojawia się w nich bardzo charakterystyczny moment,
punkt kulminacyjny, w którym bohater zaczyna Coś rozumieć,
dotyka rzeczywistości pozazmysłowej, wychodzi poza swoją
własną ludzką kondycję. Mamy chociażby wzruszającą scenę
z Philadelphii, kiedy Andrew Beckett zapomina o sprawie w są­
dzie, która zajmuje mu większość tego szczególnego czasu, jaki
mu pozostał, tylko zaczyna słuchać muzyki. Nawet nie słuchać,
ale uczestniczyć w Niej. Ku zdziwieniu swojego prawnika - tań­
czy, niczym w transie, z kroplówką u boku. Piękna aria (Nessun
dorma z Turandot Pucciniego?) wprowadza jego (i po części nas)
w inną rzeczywistość. Zaczyna rozumieć, dotyka prawdy, bo
sztuka, „mimo że zdolna jest wyrazić najgroźniejsze dla psychi­
ki doznania, obdarzona jest też siłą odbierania grozy odczuciom
wewnętrznym i przenoszenia ich na inny poziom przeżyć (...)
wyobraźnia i sztuka wiążą się nierozerwalnie z byciem człowie­
kiem". (Baranowska 1995, s. 134, 138)
W Żyć na całego główny bohater jest tancerzem. Jego całym
życiem był balet. I właśnie on pomoże mu dotknąć tajemnicy ist­
nienia. W momencie kulminacyjnym, kiedy już ciężko chory
przepięknie wykonuje swój ostatni, największy i najważniejszy,
taniec w życiu, zaczynamy mieć wrażenie, że on już się spotkał
z wiecznością. Od tej chwili jest gotowy na śmierć.
Z kolei w Grze o tycie nie możemy wyróżnić jednego takie­
go znaczącego momentu. Ale jest kilka sytuacji, które pozwala­
ją głównemu bohaterowi oderwać się chociaż na chwilę od co­
dzienności. Po pierwsze znowu muzyka: Rossini pomaga odbyć
duchową podróż w przeszłość, w której Bob zaczyna zastana­
wiać się nad swoim dotychczasowym życiem. Rozmawia z ro­
dzicami, przeprasza, w końcu przyznaje się do winy. Ten rachu­
nek sumienia (czyżby współczesny sakrament namaszczenia
chorych?) ułatwia mu późniejsze spotkanie ze śmiercią. Drugim
takim momentem jest podróż kolejką: „Udam się w sam środek
strachu". Nigdy wcześniej nie mógł się przełamać, żeby to zro­
bić - dopiero w dniu, który miał (według słów lekarza) być ostat­
nim w jego życiu. Motyw kolejki pojawia się także na sam ko­
niec filmu: śmierć jest dla niego podróżą taką kolejką, tylko że
z podniesionymi rękami. Jest przekroczeniem wszystkich barier,
które przeszkadzają za życia. Także dzień, w którym przyszło na
świat jego dziecko, był dniem przełomowym. Narodziny neutra­
lizują śmierć.
Co ciekawe - i w Podątaj w stroną światła, i w Grze o tycie,
a także w Czułych słówkach i w Decyzja należy do ciebie obok
tematu śmierci pojawiają się właśnie narodziny. Równowaga
w przyrodzie zostaje zachowana. I podobnie jak śmierć, o której

58

pisałam, że została przeniesiona do domu (czy też dom został
przeniesiony do szpitala), również poród odbywa się na łonie ro­
dziny. Zatem bardzo ostatnio popularna sztuka dobrego rodzenia,
rodzinne porody, to może wynik tego samego procesu kulturo­
wego. Już nie wierzymy bezkrytycznie w nadrzędność nauki,
medykalizacji i techniki. Traktujemy je jako narzędzia, nie zaś
jako prawdę. Problemy związane z tym, co nieogarnialne i niepojmowalne przez ludzkie zmysły, wracają do nas, po krótkiej
w dziejach świata przerwie, niczym bumerang. Jednocześnie jed­
nak ponowoczesność nie akceptuje wielkich emocji związanych
z transcendencją, każe patrzeć człowiekowi na samego siebie
z dystansem (chociażby z perspektywy kamery wideo) i dlatego
wracająca do świadomości ludzkiej śmierć tak naprawdę jest
śmiercią zubożałą, pozbawioną w dużej mierze kontekstu sakral­
nego i metafizycznego. Bauman widzi różnicę w stosunku do
śmierci i śmiertelności między modernizmem, a postmoderni­
zmem taką, że pierwszy opowiada się raczej za „dekonstrukcją
śmiertelności", zaś drugi za „dekonstrukcją nieśmiertelności".
(Bauman 1992).
7

Niewątpliwie o niemożności pokonania własnej skończoności przypomniało nam AIDS. Człowiek chory pozbawiony jest
wiary w to, że medycyna go wyleczy. Podobnie bardzo często
ostatnio podejmowany problem nowotworów złośliwych każe
nam zastanowić się nad własnym zdrowiem. Bohaterowie fil­
mów, o których piszę, wiedzą, że do końca zostało im mało cza­
su. Nie twierdzę, że całkowicie stracili nadzieję, ta bowiem wy­
daje się niemożliwa do porzucenia. Bob Jones do lekarza: „Za
kogo się pan u diabła uważa. Myśli pan, że może mi zabrać
nadzieję. Nadzieja to wszystko, co mam". Najczęściej jest to
wiara w cud: „Nie mogę uwierzyć, że Ben umrze (...) Potrzebny
nam jest mały cud" (Podążaj w stroną światła). Jednak tę wiarę
i nadzieję pozostawiają gdzieś z boku i postanawiają oswoić się
z myślą, że muszą przedwcześnie umrzeć. Lekarze nie pozwala­
ją raczej łudzić się naszym bohaterom: „Nie rób sobie złudnych
nadziei. Masz mało czasu, nie marnuj go na poszukiwanie cudu.
Medycyna jest ograniczona pewnymi ramami. Prawda jest nie­
stety okrutna" (Gra o życie). Podają bezduszne statystyki: „85%
chorych na AIDS umiera w ciągu roku, pozostali niewiele
później" (Podążaj w stroną światła). W przypadku raka radzą:
„Być dobrej myśli i przygotować się na najgorsze" (Czułe słów­
ka).
Jednak lekarz końca dwudziestego wieku to już nie ten sam
bezduszny medyk, z którym mieliśmy do czynienia chociażby
w noweli Tołstoja. („Iwan Iljicz pojechał do doktora. Wszystko
było zgodne z jego oczekiwaniem: wszystko działo się tak, jak
się zawsze dzieje. I oczekiwanie, i sztuczna powaga, charaktery­
styczna dla lekarzy znana mu, taka sama, jaką przybierał w są­
dzie, i opukiwanie, i osłuchiwanie, i pytania wymagające z góry
wiadomych i oczywiście niepotrzebnych odpowiedzi, i miny peł­
ne znaczenia, ze niby tylko się nas posłuchaj, a my wszystko po­
trafimy, my wiemy i nie wątpimy jak to trzeba zrobić, wszystko
na jedno kopyto dla każdego człowieka, jakiego chcecie. Wszy­
stko działo się zupełnie jak w sądzie. Miny, jakie Iwan Iljicz
przybierał wobec podsądnych, doktor przybierał wobec niego."
(s. 53)) W filmach, które oglądałam, lekarz jest zawsze przyja­
cielski, miły, choć nigdy nie oszukuje swojego pacjenta. Wprost
mówi mu o chorobie, niczego nie owija w bawełnę, a przy tym
jest delikatny i wyrozumiały. Chorego i jego rodzinę bardzo
szczegółowo informuje o wszystkim, co jest związane z chorobą
i możliwym jej przebiegu. Nie podejmuje gry z pacjentem,
odrzuca „dwuznaczniki konwencjonalne". (Alichniewicz 1996,
s. 153) Wydaje się, że pacjenta traktuje indywidualnie, stara się
brać pod uwagę każdy jednostkowy przypadek. Mimo że stoi po
stronie racjonalnej nauki, nie neguje jednoznacznie możliwości
zaistnienia cudu. Jest specjalistą od dobrej choroby, ale także, co
bardzo charakterystyczne, staje się specjalistą od dobrej śmierci.

�Nie jest przy tym kimś' niezwykłym, kimś', kogo należy darzyć
szczególną estymą, jest ekspertem w swojej dziedzinie. Relacja:
pacjent - lekarz staje się powoli relacją: usługobiorca - usługo­
dawca. Ale usługi medyczne, usługiwanie przy umieraniu wyma­
gają odpowiednich „głasków", przyjaznych „wibracji". Jak uczą
się tego przyszli lekarze i specjaliści od dobrej s'mierci, pokazu­
ją prace Elizabeth Kubler-Ross (na przykład: Rozmowy o śmier­
ci i umieraniu, 1979).
Jednak przygotowaniem dobrej s'mierci nie zajmuje się jeden
lekarz. Zatrudniony w tym celu jest cały zespół specjalistów.
Osobiście zaangażowana w problem zdaje się też pielęgniarka.
Swojego psychologa ma nie tylko chora na AIDS bohaterka Twa­
rzą w twarz ze śmiercią, ale także jej syn (innego oczywiście).
Ona chodzi także do hospicjum, gdzie terapeuta i inni chorzy po­
magają jej przetrwać trudne chwile. Wszyscy mają jedno zada­
nie: ułatwić chorej i jej rodzinie przeżycie tego szczególnego
czasu. Do Boba Jonesa przychodzi wykwalifikowana pielęgniar­
ka, która ma pomóc jakoś przetrwać ostatnie bardzo trudne chwi­
le chorego na raka. Małym, chorym na AIDS Benem zajmuje się
specjalny wolontariusz. Aby poinformować rodziców o stanie
ich dziecka, zbiera się całe konsylium lekarzy i czynią to z wiel­
ką delikatnością (ale i dokładnością). Z kolei ojciec chłopca mi­
mo dochodzących ze wszystkich stron porad („Greg, musisz iść
do s p e c j a l i s t y") nie chce udać się do psychiatry.
Z pewnością wszystkie te filmy mają jedną cechę wspólną:
wywołują wiele łez u osób mało odpornych na różne zabiegi psy­
chologiczne stosowane przez wyrachowanych reżyserów. Ja sa­
ma miałam ogromne problemy (i do końca na pewno mi się to
nie udało) ze zdystansowaniem się wobec tego, co obserwowa­
łam. Oczywiście nie chodzi tylko o płacz, ale przede wszystkim
o zrozumienie, zdanie sobie sprawy ze zbliżającego się końca. To

jest poważna sprawa i dotyczy niewątpliwie każdego z nas. Re­
fleksja oczywiście pojawia się u widza. Uprzytomnienie sobie
własnej śmiertelności jest, jak pisze Vladimir Jankelevitch (s. 62),
„błyskawiczną intuicją", „nie żadnym rozumowaniem". Lecz to,
co zaskakuje, co w zasadzie nie powinno się zdarzyć (choć dla
nas oczywiście dobrze, że się zdarza), to następujące po filmie
katharsis: zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie my. A przecież
nie tylko to możemy być my, ale to będziemy my.
Czy to słabość tego typu kina, czy w ogóle niemożliwość
prawdziwego zrozumienia swojej śmiertelności za pomocą tele­
wizora czy po prostu nasza kulturowo wytworzona niechęć i nie­
możność sprawia, że zachowujemy się jak Piotr Iwanowicz pod­
czas pogrzebu Iwana Iljicza: „«Trzy doby przeraźliwych męczar­
ni i śmierć. Przecież to zaraz, każdej chwili może się stać rów­
nież ze mną» - pomyślał i przez chwilę było mu straszno. Ale na­
tychmiast, sam nie wiedział jak, przyszła mu z pomocą myśl, że
to się tyczyło Iwana Iljicza, nie jego, i że jemu się to zdarzyć nie
powinno i nie może; że myśląc tak, poddaje się ponuremu nastro­
jowi, czego robić nie trzeba (...) Ukończywszy to rozumowanie
Piotr Iwanowicz uspokoił się i z zainteresowaniem zaczął wypy­
tywać o szczegóły zgonu Iwana Iljicza". (s.17)
Myślę, że przedstawione przeze mnie filmy (dosyć reprezen­
tatywne dla tego gatunku) są w pewnym stopniu dowodem na to,
że pod koniec dwudziestego wieku odnajdujemy wyrzuconą ze
społecznej świadomości i zagubioną w labiryntach szpitala
Śmierć. Na nowo wspólnie ją obmyślamy i oswajamy, mimo że
nadal istnieją tendencje, które pokazują jej nienaturalność, zmedykalizowanie, zestetyzowanie czy odwrócenie. Bo, jak na przy­
zwoity ponowoczesny świat przystało, istnieje pluralizm i wielojęzykowość, wbrew pozorom i prognozom, także w mediach.

FILMOGRAFIA:
Czułe słówka (Terms of Endearment), rei. James L . Brooks
Gra o życie (My Life), reż. Bruce Joel, Rubin
Philadelphia, reż. Jonathan Demme
Podążaj w stronę światła (Go Toward the Light), reż. Mike Robe

Twarzą
Żyć na
Siódma
Dying,

w twarz ze śmiercią (Mather's Prayer)
całego (Alive and Kicking), reż. Nancy Meckler
pieczęć (Det Sjunde Inseglet), reż. Ingmar Bergman
reż. M. Roemer

BIBLIOGRAFIA:
Alichniewicz, Anna
1996 Tanatologia fdozoficzna jako podstawa tanatologii lekarskiej.
„Twoja śmierć" i „bycie-ku-śmierci"
a sztuka dobrego umie­
rania, (w:) Umierać bez lęku. Wstęp do bioetyki kulturowej,
red. Mieczysław Gałuszko, Kazimierz Szewczyk, Warszawa-Łódź
Aries, Philippe
1993 Śmierć odwrócona, (w:) Antropologia śmierci, przel. i red. Stani­
sław Cichowicz, Jakub M. Godzimirski, Warszawa
Baranowska, Małgorzata
1995 To jest wasze życie, Kraków
Bauman, Zygmunt
1992 Morality, Immorality and Other Life Strategies, Cambridge
Janion, Maria
1995
najwyższym
szczęściem dzieci ziemi jest jedynie osobowość",
(w:) P S L Konteksty, nr 3/4, Warszawa
Jankelevitch, Vladimir
1993
Tajemnica śmierci i zjawisko śmierci, (w:) Antropologia śmierci

Kiibler-Ross, Elizabeth
1979 Rozmowy o śmierci i umieraniu, Warszawa
Kwiatkowski, Waldemar
1996 Tanatologia - nauka czy pseudonauka, (w:) Umierać bez lęku
Maeterlinck, Maurycy
1993
Śmierć
Miczka, Tadeusz
1997 Postmodernistyczny obraz śmierci w kinie współczesnym i w no­
wych mediach, (w:) Problemy współczesnej tanatologii, red. J .
Kolbuszewski, Wrocław
Szewczyk, Kazimierz
1996 Lęk, nicość i respirator. Wzorce śmierci w nowożytnej cywilizacji
Zachodu, (w:) Umierać bez lęku
Tołstoj, Lew
1960 Śmierć Iwana Iljicza, Warszawa
Wilson, M.
1984 Zdrowie, podstawy, wartości, (w:) Sens choroby, sens śmierci,
sens życia, red. Halina Bortnowska, Kraków

PRZYPISY
1

Lista filmów znajduje się na końcu pracy. Tutaj będę używać
skrótu myślowego: moje filmy, filmy, które oglądałam itp.
Niestety nie udało mi się dotrzeć do filmu M. Roemera. Znam go
tylko z tekstów tanatologicznych. Opinie, które tu przytaczam, są w du­
żej mierze uwagami Philippe" a Ariesa.
O ideologii szpitalnej, która ma być domeną wieku X X , czytaj: M.
Wilson, Zdrowie, postawy, wartości w: Sens choroby... op, cit.
Por. пр.: U. Eco, Semiologia życia codziennego. Oczywiście te­
kstów na ten temat jest wiele, poczynając od „skromnych" krytyków kul­
2

3

4

tury masowej, a kończąc na Baudrillardzie.
Oczywiście mam świadomość, że głównym celem filmu mogło
być zwrócenie uwagi na społeczny problem dzieci pozostawionych przez
rodziców chorych na AIDS i krytyka systemu adopcyjnego. Niemniej
film traktuje o życiu umierającej osoby.
Wszystkie cytaty, do których nie ma bibliografii, są wypowiedzia­
mi bohaterów filmów.
O uprzedmiotowieniu śmierci pisze między innymi Kazimierz
Szewczyk.
5

6

7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11324" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11302">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f1dd9b7cc89c5bb6d9ea22cc3ff9ff86.pdf</src>
        <authentication>f31d03f38fbb9740ac18d7bfc33952ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134940">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2663</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134941">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134942">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2476</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134943">
                <text>Śmierć jako przynęta / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134944">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.68-69</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134945">
                <text>Hall, Dorota</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134946">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134947">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134948">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134949">
                <text>„Ton nadaje Radio Zet"
Agnieszka Kirchner
A n n a Wróbel

- Skończone! - powiedział ktoś nad nim.
Usłyszał jeszcze to słowo i powtórzył je w swojej duszy:
„Śmierć się skończyła, już jej nie ma"
Lew Tołstoj, Śmierć Iwana Iljicza

Przedmiotem kilku naszych refleksji na temat s'mierci w me­
diach jest rozgłos'nia radiowa Radio Zet. Przedstawione niżej
uwagi nie są wyczerpującą analizą treści przekazu tego radia, są
to jedynie nasze uwagi, w jaki sposób niektóre z tych treści moż­
na odczytać.
Radio Zet jest stacją ofensywną. Krótkie teksty mówione,
muzyka i reklamy pojawiają się z dynamiką analogiczną do ujęć
wideoklipu. Radio kładzie nacisk na szybkość i aktualność
(świeżość) podawanych informacji, relacjonowanie wydarzeń na
gorąco w formie czytanych jednym tchem lapidarnych i wyrazi­
stych komunikatów:
...ale czy pomyślałeś o strefach czasowych? Ty słyszysz, my
doganiamy zdarzenia, zanim do ciebie dotrą. Ty odbierasz, my
przesuwamy je we właściwe miejsce, wyprzedzamy czas o dwa­
naście godzin. Ton nadaje Radio Zet!
Temat śmierci w mniej lub bardziej bezpośredni sposób poja­
wia się w Radiu Zet w serwisie informacyjnym, w reklamie roz­
głośni i w Magazynie Sensacyjnym „Rewolwer i mikrofon". Ta
ostatnia audycja nadawana jest w poniedziałki. W oprawie aku­
stycznej przypominającej ścieżkę dźwiękową filmu akcji odpo­
wiada się na pytania - jak uniknąć kradzieży samochodu, jak za­
bezpieczyć się przed włamaniem, czy posiadanie broni powinno
być dozwolone itd.
Reklama rozgłośni to piosenka stylizowana na folklor war­
szawski; jest to rodzaj ponurej ballady z morałem, opowiadają­
cej o ofierze szalonego fryzjera-mordercy:
[...] Dzidka zakład odwiedziła, koafiurę zamówiła,
złe Edmunda opętało, stało się, co stać się miało.
[krzyk kobiety]
Dzidko, Dzidko, och ty w życiu, czemuś loki swe suszyła,
Zetka przed nim ostrzegała, czemuś radia nie słuchała ?!
[głos]: Z Radiem Zet nie zginiesz.
Trzydzieści sekund grozy na małych ekranach.
Można wskazać na dwa aspekty obecności śmierci w Radiu
Zet: wskazać na częstotliwość, intensywność, z jaką radio o niej
mówi; oraz spróbować opisać charakter tej obecności.
Poprzez oczywisty fakt, że media żywią się spektakularnymi
wydarzeniami i poruszają się w globalnej skali - słuchacz Zetki
„ociera się o śmierć" w stopniu przekraczającym bezpośrednie
doświadczenie przeciętnego człowieka. Wystarczy, jeśli wysłu­
cha kilka razy dziennie serwisów informacyjnych. Ma do czynie­
nia z przekazem stale się radykalizującym:

Uwagę publiczną, chronicznie przytępioną
i zblazowaną
przez atrakcje coraz to liczniejsze, krzykliwsze i coraz bardziej
niesamowite, przyciągnąć mogą tylko zdarzenia szokujące, i to
szokujące bardziej niż wstrząsy wczorajsze. Jeśli zatem o pożą­
daną siłę wstrząsu idzie, działa niejako tendencja jednoznacznie
i uparcie zwyżkowa, a nie ma lepszej recepty na wstrząs niż aro­
gancka losowość i ostentacyjna bezcelowość aktów gwałtu.
„Eskalacja gwałtu" jest nieuniknionym następstwem szybkiego
„przejadania się " najbardziej nawet mrożących krew w żyłach
i odrazę budzących odmian terroru.'
Śmierć w Radiu Zet funkcjonuje jako informacja, jako ele­
ment tej wizji świata, jaką radio tworzy, i jako chwyt reklamowy
(co jest powiedziane wprost w reklamie i sloganie reklamowym).
Natłok informacji i obrazów śmiertelnych ofiar katastrof, wo­
jen i wypadków, powoduje oskarżenia mediów o drastyczność
i epatowanie śmiercią. Śmierć nie jest przedmiotem codziennej
ludzkiej refleksji, być może więc właśnie częstość tych obrazów
mogłaby uświadamiać odbiorcy jej powszechność, realność,
o jakiej na co dzień nie myśli; powodować jakiś rodzaj oswoje­
nia z nią. Niepewność o jutro, o to, co może się przydarzyć za ro­
giem albo w zaciszu domowym lub podczas nocnego powrotu do
domu, jest potęgowana przez natłok doniesień opisujących prze­
moc. Wizja świata, jaką kreśli przed nami radio, to rzeczywistość
pełna zagrożeń i niebezpieczeństw. Nie tylko w wielkim mieście,
ale praktycznie wszędzie można spodziewać się aktów przemo­
cy ze strony innych ludzi. Radio chce ułatwić nam poruszanie się
w tym świecie, a nawet przetrwanie w nim. „Rewolwer i mikro­
fon" ma być właśnie czymś w rodzaju poradnika survivalu. Po­
radnika niezbędnego, ze względu na wagę problemu. W zapew­
nieniu, że „z Radiem Zet nie zginiesz" pojawia się sugestia, że
ostateczność, nieuchronność śmierci nie jest ani ostateczna, ani
nieuchronna. Tak jak wszelka krańcowość w świecie massmedialnym ulega ona stępieniu. Reklamowy slogan to coś więcej
niż utarty związek frazeologiczny, to zdanie należy potraktować
dosłownie: radio uchroni cię przed śmiercią. Odbiorca poddawa­
ny jest wrażeniu, że istnieje możliwość odłożenia śmierci na
później, unikania jej w nieskończoność; jest to pozór nieśmier­
telności, tak kuszący, że z lubością można się mu poddać. Dzia­
ła tu i ta pokusa nieśmiertelności, i obawa przed nieoczekiwaną
śmiercią.
We wszystkich reklamach pojawiają się wybrane elementy
jakości ludzkiego życia, stanowiąc dla odbiorcy motyw do dzia­
łania, do zachowania zgodnego z intencjami twórców reklamy.
W tym raju, który dostępny jest wszystkim pod pewnymi warun-

67

�kami, w którym starość, brud i choroba nie mają prawa istnienia
- pojawia się śmierć. Jest chwytem, „przynętą" na potencjalnych
klientów. Przekaz brzmi: dzięki naszemu produktowi możesz ją
wyeliminować, nie obawiać się jej.
Śmierć, o jakiej słyszymy w Radiu Zet, to wiadomości z ser­
wisu prasowego (wojny, masakry, kataklizmy, morderstwa), albo
informacje z takiej audycji jak „Rewolwer i mikrofon". Jest to
śmierć przypadkowa, irracjonalna, trudna do wytłumaczenia (jak
niezrozumiałe są okrutne zabójstwa dokonywane przez nastolat­
ków). Śmierci nie można wyjaśnić. Nikt nie mówi, czym ona
jest. Radio Zet ostrzega przed śmiercią tak samo jak przed niską
temperaturą na zewnątrz, spodziewanym deszczem czy korkiem
w centrum. Te zjawiska są na równych prawach.
W rezultacie powstaje pewna wizja końca ludzkiego życia:
Śmierć jako przypadek: śmierć w następstwie wypadku sa­
mochodowego, napadu itp. jest kwestią absolutnego przypadku;
czymś, co może się przytrafić w każdej chwili; jest zdarzeniem
losowym, czymś, co nie powinno się było zdarzyć, pewnego ro­
dzaju patologią. Zawsze mowa jest o śmierci nagłej, o wyjątku
od reguły; o tym, że można zginąć, ale nie o tym, że trzeba
umrzeć. Ktoś znalazł się przez przypadek w tym, a nie innym
miejscu i czasie, to głupi przypadek, pomyłka.
Śmierć jako błąd: przy spełnieniu pewnych warunków ona
nie miałaby miejsca (gdyby Dzidka Zetki słuchała...). Rzeczy­
wistość jest podobna do gry komputerowej, która kończy się zbyt
szybko przez niezręczność lub brak czujności grającego.
Śmierć jako dzieło ludzkie: jest efektem ludzkiej przemocy;
skrajnym, ale wyłącznie ludzkim działaniem, to człowiek dyspo­
nuje śmiercią, jest zależna od niego, nie jest ponad nim ani poza
nim.
Śmierć jest jednym z wielu niebezpieczeństw, na które czło­
wiek musi być przygotowany, i z którym musi się zmagać sam;

nie pomaga mu żadna ze struktur, organizacji stworzonych
przez społeczeństwo. Instytucje takie jak wojsko, policja, są­
downictwo z karą śmierci - nie wystarczają już, aby uchronić
obywatela przed niespodziewanym zgonem. W sytuacji krytycz­
nej musi on sobie radzić sam, musi być gotowy na odparcie ata­
ku, na „odpłacenie pięknym za nadobne". Jednostka sama wy­
łącznie odpowiada za swój los. W ciągu życia świat zewnętrzny
jest dla niej tylko źródłem doznań, które przeżywa bez poczucia
więzi z innymi. Śmierć jest takim radykalnym indywidualnym
doznaniem. Nie chodzi o to, że się ją indywidualnie odczuwa,
bo to oczywiste, ale o to, że przestała być sprawą społeczności,
zbiorowości. Ona nie umie ani śmierci zapobiec, ani nie dostar­
cza żadnych sposobów na sytuację obcowania ze śmiercią, do­
świadczania jej.
Częstotliwości, z jaką pojawiają się w mediach obrazy śmier­
ci, nie towarzyszy poczucie jej wyjaśnienia i rozumienia. Nastą­
piło stąpienie wrażliwości na obrazy okrucieństwa i cierpienia
ludzkiego, oglądane dziś na co dzień, w warunkach tak normal­
nych i ilościach tak olbrzymich, że nutą już bardziej niż szokują;
nie upływa dzień bez obejrzenia tuzinów nowych trupów i mor­
derstw na ekranach telewizyjnych - w audycjach zwanych wia­
domościami czy tych, które klasyfikują się jako przedstawienia
teatralne, seriale policyjne, filmy fabularne czy programy dla
dzieci [...]. Widoki okrucieństwa przestały być zdarzeniem od­
świętnym, wymknęły się z karnawałowego rezerwatu i wlały się
szeroką strugą w nurt przeżyć codziennych.
2

Być może wszelka refleksja nad śmiercią to próba szukania
odpowiedzi na pytanie, czy i co jest poza tą granicą. To nie za­
trzymywanie się przy znaku ze słowem „koniec". A tylko to sło­
wo media są w stanie nam komunikować. W wyniku uporczywe­
go powtarzania nie nabiera ono nowej treści, odczuwa się raczej
dewaluację jego siły i znaczenia.

PRZYPISY
1

2

Zygmunt Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności,
Tamże, s. 47

Toruń 1995, s. 62.

Śmierć jako przynęta
Dorota Hall
„Jeśli modernizm prowadził niegdyś do ukształtowania
»estetyki szoku«, to wydaje się, że wysiłek ten skończył się po­
rażką." - stwierdził Matei Calinescu opisując nasz pluralistycz­
ny świat, w którym w zasadzie wszystko jest dozwolone. Mnie
zastanawia, czy aby na pewno szokowanie przedstawieniami
śmierci jest tak bardzo passe, jak chciałby tego Calinescu (i jak
to powszechnie głoszą inni badacze kultury współczesnej).
Przyjmuję więc rolę advocatus diaboli i śpieszę zawezwać
świadka.
W hiszpańskiej gazecie „El Pais" z 8.06.1996r. znalazłam
zdjęcie nieżywej, porzuconej w trawie dziewczyny. Była to foto­
grafia rodem jak z kroniki kryminalnej, a widniał pod nią taki oto
podpis:
1

1

no

Przemoc jako przynęta
Australijskie pismo młodzieżowe „Juice" wywołało skandal swoim
ostatnim numerem. Na sześciu stronach poświęconych modzie zaprezen­
towało modelki sfotografowane tak, jakby zostały uduszone, utopione,
zgwałcone, jakby zmarły na skutek przedawkowania narkotyków, zawa­
łu serca czy jakiejś innej choroby. Makabryczne zdjęcia tączyt sugestyw­
ny tytuł: „Live fast... Fashion to die for". Na zdjęciu modelka upozowana na - przypuszczalnie - uduszoną.

Towarzyszył mu krótki felieton:
MODA
(Vincente Verdu)
Australijskie młodzieżowe czasopismo „Juice" wywołało wzburze­
nie publikując przed paroma dniami zdjęcia mody. Modelek nie pokaza­

�no na nich jako dziewczyny pełne życia; przedstawiono je jako martwe.
Niektóre wyglądały na ofiary gwałtu z uduszeniem, inne prezentowały
sobą zwłoki rozbite w wypadku, jedna - osobę zmarłą w wyniku
przedawkowania.
Chodziło nie tylko o to, aby powab seksualny modelek przesiąknięty
był śmiercią; ważniejsze było, że śmierć je dosięgła właśnie w tych, a nie
innych ubraniach. Kogo śmierć pozostawia nagiego, jak topielca, zosta­
wia go także bez historii i - w konsekwencji - bez seksualności. Tutaj
z seksualnością mamy do czynienia, ponieważ modelki, ubrane, mie­
szczą w sobie intymność i tajemniczą biografię. Cały żywot martwych
ciał streszcza się w fałdach ich spódnic, w nieładzie ich bluzek. Zwykli­
śmy wiązać erotyzm z podnieceniem, a nie ma pobudzenia większego,
niż to zrodzone na granicy śmierci. Kobiety są powalone, ujarzmione, ale
już nie przez przyjemność; przez zniewolenie nieszczęściem.
Na wszystkich fotografiach pojawiają się w ekstazie bardziej „stam­
tąd", podczas gdy ubrane są „stąd". Ich bezwładne ciała jednoczą modę
z tragedią, pospolitość z nieskończonością, perfekcyjną sylwetkę z total­
nym zniszczeniem. Z tej kombinacji rodzi się erotyzm wyższego rzędu.
Gdy modelki prezentują modele na wybiegu, głównymi bohaterkami są
one właśnie. Ale tutaj obiektami pierwszoplanowymi są ubrania, zamie­
nione w świadków i całuny. Pod nieobecność rozkołysanego chodu, ży­
wego oddechu i uśmiechu cała zmysłowość modelek koncentruje się na
ich stroju. Jest to całkowite przeobrażenie. Pozostaje tylko moda.

Z nagłówka prasowej notki zaczerpnęłam tytuł mojego te­
kstu, zastąpiłam jednak słowo „przemoc" słowem „śmierć",
aby wskazać na to, co rzeczywiście przyciąga uwagę oglądają­
cego zdjęcia - właśnie śmierć, tu konkretnie martwe ciało. In­
teresuje mnie z jednej strony, jak ją wykorzystano w „Juice"
(śmierć jako przynęta dla oglądających zdjęcia), a z drugiej jak o niej napisano w „El Pais" (śmierć jako przynęta dla ko­
mentatorów).
Okazuje się, że trudno jest pisać o opublikowanej w „Juice"
modzie, w każdym razie gazeta „El Pais", mimo iż odważnie
podjęła temat, nie zdołała wyjść poza wypróbowane metody opi­
su (zaatakować lub wyśmiać, a najlepiej jedno, i drugie) fotogra­
fii kłopotliwych (tak właśnie myślę: kłopotliwych - nie takich
znowu równych innym, wystawionym obok w „kulturalnym su­
permarkecie"). Krótki tekst spod zdjęcia nawiązuje do toczonej
w wielu krajach (także w Hiszpanii) dyskusji nt. nadmiaru prze­
mocy w mediach i jest niczym innym jak tylko oskarżeniem au­
stralijskiego pisma o propagowanie przemocy. Wprawdzie nie
sformułowanym wprost, lecz łatwo dającym się odczytać, nie
tylko z samego nagłówka, lecz także - a może przede wszystkim
- z pełnego dezaprobaty wyróżnienienia kursywą słowa „suge­
stywny", gdy mowa o „sugestywnym tytule", pod którym ukaza­
ły się zdjęcia. Natomiast do przewrotnego potraktowania tematu
ucieka się autor felietonu Vincente Verdu (pisząc lekkim tonem
uzyskuje spory dystans do szokujących zdjęć).
Verdu nie chce zapewne dołączać do niezbyt oryginalnych
głosów krytyki świadomym będąc, że takie głosy niewiele dziś
znaczą - przecież tak naprawdę wszystko jest dozwolone. A mo­
że po prostu (niby na wzór fenomenologów) zawiesza swoje są­
dy (a konkretnie odczucia związane z widokiem zamordowanych
dziewczyn), aby dotrzeć do nowych znaczeń (pokazać, jak dzięki
takiemu przedstawieniu modelek maksymalnie dało się wyeks­
ponować prezentowane ubrania). Tak czy inaczej, w swoim tek­
ście, mimo iż błyskotliwym, zdaje się nie przywiązywać należy­
tej wagi do pierwszego wrażenia, które pojawia się, gdy spojrzy­
my na komentowane fotografie - bo czy pomimo ciągłego obco­
wania z różnorodnością naszego świata, nie doznajemy na ich
2

widok szoku i zgorszenia? Wydaje mi się nadto, że to na tym
właśnie doznaniu p o p r z e s t a j e
większość oglądających
zdjęcia; wszak liczne reklamy, niezliczone kolorowe fotosy,
którymi bombarduje nas kultura masowa, obliczone są zwykle
właśnie na emocje pojawiające się w pierwszym odruchu odbior­
cy. Zgorszony czytelnik pisma „Juice", zaznajomiony z językiem
kultury masowej, nie ma więc powodów, aby porzucać swoje
pierwsze odczucia i otwierać się na nowe doznania, szczególnie,
że nic go tutaj wyraźnie do tego nie prowokuje (a mógłby to być
np. umiejętnie dobrany tytuł zdjęć; zdarzają się tego typu sloga­
ny reklamowe).
Zdjęcia z „Juice" epatują śmiercią, którą posłużono się w tak
niestosownych okolicznościach - na użytek pokazu mody. Być
może właśnie na skandal były obliczone. Tak czy inaczej zgor­
szenie budzą. I to w każdym. Sądzę, że także w antropologu,
otwartym przecież na wielorakie ich interpretacje. Nieraz zdarza
się nam oglądać reklamy, obrazy, fotografie, wokół których wy­
buchają skandale (w takich przedstawieniach celuje np. firma
Benetton), ale zwykle gorszą one określoną grupę ludzi. Ostro
protestują na przykład konserwatywni chrześcijanie przeciwko
reklamie dżinsów Otto Kern ukazującej Ostatnią Wieczerzę, na
której Jezus i apostołowie-kobiety siedzą topless (ubrane w same
dżinsy). Ale poza oburzonymi są liczne osoby zupełnie obojętne
wobec takiego przedstawienia, albo tacy, którzy na jego widok
uśmiechają się tylko pod nosem, a znajdą się także obrońcy bluźnierczej fotografii. Tak to się już kręci nasz pluralistyczny
świat. Jednak pokazanie śmierci tak pierwszoplanowej i dra­
stycznej jak w „Juice" (i do tego w celach komercyjnych!) nie
pozwala na żadną obojętność - śmierć dotyczy, a więc przejmu­
je każdego i w tym właśnie leży jej wielka siła.
Wprawdzie charakterystyczną cechą estetycznego przekazu
jest jego wieloznaczność (odmienne opinie o dziele mogą być
punktem wyjścia do dyskusji), jednak trudno jest pojmować fo­
tografie opublikowane w „Juice" wyłącznie w kategoriach sztu­
ki. Już sam ich tytuł mieszczący się świetnie w konwencji rekla­
mowego sloganu („Live fast... Fashion to die for") skłania do
mówienia o nich jako o zdjęciach reklamowych. Ale i bez niego
nie można byłoby traktować fotografii wyłącznie jako artystycz­
ne, gdyż lansując nowe modele zawierają w sobie element per­
swazyjny. A jako przynależne kulturze masowej, czyli oddziału­
jące natychmiastowo, zatracają swą wieloznaczność. Pierwsze
wrażenie na widok tak przedstawionej śmierci jest na tyle silne,
że pozostawia niezwykle małą furtkę dla dalszych rozważań.
I nawet jeśli uznamy, że wślizguje się w nią Vincente Verdu, to
jego tekst, potraktowany poważnie, budzi pewien protest: śmierć,
przynajmniej w niektórych swoich przedstawieniach (takich jak
to z „Juice"), pozostaje obojętna na zmianę czasów, wciąż jest te­
matem kłopotliwym, szokuje, trudno o niej mówić czy pisać (i to
dzisiaj - w czasach, gdy nazywamy siebie społeczeństwem deliberacyjnym, doskonalącym się w rozważaniach i orzekaniu
o przedmiotach, od których właśnie poprzez deliberacje coraz
bardziej się oddalamy). Może wobec tego wciąż przynależy do
(nie do końca przebrzmiałej) „estetyki szoku"?
A tak przy okazji: mówi się o mediach, że banalizują śmierć.
Czy fotograf modelek ją zbanalizował? Na pewno, choćby w tym
sensie, że posłużył się nią jako (skuteczną!) przynętą dla celów
komercyjnych. Ale czy śmierć rzeczywiście daje się zbanalizować? Skoro wciąż silnie oddziałuje, to może nie ma powodów,
abyśmy o banalizowaniu mówili?

PRZYPISY:
' M. Calinescu, Faces of Modernity: Avant-Garde, Decadence, Kitsch,
Bloomington 1977, s. 146. Cyt. art. za Z. Baumana, Prawodawcy i tłumacze,
w: Postmodernizm. Antologia tekstów, (red.) R. Nycz, Kraków 1997, s. 286.

2

Znany w Hiszpanii ze swych licznych artykułów antropolog zaj­
mujący się kulturą współczesną.

69

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11323" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11301">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/deeb9be93e34f502fd014b65c7167e41.pdf</src>
        <authentication>591762fb1882077303e0d3ebf2ef23f0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134930">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2661</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134931">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134932">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2474</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134933">
                <text>Zaczytując się w brukowcach... / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134934">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.65-66</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134935">
                <text>Rakowski, Tomasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134936">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134937">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134938">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134939">
                <text>Zaczytując się w brukowcach...
Tomasz Rakowski

To nie my szukamy śmierci, to ona nas znajduje. Atakuje nas z każdą
falą rozsyłanych po kioskach magazynów, kwartalników, gazet, gaze­
tek, brukowych szmatławców. Opakowana w kolorowe stronice, w ku­
pony prenumeraty, aranżuje spotkania w tramwajach,
pociągach,
w czeluściach popołudniowych kanap... w tysiącach chwytających nas
tytułów, podtytułów, ramkowanych zdań
M e dawano mi żadnych
szans", „Barbara Łubaczewska spadła na dno szybu", „Ostatnia baj­
ka małego Łukasza", „śmierć na ulicy Fałata" ...ona jest blisko, czu­
jemy jej oddech pomimo całej bagatelizacji, stert tandety i trywialu ...
(Z wasnych notatek przy lekturze)

Prasa brukowa upowszechnia s'mierc, „przeżycie" s'mierci,
informację o s'mierci. Zalew informacji nieuporządkowanej jest
niezwykle ważnym aspektem opisywanej przeze mnie sytuacji.
Setki wydawnictw wszelkimi sposobami próbując „schwytać"
czytelnika budują szum informacyjny, zasłonę dymną utkaną ze
splątanych wątków codzienności i niecodzienności. Rozwój
technologii informacyjnej jest sprawą coraz szerzej znaną i zwy­
kli ludzie nie związani z Internetem już pozyskali pewne nowe
wyobrażenie o świecie. Moim zdaniem najważniejszą jego tre­
ścią jest przeświadczenie o odbieraniu informacji zewsząd,
o możliwości dotarcia do każdego źródła, o zaprzeczeniu lokalności informacji, o każdorazowym informacyjnym „ujęciu"
świata w „Wiadomościach", w kilku gazetkach. Jednocześnie
dochodzi do oderwania rzeczywistości od jej dotychczasowych
kategorii, rodzi się obojętność wobec informacji, pewna nieuf­
ność. Czytelnik jednocześnie doświadcza poczucia informacyj­
nego panowania nad światem i niemożności zrozumienia go,
ogarnięcia całości i nieufności wobec danych. Prowadzi to do
wspomnianego bezładu i szumu informacyjnego. Prasa brukowa
jest takim informacyjnym jarmarkiem wypełnionym opowiastka­
mi, poradami, informacją, fotografią. Targowiskiem, gdzie w ar­
tykułach i reportażach sprzedaje się pewną sumę wyobrażeń
o świecie i człowieku z dołączonymi założeniami i wnioskami
reprezentującymi marzenia i oczekiwania w stosunku do rzeczy­
wistości.
Są możliwości przebicia się przez mgłę informacji i znalezie­
nia drogi do czytelnika. Korzystają z nich piszący w prasie bru­
kowej poruszając się po sprawdzonych ścieżkach, najczęściej
rzadko uświadamianych, intuicyjnych, ale takich, które zapew­
niają kreację uczuć, poruszenie. Wzory znaczeń w kreowanym
świecie są zmontowane, przeinaczone, zmistyfikowane, ale są
zmontowane pod wpływem oczekiwań czytelników, oczekiwań
samego piszącego, wyrażają potrzebę, a więc dają nam pojęcie
o głębszych, i s t n i e j ą c y c h , choć wielowątkowych, złożo­
nych schematach.
W wielu pismach pojawiają się nadsyłane przez czytelników
opisy przebytych operacji, śmiertelnych chorób. Pojawia się mo­
tyw śmierci doświadczonej, obejrzanej z perspektywy uczestni­
ka, opisującej przeżycie obcej rzeczywistości, pozostawiającej
atrybuty świadczące ojej dostąpieniu. W opisach operacji moż­
na dostrzec sytuację oniryczną, stan poddania się nieznanym si­
łom, doświadczenia strachu pomiesznego z utratą zmysłów, nie­
ludzkiego bólu, ogółem innej rzeczywistości - „słyszałem je

1

(głosy lekarzy) wyraźnie, ale nie miałem siły nawet poruszyć
palcem, czułem się tak, jakbym wracał z zaświatów". W obecno­
ści „dziwnych postaci w bieli" pacjenci doświadczając umiera­
nia dostępują sacrum, zrozumienia, nadludzkiej gnozy, poznają
swe życie z innj perspektywy - „przekonałam się (dzięki opera­
cji), że głęboka wiara i nadzieja mogą czynić cuda", „nie wiem
skąd, się wzięła taka wewnętrzna siła", „wtedy dopiero zrozu­
miałam Twój ból", „teraz uwierzyłem w wędrówkę dusz". Takie
doświadczenie pozostawia atrybuty, symbole pobytu w innym
świecie - „o tamtych chwilach przypomina mi prawie 20-centymetrowa blizna", „lekarz nie ukrywał, że szpecąca blizna pozo­
stanie na mojej twarzy", które ujęte w ramki są często pierw­
szym wyprzedzającym sygnałem, podającym już pewien kon­
tekst. Schemat inicjacyjny, przejściowy, wręcz się nam narzuca.
Nam (antropologom) w postaci wzorców semiologicznych, zna­
czeniowych, czytelnikom raczej intuicyjnie. Powodują one uru­
chomienie myślenia przedświadomego, poruszenie wpisanych,
symbolicznych znaczeń, a także wyzwolenie zawartych w nich
emocji. Jest to znakomity sposób sygnalizacji czegoś, co dzięki
natychmiastowemu odwołaniu do kontekstu dociera do nas spo­
za mgły informacji.
Tuzinkowy obraz brukowej śmierci poparty wyraźnie sfingo­
waną fotografią, zmontowaną historyjką, trafia się na każdym
kroku. Drastyczność wypowiedzi „korzysta" z każdego pomysłu,
z każdej emocji. Opisywane są historie, gdzie śmierć czy prowa­
dząca do niej choroba (która jest tym samym co śmierć - w od­
powiednim spojrzeniu, sytuacji odczytu) są przedstawiane jako
doznania jednostkowe, można powiedzieć zewnętrzne, niezależ­
ne, nieuniknione. Pisząc wyraża się nieludzki ból, scena epatuje
nieszczęściem beznadziejnym, stawiającym człowieka wobec
śmierci (nie tyle śmierci, ile jej nieszczęścia) samego, i tylko sa­
mego (nawet jeżeli jest to śmierć bliskiej osoby - jest ona pro­
jekcją jej doświadczania). Wystarczy przeczytać szpalty pod ty­
tułami: „Moja choroba rujnuje życie ukochanego człowieka",
„Pijany taksówkarz okaleczył nam córkę". Można uważać, że
bardzo łatwo jest pozbyć się ciężaru tych historii, mówiąc, że to
nie nam się przytrafiło, że to zalew tandety, dowolne przejaskra­
wienia. Jednak te artykuły i s t n i e j ą , wyrosłe z silnego, po­
pularnego, wieloznacznego i w gruncie rzeczy groteskowego
(szczególnie w skojarzeniu z realiami) światopoglądu, który też
i s t n i e j e . Tym bardziej że zjawisko upubliczniania, pisywa­
nia o swym przeżyciu śmierci pozwala myśleć, iż mamy tu do
czynienia z pewnym odgrywaniem roli, budowaniem teatru
65

�s'mierci i zarazem uczestnictwa w nim. To s'wiadczy o przyjmo­
waniu i tworzeniu jakichś'konstruktów s'wiata, człowieka, choro­
by, o grze emocji i ich transformacji, o dokonywaniu (mys'le o pi­
szących czytelnikach, odbiorcach) wyobcowywania zjawiska
s'mierci i jednoczesnego pogrążania się w niej. Intuicyjnie pisząc
0 swej operacji tak jak o przeżyciu inicjacyjnym, zakłada się ist­
nienie pewnej konstrukcji i swoje w niej uczestnictwo, potwier­
dza ten wizerunek s'mierci, pomimo psychicznego katharsis, ja­
kiego się dokonuje na sobie i na odbiorcach. Całość (ale znów
całos'ć w pewnym spojrzeniu) jest nierozerwalnie zawiązana po­
między trywiałem a odwołaniem do głębokich tres'ci, pomiędzy
odcinaniem swych emocji i s'wiadomos'ci od s'mierci i jednocze­
snym w niej uczestnictwie.
Zaskakujące jest to, że w tych rajskich gazetkach tryskają­
cych zdrowiem, młodos'cią i złotymi przepisami na życie jest
miejsce na drastyczną, szokującą i tak umiejętnie kierowaną do
odbiorcy s'mierc. Że obok czerwonych jabłek, sałatki z bakłaża­
nów i pięknych, s'wiezych kobiet w odmładzających maseczkach
pojawia się przerażający szpital z umierającym dzieckiem, pła­
cząca rodzina, płot, na którym powieszono sąsiada. Estetyka ko­
jarząca się z naturalistyczną zawsze będzie akcentowała jakąś'
szaleńczą pełnię, dostąpienie samego sedna. Doskonałość (w da­
lekim skojarzeniu - sacrum) musi być uzupełniona, raczej
wgnieciona w to co brzydkie, one razem stanowią dopiero ca­
łość. Nie chcę twardo powiedzieć, że tak jest, ale jest cos', co ku
takiemu rozumieniu przemawia. Mam na myśli poezję Grochowiaka, która moim zdaniem dotyka najdalszych, niedostępnych
pokładów egzystencji, poezję Les'miana, jego Garbusa, Szewczy­
ka, wszelkie kalekie postacie. Zestawianie ze sobą różnych
1 przeciwstawnych kategorii daje nam namiastkę (ale też mamy
nadzieję, że da nam całość) zrozumienia i postrzeżenia pełni eg­

zystencji. Barokowa maniera jakieś' nasze potrzeby odzwiercie­
dla, bo i s t n i e j e . Tak jak istnieje skojarzenie seksualności
i s'mierci w poezji, w sztuce wizualnej, w hinduskich magazy­
nach erotycznych, gdzie znajdziemy zdjęcia rozebranych pięk­
ności obok zdjęć rozkładających się zwłok. Tak jak karnawał
i s'miech zajmują poczesne miejsce pośród zagłady, epidemii
i pomoru. Zmieszanie przeciwnych konwencji musi mieć jakiś
sens, być odpowiedzią na coś, coś wyrażać. Nie może być tylko
zwykłym poszukiwaniem sensacji czy prostym zabiegiem psychomimetycznym, odsuwającym obawy, artykułującym nasze lę­
ki i niepewności.
W głębi naszej psychiki śmierć przyprawia nas o histeryczny
śmiech idący z wnętrza podświadomości, o śmiech szaleńca, bła­
zna, kpiarza dającego ćwiartować swe ciało, dokonującego sa­
mookaleczenia. Tam absurd i brzydota sprośnych marcholtowskich postaci kpi z przetaczającej się plagi Czarnej śmierci. Trzy­
mający z samym diabłem lekarze tańczą po nocach, oddając
swym ciałem gwiezdne konstelacje odpowiedzialne za morowy
zaduch i cykliczne, wieczne szaleństwo. Obłęd śmierci jest boski,
a rechot idioty jest życiodajny, bogaty życiem - życiem trupim, in­
nym, balansującym po obydwu stronach egzystencji i do obydwu
mający dostęp. Epilepsja, psychoza śmierci jest
przerażająca,
ale jest święta i nasycona nieziemską gnozą.
Zapamiętanie
w śmiertelnym tańcu daje nam przecież prawo wędrować po tam­
tych obszarach kosmosu, po czarciej i świętej
rzeczywistości.
Wsiądźmy więc na statek szaleńców i wśród przekleństw przera­
żonego motlochu poieglujmy Renem ku ogniskom schizofrenii.
Tam szlaki skojarzeń przecinają się po stokroć częściej, tam ge­
niusz święci swe tryumfy w jednym przerażeniu, jednym opętaniu
i jednym wszechogarniającym
zrozumieniu...

PRZYPISY
1

Pisząc pracę dysponowałem dziewięcioma numerami czasopisma „Chwila dla Ciebie", sześcioma numerami czasopisma „Naj" i ośmioma nume­
rami czasopisma „Życie na Gorąco".
BIBLIOGRAFIA:
Aries P.
1993

Śmierć odwrócona

[w:] Antropologia śmierci. Warszawa.

Sznajderman M.
1994
Zaraza: mitologia dżumy, cholery i AIDS, Warszawa .

Szumowski W.
1961
Historia medycyny, Warszawa.
Thomas L .
1993
Doświadczenie śmierci: jego granice i rzeczywistość,
pologia śmierci, Warszawa.

.Rodzice oskarżają - Marcin był torturowany! Popełnił samobójstwo!" ..Pani domu", nr 15. 9 kwietnia 1997
Ilustracja do artykułu p. Grębeckiej-Ćwiek: Matczyny ból...

66

[w:] Antro­

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11313" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11291">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/17bdfc7a1d0d20bb9263083c1928c194.pdf</src>
        <authentication>ac1bcc729efb550337acabec9cb6b86d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134817">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2473</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134818">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134819">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2297</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134820">
                <text>Ars Erotica / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134821">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.172-184</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134822">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134823">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134824">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134825">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134826">
                <text>ARS EROTICA
Aleksander Jackowski
1

Eros w Muzeum Narodowym

Bilans - setki w p i s ó w do księgi zwiedzających, dziesiątki
a n o n i m ó w , telefonów, listy protestacyjne do w ł a d z p a ń s t ­
w o w y c h i kościelnych, k r a d z i e ż pracy b u d z ą c e j zgorszenie,
k i l k a recenzji pochwalnych, więcej krytycznych.
Nie zamierzam pisać jeszcze jednej recenzji, oceniać
p o s z c z e g ó l n e prace. Interesuje mnie to, co wystawa m ó w i ,
o czym świadczy. T r a k t u j ę więc j ą j a k o test, k t ó r y pozwala
na s f o r m u ł o w a n i e p y t a ń , d o m y s ł ó w .
Z a c z n ę od z w r ó c e n i a uwagi na fakt, iż w pięćdziesięcio­
leciu powojennym, dwa rodzaje wystaw w y w o ł y w a ł o zbioro­
we emocje, g r o m a d z i ł o t ł u m y :
- jedne: p r e z e n t u j ą c e wielkie dzieła sztuki, z a r ó w n o dawnej,
j a k i współczesnej (sztuka M e k s y k u , Francji, Picasso,
Henry M o o r e ) ,
- drugie: w a ż n e ze względu na swoje treści patriotyczne.
Pierwsze były wydarzeniami artystycznymi, drugie k u l ­
t u r o w y m i , politycznymi. W y m i e n i ę t u przede wszystkim
pokaz w salach „ Z a c h ę t y " p r o j e k t ó w na p o m n i k B o h a t e r ó w
Warszawy. Przez wiele d n i nie u s t a w a ł n a p ó r zwiedzających,
ludzie stali w kilkusetmetrowej kolejce, m i m o c h ł o d u z od­
k r y t y m i g ł o w a m i , j a k do sanktuarium. Później, w latach
r o z l u ź n i e n i a ideologicznego wielkie zainteresowanie w y w o ­
łał Polaków
Portret
Własny. W podobnej patriotycznej
otoczce odbierano Romantyzm
i Romantyczność .
Była
w niej prawda historii zawarta nawet w dziełach bardzo
słabych. W P a r y ż u - d o k ą d przeniesiono w y s t a w ę , nie
2

rozumiano, o co chodzi, czemu znalazły się na niej tak
oczywiste kicze, j a k Apoteoza
Cesarza Napoleona.
Nas
i n t e r e s o w a ł a historia, ich sztuka.
W a ż n ą , szczególnie dla a r t y s t ó w , stała się wystawa Jesteś­
my. A l e była ona faktem przede wszystkim politycznym,
k u l t u r o w y m - nie artystycznym. W z r u s z a j ą c e były spot­
kania, zetknięcia zwłaszcza z Polakami p r z y b y ł y m i z Syberii,
Kazachstanu.
W ł a ś n i e wtedy oganizatorki, Elżbieta D z i k o w s k a i Wies­
ł a w a Wierzchowska p o s t a n o w i ł y , że ich n a s t ę p n y m dziełem,
k t ó r e „rzuci na k o l a n a " będzie Ars Erotica. Po demonstracji
politycznej, przyszła kolej na o b y c z a j o w ą .
Wystawa w M u z e u m N a r o d o w y m szokuje. Być m o ż e
właśnie dlatego, że znalazła się w miejscu, k t ó r e w ś w i a d o m o ­
ści społecznej jest świątynią sztuki, zbiorem dzieł j u ż „ u c u k r o w a n y c h " , s t a n o w i ą c y c h dorobek narodu. Eksperyment,
k t ó r y by nie budził sprzeciwu w jakiejś galerii czy w C e n t r u m
Sztuki W s p ó ł c z e s n e j , tu m ó g ł w y d a w a ć się nie na miejscu.
T y t u ł z o b o w i ą z u j e . Ciągłość k u l t u r y , to i poszanowanie
tradycji. Oczywiście w r o z s ą d n y c h granicach, więc - jeśli
z t e m a t y k ą erotyki w sztuce, to w szerszym zasięgu, z Szalem
P o d k o w i ń s k i e g o , Siemiradzkim, Malczewskim, wyekspono­
waniem tak w a ż n y c h k o n t e k s t ó w , j a k c h o ć b y Eros i Thanatos.
P o m i ń m y jednak te r o z w a ż a n i a . Wystawa stanowi fakt
dokonany, poruszenie tematyki erotycznej wydaje się niewą­
tpliwą zasługę autorek. Jeśli więc zwracam u w a g ę na l o k a l i ­
zację imprezy, to z tej racji, że nie była bez znaczenia dla
reakcji publiczności. Te same prace, nie b u d z ą c e zdziwienia
3

П. 1. Eros w X V I w. Francja, Szkoła Fontainebleau, Gabrielle d'Estrees z siostrą

172

�1

gdzie indziej, w salach M u z e u m Narodowego m o g ł y się
w y d a ć nie na miejscu. Z w a ż m y przy t y m , że wystawa szokuje
nie przez fakt o b n a ż e n i a tego, co w i n n o być zakryte, lecz
przez to, że dzieje się to w s z t u c e (a więc też dziedzinie,
k t ó r ą się traktuje na specjalnych prawach, m i m o iż artyści
wiele r o b i ą , by o b a l i ć ten m i t , n a r u s z a j ą c wszelkie tabu,
k w e s t i o n u j ą c istniejące d o t ą d kategorie artystyczne, samo
pojęcie sztuki, arcydzieła, artysty).
W kioskach leżą pisma z g o ł y m i panienkami. „ Ż y c i e
Warszawy", informuje o pisemku (polskim), k t ó r e ogłasza
k o n k u r s „czyja to k a ś k a ? " , z w r a c a j ą c się do c z y t e l n i k ó w ,
d o k ł a d n i e zapoznanych z a n a t o m i ą wcześniej pokazywa­
nych dziewczyn. Pierwszy numer niemieckiego pisma dla
polskich nastolatek zawierał reklamowy podarek - prezer­
w a t y w ę . W filmach, zwłaszcza polskich, sceny rozbierankowe występują nawet bez ż a d n e g o uzasadnienia. N a g o ś ć
p r z e s t a ł a s z o k o w a ć . Nie znam pani F i g u r y ani S z a p o ł o w s ­
kiej, ale wiem gdzie m a j ą pieprzyk na piersi, j a k i kształt
p o ś l a d k ó w . Jak „ t o " się r o b i , wiedzą z telewizji nawet dzieci.
W i ę c - co tak d z i w i , a nawet szokuje na wystawie? Nie
lekcja, ale fakt p r z e ł a m y w a n i a pewnych „ t a b u " . W i ą ż e się to
z w y r a ź n y m przesuwaniem w ostatnich latach granic tolerancji :
- na n a g o ś ć , zachowania seksualne,
- na o c h r o n ę i n t y m n o ś c i ,
- na brutalizację, ukazywanie o k r u c i e ń s t w a (i to j a k o
n a t u r a l n ą cechę rzeczywistości),
- na b r z y d o t ę ,
- na perwersje,
- na zło,
- na to, co niegdyś nazywano „ d o b r y m smakiem",
- na d e l i k a t n o ś ć uczuć.
O t ó ż w ś w i a d o m o ś c i wielu ludzi pojęcie sztuki wiąże się
z t y m , co estetyczne, p i ę k n e , w d o b r y m smaku, ale też
i konwencjonalne. A r t y s t a p r z e ł a m u j e te n a w y k i , szokuje, ale
wciąż oczekuje się od twórczości plastycznej innego dystansu
do rzeczywistości, niż np. w filmie. Oczekuje - f o r m y .
Dlatego to, co naturalne w życiu p r y w a t n y m , budzi z a ż e n o ­
wanie na wystawie w M u z e u m N a r o d o w y m .
Z w r ó ć m y u w a g ę też na to, iż pojęcia takie j a k wstyd, same
stają się wstydliwe. W sztuce obserwujemy coraz częściej
p r z y k ł a d y szokowania b r u t a l n o ś c i ą , o k r u c i e ń s t w e m , obrzy­
dliwością; happeningi unurzane we k r w i , oswajają z o k r u ­
c i e ń s t w e m , p o w o d u j ą przesuwanie się granic t e m a t ó w do­
zwolonych i zakazanych, rzeczy naturalnych i zbrodniczych.
Szokowanie niszczy wrażliwość. W s z e l k ą . Z tego w a r t o
z d a w a ć sobie s p r a w ę .
Uderza mnie (rok urodzenia 1920) przekraczanie granic
p r y w a t n o ś c i , p r z e ł a m y w a n i e konwencji, k t ó r e t w o r z ą ciąg­
łość k u l t u r y , c h o ć wciąż p o d l e g a j ą przemianom. Dlatego
czułem się nieswojo c h o d z ą c po wystawie. Nie jestem pewny,
czy np. w przypadku r y s u n k ó w Stajudy (świetnych), nie
n a s t ą p i ł o przekroczenie granicy i n t y m n o ś c i . C h r o n i m y
twarz, jest nawet jej prawna ochrona, a co z resztą? z d o l n y m i
p a r t i a m i naszego jestestwa?
Zastanawiam się, dlaczego zachwyca erotyka, pokazana
w M u z e u m A z j i i Pacyfiku. Sądzę, że w p ł y w a na to jej
kontekst - religijny, filozoficzny. W naszej kulturze o prowe­
niencji j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i e j , o b y c z a j o w o ś ć jest inna, ciąży
pojęcie grzechu, a więc i z a k a z ó w . S t ą d zapewne seks
spychany poza nawias, obrzydzany, wyklinany, znajduje
ujście w „ ś w i e r s z c z y k a c h " , sex-shopach, rozbieranych fil­
mach, reklamach, j u ż nie tylko k o s m e t y k ó w , ale i samo­
chodów.
E r o t y k a w sztuce Wschodu, I n d i i , Pacyfiku nieodłącznie
z w i ą z a n a jest z p i ę k n e m . K o b i e t y dorodne, gibkie, r a d o ś ć
a k t u , c h o ć i powaga. Tymczasem erotyka na „ n a s z e j "
wystawie jest smutna, nieraz b u d z ą c a wręcz obrzydzenie.
Z m y s ł o w o ś ć , r a d o ś ć dostrzegam w niewielu pracach na
4

II. 2. Tadeusz Boruta, Małżeństwo

według obrazu van Eycka,

1986

wystawie: u Jerzego Jaworowskiego, u Jana Dobkowskiego,
ale przede wszystkim u Barbary Falender (jej rzeźby są przy
t y m piękne) i Teresy P ą g o w s k i e j . N a pewno i w r z e ź b a c h
A l i n y Szapocznikow, ale o nich za d u ż o wiem, przejmuje
więc ś w i a d o m o ś ć ż e g n a n i a ciała, k t ó r e się chce wbrew
chorobie i śmierci ocalić.
Stykamy się tu z k a t e g o r i ą p i ę k n a . T r u d n o w y o b r a z i ć
sobie, że artyści, też przecież ludzie, uciekają w życiu od
niego. Jest problem - p i ę k n a i brzydoty. P o m i n ą ć się go
zupełnie nie da, c h o ć oba pojęcia w c h o d z ą ze s o b ą w skom­
plikowane relacje. W s p ó ł c z e s n y artysta brzydoty się nie b o i ,
więcej - poszukuje jej. L ę k a się ł a d n o ś c i , tandety, kiczu.
B r z y d o t ę m o ż n a uwznioślić, n a d a ć jej wręcz patetyczny
w y m i a r (jak to czyni w swych filmach Fellini), ale erotyka
w kategorii brzydoty po prostu budzi wstręt, nie podnieca.
A czymże jest i n n y m , j a k nie stanem podniecenia? R a d o ś c i ą ,
ale i m ę k ą .
P i ę k n o jest w sztuce niemodne, zwłaszcza w malarstwie.
A l e j a k bez niego p o k a z a ć stan zachwycenia? kokieterię?
perwersje? Z w a ż m y , że erotyka, oczywista i cudownie poka­
zana w filmie, fotografii, teatrze, literaturze - w plastyce
sprowadzona bywa zazwyczaj do aktu. A czym jest akt?
Wystarczy obejrzeć wystawy doroczne wyższych szkół plas­
tycznych. A k t jest ćwiczeniem, trzeba akt z b u d o w a ć , określić
cechy modela, ale ten akt nikogo nie zachwyci. T y m bardziej,
że na modeli bierze się z reguły ludzi wyrazistych, starych,
u ł o m n y c h , zdeformowanych. A k t nie jest więc ani szkołą, ani
p u n k t e m wyjścia. R ó w n i e dobrze m o ż n a n a r y s o w a ć starą
komodę.
C ó ż więc robić? Simone Weil z a u w a ż y ł a , że istotą sztuki
jest d y s t a n s . A więc i aluzja, szukanie asocjacji. Takie
wyjście przyjęli Jan K o s i ń s k i i M a ł g o r z a t a Terlikowska
umieszczając na wystawie ł a w e c z k ę a przed nią p i ę k n e ,

173

�czerwone j a b ł k o . O d k t ó r e g o zresztą wszystko się zaczęło.
W r ó ć m y jednak do wystawy, do jej nazwy. A r s erotica.
Przypomnienie tego pojęcia jest d u ż ą zasługą teamu D z i k o wska-Wierzchowska. A l e erotyka, to c o ś więcej niż seks, niż
w y b ó r pozycji. E r o t y k a to t a k ż e flirt, bicie serca na w i d o k
ukochanej, pragnienie w s p ó l n o t y , miłość, uczucie, zaan­
g a ż o w a n i e emocjonalne, a nie tylko chęć r o z ł a d o w a n i a
napięcia. W ł a ś n i e - erotyka, to przede wszystkim powstawa­
nie tych n a p i ę ć . T o , co dzieli ludzi ( n i e k t ó r y c h ) od zwierząt
(też n i e k t ó r y c h ) , to potrzeba zbudowania sytuacji emoc­
jonalnej, gry m i ł o s n e j , w k t ó r y c h seks jest w a ż n y m finałem.
Upraszczam, ale chodzi m i o z w r ó c e n i e uwagi na o t o c z k ę
u c z u c i o w ą , k t ó r ą ł a t w o wyrazić w poezji, prozie, filmie,
nawet w fotografii, ale - j a k w i d a ć na wystawie - trudno
w plastyce. Jest to zresztą tendencja w y s t ę p u j ą c a znacznie
szerzej, w p r o p o n o w a n y m p o d r ę c z n i k u szkolnym m ó w i się
0 rodzajach ś r o d k ó w ochronnych, sposobach z a k ł a d a n i a
prezerwatyw i t d . , ale ani odrobiny miejsca nie p o ś w i ę c o n o
rodzeniu się i k u l t y w o w a n i u uczuć, o d p o w i e d z i a l n o ś c i za
partnera, za drugiego c z ł o w i e k a . Podobnie w j e d n y m z pro­
g r a m ó w L u z u , przez g o d z i n ę m ó w i o n o o wszystkim, tylko
ani razu nie wspomniano o uczuciu, pierwszym urzeczeniu,
miłości, rzeczywistych problemach.
Oczywiste, że nie m o g ę o c z e k i w a ć od rzeźby czy obrazu
ujawnienia uczuć, to było kiedyś, a teraz k t o wie, czy nie
m o g ł y b y się znaleźć na wystawie o i n n y m tytule (Ars
Amandi?). W c i ą ż m a m w pamięci rzeźbę Magdaleny Więcek,
chyba z lat sześćdziesiątych - j a k się ona n a z y w a ł a ? Wiosna?
M ł o d o ś ć ? Przebudzenie?
N a o b r o n ę a r t y s t ó w trzeba powiedzieć, że sztuka współ­
czesna nie zajmuje się pozytywnymi uczuciami, a n a g o ś ć
występuje w d w ó c h postaciach: konwencjonalnego a k t u
1 alegorii, związanej ze złem i obrzydlistwem czasu, w k t ó r y m
żyjemy, a nieraz i miejscem, w k t ó r y m przyszło n a m istnieć.
O akcie w s p o m n i a ł e m , alegorię m o ż e m y dostrzec na wy­
stawie, c h o ć b y w obrazie Małżeństwo
według obrazu Van
Eycka. Tak opisuje tę p r a c ę k r y t y k z „ T y g o d n i k a Powszech­
nego": „ P o c z ą t e k wystawy to przejście przez piekło, w k t ó ­
r y m straszą wykonane w skali 1:1 autoportrety Tadeusza
Boruty i jego ż o n y A l d o n y Mickiewicz. Portretowani stoją
nadzy na tle okna z p ę k n i ę t ą , rzecz jasna, szybą, w j a k i m ś
peerelowskim M-ileś tam. Za oknem inny b l o k . "
Z a s t a n ó w m y się, czy to A r s Erotica? Pytanie nasuwa się
wiele razy, a to o czymś świadczy. O czym? M o ż e właśnie
0 obronie i n t y m n o ś c i , o p o t r a k t o w a n i u jej j a k o pretekstu do
m ó w i e n i a o świecie. Tak jest, tacy j e s t e ś m y , tacy są i n n i
(przecież D w u r n i k nie m ó w i ł o sobie). Czy ś w i a d o m y w y b ó r
brzydoty, asocjacji o d b i e g a j ą c y c h od erotyki, gry miłosnej
- nie jest w istocie ucieczką od tematu, od z a c h o w a ń
intymnych?
P R Z
1

Ars Erotica, Muzeum Narodowe w Warszawie, styczeń-marzec
1994; Publikacja: album przedstawiający większość prezentowanych
prac: Ars Erotica, opr. Elżbieta Dzikowska i Wiesława Wierzchowska,
Warszawa 1994.
Obie wystawy przygotował Marek Roztworowski w krakowskim
Muzeum Narodowym. Romantyzm... przeniesiono później do Warszawy
1 pokazano w ,,Zachęcie".
Być może warto by zorganizować ekspozycję w Centrum Sztuki
Współczesnej lub w Muzeum Etnograficznym, pokazującą problem
erotyki we współczesnej kulturze, i to w pełnym spektrum, z prasą,
reklamą, pornografią, i oczywiście sztuką, na różnych jej poziomach,
od graffiti klozetowych do dziel takich, jakie się znalazły na omawianej
wystawie.
Przesuwanie granic tolerancji jest zjawiskiem naturalnym, w ostat­
nich 10-20 latach przyśpieszonym inwazją wzorów kultury amerykańs2

3

4

174

I

Nie, wystawa nie jest portretem w ł a s n y m a r t y s t ó w , ich
portretem i n t y m n y m . Raczej b y m j ą n a z w a ł lustrem, w k t ó ­
r y m p r z e g l ą d a m y się wszyscy: świat, k t ó r y nas otacza;
artyści; widzowie; sztuka.
Nie winię nikogo za to, że z wystawy wyziera smutek, że
jest odarta z poezji. Nie ż ą d a j m y za wiele od a r t y s t ó w . N i e
spodziewajmy się, że m o g ą p r z e k r o c z y ć granice konwencji
epoki. T y m bardziej, że nie m u s z ą . Są inne media, lepiej do
tego przysposobione - fotografia, a przede wszystkim film.
Znaczenie wystawy, reakcje na nią w s k a z u j ą , że mamy t u do
czynienia nie t y l k o ze s z t u k ą , ale i z przemianami w modelu
obyczajowości. Toczy się nieustanne zmaganie, w k t ó r y m
j e d n ą s t r o n ę reprezentuje kościół („chrześcijańskie w a r t o ­
ści"), d r u g ą ci, k t ó r z y z r ó ż n y c h (to p o d k r e ś l a m ) p o w o d ó w
walczą o wyzwolenie seksualne. W praktyce z a r ó w n o jedna,
j a k i druga postawa sprowadza się do fizjologii, spermy,
aborcji, prezerwatywy.
Ginie w t y m sporze to, co najważniejsze - uroda życia,
k t ó r e j akt jest tylko zwieńczeniem. E r o t y k a nie m o ż e być
sprowadzona t y l k o do seksu, u t o ż s a m i o n a z pieprzeniem,
radosnym rysowaniem k u t a s i k ó w i cipek.
Smutek wystawy nie w y n i k a z d o b o r u prac, a przynajm­
niej nie t y l k o . W i ą ż e się z ograniczonymi ś r o d k a m i ekspresji
współczesnej sztuki, zwłaszcza gdy je p o r ó w n a m y z m o ż ­
liwościami filmu. F i l m w n i e p o r ó w n a n i e bogatszy i ciekaw­
szy s p o s ó b wprowadza nas w a t m o s f e r ę gry erotycznej,
przynosi sceny, z a p a d a j ą c e na d ł u g o w p a m i ę ć . Sekwencje
z Brzeziny Wajdy nasycone są e r o t y k ą w stopniu n i e m o ż ­
l i w y m do osiągnięcia w plastyce, k t ó r a zawsze jest t y l k o
aluzją, znakiem, symbolem. Te same sytuacje w obrazach
Jacka Malczewskiego i filmie Wajdy mają inną t e m p e r a t u r ę ,
inny s p o s ó b działania na n a s z ą psychikę. Jedno nie zastąpi
drugiego. Powaga i hieratyczność płócien Jerzego Nowosiels­
kiego nie da się zastąpić ruchem filmowej klatki, ale tworzenie
napięcia, stanu, w k t ó r y m u t o ż s a m i a m y się z emocją t w o r z o n ą
na ekranie, nie jest możliwe przy kontemplacji obrazu.
K t o ś , k t o oczekiwał, iż Ars Erotica p o d z i a ł a na niego j a k
afrodyzjak, m u s i a ł d o z n a ć nieuniknionego rozczarowania.
W a r t o ś c i ą wystawy jest bowiem to, iż ukazuje granice
i możliwości d z i a ł a n i a obrazu czy rzeźby. Traktowanie ich
j a k o intymnego p a m i ę t n i k a byłoby nonsensem, nawet gdy
w e ź m i e m y pod u w a g ę szkice Stajudy. Sztuka m ó w i o świecie,
o mnie, o tobie, o u d r ę c e artysty, o smutku i niespełnieniu,
o szczęściu, do k t ó r e g o się d ą ż y , o samej sobie - ale b ę d ą c
f o r m ą , m ó w i o t y m z dystansem. U t o ż s a m i e n i e z sytuacją
p r z e d s t a w i o n ą , tak istotne w przeżyciu filmu, w zasadzie nie
istnieje we w s p ó ł c z e s n y m obrazie czy rzeźbie.
Dlatego nie m o ż n a o c z e k i w a ć od wystawy, nawet najpięk­
niej z a t y t u ł o w a n e j , tego, czego nie jest w stanie n a m ofiaro­
wać.
PISY
kiej, reklamami, filmami. Jednak nawet w tym okresie daje się zauważyć
zmiana w tym, co „wolno" i „nie wolno". Przykładem - zdjęcia
„Playboya" z lat pięćdziesiątych przedstawiały ciało „porcelanowe",
zabronionych włosków, widocznych por skóry. Później odblokowano
ten zakaz redakcyjny. Dziś zabroniona jest pornografia posługująca się
dziećmi. W londyńskim Hyde-Parku jeszcze w latach siedemdziesiątych
pilnie baczono, by leżące pary (w dowolnych pozycjach) nie wykonywały
żadnego ruchu. Dziś już ruch nie szokuje. Tolerancja na okrucieństwo,
brutalność, krew inna jest np. w Japonii, niż w Europie, chociaż filmy
amerykańskie w ostatnich latach eksponują okrucieństwo wojny, mor­
derstw, napadów w sposób, jeszcze kilka lat temu, niemożliwy do
pokazania na ekranie. Daje się zauważyć (u nas) szybsze przesuwanie
granic tolerancji na brutalność, okrucieństwo, niż na erotykę. Świadczy
o tym ustalana granica wieku przy oglądaniu filmów.

�Eros w opłotkach
Są rzeczy, k t ó r e się r o b i , ale o k t ó r y c h się nie m ó w i .
Przynajmniej g ł o ś n o . P o z o s t a j ą w sferze p r y w a t n o ś c i . K u l ­
tura m i ę d z y i n n y m i w t y m się przejawia, że zakreśla granice
s p o ł e c z n e g o przyzwolenia. Toczy się nieustanna gra o te
granice, zawężenie - b ą d ź poszerzenie obszaru spraw nie
ujawnianych, intymnych. Jednym z e l e m e n t ó w tej gry jest
t w ó r c z o ś ć , właśnie ona, obok komercyjnych p r z e j a w ó w
k u l t u r y masowej, rozsadza dotychczasowe granice akcep­
tacji, przy czym j e d n y m z najważniejszych ś r o d k ó w d z i a ł a n i a
współczesnej sztuki jest szokowanie widza. Szok należy do
strategii d z i a ł a n i a , zdarza się, że w istocie t y l k o do niego
ogranicza się sens wypowiedzi t w ó r c y . Zwraca u w a g ę ,
podobnie j a k reklama.
W kulturze współczesnej n a g ł o ś n i e n i e spraw z w i ą z a n y c h
z e r o t y k ą wiąże się przede wszystkim z sekularyzacją życia:
odchodzeniem od z a k a z ó w i n a k a z ó w religii oraz z interesem
wielkiego biznesu. Tego od p r z e m y s ł u ś r o d k ó w antykoncep­
cyjnych, pism takich j a k „ P l a y b o y " , „ C a t s " , reklam, kaset
video, s e x - s h o p ó w i t d . W p r o w a d z a j ą one t e m a t y k ę erotycz­
n ą w j a w n у obszar naszego życia.
Z a s i ę g wkraczania erotyki w ten obszar zależy od k o n w e n ­
cji ś r o d o w i s k o w y c h . M o ż n a wykreślić m a p ę z a c h o w a ń spo­
łecznych, k o n w e n a n s ó w . T o , co uznaje się za dopuszczalne
w mieście, w y w o ł a oburzenie na wsi. Pisma z rozebranymi
panienkami, k t ó r e nie dziwią w witrynach k i o s k ó w z p r a s ą ,
nie b ę d ą na miejscu w poczekalni dentysty czy adwokata.
Nawet takie j a k „ T w ó j S t y l " , czy „ P a n " , k t ó r e w inteligenc­
kich domach często m o ż n a s p o t k a ć , zdziwiłyby nas w d o m u
parafialnym, b ą d ź w gabinecie dyrektora I n s t y t u t u Sztuki.
Nie m ó w i ą c j u ż o wsi, do k t ó r e j stylu pisma te podobnie
pasują, j a k „ A r s E r o t i c a " do M u z e u m Narodowego.
Z r ó ż n i c o w a n i e występuje t a k ż e w grupach wiekowych.
M ł o d z i ludzie nie s t r o n i ą od nagości, w mieszkaniach ich
r o d z i c ó w , a t y m bardziej d z i a d k ó w , poster l u b kalendarz
z r o z e b r a n ą p i ę k n o ś c i ą w y d a ł b y się dysonansem. T o , co
wyda się oczywiste w biurze warsztatu naprawy samo­
c h o d ó w , w kabinie k i e r o w c ó w T I R - a , w i n n y m miejscu
spotka się z w y r a ź n y m sprzeciwem. Z w ł a s z c z a na wsi.
Nasuwa się wniosek, tyleż uproszczony, co niesłuszny, że
ekspansja n a g o ś c i wiąże się z p o s t ę p e m cywilizacyjnym,
naszym p r y w a t n y m wkraczaniem w E u r o p ę . Rzeczywiście,
w latach m i ę d z y w o j e n n y c h z d a w a ć się m o g ł o , iż j e d n y m
z podstawowych w y z n a c z n i k ó w p o s t ę p u jest walka o u ś w i a ­
domienie seksualne, wprowadzenie tematyki erotycznej w j a w n y obieg k u l t u r y . Słówka Boya i a r t y k u ł y Ireny K r z y w i c ­
kiej w y z n a c z a ł y biegun p o s t ę p u , podczas gdy na d r u g i m
z n a j d o w a ł się k s i ą d z P i r o ż y ń s k i i ciemna p a r a f i a ń s z c z y z n a .
Dzisiaj takie uproszczone widzenie p r o b l e m u w y d a ć się
m o ż e groteskowe. Istota rzeczy wykracza poza ten p o d z i a ł .
Rzeczywiście g r o ź n a jest komercjalizacja k u l t u r y , ucieczka
o d d u c h o w o ś c i , rozmywanie k r y t e r i ó w w a r t o ś c i . Takie poję­
cia j a k : honor, p r a w o ś ć , dyskrecja, o d p o w i e d z i a l n o ś ć , lojal­
n o ś ć - b r z m i ą j u ż niemal s t a r o ś w i e c k o . N i e p o k o i inwazja
chamstwa, b r u t a l n o ś c i , cwaniactwa. Z w ł a s z c z a w stosun­
kach m i ę d z y l u d ź m i , m ę ż e m i ż o n ą , dziećmi i rodzicami,
c h ł o p c e m i dziewczyną. Jeśli więc trzeba b r o n i ć prawa do
i n t y m n o ś c i , to z tej pozycji - k u l t u r y uczuć, k u l t u r y za­
c h o w a ń . Nie z a ś tego, czy wypada p o k a z y w a ć gołe piersi.
P o w i e d z i a ł b y m , iż nie chodzi o to - с o, lecz - j a k i g d z i e .

M u z e u m publiczna galeria - z o b o w i ą z u j ą . Przede wszyst­
k i m do troski o j a k o ś ć tego, co się pokazuje. Organizatorzy
wystaw, kierownicy galerii nie są przecież u r z ę d n i k a m i ,
k t ó r y c h nie obchodzi, co się dzieje. P o ś r e d n i c z ą m i ę d z y
p u b l i c z n o ś c i ą a a r t y s t ą . O d p o w i a d a j ą za to, co p o k a z u j ą .
Rozumiem chęć w y w a ż a n i a drzwi przez artystę ( k t o ma b y ć
ekshibicjonistą, j a k nie on?), ale czy m u s z ą to b y ć drzwi do
szaletu?
Oczywiście źle, że k t o ś przebił p a r a s o l k ą obraz Maneta.
W y c i ą g n i ę t o z tego wnioski, w muzeach p o w s t a ł y o b o w i ą z ­
kowe szatnie. M a n e t o w i eksces nie zaszkodził, incydent
wszedł do książek o impresjonizmie. O b u r z ą się m o i koledzy,
ale m a m p e w n ą s y m p a t i ę dla damy - j a k pisano - „ w
balzakowskim w i e k u " , k t ó r a u k r a d ł a z wystawy w M u z e u m
N a r o d o w y m k o m p o z y c j ę o b r a ż a j ą c ą jej uczucia religijne.
Eksponat s k ł a d a ł się z k i l k u zdjęć smutnej nagości, i nie
0 fotografię damie c h o d z i ł o , lecz o to, że kompozycja
n a w i ą z y w a ł a do k s z t a ł t u krzyża. Sądzę, że artysta nie m i a ł
bluźnierczych intencji, ale organizatorzy p o w i n n i byli z d a ć
sobie s p r a w ę , że praca jego tak m o ż e b y ć odebrana. D o nich
m a m pretensję, no i do dyrekcji, k t ó r a nie p o t r a f i ł a z a p e w n i ć
wystawianym eksponatom bezpieczeństwa. C ó ż po super
zabezpieczeniach, elektronice i t d . , skoro m a c h a j ą c papier­
kiem, owa dama spokojnie w y n i o s ł a k o m p o z y c j ę W i k t o r a
Guta.
Wystawa u w i d o c z n i ł a znaczenie problemu granic społecz­
nej akceptacji i rolę miejsca, w k t ó r y m prace pokazano. A r s
erotica istnieje jednak i poza obszarem działalności profes­
jonalnych a r t y s t ó w . W sztuce ludowej (współczesnej);
w folklorze; w malarstwie i rzeźbie a m a t o r ó w .
Zacznijmy od sztuki ludowej. W dawnej, związanej z tra­
dycją, tematyka erotyczna nie w y s t ę p o w a ł a . M a l a r s t w o
1 rzeźba należały do obszaru sacrum. Jedynym ich wzorcem
była sztuka kościelna, wzory ikonografii chrześcijańskiej.
Obraz j u ż z racji tego, co p r z e d s t a w i a ł i jakie funkcje pełnił
w d o m u , nie m ó g ł służyć w y r a ż e n i u erotyki. W ś w i a t o p o ­
glądzie j u d e o - c h r z e ś c i j a ń s k i m rola seksu o g r a n i c z a ł a się do
bogobojnego p ł o d z e n i a dzieci. Istniała, ale w u k r y c i u , jego
jawna manifestacja w sztuce nie była m o ż l i w a . Jedyny
wyjątek s t a n o w i ł o przedstawienie A d a m a i Ewy w Raju.
E r o t y k a w micie rajskim zaczyna się od j a b ł k a . Zycie „ n a
w ł a s n ą r ę k ę " - od wygnania z Raju. J a b ł k o - erotyka należą
do repertuaru pokus s z a t a ń s k i c h . T o szatan, przez e r o t y k ę ,
rozbija s p o k ó j rajskiego życia, gdzie wszystko t r w a w szczęś­
l i w y m bezruchu. Z w i e r z ę t a nie zagryzają się nawzajem,
ludzie nie starzeją się, bierni, poddani w o l i Pana. D o p i e r o
wygnanie zmusza ich do uruchomienia szarych k o m ó r e k ,
wykazania z a r a d n o ś c i . Skazani na z i e m s k ą d o l ę uczą się
w y k o r z y s t y w a ć ogień, p o s ł u g i w a ć k o ł e m . A l e w sztuce
ludowej A d a m i Ewa ukazani są zazwyczaj t y l k o w jednej
sytuacji - symbolicznej, po obu stronach drzewa, w o k ó ł
k t ó r e g o owija się w ą ż . W ą ż kusi E w ę , Ewa kusi A d a m a .
Znane nam rzeźby i obrazy nie m a j ą w sobie energii, seksu.
A b y n a g o ś ć nie p r o w o k o w a ł a s p r o ś n y c h myśli, miejsca
najbardziej erogenne zakrywano, figury przedstawiano sche­
matycznie, j a k to w i d a ć np. w obrazie na szkle z San­
domierza.
Oczywiście nie znaczy to, że zachowania ludyczne, seks,
erotyka nie w y s t ę p o w a ł y w kulturze i życiu wsi. J u r n o ś ć ,

175

�obscena t o w a r z y s z y ł y życiu, zwłaszcza m ł o d z i e ż y , jednak
t y l k o w gadkach, p r z y ś p i e w k a c h , t a ń c u , symbolice zacho­
w a ń w czasie weselnego o b r z ę d u , topienia Marzanny, zabaw
H e r o d o w y c h - nigdy jednak nie w obrazach i r z e ź b a c h .
E r o t y k a , kokieteria istniały zapewne na dawnej wsi w stop­
niu nie mniejszym niż w mieście, jednak w formie skonwen­
cjonalizowanej, ograniczonej do społecznie przyzwolonych
sytuacji.

ludowej - tak! ale n a g o ś ć , erotyka, s p r o ś n o ś ć ? Jednak, kiedy
p a t r z ę na sceny biczowania Pana Jezusa, przebicie b o k u
strzałą, wydaje m i się, że żarliwa wiara wiedzie j ą do stanu
takiej egzaltacji, w k t ó r e j trudno j u ż oddzielić a b s t r a k c j ę o d
egzaltacji, niewolnej o d erotyki. Tej - splecionej z o k r u c i e ń s t ­
wem. P o n i e w a ż , u p r a s z c z a j ą c , m o ż n a powiedzieć, że o k r u ­
c i e ń s t w o zawiera w sobie prefigurację erotyzmu, jest jego
f o r m ą , mniej czy bardziej z a k a m u f l o w a n ą , p r z e s u n i ę t ą .

Pojęcie obrazu i rzeźby w i ą z a n o z religią. O ł t a r z y k ,
kapliczka, obrazy na ścianie miały z a p e w n i ć d o m o w i Ł a s k i
Boże, c h r o n i ć od nieszczęść. D o p i e r o w okresie m i ę d z y ­
wojennym wkracza na wieś stereotypowy widoczek, częściej
bukiet b z ó w czy r ó ż w wazonie. N o i oczywiście fotografia
ś l u b n a , często d u ż a , ręcznie malowana. W latach po okupa­
cji - pojawia się d o ś ć powszechnie makatka, ale i na niej
tematyka skonwencjonalizowana: A n i o ł Stróż strzeże dzieci
p r z e c h o d z ą c e przez k ł a d k ę nad strumieniem, jelenie, grzyby,
k o t k i . Ż a d n e j golizny.

W malarstwie i rzeźbie a m a t o r ó w n a g o ś ć w y s t ę p u j ą
zazwyczaj w sytuacji, k t ó r a stanowi k u temu pretekst. Jan
P ł a s k o c i ń s k i , amator, k t ó r y po latach nieudolnie realistycz­
nego malowania stał się „ n a i w n y m " , w y k o r z y s t u j ą c podpat­
rzone u innych malarzy chwyty, w p o c z ą t k a c h swej t w ó r c z o ­
ści m a l o w a ł sceny, w k t ó r y c h w y s t ę p o w a ł y biuściaste, dobrze
rozwinięte dziewczyny. Pretekstem tematycznym był cyrk,
gimnastyka, gra w k o s z y k ó w k ę (il. 14). M a l a r z , s k r ę p o w a n y
konwencjami ś r o d o w i s k a przyodziewa swe dziewczyny w gi­
mnastyczny k o s t i u m , co jednak nie niszczy erotycznego
podtekstu obrazu.

Temat erotyczny, a ściślej m ó w i ą c - n a g o ś ć , pojawiła się za
s p r a w ą ludzi z miasta. Proszę spojrzeć na M a r i ę M a g d a l e n ę
Jędrzeja W a w r y (il. 10). Stary ś w i ą t k a r z nigdy by się sam nie
z d e c y d o w a ł na wyrzeźbienie gołej kobiety, ale usilnie pro­
szony przez Emila Z e g a d ł o w i c z a , uczynił to. T r a k t o w a ł
bowiem Z e g a d ł o w i c z a j a k dobrodzieja. Umieścił między
drzewkami M a r i ę M a g d a l e n ę . N i e świętą, wręcz przeciwnie,
ale przecież w y s t ę p u j ą c ą w Ewangelii obok Chrystusa.
Magdalena jest goła, ale i nie jest n i ą , W a w r o bowiem
umiejętnie skrył atrakcje jej kobiecości.
Nie seks, ale u k r y t a erotyka, p e ł n a poezji, występuje
w rzeźbie Leona K u d ł y Dziewczyna z sarenką. Ale K u d ł a
należał do małej grupy dawnych rzeźbiarzy, k t ó r z y tworzyli
j u ż nie dla ś r o d o w i s k a wiejskiego, ale dla siebie, dla swych
przyjaciół i o p i e k u n ó w , zwłaszcza dla K a r o l a T c h o r k a ,
warszawskiego r z e ź b i a r z a i marszanda.
We współczesnej rzeźbie właśnie Ewa, niekiedy nawet bez
A d a m a , stanowi pretekst do ukazania k u s z ą c e g o ciała.
W malarstwie na szkle, w s p ó ł c z e s n y m , oderwanym j u ż od
konwencji tematycznej dawnej sztuki, j u r n o ś ć , erotyka do­
m i n u j ą w dynamicznych scenach malowanych przez J a n i n ę
Jarosz i Z d z i s ł a w a Walczaka.
F o l k l o r , j a k j u ż o t y m m ó w i l i ś m y , przepojony był treś­
ciami ludycznymi. W i ą ż e się to z miejscem i sytuacją
- weselem, z a b a w ą . G o ł a kobieta, a zwłaszcza eksponowana
ta część jej ciała, na k t ó r e j siedzi, w y s t ę p o w a ł w zwyczajach
pasowania na flisaka. Adept m u s i a ł figurę naturalnej wielko­
ści p o c a ł o w a ć w zad, i dopiero ten moment wieńczył
ceremonię.
Istnieje, znana psychiatrom i seksuologom, zależność
między seksem a o k r u c i e ń s t w e m . P r z e ż y w a n i e biczowania
Pana Jezusa, w y o b r a ż e n i a św. Sebastiana, b r o c z ą c e g o k r w i ą ,
m ę c z e ń s t w a świętych - m o g ł y , c h o ć nie m u s i a ł y , p o r u s z a ć
t a k ż e b o d ź c e erotyczne. D o t y c z y ł y zresztą nie tylko nagiego
ciała, ale i samej uwielbianej istoty. M i ł o ś ć rzadko kiedy ma
w y m i a r tylko abstrakcyjny. N i e przypadkiem święte postaci
idealizowano. Chrystus musi b y ć p i ę k n y , t r u d n o wręcz
w y o b r a z i ć go sobie j a k o niewielkiego wzrostu, brzydkiego
m ę ż c z y z n ę . T a k ż e w większości o b r a z ó w i figur M a t k a
Boska ma twarz śliczną, rysy regularne, w Polsce jest jasna,
b r o ń Boże - c z a r n o w ł o s a i czarnooka o semickiej urodzie!
W s p a n i a ł a malarka M a r i a n n a W i ś n i o s nigdy by się nie
ośmieliła n a m a l o w a ć sceny erotycznej. Ilustracja piosenki

176

D l a Kazimierza Szuberta, emeryta, r z e m i e ś l n i k a , preteks­
tem do pokazania n a g o ś c i i erotyki stał się d i a b e ł kusiciel.
W ł a ś n i e kuszenie ilustruje scena r o z g r y w a j ą c a się nad sta­
wem, w ś r ó d drzew i k w i a t ó w . Piersiasta kobieta c h r o n i
d ł o ń m i to, co stanowi przedmiot p o ż ą d a n i a nagiego, tłus­
tego pana z diabelskimi r ó ż k a m i na głowie ( i l . 21).
Plastycznie ciekawy jest obraz Jana Kaweckiego przed­
stawiający kobiety k ą p i ą c e się w lesie, o zachodzie słońca
(il. 20). Obraz jest u p o r z ą d k o w a n y , zwarty kompozycyjnie,
0 kolorystyce typowej dla malarza - strefy ciemno-granatowe przecina, r o z j a ż o n y pas ż ó ł t o - c z e r w o n e g o
zachodu słońca.
Ten sam w ą t e k - k ą p i ą c y c h się kobiet p o d j ą ł Kazimierz
Jakubowski, amator z S z y d ł o w c a ( i l . 19). K o p i u j ą c , na­
śladując reprodukcje z a l b u m ó w , d o s z e d ł do znacznej spraw­
ności. N a l e ż y do nielicznych s a m o u k ó w , k t ó r z y r a d z ą sobie
z a n a t o m i ą przedstawianych postaci. Z a w d z i ę c z a to nie
tylko umiejętności obserwowania i sprawnej d ł o n i , ale
1 temu, że ma w d o m u i d e a l n ą m o d e l k ę ; ż o n ę , c h ę t n i e
p o z u j ą c ą w r ó ż n y c h , nader w y m y ś l n y c h pozach. Jakubows­
kiego p i ę k n o kobiecego ciała fascynuje niezmiennie, i by je
u k a z a ć w y m y ś l a r ó ż n e preteksty, j a k np. zawalenie się
świątyni Salomona, k ą p i e l dziewcząt, reminiscencje scen
mitologicznych, zabawy na plaży.
O funkcji kompensacyjnej erotyki świadczy cała t w ó r ­
czość malarska Romana B u c z y ń s k i e g o . Kiedy go p o z n a ł e m
p o r u s z a ł się z trudem, ciężko chory, cierpiący na a s t m ę
i serce, ale oczy m i a ł r o z e ś m i a n e , błyszczące j a k u m ł o d e g o
c h ł o p c a . K o c h a ł „ t e sprawy", ale p o z o s t a ł o m u j u ż t y l k o
w y ż y w a n i e się w malarstwie. W niej występuje nieustannie,
wręcz obsesyjnie tematyka erotyczna. I k a r i Dedal prezen­
tują swą m ę s k o ś ć bez ż a d n e j ż e n a d y , a pikanterii d o d a j ą i m
wielkie, archanielskie skrzydła. N a i n n y m kartonie naga,
z j ę d r n y m i piersiami i sutkami j a k śliwki, klęczy M a r i a
Magdalena, a b ł o g o s ł a w i j ą Pan Jezus. Inne obrazy - zbiera­
nie j a b ł e k . Pejzaż, przy drzewie stojący tyłem do widza nagi
m ę ż c z y z n a , na grzbiecie k t ó r e g o siedzi naga p o s t a ć , też tyłem
do nas i rwie j a b ł k a . Atletycznie zbudowana kobieta,
o twarzy ż o n y , w y o b r a ż a E u r o p ę . Stoi z z a ł o ż o n y m i nogami,
o p i e r a j ą c się plecami o m a ł e g o , białego byczka. Porwanie
Europy - s k o m e n t o w a ł malarz. Ja m i a ł e m wręcz odwrotne
skojarzenie. Nawet m a l u j ą c z racji jakiejś rocznicy Chopina

�Ma

II. 3. Jan Gajewski, Żona

m

śpi; il. 4. Lucas Cranach. Nimfa wodna, 1518; il. 5. Ludwik Więcek,
według Cramacha

Nimfa,

777

�II. 6. Bronisław Dynda, W niedzielę

rano; il. 7. Anna Ferek, Kobieta i amorki, stiuk, 1980;

(ubranego) Buczyński tak modeluje pejzaż, że bez t r u d u
dostrzegamy w n i m ukryte kształty niewieście. A n t r o p o m o r fizuje drzewa, g ó r y , linię horyzontu, ciesząc się w y m y ś l o n y m
konceptem. Ciesząc, sam bowiem, a ściślej - wraz z ż o n ą był
g ł ó w n y m o d b i o r c ą swych dzieł. M a l o w a ł dla własnej przyje­
m n o ś c i , c h o ć c h ę t n i e i z w i d o c z n ą satysfakcją p o k a z y w a ł
ludziom swe prace. Nawet w łazience w y m a l o w a ł n a g ą
p o s t a ć leżącą nad w a n n ą i nagiego a n i o ł a na drzwiach.
Kompensacyjna m o ż e się w y d a ć t a k ż e t w ó r c z o ś ć A n n y
Ferek. Chora, słaba, wciąż urodziwa, mieszka otoczona
gipsowymi a m o r k a m i . Zna się na sztukaterii, p r a c o w a ł a
przed wypadkiem, k t ó r y w y e l i m i n o w a ł j ą z życia zawodowe­
go, j a k o konserwator z a b y t k ó w . Pulchne, b i a ł o - r ó ż o w i u t k i e
a m o r k i otaczają j ą ze wszystkich stron. T o jest jej A r k a d i a ,
świat pogodny, figlarny, pozbawiony n a m i ę t n o ś c i i dusznej
erotyki ( i l . 7).

178

I

Teofil Ociepka w pokazanym t u rysunku (il. 9) sadza n a g ą
dziewczynę na grzbiecie smoka. Jego paszcza (taka sama j a k
na obrazie w warszawskim muzeum etnograficznym) z obleś­
nie w y s u n i ę t y m j ę z y k i e m znajduje się akurat na w y s o k o ś c i
krocza. M o ż n a nie wiedzieć nic o stosunku malarza do spraw
seksu, nie o r i e n t o w a ć się w t y m , że do s z e ś ć d z i e s i ą t k t ó r e g o ś
r o k u życia był on z a t w a r d z i a ł y m kawalerem, abstynentem
przekonanym, że kobieta należy do a r s e n a ł u diabelskich
pokus - a przecież erotyczny, perwersyjny aspekt rysunku
jest dla nas oczywisty. Notabene stary malarz - okultysta,
k t ó r y przez większość swego życia s u b l i m o w a ł p o p ę d sek­
sualny, w k o ń c u uległ kobiecie. Ożenił się, c h o ć , p r a w i d łowiej b y ł o b y p o w i e d z i e ć - został wzięty w m a ł ż e ń s k i
związek.
E r w i n S ó w k a chętnie maluje kobiety, są to zazwyczaj
postacie z w i ą z a n e z jego w y o b r a ź n i ą k o s m o l o g i c z n ą , astral-

�Jan Malik, Adam i Ewa, rzeźba współczesna; il. 9. Teofil Ociepka, rys. o ł ó w k i e m , 1958; il. 10. Jędrzej Wawro, Maria
lata trzydzieste

Magdalena,

179

�П. I I , 12. Jarosław Miklasiewicz, Dama z pochodnią

180

i Szopka; il. 13. Roman Buczyński: A n i o ł na drzwiach łazienki; il. 14. Jan Płaskociński,
Koszykarki, 1959;

�I

181

�II. 19. Kazimierz Jakubowski, Kąpiące

n ą . Mocarne, nagie, lekko okryte p r z e z r o c z y s t ą szatą t w o r z ą
swoistą W a l h a l l ę . Spokojne, pozbawione seksu, mocno
stojące na nogach p r z y p o m i n a j ą obrazy Hodlera, ale wolę
chyba te - S ó w k i . N a r o d z i n y u c z u ć należą do tej właśnie serii
o b r a z ó w . Raz, raczej dla ż a r t u , ale malarskiego, maluje akt
grubej siedzącej kobiety ( i l . 23).
Szczególny jest casus Szczepana M u c h y . Gajowy, dosko­
nale czuł walor drewna, zawsze jednak swe rzeźby bejcował
na ciemny b r ą z , tylko oczy p o z o s t a w i a ł jasne, błyszczące j a k
reflektory. Za k ł o p o t y , k t ó r e go d o t k n ę ł y , winił s ą s i a d ó w .
Nie znosił ich. Skryty, z biegiem lat coraz bardziej z a m y k a ł
się w obszarze swego d o m u . Podejrzewał, że go śledzą,
p o d p a t r u j ą , u s t a w i ł więc przed budynkiem rzeźby w y r a ź n i e
prowokacyjne. N a jednej n a p i s a ł „ ś p i c e l " , inne s z o k o w a ł y
swą obscenicznością ( i l . 22).
W sztuce ludowej, j a k zresztą wszędzie w życiu, m o ż n a
w y r ó ż n i ć t w ó r c ó w , k t ó r y m bliższa jest sfera nieba, j a s n o ś c i ,
czystości, i takich, z p o d znaku ciemnych mocy. O ile do

182

się; il. 20. Jan Kawecki, Kąpiące

się

pierwszych zalicza, bez wahania H e r ó d k a , W . Oleksego, K .
G a w ł o w ą , to biegun „ s z a t a ń s k i " najlepiej chyba reprezen­
tuje t w ó r c z o ś ć M u c h y . D i a b ł ó w zresztą rzeźbił ze szczegól­
n y m upodobaniem.
W y j ą t k o w a w swej formie, ale t a k ż e tematyce, jest sztuka
B r o n i s ł a w a Surowiaka. M ó w i on w niej o świecie, o walce zła
z dobrem ( i l . str. t y t u ł o w a ) . Są to w istocie kompozycje
0 walorze moralitetu. Rysunek, k t ó r y r e p r o d u k u j ę jest
o p o w i e ś c i ą o świecie, w k t ó r y m współżycie ludzi staje się
zasadniczym celem ich d z i a ł a n i a , z a p e w n i a j ą c ciągłość ro­
dzaju. C i , k t ó r z y umarli, i ci, k t ó r z y żyją t w o r z ą jedno, obraz
1 sens świata. Postacie splecione konwulsyjnie w g ó r n y m
p a ś m i e kompozycji raczej o p o w i a d a j ą o seksie, erotyce, niż
j ą w y r a ż a j ą . Surowiak, podobnie j a k w „ A r s E r o t i c a "
Boguta, poprzez n a g o ś ć , sytuacje, m ó w i o świecie, a nie
o istocie erotyki. R y s u n k i tuszem, pracowite, precyzyjne,
świadczą o dużej wrażliwości artystycznej, o myśleniu plas­
tycznym. M o ż e intuicyjnym, nie w pełni ś w i a d o m y m , ale

�widocznym w wielu pracach tego artysty. Z zawodu technika
poligraficznego.
O d d z i e l n ą g r u p ą prac, o k t ó r y c h c h c i a ł b y m w s p o m n i e ć
w t y m miejscu są prywatne p a m i ą t k i , n o t a t k i , zapiski. Szkic,
rysunek, rzeźba - p r z e d s t a w i a j ą c a leżącą k o b i e t ę , p r z e w a ż ­
nie ż o n ę . N a j e d n y m z takich r y s u n k ó w , odnalezionych po
śmierci B r o n i s ł a w a D y n d y , widzimy jego p o k ó j , z p a l m ą
i ż o n ą , leżącą w łóżku. Szkic nosi tytuł Niedzielny poranek
(il. 6), jedyny wolny dzień w r o c ł a w s k i e g o listonosza. F i l i g ­
ranowej postury codziennie nosł ciężką, wielką t o r b ę , u m ę ­
czony p r a c ą , z nadzieją, że podobno n i e d ł u g o przydzielą m u
lżejszą t o r b ę . Jego prywatne życie, to była właśnie ż o n a ,
p o k ó j w k t ó r y m leżały sterty namalowanych o b r a z ó w ,
i myśl, w czasie roznoszenia listów, o t y m , co będzie m a l o w a ć
po powrocie do d o m u .
R z e ź b a Jana Gajewskiego, u k a z u j ą c a ż o n ę śpiącą w ł ó ż k u
(il. 3) jest j e d y n ą , j a k ą znam o tej tematyce. Stary rzeźbiarz
należał do tych wiejskich t w ó r c ó w , k t ó r y c h nazywamy
samorodnymi. N i e p o d e j m o w a ł tematyki konwencjonalnej,
religijnej, rzeźbił m a ł e figurki, k t ó r y c h nie m a l o w a ł i nie
lakierował.
M a l o w a ł , kredkami, ż o n ę na tapczanie, w łóżku, w kąpieli,
ale t a k ż e w innych sytuacjach (np. z koniem, na koniu).
Teodor Centlewski. Był to w istocie szloch starego, nieszczęś­
liwego człowieka, szewca ze Ż n i n a , niepocieszonego po
stracie n a j d r o ż s z e g o sobie człowieka. Osamotnionego. W ł a ­
śnie po śmierci ż o n y o d d a ł się malowaniu i rysowaniu, by
mieć coś do roboty, zagłuszyć b ó l .
Interesującą interpretację a k t u leżącej kobiety spotykamy
u L u d w i k a W i ę c k a . Ten „ n a i w n y " , bardzo j u ż chory malarz,
w y k o n a ł z właściwą sobie s t a r a n n o ś c i ą „ r e p l i k ę " obrazu
L u k i Cranacha. Więcek, o k t ó r y m p i s a ł e m obszernie przed
k i l k o m a laty, bardzo był wrażliwy na wdzięki niewieście.
Z w y p i e k a m i na twarzy o b s e r w o w a ł c ó r k ę gospodarza,
u k t ó r e g o p a s a ł k r o w y , kiedy ta o p a l a ł a się na łączce
w czerwonym b i k i n i ; z p r z y j e m n o ś c i ą p r z y g l ą d a ł się a k t o m
w albumach malarstwa. N a p o c z ą t k u , kiedy po raz pierwszy
o t r z y m a ł p r o p o z y c j ę zrobienia k o p i i obrazu A n n y Giintner,
u z n a ł za nieprzystojne malowanie gołej kobiety w o d s u n i ę ­
tych na czoło okularach słonecznych, więc w swej k o p i i

II. 21. Józef Szubert, Kusiciel świata; il. 22. Szczepan Mucha, figura,
która stała przed domem

183

�odział ją w s u k i e n k ę . P ó ź n i e j , m a l u j ą c dla siebie, nie m i a ł j u ż
ż a d n y c h s k r u p u ł ó w , kopia L u k i Cranacha (Nimfa wodna
odpoczywająca
przy studni) d o k ł a d n i e oddaje p o z ę leżącej
postaci z figlarnie rozcapierzonymi palcami u s t ó p ( i l . 5),
c h o c i a ż artysta zmienia ś w i a d o m i e tło, cofa s t u d n i ę , roz­
budowuje, a zarazem rustykalizuje a r c h i t e k t u r ę .
Ostatnim t w ó r c ą - a m a t o r e m , o k t ó r y m c h c i a ł b y m wspo­
m n i e ć na t y m miejscu jest Bogdan Ziętek. Z a c z ą ł od rzeźby.
Z a l e ż a ł o m u na d o k ł a d n y m oddaniu ruchu, gestu, gry
mięśni. Jego n i e d u ż e g o f o r m a t u figurki s p o r t o w c ó w , zwłasz­
cza a t l e t ó w e k s p o n o w a ł y m u s k u l a t u r ę , u r o d ę ciała. W i n ­
nych u k a z y w a ł dziewczęta, czasem w w y z y w a j ą c o erotycz­
nych pozach. Ale to wszystko go nie z a d o w a l a ł o . S z u k a ł
innych f o r m wyrazu - i konsekwentnie m y ś l ą c powiększył
figurki nagich dziewcząt do naturalnych r o z m i a r ó w . Po­
wstały manekiny, z r u c h o m y m i r ę k o m a , g ł a d k i e i k u s z ą c e ,
„jak ż y w e " . Atrakcyjne w swym d z i a ł a n i u .
M a n e k i n niepokoi, zdaje się mieć swoje w ł a s n e życie. Jest
bardziej „ ż y w y " od r z e ź b i o n e g o a k t u w b r ą z i e lub mar­
murze. P a m i ę t a m zawstydzenie, kiedy w nocy, i d ą c k t ó r ą ś
z l o n d y ń s k i c h ulic z o b a c z y ł e m w i t r y n ę wielkiego magazynu.
Przebierano manekiny w nowe sukienki. Stały rozkraczone,
nagie, w wyuzdanych pozach. P o c z u ł e m się nieswojo, j a k ­
b y m p o d g l ą d a ł rozebrane dziewczyny. K i e d y indziej widzia­
ł e m w amatorskim teatrze lalkowy we Francji spektakl,

grany przez lalki-manekiny ponad metrowej w y s o k o ś c i .
Było w ich ruchach, w i r o w a n i u coś n i e p o k o j ą c e g o , właśnie
przez skalę; przez to, że były j a k b y „ p o m i ę d z y " - ż y w y m i
l u d ź m i i lalkami. O p o w i a d a ł a m i pewna r z e ź b i a r k a w P a r y ż u
o swym znajomym - markizie, k t ó r y co rano z a s i a d a ł do
ś n i a d a n i a w towarzystwie d w ó c h - t r z e c h m a n e k i n ó w , pięk­
nych, k u s z ą c y c h dam, k t ó r e kamerdyner p r z e b i e r a ł codzien­
nie w inne szaty. Dziwactwo? Oczywiście, ale świadczące
o dwuznacznej erotyce gry manekinami.
Ziętek t a k ż e swe „ d z i e w c z y n y " przebiera, kupuje i m
suknie, cieszy go, gdy j a k k w i a t y ożywiają jego mieszkanie,
gdy sąsiedzi z a z d r o s z c z ą m u talentu, u m i e j ę t n o ś c i . Pracuje
nad „ d z i e w c z y n a m i " d ł u g o , od 3 do 10 miesięcy. Kosztuje go
to sporo pieniędzy, kupuje i m przecież suknie, ponadto
torebki, ale chce by jego kobiety były śliczne, zadbane,
modnie odziane ( i l . 18). C h ę t n i e pokazuje je s ą s i a d o m , i to
też ma w sobie p o d n i e c a j ą c y podtekst.
E r o t y k a niejedno ma imię. W twórczości nieprofesjonalnej
znajduje r ó ż n e formy wyrazu. Nie m ó w m y przy t y m o sztuce,
artyzmie, podobnie j a k w M u z e u m N a r o d o w y m połączenie
A r s i Erotica bywa rzadkie. Ciekawe są formy ujawniania
t ę s k n o t erotycznych, r ó ż n o r o d n o ś ć postaw, plebejska śmia­
łość w y o b r a ź n i . N a w e t gdy z a t r ą c a o kicz. N i e o s z t u k ę t u
chodzi, lecz o dziedzinę bliską obscenom, o t w ó r c z o ś ć
z własnej potrzeby, dla własnej satysfakcji.

II. 23. Erwin S ó w k a , A k t
Fot. Jan Świderski: il. 3-7, 9-17, 20-21, 23; Edward Koprowski - il. 22

184

i

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11312" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11290">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/c8dd0f1ecd4ea1aa05205a0ca6857bae.pdf</src>
        <authentication>9b34d5837f10b0630bec4549cc2e885f</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134807">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2472</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134808">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134809">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2296</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134810">
                <text>Model świata w twórczości Erwina Sówki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134811">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.167-171</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134812">
                <text>Fiderkiewicz, Maria</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134813">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134814">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134815">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134816">
                <text>Model świata
w malarstwie Erwina Sówki
Maria Fiderkiewicz
Obraz to określona przestrzeń malarska, którą - jak stwierdza
Mieczysław Porębski - analizować można z trzech, co najmniej,
p u n k t ó w widzenia:
- jako przestrzeń w rozumieniu fizycznym (przestrzeń dla dzieła),
- jako przestrzeń w rozumieniu symbolicznym (przestrzeń
w dziele),
- jako przestrzeń między dziełami (uchwytna tylko myślowo
przestrzeń w rozumieniu abstrakcyjnym).
Obrazy - jako kreacje przestrzeni symbolicznej, realizowane
przez danego autora przy pomocy określonej technologii - to
zakres problemowy mojego szkicu.
Przedmiotem analizy jest czterdzieści pięć obrazów wykona­
nych przez Erwina Sówkę techniką olejną na płótnie w latach
1970-1990 w jego pracowni w Katowicach.
Większość z nich prezentowana była na mojej autorskiej
1

wystawie Bóg,

diabeł,

demony - czyli antropologia

dobra i zla

w polskiej sztuce nieprofesjonalnej (Muzeum Śląskie w Katowi­
cach - 1990 г., Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
-1991 г.). We wstępie do katalogu tej wystawy zasygnalizowa­
łam jedynie swoje stanowisko metodologiczne, które pragnę
poszerzyć i bliżej sprecyzować.
P o d s t a w o w ą funkcją każdego systemu semiotycznego jest
modelowanie świata - stwierdza Jurij Ł o t m a n . Zaś o modelu
świata - zdaniem tego autora - możemy mówić wówczas, gdy
dane dzieło, na przykład, obraz, odbieramy jako zamkniętą
w sobie strukturę artystyczną, będącą zarazem odpowiednikiem
przedmiotu uniwersalnego, nie zaś części tego przedmiotu.
G ł ó w n y m zadaniem w budowaniu przez artystę modelu
świata jest posługiwanie się językiem przestrzeni artystycznej
(symbolicznej) jako specjalnym systemem modulującym - w wy­
niku czego jesteśmy w stanie d o k o n a ć przestrzennego od­
graniczenia tekstu od nie tekstu .
Język ten nie jest jednym, ale najistotniejszym (wręcz elemen­
tarnym) środkiem modelowania artystycznego. Będąc odpowie­
dzialnym za to, że danego artystę możemy identyfikować
z określonym modelem świata, nie jest wyłącznie sprawą
indywidualną tego twórcy, lecz zależy ponadto od innych
u w a r u n k o w a ń jak пр.: czas, epoka, mody artystyczne, implika­
cje społeczne.
W tym miejscu kilka słów o tych czynnikach, które mogły
wpłynąć na kształt wypowiedzi artystycznej Erwina Sówki.
Urodził się w 1936 r. w Katowicach w rodzinie górniczej
(zarówno jego ojciec, jak i dziadek byli górnikami), w osiedlu
Giszowiec. Jako trzyletnie dziecko, tuż przed wybuchem dru­
giej wojny światowej wyjechał z rodzicami do Niemiec, gdzie
ojciec znalazł zatrudnienie jako górnik w kopalni rud żelaza. Po
sześciu latach Sówkowie wracają do Katowic. Erwin rozpoczął
naukę w zawodowej szkole górniczej, ale wytrwał w niej jedynie
rok, ponieważ nie chciał zostać górnikiem. Mając niespełna
szesnaście lat podjął pracę w elektrowni kopalnianej, gdzie miał
kontakt z Teofilem Ociepką. Już wtedy pociągało go malowanie,
tworzył tempery oraz rysunki ołówkiem. Z ogłoszenia zamiesz­
czonego w gazecie dowiedział się o naborze na kurs malarstwa
organizowanego przez dom kultury przy ulicy Francuskiej
w Katowicach. Na zajęcia te uczęszczał dwa lata. Prowadzone
one były przez Krygowskiego, który uczył różnych technik
malarskich, na przykład akwarel, temper, dla potrzeb propagan­
dy, w estetyce socrealistycznej. D o ukończenia osiemnastego
roku życia pracował Sówka w pracowni plastycznej kopalni
2

3

„Wieczorek". Wykonywał wizerunki Stalina, napisy i hasła
będące apologia tamtej rzeczywistości. Następnie podjął pracę
w Przedsiębiorstwie R o b ó t Górniczych w Mysłowicach, naj­
pierw jako pracownik dołowy, a potem jako górnik, aż do
emerytury w r. 1989. Dzięki rekomendacji Ewalda Gawlika
- malarza nieprofesjonalnego, członka koła plastyków przy
kopalnianym domu kultury, Sówka został do niego wprowadzo­
ny i pozostał związany przez trzydzieści lat. Jego członkowie
interesowali się nie tylko sztuką, ale także filozofią (głównie
Bolesław Skulik).
Tematami preferowanymi w malarstwie tamtych lat były
scenki z życia robotników śląskich пр.: orkiestry dęte, festyny
górnicze, mile widziane były także pejzaże. D o zakazanych przez
komitet zakładowy PZPR należały wszelkie tematy o treściach
filozoficznych
i religijnych, stąd na przykład okultystyczne
zainteresowania uczestników kola plastycznego ukrywane były
pod szyldem tematyki psychologicznej.
K u radości i dumie władz kopalni członkowie grupy brali
czynny udział w plastycznych „ k o n k u r s a c h na temat". Nie­
którzy z „malarzy niedzielnych" tak się wyspecjalizowali, że
dokładnie wiedzieli, co malować, aby „ z g a r n ą ć " nagrody.
Perspektywy, oraz innych zasad malarstwa uczył się Sówka sam,
oglądając albumy z reprodukcjami starych mistrzów, np. Leo­
narda da Vinci.
To, że dany model świata (jako kreacja artystyczna) zyskuje
w naszych oczach jakieś niewątpliwe znaczenie treściowe zależy
od typu kreującej go przestrzeni.
W obrazach Erwina Sówki wyodrębniłam cztery podstawowe
typy przestrzeni artystycznej:
- Przestrzeń „swojego świata", będącą odpowiednikiem do­
mu, Nikiszowca (dzielnica Katowic) i Śląska - jako „małej
ojczyzny" z postaciami odpowiadającymi tej relacji przestrzen­
nej.
- Przestrzeń „swojego świata" z postaciami fantastycznymi
(najczęściej jest to wizerunek świętej Barbary), bądź elementy
z innego świata.
- Przestrzeń fantastyczna z postaciami z „tego świata", które
odznaczają się cechami uniwersalnymi, np. kobiet mogących
należeć do tego i tamtego świata.
- Przestrzeń całkowicie fantastyczna, obca.
Przestrzeń „swojego świata" - to przestrzeń udomowiona.
Znajdujemy j ą w cyklu obrazów, który m o ż n a nazwać „scenami
z życia Nikiszowca". W tym miejscu kilka słów na temat tej
dzielnicy Katowic znanej z filmów fabularnych Kazimierza
Kutza. Nikiszowiec, osiedle robotnicze w stylu miejskim po­
wstało w latach 1908-1911 na terenie Janowa w pobliżu szybu
„Nikisz", należącego do kopalni „Gisze". Zaprojektował je
Jerzy Zillman z Charlottenburga. Osiedle ma kształt widowni
amfiteatralnej (widzianej z lotu ptaka). Wszystkie uliczki i przej­
ścia zbiegają się jakby na scenie, którą tworzy plac centralny
- rynek. Wzdłuż niego biegną arkadowe krużganki z pod­
cieniami, w których umieszczone są sklepy. Całość liczy dziewięć
sektorów (jednostek mieszkalnych), więc włączony został do
administracyjnego obszaru Katowic, wcześniej należał do Szo­
pienic, które były powiatem miejskim . W obrazach: Oczekiwa­
4

5

6

nie, Którą

kocham, Zaślubiny,

Melodia rolę szczególną odgrywa

centrum Nikiszowca - rynek.
Jest to określony symbolicznie obszar, będący odpowied­
nikiem domu, Śląska, „środka świata" do niego wprowadza
767

�Sówka swoich bohaterów: na przykład parę młodą wraz z goś­
ćmi weselnymi siedzącą za stołem pełnym potraw, parę młodych
rodziców (dziewczyna w dżinsach z dzieckiem na ręku przypo­
mina jeden z wizerunków Madonny z dzieciątkiem), obok nich
na elewacji kamienicy napis „ k o c h a m cię stara", zaś w oknie
tejże kamienicy para starzyków. W obrazie Którą kocham on
i ona siedzą na kanapie szmaragdowego koloru. Kobieta jest
naga, jej ciało lekko unosi się nad siedzeniem jakby lewitowało.
Mężczyzna w roboczym stroju górniczym i w kasku na głowie
podaje jej j a b ł k o . P a r ę tę oświetla wiązka promieni wpadających
przez łukowe sklepienie z tyłu, z drugiego planu. Nie jest to
światło rzeczywiste, p o r ó w n a ć je m o ż n a do mistycznego, jakie
występuje w obrazach o treściach religijnych.
Płótno Oczekiwanie przedstawia mężczyznę i kobietę siedzą­
cych na ławce, obok ich n ó g łasi się kot - symbol erotyczny. We
wszystkich opisanych wyżej pokrótce pracach kamieniczki
rynku zamykają przestrzeń wokół znajdujących się na nim ludzi.
Staje się ona bezpieczna w rozumieniu psychologicznym, domo­
wa. Ponadto nabiera znaczenia symbolicznego, otrzymuje wy­
miar uniwersalny - s t a j e s i ę i c h
przestrzenią
życiową.
Tak więc różne pod względem terytorialnym przestrzenie jak
dom i miasto uznaje Sówka za identyczne, przy czym ich
wspólnota ma charakter topologiczny, teksty rozwijają się na
Nikiszowcu, a modelują d o m . .
Jesteśmy zatem uprawnieni do postawienia znaku równości
między pojęciami dom i Nikiszowiec, a być może nawet i Śląsk.
Z a r ó w n o bowiem onjak i jego koledzy - górnicy uważają, że tak
długo będzie istniał Śląsk, jak długo będzie istniał Nikiszowiec.
Według Sówki układ architektoniczny Nikiszowca jest lust­
rzanym odbiciem podziemia - układu chodników kopalnianych.
D ó ł i góra będąc ze sobą ściśle powiązane, pozostają wzglę­
dem siebie w opozycji: „ J a k się wyjechało na górę to wszystko
było bardziej kolorowe. A jak się jest artystą, to się to odbiera
bardziej boleśnie. Ja cierpiałem z tego powodu. Ale to był męski
zawód, szkoła charakteru" - mówi. D ó ł i góra w znaczeniu
kopalnia i Nikiszowiec przełożone na język malarstwa Sówki
odpowiadają uniwersalnej opozycji, w której dobro utożsamia­
ne jest z górą, a zło z dołem. Na przykład w obrazie Którą
kocham brutalności dołu (górnik w czarnym, roboczym kom­
binezonie) przeciwstawiona jest subtelność i delikatność kobieca
(naga, piękna kobieta w pozycji lewitującej).
Znaczenia treściowe zawarte w tej opozycji znalazły pełne
rozwinięcie w obrazach zakwalifikowanych przeze mnie, ze
względu na typ przestrzeni artystycznej, do grupy drugiej - do
obszaru s w o j e g o ś w i a t a w którym sytuuje malarz po­
staci i zjawiska fantastyczne. Przypomina ona przestrzeń czaro­
dziejską, w której przecinają się jakby dwa światy: codzienny
i zaczarowany. W krąg przestrzeni codziennej wprowadzana jest
najczęściej postać świętej Barbary. Obrazy o tej tematyce
odznaczają się specyficzną poetyką. Wynika to głównie stąd, że
wizerunki tej świętej stworzył Sówka w oparciu o swoisty
istniejący na Śląsku synkretyzm: zbitkę archaicznych ludowych
przekazów wierzeniowych z kanonami kultowymi obowiązują­
cymi w kościele powszechnym.
Obrazy te podzielić m o ż n a na dwie podstawowe grupy
odpowiadające omawianej wyżej opozycji góra = dobro, dół
= zło. Przestrzeń codzienna - to „swój świat", dający poczucie
bezpieczeństwa i harmonii, o czym wspomniałam już wyżej.
Modelowaniu przestrzeni artystycznej o takim ł a d u n k u emoc­
jonalnym służy często w obrazach Sówki perspektywa ukośna
i boczna. W relacjach przestrzennych o określonych wyżej
cechach umieszczane są wizerunki świętej Barbary, dobrej
i pięknej patronki - co zasługuje na specjalne podkreślenie - nie
tylko górników jako grupy zawodowej, ale całych rodzin
górniczych. Pojawia się ona na nikiszowieckim rynku w towa­
rzystwie dzieci. Najczęściej są to postaci małej dziewczynki w
śląskim stroju ludowym oraz nieco starszego chłopca w galowym
mundurze górniczym. Pełnią one funkcję mediacyjną między
światem zwyczajnym a mistycznym. Wizerunek świętej Barbary
towarzyszy obrzędom rodzinnym: zaślubinom (motyw orszaku
7

8

168
I

weselnego), pierwszej komunii świętej (np. obraz Me/odia). W tej
grupie obrazów, w której święta ta przedstawiona została jako
kobieta piękna, dobra i dostojna, cechy te dodatkowo podkreśla
strój, przypominający królewski oraz korona na głowie. A t ­
rybutem powtarzającym się najczęściej jest kielich.
W analizowanej grupie obrazów jednym z zasługujących na
wyróżnienie przedstawień jest wizerunek będący syntezą moty­
wów o charakterze symbolicznym. W typowym dla architektury
Nikiszowca łukowatym przejściu między rynkiem a znajdujący­
mi się w głębi p o d w ó r k a m i , usytuowano na zasadzie obraz
w obrazie grupkę ludzi. Brodaty młody mężczyzna (przypomi­
nający Chrystusa, ale bez nimbu), w pozycji siedzącej, jest
ubrany współcześnie. Trzyma on rękę na głowie małego chłopca.
Po obu jego bokach, symetrycznie stoją dwie młode dziewczyny
w białych szatach (suknia jednej dziewczyny jest długa, drugiej
zaś krótka). W głębi, w mroku usytuowane są postaci trzech
mężczyzn, przed którymi stoją zapalone trzy świece. N a osi, nad
dolną kondygnacją widoczna postać świętej Barbary z at­
rybutami, ubranej w białą bluzkę, czerwoną spódnicę i zieloną
pelerynę, w koronie na głowie. U jej stóp w pozie półleżącej
postać górnika. Ulicą znajdującą się z lewej strony obrazu
maszeruje orkiestra górnicza, zaś z prawej - orszak weselny.
Obrazami o nieco odmiennej poetyce są: święta Barbara
myjąca nogi czy też jako młoda śląska dziewczyna. Nastąpił
w niej kolejny etap „oswojenia tej świętej", p r ó b a przed­
stawienia jej jako jednej z nas, w scenerii codziennego życia.
W opozycji do pięknej i dobrej patronki rodzin górniczych
pozostaje wizerunek świętej Barbary złej i demonicznej królowej
podziemi. „Górnicy śląscy i ich rodziny wierzyli w złą świętą
Barbarę. Najwięcej w y p a d k ó w było w kopalniach przed czwar­
tym grudnia. Mówiło się, że potrzebuje c h ł o p ó w " - opowiada
Sówka. Obraz Ona odpowiada tym przekonaniom. Przedsta­
wiona tu została jako demoniczna bogini, młoda i piękna
o sinym kolorze skóry i okrutnym wyrazie oczu. W jednym ze
swoich wierszy malarz pisze:
„(...) Kopalnia to wnętrze kobiety
W niej j a zamknięty na trzydzieści pięć lat
Tyle byłem w łonie Barbary (...)"
Opozycję dół = zło ilustruje także obraz przedstawiający tą
świętą jako współczesną męczennicę w koronie z noży kombaj­
nowych. Prezentuje w n i m autor swój sąd o destrukcyjnych
skutkach rozwoju cywilizacji technicznej. Pogląd ten znajdzie
pełne umotywowanie w innych obrazach, które omawiam dalej.
Drugim, obok Nikiszowca obszarem „swojego świata" jest
przedstawiony w cyklu obrazów pt. Medytacje krajobraz tak
zwanego nowoczesnego osiedla mieszkaniowego w Katowicach-Bogucicach, d o k ą d przeprowadził się Sówka wraz z rodzi­
ną w 1982 r. W każdym z obrazów tego cyklu osiedle to
przedstawione zostało bez postaci ludzkich, jakby było wymarłe.
Bohaterami są fantastyczne postaci „nie z tego świata" lub
zjawiska obce, nieznane.
W pracy Medytacje III na płaskim dachu fantastycznej
budowli o ścianie frontowej złożonej z wielu, rzędami ułożonych
piramid w pozycji medytacyjnej zbliżonej do kwiatu lotosu
siedzi postać o ciemnym kolorze skóry, mogąca być zarówno
mężczyzną jak i kobietą. Jej nakrycie głowy i naszyjnik to
połączenie elementów dekoracyjnych występujących w ozdo­
bach indyjskich i egipskich. W innym obrazie, ponad dachami
bloków mieszkalnych lewituje naga postać kobiety, usytuowana
poziomo - głową w stronę loggi mieszkania malarza. Namalo­
wana jest w tonacji jasnobłękitnej, przechodzącej w konturach
w szarość. Wzdłuż ciała - od stopy poczynając - biegnie
jasnoróżowy wąż falujący zgodnie z górnym konturem profilu
ciała. Głowa węża z wysuniętym językiem wychodzi na zewnątrz
kobiecej postaci, wraz z ostatnim fragmentem jego ciała okala
dolną partię twarzy wzdłuż żuchwy. Ułożenie włosów kobiety
w tonacjach ciemnych czerwieni i róży sugeruje szybki lot
stopami do przodu. N a betonowej balustradzie loggi stoi druga
- nieruchoma, zgeometryzowana postać. Wymodelowana jest
w sposób tworzący swoistą i oryginalną postać: manekina,
cyborga i faraona (odwzorowanie stóp z sarkofagów egipskich).

�Całość „ z m o n t o w a n a " jest z kawałków blachy, łączonej na
korpusie nitami. Postać ma na głowie hełm górniczy, jej rysy
twarzy są grube, pospolite, jakby martwe. Na splocie słonecz­
nym sumeryjski znak płodności. Nogi poniżej kolan oplecione
kablami. Przestrzeń artystyczna w cyklu obrazów Medytacje
modeluje nieludzki świat współczesnych blokowisk.
- Przestrzeń fantastyczna z postaciami o cechach uniwersal­
nych mogących należeć do „swojego" i „ o b c e g o " świata.
Przykładami takich rozwiązań przestrzeni symbolicznej jest cykl
obrazów z postaciami kobiet. Zatytułowany Ewa przedstawia
kobietę rodzącą w pozycji znanej z przekazów sumeryjskich
- stojącej z dłońmi zawieszonymi na konarach drzewa. Kobietę
otacza przyroda o fantastycznych kształtach. Obcość tego
otoczenia „ u d o m a w i a j ą " trzy białe ptaki, przypominające gołę­
bie (hodowane przez górników w kurnikach altanek zwanych
laubami), wyryte na konarze drzewa serce przebite strzałą i napis
„ E w a " . Elementami o wymowie symbolicznej, tworzącymi
typowy dla Sówki synkretyzm religijno-kulturowy są: czarny
wąż, będący w tym konkretnym przypadku symbolem dorocznej
odnowy wegetacji występujący w obrzędach ku czci bogini Isztar
(chętnie malowanej przez Sówkę), oraz kwiat latosu - symbol
czystości (interpretacja symboliki podana przez malarza). W ob­
razie tym wizerunek rodzącej kobiety ma wymowę uniwersalną
i modeluje każdą kobietę w każdym czasie. Z drugiej strony, jest
w nim przedstawiona wizja raju utraconego, miejsce czyste
i święte nie zbrukane wpływami współczesnej cywilizacji.
Z zapisków malarza:
„ N a kobiety w moim malarstwie nie należy patrzeć, jak na
kobiety, które są wokół nas, ani też nie należy patrzeć z lubieżnością, bo z tym nie mają nic wspólnego. Kobiety, które maluję,
to jedna z cech mocy Boga objawiająca się w żeńskości."
„Należymy do łona żeńskiego, a żeńskość jest jedną z mocy
Boga. Ł o n o kobiece daje życie duszy zawartej w materii. Ł o n o
ziemskie pozbawia cię ciała, abyś stał się duszą czystą."
Kreacje kobiet z tryptyku Trzy Wenus uznać można za syntezę
kobiecości, ideał kobiety w rozumieniu Erwina Sówki. To jedna
kobieta jakby w trzech osobach. Wenus z Willendorf, o podob­
nie jak jej pierwowzór nadnaturalnie wyeksponowanych, ob­
fitych kształtach - to Pramatka symbolizująca kult płodności.
M a twarz p o g o d n ą , lekko uśmiechnięta. W ułożeniu jej rąk i n ó g
nie ma nic wymuszonego. T a k ą pozycję przyjmują kobiety
odpoczywające na ławkach nikiszowieckich podwórek. Między
stopami Wenus z Willendorf, która może być równie dobrze
Wenus z Nikisza namalowany został kwiat lotosu w formie
fallicznej. Kobietę usytuowano w scenerii fantastycznej, obcej,
bezkresnej. Przestrzeń tę „ u d o m a w i a " wyryte na skale, tuż obok
Wenus, czerwone serce, takie jakie wycinają na ławkach i par­
kanach zakochani chłopcy.
A k t przedstawiający Wenus z dzieciątkiem umieszczono
w krajobrazie fantastycznym, kosmicznym, wyrażającym bez­
kres. Symetrycznie, po obu jej stronach wzgórza - kobiece piersi
ze sterczącymi sutkami. W tle granatowe niebo z migocącą
gwiazdą. Na prawej dłoni kobiety siedzi nieproporcjonalnie
małe, w relacji do pozostałych elementów kompozycji, dziecko.
Wenus ta nawiązuje do któregoś z licznych typów ikonografii
Madonny, najprawdopodobniej Hodegetrii. Jednakże całość
kompozycji, a szczególnie układ nóg, rysunek twarzy i głowy
kobiety ze współczesną fryzurą pozwalają sądzić, że modeluje
ona kobietę w znaczeniu uniwersalnym.
Trzeci akt tryptyku to sumeryjska Isztar - bogini matka. Jest
wyobrażeniem kobiety o cechach ziemskich i fantastycznych
równocześnie. Zgięte w kolanach i rozwarte uda eksponują łono
namalowane z anatomicznymi szczegółami. Zza jej pleców wido­
czne są umieszczone symetrycznie w formie skrzydeł dwa fallusy.
Między stopami bogini znajduje się kwiat lotosu, a jej ciało
przyozdabia biżuteria o motywach sumeryjskich i staroegipskich.
Realizację przestrzeni całkowicie fantastycznej, obcej znaj­
dujemy w kilku cyklach obrazów:
- prezentującym mechanizmy, o wymowie silnie moralizator­
skiej, będącej, najogólniej mówiąc, krytyką postępu cywilizacyj­
nego

П. 1. Erwin S ó w k a , Święta

Barbara

w stroju śląskim,

w Nikiszowcu

- prezentującym bóstwa, będące swoistym synkretyzmem
cech kulturowo-religijnych o proweniencji sumeryjsko-indyjsko-staroegipskiej
- pracach namalowanych w oparciu o księgę Genesis
W cyklu pierwszym programowymi obrazami są:
współczesny,

Postęp

cywilizacyjny

oraz

Mechanizm,

Tryptyk
k t ó r e są

symboliczną transformacją tematów zaczerpniętych z Apokali­
psy. Przedstawiają one szok przyszłości jako samounicestwienie
cywilizacyjne, będące konsekwencją braku harmonii między
n a t u r ą a techniczno-przemysłową działalnością człowieka. „Ca­
ły świat stworzony przez Boga jest przyjazny, a to co stworzył
człowiek jest niszczące. Człowiek jeśli chce przetrwać, musi
zrezygnować z dobroci techniki, to, co się teraz dzieje, to jest
początek końca świata" „Człowiek, natura i Bóg stanowią
h a r m o n i ę " „ M ą d r o ś ć cielesna musi iść w zgodzie z mądrością
duszy, aby powstała równowaga między duszą a m a t e r i ą "
- mówi Erwin Sówka.
Przestrzeń artystyczna obrazów omawianego cyklu zawiera
określone konstrukcje moralne, sytuujące relacje między naturą
a techniką w kategoriach opozycji. Efektem błędnie rozumiane­
go przez ludzi postępu cywilizacyjnego bez zachowania har­
monii z n a t u r ą jest chaos i destrukcja. G ó r n i k zamieniony
w świder, ludzie wkomponowani w tryby maszyny, apokalip­
tyczna wizja monstrualnych machin panujących nad światem,
które wprzęgły w swój system nawet Jezusa Chrystusa - oto
główne przesłania tych obrazów - moralitetów.

169

�Krótkowzroczność ludzi zachwyconych techniką spowodo­
wała najpierw uzależnienie od niej, a w dalszej konsekwencji
zapanowanie jej nad ludźmi i ich ubezwłasnowolnienie. Święty
transformator wystylizowany na sumeryjskiego boga wojny
wielkością swą i ciężarem przygniata małe ludzkie sylwetki
znajdujące się u jego stóp (obraz pt. Św.
Transformator).
9

Cykl o b r a z ó w : Asztoret

(lub Isztar),

Izys,

Hathor,

Nammu

przedstawia wizerunki bogiń wschodnich namalowanych w wie­
lu odmianach symbolicznych, upostaciawiających najważniejsze
moce w naturze. Fascynacja kulturami wschodu, obok zainter­
esowań okultystycznych odegrała w twórczości Sówki równie
ważną rolę. On sam tak mówi na ten temat: ,,To jest jakaś więź
duchowa. Ten Wschód ciągle na mnie jakoś ciążył. Siła magii,
iluzji niezwykłość, ale przede wszystkim wielka głębia duchowa.
Stwierdzałem, że nasza cywilizacja jest płytka i że trzeba samemu
szukać. Powiedział przecież mędrzec Wschodu, żeby nie kontak­
tować się z nikim, bo nauczyciel przyjdzie sam w postaci Ducha.
Kiedy d u ż o rozmyślam, przychodzą takie fascynacje, że obrazy
spływają z powietrza w postaci wizji. Jakby mi jakiś głos
powiedział - zrób to tak, a to tak. I te obrazy udają mi się
najlepiej. To jest sprawa koncentracji ducha, ale i obserwacji
życia."
Analizując otaczającą rzeczywistość, studiując filozofię indyj­
ską i porównując j ą z przekazem Pisma św. od kilku lat pracuje
Sówka nad cyklem obrazów inspirowanych Księgą Genezis.
Obrazy te - jak sam mówi - poświęca Bogu, którego poszukiwał
przez całe życie. Malowanie obrazów było właśnie dla niego
sposobem odkrywania prawdziwego Boga. Obecnie ma cał­
kowite przekonanie, że jest nim Brahma, uosobiony między
innymi przez Krisznę: ,,To, co malowałem przedtem, było
okryte powłoką, materią. To, co będę robił obecnie ma być
duszą w moim malarstwie".
Obrazy, które powstają w wyniku duchowej metamorfozy
10

11. 2. E . S ó w k a . Święty

Transformator

malarza, on sam nazywa religijnymi, chociaż nie mają nic
wspólnego z dziełami jakimi przyozdabia się świątynie. Sówka
tak mówi na ten temat: „Obecny kościół i inne religie to
instytucje skupiające twory ludzkie wokół siebie, twory te
i religie nie mają nic wspólnego z Bogiem i z duszą Boga" Obrazy
religijne - jego zdaniem - same w sobie posiadają element Boga,
ponieważ są „ p i s a n e " jego ręką: „Wszystko, co piszesz atramen­
tem, to Bóg pisze w tobie bez atramentu. Boże, ty trwaj we mnie
dopóki tu jestem."
Prace zatytułowane: Stworzenie świata,
Przyjęcie
w raju,
Stworzenie Ewy, Wygnanie z raju - to namalowana w kulcie

fallicznym opowieść o raju utraconym wraz z niezbędną człowie­
kowi n a t u r ą obrazów tego cyklu: „ O b r a z namaluj w kulcie
fallicznym. Erwin powinieneś iść w kierunku wyrazu sposobem
fallicznym, celem przyspieszenia twórczego rozładowania zdaj
się wyłącznie na ducha świętego, który poprowadzi twój umysł
i rękę k u sprawnemu wyrażaniu tego, co chcesz przekazać.
Przekaz ten jest w tobie przekazem Boga, bo linii których
użyjesz, użyjesz ty po raz pierwszy, jako twój środek przekazu.
Linie te są twórcze do obecnego czasu."
W wyniku długoletniego, świadomie kształtowanego rozwoju
duchowego, między innymi dzięki rozmyślaniom transcedentalnym i treningom medytacyjnym, udało się Sówce na tyle zbliżyć
do Boga, że czasami, jak sam twierdzi, słyszy jego głos.
Fragment listu do Boga zatytułowany: Manu-ojciec z dziećmi
w Kosmosie:,,(...) Ojcze mój, który jesteś mym Bogiem, aja tylko
cząstką twej duszy, myśli moje skupiają się wokół twej duszy,
myśli moje pełne tęsknoty za t w ą cudownością, chociaż nie wiem
jaki ty jesteś, nawet nie wiem, czy ty mnie kochasz... Wysyłam
każdego dnia do ciebie głos prośby, abyś wspomógł mnie
dobrocią, dał siłę mej duszy i kochał jak syna, który był twym
aniołem, a obecnie przeobrażony w człowieka oczekuje na
złączenie z tobą... Panie mój ucz mnie, abym poznał prawdę,
niech słyszę twój głos, który cichym szeptem jest we mnie."
Dotychczasowe rozważania pozwalają postawić tezę, że prze­
strzeń artystyczna w obrazach Erwina Sówki jest specyficznie
nacechowana. Albo, używając określenia J. Ł o t m a n a , że relacje
przestrzenne występują u Sówki jako język wyrażający kon­
strukcje moralne. M o ż n a więc mówić o polu etyczno-przestrzennym zamykającym się w opozycji dobro-zło, gdzie
11

zło oznacza:

dobro oznacza:
Boga Absolutnego (Kriszna)

Brahmę

Raj jako miejsce doskonałe na
Ziemi
Miłość jako element boski
Żeńskość jako jedną z mocy
Boga
Dobro utożsamiane z „górą",
domem, Nikiszowcem, Śląs­
kiem (jako małą ojczyzną, świę­
tą Barbarą dobrą i piękną opie­
kunką rodzin górniczych
Harmonię między Bogiem, na­
turą i człowiekiem jako warunek
harmonii między ludźmi, a tak­
że harmonii między materią
(ciało, otoczenie człowieka) itp.
a duszą.
Dążenie do Boga, poznanie go
i zbliżenie z nim dzięki oderwa­
niu od materii m.in. przez roz­
myślania transcedentne
Utożsamienie się z Jaźnią Boską
jako najwyższą formą kontaktu
człowieka z boskością.

Oderwanie od Boga i kult mate­
rii, czego konsekwencją jest
brak harmonii między Bogiem,
naturą i człowiekiem i obser­
wowane obecnie wyniszczenie
Ziemi.
Chaos i destrukcja jako efekt
błędnie rozumianego przez ludzi
postępu technicznego bez za­
chowania harmonii z naturą ja­
ko niezbędnego elementu bos­
kości.
Raj utracony
Zło utożsamiane z „dołem", ko­
palnią wraz z nieprzyjaznym
człowiekowi światem chtonicznym i demonicznym, złą i demo­
niczną św. Barbarą
Szatana - jako zwodniczego
Anioła Światłości.

�W e d ł u g ś w i a t o p o g l ą d u Erwina Sówki Boskość - to Pełnia, na

N a zakończenie refleksja natury ogólnej. Wymogi formalne

którą zgodnie z prawami Natury muszą się złożyć dwa elementy

powodują, iż S ó w k a prezentowany jest tylko jako twórca nurtu

r ó w n o p r a w n e : męski z ł a d u n k i e m dodatnim i żeński z ujemnym.

nieelitarnego, podczas kiedy zupełnie „ e l i t a r n y " światopogląd,

Taka postawa pozostaje w opozycji do doktryn chrześcijańs­

jak i wysoki poziom artystyczny jego o b r a z ó w , upoważniają do

kich, w k t ó r y c h kobieta u t o ż s a m i a n a jest ze złem. Swą istotą

wyrwania go z tego ograniczającego zaszufladkowania.

nawiązuje do „ U c z t y Platona" i idealnej pełni kosmogonicznej
między k o b i e t ą i mężczyzną.
P R Z Y P I S Y
1

M . Porębski, Sztuka a informacja, Kraków 1986, s. 215
J . Łotman, Zagadnienia przestrzeni artystycznej w prozie Gogola.
(w:) Semiotyka kultury, Warszawa 1975, s. 247
Giszowiec - osiedle w stylu wiejskim, zaprojektowane, podobnie jak
Nikiszowiec (o którym piszę dalej) przez Jerzego Zillmanna z Charlottenburga. Wzniesione w latach 1968-1911. Oba te osiedla usytuowane są
w pobliżu siebie i stanowią jeden zespół architektoniczny.
Bolesław Skulik był najpierw uczniem, a potem oponentem Ociepki,
członkiem loży Różokrzyżowców, której centrala znajdowała się w Kali­
fornii. Po wyjeździe Ociepki z Janowa, Skulik miał ambicje przejęcia
w zespole roli przywódcy duchowego. Jednak wszyscy koledzy poza
Erwinem Sówką odwrócili się od niego. Skulik przeciętny malarz-amator, prowadził studia porównawcze między psychologią nauko­
wą a parapsychologią okultystyczną. Szczególnie fascynowała go fizjonomistyka. Zamierzał założyć przy kopalni „Wieczorek" koło para­
psychologów pod nazwą zespołu psychologicznego, który faktycznie
byłby kołem okultystycznym działającym pod szyldem Stowarzyszenia
Ateistów i Wolnomyślicieli. Na propozycję tę władze kopalni nie
zgodziły się. Z mistrzem Ociepką Erwin Sówka bliższego kontaktu nie
2

3

4

mial, w jego mieszkaniu byl zaledwie jeden raz. Zainteresowania
okultystyczne rozbudził w nim Skulik, który był dla Sówki niekłamanym
autorytetem przez prawie pół wieku. Wyczerpująco na temat janows­
kiego kręgu plastycznego, malarstwa Teofila Ociepki oraz Bolesława
Skulika i ich wpływu na twórczość Erwina Sówki pisał Seweryn A.
Wisłocki w „Polskiej Sztuce Ludowej", 1984, nr 1-2, s. 57-88
5

Akcja filmów Kazimierza Kutza pt.: Sól ziemi czarnej i Perlą
w koronie rozgrywa się w Nikiszowcu.
L . Szaraniec, Osady i osiedla Katowic, Katowice 1984, s. 122
J . Łotman, op. cit. s. 246
Encyklopedia katolicka, t. 2, Lublin, s. 14-20
Szerzej na temat relacji natura a technika w śląskiej sztuce nieprofes­
jonalnej piszę we wstępie do katalogu wystawy pod tym samym tytułem
zorganizowanej ze zbiorów działu sztuki nieprofesjonalnej Muzeum
Śląskiego przez to muzeum oraz Górnośląską Macierz Kultury w Parku
Etnograficznym w Chorzowie w październiku 1993 r.
Cytuję za Sewerynem A. Wisłockim, Obrazy spływają z powietrza,
„Trybuna Śląska", 1992 nr 194.
J . Łotman, op. cit., s. 260-276
6

7

8

9

1 0

1 1

II. 3. E . Sówka, lzyda w Nikiszowcu
Fot,: Stanisław Michalski - il. 1, 3; Seweryn A. Wisłocki - il. 2

171

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11311" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11289">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7d9d6658e4bcf01e805aef046c30cd0.pdf</src>
        <authentication>ed86d2201238e41c66b7260d6cb46b03</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134797">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134798">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134799">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2295</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134800">
                <text>AIDS - kształt mitu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134801">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.160-166</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134802">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134803">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134804">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134805">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134806">
                <text>AIDS - kształt mitu*
Monika Sznajderman

U schyłku X X wieku, gdy medycyna bliska j u ż była
obwieszczenia t r i u m f u nad śmiercią, przynajmniej w tak
zwanym cywilizowanym świecie, karta się o d w r ó c i ł a i znowu
m a m y przed s o b ą tak dobrze znany m o t y w T r i u m f u Śmierci.
Spoglądając wstecz na rok 1983 t o tytuł a r t y k u ł u w specjal­
nym, w i e ń c z ą c y m ó w r o k numerze „ N e w s w e e k a " . „ O d
r o k u 1930 - czytamy w n i m - nie widział świat tak klarownie
złowieszczego r o k u , czasu ciemności, kiedy wszystko szło k u
gorszemu"; w Libanie i Syrii trwa wojna, r o z m o w y p o m i ę d z y
U S A i Z S R R z o s t a ł y zerwane, ponad dwustu niewinnych
ludzi p o n i o s ł o śmierć w w y n i k u zestrzelenia k o r e a ń s k i e g o
samolotu, w ś r o d k o w e j i p o ł u d n i o w e j Ameryce nie maleje
polityczny terror, a w Trzecim Świecie głód. P r ó c z tego
s a m o b ó j s t w a i z a b ó j s t w a , porwania i terrorystyczne zama­
chy. „ N a w e t natura stała się wroga i o b r ó c i ł a się przeciwko
człowiekowi: zmienił się p r ą d Pacyfiku, wywołując na c a ł y m
świecie powodzie i susze", a „ h a w a j s k i w u l k a n Kilauea
o b r ó c i ł idylliczny, turystyczny raj w ogniste p i e k ł o gdy na
500 s t ó p szeroka rzeka lawy p o c h ł o n ę ł a drzewa i d o m y " . D o
tego jeszcze „ d w ó c h a m e r y k a ń s k i c h k o n g r e s m e n ó w i minis­
ter p r z y ł a p a n y c h z o s t a ł o na skandalu obyczajowy" oraz,
j a k o zwieńczenie pejzażu c z a s ó w ostatecznych, „ Ś m i e r t e l n a
nowa choroba, zwana A I D S , tajemnicza i j a k d o t ą d nieule­
czalna, s t e r r o r y z o w a ł a h o m o s e k s u a l i s t ó w i zaczęła szerzyć
się na świecie". M o g ł o b y się w y d a w a ć , iż spełnia się przepo­
wiednia, zawarta w starym micie pelazgijskim o pięciu
wiekach ludzkości...

ludzi w p ł y n ę ł o . N a ziemi był żółty pył, j a k się przeszło po n i m
to się zaraz c h o r o w a ł o . " A I D S doskonale pasuje do starego
apokaliptycznego scenariusza, uruchamianego zazwyczaj
w czasie wszelkich plag. „ J a s n o w i d z z A m e r y k i P ó ł n o c n e j "
- j a k czytamy w broszurce - k t ó r e m u powierzono „wszystkie
te rzeczy, k t ó r e m a j ą nadejść, j a k więc kolejność poprze­
dzających z d a r z e ń przed wielką k a r ą , j a k trzęsienia ziemi,
katastrofy, choroby, polityczne i społeczne wydarzenia,
nieurodzaje, powodzie i inne nadprzyrodzone rzeczy, k t ó r e
b ę d ą m a n i f e s t o w a ć się na świecie", wymienia w ś r ó d nich
s t r a s z n ą c h o r o b ę - A I D S I I , „ k t ó r e j m o ż n a n a b a w i ć się przez
sam d o t y k osoby, k t ó r a na tę c h o r o b ę zachoruje. Lecz
Niebiosa obejmują tą c h o r o b ą całkowicie i wyłącznie ś r o d o ­
wisko homoseksualne j a k o ostrzeżenie dla świata, by zmienić
nasze prawa, n a s z ą m o r a l n o ś ć , nasze zaniedbania, pozwala­
j ą c e te rzeczy k o n t y n u o w a ć . " Co ciekawe, A I D S - niezgod­
nie z faktycznym stanem rzeczy, lecz absolutnie w zgodzie
z p o r z ą d k i e m m i t y c z n y m - przyjmuje t u p o s t a ć choroby,
atakującej znienacka i g w a ł t o w n i e ; tak j a k b y dla tego, co
w dniu A p o k a l i p s y objawić ma najwyższą moc idealnym
modelem m i a ł a j u ż na zawsze p o z o s t a ć plaga, g w a ł t o w n o ś c i ą
p r z y p o m i n a j ą c a C z a r n ą Śmierć. „ T a choroba - twierdzi
Jasnowidz - potrzebuje t y l k o czterech d n i do inkubacji
w organizmie. C h o r y umiera w ciągu d w ó c h tygodni.
Symptomy są bardzo podobne do zapalenia opon m ó z ­
gowych." (Proszę zwrócić u w a g ę na z m i a n ę czasu przyszłego
na teraźniejszy, co m o ż e p o d k r e ś l a ć p e w n o ś ć przepowiedni.)

W podobnie apokaliptyczny t o n u d e r z a j ą , gdy m o w a
o A I D S , na r ó w n i media k u l t u r y wysokiej i niskiej, prasa,
naukowe i popularnonaukowe publikacje i ludowe przepo­
wiednie o k o ń c u świata. A I D S - „ t e n s k r ó t jest dziś
synonimem śmierci i szatana", czytamy w artykule, opub­
l i k o w a n y m na ł a m a c h „ D e r Spiegel" w 1985 r o k u . „ W
wielkich miastach pojawili się j u ż pierwsi prorocy, wiesz­
czący koniec świata, G u r u Bhagwan przepowiada p o n u r o , że
A I D S sprawi, iż I I I wojna ś w i a t o w a będzie j u ż niepotrzebna
- ofiarą nowej zarazy p a d n ą i tak dwie trzecie l u d z k o ś c i . "
W książce Gene A n t o n i o AIDS - zmowa milczenia jej autor
w p u n k t a c h podsumowuje „ K a t a s t r o f a l n e skutki rozprzest­
rzeniania się A I D S : Jeżeli nie z o s t a n ą szybko podjęte k r o k i ,
k t ó r e z a p o b i e g n ą b ł y s k a w i c z n e m u rozwojowi epidemii, sku­
tkiem będzie katastrofa nie m a j ą c a precedensu w całych
dziejach l u d z k o ś c i . " Dalej A n t o n i o wymienia kolejne sfery
życia, k t ó r e u l e g n ą c a ł k o w i t e m u zniszczeniu - „ r u i n a sys­
temu opieki s p o ł e c z n e j " , „ r u i n a systemu opieki zdrowot­
nej", „ c h a o s społeczny i ekonomiczny" oraz, co najważniej­
sze, z a g ł a d a biologiczna całego ludzkiego gatunku. „ M i l i o n y
u m i e r a j ą c y c h w ś r ó d pogłębiającej się degeneracji u m y s ł o w e j ,
ruina e k o n o m i i , poczucie narodowej klęski - to nas czeka,
jeśli nie z r o b i m y co w naszej mocy, aby p o w s t r z y m a ć
epidemię."

N i e jest to w y o b r a ż e n i e odosobnione. Niezwykle podobna
epidemia z d z i e s i ą t k o w a ł a l u d n o ś ć S t a n ó w Zjednczonych na
p r z y k ł a d we współczesnej popularnej powieści science-fic­
t i o n L a r r y R. Leichtera
Epidemia.

1

2

3

Wieści o Apokalipsie, k t ó r e j j e d n y m ze z n a k ó w jest
właśnie A I D S , błyskawicznie rozeszły się po c a ł y m świecie.
„ P a n B ó g nie m i a ł co wymyślić i stworzył A I D S , ale j a k to nie
p o m o ż e , to będzie z a g ł a d a ś w i a t a " - m ó w i jeden z m i e s z k a ń ­
c ó w M a ł e g o Cichego, wioski na Podhalu. I n n y u w a ż a
z kolei, iż „ A I D S pojawił się na świecie, żeby ludzie w y m a r l i ,
bo Pan B ó g chce s k a z a ć ludzi, zaczął od Czarnobyla - to na

160

4

5

6

*

*

*

A I D S ożywia najstarsze, z w i ą z a n e z w i e l k i m i plagami lęki;
zaraza, plaga, epidemia to jego metafory najczęstsze i naj­
popularniejsze. P o z o s t a j ą c w ich k r ę g u , dziedziczy A I D S
zarazem tę s a m ą s y m b o l i c z n ą m o w ę , j a k ą od w i e k ó w
p r z e m a w i a ł y zaraza, plaga, epidemia: s y m b o l i c z n ą m o w ę
zła. C h c i a ł a b y m z a r y z y k o w a ć tutaj tezę (o k t ó r e j szerzej
p i s a ł a m w i n n y m miejscu) , że zło, wcielone w w y o b r a ż e n i a
plagi czy zarazy, sięga najstarszych, najbardziej archaicz­
nych warstw ś w i a d o m o ś c i i k u l t u r y ; że sięga ono mianowicie,
w e d ł u g o k r e ś l e n i a Paula Ricoeura „ p i e r w s z e g o 'schematu'
z ł a " , a zatem wcześniejszego od symbolizmu grzechu i w i n y
symbolizmu zmazy, skalania, n i e c z y s t o ś c i . Oczywiście, te
dwie późniejsze koncepcje t a k ż e są tutaj obecne, niemniej
jednak właśnie ta pierwsza podstawowa wydaje się dla
f a n t a z m a t ó w plagi szczególnie charakterystyczna.
W pojęciu zmazy ( k t ó r ą o k r e ś l a Ricoeur, w ślad za
Petazzonim, j a k o „ a k t pogłębiający zło, nieczystość, fluid,
tajemnicze i szkodliwe quid o d d z i a ł y w a j ą c e dynamicznie,
a zatem magicznie" ) dla mitycznego pola w y o b r a ż e ń zwią­
zanego z tematem zarazy szczególnie istotne są, w m o i m
przekonaniu, dwa momenty: w y o b r a ż e n i e czegoś k a l a j ą c e g o
7

8

9

* Artykuł jest wersją ostatniego rozdziału mojej książki Zara­
za. Mitologia dżumy, cholery, AIDS, która ukaże s i e w Wydawnict­
wie Naukowym Semper.

�( z a r ó w n o materialnego j a k też symbolicznego), co kala przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e , oraz kwestia zasadniczej ambiwalencji
zmazy, w y r a ż a j ą c a zarazem a m b i w a l e n c j ę wszelkich zjawisk
nieczystych (to właśnie magiczna koncepcja zmazy, u w a ż a
Ricoeur, d a ł a p o c z ą t e k do dziś żywej symbolice czystego
i nieczystego, wraz z c a ł y m t o w a r z y s z ą c y m jej bogactwem
odcieni). Medyczny sens zaraźliwości w istocie jest zawsze
w t ó r n y wobec idei magicznego skalania, z a r a ż e n i a , do­
tknięcia - d o t k n i ę c i a TCOZJĄ choroby, śmierci i nieczystości;
jest w t ó r n y wobec zmazy należącej do p o r z ą d k u sakralnego.
,,Od p o c z ą t k u zmaza jest c z y m ś więcej niż t y l k o p l a m ą
-pisze francuski filozof-wskazuje na to, że cała osoba jest t u
d o t k n i ę t a w swym stosunku do s a c r u m . "
Ambiwalencja natury zmazy wynika więc z analogicznej
ambiwalencji zjawisk n a l e ż ą c y c h do p o r z ą d k u sacrum, k t ó r e
w skalaniu dostrzec p o z w a l a j ą z a r ó w n o s t r o n ę n e g a t y w n ą
j a k też p o z y t y w n ą , z a r ó w n o „ p r z e k l e ń s t w o " , j a k też „świę­
t o ś ć " . Bowiem, jak pisał Ricoeur, symbolizm zmazy „ n u r z a
się jeszcze w żywiole kosmicznym; 'zbrukane', ' u ś w i ę c o n e '
i 'święte' są ze s o b ą p o w i ą z a n e siecią podziemnych odp o w i e d n i o ś c i i zależności, k t ó r e b y ć m o ż e są nie do zatar­
c i a . " Charakterystyczna dla świata k u l t u r archaicznych
ambiwalencja zjawisk sakralnych p r z e t r w a ł a , j a k zauważyli
religioznawcy ( i Tomasz M a n n w Wybrańcu)
do dzisiaj.
Nadal, udowadnia Mircea Eliade, „ T o , co jest 'skalane',
a więc ' p o ś w i ę c o n e ' o d r ó ż n i a się w p o r z ą d k u ontologicznym
od tego wszystkiego, co należy do sfery ś w i e c k i e j " ; nadal
jest r ó w n i e niebezpieczne i w y m a g a j ą c e specjalnego przygo­
towania rytualnego. N a p r z y k ł a d z i e w y o b r a ż e ń , d o t y c z ą ­
cych ofiar A I D S w i d a ć to bardzo w y r a ź n i e : w wizerunku
tych o s ó b m o t y w wybrania, uświęcenia, wyniesienia w y r a ź ­
na mitologizacja splata się z m o t y w e m skalania j a k o fizycz­
nego zszargania i etycznego p o h a ń b i e n i a . Ujawnienie się tej
ambiwalencji w y m a g a ł o oczywiście t r o c h ę czasu i d o k o n a ł o
się w ó w c z a s dopiero, gdy A I D S o s i ą g n ą ł pełnię swego bytu
w zbiorowej, symbolicznej w y o b r a ź n i .
By to z r o z u m i e ć , trzeba jednak cofnąć się aż do momentu
narodzin jego m i t o l o g i i . Nie m o ż e m y bowiem z a p o m i n a ć , że
w świetle najwcześniejszej wersji m i t u A I D S nie była to
jeszcze choroba „ n a s wszystkich" ani choroba wybranych,
lecz p r z y p a d ł o ś ć d o t y k a j ą c a t y l k o i wyłącznie grzesznych,
p r z e k l ę t y c h obcych, marginesu społecznego: homoseksualis­
t ó w , H a i t a ń c z y k ó w , n a r k o m a n ó w , prostytutek, czarnych
m i e s z k a ń c ó w A f r y k i . Był w ó w c z a s A I D S jednoznacznym
synonimem zła; zła zbiorowego, wymierzonego nie w jedno­
stki, lecz w c z ł o n k ó w grupy ryzyka - tej, j a k pisze Susan
Sontag, „ n e u t r a l n i e b r z m i ą c e j , biurokratycznej kategorii,
k t ó r a ożywia a r c h a i c z n ą ideę skażonej i o s ą d z o n e j c h o r o b ą
s p o ł e c z n o ś c i . " Wyczuwalna tutaj stara koncepcja zła j a k o
zmazy, skalania, nieczystości o d s ł a n i a ł a jedynie swoje nega­
tywne, „ c i e m n e " oblicze.
Radykalny p r z e ł o m w m i t o l o g i i A I D S n a s t ą p i ł w 1985
r o k u , gdy wraz ze śmiercią gwiazdy filmu, Rocka Hudsona,
koncepcja zmazy o d z y s k i w a ć zaczęła z a p o m n i a n ą ambiwa­
lencję. „ R o z g ł o s z o n a przez media j a k o dramat narodowy
śmierć Rocka Hudsona w s t r z ą s n ę ł a A m e r y k ą . Po raz pierw­
szy tragedia A I D S m i a ł a twarz. Twarz jednego z p ó ł b o g ó w
tego k r a j u " - czytamy u D . Lapierre'a; p ó ł b o g ó w i b o g ó w ,
p a r a f r a z u j ą c słowa A r t u r a D r o g e ' a z K a t e d r y Nowego
Testamentu przy Wydziale Teologii Uniwersytetu Chicago­
wskiego, przebranych za Rocka Hudsona, Freddy'ego M e r ­
cury, Earvin (Magic) Johnsona, za gwiazdy k u l t u r y maso­
wej: filmu, muzyki i sportu. P o n i ż e n i i wywyższeni, przeklęci
i święci, m i e s z k a ń c y piekła i nieba kultury masowej pierwsi
d o t k n i ę c i zostali p l a g ą A I D S ; stali się w y b r a ń c a m i . O b o k
tematu zła pojawia się więc m i t o l o g i a w y b o r u , k t ó r a
10

1 1

12

13

1 4

15

pomaga złu o d z y s k a ć jego pierwotny, sakralny wymiar.
Sądzić więc m o ż n a , że - podobnie j a k inne plagi - sięga
A I D S do wierzeń o wiele starszych niż wizja zarazy j a k o kary
bożej; do wierzeń, dla k t ó r y c h ta klasyczna j u ż , teologiczna
w y k ł a d n i a jest t y l k o j e d n ą z racjonalizacji. D o wierzeń,
zakorzenionych w niewyczerpanych z ł o ż a c h poprzedzającej
wszelką etykę kosmicznej s a k r a l n o ś c i . Nawet w j ę z y k u
n a u k o w y m z a c h o w a ł się ślad dawnych dynamicznych k o n ­
cepcji, k t ó r e , by z o b r a z o w a ć niezwykłą moc plagi, u t o ż ­
samiały j ą zazwyczaj z mocami ognia: p o ż a r e m , b ł y s k a w i c ą ,
i s k r ą ( m ó w i o n o np. o „iskrze m o r u " ) . „ W s z ę d z i e tam,
gdzie bieda i niski p o z i o m życia s p o ł e c z n e g o n a r u s z y ł y życie
rodzinne, d o p r o w a d z a j ą do licznych z w i ą z k ó w seksualnych,
z a k a ż e n i e H I V szerzy się j a k p o ż a r "
- pisze Tadeusz
Nasierowski.
Tajemniczy charakter i n i e w y j a ś n i o n a etiologia choroby
sprawiły, że - jak w przypadku dawnych epidemii - m n o ż ą
się naukowe, popularne i religijne hipotezy oraz interpreta­
cje. N a H a i t i na p r z y k ł a d - w e d ł u g b a d a ń antropologa Paula
F a r m e r a - wierzenia ludowe, rdzennie h a i t a ń s k i e n a k ł a d a ­
j ą się na schemat wyjaśnień chrześcijańskich i medycznych,
t w o r z ą c wraz z n i m i spójny, c h o ć d o ś ć paradoksalny obraz:
A I D S przypisywane jest t u z a r ó w n o karze bożej za grzechy,
j a k też m i k r o b o m oraz z w i ą z a n y m z m a g i ą voodoo za­
klęciom. P o d o b n ą wielość wyjaśnień zarazy odnajdujemy
zresztą wszędzie.
„ Z a n i m medycyna z a m i e n i ł a się w t e c h n i k ę , w chwili
narodzin w y p o w i a d a ł a c h o r o b ę i jednostkowe d o ś w i a d ­
czenie chorego. Analogicznie, od zarania k r o n i k , historyk
czynił z choroby jeden z o b o w i ą z u j ą c y c h u s t ę p ó w swojej
opowieści. O d Tucydydesa do Grzegorza z Tours i nie­
zliczonych anonimowych Opisań choroby..., k o m e n t u j ą c y c h
zarazy ery n o w o ż y t n e j , p o d w ó j n o ś ć (pli) jest zachowana; bez
zdziwienia znajduje się j ą w figurze, p o d k t ó r ą dzisiaj gazeta
przedstawia epidemię czy fantazmat epidemii. We wszyst­
kich owych tekstach w i d a ć podobne sekwencje. A k t o r
historyczny (głowa p a ń s t w a , miasta, l u d chrześcijański,
n a r ó d ) doznaje z z e w n ą t r z ( B ó g , W s c h ó d , Ż y d z i ) zła (kara,
p r ó b a , pomsta), ale u siebie musi s z u k a ć n a ń lekarstwa (w
pokucie, modlitwie, odosobnieniu, p o g r o m i e ) . " P o d w ó j ­
n o ś ć o w ą da się z a u w a ż y ć t a k ż e w k u l t u r o w y m wizerunku
A I D S . Uruchamia on bowiem - p o w t ó r z m y raz jeszcze
- najstarsze, z w i ą z a n e z z a r a z ą , p l a g ą i e p i d e m i ą sensy:
z a r ó w n o symbolizm zmazy, j a k też grzechu i winy, z a r ó w n o
w y o b r a ż e n i e plagi j a k o czegoś u d e r z a j ą c e g o , z s y ł a n e g o
z wysoka, j a k o „ t a j e m n i c z e g o napomnienia z z a ś w i a t ó w " (że
p r z y w o ł a m y tutaj, za Rudolfem O t t o , piękne, średniowiecz­
ne s ł o w o / r e ( Y ) , j a k też czegoś, co rozgrywa się j u ż na ziemi,
p o m i ę d z y l u d ź m i , co z a r a ż a i magicznie kala.
C a ł y ten niezwykle skomplikowany system wierzeniowy
szczelnie w y p e ł n i o n y jest l u d o w y m i , p o p u l a r n y m i , teologicz­
n y m i i n a u k o w y m i interpretacjami. W e ź m y na p r z y k ł a d
k l a s y c z n ą dla plagi teorię, k t ó r a jej źródeł u p a t r y w a ć k a ż e
zawsze w sferze obcości, w symbolicznym k r ę g u innego
świata (niezależnie od tego, czy jest to sfera obcości w o b r ę b i e
naszego uniwersum, czy też kryjąca się p o d obrazami
odległych i egzotycznych krain). Jej przejawem m o ż e być
c h o ć b y ta popularna spiskowa teoria świata k t ó r a A m e r y k a ­
n ó w s k ł a n i a ł a do szukania ojczyzny A I D S na H a i t i , a H a i ­
t a ń c z y k ó w - do wywodzenia jej z l a b o r a t o r i ó w F o r t Derrick
w stanie M a r y l a n d .
Dziennikarz „ L i t i e r a t u r n o j Gaziety" przypisuje w y p r o d u ­
kowanie wirusa H I V zjednoczonym siłom Pentagonu i C I A ,
a redaktorzy skandynawskiego magazynu erotycznego
„ P l a y s t a r " diabelskiemu tandemowi Bush - Honecker.
„ P o r z ą d n i " obywatele S t a n ó w Zjednoczonych o s k a r ż a j ą
1 6

1 7

1 8

19

20

767

�swoich „ w e w n ę t r z n y c h " obcych - h o m o s e k s u a l i s t ó w , a zna­
ny a m e r y k a ń s k i działacz gejowski i pisarz L a r r y K r a m e r
0 ś w i a d o m e i celowe p o s u n i ę c i a przciw gejom obwinia Busha
1 Reagana: „ W k o n t e k ś c i e A l DS m o ż n a je p o s t a w i ć na r ó w n i
z p o s t ę p o w a n i e m Hitlera wobec Ż y d ó w . " Sontag zwraca
z kolei u w a g ę na szeroko rozpowszechnione wierzenie, że
korzeni A I D S s z u k a ć trzeba na Czarnym Lądzie, a w samej
chorobie u p a t r y w a ć kolejne nawiedzenie z Trzeciego Ś w i a t a ,
kolejną plagę „ s m u t k u t r o p i k ó w " .
J ę z y k d y s k u r s ó w medycznych nie pozostaje tu w tyle za
m y ś l e n i e m potocznym. P r z y t a c z a j ą c hipotezy m ó w i ą c e , że
istnieje m o ż l i w o ś ć pierwotnego z a r a ż e n i a c z ł o w i e k a przez
m a ł p ę , Sontag p o d k r e ś l a istnienie i a k t u a l n o ś ć starego ciągu
skojarzeń, k t ó r e popularne w y o b r a ż e n i e M u r z y n a łączą
z w y o b r a ż e n i e m zwierzęcości i seksualnego rozpasania.
„ O s t a t n i e badania d o w o d z ą - pisze, j a k b y ilustrując tę tezę
j u ż cytowany A n t o n i o - że A I D S r o z p o c z ą ł swą śmiertelną
p o d r ó ż po trasie ludzkiej gdzieś w Afryce. Znaleziono go
w ciele koczkodana, m a ł p y żyjącej na t y m kontynencie,
a bardzo podobny wirus zidentyfikowano w ciele a f r y k a ń ­
skiej odmiany owcy. D r o g i pierwszego z a k a ż e n i a nie są do
k o ń c a jasne. Przypuszcza się, że m o g ł o do niego dojść
w w y n i k u u k ą s z e ń , jedzenia z a k a ż o n e g o mięsa lub współ­
życia seksualnego z tymi z w i e r z ę t a m i . " Czy trzeba doda­
w a ć , że i Afrykańczycy nie pozostali dłużni i szybko od­
wdzięczyli się A m e r y k a n o m w i a r ą w a m e r y k a ń s k i e pochodzeni choroby, będącej elementem szeroko zakrojonego
planu wojny biologicznej...
2 1

22

*

*

*

Jednym z o b r a z ó w , w k t ó r e wciela się moc plagi, jest obraz
wirusa; to jego mitologia w d u ż y m stopniu decyduje o ż y w o ­
ści plagowej metafory A I D S . Badania nad w i r u s o l o g i ą
l u d o w ą , czy też p o p u l a r n ą , i nad z w i ą z a n y m i z nią obyczaja­
m i j ę z y k o w y m i w tekstach stricte naukowych wciąż stoją
otworem. „ M i m o że o wirusach ogromnie d u ż o rozprawia­
my -pisze Zofia K u r a t o w s k a - i to nie t y l k o my, lekarze, lecz
także ludzie innych z a w o d ó w , wiedza o tych dziwnych
tworach nie jest zbyt rozpowszechniona. Tak n a p r a w d ę dla
zwykłego człowieka (a nawet dla zwykłego lekarza) wirusy
p o z o s t a j ą właściwie czymś m i t y c z n y m . " Jeśli sięgniemy, za
K u r a t o w s k a , do przytoczonej przez W ł a d y s ł a w a K o p a l i ń ­
skiego etymologii tego pojęcia dowiemy się, iż wirus w j ę z y k u
ł a c i ń s k i m o z n a c z a ł j a d , śluz, s m r ó d . „ W późniejszej łacinie
virulentia to także ' z a k a ż e n i e ' . W ż a r g o n i e lekarskim przy­
wykliśmy przez słowo 'wirulentny' r o z u m i e ć zjadliwy lub
złośliwy z a r a z e k . " W wirusie m o ż n a zatem widzieć s a m ą
kwintesencję nieczystości, kwintesencję czegoś z a r a ż a j ą c e g o ,
kalającego, brudzącego.
23

24

Nawet dzisiaj jeszcze, i to w tekstach naukowych i popu­
larnonaukowych, t r a k t u j ą c y c h o wirusie, posłyszeć m o ż e m y
echa starej epidemiologicznej koncepcji Marcusa Terentiusa
Varro (116-27 p.n.e.). D l a lepszego zobrazowania idei
z a r a ż e n i a p o w o ł a ł on do życia niewidzialne istoty, m a l e ń k i e
żyjątka, k t ó r e , niewidoczne dla oka, p r z e d o s t a w a ł y się do
organizmu człowieka przez usta i nos. Z a m i e s z k i w a ł y owe
istoty, zgodnie z wcześniejszą jeszcze, m i a z m a t y c z n ą teorią
Hipokratesa, miejsca nieczyste, wilgotne i bagniste. I trzeba
p r z y z n a ć , że nawet nauka, nie m ó w i ą c j u ż o wiedzy ludowej,
doskonale p r z e c h o w a ł a tajemniczą a u r ę , o t a c z a j ą c ą owych
p o s ł a ń c ó w zarazy. Czytamy na p r z y k ł a d u Kuratowskiej:
„ T r z e b a powiedzieć, że są to twory nader dziwne. Nie­
przypadkowo użyte tu z o s t a ł o słowo ' t w o r y ' . Wirusy bo­
wiem nie są k o m ó r k a m i , nie należą ani do świata r o ś l i n n e g o ,
ani do świata zwierzęcego, j a k na p r z y k ł a d pierwotniaki.
Zachodzi pytanie, czy w ogóle m o ż n a je zaliczyć do organiz­
m ó w ż y w y c h ? " K u r a t o w s k a zwróciła tu u w a g ę na szcze­
2 5

162

g ó l n ą cechę wirusa - na jego m e d i a l n o ś ć . Wirus, pisze też
W i k t o r O s i a t y ń s k i , znajduje się d o k ł a d n i e na granicy między
t y m , co żywe, i t y m , co m a r t w e . M e d i a c y j n y charakter (nie
należą ani do świata r o ś l i n n e g o , ani do zwierzęcego, nie są
ani martwe ani żywe) doskonale predystynuje te stworzenia
do rangi tajemniczych w y s ł a n n i k ó w z z a ś w i a t ó w .
Nie bez przyczyny zatem mitologia popularna przed­
stawia wirusa j a k o „ n a j b a r d z i e j z a ż a r t e g o wroga boskiego
stworzenia". Cytowany j u ż wcześniej Lapierre pisze: „ J a k
świat ś w i a t e m wirusy - te miniaturowe, ś m i e r c i o n o ś n e
cząsteczki unicestwiały więcej ludzi, zwierząt i roślin niż
wszystkie klęski naturalne i k o n f l i k t y historyczne razem
w z i ę t e . " Przypomina on wręcz k r w i o ż e r c z e g o wampira:
„ N i e z d o l n e r o z m n a ż a ć się samodzielnie, p o t r z e b u j ą one do
przeżycia w s p ó ł u d z i a ł u k o m ó r e k , k t ó r e a t a k u j ą . K u s i je
wszystko, co żyje; ż a d n a k o m ó r k a nie uchroni się przed ich
z a c h ł a n n o ś c i ą . " W i r u s o w i A I D S przypisywana jest moc
szczególnie p o t ę ż n a i niszcząca (powszechnie nazywa się go
„ m o r d e r c ą " ) , co dr. A n t h o n y Fauci, szef a m e r y k a ń s k i e g o
Instytutu C h o r ó b Alergicznych i Z a k a ź n y c h wyraził słowa­
m i : „ N i e m o ż n a sobie w y o b r a z i ć bardziej s z a t a ń s k i e g o
wirusa niż ten. Atakuje i niszczy właśnie te k o m ó r k i , k t ó r e
właściwie powinny c h r o n i ć nas przed w i r u s a m i . "
26

2 7

28

29

Sontag u w a ż a , że jeśli metafora plagi ma jeszcze przy­
szłość, to tylko dzięki pojęciu wirusa. We w s p ó ł c z e s n y m
d o ś w i a d c z e n i u świata wirusologiczna metaforyka odgrywa
niezwykle i s t o t n ą rolę. Nie t r a c ą c bowiem swej mrocznej
tajemnicy, odsłaniają wirusy coraz to nowe szczegóły swego
charakteru. O k a z a ł o się, na p r z y k ł a d , że nie są jedynie
czynnikiem z a k a ż e n i a ; m o g ą r ó w n i e ż p r z e n o s i ć informację
g e n e t y c z n ą . O k a z a ł o się, że p o t r a f i ą m u t o w a ć . Te właśnie
cechy sprawiły, że wirusy hojnie użyczają dzisiaj swej
metaforyki światu pozamedycznemu, raz jeszcze występując
w roli m e d i a t o r ó w . Są d o s k o n a ł y m łącznikiem na p r z y k ł a d
p o m i ę d z y ś w i a t e m k o m p u t e r ó w a ś w i a t e m najnowszej i j a k
sam wirus zmiennej choroby, wpisując t y m samym A I D S
w szeroki kontekst naszej współczesności; n o w y m i treściami,
o d w o ł u j ą c y m i się do pojęcia n i e p r z e w i d y w a l n o ś c i , zmienno­
ści, p o d s t ę p n o ś c i w z b o g a c a j ą stare lęki.
*

*

*

W r a c a j ą c jeszcze do archaicznej koncepcji zmazy, to o jej
o b e c n o ś c i w micie A I D S m o ż e r ó w n i e ż świadczyć fakt, iż
niezwykle żywy jest w n i m system w y o b r a ż e ń , z w i ą z a n y c h
z s y m b o l i k ą kalającego k o n t a k t u . W nosicieli wirusa H I V
demonizm wcielił się w stopniu nie mniejszym niż w nie­
gdysiejsze ofiary d ż u m y i cholery. T r u d n o , zaiste, p r z e k o n a ć
s p o ł e c z e ń s t w o , że drogi z a k a ż e n i a są ściśle o k r e ś l o n e , skoro
panuje powszechne, g ł ę b o k o zakorzenione przekonanie, iż
zarazić się m o ż n a nie t y l k o przez stosunek seksualny czy
transfuzję, ale r ó w n i e ż przez przedmioty, d o t k n i ę c i e osoby
chorej, s a m ą jej bliskość a nawet spojrzenie. „ N a ulicy coraz
niżej s p u s z c z a ł a m głowę. Nie ś m i a ł a m spojrzeć na ludzi, tak
j a k b y wzrok m ó g ł ich z a r a z i ć " - m ó w i bohaterka repor­
t a ż u w „ T w o i m Stylu". Rozmaite, naukowe nawet i paranaukowe pisma prześcigają się w wynajdywaniu najmniej
p r a w d o p o d o b n y c h d r ó g z a k a ż e n i a . Magazyn „ L a n c e t "
w 1986 r o k u o p u b l i k o w a ł na p r z y k ł a d a r t y k u ł , p o ś w i ę c o n y
możliwości z a r a ż e n i a przez u ż y w a n i e w s p ó l n e g o p ł y n u do
p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , a jeszcze inne pismo za­
stanawia się, czy cebula, do k t ó r e j k a p n ę ł a łza chorego
kucharza, albo bar s a ł a t k o w y , nad k t ó r y m k i c h n ą ł nosiciel
wirusa m o g ą stać się p o w a ż n y m i realnym ź r ó d ł e m zarazy.
A c h o c i a ż to nosiciele i chorzy b u d z ą największą grozę,
ludzie boją się t a k ż e z m a r ł y c h na A I D S . „ N a trumnie
m ł o d e g o człowieka, z m a r ł e g o w z a c h o d n i o b e r l i ń s k i m szpita3 0

�lu i m . Rudolfa Virchowa, jeden z p o s ł u g a c z y z kostnicy
n a p i s a ł w i e l k i m i literami A I D S . T r u m n ę przewieziono do
m a ł e g o miasteczka w Niemczech Zachodnich, gdzie mieszka
matka z m a r ł e g o . N i k t z s ą s i a d ó w nie przyszedł na po­
g r z e b " - czytamy w „ D e r Spiegel". Śmierć „ n a z a r a z ę "
zawsze była szczególnie kalająca; rzeczywistość z w i ą z a n a
z sacrum zawsze szczególnie niebezpieczna dla p r o f a n ó w .
,,(...) prastare zakazy dziedziczy się j a k c h o r o b ę " - n a p i s a ł ,
p o w o ł u j ą c się na Freuda, van der Leeuw. Pod na w s k r o ś
w s p ó ł c z e s n y m i , racjonalnymi uzasadnieniami nietrudno od­
k r y ć pradawne warstwy m i t u .
Na niezwykle i s t o t n ą rzecz zwróciła u w a g ę Sontag: oto
czynnikiem d e c y d u j ą c y m o z w i ą z a n y c h z A I D S w y o b r a ż e ­
niach nieczystości jest seks. „ P o j a w i e n i e się nowej epidemii
o rozmiarach katastrofy - pisze ona - (...) nie w y s t a r c z y ł o b y
moralistom do określenia jej mianem kary bożej. Potrzebne
było jeszcze i to, by najczęstszą d r o g ą z a k a ż e n i a był seks."
W i n n y m z a ś miejscu Sontag pisze: „ S e k s u a l n y s p o s ó b
transmisji choroby, u w a ż a n e j przez większość ludzi za
nieszczęście, ściągane na siebie dobrowolnie, o s ą d z a n y jest
0 wiele surowiej niż inne drogi z a k a ż e n i a ; t y m bardziej, że
A I D S u w a ż a n y jest za c h o r o b ę , z w i ą z a n ą nie t y l k o z eks­
cesami seksualnymi, ale r ó w n i e ż z ich perwersyjnym charak­
terem. (...) Z a r a ż e n i e się c h o r o b ą na drodze s t o s u n k ó w
seksualnych u w a ż a n e jest za bardziej dobrowolne, a zatem
zasługujące na większe p o t ę p i e n i e . (...) Z a k a ź n e choroby,
zawinione przez seks, zawsze w y w o ł u j ą o b a w ę dużej z a r a ź ­
liwości i dziwaczne fantazje na temat transmisji choroby
w miejscach publicznych d r o g ą p o z a p ł c i o w ą . " Przypom­
nijmy: płyn do p ł u k a n i a szkieł k o n t a k t o w y c h , łza kucharz na
krojonej przez niego cebuli...
Sontag u w a ż a , że te właśnie cechy w y r a ź n i e łączą A I D S
z syfilisem, Tadeusz K o m e n d a n t z a ś , k t ó r y o podobnych
sprawach pisze na ł a m a c h „ T w ó r c z o ś c i " , u w a ż a A I D S za
pierwszą w dziejach c h o r o b ę , w obrazie której seks tak
w y r a ź n i e skojarzony jest ze śmiercią - w e d ł u g niego nawet
syfilis nie m i a ł tak mocnej k o n o t a c j i . I c h rozumowanie
celnie wydobywa d o m i n u j ą c y w z m i t y z o w a n y m wizerunku
A I D S m o t y w skalania seksualnego.
Ponownie o d w o ł u j e m y się do r o z w a ż a ń Paula Ricoeura.
Pisze on: „ U d e r z a j ą c e jest, j a k ą d o n i o s ł o ś ć i p o w a g ę przypi­
suje się w e k o n o m i i zmazy ł a m a n i u z a k a z ó w o charakterze
seksualnym: zakaz kazirodztwa, sodomii, usuwania p ł o d u ,
s t o s u n k ó w p ł c i o w y c h w czasie a nieraz w miejscu zabronio­
n y m jest tak fundamentalny, że nic lepiej nie charakteryzuje
systemu zmazy, j a k to rozdęcie spraw seksualnych tak
dalece, że w s p ó l n i c t w o zadzierzgnięte między seksualnością
a z m a z ą wydaje się istnieć od n i e p a m i ę t n y c h c z a s ó w . "
Skalanie seksualne pojmowane jest przy t y m j a k o nieczys­
tość najwyższego stopnia, w pewnym sensie nieczystość
wzorcowa, podobnie zresztą j a k skalanie wskutek zetknięcia
z p r z e l a n ą w czasie z a b ó j s t w a k r w i ą , k t ó r e t a k ż e wcześniejsze
jest od wszelkiej etyki, sięgając korzeniami do archaicznej
koncepcji zmazy. W tych właśnie d w ó c h rodzajach s k a l a ń
w najwyraźniejszej formie uwidacznia się pierwotny, d o s ł o w ­
ny, fizyczny charakter nieczystości. „ P o r ó w n a n i e między
stosunkami seksualnymi a z a b ó j s t w e m jest oparte na tej
samej grze o b r a z ó w : w obu przypadkach nieczystość wiąże
się z o b e c n o ś c i ą 'czegoś' materialnego, co się przenosi przez
k o n t a k t i z a r a ż e n i e . " W centrum tego symbolizmu znaj­
dują się sperma i krew - dwie wydzieliny, k t ó r e o d g r y w a j ą
najistotniejszą rolę t a k ż e w przekazywaniu wirusa H I V
1 w m i t o l o g i i zarazy.
Oto nasienie, sperma - d a j ą c e życie, lecz teraz niebezpiecz­
ne, kalające, niosące śmierć. O t o krew - symbol oczysz­
czenia, ofiary i odkupienia, ale także wojny, morderstwa
31

3 2

33

3 4

35

3 6

3 7

i p o ż y w i e n i a z m a r ł y c h . U k r y t a w ciele w y o b r a ż a siedlisko
życia i duszy, wylana na z e w n ą t r z - śmierć. „ L e ż a ł , moja
miłość i m ó j m ą ż , leżał w swojej k r w i , w tej niebezpiecznej,
czerwonej k r w i , oznaczającej życie i śmierć i bardzo p o w o l i
u m i e r a ł " - m ó w i Josef w swojej autobiograficznej książce
Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej miłości.
M i a r ą symbolicznej mocy A I D S m o ż e b y ć właśnie ta jego
z d o l n o ś ć p r z y w o ł y w a n i a archaicznych s e n s ó w o b r a z ó w ,
w k t ó r y c h objawia się w s p o s ó b najpełniejszy cała ich
a n t y n o m i c z n o ś ć . T o , co zazwyczaj oznacza życie - krew czy
wydzieliny seksualne - teraz, w k o n t e k ś c i e plagi A I D S , stało
się t a k ż e (jak przyjęło się j u ż m ó w i ć ) „ d a r e m ś m i e r c i " ,
p r z y p o m i n a j ą c w ten s p o s ó b o swej prawdziwej, ambiwalent­
nej naturze.
I s t o t ę nieczystości najpełniej odsłaniają ryty oczyszczenia,
k t ó r e dziś nawet, pod m a s k ą racjonalnych d z i a ł a ń sanitar­
nych, kryją zachowania o charakterze w y r a ź n i e magicznym.
W ł a ś n i e w ich świetle najjaśniej w i d a ć , iż materialna nieczys­
tość spermy i k r w i jest jednak także nieczystością symbolicz­
ną; że k a ż d a zmaza, j a k pisał Ricoeur, jest zawsze c z y m ś
więcej niż t y l k o p l a m ą - jest p l a m ą s y m b o l i c z n ą . Aspekt
czysto fizyczny, materialny n i e o d ł ą c z n y jest w tych wyob­
r a ż e n i a c h od aspektu duchowego, moralnego, etycznego.
„ P r z e d s t a w i e n i e zmazy utrzymuje się w światłocieniu
quasi-fizycznego z a k a ż e n i a , k t ó r e zbliża się do quasi-moralnej niegodziwości. Ta d w u z n a c z n o ś ć nie jest w y r a ż o ­
na p o j ę c i o w o , lecz jest p r z e ż y w a n a w s p o s ó b intencjonalny
poprzez na poły fizyczny, na poły z a ś etyczny lęk p r z y n a l e ż ­
ny przedstawieniom nieczystości.
Jeśli jednak symbolicznej struktury zmazy nie oddaje ani
refleksja, ani przedstawienie, to przynajmniej jest ona obec­
na w działaniu; m o ż n a j ą u c h w y c i ć w o b r z ę d a c h oczysz­
czających i od a k t u u s u w a j ą c e g o przejść do 'rzeczy' u s u n i ę ­
tej."
W przytaczanych przez Paula Farmera wierzeniach na
temat r o z n o s z ą c y c h z a r a z ę H a i t a ń c z y k ó w pojęcie nieczysto­
ści, oznaczające z a r a ż o n ą , i m p o r t o w a n ą do S t a n ó w haitariską krew w rzeczywistości od samego p o c z ą t k u o d n o s i ł o się
t a k ż e do kalającej „ h a i t a ń s k o ś c i " w ogóle j a k o ź r ó d ł a
zarazy: pod h a s ł e m oczyszczenia b a n k ó w k r w i czytelne jest
0 wiele głębsze pragnienie oczyszczenia świata ze s k a ż o n e j
populacji. A ci, k t ó r z y w G ł o s k o w i e , Laskach czy Józefowie
krzyczeli, że nie c h c ą u siebie tej „ludzkiej p a d l i n y " , k t ó r z y
grozili podpaleniem, czy nie sięgali p o d ś w i a d o m i e do tych
samych starych p o k ł a d ó w wierzeniowych, w myśl k t ó r y c h
bliskość śmierci - zwłaszcza „ t a k i e j " śmierci - kala? D o wizji
oczyszczającego palenia, topienia, w y w o ż e n i a zarazy, izo­
lowania jej - j e ś l i musi istnieć, niech istnieje, ale tylko gdzieś
bardzo daleko? Jak głosiło stare epidemiologiczne z a r z ą d z e ­
nie: „ w tak w y k r o j o n y m polu 'zgnilizna winna ustalić się
1 w y c z e r p a ć s w ą m o c ' . . . " „ W ten s p o s ó b symbolika ob­
r z ę d ó w u s u w a j ą c y c h ujawnia w s p o s ó b praktyczny u k r y t y
symbolizm, zawarty w przedstawieniu s k a ż e n i a . "
Skalanie, pisze Ricoeur, nie istnieje w s p o s ó b absolutny,
niezależny od ludzkiej percepcji. Powstaje w kręgu ustana­
wiającego je prawa, w y p o w i a d a j ą c y c h je słów, oceniających
spojrzeń. T o słowa i spojrzenia k a ż ą czuć się s k a l a n ą
bohaterce cytowanego r e p o r t a ż u . T o określenie „ p a d l i n a "
zamyka nosicieli wirusa w k r ę g u symboliki nieczystości
i k a ż e o d p r a w i a ć ryty oczyszczenia. D a l e k i m p o g ł o s e m tych
starych spraw m o g ą b y ć r o z w a ż a n i a tych specjalistów od
p r o f i l a k t y k i A l DS, k t ó r z y u w a ż a j ą , że „wiele n i e p o r o z u m i e ń
wynika z nieprecyzyjności powszechnie u ż y w a n e g o j ę z y k a .
Za największe n a d u ż y c i e uznano określenie ' d ż u m a X X
wieku', co sugeruje - w niezgodzie z faktami - że A I D S działa
j a k średniowieczny p o m ó r , przed k t ó r y m nie ma ż a d n e g o
3 8

3 9

40

4 1

163

�r a t u n k u . Z pomorem kojarzy się ' z a r a ż e n i e ' , więc specjaliści
sugerują u ż y w a n i e t e r m i n u ' z a k a ż e n i e ' . " T r u d n o m i e ć
jednak nadzieję na s z y b k ą z m i a n ę j ę z y k a , a t y m bardziej
kryjącej się za n i m wizji ś w i a t a ; zwłaszcza, że religijne
i etymologiczne rdzenie „ z a r a ż e n i a " i „ z a k a ż e n i a " w y d a j ą
się n i e p o k o j ą c o podobne, jeśli nie wręcz t o ż s a m e . . .
W k r ę g u w y o b r a ż e n i a zmazy nieczystości mieści się r ó w ­
nież stara epidemiologiczna teoria Hipokratesa, zgodnie
z k t ó r ą siedliskiem choroby są miejsca bagienne i wodniste,
z k t ó r y c h u n o s z ą się zanieczyszczające a t m o s f e r ę gnilne
opary-miazmaty. Hipoteza ta, p o m i m o o d k r y ć K o c h a , Pas­
teura i całej późniejszej medycyny p r z e t r w a ł a jednak do
dzisiaj. W literaturze pięknej a t a k ż e tradycji ludowej
napotykamy często na utrzymane w aurze d ż d ż u , wilgoci
i m g ł y opisy „ m o r o w e j k r a i n y " . Teoria Hipokratesa prze­
c h o w a ł a się r ó w n i e ż , j a k to błyskotliwie w y k a z a ł a S o n t a g ,
w t a k i m c h o ć b y , charakterystycznym dla X I X wieku, ale
ż y w y m przecież i współcześnie potocznym w y o b r a ż e n i u
choroby, k t ó r e jej opis - stan organicznego r o z k ł a d u - cał­
kowicie u t o ż s a m i a z p r z y c z y n ą : nieczystą, p e ł n ą w y z i e w ó w
a t m o s f e r ą . Pojęcie nieczystości, gnicia, r o z k ł a d u sięga t u
z jednej strony t y p o w o miejskich scenerii ś m i e t n i k ó w , cuch­
n ą c y c h k a n a ł ó w , wilgotnych izb oraz z a g r a ż a j ą c y c h swą
bliskością cmentarzy, z drugiej zaś - fizycznego r o z k ł a d u
ciała chorej osoby (teoria miazmy szczególnie t r w a ł a wydaje
się b y ć w w y j a ś n i a n i u etiologii gruźlicy).
Tak oto, w i m a g i n a r i u m choroby, stara idea „ s o l i d a r n o ś c i
kosmobiologicznej", j a k nazywa Mircea Eliade owe magicz­
ne nici sympatii łączące człowieka z o t a c z a j ą c y m go ś w i a t e m ,
z n a l a z ł a przewrotny s p o s ó b , by bezpiecznie d o t r w a ć do
naszych c z a s ó w . 1 nie t y l k o d o t r w a ć , ale t a k ż e w z b o g a c i ć
c h o r o b ę o w y m i a r moralny. Bo t r u d n o zaprzeczyć, że ó w
ciąg skojarzeń obejmuje współcześnie t a k ż e m e t a f o r ę zgniliz­
ny w e w n ę t r z n e j , zepsucia moralnego, k t ó r y c h d o s k o n a ł y m
odzwierciedleniem staje sę degeneracja fizyczna. „ Ś r e d n i o ­
wiecze m i a ł o d ż u m ę - w y g a s ł a ona dopiero wtedy, kiedy
z a c z ę t o masowo b u d o w a ć domy z kamienia i szczura
domowego na d u ż y c h obszarach w y p a r ł szczur w ę d r o w n y .
Ostatnie stulecie b y ł o stuleciem cholery - brutalny kapita­
lizm rodem z Manchesteru wtłaczał proletariuszy do j a k
najmniejszych p o m i e s z c z e ń , l e k c e w a ż ą c wszelkie zasady
higieny. A teraz właśnie A I D S , albowiem A I D S (...) ujawnia
całe zepsucie w s p ó ł c z e s n e g o s p o ł e c z e ń s t w a " - czytamy
w c y t o w a n y m j u ż artykule w „ D e r Spiegel". W rozumowa­
niu t y m z ł a t w o ś c i ą rozpoznajemy dzisiejszą, zmodyfikowa­
n ą wersję starej teorii miazmy, z charakterystycznym dla niej
zacieraniem granicy p o m i ę d z y ś w i a t e m z e w n ę t r z n y m i we­
w n ę t r z n y m , p o m i ę d z y fizyką i fizjologią a m o r a l n o ś c i ą ,
p o m i ę d z y p r z y c z y n ą i skutkiem choroby. Jednostka roztapia
się w społeczeństwie, mikrokosmos p r z e g l ą d a się w m a k r o kosmosie. I na o d w r ó t : w c h o r y m człowieku świat rozpoz­
naje swoje największe b o l ą c z k i , dostrzega swój upadek.
C z ł o w i e k i świat, obraz zepsucia moralnego i o d r a ż a j ą c e j ,
fizycznej degeneracji całego organizmu stają się dla siebie
nawzajem przejrzystym lustrem. A p o w s t a ł e w n i m odbicie
urasta w potocznej ś w i a d o m o ś c i do rangi metafory aktualnej
ludzkiej kondycji. H a m b u r s k i profesor higieny, Stefan W i n ­
kle, wyraził to przeświadczenie s ł o w a m i : „ k a ż d e społeczeń­
stwo ma takie zarazy, na jakie z a s ł u g u j e . "
Bowiem r o z k ł a d i gnicie m a j ą t u w y m i a r tyleż d o s ł o w n y co
symboliczny, sięgający najgłębszego w n ę t r z a człowieka
i świata, ich relacji z sacrum. Są stygmatem, znakiem,
p i ę t n e m choroby, symbolem z e p s u c i a - ale symbolem
p e ł n y m ambiwalencji. Śmierć na A I D S , ta powolna, po­
s t ę p u j ą c a degeneracja całego organizmu, włącznie z w ł a d z a ­
m i psychicznymi i u m y s ł o w y m i , przywodzi na myśl przed4 2

43

44

45

164

i

stawienia średniowiecznej sztuki macabre; taki też jest jej
k u l t u r o w y wizerunek. „ W i e l u p a c j e n t ó w traci k o n t r o l ę nad
u m y s ł e m i ciałem - czytamy u A n t o n i o - aż do n i e m o ż n o ś c i
panowania nad funkcjami fizjologicznymi, kiedy wirus roz­
wija się w ich u k ł a d z i e n e r w o w y m . Dramatycznie c h u d n ą
i s ł a b n ą . W i e l u traci w z r o k . N i e m o ż l i w y do u ś m i e r z e n i a ,
straszliwy b ó l zmienia ich życie w m ę c z e r n i ę . " A m e r y k a ń ­
ski socjolog, A n t h o n y C o x o n , pisał: „Jest to śmierć wczesna
i to tak p o t w o r n a i bolesna, że przerasta to najbardziej
ponure w y o b r a ż e n i a ś r e d n i o w i e c z n e g o p i e k ł a . " A O s i a t y ń ­
ski: „ A m e r y k a n i e się b o j ą . A l e t r u d n o i m się dziwić. M a j ą się
czego b a ć . Bo przecież umiera się w b ó l a c h , powoli, ze
stopniowym zjadaniem organizmu przez drobnoustroje.
Czasem umiera się ze straszliwym uczuciem zimna, przy
stałej utracie wagi i sił, gdy j e d y n y m i c z y n n o ś c i a m i , do j a k i c h
zdolny jest organizm, są biegunka i w y m i o t y . C z ę s t o umiera­
j ą c idiocieje się, gdy p o s t ę p u j e utrata p a m i ę c i , śmierć atako­
wanych przez wirusa k o m ó r e k , nieodwracalna demencja
m ó z g u . " N i c dziwnego, że pewna nie b a w i ą c a się w subtel­
ności a m e r y k a ń s k a gazeta n a z w a ł a chorych na A I D S ,
obrazowo i wymownie, „ n i e b o s z c z y k a m i na u r l o p i e " .
W t y m r o z k ł a d z i e ciała uczestniczy t a k ż e twarz; twarz
k t ó r a , na r ó w n i z ciałem, odbija kolejne etapy degeneracji
całego organizmu aż do jego ostatecznego upadku. M o ż e
nawet więcej: skupia w sobie całą u d r ę k ę konania. Susan
Sontag z tego właśnie względu zalicza A I D S , obok t r ą d u
i syfilisu, do c h o r ó b najstraszniejszych; w p e w n y m sensie
ostatecznych. T a k i c h , k t ó r e z n o s z ą f u n d a m e n t a l n ą , zakorze­
n i o n ą r ó w n i e ż w chrześcijańskiej tradycji ikonograficznej
opozycję p o m i ę d z y t w a r z ą i ciałem. W cierpieniach świętych
twarz nigdy nie bierze u d z i a ł u , cierpi t y l k o w Pasji Chrystusa,
i to cierpienie uwidocznione na obliczu jest symbolem
najwyższego cierpienia człowieka. Poprzez cierpienie twarzy
tajemnica konania na A I D S d o t y k a w j a k i ś paradoksalny
s p o s ó b tajemnicy konania na K r z y ż u - przybliża je, ak­
tualizuje, odtwarza; w z a l u d n i a j ą c y c h ulice miast skulonych,
ż e b r z ą c y c h postaciach dostrzec pozwala w y o b r a ż e n i a jakiejś
współczesnej, XX-wiecznej Pasji. W y o b r a ż e n i a k t ó r e , po­
przez całą d e g r a d u j ą c ą fizyczność choroby i s a m o t n o ś ć
umierania p r o w a d z i ć nas m o g ą t a k ż e w s t r o n ę symboliki
Odkupienia.
Czy t a k ą śmierć m o ż n a zestetyzować? - pyta w artykule
AIDS
i esteta
U m b e r t o Eco. Czy śmierć na A I D S ma
szansę b y ć wzniosła, patetyczna i romantyczna? Czy m o ż e
b u d z i ć t ę s k n o t ę j a k gruźlica i j a k syfilis, g ł ę b o k o , wstydliwie
skrywane marzenia?
Sontag daje o d p o w i e d ź zdecydowanie o d m o w n ą . A I D S ,
tak j a k rak, nie dopuszcza możliwości jakiejkolwiek romantyzacji śmierci, gdyż jest ona po prostu zbyt bliska. I - tak j a k
rak - stał się m o d e l o w y m p r z y k ł a d e m poczucie beznadziej­
ności i klęski. A jednak m o ż e m y p r z y p u s z c z a ć , że nadzieja
jest dla ludzi c z y m ś na tyle cennym, że t r u d n o będzie
p o g o d z i ć się z pochowaniem jej wraz z m i l i o n a m i z m a r ł y c h .
Być m o ż e dla pełnej mityzacji - romantyzacji, sentymentalizacji - A I D S potrzeba t y l k o t r o c h ę więcej czasu, tak,
b y ś m y nauczyli się z n i m żyć, b y ś m y c h o ć t r o c h ę go oswoili.
Nieco podobnie myśli Eco. W e d ł u g niego wszystkim
wielkim, symbolicznym c h o r o b o m t o w a r z y s z y ł a zawsze ro­
mantyczna dialektyka człowieka moralnego i człowieka
estetycznego. „ K i e d y w i e l k i m i z a g r o ż e n i a m i były gruźlica
i syfilis, mieliśmy d w a wzorce zachowania. Z jednej strony
wzorzec, k t ó r y nazwiemy w i k t o r i a ń s k i m , z m ę ż e m surowym,
p r u d e r y j n ą ż o n ą , w y k l ę c i e m c u d z o ł ó s t w a , rozwiązłością
t r a k t o w a n ą j a k o degeneracja, a homoseksualizmem, biseksualizmem czy obojnactwem j a k o tabu. A l e obok tego
r o z w i n ą ł się wzorzec estetyczny. N i e t y k o j a k o wzorzec życia
4 6

4 7

4 8

49

�nieuregulowanego, p o ł ą c z o n e g o ściśle z geniuszem, ale wręcz
j a k o t r i u m f choroby j a k o t w ó r c z e g o b o d ź c a . "
A I D S w z n a c z ą c y s p o s ó b nawiązuje z a r ó w n o do m i t o l o g i i
syfilisu j a k też do m i t o l o g i i gruźlicy. Jest, j a k ten pierwszy,
c h o r o b ą miłości, podobnie do tej drugiej zaś wyniszcza
organizm wskutek b r a k u powściągliwości (bo trzeba t u
z a z n a c z y ć , że wykreowane w o k ó ł gruźlicy fantazmaty łączą
się z t a k i m właśnie jej w y o b r a ż e n i e m : j a k o choroby, ob­
darzającej jej nosiciela nadnaturalnym darem uwodzenia,
choroby seksualnego nieumiarkowania i g o r ą c z k o w e j , de­
strukcyjnej euforii). Pojawił się na scenie w przestrzeni
opuszczonej przez te choroby, w przestrzeni seksualnej
swobody, w scenerii rockowego koncertu z jego biseksualnym, androgynicznym i d e a ł e m piękności. Co będzie dalej?
Czy zwycięży człowiek moralny, solidny, wierny i monogamiczny partner, czy też raczej odziedziczy A I D S , po
gruźlicy i syfilisie, miejsce twórczej choroby, choroby celeb­
rowanej j a k o warunek estetyki i zarazem estetyczny kanon?
We wzorzec życia estetycznego rozwinęły się j u ż przecież,
r ó w n o l e g ł e do A I D S , neurozy, narkomania i homosek­
sualizm - r ó ż n e formy t w ó r c z e g o cierpienia, z w i ą z a n e g o
z trudnym wyborem i społecznym napiętnowaniem. ,,Aura
tajemniczości i niezwykłości, o t a c z a j ą c a p o r a ż e n i e p o s t ę p u ­
j ą c e , p o w o l i przechodzi na zaburzenia psychiczne, w y s t ę p u ­
j ą c e w przebiegu A I D S - u w a ż a Tadeusz Nasierowski. - O ile
s z a l e ń s t w o F. Nietzschego, G.de Maupassanta i wielu innych
t w ó r c ó w chorych na p o r a ż e n i e p o s t ę p u j ą c e jest j u ż t y l k o
h i s t o r i ą , to śmierć chorych na A I D S , Foucaulta i M e r cury'ego, której byliśmy ś w i a d k a m i , jest wciąż ż y w y m
wspomnieniem, w n o s z ą c y m w życie wielu o s ó b uczucie
metafizycznego n i e p o k o j u . " Rak nie wybiera, pisze Eco,
zatem rak z tego c h o ć b y w z g l ę d u nie m o ż e b y ć p r z y k ł a d e m
choroby estetycznej. Co do A I D S z a ś , to „ c h o r o b a wynika­
j ą c a z rozpasania jest w y b o r e m , a zatem ma wszelkie tytuły,
aby s y m b o l i z o w a ć stan b o h a t e r s k i . " W ł o s k i filozof przewi­
duje więc jednak p o w r ó t do romantycznej dialektyki p o m i ę ­
dzy człowiekiem m o r a l n y m i człowiekiem estetycznym; co
więcej przewiduje - prędzej czy później - narodziny sztuki,
k t ó r ą ó w widoczny na obliczu „ b r a k o d p o r n o ś c i " podniesie
do rangi symboli i uczyni swym centralnym przedstawieniem
- w n i o s ł y m i tragicznym.
Tutaj uczynić musimy pewne zastrzeżenie, m a j ą c na
względzie to, co powiedziane z o s t a ł o wcześniej. Eco m ó g ł
pisać, że A I D S jest c h o r o b ą w y n i k a j ą c ą z rozpasania,
c h o r o b ą , o k t ó r ą trzeba się p o s t a r a ć , c h o r o b ą , k t ó r ą się
wybiera i k t ó r a wybiera bo, j a k j u ż wiemy, przez długi czas
w potocznej ś w i a d o m o ś c i u t r z y m y w a ł o się takie właśnie
przekonanie. O t y m , że - j a k w przypadku klasycznych plag
- jest to klęska, k t ó r a d o t k n ą ć m o ż e k a ż d e g o z nas dowie­
dziano się stosunkowo p ó ź n o i w ó w c z a s dopiero do m i t o ­
logii w y b o r u doszedł temat nowy, c h o ć j e d n o c z e ś n i e stary
j a k sama plaga: temat p o w s z e c h n o ś c i śmierci, jej absurdalnej
p r z y p a d k o w o ś c i . Bo A I D S jest j a k wirus: ciągle mutuje
i w jego micie w y r a ź n i e dostrzec m o ż e m y kolejne etapy
krystalizacji albo też, m ó w i ą c inaczej, r ó ż n e , n a k ł a d a j ą c e się
na siebie warstwy. Pierwsza, najwcześniejsza m ó w i , że choru­
j ą t y l k o w i n n i , obcy, grzeszni - t u w y b ó r r ó w n o z n a c z n y jest
z o s ą d e m . N a s t ę p n a , gdy u ś w i a d o m i o n o sobie, że c h o r u j ą
t a k ż e „ b o g o w i e " o d s ł a n i a całą a m b i w a l e n c j ę skalania; wre­
szcie trzecia, ostatnia uwrażliwia na fakt, że w rzeczywistości
zaraza d o t y k a wszystkich bez w y j ą t k u . I w tej chwili
najciekawsze jest chyba to, czy k t ó r a ś z nich o k a ż e się
najtrwalsza i wyciśnie na micie najwyraźniejsze p i ę t n o .
O t y m , że p o m i m o wszystko śmierć na A I D S m o ż e
p r e t e n d o w a ć do miana romantycznej śmierci z miłości, a sam
A I D S do miana choroby miłości, choroby n a m i ę t n o ś c i
5 0

51

52

przekonuje nas bogata j u ż , p o w s t a ł a na ten temat literatura
i filmy ( c h o ć b y tak głośne ostatnio Dzikie noce C. Collarda).
P o s ł u c h a j m y raz jeszcze w y z n a ń Josefa, o p ł a k u j ą c e g o swoje­
go z m a r ł e g o w wieku 32 lat kochanka: „ T e r a z nie żyjesz,
jesteś c a ł k i e m m a r t w y . A j a sam, zupełnie sam na świecie.
M ó j m ą ż , moja miłość nie żyje. M i n ę ł o , s k o ń c z y ł o się. Leżysz
tu m a r t w y w swojej k r w i , j a k p r z e k w i t a j ą c y mak. Kwitłeś
intensywnie i cudownie. Teraz leżysz, z m a r ł y m ł o d o , we
k r w i , j a k mak, k t ó r y umiera zaraz po osiągnięciu szczytu
swojej u r o d y . "
„ P r z e k w i t a j ą c y mak"... metafora, k t ó r a c o ś nam przypo­
mina. C h o ć b y ten wiersz z p o c z ą t k ó w X V I I wieku:
Jako kwiat z ziemi idzie, a p o t y m z a ś starty
Bywa od bestyj niemych i j a k nic p o ż a r t y .
Tak też c z ł o w i e k k w i a t p i ę k n y , gdy we świat w y n i k a
Bywa zgniecion od śmierci, by nic tedyż w z n i k a .
A l b o też inne, barokowe skojarzenia człowieka z cieniem
na wodzie, b a ń k ą z piany, dymem i r o z w i a n y m na niebie
o b ł o k i e m . Oczywiście, w przypadku A I D S metafory te m o g ą
o d n o s i ć się t y l k o do k r ó t k o ś c i życia, a nie nagłości k o ń c z ą c e j
je śmierci. A l e też trzeba p o d k r e ś l i ć , że życie to jest k r ó t k i e na
m i a r ę rzadko od d z i e s i ą t k ó w lat s p o t y k a n ą . T a k m ł o d a
śmierć r ó w n i e ż sprzyja wytworzeniu się w o k ó ł niej tragicz­
nej, bohaterskiej aury. „ K w i t ł e ś intensywnie i cudownie":
k r ó t k i e , frenetyczne, s a m o s p a l a j ą c e się życie i długie umiera­
nie. Śmierć jest t u logiczną, oczywistą i n i e u b ł a g a n ą konsek­
wencją życia. Jak u Erazma z Rotterdamu: „ t a k a będzie
śmierć, jakie było nasze życie". I c h o ć kwitnie ars bene
vivendi, c h o ć wielu lekarzy, m o r a l i s t ó w i t e o l o g ó w n a w o ł u j e
do dobrego, cnotliwego, umiarkowanego życia, mitologia
A I D S koncentruje się w dużej mierze w o k ó ł czegoś, co
m o g l i b y ś m y n a z w a ć etosem m ł o d e j , s a m o b ó j c z e j śmierci,
etosem cierpienia i tragicznej śmierci z w y b o r u . Jak w łaź­
niach San Francisco: „ a n o n i m o w y romans ze śmiercią,
rosyjska r u l e t k a " .
Intelektualnymi ś r o d o w i s k a m i Francji i S t a n ó w w s t r z ą s ­
nęła nie tyle śmierć na A I D S M i c h e l a Foucault, k t ó r y nigdy
przecież nie u k r y w a ł swego homoseksualizmu, ile trzy wyda­
ne na jego temat książki. A u t o r jednej z nich, pod znamien­
n y m t y t u ł e m The Passion of Michel Foucault, James M i l l e r
w y w o ł a ł b u r z ę podejrzeniem, iż jego bohater, ś w i a d o m swej
choroby, r ó w n i e ś w i a d o m i e z a r a ż a ł innych. W pewien
s p o s ó b potwierdza to tytuł drugiej książki - powieściowej,
zbeletryzowanej wersji ostatnich miesięcy życia filozofa - Do
przyjaciela, który nie uratował mi życia Herve Guiberta. I c h
zdaniem Foucault był w y z n a w c ą takiego właśnie etosu
- etosu, k t ó r y z a o w o c o w a ł zupełnie n o w y m rodzajem w s p ó l ­
noty: „ t o czyhające na k a ż d y m k r o k u n i e b e z p i e c z e ń s t w o
s t w o r z y ł o nowe powinowactwa, n o w ą czułość, n o w ą solidar­
n o ś ć - czytamy u Guiberta. - Wcześniej wszystko o d b y w a ł o
się w milczeniu, teraz ze s o b ą rozmawiamy. Wszyscy dosko­
nale wiemy, po co przychodzimy do ł a ź n i . "
Jak na starych m a l o w i d ł a c h , przedstawiających m o t y w
T a ń c a Śmierci zmarli tańczą t u z jeszcze żywymi, k t ó r z y
zdecydowali się na to zupełnie ś w i a d o m i e , powodowani o w ą
tragiczną solidarnością, o w y m poczuciem powinowactwa
i czułością. Jak Bergmanowski Rycerz podejmują ryzyko gry.
Ale w bogatym (już) imaginarium A I D S napotykamy także
na inne, bardziej do klasycznych zbliżone T a ń c e Śmierci;
T a ń c e , wyrażające tę ostatnią, najpóźniejszą w a r s t w ę m i t u
A I D S , w k t ó r y c h b i o r ą udział wszyscy, niezależnie od swej
woli, trybu życia, m o r a l n o ś c i , zawodu, bogactwa i wieku.
Ta śmierć nie przyjmuje ż a d n y c h ł a p ó w e k , nie zna klaso­
wych u p r z e d z e ń , niweczy wszelką k a s t o w o ś ć . Nie uznaje też
granic geograficznych. Taneczny k o r o w ó d łączy ze s o b ą
ludzi r ó ż n y c h n a r o d o w o ś c i , k r a j ó w , k o n t y n e n t ó w . Bo A I D S
5 3

5 4

5 5

5 6

165

�jest w p e w n y m sensie o d p o w i e d z i ą na w s p ó ł c z e s n ą k o n d y c j ę
c z ł o w i e k a , k t ó r e g o Z y g m u n t B a u m a n nader trafnie n a z w a ł
włóczęgą, w a g a b u n d ą , t u r y s t ą .
towarzyszem

tych

5 7

wędrówek.

A I D S stał się n i e o d ł ą c z n y m
Towarzyszy

afrykańskim

mnienia by z a b a w i ć się w d e t e k t y w ó w , ś l e d z ą c y c h p r z e s z ł o ś ć
w ł a s n ą i partnera i o d t w o r z y ć k s z t a ł t tej swoistej, niechcianej
w s p ó l n o t y . T o wszystko, p o m n o ż o n e przez w i a r ę w niebez­
pieczny, demoniczny w r ę c z charakter c h o r y c h r o d z i

tak

p r z e m y t n i k o m , w ę d r u j ą c y m o d burdelu do burdelu i amery­

dobrze z d a w n y c h c z a s ó w znane podania o ludziach, k t ó r z y

k a ń s k i m biznesmenom, p o d r ó ż u j ą c y m o d h o t e l u do hotelu.

n o s z ą c w sobie ś m i e r ć s t a r a j ą się z a r a z i ć j a k najwięcej o s ó b .

T w o r z y n o w ą w s p ó l n o t ę - w s p ó l n o t ę l u d z i , k t ó r z y wcale nie

N i c z y m S z k a r ł a t n a Ś m i e r ć z o p o w i a d a n i a Edgara A l l a n a

m u s z ą b y ć jej ś w i a d o m i : łączy ich wirus. Seks, pisze Susan

Р о е w d z i e r a j ą się u k r a d k i e m do cudzego d o m u i życia. N i k t

Sontag „ n i e m o ż e b y ć j u ż dłużej u w a ż a n y za s p r a w ę dwojga

nie m o ż e j u ż c z u ć się bezpieczny. Stare lęki z n a l a z ł y

ludzi; jest to ł a ń c u c h , sięgający w p r z e s z ł o ś ć ł a ń c u c h trans­

d o s k o n a ł e , w s p ó ł c z e s n e wcielenie. „ T u i ó w d z i e słyszy się

5 8

m i s j i " . A nosicielka M a r y Fisher dodaje:

„Chciałabym,

swe

chorych, k t ó r z y m ó w i ą : ' S k o r o j u ż m a m u m r z e ć , z a b i o r ę ze

aby kobiety, ś p i ą c z m ę ż c z y z n ą z d a ł y sobie s p r a w ę , że są

s o b ą t y l u ludzi, i l u t y l k o m o g ę ' "

w ł ó ż k u nie t y l k o z k i m ś , k o g o dobrze z n a j ą . A l e r ó w n i e ż ze

c h o ć r ó w n i e dobrze m ó g ł b y n a p i s a ć to k t ó r y k o l w i e k z k r o n i ­

wszystkim, co z d a r z y ł o m u się w życiu. Z w ł a s z c z a w c i ą g u

karzy dawnych plag: Defoe, Pepys albo Boccaccio. A

ostatnich dziesięciu l a t . "

5 9

6

0

- czytamy u

Antonio,
Ph.

Boggio w a r t y k u l e p o ś w i ę c o n y m A I D S w Kinszasie przyta­

T a k . A I D S n i e k t ó r y c h wybiera, i n n i j e d n a k stają się jego

cza h i s t o r i ę pewnego w y s o k o postawionego u r z ę d n i k a , k t ó ­

o f i a r ą w s p o s ó b absurdalny i p r z y p a d k o w y . Jesteś po p r o s t u

r y , u m i e r a j ą c , z o s t a w i ł w testamencie nazwiska wszystkich

j e d n y m z ogniw d ł u g i e g o ł a ń c u c h a -

z a m ę ż n y c h kobiet, ś w i a d o m i e przez niego z a r a ż o n y c h . „ R o ­

właśnie

figura

to wszystko. T a k a

coraz głębiej zakorzenia się w

potocznej

w y o b r a ź n i . Sprzyjają temu r ó w n i e ż liczne z a c h ę t y i napo­

zumiesz - o p o w i a d a śmiejąc się ' l o n d y n k a " - nie c h c i a ł sam
s c h o d z i ć z pola w a l k i . "

6 1

P R Z Y P I S Y
1

„Newsweek" z dn. 2 I 1983, s. 21
Umrzeć nim zaświta poranek, „Der Spiegel", 23 I X 1985, cytuję za:
AIDS - Fakty, opinie, prognozy (Wybór artykułów publicystycznych),
Warszawa 1987, s. 2
G . Antonio, AIDS-zmowa milczenia, przel. J . Szacki, Gdańsk 1993,
s. 110
Informacje uzyskane w trakcie badań terenowych prowadzonych
przez mgr K . Łozińską we wrześniu 1989 roku.
Przepowiednie Jasnowidza z Ameryki Północnej, broszura otrzymana
od informatorów w trakcie powyższych badań.
Por. L . R . Leichter, Epidemia, przet. A. Frąckiewicz, Warszawa 1993
O starej koncepcji zja jako zmazy w wyobrażenich zarazy i plagi
pisałam w artykule: Filmowy język
plagi: „Siódma
pieczęć"
I. Bergmana, „Śmierć w Wenecji" L . Viscontiego, „Nosferatu"
W.
Herzoga, który ukazać ma się w pracy zbiorowej Wieczne tematy w filmie
w Instytucie Sztuki P A N , pod red. Z . Benedyktowicza, oraz w złożonej
do druku (w Wydawnictwie Naukowym „Semper") książce Zaraza.
Mitologia dżumy, cholery, AIDS.
Por. P. Ricoeur, Symbolika zła, przeł. S. Cichowicz, M . Ochab,
Warszawa 1986, s. 27-^*6
Tamże, s. 27
P. Ricoeur, Hermeneutyka symboli a refleksja filozoficzna I, przel. H . Bortnowska, (w:) Egzystencja i hermeneutyka. Rozprawy
0 metodzie, Warszawa 1985, s. 80
P. Ricoeur, Symbolika..., op.cit., s. 14
M. Eliade, Traktat o historii religii, przel. J . Wierusz Kowalski,
Warszawa 1966, s. 21. Na str. 16 pisze Eliade: „Świat myśli archaicznych
cywilizacji dotarł do nas nie dialektycznie poprzez wyrażone explicite
wierzenia jednostek, ale został przekazany nam w mitach, symbolach,
zwyczajach, które mimo wszelkiego rodzaju zniekszałceń zachowują
nadal swój pierwotny sens."
S. Sontag, Illness as metaphor and AIDS and its metaphors, New
York - London - Toronto - Sydney - Auckland 1990, s. 134
D . Lapierre, Więksi niż miłość, przet. К. Arustowicz, Warszawa
1992, s. 277
Por. Michael Jordan, Szczera rozmowa ze skrzydlatym półbogiem
z NBA o życiu po Magicu, koszykarskich wojnach indywidualności,
wielkiej polityce i wielkich pieniądzach, „Playboy" 1993, nr 8 (9), s. 29
Pisze o tym J . Delumeau w eseju Typologia zachowań zbiorowych
w czasach dżumy, (w.) Strach w kulturze Zachodu. XIV-XVIII
wiek, przet.
A. Szymanowski, Warszawa 1986, s. 100-101
T. Nasierowski, AIDS- nowe wyzwanie, stare problemy, (w:) AIDS
- nowe wyzwanie, stare problemy. Zaburzenia psychiczne związane
z AIDS, pod red. T . Nasierowskiego, H . Matsumoto, Warszawa 1992, s.
15
Por. P. Farmer, AIDS and accusation. Haiti and the geography of
blame, Berkeley-Los Angeles-Oxford 1992, s. 78
J . Revel, J.-P. Peter, Ciało. Chory człowiek i jego historia, przeł. T .
Komendant, (w:) Osoby, wybór, opracowanie i redakcja M. Janion i S.
Rosiek, Gdańsk 1984, 's. 242
Por. R. Otto, Świętość. Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich
stosunek do elementów racjonalnych, przeł. B. Kupis, Wrocław 1993,
s. 191
Larry Kramer, Szczera rozmowa z gniewnym pisarzem o miłości
1 seksie, o gejach i heretykach, a także o życiu, śmierci i polityce w dobie
AIDS, „Playboy" 1993'. nr 10 (11), s. 34
G . Antonio, op. cit., s. 7
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

166
i

2 3

Z . Kuratowska, AIDS - nowa choroba, Warszawa 1986, s. 47
Tamże, s. 48
Tamże, s. 49
W. Osiatyński, Kryzys czyli szansa. Szkice amerykańskie,
War­
szawa 1990, s. 141
D . Lapierre, op. cit., s. 120
Tamże
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 5
J . Szmidt, Życie z plusem, „Twój Styl" 1993, nr 6, s. 74
Umrzeć nim zaświta..., op. cit., s. 15
G.van der Leeuw, Fenomenologia religii, przel. J . Prokopiuk,
Warszawa 1978, s. 86
S. Sontag, op. cit., s. 148
Tamże, s. 114
„ D o tej pory choroby, widocznie potwierdzającej katolicką obsesję
seksu i śmierci nie było; nawet syfilis traktowano jako wartość dodat­
kową, powstałą przy katolicyzacji obu Ameryk - szankier świadczył
o tym, że jakaś Indianka trafi do nieba. A I D S natomiast spełnia
marzenia katechetów: będziesz się onanizował, uschnie ci ręka; zataisz
przy konfesjonale, że okłamywałeś matkę - szlag cię trafi; kochasz się
inaczej niż Pan B ó g przykazał - zachorujesz na A I D S . T u skutek ma
swoją oczywistą przyczynę (grzech), a zarazem przyczyna ma zawsze wia­
domy skutek; to relacja właściwa myśleniu magicznemu." - czytamy
w artykule Tadeusza Komendanta, Alien, „Twórczość" 1993, nr 9, s. 74
P. Ricoeur, Symbolika zla, op. cit., s. 29
Tamże, s. 30
J . Gabriel, Przekwitający
mak. AIDS - ostatnie miesiące pewnej
miłości, przel. M . Muskała, Wrocław 1990, s. 175
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 36
J . Revel, J.-P. Peter, op. cit., s. 252
P. Ricoeur, Symbolika..., op. cit., s. 37
G . Sieczkowski, Zachęcający przedmiot pożądania,
„Playboy"
1993, nr 8 (9), s. 27
Por. S. Sontag, op. cit., s. 129-131
Umrzeć nim zaświta poranek, op. cit., s. 9
Tamże.
G . Antonio, op. cit., s. 151
A. Coxon, Coping with the threat of death, (w:) AIDS-amoral
issue.
The ethical, legal and social aspects, ed. by B. Almond, London 1992, s.
143
W. Osiatyński, op. cit., s. 120
U . Eco, AIDS i esteta, „L"Espresso", 8 II 1987, cytuję za: AIDS
- Fakty, opinie, prognozy..., op. cit., s. 39
Tamże, s. 40
T . Nasierowski, op. cit., s. 19
U . Eco, op. cit., s. 40
J . Gabriel, op. cit., s. 176
M . Włodarski, Ars moriendi w literaturze polskiej XV i XVI wieku,
Kraków 1987, s. 70
„Twórczość" 1993, nr 9, s. 141
Tamże
Por. Z . Bauman, Nomada, wagabundą, turysta, „ N o w a Res Pub­
lika" 1993, nr 9, s. 26
S. Sontag, op. cit., s. 160
E . Juńczyk, Wirus strachu inienawiści, „Twój Styl" 1992, nr9, s. 56
G . Antonio, op. cit., s. 75
Ph. Boggio, Epidemia AIDS w Kinszasie, „Le Monde", 24 X I I 1986,
cytuję za; AIDS - Fakty..., op. cit., s. 89
2 4
2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0
3 1

3 2

3 3

3 4
3 5

35

3 6
3 1

3 8

3 9

4 0
4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6
4 7

4 8

4 9

5 0
5 1

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

5 7

5 8

5 9
6 0
6 1

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11310" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11288">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1a4e46a4983d3409d59454ed822160c0.pdf</src>
        <authentication>8466435d986f6d8e72a1dfb34a5d254c</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134787">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134788">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134789">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2294</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134790">
                <text>I wojna światowa trwa do dziś / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134791">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.147-159</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134792">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134793">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134794">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134795">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134796">
                <text>Pierwsza wojna światowa trwa do dziś
Antoni Kroh
Pierwsza wojna światowa definitywnie zamknęła wiek dziewięt­
nasty i rozpoczęła nasze, dwudzieste stulecie. W tym sensie
pierwsza wojna światowa trwa do dziś. Dopiero teraz, po osiem­
dziesięciu latach, zaczynamy powoli, z wielkimi trudnościami,
niwelować niektóre jej konsekwencje. Dotyczy to w stopniu
szczególnym narodów Europy środkowej i wschodniej, które po
dziś dzień obciążone są skutkami tamtego kataklizmu i próbują się
od nich wyzwolić, co jest źródłem nadziei oraz kolejnych tragedii,
aż po tragedię w Jugosławii. Wydaje się, że jeśli chcemy zrozumieć
aktualną sytuację w naszym kącie Europy, aby wpływać na dalszy
bieg wypadków (jeśli to w ogóle jest możliwe), powinniśmy na
chwilę cofnąć się w czasy Wielkiej Wojny i w miarę dokładnie
uświadomić sobie, w jaki sposób wydarzenie to zdeterminowało
kulturę naszego stulecia i na ile jest aktualne.
Pierwsza wojna światowa była wielką próbą generalną, a rów­
nocześnie pierwszym aktem spektaklu, w którym wszyscy po dziś
dzień bierzemy udział. Była gigantycznym poligonem doświad­
czalnym; jej dorobek, to podwalina europejskiej kultury dwudzie­
stego wieku. W latach 1914-1918 wypróbowano i wprowadzono
na skalę masową wiele zdobyczy cywilizacyjnych naszej epoki, jak
obozy koncentracyjne, czołgi, żelbeton, sztuki piękne na usługach
zbrodniczych reżimów, nacjonalizm, komunikaty o wycofywaniu

się na z góry upatrzone pozycje, nieprzepuszczalne granice
państwowe, metodyczne rujnowanie psychiki ludzkiej za pomocą
bezsensownej pracy przymusowej, środki masowego transportu
jako narzędzia zagłady - i tak dalej, i tak dalej.
Pierwsza wojna światowa - i jej logiczna konsekwencja, druga
wojna światowa - były głównym stymulatorem burzliwego roz­
woju techniki dwudziestego wieku, gdyż, jak wiadomo, jedną
z najpotężniejszych sił napędowych postępu technicznego jest
doskonalenie techniki zabijania na skalę wielkoprzemysłową.
Miarą przebytej drogi jest porównanie kosztów wojny i udziału
nauki w zabijaniu w ostatnim stuleciu. Pod koniec dziewiętnastego
wieku zabicie jednego żołnierza na wojnie kosztowało w Europie
kilkadziesiąt dolarów. Dziś koszty idą w setki tysięcy. W dziewięt­
nastym wieku techniką wojenną zajmowała się niewielka grupa
specjalistów. Ich praca - z nielicznymi wyjątkami polegała na
udoskonalaniu narzędzi już istniejących, a nie na technicznym
wizjonerstwie i wprzęganiu odkryć z najróżniejszych dziedzin
ludzkiej wynalazczości na usługi przemysłu zbrojeniowego.
W miarę przygotowań do pierwszej wojny światowej ten stan
rzeczy uległ raptownej zmianie. Od tego czasu, przez cały dwu­
dziesty wiek, każde wybitniejsze odkrycie w dziedzinie nauk

147

�technicznych ma przede wszystkim znaczenie militarne, a dopiero
w dalszej kolejności jakiekolwiek inne.
Wojny dwudziestego wieku o d e g r a ł y zasadniczą rolę w i m ­
p o n u j ą c y m rozwoju medycyny, z w ł a s z c z a chirurgii, a to ze
w z g l ę d u na nieprzebrane m n ó s t w o materiału ludzkiego do dys­
pozycji i pełną s w o b o d ę eksperymentowania bez konsekwencji
prawnych czy moralnych.
W 1918-20 roku na skutek pierwszej wojny ś w i a t o w e j E u r o p a
ś r o d k o w a i wschodnia z o s t a ł a poszatkowana gęstą siatką granic,
pilnie s t r z e ż o n y c h . T o był dramat, z p o c z ą t k u nie u ś w i a d o m i o n y ,
ale m o ż e nawet w i ę k s z y , niż sama wojna; w k a ż d y m razie bardziej
d a l e k o s i ę ż n y . Jego skutki odczuwamy po dzień dzisiejszy i jeszcze
d ł u g o b ę d z i e m y o d c z u w a ć . K a ż d a ze stron w y s u w a ł a roszczenia
terytorialne, z reguły n i e m o ż l i w e do spełnienia. Uzasadniano je
racjami historycznymi b ą d ź etnicznymi, zależnie od potrzeby.
Racje p o s z c z e g ó l n y c h p a ń s t w były nie do pogodzenia ze s o b ą , a na
dodatek były w e w n ę t r z n i e sprzeczne - granice historyczne nie
p o k r y w a ł y się z etnicznymi, terytoria mieszane pod w z g l ę d e m
n a r o d o w o ś c i o w y m s t a n o w i ł y regułę. Granice, wytyczone po pier­
wszej wojnie, nie z a d o w o l i ł y żadnej ze stron. Postanowienia
Traktatu Wersalskiego, które m i a ł y z a p e w n i ć trwały p o k ó j , stały
się w s t ę p e m do kolejnej wojny.
Wiek dwudziesty, który w Europie ś r o d k o w e j i wschodniej
r o z p o c z ą ł się od wybuchu pierwszej wojny ś w i a t o w e j , a k o ń c z y się
wraz z upadkiem komunizmu, s t a n o w i ł k u l t u r o w ą c a ł o ś ć o wyra­
zistych cechach, które w y s t ę p o w a ł y w najrozmaitszych ideo­
logiach - r ó w n i e ż tych, które w a l c z y ł y ze s o b ą na śmierć i życie,
a j e d n o c z e ś n i e w p ł y w a ł y na siebie wzajemnie i z a p o ż y c z a ł y od
siebie p e ł n y m i garściami. Obecnie, pod koniec dwudziestego
wieku, m o ż e m y wreszcie z d o b y ć się na o d r o b i n ę dystansu i przy­
jrzeć się temu zjawisku z perspektywy stulecia.
W y b r a ł e m jeden przykład - m o ż e marginalny, ale charakterys­
tyczny: dorobek austro-węgierskiej i niemieckiej propagandy
militarnej czasu Wielkiej Wojny oraz k o n t y n u a c j ę tego nurtu
w sztuce po dzień dzisiejszy.

Die

—

148

€ $ й е ш ЕШ*

3

Propaganda militarna p a ń s t w centralnych tworzona była na
potrzeby chwili, wedle ściśle o k r e ś l o n y c h k a n o n ó w ideowych.
M i m o to o k a z a ł a się sztuką p o n a d c z a s o w ą , ogromnie p ł o d n ą ,
punktem wyjścia dla niespodziewanie wielu n u r t ó w kultury euro­
pejskiej dwudziestego wieku. Z jej dorobku czerpała m i ę d z y
innymi sztuka w ł o s k i e g o faszyzmu, która z kolei i n s p i r o w a ł a
sztukę Trzeciej Rzeszy i jej m ł o d s z ą siostrę - sztukę radzieckiego
socrealizmu z narodowymi odmianami w p a ń s t w a c h satelickich.
Odrzucenie socrealizmu w Polsce w 1955/56 roku bynajmniej nie
w y m i o t ł o tego kierunku na tak zwany śmietnik historii, przeciwnie
- nurty postsocrealistyczne m o ż e m y z ł a t w o ś c i ą dostrzec obecnie,
na przykład w sztuce sakralnej albo w twórczości o p o z y c j o n i s t ó w
z okresu stanu wojennego.
Wybitni artyści z p o c z ą t k ó w X X wieku, na przykład F r a n z
Lehar, Stefan Zweig, Rainer M a r i a Rilke i wielu innych mniej
znanych, którzy zadekowali się na czas wojny, p r o d u k u j ą c
militarną szmirę, nie mogli przewidzieć, jakie będą skutki ich
działalności. M y j e s t e ś m y w lepszej sytuacji, bo wiemy, co było
dalej. Nie c h c ę przez to p o w i e d z i e ć , że j e s t e ś m y od nich mądrzejsi.
Propaganda militarna czasu Wielkiej Wojny - plastyczna,
muzyczna, literacka, dziennikarska, teatralna, filmowa, propa­
ganda chwacka i ckliwa, o d w o ł u j ą c a się do uczuć erotycznych
i religijnych (czasem j e d n o c z e ś n i e ) , ojcowskich, do męskiej dumy,
propaganda luksusowa i p r z a ś n a , w z n i o s ł a i prostacka, monoton­
na, a przecież pełna inwencji... W e ź m y dla p r z y k ł a d u W i e d e ń s k i
Komitet Artystyczny, działający w latach 1915-1918. Jakże ofiar­
nie się troszczył, aby n a r ó d miał pod dostatkiem wojennych
p a m i ą t e k w dobrym guście, j a k dzielnie w a l c z y ł ze szmirą i j a k
ofiarnie ją p r o p a g o w a ł , firmując najlepszymi nazwiskami... Warto
przyjrzeć się bliżej produkcji, kwitnącej pod patronatem t e g o ż
Komitetu, p o n i e w a ż jest to kicz o d g ó r n y , ś w i a d o m i e zaprog­
ramowany; sztuka dydaktyczna, której g ł ó w n y m zadaniem b y ł o
k s z t a ł t o w a n i e postaw najszerszych mas ludzkich, ale r ó w n o c z e ś ­
nie sztuka, która była n i e ś w i a d o m y m autoportretem ó w c z e s n e j
w ł a d z y , odzwierciedleniem jej p o g l ą d ó w na w o j n ę , patriotyzm i na

�I

rządzenie państwem. To samo przecież możemy powiedzieć
o socrealizmie.
W 1915 roku wspomniany Wiedeński Komitet Artystyczny
rozpisał konkurs na projekty pamiątek, by odznaczały się wyso­
kim poziomem artystycznym oraz ideowym, skąd ja to znam?
Zwycięstwo w swojej kategorii odniosła grafika Święta
Barbara,
patronka kanonierów.
Święta wyobrażona jest w powłóczystej

szacie do ziemi, ale widać że zgrabna bestyjka, w aureoli,
z uśmiechem w miarę uduchowionym i w miarę szelmowskim,
z wieńcem w dłoni, patrzy, kogo by uwieńczyć; obok artyleryjski
pocisk wielkiego kalibru, sięgający jej aż po sam biust, a w tle
moździerz marki Skoda oraz sylwetki odpoczywających żołnierzy.
Jurorzy byli kontenci; autor, niejaki Maximilian Liebenwein,
zapewne również. Ów grafik około 1900 roku eksploatował
motywy, typowe dla fin de siecle'u: śmierć grająca na skrzypcach,
wampiry, utopce, groby na wiejskim cmentarzyku. Z chwilą
wybuchu wojny skończyło się jak nożem uciął zapotrzebowanie na
osmętnicę; wielkie czasy wymagały krzepy i patriotyzmu. Artysta
odpowiedział na to zapotrzebowanie i dobrze na tym wyszedł.
Plonem tego konkursu był również obraz olejny, później
wielokrotnie reprodukowany na pocztówkach. Przedstawia scenę
na leśnej polanie. Pośrodku widzimy żołnierza austriackiego
z krwawiącą piersią; wstrętny Moskal zamierza się bagnetem,
jeszcze sekunda, a przebije rannego herosa. Lecz nadzieje wroga są
daremne; nad rannym czuwa Anioł Stróż, który powstrzymuje
Moskala, a tymczasem drugi żołnierz austriacki, zaczajony
w krzakach, składa się do strzału. Za chwilę Moskal zginie, nasz
chłopiec przeżyje, wszystko obróci się ku dobremu, choć sytuacja
jest poważna. Dobry Bóg posłał anioła, który z pewnością
upilnuje, by na wojnie nie ginęli Austriacy, lecz tylko ich
wrogowie. Jasne przecież, po czyjej stronie stoi Pan Bóg. Po naszej,
jakże inaczej. Hasło ,,Gott mit uns" na ogół kojarzymy z hitleryz­
mem. Niesłusznie, jest to zapożyczenie od propagandzistów z lat
Wielkiej Wojny, którzy stworzyli wiele haseł pokrewnych, jak np.
„Gott straffe England", Gott schutze Ósterreich" i inne.

Propagandowe
PRADZIADKOWIE

karty

pocztowe

SOCREALIZMU:

1. Praga, pocz. XX w., wnętrze gospody. Na suficie czeski lew
w cierniowej koronie, na ścianie robotnik, chłop, inteligent wpatrują się
w koronę św. Wacława.
Żeńska postać ze skrzydłami
to hybryda
Bohemii i Anioła
Zwycięstwa.
2. Cesarze Wilhelm i Franciszek Józef jako kowale. Motyw
kowala i wykuwania świetlanej przyszłości
(szczególnie
śmieszny
w odniesieniu do 80-letniego Franciszka Józefa),
wykorzystywany
w propagandzie militarnej czasu I wojny, powtarza się w sztuce
faszyzmu włoskiego, hitleryzmu i socrealizmu.
3. Plakat węgierski, 1922 r. Horthy miał stopień admirała,
więc
symbolika koła sterowego była o wiele bardziej sugestywna, niż
w znanym polskim plakacie z łat sześćdziesiątych
i
siedemdziesiątych
„Przewodzi
Partia" (kilka wersji). Edward Gierek podczas wizyty
w Stoczni Gdańskiej otrzymał koło sterowe wraz z „komendą"
TAK
TRZYMAĆ,
jako wyraz poparcia łudzi morza dla polityki partii.
Na domu Lecha Wałęsy w Gdańsku wisi koło sterowe, wykorzys­
tywane na fotografiach jako atrybut.
4. Józef Piłsudski jako siewca. Pocztówka polska, łata dwudzieste.
Z ówcześnie wypracowanych wzorów (siewca, oracz, wyścig pracy
i in.) korzystała
propaganda Polski Ludowej, por. znane zdjęcie
Bieruta z łopatą aż do zdjęć członków Biura Politycznego,
sadzących
drzewka na
Wisłostradzie.

HA SŁA -ZAKLĘCIA,
5. Pocztówka
STRAFE

ICH PO TĘGO WANIĘ

austriacka, 1915 r. W1914

ENGLAND,

później

zaczęto

DO

ABSURDU

r. pisano jedynie GO
dodawać

ER

TT

STRAFE

ES.

Hf

149

�Troskliwym mecenasem muz, przebranych w feldgrau, był
Austriacki Czerwony Krzyż. Jego p r o t e k t o r k ą była Maria Waleria, c ó r k a Najjaśniejszego Pana.
Jaki mecenas, takie skutki jego opieki: w k r ó t k i m czasie rynek
został zasypany niezliczonymi z a k ł a d k a m i do książek, medalami,
odznakami, pucharami, kasetkami, s z t u ć c a m i , szklanicami, szczo­
teczkami do z ę b ó w , ręcznikami, serwisami do kawy, n o ż y c z k a m i
itd. W y r ó ż n i a ł y się tzw. Vivatbander, czyli wstążeczki z pat­
riotycznymi motywami i napisami, np. ,.Vivat Kaiser F r a n z
J o s e f . ..Vivat die Befreier von Lemberg", „ V i v a t k. und k.
Gendarmerie" i inne. Vivatbander, j a k nas objaśnia Wojenny
almanach 1914-1915. to „ ż y w y d o w ó d entuzjazmu ludu, jego
miłości ojczyzny i wierności Cesarzowi i Monarchii". U ż y w a n o
ich j a k o zakładek, a także do przystrojenia kapeluszy, k o s z y k ó w ,
bombonier. paczuszek, b u k i e t ó w . Zresztą „nie należy o g r a n i c z a ć
naszych p o m y s ł o w y c h p a ń i panienek w dekoracyjnym wykorzys­
taniu Vivatbander".
Sprężystą pieczę nad wojennym artyzmem s p r a w o w a ł o r ó w n i e ż
с. k. A r c h i w u m Wojskowe w Wiedniu. Jego komendantem b y ł
generał piechoty Emil von Woinowich, tajny radca, c z ł o n e k
korespondent Cesarskiej Akademii U m i e j ę t n o ś c i . A r c h i w u m wy­
d a ł o niezliczone w i d o k ó w k i , ulotki, plakaty, książki, wszystko
z „ p r z y k ł a d a m i n i e z w y k ł e g o m ę s t w a " , które c y t o w a ł Jaroslav
Hasek w Przygodach dobrego wojaka Szwejka.
N a przykład
książka Unsere Soldaten. Episoden aus den Kampfen der osterreiehisch-ungarischen Armee im Weltkrieg 1914/1915, red. porucz­
nik Alois Veltze, Wien 1916. C o kartka, to bohaterski czyn albo
i kilka. K s i ą ż k a ociekająca wojennym kiczem, tylko p ę k a ć ze
ś m i e c h u , póki się c z ł o w i e k o w i nie znudzi. Oto drobna p r ó b k a ,
wybrana na chybił trafił:
„Sztabsfeldfebel Michael Elekes z 39 Pułku Piechoty podczas
natarcia na pozycje rosyjskie z a r y z y k o w a ł atak na k r w i o ż e r c z y c h
Moskali, którzy opanowali umocnione stanowisko, b u d z ą c e
strach. Rosjanie zaczęli wściekle strzelać, t w o r z ą c s t a l o w ą tarczę
z g w i ż d ż ą c y c h kul. Nie b y ł o mowy o przejściu. Elekes ze swoimi
ludźmi został zmuszony do odwrotu. Ale po paru krokach w tył
spostrzegł zagłębienie terenu, gdzie zaległ ze swoim o d d z i a ł e m .
1 oto leżeli teraz W ę g r z y , mocno wgryzieni w sierść rosyjskiego

150

niedźwiedzia. Ale hola, c z y ż b y to b y ł o złudzenie? Z gęstej m g ł y
w y n u r z y ł y się jakieś sylwetki. A c h , to n a d c h o d z i ł o d d z i a ł rezerwy!
Elekes wiedział, co robić. O b j ą w s z y k o m e n d ę p o p r o w a d z i ł wszyst­
kich do o s k r z y d l a j ą c e g o szturmu. Sukces o k a z a ł się w i ę k s z y , niż
m o ż n a b y ł o przypuszczać: ponad trzystu w r o g ó w , w tym czterech
o f i c e r ó w wziętych do niewoli oraz cztery karabiny maszynowe
p a d a ł y ł u p e m W ę g r ó w . Elekes o t r z y m a ł zaszczytne w y r ó ż n i e n i e
w postaci z ł o t e g o medalu."
Autorem tej prozy jest być m o ż e Stefan Zweig. A jeśli nie akurat
tej, to identycznej, z sąsiedniej strony tej samej książki; jego
nazwisko widnieje na tytułowej stronie Unsere Soldaten obok
nazwisk sześciu innych w y r o b n i k ó w . W tej t w ó r c z o ś c i na rozkaz
brali udział artyści ze wszystkich k ą t ó w Monarchii, Polacy
r ó w n i e ż . Po 1918 roku byli j a k znalazł, natychmiast wzięli się do
produkcji literackich i plastycznych d e w o c j o n a l i ó w narodowych,
z w i ą z a n y c h z w o j n ą p o l s k o - b o l s z e w i c k ą . P ó ź n i e j także się przyda­
li, z w ł a s z c z a po 1926 roku, gdy g w a ł t o w n i e w z r o s ł o zapot­
rzebowanie na wizerunki Józefa P i ł s u d s k i e g o . N i e k t ó r e portrety
M a r s z a ł k a z lat trzydziestych czy dziecięce wierszyki z Dziadkiem
w roli g ł ó w n e j d o w o d z ą , że ich t w ó r c y umieli w y s t a r c z a j ą c o wiele,
by znaleźć sobie miejsce r ó w n i e ż w socrealizmie.
Bibeloty z c z a s ó w Wielkiej Wojny są dzisiaj modne i poszukiwa­
ne przez zbieraczy, od K r a k o w a po Pragę, W i e d e ń , Budapeszt
i Triest. W 1918 roku, gdy Polska o d z y s k a ł a n i e p o d l e g ł o ś ć ,
traktowano je z p o g a r d ą , niszcząc, w y r z u c a j ą c na śmietnik.
Wierzono naiwnie, że historia to szkolny zeszyt, z k t ó r e g o m o ż n a
p o w y d z i e r a ć kartki... Nasze pokolenie jest w podobny s p o s ó b
naiwne, niszcząc p a m i ą t k i z c z a s ó w P R L . Wiele z nich się
zmarnuje, nim n a s t ę p n e generacje o c e n i ą je sprawiedliwiej, bo
z w i ę k s z e g o dystansu, w i d z ą c w nich przede wszystkim dzieła
sztuki, lepsze lub gorsze, fragment naszej historii, a nie tylko
zabytki obalonego ustroju. Musi jeszcze m i n ą ć trochę czasu,
zanim k t o ś odkryje o c z y w i s t ą p r a w d ę , że socrealizm nie wziął się
z powietrza i nie przyleciał na miotle z Łysej G ó r y , lecz jest
naturalną k o n s e k w e n c j ą o k r e s ó w wcześniejszych.
I to niekiedy w s p o s ó b b e z p o ś r e d n i . N a p o c z ą t k u lat pięć­
dziesiątych opowiadano szeptem w Pradze, jak to pewien artysta
n a m a l o w a ł scenę alegoryczną: narody świata składają podarki

�6. Viribus Unitis w walce z wrogiem czyli zapowiedź
totalitaryzmów.

Pocztówka
1

7. Niech żyje żandarmeria .
tet Artystyczny,
najbardziej

stulecia

WOJNA

JAKO

ATRAKCJA

EROTYCZNA

austriacka, 1915 r.

1915-1916

znienawidzoną

Tzw. Vivatbander, Wiedeński

Komi­

r. Obok tajnej policji żandarmeria
formacją,

coś jak

ZOMO

była

w stanie

9. Plakat polski wg obrazu Wojciecha Kossaka, 1919 r.
10. Propagandowa fotografia
11. Święta

niemiecka, 1914 r.

Barbara, patronka

artylerii.

Grafika

Maximiliana

Liebenweina, 1914, I nagroda na konkursie Wiedeńskiego

wojennym.
8. Czeskie Budziejowice,
SOVETSKYM

SVAZEM

siedemdziesiątych

zaczęto

1984 r. W 1968-70 pisano jedynie
NA
dodawać

VECNE
A NIKD

ĆASY,
Y

SE

w polowie lat
JINAK.

Artystycznego

na pamiątkę

wojenną,

Komitetu

1915 r.

12. Bogdan Nowakowski, plakat Polskiego Czerwonego

Krzyża,

1921 r.

151

�13

152

Stalinowi z okazji rocznicy urodzin. Zawistny kolega, którego
ominęła chałtura, ujawnił, że dzieło jest prawie dosłowną repliką
obrazu z początku stulecia: narody Monarchii składają życzenia
imieninowe Najjaśniejszemu Panu. Nie jest to fakt jednorazowy,
lecz ilustracja ogólniejszej tendencji. Z braku miejsca służę tylko
kilkoma przykładami. Plakat z lat sześćdziesiątych i siedem­
dziesiątych „Przewodzi Partia", na którym dzielny matros dzierży
koło sterowe w muskularnych dłoniach, jest prawie dosłownym
naśladownictwem plakatu węgierskiego z 1922 roku pt. „ H o r t h y " .
Istotna różnica polega na tymi, że Miklos Horthy, ówczesny
przywódca Węgier, rzeczywiście był admirałem i nieraz stał za
prawdziwym kołem sterowym, więc pojęcie „sternika nawy państ­
wowej" bardziej do niego pasowało. Pojęcie „wyścig pracy",
nadużywane przez propagandę w tak zwanych latach pięćdziesią­
tych, jest cytatem z mowy Piłsudskiego. Hasło „Partia z narodem,
naród z partią", znane z Października 1956 roku, zostało przejęte
z plakatu „On z narodem, naród z nim"; on to Józef Piłsudski,
plakat z lat dwudziestych. Hasło „Byliśmy, jesteśmy, będziemy",
używane przez polskich osadników na Ziemiach Zachodnich, to
również hasło Węgrów siedmiogrodzkich, niemieckich organizacji
ziomkowskich, Francuzów w Alzacji i Lotaryngii, jak również
Niemców w Alzacji i Lotaryngii. Mamy w oczach świetny
radziecki plakat z początku lat dwudziestych, na którym czer­
wonoarmista w czapce-budionnówce wlepia tygrysie ślepia w cie­
bie, we mnie, w każdego z nas, i kierując wskazujący palec na
widza, pyta groźnie: „Ty zapisałsja dobrowolcem?" Pomysł tego
plakatu jest wedle wszelkiego prawdopodobieństwa przetworze­
niem amerykańskiego plakatu mobilizacyjnego czasu pierwszej
wojny światowej, na którym Wuj Sam, z podobną miną co
krasnoarmiejec, wlepia oczy w widza, tak samo kieruje palec
wskazujący i woła „I want you for the U . S. Army!" Motyw
żołnierza, wbijającego wzrok i palec w widza, wykorzystali

�r ó w n i e ż Polacy, i to parokrotnie: w 1920 roku ukazał się plakat
„ W s t ą p do wojska, broń ojczyzny", a ż o ł n i e r z e m na centralnym
planie tego obrazu jest sam generał Haller. Po wojnie p o w s t a ł y
w Polsce trzy plakaty z tym samym motywem surowego wzroku
i sterczącego palucha: „ D l a c z e g o ty nie jesteś w wojsku?" i „ C o ś ty
zrobił dla odbudowy?" Tadeusza Zakrzewskiego (1944, 1945)
oraz „ C o ś ty zrobił dla realizacji planu?" L u d w i k a J a g o d z i ń s k i e g o
(1953). Tadeusz Zakrzewski jest r ó w n i e ż autorem s ł y n n e g o plaka­
tu „ O l b r z y m i zapluty karzeł reakcji". T r u d n o p o w i e d z i e ć , czy
rysując to łajdackie d z i e ł k o , które n a r o b i ł o w Polsce tyle złej krwi,
autor miał ś w i a d o m o ś ć , że „ z a p l u t y karzeł" jest cytatem z p r z e m ó ­
wienia Józefa P i ł s u d s k i e g o .
Jak j u ż powiedziano, z d o ś w i a d c z e ń militarnej propagandy
czasu Wielkiej Wojny czerpała obficie propaganda Niemiec
hitlerowskich i innych p a ń s t w totalitarnych. Goebbels i jego ludzie
oraz ich radzieccy kontynuatorzy nie zaczynali od zera; od
p o p r z e d n i k ó w różnili się tym, że mieli do dyspozycji znacznie
bogatsze środki techniczne oraz działali w ustroju, który u m o ż ­
liwiał skuteczne z a m k n i ę c i e ust przeciwnikom, czy c h o ć b y tylko
ż a r t o w n i s i o m . S i ę g a n i e do militarnej propagandy czasu pierwszej
wojny ś w i a t o w e j , to p o w r ó t do korzeni kultury p a ń s t w Europy
ś r o d k o w e j i wschodniej.

PLUGAWY

WRÓG

CZYLI

SATYRA

POLITYCZNA

Radziecka satyra polityczna i jej młodsza siostra, satyra polska lal
1949-1956 (na krótko zmartwychwstała
w stanie wojennym) po­
chodzą w prostej linii od satyry politycznej lat I wojny.
14. Okładka

warszawskiego pisma satyrycznego,

1917 r.

15. Plakat polski, 1951 r.
16. Pocztówka
17. Premier

austriacka,
brytyjski

I wojna

Edward

światowa.

Grey,

rysunek

niemiecki

ok.

18. Subtelna gra slow: HOCH znaczy zarówno „niech żyje",
„w górę". Pocztówka
austriacka, I wojna
światowa.

jak

1915 r.

Jako p r z y k ł a d y dzieł przedsocrealistycznych m o g ą służyć gra­
fiki, na których o g l ą d a m y cesarzy Franciszka Józefa i Wilhelma
jako kowali, w y k u w a j ą c y c h n o w ą E u r o p ę . Obrazek groteskowy,
nie tylko dlatego, że Franciszek Józef, w ó w c z a s o s i e m d z i e s i ę c i o ­
letni, był j u ż za stary do k o w a d ł a , z a ś Wilhelm byl kaleką, mial
niewładną rękę. C o innego jest fascynujące w tym dziełku
- o k o l i c z n o ś ć , że dwaj feudalni cesarze na p o c z ą t k u naszego
stulecia zostali uwiecznieni w konwencji socrealistycznej. M i n ę ł o
kilka lat, a kultura c z e c h o s ł o w a c k a z a f u n d o w a ł a sobie c o ś
podobnego portret Tomasza G . Masaryka, pierwszego prezyden-

153

�19. Jeder

Schuss,

Rosjanie, Francuzi,

Ein Russ - początek
Anglicy i Japończycy

przez wojska niemieckie i austro-węgierskie.
I wojna światowa.

1

wierszyka,
zostają

w którym

wybici co do nogi

Pocztówka

austriacka,

20. Wioski but to gówniany
wypastować

kamasz, który

koniecznie

niemieckimi i austriackimi moździerzami".

niemiecka, 1915 r.
21. Pocztówka
austriacka, I wojna

światowa.

trzeba

Pocztówka

�PAN

BÓG JAKO

MILITARY

13. Monstrancja

ST A

22. Pocztówka
Tu kilka przykładów

austro-węgierskich

i niemieckich z I wojny.

Podczas II wojny, gdy Niemcy szturmowali
propaganda stalinowska wprowadziła
wa, święta

słowo „święta"

Ruś), a w Armii Radzieckiej

Y f t T C R .

Moskwę

i

Stalingrad,

(święta

pojawili się kapelani.

U D S C I V 1 9 1 4
v l \ i ' t i &gt;\\Ue 1(1(1 11!Ч- т Н ' Г п ш т и г f.*.

Ai\j ,*Vt и и 4* ŁJ^ iiii&gt;vS)iU%.iif»'iV4'rii(iniul

U V &gt;&gt;-:»&gt;fil h &lt; n l " N . 1 i r i - &gt; \ V n ! K M | : C i 4 i | , l 4 '
ć-.i4.i:m&gt;iiiM&gt;i* rutin-CMiiun
•'n .imackKMlni i n * cviff'i.mi nim iulM
•tr i'(
S ^ n i j * i v t i U\».+&gt; U , K &lt; "
'
s

^\:\Гп«
**Mt

*V*;r f,»)i;*ri!!.Ц1 m u n n i &gt; , i
tii mit ' - V i i . i - *ut&gt; . ! i , - , &gt;
N

i&gt;.-.i&gt; i n i U i ' . ' i n K i l ' u ' N ' i i

\a

»,ч\

4

СЧ&lt;*1чг u . v . ' i i t,.i(.*^

1

v

in

i." и н к t i M ^ i i

•UVl »l&gt; Г&gt;11 HI &gt;vM K . U H [ 4

;nrtl U l ( k i !

spra­

z orłem cesarskim, Słowacja,
austriacka,

I wojna

pocz. XX

w.

światowa.

23. Pocztówka
niemiecka, I wojna
światowa.
24. Ojcze Nasz 1914. Plakat austriacki, w którym słowa modlitwy
przeplatają
się z zapowiedzią
krwawej rozprawy z wrogami.
25. Pocztówka

niemiecka, I wojna

światowa.

�156

�ta, zwanego przez n a r ó d „ t a t i c z k i e m " , r ó w n i e ż za k o w a d ł e m ,
z nagim torsem, z b r ó d k ą i w binoklach.
C e c h ą c h a r a k t e r y s t y c z n ą propagandy militarnej czasu Wielkiej
Wojny było przedstawianie wroga pod p o s t a c i ą zwierzęcia. M y ,
z naszej strony barykady, j e s t e ś m y ludźmi, strażnikami cywilizacji,
natomiast w r ó g , to nie c z ł o w i e k , a zwierzę: n i e d ź w i e d ź , o s i o ł , w ą ż ,
pies, wilk, m a ł p a , wesz, świnia itd. Stary kawał, znany od stuleci,
lecz na dobre osadzony w kulturze dwudziestego wieku przez
militarną p r o p a g a n d ę czasu Wielkiej Wojny.
Obecnym p i ę ć d z i e s i ę c i o l a t k o m w r ó g - z w i e r z ę na o g ó ł kojarzy
się z socrealizmem: Tito - ł a ń c u c h o w y pies imperializmu, hieny
z,,Wolnej Europy", wszy w a m e r y k a ń s k i c h barwach narodowych
itd. Wybitnym o s i ą g n i ę c i e m tego nurtu był rysunek Jerzego
Zaruby z p o c z ą t k u lat pięćdziesiątych. D o redakcji wchodzi pies
i m ó w i od proga: , , Z okazji Tygodnia Opieki nad Zwierzętami
proszę mnie w tym tygodniu nie r y s o w a ć j a k o C z a n g Kaj-szeka!"
Dlatego z wielkim wzruszeniem s t a n ą ł e m przed plakatem wybor­
czym z 1991 r. Przedstawiał on świnie w garniturach i krawatach,
pożerające frykasy. Napis brzmiał „ Ś w i n i e się zmieniły, ale U n i a
Polityki Realnej zlikwiduje koryto!" Plakat ten jest nie tylko
interesującym p r z y k ł a d e m postsocrealizmu, ale i odbiciem cieka­
wej konstrukcji m y ś l o w e j ; wedle autora tego dziełka w ł a d z a to
stado świń, cisnących się do koryta, ale p o n i e w a ż my chcemy także
z d o b y ć w ł a d z ę czyli przecisnąć się do koryta, więc drukujemy
plakat, o b w i e s z c z a j ą c y , że w ł a d z a to stado świń.
Kolejne pokolenia rewidują zastane mity oraz w n i e m a ł y m
trudzie, kosztem znacznych ofiar, tworzą nowe. Ale nowe mity
p o w s t a j ą na w z ó r starych i nimi się ż y w i ą , p o n i e w a ż zostały
u k s z t a ł t o w a n e w e d ł u g podobnych s c h e m a t ó w , wykonane z po­
dobnych s u r o w c ó w , przy użyciu podobnych narzędzi, a tworzone
są przez ludzi, którzy (na o g ó ł bezwiednie) upraszczają sobie
zadanie, ubierając stare schematy w nowe kostiumy. Wielu
r e f o r m a t o r ó w jest przekonanych, że aby p o c z u ć r a d o ś ć w s p ó ł ­
tworzenia nowej epoki, wystarczy tylko czarne n a z w a ć b i a ł y m ,
a białe czarnym. I tak kolejne pokolenia ruszają z posad bryłę
świata, c h o c i a ż o g ó l n e zasady p o z o s t a j ą nienaruszone. T o samo
h a s ł o m o ż e znaleźć zastosowanie u nas i u naszych w r o g ó w , w tym
i w tamtym ustroju, przedwczoraj, dzisiaj i pojutrze. W naszym

32

Шг

baitcn

tren

imB fesst pieainmen

157

�dwudziestym stuleciu nieraz się zdarzało, że walczące strony
używały tych samych haseł i powoływały się na te same racje
moralne, mordując się wzajemnie.
Mity o przeszłości czy stereotypy na temat sąsiadów to przede
wszystkim autoportret pokolenia, które te mity uznało za swoją
własność, projekcja całkiem współczesnych marzeń i tęsknot. Na
przykład w Małopolsce w latach siedemdziesiątych i osiem­
dziesiątych ożył mit Austro-Węgier jako królestwa sprawiedliwo­
ści i dobrobytu pod najmiłościwszym panowaniem dobrego
dziadunia, cesarza Franciszka Józefa, niezmiennie życzliwego
Polakom. Ciekawe, że owe niewinne i dość naiwne ciągoty
znakomicie współistnieją z naszym etosem żołniersko-powstańczym czasu zaborów i całą przebogatą tradycją walki Polaków
0 niepodległość. M i t Najjaśniejszego Pana, spoglądającego na nas
z ojcowską troską albo pogrążonego w modlitwie, znakomicie
współistnieje z oleodrukiem, przedstawiającym Polskę w kaj­
danach. Są to mity przeciwstawne, chociaż nie przeszkadzające
sobie wzajemnie, ponieważ służą jednemu celowi - idealizacji
przeszłości.
Zaś idealizacja przeszłości jest jednym ze sposobów układania
sobie w miarę poprawnych stosunków z teraźniejszością.
Człowiek przebywa w psychicznej klatce. Każdego dręczą
majaki przeszłości, zagubienie w teraźniejszości i strach o przy­
szłość. Dlatego warto jest co jakiś czas spróbować wyjść z tej klatki
1 spojrzeć na naszą epokę, jakby to była farsa, a nie rzeczywistość.
Dziękuję za uwagę. D o zobaczenia w dwudziestym pierwszym
wieku.

158

DZIECKO

W SŁUŻBIE

PAŃSTWOWEJ

26. Dzieciątko

Franciszek

27. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

Józef.

28. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

29. Propagandowa fotografia niemiecka, 1915 r.
30. Pocztówka
niemiecka, I wojna
światowa.
31. Pocztówka
austriacka, 1908 r.
32. Pocztówka

austriacka,

33. Pocztówka

niemiecka, 1914 r.

WŁADCA

JAKO

34. Pocztówka

DAWCA

1908 r.

SZCZĘŚCIA

austriacka, przed 1914 r.

35. Pocztówka
niemiecka, 1914 r.
36. Tkanina na jedwabiu, Tarnów,

1898 r.

�Fot.: Autor - il. 8, 26; J. Derer (Fotoarchiv Slovenskovo narodneho muzea
v Martine) — il. 13; Galeria Narodowa, Budapeszt-il.
3; Pavel Scheufler, Praha
- il. 1; Muzeum okręgowe Tarnów - il. 35.
Repr.: P. Syndoman - 10, 12, 14, 15; pozostałe
Autor

159

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11309" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11287">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f4aefe3029ff426caa3d9cbe8b44b31d.pdf</src>
        <authentication>e8ca75bfe709b355ad809644bf6b1a45</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134777">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2468</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134778">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134779">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2292</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134780">
                <text>Obraz przedwojennego kapitalisty w pamięci społecznej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134781">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.138-143</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134782">
                <text>Stawarz, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134783">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134784">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134785">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134786">
                <text>Obraz przedwojennego kapitalisty
w pamięci społecznej
(Refleksje etnologa)
Andrzej Stawarz
Badania etnograficzne nad zachowaniem w pamięci społecz­
nej obrazu dawnego kapitalisty nie należą do b a d a ń szczególnie
rozwijanych czy preferowanych. Praktycznie możemy mówić
o pewnej korelacji tych badań z poznawaniem kultury środo­
wisk robotniczych ( X I X - pocz. X X w.) i to tylko niektórych
ośrodków. Głębsze studia, podejmowane są sporadycznie ( D i t trichowie w Żyrardowie, Poznańscy w Łodzi, Jabłkowscy w War­
szawie) . Nie przeceniając wartości tych prac trzeba powie­
dzieć, że już niebawem mogą one nabrać jeżeli nie pierwszorzęd­
nego to istotnego znaczenia, tak poznawczego, jak i praktycz­
nego. Oto bowiem zmienia się system polityczny i gospodarczy
Polski, po blisko 50 latach mozolnie tworzone są na nowo zręby
systemu gospodarczego w warunkach wolnego rynku i przy­
wracania własności prywatnej. Stworzenie takiego systemu jest
o tyle trudne, iż o tradycjach funkcjonującego poprzednio
systemu opartego na gospodarce rynkowej społeczeństwo dzi­
siejsze wie niewiele, w dodatku jest to społeczeństwo z wielkim
trudem przystosowujące się do nowego systemu. Jak wiemy jest
to głównie wynik oddziaływania ideologicznego w ramach
państwa rządzonego przez komunistów. W PRL-u własność
prywatna była czymś nagannym, a pewne pozostałości takiej
własności były traktowane przez władze na ogół instrumental­
nie, propagandowo. W praktyce trudno doszukiwać się - przy
tylu deformacjach - wzorów pozytywnych w zakresie funk­
cjonowania przedsiębiorstw prywatnych, skoro ogromna więk­
szość społeczeństwa przez kilkadziesiąt lat nie funkcjonowała
w systemie gospodarki rynkowej, a wręcz przeciwnie - władza
robiła wszystko by system ten zohydzić. Wobec faktu ogólnego
zdeformowania stosunku społeczeństwa do własności prywat­
nej, do własności środków produkcji, a także co również jest
ważne - do samej pracy, aktywności zawodowej i przedsiębior­
czości, należy mówić o takich mechanizmach, które spowodują
stopniowe zmiany mentalne w p o ż ą d a n y m kierunku.
1

Nie jest to rzecz jasna zadanie naszej nauki, ale i etnologowie
mogą p r ó b o w a ć odtwarzać dawniej funkcjonujące wzorce za­
chowań w układzie - „pracodawca - pracobiorca". Z dotych­
czasowych b a d a ń wynika, że w wielu znaczniejszych ośrodkach
miejsko-przemysłowych ziem polskich kapitaliści stawali się dla
społeczności robotniczych autorytetami (w rozumieniu Bystroniowskim) , a należące do nich zakłady poza funkcjami
ekonomicznymi i socjalnymi nabierały po części charakteru
k u l t u r o t w ó r c z e g o . Rzecz jasna, iż na gruncie miejskim auto­
rytet kapitalisty w X I X czy pocz. X X w. nie był jedynym
autorytetem. Niewątpliwie w a ż n ą rolę odgrywały takie instytu­
cje jak Kościół, szkoła, czy instytucje społeczne zaspokajające
potrzeby socjalne i kulturalne robotników. Wydaje się jednak, że
autorytet kapitalistycznego pracodawcy, także w większym czy
mniejszym stopniu realizujący się instytucjonalnie poprzez kon­
kretny zakład produkcyjny (bądź też handlowy) w istotny
sposób oddziaływał na tworzenie i funkcjonowanie wzorców
zachowań w obrębie środowiska społecznego pracowników
(robotników). W szczególności autorytet kapitalisty mógł wpły­
wać na kształtowanie się stosunku robotników do pracy oraz do
zakładu (fabryki), w którym byli zatrudnieni. Pewna część
kapitalistów już w X I X wieku miała w tym zakresie swoje własne
koncepcje społeczne i socjotechniczne, niejednokrotnie oparte
na wzorcach zachodnioeuropejskich. Były one realizowane
konkretnie tylko w niektórych o ś r o d k a c h , wyprzedzając niekie2

3

4

138

dy prawodawstwo fabryczne, a także stopniowo oddziaływując
wzorotwórczo na inne ośrodki. Wydaje się, że przykładem
najbardziej zaawansowanej realizacji nowoczesnych ХГХ-wiecznych koncepcji rozwoju infrastruktury społecznej wokół za­
kładu przemysłowego jest Żyrardów.
„Zakłady dominowały nad całym życiem miasta, gminy,
a fabryka była jedynym możliwym miejscem pracy dla włók­
niarzy. Alternatywą pozostawała tylko zmiana fachu i niełatwe
przejście do niżej płatnej pracy w bez p o r ó w n a n i a mniejszych
i nielicznych przedsiębiorstwach, głównie przemysłu spożyw­
czego, lub jakże trudna i ryzykowna emigracja do innych
ośrodków przemysłowych czy za granicę. Musiało to silnie
wpływać na powiązanie załogi z zakładami, a jednocześnie na
szczególnie duże jej uzależnienie od właściciela fabryki.
Temu uzależnieniu sprzyjały patriarchalne stosunki, nie spo­
tykane już w innych ośrodkach przemysłowych (...). D u ż a część
załogi traktowała domy fabryczne dla robotników, stołówki,
szpital i ambulatorium (...), kąpielisko, pralnie, szkoły, ochro­
nki, świadczenia na przytułek dla robotników, zapomogi dla
położnic i niezdolnych do pracy robotników (...), emerytury
pracownicze, a nawet trzy kościoły, jako przejaw
filantropii
i łaski właścicieli."
5

1. Burżuazja w Polsce
W świetle nowych b a d a ń historycznych burżuazja jest warst­
wą - klasą społeczną, której czas narodzin na ziemiach polskich
zasadniczno przypadł na lata 30. i 40. X I X stulecia. For­
mowanie się nowej grupy społecznej miało istotny związek
z tworzeniem się podstaw nowoczesnego przemysłu wydobyw­
czego, hutnictwa, włókiennictwa, przetwórstwa spożywczego
(cukrownictwo) oraz budowy pierwszych linii kolejowych.
Ograniczona objętość artykułu nie pozwala tutaj na szersze
omówienie dziejów społecznych tej grupy, niemniej warto
podkreślić chociaż to, że burżuazja - p o c z ą t k o w o bardzo jeszcze
nieliczna - stosunkowo szybko zajęła wysokie miejsce w hierar­
chii społecznej przyczyniając się do transformacji gospodarczej
kraju, zresztą w trzech odmiennych systemach państw zabor­
czych. W ciągu kilkudziesięciu lat, praktycznie j u ż w I I połowie
X I X stulecia, utrwalił się następujący podział burżuazji:
6

1) wielka finansjera oraz właściciele zakładów przemysłowych
(w szczególności dużych i średnich);
2) środowisko średniozamożne (właściciele kamienic, wyższy
personel kierowniczy i techniczny w przemyśle i na kolei,
właściciele większych firm handlowych);
3) drobnomieszczaństwo.
Burżuazja na ziemiach polskich w X I X w. szybko różnicowała
się zawodowo i majątkowo, a wybitniejsi jej przedstawiciele
odgrywali coraz bardziej znaczące role w życiu publicznym,
podejmując ważne zadania niegdyś przydawane tylko arysto­
kracji bądź też znamienitszym przedstawicielom stanu szlachec­
kiego, a w X I X w. formującemu się ziemiaństwu. Z grona
bogatych i światłych polskich burżua rekrutowali się także
rzecznicy sprawy narodowej, mecenasi nauki i kultury. Trzeba
przy tym zaznaczyć, że ówcześni kapitaliści na ogół nie byli
z pochodzenia Polakami. Wykazują to niektóre studia, dla
przykładu tylko zacytuję tu wyniki badań nad składem burżuazji
łódzkiej. Według danych z 1866 r. burżuazję przemysłową Łodzi

�I

sformowali głównie Niemcy (48% ogółu właścicieli zakładów),
Żydzi (20%), Czesi (15%), a w małym stosunkowo stopniu
Polacy (13%). D o końca stulecia proporcje te wyraźnie zmieniły
się - w latach 1890-1900 przewagę osiągnęli Żydzi (44% ogółu
właścicieli) tuż przed Niemcami (37%). Natomiast zmniejszył się
udział burżuazji polskiej (tylko 10%), a głównie czeskiego
pochodzenia (poniżej 4 % ) .
W czasy I I Rzeczypospolitej burżuazja weszła jako grupa
społeczna o znacznym stopniu zróżnicowania majątkowego,
zawodowego, wyznaniowego a także narodowego. W pełni
potwierdzały to spisy ludności z 1921 i 1931 r. Nadal burżuazja
w skali makrospołecznej była grupą stosunkowo mało liczną
(ok. 1,4% ogółu ludności kraju) i bardzo nierównomiernie
rozmieszczoną terytorialnie. W największym stopniu koncent­
rowała się w dużych i średnich ośrodkach o poważniejszym
znaczeniu gospodarczym. Największe polskie skupiska bur­
żuazji przed wojną, to (według spisu z 1931 г.): Warszawa
- 46794 osoby (4% ludności miasta), Łódź - 26425 osób
(3,45%), Lwów - 14266 osób (3,14%), K r a k ó w - 13600 osób
(3,36%), Poznań - 11487 osób (3,4%) i Wilno - 10926 osób
(2,6%), a także pogranicze G ó r n e g o Śląska i Zagłębia D ą b r o w s ­
kiego (Będzin, Sosnowiec, Zawiercie, Katowice) - łącznie 17146
osób ( 2 , 1 % ludności miast i powiatów tego obszaru). Warto
przy okazji zaznaczyć, że jedynym ośrodkiem mającym zbliżony
do Warszawy odsetek burżuazji była Bydgoszcz (prawie 3,9%
ludności miasta).
7

8

9

Nie może zatem dziwić fakt zdecydowanego w okresie PRL-u
prymatu b a d a ń klasy robotniczej nad badaniami poświęconymi
dziejom burżuazji. Trud prowadzenia studiów historycznych
odnoszących się do burżuazji, dociekających procesów tworze­
nia się wzrostu i upadku fortun, mechanizmów rozkwitu
rodzimej (a także bardzo często importowanej) przedsiębiorczo­
ści kapitalistycznej, podjęło stosunkowo niewielu badaczy.
I tylko prace kilku z nich możemy uznać dziś za w pełni lub
w dużej części wartościowe, przydatne dla odtwarzania portretu
zbiorowego kapitalisty polskiego X I X i I poł. X X w. Z jednej
strony dysponujemy bowiem monografiami opartymi przede
wszystkim na dość wszechstronnie analizowanych danych staty­
stycznych, z drugiej zaś kilkoma tylko, ale za to pogłębionymi
źródłowo biografiami znamienitszych przedstawicieli burżua­
z j i . Większa część tych o p r a c o w a ń znana jest wprawdzie na
ogół tylko specjalistom, historykom dziejów społecznych i gos­
podarczych, natomiast problematyka tych prac chyba nigdy nie
była zbytnio popularyzowana. Ich rola w przezwyciężaniu
stereotypu kapitalisty wyzyskiwacza jest zatem trudna do
przecenienia, dopiero dalszy rozwój b a d a ń i odpowiednie upo­
wszechnienie ich wyników może przynieść istotniejsze zmiany
w tym zakresie. Wielką rolę w kształtowaniu nowego wizerunku
dawnego kapitalisty i demistyfikowaniu stereotypu kapitalisty
wroga klasowego mogą odegrać przede wszystkim mass media
(prasa, radio, tv), które jak do tej pory raczej zbyt mało uwagi
poświęcają problematyce tradycji polskiego biznesu, rodzimej
przedsiębiorczości ,a zarazem przez preferowanie w publicys­
tyce wszelkich wynaturzeń tworzącego się nowego systemu
gospodarczego mają wydatny wpływ na kształtowanie się
nowego stereotypu kapitalisty - aferzysty i hochsztaplera.
1 2

13

W latach okupacji hitlerowskiej pozycja społeczna i ekonomi­
czna burżuazji została wydatnie osłabiona. Natomiast po 1945 r.
nacjonalizacja przemysłu oraz upaństwowienie instytucji finan­
sowych, handlu oraz usług praktycznie wyeliminowały tę grupę
z pejzażu społecznego na kilkadziesiąt lat. Od lat 80. jesteśmy
świadkami powolnego odradzania się burżuazji w Polsce w wa­
runkach kryzysu społeczno-gospodarczego, ale też i bardzo
istotnych transformacji systemu w ramach coraz bardziej za­
awansowanej współpracy międzynarodowej.
2. Stereotyp kapitalisty w świadomości społecznej
W okresie po 1945 r. ze względów ideologicznych władza
propagowała stereotyp kapitalisty „wroga klasowego", które­
mu przypisywano wyłącznie cechy negatywne z przysłowiowym
już wyzyskiwaniem robotników. Ten rodzaj podejścia można
łatwo zilustrować wieloma przykładami pochodzącymi nie tylko
z instrukcji, broszur propagandowych czy partyjnych przemó­
wień, ale także z literatury naukowej czy popularnonaukowej.
Poprzestaliśmy w tym miejscu na jednym tylko dość charak­
terystycznym przykładzie.
,,(...) Kruschowie i Enderowie zapłonęliby na pewno świętym
oburzeniem, gdyby jakikolwiek świadek nazwał ich wyzys­
kiwaczami. Oni wyzyskiwaczami?! Jak to? Przecież dbają o ro­
botników i pracowników fabryki! Przecież budują i m domy,
z litości przyjmują do pracy ich dzieci! A więc troszczą się
o podwładnych prawdziwie po ojcowsku... Wspomagają hoj­
nymi darami miejscowy kościół ewangelicki. Erwin Kiss i Ed­
ward Kunitzer, autorzy wydanych po latach książek o Pabiani­
cach, z apologetyczną emfazą nazwą ich 'ojcami miasta' i 'dob­
rodziejami parafii' ( , . . ) . "
Wystawianie tego rodzaju ocen dawnym kapitalistom - na
użytek ideologii lub „ t w o r z e n i a " dla potrzeb tej ideologii
historiografii - miało rzecz jasna pełną p o d b u d o w ę w fakcie
istnienia sprzeczności interesów między burżuazja a robot­
nikami. Sprzeczności te - o ile nie były w swych skutkach
poważnie przez kapitalistów łagodzone bądź neutralizowane
prowadziły niejednokrotnie do konfliktów społecznych, bun­
tów, strajków, narastania nastrojów rewolucyjnych. Co bardziej
radykalne partie polityczne wykorzystywały tę sytuację zdoby­
wając wśród robotników posłuch i poparcie dla haseł walki
z burżuazja. Oprócz haseł standardowych pojawiały się niekie­
dy i hasła dosyć niekonwencjonalne, personalnie dotykające
określonych kapitalistów (chociaż też jednoznaczne w swej
wymowie) np.
„Bierz Endera na kowadło i młotami dobrze wal!
Bo on ufa w swe miliony, lud roboczy za nic m a . . . "
10

11

3. Wizerunek dawnego kapitalisty w pamięci społecznej
Po wstępnej analizie wybranych wspomnień czy też opowieści
wspomnieniowych dotyczących dawnych (sprzed 1939 r.) przed­
siębiorstw, właścicieli fabryk lub różnego rodzaju firm hand­
lowych i usługowych, można stwierdzić, iż w pamięci pracow­
ników (głównie robotników, ale także np. sprzedawców, urzęd­
ników czy też przedstawicieli średniego personelu kierownicze­
go) utrwaliły się co najmniej trzy rodzaje wizerunków (wzorców
osobowych) kapitalisty. Pierwszy z nich, to wizerunek kapitalis­
ty bezwzględnie postępującego wobec robotników, skupionego
wyłącznie na p o m n a ż a n i u kapitału, zupełnie obojętnego na los
zatrudnionych robotników: ich warunki bytowe czy socjalne.
Personalizacja tego rodzaju wzorca, jeżeli pod uwagę bierzemy
nie tylko właścicieli fabryk, ale także osoby bezpośrednio
reprezentujące ich interesy, funkcjonują w literaturze pięknej
(Ziemia obiecana Władysława Reymonta, Czarne skrzydła

Juliu­

sza Kadena-Bandrowskiego, i in.) oraz pamiętnikarskiej. W od­
niesieniu do okresu międzywojennego patologię tego rodzaju
wizerunku znakomicie uchwycił Paweł Hulka-Laskowski. Od­
wołajmy się tutaj tylko do jednego z fragmentów jego zaan­
gażowanej publicystyki demaskującej „ p a n ó w " przedwojen­
nego Ż y r a r d o w a .
„(...) Od roku 1927 coraz częściej powtarzano imiona dwóch
nowych władców Żyrardowa: Koehlera i Waśkiewicza. Dwa te
imiona zrosły się z sobą tak ściśle, że gdy się powiedziało
Koehler, to echo niby myśl natrętna odpowiadało: Waśkiewicz.
To kazał zrobić Koehler, tamto zarządził Waśkiewicz (...).
0 Koehlerze krążyły po Żyrardowie niewiarygodne wprost
wieści. Wszyscy jednozgodnie twierdzili o nim, że nie mówi, ale
krzyczy, a nawet wrzeszczy. Gdy wpadał do Ż y r a r d o w a , to
pojawieniem się swoim przerażał nie tylko robotników, ale
1 kierowników oddziałów, a nawet dyrektorów. W napadzie
złego humoru kazał dyrektorom odbierać aparaty telefoniczne,
albo nawet sam przecinał kable, za byle co przyskakiwał z pięścią
do nosa nawet wobec starszych od siebie dyrektorów, domagał
się od wszystkich coraz większych oszczędności i zadziwiał
kierowników tkalni i magazynów swoim postępowaniem: niech
tylko powstawało większe zapotrzebowanie na j a k ą tkaninę,
natychmiast kazał przerywać jej fabrykację. Opowiadano sobie
o nim, że zaglądał nawet do toalet damskich, czy pracownice
biurowe nie przesiadują tam dla przyjemności i czy nie palą

139

�papierosów, a gdy jedną z nich przyłapał z papierosem, kazał ją
natychmiast zwolnić. (...) Koehler miał siłę po swojej stronie
i z całym cynizmem wyzyskiwał to prawo silniejszego. Zaś pan
Waśkiewicz odsłania! mu właściwie wszystkie braki naszego
ustawodawstwa robotniczego i społecznego i doradzał w jaki
sposób można wyzyskać każdy z tych braków. Ogarniała nas
rozpacz, ale cóż było robić? (...)" W tym konkretnym przypad­
ku chodziło o wyłączenie Z a k ł a d ó w Żyrardowskich, jako kon­
kurenta na międzynarodowym rynku produkcji tkanin natural­
nych. Szczególnie zależało na tym francuskiemu „królowi
bawełny" Boussacowi, który wykupiwszy większość akcji Za­
kładów Żyrardowskich przejął nad tą fabryką całkowitą kont­
rolę, a specjalnie dobrani dyrektorzy już na miejscu stosując
odpowiednie formy „ z a r z ą d z a n i a " utrzymywali produkcję na
niskim poziomie i sukcesywnie zwalniali robotników. W latach
1926-1932 zakłady zostały doprowadzone do ruiny ekonomicz­
nej, a miasto do u p a d k u . Dla społeczeństwa robotniczego
Ż y r a r d o w a był to ogromny szok, zważywszy, iż bardzo wiele
osób znakomicie pamiętało zupełnie inne czasy sprzed I wojny
światowej. Wówczas (w latach 20. i 30.) żywa była jeszcze
i powszechna pamięć o poprzednich właścicielach, Dittrichach.
Utrwalony był społecznie wizerunek innego kapitalisty, jako
właściciela firmy traktującego zatrudnionych pracowników pa­
ternalistycznie, z pozoru nawet dobrodusznie i opiekuńczo.
Istotą motywacji takiej właśnie postawy właściciela firmy była
jak się wydaje - chęć naprawienia niesprawiedliwości systemu
kapitalistycznego metodą „leczenia objawów", a nie przyczyn
„ c h o r o b y " . Akurat w przypadku Ż y r a r d o w a „leczenie" prowa­
dzono w bardzo szerokim zakresie, w innych ośrodkach przemy­
słowych wyglądało to niekiedy podobnie jak w Żyrardowie, na
ogół jednak robotnicy z „ojcowską o p i e k ą " pracodawcy czy
dobroczynnymi skutkami fabrycznych instytucji socjalnych
stykali się rzadko, albo wcale. Przywołajmy raz jeszcze tak
charakterystyczne wspomnienia Hulki-Laskowskiego odnoszą­
ce się do okresu sprzed 1914 r. „ D a w n y zarząd dbał o wszech­
stronne zaspokajanie potrzeb swoich robotników i w ogóle
ustosunkowywał się do nich jak najżyczliwiej. Kosztem fabryki
prowadzone były liczne szkoły i wielka wzorowa ochrona.
Tysiące dzieci robotniczych i urzędniczych otrzymywało w tych
instytucjach podstawy wychowania i wykształcenia. Właściciel
Z a k ł a d ó w Żyrardowskich, Karol Dittrich, miał na widoku
stworzenie w Żyrardowie nawet szkolnictwa zawodowego, które
dostarczałoby fabryce wykwalifikowanych fachowców. Szpital
wzorowy, przytułek dla starych robotników, czytelnie i biblio­
teka, w której nie brakło nawet wielkich encyklopedyj, D o m
ludowy dla stowarzyszeń robotniczych - wszystko to były
instytucje utrzymywane kosztem fabryki na wysokim poziomie,
ale robotnicy widzieli w nich swoją własność, której i m nikt nie
kwestionował".
1 4

15

16

W ostatecznych rachunkach kapitaliście chodziło o możliwie
silne związanie i uzależnienie robotnika od zakładu pracy.
W tym celu nie tylko stopniowo starano się udostępniać
robotnikom - budowane przecież z faktycznie przez nich
wypracowanych kapitałów - mieszkania, kościoły, przedszkola,
szkoły, biblioteki, domy kultury, szpitale, przytułki itp., ale
także tworzono specjalne fundacje emerytalne i socjalne, wresz­
cie też posuwano się do tworzenia „legendy" ukazującej właś­
ciciela jako wyjątkowej dobroci opiekuna, niemal po ojcowsku
dbającego o robotników i ich rodziny. Taki właśnie wizerunek
- bywało i tak - wpajano j u ż bardzo wcześnie dzieciom
robotników w trakcie wychowania przedszkolnego. Znakomi­
tym przykładem może być ceremonialna uroczystość „gwiaz­
d k i " organizowanej przez Zakłady Żyrardowskie w czasach
poprzedzających I wojnę światową.
„ W dużej sali ochrony odsłaniano popiersie K . Dittricha.
Śpiewano kolędy, a także piosenki o Dittrichu. Wśród prezen­
tów były: towar na sukienkę, pończochy, podwiązki, koszulki,
cukier kostkowy, kawa prawdziwa, landryny w pudełku, poma­
rańcze, duża strucla. Biedne dzieci, sieroty otrzymywały dodat­
kowo paletka, buciki, ubranka. Na wszystkie te prezenty trzeba
było wcześniej zanieść dużą chustę z przyszytym nazwiskiem."
Następnie dzieci wyrażały wdzięczność za otrzymane podarunki
śpiewając pod popiersiem Dittricha:

17

140

1. „Szczęśliwy dzień dzisiaj mamy
Piękny pana Dittricha dar
Oto zawsze na nas czeka
Jego ojcowska opieka
Więc Ciebie o Boże
Prosimy w pokorze
Dnia każdego
0 zdrowie Jego"
2. „Zeszła z nieba gwiazdka złota
Z tęczowymi barwy
1 po całym bożym świecie
Rozsypała skarby
Dziś i nam się gwiazdka śniła
Uśmiechnięta jaśniej
Co choinkę oświeciła
Jak w czarownej baśni
Toteż wdzięczni
Za ojcowskie dary hojnej ręki
Spieszmy panu Dittrichowi
Złożyć serdeczne dzięki."
18

M o t y w roztaczania „ojcowskiej opieki" i obdarzania robot­
ników (począwszy od dzieciństwa) „hojnymi darami" stał
niejako u podstaw ogólnie życzliwego stosunku pracodawcy do
pracowników. Robotnicy mieli się czuć jak jedna wielka rodzina
silnie związana z własną fabryką i miała być przepełniona
szacunkiem i wdzięcznością do właściciela - pryncypała. Tym­
czasem życie nie układało się - mimo ogromnych niekiedy
wysiłków właścicieli w działalności na rzecz robotników - jak
sielanka. Niemniej w pamięci społecznej - przynajmniej jeżeli
chodzi o większe ośrodki miejsko-przemysłowe - utrwalił się
wizerunek dawnego kapitalisty po ojcowsku traktującego robot­
ników.
Trzeci wzorzec czy typ wizerunku, o k t ó r y m tu jeszcze warto
powiedzieć, oparty był na połączeniu ducha stosunków familiar­
nych z budowaniem swoistego poczucia wspólnoty interesów
między właścicielem (także reprezentującą go k a d r ą kierow­
niczą) a całym personelem firmy.
Wzorzec ten z całą pewnością był niezwykle trudny do
zrealizowania w warunkach dużego zakładu przemysłowego, ale
w praktyce mógł mieć istotne znaczenie dla kształtowania
rozwoju np. firm handlowych czy usługowych. Dobrym przy­
kładem takiej firmy może być D o m Braci Jabłkowskich funk­
cjonujący z wielkim powodzeniem w Warszawie w latach
1912-1950 .
Właściciele firmy od początku jej istnienia dbali o bardzo
dobry poziom działalności handlowej, zarazem kształtując
zespół pracowniczy wzorowo i odpowiedzialnie funkcjonujący,
kompetentny w obsłudze klienta, odpowiednio gratyfikowany
i korzystający w szerokim zakresie z różnych form udogodnień
socjalnych, wspólnego wypoczynku i rekreacji.
„Jeśli mówię o właściwej atmosferze, to muszę zastrzec, że nie
było to tolerowanie nieprawidłowości postępowania i zachowa­
nia poszczególnych osób czy złego wypełniania codziennych
obowiązków. Łączyło się to z p o d p o r z ą d k o w a n i e m rygorom
stanowiącym dewizę dyrekcji 'magazynu zadowolonych klien­
tów', a szczególnie z poszanowaniem klienta i jego życzeń (żądań
za jego pieniądze), jednających firmie zaufanie i życzliwość. Pod
tym względem szkoła była twarda - ż ą d a n o jednoznacznie
rzetelności, fachowości, zainteresowania osobą klienta i jego
życzeniami, a przy tym uprzejmości i cierpliwości. (...)
Niezależnie od tych wymagań czcigodny senior-dyrektor,
Józef Jabłkowski, odnosił się z pełnym zrozumieniem dla
ciężkiej, męczącej pracy sprzedawców. Zwracał uwagę na konie­
czność wykorzystania spokojniejszych m o m e n t ó w , by odpocząć
za kontuarem w pozycji siedzącej. C h o ć niekiedy groźny, miał
wiele wyrozumiałości dla ludzi, udzielał często swych życzliwych
rad ( . . . ) . "
Z biegiem lat pracownicy D o m u Towarowego Braci Jabłkow­
skich tworzyli rodzaj wspólnoty ludzi zżytych z sobą w atmo­
sferze kształtowanej w ogromnej mierze przez życzliwie ludzkie,
zarazem wymagające fachowości podejście właścicieli i dyrekcji.
Zdobycie pracy w tej firmie było marzeniem wielu osób. Ci
którzy w niej pracowali przez dłuższy czas, później po latach
z wielkim sentymentem wspominali te lata, oto jeden z bardziej
wymownych fragmentów takiej relacji:
„Bardzo lubiliśmy wszyscy, 'biały tydzień', kiedy w lutym
19

20

�I

sprzedawano wszystko wyłącznie w bieli (...). Całe pierwsze
piętro zamieniało się wówczas w sad kwitnących jabłoni.
Autentyczne drzewa zdobiły kwiaty sztuczne, a robione przez
cały personel z takim zamiłowaniem, że łudząco przypominały
prawdziwe. D o dziś je widzę w pamięci, tak jak wszystkie dobre
lata przepracowane u Jabłkowskich. Jak bardzo byliśmy ze sobą
zżyci, od dyrektora do sprzątaczki, niech świadczy fakt, że co
roku w drugą niedzielę po Wielkanocy spotykamy się, by
pogadać, powspominać, dowiedzieć się, czy ktoś nie potrzebuje
pomocy, pochwalić się w n u k a m i " .
Ale nie tylko pracownicy byli przywiązani do swojej firmy.
D o m Towarowy Braci Jabłkowskich funkcjonował jeszcze do
1950 r. Sporo osób pamiętało firmę sprzed wojny i po 1945 r.
wolało robić zakupy właśnie w tym domu handlowym, a nie
w państwowych domach towarowych. „Pamiętam, gdy zabrak­
ło nam zwykłych szklanek, sprzedawczyni powiedziała klientce,
że są w PDT, a ona odrzekła: 'To wstyd, że pani mnie tam
odsyła: ja chcę kupić u Jabłkowskich' ( . . . ) . " .
21

22

4. Autorytet kapitalisty a kultura robotnicza
W wielu znaczniejszych ośrodkach miejsko-przemysłowych
ziem polskich I I połowy X I X i początkach X X w. zakłady
produkcyjne nie tylko zapewniały pracę robotnikom, także
odgrywały - mniejszą lub większą rolę (w zależności od wielu
czynników) - w kształtowaniu kultury określonych środowisk
robotniczych. Tam gdzie pracodawcy i administracja fabryczna
instytucjonalnie kierowali organizacją życia robotników m o ż n a
chyby mówić o „kulturze sterowanej" do pewnego stopnia
autorytetem właściciela zakładu. Klasycznym przykładem ta­
kich p r ó b jest Żyrardów w czasach Hiellego i Dittricha, ale
w literaturze etnograficznej czy etnograficzno-historycznej znaj­
dziemy jeszcze kilka innych dość podobnych пр.: osadę „Księży
M ł y n " w Łodzi, osadę przy Hucie „ Z g o d a " i i n . W tego
rodzaju ośrodkach aktywność administracji fabrycznej, pobu­
dzana inicjatywą właściciela (współwłaścicieli) skupiona była na
kwestiach:
a) budowy i właściwego utrzymania osiedli robotniczych;
b) zapewnienia opieki i podstaw oświaty dzieciom robotników;
c) organizacji czasu wolnego (głównie rozrywki).
W żadnym z o ś r o d k ó w miejsko-przemysłowych fabryka
poprzez specjalnie powołane instytucje oraz przedsięwzięcia nie
objęła całokształtu lokalnej kultury, nie przeniknęła do głębi
wszystkich sfer życia robotników. Niemniej w wielu przypad­
kach autorytet pracodawcy i siła administracji fabrycznej miały
wielkie znaczenie, chociaż na ogół - mimo wyznaczonych ram
funkcjonowania społeczności robotniczej - pozostawało wiele
miejsca z a r ó w n o na kontynuowanie form tradycyjnych, a z cza­
sem rozbudowywanie - w miarę emancypacji warstwy robot­
niczej - swoistych form aktywności społecznej i kulturalnej.
Ogólnie trzeba stwierdzić, że zakład produkcyjny oddziaływał
na środowisko robotników przez rodzaj produkcji, organizację
i rytm pracy oraz czasu wolnego od pracy. W zależności od
godzin pracy, system organizacji produkcji (system nakładczy,
praca na zmiany itd.), ilości tzw. czasu wolnego oraz składu
społecznego załogi (proporcje w zatrudnieniu kobiet i mężczyzn,
ale także osób różnych wyznań: chrześcijan i żydów) kształtował
się lokalnie specyficzny rytm codzienności, to z kolei wyznaczało
określony sposób życia danej społeczności robotniczej. W na­
wiązaniu do dotychczas przeprowadzonych b a d a ń z pewnością
możemy mówić o dość jaskrawych różnicach między ośrodkami
przemysłu włókienniczego oraz wydobywczego (kopalnie węgla
kamiennego). Nadal jednak nie są prowadzone na szeroką
skalę badania porównawcze, które umożliwiłyby kulturową
interpretację wszystkich podstawowych u w a r u n k o w a ń robot­
niczego sposobu życia w X I X i początkach X X w. (do 1939 г.).
Z konieczności zatem, dokonując przeglądu dziedzin życia
robotniczego podlegających wpływom autorytetu pracodawcy,
odwołam się tu tylko do przykładu ośrodka żyrardowskiego.
Zdaniem A . Woźniaka i J. Kazimierskiego powiązania społecz­
ności robotniczej Ż y r a r d o w a z miejscową fabryką w czasach
przed I wojną światową były niezwykle rozgałęzione, obej­
2 3

24

mowały niemal całą sferę robotniczego życia „ o d kolebki aż po
g r ó b " . Pierwszą instytucją fabryczną z j a k ą stykała się więk­
szość dzieci robotniczych (od 3 roku życia) była tzw. ochronka.
Powstała ona z woli właścicieli fabryki w 1875 r „ i już wkrótce
- po wybudowaniu nowego obiektu w latach 80. X I X w. - stała
się najnowocześniejszą i największą w Królestwie Polskim
instytucją tego rodzaju, przyjmującą dziennie 1100-1200 dzieci.
W ochronce dziećmi (zwykle po jednym z każdej robotniczej
rodziny) opiekowały się wychowawczynie („freblanki") przez
niemal cały czas pobytu rodziców w pracy. Zwykle po śniadaniu
w domu ktoś ze starszego rodzeństwa zaprowadzał dziecko do
ochronki. Odpłatność za posiłki (głównie jednodaniowy obiad)
była niewielka, sieroty i półsieroty żywiono nieodpłatnie. W tra­
kcie zajęć dzieci uczono podstaw czytania i pisania, gier, zabaw,
śpiewu, deklamacji. Wydarzeniami, które zapadły w pamięć
dzieci były coroczne „gwiazdki" oraz pożegnalne uroczystości
na zakończenie każdego roku przed wakacjami organizowane
dla grup dzieci opuszczających ochronkę. „Wszystkie dzieci
ubrane były w niedzielne ubrania i stały w dużej sali ochronkowej, a pani Hornig coś mówiła i potrącała aksamitną k o k a r d ą
czarnego czepka. (...), za białymi filarami sali, pod oknem
górnym, niby w jakim kościele stał biały marmurowy człowiek:
(...) Pomnik starego pana Dittricha. Pani Hornig przestała
prawić, zeszła z krzesełka i wszyscy mówili, że bardzo długo
będziemy siedzieli w domu: dwa miesiące czy coś takiego (...).
A potem ojciec zapytał: 'Karteczkę j u ż masz?'. Już ją miałem.
Była to karteczka do szkoły ( . . . ) . "
2 5

26

Ż y r a r d ó w miał pod koniec X I X w. stosunkowo dobrze
funkcjonujący system szkół elementarnych (zwykle 3 - od­
działowych z n a u k ą trwającą 4-6 lat), głównie - chociaż nie
tylko - dzięki inicjatywie fabryki, w tym także stopnia gimnaz­
j a l n e g o . Stworzone też zostały podstawy szkolnictwa zawodo­
wego, u schyłku stulecia dyrekcja zakładów zorganizowała
szkołę tkacką.
„Przyjmowano do niej młodzież po ukończeniu szkoły elemen­
tarnej, ale jak się wydaje, pełne 3 oddziały nie zawsze były
wymagane. Szkoła była koedukacyjna. Nauka trwała 1 rok, ale
w zależności od potrzeb mogła być skrócona lub przedłużona.
Grupa uczniów liczyła 12-30 osób. Nauczycielami byli wysoko­
kwalifikowani, wybrani przez dyrekcję robotnicy (...). Nauka
była bezpłatna, ale i uczniom za w y k o n a n ą pracę nie płacono
(...). Po ukończeniu kursu wzywano wszystkich absolwentów do
kantoru, gdzie dostawali skierowanie do pracy, zwykle na
wydziały, na których pracowali już ich rodzice."
W okresie wcześniejszym nierzadkie były przypadki zatrud­
niania młodocianych, a nawet małych dzieci. Z czasem ustawo­
dawstwo fabryczne uregulowało te sprawy, niemniej materialne
potrzeby robotniczych rodzin zmuszały młodzież (15—17-letnią)
do możliwie szybkiego podejmowania pracy w fabryce. Prefero­
wane były młode osoby, których rodzice już od pewnego czasu
pracowali w fabryce. Trudniej było się zatrudnić osobom spoza
Ż y r a r d o w a , które mogły ewentualnie liczyć na pomoc (wsta­
wiennictwo) krewnych w tym o ś r o d k u zasiedziałych albo na
małżeństwo z osobą już w fabryce pracującą.
„Wielu mężczyzn żeni się z tutejszymi dziewczętami właśnie
w nadziei, że zostaną dzięki temu przyjęci do fabryki (...);
kandydaci [do pracy - dopisek A.S.] nierzadko kierują się nawet
mniemaniem, że ożenek z robotnicą fabryki daje pewne prawo
do otrzymania pracy w z a k ł a d a c h . "
Drugim ważnym problemem dla mieszkańców Ż y r a r d o w a
było uzyskanie mieszkania. Zakłady Żyrardowskie w latach
1868-1903 rozwinęły b u d o w ę dużego osiedla d o m ó w fabrycz­
n y c h , niemniej nie zaspokoiło to do końca potrzeb bardzo
licznej (8-9 tys. osób na przełomie wieków) załogi. Dla wielu
robotników żyrardowskich mieszkanie fabryczne było wówczas
szczytem marzeń, było znacznie wyżej cenione od mieszkań
w domach czynszowych. Rodziny robotnicze otrzymywały
zwykle mieszkania 1 -izbowe o pow. 20-24 m , rodziny majstrów
2-izbowe (pokój z kuchnią). Przy przydziale mieszkania prefero­
wano specjalistów z zagranicy oraz robotników o długoletnim
stażu pracy w zakładach. Mieszkańcy d o m ó w fabrycznych
otrzymywali w użytkowanie miejsce w k o m ó r k a c h gospodar27

28

29

30

31

2

141

�czych oraz przydomowy ogródek. N a koszt fabryki co roku
mieszkania malowano, ponadto mieszkańcy mogli kupić opal
w składzie fabrycznym po cenach niższych od rynkowych. Od lat
70-80. X I X w. w domach robotniczych obowiązywał regulamin
określający prawa i obowiązki lokatora (cisza nocna), sprząta­
nie, urządzanie zabaw i t d . Opłaty za komorne potrącane były
przy wypłacie. W przypadku utraty pracy w fabryce lokator był
zmuszony zmieszkanie opuścić.
Podstawowe problemy i sprawy socjalne robotników były
stopniowo rozwiązywane przez fabrykę, chociaż w niektórych
przypadkach nie tyle z woli właścicieli i dyrekcji ile pod
naciskiem akcji strajkowych (począwszy od słynnego strajku
w 1883 г.). Od połowy lat 80. robotnicy mogli korzystać
z tańszego zaopatrzenia w ziemniaki, mąkę czy węgiel w skle­
pach fabrycznych, ponadto od 1884 r. mieli do dyspozycji
spółdzielnię spożywczą „Oszczędność" p o w o ł a n ą z inicjatywy
administracji fabrycznej.
Bardzo poważnie rozbudowane zostały instytucje opieki
zdrowotnej: ambulatorium przyfabryczne wraz z apteką funkc­
j o n o w a ł o już od lat 60., od 1884 r. szpital na 40 łóżek,
przeniesiony następnie do zbudowanego w latach 1894-96
nowego gmachu (80 łóżek, 5 oddziałów). N a przełomie wieków
opieką lekarską (pracowało tu wówczas 5-7 lekarzy i felczerów)
niemal całkowicie od 1885 r. bezpłatną - objęto ponad 20 tys.
osób, tj. robotników z rodzinami. Ponadto służba medyczna
zabiegała stale o poprawę w a r u n k ó w pracy, dzięki czemu tuż
przed I wojną światową zainstalowano w halach fabrycznych
nowoczesne urządzenia wentylacyjne i nawilżające . Znacznie
wcześniej zarząd fabryki zadbał o właściwe oświetlenie hal
fabrycznych oraz zabezpieczenie przeciwpożarowe (zakłady
dysponowały od początku lat 80. dobrze wyposażonym i wy­
szkolonym oddziałem straży p o ż a r n e j ) . Ponadto pracownicy
mogli korzystać z łaźni, pralni, stołówki fabrycznej. Zarząd
fabryki od końca X I X w. zapewniał robotnikom o długim stażu
pracy skromne emerytury (w systemie książeczek oszczędnoś­
ciowych) oraz różnego rodzaju zasiłki dla pracowników (dla
położnic, dla osób niedołężnych, w związku z pogrzebem itd.),
a także wprowadził ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypad­
ków.
3 2

33

34

3 5

Właściciele fabryk wraz z zarządem interesowali się też
w znacznej mierze organizacją życia kulturalnego, rozrywek
w środowisku robotniczym. Próby powołania biblioteki i teatru
dla robotników podjęto w końcu lat 80. X I X w., chociaż
w praktyce - z uwagi na przeciwdziałanie ze strony administracji
rosyjskiego zaborcy - szersza działalność tego rodzaju mogła się
rozwijać dopiero po 1905 r. W znacznie lepszej sytuacji byli
cudzoziemscy pracownicy zakładów, którzy wcześnie założyli
i rozwijali swoje organizacje i instytucje kulturalne (np. niemie­
cki chór Zyrardover Gesang Verain powstały w 1861 r„
orkiestra kameralna głównie złożona z Czechów, biblioteka
obcojęzyczna działająca od 1876 r„ i wiele i n n y c h ) .
Niemniej zarząd fabryki wspierał wiele inicjatyw kulturalnych
aktywizujących robotników, np. przyjmowano uzdolnionych
robotników do orkiestry fabrycznej (najlepszej w tej kategorii na
początku X X w. w Królestwie Polskim), powołano stałą biblio­
tekę z czytelnią (1906), obejmowano patronat nad stowarzysze­
niami robotniczymi (głównie artystycznymi i oświatowymi).
Wspierano też rozwój kultury fizycznej oraz rekreacji, a także
organizowano rozrywki w specjalnie urządzonym ogólnodos­
tępnym parku. Ukoronowaniem działalności zarządu fabryki na
tym polu było wybudowanie dla robotników w latach
1910-1912 D o m u Ludowego im. K . Dittricha.
Jak zauważył A . Woźniak działalność zakładów ogarnęła też
w pewnej mierze sferę estetyki (пр.: nagrody dla robotników za
najładniejsze przydomowe ogródki) oraz mody (lekcje szycia
i haftu - umiejętność wykonywania serwetek, makatek itp.
dekorujących robotnicze mieszkania). Wydaje się też, że właś­
ciciele zakładów zadbali o swoisty nadzór nad „obyczajnością"
robotnic nakazując regulaminowe noszenie czepka przez wszys­
tkie kobiety zamężne pracujące w fabryce. Chociaż wymóg ten
prawdopodobnie nie był spełniany już w początkach wieku (wy­
starczy porównać zbiorowe fotografie robotnic z końca stulecia
36

142

i z o k o ł o 1908-1909 г.). to - jak świadczą niektóre relacje:
„Kobieta, która wyszła za mąż i w pierwszy dzień po ślubie
przychodziła do pracy bez czepka, to mogła stracić p r a c ę " .
Pośrednio fabryka oddziaływała też na rytm przygotowań
i organizację niektórych ważniejszych świąt dorocznych, np.
w Wigilię Bożego Narodzenia pracę kończono wcześniej niż
zwykle, Wielkanoc z uwagi na ewangelików zaczynano już od
Wielkiego Piątku. Fabryka pomagała też robotnikom w dekoro­
waniu kościoła parafialnego i ołtarzy w święto Bożego C i a ł a .
Obecność i działalność Dietrichów (wydaje się, że rodzina
Hielle pozostawała zdecydowanie w ich cieniu) w Żyrardowie
obrosła z czasem legendą. W środowisku robotniczym tworzyły
się i krążyły r ó ż n o r o d n e i częstokroć barwne opowieści o właś­
cicielach fabryki, ich cechach charakteru, zachowaniach, sto­
sunku do robotników. Opowieści te weszły do tradycji ustnej,
stały się elementem lokalnego folkloru. O Dittrichach opowia­
dano sobie dla rozrywki i urozmaicenia spotkań towarzyskich
w karczmie, a także podczas biesiad przed domami po całym
tygodniu p r a c y . Tylko niektóre opowieści z tej ciekawej
tradycji zostały zapisane na stałe w literaturze pięknej oraz
naukowej. Szerzej zagadnienie to omawia A . Woźniak w bardzo
interesującym artykule, tu może na koniec warto przytoczyć
fragment jednej z takich opowieści ilustrujących niegdyś po­
wszechne przekonanie o nagminnym zatrudnianiu dzieci przez
fabrykanta. Oto co opowiadał stary tkacz Brysiak:
„Byłem tyli pędrak, kiedy matka przyprowadziła mnie ze sobą
na halę, nie mogłem sięgnąć maszyny. A wtedy przechodził pan
Dittrich, podstawił m i pod nogi klocek i powiedział: „ N o teraz
będzie zupełnie dobrze mój mały. Jazda, panie majster, naucz
chłopca, co trzeba robić". Sam Dittrich... u w a ż a s z ? "
3 7

38

39

40

Uwagi końcowe - propozycje do programu badań
Wydaje się, iż badania nad zachowaniem wizerunku dawnego
kapitalisty (fabrykantów, bankierów, kupców itd) w zbiorowej
pamięci odchodzących już pokoleń, m o g ą wnieść wiele nowego
do wiedzy etnologicznej o roli autorytetu w kształtowaniu się
kultury zatracającej cechy tradycyjne i coraz szybciej pod­
legającej procesom modernizacji. Ponadto - co może być nawet
dla wielu etnologów jeszcze ciekawsze - badania te m o ż n a
spożytkować dla poznania społecznego procesu mitologizacji
rzeczywistości. Rozważmy pokrótce te dwa kierunki prac bada­
wczych. W pierwszym wypadku etnologa interesuje przede
wszystkim przechowana w pamięci ludzkiej - mniej lub bardziej
pełna faktografia realnie dokonanych przez pracodawcę (kapi­
talistę) przedsięwzięć i posunięć mających w praktyce na celu
- rzecz całą ujmijmy ogólnie i dosadnie - związanie pracownika
(robotnika) z zakładem. O g r o m n ą rolę w kształtowaniu układu
powiązań „pracodawca - pracobiorca" odgrywały poglądy
społeczne właścicieli firm, którzy częstokroć coraz lepiej za­
czynali rozumieć potrzeby i sytuację robotników. Ideę przewod­
nią b a d a ń idących w tym kierunku - najlepiej, jeżeli będą one
realizowane porównawczo w kilku ośrodkach - winno być prze­
śledzenie procesu ewolucji zmian układu zależności i powiązań
między pracodawcami i pracownikami, przy czym należałoby
wyniki prac etnologów skonfrontować z wiedzą historyczną
dotyczącą rozwoju branych pod uwagę ośrodków, jak również
wykorzystać wszelkie publikowane oraz archiwizowane relacje,
pamiętniki, wspomnienia, a także korespondencje prasowe.
Szczególnie istotne będzie to w odniesieniu do X X w., gdyż
zebrane przez etnologów relacje m o g ą się obecnie odnosić co
najmniej do lat 20. i 30. naszego stulecia. Idąc za poczynionymi
ustaleniami Andrzeja Woźniaka i Marii Łukowskiej, należałoby
stwierdzić, że badania nad obrazem dawnego kapitalisty winny
się koncentrować na zbieraniu relacji wydobywających przede
wszystkim przechowane w pamięci informatorów dane i opi­
nie o:
1. Pochodzeniu rodzin właścicieli firm, kolejach losu członków
tych rodzin z uwzględnieniem cech charakterologicznych,
powiązań krewniaczych itp..;
2. Majątku jakim dysponowali właściciele firm
z uwzględnieniem początków, źródeł fortuny);

(łącznie

�3. Działalności społecznej i patronackiej właścicieli firmy;
4. Stosunkach łączących (dzielących) p r a c o d a w c ę i pracownika
(w szczególności warto uwzględnić postawy i zachowania
właścicieli firmy i członków jego rodziny, a także przed­
stawicieli wyższej kadry kierowniczej danej firmy wobec
r o b o t n i k ó w , czy w ogóle p r a c o w n i k ó w z a k ł a d u ) ;
5. Szczególnych zdarzeniach w życiu właściciela firmy (lub
któregoś z jego p o t o m k ó w , spadkobierców), k t ó r e zostały
sfabularyzowane i znane są w przekazywanej ustnie formie
folklorystyczno-artystycznej opowieści.
Znaczna część uzyskanych według powyższego schematu
wypowiedzi czy relacji m o ż e być poddana analizie z punktu
widzenia odmiennie zaprojektowanych b a d a ń . Mogłyby to być
studia poświęcone tworzeniu się i przekazywaniu z pokolenia na
pokolenie w formie ustnej „ l e g e n d y " o dawnych kapitalistach.

41

Dogłębniejsza analiza tego rodzaju tekstów mająca na względzie
uchwycenie procesu mitologizacji rzeczywistości w obrębie
społeczeństwa miejskiego, wymaga jednak od badacza z jednej
strony poważnej wiedzy o kapitaliście dawnego czasu i miejsca,
z drugiej zaś - dysponowania w miarę szerokim materiałem
folklorystycznym (teksty opowieści wspomnieniowych). Już
pobieżne zapoznanie się z drukowanymi wspomnieniami np.
r o b o t n i k ó w warszawskich, wskazuje na to, że anegdoty i opo­
wieści tego rodzaju znane były w wielu środowiskach proletaria­
ckich, niemniej dopiero dotarcie do nowych i n f o r m a t o r ó w
(apele w prasie, konkursy na wspomnienia) może skutecznie
takie poszukiwania rozszerzyć. Przy aktualnym stanie zaawan­
sowania tego rodzaju prac pozostaje indywidualnie zaintereso­
wanym naukowcom wykorzystanie metod i doświadczeń b a d a ń
łódzkich i żyrardowskich.

P R Z Y P I S Y
I

Por. A . W o ź n i a k , Dittrichowie a kultura robotnicza Żyrar­
dowa, Żyrardów 1983 (ss. 1 5 + 1 nib); M . Ł u k o w s k a , Badania nad
opowieścią wspomnieniową, „Łódzkie Studia Etnograficzne", t. 30, 1991,
s. 53-62; a ostatnio także prace grupy laboratoryjnej studentów Katedry
Etnologii i Antropologu Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego,
prowadzone w latach 1991-1992 pod moim kierunkiem (m.in. dotyczące
firm handlowych „Bracia Jablkowscy" oraz „Pluton" w Warszawie).
J . S . B y s t r o ń , Kultura ludowa. Warszawa 1947. Por. A .
K u c z y ń s k a - S k r z y p e k , Badania nad kulturą robotniczą w etno­
grafii [w:] Klasa robotnicza i ich robotnicy na zachodnim Mazowszu
1878-1948, pod red. R . K o ł o d z i e j c z y k a , Warszawa 1981, s.
125-127; A . W o ź n i a k , Tradycyjna kultura robotnicza Żyrardowa
XIX-początków
XX w., [w:] Tradycyjna kultura robotnicza Żyrardowa,
Warszawa, 1982, s. 11-12
Por. K u c z y ń s k a - S k r z y p e k , Badania..., s. 132-137; A .
W o ź n i a k , Dittrichowie..., s. 2-13; A . S t a w a r z ,
Żyrardów.
Narodziny społeczności
(1830-1870), Warszawa-Żyrardów 1985, s.
157-160
Por. A . W ó у с i с к i , Instytucje fabryczne i społeczne w przemyśle
Królestwa Polskiego, Warszawa (1916), pierwodruk: „Ekonomista",
1914, cz. 2^1
S . K a l a b i ń s k i , Miejsce i rola Zakładów Żyrardowskich w ru­
chu masowym klasy robotniczej w Królestwie Polskim wiatach 1870-1914,
[w:] Klasa robotnicza..., s. 63
Por. R . K o ł o d z i e j c z y k , Burżuazja polska w XIX i XX wieku.
Szkice historyczne, Warszawa 1979
A . S ł o n i o w a , Problemy liczebności, narodowości i wewnętrz­
nego zróżnicowania burżuazji łódzkiej w drugiej polowie XIX w., [w:] Dzieje
burżuazji w Polsce, t. I I I , Wrocław' 1983, s. 131-133
Znaczna część kapitalistów cudzoziemskiego pochodzenia opuściła
ziemie polskie (w szczególności zabór rosyjski) w czasie I wojny
światowej, by na ogół już tu nie powrócić. Stosunkowo wiele rodzin
uległo jednakże wcześniej polonizacji i pozostało na miejscu rozwijając
działalność gospodarczą i społeczną w Polsce Odrodzonej.
L . H a s s , Burżuazja Drugiej Rzeczypospolitej w świetle dwu spisów
powszechnych (próba analizy iiościowej), [w:] Dzieje burżuazji w Polsce, t.
1, Wrocław 1974, s. 192-195
M . W a r n e ń s k a , Fortuna rodu Krusche, Łódź 1963, s. 53-54
Tamże, s. 87
Por. R . K o ł o d z i e j c z y k , Leon Newachowicz (1778-1831),
„Rocznik Warszawski", t. 8, 1970, s. 143-173; tenże, Piotr Steinkeller,
kupiec i przemysłowiec
(1799-1854). Warszawa 1963; tenże, Portret
warszawskiego milionera, Warszawa 1968 [biografia Leopolda Kronenberga, 1812-1878], tenże; Jan Bloch. Szkice do portretu ..Króla" kolei
(1836-1902), Warszawa 1983
Spośród stosunkowo nielicznych publikacji popularyzatorskich
można wymienić interesujący cykl artykułów o tradycjach polskiego
biznesu zamieszczony w gazecie „ N o w y Świat" w 1992 r.
P . H u l k a - L a s k o w s k i , Mój Żyrardów,
Warszawa 1981
(wyd. I I powojenne), s. 181-182. Por. także: R . K a r a ś , Ostami
odruch, Warszawa 1985
Z . L a n d a u , J . T o m a s z e w s k i , Sprawa żydowska, War­
szawa 1983; Żyrardów 1829-1945, pod red. I. Pietrzak-Pawłowskiej,
Warszawa 1981; P . H u l k a - L a s k o w s k i , Mój Żyrardów...,
s.
153-228
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

I I

1 2

1 3

1 4

l

5

1 6

H u l k a - L a s k o w s k i , Mój Żyrardów..., s. 150-151
P o r . W o ź n i a k , Dittrichowie..., s. 9
Tamże.
F . J a b ł k o w s k i , Romans ekonomiczny. Warszawa 1980
Tamże, s. 171-172
Tamże, s. 170
Tamże, s. 164
Por. B . K o p c z y ń s k a - J a w o r s k a , Kultura środowiska ro­
botniczego Łodzi, „Łódzkie Studia Etograficzne", t. 21, 1979 (druk:
1982), s. 15-34; I . H u t к a , Środowisko robotników fabrycznych Huty
,,Zgoda" obecnie ZUT,, Zgoda", [w:] Materiały do historii załóg fabrycz­
nych w Polsce Południowej, pod red. K . Dobrowolskiego, Wrocław 1966,
s' 7-70
Por. A . S t a w a r z , Z badań nad życiem codziennym robotników
żyrardowskich XIX i początków XX w., „Kwartalnik Historii Kultury
Materialnej" t. 37, 1989, s. 131-161; G . E . K a r p i ń s k a , B .
Kopczyńska-Jaworska,
A . W o ź n i a k , Pracować
żeby
żyć, żyć żeby pracować („Łódzkie Studia Etnograficzne" t. 31, War­
szawa-Łódź 1992. M . G e r l i c h , Życie codzienne, rytm i znormalizowa­
ne kulturowo wzory zachowań. Analiza wybranego aspektu codzienności na
przykładzie
Śląskich środowisk robotniczych okresu
międzywojennego
„Zaranie Śląskie", R.52, 1989, nr 2, s. 272-304. W odniesieniu do bardzo
zróżnicowanego środowiska robotniczego Warszawy por. A . Ż a r n o w s к a , Robotnicy Warszawy na przełomie XIX i XX wieku, War­
szawa 1985
Por. W o ź n i a k , Dittrichowie..., s. 9-13; J . K a z i m i e r s k i ,
Dzieje Zakładów Żyrardowskich i ich załogi w latach 1829-1885, Ciecha­
nów 1984, s. 210-240; S t a w a r z , Żyrardów..., s. 149-175
H u l k a - L a s k o w s k i , Mój Żyrardów..., s. 45
M . S t a n k i e w i c z - R u s i e c k a , Życie społeczne - oświata
- kultura, [w:] Żyrardów 1829/1945...
W o ź n i а к , Dittrichowie..., s. 10
Wspomina o tym m.in. H u l k a - L a s k o w s k i , Mój Żyrardów...
..Notatka... " K a r o l a D i t t r i c h a (syna), [w:] Wypadki majowe
1891 r. w Żyrardowie, oprać. H . Rappaport, Warszawa 1973, s. 130
A . G r y c i u k - S t r i z e n c o v a , Budownictwo domów robot­
niczych w Żyrardowie w II polowie XIX i początkach XX wieku, „Łódzkie
Studia Etnograficzne", t. 29, 1989, s. 67-78
S t a w a r z , Żyrardów..., s. 69
W o ź n i а к , Dittrichowie..., s. 11
К . Z w o l i ń s k i , 100-lecie straży pożarnej w Żyrardowie, Żyrar­
dów 1984
W o ź n i a k, Dittrichowie..., s. 12
Por. np. _A . G ó r a l s k i , Cudzoziemcy w Żyrardowie na przełomie
XIX i XX w., Żyrardów 1980; tenże, Żyrardowski ruch śpiewaczy w latach
1861-\9\%, [w:] Materiały do etnografii miasta, pod red. A . S t a w a ­
r z a , Żyrardów 1992, s, 28/36; W o ź n i a k , Dittrichowie..., s. 12
Cyt. za: W o ź n i а к , Dittrichowie..., s, 13
Tamże.
A . W o ź n i a k , Dittrichowska legenda, „Łódzkie Studia Etno­
graficzne" t. 29, 1989, s. 101-107
J . M a c i e r z e w s k a , Każdy idzie swoją drogą. Warszawa 1966,
s. 145
Por. W o ź n i a k , Dittrichowska legenda..., s. 103-107; Ł u k o w ­
s k a , Badania..., s. 57-61
1 1

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

143

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11308" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11286">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/cf7727e25f61ad87845eed003c5af746.pdf</src>
        <authentication>d5f030cef8f490d7ab40bea843d2429b</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134767">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2466</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134768">
                <text>1994</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134769">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2290</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134770">
                <text>O poczuciu przynależności narodowej i stosunku do "obcych"/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134771">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1994 t.48 z.1-2, s.130-135</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134772">
                <text>Gerlich, Marian Grzegorz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134773">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134774">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134775">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134776">
                <text>O poczuciu przynależności narodowej
i stosunku do „obcych"
Uwagi na marginesie badań nad świadomością narodową
współczesnych Górnoślązaków
Marian Grzegorz Gerlich
N a G ó r n y m Śląsku, w t y m również na interesującym nas
obszarze województwa katowickiego, od schyłku lat 80. coraz
wyraźniej postępuje proces p o d z i a ł u rodzimej zbiorowości
regionalnej. T o w a r z y s z ą temu różne formy działań, od spon­
tanicznych i żywiołowych, po zorganizowane. Narasta nie­
znane d o t ą d zjawisko artykulacji ambicji grupowych, także
artykulacja tożsamości. Wywołuje to emocje społeczne. T y m
samym pobudza wyobraźnię lokalnych u g r u p o w a ń politycz­
nych. W efekcie zrozumiałe jest, że te j a k o ś c i o w o nowe procesy
stają się obiektem szczególnego zainteresowania mass-me­
diów. Stopniowo rozpoznania podejmuje nauka. Ale są to
p r ó b y nieśmiałe. N a razie zdają się być d o m e n ą socjologii ,
przy stosunkowo m a ł y m udziale e t n o l o g i i .
Niezaprzeczalnym faktem społecznym jest swoista rewitali­
zacja śląskiej tożsamości. Opinie zaś na ten temat są bardzo
zróżnicowane. Jedni bowiem uważają, że na G ó r n y m Śląsku
postępuje proces erozji polskich postaw narodowych, inni - że
G ó r n o ś l ą z a c y wreszcie mają szansę nieskrępowanej ochrony
i artykulacji swej tożsamości. Wywołuje to więc w efekcie
skomplikowane reakcje społeczne. Zwłaszcza zaś hałaśliwy
i agresywny etnoregionalizm zaczyna zaciemniać obraz całego
śląskiego regionalizmu, wywołując po stronie „ p r z y b y s z y "
zagrożonych, jak twierdzi lokalny śląski socjolog, „w swoich
prawach obywatelskich kontrreakcje w postaci wystąpień
u g r u p o w a ń populistyczno-nacjonalistycznych skierowanych
przeciwko projektom regionalizacji, traktowanym j a k o wstęp
do oderwania G ó r n e g o Śląska od P o l s k i " . Uczucie niepew­
ności wzmagają też głosy o ponownym plebiscycie. Tak się
stało między innymi wówczas, gdy propozycję t a k ą zgłosił
Otto von Habsburg, deputowany do Parlamentu Europej­
skiego, członek niemieckiej C S U . A dodajmy, że również
polscy naukowcy nie wykluczają takiej możliwości. Przewidu­
je go, a może wieści niczym Kasandra, politolog Jadwiga
Staniszkis.
Coraz częściej słychać też o podziałach narodowych, jakie
następują w ś r ó d górnośląskiej zbiorowości regionalnej. Nie
chodzi tu tylko o to, że pojawiła się mniejszość niemiecka,
k t ó r a tu zawsze żyła, lecz także o to, że odżyła orientacja
separatystyczna. T y l k o że o tych sprawach nie chce tu nikt
spokojnie r o z m a w i a ć . T y m samym stają się raczej elementem
politycznych p r z e t a r g ó w . Natomiast j u ż przed k i l k u laty
Stanisław Bieniasz, śląski pisarz mieszkający w Niemczech,
autor niezapomnianego Starego portfelu (wystawionego w te­
lewizji dopiero w 1989 roku, a więc w 8 lat po nagraniu), na
ł a m a c h paryskiej „ K u l t u r y " p r o w o k u j ą c o zachęcał do dys­
puty, pisząc: „ G ó r n y Śląsk wrze, staje się to widoczne nawet
dla tych, k t ó r z y zamykają oczy na rzeczywistość (...), skom­
plikowane podziały etniczne, dotychczas skrzętnie przemil­
czane, wybuchły z siłą, której nikt się nie spodziewał.
Nagle o k a z a ł o się, że istnieją r ó ż n o r o d n e grupy ludności, k t ó r e
mają r ó ż n e interesy . . . " 1 co? A n o nic. Dyskusja toczyła się,
a jakże, lecz w z a m k n i ę t y c h towarzyskich gettach. A faktem
jest, że G ó r n y Śląsk jest realnie obszarem postępującego
zróżnicowania narodowego, k t ó r e artykułuje interesująca nas
1

2

3

4

5

6

7

8

130

i

ludność rodzima. I w y d a w a ć by się m o g ł o , że etnologia
podejmie to wyzwanie. Niestety, nadal nurza się w badaniu
„śląskich tradycji" czy „śląskich w a r t o ś c i " . Współczesność zaś
jest lekceważąco lub strachliwie pomijana. Co zatem wynika
z tak zaprezentowanego spojrzenia na tę p r o b l e m a t y k ę ?
Zwłaszcza to, że jest ono niezwykle interesujące. Stanowi też
specyficzny fragment nowych procesów etnicznych i narodo­
wościowych, k t ó r e z a c h o d z ą w Europie ś r o d k o w o - w s c h o d niej. A ponieważ w realiach górnośląskich jest tak jak jest,
odwołuję się do własnych b a d a ń prowadzonych w miastach
tego obszaru w drugiej połowie lat 80. Część d o t y c z ą c a
świadomości narodowej była realizowana w 1991 i 1992 roku
i objęła cztery, pod wieloma względami nadal homogeniczne
osady i osiedla p r z y z a k ł a d o w e ( N = 100).
Niezbędne są tu pewne wyjaśnienia. O t ó ż , prezentuję jedy­
nie dwa aspekty zagadnienia związane z odpowiedzią na
pytania dotyczące poczucia przynależności narodowej i stosu­
nku do „ o b c y c h " . Całościowa analiza jest w przygotowaniu.
Tak więc przedstawione będą jedynie pewne uwagi, uwagi na
marginesie b a d a ń , k t ó r e ujawniają olbrzymią złożoność prob­
lemu. Oto bowiem na naszych oczach d o k o n u j ą się konkretne
przemiany etniczne. Dlatego też z całą pewnością trzeba
w konkretnych realiach górnośląskich uwzględniać j e d n ą
zasadniczą kwestię, że u p o d ł o ż a deklarowanych postaw m o ż e
leżeć nie tyle realne odczuwanie własnej o d r ę b n o ś c i , k t ó r a
przecież nie jest definiowana, podobnie jak i tożsamość, ale
przede wszystkim przekonanie o swoim upośledzeniu. M o ż n a
tu przecież m ó w i ć o zbiorowym, historycznie u k s z t a ł t o w a n y m
kompleksie krzywdy, o tzw. śląskiej k r z y w d z i e , k t ó r a zdaje
się być jednym z istotnych elementów specyficznej kategorii
pojęciowej, to jest „ ś l ą s k o ś c i " .
D l a p o r ó w n a n i a odwołuję się w tej prezentacji także do
sposobu publicznego definiowania analizowanych zagadnień
przez przedstawicieli lokalnych środowisk twórczych o rodo­
wodzie g ó r n o ś l ą s k i m (np. Tadeusz Kijonka, Kazimierz Kutz,
A l b i n Siekierski, Wilhelm Szewczyk) oraz główne organizacje
regionalne (tj. Związek G ó r n o ś l ą s k i , Ruch A u t o n o m i i Śląska,
mniejszość niemiecką - konkretnie Niemiecką W s p ó l n o t ę
Roboczą „Pojednanie i Przyszłość").
9

10

11

12

13

Kim my som?
Poczucie przynależności narodowej G ó r n o ś l ą z a k ó w w sfe­
rze deklaracji werbalnych jest wyraźnie z r ó ż n i c o w a n e . Dzieje
się tak pomimo silnego poczucia własnej odrębności, k t ó r a
jednak nie jest wyraźnie definiowana. Tak więc na pytanie
dotyczące przynależności narodowej 9% badanych zupełnie
nie potrafiło odpowiedzieć, 28% stwierdziło, iż czują się
Ślązakami, dalszych 14% także e k s p o n o w a ł o śląskość, lecz
zarazem wskazywało na związki z polskością, 11 % deklarując
i eksponując śląskość jedocześnie o d w o ł y w a ł o się do związków
z niemieckością, 31 % stwierdziło, iż są Polakami (w większości
jednak odwołując się również do „śląskiego rodowodu"),
a 7% stwierdziło, że są Niemcami.

�S p r ó b u j m y opatrzyć te deklaracje komentarzem. Przede
wszystkim więc należy podkreślić d o m i n u j ą c ą t r u d n o ś ć prawie
3/4 badanych do jednoznacznego określenia swej p r z y n a l e ż n o ­
ści, co zdaje się wynikać zwłaszcza z nieumiejętności prze­
zwyciężenia odrębności między poczuciem silnego, lecz niedefiniowanego związku z własną ziemią i własną „ ś l ą s k ą "
kulturą, a szerszym zewnętrznym u k ł a d e m społecznym, kul­
turowym i politycznym. W efekcie tożsamość zdaje się być
bardziej d o m e n ą emocji, niż refleksji. Istotne znaczenie zdaje
się mieć nadal silne poczucie więzi grupowej G ó r n o ś l ą z a k ó w .
Badacze też nadal wskazują na „wysoki stopień integracji
etnicznej, k t ó r y polega na t y m , że p r z e t r w a ł o tu silne poczucie
tożsamości ze swoją g r u p ą " . Dominuje swoisty śląskocentryzm. O n jest m i a r ą wszystkiego, i to z a r ó w n o definiowania
własnego świata, j a k i świata zewnętrznego. Istotna jest też
dychotomia „ m y " - „ o n i " . Podział jest nader prosty i oczywi­
sty - „ m y " , czyli „ Ś l ą z o k i " , i „ o n i " , czyli „ G o r o l e " , a więc
przybysze. Ale istnieje też wyraźniejszy i dosadniejszy podział.
W y r ó ż n i a on trzy kategorie. Pierwsza to „ p n i o k i " , czyli
rodowici Ślązacy, druga to „ k r z o k i " , czyli ci, którzy na Śląsku
mieszkają przypadkowo, i trzecia, czyli „ p t o k i " , to znaczy ci,
którzy przebywają na Śląsku chwilowo, „zakładają t u gniaz­
da, łodlatują, j a k sie ino d o r o b i ą . I j u ż ich nie ma".
Zwracamy u w a g ę na te czynniki, gdyż na nich skoncent­
rujemy nasze zainteresowania. Ale poczucie przynależności
jest uwarunkowane szerszymi złożonym, w znacznym zakresie
nierozpoznanym, zespołem czynników wykazujących „długie
trwanie". T o między innymi wczesne oderwanie tej ziemi i jej
mieszkańców „ o d Macierzy", wielowiekowe funkcjonowanie
w obrębie różnych, obcych etnicznie o r g a n i z m ó w p a ń s t w o ­
wych, pograniczny charakter Śląska, niepełna struktura spo­
łeczna, specyficzne w a r u n k i w jakich kształtowała się tu
ś w i a d o m o ś ć n a r o d o w a , dzieje górnośląskiej zbiorowości
regionalnej w latach międzywojnia rozdartej między dwa
organizmy p a ń s t w o w e , tragiczne błędy p o l i t y k i gospodar­
czej okresu realnego socjalizmu, także błędy w polityce
społecznej oraz współczesna zapaść przemysłowa tego obszaru
wywołująca wieloaspektowe skutki ekologiczne, społeczne,
kulturowe i polityczne. Z całą więc pewnością bez rozpoznania
tych i innych czynników analiza specyfiki postaw narodowych
G ó r n o ś l ą z a k ó w jest u ł o m n a . Prowadzi do falsyfikacji znanych
też na gruncie prac etnologicznych, w których zdaje się nadal
istnieć tendencja do mitologizowania górnośląskiej rzeczywis­
tości. W okresie X I X wieku, a nawet w latach międzywojnia
była uzasadniona względami patriotycznymi. A dziś? Nadal
też j a k b y nie dostrzega się, iż na podstawie obiektywnych
p o d o b i e ń s t w kulturowych między G ó r n y m Śląskiem a innymi
regionami, nie m o ż n a w n i o s k o w a ć o polskim poczuciu naro­
dowym G ó r n o ś l ą z a k ó w . Zwłaszcza w odniesieniu do polsko-niemieckiego pogranicza trzeba uwzględniać to, że „ o
tym, j a k i m narodem są mieszkańcy określonego terytorium
decydują nie te czy inne cechy językowe lub etnograficzne, lecz
te przejawy życia narodowego, k t ó r e w ś r ó d nich istnieją i ich
ś w i a d o m o ś ć n a r o d o w a " . A j u ż w 1880 r o k u Teodor Jeske-Choiński pisał, „że nie tradycje i obyczaje, a nawet język
n a r ó d stanowią, lecz jeszcze samowiedza o d r ę b n e g o bytu
własnych celów, własnej polityki, a tego właśnie na Śląsku nie
m a " . Zresztą przyznajmy, ten pogląd jeszcze dziś niektórzy
lekceważą lub zupełnie nie zdają sobie sprawy z jego znaczenia.
Wydaje się, że do współczesności nad deklaracjami narodo­
wymi G ó r n o ś l ą z a k ó w ciąży swoisty nominalizm w tych kwes­
tiach. Nadal też swoje uzasadnienie zdaje się mieć pogląd
w y r a ż o n y jeszcze w latach międzywojnia, iż „ n a r o d o w o ś ć
m o ż e się zmieniać, śląskość pozostaje". Ona bowiem jest
gwarantem stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza
wskutek zmieniających się u k ł a d ó w politycznych i przep­
rowadzanych weryfikacji n a r o d o w o ś c i o w y c h . W y r a ź n y m
przejawem tej tendencji jest ucieczka w sferę śląskości. Stąd też
werbalne deklaracje dotyczące przynależności narodowej G ó ­
r n o ś l ą z a k ó w m o ż n a w konsekwencji r o z p a t r y w a ć w odniesie­
niu do skali, której jeden biegun określa ś w i a d o m o ś ć i n 1 4

15

1 6

17

18

19

dyferentna, a drugi - jednoznaczna ś w i a d o m o ś ć poczucia
własnej o d r ę b n o ś c i . Tak więc wszystkie inne postawy zawiera­
łyby się między nimi. Teza ta wydaje się być p ł o d n a , uwzględ­
niając realia górnośląskie. T r u d n o bowiem zgodzić się, przy­
k ł a d o w o , z twierdzeniem historyka Franciszka A . M a r k a ,
który w y r ó ż n i a na G ó r n y m Śląsku postawy: „ p r o p o l s k ą " ,
„ p r o n i e m i e c k ą " i „ s e p a r a t y s t y c z n ą " . M a natomiast rację
Stanisław Bieniasz, gdy obnażając n a u k ę stwierdza, iż to, co
się dzieje na Śląsku nie zostało zdefiniowane, a ograniczanie
p o d z i a ł ó w do dychotomii polsko-niemieckiej jest uproszcze­
niem i falsyfikacją. Być m o ż e zresztą ma też swój sens teza, iż
proces krystalizacji świadomości narodowej G ó r n o ś l ą z a k ó w ,
tak zróżnicowany, nie został jeszcze z a k o ń c z o n y , i w okreś­
lonym zakresie trwa.
P o w t ó r z m y w związku z tym, że 9% badanych artykułuje
zdecydowany indyferentyzm. Jest to zresztą kategoria, k t ó r a
na G ó r n y m Śląsku funkcjonuje od X I X wieku i była też
wyraźnie rejestrowana przez polskich badaczy doby między­
wojnia. Ks. E m i l Szramek pisał o nich następująco: „Zjawis­
kiem typowo granicznym są ludzie o chwiejnej r ó w n o w a d z e
narodowej, wiecznie niezdecydowani, istne trzciny, k t ó r e pod
powiewem lada wietrzyka przychylają się to w tę, to w o w ą
s t r o n ę . " T o grupa, k t ó r a z bliżej nierozpoznanych p o w o d ó w
nie wykrystalizowała świadomości narodowej. Być m o ż e
w j a k i m ś zakresie w y n i k a ł o to z pobudek refleksyjnych,
z pragmatycznej chęci unikania deklaracji narodowej. W o b r ę ­
bie tej kategorii stykamy się z a r ó w n o z jednoznacznymi
przejawami indyferentyzmu, co powoduje, iż jej reprezentaci
określają się po prostu j a k o „tutejsi", „ s t ą d " , „ludzie ze
Śląska", j a k i deklaracjami odwołującymi się do „śląskości",
jako pewnej kategorii neutralnej politycznie i narodowo.
Efektem tego są s f o r m u ł o w a n i a w rodzaju: „ M y som takie ni
to, ani to, takie Ślązoki. T o nie wiedzieć, co to jest, bo my sie do
polityki nie bierymy." Nic d o d a ć nic ująć. Zwłaszcza wówczas,
jeśli p r z y w o ł a m y pewne obiegowe na t y m terenie teksty: „ T u
na Śląsku zawsze tak było, że trzeba było g o d a ć k i m sie jest.
Dziadek poszoł do wojska w 1912, to go pytajom k i m jest. T o
łon pedzioł, że Niemiec. T o mu pedzieli, że gupi Ślązok, co nie
umie dobrze po niemiecku. Przyszoł Polok po I wojnie, to na
nos patrzyli j a k na p ó ł - P o l o k ó w abo nawet N i e m c ó w (...).
A j u z a ś za Hitlera to nos wzięli pod lupa i podzielili na grupy
j a k świnie do rzeźni. Potym j u z a ś przyszli Poloki to sie zaczło.
'Szwaby', ' K r o j c o k i ' , 'Hitlerowskie syny', 'Niemcy'. Tak nos
nazywali. A za Gierka to nos w ramach łączynio rodzin zaczli
wysyłać do Niemiec (...). Przyszła ' S o l i d a r n o ś ć ' to jeszcze z nos
Niemcy sie zrobili. Bo tyż momy przeca mniejszość niemiecko
na Śląsku (...). K t o j o jest? Jo jest Polok, bo łojciec był
w powstaniach. Brata m o m w Niemcach łod łostatni wojny.
Siostra wyjechała w 1976. D w ó c h w n u k ó w tyż j u ż tam siedzi.
A jedyn syn m ó j był partyjny i wielki Polok. T o co j o jest, j a k o
jest moja rodzina? Polsko-niemiecko, niemiecko-polsko, ślą­
sko? Lepi nie g o d a ć . " To k r ó t k i rys lokalnej historii, k r ó t k i
rys determinant procesu kształtowania się świadomości naro­
dowej, jej p r z e o b r a ż e ń .
D r u g i kraniec owych postaw to deklaracje 28% badanych,
którzy jednoznacznie określają się j a k o G ó r n o ś l ą z a c y . Ta
postawa ma również swoje wyraźne osadzenie w przeszłości.
Warstwa p o ś r e d n i a {Zwischenschicht)
funkcjonowała w okre­
sie krystalizacji się świadomości narodowej w ś r ó d G ó r n o ­
ślązaków, j a k i także w latach międzywojnia. W ó w c z a s
wiązało się to z lokalnymi tendencjami separatystycznymi,
zwłaszcza z takimi organizacjami j a k „Związek Obrony
G ó r n o ś l ą z a k ó w " kierowany przez Jana Kustosa, „ Z w i ą z e k
Rodowitych Ś l ą z a k ó w " czy „Blok Socjalny G ó r n o ś l ą z a k ó w " .
Ale kategoria ta w swej masie nie wiązała się jednak politycz­
nie, zachowując z n a c z n ą n e u t r a l n o ś ć . Józef Chałasiński pisał
w latach 30., iż „ G ó r n o ś l ą z a k ma poczucie o d r ę b n o ś c i ,
k t ó r e g o cechą jest w d u ż y m stopniu, to że nie czuje się on
całkowicie ani Polakiem, ani N i e m c e m . " Problem jest jednak
bardzo skomplikowany. D o tej pory funkcjonuje bowiem na
G ó r n y m Śląsku obiegowe powiedzenie: „ M y nie som ani
20

21

2 2

2 3

24

131

�Poloki, ani też Niemcy, my som Ś l ą z o k i . " D l a części rodowi­
tych G ó r n o ś l ą z a k ó w oznacza to kategoryczne określenie swej
przynależności narodowej, czego efektem jest przekonanie, iż
istnieje „ n a r ó d g ó r n o ś l ą s k i " , a dla zdecydowanej większości,
niejasne i nie w pełni definiowane określenie przynależności do
konkretnej grupy etnograficznej, k t ó r a chce z a c h o w a ć swą
neutralność i względną samodzielność wobec d w ó c h n a r o d ó w ,
to jest polskiego i niemieckiego. Działa t u socjologiczne prawo
tła. Tak więc G ó r n o ś l ą z a c y postrzegają i odczuwają swoją
o d m i e n n o ś ć z a r ó w n o na tle P o l a k ó w , jak i na tle N i e m c ó w .
Zakres owych odrębności, ale także p o d o b i e ń s t w jest jednak
różnie pojmowany, podobnie jak i charakter wzajemnych
relacji.
Z kolei 14% badanych określa się j a k o „polskie Ślązoki".
W t y m przypadku dominuje argumentacja w rodzaju: „ M y
som gorsze Poloki, bo wiadomo, ze Śląska", „ M y są takie
Wasserpoloki, ale jednak Poloki, ino g ó r n o ś l ą s k i e " , czy „ M y
som Ślązoki, co momy polsko godka i polsko, ale trocha
inkszo k u l t u r a " . W sensie o g ó l n y m wskazuje ona na od­
woływanie się do kontekstu historyczno-kulturowego, k t ó r y
ma d o k u m e n t o w a ć swoistą specyfikę G ó r n o ś l ą z a k ó w na tle
całego narodu polskiego. Ta grupa wyraźnie odwołuje się przy
określaniu własnej przynależności narodowej do niemieckich
i polskich stereotypów.
Natomiast 3 1 % badanych G ó r n o ś l ą z a k ó w w s p o s ó b kon­
sekwentny określa się j a k o Polacy. Ta j e d n o z n a c z n o ś ć nie
wywołuje jednak jakichkolwiek wyraźnych i utrwalonych
w międzygeneracyjnym przekazie s p o s o b ó w definiowania swej
postawy. Artykulacja: „ J o jest Polok ..."jest ostateczna i nie
wywołuje potrzeby jakichkolwiek uzasadnień, k t ó r y c h zresztą
badani nie p o t r a f i ą sformułować. Podobnie, jak w poprzed­
nich przypadkach ta grupa wyraźnie eksponuje swoją śląskość. Jednak jest ona j u ż sytuowana w drugim planie, choć
w j a k i m ś sensie zaznacza się t u przekonanie o kulturowej
i językowej specyfice własnej grupy na tle ogółu P o l a k ó w .
O s t a t n i ą grupę stanowią Niemcy. T ę przynależność de­
klaruje 7% badanych. Wskazują oni na swój niemiecki
r o d o w ó d , choć dość wyraźnie wszyscy e k s p o n u j ą proces
polonizacji własnej grupy. Jako szczególny wyraz swej po­
stawy traktują głosowanie na listę miejszości niemieckiej.
A jak te kwestie, i szerzej etniczne i narodowe zróżnicowanie
G ó r n e g o Śląska jest a r t y k u ł o w a n e w grupie „ t w ó r c ó w " i w ob­
rębie lokalnych r u c h ó w regionalnych?
I tak, jeśli chodzi o ś r o d o w i s k a twórcze to wyraźnie należy
stwierdzić, iż zalega na te tematy milczenie. Nieśmiałe, lapi­
darne i incydentalne wypowiedzi nie mają w zasadzie p o w a ż ­
niejszego znaczenia. Istniała raczej tendencja do dystansowa­
nia się wobec tych złożonych p r o b l e m ó w . Tak więc tylko
w zasadzie p r o w o k u j ą c e wypowiedzi reżysera Kazimierza
Kutza zasługują na uwagę. W wywiadzie udzielonym „Gazecie
Wyborczej" z a t y t u ł o w a n y m Odrażający, piękny Śląsk stwier­
dza między innymi: „Ziemia została zdewastowana, a kultura
pracy G ó r n o ś l ą z a k ó w całkowicie zmarnowana, nikt nie pojął
śląskiej mentalności. Polska była biednym, głupim krajem,
zidiociałym na skutek swoich nieszczęść." A na pytanie „ C z y
to znaczy, że Śląsk wolałby znów być niemiecki? odpowiedział:
„ T o znaczy, że kto się czuje Polakiem, to się czuje, i został.
Reszta wyjechała. Ale n i k t t u j u ż nikogo nie nabierze na hasło
Polska. I to jest w s p a n i a ł e . " Z a s t a n a w i a j ą c y m faktem jest, iż
ta w y p o w i e d ź Kutza nie wywołała dyskusji. A przyznać
muszę, że wielu moich znajomych i przyjaciół w pełni akcep­
t o w a ł o poglądy Kutza. Pozostali jednak milczący, bo ich
zdaniem w o k ó ł Śląska trwa wrzawa, a więc trudno pode­
j m o w a ć m e r y t o r y c z n ą dyskusję. Szkoda.
A jak owe problemy odzwierciedlają się w lokalnych
ruchach regionalnych? O t ó ż z całą pewnością trzeba stwier­
dzić, iż sam fakt powstania nowych organizacji tego rodzaju
na G ó r n y m Śląsku jest skutkiem zachodzących t u procesów,
p o d z i a ł ó w górnośląskiej zbiorowości regionalnej. Są wyra2 5

26

132

i

zem potrzeby artykulacji własnej tożsamości, także jej ochrony
i rozwoju.
I tak, Związek G ó r n o ś l ą s k i odwołując się do zróżnicowania
etnicznego, n a r o d o w o ś c i o w e g o i kulturowego G ó r n e g o Ślą­
ska pragnie programowo c h r o n i ć z a r ó w n o lokalne, „ ś l ą s k i e "
tradycje, ale także pomniki „ k u l t u r y polskiej", „niemieckiej",
„ c z e s k o - m o r a w s k i e j " , „słowackiej" i „ ż y d o w s k i e j " . Jedno­
cześnie jednak Związek głosi hasło prymatu wartości g ó r n o ­
śląskich stwierdzając w Deklaracji ideowo-programowej, że
„jest dobrowolnym stowarzyszeniem, w s p ó l n o t ą o s ó b iden­
tyfikujących się z w a r t o ś c i a m i , k t ó r e symbolizują G ó r n y
Ś l ą s k " . Z d a j e się mieć rację Tomasz Nawrocki gdy p o d k r e ś ­
la, iż w konsewencji takiego p o g l ą d u „ m a m y do czynienia
z dążeniem nie do integrowania w o k ó ł , a do asymilowania
ludności nie-śląskiej. W y m o w y tych faktów nie zmienia twier­
dzenie, iż wartości regionalne powstały na styku oddziaływa­
nia kultury polskiej, czeskiej i niemieckiej..." A d o d a ć t u
jeszcze trzeba, że na ogół owe „wartości g ó r n o ś l ą s k i e " nie są
określane, a jeśli j u ż to następuje to przywoływane są takie
wartości, j a k np. w a r t o ś ć pracy, religii, uczciwości, sprawied­
liwości etc. M a zatem rację etnolog Czesław Robotycki, kiedy
k o m e n t u j ą c taki pogląd stwierdza: „ W a r t o ś c i takie, j a k wier­
ność, praca, rodzina, religia są uniwersalne (co najmniej
w skali tradycji łacińskiej Europy), tym samym nie wyróżniają
Śląska. Takie p r z y p o r z ą d k o w a n i e to znany mechanizm funk­
cjonowania mitu. Polega na redukcji zjawiska do skali własnej
i nadania m u nowego znaczenia." Inny skutek ma jednak ów
mechanizm w realiach „ k u l t u r y typu ludowego", a inny gdy
pojawia się w przypadku elit intelektualnych.
27

28

29

30

31

3 2

Z kolei działacze związani z „ R u c h e m A u t o n o m i i Ś l ą s k a "
wyraźnie reprezentują interesy jednej konkretnej kategorii, to
znaczy G ó r n o ś l ą z a k ó w , k t ó r y c h w programowych wypowie­
dziach nazywają „Schlesierami". Są pojmowani wręcz w kate­
goriach o d r ę b n e g o narodu, który zdaniem działaczy „ R u c h u "
był obiektem szcególnych manipulacji ze strony Niemiec, ale
także - a m o ż e przede wszystkim - Polski. T o stanowisko
zostało wyraźnie zawarte w programowej wypowiedzi A n t o ­
niego Kositzy, który stwierdza, „że od zarania w ś r ó d Śląza­
k ó w silna była d ą ż n o ś ć do tworzenia separatystycznych
p l a n ó w utworzenia p a ń s t w a g ó r n o ś l ą s k i e g o " , lecz główną
przeszkodą były knowania r z ą d u polskiego, k t ó r y s o w o d o w a ł
wybuch p o w s t a ń śląskich. Ruch głosi hasło autonomii dla
G ó r n e g o Śląska, ale pojawiają się również takie hasła jak
„ W o l n y Śląsk" czy „Niepodległy Śląsk." Symptomatyczne, że
jeszcze gdzieś do 1992 r o k u pojawiały się one również na
ścianach śląskich d o m ó w , p ł o t a c h , murach. Lecz dziś owe
„ m u r a r i a " powoli znikają.
Z kolei organizacje mniejszości niemieckiej w s p o s ó b jedno­
znaczny reprezentują interesy tej grupy. N a u w a g ę zasługuje
działalność w Katowicach Niemieckiej W s p ó l n o t y Roboczej
„Pojednanie i Przyszłość" kierowanej przez Dietmara Brehmera. Stowarzyszenie to eksponuje konieczność pojednania
polsko-niemieckiego. Zarazem chce pełnić w konkretnych
realiach śląskich rolę pomostu między obu n a r o d a m i . Pro­
wadzi też akcję zmierzającą do uzyskania od r z ą d u niemie­
ckiego rekompensat dla G ó r n o ś l ą z a k ó w , byłych żołnierzy
Wehrmachtu.
N a zakończenie tej partii naszych r o z w a ż a ń zasygnalizuj­
my, że zróżnicowanie postaw narodowych znajduje częściowe
odzwierciedlenie w ruchu regionalnym, ruchu, który dość
wyraźnie unika merytorycznego publicznego określenia swej
tożsamości.
33

34

M y i „Gorole"
Z r ó ż n i c o w a n i e postaw narodowych na G ó r n y m Śląsku
widzieć należy, poza innymi czynnikami, także w kontekście
stosunku do „ o b c y c h " . W przyszłości miał on, co wyraźnie
d o k u m e n t u j ą h i s t o r y c y , charakter negatywny. A jaka jest
35

�współczesna g o t o w o ś ć i otwarcie na kontaktowanie się z l u ­
dźmi obcego pochodzenia? O d p o w i e d ź na to pytanie jest
wielce utrudniona ze względu na brak odpowiednich rozpo­
znań. Nieliczne, które temat ten jedynie p o ś r e d n i o podejmują,
wskazują na trwającą niechęć do ,,obcych".
A jak ten problem m o ż n a odzwierciedlić w przypadku
naszych b a d a ń ? Problem jest złożony. Ogólnie m o ż n a stwier­
dzić, iż „ o t w a r t o ś ć " do kontaktowania się z „ o b c y m i " jest
stosunkowo niewielka i zdaje się wynikać z psychologicznego
odczucia peryferyjności własnego położenia, trudno definio­
walnego kompleksu grupowego. W y r a ź n a zdaje się być nie­
chęć do „ o b c y c h " , k t ó r a jednak bardziej odnosi się do
przeszłości, niż teraźniejszości. Historycznie jest kojarzona
z konkretnymi kategoriami społecznymi, współcześnie zaś
przyjmuje charakter raczej ogólny lub nieokreślony.
K t o jest „ o b c y " ? Obcymi są nie-ŚIązacy, są nimi wszyscy
„ G o r o l e " , a więc po prostu przybysze. T o jest pogląd 83%
badanych. T a k ż e 3/4 badanych jednoznacznie obarcza „ G o r o l i " odpowiedzialnością za wszelkie krzywdy, które zostały
w y r z ą d z o n e ziemi śląskiej i jej m i e s z k a ń c o m . Typowym zdaje
się być następujący pogląd: „ C o tu godać. Jest tak. M y byli
tukej sami między sobom i było dobrze. Bo my mieli p o r z ą d e k ,
umieli my robić, nikt na nikogo t u nic nie mioł. Przyszli ci
s t a m t ą d , z Polski, m o ż e nawet dobrzy, ale jednak tu przyjecha­
l i . To sie zaczli rządzić. M ą d r y i wykształcony szedł do władzy,
inżynier na dyrektora czy kierownika, a robotnik na swoje
miejsce. A łoni nic nie umieli. Chcieli się ino utrządzić i to
wszystko rozwalili, a nos za nic mieli. M y byli gupsi. Ż e b y nos
wykończyć, to nos nazywali Niemcami, żeby nos nikaj nie
dopuścić. Ł o n i , te Gorole, to zepsuli."
Najwyraźniej początek „śląskiej krzywdy" wiązany jest
z okresem po zakończeniu 1 wojny światowej, konkretnie zaś
z n a p ł y w e m kadry urzędniczej, administracyjnej, także nau­
czycieli i inżynierów. „ T o łoni obsadzili wszystko i zaczli tu
rządzić". Tak więc w pamięci zbiorowej z a c h o w a ł o się do dziś
poczucie krzywdy k t ó r ą wówczas doznali G ó r n o ś l ą z a c y ocze­
kując, iż zmiana przynależności p a ń s t w o w e j ziemi śląskiej
spowoduje ich awans społeczny. Zupełnie zaś nie jest uwzględ­
niany obiektywny czynnik niemożliwości takiego awansu
wskutek braku wykształcenia ludności rodzimej, braku lokal­
nych elit. Dodajmy, że przedstawiony p o g l ą d artykułuje co
trzeci badany.
Niezwykle silna jest również niechęć (48% badanych) wobec
pewnej kategorii przybyszy, której zarzuca się swoistą „misję
k u l t u r o w ą " z j a k ą przybywali na Śląsk po 1920 roku. Stosunek
do nich wyrażają obiegowe opinie w rodzaju: „ T o byli
kulturtregrzy (od niem. Kulturtrager). Sami nie mieli kultury.
Pochodzili z K r a k o w a czy ze Lwowa, słoma i m wyłaziła, a nos
chcieli uczyć kultury. Gupieloki gupie."
W bliższej perspektywie czasowej negatywny wizerunek
„ o b c y c h " wzmocniły procesy, k t ó r e pojawiły się po 1945 roku,
a związane były z przemianami politycznymi i nowymi zasa­
dami, z n o w ą koncepcją socjalistycznej industrializacji. W efe­
kcie na G ó r n y m Śląsku pojawiła się nowa elita polityczna,
także administracyjna i urzędnicza oraz masy p r a c o w n i k ó w
zatrudniających się w lokalnym przemyśle, głównie górnic­
twie. Pierwszą kategorię stanowili zwłaszcza, według lokal­
nych p r z e k o n a ń , reprezentanci sąsiedniego Zagłębia D ą b r o w ­
skiego, tzw. Czerwonego Zagłębia. Przez 49% badanych
oceniani są oni negatywnie. Zresztą, również współcześnie
mieszkańcy tej dzielnicy, choć jest ona częścią s k ł a d o w ą
województwa katowickiego, są przez ponad p o ł o w ę badanych
oceniani jednoznacznie negatywnie, gdyż to „są chachary",
„złodzieje", „karierowicze", „ k o m u n i s t y " , „ b e z b o ż n i k i " ,
„karierowicze", „nieuczciwi ludzie", „ h o c h s z t a p l e r y " .
D o dziś z a c h o w a ł się też negatywny wizerunek „ w e r b u s ó w " ,
to jest przybyszy zatrudniających się w lokalnym przemyśle
w latach 50. i 60. Ich masowy napływ i realne wkraczanie do
homogenicznych d o t ą d (pod wieloma względami) osad i osie­
36

37

38

dli przyzakładowych naruszył w sensie subiektywnym (od­
czuwanym przez G ó r n o ś l ą z a k ó w ) i obiektywnym (np. zmiany
w składzie społecznym mieszkańców) tradycyjny styl życia,
istniejący ład s p o ł e c z n y .
Z czasem jednak, mniej więcej od p o ł o w y lat 60., antagoniz­
my między obu grupami zaczęły - jak podają b a d a n i - z a n i k a ć .
W rezultacie w ciągu ostatnich kilkunastu lat wzajemne
stosunki ułożyły się poprawnie (63%), a nawet harmonijnie
(21%). Niemniej jednak temu przekonaniu o zaniku konflik­
tów, wzmacnianemu jeszcze opiniami o konieczności prze­
strzegania chrześcijańskich norm współżycia („ludzie m u s z ą
żyć ze sobą w zgodzie, bo tak chce i nakazuje Pon Bocek")
towarzyszy bezustannie wyidealizowany wizerunek własny
i zdecydowanie negatywny wizerunek „ o b c y c h " czyli „ G o r o l i " . M o ż n a więc powiedzieć, że tendencja ta jest d ł u g o t r w a ł a ,
„wykazuje o d p o r n o ś ć na zmiany", „jest nasycona silnym
ł a d u n k i e m emocjonalnym". Stereotyp jest też związany ze
„słowem n a z w ą i służy obronie akceptowanych wartości
i ocen".
Jaki zatem jest G ó r n o ś l ą z a k ? Cechy najczęściej wymieniane
to: „ p o b o ż n o ś ć " , „ p r a c o w i t o ś ć " , „uczciwość", „ p r a w d o m ó w ­
n o ś ć " , „ g o s p o d a r n o ś ć " , „ w y t r w a ł o ś ć " , „ o d p o r n o ś ć " , „wier­
n o ś ć " , „ n a i w n o ś ć " , „prostolinijność", „ p r a w o ś ć " , „ g o d ­
n o ś ć " . T o autoportret bez skazy. Z o s t a ł u k s z t a ł t o w a n y w prze­
szłości, kiedy to wykszałciły się owe cechy G ó r n o ś l ą z a k ó w .
D y s p o n u j ą c zatem takimi wręcz idealnymi zaletami, jednostka
i z b i o r o w o ś ć winny osągać wyłącznie sukcesy. 1 tak było, lecz
tylko w realiach „ p r a w d z i w e g o Ś l ą s k a " , owego „ u t r a c o n e g o
raju", sielskiej krainy szczęśliwości. T r w a ł a ona do końca 11
Rzeczpospolitej, c h o ć przecież równocześnie wyraźnie wska­
zuje się, iż po I wojnie światowej, po włączeniu części G ó r n e g o
Śląska do Polski, nastąpiła destabilizacja. Dramatyczny jed­
nak kres „śląskiego raju" p o s t ę p o w a ć zaczął, i to dynamicznie,
po 1945 roku. Wtedy to G ó r n o ś l ą z a c y zostali zdecydowanie
zepchnięci na pozycje peryferyjne. N a s t ą p i ł a w rozumieniu
rodowitych m i e s z k a ń c ó w tej ziemi, swoista degradacja spo­
łeczna ich kultury. Z całą natomiast wyrazistością procesowi
deprecjonowania lokalnych tradycji towarzyszyły zabiegi
zmierzające do folkloryzacji śląskiej kultury regionalnej. W o j ­
ciech Błasiak pisze, iż z p u n k t u widzenia kultury „ o g ó l n o p o l s ­
kiej" w przypadku kultury śląskiej „mieliśmy do czynienia ze
szczególnie dużym dystansem, dzięki specyficznemu splotowi
podrzędności społeczno-kulturowej, i etnicznej i klasowej,
wzajemnie na siebie zachodzących. Była to bowiem kultura na
wskroś robotniczo-plebejska, przy braku wyższych warstw
struktury społecznej w samej zbiorowości śląskiej z wszystkimi
tego kulturowo-obyczajowymi konsekwencjami, a z drugiej
strony na wskroś różna (...) wobec głównych systemów
aksjonormatywnych z a r ó w n o w kulturze ogólnopolskiej, jak
i totalitarnej biurokracji, a obiektywnie obu im o b c a . " Nie
m o ż n a też negacji powojennej - po 1945 roku - rzeczywistości
p o j m o w a ć j a k o negacji przez Ślązaków polskości, ale systemu,
który jawił się jako obcy. On to rówież prowadził do delegali­
zacji rodzimej kultury, także lokalnej gwary tożsamej z języ­
kiem polskim. Nowa rzeczywstość uderzając w lokalne trady­
cje, w religię i język uderzała w trzon śląskiej kultury, rozbijała
tożsamość śląska, a t y m samym osłabiała tożsamość narodo­
wą, poczucie więzi o g ó l n o n a r o d o w e j . Przybysze, choć Polacy,
jawili się j a k o „ o b c y " . Ich wizerunek jest jednoznaczny. To
„lenie", „ k a r i e r o w i c z e " , „ c h a c h a r y " , „ c w a n i a k i " , „fałszywe
stworzynia", „ c h u l i g a n i " , „ m i g l a n c e " , „ b e z b o ż n i k i " , „wsiok i " , „ b r u d a s y " . Zarazem jednak podkreśla się również i to, że
są „wykształceni", „ k u l t u r a l n i " . Jako zaś szczególną cechę
n e g a t y w n ą u w a ż a się jednoznacznie lekceważący stosunek
„ G o r o l i " do ludności rodzimej. M a też rację współczesny
badacz tych p r o b l e m ó w Eugeniusz Kłosek, gdy stwierdza, „że
siatki cech autostereotypu Ślązaków i stereotypu przybyszów
są w wielu przypadkach siatkami o p o z y c j i " .
39

40

41

42

K o n k l u d u j ą c : badani nie dostrzegają współcześnie antago-

133

�nizmu między własną g r u p ą , a przybyszami. Niemnęj jednak
ponad 3/4 spośród nich rysuje negatywny obraz nie-Ślązaków.
Badani nie o d n o s z ą go do swych sąsiadów, znajomych czy
współtowarzyszy pracy, ale ogólnie do tych, którzy przybyli na
G ó r n y Śląsk. W sytuacjach jednak konfliktowych zachodzą­
cych w realiach życia codziennego ewentualny zatarg między
przedstawicielami obu grup uruchamia u G ó r n o ś l ą z a k ó w
społeczną reakcję niechęci wobec „ o b c y c h " . Wydaje się rów­
nież, że postępująca zapaść gospodarcza tego regionu potęgu­
jąca procesy bezrobocia powoduje, iż winą za to obarczani są
przybysze. Oto bowiem 46% badanych wręcz stwierdza, iż
obecne kłopoty, w tym zamykanie k o p a l ń , jest przede wszyst­
k i m efektem nieumiejętnego zarządzania przez elity spoza
Śląska.
Negatywny obraz przybyszów znajduje też swoje wyraźne
odzwierciedlenie w wypowiedziach r e p r e z e n t a n t ó w grupy
„ t w ó r c ó w " oraz częściowo w lokalnym ruchu regionalnym.
S p r ó b u j m y więc przytoczyć konkretne przykłdy zaznaczając
raz jeszcze, że jest to egzemplifikacja cząstkowa.
1 tak, p r z y k ł a d o w o , Wilhelm Szewczyk przedwojennemu
wojewodzie śląskiemu Michałowi G r a ż y ń s k i e m u i jego kadrze
„z z e w n ą t r z " , głównie z M a ł o p o l s k i zarzuca „odśląszczenie"
Ś l ą s k a . Z kolei lokalny publicysta M i c h a ł Smolarz rozciąga
swoje zarzuty i obejmuje nimi także Kościół. „Przyznajmy
otwarcie: polska hierarchia kościelna przez długie lata niechęt­
nym okiem patrzyła na pielęgnowane atrybuty regionalne
w liturgii i obrzędowości Kościoła na G ó r n y m Ś l ą s k u . "
Natomiast na ł a m a c h „ G a z e t y Wyborczej" w 1991 r o k u znani
lokalni twórcy pisali: „Pseudointelektualiści zza miedzy j u ż co
najmniej dwukrotnie (po 1922 roku po 1945 roku) przybywali
do nas z misją nauczania, co dla nas dobre, a co złe, i co jest
a u e n t y c z n ą wartością G ó r n e g o Śląska. M a r z y ł o się nam,
byśmy mogli na własnej ziemi choć w t y m pokoleniu powie­
dzieć coś własnym głosem. Prowadzona od dziesięcioleci
kolonizacja G ó r n e g o Śląska różni się dość istotnie od tej
dokonanej na ludach A m e r y k i , Australii czy A f r y k i . T a m
kolonizatorzy na ogół przywozili ze sobą cywlizację wy­
przedzającą znacznie a u t o c h t o n ó w . N a Śląsku niestety było na
o p a k . " Tego rodzaju wypowiedzi p a d ł o wiele.
Jako szczególnie interesujące uznać zaś należy to, że w po­
dobnym tonie utrzymane są w ostatnich latach także wypowie­
dzi G ó r n o ś l ą z a k ó w , którzy wyraźnie byli zwązani z poprze­
dnim systemem. Niektórzy zaś socjologowie zaliczają ich do
lokalnych grup kompradorskich. Szczególnym zaś przejawem
omawianego myślenia i stosunku do przybyszy, k t ó r y m zarzu­
ca się lekceważenie ludności rodzimej, jest p r z y k ł a d o w o list 17
G ó r n o ś l ą z a k ó w z marca 1985 roku skierowany do generała
Wojciecha Jaruzelskiego, p o d ó w c z a s szefa r z ą d u i „ r z ą d z ą c e j "
partii. Poza Kazimierzem Kutzem oraz Edmundem O s m a ń czykiem jego sygnatariusze reprezentowali „stary p o r z ą d e k " .
Ale i oni postrzegali przybyszy w specyficzny s p o s ó b . Za­
stanawiają się czy awansowanym na G ó r n y m Śląsku ludziom
z zewnątrz „ p o b u d k i ideowe nakazują (...) o k a z y w a ć j a k ą ś
wyższość wobec 'ciemnej' masy śląskiej, w dodatku mającej
coś tam wspólnego z ' n i e m c z y z n ą ' . " W tym, jak i innych
przypadkach w stosunku do obcych wyraża się zarazem silne
poczucie krzywdy, także kompleks i refleksja nad własną
g r u p ą i jej obrazem u innych. W t y m samym liście bowiem
zawarte jest też następujące pytanie: „Czyżby z tego wszyst­
kiego dla p o l i t y k i kadrowej w y n i k a ł o , że rodzima inteligencja
śląska zasługuje na mniejsze zaufanie?"
A jak przybysze są postrzegani przez lokalne ruchy regional­
ne? O t ó ż w samych deklaracjach programowych problem ten
jest różnie pojmowany. Spotykamy się bowiem z a r ó w n o
z pełną akceptacji chęcią współdziałania, jak p r z y k ł a d o w o
czyni to Związek G ó r n o ś l ą s k i , czy niemieckie Stowarzyszenie
„Pojednanie i Przyszłość", ale także z w y r a ź n ą niechęcią, jak
w przypadku śląskich a u t o n o m i s t ó w . Okazuje się jednak, że
również w przypadku Z w i ą z k u G ó r n o ś l ą s k i e g o istnieje pewna
43

4 4

45

46

47

134

różnica między deklaracjami oficjalnymi a wypowiedziami
jego członków, i to w różnych sytuacjach. Zresztą j u ż w pierw­
szej, programowej, zdecydowanie inicjującej nowy śląski re­
gionalizm, wypowiedzi Andrzeja Klasika (późniejszego szefa
Z w i ą z k u G ó r n o ś l ą s k i e g o ) zawarta jest następująca myśl:
„zbyt często mieliśmy do czynienia (i chyba w dalszym ciągu
mamy) z n i e p o k o r ą wobec bogactwa tradycji śląskiej, a także
t r u d n ą do przyjęcia w życiu codziennym, ostentacyjną po­
stawą 'posłannictwa i misji" przybyszów, usiłujących zawsze
i wszędzie o d g r y w a ć rolę oświeconych, przynoszących przy­
słowiowy kaganek pod s t r z e c h ę . "
Jeśli chodzi o mniejszość niemiecką, konkretnie „Pojed­
nanie i Przyszłość" to wprawdzie oficjalnie zgłasza g o t o w o ś ć
do współdziałania, ale jednocześnie ł a m y swojego organu
udostępnia także G ó r n o ś l ą z a k o m , którzy głoszą prymat ślą­
skości nad t y m co polskie, czy nawet niemieckie.
Najbardziej konsekwentni są działacze „ R u c h u A u t o n o m i i
Ś l ą s k a " . Z a r ó w n o w swych dokumentach oficjalnych, jak
i wypowiedziach działaczy zawarty jest wyraźnie niechętny
stosunek do „ o b c y c h " . Generalnie zarzucają Polakom nisz­
czycielską wobec Śląska politykę. Odcinają się konsekwentnie
nawet od całego narodowego ruchu „ S o l i d a r n o ś c i o w e g o " .
Dla a u t o n o m i s t ó w „ o b c y m i " są wszyscy nie-Ślązacy. „Swoja­
k a m i " zaś rodowici Ślązacy, rodowici mieszkańcy tej ziemi,
niezależnie czy uważają się za N i e m c ó w , za P o l a k ó w czy za
Ślązaków. Polacy z innych regionów wydają się być dla nich
bardziej „ o b c y " niż Niemcy z Niemiec. W y n i k a to być może
z pewnych sympatii proniemieckich a także tezy, iż szansą dla
autonomicznego regionu górnośląskiego jest droga do Europy
wiodąca właśnie przez Niemcy.
48

49

50

M y som tukejsi
Trudno ze względu na s p o s ó b ujęcia problemu o sfor­
m u ł o w a n i e w n i o s k ó w k o ń c o w y c h . A zatem o d w o ł a m się do
pewnej relacji z 1982 roku. Siedząc z ż o n ą na ławeczce przy
śląskim familoku kończyliśmy naszą r o z m o w ę ze starym
- j a k ż e by inaczej w takim krajobrazie - górnikiem. Wtedy to
powiedział: „Wiecie, co j o tukej zawsze mieszkom. Jo sie tu
niedaleko urodził. Był to rok 1897. Tak łod tego czasu tukej
żyja. M o j a (żona - przyp. M G G ) tyż jest niedaleko stąd
rodzono. T u my chodzili do szkoły i j a k o ś my sie tego
niemieckigo nauczyli. N a wojna stąd mnie wzięli. Z tego
kaiserowskiego wojska do żech przyszoł w 1919 roku. I tu j u ż
trwało. Tyż żech p o m o g o ł przy powstaniu. Inksi to roztomajcie. Jedni byli za Polskom, inksi za Niemcami. Najwięcyj, coby
był spokój i robota. Przyszła jednak ta Polska (...). Synek, co
nom się urodził, to chodził do Polski szkoły. Drugi tak samo.
Jo tyż j u ż nie chodził do niemiecki kopalni ino polskij. Ale j u ż
trzeci synek i nasza jedna dziołcha to chodzili j u ż do niemieckij
szkoły. Bo przeca przyszoł Hitler i nos wzioł pod te swoje
pierońskie skrzydła. Volkslista żech podpisoł. Przez to tyż
synek najstarszy poszoł do niemieckiego wojska (...). Potem
Niemcy zaczli uciekać i przyszoł tyn stalinowski wybawca. M y
siedzieli w doma, a tyn świat głupio}. T o Polok, to Niemiec, to
juzaś Rus przychodził. Przyszła tyż na koniec Polska (...).
Kopalnia juzaś była polsko. Dziecki j u z a ś zaczli chodzić do
polski szkoły, ale w niemieckiej tyż przeca były. Przez to te
dzieci łod ' G o r o l i ' nazywali moje dzieci 'Niemcami'. N o bo to
jest tak jak godom. M y t u siedzymy u siebie nikaj nie jadymy.
A durch nos ktoś chce czegoś uczyć. Ciągle nos zmuszajom do
tego, coby pedzieć k i m my som. A przeca my som tukejsi. Jak
mnie ktoś pyto: K i m ty żeś jest? To wiem, że chce coby mu
pedzieć j a k i n a r o d o w o ś c i , czy Polok czy Niemiec. A j o wtedy
godom tak: Jo jest Edwin z ulicy Rębaczy. To przeca musi
wystarczyć, bo mnie wystarczy." 'Tyle, i aż tyle. I nieodparcie
nasuwają się skojarzenia z poleskimi doświadczeniami Józefa
O b r ę b s k i e g o , a l e to przecież zupełnie inny czas, inne realia.
Ale jednak p o d o b i e ń s t w a są wyraźne.
5

52

�PRZYPISY
1

Por. M . G . Gerlich, Współczesne podziały górnośląskiej
zbiorowości
regionalnej jako problem etnograficzny, „Etnografia Polska" 1992, t. 36,
z. 2, s. 35-63
Por. np. T. Nawrocki, Spór o regionalizm i regionalizację na Górnym
Śląsku, (w:) Czy Polska będzie państwem regionalnym, pod red. G .
Gorzelaka, B. Jałowieckiego, Warszawa 1993, s. 137-179
Zob. np. M . Btaszczyk-Waclawik, W. Błasiak, T. Nawrocki, Górny
Śląsk jako szczególny^ przypadek kulturowy, Warszawa 1990;
,,Swoi"
i ,,obcv" na Górnym Śląsku. Z problematyki stosunków etnicznych, pod
red. K . Wódz, Katowice 1993
Por. M . G . Gerlich, op.cit.; E . Klosek, ,,Swoi" i „obcy" na Górnym
Śląsku. Środowisko miejskie, Wrocław 1993
Zob. np. M. Szczepański, Regionalizm górnośląski w społecznej
świadomości, (w:) Czy Polska..., s. 205-232
K . Wódz, Rewitalizacja śląskiej tożsamości - szanse i zagrożenia (w:)
„Swoi" i „obcy" .... s. 33
Zob. R. Jakubowski, Król kontra Brehmer. Niewypał z hotelu Streng,
„Wprost" 1991, nr 13
St. Bieniasz, O autonomię dla Górnego Śląska, „Kultura" Paryż
1991, nr I I , s. 9
Najogólniej dotyczyły one systemu wierzeniowego, obyczajowości,
zwyczajowych wzorów zachowań, religijności. Zob. np. M . G . Gerlich,
Strachy. W kręgu dawnych werzeń śląskich, Katowice 1989; tenże, Świat
nadzmyslowy a życie codzienne, praca i obrzęd. Warszawa - Wrocław
1992; tenże, The Mining Culture and its socials functions in Upper Silesia
since the middle of19th Century, (w:) Sozialgeschichte des Bergbaus im 19.
und20 Jahrhundert, ed. K . Tenfelde, Munchen 1992, s. 123-133; M . G .
Gerlich, H. Gerlich, Święto religijne i wzory świętowania w miastach
górnośląskich w okresie międzywojennym,
„Studia i Materiały z Dziejów
Śląska" 1991, t. 20, s. 198-223: M . G . Gerlich, A. Stawarz, Ethnographische Forschungen iiber die Kultur der polnischen Arbeiten im 19. und in der
ersten Halfe des 20 Jahrhunderts,
„Mitteilungsblatt des Instituts zu
Erforschung der europiiischen Arbeiterbewegung" 1993, t. 13, s. 50-57
Główne kryteria doboru respondentów: śląski rodowód, pochodze­
nie społeczne-robotnicze, co najmniej dwupokoleniowe pochodzenie
miejskie, co najwyżej średnie wykształcenie, wiek: urodzenie przed 1950
rokiem, co najmniej 25-letni okres zamieszkania w badanym osiedlu.
Temat ten jest najczęściej eksponowany w procesie artykulacji
historii, specyfiki i położenia społecznego Górnoślązaków. Tkwi w świa­
domości potocznej. Rozważania na jego temat podejmują również śląscy
inelektualiści. Por. np. T. Kijonka, Śląska krzywda?, „Kwartalnik
Spoleczno-Artystyczny. Śląsk. Tak i Nie" 1988, nr. 11, s. 11-16.
Polemika. Por. M . G . Gerlich, Śląska krzywda, „Dziennik Zachodni"
1993, nr 140; T. Szeja, „Śląska krzywda", „Hoffnung. Die Deutsche
Zeitschrift in Oberschlesien", 1993, nr 2
Kategoria ta w lokalnej tradycji określać ma najbardziej istotne
elementy śląskiej tożsamości.
Związek Górnośląski powstał wiosną 1989 roku, Ruch Autonomii
Śląska w styczniu 1990 roku, a „Pojednanie i Przyszłość" w maju 1991
roku.
W. Jacher, Integracja ludności rodzimej na Śląsku, (w:) Polska
ludność rodzima na Śląsku w okresie Polski Ludowej, pod red. M. Lisa,
Opole 1990, cz. 3, z. 2, s. 29
M . G . Gerlich, Górnoślązacy. Od świadomości etnicznej ku polskiej
świadomości narodowej (schyłek XVIII w. do Kulturkampfu),
„Etno­
grafia Polska" 1993, t. 37, z. 1, s. 7-38
E . Kopeć, „My i oni" na polskim Śląsku (/975-1939), Katowice
1986
Z. Staszczak, Pogranicze polsko-niemieckie jako pogranicze etno­
graficzne, Poznań 1978, s. 44
T. Jeske-Choiński, Listy ze Śląska, (w:) Górny Śląsk i Zagłębie
w dawnych opisach wiek XIX, pod red. A. Zielińsiego, Katowice 1986
2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

1 1

1 8

1 9

St. Ossowski, Zagadnienie więzi regionalnej i więzi narodowej na
Śląsku Opolskim, (w:) Dzieła, t. 3, Warszawa 1967, s. 291
F . A . Marek, Glos Śląska zniewolonego, Opole 1991, s. 37
St. Bieniasz, op.cit., s. 9
K s . E . Szramek, Śląsk jako problem socjologiczny. Próba analizy
(reprint), Katowice 1934, s. 20
Inf. Konrad T„ ur. 1917, Ruda Śląska.
J. Chalasiński, Antagonizm polsko-niemiecki w osadzie fabrycznej
„Kopalnia" na Górnym Śląsku, „Przegląd Socjologiczny", t. 3, 1936, s.
223
Odrażający, piękny Śląsk. Z K . Kutzem rozmawia L . Ostałowska,
„Gazeta Wyborcza. Magazin" z 3 IV 1993
T. Nawrocki, op.cit.
Deklaracja Związku Górnośląskiego, „Biuletyn Zwązku Górnośląs­
kiego", Cieszyn - Katowice - Opole 1989, nr 1, s. 2
Tamże.
T. Nawrocki, op.cit., s. 157
Cz. Robotycki, Śląska historia i śląska tradycja, „Śląskie Prace
Etnograficzne" 1990, t. 1, s. 32
Por. np. A. Klasik, Tożsamość Górnego Śląska, „Gość Niedzielny",
7 II 1988
Por. A. Kositza, Autonomia jedynym wyjściem, „Jaskółka Śląska".
Organ Ruchu Autonomii Śląska, 1991, nr i
Tamże.
Statut NWR „Pojednanie i Przyszłość", art. 4, pkt. 1
Zob. np. J. Chalasiński, op.cit.; E . Kopeć, op.cit.; J. Kokot,
Problemy narodowościowe na Śląsku od X do XX wieku, Opole 1973
E . Nowicka, Swojskość
i obcość jako kategorie
socjologicznej
analizy, (w:) Swoi i obcy. Studia nad postawami wobec innych narodów, ras
i grup etnicznych, pod red. E . Nowickiej, Warszawa, 1990, t. 1, s. 5-53
Por. Górny Śląsk w oczach Górnoślązaków. (Na podstawie materia­
łów konkursu ogłoszonego przez Śląski Instytut Naukowy, w Katowi­
cach i redakcję „Dziennika Zachodniego" w Katowicach). Do druku
przygotował i wstępem opatrzył J. Wódz, Katowice 1990; E . Kłosek,
op.cit.
Inf. Jan K . , ur. 1916, Katowice.
Por. np. Ład społeczny starej dzielnicy mieszkaniowej, zagadnienia
organizacji i deorganizacji społecznej, pod. red. Jacka Wodza, Katowice
1986
A. Schaff, Stereotypy a działanie ludzkie, Warszawa 1981, s.
115-116
W. Błasiak, Śląska zbiorowość regionalna i jej kultura w latach
/945-1956, (w:) M . Błaszczyk-Wacławik, W. Błasiak, T. Nawrocki,
op.cit., s. 129.
E . Klosek, op.cit., s. 113.
W. Szewczyk, Być Ślązakiem, „Kwartalnik Spoleczno-Artystyczny.
Śląsk. Tak i Nie", 1988, nr 11, s. 49. Pisze on też o „Tajnej Loży
Gospodarczej Małopolan", która odsuwała Ślązaków i rezerwowała
intratne posady przybyszom.
M. Smolorz, Regionalizm - sposób na życie? „Kwartalnik Spolecz­
no-Artystyczny. Śląsk. Tak i Nie" 1988, nr 10, s. 27.
W. Sarnowicz, M. Smolorz, Kontr-wywiadz Rafałem
Szymońskim,
„Gazeta Wyborcza" (dod. „Gazeta Katowicka") z 5 V I 1991
Aneks I I , (w:) Wilhelm Szewczyk, Wspomnienia, pod red. J.
Melicha, J. Mitręgi, Katowice, b.r.w., s. 60
Tamże, s. 47
A. Klasik, op.cit.
Por. np. T. Szeja, op.cit.
Por. A. Kositza, op.cit.
Inf. Teodor P„ ur. 1897, Katowice.
J. Obrębski, Problem etniczny Polesia, „Sprawy Narodowościowe"
1936, nr 1-2
2 0

2 1

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

3 5

3 6

3 7

3 8

3 9

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

4 6

4 1

4 8

4 9

5 0

5 1

5 2

135

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11307" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11285">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d60102b79e4e99125f9fd042ec5b78a3.pdf</src>
        <authentication>0d95de5968f3edd9cbebb0015faf7b43</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134758">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3335</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134759">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134760">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134761">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134762">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3, s.189-190</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134763">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134764">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134765">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134766">
                <text>PRZYPISY

1 Por. pierwszo wydania albumu: Henryk
Rodakowski,
oprać. A . Ryszkiewicz, Warszawa 1964 oraz: Henryk Rodakowski
i jego otoczenie. Korespondencja artysty, oprać. A . Ryszkiewicz,
W r o c ł a w 1953, s. 209; w roku 1969 Album Palahickie odnale­
ziono w Gorzowie W l k p . ; informacje o t y m drogą koresponden­
c y j n ą o t r z y m a ł Andrzej Ryszkiewicz w r. 1970 od w n u k a artysty,
H . W o ź n i a k o w s k i e g o , zamieszkałego w Katowicach, k t ó r e g o
z kolei o fakcie p o w i a d o m i ł znalazca obiektu, n i e ż y j ą c y już
dzisiaj W . Grabowski z Gorzowa W l k p . ; s t ą d dopiero trzecie
wydanie — z 1972 r. — pozycji Henryk Rodakowski posiada
wprowadzono przez autora sprostowanie, d o t y c z ą c e przecho­
wywania c y k l u w rękach prywatnych.
2 P o r . : W . K o z i c k i , Henryk Rodakowski (z 32 reproduk­
cjami), K r a k ó w 1927, s. 24
3 D o k ł a d n y opis okoliczności, które do tego d o p r o w a d z i ł y
podaje W . K o z i c k i , Henryk Rodakowski (z 8 tablicami i 151
ryoinami w tekście), L w ó w 1937, s. 302
4 Ton i n a s t ę p n e cytaty pozbawiono szczegółowej lokalizacji
z a c z e r p n i ę t e z o s t a ł y z p o w y ż s z e j monografii twórczości Roda­
kowskiego pióra W . Kozickiego, gdzie autor n a ss. 302—317
p o ś w i ę c a u w a g ę Album
Palahickiemu

Fot.:

S

U

M

M

A

R

I

E

S

5 Kierujemy s i ę tutaj przede wszystkim wspomniana
p o z y c j ą , ale t a k ż e wspomnieniami wnuka artysty, H . W o ź n i a ­
kowskiego
6 Henryk Rodakowski, oprać. A . Ryszkiewicz, op. cit.,
s. 22
7 T . Dobrowolski, Nowoczesne malarstwo polskie
1764—
1939, t. I — I I I , W r o c ł a w 1957, t. I , s. 337
8 t a m ż e , s. 337
9 L i s t z 19.11.1869 г., cyt. wg: Henryk Rodakowski i jego
otoczenie, op. cit., w. 62
10 Por. wydanie ostatnie: D W O K , t. 29—31, Warszawa
1962—1963
11 T e n i n a s t ę p n e cytaty pozbawiono szczegółowej lokali­
zacji zaczerpnięte z o s t a ł y z t. 31 p o w y ż s z e g o d z i e ł a O. Kolberga,
gdzie autor na ss. 17—47 p o ś w i ę c a u w a g ę m i e s z k a ń c o m pokuckiej
wsi.
12 Henryk Rodakowski, op. cit., s. 21
13 t a m ż e
14 t a m ż e , s. 22
15 t a m ż e
16 t a m ż e , s. 20

Jerzy Szalbierz

*

P

E

Э

Ю

M

E

SUMMARY O F A R T I C L E S

Tadeusz Chrzanowski
DONNA" AND A R T

—

THE

"BLACK

MA­

The exhibition "Our L a d y of C z ę s t o c h o w a i n the A r t of
Polish folk", opened i n the Ethnographical Museum i n Cracow
in autumn 1982 to bo hold further i n Warsaw and I t a l y , was
not only a significant artistic event but it also offered a vast
range of scholarly problems to be dealt with. Although the
painting, itself Kublerian "first object" i n a long evolution
sequence, was not physically present at the display, its spiritual
domination was v i v i d a n d omnipresent. Despite long-lasting
disputes and scholarly argumentation the provenance of the
painting has not been settled yet, and the problem will probably
remain unsolved for a long time, i f not for ever. Whero did i t
come from — I t a l y , as most of the scholars opt for, or the E a s t 1
The issue should not be neglected. However, it is not of crucial
significance at the same time since from the point of view of the
exhibition's goal more important is the fact the image of Our
L a d y became a national object of cult and veneration. T h e
flourishement of this cult is also symptomatic. One of the first
fervent devotees of Our L a d y of C z ę s t o c h o w a was king Vladislaus J a g i e ł ł o who had come to Poland from the pagan L i t h u a n i a ,
being the area where the Greek and L a t i n Christian cultures
met and co-existed. T h e phases of the cult's intensity and spread
followed the most eventful moments of our history, i.e. the
Swedish "Flood", the Confederation i n B a r , national uprisings,
and martyrology of the Nation in general.
However, the title of the exhibition blurred the semantic
image of the display to a certain extent. I t is so because the
folk i n the time of Kolberg and Gloger and that of People's
Poland are by no moans the same, not to mention the viewpoint
of the Church regarding tho faithful as "God's people".
The way tho original painting has been perceived as well
as the changes introduced by artists and craftsmen i n the image
of "Our L a d y of C z ę s t o c h o w a " constitute the problem of both
aesthetics and psycholog}'. O f great interest is the issue of
immense popularity of the image found on knightly pectoral
plates, votive offerings, holy medals or i n the houses of peasants,
townsmen and intellectuals.
I t m a y be said that the above popularity of the painting
sets very interesting research directions, which depart from
methodological assumptions utilized by particular scholarly
disciplines.

Aleksandra
J a c h o r-T у s z к o w а
—
REMARKS
ON T H E E X H I B I T I O N " O U R L A D Y O F CZĘSTOCHOWA
IN POLISH F O L K AND POPULAR A R T "
The authoress considers tho ways the original image was
transformed i n a number of copies, replicas and imitations.
The history of the Jasna Góra painting, that is the changes
resulting from the destructive impact of time, renovations
and alterations of decoration, exerted a great influence on the
iconography of the copies, themselves depicting the changes i n
tho original painting. T h e copies executed for folk receivers
distinguisch themselves with abundance of floral decoration,
thick and primitive contour, as well as simplicity of form. I n
the article the authoress also presented the Paulite notes telling
about miraculous events connooted with the painting; they
emphasize the painting's role in the consciousness of the Poles.
Of particular significance is Our L a d y of C z ę s t o c h o w a , the
Queen of Poland and a national symbol at the same time. One
can come across a number of images (e. g. banners, seals) where
both national symbols and a copy of the painting are emplo­
yed.

A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a — O U R L A D Y O F CZĘ­
STOCHOWA I N T H E POLISH F O L K A R T — R E M A R K S
ON T H E E X H I B I T I O N
Tho above exhibition from the collection of the Ethnogra­
phic Museum i n K r a k o w was held i n K r a k ó w and W a r s a w
(1982), as well as i n Rome and other I t a l i a n cities (1983). Different
copies of tho Częstochowa image of Our L a d y were presented:
ephemeral devotional prints, medals, small metal pictures
worn as talismans, and other objects decorated with the image
of C z ę s t o c h o w a , the most famous miraculous painting in Poland
attracting flocks of pilgrims.
The oldset exhibits date back to the 17th century. T h e
exhibition enables one to see tho transformation of the canon
of the painting's copy as dependant on time and the milieu of the
artist. T h e copies were painted by both guild craftsmen and
accidental painters from the country and small towns, honce
big differences i n the artistio level. T h e copies also differ i n the
presentation of a detail, a section of tho background, decorative
elements. T h e exhibition reflected high artistic quality and

189

�surprised tho public with I ho beauty of the presented objects
which, most frequently woio I nit single representatives of a mass
production oxpocted to meet tho demands of the crowds of
pilgrims arriving in Częstochowa. T h e enthusiasm of the public
is reflected i n the Visitors Book of the exhibition quoted i n the
supplement to the article.

Jacek Grąbczewski
GUISTIC TRANSMISSION

OUR L A D Y I N F O L K

LIN­

Among folk texts one can come across a number of transmi­
ssions (stories, provorbs, beliefs, rites) connected with Our
L a d y . Their analysis reveals certain topoi of her person in Polish
folk culture. T h e author distinguishes the topos of Our L a d y
Interceding, Our L a d y Asissting, and floral and lunar topoi.
T h e reached conclusions suggest that the folk image of Our
L a d y is the imago of Mother, symbol of the giver of Life, pro­
tector and comforter.

Ewa

F r y ś-P i o t r a s z к o w а

--

ON CRIB'S

procession of succeeding figures singing or delivering speeches
which have nothing in common with the Nativity.

Zofia

Rozanow

—

A

CRIB

FROM

KONIECPOL

Among the numerous interesting monuments of sacral
sculpture collected since the first Bishop of C z ę s t o c h o w a , Teodor
K u b i n a (1925—1952), kept, at the Discoese C u r i a m Częstochowa,
ono is to distinguish the set of L a t e Baroque crib figures from
the parish church i n Koniecpol. Thirteen of them have survived till
our times, i . e. twelve human figures and a young ox from the
creche. T h e tradittion of cribs or N a t i v i t y scenes was initiated
in Poland by the Franciscans already i n the 13th contury. I n
the 17th century the cribs were an essential element of Christ­
mas. Tho thirteen Koniecpol figures constitute a valuable monu­
ment of both artistic and material culture. T h e figures were
originally placed in a crib shaped like a column, open-work ta­
bernacle. T h e figures have been thouroughly analyzed as well
as photographed on the occassion of the works on the Catalogue
of A r t Monuments in Poland.

DOLLS

Christmas folk cribs, which are so common and popular i n
Poland, developed from tho medieval Franciscan crib, that
is immovable many-figure scenes illustrating the Nativity.
I n the 17th century movable dolls appeared, and scones from
the everyday life began to be represented. I n the same time
cribs were expelled from the church interior. They moved to the
street, hence tho beginnings of the folk crib. Dolls aro not big
(max. 20—25 cm), mostly wooden and dressed i n costumes
especially sewn for the occasion. Immovable, stiffly fixod to tho
handle figures, v e i y often represent characteristic types of
secular persons. Dools appear on tho stage of a tiny building a n d
ara being mored along one line. T h e performance consists in a

Małgorzata
K i t o w s k a
—
W S K I ' S "PAŁAHICZE A L B U M "

HENRYK

RODAKO-

Henryk Rodakowski, the 19th contury paintor of L v o v
origin after having travelled throughout Europe, settled down
in the village of Paiahieze near L v o v where he spent several
years. I t is there that he painted a cycle of eleven water-oolours, portraits of peasants and Jews, faithful!}' depicitng
peculiar and typical at the same time persons. The above collec­
tion is now kept in the District Museum in Gorzów Wielkopolski,
whereas their photographs are being published for the first
time.

РЕЗЮМЕ

Т а д е у ш Х ш а н о в с к и — „ЧЕРНАЯ МАДОННА"
И ИСКУССТВО
Осенью 1982 г. в краковском Этнографическом
музее состоялась выставка „Ченетоховская Божья
Матерь в искусстве польского народа". Выставка де­
монстрировалась также в Варшаве и Италии, являясь
важным событием в художественном мире и откры­
вая широкую перспективу дальнейших исследова­
тельских проблем. Хотя икона богоматери как тако­
вая — этот кублеровский „первый предмет" огромно­
го эволюционного ряда — материально на выставке
отсутствовала, то все же духовно доминировала под
всем представленным материалом несмотря па про­
должающиеся споры, происхождение иконы по сей
день неизвестно и по всей вероятности еще долго
либо даже на всегда останется чайной. Италия (как
полагает ныне большинство исследователей) или Вос­
ток? Этот вопрос имеет важное, но все же не самое
существенное значение, поскольку с точки зрения
целей выставки единственно важным является тог
факт, что это изображение в типе одегегрли стало не
важнейшим, но поистине национальным предметом
культа. Нарастание же упомянутого культа не .менее
значительно: ибо одним из первых его почитателей
был король Владислав Ягелло, который прибыл в ка­
толическую Польшу из накануне еще языческой Лигвы, и вместе с тем из территории, где культура гре­
ческого христианства соприкоснулась с латинским.
Этапы распространения и усиления культа прежде
всего связаны с самыми бурными событиями нашей
истории: со шведским „Потопом", с барской конфеде­
рацией, с восстаниями и вообще с мартирологией
народа.
Выставка несколько затемнила перспективу хотя
бы своим названием: ведь народ времен Кольберга
и Глогера и народ в 40-летие Польской Народной
Республики — это два различных вопроса. Если же
принять во внимание и учесть точку зрения Католи­
ческой церкви, которая рассматривает верных как
„народ божий", то тогда возникает уже полное сме­
шение семантических понятий. Тем не менее эта все­
общность культа открывает исключительно интерес­
ные перспективы исследований, нарушающих мето­
190

дологические предпосылки, которыми руководству —
ются отдельные дисциплины и словно ищут путей
независимых решений.
Это, как наблюдалось на протяжении веков,
является прообразом, сколько от него сохранилось
в копиях и подражаниях, сколько же внесли ху­
дожники и исполнители (т.е. проблема экспрессии,
требуемой и желаемой зрителями) является проблемой
эстетики, граничащей с психологией, которая вскры­
вает всю сложность проблематики, будучи в то же
время своего рода предварительным исследованием.
Ченстоховская Богоматерь как образец, которому
следуют в своих работах более или менее искусные
цеховые художники, создавая разные культы (Бохеньская Богоматерь, Сокольская Богоматерь), ее изо­
бражение на нагрудных рыцарских гербах или же
икона в крестьянской избе, в мещанском доме, а так­
же в домах польской интеллигенции, дары и образки,
попытка графического изображения — это лишь сиг­
нальный комплекс составных элементов данной про­
блематики.
А л е к с а н д р а Ях е р-Т ы ш к о в а — О ПРОБЛЕ­
МАТИКЕ ВЫСТАВКИ „ЧЕНСТОХОВСКАЯ БОЖЬЯ
МАТЕРЬ В ПОЛЬСКОМ НАРОДНОМ И ПОПУЛЯР­
НОМ ИСКУССТВЕ"
Автор статьи рассматривает вопрос видоизмене­
ния первоначального образа Богоматери в ряде под­
ражаний, реплик, копий. История образа Ясногурской
13огоматери — изменения, происходящие под разру­
шающим влиянием времени, реставрационные работы,
перемена декорации —• отразилась на иконографии
создаваемых все время копий, которые упрочили пе­
ремены в облике образа.
Копии, предназначенные для широких народных
масс, отличаются от других богатством цветочного
декоративного оформления простым, примитивным
контуром, упрощенной формой.
Об особой роли Ясногурской иконы в сознании
поляков свидетельствуют приведенные автором за­
писи паулинов о чудодейственных событиях, связан­
ных с иконой, т.е. о чудесах.

�Особое значение имеет Ченстоховекая Божья Ма­
терь, как Королева Польши — национальный сим­
вол. Существует ряд изображений (в том числе зна­
мена, печати и др.), в которых копия иконы соче­
тается с 'национальными символами.
А н н а К у н ч и н ь с к а-И р а ц к а — ЧЕНСТОХОВСКАЯ БОГОМАТЕРЬ В ИСКУССТВЕ ПОЛЬСКОГО
НАРОДА. ЗАМЕТКИ О ВЫСТАВКЕ.
Выставка
избранных экспонатов
краковского
Этнографического
музея
состоялась в
Кракове
и в Варшаве (1982), а также в Риме и других италь­
янских городах (1983). Экспонировались различные
копии образа Ченстоховекой Божьей Матери: куль­
товая графика, различные святые образки, в том
числе, нательные, исполнявшие роль талисманов,
и другие предемты, украшенные изображением Чен­
стоховской
Богоматери,
самого
прославленного
в Польше чудодейственного образа, привлекающего
широкие массы паломников.
Старейшие
экспонаты
выставки
относятся
к XVII в. Выставка давала возможность отметить
изменения, которым подвергались каноны отображе­
ния копии Ченстоховского Образа в зависимости от
времени и центра ,из которого происходил художник.
Копии выполняли равно цеховые ремесленники, как
и случайные художники из деревень и маленьких
городков, которые значительно разнились между со­
бой в зависимости от возможностей своих творческих
лабораторий. Копии разнились также методами вы­
полнения подробностей, отдельных частей общего фо­
на, декоративными элементами.
Выставка отличалась высоким художественным
уровнем, поразила зрителей красотой экспонирован­
ных предметов, в большинстве выполняемых серийно
для посещающих Ченстохову паломников. Об энту­
зиазме посетителей -выставки свидетельствуют записи
в памятной книге, которые приводятся в качестве
приложений к статье.
Яцек
Громбчевски
— БОЖЬЯ
В УСТНЫХ НАРОДНЫХ СКАЗАНИЯХ

МАТЕРЬ

В фольклорных текстах существует ряд передач
(рассказов, пословиц, верований, обрядов), связанных
с культом Богоматери. Анализ известных передач
дает возможность найти определенные „топосы"
в польской народной культуре.
Автор выделяет „топое" Марии — заступницы,
„топое" флоры и лунный „топос". На основе анализа
материала можно прийти к выводу, что народное
понятие Богоматери является символом родительницы,
заступиницы, покровительницы.
Э в а Ф ры сь-П е т р а ш к о в а
КУКЛАХ

— О ВЕРТЕПНЫХ

Повсеместно распространенные в Польше рожде­
ственские народные вертепы зозникли на основе

средневековых францишканеких вертепов — непод­
вижных многофигурных сцеп - - иллюстрирующих
Рождество Христово. В XVII пеке были введены под­
вижные куклы, при помощи которых представляли
бытовые сцены. В то же время было запрещено
устраивать вертепы в костелах. Вертепы перекочева­
ли на улицу и с тех пор можно уже говорить о на­
родном вертепе. Куклы вертепов невелики (максимум
20—25 см), чаще всего выполнены из дерева, одеты
в специально сшитые наряды. Неподвижные, несги­
баемые фигурки на ножке чаще всего отображают
характерные светские типы. Куклы выступают на
сцене в маленьких постройках и передвигаются вдоль
одной линии. Спектакль сводится к процессии оче­
редных фигурок, которые поют либо произносят
простой светский текст. В текстах лишь изредка за­
трагивается рождественская тематика.

Зофия

Р о з а н о в — КОНЕЦПОЛЬСКИЙ ВЕРТЕП

Среди многочисленных интересных памятников
сакральной скульптуры, собираемой со времен пер­
вого ченстоховского епископа Теодора Кубины (1925
—1952), в коллекциях епархиальной курии в Чен­
стохове, заслуживает внимания коллекция вертепных
фигурок из приходского костела в Конецполе. До на­
шего времени сохранилось тринадцать фигурок: две­
надцать человеческих и одна, изображающая теленка
у яслей. Традиция яслей, начало которой положили
францисканцы, длится в Польше от X I I I в. В XVII в.
вертепы в костелах принадлежали к одному из
основных элементов праздника Рождества Христова.
Тринадцать вертепных фигурок из Концеполя
являются ценным памятником равно художествен­
ной, как и материальной культуры. В начале часть
фигурок помещалась в вертепе, напоминающим по
форме колонный ажурный табернакль. Состав фигу­
рок был подробно исследован, сопровожден фотогра­
фической документацией, во время составления ка­
талога памятников искусства в Польше.

Малгожата
К и т ов е к а
—
„ПАЛАХИЦКИЙ
АЛЬБОМ" ГЕНРИКА РОДАКОВСКОГО
Генрик Родаковски, художник X I X века, родом
из Львова, после путешествия по Европе поселился
па несколько лет в деревне Палахиче вблизи Львова.
Там Родаковски создал цикл II акварельных портре­
тов крестьян и евреев, верно отображая их конкрет­
ные и вместе с тем типичные черты
В настоящее время собрание акварелей нахо­
дится в Окружном музее Гожова Великопольского.
Их фотографии публикуются впервые.

191
Т

�WARUNKI

P R E N U M E R A T Y NA R O K 1985

Cena prenumeraty półrocznej
Cena prenumeraty rocznej

zł 200.—
zl 400.—

Prenumeratę na kraj przyjmują Oddziały RSW „Prasa-Książka-Ruch" oraz
urzędy pocztowe i doręczyciele — w terminach:
— do 25 listopada na styczeń, I kwartał, I półrocze roku następnego 1 na cały rok
następny
— do dnia 10, miesiąca poprzedzającego okres prenumeraty na pozostałe okresy
roku bieżącego.
Jednostki gospodarki uspołecznionej, instytucje i organizacje społeczno-polity­
czne składają zamówienia w miejscowych Oddziałach RSW „Prasa-Książka-Ruch".
Zakłady pracy i instytucje w miejscowościach, w których nie ma Oddziałów
RSW oraz prenumeratorzy indywidualni zamawiają prenumeratę w urzędach pocz­
towych lub u doręczycieli.
Prenumeratę ze zleceniem wysyłki za granicę, która jest o 50% droższa od
prenumeraty krajowej, przyjmuje RSW „Prasa-Książka-Ruch", Centrala Kolporta­
żu Prasy i Wydawnictw, ul. Towarowa 28, 00-958 Warszawa, konto PKO nr 1531-71 I OM w terminach podanych dla prenumeraty krajowej.
Sprzedaż numerów bieżących i archiwalnych:
— w Księgarni Ośrodka Rozpowszechniania Wydawnictw Naukowych PAN, sprze­
daż gotówkowa i wysyłkowa numerów bieżących i archiwalnych, płatność go­
tówką, przelewem łub za zaliczeniem pocztowym.
Adres: OR PAN, Pałac Kultury i Nauki, 00-901 Warszawa, konto PKO 1531-912
I Oddział Warszawa.
Orders for this periodical from abroad can be placed with „Ars Polona" Krakow­
skie Przedmieście 7, 00-068 Warszawa, Poland or with
— Kubon &amp; Sagner, Inhaber Otto Sagner, D8 Munchen 34, Postfach 68, Bundesrepublik Deutschland.
— Earlscourt Publications Ltd., 130 Shepherd Bush Centre, London W 12, Great
Britain.
— Licosa Commissionaria Sansoni, Via Lammarmora 45, 50 121 Firenze, Italy.

Zakład Narodowy imienia Ossolińcklch — Wydawnictwo Wrocław Oddział w Warszawie 1985.
Nakład 1820 egz. Objętość 10,20 ark. wyd., 8,0 ark. druk. Papier w k l ę s ł o d r u k o w y kl. V
90 g. 61 X 86. Oddano do składu 17.11.1984 r. Podpisano do druku w czerwcu 1985 r. Wy­
drukowano w czerwcu 1985 r. w Zakł. Graf. „Tamka". Z. 2. Zam. 2314. N-49. Cena 100.—zł.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11306" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11284">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/229596b5ff46d94d63bcb4e590cde116.pdf</src>
        <authentication>3a1f2f05d8f28db3166975792963c426</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134749">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3337</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134750">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134751">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134752">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134753">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.194</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134754">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134755">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134756">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134757">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT

SZTUKI

•

ROK

XXXVIII

•

1*84

•

Nr

4

polska sztuka ludowa

W

R

O

Z A K Ł A D

C

Ł

A

W

—

N A R O D O W Y

W

A

R

IMIENIA

S

Z

A

W

A

—

O S S O L I Ń S K I C H ,

K

R

A

K

Ó

W

— G

W Y D A W N I C T W O

D

A

Ń

POLSKIEJ

S

K

—

Ł

AKADEMII

Ó

D

Ź

NAUK

�CONTENTS

Tadeusz

Krotoski

Folk

stone

dzisław

s c u l p t u r e f r o m t h e area

Si. and

O n our weaving

of R y b n i k , W o ­

Żory

195

Adam

Chętnik

Anna

Świątkowska

Weaving

Zofia

Gródecka

Helena Bernasowska — master of Golino embroidery
a n d i t s a n i m a t o r — H e l e n a Moszczeńska
.
.
.

Adam

Aleksander Jackowski

Chetnik's
of

i n the K u r p i e region. The text f r o m
inedited

the Łowicz

works

203

clothes

207

T o see t h e m a n . T h e l e s s o n o f W ł a d y s ł a w
ski, teacher, p a i n t e r , poet a n d m u s i c i a n

Wojciech

Michera

W h y is t h e c o w r e d ?
of

Aleksander

223

Malinow­
.

.

.

.

235

O n the categories of r e c e p t i o n

colours

Błachowski I n m e m o r i a n K a z i m i e r z

247
Pietkiewicz

252

SUMMARY OF ARTICLES

255

РЕЗЮМЕ

256

R E D A G U J E Z E S P Ó Ł : A l e k s a n d e r J a c k o w s k i ( r e d . nacz.), J a d w i g a J a r n u s z k i e w i czowa,
Anna
Kunczyńska-Iracka,
Jan Krzysztof
Makulski,
Jerzy
Łoziński,
R o m a n R e i n f u s s (z-ca r e d . nacz.).
S e k r e t a r z r e d a k c j i — E w a K o r u l s k a . R e d a k t o r t e c h n i c z n y — G r a ż y n a Miętus.
T ł u m a c z e n i a — P i o t r P a s z k i e w i c z , M a g d a l e n a I w i ń s k a (ang.) i N a t a l i a Stasińska
(ros.). S e r w i s f o t o g r a f i c z n y — J a n S w i d e r s k i .
A d r e s R e d a k c j i : I n s t y t u t S z t u k i P A N , u l . Długa 28, 00-950 W a r s z a w a , s k r . p o c z t .
994. T e l . 31-32-71/4, w e w n . 227, 229.
Rękopisów nie zamówionych r e d a k c j a nie zwraca.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11305" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11283">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5afd54a0ca364e39e65c80e73ac1e2dd.pdf</src>
        <authentication>4446d3307f7d9ea40d88db76b912fa33</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134738">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3334</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134739">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134740">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134741">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134742">
                <text>"Album Pałahickie" Henryka Rodakowskiego / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134743">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3, s.183-188</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134744">
                <text>Kitowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134745">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134746">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134747">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134748">
                <text>„ALBUM PAŁAHICKIE" HENRYKA RODAKOWSKIEGO

N a p r z e ł o m i e 1980 i 1981 roku Muzeum Okręgowe w Go­
rzowie W l k p . n a b y ł o obiekt znacznej wagi: Album
Henryka

Rodakowskiego,

cykl

akwarel,

który

Palahickie

zarówno

ze

Dopiero w latach s i e d e m d z i e s i ą t y c h

ujawnione, w 1980 roku

zostało wpisane do rejestru z a b y t k ó w , a n a s t ę p n i e , d z i ę k i do­
tacjom władz miasta, zakupione do muzeum.

w z g l ę d u na wartość historyozno-etnografiozną, j a k też artystycz-

H e n r y k Rodakowski urodził s i ę w 1823 r. we Lwowie. L o s

no-ikonograficzną, b ę d ą c interesującą p o z y c j ą w dorobku ma­

tak p o k i e r o w a ł malarzem, że po d ł u g o t r w a ł y c h p o d r ó ż a c h po

larza, jest zarazem cennym zabytkiom naszoj kultury. Przez

Europie

długie lata powojenne cykl ó w określano jako zaginiony podczas

aby wraz z rodziną u d a ć s i ę z powrotem do bliskiego seicu miasta

drugiej wojny ś w i a t o w e j w Krakowie.

Takie

(Austria,

Francja) w maju 1867 roku o p u ś c i ł P a r y ż ,

też w i a d o m o ś c i

z zamiarem s p ę d z e n i a w nim i w jego okolicach k i l k u kolejnych

zawierają niektóro opracowania monograficzne twórczości R o -

lat ż y c i a , a m o ż e nawet osiedlenia s i ę na stałe. W e Lwowie nie

dakowskiogo, m i ę d z y innymi pierwsze wydania albumu przy­

p o z o s t a ł jednak d ł u g o z powodu komplikacji rodzinnych (udział

1

gotowanego przez Andrzeja Ryszkiewicza. P u b l i k u j ą c niniejszy

brata,

w powstaniu styczniowym, jego

ucieczka

komunikat, zmierzamy do częściowego c h o ć b y zdementowania

przed p r z e ś l a d o w a n i a m i z kraju, choroba psychiczna

przyrod­

i sprostowania b ł ę d n y c h informacji.

niego brata,

swojego

Otóż, na p o c z ą t k u lat s i e d e m d z i e s i ą t y c h

okazało s i ę , że

Zygmunta,

Wiktora),

lecz

zamieszkał

w majątku

3

brata, Maksymiliana, w P a ł a h i c z a c h . W ten oto s p o s ó b K a m i l a

komplet jedenastu akwarel z Album Palahiclciego znajduje s i ę

i H e n r y k Rodakowsey z rodziną znaleźli s i ę dość niespodziewa­

w prywatnych rękach w Goizowie W l p . , a m a go w swoich

nie w „ p i ę k n e j , lecz na. zapadłej prowincji położonej wsi po-

zbiorach Franciszka Ż u k o t y ń s k a , ż o n a n i e ż y j ą c e g o już właści­

kuekiej, oddalonej o niecałe dwie mile od S t a n i s ł a w o w a , a o 20

ciela niewielkiego podwarszawskiego m a j ą t k u , a zarazem

minut jazdy k o ń m i , od powiatowego T ł u m a c z a , " . T a m , w ogro­

jed­

4

nego z współwłaścicieli przedwojennego s t o ł e c z n e g o antykwariatu,

dzie dworskim, urządził sobie Rodakowski p r a c o w n i ę m a l a r s k ą .

w którego sklepie dzieło znalazło s i ę t u ż przed 1939 rokiem,

W c i ą g u trzech lat s p ę d z o n y c h w P a ł a h i c z a c h n a m a l o w a ł kilka

najprawdopodobniej drogą

zakuod.

Poprzednią,

wspominaną

o b r a z ó w olejnych: Dama na koniu

w m i ę d z y w o j e n n e j literaturze, w ł a ś c i c i e l k ą cyklu b y ł a wnuczka

koniu), Stróż

artysty, Janina Straszowska, m i e s z k a j ą c a p o c z ą t k o w o w Biór-

(ok.

kowie pod Krakowem,

a n a s t ę p n i e w Warszawie.

Czasy t u ż po drugiej wojnie ś w i a t o w e j p r z y w i o d ł y dzieło

Żyda

1868) oraz cykl wspomnianych akwarel, k t ó r y nas tu in­

teresuje s z c z e g ó l n i e : Album

2

(1868 - - portrot ż o n y n a

(ok. 1868 — portrot psa, Stróża), Portret
Palahickie.

Składa sie n a ń , jak n a d m i e n i l i ś m y , jedenaścio prac. I s t n i e j ą c a

wraz z jego nowym posiadaczem antykwariuszem, do Gorzowa

literatura przedmiotu k a ż e nam u z n a ć t ę liczbę z a p e ł n y c y k l .

Wlkp.

Wszystkie prace m a j ą bardzo z b l i ż o n e w y m i a r y : wys. ok. 31 c m ,

Tutaj

pozostawało

całymi

latami

nieznane

nikomu.

5

183

T

�I I . 2. Sen,

П. 3. Pachciarz Szlomo

dworski listonosz

ezer. ok. 24 cm. Akwarele, ogólnie rzecz biorąc, p r z e d s t a w i a j ą

Josio, cabaretier

20/12 1867 nr inw. M O G /

malowanych z natury m a ł o ruskich chłopów i Ż y d ó w z P a ł a h i c z " .
K a ż d ą o p a t r z y ł artysta d o k ł a d n ą (dzienną) d a t ą i o d r ę c z n y m

/11/2297
Porteur de t ó l ó g r a m m e s

1/01 1868 nr inw. M O G /

podpisem, i d e n t y f i k u j ą c y m p o r t r e t o w a n ą o s o b ę . D o o b j a ś n i e ń —
rzecz nieco z a s k a k u j ą c a w zestawieniu

zarówno

z

tematyką

/11/2299
I w a n B e z u ś propose aux granges

prac, s w o j s k ą przecież, j a k też miejscem ich powstania — u ż y ł
j ę z y k a francuskiego. Monografista Rodakowskiego,

Władysław

K o z i c k i , twierdził, że stało s i ę tak, g d y ż „ f r a n c u s z c z y z n a

4/01 1868 nr inw. M O G /
/11/2300

I w a n et D i c k y t

16/03 1868 nr inw. M O G /

(...)

/11/2302

b y ł to j ę z y k , k t ó r y m ze w z g l ę d u na ż o n ę m ó w i ł o s i ę w domu
malarza". Bez w ą t p i e n i a on sam p o s ł u g i w a ł s i ę o w ą „ s a l o n o w ą "
mową

z upodobaniem i s w o b o d ą , nio d o s t r z e g a j ą c k o n i e c z n o ś c i

We

wszystkich

tych

podobiznach

ludzi, k t ó r y c h

często

s p o t y k a ł przy dworze, czy t e ż we wsi, Rodakowski p o z o s t a w a ł

czy t e ż potrzeby umieszczania pod akwarelami polskich n a p i s ó w .

a r t y s t ą , k t ó r y u p o d o b a ł sobie w malarstwie precyzję realizmu

Oto j a k b r z m i ą oryginalne t y t u ł y p o s z c z e g ó l n y c h prac (obok

i w n i k l i w o ś ć psyehologizmu. Twierdził K o z i c k i , iż „ t e typy rus­

za

Rodakowskim

—

podajemy

chronologię,

według

której

ustalono k o l e j n o ś ć ) :

kich

parobków,

przynoszących
rzeźbiarzy,

Sculpteur de P a ł a h i c z e
Sen. L a posto de P a ł a h i c z e
Szlome, surveillant de fermę
L e Maire N y k o ł a
Gregorcio, grandforestier

Jacio palefrouior

184

chłopaków

stajennych

gorącym

i

żydowskich

posłańców

szynkarzy,
dworskich

uczynku ich

wiejskich

listonoszów,

przechwycona

/11/2290

a przeto t c h n ą c e p r a w d ą i b e z p o ś r e d n i o ś c i ą ż y c i a , u t r w a l a j ą c e

6/11 1867 nr inw. M O G /

na

wójtów,

pachciarzy,

12/10 1867 nr inw. M O G /

eodzionnych

zajęć,

wiernie a t m o s f e r ę wsi pokuckiej, z jej c h ł o p s k ą i k o z a c k ą dziar-

/11/2291

s k o ś c i ą i p o e z j ą — te j a k b y od niechcenia, na marginesie

12/11 1867 nr inw. M O G /

wielkiej — twórczości stworzone akwarele nie tylko dlatego s ą

—

/11/2292

tak cenne, że s t w o r z y ł je mocny i zdrowy realizm, o d r z u c a j ą c y

16/11 1867 nr inw. M O G /

na bok reguły klasycznej s t y l o w o ś c i , ale t a k ż e dlatego, ż e w nich

/11/2293

silnie zabrzmiała u artysty nuta swojska". Andrzej Ryszkiewicz,

17/11

wielokrotnie

1867 nr inw. M O G /

/11/2294
Myszka

gumiennych,
telegramy,

z a j m u j ą c y s i ę t w ó r c z o ś c i ą Rodakowskiego

pisząc

o „ a u t e n t y z m i e ś w i e t n i e narysowanych postaci", zwraca jednak

10/12 1867 nr inw. M O G /

u w a g ę na to, iż temat c y k l u w y r ó s ł z „ m o d n e g o w ó w c z a s zwrotu

/11/2295

ku ludowości".

14/12 1867 nr inw. M O G /

Dobrowolski, k t ó r y c h a r a k t e r y z u j ą c nowoczesne malarstwo pol­

/П/2296

skie, s t w i e r d z i ł , iż Album Pałahickie

6

Podobnie ujmuje swoje s p o s t r z e ż e n i a Tadeusz
to eykl „ o tyle i n t e r e s u j ą c y ^

�że informuje o w p ł y w i e problematyki chłopskiej na ś w i a d o m o ś ć
artysty z w i ą z a n e g o towarzysko z a r y s t o k r a c j ą " .

7

z w y s u n i ę t y m n a p r z ó d c z o ł e m , które tworzy ostry k ą t z nosem,
z t w a r z ą s p a l o n ą od w i a t r ó w i p o o r a n ą bruzdami". Mając w tle

N i e z a l e ż n i e od tego, czy źródła inspiracji b ę d z i e m y szukać

szarozielonkawe w z g ó r z a , idzie p o l n ą drogą, ubrany w obszarpa­

w autentycznym zainteresowaniu w s i ą p o k u c k ą (co wydaje się

ny, zszarzały „ p e t y k " , na k t ó r y narzucił „ w e r o t ę " w podobnym

dobrze t ł u m a c z y ć z a r ó w n o miejscem powstania prac,

stanie; g ł o w ę n a k r y ł „ e z a p i c ą " z niobieskawego sukna, a nogi

jak oso­

bistymi kontaktami z p r z y s z ł y m i modelami), czy t e ż w modzie,

osłonił „ b u c i a r a m i " . N a przorzuconoj przez r a m i ę skórzanoj torbie

istotnymi b y ł y b y dociekania w zakresie problemu zasygnali­

w i d n i e j ą i n i c j a ł y jego portrecisty „ H . R . " .

zowanego przez Kozickiego. Mamy t u na m y ś l i k w e s t i ę czy i u a

Trzecia akwarela to p o w s t a ł y k i l k a dni p ó ź n i e j konterfekt

ile przedstawione postacie u z n a ć m o ż n a rzeczywiście — mimo

„ t a k i e g o sobie ż y d o w s k i e g o

ich dosadnej czasem charakterystyki i silnoj indywidualizacji

w P a ł a h i c z a c h n a z y w a ł się Szlome" (Pachciarz Szlome), a k t ó r e g o

pół-szafarza, p ó ł - o k u m a n a ,

który

(wszak b y ł y to osoby konkretne, któro z a c h o w a ł y swe imiona

malarz p r z e d s t a w i ł z charakterystycznymi akcesoriami, ubra­

czy przezwiska) — za tzw. typowe, a w i ę c do pewnego stopnia

nego w czarny c h a ł a t , s p i ę t y szabasowym pasem,

powszechne, znamienne, nawet jakgdyby w danej okolicy uni­

z p a t r i a r c h a l n ą r u d a w ą b r o d ą i pejsami.

wersalne, modelowe.

jarmułkę,

Teren b a d a ń bardziej to z a s t r z e ż o n y dla

„ W ó j t " N y k o ł a — palaliicki rządca, ukazany w niemal

etnografa n i ż dla historyka sztuki, ( c h c i a ł a b y m jednak przekazać

monumentalnej postawie na tle w ł o ś c i , k t ó r y c h czuje się gospo­

swoje sugestie i spostrzeżenia).

darzem, wsparty j e d n ą d ł o n i ą na s ę k a t y m kosturze, d r u g ą trzy­

Władysław
akwareli Chłopski
wzbudził
jaskrawo

Kozicki,
rzeźbiarz

pisząc

o

chronologicznie

pierwszej

podkreślił, iż zaintorosowanio malarza

,,jeden z bezimionnyeh
pomalowanych

figur

twórców
i

(...)

kapliczok

ma w s u n i ę t ą za pas; jego w y g l ą d i postawa są p e ł n e g o d n o ś c i :
„ S t r ó j jogo jest k o m b i n a c j ą lata i z i m y ; na ramionach k o ż u c h

krucyfiksów,

z czarnego barana, o d s ł a n i a j ą c y d ł u g ą zgrzobną k o s z u l ę , z w i ą ­

przydrożnych".

z a n ą pod szyją czerwoną h a r a s ó w k ą i spiętą szorokim s k ó r z a n y m

U b r a n y w skromny, znoszony, n i e g d y ś rudawy, k o ż u c h i ciężkie

pasem, u k t ó i e g o wisi klucz (...) — - godło w ó j t o w s k i e j w ł a d z y .

wysokie buty oddaje się swojemu zajęciu we w n ę t r z u pracowni

N a głowie s ł o m i a n y kapelusz z szorokimi krosami, rodzaj chłop­

równio ubogim, j a k jego strój. Pracownia jest zarazem w i e j s k ą

skiej panamy"; ma „ t w a r z tak samo zmurszałą, j a k S e ń , taki

c h a t ą — izbą, gdzie narzędzia rzeźbiarskie pizomioszano s ą zo

sam nos, pod ostrym k ą t e m z czoła w y s t a j ą c y i siwawy, przy­

s p r z ę t a m i gospodarczymi.

cięty wąs".

Seń,

dworski

listonosz,

został

sportrotowairy

na

drugiej

Pobereżnik

Grenorcio został uwieczniony

przez Rodakow­

z kolei akwareli: ,,to typowy okaz poczciwego, wiernego, chudego

skiego jako p i ą t y z kolei mieszkaniec Palahiez. A jednak po­

c h ł o p i n y ruskiego, z d ł u g i m i kosmykami w ł o s ó w , nioporządnie

w ą t p i e w a K o z i c k i w jego tubylcze pochodzenie:

o p a d a j ą c y m i na kołnierz, z p r z y c i ę t y m i szczecinowatym w ą s e m ,

chyba nie urodził się w P a ł a h i c z a c h , ale p r z y w ę d r o w a ł z gór,

I I . 4. W ó j t Nykola

„ t o n to już

I I . 5. P o b e r e ż n i k Gregorcio

285

�g d z i e ś z Maniawy, C u c y ł o w a lub R a f a j ł o w e j , a wskazuje na to

jeszcze karczmarz, on to już tylko „ ż y d o w s k i proletariusz z T ł u ­

jego s t r ó j , na p ó ł huculski oiaz typ, wcale nie nizinny. Szarawary

macza", oberwaniec z „ w i e l k ą , k o c i ą g ł o w ą , n a k r y t ą jarmułką

w p u ś c i ł w kierpce, pod k o ż u c h e m s i ę g a j ą c y m kolan m a jeszcze

i o b r a m o w a n ą b r o d ą i d ł u g i m i pejsami, t r u d n i ą c y si$ marnie

jakąś o p o ń c z ę i c o ś w rodzaju długiej kamizeli. N a g ł o w i e czapka

p ł a t n y m d o r ę c z a n i e m pilnych przesyłek bez w z g l ę d u na porę

obszyta lisiurą, (...) d u b e l t ó w k a w r ę k a c h , na biodrach z jednej

roku i p o g o d ę " .

strony manierka, z drugiej torba".
K u c Myszka

K o l e j n y akwarelowy portret, j a k i w P a ł a h i c z a c h

to jedna z ostatnich, akwarel, namalowanych

wyszedł

epod p ę d z l a Rodakowskiego, to podobizna gumiennego, I w a n a

jeszcze w roku 1867. F o r n a l z „ t y p o w ą w t y c h okolicach twarzą

Bezusia. Oumienny

p o c i ą g ł ą , o d ł u g i m nosie, z p r z y s t r z y ż o n y m w ą s e m i o d ł u g i c h

face, j a k b y upozowany do portretu, odziany w b i a ł y k o ż u c h

Iwan

jest to m ł o d y m ę ż c z y z n a s t o j ą c y en

czarnych w ł o s a c h , przyciętych, n a czole w g ł a d k ą g r z y w k ę , a na

z obszernym czarnym k o ł n i e r z e m baranim, przepasany szerokim

karku układających

długi

s k ó r z a n y m pasem, na nogach m a ciężkie buty, a przed s o b ą

barankowym

trzyma oburącz b a r a n k o w ą c z a p k ę . Warto podkreślić t y p o w o ś ć

biały

kożuch,

wyprowadza

się

w g ę s t e k ę d z i o r y " , ubrany w

z szerokim czarnym kołnierzem
z

„masztarki"

huculskiego

gniadego

kucyka.

t a k ż e tej fizjonomii: ś w i a d c z y

o niej „ c h u d a , w ą s k a

głowa,

w y d ł u ż o n a jeszcze bardziej przez czerniejący na brodzie, już
W

stajni s ł u ż y t a k ż e chłopiec stajenny, Jacio. Odziany

w d ł u g ą po kolana l n i a n ą k o s z u l ą , z w i ą z a n ą c z e r w o n ą „ h a r a s ó w k ą " , p r z e p a s a n ą szerokim s k ó r z a n y m pasem z b ł y s z c z ą c y m i me­
talowymi guzikami, w wysokich butach z w y w i n i ę t y m i cholew­
kami i baraniej „ e z a p i e y " n a g ł o w i e przechodzi w ł a ś n i e przez,
p o d w ó r k o . W tle w i d a ć p i ę k n i e rzeźbione drewniane wrota do
lamusa.
Następny

dawno niegolony zarost {...), d ł u g i , rasowo pokucki nos, cienki,
na d ó ł opuszczony w ą s (...), piastowskie w ł o s y , s p a d a j ą c e pros­
tymi kosmykami na ramiona, a r ó w n o p r z y c i ę t e nad c z o ł e m ,
z w ł a s z c z a z a ś d u ż e , jakby łzami n a b r z m i a ł e oczy".
N a koniec jedna jeszcze p a ł a h i c k a p o s t a ć , której p o d o b i z n ę
d o d a ł Rodakowski do

całości dopiero po d w ó c h

miesiącach,

gdy c a ł y c y k l p o w s t a w a ł d z i e ń po dniu n i e m a l ż e , j a k b y na
typ

żydowski

to

karczmarz,

Josio:

„chuda,

dziesięciu pracach m i a ł s i ę z a k o ń c z y ć . Akwarela, przedstawia­

ascetyczna p o s t a ć z p o c i ą g ł ą , b r o d a t ą i p e j s a t ą g ł o w ą , gdzie

jąca stajennego I w a n a , prezentuje bohatera wraz z wyprowa­

spod

dzanym w ł a ś n i e ze stajni gniadym wierzchowcem ż o n y malarza,

jaimułki wygląda

szemkie czoło oraz subtelny,

bardzo

cienki i długi garbaty inos oczy, p e ł n e z m ę c z e n i a i smutku, już

D i c k y t e m . „ W i d z i m y r a s o w ą , solidnie w y r z e ź b i o n ą ,

nie osobistego, ale j a k b y z wiekowoj niedoli całoj rasy i d ą c o g o " .

g ł o w ę (Iwana — M . K . ) , o z d o b i o n ą p o k r ę t n y m w ą s e m i przy­

U b r a n y w charakterystyczny czarny c h a ł a t , ozdobiony prze­

k r y t ą c z a p k ą z siwego baranka". Choć cała p o s t a ć , przyodziana

wieszonym przez szyję czerwonym pasiastym s z a l e n , czerpie

w ciężkie buty i „ s z t y w n y , b r ą z o w y petyk, podbity k o ż u c h e m " ,

c h o c h l ą 7 cebrzyka gorzałkę, obsługując niewidocznych gości.

jest nieco zwalista, to twarz pełna jest zadumy, a w d u ż y c h

Roznosioiol t e l e g r a m ó w
naniu jednak z owym

to jogo pobratymiec.

„beniaminkiem

Jehowy",

I I . 6. K u c „ M y s z k a "

186

W

porów­

jakim

jest

przystojną

„ r o z m a r z o n y c h oczach śnięci s i ę jeszcze nieodrodna ukraińsko-słowiańska t ę s k n o t a " .

11. 7. Chłopiec stajenny J a c i o

�W e wszystkich, k r ó t k o p o w y ż e j — z p o m o c ą Kozickiego —
opisanych pracach pozostaje

„Co s i ę tyczy akwareli, o k t ó r y c h P a n tak grzecznie wspominasz,

Rodakowski nie tylko bystrym

to nie s ą one robione n a w y s t a w ę , tylko szkice, k t ó r e , jako ko­

obserwatorem, m o ż e nawet d o k u m e n t a l i s t ą , ale jest t e ż kon­

lekcja w s p o m n i e ń , dla mnie m a j ą znaczenie. Bardzo jestem w d z i ę ­

sekwentnym, u w a ż n y m psychologiem. D o ś ć s p o j i z e ć na twarz

czny i umiem ocenić p o c h l e b n ą d o n i o s ł o ś ć oferty Towarzystwa,

np. roznosiciela t e l e g r a m ó w czy t e ż którejkolwiek innej postaci.

by te w portfelu umieszczone wspomnienia w szkło oprawić n a

A jednak d l a badacza tego właśnie c y k l u w a ż n i e j s z a pozostaje

cel wystawy. G d y b y s i ę te akwarele do wystawy k w a l i f i k o w a ł y ,

sprawa piorwsza. Urzeczony b a r w n o ś c i ą kresowej wsi, s t w o r z y ł

to b y m c h ę t n i e sam p o n i ó s ł ten wydatek, ż e b y i m do tego zasz­

malarz jej portret wycinkowy, ale m o ż n a s ą d z i ć , iż wierny.

czytu d o p o m ó c " .

W Album

Palahickim

9

racji

Trudno w i ę c osądzić, n a ile ó w obraz P a ł a h i c z zrodził s i ę

o d m a w i a ł Tadeusz Dobrowolski — „ z n a m i o n mocnego realizmu

na bazie modnego w ó w c z a s tzw. „ z w r o t u k u l u d o w o ś c i " , k t ó r y

Courbeta".

8

dopatrywano s i ę nawet — czemu

B y ć może w formułowaniu

tak zdecydowanych,

daleko i d ą c y c h s ą d ó w n a l o ż a ł o b y w y k a z a ć więcej

ostrożności,

wszak wieś ukazana przez Rodakowskiego jost wsią

widzianą

u s c h y ł k u wieku przybrał k s z t a ł t zdawkowej i powierzchownej
„ c h ł o p o m a n i i " . C z y ż b y bowiem Album

Palahickie

b y ł o jedynie

wyrazem tak w ł a ś n i e i tak tylko rozbudowanego

zaintereso­

z ganku p a ń s k i e g o dworu, w s i ą , która — w y j ą w s z y rzeźbiarza

wania? C z y ż b y p o w s t a ł o z pewnego rodzaju pobudek

i karczmarza — d o ń p r z y s z ł a , a ludzie to przede wszystkim

tycznych '? Przeczy temu z a r ó w n o

s ł u ż b a folwarczna. W s z y s c y ci ludzie to — mimo typowego

postaci,

w y g l ą d u , r y s ó w twarzy i ubioru — indywidua, któro określone

folkloryzm, j a k t e ż wierność

z o s t a ł y konkretnymi imionami. Nie p o k a z a ł Rodakowski pracy

przód stawione. W y d a j e się, ż e prawda b y ł a pierwszym i ostatnim

nioznany

autentyzm

malarzom u p r a w i a j ą c y m

snobis­

portretowanych
w swojej

z j a k ą palahickie typy

sztuce
zostały

c h ł o p ó w w polu. S t ą d mamy podobizny Scnia, Nykoly i Bozusia,

celem ja,ki sobie Rodakowski p o s t a w i ł . W jej imię ani nio ubarwił

a nie obraz grupy ludzi, w ś r ó d k t ó r y c h z trudem jedy'nio da.

swoich modeli, nie w y s t y l i z o w a ł „ n a ludowo" i c h odzienia, ani

się r o z p o z n a ć ich rzeczywiste pierwowzory, jak c h o ć b y -— jeśli

też nie p r z y d a ł ponad miarę „ r a s o w o ś c i " ich twarzom czy po­

już z o s t a ł o tutaj przypomniane nazwisko Courbeta — w Ka­

sturze.

mieniarzach.

T

W y d a j e s i ę zresztą, że a r t y ś c i e polskiemu b l i ż s z y

M o ż n a b y to u z n a ć z a ś w i a d o c t w o , p o t w i e r d z a j ą c o n i e ś m i a ł e

b y ł b y w z ó r choćby* Piotra M i c h a ł o w s k i e g o i m o ż e w ł a ś n i e z jego

sugestie, iż w i ę k s z e p i ę t n o n i ż modne tendencje, n i o s ą c e i pro­

d z i e ł a m i (por. np. Seńko) n a l e ż a ł o b y palahickie akwarele z e s t a w i ć .

pagujące

Czy jednak wiele takie p o r ó w n a n i e nam wyjaśni'? Wolno przecież

skiogo szeroko podejmowane w X I X wieku badania ludoznawcze.

u z n a ć , że autorowi Album PalaMckiego

nowe

tomaty,

odcisnęły

na twórczości

Rodaków -

chodziło o pozostawienie

Przypomnijmy tutaj c h o c i a ż b y działalność Oskara Kolberga,

takiego wizerunku pokuckiej wsi, ja.ki jemu b y ł znany i bliski.

k t ó r y ok. 1861 roku p r z e d s i ę w z i ą ł swo pierwsze podróże na R u ś ,

W s z a k sam p i s a ł w jednym z l i s t ó w , kierowanych z Palahicz na

czego owocom b y ł a , m i ę d z y innymi, publikacja w latach 1857—

ręce Konstantego

1890 czterech t o m ó w , p o ś w i ę c o n y c h P o k u c i u .

rzystwa

Przyjaciół

D z b a ń s k i e g o , sekretarza lwowskiego
Sztuk

Pięknych

(w latach

I I . 8. Karczmarz Josio

Towa.

1807—1877);

10

Ł a t w o daje s i ę

z a u w a ż y ć fakt, iż edycja dziel Kolberga przobiogała przez pewien

H . 9. Roznosiciel t e l e g r a m ó w

187
T

�I I . 10, Gumicmry

Iwan

I I . 11. Stajenny I w a n

kres równologle z powstaniem Album Pałahickiego.
Warto
podkreślić, że Kolberg potwierdza tutaj i uwierzytelnia spos­
trzeżenia Rodakowskiego. Oto np. czytamy w „ p o k u c k i c h "
tomach: „ L u d n o ś ć tego k r a j u w i e j s k ą b y ł a i jest g ł ó w n i e ruską,
trzy p o n i e k ą d przedstawiając typy(...) P o ł u d n i o w ą część zajmują
górale H u c u ł y , p ó ł n o c n ą R u s i n i haliccy, w s c h o d n i ą p o k u e c y " ;
„ P r ó c z ludności ruskiej, Pokucie obejmuje l i c z n ą d o s y ć ludność
polską, czyli wedle dawnego ogólnego na R u s i w y r a ż e n i a : ma­
z u r s k ą " ; „ N a d e r też na Pokuciu, jak wszędzie u nas, jest l i c z n ą
ludność Ż y d o w s k a . Żydzi(...) się przoważnie dzierżawią (arendą)
t r u n k ó w czyli propinacji trudzą.". Dalej, charakteryzując miesz­
k a ń c ó w opisanych ziem, pisze Kolberg, iż „ w i e ś n i a k pokucki
w ogóle wysokim nie odznacza się wzrostom", a „ u s p o s o b i e n i e
ludu jest ż y w e , jak w ogóle temperament sangwinistyczny.
Objawy, ataki i wybuchy jogo silnie są hamowane wychowaniem,
jak i odziedziczonymi po ojcach w y o b r a ż e n i a m i uległości wobec
starszych wiekiem i p o ł o ż e n i e m " . J a k ó w lud bywa ubrany?
„ P o d T ł u m a c z e m i S t a n i s ł a w o w o m noszą chłopi (...) sioraki
czarne z kapturami zwano o p o ń c z ą . Opończa ta ma na szwach
w ł ó c z k o w a t e sznurki czerwono i zielone, mianowicie: 110 kołnierzu,
na przodzie (na piersiach), w pasie, z tylu, koło kieszeni i na
k o ń c u r ę k a w ó w . B u t y u m ę ż c z y z n czarne... Spodnio (holoszni
lub nahawyci, u bogatych: sztany) biało z sukna w ł a s n e g o
wyrobu noszą m ę ż c z y ź n i z drobnym w ł o s i o m ; latom s ł o m i a n e
kapelusze. Koszula w y w i n i ę t a na gacie (latom) opasana jest
pasem rzemiennym dubeltowym (romień) na 6 cali lub więcoj
szerokim. Do pasa. przywiązania moszonka czyli sakiewka s k ó ­
rzana na pioniądzo, którą się za ton rzoinień w k ł a d a " .
11

C!woli rzetelności dodajmy jeszcze, że jeśli chodzi o Roda­
kowskiego, i*&gt; i T i i l i z n j i M ' ów i 4 kl, k o n t y n u o w a ł tema! p o d j ę ł y
w swej twórczości już wczt;śnioj. T a k w roku 1857 p o w s t a ł wielo­
krotnie chwalony „ b a r d z o w d z i ę c z n y obrazek г ż y c i a galicyj­

188

12

skiego", znany jako Wnętrze cerkwi ruskiej.
Z 1859 roku po­
chodzi natomiast Chłopka międląca konopie. Co prawda Andrzej
Ryszkiewicz pisze o tym obrazie, iż „ z n a m i o n u j e (go — M . K . )
wyraźnie
czysto z e w n ę t r z n e zaciekawienie
malowniczością
egzotycznego nieomal f o l k l o r u " .
Te dwie prace malowano z p a m i ę c i (w P a r y ż u , zo szkiców
wykonanych w kraju) dow^odzą, że w i e ś to motyw m a l a i s k i ,
k t ó r y nie b y ł Rodakowskiemu obcy. Przypomnijmy je3zcze,iż
t a k ż e po powstaniu p a ł a h i c k i e g o cyklu p o j a w i ł y się w twór­
czości malarza prace w y j ą t k o w o interesujące z naszego punktu
widzenia, z w i ą z a n e z trwałą w jogo dorobku o b e c n o ś c i ą wiejskiej
tematyki. W i ę k s z o ś ć z tych dzieł nie z a c h o w a ł a się, niestety, do
naszych c z a s ó w , a polegając na cudzych przekazach, do czego
j e s t e ś m y zmuszeni, nie zawsze m o ż e m y je w ł a ś c i w i e ocenić.
Oto z roku 1878 pochodzi olejno studium c h ł o p ó w w zimowym
p o j z a ż u , a z 1880 rysunek p r z e d s t a w i a j ą c y drwali. Reprodukcjo
u k a z u j ą nam dzieła doskonale warsztatowo; Andrzej Ryszkie­
wicz uznajo je ponadto za „ ś w i e t n i e zaobserwowano" i „ p r z e ­
konywająco".
Bodaj najlepszym jost o ł ó w k o w y rysunek
p r z e d s t a w i a j ą c y pastucha, datowany na 26 lipca 1868 roku,
a w i ę c tylko k i l k a m i e s i ę c y p o p r z e d z a j ą c y Album
Palahickie.
To „ a r c y d z i e ł o rysunku" jest, jak i prace wymienione poprzodnio,
pełne prostoty, ale przede wszystkim realizmu i p r a w d y .
I stąd wspomniane badania nad k u l t u r ą l u d o w ą w y d a j ą się
bardziej u z a s a d n i a ć genezę omawianego cyklu, niż jakiekolwiek
inne olomenty. W y d a j e się ponadto, iż w k o n t o k ś c i e kilkunastu
zachowanych prac Rodakowskiego o tematyce wiejskiej, w tym
kilku poza Album Pałahickim,
za co najmniej nieostrożne n a l e ż y
u z n a ć stwierdzenie, że powstanie owych o b r a z ó w i r y s u n k ó w b y ł o
li tylko przejawem „chwilowy &lt;-h zainteresowań rodzajowo-wiejskich" malarza w odpowiedzi na wybuch realizmu fran­
cuskiego.
13

1 4

15

16

�PRZYPISY

1 Por. pierwszo wydania albumu: Henryk
Rodakowski,
oprać. A . Ryszkiewicz, Warszawa 1964 oraz: Henryk Rodakowski
i jego otoczenie. Korespondencja artysty, oprać. A . Ryszkiewicz,
W r o c ł a w 1953, s. 209; w roku 1969 Album Palahickie odnale­
ziono w Gorzowie W l k p . ; informacje o t y m drogą koresponden­
c y j n ą o t r z y m a ł Andrzej Ryszkiewicz w r. 1970 od w n u k a artysty,
H . W o ź n i a k o w s k i e g o , zamieszkałego w Katowicach, k t ó r e g o
z kolei o fakcie p o w i a d o m i ł znalazca obiektu, n i e ż y j ą c y już
dzisiaj W . Grabowski z Gorzowa W l k p . ; s t ą d dopiero trzecie
wydanie — z 1972 r. — pozycji Henryk Rodakowski posiada
wprowadzono przez autora sprostowanie, d o t y c z ą c e przecho­
wywania c y k l u w rękach prywatnych.
2 P o r . : W . K o z i c k i , Henryk Rodakowski (z 32 reproduk­
cjami), K r a k ó w 1927, s. 24
3 D o k ł a d n y opis okoliczności, które do tego d o p r o w a d z i ł y
podaje W . K o z i c k i , Henryk Rodakowski (z 8 tablicami i 151
ryoinami w tekście), L w ó w 1937, s. 302
4 Ton i n a s t ę p n e cytaty pozbawiono szczegółowej lokalizacji
z a c z e r p n i ę t e z o s t a ł y z p o w y ż s z e j monografii twórczości Roda­
kowskiego pióra W . Kozickiego, gdzie autor n a ss. 302—317
p o ś w i ę c a u w a g ę Album
Palahickiemu

Fot.:

S

U

M

M

A

R

I

E

S

5 Kierujemy s i ę tutaj przede wszystkim wspomniana
p o z y c j ą , ale t a k ż e wspomnieniami wnuka artysty, H . W o ź n i a ­
kowskiego
6 Henryk Rodakowski, oprać. A . Ryszkiewicz, op. cit.,
s. 22
7 T . Dobrowolski, Nowoczesne malarstwo polskie
1764—
1939, t. I — I I I , W r o c ł a w 1957, t. I , s. 337
8 t a m ż e , s. 337
9 L i s t z 19.11.1869 г., cyt. wg: Henryk Rodakowski i jego
otoczenie, op. cit., w. 62
10 Por. wydanie ostatnie: D W O K , t. 29—31, Warszawa
1962—1963
11 T e n i n a s t ę p n e cytaty pozbawiono szczegółowej lokali­
zacji zaczerpnięte z o s t a ł y z t. 31 p o w y ż s z e g o d z i e ł a O. Kolberga,
gdzie autor na ss. 17—47 p o ś w i ę c a u w a g ę m i e s z k a ń c o m pokuckiej
wsi.
12 Henryk Rodakowski, op. cit., s. 21
13 t a m ż e
14 t a m ż e , s. 22
15 t a m ż e
16 t a m ż e , s. 20

Jerzy Szalbierz

*

P

E

Э

Ю

M

E

SUMMARY O F A R T I C L E S

Tadeusz Chrzanowski
DONNA" AND A R T

—

THE

"BLACK

MA­

The exhibition "Our L a d y of C z ę s t o c h o w a i n the A r t of
Polish folk", opened i n the Ethnographical Museum i n Cracow
in autumn 1982 to bo hold further i n Warsaw and I t a l y , was
not only a significant artistic event but it also offered a vast
range of scholarly problems to be dealt with. Although the
painting, itself Kublerian "first object" i n a long evolution
sequence, was not physically present at the display, its spiritual
domination was v i v i d a n d omnipresent. Despite long-lasting
disputes and scholarly argumentation the provenance of the
painting has not been settled yet, and the problem will probably
remain unsolved for a long time, i f not for ever. Whero did i t
come from — I t a l y , as most of the scholars opt for, or the E a s t 1
The issue should not be neglected. However, it is not of crucial
significance at the same time since from the point of view of the
exhibition's goal more important is the fact the image of Our
L a d y became a national object of cult and veneration. T h e
flourishement of this cult is also symptomatic. One of the first
fervent devotees of Our L a d y of C z ę s t o c h o w a was king Vladislaus J a g i e ł ł o who had come to Poland from the pagan L i t h u a n i a ,
being the area where the Greek and L a t i n Christian cultures
met and co-existed. T h e phases of the cult's intensity and spread
followed the most eventful moments of our history, i.e. the
Swedish "Flood", the Confederation i n B a r , national uprisings,
and martyrology of the Nation in general.
However, the title of the exhibition blurred the semantic
image of the display to a certain extent. I t is so because the
folk i n the time of Kolberg and Gloger and that of People's
Poland are by no moans the same, not to mention the viewpoint
of the Church regarding tho faithful as "God's people".
The way tho original painting has been perceived as well
as the changes introduced by artists and craftsmen i n the image
of "Our L a d y of C z ę s t o c h o w a " constitute the problem of both
aesthetics and psycholog}'. O f great interest is the issue of
immense popularity of the image found on knightly pectoral
plates, votive offerings, holy medals or i n the houses of peasants,
townsmen and intellectuals.
I t m a y be said that the above popularity of the painting
sets very interesting research directions, which depart from
methodological assumptions utilized by particular scholarly
disciplines.

Aleksandra
J a c h o r-T у s z к o w а
—
REMARKS
ON T H E E X H I B I T I O N " O U R L A D Y O F CZĘSTOCHOWA
IN POLISH F O L K AND POPULAR A R T "
The authoress considers tho ways the original image was
transformed i n a number of copies, replicas and imitations.
The history of the Jasna Góra painting, that is the changes
resulting from the destructive impact of time, renovations
and alterations of decoration, exerted a great influence on the
iconography of the copies, themselves depicting the changes i n
tho original painting. T h e copies executed for folk receivers
distinguisch themselves with abundance of floral decoration,
thick and primitive contour, as well as simplicity of form. I n
the article the authoress also presented the Paulite notes telling
about miraculous events connooted with the painting; they
emphasize the painting's role in the consciousness of the Poles.
Of particular significance is Our L a d y of C z ę s t o c h o w a , the
Queen of Poland and a national symbol at the same time. One
can come across a number of images (e. g. banners, seals) where
both national symbols and a copy of the painting are emplo­
yed.

A n n a K u n c z y ń s k a - I r a c k a — O U R L A D Y O F CZĘ­
STOCHOWA I N T H E POLISH F O L K A R T — R E M A R K S
ON T H E E X H I B I T I O N
Tho above exhibition from the collection of the Ethnogra­
phic Museum i n K r a k o w was held i n K r a k ó w and W a r s a w
(1982), as well as i n Rome and other I t a l i a n cities (1983). Different
copies of tho Częstochowa image of Our L a d y were presented:
ephemeral devotional prints, medals, small metal pictures
worn as talismans, and other objects decorated with the image
of C z ę s t o c h o w a , the most famous miraculous painting in Poland
attracting flocks of pilgrims.
The oldset exhibits date back to the 17th century. T h e
exhibition enables one to see tho transformation of the canon
of the painting's copy as dependant on time and the milieu of the
artist. T h e copies were painted by both guild craftsmen and
accidental painters from the country and small towns, honce
big differences i n the artistio level. T h e copies also differ i n the
presentation of a detail, a section of tho background, decorative
elements. T h e exhibition reflected high artistic quality and

189

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11304" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11282">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a39007ee44c8c5e012e3e39aec803995.pdf</src>
        <authentication>8823f0fecf83258592782ef586003a39</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134727">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3332</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134728">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134729">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134730">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3123</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134731">
                <text>Kukiełki z szopek kolędniczych / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134732">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3, s.167-176</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134733">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134734">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134735">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134736">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134737">
                <text>KUKIEŁKI Z SZOPEK KOLĘDNICZYCH

Wielofigurowe

sceny,

przedstawiające

Boże

W Krakowie szopki k u k i e ł k o w e b y ł y już w pierwszej p o ł o w i e

Narodzenie,

p o j a w i a ł y s i ę w kościołach od c z a s ó w ś r e d n i o w i e c z a ,

rozpow­

XIX

w- silnio zadomowiono i r o z w i n i ę t e , znano je w ó w c z a s

Stopniowo

również w Waiszawio i to pod n a z w ą „ s z o p k i krakowskiej".

rozrastał s i ę krąg postaci p r z y b y w a j ą c y c h do ż ł o b k a z h o ł d e m

N a tej podstawie Estreicher p o s t a w i ł t e z ę , „ . . . ż e w Krakowie,

i darami. D l a uatrakcyjnienia takich jasełek wprowadzano do

a nie gdzie indziej złączono w całość s z o p k ę . . . z figurkami typu

nich w X V I I I w. ruchome lalki, z u d z i a ł e m k t ó r y c h odgrywane

maryonotkowego,

b y ł y sconki o ś w i e c k i m charakterze. B a r w n y opis jasełek, wielo­

turgiczne i ż e tu p o w s t a ł a dzisiejsza o b n o ś n a scena szopkowa.*

krotnie

Wspomniany rysunek K . W . K i e l i s i ń s k i e g o , wykonany w r. 1837

szechniano

przez

zakony

przytaczany

reguły

franciszkańskioj.

w literaturze

przedmiotu,

d a ł Jędrzej

o d g r y w a j ą c o m i sceny charakterystyczne i l i ­

Kitowicz, k t ó r y zwrócił również u w a g ę na ż y w o reakcje w idzów,

w Medyce

śledzących

rozprzestrzenieniu się takiej szopki n a obszarze P o l s k i .

T

akcję

świeckich

intermediów

oraz

n a zamioszki,

w y w o ł y w a n e p r ó b a m i uspokajania i c h przez służbę
Te niestosowne zajścia

doprowadziły

kościelną.

do wydania

Nie

pod P r z e m y ś l e m ,

wszędzie

świadczyłby

jednak przyjęła

o dosyć

się szopka

szybkim
5

z kukiełkami.

zarządzoń,

W y s t ę p u j e przede Arszystkim na obszarach p o d l e g ł y c h n i e g d y ś

d o p u s z c z a j ą c y c h pokazywanie w kościołach tylko jasełek nie­

zaborowi rosyjskiemu i austriackiemu, przy czym najliczniej

ruchomych i niemych. T o n fakt u w a ż a n y jest za narodziny

m o ż n a j ą s p o t k a ć , t a k ż e i obocnio, w p o ł u d n i o w e j Małopolsce,

szopki ludowej, w ó w c z a s bowiem szopka „ w y g n a n a

zakazom

z w ł a s z c z a w okolicach K r a k o w a . Tylko nieliczne jej p r z y k ł a d y

biskupim z m u r ó w kościoła przeniosła s i ę już rychło n a ulicę,

znamy z zachód niej Wielkopolski i z Pomorza. N a Pomorzu

1

w ręce ż a k ó w i ubogiej m ł o d z i e ż y " . W e d ł u g S t a n i s ł a w a E s t r e i ­
2

G d a ń s k i m k o l ę d n i c y chodzą z szopkami o lalkach poruszanych

chera n a s t ą p i ł o to w polowio X V I I I w . Ostrożniejszy w dato­

mechanicznie.

waniu jest R o m a n Reinfuss, k t ó r y wprawdzie cytuje obszerny

tarczy, obracanej za p o m o c ą korbki, albo całkiem nieruchomo.

spis o b i e k t ó w z „jasełek starych ruszanych", z n a j d u j ą c y c h się

N a Mazurach i W a r m i i szopka nie b y ł a w ogóle z n a n a .

w 1738 r. w domu krakowskiego kupca, podkreśla jednak brak

szopek z lalkami i figurkami p o j a w i a j ą s i ę t a k ż e , ale bardzo

3

d o w o d ó w n a istnienie w t y m czasie ruchomej szopki o b n o ś n e j .
J a k o pierwsze ikonograficzne ś w i a d e c t w a p r z e n o ś n y c h teatrzy­
ków

kukiełkowych

typu

szopkowego

wymieniane

Norblina i Kiolisińskiogo, nie jest jednak pewne,

s ą prace

6

W szopkach śląskich figurki osadzane

są na
8

7

Obok

rzadko, szopki cieniowe.
Najbardziej dla, nas interesująco s ą ruchome lalki szopkowe,
z udziaiem k t ó r y c h k o l ę d n i c y o d g r y w a j ą przedstawienia. L a l k i

czy obraz

takie, zwane m.in. „ p a j t o k a m i " (Myślonickie), s ą n a ogół nie­

Norblina z k o ń c a X V I I I w. dotyczy spektaklu o takim w ł a ś n i e

wielkie, od kilku do kilkunastu c e n t y m e t r ó w , a rzadko przekra­

charakterze.

czają 20—26 cm. Zdarzają s i ę lalki wykonane z g a ł g a n k ó w n a

167

�Tl. 2. Dinhec. wys. 17 cm. B z y k i , woj. bielskie, wyk. Franciszek

Bury

�czasem m a j ą przypra­

zebranych w y p u s z c z a j ą c d y m . S ą to jednak efekty d o s y ć rzadkie.

wione maseczki czy g ł ó w k i d z i e c i ę c y c h , fabrycznych lalek do za­

N a ogół lalki tylko k o ł y s z ą s i ę i p o d s k a k u j ą , przesuwając s i ę

bawy. Powszechnie jednak b y ł y i s ą wykonywane z drzewa i to

w z d ł u ż scenki. R u c h y ich po scenie s ą bowiem dodatkowo ogra­

drewnianym

czy drucianym

szkielecie,

w postaci p e ł n e j r z e ź b y o znacznych nieraz walorach plastycz­

niczone

n y c h , b ą d ź rzeźbiona jest tylko g ł o w a , a t u ł ó w o w i n i ę t y szmat­

szopki. Najczęścioj biegnio ona j e d n ą l i n i ą w z d ł u ż

k a m i , albo ubrany w uszyte, nieraz bardzo starannie, i ozdobione

łącząc przeciwległe boki budynoczku, a tylko czasom wyprowa­

strojo. E l e m e n t y ubioru i dodatki zrobiono z o s t a ł y z cienkiej

dzone s ą z niej dodatkowo szpary na boki.

blachy i folii, z papieru, wykorzystywane jest przy tym t a k ż e
drzewo, drut, skrawki futra, p a k u ł y i inne m a t e r i a ł y . Drewniane

szorokością i k s z t a ł t e m szpary, w y c i ę t e j w

Wszystkie

te

ograniczenia

w

możliwościach

podłodze
frontonu,

nadawania

ruchu lalkom, a ponadto brak miejsca, które pozwala „ p u s z c z a ć "

g ł ó w k i lalek b y w a j ą opracowane różnie, p o c z ą w s z y od niepo­

je jednej, a n a j w y ż e j d w ó m osobom, narzucają p e w n ą k o n w e n c j ę

radnie wystruganej b r y ł y , na której kredkami czy farbą na­

przód stawienia szopkowego. L a l k i w y s t ę p u j ą więc

kreślono uproszczone rysy twarzy, do s t u d i ó w niemal portreto­

i w parach, rzadko w w i ę k s z y c h grupach, a w ó w c z a s animator

wych (il. 13, 19, 25).

trzyma po kilka w jodnej ręce. B y ć m o ż e w ł a ś n i e w z g l ę d y tech­

P r z e w a ż a j ą wśród Udek postacie pojedyncze. N i e k t ó r e , jak
cygan-niedźwiednik,

pojedynczo

czy żyd z k o z ą , p o ł ą c z o n e są sznurkiem

niczne spowodowały-, że spektakl szopkowy m a charakter „ r e w i i ,
9

T

czy raczej procesji postaci" , a. do minimum z o s t a ł y sprow adzono

czy ł a ń c u s z k i e m ze zwiorzakiem (il. 12). D o ś ć rzadko s p o t k a ć

sceny

m o ż n a k i l k a postaci z ł ą c z o n y c h trwale. P o m y s ł taki zastosowano

jeszcze nieco w y r a ź n i e j w „ ż y w e j szopce", odgrywanej

zbiorowe.

Toteż

echa

dawnych

misteriów,

widoczne

w szopce z Ł a t a n i e koło B u s k a w figurkach trzech pasterzy, jak

ludzi czy w innych przedstawieniach grup k o l ę d n i c z y c h , w szop-

przez

co k u k i e ł k o w o j ograniczają s i ę do w ą t k u na dworze króla Hero­

i trzech króli (il. 16).
P o d w z g l ę d e m technicznym lalki szopkowe s ą k u k i e ł k a m i ,
prowadzonymi przez animatora od d o ł u , n a trzonku. U c h w y t

da. I l u s t r a c j ą t e k s t o w ą do scenek z pasterzami są czasem frag­
menty kantyczek.

ten stanowi zestrugany cieniej koniec klocka, z którogo w y c i ę t a

Co więooj ś w . Rodzina z nowonarodzonym Jezusem, czyli

jest cala p o s t a ć , b ą d ź doprawiony patyk, czy k a w a ł e k drutu.

g ł ó w n e postacie k o ś c i e l n y c h

Czasem

najczęściej za p o m o c ą obrazka lub papierowych sylwotek umiesz­

niektóre

lalki

mogą

wykonywać

ograniczone

ruchy,

jasełek, zasygnalizowane

bywają

a więc za p o m o c ą dodatkowego pręta czarownica porusza tłucz­

czonych w tle sceny lub na w y ż s z e j kondygnacji w przypadku,

kiem w m a ś ł n i c y , d i a b e ł macha widiami, a śmierć k o s ą , żołnierz

gdy budynek szopki jest bardziej rozbudowany. W i ę k s z o ś ć lalek

salutuje, a dziadek potrząsa wymownie s a k w ą , prosząc o datki

ma

(il. 11). G ł o w a króla Heroda bywa umieszczana na k o ł k u - s z y i

rolo rzadko n a w i ą z u j ą do tematu Narodzenia.

tak l u ź n o , że spada z niego po d o t k n i ę c i u k o s ą przez śmierć.
W okolicach Myśłenio zdarza się, że dziadek pioszalny,

który

charakter zupelnio ś w i e c k i , a ich ś p i e w a n e czy

mówione

Wśród k u k i e ł e k szopkowych rozróżnić m o ż n a kilka grup:
1 postacio w y s t ę p u j ą c e

nie

tylko

w

szopce, ale

przede

zazwyczaj k o ń c z y spektakl, m a w e w n ą t r z cybuch, przeprowa­

wszystkim w r ó ż n y c h o b r z ę d a c h dorocznych, a t a k ż e n i e k t ó r y c h

dzony od otworu ust. W swojej oracji przymawia s i ę i prosi

rodzinnych. Obok króla Heroda i jogo dworu (królowa, hetman,

w i d z ó w o papierosa. Gdy go dostanie

minister czy marszałek, sludzy-żołnierzo) s ą to: trzoj królowie,

II.

5. Smicn', wys. 16 c m . woj. katowickie, wyk. Krzysztof Makuch

- „ p o l i " , ku

radości

I I . 6. Śmierć,
wys. l a cm, Bolosty,
woj, bialskopodlaskie, wyk. J a n Soczewk a , 1940 r.

Tl. V. Śmierć, w\s. Д i m , Xiepolomiec,
woj. krakowskie, wyk. Antoni Groehot,
'
1947 r.

169

�11. 8. Król Herod, \vjv. 20 om, L i p n i c a
Wielka, woj. n o w o s ą d e c k i e

TI. 9. Ulan, Ł a ń c u t , wyk.

Toiuar

11.

10.

Panna- Młoda,
wvs.
Płocic, ok. 1910 V.

24

cm,

�II.

13.

Kmieć,
Ż u l i n , woj. clielmskio,
wyk. Franciszek Iwaniak

I I , 16, Trzej Królowie,

I I . 14. Kominiarz, wys. 16 cm, Raciechowice, woj. krakowskie

wys. 12 cm, Ł a t a n i c c , woj. kieleckie,
wyk. Mącznik

11. 17, Żołnierze,

II.

15.

Pasterz, wys. 25
wyk. ok. 1916 r.

cm,

Płock,

wy*. 21 i 19,5 cm, D z i o r z U ę t ó w , woj. płockie,
wyk. S t a n i s ł a w K o p k a

171

�Tl. 18. Cygan z Cyganką

I I . 19. Żyd z kozą,

172

( ? ) , Trzeboś, woj. rzeszowskie

wyk. J a n B i z o ń ok. 1950 r.

�anioł, diabeł i śmierć, czarownica, Ż y d i Cygan, pastorze, postacie

w I p o ł o w i e ubiegłego s t u l e c i a .

p r o w a d z ą c o zwierzęta (często wlaśnio Żyd z k o z ą , a Cygan z nie­

m o ż e , „ ł a c i n n i k " w szopco z Sietoszy ,

d ź w i e d z i e m ) , k s i ą d z , dziad i baba, para m ł o d y c h ,

koło Limanowej), czy „ b i t n i k bez nogi" (Łatanice koło Buska).

policjant

względnio

milicjant

czy

inno,

drużbowie,

rzadziej

spotykane

w szopce, jak kat, z ł o d z i e j ;
właśnio

dla

Do takich postaci n a l e ż y , b y ć
13

Natomiast

„bimbrownik"

„filozof"

(Półrzeezki

(il. 27) z a d o m o w i ł s i ę już na

tyle

w szopkach w okolicach Nowogo Sącza, że oscyluje p o m i ę d z y

2 postacie „ o b c y c h " — grupa obszerna i najbardziej cha­
rakterystyczna

12

szopki

kukiełkowej,

I I I i I V grupą.

obejmuje:

Proponowane kryteria p o d z i a ł u nie w k a ż d y m przypadku

a) c u d z o z i e m c ó w takich j a k Niemiec, W ę g i e r w z g l ę d n i e Madziar,

p o z w a l a j ą na jednoznaczno zaszeregowanie postaci. Ż y d i Cygan

R u s i n , K o z a k , rzadziej W ł o c h , H i s z p a n , czy H o l e n d e r ;

bowiem, bardzo często spotykani w r ó ż n y c h grupach obrzędo­

b) przedstawicieli najbardziej znanych polskich grup regional­

wych, s ą j e d n o c z e ś n i e postaciami „ o b c y m i " ' . K s i ą d z , policjant

nych, a więc k r a k o w i a k ó w (il. 21, 25) i górali, nierzadko lokalizo­

czy milicjant, żołnierz, a nawet dziad-żebrak, ujęci w grupie

wanych d o k ł a d n i e j , np. krakowiacy z Ł o b z o w a , czy zza W i s ł y ,

pierwszej, w y r a ź n i o w y r ó ż n i a j ą się t a k ż e we w ł a s n y m środowisku

10

14

( I I I ) , z kolei Madziar-Węgier w y s t ę p u j e na ogół jako sprzedawca

górale z R o g o ź n i k a czy „ o d S u c h e j " ;
loków,

o l e j k ó w i l e k ó w , a druciarz jest b ą d ź S ł o w a k i e m , b ą d ź góralom.

andrychowskich d r e l i c h ó w , o b r a ź n i k ó w (il. 23);

Małgorzatkę, t a ń c u j ą c ą z huzarom w takt znanej piosenki m o ż n a

d) w ę d r o w n y c h rzomieślników, określanych ogólnie jako czelad­

t a k ż e u z n a ć za d z i e w c z y n ę z żołnierzom i z tego w z g l ę d u t y p o w ą

nik,

postać szopkową.

c) d o m o k r ą ż n y c h

handlarzy,

sprzedawców

olejków

i

11

bądź

konkretnie: szowc, krawiec, druciarz,

szklarz,

ko­

miniarz (il. 14), flisak, a t a k ż o p o s z u k u j ą c y c h pracy b a n d o s ó w ——

Kolejną

bowiem,

charakterystyczną

cochą

szopki

jest

łączonio lalek w pary. Poza parą m ł o d y c h i parą d r u ż b ó w jest

„młocki";
3 postacie z innych warstw s p o ł e c z n y c h (szlachcic, miesz­

to z zasady krakowiak z k r a k o w i a n k ą , góral z góralką, C y g a n

pozycją

z C y g a n k ą . Z ż o n ą w y s t ę p u j e również m ł y n a r z , górnik, m ł o c e k

e k o n o m i c z n o - s p o l e c z n ą , albo s w o i s t ą i z o l a c j ą : m ł y n a r z , l e ś n i c z y ,

itd, czasem pary tworzone są nie,, co n a s i l ę " , jak „ u ł a n i u ł a n k a "

czanin) lub w y r ó ż n i a j ą c e się we w ł a s n y m środowisku

k m i e ć (względnie gospodarz, czy po prostu chłop), górnik (il. 22),

( P ł a z a koło Chrzanowa) czy „ k o m i n a r z i kominiarka" (Pilica

masarz, piokarz; różne inne postacie, w y s t ę p u j ą c e w niewielkim

koło Olkusza), a t a k ż e na innej zasadzio jak śmierć z d i a b ł e m ,

zasięgu,

czy tonże d i a b e ł z czarownicą. Część lalek kobiecych, pozbawio­

a

wprowadzano

na

podstawie

inspiracji

popularną

p i o s e n k ą (Małgorzatka t a ń c z ą c a z huzarami), m i e j s c o w ą l e g e n d ą

nych

(pan Twardowski), t r a d y c j ą h i s t o r y c z n ą , czy wzorami literackimi

w n i e k t ó r y c h szopkach kilkakrotnie, jako towarzyszki r ó ż n y c h

(scona z K o ś c i u s z k ą pod R a c ł a w i c a m i w dawnej szopco kra­

postaci m ę s k i c h .

kowskiej, kosynier spod R a c ł a w i c we w s p ó ł c z e s n e j szopce z J a n ­
kowie pod Miechowem). T u r ó w n i e ż zaliczyć m o ż n a

postacie

cech

indywidualizujących

je,

wykorzystywana

bywa

I l o ś ć lalek w szopce jest bardzo różna. P r z e w a ż n i e bywa ioh
k i l k a n a ś c i e , 15—20. Najmniejsze zestawy składają s i ę z kilku

p o j a w i a j ą c e się lokalnie, k t ó r y c h pierwowzorami b y ł y konkretne

zaledwie lalek, np. z sześciu w szopco z Trojadynu pod K r a k o ­

osoby, znane w ś r o d o w i s k u . Zjawisko to b y ł o notowane już

wom (król, u ł a n , diabol, śmierć, Ż y d i dziad), z o ś m i u u w ę d r o w -

I I . 20. Śmierć

i Herod, wyk. J a n B i z o ń

173

��1

sądeckie, wyk. J a n Bielecki ok. 1962 r.

Czesław F o l d a

175

�1 5

nogo szopknrza spod B e ł c h a t o w a , tyle samo z a n o t o w a ł Oskar
1 6

Kolberg w Ł o m ż y . Zdarzają s i ę t o ż e s p o ł y znacznie w i ę k s z o
od p i z e c i ę t n y c h . Ponad 30 lalek w y s t ę p o w a ł o w opisanej przez
Estreichera

szopco krakowskiej na p r z e ł o m i e X I X i X X w.,

tradycyjnej

obrzędowości) przechodzącej w sferę

dziecięcych

zabaw.
Wykonaniem

kukiełek

zajmują

się

pojedyncze

osoby,

albo grupa łudzi z a m i e r z a j ą c y c h k o l ę d o w a ć z s z o p k ą , zebrana

a 41 k u k i e ł e k liczy szopka wykonana w 1967 r. przez J a n a Biel­

doraźnie

skiego z Półrzoczek, b ę d ą c a obecnie w zbiorach Muzeum i m .

s t r a ż a c y z O S P . Dzieciom p o m a g a j ą przy tym często

W . Orkana w Rabce.

albo dziadkowie. Nierzadko c z y n n o ś ć ta b y w a ł a zlecana znanemu

lub

np.

członkowie

organizacji

młodzieżowej,

czy

rodzice

N a o g ó ł z a u w a ż y ć m o ż n a zmniejszanie s i ę z czasem ilości

w okolicy rzeźbiarzowi. Zestawy lalek nie zawsze s ą jednorodne,

lalek, powodowane przez ich niszczenie i gubienie z jednej strony,

niekiedy składają się na nie k u k i e ł k i wykonane w r ó ż n y c h okre­

a zapominanie

sach,

t e k s t ó w , przekazywanych kolejnym rocznikom

k o l ę d n i k ó w , z drugiej. W i ą ż e s i ę to ponadto z o g ó l n y m regresom

przez

autorów.

wielu,

trudnych

nieraz

do

zidentyfikowania

1 7

P R Z Y P I S Y

1 J a n K r u p s k i (Stanisław Estreicher), Szopka krakowska,
K r a k ó w 1904, s. 4 i nast.; por. ponadto J a n S. B y s t r o ń , Dzieje
obyczajów
w dawnej Polsce, Warszawa 1976, t. 2, ss. 46—49;
Zygmunt Gloger, Encyklopedia
Staropolska t. 4, Warszawa
1972, s. 332—336; R o m a n Reinfuss, Szopki krakowskie, K r a k ó w
1958
2 K r u p s k i , op. cit., s. 6
3 Reinfuss, op. cit., s. 7—9
4 K r u p s k i , op. cit., s. 126
5 Reinfuss, op. cit., s. 9
6 Longin Malicki, Sztuka ludowa Pomorza Gdańskiego
na
tle zbiorów Muzeum Pomorskiego w Gdańsku, „ P o l . Szt. L u d . " R .
X V I , 1962, nr 3, s. 167
7 Barbara Bazielich, Zwyczaje ludowe na Śląsku i w Za­
głębiu Dąbrowskim,
„ P o l . Szt. L u d . " R . X V , 1961 nr 2, s. 112
8 A n n a Szyfer, Ludowe zwyczaje, obrzędy, wierzenia i wiedza,
[w:j Kultura ludowa Mazurów
i Warmiaków,
praca zbiór, pod
red. J . B u r s z t y , W r o c ł a w - W a r s z a w a - K r a k ó w - G d a ń s k
1976,
s. 414

9 H e n r y k Jurkowski, Teatr lalek a folklor, „ P o l . Szt. L u d . " ,
R . X X I I I , 1969 nr 2 s. 111
10 R o m a n Reinfuss, Szopka z Sieteszy w powiecie
worskim, „ P o l . Szt. L u d . " , R . I I I , 1949 nr 11/12, s. 331

11 P o s t a ć drelicharza z Andrychowa w y s t ę p o w a ł a w szopce
warszawskiej, wg K r u p s k i , op. cit.
12 Reinfuss, Szopki

krakowskie, s. 10

13 por. przyp. 10
14 por. m.in. Olga Goldberg-Mulkiewicz, Postać żyda w pol­
skiej rzeźbie ludowej, „ P o l . Szt. L u d . " , R . X X X I V , 1980 nr 3—4,
s. 219
15 E l ż b i e t a K r ó l i k o w s k a , Wędrowni
L u d . " , R . X X I I , 1968, nr 3, s. 127

szopkarze, „ P o l .

Szt.

16 Oskar Kolberg, Mazowsze, t. 5, K r a k ó w 1890, s. 66—68
17 Materiały, k t ó r y c h źródła nie podano w o d n o ś n i k a c h ,
p o c h o d z ą z archiwum Z e s p o ł u Dokumentacji S z t u k i Ludowoj
I S P A N w Krakowie.

F o t . J . Świderski

łl. 29. Chłopcy' z s z o p k ą , szopkę wyk. J a n B i z o ń z Bolęcina, woj. bielskie

176

prze-

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11303" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11281">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a050d12f1f2554439f9807ba311fcd7f.pdf</src>
        <authentication>ad1d66a24e23ef698429fafd1a6b5b7e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134717">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134718">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134719">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3121</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134720">
                <text>Z problematyki wystawy "Matka Boska Częstochowska w polskiej sztuce ludowej i popularnej" ; Wpisy do "Księgi wystawy" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134721">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.3, s.149-156</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134722">
                <text>Jacher-Tyszkowa, Aleksandra; Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134723">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134724">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134725">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134726">
                <text>Aleksandra Jacher-Tyszkowa
I I . 1. Matka B o s k a C z ę s t o c h o w s k a , obrazek n a blasze, w y m .
12,3 X 10,7 cm, warsztat c z ę s t o c h o w s k i , X V I I I w. N a od­
wrocie ś w . J a n Nepomucen

Z PROBLEMATYKI WYSTAWY „MATKA BOSKA CZĘSTOCHOWSKA
W POLSKIEJ SZTUCE LUDOWEJ I POPULARNEJ"

N a wystawie kopii obrazu Matki Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j

Niezliczone przedmioty, genetycznie z w i ą z a n e z oryginalnym

zorganizowanej staraniem Muzeum Etnograficznego w K r a k o w i e

obrazem p o w s t a ł y w oparciu o różne ciągi form, w k t ó r e obrósł

w roku Jubileuszu 600-leoia Jasnej Góry zgromadzono

przeszło

niejako pierwowzór. A b y w y o b r a z i ć sobie te genetyczne zależ­

one ze zbiorów

n o ś c i m o ż e m y p o s ł u ż y ć s i ę modelem drzewa o d w r ó c o n e g o wierz­

polskich m u z e ó w , bibliotek, a r c h i w ó w , k o ś c i o ł ó w i k l a s z t o r ó w

c h o ł k i e m do dołu- Z jednego pnia w y r a s t a j ą gałęzie, o licznych

oraz ze z b i o r ó w o s ó b prywatnych. W y s t a w a s t a n o w i ł a imponu­

odnogach i mniejszych g a ł ą z k a c h . Podobnie j a k w drzewiastej

j ą c y c h r o z m i a r ó w przegląd twórczości r ó ż n y c h warstw społecz­

strukturze, obrastającej co roku w liście, o p a d a j ą c e i niszczone

nych dawnych w i e k ó w , sztuki k o ś c i e l n e j , szlacheckiej,

przez z m i a n ę pór roku, rozwijają s i ę i s ą niszczone dzieła sztuki

1260

obiektów

sztuki religijnej. P o c h o d z i ł y

c z a ń s k i e j i ludu wiejskiego. Recepcja o b r a z ó w Matki

miesz­
Boskioj

i obiekty

działania sztuki imitatorskiej. Zrodziła je potrzeba

C z ę s t o c h o w s k i e j b y ł a szeroka, o c z y m ś w i a d c z y nie tylko ilość

związana

z kultem religijnym. Obrazy c z ę s t o c h o w s k i e

zgromadzonych

gają t y m samym prawom co iune dzieła sztuki a p r z y k ł a d ten

eksponatów,

ale i s p o s ó b

ujęcia

wizerunku

w zależności od funkcji jaką p e ł n i ł y obrazy Matki Boskiej w ż y c i u

jest o tyle ciekawy

i ś w i a d o m o ś c i zbiorowej

chowskiej w p ł y n ę ł a n a powstanie ogromnego bogactwa

Polaków.

podle­

ż a m a s o w o ś ć k u l t u Matki Boskiej Często­
typów

Obraz rzeczywisty Matki Boskiej Częstochowskiej potrak­

i odmian. S t ą d propozycjo klasyfikacji tego m a t e r i a ł u m o g ą b y ć

towany b y ł jako p i e r w o w z ó r a jego istnienie stało s i ę punktem

różne. O oddaleniu przedmiotu od o r y g i n a ł u decyduje z a r ó w n o

•wyjścia d l a całego c i ą g u form, bardzo z r ó ż n i c o w a n y c h i trans-

czas jego powstania j a k i jogo cechy formalne i zawarty w n i m

ponowanych

ł a d u n e k znaczeniowym Zakładani

w różnych

dziedzinach

ż e z b l i ż e n i e polega n a podo­

wizerunek jasnogórski b y ł

b i e ń s t w i e , a w i ę c na stosunkowo d u ż e j ilości cech w s p ó l n y c h ,

przez k o p i ę obrazu. P i e r w o w z ó r rodzi wielkie

zaś oddalenio na zatarciu tego p o d o b i e ń s t w a , czyli na nielicznych

skich i graficznych. N a wystawie
reprezentowany

oraz technikach malar­

ilości n a ś l a d o w n i c t w , replik, kopii, które rozchodzą s i ę centrycz-

cechach

nie i wielokierunkowo w czasio i w przestrzeni. J a k w y k a z a ł y

w k t ó r y c h zakres w s p ó l n y c h cech jest bardzo m a ł y .

badania, z jednego ogniska r o z c h o d z i ł y s i ę z a p o ś r e d n i c t w e m
wędrujących

pielgrzymów

liczne obrazy

warsztatach z w i ą z a n y c h z C z ę s t o c h o w ą .

powstałe

w różnycti

Aby
gości

wspólnych,

względnio

na dodatkach

różnicujących,

znaleźć klucz pozw'alająey na u p o r z ą d k o w a n i e

zróżnicowanych

przedstawień

obrazu,

wśród

mno­

których

z n a j d ą s i ę m.in. p i ę k n e , na blasze miedzianej malowane ,.portre-

149

�I I . 2. Grafika A . S c h ó n a , poł. X V I I I w., wym. 19,7x12,7 om

ciki"

с г у konterfekty

Matki

Boskiej, obrazki malowano

na

desce, d u ż e obrazy k o ś c i e l n e , ludowe drzeworyty odbijano na
papierze, a n a s t ę p n i e kolorowane
ne na desce, lub plastycznie

wodnymi farbami, rzeźbio­

tłoczone

—

trzeba

poszozególne etapy historii obrazu. N a podstawie
stancji obrazu i wprowadzonych

w różnych

prześledzić
o g l ą d u sub­

okresach zmian

(jak przybijanie o z d ó b — k l e j n o t ó w wotywnych, nakrywanio go
sukienkami, przybijanie gwiazd, wymiana koron etc.)

stopniowo ciemnienie

obrazu, pizybijanie o z d ó b

gwoździkami

itp.), ale i od zmian z a c h o d z ą c y c h w jego n a j b l i ż s z y m otoczeniu,
wystroju samego obrazu i kaplicy. Zasadnicze znaczenie m i a ł a
renowacja obrazu przeprowadzona w latach 1430—1434 w K r a ­
kowie, po zniszczeniu go i z ł u p i e n i u k l e j n o t ó w na nim zawieszo­
nych. N a starych deskach podobrazia namalowano

ponownie

wizerunek Matki Boskiej i p o w t ó r z o n o dwa c i ę c i a na J e j po­

można

liczku, podobnie j a k p o w t ó r z o n o kreskę na szyi, k t ó r a w e d ł u g

się p o k u s i ć o w y j a ś n i e n i e z r ó ż n i c o w a n y c h w ą t k ó w ikonograficz­

legendy m i a ł a p o c h o d z i ć ze zranienia t a t a r s k ą strzałą jeszcze

nych

w B e ł z i e , w czasie o b l ę ż e n i a wojsk księcia W ł a d y f ł a w a

i

różnio w drugo

i trzeciorzędnych

szczogólueh, jakio

spotykamy w całej plejadzie w y t w o r ó w n a ś l a d o w c z y c h .

..Zja­

wiskowa strona", czyli d o s t ę p n e dla oczu ludzkich cechy w y g l ą d u

Opol-

czyka przez T a t a r ó w . R a n y te w postaci rys s t a ł y się n i e o d ł ą c z n ą
cechą obrazu j a s n o g ó r s k i e g o .

z e w n ę t r z n e g o , u z a l e ż n i o n e b y ł y nie tylko od zmian zachodzą­

D l a ikonografii obrazu istotne b y ł y inne fakty historyczne,

cych w samej substancji obrazu (jak odpryski wanie. łuszczenie

jak np. ofiarowanie przez króla W ł a d y s ł a w a I V nowych koron

się farb, niszczenie s i ę powierzchni od brudu i kopciu, p o w o d u j ą c e

wotywnych z d o b i ą c y c h g ł o w ę Matki Boskiej i D z i e c i ą t k a Jezus

150

�z napisami T I B I M A R I A i T I B I J E S U .

Odwzorowanie tych

wypracowana przez d ł u g o l e t n i e powtarzanie jednego schematu

koron spotykamy na stary cli X V I I wiecznych obrazach kościel­

ikonograficznego.

nych i w starej grafice. W drugiej p o ł o w i e X V I I

„ w y s a d z a n e " , bogato złocone, o s ł a b y m stopniu indywiduali­

w. zaczęto

Przykładem

są

tu

rzemieślnicze

obrazki

nakładać na obraz sukienki z inicjałami (hierogramami) Chrys­

zacji.

tusa i Marii. Detale w ł a d y s l a w o w s k i c h koron i sukienki z peli­

zasada transpozycji, k t ó r ą określić m o ż n a jako s p o s ó b prze­

kanem, kryjącej p o s t a ć Matki Boskiej i D z i o c i ą t k a Jezus naj­

k ł a d a n i a czy przenoszenia wzoru na różne techniki, na odmienny

lepiej są widoczno

materiał,

na d u ż y m drzeworycie odbitym

z dwóch

klocków, przechowywanych w zbiorach Musoum fur Volkskunde
w Wiedniu.

1

Zupełnie inaczej n i ż w ludowym

czyli w y r a ż a n i a

go

językiem

nurcie sztuki

różnych

działa

wypowiedzi

plastycznych. D l a etnografa problematyka ta jest szczególnie
interesująca, bo p r z y b l i ż a zagadnienia odbioru, społecznej re­

Drugą sukienkę

z inicjałami Marii znamy z drzeworytu

Antoniego Czechowicza (1735 r.) a trzecią pokazuje drzeworyt
ludowy o nieznanej

proweniencji.

2

To drzeworyty oraz dwu-

strofowy drzoworyt kolorowany, przechowywany w

Bibliotoce

Publicznej miasta K r a k o w a , o siedemnastowiecznych

dotalaeh,

cepcji sztuki masowoj, adresowanej do całogo
a

jednocześnie

dotyka

zagadnień

estetycznych

społeczeństwa,
wyrażających

się w lapidarności, s k r ó t o w o ś c i formy, typie zdobnictwa, umow­
ności

znaków,

któro

szczególnie

silnie

przemawiają

do

wy­

obraźni.

jak ł a ń c u c h y i klejnoty na szyi Matki Boskiej i D z i e c i ą t k a Jezus

Świadomość

tzw.

„masowego

odbiorcy" sztuki religijnej

oraz wladyslawowskie korony wotywno na g ł o w a c h , są przykła­

kształtowana

dem popularyzacji togo wizerunku wśród mniej z a m o ż n e j lud­

i s ł o w n e j , przekazywanej za p o ś r e d n i c t w o m ulotnych d r u k ó w

ności.

3

za

pośrednictwom

całej

sfery

wizualnej

o b r a z k ó w dewooyjnych, o b r a z k ó w k o ś c i e l n y c h i o b r a z k ó w kupo­

P o w s z e c h n o ś ć kultu Matki Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , patronki
narodu polskiego, s t w o r z y ł a ogromno zapotrzebowanie

na J e j

wizerunki. Potrzeby to b y ł y i są zaspokajane z a r ó w n o
twórczość

była

rzemioślniczą,

jak i

amatorską:

przez

pizez

wanych na odpustach. P r z e k a ź n i k a m i o bogatej sferze treściowej
były

kupowano

w Częstochowie

p a m i ą t k i w postaci

„listów

z nieba", ozy l i s t ó w od Matki Bosldcj, rozpowszechnione

pod

wybitnych

koniec X V I I I i na p o c z ą t k u X I X w. Ż y w o t ich p r z e d ł u ż o n y b y ł

malarzy i przez d y l e t a n t ó w . Choć od dawna, oo. pa,ulini zabiegali

do p o c z ą t k ó w X X w. d z i ę k i atrakcyjnej stronie wizualnej. Z a ­

o to, by p o w s t a j ą c e kopio b y ł y m o ż l i w i e wierne obrazowi jasno­

w i e r a ł y bowiem obrazki odpowiednio s k ł a d a n e , ł a t w e b y ł y do

górskiemu,

wszystkie

przenoszenia i tanie. B y ł y to w a ż n e zalety, doceniane przez piel­

masowo

g r z y m ó w nie tylko w Polsce. L i s t y bowiem drukowano t a k ż e

wśród ogromnej liczby w i z e r u n k ó w

reprezentowały

wysoki

poziom

artystyczny.

nie

Wśród

wytwarzanych kopii m o ż n a rozróżnić grupę przodstawień przez­

w j ę z y k a c h czeskim i niemieckim.

naczonych dla ludności wiejskiej.

Wiele danych d o t y c z ą c y c h r ó ż n o r o d n y c h o b r a z k ó w

D l a dzieł ludowych charakterystyczne jest sprymitywizowanie fo.my, u m o w n o ś ć
grubienie,

jaskrawość

konturu, często nadmierne jego po­

kolorów,

rozmieszczenie

ornamentów

r ó w n o m i e r n i e na całej powierzchni obrazu, bogactwo dekoracji

Boskiej znajdujemy w tz.w. miraculacb, spisywanych

Matki
bardzo

systematycznie przez u p o w a ż n i o n y c h do togo z a k o n n i k ó w paul i ń s k i c h . Przytaczamy tn tylko te, które m ó w i ą w y r a ź n i e o obra­
zach Matki Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j :

kwiatowej, przy c z y m takie same kwiaty malowano na szacie

, , W 1653 r. A d a m Strzałkowski pod Cudnowem w walce

Matki Boskiej i w w i e ń c u o k a l a j ą c y m J e j g ł o w ę , w tle obrazu

z T u r k a m i , ugodzony z o s t a ł k u l ą w pierś, ale Obrazkiem Matki

czy w koronie. Natomiast

Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j , w i ę c e j

w sztuce popularnej o charakterze

masowym cechy te już nic w y s t ę p u j ą . F o r m a jest

U . 3. Ryngraf metalowy,

„gładka",

wym. 1 6 x 1 5 cm, 1 poł. X X w.

niżeli

pancerzem

uzbrojony,

u n i k n ą ł śmierci; bo pancerz puścił, a kuła na Obrazku

II.

4. R y n g r a f

metal., z emblematem wojskowym,
15 X 12 cm, 1 p o ł , X X w.

pod

wym.

151

�podobnego, racz m i ę teraz r a t o w a ć ! Co gdy w y m ó w i ł , zaraz
d z i e c i ę o d z y w a j ą c s i ę o ż y ł o . T o pod p r z y s i ę g ą

zeznał."

8

, , W 1719 roku w m i e s i ą c u kwietniu Zawisza Starosta Miński,
syn m a r s z a ł k a sejmowego, przybywszy no J a s n ą Górę zeznał,
iż służąc w wojsku cesarskim pod k s i ę c i e m Eugeniuszem w stop­
n i u rotmistrza gdy pod Belgradem w a l c z y ł z T u r k a m i ,

kulą

k a r a b i n o w ą w piersi ugodzony, przy ż y c i u z o s t a ł ; kula bowiem
utkwiwszy w brzegu Obrazka N a j ś w i ę t s z e j Maryi P a n n y (który
zawsze nosił na sobie) nie d o t k n ę ł a ciała Zawiszy. Takowe ocale­
nie

towarzyszom

broni

opowiedziawszy,

uszkodzony

o k a z y w a ł , a przybywszy n a J a s n ą Górę, składał
m o d ł y przed S. Mari O ł t a r z e m " .

Obraz

dziękczynne

9

Słabo wykorzystane dotychczas źródła w postaci

często­

chowskich m i r a c u l ó w , p o k a z u j ą , że obrazki malowane na miedzi
nosili na piersiach ludzie r ó ż n y c h s t a n ó w . W cytowanych opi­
sach, p o c h o d z ą c y c h z r ó ż n y c h lat, obraz Matki Boskiej jest trakto­
wany osobowo i z wielkim szacunkiem. Z a ocalenie ż y c i a d z i ę ­
kowano Bogu w czasie pielgrzymki p r z y n o s z ą c dary wotywne.
Wiele cudownych u z d r o w i e ń m i a ł o miejsce w kaplicy przed
obrazem Matki Boskiej — j a k m ó w i o tym p o b o ż n a literatura
od najstarszej t j . R i s i n u s a p o c z y n a j ą c , poprzez dzieła Nieszporkowicza, Kobierzyckiego, G o ł d o n o w s k i e g o
danej Wiadomości
Niewiele

Historycznej

wiemy

o

i anonimowo

wy­

w X I X w.

charakterze obrazów

Matki

Boskieji

C z ę s t o c h o w s k i e j . Nio wiemy więc jakimi intencjami k i e r o w a ł s i ę nabywcy, gdy umieszczali oni c z ę s t o c h o w s k i obraz w kap.
liczce, ozy we w ł a s n y m demu w ś r ć d innych ś w i ę t y c h obrazów.
Gromadzone w magazynach muzealnych obrazy ś w i ę t e

poz­

bawione z o s t a ł y całej sfery o d n i e s i e ń religijnych i otoczki sto­
sunków

społecznych.

Na

podstawie

materiałów

muzealnych

i z a p i s ó w w inwentarzu m o ż e m y tylko co n a j w y ż e j s t w i e r d z i ć
z jakiej m i e j s c o w o ś c i p o c h o d z ą , nie wiadomo natomiast jakie
miejsce w domu i m przeznaczano, jak w y r a ż a ł s i ę kult j a k i m je
otaczano. Opis katalogowy m ó w i ą c y o ornamentach i drobiaz­
gowo a n a l i z u j ą c y t e c h n i k ę , nio zbliża nas do tajemnicy poszcze­

l i i A Prusz&gt;A^kie^« w Krakowi*?,

g ó l n y c h , indywidualnych dzieł czy d r u k ó w . Nie tylko n a b o ż n o ś ć
ludzi ze wsi m a n i f e s t o w a ł a się chęcią posiadania widomych zna­

I I . 5. Obrazek patriotyczny formatu kartki pocztowej. L i t o ­
grafia A . R u s z y ń s k i e g o z K r a k o w a

k ó w czy symboli, p o z w a l a j ą c y c h na ponawianie kontaktu z obra­
zami cudownymi o dużej mocy, c i e s z ą c y m i s i ę sławą, otoczonycli
nimbem c u d o w n o ś c i , czy specjalną ł a s k ą . Utrwalanie p r z e ż y ć
odbywa s i ę za p o ś r e d n i c t w e m tego znaku, bo przypomina on na

s u k n i ą została się, bez naruszenia piersi. Co s p o s t r z e g ł s z y u p a d ł
na m o d l i t w ę i d z i ę k o w a ł za to N . Pannie, a k u l ę z zanadrza
dobytą,

o k a z y w a ł kompanii z znakiem na obrazku w y r a ż o ­

co d z i e ń o opiece i przenosi tamto „ c u d o w n e " zdarzenie, uzdro­
wienie, oczyszczenie które m i a ł o miejsce w czasie pielgrzymki —
w czas teraźniejszy, z miejsca o d l e g ł e g o — do siebie, do domu.
Galeria obrazów, w m o ż l i w i e „ b o g a t y c h " ozdobnych ramach,

nym. "*
„ W 1600 r. Leon O g i ń s k i Podczaszy L i t e w s k i od z ł o c z y ń c ó w
p i ę c i u kulami ugodzony przez obraz N . Maryi P a n n y Często­
chowskiej na miedzi malowany, k t ó r y zawsze na sobie n o s i ł

b y ł a nie tylko wyrazem p o b o ż n o ś c i i z a m o ż n o ś c i

gospodarzy.

D z i ę k i istnieniu o b r a z ó w przeszłe zdarzenie jest antycypowane
w p r z e ż y c i e „ h i c et nunc".

cudownio został ocalony. B l i z n y bowiem p o z o s t a ł y na. Obrazie

W a ż n a w t y m w y p a d k u jest funkcja pielgrzymek. M i a ł y

Maryi i bez najmniejszego uszkodzenia Ogińskiego osoby: za co

one już od średniowiecza swoje spocyfiezne znaczenie w p o b o ż ­

d z i ę k u j ą c o d w i e d z i ł Ś w i ę t e Miejsce i W o t u m złożył w ofierze."

5

, , W 1703 r. ...Mikołaj Chołodecki R a j t a r J . W . Potockiego

ności

określonej

Worku Judaszów

jako „ l u d o w a " .

Sebastian F . Klonowicz

w

pisze: „ P o l a k z przyrodzenia, ma u s t a w i c z n ą

przypadkowo w p a d ł s z y w głębokio wody jedynie o p i e k ą Maryi

chciwość do pielgrzymowanie. K i e d y już przewie pewny gości­

której Obrazek zawsze na piersiach z w y k ł n o s i ć z n i e b e z p i e c z e ń ­

niec do R z y m a (Nio zatrzyma go doma n i lato, n i zima). Zawsze

stwa z o s t a ł uratowany."

m ó w i : wen dalej, mknie do Kompostela W i d z i e ć miasta, klasz­

6

„ R o k 1704. W czasie trzeciego oblężonia K o ś c i o ł a i K l a s z ­

tory i cele...". T e n satyryczny obrazek z przeszłości m o ż n a by

toru Jasnoj Góry przez wojska szwedzkie, żołnierz jeden chciwy

uzupełnić innymi p r z y k ł a d a m i , m ó w i ą c y m i o poznawczej i krajo­

zdobyczy wszodl do ubogiego domku we wsi Częstochówco, t u ż

znawczej roli pielgrzymek. T e n typ zbiorowych

pod klasztorom b ę d ą c e j , w k t ó r y m Obraz N a j ś w i ę t s z e j M . P .

o d ż y ł na nowo w ł a t a c h jubileuszu J a s n o g ó r s k i e g o i zasługuje

Częstochowskiej na miedzi malowany znalazłszy, takowy zabrał,

na b a c z n ą u w a g ę badaczy kultury i w i ę z i społocznoj. Warto

ś w i ę t o k r a d z k o , dla okazania swojoj k u rzeczom ś w i ę t y m

w s p o m n i e ć , że sanktuarium na Jasnej Górze staje s i ę już od

po­

manifestacji

gardy, n a t y m ż e obrazie, m i ę s o krajać p o w a ż y ł s i j . Nio uszedł

X V w. o ś r o d k i e m kultowym o znaczeniu ponadlokalnym. K i e d y

jednak sprawiedliwej kary niebios, bo tegoż sa,mogo czasu oby­

stało s i ę o ś r o d k i e m kultu narodowego 1 Jakie czynniki na to

d w ó c h rąk w ł a d z ę u t r a c i ł . "
„Rok

1708

—

w p ł y n ę ł y ? Na te pytania o d p o w i a d a j ą historycy, a zwłaszcza c i ,

7

Jakob Żakowicz

mieszczanin W i d a w s k i ,

k t ó r z y z w i ą z a n i są. z programem badawczym I n s t y t u t u Geo­

córkę swoją A g n i e s z k ę , w trzy tygodnie po urodzeniu schorzałą

grafii Historycznej K o ś c i o ł a

i zmarłą w z i ą ł na ręce i przed Obrazem N a j ś w i ę t s z e j Parmy

wydana ostatnio praca Aleksandry Witkowskiej Kulty

Częstochowskiej

piętnastowiecznego

który

miał

w

domu,

uklęknąwszy

zawołał:

Matko Miłosierdzia u Ciebie i u S y n a Twego nie masz nic nie­

152

Krakowa,

w Polsce. N a

uwagę

zasługuje
pątnicze

w której rjrzoprowadza ona analizę

różnego rodzaju pielgrzymek: , , W ś w i a d o m o ś c i zbiorowej akt

�ten w i ą ż e s i ę zarówno z faktem w y j ś c i a , p e w n ą separacją od

j a ń s k i e j , z n a w a ł ą t a t a r s k ą i turecką. H y s ł o „ B ó g i Ojczyzna"

stałego

wypisane b y ł y na sztandarach, wyryte na nagrobkach, wybite

miejsca pobytu,

Pielgrzymować

znaczy

j a k z próbą
po

prostu

pokonania

wyjść

skądś,

przestrzeni.
aby

dokądś

na medalach, wymalowane na kaplerzach i ryngrafach. I s t o t n ą

dojść. T e dwa punkty — w y j ś c i e i dojścio t w o r z ą ramy przes­

rolę o d g r y w a ł o przedstawienie

trzeni pielgrzymkowej, z którą ł ą c z y się c a ł y zepół psychiczny

b y ł utrwalony w s p o s ó b s z c z e g ó l n y w narodzie o t y s i ą c l e t n i e j

ludzkich nadziei, n a p i ę c i a , nierzadko w y s i ł k u . . . W ł a ś c i w y piel­

tradycji chrześcijańskiej. W pewnym momencie d z i e j ó w — to

grzymowaniu r y t drogi m o ż e sie z a d o w o l i ć przestrzenią sakralną

jest od ś l u b ó w J a n a Kazimierza

s p r o w a d z o n ą niekiedy do minimalnych w y m i a r ó w : przestrzenią

Szwedami — Matka B o s k a C z ę s t o c h o w s k a s t a ł a s i ę p a t r o n k ą

B o ż e j Rodzicielki, której kult

i obrony C z ę s t o c h o w y przed

p o t r z e b n ą na okrążenio grobu ś w i ę t e g o , na przejście w procesji

i K r ó l o w ą narodu polskiego. Od tego czasu chęt lie

z kościoła do cudownego źródła, groty ozy obejście na k l ę c z k a c h

J e j wizerunek z s y l w e t k ą orła b i a ł e g o , godła i symbolu w o l n o ś c i

samego obiektu kultu. K a ż d y z tych r y t ó w drogi oznacza (...)

narodowej. P o ł ą c z e n i e tych d w ó c h e l e m e n t ó w

przejście b ę d ą c e p o d ś w i a d o m y m szukaniom obecności sacrum,

śledzić w wielu dziełach, a analiza ikonograficzna pokazuje j a k

które m a s i ę s t a ć dla pielgrzyma źródłom nowych s i ł . "

1 0

Piel­

są one

ze sobą p o w i ą z a n o .

grzymowanie, którego celem jest nawiedzenie sacrum w postaci

p o ł ą c z e n i a dwustronne,

łączono

możemy

prze­

N a sztandarach w y s t ę p u j ą

jako

podobnie na feretronach, a przedsta­

Obiazu Matki Boskiej, s t a n o w i ą c e g o nie tylko religijną ale i na­

wienie obrazowe

r o d o w ą ś w i ę t o ś ć , znak skojarzony z dziejami Polski i jej historią,

h a s ł e m s ł o w n y m . W obrazach i grafice połączenie

zakodowany jest w narodowej

religijnej i patriotycznej n a s t ą p i ł o przez dodanie n a s t ę p u j ą c y c h

podświadomości.

K a ż d a epoka m i a ł a swój niopowtarzalny i o d r ę b n y s p o s ó b
przedstawiania

wartości

symbolicznych,

wyrażających

się w

jest najczęściej

„wzmocnione"

odpowiednim
symboliki

e l e m e n t ó w : 1 orła w koronie; 2 napisu „ P o l o n i a " ; 3 banderoli
z datami rozbiorów Polski i datami p o w s t a ń narodowych; 4

dziołacli sztuki religijnej. Do w a r t o ś c i symbolicznych zaliczamy

elementów

heraldycznych.

również znaki i symbole p r z y j ę t e przez szersze grupy społeczne

elementów

heraldycznych, w innych są one zredukowane

Jedne

wizerunki

mają

przewagę

żyjące na w s p ó l n y m terytorium, o w s p ó l n y m j ę z y k u i kulturze,

e l e m e n t ó w d r u g o r z ę d n y c h . P r z y k ł a d e m pierwszego typu b y ł a b y

określane jako n a r ó d . W odczuciach ludzi sfera wartości religij­

t u pieczęć u ż y w a n a przez polskie władzo w okresie Powstania

do

n y c h i patriotycznych m o ż e się n a k ł a d a ć , zachodzić na siebie.

Styczniowego, popularyzowana w grafice i obrazach w drugiej

T a k dzieje się w polskiej kulturze, niomal od zalania dziejów

p o ł o w i e X I X w. i na przełomio X I X i X X w. W y s t ę p u j e t u

„Sacrum" obejmowało

także

pojęcia

w środkowej części m a ł y wizerunek Matki Boskiej Częstochow­

narodowe.

jest

jedna z najstarszych

skiej w kole na tlo tarczy herbowej podzielonej na trzy pola.

Przykładem

symbolikę
tu c h o ć b y

narodową

i

narodowym

W jednym polu godło K o r o n y — orzeł w koronie, po prawej

i k o ś c i e l n y m . Z p i e ś n i ą t ą szło do walki polskie rycerstwo pod

herb L i t w y — P o g o ń , oraz u d o ł u herb R u s i — ś w . Michał ze

Grunwaldem, ona t o w a r z y s z y ł a w walce z wrogami wiary chrzęści­

s k r z y ż o w a n y m i mieczami.

pieśni

polskich Bogurodzica. B y ł a

ona hymnem

l i . 6. Obrazek patriotyczny, litografia, w y m . 1 2 , 5 x 8 cm,
2 p o l . j X I X w.

II.

7.

Ohraz-emhlemat, z herbami K r ó l e s t w a
L i t w y i R u s i , 2 pol. X I X w.

Polskiego,

�I I . 8. Obrazek o d ł o w i m y w metalu, w y m . 74,5x11,5 oni,
SM
1 l» - X X w.

11. 9. Plakietka metalowa, wym. 6 , 4 x 4 , 4 cm, 1 pol. X X w.

f)1

r

*;
.
B l i ż e j nieokreślona

olejnego obrazu

granicami kraju w P a r y ż u i prawdopodobnie w D r e ź n i e i w K r a -

na blasze prezentowanego na wystawie w dziale metaloplastyki,

kowic. R ó ż n i ą się one od siebie tylko d r u g o r s ę d n y m i szczegó-

a p o c h o d z ą c e g o z terenu rzeszowskiogo

lami.

Rybickiego

((obecnie

jest

data powstania

Muzeum

ze zbioru Aleksandra

Etnograficzne

Podobny obraz z napisem Jan Kiliński

w

Krakowie).

wisi w zakrystii kościoła

O. Augustyn Kordecki w Nowej Gigantomachii
Częstochowy)

pisał:

„Bądźmy

(Pamiętnik

Ś w . P i o t r a i P a w ł a w Krakowie jako dar cechu s z e w c ó w . Ton

Oblężenia

w i ę c przekonania, że

sam patriotyczny emblemat, wykonany w stiuku widnieje na

niepodległość K r ó l e s t w a Polskiego, publiczne i prywatne mionie

domu parafialnym w H u m n i s k a c h w woj. rzeszowskim, z po-

Rzeczypospolitej, k o ś c i o ł ó w , cześć Boga i dawne wolności je-

piersiami Tadousza K o ś c i u s z k i i Adama Mickiowicza. Czynne

dynio za p o m o c ą Maryi J a s n o g ó r s k i e j zachowane i p r z y w r ó c o n e

w latach 1908—1914 D r u ż y n y Bartoszowe, wiejskie organizacje,

zostały, tak, iż bardzo słusznie wyrzec m o ż e m y , że Bogarodzica

poprzedniczki Strzelca, z w i ą z a n o z ruchom n i e p o d l e g ł o ś c i o w y m

tarczą jest K r ó l e s t w a Polskiego".

n a terenie Galicji przejęty tan właśnie emblemat i niewykluczone

rodzica tarezą jost K r ó l e s t w a Polskiego" b y ł o ż y w e nie tylko

jest, że ich c z ł o n k o w i e zamawiali sobie obrazy, które w i s i a ł y

w wieku X V I I . Specjalna opieka Matki Boskiej kojarzyła s i ę

w miejscu ich s p o t k a ń . Znane są t e ż serie ohromolitografowanych

z J e j c z ę s t o c h o w s k i m obrazem, a ten z kolei z obroną wartości

11

T o przekonanie, że „ B o g a -

p o c z t ó w e k o tej samej tematyce, k t ó r e b y ł y drukowane poza '.^narodowych i w a l k ą o utrzymanie narodowej t o ż s a m o ś c i .

P R Z Y P I S Y

1 Polska

Grafika,

Ludowa , K r a k ó w

1970, fot.

160, kat.

161
2 K s a w e r y P i w o c k i , Drzeworyt ludowy w Polsce, Warszawa
1934 ( i l . 14 i 30)
3 A n n a K u n o z y ń s k a - I r a c k a , Malarstwo ludowe kręgu często­
chowskiego, Wroclaw 1978, i l . 30
4 Wiadomość historyczna o starożytnym
obrazie Boga-Rodzicy
Maryi na Jasnej Górze przy Częstochowie przez Władysława
Książęcia Opolskiego w roku 1383 złożonym, w drukarni Jasnej Góry
Częstochowskiej, 1856, s. 170

5
6
7
8
9

tamże,
tamże,
tamże,
tamże,
tamże,

s.
s.
s.
s.
s.

176
179
179
181
187

10 Aleksandra Witkowska, Kulty
kowa, L u b l i n 1984, s. 126—127

piętnastowiecznego

11. O. Augustyn K o r d e c k i , Pamiętnik
Oblężenia
Często­
chowy 1665, w s t ę p e m poprzedził J a n Tokarski, L o n d y n 1956

Obiekty ze z b i o r ó w : Archiwum Ojców K a p u c y n ó w , K r a k ó w , i l . 2,5,6; A . Rybickiogo, i l . 3,4, 7—9, obecnie w ł .
Muzoum Etnograficzne w Krakowie. P o t . ; J . K u b i e n a

154

Kra­

�П. 1. „ P a m i ą t k a Obrazu Matki Boskiej w C z ę s t o c h o w i e " . Akwarela n a kartonie, w y m .
3 7 x 28,3 cm, sygn. „ L e w i c k i pinx ot sc", drukowana w P a r y ż u

Aleksander Jackowski
WPISY DO „KSIĘGI WYSTAWY"

T y c h k s i ą g jest wiele, z okspozyeji, które m i a ł y

miejsco

w Krakowie,

W r o c ł a w i u , Warszawie. W p i s ó w setki, m o ż e

siące

z trzoch k s i ą g

Tylko

„krakowskich" wybrałem

naście, tych, które zwróciły m o j ą u w a g ę zarówno

ty­

kilka­

typowością

relacji jak i celnością s f o i m u ł o w a ń . Jest to jednak w y b ó r subiek­
tywny i z r ó ż n y c h p o w o d ó w nie o d z w i e r c i e d l a j ą c y

działały

przede

wszystkim

jako ś w i a d e c t w o

nieprzemijającej

obecności kultu Matki Boskiei, a szczególnie wizerunku Matki
Boskiej

Częstochowskiej

wypowiedzi

w

życiu

narodu. Niemal

nie w y s t ę p u j e w a r t o ś c i o w a n i e

w

żadnej

estetyczne, istotny

wydaje sio fakt wprost n i e z w y k ł e g o zakorzenienia wizerunku

wszystkich

(i z w i ą z a n y c h z nim treści emocjonalnych) w tradycji narodu,

refleksji z w i e d z a j ą c y c h . Dlatego n a ł o ż y chyba p o w i e d z i e ć , jakie

p o w s z e c h n o ś ć kultu, czego ś w i a d e c t w e m jest właśnie różnorod­

postawy d o m i n o w a ł y we wpisywanych uwagach

ność

i co stano дч

o s z c z e g ó l n y m charakterzo reakcji w i d z ó w na t ę w ł a ś n i e wy­
s t a w ę o t w a r t ą 11 p a ź d z i e r n i k a 1982 г., a więc w 11 m i e s i ę c y

interpretacji J a s n o g ó r s k i e g o

Obrazu,

jogo ż y c i e

i rola

w ś w i a d o m o ś c i narodowej.
Moment

historyczny,

w którym

zorganizowano

wystawę

od chwili wprowadzenia stanu wojennego. W p i s y charaktery­

z a w a ż y ł na jej odbiorze, p r z y c z y n i ł się do tego, że w w i ę k s z o ś c i

zuje w ł a ś n i e zderzonio

wypowiedzi pn.owijal się w ą t e k n i e z w y k ł o ś c i i wręcz j e d y n o ś c i

tych dwóch rzeczywistości

—

przeży­

wanego czasu i samej wystawy. N a s t ą p i ł o spolkanio ludzkich

tej wystany, tego tematu,

emocji, goryczy, l ę k ó w i nadziei z obrazami, które w tej sytuacji

i udostępnienie.

wdzięczność za jej

przygotowanio

155
г

�Zrozumiale, ź e wśród p u b l i c z n o ś c i , a zwłaszcza tych wi­
d z ó w , k t ó r z y odczuwali p o t r z e b ę wpisania uwag,

przeważały

D z i ę k u j ę za w s p a n i a ł ą w y s t a w ę . S z c z e g ó l n i e teraz, kiedy Matka
B o s k a jest nam bardzo potrzebna.

osoby wierzące. S t ą d Ъ. liczne inwokacje do Matki B o ż e j , p r o ś b y

( K . P . , uczeń)

o jej pomoc i opiekę r a d naszym narodem w trudnych chwilach
jego d z i e j ó w .

W historii tego obrazu j a k a ś siła, k t ó r ą ta wystawa p o z w o l i ł a

T a k i b e z p o ś r e d n i , szczory i silny odzew nio c z ę s t o towa­

dostrzec i p r z e ż y ć .

rzyszy wystawom. S p o t k a ł e m s i ę z nimi zaledwie kilka razy —
kiedy w stołecznej

„ Z a c h ę c i e " przedstawiano

plon konkursu

na b u d o w ę pomnika B o h a t e r ó w Warszawy, w K r a k o w i e ekspo­

Maryo, Matko nasza, Matko naszego u d r ę c z o n e g o narodu —
nie opuszczaj nas.

nowano „ P o l a k ó w portret w ł a s n y " a t a k ż e (choć w mniejszym
stopniu) na wystawach „ R o m a n t y z m i r o m a n t y c z n o ś ć " ( K r a k ó w ,

Ogromna siła t k w i w obliczach Matki Narodu. W i e r z ę , że i mnie

Warszawa), „ J a c e k Malczewski" (Poznań) i niedawnym pokazie

b ę d z i e dano p o g ł ę b i ć spojrzenie na to

oblicze.

p r o j e k t ó w pomnika Powstania Warszawskiego (Muzeum Naro­

(S. J . — malarz)

dowe w Warszawie, 1983 г.). Ale, podczas gdy na wymienionych
wystawach d o m i n o w a ł y treści patriotyczne, na omawianej
wystawie b y ł y one w y r a ż a n e przez jeden, powszechny

tu

i nie­

J a k to dobrze, że mamy wszyscy j e d n ą w s p ó l n ą M a t k ę , k t ó r ą
k a ż d y inaczej przedstawia i interpretuje.

zwykle silny symbol wiary i nadziei — obraz Matki Boskiej
C z ę s t o c h o w s k i e j . Zapomniano, że w intencji o r g a n i z a t o r ó w m i a ł a
to b y ć recepcja Obrazu w sztuce ludowej, w w i ę k s z o ś c i wypo­

P o wystawie „ P o l a k ó w
wystawa w K r a k o w i e .

portret

własny"

jest

to

największa

wiedzi rozszerzano jej formułę na cało s p o ł o c z o ń s t w o , na różno
jego warstwy, stany, klasy, na przeszłość i teraźniejszość. C z y

A to P o l s k a w ł a ś n i e . . .

s ł u s z n i e ? M y ś l j , że arcy-słusznio. W ł a ś n i e ta wystawa wskazuje
na ograniczenie naszego „ e t n o g r a f i c z n e g o " spojrzenia na wielo­

W y s t a w a w s p a n i a ł a , stanowi materialny d o w ó d ducha poro­

rakie z w i ą z k i wsi i miasta, rzemiosła cechowego i ludowego,

zumienia narodowego (...)

pokazuje j a k trudno oddzielić ludowo od nie-ludowego, to co
powszechne

od tego, co chłopskie. Widzowie dostrzegli to, co

(...) T y l k o B ó g m o ż e nas obronić (...)

b y ł o i co wystawa s u g e r o w a ł a przez d o b ó r e k s p o n a t ó w — po­
mimo

ograniczającego

sformułowania

tytułu.

Dostrzegli

to

Jeszcze nie w i d z i a ł a m tak ślicznej wystawy

co chcieli z o b a c z y ć , co właśnie w t y m k o n t e k ś c i e historycznym

jak ta wystawa.
(A.O. k l . I l i a )

w y d a ł o się im w a ż n e i , dodajmy, co zapewne nio b y ł o sprzeczne
z intencjami o r g a n i z a t o r ó w .

Maryja, Pani

Jasnogórska

towarzyszy naszemu narodowi na

przestrzeni całej historii bogatej „ w nieszczęścia i ł z y " — j a k
m ó w i nasza p i e ś ń . J a k nie m o ż n a zrozumieć tego narodu bez
Chrystusa, jak to p o w i e d z i a ł J a n P a w e ł I I w Warszawie, tak
toż nie m o ż n a z r o z u m i e ć tego narodu bez Matki Boga — P a n i
J a s n o g ó r s k i o j . Wystawa niniejsza doskonale
W p i s y z „ K s i ę g i wystawy" w

to pokazuje.

Krakowie:
B ó g zapłać za zorganizowanie

wystawy.

J a k to dobrze, że s ą sprawy łączące n a s z ą przeszłość z dniom
Najbardziej polska wystawa (...) niepowtarzalna, t y m bardziej

dzisiejszym.

że i okazja n i e z w y k ł a „ 6 0 0 lecie". S ł o w a tu niczego nie w y r a ż ą .
W y s t a w a jest tak fascynująca-, że zapomina się o czasie

—

dosłownie i w przenośni.
(...) W y s t a w a ta jest najlepszym p r z y k ł a d e m jak w a ż n y m prob­
lemem w ż y c i u Narodu jest kultura, tradycja, Religia — jego

Nie m a d w ó c h takich samych twarzy! z a d ? i w i a j ą c e .

p r z y w i ą z a n i e . T o Go najbardziej ł ą c z y i określa — po tym s i ę
poznajemy w t ł u m i e c u d z o z i e m c ó w na o b c z y ź n i e

(...)

S ł o w a są niepotrzebne. T a m gdzie jest k t o ś bardzo bliski dobrze
czasem p o m i l c z e ć .

W y s t a w a jest b. potrzebna (...) bo wykazuje, że k i e d y ś b y l i ś m y
jednym, solidarnym narodem.

Wprost w i e r z y ć się nie chce, ż e tyle unikalnych o b r a z ó w i eks­
p o n a t ó w zebrano na tej wystawie, ś w i a d c z ą c e j o kulcie reli­

T o z d u m i e w a j ą c e , j a k m o ż n a przez jeden temat p o k a z a ć i s t o t ę
losu narodu, jego k l ę s k i , d ą ż e n i a ,

nadzieje.

Z a zorganizowanie wystawy T e j , w k t ó r ą wierzy nawet
k t ó r y w nio nie wierzy serdeczne p o d z i ę k o w a n i e .

156'

gijnym P o l a k ó w do Matki Boskiej C z ę s t o c h o w s k i e j

(...)

Z e w s z ą d p a t r z ą na nas T w e dobre, matczyne oczy.
taki,

S ą takie miejsca, gdzie k a ż d y spotkany człowiek jest bratem
(...) T a wystawa jest takim miejscem.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11302" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11280">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bb5bab34918655546e1d513a511ed5a8.pdf</src>
        <authentication>e5da99b3ac98d97b4c031b53b0d42193</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134707">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3339</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134708">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134709">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3129</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134710">
                <text>Z naszego tkactwa na Kurpiach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134711">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.4, s.203-206</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134712">
                <text>Chętnik, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134713">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134714">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134715">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134716">
                <text>Adam Chętnik

Z NASZEGO TKACTWA NA KURPIACH

P r z y g o t o w a n i e
ski

samodziałów

do u b r a n i a

i

Mieszkając w l a s a c h i p u s z c z a c h , l u d k u r p i o w ­

stroju.

wiedzieli
przed

musiał — j a k i w s z ę d z i e n a świecia — korzystać z

od swych

paru

Mając

rodziców

1

starsi puszczanie,

jeszese

dziesiątkami l a t .
p r z ę d z ę w e ł n i a n ą , a 7 c z a s e m i lnianą,

nau­

ciepłych skór i f u t e r u p o l o w a n y c h z w i e r z ą t leśnych. N 1 0

czyły

było

trzebę. K r o s i e n j e d n a k j a k współczesne n i e b y ł o , p r a w ­

wtedy

kobiety

specjalnego

mody.

kroju,

A b y okryć

ciała, t o i dosyć! N a n o g a c h
cie. L u d n o ś ć p r z e z
leśne

tym

Ale
już

wystarczyć

i

myśleć

hodowli

o

ludność
tamy
w

i ze s t a r e j

owiec,

i

skór

nowych

swego

łachmanach,
płci

a n i ziemi

i c h „dzieci

to

ichwielka

to

być d l a Kurpiów

bie­

ornej

n a sianie l n u

ale w w . X V I I I
ubierała

opisów, m ę ż c z y ź n i

nadzy

okrycie.

zaradzenia

w y r o b u , to t u w puszczy,

a

łażą

na

nowej

i n i e ł a t w o , b o n i e było a n i

z czasem,

z wiarygodnych

obojga

lite­

i

Te

przejściowe,

kończyło

w lichych parcianych

„łachmany"
je pewnie

z pól, którzy

się

dzieci

płótniankach,

musiały
Kurpie

być n i e m i e j s c o w e ,

o d zamożniejszych

przez życzliwość

zdo­

czy drogą z a m i a n y

wyz­

rzyzny

i l i c h y c h niedodzierków
taka

bieda,

wśród ł o w c ó w ,

tylko

W

wieku

środkową
i

XVIII

Narwią)

w

większe

Szwedami,
ców,

jako

w e wcale

czasie
roku

puszczy

z rusznic i
do

dochody

stałe

Ale i w
z barci

niż z г о л .

n a p ó l cygańskie też

bractwo

kurpiowskich

już ze
strzel­

u b i o r a c h i „barwach",

nowego

krosien

kościółka
strzelali

przy

sprzedaży

dzisiejszą
nych
O

w

a w

Kadzidle,

w

już n a w i w a t

Życie

pasterskie

wcześniej

kwitło

owiec,

berami

i

hodowanych
n a kożuchy

n i e z a w s z e Ьу1э ł a t w o .

t u ćoit

wcześnie

niż r o l n i c t w o — może n a p a r e ; e t

o

rabianych
owoców

kolczastych

po w s i a c h ,
5

koliboku"

szczotek
a jeszcze

rosnącego

wiele

l a t . Wełnę

strzyżoną czesano n a w ł ó k n o do przędzenia p r z y
ręcznych

skromnej

(postaw) i r o ­

Z czasów

tylko nazwa

teraźniejszych

dokładne

tego

pry­

miary

tka­

p o d nazwą

tkanin,

ściany.

kupującym

a taka

„ściana" n a

tkaniny,

z normal­

już d o b r z e

same

tkactwie

podaje

stu­

w r . 1S28, ż e K u r p i e „ w i e l e t u

a w

i n n y m miejscu

miejscowe

„płótno

i

pisze,

że n a

sukno

wyra­

Kurpianki" .
7

r . 1888 k i e d y t o w W a r s z a w i e

tkactwa
Lipnik,

kurpiowskim

w z m i a n k i n a początku zeszłego

potrzeby

mysłowym
i

domowych

wyrabiają"...'

W
wę

mały

ludowego

(w salach

i Rolniczym)
które

urządzono

przy

Kurpianki

wystawiły

odznaczenia

Aż

swoje

wysta­

Muzeum

z okolic

Prze­

Kadzidła

wyroby,

okrzyczane

stoi

pomo­

i nagrody

na odpowiednim

tam

już w

gdzie

wyroby .
e

Wprawdzie

chałupie

o n e są, g o s p o d y n i e

płótno, d y w a n y

krosien

Il-gą wojną, w y r o b y
tkackich

w

z rozwiniętych
Myszyńcu

nie znaj­

t k a c k i c h , ale

kurpiowskie

i sukno pierwszorzędnej

wyrabiają

jakości. P r z e d

spółdzielczo

i Lipnikach

warsz­

miały

za granicą, szły d o A m e r y k i P ó ł n o c n e j i w i n n e
Obecnie

tkactwo

podupadło

z wielu

jedną z n i c h j e s t , ż e ludność w d z i e d z i n i e
ju

n i e stara

starczalną,

K u r p i a n k i coraz
ną

tandetę

Również

n a d swoje

gatowe z fabryk

tracić

wyrobami

własne

dostarczane

zimę

.1 dłużej

całe

długie

samowy­
a

i fabrycz­
wyroby.

włókna n a

płócienka i p e r k a l i k i
„nie

brak"

robi
już

nad krosnami, a t y m bar­

wieczory

jesienne

Г

zimowe

kołowrotkach.
Wreszcie

otrzymywane

masowo

o d k r e w n y c h , często z g o t o w y m
nie, -koronki

i jedwabie

turę w d z i e d z i n i e

paczki

zagranicy

z

vbraniem, modne

do re-zty

niwelują

t k a c k i e j . T .actwo

t r u d n a p r a c a rękodzielnicza,
wa

—

wartościowe

Kurpiankom

a

fabrycznymi,

h u r t o w a l n u i gotowego

spustoszenie,
całą

przyczyn,

częściej p r z e k ł a d a j ą miejską

wymiana

poważne

się

zbyt
kraje.

ubioru i stro­

się j u ż b y ć — j a k d a w n i e j

zadawalnia

Jeszcze

przedtem

spotykamy

Kurpiów

tu i

suk­

starą k u ' -

— nie tylko

jako

л 'e n i e r a z i j a k o p r a w d z i ­

sztuka l u d o w a — w t e j dziadzinie zaczyna

potrzebne.

na pustkowiach. O t y m

poziomie.

każdej

do g r ę p l o w a n i a , w y ­
kolczastych

za s w o j e

d o o s t a t n i c h czasów i l a t , t k a c t w o k u r p i o w s k i e

dziemy

n a smugach

o w : e n a wełnę,

n a mięso, o k t ó r e w p u s z c z y

wątku

szale

miejscowoś­

ścianę

m i a r ę , t o 6 m bieżących

wszystkie

przy

między

Na

pozostała

rozwiniętym

czytamy

dziej

Hodowano

niektórych

w i e j s k i c h wąskich k r o s i e n .

ślęczyć

z własnych

n a paśnikach

spod

od zewnątrz,

wyrabiano

Ściana s u k n a , ściana płótna — l a k się m ó w i

W p i e r w , niż z w ł ó k n e m roślinnym, m i e l i K u r p i o w i e
z wełną,

pomocy

niny

osiedla

t y m cza­

w. K u r p i e w a l c z ą

„barwach"

przy

sukna

niewielkich

pewnie

„namotały" n i c i z wełny

tkactwa

czynienia

masowo

cy

nędz­

moździerzy*.

nadrzecznych.
i

zwarte

tych

—

Zielonej (nad

już p o w s t a w a ć

XVIII

zgrabnych

wyświęcenia
1783 w

lasów

i t p . mających

chociaż l o s i c h się polepszył ». Z y c i e
z a n i k a ł o . N a początku

w

sztuki

swych

czasów

Kurpiowszczyzny.

tkaninę

tatów

lasach

zaczęły

ludność miała

w głębi

zarobsi.

w i o s k i , n a pól r o l n i c z o - b a r t n i c z e .

sie

sta­

N i e wszędzie n a pusz­

pewnie

smolarzy, węglarzy

ną pracę i l i c h e w i d a ć

pierwsze

a częściej
niemal

n a głowę

mitywnego

sąsiadów

się n a r z e c z b i e d a k ó w k u r p i o w s k i c h różnej

była

starej

tkały

n a własną p o ­

b y ł y za j e d n e ze z d o l n i e j s z y c h t k a c z e k w P o l s c e i o t r z y ­

bywali
czy

biły

o p i s u w i d z i m y , ż e musiały

czasy

narzutki

płótna

a i s t a r s i n i e n o s i l i b y łachmanów.
bywali

ciach

biają

krótkiego

chociaż

cieple

Sprawia

ż y c i e leśne, a n i e zaczęło żadne i n n e , b o i n a c z e j
chodziłyby

i

i płótno

n a ścianach

t o do o s t a t n i c h

starsza

młódź

kobiety

płótna

lecia. G a w a r e c k i

wstydu.

sukno

chat — o d wewnątrz,
jak

się już

j a k czy­

tkać

więc

czy

c h o d z i l i często

nawet

bez żadnego

kiedy

bieda..."».

Z powyższego

dopodobnie
grubego

wówczas chatki

„ n a p o l a c h " c z y też „na r o l i "

tkaniny

pło­

D o dziś o

się i p r z y b y w a j ą c e j

sposobach

k o n o p i . T o przyszło

w

zbie­

miejscowe

na wszystko.

Zabrakło

d z i e . A l e szło t o o p o r n i e
stałej

łap­

czasy, k i e d y bór c z y l a s n i e dał r a d y

rozrastającej

puszczańskiej.

Zaczęto

też b y l e

czy pamiętnikowej.

przyszły

wyżywić

ludności

z puszczy,

z opowieści 'starych ludzi

opisowej

część

s e t k i l a t żyła t u z w s z e l k i e g o

musiały

wiemy

ratury

przez

delikatniejszą

wystarczyły

r a c t w a , łowiectwa i w ogóle
dy

a n i obmyślonej

górną

się k o b i e t y

ówdde

i Kurpianki

po ziemiach

być nie­
polskich

z wałkami

samodzia­

ł o w e g o płótna, c h o d n i k a m i i t ; \ , 1 t o r e w y r o b y

swoje l u b

203

�c z ł o n k ó w r o d z i n y r o z w o ż ą n a sprzedaż, a l e i n a t o p r z y ­

zowych)

chodzi koniec.
Tkactwo k u r p i o w s k i e przechodzi d o t k l i w y kryzys,
którego s k u t k i n i e w i a d o m o j a k i e w t e j dziedzinie p r z y ­
niosą r o z w i ą z a n i e . R a c z e j u j e m n e .

wała
był

dobierano

za

wiano

bowanie

samodziałów.

(jak t u mówią)

samodziałów

l o r y , przechodziło

różne fazy

w

się w

jakim

znalazło

Barwienie

czyli

far­

na ulubione ko­

swego r o z w o j u i u p a d k u ,

czasach

obecnych.

D a w n y m i l a t y płócien s a m o d z i a ł o w y c h n i e f a r b o ­
w a n o . Jeszcze p o d k o n i e c X V I I I i &lt;na p o c z ą t k u X I X
w i e k u , g d y k o b i e t a n a r o b i ł a płótna l n i a n e g o , t o naszyła
z niego w s z y s t k i m d o m o w y m b i e l i z n y („kosiui") i u b r a ­
n i a . W s z y s c y c h o d z i l i p r z e w a ż n i e n a b i a ł o . A l e j a k chło­
p a k „ u s i e d z i a ł " k o s z u l ę n a m o k r e j t r a w i e p r z e d chałupą
i ją uzielenił, a d z i e w c z y n a ,
zbierając j a g o d y
czarne
w lesie, to samo zrobiła p r z y p a d k o w o ,
zafarbowawszy
ją n a g r a n a t o w o c z y i m o d r o i n i e b i e s k o — t o już i b y ł y
p i e r w s z e z a p o c z ą t k o w a n e k o l o r y ! P r z y p o d o b n y c h czy
i n n y c h w y p a d k a c h k o l o r y były i n n e — i t a k uzbierało
się s a m o t o , co p o t r z e b n e do k o l o r ó w . Z a c z ę t o w t e d y
l n i a n e i w e ł n i a n e t k a n i n y f a r b o w a ć , płótno białe z a ­
częto p r z e t y k a ć m o d r y m i nićmi czy p a s e m k a m i i t a k
p o w s t a ł y płócienka w takież p a s e c z k i ; płótnianka d o ­
t y c h c z a s o w a z t y m i p a s e c z k a m i była już strojem
od
święta.
9

U ż y w a j ą c b a r w n i k ó w roślinnych do p r z ę d z y l n i a n e j ,
przy

wyrobie

Kurpianki

n p . pościeli

używały

na

łóżka

następujących

w

pasy

i

kraty,

(za

jasny),

to

na

upalne

słońce

nabrało

potrzebnej
nie

1. N a
w

kolor

leśnych

2. N a
warze
do

chabrowy
jagodach

kolor

(modro-niebieski)

czarnych

brunatno-czarny

z olszowej

kory

gotowano

(czernicach).
i

czarny

z lnianym

w

od­

barwy.

inaczej,

W

komu

rudawą,
koloru.
czy

która

Jeżeli

przędzę

przez

dłuższy

dawne

lata

tylko

było

siemieniem.

wysta­
czas,

tak

aż

tylko

pilno

przed

n i e b y ł o , t e n szukał

farby

ł l

D o p e w n e g o r o d z a j u s z t u k i t k a c k i e j należało w y ­
r a b i a n i e b a r w n y c h i o z d o b n i e w y k o n a n y c h pasków do
fartuchów; w y r a b i a n o je z bawełny k o l o r o w e j i l n u
n a specjalnych t z w . „klockach". Niektóre były bardzo
a r t y s t y c z n e i b y ł a i c h w i e l k a rozmaitość. W y r ó b i c h
skończył się już p r z e d k i l k u d z i e s i ą t k a m i l a t .
Wiejscy
książki

k r a w c y .

p t . Strój

O

krawcach

ludowy

Puszczy

tych

pisałem
—

Zielonej

do

będącej

t e r a z w p r z y g o t o w a n i u do d r u k u . D o d a m t y l k o że k r a w ­
cy

miejscowi

miejscowej,
sów

(ludowi)

n i e było.

Taki

miał

i

ludności

d o t e g o szkół

krawiec

swego gospodarstwa,
Czasami

r e k r u t o w a l i się spośród

w i e j s k i e j . Żadnych

latem

czy

pilnował

kur­

lichego

a zimą o b s z y w a ł rodzinę l u b w i e ś .

pomoc.

Szyto

ręcznie,

a

maszyny

do

szycia

p o k a z a ł y się. t u o k . r . 1900 (z A m e r y k i n a r a t y

firma

„Singer"). K r a w c y

a

który

miał

więcej

żyli

sobie

gustu

i

na

ogół

nowych

dostatnio,

pomysłów

„ p r z y s t r o j a c h " , t o o przyszłość m a t e r i a l n ą

w

mógł się n i e

martwić. K a ż d y z n i c h miał swój d o m i i n w e n t a r z . Co
do k r a w c ó w Ż y d ó w ( w o s t a t n i c h l a t dziesiątakach
to ci p r a c o w a l i w
n a zimę

miastach

jeździli

po w s i a c h

z a d o m o w i l i się g d z i e u g o s p o d a r z a ,
s z l i do innego

przed

i osadach

mia­

(„wędrowni"),

o b s z y l i m u całą r o ­

i t d . Z a pracę

otrzymywali

gotówkę i „kolędę" w n a t u r z e do d o m u . Po w s i a c h
t o w a l i s o b i e w s w o i c h n a c z y n i a c h (nasze b y ł y

3. N a k o l o r c z e r w o n y — leśne k r z a c z k i
podobne
c z e r n i c p o d jesień (mają c z e r w o n e ł o d y g i i p e s t k i ) .

da­
kolor

olszowej .

dzinę, p o t e m

—

wełnę

zimą, a słońca już g o r ą c e g o

steczkowych,
nici

wełnę

siwy

wojnami),

barwników:

razu

latem

robiono,
B a r w i e n i e

od

przędzę i s u k n o potrzebnego

a

produkty

stroje

otrzymywali

wiejskie,

od

regionalne

gospodarzy.
z

czasem

go­

„trefne"),

Krawcy

miejskie,

szyli
współ­

czesne.

4. N a k o l o r żółty — b r z o z o w e liście i k o r a z d o d a t ­
kiem

koperwasu.

5. N a k o l o r z i e l o n y
ga, dająca
ją

„muzga".
Były

— specjalna

trawa wodna,

p o ściśnięciu m i a z g ę . N a d r z e c z a n i e
Nici

różne

dochowały

gotowano

sposoby

odwarze

farbowania

się d o n a s z y c h

n i c h pokoleń

w

z tej

trawy

nici, nie

1 0

.

wszystkie

czasów, b o p r z e z p a r ę

używano barwników

dłu­

nazywają

przeważnie

ostat­

chemicz­

nych.
Często f a r b o w a n e
gólnie
cone

przy

wyrobie

lniane

wano

nici

były t y l k o n i c i na osnowę

i dywanów), w t e d y

osnowy

grubsze

do

i mocne,

j e p o d przędzę

krę­
nazy­

r w a ł a , suszyła,
w

otłukała

piękne

z nasion

i cienkie

i t d . i t d . aż

włókno

—

sama

do

koszulę, t r z e b a p r z y
pracowitych
Wyroby
biane

i

koszul,
(zapaski

n i m o d b y ć aż pięćdziesiąt

ze l n u
różnych

czynności!
ze

l n u były

popularne,
farbowano
i

sprzę-

gospodyni.

J e d n a z n i c h o p o w i a d a ł a m i , że chcąc o t r z y m a ć

do

na

K u r p i a c h najbardziej l u ­

szczególnie
w

paski

nakrycia),

latem.

spódnice

chusteczki

Prócz
(kitle),

na

białych
fartuchy

głowę,

a

dla

m ę ż c z y z n prócz k o s z u l , p o r t k i l n i a n e , p a r c i a n k i i o n u c z k i w chodaki.
S u k n o g r u b e n a s u k m a n y b a r t n i k ó w czy
f a r b o w a n o niekiedy na kolor b u r y ; gotowano
w olszowej korze z l n i a n y m siemieniem.
Najczęściej
ralnym. W

204

jednak

robiono

kolor

strzelców
je wtedy

sposobem

t y m c e l u do s u k m a n d a w n y c h

czy
tu
ten

wełnianą.

L e n siał z a w s z e g o s p o d a r z , a czyściła go z c h w a s t ó w ,
dzenia

Początkowo

(szcze­

kilimów

cięciwami, d a w a n o

B i e l e n i e p ł ó c i e n l n i a n y c h n a K u r p i a c h i w ogóle
n a d Narwią, znane jest powszechnie. P r z y każdej c h a ­
łupie d a w n i e j w o g r ó d k a c h , z a b e z p i e c z o n y c h p r z e d i n ­
w e n t a r z e m , były specjalne
p l a c y k i r ó w n e , z piękną
m u r a w ą , z w a n e b i e l n i k a m i . S a m a n a z w a w s k a z u j e , że
służyły d o b i e l e n i a . W n i e k t ó r y c h w i o s k a c h c z y o s a ­
d a c h n a d r z e c z n y c h b y ł y b i e l n i k i d o w s p ó l n e g o użytku,
w y d z i e l o n e p r z e z z e b r a n i a g r o m a d z k i e d l a całej w s i ,
dobrze ogrodzone.

natu­

(ciemno-brą-

też

portki

jeszcze

pewnie

szarym

które

bielały

deszczu

i słońca. A

g ł o być p i ę k n y m
strój

bielić

partu,

praniu,

same

na

nauczył l u d z i
karkach

koszule
zwanego

że płótno w y b i e l o n e
uroczysty,

pewnie
i

bielić

ludzkich,

od

j a k śnieg m o ­

s t r o j e m odświętnym, p e w n i e

odświętny,

płótna

surowego

płótnem l u b pacześnym. A l e

s a m deszcz co p r z y

płótna,

ten

płócien n i e b i e l o n o , n a

i t p . używano

obrzędowy

więc n a

i t p . zaczęto

specjalnie.

B i e l o n o w t e n sposób: sztukę płótna z k r o s i e n r o z ­
ciągano n a m u r a w i e , p r z y g w a ż d ż a n o d o z i e m i s p e c j a l ­
n y m i kołkami na pozostawione, w t y m celu pętelki
(lub z b r a k u t y c h — przytłaczano p o b o k a c h w y m y ­
t y m i k a m i e n i a m i ) . W słoneczną p o g o d ę p ł ó t n o p o l e w a n o
w o d ą czystą p r z e z s i t a p o l e w a c z k i r a z w r a z p o k a ż d y m
wyschnięciu,
przeważnie
robiły to k o b i e t y i młode
dziewczęta.
Nieraz
dziesiątki r a z y d z i e n n i e , d l a t e g o
b i e l n i k i są z a w s z e b l i s k o w o d y . P o p a r u t y g o d n i a c h
„ b i e l e n i a " — czego o c z y w i ś c i e d o k o n y w a słońce l e t n i e —
płótno z w i j a j ą n a w a ł k i i zabierają d o użytku. T a k
s a m o t r z e b a z b i e r a ć płótno z b i e l n i k ó w n a n o c i p r z e d
każdą burzą, p i l n o w a ć p r z e d w ę d r o w n y m i z ł o d z i e j a m i ,

�również

kura

by

czy

nierogacizną

n i e dobrały

b i e l n i k i n i e zrobiły nieporządku, s z k o d l i w e g o
na w

się n a

d l a płót­

czasie b i e l e n i a .

Bielone

płótna

na miejscu

lizny

samodziałów.

(która

znano

Takie bielniki
i bielenie
można często
spotkać
i dziś, n a o g ó ł j e d n a k g o s p o d y n i e s o b i e
upraszczają
b i e l e n i e w d o m u , g o t u j ą c s z t u k i płótna w s p e c j a l n i e
s p r e p a r o w a n y m ługu z p a l o n y c h łęcin łubinu, a d a w ­
n i e j i jałowca i t p .
pytem

P r a n i e
tej

pewnie

w

estetyczne

nym
z

sięciu b l i s k o l a t .

daje

z krosien nie na­

się d l a k r a w c a , j e s t r z a d k i e , r o z c i ą g l i w e

i kurczy

się o d w i l g o c i i d e s z c z u . U b r a n i e u s z y t e z t a k i e g o
na,
i

po

pierwszej

trudno

niejsze

ulewie

się

niepomiernie

b y j e nałożyć n a s i e b i e . T a k p e w n i e
czasy

przytrafiło

puszczańskiemu,
niem

skurczyłoby

się

a

to

gwałtownym

tkaczów

na

pomysł

nieprzepuszczalne

się

niejednemu

zmoknięcie
sukna,

zbicia

suk­

w

daw­

elegantowi

właśnie

ze

skurcze­

naprowadziło

pewnie

sukna

na

gęstsze,

więcej

i n i e rozciągliwe.

Do folowania
zwany

foluszem

służy s p e c j a l n y
(„folus"),

a

przyrząd

będący

ok. 3—4 m k o r y t e m , dłubanym z grubego
nego,

z wolnymi wylotami w

sokimi

bokami.

Do

t r z e b a 6, 8 i

dorobiony

z kołkami

więcej n i e r a z

warsztat,
długim

pnia

o b u końcach

koryta

długi i dość c i e n k i smyk

—

właściwie

drzew­

i dość w y ­

jest

całą

pasją

smyka

ludzi.

naparzone

u k r o p e m , rozciągnięte

w

foluszu

( k o r y c i e ) chłopcy międlą, gniotą i p r z e w r a c a j ą
ciągając

n i m gromadnie

biet domowych,

w

obie

zawyrokują,

że

się p r z e r y w a .

co c h w i l a któraś l e j e

jają
mu

z duże­

otrzymują
dalej

ciągu

—

po

i oddają

ciężkiej

zasłużoną

do

dobrą

po w s i , bo n i e r a z
biorą

je

w

i ścisłe,

pracę

prostują,

nawi­

p o t y m d o k r a w c a . Już
ani zmiana

potu

pracy

folusz

i kilka

razy

są

obroty

do

pogody.

przy

kolację,

grudnia doprowadzone

ności. D o r e s z t y

zbite

znawcy

suknie

pożyczany

różne s u k n a

stanu

używal­

wędrowni

krawcy.

W o s t a t n i c h l a t a c h , bliżej m i a s t f a b r y c z n y c h s u k n o
t a k i e dają n i e k t ó r z y d o s p e c j a l n y c h f a b r y k d o w y r ó w ­
nania jednej
s t r o n y „ p r a w e j " przez
maszynowe
pos t r z y ż e n i e włosia, a l e większość p o p r z e s t a j e
na t y m ,
j a k i e wyszło z warsztatów w i e j s k i c h .

prania.

płóciennego

ulewny,

nie

tylko
stroju

letni

deszcz,

w podróży

strze-

czy gdzieś
zrobił z

przy

płócien­

wprost

na człowieku.

pewnie,

coraz

że

bielsza

bieliźnie,

j e g o strój

i

bez

bielutkiej,

chłopakom,

co

Gdy
czy

brudu.

zaczęła

podrażniło

człowiek

je

wy­

bielizna

jest

Dziewczyna

się

pewnie

prędzej

w

podo­

i c h ambicję

w

k i e r u n k u częstszego moknięcia n a deszczu, który j e prał
bezinteresownie
siątkami

umyślnie

żeby i m włosy

strzyżono

włosów).

Zaczęto
prać

a s k u t e c z n i e . Jeszcze

lat, dziewczyny

deszczu,

też

z

bieliznę w

przed

mokły

długie rosły

Taki

musiał

czasem

wodzie

—

(wtedy

być

nie

dzie­

majowym
jeszcze n i e

początek

czekając

bieżącej, trzepiąc

kijanką

paru

na

prania.

deszczu

ją

z płaskiej szczapy,

ręką,
czy

—
dło­

ułama­

n e j gałęzi.
P r a w d o p o d o b n i e z przyrodzonego lenistwa, człowie­
k o w i n i e chciało się urządzać p r a n i a z b y t często, a l e
bądź co bądź, t r z e b a p o w i e d z i e ć n a korzyść ludności
t u t e j s z e j p u s z c z y , że n i e c z e k a n o t u , aż płótno r o z l e c i
się n a c z ł o w i e k u w strzępy ( j a k t o się z d a r z a ł o p o ś w i e ­
cie) o d z n o s z e n i a , a l e j e p r a n o , co nastąpiło p e w n i e
już w w i e k a c h X V I I i X V I I I — w t e d y już n i e deszcze,
a l e k o b i e t y p r a ł y bieliznę.
Również

warto

zaznaczyć,

że

zmarłych

domowni­

k ó w n i e c h o w a n o w bieliźnie b r u d n e j , a l e ją s t a r a n o się
się
tu

zaprezentować

w

l u d z i e , a pozostałość

ci,

gdy

jeszcze mogą

w dobrej formie

zaświatach.

To

mówią

po t y m zwyczaju

starsze l u b s c h o r o w a n e

Kurpianki,
pracować,

mógł

najstarsi

j e s t t a k a , że

oczekując

już

przygotowują

śmier­

sobie

na

śmierć s w ó j strój, a w n i m często śnieżna „ k o s i u l a " o d ­
grywa

pierwszorzędną

Bądź

co

bądź,

rolę.

n a początku

już n i e t y l k o p r a n o w w o d z i e ,

XIX

stulecia,

a l e s t a r a n o się

bieliznę
wynaleźć

k u t e m u o d p o w i e d n i e m y d l i k i - s p o s o b y , ułatwiające
m a n i e możliwie czystej

smykiem,

wrzątek

naciągają,

deszcz n i e z a s z k o d z i ,

Chłopcy

w

gotowe
mokre

n a w a ł k i , suszą
żaden

jest

sukno

Sukno

bać

Z e sposobów t y c h

s t r o n y wzdłuż. Z k o ­

go s a g a n a n a s u k n o , a po k i l k u g o d z i n a c h , g d y

higieniczne,

czy

niejeden

bie­

strojem),

na wynalazek

bielizny

wyprać, wybielić, b y nieboszczyk

Z w y k l e f o l u s z u s t a w i o n y j e s t n a kołach w b i t y c h
w z i e m i ę (słupkach), p r z e d o k n a m i , chałupy, p r z e z które
p r z e c h o d z i ś w i a t ł o l a m p o w e na z e w n ą t r z p r z e z s z y b y ,
ż e b y p r a c u j ą c y m i e l i w i d n o . P r a c a r o z p o c z y n a się o
z m i e r z c h u , z w y k l e w czasie a d w e n t o w y m ( w g r u d n i u ) ,
d o k t ó r e j z a p r a s z a się sąsiedzkich c h ł o p c ó w dorosłych
n a cały w i e c z ó r . Jeżeli s u k n a j e s t m a ł o w j e d n e j c h a ­
łupie, t o k i l k a g o s p o d a r s t w r a z e m z n o s i s u k n o n a w s p ó l ­
n e f o l o w a n i e , dość p r a c o w i t e i k ł o p o t l i w e .
Sukno

pięknej

specjalny

d o rąk. D o

i

puszezaków, ale t o s a m o

nią, a z czasem

F o l o w a n i e s u k n a — b o t a k n a z y w a się cała t a m a ­
n i p u l a c j a u t r w a l e n i a , z b i c i a i u j e d n o s t a j n i e n i a rozciąg­
l i w o ś c i w ł ó k i e n — o d b y w a się o d n i e p a m i ę t n y c h p r z e z
l u d z i l a t , n a całym terenie, gdzie znane jest t k a c t w o
z wełny.

nie prano

s t r o j e m , b ę d ą c y m jednocześnie bielizną, trzepiąc

ładniejsza,
s u k n a . S u k n o zaraz

względy

wpłynęły

praczką

sechł, z a u w a ż y ł
F o l o w a n i e

nie

i spTat skórę b ę d ą c y m

pal

rybołówstwie

stu kilkudzie­

Pierwotnie
jednocześnie

k t ó r y g d y b y ł z silną falą t j . w i a t r e m , n i e t y l k o

i dalej

Polsce o d

i

prawdopodobnie

k u r p i o w s k i e Cieszą się w i e l k i m p o ­
w

była

potrzeby,

Pierwszą
był

lato

1. W o d a
pierwszym
czono
lub

stojąca,
lepszym

znane

były

miękka,
dole

czy

następujące:

wygrzana
kanale

na

słońcu,

wodzie

drugi

czystej

dzień

„spierano"

bieżącej, w y k r ę c a n o

w

lub jeziorku. M o ­

w n i e j bieliznę n a całą dobę, s p e c j a l n i e

ile, na

otrzy­

bielizny.

w

rozmiękły

błocie

brud

w

z nadmiaru wilgoci

i suszono n a słońcu i w i e t r z e , n i e k t ó r z y o d r a z u l a s o ­
b i e , żeby nabrała
2. Ił r z e c z n y
glowy),

Szorowano

„wysiastano"
takiego

fasonu.

( m a z i s t y i tłustawy muł g l i n i a s t o - m a r -

nad brzegiem

strumieni.
Z

odpowiedniego

w

w

niektórych

w

nim brud

wodzie

bieżącej,

mułu

Niemcy

robili

miejscach

rzek

i

zastarzały,

a

czystej

ogrzanej.

nam

i

kartkowe

potem
mydło

w czasie I i I I w o j n y .
3. Z a p a r z a n i e

bielizny

w

nawozie

końskim,

który

j a k w i a d o m o — p r z e t e r m e n t o w a n y , z a w i e r a w sobie d u ­
żo ciepła

—

odbywało

się jeszcze n a początku

S u k n o t a k i e służy dziesiątki l a t , u b r a n i e z n i e g o
„nie do z d a r c i a " — j a k mówią, a p r z y t y m n a z i m o w e
m r o z y i z a w i e j e ciepłe i w y g o d n e w n o s z e n i u .

w i e k u . B i e l i z n ę z zastarzałym

M a też w z i ę c i e n a K u r p i a c h d o o s t a t n i c h l a t , a n a
j a r m a r k a c h czy t a r g a c h w M y s z y ń c u m o ż n a nabyć o d ­
p o w i e d n i o w y m i e r z o n e sztuczki n a krótkie „sukmanki".

i

XIX-go

brudem zakopywano

b i e j w n a w ó z koński w s t a j n i , ż e b y się t a m d o b r z e
grzała. N a d r u g i
prano

piołu.

w

czy t r z e c i dzień bieliznę

ciepłej

Spłukiwano

wodzie
w

z ługiem

ogrzanej

za­

wydobywano

gotowanym

wodzie,

głę­

czystej

z
i

po­
bie­

żącej.

205

�-

4. G o t o w a n i e

jeszcze

w ługu b r u d n e j b i e l i z n y o d b y w a ł o

powszechnie

z popiołu d r z e w
zastępujący

ok.

r.

1900. Ł u g

liściastych, posiadających

ludziom

w sobie

krosien, jest

b a n i o n e " j a k t o nazywają,
wałki,

szedł
świat.

na

B i e l i z n ę z ługu p r a n o w

mięk­

sztuczki

5. O w c z y
mętna

dawniej

ług. B y ł a

w

i

wodzie

przed

tłustawa.

na

szereg

W

wodzie

Woda

prano

z

brudu

bieżącej. O d l a t 60—80 s p o s o b u

sitach

i

w

piecach

wygotowywano

tego

dziesiątków

l a t uważano

d ę b o w ą korę, o d -

ług.

Ług

taki

za n a j l e p s z y

i

przez

gotowa­

n o czy też p r a n o w n i m bieliznę. W końcu c z y s t a
spłukała do r e s z t y
Co

taka

takiej

do reszty

po­

używają.

6. D ę b o w y ług. P a l o n o
siano

brudna woda

strzyżeniem.

płócienne, spierając

czystej,

p r a w i e nie

ciepłej i

co n i e p o t r z e b n e

do s u k n a i

się i n t e r e s o w a ł ,

s u k m a n , to p r a n i e m

wystarczał

wienia" sukna wycierano

deszcz

woda

.

12

i

je rękami

i c h mało k t o

śnieg;

dla

miękkim

„odno­

śniegiem.

T a k w i ę c sobie r a d z i l i K u r p i o w i e , a w ł a ś c i w i e K u r p i a n k i z p r a n i e m b i e l i z n y . T y l k o n a t r a t w a c h spławnicy
drzewa
w
i

(miejscowi

oryle)

musieli

„gratunach" , gdzie indziej
1 3

dziewczęta.

W

Praczkami

dawniejszych

na

Starych

rzeźbił ładną kijankę

i

z

niej

dziewczynie.

prezent

też

są

Kurpiach

k w i a t y i różne

przedślubny

Przywiązywał

uwagę, a i dziewczyna

w

sobie

to zawsze

zawodowymi

latach

kawaler
robił

prać

robiły

widać

swojej
do

kobiety.
zdolny
wzory

upatrzonej

kijanki

znaczną

n i e obraziła się za t o .

płótna
do

P ł ó t n o (i i n n e t k a n i n y ) spod
wyrównują

oba brzegi,

maglują

zwana

koniecznych

na szerokiej
(łóżka

itp. Do

„Pogur-

j e nakręcając n a

rozpłaszczając

wypadkach

siedzenia)

na maglownica,

ławie, na

służącego

na

maglowania

t u walkownicą

mokre
mniejsze
wierz­

dzień

służy

i wałek

wszędzie
że

żadnych

prawie
niu

po k r a j u ,

więc

maglów

nie ma, prostowanie

wszelkiej

i wysuszeniu, j a k : ręczników,

tuchów i t p . o d b y w a

prawie

j e j n i e opisuję. D o d a m

zmechanizowanych

na

za

ręcz­

długości

ok. 1 łokcia (50—60 c m ) . Czynność t a z n a n a j e s t

tylko,

Kurpiach

bielizny

po

pra­

obrusów, k o s z u l , f a r ­

się ręcznie p r z e z k o b i e t y , p o d a n y m i

p j w y ż e j narzędziami.
Walkownicą
— z płaskiego d r z e w a b r z o z o w e g o c z y
klonowego
l u b jesionowego,
posiada do p r a w e j
ręki
okrągły t r z o n e k a do l e w e j zakrzywioną rączkę u p r z o ­
d u narzędzia. Spód w a ł k o w n i c y n a c i n a n y j e s t w k a r b y ,
który p r z y t o c z e n i u w a ł k a z bielizną naciąga ją c o r a z
m o c n i e j n a w a ł e k , w y r ó w n y w u j ą c w s z e l k i e fałdki i n i e ­
równości.
Wspominam

o wałkownicy

jeszcze i d l a t e g o ,

ona u każdej s t a r a n n e j g o s p o d y n i
biona

pracowitymi

motywami

że

i że często j e s t

sztuki

ludowej,

jest

ozdo­
robotą

r z e ź b i a r s k ą . B i e l i z n ę czy f a r t u c h p o p r a n i u n i e m a g l o ­
15

wany,

nazywają,

z gardzieli".

że w y g l ą d a

Żelazka

do

t a k „jak

prasowania

p s u wyciągnięty
od

paru

dziesiąt­

k ó w l a t są w użytku u m i e j s c o w y c h k r a w c ó w , ogół w i e j ­
ski

14

za

itp. W

n a k r y c i u szlabana

kanapę

bieliznę
kobiety

wyciągając

bielniku

chnim

t o n a pozór

owiec

jakby

koszule

wodzie

strugach i rzekach.

została p o m y c i u
była

czystej

tkanin.

z a w s z e trochę p o m i ę t e , n i e r ó w n e .

potaż

potaż

w

Wyługowany

Magio w anie

z n a d N a r w i n a h a n d e l ( d a w n y m i czasy) w d a l s z y
kiej, najlepiej

mydło.

si*

wygotowywani

dopiero

zaczyna

je lepiej

poznawać.

P R Z Y P I S Y

T e k s t z i n e d i t ó w A d a m a Chętnika, n a p i s a n y w l a ­
tach 60-tych.
Podług ks. Łukasza Kościeszy-Załuski, m i s j o n a r z a
z r . 1650, o d b y w a j ą c e g o m i s j e w p u s z c z y K u r p i o w s k i e j
(podł. rękopisu p o łacinie, podał I . B a r a n o w s k i „ Z i e ­
m i a " n r 18 1(11).
O c z y m dalej p r z y „strzelcach".
P o d ł . L . K r z y w i c k i e g o — Kurpie
(Biblioteka War­
s z a w s k a , 1892).
1

2

3
4

Były t a k i e w M u z e u m K u r p i o w s k i m w N o w o g r o ­
p o d Ł o m ż ą , do r . 1939 (pochodziły z w . X V I I I ) .
H. Gawarecki
Przywileje,
nadania
i
swobody
udzielone
miastom
województwa
płockie 70,
W-srszawa
1928
5

dzie

6

7

Pamiętnik

historyczny

płocki,

t. 2, 1830

A . Chętnik, Warunki
gospodarózo-kulturalne
na
pograniczu
Kurpiowsko-Mazurskim,
Ł o m ż a 1927, s. 89
8

206

O d F . P i j a n o w s k i e g o ze w s i K u z i e , p o w . K o l n o ,
l a t 90, w r . 1910 i o d M . S o b ^ e c h o w e j , l a t 85, w r . 1947,
o d J . K r a s c y n e j , l a t 80 z B r z o z ó w k i ( o k . 1932) i t d .
W i a d . od A. K o r d e c k i e j z Myszyńca i M . Sobiec h o w e j z K a d z i d ł a , 1949 i i n n y c h .
W i a d . od I . Jesionkowskiego
i M . Swiderskiej
z N o w o g r o d u p o d Ł o m ż ą , 1931
W i a d o m o ś c i o d : S. C h ę t n i k o w e j , l a t 9 1 , N o w o g r ó d
1948; M . S o b i e c h o w e j
z K a d z i d ł a , l a t 87, 1949; o d A .
K o r d e c k i e j z M y s z y ń c a , l a t 55 — 1949 i t d .
G r a t u n y — duże s z p a r y z w o d ą bieżącą między
kiocŁmi w p ł y n ą c y c h p a s a c h d r z e w a .
T a k i e k i j a n k i można oglądać w Ł o m ż y , w M u ­
z e u m Północno-Mazowieckim. „Stare K u r p i e " — o d c i ­
nek dawnej Kurpiowszczyzny
z lewej
strony Narwi,
o d N o w o g r o d u .począwszy — do Ostrołęki.
J a k to w i d z i m y пр. лг M u z e u m P ó ł n .
Mazow.
w Łomży.
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11296" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11274">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/483f7c7b79e9d8b83968afdefb937c62.pdf</src>
        <authentication>1717f118fb058f6bd81749f5bcf2cc23</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134645">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3700</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134646">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134647">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3477</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134648">
                <text>Co? Po co? Dlaczego? Słucham. Terminowe doświadczenia etnologa w Murzynowie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134649">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.187-191</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134650">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134651">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134652">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134654">
                <text>Co? Po co? Dlaczego? Słucham.
Terminowe doświadczenia etnologa w Murzynowie
Jacek Olędzki
- Po co te puszki zakopujesz?
- Nie mówi się po co. Należy mówić dlaczego! Za chwilę, to
samo:
- A po co nie pójdziesz ze mną na grzyby, tylko wciąż
kopiesz i to świństwo zakopujesz. Nic z tego nie wyfośnie...,
NIC! Chodźmy na grzyby. Mogę ci pokazać, gdzie się w tym
roku przeniosły... Bo one się przenoszą—
- Po co? Zacząłem mówić jak oni.
- To nie wiesz? Pomyśl, a sam sobie odpowiesz!
Tak mniej więcej wyglądały moje rozmowy z Robertem,
kiedy miał 3, 5, 7 lat. Teraz jest już dawno po wojsku (ma
stopień mata), do pracy jeździ nowym pasatem i unika ze mną
rozmów (ja korzystam z komara, bzyka). Chociaż, raz chyba
się gniewnie odezwał. Zdaje się, że tak:
- No, bo może być dym...
- Ależ panie Robercie...
- A, to przepraszam. I sobie poszedł. I tak to już jest.
Gdybym, to ja jeździł pasatem, a Robert bzykiem, wówczas
nasze spotkanie po latach wyglądałoby inaczej.
A zatem, przed laty pobierałem w Murzynowie bezcenne

nauki - przede wszystkim - od gromadki małych dzieci, które
stale się kręciły przy Muzeum.
Oto pierwsza nauka: Żadne z tych dzieci wiejskich nie
korzystało z potocznego zwrotu co. Jak wiadomo, jest to
słówko powszechnie używane wśród warszawiaków starej
daty. Warszawiacy nowej daty częściej, zamiast co, mówią
proszę. Zwrot proszę, świadczy niewątpliwie o pewnym
rodzaju wytworności. Nie posiadłem jej i niewątpliwie
mówiłem nieraz w Murzynowie ordynarnie co. A należało
przecież mówić słucham. Tak bowiem, murzynowiacy - na­
wet całkiem mali - zwracają się do drugiej osoby, kiedy
czegoś nie dosłyszą. Przyznasz Czytelniku, że spośród tych
trzech zwrotów, najtrafniejsze, jest tylko to jedno słówko,
słucham. Żadne coproszę, tylko słucham...
Druga nauka. Dotyczy ona oczywiście owego po co oraz
dlaczego. Otóż, wydaje się, że dlaczego w stosunku do po co,
jest podrzędne sematycznie. Odnosi się do rozumienia zależ­
ności między jednym a drugim; dotyczy na przykład przy­
czyny i skutku. Natomiast po co kieruje uwagę nie tyle na
związek - często oczywisty - między przyczyną i skutkiem,

187

�ile na celowość; cel jakiegoś działania, aż po jego sens...
Dzieci wiejskie uczestnicząc od najmłodszych lat przy pra­
cach dorosłych, w tym wszystkim, co świat dla nich dorosłych
przedstawia, mają znakomite okazje poznawania związków
przyczynowo - skutkowych i - być może dlatego - nie muszą
korzystać z banalnego pytania dlaczego. Wiadomo, że z posia­
nego ziarna rodzi się roślina itd. Natomiast z zakopanej puszki
po jakiejś konserwie, nic się nie urodzi. Po co nie jesz? Jeśli
ktoś nie je, a jest ku temu okazja, pytanie dlaczego, może
wyjaśnić sprawę zaledwie częściowo, w granicach zwykłego
domysłu (boli kogoś ząb, ma kaca itd.), czyli bez zadawania
pytania. Po co nie jesz? jest pytaniem znacznie dogłębniejszym. Odpowiedź na nie dotyczyć nawet może kwestii honoru
i godności, silnej woli, hartu ducha itd. Najstarsi murzynowiacy - nie ma już ich niestety - bywało, że wzbraniali się przed
przyjęciem u kogoś poczęstunku; nawet szklanki herbaty.
Kiedy starałem się zrozumieć taką odmowę, dowiadywałem
się struchlały:
- To jakbym zaciągnął pożyczkę. Nie. Pic nie będę.
Dziękuję.
Nie budzi chyba wątpliwości przekonanie, że pytania
artykułowane przez słówko dlaczego (why, pourąoi) zdomi­
nowały nasze dzisiejsze życie. Kiedy słucham dialogów
w melodramatach amerykańskich, emitowanych przez telewi­
zję (filmy te mają największą oglądalność i nie można ich
znaczenia lekceważyć), słyszę powtarzane bez końca why.
Łaj, łaj, łaj, ciągle tylko łaj. No, zdarza się whatfor (a ąuoi
bon), ale tylko w dziełach najambitniejszych. W filmach
kryminalnych, gangsterskich itd. obydwa zwroty są nieobec­
ne, bowiem nie mają uzasadnienia. Po co, podważyłoby każdą
brawurową akcję, każdy skok na bank, każde morderstwo.
Dlatego, chcąc zaznać relaksującej zadumy jadę do Murzynowa. Nasłucha się tam do woli pytań po co. Będą one dotyczyły
sytuacji dających się zrozumieć... Natomiast tutaj w mieście,
tak jak w Łomazach na posterunku, we Wołominie, Markach
oraz dzisiejszym Wrocławiu, całkiem się zmieniło znaczenie
nawet tych dwóch podstawowych zwrotów językowych. Po co
młodociane wrocławianki zabiły koleżankę, same wyjaśniły.
Chyba dostatecznie jasno, denerwowała nas ... Ale dlaczego
to najstraszniejsze ze strasznych się stało, nie wiadomo. Od
„Super Expressu",poprzez „Wprost", po „Politykę", gdzie
poddawano zdarzenie analizie, nie ma odpowiedzi na pytanie,
dlaczego? W życiu miejskim (chociaż nie tylko) zrodziły się
więc nowe sytuacje, dla których zrozumienia konieczne jest
roztrząsanie zależności w kategoriach owego, banalnego
dlaczego.
1

We Wrocławiu, mieście Apocalipsis cum figuris, Panto­
mimy, Pomarańczowej Alternatywy itd., dojrzała sytuacja aby
stawiać sobie pytanie dlaczego, które wcześniej nie miałoby
sensu, bowiem w mieście tym żyli głównie lwowiacy... I jak
w Murzynowie, rzeczy wzniosłe, niezwykłe i wspaniałe były
codziennością...
Dzisiaj zaś, ani rodzice, ani nauczyciele z katechetą na czele
(poświęcał głównie uwagę - jak wyznał - aborcji) nie mieli
głowy aby zabójczyniom powiedzieć o Grotowskim, Toma­
szewskim albo Fydrychu. Nie mieli głowy, śmiem sądzić, że
nie dane im samym było pojąć, iż żyją w niezwykłym mieście,
najniezwyklejszych niegdyś dokonań w Polsce.
W mojej klasie, mojej szkoły im. Romualda Traugutta, też
był uczeń z pierwszej ławki, który nas denerwował (Wojciech

188

Jaruzelski, w elitarnej szkole na Bielanach siedział w pierw­
szej ławce i już wówczas miał postanowienie zostania kimś
wielkim, oczywiście, został...). Jak należy uczniowi z pierw­
szej ławki - podlizywał się nauczycielom. Myśmy nic złego
mu nie próbowali zrobić. Wiadomo przecież, lizus w każdej
klasie musi być. Henio Kluba poświęcił mu nawet osobny
utwór, wzorowany na tragediach Sofoklesa - Gorgolides
Wspaniały. Władysław L. Terlecki, który siedział w ostatniej
ławce, dusił w sobie postanowienia i zamiary... Pomysł Henia,
aby przykre rzeczy obdarzać uśmiechem, a w najgorszym
razie cierpkim żartem, ustąpił - niestety - przed powinnością
ważenia słów, pryncypialnością i obowiązkiem.
Czas nieubłaganie biegnie, zmieniają się „konteksty sytua­
cyjne" a z nimi znaczenie i rola nawet podstawowych
zwrotów językowych. Zaraza nie ominęła również Murzynowa. Łagodniutki Robercik, kiedy dorósł, powiada twardo
może być dym. Nie oznacza to jakiejś zwykłej zadymy, ale po
prostu w lokalnej grypserze, mordobicie. Inni znów, starsi
i mniej obyci też ulegli zarazie. Starają się unikać - ich
zdaniem - kompromitującego po co i korzystają z pytania na
ch... tol Ponadto, pytanie to w sposobie stawiania go (butnie
i stanowczo) bliższe jest stwierdzeniu czy przekleństwu,
aniżeli poszukiwaniu odpowiedzi.
Trzecia nauka. Dotyczy ona pytania co to? Od razu
powiem, nie często się słyszy to pytanie. Przed laty, nie
słyszałem aby dzieci murzynowskie komukolwiek takie
pytanie stawiały z tą samą spontaniczną natarczywością, jak
to się zdarza u dzieci z niektórych środowisk miejskich. Być
może, moi mali nauczyciele z Murzynowa orientowali się
w tym, co można by nazwać bezowocnością werbalizowa­
nych zainteresowań. Starsi po prostu nie znaleźliby często
czasu na udzielanie objaśnień. Nie ma czasu, mnie się
spieszy— itd., to bardzo częste wyznanie, przez niektórych
wypowiadane już całkiem mechanicznie, nawet wówczas
(albo właśnie wtedy), kiedy nic nie ponagla i ów tak starannie
strzeżony czas jest w nadmiarze. Ponadto, zwyczaj czułego
obcowania wnucząt z dziadkami i babciami w pewnych
rodzinach pojawił się stosunkowo niedawno. A zasada suro­
wego rozdzielania („separacji informacyjnej") dzieci od
rozmów prowadzonych przez dorosłych, utrzymywała się
w wielu rodzinach stosunkowo długo i stanowiła rodzaj
zapory w nawiązywaniu kontaktów słownych dzieci ze
starszymi. Zapora ta była niewątpliwie jedną z form kształ­
towania szacunku należnego starszym. Owa zasada „separacji
informacyjnej" dzieci od rozmów i spraw dorosłych przestała
obowiązywać zapewne już w czasie wydarzeń, jakie w życiu
wsi następowały dosyć burzliwie po ostatniej wojnie. Wszela­
ko wyczuwałem utrzymujący się wciąż - jeszcze w latach
osiemdziesiątych - dystans między dziećmi a dorosłymi,
jakiego nie znałem ze swego dzieciństwa w Warszawie.
Być może więc, wybrały dzieci obserwację i nasłuchiwa­
nie, za (całkiem zresztą niezłą), formę zdobywania wiadomo­
ści. Wiąże się z tym - jak wiadomo - cnota bezcenna:
samodzielność. Dotyczy ona chyba również myślenia... W ka­
żdym razie, moich kontaktów z dziecięcą społecznością
Murzynowa nie przesłaniało owo „urocze trajkotanie": a co
to?, co to?, co to? Dzięki temu, ów czas miniony, bardzo mile
wspominam.
Wspomnienia z lat następnych, aż po dziś czas, opromienia
innego rodzaju odczucie. Kolejny wykład, który za chwilę

�nastąpi, prowadzili wykładowcy dorośli; z całą odpowiedzial­
nością rzec można, zepsuci. Oto płynąca z ich ust:
Czwarta nauka. Określa ją dosyć dobrze, jedno pytanie
oraz jedno stwierdzenie. Co ja z tego będę miał? Mnie to nie
przeszkadza. Wydaje się, że między wymienionym stwier­
dzeniem i pytaniem zachodzi bliska więź, zarówno sematyczna, jak również emocjonalna; a nawet - w jakiejś mierze
- mentalna. Chodzi o mentalność, której starsi, dziś już nie
żyjący, nie mieli. Nie słyszałem od nich tych powiedzeń.
Prawdopodobnie, pojawiły się one za rządów Mieczysława
Rakowskiego, który - jak pamiętamy - rozpoczął wielkie
dzieło prywatyzacji gospodarki narodowej, w szczególności,
bardzo bliskiej sercu premiera, Stoczni Gdańskiej. Co ja z tego
będę miał? precyzuje nową postawę, czyli rozwijającą się
„dynamicznie i pozytywnie" troskę o to, aby niczego nie
czynić na marne. By zdolności i dobra dane nam od samego
Pana Boga pomnażać, a nie chować w pończosze itd. Prze­
słanie ewangeliczne urealnia się na naszych oczach. Mnie to
nie przeszkadza, stanowi - jak się zdaje - również przejaw
troskliwej uwagi, aby broń Boże nie zagościła w nas płocha
chęć czynienia czegoś, co mogłoby naszym wzniosłym zamia­
rom przeszkadzać, a już nie daj Boże szkodzić. Broń Boże oraz
nie daj Boże, są ostrzeżeniami z należytą im mocą użyte przeze
mnie. W interesującej nas zbiorowości są znane od dawien
dawna. Jednakże, w mowie potocznej zdecydowanie zmalało
ich znaczenie. Zwroty religijne zastąpiono świeckimi wul­
garyzmami. Można powiedzieć: K..J Co ja z tego będę miał?
Lecz, nie daj Boże, bym nic z tego miał, chociaż poprawne
i należyte, brzmi ugodowo bez zalecanej powszechnie stanow­
czości. I dlatego w mowie murzynowiaków nie występuje. Ale

to już osobny temat, związany z samą religijnością Dobrzyniaków (Baniarzy, przezwisko pochodzące od bani - dy­
ni).
Powiem jedynie, że ciż Dobrzyniacy, mający w granicach
swej Ziemi Skępe, sławne w kraju sanktuarium maryjne,
o którym się mówi Druga Częstochowa, Częstochowa Pół­
nocy, sami do tego miejsca nie pielgrzymują. Każdego roku,
15 sierpnia przybywa do Skępego tysiące (w 1995 r. ok. 150
tys.) pielgrzymów z odległych nawet stron Polski, ale samych
Dobrzyniaków jest wśród przybyszów znikomy procent!?
Ponadto, moi najstarsi rozmówcy nie pamiętają aby za ich
pamięci, pamięci ich rodziców, czy dziadków, zdarzył się
jakiś cud w miejscowościach należących do Ziemi Dobrzyńs­
kiej. Natomiast już w pobliżu granic tej Ziemi na Mazowszu,
głośno onegdaj było od zdarzeń mirakularnych (cud w Zdziarze Wielkim przeżywało zapewne nie mniej niż milion
wiernych). Wiadomo zaś, że cuda są niezwykle czułym
wskaźnikiem religijności żarliwej i wysoce spontanicznej;
wszelako, domagającej się poświadczeń ze strony osób
boskich i świętych ich stałej, widocznej obecności. U moich
licznych rozmówców, nie tylko z samego Murzynowa, takich
potrzeb poświadczania swej obecności ze strony istot czczo­
nych nie stwierdzałem. Więcej powiem, jak nigdzie, spotyka­
łem się przy moich pytaniach o cuda z powątpiewaniem czy
aby jestem przy zdrowych zmysłach... Czy też może zawład­
nęła mną jakaś niemoc o charakterze przesadnej, nadgorliwej
pobożności...
Ziemia Dobrzyńska nie jest, tak jak Kurpiowszczyzna lub
Góralszczyzna, terytorium stosunkowo jednorodnych, czy
bardzo podobnych wartości. Znaczenie Ziemi Dobrzyńskiej

189

�w kulturze naszego narodu zasadza się między innymi na
znacznym zróżnicowaniu rodzajów dawnej własności w ob­
rębie ograniczonego i niezbyt rozległego obszaru. Sąsiadowa­
ły ze sobą dobra książęce, z czasem ziemiańskie, prywatne
(sukcesje nadań książęcych głównie rycerzom), biskupie oraz
królewskie. Zróżnicowanie to sprzyjało przenikaniu wartości,
rywalizacji kulturowej, poczuciu przynależności do okreś­
lonej grupy ludności chłopskiej oraz innym pozytywnym
zjawiskom, często nie występującym już w najbliższym
kujawskim lub mazowieckim sąsiedztwie. Wśród ludności
chłopskiej wyróżniała się grupa gospodarzy, rolników, wyrob­
ników, rzemieślników, całkiem osobna, rybaków, wodnia­
ków, handlarzy i na koniec fornali. Podziały te, nieraz
o charakterze niezwykle istotnym w kategoriach faktów
kulturowych i świadomości społecznej dodatkowo się wzmac­
niały na planie różnic w systemie podziału ziemi: własności.
Sąsiadujące ze sobą dwie wsie - chociaż mające wiele
wspólnego - bywało, że różniły się znacznie, tworząc nieraz,
prawie odrębne światy. Taka różnica wyrazista utrzymywała
się przez lata między prastarą, poksiążęcą i poziemiańską wsią
Murzynowo, a bogatszą znacznie od niej, wsią Uniejewo,
o wiele później założoną na byłych dobrach królewskich. Obie
wioski graniczą ze sobą poprzez strugę; dzielącą Manowce,
murzynowskie od Uniejewskiego Lasu.
O Kluchach, Kitunach, czyli o uniejewiakach, starzy murzynowiacy powiadali - nie bez satysfakcji i szyderczo

190

- bogaci ale straszni zaboboniarze. I na okoliczność tak
wygłoszonej opinii podawali przykłady - rzecz można - kla­
sycznych zachowań magicznych (przenoszenie za pomocą
listka z drzewa wrogiej osoby, nieprzyjazne wobec niej
życzenia; wnoszenie pod kapotą na pasterkę słomianych
powróseł do poświęcenia, aby się darzyło przez cały rok itd.).
Wykpiwanie przez murzynowiaków tych praktyk, stanowi
ważkie świadectwo krytycyzmu i jednocześnie wysokich
wymagań stawianych sobie w kwestiach wiary, religijności,
jak też pobożności na co dzień.
Żeńska reprezentacja mych nieletnich wykładowców, nau­
czyła mnie pewnej wyliczanki, czyli mentowania, które
włączam do zakresu kolejnej nauki.
Piąta nauka:
Na ulicy Kopernika,
spowiadała się Monika.
Proszę księdza,
ja nie kłamię.
Ja ukradłam,
cukier mamie.
A jak trochę, się poduczę,
to ukradnę księdzu klucze.
Znane są wyliczanki o nieprzyzwoitych nawet treściach.
Jednakże popularna w latach siedemdziesiątych-siemdziesiątych wyliczanka z Murzynowa (niewątpliwie adaptowana
z obyczajowości dziecięcej dużego i nowoczesnego miasta,

�jakim jest Płock) wyróżnia się ostentacyjną drwiną z osoby
kapłana, a nawet z samej spowiedzi świętej! To już zupełnie
rzecz niesłychana. I tu nasuwa się niezbędna uwaga. Jeśli
dorosłym uniejewiakom zdarza się wypowiadać surowe,
wielce „nieodpowiedzialne" słowa o sługach bożych (księ­
żach), to dorośli murzynowiacy są chwalebnym przykładem
wielkiej powściągliwości w próbach podważania autorytetu
swych duszpasterzy. Tylko, właśnie nieodpowiedzialnym
jednostkom społeczności murzynowskiej zdarza się napo­
mknąć coś o swych księżach, grzesznikach. Powtarzam,
zdarza się tu tylko pewnym osobom. Odnoszę wrażenie, że
stać tę społeczność na postawę dojrzałą: NIE PRZYJMOWA­
NIA DO WIADOMOŚCI SĄDÓW ZŁOŚLIWYCH I SZKA­
LUJĄCYCH ŚWIĘTE WARTOŚCI. To przystoi dzieciom
w zabawie, to może się zdarzać w niekontrolowanych wypo­
wiedziach Kitunów, lecz nie gości w rozważanych sądach
murzynowiaków! Wydaje się, że ma to swoje historyczne
uzasadnienie. Wiąże się ze wspominanym już różnym rodo­
wodem tych dwóch, sąsiadujących ze sobą wsi.
Znane porzekadło: Co wolno wojewodzie, to nie tobie maty

smrodzie, nie ma więc żadnego odniesienia do społeczności
murzynowskiej, którą obowiązywała zawsze norma stateczno­
ści, jako cnoty podstawowej, bodaj najważniejszej. Tym
samym, aby wymienione porzekadło miało jakiś sens, winno
w nim nastąpić odwrócenie znaczenia owych, dwóch sądów:
Co wolno tobie, maty smrodzie, nie wypada wojewodzie!

Murzynowiacy (niegdyś zawołani wodniacy), mieszkający
na skraju Ziemi Dobrzyńskiej, mający liczne okazje po­
znawania niestatecznych oryli oraz niestatecznych Mazowszan (Płockich i Gostynińskich), pewnie dlatego w swych
orzeczeniach etycznych podnieśli stateczność do tak wiel­
kiego znaczenia. Przyzwalanie dzieciom na odstępstwa od tej
normy sprzyjało niewątpliwie ich rozwojowi umysłowemu;
kształtowaniu się indywidualności. Za taką konkluzją przema-

wiają losy mych dziecięcych wykładowców:
Agnieszka I ukończyła studia medyczne w Warszawie
z bardzo dobrą oceną.
Agnieszka I I jest cenioną pracowniczką Banku PKO
w Płocku.
Agnieszka Ul po ukończeniu znanej Szkoły Rolniczej
w Trzepowie, z powodu braku pracy w zawodzie wyuczonym,
jest barmanką w Grecji.
Krzysztof, bardzo dobry uczeń, niezwykle zdyscyplinowa­
ny chłopiec; niestety, zginął tragicznie w wypadku drogo­
wym. Jego siostra:
Dorota kończy studia psychologiczne na UW.
Renata, pierwsza wyszła za mąż, jest mamą dwojga dzieci.
Beata, wyszła za mąż, pomaga rodzicom w gospodarstwie.
Arkadiusz, jest mechanikiem samochodowym i rolnikiem.
Brat:
Mikołaj, wszechstronny mechanik samochodowy i moto­
cyklowy (dzięki niemu dychawiczny bzyk jest sprawnym
pojazdem) kończy Szkołę Chemiczną w Płocku.
Robert, znany nam już dobrze z pierwszej strony szkicu.
Nie wspominam Bartka, Sławka, Krzysztofa U, Grażyny,
Huberta oraz Magdy i Artura - osób luźniej związanych
z działalności Muzeum.
Każda z wymienionych postaci jest inna. Jest sobą w naj­
lepszym tego słowa znaczeniu. Inność wpisana jest w ich
życiorysy. Owa inność występuje między siostrami i między
braćmi. Kiedy się nad nią zastanawiam w kontekście odrębno­
ści Dobrzyniaków i murzynowiaków, przychodzą na myśl
słowa pamiętne Marii Dąbrowskiej:
Nie odnajdziemy się już nigdy, nie spotkamy się już nigdy,
my, którzyśmy wyszli z jednego miejsca świętego
świętych.
My, którzyśmy się już nie mogli zrozumieć,
bośmy sobie
najmniejszej inności przebaczyć nie mogli, tak bardzo chcieli­
2

śmy być jednym (podkreślenie moje JO).

PRZY PISY
1

Podaję za „Super Expressem", gdzie ukazała się najwcześniej
relacja o zdarzeniu we Wrocławiu. W świetle tej relacji i następnych,
dziewczęta zabijając swoją koleżankę nie działały w afekcie, ale
„rozważnie" ze s z c z e g ó ł o w y m planem wykonania swego zamiaru.
Ponieważ coraz częściej pochodne od denerwować,
określają stany
emocjonalne nacechowane nienawiścią, a nie tylko błache sytuacje

z zakresu współżycia społecznego, rodzi się uzasadnione pytanie
o zakres nieodporności w naszym kraju, zarówno u jakiejś reprezen­
tacji młodego pokolenia, jak też starszego, na to, co wyraża każda
odrębność czy inność.
Por. Maria Dąbrowska, Uśmiech dzieciństwa,
Czytelnik, War­
szawa 1979, s. 165-166
2

191

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11294" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11272">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8f4f1175c07c0d1a33ac46cf21a5ef54.pdf</src>
        <authentication>7becee3d37460cadd5ae387efa8707d4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3694</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134627">
                <text>1997</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134629">
                <text>Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134630">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1997 t.51 z.1-2, s.146-149</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134631">
                <text>Kubica-Heller, Grażyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134632">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134633">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134634">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134635">
                <text>czna. Michael Young chciał dowiedzieć się czegoś więcej
o kobietach, na których ślad natrafił w młodzieńczym dzien­
niku. Udało nam się ustalić nazwisko bardzo ważnej przyja­
ciółki, mianowicie Żeni Zielińskiej. Była to malarka, war­
szawianka, którą Malinowski poznał przez Żuławskich, któ­
rych była krewną lub znajomą. Była mężatką, ale nie udało
nam się ustalić kim był jej mąż. Inną kobietą była, występująca
w pamiętnikach jako „Toska", żona Retingera, konsula pol­
skiego (1913-1914), która znała Conrada i zabrała doń
Malinowskiego do Kentu. Wcześniej, dzięki opracowaniu E.
C. Martinka , wiedzieliśmy o istnieniu innych kobiet: Heleny
Czerwijowskiej i Zofii Dembowskiej. Przyjaźń z obiema
Malinowski „dzielił" z Witkacym, co nie sprzyjało bezkon­
fliktowemu rozwojowi ich stosunków. Michael Young zauwa­
żył, na podstawie dzienników, że młody Bronio wlókł te swoje
„love-affairs" w nieskończoność, nie potrafiąc ich definityw­
nie przerwać. Nieraz był uwikłany w kilka na raz.
Dzienniki właśnie są nieocenioną pomocą w opracowaniu
bigrafii Malinowskiego. Pisane były po polsku, lecz niestety
nieznane są zupełnie polskiej publiczności. Wczesne dzienniki
pochodzą z lat 1909-1914, pisane były głównie w Zakopanem,
ale także w Krakowie i Warszawie. Dają, wedle słów prof.
Younga, złożony obraz jego ówczesnego życia. Głównym
tematem są plany związane z jego pracą nad sobą, szczegółowe
opisy cierpień spowodowanych przez kolejne miłości, spotkań
z przyjaciółmi takimi jak S.I. Witkiewicz, czy Tadeusz Nalepiński; pobieżne notatki z tego co czytał i pisał. Dzienniki późniejsze,
pisane przez Malinowskiego podczas jego badań terenowych,
zostały wydane w 1967 roku przez jego drugą żonę, a wznowione
w 1988 z nowym wstępem Sir Raymonda Firtha.
12

13

Podczas swej wizyty w Polsce Helena Wayne starała się
przybliżyć biografowi ojca nie tylko związane z nim
miejsca, ale i ich ducha. W tym celu odwiedziliśmy między
innymi Cmentarz Rakowicki. Jak to ujęła później w liście:
„Nasza wizyta na starym cmentarzu była niezwykle inte­
resująca. Byłam tam już drugi raz, aby odwiedzić grób
dziadków oraz trochę pospacerować, ale teraz po raz pierwszy
odczułam jego spokój i ponadczasowość. Cieszę się, że M.Y.
to zobaczył (...), ponieważ takie miejsce daje szybką lekcję
o tych aspektach historii społecznej jak: co jest znaczące
w postawach wobec śmierci, a przez to o wierzeniach
religijnych... itd." Pisała także, nawiązując do mojej z nią
rozmowy: „Ostatnie pytanie twojego ze mną wywiadu,
dotyczyło kwestii, czy chociaż byłam już w przedtem w Kra­
kowie, jako mieście swego ojca, czy odczułam, że jest to także
'moje' miasto, i jak Ci odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że
dopiero podczas tej wizyty, poczułam, że jestem w domu,
miałam poczucie przynależności do tego miasta. To wielka
rzecz dla mnie!" .
Rozmowy, które przeprowadziłam, zogniskowałam wokół
spraw polskich, gdyż to było głównym powodem przyjazdu
moich rozmówców. Inną kwestią, o którą pytałam, były
powody ich zainteresowania się postawą i twórczością Broni­
sława Malinowskiego. Helena Wayne jako jedyna z jego
córek zajmuje się tą problematyką od wielu lat. Co zaś do
profesora Younga wydawało mi się, że jako Anglik zamiesz­
kały w Australii ma z Malinowskim pewną wspólnotę
biografii.
Rozmowy przeprowadziłam 30 maja 1996 w Domu Goś­
cinnym UJ.
14

PRZYPISY
' Między dwoma światami: Bronisław Malinowski, G. Kubica i J.
Mucha (eds.), PWN, Kraków 1985; Malinowski Between Two Worlds, R.
Ellen, E. Gellner, G. Kubica, J. Mucha (eds.), CUP, London 1988
„JASO", vol.15, nr 3. 1984. s. 189-203
Tamże, s. 189
The Story of a Marriage: the Letters of Bronisław Malinowski and
Elsie Masson, opr. Helena Wayne, Routledge 1995
Tamże, s. 59
Tamże, list z9.XII.1917. s. 59
Tamże, list z 14.V.1918, s. 147-148
* Tamże, list z I1.VI.1918, s. 159
2

3

4

5

6

7

9

Tamże, list z 20.VIH.1921. t. I I , s. 21
Listy Bronisława Malinowskiego, oprać. G. Kubica, w: Antropologia
społeczna Bronisława Malinowskiego, M.Flis, A. K. Paluch (eds), PWN,
Warszawa 1985, s. 275
" Tamże, s. 276-277
E. C. Martinek, Wstęp, w: S. I . Witkiewicz, Listy do Bronisława
Malinowskiego, PIW, Warszawa 1981, s. 5-43
" B. Malinowski, A Diary in the Strict Sense of the Term, 1 wyd, New
York 1967; I I wyd. Athlone 1989
List z 12.VI.1996 w moim posiadaniu.
10

12

14

Rozmowa z Heleną Wayne (Malinowską)
G K H : Jak to jest mieć za ojca taką postać? Jak Pani się
Z tym

czuje?

HW: Pewne sprawy w życiu przyjmuje się za oczywiste
same przez się. [...] Jednak jest to interesujące, a czasami
nawet ekscytujące.
G K H : Dlaczego zainteresowała się Pani biografią swojego
ojca ?
H W : Szczerze mówiąc,.wiąże się to z moją pierwszą wizytą
w Polsce. Wcześniej nigdy nie zamierzałam napisać niczego
o moim ojcu, ponieważ zbyt mało o nim wiedziałam, chociaż
wiele lat temu moi angielscy przyjaciele, gdy opowiadałam im
o ojcu, namawiali mnie, abym coś napisała. Ale odpowiada­

146

łam - nie żartujcie. Kiedy po raz pierwszy przyjechałam do
Polski w 1970 roku w wywiadach dla radia, telewizji, prasy,
często pytano mnie, czy przyjechałam tutaj, by zgromadzić
materiał do biografii, gdy mówiłam że nie, nikt mi nie wierzył.
Gdy wróciłam do domu i opowiadałam to mojemu mężowi,
spytałam co sądzi na temat pisania biografii. Nie potrafię
napisać biografii, nie wiem niczego istotnego czy ważnego.
Nie wiedziałam niczego o Polsce, ani o polskiej młodości
mojego ojca, etc. Lecz kiedy rozmawiałam o tym z innymi,
jak np. Raymond Firth, doszłam do wniosku, że mogłabym,
skoro byłam dziennikarką i redaktorem, rozmawiać z ludźmi,
którzy byli jego uczniami, przyjaciółmi, a z których wielu

�Melbourne, styczeń 1919 r. Od lewei - B. Malinowski, Hede Khuner, Elsie, Mim Weigal

jeszcze żyło, i uzyskać coś w rodzaju portretu wspomnienio­
wego, który ja bym jedynie zredagowała. Zaczęłam nad tym
pracować i odkryłam bardzo szybko, że wiem zbyt mało, żeby
wiedzieć, o co pytać i muszę popracować nad papierami mego
ojca. No i tak to się zaczęło.
Ci KI I: Kilka lat temu opublikowała Pani artykuł o roli
kobiet w życiu Pani ojca. Rola ta wydaje się być bardzo ważna.
Dlaczego? Które kobiety miały duże znaczenie w jego życiu?
HW: Przede wszystkim trzeba powiedzieć o roli jego matki.
Była ona niezwykle interesującą, uzdolnioną i inteligentną
kobietą, Bronio był jej jedynym dzieckiem, a od kiedy zmarł
jego ojciec, matka była bardzo ważną osobą w jego życiu i vice
versa. Robili wiele rzeczy razem, razem podróżowali, poma­
gała mu w lekcjach, aż do okresu studiów. [BM byl zagrożony
ślepotą i matka sama uczyła się wszystkich przedmiotów
gimnazjalnych, by potem mu je przekazać w ciemnościach
pokoju, [przyp, GKH] Również później miała ona na niego
wielki wpływ intelektualny. Był więc przyzwyczajony by
mieć obok siebie inteligentną kobietę. Na tym poziomie wielki
wpływ odgrywała jego matka. Jeśli zaś chodzi o jego przy­
jaźnie z kobietami, to było coś w nim, w jego naturze, a także
wpływ jego przyjaciół z czasów młodości, jak Witkiewicz, ich
wychowania, ich postaw, to była część ich świata.
G K H : Które kobiety, oprócz matki, odegrały szczególną
rolę w jego życiu?
HW: Myślę, że Michael Young może odpowiedzieć na
pewne pytania lepiej niż ja. Jestem przekonana, że przynaj­
mniej jedna z jego współpracownic, z którą rozmawiałam,
Audrey Richards, odegrała ważną rolę. Lecz oczywiście moja
matka miała również olbrzymi wpływ na niego. W czasach
młodości wpłynęło na niego także kilka Polek. Była również
pewna Brytyjka, którą spotkał w Lipsku, gdy studiował po
uzyskaniu doktoratu w Krakowie. To ona skłoniła go do
wyjazdu do Anglii i stworzyła mu tam dom. Związek ten trwał
dość długo.
G K H : Opublikowała Pani ostatnio dwutomowy zbiór lis­
tów między Pani matką a Pani ojcem. Czy trudno było go
Zredagować?
HW: To nie było łatwe, ponieważ przede wszystkim listów
było ogromnie dużo i wydawcy nalegali na poczynienie
skrótów. Wymagało to ciągłego podejmowania decyzji, ale
jednocześnie było to proste, ponieważ oboje pisali dobrze.
Mieli jednak różne style i postawy. Czasami było to trudne dla
mnie jako córki, lecz nie tak często jakby można sądzić.

GKH: Czy odkryła Pani coś szczególnie interesującego czy
ciekawego podczas pracy nad tym zbiorem? Czy było lam coś
nowego dla Pani?
HW: Tak, wiele rzeczy. Szczególnie jeśli chodzi o ich
wzajemny związek, ich charaktery. Zwłaszcza gdy chodzi
o moją matkę. Gdy zmarła, miałam 10 lat. Nie znałam jej zbyt
dobrze. To nie znaczy, że jej nie znałam w ogóle, ale było to
doświadczenie dziecięce. Wiedziałam także to, co mi o niej
mówili później inni ludzie, którzy bardzo ją podziwiali,
ponieważ była wspaniałą kobietą. Nigdy nie była szerzej zna­
na ze względu na swoją chorobę, która rozwinęła się gdy była
jeszcze młoda. Zmarła również młodo. Jeśli chodzi o mego
ojca, często natrafiałam na jego cechy charakterystyczne czy
charakterystyczne zachowanie, które znałam wcześniej. To
był właśnie on. Wszystko to stawało się rzeczywiste, dawało
pełny obraz dwojga ludzi, których nie znałam w pełni,
GKH: A teraz dość osobiste pytanie: czy czuje się Pani
w jakimś sensie w połowie Polką? Czy jest coś w Pani
osobowości, co może być związane jakoś z Polską?
HW: Ciężko mi na ten temat coś powiedzieć. Myślę, że
bardzo ważny dla mnie był przyjazd do Polski w 1970 roku.
Mój ojciec nie przeciął swoich więzi z Polską, ponieważ nie
był emigrantem. Nie słyszałam zbyt wiele o Polsce, mimo że
nie byl to temat skrywany, 1 nagle zjawiłam się tutaj i stało się
to rzeczywistością. Było to bardzo ekscytujące i pobudzające.
Jednak nie odpowiedziałam na Pani wcześniejsze pytanie:
tak, ja rzeczywiście mam pewne cechy, postawy, które można
czasem uchwycić, ponieważ moje wychowanie było w poło­
wie polskie, jako dziedzictwo mojego ojca.
G K H : Co spowodowało,że zdecydowała się Pani przyje­
chać do Polski wtedy po raz pierwszy?
H W : Właściwie zawsze chciałam przyjechać, ale nikogo
tutaj nie znałam. Nie wiedziałam, od czego zacząć. Był to dla
mnie problem nie do pokonania. Jakby wspinanie się pod górę
bez wskazówek, jak dotrzeć na szczyt. Jednak po pewnym
czasie zaczęłam korespondować z kuzynem ojca (wyemig­
rował później do Australii), który napisał do mnie z obozu
w Palestynie, gdzie spędził ze swą żoną prawie całą wojnę (w
obozie Czewonego Krzyża). I tak się to zaczęło. On właśnie
skontaktował mnie z ludźmi w Polsce, którzy potem przyjeż­
dżali do Anglii, do Paryża itd. I tak zaczęłam ich spotykać,
a w końcu moja młoda kuzynka, która mieszka w Warszawie,
przyjechała do nas do Londynu i prosiła abyśmy ją odwiedzili
w Polsce. Co zrobiliśmy kilka miesięcy później.

147

�Matka Bronisława Malinowskiego, Józefa, ok. 1900 r.

G K H : Wiąże się z tym kolejne pytanie: czy może Pani sobie
wyobrazić siebie jako Polkę. Mogłoby tak wszak być, gdyby
Pani ojciec przyjął katedrę etnologii na Uniwersytecie Jagiel­
lońskim ?
HW: Tak, mogę to sobie wyobrazić, ponieważ co prawda
moja matka była Brytyjką, ale jednak nie wychowałabym się
w angielskim otoczeniu. Z pewnością odebrałabym bardziej
polskie wykształcenie. Nie byłabym pewnie tak zupełnie
Polką, gdyż na pewno podróżowałybyśmy z ojcem do Anglii,
czy do Australii aby odwiedzić rodzinę mojej matki. Jednak
mogę sobie spokojnie wyobrazić, że moje siostry i ja stałybyś­
my się Polkami.
G K H : Czy było coś w osobowości Pani ojca. co można by
określić jako polskość?
HW: Tak, myślę, że jego wylewność, jego... Mówię często
na ten temat, lecz gdy teraz Pani o to pyta i muszę być bardzo
ścisła, to jest to bardzo trudne. Michael będzie mógł powie­
dzieć więcej na lemat, ponieważ nie jest w połowic Polakiem,
ani jego krewnym.
G K H : Lecz patrząc oczami dziecka, którym Pani wtedy
była, czy było coś w Pani ojcu co określiłaby Pani wtedy: on
jest Polakiem ?
HW: Tak, myślałam wtedy, że on się różni od innych ludzi,
których znałam. Nie przypominał ojców moich przyjaciół.
Mogłam się z nim droczyć, mogłam żartować z jego nazwiska.
Nazwałam go kiedyś Profesor Mobski i według niego było to
zabawne. Dla angielskich ojców nie byłoby to zabawne. Myślę
też, że wypełniał sobą całą scenę - wchodził do pokoju
i przejmował inicjatywę. Był dobrym ojcem w wielu sytuac­
jach, delikatny w stosunku do nas, choć nie zawsze dla innych.
Zauważałam to. To robiło na mnie wrażenie. I myślałam
wtedy: to jest obce. Czułam czasami, że on jest obcy, ponieważ
ja byłam tak bardzo angielska. Lecz chyba nic myślałam, że to

148

było polskie, ponieważ nie wiem co wtedy uważałam za
polskie.
G K H : Być może to, co mogła Pani określać jako polskie,
było efektem jego osobowości?
HW: Tak, chociaż odkąd jestem w Polsce, szczególnie tym
razem, kiedy mam więcej czasu na myślenie i patrzenie,
ponieważ moje poprzednie wizyty były na zasadzie: szybko,
szybko, miałam tylko powierzchowne wrażenia. Teraz widzę,
że on był rzeczywiście bardzo polski. Widzę, jak stawał się
tym, kim później został. Widzę, że to jest jego kraj, chociaż on
uważał się za kosmopolitę. Stawał się coraz mniej polski
w miarę upływu lat.
G K H : A teraz pytanie dotyczące Pani obecnej wizyty
w Krakowie. Czy widzi Pani jakieś zmiany w swoim stosunku
do Polski?
HW: Tak, to co powiedziałam wcześniej może być
odpowiedzią na to pytanie. Za pierwszym razem było to dla
mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Byłam przytłoczona.
Kolejna wizyta: przyjazd na konferencję jubileuszową to
fascynujące doświadczenie, ale zupełnie inne, choć także
bardzo intensywne. Tym razem przyswoiłam sobie o wiele
więcej na temat Polski. Widzę teraz to zupełnie inaczej. To nie
ma nic wspólnego ze zmianami politycznymi, lecz dotyczy
ludzi i miejsc, ogólnej atmosfery.
G K H : Czy ma Pani może to wrażenie, że do pewnego
stopnia Kraków jest Pani miastem, nie Pani ojca, lecz Pani
własnym ?
HW: Tak, w pewnym sensie tak. Z moich trzech wizyl teru/
poczułam to po raz pierwszy.
G K H : Czy jest szansa na opublikowanie pełnej wersji
„Dziennika w ścisłym znaczeniu tego słowa"?
HW: Ma Pani na myśli nie ten, który już był opublikowany
w 1967 roku? Tak, może być opublikowany. Gdy profesor

�Paluch planował wydanie Dziel, ostatnim tomem mial być
Dziennik. Oczywiście po zredagowaniu, ponieważ są to
krótsze lub dłuższe fragmenty. Z tego powodu profesor Paluch
był u mnie w Cambridge, aby przejrzeć to wszystko, zrobić
notatki. Pokazałam także tę pełną wersję Dziennika profesoro­
wi Ernestowi Gellnerowi, z tego samego powodu. Chciałam
wiedzieć, co on na ten temat myśli. Był tak uprzejmy, że
przeczytał i powiedział, iż jest cudowny, i pewne rzeczy były
niezwykle interesujące, lecz poszczególne zeszyty nie tworzą
koherentnej książki. Wymagałoby to specjalnego przeredago­
wania dla angielskojęzycznych czytelników. Dlatego nie
sądził, że byłaby z tego niezależna książka. Taka była jego
opinia. Dziennik stanowi część biografii, którą pisze Michael
Young.

GKH: Myślę, że przyczyniły się do tego problemy z pierw­
szym wydanym po angielsku tomem „Dzienników".
H W : To było źle zaprezentowane, źle przetłumaczone
i zredagowane. Zawieszone w próżni. I dlatego uważam, że
dobre opracowanie może zmienić ten materiał w interesującą
książkę, o co należy zapytać Michaela Younga. Należałoby to
zrobić razem z ponownym opracowaniem już opublikowane­
go dziennika.
G K H : Kiedy przyjedzie Pani do Polski z dłuższa, wizyta, nie
tylko na kilka dni?
HW: Bardzo bym chciała, ale są w życiu każdego
człowieka pewne okoliczności...
GKH: Zapraszamy.
Grażyna Kubica-Heller

Rozmowa z Michaelem Youngiem
G K H : Jakie były powody Pana zainteresowania biografią
Bronisława Malinowskiego? Czy było to spowodowane jego
malowniczą osobowością czy też podobnym doświadczeniem
w pracy terenowej?
M Y : To zainteresowanie bierze swój początek w moich
studiach w University College w Londynie we wczesnych
latach sześćdziesiątych, kiedy to jedną z moich nauczycielek
była Phylis Kabery, jedna z uczennic Malinowskiego. Wy­
kładała ona o Malinowskim, a pierwszą monografią, którą
czytałem, było Życie seksualne dzikich, a zaraz po niej
Argonauci Zachodniego Pacyfiku. I ten romantyzm antropolo­
gii od razu mnie oczarował. W latach sześćdziesiątych można
było zostać oczarowanym, teraz już nie. Właśnie wtedy jako
młody człowiek, wróciłem z podróży na morza południowe.
Byłem na Nowej Zelandii, Tahiti, widziałem te miejsca, ale
nie byłem na Nowej Gwinei. Można powiedzieć, że przejąłem
trochę tego romantyzmu Malinowskiego. Przypominało to
nieco sytuację opisywaną przez niego, kiedy to przyciskając
do piersi Złotą Gałąź mówił, że przeszedł na służbę ant­
ropologii Frazera. Ja przyciskałem do piersi, idąc ulicą do
University College w Lodynie, Argonautów Zachodniego
Pacyfiku. Później zamierzałem zrobić badania terenowe w Af­

ryce, lecz dla różnych powodów nie mogłem. Podobnie
Malinowski zamierzał pojechać do Afryki i nie mógł. Phylis
Kabery wysłała mnie do australijskiego National University,
gdzie zrobiłem doktorat. I stało się oczywiste, że jedyną
rzeczą, którą mogę zrobić, jest praca na Nowej Gwinei, co też
zrobiłem. Musiałem być pod wrażeniem wizerunku mórz.
południowych stworzonym przez Malinowskiego (panny
z obnażonymi biustami, ubrane tylko w krótkie spódniczki
z trawy, stojące na wydmach, itd.), ponieważ wybrałem
wyspę bardzo blisko Trobriandów. Później z różnych powo­
dów nie poświęcałem Malinowskiemu zbyt wiele czasu ani
myśli. Lecz gdy byłem już w Cambridge, poproszono mnie
o napisanie czegoś w rodzaju „Readers Digest" o etnografii
Malinowskiego, co zostało później, razem z moją przed­
mową, opublikowane przez Rutledge. To był pierwszy krok
do czytania prac porównawczych, w których o nim mówiono,
oceniano jego teorie, było trochę informacji biograficznych,
które mogłem znaleźć, ale byl to esej raczej powierzchowny.
Potem wróciłem do Australii, gdzie pracowałem i znowu nie
myślałem zbyt wiele o Malinowskim aż do czasu, kiedy
zaczęliśmy korespondować z Heleną [Wayne] na temat
możliwości ponownego opublikowania pierwszego zapom-

Michael Young i Helena Wayne na cmentarzu

149

�nianego eseju Malinowskiego, napisanej po angielsku mono­
grafii The Mailu, jego pierwszego opisu etnograficznego,
który ukazał się w ciągu pierwszych kilku miesięcy jego
pobytu na Nowej Gwinei w 1914-15. Wtedy to napisałem
pokaźny wstęp do tej monogafii i bardziej zainteresowałem się
tym tematem, ponieważ analizowałem go na o wiele głębszym
poziomie, na przykład pracując w australijskich archiwach.
Później napisałem jeden czy dwa artykuły i stałem się kimś
w rodzaju eksperta od Malinowskiego i ludzie prosili mnie,
abym napisał hasło w encyklopedii lub biografię do słownika
itp. Ale bomba wybuchła, kiedy (było to na początku 1991
roku) Helena napisała do mnie: „chciałabym abyś się zabrał za
napisanie pełnometrażowej biografii mojego ojca". To mnie
zupełnie zaskoczyło. .Zostałeś wybrany" - pokazał na mnie
wielki palec. Odpowiedziałem, że muszę mieć czas do
namysłu, ponieważ mam wiele innych obowiązków: dydak­
tyka, własne badania, mam dokorantów i nie mogę tak po
prostu tego rzucić. Lecz był to ten rodzaj propozycji, której nie
można odrzucić. Jest to wielka praca i musi być traktowana
poważnie, więc ją zaakceptowałem. Gdy odwiedziłem Helenę
po raz pierwszy pokazała mi sofę zasłaną papierami, doku­
mentami, które dla mnie przygotowała. Później pracowałem
nad dokumentami Malinowskiego w London School of Economics, gdzie jest ok. 200 pudeł, dużych pudeł, wydaje mi się
że jestem dopiero w 3/4 drogi. Ale pracując wtedy nad tymi
materiałami miałem wrażenie, że będę musiał poświęcić temu
resztę mojego życia. Dałem sobie na to 5 lat, i one właśnie
mijają a ja nie skończyłem jeszcze zbierania materiału.
Zacząłem pisać wstępną wersję książki. Nauczyłem się iść na
skróty, doszedłem do wniosku, że nie każdy kawałek papieru
jest istotny, że nie każda myśl Malinowskiego musi zostać
zanotowana czy jest warta wzmianki, nie wszystko co napisał
było wartościowe.
G K H : Z tego co wiem, jest to Pana pierwsza dłuższa wizyta
w Polsce?
M Y : Tak. Pierwszy raz byłem w Polsce z okazji konferen­
cji, kiedy to spędziłem dwa dni w Warszawie, pięć dni
w Krakowie i 2-3 w Zakopanem, było to razem ponad tydzień.

G K H : Co chciał Pan znaleźć w Polsce podczas tej wizyty,
a co Pan znalazł?
MY: Zdawałem sobie w pełni sprawę z tego, że nie mówię
po polsku, ani nie potrafię czytać po polsku. Niewątpliwie jest
to pewne ograniczenie. Peter Skalnik napisał, że żaden
biograf Malinowskiego nie zajdzie daleko bez nauczenia się
polskiego. Ja nie znam polskiego. Aby odpowiedzieć na Pani
pytanie: przyjechałem żeby przezwyciężyć swoją obawę,
dotyczącą niewiedzy o jego polskim pochodzeniu, pomimo
tego, że lak wiele na ten temat opublikowano. Obawiałem się,
że te publikacje stanowią coś w rodzaju wierzchołka góry
lodowej, a poniżej jest to, co wszyscy wiedzą na ten temat,
lecz jeszcze nie zostało to opublikowane. Teraz upewniłem
się, że w szufladach nie ma zbyt wiele rzeczy. Być może wiem
tyle co Pani polscy koledzy, choć nie znam np. polskich
listów, które Pani opracowała.
Chciałem poza tym zobaczyć miejsca, które odwiedzał
Malinowski, zanurzyć się w tę atmosferę, chociaż jest ona
zupełnie inna, tamta już minęła. Wysilić swoją wyobraźnię:
Malinowski zrobił to, poszedł tam. Poszukać adresów w War­
szawie, Zakopanem. Z prawie religijnym nabożeństwem
odwiedzaliśmy każdy z domów wymienionych w Dzienniku.
G K H : Wydaje mi się, że dużą zaletąjest to, że Malinowski
żył właśnie w Krakowie, ponieważ może Pan oglądać to
miasto właściwie niezmienione. W Warszawie mógł Pan mieć
kłopoty ze znalezieniem właściwych miejsc. W Krakowie może
się Pan rzeczywiście czuć jak w mieście Malinowskiego, czy
odczuwał Pan tę atmosferę, czy ona już rzeczywiście odeszła ?
MY: Myślę, że odeszła. To wymaga żywej wyobraźni, aby
usiąść w takim miejscu jak Mały Rynek, pić piwo i zastanawiać się jak to było gdy Bronio tutaj mieszkał. Będąc
w restauracji rozmawialiśmy o tym i staraliśmy się sobie
wyobrazić co on jadał ze swoją matką. Prawdopodobnie nie
był to stek z frytkami, raczej chleb czy kapusta.
G K H : Czy są jeszcze jakieś problemy dotyczące młodości
Malinowskiego, które pozostają dla Pana tajemnicą?
M Y : Tak, sąjeszcze duże luki. Ciągle za mało wiem o jego
dzieciństwie, w co się bawił, z kim się bawił, o jego szkolnych

M-M
.

Fragment rękopisu B. Malinowskiego

150

VwoA..
U— ¿'L

*j'.v.

i~-L ik.

t

UÍKI

*.\

-7.3fe.ri/•&gt;&lt;v^_ j

l...

^ _.

.yH.

^

ta

^

J-J

^

Rękopis B. Malinowskiego ze szkicem domu (Brudos)

.
!
i

j

�kolegach. Jakie było jego dzieciństwo? Jak traktował go
ojciec? Jak traktowała go matka? Możemy to sobie oczywiście
wyobrazić, ponieważ są krótkie opisy w listach jego matki lub
w jego listach do żony Elsie, gdzie opisuje Boże Narodzenie,
Wigilię, choinkę, w jaki sposób było podawane jedzenie.
Jednak wiele jeszcze trzeba zrobić. Jest wielu jego krewnych,
których nie znamy, nie wiemy jacy byli, czy byli wysocy czy
niscy.
G K H : Czy uważa Pan, że przyjaźń z Witkacym stanowiła
pewną pomoc? Napisano wiele książek o Witkacym.
M Y : Tak, o wiele więcej napisano o Witkacym niż
o Malinowskim. Z tego można wyciągnąć wiele materiału
odnoszącego się do Malinowskiego, oddającego atmosferę.
Nie sądzę, aby można było się tak wiele dowiedzieć o Młodej
Polsce, Zakopanem, nawet o przełomie wieków, bez książek
0 Witkacym. Tak więc to pomaga. A także jego własne
portrety, rysowane i pisane w Bungu [622 upadki Bunga albo
demoniczna kobieta], jego obrazy, zdjęcia.
G K H : Czy jest coś, co uderza Pana w biografii Malinows­
kiego, co było dla Pana dziwnego?
M Y : Tak, przeżywa się pewien szok czytając dzienniki
z czasów zakopiańskich, szok kulturowy. Czytając go nie
mogłem sobie wielu rzeczy wyobrazić, teraz jest mi łatwiej,
ponieważ tam byłem. Widziałem te wille, byłem w tych
willach. Widziałem drewniane meble, drewniane łóżka, mam
lepszy obraz tego, jak jedli, jak siadali do stołu. On nie
opisywał wszystkiego, pisał np. „Obiad w aptece". Odkryliś­
my, że apteka w Zakopanem służyła jako restauracja, poczta,
jako miejsce spotkań z przyjaciółmi. Tak więc jedzenie
w aptece, jak to przetłumaczył nasz tłumacz, ma sens.
G K H : Czy może Pan sobie wyobrazić Malinowskiego
jadącego do Anglii, jak on się tam czuł? Czy między Anglią
1 Polską była wtedy duża różnica kulnirowa?
M Y : Myślę, że jemu się tak wydawało. On przedtem wiele
podróżował, był także w Anglii. Lecz sposób, w jaki opisuje,
w bardzo długim i opisowym liście do Anieli Zagórskiej, jak
przebiegła jego pierwsza podróż, był zainspirowany pewnymi
wizjami angielskiej cywilizacji, najmodniejszej wtedy kultury
w całej Europie. Sądzę, że on wtedy rzeczywiście chciał się
stać częścią tego świata. Lecz w dzienniku, gdy wspomina
swoją podróż, przekazuje też nieco ze swojego oszołomienia
z przejazdu pociągiem, gdy nie mógł znaleźć swej przyjaciółki
Anny Bronton. Jest zakłopotany, zdenerwowany, idzie ulica­
mi. Myślę, że szedł do mieszkania Seligmana, ponieważ nie
wiedział gdzie indziej mógłby pójść. Czyli jest to ten rodzaj
obcości podczas pierwszego przejazdu pociągiem, obce miejs­
ca, nie wiadomo dokąd pójść...
G K H : Mając całą tę wiedzę o życiu Malinowskiego, może
Pan zatytułować jego biografię jednym słowem tub zwrotem ?
MY: Mam pewne pomysły co do chwytliwego tytułu, ale
nie wiem czy to się uda, bo mogą być mylące. Jeden to:
A Divided Life (Podzielone życie), ale to nie ujmuje wszyst­
kiego, ponieważ w pewien sposób był on wielkim integ­
ratorem różnych części swojego życia. Było to jego intelek­
tualnym celem, funkcjonalnym celem, aby integrować różne
sprawy. Zdawał sobie jednak sprawę, ze swych wewnętrznych
podziałów. Inny ewentualny tytuł to: Niezwykle szczery
człowiek. Wymagał tego od innych, w stosunku do siebie jego
szczerość była nawet bolesna. Czasami wiedział, że za­
chowywał się jak drań, i mówił sobie: „wiem, że byłeś

Helena Wayne (Malinowska), 1992

draniem". Jak napisała to gdzieś o nim Audrey Richards:
w stosunku do siebie był szczery aż do bólu. Ale znów to nie
była jedyna rzecz, którą można o nim powiedzieć. Próbowa­
łem zastanawiać się nad kluczowym podziałem na to, co
fizyczne, i to, co duchowe, co jest prawie manichcjskic. Nie
wiem, jak ta sprawa wyglądała w późniejszym okresie, gdyż
Malinowski nie pisał już wtedy pamiętników, a w listach był
coraz mniej szczery. Z upływem lat jest coraz mniej naprawdę
osobistych listów. Nic było ludzi, przed którymi się otwierał.
Dlatego staje się bardziej odległy.
!

G K H : Cz) jest coś w biografii Malinowskiego co może być
istotne dla nas teraz, co może nas inspirować, nas jako
uczonych i nas jako ludzi?
M Y : Dla nas antropologów na pewno jego badania
terenowe, jakość jego badań zawsze będzie znana. W ubieg­
łym roku spędziłem kilka tygodni na czytaniu jego notatek
z badań. Byłem dość przerażony, gdyż nie mogłem znaleźć do
nich klucza. Te notatki były wszystkie związane razem. One
nie są zbyt dobrze skatalogowane. On starał się je skatalogo­
wać, ale potem ktoś to pomieszał. Zrobiłem coś w rodzaju
ponownego uporządkowania dla moich celów. Zaczynam
widzieć sens i sposób w jaki to zrobił. Ta praca przechodzi
pewne etapy, im bliżej końca jego notatki stają się coraz
bardziej krótkie, lakoniczne, prawie zupełnie w języku
Kiriwina, którego nie umiem odczytać.
Tym, co rzeczywiście zrobiło na mnie wrażenie (w mniej
więcej środkowym okresie) był fakt, że on zapisuje wszystko
a jego obserwacje są niezwykle wnikliwe, rejestruje małe,
drobne sprawy, których większość ludzi nawet by nie do­
strzegła, i w końcu drobiazgowe pytania. Drobny przykład:
sposoby siedzenia. Trobriandczycy mają różne sposoby sie­
dzenia: na skrzyżowanych nogach, w kucki, z wypros­
towanymi lub zgiętymi plecami. Trobriandczycy mają nazwy
na każdy z tych rodzajów. Myślę, że zajęło mu sporo czasu
zaobserwowanie, że oni mają te nazwy. Dużo czasu zajmuje
samo zauważenie tych różnic. Potem się zaś pyta: dobrze,
a kiedy siedzisz w ten sposób, a kiedy w tamten? Buduje się
rodzaj socjologii siedzenia i on to robi. Nigdy tego nie

151

�Bronisław Malinowski na Trobriandach

opublikował, ale to jest jego sposób podejścia, formułowanie
pytań. To nie przychodzi od razu, to wymaga dużego treningu,
aby do tego dojść. Jego praca terenowa jest rodzajem lekcji dla
nas.
G K H : A Malinowski dla nas ludzi?
M Y : Jego antynacjonalizm, dostrzegał niebezpieczeństwo
nacjonalizmu. Był nie tylko kosmopolitą, ale w pewnym
sensie multinacjonalistą. Nie wierzył w tę głupią rzecz
nazywaną państwem narodowym, którą trzeba jakoś przeżyć.
Sądzę, że mógł nie przewidzieć katastrofalnego końca II
wojny światowej, i tego, że świat będzie podzielony na dwie
części, przystawiające sobie broń jądrową wzajemnie do
głowy. Byłby tym przerażony.
Lecz teraz jest to częściowo rozwiązane. Jest nowa szansa,
aby podążać w tym kierunku i on by nas do tego zmuszał
i ponaglał do zwiększenia pokoju. Był wielkim pacyfistą
i wielkim myślicielem. Sądzę że nie był zbyt wyrafinowanym
politologiem, ale w tym zakresie jego serce było rzeczywiście
po właściwej stronie. Myślę, że była to pewnego rodzaju
lekcja.
G K H : Czy przyczyną tych poglądów była jego biografia,
czy też był to światopogląd czysto intelektualny?
M Y : Wydaje mi się, że pod koniec życia, a także wcześniej,
poświęcał wiele myśli swojemu pochodzeniu z Monarchii
Habsburskiej i jak Pani wie, często mówił, że był to niemal
idealny porządek, gdzie Galicja miała zapewnioną wewnętrz­
ną wolność i nie musiała się martwić o walki, wojny w swoim
imieniu. Była wolność prasy, poszanowanie mniejszości
narodowych. Sądzę, że on trochę zawsze idealizował to co się
działo przed I wojną światową i len rodzaj federacyjnej
dyscypliny, ten rodzaj łagodnej dominacji, trochę patriarchalny, protekcjonalny, ale mimo wszystko byliście poddanymi
Austrii, Wiednia. Wygląda na to, że młodość Malinowskiego
przypadała na okres tych łagodnych rządów i on to doceniał.
Chciałby widzieć świat, w większej skali, rządzony w laki
sposób. Byłby to rodzaj „uniwersalnej monarchii". Wydaje mi

się, że jego idee dotyczące cywilizacji rzeczywiście biorą się
z jego wcześniejszego doświadczenia.
G K H : W tym kontekście moż/ta powiedzieć, że nie był
Polakiem, ale raczej Galicjaninem?
M Y : Tak, Galicjaninem, nie był nacjonalistą. Jednak kiedy
Malinowski był za granicą, w Europie czy Ameryce, nie
mówił o Galicji, nikt by nie wiedział o czym mówi. Wtedy
określał siebie: jestem Polakiem. Raczej był dumny ze swego
polskiego pochodzenia.
G K H : Czy ma Pan jakiś termin, w którym zamierza Pan
zakończyć pracę nad „Dziennikami"?
MY: Chciałbym skończyć w ciągu dwóch lat, ale nie sądzę,
żeby mi się udało, raczej trzech lat, ponieważ ugrzązłem
w polskim okresie jego życia, który jest tak interesujący.

152
Elsie Masson

�Ciągle myślę o koncepcji dwóch tomów, co się bierze z czystej
trudności podołania tym wczesnym dziennikom, które nie
były opublikowane. A wczesny etap jego życia jest inte­
resujący i wydaje mi się, że jest niezwykle ważne pokazać, jak
on się rozwijał do momentu, kiedy stał się sławnym ant­
ropologiem. Jest to coś w rodzaju wieloaspektowego, wieloproblemowego rozwoju, który pokazuje geniusz jego życia,
rozwijania wielu aspektów siebie samego, w tym samym
czasie, włączając w to jego życie miłosne. W końcu jak on dał
radę napisać Życie seksualne dzikich. Coś w tym rodzaju. Co
więcej złożenie tego wszystkiego razem zajmuje sporo czasu,
ale jego wczesne dzienniki są tak bogate, psychologicznie
bogate. Mówią o nim bardzo dużo, tak że ogólnikowe tylko
opracowanie byłoby rodzajem świętokradztwa. Jeżeli bym
tego nie zrobił dokładnie, ktoś później mógłby powiedzieć:
ach ten Young, zmarnował okazję. Już za pierwszym razem
chcę to mieć zrobione dobrze.

G K H : Wiem, że z Polski jedzie Pan do Anglii, czy będzie
tam Pan dalej pracował nad biografią?
MY: W przyszłym miesiącu mam w planie inny projekt
związany z Malinowskim. Podpisałem kontrakt z University
of Chicago Press, aby zrobić książkę z niepublikowanych
dotąd zdjęć Malinowskiego z badań terenowych, 200 zdjęć
z tekstem opisującym, na co mam rok czasu.
G K H : Czy ten zbiór jest duży?
M Y : To jest ok. 800 zdjęć, 200 już było opublikowanych,
ale kontrakt mówi, że tych nie mogę wykorzystywać, czyli
mam ok. 500-600 z których mogę wybierać. Książka jest
częścią serii University of Chicago Press o niepublikowanych
fotografiach sławnych antropologów.
G K H : Życzę więc powodzenia.

Grażyna Kubica-Heller

Wpływ kobiet na życie i dzieło
Bronisława Malinowskiego*
Helen Wayne (Malinowska)
Mój ojciec, Bronisław Malinowski, przez całe życie pozo­
stawał pod dużym wpływem kobiet: swojej polskiej matki,
dwóch brytyjskich żon, swoich uczennic oraz kobiet, które nie
były uczennicami lecz łączyła go z nimi intelektualna przyjaźń
i kobiet różnych narodowości, które kochał. Miał także trzy
córki, z których ja jestem najmłodsza.
Zależał od kobiet w niezwykłym stopniu i sądzę, że ta
zależność ma swój początek w jego związku z matką. Należała
do rodzaju kobiet, które zawsze w ciągu dziejów stały za
wybitnymi mężczyznami: wspierających i poświęcających
się.
Nazywała się Józefa Łącka, a w roku 1883 w wieku lat 35
poślubiła Lucjana Malinowskiego, profesora filologii sło­
wiańskiej uniwersytetu w Krakowie, w południowej Polsce.
Było to w czasie, kiedy Polska była pod zaborami, a ta część
kraju - Galicja - stanowiła na pół autonomiczny kraj monar­
chii austro-węgierskiej.
W rok po ślubie, tej parze, będącej już niemal w średnim
wieku, urodziło się jedyne dziecko - Bronisław Kasper,
zdrobniale Bronek lub Bronio.
Broniowi (tego zdrobnienia używał przez całe życie)
bliższa była rodzina matki niż Malinowscy, tak jak nieporów­
nanie bliższa mu była matka niż ojciec. Bronio rzadko
opowiadał angielskim przyjaciołom o ojcu, chociaż był on
* Artykuł drukujemy za uprzejmą zgodą Autorki. Pierwodruk
.Journal of the Anthropological Society of Oxford" V o l . X V , no.
3 Michaelmas 1984

wybitnym uczonym w dziedzinie filologii słowiańskiej, czło­
wiekiem z którego można być dumnym. Naówczas był dobrze
znany w polskich i niemieckich kręgach akademickich, nie
tylko jako filolog lecz również jako etnograf badający Śląsk.
We współczesnej nauce polskiej jest doceniany zarówno on,
jak i jego dzieło.
Audrey Richards opowiadała mi, że Bronio często wyrażał
się o ojcu lekceważąco, mówiąc, że był on surowy, sztywny
i nie próbował zrozumieć swego syna. Trudno mi się do tego
ustosunkować, gdyż nic pamiętam żeby kiedykolwiek, gdy
byłam dzieckiem, wspominano mojego polskiego dziadka; na
pewno o nim mówiono, ale ja tego nie pamiętam; natomiast
polska babcia była naprawdę „obecna" w naszej rodzinie.
Nigdy jej nie znałyśmy, ponieważ zmarła na rok przed ślubem
naszych rodziców.
Była kobietą o wybitnym intelekcie, wielkiej determinacji
i całkowitym poświęceniu dla swego uzdolnionego syna. Jak
ukazują zdjęcia, była przystojną, młodą kobietą o wąskiej,
spiętej gorsetem, talii i kręconych włosach. Z wiekiem utyła,
siwe włosy nosiła gładko zaczesane w ciasny kok, lecz
zachowała swą wyprostowaną postawę, piękną twarz, grube
brwi, przenikliwe oczy i duże, ładnie wykrojone usta.
Lucjan Malinowski zmarł na skutek ataku serca w wieku 58
lat, kiedy Bronisław (który zresztą miał umrzeć w ten sam
sposób w tym samym wieku) miał 14 lat. Rodzina Malinows­
kich mieszkała na terenie krakowskiego uniwersytetu lecz
wdowa i syn musieli opuścić ten dom i później mieszkali
w różnych mieszkaniach w centrum Krakowa.' Mieli ciągłe

153

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11258" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11236">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/780fbfa9012befdc93ef0b991bc9cebd.pdf</src>
        <authentication>365572f7780531bfae09183319e78578</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134128">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3056</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134129">
                <text>2001</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134130">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2860</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134131">
                <text>Noty reżyserskie. "Żywot protopopa Awwakuma", "Carmina Burana", "Metamorfozy" / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134132">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2001 t.55 z.1-4, s.328-330</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134133">
                <text>Staniewski, Włodzimierz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134134">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134135">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134136">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134137">
                <text>Włodzimierz Staniewski • NOTY REŻYSERSKIE

Snuliśmy razem marzenia o lepszym świecie.

WŁODZIMIERZ

Niekoniecznie na tej ziemi.
Nie na tej ziemi? N a jakiej więc?
Odpowiedź była zawsze jedna: na ziemi swojego ser­
ca, swojej duszy, swojego umysłu.

STANIEWSKI

Noty reżyserskie
Żywot protopopa Awwakuma

I może, być może, na ziemi Sztuki.
Ostatnią pieśń ptzedstawienia streścić można w zda­
niu: Wszelkie stworzenie śpiewa pieśń chwały.

Carmina Burana

Wierzę, że geniusz sztuki mieszka w każdym stworze¬
niu.

Metamorfozy

Carmina Burana
Nota reżyserska z roku 1998 do programu występów
w Gandawie (Belgia) w ramach „Ghent Festival"

Żywot protopopa Awwakuma
Nota reżyserska z roku 1993 do programu występów
w Japonii w ramach „Toga Festival"
„Duszo moja, duszo moja, czemu śpisz? Obudź się
i powstań, przeklęta!...
Zasnęłaś snem zgubnym, zadrzemałaś wśród jadła
i napoju. Patrzaj, miłująca łajno!" - woła A w w a k u m
w jednej z kluczowych scen przedstawienia i okłada się
służącym do mszy trybularzem. Cudu objawienia moż­
na pragnąć tak mocno, że gotowym jest się poświęcić
i życie, i przedmioty czci. Historyczny A w w a k u m stał
się żywą pochodnią. Spłonął na stosie jako obrońca
starej wiary.
Spektakl „Gardzienic" powstał w czasie stanu wo­
jennego w Polsce, jako dowód, iż nawet z głębi rozpa­
czy i nienawiści do politycznego wroga śpiewać można
pieśń życia.
Jedna z koncepcji polskiego romantyzmu głosi, iż
Duch spętany jest przez materię. Dla uwolnienia D u ­
cha niezbędny jest chrzest krwi (uświęcona ofiara).
W czasie stanu wojennego wołanie do duszy, aby się
przebudziła, było wołaniem o cud wolności. Cud się
spełnił. Łaska politycznej i społecznej wolności spłynę­
ła. Więc czemuż ja, artysta, stojąc dziś na rozstajach
dróg, wołam: Duszo moja, duszo moja, powstań?
Podczas pracy nad Awwakumem cały nasz zespół
wędrował po wsiach polsko-rosyjskich, polsko-ukra­
ińskich. Powoływaliśmy Zgromadzenia, należące do
wielowiekowej tradycji. Śpiewaliśmy, recytowaliśmy
teksty, pokazywaliśmy sceny z prób przedstawienia.
Piliśmy z ludźmi wódkę i przeklinaliśmy podłe życie,
słuchaliśmy i uczyliśmy się ich pieśni, przyglądaliśmy
się ich ruchom, spaliśmy w i c h łóżkach. Życie „natutalizowało" spektakl.
Tak - wtedy, wędrując - byliśmy Bractwem A r t y ­
stów Życia.

Oryginalne Carmina Burana to antologia poezji
dwunasto- i trzynastowiecznej, która przez wiele lat po­
zostawała w ukryciu, w klasztorze, w Alpach Bawar¬
skich.
Została ponownie „odkryta" i opublikowana dopiero
w X I X wieku. Oak gdyby wielcy cenzorzy obawiali się
śpiewania tych „wolnomyślicielskich" pieśni śpiewa¬
nych zbyt głośno; sławienia kultu miłości, emancypacji
Erosa, wolności idei i przebudzenia duchowego; często j
skierowanego ostrzem satyry przeciw wszechwładnej
regule Kościoła.)
W naszym spektaklu poezja ta splata się z anglonormańską opowieścią o Ttistanie i Izoldzie, pocho­
dzącą z tej samej ery historycznej i - podobnie - na- j.
leżącą do fundamentalnych dzieł kultury europej­
skiej. Przedstawienie zrodziło się z tych dwóch dziel |
literackich.
Napisano, że legenda o Tristanie i Izoldzie to „naj­
piękniejsza i najbardziej wzruszająca pieśń o splocie mi­
łości i śmierci, jaką zna literatura europejska".
X I I i X I I I wiek to oktes ogromnych przemian na ca
łym kontynencie europejskim. Był to czas wielkiej na¬
dziei na odnowę świata. Tak, jakby cała intelektualna
i duchowa energia epoki skupiła się na idei miłości. Jat
gdyby istnienie i wartość idei miłości były jedynym wa­
runkiem istnienia kultury i cywilizacji.
Nasze przedstawienie traktuje o miłości.
Rozumiem miłość jako spotkanie wolnego dudni
z pieśnią. Z tego bierze się ruch. Ruch ciała, myśli!
uczucia.
T o pieśń, to inkantacja daje początek wszystkiemJ
w naszej sztuce.
Sztuka jest religią indywidualistów.
Spektakl jest łańcuchem alegorii, symboli i skoja-l
rzeń, oryginał literacki zaś - pretekstem do ich snucia!
Jak w malarstwie Hieronima Boscha. Bosch nie interj
pretuje. O n stwarza. Alegorie w jego obrazach są pląl
taniną hieroglifów. Żadną miarą nie da się w nich o i l

328

�Włodzimierz Staniewski • NOTY REŻYSERSKIE

i l
|

I
| |--«
IIHIT-S

.- ¿ 1 1 I
Oficyna i fragment pałacu, styczeń 1990 r. Fot. D a n u t a Kuciak

naleźć historii czy też racjonalnych przesłanek. T o ra­
czej tematy. Pojawiają się i znikają, jak tematy w m u ­
zyce, i wyczuwa się w nich wysoki akord wołania. W o ­
łania do duszy, do Ducha. Wołania o cud objawienia.
Hieronim Bosch był członkiem Bractwa Wolnego D u ­
cha. Bractwa artystów życia.
Dramaturgia muzyczna przedstawienia została głów­
nie skonstruowana - głównie - z przetransponowa­
nych elementów muzyki tradycyjnej. Były one zbierane
podczas Wypraw do odległych osiedli. Są tam fragmen­
ty melodii śpiewanych po wsiach, o których można po­
wiedzieć, iż są odwieczne. W niektórych dźwiękach,
frazach, uważny słuchacz usłyszy echo średniowiecza.
Jedna z fraz śpiewana podczas przedstawienia zosta­
ła zapisana na pośladku nagiej postaci z obrazu Piekło
muzykantów (śpiewana do słów „Ego sum Abbas Cucaniensis" - w Carmina Burana numer 222). Niektóte
fragmenty są humorystycznie sparafrazowane z Carla
Orffa, a także, są też fragmenty zaadaptowane z inter­
pretacji Carmina Burana René Clemencica; np. „Bonum est confidete", nr CB 27., „Ecce torpet probitas".

W ciągu k i l k u zaledwie lat naszego życia granice
państw europejskich zmieniły się, społeczne i poli­
tyczne systemy upadły. Ktoś obwieścił koniec histo­
rii. Koło Fortuny obróciło się o sto osiemdziesiąt
stopni.
A l e ludzie pozostali tacy sami. Być może tylko bar­
dziej rozdrażnieni, bardziej zagubieni. T y m samym jed­
nakże marzenia ich stały się bardziej frenetyczne, a pa­
sje - bardziej gwałtowne.
Tak gwałtowne niekiedy, iż zdaje się, że statek o na­
zwie „Ziemia" podniósł Czarny Żagiel.

Metamorfozy
Nota reżyserska z roku 1999 do programu występów
w Gardzienicach
Drodzy Goście,
Dwudziestoletnim już zwyczajem pokazujemy jedne­
go wieczoru dwa zdarzenia: to starsze odchodzące, i to
nowe, wschodzące.

Scenografia ptzedstawienia jest stwotzona z arche­
typowych obrazów, przetransponowanych z odwiecz­
nych mitów, takich jak Koło Fortuny czy Łódź z czar­
nym żaglem.

T o statsze Carmina Burana, nazwane niegdyś etnooratotium,-traktujemy jako utwór - w pełnym tego sło­
wa znaczeniu - teatralny. T o nowe, „wschodzące",
utworem teatralnym jeszcze nie jest.

Carmina Burana była zrobiona w roku 1990, w roku,
w którym rozpoczęła się nowa epoka.

Do bycia utworem, bycia spektaklem musi dojrzeć,
zapracować na odzienie, na rekwizyt, na scenografię.

329
J

�Włodzimierz Staniewski * NOTY REŻYSERSKIE

Tak, „zapracować", ponieważ nie mamy w zwyczaju
przystrajać czegoś, co nie okrzepło i nie określiło swo­
jej osobowości.
Parę słów o tym „nie-spektaklu". Jak każda praca
u nas (od zawsze od początku), tak i ta ma za swoje źró­
dło muzykę.
Muzyka jest początkiem i istotą każdej tzeczy, którą
powołujemy.
T u , w tej pracy, pierwszy raz zmieniliśmy naszą filo­
zofię i nie od żywych ludzi nauczyliśmy się muzyki, a od
kamieni.
O d żywych kamieni.
Bo tej antycznej muzyki Grecji, od V wieku p.n.e do
I I w n.e., ślady pozostały (w wielu przypadkach) tylko
wyryte na kamieniach.
Śpiewać z kamienia, to jakby śpiewać kamień, dając
świadectwo temu, że jest o n przynajmniej tak żywy jak
przyroda.
To, na co was zapraszamy w I I części wieczoru, to
przede wszystkim śpiewanie w starożytnych tonacjach,
starożytnych liniach melodycznych, głosami dzisiejszymi.
Trochę to wszystko przerobione, np. tempa, rytmy, dyna­
mika... A może „nie-przerobione", może organicznie
zgodne z Duchem Epoki, bo linii życia rytmu nikt nie jest
w stanie odtworzyć. Można tu pójść jedynie za intuicją.

Gardzienice, oficyna 1996 r. Fot. Joanna Holcgreber

po drodze - osobliwe owoce, np. Oberża Artystyczna
„Złoty Osioł" przy Grodzkiej 5A, pod naszym adresem;
powstał scenariusz znanego dramaturga angielskiego
Howarda Brentona. Był o n owocem naszej współptacy
z Royal Shakespeare Company. Z tego scenariusza adaptacji Złotego Osła została pieśń pt. You Are Broken
śpiewana po angielsku.

Pieśni te pozostają w związku z księgą, do której filo­
zofii odwoływaliśmy się w pracy. Jest to wielka księga
przełomu, kiedy odchodził Stary Bóg Dionizos i A p o l ­
lo i wkraczał Nowy Bóg Chrystus. Księgę napisał wiel­
ki Apulejusz z Madaury, który o sobie i o sobie bliskich
mówił: „My, rodzina platońska, znamy to, co uroczyste,
radosne, święte, wzniosłe, niebiańskie...".

Jeszcze jedna powiastka. O naszym śpiewaniu w czasie prób, późną nocą w Gardzienicach, w sali jak
stodoła, na wzgórzu między lasami, w „miejscu, które I
nie istnieje", gdzie snują się smętek i niedola; o tym
śpiewaniu w skalach pitagorejskich; w słotne jesienne
noce, kiedy buty grzęzną w błotnej mazi, a czerń nieba
siada na duszy; w czasie zimowych nocy, kiedy śnieg
i zimne wiatry ze stepów Azji zabijają każdą radość ży¬
cia. Podczas tych nocy przychodziły grzać się i łasić dzi¬
kie, przegnane psy-

Apulejusz z I I w n.e. był Platończykiem, stąd u nas
esencje z Platona: o naturze duszy, o naturze miłości,
o misteriach przemian. O t y m ztesztą wszystkim,
o czym w Metamorfozach Apulejusz, Platończyk, mówi
językiem alegorii.
To, co państwu zaśpiewamy, „to" - mówiąc języ­
kiem malarzy - zagruntowanie płótna pod obraz.
Formę, jaką „to" ma obecnie, nazywam „esejem te­
atralnym".
Ze sporego zestawu ćwiczonych (ptzez ostatni t o k
albo i dłużej) pieśni wybieramy na każdy wieczót nieco
inny układ, sondując n i m głębię, jaką chcemy osią­
gnąć, i namierzając kierunek, w którym - już wkrótce
- wszystko nieodwracalnie pójdzie.
Zostają ciekawostki. W przeszłości podchodziliśmy
wielokrotnie do Apulejusza i do pieśni z kamienia, po
czym zarzucaliśmy ten temat. Powstały jednak z tego -

Psy były pierwszymi świadkami naszych Wypraw
w Starożytność. Ich oswajanie się to jeszcze jedno zwy­
cięstwo Pitagorasa, który chciał leczyć muzyką i muzy­
ką stroić duszę wszelkiej żywej natury.
I jeszcze jedno. Jest dziś i trzecie zdarzenie wieczoru.
Mamy więc „tryptyk", a nie - jak zwyczajowo - dyptyk.
T y m zdarzeniem jest ten budynek - Oficyna - i ten
park. Oficyna dźwignięta z kompletnej ruiny to nasz
największy utwór. A park też niedługo już „zagra"
w całej swojej krasie.

330

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Prof. Jerzy Nowosielski: Jeszcze przed I I wojną
i w biednej Rosji, i tutaj w naszej Galicji Wschodniej
powstały szkoły malowania ikon tradycyjne, bizantyj­
skie, a po wojnie to się rozszerzyło na kresy jak zaraza!

Wokół „Żywota
protopopa
Awwakuma"*

Monika K u b a t : Zaraza?
- Zaraza. O n i zrobili z kanonu formalnego ikony h i ­
storycznej jakiś kanon dogmatyczno-religijny. Teraz
całą Grecję obmalowują jakimiś straszliwymi bohoma­
zami według kanonu. O n i nie mają pojęcia, jak malo­
wać ikonę, żeby malować ikonę, to trzeba namalować
obraz, trzeba być malarzem, a to nie są malatze, tylko
to są ideolodzy.
- Uwzględniają j e d n a k tradycję, tak
w sztuce ikony.

Z prof. Jerzym Nowosielskim
rozmawia Monika Kubat

ważną

- Ale tradycja musi być żywa, ona nie może być
odgrzewaniem statych kotletów.
- Trzeba j e d n a k trzymać się kanonu, to nie­
zbędne.
- Trzeba się trzymać konwencji, ale nie konwencji
wymyślonej, ideologicznie usankcjonowanej, tylko ży­
wej konwencji, rozwijającego się malarstwa. O n o musi
być żywe, nie może być kapliczką artystyczną. Byłem
parę razy w Grecji i widziałem, co tam się dzieje. Cóż
na to można poradzić - taka jest moda.
- Czy można tu m ó w i ć o profanacji ikony?
- Nie, to jest po prostu kapliczka artystyczna, zatra­
cono łączność pomiędzy pojęciem ikony historycznej,
obrazem, ikona to obraz, i możliwością tworzenia obra­
zu dzisiaj.
- Czyli to, co się maluje jest martwe?
- Tak, zaczęto stosować przepisy, w dziesięciu to
daje dobre rezultaty, bo są też tam zdolni artyści, ale
reszta to są sakramenccy kanciarze!
- Jak się ma kwestia zwierząt do tematyki za­
wartej w ikonie? Wiadomo, że jest to temat raczej
pomijany.
- Kwestia zwierząt jest zaniedbana w chrześcijań­
stwie, bo stosunek religii chrześcijańskiej do zwierząt każdej: greckiej, prawosławnej, rzymskokatolickiej,
protestanckiej - jest haniebny! Nie mamy sumienia,
jeśli chodzi o zwierzęta i los jaki i m przygotowujemy.
My jako gatunek naczelnych, czyli homo sapiens.
- Pan jednak obdarza zwierzęta cechami aniel­
skimi.
- Oczywiście, że tak, bo podejrzewam, że tak jest,
ptzeczuwam to. Poza t y m ten związek istnieje nawet
w symbolice ikonograficznej, w symbolice ewangeli­
stów. To nie jest mój wymysł. Stosunek chrześcijan do
zwierząt to jest jeden wielki skandal religijny, skandal
sumienia ludzkiego. T o dotyczy wszystkich - od pro­
stych chłopów, którzy rżną prosiaki bez miłosierdzia,
po biskupów i po papieża — wszyscy oni są nieczuli na
te sprawy. T o są tomiści nieuleczalni.
- A kto jest dla P a n a odbiorcą sztuki - prosty

człowiek czy ten świadomy widz sztuki? K t o ją le­
piej odbiera?
- N i k t nie odczuwa ikony w tej chwili, w naszych
czasach. Właściwie ja maluję tylko dla siebie, ludzie te­
go zupełnie nie rozumieją. O n i w swoim własnym su­
mieniu usprawiedliwiają moją akcję. Ja właściwie
unieszczęśliwiam ogół wiernych, malując te ikony. O n i
tego nie lubią, nie rozumieją. Dla tych paru osób, któ­
re rozumieją, warto to zrobić.
-

C z y myśli P a n o jakiejś konkretnej grupie?

- Nie, to są poszczególne osoby. Czasem mi dają
znać o tym, że zostały uszczęśliwione przez to, że oglą­
dały to, co ja maluję
- J a też do n i c h należę. T o , co mnie tu przy­
gnało do Pana, to przekonanie, że Pana malar­
stwo zawiera element nadprzyrodzony.
- Każde dobre malarstwo zawiera element nadprzy­
rodzony, dobry impresjonizm Renoira czy Moneta też
zawierał w sobie element nadprzyrodzony.
- Polem P a n a twórczości jest nie tylko sfera
malarstwa?
- Całe życie drzemał we mnie oprócz malarza jakiś
niezrealizowany architekt i w końcu, pod koniec życia
zaptoponowano, m i zaprojektowanie i wybudowanie
cetkwi. Ja postawiłem twardy warunek: kochani, mu­
si być wszystko dokładnie według tego, jak ja zapro­
jektuję. Jeśli pojawią się najmniejsze kontestacje czy
sprzeciwy, to ja ustępuję. Tyrańskim sposobem na
nich wymogłem, że zbudowali m i całość, tak jak
chciałem.
- C z y trudno było to osiągnąć?
- Nawet nietrudno, bo zrobiłem szczegółowy pro­
jekt, który mój kolega architekt przełożył na język ry* Wywiad

przeprowadzony

w

sierpniu

1998

r.

jest

fragmentem pracy magisterskiej M o n i k i Kubat p t . Żywot protopopa
Awwakuma,
Awwakuma

na podstawie u t w o r u literackiego: Żywot
przez niego samego nakreślony

przedstawienia O P T

protopopa

i wybór innych pism oraz

„Gardzienice", napisanej

p o d kier. prof.

Czesława Hernasa (Wrocław 2000). Uniwersytet Wrocławski, I n ­
stytut Filologiczny, Filologia Polska.

331

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

sunków technicznych. Teraz majster bez rysunków
technicznych nic nie potrafi zrobić. Nie jest teraz tak,
jak było w czasach Michała Anioła, gdy o n robił rysu­
nek framugi okiennej u Św. Piotra, to kamieniatz wie­
dział dokładnie, jak to zinterpretować. Teraz bez ry­
sunku majster nie potrafi nic zrobić. Zrobiliśmy to na
spółkę z moim przyjacielem i sama się cerkiew wybudo­
wała. Ja tam tylko parę razy byłem.
- W j a k i m stopniu nawiązuje do teatru antycz­
nego?
- Teatt antyczny to jest akcja sakralna. W teatrze
antycznym były trzy wejścia. Gdy projektowałem deko­
rację teatralną do różnych sztuk, m.in. do Antygony i
Sędziów, nigdy nie miałem na myśli, żeby jakoś naśla­
dować tradycję teatru antycznego, ale jak zrobiłem
projekt, to każdy projekt w jakimś sensie był realizacją
tej tradycji. Jakby to się działo w mojej podświadomo­
ści. T o samo jest w kościele i cerkwi - ttzy wejścia. L i ­
turgia Kościoła chrześcijańskiego jest w jakimś sensie
kontynuacją teatru antycznego.
- J a k P a n dobiera kolory zarówno w malar­
stwie, j a k i w architekturze?
- A tego to ja nie wiem w ogóle. Ja w ogóle nie do­
bieram kolorów. One m i się same dobierają, to dzieje
się jakoś intuicyjnie.
- C z y w takim razie potrzebna jest wizja?
- Musi być wizja. Jest takie staroświeckie słowo na­
tchnienie. Bez tego nie biorę się do roboty.
- J a k powstał projekt c e r k w i w Białym Borze,
czy był on skutkiem wielu przemyśleń?
- Nie, ja całe życie marzyłem o zbudowaniu cerkwi,
robiłem dziesiątki szkiców, rysunków itd. T o się wszystko
zsumowało w pewną określoną wizję i zastosowałem to.
- C z y jest w tym jakaś archetypiczna c h ę ć bu­
dowania?
- Licho wie! W e mnie może siedziała żyłka archi­
tekta, której nie mogłem zrealizować, bo nie miałem
przecież uprawnień architekta ani też żadnych zamó­
wień. Dopiero potem zwrócono się do mnie z taką pro­
pozycją.
- Czy zgodziłby się P a n ze stwierdzeniem, że
postawienie c e r k w i przez osobę, która jest mala­
rzem, to jest uprzestrzennienie obrazu
- N i e chciałbym teoretyzować. N i e widzę bezpo­
średnich związków intuicji malarskich z intuicjami ar­
chitektonicznymi.
- Czy są to dwie różne osoby w j e d n y m czło­
wieku?
- Są to rzeczy autonomiczne w stosunku do siebie.
- A P a n j a k o scenograf?
- Jako scenograf mam wiele wspólnego z architektutą. Jest to budowanie architektury na wydzielonej
przesttzeni. Miałem różne podejścia do tego zadania.
Urządzałem w Wesołej pod Warszawą właściwie pustą

332

architekturę kościoła według swojej myśli - to już była
praca nad prawdziwą architekturą.
- C e r k i e w w Białym Borze jest bardzo nowo­
czesna. Z j a k i m odbiorem się spotkała. Czy Pan
rozmawiał z parafianami?
- Ja z nimi nie rozmawiałem. W Białym Borze jest
publika składająca się z tych wszystkich osób powypędzanych w akcji „Wisła". I m się teraz świetnie powodzi;
to są panowie inżynierowie, panowie doktorzy, adwoka­
ci. Moje mieszkanie wobec ich mieszkań to jest nędza.
O n i swoje przeżyli, zostali odseparowani od kultury cer¬
kiewnej na dobrych pięćdziesiąt lat. Jaka konsekracja'
Przyjechał metropolita greckokatolicki z Ptzemyśla.
Mieszkańcy Białego Boru raz w życiu widzieli biskupa.
O n i chcieli powrócić do tradycji, tylko że nie bardzo
wiedzieli, co to jest. Dla nich to było wielkie przeżycie,
zdziwienie, że tak to wszystko wygląda.
- A duchowni, którzy sprawowali pieczę nad
cerkwią?
- T a m była masa księży greckokatolickich i metro­
polita z Przemyśla. O n i już byli jakoś zakorzenieni,
w tradycji. A l e tamtejsi ludzie? Dla nich to byl szok,
oni do moich realizacji architektonicznych nie mieli
żadnych zastrzeżeń, oczywiście jeżeli chodzi o tamtej¬
szą inteligencję, bo ona nie pamiętała niczego. Starsi
natomiast ptzeklinali mnie. Co on zrobił? - pytali. Nie
mam pojęcia, jak to się ułoży. Jest tam takie liceum
ukraińskie, pensjonat. Jest tam dużo młodzieży inteli-J
gentnej, to i m się moja praca podobała, ja to właściwie
dla n i c h robiłem.
- W n i c h nadzieja?
- Tak, bo oni będą stanowili w przyszłości o tychl
sprawach.
- J a k a jest i c h świadomość sztuki?
- T o jest młodzież inteligentna, a przynajmniej t a l
ką stara się być. Jest bardzo otwarta na takie akcje, ja-|
kiej ja dokonałem.
- T o jest wierząca młodzież?
- Wierząca, to są mądrzy młodzi ludzie, którzy przy I
chodzili i mnie ściskali, mówili, jacy są m i wdzięczni, ż J
ja to tak zaaranżowałem.
- Jakie znaczenie m a dla P a n a architekturami
ikonie?
- M a dość duże znaczenie dlatego, że na ikonie pra-|
wie nie istnieje. Istnieje, ale niezwykle rzadko, pejzaż
Istnieje tło architektoniczne. Sceny, które się dzieją
ikonie, są albo w kościele, albo w jakimś pałacu, i tam
oczywiście architektura jest obecna. Wizja zrealizowa
na z logiką ikony. Architektura na ikonie jest.
- C z y zgadzałby się P a n , że jest na iko
„dzianie się", że istnieje ruch?
- T a m są pewne sytuacje przestrzenne i właścr
w osiemdziesięciu procentach te sytuacje przestrzel
ne „dzieją się" w tamach jakiejś architektury, przed-

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Cerkiew w Białym Borze, widok fasady. Fot. W . Kryński

stawionej oczywiście na wzór ikoniczny. T o ma swój
rodowód w antyku hellenistycznym, w malarstwie te­
go okresu architektury było dużo. Ona była o wiele
bardziej przesttzenna i tealistyczna niż w późniejszych
ikonach. Później się troszeczkę zmieniła w pewien
schemat, w architekturę klasycznej ikony, ale ikona
wywodzi się z malarstwa antycznego.
- Ile do dzisiaj pozostało w ikonie cech grec­
kich?
- Wszystko w niej jest greckie. Ikona to dalszy ciąg
sztuki helleńskiej.

- Staram się znaleźć na ikonie r u c h . Pomaga
m i w tym m a t e r i a ł filmowy i zdjęciowy O P T
„ G a r d z i e n i c e " zrobiony do przedstawienia pt.
Żywot protopopa Awwakuma.
Zespół przy pracy
nad tym spektaklem p r a c o w a ł też z ikonami,
p r z y p a t r y w a n o się gestom tam p o k a z a n y m ,
u k ł a d o m ciał, śledzono istnienie samej ikony,
jej konteksty. U d a ł o m i się odnaleźć na zdję­
c i a c h , w materiale f i l m o w y m analogiczne sceny
zbiorowe z tymi, które przedstawiane są na iko­
nach.

333

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- Trudno m i się zgodzić. Ruch na ikonie istnieje,
ale ja osobiście nie umiałbym tego opisać.
- P a u l Evdokimow mówi o „człowieku ukrytym w swoim sercu", taką m a w y m o w ę ciało
przebóstwione n a ikonach.
- A l e Evdokimow to doktryner!
- Chciałabym się przeciwstawić i wręcz napi­
sać o „człowieku objawionym w gestach".
- Tak, czy t u nie ma ruchu? T o jest szalenie dyna­
miczny sposób ujęcia postaci. Tak, t u jest bardzo dużo
ruchu, dopiero pani zwróciła m i uwagę na ten problem.
Przecież to nie są postaci zastygłe, istnieje jakaś relacja
dynamiczna, przestrzenna między tymi postaciami.
- Chciałabym zapytać o postać Jana Chrzciciela.
Przy pracy nad wspomnianym tematem, przy prze­
glądaniu reprodukcji ikon, zwróciło moją uwagę je­
go samotnictwo, przedstawiony jest j a k zaniepoko­
jony młodzieniec, o zmierzwionej czuprynie; nawet
jeśli występuje obok Matki Bożej, adorując Chry­
stusa, w scenie Deesis, jego oczy są daleko.
- Tak, występuje często sam, jako postać ze skrzy­
dłami. Jest to osobistość niesłychanie dynamiczna.
T k w i ona między rzeczywistością Starego i Nowego
Testamentu. Jego charakterystyczna niepewność, gdy
z więzienia posyła do Chrystusa, czy to T y jesteś, czy
może jeszcze mamy na kogoś czekać. Pewność nastąpi­
ła z przybyciem Chrystusa nad rzekę Jotdan, ale potem
Jan zatracił tę pewność. Jest to przecież człowiek Stare­
go Testamentu, który stoi przed zagadką czegoś zupeł­
nie nieznanego, w stosunku do czego nie ma on żadne­
go określonego przykładu. T a k było do jego śmierci pozostał na skraju dwóch światów, i przez to samo jest
dynamiczny.
- T e ż tragiczny.
- Głęboko tragiczny i dynamiczny.
- A Matka B o s k a pokazana jest dynamicznie,
w dwóch układach obok siebie: raz z rękami roz­
wartymi, następnie ze zwartymi, co sugeruje k o ­
lejne etapy r u c h u . M a się wrażenie, że raduje się,
klaszcze w dłonie.

- N i e byłby P a n za ideą Kościoła roztańczone¬
go - „ciesz się i tańcz", to słowa zapisane n a górze
Athos.
- T o niech sobie robią derwisze. Ja byłbym ostrożny
w tych sptawach.
- Proszę o skomentowanie basmy, obrzeża
ikony. (por. Matka Boża Uodigitńa, s. 341)
- A tak, obrzeża. T o są prorocy.
- Szalenie dynamiczni, a przede wszystkim ich
zwoje!
- Dlaczego zwoje są dynamiczne? Bo k i m są proro­
cy? T o byli ludzie, którzy przeciwstawiali się prawu. Bo­
ży szaleńcy, o n i wszyscy byli poddani działaniu Ducha
Św. - objawił i m się nad Jordanem i przemówił przez
proroków. Prawo było od Mojżesza, a prorok od Ducha
Świętego. Duch był zawsze w opozycji do prawa. Cała
sttuktura myślowa, która się nam narzuca - prorok to
jest sumienie. Sumienie, dobrze, ale musi być dobrze
uformowane. Sumienie dobrze uformowane nie jest su­
mieniem. Natchnienia Ducha Św. nie da się uformo­
wać. D u c h tchnie, kędy chce. Jakby prorocy Statego
Testamentu byli dobrze uformowani, nie byliby prorO'
kami. Katoliccy hierarchowie boją się, żeby ten Duch
Św. za bardzo się nie rozszalał!
- Zgodzi się więc P a n , że o n i się tu rozszaleli.
- Tak, nie byliby prorokami, i to widać. T o są ruchy
zupełnie nie do przewidzenia, tak, szaleńcze.
- Jeśli wszystko się rusza i szaleje, to musi mieć
ciało, a jeśli jest ono przemienione, to z ziemskości pozostaje r u c h tylko.
- Zostaje szaleństwo.
- A ono przecież mieszka w ciele, w gestach.
- Tak, ale tylko w papirusach, jest przeniesione na;
ich natchnione teksty.
- A l e mają przecież r ę c e , głowy, nogi!
- A l e najważniejsze, co o n i trzymają w ręce i co fru­
wa!
- Fechtunek więc?
- T a k można powiedzieć.
- A ciała proroków są przemienione?

- A l e tu obserwujemy r u c h ciała, w pierwszym
ujęciu Matka Boża jest pochylona, w następnym
już wyprostowana.

- Ciało przemienione jest w M a r i i Theotokos i dla-!
tego Ona jest otoczona szaleństwem proroków.
- W j a k i sposób istnieje ciało n a ikonie?
- Ciało jest wielką tajemnicą, zostało przeklęte
przez Lucyfera, dlatego ciało jest grzeszne. Lucyfer nie
chciał, żeby ciało zostało przebóstwione.

- Bo t u są przedstawione różne stany duchowe.
W czasie takiego nabożeństwa, gdzie jest zwyczaj roz­
kładania rąk, np. u Ormian, Koptów, Syryjczyków, to
istnieją różne stany entuzjastyczne. Tertulian ostrze­
gał jednak swoich współczesnych chrześcijan: jak
wznosicie ręce w czasie nabożeństwa, to nie wznoście
ich zbyt wysoko. Ostrzegał przed pewną egzaltacją.
Nawoływał do zachowania umiaru.

- N a ikonach jest.
- Jest, ale to jest ciągle wojna z Lucyfetem.
- T o , co biologiczne, jest od Lucyfera?
- T o , co biologiczne. Bóg to chciał przebóstwić, j
a Lucyfet się temu sprzeciwił i oplugawił ciało, oskarżył
ciało. Cały dramat naszej duchowości na tym polega.
- Chciałabym zapytać o nagość, wspomina Pan
w swoich wypowiedziach o erotyzmie n a ikonie.

- Nie, to jest gest orantki antycznej. T o są modyfi­
kacje tego samego układu, to są warianty, rozbicie
pewnej idei ikonicznej na różne warianty.

334

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- Nagość jest czymś najbardziej świętym i najbar­
dziej ptzeklętym.
- Nadzy są piekielnicy, nagi jest Chrystus na
krzyżu, nadzy są męczennice czy męczennicy.
- Mało tego. Naga jest jeszcze jedna osoba na iko­
nie Sądu Ostatecznego. Zauważa pani, jaka jest bli­
skość Raju i Piekła, to jest bezpośrednie sąsiedztwo.
Między Rajem a Piekłem jest nagi mężczyzna przywią­
zany do kolumny, bardzo podobnej do kolumny biczo­
wania. Jest nad n i m napis. Był rozpustnikiem, dlatego
nie może być zbawiony, był miłosierny, dlatego nie mo­
że być potępiony. O n stoi jakby jakiś zwornik pomiędzy
Rajem zbawionych a Piekłem potępionych. O n jest
I w pionie u góry nad n i m Chrystus
i - Nagość to tajemnica?

- Nagość jest wielką tajemnicą. N a progu tej tajem­
nicy stoi anioł z mieczem ognistym. Jak wypędzono
Adama i Ewę z Raju, postawiono tam z mieczem ogni­
stym anioła. Chodziło o to, że skoro skosztowali z drze­
wa wiadomości dobrego i złego, to żeby nie skosztowa­
l i z drzewa życia.
- C z y m dla P a n a jest wstyd?
- W s t y d w przeżyciach ludzkich, szczególnie
w przeżyciach erotycznych, jest najpiękniejszym, co
moglibyśmy sobie wyobrazić; przezwyciężenie uczucia
wstydu jest wielkim misterium. Jak słucham Radia Ma­
ryja, tam się ciągle modlą publicznie, uważam, że jest
to bluźnierstwo. Wstyd w przeżyciach między kobietą
a mężczyzną jest rzeczą nadzwyczaj wstydliwą. Uwa­
żam, że modlitwa jest jeszcze bardziej wstydliwa, dlate-

Jerzy Nowosielski, Św. Szymon Stupnik, cerkiew Zaśnięcia Najświętszej M a r i i Panny, polichromia

335

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

go nie wolno jej profanować. Już Pan Jezus powiedział,
jeżeli chcesz się modlić, to wejdź do izby, zamknij drzwi
i tam się módl.
- Czy przezwyciężenie wstydu jest według P a ­
na inicjacją?
- T o jest niewątpliwie sakralna inicjacja. Pospolitowanie tego naturalnego poczucia wstydu jest szalonym
grzechem. T o się nazywa nieczystość. T o jest to, z czym
się na co dzień spotykamy. N a ten temat nie wie nikt,
kto się nie zakochał. T o już patriarcha Bartłomiej po­
wiedział - na marginesie przeżycia mężczyzny i kobiety
- jeżeli się zakochali, to ja z n i m i do sypialni nie wejdę.
Ja nigdy nie byłem w sex-skopie i mnie to nie interesu­
je, a po drugie sprawia m i przykrość.
- Zmieniając trochę temat, czym dla P a n a jest
twórczość?
- Nie wiem. Dotąd to był sposób na życie. Ja inaczej
nie potrafiłem żyć. Teraz to już niczym. Człowiek jak
się rodzi nagi, tak umrze nagi, musi zostawić wszystko,
co mu na tym świecie przysługiwało.
- Wszystko to proch marny, pogarda dla cia­
ła...
- Dlaczego, przecież jest Słowo, które się ciałem
stało.
- A asceza? Są tacy, którzy skrajnie się umar­
twiali, skrajnie wierzyli.
- Są tacy. T o jest pewien gatunek przeżycia religij­
nego, jest to pewna dewiacja, która z objawieniem Lo­
gosu, który stał się ciałem, niewiele ma wspólnego. Są
różne szczeble dojrzewania duchowego, możliwe, że ta­
ki szczebel skrajnej ascezy na jakimś etapie jest po­
trzebny.
- A męczennicy, którzy dali się odzierać ze
skóry, kroić, palić?
- Nic na ten temat nie mogę powiedzieć, bo bym
się nie dał pokroić, ze strachu bym umarł!
- Czy nie jest to grzech przeciw temu, co zosta¬
ło nam dane?
- Ciało dane nam zostało w Raju. Bóg stworzył
człowieka: mężczyznę i kobietę. T o jest wielka świę­
tość, która została splugawiona przez anioła upadłego.
- T ę plugawą część niszczą asceci.
- W jakimś sensie tak, ale nie można ich za to w i ­
nić, bo spełniają pewną funkcję kosmiczną, oczyszcza­
jącą.
- C z y tworząc, czuł się P a n rewolucjonistą?
- T o się wszystko działo samo przez się.
- Czyli to nie była w a l k a o wartości? Protest?
- Nie miałem żadnego programu.
- Czy ma P a n swojego duchowego ojca?
- Nie, nie mam nikogo. W ciągu całego mojego ży­
cia, rozwoju mojej osobowości oponowałem przeciw
duchowemu ojcostwu.
-

- Był taki sprzeciw w mojej psychice.
- N a pewno m a P a n uznanie dla pewnej grupy
twórców.
- Oczywiście dla wielu. Choćby dla Teofana Greka,
dla Rublowa, Dionizego, Modiglianiego i dla wielu,
z których bogactwa czetpałem. Modigliani ma wiele
wspólnego z malarstwem ikonowym, o n młodo umarł
i właściwie nie zdążył określić swojej indywidualności
duchowej malarstwa. A l e to, co malował, niektóre rze­
czy, to jest bardzo święta sprawa.
- G d y zobaczyłam cerkiew w Białym Borze,
pomyślałam o Matissie i jego swoistym dziele, ka­
plicy D o m i n i k a n e k w V e n c e , którą wybudował,
C z y P a n a sytuacja twórcza jest podobna?
- N i e , dlatego że Matisse tworzył na terenie wła­
ściwie pozbawionym tradycji liturgicznej i był skazany
na własną pomysłowość, to, co zrobił, jest jego wy­
łączną zasługą. Natomiast ja czerpałem z tradycji li­
turgicznej Kościoła Pierwszego Tysiąclecia. Byłem
bardzo mocno usadowiony w tej ttadycji: zewnętrzna j
ściana to jest proscenium, a dalsza część to bazylika
starorzymska; dlatego że liturgia bizantyjska ciągle
t k w i korzeniami bardzo silnie w tych dwóch trady­
cjach. Ja byłem prowadzony za rękę, starałem się tyl­
ko wyeksplikować tę moją świadomość tradycji litur­
gicznej.
' - C z y nie umniejsza to zasług malarza?
- Matisse'owi? Nie, on był tylko skazany na własna
intuicję. O n był bardziej samodzielny ode mnie.
- Tworzył też dla Kościoła.
- N i e wiem, czy sobie zdawał sprawę z tego. Gdy to,
robił, był już bardzo chory. Powiedział, że to, co tu ro­
bi czy szkicuje, to tak jakby jakiś anioł wodził jego rę¬
kę.
- C h c ę zapytać o atmosferę, która panuje na
ikonie, o stosunek postaci tam przedstawionych
względem siebie.
- Między Marią Theotokos a Logosem jest wichet
natchnienia D u c h Św. naokoło!
- A czy można m ó w i ć o cieple w znaczeniu |
ludzkim?
- Nie zauważam. Przynajmniej w tej chwili nie zda-!
ję sobie z tego sprawy. A l e o cieple można mówić tam,
gdzie występie jakaś siła nadprzyrodzona.
ma

A M a t k a B o ż a UmÜienijel
Tak, to jest czułość!
W r a c a j ą c do cielesności, j a k i e zabarwienie |
dla P a n frywolność?

- Ja to źle odbieram, dlatego że to jest lekceważę*:
nie, pogranicze jakiegoś niepoważnego traktowania,!
T o jest profanacja Erosa.
- C z y l i Eros istnieje tam, gdzie jest zapładnianie D u c h a , P i ę k n o .
- Tak, tak. Eros jest konktetnym bogiem.

Dlaczego?

336

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA" Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

�Jerzy Nowosielski, Droga Krzyżod
Sąd u Piłata, (fragment: FaryzeJ
kościół franciszkański na Azoradj
Kraków, akryl na desce
Jerzy Nowosielski, Droga Krzyżowi
Chrystus Trzy Marie „Olej niosąc!
pociesza (fragment: Trzy Marie!
kościół franciszkański na Azoraclj
Kraków, akryl na desce

338

��WOKÓŁ .ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAJKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KLBAT

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA" Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM R07MAWIA MONIKA KUBA I

��WOKÓŁ

ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

Fragment obrzędu
misteryjnego, Villa dei
Misteri, megalografia,
Pompeje
Jerzy Nowosielski, Villa dei
M i s t e r i (fragment), 1975,
akryl na płótnie

�WOKÓŁ „ŻYWOTA PROTOPOPA AWWAKUMA". Z PROF. JERZYM NOWOSIELSKIM ROZMAWIA MONIKA KUBAT

- W y c i ą g a P a n je?

- A emocje i namiętności mają coś wspólnego
2 ikonami?

- Bardzo rzadko.
- W ramach odkurzania?
- Nie, w ramach oglądania.

- Namiętność to jest pasja - w logicznym jakimś
spelnieniu się to tak. Między kobietą a mężczyzną pa­
sja jest realna. Tu, na ikonie, to jest cierpienie, pathos
po grecku znaczy cietpienie.

- N i e ma P a n chęci spotykania się z nimi?
- Mam, ale na razie m i wystarczy.
- Mówi P a n też o swoich niedobrych obra­
zach.

- Jaki jest związek między ikoną a sztuką abs­
trakcyjną?

- M a m też dużo niedobrych.
- Niedobre znaczy nieprawdziwe?
- Byli tacy w Polsce koloryści, żaden z nich nie na­
malował nigdy złego obrazu, bo się tego bali jak diabły
święconej wody, ale nikt też nie namalował genialnego
obrazu. Mówiłem swoim studentom tak: nie bójcie się
namalować złego obrazu, bo jeśli ktoś nie namaluje złe­
go, to nie namaluje tego genialnego. Te niedobte to
niewypały, ale to trzeba popełnić.

- Sztuka abstrakcyjna to aniołowie!
- W Trójcy Św. Rublowa określił P a n anioły
jako protezy.
- Rzeczywiście to są protezy, bo anioł to musi być
realizacja abstrakcyjna. A l e , co robić, mamy ludzi ze
skrzydłami. Ja pani pokażę parę aniołów [pokazuje foldeI ! wystawy, która odbyli się w 1998 r. w Krakowie w Galerii
famacH- Rublow dzisiaj tak malowałby anioły. Jak
bytem młody, urzekł mnie surrealizm, ale potem m i
przeszło. Byłem kiedyś silnym ateistą.

- Sztuka objawia czy coś ukrywa?
- Ja w ogóle nie wiem, czy istnieje. Moje malarstwo
na pewno objawia, siebie jestem pewny. Widziała pani
kiedyś takiego zarozumiałego faceta jak ja?

- Wspomina Pan w swoich wypowiedziach, że
bez tego doświadczenia nie byłoby Pana twórczości.
- Tak, trzeba przejść wszystkie te etapy - to była
inicjacja w twórczość. Ateizm jest bardzo pożytecznym
stanem świadomości. Oczyszczającym od różnych nale­
ciałości.
- Czy geometryzacja znaczy zawsze odmaterializowanie?
- Przeważnie tak. Twór geometryczny jest przeważ­
nie tworem umysłu ludzkiego, a koncepcja intelektual­
na jest zawsze niematerialna.
- Ma Pan dzisiaj młodych ulubionych twór­
ców?
- Niestety nie, bardzo słabo znam to środowisko, ze
swoimi studentami straciłem właściwie kontakt.
- Jako nauczyciel ma P a n poczucie klęski?
- Tak. Można stworzyć pewne warsztatowe dyspo­
zycje, które ustrzegą człowieka przed szukaniem po
omacku. Tylko do tego przydaje się nauczyciel.
- Za resztą stoi talent, wizja?
- Za resztą stoi Pan Bóg. Miałem takie zdolne stu­
dentki i takich zdolnych studentów, tyle w nich na­
dziei pokładałem, ale to się bractwo zmarnowało.
- Co to znaczy?
- Zajęli się czymś innym. Nie można chałturzyć.
Nie można zarabiać pieniędzy, ale jak to tobić. Ja nie
robiłem pieniędzy, byłem utrzymywany przez żonę, któ­
ra za mnie robiła pieniądze, ale potem się odwróciło.
- Nie myślał Pan o tym?
- Nie potrafiłem tego tobić.
- Skoro o kobietach. Chciałby P a n namalować
kobietę, jakiej Pan jeszcze nie spotkał?

- Szanuję samoświadomość twórcy... Chodzi
P a n do teatru?
- Dużo miałem kontaktu z teatrem Kantora, sam
robiłem scenografię do kilku przedstawień. Nie próbo­
wałem nic pisać dla teatru.
- A oglądać?
- Najbardziej lubię oglądać obrazy!
- Obrazy to teatr?
- Czy ja wiem? Lubię oglądać nabożeństwa dobre.
Pontyfikalne nabożeństwa greckie to jest teatr.
- Czuje się P a n j a k widz?
- Nie, jak współtwórca.
- Pełne uczestnictwo?
- Jakby mnie nie było, to po co by ten biskup bło­
gosławił świecami, kogo by miał błogosławić. Mnie bło­
gosławi i ja jestem m u potrzebny, tak samo jak on mnie
jest potrzebny. Tak jest przecież z obrazami - maluje
się i wystawia.
- P a n mówi, że dla siebie maluje.
- Zawsze mam nadzieję, że ktoś jest. Miałem wiele
razy dowód na to, że ktoś jest, bo m i powiedział. T o
może być kolejarz. Kiedyś malowałem taki pejzaż
w plenerze. Podchodzi do mnie takie panisko, okazało
się, że to kolejarz, jak mu się to sttasznie podobało. O n
to czuł całym sobą. Może być profesor uniwersytetu
i nic nie czuje. Taki, kto odbierze obraz, zawsze się
znajdzie.
- C h c ę , żeby P a n wiedział, że jestem kolejną
osobą, która odczuwa to, co P a n tworzy.
- Jestem 'bardzo szczęśliwy z tego powodu. Bardzo
pani dziękuję za miłą wizytę i rozmowę.

- Wydaje mi się, że już namalowałem.
- Ma Pan koło siebie swoje obrazy?
- Tak, wszystko jest w skrzyniach.

-

345

T o j a dziękuję, za wszystko, za twórczość.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11253" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11231">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e228481bc725d74025b60cb6eae5f245.pdf</src>
        <authentication>4314f6039387aff640fb8edcc599f04d</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134069">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2801</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134070">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134071">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2609</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134072">
                <text>Duch pracy ludzkiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134073">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.52-59</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134074">
                <text>Melbechowska-Luty, Aleksandra</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134075">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134076">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134077">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134078">
                <text>J a c e k Sempoliński

�Duch pracy ludzkiej
Rzecz o twórczości Jacka Sempolińskiego
Aleksandra Melbechowska-Luty
Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca - Ostateczny
Kataklizm Globu - nic nie było
Tak wielkie - abym - na wieść o tym Podniosła z Ciekawości czoło
Sponad Roboty.
Emily Dickinson
(przełożył Stanisław Barańczak)
W tym eseju o Jacku Sempolińskim będę się wspierać
przykładami twórczości i dokonań dwóch pięknych Dam:
dziewiętnastowiecznej natchnionej poetki Emily Dickinson
i lekarki psychiatry-tanatologa Elisabeth Kiibler-Ross.
Według opinii Stanisława Barańczaka (znakomitego tłu­
macza i znawcy poezji Emily), ta skromna, wrażliwa dziew­
czyna z amerykańskiej prowincji (z miasteczka Amherst
w stanie Massachusetts), nazywana czasem „mniszką z No­
wej Anglii", otworzyła „nową epokę w poezji języka angiel­
skiego [...]. Była wielką nowatorką, odnowicielką mowy po­
etyckiej, obdarzoną przy tym umysłem o filozoficznej głębi
i nie cofającą się przed niczym w swojej pogoni za wymyka­
jącą się prawdą s'wiata czy własnej świadomości".' Z kolei
żyjąca współcześnie Elisabeth Kiibler-Ross to nauczycielka
bezwarunkowej miłości „nie szukającej swego", gorliwa pro­
pagatorka skutecznego rozwiązywania „nie załatwionych
spraw życiowych". Należy ona do pionierów ruchu hospicyjnego, szerzy idee związane z rozwojem fizycznym, intelektu­
alnym i duchowym człowieka, pracuje z chorymi i umierają­
cymi ludźmi (zwłaszcza dziećmi i ich rodzicami), towarzyszy
im w najtrudniejszych chwilach „przejścia". Prowadzi semi­
naria w Ameryce, Europie i Australii, gromadzące kapłanów
różnych wyznań, studentów, lekarzy, pielęgniarki i chorych.
Jest autorką poruszających książek: On Death and Dying
i Making the Most of the Inbetween?
Co łączy te dwie tak pozornie odległe od siebie kobiety ubiegłowieczną „nawiedzoną" poetkę i energiczną, żarliwą
lekarkę? Otóż obie podobnie rozdzielają pojęcia sacrum
i profanum, tak samo odwołują się do języka symboli i doty­
kają spraw ostatecznych; równie gorąco pasjonują się ludzką
psyche, mówią nam o miłości i nienawiści, szczęściu i cier­
pieniu, życiu i umieraniu. Tyle że Emily odczuwa to wszyst­
ko bardziej metafizycznie, a Elisabeth bardziej „realnie". Ich
myśli, przeżycia, radości i udręki przylegają do losów wielu
ludzi i pomagają przetrwać te stany, kiedy to w naszej świa­
domości następuje „całkowite zaćmienie".
W książce Życiodajna śmierć Kiibler-Ross opisuje i ana­
lizuje podstawowe cechy człowieka, które - jak sądzi - są da­
52

ne wszystkim ludziom, niezależnie od ich rasy, narodowości
czy wyznania, ale też - występując w najrozmaitszych wa­
riantach - wyróżniają ich w niepowtarzalny sposób. Cechy te
autorka nazywa kwadrantami. „Wszyscy ludzie mają cztery
kwadranty: uczuciowy, intelektualny, fizyczny i duchowo-intuicyjny. Kiedy się rodzimy, jesteśmy przede wszystkim isto­
tami fizycznymi [...]. Kwadrant uczuciowy formuje się do
szóstego roku życia". Jeżeli dzieci będą wychowywane
„z bezwarunkową miłością [a zarazem] w stanowczej i kon­
sekwentnej dyscyplinie, około szóstego roku życia rozwiną
stopniowo bardzo piękny kwadrant intelektualny [...]. Kiedy
kwadrant uczuciowy reaguje nadwrażliwie, przychodzi nam
zaraz z pomocą kwadrant intelektualny. W wieku dojrzewa­
nia (13-19 lat) rozwijamy nasz kwadrant duchowo-intuicyjny, jeśli możemy się rozwijać normalnie, bez przeszkód. [Jest
on] tą częścią nas, w której mieści się cala nasza wewnętrzna
mądrość. Jest to jedyny kwadrant, którego sami nie musimy
wypracowywać. Jest to dar, z którym się urodziliśmy".
Pomówmy zatem o Jacku Sempolińskim i owych kwadrantach, które być może stanowią klucz do jego twórczości.
Wygląd fizyczny, cechy genetyczne, zdrowie i urodę, słowem
całe ciało - ów kokon spowijający naszą duszę - przynosimy
na świat niezależnie od naszej woli. Nieodgadnionym przy­
padkiem losu Jackowi dane było zostać pięknym człowie­
kiem, przypominającym - wedle naszych dzisiejszych wyo­
brażeń - postać „błędnego rycerza" (tak określiła go kiedyś
nasza wspólna przyjaciółka). Ale, uchowaj Boże, nie przy­
równujmy go do jakiegoś rycerza-osiłka ani zagubionego
w rzeczywistości Don Kichota, beznadziejnie walczącego
z wiatrakami. Sempoliński to „rycerz" pięknego oblicza, de­
likatny, melancholijny i kruchy (fizycznie i psychicznie). Ar­
tysta i intelektualista. Tu wkraczamy w sferę kwadrantu inte­
lektualnego, który u naszego przyjaciela sięga najwyższych
rejestrów i ujawnia się pięknie w słowie pisanym i mówio­
nym (a może także w malarstwie?).
Jacek dużo pisze; jego teksty są klarowne, zwięzłe i nie­
zwykle precyzyjne, są lekcją logicznego myślenia. Wszelako
głęboka pojemność myślowa i niemal pedantyczna ścisłość
wypowiedzi nie przeszkadza mu „rozwijać skrzydeł", pisać
0 sztuce i historii sztuki z prawdziwą pasją i zaangażowa­
niem, posługiwać się giętkim, literackim językiem i wyrafi­
nowaną frazą stylistyczną. Być może jego umiłowanie muzy­
ki i świetny słuch muzyczny narzuca mu bezwiednie rytm
1 melodię zdań. W swoich tekstach zawsze dotyka istoty rze­
czy, a nader często nawet samego , jądra ciemności" (co już
należy do kwadrantu uczuciowego). W prozie - podobnie jak
w malarstwie - nie używa żadnych o z d o b n i k ó w , „frazesików, metaforek, ślicznych opisowych zdanek". To, co napi­
sałam w tej chwili, jest parafrazą jego odczytu pt. Zniechęce­
nie, melancholia, wygłoszonego w Zamku Ujazdowskim.
3

�Jacek Sempoliński, Ukrzyżowanie,

Surowy, ale sprawiedliwy w osądach, powiedział wówczas
między innymi, że nieszczęściem sztuki współczesnej jest
fakt, iż wszystko jest na sprzedaż. Nawet znakomity artysta,
twórca szlachetnego i pełnego prawdy obrazu, jakby nie wie­
rząc w jego wynik i komunikatywność „przyozdabia dzieło
powszechnie przyjętymi «muśnięciami». Przedmiot ma się
przypodchlebić, wejść w obieg. To spotyka się prawie na­
gminnie w sztuce sakralnej i portretowej, we wszelkiej sztu­
ce wielkich epok. Owe brewki, jakby dodane dla miłego
wzruszenia, paznokietki, chmurki, kwiatki, usteczka. Prawie
nikt z największych nie jest od tego wolny [...]. Tego nie na­
leży rozumieć jako pogardę dla detalu, bo on bywa wstrząsa­
jący (van Eyck), ale jako nikczemność stosowania pewnych
zabiegów, które prawdę mają obłaskawić i uczynić oczekiwa­
ną w odbiorze."
I tu mała dygresja. O malarskim detalu i celowości jego
zastosowania w obrazie można by mówić nieskończenie i na­
wet wiele dobrego o nim powiedzieć. Dla przykładu przy­
pomnę tu olśniewające - i wcale nie tandetne czy pospolite kompozycje wspaniałego secesjonisty Gustava Klimta. Two­

olej, płótno, 1975

rzył on płaskie obrazy - ogrody zapełnione mnóstwem szcze­
gółów: ozdobnych wzorów, kwiatów, roślin, bibelotów, dy­
wanów i wszelkiej „galanterii". Ich skontrastowane ornamen­
ty wywodzą się zarówno z obserwacji przyrody, jak i ze sztu­
ki egipskiej czy bizantyjskiej (Rawenna). Klimt często malo­
wał kobiety i w tych jego portretach nie ma „żadnego modelunku, sama tylko mieniąca się dekoracja z częstym użyciem
złota i srebra, w dopełnieniu zaś tej dekoracji - stroju, twarz,
czasem tylko pół twarzy w rozkosznym i chorobliwym upo­
jeniu". Oto portret Emilii Flóge - wyrafinowane rysy, mie­
niące się jak mozaika szaty, prowokujący gest wspartej o bio­
dro ręki; wszystko to określa osobę, jej charakter, urodę, psy­
chikę, a może nawet status społeczny. Czy wiemy, kim ona
jest? Tak, wiemy, jest czarodziejką. Podobne uwagi można
również odnieść np. do takiego płótna, jak Opowieść fal (Por­
tret Emilii Auszpicówny) Kazimierza Stabrowskiego. Kocha­
my sztukę „wysoką", uduchowioną i bezinteresownie przeży­
wamy przesłanie, jakie ona niesie. Malarstwo dekoracyjne
plasuje się (choć nie zawsze) bliżej profanum niż sacrum, ale
niech i ono ma prawo do egzystencji, podziwu i zachwytu.
4

53

�Ale powróćmy do Jacka Sempolińskiego. Spośród wielu
jego tekstów za najważniejsze uważam: wyżej wspomniany
odczyt wygłoszony w Zamku Ujazdowskim (maj 1998),
a z dawniejszych następujące artykuły i wywiady: Rozmowę
z Barbarą Majewską (1958), Malczewski, skłócona spoistość
(1969), wstępy do czterech katalogów wystaw indywidual­
nych z 1976, 1978,1993 i 1995 roku, O płaszczyźnie barwnej
(1978), Różnica ontologiczna. Rozmowa ze Zbigniewem Taranienką (1979), Czy wierzący może być artystą? (1985),
Przyczyny i okoliczności. Autokomentarz artysty (1987), Myśl
i bezmyślność sztuki (1993) i Co to jest sztuka? (1995).
5

Jak wiele Jacek Sempoliński napisał? W katalogu wysta­
wy Miejsce zwane czaszką (Muzeum Akademii Sztuk Pięk­
nych, Warszawa 1990) Maryla Sitkowska zamieściła wykaz
jego tekstów powstałych między 1958 a 1988 rokiem. Jest ich
85 (a nie zostały jeszcze wymienione pozycje z ostatniego
dziesięciolecia). O twórczości Sempolińskiego napisano je­
szcze więcej. Pani Sitkowska odnotowała w tymże katalogu
45 pozycji dotyczących artysty (materiały źródłowe, druki
zwarte i ciągłe) oraz 86 katalogów wystaw, w których brał
udział (w tym 14 ekspozycji indywidualnych). Prawie każdej
wystawie towarzyszą liczne recenzje prasowe i wstępy do ka­
talogów (doliczyłam się ich około 115 do 1990 roku). Pozo­
stają jeszcze wystawy i bibliografia z lat 90. Te materiały,
łącznie z wycinkami z czasopism, znajdują się w Pracowni
Sztuki Współczesnej w Instytucie Sztuki PAN w Warszawie
i w Archiwum Akademii Sztuk Pięknych.
Do intelektualnych przymiotów Jacka Sempolińskiego
i jego wypowiedzi będę się odwoływać w dalszym ciągu te­
go tekstu. Teraz jednak nadszedł moment, by pomówić o je­
go - bardzo ważnym - kwadrancie uczuciowym, który rozwi­
ja się i utrwala w latach dzieciństwa i wczesnej młodości.
Urodzony w 1927 roku Jacek był dzieckiem wojny; gdy się
zaczęła, miał lat dwanaście. Nie wiem, jakich przeżyć doznał,
ale może ten trudny czas dojrzewania sprawił, że w jego
usposobieniu dominują uczucia smutku, melancholii i poczu­
cia zagrożenia. Sądzę, że nadwrażliwie reaguje na to, co nie­

sie rzeczywistość, i to przysparza mu wielu cierpień. Czasem
sprawia wrażenie, jakby nie wytrzymywał ciśnienia życia.
Lęka się „tego, co będzie", martwi się o najbliższych. W doj­
rzałym już wieku przeżył udręki związane z chorobami
i śmiercią rodziców (pamiętam jego wstrząsający rysunek,
przedstawiający umierającego ojca).
Krzątanina w Mieszkaniu
Nazajutrz po czyjejś Śmierci
Z naszych trudów na Ziemi
Ten jest najsolenniejszy Uprzątać Serce - upychać
Miłość w komórkę bezpieczną Będzie potrzebna dopiero,
Kiedy się zacznie Wieczność.
Jacka do głębi porusza okrucieństwo świata, m.in. to,
o czym pisał Czesław Miłosz w Piesku przydrożnym: „rze­
źnie, szpitale, cmentarze, filmy porno". Boli go unicestwia­
nie życia, śmierć zwierząt, nawet tych najmniejszych (kiedyś
narysował zabitego drozda). Któregoś roku w czasie wakacji
w Nieborowie opowiadał mi, jak przejął go widok jakiegoś
robaka czy owada pożeranego przez podobne mu stworzenie.
ft

Tak trwożył mnie ten pierwszy Drozd Lecz teraz - już nim władam,
Przyzwyczajona doń niezgorzej Choć boli - nadal Myślałam - dożyć chwili, kiedy
Ten pierwszy Krzyk ustanie A już mnie Fortepiany Borów
Nie wciągną w paszcz otchłanie Ptak przyskakał po Ścieżce Nieświadom, że go widzę Wpierw rozpołowił dziobem
I zjadł na surowo Dżdżownicę -

N.N., Portret Jacka Sempolińskiego, rzeźba w glinie. 1953. fot. Wiesław Juszczak

54

�Jacek Sempoliński, Nieborów, w lesie, węgiel, kredka, 1999

Potem popił ją Rosą
Z dogodnego źdźbła Trawy Pod Mur uskoczył - spłoszony
Jakimś' Żukiem niemrawym [...]
Odtrutką na owe spotęgowane „czucie" (jak mawiano
o wrażliwości artystów w XIX wieku) jest całkowite zatrace­
nie się w pracy. Sempoliński wykorzystuje niemal każdą
chwilę - z pasją tworzy setki rysunków i dziesiątki obrazów.
Bezwarunkowo ulega tej sile władającej człowiekiem, którą
nazywamy twórczością.
I kto wie, czy nie można by do niego odnieść tej uwagi
z Dziennika Andrzeja Kijowskiego, zapisanej pod datą 27 lu­
tego 1969 roku: „Dla mnie aktywność nie jest ceną sławy ani
pieniędzy, ani zbawienia wiecznego: jest obroną przed obłę­
dem. Obłąkany albo pracowity - oto moja alternatywa. Być
może jest to alternatywa powszechna, tylko nie wszyscy po­
trafią sobie to powiedzieć albo odpowiednio rozszerzyć kate­
gorię obłędu. Obłąkanym jest każdy, kto utracił poczucie od­
powiedzialności za swoje czyny".'
Z kwadrantami uczuciowym i duchowo-intuicyjnym

(które są sobie bliskie) wiąże się sprawa wiary. Lękam się
wkraczać w osobiste, intymne odczucia Jacka, ale sądzę, że
jest głęboko wierzący, a przy tym daleki od wszelkiej bigoterii i „obyczajowej" pobożności. O podporządkowaniu życia
wymogom wiary i religii on sam opowiedział w artykule Czy
wierzący może być artystą? Powołując się na słowa kardyna­
ła Wyszyńskiego, powtórzył za nim, że „trzeba po prostu za­
ufać Bogu. To znaczy zostawić mu inicjatywę w kierowaniu
naszym losem [...]. Marzyć o zbliżeniu się do Boga też nie­
podobna, trzeba po prostu być blisko Niego [...). Myśl religij­
na podpowiada, że modlitwą może być całe postępowanie
człowieka, jego uczucia, czyny i koncepcje". Ale tu rysują się
niepokojące sprzeczności. Pokora, ufność, obowiązek, ewan­
geliczne zasady życia zderzają się z wymogami pracy twór­
czej, która żąda najwyższego poświęcenia. A czyniąc jedno zaniedbujemy drugie. W twórczość „trzeba włożyć dziką pra­
cę, często wariacką, przeczącą chrześcijańskim zasadom pra­
cy godnej, spokojnej, uświęconej". Malując nie służy się in­
nym, „nie pielęgnuje się starych i chorych, nie głosi Słowa
Bożego". Stąd u artysty, namiętnie oddającemu się swemu
powołaniu, bierze się stałe poczucie w y k r o c z e n i a prze­
ciw świętym obowiązkom człowieka bożego.

55

�Niedawno pytałam Jacka, czy utożsamia się z ingenium
Kościoła; odpowiedział mi, że najchętniej identyfikuje się
z etosem pierwszych wieków chrześcijaństwa, z ich pierwot­
ną, nieskażoną wiarą.
Jak już było powiedziane, Jacek dużo pisze, udziela wy­
wiadów, rozmawia z krytykami i twórcami, na równi dosko­
nale włada pędzlem, słowem i piórem. Sam uważa, że głów­
ną dziedziną jego twórczości jest malarstwo. Na początek
przypomnijmy więc jego krajobrazy. Tworzy ich wiele w Męćmierzu, Nieborowie, na Wybrzeżu i w innych rejonach
kraju. Czy owe abstrakcyjne „krąjowidoki" komponuje także
w pracowni? O nie, on pracuje zawsze w plenerze: maluje
(dosłownie) na klęczkach lub siedząc w kucki, pochylony nad
leżącym na ziemi płótnem lub papierem, nad źdźbłami trawy,
patykami, kwiatami, gałązkami i kamieniami, ogarniając
przy tym wzrokiem przestrzeń widokową. Jeśli nawet nie­
które jego płótna wydają się płaskie, to jest w nich zawsze
utajona głębia (niekoniecznie tożsama z perspektywą zbież­
ną). Sam to wyjaśnia: działanie artysty „polega w pierwszym
rzędzie na zsumowaniu ujęć przestrzeni rzeczywistej: geome­
trycznego, dotykowego i wzrokowego, a ponadto takie, które
zdefiniowane jest płaszczyzną [...]. Na tym nieustannym zde­
rzaniu przestrzeni naturalnej z jej fikcyjnym substytutem po­
lega praca malarza [...]. Nie istnieje malarstwo płaskie. Każ­
de jest przestrzenne [...]. I zdarza się, że obraz tzw. płaski co­
fa się bardziej od tego, który nazywany jest przestrzennym
i który powstał na zasadach perspektywy zbieżnej". (O pła­
szczyźnie barwnej, 1978).
Malarstwo jest dziedziną, w której najpełniej ujawnia się
ludzki kwadrant uczuciowy i duchowo-intuicyjny. Sempoliń­
ski uważa intuicję za jedną z najważniejszych wartości poda­
rowanych człowiekowi. To ona, w nagłym błysku olśnienia,
daje nam przeczucie tego, co niepojęte i niewidzialne - ta­
jemną wiedzę o teraźniejszości i przyszłości. Ale intuicja mo­
że też działać wstecz, cofać się do prapoczątków, zakodowa­
ną w podświadomości pamięcią sięgać do wizji przeszłości
przedhistorycznej, pradziejowej, do pierwotnych czasów
Stworzenia. Tak czuli i malowali m.in. wielcy mistrzowie
polskiego pejzażu XIX wieku (dla których cała natura była
„lasem symboli"), np. Józef Chełmoński w ostatniej, mi­
stycznej fazie twórczości. Przykładem takiego prakrajobrazu
niech będzie jego Dniestr w nocy (1906), a także cykl Żura­
wi, tych niezwykłych ptaków, które ludzie obdarzyli wielo­
ścią symbolicznych znaczeń, przypisując im pojęcia nie­
śmiertelności, wzniosłości, wyroczni, mądrości, miłości
i wierności oraz wiarę, że odprowadzają dusze zmarłych na
miejsce przeznaczenia.
W podobny sposób Jacek Sempoliński w swoich pejzażach
intuicyjnie wywołuje ducha przeszłości, odtwarza przeczute
pramotywy i przywołuje pamięć o odwiecznym bytowaniu
przyrody. Pisał on: „Przyczyny wyboru malarstwa kształtuje
jakby imperatyw pamięci, jako pewnej władzy ludzkiej ist­
niejącej w człowieku i człowieczeństwie. Pamięć dawności,
nawet przedcywilizacyjności czy nawet przedmityczności.
Przez pryzmat tej właśnie pamięci przeżywam świat, patrzę na
ten świat. Przeżywam, ponieważ żyję, a to właśnie życie, to
rzecz dawna, najdawniejsza. Ta dawność też przewija się
przez wszystkie tematy, które podejmowałem kiedykolwiek
i prześwituje przez całą rzeczywistość, którą widzę" (Przyczy­
ny i okoliczności. Autokomentarz artysty, 1987).
56

Sempoliński patrzy na ziemię, jakby to była terra incogni
ta. Podgląda świat, ciągle odkrywa go na nowo, a równocze­
śnie swym „pismem obrazowym" ustala w nim swoje miejsce.
Prawie wszystkie jego dzieła są zagadkowe; najczęściej wyra­
żają emocje twórcy, dlatego też można je nazwać „pejzażami
duszy" (to też jest mimowolne dziedzictwo niektórych na­
tchnionych malarzy XIX wieku, np. wspaniałego Iwana Trusza). Ich źródłem jest strumień samoświadomości i samowiedzy. W tej osobliwej konfrontacji z przyrodą, z tym, co stano­
wi „rzeczy najpierwsze", wyłowione z głębi czasu, Jacek od­
najduje i przekazuje nam wiedzę o symbolach natury, owych
hieroglifach rzeczywistości, o których w pierwszej ćwierci
XIX wieku tak chętnie pisali estetycy i filozofowie niemieccy,
twórcy teorii nowoczesnego krajobrazu.
„Wszelki krajobraz jest stanem duszy - pisał w XIX wie­
ku Henri Frederic Amiel - a kto tak w jednym, jak w drugim
czytać potrafi, zostanie olśniony podobieństwem wszystkich
szczegółów".
8

Opowiem ci, jak wzeszło Słońce Wpierw - Wstążka nad pagórkiem Wieżyczki w morzu Ametystu Nowiny jak Wiewiórki
Śmignęły - Wzgórza zdjęły Czapki Skowronki zaczęły Łące
Dzwonić - i powiedziałam sobie:
„To musiało być Słońce!"
[...]
Wiem, że Sempoliński doskonale rozumie i poniekąd ce­
ni sztukę kapistów, i choć nie działa tak jak oni, sam wymy­
śla i uzyskuje interakcje kolorystyczne, w których jedna bar­
wa radykalnie działa na inną. Czasem przekracza naturalny
koloryt pejzaży. Szczególnie lubi rozbielone lub spopielone
fiolety, zielonkawe lub zimne błękity, migotliwe, białawe
szarości, kremowe biele, soczyste żółcie i zimne czerwienie
(rzadko używa cynobru); często przeciera podstawowy kolor
innym pigmentem. Maluje pędzlem i różnej wielkości szpachlami. Chętnie obramia swoje płótna grubą, wyrazistą linią.
Jego krajobrazy pulsują, „oddychają" i pociągają widza
„w głąb" malarskiej przestrzeni.
W procesie twórczym Jacek podlega gwałtownym impul­
som i emocjom, np. gdy nie może odnaleźć właściwego wy­
razu lub gdy materia stawia mu opór. Wtedy pojawia się fu­
ror - artysta szarpie i kaleczy płótno, pozostawiając na nim
dziury i rozdarcia (np. w Mocy przeznaczenia Verdiego). Ma­
larski kształt jego krajobrazów - a także innych cyklów - by­
wa kwintesencją nasilonej ekspresji, siły i energii (chociaż
zdarzają mu się też obrazy spokojne, elegijne). Tak między
artystą a jego dziełem wytwarza się swoiste „pole elektrycz­
ne". Jacek kładzie na płótno lub papier grube „strzępiaste"
plamy, szerokie, „kanciaste" smugi, kleksy, zygzaki i pasma
(ułożone poziomo lub pionowo) - „ruchliwe" impasty nało­
żone falistym, nerwowym ruchem pędzla lub szpachli. Tak
malowane obrazy działają niekiedy jak płaskorzeźby - np.
żółta, brawurowo malowana Miazga (1974) z Muzeum Naro­
dowego w Warszawie, którą można ogarnąć nie tylko wzro­
kiem, lecz i dotykiem.
Krajobrazy. Przestrzeń, powietrze, światło i barwy, gleba,
rośliny. Ziemia i kosmos niebieski.

�Jacek Sempoliński, Czaszka, olej, płótno, 1985

„Niebo" - to, czego nie dosięgam!
Już Jabłko na Jabłoni Gdy Gałąź dłuższa niż Nadzieja Jest „Niebem" - dla mej Dłoni!
Niespieszny Obłok - ze swą Barwą Cudze Pola - Rozstaje Łąka za Wzgórzem - Dom za Łąką Już to - jest dla mnie Rajem!
W złudne Purpury Popołudni
Łatwowiernie przebrani Wabimy tęsknie - tego Magika Co - Wczoraj - wzgardził nami!
Poza Miazgą w Muzeum Narodowym znajduje się jeszcze
siedem obrazów Sempolińskiego (w tym jeden wczesny rea­
listyczny pejzażyk z Serocka, z około 1952 roku), które
w rozmaity sposób mówią o jego twórczości, i o tym jak
w poczynaniach malarza objawia się „duch pracy ludzkiej".
Niektóre z nich sprawiają takie wrażenie, iż nie wiemy, czy
są obrazem rzeczywistości czy marzeniem o niej. Oto Morze
w Rozewiu (1963) - abstrakcyjne a zarazem syntetyczne stu­
dium szalejącego żywiołu, który niemal przelewa się przez
brzegi płótna. Skłębione wodne kręgi bryzgające pianą, fale
i wiry trzymane na jednej nucie kolorystycznej, rozegrane są
w różnych odcieniach szarości i zgaszonych bieli, przełama­
nych delikatnymi odcieniami błękitu i różu. Podobnie monochromatyczno-muzyczna gama określa sens pięknego, wyra­
zistego Pejzażu z Mąchocic (1965), namalowanego na biało-błękitnym podłożu. Zamarkowany gąszcz splątanych drzew
zaznaczony poziomymi smugami i „skrętami" farby, zatopio­
ny jest w szarościach i bieli, która świeci się w zestawieniu

z położonymi obok głębokimi tonami popiołu i czerni. Stu­
dium przestrzeni fioletowej (1970) to symetryczne „raporty",
zamaszyście malowane pasy, ułożone w poprzek pionowej
osi. Składają się one z wyrafinowanych zestawień barwnych
- eterycznych odcieni wrzosu i bzu, różowości, szarości i żół­
tawych bieli, z „kropkowymi" akcentami głębokich błękitów,
a może szmaragdowej zieleni? Barwy się mienią i przy
pierwszym wrażeniu interakcje mylą, sugerują tony fiołkowo-brązowo-ugrowe; dopiero po chwili wyławiamy z tej fee­
rii kolorów właściwą fioletową tonację, która potwierdza sta­
rą prawdę kolorystów o tajemniczych właściwościach barw.
I jeszcze dwa płótna - jasnobłękitny, rozbielony Świt i Przed­
świt - niezapisana karta, ciemnoniebieski, prawie granatowy
nokturn (obydwa z 1979 roku) - dwie płaskie, podziurawio­
ne powierzchnie, zróżnicowane drobnymi impastami i świe­
cące lekko wtartymi w płótno plamami ugru i różu.
Na końcu plasuje się wczesna Kompozycja z organami II
(1960) prawie przedstawieniowa, podzielona na pół pionową
osią, z obłymi formami i ukośnie ustawioną trąbką, zanurzo­
na w nikłych, subtelnych zieleniach, szarościach i czerwie­
niach. Obraz, który być może jest dalekim echem powino­
wactwa ze sztuką Tadeusza Brzozowskiego. To już nie pej­
zaż, ale może wnętrze lub jakaś nieokreślona przestrzeń?
Łąki, Rżyska, Rzeki, Trawy, Polany leśne, Studia światła,
Światło i Mrok - duży zespół takich wyśmienitych pejzaży
Jacka z lat 1967-1970 pokazano na wystawie w Zachęcie
w lutym 1971 roku. Teraz, po latach, warto jeszcze zajrzeć do
jej katalogu.
Dramaturgia krajobrazów Sempolińskiego zasadza się na
sile jego doznań psychicznych, na pracy wzrokowej i na pew­
ności ręki posłusznej wewnętrznym nakazom. Podobnie, z te­
go samego źródła, płyną inne podejmowane przezeń tematy
9

57

�(czy lepiej: treści). Jacek tworzy eschatologiczne cykle: Cza­
szki, Ukrzyżowania i ponadczasowe - a może znane mu Twarze, wszystkie silnie przesycone duchowym pierwiast­
kiem.
Dusza dobiera sobie Towarzystwo
I - zatrzaskuje Drzwi Jak Bóg - ma w sobie prawie Wszystko A z reszty sobie drwi [...]
Wiem, jak z nią jest - gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego - raz Zamyka się jak Śluza - zwiera
W sobie - jak Głaz
Tak jak i pejzaże, obrazy poszczególnych cyklów są ma­
lowane żywiołowo, ale równocześnie mają walor wspaniale
zdyscyplinowanej malarskiej roboty. Na początku owych se­
rii Sempoliński tworzy prawie realne kompozycje z odniesie­
niem do rzeczywistości, przedstawia konkretne podmioty
i rzeczy. Czaszka jest więc widzialną i niewątpliwą czaszką,
a Ukrzyżowanie - Krucyfiksem (Jacek malował różne krucy­
fiksy: w Krakowie, w farze i kościele Świętej Anny w Kazi­
mierzu). W następujących po sobie obrazach cyklu odchodzi
już od przedmiotu. Ich czytelność się zatraca i nic już do­
słownie nie tłumaczy dzieła. Zostaje tylko lekko uchwytna
aluzja, wielki ładunek osobistego przeżycia i sekretne emo­
cje, znaki, symbole, wyrażane najczęściej ekspresyjną, im­
pulsywną formą. Twarze, Czaszki, Ukrzyżowania są rezulta­
tem „pracującego" na nie kwadrantu duchowo-intuicyjnego.
Ale czy pierwiastek intelektualny nie odgrywa tu też jakiejś
roli? Myślę, że tak (bo przemawia za tym wewnętrzna harmo­
nia obrazów), chociaż Sempoliński powiedział mi ostatnio:
„kiedy maluję nie mam czasu na myślenie". W niektórych
dziełach doznania Jacka są utajone, w innych bardziej oczy­
wiste i zrozumiałe. Wszystkie w jakiś sposób niosą treści
eschatologiczne, dotykają filozofii egzystencji i spraw osta­
tecznych, są odbiciem ciemnych nastrojów. I odwiecznym
pytaniem o „istotę rzeczy." Dlatego można o nich powie­
dzieć, że są jednorodne, choć nie jednolite.
W książce Życiodajna śmierć Elisabeth Kiibler-Ross napi­
sała, że cierpiące małe dzieci nie zawsze potrafią powiedzieć
o swojej chorobie i bólu. Ale potrafią to symbolicznie nary­
sować (bo dzieci zawsze rysują symbolicznie) i na takim ry­
sunku bezbłędnie wskazać newralgiczne miejsce. Tak i Jacek
Sempoliński potrafi, a może nawet musi, wyrazić w obrazie
swoje ekstremalne nastroje.
Czaszka to nie tylko Golgota i symbol Męki Pańskiej. To
także naczynie skrywające mózg, jego różnorakie funkcje,
myśli i odczucia.
Nie trzeba być Komnatą - aby w nas straszyło Lub nawiedzonym Domem Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome Ileż bezpieczniej - o Północy
Ujrzeć Upiora przed sobą Niż spojrzeć w twarz własnym - wewnętrznym Pustkom i Chłodom.
[...]

58

W 1993 roku w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej
odbyła się wystawa prac Sempolińskiego, na której pokazano
m.in. Chleb, Twarze, Czaszki, Ukrzyżowania. Były tam kom­
pozycje jasne, fioletowo-błękitno-różowe oraz bardzo ciemne
(narzucające wyraźne odczucie symboliki grobu), które wy­
dawały mi się szczególnie przygnębiające i głuche w kolorze;
pozornie bezładnie cięte pędzlem i szpachlą, sprawiały pra­
wie antyestetyczne wrażenie (ale nie był to antyestetyzm pro­
gramowy, artysta bowiem nie uznaje żadnych programów).
Widziałam je w nikłym blasku słabo oświetlonych sal
i odbierałam jako czarne lub ciemnobrązowe. Dziś wiem, że
Jacek nie lubi brązów i nie używa w ogóle czarnej farby,
którą zastępuje mieszanką błękitu paryskiego z czerwienią,
co stwarza złudzenie głębokiej, smolistej czerni (a przy in­
nych proporcjach także fioletu). Wszelako, nie były to obra­
zy pociągające łatwo akceptowalną harmonią. Sempoliński
nie znosi malarstwa ułatwionego, uładzonego, efektownego,
pożądanego w odbiorze. Nie lubi też słowa odbiorca, bowiem
nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom szerokiej publiczno­
ści. Ale przecież tworząc dla siebie, czyni to też dla innych
(a dużo wystawia). Powiada zatem, że po prostu „nadaje
rzecz"; wysyła swoje przesłanie, a inni niech się martwią
0 własne przeżycie dzieła. W latach stanu wojennego,
1 później, pokazywał szczególnie znaczące i dramatyczne
prace na nieformalnych wystawach kościelnych, m.in. na
ekspozycji Niebo nowe i ziemia nowa? przy ulicy Żytniej
w Warszawie.
Obrazy Sempolińskiego są trudne w odbiorze; łączą nasi­
lony wyraz z mentalnie konstruowaną formą (bo ich swoisty
lad jest jednak ładem intelektualnym). Czasem wydają się
„fizycznie" wciśnięte, wtłoczone w głąb płótna (tak widzi je
np. znakomity grafik Jarek Lustych). Ich kolor rzadko cieszy,
częściej przywołuje myśl o stanach bliskich depresji. Dzieła
te niczym nie epatują współczesnego filistra, być może
odrzucają go nawet. Dziś, kiedy „pospolitość skrzeczy",
a współczesne, „konsumpcyjne" życie jest w wielu przeja­
wach śmietnikiem wartości, obrazy Jacka nie znajdą pokla­
sku tłumów ani popularności. Żaden nowobogacki nie spoj­
rzy nawet na nie, ani nie kupi w prezencie dla żony, no, chy­
ba że przez snobizm, bo to w końcu profesor ASP w stołecz­
nym mieście Warszawie. Jego płócien ani rysunków nie po­
wieszą w swoich domach ci, którzy szukają łatwej przyjem­
ności, ozdoby lub przytulności, owej przysłowiowej
Gemutlichkeit, która zdominowała malarstwo biedermeieru,
a potem przez długie dziesięciolecia kształtowała smak i gu­
sta szerokiej publiczności z XIX, a nawet XX wieku.
Sempoliński obraca się w kręgu sacrum, rezygnuje świa­
domie z wielu rzeczy (np. prasy czy telewizji), często towa­
rzyszy mu cierpienie i wewnętrzne rozdarcie. Wszelako byt
duchowy splata się organicznie z rytmem życia biologiczne­
go, które narzuca swoje wymogi. Trzeba jeść, ubierać się,
spać i gdzieś mieszkać. Jacek wcale nie jest anachoretą, mi­
mo że mówi, iż chętnie żyłby w odludnym miejscu na Półno­
cy, gdyby był w zgodzie ze sobą. Ceni sobie jednak powsze­
dnie uroki życia, codzienne wygody, smaczne jedzenie (lubi
budyń), dobre mieszkanie i dobre zdrowie, spokojny sen
i wakacje w uroczych miejscach (Męćmierz, Nieborów). Je­
den z jego mądrych przyjaciół powiada, że jest to nieodzow­
ny wentyl bezpieczeństwa, by nie zatracić się zupełnie.
Ludzie różnie rozdzielają sacrum i profanum. Nieraz

�przybiera to formy groteskowe czy wręcz humorystyczne.
Pewni właściciele domu i „praktycznie" utrzymanego ogrodu
w najpiękniejszym polskim miasteczku, walczyli z wiewiór­
kami, które zjadały im orzechy laskowe. Inni ludzie byliby
szczęśliwi, że urocze zwierzęta igrają po ich posiadłości. Ale
nie oni. Wytrzymali tę grozę dwa lata, po czym ścięli leszczy­
nowe drzewko, albowiem nie mogli znieść tego, że ktoś
odbiera im i c h w ł a s n o ś ć .
W czerwcu 1998 roku odwiedziłam Jacka w jego pracow­
ni. Zobaczyłam nowe, zachwycające obrazy malowane
w czasie ostatniego półrocza (niektóre z maja). Ostatnio wi­
działam też najnowsze rysunki i pastele, niektóre gęste, za­
wiesiste, intensywnie kolorowe, inne oszczędne, ascetyczne,
złożone z dwóch-trzech kresek, i tym bardziej poruszające,
że „mniej może znaczyć więcej". I nie są to szkice przygoto­
wawcze do płócien, ale dzieła samoistne, z których każde sta­
nowi obraz, с a ł у obraz.
Oleje malowane na płótnie i papierze są też nasycone ko­
lorem. Sempoliński tworzy Ukrzyżowania i Czaszki bez do­
słownej wierności przekazowi ikonograficznemu (w pracow­
ni ma czaszkę człowieka zabitego w czasie I wojny świato­
wej, z otworem po kuli). Czasem biały grunt płótna służy mu
za tło, na którym kładzie swoje wektory - splątane, wielokie­
runkowe impasty. Używa oranżu i zimnych głębokich czer­
wieni, mieszanych niekiedy z błękitem paryskim. Są to obra­
zy piękne i pełne osobliwie żarliwego wyrazu (a Sempoliński
bardzo poważnie traktuje kategorię piękna). Od wielu lat pre­
feruje formaty pionowe, i - jak mówi - uważa to za wtórny
racjonalizm. Niegdyś był po stronie „poziomów", ulubionych
przez szkołę paryską (układ horyzontalny jest wszak natural­
ną harmonią natury), ale wiele lat temu odmienił to na rzecz
„pionu", który ma więcej napięcia dynamicznego na osi dół góra.

wsze „osobny", wierny swoim imperatywom i zamiłowa­
niom.
Rok 1999 przyniósł Sempolińskiemu niezwykły przypływ
energii. Powrócił jakby do lat młodości, a melancholia gdzieś
uleciała. W jego twórczości pojawiły się nagle nowe tematy
i treści. Teraz maluje i rysuje udramatyzowane autoportrety
oraz półabstrakcyjne studia nagiego ciała z motywami fallicznymi. Kilka takich prac pokazał w czerwcu w galerii Oeff
(obecnie Teatr Akademia) przy ulicy Targowej 80 w
Warszawie, m.in. Autoportret (Adam?), Autoportret (Ła­
zarz?) i Corpus eroticus - przekaz intymnej cielesności, która
wiąże się z poczuciem grzechu, a ukazana została bez cienia
trywialności. Podobne prace wysłał też do Orońska, na eks­
pozycję pt. „Walka w człowieku". Na koniec wieku Jacek po­
kazał te nowe obrazy i rysunki na zorganizowanej w Warsza­
wie wystawie Sąd Ostateczny.

Jeden z obrazów jest „podwójny"; narodził się powtórnie
po osiemnastoletniej przerwie. W 1980 roku Sempoliński na­
malował błękitny nokturn Bielany nocą, ale zabrakło mu tych
ostatnich, najważniejszych dwóch minut, żeby obraz „za­
mknąć". W maju 1998 roku namalował na nim Czaszkę „opi­
saną" oranżem, żółcią, czerwienią, czernią i bielą.
Ten ogląd „domowej wystawy" Jacka potwierdził mi to,
o czym często myślałam - że ślad jego ręki jest niepowtarzal­
ny i łatwo rozpoznawalny. Nie sposób pomylić go z kimś in­
nym. Jest on nadto artystą niezależnym, który nie ulega do­
raźnym celom i nie kłania się okolicznościom, stroni od mod­
nych programów i nowinek awangardowych. Był i jest za­

Ten esej - który powstał z potrzeby serca - pragnę po­
święcić pamięci mojego męża Zbigniewa Lutego, zmarłego
29 kwietnia 1997 roku, wielce utalentowanego inżyniera,
człowieka nieposzlakowanej prawości, szczodrze obdarzone­
go wszystkimi kwadrantami, szczególnie zaś kwadrantem
uczuć i duchowej intuicji. Zbyszek przez całe życie z przeni­
kliwą wyobraźnią konstruował silniki wielkich mocy, a rów­
nocześnie żywo interesował się sztuką. Odwiedzał muzea na
dwóch kontynentach, przyjaźnił się z artystami, kochał, rozu­
miał i podziwiał malarstwo.

O Sempolińskim można by napisać dużą księgę. W tym
miejscu nie dało się już powiedzieć nic więcej, a przecież po­
zostają jeszcze inne sprawy: Arsenał, wczesna twórczość,
martwe natury, umiłowanie i znawstwo muzyki, zaangażowa­
nie ideowe w najtrudniejszych latach (w latach 80. nazwano
go w prasie „cynicznym graczem politycznym"). Ale i tak
wiadomo, że we wszystkim, co czyni, pozostawia duchowy
ślad swojej osobowości.
W 1920 roku na wystawie zbiorowej Edwarda Okunia
w warszawskiej Zachęcie pokazano obraz Cztery struny
skrzypiec. Dzieło to było oprawione w oryginalną ramę (a dla
tego artysty ramy były zawsze znaczące). Widniał na niej na­
pis: Vivitur Ingenio Caetera Mortis Erunt, co w tłumaczeniu
Aleksandra Kraushara brzmi: Żyjmy duchem, albowiem wszy­
stko inne należy do śmierci}
0

On bardzo lubił i cenił Jacka Sempolińskiego.

PRZYPISY
1

E . Dickinson, 100 wierszy, wybór, przekład i wstęp S. Barańczak,
Kraków 1990; zob. też: E . Dickinson, Drugie 100 wierszy, wybór, prze­
kład, wstęp i opracowanie S. Barańczak, Kraków 1995
Obie te książki ukazały się w języku polskim pod tytułami: Rozmo­
wy o śmierci i umieraniu, przełożyła I. Doleżal-Nowicka, Warszawa
1979 i Życiodajna śmierć, przełożyła E . Stahre-Godycka, Poznań 1996
Zniechęcenie, melancholia, odczyt wygłoszony w maju 1998 r.
w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski (w ramach cyklu
odczytów „Moja historia sztuki"), publ. w: „Pokaz", 1998 nr 24, s. 1-5
J. Cassou, Georges Pillement [i inni], Encyklopedia Symbolizmu,
przekład, opracowanie i przypisy J. Guze, Warszawa 1992, s. 102
Teksty te ukazywały się drukiem kolejno w: „Przegląd Kultural­
ny", 1958 nr 43, s. 10; „Miesięcznik Literacki", 1969 nr 4, s. 56-61; Ka­
talogi wystaw indywidualnych J. Sempolińskiego w Białymstoku, ZPAP
Okręgu Warszawskiego, 1976, w Warszawie, ZPAP, Dom Artysty Plasty­
2

3

4

5

ka, 1978, w Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, 1993, w galerii Kor­
degarda w Warszawie, 1995; Przestrzeń i literatura, Wrocław 1978,
s. 33^t4; „Sztuka", 1979 nr 3, s. 13-18; „Znak", 1987, nr 6, s. 39^t5;
„Znak", 1993 nr 11, s. 68-79; „Tygodnik Powszechny", 1995 nr 48, s. 9
C. Miłosz, Piesek przydrożny, Kraków 1998, s. 18 (Na miejscu
Stwórcy).
A. Kijowski, Dziennik 1955-1969, wybór i opracowanie tekstu
K. Kijowska i J. Błoński, Kraków 1998, s. 315
H.F. Amiel, Z pamiętnika, tłumaczyła A. Kordzikowska, Warszawa
1901, s. 56. Zob. też: M. Biernacka, Ogród świata. Włoskie pejzaże
Edwarda Okunia, rozdział II przygotowywanej pracy o E . Okuniu, mpis
u autorki.
Jacek Sempoliński, Malarstwo, katalog wystawy, Warszawa, luty
1971, Zachęta.
M. Biernacka, op. cit.
6

7

8

9

10

59

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11252" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11230">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5179e66a3fd0a640f8fb71e88bae1b70.pdf</src>
        <authentication>132d54b7501de1fc86caf22eff6b0771</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134059">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2797</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134060">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134061">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2605</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134062">
                <text>His Master's Voice ? O muzyce u Steinera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134063">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.23-36</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134064">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134065">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134066">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134067">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134068">
                <text>His Master's Voice ?
O muzyce u Steinera
Dariusz Czaja
1. Rzeczywista obecność muzyki
„Tylko na terenie muzyki nie jesteśmy jeszcze ludźmi
o naukowo-historycznym nastawieniu, żyjemy jeszcze
przy Palestrinie: dowód na to. że tu rzeczywiście jeste­
śmy ż y w i " .
Friedrich Nietzsche, Fragmenty 1869-1875

Mylą się, moim zdaniem, ci, którzy sądzą, że nieskrywana
prowokacyjność, bluźnierczość wobec dominujących obecnie
nurtów intelektualnych, ba: profetyczna wywrotowość Rze­
czywistych obecności mieści się tylko i wyłącznie w kilku za­
sadniczych i wyłożonych przez Steinera expressis verbis te­
zach i stwierdzeniach rozwijających myśl przewodnią książ­
ki („pragniemy odejść od bezpośredniego spotkania z 'rze­
czywistą obecnością'"); słowem, w tym, co - ujmując najo­
gólniej - mówi on o nędznej kondycji współczesnej humani­
styki i szansach przezwyciężenia tego stanu rzeczy. Nie jest
przecież tak, by nikt z nas wcześniej nie zauważył, bądź też
boleśnie na sobie nie doświadczył grozy albo groteski (w za­
leżności od punktu widzenia) lawinowego przyrostu drugo­
rzędnych tekstów o innych tekstach, formowania się na na­
szych oczach, a i przy naszej nieraz pomocy, humanistycznej
krainy wtórności i lustrzanych odbić, poza którymi nie widać
już rzeczywistości; nie jest też tak, by dopiero Steiner podjął
frontalną polemikę (bez względu na to, w jakim stopniu za­
sadną) z wierzeniami i praktyką dekonstrukcjonistów, by nikt
dotąd nie zastanawiał się nad możliwością negatywnych kon­
sekwencji dekonstruktywistycznej lektury; nie jest też chyba
tak, by dopiero Steiner, przywracając blask zaśniedziałemu
refrenowi: Zu den Sachen selbst, uświadomił nam koniecz­
ność i owocność żywego spotkania z dziełem i błyskotliwie
(bo inaczej nie umie) uzasadnił wyższość postawy kontemplatywnej nad chorym i doprowadzonym do granic bólu po­
znawczym i kulturowym aktywizmem.
W stwierdzeniu, że diagnoza chorób współczesności nie
jest tym, co u Steinera najbardziej rewolucyjne, nie idzie mi
też, naturalnie, o to, że przekład polski spóźniony jest w sto­
sunku do oryginału o lat osiem i że tezy Steinera zdążyły się
już uleżeć. Jego książka, tak niedzisiejsza, tak wyraźnie
i ostentacyjnie nieomal demode, na swój sposób wciąż draż­
ni, a przynajmniej niepokoi i intryguje. W dalszym ciągu,
choć krytyczne ostrze nieco może stępiało, ma w sobie moc
budzenia z myślowego letargu, zaprasza, czy lepiej: wzywa
(o ile nie: stawia wręcz pod ścianą) do przemyślenia najzu­
pełniej elementarnych kwestii dotyczących nie tylko, by tak
rzec, fizyki kultury, a więc tego, co jest chlebem powszednim
humanistyki, ale także jej metafizyki, duchowego wymiaru
dzieła sztuki. I w tym jej, nie rozmijająca się z czasem obe­
cnym i nie stygnąca wciąż, siła.
Mówiąc o wywrotowym charakterze książki miałem na
myśli przede wszystkim liczne, rozsiane w różnych miej­

scach steinerowskiej narracji: zdania, frazy, aforyzmy, stwier­
dzenia, opinie, przekonania, domniemania, napomknienia,
aluzje, cytaty, kryptocytaty, pytania, wątpliwości, przeczucia
i wyznania, które za przedmiot mają muzykę. Nie chodzi,
rzecz jasna, o to, że Steiner rzuca od czasu do czasu efektow­
ne i stąd, zwracające uwagę, myśli na temat muzyki, że chwa­
li się, rzeczywiście niezwyczajną, jak na kogoś, kto nie zaj­
muje się profesjonalnie tą dziedziną, muzykologiczną erudy­
cją. Rzecz w tym, że nie są to poglądy luźno winkrustowane
w tekst na zasadzie kompozycyjnego przerywnika, przeciw­
nie: Rzeczywiste obecności muzyką oddychają, całe są muzy­
ką przeniknięte. Wszędzie tam, gdzie mowa o muzyce, eks­
presyjna i tak proza Steinera, pulsuje jeszcze bardziej, roz­
ognia się i żarzy. Nie ma wątpliwości: to w tych właśnie miej­
scach ukryty jest dynamit.
Muzyka, twierdzę, jest nie tylko zaskakującym punktem
wyjścia tych rozważań, ale, kto wie, czy nie jeszcze bardziej
nieoczekiwanym punktem dojścia. Przesadzam? Dowód,
czarno na białym, jest już na stronie dziewiątej: „Wierzę, że
muzyka jest niezmiernie ważna dla zrozumienia tego, czym
jest człowiek, oraz tego, co oznacza ludzkie doświadczenie
metafizyczne lub odrzucenie tego doświadczenia. Nasza
zdolność komponowania i reagowania na formę i sens mu­
zyczny odwołuje się bezpośrednio do tajemnicy kondycji
ludzkiej. Pytanie 'czym jest muzyka?' może być jednym ze
sposobów na zadanie pytania 'czym jest człowiek?'" Czy nie
jest wywrotowa i jawnie prowokacyjna, ta stanowcza dekla­
racja „konfesyjnej" przynależności? Czy rzeczywiście, zasu­
gerowana tu z taką prostotą, tak otwarcie i całkowicie serio
wymienność, równoważność wspomnianych pytań, nie
sprzeciwia się - wyjąwszy nielicznych - najbardziej po­
wszechnym i dominującym dzisiaj tezom antropologii filozo­
ficznej? Czy nie jest jakimś gwałtem na zdrowym rozsądku,
nie wytrąca ratio z uporządkowanych mniemań na swój te­
mat? Czy nie wprowadza do oswojonych już gatunkowych
określeń (homo sapiens, homo faber itp) parametru jakby
z zupełnie innego porządku i to wyraźnie nie d propos: bo ni­
by dlaczego, zorganizowana melodycznie, rytmicznie i har­
monicznie sekwencja dźwięków miałaby być kluczem do za­
gadki człowieka, dlaczego sztuka kontrapunktu raczej a nie
umiejętność konstruowania siekierki?
1

Czy zresztą już sama intensywna obecność muzyki w tej
opowieści, która - przypomnijmy - o przygodach słowa
w dużej mierze traktuje, muzyki pojawiającej się tu w wielu
rejestrach, w różnych planach i odniesieniach, nie jest sygna­
łem o pójściu jawnie pod prąd branżowych przyzwyczajeń?
Bo zważmy: oto filolog, miłośnik logosu, a więc ten, który
podąża za słowem, który słowu z czułością przygląda się,
w swoich próbach opisania i zrozumienia nie prostych prze­
cież relacji między słowem i światem, nieustannie do muzy­
ki sięga, na muzykę się powołuje, muzykę czyni ośrodkiem

23

�cc
AD

Zł
Pi

ON
Mich;
R
Pawe
T
Dariu
h
***
Miro

С
Heid

1
Phili

3
J A
Alei

***
Toir
Osk
Bor
T i

(c&lt;
Wii
Robert Fludd, The Temple of Music

Da
Wi
**
Jai
Je;
Ja

Hi
В
В
s

swoich rozważań. Przesada? Dowód obecny jest na kolejnych
stronach: „Sednem tego eseju jest pytanie, czy można powie­
dzieć (lub napisać) cokolwiek znaczącego na temat muzyki"[RO,19]. Dwumian „słowo - świat", jak gdyby sam w so­
bie nie dość tajemniczy, zostaje uzupełniony o element je­
szcze bardziej w swej naturze niepochwytny i niezgłębialny:
muzykę. Po trajektoriach wyznaczonych przez wierzchołki
tego trójkąta będą się toczyć rozważania Steinera. Widać przy
tym wyraźnie, że pytanie o to, czym jest muzyka, jak istnie­
je, jaką prawdę o sobie i o nas odsłania, nie jest dla niego py­
taniem lokalnym, do rozwiązania na przykład przez muzyko­
logów. Stawia on sprawę na ostrzu noża: pytanie o status
ontologiczny muzyki, o jej sens, o to, jak ona znaczy jest py­
taniem dla humanisty fundamentalnym. To pytanie pytań.
Rozważania Steinera, choć tak dzisiaj osobne i osobliwe,
nie pojawiają się przecież w intelektualnej próżni. Zanim
przyjrzymy się bliżej kilku kontekstom myślowym, w które
intencjonalnie wchodzi jego filozofia muzyki (ale też i takim,
w które wplątuje się bezwiednie), krótkie przypomnienie.
Pra-sformułowanie steinerowskiego pojmowania muzyki
obecne jest już w jednym z rozdziałów W zamku Sinobrode­
go, książki opublikowanej prawie dwadzieścia lat przed Rze­
czywistymi obecnościami. Tutaj, w wykładach zawierających
- jak głosi podtytuł - „kilka uwag w kwestii przedefilowa­
nia kultury", do głosu dochodzi przede wszystkim nuta kry­
tyczna. Steiner konstatuje pojawienie się w kulturze współ­
czesnej zjawiska bez precedensu: nowej sfery dźwięku o za­
24

sięgu globalnym: „Trio walące we mnie przez ścianę w zimo­
wą noc na północnym wschodzie Stanów Zjednoczonych naj­
prawdopodobniej rozbrzmiewa w tej samej chwili w sali ta­
necznej w Bogocie , wydobywa się z tranzystora w Narwiku,
z gramofonu w Kijowie i gitary elektrycznej w Bengazi".
Pomijając to, że odbiornik w USA dawał o niebo lepszą ja­
kość niż gramofon w Kijowie, zasadniczo Steiner ma rację:
przestrzeń dźwiękowa współczesnego społeczeństwa przypo­
mina gigantyczne pudło rezonansowe. Fale muzaku dopadają
nas wszędzie: w domu, w kinie, w supermarkecie, w windzie.
Urządzenia rejestrujące dźwięk, z jednej strony, są błogosła­
wieństwem: możemy już na wzór biblioteki tworzyć własne
kolekcje nagrań; z drugiej, nietrudno wyobrazić sobie sytua­
cję, w której Pasja Mateuszowa słuchana jest jako tło do
sprzątania, czy jeszcze gorzej: jako muzyka do kotleta. Infla­
cja dźwięku nie pozostaje bez wpływu na osłabienie, o ile
nie: całkowite stępienie wrażliwości estetycznej. By dopełnić
obrazu muzycznego znijaczenia, na boku rzuca jeszcze Stei­
ner parę złośliwości na temat prymitywizmu rocka i muzyki
pop - to figura niemal obowiązkowa u muzycznych konese­
rów - które to gatunki zostają wrzucone, zupełnie zresztą nie­
rozumnie, do jednego worka.
2

3

Nie w tym jednak rzecz. Ważniejsze jest inne spostrzeże­
nie: oto, odwrotnie proporcjonalnie do obecności muzyki ota­
czającej nas na co dzień, zmniejsza się jej rola w naszym ży­
ciu. Masowe chodzenie na koncerty niczego tu nie zmienia.
Wręcz przeciwnie. Przypominają się tu przenikliwe uwagi

�Theodora Adorno (1939 rok!) o niezauważalnej niemal a ma­
jącej istotne konsekwencje kulturowe, podmianie wartości
estetycznych na wartości użytkowe, zjawisku nieuchronnym
w świecie rządzonym przez wielką liczbę. Demokratyzacja
dostępu do sztuki zbiera gorzkie żniwa. To, co ledwie zasu­
gerował Steiner, wypowiedział już wprost i otwarcie austriac­
ki muzyk i dyrygent, Nicolaus Harnoncourt: „Od czasów śre­
dniowiecza aż do rewolucji francuskiej muzyka była jednym
z filarów naszej kultury i naszego życia. Jej
z n a j o m o ś ć była częścią wykształcenia ogólnego. Dzisiaj
muzyka stała się jedynie ornamentem pozwalającym zapełnić
puste wieczory wizytami w operze czy w filharmonii, przy­
strajającym oficjalne uroczystości, czy też - przy wydatnej
pomocy radia - wypierającym i ożywiającym ciszę domowej
samotności. Stąd bierze się ów paradoks, że wokół roz­
brzmiewa zdecydowanie więcej muzyki niż kiedyś (otacza
nas prawie bez przerwy), ale nie ma ona dla naszego życia
żadnego znaczenia, pozostaje tylko 'miłą ozdóbką'".

najważniejszych sporów prowadzonych w tej ulotnej materii.
Zauważmy przy tym, że uchwycenie związku słowa i dźwię­
ku, w słowie jedynie może zostać przekazane. Inaczej
mówiąc: musi zostać w y s ł o w i o n e . Natura owego związku
musi zostać nazwana i o p o w i e d z i a n a . Wspominam o tej
trywialnej okoliczności dlatego, by podkreślić, że rozważania
poniższe w najmniejszym stopniu nie pretendują - za wyso­
kie progi! - do tego, by uchodzić za muzykologiczne stu­
dium. Chodzi mi o rzecz znacznie skromniejszą. Skupiam się
jedynie na narracji Steinera, po to, by śledząc jej rozmaite ję­
zykowe (a więc i myślowe) uwikłania, dojść do rekonstrukcji
źródeł i kształtu steinerowskiego m i t u muzyki. By uczynić
zadość metodologicznym rygorom, jeszcze jedna uwaga: po­
jęcie mitu rozumiem tu najprościej jak można, niemal etymo­
logicznie (słowo, opowieść), ale też, co warte zaznaczenia,
w przeciwieństwie do publicystycznych jego wykładni (mit
jako fałsz), umieszczam blisko ujęć znanych z klasyki feno­
menologii religii (mit jako święta opowieść).

Dlatego też tak mocno brzmią w tych prolegomenach do
rozwijanej po latach filozofii muzyki, uwagi o esencjalnym
związku muzyki z prawdą. „Ani ontologia, ani estetyka nie
przedstawiły w sposób klarowny i satysfakcjonujący tych
związków. Jednak my natychmiast je wyczuwamy. (...) Mu­
zyka może być samochwalcza, może być sentymentalna, mo­
że uwalniać struktury okrucieństwa, ale nie kłamie. (Czy
można znaleźć kłamstwo u Mozarta?) To tu pokrewieństwo
muzyki i potrzeba uczucia, które niegdyś miało charakter re­
ligijny, może przebiegać na najwyższym poziomie"[WzS,
138]. Wobec wciąż ogromniejącego nadmiaru słów, wobec
iluzji, które język często z siebie wysnuwa, wobec bełkotu
i kłamstwa słowa publicznego (te oskarżenia wobec języka,
w Rzeczywistych obecnościach osiągną już rozmiary ele­
phantiasis), muzyka jest/może być enklawą wolności i praw­
dy. Znaczące jest to przesunięcie w zwyczajowej hierarchii li­
teratury i muzyki: dla wielu z nas, zauważa Steiner, „pewne
utwory muzyki raczej niż literatury są talizmanami porządku
i ufności"[WzS, 137]. Już w tej książce zarysowany został
wyraźnie kierunek steinerowskiego myślenia o muzyce i pro­
jekt przywrócenia jej ważnego miejsca w kulturze. Tak, musique avant toute chose...

Podkreślając permanentną ułomność języka w zetknięciu
z muzyką, znajduje jednak Steiner w ciemnościach okołomuzycznej logorei „płomyki dyskursywnej iluminacji"[RO, 20].
Niech kilka z nich rozbłyśnie i dla nas. Ale wcześniej naszki­
cujmy filozoficzne tło.
Jeszcze w Krytyce władzy sądzenia, dziele emblematycznym dla myśli późnego oświecenia, muzyka nie ma najlep­
szych notowań. Widać tu wyraźnie wahanie i niezdecydowa­
nie Kanta, co do tego gdzie umieścić muzykę. Z jednej stro­
ny, przyjmując kryterium racjonalne, muzyka zajmie w za­
proponowanym przezeń hierarchicznym podziale sztuk miej­
sce trzecie, ostatnie: po poezji i sztukach plastycznych. Z dru­
giej, zbyt wyraźnie dostrzega on, że jeśli wziąć pod uwagę
kryterium oddziaływania na odbiorcę, to muzyka dorównuje
niemal poezji. To, co w pierwszym przypadku było jej słabo­
ścią, tutaj jest jej siłą: „Bo jakkolwiek przemawia ona za po­
mocą samych tylko czuć (bez pojęć), a tym samym nie pozo­
stawia, jak poezja, niczego, co należałoby przemyśleć, to
przecież wzrusza ona umysł w sposób bardziej różnorodny,
a chociaż tylko przemijająco, to jednak głębiej. Jest ona oczy­
wiście więcej rozkoszowaniem się niż kulturą (bieg myśli, ja­
ki mimochodem zostaje przy tym pobudzony, jest tylko wy­
nikiem jakiejś jakby mechanicznej asocjacji) i ma zgodnie
z sądem Jaki wydaje o niej rozum, mniejszą wartość niż każ­
da inna ze sztuk pięknych". Muzyka będąc mową afektów
przekazuje słuchaczom idee estetyczne. Prowadzi od „czuć"
w stronę nieokreślonych idei, te zaś - w przeciwieństwie do
sztuk plastycznych - są jedynie przemijające. Pomimo pew­
nych koncesji na rzecz wpływu muzyki na słuchacza, w ra­
cjonalnym systemie Kanta, zajmuje ona miejsce poślednie.
Z natury swojej, nigdy nie sięgnie jasności i precyzji pojęć.
Jest też wyraźny w tej koncepcji element defensywny. Kant
jakby się obawiał, że nie podpadająca pod wymagania rozu­
mu muzyka (przypomnijmy: to raczej rozkoszowanie się niż
kultura), wywrócić może tak mozolnie budowany przez my­
ślicieli Wieku Świateł porządek rozumu i ład moralny.

4

5

6

2. „Płomyki dyskursywnej iluminacji"
„W ubiegłym wieku Schopenhauer i Nietzsche najlepiej
potrafili mówić o miłości i muzyce. A przecież obaj
uczęszczali jedynie do burdeli, co zaś do muzyki, to
pierwszy przepadał za Rossinim, a drugi za Bizetem".
Emil Cioran, Wyznania i anatemy

A zatem: czy można powiedzieć/napisać cokolwiek zna­
czącego o muzyce? To pytanie dotyczące bezpośrednio moż­
liwości i granic dyskursu muzyko-logicznego, wywołuje
równocześnie także i inną, bardziej może podstawową kwe­
stię: jaka relacja zachodzi między słowem a muzyką rozu­
mianą jako swego rodzaju język? Pytania i propozycje Stei­
nera wpisują się w, prowadzoną przynajmniej od czasu po­
jawienia się estetyki Kanta - by nie sięgać dalej niż wiek
XVIII - i odżywającą później z różną intensywnością, filozo­
ficzną dysputę na temat muzyki. Głos Steinera jest cząstką te­
go polilogu. W jego uwagach słychać echa, pogłosy i odbicia

To ciekawe: co dla Kanta było ułomnością muzyki, dla ro­
mantyków niemieckich stanie się jej tytułem do chwały. To
właśnie nieokreśloność muzyki, jej pozapojęciowość pozwa­
la znacznie głębiej i bardziej bezpośrednio wnikać w struktu­
ry rzeczywistości, które pozostają niedostępne dla operujące­
go siatką pojęciową rozumu. Im bardziej muzyka oddala się
25

�с
г
р

ON
Micr
1
Pawi
i

Dari
i
***
Min
Hei(
Phil

JA
Ale
**•
Tor
Osi
Bo

*T

(c
w
Di
W

Ja
Je
J;
H

od słowa, tym bardziej zy­
w stan bliski nirwany. Wre­
skuje na znaczeniu. Słabo
szcie: muzyka jako analge­
rozpoznana przez Kanta,
tyk.
niedowartościowana „mo­
W genialnych uwagach
wa afektów", wraca do
pomieszczonych w Stadiach
łask. Romantycy ujawnili
erotyki bezpośredniej, Kier­
wyjątkowo dobitnie jak ar­
kegaard sprzeciwia się pod
bitralne było posługiwanie
pewnymi względami i wy­
się w ocenie wartości mu­
wodom Kanta i przekona­
zyki przede wszystkim kry­
niom romantyków. Zacznij­
terium językowym, słow­
my od tych ostatnich. Pole­
nym, pojęciowym. Przyję­
mizuje Kierkegaard bardzo
cie takiej miary zapoznaje
mocno z tezą jakoby muzyka
to, co w muzyce najważ­
była medium doskonalszym
niejsze: że jeśli jest języ­
niż język. Owszem, łączy je
kiem, jeśli coś komunikuje,
to, że obydwa te środki wyra­
jeśli niesie w sobie jakiś
zu zwracają się do ucha. To,
przekaz, to czyni to zupeł­
między innymi, pozwala
nie inaczej niż język dysuznać, że w pewnym sensie
kursywny. W tym właśnie
muzyka jest językiem. Prócz
niepojęciowym „języku"
tego, język przebiega w cza­
człowiek może wypowie­
sie. I tylko muzyka, w przeci­
dzieć najwłaściwiej. I je­
wieństwie do innych sztuk,
szcze jedno ważne spo­
rozwija się w czasie. Bliższy
strzeżenie: muzyka to nie
wgląd pokazuje jednak, że
tylko pierwotna mowa
muzyka nie może być mową:
uczuć, środek wyrażania
jest jej stadium wcześniej­
Robert Fludd, The Macrocosm and Human Being
naszych najgłębszych emo­
szym i późniejszym, ale nie
cji, to także wyjątkowo po­
jest nią samą. Zawsze: albo
ręczne -jedyne! - narzędzie dotarcia do rzeczywistości du­
jeszcze nie jest mową (jak w nieartykułowanych okrzykach),
chowej. Muzyka jest tedy rzeczywistością ludzką i niebiań­
albo już nią nie jest (jak to się dzieje wtedy, gdy w mowie po­
ską. Harmonijną syntezą przeciwieństw. Pisał Wilhelm Wacetyckiej brzmienie, „muzyczność" frazy usamodzielnia się).
kenroder: muzyka „odmalowuje człowiecze uczucia w spo­
Tak więc muzyka ogranicza mowę ze wszystkich stron. „Te­
sób nadludzki (...), bowiem przemawia językiem, którego nie
raz staje się zrozumiałe, jak mogło powstać nieporozumienie,
rozpoznajemy w życiu codziennym, którego pochodzenie
że muzyka jest medium bogatszym od języka. Kiedy mowa
i sposób, w jaki go opanowaliśmy, są nam nieznane, i który
ustaje i muzyka się zaczyna, kiedy - jak mówią - wszystko
możemy jedynie nazwać językiem aniołów". To właśnie
w muzykę się przemienia, jest to dowodem ruchu wsteczne­
w pełnym genialnych intuicji, choć dość nierównym, dziele
go, nie postępowego.Stąd to (ci, co na muzyce się rozumieją,
Wackenrodera, znajdziemy większość z motywów przetwa­
też mi tu rację przyznają) nigdy nie byłem stronnikiem wysu­
rzanych później - w pismach Tiecka. E.T.A Hoffmana, Novablimowanej muzyki, która roi sobie, że może się bez słów
lisa, Schlegla, Schellinga, Hegla.... - przez myśl romantycz­
obejść. Mniema ona zwykle, że jest wyżej postawiona niż
ną. Przede wszystkim przekonanie o sakralnym charakterze
słowo, gdy w istocie stoi niżej"." Muzyka zdolna jest wyra­
muzyki. Muzyka ma wyższość nad językiem, bo wychodzi
zić tylko to, co bezpośrednie w swej bezpośredniości, język
poza jego ograniczenia, dociera bez trudu i bezpośrednio tam,
zaś jest refleksyjny, toteż nie jest w stanie jej słowem uchwy­
gdzie język napotyka na opór. Jest mową całkowicie uwolnio­
cić. Ale fakt ten, który mógłby uchodzić za ubóstwo języka,
ną od związków z materią: „Żadna inna ze sztuk nie posiada
paradoksalnie świadczy o jego bogactwie. Bowiem to, co
elementarnego tworzywa, które samo z siebie byłoby już tak
bezpośrednie, jest z natury nieokreślone, a jeśli jest czymś,
brzemienne niebiańskim duchem jak muzyka...". I jeszcze
czego określić nie można, to tym samym nie może pretendo­
jeden fragment, poświadczający nieporównywalną z innymi
wać do wyższości. Dla Kierkegaarda, jedynym przedmiotem
sztukami siłę muzycznego oddziaływania; to niemal prefigumuzyki, rzeczywistością, do wyrażania której została ona po­
racja pewnego ważnego wątku obecnego u Steinera: „Zamy­
wołana, jest szczególny typ bezpośredniości: „duchowo jest
kam oczy na wszystkie wojny toczące się w świecie i usu­
ona tak określona, że znajduje się poza duchem, a więc zara­
wam się w ciszę muzyki, jakbym zatapiał się w wierze.
zem poza językiem"." Absolutnym przedmiotem muzyki jest
Wszelkie zmartwienia i smutki rozpływają się wtedy w mo­
„genialność zmysłów", której idealnym upostaciowaniem jest
rzu dźwięków, zapominamy o ludzkiej wrzawie i nie przypra­
Don Giovanni z opery Mozarta.
wia nas o zawrót głowy z g i e ł k
tylu
języ­
Mimo, że muzyka jako szczególny , język", ma swój ogra­
k ó w (podkr.DC) czy pomieszanie alfabetów i monstrual­
niczony obszar stosowalności, to jest jednak pewna okolicz­
nych hieroglifów". A zatem: doświadczenie muzyki jako re­
ność - tu Kierkegaard kontestuje Kanta - która sprawia, że
kreacja stanu przed Upadkiem, reaktywacja czasu sprzed po­
muzyka jest pośród innych sztuk najwyższa. „Muzyka nie ma
mieszania języków. Słuchanie muzyki jako wprowadzenie
innego bytu poza chwilą, w której jest wykonywana; jeśli się
7

1

8

9

26

�też dobrze czyta nuty, ma się żywą wyobraźnię, nie da się za­
przeczyć, że muzyka czytana istnieje w sposób nieprawdzi­
wy. Prawdziwie zaś istnieje tylko wtedy, gdy jest wykonywa­
na. Mogłoby się to zdawać niedoskonałością w zestawieniu
z innymi sztukami, których dzieła mają byt trwały, istniejąc
w tym co zmysłowe. Ale tak nie jest. Bo właśnie jest to do­
wód, że muzyka jest sztuką wyższą i bardziej uduchowio­
ną". Mimo że, nie dowiedzieliśmy się dlaczego tak właśnie
jest, dlaczego chwilowość, bezpowrotna ulotność muzyki za­
świadczać ma o jej najwyższej duchowej naturze, to w całym
swoim przewrotnie dialektycznym wywodzie, konserwuje
i wzmacnia Kierkegaard romantyczny pogląd o wyższości
muzyki nad innymi sztukami.
12

13

I chociaż formalistyczna miotła Edwarda Hanslicka roz­
prawiła się dość skutecznie z pewną częścią romantycznej ga­
daniny o muzyce, zwłaszcza z jej napuszonym wielosłowiem
i uczuciową nadczynnością (powtarzam: mam na myśli teksty
0 muzyce, a nie muzykę samą - to nieco inny problem), to za­
sadniczy zrąb romantycznej filozofii muzyki przetrwał
w dziele Schopenhauera i Nietzschego. Obydwaj kontynuują
- mimo że każdy na swój sposób - podstawowe odkrycia
wczesnych romantyków.
Jeśli Steiner wspomina o „płomykach dyskursywnej ilumi­
nacji" pisarstwa muzycznego, to zwłaszcza dzieło Schopen­
hauera dostarcza w tym względzie wymownych przykładów.
Dwa, poświęcone muzyce, rozdziały ze Świata jako woli
1 przedstawienia, to równocześnie: i spójny, logiczny wywód
o naturze muzyki, i namiętna laudacja na jej cześć. W hierar­
chii sztuk, muzyka bezapelacyjnie zajmuje tu miejsce naj­
wyższe: „Jest ona zupełnie inna od pozostałych sztuk. Nie
odkrywamy w niej żadnego naśladownictwa, żadnego po­
wtórzenia idei jakichś istot na świecie; niemniej jest to sztu­
ka tak wielka, tak niezwykle wspaniała, działa tak silnie na
najgłębsze doznania człowieka, zostaje przez duszę tak cał­
kowicie i głęboko zrozumiana jako język zupełnie ogólny,
który wyrazistością przewyższa nawet wyrazistość świata na­
ocznego, że musimy na pewno szukać w niej czegoś więcej
niż exercitum arithmeticae occultum nescientis se numerare
animi, jak o niej mówił Leibniz (...)".
14

Schopenhauer mniej zajmuje się tym jak muzyka oddziaływuje na słuchaczy, bardziej natomiast tym jak ona znaczy,
w jaki sposób komunikuje swój sens, jak przejawia się w niej
funkcja wyrazu. Stara się określić jej bytowy fundament.
Wielkość muzyki leży najpierw w tym, że inaczej niż inne
sztuki, które ukazują idee, czyli - w języku schopenhauerowskiej filozofii - poszczególne szczeble obiektywizacji
woli, przedstawia ona bezpośrednio wolę samą. Objawia za­
tem świat rzeczy samych w sobie, sferę noumenalną. Muzy­
ka wyraża każdorazowo esencję życia, a nie życie samo.
Świat zjawisk i muzyka, to dwie strony tej samej rzeczy.
„Muzyka zatem, rozpatrywana jako wyraz świata, jest języ­
kiem w najwyższym stopniu ogólnym, który nawet do ogól­
ności pojęć odnosi się mniej więcej tak, jak one do poszcze­
gólnych rzeczy. Ogólność jej nie jest jednak w żadnym wy­
padku pustą ogólnością abstrakcji, lecz ogólnością zupełnie
innego rodzaju i wiąże się z określonością". Podejmuje tu
Schopenhauer dwa romantyczne motywy: muzyki jako języ­
ka i muzyki jako ekspresji uczuć. Obydwie kwestie rozwią­
zuje po swojemu.
15

Muzyka jest językiem, ale tylko do pewnego stopnia. Ma

zdolność odsłaniania świata znaczeń, ale czyni to inaczej niż
język. Wykazuje zdecydowaną wyższość wobec języka po­
jęć: „Melodie bowiem, podobnie jak abstrakcyjne pojęcia, są
poniekąd abstraktem rzeczywistości. Ona mianowicie, czyli
świat pojedynczych rzeczy, dostarcza tego, co naoczne,
szczególne, indywidualne, czyli pojedynczych przypadków,
zarówno pojęciom w ich ogólności, jak melodii w jej ogólno­
ści, przy czym jednak obie te ogólności pod pewnym wzglę­
dem przeciwstawiają się sobie, gdyż pojęcia zawierają tylko
formy najpierw z naoczności wyabstrahowane, niejako zdar­
tą z rzeczy zewnętrzną łupinę, czyli są właściwymi abstrakta­
mi, natomiast muzyka daje samo jądro, które poprzedza
wszelki kształt, czyli serce rzeczy". W nazywaniu i dotyka­
niu osnowy świata określony język pojęć, co paradoksalne,
będzie zawsze uboższy w treść, niż nieokreślony język
dźwięków. Język muska ledwie powierzchnię rzeczy. Muzy­
ka, unikając właściwego mu zapośredniczenia, sięga głębiej,
celuje od razu i bezpośrednio w istotę zjawisk, ujawniając ich
ontyczną podstawę. Nic nie budzi takiej abominacji u Scho­
penhauera jak muzyka, która chce współzawodniczyć ze sło­
wem. Właśnie wtedy, gdy stara się ona naśladować „muzycz­
ność" słowa, nadmiernie dostosowywać do słów, traci swoją
uprzywilejowaną pozycję. Na własne życzenie zrzeka się ro­
li, do której jest powołana: wyrażania niewyrażalnego.
16

Jeśli idzie o uczucia, Schopenhauer nie odrzuca w całości
konceptu romantycznego, ale dość istotnie go modyfikuje.
Muzyka nie wyraża już, jak to czasem utrzymywano wcze­
śniej, żadnych konkretnych uczuć. Nie wyraża tego oto kon­
kretnego smutku czy radości, ale daje ich muzycznie wyab­
strahowaną kondensację, uogólniony dźwiękowy destylat.
„Wszystkie możliwe dążenia, wzruszenia i przejawy woli,
wszystkie te procesy wewnątrz człowieka, które rozum obej­
muje pojenmym, negatywnym pojęciem uczucia, dają się wy­
razić przez niezliczone możliwe melodie, zawsze jednak tyl­
ko przez ogólność formy, bez materiału, zawsze tylko wedle
rzeczy samej w sobie, nie wedle zjawiska, którego są niejako
samą duszą bez ciała". Muzyka staje się zatem czystą formą
uczucia, która daje nam, słuchającym, bezpośredni wgląd
w naturę woli.
17

Zauważmy na koniec, że przy takim, maksymalistycznym
jej rozumieniu, muzyka przejmuje tu w jakimś sensie, funk­
cję filozofii. Jej podstawowe zadania nie są natury estetycz­
nej, ale poznawczej. Toteż Schopenhauer trawestuje afory­
styczną formułę Leibniza w taki oto sposób: muzyka jest nie­
świadomym metafizycznym ćwiczeniem duszy, która nie
wie, że filozofuje. Gdyby filozofia była w stanie wyjaśnić
muzykę, powtórzyć w pojęciach to, co ona wyraża, dotknęła­
by wówczas tajemnej esencji rzeczywistości.
Filozofia muzyki Nietzschego, w przeciwieństwie do
dwóch zwartych i systematycznych rozdziałów z schopenhauerowskiej summy, jest wielokształtna, fragmentaryczna,
nie zawsze spójna, czasem samosprzeczna. Trudno byłoby
w paru akapitach oddać jej złożoność, prześledzić losy kolej­
nych zwrotów ideowych filozofa, zanalizować motywacje
pojawiających się wciąż na nowo pomysłów. Ale też dla na­
szych skromnych potrzeb - określenia związków słowa i mu­
zyki oraz nazwania jej istoty - nie ma takiej konieczności.
Pomijając niuanse, można zrekonstruować bez trudu szkielet
nietzscheańskiej estetyki muzycznej. Jest to tym łatwiejsze,
że zasadniczo powtarza on w dużej mierze pomysły poprze27

�dników, aplikując je do zadań własnego projektu filozoficz­
nego.
Generalnie, podziela Nietzsche w pełni pogląd Schopen­
hauera na temat metafizycznego wymiaru sztuki, wraz ze
szczególnym uwzględnieniem roli muzyki pojętej jako koro­
na sztuk. W Narodzinach tragedii, w przedmowie dedykowa­
nej Wagnerowi, pisał: „przekonany jestem, iż sztuka jest najwyższem zadaniem i właściwą metafizyczną czynnością tego
życia". Kto wie jednak, czy nie bardziej wprost i bez ideo­
logicznych uwikłań, mówią na temat muzyki jego fragmenta­
ryczne zapiski z lat 1869-1875, niż przywoływane zazwyczaj
na tę okoliczność Narodziny tragedii z ich koncesjami na
rzecz Wagnera i jego koncepcji dramatu muzycznego. Za­
cznijmy od tych lapidarnych notatek. W jednej z nich czyta­
my znajome frazy:
18

„Co czyni muzyka? Rozpuszcza naoczność w woli.
Zawiera ogólne formy wszelkich stanów pożądania, jest
nieustannie symboliką popędów i jako taka w pełni i dla każ­
dego zrozumiała w swych najprostszych formach (takt,
rytm).
Jest więc zawsze ogólniejsza od każdego poszczególnego
działania, a z tej racji lepiej dla nas zrozumiała od każdego
poszczególnego działania. Muzyka jest więc kluczem do dra­
matu".
Początek jest jeszcze z Schopenhauera, zakończenie nato­
miast całe z ducha Nietzschego. Bardzo interesujące są jego
uwagi na temat relacji języka i muzyki. Konstatuje Nietzsche
fakt językopodobnej natury muzyki, podkreślając równocze­
śnie jednowymiarowość języka dyskursywnego, jego pośledniość wobec pełnej, poliwalentnej „mowy" muzyki. Wpro­
wadza przy tym ważną dystynkcję między mową i pismem,
między głosem i zapisem:
"Muzyka stanowi język zdolny do przybierania nieskoń­
czonej liczby znaczeń.
Język znaczy tylko poprzez pojęcia, a więc współczucie
powstaje poprzez medium myśli. Stawia mu to pewne grani­
ce.
Dotyczy to tylko obiektywnego języka pisma, język
mówiony tonuje, a dla przedstawianej treści uczuciowej prze­
rwy, rytmy, tempi, siła i akcentacja są w sumie symboliczne.
Wszystko to przysługuje też muzyce. Najczęściej jednak
uczucia nie uzewnętrzniają się poprzez słowa. Także zaś sło­
wo tylko sugeruje, jest powierzchnią ruchomego morza, które
burzy się na głębinach. Tu leży granica dramatu słownego.
Niezdolność do prezentacji rzeczy-obok-siebie".
W Narodzinach tragedii rozwija Nietzsche tę myśl i osta­
tecznie stawia kropkę nad i : poezja, mimo że najbliższa du­
chowi muzyki, jest jednak wobec niej podległa. Nie jest bo­
wiem w stanie wypowiedzieć tego, do czego muzyka z samej
swojej istoty jest predestynowana. Konkret języka zawsze
przegrywa z uogólnionym znaczeniem dostarczanym przez
muzykę: „Wszechsymbolice muzyki nie można w żaden spo­
sób sprostać mową właśnie dlatego, że odnosi się ona symbo­
licznie do prasprzeczności i prabólu w sercu prajedni, symbo­
lizuje zatem sferę, która jest nad wszelkiem zjawiskiem
i przed wszelkiem zjawiskiem" Tak więc muzyka nie tylko
uogólnia, ale ma jeszcze moc łączenia przeciwieństw, wyra­
żania ich równocześnie, w jednym rzucie. Muzyka, jeśli
w ogóle myśleć o niej w kategoriach językowych, byłaby te­
dy jakimś rodzajem języka pierwotnego, prajęzyka, poprze­
19

20

21

28

dzającego język pojęć. W przeciwieństwie do dramatu: „mu
zyka jest istotną ideą świata", prowadzi „w prawdziwą rze
czywistość, w serce świata" . A zatem: muzyka jako źródł
sensu. Ostateczna prapodstawa. Tajemniczy Abgrund. Na­
prawdę, niedaleko stąd do myśli o narodzinach świata z du­
cha muzyki...
W innym jeszcze zapisie o muzyce, dochodzi do głosu,
znana z wielu innych, bardziej rozbudowanych sformułowań,
krytyka cywilizacji naukowej, wedle Nietzschego, opartej na
dominacji logosu i terrorze obiektywności. Podkreślam ten
fakt, bo motyw to niezwykle ważny w rozważaniach Steine­
ra:
„My w najwyższych zdolnościach muzyki widzimy jedy­
ną nadzieję sztuki. Muzyka zrodziła nam ponownie mit; tym
samym duch naukowy musiał ustąpić pola. We wszystkich
sztukach jesteśmy krytykami, tu, w muzyce, jesteśmy jeszcze
pełnymi żywymi ludźmi. Tu tkwią wszelkie nadzieje".
Nie są to, odnotujmy spostrzegawczo, jakieś nadzieje bli­
żej nieokreślone. Oczywiście, cała nadzieja w Wagnerze
i w wagnerowskiej liturgii celebrowanej w Bayreuth. Te sło­
wa pisze jeszcze Nietzsche zadurzony w twórcy Parsifala,
bezkrytycznie wierzący w jego dziejową misję. Sądzę jednak,
że tę entuzjastyczną charakterystkę sztuki Wagnera, można
zasadnie rozszerzyć na sztukę dźwięków w ogóle. Nietzsche
naprawdę dostrzegał w muzyce, sztuce wywodzącej się
wprost z dionizyjskiego źródła, siłę zdolną ożywić trupa eu­
ropejskiej kultury. To muzyka właśnie pozwala dostrzec
(a raczej: usłyszeć - jakże okocentryczny jest nasz język!)
dojmująco i bezpośrednio, grozę i niebezpieczeństwo przeży­
wanego świata. Muzyka ma moc zrywania poznawczych za­
słon i nicowania przynoszących pociechę wizji. Jako ekstrakt
prawdziwego życia, była bronią wymierzoną w zmurszałe
struktury logokracji. Receptą na konający logos chrześcijań­
skiej Europy miał być pogański melos sztuki dźwięków.
22

23

Lekcja jakiej udziela nam, współczesnym słuchaczom, ro­
mantyczna refleksja nad muzyką - przy pominięciu nieistot­
nych w tym miejscu odmienności poszczególnych ujęć sprowadzałaby się do kilku elementarnych ustaleń:
1. Muzyka nie jest jedynie formalną grą układów dźwię­
kowych, dającą się w pełni opisać i zamknąć w terminach
analizy muzykologicznej.
2. Muzyka jest sztuką wyrażającą. Przypomina pod tym
względem język, ale nim nie jest, chyba że w przybliżonym,
analogicznym trybie. Komunikuje co prawda „sens", ale czy­
ni to inaczej niż język. Nie da się przypisać figurom muzycz­
nym żadnego trwałego znaczenia. Nie sposób skonstruować
słownika dla „języka" muzycznego. Toteż niemożliwy jest
przekład „znaczeń" muzycznych na język dyskursywny;
idiom muzyki jest nieprzetłumaczalny na inne języki. Jest za­
tem muzyka rzeczywistością wyższego rzędu, operuje bo­
wiem w rejonach, do których język nie ma wstępu.
3. Muzyka jest .językiem" doskonale wyrażającym emo­
cje (w ogólnej, oczyszczonej formie), opisuje tedy świat „we­
wnętrzny"; ale może również dotykać „zewnętrza", wnikać
wprost w podstawowe struktury rzeczywistości, które, osta­
tecznie, są natury duchowej. Muzyka jest zatem dźwiękowym
analogonem rzeczywistości, oddaje ją w całej jej pełni
i skomplikowaniu.
4. Sens muzyki nie ogranicza się do jej zadań estetycz­
nych. Muzyka jest sztuką niosącą poznanie, ma realną, choć

�nie mierzalną obiektywizującymi parametrami, wartość po­
znawczą. Nie piękno zatem, tradycyjna kategoria estetyczna,
j t tą wartością która charakteryzuje ją najlepiej, ale prawda.
Przy czym, muzyka ujmuje i komunikuje ją, zdecydowanie
duchu antymimetycznym.
5. Muzyka ma/może mieć poważne funkcje kulturotwór­
cze i terapeutyczne. Przywraca wyobraźni wizję świata ideal­
nego (Wackenroder). Zawiesza działanie woli pomnażającej
cierpienia (Schopenhauer). Wydobywa z sieci kulturowych
iluzji (Nietzsche).
Wszystkie te wątki, acz w różny sposób: przetworzone,
strawestowane, przedefiniowane, pojawiają się w Rzeczywi­
stych obecnościach. Zanim powrócimy do Steinera, przyj­
rzyjmy się bliżej, jeszcze jednej postaci, ważnej dla jego roz­
ważań. Wobec przywołanych tu płomyków dyskursywnej ilu­
minacji, byłby to ledwie przelotny ognik. W jego książce za­
świecił raz jeden, na stronie 20.
e s

w

Robert Fludd, Three Octaves of the Soul

3. Leitmotivy i mitemy
D.E: Czy są śpiewacy operowi, których szczególnie lubi Pan słuchać?
C. L.-S: Oczywiście: padam na kolana przed Elizabeth Schwartzkopf.
D. E.: A nie przed Callas?
C.L.-S: Przed Callas także.
Claude Levi-Strauss, Didier Eribon, Z bliska i z oddali

Już w zbiorze wykładów, W zamku Sinobrodego, na stro­
nach, w których mowa o trwałym w myśli europejskiej zało­
żeniu obwieszczającym prymat muzyki nad językiem (od
orfików po Nietzschego [WzS,138]), pojawia się dość zadzi­
wiające odwołanie do Levi-Straussa: „W Mythologiques Le­
vi-Strauss stwierdził, że w melodii zawiera się klucz do 'mystere supreme de l'homme'. Spróbuj uchwycić zagadkę po­
mysłu melodycznego, naszego wyraźnie wyznaczającego po­
czucia harmonicznego akordu, a dotkniesz korzeni ludzkiej
świadomości" [WzS,138]. Cytacja z dzieła ojca-założyciela
strukturalizmu w jego antropologicznej odmianie - tutaj je­
szcze w języku oryginału - powróci w niemal niezmienionej
wersji w Rzeczywistych obecnościach, ale już w tłumaczeniu:
„Stwierdzenie Claude'a Levi-Straussa, że 'wynalezienie me­
lodii stanowi najwyższą tajemnicę człowieka', jest moim
zdaniem trzeźwą oczywistością" [RO,20]. Po francusku,
przyznajmy, brzmi to lepiej. Trochę jak zaklęcie, jak litur­
giczna inkantacja albo jak czarodziejska formuła otwierająca
dostęp do epistemologicznego Sezamu. Błyszczy światłem
odkrycia i nazywa je po imieniu. Ma moc niepodważalnego
pewnika. Ta formuła, coś jak wzorzec metra z Sevres, sank­
cjonuje steinerowski paradygmat rozumienia muzyki. Zdzi­
wienie bierze się stąd, że Steiner, tak mocno i konsekwentnie
podkreślający swoje obrzydzenie do myślenia, które wywo­
dzi się ze strukturalizmu, daje nagle posłuch papieżowi tego
kierunku. Steiner jednak wie co robi. W końcu, niechęć nie­
chęcią, ale papież jest przecież nieomylny! Ale i coś jeszcze:
można odnieść wrażenie, że to trochę alibi dla filologa, który
ma pełną świadomość, że uprawiana przezeń profesja jest co
najwyżej wiedzą, nigdy nie osiągnie statusu Prawdziwej Na­
uki. A Claude Levi-Strauss, na tle intuicyjnej, impresyjnej,
wiecznie siebie niepewnej i intelektualnie rozmemłanej wie­
dzy humanistycznej, to prawdziwa opoka: bo to i Prawda
i Metoda, i Uczoność do kwadratu i Nauka uprawiana more
geometrico. Można tedy nie bawić się w żmudne i jałowe do­
wodzenia, ale po prostu ogłosić: Levi-Strauss dixit. A my już
sobie dopowiemy: no, skoro Levi-Strauss...
Pomińmy jednak steinerowską niekonsekwencję. Sprawa
jest poważna a i myśl Levi-Straussa intrygująca. Warto zrobić
parę kroków tropem wskazanym lakonicznie przez Steinera
i zaraz przezeń porzuconym. Bo rzecz nie dotyczy tylko owe­
go lapidarnego bon motu na temat cudownego wynalazku
melodii. Wzajemne związki obydwu badaczy w odniesieniu
do muzyki są znacznie bogatsze.
W rozmowach z Didier Eribonem, Levi-Strauss całkiem
niekonwencjonalnie nawiązuje do uwagi Steinera o irytują­
cym go fakcie wszechobecności muzyki w życiu codzien­
nym, uczynieniu z niej dźwiękowej tapety. Levi-Strauss nie
wstydzi się przyznać, że muzyka jest przy nim nieustannie,
towarzyszy mu również podczas pracy: „Słucham jej cały
czas, pracuję przy muzyce. Może to na mnie ściągnie naganę
melomanów, którzy zarzuciliby mi robienie z muzyki podkła­
dowego hałasu. Rzecz jest bardziej skomplikowana i trudno
29

�о
Al
or
Mi&lt;
Pav
Da
Mi
He
Ph

Ji
Al
*=*
Tc
О
В

by mi było wytłumaczyć
związek między moją pracą
a muzyką, chyba że za pomo­
cą jakiegoś porównania. Dla­
czego akt zajmuje tak ważne
miejsce w malarstwie? Można
by sądzić, że to z powodu we­
wnętrznego piękna ciała.
Przyczyna wydaje mi sie
odmienna. Nawet najbardziej
zdegustowanemu malarzowi,
przyzwyczajonemu do pozu­
jących modeli, nie może za­
braknąć na widok pięknego
ciała doświadczenia pewnej
ekscytacji erotycznej. To lek­
kie rozdrażnienie stymuluje
go i wyostrza percepcję; ma­
luje lepiej. Świadomie lub
nieświadomie, artysta poszu­
kuje tego stanu łaski. Mój
związek z muzyką jest tego
samego rodzaju: lepiej myślę,
słuchając jej. Relacja kontra­
punktowa ustala się między
artykulacją dyskursu muzycz­
nego i nicią mojej refleksji.
Już to idą razem, już to roz­
chodzą się, potem wreszcie
zbiegają. Ileż to razy zauwa­
żyłem - ale po fakcie - że słu­
chając jakiegoś dzieła, prze­
stawałem go słuchać, gdy wy­
łaniała się jakaś idea! Po tym

Robert Fiudd. The Divine Monochord

26

czasowym oddzieleniu, które czyniło ją autonomiczną, moja
myśl na nowo puszcza się w ruch nad dziełem, jak gdyby
dyskurs mentalny zastąpił na chwilę dyskurs muzyczny,
nadal z nim współdziałając".
Trzy fakty godne są tu zauważenia. Obecność erosa w spo­
tkaniu z muzyką (do tego wątku przyjdzie jeszcze wrócić).
Muzyka jako medium wyzwalające twórczość. Związek po­
między muzyką i myśleniem, paralelność frazy muzycznej
i frazy myślowej. Ten ostatni temat (w muzycznym rozumie­
niu słowa) podejmuje Levi-Strauss w pomnikowych Mythologiques.
Mythologiques, to, w zasadzie, rozpisana na cztery tomy
wielka pochwała muzyki. Muzyka przenika tu całe dzieło,
organizuje układ formalny całości. Dokładnie jak dzieło ope­
rowe: rozpoczyna się Uwerturą, kończy Finałem. Ale nie tyl­
ko tytuły rozdziałów - Fuga pięciu zmysłów, Sonata dobrych
manier itp. - są dowodem na mocne zakorzenienie tej pracy
w materii muzycznej. Pojawiające się tu terminy muzyczne,
to coś więcej niż efektowne i poręczne metafory, okazjonal­
nie przyczepione do analizowanego materiału mitycznego.
Wyraźnie rezygnuje tu Levi-Strauss z wcześniej sygnalizo­
wanego rozumienia mitu w oparciu o model lingwistyczny.
Levi-Strauss stara się na różne sposoby opisać i przenik­
nąć związki łączące mit i muzykę. Ważną rolę w śledzeniu
tych związków odegrała bardzo wczesna fascynacja muzyką
Wagnera. Francuski antropolog podejmuje tu problem, jak
24

25

30

widzieliśmy, zauważony i do­
brze rozpoznany przez wcze­
snego Nietzschego: „Wagner
odegrał
zasadniczą
rolę
w moim wychowaniu intelek­
tualnym i w mojej skłonności
do mitów, nawet jeśli uświa­
domiłem to sobie na długo po
mych latach dziecinnych, kie­
dy to rodzice odprowadzali
mnie do Opery. Wagner nie
tylko zbudował swe opery na
mitach, ale zaproponował ich
segmentację - co użycie leitmotivow czyni wyraźnym: le­
itmotiv prefiguruje mitem.
Ponadto kontrapunkt leitmotivów i wiersza dopełnia swe­
go rodzaju analizę struktural­
ną, ponieważ nakłada on.
przez przesuwanie się i prze­
mieszczenia, momenty intry­
gi, które w przeciwnym razie
następowałyby po sobie tylko
w czasie. Już to leitmotiv mu­
zyczny i wiersz zbiegają się
ze sobą; już to leitmotiv przy­
pomina jakiś epizod będący
w strukturalnym związku
z tym, którego jest się świad­
kiem, niezależnie czy przez
analogię czy przez kon­
trast".

Tak wyglądały narodziny
antropologii strukturalnej z ducha wagneryzmu. Inkorporowane przez młodego wagnerystę treści muzyczne, zepchnię­
te w początkach pracy nad mitologiami w podświadomość,
miały się odezwać wiele lat później. Struktura dramatu mu­
zycznego umożliwiła Levi-Straussowi lepsze, jak sam twier­
dzi, zrozumienie struktury narracji mitycznych.
Podstawa wywodu Levi-Straussa tkwi w twierdzeniu, że
muzyka i mit są zjawiskami z tego samego porządku. Pokre­
wieństwo bierze się stąd, że tak muzyka, jak i mit są języka­
mi, ale bardzo szczególnego rodzaju. Obydwa bowiem prze­
kraczają poziom języka artykułowanego. Paralelnie do języ­
kowych fonemów, proponuje Levi-Strauss wyróżnienie
w „tekście" muzycznym: sonemów, a więc najmniejszych
jednostek, które same w sobie nie mają żadnego „znaczenia"
(pojedyncza nuta), nabywają je dopiero poprzez zajęcie miej­
sca w określonej sekwencji dźwięków. " Muzykę i mit łączy
i to, że choć rozwijają się w czasie, to służą temu, by czas po­
wstrzymać. Są maszynami do unieruchomiania czasu. Wy­
miar diachroniczny nieustannie przeplata się tu z planem syn­
chronicznym. Mit, rozłożony na czynniki pierwsze, rozpisa­
ny na wiązki mitemów, może być czytany dokładnie tak sa­
mo, jak „tekst" partytury: linearnie (melodycznie), respektu­
jąc chronologię wydarzeń i przekrojowo (harmonicznie), od­
dając pokrewieństwa i współbrzmienia motywów. Prócz tego,
w muzyce i w mitach następuje charakterystyczne odwróce­
nie relacji nadawca-odbiorca. W języku mówionym, to
27

2

�nadawca decyduje o treści komunikatu; słuchając muzyki czy
mitu, to słuchacz nadaje znaczenie temu, co odbiera. Warto
w tym miejscu wspomnieć o jeszcze jednej fascynującej pa­
raleli, na którą zwrócił uwagę Jurij Łotman, badacz, podob­
nie jak Levi-Strauss, wywodzący się z kręgu strukturalno-semiotycznego myślenia o kulturze. Łotman eksponuje, w dość
szczególnym dla nas kontekście, wyjątkowość snu jako spe­
cyficznego, niedookreślonego semantycznie, a przecież wiel­
ce znaczącego języka: „Marzenie senne wyróżnia się wielo­
języcznością (...) Jest to 'nierzeczywista rzeczywistość'. (...)
Sen potrzebuje interpretatora: obojętne, czy nim będzie
współczesny psycholog, czy pogański kapłan. Sen posiada je­
szcze jedną właściwość: jest indywidualny, nie można prze­
niknąć do cudzego snu. Zatem jest to 'język dla jednego czło­
wieka'. Z tym jest również związane maksymalne utrudnie­
nie komunikacyjnej funkcji tego języka: opowiedzieć sen jest
tak samo trudno, jak, dajmy na to, opowiedzieć słowami
u t w ó r m u z y c z n y " . (podkr. DC)
29

30

Prócz tego, mocno podkreśla Levi-Strauss somatyczne, fi­
zjologiczne wręcz oddziaływanie muzyki i mitu. Specyficz­
na, rytmicznie uporządkowana narracja muzyczna i mityczna
wywiera wpływ na pewne ośrodki w mózgu, dając w efekcie
pobudzenia natury emocjonalnej, ale i intelektualnej. Zaska­
kująco w tym kontekście podobne, przy oczywistej różnicy
językowych ujęć, są w tym miejscu uwagi Levi-Straussa
i Nietzschego. Obydwaj podkreślają, że muzyka angażuje
nie poszczególne władze poznawcze, ale, by tak rzec, c a ł e ­
go człowieka.
Precyzyjna analiza strukturalna muzyki i mitu, charaktery­
styka powtórzeń i wariacji tematycznych, miałaby wydobyć
na powierzchnię nieświadome zasady funkcjonowania ludz­
kiego umysłu. Z interesującego nas punktu widzenia, bardziej
niż pożytki - rzeczywiste czy domniemane - jakie można
osiągnąć z analizy formalnej tych zjawisk, istotne jest co in­
nego: podkreślana przez Levi-Straussa ich kulturowa wymienność, mająca swe źródło w pokrewieństwie struktural­
nym. W niezwykle frapującym wywodzie, zwraca LeviStrauss uwagę, że na pewnym etapie europejskiej historii, dochochodzi do wyraźnego osłabienia myśli mitycznej - ów
proces ma miejsce w wieku XVII - przy jednoczesnym uak­
tywnieniu się refleksji naukowej i ekspresji powieściowej:
„W tym czasie jesteśmy świadkami innego zjawiska, które
uważam za ściśle związane z poprzednim: narodzin tego, co
nazywa się wielką formą muzyczną, która, jak mi się zdaje,
'odzyskuje' struktury myśli mitycznej. Sposoby myślenia po­
padłe w zapomnienie w sferze wyrażania rzeczywistości, za­
wsze obecne w nieświadomości, szukają nowego zastosowa­
nia. Nie artykułują już znaczeń, ale dźwięki. I z ich dawnego
użycia wynika, że dźwięki tak artykułowane zyskują dla nas
jakieś znaczenie".
11

32

Chciałoby się rzec: nic w kulturze nie ginie. Muzyka inten­
sywnie wchodzi na miejsce opuszczone przez mit. Zaczyna
pełnić w myśleniu europejskim funkcje, które wcześniej speł­
niał wzorzec mityczny. Zaburzona homeostaza kultury zosta­
je, dzięki muzyce, przywrócona. I naprawdę, nie interesuje
mnie w tym miejscu, czy Levi-Strauss ma rację, czy jego wy­
jaśnienie doniosłego dla Europy przełomu mentalnego jest
metodologicznie poprawne, a z punktu widzenia historyka
kultury, przynajmniej: prawdopodobne. Fascynujące jest już
samo pojawienie się takiej propozycji intelektualnej: dostrze­

żenie w muzyce środka przywracającego kulturze zachwianą
równowagę organizujących ją podstawowych elementów. Po­
wrót, poprzez muzykę, do fundamentów, które wraz z cywi­
lizacyjnym rozwojem uległy nadwątleniu.
Tu warto odnotować jeszcze na marginesie, że uwagi LeviStraussa służyć również mogą jako wygodne alibi dla niniej­
szych rozważań. To na wypadek, gdyby ktoś znienacka zapy­
tał, czy antropolog naprawdę nie ma już nic lepszego do ro­
boty od zajmowania się muzyką.

4. Po Babel
„Na afiszu przy drzwiach kościoła, zapowiadającym
Sztuką fugi. ktoś nagryzmolił wielkimi literami: BÓG
UMARŁ. I to w związku z muzykiem zaświadczającym,
że Bóg. jeśli nawet zmarł, może zmartwychwstać - wła­
śnie w czasie, gdy słuchamy jakiejś kantaty bądź fugi!"
Emil Cioran, O niedogodności narodzin

Czy można napisać coś o muzyce? Jak widać: można. Czy
można wysłowić adekwatnie to, „o co chodzi" w muzyce?
Nie można. Steiner świadom jest w pełni tej antynomii. Cała
jego książka jest na niej oparta. Stwierdza on, z jednej strony,
że niewiele, bądź zgoła nic na temat muzyki powiedzieć się
nie da, że język raczej przesłania niż odkrywa to, co w niej
najważniejsze, a z drugiej strony, mnoży słowa, ujęcia, przy­
bliżenia, stara się nieustannie o jak najlepsze, najbardziej pre­
cyzyjne wydobycie i nazwanie muzycznej esencji. Przez całe
191 stron swojej książki, Steiner nic przecież innego nie
m ó w i jak tylko to, że o muzyce m ó w i ć się nie da. To jak­
by rozpisana na szereg głosów wariacja potwierdzająca traf­
ność epigramatycznej „definicji" muzyki, którą znajdujemy
u Rilkego: „Muzyko....Mowo, gdzie mowy / kończą się ,,.
Wariacja, która kończy się ścianą. O co w tym wszystkim
chodzi?
33

Co kilka stron, w refrenicznych nawrotach, pojawia się
u Steinera znajoma i rozpoznawalna formuła: „obraz, sonata,
wiersz". Nic w tym dziwnego. Swoją, teologiczną u korzeni,
koncepcję estetyki, rozciąga on całą sztukę, na wszystkie te
działania, które obejmuje i zawiera w sobie grecki rzeczow­
nik poiesis. Każda z jej ekspresji, choć organicznie zanurzo­
na w materii, w dotykalnym, widzialnym i słyszalnym, osta­
tecznie okazuje się jakąś mową transcendencji, epifanią Inne­
go: „wierzę, iż poezja, sztuka i muzyka zbliżają nas bardziej
bezpośrednio do tego w istnieniu, co nie jest nasze" |RO,187]
I chociaż ów powracający refren pozwala zasadnie sądzić, że
dla Steinera wszystkie sztuki są równe, to nie da się jednak­
że zaprzeczyć, że w końcowych, kulminacyjnych (również
i dramaturgicznie) fragmentach książki, jedna z nich jest wy­
raźnie równiejsza: „Muzyka i metafizyka, w swym najbar­
dziej rdzennym sensie, muzyka i odczucie religijne, są w za­
sadzie nierozłączne. I to właśnie w muzyce i poprzez muzy­
kę znajdujemy się najbardziej bezpośrednio (wszystkie
podkr. DC) w obecności logicznie i werbalnie niewyrażalnej,
lecz całkowicie namacalnej energii istnienia, która komuni­
kuje naszym zmysłom i naszej refleksji tę odrobinę, jaką
zdolni jesteśmy pojąć z nagiego cudu życia. Uważam, iż mu­
zyka jest nazywaniem nazywania życia. Jest odruchem sakra­
mentalnym, nie mieszczącym się w jakiejkolwiek liturgicznej
czy teologicznej konkretyzacji. Lub, jak powiedział Leibniz,

SI

�'muzyka jest tajemną arytmetyką ducha nieświadomego fak­
tu, że liczy' (...).
Dlatego w swojej argumentacji przeznaczyłem dla muzyki
miejsce centralne". [RO,178]
W dalszej części, zapewnia Steiner kolejny raz, że muzy­
ka nie transponuje się w żadne struktury logiczne (chyba że,
za Levi-Straussem, przyjmiemy, że jest to logika mityczna),
czy konstrukcje werbalne. Zapewne, można by się spierać,
czy forma, którą znajdujemy w muzyce („W muzyce forma
jest treścią, treść formą" [RO, 179]) jest bardziej oporna na
dyskursywny przekład niż forma, którą spotykamy w wierszu
czy w obrazie. Czy naprawdę można opowiedzieć „własnymi
słowami" Celana, czy można przełożyć na słowa Cezanne'a?
Czy jest to zadanie łatwiejsze niż opowieść o formie w mu­
zyce? Czy w wierszu i obrazie, gdy chodzi o to, co w nich
idiomatyczne, forma również nie jest treścią, a treść formą?
Przy pewnym rozumieniu „formy" obecnej w dziele sztuki,
zadanie translatorskie okaże się równie beznadziejne we
wszystkich tych przypadkach. Zostawiamy jednak spory
(bo nie o nie tu przede wszystkim chodzi), powracając do re­
konstrukcji poglądów Steinera na muzykę. Sięgnijmy jeszcze
raz do tekstu.
34

wszelkie formalne credo. Spróbujmy przedstawić to odwrot­
nie: dla wielu ludzi religia to muzyka, w którą uwierzyli.
W ekstazach muzyki pop i rock takie utożsamienie szczegól­
nie rzuca się w oczy". [RO, 179-180]
W ekstazach opisu tego stanu rzeczy - również.
Muzyka, wychodząc w swej warstwie akustycznej z „tego
świata", celuje więc wprost w „inną" rzeczywistość, przez
„ten świat" nie ograniczoną. Będąc, w istocie, fenomenem
słuchowym, przebija zmysłową powłokę świata. Dotyka ob­
szaru opisywanego przez Rudolfa Otto jako ganz andere?
Albo: jest tym, co Gerardus van der Leeuw określił w swej te­
ologii estetyki muzycznej mianem „muzyki, która jest czymś
więcej niż muzyką" , a więc tym, co język mistyków nazy­
wał słowem canor - niebiańskim śpiewem. W obliczu, meta­
fizycznej w swym rdzeniu, choć nie ograniczonej do żadnej
liturgii czy konfesji muzyki, stajemy wprost wobec przebły­
sku Rzeczywistej Obecności. Podobnie, jak widzieliśmy,
mówili już, choć nieco innym językiem, i Wackenroder,
i Schopenhauer, i Nietzsche. To tropy na które wskazał sam
Steiner.
5

36

Widać wyraźnie, w którą stronę zmierza jego myśl. Pod­
kreśla on, że w odniesieniu do muzyki, w mówieniu o niej,
najczęściej bywamy zanadto „ludzcy", arcyludzcy. Pochło­
nięci rozstrząsaniem i analizą tego, co da się pojąć i opisać,
tracimy z oczu (i uszu!), to co najważniejsze: zapominamy
nieustannie o jej nie-ludzkim pochodzeniu. W spostrzeżeniu,
które gładko sprzymierza Kiekegaarda z Schopenhauerem,
przypomina Steiner o władztwie jakie muzyka ma nad nami,
bez względu na to z jakiego - demonicznego czy boskiego źródła ono pochodzi [RO, 179]. Temperatura rośnie. W aka­
picie podsumowującym steinerowską metafizykę muzyki
czytamy:

Jest jednak myśliciel - czasowo i językowo znacznie mu
bliższy od wspomnianych - którego Steiner w książce nie
wymienia, a którego myślenie o muzyce wykazuje daleko
idące, uderzające wręcz zbieżności z jego rozpoznaniem. To
Emil Cioran. Poza podobnym, cholerycznym temperamen­
tem i skłonnością do stylistycznej rafinady, w zasadzie wszy­
stko ich dzieli. Czy może zaistnieć choćby cień porozumienia
pomiędzy teologicznie motywowaną releksją nad „rzeczywi­
stymi obecnościami" a myślą, która przez lata wyżywa się
w filozoficznej celebracji słowa „Nic"; pomiędzy obrońcą eu­
ropejskiego kanonu kultury a ironicznym prześmiewcą za­
chodniego dziedzictwa? Teoretycznie nie. Ale, ufam tu
w ciemno Steinerowi, teorie - jak kłamstwa - mają krótkie
nogi. Przyjrzyjmy się raczej tekstom.

„Muzyka jest ostateczną materializacją tego wszystkiego,
co usiłowałem zasugerować na temat rzeczywistej obecności
w znaczeniu, wówczas gdy obecności tej nie sposób ani uka­
zać analitycznie, ani sparafrazować. Muzyka wnosi do nasze­
go codziennego życia bezpośrednie spotkanie z logiką sensu
innego niż sens rozumu. Jest to bez wątpienia najprawdziw­
sze ze znanych określeń logiki aktywnie obecnej w źródłach
istnienia, logiki tworzącej żywotne dla nas formy. Muzyka
celebruje tajemnicę przeczuwania transcendencji, począw­
szy od pieśni Orfeusza, kontr-twórczych wobec śmierci, do
Missa Solemnis, od późnych sonat fortepianowych Schuberta
do Mojżesza i Arona Schoenberga i Quatuor pour la fin du
temps Messiaena. Nie sposób zliczyć tych wszystkich przy­
padków, kiedy pomiędzy takim celebrowaniem a religią za­
dzierzgnęła się oczywista więź. Jednak najważniejsza z tych
więzi dalece wykracza poza wszelki religijny motyw czy pre­
tekst. Muzyka sprawia, w sposób tak oczywisty, że każda
próba jego określenia przypomina zużytą kliszę, a jednocze­
śnie w sposób nieokreślony i przepotężny zarazem, że w na­
sze istnienie jako ludzi władne jest wkroczyć to, co mieści się
poza granicą werbalizacji, co przewyższa naszą zdolność
analizy. Muzyka jest wyraźnie nie ograniczona przez świat,
bowiem ten ostatni podlega naukowemu opisowi i praktycz­
nemu ujarzmieniu. Znaczenia muzyki są transcendentne
(wszystkie podkr. DC). Od dawna była ona - i jest nadal niepisaną teologią tych, którym brak lub którzy odrzucają

Oczywiście, Steiner, czciciel klasyków, nigdy by się nie
zgodził z surrealnym żartem Ciorana, że gdy chodzi o głęb­
szy, filozoficzny wgląd w rzeczywistość, podobne funkcje jak
lektura Platona, może spełniać dźwięk saksofonu. Ale, co
do reszty... Bliskie zapewne Steinerowi, wywodzącemu się
w części z Schopenhauera, byłoby, cytowane przez Ciorana
twierdzenie Carnapa, o tym że metafizycy, to muzycy bez ta­
lentu do muzyki. Są i poważniejsze filiacje.
Lament Steinera nad niedostawaniem słowa do muzyki,
nad nieredukowalną ułomnością językowych ujęć muzyki,
u Ciorana uzyskuje jeszcze radykalniejszą, trudno ukryć, że
konsekwentniejszą, postać: „Przestałem pisać, uważam, że
nie warto tego ciągnąć dalej, ale tę posuchę wypełnia muzy­
ka. Życie bez muzyki jest dla mnie naprawdę absurdem. No
i nie ma potrzeby pisania, skoro nie możemy przełożyć na
słowa odczucia o charakterze muzycznym. Nic więc z tego,
co jest sensem muzyki, nie przechodzi do pisarstwa. Jeśli tak,
to po co pisać?"
To Cioran byłby przykładem, modelowym wręcz, jednego
z tych, wspomnianych przez Steinera, wierzących inaczej, dla
których muzyka jest przebraną teologią. I myślę, że ten ostat­
ni, wykazałby więcej poczucia humoru i zmysłu ironii niż
Zygmunt Kubiak (patrz: redakcyjna dyskusja), czytając taką
oto deklarację wiary rumuńskiego myśliciela: „Bez Bacha
Bóg byłby pomniejszony. Bez Bacha Bóg byłby figurą trzecioplanową. Bach to jedyna rzecz napełniająca nas prze-

32

37

38

39

�świadczeniem, że wszechświat nie jest dziełem chybionym.
Wszystko w nim jest głębokie, rzeczywiste, nie udawane. Po
Bachu Liszt jest nie do zniesienia. Jeśli istnieje absolut jest
nim Bach. Takiego wrażenia nie może dać dzieło literackie,
bo u Bacha nie ma języka. U Bacha są co prawda teksty, ale
nieszczególne. Dźwięk jest wszystkim. Bach nadaje sens re­
ligii. Nadweręża wyobrażenie tamtej strony jako nicości. Nie
wszystko jest złudzeniem, gdy słucha się tego wezwania. Ale
to jedynie Bach, tylko Bach to sprawia; w życiu był człowie­
kiem przeciętnym. Bez Bacha byłbym nihilistą absolut­
nym". Czy naprawdę tak trudno dostrzec w tym „bluźnierstwie", w tej pozornej negacji, przewrotną afirmację wyższe­
go porządku. Sceptycyzm, w takiej postaci, w jakiej znajdu­
jemy go u Ciorana, jest w istocie - czy koniecznie trzeba po­
wtarzać stary banał - pewną postacią mistyki.
40

W innym miejscu, wraca Cioran do tego wyznania wiary
w muzykę. Zaskakujące jest przy tym podobieństwo pomię­
dzy opisanym przez Steinera doświadczeniem muzyki, kon­
templacyjnym zatopieniem się w niej a nazwaniem przez
Ciorana, tego wyjątkowego w porządku poznawczym dozna­
nia, odmianą przeżycia mistycznego. A kiedy Cioran opisuje
muzykę jako , język transcendencji", podobieństwo przecho­
dzi w głos brzmiący ze Steinerem unisono: „To jedyna sztu­
ka nadająca sens słowu 'absolut'. Jest to absolut przeżyty,
jakkolwiek przeżyty za pośrednictwem ogromnej iluzji, bo
rozwiewa się z chwilą nastania ciszy. Absolut efemeryczny,
w sumie paradoks. To doświadczenie, żeby mogło się utrwa­
lić, musi być ponawiane w nieskończoność, podobnie jak
przeżycie mistyczne, którego ślad ginie z chwilą, gdy ponow­
nie włączamy się w powszedniość. (...) W nocy nabiera ona
(muzyka] jakiegoś niezwykłego wymiaru. Ekstaza muzyczna
łączy się z ekstazą mistyczną. Czujemy, że docieramy do ja­
kiejś granicy, że nie można już poza nią wyjść. Nic innego już
się nie liczy, i nie istnieje. Zanurzeni jesteśmy w jakimś świe­
cie upajająco wręcz czystym. Muzyka jest językiem transcen­
dencji. Tłumaczy to tajemne więzi, jakie rodzi ona między lu­
dami. Zanurza ich w świat, w którym granice przestają ist• «I 41

mec .
Jak cytaty, żywcem wyjęte ze Steinera, brzmią uwagi Cio­
rana o tajemniczym, całkiem innym, z innego porządku po­
chodzącym „języku" muzyki. Zrzyma się on na Prousta,
który przy całej swojej subtelności, nie przekroczył jednak
w swoim rozumieniu muzyki poziomu estetycznego: „Praw­
dziwego niepokoju metafizycznego nie znał. Jego przeżycia
muzyczne zawsze łączą się z jego historią osobistą. Nie wy­
rywają go one z jego życia - z życia po prostu. W świat mu­
zyki wkraczamy naprawdę tylko wówczas, gdy wychodzimy
poza to, co ludzkie. Muzyka jest światem nieskończenie real­
nym, choć niepochwytnym i zwiewnym. Ktoś, kto będąc
wrażliwy na jej magię, nie potrafi w ten świat przeniknąć, po­
zbawia się wręcz racji istnienia. Najwyższe jest mu niedo­
stępne. Rozumieją ją tylko ci, którym jest niezbędna. Muzy­
ka musi cię przyprawiać o szaleństwo, inaczej jest niczym".
Uderzające jest istnienie „miejsc wspólnych" w wypowie­
dziach o muzyce Ciorana i Steinera. Muzyka jako świat ist­
niejący w sposób rzeczywisty. Jako to, co naprawdę, w moc­
nym, ontologicznym sensie słowa: j e s t . Mimo swej znikliwej natury, eterycznej niepochwytności, to świat o mocnej
bytowej konsystencji. Słuchanie muzyki jako, dające się po­
równać jedynie z przeżyciem mistycznym, intensywne do­
42

świadczenie pełni. I wreszcie: Muzyka jako jedno z imion najważniejsze! - transcendencji.
Dochodzimy w tych rozważaniach do punktu chyba naj­
bardziej ryzykownego. Nie ma co kluczyć w niedopowiedze­
niach i mglistych sugestiach. Powiem wprost: czytając, pisa­
ne eon fuoco, wywody Steinera na temat osobliwości muzy­
ki, jej metafizycznego rdzenia, o tym, że na zdrowy rozum
czegoś takiego w przyrodzie być nie powinno, a mimo wszy­
stko jest, nieodmiennie przywoływałem w pamięci ten nie­
zwykły sylogizm zapisany przez ojca Pawła Florenskiego
w Ikonostasie, na marginesie jego uwag o teologii ikony;
wnioskowanie, którego „logika" jest równie zniewalająca jak
jego objawiająca prostota: „Ze wszystkich dowodów filozo­
ficznych na istnienie Boga najbardziej przekonywająco brzmi
właśnie ten, o którym nawet nie wspomina się w podręczni­
kach. Można go na przykład sprowadzić do następującego
wnioskowania: 'Jest Trójca Rublowa, a więc jest Bóg'". Czy
nie jest tak, że Steiner, świecki teolog, konstruuje, nie wprost
oczywiście, podobny „dowód" na istnienie Transcendencji.
Tyle że w jego wypadku ikonę zastępuje muzyka. Naśladując
Florenskiego, ale i Ciorana (czy nie dziwne to sąsiedztwo?),
finał jego rozważań mógłby tedy zabrzmieć, na przykład tak:
„Jest Kunst der Fugę Bacha, a więc jest Bóg". Tak czy inaczej,
w konsekwencji, byłby to Deus ex musicae. Można by powie­
dzieć, że w muzyce usłyszał Steiner „dowód" na realność gło­
su płynącego z całkiem innego świata. Krokiem dalej - ale czy
dozwolonym? - byłoby powiedzenie, że w muzyce objawił
mu się His Master's Voice.
43

W czym ryzyko takiego myślenia? Przypomijmy, tak bli­
skie Steinerowi pod pewnymi względami, a przy tym tak wy­
raźnie odległe od jego myślenia o muzyce, uwagi Gabriela
Marcela z zakończenia jego Tajemnicy bytu: „Powtarzając
jedno z muzycznych porównań, do których, jak wiecie, mam
nieprzezwyciężoną słabość, powiedziałbym, że od chwili,
gdy pozwalamy się przenikać niewidzialnym wpływom, my,
którzy na początku byliśmy tylko niewprawnymi, a jednak
zarozumiałymi solistami, staramy się stawać powoli przyjaz­
nymi i zachwyconymi członkami orkiestry, w której niesłu­
sznie nazywani przez nas zmarłymi są niewątpliwie bliżej niż
my Tego, o kim nie należy chyba mówić, że dyryguje symfo­
nią, ale że j e s t symfonią w jej głębokiej nadzmysłowej jed­
ności, w jedności, jakiej możemy spodziewać się dostąpić
tylko niepostrzeżenie poprzez jednostkowe doświadczenia,
których nieprzewidywalnego dla nikogo z nas ogółu nie da
się przecież oddzielić od osobistego powołania".
44

W zasadzie, niby wszystko się zgadza... Nie ma jednak
sensu chrzcić Steinera na siłę. Widać od razu gdzie są różni­
ce. Jedna zwłaszcza rzuca się w oczy. Marcel, kiedy opisuje
doświadczenie transcendencji w terminach muzycznych, kie­
dy sięga do metaforyki, do której ma taką słabość, mówi tu
wyraźnie z wnętrza religii, ze środka głębokiego doświadcze­
nia religijnego. Steiner, tak bliski w podstawowych intuicjach
Marcelowi, mówi jednak wyraźnie „z zewnątrz", spoza ob­
szaru konfesyjnego przyporządkowania. Poza tym, zbyt jest
Steiner dionizyjski, zbyt podkreśla orgiastyczny, a to znaczy,
również i demoniczny aspekt muzyki, by gładko przejść nad
różnicami i stwierdzić, że w obydwu przypadkach mamy do
czynienia dokładnie z takim samym typem myślenia o „mu­
zyczności" transcendencji. W niczym to, oczywiście, nie
odbiera autentyczności ani głębi sformułowaniom Steinera.
33

�Spostrzeżenie to, prowadzić może wszakże do pojawienia się
kilku wątpliwości. Czyjego, religijna w istocie, perspektywa
rozumienia muzyki (ogólniej: sztuki) nie jest pewnego rodza­
ju próbą uczynienia ze sztuki religii? Czy nie mamy tu do
czynienia z jakimś nawrotem do modernistycznych koncepcji
„religii sztuki", do kreowania artystów na kapłanów nowego
obrządku? Czy sztuka nie jest tu „zamiast" religii? Czy nie
jest jej wyrafinowaną estetycznie protezą? Metafizycznym
pocieszeniem? A może zwykłym ersatzem? Czy muzyka
z rozważań Steinera, nie jest, dla jednych: „aż", ale już dla in­
nych: „tylko", teologią tych, którzy nie są zdolni przyjąć bądź
odrzucają „wszelkie formalne credo"! Ale, znowu, czy tak
myśląc, nie posługujemy się wąską, zredukowaną ledwie do
wymiaru estetycznego (tu w rozumieniu etymologicznym:
ograniczoną do poziomu zmysłowego), koncepcją sztuki?
Czy ustanawiając dla sztuki zadania mieszczące się w grani­
cach rozumu (i zmysłów), nie konstruujemy kolejnego, opar­
tego na arbitralnych przesłankach, dekretu?
Steinera, zdaje się, kwestie te przesadnie nie przejmują.
Wypowiada się on przecież przede wszystkim jako orędow­
nik poszukujących i to z nimi dzieli się dobrą nowiną o „nie­
ludzkiej" mocy muzyki. Poza tym ciężar jego rozważań mie­
ści się tak naprawdę gdzie indziej.
Sądzę, że centralną figurą symboliczną, wokół której opla­
ta się myśl Steinera i która pozwala głębiej wniknąć w jego
muzyczne rozważania, jest biblijny mit wieży Babel. To tutaj,
w opowieści o pomieszaniu języków mieszkańcom równiny
Szinear, bije główne źródło jego mitycznej narracji o muzy­
ce. W swojej intelektualnej autobiografii, Errata, dowodzi
Steiner, że tradycyjna, moralistyczna interpretacja, która ka­
że widzieć w pomieszaniu języków karę za grzech pychy jest
nie utrzymania. Historia ta, twierdzi on, jest nade wszystkim
opowieścią o utracie językowej niewinności. Pomiędzy sło­
wem i światem pojawiła się rysa. (Czyżby już tu miała miej­
sce prefiguracja „zerwanego kontraktu" z Rzeczywistych obe­
cności!). Nie potrafimy już opowiadać „adekwatnie" o świe­
cie, język przestał nazywać rzeczy „po imieniu". Nie ma już
prostej referencji między słowem i rzeczą. Gorzej: pomiesza­
nie języków, wprowadziło nieusuwalne bariery między ludź­
mi. Odtąd nie rozumiemy już dobrze świata i siebie nawza­
jem. Wszyscy żyjemy teraz w przestrzeni komunikacyjnej,
która jest - by wykorzystać tytuł innej książki Steinera - rze­
czywistością After Babel. Święty język Początku uległ bez­
powrotnej zatracie. Skazani jesteśmy, tak w relacjach „pozio­
mych", jak i „pionowych" na niepełny i ułomny ze swej na­
tury przekład.
45

Czy rzeczywiście? Rdzeniem opowieści Steinera o muzy­
ce jest niewyartykułowane wprost, ale czytelne, przekonanie,
że w dzisiejszym świecie, takim językiem, „językiem poza
słowem", jest właśnie muzyka. Że jest narzędziem komuni­
kacji wyjątkowym, językiem nad językami. Łamie ona nie
tylko bariery międzyosobowe, międzykulturowe, ale daje
nam dostęp - co prawda chwilowy, efemeryczny, może
i złudny - do świata sprzed Upadku. Steiner brzmi tu zadzi­
wiająco zgodnie z intuicjami Herberta Whone'a, brytyjskiego
skrzypka, który próbuje myśleć i pisać o muzyce przez pry­
zmat mitu. W konkluzji swojego eseju o znaczeniu i roli mu­
zyki w świecie powszechnej dysharmonii i dystrakcji stwier­
dza on: „W artykule tym, zamierzałem zasugerować tylko ty­
le, że dźwięk i muzyka leżą u korzeni naszej egzystencji. Jak

34

powiedzieliśmy, istnieje tylko jedna opowieść. I jest to opo­
wieść prosta. Podstawowy Ton wszechświata rozproszył się
i rozdzielił na szereg subdźwięków i przydźwięków, aż do te­
go stopnia zróżnicowania, że fakt ten powołał do życia orkie­
strę, której na imię Babel. (...) Jako że czas płynie, muzyka
rozprzestrzenia się i przedstawienie trwa dalej. To właśnie
muzyk, tu na dole, jest tym, który zastępczo oferuje możli­
wość powrotu i który ma, w najgłębszym sensie, do odegra­
nia jedną z najważniejszych ról w ludzkim życiu". Muzyka
jako droga do osiągnięcia stanu sprzed pomieszania języ­
ków...To z pewnością byłoby Steinerowi bliskie.
46

Czy to nie dziwne, że w zasadniczych rozwiązaniach do­
tyczących muzyki, spotykają się ze Steinerem myśliciele tak
różni jak Wackenroder, Nietzsche, Levi-Strauss, Cioran
i wielu innych, tu nie wymienionych. W istocie: trudno nie
uwierzyć, że muzyka ma realną moc budowania porozumie­
nia ponad podziałami. Że jednoczy raczej niż dzieli, że spaja,
choć na krótko, sfery rzeczywistości, zdawałoby się, wzaje­
mnie nieprzywiedlne. Czym więc jest muzyka? Jaka formuła
określała by ją najlepiej? Roland Barthes powiada, że wartość
muzyki być może na tym polega, że jest dobrą metaforą.
Możliwe. Zwłaszcza idea „przenoszenia" znaczeń, tkwiąca
greckim źródłosłowie, byłaby nie do pogardzenia. Weźmy
pod uwagę jeszcze jedną możliwość. Utrzymuje Paul Ricoeur, że związek pomiędzy metaforą a symbolem mogą opisać
tylko dwa wzajemnie sprzeczne twierdzenia. Tak więc, meta­
fora zawiera więcej niż symbol: to, co w symbolu pomiesza­
ne, wypowiedź metaforyczna doprowadza do względnej
przejrzystości. Ale też symbol zawiera jednak więcej niż me­
tafora: „Symbol jest związany w inny sposób niż metafora.
Symbol ma korzenie. Symbole pogrążają nas w tajemniczym
doświadczeniu mocy". Dwuwymiarowa struktura symbolu,
którego metafora jest językową powierzchnią, swą jedną czę­
ścią, zanurzona jest w niesemantycznym obszarze sacrum.
Zmylmy więc tropy... Czy nie lepiej byłoby może powie­
dzieć, jak choćby Albert Schweitzer , że „naturalną" mową
muzyki jest symbol? Jest jeszcze jedna okoliczność przema­
wiająca za takim wyborem. Symbol już w swej etymologii
(obojętnie, czy wyprowadzonej od symbolon czy symballein)
niesie z sobą ideę łączenia, spajania, przywracania jedności.
W rozważaniach Gadamera na temat sztuki znajdujemy okre­
ślenie symbolu, które nawiązuje do etymologii, ale też wpro­
wadza element, który pozostaje w ścisłym związku z naszy­
mi ustaleniami: „Przez symbol (...), przez doświadczanie
symboliczności rozumiemy, że to, co jednostkowe, szczegól­
ne jest niczym ułamek bytu, że coś, co z nim koresponduje,
jest obietnicą uzupełnienia całości i szczęścia, albo też że ta
wciąż poszukiwana uzupełniająca całość cząstka (podkr.
DC) jest drugim odłamkiem pasującym do naszego fragmen­
tu życia".
47

48

49

50

Żyjemy, przypomina nam wciąż Steiner, w świecie ducho­
wo chorym. W obliczu doskwierających nam kłopotów z bra­
kiem referencyjności znaków słownych, z tworzeniem się
wokół nas szklanej kuli słownych samoodniesień, w obliczu
bolesnego przeżywania „rzeczywistej nieobecności" Trans­
cendencji, myśl Steinera zdaje się kulminować w jednym za­
leceniu, prostym, acz o dalekosiężnych konsekwencjach:
S ł u c h a j c i e a znajdziecie.
Tak brzmi dzisiaj trzeźwiący aforyzm świeckiego proroka.
Tako rzecze Steiner.

�5. Con amore. Finale presto

jest surowy; każdy jest przeniknięty tym, co mówi. Ten głos
kocham - całe życie go kochałem".
Naprawdę, nie ma znaczenia, kto jest przedmiotem adora­
cji. Czy marmurowe pomniki: Mozart i Beethoven, czy mało
komu znany Charles Panzera. Tę listę uwiedzionych można
by dowolnie wydłużać: Nietzsche ze swoim uwielbieniem dla
Wagnera (obróconym później w nienawiść), Levi-Strauss pa­
dający na kolana przed Elizabeth Schwartzkopf, Cioran spra­
gniony muzyki Bacha, itd, itd, itd... Mówienie o muzyce wy­
klucza obiektywizm. Dyskurs muzyczny, albo jest równocze­
śnie dyskursem erotycznym, albo nie ma go wcale. Potwier­
dzałoby to przenikliwą uwagę Barthes'a, że muzyka „nie
podpada pod żaden metajęzyk, lecz tylko pod dyskurs warto­
ściujący, pochwalny: pod dyskurs miłosny".
Rzeczywiste obecności to tekst, pod względem gatunko­
wym, niejednorodny. Bo to i pamflet, i manifest, i filipika,
i intymny list, i quasi-teologiczny traktat (ktoś niechętny, po­
wiedziałby może: kazanie). Ale nad tym wszystkim góruje
namiętny ton miłosnego wyznania. Jeśli jest coś, co spaja
wszystkie te formy, coś, co sprawia, że nie obcujemy z dzielem-hybrydą, ale ze spójną całością, to właśnie ów głos czło­
wieka nieprzytomnie zakochanego. Książka Steinera, to
rzecz składająca się w znacznej części z barthes'owskich
„fragmentów dyskursu miłosnego". Ale też to, co wprawia
w ruch język, co każe mu mówić, mówić, mówić, wyklucza
wszelką dyskusję. ,JCocham-cię jest bez niuansów. Likwidu­
je wyjaśnienia, uzgodnienia, stopnie, skrupuły". Steiner
przecież nie argumentuje, ale sławi swoją oblubienicę: muzy­
kę. Cały roznamiętniony, płonący, chory z miłości. I , jak każ­
dy zakochany, powtarza się, mówi wciąż to samo, tylko w in­
nej formie. Domaga się przy tym, by na obiekt jego wes­
tchnień spoglądać wyłącznie jego oczyma. Na pewno: to nie
jest książka dla wszystkich. Steiner szuka takich jak on.
Zwraca się do mnie, do ciebie, do tych, dla których, jak dla
Ciorana, muzyka jest do życia koniecznie potrzebna.
54

„Kochać - to nie pytać o nic"
z repertuaru Piotra Szczepanika

Czy można napisać coś sensownego o muzyce? Można.
Ale jak? Połuchajmy jeszcze na koniec kilku z tych, którzy
o muzyce potrafili powiedzieć najwięcej:
Kierkegaard: „Ale jestem na tyle dzieckiem, czy raczej je­
stem jak młoda dziewczyna w Mozarcie zakochany, że za
wszelką cenę muszę go umieścić jak najwyżej. (...) O nie­
śmiertelny, któremu wszystko zawdzięczam, i to, żem rozum
utracił, i duszę mam zachwyconą, i że przejął mnie najgłęb­
szy dreszcz, o ty, któremu zawdzięczam, że nie muszę iść
przez życie jak jeden z tych, których nic poruszyć nie zdoła;
ty, któremu dzięki niech będą za to, że nie umrę nie zaznaw­
szy miłości, choć miłość moja była nieszczęśliwa".
Barth: „Wierz mi, proszę: wiele uszu i serc, zarówno uczo­
nych, jak i tych prostych, jak moje, w dalszym ciągu kochają
cię słuchać, wciąż na nowo - nie tylko w roku twojej roczni­
cy!"
Gombrowicz: „Od kilku lat przebywałem poza muzyką.
(...) Jednakże przed paru miesiącami wysłuchałem przypad­
kowo kwartetu f-moll, jedenastego - i nie wiem, czy tego
dnia byłem szczególnie łasy na muzykę, czy może podbiło
mnie bogactwo polifoniczne kwartetu (...) zaraz następnego
dnia kupiłem sobie płyty z tymi jego kwartetami....i utoną­
łem. (...) Zapewne gdyby nie ten wykwintny czwórśpiew
smyczkowy, nie owo polifoniczne wyrafinowanie kwarteto­
we, dzięki któremu wszelka muzyka, która się dostanie mię­
dzy te cztery instrumenty, ulega niezmiernemu wysubtelnieniu, nie byłbym może znienacka zachorował na Beethovena".
51

52

53

Barthes: „Refleksje, jakie zamierzam wam przedstawić,
mają w sobie coś z paradoksu: chciałbym w nich złożyć wy­
jątkowy i szczególny hołd swojemu ukochanemu wykonaw­
cy pieśni francuskich, którym był Charles Panzera.(...) Mój
stosunek do głosu Panzery ma charakter miłosny: nie chodzi
o jego surowy, fizyczny głos, ale o to, jak ów głos wnika w ję­
zyk, w nasz język francuski, jako pożądanie: żaden głos nie

PRZ
1

G.Steiner. Rzeczywiste obecności, przet. O.Kubińska, Instytut Kul­
tury, stowo/obraz terytoria. Gdańsk 1997. Następne przytoczenia z tej
książki lokalizuję w tekście, numery stron w nawiasach kwadratowych:
[ROI
G.Steiner, W zamku Sinobrodego, przet. O.Kubińska, Atext, Gdańsk
1993, s. 131; dalsze cytaty z tej książki zaznaczam w tekście w nawiasach
kwadratowych: |WzS]
Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że krytyka Steinera nie osiąga
pułapu umysłowej aberracji, jak to zdarza się czasem w konserwatyw­
nych połąjankach. U Allana Blooma czytamy np. taką oto złotą myśl:
„Młodzi ludzie wiedzą, że rock ma rytm stosunku płciowego", co mimo­
wolnie potwierdza trafność tytułu jego książki, por. A.Bloom Umysł za­
mknięty, przeł. T.Bieroń, Zysk i S-ka, Poznań 1997. s.85
2

1

4

„Przedmiotem nabożnego zachwytu konsumenta są pieniądze, za
które kupił bilet na Toscaniniego. Sam przyczynił się do sukcesu, który
reifikuje i uznaje za obiektywne kryterium, nie rozpoznając w nim swe­
go udziału. Ale jest 'twórcą' tego sukcesu nie dlatego, że koncert mu się
spodobał, lecz dlatego, że kupił bilet.", Ober den Fetischcharakter in der
Musik und die Regression des Hórens, „Zeitschrift fur Sozialforschung"
1939, rocznik VII, cyt. za: K.Sauerland, Od Diltheya do Adorna. Studia
Z estetyki niemieckiej. Warszawa 1986, s. 198

55

56

Pewnej ironii dodaje fakt, że aby się tego wszystkiego do­
wiedzieć, niekoniecznie trzeba było książkę Steinera prze­
czytać. Wystarczyło spojrzeć na dedykację: „Dla Jacqueline
Werly. będącej źródłem muzyki".

PISY
5

N.Harnoncourt, Muzyka jako mowa dźwięków.
przet.M.Czajka,
Fundacja „Ruch Muzyczny", Warszawa 1995, s.7
'' I.Kant. Krytyka władzy sądzenia, przeł. J.Galecki, Warszawa 1986.
s.264
W.Wackenroder. Dichtung, Schriften, Brie)'e, Berlin 1984, s.312,
cyt. za: E.Fubini. Historia estetyki muzycznej, przet. Z.Skowron. Musica
Jagiellonka. Kraków 1997, s.260
" W.Wackenroder, Werke und Briefe. Heidelberg 1967, s.451, cyt. za:
C.Dahlhaus, Idea muzyki absolutnej i inne studia, przet. A.Buchner.
PWM. Warszawa 1988,' s.159
Wackenroder, Dichtung
s.261
S.Kierkegaard, Stadia erotyki bezpośredniej,
przeł. J.Iwaszkie­
wicz, w: Albo-albo , Warszawa 1982,1.1, s.76
'' Tamże, s.77
Tamże, s.75
" Naturalnie, pojęcie formy u Hanslicka, nie jest ani tak jednoznacz­
ne, ani tak redukcyjne, jak zwolennicy czarno-białych (forma versus
treść) modeli estetycznych chcieli by to czasem widzieć, por. Dahlhaus.
Idea..., s. 117-121
A.Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, przel. J.Garewicz, PWN, Warszawa 1994, t.l, s.395-396
7

4

10

12

14

55

�15

Tamże, s.405
Tamże, s.406-407
Tamże, s.405
F.Nietzsche, Narodziny tragedii czyli hellenizm i pesymizm, prze).
L.Staff, Warszawa 1907, s.20
F.Nietzsche, Pisma pozostałe 1862-1875, przeł. B.Baran, inter es­
se, Kraków 1993, s.205
Tamże, s.210
Nietzsche, Narodziny
s.50-51
Tamże, s. 148, 149
Tamże, s.234
C.Levi-Strauss, D.Eribon,, Z bliska i z oddali, przeł. K.Kocjan,
Opus, Łódź 1994, s.208-209
Por. E.Mieletynski, Poetyka mitu, tłum. J.Dancygier, przedmowa
M.R.Mayenowa, PIW, Warszawa 1981, s. 103
Tamże, s.205
C.Levi-Strauss, Mythologiques I: Le cru et le cuit, Paris 1964, t.l,
s.24; Octavio Paz polemizuje z tą tezą, twierdząc, że aby coś przekro­
czyć, trzeba to najpierw osiągnąć, muzyka natomiast nigdy nie przekra­
cza języka artykułowanego, bo po prostu nigdy do tego poziomu nie do­
chodzi. O .językowym" charakterze muzyki można mówić tylko per
analogiom, O.Paz, Levi-Strauss albo Nowa Uczta Ezopa, przeł. P.Fomelski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997, s.52
16

17

18

19

2 0

21

2 2

2 3

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

C.Levi-Strauss, Myth and Meaning. Cracking the Code of Culture,
forward W.Doniger, New York 1985, s.52
Podobną intuicję zanotował w swoim dzienniku Witold Lutosław­
ski: „Po raz tysięczny: muzyka nie wyraża żadnych określonych uczuć,
stanowi tylko ramy formalne (pokr.DC), w które przy jej odtwarzaniu
każdy wlewa swoje własne emocje; takie na jakie go stać. Stąd bardzo
proste wytłumaczenie łez gestapowców słuchających Mozarta", por. Lu­
tosławski. Homagium. Wydawnictwo Galerii Zachęta, Warszawa 1996,
s.30
2 9

3 0

J.Łotman, Kultura i eksplozja, przeł. i wstępem opatrzył B.Żyłko,
PIW, Warszawa 1998, s. 199-200
, J oto pytam się: czego ż ą d a całe moje ciało od muzyki w ogóle?
Sądzę, że ulgi: tak jakby lekkie, śmiałe, swawolne, pewne siebie rytmy
miały przyspieszać wszystkie funkcye zwierzęce: tak jakby złote, dobre,
łagodne harmonie pozłacać miały spiżowe, ołowiane życie", F.Nietzsche,
Wiedza radosna, przeł. L.Staff, Warszawa 1907, s.338
3 1

3 2

Levi-Strauss, Eribon, Z bliska..., s.206; warto zazanaczyć, że
podobnie o związku muzyki i mitologii pisał Karl Kerenyi, wychodząc
w swoim myśleniu z zupełnie innych przesłanek: „Mitologia, zupełnie
tak samo jak muzyka, może być bardziej lub mniej zgodna ze swoim cza­
sem. Mogą być czasy, które to coś największego, co 'myślały', zdolne są
wyrazić tylko w muzyce. Ale to coś największego jest w tym przypadku
właśnie czymś takim, co jedynie w muzyce może być wyrażone", K. Ke­
renyi, Czym jest mitologia, przeł. I.Krońska, „Twórczość", 2:1973, s.90
3 3

R.M.Rilke, Muzyka, w: Rilke, Poezje, wybrał, przełożył i posłowiem opatrzył M.Jastrun, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987.
s.347; przekład angielski mówi raczej o języku: Music..Language whe­
re/ language ends, R.M.Rilke, Music, przeł. Robert Bly, w: „Parabola",
Volume V, number 2, 1980, s.59; Niezwykle zabawną, acz kuriozalną jest
próba Anthony Burgessa przekładu na „muzykę" słów I części, sławne­
go Allegro molto, z Symfonii g-moll Mozarta (K.550). Przez swoją skraj­
ność, unaocznia ona daremność szukania dla dźwięków muzyki słowne­
go ekwiwalentu, wyraźnie stawia nas, czytelników i słuchaczy, wobec
granicy nie do przebycia: „The squarecut pattern of carpet. Squarecut the
carpet's pattern. Pattern the cut square carpet. Stretching from open door
to windows. Soon, if not burned, ripped, merely purloined, as well all too
likely, other feet would, other feet would tread. He himself, he himself,
he he himself trod in the glum morning"... i tak dalej, w tym duchu...,
A.Burgess, Mozart &amp; Wolf Gang, Vintage, London 1992, s.81; w sprawie
związków poezji z muzyką por. J.Błoński, Ut musica poesis?, „Twór­
czość" 9:1980, s.l 10-122
5 4

Por. np. rozumienie formy zaproponowane przez Wiesława Ju­
szczaka, W. Juszczak, Zasłona w rajskie ptaki albo O granicach „ okresu
powieści", PIW, Warszawa 1981, s.49-52

36

3 5

„(...) schematyzacja elementu irracjonalnego muzyki dzięki prze­
żywaniu jej przez człowieka udaje się tylko na pewnych odcinkach i wy­
rywkowo, właśnie dlatego, że muzyka sama w sobie nie ma bynajmniej
za swą treść serca ludzkiego ani też tylko jakiegoś drugiego narzecza
swego wyrazu obok tego zwykłego, lecz właśnie jest także 'czymś in­
nym', czymś, co dzięki podobieństwu spotyka się z tamtym na pewnych
odcinkach, ale nie zlewa się z nim w wielkich i bezpośrednich związ­
kach", R.Otto, Świętość, Elementy irracjonalne w pojęciu bóstwa i ich
stosunek do elementów racjonalnych, Książka i Wiedza, Warszawa 1968,
s.84; o metafizycznym wymiarze muzyki zob. liczne teksty i książki
Bohdana Pocieja, szczególnie porządkujący artykuł: Inspiracja religijna
w muzyce, w: W kierunku religijności, red. B.Bejze, ATK Warszawa
1983, s.328-357
3 6

G.van der Leeuw, Sacred and Profane Beauty. The Holy in Art,
preface M.Eliade, transl. D.E.Green, Weidenfeld and Nicolson, London
1963, s. 261
„Po co wczytywać się w Platona, skoro saksofon też może nas
otworzyć na inny świat", Z Cioranem rozmawia Benjamin Ivry , w: Roz­
mowy z Cioranem, przeł. I.Kania, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999,
s.l 70
Z Cioranem rozmawia Louis Jorge Jalfen, w: Rozmowy...., s.86
Z Cioranem rozmawia Michael Jakob, w: Rozmowy...., s.246
Z Cioranem rozmawia Benjamin Ivry, w: Rozmowy...., s.170-171
Z Cioranem rozmawia Sylvie Jaudeau, w: Rozmowy...., s.186-187
Tamże, s.l87
P.Florenski, Ikonostas i inne szkice, przeł. Z.Podgórzec, PAX, War­
szawa 1984, s.125
G.Marcel, Tajemnica bytu, tłum. M.Frankiewicz, przedmowa
K.Tarnowski, Znak, Kraków 1995, s.390; obecność metaforyki muzycz­
nej w filozoficznych rozważaniach godna jest osobnego namysłu, por.
rozważania Barbary Skargi o związkach czasu i muzyki u Bergsona i Bachelarda, B.Skarga, Dwie formy czasu, w: tejże, O filozofię bać się nie
musimy. Szkice z różnych lat, PIW, Warszawa 1999, s.53-69
3 7

3 8

3 5

4 0

4 1

4 2

4 3

4 4

4 5

G.Steiner, Errata, Yale University, 1988; Warto może też zazna­
czyć, że sytuacja ta nie jest dla Steinera jednoznacznie negatywna. Wie­
lość języków, to wielość interpretacji świata, docieranie do jego „istoty"
różnymi drogami. Każdy język w inny sposób „otwiera" rzeczywistość.
Główne myśli z autobiografii Steinera referuje krótko J.Anders, Cierpli­
wość intuicji, „Literatura na świecie", 11-12:1998, s.269-276
4 6

H.Whone, Music, the Way of Return, .parabola", Vol.V, 2: 1980,

s.13
4 7

R.Barthes, Muzyka, głos, język, przeł. K. Kłosiński, „Pamiętnik L i ­
teracki", R . X C , 1999, z.2, s.9
P.Ricoeur, Język, tekst, interpretacja, przeł. P.Graff, K.Rosner,
PIW, Warszawa 1989, s.l55
A.Schweitzer, Bach, przeł. M.Kurecka, W.Wirpsza, PWM, Kra­
ków 1987, s.327; w niejednoznacznie pojmowanej kwestii symbolu
w muzyce, zob. dwugłos C.Dahlhausa i H.H.Eggebrechta, Co to jest mu­
zyka?, przeł. D.Lachowska, wstęp M.Bristiger, PIW, Warszawa 1992,
s.l 13-125
4 8

4 9

5 0

H.G.Gadamer, Aktualność piękna. Sztuka jako gra, symbol i świę­
to, fłum.K.Krzemieniowa, Oficyna Naukowa, Warszawa 1993, s.43
Kierkegaard, Stadia...s.50
K.Barth, Wolfgang Amadeus Mozart, foreword J.Updike, transl.
C.K.Pott, Eerdmans Publishing Company, Grand Rapids 1986, s.23
W.Gombrowicz, Dzienniki 1957-1961, Paryż 1962, s.211-212
R.Barthes, dz. cyt., s.5-6
Tamże, s.9
R.Barthes, Fragmenty dyskursu miłosnego, przekład i posłowie
M.Bieńczyk, wstęp M.P.Markowski, Wydawnictwo KR, Warszawa 1999.
s.214.
51

5 2

5 3

5 4

5 5

5 6

Wszystkie ilustracje Roberta Fludda za: J. Godwin, Robert Fludd:
Hermetic Philosopher and Surveyor of Two Worlds, Shambhake Publica­
tions 1979

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11251" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11229">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0be01e35dd3f540ac565c689aa0bf28f.pdf</src>
        <authentication>54a6146060aa9bfcd7527a924db6a011</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134049">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2791</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134050">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134051">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2600</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134052">
                <text>Dziennik w ścisłem znaczeniutego wyrazu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134053">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.96-110</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134054">
                <text>Malinowski, Bronisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134055">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134056">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134057">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134058">
                <text>Dziennik w ścisłem znaczeniu
tego wyrazu
Bronisław M a l i n o w s k i

Od Redakcji
Tym razem prezentujemy początkowy fragment ostatniego zeszytu, który stanowi większość tomu opublikowanego
w 1967 jako A Diary in the Strict Sense of the Term, New York 1967. Tytuł angielskiego przekładu i wydania był wzię­
ty z tego właśnie zeszytu. Malinowski zapisywał go w okresie od listopada 1917 do lipca 1918. Są to notatki dość syste­
matyczne i służą w dalszym ciągu pracy nad sobą.
W zapiskach tych dochodzi jednak element nowy: pojawia się przyszła żona Elsie Rosaline Masson, która staje się
główną postacią, muzą i powierniczką młodego antropologa. Fragmenty korespondencji pomiędzy Elsie R. Masson
i Bronisławem wydane przez Helenę Wayne (Malinowską) w dwutomowej edycji: The Story of a Marriage: The Letters
of Bronisław Malinowski and Elsie Masson, Routladge 1995 publikowaliśmy na tych łamach (por. „Konteksty" 1997 nr 1-2; nr 3-4). Sylwetkę Elsie Masson przedstawiła też Helena Wayne w swoim artykule Wpływ kobiet na życie i dzie­
ło Bronisława Malinowskiego („Konteksty" 1997 nr 1-2).
Malinowski wyrusza w swą trzecią i ostatnia wyprawę: spędza miesiąc w Samarai (na wschodnim krańcu Nowej Gwi­
nei), by w końcu dostać się znów na Trobriandy, gdzie spotyka znane krajobrazy, znanych ludzi i ciągle jeszcze nie do
końca poznane problemy. Takim właśnie problemem okaże się wymiana kula.
W poniższym fragmencie odbijają się najlepiej wszystkie te cechy Dziennika, na które w swoim omówieniu zwracał
uwagę James Clifford - trudna sytuacja badacza antropologa, jego wyobcowanie, stany znużenia i zniechęcenia, a przede
wszystkim swoista polifoniczność, poliglotyczność i heteroglosja w samej strukturze tekstu : „»Polski« dziennik jest nie­
zwykle wielojęzyczny. Mario Bick, którego zamiarem było zestawienie słownika i ogólne 'posortowanie tej lingwistycz­
nej mieszaniny', precyzuje, że Malinowski pisał 'po polsku, często używając angielskiego, słów i zdań po niemiecku,
francusku, grecku, hiszpańsku i po łacinie oraz oczywiście terminów pochodzących z języków tubylczych' (były to czte­
ry języki: motu, mailu, kirwiński i pidgin)." (Por. James Clifford, O etnograficznej autokreacji: Conrad i Malinowski,
„Konteksty" 1992 nr 3^1).
(Z.B.)

Dzień za dniem, bez wyjątku, będę tu spisywał zdarzenia
mego życia w historycznym porządku. - Co dzień, sprawdza­
nie z dnia poprzedniego: zwierciadło zdarzeń, mozolna oce­
na, wyodrębnianie sprężyn życia, plan na dzień następny.

Ogólny plan zależy przede wszystkiem od stanu zdrowia.
Teraz jeżeli będę silny, mam zamknąć się w pracy, wierności
dla mojej narzeczonej, i celu pogłębienia życiowego w teni
samem znaczeniu, w jakiem pracowałem dawniej.
Samarai. 10.11.17.
Wczoraj: rano wstaję koło 6 i 'A (poprzedniego dnia po­
szedłem spać wcześnie); czytam dziennik (kawałek, który na­
pisałem uprzednio), czytam nowelki O. Henry. Chwile gwał­
townej tęsknoty za E.R.M. Przypominam sobie jej fizyczną
obecność, uczuciową atmosferę bezpośredniego wrażenia:
spotyka mnie na schodach Library, przychodzi do mnie rano
i budzi mnie itp. - Koło 12 wychodzę, idę naokoło wyspy,
droga błotnista, dzień deszczowy, chłodny, powiew od gór
(pokrytych śniegiem?). Jem lunch i gadam z Solomonem, po­
1

96

południu drzemka, budzi mnie okrzyk KAYONA [nazwa stat­
ku] - pomieszałem to imię z ITAKĄ. Idę do Banku,
B[urns]P[help]&amp;B.N.G. (Mr. Wilkes, który mówił ze mną
o Thomasie i dał mi parę fotografii, zaprasza mnie na wieczór
któregoś dnia). Potem szpital; w myśli picuję się do „matrony" [siostra przełożona], która wydaje się przystojna i bycza.
Teddy [Auerbach] opowiada o kopalniach złota share'sach
[share - akcja] i claimsach [claim - działka], zabawny żar­
gon. Idę znów naokoło (spotykam 2 chłopców z Mailu); ko­
lacja, rozmowa z Salomonem i Capt. Hope, który advancuje
[advance - wysuwać] paradox, że all busines is gambling [ca­
ły biznes jest hazardem], poczem ja definjuję socjalizm jako
usunięcie gamblingu z business'u. Wstrętne facety z tropikal­
ną rozlazłością i [?]. Wieczór idę do szpitala, gdzie Teddy
opowiada historje o „holding court"(Comaia który przerywa
„you bloody liar" [przeklęty kłamca]; i inny facet, który
mówi Campbellowi [??] &amp; potem oskarża go o to, że [?] bo­
ys to get money). Mówimy o Sabaku i t.p. Przez ten czas,
podświadomie czekam, ażeby być przedstawionym nursie.
Idę o 9=tej z jakimś facetem. Siedzę do 10'A i picuję się do
Mrs. Cofton, która jest niegłupia, jakkolwiek bardzo niekul­
turalna. W myśli macam ją i rozbieram, i rachuję, ile czasu by

�mi zabrało, ażeby ją obłapiać. Przedtem jeszcze mam myśli
lubieżne o L.P W ogóle zdradzam złotko [Elsie] w myśli. Moralna strona: dodatnio notuję brak czytania powieści
i tendencję do skupiania się; ujemnie: picowanie się w myśli
do matrony: lubieżne powroty do L.P. Także fatalna tenden­
cja do „karania" i parania się w myśli z wszystkimi tymi dra­
niami, którzy mi tu dokuczają, zwłaszcza z Murrayem. To ka­
ranie przybiera zwłaszcza formę ironicznych uwag
w przedmowie do Magn[um] Opus, w przemowie w Royal
Society po odczycie Murraya, w uwagach zwróconych do je­
go brata. Poram się też i peszę Stronga, B.P, Campbell'a i.t.p.
- Z drugiej strony, jasno sobie zdaję sprawę ze śmieszności
tego i postanawiam tego już więcej nie robić. Dziś rano napróżno wyglądam Itaki. Zdaję sobie sprawę,
że jeżeli zdołam opanować moralną stronę mojej chwilowej
anarchii, wejść w głęboką samotność i rozpocząć nieugięte
pisanie dziennika, to czas mój spędzony tu nie będzie na dar­
mo. - A więc na przyszłość E.R.M. jest moją narzeczoną
i więcej, istnieje dla mnie tylko ona i nikt inny; nie wolno mi
czytać powieści, chyba że jestem chory albo w stanie gwał­
townej depresyi; oba stany należy przewidywać i vorbeugen
[zapobiegać]. Celem mojego pobytu tutaj jest praca etnologiczna; która musi mnie pochłaniać, za wykluczeniem wszy­
stkiego innego. Nie wolno mi myśleć o „zemście" albo „ka­
rach" i brać serjo Spencera, Murraya, albo którąkolwiek inną
świnię.
2

11.11.17. Niedziela.
Wczoraj: rano piszę trochę, trochę „myślę" i tracę czas.
Koło ll=tej idę do B.P. - brak jednej skrzyni. Potem do
B.N.G. Kupuję buty, soczek. Ted. A. jest „źle wychowany"
w stosunku do mnie. To mnie peszy i irytuje. Opanowuję to;
wracam do domu, piszę list do Bramella. Lunch; pokazuję

3

Tedowi i Captainowi moją broszurę ; potem drzemka; piszę
listy do Leily i do Taxacyi; idę do Spillera; Capt. siedzi tam
wracając żółć na mieszkańców Samary i. Potem sam idę nao­
koło wyspy - lekkie zmęczenie, wątrobiastość; biegnę kawał­
kami; jem mało wieczorem; czuję się byczo, idę do Hintona;
młody cokney, przystojny, z otwartą głową; opowiadający
świńskie historje dowcipnie; interesuje się muzyką + śpiewa
i komponuje karykatury sentymentalnych piosenek! Idę znów
naokoło, Wenus świeci nad Rogeją; skupiam się; pragnę my­
śleć o przeszłości; zrobić syntezę roku przeszłego. Formułu­
ję pierwotne uczucie dla E.R.M., głęboką wiarę w nią, wiarę,
że ma ona skarby do dania i cudowną moc rozgrzeszania
grzechów. Stąd moje spowiedzi, stąd mówię jej „najgłębsze"
rzeczy, które przeżywam. Pragnienie heroicznych i drama­
tycznych przeżyć i zwierzeń ostatecznych. Potem myślę
0 niej intenzywnie i płonę namiętną miłością do niej. Meeresleuchten [fosforescencja]: tajemniczo, leniwie ogień zielony,
zimny rodzi się w fali gaśnie znowuż. Wracam, piszę do El­
sie. - Moralnie trzymam się nieźle. Lubieżne myśli o Leili
tłumię wspomnieniem zasadniczo odmiennego stanowiska
w stosunku do L.P. i E.R.M. - (Silna fala uczuciowa dla Paw­
ła i Jadwigi ). Nie myślę prawie całkiem o „prześladowaniu"
1 przyjmuję wszystkie ewentualności spokojnie i swobodnie.
Postanawiam dziś spisać wspomnienia z Melbourne dla sie­
bie;
4

Poniedziałek 12.11.17.
Wczoraj: po napis[aniu] dziennika lecę na krótki spacer.
Dzień pogodny i chłodny powiew, ale mocny upał słońca.
Czuję się b. dobrze ze zdrowiem; potrzeba fizycznego ruchu,
biegnę drogą. Po śniadaniu pragnę się zabrać do retrospek­
tywnego] dziennika. Trochę branzluję czas, przeglądam Syd­
ney Mail, ilustracje. Biorę od „Capitaina" moje dzieła i niosę
97

�do Hintona. Capt. robi uwagi o nieinteresującości tutejszych
nativow i ich niewdzięczności. - Potem z przerwami i odchy­
leniami piszę retrospektyw schematycznie. Koło 12'A gimna­
styka: czuję się po temu. Upał szalony. Po lunchu czytam
Swinoburego [Swinburne ]. Kładę się spać, leżę, ale nie śpię;
odganiam myśli lubieżne. Wstaję o 3=ciej z Tedem wygląda­
my Itaki; Tedowi nawet za gorąco. Jestem wypuffowany, tak,
że nie mogę nic intenzywnie robić. Piszę listy: Mayowie, Boreniusy, Elsie. Idę do kąpieli; do Spillera, gdzie mówimy
0 statkach, które wrecnęły [wreck - rozbiły się] i o czarnej fe­
brze. Potem naokoło: mnóstwo ludzi i boyów, którzy jedzą
coconuty [orzechy kokosowe] i grają na flecie. Native półcywilizowany, włóczący się po Samaryi, jest dla mnie czemś
apriorycznie wstrętnem i nieinteresującem. Nie czuję bynaj­
mniej natchnienia, ażeby pracować nad niemi. Myślę o Elsie
1 przypominam fazy naszej ostatniej miłości, skojarzonej
z socjalistami. Obiad; rozmowa na werandzie z Capt. o poli­
tyce angielskiej. Jego nerwowo namiętne inwektywy na
Asquitha; jego osobista znajomość ze Smithem, Botha etc.
etc. Jego obrona konserwatyzmu. Ja kiwam głową i zgadzam
się, potem ja wygłaszam antyniemiecką tyradę (właściwie to
jest głupie z mojej strony). Rozmowa z 3 córkami hotelu. Ich
wycieczka na mainland, ich orchideje i ich ideje: dama, która
maluje wszystkie kwiaty itp. itp. Wieczorem macam wątrobę
kelnerki i dostaję erekcyi, zamiast napisać parę wierszy do
Elsie. Zasypiam łatwo i prędko.
Morale: najważniejszą rzeczą jest eliminowanie stanu roz­
prężenia, czyli pustki wewnętrznej, w których źródła wewnę­
trzne nie wystarczają. Jak np. wczoraj popołudniu, kiedy nie
wiedziałem, do czego się zabrać; lub wieczorem, kiedy traci­
łem czas poruszając się po linii najmniejszego oporu pod­
świadomej lubieżności (gadanie z babami). Powinienem ja­
sno i wyraźnie czuć siebie w oderwaniu od obecnych warun­
ków życia, które same sobie nie istnieją dla mnie.
Metafizycznie: tendencja rozprężania się, gadania, robie­
nia podbojów jest zwyrodnieniem tendencyi twórczej;
odzwierciedlania rzeczywistości we własnej duszy. Nie wol­
no pozwalać na to zwyrodnienie. Myślę, jak sformułować Sa­
marai dla Elsie i jej książki: sprzeczność między malowniczością pejzażu i poezją wyspy na oceanie a marnością tego
życia tutaj.
5

Wtorek 13.11.[ 17]
Wczoraj: idę naokoło wyspy i piszę dziennik na ławce.
Lekkie zmęczenie i ucisk na oczy i głowę (chinina?). W domu
piszę retrospektyw Melburnski. O 10 i Ъ idę do B.P. i proszę
Burtona, żeby mi poszukał zaginionej kiesy Stasia. Herbata
(morning tea) u Hendersonów; orchideje i paprocie. Wymoczkowata Mrs Smith mówi mi o P=t Darwin ja [o] Elsie - wy­
mieniam jej nazwisko. Potem w domu; czytam folk tales
w Seligsie. Drzemię przed objadem. Drzemię po ob[jedzie]
0 3 i Чг showerbath [prysznic]; potem znów czytam. Brak mi
sprężyny do skończenia dziennika. O 5 = tej idę naokoło wy­
spy. Po objedzie namiętna tęsknota z E. „Gdybym mógł wstać
1 iść do niej piechotą, tobym zaraz zaczął iść. Takaż tęsknota
popołudniu. - Koło 4 i 'A, kiedy kończę czytanie Seligsa, me­
tafizyczna tęsknota, uwięzienie w istnieniu, symbolizowane
wyspą. Wstać, iść naokoło, szukać, co się kryje za węglem tylko uciekam przed samym sobą, zamiana jednego więzienia
na drugie. Wieczorem gadam z Tedem, decyduję się czekać na
Itakę - ażeby dostać boyów w Dobu. Idę z nim do szpitala.
Hartley, sympatyczny facet, opowiada o Nelsonie, który wy­
grzebał się z nędzy i który na próżno oczekuje żony każdym

98

statkiem. Idę naokoło wyspy. Gwiazdy się jarzą; morze fosfo­
ryzuje. Wracam do domu - myślę o E.R.M. cały czas, piszę do
niej. - Uczuciowo, moja miłość do niej - silna, głęboka, prze­
nikająca wszystko - jest głównym elementem mego życia.
Myślę o niej jako o mojej przyszłej żonie. Czuję głęboką na­
miętność - opartą na duchowem przywiązaniu. Jej ciało jest
jakby sakramentem miłości. Chciałbym jej powiedzieć, że jesteśmy zaręczeni, że pragnąłbym mieć wszystko otwarcie
i publicznie ustanowione. Ale doświadczenie z N[iną] Stir­
ling], której oświadczyłem się zbyt impulzywnie i przedwcze­
śnie, skłania mnie do umiarkowania w słowach. - Jestem
wciąż skupiony i spokojny. Upały nie męczą mnie zbytecznie.
Przyjmuję chwilowe uwięzienie w Samarai, jako rzecz nieu­
niknioną i dobrą, o ile czas ten poświęcę na skupienie się i na
przygotowanie się do pracy etnolog. Wyeliminowałem lubież­
ne rozproszenia myślowe, i popędy powierzchownej flirtacyi,
np. chęć zapoznania się z byczemi kobietami tutaj (zwłaszcza
matron); w ogóle staram się pokonać metafizyczny [?]: wsiech
nie pieriejebiosz! Myśli: pisanie dziennika retrosp. daje mi du­
żo, refleksyje: dziennik jako „historya" faktów absolutnie do­
stępnych obserwatorowi, jednak pisanie dziennika wymaga
głębokiej wiedzy i daleko idącego trainingu; zmiana teore­
tycznego punktu widzenia; doświadczenie w pisaniu dopro­
wadza do zupełnie innych rezultatów, nawet nie zmieniają[c]
obserwatora. Cóż dopiero u rozmaitych obserwatorów!
A więc nie można mówić o objektywnie istniejących faktach:
teorja stwarza fakty. A więc nie ma historyi jako wiedzy
odrębnej. „Historya" jest obserwacją faktów w myśl pewnej
teoryi; zastosowaniem tej teoryi do faktów, jak ją czas rodzi. Życie, które leży za mną, mieni się opalizującą różnorodno­
ścią barw. Niektóre rzeczy uderzają i pociągają mnie. Inne są
martwe. Miłość do E., która podczas trwania była dość bez­
władnym elementem, teraz mieni się różnorodnością barw.
Sprężyna intelektualnych interesów (praca naukowa; plany
socjologiczne; dyskusje z Pawłem) nie mają tego napięcia.
Ambicje i żądza działania i formułowania się, są jeszcze bar­
dziej szare w retrospekcie.
Środa 14.11.[17].
Wczoraj: rano pracuję nieźle nad dziennikiem - piszę in­
tenzywnie i nie tracę sprężyny. E.R.M. wciąż jest ze mną. Nie
czytam powieści; czytam Swinburna; umiem jej listy i telegra­
my prawie że na pamięć i patrzę na jej fotografie. Popołudniu
drzemka, czytam Seligmana; dusz; idę na spacer. Czuję się
dość silny, wspinam się na górę, wciąż myśląc o Elsie. Po obje­
dzie siedzę i rozmawiam z Truthful James i Mrs Young o plan­
tacjach kokonutowych i o kauczuku. Potem idę do Leslie's Ho­
tel, skąd zabieram młodego faceta i idę spacerem naokoło wy­
spy. Pijemy ginger ale [piwo imbirowe]; potem idę do Hinto­
na; oglądam jego szyldkret. Stamtąd wracam do domu i piszę
list do E.R.M. W nocy „biblja" na czysto fizjologicznej podsta­
wie (zbyt dużo jem, zwłaszcza pieprznych rzeczy). Dziś. Wstaję o 6 i 'A; sail-o! [okręt na widoku!] Makumbo
o 7 i 'A jest już u warfu [wharf - przystań]. Idę na spacer po
cienistej stronie wyspy. Piszę list do E.R.M. i N.S., przeglą­
dam resztę listów, dopisuję je, pieczętuję. Rekomenduję list
do E.R.M. Idę na statek. Capt. Hillman stawia mi claret &amp; so­
da. Dyskusja z komendantem Burrows o Niemieckiej administracyi. On chwali ich systematyczne, efficient [sprawne]
szpitale; ich troskę o dobrobyt nativow. Ja ganię i chwalę laissez faire. On rżnie na Sacre Coe[u]r w Niemieckiej]
N[owej] G[winei] i chwali Marist Mission. - Potem wracam
do miasta; ginger ale z Tedem i kapitanem Hillm[anem].

�Wracam na statek. Oddaję paczkę [Mc] Crannowi i piszę list
do Khunerów. Rozmowa z Higginsonem i komendantem
0 naturalnych zjawiskach etc. - Potem lunch; mówimy o et­
nografii. Patrzymy na chart [mapę] niemiecką, niemieckiej
Gwinei. Opowiada mi o swoich eksperiences [experiences doświadczenia], o różnorodności krajowców na różnych wy­
spach; o niemieckich kolonistach, zwłaszcza o Doiły Parkin­
son i jej matce, i ciotkach. O 3 i 'A wracam do domu, gawę­
dzę z Ramsayem. Wracam na statek: rozmowa z Dr. Harse
1 komendantem o Niemieckiej administracyi, o Rosyi
i o wojnie.
Czwartek 15.1 Ц П ] .
Wczoraj: o 5=tej idę naokoło wyspy i czuję potrzebę exer­
cise [ćwiczeń]; piszę dziennik na ławce. Jestem trochę pod­
niecony i rozproszony dniem spędzonym na statku. Idę na cy­
pel na górkę i patrzę na morze. E.R.M. jest ciągle ze mną.
(Ale zupełnie nie pamiętam, o czem myślę na tym spacerze!)
Aha: między innymi interesuje mnie przyroda. Poprzedniego
wieczora: jadowita verdigris Sariba wbita między morze ko­
loru rozpalonej czy fosforyzującej magenty, z poolami tu
i tam zimno niebieskiego refleksu; odbłysk na wodzie różo­
wych chmurek i elektric-green czy saxe-blu nieba. Wczoraj
wieczór: niebo i morze wyraźnie niebieskie, spokojnym, peł­
nym błękitem; pagórki mieniące się głębokimi fioletami i intenzywnym kobaltem rudy miedzianej, a nad nimi dwie czy
trzy baszty spiętrzone chmur płonących skalą intenzywnych
pomarańcz, okier i róż. - Chciałbym ją tu mieć. Wracam, sły­
szę na gramofonie „chłopcze ty, spełń me sny" i chwyta mnie
chandra za winem życia. Żal że E.R.M. nie tańczy w moim
stylu. Adage [przysłowie]: „kto tańczy ze sobą dobrze, ten nie
będzie żył w zgodzie". - Spotykam Mrs. Henderson, Baldie
i Annie. Rozmowa, staram się być interesujący. Zawsze baby!
- Po kolacyi rozmowa z Capt. Hopem, który mnie obdarowu­
je swymi favours. Potem rysuję plany grzebieni. Szyldkretomania. Idę naokoło wyspy z młodym facetem, który przyje­
chał ze mną i jest u B.P. Uskarżamy się na niegościnność Samarai; opowiada mi swoją historję. - Rozmowa z babami hotelowemi. Idę spać, myślę o Elsie. Sen: na rogu M.H. czekam
na tram idący do Brighton [przedmieście Melbourne]. Patrzę
i słucham, czy idzie. Łapię go na rogu. Żal, że jestem sam i że
nie ma E.R.M. Myślę o tym dniu, w którym wrócę do
Melb[ourne], ona spotka mnie na stacyi i będziemy znów ra­
zem jechali na [?] front.
6

Myśli: dziś rano - teorja świadomej akcji narodowej.
A responsible collect 20 tys. zł ive action of a state [odpowie­
dzialne działanie zbiorowe państwa]. Teorja tego, co mówi­
łem E.R.M. w naszej 1. rozmowie, że nie ma sensu mówić
o ..Anglii", „Niemczech", które „chciały", które „źle racho­
wały" i.t.p. Spiszę tę teorję dla E.R.M.!
Plan zorganizowania ściśle naukowych dyskusji w R[oyal] A[anthropological] Institute]. Usunięcie of the hybrid, se­
mi popular meetings without any discussion; neither popula­
rizing science, nor giving any definite results [hybrydalnych,
pół-popularnych spotkań bez żadnej dyskusji, ani nie popula­
ryzujących nauki, ani nie dających żadnych określonych wy­
ników]. Potrzeba: postawienia definitywnego zasadniczych
problemów i jednolitości w pracy; udziału wszystkich,
przynajmniej reprezentatywnych facetów w dyskusyi.
a

ma dzieci; wylany i ekskomunikowany; żeni się; krajowcy
robią dla niego plantację; staje się naprawdę bogaty; przyję­
ty ponownie na łono kościoła (Father [?]) Także Miss Gofton
opowiada mi o planterze, który po pijanemu, gwałtem, bie­
rze native girl [tubylczą dziewczynę] Chalfeart) 14 letnią;
trzyma ją przez 2 lata wbrew jej woli; kupuje jej mnóstwo
rzeczy; gramofon, maszynę i.t.p. Potem ona przywiązuje się
do niego. On jeździ na południe; żeni się z białą; czarna ro­
bi awanturę; idzie do jego domu; zabiera maszynę etc. Biała
dowiaduje się i opuszcza go, idzie na południe. - Potem ja
idę do Higginsona, daję mu moje reprinty, rozmawiamy tro­
chę; wydobywa rzeczy z Custom shed [magazyn celny].
Rozmowa z Burtonem o szalonych upałach w W[est]
Australia] i o jego secluded mode of living [samotniczy tryb
życia] w Samarai. Wysoki barczysty facet z dystyngowaną
twarzą i dobremi manierami. - Po lunchu przeglądam check­
book [książeczka czekowa]; listy Elsie i układam chronolo­
gię naszej znajomości. - Koło 4=tej ładuję kamerę, przygo­
towuję się. Fotografowanie E. i Smithów. Spacer przez pa­
górek, nieheroiczne zachowanie się w stosunku do psa. Wie­
czorem idę do Hintona; szyldkret; potem do Wilkesa, który
pokazuje mi nieprzeliczone fotografje, nie daje mi nic do pi­
cia! Ból zębów Teda. Akces zmysłowości niezdyferencjowanej, który postanawiam przezwyciążyć. Myślę o E.R.M., ale
gwałtowność tęsknoty stępiała. Prawie że pogodziłem się
z losem mieszkania w Samaryi, zresztą niewątpliwie nie tra­
cę tu czasu!
Sobota 17.11.[17]
Zupełnie nie myślę o jeździe do Trobr[iandów]. Tak jak­
by tej możliwości nie było. Wczoraj: Dziennik retrosp.
o E.R.M. rano intenzywnie przeżywam przeszłość tej jesieni
kiedy ją poznałem. O ll=tej idę patrzyć na fotogr[afie],
które się suszą, i piję morning tea z babami. Przedtem je­
szcze, biegam za Everettem i obstalowuję launch [szalupę]
na po południu. Rozmawiam z Mrs. Mahoney i z facetem,
Osborne z Rossell Ind. Zabawna ich niechęć do dania mi ja­
kichkolwiek informacyi. Po prostu lenistwo i rodzaj pustki,
prawdopodobnie? Piję drink z Everettem i on mówi mi o ku­
la twierdzi, że Misima nie była w kuli, tylko Panaiati i Panapompom; Tubetube i Wari; a także Rogea - [??]. Po obie­
dzie jadę; poczucie „własności" i „rozbijania się" autom,
łódkami. Cudny widok. Tropikalna gęstwa, głębokie cienie;
jarzące się kwiaty hibisku. Siedzę przed native house [tubyl­
czym domem], gdzie przygotowują soi. Uczucie zdezorjentowania, które mam zawsze, gdy jestem w nowej nieznanej
miejscowości między natywami. Zewnętrzne rzeczy, zagro­
dy, budowa domu, przygotowanie do soi [święto]; zarośnię­
te kawałki w wiosce, rozłożenie wiosek, to wszystko mnie
pobudza, ale czuję impotencję i bezcelowość badań, jeżeli
nie mam pozostać dłużej. Pejzaż, warunki, w których żyję to pobudza mnie niezmiernie do badań. W Samarai po pro­
stu nie mogę nic robić. - Myślę, na czem polega najgłębsza
esencja moich badań: wykazać, jakie są jego [krajowca]
główne pasje, jakie są motywy postępowania i cele. [Dlacze­
go boy „sign-onuje" [sign on - przyjąć się do służby]? Czy
każdy boy, po pewnym czasie, gotów jest sign-offować?} Je­
go istotny, najgłębszy bieg myśli. Tu staje przed nami nasz
własny problem: co jest istotą w nas? Wracam do Adolfa Bastjana: Universalgedanke [myśl uniwersalna], Volksgedanke
[myśl ludowa] ect. 7

8

Piątek 16.11.[17]
Wczoraj: rano pracuję nad retrosp. dziennikiem. Miss
H.U. o 11 =tej herbatka, rozmowa o misjonarzu w [?], który

Wracam, mając małą nadzieję, że [?] przyjedzie. Spesze­
nie 10/. szylingami Everetta. Niosę fotogrfafie] do Smitha. Po
99

�kolacyi idę z turtleshell [skorupa żółwia] do Leslie's pub; po­
tem wracam; rozmowa z Mrs Gofton, Charlie Leslie, piecho­
tą [?]. Potem wszystkie baby; piłuję w tylnej werandzie. Wieczorem w łóżku silna fizjolog. zmysłowos'ć i [?'.'] - Po
spuszcz. się mys'le, że tylko E.R.M. kocham naprawdę fizycz­
nie. Morał: zaczynam „osiadać się" w Samarai: szyldkret; ba­
by; spacer, widok z mego okna - wszystko to przesiąknięte
myślami o E.R.M. wystarcza mi normalnie. Chwilami jednak
tęsknię za nią, chciałbym ją widzieć, powiedzieć jej jak ją ko­
cham, ile czasu z nią zmarnowałem na pół-miłość. Parę dni
temu miałem rozpacz na myśl, że mogę nigdy jej, nie zoba­
czyć. Wczoraj znowuż, staram się uprzytomnić moją apatję,
a nawet antypatję parę tygodni przed wyjazdem do Adelajdy.
- Jestem rozproszony; zbyt mało piszę dziennika; zbyt dużo
gadam i nie jestem sobą. Wczoraj po powrocie z Sariby
chciałem czytać powieść. - W takich chwilach mam ostrą
jakkolwiek powierzchowną tęskn[otę] za E.R.M. Gdyby ona
tu była byłbym szczęśliwy?
Skupić się, wrócić do pisania dziennika. Musisz się pogłę­
bić. Zdrowie ci dopisuje. Czas zebrać siły i być sobą. Opu­
szczaj chwile małych i marnych niepowodzeń, strat material­
nych itp. i badź sobą!
Niedziela 1 8 . Щ 1 7 ] .
Wczoraj: rano przychodzi Ginger, namawiam, targuję
się; sign on; wydobywam papier fotograficzny; wracam, pi­
szę dziennik; w B.N.G., kupuję papierosy i jelly [galaretka].
Potem piszę retrosp. E.R.M. Po lunchu strzygę się i czytam
głupi magazyn (który mi na każdym kroku przywodzi na
myśl E.R.M.). Potem znowuż piszę; alarm, że Ithaka przy­
jeżdża; idę z Tedem na jatkę; pracuję nad grzebieniem; ko­
lacja; rozmowa z Mrs Gofton; siedzę i myślę o E.R.M. Spa­
cer naokoło wyspy; chwilami czuję się spokojny i szczęśli­
wy; chwilami rozpaczliwa tęsknota za E.R.M. i „życiem".
Myślę o mojem przeznaczeniu; gdybym ja nie wrócił, ona
by zapewne znów kogoś znalazła; myślę o Charles i o tern,
że ja naprawdę mam przyzwoitą attitude [postawę] w sto­
sunku do niego i do jej przeszłości. Siadam na chwilę na
ławce; gwiazdy; myślę o objektywnej rzeczywistości: gwia­
zdy, morze, olbrzymia pustka wszechświata, w której czło­
wiek się grzebie; chwile zlania się z objektywną rzeczywi­
stością, chwile w kt[órych] dramat wszechświata przestaje
być stage [sceną], a staje się performance [przedstawie­
niem], są to chwile istotnej Nirwany. Przez moment myślę
znowuż, że mogę jej nigdy już nie widzieć i rozpacz mnie
chwyta. Szepcę jej imię w ciemną noc; chciałbym jej powie­
dzieć, że ją chcę za żonę; myślę o tern, jak zaanonsujemy to
starym Massonom, gdyby mnie oni chcieli wiedzieć na tych
warunkach, nie mógłbym żywić dla nich niechęci. Piszę do
niej bardzo miłosny list.
Postanowienie: spokojnie; bez zaciśniętych zębów; piszę
dziennik retrosp., jako pracę przygotowawczą. Istotą tego jest
spojrzenie w przeszłość, głębsze ujęcie życia (Wczoraj
na wieczornym spacerze staram się pogłębić te myśli). Ale
w tym celu musisz pisać dziennik i przypominać fakty w spo­
sób nieco formalny.
Absolutnie wyeliminuj myśli zmysłowe; tylko miłość dla
E.R.M. istnieje (wczoraj wieczorem myślami z L.P. itp. i ja­
sno uświadomiłem sobie, że z jednej strony piszę szczerze
płomienne listy do Rózi [Elsie Rosaline], a równocześnie
myślę o świństwach a la Casanova. Czytając mój list E.R.
nigdy by nie podejrzewała mnie. - Uświadamiam sobie to
i lubieżność odpada sama przez się).
100

Poniedziałek 19.11.[17].
Wczoraj: Deszcz rano, chłodny, chmurny dzień; w ogóle
jak dotąd nie czuję gorąca. Chwilami zapominam, że jestem
w tropikach, tak byczo się czuję subjektywnie. Niemniej
energja jest zmniejszona pokaźnie. Po śniadaniu (mam lekki
ból głowy z ciśnieniem od wewnątrz na gałki oczne) kładę się
na chwilę. Potem retrosp. E.R.M. 20 po 10=tej biorę (w chwi­
li rozprężenia) magazyn i z obrzydzeniem i wbrew lepszym
instynktom, czytam go aż do 20 po 11. Zwichnięty, idę na
spacer, ażeby się skupić. Skupiam się i fala czułości do
E.R.M. Myślę też, że powinienem jej pisać b=ej objektywne
listy, zdając jej sprawę z moich wątpliwości (kiedy sobie sta­
ram przypominać jej braki fizyczne i kiedy przypominam
i analizuję moją chwilową antypatję do niej; także opisać jej
odpływy uczuciowe, w których jestem względnie obojętny
i upadki moralne, kiedy picuję się do innych kobiet lub mam
lubieżne myśli. - Na spacerze czuję się byczo fizycznie, po­
trzeba ruchu (rano zrobiłem dość dużo gimnastyki) i idę pod
górę potem schodzę na dół. Siedzę na ławce, spotykam
Osborne'a. Gadamy o Rossell Ind, facet podoba mi się lepiej
niż z początku; R[ossell] Ind pociąga mnie. Szczegóły, które
mi zdaje b. są interesujące. Ja „bragguję" [brag - przechwa­
lać się] co do mojej zdolności językowej etc. Idziemy na Yela Gili. Po lunchu idę spać do 3=ej. Showerbath (pewna ocię­
żałość, ból głowy wzrasta). Potem rozmowa z boyami
i Osbornem na Yela Gili. Idę do domu; naokoło wyspy; za­
chód, piszę parę wierszy dla E.R.M. - Wieczorem karty; roz­
mowa o polityce; bawi mnie z jednej strony zaciętość, z którą
ci faceci gadają przeciw Bruce'owi i Murray'owi. Z drugiej
podoba mi się bad language, który Ted używa, gdy z drugiej
strony przepierzenia leży Annie (mówimy o pokusach).
9

Moral: Fatalny upadek w czytanie magazynu. Jestem fi­
zycznie dość silny, żeby pokonać wszystkie rozprężenia
i opanować stany, których nie uznaję. Także czas, żebym po­
zbył się bezwładności, poruszania się po linii najmniejszego
oporu. Wczoraj 3 fatalne rzeczy: czytanie głupiego szmelcu;
bezwładność wieczorem w siedzeniu z draniami i piciu z ni­
mi. A także zbyt zmysłowa postawa w stosunku do Mrs Go­
fton i Baldie. Sypię im komplementy i mam ten ogólny
Schnitt, w którym spoczywają możliwości macania.
Postanowienie. Nie wolno ci lecieć na dno po linii naj­
mniejszego oporu. Dość dużo już zepsułeś w najpiękniejszej
miłości twego życia. Teraz muszę skupić się na tern. Usunąć
potencjalną lubieżność z mojego interkursu z babami. Trakto­
wanie ich z kantu jako special palls. Nic z tego i tak nie bę­
dzie - a raczej byłoby fatalnem, gdyby coś było. Nie picuję
się. Gdyby ona tak samo się zachowywała, byłoby to dla
innie klęską.
Dodatek. Wczoraj idąc na spac[er] popoł[udniu| analizuję
przyczyny mojego Dostojewskiego stanu. Prawdopodobnie,
główną przyczyną było, że ulegając mi, stając w osobistym
stosunku do mnie straciła ona urok bezwzględnej wierności;
a także urok rzeczy niedostępnej i objektywnej. Z drugiej
strony tak nagle stanęła przede mną jako kochanka, że nie
mogłem jeszcze jej pożądać dostatecznie, kiedy ją miałem.
Myślę też o N.S. i mam wyrzuty sumienia. Niemniej widzę
jasno, że mój stosunek do niej byłby niemożliwy. Za nic bym
nie zamienił E.R.M. za nikogo.
Wtorek 20.11.17.
Jestem dziś i wczoraj wieczór roztrzęsiony, głównie na tle
robienia grzebieni i powodzenia w tern. Mam artystyczny
Rausch, trochę w stylu pisania wierszy. Także starałem się ro-

��bić wrażenie na Smithie i na wszystkich, których tu widzę. Z drugiej strony chummyuję [chum - bratać się] z babami,
gram z nimi w karty 2. wieczór i jestem stanowczo pod-uczarowany Mrs Gofton, która jest niewątpliwie w stylu Mamie
Masson. Mysie o jej „duszy" i stanowczo ona jest „kobietą"
dla mnie przez jakie 2 godziny. Widać, że to musi być długi
i pracowity proces, zanim się wydobędę z tej kałuży!
Wczoraj: rano pogodne, lecz chłodne; gimnastyka, golę
się. Potem idę do Higgins[on]a [sędziego rezydenta Samarai],
gotów do wycieczki na Saribę. Odkłada do wtorku. Wracam
do domu, zawieszam pisanie retrosp. dziennika, tylko na
chwilę chcę robić szyldkret. Zaczynam o 9=tej i siedzę aż do
l=szej, idąc do Smitha, który mi daje doskonałe wskazówki.
Popołudniu znowu pracuję i piszę list do E.R.M. na dole,
podczas gdy Ginger skrobie. Idę do Smitha o 5=tej, planuje­
my narodziny nowego Papuańskiego stylu. - Wieczorem ry­
suję nowe desenie, potem do Smitha, potem karty z babami.
Mówię komplimenty Mrs Gofton i ulegam jej niewątpliwemu
urokowi. Potem rozmawiamy, jedząc kraba, ona ignoruje alu­
zje, gdy Ted mówi proffesional bar-maid style [stylem profe­
sjonalnej barmanki]; idę spać, rozmowa z Tedem. Pod moskitierą myślę o nowych deseniach.
Środa 21.[11.17].
W ogóle jestem całkiem at home [w domu] w Sam[arai].
Nie czuję najmniejszej tendencyi wyjechania, jakkolwiek, je­
śli wyjadę, będę bardzo szczęśliwy. Kiedy idę sam, w księży­
cowy wieczór, na 'wharf', I enjoy [cieszę się] tropicalny na­
strój, morze ze statkami na niem, plany szyldkretowania, idee
w kwestyi retrosp. dziennika. - W ostatnich paru dniach tęsk­
nota za E.R.M. prawie że mnie nie nachodzi. Czuję się byczo
i odpornie. Facety, a la Ted, Capt. etc. bawią mnie i lubię ich.
Lubię rodzinę Mrs Young i czuję się at home w tym hotelu tu­
taj. Dają mi tu morning tea i afternoon tea. Mrs G. opowiada
mi różne historie o swoim hotelu itp. Grywam w karty z ni­
mi. Niemniej wiem, że E.R.M. jest jedynym człowiekiem,
który mnie naprawdę rozumie i bezinteresownie kocha rów­
nocześnie. Kiedy wydobywam humor z sytuacyi albo formu­
łuję głębsze myśli co do dziennika, podświadomie ona jest
wizualnie ze mną.
Wczoraj: rano wstaję dość późno; piszę dziennik bez sku­
pienia. Po śniadaniu niechęć (bezwładność!) jechania na Sa­
ribę; spotykam Harrisona [kupca]; planuję jazdę z nim do
Dobu. Potem idę do Higginsona i urządzam tak, żebym mógł
jechać i zostawić rzeczy dla Teda. George Harris[on] mówi
mi, że nie mogą mnie wziąć. Au fond jestem kontent. Potem
pracuję nad turtleshell, zbieram papiery. Kupuję [?] papier. Po lunchu leżę i całe prawie popołudnie spędzam nad stwo­
rzeniem nowego deseniu na grzebień dla Elsie. Popołudnio­
wa herbata. Mrs Osborne. O 5=tej idę naokoło wyspy. Staram
się skupić; otrząsnąć Rausch powodzenia artystycznego. My­
ślę o (?) uświadamiam sobie że E.R.M. jest moim najlepszym
przyjacielem. Wieczorem przy kolacyi jem papaye i pineaple,
Ted mówi o kula. Twierdzi że Panayati i Panapompom nie
były w kuli. - Po kolacyi wykańczam i kalkuję rysunek. Idę
do Smitha. Osborne czyta na głos rozdział z Zanoni [Bulwer]
Lyttona (Osborne: 1. wrażenie mały, szczurowaty, podejrzli­
wie patrzy z podełba; oczy krwią zaszłe; wrażenie, że pił po­
przedniej nocy. De facto teozofita; co dzień patrzy nieruchomie na wschodzące słońce, wegetarjanin; wierzy w mistycz­
ną wiedzę niggersów [nigger - pogardliwie negr].) Potem
Smith wycina mi comb [grzebień]. Jestem dumny z mego
dzieła. O 10=tej wracam, siedzę z Mrs Baldic i patrzę na bil-

102

lard. Capt. Storch. - Idę na wharf. W moim pokoju Ted
i Capt. H. dyskutują o niewdzięczności krajowców.
Morał: Jestem w epoce dobrego zdrowia i rozprószenia.
Znoszę upał wyśmienicie.
Czwartek 22.Г11.17.1
Wczoraj: wstaję dość późno. Rano trochę czasu tracę na
szyldkret; pisze dziennik dość rozlazłe. O 10=tej gonię za
szyldkretem i narzędziami. Morning tea z babami; o ll=tej
dostaję szyldkret od Buntinga b. tanio. Mówię z nim o kuli.
Potem piszę retrosp. Popołudn[iu] drzemka w parlor bar. Sie­
dzę w upale w pustym barze; cane chairs [krzesła wyplatane
trzcina]. Joie de vivre niezróżniczkowana: oczyszczona rze­
czywistość, możliwość wciągania atmosfery życia pełną pier­
sią. Rano już tendencja otrząśnięcia się z szyldkretomanii.
Popołfudniu] piszę retrosp. ale przerywam o 4=tej gonię tro­
chę za grzebieniami. Podczas pisania tęsknota za E. O 5=tej
naokoło [wyspy], Gubernfator] przyjechał i Leo. Murray gra
w tennisa. Chwilka speszenia, potem I draw myself up [wy­
ciągam się] i idę, ażeby się skupić. - Idę raz jeszcze naokoło;
cudny, przekolorowy Zachód. ROGEA ciemna zielenią i gra­
natem, obramowana w złoto. Potem mnóstwo różowego
i fiołku. Sariba nad rozpaloną Magenta; fringe [obramienie]
palm z różowymi pniami nad niezgłębionym modrym mo­
rzem. - Podczas tego spaceru wypoczywam myślowo. Do­
znaję barw i kształtów jak muzyki, nie formułując ich ani
przetwarzając. E.R.M. zawsze obecna jako współwidz. Ka­
wałkami biegnę czując się atletycznie. Po kolacyi, muzyka
mnie kusi; idę i tańczę. Zmęczenie na pełny żołądek. Idę zno­
wuż naokoło. Zasadnicze problemy techniki życia. Księżyc
i Wenus nad Rogeą. „Obecność niektórych osób otwiera objektywną istotę wszechświata; innych zamyka" Typ ludzi a la
Elsie, których obecność zstępuje na pejzaż jak głębokie mil­
czenie; innych, którzy wypełniają go bezsensownym tumul­
tem lub, najlepiej, lepką i sentymentalną parandą. - (Sylwet­
ka Aumiillera i zrozumienie, jak on może lubić Samarai). Po­
tem staram się być sam z przyrodą zmącić lepkie i bezsen­
sowne myśli - gadaniny - Mrs Weigall - siedzę na ławce ko­
ło Powder magazine [prochownia] i staram się zdobyć „mil­
czenie duszy". - Przeszkadza mi [?], gdyby Higginson mnie
taszczył za pójście na Makambo (Verrbelyi dostał 3 miesiące
ula). Dyskusje polityczne apropos tego. Idę 2 razy naokoło
wyspy. Myślę o E.R.M. gwałtowny ból i żal o N.S. Myślę, że
ja teraz także mam tę joy of small things [radość z małych
rzeczy], którą ona, biedactwo, odczuwała. Żal mi jej szalony,
że ją straciłem, ale wiem, że inaczej być nie mogło. - Formu­
łuję tę sprawę dla Elsie. N.S. = C.E.M. albo Ernest PK. jak­
by ona czuła? Gdyby ona tu chciała być ze mną, an humble
outsider [skromny laik]? Poprzednio już chcę jej napisać
o moich odpadnięciach. O tern, że wciąż piszę dziennik. Że
chciałbym, żeby on[a] pisała i żeby uzmysłowiła sobie pro­
blemy istotności życia, samokrytycyzmu. Dziś rano w kąpie­
li łapię się na dorywczym myśleniu (reforma kondonów
w Australii) i formułuję, że główną wadą Anglików jest, że
oni nie znają „uwarstwowienia życia" their life flows in
a simple current. One thing comes and goes and is replaced
by another and there you are [ich życie płynie zwykłym nur­
tem. Jedna rzecz przychodzi i odchodzi i jest zastępowana
przez inną i to wszystko]! Nie mają tej refleksyi, tego ciągłe­
go systematyzowania. Rozbudzić te problemy w E.R.M.
Piątek 23.[11.17]
Miesiąc od dnia embarkacji w Sam[arai]. Byłem super

�energizowany koło Poniedziałku, Wtorku i przestałem brać
arsz[enik]. Wczoraj wieczór pewna ociężałość, senność; dziś
także; z drugiej strony mam lekkie zapalenie gardła. Dziś
czuje, tę ciężkość głowy i ciała tropical increase in specific
gravity [tropikalny przyrost specjalnej grawitacji], tak cha­
rakterystyczną dla moich dawnych stanów w tropikach [7]
biorę arsz[enik] znów dziś rano, [7] wieczór i inhalacja na
gardło (dziś w nocy prawdopod. się przeziębiłem, bo miałem
wiatr nawet pod tajmanem, a spałem nago).
Wczoraj: wstaję o 6=tej M[7] Bernier; przenoszę się do
pokoiku obok Capt. Hope. Gimnastyka intenzywna. Śniada­
nie, dziennik. O 9=tej do Buntinga. Zaczynam mu tłomaczyć, o co mi chodzi; przykre uczucie banalizowania profa­
nowania mojej pracy. Potem zaczynamy rozmowę o KULA
z jego boyem. KULA w Dobu, Tubetube, Panagali. Charak­
terystyczna rozbieżna informacja, która jednak w świetle
moich uprzednich wiadomości jest całkiem użyteczna.
O 1 l=tej jadę na herbatkę; konstrukcja grzebieni. Potem
sam trochę pracuję nad grzebieniem w potwornym upale.
O 12 'A odpoczywam przed lunchem. - Po lunchu canoe
z NUA'ATA; 2 facetów taszczy ku plaży; mierzę z Gingerem; badam wnętrze; baba z obwisłemi piersiami i elefantiasis. Opanowuje mnie apatja w środku pracy. Robię dość po­
wierzchownie i nie intenzywnie. - Wracam koło 4=tej (Ra­
no dostaję marki z Pt Moresby i załatwiam grzebienie Teda).
Częściowo myślę o pisaniu do E.R.M., ale grzebień i gada­
nie zabierają czas. Spacer. H[is]E[xelency] Murray. Wita
mnie uprzejmie. Ja daję mu historję mojej choroby. Gadam
trochę zbyt prędko i nachalnie. Nie jestem sobą. Nie mam di­
gnity [godności]. Zbyt po przyjacielsku. Nie wspomina mej
pracy ani niczego poważnego, oprócz mego zdrowia. Leo­
nard; czyta moją pracę, chwali uprzejmie. W tonie jest b.
uprzejmy, prawie pochlebny co do pracy. Ja mu mówię
0 zdrowiu. O przyjaciołach w Melbourne, i palę mu komple­
menty o Australczykach. Potem wracamy razem, ja mu
mówię o kuli, on przytacza szczegóły z Hiri" i innych form
trade'u [handlu]. Ja mówię o doniosłości ekonomicznych
funkcyi. - Przedtem on wspomina o artykule Capt. Barto­
na". Także mówi, że jak będę w Trobr[iandach] odwiedzą
mnie może. Ja na wszystkie te awanse odpowiadam uprzej­
mie i kordyalnie, jakby „nigdy nic". Jestem elated [dumny];
1 usuwa to bądź co bądź nieprzyjemną tensję [tension - na­
pięcie] osobistą i daje mi pewne zaufanie, że jeżeli się po­
dam o przedłużenie pozwolenia, to mi je dadzą. - Jestem
rozwydrzony i prowadzę urojone rozmowy z Leon[ardem]
M. o doniosłości mojej pracy. Szybko jednak staram się opa­
nować to rozwolnienie: przypominam sobie, że stary
M[urray] szczerzy zęby do wszystkich drańców, nawet do
'ych, którym nogę podstawia. Leon[ard] Mfurray] prawdop.
jest przyzwoitszy, ale nie warto o niego dbać. Staram się
opanować i przypomnieć, że ja pracuję z wiecznością na oku
i że zwracanie uwagi na tych draniów banalizuje po prostu
moją pracę. - Wieczorem spaceruję i gadam z Tedem. - Śpię
nieźle, ale prawdopodobnie podziębiam się - ut supra. Dziś: wstaję o 6=30; czuję się marnie. Nie robię gimna­
styki intenzywnej, bo ociężałość. Idę na krótki spacer i na
ławce piszę dziennik. Po śniadaniu, rozmowa z Francuzem
M. Bernier, o matematycznem wykształceniu, o jego znajo­
mym Malinowskim z Paryża. On z Nowej Kaledonii, dużo
Podróżował, blagier, sympatyczny i cywilizowany. Charges
[liczy] mnie 15/. za worek orzechów betelowych. O 9=tej do
Higginsona; przygotowanie dojazdy. O 10=30 jadę malutką
'odką na [?]. Cudne morze, pomarszczone; tuż nad burtą łód­
1

ki; wieniec pagórków naokoło. Prąd i wiatr z nami. Nerwowa
trzcina, którą się staram opanować. Myślowo przygotowuję
się do pracy w Rogei. Zgromadzenie krajowców, czekających
na Toreka. Idziemy ku Kwatou. Parę łódek. Robię rysunki
z ornamentów. Interes naukowy i artystyczny (szyldkretomanja) połączone. Pomiary dużej łódki. Deszcz. Siedzę i ga­
dam. Lekkie zmęczenie i apatja w pracy. Niewdzięczność ta­
kiej dorywczej pracy. Brak charakteru tamtych wiosek. Powinienbym zrobić parę zdjęć z tych parszywych wiosek dla mo­
jej pracy opisowej o N.Gwinei. - Siedzę w zmisjonaryzowanym domku i gadam z bandą drani. Jazda z powrotem. Czuję
się byczo; chłodny, wilgotny dzień. Niebo, morze szare; góry
granatowe, obwieszone mgłami. Elewara wraca od Miss
Grimshaw (7). Rozmowa na podwórzu jailu [jail - więzienie]
z Mr Headon. Objecuje mi lepszą łódkę na następny dzień
a także pozwolenie gadania z prisonerami [prisoner - wię­
zień]. Wydobywam grzebienie dla Teda (15/.!) i otrzymuję
poradę co do mojego grzebienia. Po kolacyi rozmowa [z] Aumullerem o Verebelym, ja deklaruję moje uczucia i usprawie­
dliwiam postępowanie władz. Potem gadam chwileczkę
z draniami (Hinton, Davis i Annie); układam się z Tedem
o betel nut i zabieram się do pisania listu do E.R.M. - Jestem
trochę zanadto zmęczony i piszę dziennik instead [zamiast te­
go]. Pójdę spać.
Niedziela 25.[11.17.]
Wczoraj nie napisałem dziennika (very bad [bardzo źle]!)
Ale to może być usprawiedliwione tern, że w Piątek spisałem
zdarzenia Piątkowe. Teraz muszę zdać sprawę ze wczoraj.
Wczoraj: Sobota 24. Czuję się dobrze wstając, ale zaraz
potem dość marnie. Nie robię gimnastyki; idę na spacer i na
ławce, patrząc na Rageę pisze list do E.R.M. Higginson prze­
chodzi. Moskity mi dokuczają. Uczuciowo nie jestem zbyt tę­
go. Myślę o planach na ten dzień: skończenie wagi [waga trobriandzka łódź] w Rogei; badania nad porównawczymi
canoes; ale czuję, że moje myśli się trochę gmatwają. Także
myślę, że powinienbym przy pisaniu dziennika brać rzeczy
głębiej. Tak np. jak wracam z Rogei w Piątek, mam akces
zmysłowości co do M[7] Peck i co do Leily. Tłumię to w imię
monogamicznych uczuć dla E.R.M. - Zasada: obok zewnę­
trznych zdarzeń; podać bieg uczuć i kojarzeń instynktow­
nych; poza tern uprzytomniać sobie metafizyczną istotę ist­
nienia. Tu oczywiście trenowanie się w uprzytomnianiu sobie
dziennikowego ujęcia w przebiegu aktualnym życia zmienia
technikę życiową. - Po śniadaniu zbieram się. Jadę z Charlie,
jego synkiem, 2 prisonerami, Derb. i Gingerem. Wiatr, żeglu­
jemy szybko; staram się trochę gadać z Charlie'm. Równo­
cześnie rozkoszuję się wrażeniami płynięcia. Niespokojnie
szare i niebieskie morze - there is a touch of lavish noncha­
lance about the dark blues and grays of a choppy sea [jest
odrobina hojnej nonszalancji w granatach i szarościach burz­
liwego morza]. Zieleń pagórków. Rogea omszona głęboką,
puszystą zielenią schodzi w stromych slopach [slope - po­
chyłość] ku płaszczyźnie pokrytej palmami sagowymi, koko­
sowymi i betelowymi; pomiędzy nimi szare domki. Jedziemy
akontre naprzeciw Kwatou; fotografuję małą łódkę, potem
wagę; potem idę do tego samego domku, gdzie byłem dnia
poprzedniego. Gadamy z Charliem o kuli i handlu między
wyspami. - Potem ja jem lunch, robię pomiary wagi; fotogra­
fuję ją; deszcz się zbliża; klnę na Gingera, który poszedł bez
pozwolenia. Idę na Wschód; oglądam wagę Panayati i jej ar­
tystyczny charakter. Wracamy; boye wiosłują; sympatyczne
wrażenie, jakie Ginger na mnie robi. - Wracam b. zmęczony.
103

�Piszę list do E.R.M. Obiad. - Czuję się distinctly feverish
[wyjątkowo febryczny]. Gadam z Mrs Gofton, pokazuję jej
grzebienie, Mr&amp;Mrs Catt. Saville. Idę do Smitha, który daje
mi lekcje w gięciu grzebieni. Potem dyskutuję z nim desenie,
wracam, siedzę i zbieram się do spania: obojętny, zmęczony,
feverish. Prawie bez „uczuciowego" tonusu. (Ale na myśl, że
listy przyjdą z południa, serce moje się cieszy!) - Przychodzi
Ted i zaciąga mnie na dół. Pijemy Ginger, ale i idziemy na
spacer na wharf. Planujemy jazdę do Simsim etc. Także do
Iwa, Gawa etc. Idę spać b. późno, mam chwilowe napady lubieżności, ale jej odpieram. Myślę o deseniach, ale nie dużo
0 E.R.M.
Poniedziałek 26.[11.17.]
Wczoraj mam to, co zwykle nazywamy an attack of feverishness [atak febryczności], a touch of fever [dotyk febry].
Ociężałość fizyczna i umysłowa. Wczoraj np. nie czuję tendencyi ani sił pójścia na spacer nawet naokoło wyspy. Nie
mam też energii do zabrania się do pracy, nawet do pisania li­
stów do E.R.M. lub do przeglądania moich notatek etnogra­
ficznych. Z drugiej strony jestem niezmiernie irritable [draż­
liwy] i krzyki boyów i inne hałasy dają mi okropnie na ner­
wy. Moralny tonus jest też znacznie niższy. Uczuciowo - tę­
pość, o E.R.M. myślę mniej intenzywnie niż zazwyczaj.
Oporność przeciw myślom lubieżnym zmniejszona. Ogólna
jasność metafizycznego ujęcia świata zupełnie przyćmiona:
nie mogę wytrzymać z samym sobą, myśli spełzają po po­
wierzchni świata. Nie jestem w stanie panować nad rzeczami
1 odnieść się twórczo do świata. Tendencja czytania rubbishu
[brednie]; przeglądam magazyn. Szukam towarzystwa róż­
nych drjani.
Zdarzenia wczorajsze. Wstaję o 6=30 niewyspany obvio­
usly [oczywiście]. Golę się; myśląc o opracowaniu materiału,
o liście do E.R.M. i o dzienniku. Przed i po śniadaniu dzien­
nik. Niezbyt intenzywnie. Capt. Hope przerywa mi (rozmowa
0 zabronieniu przesyłania pieniędzy z Anglii, jego antyangielskie tyrady i antyaustralskie). Potem postanawiam iść na­
około wyspy i posłać list do E.R.M., ale czuję się feverish
1 idę do Smitha. On mówi o posłaniu tych rysunków do bra­
ta, mnie peszy myśl, że ja będę robił desenie. Dałem mu po­
mysł, a on będzie finansowo eksploatował. Ale przezwycię­
żam to. Wracam do domu, po lunchu siadam i rysuję. Launch
odjeżdża nie biorąc mnie. Jest wyraźnie speszony, jakkolwiek
sam zdecydowałem, że lepiej zostać, rysować i pisać. Dzień
słoneczny na Zach. ciemno niebieskie chmury. Annie i Mrs
W. zostają w domu. Jakkolwiek przed paru minutami miałem
„istotne" i „głębokie" uczucia dla E.R.M., macam dziwki jak
Pan Bóg przykazał. Chwilowy Kazenjammer. Nie mogę pisać
do E.R.M. pod tym wpływem. Czytam magazyn, Saville
idzie z Ramsay'ami. - Poobiedzie (z pewnem zakwaszeniem
mówimy o launchu Teda). Potem siedzę na werandzie, [idę
na wharf, odprawiam Gingera na Saribę i patrzę na bajeczne,
ciemnoatramentowe morze, przypalone brązowym ogniem
z jednej strony] gadam z drjaniami: facet McCrow o głosie
dość kultywowanym, mówiący z akcentem clergymena [cler­
gyman - duchowny], ale klnący jak wieprz. Opowiada
o wściekłej bijatyce w Southern Cross między dwoma face­
tami; potem mówi o Wernerze i o jego zamordowaniu; o re­
cruiting trips [poborze rekruta] między Cape Nelson i Banyara. Mówimy o religii; wszyscy ci faceci są ateistami, nie
wierzą w Boga, krytykują racjonalnie biblję i mają og[ólnie]
mówiąc zdrowy outlook [pogląd]. Poprzedniego dnia rozma­
wiam o religii z Tedem Auerbach, który cytuje [Joseph] Mc12

104

Cabe'a i [Robert G.] Ingersolla. - Dlaczego niektórzy faceci
popularyzatorowie mają powodzenie, a inni nie mają'' tern rozmowa w grupie, gdzie siedzi Mrs Young, Annie, [?j
Idę na górę, siedzę na werandzie. Lubieżne myśli. Staram si»
je odpędzić: „zatopić się w głębszym, metafizycznym nurci
życia, tam gdzie prądy nie szarpią i fale nie kołyszą. Tam, t»
rzeczy nie istnieją. Tam jestem sam sobą, posiadam się i j
stem wolny." Niestety, to hasło - potężne samo w sobie - ni»
wystarcza. Mam myśli lub. co do Leila P. i N.S. Myślę o tech..
nice rozprawiczania styczniowego. Małżeństwo /. N.S. [?7]
przechodzące w prawdziwą kop. w której - moment namyshj
dokonywa reszty. Defl. nie musi być tym brutalnym aktem
jakim go robi Maupassant. - Myślę o E.R.M., jeżeli ja sobie
pozwalam na lub. wybryki wyobraźni i chuci cudzołożnee
jakiebym miał uczucia gdyby ona...? Wyobrażam sobie naglą
chuć do Resident, [?], potem Charles. Ta ostatnia rzecz [?]
moich uczuć. Chwila istotnego żalu, że on jej nie miał,
w myśl zasady Leben zu leben lassen. Potem myśli lub. odr
padają. Zmęczony: feverish idę spać, śpię lekko i kiepsko Л
często się budzę. Dziś rano wstaję z charakterystycznym]
otumanieniem chininowym: dzień szary, miękki i lepki. Pła­
ty płaskich, poziomych chmur leżą nad mainlandem. - Posta­
nawiam dziś rano wytężyć wszystkie siły ku opanowaniu feverishness. Nie czytać powieści, ani zbijać bąków. Zorjentować się, co mam do zrobienia i zrobić to: przygotować rzeczy
i skompletować je; napisać listy indispensable [konieczne];
wykroić jeden lub dwa grzebienie, poza temi, które już zrobi­
łem.
t

f r

Wtorek 27.[11.17.]
Dziś dzień ostatni niewoli Samarajskiej. Muszę być b.
energiczny: przenieść rzeczy i spisać listę pakunków; skoń­
czyć parę listów itp. Nie jestem b. rozprężony, ale myśl
oklapnięcia i czytania powieści pociąga mnie nieco. O E.R.M. myślę często, ale bez tego absolutnego oddania się.
Uważam ją wciąż za przyszłą żonę, ale staram się uprzyto­
mnić sobie, że ona jest naprawdę najodpowiedniejsza. Po­
wroty myślowe do Tośki; przypominam sobie sceny z 16, Fitzroy St. i z 6, Mecklenburgh St. i uzmysławiam sobie, że ja­
ko kochanka ona była niezrównana. Oczywiście E.R.M. had
not the fair chance to develop into one [nie miała najmniej­
szej szansy, żeby stać się taką]. Niemniej, zmysłowo ona
prawdopodobnie nigdy nie będzie na mnie tak działała jak
T.R.- Dziś nad ranem śnię o T.R. Wielki hotel, automobile.
[?] jadę po schodach pod górę. Ja jej szukam po różnych po­
kojach; w czarnej kwiatkami usianej bluzce; ona urocza i b.
pociągająca. Ona mnie nie chce i ucieka i wymyka się z sie­
ci mojego wooing [napastowania]. Byłem we śnie b. w niej
zakochany: dotąd to persistuje [persist - trwać].
Zdarzenia wczorajsze. Rano piszę dziennik. Po śniadaniu
staram się zebrać w kupę: spisuję, co mam zrobić, postana­
wiam przejrzyć moje notatki dorywcze etnologiczne; napisać
list do E.R.M. Ale jestem dość marnie fizycznie: kończę parę
rysunków; branzluje czas, potem o 11 kiedy się staram za­
brać do pisania, morning tea, spotykam Saville'a. Planowa­
łem list do niego; ale widzę jego tył. Witam się; wyraźne
skrępowanie i przesadna uprzejmość z obu stron. Idziemy do
ich domku ([?] Mrs Mahony). Tam mówimy o mojej broszu­
rze Mailują deprecjonuję, on chwali bez wielkiej szczerości.
Potem wytłumaczenie: ja mówię o moim zdrowiu, o manii
prześladowczej itp. i tłomaczę, że może nie byłem tak miły,
jakbym mógł być. Oni starają się zatuszować to, ale rozstaje­
my się zdaje mi się - w dobrych stosunkach. Obiecuję mu dać

��broszurę. Po objedzie zmęczenie, czytam trochę powieści,
drzemka. O 3=ej wstaję, idę do Higgins[ona], Smitha; paku­
ję grzebienie dla ERM, wracam zmęczony. Idę naokoło wy­
spy, myśli? Po herbacie idę do Saville'a, Smitha, nie zastaję
ich. Piszę list do P&amp;H. B. zmęczony, głowa nie funkcjonuje.
Charakterystyczna] z Savillami była moja generosite w de­
precjonowaniu mojej pracy, w krytyce mojego zachowania
się. On jest mniej szeroki; ale zapewnia mnie, że mi nie mógł
pomóc więcej, niż pomógł mi. - W ogóle cały dzień dość pu­
sty umysłowo - tendencja do, just sits" [siedzenia po prostu].
Cackam się przesyłką dla ERM. Myślę o Saville'u i chcę mu
pokazać list od Frazera.
Środa 28.[11.17.]
Wczoraj zdrowie polepsza się. Czuję się lepiej zwłaszcza
popoł[udniu], lekki ból głowy, którego się pozbywam gimna­
styką. Potem, pod wieczór znacznie lepiej. W[ieczorem]
mam gwałtowne poty (?) Dziś nie będę pił dużo i dalej zacho­
wam djetę. Zdarzenia wczorajsze: Rano załatwiam interesy (Higginson, Aumiiller) potem Mrs Mahoney i Saville. Pokazuję photogr. Mrs M . interesuje się i objecuje mi pomoc jaką tylko bę­
dzie miała w swej mocy. Saville chwali moje fotografje; ja
chwalę jego, trochę bezwstydnie. Ale ma dobre canoes nie­
wątpliwie. Po lunchu drzemka krótka. Ted mówi mi o łado­
waniu. Ładuję z [?] Ginger, Bonegai. Ted rozdaje calico [perkal] na statku. Potem przenoszę rzeczy z B.P. Burton i ship­
ping note [list przewozowy]. Wydobywam mój(?) camp owen
[piec obozowy]. Odnajduję „zgubioną" bieliznę i , prawdopo­
dobnie, nogi od stołu. Ubiubi. Jazda z Savilleami do Kwato
i plany z Savillem o obrobieniu Mailu. Raduje mi się serce ja­
zdą znowuż na Dąbie; także absurdity of it [jej absurdalno­
ścią] - Czytam Pembertona i robię gimnastykę przed obia­
dem. Po kolacyi (Solomon się zjawia) do Smitha; false alarm
[fałszywy alarm] „sail'o!" Rysujemy, on niewątpliwie robi
postępy i ogarnia go szał twórczy. Wracam, śpiący i zmęczo­
ny. Myślę lub. o L.P. i o jej potencjalnem uwiedzeniu Biblia.
Zasypiam pomimo pijackich krzyków. Ted i Hope dyskutują
0 istnieniu Boga i „worship the alligator" [czczenie krokody­
la].Dziś rano czuję się stanowczo lepiej, serce trochę zmęczo­
ne. Chłodny pogodny ranek, wiatr Płn.Zach. - Wczoraj pod­
czas dnia, staram się uprzytomnić Stimmung i zanalizować
inflagranti stan psychologiczny podczas feverishness: natu­
ralna pustka i ociężałość, brak ujęcia rzeczywistości; płytkie
1 lekkie kojarzenia lub brak myśli, zupełny brak metafizycz­
nych stanów.
Czwartek 29.11.[17.]
Dziś, zdaje mi się, będę się czuł całkiem dobrze ze zdro­
wiem: widocznie organizm mój potrzebuje stałego dowozu
arszeniku! Ranek chłodny, wiatr zachodni, pogoda. Statek
czeka, słyszę, jak puszcza parę nad ranem. Z naszej werandy
zasłonięty drzewem. Idę na [?] wharf i patrzę: Marsina, szara
olbrzymia; moja kabina sprzed 30 miesięcy, assocjacja z Ni­
ną Stir[ing]. Ted przesuwa nasz wyjazd na dziś w nocy
o 12=tej.
Zdarzenia wczorajsze: spisuję zapisane w Tabanie.
O 10=tej do Smitha. Potem gadam z Mrs Gofton, której fun­
duję drink. O 1 l=tej Saville - przeglądamy ustęp o Bara'u.
On dość przyzwoity tym razem, opowiada mi całkiem intere­
sujące szczegóły. O l=ej lunch. Potem upał, ociężałość; tro­
chę leżę. O 3=ej odnoszę measuring glass [menzurka] do
106

Grahama. Patrzę na kąpiącą się half-[?] girl Mary. Gad
z Billi Priest o Campbellu. Idę na werandę dolną, rysuję. I
do Smitha, niepowodzenie i irytacja na „głupotę Anglikó
którzy nie mają odpowiednich narzędzi i urządzeń laubzeg
wych. Po obiedzie gadam z Mrs Gofton, którą dyskontu'
uczuciowo, ale która mi się podoba jako „glorified [wychw'
lana] Marnie Masson". O 7 i 'A do Savilla. Heckles me abo
„filthy rags"[nęka mnie plugawymi szmatami]. Pokazuje
moje notatki. On to bierze jako osobistą obrazę. Mówim
0 wojnie; on b. nietaktownie mówi I wonder that you h
ven't been interned [dziwię się, że nie zostałeś internowany
Ja mu dość ostro odpowiadam na to. - Ona jak zwykle prz
zwoitsza i zachowuje się mniej nietaktownie. - Wracam tr
chę podirytowany. Realizuję [realize - uświadamiać sobie]
że S. jest bydlęciem, które może mi dać na nerwy jak tylk
wylizie ze skorupy. Że ja nie jestem w stanie traktować go ja
ko przyrząd pure &amp; simple [czysty i prosty]. On, jako akcesorjum, jako skojarzenie tych wrażeń tropikalnych i illuzyi
wydobywa ze mnie pewne uczucie przyjacielskie. Jako
osobistość jest czemś wstrętnem i godnem pogardy: a petty
greengroser blown up by his own sense of importance into
a caricature of a petty sovereign [drobny sklepikarz nadyma­
jący się w poczuciu własnej ważności w karykaturę drobne­
go monarchy]. Myślę o E.R.M. i jej atmosfera, naturalnie [?]
fur Sich tak harmoniczna z moją, jest dla mnie jak ziemia
obiecana. - Deszcz leje, wiatr z Płn.Zachodu chłodny uderza
całą szerokość werandy. Śpię dobrze.
Poniedziałek 3.12.[17.]
Sinaketa. Weranda George'a. Na lewo parę palm, bana­
nów i papai. Dom native, sagowy dach, ściany z kijów mangrowych. Parę mebli zdelopidowanych, litter [miot] of Sapisapi. Cała menażerja psów i kotów. Dziś nad ranem, budzi
mnie hałas astmatycznego psa i gadających krajowców.
Zdarzenia dni przeszłych:
Czwartek 29.11. Przyjazd statku. Po śniadaniu piszę do
E.R.M., z pewną trudnością; staram się transkrybować dzien­
nik dla niej. Trudności w opisywaniu moich erotycznych lapsów [lapse - odstępstwo]. Idę parę razy, patrzę, czy listy
rozdzielone. Koło 1 l=tej dostaję listy: Paul; [?] mnie telefon;
ściska mi się serce, że E.R.M. chora. Mimi W. list trochę non­
szalancki. E.R.M. czytam prędko, bez wielkiego skupienia.
N.S. - ciężki problem, co napisać. Nie obrażają „hint" [przy­
tyk] w liście z Sydn[ey], Po lunchu, piszę do N.S., Paula
(krótko) i gadam z różnymi ludźmi. Pod wieczór, zbieram
rzeczy i posyłam na Itakę. O 9=tej Ted mówi mi, że jest go­
tów. Kończę list do E.R.M. krótko, potem via steamer [paro­
wiec] łapię Teda. Port oblany księżycem; Marsina wielka
1 szara. Idę na przód, leżę na żaglu; China Straits. Śpię.
[dopisek:] Dobu
Piątek 30.11. Budzę się o brzasku koło East Cape. Nad
modrą, ocienioną wodą szereg palm i skałki. Sakan śpiewa.
Cudne wrażenie przyrody i atmosfery prawdziwej: widok
[wyspy] Normanby z czapką doży [góry] Bwebweso. Wraże­
nie nieopisanego brudu i obrzydliwości na tym stateczku.
Śpię. Pokrzepiony budzę się koło UBUI. - Czytam ostatni list
E.R.M. Zaczynam pisać. Szkicuję sylwetki gór i wysp. Ga­
dam z boyami o etnografii Normanby i Dobu. Dawson Stra­
its [cieśnina]; korygują moje pierwotne wrażenie. Dojeżdża­
jąc tam, naprzeciwko stromy brzeg Ferguson, z tej strony ma­
ła wysepka i knoll, porosły drzewami. Zakręcamy między
wysepką i knollem [knoll - pagórek]. Otwiera się półka ni­
ska, na niej ogrody i jungla; małe wejście jakby do laguny.
13

14

�Potem szerszy widok: po tamtej stronie z początku stromy
brzeg potem góry cofają się, niska płaszczyzna, daleka i sze­
roka po prawej ręce wysoka ściana z wieloma kanonami i cy­
niami - Potem nowy zakręt: Dobu, ścięty wulkan; Bwavo'u po lewej ręce i dalekie pasma na Normanby poza Dobu.
Włażę na drabinkę i patrzę z radością na cudny krajobraz.
Słońce zachodzi. Schodzę, myję się, ubieram. Jadę do Scriven - Efekt roztopionego złota w chalcedonowej misce. Ga­
damy o piękności Dobu, o etnologii. On wspominania o 2 ka­
mieniach, którym oni składają ofiary podczas kuli. Kupuję
gramatykę. Wracamy na statek. Uwiedzenia OGISI. Jazda
do Bwayo'u - ja znowuż na drabince. Potem jadę na brzeg;
Ginger z lampą i inne boys, idziemy ku końcowi. Księżyc
wśród gajów palm, lemonów i breadfruits [drzewa chlebo­
we] Wioski nieregularne; domki na słupach, ale marne.
Oglądam domy - mówią mi, że każdy nowy dom ma święto
zrobione dla niego. - Canoes tego samego typu jak w Boyowej; ale nie ma KALIPOULO. Wracam i śpię.
Sobota 1/12. Rano śliczny wyjazd z Dobu passage [prze­
prawa]: tamta strona cieśniny z wysokimi górami po obu stro­
nach wygląda byczo. Słońce powoli wschodzi. Gadam z bo­
yami; zbieram geograficzne szczegóły o [wyspach] Good-e­
nough &amp; Ferguson. Zbliżamy się do Koyatabu, okrytej
chmurami. Amflety przed nami wyłażą z morza. Ja steruję
przez chwilę. Piszę czytam listy E.R.M. Jemy obiad. O 4tej
Gumasila. Zachwyt nad pięknymi formami. Cudna ściana po­
kryta cienistą zielenią o puszystych formach; poprzerywana
skałkami. Na dole, wysokie palmy, długie jeszcze pnie, pa­
trzyłem na cienistą wodę. Radość: słyszę Kirivine. Zbieram
się: małe chatki szare różowawe. Fotografuję. Poczucie wła­
sności, że ja je opiszę czy „stworzę". Na brzegu: kamienne
obmurowania; domki b. marne na słupkach, ([?] się pomiędzy
morze i obsuwającą się ziemię) Kobiety uciekły. Pod każdym
domem urządzenie do robienia potów [pot - garnek]. Żółte,
okrowate poty leżą pod każdym domem. - Staramy się trochę
gadać. Uciekają i łżą. Canoes: 4 czy 6 masawa [duża morska
łódź] i małe, zbudowane jak kalipuolo [duża łódź rybacka na
Trobriandach], ale nazywają je kewo'u. - Jedziemy do Watobo'u. Kojatabu odsłonięta: bajeczne kształty. Wawima i Watobo powoli posuwają się ku północy, zachodząc za Koyata­
bu. Ciemne chmury. Tylko nad kojatabu fantastyczne kumullusy w grupie wieńcem, a wewnątrz oświetlono jakby jarzą­
cym się płomieniem, like witches around a kettle in which
there glows some demonical fire [jak wiedźmy wokół kotła,
w którym jarzy się demoniczny ogień]. Bajeczne wrażenie
czegoś rzeczywistego. Tutejsza grupa taka sama jak najpięk­
niejsze partje Queensland coast [wybrzeże], ale ja nie mam
tego uczucia nieokreślonej pustki - pociągającej, ale nie de­
finiującej. Tu mam określoną formę życia wpakowaną: myślę
15

16

17

0 osiedleniu się tutaj sack and pack. - Patrzę na bajeczną po­
łudniowo Zach. ścianę Gumasili. Potem oglądam Nabwageta
1 Bilibaloa i staram się zorientować skąd będzie ładny widok.
- Przyjazd do Bilibalo'a - ściana, fale biją o nią; zbliżamy się
powoli, coraz wyraźniejsze formy; coraz głośniejsze fale;
spuszczamy kotwicę. Jemy. Jadę dingą, zmęczony. Mijamy
wioskę; żartujemy o Werbana. Księżyc wschodzi. Wracamy:
skały, ciemne formy drzew. Wioska opuszczona. 1 masawa.
[?] domki; pnie drzew z wcięciami, jako drabinki. Oglądam
wnętrze domu: 2 lagimy. Jedziemy poprzez wodę do Watobo'u. Tam ja czekam; domek opuszczony między magrowami. Duży bęben. Biję go. Wracamy.
Niedziela 2.[XII.17] Wstaję, czuję się marnie. Szary
dzień. Sprawling forms of [rozwaleni] Watobo'u &amp; Wawima.

Szkicuję sylwetki. NABWAGETA. Niski łagodny pagórek,
nad sandbeach [piaszczysta plaża] wioska, dość duża. Także
obmurowana, kamienna. Domki rozrzucone wśród drzew,
kobiety mi uciekają. Ciemny dzień. Kupuję 3 kurje. Stara ba­
ba pod domkiem robi małą kurję. Wiatr i deszcz. Wracam
morze wzburzone. Jedziemy. Patrzę ponad niskiem pagór­
kiem zachodnim, szare morze. Chmury lecą. Jestem dość
zbahgaryzowany. Ciemna chmura w kierunku Bojowy. Ra­
dość, że plany przybierają ciało. Potem leżę [?]; drzemię;
deszcz (po rozwinięciu żagli i zwinięciu awning [zasłona]).
Ginger zbiera moje łóżko. Siedzę na żaglu, obwiązany liną.
Trochę przyćmiony, nie tracę ducha i odporności co do czy­
tania powieści. Amflety usuwają się. Kości mnie bolą szka­
radnie. - Jemy obiad frugalny. Ted pracuje nad maszyną
i jest niezbyt rozmowny. Łapiemy ryby. - małe wysepki się
pojawiają. Pragnę dojechać, ale czuję się nieźle. - Morze
staje się głęboko zielone. Wyraźna, subtelna linia horyzontu
łamie się i grzebie, jakby ktoś określił ją tępym ołówkiem.
Potem ta linia nabiera wymiaru i barwy: jasno szaro zielone.
Boje wymieniają [nazwy]: Nanola, Yabuanu (?), Muwa. Pal­
my i drzewa jakby rosły z wody: Vakuta; Giribua; jesteśmy
na lagunie. Szeroka linia Kalilauli. Cała wyspa przedemną.
Gadam z Tedem o różnych rzeczach, między innymi o Waite, o antygermanach, Osborne i Stead's Review. - Myję
się i ubieram. Przygotowuję się na spotkanie George'a. Whaleboat [statek wielorybniczy] Campbella. - Admirujemy
plantację na MUWA. - 3 domki na brzegu. Jedziemy dingą.
George w żółtej koszuli khaki portkach. Domek tuż nad wo­
dą. Kupa krajowców i bab w kaliko na przedniej werandzie.
Tylna (bez widoku na morze!) zarezerwowana dla George'a!
George b. uprzejmy dla mnie bezlitośnie [?] w mojej obe­
cności: stracenie okrętów, niekupienie rzeczy w Samarai etc.
Opowiada mi historie. Brudo, " który underestimuje [unde­
restimate - zbyt nisko oszacować] jego perłę. Czytam bulletyny; jestem b. śpiący.
18

19

2

Poniedziałek 3.[XII. 17.] Gomaya; daję mu trochę tytoniu;
on cadges [żebrać] więcej. Wiadomości: Gilayviyaka
i M'tabalu umarli. Toulufwa] i Bagido'u żyją. Tańce się
skończyły w Bojowej. O Vakucie on nic nie wie. Bawi mnie
i pociąga Gomaia ze swym psim pyskiem. Jego uczucie dla
mnie utylitarne raczej niż sentymentalne. - Piszę dziennik;
George gada wciąż. Po śniadaniu jedziemy Itaką. Gadam
z Georgem. Jestem znowu na zielonej lagunie i tak dobrze
znane widoki: wygląd ten KAILEULA z Karibedą; laguna
z kanałem, biegnącym wzdłuż; Kavataria, Losyuja idziemy
na brzeg: jetty [molo], na którą chodziłem z uczuciem pustki
i chandry i patrzyłem na południe; skałki, w których prizonery pracują; palmy betelowe, „plantacja" drzew owocowych,
[?] przed domem. Campbell robi na mnie mniej wstrętne wra­
żenie teraz niż poprzednio (niż oczekiwałem). Sądzi sprawę
Wiliama; ja czekam nerwowo i niecierpliwie. - Przyzwoity,
choć robi małostkowe trudności, ale sign-onują [sign on - an­
gażować] mojego boya bez guarantorów [guarantor - porę­
czyciel]. - Jedziemy do Gusavety, włazimy na błoto. Canoes
z Tejawy biorą moje rzeczy; jedziemy w nocy ku dobrze zna­
nemu zakrętowi. Billi pojechał do Kiribi. Kontroluję rzeczy;
wracam na statek i znowuż na brzeg.
Wtorek 4.[XII. 17.] Rano dostaję śniadanie tutaj w Gusawecie; jadę na statek; biorę resztę rzeczy; planuję spotkanie
Teda w Lobucie; jadę na brzeg. Idę przez Teyawę. Cały ten
czas, od przyjazdu, aż do dziś dnia (Piątek) nie jest bardzo
silny i pierwsze wrażenia krajowców są b. blade. Jakgdyby
uczuciowa letargja: 1. noc słyszę dalekie walam [krzyk]
21

22

23

24

25

107

�26

w wiosce. Potem widzę ich mordy na werandzie Billiego;
znajomi z tych wiosek i z wnętrza. Ale ja nie bardzo reaguję.
- Po przyjściu do Gusawety, zaczynam sortować moje rzeczy.
Koło 4'Л przyjeżdża Billi, to co mi powiedział o nim George
- jakkolwiek to jest oczywista kalumnja, psuje radość 1. wra­
żenia. Nosowy głos - wygląda b. zdrowo i młodo. Mówimy
0 fotografii, o perłach, Verbellim, o wojnie. - Wieczór siedzi­
my i gadamy.
Środa 5.[XII.17.] Cały dzień czuję się b. podle i czytam
powieścidła. Ani nie pakuję, ani mnie nie interesują krajow­
cy; nawet z Billem nie mam ochoty gadać wieczorem. Nie idę
nigdzie do wiosek. Czytam.
Czwartek 6.[XII. 17.] Rano: głos Camerona, rozmawiam
z nim. Oglądam jego camerę. Potem kończę (z pewnym Kacenjamerem) czytać Brewster's Millions [powieść George'a Barra McCutcheona]. Potem pakuję. Billi idzie do Nor­
mana Campbella. Popołudniu grzebię się. Rozmawiam wie­
czór z Billem. Potem idę do wioski Tukwa'ukwa. Pewien
opór: nie mogę sobie wyobrazić, co tam będę robił. Zaczy­
nam rozmowę z jednym człekiem, potem siadam, grupa dryani zbiera się naokoło mnie. Gadam; staram się rozumieć ich
mowę. Potem proponuję kukwanebu [bajkę]. Stara baba za­
czyna mówić. Gadają poprzez się. Hałas potworny. Potem je­
den facet gada głośno - krzyczy prawie i gada nieprzyzwoite
rzeczy na głos. Cała wioska ryczy ze śmiechu. Żarty wciąż
kursują i wszyscy śmieją się. Czuję się trochę wulgarycznie;
wracam do domu. Gadamy z Billem. Biorę znów chininę
1 kalomel.
Piątek 7.[XII. 17.] Rano (w nocy potworny deszcz) łódki
łowią ryby koło Boymapo'u; widzę trójkanciaste siatki. Po­
tem słyszę ta'uya [koncha używana jako trąbka w wielu uro­
czystych okazjach]. 3 łódki wracają z Wakuty. Idę do wioski.
Oglądam s[u]olavę [naszyjnik z muszli spondyllusa]. Speku­
lacje, czy ja jestem ja czy też moim młodszym bratem. Roz­
mowa o kuli. - Śniadanie. Grzebię się z pakowaniem. Wie­
czorem do Tukwa'ukwy; idę drogą ku Olivilevi. Gimnastyka.
Ogisa trzyma lampę; ma tremę. Wracam; w górnej wiosce natiwy pokazują mi sieci i mówią o rybołówstwie. Kukwanebu.
Mniejsze poczucie absurdności. Silne wrażenie, że moja in­
formacja o rybołówstwie b. mi adekwatna. Wracam, gadamy
z Billem. On mi mówi o błędach w moim artykule
Sobota 8.[XII. 17.J Rano wstaję późno. Czuję się podle.
Biorę lewatywę. Około ll=tej idę, słyszę krzyki. Kapwapu
przynoszą uri [taro] do Tejawy. Siedzę, gadam, fotografuję.
Wracamy. Billi poprawia i uzupełnia moje notatki o WASI
[wymiana płodów rolnych na ryby między wsiami na wy­
brzeżu i w głębi lądu]. Idę do Tejawy znowuż. Staruszek ga­
da dużo o rybach, czego ja dobrze nie rozumiem. Potem prze­
nosimy się do jego bwaymy [trobriandzki spichlerz]. Gada
[o] liii'u [mity Kiriwinian]. Ciągle mnie pytają o wojnie. Wieczorem z policemanem gadam о В waga'u [czarownik
praktykujący czarną magię], liii'u i Jojowa [yoyova - wiedź­
my]. Irytują mnie śmiechy. Wracam. Billi mówi mi mnóstwo
interesujących rzeczy. Biorę chin[inę] i kalomel.
Niedziela 9.[XII.17.] Śpię dobrze, ale mam mokry sen.
Czuje się nieźle. Billi anonsuje, że lepiej wybierzemy się od
razu do Kiribi i pojedziemy tegoż dnia, popołudniu. Pakuje się
szybko (interesuje mnie rysowanie ken bardziej niż etnografja,
a zwłaszcza pakowanie). Rzeczy klasyfikuję w petach. Robię
spis bielizny. Spisuję to, co mi będzie konieczne w życiu koczowniczem. Po lunch koło l=szej pakuję się galopem, koło
3=20 wyjeżdżamy. Jestem zmęczony i nie intensywny, ale
mam rezydualny joi[e] de vivre. Patrzę na trawiasto zieloną
108

wodę. Las mangrowy nad nimi z miękiemi cieniami wśród
tenzywnej zieleni. Ryby skaczą, jedziemy wśród tr
podmorskich. Przyjazd: domek, wśród palm - głębokie jas
niowe cienie pomiędzy pniami charakteryzują prze
w mangrowach. Koło domku bwaimae; potem shithouse z b
chy. Mieszanina, mam ochotę fotografować. [?] Ilume
mnie ignoruje. Idę nad brzeg, na piaszczystą plażę i piszę
do E.R.M., ale bez wielkiego napięcia. Wracam na jedzeni
Potem gadam z Billim o (?). - Wieczorem siedzę z Ilume
i Moliasi, który pokazuje mi swoją nogę z potwornym w
dem. Mówimy o Bwagau i Ioyowa; o tym, że żony Mtab
uciekły i że teraz nikt nie rządzi w Kasanai; o grzebaniu g
bów, o [?] odila [busz]. - Rozumiem tylko przez pół co Mi
liasi gada. - Nie mogę spać z powodu ciągłego gadania.
Poniedziałek 10.[XII.17.] Rano kończę list do E.R.Nfl
Przeglądam moje papiery i notatki o Kayasa i spisuję pro^ I
bierny. Siedzę z paroma drjaniami z Louya i Bwadela i gadaj
z nimi o Kayasa, o jebaniu w Okayaulo. Ale ich informacji
ogólnikowa. Gadają bez skupienia i nieokreślenie, „zbywaj;
mnie". Popołudniu gadam (?) Potem czytam narkotycznif
Wheels of Anarchy [powieść Маха Pembertona] i nabieran
wstrętu do tych drjani. Rozmowy z Mickiem: " sympatj:
śródziemnomorska, kiedy siedzi skulony jak Achilles w ry
sunku Wyspiańskiego. Kuchnia grecko-turecka. ,,Smell th
bloody hotel two miles away" [czuć ten cholerny hotel ni
dwie mile]. Kosmopolitańskie ideje Micka. „Bloody Germai
he no finish war" [cholerny Niemiec nie skończy wojny]. Mick pomaga mi w studyach etnograficznych. „Kayasa all
same bloody market". Kiedy mówię z Ilumedoą o Mułu
kwausi [latające wiedźmy]: „they do not eat the insides, they
only smell them" [one nie jedzą wnętrzności, one je tylko wą­
chają]. - Wogóle lubimy się z Mickiem, ja mam pewną sym-,
patję do niego: szaro niebieskie morze; sirocco, ciepły wil­
gotny zapach morza; nagie żółte skały; różowe pastelowe d
mki na skałach z wypłowiałemi dachówkami. - W Poniedzia
łek wieczór kończę powieść, gadam z Billim. Siedzę chwilk
z Ilamedoją i gadatliwą babą i rozmawiam o (?) - Słucha
ich gadaninę i niezbyt dobrze rozumiem ich mowę. (Biorę 3
kalomele i epsom salts)
27

28

29

1

Wtorek 11.[XII. 17.] Przychodzi gijopeulo. Oglądam i ry­
suję Pwatai. Gadam z Tubowadami. Bycze facety: od razu
czuję różnice jakości ich informacyi. Potem po śniadaniu roz­
mawiam z grupą facetów z Vakuty o Milamala - przedtem
Gijopeulo recytuje swoje liliu o Tudavie. Ale informacja
idzie kiepsko, jak po grudzie. Popołudniu spisuję historję
Marjanny na werandzie. Potem, koło 5=tej jadę łódką, ażeby
wiosłować. Po kolacyi gadam z synami Giyopeula i uderza
mnie doskonałość ich informacyi. Poważnie, skrupulatnie
i logicznie objaśniają mnie co do istoty kayasy, komunalnych
robót; poprawiają moją gramatykę. Potem jeden z nich opo­
wiada Liliu Dokonikana, tak dobrze jak nikt nigdy mi jeszcze
nie opowiadał. Postanawiam pojechać do Tubowady zaraz po
powrocie z Amphletts. - Gadam trochę z Billem i idę spać.
Rozmowy z Billem: Brudo nie ma kaloma; jedzie do Sama­
rai; kupił marną perłę i przepłacił. Norman Campbell zupeł­
nie „broke" [bez grosza] nawet statek jego Quinn skonfisko­
wał, przyjęty w partnership [spółkę]. Bill as a buffer: Brudo
affraid to leave Kavataria &amp; cannot lie in wait at Boymap'ou
[Bill jako zderzak: Brudo boi się opuścić Kavataria i nie mo­
że trwać w oczekiwaniu w Boymap'ou]. Camp[bell] nie umie
kupić porządnie za tabac. Billi posłał mu kilka vidu; zamiast
je wszyć w pasek, on je daje bezpośrednio. N.C. pogodny,
bez rancour [uraza], kontenty jak ma betel. Ciągnie się na
31

32

33

34

��rzyci z jednego końca werandy na drugi. Jego żona kradnie
ile wlezie. Fallows pamięta go jak strapping youth, strong and
energetic, [?] [wysokiego młodzieńca, silnego i energiczne­
go]. Mam pewne rozczulenie: przypomina mi się co E.R.M.
mówiła o [?]: like a large Scotish terrier [jak duży terier
szkocki] - Myślę o jego możliwościach. - Ja mam wciąż na
myśli zasadniczy problem Billa: jego małżeństwo z Marjanną: jego miłość dla dzieci. Marjannę on traktuje jako native,
akcentując w niej brązowy kolor. Dziś reflektuję, że to może
jest b. mądre z jego strony, że przewiduje najgorsze możliwo­
ści. Czasem staram się - a raczej mam elan - czuć w nim od­
dźwięk moich tęsknot za cywilizacją, za białą kobietą. Sta­
ram się wydobyć, co go tu przywiodło: jest w railway servi­
ce; retrenchment; worked on mines with 2 Victorians; touch
and go; Broken Hill [Australia południowo-zachodnia] or

Charles and Towers; from С Т . comes to N.G. to gold ft
loses 1 600 pounds on store in Yodda Cross South, sp
460. Returns with 140. Sets up this place, [jest w obsłu
kolei, zredukowany, pracował w kopalniach z dwoma wf
riańczykami; ryzykowny; Broken Hill czy Charles i Tow
z C.T do Nowej Gwinei na pola złotonośne, traci 1600 f
tów na wyposażenie w Yodda Cross South, wydaje 460. W
ca z 140. Zakłada to miejsce]. B.H. wyraża się niepochleb
o George Auerbach. Mówi o swych 60 funtach tytoniu, kt
G.A. mu nie chciał oddać, przypuszczając ze W.A. j
w trudnościach finansowych. Także, historje że G.A. pow~
dział, że otworzy stację beche-de-mer w Tejavie i Tukw
kwie, jako zemstę za to że Mick kupił koprę w Sinakecie.В
li grozi mu osiedleniem się w Kanubumekwa.
Transkrypcja i opracowanie Grażyna Kubica-Hell

ISY
' E.R.M. to inicjały narzeczonej Malinowskiego Elsie R. Masson,
córki Sir Davida Orme Massona, profesora chemii na Uniwersytecie
w Melbourne. Była ona wówczas pielęgniarką w Melbourne Hospital.
Pobrali się roku 1919, zmarła w 1935
Lila lub Leila Peck, najprawdopodobniej pielęgniarka.
Może chodzić o The Natives of Mailu: Preliminary Results of the
Robert Mond Research Work in British New Guinea, ..Transactions and
Proceedings of the Royal Society of South Australia" 1915, t.39, s.494-706 lub Baloma: The Spirits of the Dead in the Trobriand Island, „The
Journal of the Royal Anthropological Institute of Great Britain and Irleand" 1916, t.46, s.353-430
Chodzi о Paula i Heddy Khuner z Wiednia, przyjaciół Malinow­
skiego.
Algernon С. Swinburne (1837-1909), angielski poeta, dramatopisarz i krytyk literacki.
Malinowski własnoręcznie robił dla swej narzeczonej grzebienie
z szylkretu do upinania włosów.
Kula to rozbudowany system wymiany między mieszkańcami
wschodniej Nowej Gwinei i sąsiednich archipelagów, który stał się
przedmiotem Malinowskiego Argonautów Zachodniego Pacyfiku. Sama
wymiana kula była złożonym i uregulowanym systemem darów między
konkretnymi partnerami w różnych wioskach. Główne dary były dwoja­
kiego rodzaju: naramienniki (mwali) wytwarzane z muszli konusa i no­
szone przez mężczyzn i naszyjniki (soulava) dla kobiet zrobione z muszli
spondyllusa. Ogólnie rzecz biorąc artykuły te poza znaczeniem w kula
nie mają żadnej wartości, lecz posiadanie mwali czy soulavy, z ich wła­
sną nazwą, historią podnosiło prestiż właściciela i jego wioski. Artyku­
łów tych nie posiadano na zawsze, lecz wcześniej czy później wymienia­
no je na artykuły podobnej wartości.
2

3

4

5

6

7

8

Adolf Bastian (1826-1905) - etnolog niemiecki, badający psycho­
logię krajowców, rozwinął koncepcję „folk-ideas", które według niego
leżą u podstaw podobieństwa zwyczajów, które zaobserwował w swoich
licznych podróżach.
W.C. Bruce, komendant uzbrojonej tubylczej policji.
Hiri były to handlowe wyprawy między Motu wokół Port Mores­
by i plemionami Zatoki Papuańskiej. Motu wypływali w swych łodziach
(lakatoi) z ładunkiem glinianych garnków i wyrobów z muszli, które wy­
mieniali z Papuasami na sago i ciężkie dłubanki, których używali do kon­
struowania swoich łodzi.
" F.R. Burton, C.M.G., współpracownik C G . Seligmana w TheMelanesians of British New Guinea, jego opis hiri Malinowski cytuje w Ar­
gonautach Zachodniego Pacyfiku.
Był statek misji katolickiej o tej nazwie.
George Auerbach, kupiec z Trobriandów, przyjaciel, który poma­
gał Malinowskiemu na wiele sposobów. Ted Auerbach był zapewne jego
krewnym.
Malinowski opisał tę podróż w rozdziale dotyczącym okręgu kula
w Argonautach Zachodniego Pacyfiku.
Zgodnie z tradycją dwa kamienie Alu'a'inc i Aluramo'o to ludzie
w nie zamienieni.
Ogisa - tubylec, który towarzyszył Malinowskiemu podczas jego
ekspedycji.
9

10

1 2

11

14

15

ы

110

17

Duża góra w północnej części wyspy Fergusona, którą można
baczyć nawet z Trobriandów. Była uważana za świętą górę.
Theodor Waite, niemiecki antropolog, wczesny (1821-1864)
dacz myśli pierwotnej, który wierzył w równość rasową i złe wpły
środowiska. Jego najważniejszą pracą była Anthropologic der Nat
volker.
Review of Reviews Williama Thomasa Steada (założone w 1890
Raffael Brudo i jego żona, francuscy handlarze pereł z Trobri
dów, stali się przyjaciółmi Malinowskiego.
Gilayviyaka, syn wodza, którego romans z jedną z żon ojca był
wodem poważnego skandalu.
M'tabalu, stary wódz Kasana'i.
To'uluwa, wódz okręgu Kirivina, a przez to najwyższy rangą w
naTrobriandach, mieszkał w Omarakanie i był przyjacielem i cennym i
formatorem Malinowskiego.
Bagido'u był najstarszym synem siostry To'uluwy, czyli prawny
spadkobiercą funkcji wodza. Dramatyczne wypędzenie przez niego ulu­
bionego syna wodza dwa lata wcześniej zostało opisane w Życiu seksu­
alnym dzikich.
18

19

2 0

21

2 2

2 3

2 4

25

Gomaya z Sinakety, który byl jednym z pierwszych informatorów
Malinowskiego, opisany w Życiu seksualnym dzikich jako notoryczny
łotr.
Billy Hancock, handlarz na Trobriandach, był bliskim przyjacie­
lem Malinowskiego, w którego domu w Gusavecie często się zatrzymy­
wał. Zniknął w zagadkowych okolicznościach w Samarai pod koniec lat
dwudziestych. Jego żona mieszkała tam aż do 1951 roku.
Moliasi był wodzem drugiej rangi, kierującym prowincją Tilataula
i według tradycji wrogiem i głównym rywalem głównego wodza prowin­
cji Kiriwina To'uluwy. Malinowski opisał go w Argonautach Zachodnie­
go Pacyfiku jako „starego łajdaka".
2 6

2 7

2 8

Kayasa - zabawa polegająca na obowiązkowym współzawodnic­
twie w tańcu i zabawie, w których biorą udział kobiety, nie przeprowa­
dzane w okresie tańców.
Jedna z trzech wsi południowej części Boyowy, gdzie podobno ko­
biety praktykowały orgiastyczną formę kayasa w okresie weselnym.
Z powodu tych opowieści mężczyźni z innych wiosek nie ryzykowali
wtedy odwiedzin w tym rejonie.
Mick George, grecki kupiec, długoletni mieszkaniec Trobriandów.
Malinowski często zatrzymywał się w jego domu.
Pwata'i - duże pryzmowate zbiorniki na żywność, wypełnione ma­
łymi kuvi (duży yam) przykrytymi orzechami betelowymi i trzciną cu­
krową.
Milamala - coroczne święto i powrót duchów, miesiąc, w którym
Trobriandczycy cieszą się dobrobytem; także nazwa robaka paolo, który
pojawia się przy pełni kiężyca i służy do wyznaczania daty święta; poja­
wienie się tego robaka łączy się czasami z pojawieniem się duchów.
Tudava jest bohaterem cyklu opowieści przytoczonych i zanalizo­
wanych w Ogrodach koralowych i ich magii.
Kaloma - małe kółeczka z dziurką robione z muszli spondyllusa,
z których wyrabia się naszyjniki używane w kula; kaloma dekoruje się
prawie wszystkie wartościowe i artystyczne przedmioty w dystrykcie ku­
la.
2 9

3 0

3 1

3 2

3 3

3 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11250" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11228">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e5b5dc037a37794bcf3a737a22eb2688.pdf</src>
        <authentication>160c4acf568258df3a7ff944ff0e903e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134040">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2792</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134041">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134042">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2601</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134043">
                <text>Summary of articles; Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134044">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134045">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134046">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134047">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134048">
                <text>SUMMARY OF ARTICLE
Marc Shell
OK or Handle with Care
Originally this article appeared in the Experimental Scholarship
section of "Common Knowledge" (no. 2, Winter 1996).
Łukasz Kiepuszewski
The Twilight of Seeing and the Seeing of Twilight
The point of departure for this article are the words of Paul
Cezanne, who at the end of his life, while studying the motif of Mt. St.
Victoire,' was in the habit of complaining about physical frailties and
oblem's with seeing. Apparently, those obstacles should not be
dcrstood literally. In his analysis, the author arrived at the conclusion
that the perceived image is a sui generis extinguishing of light and
turning it into a shroud and protection against the directness of the thing
in itself. The act of seeing, therefore, no longer signifies grasping the
direct nature of things, but protection against its blinding glare. In
twilight, the perception of a work of art - a painting - is rendered
metaphorical as a phenomenon of perceptibility itself. The metaphor of
twilight defined a certain status of the historical quality of the painting,
revealing historicity not as a certain construction of history, but as the
experience of radical temporality, in which perception lakes part. Such
seeing participates in perceiving the process of seeing. Thus
comprehended, the state of blindness is not so much non-seeing, as the
perception of seeing.
Elżbieta Wolicka
History as Genealogy
An in-depth analysis of the essay by F. Nietzsche: On the
Usefulness and Harmfulness of History for Life , presenting the most
significant views of this philosopher on the question of historicism,
essential for nineteenth- century humanities. Historicism is conceived
both as historical knowledge and the history in which man participates.
The author of the article examines in detail three manners of participation
in history, distinguished by Nietzsche: 1) the active person, 2) the
custodian and worshipper, 3) the sufferer and the person longing for
liberation, as well as three corresponding types of historicism:
monumental, antiquarian and critical. Finally, she considers the extent to
which the Nietzschean project of overcoming nineteenth-century
historicism was an original conception in philosophical thought.
Ryszard Kasperowicz
The Freedom of the Historian - Remarks on the Theory of Crises
by Jacob Burckhardt
The concept of the "crisis" plays an extremely important role in
present-day historical and methodological reflection, and almost
becomes the password of assorted attitudes and views. This has been the
prevalent situation at least from the mid-nineteenth century. In the case
of Jacob Burckhardt, the conception in question denoted, alongside the
so-called Drei Potenzen - the state, culture, and religion - one of the
most essential factors shaping historical reality. Burckhardt wrote readily
about times of crises and breakthrough moments, which he perceived as
forces accelerating the course of events and revealing their true nature,
deprived of the veil of illusory interests or ideologies. In an analysis of
the critical states of culture, the historian, whose task involves, i. a. the
creation of images of the past, finds an occasion for demonstrating his
own independence and freedom, since he is capable of assuming the
attitude of contemplation, pursuing disinterested deliberation on
authentic meanings of tradition, and carrying out a quest for the
symptoms of the spiritual continuum. Works of art which offer us their
timeless beauty and insight into the self-identification of the past epochs,
are the most perfect objects of historical contemplation; at the same time,
they remain an eternally unresolved puzzle, due to the transcendence of
history. Simultaneously, they offer the historian and all who do not wish
to tall prey to the barbarity of oblivion, a sphere of liberty unrestrained
by the compulsion of contemporaneity. In formulating such a conception,
Burckhardt was indebted to Schiller, Goethe and Schelling; he created an
entirely original and still topical model of experiencing history and
comprehending the freedom enjoyed by the scholar dealing with the past.
Andrzej Pieńkos
The Poetic and Grotesque Home. The Devised Dwelling of Victor
Hugo
The home of the artist - different and intentionally moulded as a
distinct place - is one of the most important symptoms of the Romantic
legacy. Such a record of the personality of its creator, who is not a

professional architect, but a man of letters, a painter, etc. - forms a
composite phenomenon, evading interpretation on the level of
exclusively architecture, outfitting or amateur pursuits. Hauteville House
on Guernsey, the emigre refuge of Victor Hugo, presents the historian of
literature, architecture or art, with an intricate problem. Its interior,
created by the author himself or according to his design, is just as original
and distant from the convention of the epoch as are the plastic works
executed by Hugo. With the zeal of a true handyman, and by means of an
eclectic collection of assorted equipment or objects d'art of various merit
and origin, Hugo created a uniform whole. In accordance with his own
conception of the grotesque, he extracted them from their original
function, and confronted them in astonishing combinations. Albeit the
Oriental and mediaeval inspirations in Hauteville House are extremely
marked, as is the case in the all the undertakings by Hugo, they merge
into a poetical creation at variance with Romantic historicism. This home
is the outcome of an imagination that could not be expressed fully in
prose and verse, and tried to liberate itself from the restraints of
convention in amateur plastic arts and the specific "architecture" of the
artist's dwelling.
Marzena Gierga
Mysterious Places of Greek's Sicily. Ortygia - Island of Love, Life
and Death (Part III)
Syracuse is a town created by deities, saints, historians, travellers,
apologists, theologians, photographers, and, primarily, its own residents.
It comprises a phenomenon located above a division into an urban and
social subsystem, an area of eloquent meanings, a space for the
realisation of concrete and specifically identical attitudes.
The metaphorical, mystic-symbolic space of Syracuse is that of
three women. This is the birthplace of Artemis, the refuge and site of the
eternal rest of Arethusa, and the town of the birth, life and martyrdom of
Lucia. By demonstrating the constant presence of the patron in the life of
the city, which provokes assorted forms of group imagery, a process of
rendering space mythical, and a creation of a world of values shared by
its residents, Syracuse gains new meaning. It appears as a town of light,
a land of purity, saintliness and glory, a city of luminescence and joy. Its
topography is superimposed upon that of its inhabitants, and vice versa,
while observed behaviour is granted a double meaning, and comprises an
example of the observation of a distinguished place, but also of
a transformation of a myth into a ritual, frequently without social
awareness. Its outcome assumes the form of the specific dramaturgy of
the everyday life of the population of Syracuse, whose sense of existence
is restricted to an encounter with the three patrons, advocates, guides and
friends, a fact which entitled the author to describe it as "the town of
great women". The presented cult of St. Lucia is more of a cult of her
image than the worship of a saint, while a version of the hagiographic
legend becomes a reference to a myth. That what, at first glance, appears
to be contradictory, is encountered on the ethical level of a symbolic
structure. By referring to an analysis of the fundamental structure of
those transmissions, with different contents but similar form and
meaning, the author demonstrates the symbolic continuum of elements
characterising Syracuse across the ages. The point of departure for such
journeys was the ascertainment of the "strangeness" of this place,
disclosed by the omnipresent cult of St. Lucia and her pagan companions
in assorted aspects of culture. Their outcome assumed the form of a co­
existence of the literary-metaphorical topos of Syracuse and its real,
magical-ritual counterpart.
Jan Gondowicz
New Archaeology
The ancient Biblical story of the construction and navigation of
Noah's Ark has produced numerous commentaries, which ultimately
constituted a true labyrinth. Within it, we find information about
dimension, frame, timber, number of passengers, nourishment, course,
etc., making it possible to depict the amazing enterprise, about which
literally nothing may be maintained with certitude.
Aleksander Jackowski
Exercises in Remembrance. The Origin of the State Institute of Art
Wholly aware that memory is fallible, capable of playing tricks,
and, in word, that it is a subjective phenomenon - the author attempts to
reconstruct the beginnings of the State Institute of Art, which
subsequently became the Institute of Art at the Polish Academy of
Sciences. From the very outset, A. Jackowski was associated with the
Institute, which today celebrates its fiftieth anniversary, in his capacity as

111

�the editor-in-chief of the periodical "Polska Sztuka Ludowa" (in the early
1990s, it assumed the title of "Konteksty").
Capoeira - Dialogue and Struggle. Valentin Reinbold Talks to
Łukasz Nalaskowski
Capoeira is an Afro-Brazilian ritual which, similarly to the samba,
came into being at the turn of the eighteenth century among Negro slaves,
particularly numerous in the state of Bahia (north-west Brazil). Initially,
the capoeira rites, combining elements of dance, battle and music,
fulfilled two fundamental functions. First, they comprised a system of
non-verbal communication, by means of which generated considerable
linguistic diversity in a group working on a single plantation. Second,
owing to the martial elements present in the ritual, capoeira improved
physical prowess and taught techniques of self-defence, especially
important in the case of escapes from the plantations. At present, next to
the samba, the capoeira is a tourist attraction. Numerous visitors perceive
it as a national sport of Brazil; consequently, capoeira displays are part of
programmes offered by tourist excursions. Furthermore, capoeira has
found a niche in West European culture. Every larger town in Germany
has at least one capoeira school, usually conducted by Brazilian emigres,
who make their way to West Europe or the United States in search of

better financial conditions. In Poland, where capoeira remains al
totally unknown, two workshop, each lasting several days, were hel
Toruń.
Stanisław Cichowicz
Dream, Nightmare, or the Incubus and I
The theme of this study is the "female monster", who appe
global folklore in different periods and assorted places. The author t
and describes her articulation in Old Greek culture, contemporary Poj
culture, ancient Hindu and Iranian culture, and, to the great astonishn
of the readers, in his own personal life.
We publish pertinent statements and the conversatj
accompanying the promotion of Obrazy ludowe (Folk Pictures) ;
O rzeźbach i rzeźbiarzach (On Sculptures and Sculptors) books by i
sander Jackowski
We present a continuation of the Polish-language version of j
celebrated Dzienniki by Bronisław Malinowski. Although written mail
in Polish it first appeared in English as A Diary in the Strict Sense oft
Term.

NOTY O AUTORACH
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów". Kie­
rownik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej.
Autor prac z zakresu wyobraźni symbolicznej i antropologii współcze­
snej, m.in. książki (z Danutą Benedyktowicz) Dom w tradycji ludowej.
Stanisław Cichowicz - filozof, tłumacz, edytor, poeta, artysta. Autor książki
Filozof i istnienie. U podstaw teodycei G. Leibniza, PWN 1970, Est mo­
dus in Rebus, Tow. Muzyki Współczesnej 1987, Moje ucho a księżyc.
Diagnozy i dywagacje, Wyd. Słowo, Obraz/Terytoria 1996, Czy można
przesadzić rzepak? 67 haiku, Wyd. BWA 1996.
Marzena Gierga - etnolog (studia UJ). Studia doktoranckie w Instytucie Et­
nologii UJ; przygotowuje prace, doktorską poświęconą związkom antro­
pologii z historią i literaturą w oparciu o Kroniki włoskie Stendhała. Dwu­
krotna stypendystka we Włoszech, staż w Instytucie Antropologii Kultu­
ry w Sienie.
Jan Gondowicz - krytyk, wydawca, współpracownik „Tygodnika Powszech­
nego"; wydał m.in. Marmur Josifa Brodskiego, Słownik komunałów Gu­
stawa Flauberta, Zoologie fantastyczną uzupełnioną. Mieszka w Warsza­
wie.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury (studia: socjologia UW), autor
wielu tekstów o współczesnej kulturze artystycznej, zwłaszcza ludowej.
Krytyk sztuki. Organizator kilkudziesięciu wystaw sztuki ludowej i naiw­
nej w kraju i za granicą. Ostatnio wydał Sztukę zwaną naiwną. Na skrót};
Obrazy ludowe. Redaktor „Kontekstów".
Alfred Jarry - francuski dramatopisarz (1873-1907), autor m.in. sławnej
sztuki Ubu król (1896), napisał także pięć powieści, z których najlepsza
to Dzieła i myśli doktora Faustrolla. Patofizyka. Powieść owa oczarowała
surrealistów. Łączy w sobie naukę, humor, symbolizm i wiedzę tajemną,
jest również duchową autobiografią Jarry'ego. Najbogatsze koncepty
książki wywodzą się z wyobraźni naukowej, mając odniesienie do sfery
biograficznej i literackiej oraz stając się podstawą najosobliwszego po­
mysłu Jarry'ego - quasi-filozoficznej doktryny nazwanej „Patafizyką".
Ryszard Kasperowicz - ukończył historię sztuki na KUL-u. Asystent w Ka­
tedrze Teorii Sztuki i Historii Doktryn Artystycznych (KUL). Przygoto­
wuje pracę doktorską na temat B. Berensona.
Łukasz Kiepuszewski - doktorant w Instytucie Historii Sztuki Adama Mic­
kiewicza w Poznaniu oraz absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Pozna­
niu.
Adam Kilian - scenograf teatrów lalkowych, dramatycznych i muzycznych.
Ważniejsze realizacje scenograficzne: O Zwyrtale Muzykancie, czyli juk
się stary góral dostał do Nieba - Jan Wilkowski wg Kazimierza Przcrwy-Tetmajera (Teatr Lalka, Warszawa), Wesele S. Wyspiańskiego (Teatr
Polski, Szczecin, Teatr Powszechny, Teatr Narodowy, Warszawa), Krako­
wiacy i Górale Wojciecha Bogusławskiego (Teatr im. J. Slowackieg Kra­
ków), Balladyna J. Słowackiego (Teatr Powszechny, Warszawa), Sen no­
cy letniej Szekspira (Teatr Polski, Warszawa). Grafik, ilustrator książek
dla dzieci, projektant filmów animowanych. Kawaler Orderu Uśmiechu.
Ireneusz Krzemiński - dr hab., profesor UW, socjolog i publicysta, zain­
teresowany od lat zagadnieniami polityki. Badacz ruchu społecznego
„Solidarność" i zwolennik socjologii humanistycznej. Najważniejsze
prace: Socjologia i symboliczny interakcjonizm (Warszawa 1996), na­
stępnie szereg prac publikowanych w „podziemiu" (Świat zakorzenio­
ny, Solidarność'80); artykuły w „Więzi", „Znaku", „Powściągliwości
i Pracy", „Aneksie", „Kontakcie", „Przeglądzie Politycznym" i „Ty­
godniku Powszechnym"; po 1990 roku: Bitwa o Belweder (wraz z M.
Grabowską) o wyborach prezydenckich. Czy Polacy są antysemita­

112

f pipilfMłt

mi?. Co się dzieje między ludźmi?, .Solidarność". Projekt polskiej A
mokracji. Współpracownik „Rzeczypospolitej" w latach 1991-93.
Dorota Majkowska - studentka IV roku Instytutu Etnologii UJ.
Łukasz Nalaskowski - współorganizator festwialu Pobocza Teatru, ТогаЯ
Jacek Olędzki - Etnolog, dr habilitowany, pracuje na Wydziale Geogrif
i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor tekstów i
naszego pisma od 1959 r. Od kilkunastu lat łączy szczegółową i s y s t e ł L
tyczną pracę badawczą w Murzynowie koło Płocka z szcrs/.| refleksją
obejmującą inne części Polski oraz znane mu z autopsji miejsca w Euro.,
pie, Azji i Afryce. Ostatnio wydał Ludzie wygasłego spojrzenia (1999)Ж
Andrzej Pieńkos - adiunkt w Instytucie Historii Sztuki UW. Wraz z żoną, Л
lantą Chrzanowską-Pieńkos, opublikował Słownik artystyczny PuryM
i regionu lle-de-France (Warszawa 1996) i Leksykon polskiej sztuki ХХЩ
(Poznań 1997). Prace z zakresu historii sztuki nowoczesnej, krytyki artfl
stycznej i eseistyki dotyczącej kultury publikuje min. w czasopismjje
„Art and Busness", „Dom i Wnętrze", „Nowy Nurt", „Znak" oraz регня
dykach naukowych „Ikonotheka", „Rocznik Historii Sztuki", „ArtibusjB
Historiae".
Valentin Reinbold - uczeń szkoły Capoeira Angola prowadzonej przez ЬгаШ
zylijskiego mistrza capoeira Rogerio Soaresa Peixoto oraz organizator (Л
stiwalu muzyki etnicznej w Kassel.
Marc Shell - członek MacArthur Fellow, profesor literatury angielskiej i pom
równawczej na Uniwersytecie Harvarda. Opublikował m.in. The End Л
Kinship, Children of the Earth, Elizabeth 's Glass i Money, Language, апЛ
Thought. Publikowany esej wygłoszony został pierwotnie na Hebrewj
University of Jerusalem i w Tel-Avi\ University, wszedł również do jegoj
książki Over Due.
Maryla Sitkowska - historyk sztuki, krytyk, członek AICA. Od 1990 r. kie-J
ruje Muzeum ASP w Warszawie. W 1995 r. laureatka Nagrody Krytykł]
Artystycznej im. Jerzego Stajudy. Kuratorka kilku wystaw problemom
wych, min. Oblicza socrealizmu. Muzeum Narodowe, Warszawa 1987;
Polak Niemiec Rosjanin, Dawne Zakłady Norblina, Warszawa 1989;]
Gruppa 1982-1992, Galeria Zachęta, Warszawa 1992/93.
Stefan Starczewski - polonista, socjolog, wiceminister kultury w rządzie
Tadeusza Mazowieckiego, dyrektor ds. promocji Fundacji Kultury.
Jan Witold Suliga - dr, Dyrektor Państwowego Muzeum Etnograficzne­
go w Warszawie, etnograf, specjalność naukowa - kultura Indii; autor,
literat, znawca tarota.
Wiesława Wierzchowska - z wykształcenia historyk sztuki, zajmuje się
sztuką współczesną. Redaktor w piśmie „Projekt". Do 1988 kuratorka
wielu wystaw, w tym wspólnie z Elżbietą Dzikowską wystawy Jesteśmy
(1991) i Ars Erotica (1994). Opublikowała min. Współczesny rysunek
polski (WAiF 1982), Sąd nieocenzurowany (w drugim obiegu, 1989), Au­
toportrety (Agencja Wydawnicza Interster, 1991), Andrzej Mierzejewski
(Rosikoń Press 1998). Związana z Galerią Pokaz.
Elżbieta Wolicka - profesor dr habilitowany, kierownik Katedry Teorii Sztu­
ki i Historii Doktryn Artystycznych KUL; członek redakcji „Znaku"; wy­
dała min. Byt i znak (1982), Mimetyka i mitologia Platona (1994), Próby
filozoficzny (1997). Mieszka w Lublinie.
Tomasz Żukowski - absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego,
doktorant Instytutu Badań Literackich PAN. Zajmuje się powojenną pro­
zą polską. Publikował w „Kontekstach", „Tekstach drugich", „Pamiętni­
ku Literackim" oraz w: Maria Janion, Maria Żmigrodzka Odyseja wycho­
wania. Goelheańska wizja człowieak w „ Latach nauki i latach wędrówki
Wilhelma Meistra", Kraków 1992.

�W poprzednim numerze:
Zbigniew Benedyktowicz, Uboga haka - Podróży, miejsc mitycznych, rzeczy - ciąg dalszy • Małgorzata Dziewulska, Drugie
t cie przedmiotów
• Edyta Bielawska, Aparat fotograficzny - karabin maszynowy z przedstawienia „Wielopole, Wielopole" •
Tomasz Kalczyński, „Drzwi" ze spektaklu „Niech sczezną artyści"
• Dorota Nowak, Łóżko - maszyna śmierci ze spektaklu
Tadeusza Kantora „Wielopole,
Wielopole" • Anna Łoboda, Obrus z przedstawienia „Wielopole,
Wielopole" • Dominika
Rembelska, Opis postaci Wuj Stasio Zesłaniec ze spektaklu „Wielopole, Wielopole" • Krzysztof Rekosz, Pręgierze w spektaklu
Tadeusza Kantora „Niech sczezną artyści"
• Igor Gorzkowski, Drezynka w spektaklu Tadeusza Kantora „Niech sczezną
artyści"
• Marta Krystyna Tylkowska, Katarynka • Joanna Kowalik, Basen ze spektaklu „ Wielopole, Wielopole" • Muzyka i dźwięk w
nrzedstawieniach Kantora. Rozmawiają Tomasz Dobrowolski, Małgorzata Dziewulska i Piotr Kloczowski • Jakub Szczuka, Per
monstra ad sphaeram. Aby Warburg i jego biblioteka • Joanna Tokarska-Bakir, „Ślepy bibliotekarz". O pisemnym wymiarze
ustności
• Piotr Szacki Niezwykłość
• Stanisław Łabiszewski, „Camera
a la minute - ręka",
czyli
opowieść
pięciominutowego
fotografa" • Jan Gondowicz, „Nagi człowiek na nagiej ziemi" • Agnieszka Tulik, Podróże
barbarzyńców
• Krzysztof Cibor, Nieistniejący film, nieistniejące
miasto, nieistniejące życie. Propedeutyka wędrówki poza słownik
• Artur
Setniewski, Świetlica. Rzecz o dwóch królestwach
• Maksymilian Rejmer, Święty czas i święta przestrzeń
• Wiesław Szpilka,
Podróż: „Pod osłoną nieba" • Marzena Gierga, Tajemnicze miejsca greckiej Sycylii. Syrakuzy miastem wielkich kobiet (cz. II) •
Marek Oziewicz, Co można znaleźć w szafie? Światy równoległe „Kronik narnijskich" CS. Lewisa (cz. II) • Dariusz Czaja,
Krzesło. Szkic do portretu • Agnieszka Makarewicz, Piłka • Danuta Bolikowska, „Dym" • Katarzyna Kuszyńska, Papieros
i popielniczka • Marceli Zygała, Fumare humanum est. Krótki leksykon używek tytoniowych wokół nas • Marcin Szporko,
Krystyna Gieryszewska, Zielone liście na ulicach Berlina • Ireneusz Kamiński, Autobus • Jarosław jot-Drużycki, Vlepka albo
interpretacja swobodna • Jacek Olędzki, „Zgredy rule" i ulotna sztuka niewinności
• Chana Pollack, Pekaesem do Ostrowca
i z powrotem • Sylwia Trzaska, John Maizels, „Raw Creation. Outsider Art and Beyond" • Janusz Barański, Pluralis non
maiestaticus, czyli ludzie jak rzeczy • Dorota Hall, Uciekanie przy ekranie • Marcin Kafar, Żyć w rytmie 230 bitów na minutę
• Dorota Gut, Po drugiej stronie ekranu • Dorota Gut, Piszę więc jestem. O języku Internetu • Magdalena Radkowska,
Hiperrealność
Lary. Lara hiperrealności
• Dorota Kołakowska, Planeta Diana - próba analizy reakcji na śmierć księżnej Walii
•

Tomoho Umeda, Audiofilia

królestwie

•

James Clifford, Opowiedz mi o swojej podróży:

Michel Leiris

•

Olga Łobaczewska, Wizyta w

Lilii I

O Bronisławie Malinowskim pisaliśmy już
w numerze 3-4/1992:
James Clifford, Samokreacja etnograficzna: Conrad i Malinowski
w numerze 1-2/1997:
Grażyna Kubica-Heller, Spotkanie z córką Bronisława Malinowskiego i jego biografem
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Heleną Wayne
Grażyna Kubica-Heller, Rozmowa z Michaelem Youngiem
Helena Wayne (Malinowska), Wpływ kobiet na życie i dzieło Bronisława
Malinowskiego
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie
Terence Wright, Antropolog jako artysta: fotografie Malinowskiego z Trobriandów
w numerze 3-4/1997:
Helena Wayne (Malinowska), Historia małżeństwa. Listy Bronisława Malinowskiego i Elisie
Bronisław Malinowski, Pisane dla Anieli Zagórskiej
w numerze 1/1998:
Maria Ossowska, Bronisława Malinowskiego „Dziennik w ścisłym znaczeniu tego słowa"
Clifford Geertz, Zaświadczające

Ja. Dzieci

Masson

Masson

Malinowskiego.

Grażyna Kubica-Heller, Wstęp do dzienników
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 1
w numerze 2/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 2
w numerze 3-4/1998:
Bronisław Malinowski, Dzienniki, Zeszyt 3
Dziennik 1914-1918
w numerze 1-2/1999:
Bronisław Malinowski, Dzienniki 1914-1918

Bronisława

Malinowskiego

1908 - 1913

Prenumerata „Kontekstów. Polskiej Sztuki Ludowej"
1999
I półrocze 2000
I I półrocze 2000

kwartalna - 5 zł; półroczna - W zł; roczna - 20 zł
kwartalna - 10 zł; półroczna - 20 zł
kwartalna - 12 zł; półroczna - 24 zł

Wpłaty na prenumeratę przyjmuje firma AMOS, Warszawa, ul. Zuga 12
Konto: PKO BP V I I I Oddział Warszawa nr 10201084-77578-270-1-111 oraz
RUCH, konto: PBK S.A. o/Warszawa, nr 11101053-16-551-2700-1-67 (z zaznaczeniem: prenumerata „Kontekstów")
Prenumerata ze zleceniem wysyłki za granicę jest 150% droższa (AMOS);
podrożona o realny koszt wysyłki (RUCH).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11249" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11227">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8e164a4329ede6039bf48d9043e4f82c.pdf</src>
        <authentication>5c024ee3ff957dc0ab819b9a67de887a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134030">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2794</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134031">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134032">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2602</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134033">
                <text>Rozmowa o książce "Rzeczywiste obecności" Georges'a Steinera / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134034">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.4, s.3-16</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134035">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew [et al.]</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134036">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134037">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134038">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="134039">
                <text>Rozmowa o książce
„Rzeczywiste obecności"
Georges'a Steinera
Z b i g n i e w B e n e d y k t o w i c z , Michał B r i s t i g e r , D a r i u s z C z a j a ,
M a r c i n G m y s , Wiesław J u s z c z a k , Z y g m u n t K u b i a k , Paweł
Kłoczowski, P i o t r Kłoczowski, J a c e k Sempoliński, Sławomir S i k o r a ,
Lech Trzcionkowski
Zbigniew BENEDYKTOWICZ:
Serdecznie witam naszych gości
w imieniu Pracowni Antropologii Kul­
tury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej
oraz redakcji „Kontekstów", która to
spotkanie zorganizowała. Zapraszając
Państwa chcieliśmy nawiązać do pew­
nej tradycji w naszym piśmie. Do
podobnych spotkań i rozmów, które g.
odbywały się w tej redakcji, przed |
wieloma, wieloma laty. Mam tu na щ
myśli np. bardzo ciekawy zapis takie- o
go spotkania i rozmowy o kiczu, czy 2
rozmowy o kulturze i naturze, która §
inspirowała przygotowanie numeru &amp;
ekologicznego. Można jeszcze tu
wspomnieć ostatnią naszą rozmowę

Historii Starożytnej. Chcieliśmy po
prostu wykorzystać obecność naszych
przyjezdnych gości. A potem zapra­
szam serdecznie wszystkich chętnych
do dyskusji. Gdyby pojawiała się ko­
nieczność zabrania głosu od razu, na
gorąco, nawiązania do czyjejś wypo­
wiedzi, to oczywiście byśmy odeszli od
tego narzuconego porządku i proszę się
zgłaszać. Teraz proszę bardzo o wpro­
wadzenie.

Dariusz CZAJA: Ponieważ, jak
wynika z wypowiedzi pana Benedyktowicza, mówców jest dużo i to, jak wi­
dzę po gęsto zapisanych notatkach roz­
łożonych na stole, gruntownie przygo­
George Steiner
towanych, postaram się nudzić jak naj­
krócej.
0 symbolu.*
Dzisiaj chcieliśmy się skupić wo­
Mamy więc rozmawiać dzisiaj
kół książki George'a Steinera, przetłumaczonej na polski
o książce George'a Steinera Rzeczywiste obecności. O książ­
przez panią Olę Kubińską i wydanej przez Instytut Kultury
ce Steinera, ale też - jak rozumiem - i nieco wokół niej,
o sprawach i problemach, które ta książka wywołuje. Przygo­
1 Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Bardzo się cieszymy
towując się do dyskusji wyobrażaliśmy sobie, że nie będzie to
i dziękujemy, że Państwo na nasze zaproszenie odpowiedzie­
jedynie zbiór opinii, ocen na jej temat, coś w rodzaju rozpi­
li tak przyjaźnie i przyszli na to spotkanie, a niektórzy nawet
sanej na głosy recenzji książki, ale wymiana zdań dotykają­
przyjechali z daleka. Dlatego mam propozycję porządku na­
cych elementarnych kwestii związanych, powiedzmy, z upra­
szego spotkania. Najpierw chciałbym poprosić pana doktora
wianiem humanistyki dzisiaj, kłopotami z interpretacją tekstu
Dariusza Czaję, z Instytutu Etnologii UJ i naszego współpra­
literackiego lub ogólniej: dzieła sztuki, czy jeszcze szerzej:
cownika w kwartalniku „Konteksty" o krótkie słowo wpro­
z diagnozą tego, co się dzisiaj dzieje w kulturze współcze­
wadzenia do tej dyskusji, a potem prosilibyśmy o zabranie
snej. Że do takich, fundamentalnych z natury, rozmów, esej
głosu w takiej kolejności: pana profesora Bristigera jako
Steinera zachęca, nie muszę chyba nikogo z jego czytelników
pierwszego, potem pana Zygmunta Kubiaka, któremu bardzo
przekonywać.
dziękujemy, że znalazł dla nas czas, zarówno jako autor te­
kstu o Malczewskim w ostatnim numerze [nr 3-4/98 - przyp.
Rzeczywiste obecności to książka ważna i poważna. Waż­
red.], a dziś jako uczestnik tego naszego spotkania. Potem
na, z powodów, o których za moment, natomiast poważna
prosiłbym pana profesora Juszczaka, następnie pana profeso­
dlatego, że mimo całej swej błyskotliwości, zdań wybuchają­
ra Sempolińskiego, pana dr. Pawła Kłoczowskiego z Instytu­
cych w każdym niemal akapicie z intensywnością rac świetl­
tu Filozofii UJ, oraz naszych gości z Poznania i z Lublina, pa­
nych, mimo słabo maskowanych prób uwodzenia czytelnika,
na Marcina Gmysa z Zakładu Muzykologii Uniwersytetu im.
to, co w niej najważniejsze nie zatrzymuje się na powierzch­
Adama Mickiewicza w Poznaniu i pana Lecha Trzcionkowni języka, nie jest to jeszcze jedna nieodpowiedzialna zabawa
skiego z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, z Katedry
w słowa czy popis stylistycznej rafinady. Jest to książka po­
u

* Por. „Polska Sztuka Ludowa" nr 3-4/1966: kicz - sztuka jarmarcz­
n a - sztuka ludowa; „Konteksty" nr 3-4/1994: Raj i ekologia; nr 2/1995:
rozmowa o antropologii i symbolu

ważna, dlatego, że wobec - jak sądzą niektórzy - dominują­
cej nieznośnej lekkości myślenia, jest próbą poważnego prze­
myślenia i uporania się z bodaj najistotniejszymi problema­
mi, które niesie to, co umownie nazywa się kryzysem współ-

3

�dziennej, choćby z uniwersytetów, które są powołane do...
itd. A jednak (contra spem spero) niebezpieczeństwo warto
rozpoznać, ponieważ gdzie rośnie niebezpieczeństwo tam
również rośnie możliwość wyratowania się (Heidegger dixit.
r ^ p s
'
~
Claudio Magris powtórzył).
A DISCUSS
Część druga, to opowieść o ty
tym, co całkiem dosłownie
р г о р о ^ Ф S t r e f a to jedyne wyjście z obecnej kulA teraz parę banalnych faktów. Książka Steinera wyszła
Zbigniew Ben
teralme
Unie nazywa Steiner epoką epilogu, epoką po-słowiT
po-słowil tury wtórności i ustrzanych odbić? Czy jej obraz me został
Piotr Kłoczko
dziesięć lat temu, we Francji ukazała się po dwóch latach, zaś
i e r ™ alo VIA
•
-i
•
.
°.
r
•&gt;
:_o/-&gt;,..
a ilp
^ a nmy
y tu
nazbyt u."..—j
dramatycznie?
Czy, i in na
He, nnmvsłten
pomysł ten
aa ww,ęc
świata, który pojawił
się
po okresie
domina^
Log«oJst uurlVS sWtomu^
tu naz.uyi
my rozmawiamy o niej dziesięć lat później. Jak na jej bulwer­
ON STEINE
i m nie
J trąci. .jakąś
. , szlachetną
i koma wersia
l
I
tu
mamy
rozpisaną
na
kilka
głosów
polemikę
•
•
wersją
utopizmu?
To
kwestie
do
Michał P. Marko\
sujący temat to za dużo, to wcale wielkie opóźnienie, być
коп- ie traci
struktywistyczną, która najmocniej bodaj eksp
Real Desires
może nawet symptomatyczne. Ale teraz, skoro już mamy tę
ikusji.
onujeto,rewoiu
co j a J dyskusji.
zauważa Steiner,
Steiner k,,j„
i__ w ostatnich
. . czasach
Paweł Kłoczows)
zauważa
było najw.ększą
książkę, można przewidzieć, iż jej tematyka zostanie u nas
Takie byłyby pierwsze skojarzenia, hasła, problemy i py­
The Proper С
cją duchową - wedle niego miałai ona
hodzdy mnie nawet glosy, że za trudna), mam tu na myśli
miejsce gdzieś między
w jakiś sposób albo pobudzona albo zneutralizowana. Naj­
Dariusz Czaja
tania, które książka Steinera wywołuje. Dziękując, zapra­
1870 a 1930 rokiem-;
nre tylko problematyczny
w pparu
miejscach polski
polski przekład,
- - a mianowicie, rozstanie, rozejście n
His Master'!
częściej dochodzi w takich przypadkach do obu rzeczy, kolej­
j r,
u uiicjscacn
ale nade wszvctlm п т ы ; , „ „
„...__. • ,
wod słowa, rzeczy, słowa i świata, żyjemy w świeci „ z e t ^ szam do rozmowy.
***
no do jednej i drugiej. Zresztą książka jest tak ogólna, jej styl
nade wszystko osobliwy styl autora, idący często pod prąd
Michał BRISTIGER: Dziękuję panu. Bardzo wiele zo­
nego k o n ^ t , . .
o mniej więcej czasu sztuka grzęźnie
Mirosław Filipo
zwyczajowych oczekiwań czytelniczych. To książka gęsta od
jest tak silnie zmetaforyzowany, że rozbroić ją wcale łatwo.
Otto Klemp'
coraz bardziej w pułapce samoreferencyjności. ZapętTa sie stało już powiedziane z tego, co sam myślę i co podzielam.
znaczeń, mam wrażenie, że miejscami, zbyt gęsta, jakby Ste­
Stwierdzamy, że to są oczywistości (w tym lepszym znacze­
Heide Klinkhan
w obsesyjnym glossowaniu siebie, zamyka się w szklanej ku
Zaproszenie do rozmowy jest właśnie dla mnie w tym przy­
iner, kierowany jakąś oszalałą zasadą ekonomii języka, chciał
niu tego słowa, o czym mówił pan dr Czaja), uznajemy je jak­
The Magie
&gt; znaków, jakby chciała przekonać sama siebie, że poza świa padku bardzo istotne, ponieważ na razie trudno mi przycho­
zmieścić na jak najmniejszej powierzchni strony, jak najwię­
Philip Sherrard
by za własne, tylko że może to służyć zamknięciu rozmowy.
tem, który ona sama ustanawia '
. .a nie ma już żadnej innej rzeczy­ dzi przedstawić sobie, jaki stosunek do tej książki mają inni.
The Body, t
cej intelektualnie nośnych pomysłów. Stąd też, co i rusz zda­
A tymczasem na stwierdzeniu ogólnym problem się nie koń­
wistości. W swoim sporze z dekonstruktywizmem. mam wra­ Steiner mówi o zerwanym kontrakcie jako zjawisku całej na­
nia o formule „instant", frazy maksymalnie zwarte, konstruk­
JACEK SI
czy, a dopiero zaczyna.
szej kultury, ja widzę nadto jakieś równoległe crescendo wy­
żenie, że Steiner miejscami trochę ustawia sobie przeciwnika;
cje mające lapidarność i perswazyjną siłę aforyzmu. Ale jest
Aleksandra Mi
A więc trzy kardynalne problemy książki, wskazane przez
zbywania się u nas rozmowy, jako narzędzia myśli krytycz­
The Spirit
być może ktoś bardziej niż ja zorientowany w tej materii bę­
też i innego rodzaju trudność, która się z książką wiąże. Zre­
pana doktora Czaję są całkowicie zasadne (nie będę ich po­
nej, nie mówiąc już o prostej potrzebie porozumiewania się
***
dzie mógł nam trochę więcej o tym powiedzieć. Zarzuty sta­
sztą, dość paradoksalna to sprawa.
wtarzał) i dają sugestywną diagnozę sytuacji. W sposób emTomasz Sikor;
wia
dwa,
za
to
istotne:
brak
komunikatywności,
sprowadzenie
w danym środowisku na jego kluczowe tematy. W świetle
Otóż, rozmawiałem z pewnym prominentnym filologiem,
blematyczny ukazują je tytuły trzech esejów: Wtórne miasto
Oskar Go
języka do pretensjonalnego bełkotu oraz uprawomocnienie
książki Steinera to by się dało wytłumaczyć. Ale czy ten ob­
prosząc go o napisanie paru uwag na temat tej książki do na­
(trzeba mieć wizję miasta idealnego), Zerwany kontrakt
Oskar Goldbe
niepoważnego myślenia, rozumienie interpretacji jako zabawy
jaw charakteryzuje jedynie jakieś jedno środowisko arty­
szego kwartalnika, i w pewnym momencie on, wahając się,
People =
(przymierze wymaga motywacji etycznej, zerwanie niczego
w słowa, ironicznej gry z tekstem. Co w sumie sprowadza się
styczne? Tak czy inaczej, już sama inicjatywa rozmowy wy­
Borys Uspier
mówi tak: „Właściwie to, proszę pana, nie ma o czym gadać,
nie wymaga), Obecności (zakładają emfatyczne i anagogiczdo jednego: swawolnej celebracji pustki.
The perci
daje mi się cenna.
przecież ten Steiner to jest po prostu oczywistość!" Oczywi­
ne rozumienie Sztuki tworzonej przez człowieka religijnego
'THERE
I wreszcie, skoro postawiona została diaggnoza i to, dość
Przechodząc do samej książki, chciałbym przede wszyst­
stość, jak rozumiem, jest tu pojmowana niejako banał, nieja­
X X I wieku i która może być dana w przyszłości - jeżeli pra­
(confere
eufemistycznie mówiąc, niewesoła, sugerująca mianowicie,
kim zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze, mamy do
ko trywialność, ale jako adekwatny opis tego, co się w huma­
gnie pozostać Sztuką - takiemu tylko człowiekowi). Są to po­
Informal
że chory jest w stanie niemal terminalnym, to, naturalnie, po­
czynienia z pamfletem i dobrze byłoby nie zapominać o pra­
nistyce współczesnej dzieje, coś jak powiedzenie: „no, prze­
jęcia bardzo ogólne, bardzo sugestywnie są ukazane; dzięki
Wiesław Jus
jawić się również musiała propozycja kuracji. Jak więc wyjść
wach gatunku. Pamflet musi być ostry, nie może oddawać
cież tak naprawdę jest!"; z drugiej zaś strony, oczywistość,
Some Ri
swej gęstej metaforyce ich działanie może się w pierwszym
z tej sytuacji, jak wydostać się z tego ślepego zaułka, w który
sprawiedliwości wszystkiemu i wszystkim, nie ma tu miejsca
mogłaby odnosić się do tego, co jest „tak bardzo mi bliskie".
Dariusz Czs
momencie wydać czytelnikowi jakby tylko... estetyczne, jak­
, » J V « „шл. UOIUZO mi t
skręciła współczesność? W moim przekonaniu tu zaczyna się
Lessons
na wahania typu z jednej strony, z drugiej strony, dowodze­
by były częścią jakiejś gry słownej, która „nie dotyczy"; do­
co
jest
„tak
bardzo
moje",
tak
solidnie
przetrawione
i
myślo­
Wiesław Sz
najciekawsza część książki. Jedną z możliwości, jedną z prób
nie, jak mawiał Nietzsche, osłabia twierdzenie. Albo się pam­
piero kiedy zdobędziemy się na ich egzemplifikację stają się
wo oswojone, że aż się nie chce nawet pióra do ręki.... par­
The Pn
wyjścia, jest inne. niż dominujący obecnie paradygmat my­
flet przyjmuje, albo odrzuca, kluczyć nie warto. Jego działa­
prawdziwym materiałem wybuchowym. W domenie muzycz­
don, komputera do sieci włączać. Mam poważne podejrzenie,
***
ślenia o sztuce, pomyślenie sensu dzieła sztuki i kontaktu
nie jest silne, autor rządzi się w książce autorytarnie (jako au­
Jan Gondo
nej (a do niej będę się głównie odnosić) już sama taka egzemznając od dawna poglądy przynajmniej niektórych naszych
z nim. Znać tu wyraźnie lekcję pobraną u Heideggera. W ze­
torytet somnambuliczny, jak go określił jeden z krytyków), co
The Mi
dyskutantów, że i dla nich najmocniejsze tezy Steinera są
plifikacja stanowiłaby poruszającą tematykę. Przykładowo
tknięciu
z
dziełem
sztuki
nie
idzie
o
to,
by
wyprodukować
ko­
nie ułatwia rozmowy o nim (ani o jego nierzeczywistej obe­
Jean Staro'
oczywistościami, w sensie o jakim była mowa przed chwilą.
można by podać (zbadać?) - kto wie, czy nie przy pomocy
lejny,
niechby
nawet
wielce
wyrafinowany
tekst,
ale
o,
Disco\
cności, danej za pośrednictwem tekstu). Ten tekst wywiera na
W związku z tym istnieje realne zagrożenie, że pomilczymy
Karola Irzykowskiego - na czym to właściwie polega w kul­
Janusz Ba
mówiąc skrótowo, głębokie przeżycie egzystencjalne, takie,
nas silną presję intelektualną, a wielu czytelników odczuje ją
sobie trochę...
turze muzycznej wtórność i na czym polega zerwanie przy­
TheE
które prowadzi do sytuacji, w której: „musisz swoje życie
niewątpliwie jako wymuszenie.
Ale na razie, tytułem przypomnienia, parę problemów, pa­
Henryk Ji
mierza słowa z muzyką? (na materiale instytucji kulturalnych
zmienić", jak powiada cytowany przez Steinera, Rilke. Cho­
A po drugie, chciałbym się trzymać zasady, która w świe­
Puppi
rę kwestii, wokół których skupia się narracja Steinera.
w pierwszym temacie i na pewnych rodzajach analizy dziłoby o zrozumienie aktu twórczego jako niebywałego
tle dzisiejszych praktyk w Polsce stała się niemal niezrozu­
Pierwsza sprawa, to, napisana furioso, diagnoza obecnej
BRON
w drugim).
święta wolności, czegoś, co jest poza wszelką koniecznością.
miała: reverentia henneneutica erga auctorem. Tak nie tylko
sytuacji inte ektualnej, czy nawet więcej: duchowej. Steme
Bronisła\
Dopowiedzmy: nie ma u nas szans na otrzymanie odpo­
Gdy nasz kontakt z dziełem sztuki jest całkowicie dobrowol­
Dian
warto, tak nawet trzeba. Co nie zamyka bynajmniej drogi do
zarysowuje kontury „wtórnego miasta", w którym żyjemy
wiedzi na pierwsze pytanie; nikt też nie jest zainteresowany
ny i bezinteresowny, wówczas dochodzi do spotkania dwóch
Summa
niezgody na jakąś tezę, czy do podjęcia z nią polemiki. Obu
kultury zasypanej tekstami, tekstami o tekstach i tekstami
drugim. Steiner proponuje tematykę, ale myśl muzyczna
wolności. To w takim właśnie spotkaniu doznajemy promie­
stronom winno przecież chodzić o to samo, o zbadanie praw­
Notes с
o tekstach o tekstach. Mnoży oskarżenia, a każde z nich jest
w Polsce ich nie podejmie - et pour cause! Obręcz myślowa
niowania „rzeczywistej obecności". Chodziłoby też o takie
dziwości stawianych w książce tez i diagnoz. Chodzi mi też
jak kolejny gwóźdź do zbijanej dla niej trumny: „bękarci słoprzylega ściśle do sytuacji, jest doskonale domknięta, nadto
pomyślenie wszelkiej „formy znaczącej", która bez względu
po głowie myśl, czy można właściwie zaradzić opisywanej
wotok", „wtórność i pasożytnictwo", „artykuł klonuje arty­
zrobiona jest z niekorodującego materiału. Sapientis sat.
na to w jakiej materii się przejawia, miałaby za sobą horyzont
(dramatycznej, a może już tragicznej?) sytuacji, czy istnieje
kuł", „bura mierzwa" doktoratów i habilitacji. Nikt nie zosta­
Nie odpowiem więc na pytanie pana doktora Czai jak
religijny. Dla Steinera, sztuka bez wymiaru teologicznego, to
jakaś metoda wydobycia się z niej (odmienna jednak od me­
je oszczędzony. Przedmiotem jego ataku są i dziennikarski
wyjść
z wtórnego miasta, ponieważ wyjścia nie ma. Trzeba
po prostu oksymoron. Warto przy okazji zauważyć - dla mnie
tody Barona von Munchhausena czyli wydobywania się z to­
bełkot, i popisy krytyków sztuki, co może jeszcze nie dziwi
w
nim
zostać, ale niekoniecznie wszyscy muszą w nim żyć
to wielce intrygująca sprawa - że w swoim myśleniu o sztupieli ciągnieniem się samemu wzwyż za własne włosy). Nie
specjalnie, ale również, i to przede wszystkim, rozdęty bizanw
taki
sam
sposób. Wtórne miasto to instytucje, siatka insty­
tak
wielką
rolę
przyznaje
on
muzyce,
ten
wątek
Red.
CC
istnieje. Pomni tego musimy przede wszystkim zadbać o na­
tynizm produkcji akademickiej z jej pretensjonalnym żargo­
tucji kulturalnych, która p.o. matni. Istnieje powszechny pęd.
:
muzyczny, z niesłabnącą intensywnością, c.ągnie się od pierwszych
nem i pragnieniem wyjaśnienia wszystkiego do końca. Mie­
szą świadomość, uświadomić sobie, co właściwie aktualnie
ażeby się do niej dostać, do tej matni. Ten pęd bierze się z ru­
Dor&lt;
£ ^tatnie strony książki. Rzecz kończy się metaforycznym
szkamy w świecie zasypanym górą tekstów, które przyrasta­
dzieje się w kulturze.
chu na rynku sztuki i z gier rynkowych tam prowadzonych.
Tłur
bardzo dramatycznym obrazem Wielkiej Soboty. Duchowość
ją lawinowo, w postępie geometrycznym. Spod tych zwałów
Jestem przekonany, iż większość czytelników nie da SteiOd reweransów przejdę do krytyki, do jednego szczegól­
Kon
Współczesna to f i n r h r n v m V U / ; ^ n , ; „ : o _ i _ _ .
słów nie widać już rzeczywistości. Efektem tego procesu jest
nerowi wiary i nie będzie miało żadnej potrzeby wychodze­
.-,
"
cuuuiy, a więc stanu po­
nego zagadnienia. Biorę jeden tylko punkt, ale też i należy do
Pro
ucieczka od spotkania z „żywą obecnością'" i w konsekwennia z opisanej przez niego sytuacji kulturalnej, ponieważ nie
między traumatycznym doświadczeniem Wielkiego Piątku
kluczowych: teorię. Wycieczka Autora w stronę teorii wymaRed
dopatrzy się w niej żadnego dla siebie zagrożenia ani przy­
a niepewnością Niedziel, Zmartwychwstania. Nawiasem
Adr
musu. Nie wiem jak Państwo, ale ja to znam z praktyki co­

CONTEN

czesności. Steiner kreśli bardzo wyrazistą kreską obraz
współczesnej kultury, ma poglądy mocne i stanowcze i stara
się - na ile mu to wychodzi, to osobna sprawa - ich bronić.
Zaproponowaliśmy Państwu tę książkę do rozmowy nie dla­
tego, bys'my ze wszystkimi jej tezami generalnie się zgadza­
li, ale raczej dlatego, że książka ta poprzez swoją stanow­
czość, poprzez apodyktyczność pewnych tez, zmusza do samorefleksji. Nie pozwala uniknąć zajęcia stanowiska wobec
zarysowanego w niej tak ostro konfliktu. Co jak co, ale letni
Steiner nie jest.
Rzeczywiste obecności
J to książka trudna w lekturze (do-

cji postępujące roztajemniczenie świata. A zniknięcie tai
mnicy musi prowadzić prostą drogą do - w tym miejscu S

n Ó W , ą C

|jH?
Jofficiii

s

v

Y

Muwl

4

u

1

llaŁ

n

1

0

U

nrzvoomina to też pewien obraz pierwszej thima' S
Steinera W zamku Sinobrodego, gdzie «
zonej u nas KsiązM
„
„ . „ „ i , ^ ; ^ me.-

d

t e g

z

o p e r y

B a r t o k a

s p o g l ą d a j ą c e j

m e

�C0N1
A DISC
Zbignie
Piotr K
:

ON STI
Michał P. Л
Real D.
Paweł Kłoc
The Pr\
Dariusz Cz
His Mc

***
Mirosław I
Otto К
Heide Klir
TheM
Philip She
TheB&lt;

JACEK
Aleksandr
The Si

***
Tomasz S
Oskar
Oskar Go
Peopl
Borys Us
Thep

THEF
(confe
Infon
Wiesław
Some
Dariusz (
Lesst
Wiesław
The i

***
Jan Goni
The.
Jean Sta
Disc
Janusz i
The
Henryk
Pup,

BROI
Bronisk
Dia

Summ
Notes

Red&lt;
Dore
Tłurr
Kort
P roj
Red
Adr&lt;

ga riposty, zwłaszcza kiedy chodzi o sztukę w nowej fazie cy­
wilizacji. Steiner zajmuje bardzo krytyczne stanowisko w tej
sprawie. Co prawda sam przyznaje, że dla muzyki jego roz­
ważania są tylko częściowo miarodajne, ale już samo to
stwierdzenie rozbraja nieco jego argumentację, gdyż teoria
w sztuce musi być zagadnieniem ogólnym, istotnym dla
wszystkich sztuk. Jeżeli nie możemy uznać tezy Steinera dla
muzyki, wówczas rodzą się wątpliwości, czy aby w jakiejś
mierze teoria nie jest równie konieczna i nieodzowna w in­
nych sztukach. Ogólna teza Steinera, iż teoria jest błędną po­
stawą wobec zjawisk artystycznych, traci swą pierwotną moc,
staje się tezą słabą, a może nawet bezsilną. Ażeby się upew­
nić w tym względzie muszę przyjąć dla riposty mój punkt
wyjścia czyli muzykę.
Otóż (dla muzyki) jest to teza błędna. Muzyka bez teorii
nie może ani istnieć ani się „rozwijać". Muzycy nie muszą
oczywiście być teoretykami, ale teorię przejmują jako wyu­
czoną konwencję, a choćby i z dobrodziejstwem materiału
muzycznego, który nie jest dany w naturze, jak marmur rzeź­
biarzowi.
Kiedy myślimy o „muzyce" i kiedy czytamy w książce
Steinera o „muzyce" winniśmy zdać sobie sprawę, iż jest to
pojęcie otwarte. Chodzi o zjawisko, które nie ma swej jedno­
znacznej definicji, w każdej kulturze muzyka jest nie tylko
inna, ale i jest czymś innym.
Rozważania nasze są ograniczone do kultury europejskiej,
w której muzyka ma charakter teoretyczny, od Greków po­
cząwszy, którzy wręcz rozbudowali jej teorię w formie mate­
matycznej. Książka Steinera nie może zresztą przeciwstawiać
się „teorii muzyki" pojętej jako kodyfikacja rzemiosła mu­
zycznego, czyli dydaktyce komponowania muzyki w dosłow­
nym znaczeniu tego słowa. Chodzi tu właściwie o sytuację
współczesną, w której, naturalnie, sama teoria zmieniła do­
tychczasowy charakter, stając się narzędziem już nie tyle, jak
dawniej, kontynuowania tradycji (oczywiście ze zmianami,
ale takimi, które nie prowadzą do zerwania), lecz do koncypowania nowych języków muzycznych, nowych kategorii
muzycznych, nowych zjawisk. Współczesna muzyka spek­
tralna, budująca na zjawiskach psychoakustycznych jest tego
przykładem. „Teoria" może też służyć do wprowadzenia uza­
sadnień dla nowych zjawisk, również dla takich, które napo­
tykają na opór odbiorców. I właśnie w tym punkcie staje się
problemem: albo okazuje się usprawiedliwiona albo fałszy­
wa. Teoria muzyki, jako teoria estetyczna dana artystom, nie
zawiera bowiem w sobie konieczności (istnieją poglądy,
które temu przeczą!), określa jedynie możliwości sztuki mu­
zycznej. Nie zawiera warunków ich falsyfikacji. Jeżeli zgo­
dzimy się z tym, przyznamy Steinerowi jakąś rację: uczulił
nas na możliwy fałsz „teorii". Zresztą „teorie" muzyki nawet
jeżeli są „prawdziwe", często są nadmiernie zdeterminowane
właściwościami tych dzieł, które właśnie mają opisać.
Chyba się z tym wszyscy (?) zgodzimy, że w t ó r n o ś ć jest
w naszej kulturze czymś realnym i powszechnym, że charak­
teryzuje wręcz nasze życie i myślenie muzyczne. Co prawda
nie wszyscy mogą być „pierwotni", nie wszyscy oryginalni
(Schumann powiedział kiedyś: „nikt nie jest całkiem orygi­
nalny"), ale istotną sprawą pozostaje, czy utrzymuje się w na­
szej świadomości ta zasadnicza, idealna granica oddzielająca
to, co istotne od tego, co tylko powielone, co tylko funkcjo­
nalne, służebne albo wręcz co pozorne: najgorzej, jeżeli
6

wszystko zaczyna tonąć w jakiejś nieprzejrzystej, postmoder­
nistycznej brei, w której nie sposób się już rozeznać. Jeżeli
tracimy kontemplację dzieła sztuki, jego przeżycie, doświad­
czanie muzyki, dogłębne z nią obcowanie, jesteśmy wówczas
zdani na zastępczy komentarz, na komentarz do komentarza
i tak dalej. Jeden komentarz klonuje drugi i nie ma temu koń
ca. Mnożą się dokoła dzieła artystyczne sztuczne, półprawdziwe i półfałszywe, udawane, albo i całkiem fałszywe, stra­
ciły swą Benjaminowską aurę, a zyskały jakąś mdłą logosferę, sterowaną zewnętrznymi czynnikami i potrzebami. Słowa
są potrzebne, pamiętajmy o tym, słowa nawet są konieczne,
bez nich nie utworzą się nieodzowne dla sztuki kategorie mu­
zyczne, ale jak utrzymać nad nimi kontrolę? Steiner nazywa
ten najbardziej niepokojący fenomen epoki „zerwaniem
przymierza" między słowami a rzeczami, między słowem
a światem. Wszystko staje się wówczas możliwe, dowolne,
równoznaczne, zaś nowy okres otrzymuje po tamtym, moder­
nistycznym, nową nazwę postmodernizmu. Język ma tę wła­
ściwość, że zdolny jest wyrażać zarówno prawdę jak nie­
prawdę. Muzykologia tworzy dyskursy słowne o muzyce
(a nie muzyczne), więc „zerwanie kontraktu" powinno stać
się dla niej problemem szczególnej wagi i szczególnej troski.
Zwłaszcza, iż muzyczne teorie estetyczne nie znają pojęcia
„falsyfikacji" i ich dowodność staje się nader wątpliwa. (Oba­
wiam się, iż jest to raczej wishful thinking).
Musimy też mieć na uwadze, iż całe to zagadnienie ma
niejako swą drugą stronę. Otóż w naszej epoce również samo
pojęcie „dzieła" zmienia się w kulturze europejskiej, a nawet
w niektórych zjawiskach muzycznych zanika. W klasycznej
kulturze muzycznej stanowiło ono przez bez mała czterysta lat
stabilny punkt odniesienia, samo przez się zrozumiały, tak że
nie stanowiło żadnego krytycznego problemu. Dzisiaj stało się
wręcz probierzem naszego stosunku do tradycji kulturalnej.
Bez dzieł nie ma kanonu dzieł. Zaś kiedy rezygnuje się z ka­
nonu konsekwencje kulturalne dadzą się łatwo przewidzieć.
Jeżeli wtórność prowadzi do stopniowej degradacji, „dzieło"
w pełnej swej godności i znaczeniu przeciwstawia się jej sa­
mym swym istnieniem - rzeczywistym i pojęciowym. I wów­
czas może nastąpić nasze z dziełem spotkanie. Takie rozumie­
nie sztuki wyrażone jest przez Steinera z wielkim talentem.
Jeżeli recepcja należy do nowszej estetyki, to fenomenologia
spotkania z dziełem wymaga etyki recepcji; staje się ona waż­
ną sprawą, całkiem oczywistą w świetle lektury Rzeczywistych
obecności. (Moment bierności obecny w pojęciu „recepcji"
jest poważnym mankamentem tego terminu).
„Muzyka" jest pojęciem otwartym i zerwanie kontraktu
daje niestety szanse na manipulację tym terminem. Założyw­
szy jednak - jak o tym wspominał pan dr Czaja - iż Muzyka
jest doświadczana „prawdziwie" jako „forma znacząca" teza
o transcendentnej obecności staje się po prostu sine qua non.
„Muzyka celebruje tajemnicę przeczuwania transcendencji" pięknie to określa Steiner. A w takiej perspektywie odsłaniają
się w muzyce treści należące do jej istoty, o których tylko
wspomnę, mimo iż nie ma ważniejszych: spotkanie dzięki
muzyce z „Innością" oraz muzyka jak akt „Wolności".
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Wedle naszego porząd­
ku chciałem teraz poprosić o zabranie głosu pana Zygmunta
Kubiaka.
Zygmunt KUBIAK: Bardzo dziękuję za udzielenie mi
głosu. Nie chcąc mącić wyznaczonego porządku, zacznę od

�usprawiedliwienia, że nie tak dużo mam tu do powiedzenia,
ponieważ książkę tę dostałem dopiero, od pana właśnie, trzy
dni temu. Postarałem się ją przejrzeć tak jak mogłem, jestem
w tej chwili dość pogrążony w korekcie wydawniczej mojej
świeżej książki, ale co mogłem, zrobiłem. Zapoznałem się
z problematyką i pragnę powiedzieć, że oczywiście słyszałem
o Steinerze, ale dopiero pierwszy raz się z jego tekstem ze­
tknąłem. W ogóle tego typu książek, intelektualnych książek
współczesnych, prawie nie czytam. I to może jest najciekaw­
sze, bo to Państwu może dać trochę do myślenia, że ja ich
prawie nie czytam. Ja czytam na przykład amerykańskiego
„New Yorkera", to jest dziś najlepsze pismo literackie.
Przeczytałem ostatnio, czy raczej przejrzałem, dwie książ­
ki, które jednak zachowam, przynajmniej jedną z nich. To
zdaje się pan Piotr Kłoczowski spowodował ukazanie się ich,
mianowicie Gorana i Kunderę. Kundery Sztuka powieści.
Kundera mnie rozczarował w dużej mierze, to znaczy, tam są
interesujące myśli, ale to jednak wydało mi się dosyć chude.
Natomiast Cioran zawsze mnie po prostu chwyta. Jest w nim
coś z Nietzschego. Ciorana zawsze z uwagą czytam. Wraca­
jąc zaś do Nietzschego, muszę powiedzieć, że to jest ostatni
filozof europejski, którego tak czytam jak Platona, jak tych
wielkich filozofów naszej tradycji, którzy są zarazem wielki­
mi pisarzami i artystami, co zdarza się rzadko. Właśnie Cio­
ran powiada, że filozof to jest niespełniony artysta. Ja też tak
uważam. Istnieje przepaść między sztuką a rozważaniem pro­
blemów sztuki, bo tworzenie sztuki przypomina w swoich ce­
chach pracę fizyczną, ja przynajmniej tak to odczuwam. Na­
tomiast dywagacje intelektualne unoszą się w przestworzu.
Tu dam przykład, co się dzieje z artystami, gdy zbyt łatwo
ulegają pokusie wypowiadania zdań teoretycznych. Właśnie
w książce Steinera są takie cytaty. D.H. Lawrence mówi:
„Zawsze czułem, jakbym stał nago wobec ognia wszechmo­
gącego Boga, który miał mnie przeniknąć. Jest to straszne
uczucie. Aby być artystą, trzeba być człowiekiem niezwykle
religijnym". Nie wiem co on rozumie przez słowo „religijny".
W takim zdaniu można to bardzo różnie rozumieć.
Zdaniem W.B. Yeatsa, którego ogromnie cenię jako poetę,
„żaden człowiek nie może tworzyć tak jak Szekspir, Homer,
Sofokles, jeśli nie wierzy całą swoją krwią i każdym zakoń­
czeniem nerwowym, że dusza ludzka jest nieśmiertelna". Dla
mnie kompletnie puste zdanie. Nie wiem, o czym on mówi.
Dalej: ,3ertrand Russell dowcipnie zauważył, że Bóg po pro­
stu dał człowiekowi o wiele za mało znaków swojego istnie­
nia, by wiara religijna nosiła znamię prawdopodobieństwa".
To też jest zdanie puste, podobnie jak na przykład książka Po
Bogu, której właściwie nie rozumiem.
Książek tego rodzaju nie czytam - muszę powiedzieć, że
bardzo dziękuję, że mi zwrócono uwagę na Steinera. To chy­
ba przeczytam jednak, bo tu jest dużo myśli, chociaż cała
konstrukcja wydaje mi się bardzo sporna, ale rzeczywiście
sporo jest u niego myśli, które mnie zainteresowały. Nato­
miast rzeczywiście tego rodzaju literaturę czytam minimal­
nie. Jeżeli czytam, to eseje. Więc być może Steinera będę
czytał, ponieważ Steiner żyje nadal, prawda? To będzie pisał
w„NewYorkerze".
Głos z sali: Nie, przestał pisać w „New Yorkerze". Pisze
teraz w „Times'ie"
Michał BRISTIGER: Ostatnio opublikował autobiogra­
fię, która nazywa się Errata.

Zygmunt KUBIAK: To bardzo ciekawe. Ja lubię czytać
eseje Audena, pewien czas temu czytałem gorliwie Eliota.
Muszę powiedzieć, że przez ostatnie dwa lata, bo obecnie już
jestem na etapie robienia korekty [rozmowa odbyła się wio­
sną 1999 r. przyp. red.], pracowałem nad książką, która mnie
skłoniła do tego, co było zgodne z moją chęcią, by żyć wśród
tekstów greckich i łacińskich. Czytałem po grecku i po łaci­
nie naszych głównych nauczycieli. Po prostu żyłem ich spra­
wami, ich sposobem myślenia. Bo napisałem książkę, która
jest companion volume wobec Mitologii. Mianowicie Litera­
turę Greków i Rzymian. To nie jest naturalnie historia litera­
tury, bo tego nie ma potrzeby pisać. Istnieją różne historie l i ­
teratury w naszym piśmiennictwie. Natomiast to jest esej
0 historii ducha antycznego, obserwowanego tak jak on się
przejawia w historii, w literaturze. W każdym rozdziale doty­
kam problemów, które są przedmiotem naszych tu rozważań.
Idę tropem tylko tamtych, swoich mistrzów.
Dwa rozdziały są o Sokratesie i Platonie. Podstawą ich
jest problem: poezja a mądrość, poezja a filozofia. Platon spa­
lił swoją tetralogię tragiczną, odszedł od poezji, ale chociaż ją
potępił, potem robi jeszcze większą poezję w swoich dialo­
gach o Sokratesie. To są sprawy, które zajmują mnie w całej
tej książce. Natomiast u Steinera znajduję frapujące nieraz
myśli, ale nic takiego, co by mi rozświetlało drogę, tak jak
obcowanie z moimi mistrzami greckimi, łacińskimi. A jeżeli
chodzi o filozofów europejskich, późniejszych, to jak powie­
działem, ostatnim, jak dotąd, filozofem takim jak tamci jest
Fryderyk Nietzsche. Dlatego też w mojej książce tak wielkie
ma znaczenie atak Nietzschego na Platona. Staram się to zro­
zumieć i uwydatnić. Gdy spośród cytatów u Steinera przyto­
czyłem zdania dotyczące problemu religijnego, wspomnia­
łem również o książce Po Bogu. Te zdania, zarówno zdanie
z Yeatsa, którego bardzo cenię, jak i zdanie z Russella, które­
go mniej cenię, wydają mi się puste. Muszę powiedzieć, że
mam zupełnie innych mistrzów mojego życia duchowego,
w tym, co dotyczy moich poglądów religijnych. Poza Pi­
smem Świętym, jest to święty Augustyn przede wszystkim,
którego znam głównie Wyznania, no bo nad tym bardzo dłu­
go pracowałem i ten przekład ulepszałem starając się wnik­
nąć w myśl autora. I muszę powiedzieć, że gdy spotykam się,
na przykład, z takimi rzeczami, jak pokazany mi „Nasz
Dziennik", w którym napisano o mojej Mitologii Greków
1 Rzymian, że to jest książka pogańska, mnie to nawet nie bo­
li ani nie oburza. Wiem tylko, że jest między nami przepaść
ogromna. Po prostu w rozumieniu świata i tradycji kultury.
Mam inne lektury. Mam innych mistrzów.
Tu można jeszcze wspomnieć króciutko zagadnienie:
chrześcijaństwo a pogaństwo, oraz inne zagadnienie: chrze­
ścijaństwo a ateizm. Piszę o tym w Literaturze Greków i Rzy­
mian. A ponieważ mam akurat z sobą egzemplarz tej książki,
bo właśnie idę do kawiarni, żeby trochę zmienić lokal - nie
do domu, tylko do kawiarni - żeby robić tę korektę, to po­
zwolą państwo, że przeczytam. Pod koniec tej książki jest
krótki fragment, w którym mówię właśnie o sprawie: pogań­
stwo a chrześcijaństwo. I tu po prostu moim mistrzem jest
święty Augustyn. Ten krótki fragment przeczytam:
„Gdy myślę o krajach śródziemnomorskich, pierwszą rze­
czą, jaką we wspomnieniu widzę, jest samo światło. Inne niż
na północy, niektórzy mówią: bezlitosne, światło przenikają­
ce niejaskrawą zieleń i szare albo bure kamienie. Wszystkie
7

�CON:
A DISC
Zbignii
Piotr К

ON ST
Michal P. 1
RealD
Paweł Kło
The Pi
Dariusz С:
His M.

***
Mirosław
Otto I
Heide Kli
The U
Philip She
The В

JACEI
Aleksand
The S

***
Tomasz S
Oska
Oskar Gc
Peop,
Borys Us
The i

"THEI
(COnf€
Infoi
Wiesław
Som&lt;
Dariusz
Less
Wiesław
The

***
Jan Gon
The
Jean StE
Disi
Janusz 1
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł
Die

Sumrr
Notes

Red
Don
Tłur
Коп
P roj
Red
Adr

rzeczy w tym świetle wydają się konieczne. Nie ma żadnej
niejasności, żadnego rozchwiania konturów, żadnych wybie­
gów. Nie dziwię się, że antyczni Grecy, żyjąc w takim świe­
tle, skłonni byli mniemać, iż świat jest taki, jaki musi być (to
znaczy: w swoich głównych cechach nie mógłby być inny,
niż jest) i jest wieczny. W tym się nieraz upatruje element od­
dzielający religię antyczną od chrześcijaństwa.
Czy trafnie? Ach, powiem co myślę. Niektóre z przeko­
nań, przypisywanych potocznie myśli chrześcijańskiej, wyni­
kają nie z niej, lecz z owej regresji cywilizacyjnej, a w kon­
sekwencji także intelektualnej, jaka nastąpiła po upadku ce­
sarstwa rzymskiego, i po przyjściu nad Morze Śródziemne
nowych ludów, wówczas jeszcze nieokrzesanych. Gdy się
czyta teksty myśliciela sprzed owej katastrofy, świętego Au­
gustyna, na przykład cztery końcowe księgi Wyznań, widzi
się, jaka otchłań dzieli biskupa Hippony od wielu później­
szych egzegetów. Dla niego niedorzeczne jest mniemanie, że
świat powstał wtedy a wtedy."
Naprawdę to jest wielkie rozpoznanie. Nie wiem czy
wszyscy czytelnicy Wyznań zwracają na to uwagę. A wiem,
że młodzież teraz czyta Wyznania św. Augustyna bardzo gor­
liwie. Dodruki natychmiast się rozchodzą. Wracam do tekstu
książki „Czas, powiada Augustyn (Wyznania 11, 13), został przez
Boga stworzony razem ze światem. Przedtem nie było żadne­
go czasu. A właściwie trzeba rzec inaczej, nie było żadnego
'przedtem'. Po końcu zaś świata czasu już nie będzie więcej,
jak czytamy w Apokalipsie (10, 6). Istnienie więc tego świa­
ta wypełnia cały czas. Ten świat w żadnym czasie nie zaczął
się i w żadnym się czasie nie skończy. A wieczność transcen­
dentna. Boża? A zaświat? A miejsce, gdzie przebywają umar­
li? U któregoś z angielskich filozofów analitycznych przeczy­
tałem takie zdanie, nie mogę go zapomnieć. - (Niestety przy­
kro mi. nie pamiętam u którego. Mój przyjaciel Alfred Gaw­
roński karmił mnie angielskimi analitykami. Ja tego mnóstwo
przeczytałem. I to zdanie zapamiętałem.) - Sąd ostateczny
jest teraz, tylko głębiej. Dla mnie to jest jedno z kluczowych
zdań. Jest to śmiała próba zastąpienia metafory czasowej me­
taforą przestrzenną w usiłowaniu powiedzenia czegokolwiek
o wieczności, próba dająca nam do zrozumienia, że o tej stre­
fie możemy tu, na ziemi, mówić tylko metaforycznie. Jak
przemawiali oszołomieni ludzie, wyprowadzeni nagle z dołu.
z mroku, z jaskini opisanej przez Platona w Państwie."
To tylko krótko tu przypomniałem. W książce mówię też
o zagadnieniu transcendencji w judaizmie i w Nowym Testa­
mencie, ale już nie będę tego Państwu czytać, żeby nie prze­
rywać toku dyskusji. Chciałem dać przykład, że jak ktoś ob­
cuje tak na co dzień, intymnie, z myślą św. Augustyna, Gre­
ków itd., wiele rzeczy w innych książkach jest potem bardzo
trudnych, no, może nie powiem, że zupełnie nie do przyjęcia.
Gdy na przykład czytam u Yeatsa określenie religijności, już
je cytowałem, po prostu dziwię się temu. to do mnie nie prze­
mawia.
Jeśli mam wrócić teraz do spraw sztuki, wyznam, iż cyto­
wane tu wyżej deklaracje wydają mi się mało dla niej przy­
datne. Już pan prof. Bristiger zastanawiał się nad tym, do ja­
kiego stopnia teoria jest potrzebna w sztuce. Nie umiem okre­
ślić tego inaczej, mogę tylko tak powiedzieć trochę metafo­
rycznie: sztuka ma cechy pracy fizycznej, chodzi mi o two­
rzenie sztuki, moim zdaniem każdej. Nie znam się na muzy-

ce. Wiem jak się kształtuje zdanie, jak się kształtuje kom
zycję, tego staram się doświadczyć. Otóż to ma cechy pr;
fizycznej, to jest coś innego niż rozważanie tego teoretyczni
Natomiast ten przejmujący, najcenniejszy dla mnie wąte]
u Steinera, to odwojowywanie metafizyki, które u niego jes
To na mnie zrobiło największe wrażenie. Ale jak mówię, t
znajduję znacznie mocniejsze, jeszcze bardziej przejmująci
u moich mistrzów greckich, łacińskich, u świętego Augusty
na. A także u Nietzschego. Gdy Nietzsche wygłasza tezy po­
zornie antymetafizyczne jest bardziej metafizyczny niż wielu
pisarzy, którzy uważają się za religijnych. Dziękuję.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Widzę, że pan I
czowski chciałby tu bezpośrednio nawiązać do tego...
Paweł KŁOCZOWSKI: Króciutko, jednak w obroni
Steinera, chciałbym gorąco namówić pana Zygmunta Kubia
ka, aby przeczytał tę książkę, bo we wszystkich punktach jes
właściwie zgodny całkowicie z panem. Rzadko kto, przepi
szam, że tak ośmielę się mówić, ale rzadko kto może dość
gnąć Steinera w umiłowaniu Greków, napisał cztery książk
o Grekach, o Antygonie taką grubą książkę... Cała tu oma­
wiana książka jest poświęcona obronie kanoniczności i klasy
ków. Te „rzeczywiste obecności", to są przede wszystkim
obecności klasyków! We wszystkich punktach są panowie
zgodni, jednak jest jedna różnica, to znaczy on przeszedł, że
tak powiem, przez ognie czyśćcowe amerykańskich wydzia­
łów nauk humanistycznych. I rzeczywiście to być może jakiś
zostawiło na nim ślad. Ale obrona jego jest identycznie taka
jak u Pana.
Zygmunt KUBIAK: Rozumiem, bardzo dziękuję, prze­
czytam na pewno.
Wiesław JUSZCZAK: Chciałem powiedzieć jedną rzecz
tylko, też w związku z pana wypowiedzią. Ponieważ również'
jestem miłośnikiem Yeatsa, wydaje mi się, że dwa zdania,
które pan zacytował, mają to do siebie, że jeżeli się przyjmie
jedno, to trzeba odrzucić drugie.
Zygmunt KUBIAK: Ale to zdanie jedno było Yeatsa,
przedtem było Russella...
Wiesław JUSZCZAK: Wiem. Ale nie wiem czy odrzuca
pan oba. Jeżeli zdanie Russella jest puste, to zdanie Yeatsa ma
sens, lub odwrotnie. Dla mnie stoją one wzajemnie na anty
podach. Więc albo Russell albo Yeats. Ale nigdy obaj po tej
samej stronie.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Jeśli można tutaj na
chwilę sobie udzielić głosu. Myślę, że wszyscy jesteśmy tro­
chę w tym samym kłopocie. Wypowiedź pana Zygmunta Ku­
biaka o odrzucaniu pewnego typu książek współbrzmi bardzo
mocno z ogólną tonacją, z przesłaniem książki Steinera.
Mówi jednocześnie o pewnej trudnej sytuacji, w jakiej znale­
źliśmy się. Cały wywód Steinera o wtórności współczesnej
humanistyki, o tym właśnie że - teksty rodzą teksty, teksty
klonują teksty, że brak jest obcowania ze źródłami, brak jest
obcowania z żywym dziełem, czy przekazem, i że ta wtórność nas atakuje, bliska jest temu co mówi pan Kubiak.
Z drugiej zaś strony, ta cała krytyka akademizmu, który two­
rzy tego rodzaju wtórne światy, wydaje się być kłopotliwa dla
nas, dlatego bo uderza i w nas tutaj. W końcu jesteśmy w aka­
demii i zajmujemy się... Steinerem. I powstanie tekst, który
opublikujemy, z tej rozmowy. Ktoś powie, że sklonowali Ste­
inera. Mnie się wydaje, że ta książka w tej manierze ataku na
akademię, na wtórność, na współczesną kulturę - może dla

�wielu bliska - jest dość, moim zdaniem, apodyktyczna. Cha­
rakterystyczne, być może to jest program, być może narzuca
to forma, to, że to są eseje, książka ta zawiera wspaniały in­
deks wielkich nazwisk, natomiast ani jednego przypisu. Być
może jest to program, żeby to nie był tekst obarczony jakim­
kolwiek odnośnikiem, żeby nie nawiązywał do jakiegokol­
wiek komentarza. Dla mnie jest to bardzo charakterystyczne.
Mowa była też o tym, że zajmujemy się tą książką w dziesięć
lat po tym jak się ona ukazała. Myślę, że dla środowiska an­
tropologicznego, czy socjologicznego jest tu jakaś diagnoza
współczesnej kultury, mimo że dziesięć lat temu postawiona,
dla nas o tyle właśnie interesująca. Chciałbym teraz cofnąć
się o jeszcze dziesięć lat i przytoczyć pewien fragment z te­
kstu Zygmunta Kubiaka, fragment, który mi zapadł głęboko
w pamięć, jeszcze w tej formie publikowanej w „Tygodniku
Powszechnym". Mianowicie nawiązać do takiego zapisku
z podróży do Ameryki, w którym opisywał pan te nowojor­
skie ogródki księgarskie. To, co mnie uderzyło - bo zazwy­
czaj narzeka się na amerykanizację współczesnej kultury - to
ocena pańska nie była taka surowa. Otóż pan tam zwrócił
uwagę, przechadzając się po tamtych księgarniach, że są
w nich dwa jakby duże działy, jedne to są właśnie wybory te­
kstów, czyli powiedzielibyśmy literatura źródłowa, łatwo do­
stępna, wydawana w „pocket-bookach", w popularnej niemal
formie a z drugiej strony, ja tutaj, może niedokładnie, mam to
przepisane, ten fragment, w którym pan pisze, że „drugą nie
mniej znamienną cechą jest to, że ukazuje się w dziedzinie
humanistyki tak wiele książek trudnych, specjalistycznych,
wyrafinowanych, jakby niezwykłych kwiatów wyhodowa­
nych w cieplarniach". Między innymi tutaj są przywołane
studia o stylu Flauberta, czy muzycznych walorach pieśni
Pindara. O, mam ten fragment zapisany: „Są to książki nieraz
świetne, odkrywcze. Ich wydawcami są uniwersytety, często
mało znane uniwersytety prowincjonalne". Jest taka konklu­
zja: , jest to kultura w pewnym aspekcie popularna, w innym
bardzo uniwersytecka. Ktoś by powiedział może z naganą, iż
szkolarska, ale dla mnie to słowo ma sens pozytywny, bo ce­
nię szkoły". Podpierając się tym pańskim tekstem i z przeko­
rą wobec Steinera broniłbym tej nieefektownej, akademickiej
właśnie, pracy komentatorskiej, bez której czasami pewne
odkrycia, czy pewne nawet przeżycia obcowania z tradycją
i z kulturą, i z tym żywym, źródłowym przekazem są niemoż­
liwe. Oczywiście, można powiedzieć, że my wszyscy po ci­
chu wiemy, w jakiego typu teksty ta polemika Steinerowska,
w jaką tradycję krytyki literackiej (dość świeżą) ona uderza,
ale sama trochę właśnie stanowi ten kłopot, że się wpisuje chociaż polemizując - w taki właśnie nurt meta-, metarefleksji. Być może się mylę. Chciałem teraz wrócić do tego usta­
lonego porządku, mimo że sobie udzieliłem głosu, i proszę
pana profesora Juszczaka, a potem pana profesora Sempolińskiego.
Wiesław JUSZCZAK: Właściwie nie chciałbym jeszcze
zabierać głosu, bo do tego w dyskusji zawsze długo dojrze­
wam. Widzę w tym momencie jedną sprawę, do której chciał­
bym się odnieść w zupełnie ogólnym trybie. Idzie o uwagę
prof. Bristigera, że książka tu omawiana ukazała się w Pary­
żu w dwa lata po publikacji oryginału, a u nas dopiero po la­
tach dziesięciu. Fakt ten zdaje mi się czymś pozytywnym.
Ten rodzaj opóźnienia (oczywiście tyczy to szerszego grona
czytelników, bo wielu czytało oryginał od razu) - takie

opóźnienie chroni nas w pewnej mierze przed tym, przed
czym Steiner ostrzega, a zdanie to w pełni podzielam. Nie na­
leży w lekturach trzymać bez przerwy „ręki na pulsie", czy­
tać to, co reklamuje się jako najnowsze i „odkrywcze" (lepiej
poczekać aż się ta odkrywczość sprawdzi, a modne naukowe
książki starzeją się dzisiaj bardziej niż filmy). I generalnie:
nie należy czytać za dużo jeśli chce się coś powiedzieć kie­
dyś od siebie. Zachłanność lektury tłumi aktywność twórczą
(myślę teraz o aktywności naukowej). Steiner ostrzega nas
przed tym. Ostrzega także - i równocześnie, bo jedno łączy
się z drugim - przed amerykanizacją europejskiej kultury
(i w tym nauki). Tylko, że to ostrzeżenie już teraz jest chyba
spóźnione. Czytamy też u niego bowiem: „Geniusz amery­
kański dąży do zdemokratyzowania wieczności". Powinna to
być wywieszka w wielu salach wykładowych wielu uczelni.
U nas. Bo geniusz europejski czyni to samo za tamtym fatal­
nym przykładem.
Co do klonowania, na które zwrócił uwagę Michał Bristiger. Brałbym to słowo w znaczeniu bliższym jego etymolo­
gicznego źródła. Rozumiałbym przez to nie identyczność po­
wtórzenia, a odgałęzienie. Wtedy mamy obraz ciągłości tra­
dycji, wyrastania jednej gałęzi z drugiej, lub wprost z pnia,
który cechuje już długie trwanie.
Niepokoi mnie też w wypowiedzi prof. Bristigera stwier­
dzenie, że teoria jest potrzebna jedynie w odniesieniu do two­
rzenia dzieła muzycznego. Jeżeli znów weźmiemy „teorię"
etymologicznie, jako „oglądanie" czy „ogląd", to możemy
przez to rozumieć również w s p ó ł t w o r z e n i e dzieła, jego
„interpretację" w sensie „wykonania muzycznego" - w każ­
dym razie jako coś bliskiego temu. Dawno już wycofałem ze
swego naukowego słownika wyraz „odbiór". Pojęcie to zosta­
ło rozwałkowane i zmistyfikowane zwłaszcza przez teorię l i ­
teratury, za którą teorie innych sztuk szybko podążyły.
W „odbiorze" widzę i odczuwam coś z bierności „postronne­
go widza". A mnie zależy na aktywności twórczej, usiłującej
wobec dzieła sprostać czy iść za aktywnością artysty. Ode­
brać można paczkę na poczcie i nawet potem jej nie rozpako­
wywać, skoro wiemy, co w niej jest. I na koniec: jeżeli teorię
pojmiemy jako zasadę współtworzenia dzieła, to nie wiem,
jak się ustosunkować względem przeprowadzonej przez Stei­
nera krytyki teorii. Nie wiem, czy chodzi mu o krytykę, która
ocenia tylko, czy która „partneruje" artyście, a więc razem
z nim współtworzy dzieło.
Michał BRISTIGER: Wtrącę jedno zdanie. Mówiłem
o teorii, ale to nie znaczy, iż ją utożsamiam z „elementem czy
zasadą działania warsztatowego". Rzeczywiście w X V I I I
wieku nabrała ona takiego szkolnego charakteru normatyw­
nego w sensie dydaktycznym, ale nie „rzemiosło" kompozy­
torskie miałem na myśli, ale innego rodzaju „działania" kreatywne. (Zresztą nie do każdej teorii XVIII wieku to się
odnosi, bo przecież obok Fuxa mamy Rameau.) Steiner mówi
jednak nie tylko o teorii, ale także i o krytyce. Każde dzieło
ma według niego charakter krytyczny. To znów prowadzi nas
w jeszcze inną stronę, ku teorii estetycznej Adomo. Ale nie
o niej rozmawiamy.
Przy sposobności: Autor nie może (nie umie?) zaliczyć
ani jednej książki muzycznej do kanonu kultury, nawet tych
czterdziestu przesławnych stroniczek Schopenhauera. Czyż­
by nie było ani jednej wielkiej książki o muzyce na przestrze­
ni całych dziejów? No cóż, , A " jak Arystoksenos... itd.
9

�CON
A DISC
Zbigni
Piotr I

ON ST
Michał P.
Real I
Paweł Kłc
TheP
Dariusz С
His M

***
Mirosław
Otto i
Heide Kii
Theh
Philip Sh
Thel

JACEI
Aleksand
The'

***
Tomasz!
Oska
Oskar G&lt;
Peop
Borys U:
The\

"THEI
(confe
Infoi
Wiesław
Som
Dariusz
Less
Wiesław
The
***
Jan Gor
The
Jean Su
Disi
Janusz 1
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł
Die

Summ
Notes

Red,
D о r&lt;
Tłun
Kort
P roj
Red
Adr.

Wiesław JUSZCZAK: I , skoro już się rozgadałem, je­
szcze jedna rzecz. Książkę Steinera właściwie przestałem
czytać (choć czytałem ją jeszcze dalej) po rozdziale pierw­
szym. Bo uznałem (tu wracam do tego, że to nic strasznego,
że mamy ją w księgarniach tak późno od ukazania się orygi­
nału), że przez tych dziesięć lat myślałem i pisałem o współ­
czesnej kulturze (o jej negatywnych stronach zwłaszcza) - tu
proszę mnie nie posądzać o megalomanię - niemal tak samo
i to samo, co Steiner. Nie było dla mnie w tej lekturze ani nic
zaskakującego, ani nic inspirującego na nowo. To nie moja
zasługa, ale Heideggera. Bo w moim przekonaniu Steiner ca­
ły od Heideggera wychodzi. Od tego filozofa, dla którego
w filozofowaniu przewodnikiem ma być artysta. Poeta przede
wszystkim, jak to się czyta w studiach o Hólderlinie i Rilkem
czy Traklu. I może tu mogłyby się skończyć nasze spory.
Sprawa rozwiązuje się w ten sposób, że winniśmy wrócić do
źródeł. Do tych albo takich źródeł. Bo czym jest książka Ste­
inera w gruncie rzeczy: czymś, co za Eliadem można by za­
tytułować - la nostalgie des origines.
Jacek SEMPOLIŃSKI: Ja też tę książkę częściowo prze­
czytałem, częściowo przejrzałem tylko, pisałem różne notat­
ki na marginesie tej lektury, one są porozrzucane wśród drob­
nych fragmentów i chciałem na początek się wytłumaczyć,
dlaczego tak we fragmentach to podam. Mianowicie w „Ty­
godniku Powszechnym" pisuje ostatnimi miesiącami bardzo
inteligentny człowiek - Andrzej Dobosz, którego większość
z państwa pewnie zna. Otóż, w ostatnim numerze przeczyta­
łem bardzo interesujący jego felieton (on jest bibliofilem,
księgoznawcą, jest właścicielem księgarni, i to jest jego spe­
cjalność). Przytacza on jakąś rozmowę sprzed wielu, wielu
lat z profesorem Tatarkiewiczem, gdzie pytający się pyta: jak
pan profesor zrobił, że w ciągu życia, w końcu zakłóconego
rozmaitymi kataklizmami, napisał pan tak dużo podstawo­
wych dzieł. - Ano, bo jak wracałem do domu z wykładu,
a kartofle jeszcze nie były ugotowane, to siadałem do biurka
i pisałem akapit, żeby nie tracić tego kwadransa. Andrzej Do­
bosz potem wyliczył jako biblioznawca, ile akapitów napisał
w życiu profesor Tatarkiewicz, w cyfrach. Następnie napisał
ile wierszy ma najdłuższy akapit, a ile ma najkrótszy. Pomię­
dzy kilkudziesięcioma, a czterema zawiera się ta amplituda.
Dobosz wysnuwa wniosek, że całe dzieło Tatarkiewicza to są
akapity. Otóż przepraszam, że to, co chcę powiedzieć, to aka­
pity.
Zacznę od tego, że sam Steiner, nawet na skrzydełku jest
to napisane, w tekście Ryszarda Kapuścińskiego (jak wiado­
mo od skrzydełek się najczęściej zaczyna czytanie, czy też
obwąchiwanie książek), taki aforyzm napisał na temat muzy­
ki, że oczywiście to jest jedyna sztuka, albo ta sztuka, która
najbardziej ze wszystkich innych sięga sfery absolutu. I dla­
tego kobiety nie zajmują się komponowaniem muzyki, utwo­
rów muzycznych. Steiner to napisał, i ładnie wytłumaczył:
ponieważ dany im jest umysł od razu dojrzały i realistyczny.
Zajmę się najpierw aktem twórczym jako podstawowym
dla twórczości. Otóż można powiedzieć, że w życiu człowie­
ka (ludzkości) jest kilka punktów ciemnych i tajemniczych,
których człowiek nie przeskoczył i nie przeskoczy pewnie.
Bo nie może, albo też i nie chce. To zabijanie (również zjada­
nie), seks, cierpienie (ból) i może jeszcze inne. Do takich
punktów zaliczyłbym talent (czyli pierwotną energię powo­
dującą akt twórczy). Jest ona zagadkowa, bezpodstawna
10

i w świetle kultury filozoficznej czy teologicznej, a-moralna.
Jeśli składnikiem dobra jest, przeważnie wyliczana, sprawie­
dliwość, to energia ta sprawiedliwości w sobie nie ma.
Ktoś zacny, kochający bezprzykładnie sztukę, talentu nie
ma, choć zasługuje, a łajdak, szubrawiec, lekkoduch - ma.
Do czego więc taki dar jak talent służyć może ludziom, sko­
ro dobra jakby jest pozbawiony? By ujawnić zło? lub dobro?
A może wskazać, że dobro ze złem jest przerośnięte i nie­
możliwe do oddzielenia. Szczególnej pikanterii nabiera tu
fakt, że właśnie on, talent, został w tej dwuznaczności sprzę­
gnięty ściśle z kulturą religijną człowieka. Zadziwia dzieło
Michała Anioła i Caravaggia (a pewno i innych), które wywo­
ływało zgorszenie i życie tych artystów też.
Kaplica Sykstyńska to pomnik zgorszenia; kazano nawet,
wkrótce po odsłonięciu Sądu Ostatecznego, zamalować nie­
które fragmenty. Caravaggio został wyklęty i oskarżony i mimo to dalej malował obrazy religijne, choć mógł przecież
swą obsesję wyładować w innych, „prywatnych" obrazach.
Otóż nie - wciskał ją w kompozycje o tematach „świętych".
Talent, a więc i akt twórczy, mogą być policzone do
owych ciemnych punktów w dziejach człowieka. I w tym
zbliżone do aktu miłosnego. Anarchicznego, nieokreślonego,
tajemnego. Tłumaczenie go koniecznością przedłużania ga­
tunku wygląda czasem jak „utylitaryzowanie" tajemnicy. Ro­
dzenie, jako „wyrok", pojawia się w Księdze Rodzaju nieja­
ko „po"; czy może jako kara?
Akt twórczy może być rozumiany, podobnie jak akt miło­
sny, jako uleganie przemożnej tęsknocie, która człowieka
przenosi z wielką siłą ku Otchłani, w której jeszcze go nie by­
ło, bo dopiero z mułu ziemi miał powstać. I całe życie ku tej
otchłani zmierza. Do tyłu, czy do przodu. Otchłań, o której
Stwórca nie mógł orzec, że była dobra. Pamięć jest więc skła­
dnikiem podstawowym, jądrem twórczości, jako energia nie­
jako „przednastawna". Ta pamięć zjawia się też podobnie jak
pojedyncza, nieśmiertelna dusza, jako „prywatny" pojedyn­
czy „interes" człowieka. Z tej pamięci, z głębi aktu twórcze­
go (podobnie jak miłosnego), nikt wyliczyć się nie może. Do­
piero gdy wepchniemy ów syndrom w objęcia kultury, poja­
wia się zarówno wyliczenie (rozliczenie) jak i interpretacja.
Pojawia się pojęcie kulturowe prawdy, dobra, zła. Znaczeniowość sztuki też w tym zespole kulturowym funkcjonuje. Da­
lej pojawia się też profesjonalizm, i w twórczości, i w teorii,
a więc hermeneutyka wraz z jej „nadmiarem" obecnym, na co
uskarża się Steiner.
Czyżby pisarz ten tęsknił do Otchłani?
Ciekawym zjawiskiem, z rodzaju „profesjonalizmu" jest
władztwo interpretacji nie tylko w krytyce czy właśnie her­
meneutyce, ale i w twórczości samej.
Bardzo wiele utworów, dzieł sztuki, to nic innego jak in­
terpretacja interpretacji. Początkowa interpretacja świata
(wyglądów czy faktów) w dziele sztuki zostaje następnie zin­
terpretowana w innym dziele uruchamiając łańcuch interpre­
tacji, i stwarzając jego tragiczny nacisk. Okowy. A kto pra­
gnie wiedzieć, jak wygląda „znaczeniowość" w tym łańcuchu
dzieł, niech posłucha anegdoty o Robercie Schumannie. Kie­
dyś kompozytor, w gronie przyjaciół, zagrał swą świeżo
skomponowaną sonatę. Zaraz też padło pytanie: mistrzu, czy
mógłby pan wyjaśnić co ta muzyka znaczy? Schumann na to
siadł do fortepianu i ponownie wykonał cały utwór.
Interpretacja została więc zinterpretowana przez samą sie-

�hie Pisze o tym zresztą sam Steiner, ale nie rozwija wątku in­
terpretacji istniejącego w obrębie samej twórczości artystycz­
nej, jakby tę władzę przypisywał wyłącznie objaśniaczom.
Tymczasem, tak jak w hermeneutyce, sam jej nadmiar powo­
duje wycieńczenie i pustkę, tak w twórczości artystycznej za­
sada „glossowości" sztukę uśmierca i z tego uścisku, artyści
nie mogą się wyślizgnąć. I to nie tylko dzis' - zwiedzanie
któregoś z wielkich muzeów sztuki dawniejszej, jak Kunsthistorisches Museum czy Luwr uzmysławia tę specyfikę: kilo­
metry ścian zamalowane czasem pięknymi kolorami, bez
żadnej potrzeby, przyprawiają o melancholię. Widzimy obra­
zy doczepione do obrazów, nie do życia, obrazy wytworzone
przez kulturę i w niej zamierające. Umiejętności zamiast
wzruszenia. W twórczości i w interpretacji. Podręcznik kon­
trapunktu można potraktować jako dzieło bardziej absolutne
od fug Bacha, wykres ciała ludzkiego - od Ostatniej Wiecze­
rzy. I być może tak jest - oba „ideogramy" mogą być tworem
jakiejś przedustawnej intuicji, wcielać „dane" z chaosu.
Umiejętność jako niszcząca siła pojawia się później, w dąże­
niu do stworzenia dzieła sztuki. Jesteśmy tu w pułapce, bo
z jednej strony teoria i reguły są być może już konceptualizacją pierwotnego „aktu miłosnego", z drugiej zaś - dzieło, ja­
ko rzecz z natury „wzruszająca" staje się glossą do teorii.
Gdzie więc zbawcza szczelina?
Podobnie jak w dziejach człowieka (świata) wykoncypować można linię - od chaosu do dziś - tak w życiu jednostki
ludzkiej linię tę można potraktować jako odwzorowanie ogól­
nego modelu. Pamięć jest spoiwem (linią), która tworzy prze­
bieg życia. Młody, dopiero powstały, ma w sobie, nieuświa­
domioną „pamięć" przeciwstawnej otchłani zawierającej
wszystkie potencjalne możliwości rozwoju, później, dorośle­
jąc, tę pamięć traci, zapomina. A tylko tam pojawia się mię­
dzy innymi podstawowa energia twórcza, która potrzebuje się
uwidocznić niekoniecznie w postaci dzieł. Nie potrzeba
„dzieła" kierowała ręką człowieka malującego w grotach,
lecz potrzeba ekspansji czy agresji. Rozmaicie się te malowi­
dła interpretuje, również jako magię. Choć czym może być
magia nie wiadomo, może to przemożna potrzeba ruchu „do
tyłu", do nieznanych początków; tęsknota za czymś, co było
a nie ma tego, albo co jest „obok", nie tu.
Ta pierwotna, z pamięci się biorąca potrzeba ekspansji,
agresji, „zatwierdzenia", wepchnięta w okowy kultury, zatra­
ca się w świadomości człowieka kulturalnego i, jako już „zutylitaryzowana", staje się pożywką dla interpretacji. Nie moż­
na tej ostatniej pomniejszać, bywa pożyteczna, jest też jedną
z głównych sił człowieka myślącego, godnością ludzką, a co
ważniejsze, jest potrzebą „odzwierzęcenia" człowieka, wy­
rwania go z chaosu. Tylko to wyrwanie czyni kulturę rzeczą
samoistną, „rzeczą" właśnie, rzeczą użytkową, a ta do wszel­
kiego użytku się nadaje. W przypadku sztuki, nadaje się do
interpretowania. Dzieło (ono, samo jego pojęcie) jest produk­
tem sztucznym, z kultury pochodzącym i, oderwane, staje się
bezbronne. Jeśli interpretator pyta skąd ono pochodzi, pyta
tylko o to z jakiej formacji i jak się odnosi do poprzedzają­
cych je, do kontekstu. Pole do działania jest ogromne, nasy­
cić je pomysłami nie sposób, pomysł rodzi pomysł, tworzy
się dziedzina samowystarczalna. Oderwanie zasadnicze,
główne, działa już automatycznie i ciągle; i odrywa myśl
o twórczości od twórczości samej. Być może jest potrzebą
naturalną, przynależną człowiekowi, uszlachetniającą go;

człowiek nabiera poczucia, że coś wie, rozumie. Jest to po­
trzeba nie tyle przyrodzona, co przynależna właśnie.
Niepokoje Steinera o nadmiar interpretacji w świecie
współczesnym są więc może przesadzone, ale i zrozumiałe.
A zrozumiałe dlatego, że nęka go utrata „pamięci". Pamięci
0 tym, skąd naprawdę impuls tworzenia się bierze. Tego impul­
su zinterpretować się nie da, interpretować można tylko „ciągi
późniejsze" a to czyni naszą myśl jałową. 1 być może nie sama
„ilość" tych myśli niepokoi, co pustka, zatrata pamięci.
W pewnym sensie akt twórczy porównać można do aktu
miłosnego (z potrzeby którego powstał „grzech"), jego skut­
ki, kara, utylitaryzm (przedłużenie gatunku), aktu tajemni­
czego (według niektórych „absolutnego"), nie nadającego się
do niczego, bo będącego samym wyładowaniem siły „bycia".
Ona jest sama w sobie, niweluje granice między dobrem
1 złem, między tym co przedtem i tym co potem. Punktem
stałym, jeszcze przed takim przesunięciem go, które tworzy
linię. A tylko linia może być przedmiotem interpretacji. Za­
stąpienie słowa „twórczość", słowem „sztuka" jest ucywili­
zowaniem. Potrzebnym człowiekowi. Ale zapominanie,
wstyd tej pamięci, wpycha w próżnię kultury, czegoś „przy­
zwoitego". Jeśli w twórczości artysty zjawia się element „ży­
wy" (mimo profesjonalizmu) to tylko dlatego, że artysta ów
nagle sobie coś przypomniał, stał się dzieckiem w łonie mat­
ki, nic nie wiedzącym; znalazł się znienacka w przedstawio­
nej otchłani. Interpretacja mówi nam: jesteś człowiekiem, za­
pominanie o niej mówi: skąd jesteś.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Teraz kolej na pana
Pawła Kłoczowskiego, proszę.
Paweł KŁOCZOWSKI: Dziękuję, ja zacznę od tego, co
już mówiłem, o podobieństwach między Steinerem a Kubia­
kiem. Jak można rozumieć twórczość Zygmunta Kubiaka?
Dla mnie takim tekstem kluczowym jest tekst z 1956 roku
o odrealnieniu świata, taki krótki esej w jednym z pierwszych
numerów odnowionego „Tygodnika Powszechnego", o tym.
że totalitaryzm w naszym kraju był doświadczany jako odej­
ście od natury i odrealnienie świata. Kubiak nie napisał ani
razu tekstu explicite antykomunistycznego, ale wszystkie je­
go teksty są buntem przeciwko odrealnianiu świata i apologia
tej rzeczywistości, której świadectwo przynoszą klasycy lite­
ratury cywilizacji europejskiej. Otóż wydaje się, że głębsza
linia myślowa Steinera biegnie podobną koleiną. Punktem
odniesienia dla Steinera jest inna wersja totalizmu i sam fakt
Shoah. Powstaje pytanie czy ten fakt nie zakwestionował głę­
boko całej właśnie cywilizacji europejskiej. To jest zawsze
ukryty punkt wyjścia refleksji Steinera. Powiedziałbym, że
jest to punkt wyjścia charakterystyczny dla każdej ciekawszej
myśli środkowo i wschodnioeuropejskiej. Steiner jest nam
o tyle bliski, że stale powołuje się na swoje austriacko-galicyjskie pochodzenie. On się w pewnym sensie czuje naszym
bratem. W niedawno wydanej autobiografii (Errata. An Exa­
mined life, 1997) opowiada, jak uciekł w ostatniej chwili, je­
go ojciec zdecydował się wyjechać w ostatniej chwili z rodzi­
ną, tuż przed wejściem Niemców do Wiednia, wyjechali naj­
pierw z Wiednia do Paryża, potem z Paryża do Nowego Jor­
ku. W obliczu Shoah obrona faktyczności urasta do ogromne­
go problemu moralnego...
Recepcja książki Rzeczywiste obecności w Polsce jest
utrudniona, bo nie wiemy czym jest dominacja postmoderni­
zmu i dekonstrukcjonizmu nad umysłami humanistycznymi,
//

�C0N1
A DISC
Zbignie
Piotr К

ON STI
Micha! P. N
Real D
Paweł Kkx
The Pn
Dariusz Сг
His Mc
Mirosław 1
Otto К
Heide Klir
TheM
Philip She
The В,

JACEr"
Aleksandi
The Si

***
Tomasz S
Oskat
Oskar Go
Peopl
Borys Us
The p

"THEF
(confe
Infor
Wiesław
Somt
Dariusz i
Lessi
Wiesław
The

***
Jan Gon
The
Jean Sta
Disc
Janusz I
The
Henryk
Pup

BRO
Bronisł;
Dia

Summ
Notes

Red
Dor.
Tłun
Kon
Proj
Red
Adr

w szczególności na uniwersytetach amerykańskich. Jak już
zauważyliśmy, książka jest wymierzona przeciwko tym tren­
dom, Derrida to bete noire Steinera. Kluczem do dekonstrukcjonizmu może być jeden z aforyzmów z Wiedzy radosnej
Nietzschego. Powiada Nietzsche, że studiował różne interpre­
tacje Rewolucji Francuskiej, od prawicy do lewicy: katolic­
kie, integrystyczne, kontrrewolucyjne, liberalne, republikań­
skie, socjalistyczne, jakobińskie, marksistowskie. I powiada
Nietzsche w ten sposób - nie ma faktów, są interpretacje. In­
terpretacje pożarły rzeczywistość. Otóż książka Steinera na­
pisana jest w obronie faktyczności. Jest obroną kontemplacji
jako greckiej „theoria", czyli postawy skoncentrowanej uwa­
gi, oglądu, intensywnej wizji rzeczywistości. Kontemplacja
z góry zakłada istnienie „rzeczywistych obecności". Książka
jest subtelną analizą właśnie tego aktu założenia, aktu zaufa­
nia, dawania kredytu, pascalowski „zakład" jest tu zastoso­
wany do estetyki, a wszystkie analogie religijno-estetyczne
subtelnie podkreślone. Gdy postmoderniści i dekonstrukcjoniści używają słowa „teoria", to chodzi o coś zupełnie inne­
go, mianowicie o hipotezę badawczą, siatkę interpretacyjną,
która uniemożliwia widzenie i osobisty kontakt z tekstem.
Tworzy się „wtórne miasto" opisywane w pierwszej części
książki, aleksandrynizm, inflacja interpretacji. Książka Stei­
nera chce odsłonić i ujawnić piękno pierwotnej, bezpośre­
dniej i osobistej konfrontacji z „pierwszym miastem". Mówi­
liśmy już o zerwaniu między słowem a rzeczywistością, ale
sprawa jest o wiele szersza. Ponieważ dekonstrukcjoniści
głoszą hasła „śmierci autora" i „śmierci czytelnika", więc
chodzi tu także o zerwanie między autorem a dziełem, oraz
między czytelnikiem a dziełem. To co Steiner nazywa „ze­
rwanym kontraktem" jest zatem przerwaniem całego procesu
komunikacji. Steiner daje obronę tekstu, jako komunikatu,
przesłania o „rzeczywistych obecnościach". Bo dla dekonstrukcjonistów tekst jest tkaniną, którą trzeba rozpruć - ale
jak tkaninę rozprujemy, jak rozprujemy arrasy wawelskie, to
nic nie zostaje, nie ma dzieła...
Jeszcze słowo w kwestii religii. Otóż dostrzegam pewne
podobieństwo między książką Steinera a książką Jeśli Boga
nie ma Kołakowskiego. Książka Steinera ma wyraźną oś bi­
blijną - jeśli zerwiemy „przymierze" między Bogiem a czło­
wiekiem to wcześniej czy później zerwiemy także wspomnia­
ne już tu potrójne „przymierze": między autorem i dziełem,
między czytelnikiem a dziełem, oraz między dziełem a świa­
tem. Aby udowodnić istnienie świata i zaakceptować widzial­
ną rzeczywistość Kartezjusz odwoływał się do Boga. U Stei­
nera i Kołakowskiego dostrzegam bardzo podobną konstruk­
cję. Co więcej obydwoje myślą w oparciu o alternatywę - al­
bo Bóg, albo nihilizm poznawczy - to znaczy, że prawomoc­
ne użycie pojęć „prawda", „rzeczywistość", „autor", „czytel­
nik", możliwe jest tylko przy założeniu Absolutu, trzeciej
drogi nie ma. Oczywiście powiedziane to jest subtelnie i cien­
ko, nie tak grubo jak ja to wyraziłem. U Steinera, nigdy nie
wiemy czy mówi znawca, czy wyznawca. Ani Steinera, ani
Kołakowskiego nie sposób złapać za rękę i powiedzieć: o, już
wierzy! To jednak ludzie szukający... Natomiast niewątpliwie
judaizm jest Steinerowi bliższy niż chrześcijaństwo. Są jego
teksty, które mogą być odczytane jako antychrześcijańskie.
Z tym, że jemu chodzi o to, że chrześcijaństwo po Shoah trze­
ba przemyśleć na nowo. Nie może być tu prostej kontynuacji.
Coś niezmiernie ważnego wydarzyło się w sercu chrześcijań­

12

skiej Europy i w związku z tym chrześcijaństwo musi się ja­
koś zmienić, przejść jakąś transformację i metanoię. Kiedy i
końcu książki mówi o sobocie, to jemu chodzi przede w
stkim o szabas. To znaczy, tam jest dwuznaczność, ale to jest
przede wszystkim szabas...
Uważam, że ta książka jest niezmiernie ważna, szczegól­
nie w Polsce. Dopiero po przeczytaniu tej książki możemy le­
piej zrozumieć coś z tego, co się dzieje w świecie humani­
stycznym, tym zachodnim. Co więcej, uważam, że punkt wi­
dzenia Steinera, tak jak już powiedziałem, moim zdaniem,
jest zbieżny z punktem widzenia wschodnioeuropejczyków.
I jeszcze, jedno słowo zanim skończę... on rzeczywiście nie
lubi liberalizmu, i co ciekawe ma sympatie albo do reakcji
katolickiej, albo do marksizmu.
W tym powiedzeniu, że Ameryka polega na tym, że demo­
kratyzuje się wieczność, w którym jest oczywiście mnóstwo
złośliwości, między innymi chodzi o wadę pieniądza. A ta
wada pieniądza polega na tym, że zamienia się różnice jako­
ściowe na różnice ilościowe. I to się bardzo łączy z tym, co
profesor Sempoliński mówił na temat Erosa, co rzeczywiście
jest jednym z leitmotivow stałych u Steinera, tych korespon­
dencji między sztuką, Erosem i religią. To znaczy jest coś na
rzeczy w powiedzeniu, że liberałowie to są ludzie głusi jak
gdyby na różnice jakościowe, a w tych dziedzinach właśnie
zarówno w Erosie, jak w sztuce, jak w religii, te właśnie róż­
nice jakościowe odgrywają zupełnie podstawową, kardynalną
rolę. To na razie wszystko, dziękuję.
Lech TRZCIONKOWSKI: Ad vocem. Jeśli chodzi
0 przywołaną przez Pawła Kłoczowskiego metaforę soboty,
Steiner używa jej w znaczeniu chrześcijańskiej soboty. Mówi
bowiem wprost o sobocie po Wielkim Piątku, po dniu Krzy­
ża, cierpienia i śmierci miłości. Nazywa ją najdłuższym
dniem w historii Zachodu, o którym milczy historia, Biblia
1 mit, a który został dopełniony niedzielą zmartwychwstania
i miłości. Jest to sobota oczekiwania, nadziei na ponowne na­
rodziny. Świadomość tych trzech dni, Piątku, Soboty i Zmar­
twychwstania rozciągamy na całe dzieje. Steiner powiada,
podobnie jak święty Augustyn, że wszyscy żyjemy
w szóstym dniu oczekiwania.
Chciałbym podkreślić u Steinera dwa wątki. Pierwszy,
platoński, przejawia się w pojmowaniu Erosa jako podstawy
wszelkiej twórczości. W swoim ostatnim tekście na łamach
„Times Literary Supplement" omawiając wydaną niedawno
korespondencję Hanny Arendt i Hiedeggera Steiner podkre­
śla, że największe dzieło Heideggera powstało w momencie
największego rozkwitu Erosa między tą parą filozofów. Na­
wiasem mówiąc, drugą rzeczą, która uderza w listach Hei­
deggera jest obecność muzyki, całkowicie przemilczanej
w pracach filozoficznych, na co Steiner meloman natych­
miast zwraca uwagę.
Drugą sprawą jest obecność w książce myśli judaistycz­
nej, zarówno w kabalistycznej jak i talmudycznej wersji.
Z judaizmu wywodzi się centralne pojęcie kontraktu. Gdy
Steiner pisze o założeniu rzeczywistej obecności, leżącym
u podstawy wszelkiej znaczącej formy, podbrzmiewa w tym
dalekim echem przekonanie, że u początku wszystkich języ­
ków i wypowiedzi znajduje się Imię Boga, „wielka tautolgia"
z Gorejącego Krzaku. Steiner obleka to przekonanie w nie­
zwykle nośną metaforę promieniowania tła, zaczerpniętą ze
współczesnej astrofizyki. Otóż to promieniowanie tła, pier-

�wotnego objawienia słowa, bo tak rozumie transcendentne
umotywowanie wszelkiej twórczości artystycznej, wywodzi
się z myśli kabalistycznej.
Wątki platońskie, judaistyczne, metafory współczesnej
nauki i wiele innych, tkają tekst tej książki. W swej formie
esej Steinera spełnia pewien ideał książki wymyślony przez
Benjamina, jest złożony z cytatów i przywołań. Szczególnie
ciekawe są odniesienia do metafor współczesnej fizyki. Ta
książka ma przypisy zawarte w poszczególnych akapitach
i zdaniach.
Paweł KŁOCZOWSKI: Złośliwi mówią, że Steiner pi­
sze drutem kolczastym...
Lech TRZCIONKOWSKI: I jeszcze jedna rzecz. Książ­
ka pojawiła się rzeczywiście po dziesięciu latach od wydania
oryginału. Widziałbym jednak w tym wadę, a nie zaletę na­
szego myślenia, tym bardziej, że książka mierzy przeciwko
pewnym modom, jest konserwatywna w myśleniu. Zresztą
dwie książki Steinera, które ukazały się po Real Presences
(Errata i No Passion Spent) zostały natychmiast przetłuma­
czone na język włoski. Jeśli chodzi o tłumaczenie polskie, to
jest w nim sporo potknięć. Steiner pisze o „promieniowaniu
tła", czego nie można przekładać jako „radiacji w tle", gdyż
tracimy związek z językiem współczesnej fizyki. Już od sa­
mego początku tłumaczenie stanowiło dla mnie pewną prze­
szkodę. W drugim akapicie Steiner przedstawia tezę, że „do­
świadczenie znaczenia estetycznego, literatury, sztuk pięk­
nych, formy muzycznej, wskazuje na konieczną możliwość
tej 'rzeczywistej obecności'". Pozorny paradoks „koniecznej
możliwości" jest tym właśnie, co wiersz, obraz, czy kompo­
zycja muzyczna powinny swobodnie badać i przedstawiać".
Tłumaczka, z niewiadomych mi przyczyn, zamienia „ko­
nieczną możliwość" na „potencjalną konieczność". Śmiem
twierdzić, że to nie to samo.
Piotr KŁOCZOWSKI: W związku z tłumaczeniem. Ja
rozumiem, przyjmuję te uwagi, które są uwagami adiustacyjnymi, bardzo zawsze ważnymi. Chciałbym państwu przeczy­
tać list, ważny dla tej naszej rozmowy. To jest list, który na­
pisał Miłosz do pani Kubińskiej, tłumaczki tej książki. Tu
zresztą nie ukrywam, że miał miejsce pewien mały spisek,
w który był również Miłosz wciągnięty, żeby ta książka się
ukazała. Ten liścik jest króciutki: „Kilka lat temu ukazała się
książka George'a Steinera Rzeczywiste obecności. Po prze­
czytaniu jej w języku angielskim doszedłem do wniosku, że
jest to jedno z ważniejszych dzieł ostatniej dekady i uważa­
łem, że powinno być przetłumaczone na język polski. Teraz
przesłano mi Rzeczywiste obecności na Pani prośbę, i czyta­
łem ją znowu w języku polskim. Piszę ten list dlatego, że
podziwiam Pani przekład, który jest rzadkim osiągnięciem
stylu i użytej polszczyzny. Jest to przekład moim zdaniem
najzupełniej wyjątkowy i zasługuje Pani na same pochwały.
Mam nadzieję, że książka spowoduje jakąś zasadniczą dysku­
sję w środowisku ludzi piszących".
Wiesław JUSZCZAK: To pierwsze się stało, to drugie
jest pomyłką wielkiego pisarza.
Piotr KŁOCZOWSKI: Ja się absolutnie zgadzam z tymi
szczegółowymi zarzutami. Ja myślę, że to mogą być rzeczy­
wiście adiustacyjne uwagi. Natomiast mnie się wydaje, że
jest celność w określeniu Miłosza, że pewne ustawienie tona­
cji jest dobre. To wymaga potem przejrzenia właśnie, żeby
nie zrobić takich pomyłek.

Jeśli jeszcze można po tym liście, dwa słowa tylko,
w związku z tą książką. Perspektywy, które umiejscawiają tą
książkę w pewnej konstelacji, zostały już określone. Ja mam
jedną uwagę, myślę, że podzielą ją wszyscy, którzy mają róż­
ne edukacyjne zajęcia. Ta książka powinna być przemyślana
przede wszystkim przez tych, którzy się trudnią sprawami
edukacji. Wszyscy mamy te trudności. Nie tylko na fakulte­
tach w Ameryce, tak samo w Polsce. Jak państwo wiedzą,
mając do czynienia ze studentami, jest bardzo trudno stwo­
rzyć taką sytuację perswazją, żeby studenci przeczytali
źródłowy tekst, i żeby to był początek, że wchodzą wtedy
w jakieś pole magnetyczne właśnie, erotyczne, można by po­
wiedzieć. To dotyczy i muzyki, i malarstwa, i poezji, i prozy.
Jest to dzisiaj jedno z trudniejszych zadań edukacyjnych:
stworzyć sytuację, w której ten impuls początkowy pochodzi
od źródłowego tekstu, od obrazu. Na przykład dzisiaj obej­
rzenie obrazu w oryginale jest jedną z bardziej elitarnych
czynności, jaką można zrobić, w dobie Internetu. To znaczy,
gdy pytam: kto widział w oryginale jakiś obraz, to pojawiają
się trzy ręce w górze tylko, bo nikt nie wie, że jest takie do­
świadczenie, że jak ktoś jest w Paryżu, to trzeba pójść na
ostatnie piętro Luwru i zobaczyć de la Toura. Dzisiaj to jest
zajęcie mniejszości, elitarne i żeby mieć ten moment właśnie
jakiegoś erotycznego napięcia między „mną" a tym pastelem,
czy tym fragmentem Mozarta. Steiner to jest obrona tego do­
świadczenia. To znaczy trzeba uświadomić sobie, że bez ta­
kich doświadczeń wszelki komentarz jest jakby bezcelowy,
że jak nie mamy tego doświadczenia, to po prostu mówimy
trochę o niczym. Wszyscy studenci się nudzą i zupełnie nie
ma żadnej więzi między nami a rzeczą, którą przybliżamy. To
jest dzisiaj uniwersalne doświadczenie, wszędzie, i ono jest
przedmiotem uwagi i troski Steinera.
Marcin GMYS: Jeżeli Państwo pozwolą powrócę do
wątku „muzycznego" książki Steinera, który dla mnie, jako
muzykologa, wydaje się szczególnie frapujący. Od razu jed­
nak chciałbym zaznaczyć, iż to, że zabieram głos w tak zna­
komitym gronie stanowi pewien nietakt, ponieważ Rzeczywi­
ste obecności znam w sposób dosyć powierzchowny i nie jest
wykluczone, że to co w tej chwili powiem zostanie przez
Państwa natychmiast uchylone.
Jak zauważył już profesor Bristiger, Steiner, nie posiada­
jący chyba regularnego wykształcenia muzycznego (choć re­
cenzował nawet przed kilku laty jedną z monografii poświę­
conych Verdiemu na łamach tak poważnego czasopisma mu­
zykologicznego jakim jest Nineteenth Century Music) mógł­
by niejednemu muzykologowi zaimponować, i to nie tyle
znajomością dzieł nie zawsze szeroko znanych, co łatwością
w wychwytywaniu i werbalizowaniu ich istoty. Gdy mówi on
na przykład o tym, że Lisztowskie transkrypcje symfonii Beethovena i fragmentów dramatów muzycznych Wagnera sta­
nowią „zbiór spełnionej, zrealizowanej krytyki", czy - bar­
dziej konkretnie - że „tonalna moc" skądinąd niezbyt uda­
nych Wariacji na temat Preludium c-moll Chopina skompo­
nowanych przez Ferruccio Busoniego przyczynia się do
ujawnienia „pewnej dozy samozadowolenia w dziele Chopi­
na", to naprawdę okazuje się słuchaczem o niezwykłej wraż­
liwości. Mimo to odniosłem wrażenie, iż muzyczny leitmotiv
Rzeczywistych obecności nie najlepiej komponuje się z cało­
ścią refleksji Steinera. Nie odmawiam mu oczywiście erudycyjnej wirtuozerii, sugestywności rozwijanych przezeń ana13

�СОЛ
A DIS
Zbig
Piotr

ON S
Michał l
Real
Paweł К
The
Dariusz
His

***
Mirosła

Om
Heide I&lt;
The
Philip 5
The

JACI
Aleksai
Tht

***
Tomas;
Os
Oskar
Borys
Th

"THI
(eon
In
Wiesłi

Se
Dariu:
L&lt;
Wiesł
Ti
***
JanG
T
Jean;
L
Janus
7
Henr
/

BR
Bron
1

Sun
Not.

Re
Do
Tł
Kc
Pr
Rt
Ac

logii czy celności jego aforyzmów. Chodzi mi natomiast
o wskazanie na pewną zarysowującą się w rozważaniach Ste­
inera sprzeczność. Mianowicie stwierdził on, iż załamanie
przymierza pomiędzy słowem a światem (pokrewne może do
pewnego stopnia Putnamowskiej formule „How do words ho­
ok on to the world?", zakładającej implicite stopniowe odda­
lanie się języka od rzeczywistości), które miało się dokonać
gdzieś pomiędzy 1870 a 1930 rokiem, właściwie nie odnosi
się do muzyki, ponieważ jak sam Steiner zakłada w zasadzie
kontrakt taki nigdy nie został zawarty (stąd zapewne teza, iż
muzyka szczególnie dobitnie uświadamia nam krytyczny
charakter dzieła sztuki). Z tym jednak kłóci się stanowisko
częściowo uzasadniające istnienie krytyki teoretyczno-mu­
zycznej, z którym Steiner mimo wszystko zdaje się momen­
tami sympatyzować - konkretnie wtedy, kiedy wspomina
0 muzykologicznych analizach Adorna czy Charlesa Rosena.
Ale właśnie w tym momencie przestaje być konsekwentny,
bo skoro ów kontrakt przez ludzi piszących o muzyce nie zo­
stał nigdy zawarty, to nie mógł on (i nie może) również ist­
nieć w postaci choćby fragmentarycznej. Być może więc erudycyjny rozmach rozważań Rzeczywistych obecności czy
wspomniana przez jednego z moich przedmówców gęstość
znaczeń - by nie powiedzieć polisemiczność - frazy prawie
każdego ze zdań tej książki, niekiedy zaciemnia jej tezy i za­
czyna się obracać przeciwko spójności i trafności postawio­
nej przez Steinera diagnozy.
Dariusz CZAJA: Nie wiem czy dokładnie pojąłem to, co
pan powiedział, ale nie widzę tu jakiegoś szczególnego na­
pięcia. Rzeczywiście: rozdział, „rozstęp" między muzyką
1 światem, ich wzajemna nieprzystawalność, to nie jest wyna­
lazek ostatniego stulecia, ten brak przymierza to jest wartość
stała. Ale skoro przy tym jesteśmy... Po tym, co pan i prof.
Bristiger powiedział, niezręcznie mi cokolwiek mówić,
w końcu, w materii muzykologicznej jestem amatorem zupeł­
nym. Skoro się już nieopatrznie wyrwałem, to tylko dwa zda­
nia, ale w kwestii, jak myślę, niesłychanie istotnej. Żeby nie
być gołosłownym: już na pierwszych stronach książki, czy­
tam takie zdanie: „Sednem tego eseju jest pytanie, czy moż­
na powiedzieć cokolwiek znaczącego na temat natury i sensu
muzyki". A zatem, pytanie o relację dźwięku i słowa wprawia
w ruch całą tę maszynerię intelektualną. To jest kwestia orga­
nizująca cały niemal tekst. Jeśli odrzucić, no, w każdym ra­
zie, odsunąć na plan dalszy cały ten, żółcią pisany, nurt kry­
tyczny książki, w końcu nie tak bardzo znowu oryginalny, to
ta sprawa - czy można coś o muzyce powiedzieć i jak można
to zrobić - wydaje mi się dla książki zasadnicza. Skąd muzy­
ka? Dlaczego muzyka? Co to znaczy, że muzyka zajmuje po­
śród „form znaczących" miejsce najwyższe? Gdzieś jakby­
śmy już to słyszeli: wiadomo, niektórzy romantycy. Schopen­
hauer.... Czytając Steinera, cały czas przywoływałem w pa­
mięci przede wszystkim znakomite strony o muzyce ze Świa­
ta jako formy i przedstawienia. I dość mi się to rymowało.
Steiner, jak wiadomo, przeczytał wszystko, zna więc z pew­
nością podstawowe, „klasyczne" teksty traktujące o filozofii
muzyki. No dobrze: nawet gdyby tak było, gdyby Steiner
w swoim rozumieniu muzyki cały był, dajmy na to, z Kierkegaarda, Wackenrodera, Schopenhauera i Nietzschego, to, co
to bliżej znaczy? Czy to tylko zwykła repetycja, romantycz­
na czkawka? Ale czy tamte słowa, powtórzone, czy lepiej:
strawestowane, brzmią dzisiaj tak samo? Czy to jakiś nawrót

14

do - świadomie używam paradoksu - świeckiej religii sztu­
ki? Nie wiem, głośno myślę... Przypomina mi też Steiner
w swoim myśleniu o muzyce, w swoim uwielbieniu muzyki,
Emila Ciorana. On jest cały z ducha tego myślenia. Przypo­
mnijcie sobie Państwo, Cioran w licznych swoich tekstach,
żyje z tego, że obrzydza nam kulturę zachodnią, pluje na nią
zupełnie nieprzytomnie: nauka? - do piachu, filozofia? - pro­
szę mnie nie rozśmieszać, moralność? - jesteśmy jako gatu­
nek nieedukowalni, i tak dalej w tym duchu....
Zygmunt KUBIAK: ...ależ to nie tak!
Dariusz CZAJA: ... to dopiero pierwsza część twierdze­
nia. Natomiast druga część zdania jest taka: otóż, powiada
gdzieś Cioran, że przy tej całej nędzy, jedyne co się Zachodo­
wi naprawdę udało, zjawisko, które nie ma precedensu w żad­
nych innych kulturach, nawet tych niebywale uduchowio­
nych, to muzyka właśnie. Przywołuje nazwiska muzycznych
geniuszy: Monteverdi, Bach... A w jednym z wywiadów rzu­
ca to znane bluźnierstwo: „bez Bacha Bóg byłby postacią
drugorzędną"...
Zygmunt KUBIAK: To głupie!
Dariusz CZAJA: Pan myli głupotę z prowokacją. To chy­
ba nie to samo. Ta wypowiedź pokazuje przy tym, że muzyka
ma dla niego - przypomnijmy: zdeklarowanego sceptyka! - re­
ligijny wymiar. I to ciekawe, że podobnie namiętny ton rozmo­
wy o muzyce, podobne myślenie o muzyce w kategoriach nie
estetycznych a teologicznych, znajdujemy u Steinera. Oczywi­
ście, Steiner nie jest tak ekstremalny. Jest porywczy, ale słabiej
wrzyna się w mózg. W każdym razie ten rdzeń teologiczny wy­
daje mi się u niego najcenniejszy. Jest tam taki rodzaj quasi-definicji muzyki: „nazywanie nazywania życia"...
Michał BRISTIGER: Dobre kompozycje muzyczne
uczą, iż nie należy utrzymywać napięcia bez przerwy, warto
od czasu do czasu poluźnić, a będzie to nieźle służyć później­
szemu podwyższaniu tonu. Więc trochę lekkiej kawalerii.
Przede wszystkim tytuł książki. Po angielsku: Real Presen­
ces. Is there anything in what we say? Po polsku zostawiona
pozostała tylko pierwsza połowa, dlaczego? Myślę, iż nawet
gdyby można było znaleźć jakiś polski ekwiwalent, raziłby
może czytelnika. Pamflet publikowany jest w odmiennej at­
mosferze psychospołecznej w porównaniu z angielską. To
jednak daje do myślenia.
Przejdźmy do karty tytułowej: to nasze drugie „dlacze­
go?". Otóż ta karta przedstawia - znów mamy połowę - jakąś
konstrukcję drewnianą, coś na kształt klawesynu w fazie sto­
larskiej. Złożenie jest racjonalne, każdy fragment nazwany
jakąś literką... Tylko pozostaje to fatalne pytanie: dlaczego?
Co książka Steinera ma wspólnego z encyklopedystami,
z Lumierami francuskimi (chyba żeby szukać w niej śladów
Horkheimera i Adorno), odwrotnie, jest raczej buńczuczna
wobec racjonalistów; omawiany rysunek jest nawet schludny
i ładny, ale pragnienie absolutu (autora książki) nie w tę stro­
nę się zwracają; ów, na razie tylko mebel i tak nie zabrzmi.
Parę kwestii przewija się przez naszą dyskusję i przez na­
sze ciche myśli. Coś zostaje nazwane „modą". Uchyliłbym to
stwierdzenie, choćby i miało być prawdziwe, ponieważ na­
zwanie czegoś „modą" jeszcze nie mówi nic o jego wartości.
Adresowane jest ani do naszej głowy, ani do naszego serca,
a tylko źle usposabia do lektury. Tego właśnie pragnąłbym
uniknąć ze względu, który podałem na początku.
Inna kwestia pojawia się w formie pytania, „czy w ogóle

�można coś sensownie powiedzieć o muzyce?" Muzykę moż­
na słuchać z przyjemnością, pożytkiem, poruszeniem duszy,
można ją grać innym ludziom, ale co właściwie można by
o niej powiedzieć. A jeżeli nie można, to w jakim celu pona­
wiane są te wysiłki werbalne od antycznych Greków? Zapro­
szenie do milczenia na ten temat, na temat muzyki, ma dla
mnie swój „niewymowny" urok, ale - niestety - bez naszych
marnych dyskursów o muzyce, o zgrozo „teoretycznych",
zjawisko zwane muzyką nie byłoby w ogóle dane ludzkości,
zaś bez muzyki ta ludzkość straciłaby właśnie swe... człowie­
czeństwo. Ponieważ zjawisko zwane muzyką płynie z samej
głębi naszego człowieczeństwa. To mówiąc, nie zapominam,
że różne języki, którymi się mówi o muzyce, że ich treści, za­
kresy pojęciowe wcale się nie pokrywają, że ich znaczenie
jest zawsze częściowe, że ich znaczenia są różne, że są dane
z różnych perspektyw itp. Co innego jest uczyć muzyki, a co
innego ją słuchać, co innego ją tworzyć, jeszcze co innego
stawiać jej niekiedy trochę dziwne pytania, na które sam
Orfeusz nie umiał odpowiedzieć, a często i nie widzi po temu
powodu. Odnoszę wrażenie, iż wiele nieporozumień wynika
z faktu, iż jedni znają muzykę z doświadczeń danych tylko
we własnym słuchaniu i w ogóle nie zdają sobie sprawy, jak
muzyka jest komponowana (stąd ten podziw nad Mozartem
komponującym Requiem w łóżku - mowa o filmie Amade­
usz)- Ale kompozytor też nie wie wszystkiego, nawet o wła­
snej muzyce. Dziwne to, ale prawdziwe. Na proces twórczy
wpływają różnorodne czynniki, teoria i biografia, różne do­
świadczenia estetyczne, muzyka jest wszakże kształtowa­
niem kategorialnym i kompozytor dysponuje zawsze pew­
nym zasobem kategorii, z których wiele potrafi sobie uświa­
domić i uznać za swoje; a jednym z najsilniejszych czynni­
ków kształtujących komponowanie dzieła (o czym rzadziej
się mówi, ponieważ wymaga to wielkiej kompetencji) jest
wpływ jednych dzieł na inne. Kompozytorzy zawsze obcują
z kompozycjami cudzymi.
Tekst Steinera sprawia nam niemałe kłopoty. Tym lepiej,
gdyż zmusza nas do dalszej refleksji. Są oczywiście w tym

George Steiner Rzeczywiste obecności

tekście zdania niezrozumiałe, o czym mówił pan Kubiak (nie­
które zresztą wynikają z tłumaczenia), ale to są mniej ważne
detale. Periodyzacja 1870-1930 jest w świetle doświadczeń
muzycznych - podniósł to poprzednio pan Gmys - niezrozu­
miała. Cóż takiego zdarzyło się w roku 1930?
Głos z sali: Chodzi o dojście Hitlera do władzy - rok
1933.
Michał BRISTIGER: Ja tego momentu, tj. roku 1933,
w samej książce nie widzę, jakkolwiek znam to. co Steiner pi­
sał o Shoah. Bardziej zrozumiałe (choć też tylko częściowo)
byłoby przypisanie zerwania kontraktu pojawieniu się dodekafonii, co było też praktycznym zerwaniem przymierza
z przeciętnym, „normalnym" słuchaczem. Przestał być waż­
ny, mogłoby go też dla (chwilowego?) dobra muzyki nawet
nie być. Później jedni słuchacze schronili się w klasyce, inni
zamknęli się w muzyce dawnej, jeszcze inni oddali się jazzo­
wi i dalszym pochodnym kierunkom, są i tacy, którzy zajęli
się wyłącznie nowymi środkami i nowymi wizjami przyszło­
ści. Z przymierza słowa i rzeczy zrezygnowali wszyscy, prócz
garstki filozofów i prócz teologów, których było, oczywiście,
trochę więcej.
Zbigniew BENEDYKTOWICZ: Tu jeszcze pan Sławo­
mir Sikora...
Sławomir SIKORA: Trochę może już za późno, ale
chciałem dodać jedno zdanie do wypowiedzi pana Czai i po­
ruszonego przez niego wątku. Otóż w tej książce pada zdanie
Blake'a, że „oznaczone zawsze wykracza poza oznaczają­
ce"... Myślę, że cała ta książka zawiera się pomiędzy - prze­
praszam za uproszczenie - między dwiema rzeczami, zda­
niem, że oznaczone zawsze wykracza poza oznaczające i tym
co Steiner śledzi od Mallarmego i co krytykuje, to znaczy
oderwaniem się oznaczającego od oznaczonego. Totalnym
oderwaniem, zerwaniem kontaktu między, nazwijmy to by­
tem, rzeczą i tym, co się o nim, o niej mówi. A wracając do
wątku muzyki, myślę, że dlatego jest ona tak ważna u Steine­
ra, że w przypadku muzyki ta tożsamość, według niego, jest
najbliższa, to znaczy, że muzyka sama, tylko właśnie jaka,
czy zawsze ta zawarta w dźwiękach, czy też ta słyszana przez
głuchego Beethovena, jest poniekąd tożsama z bytem. I o ty­
le, o ile możemy być blisko niej, o tyle możemy zbliżyć się
do bytu samego...
Lech TRZCIONKOWSKI: W sprawie roku 1930. Stei­
ner widzi w tej dacie zakończenie procesu, który trwał w kul­
turze zachodniej od 1870 do 1930. Wybranie tej daty ukazu­
je konsekwencje tego, co się stało w poezji i świadomości eu­
ropejskiej w momencie zerwania kontraktu między słowem
i światem. Odnowienie tego przymierza jest możliwe jedynie
poprzez zwrócenie się ku filologii w jej etymologicznym zna­
czeniu, ku „miłości słowa". Steiner przywołuje jednocześnie
pojęcie cortesia, zrodzone w atmosferze miłości dworskiej,
które dla niego staje się modelem wszelkiego spotkania ze
znaczącą formą, wyznaczając reguły naszego obcowania z te­
kstem. Jednak przyjęcie tekstu oznacza także odsłonięcie się
i narażenie na nieodwracalne zmiany w naszym życiu. Obco­
wanie z dziełem sztuki nie jest obojętne etycznie.

Instytut Kultury
iłowo/obraz

terytoria

Na okładce wykorzystano fragment ilustracji z Encyclopedic
ou Dictonnaire raisome des sciences, des arts et des metiers
Diderota i d'Alemberta

Zygmunt KUBIAK: Ponieważ pan Kłoczowski był ła­
skawy nawiązać do tego co mówiłem, też kilka uwag jeszcze
powiem o różnych sprawach. Mnie się ogromnie podobało to,
co mówił pan Sempoliński, z tym, że cały czas myślałem so­
bie o tym, że w naszej epoce tych wszystkich sex-shopów,
15

�сок
A DISC
Zbigni
Piotr i

ON ST
Michał P.
Reall
Paweł Kłc
TheP
Dariusz С
HisM
Mirosław
Otto i
Heide KI
Theh
Philip Sh
Thel

JACE
Aleksanc
The:

***
Tomasz:
Oski
Oskar G
Peof
Borys U
The

'THE
(conf&gt;
Info
Wieslav
Son
Dariusz
Les
Wiesła\
The

***
Jan Go
77i.
Jean St
Dh
Janusz
Th
Henryl
Pu

BRC
Bronis
Di

Sumr
Notes

Rec
Dot
Tłu
Kot
Pre

Re
Ad

pism „Hustler", itd., trzeba by wymyślić coś innego, nie „akt
miłosny". Mnie się wydaje, że erotyzm grecki, takie przy­
miotniki jak erotikos, na przykład u Kawafisa, jednak co in­
nego znaczą.
Paweł KŁOCZOWSKI: Steiner jest za cenzurą... On by
„Hustlera"...
Zygmunt KUBIAK: Nie chodzi mi w tej chwili o „Hu­
stlera", mnie chodzi o to, że gdy mówimy poważnie, gdy wy­
powiadamy tezy, powinniśmy pamiętać, że słowo „akt miło­
sny" jest po prostu trochę ośmieszone, w jakimś sensie, no
nie wiem jak, może źle powiedziałem. Z treścią wypowiedzi
pana Sempolińskiego zgadzam się, ale akurat to bym inaczej
nazwał. Eros... Platon mówi bardzo dużo o Erosie i Safona
mówi... To trzeba by tylko nazwać nie tak, jak się o tym dziś
potocznie mówi. Natomiast, tendencja bardzo mi jest bliska.
Teraz dotknę innej sprawy, kataklizm w kulturze, ten w 1930
roku, czy w 1933, to tylko jako dowcip mogę przyjąć. Doty­
czy to też kwestii przełomu, jaki symbolizują nazwiska: Mallarme, Rimbaud. Bardzo cenię tych Francuzów, ale jeżeli do­
brze się ktoś wgłębia w poezję, to wie, że u Wergiliusza jest
bardzo dużo tego, co potem znajdujemy u Mallarme i Rim­
baud. Nie jest to więc aż taki przełom, jak to się nieraz my­
śli. Ale na pewno ci poeci są bardzo wielcy.
To, że Ameryka „demokratyzuje wieczność". Jeżeli tak
powiedział Steiner, to jest dla mnie dziwne zdanie. On uciekł
zdaje się z Ameryki do Europy, ja osobiście, gdybym miał
żyć w Zachodniej Europie, chyba jednak wolałbym być
w Ameryce, pomimo wszystko.
Głos z sali: ...on mieszka w Church College, w Cambrid­
ge...
Zygmunt KUBIAK: Chyba jednak wolałbym w Nowym
Jorku mieszkać, gdybym nie mógł mieszkać w Polsce, to
bym wybrał chyba Nowy Jork... skąd chętnie jeździłbym do
Grecji i do Włoch i do Egiptu.
Wracam jeszcze do zdania, jakie usłyszałem: że „Amery­
ka demokratyzuje wieczność". Po prostu nie rozumiem, co to
znaczy. Humanistyka amerykańska jest tak wspaniała, tak
wyrafinowana, w tej chwili czołowa, jeżeli chodzi o hellenistykę czołowa na świecie. Dla mnie to jest też coś z pustych
zdań. Bardzo cieszę się, że państwo mnie zachęcili, na pew­
no tę książkę przeczytam. Przeczytam uważnie bardzo, cho­
ciaż moje podejrzenia wobec niej nie zostały całkiem rozwia­
ne. Chodzi o to, że podejrzewam możliwość istnienia w tej
książce pustych zdań. Co nazywam pustym zdaniem? Na
przykład to co zacytowałem zarówno z Yeates'a jak i z Rus­
sella. Naprawdę, to są dla mnie puste zdania.
Dla mnie książka, w której nie ma pustych, zdań to jest
Biblia, zarówno Stary, jak i Nowy Testament. To znaczy, mo­
że budzić w kimś, kto jest ateistą, protest, natomiast tam nie
ma pustych zdań.
W Biblii nie ma pustych zdań, nie ma pustych zdań
w wielkiej literaturze greckiej, łacińskiej i rzymskiej, nie ma
pustych zdań także u Nietzschego. Jeżeli Nietzsche mówi na
przykład: „Cokolwiek powie się o kobiecie jest błędem", to
jest to dowcip. Albo, gdy cytuje wyznanie Flauberta: „Je ne
рейх pas penser et ecrive qu'assis" - i replikuje „Mam cię nihilisto, tylko wychodzone myśli są coś warte." - to też jest
dowcip. Ciągle ta sama grecka, rzymska tradycja, przede
wszystkim grecka, dowcipów. Natomiast, nie wiem, czy pan
Kapuściński dokładnie to zanotował, co jest podane na okład­
16

ce, jeżeli ja tu czytam takie zdanie, „że muzyka to jest sz
najbardziej zbliżająca do Boga"... Na miłość boską, skąd
to wie? Gdybu powiedział, że: ,ja odczuwam, że najbard
zbliża mnie do Boga muzyka". Tak, ma on prawo to powi
dzieć. Ale skąd on tyle o Panu Bogu wie? Skąd on wie? J
niedawno słyszałem, gdzieś wydrukowano kazanie jakiegksiędza, który powiedział na pogrzebie swojego przyjadę
do widzenia w niebie. Na miłość boską, skąd on wie, że
będzie w niebie? Dlaczego on to mówi? Mnie to bardzo z
wiło. Szerzy się mówienie zupełnie nieodpowiedzialne. „
biety nie potrafią tworzyć muzyki, bo ich umysł jest reali
styczny" (Steiner) - to jest brednia. To znaczy: brednia, j e '
się to pojmuje jako definicję.
Nietzsche nie bredzi, natomiast często mówi dowcipy. N
przykład: „Czy kto widział, żeby się zaziębiła kobieta, któ~
wie, że jest dobrze ubrana? Zadowolenie chroni nawet od za
ziębienia". To są dowcipy. Natomiast jeżeli ktoś takie rzec
mówi poważnie... Ja to na pewno przeczytam, ale nie wyzby­
wam się tak zupełnie moich podejrzeń wobec Steinera. Tu ta
ką króciutką uwagę pragnę powiedzieć, że mało takiego nie
odpowiedzialnego mówienia jest, moim zdaniem, w języ'
angielskim, a zupełnie go nie ma w językach klasycznych,
w literaturze klasycznej, nie ma go w Biblii. Co się tyczy an­
gielszczyzny, ten fakt wydaje mi się związany z samym języ­
kiem. Powiem państwu jeszcze tę drobną rzecz na koniec,
mianowicie kiedyś mi opowiadała pani Halina Wittlinowa,
jak po pierwszej wojnie światowej przyjechał do Wittlinów
Józef Roth po swojej podróży, takiej „rekonesansowej", do
Rosji, odwiedził tam różne rodziny, swoje dawne znajome ro­
dziny, mówiące po niemiecku. Zobaczył, że to są zupełnie in­
ni ludzie, poddani już tej ideologii. Mała dziewczynka powie­
działa mu: „Musi pan zobaczyć moją babcię, bo to jest bar­
dzo dziwna osoba, ona jeszcze wierzy w Boga"- „A ty dziec­
ko, w co wierzysz?" - zapytał Roth. - „Ja wierzę w masę"
(Ich glaube an die Masse). - Kiedyś w Ameryce chciałem ten
epizod zacytować po angielsku. I okazało się, że nie można
tej odpowiedzi na angielski przetłumaczyć. Nie ma angiel­
skiego odpowiednika słowa „masa" w tym znaczeniu. Róż­
nych bredni totalitarnych po prostu nie daje się na angielski
przełożyć.

KSIĄŻKI G E O R G E ' A S T E I N E R A
Tolstoy or Dostoyevsky: An Essay in the Old Criticism, 1958
The Death of Tragedy, 1961
Anno Domini, 1964
Language and Silence, 1967
Extraterritorial, 1971
In Bluebeard's Castle: Some Notes Towards the Redefinition of Cul­
ture, 1971
(wyd. polskie W zamku Sinobrodego, tłum. Ola Kubińska, Atext,
Gdańsk, 1993)
After Babel: Aspects of Language and Translation, 1975
Те Portage to San Cristobal of A.H., 1976
On Difficulty, 1978
Heidegger, 1978
Antigones: the Antigone M\th in Western Literature, Art and Thou­
ght, 1984
Real Presences, 1989
(wyd. polskie Rzeczywiste obecności, tłum. Ola Kubińska, Instytut
Kultury, Wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 1997)
Homer in English, 1996

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11240" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11218">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4df9eee9529c5e8f403ad9599cf0757f.pdf</src>
        <authentication>5615005f05b77bebe721902a9319730a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133929">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3015</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133930">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133931">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2819</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133932">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133933">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.3, s.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133934">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133935">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133936">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133937">
                <text>�SPIS TREŚCI
Zbigniew Benedyktowicz
Wstęp

3

Marc Shell
OK: lub Handel With Care (przełożyli Maryla Sitkowska i Tomasz Żukowski)

5

Łukasz Kiepuszewski
Zmierzch widzenia i widzenie zmierzchu

25

Elżbieta Wolicka
Historia jako genealogia. Fryderyka Nietzschego projekt przezwyciężenia

nędzy XIX-wiecznych

historyzmów

30

Ryszard Kasperowicz
Wolność historyka - uwagi o teorii kryzysów Jacoba Burckhardta

37

Andrzej Pieńkos
Dom poetycki, dom groteskowy. Miejsce wyobrażone Victora Hugo

43

Marzena Gierga
Tajemnicze miejsca greckiej Sycylii. Ortygia - wyspa miłości, życia i śmierci [cz. Ш]

49

Jan Gondowicz
Nowa archeologia

57

Alfred Jarry
Dzieła i myśli doktora Faustrolla. Patafizyka (przełożył Jan Gondowicz)

59

Jan Gondowicz
Wstęp do metody Alfreda Jarry

61

Dorota Majkowska
Świat melancholii

63

Jacek Olędzki
Oui,j'en crois

65

Sławomir Sikora
Nowe przestrzenie antropologii wizualnej

68

Aleksander Jackowski
Ćwiczenia z pamięci. Powstanie Państwowego Instytutu Sztuki

71

* * *

Capoeira. Dialog i walka. Z Valentinem Reinholdem rozmawia Łukasz Nalaskowski

79

Stanisław Cichowicz
Sen mara lub zmora i ja

84

Aleksander Jackowski, Stefan Starczewski, Sławomira Wierzchowska, Ireneusz Krzemiński,
Zbigniew Benedyktowicz, Jan Witold Suliga, Jacek Sempoliński, Adam Kilian
Ze spotkania z okazji wydania albumów Aleksandra Jackowskiego: „Obrazy ludowe"
oraz „ O rzeźbach i rzeźbiarzach "

89

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław Malinowski
Fotografie i Dzienniki 1914-1918. Dziennik w ścisłem znaczeniu tego wyrazu

Summary of Articles
Noty о autorach
Na
Na

96

Ш
112

o k ł a d c e : OK, lub Handel With Care, opis na wkładce barwnej
s t r o n i e t y t u ł o w e j : Matka Boska Karmiąca, ol./pł., 63x47 cm. Muzeum Etnograficzne w Krakowie. Fot. Andrzej
Różycki i Piotr Szczegłów
© Copyright by „Konteksty". Przedruk za zgodą redakcji
Numer dotowany przez
M i n i s t e r s t w o K u l t u r y i Sztuki, F u n d a c j ę K u l t u r y
oraz F u n d a c j ę i m . Stefana Batorego

�Polska

S ztuka

L udowa

KONTEKSTY
ANTROPOLOGIA

KULTURY

ETNOGRAFIA

SZTUKA

nr 3 - 1999

INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS

Ы ^&lt;W. 0/1С

Г!(

?Д

Zbigniew Benedyktowicz
Introduction

3

Marc Shell
( Ж : or Handel With Care (trans. Maryla Sitkowska and Tomasz Żukowski)

5

Łukasz Kiepuszewski
The Twilight of Seeing and the Seeing of Twilight

25

Elżbieta Wolicka
History as Genealogy

30

Ryszard Kasperowicz
The Freedom of the Historian - Remarks on the Theory of Crises by Jacob Burckhardt

37

Andrzej Pieńkos
The Poetic and Grotesque Home. The Devised Dwelling of Victor Hugo

43

Marzena Gierga
Misterious Places of Greek's Sicily. Ortygia - Island of Love, Life and Death [Part III]

49

Jan Gondowicz
New Archaeology

57

Alfred Jarry
Works and Thoughts of Doctor Faustroll. Pataphysics (trans. Jan Gondowicz)

59

Jan Gondowicz
Introduction to the Methodology of Alfred Jarry

61

Dorota Majkowska
The Melancholy World

63

Jacek Olędzki
Oui, j'en crois

65

Sławomir Sikora
Spaces of Visual Anthropology

68

Aleksander Jackowski
Exercises in Remembrance. The Origin of the State Institute of Art

71

* * *

Capoiera - Dialogue and Struggle. Valentine Reinbold Talks to Łukasz Nalaskowski

79

Stanisław Cichowicz
Dream, Nightmare, or the Incubus and I

84

Aleksander Jackowski, Stefan Starczewski, Sławomira Wierzchowska, Ireneusz Krzemiński,
Zbigniew Benedyktowicz, Jan Witold Suliga, Jacek Sempoliński, Adam Kilian
From the meeting on „Obrazy ludowe" (Folk Pictures) and „O rzeźbach i rzeźbiarzach"
(On Sculptures and Sculptors) by Aleksander Jackowski

89

BRONISŁAW MALINOWSKI
Bronisław Malinowski
Diary 1914-1918. A Diary in the Strict Sense of the Term

Summary of Articles
Notes on Authors
Redagują:

96

Ill
112

Zbigniew Benedyktowicz (redaktor naczelny), Aleksander Jackowski, Sławomir Sikora (sekretarz redakcji),
Danuta Benedyktowicz, Dariusz Czaja, Jarosław jot-Drużycki, C z e s ł a w Robotycki

Doradzają

i w s p ó ł p r a c u j ą : Jerzy Bartmiński, Antoni Kroh, Ludwik Stomma, Roch Sulima, Zofia Bisiak

Tłumaczenia:
Korekta:
Projekt

okładki

Redaktor
Adres

Aleksandra Rodzińska-Chojnowska

Barbara S a w ó w
i strony

techniczny:

redakcji:

tytułowej:

Jacek Królak, Joanna Mucho

Krzysztof Nalewajko

Instytut Sztuki PAN, ul. Długa 28, 00-950 Warszawa, skr. poczt. 994, tel. 831-32-71/4 wew. 243; fax 831-31-49
e-mail:

kontexty@plearn.edu.pl

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="11236" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="11214">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/432755f0496f8749ba1a7562d2839f74.pdf</src>
        <authentication>634d8836337a59f987fe0c64c2642ad5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133888">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3787</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133889">
                <text>1948</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133890">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3554</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133891">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa 1948 t.2 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133892">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1948 t.2 z,1;s.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133893">
                <text>pol</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133894">
                <text>Państwowy Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133895">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="133896">
                <text>' A K I A O E T N O G R A F I I POLSKt
U. W .

POLSKA SZTUKA LUDOWA
MIESIĘCZNIK

ORGAN

PAŃSTWOWEGO

INSTYTUTU

L'ART P O P U L A I R E
REVUE

P O L I S H

POLONAIS

P E A S A N T

R

E

A R T Y K U Ł Y

SZTUKI

MENSUELLE

MONTHLY

T

BADANIA

ART

REVUE

Ś

Ć

T E O R E T Y C Z N E

JOZEF GRABOWSKI-Zagadnienie stylu ludowego.
ADOLF C H Y B I Ń S K I - O potrzebach polskiej etno­
grafii muzycznej. I I . Zagadnienia po-kolbergouiskie.
TADEUSZ ZYGLER — Polskie tańce ludowe i ich
badanie.
O

P

R

A

C

O

W

A

N

I

A

GERARD C I O Ł E K - D a c h w polskim budownictwie
wiejskim. ROMAN REINFUSS - Malowane mora­
wickie skrzynie krakowskie. JADWIGA PIETRU­
SZYŃSKA-SOBIESKA - Wielkopolskie siesieńki.
D Z I A Ł

I N F O R M A C Y J N Y

KAZIMIERZ PIECHOTKA - Badania budownictwa
ludowego. MARIAN SOBIESKI - Działalność Za­
chodniego Archiwum Fonograficznego w Poznaniu.
\ MARIA ŻYWIRSKA - Badania n a d s z t u k ą ludową
na Kurpiach w Puszczy Białej.

ROK

II

S

T

Y

C

Z

E

Ń

1 9 4 8

N r

1

LUDOWEJ

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
