<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<itemContainer xmlns="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5" xmlns:xsi="http://www.w3.org/2001/XMLSchema-instance" xsi:schemaLocation="http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5 http://omeka.org/schemas/omeka-xml/v5/omeka-xml-5-0.xsd" uri="https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/items/browse?collection=3&amp;output=omeka-xml&amp;page=18" accessDate="2026-09-30T08:58:11+00:00">
  <miscellaneousContainer>
    <pagination>
      <pageNumber>18</pageNumber>
      <perPage>50</perPage>
      <totalResults>1084</totalResults>
    </pagination>
  </miscellaneousContainer>
  <item itemId="6452" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6432">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/25d667ec26be1846db9e49233c0009a1.pdf</src>
        <authentication>13458b55e56fa821d5af9b50e8254d36</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76806">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2675</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76807">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76808">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2488</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76809">
                <text>Huculskie mity i Mit Huculszczyzny / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76810">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.101-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76811">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76812">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76813">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76814">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76815">
                <text>Huculskie mity
i Mit Huculszczyzny
Ewa Klekot
Ola Hnatiuk, Wiedźmy, czarty, święci Huculszczyzny,
Warszawa 1997

Huculszczyzna należy do tych miejsc, które szybciej odnaj­
duje się w wyobraźni niż na mapie. Ich opis jest domeną nie ty­
le geo- czy etno-, co raczej mitografów. Ci ostatni zresztą zawsze
ulegali dyskursowi swojej epoki i w zależności od niej to otwar­
cie nadawali swoim opowieściom kształt eposu, to znów wyru­
szali kolonizować nowe obszary i ludy w imię obiektywnej i na­
ukowej prawdy o górach, lasach oraz zamieszkujących je ludach.
W obu wypadkach powoływali oni do życia w nowej formie je­
den ze starych mitów o krainach położonych na kresach naszego
świata i nadawali stwarzanym przez siebie przestrzeniom wyo­
braźni pociągającą prostotę i niewinną obfitość utraconego raju
Arkadii albo niepokoili swoją osiadłą publiczność opowieściami
o brutalnych okrucieństwach i krwawej dzikości Barbarii.
Na „mentalnej mapie" czytelników i słuchaczy opowieści
0 polskich kresach litewskie mateczniki i stepy Ukrainy stały się
takimi właśnie wcieleniami mitu o dwóch obliczach pierwotnej
dzikości krajów położonych na krańcach dominującej cywiliza­
cji polskiego szlachcica i inteligenta. Do genetycznie starszych
wizerunków surowej litewskiej Arkadii i spalonych piekielną po­
żogą Dzikich Pól druga połowa wieku X I X dodała kilka nowych
mitów, przesiąkniętych tęsknotą za dobrym dzikusem żyjącym
w zgodzie z surową naturą. Wśród nich znalazło się miejsce dla
huculskich górali. Folklor Huculszczyzny określany najczęściej
jako „barwny", „żywiołowy" i „archaiczny" zadomowił się
w „skarbczyku domowej egzotyki" kultury polskiej i ukraińskiej.
Pisze o tym Ola Hnatiuk w posłowiu do książki Wiedźmy, czar­
ty, święci Huculszczyzny (Warszawa 1997), która jest najlepszym
dowodem żywotności huculskiego mitu oraz sentymentu, jaki
ciągle on budzi. Książka stanowiąca wybór huculskich podań
1 baśni uzupełnia wizerunek ukształtowany przez obrazy Teodo­
ra Axentowicza oraz bogatą literaturę turystyczno-krajoznawczą
z przełomu wieków i okresu międzywojennego; budowany
w oparciu o epopeję Na wysokiej połoninie Stanisława Vincenza
i film Cienie zapomnianych przodków według noweli Mychajły
Kociubynskiego; usankcjonowany przez etnograficzny autorytet
Oskara Kolberga i Wolodymyra Szuchewycza.
W tym samym miejscu Ola Hnatiuk nazywa Huculszczyznę
„miejscem literackim", wskazując w ten sposób pośrednio na
oczywistą prawdę, że w naszej kulturze wcielenie mitów odby­
wa się nie tyle (czy może raczej: nie tylko) na gruncie religii, ale
dokonuje się przede wszystkim poprzez literaturę. I , dodajmy,
naukę. To ostatnie stwierdzenie dodać należy także dlatego, że
choć wybór Oli Hnatiuk dzięki przyjętej przez tłumaczki i redak­
cję stylizacji języka jest przykładem przyjaznej w czytaniu lite­
ratury, to sama autorka odżegnuje się trochę od jego literackiego
statusu, wprowadzając namiastkę aparatu naukowej krytyki te­
kstu w postaci szczegółowych danych o źródłach przytaczanych
(a nie: opowiadanych) podań. Z jednej więc strony szata literac­
ka, a także graficzna sugerują, że czytelnik bierze do ręki książ­
kę z bajkami, z drugiej zaś umieszczony z tyłu typowo etnogra­
ficzny wykaz źródeł zawierający imię i nazwisko informatora,

dane o miejscu i dacie przeprowadzenia wywiadu oraz miejscu
i czasie publikacji materiału wprowadza do książki zupełnie in­
ny rodzaj poetyki. Nie wystarczy, że mity i legendy huculskie są
piękne - dodatkowo muszą być prawdziwe. Oczywiście praw­
dziwe w znaczeniu archeologicznym. „Metryczki" podań zawie­
rające szczegółowy opis „zabytki in situ" są certyfikatem ich
prawdziwości - co wcale nie znaczy: ich prawdy. Ten retoryczny
zabieg sprawia, że książka o mitach sama wpisuje się w nurt ko­
lejnej mitologii - ciągle obowiązującej, budowanej w oparciu
0 autorytet „tego, co zwiemy nauką". Dla etnografa więc Wiedź­
my, czarty i święci Huculszczyzny są nie tyle źródłem huculskich
mitów, ile materiałem do badań nad potęgą i siłą dyskursu jego
własnej dziedziny, która potrafiła tak świetnie skolonizować
ogromne terytoria humanistyki. Oczywiście krytyczne wydania
bajek i folkloru mają długą tradycję, ale wybór Oli Hnatiuk z za­
łożenia (język, szata graficzna, brak słowniczka wyrażeń gwaro­
wych, który notabene zwykłemu czytelnikowi o wiele bardziej
by się przydał niż wykaz informatorów Szuchewycza, brak przy­
pisów, klasyfikacji wątków wg Aarne-Thomsona itd.) nie jest
skierowany do fachowców. Wybór huculskich mitów okazuje się
więc książką adresowaną do przeciętnego odbiorcy, w której
aparatem naukowy sprowadzony został do figury retorycznej.
Chcąc-nie chcąc Ola Hnatiuk sama staje się mitografem Hucul­
szczyzny, bo przecież potęga mitu opiera się na tym, że w niego
wierzymy, a z zastosowanych przez autorkę środków stylistycz­
nych wyraźnie widać, że to nie o naszą wiarę w huculskie mity
tutaj chodzi, ale o wiarę w zaproponowaną przez nią wizję hucul­
skiego folkloru. Rzecz idzie nie o mity, ale o Mit Huculszczyzny.
Mity i legendy huculskie, które Ola Hnatiuk i trzy pozostałe
tłumaczki ze swadą opowiadają (a raczej jak pewnie wolałaby
autorka wyboru: przytaczają, choć właściwie jest to przytaczanie
za tym, kto spisał opowiadanie informatora), są istotnie barwne
1 żywe, a na tle znanych nam baśni i podań polskich czy ukraiń­
skich wydają się egzotyczne. Czytelnik bardziej obeznany z fol­
klorem bałkańskim w opowieściach o stworzeniu świata i walce
Boga z Szatanem-Tryjudą znajdzie archaiczne wątki nawiązują­
ce do gnostyckiej wizji świata średniowiecznych bogomiłów,
a wśród bohaterów legend doszuka się postaci rodem z mitów
greckich przemieszanych z chrześcijańskimi apokryfami. W hu­
culskiej wersji Edyp - z wyroku losu ojcobójca i kochanek mat­
ki - utożsamiany jest już to z postacią Judasza - zdrajcy Chry­
stusa, już to z Ilją, co gromy ciska, czyli z zadomowioną we
wschodniochrześcijańskim folklorze postacią proroka Eliasza.
Jeżeli jednak uda nam się odłożyć na bok cały bagaż erudycyjny,
z jakim odruchowo zasiada się do lektury książki opatrzonej wy­
kazem źródeł, choćby nawet był on czysto retorycznym upięk­
szeniem i puszczając wodze wyobraźni potraktujemy książkę jak
zbiór opowieści fantastycznych, okaże się, że zrogowaciałe kola­
na diabelskiego kochanka czy kuszące mawki, którym od strony
pleców widać wszystkie wnętrzności, pozostały obrazami o nie­
odpartej sile. Naturą folkloru jest jego ustne przekazywanie,

101

�dzięki czemu każdy opowiadający modyfikuje nieznacznie histo­
rię, dostosowując ją do mozliwos'ci swojego audytorium. Martin
Buber wlas'nie o p o w i e d z i a ł Opowieści Chasydów, filtrując
je przez własne dos'wiadczenie. Opowiadacz bajek i mitów nie
powinien udawać naukowca i na szczes'cie wyczucie literackie
Oli Hnatiuk i jej translatorska praktyka nie pozwoliły na konse­
kwentną realizację postulatów etnograficznej wiernos'ci. Gorzej
jest w przypadku nielicznych tekstów cytowanych za polskimi
autorami, w których podanie przetłumaczone zostało na począt­
ku wieku, stylizacja na ruską gwarę ma postać drażniących nie­
zręczności językowych, które dla dobra książki należało chyba
poprawić. (Na przykład cytowane za Julianem Schneiderem po­
danie Sejmik wiedźm, gdzie czytamy o tym, jaki „obraz oczu je­
go się przedstawił, gdy zajrzał do wnętrza chaty" lub że bohater,
który ze strachu stracił przytomność na czas cudownej podróży
„ujrzał się dopiero w sadzie", itd. itd.). Tam jednak, gdzie Panie

Tłumaczki opowiadają własnym głosem, książkę czyta się
z przyjemnością, czego o krytycznych wydaniach tekstów fol­
klorystycznych często powiedzieć się nie da.
Mit, żeby był żywy, powinien więc być opowiadany ciągle na
nowo: nie „przytaczany za", lecz opowiadany, czy raczej „prze­
powiadany" na nowo. Mit Huculszczyzny, w którego budowaniu
Ola Hnatiuk bierze udział dzięki swojej książce, ma rodowód l i ­
teracki i jego przepowiadanie odbywa się na poziomie pisanego
dyskursu literatury i nauki. Natomiast huculskie mity i legendy
narodziły się w opowiadaniu i tylko narracja ustna zapewnia im
żywotność. Wiedział o tym doskonale Stanisław Vincenz; wie­
dział Martin Buber. Intuicyjnie wie też chyba Ola Hnatiuk, która
mimo że w ostatecznym rozrachunku przepowiada jednak literacko-etnograficzny Mit Huculszczyzny, to jednak dzięki tej in­
tuicji szczęśliwie unika zabalsamowania huculskich mitów do
formy muzealnych eksponatów opatrzonych metryczką.

Zdjęcia do artykułu Jarosława Eichstaedta Wspomnienie

102

o prawdziwych

mężczyznach,

str. 96

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6451" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6431">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/64c40b3aeeebfe1f50aa9a458d05525a.pdf</src>
        <authentication>bb9fd0daf0c3609c574f692c74e36796</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76796">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2676</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76797">
                <text>1998</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76798">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2489</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76799">
                <text>Dzienniki 1908-1913 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76800">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1998 t.52 z.2, s.103-111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76801">
                <text>Malinowski, Bronisław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76802">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76803">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76804">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76805">
                <text>Bronisław Malinowski,
D z i e n n i k i 1908-1913

Po powrocie z Wysp Kanaryjskich, w jesieni 1908 roku święcił Malinowski swój tryumf naukowy, mianowicie otrzyma! zgodę na
promocję „sub auspiciis Imperatoris", czyli pod auspicjami Cesarza. Było to najwyższe wyróżnienie dla doktoranta, a Senat Uniwer­
sytetu Jagiellońskiego mógł w ciągu roku występować z jednym wnioskiem o taką promocję. Zgodę na nią wyrażał osobiście Franci­
szek Józef I . Z prywatnej kasy cesarza pokrywano wszelkie opłaty z tytułu rygorozów i dyplomu oraz fundowano pierścień , który kan­
dydat otrzymywał podczas uroczystości. A oto jak ona wyglądała: „Program promocyi sub auspiciis Imperatoris BRONISŁAWA M A ­
LINOWSKIEGO na doktora filozofii, dnia 7 listopada 1908 roku, o godzinie 12 w południe.
1) O godzinie wpół do 12-tej przed południem zbiorą się Członkowie Senatu Akademickiego, oraz profesorowie Uniwersytetu Ja­
giellońskiego w sali posiedzeń Senatu Akad., zkąd, poprzedzeni berłami rektorskiemi i wydziałowemi, udadzą się do Auli (...), - wre­
szcie
Rector Magnificus.
(Tuż za Rektorem niesione będą berła rektorskie, berła wydziałowe zaś rozpoczną cały pochód)
Przyszedłszy na salę zajmą wszyscy miejsca dla nich przygotowane.
(Członkowie Senatu zajmą fotele z napisami dla nich przeznaczone po prawej stronie JWP Delegata; Profesorowie i docenci z wydzia­
łu teologicznego i lekarskiego krzesła po lewej, Profesorowie i docenci z wydziału prawniczego i filozoficznego krzesła po prawej stro­
nie katedry)
2) Za nadejściem JW. Pana Delegata, wyjdą na jego spotkanie do drzwi sali Rektor Magnf. i Dziekan wydziału filozoficznego po­
przedzeni berłami rektorskiemi. JW. Pan Delegat zajmie wraz z towarzyszącym mu urzędnikiem c.k. Starostwa przygotowane dla nich
miejsca.
3) W chwili gdy Rektor Magnf. wyjdzie na powitanie JW. Pana Delegata, udadzą się dwa berła po kandydata i wprowadzą go rów­
nocześnie do sali. (Muzyka fanfary).
4) Dziekan Wydziału filozoficznego w krótkiem przemówieniu przedstawi następnie kandydata JW. Panu Delegatowi, Rektorowi
i Senatowi akademickiemu oraz zgromadzonym Profesorom Uniwersytetu i zaprosi Rektora, aby wydał polecenie do odbycia promo­
cyi.
5) Przemówienie Rektora - kończące się trzykrotnym okrzykiem na cześć NPana. Muzyka odegra „Hymn ludowy", którego wszy­
scy obecni wysłuchają stojąc.
6) Przemówienie kandydata kończące się prośbą o promocyę.
7) Pozwolenie Rektora na promocyę z wezwaniem do Promotora, by jej dokonał.
1

103

�8) Promotor odczytuję rotę. Podczas przysięgi wszyscy z miejsc powstają; bedele skrzyżują berła. Przy ostatnich słowach wręczy
Promotor kandydatowi dyplom i po stosownem przemówieniu przedstawi go następnie JW. Panu Delegatowi jako nowo kreowanego
Doktorafilozofii.(Muzyka fanfary).
9) Przemówienie JW. Pana Delegata i wręczenie upominku od Jego ces. i król. Apost. Mości.
10) Poczem kandydat zbliży się naprzód do Magnificencyi Rektora, następnie do Dziekana i Promotora, oraz do innych Profeso­
rów dla odebrania gratulacyj.
11) Zakończenie uroczystości podpisaniem aktu promocyi przez JW. Pana Delegata, Magnf. Rektora, Dziekana i Promotora.
12) Odchodzącego JW. Pana Delegata pożegna Rektor Magnf. i Dziekan Wydziału filozoficznego, odprowadzając go z berłami, po­
czem w tym samym porządku jak przy rozpoczęciu opuszczą wszyscy salę. Zaraz za berłami wydziałowemi postępować będzie JP. Dr.
2

Bronisław Malinowski."

I jak Krakowianie mają nie kochać Franciszka Józefa, skoro z całego tego splendoru zostały nam tylko berła? Sam Malinowski
wszakże nie wydawał się, przynajmniej sądząc z lektury dziennika, zbytnio przejęty tą nadzwyczajną uroczystością. Tym co rzeczywi­
ście zaprzątało jego uwagę był niezbyt szczęśliwy romans z Felicją Ciszewską, żoną pianisty i dyrygenta Karola Szustera, postaci zna­
nej i popularnej w kołach krakowskich i warszawskich. Na trop tego romansu natrafiłam w pamiętniku Heleny Czerwijowskiej, mło­
dej osoby rodem z Podola, która wtedy rozpoczynała studia w Krakowie. Przebywając w kręgach artystycznych, zaprzyjaźniła się ze
Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, którego obdarzy później głębszym uczuciem. Nieobojętny jej stanie się i Malinowski. Na razie
jednak w swym pamiętniku pisze: „Dużo się uczę w tym okresie, chodzę na wykłady, niezupełnie sobie daję radę ze swą pracą, w czym
zaproponował mi pomoc jeden z młodych, wyjątkowo zdolnych filozofów. Propozycję przyjęłam z wdzięcznością. Po paru wizytach
młodego filozofa zauważyłam, że cel jego pomocy w mej pracy leży w młodej i pięknej żonie muzyka, którą u mnie widuje (...) Mło­
dy filozof jest tak nieszczęśliwy i z taką szczerością przyznaje się do wszystkiego, że nie mogę się zdobyć na odejście od tych ludzi,
a przy tym wiele rzeczy nie rozumiem i dla filozofa zaczynam mieć sympatię dużą. Na szczęście tak się złożyło, że piękna dama mu­
siała wyjechać do Warszawy, a filozof na dalsze studia do Lipska" . Musieli jednak ze sobą korespondować, gdyż na odwrocie następ­
nego zeszytu swojego dziennika Malinowski zanotował jej adres .
Po uroczystej promocji nowy doktor wydał wspaniałe przyjęcie, na które zaproszeni byli min. jego przyjaciele. Jeden z nich - Wit­
kacy, zdaniem znawczyni jego twórczości Anny Micińskiej , opisał je w swej młodzieńczej powieści 622 upadki Bunga. Oprócz same­
go Malinowskiego (książę Edgar Nevermore) i jego matki (księżna), odnajdujemy tam także: Tadeusza Szymberskiego (Tymbeusz),
Tadeusza Miciriskiego (Mag Childeryk), Tadeusza Nalepińskiego (Teodor Buchaj), Helenę Czerwijowską (księżniczka Keszkeszydze)
oraz Karola Szustera z żoną Felicją (muzyk Bałwanów z żoną Fenixana). Skorzystajmy więc z tej niezwykłej sposobności i popatrz­
my się na to środowisko i na tę sytuację oczami Witkacego:
„ - Mój Bungusiu - rzekł książę wesoło i spiesznie, ale z pewnym zdenerwowaniem - cudownie się składa, żeś dziś przyjechał. Mo­
ja mama daje dziś bal, na którym będzie takie towarzystwo, jakiego pałac Birnam, od czasu jak stoi, nie widział. Dostałem carte blan­
che od księżnej mamy na wprowadzenie gości. - Książę był jakiś dziwnie podniecony. Stracił trochę dawną maskę i zdawał się być
z lekka podpity.(...)
Kiedy wchodził, gości było jeszcze niewiele. W salonie, przylegającym do wielkiej sali, siedziała na kanapie księżna będąca typem
wielkiej damy i matrony polskiej. Usta miała podobne do Edgara, tylko dolna warga, bardziej wysunięta naprzód, wyrażała niezmier­
ną pogardę i lekceważenie. Za młodu musiała być podobna do którejś z córek Filipa IV. Poza tym miała w sobie pewną specjalną do­
stojność i smutek kobiet, które przeżyły rok sześćdziesiąty trzeci.(...)
Oprócz księżnej znajdował się w salonie Bałwanów, znakomity pianista i kompozytor, z żoną Fenixana; gruzińska księżniczka Ke­
szkeszydze; Tymbeusz w pożyczonym od Tengera fraku o za krótkich spodniach; (...) Edgar promieniejący uśmiechem, podczas gdy
oczy miał tak złe, że sam Belzebub nie znósłby jego spojrzenia. Kilku dość jeszcze szczeniakowatych bubków z najwyższej arystokra­
cji błąkało się po salonie, obmyślając plan dzisiejszej kampanii. Tymbeusz bawił z zupełną swobodą księżnę, która słuchała go uważ­
nie, mówiąc od czasu do czasu: 'tak', mimo że nie rozumiała literalnie ani słowa. Edgar rozmawiał na uboczu z Fenixana. Księżna rzu­
cała na nich od czasu do czasu badawcze spojrzenie, ale au fond pewna była syna, bo wracała zaraz do zgłębiania Tymbeuszowych ta­
jemnic. Gruzińska księżniczka siedziała obok księżnej przysłuchując się wykładowi Tymbeusza. (...) Bałwanów tłomaczył coś jedne­
mu z bubków, włażąc nań formalnie całym ciałem. Był to człowiek gruby, ale kształtny. Miał byczy kark i głowę rzymskiego cezara.
Twarz jego była syntezą kilku niemieckich muzyków z osiemnastego wieku. (...)
Poloneza prowadził z księżną Mag Childeryk, który nadszedł w ostatniej chwili przed początkiem balu. Przy kolacji Edgar, podpi­
ty już porządnie, bo od samego rana, i wściekły, że musi siedzieć obok jakiejś starej hrabiny, syknął do Bunga siedzącego naprzeciw
z Fenixana:
- Mój stosunek do ciebie komplikuje się coraz bardziej, drogi Bungo. (...)
Ale Fenixana była roztargniona i z niepokojem patrzyła na męża, który pod wpływem zazdrości i alkoholu zaczynał przechodzić
powoli w kolor siny. Pod koniec balu, o godzinie szóstej rano, kiedy orkiestra urżnęła się tak, że niezdolna już była do dalszego funk­
cjonowania, uproszono Bałwanowa, aby wykonał w szkicu fortepianowym swój symfoniczny poemat pt. Książa niezłomny. Po czym
księżna poprosiła go jeszcze o walca. Bałwanów nie mógł odmówić i zgrzytając zębami zaczął grać walca z Rozwódki. (...)
Na kanapie siedział Bałwanów bez kołnierzyka i pił chartreuse, trącając się kieliszkiem z Buchajem. Właśnie wypili bruderszaft.
- Bo wi pan, panie Teodorze, Wagner nie rozumiał znaczenia waltorni dla... - zaczął Bałwanów.
- Mów mi 'ty', ty stary Bałwanie - przerwał Buhaj. - Twoja żona jest kułtyzana, tu jest tłójkąt. Ja muszę moje bebechy otworzyć,
jak się upiję. Ja jestem szczeły chłop, ty stały skułczybyku - mówił coraz czulszym głosem, opierając głowę o wygorsowaną pierś Bał­
wanowa.
- Tak, panie Buchaj, ale pańskie bebechy śmierdzą - przerwał mu Nevermore, który zajęty dotąd rozmową z Fenixana w drugim
końcu salonu, posłyszał był ostatnie zdanie. Pierwszy raz w życiu Edgar użył tak okropnego słowa. Fenixana wzdrygnęła się całym
ciałem i spojrzała na księcia z uwielbieniem. Lubiła bowiem wyrazy proste a dobitne. Tak skończył się pierwszy i ostatni bal wszechstanów w pałacu Birnam" .
Po dwóch tygodniach od tych wydarzeń, czyli około 20.XI.1908 r. był już Malinowski w Lipsku, gdzie kontynuował swe zaintere­
sowania naukami ścisłymi: fizyką i chemią, koncentrując się wszakże na termodynamice. Studiował także inne dziedziny, np. psycho­
logię u Wilhelma Wundta i ekonomię u Karla Biichera. Chodził na wykłady, pracował w laboratorium i bibliotece. Jednak, co ciągle
3

4

5

6

104

�sam podkres'la, brak mu systematyczności i rzetelnos'ci. Można odnieść wrażenie, że mimo swego w tym względzie przekonania, nie
znalazł jeszcze dziedziny nauki, której by się bez reszty poświęcił.
Na wiosnę 1909 roku poznaje Malinowski kobietę, która wywarła wielki wpływ na jego życie, nie tyle może swymi walorami in­
dywidualnymi, co faktem, że to za nią właśnie pojechał do Londynu, zaczął studiować socjologię i w efekcie z Anglią związał swoje
życie i karierę naukową . „Była to panna Annie Brunton z Afryki Południowej, znacznie od niego starsza, bez wyższego wykształce­
nia, pianistka, która przebywała w Lipsku dla dalszych studiów" .
Annie pewnie także stymulowała wcześniejsze zainteresowania Malinowskiego muzyką i sztuką. Dziennik daje świadectwo jego
stosunku do tych form wypowiedzi artystycznej. Nie traktował ich jak zwykły widz czy słuchacz, jako źródło doznań estetycznych, ale
jak krytyk lub raczej teoretyk, ktoś kto słucha i ogląda zawodowo. Na koncerty przychodził z partyturą i zamiast słuchać muzyki, śle­
dził jej treść. Było w tym sporo snobizmu, do czego się sam przyznawał, ale i pogłębiony, bardziej wymagający stosunek do sztuki,
podejście intelektualne, szukanie „praw harmonii formy oraz rytmu".
Dziennik ten był pisany już po przyjeździe do Lipska choć odwołuje się do wydarzeń, które miały miejsce wcześniej, w Krakowie.
Jak w poprzednim odcinku zachowano oryginalną pisownię autora.
7

8

Grażyna Kubica-Heller

Z E S Z Y T I I (13.XII.1908-20.V.1909)
13.ХП.
Cała sprawa krakowska była fizjologiczną narością na
moim życiu. B e z p o ś r e d n i o ] do osiągnięcia pchały mnie mo­
tywy miłości własnej - lepiej specyficzne potrzeby „osiąga­
nia"; stąd gorączkowe podniecenie przed samem dojściem
do mety. Nic ostrożności. Potem zupełne, patologiczne za­
tracenie (atrofia) odpornorności indywidualnej. Zgadzam się
na przyjazd do Lipska et c. (Swoją drogą postawiłem to tak,
że au fond [franc, w gruncie rzeczy] byłem zupełnie zabez­
pieczony i w ó w c z a s wyrzucałem sobie małostkowe Kriimergefiihl! [niem. skrzywione uczucie]). Fakty: Spotkanie
u Bork[owskich ]. U Sauera idę oświadcza mi się; moja atti­
tude: złośliwa chęć nabierania mnie aby w y d a ć na łup mężo­
w i . Nie umiem pojąć naiwności. Wawel. Oświadczenia
formfalne] i przyrzeczenia u Bizanca. - Opowiem to sobie
ze St[asiem] W i t k i e w i c z e m ] . Duma nie pozwala mi uzależ­
niać się od takich powodzeń. - U Staszewskich (ciągle nie
ufam) Wieczór. Na drugi dzień u Heli [Heleny Czerwijowskiej] po południu w hotelu wieczór burzliwy (z Tymbeuszem [Tadeuszem Szymberskim]). Na drugi dzień z Helą
ich szukam znajduję u Sauera ze Stasiem - pokłócenie (Bor­
kowski: każdy po jednym sztosie) Poobiedzie u mnie
i u Kwietniewskiego. Choroba i 2 sztosy u nich. Promocja,
biby, znużenie; ostatni po promocji na drugi dzień. Psychicz­
nie czuję nie jest niczem dla mnie a że jej pożądam; przykro
mi to.
9

7.1.
M[ama] przyjechała. Reforma trybu życia. Już przed paru
dniami podziałem się. Afera w sumie. Absorbowała mnie.
Wprost histeria. Wczoraj zerwałem. - Muszę zacząć życie
wewn[ętrzne]. Pragnę wypowiedzieć się. Pokładam pewne
nadzieje w [?]. Być m o ż e będę mógł przed nim się formuło­
wać. - Wstąpić znów na arenę rozpoczętą roku zeszłego.
Dbać o warunki niezbędne do pracy: Nastrój spokoju i sku­
pienia. Poczucie że nie będę się giął i [?] pod każdym razem:
objektywna wytrzymałość.
20.П.
Powodzenie! Istotne, rozwój siebie. Stawianie problemu
„samego siebie" czyż jest tylko zewnętrznem pobudzaniem
się do pracy? Czy źródła wewnętrzne wyschły? Nie. Ja mu­
szę teraz wypłynąć na dno wypłynąć na własną głębię. M u ­
szę znowuż zrobić zasadniczy wysiłek. Eliminuję: Pył ze­
wnętrzny i sentymentalizm (wraz z rozkładową muzyką). Za­

uważyłem, że straciłem zdolność pracowania, wypracowywa­
nia, wydobywania z duszy, mozolnego, długiego dokopywania się. Jeżeli nie mogę [??] postawić problem i powracać.
Koniecznie ułożyć program i system pracy: stałe protokóły
tego co robię. Dziennik.
21.11.
Wczoraj. W łóżku podniecony ogólnie, opanowuję się
i zasypiam porządnie. Śnię o przystawianiu się do p. Baliszeckiej, Tadzio Smol. i St[aś] Witkfiewicz] - koncert kame­
ralny Beethfovena]. Słuchamy analitycznie]: brak rozróżnia­
nia interw[ałów] i harmonii. Gramy bardziej bezpośrednio
ale nie [??] oktetu kulmin., bajeczna rzecz! Dalej słabiej.
O p a n o w u j ę się: w e w n [ ę t r z n e ] powodzenie rzeczywiste
(a propos powiedzenia] Nalep[ińskiego ] [poprzez rozmo­
wę z M[amą] o tem czy straciłem szwung do pracy}. Po K r u gem też widzę że obecnie nie wpracowuje się w siebie. Na
semfinarium] problem sztuki. „ W początkach sztuki musimy
przyjąć czynnik specyficzny], który j a wyrażam [???]" Nie­
potrzebna rozmowa z Rustieem o Serbii.
1()

Motetty. Złoty, promienny koloryt Palestyny. Bach ro­
mantyczny i wyrazisty. Fizyka porządnie. Chemja. Rano nie­
godnie l a m b i n u j ę " . Na dziś. P r z e d p o ł u d n i e m ] Fizykę w y l i ­
czyć i p r z e p r o w a d z i ć d o ś w i a d c z e n i e ] . Połączyć to
z ewent[ualną] teorją wrażeń umysł[owych]. Chemja opisać
rezultaty ostatnich erazów.
12. Ш .
Czas ten przeżyłem nienajgorzej; pracowałem z pewnem
zainteresowaniem. Absorbowały mnie listy do Annie [Branton]. Jeszcze się z tego całkiem nie wyzwoliłem. Za to straci­
łem kontrolę nad sobą; pracę nad utrwalaniem zdobyczy na­
ukowych; poczucie własnej osobliwości i wyższych wyma­
gań od siebie. Dziś poruszyło mnie twierdzenie że dawniej
chciałem być dzielnym a obecnie nie. Nie miałem dość czy­
stego sumienia, aby temu wręcz zaprzeczyć. Czułem, że nie
mam kontroli, i że mnie absorbują rzeczy peryferyczne i [?]
(tęsknota czułostkowa, pożądania, apetyty, chandra). Posta­
nowienia: 1° anachoretyzm od jedzenia, palenia i picia (nie
absolutny: upić się tylko tem co warte), 2°. Uporządkowanie
życia. 3°. Dziennik (wewn[ętrzne] u p o r z ą d k o w a n i e ] ) . 4 ° .
Nastrój spokoju i równowagi.
13. Ш.
Wstałem. Gimnfastyka]. Całe p r z e d p o ł u d n i e robiłem
(grzebałem się) w mechanice. Fatalnie szły rachunkowe za­
dania. Mało cierpliwości z o ł ó w k i e m . Jutro muszę sobie

105

�w y m a l o w a ć wszystko ab ovo. Pod kołdrą kojarzenia. Annie
ciągle wyłazi. Ciągle jeszcze to uczuciowe zabarwienie
wlecze mnie przez życie. Zaliż to twierdzeniem: to co m i
wypełnia głód życia jako marzenie nie wypełniałoby jako
spełnienie. Motety słabo. Po obiedzie, straszne zmęczenie
i niezdolność do pracy (ból głowy) a j e d n a k o w o ż bierna ro­
bota nie jest bezużyteczna w takich chwilach! D z i ś skorzy­
stałem dosyć. I d ę na spacer. Nie jestem na wysokości. Albo
o d p o c z y w a ć (szlachentnie, jak dziecko [?]) albo być w na­
pięciu. W i e c z ó r kąpiel i psychologia. Teraz czuję się znów
pełen sił. - Na jutro: Rano uważać na odrętwienie, pod koł­
drą nie puszczać wodzy. Brać rzeczy (mechanikę) ze strony
subjfektywnego] zainteresowania (z „żywej strony") to jest
przecież jedyna p ł o d n a metoda! Z drugiej strony niezbędne
też jest cierpliwe malowanie i kucie wzorów. W k a ż d y m ra­
zie robić bez „heroicznego natężenia i wypięcia". Patos
przenieść w dziedzinę „rzeczy istotnych", t.zn. za żadną ce­
nę nie pozwolić sobie na upadlające marzenia (np. z A[nnie]
B[ranton] w [?] i t.p.) Moje marzenia o przyszłości powin­
ny się raczej odnosić do wewnętrznego postępu niż do czy­
sto zewn[ętrznychj zdarzeń.

15.111.
Wczoraj; w s t a ł e m dobrze i zewnętrznie z a c h o w a ł e m
regime: gimnastyka i subjekt[ywne] r o z w a ż a n i e aż do
śniadania: Potem muzyka; piszę m e c h a n i k ę , termodynami­
kę. Z a m a ł o jeszcze się skupiam. Lada bodziec rozpoczyna,
p o c i ą g a nowy ł a ń c u c h kojarzeń idących w rozmaitych kie­
runkach, g ł ó w n i e ku niej. O ile praca moja nie jest ujęta
w j a k i e ś z e w n ę t r z n e ramy, robię b[ardzo] kiepsko. O ile
ujmę j ą w ramy zawsze mam to uczucie: dlaczego mam
wlec to niepotrzebne [?]towanie, lepiej przecie zrobić to
w s p o s ó b najbezpośredniejszy, przez spontaniczną apercepcję. Otóż m u s z ę n a u c z y ć się p r a c o w a ć porządnie w ra­
mach (praca w y k ł a d o w a , labor, bibliot[eka] i t.p.) a także
w y r o b i ć sobie wysokie poczucie o b o w i ą z k u wobec siebie.
Po obiedzie jestem silnie podniecony ([???]). Franio prze­
szkadza. I d ę na spacer; s a m o t n o ś ć . W i e c z ó r fatalnie i do­
staję uderzenia k r w i do głowy, podniecenie nerwowe. Po­
tem nie pozostaje m i nic jako odcisk faktów na duszy t.zn.
że w ł a ś c i w i e tego nie p r z e ż y ł e m . A l e nie mam jeszcze
dość brutalnej odporności i wielkopańskiej nonszalancji
ażeby i g n o r o w a ć nastrój innych (t[ak] j [ a k ] np. Staś). Je­
żeli się n u d z ę i innych n u d z ę potrafię przez głupią chęć na­

gięcia się p r z e ł a m a ć [??] i n d y w i d u a l n o ś c i (poczucie sie­
bie) i w p a ś ć w stado.

16.111.
Dziś pracowałem cały dzień. Chwile rozpaczliwego łama­
nia się myśli nad matematyką. Pokonuję to i kuję spokojnie
dalej. Mechanika, termodyn[amikaj. List do Nalep[ińskiegoj.
Uczucia z Wundta: Wszystko to nie osobliwie, ale dostatecz­
niej. Przed i po ob[iedzie] podniecenie i lekka kongestja.
Ogólny regime: jedzenie skąpe, robi m i doskonale. Muzyka:
klim[?]. Na spacerze (w Albert-parku) nawiedza mnie chwi­
lami skrystalizowana tęsknota i sentymentalizm. Za miłością,
za wrażeniami fizycznemi (sportem). Chwila niezróżniczkowanej tęsknoty za nieujętem: nad drzewami parku łuna mia­
sta i skrawek gasnącej zorzy. Formułuję: rozpacz że nic no­
wego z siebie nie wydobędę. Wstręt do tego co j u ż było, do
zamkniętego koła, do bezpłodnej szarpaniny. Byle się posu­
wać naprzód. Wyłania się postanowienie. W mojem obecnem
życiu tylko chwile samotności i przestawania samemu z sobą
maja wyższą treść życiową dla mnie. Życia tylko w tej mie­
rze wolno używać dopóki nie zatraca się poczucia samego
siebie. Dwojaki instynkt pcha nas od samotności do życia:
chęć opanowywania (dostarczania żeru j a samotniczemu)
chęć poddawania się, rozpraszania (żer dla j a stadowego).
Otóż zahamować instynkty życia podczas obkuwania się. Nie
pozwolić kongestyi mózgu rozniecać całego szeregu ognisk
jątrzących instynktów i apetytu. Do analizy uczuć: idąc na
Grassistrfasse], Vorstellung [niem. wyobrażenie] tej ulicy był
silnie zabarw[iony] uczuciowo. Zobaczyłem tą [sic] ulicę tak
jakbym j ą był widział zaraz po przyjeździe; spojrzałem na nią
okiem obojętnej nienawiści, jako na c o ś bezwzględnie mar­
twego z czego nigdy nic nie wydobędę, w co się nigdy nie
wżyję. Takiemi oczami negatywnej tęsknoty patrzałem na
miasto w pierwszych dniach. B y ć m o ż e kryła się po za tem
już nadzieja i potrzeba czegoś nowego; faktem jest że poezja
tamtego nastroju oświeca tylko to co potem się stało. {Wie­
czór u Franka; nie zastaję go idę powoli do Simona, potem
u Reika, idę w potworny deszcz do Franka, spotykam ich.
Nazajutrz w Alberthalle. Potem na koncercie M e l v i l k i . Potem
u Annie. Potem imieniny Franka; Afera z Paulą i t.d.} Posta­
nawiam: Akcent życia postawić na samotniczem wnikaniu
w siebie (co dzień 2 godziny sam[otnego] spaceru). Obkuwam się obojętnie. Poza tem apercepcyjne. Wyeliminować
(jak w Breńa baja) nudę i „nic się nie dzieje".

Lipsk. Stary Ratusz

106

�Sobota 2 0 . Ш .
Przez te parę dni pracowałem nieźle. Jadam mało czuję się
dość podniecony. Kiepsko zasypiam. Wogól[e] trochę się
„ździczam". Trzeba to będzie uregulować. Ale się nie cofam
i nie cofnę i jak dotąd nie powstają jeszcze siły rozpraszające
czy centryfugiczne. Co do ujęcia życia to obecnie nie siedzę
na dnie, na głębi. Te chwile które spędzam sam z sobą muszę
poświęcić kompl[etnemu] odpoczynkowi, tak się czuję zmę­
czony. Wczoraj szedłem po lewej ręce, wzdłuż Plejsy naoko­
ło Reunbahn. laskiem do Schleussig [przedmieście Lipska]
i cały czas pod wrażeniem ostatniego listu od n . Chwilami
zupełnie absorbuje i wypełnia wszystkie moje życiowe aspi­
racje myśl o pracy nauk[owej] i wewn[ętrznym] rozwoju.
Ambicja i ciekawość. Wczoraj byłem w b[ardzoj wodnistym
nastroju z powodu ucięcia tej nadziei. Czy dla mnie byłoby
dobrze mieć tembre przez rok przy sobie - tego nie m o g ę
wiedzieć. W k a ż d y m razie czuję się b[ardzo] silnie przywią­
zanym. Dziwne: przewiduję szczegółowo wszystko co przyj­
dzie. Początek smutny pełen złych przeczuć. [??] nowe pędy
szczęścia. Potem upojenie (może trochę nudy: przesytu z mo­
jej strony? [??]). Potem niemożność oderwania się od niej,
tchórzostwo; ostatnie chwile; przygnębienie tępe, ból istotny
wyprowadzający z dziedziny fikcyi w życie: złamanie. Powo­
li rany się goją; mądra analiza zaczyna z piołunów destylo­
wać upajający narkotyk; życie ustępuje; znów tylko scena
i widz. - Jakżesz jestem ciekaw tego co będzie! Nie wiem czy
bardziej się boję i nie chcę czy b[ardziej] jestem pociągany
(dopóki mnie koło zębate nie wciągnie!) - Wczoraj praco­
w a ł e m ] intenzywnie całe p r z e d p o ł u d n i e ] ; po połfuniu] b[ardzo] zmęczony i skongestjonowany słucham Helmholtza; na
spacerze myślę tylko o akt. czytam list koło Rennbahn. W la­
sku rozmyślam: pająk wpadający w twoje sieci. Zbliżenie
głodu przeżyć z olbrz[ymią] [?]śliwością i z pewną dozą [?]
i Ehrlichkeit. Potrzeba pogłębienia, którego życie mi odma­
wia. Czy właściwie ona nadaje się do pogłębiania? Czy są w i ­
doki rozwoju duchowego dla mnie? Ja zawsze siebie biorę
w stos[unku] do tych rzeczy intelektualnie. Ale jak dalece ona
reaguje na to i pobudza mnie? Czy motywy [?] są duchowej
natury? Przedwczoraj: pracowałem również nieźle; spacer
w Alb[ert] P[ark] durch die Normę; koło baru wracam do do­
mu. Wieczorem nie piszę ale bezsenność i liczne kojarzenia
nieuporządkowane. We Środę: Stem i Franek przyłażą i prze­
szkadzają; potem idę na spacer (koło Bismarcka) wspomnie­
nia na ławce (w ogóle żyję tylko uczuciowo-wspomnieniową
treścią otoczenia). I m bardziej szare jest otoczenie tern ła­
n

twiej wkładamy w e ń spont[aniczie] uczuciową treść. Wieczo­
rem idę do Znamierowskich , prze[?] słucham [?]; w domu
nic nie robię. Dziś rano po wyspaniu pragnę się opanować
i wejść w pracę.
13

Wtorek 23.
Pewna apatja. Wykolejenie. Życie intelektualne: W Nie­
dzielę (po sobotnim odpoczynku) idę Albert Alee: powinie­
nem mieć silne, określone dogmaty życiowe; z których łatwo
i szybko dedukować konkretne wnioski. Życie bowiem sta­
wia nas w ciągłych ewentualnościach i zawsze zaskoczeni
znienacka nieraz zaniedbujemy okazję lub napróżno na mar­
ne czas tracimy. Konkretnie: dotkniecie ambicyi (spotkanie
ludzi elegantszych, sławniejszych, p i ę k n i e j s z y c h i t.p.
w ogóle przewyższających mnie zewnętrznemi danemi)
z tern łączy się problem Einschiichterung [niem. onieśmiele­
nie]. Absolutna nonszalancja. O ile wiem o co m i chodzi po­
trafię zawsze wybrnąć o ile nic mnie nie łączy bezwzględnie
pozostawać obojętnym, niezaczepnym. W ogóle w stosunku
do ludzi najb[ardziej] zewn[ętrznych] z a s t o s o w y w a ć postę­
powanie wynikające z najb[ardziej] zasadniczego odnosze­
nia się do [?] dotkniecie strony awanturniczej życia. O ile
mnie to nie będzie zbytnio kosztowało to przyjąć. Nigdy nie
„zdobywać się". W ogóle i tu przetopić wielkie „nic się nie
dzieje" na konkretne wartości. Pozatem trzymać się zasady
różniczkowej [?] życiowego: lepiej wiele małych ruchów niż
jakiś wielki wysiłek. - W ó w c z a s sformułowałem: jeżeli bę­
dę mógł wierzyć w siebie, oprzeć się na c z e m ś pewnem,
wartościowem w sobie to będę miał siłę do pokonania tam­
tych rzeczy. Właściwie te wszystkie „strachy" polegają tylko
na zbytecznej z a l e ż n o ś c i od m a ł y c h i n d y w i d u a l n o ś c i .
W Niedz[ielę] i wczoraj pracowałem nieźle; w sobotę odpo­
czywałem. Fatalnie, że w Sobotę i wczoraj nie poszedłem na
spacer; tylko rozpraszałem się na wizytach, u Kinachen
i u Hildy.
26.Ш.
Życie sentymentalne]: Pomimo postanowień zawsze ży­
j ę w tej sferze. Uczucia „ i n t e l e k t u a l n e ] " i artystyczne] po­
zostają zawsze dla mnie tylko formami życia. Treścią uczu­
cia żywe. Muzyka wprost popycha mnie do życia (?)[oryg.]
Czy myśl ma wartość tylko jako komunikowanie się z ludź­
mi i środek ambicyi. Lub jako [?], opanowanie życia? [?]
oscyluje w stosfunku] do n. W Piątek dostaję list. Uznanie
szlachetności S. - Nie m o g ę tego strawić. Obcina m i to je-

107

�szcze j e d n ą stronę: możność usprawiedliwienia się estetycz­
nego. Wyłazi „śmierdząca" strona tej sprawy. W Sobotę wie­
czorem dochodzę do maximum: [???]. Pragnę żądać aby się
zdecydowała aut, aut. Żeby powiedziała mu wszystko lojal­
nie i pour ainsi dire [?] m i . W Poniedziałek abs. reakcja.
Z m ę c z o n y idę ku [?]. Pociąga mnie awanturnicza] strona
życia. Pogarda dla siebie. Obojętność kompletna. List (Po­
niedziałek rano) zostawia mnie na boku. Obrzydzenie (den­
tysta). Chłód: M [ ? ] na obrazku. Wtorek 9=ta symf[onia].
Środa: męczy mnie F[?] Spacer: potworne zwątpienia; wrzu­
cam list do niej. Nie czuję jednak potrzeby pisania: pewne
dobrowolne okrucieństwo. Wczoraj 9=ta symf[onia]. Słu­
cham z pełnią skupienia. Potem spacer. Powinienem być sta­
le opanowanym i z w r ó c o n y m ku sobie. Warunkiem tego jest
aby życie nie p r z e p ł y w a n o ] przeze mnie, lecz aby rozwijało
się i rozrastało organicznie. Pisać dziennik! Wszystko co
przezemnie przejdzie musi zostawić trwały osad. Obecnie
j a d ę do Berlina. Przez zetknięcie się z ludźmi często nastę­
puje zmiana w sposobie brania życia. Posiadam niezmierną
ruchomość projektów. To co myślę co sobie obiecuję powin­
no mieć zawsze tę samą podstawę: tę na której opierane
ogólne wartościowanie życia i jego praktyczne ujęcie. Moje
postępowanie musi być w zgodzie z ideałami. Jeżeli nie mo­
gę czegoś dosięgnąć, wyrzec się tego. Ciągła czujność i pa­
nowanie nad sobą, powiązanie najmniejszego poruszenia
myśli i instynktu w wielką organiczną całość, podporządko­
wanie tego najgłębiej dosięgniętym [?] indywidualności, cią­
głe poczucie tego czem się jest: na jakim szczeblu własnej
skali wartości się stoi; wszystko to jest szalenie męczącem;
kładzie ciężar nieznośny. Napróżno szukam wytchnienia;
ścigają mnie nieubłaganie dziwne mroki; na jakiej kolwiek
wartości chcę położyć ciężar mojego ja_wszystkie się uchy­
lają: potworny ciężar, zbyt czuła waga; opadam w przepaść
bez dna. Tchu mi braknie; stoję na samej granicy: lepiej j u ż
i przejść lepiej ... jeszcze trochę a nie uniosę ciężaru; szaleń­
stwo? Najlżejszy przedmiot mnie przygniata (chwila na
montafia de los Vinas kiedy upadłem prawie bezprzytomny
na [?]) wstałem i nie śmiejąc spojrzeć oko w oko morzu, zie­
mi, drzewom, chyłkiem uciekałem sam przed sobą pośród
winnic. W mrokach wieczoru starałem się stracić, zagubić
dławiącą mnie zdobycz: prawdę nie do [?]gnięcia. - Nirwa­
na jedyny pewny punkt oparcia. Konieczność dla intenzywnie żyjących, pełnych ludzi.
O stylu. Słowo jest stworzone do oddania myśli. Dusza
- j a k a ś nieujęta, nieograniczona przestrzeń; to co się w niej
dzieje doznajemy w formie bezkształtnych, dynamicznych
o d ł a m ó w rzeczywistości. M y ś l oddaje ostateczny stan rów­
nowagi. N i e s k o ń c z e n i e zmiennego, ciągłego przewijania
się rzeczywistości nie m o ż n a ująć słowem, bezpośrednio.
Styl powinien być objektywnym odmalowaniem tego co się
dzieje. Styl posługując się słowem, udaniem i myślą musi
być nieadekwatnem w y r a ż e n i e m . Chodzi o to aby w jaknajprostszy sposób p r z y p o m n i e ć i utrwalić to co minęło i aby
zbyt tego nie uprościć. Jest wprost niebezpiecznem podcią­
gać swoje przeżycia pod utarte kategorje, wyrażać je konwencjonalnemi frazesami. Tern gorzej jeżeli konwencja jest
z samem sobą. I n d y w i d u a l n o ś ć pewnej chwili jest właśnie
tern co nadaje jej istotną wartość. Nie ma bardziej bezna­
dziejnego hasła jak: „wyczerpałeś różnorodność życia".
Popęd do szukania ciągle nowych ludzi. Nieraz c h c i a ł b y m
wtargnąć w c u d z ą d u s z ę - zaproszony ciekawem spojrze­
niem.
Pogłębianie rzeczy dawnych, j u ż wypowiedzianych.

108

Berlin. Poniedziałek.
Przyjechałem w Sobotę o 3=ciej. P i e c h o t ą idę (z kuzy­
nami) do Kromayera. Dzień pochmurny, chłodny. Idziemy
do Potsdamer Platz; potem Podstam[er] str[asse] Jakiemiś.[??] Tiergarten, Reichsf?] b a n d ę . R o z l e g ł e , masywne
kamieniem w y ś c i e ł a n e p e j z a ż e . P e ł n e wielkomiejskiej
brzydoty. Na c h w a ł ę potęgi, która je w y s t a w i ł a i blaskiem
swoim oślepia tłum. Ja podpadam odrazu pod zły urok te­
go blasku i m u s z ę się przewlec przez całą skalę reakcji
wartościowań i n a k ł a d a m na siebie potworny ciężar. Myśl,
czysta, która otwarła d r o g ę p o ż ą d a n i o m zrzuciła na mnie
ten ciężar; myśl powinna go zdjąć. - Nastrój cudowny: cie­
płe, pogodne dni marcowe. Powietrze b[ardzo] czyste.
B[ardzo] silnie rysowała się sylwetka greckiego budynku
na tle nieba. G ł ó w n i e wbiły m i się plac przed zamkiem.
Muzea, Lindy. Wielkie miasto to jest p i ę k n o [??]. W Sobo­
tę wieczór variete: fatanie wpadam w ekspanzywny nastrój;
potrzeba udzielania s i ę . Nastroje
internacjonalne!!
(Frank?) Hiszpanja! [?] ochota do m ó w i e n i a oboma j ę z y k a ­
m i ; do epatowania otoczenia. To samo wczoraj na Carmen.
Chwilami u w a ż a m (wysłuchuję) chwilami wpadam w blagiersko-kabotyński ton bez talentu i nieinteligentnie bo
sam się daję nabierać. Rezultaty w y s ł u c h i w a n i a : drzewo
rozróżniam słabo. Analiza „tutti" co wychodzi. Do proble­
mu „Umfang d. Beweistseins" [niem. rozległość przeko­
n a ń ] . Nie m o ż n a r ó w n o c z e ś n i e d o z n a w a ć większej ilości
doznań jak jedno - to jedno m o ż e być rozmaitego stopnia
złożoności. Koncert w filh[armonii], zmęczony, snobizm
partyturowy. Chcę się pokazać jako ten który wobec [?]
w ogóle nieźle, chociaż jeszcze trochę zbyt mało się „ d u c kuję" np. właśnie na koncercie. Brahmsa nic nie kapuję, bo
słucham z partyturą. Swoją d r o g ą to m i rozszerza horyzon­
ty. Otóż: kompletne ignorowanie zmiany miejsca, otocze­
nia; pozy przed znajomymi.
14

Dziś w galeryi: B ó c k l i n . Rzucająca się w oczy intenzywność barw; poezja tematu. W ogóle analiza wstępna mu­
si doprowadzić do tego punktu w którym stanie się [?] warto­
ściowaniu artystycznemu. Odpowiada to zresztą zupełnie
ostatecznej funkcji badacza eksperymentalnego. Metoda
Lampechta wyszukiwanie linii przewodnich. Właściwie nie
historyczna daje nam bardzo poważny orjentacyjny punkt za­
czepienia - nie mniej jednak są to często powierzchowne
związki nie biegnące równolegle z istotnym rozwojowym
momentem.
Sobota 3 Kwietnia.
Wskrzesić dawne wysiłki i system mający na celu osią­
gnięcie maximum wydajności pracy; dalej pogłębianie świa­
topoglądu; niezbędne zalety indywidualne jak spokój i pogo­
da, pewna dzielność, rzutkość. Dalej wprowadzić w życie sy­
stem notowania wszystkich myśli i charakteryzowania,
utrwalania przeżyć. Aktualnie: pracuję w sposób b[ardzo]
niewydajny. a), praca skupiona (w łóżku) ciągle odbiegam
myślą; nie dosyć wnikam w subj[ektywną] istotę rzeczy. (3).
pomimo postanowień nie pracuję z ołówkiem w ręku t. zn.
nie daję sobie ostatecznej próby wyuczenia się przedmiotu.
0 ile m i się zdaje głównym brakiem umysłu jest [nie] zdol­
ność wnikania w szczegóły (jak np. rozwiązywanie zadań
z fizyki i matematyki; przegląd poszczególnych reakcji
w chemii) powinienem każde ogólne twierdzenie ukonkretnić
1 przerobić na licznych przykładach. Koniecznie zapisywać
w specjalnych zeszytach wszystko co przemyślałem ażeby to
mieć na przyszłość.

�A d . 16-23 robiłem nieźle; jadałem mało; odbywałem samot­
ne spacery po parku; nabrałem pewnej wiary w siebie bo po­
stępowałem w kapowaniu termodynamiki, Helmoltza i uczuć.
Widywałem się ze Znamierowskim. Wykoleiła mnie oscyla­
cja Piątkowa w stos[unku] do n. Przygnębiła [??] z Frankiem
B. Potem Berlin dość kiepsko ale mogło być gorzej. Pod ko­
niec epoki pracy miałem wyraźne symptomata przepracowa­
nia: podniecenie, kongestja. Nie tyle czułem siły centryfugalne, ile rozpraszające i bajeczne przygnębienie: czarny ciężar
tak dobrze znany m i z Bren~a baja. „Nie mógłbym tego wy­
razić inaczej: dawniej rzeczywistość była dla mnie wypukłą,
raczej miała 3 wymiary. Czułem że coś się poza m n ą dzieje,
wyczuwałem j a k ą ś tajemniczą miąższość, coś mnie nęciło
i napawało trwogą. M o g ł e m wypuszczać niewidzialne macki;
obejmowałem niemi rzeczywistość i ciągnąłem z niej soki.
Dziś mam przed sobą tylko płaską, szarą szmatę. O to co się
naokoło mnie dzieje rozbijam się jak o twarde, nieprzenikliwe ściany więzienia. Wszystko rzucone na płaszczyznę: z tej
strony j a z tamtej pustka. We mnie pustka i pozamną bezmier­
na nicość. Rzeczywistość jest tylko niezmiernie cienką prze­
grodą dzielącą pustkę od nicości. To mówił mi szum fal i za­
pach gnijących porostów morskich. - Plan do systemu noto­
wania.
Niedziela 4=tego.
Rano pracuję z forsatzem, żeby nie odbiegać - ale nietę­
go. Po południu piszę wreszcie termodynamikę niezgorzej.
Spacer: księżyc, po lasku; silne zmęczenie serca. O zdobywa­
niu techniki, po prostu sposobu wyrażania się np. matemfatyka]. Ja muszę szukać takich pól, gdzie odstęp między ideą
a jej ucieleśnieniem nie jest taki wielki. Postanawiam dalej
pracować nad techniką pracy, nad rzeczami istotnymi. Wzbudzić całkiem bezpośrednie zainteresowanie się nauką,
naiwne jak je odczuwałem dawniej. Dlaczego biorę pracę tak
ciężko? Sztuka w tem ażeby podejmować rzeczy ciężkie bez
wysiłku. To znaczy wytyczyć drogę bez względu na towarzy­
szące trudności ale nie wyszukiwać trudnych wertepów. Wie­
czorem rozmowa z Frankiem B . Lekka kongestia; tak jak
w ogóle przy podnieceniu intelektualnem. Potem opanowuję
się. Lekka tęsknota do n.
5.IV.
Dziś pracowałem spokojnie, bez gwałtownych wysiłków,
ale ciągle i mile. Namyślanie było trochę mniej przerywane.
Pisałem termodyn[amikęj. Pozatem starałem się aby ześrodkować zainteresowanie właśnie na tem czem się zajmowa­
łem. Unikam też rozgorączkowania. Spacer; w muzyce posta­
rać się raczej o podwyższanie i pogłębianie bezpośredniego
artystycznego doznania, z drugiej strony czysto poznawczo
wartościowe pytania związane z mojem zagadnieniem estety­
k i . A więc: jakie są prawa harmonii formy, oraz rytmu. Jak
dalece z tych praw da się postawić objektywna ocena. Jaki
jest stopień wyrażalności nastrojów w muzyce. Co do osobi­
stego [??] muzycznej: branie muzyki zależy od usposobienia;
wyrobić sobie to usposobienie. Przeniesienie się w [?] stan.
Stosunek tego stanu do „rozumienia" muzyki. „Roz[umienie]" zabija czerpanie, wchłanianie pełną piersią muzyki.
Każda muzyka bezpośrednio natchniona jest dobra i trwała.
W każdym razie powinienem się strzec ażeby nie pracować
nad wyrobieniem sobie „Taschenspielerkiinste" [niem. kuglarskich umiejętności] muzycznych. - Księżyc świeci, wie­
czór chłodny, suchy. Wiatr szczypie i kurzu dużo. - Mało sen­
tymentalnie. Idę nad kanałem, śliczne efekty. Chwilę czuję

się potwornie zgnębiony; zmęczenie, ból w sercu. Umysł nie
odpowiada, wyczerpanie [?]. Czarny ciężar. Podnosi [?].
Łódki na kanale. W lasku śpiewy. Myślę o elektrolizie. Wra­
cam; czytam Biichera.
6.IV.
Rano. Wczoraj z n o w u ż c h ł o p c z y k i i b i b k i . Trzeba
z tem zrobić ostateczny rachunek. Absolutnie nigdy nie [?]
w to samo co sobie [?]. Sny: 1°. Przychodzi do mnie [?]
n w [?]; 2° pokoje j a k i e ś , drzwi w w i ę k s z y m na prawo [?]
jestem [??]. Czas (o 1 ma w y j e c h a ć ) . C i ą g ł y strach żeby
„ o n " nie wrócił (S?) [???]. Czy ten fakt że jestem znudzo­
ny i nie wiem co z nią zrobić jest symptomem upadku
uczuć? - Hotel „ M e t r o p o l " w Berlinie: westibul marmurowany; napisy: [??] w c h o d z ę na piętro (3?) , pokój zapeł­
niony [?]. W i e ż a z widokiem; z a w r ó t g ł o w y przy wchodze­
niu ([??]). [?] W i e ż a zamienia się w imperial i zaczyna p ę ­
d z i ć . - Stacja kolejowa. Spacer po torze; gdzie [?]
(ona?).[?] Resztę dnia spędzić ze s o b ą i z m u z y k ą Bacha.
Wczoraj b y ł e m z m ę c z o n y i s ł u c h a ł e m [z] w y s i ł k i e m ale
miałem poczucie że ta w ł a ś n i e muzyka odpowiada moje­
mu ideałowi sztuki, b e z p o ś r e d n i o w z b o g a c a j ą c e j życie.
Pozatem r z e c z y w i ś c i e chwilami w n i k a ł a we mnie spokoj­
na potęga bachowskiej muzyki. S a m o t n o ś ć po t y m koncer­
cie byłaby dla mnie b[ardzo] p ł o d n a . B y ł b y m się był mo­
że znalazł oko w oko z j a k ą ś n o w ą p u s t k ą , czy czeluścią
duszy. [...] Z bezdennych czeluści duszy często s p o g l ą d a
na nas przenikliwa pustka. - S z e d ł e m z H ó s s e n ; nie b y ł e m
sam. Warunkiem do tego ażeby b y ć samym wśród ludzi
jest aby się niemi i n t e r e s o w a ć . C z ł o w i e k który się nie i n ­
teresuje ludźmi, nie m o ż e b y ć sam pośród nich; idzie t y l ­
ko ażeby siebie stracić. Wielka Sobota.
Wczoraj niestety nie skupiłem się (jak zamierzałem) i nie wysłuchałem hedonicznie Metthe [niem. jutrznia] in P.
Poszedłem w stanie niezwykle chwiejnej równowagi i gada­
nie z obrzydliwym Moskalem kompletnie mnie wyprowadzi­
ło z równowagi. - Po słuchaniu muzyki muszę z wielkim w y ­
siłkiem panować nad sobą ażeby módz pracować. Czuję się
w pełni sił. A więc skupić się niezmiernie, (zagrodzić drogę)
silnem postanowieniem otoczyć j a k tamą wzbierającą i prze­
lewającą energję życiową i skierować j ą ku pracy produktyw­
nej. Nadwyżkę siły zużytkować właśnie na to opanowanie
się. Popołuniu robić: 1 godzinę Frazera . 1. Helmholtza
i Chemję. - Określenie mojego obecnego stanu: do Czwartku
byłem skupiony; zaabsorbowany nauką; pracowałem spokoj­
nie, systematycznie, bez wyczerpania. Po Czwartkowej mu­
zyce: charakterystyczne obłędne „świerzbienie" w tylnej czę­
ści mózgu i w nerwach. Nie jestem zmęczony: ergo miałbym
dosyć siły ażeby się opanować. Wczoraj daję sobie wakacje;
ale jakoś fatalnie się układa. Dziś myślę całą godzinę o Kociu Ziel. Wczoraj wieczór chłopczyki; o mały włos nie wpa­
dłem w bibl[ijny] nastrój, ale się opanowałem. Myślę też czę­
ściej o n. Ze mnie wyobrażenia nie płyną spontanicznie - p ę ­
dzone przedsię uczuciami. Ja sam wodzę ciągle wzrokiem po
widnokręgu.
15

Środa 14.IV.
Rozmowa z p. Muszkatem. Pobudza mnie. Staje
przedemną dawna sprawa ostatecznych wartości. Są pewne
prawa, pewne twierdzenia niewypowiedziane istniejące czę­
sto w formie nieujętych zarysów. Niemniej wpływają zasa109

�dniczo na bieg życia. Z nich wypływają nasze postanowienia
strona [?]tatywna życia. Stanowią one jakby sklepienie
astrologicznego nieba. Niestety nie one same kierują naszym
losem. W ścieraniu się tych 2 potęg, z których j e d n ą usuwa­
my jako c o ś narzuconego, c o ś co pcha nas czy ciągnie z ze­
wnątrz, drugą zaś tworzymy sami - mieści się wewnętrzny
tragizm życia twórczego, życia które zostało oparte na odpo­
wiedzialności własnej. B y ć może przez uświadamianie sobie
sprężyn ukrytych i podziemnych źródeł m o ż e m y podnieść
ich wydajność. Czasami mam wrażenie jakgdyby taka rzecz
wywleczona z pod ziemi na powierzchnię i obejrzana przy
świetle dziennym traciła swoją moc która wypływała z jej ta­
jemniczej, niedookreślonej pozycyi. - Czasem znów zdaje
mi się ż e gdybym sobie całkiem jasno uświadomił cały ten
nexus [niem. spojenie, związek] to prędzej czy później mu­
siałbym się stać jednolitym i żyć tylko tern życiem. - Chcę
zebrać materjały. - Chcę zdobywać dalej zdolność wypowia­
dania. Zupełna utrata władzy nad słowem byłaby dla mnie
wprost zabójcza. - A więc: b[ardzo] długie chwile w życiu
ostatnich czasów przeżyłem zupełnie bez tej wyższej świa­
domości. Gdzie jej szukać? Jakie są te najgłębsze cysterny
„wody żywej"? Gdzie są ukryte sprężyny? Przychodzę do te­
go problemu zawsze z tej strony: czy to w rozmowie z ludź­
mi wygłaszam i słyszę pewne sądy wartościowe które dzia­
łają na mnie jako bezpośrednie prawdy. Czy to zdąża mi się
dowiedzieć się o k i m ś j a k a ś historja; czy widzę kogoś
w pewnem świetle w pewnej pozie. W każdym razie dozna­
j ę uczucia jakby mnie c o ś przyciągało. Entuzjazm, pietyczna fascynacja; jakby siły sprężyste reaguje na to parcie z ze­
wnątrz w mej duszy postanowienie. W ó w c z a s oglądam się
wokoło: kto mnie widzi? przed k i m gram komedję? Czy to
jest [?] j a k i e g o ś b e z p o ś r e d n i e g o ] rodzimego parcia? dlacze­
go przychodzi ono zawsze z zewn[ątrz]? Nie ono leży głębo­
ko w mojej naturze. Wszak tylko wtenczas żyję w t y m ogniu,
kiedy czyje w sobie moc prawodawcy, kiedy sam kieruję bie­
giem mej pracy i życia czuję się szczęśliwy mam poczucie
własnej wartości. Jestem stworzony ażeby iść wbrew prądo­
w i . Trzymaj się tego! [??] - Obecnie czuję się silnym, zim­
nym i spokojnym nic się nie dzieje poza obietnicą i linią roz­
woju. O gdybym mógł widzieć jej rozwój; gdybym był pew­
nym że pójdę dalej! Więcej siły, więcej brutalności i poczu­
cia obowiązku. - Ten nastrój nie da się zachować poprzez
życie. Zawsze będę musiał być rozdwojonym wchodzić
i wychodzić z życia. A l e praca, spokój i pogoda zimna za­
wsze będą dla mnie pewnym portem. Pozatem praca powin­
na m i wejść w nałóg. - Ująć cały ten problem: kompl[etnej]
samotności; wyższej świadomfości] stosunku do ludzi; twór­
czości i przeżywania bezpośredniego w ścisłe ramy. Obecnie
jestem kompletnie zimny; cała sprawa n nic mnie nie obcho­
dzi, jestem odległy; przyszłość zarysowuje m i się bez zabar­
wienia.
A d artem. 1). Elem[enty] myślowe 2). Elem[enty] ag. poezyi. Specyf. da się znaleść we wszystkich sztukach (Schu­
mann, Boecklin) czy to jest „uczucie" w przeciwstawieniu]
do myśli i do umysłów które są źródłem, 3). elemfenty] czy­
ste artystycznie] - Sztuka daje nam stany psych[iczne] nie­
zmiernie zróżniczkowane. Każde wrażenie artystyczne] to
nowe indyw. psych, w przeciwstawieniu do ujęcia myślowe­
go, ujęcie artyst. indywidualizuje, nadaje danemu wyobraże­
niu czy komplexowi wyobrażeń wyczuć piętno czegoś cał­
kiem osobliwego. Wrażenie artystyczne nie jest asymilacją
rzeczy j u ż znanej czy utartej, jest zawsze odczuwane jako akt
twórczy. Chodzi tu o retrospekcję. To zn. że twierdzenia od­
110

noszą się do naszego własnego ujęcia, „tak mnie się wydaje"
„tak doznaję tego".
Dziennik. W tych dniach wstaję dość późno i pracuję dużo
ale nie intenzywnie. Przedwczoraj (Poniedziałek) postanowi­
łem znowu iść z „podniesionym k u ń c z u g i e m " ale bez skutku
konkretnego. Obecnie postanawiam: jutro się zerwać i wziąść
porządnie do roboty bez lambinowania.
Poniedziałek 19.IV.
Pierwszy dzień. Idę z b[ardzo] dobremi zamiarami „zain­
stalowania się" w chem[icznym] i fiz[ycznym] instytucie.
W chem[icznym] spotykam Deiselbauma. [?] W c h o d z ę w na­
strój gawędy z asystentami. Nie idę do fiz. napróżno lecę do
uniwersytetu. Wielka doza i rozprężliwość „soków żywot­
nych". Staram się to zgnębić. Skupiam się w domu. W ogóle
jeszcze zbyt mało prostej linii w postępowaniu.
20. V.
Pracowałem nieźle.
[...]
I . dzień R. zaokrąglony [?] droga prowadzi wzdłuż, po
prawej stronie wysokopienny las świerkowy. Cudowny za­
pach żywicy. Na lewo pomiędzy pniami b u k ó w dużych, sta­
rych, prześwieca widok na dalekie niziny. Ziemia przemokła
od wczoraj mięko ugina się pod stopami.
Do Eisenach. Kolej: koło Lipska ładne w e s o ł e łąki, mo­
kradła, zagajniki (chwila odbiega w przeszłość, jakby czas
przesuwał się wstecz). Naumburg nad Saalą. Ładny teraz
obsadzony w i l l a m i . Miasta: Weimar, Erfurt itp. przesuwają
się szybko. Wszystko ładne [?] porządne. Przeszkadzają mi
Niemcy [?] na ludnością. - Eisenach: Platz i Luters denkmal
[niem. pomnik Lutra]; wąska uliczka ze sklepami; Markt,
piszę kartki; dom Lutra. Villenviertel: widok na W[artburg]
od Hainteich. Śliczna droga na W[artbu]rg. W[artburg] na
wysokiej górze, stromo spadającej na wszystkie strony. Le­
siste pagórki o ładnym, p o d ł u ż n y m profilu. Na zachód
u stóp [?] w łagodnym skręcie. Na poł[udnie] [?] łańcuch.
Vermberg. Potem idę laskiem; zewsząd ładne widoki na
W[artbu]rg.
- A więc znów wziąść się porządnie do pracy. Nastawić
znów aparat który [?] powoli posuwał się pod górę. Wejść
w ciemny, ciasny, długi korytarz na którego końcu nie widzi
żadnego światła? Nie poczucie samego siebie.
- Szukam (ew. w kobiecie) wartości indywidualnych].
Powinieneś, w imię tego, sam pracować nad sobą, żeby módz
zapłacić [?] za wartość. Wszak wszystko inne jest fikcją. Na
dnie tkwi pewna nieufność w istnienie takiej wartości. Strach
przed [??] życia, kobiety i ch[?] tchórzostwo.
- Zupełne oderwanie (niezależność) od ludzi. Druga stro­
na płaszczyzny. Nie potrzebuję formułować dowcipnie, inte­
ligentnie subjektywnie swoich przeżyć. A więc odpada epikurejska filozofiia] (A. France). Potrzeba [?] i linii w życiu.
Otoczenia odczuwającego i inteligentnego. Za to radość spo­
glądania na dojrzewanie ducha. Na toczący się pod górę śro­
dek ciężkości Na dzieło (choćby pokrewieństwa chem.) A k ­
tualny przykład: cieszyłem się na przyjazd n i c o ś będzie się
działo. Tymczasem beznadziejna pustka. Nie mogę j ą wcią­
gnąć w mój taniec ducha. Rozpuszczam sam wobec siebie
moją wielomówność, szukam [?] u Sand. Jestem wobec nie­
go ,,intelig[entny]" w specyficzny] sposób.
Po powrocie wezmę się porz[ądnie] do roboty. Nie bądź
tchórzem. Postaw sobie program konkrfetny]. Wyspecjalizuj
się. I próbuj postępować naprzód. Jeżeli nie możesz szybko,

�idź

powoli; byle naprzód. W i d z ę jasno jak

strasznie

nie

w y m stanem leży punkt r ó w n o w a g i . Do tego punktu prowa­

umiem jeszcze p r a c o w a ć . Koncentrować się na jednej rzeczy.

dzą dwie drogi.

Z drugiej strony jak bardzo zwątpiłem w zdolność czerpania

[...]

z w e w n [ ę t r z n e g o ] natchnienia i bodźca do pracy. Dawniej
m y ś l a ł e m że wystarczy mi go na hypernudne zakuwanie się

Niedziela 20.

matmą. Teraz nawet idąc we w ł a s n y m kier[unku] przestałem
wierzyć.
Affinitats

Bez

żadnych dalszych w s t ę p ó w jasno stawiam problem:

obrobić porządnie chemję teoret[yczną] p r a c o w a ć z n ó w w la­
pokrewień­

b o r a t o r i u m ] , prowadzić życie b[ardzo] ascetfyczne]. Bez­

stwa]. Dla całego szeregu przebiegających reakcyi obliczyć

bestimmungen

względnie unikać marzeń, s e n t y m e n t a l i z m ó w ; Schlamperei

wszelkiemi

[niem. niedbalstwa].

możliwemi

[niem. definicje

sposobami wartości

swobfodnej]

energii. M a m y form: [formuła chem.] pomiędzy lewym i pra­

transkrypcja i opracowanie Grażyna Kubica-Heller

PRZYPISY
1

Jak pisała Helena Wayne, córka Malinowskiego: „W 1908 w czasie
imponującej ceremonii na swą cześć otrzymał złoty pierścień z brylan­
tem od cesarza Franciszka Józefa; mój ojciec dał ten pierścień przerobić
na broszkę, lecz niestety moja matka zgubiła ją w latach dwudziestych",
H. Wayne, Wptyw kobiet na życie i dzieło Bronisława Malinowskiego,
„Konteksty" 1997, nr 1-2, s.160.
2

Oryginał tego programu, a także inne dokumenty znajdują się
w Muzeum UJ, opracowane przez A. Flisa w: Krakowski doktorat Broni­
sława Malinowskiego, w: M. Flis, A.K. Paluch (eds.), Antropologia spo­
łeczna Bronisława Malinowskiego, Warszawa 1985.
Patrz Listy Stanisława Ignacego Witkiewicza do Heleny Czerwijowskiej, opr. przez B. Danek-Wojnowską, „Twórczość" 1971, nr 9, s. 46.
„Fela Szuster, u p. Ciszewskiej, Wilcza 62, m.2", zapewne w War­
szawie.
Jej także zawdzięczamy odnalezienie osobowych wzorców dla po­
szczególnych bohaterów Bunga, Patrz A. Micińska, Wstąp, w: S I . Wit­
kiewicz, 622 upadki Bunga, albo demoniczna kobieta, Warszawa 1972,
s.24-25.
S.I. Witkiewicz, 622 upadki Bunga, albo demoniczna kobieta. War­
szawa 1972, s.141-145.
Patrz list Malinowskiego do Anieli Zagórskiej w poprzednim tomie
„Kontekstów".
H. Wayne, Wpływ kobiet... „Konteksty" 1997, nr 1-2, s.154.
Eugenia i Władysław Dunin-Borkowscy, małżeństwo zaprzyjaźnio­
ne z Witkacym od czasu jego studiów na Akademii Sztuk Pięknych. Eu­
3

4

5

6

1

8

9

genia miała za sobą studia dramatyczne. Ze względu na swe liczne talenta i inteligencję skupiała wokół siebie rozlegle środowisko artystyczne
Krakowa i Zakopanego.
Tadeusz Nalepiński (1885-1918) - poeta, dramaturg i pisarz.
Obracając się w kręgu Tadeusza Micińskiego, zaprzyjaźnił się z rodziną
Witkiewiczów i Malinowskim.
" „Lambinować" nie figuruje w żadnym ze współczesnych słowni­
ków, a szkoda bo to bardzo przydatne stówo, szczególnie na oznaczenie
tego co robią tzw. intelektualiści przed południem. „Lambinować" znala­
złam dopiero w Słowniku Języka Polskiego pod red. J. Karłowicza i in.,
Warszawa 1900: „ślęczeć nad czymś, męczyć się objaśnianiem czegoś,
co nie potrzebuje właściwie objas'nienia; w drobnostki i niepotrzebne
szczególiki się wdawać".
10

12

Malinowski od tej chwili przez lata używa znaczka n w kółeczku
jak @ na określenie Annie Branton. Znaczek n kursywą stosuję za redak­
torem A Diary in the Strict sense of the term.
Czesław Znamierowski (1888-1967) prawnik, teoretyk państwa
i prawa, filozof i socjolog, prof, prawa na uniw. w Poznaniu.
Arnold Bócklin (1827-1901) - szwajcarski malarz i rzeźbiarz. Po­
czątkowo malował nastrojowe pejzaże a później kompozycje figuralne
o znaczeniu symbolicznym.
Pierwszy raz w dziennikach pojawia się jakaś antropologiczna lek­
tura, choć skądinąd wiadomo, że Malinowski czytał Frazera jeszcze w cza­
sie studiów w Krakowie, co wspominał w 1925 roku w przemówieniu wy­
głoszonym ku czci sir Jamesa Frazera na Uniwersytecie w Liverpoolu.
13

14

15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6448" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6428">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/eca5be1a4cf9aa8813c06b607e3486c1.pdf</src>
        <authentication>473d1969e333538620b6524c2fa00481</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76762">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2971</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76763">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76764">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2775</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76765">
                <text>Summary of articles; Noty o autorach / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76766">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.87-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76767">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76768">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76769">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76770">
                <text>S U M M A R Y

O F

A R T I C L E S

Anna S o b o l e w s k a N A T U R E AND T H E VOID IN T H E ART AND THOUGHT
OF THE EAST
The author observes, mainly upon the basis of poetry, the attitude of representatives of
[he Orient to Nature and the surrounding world. She shows that man never envisaged
himself as the true master of Nature. The characteristic element of this trend of thought is
panentheism - divinity not so much corresponds to Nature as embraces it in its entirety.
Similarly, the ego does not unites itself with the world but envelops it. The author draws
attention to the concrete nature of such poetry in which emotions and the imagination are
present precisely through the intermediary of the concrete. This is a poetry of inner
experience. The purpose of the awakened consciousness is to "witness the void" which
is the dynamic foundation of being.

A n d r z e j K i s i e l e w s k i A D V E R T I S I N G AND V I S U A L MASS C U L T U R E
This texts focuses on numerous issues connected with contemporary advertising
conceived as a foundation for visual mass culture. At the same time, the author proposes
an attempt at treating the image (not only in advertising) as an element of visual
communication. Such a presupposition enables him to situate on a single level mediaeval
depictions, subjected to the ideology of the Roman Catholic Church, seventeenth century
paintings from Protestant Netherlands and contemporary advertising. This procedure
facilitates the discovery of a context for many aspects of advertising, and thus inclines to
comparisons and reflections which the article merely outlines. This text also serves as
an introduction to deliberations about advertising images and their role in mass culture as
well as their relations with the avantgarde tradition.

AN INTERVIEW C O N D U C T E D B Y L e s z e k K o c z a n o w i c z WITH PRO­
FESSOR M i c h a e l M . J . F i s c h e r , Anthropologist and Member of the "Science,
Technology and Society" Programme at the Massachusetts Institute of Technology
This interview concerns three basic problems. The first is the emergence in the
contemporary world of phenomena which are the reason why our era differs significantly
from preceding historical periods. Michael Fischer places emphasis primarily upon the
transition of people, information and capital. The unprecedented intensity of these
processes leads to the intermingling of culture as well as of cognitive and ideological
perspectives. The second theme of the conversation deals with postmodernism conceived
as a reflection of the political and cultural situation of the present - day world.
Postmodern theories can become an instrument which makes it possible to describe the
diversity that comprises the essence of modernity. The third crucial question mentioned
here is the status of anthropology in the face of the challenges made by modern times.
Descriptions of exotic societies offered by traditional anthropology were intended for
readers in the author's home country but contemporary anthropology should be based on
dialogue which shows assorted perspectives without treating any of them as special.

H a n n a O l e c h n o w i c z EXPERIENCING COLOURS
The ability to discriminate colours was essential for survival as early as our distant
evolutionary past. Hence the perception of colour is always emotionally loaded,
involuntarily memorized and difficult to forget. In man the mechanism of the perception
and processing of colours is highly complex. It has to be fed with colour impressions,
otherwise we feel colour deprivation. This is especially striking in persons who lost sight
and who strive strenuousely to revive the fading memories of colours. Colour perceptions
are often linked with impressions pertaining to other modalities. Some people "see"
colours when listening to music, "see" black letters or numberss in colour. This is
especially often described in the cases of children and artists. Interestingly, prodigies in
memorizing numbers perceive them as colours. Colours elicit emotions and are the
means to express them. They are instinctively applied as autotherapeutic measures by
persons with different psychological problems. Communicating by colours is widely
used by professional psychotherapists. The colour-emotion codes, such as black for
sadness, are deeply set in human nature. They are essentially alike in the severely
retarded, in average people as well as in eminent artists. These universal codes are
ritualized by society, for instance, as traditional colours in liturgy. This phenomenon
helps to form a feeling of togetherness in groups sharing a common mood elicited by
symbolic colours.

J o a n n a T o k a r s k a - B a k i r T H E F U R T H E R F A T E O F T H E PRODIGAL SON.
A PROJECT OF NONTRANSPARENT ETHNOGRAPHY
This text attempts to reconstruct two ethnographic discourses: modern and post­
modern, the second being a project of an emerging nontransparent ethnography (to apply
a description coined by Paul Rabinow). The basic difference between the two varieties is
their attitude toward cultural foreignness, examined upon the example of: 1) the manner
in which the two discourses describe native beliefs and in particular the so-called
miraculous phenomena, 2) the place of foreignness in the course of ethnographic
research. This foreignness is sought outside one's own culture (according to the
terminology proposed by James Clifford this is the strategy of so-called anthropological
surrealism) or in its interior, in that what is familiar and commonplace on a daily basis
(the strategy of ethnographic surrealism). The author discusses ethnographic surrealism
present in the studies of Jacek Oledzki (with special mention of his '' Murzynowo'') in
which one can discover numerous features of the increasingly present postmodern
discourse.
J a n u s z B a r a n s k i C A N T H E METEPHOR B E C O M E A F A I R Y T A L E ?
The article demonstrates the existence of the structure of a magic fairytale (according
to the interpretation suggested by Propp) in certain television commercials. This holds
true both for relatively expanded narrative and for depictions in the form of pictorial
syntagma. Furthermore, the author indicates that the semiosphere created by advertising
discloses myth-creating symptoms and is an example of one of the forms of fulfilling the
cosmogonic longings of culture. The article stresses that advertisements belong to forms
of the visual-verbal aspect of the ritual of initiation, correspondingly to its contemporary
social contexts. Finally, the author draws attention to the magical (performative) aspect
of the advertising slogan.

A n d r z e j P e r z a n o w s k i B R A W L S - S T R U G G L E AND R I T U A L
The article, which is based predominantly on material obtained by the author on the
spot, presents a holistically interpreted phenomenon of brawls in the culture of the Polish
village. The foremost issues include the causes of the brawls, their specificity which
depends on given circumstances, typical categories of participants, the significance of
alcohol and objects used for committing assault. The author concentrates his attention on
the role played by brawls in the functioning of the young men of the village, treated as an
age group. He also analyses the emergence of peer groups, their attributes (specific social
status, inner cohesion, solidarity in battle) as well as the separate category of the leaders.
The cultural moulding of the brawls and their ensuing ritualisation and social acceptance
are regarded as facts of considerable importance.
A n t o n i K r o h I N T H E T A T R A HIGHLANDS
As a child the author spent several years in the village of Bukowina where he resided,
attended school and made friends. Using his own example, he describes the complex
problems of foreignness and familiarity. For the summer visitor, the highlander appeared
to be a person who spoke a dialect and wore the local apparel; a highlander, in turn,
regarded his neighbour as someone about whom he had precise information concerning
the place of his residence, his name and the number of cows he owned. As a result, despite
the fact that the author spoke and looked like one of the local boys, he always remained an
outsider, albeit accepted by the village community.
Town dwellers believed that the highlander costume consisted of embroidered

Odcinek dla posiadacza rachunku

Pokwitowanie dla wpłacającego

zł
wpłacający

zł
wpłacający

Pokwitowanie dla wpłacającego

zł
wpłacający

Dokładny adres

Dokładny adres

Dokładny adres

na r-k

na r-k

na r-k

AMOS

AMOS

AMOS

ul. Szenwalda 1, WARSZAWA

ul. Szenwalda 1, WARSZAWA

ul. Szenwalda 1, WARSZAWA

VIII Oddział PKO W-wa
nrr-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nrr-ku 1586-77578-136

VIII Oddział PKO W-wa
nrr-ku 1586-77578-136

slempel

stempel

stempel

podpis przyjmującego

podpis przyjmującego

podpis przyjmującego

�trousers, a cape, a hat adorned with a feather, leather moccasins, a bodice and coral beads.
A highlander from the Bukowina of a hundred years ago would not even recognise the
present-day costume.
The author discusses a number of problems connected with the traditionally
acknowledged elements of highlander culture such as the embroidered trousers, the
leather moccasins or the brigands'dance.
J a c e k O l e d z k i G E S T U R E S O F KINDNESS
Similarly to his previous article: "Gestures of Hope"("Konteksty" no 1,1991), the
author concentrates his attention on the registration and analysis of the nonformalised
behaviour of football players. He examines and interprets the conduct of sportsmen of
various nationalities at such moments during the game as scoring or losing a goal, a fault
etc. He also discusses this specific domain of activity for which culture reserves the usage
of the leg instead of the hand.

W o j c i e c h D o h n a l T H E VISION O F PRIMITIVE S O C I E T Y IN T H E ANTH­
ROPOLOGY O F A R. R A D C L I F F E - B R O W N
This article is an attempt at a critical approach to the theory of primeval societies
formualted by A. R. Radcliffe-Brown. Remarks concerning its epistemological dimen­
sion are preceded by a brief presentation of the most important features of anthropology
envisaged by its author. The article concludes that the model of the tribe, construed by
Radcliffe-Brown as a functional organic entity is, to a considerable extent, the product of
the theory accepted by its author and not, as it would appear, the outcome of empiric
research. In an analysis of the conclusions proposed by Radcliffe-Brown pertaining to
such key issues as relations of kinship or primeval religion, W. Dohnal has tried to show
that their sources can be discerned in the vision of the world and man outlined by the
author of Structure and Function in Primitive Society; the concepts and models used by
Radcliffe-Brown for ethnocentric explanations ascribed to the subjects under ex­
amination his own norms and values.

Noty o autorach
Małgorzata Baranowska - poetka, krytyk i historyk literatury. Autorka książek:
Pamiętnik mistyczny, Surrealna wyobraźnia i poezja, To jest wasze życie,
autorka wielu artykułów o wyobraźni symbolicznej i kulturze masowej m.in.
Pocztówka jako wyraz wyobraźni masowej w: Problemy wiedzy o kulturze.
(Ossolineum 1986), autorka dwu tomów poetyckich Miasto, Zamek w Pirene­
jach. Ogłasza w „Twórczości" Prywatną historię poezji.
Janusz Barański - etnograf, filozof, absolwent UJ, doktorant w Instytucie
Etnologii UJ w Krakowie. Zajmuje się problemami antropologii polityki.
Zbigniew Benedyktowicz - antropolog kultury, redaktor „Kontekstów", kierow­
nik Pracowni Antropologii Kultury, Filmu i Sztuki Audiowizualnej. Autor prac
o wyobraźni symbolicznej i antropologii współczesnej m.in. książki (z D.
Benedyktowicz) Dom w tradycji ludowej.
Wojciech Dohnal - etnograf, doktorant w Instytucie Etnologii i Antropologii
Kulturowej UAM w Poznaniu. Interesuje się kulturąludów Afryki (udział w trzech
wyprawach etnograficznych do Afryki Zachodniej), teorią i filozofią kultury,
a także antropologicznymi koncepcjami społeczeństw pierwotnych.
Michael M. J . Fischer - antropolog, profesor pracujący w programie „Nauka,
Technologia i Społeczeństwo" przy Massachusetts Institute of Technology.
Autor wielu publikacji z zakresu etnografii i antropologii między innymi: Iran:
From Religious Dispute to Revolution (1980), Cambridge Mass. Harvard
University Press), wraz z Georgem E. Marcusem Anthropology as Cultura
Critique. An Experimental Moment in the Human Sciences (1986, The
University of Chicago Press). Jeden z czołowych przedstawicieli antropologii
postmodernistycznej.
Aleksander Jackowski - antropolog kultury, krytyk sztuki, autor prac z zakres
sztuki ludowej i naiwnej.
Andrzej Kisielewski - historyk sztuki, pracuje w Zakładzie Wychowania Es­
tetycznego, Wydział Pedagogiki i Psychologii. Filia Uniwersytetu Warszaws­
kiego w Białymstoku. Wkrótce ukaże się jego książka Karny.

Na wszystkich częściach blankietu należy wpi­
sać czytelni atramentem, długopisem lub pis­
mem maszynowym jednakkowo kwotę cyf­
rami, imię i nazwisko wpłacającego, jego ad­
res, siedzibę oddziału banku w którym prowa­
dzony jest rachunek oraz numer i nazwę tego
rachunku.

Leszek Koczanowicz - filozof zajmujący się głównie pragmatyzmem amerykań­
skim. Pracuje w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego. Ostatnio
opublikował pracę: Jednostka - działanie - społeczeństwo. Koncepcje jaźni
w filozofii amerykańskiego pragmatyzmu (1994, Wyd. IFiS PAN)
Antoni Kroh - historyk kultury, etnograf, tłumacz literatury czeskiej i słowackiej.
Autor m.in. książki O Szwejku i o nas. Mieszka w Nowym Sączu.
Krzysztof Kubiak - etnograf, pracuje w Katedrze Etnologii i Antropologii
Kulturowej UW. Prowadzi badania w Beskidach i na Orawie. Zrealizował pięć
filmów dla Telewizji Polskiej i siedem filmów dla Katedry, kolejne filmy są
w realizacji.
Hanna Olechnowicz - psycholog; pracuje w Stołecznej Poradni Psychologicz­
no-pedagogicznej. Specjalizuje się w problematyce upośledzenia umysłowego
dzieci. W Instytucie Psychiatrii i Psychologii kieruje projektami badawczymi
w ramach umów polsko-amerykańsklch.
Jacek Olędzki - etnolog na wydziale Geografii i Studiów Regionalnych UW.
Współpracownik naszego pisma od 1959 roku. Od kilkunastu lat łączy
szczególną i systematyczną pracę badawczą w Murzynowie, koło Płocka,
z szerszą refleksją obejmującą inne części Polski oraz znane mu z autopsji
miejsca w Europie, Azji i Afryce.
Andrzej Perzanowski - etnolog (studia UW). Kieruje biblioteką w Katedrze
Etnologii i Antropologii Kulturowej UW.
Anna Sobolewska - historyk i teoretyk literatury. Autorka wielu publikacji,
książek Polska proza psychologiczna 1945-1950 (1979) oraz Mistyka dnia
powszedniego (1992). Pracuje w Instytucie Badań Literackich.
Joanna Tokarska-Bakir - etnolog, adiunkt w Katedrze Etnologii i Antropologii
UW. Interesuje się heremeneutyką, tybetanistyką, ponowoczesnością. Tłuma­
czy z francuskiego i angielskiego.
Terence Wright - wykładowca o mediach sztuki i antropologii wizualnej w szkole
filmowej w Bedfordshire.

P R E N U M E R A T A

P R E N U M E R A T A

„ K O N T E K S T Ó W "

„ K O N T E K S T Ó W "

I półrocze

I półrocze

II półrocze

II półrocze

roczna

roczna

i l o ś ć egz.

i l o ś ć egz.

Za skutki wynikłe z mylnego wypełnienia
blankietu ponosi odpowiedzialność
wyłącznie wpłacający.

�WARUNKI

PRENUMERATY

1. Wpłaty na prenumeratę prowadzoną przez „Ruch" przyjmowane są na okresy kwartalne.
Cena prenumeraty wynosi 3 zt za numer (kwartał). Prenumerata ze zleceniem dostawy za granicę jest o 100%
droższa,
Wpłaty na prenumeratę przyjmują:
- na teren kraju - jednostki kolportażowe „Ruch"; istnieje również możliwość prenumeraty „pod
opaską". Wpłaty od osób i instytucji z miejscowości, w których nie ma jednostek
kolportażu „Ruch" należy wnosić do Ruch SA Oddz. W-wa, ul. Towarowa 28, konto jak
niżej.
- na zagranicę - Zakład Kolportażu Prasy i Wydawnictw 00-958 Warszawa, konto PBK, XIII Oddział
W-wa 370044-1195-139-11
Dostawa zamówionej prasy następuje:
- przez jednostki kolportażowe „Ruch" - w sposób uzgodniony z zamawiającym,
- przez urzędy pocztowe - pocztą zwykłą na wskazany adres, w ramach opłaconej prenumeraty z wyjątkiem
zlecenia dostawy na zagranicę pocztą lotniczą do odbiorcy zagranicznego, której koszt w pełni pokrywa
prenumerator.
Terminy przyjmowania prenumeraty na kraj i zagranicę - do 20 XI na I kwartał roku następnego, do 20II - na II
kwartał, do 20 V na III kwartał, do 20 VIII na IV kwartał.
2. Prenumeratę „Kontekstów" prowadzi także firma AMOS. Warszawa, ul. Szenwalda 1 (tel. 39 1752). Wpłaty
na okresy półroczne (dwa zeszyty lub jeden podwójny) i roczne przyjmowane są na konto:
AMOS, VIII Oddział PKO Warszawa Nr 1586-77578-136.
Dla ułatwienia zamieszczamy obok wydrukowany blankiet.
3. Cena prenumeraty rocznej przez „Ruch" lub AMOS wynosi 12 zł (dawne 120000 zł). Półroczna: 6 zł, numer
pojedynczy 3 zł.
4. Zeszyty bieżące oraz niektóre dawne można kupować w Instytucie Sztuki PAN, Warszawa ul. Długa 28 (hall)
lub tamże w Dziale Wydawnictw, tel. 31-32-71 w. 258. Sprzedaż także na rachunek, za zaliczeniem
pocztowym lub za gotówkę.
5. Prenumerata zapewnia otrzymanie pisma w cenie wyżej podanej, niezależnie od tego, o ile droższy będzie
w sprzedaży numer.

Wydawnictwo Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk publikuje książki i czasopisma z zakresu sztuki,
teatru, filmu, muzyki, folkloru
Stałą sprzedaż książek i czasopismk Wydawnictwa IS PAN, prowadzą następujące księgarnie:
Kraków

Warszawa
- Główna Księgarnia Naukowa im. Bolesława Prusa,
Krakowskie Przedmieście 7
- Księgarnia O R P A N , Pałac Kultury i Nauki
- Księgarnia Fundacji Pomocy Bibliotekom Polskim,
Marszałkowska 74
- Księgarnia Ossolineum, Jaworzyńska 4
- Księgarnia Uniwersytecka „Liber", Krakowskie Przedmie­
ście 24
- Księgarnia w Centrum Sztuki Współczesnej, Pałac Książąt
Ujazdowskich
- Księgarnia „Gryf", Foksal 10
- Księgarnia „Reprint", Krakowskie Przedmieście 71
- Księgarnia „ O d e o n " , Hoża 19
- Księgarnia Zamku Warszawskiego, Świętojańska 2

- Antykwariat „Bibliofil", Szpitalna 19
- Księgarnia „Hetmańska", Rynek Główny 17
- Księgarnia O R P A N , Św. Marka 22
Lublin
-

Księgarnia O R P A N , PI. Marii Curie-Skłodowskiej 5

-

Księgarnia Ossolineum, Piotrkowska 181

-

Księgarnia Uniwersytecka, Zwierzyniecka 7

Łódź
Poznali
Wrocław
- Księgarnia Ossolineum, Rynek 6

Białystok
-

Księgarnia „ A k c e n t " , Kościuszki 4

Gdańsk
- Księgarnia Ossolineum, Łagiewniki 56

Ciągła, sprzedaż hurtowa publikacji Wydawnictwa IS P A N prowadzi
Skład Księgarski „ E W A "
ul. R o d z i e w i c z ó w n y 4, 45-951 Opole
lei. 374-28

Numer liczy 11 ark. drukarskich, 19 ark. wydawniczych
Fotoskład: „Iskra",
ul. Niska 18/6, tel. 39-90-83
Druk: mgr inż. Piotr Włodarski,
ul. Ksawerów 21; tel. 43-14-71 w. 240
Nakład 1300 egz.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6447" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6427">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/399bc6fbc157b4da18cd0c57073362cb.pdf</src>
        <authentication>3106eb95ea4d32d54962e1ee69f88654</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76752">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76753">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76754">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2770</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76755">
                <text>Gesty życzliwości / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76756">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.76-79</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76757">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76758">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76759">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76760">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76761">
                <text>Gesty życzliwości
Jacek Olędzki

Jeśli nic cię nie pociesza
załóż glany, skop depesza
(przystanek autobusowy
przed Hotelem Europejskim)
- Cztery dni pana żywiłam! O tym niezwykłym fakcie dowiedzia­
łem się wkrótce po pamiętnym dla polskich kibiców piłki nożnej
dniu... klęski. Wyznanie o żywieniu mnie, wypowiedziane z prze­
chwałką i zarazem wyrzutem przed gromadką słuchaczy, pochodziło
od jednej z młodych dam Murzynowa zaangażowanej ze swym
mężem w budowę własnego domu. Istotnie, ku memu zadziwieniu
w dniach poprzedzających w 1992 roku historyczny mecz Hiszpania-Polska, przynoszono mi w kaneczce prawdziwe smakołyki.
Pomiętnego dnia dostałem aż kilkanaście oładków z jabłkami. Nie
trzeba było zbytniej dociekliwości, aby się zorientować, że przed
decydującą konfrontacją, a przypominam, chodziło o medale, złoty
i srebrny dla dwóch najlepszych drużyn, panowie murarze jeść
oładków lub siorbać zupy, po prostu nie mogli. Ich duchowa więź
z biało-czerwonymi w dalekiej Hiszpanii paraliżowała normalną
funkcję żołądków. I stąd moje niebywałe szczęście, jakiego wcześ­
niej, przez piętnaście lat w tej wsi nie zaznałem.
Oczarowany niezwykłym gestem życzliwości, zapytałem chłopa­
ka, który przyniesionym plackom towarzyszył, jaki przewiduje
rezultat spotkania naszych z Hiszpanami, usłyszałem: ZWYCIĘŻY­
MY. Moja uwaga, że przeciwnikom będzie sprzyjał tłum ich rodaków
z królem na czele, w niczym nie osłabiła wiary w dzielność naszych
zawodników, z którą mój rozmówca - zapewne - pragnął się
identyfikować, tak jak się identyfikują liczni z sukcesami zawod­
ników umiłowanych drużyn.
Na drugi dzień dowiedziałem się, że po nocnej transmisji TV
z Hiszpanii, chłopak z którym rozmawiałem dnia poprzedniego,
w bardzo ciężkim stanie znajduje się w szpitalu w Płocku. Co się
wydarzyło owej nocy upiornych fascynacji licznych Polaków?
Transmisję TV z Hiszpanii oglądał ojciec z synem. Można
przypuszczać, że narastało w nich wzburzenie uwieńczone do­
jmującym stanem bliskim rozpaczy z powodu nie spełnienia się tego
w co tak święcie wierzyli. Srebrny medal, to stanowczo za mało!
Rozczarowani, przygnębieni poszli spać. Ale w środku nocy obudził
się ojciec, niespodziewanie chwycił młotek i z okrzykami, nie
będziesz mi tu smrodził, nie będziesz mi tu paskudził (relacja którejś
z kobiet w rodzinie) zaczął tłuc syna po głowie.
Wzburzenie sprawcy pobicia młotkiem własnego syna nie wygasło
z nastaniem dnia. Przeciwnie, przeobraziło się w dniach następnych
w pasmo zachowań iście szaleńczych. Najbardziej bulwersującym
otoczenie było wybijanie przez gospodarza swoich niezbyt licznych
kur i kaczek...
Oto, Szanowny Czytelniku, szczere świadectwo poważnego i głę­
boko uczuciowego traktowania meczów piłki nożnej; łączenia z nimi
słusznie wzniosłych stanów ducha, bycia ponad sprawy przyziemne
i pospolite. Mecze piłkarskie między reprezentacjami narodowymi to
przecież misteria, najbardziej fascynujące widowiska naszych cza­
sów. Widowiska wywołujące znane emocje pod wpływem zarówno
wrażeń wzrokowych, dotykowo-cielesnych (bycia blisko w tłumie
z innymi), jak też słuchowych, jeśli nie bezpośrednich, to konkuren­
cyjnych, nieraz donioślejszych, pośrednich, jakimi są relacje nieoce­
nionych sprawozdawców sportowych.
Uwzględniając to wszystko, uznać należy podarowane mi placki
z jabłkami za szczególny gest życzliwości, a może nawet za coś
więcej: dobroci. Mogli wszak entuzjaści piłki nożnej dać te placki
trzodzie, albo po prostu wyrzucić. Ponadto, towarzyszył plackom
ktoś, kto jeść ich nie mógł z powodu swych uczuć - trzeba to śmiało
powiedzieć - patriotycznych. I który na koniec stał się ich ofiarą.
Wreszcie otrzymane placki z jabłkami to przedłużona pamięć o tym
czym onegdaj słynęły takie wsie jak Murzynowo w Ziemi Dobrzyńs-

76

kiej. Otóż słynęły z sadów. Zupą wigilijną był gruszczak, a jedną
z potraw tej świętej wieczerzy znane już placki. Sady żywiły,
radowały i kształtowały obyczaj. Oto sprzedawcy śliwek z Murzyno­
wa po całodniowym sterczeniu ze swym towarem za rzeką, w Dunino­
wie, mieli wieczorem jakieś nie sprzedane resztki. Zwoływano
wówczas miejscowe kobiety, aby z pewną ostentacją wsypywać im za
darmo w fartuchy to, co pozostało. Ale był też wśród sprzedawców
Trojak, który pochodził z Więcławie, wsi fornalskiej, który się do
Murzynowa wżenił. Człowiek o bardzo pogodnym usposobieniu,
znany na okolicę dowcipniś. I on babom śliwek w fartuchy nie
wsypywał. To czego nie sprzedał rozrzucał na piasku, po czym,
zagrzebywał w nim owoce. - Niech szukają, niech sobie szukają
i sobie radzą. Oczywiście, przeklęte śliwki zagrzebywał w piasku nie
rękoma, lecz nogą.
Nie brudzenie

sobie rąk

Dość tej liryki. Wracajmy do naszych podstawowych zaintereso­
wań, które sygnalizuje przyjęte motto. Nie ukrywam, że raz tylko
w życiu i to niedorosłym byłem na meczu piłki nożnej. Nawet nie
znalazłem się w obrębie stadionu. Z podobnymi sobie, zawieszony na
siatce drucianej, oglądałem widowisko, zapewne przejmujące. Działo
się to u podnóża Jasnej Góry. I fakt ten solennie mnie obliguje do
pisania o czymś, na czym się nie znam i co najgorsze, znać się wcale
nie chcę. Tak to już jest panie profesorze! Dziś wołami nie
zaciągniętoby mnie na mecz piłki nożnej. I taką samą torturą byłoby
dla mnie znalezienie się w szeregach pochodu albo procesji, choćby
broniły spraw najbliższych memu sercu, a raczej wątrobie. I niewątp­
liwie bardzo słusznie stwierdza Ludwik Stomma, powołując się na
mego ukochanego Jacka M . Bocheńskiego, że są... ludzie i ludziska.'
To co jednych szczerze raduje, innych smuci, a nawet przeraża.
Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne, a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel tłumacz literatury współczes­
nej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża sobie
epizod w scenerii piekła.
W przywołanym, znakomitym eseju Ludwika Stommy, praw­
dziwego znawcy i admiratora footballu - za co Go więcej niż
podziwiam - odnajdujemy odkrywcze stwierdzenia o lekceważeniu
i „odwracaniu sensu uświęconych reguł dnia codziennego", przy
których pragnąłbym się nieco dłużej zatrzymać. Otóż czytamy:
To ostatnie (odwracanie sensu... JO) tłumaczy zapewne szczególną
popularność piłki nożnej, której sam już regulamin wspiera i ilustruje
zasadę karnawału. Podstawą jest tu wszakże rezygnacja z po­
sługiwania się w walce rękoma. Rzecz jednoznacznie i rażąco
sprzeczna z naturą. Po francusku 'poznaje się rękę' artysty w jego
dziele, 'wyrabia się rękę', czyli uczy profesjonalnego działania,
'pożycza rękę' czyli wspomaga kogoś, atakuje się nie 'martwą ręką'
ale 'ręką zbrojną' względnie 'silną', chwyta się sytuację 'w rękę',
umiejąc wiele rzeczy ma się 'wiele rąk' etc. Po polsku podobnie:
załamuje się ręce, umywa je, leci przez nie, nosi na nich, lub patrzy na
nie, zostawia się wolną rękę, przychodzi z rękami pustymi lub pełnymi,
idzie się komuś na rękę, ma się rękę szczęśliwą lub dwie lewe, trzyma
się rękę na pulsie, przykłada się ją do czegoś, bierze sprawę w swoje
ręce, podnosi się ręce na znak kapitulacji, 'tymi ręcami' buduje się
szklane domy... Pozbawiony rąk może być godnym litości kaleką lub
przewrotnym kpiarzem. Jeśli jednak postrzegany nie jest na żaden
z tych sposobów, świadczy to, iż znajdujemy się w kontekście ogólnego
odwrócenia porządku świata, bo w ten dopiero wpisuje się logicznie
wojownik dobrowolnie wyrzekający się instrumentu rąk.
A przecież nie jedyna to inwersja w piłce nożnej. Drużyny walczą
zaciekle o opanowanie piłki. Celem ostatecznym tej walki jest
jednak... zwrot zdobyczy do bramki przeciwnika, przekazanie jej
w samo serce okupowanego przezeń terenu.
2

�Szanowny Czytelnik zwrócił niewątpliwie uwagę, że w niezwykle
sumiennym wyliczeniu przez Stommę zwrotów ze słowem ręka, ręce,
zabrakło dosyć popularnego nie brudzenia sobie rąk. NIE BĘDĘ
SOBIE BRUDZIŁ RĄK. Sens tego zwrotu - jak wiadomo - może być
bardzo ogólny, na przykład, wskazujący na niechęć do czegoś lub
kogoś, względnie całkiem konkretny, iście taki, o jakim mówi
Stomma, zwracając uwagę na inwersję występującą w footballu, grze
pozbawiającej zawodnika najważniejszego instrumentu walki - rąk.
Czyżby tak dociekliwy i nieprawdopodobnie sumienny autor celowo
zrezygnował z tego intrygującego i często w języku polskim używane­
go powiedzenia? Dodajmy, że pod względem swego kulturowego
znaczenia, informacyjnej rangi jest znacznie ważniejsze od 'lecenia
przez ręce' i paru innych. Nie wiemy co spowodowało nieobecność
interesującego mnie powiedzenia w cytowanym rejestrze. Może
przypadek?
Najprawdopodobniej jednak zwroty językowe dotyczące czystych
rąk w rozważaniach nad footballem nie są istotne.
Niezły znawca treści łączonych z karnawałem, Ryszard Ciarka,
który z uznaniem wypowiada się o przedstawionej przez Ludwika
Stommę interpretacji odkrytych w footballu wątków mitycznych, tak
mniej więcej rozwija kwestię nie używania poza bramkarzami rąk
w zawodach piłkarskich: Ręce mamy do pracy, które niech od­
poczywają, kiedy nastaje święto. Możemy wtedy spacerować z ręka­
mi w kieszeniach, a na drodze spaceru co się da trzeba kopnąć ku
radości...
3

Nic nie wiadomo, p i ł k a jest

okrągła

Jest to - jak wiadomo - uwaga często wypowiadana przez polskich
kibiców, kiedy przychodzi im ustalać rezultat meczu, szczególnie
w sytuacjach okrutnych zmagań piłkarzy do ostatka próbujących
wykorzystać szansę zwycięstwa. Piłka jest okrągła... Ta banalna
konstatacja, uzupełniana jest jak najbardziej filozoficznym stwier­
dzeniem, że NIC NIE WIADOMO. Bardzo mi się to podoba. Ale
przyznam się, że między jednym i drugim, związku logicznego nie
postrzegam i to też mi się podoba. Nawet, jeszcze bardziej. Wy­
czuwam tu rodzaj myślenia magiczno-symbolicznego. W myśleniu
tym jakby zakładało się z góry istnienie dobra i zła, dobrego i złego
trafu, a na koniec ślepego losu. Czyżby jego upostaciowieniem
(symbolem) była właśnie piłka? Temu złu - które się aplikuje
w bramkę przeciwnika - użyczać, fundować, podawać ręki, w takiej
czy innej przenośni, nie należy. Nie należy tym złem skalać sobie rąk.
Temu złu, jak powalonemu, którego należy s k o p a ć , p r z e k o ­
p a ć , itd. nie brudząc sobie rąk, (działanie na wilka, z glana itp.)
przynależny status i również rola pognębienia, stłamszenia i co tam
jeszcze, zbrukania, poniżenia, wyeliminowania, aby nie rzec ukat­
rupienia. Powiedziałem, również rola, bowiem wydaje mi się, że dla
pewnego typu świadomości z tego co dzieje się na stadionach dociera
przesłanie, sprowadzające się do swego rodzaju gloryfikacji czynno­
ści fizycznie dosyć bolesnych i okrutnych wykonywanych nogą.
Czynności, z którymi łączone są ewidentne wartości etyczne, kulturo­
we, plasujące się zdecydowanie po stronie przemocy, dosyć charak­
terystycznie artykułowanej, bez użycia rąk! Dopuścić wypada mnie­
manie, że za tym co jest nazywane szlachetną rywalizacją „na
murawie" kryją się... niecne żądze.
„Wojownik" szlachetnej rywalizacji „dobrowolnie" rezygnujący
z „instrumentu rąk", to niewątpliwie odwrotność zacnego szwajcara,
portiera, który za stosunkowo skromne datki zwane napiwkami,
wspomaga a nie eliminuje bliźniego. Nosi mu ciężary, ale najważniej­
sze tytularnie użycza obcemu szacunek, uznanie, cześć. Ów szwajcar
to postać szczególna - rzecznik gestów życzliwości spełnianych
fachowo, profesjonalnie. W naszym rodzimym systemie wartoś­
ciowania raczej nie znajdujący szerszego uznania; stąd owa kpiąca
konotacja w słowie szwajcar. Napisałem to na okoliczność wyna­
grodzeń, jakie w mistrzostwach USA 94, otrzymują zawodnicy
Szwajcarii (80 tys. dolarów oraz najnowszy model mercedesa;
z komentarza TV w czasie transmisji z Detroit meczu Szwajcaria-Rumunia, 4:0, 22 czerwca 1994).
Gest
Walka piłkarzy na stadionie pozornie tylko ogranicza się do
korzystania z nóg, tułowia bez rąk, chociaż z... głową; rozumianą nie
tylko cieleśnie. Gesty czynione głównie rękoma, dłońmi, w połącze­
niu z wyrazem twarzy, pozycją ciała oraz - jak to się często zdarza

- artykulacją słowną, to również szalenie istotny element zmagania
sportowego. Gest z reguły błyskawicznie czyniony, przede wszystkim
ręką, niczym zaklęcie, szydercza metafora, czy wręcz kalambur,
puentuje dramaturgię meczu, czyniąc go rzeczywiście widowiskiem,
możliwym do zaakceptowania nawet w kategoriach artystycznych.
Gdyby pozbawić zawodników możliwości gestycznego wyrażania
swych emocji, ich zachowania w najlepszym przypadku (gry na
wysokim technicznym poziomie) kojarzyłyby się z pewnego rodzaju
baletem, spowitym chłodem. Gesty ujawniają namiętności, postawy
duchowe piłkarzy. I dzięki nim, gapiąc się w telewizor można zaznać
nieco radości, a nie skonać z nudów.
Zacności Ludwik Stomma chwacko donosi: „Jacek Olędzki nie­
wiele wie o footballu i może lepiej, żeby o nim nie pisał. Jeżeli już
jednak musi, to niech przyjmie do wiadomości, że Roger Milla tańczył
po bramce motyw z n a r o d o w e g o (podkreślenie moje JO) tańca
kameruńskiego ".
Miło i elegencko powiedziane... To już prawie, jak z g 1 a n a...
Wielce Szanowny Ludwiku, wydaje mi się, że dostatecznie dużo
mamy znawców footballu abym nie musiał zasilać swą osobą tej
zacnej rzeszy. Ponieważ jednak interesuję się gestem, szczególnie
nadziei, ufności, zaufania i życzliwości - chcąc nie chcąc - spróbowa­
łem przyjrzeć się zachowaniom piłkarzy, a ponieważ nadarzyła się
szczególna okazja, mistrzostwa świata, przyjrzeniu temu towarzyszył
dodatkowy zamiar - k o m p a r a t y s t y c z n y . Kierowałem się
przy tym - jak się okazuje - płochym założeniem, że zainteresowania
na przykład gestami kierowców sławnych lor afrykańskich, nie
wymagają wysokiego stopnia wiedzy automobilistycznej, wiedzy
o sposobach prowadzenia, na bezdrożach tego kontynentu wielce
osobliwych ciężarówek.
Natomiast, co się tyczy udzielonego mi pouczenia, że zachowanie
w 1990 roku Rogera Milla nie miało w sobie nic tajemniczego, bo było
tylko „motywem narodowego tańca kameruńskiego", przyprawia
- niestety, ku memu głębokiemu żalowi - o mdłości. Jeśli z biedą
można w Europie się posługiwać terminem narodowy, to w Afryce
jest to całkowicie bez sensu!
Oto skutki Ludwiku twego niezdyscyplinowania na zajęciach ze
sztuki, które prowadzić miałem onegdaj zaszczyt. Zasłaniałeś się
„Trybuną Ludu", pilnie studjując, ostatnią stronę, na której znaj­
dywałeś wiadomości o ligach piłkarskich. I stąd ta żenująca niewie­
dza, ale co gorsze, duch czytanej gazety jakby się Ci udzielił i trwał
w Tobie do dzisiaj. A kysz!
Afryka, w szczególności Czarna, a więc ta która obejmuje między
innymi Nigerię, Kamerun i Zair - skąd pochodzą sławne już drużyny
piłkarskie - chociaż niebywale roztańczona (gdzie przetrwały dawne
tańce obrzędowe, inicjacyjne a także władania sobą - rites de
possession) nie ma jakichś tańców narodowych. Na tym kontynencie
osobliwie pokrojonym i ciemiężonym przez kolonialistów nie ma
kultur narodowych, jako też narodowych tańców właśnie, ale też
narodowej muzyki, sztuki czy literatury. Zjawiska artystyczne z Af­
ryki, jeśli już wymagają jakiegoś terminu pomocniczego, to się odnosi
do plemienia, a nie narodu.
Znacznie lepiej już brzmi - jak się mi wydaje - określenie: „taniec
radości", którym posługują się często sprawozdawcy i komentatorzy
sportowi. Ale niestety, owe osobliwe zachowania w 1990 roku Rogera
Milla, a obecnie w 1994 r w USA Nigeryjczyków Rashida Yekini,
Emanuela Amunike oraz Daniela Amokachi nie są tańcami, chociaż
elementy taneczne w nich występują. Zdaje się, że najbliższe im są
owe obrządki władania sobą . Wszelako są to zachowania par
excellence piłkarskie, kryjące zagadkowe treści, nie zbadane intencje.
Radość, drwinę lub wręcz szyderstwo daje się w nich dostrzec, lecz na
tym nie koniec. Oto jeden z trzech wymienionych Nigeryjczyków
(mecz Nigeria-Szwecja 20.VI.1994) po udanym strzale biegnie jak
onegdaj Roger Milla do narożnika boiska, staje przed słupkiem
zwrócony twarzą na zewnątrz; stoi na rozkraczonych nogach, porusza
biodrami, aby nagle... upaść do tyłu do góry brzuchem!
Wiadomo, że walka piłkarzy na stadionie to rezultat żmudnego,
nieraz morderczego szkolenia. Trenerzy drużyn piłkarskich prze­
ścigają się w wypracowaniu najskuteczniejszych sposobów prowa­
dzenia gry; poznania mocnych i słabych stron w grze przeciwników.
Na szczęście gesty piłkarskie nie są rezultatem szkolenia i nie
znajdują się na razie w polu zainteresowań fachowców w rodzaju,
wymienianego tu już wybitnego znawcy footbollu. I dzięki temu owe
gesty tworzą materię odrębną, w której silnie wyrażają się in­
dywidualne predyspozycje emocjonalne zawodników, tudzież ich
status w zespole drużyny. Najważniejsze jednak, że gesty piłkarzy
4

5

77

�stały się przekazem aprobowanych, lokalnych czy środowiskowych
doświadczeń kulturowych (sposobów wyrażania emocji, nastrojów
itd.). Piłka nożna wykształciła już gesty, które uznać należy za
całkiem jej własne. Wydaje mi się, że należy do nich łapa w łapę,
charakterystyczne, szybkie czy też gwałtowne uderzenie się dwóch
osób otwartymi dłońmi na wysokości czoła. Ten wielce sympatyczny
gest przyjaźni, życzliwości trafił ze stadionów piłki nożnej do
zachowań powszednich, wspomagając kształtowanie się więzi towa­
rzyskich, rodzinnych, przyjacielskich. Ale - jako osoba, która mało
wie o footballu - mogę się oczywiście mylić!
Gest zachwyca, jeśli jest oryginalny i spontaniczny. Istnieje już
sporo gestycznych zachowań piłkarskich, które nużą swą sztampą
tudzież banałem. Dotyczy to szczególnie drużyn z lig zachodnio­
europejskich, w których football ma najstarsze tradycje, sięgające
drugiej połowy X I X w., nie mówiąc o znacznie odleglejszych
doświadczeniach rzutnokopnych ludów średniowiecznej Angli, Fran­
cji, Włoch. Stąd takie żywe zainteresowanie grą piłkarzy z młodych
drużyn, przede wszystkim z Afryki.
Dopóki gesty piłkarskie pozostają poza kontrolą FIFA (Między­
narodowa Federacja Piłkarska) i umykają uwadze szkoleniowców
(ładna nazwa, no nie!), będą intrygowały takich jak ja profanów
etnologicznych; piszących zamiast BUTRAGUENO Utragenio (2
razy!). To niestety skutek nie tylko własnej ignorancji... Długo będę
pamiętał, że Kazimierz DEYNA jako DEJNA był w jakiejś telewi­
zyjnej relacji - gdy się zawodnik dopiero objawił - Deżą. NEWERLEGO nazywano Niuerlajem. Mnie los zaszczyca wielokrotnie
Łolejskim, w kraju i za granicą, z czego się Ludwiku wielce cieszę.
Wracajmy jednak do BUTRAGUENO. Mondiale '90, mecz
Jugosławia-Hiszpania (1:2). Drugiego gola dla Hiszpanii strzela ów
Butragueno. „Po strzale fika koziołka, ląduje na kolanach, sunie na
nich około 3 metry, dzierżąc nad sobą dwie zaciśnięte pięści."
Zachwycający, uroczy ten przypadek, mimo drętwej przygany,
napawa otuchą, że również europejskie drużyny stać na to, by ich
zachowania podziwiać, cieszyć się z ich charakterem, niebanalnym,
niesztampowym, najważniejsze nie przesłodzonym potrzebą demons­
trowania woli zwycięstwa i więzi z resztą zawodników po udnym
strzale.
W tekście sprzed czterech laty próbowałem uporządkować sobie
wyobrażenia własne o postawach emocjonalnych zawodników po
udanych i nieudanych strzałach na bramkę. Przyjąłem, że gesty
piłkarzy w tych decydujących dla meczu momentach ujawniają
z jednej strony całkiem indywidualne cechy jakiegoś zawodnika,
a z drugiej reprezentowany przez niego wzorzec kulturowy, który
wart jest zainteresowania większego, aniżeli uczynić to potrafią
komentatorzy i sprawozdawcy sportowi. Opozycje:
POKORA - NIEPOKORA (dziękczynienie - triumfowanie nieszydzenie - szydzenie)
GNIEW - RADOŚĆ (konwencjonalność - niekonwencjonalność)
i inne
to swego rodzaju klucze do pełniejszej percepcji widowisk piłkars­
kich, które wtargnęły brutalnie w nasze życie codzienne. Pisanie
0 tym Ludwiku, to ratunek przed utonięciem w otmęcie masowych
fascynacji, to godna uznania chęć zachowania człowieczeństwa.
1 dlatego należy się takim ignorantom jak ja nieco pobłażania,
wyrozumiałości i ciepła. Chyba przyznasz, że się należy.
Przyglądając się w czasie upalnych nocy, kiedy sen nie przychodzi,
zachowaniom co niektórych zawodników - wyrażanych ekspresyjnie,
gestycznie - postrzegam groźbę, szyderczo z jawną drwiną przekazy­
waną. To jakiś czas trwa, chociaż króciutko i jest odegrane wielce
dynamicznie. Na koniec, czy w innym nieco rozumieniu, przestawiam
znaczenie wymienionych pojęć, które się narzucają. Oto drwina,
szyderstwo spowite groźbą albo tylko pewnością siebie, staje się
jawnym zlekceważeniem przeciwnika, co w kontekście walki na
jedno wychodzi. Chociaż, owa groźba (zwykłe straszenie) przeradza
się czasem w wyzwanie, w którym kogoś z góry uznaje się za
pokonanego. To szczególny rodzaj sportowego zaklęcia.
Można przyjąć, że jeśli gonitwy za piłką i z nią, kopanie jej, nic już
nie mówiąc o wzajemnym faulowaniu się zawodników, służy osłabie­
niu (lubo zdruzgotaniu) fizyczno-intelektualno-psychicznym prze­
ciwnika, to gesty skierowane są - czy sobie to piłkarze oraz ich
opiekunowie uświadamiają, czy nie - na psychiczną stronę jego
kondycji. Piłkarskie gesty - nie wiadomo w jakiej mierze - ale nawet,
niechby w całkiem znikomej, zapewne jednych duchowo wzmac­
niają, a tych do których są skierowane - osłabiają; mogą obniżać wolę
zwycięstwa, dezorientować, mamić itp. Wielu bramkarzy pewnie lżej
6

78

zniesie przepuszczenie piłki do swej bramki, aniżeli wpuszczenie tej
piłki, uzupełnione wymownym gestem napastnika, dobrotliwie grożą­
cego palcem przed nosem ofiary. Albo inny wstrząsający przykład:
Rashidi Yekini, Nigeryjczyk, wpada z piłką do bramki Bułgara
i pokazuje, że bramka jest... dziurawa. Demonstruje to wkładaniem
pięści w oka siatki i z wyszczerzonymi zębami głosi swoje - jemu
tylko znane zaklęcie (mecz w Dallas 22 czerwca 1994, Nigeria-Bułgaria, 3 :0).
Przykłady wykorzystywania przez piłkarzy gestów do poprawiania,
wzmacniania swej kondycji, zarazem do osłabiania morale przeciw­
nika, mnożyć można w nieskończoność. Celują w tym interesującym
mnie procederze, oczywiście, Murzyni, kiedy występują w swych
rodzimych drużynach. Bo Murzyn, jako jedyny czarny w zespole
szwedzkim, to istota zupełnie inna. W meczu 20 czerwca, Kamerun-Szwecja, 2: 2, udało się owemu szwedzkiemi Murzynowi (ojciec
jego z Zielonego Przylądka) strzelić gola. I co? I nic! Czarny
zawodnik po strzeleniu gola stanął w bezruchu. Jakby zażenowany
tym co przed chwilą zrobił stoi sobie skromnie. Czeka? Chyba tak.
Oto przebiegają przed nim szwedzcy koledzy. Jeden go pogłaszcze po
głowie i zaraz odbiegnie, drugi tylko klepnie go w tyłek i też zaraz
odbiegnie a inny w podobny sposób wnet odbiegając użyczy
bohaterowi kuksańca.
Upłynie 13 dni i ten sam Martin Dahlin w meczu z Arabią
Saudyjską zachowa się jak na Murzyna przystało. Już w 6 minucie
pięknym strzałem głową zdobywa gola. Po tym udanym strzale
biegnie przed siebie radośnie z rozprostartymi do góry ramionami,
aby nagle wskoczyć okrakiem na biodra szwedzkiego kolegi!
Skupiłem się poprzednio, ale i też obecnie na gestach, towarzyszą­
cym udanym i nieudanym strzałom na bramkę, albowiem bywają one
najbardziej sugestywne, rozbudowane, znaczące itd. Brazylijczyk
Romario, król strzelców, po chybieniu pada zrozpaczony na kolana
i tłucze zaciekle murawę pięściami (20.VI. 1994, mecz Brazylia-Rosja). Ileż tu żalu, złości i gniewu, ale nade wszystko, woli
odegrania się - zwycięstwa.
Pewnie nadejdzie czas, że takie zachowanie będzie karane żółtą
kartką i zawodnikowi pozostanie swoje niepowodzenie wyrażać tylko
cierpkim grymasem, ewentualnie ukrytym machnięciem ręki. W me­
czu 2 L V I . 1994, Arabia Saudyjska-Holandia, jeden z Holendrów,
kiedy zmarnował szansę dołożenia Arabom, raczył zaledwie skrzywić
usta! Zaraza inercji gestycznej zaatakowała już Koreańczyków,
znanych dotąd z żywiołowości i wyrazistej teatralizacji swych
zachowań. 27.VI. 1994, Dallas, mecz Niemcy-Korea Południowa. Do
przerwy Niemcy prowadzą 3:0. Po każdym golu, Koreańczycy
zamiast cierpieć, chodzą sobie na luzie, niektórzy z zawodników
dalekowschodniej drużyny nawet się uśmiechają! Niebywałe. W dru­
giej części meczu strzelą Koreańczycy dwa gole. Koreańczyk, który
strzelił pierwszego gola - jak Murzyn szwedzki nie kwapi się
cokolwiek czynić. Zmierza tylko spokojnie do środka boiska. Po
drodze, chyba również tylko jeden z kolegów, trąci go po przyjaciels­
ku dłonią w tył głowy...
Zatem należy korzystać - a nuż z ostatniej szansy - notowania,
choćby w pamięci, tych nieformalnych, nie szkolonych zachowań,
które tak serce radują.
Międzynarodowe mistrzostwa piłkarskie stwarzają świetną okazję
do prezentacji rozmaitości i bogactwa gestów już od momentu grania
hymnów aż po schodzenie z boiska, wymianę koszulek. Jedni,
całkiem zamerykanizowani, jak zawodnicy Korei Płd„ słuchają
swego hymnu godnie z ręką na sercu. I milczą! Inni stoją jak oflagi, ze
zwieszonymi rękami i pod nosem mamroczą niektóre słowa (pewnie
które zapamiętali) tekstu świętego (Brazylia). Szwedzi też mamroczą
słowa swego hymnu. Ponadto, stoją w rozkroku. Natomiast ręce
trzymają za sobą, a dłonie mają skrzyżowane nad siedzeniami...
Zamienić się koszulkami jedni chcą, a inni nie chcą i w związku
z tym gonią czym prędzej do garderoby, aby uniknąć wątpliwego
zbratania.
Faule, to osobna, przepastna zupełnie dziedzina, w której gest
piłkarski się objawia. I znowu, jedni się do faulowania przeciwnika
przyznają „przepraszając" ofiarę, a inni udają Greka czmychając, lub
niewiniątka, rozkładając ręce. Jest to najżałośniejsza strona zawodów
footballowych. Nie mam najmniejszych złudzeń (kontemplując graf­
fiti w mym mieście po kolejnych występach Legii), że przez
młodocianych kibiców, te beznadziejne zachowania i towarzyszące
im gesty przyjmowane są z aprobatą i żyją potem własnym życiem
w chuligańskich manierach po z glana, na wilka i na sikora?
Oto wraca kulejąc na boisko sfaulowany wcześniej Boliwijczyk,

�chyba wyniesiono go na noszach. Nieopodal linii bocznej czycha na
kulejącego Koreańczyk. Boliwijczyk omija go bojaźliwie. Ale Kore­
ańczyk podbiega do nieszczęsnego Latynosa, aby go po przyjacielsku
lepnąć w plecy... Mecz 24.VI.1994, Korea Płd.-Boliwia.
Egzekwowanie strzałów wolnych z tworzeniem muru przez zawod­
ników karanych przed własną bramką, to dla obojętnego widza,
szczególnie wesołe akcenty w dramaturii meczu - misterium. Oto
różnej postury mężczyźni, przed chwilą jeszcze bojowi i groźni, stają
w rządku pokornie i . . . kładąc dłoń na dłoni opuszczają ręce poniżej
swych pępków.
Zapytałem wybitnego znawcę zachowań subkulturowych, dlacze­
go użycie ręki w zawodach piłki nożnej jest karane? Znawca się
obruszył i powiedział: Jak to, przecież co i raz, trzymają się rękoma za
jaja. Uczony ten wygłosił swój pogląd prywatnie, przez telefon, ale
przy obecności małoletnich córek!
Oto jak profani widzą bohaterów misteriów naszych czasów!
Jeśli nic cię nie pociesza
Kiedyś na zabawach w okolicy Murzynowa (w samym Murzyno­
wie zabaw nie organizowano, chociaż urządzano... bale), jeśli
dochodziło do bójki, to walczono przede wszystkim rękoma, a szta­
cheta wyrwana z płotu była najczęstszym narzędziem walki. Odkąd
w każdym gospodarskim domu jest telewizor, obowiązkowo koloro­
wy, a płoty drewniane zastąpiono siatkami drucianymi, tradycja bicia
kogoś po głowie sztachetą stała się nie do utrzymania.
Mężczyźni poza transmisjami z meczów piłki nożnej, nic więcej
w swych telewizorach nie pragną zobaczyć. Telewizory jednakże są
włączone, aby każdy, kto zajdzie wiedział, że nie mieszkają w tym
domu „ciemne burki ze w s i " . Transmisje z meczów piłki nożnej,
których kobiety nie oglądają, pozwalają mężczyznom na spokojne
nagromadzenie cennych wrażeń. Bywa, że stają się one bodźcem czy
inspiracją do rychłych czynów, wymagających stanowczości i zdecy­
dowania...
Otóż nowy, chociaż już nie taki nowy, styl bijatyk na zabawach to
zastąpienie rąk nogami. Słusznie rozwija Ryszard Ciarka myśli
Ludwika Stommy o inwersyjności footballu, powiadając, że „w dniu
świątecznym ręce powinny odpocząć". I też odpoczywają. Po
wypiciu z kolegami połówki na ryzyk, (zawsze należy działać
w zabezpieczeniu, zespołowo, jak na stadionie) można upatrzyć sobie
denata. Po wyselekcjonowaniu napastnika, następuje akcja.
Napastnik podchodzi do przeciwnika i go zagaduje. Zagadywać tak
należy, aby pojawił się powód, okoliczność, spina, czyli dostatecznie
silny bodziec, do poczucia się wnerwionym, wkur... itd. Można na
denata napierać brzuchem, raz i drugi, ale też można, podstawiając mu
nogę, pchnąć go z lekka, aby się przewrócił. Bardziej doświadczeni,
żonaci, ojcowie, mający gospodarkę albo dobrą pracę, winni się
wykazać czymś więcej. Na przykład umiejętnością schwytania denata
nagle za przegub ręki (lewej) i przerzucenia go sobie przez ramię na
ziemię, względnie podłogę. Ale to już ostateczność. Pod dachem nie
należy... I też - jeśli pod dachem się akcja rozpoczęła - napastnik
powinien powiedzieć: WYJDZIEMY. Rozumniejsi albo strachliwsi
robią co mogą, aby nie wychodzić...
Powalonego dobrze jest przekopać czy skopać po nerach, po ryju,
po kałdunie albo wątrobie... Czynności tej winny też towarzyszyć
stosowne okrzyki w rodzaju: ty alkoholiku, ty ch..., ty k..., ty
schizofreniku, ty ch... za... Nie będziesz mi szczał do szafy! Nie
będziesz mi denerwował żony!
Jeśli akcja się nie rozwija (przeciwnik nie znalazł w nikim
wsparcia) obrońcy napastnika odrywają go od jego ofiary. Napastnik
czerwony na twarzy, z wytrzeszczem oczu długo nie może przyjść do
siebie. Uspakaja się przeklinając i z trudem formułuje uzasadnienie
swego gniewu. Na drugi dzień idzie do kościoła (zabawy najczęściej
odbywają się w sobotę), ale nie po to aby dokonać aktu skruchy
i żałować swego czynu. Nigdy też nie będzie się z niego spowiadał
(nie zdarzyło się w Murzynowie i wsiach sąsiednich, aby napastnik
z bójki na zabawie, czy w ogóle bójki, próbował przepraszać
przeciwnika). Natomiast chyba będzie go gryzło sumienie i wówczas
podejmie niejedno staranie aby swej ofierze użyczyć gestu... życz­
liwości, nie różniącego się wiele od tego zafałszowania, jakie
mieliśmy okazję poznać, przywołując sytuację z meczu Korea
Południowa-Boiiwia (klepnięcie przez Koreańczyka po plecach
Boliwijczyka, powracającego po sfaulowaniu na boisko).
Dla części, niezbyt dojrzałej duchowo społeczności kibiców,
mecze piłki nożnej stanowią nie wyczerpany rezerwuar, niezwykle

sugestywnie rozstrzyganych starć - wzorców zachowań. Czy są one
rozstrzygane szlachetnie? Honorowo? Uczciwie? Przyzwoicie? God­
nie? I tak dalej. Nie mnie - ignorantowi footballowemu - odpowiadać
na te rozkoszne pytania.
W czasie meczów krążą po boiskach osobnicy, korzystający
z tytułu pan, i oni tych, którzy mają tylko nazwisko i numer na
plecach... osądzają. Ale czy ktoś, kto nie ma imienia, ponadto nie jest
panem, może być osądzany?
Żywa twórczość

ludowa

Przez 15 lat obcowania z mieszkańcami Murzynowa, ich gośćmi
z Polski oraz sąsiadami, miałem sporo okazji do poznania rymowanek-powiedzeń, cieszących się wśród części kwiecia tamtejszego
ludu uznaniem. Oto wybrane rymowanki spośród zbioru liczącego
kilkadziesiąt pozycji:
NIE MOŻNA KOPAĆ STOJĄCEGO
BO MOŻE COŚ ZALEŻEĆ OD NIEGO
*

KOP LEŻĄCEGO! NIC NIE ZALEŻY OD NIEGO
UFAJ BLIŹNIEMU SWEMU
CIĘ ZEMŚCI I SKOPIE DO MARTWEGO
PO WYPICIU GŁĘBSZEGO
UFAJ BLIŹNIEMU SWEMU
SKOPIE CIĘ PO WYPICIU GŁĘBSZEGO
GDY SIĘ O SOBIE DOWIE CZEGOŚ
NIEPRZYJEMNEGO
OBOWIĄZKIEM JEST KAŻDEGO
SPONIEWIERAĆ BLIŹNIEGO SWEGO
P... BLIŹNIEGO SWEGO
AŻ KOSZULA SPADNIE Z NIEGO

NIECH NIE PODSKAKUJE!
BO GO SKOPIĘ, A PRZEDTEM
W MORDĘ NAPLUJĘ!
*
SKOPAŁEM GO
BO CHODZI CHORY
NIECH SPIERDALA
DO SWEJ NORY
NIECH SIĘ ROZWIJA UMYSŁOWO
SKOPIĘ GO I O MUR WALNĘ GO GŁOWO
SKOPAŁ GO W DYDU
BEZ WSTYDU
*
JAKA TO DLA NAS UCIECHA
SKOPAĆ DRUGIEGO
DLA ŚMIECHA
Europa, jak żadna inna strona na świecie, jest wylęgarnią fał­
szywych gestów życzliwości, skromności i pokory, natomiast całkiem
niefałszywych buty i pychy. Niegdyś poprzez swych konkwistadorów
i misjonarzy, a dziś już tylko poprzez kogoś takiego, jak zawodnik
footballu, użycza tych gestów reszcie świata.
Wszyscy Europejczycy pozdrawiają się w jednakowy sposób,
mówiąc jeden drugiemu dzień dobry. Żadnej z nacji europejskiej nie
starczyło wyobraźni, albo na tyle dobrej woli, aby pozdrawiać - jak
Chińczycy - pytaniem: jadłeś? Natomiast, kiedy stajemy wobec
„niebezpieczeństwa" poczęstowania gościa jakimś napitkiem, nie
zapominamy zapytać, czego chciałby się napić. Oczywiście są i tacy,

79

�którzy w ogóle nie pytają, bo nie zamierzają częstować, by nie sprawić
przykrości drugiej osobie. Oto w Murzynowie, częstowany bez
pytania herbatą lub kawą, wzbrania się przed jej wypiciem. Zapytany
dlaczego się wzbrania, odpowiada: - Nie chcę, bo to tak jakbym dług
zaciągnął.
W Afryce czy Azji ludy tamtejsze nigdy cię nie pytają, czy byś się

czego napił. To co mają - bez obłudnego pytania - stawiają ci przed
nosem. Ludy koczownicze, ludy obydwu tych kontynentów, ludy
stepów i pustyń - gdzie woda jest prawdziwym skarbem - to kapłani
ceremonii życzyliwości. Nawet jeśliś niczym sobie nie zasłużył,
filiżankę lub czarkę herbaty otrzymasz podaną dwoma rękami na tacy
albo wstędze błękitnego jedwabiu...

PRZY PISY
' Por. Ludwik Stomma, / : 0 Czyli ludzie jak bogowie, „ K o n l c k s l y " , Rok X L V : 1991, nr 3-4
(214-2155), s. 141-142
Tenże, s. 142
Rozmowa w drodze na Powązki w dniu 23 czerwca 1994 roku
Ludwik Stomma, op. cit., s. 142
Miałem okazję bliżej się tym zabiegom terapeutycznym przyjrzeć w czasie dwuletniego
pobytu w Dakarze, jako stażysta w s ł a w n y m Institut Foundamcnlal d'Afrique Noire.
Charakterystyczne, że obrządki władania sobą przeniknęły do nowoczesnych osiedli Dakaru.Co
jakiś czas w takim osiedlu gromadzą się pod w i e c z ó r ludzie przy piaskownicy. Dlatego przy
piaskownicy, p o n i e w a ż jednym z e l e m e n t ó w zbiorowego transu będzie padanie na piasek
plecami oraz tarzanie się w nim...
' Jacek Olędzki. Gesty nadziei, „ K o n t e k s t y " , Rok X L V : 1991. nr 1 (212), s. 45
W gwarze złodziejskiej sikor = zegarek, wilk = przyrodzenie, glan, glony - buty.
2

3

4

1

P.S. Przez długie lala wielkim mym pragnieniem było, aby etnografowie nic ograniczali się do
analizy cudzych filmów lecz - korzystając ze swej oryginalnej i słabo spopularyzowanej wiedzy
- robili swoje własne. Wreszcie, aby filmujący clnografowie nie ograniczali się do surowych
zapisów, trafiających do a r c h i w ó w muzealnych, ale ż e b y zaistnieli, przede wszystkim
w telewizji. Jeśli się to udawało w latach sześćdziesiątych, dlaczego nic m o g ł o b y nowe,
scmiotyczno-strukturalislycznc, czy fenomenologiczne m y ś l e n i e filmowe zaistnieć w latach
w i ę k s z y c h s w o b ó d i lepszych m o ż l i w o ś c i technicznych? C z y musimy być niewolnikami złych
g u s t ó w i wątpliwych zainteresowań masowego odbiorcy, który w części męskiej - jak
w Murzynowie - interesuje s i ę tylko meczami piłki nożnej, boksem i transmisjami ze świąt? No
i wreszcie d o ż y ł e m chwili satysfakcji i prawdziwej radości. Przyjmij Ludwiku - proszę - słowa
podziękowania i gratulacje za fascynujące, rewelacyjne formalnie i intelektualnie Historie
o historii Brawo!

7

Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi
Ludwik Stomma
Brawo Jacku! - Z jakąż łatwością wywiodłeś bezpośredni związek
między piłką nożną a glanowaniem bliźnich lub biciem syna
młotkiem po głowie (acz w drugim tym przypadku chodzić powinno
raczej, chyba że ojciec trzymał narzędzie chwytnymi palcami
kończyn dolnych, o piłkę ręczną). Nie będę się rewanżował przy­
kładem tatusia, który po obejrzeniu przegranego przez „naszych"
meczu, zrozumiał znikomość swych zachcianek, zrobił rachunek
sumienia i tegoż wieczora, po raz pierwszy od lat wykąpał bobasa
i ucałował żonę. Nie chcę bowiem licytować się w trywialności.
Niepotrzebnie Jacku napracowałeś się nad tak długim tekstem.
Wszystkie jego tezy zawierają się wszakże w dwóch twoich zdaniach:
„Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel, tłumacz literatury współ­
czesnej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża
sobie epizod w scenerii piekła." - Jest tu już wszystko: i deter­
minujące wnioski opozycje i opis.
Zacznijmy od opozycji. Nikogo Jacku nie obchodzi, i wiesz od tym
doskonale, że jest twój przyjaciel tłumaczem z hidi, czy też synem
trenerki. Jeżeli umieszczasz te informacje, to znaczy, że mają
znaczenie. Ciąg logiczny jest tu taki: Przyjaciel wywodzi się ze
środowiska sportowego więc „wie w czym rzecz''. „Wiedząc w czym
rzecz", a więc z pozycji kompetencji uważa mecz piłki za „epizod
w scenerii piekła". Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym
(literatura + współczesność i egzotyczne języki), czyli po polsku
mówiąc „kulturalnym". Tu swoją kulturę przeciwstawia (a raczej ty
dając go za przykład przeciwstawiasz), wciąż „wiedząc w czym
rzecz" chamstwu oglądaczy piłki. Ową opozycję prymitywizm
- prawdziwa cywilizacja wzmacnia rozróżnienie ewolucyjne między
neandertalami, którym „ciągoty stadne nie wygasły" (znamiennie
darwinowskie pojęcia: „stado" i „wygasły") a homo sapiensami,
którzy są już na wyższym etapie, a do których należysz ty i tłumacze
literatury hindi. W tym momencie i tak wszystko jest już przesądzone.
Następuje jednak ilustracyjny opis, o tyle tylko nie powalający
przeciwników na kolana, iż: 1. fałszywy, 2. nieuczciwy.:
Ad. 1. a. „Twarde ławki" - na stadionach, które oglądałeś w TV
(wnoszę po cytowanych meczach) nie ma żadnych twardych ławek,
tylko plastikowe, wygodne krzesełka, w droższych rzędach miękko
wyściełane.
b. „Skandując jakieś jedno słowo" - w ten sam sposób można by
o twórcach ludowych: „bazgrząc jakieś bohomazy". Folklor kibiców
to dzisiaj rozbudowany system obejmujący strój, muzykę, rytuał,
muzealnictwo, kolekcjonerstwo, swoistą literaturę etc. etc.
c. „Gwiżdżąc i tupiąc'' - jak wyżej, lecz dodajmy jeszcze, że pobyt
na meczu wiąże się również z konsumpcją (nieraz wielodaniowych
obiadów), występami tancerek, pokazami sztucznych ogni, spot­
kaniami przyjacielskimi etc. etc.

80

Ad. 2. Wszystko to Jacku doskonale widziałeś, pomijanie więc
wszelkich owych aspektów i redukcja interakcji społecznych na
meczu do twojego „opisu" musi być niestety odebrana, jako
naginanie z góry rzeczywistości do twojego a priori. Tym gorzej dla
prawdy.
Zapewnianie, że nie masz pojęcia o przedmiocie swojej pracy,
istotne dla ciebie, gdyż pozwalające ci na dowolnie beztroskie
wrzucanie „faktów" do worków „prymitywizmu" lub „prawdziwej
cywilizacji", jest o tyle smutne, że całkowicie odpowiada prawdzie.
Gest ma też swój kulturowy kontekst, bez znajomości którego ani
rusz. Jeden tylko, jedyny przykład:
Piszesz o Koreańczyku, który nie okazał radości strzeliwszy
Niemcom gola. Otóż strzelił go on przy stanie 0:3, radości
okazywać więc po prostu nie mógł, gdyż w oczach publiczności,
jak i kolegów z drużyny odebrane by to zostało jako defetyzm.
Wystarcza oto 1 :3 do uciechy... W przeciwieństwie do Ciebie
oglądam mecze setkami i NIGDY nie widziałem uciechy po
strzeleniu bramki, która nie zmieniałaby merytorycznie faktu
beznadziejnej sytuacji zespołu (chyba, że w dobroczynnej
pokazówce lub konfrontacji III-ligowca z mistrzem, gdzie tylko
o honor chodzi, a zwycięstwo jest poza najśmielszymi ambic­
jami). Tak więc, co dla ciebie jest „komparatystyczną" ciekawo­
stką wynika najbanalniej z międzynarodowej litery rytuału.
Elementarne mój Watsonie!
A dlaczego jeden tylko przykład? Bo przecież i tak groch o ścianę.
Masz Jacku na to co ci wygodne i niewygodne dwie odrębne miary.
Gdy ja, przez przejęzyczenie, zamiast „plemienny" (gdyż tak! Milla
odtańczył element ZNANEGO tańca) piszę „narodowy" poświęcasz
temu pięć oburzonych akapitów, sugerujących nawet „glanowanie".
Gdy ty natomiast przekręcasz dowolnie słynne nazwisko, rzecz to
śmiechu, a nawet kpiny godne, bo mawiają na cię „Łolejski". Może
i mawiają, ale nie piszą tak w naukowych pracach, bo i siebie by
kompromitowali i nikt by nie zrozumiał.
Ale dość o detalach. Smutne jest jeszcze, że do interpretacji
zjawiska o zasięgu światowym, swoistego signum temporis naszych
czasów, wystarczy delirka chłopa z Murzynowa i paradoks uroczego
skądinąd Ryszarda Ciarki. Doprawdy nie jest dobrym przykładem dla
studentów (może dlatego czytałem na twoich zajęciach gazetę, acz
wtedy nie była to jeszcze - acz doceniam subtelność aluzji - „Trybuna
Ludu") mówienie: nie znam się na sprawie, ale i tak ją rozwikłam, bo
tezę założę z góry, jak żyletką po oczach. Wtedy bowiem zaczynają
nam cywilizację zakładać kosmici, kształt dachów pagód udowadnia
związki Chin ze starożytnym Egiptem, Jezus przeżywa i poprzez
Templariuszy zakłada masonerię...
Być może, tego zanegować nie mogę, świat jawi się wtedy
łatwiejszy. Ale czy to my właśnie mamy sprowadzać do trywialności?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6446" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6426">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a772473bf584a2740cfe6c65eebc61ce.pdf</src>
        <authentication>c801e6361e445b04457c287ba4dd1faa</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76742">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2967</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76743">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76744">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2771</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76745">
                <text>Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76746">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.80</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76747">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76748">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76749">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76750">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76751">
                <text>którzy w ogóle nie pytają, bo nie zamierzają częstować, by nie sprawić
przykrości drugiej osobie. Oto w Murzynowie, częstowany bez
pytania herbatą lub kawą, wzbrania się przed jej wypiciem. Zapytany
dlaczego się wzbrania, odpowiada: - Nie chcę, bo to tak jakbym dług
zaciągnął.
W Afryce czy Azji ludy tamtejsze nigdy cię nie pytają, czy byś się

czego napił. To co mają - bez obłudnego pytania - stawiają ci przed
nosem. Ludy koczownicze, ludy obydwu tych kontynentów, ludy
stepów i pustyń - gdzie woda jest prawdziwym skarbem - to kapłani
ceremonii życzyliwości. Nawet jeśliś niczym sobie nie zasłużył,
filiżankę lub czarkę herbaty otrzymasz podaną dwoma rękami na tacy
albo wstędze błękitnego jedwabiu...

PRZY PISY
' Por. Ludwik Stomma, / : 0 Czyli ludzie jak bogowie, „ K o n l c k s l y " , Rok X L V : 1991, nr 3-4
(214-2155), s. 141-142
Tenże, s. 142
Rozmowa w drodze na Powązki w dniu 23 czerwca 1994 roku
Ludwik Stomma, op. cit., s. 142
Miałem okazję bliżej się tym zabiegom terapeutycznym przyjrzeć w czasie dwuletniego
pobytu w Dakarze, jako stażysta w s ł a w n y m Institut Foundamcnlal d'Afrique Noire.
Charakterystyczne, że obrządki władania sobą przeniknęły do nowoczesnych osiedli Dakaru.Co
jakiś czas w takim osiedlu gromadzą się pod w i e c z ó r ludzie przy piaskownicy. Dlatego przy
piaskownicy, p o n i e w a ż jednym z e l e m e n t ó w zbiorowego transu będzie padanie na piasek
plecami oraz tarzanie się w nim...
' Jacek Olędzki. Gesty nadziei, „ K o n t e k s t y " , Rok X L V : 1991. nr 1 (212), s. 45
W gwarze złodziejskiej sikor = zegarek, wilk = przyrodzenie, glan, glony - buty.
2

3

4

1

P.S. Przez długie lala wielkim mym pragnieniem było, aby etnografowie nic ograniczali się do
analizy cudzych filmów lecz - korzystając ze swej oryginalnej i słabo spopularyzowanej wiedzy
- robili swoje własne. Wreszcie, aby filmujący clnografowie nie ograniczali się do surowych
zapisów, trafiających do a r c h i w ó w muzealnych, ale ż e b y zaistnieli, przede wszystkim
w telewizji. Jeśli się to udawało w latach sześćdziesiątych, dlaczego nic m o g ł o b y nowe,
scmiotyczno-strukturalislycznc, czy fenomenologiczne m y ś l e n i e filmowe zaistnieć w latach
w i ę k s z y c h s w o b ó d i lepszych m o ż l i w o ś c i technicznych? C z y musimy być niewolnikami złych
g u s t ó w i wątpliwych zainteresowań masowego odbiorcy, który w części męskiej - jak
w Murzynowie - interesuje s i ę tylko meczami piłki nożnej, boksem i transmisjami ze świąt? No
i wreszcie d o ż y ł e m chwili satysfakcji i prawdziwej radości. Przyjmij Ludwiku - proszę - słowa
podziękowania i gratulacje za fascynujące, rewelacyjne formalnie i intelektualnie Historie
o historii Brawo!

7

Jackowi Olędzkiemu w odpowiedzi
Ludwik Stomma
Brawo Jacku! - Z jakąż łatwością wywiodłeś bezpośredni związek
między piłką nożną a glanowaniem bliźnich lub biciem syna
młotkiem po głowie (acz w drugim tym przypadku chodzić powinno
raczej, chyba że ojciec trzymał narzędzie chwytnymi palcami
kończyn dolnych, o piłkę ręczną). Nie będę się rewanżował przy­
kładem tatusia, który po obejrzeniu przegranego przez „naszych"
meczu, zrozumiał znikomość swych zachcianek, zrobił rachunek
sumienia i tegoż wieczora, po raz pierwszy od lat wykąpał bobasa
i ucałował żonę. Nie chcę bowiem licytować się w trywialności.
Niepotrzebnie Jacku napracowałeś się nad tak długim tekstem.
Wszystkie jego tezy zawierają się wszakże w dwóch twoich zdaniach:
„Pewnym osobom nie wygasły ciągoty stadne a innym wygasły. Ktoś
siedzenie na twardej ławce przez dwie godziny śpiewając lub
gwiżdżąc i tupiąc, skandując jakieś jedno słowo uzna za sytuację
bliską rajskiej, natomiast mój przyjaciel, tłumacz literatury współ­
czesnej pisanej w hindi, syn trenerki sportu szkolnego, tak wyobraża
sobie epizod w scenerii piekła." - Jest tu już wszystko: i deter­
minujące wnioski opozycje i opis.
Zacznijmy od opozycji. Nikogo Jacku nie obchodzi, i wiesz od tym
doskonale, że jest twój przyjaciel tłumaczem z hidi, czy też synem
trenerki. Jeżeli umieszczasz te informacje, to znaczy, że mają
znaczenie. Ciąg logiczny jest tu taki: Przyjaciel wywodzi się ze
środowiska sportowego więc „wie w czym rzecz''. „Wiedząc w czym
rzecz", a więc z pozycji kompetencji uważa mecz piłki za „epizod
w scenerii piekła". Jednocześnie jest człowiekiem wyrafinowanym
(literatura + współczesność i egzotyczne języki), czyli po polsku
mówiąc „kulturalnym". Tu swoją kulturę przeciwstawia (a raczej ty
dając go za przykład przeciwstawiasz), wciąż „wiedząc w czym
rzecz" chamstwu oglądaczy piłki. Ową opozycję prymitywizm
- prawdziwa cywilizacja wzmacnia rozróżnienie ewolucyjne między
neandertalami, którym „ciągoty stadne nie wygasły" (znamiennie
darwinowskie pojęcia: „stado" i „wygasły") a homo sapiensami,
którzy są już na wyższym etapie, a do których należysz ty i tłumacze
literatury hindi. W tym momencie i tak wszystko jest już przesądzone.
Następuje jednak ilustracyjny opis, o tyle tylko nie powalający
przeciwników na kolana, iż: 1. fałszywy, 2. nieuczciwy.:
Ad. 1. a. „Twarde ławki" - na stadionach, które oglądałeś w TV
(wnoszę po cytowanych meczach) nie ma żadnych twardych ławek,
tylko plastikowe, wygodne krzesełka, w droższych rzędach miękko
wyściełane.
b. „Skandując jakieś jedno słowo" - w ten sam sposób można by
o twórcach ludowych: „bazgrząc jakieś bohomazy". Folklor kibiców
to dzisiaj rozbudowany system obejmujący strój, muzykę, rytuał,
muzealnictwo, kolekcjonerstwo, swoistą literaturę etc. etc.
c. „Gwiżdżąc i tupiąc'' - jak wyżej, lecz dodajmy jeszcze, że pobyt
na meczu wiąże się również z konsumpcją (nieraz wielodaniowych
obiadów), występami tancerek, pokazami sztucznych ogni, spot­
kaniami przyjacielskimi etc. etc.

80

Ad. 2. Wszystko to Jacku doskonale widziałeś, pomijanie więc
wszelkich owych aspektów i redukcja interakcji społecznych na
meczu do twojego „opisu" musi być niestety odebrana, jako
naginanie z góry rzeczywistości do twojego a priori. Tym gorzej dla
prawdy.
Zapewnianie, że nie masz pojęcia o przedmiocie swojej pracy,
istotne dla ciebie, gdyż pozwalające ci na dowolnie beztroskie
wrzucanie „faktów" do worków „prymitywizmu" lub „prawdziwej
cywilizacji", jest o tyle smutne, że całkowicie odpowiada prawdzie.
Gest ma też swój kulturowy kontekst, bez znajomości którego ani
rusz. Jeden tylko, jedyny przykład:
Piszesz o Koreańczyku, który nie okazał radości strzeliwszy
Niemcom gola. Otóż strzelił go on przy stanie 0:3, radości
okazywać więc po prostu nie mógł, gdyż w oczach publiczności,
jak i kolegów z drużyny odebrane by to zostało jako defetyzm.
Wystarcza oto 1 :3 do uciechy... W przeciwieństwie do Ciebie
oglądam mecze setkami i NIGDY nie widziałem uciechy po
strzeleniu bramki, która nie zmieniałaby merytorycznie faktu
beznadziejnej sytuacji zespołu (chyba, że w dobroczynnej
pokazówce lub konfrontacji III-ligowca z mistrzem, gdzie tylko
o honor chodzi, a zwycięstwo jest poza najśmielszymi ambic­
jami). Tak więc, co dla ciebie jest „komparatystyczną" ciekawo­
stką wynika najbanalniej z międzynarodowej litery rytuału.
Elementarne mój Watsonie!
A dlaczego jeden tylko przykład? Bo przecież i tak groch o ścianę.
Masz Jacku na to co ci wygodne i niewygodne dwie odrębne miary.
Gdy ja, przez przejęzyczenie, zamiast „plemienny" (gdyż tak! Milla
odtańczył element ZNANEGO tańca) piszę „narodowy" poświęcasz
temu pięć oburzonych akapitów, sugerujących nawet „glanowanie".
Gdy ty natomiast przekręcasz dowolnie słynne nazwisko, rzecz to
śmiechu, a nawet kpiny godne, bo mawiają na cię „Łolejski". Może
i mawiają, ale nie piszą tak w naukowych pracach, bo i siebie by
kompromitowali i nikt by nie zrozumiał.
Ale dość o detalach. Smutne jest jeszcze, że do interpretacji
zjawiska o zasięgu światowym, swoistego signum temporis naszych
czasów, wystarczy delirka chłopa z Murzynowa i paradoks uroczego
skądinąd Ryszarda Ciarki. Doprawdy nie jest dobrym przykładem dla
studentów (może dlatego czytałem na twoich zajęciach gazetę, acz
wtedy nie była to jeszcze - acz doceniam subtelność aluzji - „Trybuna
Ludu") mówienie: nie znam się na sprawie, ale i tak ją rozwikłam, bo
tezę założę z góry, jak żyletką po oczach. Wtedy bowiem zaczynają
nam cywilizację zakładać kosmici, kształt dachów pagód udowadnia
związki Chin ze starożytnym Egiptem, Jezus przeżywa i poprzez
Templariuszy zakłada masonerię...
Być może, tego zanegować nie mogę, świat jawi się wtedy
łatwiejszy. Ale czy to my właśnie mamy sprowadzać do trywialności?

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6445" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6425">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d9fc76b88cc77b0616ae0b3c08b3cd67.pdf</src>
        <authentication>1d1d4c8d9ca64df15068d514c96ab716</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76732">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2968</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76733">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76734">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2772</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76735">
                <text>Marginalia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76736">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.81-82</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76737">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76738">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76739">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76740">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76741">
                <text>Marginalia
Aleksander Jackowski

Pamiętniki. Wciąż pojawiają się na rynku księgarskim
pamiętniki. Znajdują czytelników, choć tematyka okupacyjnomartyrologiczna przestaje interesować. Po niezwykłej, i to
w skali światowej, erupcji wspomnień z lat wojny i martyrologii
narodu, przyszła kolej na wypełnianie „białych plam'' w historii
oraz ujawnianie kulisów wydarzeń, znanych nam tylko z prasy
czy telewizji.
Szczególnym zjawiskiem są pamiętniki z lat wojny. Po­
wstawały, ponieważ ich autorzy mieli świadomość, iż żyli
w czasach wyjątkowych, strasznych, i że należy, dla dobra
przyszłych pokoleń, dać świadectwo prawdzie. Każdy mógł
mieć przekonanie, iż jego życie mogłoby stanowić materiał na
książkę. Każdy miał swoje niezwykłe losy, a zarazem wiedział,
iż suma tych losów tworzy wspólną historię kraju. Zakłamywaną w prasie, propagandzie.
Ten fakt ważył na pamiętnikach powstałych zwłaszcza
w latach pięćdziesiątych-sześćdziesiątych. Pozytywnie - na
decyzji ich pisania, ponieważ ocalały prawdę. Negatywnie
- jako że ograniczał obszar zainteresowań (np. do obozów
hitlerowskich), a kazał myśleć o cenzurze złaszcza tam, gdzie
wspominano łagry i zsyłki w Związku Radzieckim, walki Sił
Zbrojnych na Zachodzie czy Armię Krajową. Nawet tylko tej
cenzurze wewnętrznej. Najgorszej. Stawia to, oczywiście,
szczególne wymagania przy interpretacji tekstów, zwłaszcza
powstałych w wyniku konkursów i zachęt różnych instytucji
i redakcji.
Konkurs pełnił rolę katalizatora, dał ostateczny impuls,
decydujący o powstaniu wspomnień. Pozostaje problem, co
robić z nadesłanymi materiałami. Jak wykorzystać te pięćset,
a może nawet j u ż sześćset tysięcy relacji? Co zrobić, by
„przemówiły"? B y przekazały nie tylko prawdę statystyczną.
Co zrobić, by ujawnić nieprawdopodobną energię, zawartą
w pamiętnikach? Ilość nie przechodzi w jakość. Zabija. Kto
przeczyta te pamiętniki, porówna? Jedynie najciekawsze m o g ą
liczyć na dostrzeżenie. W końcu czas selekcjonuje, z tych setek
tysięcy funkcjonuje w kulturze, kilka, kilkanaście. O hitlerows­
kich obozach - to co pisał Tadeusz Borowski, o radzieckich
- Gustaw Herling-Grudziński, o inwazji na Francję - Andrzej
Bobkowski. Wybitne dzieła przekazują obraz przeszłości, który
zapada w pamięć. A l e jak wydobyć z milionów - stronice
świetne, wstrząsające, mądre - i wprowadzić je w krwioobieg
naszej kultury? A takie stronice są tam przecież. Znam niejedną.
Pamiętniki stanowią miąższ historii, wypełniają żywą treścią
daty i fakty znane z podręczników. Ocalają od zapomnienia
fakty pomijane w różnych okresach. Powstają z potrzeby
„pokrzepienia serc", dania świadectwa prawdzie czasu. Wzma­
cniają więź między pokoleniami, ludźmi o różnych rodowo­
dach. Nasze pamiętniki, to zarazem nasza historia. A l e też
i obraz autorów. Ich portret, własnym piórem skreślony.
W latach wojny autor jest pionkiem. Przeżywa, opisuje - co
widzi. Współcześnie - autor jest gońcem, hetmanem. Rozgrywa
nieraz swoją własną partię.
Pamiętnik z reguły relacjonuje sytuację ja:inni; ja:świat;
my:nasi wrogowie. A „ m y " , to j u ż grupa, rodzina, społeczność
lokalna, mała ojczyzna, ojczyzna. „ M y ' ' konstytuuje tożsamość
grupy.
Zarówno wtedy, gdy pamiętnik powstaje z chęci zostawienia
śladu po sobie, jak i w ó w c z a s , gdy koncentruje się na ważnych
wydarzeniach dla społeczeństwa, relacja jest subiektywna. To

oczywiste. Selekcjonujemy mniej, czy bardziej świadomie
fakty, licząc się z ich obecnym wydźwiękiem. Zwłaszcza istotna
jest cenzura, istniejąca w nas samych. Cenzura podświadomo­
ści, a także presja czasu, środowiska. Istotny jest kontekst,
emocjonalne zabarwienie ocen, percepcji. Tego się nie uniknie,
inaczej więc odczuwa Powstanie Warszawskie jego uczestnik,
a inaczej ktoś, kto przyszedł z 1 A r m i ą ze Związku Radzieciego
i patrzył na płonące miasto z praskiej strony Wisły. Nawet po
latach, gdy m o ż n a zgodzić się co do faktów podstawowych,
emocja inaczej rozkłada akcenty, ocenę tego co było „koniecz­
ne". Czy należało w y w o ł y w a ć Powstanie? W jakim celu?
Czas i odległość zmieniają otoczkę emocjonalną faktów.
Cały czas mówię o cenzurze wewnętrznej, a więc nie­
świadomej. Cenzurze związanej z istniejącym stereotypem, ze
zbiorowym odczuciem. Cenzurze, która każe inaczej kształ­
tować obraz w zależności od tego, czego - jak sądzimy
- oczekuje odbiorca. Inne pokłady pamięci zostaną uruchomio­
ne, gdy zechcę wziąść udział w konkursie na wspomnienia
z Syberii ogłoszonym przez pismo geograficzno-krajoznawcze,
a inaczej, gdy będzie to Związek Sybiraków, czy inne stowarzy­
szenie, mające w tytule martyrologię. Zmieni się tonacja,
w jakiej zostaje napisane wspomnienie.
Czy pamiętnik rozładowuje emocje, czy też je kondensuje?
Sądzę, że może być i jednym i drugim. Pisanie cofa nas
w przeszłość, każe raz jeszcze przeżyć życie, jakiś jego
najważniejszy fragment. Bywa, że ten epizod ciąży na człowie­
ku, staje się punktem odniesienia dla myśli, snów, działań.
Znam ludzi porażonych przeszłością, niewolników okresu
obozu, powstania, zesłania, więzienia. Jedni się z tego po latach
otrząsają, inni nie. Po wyzwoleniu obozu w Oświęcimiu wielu
więźniów pozostało. Chciało być nadal w miejscu, które
przecięło ich dotychczasowe życie. Stali się niewolnikami, ale
i strażnikami pamięci. Cała, dosłownie cała ekipa pracowników
muzeum oświęcimskiego została sformowana z byłych więź­
niów. Kiedy Wanda Jakubowska kręciła Dymy nad Birkenau,
film niezwykły przez autentyzm zachowań, posłużyła się
w większości byłymi więźniami. Opowiadała m i wówczas
o zachowaniach ludzi, o ich wzruszeniu i potrzebie przeżywania
przeszłości w scenach apelu, życia w barakach. Rozmawiałem
ze „ s t a t y s t a m i " . Kręcenie filmu stało się dla nich zbiorowym
seansem psychoterapeutycznym. A l e czy zawsze oczyszczają­
cym?
Mój przyjaciel Andrzej Kwiatkowski, człowiek dzielny,
zawsze zajęty pracą, właśnie w tej pracy zdaje się porażony
przeszłością. Przeżył Workutę. Czas nieludzki, ziemia nieludz­
ka, obóz w którym więzień był z premedytacją niszczony,
degradowany, upokorzony w swym człowieczeństwie. Napisał
na konkurs swoje wspomnienia. Dostał nawet nagrodę. Zdecy­
dował się napisać swe wspomnienia, a więc raz jeszcze przeżyć
to, co było. M a ł o tego, dzięki różnym kruczkom, dzięki pomocy
ludzi z „ M e m o r i a ł u " pojechał przed dwoma laty na tę swoją
Workutę. Przywiózł film, fotografie. To j u ż była inna Workuta,
ale wciąż Workuta. - Co się zmieniło? zapytałem. Wzruszył
ramionami - wszystko i nic.
Pamiętniki są i będą, ponieważ wielka jest próżność ludzka,
przeświadczenie, że się ma coś ważnego i ciekawego do
powiedzenia. Będą, ponieważ pisząc przedłużamy nie tylko
pamięć o wydarzeniach, ale i o nas samych. Zaspokajamy
potrzebę plotki. C u d z ą i naszą. A l e też, i o tym trzeba pamiętać,

81

�są pamiętniki formą autoterapii. Podobnie jak sen i marzenia.
Napisałem pamiętnik, a to znaczy - zmanipulowałem siebie,
tyle, że nie świadomie. Wyczuwam szarą strefę, w której
rozcieńcza się prawda pamięci, zmieniają proporcje wydarzeń.
Pytano mnie, czy to, co piszę, jest prawdą. ,W jakim stopniu?
Odpowiedziałem - w dziewięćdziesięciu procentach. Pominą­
łem wątki intymne. Ale po pewnym czasie j u ż nie byłem pewny
tej odpowiedzi.
Pisząc wyczuwam grę, którą prowadzi we mnie świadomość
z podświadomością. Zamazuje, ukrywa fakty i odczucia, które
mogłyby zakłócić spokój mego ducha, broni - nawet wbrew
mojej woli. Próbuję j ą zdemaskować, tę podświadomość, ale to
wcale nie łatwo. Szara strefa. Magma. Czego? Pamięci, czy
nie-pamięci?
Przypomina się scena z filmu Felliniego - budowniczowie
rzymskiego metra niespodzianie wdzierają się do groty pokrytej
naskalnymi malunkami. W tej samej chwili widzą jak farby
blakną, łuszczą się, ginie rysunek postaci. Zostaje ślad olśnienie,
niemożliwy do odtworzenia.
Pamięć nie jest kliszą fotograficzną. Drążąc ją, zmuszając do
posłuszeństwa, wywołuję pewne sekwencje wydarzeń, czasem
zaledwie jeden płaski, wyrwany z całości, obraz. Więc wracam
do swego zmartwienia, obraz jest, może nawet wiernie od­
tworzony, ale czy to, że szanowna pamięć zechciała go
wynaleźć i wyświetlić, nie jest j u ż poddane innym prawom, niż
mojej woli? Ja j ą proszę, powiedz jak było - i wszystko się
zgadza, to co przywlekła z zakamarków mózgu na pewno miało
miejsce, ale co ukryła? Co przekłamała?
Szukam świadectw innych ludzi. Najtrudniej o zrozumienie
siebie, tego co się czuło, myślało przed pół wiekiem. Co się j u ż

wiedziało, czego jeszcze nie pojęło. Tam, gdzie myśl daje się
powiązać z zapamiętanym wyraźnie faktem, tam j ą mam, wtedy
wiem - a więc j u ż wtedy utraciłem resztki jakiejś wiary... Ale
kiedy, jak się to zaczęło?
Ciągły opór szarej strefy. O co jej chodzi? Czy rzeczywiście
w dysku pamięci, gigantycznej komodzie o tysiącach szufladek
- niektóre „ k l i s z e ' ' zblakły zupełnie, źle wywołane, źle do tych
szufladek włożone, czy też moja Pani Podświadomość nie
otwiera ich dla mojego dobra. W jej intencje nie wątpię ani przez
chwilę. Nasza gra przypomina przekomarzania dziecka z matką
- pokaż m i ! pozwól obejrzeć film z okrutnymi scenami, uwierz,
będę później spał spokojnie... A l e ona wie swoje, pewnie lepiej.
Nie - powiada - tego ci nie pokażę.
Podświadomość jest czułym, bez granic oddanym obrońcą
naszego spokoju psychicznego. Cenzorem, który przysięga, że
działa tylko w naszym interesie. A l e , jak to bywa z cenzurą,
ingeruje także tam, gdzie by się bez niej cudownie obyło.
Czytam teraz, j u ż z dystansem, wcześniej napisane stronice.
Są jak moje, ale i nie moje. Razem je pisaliśmy (z cenzurą
w środku) wybierając z materii pamięci to, co wydało się nam
charakterystyczne i ciekawe. Czy jednak to samo, tak samo
byśmy napisali mieszkając, powiedzmy od dziesięciu lat,
w Kanadzie? Afryce, Australii? A w Domu Rencisty, w K w i dzyniu czy Górze Kalwarii? Leżałbym w zaduchu wspólnej sali,
wiedząc że nikomu nie będę potrzebny i nikt z bliskich o mnie
nie pamięta? Czy pisałbym to samo i tak samo?
Pracując nad pamiętnikiem konstruuję na nowo swoje życie.
Nawet wtedy, gdy jestem pewny, że je tylko rekonstruuję.
To są truizmy. Ale towarzyszą, jak powidoki, procesowi
pisania, oddzielenia się od autora jego alter ego z pamiętnika.
Lepszego, czy gorszego, ale zawsze trochę innego.

Wizja społeczeństwa pierwotnego
w antropologii A.R. Radcliffe-Browna
Wojciech Dohnal
Dobrze znany polskiemu czytelnikowi profesor Adam Kuper
jedną ze swych ostatnich prac - The Invention of Primitive Society
poświęcił historii antropologicznej refleksji nad zasadami organiza­
cji społeczeństw pierwotnych. Książka ta stanowi krytyczny prze­
gląd, powstałych na gruncie kolejnych szkół i orientacji, teoretycz­
nych modeli opisujących rzeczywistość plemienną. Obok aspektu
historycznego podniesiony w niej został problem adekwatności
i prawomocności omawianych koncepcji. Zasadne zatem wydaje
się jej zaliczenie do tego nurtu współczesnej refleksji antropologicz­
nej, który stawia pytania o granice poznania antropologicznego.
Problematyka ta znajduje się również w obszarze moich zaintere­
sowań badawczych, czego wyrazem jest prezentowany szkic.
Chciałbym w nim zaproponować nowe spojrzenie na dorobek
teoretyczny wybitnego przedstawiciela brytyjskiej antropologii
społecznej Alfreda Reginalda Radcliffe-Browna. Celem moim jest
wykazanie, iż proponowany przez niego model społeczeństwa
pierwotnego skonstruowany został w znacznej mierze w oparciu
o przyjętą przez niego teorię, a nie był - jak zakładał autor
- wynikiem prowadzonych badań empirycznych. Innymi słowy,
problem z jakim się tu stykamy sprowadza się do pytania o zakres
podmiotowej rekonstrukcji kultury. Uczynienie z Radcliffe-Browna
„bohatera'' poniższego szkicu nie jest, w co wierzę, decyzją czysto
arbitralną. Wydaje mi się, że każdy kto bliżej interesuje się
poruszaną tu tematyką przyzna, że z jego osobą wiąże się istotny
przełom, jaki dokonał się w naukowym myśleniu o społeczeństwach
1

82

pierwotnych. Zbudowana przezeń koncepcja stała się, obok teorii
Bronisława Malinowskiego, inspiracją dla kilku następnych poko­
leń badaczy, ajej echa obecne są w humanistyce po dzień dzisiejszy.
Realizacji nakreślonego powyżej celu służyć ma przyjęty przeze
mnie układ artykułu. W pierwszej kolejności zreferuję w nim
podstawowe założenia teoretyczne koncepcji Radcliffe-Browna
oraz ukażę ich źródła. W dalszej kolejności postaram się, poprzez
odwołanie do konkretnych przykładów, ukazać w jaki sposób
przyjęta teoria wykorzystana była do porządkowania i interpretowa­
nia rekonstruowanej rzeczywistości kulturowej. Pewnych wnios­
ków na temat jej epistemologicznych ograniczeń doszukiwał się
więc będę w historii.
Próbę zarysowania najważniejszych znamion uprawianej przez
Radcliffe-Browna antropologii należy z pewnością zacząć od
prezentowanej przez niego wizji tej dyscypliny. W oczywisty
sposób rzutuje ona bowiem na proponowane przez autora The
Anadman Islanders rozwiązania teoretyczne.
Radcliffe-Brown
widział antropologię społeczną jako socjologię porównawczą,
teoretyczną naukę o formach życia społecznego wśród społe­
czeństw pierwotnych. Jej celem było porównywanie tych form
i poszukiwanie takich generalizacji, które pozwoliłyby formułować
ogólne prawa socjologiczne. Instrumentem mającym służyć realiza­
cji tego zamierzenia była wypracowana przezeń metoda strukturalno-funkcjonalna, której teoretyczną wykładnię przedstawił w 1952
roku w pracy - Structure and Function in Primitive Society ,
2

3

4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6444" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6424">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7e5a47add3b52cac9e711d59d0929d43.pdf</src>
        <authentication>169ff62237ed32f62ef4d73e46c70eb8</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76722">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2969</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76723">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76724">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2773</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76725">
                <text>Wizja społeczeństwa pierwotnego w antropologii A.R. Radcliffe-Browna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76726">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.1, s.82-85</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76727">
                <text>Dohnal, Wojciech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76728">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76729">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76730">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76731">
                <text>są pamiętniki formą autoterapii. Podobnie jak sen i marzenia.
Napisałem pamiętnik, a to znaczy - zmanipulowałem siebie,
tyle, że nie świadomie. Wyczuwam szarą strefę, w której
rozcieńcza się prawda pamięci, zmieniają proporcje wydarzeń.
Pytano mnie, czy to, co piszę, jest prawdą. ,W jakim stopniu?
Odpowiedziałem - w dziewięćdziesięciu procentach. Pominą­
łem wątki intymne. Ale po pewnym czasie j u ż nie byłem pewny
tej odpowiedzi.
Pisząc wyczuwam grę, którą prowadzi we mnie świadomość
z podświadomością. Zamazuje, ukrywa fakty i odczucia, które
mogłyby zakłócić spokój mego ducha, broni - nawet wbrew
mojej woli. Próbuję j ą zdemaskować, tę podświadomość, ale to
wcale nie łatwo. Szara strefa. Magma. Czego? Pamięci, czy
nie-pamięci?
Przypomina się scena z filmu Felliniego - budowniczowie
rzymskiego metra niespodzianie wdzierają się do groty pokrytej
naskalnymi malunkami. W tej samej chwili widzą jak farby
blakną, łuszczą się, ginie rysunek postaci. Zostaje ślad olśnienie,
niemożliwy do odtworzenia.
Pamięć nie jest kliszą fotograficzną. Drążąc ją, zmuszając do
posłuszeństwa, wywołuję pewne sekwencje wydarzeń, czasem
zaledwie jeden płaski, wyrwany z całości, obraz. Więc wracam
do swego zmartwienia, obraz jest, może nawet wiernie od­
tworzony, ale czy to, że szanowna pamięć zechciała go
wynaleźć i wyświetlić, nie jest j u ż poddane innym prawom, niż
mojej woli? Ja j ą proszę, powiedz jak było - i wszystko się
zgadza, to co przywlekła z zakamarków mózgu na pewno miało
miejsce, ale co ukryła? Co przekłamała?
Szukam świadectw innych ludzi. Najtrudniej o zrozumienie
siebie, tego co się czuło, myślało przed pół wiekiem. Co się j u ż

wiedziało, czego jeszcze nie pojęło. Tam, gdzie myśl daje się
powiązać z zapamiętanym wyraźnie faktem, tam j ą mam, wtedy
wiem - a więc j u ż wtedy utraciłem resztki jakiejś wiary... Ale
kiedy, jak się to zaczęło?
Ciągły opór szarej strefy. O co jej chodzi? Czy rzeczywiście
w dysku pamięci, gigantycznej komodzie o tysiącach szufladek
- niektóre „ k l i s z e ' ' zblakły zupełnie, źle wywołane, źle do tych
szufladek włożone, czy też moja Pani Podświadomość nie
otwiera ich dla mojego dobra. W jej intencje nie wątpię ani przez
chwilę. Nasza gra przypomina przekomarzania dziecka z matką
- pokaż m i ! pozwól obejrzeć film z okrutnymi scenami, uwierz,
będę później spał spokojnie... A l e ona wie swoje, pewnie lepiej.
Nie - powiada - tego ci nie pokażę.
Podświadomość jest czułym, bez granic oddanym obrońcą
naszego spokoju psychicznego. Cenzorem, który przysięga, że
działa tylko w naszym interesie. A l e , jak to bywa z cenzurą,
ingeruje także tam, gdzie by się bez niej cudownie obyło.
Czytam teraz, j u ż z dystansem, wcześniej napisane stronice.
Są jak moje, ale i nie moje. Razem je pisaliśmy (z cenzurą
w środku) wybierając z materii pamięci to, co wydało się nam
charakterystyczne i ciekawe. Czy jednak to samo, tak samo
byśmy napisali mieszkając, powiedzmy od dziesięciu lat,
w Kanadzie? Afryce, Australii? A w Domu Rencisty, w K w i dzyniu czy Górze Kalwarii? Leżałbym w zaduchu wspólnej sali,
wiedząc że nikomu nie będę potrzebny i nikt z bliskich o mnie
nie pamięta? Czy pisałbym to samo i tak samo?
Pracując nad pamiętnikiem konstruuję na nowo swoje życie.
Nawet wtedy, gdy jestem pewny, że je tylko rekonstruuję.
To są truizmy. Ale towarzyszą, jak powidoki, procesowi
pisania, oddzielenia się od autora jego alter ego z pamiętnika.
Lepszego, czy gorszego, ale zawsze trochę innego.

Wizja społeczeństwa pierwotnego
w antropologii A.R. Radcliffe-Browna
Wojciech Dohnal
Dobrze znany polskiemu czytelnikowi profesor Adam Kuper
jedną ze swych ostatnich prac - The Invention of Primitive Society
poświęcił historii antropologicznej refleksji nad zasadami organiza­
cji społeczeństw pierwotnych. Książka ta stanowi krytyczny prze­
gląd, powstałych na gruncie kolejnych szkół i orientacji, teoretycz­
nych modeli opisujących rzeczywistość plemienną. Obok aspektu
historycznego podniesiony w niej został problem adekwatności
i prawomocności omawianych koncepcji. Zasadne zatem wydaje
się jej zaliczenie do tego nurtu współczesnej refleksji antropologicz­
nej, który stawia pytania o granice poznania antropologicznego.
Problematyka ta znajduje się również w obszarze moich zaintere­
sowań badawczych, czego wyrazem jest prezentowany szkic.
Chciałbym w nim zaproponować nowe spojrzenie na dorobek
teoretyczny wybitnego przedstawiciela brytyjskiej antropologii
społecznej Alfreda Reginalda Radcliffe-Browna. Celem moim jest
wykazanie, iż proponowany przez niego model społeczeństwa
pierwotnego skonstruowany został w znacznej mierze w oparciu
o przyjętą przez niego teorię, a nie był - jak zakładał autor
- wynikiem prowadzonych badań empirycznych. Innymi słowy,
problem z jakim się tu stykamy sprowadza się do pytania o zakres
podmiotowej rekonstrukcji kultury. Uczynienie z Radcliffe-Browna
„bohatera'' poniższego szkicu nie jest, w co wierzę, decyzją czysto
arbitralną. Wydaje mi się, że każdy kto bliżej interesuje się
poruszaną tu tematyką przyzna, że z jego osobą wiąże się istotny
przełom, jaki dokonał się w naukowym myśleniu o społeczeństwach
1

82

pierwotnych. Zbudowana przezeń koncepcja stała się, obok teorii
Bronisława Malinowskiego, inspiracją dla kilku następnych poko­
leń badaczy, ajej echa obecne są w humanistyce po dzień dzisiejszy.
Realizacji nakreślonego powyżej celu służyć ma przyjęty przeze
mnie układ artykułu. W pierwszej kolejności zreferuję w nim
podstawowe założenia teoretyczne koncepcji Radcliffe-Browna
oraz ukażę ich źródła. W dalszej kolejności postaram się, poprzez
odwołanie do konkretnych przykładów, ukazać w jaki sposób
przyjęta teoria wykorzystana była do porządkowania i interpretowa­
nia rekonstruowanej rzeczywistości kulturowej. Pewnych wnios­
ków na temat jej epistemologicznych ograniczeń doszukiwał się
więc będę w historii.
Próbę zarysowania najważniejszych znamion uprawianej przez
Radcliffe-Browna antropologii należy z pewnością zacząć od
prezentowanej przez niego wizji tej dyscypliny. W oczywisty
sposób rzutuje ona bowiem na proponowane przez autora The
Anadman Islanders rozwiązania teoretyczne.
Radcliffe-Brown
widział antropologię społeczną jako socjologię porównawczą,
teoretyczną naukę o formach życia społecznego wśród społe­
czeństw pierwotnych. Jej celem było porównywanie tych form
i poszukiwanie takich generalizacji, które pozwoliłyby formułować
ogólne prawa socjologiczne. Instrumentem mającym służyć realiza­
cji tego zamierzenia była wypracowana przezeń metoda strukturalno-funkcjonalna, której teoretyczną wykładnię przedstawił w 1952
roku w pracy - Structure and Function in Primitive Society ,
2

3

4

�będącej zbiorem opubikowanych wcześniej esejów.
Konieczne w tym miejscu staje się zwrócenie uwagi na inspira­
cje, z których autor The Andaman... czerpał konstruując postulowa­
ną przez siebie metodę badań antropologicznych. W pracach swych
powoływał się on na dorobek Herberta Spencera i Emila Durkheima. To właśnie w ich koncepcjach socjologicznych odnaleźć
można podstawowe dla stworzonej przez Radcliffe-Browna metody
pojęcia „struktury" i „funkcji". Brak miejsca nie pozwala tutaj na
przedstawienie sposobu w jaki Radcliffe-Brown adoptował i reinterpretował te pojęcia dla potrzeb prowadzonych analiz antropolo­
gicznych. To co najważniejsze to fakt, że ukształtowane pod
wpływem tradycji spencerowsko-durkheimowskiej poglądy na
zawsze odsunęły go od, dominujących dotąd w antropologii, modeli
wyjaśnień genetycznych. Co więcej, to właśnie na gruncie tej
tradycji stworzył on swój program analizy strukturalno-funkcjonalnej, wykorzystanej później przez wielu następców. Niezwykle
interesujący problem, w jaki sposób paradygmat ten był dalej
wzbogacany i modyfikowany przez kolejne pokolenia badaczy nie
może być w tym miejscu szerzej rozwinięty. Z pewnością wart jest
on jednak osobnego i wnikliwego omówienia.
Istotną, pozytywistyczną cechą teorii Radcliffe-Browna było
jego przekonanie o istnieniu daleko idących analogii pomiędzy
życiem społecznym i organicznym. Stanowisko to widoczne jest już
w samym widzeniu przez niego antropologii społecznej. W 1940
roku w artykule On Social Structure pisał on: „Antropologię
społeczną pojmuję jako teoretyczną naukę przyrodniczą o społe­
czeństwie ludzkim. Oznacza to, że badanie zjawisk społecznych
dokonuje się metodami bardzo podobnymi do tych, których używa
się w naukach fizycznych czy biologicznych." Najistotniejszych
analogii pomiędzy tymi dwoma typami organizmów - społecznym
i biologicznym - upatrywał Radcliffe-Brown w podobnym sposobie
ich organizacji, które istotę stanowiło powiązanie poszczególnych
elementów - jednostek bądź komórek - w zintegrowaną całość.
Podobnie zatem jak to ma miejsce w naukach przyrodniczych,
również w antropologii społecznej wyróżnić można, zdaniem
autora, trzy rodzaje badań struktury społecznej. Pierwszy to
morfologia społeczna - badania nad istotą struktury społecznej, jej
zróżnicowaniem i klasyfikacją. Drugi to fizjologia społeczna
- badania nad funkcjonowaniem struktur społecznych. I trzeci
wreszcie, to badania nad rozwojem i zmianami struktur.
W duchu tej właśnie tradycji intelektualnej Radcliffe-Brown
prowadził badania społeczeństw pierwotnych. Stworzona przez
niego metodologia może być, zgodnie ze słowami autora, „sprowa­
dzona do trzech podstawowych i połączonych ze sobą pojęć:
procesu, struktury i funkcji" .
Punktem wyjścia w rozważaniach autora Structure and Func­
tion... było przekonanie, iż rzeczywistość z jaką ma do czynienia
antropolog jest procesem życia społecznego. Na proces ten składa
się nieskończona liczba indywidualnych i zbiorowych działań
i interakcji międzyludzkich. Wśród ich różnorodności istnieją
jednak dające się uchwycić regularności, owe - wspomniane już
-formy życia społecznego. Analityczny opis działań składających
się na proces społeczny ukazuje w jaki sposób są one ze sobą
powiązane i jak tworzą koherentny system społeczny. Opis taki
uwidacznia ponadto, że działania te nigdy nie są przypadkowe.
Przeciwnie, tworzą one uporządkowany układ - strukturę społecz­
ną.' W ramach takiej struktury jednostki powiązane są ze sobą
w zintegrowaną całość dzięki istnieniu relacji społecznych (np.
stosunków pokrewieństwa). Obok nich za część struktury społecz­
nej Radcliffe-Brown uważał zróżnicowanie jednostek i klas (np.
pozycja społeczna kobiet i mężczyzn, wodzów i członków wspólno­
ty) . Co szczególnie istotne, uważał on, że struktura społeczna nie
jest konstrukcją teoretyczną, lecz stanowi bezpośredni przedmiot
obserwacji, korespondujący wprost z empiryczną rzeczywistością.
Istnienie i trwanie struktury społecznej zapewnione są przez
proces życia społecznego, funkcjonowanie struktury. W ten sposób
dochodzi Radcliffe-Brown do kolejnego istotnego punktu swojej
teorii, do pojęcia funkcji. Funkcją wszelkiej aktywności społecznej
określał on rolę jaką odgrywała ona w życiu społecznym jako
całości i poprzez to wkład jaki wnosiła w utrzymywanie ciągłości
strukturalnej, tj. istnienie grupy." Pojęcie ciągłości strukturalnej
określało według Radcliffe-Browna pierwszy warunek konieczny
dla istnienia każdego społeczeństwa. Drugim warunkiem zaś była
5

6

7

8

10

konieczność istnienia w każdej grupie zespołu praw dotyczących
ludzi i rzeczy, które w sposób precyzyjny zapobiegają powstawaniu
nierozwiązywalnych konfliktów. Istnienie takich konfliktów wyni­
ka z wewnętrznego zróżnicowania grupy. Zdaniem RadcliffeBrowna istotne jest jednak by równocześnie istniały instytucjonalne
formy ich rozwiązywania.
Należy w tym miejscu zaznaczyć, że stanowisko teoretyczne
autora Structure... z biegiem czasu ulegało istotnym przeobraże­
niom, przechodząc od prostego traktowania społeczeństw jako
zwartej całości organicznej, poprzez zwrócenie uwagi na ich
wewnętrzne zróżnicowania, aż do próby odkrycia i wytłumaczenia
zasad leżących u podstaw tego zróżnicowania. W efekcie wy­
pracował on strukturalno-funkcjonalną metodę badań społeczeństw
pierwotnych, która głównym przedmiotem analizy uczyniła struk­
turę społeczną. W oparciu o tę teorię wysunął szereg hipotez
badawczych poddanych później antropologicznej interpretacji.
Spektrum zainteresowań badawczych Radcliffe-Browna było
bardzo szerokie. W pracach swych poruszał on wiele tematów - od
rozważań dotyczących statusu antropologii, przez zagadnienia
metodologiczne, po pytania dotyczące systemów pokrewieństwa,
religii czy organizacji politycznej. Wszystkie one rozwijały przyję­
te przezeń założenia teoretyczne i dowodziły, że działania społecz­
ne w ramach tych systemów były zorganizowane wokół instytucji,
takich jak małżeństwo, rodzina, wodzostwo i innych. Mówiąc zaś
o funkcjach tych instytucji podkreślał rolę jaką odgrywały one
w trwałości struktury społecznej. Szczególnie wiele uwagi po­
święcił Radcliffe-Brown badaniom systemów pokrewieństwa, które
uważał za podstawę organizacji społeczeństw pierwotnych.
W roku 1935 napisał on: „Cechą charakterystyczną większości
tych społeczeństw (pierwotnych - przyp. W.D.) jest to, że wzajem­
ne stosunki jednostek są w nich w większości oparte na bazie
pokrewieństwa; realizowane jest to poprzez istnienie ustalonych
wzorów zachowań wobec każdej rozpoznawalnej kategorii po­
krewieństwa.' ' Tym co szczególnie interesowało Radcliffe-Brow­
na w badaniach systemów pokrewieństwa była ich morfologia.
Pytał zatem o ich istotę i przyczyny zróżnicowania poszczególnych
systemów oraz próbował je klasyfikować. Punktem wyjścia w tych
dociekaniach stało się stwierdzenie, że podstawą każdego systemu
pokrewieństwa jest rodzina. W niej bowiem odnaleźć można
podstawowe dla danej grupy typy więzi społecznych łączących ze
sobą różne kategorie krewnych. Na poziomie podstawowym są to
bowiem relacje pomiędzy rodzicami i dziećmi, mężem i żoną oraz
rodzeństwem. Relacje drugiego rzędu zależą od powiązań między
dwoma rodzinami podstawowymi - mamy w nich do czynienia
z takimi kategoriami jak ojciec ojca czy brat matki. Jeszcze wyżej
stoją takie stosunki jak żona brata matki czy syn brata ojca. Zdaniem
Radcliffe-Browna w każdym społeczeństwie istnieje określona
liczba tego typu więzi, która potrafi być właściwie rozpoznawana
przez jednostkę. Zatem pierwszą cechą różnicującą systemy po­
krewieństwa jest ich zasięg, który decyduje o tym jaki krąg
krewnych jest rozpoznawany.
Istnieją systemy o szerokim i wąskim zasięgu. W każdym jednak
z nich, w ramach rozpoznawanego zbioru krewnych, istnieją
określone sposoby nazywania rodzaju łączącej ich więzi. To
właśnie od tych sposobów zależy charakter danego systemu.
Zdaniem Radcliffe-Browna reguły jakie pojawiają się w określaniu
poszczególnych krewnych zależą od cech systemu pokrewieństwa.
Nie wdając się tutaj w szczegółowe opisy wszystkich typów
terminologii pokrewieństwa stwierdzić jednak należy, że zarówno
systemy klasyfikacyjne jak i nieklasyfikacyjne (opisowe) dzielą
krewnych na ściśle określone kategorie. Wobec każdej z nich
obowiązuje odpowiedni wzór zachowania. Naczelną zasadą jest
zawsze fakt, że włączenie dwóch krewnych do jednej kategorii - np.
określenie ich terminem ojciec - implikuje istnienie daleko idącego
podobieństwa w zachowaniu wobec nich. Z kolei zakwalifikowanie
dwóch osób do odmiennych kategorii - np. ojciec i brat - powoduje
różnice w zachowaniu się wobec nich. W obu przypadkach
społeczna funkcja systemu pokrewieństwa jest jednak taka sama
- zapewnia on uporządkowany i efektywny układ zachowań łączący
jednostki.
Równie wiele miejsca co studiom nad morfologią systemów
pokrewieństwa poświęcił Radcliffe-Brown analizie ich funkcjono­
wania. Stawiał on pytanie o to, w jaki sposób przyczyniają się one
12

13

1 4

13

83

�do utrzymywania ciągłości strukturalnej systemu społecznego, do
jego życia. By mogły one temu służyć konieczne jest ciągłe ich
odtwarzanie w praktyce społecznej. Dokonuje się ono nie tylko
przez powtarzające się uzusy terminologiczne, lecz również za­
chowania właściwe danej strukturze pokrewieństwa. Aby jednak
mogły one trwać konieczne jest by były przekazywane pomiędzy
pokoleniami. Według Radcliffe-Browna najlepiej warunek ten
realizują unilinearne formy organizacji. W ich ramach dokonuje się
bowiem transmisja statusu społecznego oraz towarzyszących mu
praw i obowiązków wobec wspólnoty. Dowodem potwierdzającym
trafność tego spostrzeżenia miał być fakt, iż większość społe­
czeństw pierwotnych to właśnie unilinearne grupy pochodzeniowe.
Niezależnie od tego, czy są to grupy matry- czy patrylinearne
funkcja systemu pokrewieństwa jest w nich identyczna - utrzymuje
on organizację społeczną danej zbiorowości w określonych trady­
cjach (wzory zachowań) i określonych warunkach środowiska
naturalnego. W ten sposób systemy te przyczyniają się do
zachowania ciągłości strukturalnej grupy i wypełniają pierwszy,
z wspomnianych wcześniej, warunków niezbędnych dla istnienia
każdego społeczeństwa. Warunek drugi - konieczność istnienia
instytucjonalnych form zapobiegania nierozwiązywalnym konflik­
tom i utrzymywania stabilności systemu społecznego-zabezpieczają szczególne regulacje, których przykładem mogą być tzw.
stosunki żartobliwej poufałości (joking relationship). Odrzucając
wcześniejsze, pseudohistoryczne teorie tłumaczące ich genezę,
Radcliffe-Brown wskazał, że istotą ich funkcji jest właśnie łagodze­
nie i stabilizowanie potencjalnie wrogich stosunków pomiędzy
jednostkami (np. brat matki i syn siostry), bądź grupami społecz­
nymi (np. plemionami).
16

17

Istotną myślą jaka nieustannie przewija się w rozważaniach
autora Structure... jest przekonanie, że dla zrozumienia każdego
aspektu życia społecznego, ekonomicznego, politycznego czy
religijnego, niezbędna jest znajomość systemu pokrewieństwa.
W nim bowiem zakodowany jest podział grupy na takie struktury
jak moiety, ród czy lineaż. Co więcej, to poprzez system pokrewień­
stwa sprawowana jest kontrola nad ziemią i organizacją gospodarki
plemiennej.
Nie sposób w ramach tak krótkiego szkicu zaprezentować
poglądów interesującego nas autora dotyczących wszystkich poru­
szanych przezeń tematów. Istotnym jest jednak stwierdzenie, że
niezależnie od tego jakiej sfery zagadnień one dotyczyły - prawnej,
religijnej czy politycznej - to zastosowany w nich schemat
interpretacyjny był zawsze taki, jak w przypadku badań nad
strukturami pokrewieństwa. Ich celem było ukazanie roli jaką
podsystemy te odgrywają w istnieniu i odtwarzaniu ogólnego
systemu. Dobrego przykładu dostarczają tu uwagi Radcliffe-Brow­
na dotyczące społecznej funkcji religii. W analizach tych, zgodnie
z przyjętymi założeniami metodologicznymi, odrzucał on spekula­
cje na temat pochodzenia religii i jej ewolucji. Uwagę swą
koncentrował natomiast na poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie
o wkład jaki wnosi ona w ukształtowanie się i trwanie porządku
społecznego. Autor The Anadaman... uważał, że przedmiotem
antropologicznych badań nad religią nie powinny być wierzenia,
ocena ich prawdziwości bądź fałszywóści, ale ich konsekwencje
- to znaczy zbiorowe obrzędy i rytuały. To w ich kontekście należy
stawiać pytanie o społeczną funkcję religii." Wiemy już z wcześ­
niejszych rozważań, iż wzory stosunków społecznych danej zbioro­
wości zakodowane są w jej strukturze pokrewieństwa. Radcliffe-Brown zadaje jednak pytanie o ich motywacje, rządzące nimi
przekonania, i stwierdza, że: „uporządkowane życie społeczne
zależy od obecności w ludzkich umysłach pewnych uczuć, które
kontrolują zachowanie jednostki wobec innych. Rytuały (religijne
-przyp. W.D.) można traktować jako symboliczne wyrażanie tych
uczuć". " Ich funkcją zaś jest regulowanie, trwanie i międzypokoleniowe transmitowanie uczuć, od których zależy konstrukcja
układu społecznego. Oczywiście, a jest to teza morfologii społecz­
nej, istnieje wielkie zróżnicowanie religii ludów pierwotnych.
Dzieje się tak dlatego, że społeczeństwa te różnią się między sobą
swą strukturą. A ponieważ religia, poprzez swoje obrzędy, służy
wyrażaniu uczuć, od których ona zależy, więc spotkać można tak
wiele jej postaci.
18

2

Słuszności tej tezy autor dowodzi interpretując kult przodków
oraz totemizm, które traktuje jako różne formy religii. Zwracał on
uwagę na fakt, że kult przodków najczęściej występuje wśród

84

plemion, których organizacja społeczna oparta jest na grupach
lineażowych. Wyrażany jest on w obrzędach poświęconych zmar­
łym członkom lineażu. W ten sposób ich żyjący członkowie
umacniają w sobie poczucie przynależności do grupy i odtwarzają
swą strukturę społeczną, która oparta jest na jedności lineażu.
Z kolei totemizm rozpowszechniony jest głównie wśród Australij­
czyków. Ich plemiona bazują na niewielkich grupach terytorial­
nych. Poprzez rytuały totemiczne podkreślany jest związek każdej
z tych zbiorowości z wybranym gatunkiem naturalnym. Przyczynia
się to do utrwalenia jej solidarności i służy podkreśleniu uczucia
odrębności. Z drugiej zaś strony, poprzez powiązanie szeregu grup
lokalnych z różnymi gatunkami naturalnymi, wyrażony jest zwią­
zek plemienia jako całości z odwiecznym porządkiem świata
natury.
Później Radcliffe-Brown zaproponował nową interpretację tote­
mizmu zwracając uwagę na fakt, że dobór takich a nie innych
gatunków tworzy w skali plemienia pary opozycji (np. jastrząb
i wrona), których funkcja społeczna jest analogiczna do stosunków
żartobliwej poufałości w systemie pokrewieństwa. W obu inter­
pretacjach istotne jest jednak to, że obrzędy totemiczne zapewniają
ciągłość strukturalną grupy.
Badania prowadzone nad kultem przodków i totemizmem służyły
ich autorowi do wykazania tezy, iż wśród niektórych społeczeństw,
zwłaszcza pierwotnych, istnieje bezpośredni i ścisły związek
między religią i strukturą społeczną. W przypadku ludów bardziej
złożonych, których struktura jest bogatsza, związek ten jest często
niebezpośredni i trudny do uchwycenia.
Przedstawiłem dotychczas ogólne założenia teoretyczne, jakich
dokonał Radcliffe-Brown, w odniesieniu do dwóch zagadnień
badawczych - stosunków pokrewieństwa i religii. Z całą pewnością
można stwierdzić, że problematyka ta stanowiła centralny punkt
jego zainteresowań antropologicznych. Dlatego też proponuję, by
zastanowić się przez chwilę nad tym, jakie były najistotniejsze
cechy uprawianej przez niego antropologii. Innymi słowy, w tej
chwili interesować mnie będzie problem jej statusu epistemologicznego.
Należałoby rozważania te zacząć od zwrócenia uwagi na fakt, że
zainteresowanie problemami epistemologicznego statusu twierdzeń
naukowych stanowi, od pewnego czasu, coraz istotniejszy temat
współczesnej refleksji humanistycznej. Również na gruncie pol­
skim tendencja ta zdaje odnajdywać swoje potwierdzenie. Przy­
kładem mogą być choćby wydane niedawno prace Jerzego Kmity
Kultura i poznanie
oraz Michała Buchowskiego i Wojciecha
Burszty O założeniach interpretacji antropologicznej .
Truizmem już dzisiaj wydaje się stwierdzenie, że antropolog
w swej pracy postępuje zgodnie z przyjętymi przez siebie założenia­
mi teoretycznymi (to, czy jest on tego świadom czy nie, jest dla
rezultatu prowadzonych badań drugorzędne). Założenia te wyras­
tają z jego edukacji kulturowej oraz akceptowanej przezeń wizji
świata i człowieka. W efekcie „w teren" wyrusza on wyposażony
w swego rodzaju „przedsądy", dotyczące interesującej go rzeczy­
wistości, i z nimi przystępuje do jej badania. I choć często
w trakcie prowadzonych badań ulegają one przeobrażeniom, to ich
teoriotwórcza rola pozostaje bardzo istotna. Powstaje zatem w tym
kontekście pytanie o prawomocność proponowanej przezeń inter­
pretacji badanych aspektów kultury.
Jeśli wrócimy teraz do punktu, w którym przedstawiłem tradycję
intelektualną, jaka przyczyniła się do ukształtowania teorii kultury
(społeczeństwa) proponowanej przez Radcliffe-Browna, to-trafnie
chyba - dojdziemy do wniosku, że „przedsądy" z jakimi przy­
stępował on do badania ludów australijskich i afrykańskich skrys­
talizowały się pod wpływem tradycji spencerowsko-durkheimowskiej, oraz ustaleń nauk biologicznych. Poglądy te, mimo porzucenia
przez autora Structure... paradygmatu ewolucjonistycznego i za­
stąpienia go funkcjonalistycznym, pozostały niewruszenie pozyty­
wistyczne. U ich podstaw leżało przekonanie, że nauka, więc także
antropologia, potrafi z precyzją odkrywać prawa rządzące światem,
tak społecznym jak biologicznym. Jej ustalenia zaś są w tym
zakresie niepodważalne i prawomocne.
21

22

23

24

11,

26

27

Doniosłą konsekwencją pozytywizmu Radcliffe-Browna było
postrzeganie przez niego społeczeństw pierwotnych jako funkc­
jonalnie ustrukturyzowanych całości. Znalazło to odbicie w postu­
lowanym kontekstowym interpretowaniu rzeczywistości. Tylko
poprzez odniesienie danego zjawiska do innych można, zgodnie

�z tym postulatem, właściwie odczytać jego funkcję. Jest to naczelne
zadanie antropologa, który starać się winien interpretować badane
zjawiska kulturowe poprzez funkcjęjaką odgrywają one w utrzyma­
niu procesu życia społecznego. Przedmiotem badań antropologicz­
nych staje się więc struktura społeczna będąca uporządkowanym
układem działań. Przykłady zrelacjonowanych wcześniej analiz
systemów pokrewieństwa i religii dobitnie wykazują, iż w pracach
swych Radcliffe-Brown pozostawał wierny tym założeniom.
Podkreślić tutaj należy kolejną konsekwencję przyjętej przezeń
teorii. Otóż autor The Andaman... postrzegał system pokrewieństwa
jako coś rzeczywistego, realnie istniejącą strukturę, którą można
badać i opisywać wprost. Co więcej, nie odróżniał on ideologicz­
nego i empirycznego poziomu systemu pokrewieństwa, ujmując go
jako uwzorowany układ relacji międzyjednostkowych i grupowych.
W pracach swych Radcliffe-Brown wyrażał przekonanie, że system
pokrewieństwa jest głównym modulatorem życia społeczeństw
pierwotnych. Stanowisko takie stało się później przedmiotem
poważnej krytyki jego adwersarzy (wyraża ją np. Edmund Leach
w swym autobiograficznym eseju Glimpses of the Unmentionable In
The History of British Social Anthropology *).
1

Akceptowanie biologicznie rozumianej koncepcji struktury im­
plikowało szereg innych konsekwencji epistemologicznych. Radc­
liffe-Brown zakładał i dowodził, że wszystkie elementy systemu
społecznego są funkcjonalne, służą podtrzymywaniu ciągłości
strukturalnej i zapobiegają nierozwiązywalnym konfliktom. Wyda­
je się, że założenie to miało doniosłe znaczenie i wpływało na dobór
interesujących go tematów badawczych. Z ustaleń współczesnej
antropologii wiemy bowiem, że nie wszystkie aspekty kultury są
w takim rozumieniu funkcjonalne.
Osobnym problemem jaki nasuwa się przy lekturze prac Radcliffe-Browna jest zagadnienie dynamiki społecznej. Choć postulował
on konieczność prowadzenia badań nad przemianą struktur, to
jednak w praktyce poświęcił temu bardzo niewiele uwagi. Dokony­
wane przez niego opisy społeczeństw pierwotnych skupiały się na
zagadnieniu społecznego ekwilibrium. Wynikało to z faktu, iż
zakładana koncepcja plemienia jako ustrukturalizowanej całości
funkcjonalnej przyjmowała jego pełną integrację i zdolność do
doskonałej reprodukcji. Twierdził, przypomnijmy to tutaj, że
w każdej zbiorowości istnieją instytucje zapobiegające powstawa­
niu takich konfliktów, które mogłyby zagrozić jej trwaniu. Wy­
klucza to zatem możliwość powstania takich napięć, które mogłyby
przeobrazić istniejącą strukturę. Z dzisiejszej perspektywy wydaje
się, że pomijanie problematyki dynamiki procesów społecznych,
wynikające z konstrukcji przyjętej teorii, stanowiło istotny element
ograniczający jej możliwości poznawcze. Ponadto nasuwa się
pytanie o adekwatność proponowanego przez Radcliffe-Browna
modelu społeczeństwa pierwotnego, wobec zmieniającej się prze­
cież rzeczywistości. Jest to więc pytanie o wzajemny stosunek
abstrakcyjnego, postulowanego modelu teoretycznego i jego od­
niesienia.
Chciałbym w tym miejscu zwrócić jeszcze uwagę na kolejny
istotny element omawianej tu koncepcji. Dla rozstrzygnięć prob­
lemu epistemologicznego statusu wysuwanych teorii ma on z pew­
nością znaczenie fundamentalne. Rozstrzyga bowiem o sposobie
PRZ
1

A. Kuper, The Invention of Primitive Society. Transformations of an Illusion,
London 1988
A.R. Radcliffe-Brown, The Andaman Islanders, Cambridge 1922
A.R. Radcliffe-Brown, Introduction, w: A.R. Radcliffe-Brown, Structure and
Function in Primitive Society. Essays and Addresses, London s. 2
A.R. Radcliffe-Brown, Structure and Function in Primitive Society. Essays and
Addresses, London
A.R. Radcliffe-Brown, On Social Structure, w: wyd.cyt., s. 189
A.R. Radcliffe-Brown, On the Concept of Function in Social Science, w: wyd.cyt., s.
180
A.R. Radcliffe-Brown, Introduction, w: wyd. cyt., s. 14
* Tamże, s. 4
Tamże, s. 10
A.R. Radcliffe-Brown, On Social..., wyd. cyt., s. 191
" A.R. Radcliffe-Brown, On the Concept..., wyd. cyt., s. 180
A.R. Radcliffe-Brown, Patrilineal and Matrilineal Succesion, w: wyd. cyt., s. 43
M. Flis, Teorie struktury społecznej w antropologii funkcjonalnej, WroclawWarszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1988, s. 47
" A.R. Radcliffe-Brown, The Mother's Brother in South Africa, w: wyd. cyt., s. 29
" A.R. Radcliffe-Brown, The Study of Kinship Systemu, w: wyd. cyt., ss. 49-88
" A.K. Paluch, A.R. Radcliffe-Brown, w: A.K. Paluch, Mistrzowie antropologii
2

!

4

5

6

7

5

10

12

13

ujmowania przez badacza opisywanej rzeczywistości kulturowej.
Radcliffe-Browna interesowało porównywanie kultur, wskazywa­
nie na dzielące je różnice i tłumaczenie ich poprzez odwołanie się
do odmiennych sposobów ich uwzorowania. Było to podstawą
dokonywanych klasyfikacji według systemów pokrewieństwa
(opartych na zasadach matry- lub patrylinearności).
Krytycy takiego stanowiska wskazywali na fakt, że typologizacje
takie - w swej istocie zaczerpnięte z nauk przyrodniczych - opierały
się na europocentrycznych i ewolucjonistycznych schematach.
Leach określił tę metodę jako „kolekcjonowanie m o t y l i " . Przy­
znając rację tym zarzutom należy jednocześnie podkreślić, iż
podejście to niosło ze sobą istotne konsekwencje poznawcze
- oznaczało bowiem w istocie przeniesienie wartościowań właś­
ciwych własnej kulturze na kultury badane. Z interesującego mnie
tutaj punktu widzenia świadczy to o niedostrzeganiu specyficznych
problemów poznania antropologicznego.
Należy zatem zadać podstawowe pytanie o to, z jakim sposobem
oglądu opisywanej rzeczywistości kulturowej mamy do czynienia
w pracach Radcliffe-Browna. Odpowiedź na nie, w świetle tego
wszystkiego co wcześniej powiedziałem o jego metodzie, wydaje
się jednoznaczna - jest to perspektywa obiektywistyczna (ra­
cjonalistyczna). Z prac tych bowiem wynika jasno przekonanie
autora, antropolog może formułować prawomocne sądy dotyczące
społeczeństw pierwotnych. Przenosząc to stwierdzenie na płasz­
czyznę sporu pomiędzy relatywizmem i obiektywizmem, można
zatem powiedzieć, iż u podstaw teorii funkcjonalno-strukturalnej
leżało przekonanie o istnieniu pewnych uniwersaliów poznaw­
czych, dzięki którym możliwe jest interpretowanie zjawisk i in­
stytucji kultur obcych badaczowi. Radcliffe-Brown podkreślał
wprawdzie partykularność każdego systemu kultury, ale podejście
jego zakładało racjonalizm poznawczy.
29

30

Jak zatem najkrócej można określić uprawianą przez niego
antropologię? W aspekcie epistemologicznego problemu poznania
cechowała ją z pewnością obiektywizująco-przyrodoznawcza op­
tyka badań kultur pierwotnych. Jej centralnym zadaniem było
odkrywanie i tłumaczenie funkcji poszczególnych ich aspektów.
Równocześnie zakładała ona pełen obiektywizm proponowanych
rozstrzygnięć. Towarzyszyło temu nieuświadamianie sobie po­
strzegania badanych kultur poprzez pryzmat własnych „przedsądów" kulturowych i europocentryzmu. Można więc zaryzykować
stwierdzenie, że z pism Radcliffe-Browna, przynajmniej tyle samo
co o społeczeństwach pierwotnych, dowiadujemy się o ich europej­
skiej wizji. Nie oznacza to oczywiście, że proponowane przez niego
ustalenia tracą swoją wartość. Przeciwnie, Radcliffe-Brown i jego
kontynuatorzy stworzyli bardzo inspirującą poznawczo teorię kul­
tury. Umożliwiła ona wyzwolenie się antropologii ze schematów
ewolucjonistycznych oraz zaproponowała zupełnie nowe spoj­
rzenie na kulturę pierwotną. Poznanie jej epistemologicznych
ograniczeń w niczym wartości tej nie umniejsza.
Chciałbym na koniec zaznaczyć, że przedstawiony tutaj szkic nie
pretenduje do czynienia ostatecznych ustaleń na poruszany temat.
W zamierzeniu moim stanowi on wstępne zasygnalizowanie prob­
lemu jakim jest epistemologiczny aspekt antropologicznych kon­
cepcji plemienia.
P I S Y
społecznej, Warszawa 1990, s. 170
A.R. Radcliffe-Brown, On Joking Relationships, w: wyd. cyt., s. 90-105
A.R. Radcliffe-Brown, Introduction, w: A.R. Radcliffe-Brown, D. Forde (eds),
African Systems of Kinship and Marriage, London 1975, s. 43
A.R. Radcliffe-Brown, Religion and Society, wyd. cyt., s. 155
Tamże, s. 157
Tamże, s. 163
A.R. Radcliffe-Brown, The Sociological Theory of Totemism, w: wyd. cyt., s.
117-132
A.K. Paluch, wyd.cyt, s. 173
A.R. Radcliffe-Brown, Religion..., w: wyd. cyt., s. 177
J. Kmita, Kultura i poznanie. Warszawa 1985
M. Buchowski, W. Burszta, O założeniach interpretacji antropologicznej, War­
szawa 1992
Tamże, s. 9
E . Leach, Glimpsas of the Unmentionable in the History of British Social
Anlhroplogy, „Annual Review of Anthropology", vol. 13:1984
E . Leach, Rethinking Anthropology, w: tenże, Rethinking Anthropology, London
1961, s. 2
"' M. Buchowski, W. Burszta, wyd. cyt., s. 81
17

IR

15

2,1

21

22

21

24

25

2 6

27

2ii

2y

85

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6443" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6423">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ca4c19dfd21948dcd5a426bd7da5f9a8.pdf</src>
        <authentication>443e77538a09db21cbd2944375961ad9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76713">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3510</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76714">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76715">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3289</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76716">
                <text>Contents / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.3</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76717">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.3, s.130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76718">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76719">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76720">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76721">
                <text>POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

INSTYTUT SZTUKI

•

ROK

XXXIII

•

1979

•

Nr

3

polska sztuka ludowa

W R O C Ł A W
W A R S Z A W A
ZAKŁAD N A R O D O W Y I M I E N I A O S S O L I Ń S K I C H ,

K R A K Ó W
G D A N S K
W Y D A W N I C T W O POLSKIEJ AKADEMII NAUK

�CONTENTS

Ludwik

Determinants of Polish folk
X l X t h century

Stomma

Franciszek
Krzysztof

Kotula
Ruszel

Jacek Łodziński
Katarzyna

131

Stoves

ИЗ

The drawings of Wojciech Gerson which
show Polish folk dress i n Rzeszów Museum

161

Katarzyna
Zielonki

171

About

Gawłowa

culture in the

Gawłowa

—

A

painter

from

herself

177

REVIEWS

Aleksander Jackowski
Aleksander

Jackowski

CHRONICAL

IV—VI 1979

SUMMARY
РЕЗЮМЕ

OF A R T I C L E S

A n t o n i K r o h , Modern folk sculptore
Karpatian
Region
M a r i a n Pokropek,
.

.

.

.

.

.

The

Płock

fair

of the
187
.

.

188
189
191
192

R E D A G U J E Z E S P Ó L : Aleksander Jackowski (red. nacz.), Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, Anna K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Jan Krzysztof M a k u l s k i , Jerzy Łoziński, Jacek
Olędzki, Roman Reinfuss (z-ca red. nacz.).
Sekretarz redakcji — Ewa O ź m i n k o w s k a . Redaktor techniczny — Halina Ż e l e ­
chowska. T ł u m a c z e n i a — Krzysztof B o b i ń s k i (ang.) i Natalia S t a s i ń s k a (ros.).
Serwis fotograficzny — Jan Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6442" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6422">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/53caf0aa7cceafae23e54fd2bb5ce26d.pdf</src>
        <authentication>53eaf588544f767f6715a0358362dc57</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76704">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3508</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76705">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76706">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3288</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76707">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76708">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.126-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76709">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76710">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76711">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76712">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

ES
SUMMARY

•

T h e a r t i c l e discusses t h e w o r k o f c r a f t m e n ' s f i r m s
p r o d u c i n g r e l i g i o u s a r t i c l e s i n t h e a r e a o n c e k n o w n as
Galicia i n t h e X l X t h and X X t h centuries. T h e designs
w h i c h w e r e p u t o u t by t h e s e f i r m s e x e r t e d a n i n f l u e n c e
on r u r a l taste and t h u s changed t h e products made by
r u r a l s t o n e m a s o n s ' shops.
T h e basis f o r t h e a r t i c l e o n t h e s e f i r m s a r e t h e
p r i c e l i s t s a n d d e s i g n b o o k s w h i c h a r e t o be f o u n d
among t h e papers o f the stonemasons like, for example
the Polish-Italian price list of the Insam^Prinoth f i r m
which had a factory in the T y r o l and L o m b a r d y and
w h i c h f o u n d i n t h e w o r k s h o p o f Stanisław B o d n i c k i i n
K r a k o w . This f i r m produced a l l t h e figures needed i n
churches, f r o m statues t o t h e stable i n B e t h l e h e m , a l ­
tars, p u l p i t s and fonts. Polish c r a f t s m e n p r i n t e d t h e i r
o w n price lists and designbooks copying this and other
firms.
M e r e f r a g m e n t s of t h e s e c a t a l o g u e s h a v e s u r v i v e d ,
a m o n g t h e m a f e w pages o f W o j c i e c h S a m e k ' s
price
last f o r h i s „Establishment of A r t i s t i c S c u l p t u r e " . S a m e k
was educated at t h e i n d u s t r i a l school i n K r a k o w , t h e n
i n V i e n n a at „Eckhard a n d K o n e o k i ' s " a n d after he
r e t u r n e d t o t h e c o u n t r y i n 1885 h e set u p his o w n
w o r k s i n B o c h n i a . H e e m p l o y e d 30—40 w o r k e r s , a m o n g t h e m d r a u g h t s m e n , sculptors, „ornamentalists", gilders
a n d o t h e r s c a l l e d " s t o r k s " as t h e y w e r e t a k e n o n f o r
t h e season ( f r o m s p r i n g to t h e a u t u m n ) to w o r k at
p r e p a r i n g t h e s t o n e . T h e a u t h o r also d i s c u s s e d t h e a c ­
tivities of t h e p u p i l s at t h e w o r k s h o p .

Lech

Mroz

—

GYPSY

WAGONS

R e s e a r c h i n t o t h e c u l t u r e of g y p s i e s i n P o l a n d o n l y
s t a r t e d a f e w y e a r s ago. T h e d e c u l t u r a l i s a t i o n of t h e
gypsies makes such research a l l t h e m o r e d i f f i c u l t . T h e y
can n o longer t r a v e l i n t h e i r caravans, t h e y have been
g i v e n h o u s i n g a n d e m p l o y m e n t a n d been
integrated
into local communities. B u t they still to retain a signi­
f i c a n t degree of separatenes h o w e v e r a n d t h e negative
s t e r e o t y p e o f t h e g y p s y is s t i l l m u c h a l i v e i n s o c i e t y
at large.
T h e a r t i c l e is t h e f i r s t i n a series o f w o r k s o n t h e
a r t i s t i c c u l t u r e of Polish gypsies w h i c h has been u n d e r ­
taken under the i n i t i a t i v e and direction of the author.
H e r e h e discusses t h e w a y s t h a t g y p s i e s t r a v e l l e d a n d
t h e homes that they inhabited, beginning w i t h the X V t h
c e n t u r y . N e x t he c o m e s t o t h e s u b j e c t of t h e w a g o n s

126

Е

З

Ю

М

Е

OF ARTICLES

R o m a n R e i n f u s s
— THE INFLUENCE OF CRAFTS
PRODUCTION OF RELIGIOUS
ARTICLES ON FOLK
STONE SCULPTURE

T h e w o r k s h o p p r o d u c e d figures of t h e saints i n
b o t h w o o d a n d stone, altars i n v a r i o u s styles, p o r t a b l e
a l t a r s , g r a v e s of c h r i s t a n d t o m b s t o n e s . A l l t h e s e w e r e
p a t t e r n e d on t h e p r o d u c t s of establishments i n Leipzig,
M u n i c h or S a i n t U l r i c h a n d t h e y w e r e a d a p t e d t o t h e
n e e d s of t h e f o u n d e r b y i n t r o d u c i n g p a t r o n s a i n t s .
Despite t h e competition provided b y foreign f i r m s
the establishment had m a n y orders thanus m a i n l y to
the s u p p o r t of t h e clergy. These products w e r e d i s t r i ­
buted w i d e l y t h r o u g h o u t Galicia a n d became patterns
f o r r u r a l s t o n e m a s o n s as t h e p r i e s t s r e f u s e d t o bless a
f i g u r e i f i t d i d n ' t c o m p l y w i t h t h e accepted
canons
of a r t .
The patterns favoured
by the major
workshops
c r e a t e d a c e r t a i n i c o n o g r a p h i c a l t y p e f o r f i g u r e s of t h e
s a i n t s i n t h e s e c o n d h a l f o f t h e l a s t c e n t u r y as w e l l as
f o r t h e socle a n d t h e o r n a m e n t a l e l e m e n t s .
These patterns ousted t h e old f o l k sculptures, the
o l d f i g u r e s s t a n d i n g an f r o n t o f t h e c h u r c h e s w e r e
m o v e d o u t i n t o t h e f i e l d s t o m a k e space f o r n e w ones
w h i c h were like " m u c h expanded porcelain figures". A t
t h e close o f t h e a r t i c l e t h e a u t h o r p o s t u l a t e s t h a t " a
m u s e u m s h o u l d b e set u p w h i c h w o u l d be a l a p i d a r i u m
of t h e m o s t p r e c i o u s pieces o f f o l k s t o n e a r t " .

Р

themselves, shows the w a y that they evolved — f r o m
s i m p l e peasant vehicles t h r o u g h m o r e c o m p l e x versions
covered w i t h a canvas hood up t o the X X t h c e n t u r y ca­
ravans i n w h i c h they could live and w h i c h were l i k e
circus wagons.
T h e a u t h o r describes t h e areas w h e r e t h e v a r i o u s
types of vehicle c o u l d be f o u n d i n E u r o p e a n d notes
s p e c i f i c f e a t u r e s s u c h as t h e s m a l l f o u r w h e e l e r
carts
u s e d b y G e r m a n g y p s i e s or t h e t w o - w h e e l e r s
popular
i n t h e s o u t h e r n E u r o p e . T h e a u t h o r also d e s c r i b e s t h e
decorations o n these vehicles, t h e p a i n t i n g s , a n d t h e
carvings and he includes m a n y photographs.
N e x t t h e a u t h o r goes o n t o t h e f u n c t i o n s , e q u i p ­
m e n t a n d w a y i n w h i c h t h e l i v i n g area inside the w a ­
g o n was» f i l l e d . T h e v e h i c l e s o f E n g l i s h g y p s i e s w e r e
especially d i f f e r e n t i a t e d a n d r i c h l y decorated. There are
m a n y types, c o n s t r u c t e d i n v a r i o u s w o r k s h o p s . Today,
g y p s i e s use c a r s and. c a m p i n g c a r a v a n s , i f t h e y s t i l l
t r a v e l at a l l a n d t h e i r w a g o n s h a v e become m u s e u m
exhibits.
Ewa
Fryś-Pietraszkowa
FOLK POTTERY CONTEST IN

—
THE
TORUŃ

NATIONAL

The a i m o f t h e contest w h i c h was organized b y the
E t h n o g r a p h i c M u s e u m i n Toruń was to e x a m i n e the
p r e s e n t s t a t e a n d p r o s p e c t s o f f o l k p o t t e r y . 79 p o t t e r s
f r o m 40 c e n t r e s t o o k p a r t a n d 3,000 e x h i b i t s w e r e p r e ­
sented i n t h e e x h i b i t i o n .
T h e L u b l i n , K i e l c e a r e a as w e l l as t h e d i s t r i c t s
a r o u n d W a r s a w a n d L o d z w e r e best r e p r e s e n t e d .
The
largest g r o u p of artefacts was made u p of glazed a n d
red f i r e d ceramics. K a z i m i e r z Woźniak of O l a w a w a s
h o n o u r e d w i t h a s p e c i a l p r i z e i n t h i s c a t e g o r y as h e
is t h e o n l y o n e w h o is e a r r i n g o n t h e t r a d i t i o n o f m u l ­
ticoloured, Pokut painted ceramis.
The contest showed that t h e w o r k o f potters f r o m
M e d y n i a Głogowska, Baranów a n d Puławy m a i n t a i n s
h i g h standards. H o w e v e r t h e w o r k of t h e p o t t e r s f r o m
L a z e k O r d y n a c k i has d e t e r i o r a t e d . A l s o t h e a r t i s t s f r o m
Puszcza B i a l a seem to h a v e f o r g o t t e n t h e t r a d i t i o n a l
p a t t e r n s a n d t h e i r w o r k is less o r n a m e n t h a l t h a n i n
r e c e n t y e a r s . T h e r e is a l s o a d e c l i n e i n t h e w o r k o f
R i c h a r d Necel f r o m C h m i e l n o and B e r n a r d K r o l f r o m
K a r t u z y . T h e s a m e is t r u e f o r t h e p o t t e r s f r o m t h e K i e l ­
ce a r e a .
Konopczyński f r o m Bolimów a n d W o z n i a k
from
O l a w a n e a r W r o c l a w w h o used to c a r r y on t h e t r a d i ­
tions of H u c u l ( m a y b e P o k u t ) ceramics a n d w h o w e r e
excellent potters have n o w retired.
T h e r e w e r e also u n g l a z e d ( b i s c u i t ) p o t s a n d a l a r g e
g r o u p of b l a c k ceramics (siwaki) at t h e contest. Pots
f r o m Czarna Wies, Zalesie a n d
Medynia
Głogowska
w e r e e x c e l l e n t i n f o r m a n d l e v e l of t e c h n i c a l a c h i e v e ­
ment.
T h e e x h i b i t s i n c l u d e d vessels w h i c h a r e s t i l l i n use
t o d a y as p o t s , f l o w e r p o t s , b a s i n s , j u g s a n d also r e c o n ­
structions of
vessels o n c e u s e d s u c h as
colanders,
churns, m o r t a r s , threelegged crucibles a n d Jewish t a l ­
low candlesticks.
A m o n g t h e n o n t r a d i t i o n a l pots at present b e i n g
p r o d u c e d w h e r e w e r e vases a n d j u g s f o r f l o w e r s , s o u ­
v e n i r p l a t e s a n d b o t t l e s a l l of v e r y d o u b t f u l a e s t h e t i c
value.
The e x h i b i t i o n showed t h a t pottery despite t h e aid
i t is r e c e i v i n g is a d y i n g c r a f t . O n l y t e n y e a r s
ago
t h e r e w e r e 200 p o t t e r y c e n t r e s i n P o l a n d , a t t h e m o ­
m e n t t h e r e a r e a b o u t 50. T h e r e is a s h o r t a g e o f s u c ­
cessors a n d p u p i l s a n d t h i s w i l l f o r c e t h e c l o s u r e of
many workshops in the not too distant future. There
a r e f e w p o t t e r s s u c h as J a n K o t i n M e d y n i a G ł o g o w s k a
or E d w a r d Gacek i n S k o m i e l n o B i a l a .
A t t h e e n d of t h e a r t i c l e t h e a u t h o r g i v e s a l i s t
the prize winners.

of

�J a n i n a Łukasiewicz
— SOME PROBLEMS OF
FOLK CERAMICS I N POLAND, REFLECTIONS ON
THE
COLLECTION IN THE ETHNOGRAPHIC
MU­
SEUM IN TORUŃ

A d a m Bartosz
ROMETER

— PALAMENTER

— A

FOLK

BA­

T h e a u t h o r a n a l y s e s t h e age o f t h e p o t t e r s w h o a r e
a c t i v e a t p r e s e n t a n d notes o n one h a n d t h e d e c l i n e
in the n u m b e r of active centres of pottery w h i c h r e ­
sults f r o m a shortage of y o u n g people w h o w o u l d take
over f r o m t h e old masters. O n t h e other h a n d there
is a d e m a n d f o r t h e p o t s , f o r s o u r i n g m i l k a n d m a k i n g
s a u e r k r a u t . T h e a u t h o r t h e n sees a w a y o f h a l t i n g t h e
decline i n t h i s area.

T h e b a r o m e t e r w h i c h is d e s c r i b e d h e r e is t o b e
f o u n d n e a r C i ę ż k o w i c e im T a r n o w P r o v i n c e a n d w o r k s
thanks to t h e reaction of a plant called palamenter
( e r o d i u m c i e n t a r i u m ) t o c h a n g e s i n h u m i d i t y . T h e seed
w h i c h is a t t a c h e d t o t h e b a r o m e t e r f a c e p o i n t s t o
Wheather — Change — Rain — Storm according to
changes i n h u m i d i t y .

Р Е З Ю М Е

Р о м а н Р е й н ф у с с — ВЛИЯНИЕ РЕМЕСЛЕННОГО
ПРОИЗВОДСТВА ПРЕДМЕТОВ К У Л Ь Т А НА НАРОД­
НУЮ КАМЕННУЮ СКУЛЬПТУРУ
В статье рассматривается производство р е м е с л е н ­
н ы х ф и р м , с у щ е с т в о в а в щ и х на п е р е л о м е
XIX—XX
веков в давней Г а л и ц и и , к о т о р ы е в ы п у с к а л и пред­
м е т ы к у л ь т о в о г о назначения. П о д в л и я н и е м р а с п р о ­
с т р а н я е м ы х этими ф и р м а м и образцов м е н я л и с ь в к у с ы
деревни, что в свою о ч е р е д ь в ы з ы в а л о п е р е м е н ы в
производстве
сельских
каменотесных
мастерских.
Р е л я ц и и об этих мастерских о п и р а ю т с я на о б н а р у ­
ж е н н ы е с р е д и с о х р а н и в ш и х с я бумаг каменотесов, к о ­
т о р ы е содержат р а с ц е н о ч н ы е ведомости и ш а б л о н ы ,
как, например, п о л ь с к о - и т а л ь я н с к и й прейскурант ф и р ­
мы I n s a m - P r i n o t h предприятия которой
находились
в Т и р о л е и Ломбардии. Упомянутый прейскурант б ы л
найден в к р а к о в с к о й мастерской С т а н и с л а в а Б о д н и ц к о г о . Ф и р м а в ы п у с к а л а все н е о б х о д и м ы е д л я к о с т е л о в
п р е д м е т ы , начиная с ф и г у р о к в в и ф л е е м с к и х я с л я х
в п л о т ь до г о т о в ы х а л т а р е й , амбон и . к у п е л е й . П о л ь ­
ские и з г о т о в и т е л и р а б о т а л и по образцам этой и п о д о б ­
н ы х ей ф и р м , издавая собственные ш а б л о н ы и п р е й ­
скуранты.
До н а ш и х дней с о х р а н и л и с ь т о л ь к о ф р а г м е н т ы
этих п е ч а т н ы х изданий и среди них н е с к о л ь к о стра­
ниц
прейскуранта
„Предприятия
художественной
с к у л ь п т у р ы " В о й ц е х а Самка. Самек у ч и л с я в к р а к о в ­
ской п р о м ы ш л е н н о й ш к о л е , затем в В е н е в п р е д п р и ­
ятии „ Э к к х е р д и К о н е ц к и " . В е р н у в ш и с ь в
1885 г. на
родину Самек о т к р ы л собственную м а с т е р с к у ю в Б о х пе. У него р а б о т а л о
30—40 ч е л о в е к : р и с о в а л ь щ и к и ,
с к у л ь п т о р ы - о р н а м е н т и с т ы , п о з о л о т ч и к и и др., так наз.
„ а и с т ы " , к о т о р ы е р а б о т а л и сеэонно (с весны до о с е н и )
при п р е д в а р и т е л ь н о й
обработке каменных блоков.
А в т о р статьи рассматривает и з д е л и я у ч е н и к о в м а с т е р ­
ской.
В мастерской в ы п о л н я л и с ь д е р е в я н н ы е и к а м е н н ы е
статуи святых, а л т а р и р а з л и ч н ы х с т и л е й , п е р е н о с н ы е
алтарики,
п л а щ а н и ц ы , надгробдия и т.д. В с е эти
и з д е л и я в ы п о л н я л и с ь п о образцам предприятий Л е й п ­
цига, М ю н х е н а , С а н к т - У л ь р и х а , причем у ч и т ы в а л и с ь
требования ж е р т в о в а т е л я и вводился, например, его
святой.
Н е с м о т р я па к о н к у р е н ц и ю иностранных ф и р м , ма­
стерская Самка в ы п о л н я л а б о л ь ш о е к о л и ч е с т в о з а к а ­
зов, п р е ж д е всего б л а г о д а р я п о д д е р ж к е духовенства.
Р а б о т ы мастерской ш и р о к о р а с п р о с т р а н я л и с ь по всей
Галиции и я в л я л и с ь образцом для фигур, выполняе­
м ы х д е р е в е н с к и м и каменотесами, так к а к
местное
д у х о в е н с т в о о т к а з ы в а л о с ь о с в я щ а т ь те ф и г у р ы , к о т о ­
р ы е не соответствовали п р и н я т ы м канонам.
Распространяемые крупными предприятиями обра­
з ц ы с о з д а л и во второй п о л о в и н е п р о ш л о г о века и з ­
в е с т н ы й и к о н о г р а ф и ч е с к и й тип и з о б р а ж е н и й с в я т ы х ,
ф о р м ц о к о л е й , а т а к ж е д е к о р а т и в н ы х мотивов.
Эти о б р а з ц ы в ы т е с н и л и п р е ж н и е н а р о д н ы е с к у л ь ­
п т у р ы ; старые ф и г у р ы , н а х о д и в ш и е с я перед к о с т е л а ­
ми в ы н о с и л и в п о л е , ч т о б ы освободить место новым,
напоминавшим „ з н а ч и т е л ь н о у в е л и ч е н н ы е
фарфоро­
вые статуэтки".
В з а к л ю ч е н и е статьи автор в ы д в и г а е т п о с т у л а т :
„ с о з д а т ь наконец м у з е й ц е н н е й ш и х п а м я т н и к о в п а родной каменной с к у л ь п т у р ы " .
-

Лех

Мруз

— ЦЫГАНСКИЕ

ВОЗЫ

Исследователем цыганской к у л ь т у р ы стали в П о л ь ­
ше заниматься л и ш ь в п о с л е д н и е годы. И з у ч е н и ю
этого вопроса препятствует ф а к т перемен в образе
ж и з н и цыган. О н и п о т е р я л и в о з м о ж н о с т ь ездить та­
борами, п о л у ч и л и к в а р т и р ы , работу, в к л ю ч и л и с ь в м е ­
с т н у ю среду. Т е м н е менее они все е щ е д е р ж а т с я
в з н а ч и т е л ь н о й степени о б о с о б л е н н о и в сознании
о к р у ж а ю щ е й общественности преобладает негативный
стереотип цыгана.
Н а с т о я щ а я статья я в л я е т с я первой в задуманной
автором серии работ, п о с в я щ е н н ы х х у д о ж е с т в е н н о й
к у л ь т у р е п о л ь с к и х цыган. А в т о р рассматривает с п о ­
собы п е р е м е щ е н и я ц ы г а н и и х ж и л ь е , начиная с X V
века. Д а л е е п е р е х о д и т к вопросу ц ы г а н с к и х повозок,
описывает их э в о л ю ц и ю
— сначала
обыкновенный
к р е с т ь я н с к и й воз, затем б о л е е с л о ж н о е с о о р у ж е н и е ,
с н а б ж е н н о е п о л о т н я н ы м Н а в е с о м , и, наконец, повозки
X X века, п р и с п о с о б л е н н ы е д л я ж и л ь я , с х о ж и е с ц и р ­
ковыми.
А в т о р у к а з ы в а е т на о т д е л ь н ы е виды повозок в р а з ­
л и ч н ы х е в р о п е й с к и х странах, отмечает
особенности
их ф о р м , как например, н е б о л ь ш и е ч е т ы р е х к о л е с н ы е
возки н е м е ц к и х цыган либо д в у к о л к и , п о п у л я р н ы е на
ю г е Евроцы. Описание возов сопровождается описанием
и х декора, росписи, р е з ь б ы , к о т о р ы е и л л ю с т р и р у ю т с я
м н о г о ч и с л е н н ы м и фотоснимками.
Д а л е е в статье говорится о ф у н к ц и я х , о с н а щ е н и и
и способах устройства ж и л о г о интерьера воза. О с о б е н ­
ным р а з н о о б р а з и е м .и б о г а т ы м декором о т л и ч а ю т с я п о ­
в о з к и а н г л и й с к и х цыган. М н о г о ч и с л е н н ы е т и п ы этих
повозок в ы п о л н я ю т с я в р я д е р а з л и ч н ы х мастерских.
В н а с т о я щ е е время к о ч у ю щ и е цыгане п о л ь з у ю т с я
к а м п и п г о в ы м и прицепами и автомашинами, а п р е ж н и е
п о в о з к и с т а л и м у з е й н ы м и экспонатами.

Эва
Ф р ы с - П е т р а ш к о в а
—
ВСЕПОЛЬСКИЙ
КОНКУРС НАРОДНОГО ГОНЧАРСТВА В ТОРУНЕ
Ц е л ь ю к о н к у р с а , организованного в Т о р у н е Этно­
г р а ф и ч е с к и м музеем, б ы л о у с т а н о в и т ь п о л о ж е н и е и
в о з м о ж н о с т и народного гончарства в н а с т о я щ е е время.
В к о н к у р с е п р и н я л и у ч а с т и е 79 гончаров и з 40 ц е н ­
тров, представивших с в ы ш е 300 экспонатов.
Самую многочисленную группу составляли гон­
ч а р ы и з Л ю б л и н ш и н ы и К е л е ц ч и н ы , а т а к ж е из о к р е ­
стностей В а р ш а в ы и Л о д з и . Б о л ь ш е всего б ы л о пред­
с т а в л е н о к е р а м и ч е с к и х и з д е л и й красного цвета, п о ­
к р ы т ы х г л а з у р ь ю . С р е д и них о с о б е н н о
отличались
р а б о т ы с п е ц и а л ь н о премированного К а з и м е ж а В о з ь н я ка и з О л а в ы , единственного п р о д о л ж а т е л я искусства
многоцветной росписной п о к у ц к о й керамики.
К о н к у р с п о к а з а л , что на высоком у р о в н е п о - п р е ж ­
нему н а х о д я т с я р а б о т ы г о н ч а р о в из М е д ы к и Г л о г о в ской, и з Баранова и П у л а в . Н о о ч е н ь с н и з и л с я у р о ­
вень работ в Л о н ж с к е О р д ы н а ц к о м . З а б ы л и с своих
традиционных у з о р а х г о н ч а р ы и з П у щ и Б я л о й ; р о с ­
пись и х и з д е л и й стала скромнее;, чем в б ы л ы е годы.
С н и з и л с я у р о в е н ь работ м а с т е р с к и х Р ы ш а р д а Н е ц л а
из Х м е л ь н а и Бернарда К р у л я из К а р т у з . Замечается
т а к ж е снижение у р о в н я гончарства на территории
К е л е ц к о г о района.

127

�П е р е с т а ю т у ж е работать старые з а м е ч а т е л ь н ы е
г о н ч а р ы : К о и о п ч и н ь с к и и з Б а л и м о в а и В о з ь н я к из
О л а в ы б л и з В р о ц л а в а п о д д е р ж и в а ю щ и й традиции г у ­
ц у л ь с к о й керамики.
К р о м е того на к о н к у р с е б ы л а представлена п е г л а з у р о в а н н а я посуда (бисквиты), а т а к ж е б о л ь а ш я
г р у п п а черной к е р а м и к и (сиваки). П р е к р а с н о й ф о р м о й
и высоким т е х н и ч е с к и м у р о в н е м о т л и ч а л и с ь и з д е л и я
и з Ч е р н о й Вей, З а л е с я и Г л о г о в с к о й М е д ы к и .
Среди экспонатов конкуррса н а х о д и л а с ь д о н ы н е
у п о т р е б л я е м а я посуда; г о р ш к и , макитры, ц в е т о ч н ы е
горшки, традиционные „двояки" и „ т р о я к и " ( 2 или
3 горшка,
соединенных
р у ч к о й ) , миски, к у в ш и н ы
и банки, а т а к ж е р е к о н с т р у к ц и и п о с у д ы , вышедшей
из у п о т р е б л е н и я : д у р ш л а г и , м а с л о б о й к и ,
трехногие
сосудики, так наз. т ы г е л ь к и , ступки,
подсвечники
и т.д.
Среди нетрадиционных
предметов, в ы п о л н я е м ы х
в н а с т о я щ е е время, б ы л и п р е д с т а в л е н ы в а з о н ы и к у в ­
ш и н ы д л я цветов, т а р е л к и „ п а м я т к и " , ф л а к о н ы о ч е н ь
с о м н и т е л ь н о эстетического качества.
О б з о р экспонатов п о к а з а л , что, несмотря на под­
д е р ж к у г о н ч а р н о е д е л о отмирает. Е щ е л е т десять назад
в П о л ь ш е б ы л о ок. 200 г о н ч а р н ы х центров, в настоя­
щ е е время и х насчитывается по всей вероятности ок.
50. В с к о р е , из-за отсутствия преемников и у ч е н и к о в ,
придется з а к р ы т ь многие мастерские. М о л о д ы х г о н ч а ­
ров работает немного (напрум. Я н К о т и з М е д ы к и Г л о ­
говской и Эдвард Гацек из С к а м е л ь н о й В я л о й ) .

В заключение
м и р о в а н н ы х лиц.

автор статьи приводит список

пре­

Я пи п а Л у к а с е ви ч
— НЕКОТОРЫЕ ПРОБЛЕМЫ
НАРОДНОГО Г О Н Ч А Р С Т В А В П О Л Ь Ш Е Н А ОСНО­
ВАНИИ
ОПЫТА
И НАБЛЮДЕНИЙ ЭТНОГРАФИ­
ЧЕСКОГО МУЗЕЯ В ТОРУНЕ
А в т о р статьи, а н а л и з и р у я возраст г о н ч а р о в - р а б о т ­
ников 40 предприятий, констатирует с одной стороны
процесс н е у к л о н н о г о с о к р а щ е н и я их ч и с л а в связи
с н е х в а т к о й м о л о д е ж и ; готовой перенять у м е н и е ста­
р ы х мастеров, а с д р у г о й с т о р о н ы о т м е ч а е т б о л ь ш о й
спрос на г о н ч а р н ы е и з д е л и я (например посуду
для
к в а ш е н и я к а п у с т ы , м о л о к а ) . П о мнению автора с у щ е ­
ствует в о з м о ж н о с т ь з а д е р ж а т ь процесс упадка этого
вида ремесла.
Адам Бартош
БАРОМЕТР

—

ПАЛЯМЕНТЕР

—

НАРОДНЫЙ

О п и с ы в а е м ы й барометр, к о т о р ы й встречается в
о к р е с т н о с т я х Ц е н ж к о в и ч ( Т а р н о в с к о е воеводство), д е й ­
ствует на основе р е а к ц и и растения, называемого у нас
п а л я м е н т е р ( e r o d i u m c i e n i t a r i u m ) на п е р е м е н ы в л а ж ­
ности в о з д у х а . В зависимости о т степени в л а ж н о с т и
в в о з д у х е п р и к р е п л е н н о е к диску семя у п о м я н у т о г о
растения у к а з ы в а е т погоду — п е р е м е н у , д о ж д ь , б у р ю .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6441" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6421">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/36a325a20862bd27834ed881a932c432.pdf</src>
        <authentication>778cf3348d7290939c41701d407cceb3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76695">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3470</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76696">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76697">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3253</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76698">
                <text>Kronika IX-XII 1979 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76699">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.64-65</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76700">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76701">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76702">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76703">
                <text>К

R

О

N
X-XII

Konkursy

i

wystawy

2 X — w Muzeum Rolnictwa
w Ciechanowcu otwarta została w y ­
stawa
pn.
Artystyczna
obróbka
d r e w n a . Z a p r e z e n t o w a n o o k o ł o 100
w y t w o r ó w (głównie snycerskich) z
t e r e n ó w północno-zachodniego Pod­
lasia
i
Puszczy
Zielonej.
Obok
pg-zedmiotów o charakterze u ż y t k o ­
w y m (meble, s p r z ę t y gospodarstwa
domowego, detale architektoniczne)
p o k a z a n o 30 r z e ź b o c h a r a k t e r z e
kultowym, pochodzących w
więk­
s z o ś c i ze z b i o r ó w p r y w a t n y c h .
*

2

X — W a r s z a w a , salon „ D E ­
SY" przy ul. Koszykowej:
wysta­
w a m a l a r s t w a na szkle J o l a n t y P ę k sowej
z Kir
k/Zakopanego.
*

15 X — W a r s z a w a , G a l e r i a „ C e ­
p e l i i " , w y s t a w a pasów
bacowskich.
Odtworzenie kolekcji wzorów
mu­
zealnych. P r z y g o t o w a ł y
Zakopiań­
skie Warsztaty Wzorcowe.

15 X — T o r u ń , M u z e u m E t n o ­
graficzne:
wystawa
pokonkursowa
dokumentów i zabytków
rzemieśl­
niczych
województw
bydgoskiego,
toruńskiego
i
włocławskiego
„Z
dziejów rzemiosła". Współorganiza­
torem
wystawy
była
Izba
Rze­
mieślnicza w
Bydgoszczy.

X — Lublin, w Muzeum Okrę­
gowym wystawa obrazów Nikifora.
*

X — Warszawa, wystawa rzeźb
dawnych i nowych Józefa L u r k i z
Bystrzycy
Górnej,
w
dzwonnicy
kościoła św. Anny.

3 X I — Rzeszów, Muzeum Ok­
ręgowe: wystawa prac zakupionych
w l a t a c h 1974—1979, „ W s p ó ł c z e s n a
twórczość ludowa i nieprofesjonal­
na". W y s t a w ę i t e k s t k a t a l o g u o p r .
Krzysztof
Ruszel. Pokazano prace
16 t w ó r c ó w z t e r e n u w o j e w ó d z t w a .

12 X I — w M u z e u m w N o w y m
Sączu
rozstrzygnięto
konkurs
na
kowalstwo
Karpat
Polskich
pn.
W s p ó ł c z e s n e l u d o w e k o w a l s t w o ar­
tystyczne, o g ł o s z o n y przez M u z e u m
i P.P. „ D e s a " , o d d z i a ł w K r a k o w i e
U d z i a ł w z i ę ł o 21 k o w a l i , n a d s y ł a ­
j ą c 105 p r a c . J u r y p o d
przewod­
n i c t w e m prof. Romana
Reinfussa
p r z y z n a ł o s z e ś ć I n a g r ó d (po 3 000
zł), siedem I I i s z e ś ć I I I . P i e r w s z e
otrzymali:
Władysław
Gąsienica- M a k o w s k i z Zakopanego, Jan Cze­
kaj
z Dankowie, Jan
Polaczek z
Mszany Dolnej, Wojciech Salawa z
T r z e m e ś n i , Jan Schreiner z B r z e ż ­
n e j i J a n Z a c h w i e j a ze S z c z a w n i c y .
*

18 X l — O p o l e , w s a l a c h W D K
o t w a r t o w y s t a w ę 36 r z e ź b i p ł a s -

64
l

I

К

А

1979
ze

Zofia M a r c i n k i e w i c z
z
Kwidzyna,
Hanna Zielonka z Kartuz. Ogółem
n a g r o d z o n o i w y r ó ż n i o n o 57 o s ó b .
*•

22 X I — B i a ł y s t o k , O d d z i a ł H i s ­
toryczny Muzeum Okręgowego
—
otwarcie
wystawy
„Międzywoje­
wódzkiego
Konkursu
na
tkaninę
podwójną".
Jury
pod
przewod­
nictwem
mgr
Barbary
Zagórnej-Tężyckiej z M K i S przyznało
na­
grody: pierwsze: Regina
Masełbas
z Wasilówki, Stanisława Karna z
Trofimówki, Rajmund
Składanowski z Tumanka, drugie: Romualda
Puzanowska z M a r c h e l ó w k i , M o n i ­
ka Wysocka z Janowa, Olimpia
Ja­
roszewicz z W a s i l ó w k i , Jadwiga B a bieno z Janowa. Ponadto 5 n a g r ó d
t r z e c i c h i 10 w y r ó ż n i e ń . W k o n k u r ­
sie w z i ę ł y u d z i a ł 72 osoby z g ł a s z a ­
j ą c 154 p r a c e ; z b i a ł o s t o c k i e g o 47
o s ó b — 92 t k a n i n y , z ł o m ż y ń s k i e g o
7 o s ó b — 14 t k a n i n , z s u w a l s k i e g o
6 o s ó b — 11 t k a n i n , z o s t r o ł ę c k i e g o
3 osoby — 6 t k a n i n , z s i e d l e c k i e g o
3 osoby — 5 t k a n i n .

X I I — Hrubieszów, w
Małej
Galerii
Sztuki
pokazane
ok.
150
ozdób na c h o i n k ę , n a d e s ł a n y c h
na
k o n k u r s przez t w ó r c ó w
ludowych
woj. zamojskiego.

korzeźb Stanisława Majewskiego
Sternalic (woj. częstochowskie).
*

X I I — w K r a k o w i e o d b y ł się
37 K o n k u r s S z o p e k . P r z e d s t a w i o n o
p o n a d 60 e k s p o n a t ó w . W k a t e g o r i i
szopek
dużych
pierwsze
nagrody
o t r z y m a l i : Jan
Malik i Bronisław
P i ę c i k ; w k a t . szopek ś r e d n i c h —
Zygmunt Grabarski, Antoni Wołek
i W ł o d z i m i e r z M a l i k ; w k a t . szo­
pek
małych — Zbigniew
Gillert,
S t a n i s ł a w M a l i k i Maciej Moszew;
w
grupie
młodzieżowej
14
letni
D a r i u s z C z y ż . S i e d e m szopek w y ­
s ł a n o do N a n c y , g d z i e z o s t a ł y s p r z e ­
d a n e n a a u k c j i n a rzecz r e w a l o r y ­
zacji K r a k o w a .

*
X I I — Kiermasz ozdób
kowych
zorganizował
klub
i STL w Lublinie.

choin­
MPiK

Wystawy Amatorów
X I — Radom, Muzeum Okrę­
gowe, w y s t a w a
malarstwa
Stani­
s ł a w a Deli z Gniewoszowa. Z po­
n a d 200 p r a c z n a j d u j ą c y c h s i ę w
z b i o r a c h M u z e u m p o k a z a n o 70.
*

Л1 — Katowice, Z D K
kopalni
„Wieczorek", wystawa
konkursowa
— przegląd dorobku plastyki placó­
wek
kulturalnych
Katowickiego
Zjednoczenia P r z e m y s ł u
Węglowe­
go. П 5 p r a c 128 a \ t o r ó w .
*

X I — Wrocław, X I V wystawa
nieprofesjonalnej
plastyki
woje­
wództwa, w Muzeum Archeologicz­
nym,
zorganizowana
przez
WDK.
P o k a z a n o ok. 400 p r a c z 1878
na­
desłanych.
—
Hrubieszów,
IV
przegląd
plastyki amatorskiej woj. zamojskie­
go. P o k a z a n o 155 p r a c 31 a m a t o r ó w .
*

— Leszno, W D K ,
wojewódzki
przegląd plastyki amatorskiej.
Po­
k a z a n o 115 o b r a z ó w 40 a u t o r ó w .

10 X I I — R a d o m , w
salach
Muzeum Okręgowego otwarto Ogól­
nopolskie Biennale Kowalstwa L u ­
dowego, zorganizowane przez M u ­
zeum Wsi Radomskiej przy w s p ó ł ­
udziale
Min.
Kultury
i
Sztuki.
W z i ę ł o u d z i a ł 45 k o w a l i . J u r y p o d
przewodnictwem mgr Bożeny Golczowej p r z y z n a ł o nagrody. Pierwsze
otrzymali:
Władysław
Gąsienica- M a k o w s k i i Jan G ą s i e n i c a - M a k o w ­
ski z Zakopanego, P a w e ł
Winiarski
z Płonin
(radomskie),
Mieczysław
Zaniewski z Lubijewa
(ostrołęckie).
A n t o n i M o ć k o z O b l ę g o r k a (kielec­
kie), M i e c z y s ł a w Hulewicz z Czar­
nej
Wsi
Kościelnej
(białostockie),
Stanisław
Tomczyk
z • Tamowa.
Dwie drugie nagrody: E d w a r d Chołuj
z
Aleksandrówki
(radomskie)
i
Andrzej
Gąsienica-Makowski
z
Zakopanego.

X I I — Radom, Muzeum Okrę­
g o w e , w y s t a w a m a l a r s t w a na s z k l e
Krzysztofa
Okonia,
wiolonczelisty,
członka „Tria Krakowskiego".

X I I — G d a ń s k , w salach W O K
pokonkursowa wystawa haftów l u ­
dowych Pomorza Gdańskiego.
156
twórców
p r z y s ł a ł o 575 p r a c .
Na­
g r o d y I , u f u n d o w a n e przez Cepe­
lię, o t r z y m a ł y : E l ż b i e t a E b e l z W e j ­
herowa, Maria Janik z Kwidzyna,
Bolesława Kaniowska z Sierakowic,

X I I — Katowice, z okazji Dnia
G ó r n i k a w galerii sztuki górniczej
przy kopalni
„Katowice"
otwarto
wystawę amatorów, członków
gru­
p y „ G w a r e k 58". P o k a z a n o o k . 100
p r a c . J e d n o c z e ś n i e P.P.
„Desa" w
Katowicach i Galeria „Śląsk" przed­
stawili w y s t a w ę a m a t o r ó w
górni­
k ó w lub członków ich rodzin. Pra­
ce m o ż n a
było kupić.
„Kontakty

— Przasnysz, W D K , p o k o n k u r ­
sowa
wojewódzka
wystawa
prac
amatorów-plastyków.
Pokazano
60
p r a c 17 a u t o r ó w .
*
Poznań, Pałac Kultury — V I I
Wojewódzki Przegląd Plastyki A m a ­
t o r s k i e j . Z a p r e z e n t o w a n o 238 p r a c
120 a u t o r ó w .

*
X I I — Szczecin, W D K
zorga­
n i z o w a ł na Z a m k u K s i ą ż ą t P o m o r ­
skich
XX
Wojewódzką
Wystawę
Plastycznej
Twórczości
Ludowej
i
Amatorskiej.
Pokazano
przeszło
800 p r a c p o n a d 300 a u t o r ó w .
*

*

�m i ę d z y p r a c o w n i k a m i „ D e s y " i śro­
dowiskiem
malarzy
—
amatorów
będą nadal zacieśniane z niewąt­
p l i w y m p o ż y t k i e m dla
miłośników
sztuki" — pisał „Dziennik Zachod­
ni".
Równocześnie
w
Katowickim
Domu
Związków Zawodowych
ot­
worzono C e n t r a l n ą W y s t a w ę T w ó r ­
czości A r t y s t y c z n e j G ó r n i k ó w
(po­
n a d 300 p r a c , c z ę ś ć n a g r o d z o n y c h ) .
Inne
I X
—
w
nowo
powstałym
M u z e u m Wsi Lubelskiej na
Sta­
wisku
w
Lublinie rozpoczęła
się
O g ó l n o p o l s k a Konferencja. Skanse­
n o w s k a na
temat ochrony
budo­
w n i c t w a l u d o w e g o w Polsce. W z i ę ł o
w n i e j u d z i a ł o k . 150 s p e c j a l i s t ó w
z k r a j u oraz z Belgii, C z e c h o s ł o ­
wacji, Finlandii, Francji,
Norwegii,
N R D , R F N i Z w i ą z k u Radzieckiego

Targu — górale podhalańscy
ob­
chodzili u r o c z y ś c i e jubileusz 75-lecia
ruchu
regionalnego,
60-lec:a
Z w i ą z k u P o d h a l a n i 50-lecia Z w i ą z ­
k u Podhalan w Ameryce Płn. Przy­
b y ł a d e l e g a c j a ze St.
Zjednoczo­
n y c h . W y s t ą p i ł o 16 z e s p o ł ó w r e g i o ­
nalnych.
*

6,7 X I I — n a sesji n a u k o w e j
z okazji 30-lecia I n s t y t u t u
Sztuki
P A N wygłosili m.in. referaty: mgr
Aleksander
Jackowski
„Problemy
b a d a ń nad s z t u k ą n i e p r o f e s j o n a l n ą "
oraz d r A n n a
Kunczyńska-Iracka
„Badania
powojenne
nad
polską
l u d o w ą rzeźbą, m a l a r s t w e m i drze­
worytem".
*

10 X I I — p r z y z n a n o p o
raz
trzeci n a g r o d ę i m . Brata
Alberta
u s t a n o w i o n ą przez S p o ł e c z n e
Sto­
warzyszenie Chrześcijan.
Otrzymał
ją m.in. rzeźbiarz ludowy
Roman
Śledź z M a l i n ó w k i (lubelskie).

*
6,7 X — S a n d o m i e r z , s y m p o z ­
j u m na
temat „Wieś w
tradycji
i
współczesności
literackiej".
Ok.
100 u c z e s t n i k ó w , r e f e r e n c i : H e n r y k
Bereza, A n d r z e j Mencwel, Roch S u ­
lima, Włodzimierz Pawluczuk.

*
9 X — w Krakowie rozpoczęła
się
konferencja
międzynarodowej
k o m i s j i do b a d a n i a k u l t u r y l u d o w e j
w
Karpatach
i
na
Bałkanach.
Udział wzięli etnografowie z B u ł ­
garii, Czechosłowacji, Francji,
Ru­
m u n i i , Węgier, Polski i ZSRR. Te­
m a t e m k o n f e r e n c j i b y ł a ocena sta­
nu badań.
19—21 X — w Z a k o p a n e m 54
W a l n e Zgromadzenie Polskiego T o ­
warzystwa Ludoznawczego, połączo­
n e z u r o c z y s t o ś c i ą j u b i l e u s z u 25 l a t
istnienia orawskiego Parku
Etno­
graficznego
w
Zubrzycy
Górnej.
Z tej okazji w r ę c z o n o odznaczenia
pracownikom muzeum w Zakopa n e m i Z u b r z y c y . D r W a n d a Jostowa
otrzymała
Krzyż
Kawalerski
Orderu Odrodzenia
Polski.
+

18—21 X I — w L e s z n i e o d b y ł o
się I V O g ó l n o p o l s k i e F o r u m
Folk­
lorystyczne,
zorganizowane
przez
Centralny Ośrodek Metodyki
Upo­
wszechniania K u l t u r y . Treścią
ob­
rad, w k t ó r y c h wzięli udział w y b i t ­
n i fachowcy z całego kraju,
była
sprawa u t r z y m a n i a regionalnego bo­
gactwa i czystości folkloru, poka­
zywanego na
scenie. O b r a d y
po­
przedził pokaz z e s p o ł ó w przedsta­
wiających
różny
stopień
opraco­
w a n i a s c e n i c z n e g o f o l k l o r u (z w o j .
leszczyńskiego).
Z okazji F o r u m M u z e u m O k r ę ­
gowe zorganizowało
wystawę
pn.
Rzeźba ludowa i jej t w ó r c y .
*

X I — Władysławowo. W Domu
Rybaka odbył się doroczny
zjazd
t w ó r c ó w ludowych ziemi gdańskiej,
n a k t ó r y p r z y b y ł o o k . 90 t w ó r c ó w .
U r z ą d z o n o z okazji zjazdu w y s t a w ę
r z e ź b L e o n a G o i l i i w y s t ę p zespo­
łu
„Kaszebe" z Krokowej.
Przy­
znano
nagrody
Wydz.
Kultury
i S z t u k i U r z ę d u W o j e w ó d z k i e g o 21
osobom.
*
XI
jerów

— w rodzinnej wsi Tetma­
—
Ludźmierzu
k/Nowego

12,13 X I I — w L u b l i n i e o d b y ł
się V K r a j o w y Zjazd Stowarzysze­
nia T w ó r c ó w L u d o w y c h . Stowarzy­
szenie i s t n i e j e o d 10 l a t , l i c z y 1293
c z ł o n k ó w , w t y m 974 w s e k c j i p l a s ­
t y k i ( n a j w i ę c e j , bo 215, t k a c z y o r a z
187 r z e ź b i a r z y ) . W Z j e ź d z i e w z i ę ł o
u d z i a ł p o n a d 100 d e l e g a t ó w .
No­
w y m Prezesem w y b r a n o M i e c z y s ł a ­
wa Biernacika, kowala i działacza
z Zakopanego, z-cą r ó w n i e ż k o w a l a :
Kazimierza Markiewicza z
Wierz­
chowin
(radomskie). P r z e w o d n i c z ą ­
cym Rady Naukowej został ponow­
nie prof, d r R o m a n Reinfuss.
Na Zjeździe w r ę c z o n o nagrody
Ministra K u l t u r y i Sztuki.
Otrzy­
mali je c z ł o n k o w i e S T L : S t a n i s ł a w
Budzyński z Bukowiny Tatrzańskiej
(haft. strój), M i e c z y s ł a w Biennacik,
Bronisław Cukier (kowal z Zako­
panego,
dotychczasowy
długoletni
prezes), W a w r z y n i e c C i c h y ( p i s a r z ,
pamiętnikarz z Bardo, woj. tarno­
brzeskie),
Erazm
Szyszko
(nestor
garncarzy
z Jabłonki
Kościelnej,
w o j . o l s z t y ń s k i e , u r . 1885 г.).
W 1979 r . c z ł o n k o w i e - S t o w a ­
rzyszenia ofiarowali C e n t r u m Zdro­
w i a Dziecka ponad t y s i ą c
swych
rzeźb,
obrazów,
tkanin,
zabawek,
ozdób.
12 X I I — p r z y z n a n o po
raz
ósmy doroczne Nagrody
Artystycz­
ne
i m . Jana Pocka,
ustanowione
przez „ C h ł o p s k ą D r o g ę " i przezna­
czone d l a z a s ł u ż o n y c h t w ó r c ó w l u ­
dowych. O t r z y m a l i je: Jan
Bernas i e w i e z , 71 l e t n i r z e ź b i a r z z J a w o r z n i (art. o n i m z a m i e ś c i m y w j e d ­
nym
z
najbliższych
numerów),
W a w r z y n i e c C i c h y , 81 l e t n i d z i a ­
ł a c z s p o ł e c z n y i k u l t u r a l n y ze w s i
Bardo (kieleckie), pisarz, p a m i ę t n i ­
k a r z ; J ó z e f C i t a k , 58 l e t n i ' r z e ź b i a r z
i działacz STL z Krynicy; Włady­
s ł a w K u c h t a , 68 l e t n i r o l n ' k - i p o e ' ; a ,
zbieracz f o l k l o r u , zam. w M o ł o d u t nie (chełmskie); Marianna Pawiak,
tkaczka, hafciarka z M o n i e (sieradz­
kie). Nagrody w r ę c z o n o na Zjeździe
STL w Lublinie.
*

X I I — Muzeum
Etnograficzne
w T o r u n i u o b c h o d z i ł o j u b i l e u s z 20-lecia. W t y m okresie liczba ekspo­
n a t ó w w z r o s ł a z 5 000 d o 27 000.
W y s t a w y o b e j r z a ł o p r a w i e 1,5 m i l i o ­
n a o s ó b . O d b y ł y s i ę s p o t k a n i a z 89
twórcami
ludowymi,
414
imprez,

w y s t ę p y 33 z e s p o ł ó w
folklorystycz­
nych. Pracownicy muzeum wygłosili
p o n a d 1300 p r e l e k c j i . W a r c h i w u m
ikonograficznym Muzeum
znajduje
s i ę 36 000 f o t o g r a f i i , r y s u n k ó w , 39
filmów
etnograficznych.
Organiza­
torem i dyrektorem Muzeum była
d o 1973 r. p r o f , d r M a r i a Z n a m i e rowska-Prufferowa,
a
następnie
mgr Aleksander Błachowski. Wśród
p l a c ó w e k m u z e a l n y c h w y r ó ż n i a się
wyjątkowo intensywną działalnością
o ś w i a t o w ą oraz doskonale p r z y g o ­
towywanymi konkursami ogólnopol­
s k i m i (Kopernik
w rzeźbie
ludo­
wej, Wielcy Polacy w rzeźbie
ludo­
wej,
Dziecko
w
sztuce
ludowej.
Sztuka
l u d o w a dla dziecka, G a r n ­
c a r s t w o , Haft,
Wycinanka).
X — „Cepelia" obchodzi swoje
trzydziestolecie.
Z
tej
okazji
do
p a ź d z i e r n i k a 1980 r o k u z a p l a n o w a ­
n o l i c z n e w y s t a w y w k r a j u i za­
granicą. W tym wystawę w war­
szawskiej „ Z a c h ę c i e " pn. R ę k o d z i e ­
ło ludowe i artystyczne —
dziś
i j u t r o oraz w M u z e u m E t n o g r a ­
ficznym,
przedstawiającą
dorobek
najwybitniejszych rzeźbiarzy i ma­
larzy ludowych.
O d b ę d z i e się r ó w n i e ż
sympoz­
jum
na
temat
„Rękodzieło
dziś
i jutro".
W 1979 r. „ C e p e l i a " z o r g a n i z o ­
wała w kraju
b l i s k o 80 w y s t a w .
Piolska

sztuka

ludowa

za

granicą

X — w salach B i b l i o t e k i M i e j ­
skiej w
Maribo
(wyspa
Holland,
Dania)
otwarto
wystawę
polskiej
sztuki ludowej — tkanin, k i l i m ó w ,
lalek i grafiki.
*

„ C e p e l i a " w 1979 r. z o r g a n i z o ­
wała wystawy zagranicą w:
— M u r m a ń s k u , Wilnie, Leningra­
d z i e , K o p e n h a d z e , (goibeliny,
lalki
Sp-ni „Ład" i im. Wyspiańskiego),
Budapeszcie
(dziewiarstwo,
pokaz
mody Sp-ni „Poziom), Lipsku (wy­
roby
Sp-ni
„Milenium"),
Berlinie
(j. w.), Phenianie (Korea Płn.)
Wyroby
„Cepelii' brały udział
w
wystawie objazdowej
„The
Bowl"
w Góteborgu, Wiedniu i Antwerpii.
Eksponaty na w y s t a w y przekazano
do: A m b a s a d P R L
w
Singapurze
i
Bangladeszu,
oraz
do
Tibilisi
i T a s z k e n t u na w y s t a w y o r g a n i z o ­
w a n e przez T P P R .
Biuro
Handlu
Zagranicznego
D E S A z o r g a n i z o w a ł o w 1979 r. n a ­
stępujące wystawy
zagranicą:
— Galerie Runhof — Naive Kunst,
K o l n , R F N — listo p a d / g r u d z i e ń ,
zbiorowa wystawa rzeźby
ludo­
wej
— Zimmergalerie, Dusseldorf, R F N
— wrzesień/październik,
zbioro­
wa wystawa rzeźby ludowej
— Clemens-Sels-Museum,
Neuss,
R F N — październik/listopad, w y ­
stawa
indywidualna
malarstwa
K . G a w ł o w e j (ze z b i o r ó w / J. Ł o dzińskiego. Wstęp
do
katalogu
— A . Jackowski).
— Depolma Galerie — Dusseldorf,
R F N — s t a ł a prezentacja
ma­
larstwa i rzeźby artystów
nieprofesjonailnych
— Pokaz r z e ź b y l u d o w e j w r a m a c h
wystaw zorganizowanych z oka­
zji „Dni Polskich" w R F N — w
Bremen —
lipiec,
w
Kieł
—

65

�—
—

—

—
—

—

—

—

S

czerwiec, w Rendsburgu — l i ­
piec
Międzynarodowe
Targi
MUBA
„ N a i v e K u n s t a us P o l e n " w r a ­
mach
„Weihnachtsmarkt
am
Funkiturm" w Berlinie Zachod­
nim,
grudzień — t a m ż e zbioro­
wa wystawa malarstwa i rzeźby
— z u d z i a ł e m E. P ę k s o w e j
Firma „Krakowianka" — Berlin
Zachodni — wystawa indywidu­
a l n a St. D o b i a s z a , l i s t o p a d / g r u ­
dzień
I n t e r n a t i o n a l Center,
Oslo
—
maj — wystawa zbiorowa rzeźby
G a l e r i e F 15, A a r h u s , D a n i a —
objazdowa
wystawa
malarstwa
i r z e ź b y ( w y s t a w a p r z e s z ł a do
Norwegii) — początek: paździer­
nik
Galerie
M . Nicolayssen,
Oslo,
Norwegia — wrzesień — wyst.
rzeźby
Muzeum w Turku, Finlandia —
s t y c z e ń / l u t y , m a l a r s t w o na szkle
i rzeźba ludowa
Pro A r t e Kasper, Morges, Szwaj­
caria — luty. U d z i a ł w m i ę d z y ­
n a r o d o w y m k o n k u r s i e szu;., i n a ­

U

M

M

A

R

iwnej
(B.
Krawczuk,
Radke,
Płaskociński)
— Instytut K u l t u r y Polskiej, L o n ­
dyn,
A n g l i a — lipiec, zbiorowa
wystawa malarstwa i rzeźby
- - Cepelia
Holland,
Utrecht
—
w r z e s i e ń , w y s t a w a m a l a r s t w a na
szkle
—
Basel, Szwajcaria — k w i e ­
cień/maj,
zbiorowa
wystawa
rzeźby ludowej
W 1979 r. P a ń s t w o w e M u z e u m
Etnograficzne w Warszawie zorga­
nizowało wystawy:
— Polskie Stroje L u d o w e :
Tallin
16 I — I I I ; R y g a 28 I I I — 2 V ; A r c h a n g i e l s k 25 V — 8 V I I I
— Naiwne
malarstwo
i
grafika:
W i e d e ń 22 V — 2 9 V I I
— Polska
sztuka
nieprofesjonalna
ze z b i o r ó w L u d w i g a Z k r e m e r e i a :
RFN
— K i l o n i a 16 V I — 3 0 V I I I ,
Brema
21 X I — 1 X I I ,
Hamburg
19 X I I — 1 7 I I 1Э?0
— Malarstwo
na
szkle
Eweliny
Pęksowej: Londyn 12XII—15I

I

W 1979 r . M u z e u m T a t r z a ń s k i e
w
Zakopanem
zorganizowało w y ­
s t a w ę Zdobnictwo
metalowe
na pol­
skim Podtatrzu,
Bratysława
II—IV.
Sztuka ludowa innych n a r o d ó w
8—15 X w M u z e u m E t n o g r a f i c z ­
nym
w K r a k o w i e czynna była w y ­
stawa
sztuki bułgarskiej
regionu
wielkotymowskiego, jako jedna z 4
wystaw zorganizowana z okazji D n i
Wielkiego T y r n o w a w Krakowie.
*

1979 r. M u z e u m E t n o g r a f i c z ­

X — w Galerii Nusantara
w
Warszawie
czynna
była
wystawa
sztuki ludowej K i r g i z j i i Uzbeki­
stanu.

E

Р

*

W

ne w T o r u n i u z o r g a n i z o w a ł o w y s t a ­
wy:
— Zycie i praca rolnika
w
dawnej
Polsce:
NRD — Wandlitz I — V I I I ,
Scheeberg I X — X I , Glauchau X I I
— Dywany
dwuosnowowe
(30 d y ­
wanów), N R D — Berlin
— D z i e c k o w sztuce
ludowej
oraz
Kopernik
w
wyobraźni
ludu,
Francja, D i j o n , od 18X11

S

•

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY OF ARTICLES

J a d w i g a
C h ę t n i k o w a
—
KURPIE
PALMS A N D THE LYSY
COMPETITION

EASTER

O n e of t h e o l d c u s t o m s w h i c h has s u r v i v e d i n t h e
K u r p i e r e g i o n d o w n t o t h e p r e s e n t d a y is t h a t o f t a ­
k i n g p a l m s to c h u r c h on P a l m S u n d a y .
T h e p a l m s a r e a r e m i n d e r o f Jesus C h r i s t ' s e n t r y
i n J e r u s a l e m b u t t h e y also h a v e i n t h e p a s t b e e n u s e d
as m a g i c h e a l i n g d e v i c e s to p r o t e c t a n i m a l s f r o m b a d
s p i r i t s a n d i l l n e s s , to e n s u r e g o o d h a r v e s t s a n d p r o ­
t e c t t h e f i e l d s f r o m h a i l stones.
T h e p a l m s w h i c h also a p p e a r i n o t h e r p a r t s o f t h e
country are exceptionally h i g h in the K u r p i e region
w h e r e t h e y a r e f r o m one t o seven m e t r e s h i g h . ( L y s e )
W i t o j e on the wooden stick are made f r o m forrest or
marshland plants like the w i d l a k (lycopodium), heather
bell (Calluna vulgaris), the w i l l o w (salix), the b i l b e r r y
( v a c c i n i u m v i t i s i d a e a ) . T h e t o p of t h e s t i c k w a s a l ­
ways f i x e d w i t h a b u n c h o f pines. A m o n g the plants
w h i c h i n t h e p a s t w e r e to m a k e u p t h e p a l m s t h e r e
were many which had widely k n o w n medical appli­
cations. W o m e n m a d e u p the palms. T h e colour o f t h e
p a l m w a s d e c i d e d b y t h e v a r i o u s shades of t h e p l a n t s
used. F l o w e r s w e r e m a d e f r o m t h e w h i t e c e n t r e of
b u l r u s h e s . L a t e r c o l o u r e d p a p e r c a m e to be used. T h e
f l o w e r s w e r e a l w a y s f i x e d a l o n g t h e shaft o f t h e p a l m
w i t h care t a k e n as t o t h e c h o i c e o f c o l o u r . R i b b o n s
w e r e f i x e d t o t h e t o p of t h e p a l m .
T h e a u t h o r distinguishes various k i n d s of p a l m
depending on the m a t e r i a l out o f w h i c h t h e y w e r e m a ­
d e : 1. s m a l l o n e s m a d e o u t o f t w i g s , 2. t h o s e m a d e f r o m
p l a n t s w h i c h a r e at p r e s e n t p r o t e c t e d , 3. f r o m h e a t h e r
b e l l , b i l b e r r i e s , j u n i p e r , p i n e a n d s p r u c e b r a n c h e s , 4.
m o u n t e d ( t h e c e n t r e p o l e h a d holes i n t o w h i c h t w i g s
a n d b r a n c h e s w e r e f i x e d ) , 5. m o d e r n ones m a d e o f p a ­
p e r a n d a r t i f i c i a l m a t e r i a l s etc.
I n o r d e r t o k e e p u p t h e t r a d i t i o n b e g i n n i n g i n 1969
a c o m p e t i t i o n has b e e n o r g a n i s e d e a c h y e a r i n L y s e
for t h e K u r p i e Easter P a l m a n d t h i s was i n t h e years

66

i

1969—1976 l i n k e d
folK c r e a t i v i t y .

with

competitions

A n t o n i
Ś l e d z i e w ski
PAPER CUT OUTS

—

in other

ZOFIA

realms

of

SWIDERSKA'S

B o r n i n 1899, Z o f i a Ś w i d e r s k a is o n e o f t h e m o s t
i n t e r e s t i n g cut out artists i n t h e area h e a r W a r s a w .
T h e a u t h o r describes her cut outs f r o m t h e various
p e r i o d s i n h e r l i f e a n d he s h o w s t h e i n f l u e n c e s w h i c h
she c a m e u n d e r f r o m c u r r e n t f a s h i o n s w h i l e r e m e m b e ­
r i n g the t r a d i t i o n a l forms.
The a u t h o r encouraged her to r e t u r n to these f o r m s
w h i l e r e t a i n i n g h e r o w n o r i g i n a l s t y l e . F r o m 1973 o n ­
w a r d s she h a s t a k e n p a r t i n c o m p e t i t i o n s a n d e x h i b i ­
t i o n s a n d w o n p r i z e s . She d e c o r a t e s h e r e h o m e w i t h
t h e c u t o u t s as she d i d i n t h e i n t e r w a r y e a r s w h e n
t h i s k i n d of d e c o r a t i o n w a s f a s h i o n a b l e .
Jan
Bujak,
Bogdana
P i l i c h o w s k a
L A J K O N I K A S SEEN B Y RESEARCHERS

—

THE

T h e L a j k o n i k is a f i g u r e i n a p s e u d o - o r i e n t a l d r e s s
a w o o d e n r i c h l y d e c o r a t e d ' h o r s e ' a n d is t h e u n o f f i c i a l
crest of K r a k o w . E a c h y e a r i n t h e C o r p u s
Christi
octave the L a j k o n i k traverses the city accompanied by
large crowds.
A t t e m p t s to get t o t h e o r i g i n o f t h i s c u s t o m w e r e
f i r s t m a d e i n 1820 i n a n a r t i c l e b y K . M a j e r a n o w s k i
a n d t h e y c o n t i n u e t o t h i s d a y . A l l w e d o k n o w is t h a t
t h e L a j k o n i k is c o n n e c t e d w i t h t h e o l d g u i l d o f w o o d ­
c u t t e r s a n d r a f t s m e n . I t s o r i g i n is l i n k e d w i t h a n c i e n t
P o l i s h f o l k r i t u a l s or w i t h v a r i o u s h i s t o r i c a l f a c t s l i k e
the T a r t a r invasion, the colonisation according to G e r ­
m a n l a w , t h e r a i s i n g o f t h e siege o f V i e n n a a n d o t h e r s .
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
— TRADITION AND
THE
PRESENT D A Y COMMENTS ON T H E
FOLK
S M I T H BTENNALE
the

The authors comments on the relationship
t r a d i t i o n a l and the present day products

between
of folk

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6440" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6420">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1d4fb50bc247ec71964a3ff5751679d2.pdf</src>
        <authentication>73d36d5d242a471d037d524ac8f4aedf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76684">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3502</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76685">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76686">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76687">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3282</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76688">
                <text>Ogólnopolski konkurs garncarstwa ludowego w Toruniu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76689">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.95-106</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76690">
                <text>Fryś-Pietraszkowa, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76691">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76692">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76693">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76694">
                <text>И. 1. T a d e u s z T o m a l a , S i e r a d z .

Ewa

Garncarstwo

wkrótce

po

KONKURS

ostatniej

objęte opieką M i n i s t e r s t w a K u l t u r y
z a n y c h z n i m i n s t y t u c j i , wcześniej
dziny

twórczości

konkursy

ludowej.

na w y r o b y

p r z e w a ż n i e zasięg
te w y r o b y
cja,

obejmująca

skich,

głównie

n a w e t niż i n n e

dzie­

organizować

liczne

Zaczęto

I

ogólnopolskiej

artystycznego .
ł

zakresie

Do

w

należała

dorobek

nie

i

PodlasiuW

kowskiego
ośrodków
kurs

w

dla garncarzy

skim

ogłosiło

z 28 o ś r o d k ó w ,
na

(było

wówczas

szonych
kursu

były

garncarzy,

b y ł y g ł ó w n i e drogą
mi

ośrodkami

z

się w y m i e n i ć

się n a n i e z b y t
dził

on

udział

dość

w

oddźwięk,

31 g a r n c a r z y

(w

n o łącznie
W

garncarski o
w

zasięgu

ogólnopol­

1976 r . S t o w a r z y s z e n i e

Twór­

i

tego

tradycyjne

stowarzyszenia

dla kilkunastu

niezrzeszonych.

naczynia

prosili

garncarzom

zapro­

Przedmiotem

ze w z g l ę d ó w
a

zam­

d w a lata

podobnego

później, w

konkursu

w

o

spory

kon­

użytkowe

i

t e c h n i c z n y c h do
nie zapewnia­

przesyłanie
kłopot

i

bów
było

byli

Artystycznego
form

Muzeum

z nich

dotrzy­
nadesła­

bowiem

zorganizowania
Etnograficzne

przygotowania

zasięgu.

Stowarzyszenie

Spółdzielni R ę k o d z i e ł a

„Cepelia".

W

cieszących

poznanie
ludowego,

także

Twór­
Ludo­

regulaminie
wszystkich

się p o p y t e m

za­

aktualnego

stanu

i

pozyskanie

ze­

wyro­

wśród

J e d n y m z założeń

a także

w

wielu po­

ogólnopolskim

tutaj

tradycyjnych, a

od­

konkursu
możliwości

k o l e k c j i do

muzealnych.

Informacje
wie

czyli

d o w y k o n a n i a m o ż l i w i e pełnych

pozacepeliowskich.

garncarstwa
zbiorów

nim

STL,

wyrobów;

1978 r. d o

szerokim

współczesnych,

biorców

ich
nara­

o

chęcano g a r n c a r z y
stawów

w

porozumieniu z Ministerstwem

ców L u d o w y c h i Z w i ą z e k
i

Wzbu­

wzięło

Niewielu

re­

złożyły

konkursu.

bowiem

ilości

z doskonałego

Współorganizatorami
wego

w

z tego t e r e n u .

4

imprez

11 o ś r o d k ó w .

niektóry­

dało

190 e k s p o n a t ó w .

dobnych

zorganizowany

1974 r . objął

co

t y m 21 c z ł o n k ó w

o ograniczeniu

posiada

c z y n n i k i , które

sumie plon

se­
pol­

nawiązywane

udział t w ó r c ó w

wszystkie

bogaty
słaby

klauzuli

wiejskich,

bezpośrednio,

był

pełni

s z c z y c i e robót

garncarzami

około 25%) z 16 miejscowości.
mało

konkursu

korespondencji a tylko z

lubelskimi

zultacie nieco liczniejszy
Staram

w

zwłaszcza

Kontakty

znane

eksponatów,

co s p r a w i a ł o

a wielu

i S z t u k i przystąpiło

5 sztuk z jednej p r a c o w n i . Organizatorzy
pocztą,

nych,

gospodarstwa.

termin

nie tylko w

a l e także

Toruniu,

to w l i c z b i e o g r a n i c z o n e j
przewozu

rzemieślniczego,

bowiem

Kultury

dla członków

wyłącznie

zonu

przypadał

kon­

80 g a r n c a r z y )

garncarzy

niekorzystny,

z 17

8

ców L u d o w y c h w L u b l i n i e . Był to j e d n a k k o n k u r s
knięty, p r z e z n a c z o n y

kra­

TORUNIU

żało p r a c e n a stłuczenie. P o n a d t o

Lubelszczyźwoj.

W

27 g a r n c a r z y

w o j . warszawskiego

dopiero

przed­

LUDOWEGO

w t y m czasie) . Podobny

Płocku w

konkurs

o

przygotowana
1955 г.,

wówczas

1961 r . uczestniczyło

przez M u z e u m w
Pierwszy

wystawa

Lublinie w

konkursie garncarstwa

(na 23 c z y n n e

szkła

garncarstwa

p o n a d 50 g a r n c a r z y

c z y l i w s z y s t k i c h , działających

cepeliow­
Wrocławiu,

ceramiki i

wystaw

tak­

ekspozy­

ośrodków

1954 r. w e

najlepszych

wojewódzkim

Pokazywano

większa

wystawy

przez M u z e u m Okręgowe w
stawiająca

one jednak

sztuki ludowej, a

twórczość

została

zostało
zwią­

lokalny l u b regionalny.

zorganizowana

ramach

wojnie

tego rzemiosła, miały

na w i e l u w y s t a w a c h

GARNCARSTWA

i S z t u k i oraz

że ogólnych, n p . r o l n i c z y c h . P i e r w s z a

li

różne, w y s . 9,5, 14, 15,5 c m

Fryś-Pietraszkowa

OGÓLNOPOLSKI

w

Naczynia

w s t ę p n e i r e g u l a m i n y rozesłano d o p r a ­

200 g a r n c a r z y ,

ale część n i e dotarła

do

adresatów,

95

�kilka

osób

lub

zły

zrezygnowało

stan

zdrowia,

później w y c o f a ł o
proszenie.
niczenia

ze w z g l ę d u
paru

chęć

wiek

udziału

ale

się, w i e l u zaś n i e z a r e a g o w a ł o n a z a ­

Większość g a r n c a r z y
w

n a podeszły

zgłosiło

nie ma n a w y k u

k o n k u r s a c h . Mając

to na uwadze

t o r z y k o n t a k t o w a l i się z n i r n i w
pośrednio, z a p e w n i l i

uczest­

organiza­

miarę możliwości

też s a m o c h o d o w y

transport

bez­
wyro­

bów, co z n a k o m i c i e w p ł y n ę ł o n a w y n i k i k o n k u r s u . O s t a ­
tecznie
ków,

wzięło

w

n i m udział 79 g a r n c a r z y

przygotowali

Czy

to

dużo,

zwierciedla

czy

o n i łącznie p o n a d
mało?

stan obecny

W

jaki

eksponatów.
konkurs od­

t e j , zamierającej

lecczyzny

w dość

szyb­

szawy

i

skie,

Najobfitszą

dziej

na­

zimierza

ki

PAN

w

Polskiej

Krakowie

Sztuki Ludowej
w

w

Pracowni

Instytutu

r . 1970 c z y n n e

były

Sztu­

warsztaty

g a r n c a r s k i e w około 180 m i e j s c o w o ś c i a c h . O d t e g o c z a ­
5

su

zapewne

stanowiły
wiem

wielu

pracę.
wali

sporo

starszych

Niektórzy

garncarze
doniczek

bardziej
zatorzy

wśród

jest o g r o m n e

których

zaprzestało

garncarzy

t y l k o wyrób

potrzebowanie

mi

ośrodków,

jednowarsztatowe,

zmarło

ujęci

w

większość

produkcji,
lub

przerwało

kartotece

ogrodniczych,

opano­

n a które

i n i e umieją w y k o n a ć

skomplikowanych. Mimo

to szkoda,

bo­

za­
form

że o r g a n i ­

mentacji.

nie skorzystali

ze w s p o m n i a n e j

doku­

i

skromniej
kujaw­

dolnośląskie.

Łukowa,

Tarnowa

wyrobów

Nie na­

stanowiła

i ol­

czy

Bochni.

na

konkur­

na czerwono i g l a z u r o w a n a ,

Woźniaka

strzowsko

tamtych

stosuje

na

czy

zaprzestać

a niepokój

terenów

konturowaną

tle i wielobarwnie

talerzach

zamierza

dla

ornamentykę,

białkowanym
kach,

ni

w

Szkoda,

najbliższym

b u d z i związany

że

czasie

w

z obszaru

on

na

po-

którą m i ­
świeczni­

garncarz

z t y m pomysł

ornamentyka,

flamerowania *

wyroby

Ka­
kraju

wielo-

rytem

ten

działalności,
władz

Woźniaka

i c h d o p r o d u k c j i półmechanicznej

Odmienna
skie

bogatą

c z u t r a c h , trójdzielnych
kaflach.

artystycznych kamionek

techniką

naszym

malowaną,

l i o w s k i c h , dotyczący z a k u p u w z o r ó w
wadzenia

specjal­

tej grupie w y r o b y

z Oławy, jedynego w

de­
bar­

t r a d y c j i c e r a m i k i p o k u c k i e j . Zachował

charakterystyczną
tematyczną

t e c h n i k a m i . Nagrodą

zostały w

w

i

cepe­
wpro­

wytwór­

Bolesławcu.
ale

cechowała

wykonana
dawniej

Puszczy Białej. M f m o

I I . 2. S t e f a n Sowiński, Chałupki, g m . M o r a w i c a , w o j . k i e l e c k i e . D z b a n e k i d w o j a k i , w y s . 18,5 i
L i m o n t , T o r u ń . K a r a f k a , w y s . 17,5 c m , k i e l i s z k i w y s . 5 c m , f ł a d r o w a n e

96

War­

z o ś r o d k ó w zielonogórskich

grupę

wyróżnione

kontynuatora

k o n k u r s u , kontaktując się z l i c z n y m i i n s t y t u c j a ­

terenowymi,

14 g a r n c a r z y ) ,

wielkopolskie

Kie­

okolic

k r a k o w s k i e , białostockie,

wyspecjalizowanymi

powiedzieć,

Dokumentacji

oraz

k o r o w a n a najczęściej m a l o w a n i e m , a także i n n y m i ,

nie

szym k r a j u . Według k a r t o t e k i p r o w a d z o n e j

ośrodków,

sądeckie,

sie c e r a m i k a w y p a l a n a

ną M K i S

w

17 g a r n c a r z y )

sztyńskich, z Biłgoraja,

sta­

obecnie

(8

było n a k o n k u r s i e g a r n ­

(7 o ś r o d k ó w , 19 g a r n c a r z y ) ,

desłali p r a c g a r n c a r z e

t e m p i e , twórczości? Właściwie n i k t n i e jest w
pracuje

Łodzi

kaszubskie,

kim

i l u garncarzy

reprezentowane

(6 o ś r o d k ó w ,

rzeszowskie,

z 40 o ś r o d ­

3000

sposób

Najliczniej

carstwo Lubelszczyzny

podobną
kurpiow­
wielolet-

14 c m . 11. 3. J a n

�3

nich

i

różnorodnych

garncarze

w

dowalający.

starań

Pułtusku
Można

Cepelii

nie opanowali

nawet

trzej

współcześni

Poza

jej w

sposób

s a m e g o ośrodka. P o z o s t a l i

powiedzieć,

że

osiągali n a t y m p o l u c i e k a w s z e w y n i k i .
e

Latoszek,
(wszyscy

Zdzisław

Plagowski

otrzymali nagrody

i

przed

Tutaj

Eugeniusz

I I I ) pokazali

laty

Czesław
naczyń

w

całości,

ale

zdobione

były

zakresie

innej

f l a d r o w a h i a ** — j e s t A n d r z e j
skiej

( I n a g r o d a ) , stosujący

techniki

ją s w o b o d n i e

techniką

było

skich.

Najlepiej

Łążku

O r d y n a c k i m znajduje

Głogow­

nie t y l k o w e

wnętrzach m i s , ale również na w i e l u i n n y c h n a c z y n i a c h .

jak

chyba

można

reprezentacji
kich,

produkcję

którzy

sądzić

motywów

ośrodków

przystąpili

do

spośród

nich

podstawie

(III

nagroda).

produkcję i n n e g o
Puław,

roślin­

ośrodek

się o b e c n i e w

konkursu,

dobrą k o l e k c j ę

stanie

jego

w

kry­

skromnej

tylko

łążec-

Mateusz

malowanych mis i ta­

Sześciu

lubelskiego

II

garncar­

( I I n a g r o d a ) , a niezłą serię d z b a n ó w —

Czuba
lo

na

Nagrody

na k o n k u r s i e . Z czterech garncarzy

Startek wykonał
lerzy

licznych

znany

z tego
chętniej

i Jan Kot.

m a l a t u r y o przewadze

nader
—

medyńscy

rożkową.

Noworol

cechują

zdobniczej

Ruta z Medyni

sztuki

t u JTraneiszek

Swobodne

zysu,
w

drobne

otrzymali

garncarze

nych

ubogo.
Mistrzem

n i m technikę tę o p a n o w a ł t y l k o J a n K o t

malują

Piotrowski

serie

o ładnych f o r m a c h i d o b r e j g l a z u r z e , w i e l e z n i c h
pobiałkowanych

za­

garncarzy

Kazimierz

przedstawiło

ośrodka — B a r a n o w a k o ­

n i e t a k efektowną

wprawdzie

n i o w y m i e n i o n a , ale utrzymującą

jak

poprzed­

się o d l a t n a d o b r y m

* Flaimerowanie — r y t na powierzchni naczynia,
p o k r y t e j niezaschniętą jeszcze angobą (najczęściej p o ­
białką), odsłaniający k o l o r c z e r e p u , a następnie p o I w y ­
pale, wypełnienie r y t y c h konturów b a r w n y m i a n g o b a m i (nazwa miejscowa).

poziomie.

D o m a l a t u r w y k o n y w a n y c h t u n a ogół t y l k o

pobiałką,

wprowadzona

** F l a d r o w a n i e — n a k ł a d a n i e n a ścianki n a c z y n i a
obracającego się n a k r ę g u
równoległych
poziomych
p r ą ż k ó w angobą, z w y k l e w 2 k o l o r a c h . N a s t ę p n i e k r ą g
z a t r z y m u j e się i p r z y g ó r n y m prążku u m i e s z c z a k r o p l ę
a n g o b y i n n e g o k o l o r u , która p o stuknięciu w krąg l u b
zepchnięciu p a l c e m s p ł y w a w dół, pociągając za sobą
p o l e w ę z p r ą ż k ó w . Czynność t ę p o w t a r z a się r o z m i e s z ­
czając k r o p l e w r ó w n y c h odstępach dokoła n a c z y n i a .
U z y s k a n a w t e n sposób d e k o r a c j a p r z y p o m i n a słoje
d r z e w a l u b piórka p t a k ó w .

nie

czarna

angoba.

stały w y r o b y
i

z

Stanisława

rozmachem

najczęściej

jest

Najlepiej

w

od

Marka

maluje

pewnego

t y m zespole

czasu

( I I nagroda).

wielobarwne

także

ocenione

zo­

Swobod­

kompozycje,

k w i a t o w e , L u d w i k W i l u s z , o s t a t n i już g a r n ­

c a r z w S t a r y m Sączu ( I I n a g r o d a ) . Z m l n i e j z n a n y c h n a
u w a g ę zasługiwały r ó ż n o r o d n e c i e n k o ś c i e n n e w y r o b y R o ­
mana
w

Zaprzałki

skromnej

których

z Rzepiennika

dekoracji

motywów

Biskupiego

koło

m a l a r s k i e j nawiązujące

starosądeckich i kołaczyckich

Gorlic,
do

nie­

(II na­

groda).

97

�П. 4. R o m a n

Ustaloną

Zaprzałka, R z e p i e n n i k

od l a t formą

Biskupi, gm. Rzepiennik
24 era

i zdobnictwo

mają

wyroby

Stefana

Konopczyńskiego z B o l i m o w a . T y m r a z e m

malatur

uległa n i e z n a c z n e m u

ją o n e f o r m y

malowane

część

uproszczeniu, p r z y p o m i n a ­

przez ojca tego garncarza.

Ko­

S t r z y ż e w s k i , w o j . t a r n a w s k i e . D z b a n k i , w y s . 23, 28,5,

noczerwonym
W

czerepie

przybiera

ona k o l o r

ośrodku t y m n i e m a t r a d y c j i

prostszym

rytem

i jego w y r o b y ,

zielonkawy.

zdobnictwa

poza

naj­

aczkolwiek

mają

wy­

s o k i e w a l o r y u ż y t k o w e i ładne f o r m y , n i e są z b y t

nopczyński o t r z y m a ł I I nagrodę. W y r a ź n e obniżenie p o ­

towne.

ziomu

na k o n k u r s i e przez trzech garncarzy:

Czesława

kiewicza,

Stanisława

c e c h o w a ł o n a t o m i a s t c e r a m i k ę kaszubską

sztatów R y s z a r d a
z K a r t u z . Obaj
jednak

Neola

i glazur

Typowa

przedstawiała
nymi

ciemniejszymi

stwą,

odgrywa

Kielecczyzny
Ostrowca

obficie

zubożenie

Neclów

l u b zielona

i

rolę w

(Chałupki,

barwnych

koracyjne

i

Poza

grubą

część
tym

drob­
war­

wyrobów
wyrobów

stosowany

p o s t a c i , a d l a ośrodka w

są p o n a d t o w o l u t y i s p i r a l e z w a ­
n a u c h a c h naczyń

ziom

i tylko wyroby

nagrodę.
wanego

Wyroby
ośrodka

pobliskim

Stefana

indywidualnych,

a przy

nie

starannie glazurowane.

ra

kładziona

zawsze b o w i e m

98

przez

(5 g a r n c a r z y

mają

ich pooiizu.
otrzymały

garncarzy

pokrywa w

w

U

Poletek

i

całości n a c z y n i a . N a

w

cech

ciężkie,
glazu­

Urzędowie,

znanych

denkowskie,

są

Mazowiec­

(biskwitów)

jasnokremowe

malowane

nie

ciem­

pokazali t y m razem

( I I nagroda)

Denkowskie).
ważały

w

z

czerwone,

nie

pod

Wacław

Ostrowca

i Józefa

Koninem

oraz

Denków

w

wyrobach
—

rytem

Dzieciątkowskich

(w

i Kąty

p a s k a m i pobiałki

pokryte

Tadeusza

Gor­

Tadeusz

Świętokrzyskiego

(Tadeusz T o m a l a

tylko

białe

makutry

i Tadeusz

został d a w n y

zdecydowanie

z Sieradza

malowane,

naj­

l u b różo­

pękaty d z b a n —

B i s k w i t y zdobione

t y m razem

garncarzy

de­

ośrodków

Ostrowi

nieglazurowanych

którego g r a n i c e w c i e l o n y

Czesława

grube

koło

czyńscy ( I I n a g r . ) , a o g r o m n y

i szósty

Oszczędnie n a t o m i a s t

Bud-Grudzi

Witka,

i Mławy.

naczyń

wyroby

a

wyraźniejszych

mało

charakterystyczne

reprezento­

terenu

t y m są dosyć

ale

jest

z tego

Rędoeinie

Mroczkowie)

i w

Chałup­

obniżył s w ó j p o ­

Sowińskiego

najliczniej
w

nieco

z

Ambroż-

wartości

tego t y p u

prostej

naklejane

bardziej

I I I . Niewielkie

naczynia

z

i

z
tu

typowe

ośrodek r ó w n i e ż j a k g d y b y

Gajewskiego

efek­

reprezentowany

i b r u n a t n e prążki. N a j l e p s z e t a l e r z e , d z b a n k i i

ryt w

Ten

mazowieckich,

dobrze

z

kach bardzo
łeczków

mają

kiej, Mogielnicy

we

jednak

otrzymali nagrody

Wśród

często z

zdobnictwie

Rędocin

Świętokrzyskiego).

którzy

malarsKa

t e n był

Zygfryda

kształtów,

bezdusznie.

glazura,

p l a m k a m i , kładziona

główną

Króla

kolorystyczne.

ornamentyka

się s c h e m a t y c z n i e

Ciemnobrązowa

typowych

t u dawniej

spowodował

dla warsztatu

z wai-

Chmielnie i Bernarda

w y k o n a l i naczynia

brak stosowanych

amgob

bywa

w

Ośrodek

prze­

czterech

I I I nagroda),
—

w

kolekcji

z Czarnego

Królikowskiego

z

Brodu
Radzy­

mina.
Na

pograniczu

Stanisława
Garncarz

biskwitów

Stępniewskiego
ten wypala

umieścić
z

bowiem

trzeba

Lubienia
ograniczając

naczynia

Kujawskiego.
dostęp

po-

�wietrzą

do

pieca,

przez

b a r w i e n i e czerepu
ne

co

jego

wyroby

są t y l k o pobiałką, p r z e w a ż n i e w

linią

uzyskują

o d s z a r e g o do r ó ż o w a w e g o .
pasy,

za­

Malowa­

przedrapane

falistą.
Imponująco

grupa

przedstawiała

siwaków,

zwłaszcza

z

się

na

konkursie

Czarnej

Wsi

duża

Kościelnej,

Zalesia i M e d y n i Głogowskiej oraz z P a w ł o w a . W
nej

W s i , a także

tradycyjne

w

Łuce

polerowanie

stymi

pionowymi

lorów

dekoracyjnych

tyczne,

Nieco

powierzchni

ono również
porowaty

z Czarnej
naczynia

i ciemne

—

wygładzania

gę­

Obok

wa­

znaczenie

prak­

natury

czerep.

z

technicznym

Bolesława

stosuje

odzna­
srebrzy­

Piechowskiego

Mosieja

ornamentalnego,

staci d r o b n e j k r a t k i

naczyń

W s i , a wśród n i c h

Stanisława

Czar­

utrzymano

prążkami.

formami i poziomem

połyskujące

nagroda)

ma

bowiem

czały się w y r o b y
ste

całej

lub poziomymi

uszczelnia

Doskonałymi

i Usnarszczyźnie

(II

(I

nagroda).

przeważnie

w

Antoni Kraszewski

po­

(II na­

groda).
Wygładzanie
rakterystyczne
dyni

Głogowskiej,

zastępowane
układami,
tych
sób

całej

Zalesia

jednak

najczęściej
była

i jednego

również

z Zalesia

kilkunastu
a

wiązkami

pionowo

było

siwaków

od

dekoracyjnymi,

kładzionymi
zdobiona

powierzchni

dla dawnych

mniej

lat

Me­

jest

ono

pracochłonnymi

prążków

i

na naczyniach.

Większość

cha­
i

wyrobów

z M e d y n i . I nagrodę

I I . 5. L u d w i k W i l u s z , S t a r y Sącz. D z b a n y

linii
W

falis­

ten

spo­

5 garncarzy
uzyskał

z

z

nich

p a s t e r s k i e , w y s . 34,5 c m . I I . 6. R y s z a r d
31 c m

Necel,

Chmielno. Dzbanki, wys.

�7

П. 7. S k a r b o n k i i g w i z d e k ,

Walenty
Woś,

w y s . 15—19 c m ; i l . 8. D z b a n e k , w y s . 32,5 c m

Grzesik,

wszyscy

wyróżniony
dzo

formach)

artystycznego,

znany
on

Zalesia.

garncarz

także

a także

w

gwizdków

ornamentalnych w

dzaj

dekoracji

zasób

stosowanych

siwaków

zwłaszcza

w

Podlaskiej.

T y m razem

gowskiego

nie

laty

i

uzyskał

oni

Jana

Wanarskiego

sporo

n a j s i l n i e j rozwijał

się

jedynie

drobnych

( I I nagroda)
motywów,

kratki

in., wykonanych
z pogranicza

naciskanie

kamienia

światłocieniowy,

o

kowane

wygładzanie,

przeważnie

zygzakowatymi

liniami.

Białej

Kazimierza

Ro­
jak

Natomiast

można w

czysto

ośrodka

jodełki,
i

precy­

i rytu.

obaj

Przez

garncarze

kaligraficznym,

leżało

nieskompli­

rozmachowymi

Sporo

de­

i Ka­
Stosują

woluty,

charakterze

gdy

Pod­

w

atrakcyjnie,

wygładzania
uzyskują

tradycjach

się n a

z Pawłowa.

bardzo

ukła­

Ten ro­

(I nagroda)

jak:

podczas
i

w

t e n rozsze­

nagrodę.

Sławińskiego

techniką

gami

tak

III

Jest

zabawek,

Rogowskich

jednak wyroby

zyjnie
wzór

do­

emeryturę;

wygładzania.

pracowni

skośne
silne

bar­

t y m ośrodku

jego z d o b n i c t w a zauważyć

siwaków

zimierza

na

drobnych

w

technice

przedstawiały

pewne wpływy
koracji

już

i dzwonków. Garncarz

dów

przed

s i w a k i (o

u z n a n i u całego

formowaniu

ponadto

a

i Jan

specjalną

J a n Gąsior z M e d y n i G ł o g o w s k i e j .

rzył

lasiu,

w

Woś

nagrodą

przechodzący

mistrzem

zwłaszcza

I I •— A n t o n i

Natomiast

został za ś w i e t n i e w y k o n a n e

dobrych

robku

a nagrody

z

inwencji

krę­
wyka­

zują o n i r ó w n i e ż w k s z t a ł t o w a n i u i p r z e t w a r z a n i u f o r m ,
uzyskując
W

dość r ó ż n e e f e k t y

skrótowym

artystyczne.

przeglądzie z d o b n i c t w a

których p r z y p a d k a c h z w r a c a m
bów. Trzeba

więc

tylko w

u w a g ę n a kształt

podkreślić, że

materiał

nie­
wyro­

zgromadzony

�о

na k o n k u r s i e dał s z e r o k i i z r ó ż n i c o w a n y

przegląd

tradycyjnych,

poszczególnych

charakterystycznych

dla

o ś r o d k ó w , a także i c h współczesnych
pozycji.

Obok

naczyń

produkowanych
czynia

obecnie

form

przemian i trans­

jeszcze dość

powszechnie

n a sprzedaż t a r g o w ą , j a k g a r n k i i n a ­

z a s o b o w e , czy d o n i c e

do m a k u , względnie

adre­

s o w a n y c h przede w s z y s t k i m do o d b i o r c y m i e j s k i e g o , j a k
dwojaki
wano

i trojaki,

gospodarstwie
wyszły
mi

miski,

na k o n k u r s wiele
z

domowym,

użycia,

lub

przemysłowymi.

różnych

dzbany
które

w

zrekonstruo­

różnych

zastąpione

Należą

kształtów

i bańki,

naczyń niegdyś n i e z b ę d n y c h

do

brytfanny

zostały

nich

do

wyroba­

formy

na

pieczenia

w

okresach
ciasto,

mięsa,

ce-

d z a k i , maślnice, trójnożne t y g i e l k i i r o n d e l k i z t u l e j k o w a t ą toczoną rączką, m o ź d z i e r z e i t p . Z k i l k u
nadesłano
poidełka

podkurzacze
dla

pszczelarskie,

kurczaków

i

gołębi.

z

ośrodków

Mogielnicy

Pokazano

—

również

dość l i c z n i e szabasówki (niektóre z g u g i e l n i k a m i ) i b a ń ­
ki

na kawę, w y r a b i a n e

niegdyś

specjalnie

d l a ludności

żydowskiej.
Najbardziej

chyba

t w ó r , stanowiący
nowicie
cy

dzban

konkursu.

Bolimowa,
cza,

para

a także

(zwłaszcza

—
Do

okazały

dowód

wykonali
dzbanów

ogromnych

Tadeusza

wielkiej

niemal

najpiękniejszych

wprawy

wszyscy
należały

pasterskich
rozmiarów

Poletka,

wysokości). P o p r a w n e
maga

i charakterystyczny

wy­

umiejętności g a r n c a r z a , a m i a ­

liczące

wytoczenie
i sporego

ze

uczestni­
dzbany

Starego

dzbany
powyżej

dużego
nakładu

z
Są­

kieleckie
60

cm

naczynia

wy­

pracy,

toteż

w a r t o t u w s p o m n i e ć n p . o m i s a c h , których średnica d o ­

l i . 9. Z d z i s ł a w P l a g o w s k t i , Pułtusk. Bańka i d w o j a k i ,
w y s . 25, 15,5 c m . I I . 10. A n d r z e j R u t a , M e d y n i a G ł o ­
gowska. Miska fladrowana

101

�102

�chodziła

d o 50 c m , w y k o n a n y c h

wicza

Mławy

z

dużych

i

sowych

Niewiele

Medyni.

natomiast

gwizdków
było

wyrobach
z

Czarnej

wyrobów k o n k u r ­

przygotowano

gary.
na

skarbonek.
wprawdzie

konkurs

Miniaturowych
sporo,

rolę d r o b n e j

ale

tra­

z Nowego

rujący

doskonale

wania

barwnych

techniką
glazur

pokazał w p r a w d z i e ,
ne, w y ż y w a
własnych,
także,

się j e d n a k w

Królikowski

współcześnie

jednak

na

dość

Ludwika
bach
a

banalne

doskonałe

znaleźć

dekorację

on

rytem,

repu na ciemno a n g o b o w a n y m
ne

ulistnione

wypracował

na

n i e nawiązującą
płytkim
gałązki.

nadeszło

nich

formy
prze­

flakoniki i

wazony,

technicznym,

j a k np.

tego

rodzaju

wyro­

do l o k a l n y c h t r a d y c j i ,

odsłaniającym

kolor

n a c z y n i u , zaznacza

Podobną

młody g a r n c a r z

Jan K o t . Nakleja

lokalnego,

zakresu

wśród

wy­

doniczek n a k w i a t y

kształcie

Stosuje

ceramika

dekorację

cze­
drob­

plastyczną

z Medyni, wspomniany

on o r n a m e n t y

z wolnej

ręki,

już

najchęt­

n i e j gałązki w i n o g r o n i kwiatów, które d o d a t k o w o
kreśla

barwnym

rystycznym

malowaniem

i

tła. K o t p r z e d s t a w i ł

wyodrębnieniem
sporo

wyrobów

sposób z d o b i o n y c h , r n . i n . s e r w i s p o d w i e c z o r k o w y
plet
kony.

do m i o d u , a także p r e t e n s j o n a l n e
W

ceramika

okolicach

Warszawy

dekoracyjna

pod­

w

najsilniej

o wątpliwych

kolo­
w ten
i kom­

kształcie

fla­

rozwinęła

walorach

się

arty­

kwiatowym

pokryty bywa

(Mo­

jednobarw­

malowany

olejnymi

far­

pamiątki

wykonał

Ta­

warszawskiej
z Radzymina,

ozdabiając

płaski b i s ­

inne wyroby,

formie

i

Brodu
czek

jednak

ogólnym
Tą

na k w i a t y
w

najchętniej

stosując

aby w a r t o

samą

techniką

Czesław

w o j . konińskim

ro­

dekoruje

Dzieciątkowski

i

główny

je było

w

szerzej
ogromne

z

Czarnego

stanowią

one, o b o k

doni­

przedmiot

produkcji

targo­

tego w a r s z t a t u .
Ceramikę

nym

pokazał

stołową

na

garncarz

wysokim

poziomie

pochodzący

technicz­

z Wileńszczyzny,

zamieszkały w T o r u n i u — J a n L i m o n t . S t o s u j e
dzo

charakterystyczną

nającą

fladrowanie,

ośrodkach
my

jego

dekorację

która

wileńskich,
naczyń

wyważone

oraz

n i e są

sługują

malarską,

rozwinęła
dobre

zbyt

niektórych
Jednak

interesujące.

niektóre

propozycje

tego r o d z a j u
z

Pawłowa,

kład k a r a f k a * z k i e l i s z k a m i . N i e w y d a j e
zastawa

użytkownika

stołowa
ze

słabą odporność

z

gliny

względu

Mają

piękny

dzbanek,

jak na

jak

s t o p n i u mogą liczyć

na zbyt

czy

Przegląd
nych

konkursowy

poziomu

dotychczas

kich garncarzach

pokazał

i

jed­

dekora­

wiele

in­

nie m n i e j ­

także t a k i e

t y g i e l k i n a nóżkach, maślnice czy

obniżenia

surowca

jako przedmiot
miska

że­

zadowoliła

t e m p e r a t u r y . Wszędzie

ładyszka,

za­

przy­

się j e d n a k ,

garncarskiej

n y c h naczyń o t r a d y c y j n y c h ks2:tałtach, a w
szym

for­
słabo

na uwagę

n a przesiąkliwość

na zmiany

n a k m o ż e znaleźć z a s t o s o w a n i e ,
cyjny,

przypomi­

się w

glazury.

a

on bar­

proporcje.

Wśród i n n y c h wyrobów

by

zdo­

motyw

n i e są o n e n a t y l e a t r a k c y j n e

wyrazie,

ogrodniczych,

wej

pomysłów.

rynku

z tego

pod względem

Wilusza.

mianowicie

w

według

taki

talerz r y t y m w i z e r u n k i e m syrenki. R y t e m

także

kompono­

form tradycyjnych by­

potrzeby

Wyrobów

t r u d n o było

trafnych

na wstępie,

ornamentem

brzo­

z formy

bi

popularyzować.

tradycyj­

naśladu­

pieniek

kwitowy

flakony

przykładach

na k w i a t y ,

wydrążony

ną glazurą, bądź też k o l o r o w o
deusz

kształtowaniu naczyń

szczególnie interesujące. O b o k
często

z plastycznym

t e n , ope­

są m u f o r m y

k o n k u r s u obok

pozacepeliowskiego.

a także

na paru

artystycznie

j a k wspomniałam

twarzana

Garncarz

toczenia,

i polew,

że n i e o b c e

n i e zawsze

Przedmiotem

ważały

talerze

naczynek

współcześnie

donice

zy l u b leżącą k ł o d ę d ę b o w ą , a także o d c i s k a n e

Propozycję

pamiątki i d e k o r a c j i , niż

Targu.

i

i malowaniem

bami.

i n d y w i d u a l i s t ą w k o n k u r s i e okazał się

Reczkowski

sporo,

m.in. wazony

kształtem

zety w i r o w e j ,

Największym

ła

jące

zwła­

zabawki.
Jan

stycznych,

gielnica, Mława). Talerz

jarmarcznych i odpustowych,

i

pełnią o n e r a c z e j

Dąbkie-

W

się też g a r n c a r z e

i c h bańki, ładyszki i

zabawek

flakonów

przez Stefana

z

i d o najpiękniejszych

należały

dycyjnych
i

Kota

naczyń specjalizują

W s i Kościelnej

szcza

Jana

wyroby

cedzaki.

niekorzystne

p r o d u k c j i niektórych

objawy

twórców,

zna­

ze z n a k o m i t y c h w y r o b ó w . M y ś l ę o t a ­
jak Kazimierz

Rogowski

z Białej P o d -

103
I

�И. 15. Stanisław M o s i e j , C z a r n a W i e ś Kościelna. G a r n a k d w u u s z n y . I I . 16. J a n S ł a w i ń s k i , P a w ł ó w . G a r n k i ,
19 i 16 c m . I I . 17. J a n Gąsior, M e d y n i a G ł o g o w s k a . P o d k u r z a c z p s z c z e l a r s k i , w y s . 27 c m . I I . 18. K a z i m i e r z
n a r s k i , P a w ł ó w . Z a s t a w a d o m i o d u , w y s . k a r a f k i 27 c m

łaskiej,
nim

Stefan

Konopczyński

Muszyński

wypalone,

-

szarawe

go w y r o b y
skiego

z Sieradza .

z

Bolimowa,

czy

Hiero­

Siwaki Rogowskiego,

i niepozorne,

mało p r z y p o m i n a ł y

s p r z e d l a t , r ó w n i e ż część naczyń

była t e c h n i c z n i e g o r s z a ,

słabo
je­

Konopczyń­

z zażółeeniami

powierz­

czańskiej

i k a r p a c k i e j ze z b i o r ó w

było t o założenie słuszne, j e d n a k
interpretował
potrzebnie
młodych

szczegóły

ozdobił
garncarzy

w

Rędocinie • dorównuje

pu

nym

i unikanie form

jącą

większych,

zauważyć można

i w i ą ż ą się o n e z a p e w n e ze

się z u p ł y w e m

l a t sprawnością

zawodową.

jednowarsztatowych,
historii.

Gorzej,

dużego

i

do

przejdzie

jeżeli

niedawna

Medynia

przez

tamtejszych

miast

losy

w najbliższych

czasie d o

koniecznie

poziomu

prężnego

dotyczy

artystycznie

j a k Łążek O r d y n a c k i , na który trzeba

tak

ośrodka,

sporo

Sąd
stopada

Intensywnej

kaszub­

górnej-Tężyckiej

pracownie

s k i e . B a r d z o słabo w y p a d ł o r ó w n i e ż k i l k a i n n y c h
ków

o

ciekawych

Chrzanowem,

tradycjach,

czy P u t m o w i c e

jak Rabka,

w

do

Szeroko
ambicje
kresie
grodę),
Białej

104

konkursu

zaprezentował
artystyczne

niektórych
swoje

możliwości
(za

jak i galanterii. Edward
oparł

swoje

staranne

młodych

przygo­

techniczne

wyroby

na

którą
Gacek
dawnej

otrzymał
ze

w

i
za­

I I na­

Skomielnej

ceramice

w
i
w

garncarzy.

J a n K o t z M e d y n i , zarówno

ceramiki tradycyjnej

pod

woj. hrubieszowskim.

Zwracało natomiast uwagę bardzo
towanie

ośrod­

Brodła

rab­

jakichś

potencjalnych

zwró­

też

koniecznie

szukać

kolekcji

budzą

czy

w

doświadczo­
ośrodki, j a k

n i e wydają

się

zachęty

młodzieży

obradujący

w

dniach

żyje

27—28 l i ­

mgr Barbary

z M K i S , przyznał 2 n a g r o d y
zł

trzeba

nauczycieli.

konkursowy,

6000

nato­

i

rzemiosła, póki jeszcze

1978 r . p o d p r z e w o d n i c t w e m

kwocie

wyrobów,

zaniepokojenie

sposobów

do n a u k i t e g o zanikającego

upadku.

wymagają

wyżej

i Zalesie

garncarzy

pozostałych

cić w i ę k s z ą u w a g ę , ażeby n i e dopuścić d o j e g o
pomocy

nie­
Kilku

n a r a z i e zagrożone, j a k można sądzić z p r z e d s t a w i a n y c h

zwłaszcza

obniżenie

wyrobów

malaturami.

produkcji

i

właściwie

W s i Kościelnej,

poziomem

Głogowska

się liczyć

interesujących

część

m i s t r z o m . Właśnie w y m i e n i o n e

również

ośrodków,

W o b e c b r a k u następców i uczniów t r z e b a
z f a k t e m , że w i e l e

też u

[zmniejsza­

a

Czarnej

Rabce

nie zawsze

realistycznymi

c h n i . P o d o b n e c e c h y , a t a k ż e zwiększoną grubość c z e r e ­
innych twórców

formy,

muzeum w

wys.
Wa-

Kazimierzowi

Za-

specjalne

Woźniakowi

z

Oławy

J a n o w i Gąsiorowi z M e d y n i Głogowskiej, 4 nagrody
kwocie

Ruta

5000 zł

z Medyni

sia, B o l e s ł a w

( J a n Sławiński

Głogowskiej,

Piechowski

z Pawłowa,

Walenty

z Czarnej

Grzesik

toni

Wacław

Zale­

Zalesia,

W a n a r s k i z P a w ł o w a , Stanisław M o s i e j i A n ­

Kraszewski

Franciszek

z

W s i K o ś c i e l n e j ) , 15

nagród I I p o 3000 zł ( J a n W o ś i A n t o n i W o ś z
Kazimierz

I

Andrzej

z Czarnej

Noworol

Gorczyńscy

z

W s i Kościelnej,

Medyni

oraz

Jan K o t i

Głogowskiej,

Tadeusz

Połetek

Tadeusz
z

*

Ostrowca

�16

�11. 19. J a n K o t , M e d y n i a

Świętokrzyskiego,

Mateusz

kiego, L u d w i k W i l u s z
ski

z Chałupek,

G ł o g o w s k a . F l a k o n , w y s . 62 c m . I I . 20. J a n R e c z k o w s k i , N o w y
с т . . I I . 2 1 . A n t o n i B a d o w s k i , M o g i e l n i c a . F l a k o n , w y s . 23,5 c m
Startek

ze S t a r e g o

Roman

Zaprzałka

z

Łążka

Ordynac-

Sącza, S t e f a n

Sowiń-

z Rzepiennika

Bis-

k u p i e g o , Stanisław
p o 2000 zł o r a z

Marek

Targ.

z Baranowa),

28 w y r ó ż n i e ń . N a g r o d y

nisterstwo K u l t u r y

Dzbanek,

i S z t u k i oraz

w y s . 27

23 n a g r o d y I I I
ufundowały M i ­

ZSRLiA

„Cepelia".

P R Z Y P I S Y
(Roman
ogólnopolskiej
we Wrocławiu,
180—183.
1

R e i n f u s s ) Rss., Ceramika
ludowa
na 1
wystawie
ceramiki
i szklą
artystycznego
„ P o l . Szt. L u d . " , R. I X , 1955, n r 3, ss.

E w a F r y ś , Garncarstwo
ludowe
Lubelszczyzny.
S p r a w o z d a n i e z w y s t a w y , „ P o l . Szt. L u d . " , R. X I , 1957,
n r 1, ss. 3 7 — 4 1 .
2

W k o n k u r s i e t y m nagrody I o t r z y m a l i : Jan Gą­
sior z M e d y n i G ł o g o w s k i e j i L u d w i k W i l u s z ze S t a r e g o
Sącza; n a g r o d y I I : Stanisław W a n a r s k i z P a w ł o w a , S t a ­
nisław W i t e k z U r z ę d o w a i Stanisław M o s i e j z C z a r n e j
W s i Białostockiej* n a g r o d y I I I : L e o n
Solościukiewicz
z K l e s z c z e l i , Stanisław M a r e k z B a r a n o w a i A n t o n i K o ­
zioł z P u t n o w i c .
W r . 1970 p r z e p r o w a d z o n o k o r e s p o n d e n c y j n i e w e ­
ryfikację
czynnych
ośrodków,
jednak nie otrzymano
wszystkich odpowiedzi.
Rss, o p . c i t . , s. 181.
1

5

E w a Fryś-jPietraszkowa, Konkurs
i wystawa
carstwa
ludowego
województwa
krakowskiego,
Szt. L u d . " , R. X V I , 1962, n r 2, ss. 118—,124.
3

garn­
„Pol.

e

Fot.: J . Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6439" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6419">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3d8e6c30f5fed95024aedf23845666ec.pdf</src>
        <authentication>d8020cf68a985f4d049562dff0361559</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76674">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3501</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76675">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76676">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3281</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76677">
                <text>Wozy cygańskie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76678">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.77-94</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76679">
                <text>Mróz, Lech</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76680">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76681">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76682">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76683">
                <text>I

ttt

prntwrs

óttfioc

jmrbml•*''A^v*""*

tj/eim

LotwJuehmj

i»

rsm łjiie
'W:::;."
i . . ? der
/.
f(hotо
/
'

Jxthms

Z' '

П. 1. W ę d r u j ą c a

g r u p a C y g a n ó w , r y c i n a z I . poł. X V I I

w.

Lech Mróz

W O Z Y CYGAŃSKIE

Temat

Cyganów

Sztuki

Ludowej"

wtedy

gdy

stanowiły
nymi

Cyganie
częsty

się

nikt

1

jeszcze

widok,
z

w

prasie,

zjawiska
strony

łamach

Tak

się

wędrowali,

poza

„Polskiej
złożyło,

a

ich

że

tabory

historyczno-etnograficz-

i językoznawczymi

etnografów

kulturą. P o j a w i a ł y

na

raz pierwszy.

pracami J. Ficowskiego

bożniaka
kuły

pojawia

po

nie

interesował

T. Posię

ich

się o n i c h , o d c z a s u d o c z a s u , a r t y ­
ale

ujemne.

powierzchowne,

Brak

etnografów,

wyolbrzymiające

zainteresowania

zajmujących

się

Cyganami
kulturą

ze

ludową

w

zawiłości i c h k u l t u r y , f i l o z o f i i życia, upodobań i a m ­

bicji.

W

wielu

Cyganów
działań,

ośrodkach
malnego

tacji

mijającej
nymi

związki

rębności w y d a w a l i
ło —

pomiędzy

i narodowościowymi.

różnymi

grupami

społecz­

z ludnością

się w s z e l k i e j

k o w a pozwalała i m n a p o r o z u m i e w a n i e
ustalanie t a k t y k i

działań

o k r e s późniejszy. Z k o l e i d l a e t n o g r a f ó w badających o d ­

władz, 1 w

ogóle

wało,

s t o s u n k u do

w
po

Afryce)

Cyganie

to, a b y

paszport,

(pasterską

w

Mongolii,

zapewne

i c h zrozumieć

ale

umiejętność

byli

—

i

plemienne

n i e dość

opisać

konieczna

znajomość

przełamania

nieufności

—

atrakcyjni,

niepotrzebny
języka,
i

wejścia

był

obyczaju,
w

ich

braniając

niały t e g o t e m a t u . I m p u l s d o badań n i e w y s z e d ł też
organów
Cyganów

a d m i n i s t r a c j i , które r o z w i ą z y w a ł y
w

sposób

ze

pro­

i n s t r u m e n t a l n y , n i e wchodząc

odrębność

prowadziły
nie

tyl­
języ­

się między

sobą

przedstawicieli

Wszystko

Cyganów

do

Koczując,

Odrębność

obecności

nie-Cyganów.

i m wędrowania

jąc o m o ż l i w i e szybką

to

powodo­

podjęto,

zwłaszcza

z t a b o r a m i , osiedlając

i c h integrację

i

dba­

z miejscową

lud­

nością.
Dopiero

P l a n y b a d a w c z e instytutów n a u k o w y c h n i e u w z g l ę d ­
strony

w

w

w o k r e s i e p o w o j e n n y m , szereg r a d y k a l n y c h k r o k ó w , z a ­

środowisko.

blem

że

w

budzili
ale i

i władzami.

ale i państw.

i

nor­

czy o r i e n ­

spoistość,

by­

i

tok

k o n t r o l i , przekraczając

województw

ległe

kultury

ich w

i sposób z a c h o w a n i a

się grupą t a k t r w a ł ą , że można

odłożyć n a

odrębności

społeczności. C y g a n i e

I c h wewnętrzna

dążenia

konfliktów

wymykali

badań
się d o

miastach

a d m i n i s t r a c j i n i e t y l k o u nas

ko granice

nimi

w

i włączenie

od­

zainteresowanie

ich

cygańskich

w swej

j a k sądzono —

Zresztą C y g a n i e

po­

przełamanie

grup

miejscowej

politycznej.

częstych

badawczej,

dla

i n n y c h państwach, niezależnie o d i c h u s t r o j u

jętej

i

celu

przemysłowych

życia

kulturowa,

dokumentacyjnej

na

osiedlenie

zresztą n i e p o k ó j

powołano

i n s t y t u c j e , u nas o g r a n i c z o n o

mających

kulturowej,

k r a j u , wynikał z koncentracji u w a g i na t r a d y c y j n i e po­
problematyce

i n n y c h państwach

specjalne

kilka

l a t t e m u zaczęto

wać poważniej

Cyganami.

ka

z racji

etnografów,

współczesnych

nie

kilkunastu

ciągu

ze

środowis­

zainteresowań n a s t a w i o n y c h na

poszukiwanie
w

się u nas i n t e r e s o ­

I m p u l s wyszedł

„starożytności" .

lat stali

2

się

już

taką

A

Cyga­
właśnie

77

��I I . 2. W drodze,

d r z e w o r y t , 1861 г. I I . 3. C y g a n i e n i e m i e c c y z c z t e r o k o ł o w y m w ó z k i e m
ciągniętym
r y ć . z 1884 г. I I . 4, 5. C y g a n i e rumuńscy. R y c . z końca X I X w .

przez

ludzi,

7.9

�„starożytnością".

Od

mniej

więcej

15 l a t n i e

wędrują

już, p r z y m u s o w o i z d u ż y m t r u d e m o s i e d l e n i . Czas, j a k i
minął, w p r o w a d z i ł
i

kulturze,

przez

że

badaczy

całości

i

które

jej

t a k zasadnicze

wreszcie

badaczy

w

możliwa

rekonstrukcja —
I

doszło

czyli

nie wiedzieć,

do

takiej

interpretowanie
elementów,

świadomie

sytuacji.

Niekiedy

zbiegło
zabiegi

czy

nie­

Zainteresowanie

zastąpić

odpowiednim

się z „ a g o n i ą k u l t u r o w ą "
badaczy

tych

i najzręczniejsze

wiadomości,

czasie z e b r a n e .

które

czątku X X

i c h życiu

tak lubiana

C y g a n a m i zbiegło się z o k r e s e m r o z b i c i a i d e -

kulturacji,
mogą

zmiany

się

f u n k c j o n o w a n i a na podstawie

przetrwały.

świadomie

stała

inspirującego

Cyganów .
3

hipotezy

nie

nie

zostały

D l a rozwinięcia

w

zaintere­

Skomplikowanym
i

analizy

informacji
i

z t e g o p o w o d u , że

cze

przez f a k t

także

bez

osiedlenia, wejścia

znaczenia,

że

Cyganie

w stałe i częste k o n t a k t y

jest

i kultury.

już w z g l ę d ó w

i po­

jest

próba

opisania

Nie tylko dlate­

brak

t a była

dostatecznych

jeszcze ż y w a , a l e

t o społeczność

p r z y s z l i do E u r o p y

trakcie wędrówek
cech

trudno

nich

życia

o dawnej h i ­

przed

kilkoma

się ze społecznościami często z g r u n t u

W

wiele
dziej

XIX

wie­

i o d t e g o c z a s u p r z e m i e r z a l i różne k r a j e , k o n t a k ­

tując
mi.

i grafików

zagadnieniem

z lat, gdy kultura

storii. Cyganie
kami

malarzy

cygańskiego

go, że z o m ó w i o n y c h

s o w a ń C y g a n a m i , d l a ilości p r a c , j a k i e p o w s t a ł y w o s t a t ­
l a t a c h , n i e jest

artystów

w.

jest

obcych
dziś

swej

po

dawnej

wydobyć

spod

własne, a u t e n t y c z n e
jeden

czynnik

Na

i

odmienny­

przejęli

kulturze,

oni tak

że

zapożyczeń

elementy.

istotny

świadomości Cyganów.

Europie

ogromnie
te

najbar­

Jest wreszcie

mający

swoje

podstawie

jesz­

odbicie

różnych

w

obserwa­

z n i e - C y g a n a m i , s t a l i się b a r d z i e j dostępni d l a b a d a c z y ,

c j i niecygańskie otoczenie

stracili

gana. Ukształtowanie stereotypu prowadziło n i e k i e d y do

że

po

jeszcze

Cyganami.
prace

części

swoją

jeden

czynnik

Znaczna

dawną

część

nad Cyganami

hermetyczność.

wpłynął
osób

na

Myślę,

zainteresowanie

prowadzących

to ludzie

młodzi,

obecnie

którzy

już

nie

narzucania

„cygańskości" s a m y m C y g a n o m .

nie

szukać

trzeba

gańskich

wyraźnie

daleko.

wielu

rzy

się k o b i e t — a l e b a r d z o

—

nawet

jeśli

straszono

— n i e mają

niechęci

do n i c h .

ich w

wszczepionej
Stereotypy

dzieciństwie

przez starsze

i sądy

Cyga­

pokolenie

o Cyganach

prze­

elementach

konieczny
waż

do

jednak w

kultury

czymś o c z y w i s t y m i

obowiązującym,

wróżki

społeczeństwa

zachowały

więc, dopasowując

nadal

swą

trwałość.

i

jest

ten stanowi wprowadzenie

zarazem

zapowiedzią

dalszych

które ukażą się w „ P o l s k i e j
cie

charakter

pisma

do

prac

zagadnienia
o

Cyganach,

Sztuce L u d o w e j " .

określa

rodzaj

Oczywiś­

tematyki i

dobór

autorów. P r z e w i d u j e

się w i ę c p u b l i k a c j e m . i n . n a t e m a t

strojów

(a

cygańskich

wrażliwości
typologii
sztuce

80

powinny

wyglądać

estetycznej,

wozów,

ludowej

a

raczej

sposobu

ubierania

w y s t r o j u wnętrz

także

i folklorze

omówienie
oraz

roli

Cyganów

się),

mieszkalnych,
Cyganów
jako

w

motywu

jak

i c h niecygańskie

Stroje
czy

których

stylu narzuconego

w i e k u , a ponieważ
winny

sposobie

w

cy­
w

ubierania

obrębie

społeczności.

w

pewien

określony

sposób,

klientów, n a w e t

d o m u noszą się
do

Ponie­

n p . cygańskie

„pracy",

te

podobnie
to

znaczy
wróżka

jest t o w i d o c z n e
estradowe

w przypadku

zespoły

wynikiem pewnych

cygańskie.
zapożyczeń

zespołom c y g a ń s k i m w
świadomości

(także e l e m e n t

być

zachowawcza

się t a k , j a k w i n n a b y ć

używają

t e są najczęściej

romanse

np. w

sąsiadki,

u b r a n a . Jeszcze b a r d z i e j
strojów,

tendencja

się d o w y m a g a ń

idąc w r ó ż y ć , o d z i e w a j ą

Przykładów

społecznościach

często n i e j e s t t o już w a r u n e k

C y g a n k i , które p r y w a t n i e i w

Artykuł

w

świadomości n i e - C y g a n ó w

stały b y ć d l a n i c h
ogółu

—

istnienia w

choć

wśród

Jest

widoczna

w i d z i e l i bądź n i e pamiętają w ę d r u j ą c y c h t a b o r ó w i k t ó ­
nami

tworzyło sobie w i z e r u n e k C y ­

prezentowane

obcy

potocznej

ubiegłym
cygańskie

tradycyjnej kulturze) po­

przez

osoby

mające

wygląd

�81

�zgodny

ze s t e r e o t y p e m ,

romantyczny

już n a p o t r z e b y
Oczywiście
runek

stąd i d z i s i a j z a c h o w u j e

typ ubioru,

muzyki

i

gestu

rozumieć

przez

—

się t e n
wyraźnie

odbiorców.
n i e należy

t e n jest z g r u n t u

obcy

cygańskiej

t o , że

zależnie o d z m i a n , j a k i e zachodziły, i o d k r a j u
kania,

wiele

cech

cygańskiej

odrębności

stosowania

w

ubiorze

barw

żywych,

Nie­

zamiesz­

daje

r a ź n i e z a o b s e r w o w a ć . Z a l i c z y ć d o n i c h można
do

wize­

tradycji.
się

wy­

skłonność

często

wręcz

j a s k r a w y c h . T e u p o d o b a n i a , o d m i e n n e o d niecygańskich,
„gadźowsikich",
wnętrza
w

uwidaczniały

cygańskich

wozów

się

także

czy —

d o m a c h . Sposób życia, j a k i d o czasu

wadziła

znaczna

rami, zmiana
wozach,

część

miejsca

ogniska,

Cyganów

—

cygańskich

osiedlenia

pro­
tabo­

namiotach lub

kobiet

nych wsiach l u b miastach, muzykowanie
niewątpliwy t a l e n t muzyczny,

dekoracji
mieszkań

wędrowanie

postoju, noclegi w

wróżenie

w

później —

w

mija­

mężczyzn i i c h

h a n d e l końmi, k o t l a r s t w o ,

w s z y s t k o t o stanowiło s p e c y f i k ę C y g a n ó w , w y r a ź n i e i c h
różniąc o d n i e c y g a ń s k i e j społeczności. O p a r c i e s ą d ó w n a
t a k i m właśnie zewnętrznym obrazie, p r z y
readiów

życia

kształtowania

nieznajomości

Cyganów,

doprowadziło

właśnie

do

stereotypu

Cygana.

był

zresztą

Nie

o b r a z j e d n o l i t y , należałoby m ó w i ć r a c z e j

to

o dwóch

u-

prze­

c i w s t a w n y c h sobie s t e r e o t y p a c h . T a k więc s t e r e o t y p n e ­
gatywny,

obejmował

przywiązania
domostwa,

takie

cechy

d o stałego m i e j s c a

zasobności

w

sprzęty,

pracy

wykonywanej

przede

wszystkim niezajmowanie

zabawna

przez

ujemne

jak:

pobytu, brak
brak

znaczną

zamiłowania

część

ludności,

r z e c z — t e s a m e c e c h y , lecz o c e n i a n e

rzy.

To

ludzi
co

ze

środowisk

twórczych,

dla przedstawicieli

do
a

się r o l n i c t w e m . A l e —

d a t n i e , z ł o ż y ł y się w X I X w . n a o b r a z C y g a n a
domości

brak

trwałego

znacznej

jako do­
w

pisarzy,
części

świa­
mala­

społecz-

�П. 9. Т у р w o z ó w u ż y w a n y w z a c h o d n i e j i ś r o d k o w e j E u r o p i e w o k r e s i e m i ę d z y w o j e n n y m . I I . 10. W o z y C y g a ­
n ó w n i e m i e c k i c h . I I . 11. O b o z o w i s k o C y g a n ó w - k o s z y k a r z y . I I . 12. O z d o b n y w ó z C y g a n ó w z A m e r y k i P ó ł n o c n e j .
I I . 13. O b ó z C y g a n ó w p r z y szosie K r o s n o — J a s ł o , 1959 r .

��ności było c e c h a m i n e g a t y w n y m i , d l a b o h e m y
nej

stanowiło

element

najcenniejszy,

resujący w e g z y s t e n c j i
skrępowanie
postaw
reotypu
i

przekazach,

ze s t e r e o t y p e m ,
nych, w

i

m a c h „Polskiej
Jednym
cześnie

w

sztukach

Indii

elementów

posiadania
w

środków

czasie

zwłaszcza

Europie

Dopiero
niejsze

Cyganów,

wędrówek,

rodzaj

bytowania.

Wozy

jedno­

było

ko­

umożliwia­
(doty­

większości).

migracji

opuszczenia
przez

się i c h w E u r o p i e .

jedynie

od X V w . i n f o r m a c j e
i można

ła­

jasnych informacji historycz­

dotyczące

pozwalają

a

wędrówki

okresu exodusu —

nent azjatycki i pojawienia
przekazy,

na

wyróżniają­

ludności,

dla ich k u l t u r y ,

życie

m a wystarczająco
przodków

plastycz­

bardzo i n ­

mieszkalne,

h i s t o r i i C y g a n ó w , p o r u s z a l i się

o n i z a z w y c z a j pieszo, j e d y n i e d o b y t e k i d z i e c i
na

osłach l u b mułach.

Ten

sposób

przewożąc

przemieszczania

wędrujących g r u p Cyganów powszechny

się

j e s t do d z i s i a j w

A z j i , a do n i e d a w n a jeszcze ( n a w e t

po o s t a t n i e j

wojnie)

występował

i półwyspie

Iberyj­

również

n a Bałkanach

s k i m . O posługiwaniu

się p r z e z C y g a n ó w

mina

zapis

po r a z p i e r w s z y

ich w
ganów

w

się

h i s t o r y c z n y c h , d o t y c z ą c y c h p o j a w i e n i a się C y ­
różnych k r a j a c h E u r o p y

niej — w

1417 w N i e m c z e c h ,

we

że

wierzch
mo,

wspo­

z 1348 r. o p o j a w i e n i u

S e r b i i *. B a r d z o często są w z m i a n k i o k o n i a c h w

przekazach

dają,

końmi

Francji

(w

wędrowali

nalnego

do

i

końmi,

wciąż

zainteresowania

zachod­

źródła

5

z

juków.

dzisiaj

środkowej

1422 w B a z y l e i , w r o k

Paryżu) . Wszystkie

oni

i do n o s z e n i a

konie

w

używając

Jak powszechnie
są

wiado­

przedmiotem

profesjo­

a jeszcze w

począt­

kach X X w. wiele

g r u p europejskich Cyganów

wiązało

swą

handlem

egzystencję

z XVI i XVII

z

konty­

Cyganie
w

Cyganów

formacji,

końmi.

w . przedstawiają

nie wędrujących

Nieliczne

Cyganów,

po­

ich pod

Zachowane

ryciny

często C y g a n ó w

właś­

z k o ń m i ( i l . 1).

wędrujący

z końmi

bądź

osłami

mieszkali

szałasach l u b n a m i o t a c h . J a k w y n i k a z d a w n y c h i n ­

pojawienia

się

na

snucie

przypuszczeń.

szedłszy d o E u r o p y n i e z n a l i jeszcze n a m i o t ó w i r o z b i ­

o Cyganach

stają się peł­

jając

obozowisko

mioty

zaczynają

na ich podstawie
środków

n a początku e u r o p e j s k i e j

później

otaczającej

i konieczność

przez

mó­

itp. —

omówienia

t o n i e w s z y s t k i c h , ale z n a c z n e j
Nie

w

Ludowej".

spośród

i

ste­

wiejskiej

utrwalony

Są t o s p r a w y

najistotniejszych

wędrowanie

zestawienie

ludności

dokładniejszego

n y c h , które d o t y c z y ł y b y

w

przez

został

charakterystycznych

czowanie
czy

z

tworzące

opowieściach, p r z y s ł o w i a c h

Sztuki

Cyganów

jących

który

nie­

Rozbieżność t y c h d w ó c h

jaki odnajdujemy

warte

wartości

świadomości

literaturze i muzyce.

teresujące

cych

w

miasteczek,

wionych

były

się w y r a ź n i e

istniejącego

małych

to

postać C y g a n a .

uwidacznia

inte­

C y g a n ó w . Wolność, s w o b o d a ,

konwenansami

wyidealizowaną

artystycz­

najbardziej

odtworzyć

transportu,
tak w

sposób

potocznej

szlak i c h
życia

i

świado­

nich
i

zawartych

dopiero

forma

m.in. w

b u d o w a l i szałasy
się

od

XV

i c h nie jest

mości zrośnięte z p o j ę c i e m życia C y g a n ó w , są w i c h k u l ­

stała

przejęta

turze n a b y t k i e m raczej

nych

k r a j a c h używali

n o w y m , o t r a d y c j i liczącej

nie­

w i e l e ponad sto l a t . W o z ó w używano w p r a w d z i e i wcze—

na

n i e j , a l e j a k o środka t r a n s p o r t u , a n i e m i e s z k a n i a . N a j -

poszczególnych

d a w n i e j , w t r a k c i e wędrówek po A z j i

powszechnym

i Bałkanach

oraz

chyba

k r o n i k a c h , Cyganie

stopniowo

przyjąć,

więc

cygańskiego

europejskich. Cyganie
namiotów,

to w y n i k

Wprawdzie

wśród

prz3'puszczać,

pochodzenia,

odmiennych

że j e s t

krajów.

i liści. N a ­

rozpowszechniać

w . Można

od ludów

z gałęzi

przy­

różnic

w

namioty

lecz
w
ale

że
zo­
róż­

moż­

kulturze
nie

były

t y p e m d o m o s t w a d l a żadnej c h y b a ze s p o -

85

�łeczności

żyjących

w

używało i c h w o j s k o ,

Europie

cy. P o d s t a w o w e t w o r z y w o
tów

stanowiło

od

dawna

względy

praktyczne

niektóre

jednak

—

grupy

muńskich) stosowały
Wozy

weszły

w

XV

czy

czasem pasterze

w

do b u d o w y
płótno,

łatwość

o

także

wędrow­

i krycia

czym

namio­

zdecydowały

transportu i

Cyganów

trwałość;

(np. węgierskich

skóry

użycie

X V I w . , ale

czy i n n i

bądź

znacznie

się o n e u C y g a n ó w p r a w d o p o d o b n i e

płaty

kory

później.
dopiero

i ru­

w X V I w.,

pywane
i

przewożenia

spodzie

d o b y t k u , chociaż

nie tylko

wiała także spanie
nak

do spania

nie

zmniejszały

charakter

podścielona

amortyzowała
w

wstrząsy,

czasie postojów. W

służyły

Cyganów,

poruszanie

się p o

n i e . A l e n i e pełniły o n e jeszcze r o l i

jazdy

słoma

ale

na

umożli­

zasadzie j e d ­

nadal namioty. Wozy

operatywności

umożliwiały

kiem

tego

typu

i c h lekkość
różnym

nowej,

chęć

chłopów

ne

i

XVIII

już

W

XIX

używanych
wiają

użycie n p . w "Polsce w

wynik

akcji

osiedlania

ministracyjnych
wozów

17

Cyganów,
przy

zabraniania
pomocy

— bo i takie

wę­

dzaju

ad­

nają

się

zda­

zniknięcia
czy

Po

wszyst­
wśród

jarmarki

Cyganów

spo­

wozami

od wieśnia­
zachowa­

zróżnicowanie (il.

i częściach

z warunkami

pociągowej.

skąpe

dość

wymienionych
niekiedy

azjatyckich

Analiza

materiału

informacje

koni

i

wołów

Europy,

co

geograficznymi
iko­

świadczą,

osłów

do

—

dotyczy

(zwłaszcza

Turcji)

że

ciągnięcia
to niektó­
i

bałkań­

i

XX

przez

w.

zwiększa

Cyganów

w

masywniejsze.

Na

się

rozmaitość

różnych

krajach.

niż z w y c z a j n e
życia. B y ł y
tych

wozów
Poja­

chłopskie

o n e szersze

wozach,

na

kilku

pałąkach rozpięta była b u d a — z g r u b e j t k a n i n y w r o ­

im

przypadki

dostrzec

się d o k o c z o w n i c z e g o

podstawy,

środków

d o przemieszczeń, w y n i k o d b i e r a n i a i m

mieszkalnych

a przede

kupowanych

się n a j p i e r w w o z y l e p i e j

nie w

i niedopuszczania

i

pró­

wędrowania.

(Rumunia).

u

drowania

oczy

na targi

krajach

innymi

siły
i

używano

nadające

to

skali,

zainteresowanie

różnych

krajów

chłopskie, często d r a b i n i a s t e w o z y w e s z ł y

o s t a t n i c h l a t a c h . Jest

w

charakterem

cych z t a k i m i w o z a m i n a Słowacji i na Bałkanach . Z w y ­
ponow­

w

także możemy

się między

czajne

7

n i e cał­
realizowa­

i X I X w . w o z ó w — analizując

nograficznego

n i e wyszły poza właś­
wędrują­

się

wozami

powtórne

używanych
wiąże

skich

Cyganów

spowodo­

1—5). W y n i k a o n o p o p r o s t u z odmienności t y p ó w w o z ó w

r a z e m mógł być w y k o r z y s t a n y

było

okrojonej

nierzucania

ryciny —

rych

spotkać można

konsekwentnie

Wśród t y c h najprostszych,
ków w

wozów

n i e m a l do ostatnich

szoku,

chłopskimi.

że w ó z s t a n o w i ł o p a r c i e d l a t y l n e j ściany n a m i o t u , a z a ­

n i e t a k i sposób u ż y t k o w a n i a w o z u

w

jadących

wodowały

n i e k i e d y p o d c z a s p o s t o j u r o z b i j a n o n a m i o t w t e n sposób,

bagaże. N i e k t ó r e g r u p y C y g a n ó w

jakby

części b r a k w o z ó w t y p u m i e s z k a l n e g o ,

oprócz

j a k o posłanie l u b pólka n a

okresie

się w s y t u a c j i w p r a w d z i e

ale wyjątkowo

kontynuacji,

chociaż

l a t . Najczęściej

mieszkania

i

tere­

początkowym

n e j , niektóre g r u p y bądź r o d z i n y cygańskie podjęły
bę

drabiniaste, o d k u ­

o d w i e ś n i a k ó w . Służyły o n e w y ł ą c z n i e d o

Po

wanego znalezieniem

kim

Pojawiły

a n a szerszą skalę w początku X I X w . P o c z ą t k o w o b y ­
ły t o z w y k ł e chłopskie w o z y , często

rzały.

brezentu.
znane

Wozy

te

z westernów

wyglądem
wozy

przez p r e r i e A m e r y k i . T e n rodzaj
żył

do j a z d y

i przenoszenia

swoim

pionierów

przypomi­
wędrujących

w o z ó w n i e t y l k o słu­

d o b y t k u , ale także

zabez-

�87

�I I . 20. W ó z z O s t r o w i a W l l k p . , o k o l i c e Ż u k o w a , 1960 r.

pieczał p r z e d n i e s p r z y j a j ą c y m i
nymi,

n a d a w a ł się w i ę c

wania.
Wozy

(Nadal
takie

jednak

najchętniej

widywane

europejskich,

a

warunkami

do noclegów
były

w

spano

w

na drogach

prawdopodobnie

w

atmosferycz­

trakcie

koczo­

namiotach).

wielu

XIX

w.

krajów

także

na

przez

ludzi

stanowi

( i l . 3). Z w ł a s z c z a

unikalną

transportu.

Owe

wśród
małe

ten osobliwy

wszystkich

wózki,

ciągnione

towej.

Policja

niemiecka,

by

przymusić

o s i e d l a n i a , imała się s p o s o b u z n a n e g o

Cyganów

Euro­

czesnych

z innych

XIX

sunkowo

wysoki

przemieszczało

w.

coraz

n i e przedstawiało

tym

się

dość

większych

s a m y m w i e k u wyraźny

wędrówek

i ograniczania

goś określonego k r a j u .
mieckich
ma,

Sinti,

nione

wyżej

pejskich,
ganie
ski,

—

a

mów

obszaru

z

jako

jednakże

zwłaszcza
także,

Jednakże

budami

najczęściej

do

mówi

czy P o l s k a

wprawdzie

różnych

—

krajach

jak
euro­

psy l u b

zmuszał

środków

transportu

Cyganów

Dość często w
dwukołowymi

, 0

wózki f u n k c j i

i z czasów

niszczyła

i m wozy.

kolejnego

do

wozu

korzystania

z

Sto­
miesz­

tańszych

płd. E u r o p i e C y g a n i e
różnego

posługiwali

kształtu,

osły ( i l . 6). Rzecz

się

ciągnionymi

j a s n a n i e pełniły

te

m i e s z k a l n y c h , lecz służyły t y l k o d o t r a n s ­

p o r t u d o b y t k u . B y ł y o n e i są n a d a l u ż y w a n e p r z e z
ganów,

do

współ­

.

wózkami

najczęściej p r z e z

—

budowy

świa­

Cyganów

którzy

związali

swoją

egzystencję

z

Cy­

krajami

się n i m i

Cy­

płd. E u r o p y —

Cyganie

ze S ł o w a c j i

i z obszaru

Pol­

i którzy o d d a w n a już z a w ę z i l i s w o j e w ę d r ó w k i d o t y c h

Polska

R o m a °. T e n

t y p wozów

wy­

obszarów.

podstawie

roz­

świadczy

jak

można

z Polska

z Cyganami

posługiwali

Ro­

Wymie­

8

krajów

koszt

kalnego

jakie­

się o n i e ­

Nizinni .

były

w

w

zawężania

penetracji

Cyganie

widywane

niemieccy,

stępował

trudności.

O d tego czasu

także

wozy

po

s t a j e się p r o c e s

francuskich Manuszach

określanych

wspomniałem

swobodnie

t o i n n e k r a j e , co jeszcze w

formę

przez

l u d z i , w i d y w a n e były n i e k i e d y n a w e t po I w o j n i e

t e r e n i e A m e r y k i P ó ł n o c n e j . W y n i k a t o z f a k t u , że w i e l u
p i e odwiedzając

p s i zaprzęg

Cyganów

sądzić

na

u spokrewnionych z

Roma

B a ł k a n a m i bądź Hiszpanią

Tak
już

więc

używanie

wymienionych

o pewnego rodzaju

przebywających

w

tych

i Portugalią,

krajach.

akulturacji
Dla

wozów
Cyganów

ścisłości

należy

n i m i g r u p C y g a n ó w w e u r o p e j s k i e j części Z S R R , t o j e s t

dodać, że d w u k o ł o w e

terenów,

kać m o ż n a było do n i e d a w n a u C y g a n ó w a n g i e l s k i c h —

które

do

Prawdopodobnie
ganćw

1939 r . w c h o d z i ł y

były

one również

angielskich. M i m o

X I X w . wśród znacznej

iż w

w

skład

używane

Polski.

przez

Cy-

2. p o ł o w i e i p o d k o n i e c

części C y g a n ó w zaczęły się r o z ­

ale
i

występowały

służyły

one

zazwyczaj

łości, w

wózki

zaprzężone

znacznie

d z i i sprzętu służyły duże w o z y

zostały

budami

Roma

dwukołowych

część

lobarwne wzory.

używali

i c h aż

Cyganów

z tej

do

z

osiedlenia

grupy

i

—

np. Polska

tylko

wędrowała,

niewielka

jak i

inni,

wozami

mieszkalnymi.
Niemieccy
ganów

Sinti)

Cyganie
oprócz

dość p o w s z e c h n i e
czterokołowych

88

w

(prawdopodobnie
wozów

opisanych

dotyczy
wyżej,

X I X w . i n a pocz. X X w .

wózków,

ciągniętych

przez

to Cy­
używali
małych

psy

lub

czyć

i

konia

niż

wozów

obecnie

osiadłe

grupy

kołowe

wozy

zdobione,

a

wygodniejsze

malowano

Zdobienia
na

wozach

Cyganów
miały

na

w

boki

pałąkach

zapakowanie

spot­

inne

wozy

n a bliższe

t r a k c i e p o s t o j u g r u p y , do p r z e w o ż e n i a

mieszkalne, niektóre g r u p y p o ­

wozach

rzadziej

do przemieszczeń

powszechniać duże w o z y
przy

w

odleg­
zaś l u ­

mieszkalne. B o k i
nieraz

w

owych

roślinne

t a k i e można n i e k i e d y
używanych
Rumunii.

dobytku

na

poły

Najczęściej

drewniane
rozpiętą

przez

wie­
zoba­
dwu­

l u b plecione,

budę
i

niepogodą w t r a k c i e d r o g i . N a w o z a c h

nie

umożliwiającą

chroniącą
jechały

przed

przeważ-

�I
nie

dzieci,

dorośli

szli

pieszo.

Cechą

charakterystyczną

t y c h w o z ó w są s t o s u n k o w o d u ż e koła, w i ę k s z e niż
wozach

czterokołowych.

J a k świadczą

materiały

przy

cygańskich, w

ikono­
w.

kimi

Cyganów

wozami

docierali

widywano

zwłaszcza

w

także i d o i n n y c h

ich na terenie

Niemczech

dobniej

przejęli

dalszej

wędrówce

owe

wozy

używali

s u n k o w o s z y b k o zostały
większe,

forma

wśród

zarówno
jak

Najprawdopo­

u

na

Bałkanach

i

i c h , ale w y d a j e

potem

się, że

w
sto­

cne zarzucone i zamienione na

wozów-mieszkań

informacje
badaczy

I I wojnę

kania,

mćgł

XX

przed

stosunkowo

Cyganów.

XIX-wieczne
z okresu

światową.

znana

była w A l ­

Wspominają
(pierwsza

z

bezpośrednio

o tym
1820 г.),

poprzedza­

M o ż l i w e , że p r z e t r w a ł y

one

albańskiej,

i z a g r a n i c z n e j . W o z y , o których m o w a , b y ł y
umieszczonymi

niepogodą,

pisk

cygańskich.

kojarzą

na podstawie

właści­

wyposażonej

One

to

się z C y g a n a m i

w

powszechnej

6 par

trwałość

wołów

Rodzaj

1 2

i

utrudniało

uniemożliwiało
w

przypadku
raczej

Cyganów

i

takiego

domu

wędrowano

domostwa,

do

dużej

transportowanie,
przemieszczanie
z Cyganów

bardzo

albańskich

w

powolną.
za

zaprzęgano
kolejnej

konstrukcja
siły
a

grupę

za

na

tym

nymi

(il.

i wędrowaniem.

wędrujących
oraz

starego

francuskich,
te

to

i przebywających

Ameryki,
a

a także

Rozpowszech­

kontynentu
przede

pomieszczenia

w

(pewoiej

wszystkim
o

przedniej

spania) oraz
wziął

się

u

Przypuszcza

części,
w

gdyż

Cyganów

krajach E u ­

tylna

zwyczaj

s a m wzór

innych

części

ścianach

z boków
służyła

Wozy
i

zazwyczaj

N i e jest

używania
przejęty

jasne,
tych

od

produkowały

zy

d l a C y g a n ó w . Działo się t a k zwłaszcza

wozy

c y r k o w e , wyrabiały

również

wo­

przed I

woj­

wędro­

ną ś w i a t o w ą , b o w i e m w l a t a c h n a m bliższych, w

uważać

sie

między

(w t y m w y k o n y w a ­

zajęciami), która — t a k j a k u w i e l u

innych

grup

wę­

d r o w n y c h g r u p c y r k o w c ó w i że t e s a m e w a r s z t a t y , k t ó ­
re

a ich

do
skąd

wozów.

został

jak

osiadłą,

lekko

(najczęściej

grupę w

poły

Cy­

niemieckich,

cngielskich) 4

drewnianych

ścianie p r z e d n i e j .

się, że

różnych

u niektórych

europej­

więc

sku­

świadomości

by

sposób życia i m i e s z k a n i a za f o r m ę k o m p r o m i s u
życiem w pełni osiadłym a t r a d y c j ą

co

idzie

odległości

Cyganów

Można

osady

pociągowej,

na takie
Albanii

5 a

zapewniająca

co

większości koczujących

s k i c h i czyniły
waniu

do

ciężar, w y m a g a ł y
jego

rów­

się

niły się t e w o z y g ł ó w n i e w ś r ó d K e ł d e r a s z ó w i L o w a r ó w

w

wsi

umożliwiały

g d z i e n i e g d z i e można spotkać niszczejące w pobliżu

nę
czy

i

miesz­

przemieszczanie

wysklepionym dachu, z okienkami

nawet

stosunko­

lub dwa konie

miarę w y g o d n e g o

w 4 koła. Co p e w i e n czas, g d y d e c y d o w a n o się n a z m i a ­
pobytu,

wozy,

jeden

szybkie

XIX
wśród

9). Są t o w o z y , k t ó r e często w i d y w a n e b y ł y n a d r o g a c h

ganów

miejsca

bo p o d k o n i e c

w . , zaczęły się

mieszkalne

ciągnąć

możliwość w

chroniącego

nocześnie

f o r m a c j i na t e n t e m a t zarćwno w l i t e r a t u r z e
domami

które

które, stwarzając

ropy

jak

rozpowszechniać

lekkie,

i do czasów n o w s z y c h , b r a k jednakże j a k i c h k o l w i e k i n ­

wie

niedawno,

a w ł a ś c i w i e n a początku

wo

była

całej E u r o p y , a w P o l s c e d o l a t 6 0 - t y c h , i k t ó r e jeszcze

tamtejszych

i relacje

jącego

Francji .

euro­

Zachodniej,

czterokołowe.

Unikalna
banii

i we

krajów

Europy

związana

koczowniczą.

Dopiero stosunkowo

g r a f i c z n e z X V I I w . i późniejsze, C y g a n i e w ę d r u j ą c y t a ­
pejskich,

t y m także, bałkańskich —

z egzystencją

międzywojennym

c y g a ń s k i e zaczęły
cyrkowych,
nie

na wozy

stawiły

i

dość

po

II

wojnie

poważnie

światowej

różnić

zmalało też, j a k się w y d a j e ,
c y r k o w e , t a k że n i e k t ó r e

się c a ł k o w i c i e

się

od

okre­
wozy
wozów

zapotrzebowa­
warsztaty

n a k l i e n t e l ę cygańską.

prze­

Widoczne

89

�90

�j e s t t o zwłaszcza w P o l s c e i w k r a j a c h E u r o p y
niej,

gdzie

objęcie

zanik

prywatnych

i c h państwowym

możliwości

sprzedaży

objazdowych

wschod­

cyrków

zarządem pozbawił

wozów

i

warsztaty

cyrkowych.

Początkowo w o z y używane przez Cyganów były sto­
sunkowo

proste

Najczęściej
lowane

zarówno

były

przeważnie

Podobno,

w

kształcie,

one pozbawione
w

j a k pisze

kolorze

jak i

dekoracji.

ozdób, a j e d y n i e

zielonym

ma­

l u b brązowym.

B l o c k , barwa wozów

była

l ł

jednym

z w y r ó ż n i k ó w n i e k t ó r y c h g r u p cygańskich. C y g a n i e
mieccy
wali

preferowali

kolor

zielony,

francuscy

nie­

zaś

malo­

swe w o z y przeważnie na brązowo. N i e w y d a j e

jednak,

b y t o wyjaśnienie

wynikała
nów

czy

nych,

było

najprawdopodobniej
jakichś u k r y t y c h

nie

w

ale z tego p o w o d u ,

przekonujące.
z

upodobań

kolorze

że w

treści

Cyga­

symbolicz­

krajach

różne

w a r s z t a t y produkowały w o z y o d m i e n n e w kolorze

i for­

mie. Ponadto

w

sto z w y k ł y m i

zdezelowanymi

grupach

różnych

się

Różnica

biedniejszych

l i w i a ł y j a z d ę i s c h r o n i e n i e się w
na

postoju. Były

one w

swej

do r o z w o ż e n i a
przez

pieczywa.

Cyganów

że

różnych

wozy

krajach

były

względem

wozy

używane

Polsce oraz

Ściany

w

używane

europejskich

bądź

inną

przed

zimnem.

wykonane

i Lowarów

bywał

n a kołach.

wąskimi
i

troci­

zabezpieczającą

najczęściej

p i o n y , łukowaty. D r z w i umieszczano

gładką

listewkami.

pakułami,

izolującą

w

lekko

wyskle-

zazwyczaj

z boku,

z tyłu — s t o s u n k o w o r z a d k o . W p r z e d n i e j części, m n i e j
w i ę c e j d o p o ł o w y długości, z n a j d o w a ł y
mi

dość

czano

duże.

Szerokie,

przeważnie w

się o k n a , c z a s a ­

kilkuczęściowe

okno

umiesz­

ścianie f r o n t o w e j . U m o ż l i w i a ł o

po o t w a r c i u powożenie końmi

bez

wychodzenia

ono

z

zu ( i l . 14). N a z e w n ą t r z w o z y n a s z y c h C y g a n ó w
b y ł y b e z b a r w n ą politurą l u b m a l o w a n e

wo­

pokryte

w k o l o r a c h żół­

c i , brązu, z i e l e n i . N a b o k a c h i t y l n e j ścianie

malowano

ornamenty

zwierzęta:

lwy,

(najczęściej

łabędzie, p a w i e

roślinne),

i inne ptaki,

a

także

jelenie

oraz

syreny

( i l . 17—19). P o w s z e c h n e b y ł o r ó w n i e ż z d o b i e n i e w o z ó w w y ­
c i n a n y m i w desce i p o d r z e ź b i a n y m i g r y f a m i i s m o k a m i ,
umieszczanymi
dłużeniu
w

z reguły

bocznych

przedniej

pod okapem

ścian

ścianie

n y , a czasem demoniczne
zy

zdobiono,

skich

i

rombu

dachu, na

( i l . 20). N i e k i e d y

malowano

także

małomiasteczkowych,
itp.) p r z y m o c o w a n y m i

oknem

ornament

roślin­

na wzór

niektóre w o ­

domostw

lusterkami
na

prze­

nad

twarze. Ponadto

prawdopodobnie

wiej­

(w

kształcie

bocznych

ścianach.

N i e k i e d y w g ó r n e j części w o z u , p o d d a c h e m , można b y ­
ło

spotkać

dodatkowe

ornamenty

snycerską i p o m a l o w a n e
także

wykonane

n a jakiś ż y w y

techniką

kolor.

Zdobiono

orczyki.

chociaż

czasami

wykonywano

ścianach, a zwłaszcza
nego

błękitu,

ścianach f o t o g r a f i e

15

jakieś

suficie, n p . gwiazdy

mające

gwieżdżonego nieba
z czasopism

Tylna

. W

dawać

śpiącym

malunki

jas­
na

na t l e ciem­

złudzenie

roz­

o k n a c h zawieszano f i r a n k i , na

członków r o d z i n y , b a r w n e

ilustracje

i o b r a z k i święte, choć t e r z a d z i e j .

Czasem

p o w i e r z c h n i a o k i e n była w y j ą t k o w o

duża, t a k że p r a k ­

t y c z n i e b y ł y t o j a k b y ściany ze szkła

l e

.

część w o z u służyła d o s p a n i a i

przechowywa­

n i a odzieży, pościeli i t p . , n i e k i e d y w s t a w i a n o t a m szafę.
W

części p r z e d n i e j

taj

jadano

w

ż y c i e toczyło

czasie n i e p o g o d y ,

którego k o m i n wychodził
na

tylnej

która

ścianie w o z u

służyła

się w

przez

otwór

znajdował

dodatkowo

do

ciągu

gotowano
w

się

dnia, t u ­

na

piecyku,

d a c h u . Często

rodzaj

przewozu

drabinki,

sprzętów

oraz

s i a n a d l a k o n i a ( i l . 11).
Wozy wykonywano
teli w

kilku

(między

Łomżą

pewnym
w

je

wane

miotem
ich

Oprócz

od

zależał

Cyganów

osobnego o p r a c o w a n i a ,
Dwie

omawianych powyżej
w

Polsce

mi

polscy

wędrowali

i

dodatkowe

przy

pomocy

omawiał

z b u d a m i na p a które

wały w
pełniły

nich
rolę

z Cy­
najbar­

z rozpiętą n a d n i m i
również

wozów

( i l . 21) w y g l ą d e m

barakowozy

dla

i

znacznie

robotników

przewożone

rzadko

wynajętych

z miejsca

ciągników

kolor, zielony
meble

pomiesz-

na

miejsce,

lub taboru

l u b brązowy.

— szafa,

przy­

zatrudnio­

kolejo­

malowano

Wewnątrz

t a p c z a n , stół. W o z y

ciągniętych

przez

konieCiężkie

wozy

by­
takie

q u a s i - s t a l y c h mieszkań, d o w ę d r ó w e k

n i c h u ż y w a l i b o w i e m K e ł d e r a s z e lżejszych w o z ó w
kalnych

pro­

bryłą

w e g o . W o z y t e n a ogół n i e b y ł y d e k o r o w a n e ,
je na jeden

uży­
przed­

informacje.

n y c h n p . p r z y b u d o w i e dróg. Służyły o n e j a k o
czenia^bazy,

ale

( i l . 13). N a l e ż y t a k ż e d o d a ć , że p o z a n i ­

cięższych

one

Wozy

Wkrótce

pojazdami,

KełdeTasze używali

większych

będą

wozów

w

wykonują­

m i e s z k a l n y c h niektórzy

d z i e j b y ł y zbliżone do b r y c z e k
stokątną budą

cygańskich,

n i e będę w i ę c

tylko

Sza­

Sokołach

i c h był

umiejętności

Polsce

klien­

w

zamawiającego,

i o d i c h upodobań.
w

łąkach i w o z ó w - w a g o n ó w
ganów

od

w

Wystrój

życzenia

a k t u a l n y c h upodobań

rzemieślników

szczegółów.

po k r a j u ,

okolicach K r a k o w a ,

Białymstokiem).

mierze

przez

rozsianych

zależny

odbicie

znacznej

cych

a

stopniu

stanowiąc

na zamówienie cygańskiej

warsztatach

motułach, K i e l c a c h , w

pominały

W n ę t r z a w o z u b y w a ł y najczęściej j e d n o b a r w n e ,
ne,

I I . 22. T y p y w o z ó w u ż y w a n y c h p r z e z w ę d r o w c ó w a n ­
g i e l s k i c h . I I . 23. T y ł w o z u o p e n - l o t . I I . 24. B o g a t o z d o ­
biony wóz boubtop

często

jednolitą,

często w y p e ł n i a n o

warstwą

Dach

najciekawsze

domy

ułożonych w

wykładane

wewnętrzne

nami

ornamentyki
Kełderaszów

i finezyjnie
bądź

Anglii

użyciu.

Anglii. Wozy polskie to

bądź z desek

powierzchnię,

i

przez

Cyganów

bardzo ozdobne
B o k i mają

formy

zbli­

furgonów

jeszcze d o n i e d a w n a , a n a południu E u r o p y i w
n a d a l jeszcze i(choć r z a d k o ) są w
Pod

czę­

umoż­

najbardziej

jeszcze dziś

Te najprostsze

w

były

trakcie wędrówki l u b

formie

żone d o u ż y w a n y c h g d z i e n i e g d z i e
były

wozy

furgonami, tyle

let­

miesz­
były

92

��przeważnie
Cyganów.

pochodzenia
Do

baraków

dzisiaj

i mieszkań, w

miasteczek.

Pełnią

mieszkalnego
—

oraz

Block

niektóre

grupy

( i l . 12). W y d a j e

polskich wcale

się w

Cyganie

okresie

cze p o w o j n i e

Cyganie

obok

małych

pomieszczenia

kuchni.

Cyganie

Cyganów

wozy

niemieccy,

francuskich

się j e d n a k , że w o z y

i m n i e ustępowały,

powojennym.

z

i najokazalsze

'—

1 8

przez

spotkać

o n e rolę d o d a t k o w e g o

zdobne, największe

amerykańskich
ganów

odkupione

niekiedy

k t ó r y c h żyją

jak twierdzi

austriaccy

je

i składu, ale najczęściej

Najbardziej
mieli

cyrkowego,

można

wyróżniając

Wozy, j a k i c h

amerykańscy

i

Cy­

używali

jesz­

n i e odbiegały

wie­

l e od s p o t y k a n y c h w

E u r o p i e , stanowią c n e j a k g d y b y

typ

wozami

pośredni

, 9

między

Cyganów

z kontynentu

i

Cyganów angielskich.
Najbardziej

zróżnicowane i c i e k a w e

w formie

wozy

spotkać można u C y g a n ó w w A n g l i i ( i l . 22—26). B y ć m o ż e
te

właśnie

w

muzeum.

względy
Poza

nigdzie

nie

wozów.

Rodowód

Anglii

Cyganów

( o k . 5%)

skich .
konie

i tylko

na

samochody

że t y l k o niektórzy
trzeba

w

Wśród
mi,

w

jeśli

że

posiadają
w

wędrowców

eksponowaniu

i

już

tylko
konny­

Wysp

Brytyj­

zamienili

środki

wozy

transportowe:

Spośród t y c h ,

któ­

i dawnymi wozami,

tak­

i zdobne

wozy, i n ­

ubogich

furgonach.

Zresztą

wcale

n i e wszyscy,

którzy

przyczepach,

znajdują

(mieszańcy,

w

wozami

części

bogate

Anglii

tak zwani

Cyganów

Dzisiaj

campingowe.

się końmi

one

wiadomo

cyrkami, me­

wędrują,

nowoczesne

mieszkalnych

również

poshrats

północnej

prostych

dodać,

wędrują

i

przez

miasteczkami.

i przyczepy

w

zachowaniu

się

mi

się z o b j a z d o w y m i

bardziej

wędrują

ile

używanych

nawet

r z y n a d a l posługują
ni

o

znalazły

o

angielskich wędruje

Pozostali,

20

i

wiąże

że

bowiem,

wozów

i wesołymi

niewielu
mi

pomyślano

również

nażeriami

zdecydowały,

Anglią

są

się b o w i e m

mumpers

Cyganie

Cyganami.

poza

Cygana­

(włóczędzy,

żebracy),

półkrwi), didikais

(posia­

dający jeszcze mniejszą d o m i e s z k ę k r w i cygańskiej), t i n ­
kers

(druciarze — przebywający

także w ę d r o w n i
sce t u t a j ,

by

nością

tej

wieństw

i

Wozy

grupami

różnic,

także

czynnikiem,

używane

Cyganie

jednak

który

zbliża

j e s t sposób

przez w ę d r o w c ó w

z F r a n c j i ok. r o k u

spośród

miej­

pomiędzy

nad zasadami

niezależnie

poszczególne g r u p y

ż y c z o n e zostały
ców.

się n a d g r a n i c a m i
a

klasyfikacji,

upodabnia

Irlandii), a

artyści, p r z e w a ż n i e c y r k o w i . N i e

zastanawiać

poszczególnymi

głównie w

i

od

pokre­

czy

nawet

życia.

1840 p r z e z
wyżej

zapo­

cyrkow­

grup

zain­

t e r e s o w a l i się n i m i o s t a t n i , d o p i e r o p o d k o n i e c X I X w .
Wozy

t e są w y ż s z e i krótsze o d u ż y w a n y c h

n e n c i e , a także b a r d z i e j o z d o b n e ,
nikiem

e w o l u c j i , która

tyjskich.

Wozy

te

były,

używane przez Cyganów
wędrówek

w

lecie,

to w y d a j e

się dokonała
a

niekiedy

chociaż

zdarzało

2 1

na k o n t y ­

zasobne
okno.

nadal

Bry­

jeszcze

są

w s z y s t k i m do

się, że

w

przemiesz­

cygańskie b y ł y r a c z e j

sprzęty,

Ze

posiadały

sprzętów

zawsze

p i e c y k t z w . amerykański
ganie

nigdy

przeważnie

takich

Cyganów

kroju

—

Roma,
jako

wozy

ale w y k o n a n e

kach, jedynie w
bowiem

także

wozy

Wozy

te

natomiast reading

były

zdobiono

łych t y p ó w w o z ó w
Warsztaty

wykonujące

przy

dokonywano

bardziej

prze­
Polska

służące
po

okienek

przez

bo­

( i l . 24). W y ­

cygańskiej

klienteli,

innych

wę­

dekorowane,

m a l o w a n y m i i rzeź­
roślinnymi.

Pozosta­

inne z wymienionych grup.
wozy

usytuowane

uczęszczanych

remontów.

użyciu

one

bogato

używały

w

przez

skromnie

o r n a m e n t a m i , najczęściej

zwyczaj

były

materiału —

używane
raczej

Cy­

rozkładali

o kolistym

używane

n i e miały

nie były

jedno

znajdować

pościel

bow-top

je t y l k o na zamówienie

drowców.

tam

ścianie t y l n e j i z p r z o d u

bow-top

bionymi

a

z trwalszego

mieszkalne;

się

mniej

tylko

p i ę t r o w e łóżko ( n a s i

Często

typu

uboższe i

często

musiał

oraz

przypominające

wozy

też

n i e używali

n a podłodze).

wśród

się już w y ­

na Wyspach

w A n g l i i przede

stwa. Inne wozy

konywano

angielskich

wymienionych

cel­

27

Wytwórcy

były

drogach,

za­

t a m też

specjalizowali

się

w

j e d n y m t y p i e w o z ó w i stąd z w i ą z a n i b y l i s t a l e z o k r e ś ­
l o n y m i g r u p a m i odbiorców. Z d o b i e n i e

wozów

także b y ­

czano się t a k ż e w o k r e s i e z i m o w y m . Spały w n i c h

dzie­

ło

ci i l u d z i e s t a r s i , p o z o s t a l i

gru­

twierdzą a u t o r z y c y t o w a n e j

pracy, wymagania

Cyganów

tego,

były

członkowie

wędrującej

dziełem

tych

samych

warsztatów,

przy

p y — dorośli m ę ż c z y ź n i i k o b i e t y — s p a l i w

namiotach

ograniczały

się

ustawianych

najpełniej­

najbogatsze,

a k o l o r y s t y k a ornamentów

szego

obok

wozów.

opracowania

gielskich

(jest

2 2

Według

poświęconego

to

zresztą

autorów
wozom

jedyna

w

Cyganów

ogóle

an­

publikacja

k s i ą ż k o w a n a t e m a t w o z ó w cygańskich) w y r ó ż n i ć

można

ry

jedynie

i t y c h z k o n t y n e n t u , n i e miały

symbolicznego.

Natomiast ich bogata

p a c h B r y t y j s k i c h była

-cart, open-lot.

barok,

pu
nę

reading

Cyganie

najczęściej

( i l . 22), p r o d u k o w a n e

Duntonów

w

miejscowości

używali

one były
Reading

wozów
przez

w

rodzi­

stawiały

z drzewa
zręcznie

sosnowego. Wnętrza niektórych
zakomponowane

i

wykonane

za­

przed­
domo-

byli

D z i s i a j , poza
i

złocenia

jaskrawa.

innych

tylko

w

jakiegoś

jak
Wzo­

znaczenia

dekoracja

odbiciem XIX-wiecznc-j

interpretowany

najczęściej

hrabstwie

Berkshire. Wozy w y m i e n i o n y c h typów w y k o n y w a n o
zwyczaj

ty­

by

jak

i o r n a m e n t y w o z ó w cygańskich, z a r ó w n o a n g i e l s k i c h ,

jak

sześć t y p ó w w o z ó w : r e a d i n g l e d g e , b o w t o p , b u r t o n , p o t J

do

czym,

przez

Niemcy

rzemieślników,

muzeach.

Wys­
na

którymi

i Włosi .
2 J

n i e l i c z n y m i wyjątkami, w o z y

wędrowców

na

mody

angielskich

Jeśli

zaś

zobaczyć

chodzi

Cyganów

można

o wozy

już

używane

przez Cyganów z k o n t y n e n t u , t o właściwie j e d y n i e d a w -

93

�ne

ilustracje,

ryciny

i

zdjęcia

pozwalają

sobie, j a k o n e w y g l ą d a ł y . C h y b a
grup

Cyganów

oraz

południowej

mieszkalne
ganów
wozy

półwyspu
Europy

ciągnięte

europejskich
już

i

i Polski),

można

mieszkalne

Iberyjskiego

i

zachowały

się

kilkadziesiąt

się ( j a k w
wyrazu

typu

nadal

s k i c h s k u p i s k i d o m o s t w , bądź sprzedane

jednak

łości

Czasami

specyfiki

Z

rzadka
pobliżu

ciężarówkami
Europie

przy­

większość
Ameryki

sto­

cygań­

i używane przez

gowymi
się

w

jedynym

miasteczek
wozów

2J

przerobionymi

czy

się,

pozosta­

pory

w

środkowej.
się

widok

rozwieszona

obozowisko

tej
—

mieszkania

Cyganów

posługuje

{ i i . 28). J e d y n i e

jakieś

samochodami,
na

Ameryce

wędrujących

strzel­

mu­

Muzeum

.

Cyganie
i

i

dokonał

j a k do

zainteresowanie

Tarnowie

wędrują

północnej

ogniska

odróżnić

w

okazało

zachodniej

tylko

wesołych

cygańskich

u d a się jeszcze u r a t o w a ć

które

Okręgowym

Czechosłowa­

los

i zabezpieczyć

zeum,

zmu­

cygańskie w o z y ,

już z r u j n o w a n e — w

może

objazdowych

Polsce

swoje

produkowane

campingowego.

Cy­

W

lat temu,

je na pozbawione
masowo

wozy

grupy

właścicieli
nic.

porzuciły

przypadku

jeszcze zobaczyć t e d a w n e

j ą c e — najczęściej

uboższych

Bałkańskiego

k o n i a . Bogatsze

amerykańskich
czy

l u b zamieniły

indywidualnego

czepy

i

kilkanaście

szone do osiedlenia
cji

przez

uświadomić

t y l k o wśród

Europy
ludzi,

np.

w

Jednakże

zachodniej

przyczepami

barwna

cygańskie

najczęściej
—

*

campin­

czasami

palące

odzież

pozwalają

od zwykłego

campingu.

P R Z Y P I S Y
J e r z y F i c o w s k i , Cyganie
polscy,
W a r s z a w a 1953;
Cyganie
na polskich
drogach,
K r a k ó w 1965; n a j w a ż n i e j ­
szą pracą T a d e u s z a P o b o ż n i a k a j e s t Grammar
of the
LQvari
dialect,
W a r s z a w a 1964.
R e z u l t a t e m jest k i l k a p r a c m a g i s t e r s k i c h , j a k i e
powstały w ośrodkach u n i w e r s y t e c k i c h W a r s z a w y , K r a ­
k o w a i W r o c ł a w i a , o r a z dość duża już ilość a r t y k u ł ó w .
P r z e j a w e m w z r o s t u zainteresowania C y g a n a m i jest
m . i n . d r u g i n u m e r p ó ł r o c z n i k a Etnografia
Polska
z ro­
k u 1978, p o ś w i ę c o n y w całości t e m a t y c e c y g a ń s k i e j ; t a k ­
że z o r g a n i z o w a n a w p o ł o w i e r o k u 1979 w y s t a w a w M u ­
z e u m O k r ę g o w y m w T a r n o w i e s t a n o w i pierwszą w h i ­
s t o r i i p o l s k i e g o m u z e a l n i c t w a w y s t a w ę dotyczącą C y g a ­
n ó w . I n i c j a t o r e m ii r e a l i z a t o r e m j e s t A d a m B a r t o s z .
E m i l i a H o r v a t h o v a , Cigdni
na Slovensku,
Brati­
s l a v a 1964, s. 210.
J e a n - P a u l Olóbert, Les Tziganes,
P a r i s 1961, s. 51
i in.
M a r t i n B l o c k , Moeurs
et c o u t u m e s des
Tzigans,
P a r i s 1936, s. 103.
H o r v a t h o v a , o p . c i t . , s. 264; G . P.
Sniesariew,
Sriednieazijatskije
cyganie,
w : „Kratkije
Soobszczenija
I n s t i t u t e E t n o g r a f i i " , t . 34, 1960, s. 27.
Patrz w y m i e n i o n e w przyp. 1 prace Ficowskiego.
F r a n s d e V i l l e , Tziganes,
B r u x e l l e s 1956, s. 126;
F i c o w s k i , Cyganie
na polskich
drogach,
s. 143.
B l o c k , op. c i t . , s. 107.
1

2

3

4

5

6

7

8

9

1 0

I I . 28. O b o z o w i s k o
Fot.:

94

C l e b e r t , o p . c i t . , s. 231 i п.; F r a n c o i s d e V a u x
de F o l e t i e r , Les Tsiganes
dans Vancienne
France,
Paris
1961, s. 98 i n .
»
J u l e s B l o c h , Les Tsiganes,
P a r i s 1960, s. 46.
F i c o w s k i , Cyganie
na p o l s k i c h drogach,
s. 145;
C l e b e r t , op. c i t . , s. 257; E. H a r v e y , E n g l i s h Gypsy
Ca­
ravan
Decoration,
w : „Journal o f t h e G y p s y L o r e So­
c i e t y " , t . X V I I , 1938, s. 38—46.
"
B l o c k , o p . c i t . , s. 101 i s. 112.
T a k i w ł a ś n i e w ó z s t a n o w i p r y w a t n ą własność
znanego cyganologa J . Ficowskiego.
O s o b l i w y s a l o n n a kołach, o dużych o k n a c h i
w y ł o ż o n y n a z e w n ą t r z l u s t r z a n y m i t a f l a m i n a całej p o ­
w i e r z c h n i ścian spotkał p r z e d l a t y w o k o l i c a c h W a r ­
s z a w y J . F i c o w s k i (Cyganie
na polskich
drogach,
s. 145).
F i c o w s k i , Cyganie
na polskich
drogach,
s. 144.
B l o c k , op. c i t . , s. 112.
J o s e p h D . J e s e n s k y , A Decorated
Gypsy
Cara­
van
in A m e r i c a , w : „Journal o f t h e G y p s y L o r e S o ­
c i e t y " , t . X X X V I I , 1958, n r 3 — 4 , s. 119—120.
С. H . W a r d - J a c k s o n , D e n i s E. H a r v e y , The
En­
glish
Gypsy
Caravan,
N e w t o n A b b o t 1973, s. 23.
W a r d - J a c k s o n , H a r v e y , op. c i t . , s. 3 9 — 5 1 .
P a t r z p r z y p . 20.
W a r d - J a o k s o n , H a r v e y , o p . c i t . , s. 96.
W c h w i l i o b e c n e j z a k u p i o n e zostały 2 p i e r w s z e
wozy.

Cyganów

1 1

2

13

1 5

10

1 7

1 8

1 9

2 0

2 1

2 2
2 3
24

w

K . C h o j n a c k i , i l . 7, 8; L . Mróz, i l . 21, 28; M. P o k r o p e k ,

Lourdes,

1970 r.

i l . 14; J . S w i d e r s k i , i l . 1—6; 9—13, 15—20; 22—27

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6438" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6418">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1faf6abdaf0eb7b5303260e473e5755d.pdf</src>
        <authentication>dd2bd629626bf0e77cc1e23ba84ffaa5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76664">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3500</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76665">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76666">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3280</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76667">
                <text>Wpływ rzemieślniczej produkcji dewocyjnej na ludową rzeźbę w kamieniu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76668">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.67-76</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76669">
                <text>Reinfuss, Roman</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76670">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76671">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76672">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76673">
                <text>П. 1. S t r o n i c a z c e n n i k a f i r m y I n s a m - P r i n o t h . I I . 2. Okładka

z cennika W.

Samka

Roman Reinfuss
WPŁYW RZEMIEŚLNICZEJ PRODUKCJI DEWOCYJNEJ

Już
ku,

na

w

pierwszych

gruzach

tystycznego,

zaczęły

zbudowane

na

produkcją
no

dziesięcioleciach

podupadłego

powstawać

zasadach

o charakterze

potrzeby

kościoła

ubiegłego

cechowego
duże

j a k i osób

które

zaspokajały

nej"
w

firmy

prywatnych.

I n s a m - P r i n o t h , posiadający

po o b u s t r o n a c h A l p : w
Ortisei di Gardena

na terenie

I

wojną

światową,

ogromnie

szeroka.

wynika,
Można

kościel­
wytwór­

w

Tyrolu i

Lombardii. Z

wanego cennika tej f i r m y , wydanego
że

ilustro­

bezpośrednio
działalność

t a m było

zamówić

przed

jej

ny

i chrzcielnice,

w

różnych

firma

rągwie,

wysyłała

lichtarze,

również
dzwony,

organy,
a

nawet

np.

„figury

podzielone

były

b e z Dzieciątka",

w

jakości

wysokość

rzeźby uzależniona

wykończenia.

Figury

by­
„bez

o d 30 c m d o 2 m i m o g ł y

b y ć w y k o n a n e n a j e d e n z 6 m o ż l i w y c h sposobów .
i

Dwujęzyczny

Usłuż­

baldachimy,

cho­

liturgiczne,
grup,

z Dzieciątkiem

na

polsko-włoski

głównie do p o l s k i e g o
co

wskazują c e n y

niem 1 rubel =

odbiorcy

cennik

skalkulowane w
koszta

adresowany

był

z byłej Kongresówki, n a
rublach z

2.60 k o r o n ( a u s t r . ) =

kich), przy czym

opakowania,

przelicze­

2.20 m a r e k
przesyłki

(prus­

do

gra­

n i c y r o s y j s k i e j o r a z cła ponosiła f i r m a , zaś t r a n s p o r t o d
granicy

rosyjskiej

odbywał

się już n a

koszt

zamawia­

jącego. F i r m a I n s a m - P r i n o t h n i e z a n i e d b y w a ł a
„Wyroby

nasze ( c z y t a m y

świadectwa

szaty

i

Dzieciątka" miały

stylach o d r o ­

cenniku na k i l k a

„figury

wysokości

tystycznym

ś w i e c e o ł t a r z o w e i kadzidło.
Rzeźby

od

ambo­

mańskiego p o b a r o k , r o k o k o i „ s t y l n o w o c z e s n y " .
na

figu­

s t a j e n k i po g o t o w e ołtarze,

wykonane

była

wszystko,

co w c h o d z i w z a k r e s p o t r z e b kościoła — o d zespołu
r e k do b e t l e j e m s k i e j

ła

Przykła­

swoje

Sankt Ulrich

swą

r ę k u " , klęczące anioły i t d . C e n a

zarów­

d e m j e s t założony w r. 1820 „ Z a k ł a d d l a s z t u k i
nie

ar­

przedsiębiorstwa,

kapitalistycznych,
masowym

wie­

rzemiosła

NA LUDOWĄ RZEŹBĘ W KAMIENIU

brze

wykonaniem,
wielebnego

wyszkoleni

miejscowe

np. tani

powierzone

cenach

bardzo

potwierdzonym
duchowieństwa.

surowy

przystępnych

używamy

jako

jedynie

też

(...)

prawdziwego

złota

do­

warunki
wyko­

artystycznie

Do wszelkich

wykonanie".

liczne

Zarówno

pozwalają

wysoce

się a r ­

przez

dogodne

materiał,

n a m prace

m y za s u m i e n n e i d o b r e

reklamy.

c e n n i k u ) odznaczają

robotnicy

nywać

wyrobów

w

po

naszych
i ręczy­

�W

imieniu

pełnomocnicy.

firmy
Z

zbierali

w a ń w y n i k a , że „ Z a k ł a d
-Prinoth wykonywał
ra),

Egiptu

zamówienia

publikowanych

w

uprawnieni

cenniku

d l a s z t u k i kościelnej"

zamówienia d l a B r a z y l i i

(Aleksandria),

Samsum

głównie

Włochy,

Bawarię,

Insam-

(Presquie-

nad Morzem

n y m , zaopatrywał również w s w o j e w y r o b y
pejskie,

podzięko­

kraje

omawianego

t u cennika

kraje

euro­
świetle

odpowiedniej

Obok
mieniarze
rysunki
a

z

także

figur,

Cenniki

n a d rzemieślniczą

„dobrym"

przykład

jak

poprawnej

masówki

go o d b i o r c y .

dostosowanej

do gustu

Widać t o wyraźnie z ilustracji,

stusa,

M a t k i Boskiej

proporcjach,

ruchu

pozbawionych

i

Produkcja

świętych,

i geście, o t w a r z a c h

wyrazu,

modelowanych

różnych

odziane w szaty

fałdach

zbawione

źródło

wzorów,

z

mieślnicze p r a c o w n i e

poprawne

w

„pięknych"

ale

zbiorów
postaci

których

wytwórni,

korzystały

artystyczne

Insamstano­

liczne

rze­

czy t o s n y c e r s k i e

czy

w

cennika

cenni­

nie

każdej

wynika

reklamowych.

wydrukowane

było

„wszelkie naśladownictwo
n i e ścigane", a l e w
nalna i n i k t

sława

w

68

praktyce

figury

na

ostrzeżenie,

r y c i n będzie

groźba

t a była

niewyko­

jej zbyt

po­
zna­

w
jest

n i e brał

że

sądow­

t u cennik firmy Insam-Prinoth,

Krakowie,

Bodnickiego,

Reprodukcja

groźne

naszych

z zainteresowanych

ważnie. O m a w i a n y
leziony

Wprawdzie

zakładzie k a m i e n i a r s k i m
tego

najlepszym

przedstawiającej

Stani­

przykładem.

„Serce

Jezusa

z

udało

druku.

gzym­

świętych.

w a ż n e źródło

d o badań
w

drewnie

dziś w i e l k ą

wartości,
Dzisiaj

pojedynczych

się

przez

znalazło
rzeźbiarzu

się z

nich

kilka

rzadkość.

Cennik

do
w

kartek

znajdujemy

w

wyżej

kamieniarzach.
Stanisława

wyrwanych

Samka

Bod­

z

cen­

posiadającego

( i l . 2). D a l s z e p a r ę k a r t z

się w

papierach

Antonim

jest

po­

one

ich resztki

Wojciecha

jednak

Samka
czym

trafiały

jedynie

kart

pozostałych

Hajdeckim.

złożyć

z p a g i n a c j i , stanowiła

( i l . 3—5), p r z y

nie

po d a w n y c h

wspomnianego

zachowało

bocheńskim

zawierały

postaci

rzeźbą z a r ó w n o

B o c h n i z a k ł a d rzeźbiarski

tego

k a m i e n i a r s k i e . W z o r o w a n o się n a i l u s t r o w a n y c h
stronie

strzępów

wydanego

kach

i drukach

bibliotecznych.

W warsztacie
nika

które

u b i e g ł y m s t u l e c i u , u w a ż a n e za d r u k i

szpargałach p o z o s t a w i o n y c h

o starannie w y ­

dla s z t u k i kościelnej"

i ludową

jakiejkolwiek

nickiego

-Prinoth, t a k j a k i innych podobnych
wiła

Chry­

zro­

na jej

np. kolumn,

oraz

k a m i e n i u , przedstawiają

Wydawane w

( i l . 1).

„Zakładu

i w

których

c e n n i k u n i e poskąpiono. Są t o p r z e w a ż n i e s t a t u y

nagrobków

i w z o r n i k i , stanowiące

przeciętne­
w

wzorników,

architektonicznych,

wygląda

klasyczny

celu w y k o n a n i a

rzeźby.

drukowanych

detali

gatunku

stanowiła

kratką d e l i k a t n y c h ,

cenników różnych f i r m k o r z y s t a l i również k a ­

Insam-Prinoth

„wybornym"

jest

powiększenie, zapewne w

podstawie

sów

( n r 6037) p o k r y t a

k r e s e k , c o świadczy, że zostało z n i e j

na w c a l e niemałą w y t w ó r n i ę . J e j p r o d u k c j a w
i

firma

bione

Czar­

austriackie, a

wśród n i c h oczywiście także dawną „Galicję". W

Montmartre"
ołówkowych

W

po

sumie

całości, która, j a k

broszurę liczącą 48 s t r o n

również

proponowane

bogato

ilustrowany

t a m wzory

wskazują

na duże p o d o b i e ń s t w o d o t y c h , j a k i e w t y m czasie o f e ­
rowała f i r m a
lazło

Insam-Prinoth

( i l . 1). U H a j d e c k i e g o

się jeszcze p a r ę luźnych

kart z innych

zna­

cenników

i w z o r n i k ó w , d l a k t ó r y c h p r z e w a ż n i e n i e udało się u s t a ­
lić m i e j s c a
n i e , że b y ł y

firmy

a n i miejsca

to w y d a w n i c t w a

wydania.
w

języku

Wiadomo

jedy­

niemieckim.

��„Mayera

w

Monachium

(,,Mayer'sche

Kgl. Hof-Kunst-

anstalt, M u n c h e n " ) .
Znalezione
ków

w

papierach Hajdeckiego

i wzorników

Wojciecha
się n i e c o
ważną

resztki cenni­

prawdopodobnie

z

S a m k a . Z zakładem t y m w a r t o jest
bliżej, ponieważ

rolę

biorców

pochodzą

w

odegrał

kształtowaniu

zakładu
zapoznać

on niewątpliwie

się g u s t ó w

j a k r ó w n i e ż k a m i e n i a r z y , którzy

po­

wiejskich od­
dla nich

pra­

cowali.
Wojciech

Samek

był

r. 1861 w B o c h n i . S p o r o
jemy

synem

z cennika, który wydał

będąc

właścicielem

stycznego.

górnika,

urodził

szczegółów z j e g o życia
przed

dużego

„Otrzymawszy

od

I wojną

się

światową,

przedsiębiorstwa
Boga

talent

w

pozna­

do

arty­

tego

za­

w o d u i o d d z i e c k a z a m i ł o w a n i e d o r z e ź b i a r s t w a " kształ­
cił się w

swym

stach, w

pierwszych

za

granicą".

ka

był

tora

w

przyszłym

zawodzie

zakładach

Pierwszym

kraju

jakoteż

mistrzem i nauczycielem

K r a k o w i e Franciszek

„Wesela".

„po w i e l k i c h m i a ­

tak w

Jakiś czas

uczył

Wyspiański,
się

ojciec

również

w

i

Sam­
au­

szkole

p r z e m y s ł o w e j w K r a k o w i e , a następnie udał się n a z a ­
chód d o W i e d n i a , g d z i e p r a c o w a ł
s k i m „Eckhard

n i e z tyrolską f i r m ą
swe

pracownie

do k r a j u
w

w

rodzinnej

nej",

w zakładzie

i K o n e c k i " . Zapoznał
w

r . 1885, w

(Groden).

rzeźbiar­

prawdopodob­

I n s a m - P r i n o t h mającą,

Sankt Ulrich

jak wiemy,
Po

powrocie

w i e k u 24 l a t , założył W .

B o c h n i własny

zorganizowany

się

n a wzór

„Zakład
tych,

rzeźby

Samek

artystycz­

z którymi

spotykał

się w W i e d n i u i T y r o l u .
Sytuacja
8

li.
Szczególnie
formacie
bym

interesujące

14,5X20

papierze

są

wśród

cm, drukowane

nich

4 karty

obustronnie na

b i b u l a s t y m , stanowiące

resztki

o

gru­

cennika,

liczącego p o n a d 60 s t r o n i z a w i e r a j ą c e g o o k o ł o 900 m a ­
łych r y s u n k ó w
wę

przedstawiających

Chrystusa w

którego

firmy

figury

k o l e puttów, a także

tektoniczne, k o l u m n y , gzymsy,
n i e udało się

świętych,

elementy

gło­

archi­

k a p i t e l e etc. C e n n i k t e n ,
ustalić, sądząc

z

wyglądu

mógł być w y d a n y n a w e t w p i e r w s z y c h l a t a c h X I X w i e ­
ku

( i l . 6), co w y j a ś n i a ł o b y

nień, z w i ą z a n y c h

wiele

interesujących

z l u d o w ą rzeźbą kamienną,

cą z I p o ł o w y X I X w . P o d o b n y

zagad­

pochodzą­

c h a r a k t e r posiada

jedy­

n a k a r t a , stanowiąca X X X V I I I tablicę z jakiegoś

wzor­

n i k a , przedstawiająca
ta

detale

a r c h i t e k t o n i c z n e oraz

kar­

(27X18 cm) z w z o r a m i tablic n a g r o b n y c h . Przy

nym

z dłuższych b o k ó w

konany

drobnym,

środkowym

karty

ręcznym

B i l d h . (B'ildhauer =
rysunku

znajduje

pismem

„F.

przedstawiającym

K r y n i c y " . Widocznie

siadacz

tej karty

Nowszego pochodzenia
których

techniką

są

fotografie

(il.

7), u t r z y m a n e w

rzeźb

S a m k a czy f i r m y

Hajdecki

wykonywał

na

Santermeister

tablicę

nagrob­

( i l . 8), stanowiąca
przez

ledwo

ołówkiem

lub poprzedni

według

niej

siatkowego

przedstawiających
t y m samym

stylu

reprodukowane
figury

świętych

co

cenniku

w

I n s a m - P r i n o t h . W szpargałach p o
157 i 158 (!)

„Królewski

po­

zamówienie.

są d w i e k a r t y (24,5X15,5 c m ) ,

druku

d e c k i m znalazła się też j e d n a b a r d z o
nego

wy­

rzeźbiarz, R R ) S t u t t g a r t 1894". P r z y

czytelna u w a g a w języku p o l s k i m z a n o t o w a n a
„dla

jed­

się p o d p i s

ną noszącą ręcznie d o p i s a n y „ N o 6 " z n a j d u j e się

70

Samka,

łatwa. Organizując

zniszczona

stronicę c e n n i k a

Nadworny

Artystyczny

Haj­

kartka
wyda­
Zakład

9

szczególnie n a początku, n i e była

poważne przedsiębiorstwo

nie posia­

8. S t r o n i c a z c e n n i k a f i r m y M a y e r w M o n a c h i u m .
I I . 9. I l u s t r a c j a z c e n n i k a W . S a m k a

�dał w y k w a l i f i k o w a n y c h o d p o w i e d n i o
siał
i

zaś w a l c z y ć

zarówno

wprowadzanych

z

na rynek

centruje

się

uczuć

Występując

Samek

granicznych.

odbiorców:

wstępie
roby

zagraniczne

Szwajcarii
naszym

tak

moim

licznie

napływające

giej

d a j e , czego

nieudolności, s k u t k i e m

strony

braku

ufności

braku

we

we
wy­

z Tyrolu,

i Monachium. Brak takiej pracowni w

d o t k l i w i e się odczuć

kraju

dowodem
się t o

tyle

skutkiem

reklamy, a z

własne

za­

Samek

innowiercze

rzeźb s p r o w a d z a n y c h o d o b c y c h . D z i e j e
naszej

firma

patriotycznych

(pisze

wyrugować

siły

natrętnych

(...)

dru­

Aż

żal

fuszerów

bohomazami

obcych,
się

konkurentom kon­

religijnych i

jest

jak

wszystkim na firmach

do

„Zadaniem

do c e n n i k a )

firm

wysuwała

przeciw

przede

Apeluje

krajową

galicyjski

wśród których n a p i e r w s z e m i e j s c e
Insam-Prinoth.

pracowników, m u ­

konkurencją

Zakład
rych

Samka

trzeba

było

specjalizować".
projekty,
mierz

narzucających

mu

ze

„w

wśród

rzeźbiarze

figur

z Tuchowa,

tyści" (Tadeusz

Wójcik

różnych

nich rysownicy
(Franciszek

Adamek,

z Wieliczki, Iwanicki

tzw. „bocianów",

(Narcyz

to znaczy

n i e dość n a t y m , w z b u d z a j ą c e
i

l d b e r t y n i z m e m przesiąkłych
Walcząc

z

konkurencją

przy

okazji z krajową:

ność

nie dowierza

nych

szarlatanów,

obcą

ny

do

jesieni

róbką

zajmowali

się w

k a m i e n n y c h bloków.

z Pogwizdowa

krajowym
którzy

Samek,
nia

i

wyrabiają
że

z zagranicy."

było

nawet
Z

i

Nie

świętą"

Moltn

Boska

udaje

się

Niepolialana.

do

jego

zawo­

ukrywa

przełamać

posądzenia,

czasem

jednak,

też

uprzedze­
że

rzeźby

jak

pisze,
zdobyć

k m i o t e k fundując
pracowni

róż­

brakiem

o g r o m n e j części udało się przekonać l u d z i i

l u d z k i e z a u f a n i e " t a k , że „ n a w e t
tuę

Samek

z powodu

W
na

Publicz­

szkodzą t y l k o t e m u
n a ogół".

z t r u d e m „trzeba
a

zakładom

nieumiejętnością

opinię

niedowierzania,

sprowadzał
„w

złą

się

się, że P P

sta­

„odtrąciwszy

i wielu

zakładzie

wstępną

P r z y c h o d z i l i o n i do

i Sobolowa

(gdzie S a m e k

żawiony kamieniołom), Łapczycy

innowierców

wykształconych".

rozprawia

„ N i e dziwić

sumienności w postępowaniu
dowi,

pośmiech u
ludzi

Przemy­

n y c h k a m i e n i a r z y z o k o l i c z n y c h w i o s e k , którzy o d w i o s ­

miał

i t r z e c i , którego

ob­

Samka

wydzier­

(Siatka i Gałat), z Dą­

Jędrzej

uczuciu religijnemu,

z

czasowo z a t r u d n i o ­

b r o w i c y (Stokłosa i t r z e c h b r a c i S k o w r o n k ó w ,

odpowiadające

Kazi­

„ornamen-

Kłosiński)

b i e r z e , że n i e r a z się w i d z i f i g u r y p r z y d r o g a c h za d r o ­
nie

wy­

wykonujący

A n t o n i Hajdecki),

śla, S t ę p n i o w s k i ) , pozłotnicy

któ­

oddziałach

gie

pieniądze,

swym:

zatrudniał 30—40 p r a c o w n i k ó w ,
dopiero

Byli

Cieśla

innych

się

i anachronizmami".

Wojciech,

i m i e n i a już n i e p a m i ę t a j ą ) .

zakładzie w y k o n y w a n o

l u b k a m i e n i a , ołtarze w

s t a t u y świętych

z

drew­

różnych s t y l a c h , f e r e t r o n y ,

żłobki b e t l e j e m s k i e , b o ż e g r o b y , n a g r o b k i i t p . B y ł y
w y r a b i a n e , j a k pisze
desłanych

projektów",

stwierdził d a w n y
Adamek

Samek

„w

w

dostosowane

w

Lipsku,

do

zamówienia

f u n d a t o r a , &gt;np.

jego patronów, zmianę s t a t u y wień­

konkurencji,

pracownia

jak

Franciszek

(Sankt U l r i c h ) w T y r o l u " . Pro­

figurę l u b wypełniającej

Pomimo
niczne,

były

one

lub na­

jednak,

oparciu o wzorniki wydawane

przez w p r o w a d z e n i e
czącej

rzeczywistości

uczeń i p r a c o w n i k S a m k a ,

M o n a c h i u m czy G r o d e n
jekty

„według własnych

Samka

wnękę

cokołu.

jaką stanowiły
wykonywała

m ó w i e ń . O ł t a r z e i f i g u r y rozchodziły

I I . 10. W y k . W ł a d y s ł a w J a m e r ( s t a r s z y ) , Ł u ż n a , w o j . nowosądeckie,
W y k . J a n F e l i x , G r a j e w o , w o j . k r a k o w s k i e , o k . 1900 r .

zakłady
dużą

się s z e r o k o ,

1914

zagra­

ilość

г.;

za­

głów-

i l . 11.

�i n a w y s t a w a c h . W r. 1899 r z e ź b y z zakładu S a m k a
różnione

zastały

Lwowie,

brązowym

r. 1905 o t r z y m a ł y

a w

w i e . Dzięki umiejętnej
rzemieślniczemu
uznanie

nad

mieniarzy.
wiali

inne,

wyraźnie

nawet

poświęcenia

wiadało

zyskał

w

figur,

powszechnie

do

przez

tego,

których

wówczas

we

Tarno­

solidnemu

sobie

przekładał

wykonywane

Doszło

medal

r e k l a m i e j a k również

który

wy­

na wystawie

złoty

wykonawstwu,

kleru,

figury

medalem

Samek

bocheńskie

wiejskich

że

księża

wykonanie

przyjętym

ka­

odma­

nie

odpo­

kanonom

ar­

t y s t y c z n y m . Rzeźby w t y m s t y l u , j a k i prezentowały
tuy

z pracowni Samka

sta­

czy t y r o l s k i e j f i r m y I n s a m - P r i ­

n o t h , stały się w i ę c z konieczności w z o r a m i , które m u ­
siały n a ś l a d o w a ć
tu

pomniejsze,

a w

t y m i wiejskie

k a m i e n i a r s k i e ( i l . 10, 11). W a ż n ą r o l ę

cownie

c e n n i k i i l u s t r o w a n e czy t o z a g r a n i c z n e

niany poprzednio
mi

pra­

spełniały

czy

wspom­

c e n n i k W . S a m k a . P o s ł u g i w a l i się n i ­

nie tylko prowincjonalni, cechowi

kamieniarze

po­

siadający s w e p r a c o w n i e w m i a s t a c h , j a k W o j c i e c h
woński w
wiejscy.
i

G o r l i c a c h , ale również niektórzy
„Książkę

Piotr

z nagrobkami"
z Borzęt

Gubałowie

Baran

z

Dziekanowic

(wieś

Wieliczki)

„miał

takie

figurami",

k t ó r e służyły

z

na

różnymi

m u j a k o wzór

w a n i a n a g r o b k a czy f i g u r y

później

w

rymi

w czasie p r a k t y k i

swoich

granicach

wsiach

swych

od

pomnikami i

w

czasie o d k u -

„bocianów",

warsztatowej,

samodzielnie,

możliwości

s p o t k a l i się w

Władysław
południe

przydrożnej.

N i e k t ó r z y z pracujących u S a m k a
uczeni nieco

bracia Jan

Myślenic,

położona

kartki

kamlieniarze

posiadali

koło

Ser-

starając

naśladować

pod­

pracowali
się

b o c h e ń s k i m zakładzie. N i e

w

z któ­

wzory,

wszyscy

j e d n a k osiągali dostateczną sprawność, ażeby m o g l i w y ­
kuć

statuę

wiejskich

odpowiadającą

fundatorów,

co

wymogom

raczej

nie tyle

księży

może

poświęcających

figurę. O g r a n i c z a l i się w i ę c d o w y k o n a n i a cokołu
ze z d o b i ą c y m i

go

płaskorzeźbami,

natomiast

wraz
robotę

s t a t u y p o w i e r z a l i specjaliście „ r z e ź b i a r z o w i " , k t ó r y m b y ­
w a ł c z a s e m któryś z d a w n y c h u c z n i ó w .zakładu
W

40 l a t i s t n i e n i a f i r m y

ciągu b l i s k o

tam

sporo

uczniów,

ale przeważnie

t r u d n o już

b y i c h odszukać. J e d n i z n i c h , j a k n p . N o w a k ,
Korpal
II.

12. S e r c e Jezusa, rzeźba n a g r o b k o w a , w y k . A . H a j d e c k i , Jodłówka T u c h o w s k a , w o j . t a r n o w s k i e

czy

Rusiński
z

zawierają
Samka
strefa

dawnej

wykaz

w

ważniejszych

latach

1896—1906.

penetracji

pracowni

ponująco. O b e j m o w a ł a
Galicję,

sięgając

wschodniej
były
niu,

świetle

Brzeska,

i

na

Dąbrowy

zacji wymienić

danych

przedstawia

się i m ­

prawie

nawet

całą

za

statuą w

w

Osieku

Tarnowskiej.

Jaćmierzu

drewnie

Z

(woj. Krosno),

pracowni

Z

statuę

głównie

okolicy
z

Bochni,

figurę
Matki

św.

Floriana

Boskiej

z Lourdes w

przed

w

Prze­

Rozwa­

również

pomnik

n a pamiątkę

tragicz­

n e j b i t w y z r . 1848, w k t ó r e j p o w s t a ń c y z o s t a l i

wymor­

cmentarny w Gdowie,
dowani

wystawiony

przez a u s t r i a c k i e w o j s k o

Rzemieślniczo
spotykały
stwierdzali

72

wyszedł

reali­

alegoryczną

posąg M a t k i B o s k i e j

Samka

Do

lub kamie­
się

odleglejszych

(woj. Krosno),

w o r s k u oraz figurę M a t k i B o s k i e j
dowie.

w

pomnik granitowy

kościołem w W a d o w i c a c h ,

dawną

Karpaty.

H u s i a t y n i in.) wysyłane

cmentarzach

należy

przez

tych

ona b o w i e m

wyjątkowo

ołtarze i s t a t u y w y k o n a n e
drogach

cennika

robót w y k o n a n y c h
W

Samka

G a l i c j i (Kołomyja,

karty

n a t o m i a s t f i g u r y k a m i e n n e gromadziły

przy

w

Galicji. Ostatnie

się
to

z
w

poprawne
uznaniem
pismach

i chłopów

rzeźby
zarówno

z

( i l . 9).

zakładu

Samka

odbiorców,

którzy

kierowanych

do

firmy, jak

osiadł

w

Przybysławic

pracowali

Przemyślu,

koło

Brzeska,

później

inni

w

Napadło,
Krakowie,

jak Andrzej

wracali

do

się

było­

Kuna

swoich

wsi.

W B o c h n i p o z o s t a l i F r a n c i s z e k A d a m e k , k t ó r y w r . 1916
założył

nie na terenie

Buzdygan

Samka.

wykształciło

własną

pracownię

kamieniarską

(pracowali

niego- T y n k a , C y g a n i K u c h n o z D ą b r o w i c y ,
z Muchówki)
w

i Antoni Hajdecki.

r . 1885, s y n k o w a l a

stał

oddany

Samka,

przez

Ten

z Makowa

rodziców

gdzie wyuczył

„do

ostatni

urodzony

Podhalańskiego,

terminu"

się rzemiosła

u

Wójcikowie

w

zo­

pracowni

rzeźbiarskiego.

Po

śmierci S a m k a w r . 1921 i l i k w i d a c j i j e g o zakładu, H a j ­
decki

zaczął p r a c o w a ć

mieślnik, znający

samodzielnie.

Był

t o biegły

doskonale swój fach. Rzeźbił w

rze­
drew­

nie i k a m i e n i u zarówno s t a t u y , j a k i d r o b n e detale
koracyjne
wał

do mebli i

najpierw

gliny,

z

przechodził w
Majątku
w
w

postaci

małego

następnie

przy

statuy

modelu
pomocy

Latem

mieszkaniu. Pracowni

pracował

w

ogródku

lepionego

m i e s z k a n i u . Jeżeli t r a f i ł o

z

punktowania

własnej

przed

de­

wykony­

większej podziałce na właściwy

mówienie wynajmował
W

Projekt

materiał.

n i e d o r o b i ł się n i g d y . M i e s z k a ł w r a z

wynajętym

dał.

w

którego

ołtarzy.

z rodziną
nie posia­

domem

a

m u się jakieś w i ę k s z e

zimą
za­

n a p r a c o w n i ę stodołę u sąsiada.

m a r t w y m sezonie, k t ó r y p r z y p a d a ł

w miesiącach z i ­

m o w y c h , z a j m o w a ł się H a j d e c k i drobną snycerką. R z e ź ­
bił o z d o b n e r a m k i ,
ozdobne wieszaki
na

rynku

w

„ l w i e ł a p y " c z y l i nóżki d o
n a ręczniki, k t ó r e

d n i targowe.

Robił

żona

również

trumien,

sprzedawała
dla

miejsco-

�II.

13. R y s u n e k

z cennika

W. Samka.

I I . 14. F i g u r a p r z y d r o ż n a , 1882, G o r z k ó w , w o j . k r a k o w s k i e .
nagrobka, w y k . A. Hajdecki, Bochnia

15

wych

Żydów

żłobione

mydła. Z e s z k i c ó w

formy

drewniane

rzeźbami
Po

cie
go

bogato

które

Samka

kuł

znajdują

jak wiemy

się n a

cmentarzach

w

a t a k ż e i po w s i a c h

Gawłów

i

in.). Czy

na

samodzielną

w s i moda

działalność

na

fundacje

krzewiło

się uświetnianie

kami.

ważniejszych

Z

wymienić
koło

pomnik

B o c h n i , figurę

pomnik

pomniki

jest

poległym

W drewnie

w

Bochni,

żołnierzom

W

czasach,

w

których

jeden

z

polskim

wykonał Hajdecki

w

a

nagrob­

drugi

m . i n . rzeźby

należy

Dziewinie

Słotwinie
(koło

już

natomiast

rzeźbiarza

Szarowie

rów­
kiedy

minęła

bujnie

Stojałowskiego

w

Krzyżano­

wykonywał

kamiennymi

tego

św. F l o r i a n a

Oświęcimiaków

dwa

grobów

osiągnięć

księdza

Krakowie,

Podhalańskim,

artystyczną,

pobożne;

wśród

Hajdeckie-

(Jadownikd,

Hajdecki

sporo

oczywiś­

się

dłuta
Bochni,

nież f i g u r y p r z y d r o ż n e , n i e w i a d o m o .
zaczął

się

znalazły

Brzesku, Łapanowie, M a k o w i e

Zakliczynie,

wiadomo,
przystrojo­

Hajdecki

( i l . 12), posługując

po n i m r u p i e c i . N a g r o b k i

Tarnowie,
wice,

zakładu

nagrobków

wzornikami,

pozostałych

odlewania

karawan.

likwidacji

kamiennych

do

pozostałych p o H a j d e c k i m

że z a p r o j e k t o w a ł , a m o ż e i w y k o n a ł
ny

I I . 15. P r o j e k t

Brzesku,

Wieliczki)

i

poświęcony
radzieckim.
figuralne

do

73

��chitektoniczne
zdobnicze.

cokołów

jak

Klasycznym

wspomnianych wzorów
jące
na

się później

w

cmentarzach

również

drobne

przykładem

motywy

oddziaływania

są f i g u r y p r z y d r o ż n e ,

nagrobkach

powtarza­

kamiennych

( i l . 11—14). Składają

stawianych

się o n e

zazwyczaj

ze smukłego cokołu o a r c h i t e k t u r z e e k l e k t y c z n e j
lub

s t y l o w e j , przeważnie

tyckiej, rzadziej

neorenesansowej

którym

osadzony

statua,

najczęściej

n y c h n a cokole
ła w

ujęciu

ków

neoklasycystycznej

jest

krzyż

Matki

Boskiej.

i wzorników

wi

zmiana

k l e r u , który

masowej
adresem

na

wzorów

pełni a k c e p t o w a ł
to

z

pełnych

wychodzących

zaspokoić
1506).

smak

Według

artystyczne

z

zakładu

nawet

znawców

zrobioną

podziw

Racheli
i

Samka,

Smółki,

rzeźbiarskich

więcej.

świadczą
ne w
rów.

Niektóre

o dużym

z

pism

zachwycie,

w

dechem

(zwierza

oczekiwaliśmy

się w

przy

swym

u

ilustru­

wychodzą­
do

znacz­
Samka

rzeźby

wykona­

przez

fundato­

(woj. Krosno)

Eoskiej
liście

wielkich

zacytować

były

r . 1905 do B r z o z o w a

szedł f e r e t r o n ze statuą M a t k i

powstańców

n a dzieła

z jakim

z

postawiony

opinii

kierowanych

jego p r a c o w n i p r z y j m o w a n e
Gdy

nawet

można

Krzy­

proboszcza

wieńcząca

arcydzieła". P o d o b n y c h

ce z w a r s z t a t ó w

pod
które

najwybredniejszego

budzącą

sposób p a t r z e n i a

rzeź­

słów

(pisze k s . J a n S u l i s z z

jących ówczesny
nie

walory

zakładów

zachwytu

ks. Jana

s t a t u a płaczącej

„świetnie

anio­

z cenni­

wpływo­

cmentarzu p o m n i k dla p o m o r d o w a n y c h

jest

11. 17. R z e ź b a n a g r o b n a , w y k . W ł a d y s ł a w J a m e r ( m ł o d ­
szy), Łużna, w o j . nowosądeckie. I I . 18. Z n i s z c z o n y n a ­
grobek. Andrychów, w o j . bielskie

przykłady

wspomnianych

w

się

sztuki i k r y t y k a "

żanowic,
17

typowe

nagrob­

postać

g u s t u o d b i o r c ó w ulegających

Widać
rzeźb

„muszą

Gdowa,

figurach

produkcji wyspecjalizowanych

biarskich.

znawcy

W

na

względnie

( i l . 17).

Rozpowszechnianiu
sprzyjała

l u b neobarokowej,

lub krucyfiks

b y w a również umieszczana

powtarzającym

( i l . 16)

l u b neogo­

nad­

„z z a p a r t y m o d ­
ks. M a r i a n

Biały)

kościele l i c z n i z e b r a n i n a odsłonię-

18

b o c z n e g o ołtarza
na K a z i m i e r z u .
Hajdecki

w

kościele

był

współpracowali

jednym

Bożego
z tych

Ciała

w

Krakowie

rzeźbiarzy,

z wiejskimi kamieniarzami

którzy

wykonujący­

m i n a g r o b k i i f i g u r y przydrożne. Z jego p o m o c y

korzy­

s t a l i n p . k a m i e n i a r z e z J o d l ó w k i T u c h o w s k i e j -, d l a k t ó ­
rych

robił

skich

ponieważ
jak

statuy

kolegów

( i l . 12). W

cieszył

imponowała

również

środowisku

się

Hajdecki

im

jego

i t o , że p o t r a f i ł

swych

wiej­

dużym

uznaniem,

sprawność

techniczna

„dobrze

utrafić

twarz f i ­

g u r y " . Z d a r z a ł o się, że g d y i n n y rzeźbiarz odkuł statuę,
niezadowolony
prośbą

o

fundator

przerobienie

świętości",

co

zwracał
twarzy

Hajdecki

się

„bo

potrafił

do

klienta. Przykład

był

podobny

odosobniony,

kamieniarzami
kamieniarski
też, że

w

z

Jasła

Józef

cechowego

sposób

ku

mało

pełnemu
nie

współpracował
cechowy

Sroczyński .
3

mistrza

niej

Hajdeckiego

z Jodłówki T u c h o w s k i e j

zamiast

w

wykonać

usatysfakcjonowaniu

z

Hajdeckiego

było

Zdarzało

funkcję

tę

z

mistrz
się

spełniał

b a r d z i e j u z d o l n i o n y s a m o u k czy półsamouk w i e j s k i , k t ó ­
ry

za o d p o w i e d n i m

mocą

mniej

wynagrodzeniem

biegłemu

Lansowane
rozchodzące

przez

się

realizowanych

w

duże

często

zarówno

warsztaty
wie

zakłady

drogą

rzeźbiarskie

bezpośrednią

przez

z po­

koledze.
w

wzory,
postaci
postaci

i wzorników, p r z e j m o w a n e

miejskie

pracownie

w i e j s k i c h kamieniarzy. Tą

uib. w i e k u r o z p o w s z e c h n i ł y

nograficzne

przychodził

rzeźbiarskiej

z a m ó w i e ń czy drogą pośrednią w

i l u s t r o w a n y c h cenników
ły

sztuce

poszczególnych

drogą

się t y p o w e

świętych

by­

cechowe j a k
w

i

I I poło­

ujęcia

postaci, f o r m y

iko­
ar­

75

�cie

dzieła

artystycznego

i

nie

zawiodła

nas

nadzieja

Mimo

g d y ś m y g o z p o w i c i a w y s w o b o d z i l i . Co za radość, co za

nie

uszczęśliwienie

miennej

wystąpiło

na twarze

ciekawych.

Każdy

atmosfery

zdołała

ona

rzeźby

sprzyjającej

przydrożnych

i nagrobków

stawę,

schematyczne

w

bogate

złocenia,

stawioną t w a r z , d a l s z y
cze

inny

kulę

Najświętszej
tak

w

księżyc

Panny, wreszcie

pełnie o d p o w i a d a
widać

rzeźby S a m k a

prześlicznie
smoka

wszyscy

częściach

naszym

i

na

stopami

o r z e k l i , że posąg

jakoteż

i w

całości z u ­

życzeniom" .
z

jakim

wymagający
dawnych

wych. Widocznym

księża

przyjmowali

i

i coraz

niechętniej

współczesnych

n a przełomie X I X i

XX

w.

prymitywnej

która z

i bardzo

gustów

ludo­

szła w ś r ó d ludności w i e j s k i e j
ludowej

zmiany

patrzyli

twórców

za­

wykonania

przykładem

s t a w a l i się

jaka

są l o s y

r z e ź b y C h r y s t u s a upadającego

honorowego

nie (woj. N o w y
la, ponieważ

ły

miejsca

przed

k i e j przypominającą

ustąpić p r z e d

cokoły,
czas

których
swego

na

w

sposobie

p o d krzyżem,

kościołem w

Sidzi­

statuą

powiększoną znacznie

coraz

ścianach

jakiś

wiejskie

nie

wytrzymuje

rzemieślniczej.
skich

tystycznym

ludowe

rzeźb

już

grobowcami

to

jest

nagrobki

z

dla nowoczesnych

zamożne r o d z i n y
Wydaje

w
z

zatracające,

rzemieślniczych,

których

kamie­

konkurencji produkcji
szczególnie

g d z i e doskonałe

( i l . 19), w

nie

rzeźba l u d o w a w

dziś

II

na

wiej­

pod względem
połowy

niszczeją, często c e l o w o p r z e w r a c a n e
rzyć miejsce

się

Prosperowa­

c h a r a k t e r u ( i l . 11).

Widoczne

cmentarzach,

się

kamieniarskie,

statuy

naśladownictwa

szczerze l u d o w e g o

wyżywali

ludowi.

warsztaty
i

figur

s t a t u y , a l e pozostały

których

również

wsi ka­

n a cokołach

częściej p o j a w i a ł y

płaskorzeźbie t w ó r c y

wychodziły

[rzemieślniczej

krajobrazu

poprawności

Wspomniana t u zabytkowa
niu

Sącz) została p r z e n i e s i o n a d a l e k o w p o ­

musiała

też

swej

m i m o wyraźnego

4

entuzjazm

jeszcze

prymitywnej

udzielał się r ó w n i e ż p a r a f i a n o m . A u t o r y ­

bardziej

wytwory

a jesz­

pod

t e t k l e r u s p o w o d o w a ł , że f u n d a t o r z y w i e j s c y
coraz

przed­

złocistą k o r o n ę z g w i a z d

ziemską,

pojedynczych

Jak

inny

z

ludowej. Wprawdzie

c h w a l i ł posąg z e s w e g o s t a n o w i s k a , t e n c h w a l i ł całą p o ­
drugi

rzeźbie

wyeliminować

ar­

ub. wieku

( i l . 18), a b y s t w o ­

nekropolii z
budowie

okazałymi

snobizują

się

chłopskie.

się, że nadszedł czas, a b y o b o k

mnożących

Matki

Bos­

się j a k g r z y b y p o deszczu

muzeów skansenowskich, p o ­

figurkę

por­

wstało

stanowiące

celanową .

wreszcie

cenniejszych

5

muzeum

zabytków

ludowej

lapidarium

naj­

rzeźby w k a m i e n i u .

P R Z Y P I S Y
N p . w rzeźbie z d r e w n a p r z e w i d z i a n y c h jest 6
rodzajów w y k o n a n i a rzeźby:
1. p o l i c h r o m o w a n a ze z ł o t y m o b r a m i e n i e m w d o b r y m
wykonaniu
2. p o l i c h r o m o w a n a ze z ł o t y m o b r a m i e n i e m w j a k n a j ­
lepszym w y k o n a n i u
3. b o g a t o d a m a s k o w a n a w d o b r y m w y k o n a n i u
4. b o g a t o d a m a s k o w a n a w j a k n a j l e p s z y m w y k o n a n i u
5. z n a t u r a l n e j d ę b i n y w d o b r y m w y k o n a n i u
6. z n a t u r a l n e j dębiny w j a k n a j l e p s z y m w y k o n a n i u .
1

II.

19. Współczesny

nagrobek

Rzeźby
wykonywane
b y ł y w k i l k u w y s o k o ś c i a c h co
o c z y w i ś c i e w p ł y w a ł o n a k s z t a ł t o w a n i e się c e n y .
R. R e i n f u s s , Ludowa
rzeźba kamienna
na
zachod­
nim Pogórzu,
„ P o l . Szt. L u d . " R. 30, 1976, s. 180 ( p r z y ­
p i s 11).
j . w . , s. 171, 180, p r z y p i s 9.
C h o d z i p r a w d o p o d o b n i e o statuę w y k o n a n ą w e ­
d l e w z o r u p r z e d s t a w i o n e g o n a il. 15.
R. R e i n f u s s , Malarstwo
ludowe,
K r a k ó w 1962, s.
9, i l . 1.
2

3
1

5

na w i e j s k i m cmentarzu, Bulowice, w o j .

bielskie

Fot.:

1

76

J . Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6437" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6417">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/e04fb53f9dafb2414ee1d39244871206.pdf</src>
        <authentication>bdab8ceb21b3f0f8d57ce1e1263cf969</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76655">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3507</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76656">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76657">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3287</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76658">
                <text>Kronika I-III 1979 / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76659">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.125</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76660">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76661">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76662">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76663">
                <text>K

R

O

N

I

K

A

I-III 1979
Wystawy

i konkursy

5 1 — w warszawskiej galerii
„Plastyka" na W o l i otwarto w y ­
s t a w ę t k a n i n zakopiańskich, z k t ó ­
r y c h większość n a w i ą z u j e d o t r a ­
d y c j i r e g i o n u tatrzańskiego. N a w y ­
s t a w i e znalazły
się p r a c e H e l e n y
Sułkowskiej-Pawlik, M a r t y
Gąsienicy-Szostek,
Urszuli
Kołaczkow­
skiej, E w y Fortuny, Zofii Stokow­
skiej i innych.
19 I — w T o r u n i u o t w a r t o p o ­
konkursową, o g ó l n o p o l s k ą w y s t a w ę
garncarstwa
ludowego.
Obszerne
s p r a w o z d a n i e w a r t y k u l e E. FTyś-Pietraszkowej
w niniejszym n u ­
merze.
I — w M u z e u m Okręgowym w
B i a ł e j P o d l a s k i e j c z y n n a była w y ­
s t a w a m a l a r s t w a i rzeźby t w ó r c ó w
z P o d l a s i a . Znalazły się t a m m . i n .
prace Bazylego A l b i c z u k a z Dąbro­
w i c y Małej, Franciszka S a d o w n i k a
z Łomaz, M a r i i A b r a m i u k z C h m i e ­
lowa, Teofila
Kożuchowskiego
ze
Studzianki, Zygmunta Walenciuka
z Kolna.
*
I — w Muzeum Ziemi Lima­
nowskiej
pokazano
pokonkursową
wystawę
akcesoriów
kolędniczych
— szopki, gwiazdy, turonie, m a s k i .
Konkursowi
towarzyszył
przegląd
z e s p o ł ó w kolędniczych.
10.11 — w G a l e r i i T P S P
w
W a r s z a w i e o t w a r t a została w y s t a ­
w a rękodzieła l u d o w e g o spółdzielni
„ O p o c z n i a n k a " , n a której
pokaza­
no t r a d y c y j n e h a f t y
j a k również
adaptacje
haftu
i
koronek
we
współczesnym w z o r n i c t w i e . W y s t a ­
w ę zakończyła w y p r z e d a ż e k s p o n a ­
tów.
*
16.11 — w D K w K o z i e n i c a c h
otwarto
II
Zbiorową
Wystawę
R z e ź b y L u d o w e j , n a której z n a l a z ­
ły się p r a c e 11 r z e ź b i a r z y z K o z i e ­
n i c (150 p r a c ) .
*
20.11 — w P r u d n i k u z a k o ń c z o ­
no I I I etap O p o l s k i c h D n i T w ó r ­
czości L u d o w e j . N a k o n k u r s p l a ­
s t y c z n y zgłoszono 140 p r a c 26 a u ­
torów. P r z y z n a n o n a g r o d y w dzie­
d z i n i e p l a s t y k i obrzędowej, rzeźby,
malarstwa i haftu.
23.1 I I — M u z e u m E t n o g r a f i c z ­
n e w e W r o c ł a w i u pokazało w y s t a ­
wę
t k a c t w a ze z b i o r ó w
muzeal­
n y c h . Z n a l a z ł y się n a n i e j t k a n i n y
p r z y w i e z i o n e n a Śląsk p r z e z l u d ­
ność z W i l e ń s z c z y z n y , P o l e s i a , P o ­
dola i Huculszczyzny,
przeważnie
dwuosnowowe, zwane radiuszkami,
dziarugami, dywanami.
I I I — W Myślenicach
pokonkursową
wystawę

otwarto
zabawek

l u d o w y c h , towarzyszącą
spotkaniu
członków i sympatyków k l u b u P l a ­
styków A m a t o r ó w i T w ó r c ó w L u ­
dowych.

24.111 — w M u z e u m R o l n i c t w a
w Ciechanowcu —
podsumowanie
k o n k u r s u „Tradycyjne
zdobnictwo
w n ę t r z chałup p o d l a s k i c h " . P r z y ­
znano n a g r o d y w k a t e g o r i a c h : p a ­
jąków — nagr. I L e o k a d i i Figat z
Nowodworów, I I Jadwidze
Zygoń
z Pobikier, I I I Irenie Murawskiej
z
Białych;
bukietów — I M a r i i
I w a n i u k z Jacewicz, I I Stefanii Po­
pławskiej z Plutycz, d w i e n a g r o d y
I I I — L u b i ę Żabiuk i J u l i i O s i p i u k
z Turny
Dużej. W s z y s t k i e
prace
zostały
przekazane
ciechanowiec­
kiemu skansenowi.

I I / I I I — w M u z e u m Okręgo­
w y m w T a r n o w i e c z y n n a była w y ­
stawa „Akwarele Nikifora K r y n i c ­
kiego".

24.1 — w P M E w
Warszawie
otwarcie wystawy pn. Kultura T u ­
bylców A u s t r a l i i .
27.1 — w C e n t r a l n y m M u z e u m
Włókiennictwa
w Łodzi
wystawa
t k a n i n W s c h o d u ze z b i o r ó w W . i J .
Kulczyckich,
przygotowana
przez
Muzeum
Tatrzańskie
w
Zakopa­
nem.
+
I I — w galerii TPSP w War­
s z a w i e w y s t a w a rzemiosła l u d o w e ­
go K u b y — w y r o b y p l e c i o n k a r s k i e
i t k a n i n y , f i g u r k i z p a p i e r u i łupin
owoców.
2.III — w P M E w
Warszawie
o t w a r t o w y s t a w ę „Sztuka l u d o w a
Palestyny". Pokazano stroje kobie­
ce i męskie, biżuterię, o z d o b n e t k a ­
n i n y u ż y t k o w e , c e r a m i k ę i szkło,
w y r o b y plecionkarskie, z masy per­
łowej, d r e w n a . Najstarsze ekspona­
t y pochodzą z poł. X I X w .

*

I I I — w Starej
Kordegardzie
w W a r s z a w s k i c h Łazienkach c z y n ­
n a była w y s t a w a p n . P o d t a t r z a ń ­
skie m a l a r s t w o n a szkle z o k r e s u
1948—1978 ze z b i o r ó w M u z e u m T a ­
trzańskiego w Z a k o p a n e m .
Komi­
s a r z e m w y s t a w y była m g r H e l e n a
Sredniawa. Wydano katalog.
W y s t a w y p o przeglądach w o j e ­
wódzkich p l a s t y k i a m a t o r s k i e j zor­
ganizowano:
I — w e Wrocławiu, R a d o m i u ,
I I — w Opolu.

2 . I I — w C h e ł m i e o d b y ł się I I
Wojewódzki Przegląd P l a s t y k i A m a t o r s k i e j i Twórczości
Ludowej.
W z i ę ł o w n i m udział 52 t w ó r c ó w ,
którzy z a p r e z e n t o w a l i 200 p r a c . W
kategorii twórców l u d o w y c h
dwie
pierwsze nagrody o t r z y m a l i Julian
B a j k i e w i c z z Chełma ( i n t e l i g e n t —
a m a t o r , m a l a r z n i c wspólnego n i e
mający ze sztuką l u d o w ą ! ) i S t a ­
nisław S z u l c z W o l i K o r y b u t o w e j .
Obok w y s t a w y zorganizowano spot­
kania z autorami i kiermasz sztu­
k i ludowej i plastyki nieprofesjo­
nalnej.

*
30.III — w
Munsterze
odbył
się M i ę d z y n a r o d o w y K o n k u r s d l a
Malarzy Niedzielnych, zorganizowa­
ny
przez Federację
Europejskich
Czasopism M a j s t e r k o w i c z o w s k i c h i
H o b b y s t y c z n y c h (ze s t r o n y p o l s k i e j
red. „Młodego Technika").
Nagro­
d y I stopnia o t r z y m a l i Bronisław
i Eugeniusz K r a w c z u k z Gliwic.
Sztuka ludowa

i n n y c h narodów

19.1 — w P M E w
Warszawie
o t w a r c i e w y s t a w y „Sztuka l u d o w a
G ó r R u d a w s k i c h " ze z b i o r ó w M u ­
z e u m w Dreźnie.

Inne
Po
raz
siódmy
Redakcja
„Chłopskiej D r o g i " przyznała t w ó r ­
com
ludowym
doroczne
nagrody
i m . Jana Pocka. W dziedzinie p l a ­
s t y k i wyróżnieni zostali Jerzy K a ­
czmarek z Wręblewa, w o j . sieradz­
k i e za m a l a r s t w o i rzeźbę, T o m a s z
L i g a s z K r o ś c i e n k a za rzeźby. N a ­
grodzono
także
rodzinną
kapelę
Orlików
z
Szamotuł.
Przyznano
pozostałe t r z y
n a g r o d y za t w ó r ­
czość literacką.

I I I — w Muzeum Etnograficz­
n y m w Warszawie
pokazano w y ­
stawę „Dar d l a m u z e u m " , w y n i k
akcji zorganizowanej pod patrona­
t e m M u z e u m i „Zielonego Sztan­
d a r u " . N a w y s t a w i e znalazły
się
narzędzia przędzalnicze, c i e s i e l s k i e
i bednarskie,
sprzęty
jeszcze d o
n i e d a w n a będące w
powszechnym
użyciu, dziś zanikające.

1 1 . I I I — w N ą d n i koło Z b ą s z y ­
n i a odbyła się V I B i e s i a d a K o ź l a r s k a — przegląd
kapel
ludowych
Z i e m i L u b u s k i e j . Biesiadzie t o w a ­
rzyszyła 10 sesja n a u k o w a n t . „ M u ­
zyka l u d o w a w województwie Zie­
lonogórskim".

I I I — w Ż y w c u o d b y ł y się G o ­
dy żywieckie, f e s t i w a l
twórczości
i obyczajów l u d o w y c h , n a którym
goście i g o s p o d a r z e b a w i l i się d o ­
skonale.
C a m e r a obscura
4 . I I I — w B y d g o s z c z y o d b y ł się
konkurs
dla plastyków amatorów
p o d hasłem, k t o n a m a l u j e w i ę c e j
w ciągu n o c y ( o d 18 d o 6 r a n o ) i
k t o ładniej.

125

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6436" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6416">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/299c1c308d1eaeea390df9db51856195.pdf</src>
        <authentication>72bf72ac8701531b8c747a7f74aec899</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76646">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3506</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76647">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76648">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3286</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76649">
                <text>Recenzje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76650">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.116-124</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76651">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76652">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76653">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76654">
                <text>R

E

C

Marian Pokropek,
Koncepcję
sztuce

Podchwyciło

i folklorze

ją

usystematyzowania
i

w

jak

różnych

ła

praca, którą

n a dobrą

wyszukiwał

na

obok

i odnajdywał

etnograficzne,

wości

i

zebrania

zgromadzonych

sprawę

w

katalo­

Wiele lat t r w a ­
był

podjąć

którego

przeróbek
wszystko

Autor

i

było

gotowe,

ministracyjnego
Wreszcie

zmuszony

ograniczenia

Atlas

Niestety,

—

ukazał

się

przy

Wydawnictwa
jest

leży

na w
i

całym

niem

samych

które

wynikły

z

ułożonych

założeń

po­

wyda­

w

się

bowiem

jestrowanych

faktów,

1

oderwaniu
ludowa
I

w

możemy

od kultury

istnieją

nie

świadomści

strony

mamy

drugiej

fakt

tylko

oraz

więc

środowiska,
w

postaci

działaniu

ją

charakter re­
i stopień a k ­

fakt

percepować

wymieniać

zabytki

przedmiotów

dycji,

szerszym

—

z działalnością

przedstawiać

wpływającej

na

odmienny

mówić

ny

jednoznacznie

zjawiska

moż­

dokąd

i kiedy

jest

ra­
tra­

regionów

zlokalizowa­

— w Chęcinach, B a r a n o w i e czy

Szyd­

Atlas Pokropka
do

czynienia

Dlatego

też

w

faktów.

którym t a

recenzowanym

innych pozycjach

większym

jednak

faktów

nie mówi

o zjawisku

Dąbrowskim.

region,

ośrodek.

malowanych

domów

K r y t e r i u m miejscowości

ale

Samo
na

Zalipie
Powiślu

zawodzi

w

n i e s i e n i u d o o ś r o d k ó w rzeźbiarskich, s t r o j u , h a f t u ,
nictwa,
kąd

116

folkloru

m a m jechać

obrzędowego.

Jeśli

i co t a m zobaczyć

chcę

od­
zdob­

wiedzieć,

n i e będę

charakte­

serii

mamy

i ze z b i o r a m i m u ­

Atlas obejmuje
W

pozycja

dotyczy

m a t e r i a l n y c h , ale

przecież s w y m

praktyce autor omawia

i

nosicieli ludowej

żywej

tradycji.

tytułem również

folklor.

t y l k o niektóre p r z e j a w y

fol­

k l o r u , p r z e d e w s z y s t k i m t e , k t ó r e zostały z i n s t y t u c j o n a ­
l i z o w a n e , często zaś p o m i j a f o l k l o r t a k i , który
ja potrzeby

własne

ty.

Zespół

środowiska. M a m y

i m . Kilimka

więc

Fascynujące

isą zespoły

Bachledy,

zaspoka­

np. w

zespoły

cice,

Za­

określonym
nawet

ich

i dynamice
znaleźć

ma. Przepraszam!

jest

jeszcze

do­

przecież

jest

w

n p . zespół

o tych

w

organizował

wiem

Spró­
Nie

przed

dyrektorem

n a scenie t e a t r u

laty

Teatru

przeglądy

z t e r e n u . A l e o d pięciu l a t n i e
terenie.

n i e m a o nich i n f o r m a c j i . Uwzględniono

Atlasie

niemal

a

przebra­

m a już p r z e g l ą d ó w . Są j e d n a k zespoły — ale w
W

w

a l e p o d hasłem

wówczas

zespołów, z a p r a s z a n y c h

niedź­

żywa,

Atlasie.

Będzin? Ponieważ

D z i e c i Zagłębia

szlach­

z

z Lalik.

zespołach

Jan

był

i

swych

Są zespoły h e r o d o w e ,

który

kom­

i c h n a Żywiecczyźnie,

Będzin. D l a c z e g o w ł a ś n i e
Dorman,

znaj­

ulegającym

dziady

Znakomity

akcji

słowo

nie

chodzenia

wciąż

czasie s p o t y k a m y

pod Krakowern.

niach

herody,

nie

doraźnie

składzie

kolędnicze, pucheroki,

Tradycja

wiedziem.

ale

obrzędowe,

wyłącznie

zespoły

bo­

zinstytucjonalizowane,

stylizujące f o l k l o r .
Przykłady

podane

p r o b l e m y : kryteriów
ści. W

obu tych

są b a r d z o
teriałem

wyżej

wskazują

dziedzinach

różnice

między

istotne. Łoziński czy L o r e n t z
jednorodnym,
którego

ich kompetencji.

uprzednio

informacyjną

ma­
i

we­

mieściła

się w

grani­

Zadanie

Pokropka

było

niepo­

musiał

miał n i e j e d n o r o d n y ,
spośród

dokonać

musiał

wyrokować

społów

folklorystycznych,

dać,

a

co

zalewu

ba­

przy­

wyboru, nie ma­

sprecyzowanych

t e r i ó w w a r t o ś c i o w a n i a . Doskonały z n a w c a
co

Atlasami

operowali

zgromadzonym

niedostateczną,

nazwisk

kolejne

znajomość

równanie trudniejsze. Materiał
zę

na dwa

d o b o r u materiału i j e g o a k t u a l n o ­

jąc p r z y t y m w w i e l u d z i e d z i n a c h

jest

się

dowiemy

poprzedzających

zmianom. Recenzowana

nie tylko

padkowych

r z e c z y , jaką

góral­

z e a l n y m i , których l o k a l i z a c j a i c h a r a k t e r y s t y k a n i e u l e ­
gają

gubią

istotę

w

tej samej

zwra­

t a m działających,

nie

następne —

Otóż

A t l a s i e t a k i e hasła j a k Janów, S o b i s k a c z y T a t a r y
na twórców,

czy

orientować

o regionach

cają

uwagę

łowicki

o regionie,

z z a b y t k a m i trwałymi

cach

jednocześnie w d w ó c h p l a n a c h :

realizuje.

folklor

pojechać. A l e

rejestrowanych

z y k a góralska egzystują
się

jeszcze

coś w i e d z i e ć

W i ą ż e się z t y m z a g a d n i e n i e
ru

ryfikowanym,

wspólnoty k u l t u r o w e j r e g i o n u i k o n k r e t u , w

kurpiowskie

się n i c z e g o z haseł, a n a w e t ze wstępu.

ł o w c u , a l e w y c i n a n k a k u r p i o w s k a , strój ł o w i c k i c z y m u ­

wspólnota

żywy

ski powinienem

istnie­

żywej

charakter

1 o ś r o d k ó w l u d o w e j twórczości. Z a m e k

z

czło­

a r c h i t e k t u r y , ale t r u d n o w

układzie p r z e s t r z e n n y m , o

ale

jednej

materialny, jednostkowy

haseł-miejscowości

jące w

w

i sztuka

0 m u z e a c h , ograniczając się d o t e g o , c o z a w i e r a j ą ,
mach

chcę zobaczyć

z m i a n o m , t e różne

i c h nosicieli. Z

k u l t u r o w y , związany

jednobarwne

większym

sztuki

w i e k a i t y m , co tę działalność s t y m u l u j e . M o ż n a
na

wycinanki

np. typowe

kompozycyjnych.

ale folklor

haseł

że

czy też chodzące w

bowiem

z

znajdę w J a z g a r c e , Strzałkach, T a t a r a c h i K a d z i d l e . Jeśli

bujmy
sztuki

miejsco­

Zresztą

d z i e m y a u t e n t y c z n y c h k a p e l др. M a ś n i a k ó w c z y O b r o c h -

tualności.
Zabytek

położonych

o t e j wspólnocie, o t y m ,

pletowane

i c h selekcji

blisko

haseł n a z w y

tradycji kulturowej.

konsekwencjom,

istota zjawisk,

zasada

wśród

kolej­

omówie­

n a f o l k l o r i sztukę l u d o w ą . I n ­

wówczas

o wspólnej

punkcików

kopanem

m u z e ó w , o k a z u j e się n i e p r z y d a t n a g d y z e c h c e m y
jest

mapie

mate­

grupuje

s

się

iż

architektury

przy o m a w i a n i u zabytków

przenieść m e c h a n i c z n i e
na

u źródeł

siebie

twórczości, a ściślej m ó w i ą c

Autora i

książki, która

muzealnych ,

przyjętych

formacie.

zabytków

przyjrzyjmy

Formuła, uzasadniona
czy

się, że

Otóż, z a n i m z a j m i e m y

haseł,

wydany

dla t r u d u

haseł t o p o g r a f i c z n y c h ,

ności a l f a b e t y c z n e j .

1978 r .

się przeświadczeniu,

koncepcja

zbiorach

ad­

poprawek.

poręcznym

szacunku

s e r i i co Atlas

po

riał w e d ł u g

w

Gdy

podziału

rok

końcu

oprzeć

niewłaściwa

Przewodnik

w

wielokrotnych

materiału.

zmiana

niedobra. Wydaje

tej samej

do

następny

papierze,

n i e mogę

to pozycja

rażki

nastąpiła

kraju

pięknie, n a d o b r y m

był

zebranego

trak­

E

często n i c z e g o się n i e d o w i e m

w o k ó ł ośrodka d o k u ­

m e n t a c j i . Jeszcze dłużej t r w a ł c y k l w y d a w n i c z y , w
cie

i

różnych

(m.in.

powinien

zespół specjalistów, z g r u p o w a n y c h

prze­

przejawów

trudu

g a c h ) podjął się d o c . M a r i a n P o k r o p e k .

J

Wydawnictwo „Arkady", Warszawa 1 978.

w Polsce,

po

układzie

dokumentach

Z

Wydawnictwo.

też

Ogromnego

danych

w

i folkloru

środowisko

zabytków,

twórczości.

N

turystycznego

szansę p r z e d s t a w i e n i a

zarówno

współczesnej
instytucjach

ludowej

zasugerowało

warszawskie

w niej

strzennym

sztuki

atlasu^przewodnika

ludowej

widząc

Atlas

E

pominąć

kry­

budownictwa,
spośród

instrumentalistów,

ze­

bajarzy,

rzeźbiarzy, k o g o w y m i e n i ć a k o g o pominąć w ś r ó d g a r n ­
c a r z y , m a l a r e k P o w i ś l a D ą b r o w s k i e g o czy t w ó r c ó w
kowskich

szopek.

Podjął

zadanie,

w

widomy

kra­

sposób

�przekraczające
Jaką

przyjął

granicę
zasadę?

kompetencji
Sądząc

jednego

z haseł

k o w a ć , że dążył d o t e g o , a b y u w z g l ę d n i a ć
notowanego
twórca

gdzieś

„twórcę"

występował

w

selektywnie
Ktoś

o i l e mieszkał
czy

we

której

natomiast

inni

twórcy. W

nikt

twórca

p o m i n i ę t y jeśli w t e j s a m e j
nież

inny

się bliżej

więc

mógł

być

miejsowości p r a c o w a l i r ó w ­

t e n sposób

dwóm

n i e rzeźbił

wybitny

np. nie spotykamy

B u d z i s k a c h W a c ł a w a S u s k i czy A n d r z e j a
rzyjmy

znajdowała

dostąpił

haśle czy i n d e k s i e t w ó r c ó w —

wsi, w

n i e malował,

słaby

ten

natomiast

t a m , gdzie

zupełnie

figurowania w

jedynie

miejscowości,

się g r u p a
zaszczytu

wywnios­

każdego o d ­

wówczas, gdy

jakiejś

wymieniał nazwiska
twórców.

człowieka.

można

hasłom:

Wydry.

w

Przyj­

i Janów.

Kraków

W

obecną,

uczestników

ciszek

Tarnowski,

wyjątkowa,

(...)

u r . 1889...". I

poziom

uzyskało n a g r o d y

na w y m i e n i e n i e

bardzo

Fran­

ło.

Tarnowskiego.

Wiatra,

D u d z i k a , Paczyńskiego,

Przecież

wystarczyło

gród. A

teraz

tkactwa

dekoracyjnego,

hasło

Pomija

przyjąć

zaś

Głucha

nieważ

woj.

wy­

i i n . Dlaczego?

szczególnie

na­

i Olimpii

Jaroszewicz,

zwraca

ich więź

z tradycją,

zawsze,

gdy

gdzieś

dworku

Zagadłowicza

Ale poszukajmy

np. w

Krynicy

ma, znajdziemy

je, ale p r z y

tej

samej

zasadzie Kudła

Nazwisko

nice.

Dąbrowie Zielonej

rzeźby
pełna.
przyto­

Sącz,

zbioru muzeum. Na
haśle

znajdujemy,

rzeźbi, w z o r u j ą c

Kozie­

ponieważ

w

się n a n i m , n i e j a k i

Cudak.
w

Atlas
stanie

zamierzeniu

wydawcy

a k t u a l n y m , niestety
j a k i podeszły
t o zadanie.

miał

zarówno
wiek

informować

długi

wielu

N i e istnieją

proces

twórców

już

tak

wybitni

twórcy

meblar­

natomiast

l u d o w i j a k W. K i t o w s k i w

wysoką

pozycję

jeszcze p r z e z A u t o r a w
Po

się n a

ogóle zanikły. N i e żyją

Grala w Burzeninie, J . Grzegory w Złakowie

Borowym,

w Godziszowie. Zdo­

młodzi,

nie

dostrzeżeni

n a bieżąco t r z e b a

„ w e w s i tkają:

mentacją. T r u d n o mieć p r e t e n c j e

już

Iłży, J .

czasie, g d y o p r a c o w y w a ł

t o , a b y śledzić z m i a n y

o

wy­

bardzo

ośrodki

s k i e , niektóre p r a c o w n i e g a r n c a r s k i e p r z e s t a w i ł y
w y r ó b d o n i c z e k , niektóre w

ponować

Ra-

się

Nikifora. Nie

znalazł s i ę p r z y

Lamęckiiego

z w i ą z k i z Cepelią o r a z d o r z u c a n a końcu, iż oprócz n i c h
Scholastyka Krupowlcz, Aleksandra

— po­

haśle Nowy

czone w związku z charakterystyką

byli

na ich

trwały

Górny

nazwiska

ciekawej

uwagę

uję­

pozostał

zachowały

.1. K a w u l o k w I s t e b n e j czy W i e l e b a

zdań

przeszłość

o n i m jest, i t o s t o s u n k o w o

centrum

współczesnej s z t u c e l u d o w e j . A u t o r p i s z e k i l k a
Felicji

je

informacja

utrudniły

białostockie;

dziedziny

w

Wowry,

dawniczy,

klucz np. pierwszych

Janów,

Znaj&gt;diujemy

Impreza

Grabarskiego,

cień

ślad p o z m a r ł y m artyście. O t o n p . Gorzeń

szopkarzy

i m . Oskara Kolberga, a Pokropek

tylko

o

to wszystko?

w y s o k i , aż d w ó c h

mienia

we

zasługuje

w

c i u A t l a s u k o n i e c z n y c h w i a d o m o ś c i o t y m co i k i e d y b y ­

K r a k o w i e o m a w i a j ą c k o n k u r s y szopek A u t o r p i s z e : „ w ś r ó d
wielu

usuwa

ośrodka. W w i e l u p r z y p a d k a c h b r a k m i p r z y t a k i m

„bankiem d a n y c h " , zajmować

hasła.

było

dys­

się t y l k o d o k u ­

do A u t o r a , że n i e p o ­

dulska i w i e l e i n n y c h " . Wśród t y c h „wielu i n n y c h " z n a j ­

święcił się t e j czynności k o s z t e m p r a c y n a u k o w e j i d y ­

dują

należało

daktycznej.

W

kontekście

informacji,

ale

się r ó w n i e ż

wymienić.
nazwiska
nią

znakomite

Niezrozumiałe
prof.

Plutyńskiej

współpracował

pierwszego
wpływ

Jaroszewicza.

się k i l k a

setek

które

pominięcie

i wywarł

ośrodka — A l f r e d a
mieszcza

twórczynie,

jest

tkacza,

który

n a dalszy

W

nazwisk,

w

z

czytając

o spłonięciu w

towskiej

czytelnik

za­

te i n ­

f o r m a c j e często p o n a d miarę, p o m i n i ę c i e k i l k u n a s t u w y ­
bitnych
staje

twórców, t y l k o dlatego,

się n i c z y m

zależnie b o w i e m
przez

że o b o k

n i e uzasadnioną

nich

żyją

inni

dyskryminacją.

od wszystkich u w a g

l a t a będzie' t r a k t o w a n y j a k o

Nie­

krytycznych Atlas

źródło

informacji o

twórcach l u d o w y c h .
Problem
się

Autor

wiązania

wartościowania,

był
w

oczywiście

przypadku

muzeów. W

z którym

znacznie

trwałych

t a m t y c h dziedzinach

musiał

borykać

łatwiejszy

zabytków
istnieją

do

roz­

sztuki

bowiem

czy
spre­

c y z o w a n e k r y t e r i a wartości, z a b y t k i k l a s y f i k o w a n o

ko­

m i s y j n i e — i niezależnie o d w s z e l k i c h r e w i z j i t y c h u s t a ­
leń,
do

są o n e p o m o c n e
czynienia

dla autora. Pokropek

miał

jednak

nie t y l k o z z a b y t k a m i , ale i żywą

twór­

czością.
Dochodzimy

w

t y m miejscu

do

następnej

ważnej

różnicy. A t l a s y rejestrują a k t u a l n y obraz... właśnie, cze­
go? A t l a s zabytków

p r z e d s t a w i a współczesny s t a n o b i e k ­

t ó w , k t ó r e p o w s t a ł y co n a j m n i e j p r z e d 5 0 — 7 0 l a t y . O c z y ­
wiste

jest,

mogą zajść

że

w

w

ciągu

kilku,

t y m rejestrze

coś o d b u d u j e , g d z i e i n d z i e j
obraz
dobnie
rze

s t a n u rzeczy
Przewodnik

po

nawet

zawali.

nie ulegnie

kilkunastu

lat

z m i a n y , gdzieś

się

W

zasadzie

większej
informuje

muzeach

z b i o r u , o ważniejszych

jest s t o s u n k o w o

a

pewne

jednak

zmianie.

Po­

o charakte­

o b i e k t a c h , a w i ę c o t y m , co

trwałe.

i folklorze. Rejestruje

on b o w i e m

Zastanawiam
dzajem

twórczości
ści, czy

sądzić, że

jutro

zamarłej.

Różnica

n a d celowością

n a s k u przeszłości, k u

źródłom, a l e i n f o r m a c j a o twórcach w s k a z u j e n a chwilę

samej

kon­

być p o w i n n a ? Jest r o ­

topograficznego,

a

zarazem

wiadomości

i folklorze.

o

M a m jednak

przewodnik

może

pełni

współczesnej
wątpliwo­

służyć, a

zara­

Pokrop-

ka

koncep­

daje

cję,

niewiele

i to zarówno

rozbijającą

regiony,

jak

ze w z g l ę d u
i

na

przypadkowość

infor­

macji.
W s t o s u n k u do z a g a d n i e n i a

bardziej adekwatna b y ­

łaby c h y b a książka o m a w i a j ą c a

dziedziny

d o b n a w założeniu d o p u b l i k a c j i
ka

ludowa.

tyle

że

oparta
szych

Formy

i regiony

pozbawiona
na

placówek

osób,

tamtej

wykorzystać

przy

na

1967,

pracy

dokumentacyjnym

zajmujących

pozwalają

W i e l e doświadczeń
by

błędów

dorobku

Sztu­

Warszawa

n a u k o w y c h . S t a n badań i

oraz

zagadnieniami

i regiony, po­

J. Grabowskiego

w Polsce,

licznych

wieloletnim

ośrodków

się

podjęcie

omawianego

kompetencje

poszczególnymi
takiego

zadania.

Atlasu warto

opracowywaniu

i

na­

było­

innych publikacji,

w k t ó r y c h s z t u k a l u d o w a p o w i n n a być szerzej u w z g l ę d ­
n i o n a . Czas już b o w i e m , a b y w y c i ą g n ą ć w n i o s k i z p r z e ­
myśleń

na

dorobku

temat

kultury

przykłady

sztuki

wych, a dorobek
wodnika

roli

twórczości

narodowej
chłopskiej

i
w

artystycznej
wprowadzić

progi

po

Muzeów

t e j s z t u k i szerzej u w z g l ę d n i ć
architektury

ludu

Narodo­
w

przy­

i

Prze­

muzeach.
słowniku

artystów

naprawdę wartościowych

ludowych,

i rzeczywiście

robić t a k i e s y l w e t k i pokazują

marku

w

najlepsze

W a r t o r ó w n i e ż b ę d z i e pomyśleć w przyszłości o

Jak
o zabytku zwraca

zweryfikowano

z e m p r z e k o n a n i e , że j a k o k o m p e n d i u m książka

tych

Informacja

więc

kompendium

ludowej

jawy

żywej,

kilka

ponieważ

1978 r . kościółka n a W o l i J u s -

jest? C z y m

i komu taki

strowanym

dziś

się

przewodnika

małego

nie tylko

ogromna.

poprawić

rozwiązało,

pozostałe hasła.

z a b y t k i trwałe ( b u d y n e k , skansen, k a p l i c z k a ) , ale i prze­
twórczości,

zdołał

nie

ma prawo

c e p c j i książki. C z y m
rolę

to

szłych w y d a n i a c h A t l a s u zabytków

I n n a jest „aktualność" w atlasie traktującym o s z t u ­
ce l u d o w e j

również

korekcie

niczego

rozwój

sytuacji, kiedy

rozbudowując

ostatniej

Płockiego ,
8

opracowane

dobrze

właśnie

ludowych.

zeszyty

przez

ilu­

oczywiście

doc.

Jar­
Po-

kropka.

117

�Dorobek

Atlasu

wykorzystany
sce. W

sztuki

przy

istniejących

dostatecznie.

p o w i n i e n też

ludowej

opracowaniu

sztuka l u d o w a

Nie wydaje

m i się

zaznaczona

jednak

monotematycznych,

właśnie

(wraz

samochodową)

Dziwny

t o zresztą p r z e w o d n i k ,

ludomanów,
na

pomyślany

oczach

i

Drewniana
trzę,

bo

już

ciekawego w
stępnym

mieli

to

bo

Dworek?

powinno

nie ludowe.

być

informującego

żywych

dla

klapki

co

ludowe.

Pałac?

sobie

Czytając

jego

jeszcze

u w a ż a m , że n a ­

opracowanie

o wszystkich

przejawach

pa­

Nie, to

Trudno

Atlasu.

t e j miejscowości. D l a t e g o

po kraju,
i

na

chyba

ciągle b r a k i n f o r m a c j i , co j e s t

etapem

bytkach

szeroko charakteryzuje

czy kościółek? P r o s z ę b a r d z o ,

t a k i c h użytkowników

odczuwam

ludzie

tylko

Murowane?

nie obchodzi,

wyobrazić

ka

tak, jakby

patrząc

kapliczka

ludowa.

mnie

hasła

jeździli

nie­
jest

naszej

przewodni­

i s t o t n y c h za­

kultury

omówienia

zawartości

n a z w i s k , 391 i l u s t r a c j i
i grup

prof.

dr. A.

jest

PAN

budownictwa

obok

partii

spotykamy

w

skondensowane

i

wątków

„Nie

w

Za­

pod kierunkiem
sam

tekst

rozwiniętych,

dotyczących

n i m fragmenty

opracowane

z widoczną

w

ważniejszych

Niestety

szkodą

dla

pre­

bez p o k r y c i a n p . n a

słabnie t a k ż e

«ludowych»

z

odżywanie

literaturze

motywów

i sztuce".

Jest

to

tylko

dzo

jest stosunek

sprytmiityzowana

tury

sce i

periodyzacja

rozdział:

historii

włączenie

najlepiej

obiekty

ciesielskiej

epok

zachowały
wyrosłej

z

p r z e z sztukę ludową,

rozumie

pojęcie

a

nigdzie

można

i małomiasteczkowi,

dwory,

karczmy,

sobie

zwraca

spichrze

—

szwedzcy
w

s t a w i a l i cieśle

którzy

budowali

Kryterium

wzory,

mo

ludową,

ponieważ

r o b o t n i c y , a Pałac K u l t u r y

albumie

skoro

sztukę

radzieckiej

Autor

uczynić

włącza
w

Idąc

sakralne

b u d y n k i drewniane,

wypadku

n i e można

budowali

przede

118

go

umieścić
Sądzę,

że

w i n i e n t o sa­
je bo­
omawia

Katalogu

przecież

w

żadnym

kościoły w

Przykładów

Dęb­

t a k i c h jest

co

ubiegłych s t u l e c i a c h głównie w

prawdziwe,

XVII—XIX

gdy

ludowa

wszystkim

w

rzeźba

w

kamieniu

2 poł. X I X w . T e n

w.,

Polska)",

rozwija

się,

rozdział, j a k

wycinan­

Autor,

t u skąpi

tytułu — o g r a f i c e

„Tradycyjne

malarstwo

X I X w. Obok

malarstwa

który
podsta­

nie

pisze

powiedzenia

ludowe

zanikło

n a szkle,

w

występu­

jącego n a P o d h a l u i Śląsku istniało m a l a r s t w o

n a płót­

nie,

związana

z

drewnie,

papierze

ośrodkami

Błędy

—

twórczość

pątniczymi,

rzeczowe:

sakralna

klasztornymi

malarstwo

na

szkle

i

kościołami".

występowało

całej P o l s c e , a w ł a ś n i e n a P o d h a l u d o m i n o w a ł y
słowackie, p r z y

czym

malarstwo

z ośrodkami k u l t u , a raczej
pątniczych.

I n n a była

w

importy

t o n i e było

związane

z obecnością w pobliżu h u t

szkła. K t o i n n y m a l o w a ł n a s z k l e , k t o i n n y w
proweniencja

centrach

t y c h dziedzin. l t d . ,

itd.
Informacje

o rzemiosłach

cyklopedii
ctwo

w

drewnie,

Weźmy

obok

zdobnictwa?
i

regionów

operuje

niły się w

wyrób

Autor
na

snycerka

równie nieprecyzyjnie.
sztuki

dlaczego

mimo

cztery

iż

Autor

podaje

sposoby

mapę

wykoncypo-

tak szerokimi

w

jak

„Polska

r a d o m s k i m , t o co?

N p . „Wycinanki

na pierwsze

—

Datuje

rozpowszech­

r o z k w i t t e j gałęzi

ćwierćwiecze

23). Otóż w y c i n a n k i p o w s t a ł y

dopiero

XX

w."

wojnie

się i c h z a n i k .

W końcowej p a r t i i t e k s t u A u t o r c h a r a k t e r y z u j e
klor i folkloryzm
ludowej

oraz

nikiem

a następnie z b i o r y
który

Atlasie,

wskazującym

gdzie

dowiedzieć

są

dla sztuki ludowej

ludowej

archiwa
Krakowie

w

65.000 n a g r a ń

Au­

jakimi

Sztuki Ludowej

warszawskiej

pieśni

In­

jednostek
zbio­

siedzibie

Instytutu

i muzyki ludowej,

dokumen­

instrumentów

ludowych

w

omawiając m u ­

Szydłowcu

podaje,

n i m a r c h i w u m nagrań. P o d o b n o

informacji

zainte­

i folklorze

(ok. 100.000

zeum
braku

przewod­

się

dokumentacji,

t a ń c ó w i t d . ) . Jednocześnie j e d n a k
w

być

może

tacja

powstaje

fol­

kultury

w t y m p o n a d 65.000 f o t o g r a f i i ) ,

folklorystyczne

(ok.

czego

Pracownia

Sztuki P A N w

zarchiwizowanych,
ry

powinien

i

o sztuce

pominął p o d s t a w o w e

stytutu

zabytków

źródła, z k t ó r y c h czerpał w i a d o m o ś c i . Z a ­

że w

resowany
tor

(s.

w 2 poł. X I X w . ,

a o k r e s r o z k w i t u t o p r z e ł o m s t u l e c i a , już p o I
zaczyna

En­

„Zdobni­

m e b l i , sprzętów i

X I X stuleciu. Największy

przypada

również

z d o b n i c t w a , czyżby n i e było

pojęciami

Południowa". A

ale

przykładowo

tytule nie rozumiem

wymienia

formą

wanych,

snycerstwo,

Już w

terytoriów

pełniejsze,

o g ó l n i k o w e niż chociażby w

Powszechnej.

zabawek".
ono

bardziej

o zbiorach

Instytutu

iż

przyczyną

(a t a k ż e

IHKM,

I B L ) był b r a k miejsca. Wystarczyłoby go j e d n a k z n a d ­
m i a r e m , r ó w n i e ż n a p o s z e r z e n i e w s t ę p u , a zwłaszcza n a
scharakteryzowanie

r e g i o n ó w (co t ł u m a c z y ł o b y

mieszczenia

—• g d y b y

mapki)

n i e zbędne, a s z c z e g ó ł o w e
jów budynków,
oraz

dziesiątki

informacje

w których
jednak

Miejscowości,

do

znajdują

danych,

nazwisk, a nawet

haseł

oceny

szczegółowych

błędów

w

dotyczących

nazwiskach,

haseł

a

w

chłopskiej

rozszerzenia

konsekwencji

opracowanie

z

czy

chorych

twórczością

trzeba

haseł,

jednak
tego,

cechową,
z

jest

ok.

Doceniając
rze­
ilość

zgłosić

one:

kryteriów

„naiwną",

katalogu.

(minimalna

pomieszanie

z prowincjonalną,

nej

4000.

twórców

datach)

w

alfabetycznie
ponad

szereg i s t o t n y c h zastrzeżeń. D o t y c z ą
we",

dzie­
muzea

w i e l k i t r u d A u t o r a , włożony w
telność

absolut­

dotyczące...
się o b e c n i e

uszeregowanych

2500, i n f o r m a c j i

sens z a ­

usunąć z t e k s t u

niepotrzebnych

Przejdźmy

— nadmiernego

o r z e ź b i e skąpe, n i e z a w s z e

rzeźbiono dość często w k a m i e n i u ( p o ł u d n i o w a
podczas

v

kilkadziesiąt.

Informacje
np. „ W

choć

uznać za l u d o w e

nie, Grywałdzie czy O r a w i e .
najmniej

tropem

s t o s u n k u do m u r o w a n y c h . K t ó ż

w i e m wznosił? W r e z u l t a c i e A u t o r w

a

, Foram"

i Nauki

drewniane

samo

projekty

architektury ludowej.

budowle

że

m u n p . iż

u w a g ę t y l k o n a osobę w y k o n a w c y .

szwedzką

A.J.) i

tradycji b u ­

t e j i d e i należałoby k o n s e k w e n t n i e uznać H o t e l
za

na
ar­

domniemywać,

ci sami,
pomija

style

osiągnięcia

Wystarczy

i chałupy".

niewystarczające,

Pol­

n i e określa, co

„ d r e w n i a n e b u d y n k i s a k r a l n e najczęściej
wiejscy

w

ponadto

(czyżby!!

rodzimych

szeroko.

„...są

drewnianego

się n a j w y ż s z e

rozumie

bardzo

sakral­

oddziaływały

dowlanych". Ponieważ Pokropek

w

kul­

go d o Atlasu:

zachowane,

najbardziej

poszczególnych

tych zabytkach

sztuki

budownictwo

zabytki budownictwa

chitektoniczne
w

nasuwa

jednocześnie

właśnie

tyle:

skakujące,

A u t o r t a k uzasadnia

to najstarsze
te

została

Bar­

w s i (s. 9).
Wątpliwości

ne.

do w s i , a n i e do „ w ą t k ó w " .

budownictwo,

informacji. Mimo

Polsce w

n i e p r a w d a , słabnie, zwłaszcza w s z t u c e , a i w l i t e r a t u r z e
istotny

grafiki,

nieprecyzyjne.

słowa, o d a w n y m m a l a r s t w i e m a d o

snycerstwo

opracowana

i UW

c y z j i w y w o d u . Z d a r z a j ą się f r a z e s y
s. 8 c z y t a m y :

ona

indeksu

oraz m a p .

mapa

Kutrzeby-Pojnarowej.

nierówny,

pobieżnie,

poprzedza

IHKM

się

literatury,

etnograficznych,

kładzie E t n o g r a f i i

przejdźmy

Składa

wykazu

czarno-białych

W p r o w a d z e n i e
terytoriów

książki.

katalogu,

nawet

malarstwa,

uproszczone,

nieprecyzyjne,

P o t y c h u w a g a c h , dotyczących k o n c e p c j i ,
do

bardzo

wowych

narodo­

w e j — a więc także i l u d o w e j .

wprowadzenia,

—

dotyczące

jest

Pokropka.

Atlas

i następne

ki

a takim

przeznaczony

też

Pol­

celowe p r o d u ­

k o w a n i e Przewodników
z mapą

zostać

po

Przewodników

co

„ludo­

dawnej

sztuki

a

współczes­

pracami

amatorów

psychicznie;

— niekonsekwencji

i przypadkowości

wielu

informacji;

�— c h a r a k t e r u i n f o r m a c j i o twórcach,
niektórych

przypadkach

sprzyjających

sferę

naruszających

i c h życia

komercjalizacji

w

prywatnego,

twórczości l u d o w e j

i —

co g o r s z e — a m a t o r s k i e j .
Zarzut

pierwszy

przyjętych
nych

—

powszechnie

budowli

mówiłem

już

kryteriów

przy

drewnianych,

do

tej

o

rozszerzaniu

ocenie

sprawy

sakral­

nie

i rzeźbiarzy.

Stowarzyszenie
do

się

Ludowych

twórców:

Resort

czy

Kultury,

Cepelia

l u d o w y c h i do możliwie

wyodrębnienia

zajmujących

sytuacji, gdy

Twórców

ochrony twórców

nego

W

ich z

wielotysięcznej

amatorsko

będę

dążą

precyzyj­

masy

rzeźbieniem

czy

ludzi,

malowa­

naukowych".
traktować
każdy
dzie

amator

należało

(a

zmienić

Obawiam

jest

nazwę

do

badań
albo

Atlasu

się, że w

tej sytuacji

kie

jarmarki

jest

nawet

czemu
Nie

właśnie

a

nie

innych

kryteriów

dojrzałych

wielu

i

wyboru,

początkujących

wymienionych

rzeźbiarzy,

Krawczuka,

uhonorował,

przyjętych

twórców

Szanuję

czy

jego

(np. Adamiec),

z wartościowania — k i e d y n a równych

omawia

malarzy

„amator"

precyzuje

wręcz rezygnuje
amatorów.

pisze

jak

Sokołowską,

np.

Palkę,

przez

Autora

Albiczuka,
Iwańską,

Holesza,
Bieszczada,

Binkuńską, r o z u m i e m , że może i c h cenić n i e m n i e j
ludowych
czać w

twórców,

a l e czy

nia, ale i znamienna —
ale

to powód

t y m w ł a ś n i e Atlasie?

fragment

obrazu

czy

to

się
nie­

by

nie

malujących

„twórczynie

jest

Autor

ludowo",

adekwatne

hasło

trudności,

niektórzy

wielu

wizualne

amatorów

uczestniczyli

nościach i n i e k o n s e k w e n c j a c h
zająć s a m e m u

jakąś

do

tytułu

sztuki

d y c h , początkujących

w

pracuje

różnych

służyć?
Drugi

dotyczy

stanowić

„na

wystawach

zarzut,

Wspomniałem
wymienia

już

tylko

jaki

i

w

(pełna

mło­

zwiększyć

rzeźbiarzy,
I . Kamińskim,
pisze

konwencji

B. Podjaskiego,

pierwsze

się

targi

koń­

omawia

—

twórczynie

o

to

na równych

nich

zdobie­

n i e wyłącznie,
ludowe,

(zwłaszcza

Pisze

wyłącznie

po

dru­

chyba

warto

prawach

Zajkowską,

z ama-

Wodecką, M i -

malowanych

domów

gospodynie

Borusowej

w

Kłyżu,

(m.in.

Kuziach,

znakomite

śród

wybitnych

Łączyńską,

pominięto

St.

samym

Z o f i ę O w c ę (jest

na),

Jana

M . Mosio.

tym

haśle n a z w i s k a :

wa),

Szloska,

Wojtyło

(—

na

Po­

przecież malują i chętnie się t y m

J. Jurek, M . Kiwiorową,
F.

i

Chlastowa

Wojtyto),

Ro­

Zalipiu

spo­

M.

Sierak,

Maria

i An­

Błędnie

(powinno

Salosek

podano

być

(—

Niwce,

malarki

w

Chlasta-

Szlosek).

Nie

w s p o m n i a n o o m a l o w a n y m p r z e z a r t y s t k i kościele i D o ­
mu

Kultury

IWP,

Malarek,

zdobiły
w

o t y m że w s p ó ł p r a c o w a ł y

lokale

reprezentacyjne

Krakowie
Leona

i

Warszawie).

Potońca,

Wspomniałem

już

i
Nie

rzeźbiarza

o

ka

znajdujemy

ma

figur

Olszany

o

wzmianek

„Turkach",

nadal

żywy

Gródek

Dolny).

się B i e s i a d y
Wiele
im.

Jeśli

ale

pominięte

lach w

niedokładnych.

nie wspomina

stylu

dynek

w

zakopiańskim

Przykładowo:

dla regionu

ogóle

Za­

Liceum

o starym

(np. „Pod

muzeum, projektowany
z a k o p i a ń s k i m określa

halańskim".
wicz

budow­

nie

Wśród

przez St. W i t k i e w i c z a

jako

nazwisk

Jedlami", kaplica

ogóle p o m i j a , s k o r o b u ­
„w

stylu

amatorzy:

w

Zakopanem,

lecz

w

w

pseudo-pod-

A.

Doleżucho-

i P. Ślęzak, a d o t e g o t e n o s t a t n i m i e s z k a
Kluszkowcach.

wcale

Pominięta

S. G ą s i e n i c y - B y r c y n i e i A . P a c h u n a g l e i n f o r m a c j e , że są

czy

Prostym,
mowa
film

członkami S T L . P o n i e w a ż p r z y i n n y c h ( n a w e t
zesie i w i c e p r e z e s i e t e g o T o w a r z y s t w a )
cji

—

można

nazwiska

wybit­

cinankę

hasło

Oraczew,

zaś W o r o w o

ze

sądzić, że t y l k o d w ó c h

tak wybitnego

Ciepielewski.

macoszemu

garwolińsko-otwocką.

Paszyn:

n i e zaznaczona

rzeźbiarce-ce-

spiratora

tego

amatora, m a ­

nie k i l k a

kobiet, a ponad

batalistycznego

i hi­

T. B u -

Juszczak,

po­

ośrodka

chrzcielnica i stacje
biarzu
i

W.

wątpliwe

ludowych, jak

po

Dębskiej

pierwszych

Woli

górali

z

Zakopa­
— brak

rzeźbiarza-ceramlka

Po

1965",

Oleksym

Kon­

nazwisk

rola

M . Zgódki i i n .

ks. N i t k i ,

(a n i e t y l k o

tekst

jako i n ­

opiekuna).

Maluje

kościele m . i n . a m b o n a ,

słuszny,
iż

rozwój

wy­

zmarłej

męki w y k . przez F. Palkę. O

stwierdzenie,
ponieważ

jak

potraktowano

Brak

20. W

pre­

haśle Iłża

z n a k o m i t e j A . Sabały c z y R. K o w a l c z y k ,
Hasło

przy

brak tej informa­

n e g o należy d o t e j o r g a n i z a c j i . P r z y

traktuje

n p . M a r i ę A b r a m i u k z Białostockiego. W

jest

n a Jaszczurówce), pojęcie t o w

stanty

A.

haseł

Kenara,

podaje

czy

odbywają

n i c t w i e l u d o w y m , zwłaszcza o u l i c y K o ś c i e l i s k i e j , o w i l ­

i

naprawdę

roku

została m . i n . doskonała h a f c i a r k a Stanisława C u k i e r . P r z y

już

amatorów

g d z i e co

jest

Jedlińsk,

Koźlarzy.

A u t o r pominął t a k ważne

dokumentacja

naiwnego

Nądni,

Zbytniowski,

rów­

Jest t a m w a r ­

pomija

Z. W e s p ę

z

Brak

Majdan

o

Łańcuc­

których

zaś
w

(Radomyśl,

i

szopkowych.

przypadkowości

informację

one z

gastronomiczne

f o l k l o r z e ż y w y m . T a k n p . w haśle G n i e w c z y n a

n i e dostrzegł,

typowych

twórców

Autor

warsztaty

n p . daje

malarstwa

(J. Fąfarski),

zaś n i e k t ó r y c h

pomija

nic o w y b i t n e j

w

hasłom

informacji.

ośrodkach

Niekonsekwentnie

lującego

mija

w

ciekawe

Słowika

E. C h m i e l . Umieszcza

storycznego

po­

to m i a ­

wielu

hasło Kańczuga.

Pokropek

Nie

iż

z Mieścisk).

p i e r n i k a r s k i Słowika
Chruszczów.

postawić

obrzędowe, t z w . kozy

ramiczce

tyńca,

kartonie.

W

stylu

twórców,

istniały

Pijanowskiego

Skrętowiczem.

wyróżnienie?

ogóle miejscowości,

o p i e r n i k a c h , zobaczmy

о

zbyt

Czemu

przypadkowości

niektórych

zmarłych

fałszywy

jest

rzeźbiarzy.

można

do n i e d a w n a

wspominając

zresztą

„na k r e d y t " n a z w i s k a

poprzednio,

ośrodki ( n p . p i e c z y w o

nych

stwarza

zachętę?

nie ważnych. P o m i j a

PME). Ale

trud­

nazwisk?

niekonsekwencji

jedynie

i

zajmujące

Zaród, W i k t o r i a S a m b o r ) .

kopane.

l u d o w e j . Atlas

nieraz

ilość z a m i e s z c z o n y c h

sztat

a nawet

zalia

powiedzieć, a n a j l e p i e j —

nazwisk

współczesnej

w a ż n ą sprawą, b y p o d a w a ć

w

fajansie

problem

również

Samocicach,

Atlasu

postawę.

Nagromadzenie

pierniki

szczycą

(m.in.

piękna,

twórcze

We Włocławku A u t o r

ich nazwiska

„załatwia"

nazwiska

Okładka

Przykładowo:

r o l e w i c z , K i e l k o w s k ą , S y r o c z y ń s k ą , Olesińską). H a s ł o Z a ­

zamiesz­

l u d o w e j sztuki, ale p r z y n a j m n i e j wypadało o t y c h

jeszcze

to

torami^malarzami

uwierze­

daje n a okładkę

potrzeb­

są i n n e miejscowości, g d z i e t e n a t r a k c y j n y z w y c z a j

Rozumiem

ło

Po

są

wspomnieć

do

książki?

obraz

na

ludowe

naczyń".
skoro

ich

Rzecz t r u d n a

Bazylego Albiczuka.

niż

Malinow­

(przecież n i e l u d o w y ) , a l e n i e p o ^

wiślu D ą b r o w s k i m . A

s z t u k i , domagać

im.

informacji

daje n a z w i s k z n a k o m i t y c h artystek, r o b o t n i c , samodziel­

lipie

ludowej

zespole

Studziennej),

rzeźby Z a g a j e w s k i e g o

udział

jasne

prawach

(np. w

skie (np. w Bodzentynie).

n a „ l u d o w e g o " , a z a t e m p o w i n i e n brać

Autor

pominął.

Autora).

znaj­

konkursach, wystawach

o

wielu

izby

przez

został

w

Brak

nie

Malinowskiego

mienianych

książce m o ż e u w a ż a ć , że

nazwisko

stypendiów, twórczych e m e r y t u r i t d . Z k o l e i , skoro
kiedy

informacje

innego).

i c h kilkudziesięciu), który

swoje

pasowany
w

Albo

tytuł s e r i o .

przyczynek

Szczawnicy

w Z a k o p a n e m , t a k interesujące z j a w i s k a j a k stałe, w i e l ­

niem

„cenny

w

źródłach w y ­

gie,

za

tylko

ale...

ale

instrumentalisty J.

n y c h i haseł ( d a n e można było znaleźć w

tuję

wydawcy)

śpiewaczki,

świetnego

(zamieszcza

n i e m — z a t a r c i e g r a n i c p r z e z A u t o r a t r u d n o uznać ( c y ­
słowa

2 ludowe

dostrzega
skiego,

w i ę c w r a c a ł . D r u g i m p r z y k ł a d e m są n a z w i s k a
malarzy

zauważa

apodyktyczne

„Rozwój

talentu

ten widoczny

rzeź­
tylko

następuje

jest

już

od

prac.

119

I

�Wiele

i n f o r m a c j i j e s t b ł ę d n y c h , co w y n i k ł o

n e z trudności z w e r y f i k o w a n i a
sło

Autor

Krasnobród:
dwie

bytków)

garncarski.
m.in.

wymienia

k a p l i c z k i , jest

Czynnych

zapew­

źródeł. P r z y k ł a d o w o h a ­
(za

Katalogiem

i c h sześć. P i s z e

kilka

warsztatów

Za­

w i e l u n i e m a uprawnień do w y k o n y w a n i a

zawodu

pla­

s t y k a , a m o ż e mieć n a s k u t e k „ r e j e s t r u " w

Atlasie

kło­

poty

z Wydziałami

„Ośrodek

garncarskich,

Ośrodek o d l a t n i e i s t n i e j e , w y m i e n i e n i g a r n ­

W y k a z
gólnie w i e l e
karskie

powinien

b y ł skłonić A u t o r a d o r e f l e k s j i n a t e m a t

kontekście

wotności

ośrodka. P o m i n i ę t o

nobrodzie
nego
we,

Istnienie

oraz

corocznych

ekspozycją

Zupełnie
w

nagrodzonych

niezrozumiałe

jest

by),

(Chrystus przy

Długosiodle

figur w

kościele

Trudno

zgodzić

podawania
To
i

spokój.

twórców,

uprawnia

się

np. w

rzeźbionych

rzeź­

słupów

przez A u t o r a

a

zwłaszcza

zasadą

amatorów.

d o oglądania, a n i l u d z i e , d o

o każdej

Podając

z rzeźbami

Dłużewie,

się z p r z y j ę t ą

adresów

można

d o w ą a plastyką

W i e l k i c h czy Kleszczowej Górnej.

n i e są p r a c o w n i e

rych

mija

wskazanych

godzinie

adres

w

turystów

wejść,

zabrać

przewodniku

do

tym

odwiedzania

żyjący

chroniony
ptaków

w

wskazanych

świecie

swych

obsesji

i

światem

przez

siostrę,

czy

którego

matka

przed

Giełdon,

t u r y s t ó w , b y d a l i m u spokój
wy

błaga

„bo

czas

samym

t w ó r c ó w . K t o go d o t e g o u p o w a ż n i ł ? C z y ciężko
Sutor,

któ­

im

chory

wspomnień,
rzeźbiarz

odwiedzających

jego b o l i głowa,

ner­

m u się z r u s z a j ą " . T y m , k t ó r z y rzeźbią l u b malują,
1

b y uciec
cja

o d ciężaru życia, o d hałasu, l u d z i — i n f o r m a ­

Pokropka

kom

czyni

do p r a c y

krzywdę.

Nie

twórczej, oczywiste

sprzyja

też

warun­

j e s t b o w i e m , że

ner­

w o w o ś ć , pośpiech, z a m ó w i e n i a , o b i e t n i c e — w s z y s t k o t o ,
co

się w i ą ż e z n a j a z d e m

(krajowych
szybko

i

tabunów

cudzoziemskich),

uderza

poziomu

—

musi

prac.

interesy

się h a n d l e m , a l e i w
opiekuńczą. C e p e l i a

instytucji,

prowadzoną

które

przez

c i atakują

Cepelię, że obniża

potrzebne

są

lepsze f o r m y

przez

„Arkady"

się p o z i o m

opieki

—

przekreśla

zajmują

n i e działalność

daje stypendia, zamawia.

Publicyś­

n p . rzeźby,

tymczasem
w

Nie

dużym

że

Atlas

stopniu

mogę

do

a dotyczy
ra

zjawisk

lub nawet

tylko

utrzymanie

da.

Trudniej

zbiorów

będzie

najlepsze

własnym
nictwo

również

prace.

samochodem

do Polski.

specjalnie

Dotychczas

B H Z „Desie". C h o d z i

to

A

czy

Wydaw­

ale i t e n t y p k o m e r c j a l n e g o
się j e d z i e ,

znaczy,

się

w

nie tylko

drenażu,

już

w i e już

liczyć

Można

ka

wspomnienie

Zaremby,
—

torzy

książka

zannie). W
zycji

artysta

A.

Błachowski,

oraz

ludowy

szta, Kultura

handlarzy. Obawiam
Nie
nazwisk

komercjalizacji
powiedzialne
ż e Atlas
ducha

120

sprzyja

winnym

i t a k już

tego r u c h u , z c z y m

Polska

Rzeźba

R. R e i n f u s s ,

ludowa;

Zachodnim

rzeźbione
I.

i

na

chata"

lowane

Dawne

co

może

malarzom

się

usiłują w a l c z y ć o d ­

niedźwiedzią
czy

haseł

się

przysługę

rzeźbiarzom,

z

drewniane
rzeźba

S. Błaszczyk, Ludowa
Rabce;

Granice

sztuki,

Małopol­

zwana

ludową;
w

węglu

Malarstwo

ludowe

sztuki

Sto

lat

jej

w

z

badań
oraz

im.
nad

psychopatologicznej,

i

Wielkopolsce,
W.

Orkana

w

historią
zeszyty

ludową;

Ludowej"

stroju

w

kultura;

teorią,

sztuką

Sztuki

Pol­

ludowe

dzieje

kultowa
Muzeum

w

(pod red. A.

Budownictwo

w

fajansu

ludowe

północnej Polski

—

na

„Malowa­

R. H a n k o w s k a , M a ­

Meblarstwo

plastyka

sztuki

ma­

Obrazy

Konkurs
oraz

Kujawach

M. Pokropek,

zabytków

Krzyże

z

Jackowski,

M . Ż y w i r s k a , P u s z c z a Biała,

Katalog

kamienna

rzeźba

Dąbrowskim;
na

ludowe

Błachowskiego);
Polsce;

dotyczące

ludowego,

stanu

badań n a d sztuką l u d o w ą , k o l e k c j o n e r s t w a i t p .
I n d e k s

nazwisk

też,
Bogu

których

przejrzysty,

n i m co n a j m n i e j k i l k u n a s t u
już w s p o m n i a ł e m . B ł ę d ó w
Krwczyk,

niestety

ważnych

brak

twórców,

o

korektarskich niewiele

Wójcak), znacznie
zamiast

mniej

niż

w

w

czym
(Guz-

hasłach

Sobiska, K u l e w i a k —

Kula­

w i a k , Kapłonowa — Kapłanowa).

wszystkim.

zaczynającej

Piwocki,

rzeźba

zo­

Po­

Atlas

K.

A.

R. R e i n f u s s ,
meble

J. Bur­

A . J a c k o w s k i , Współczesne

na Powiślu
izb

Daw­

Ludowa;

Współczesna

pogranicza;

wnętrza

sztuce

drzeworytnicze;

Ludowa

A. Kunczyńska-Iracka,

jego

O

ludowa,

Zawisto-

T. Komornicka-Rościszewska,

szkle;

Ce-

K.

figury

częstochowskiego;

larstwo

i

narodowa;

J a c k o w s k i , Współczesna

twórcy;

kręgu

a

ama­

A. Kunezyńska-Iracka,

Pogórzu;

Bukowska-Floreńska,

i jej

—

malarze

malowanej;

Sztuka

i monolityczne

A.

Francisz­

działaczu

obrazy

skrzyni

wicz-Adamska,

kraj,

wszystkich

instytucje. Obawiam

w

twórczości

dobrze

tłumaczyć, że w ł ą c z e n i e d o

za t e n r u c h

wyrządzić

że

dla

się, że d l a n i c h p r z e d e

muszę c h y b a
amatorów

N i e wątpię,

Droga

Krzysztofowicz,

— kultura

dewi­

skomercjalizowana

przewodnikiem

art. o Franusiaku,

zmarłym

Ludowe

Skarby

ludowa

(tam n p . Sobieska

z Konga...

cenny

szczegółowych l u b m a r ­

J . G r a b o w s k i , Sztuka

w Polsce;

ny

na

trudne

wprowadzić

m.in. o van Goghu

t a k i s t o t n y c h , j a k : S.

ludowej

nie poziom

rzeźb

po

traktująca

Auto­

korekcie.

z a m i e s z c z o n e j b i b l i o g r a f i i zabrakło w i ę c p o ­

dek,

będzie

noty

n i e t w ó r c y l u d o w y m , c z y I . W i t z a , Wielcy

t w ó r c z o ś ć „ n a i w n y c h " włoskich, o b n i ż y ł się k a t a s t r o f a l ­
kropka

kilka
1979 г.,

a nie tak znowu

ź l e zresztą c y t o w a n y , J . C z a j k o w s k i e g o ,

„Polskiej

który

spowo­

praktycznie

ostatniej

dla t e m a t u (np. K . Erber

artystyczną

de­

w

było d o d a n e

kulturą

o

wykaz

m u s i być przez

nawet

elementarne,

monograficzne

m o d n y się r o b i i n n y

k u p u j e . . . Jugosławia

przestaje

han­

współczesnych

przy­

t y m celu

m u s i e l i płacić

t u zresztą

s t a w i a p o s o b i e ruinę. W t e d y
tam

w

do

dysponujący

pomyślało o drenażu t e r e n u p r z e z l i c z n y c h

jeżdżają
wizy,

pozyskiwać

turysta

będzie p i e r w s z y .

d l a r z y z zagranicy, którzy
zach

muzeum

Zawsze

i t a k sprze­

r a c j i , (które

swój

choćby w m i e j s c e w i e l u p o z y c j i

sce;

wzrost

sztuką l u ­

z l a t 1973, 1974 j e d y n i e

uzupełniona

zrealizowania.

ginalnych

ma­

obrzędowej, p o ­

między

rozumieć

doprowadził

Są t o p o s t u l a t y
do

w

tekstów.

A u t o r bardzo

Atlasu,

delimitacji granic

i n i e chcę

i wydawcę

f a c h o w c ó w z C e p e l i i , która odrzucając r z e c z y słabe, s t a ­
się s t y m u l o w a ć

dziwić

ważniejszych

f o l k l o r o w i , plastyce

1972 r . w p r o w a d z a j ą c

włocławskiego;

p o z i o m u twórczości, s k o r o t w ó r c a w s z y s t k o

innych,

przyczyn-

może

amatorską.

iż A u t o r

m o ż l i w o ś ć w p ł y w u n a t w ó r c ó w . N a cóż zda się k o m i s j a
ra

j a k na

p o z y c j i . K s i ą ż k a , która u k a z u j e się n a p r z e ł o m i e

ski;

n a b y w c ó w bezpośrednio d o t w ó r c ó w

nie tylko w

wydany

handlarzy

kolekcjonerów

d o p r o w a d z i ć d o obniżenia

Puszczenie fali

turystów,

zagadnienie

dowały,

obszerny,

obecność

Z g o d n i e z przyjętą koncepcją
ło u w a g i poświęca

obiektów.

pominięcie

których

pominięcia

dożynko­
zakoń­

bardzo

190 p o z y c j i , w t y m szcze­

s y l w e t e k t w ó r c ó w . C z a s e m są t o

artykuliki,

i

słupie, a r c y d z i e ł o l u d o w e j

(Pieta),

Kąpielach

Kras­

folklorystycz­

na wieńce

miejscowym

literaturze znakomitych kapliczek

Cichem
i

w

tymże

zespołu

konkursów

organizowanych

czonych

natomiast w

miejscowego

l i t e r a t u r y

t e g o r o d z a j u książkę, z a w i e r a

c a r z e liczą zresztą 88, 68 i 90 l a t i już t y l k o w i e k i c h
ży­

Finansowymi.

I l u s t r a c j e
ne

na podobnej

pisach

błąd

—

bardzo

ładnie

wydrukowane,

zasadzie j a k zawartość
i l . 9 przedstawia

„dziadów

c ó w " z L a l i k a n i e zespół h e r o d o w y
Mapy:

wspomniana

gionów, typów
mało

czytelna,

chałup

wcześniej

(b. d o b r a ! ) ,

wydrukowana

haseł

w
—

i

dobra­
(w

pod­

szlachci­

Będzinie).
terytoriów

i re­

strojów.

Ta

ostatnia

niewyraźnie

na

wyklej-

�k a c h książki. S z k o d a ,
brakło

że w ś r ó d p o k a z a n y c h

jamneńsko-pyrzyokiego,

zwłaszcza w y j ą t k o w o
Sądeckich

(jest

glądającego

Śląska

pięknego s t r o j u kobiecego

męski, n a t u r a l n y m w i ę c

może

być

przekonanie,

tego t e r e n u n i e jest znany). M a p y
czone

czytelnie,

n i e zadbała
nej

szkoda

tylko,

że

całej

Polski

zgodna

strój

na

jednak

spornych.

za w i e l e

jedynie

Wymienienie

miejsca.

Oczywiste

t e rzeczy, które

listy

błędów

wszystkich
j e s t , że

znam. Historycy

zajęłoby

sygnalizuję

sztuki,

rzemiosłami

na pewno

oraz

zadaniem

jest

czy

wiele

muzykolodzy,

niedostrzeżonych

szczegółowe

dziedzin

kultury

wymaga

przynajmniej

jest typową

więc

skażony

że

jest

róż­

Sama

recenzji,

i

ocena

to

osób

poszczególnych

już o t y m , że a t l a s t e g o r o ­

pracą zespołową, przekraczającą

i kompetencje

dziwić,

kilku

ludu.

zorientowanych w

zagadnieniach, nie mówiąc
dzaju

opracowanie

artystycznej

instytucji dobrze

żliwości

U w a g i , k t ó r e zgłaszam, n i e w y c z e r p u j ą
miejsc

trudnym
haseł

orientacyj­

się

znaleźliby

w t y m tekście b ł ę d ó w . Już t y l k o t e n f a k t w s k a z u j e , j a k

ozna­

podziałem

zajmujący

folkloryści

nych

poszczególnych k a r t a c h .

i

grafowie

z

techniczna

na

z

o-

kobiecy

redakcja

była

a

Lachów

„samochodowe"

że

za­

wnioskiem

o to, a b y s i a t k a podziałów

mapce

strojów

cieszyńskiego,

jednego

efekt

tylu

człowieka.

ogromnej

błędami,

że

pracy

Autora

t a k piękna

w y d a n a książka n i e spełnia pożądanej

etno­

mo­

Trudno
i

się

Atlasu

poręcznie

roli.

Aleksander

Jackowski

P R Z Y P I S Y
J . Z. Ł o z i ń s k i ; A . M i ł o b ę d z k i , Atlas zabytków
ar­
chitektury
w Polsce, W a r s z a w a 1967; S. L o r e n t z ,
Prze­
wodnik
po muzeach
i zbiorach
w Polsce,
W a r s z a w a 1971.
M a r i a n P o k r o p e k , Jarmark
Płocki
(Katalog twór­
c ó w l u d o w y c h biorących p o r a z p i e r w s z y udział w k i e r ­
1

2

Serbske
(Die

narodne

drastwy

Neuzacher

(Sorbische

Tracht);

um Lubbenau);

Volkstrachten),

3

t. 5 : z. 7, A l b r e c h t

z. 2 , L a t a r B a l k o , Drastwa

z. 3 , L o t a r B a l k o , Drastwa

m a s z a c h s z t u k i l u d o w e j w P ł o c k u ) , P ł o c k , cz. I — 1974,
cz. 2 — 1975, cz. 3 — 1976, cz. 4 — 1977.
H . D o b o s z , Pejzaż
z aniołem,
„Tygodnik K u l t u ­
r a l n y " n r 52/53, 2 4 — 3 1 . X I I . 1 9 7 8 r .

Serbów

Serbów

wokoło

wokoło

Złego

S o r b e n um S e n f f e n b e r g u n d S p r a m b e r g J ; z. 4 , A l b e r t L a n g e ,
Tracht

der

Sorben

Cztery

pięknie

kontynuację
jom

wydane,

wydawnictwa

okolic

Ślepego

Nedo. T r z y
wał

w
r.

w

obszerne

pierwsze

numerze

który
(Drasta
pać

1954 r . t o m e m

deljołuzkich

dotyczą­

Ludowej"
katolskich
Zapowie­

okolicom

Chociebuża,

M. Nowaka

opisu

te

w

miały

stroju

jące się j e g o pozostałości. T y m c e n n i e j s z e
jeszcze

czterech
których
niach

następnego,

zeszytów,
strój

i pamięci

rycznych

i

5 tomu,

i

obejmujących

ludowy

zachował

a także w

rodzinnych

to

ka

i A. Lange,

dyskeho

się

z

w

W

w

wokoło

z

przed

okresem

strój

stan, j a k i

zastępowania

istniał

ubiorów

miejsce

w

Sprewy)
końcu

ubiorami

XIX

w . Występowały

powiedzi

na

wiele

z

w.

lub w

s t r o j e m za-

łużyckich,

latach

trudności p r z y

tych

pytań,

które

d l a w s z y s t k i c h opracowań

r i i — np. przy

określaniu

społecznej

roli

wiej­

(strój
co

Sło­
miało

dwudziestych

więc

obowiązujące

łużyc­

bezpośrednio

miejskimi —

próbach
ustalono
i

od­
jako

omawianej
ubioru

materiałów, oraz

se­

stroju.

der

1978.

jeśli

chodzi

kę z m i a n
terenu

i

lepszych

przynależności
jego
na

rozwoju
ogół

politycznej

różnym

gleb

i

uwa­
naj­

charakterysty­

administracyjnej
jakości

nie

ich wykorzystania,

czasie. W

(w

i

gospodarczego,

(wieku, zawodu,

historyczne

stanu posiadania)

naj­

liczby

o p a r c i u o niektóre s t a t y s t y k i

t y m prace

germanizacji

wsi

i

mieszkań­

E. M u k i )

omawiają

autorzy

s t o s u n k i e t n i c z n e w X V I I I i X I X w . i postępujący
ces

o

odrębności

k t ó r e dostarczyły

p r z y n o s i krótką

(zanik

znajomości

języka

pro­
łużyc­

kiego).
Istotną

część

każdej

prac

stanowi

zestawienie

ludowego.

z

Zaczyna

się o n w s z ę ­

kobiecego,

do 5 t o ­

skich, regionalnie i etnicznie nacechowanych
znad

więcej

dzie

Bu-

m u , p o w t a r z a n y m w e w s z y s t k i c h zeszytach,
jest

Sorben

Tracht

pokazując

i muzea,

histo­

Klet-

zmianie,

terenu,

stroju

a

Przedsłowiu

granice

opis elementów

Serbów

zeszytach

redakcja w

n i e uległ

skrzy­

5 B. N a w -

Wochoz

prac

g ę n a t e miejscowości

na

przygotowaniu

ewangelskich

recenzowanych

nikłym. O d t w a r z a n y

XX

aż

nielicznych zapisach

Serbów

(Die

s t r o j u w s t o s u n k u d o t e r e n ó w sąsiednich. Z w r a c a

od u b i o r u

dłużej
typu

trwającego.

Od

łatwiejszego

najprostszych

poncho-, b l u z e k , g o r s e t ó w ,

teriałów, c o d z i e n n y c h
mnóstwa
nym

j e s t , j a k podkreśla

wian

ukazanie

terenów,

jedynie

fotografiach.

Drastwa

a Gródka

der

g r u p y p o r u s z a n y c h w n i c h zagadnień. I t a k

określa

Wstęp

ców w

w

krają.

Opisywany
ki

Drasta

6 B. Nawka,

drastwa

Tracht

Drastwa S e r b ó w ] w o k o ł o M a z a k o w a (Die

t o układ

wyczer­

złożonego

opisy

Mimo

struktury

zachowu­

jest

są jeszcze d w a n a s t ę p n e z e s z y t y t e g o t o m u :
neho,

Komorowa

podstawowe

r . 1964

łużyckiego

oparciu o jedynie w t y c h czterech e n k l a w a c h
się

P.

recenzo­

Sztuki

Tomy

Serbów).

możliwości

i

Wojerec).

wokoło

opracowaniu

stro­

Nowaka

(tom 2 Drasta

Serbów

t o m 4, p o ś w i ę c o n y

całkowicie

M.

„Polskiej

Reinfuss

ukazał się w

stanowią

łużyckim

tego w y d a w n i c t w a

pierwszym

1962 R o m a n

zeszyty

opracowaniu

tomy

S e r b ó w , t . 3 Drasta
dział r ó w n i e ż

w

(Die

L u d o w e n u k ł a d n i c t w o D o m o w i n g Budysin 1 9 7 6 , 1 9 7 6 , 1 9 7 7 ,

poświęconego

l u d o w y m , rozpoczętego

cym

w

um Muskału),

L a n g e , Nowoniwańska

Lubnjowa

fartuszków

przeznaczeniu

kabat zwany

do

odtworzenia,

roboczych

spódnic

—

rozmaitych
po

okrycia

i tańce,

kolorach —
wierzchnie

polką), p a s k i i ozdoby,

oryginalnie

n e c h u s t k i n a g ł o w ę i czepce. D o t e g o w s t ą ż k i
jak

krakowskie,

obszerne

kryzy

w

zeszycie d r u g i m o d t w o r z o n o

dwu

1875 i

przedstawiono

1920 r. W

je dla okresu

zeszycie

o

róż­

(w

tym

wiąza­
barwne

niektórych

n a c h (z. 2, 3). W
stadiach: z

koszul

z różnych m a ­

i odświętnych, n a s p a c e r
w

i

regio­

stroje

w

czwartym

1880/90 г., p o k t ó r y m n a ­

stąpił i c h z a n i k .
Bogactwo
następnym

tych

rozdziale

stawach z okazji

ubiorów

tłumaczy

i c h zastosowaniem

się
w

opisanym
różnych

r ó ż n y c h zajęć g o s p o d a r c z y c h

łe chusty n a głowę

przy

zbieraniu siana)

jak

w
ze­

(np. b i a ­
również

r o d z i n n y c h i d o r o c z n y c h , kościelnych uroczystości i p e ł -

121
T

�niemych

funkcji

(np. n a

weselu

czy

przy

chrzcie).

W

cych

t e n ostatni okres.

s t a r y c h r y c i n a c h w y s t ę p u j ą słynne b i a ł e c h u s t y d o o k r y ­

Słowiańszczyzny

cia

jeszcze odnaleźć w

j a k o żałobne s t r o j e k o b i e t (zeszyt 4). W

opisach i fotografiach
stroje

na

wem

strój żałobny k o b i e t , j a k r ó w n i e ż

uroczystości

wprowadzeniem

rodzinne,

charakteryzują

k o l o r u czarnego,

miasta.. To

męskich,

samo

tracących

j a k sądzę

dotyczy

swój

go

łużyckie

opisane
jak

Dawne

tylko

w

wiejskie

nielicznych,

białe i g r a n a t o w e

wpły­

ubiorów

dawny

itp.) n a rzecz ubiorów

się

pod

uroczystych

całkowicie

(sukmany, kaftany
czasu.

późniejszych

charakter

miejskich te­

stroje

męskie

odtwarzanych

okrycia wierzchnie,

są

elementach
koszule

pon­

cho, płócienne s p o d n i e i żakiety, c h u s t k i n a szyję, o z d o ­
by

weselne

kim)

i t p . Więcej

dowiedzieć

jego

rozwój

z XVIII

w

się

o stroju' dawnym

można

oparciu

z

rozdziału,

o cytowane

(także

opisów

i X I X w.

stroju

nicznej,
Wiążą

w

życiu

a także

wsi jako

znaku

zmian

stylu

się z t y m z m i a n y

i poziomu

typów

materiałów,

w ł a s n y c h n a rzecz f a b r y c z n y c h .

rakteryzują

również

działalność

ców strojów w różnych
Teksty

życia.

zarzucanie

niektórych

cha­

wykonaw­

okresach.

w recenzowanych

p r a c a c h są d w u j ę z y c z n e —
niekiedy

l a k o n i c z n e i n f o r m a c j e n i e z a w s z e są p o p a r t e r y ­

sunkami

(których

zamieszczonymi
Najczęściej
rowe.

et­

Autorzy

łużyckie i n i e m i e c k i e . Z w i ę z ł e , s k o n d e n s o w a n e ,
bardzo

funk­

przynależności

wyrazu

wyrobów

dzinne

jest
na

zresztą

niewiele)

wkładkach

i

fotografiami

z kredowego

tekst wraz

i ładnie

w y c h modelach)
przejściowego

podane

wiele

najrozmaitszych

kolo­

z i l u s t r a c j a m i (fotografie

dawne

stroje

pokazane

na

stanowią c i e k a w ą d o k u m e n t a c j ę

pomiędzy

(zawierającym

powiązaniami

rozwiniętym

elementów

epok

—

ubiorem

elitarnych

i kwestią

jów
sunku

Polskich

do p r a c

stan opracowań

kostiumologicznych.

Słabiej,

jak

wadzają

we

wcześniejsze

propozycji

historyczne

wej

jeszcze

nakże

ŁuŻyC.

chy

ze

niekiedy

znanych

dawnych

płacht
jak

recenzowanych

prac, zgodnie z

założeniami

badań e t n o g r a f i c z n y c h n a Ł u ż y c a c h p o I I w o j n i e , w t y m
zwłaszcza

prac

współpracy

podejmowanych

Serbołużyckiego

z

inicjatywy

Instytutu

w

i

przy

Budziszynie

(działającego o d r . 1951, p o w i ą z a n e g o z N i e m i e c k ą
demią

N a u k ) , kładą w

publikacji

tację opartą n a s y s t e m a t y c z n e j

nacisk

na

penetracji terenu

i wypełnienie w t y m zakresie

białych p l a m

nych

przeciwieństwie

przez

autorów
Łużyc
życach,

prace

starsze.

dawniejszych,

W

piszących

(por. n p . A . D o b r o w o l s k a ,
Kraków

o

tradycji

strojów

tak

wielkiego

ju,

związanych

—

rębności e t n i c z n y c h

Łużyc

pozostawio­

zróżnicowania
z różnymi

rozbudowany

Jak
w

ub.

Łużyc

jako

wieku. Podobny

niejszy

wcześ­

archaicznej,

wschodnią
nawet
ka

Europą.

Zresztą

płachty

żałobne,

białe

późniejsze b o r t y a k s a m i t n e p r z y p o m i n a j ą c e

k u r p i o w s k i e , n i e weszły

U w a g a : drasia
j a k podałam w

i drastwa
tekście.

do i l u s t r a c j i ,

ze
ani

czół­

reprezentują­

u ż y w a n e są w y m i e n n i e , t a k ,

że

zestawów

ce­

Atlasie
które

—

znajdujemy

elementów

stro­

i funkcjami

Czechosłowacji

bar­

czy J u ­

przez A.

Kroha

Sztuki Ludowej"

pracy

nach

bogacą

łużyckie­

i przeładowanie wiązało

regionu turystycznego

w

czy Łowickiego. I w

się s t r o j e

nie tylko

jako

na

symbol

tych

użytek

się

2 poł.

w czasie jest rozwój P o d h a l a ,

Krakowskiego

póź­
regio­

własnego

„ludowości"

w

kul­

narodu.

Recenzowane
w a n i a na nowo
regionu

prace

wychodzą

w

momencie

historycznych Łużyc n i e jako

turystycznego

przeszłości, d o k t ó r e j

lecz j a k o

nawiązują

świadka

nowe

odkry­

egzotycz­
tradycji

pokolenia.

Prace

te pomagają wypełnić l u k i w i n f o r m a c j a c h o k r a j u , któ­
ry

o d około

dwóch

wagę badaczy
renów.

Wśród

wielu

etnograficznych
fia

Polska",

dotycząca

wieków

ściągał

z a r ó w n o łużyckich
prac

„Przegląd

stroju

jest

na

i

in.)

pierwszą

z

bieżąco

dokumentacja

się d o końca. W
pytań,

s t o s u n k u do

określoną

dokładność

p r z e d m i o t u , c h r o n o l o g i a i o p i s tła h i s t o r y c z n e g o ) .
ra

drogę

kiego

opisu

1 analizą
jak

do

dalszych

dyskusji

d l a studiów

systemów

zmienności w

pro­
opisu

Otwie­

n a d przydatnością

n a d historią

kultury,

w

zaplanowanych,

nad ubiorem przynosi
(typy

u-

p o l s k i c h („Lud", „Etnogra­

Zachodni"

bodaj

zbliża

niejednokrotnie

j a k i z sąsiednich t e ­

omawianych

czasopismach

warsztatową

s ł o w i a ń s k i e j i różnych, późniejszych z w i ą z k ó w Ł u ż y c

nie

okolicznościami

z w i ę k s z e n i e paradności

z awansem

pozycję

ich warstwie

bogaty,

r o k 1976 „ P o l s k i e j

studiów

się w t r o p i e n i e p o w i ą z a ń i o d ­

ubioru w

w

regionach,

p i s z e P. N e d o w r e c e n z o w a n e j

n r 1 za

naszych

Łu­

Jed­

się,

gosławii.

której w y k o n a n i e

literatura

ubiorów.
wydaje

u nas n a j s t a r s z e

tych

j e s t strój w

wielu

na

plam
o ży­

obrzędach i uroczystościach. P o d t y m w z g l ę d e m

dziej

stroju

ludowy

opisów

giną

strój

sto­

w i ę c e j białych

dawnych

w

mają

do

Strój

w

(biorąc p o d u w a g ę

(np. nie n o t u j e m y

Nawet

kulturze i o

1948 i t a m c y t o w a n a

n i e j s z a ) n i e zapuszczają

Aka­

dokumen­

Stro­

one również i regiony

n a m dotąd

żałobnych).

krakowskie

nego

Autorzy

za­

Polskich

pozostawia

i wielkość t e r e n u )

w c z e ś n i e j niźli n a Ł u ż y c a c h

wpro­
kultury

zaj­

dokumentację

go,

wiek)

Tymi

nie

prac. P e w n e w n i o s k i m o ­

ży­

ludowym

wspomniałam,

warstwy

wpływów,

Ludowych

m a p i e k r a j u . Obejmują

turze

współczesnych

kobiecych.

porównując

Strojów

łem

nowych,

łączy

czepków

o s t r o j a c h łużyckich

r e g i o n u , lecz r ó w n i e ż

tworzenia

(a t a k ż e z W i e l k o p o l s k ą )

0 sztuce Łużyczan, rozwój o r n a m e n t y k i s t r o j u

kostiumów

na

Ludowych.
Atlas

w

wełnia­

haftach

Nie­

w a r t ą w t y c h p r a c a c h choćby z Atlasem

a u n i f o r m e m m i e j s k i m t e g o czasu. Są o n e d o b r y m ź r ó d ­
dla

chust

i in. Z terenem

chronologii

sami,

można

płóciennej,

ro­

okresu

od X V I po X I X i X X

fabrycznych

tiulowych

wyciągnąć

terenami

in.)

kraciastych),

mują się a u t o r z y o m a w i a n y c h
żemy

i

sposobie noszenia

(zwłaszcza

bogactwo

dalszymi

p o n c h o , w odzieży

Europą zachodnią

Łużyce

papieru.

są t o i l u s t r a c j e czarno-białe, r z a d z i e j

Zwięzły

miec,

na

P o z o s t a ł e r o z d z i a ł y przynoszą c h a r a k t e r y s t y k ę
cji

n a płótnie, w

nasobnych

z

Czechosłowacji

kroju

c h u s t a c h , wstążkach

męs­

omawiającego

fragmenty

drukach
nych

Analogie

(Polski,

zarówno

kultury
w

ta­

ludowej

i c h trwałości

czasie.
Anna

Kutrzeba-Pojnarowa

�J e s z c z e o r z e m i o ś l e a r t y s t y c z n y m na p o l s k i m Spiszu ( n a m a r g i n e s i e a r t y k u ł u T . M . T R A J D O S A
Sztuka

Coraz
cyjnej
Ten

większym

zainteresowaniem

k u l t u r y l u d o w e j zaczyna

badaczy

torycznej

w

d o dziś

Genetyczna
szeroko

znaczące w y d a r z e n i a

a także d ł u g o t r w a ł e j

pozostał n i e m a l

żywym

kultury,

obszar,

obok

sza-

jako

terenu

wszyscy
sobie
i

autorzy

sprawę

typu

badań,

ale

zachodzących
ze

na

pogra­

polskiego S p i -

też

trudności

procesów.

Niestety,

podejmujący

tematykę

spiską,

specyfiki

tego

rzemiosł

zdają

regionu. Do prac

artykuł Т. M . T r a j d o s a ,
artystycznych

w
nie

tego

Przeszłość

na polskim

Spi­

„ P o l s k a S z t u k a L u d o w a " , 1978, n r 2.

szu,

Bazę źródłową artykułu

ramiki

stanowią

—

z

jego

od połowy

rego początków
w

XVII

piero w
w

I I poł. X V I I I w . W t e d y

pobliżu

szkle .

h u t szkła

Najbardziej

6

domokrążni
krosnach
pewne,

że

spiskich,

Polski

obrazy

na

siedztwie

o d północy,

8

nia

o

po

„etnicznej

t y p y zajęć

znaczenia

użyteczność:

rodzaju

-demograficznych,
mieszczenia

źródeł

odrzucić

ludności

przyniosło
gierskie,

zakończyły

o

wiek

mienionych
z

połowy

szego

metryk
XVII

dla

osadnictwa

i

jednorodną

sam

autor

rządzania

koniec

roli.

Na

większej

problemu,

jako

pochodzących
rozwiązać

ce

miejsca

polemiki

znaleźć

W

sprostowania

sprawdzonej

tu

Przyczyną

oznaczać

musi
ją

z

jest

spiskiej",

Krzysikowie,
Szkoda,
z

że

co

B y s t r o n i a , niż
tekście

się

nazwisk

wspomniana

polskiego

Spiszą

o

odnajdujemy

hipoteza

XVII

powiedniej
miejscowego

g l i n y , co

ze

stanem
nie

(np.

tyl­

ze

słowackich

kopii,

wykluczyć

często w

podobieństwo
jest

oparciu o

il. 6 i

wtórnej
każdej

drukarni

wizerunki

do n i e j

spo­

starsze

i l . 5), l e c z

wsi warsztatu malar­

idącym, uogólnieniem, * n i e m a ­

jącym s o l i d n y c h podstaw

ź r ó d ł o w y c h . W ą t p l i w e j e s t też

bardzo,

z

by

malarsikich

pochodzące
obrazy

domniemanych

zdobiły

wnętrza

warsztatów

kościołów.

środowiskom

rzemieślniczym,

Malar­

w a n i e na desce obce jest raczej

cechowym.

kulturze wiejskiej. A r ­

w przypadku garncarstwa.
Podobnie

jest

z nazwiskiem

p r o d u k c j i włókienniczej

pisał a u t o r o s o b o m ,
tym

właśnie

Całość

wiej­

na p o l s k i m Spiszu

„Tkacz".

przy­

które w y s t ę p u j ą

nazwiskiem.

W

w

metrykach pod

t r a d y c j i spiskiej

swego

stanowiska

przydomków

w

prawdziwa,

t o 14

cy

się

n i m nazywany

twierdzeniu
głównie
panuje
w

M.

domeną
wśród

szczegóły,

tkaniną
o

Т.

„knop" .

określeń
w

lnianej

części

odzieży.

należy,

kolorze

(rzadko

na

że:

wbrew

Spiszu

Prawdziwe

u

stwierdzić

Ponadto,

1 0

tkactwo

mężczyzn .

wełnianą

osnowie

był

Trajdosa,

było

zamieszanie

N i e wdając
nie

kanajas

czerwonym,

a

pasiakiem

bawełnianej), t k a n y m
są d e k o r a c y j n e

nie powstaje

wąt­

czerwonym,

pasy .

Wzór

l s

w

się
jest

procesie

tka­

n i a ; są t o spódnice s z y t e z s a m o d z i a ł o w e g o płótna, b a r ­
wione

na kolor

granatowy

nym

wzorem,

żywa

i specyficzna

kała
pod

tzw.

się l i c z n y c h
i l . 36 i

i p o k r y t e ręcznie

modrotlać.
właśnie
1 3

Błędne

mówić

o

drukowa­

interesująca,

d l a Spiszą

omówień .

37. T r u d n o

Ta

technika
są t a k ż e

„swetrze

wciąż
docze­
podpisy

góralskim

każdej

stroju

t r y b s k i e g o " , gdyż w

t r a d y c y j n y m stroju

spiskim

warszta­

sweter

n i e w y s t ę p u j e , a w s p ó ł c z e ś n i e można go

spotkać

drugiego.

także n a P o d h a l u , O r a w i e i w G o r c a c h . N i e i s t n i e j e o d ­

„w

X I X w.
od tego

tkactwo

określane b y ł o z a w s z e t e r m i n e m , „ k n o p s t w o " , a t r u d n i ą ­

i „farbanek"

nich

naj­
Malo­

g u m e n t n a z w i s k a „ M a l a r z " m a t u tę samą w a r t o ś ć , j a k

skomponowane

w

wie­

sporadycznego

„kartonek"

uniemożliwia

Omawiane

pochodzących
można

o

drzeworytów

z którego

z

należą:

centrum malarstwa i
a

postaci

większość

b r a k jest pokładów

definitywnie

garncarstwa.

mo­

można

3

ty: malarski i garncarski". Zacznijmy
Otóż n a c a ł y m p o l s k i m S p i s z u

się

góralskiej .

była

stanowiłoby
między

nazwis­

dala

malarstwem

k i e m b a w e ł n i a n y m b i a ł y m , t w o r z ą c y m tło i

roli

ludności

słowackim

procentu-ludności

g a r n c a r s t w a , gdyż, j a k pisze Т. M . T r a j d o s ,
wiosce

że

nie

(nie Sołtysikowie!).

n i e skonfrontował

J . Zborowskiego

większości
autora

rozrodzonych

Sołtysowie

w

wymagają­

nazwiska

wsiach

najbardziej

sze­

gdyż

zawód. W

doszukać

dziś z n a c z n e g o

Bizubowie,

kształtowaniu
Gdyby

w

omawianych
Do

autor

uwagami

wsi

„do

ale w

występuje.

hipotezy,

łatwiej

u s t a l e n i a m i J . S.

n i e stanowią

nie

terenie

przez

zawsze w y k o n y w a n y

fragmencie

f a k t y c z n y m *. W y m i e n i o n e
ko

przyjęcie

Nie

9

niczego

M . Trajdosa,

uściślenia.

krytycznie w

tywującym
analogii

lub

sformułowań

ze

Dopusz­

argumentu

w

zbyt daleko

z nie­

na przeprowadzenie
informacje

ważkiego

pierwowzory

skiego

cza­

do c z y n i e n i a

można

szkła.

malarskich z

częściej

n i e wniosą

Т.

Na
są­

pierwotności

e t n i c z n y m ludnością,

nie pozwala
z poglądami

akapicie

błędnych
ko

miedziorytów,

skiej

Brak
każdym

przypadkach

wę­

istotnego.
rokiej

Tatr.

s t w o tego r o d z a j u właściwe jest dużym ośrodkom,

1

Metryki

wsiach

najistotniej­

mianowicie,

pod względem

prawie

we

bezpośrednim

huty

ośrodków

formalnym

o istnieniu w

najdalej

specjalnych
Jest

strony

jego

pominąć

twierdzenie

wy­

w

odnajdywane

n i e istniały

nie
urzę­

podstawie

charakterystyki etnicznej .

przyznaje.

XVII

a wpływy

języka

sach n o w o ż y t n y c h n a t o m i a s t , m a m y
mal

prze­

tego

kościelnych,

jego

(Lewocza) .

rezultatów,

w . , n i e można

Spiszą

i

przy­

józefińskie

wprowadzeniem

dowego, n i e odegrały

pod

obrazy

na
skąd

na szkle. D l a o b r a z ó w z t e r e n u Spiszą u s t a l o n o w

statystyczno-

d l a Spiszą

Gemer,

7

rozwoju

można

pokrewieństwie

trzeba

osadnictwo

spodziewanych

poza

się

nie

lu

d l a badań

zdecydowanie

Późniejsze

Zamagurza"

hut ,

umniejszając

ludności. N i e

p i s y w a n ą i m uniwersalność. Z a s a d n i c z e
wieku.

wnioskowa­

s t r u k t u r z e nowożytnego

i specjalizacji

tego

od

przypi­

malarstwa

Siedmiogrodu .

szkle,

do­

zaczęły

ośrodki

Spiszą, a n i w

od

parafian

i

się a u t o r

na Słowacji

i m p o r t a m i z południowej

Badaniom

sał a u t o r n i e z w y k ł ą w r ę c z

Sło­

ośrodek w

roznosili

do

są

był

się

też p o w s t a w a ć

pierwsze

znany

handlarze

aż

terenie polskiego

m e t r y k i kościelne

nazwisk

do ce­

zachodniej

na p o l s k i m Spiszu doszukuje

w . Szklarstwo- rozwinęło

możliwość

nich

t e nawiązują

się w

5

czając

w

Spiszą,
Formą,

4

X V I w. .

c z t e r e c h , spośród j e d e n a s t u istniejących p a r a f i i s p i s k i c h .
zawartych

rozwijającej

części

krańców .

i kolorystyką w y r o b y

habańskiej,

wacji

ze s ł o w a c k i e j

południowych

P o d o b n i e r z e c z się m a z m a l a r s t w e m n a s z k l e , k t ó ­

tam

zaliczyć t r z e b a

teraźniejszość

zdobnictwem

his­

składowych

położenia

stwarza

s p i s k i e j pochodzą

z ra­

skansenem.
elementów

n i c z u e t n i c z n y m , s t a n o w i o atrakcyjności
śledzeniu

ceramiki
dokładniej

przeszłości

„Polska

1 9 7 8 , nr 2 ) .

Spisz.

izolacji komunikacyjnej,

różnorodność

rozumianej

trady­

cieszyć się p o l s k i

niewielki pod względem powierzchni

cji swej bogatej

Ludowa",

artykule

od­

rozwój
okazy

miana
nia

bukowińska

trzy

odmiany:

I I . 37 p r z e d s t a w i a

stroju

spiskiego.

kacwińską,

E. S t a r e k

trybską

i

o d m i a n ę trybską, o b e c n i e

wyróż­

jurgowską .
1 4

najbardziej

123
1

�ekspansywną.

Generalnie

mieszkańcom

polskiego

cjalizowanych

(poza

ze

stopniem

wościami

surowcowymi

podstawowych
były

rozwoju

polskim

tak

wyspe­

rzemiosł,

jest

Spiszu

możli­

nie wspomina

rzemiosłach,

j a k o najdostępniejszy

z ważniejszych

(bednarstwo,

przypisywanie

gospodarczego i

terenu. Autor

się o d r e w n o ,

jednym

czego

na

biorąc,

znajomości

włókienniczymi)

sprzeczne

opierając

rzecz
Spiszą

źródeł

które

surowiec,

dochodu

kołodziejstwo,

o

pozarolni-

stolarstwo,

wyrób

gontów) .
trzeba

uchybień

pierwszej

określenie:

charakterem
mówić

ników

spiscy",

jako

literaturze

zaliczyć

również

skąd

o kolonistach

frankońskich

na

zaczerpnął

znajduje

Spiszu.

się w

Т. M . T r a j d o s

W

należy

1 я

ności

polskiego

trum
W
moje

min:

Spiszą

zakresie

targi

w

w

i

konwencjonalnie,

Spiskiej

zrezygnować

można

z pierwszego

k l o r s p i s k i będąc
terystyczne
tronat

Kieżmarku

budzi

„polski
stosuje

mimo

zamienne
Spisz".

i

a

dos .
l s

za

n i e Związek

Szokuje

odznacza
nym".

się

autor

określeń
niejako

termin w

i słowackiej, d r u g i , p o p r a w n i e j s z y ,

starsze

cechy
Poza

z

—

t y m , pa­

Czechów

w

Niżnych
i

j a k p i s z e Т.

KW)

Słowa­

M.

Kacwinie

jako

„schematyczny

„po­
nie

artystycz­

a u t o r o w i dokładne obejrzenie
obrazach

Traj­

że
nikt

zamiłowaniem

T o , co w

fol­

charak­

Łapsz

a u t o r y t a t y w n e stwierdzenie,

wrót

Bielskich

i

części

Przedstawienia

pejzaż

tatrzański",

zaliczam

t e przywodzą
Do

19

dwukrotne

rzeźbiarza

Reasumując

Wysokich,

tatrzańskie .
z

pa­

widzianych

n a myśl

usterek

zniekształcenie

w

J . Wodziaka

pełną, n a t u r a l i s t y c z n i e p o t r a k t o w a n ą

panoramy

Gomibosa,

stosowanie

Podhalan,

zagrodach.

określa

szych

Współcześnie,

Kulturalne

jakimkolwiek

Proponuję

kacwińskich

lud­

autora,

też

etnicznego.

„Kurasówka"

Towarzystwo

Nie­

cen­

pogranicza

zespołem

ter­

(konsekwencji

określnika, g d y ż

samoistnym, wykazuje

n i m (J. W o d z i a k i e m

Lewoczy

wyjaśnień

się p i e r w s z y

ków,

dla

nad

z Kaewina.

targów. D l a

inny zagadkowy

s p i s k i " . B e z żadnych

Walki

Starej Wsi.

terminologii,

zastrzeżenia

t u r z e czeskiej

miejscach

ahistorycz-

folklor

Tatr

z n a c z e n i e w o b e c i s t n i e n i a bliższego

handlowego

„Zamagurze"

o

kategoria

Tym

„polski

noramą

re­

się też

z b y t lotne t u pióro a u t o ­

r a . D r u g a część a r t y k u ł u p r z y n o s i

artykułach

i n n y m t o m i e , niż p o ­

przedstawia

n y m t w o r e m obciążyć w y p a d a

istocie

kolo­

wyraźnie

dygnitarzy-fachowców".

jest w

o

( „ L u d " , t . 44, 1959, s. 118—129).

jest też w z m i a n k a

Spi­
osad­

Flandrię .

cytowanych

całkiem

ścisła

miały z n i k o m e

na

informację

n i e znalazłem j e j , a a r t y k u ł M . G o t k i e w i c z a ,
daje

z

stosuje

j e s t sięgniecie d o p r a s i e d z i b

autor

Mazurów

ligijne...,

też

niezgodne

przedmiotu

z X I I — X I I I w., to wymienić

wiem,

niach

W

artykułu

a d e k w a t n y t e r m i n : górale spiscy. T r u d ­

s z u . Jeżeli k o n i e c z n e
Nie

części

„Polacy

etnosu.

się p o w s z e c h n i e
no

Niezbyt

1 7

„wioskowych

sprawuje

1 5

Do

skiej

naj­

drobniej­

nazwiska

A.

Jurgowa .
i 0

powyższe

u w a g i , podkreślić

trzeba

raz

jeszcze z całą stanowczością konieczność k r y t y c z n e j

ana­

lizy

Nie­

źródeł

i takiegoż

przestrzeganie

tego

sprawdzania

ich w

podstawowego

w

terenie.

pracy

badawczej

wymogu, przy b r a k u oparcia w literaturze, prowadzi
wniosków

niezgodnych

z badaną

do

rzeczywistością.

litera­
w

Krzysztof

pol­

Woźniak

P R Z Y P I S Y
Z a g a d n i e n i e t o doczekało się w i e l k i e j ilości o p r a ­
cowań: węgierskich, czeskich, n i e m i e c k i c h ; z p o l s k i c h
w y m i e n i ć n a l e ż y : E . J a n o t a , Zapiski
o zaludnieniu
do­
lin Dunajca
i Popradu
na Spiszu,
„Rocznik
Towarzy­
stwa Naukowego Krakowskiego",
1864, s. 80—168; K .
K r o t o s k i , Stosunki
etnograficzne
na
Spiszu,
Kraków
1908; S. Z a c h o r o w s k i , Węgierskie
i polskie
osadnictwo
Spiszą do połowy XIV w., K r a k ó w 1909; Т. E. M o d e l s k i ,
Spory
o południowe
granice
diecezji
krakowskiej
od
strony
Spiszą ( X I I I — X V I I w . ) , Z a k o p a n e 1928; W . S e m ­
k o w i c z , Granica
polsko-węgierska
w oświetleniu
histo­
rycznym,
K r a k ó w 1930; J . R a d z i s z e w s k a , S t u d i a z dzie­
jów ustroju
Spiszą, K a t o w i c e 1969.
1

J . S. B y s t r o ń , Kultura
ludowa,
W a r s z a w a 1936,
s. 31 i n a s t .
J . Z b o r o w s k i , Materiały
etnograficzne
z
góral­
szczyzny
( w : ) T e n ż e , Pisma
podhalańskie,
t . 2, K r a k ó w
1972, s. 3 9 0 - ^ 0 9 .
Ceskoslovenska
vlastiveda.
Т . 3. Lidova
kultura.
R e d . A n d r e j M e l i c h e r ć i k , R r a h a 1968, s. 426.
H . L a n d s f e l d , Habanske
pamatky,
Strażnice 1970,
s. 5 — 6 ; J . G r a b o w s k i , Sztuka
ludowa,
W a r s z a w a 1977,
s. 241—242; T e n ż e , Sztuka
ludowa
w Europie,
Warsza­
w a 1978, s. 193—194;
Ceskoslovenska
vlastiveda...,
s.
456—457.
Ceskoslovenska
vlastiveda...,
s. 458—460. S z k l a r s t w o musiało być jeszcze w ó w c z a s nieczęstą u m i e j ę t n o ­
ścią, s k o r o w w y k a z i e z a w o d ó w m i e s z k a ń c ó w 16 m i a s t
s p i s k i c h z 1758 r . f i g u r u j e t y l k o 6 s z k l a r z y , a n p . z ł o t ­
n i k ó w 10 ( J . R a d z i s z e w s k a , o p . o i t . , t a b e l a p o s. 140).
K . S t e c k i , Ludowe
obrazy
na szkle
z okolic
pod­
tatrzańskich,
„ R o c z n i k P o d h a l a ń s k i " , 1914/1921, s. 207;
Ceskoslovenska
vlastiveda...,
s. 458—460.
2

3

4

5

6

7

H . P i e ń k o w s k a , Podtatrzańskie
obrazy
na
szkle,
K r a k ó w — Z a k o p a n e 1961, s. 22.
Ceskoslovenska
vlastiveda...,
s. 460.
J . Stokłosa, T k a c f t o o l u d o w e w Gruszowcu
i
Jur­
gowie w 1909 г., K r a k ó w 1920, s. 24, 38.
I b i d e m , s. 1, 4 — 5 .
M . W o l e ń s k a , Wystawa
sztuki
ludowej
zamiesz­
kałych w Polsce
Białorusinów,
Litwinów,
Rosjan,
Sło­
waków, Ukraińców,
Żydów, K r a k ó w 1960, s. 2 1 — 2 2 ; Ces­
koslovenska
vlastiveda...,
s. 74.
J . V y d r a , Ludova
modrotlać
na Slovensku,
Tvar
1954; Ceskoslovenska
vlastiveda...,
s. 506—508; E. S t a r e k ,
S t r ó j spiski
( w : ) Atlas
polskich
strojów
ludowych,
cz.
V , z. 15, P o z n a ń 1954, s. 36.
E . S t a r e k , o p . c i t . , s. 76.
E . K r a s i ń s k a , Gospodarka
pasterska
na
polskim
Spiszu
w drugiej
połowie
XIX i w XX wieku,
„Rocznik
M u z e u m E t n o g r a f i c z n e g o w K r a k o w i e " , t . 3, 1968, s. 124;
i n f o r m a c j a o p a r t a n a materiałach z badań t e r e n o w y c h
K a t e d r y E t n o g r a f i i Słowian U J .
J . R a d z i s z e w s k a , o p . c i t . , s. 8 2 — 8 3 ; K . K r o t o s k i ,
o p . c i t . , s. 8 — 1 0 ; E . S c h w a r z , Die Herkunft
der
Siebenbtirger
und Zipser-Sachsen,
M u n c h e n 1957, m a p a n a
s. 155.
8

9

1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

16

Zamagurie.
Narodopisna
monografia
J a n P o d o l a k , K o ś i c e 1972, s. 11.
17

1 8

Polsce,

M . P o k r o p e k , A t l a s sztuki
W a r s z a w a 1978, s. 223.

J . Szaflarski,
160, 214.
M . Pokropek,

ludowej

1 9

Poznanie

Tatr,

2 0

o p . c i t . , s. 113.

oblasti.
i folkloru

Warszawa

Red.
w

1972, s.

SPHOSTOWANIE

W a r t y k u l e T a d e u s z a M . T r a j d o s a K o ś c i ó ł го Czarnej
Górze ( „ P o l s k a S z t u k a L u d o w a "
ofiarodawcy
parceli, n a której postawiono
kościół, w i n n o b r z m i e ć : S e b a s t i a n
Korkosz.
omyłkę.

124

n r 2, 1978) n a z w i s k o
A u t o r przeprasza
za

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6435" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6415">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/9099bfb726723480f8898117daf3b608.pdf</src>
        <authentication>c1e4e66bc73e78eefb65d2565f901a95</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76636">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3505</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76637">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76638">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3285</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76639">
                <text>Listy po I konkursie współczesnej rzeźby ludowej Karpat Polskich w 1972 r. / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76640">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.113-115</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76641">
                <text>Kroh, Antoni</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76642">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76643">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76644">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76645">
                <text>Twórcy

ludowi

Jak

dziś P o l s k a

Jak

szeroka

szeroka

i długa

Wszędzie twórcy
Każden

ludowi

dłubie i s t r u g a .

B o dziś r z e ź b i a r z się c e n i
Niezły
Za

z t e g o m a dochód

Chrystusa —

K u p i ł sobie
Abo

garncarz

Nieraz

— przed

z głodu

garnuszki

Wartburga

uzbierał.

Abo

tkaczka-artystka

Tka

dywany

W i l l e sobie
Bo w
Abo

taki

pióreczka

Jest z a g r y c h a

z
i

czasopism
czysta.

j a k Polska

Jak

obrosła.

artysta

wierszówki
I

na krosnach
buduje

poeta

Też l u d o w y
Za

wojną

przymierał

Dziś za s w o j e
Na

Madonny

samochód.

szeroka

szeroka

i długa

K a ż d e n c h c e b y ć artystą
Każden
Bo

pisze

dziś t a k i e już

i struga.
czasy

T a k i e t o już dziś l a t a
Jak

n i e s t r u g a coś w

drzewie

To przynajmniej wariata.

S z c z e p a n M u c h a , w i e ś Szale, w o j . s i e r a d z k i e ,
Mikołaj
Kopernik,
w y s . 78 c m

Bronisław

Pietrak

Antoni Kroh

LISTY PO I KONKURSIE WSPÓŁCZESNEJ RZEŹBY LUDOWEJ KARPAT POLSKICH W 1972 R.

Po
które,

k o n k u r s i e wpłynęło
sądząc,

że

ces p o w s t a w a n i a
Listy

do M u z e u m

stanowią
i

one b a r d z o

stosunek

l i s t ó w znajdują

„Najpierw
(piszący

Konkursowy
Więc

niezna

tylko
się w

dziękuję
żadnej

za
—

Się d o b r z e

w
w

celu wzięcia
żadnym

n a rzeźbach

niebęde

nagrodę

Widocznie

Sąd

ludowych.

się do m n i e

wystawie,
brał

bo

udziału

w
już
w

w

od

rzeźbiarzy

pozwalający

ludowych

zachowując

otrzymaną

A.K.).

181 listów

materiał,

archiwum Muzeum

udziału w

Muzeum

Sączu

rzeźbiarzy

skrótami

w o b e c t e g o proszę n i e z w r a c a ć

przyszłości
naperwno

bardzo

n i e otrzymał

Nowym

interesujący

współczesnych

publikujemy z pewnymi

Oryginały

w

d o różnych

oryginalną
Nowym

Druga

psychikę

opieki

twórców,

n a d plastyką

nie­
pro­

wiejską.

Sączu.

dwie

podobizny

jedna

z katalogu z napisem

podobizna

jest

i p o d nią

podobizna

jest

podobna

Serdeczne
w

życzenia

Nowym

dla

jest
do

wy­

napis

k t o to

Kopernika?

wszystkich

Sączu). Z

jest

(Kopernik).

podobizna

j e s t , która
(Muzeum

form

w

ortografię.

Posyłam
rysowana

ludowych. Prezentujemy

wniknąć

pracowników

poważaniem"

wystalwach.
Zawiadamiam
mi

żeby

tamtejsze

d y p l o m u uczestnictwa

w

Muzeum

niewysyłało

Michał

Boczek

k o n k u r s i e , b o m i go n i e -

p o t r z e b a , b o m a m i c h aż sześć.

(...)
Michał

Boczek
Jeleśnia

„Dziękuję

za

przesłanie

mi

wiadomości

odnośnie

wyniku Konkursu.
Cieszę się z p r z y z n a n i a m i n a g r o d y w . k w o c i e 300 zł.

„Serdecznie
z wystawy
Również

dziękuję z a o t r z y m a n y

rzeźby

ludowej

dziękuję

od w a s k a t a l o g

Karpat

Polskich.

za otrzymaną

paczkę z

o r a z za p i e n i ą d z e za r z e ź b y .

B ę d z i e t o bodźcem do d a l s z e j p r a c y
Co

rzeźbami,

każdy

do

sprzedaży

sposób

m y ś l ę zabierać

jaki

moich

rzeźb

się n a d a r z y

twórczej.
to

zgadzam

sprzedać

rzeźby

się

na

bo n i e

ich z powrotem.

113
r

�Podaję
jest

moje

możliwe

ceny

—

w

za poszczególne

przeciwnym

sztuki

razie

o ile to

zgadzam

się n a

W a s z r a c h u n e k . (...)''

by

i m pokazać

że n i e n a t o się ż y j e , b y t y l k o jeść i

b a w i ć sie. A rosnący p r o c e n t n a książeczce będzie
niecał m n i e do c o r a z l e p s z y c h

Nikodem

Bołoz

Andrzej

Łomnica
„Posyłam
nimo

Rzeźby

każda

nić n a t k l e j o n e

oczymaindu

bardzo

niesłostały

uszkodzone

niemogą

czasu

jest

w

jednym

l u p gwoździkami

b y m Frosiuł

mnie

fpszeszyłce

każdemu

zawiadomić

wiem

o t piszywać.

ze

czy

Panowie

Zegnam

ściskam

„

(...)

Wyrażam

k t ó r e t o posiadają
stwową
nie

zgodę

na sprzedanie

następujące c e n y

Komisję

Cen w

moich

Pań­

(następuje

poda­

Katowicach

cen)".
Adam

Chajec

Kamienica

Górna

„Serdecznie i spokłonem Dziękuję z a D y p l o m
g o j a k b y m i ktoś szeptał i ocizymałem

m i e 2000 złoty z
M o j i szanowni
gern p r a g n y ł
człowieka
dziej

człowiek

wynająć

plom

drugi

za w z i ę c i e

r a z Dziękuje

„(...) P i e r f

b y Zułf

Pocztą

Zdrowia

zaufanie

wnosił

do

war­

Jakub

Królczyk

Kluszkowce
„Zaproszenie.
mnie

Uprzejmie

przedstawiciela

proszę

Muzeum

o

przybycie

w Nowym

Sączu,

do

ponie­

ją

pracą".
Andrzej

Słupnie e

Dłoj"

(List

się za stanowić

Kwiatkowski

Nieograniczo­

pszyszet z N o w e g o

Proszę

M a m pełne

n i e będę

Fszy-

Władysław

pieniądze

rozeznania.

roszczeń

za D y ­

Życzę z D r o w i a

Fspuł P r a c u j ą c y m

n e g o . K ł a n i a m się ściskam

do zbio­

w a ż chciałbym p o r o z m a w i a ć n a t e m a t y z w i ą z a n e z m o ­

m n i e d w u k r o t n i e Dziękują

i zasprzedasz Dysponatów:

stkdrn P a n o m

rzeźb

tości".

Rze­

to zajadyim

uicząszczom.

F K o n i k u r s i e jatesz

Waszego

W a s i żadnych

swoich

n i e podaję, proszę o w y ­

pszes cały t y -

s z ó w l u p Jasło t o f i t y m s a m y m d n i u p e w n i e

udziału

według

M u z e u m . Ceny

jakiegoś

o p o d r u z y g d y j e s t bliżej K o n k u r s

•jak P a n o w i e

się n a s p r z e d a n i e

Waszego

z drowia. jestem sa­

a b y m i o D o m k u zawiadywał

zadowoletniena

cenę

P r a g n y ł e m pojechać n a K o n k u r s t a -

j a k chory

mazyłem

Pre­

do

17 l a t m a m 69 l a t n i m o g e m

motny

janie

rów

Warszawy.

Grygiel

Bielsko-Biała
„Zgadzam

spodziewał

rzeźb,

nadane przez

Dłoj"
Władysław

Głód

Paszyn

drewnie

pszybijane po

pod­

rzeźb".

Chajec

Szącza
brak

nieła'dniefoybyło a b y m u d a w a ł się z e z a l e n i e m

nisz

cierpca

do Władz".

Władysław

Chajec

zgody w b r e w

Regu­

pisany

p o d d y k t a n d o — A . K . ) „ Z w r a c a m się

z prośibą o p r z y s ł a n i e m i f o t o g r a f i i z w y k o n a n e j
mnie

rzeźby

przez

Muzeum

„Chrystus
w

i

Cyrenejezyk"

ubiegłym

roku.

a

przeze

zakupionej

Należności

za w y k o ­

n a n i e f o t o g r a f i i przyślę p o o t r z y m a n i u j e j i p o u s t a l e ­
niu

ceny.

fie

potrzebne

Bardzo

m i n a t y m zależy, p o n i e w a ż

są

m i do

mych

zbiorów

fotogra­

wykonanych

p r a c . (...)"
,/...) M a m p r a w o

n i e wyrazić

Mikołaj

laminowi Konkursu, na wystawienie moich prac w w y ­
stawie pokonkursowej, albowiem
Wydz.
w

Kultury

n a b y c i u materjału

rykać w bardzo
nansowych

Władze Terenowe, j a k

Prez. P R N n i e dopomogły

ciężkich w a r u n k a c h m a t e r j a l n y c h i f i ­

w n a b y w a n i u materjału

W a s z e zgłoszę

m i aż dotąd

n a rzeźbę, musiałem się s a m b o ­

się w p r z y s z ł y m

wtezystkiich m o i c h

i dlatego

tygodniu

na pismo
po

odbiór

prac".
Józef

Citak

Krynica
„ (...) D o M u z e u m p r z y j a d ę
chciałbym

zobaczyć

wystawę

w k r ó t k i m czasie,

i porozmawiać

gdyż

na temat

r z e ź b . (...)"
Jakub

Falisz
Kryg

„

(...)

Chciałem

dowiedzieć

się jeszcze,

jaka

była

p r z y c z y n a , ż e m o j e r z e ź b y zostały o d r z u c o n e ,

bo jestem

po

rzeźbić, a

prostu samoukiem

nikt

mnie

n i e uczył

„(...) R ó w n o c z e ś n i e
które

muszę

m i odesłaliście

miejscowy
która

PDK i

w

odesłane

t y m czasie sie o d b y w a ł a
nagrodę

sprzedaży.

za s w o j e

w

Ogółem

drzewie

matyce

otrzymałem

jusz

nadal

pomimo

jedynie

z zamiłowania

napisać

rzeźbić

do m n i e

i brać

udział

i

wytłumaczyć

w

m i , abym

k o n k u r s a c h , żebym

„

(...) W i e m ,

że d z i e c i o m

niędzy, a l e dziecko
proszę

te moje

rośnie

pierwsze

n i e daje

i to szybko,
wygrane

dlatego

pieniosaki

pie­

bardzo
dać n a

takie

jakie

nagród,

i

trudności.
(...)

wyko­

o różnej t e ­
wyróżnień.

(...)

Robię to

C o d o zdjęć

m i się p o d o b a .

Moim

w

zda­

n i e m w s z y s t k i e t e r z e ź b y są u d a n e , t y l k o co d o r z e ź b y
pewne

zastrzeżenia

dawało

nagrody,

ze s w o i c h

i jeśli

d w i e m a .pałkami m a m

b y za t a k i e r z e ź b y

t o b y m musiał

dotychczasowych

całkiem

prac, albo

bić t a k o d „ s i e k i e r y " , m o ż e b y w t e d y

Państwo

zrezygnować

nauczyć

się r o ­

było m o d n i e ! (...)"

Tadeusz O b r z u d
Półwiosek, p o w . Grodków S l .

n i e robił

się za dużo

sporo

M . K o p e r n i k a z bez r ą k z t y m i

tego n a d a r m o " .
Falisz

przez

w Opolu-iBierkowi-

prace,

do sztuki.

mógł

Jakub

eksponaty

Wojewódzką,

płaskorzeźby

dużych

katalogu, nie wszystko

że

zakupione

500 zł. n i e z a l e ż n i e o d c e n y

przeważnie

Pracuję
tym

zaras

na Wystawę

cach i otrzymałem
nuję

nadmienić,

zostały

c h c i a ł b y m przecież, a b y m o j e r z e ź b y p o d o b a ł y się. P r o ­
szę

Mazurek
Brzeżawa

„(...) Czytając
ctwo

Reinfuss
jest

w

tamtejszym

Sądu K o n k u r s o w e g o
sprawa

piśmie

miał z n a n y

klasyfikacji prac

pozostają

p r o f . R.

i przyznania

d l a m n i e zriozumiała. P r a c e m o j e

nografów

że p r z e w o d n i ­

etnograf

w g r u p i e rzeźby

według

nagród
ocen e t ­

amatorskiej."

książeczkę P K O .
T o będzie m o j a
dużo

114

pieniędzy.

radość, ż e m a m n a książeczce t a k

Będę

książeczkę

pokazywał

kolegom,

Ludwik
Zielona

Oleksy
Góra

�„Chciałem
oceniało
czy

się zapytać j a k J u r y

lepiej

czy

rzeźbę

sztukę s w o j ą

wtedy

niej

w

kolorze,

urok

lecz

pokrywam

piękna

natomiast

kiedy

gdyfby

nabiera
to było

resztę n i e m a l o w a n e j
zadawać

sobie

upodobania

Piotra

gdyby

specjalizuję

i pawła

prawie

to

się w

źle

dać

szę

o łaskawy

odpis

abym

mógł

„Sztuka
w

mojego

byłoby

marmolady

czarowywałem

i m a m już

teraz
w

w

z

gom.

Z

rzeźba

drugiej

zaś

n i e nagrodzona

r z e ź b o m które

w

biorąc

nie powinna

znalazły

jąc w m i e j s c a c h

Muzeum

rzecz

jaką

najmniej­
wymo­

uważam,

zajmować

uznanie konkursowe

że

miejsc

przebywa­

muzealnych i t p . "
Józef

urządziłem

1940 r o k u . "

ca,

który

noszę t o s a m o

zmarł

informuję

modeli

drewnianych
i

imię, c h o d z i

ośmioma

też, że O j c i e c

budową

nych

przed

mój

o mojego O j ­

laty. Dla

wyjaśnienia

n i e zajmował

drewnianych

się

starych

okrętów, zamków i grodów, młynów

wiatraków^

drewnianych

latarni

morskich

instrumentów. B y ł

a

nawet

to człowiek

przesłania
bym

na

wykup

rzeźb

m i choć j e d n e g o zdjęoia

posiadać

w

swojej

kolekcji

pod

o wielkich

z a l e t a c h serca i r o z u m u , g o r ą c y p a t r i o t a o s z e r o k i c h z a ­
i n t e r e s o w a n i a c h i zamiłowaniach
k i l u d o w e j , m u z y k i oraz

artystycznych — sztu­

Wszystkiego

co P o l s k i e .

do a l b u m u .

zdjęcia

rzeźbiarzy

Chciał­

a

się

pracy."

razie

Józef S i k o r s k i
Muszyna
„Do
dzięki

tej pory

Waszemu

w

z a s a d z i e n i c n i e robiłem,

zaproszeniu

zacząłem

żem n i e w i e l e

można

zrobić. P r z y

prośbę;

któraś

CPLiA

jeżeli

rzędzia a b y ł a
mógłbym
kontakt

w

mogła

jakiejś

mogllibyście

mi

ale n o ­

m a m do

Was

m i udostępnić

t y m zainteresowana,

się podjąć
a

rzeźbić,

okazji

dopiero

to j a w

pracy.

Jeśli

pomóc

to

na­

zamian

macie

z

byłbym

nimi

bardzo

widzi ę e z n y . "

Sfcradol

Oświęcim

gronie

mojej

(...)"

Franciszek

Sącz

warunkiem

wod­

starych

„ M o ż e i j a s k o r z y s t a m n a t y m ż e będę w
się

rzeźbą,

kościółków,

Siedlarz

Stary
„Zgadzam

wy­

właśnie

co '.

Sendecki

m o i m i t a k małym

strony

od w y s t a w y

mija

Zakopane

się z o r i e n t o w a ć

ale
wasze

narzędziami

kwiaty-(portrety

32 l a t a

się

puszki od

Bolesław A n t o n i k

Binarowa
przez

narodziła

były

jeszcze

„Chociaż

podane

blasze

prymityiwinytmi

przeróżne

czerwcu

w

materiałem

rzeźby, t y l k o p r o ­

Bronisław

„Ceny

których

O b o z o w e j „Sztulbie" w

jak."

szej m i e r z e n i e o d p o w i a d a j ą

kowalstwa

o b o z i e , g d z i e dostępnym

stronę.

i pokrytych ko­

l o r e m t r z e c i świątek n a w y k o ń c z e n i u z a m i e r z a m
coś zrobić t a k ż e b y m miał ze c z t e r y

Kraków

oceniane

złą

świątkach

wykończanych

Szopiński

żywotności

to szkoda

miało

Adam

widzę

s t y l i pozostawić

rzeźby, a z a t e m

trudu

R z e ź b y są f o t o g e n i c z n e w z w i ą z k u z t y m p r z y i c h
oglądaniu należy przyjąć p o p r a w k ę n a r z e c z y w i s t o ś ć . "

zwy­

k o l o r a m i bo

t o m o g ę n a tą w y s t a w ę z m i e n i ć s w 6 j

Z

będzie

(polichromowaną)

rzeźbę n i e m a l o w a n ą . P y t a m się d l a t e g o , że j a

k l e każdą
w

konkursowe

malowaną

ul

Ja

bo M i wpadła

właśnie

rzeźbię

jelenia-rogacza

kószkę ( j a k o

dujący
lub

mogą

popielniczka

stojący

jako

pszczelarz

ręce

Waszym

o Was

karpackim

gazeta

regionem

miśki niosące

popielniczka)

słom. i miśki

też

-pnia

interesuję

w

na

nakryty daszkiem

służyć

jako nocna

misiek

psotnik

i

no

naśla­
lampka

zagląda

do b a r c i -

jeźdźca

na

sadzącego p r z e s z k o d ę p t a k i r ó ż n e też m o ż e być
jako

popielniczka

Świątki
znać

— l a m p k a nocna

się bliżej

co b y

oko

bardziej

koniu
służąca

m a m zamiar

l u b jeszcze co i n n e a l e d e b r z e

na m n i e nie gra roli

było

na

plecach

robić

b y było

zapo­

odpowiednie

gdyż

co b y i m r o b i ł b y l e r y s u n e k t o n a

odrobię.
O

ile by

Wam

Panie

Dyrektorze

odpowiadało

to

proszę M n i e w p i s a ć do g r o n a i n o ż y k ó w n i e M o g ę d o ­
Franciszek

Wierciak

Nowa

Huta

1 nóż

stać
szony

w

M a m do wsz. r o b o t y .

t e j gazecie D z P o l s k i

Fr. Knapczyk

z Bieńkówki

ogło­

to w

po­

bliżu M n i e , n i e z n a m y się j e d n a k . J a p o t r a f i ę i pł. r z e ź ­
„W
dowej

związku

z k o n k u r s e m współczesnej

przesyłam

11 f o t o g r a f i i

moich

rzeźb

rzeźby l u ­
z

zapyta­

Obecnie
Nowym

mieszkam

w

Krakowie,

Sączu, g d z i e j a k d o t y c h c z a s

szą p o ł o w ę m o j e g o

ale

urodziłem

spędziłem

się

tem.

roboty

Więc

więk­

życia.

t o było r z e ź b i a r s t w o

przerwała
dojazd

bardzo

mą

pralce.

do małego
Oświęcim

co dzień 62 k m t a m i z

proszę

o szybką

chłop­
3

lata

powro­

odpowiedź."
Jan
Maków

Fot.: J . Swiderski

I

hobby

okupacja

przym.

n i e m c z y m o g ę w z i ą ś ć udział w k o n k u r s i e .
w

by. Moje
ca

Gartoszek

Podhalański

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6434" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6414">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/15b35bd8b51028a7ec47bb0d0f474387.pdf</src>
        <authentication>03791c84705ad1bdad7c3574f1ca93ba</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76626">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3504</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76627">
                <text>1979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76628">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3284</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76629">
                <text>Parlamenter - barometr ludowy / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76630">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1979 t.33 z.2, s.111-112</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76631">
                <text>Bartosz, Adam</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76632">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76633">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76634">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76635">
                <text>Adam Bartosz

PAŁAM ENTER -

Od

zamierzchłych c z a s ó w

obserwowano

BAROMETR LUDOWY

Jest

t o roślina

dość

pospolita, natomiast

jej

właś­

świat

przy­

r o d y , szukając w n i m i n f o r m a c j i o nadchodzących

zmia­

ciwości r e a g o w a n i a

roślin

znane w i n n y c h r e g i o n a c h . W p r z e k o n a n i u mieszkańców

nach pogody. Między i n n y m i
na

zmiany

wilgotności

odnotowano

powietrza

reakcję

sygnalizującą

bliskie

1

W

okolicy

się z ż y w y m
nia

pogody

zwanej
są

Ciężkowic

na podstawie
poza

zachowania

regionem

byście,

Jackowi

ctwem

osobliwości
ozdobnie

między

regionalnych)

oprawionych
do

Cepelii

pamiątek

Palamenter

nasionka

który

(poza

trudni

obecnie

regionu

się

trem

nazywa

s i e n i e ( i l . 3).

П. 1. Palamenter

się

W

zarówno

wykonywa­
to

z

roślina

roślinę,

jak i

nos­
z ro­

palamen­
jej n a ­

okolicy

Spotyka

iglica

się n a w e t

rośnie

wyłącznie

tych

p r e t o w a n i a tego f a k t u , wiążąc go z p r z e m a r s z e m

wojsk

napoleońskich, z k t ó r y m i

próby

w

inter­

miały n a s i o n a palamentra

wędrować na Pogórze.
leżące n a z i e m i

mo

przemieszczać

wkręcać

się w

konanie

o

należy

go

zakopie

się w

bardzo

a znalazłszy

w

Wierzy

otwartym

się n a

się,

zienia

—

prze­
że

ziemi,

nie
bo

natychmiast

glebie.

obszerną

palamentra

trawka"

także

naczyniu,

W Z b o r o w i e a c h , w s i położonej n i e opodal
zanotowano

się, s a ­

odległości, a
rozbudowane

palamentra.

zostawiać

atmosferycz­

p o t r a f i , skręcając

się n a n i e w i e l k i e

ziemię. Stąd

nigdy

wyskoczy,

reakcji na zmiany

nasionko

ruchliwości

za­

.

Dzięki d y n a m i c z n e j
ne

sam

bocianie

o k o l i c y Ciężkowic
samą

jedna

je

tarnowskiego.

to iglica pospolita, inaczej
2

zbiera­

i

racjonalnego

znane

Sprzedaje

jest

( E r o d i u m c i e n t a r i u m ) , n i s k a , owłosiona

dziny bodziszkowatych .

rośliny

kolekcjonerowi-hob-

palamentrów.
i

spotkałem

przepowiada­

ciężkowickie

dzięki

Wilczyńskiemu,

innymi

ciekawszych
ki

(woj. tarnowskie)

d o dziś l u d o w y m s p o s o b e m

t u p a l a m e n t r e m . Palamentry

obecnie

niem

Ciężkowic
stronach.

opady .

n a z m i a n y wilgotności n i e są c h y b a

relację

Ciężkowic,

sposobu

znale­

pośród i n n y c h t r a w . Otóż t a

„mądra

i n f o r m a t o r ( u r . 1899) —

niczym

j a k mówił

z l a t sześćdziesiątych, wy*k. J . W i l c z y ń s k i . I I . 2. Palamenter

na temat

współczesny,

wyk.

J.

Wilczyński

Ul

�na

skacze p o d w i a t r

bita
na

do deski
pogodę

trawki

w

w

Nie

czasie koszenia,

jest

ją

zgubić. T r a w k a

odgina

ale widział

ją

pewne,

(prawdopodobnie

tius) . Nazwa

w

tym wy­

Bruśniku, w s i o d l e g ł e j

Rajgras

t y m samym

używa

celu

— A r h e n a t h e r u m ela-

n i e jest t u stosowana

palamenter

3

owej

u innych na

czy c h o d z i

o iglicę, g d y ż w

o 10 k m , spotkałem się z u ż y c i e m w
owsika

dół,

n i e spotkał

pogodę.

całkowicie

również

przy­

się n a d e s z c z w

górę. I n f o r m a t o r n i g d y

o k n i e , wskazującą
padku

i łatwo

gwoździem

jej

się w

na jego

oznaczenie,

natomiast

odniesieniu

l u d z i : „taki

c h u l i g a n , 'co m u się robić n i e c h c e " ;

m ó w i się „ n i e bądź t a k i p a l a m e n t e r " g d y ktoś j e s t
przemądrzały. W t y m i p o d o b n y m
niem

można

palamenter

wsiach,

zarówno

znaczeniu

spotkać

się

t a m , g d z i e oznacza

wościach b a r o m e t r y c z n y c h ,

j a k też

do

także
zbyt

z określe­

w

okolicznych

roślinę

o

właści­

t a m , gdzie

zastoso­

w a n i e j e j i n a z w a n i e są z n a n e
W

innych wsiach

(Kipszna)

za w s k a z ó w k ę z m i a n p o g o d y

nasiona

nazywają

iglicy

służące

„wróż" l u b „pro­

rok".
T r a d y c y j n y palamenter
turowego

krążka,

Z(miana),

D(eszez),

spotkałem

jedynie

dalonych

od

widniały

B(urza);
w

kilku

centrum

one p r z y b i t e między
Dawniej

to n a s i o n k o p r z y b i t e do t e k ­

na którym

litery

obecnie
domach

położonych

przysiółkach

Ciężkowic.

posługiwano

barometryczne

się

nazywają

sposób określa się u ż y w a n e
budki

z

wychodzącą

(stąd n a z w a

takie
w

od­

Wiszą

oknami.

często

„na

Po­

palamentrem.

t w i e r d z a t o f a k t , iż s t a r s i l u d z i e w s z e l k i e g o
dzenia

P(ogoda),

barometry

typu
W

palamentrem.

dawniej
pogodę"

„pustelnik" używana

urzą­

(a n i e k i e d y
postacią

ten

i dziś)

pustelnika

dla t y c h budek).

Ro­

b i o n o j e w o k r e s i e I w o j n y i później, a za e l e m e n t
gujący
w

na zmiany

roztworze

wilgotności

służył

s o l i . I n n y palamenter

trowa,

napełniona

kniętą

w

do

Rurka

była z a n u r z o n a

szczelnie

połowy

sznurek

moczony

— t o b u t e l k a półli­

deszczową

zalakowany

rea­

korek

wodą, z
rurką

d o l n y m końcem w

wet­

szklaną.

wodzie.

„Jak

było s u c h o , t o w o d a w r u r c e opadała, a j a k szła b u r z a ,
to aż k i p i a ł o z r u r k i "
Barometry
które

można

specjalnie

(Ostrusza).

wykonywane
zakupić

w

opracowanych

roki"

już
—

w

latach

okrągłej

desce.

zwłaszcza

poza

dziej

nazywa,

Spostrzegłszy
własnym

interesującą

formę

są

drewnianych

zainteresowany

pięćdziesiątych

j a k je czasem

Wilczyńskiego,

zamontowane

plastycznie

s t a w k a c h { i l . 1). W i l c z y ń s k i
ślinką

przez Jacka

Cepelii,

robił

mocując
popyt

na

ciekawą r o ­
proste
te

i

wyrobu

jest

obecnie

palamentrów.

domek Palamenter,
И.

3.

Iglica

pospolita.

И. 4. Palamenter
1975

na

jedynym

i nastawił

kontynuatorem

bar­

się n a
ogro­

tradycji

S a m zyskał t y m s p o s o b e m
p o d którym jest powszechnie

na

wyroby,

produkcję l u d o w y c h barometrów. Iglicę h o d u j e w
dzie

„pro-

nasionko

środowiskiem, opracował
palamentra,

na
pod­

przy­
znany.

kartonie,
P R Z Y P I S Y

n i e różni się od i n n y c h t r a w n a łące. N i k t n i e w i e , j a k
wygląda.
zdarzy

Należy

się,

pierścień),

że

zatem
nagle

trzeba

uważać w
kosa

wziąć

się

czasie k o s z e n i a ;

rozpadnie

garść

i rzucić n a płynącą w o d ę . T r a w a

trawy

z

(zleci
tego

gdy

klin

i

miejsca

z w y k ł a spłynie z w o ­

dą, a t a j e d n a — s z u k a n a — prędko p o p ł y n i e p o d p r ą d .
Należy

ją s z y b k o

złapać i m o c n o

trzymać, bo

Fot.:

112

W.

upuszczo­

Dudziak,

K . M o s z y ń s k i , Kultura
ludowa
Słowian,
t . 2, cz. I ,
W a r s z a w a 1968, s. 57—58.
* Wielka
Encyklopedia
Powszechna,
t . 4, W a r s z a w a
1964.
Nasiona owsika w t y k a n o w o t w o r k i po d r e w n o j a d a c h w r a m a c h o k i e n n y c h , między s z y b a m i . D l a p e w ­
ności, n a j e d n y m o k n i e u m i e s z c z a n o p o k i l k a n a s i o n .
P o r . J a n K a r ł o w i c z , Słownik
gwar polskich,
t . 4,
K r a k ó w 1906,
1

s

4

i l , 1—3; r y s . A. B a r t o s z , i l . 4

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6433" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6413">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/62a9d3fabbb45838e07b9974aa601963.pdf</src>
        <authentication>2457b3934b93e57a5daa9e6a45460fad</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76617">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3471</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76618">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76619">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3254</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76620">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76621">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.1, s.66-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76622">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76623">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76624">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76625">
                <text>—
—

—

—
—

—

—

—

S

czerwiec, w Rendsburgu — l i ­
piec
Międzynarodowe
Targi
MUBA
„ N a i v e K u n s t a us P o l e n " w r a ­
mach
„Weihnachtsmarkt
am
Funkiturm" w Berlinie Zachod­
nim,
grudzień — t a m ż e zbioro­
wa wystawa malarstwa i rzeźby
— z u d z i a ł e m E. P ę k s o w e j
Firma „Krakowianka" — Berlin
Zachodni — wystawa indywidu­
a l n a St. D o b i a s z a , l i s t o p a d / g r u ­
dzień
I n t e r n a t i o n a l Center,
Oslo
—
maj — wystawa zbiorowa rzeźby
G a l e r i e F 15, A a r h u s , D a n i a —
objazdowa
wystawa
malarstwa
i r z e ź b y ( w y s t a w a p r z e s z ł a do
Norwegii) — początek: paździer­
nik
Galerie
M . Nicolayssen,
Oslo,
Norwegia — wrzesień — wyst.
rzeźby
Muzeum w Turku, Finlandia —
s t y c z e ń / l u t y , m a l a r s t w o na szkle
i rzeźba ludowa
Pro A r t e Kasper, Morges, Szwaj­
caria — luty. U d z i a ł w m i ę d z y ­
n a r o d o w y m k o n k u r s i e szu;., i n a ­

U

M

M

A

R

iwnej
(B.
Krawczuk,
Radke,
Płaskociński)
— Instytut K u l t u r y Polskiej, L o n ­
dyn,
A n g l i a — lipiec, zbiorowa
wystawa malarstwa i rzeźby
- - Cepelia
Holland,
Utrecht
—
w r z e s i e ń , w y s t a w a m a l a r s t w a na
szkle
—
Basel, Szwajcaria — k w i e ­
cień/maj,
zbiorowa
wystawa
rzeźby ludowej
W 1979 r. P a ń s t w o w e M u z e u m
Etnograficzne w Warszawie zorga­
nizowało wystawy:
— Polskie Stroje L u d o w e :
Tallin
16 I — I I I ; R y g a 28 I I I — 2 V ; A r c h a n g i e l s k 25 V — 8 V I I I
— Naiwne
malarstwo
i
grafika:
W i e d e ń 22 V — 2 9 V I I
— Polska
sztuka
nieprofesjonalna
ze z b i o r ó w L u d w i g a Z k r e m e r e i a :
RFN
— K i l o n i a 16 V I — 3 0 V I I I ,
Brema
21 X I — 1 X I I ,
Hamburg
19 X I I — 1 7 I I 1Э?0
— Malarstwo
na
szkle
Eweliny
Pęksowej: Londyn 12XII—15I

I

W 1979 r . M u z e u m T a t r z a ń s k i e
w
Zakopanem
zorganizowało w y ­
s t a w ę Zdobnictwo
metalowe
na pol­
skim Podtatrzu,
Bratysława
II—IV.
Sztuka ludowa innych n a r o d ó w
8—15 X w M u z e u m E t n o g r a f i c z ­
nym
w K r a k o w i e czynna była w y ­
stawa
sztuki bułgarskiej
regionu
wielkotymowskiego, jako jedna z 4
wystaw zorganizowana z okazji D n i
Wielkiego T y r n o w a w Krakowie.
*

1979 r. M u z e u m E t n o g r a f i c z ­

X — w Galerii Nusantara
w
Warszawie
czynna
była
wystawa
sztuki ludowej K i r g i z j i i Uzbeki­
stanu.

E

Р

*

W

ne w T o r u n i u z o r g a n i z o w a ł o w y s t a ­
wy:
— Zycie i praca rolnika
w
dawnej
Polsce:
NRD — Wandlitz I — V I I I ,
Scheeberg I X — X I , Glauchau X I I
— Dywany
dwuosnowowe
(30 d y ­
wanów), N R D — Berlin
— D z i e c k o w sztuce
ludowej
oraz
Kopernik
w
wyobraźni
ludu,
Francja, D i j o n , od 18X11

S

•

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY OF ARTICLES

J a d w i g a
C h ę t n i k o w a
—
KURPIE
PALMS A N D THE LYSY
COMPETITION

EASTER

O n e of t h e o l d c u s t o m s w h i c h has s u r v i v e d i n t h e
K u r p i e r e g i o n d o w n t o t h e p r e s e n t d a y is t h a t o f t a ­
k i n g p a l m s to c h u r c h on P a l m S u n d a y .
T h e p a l m s a r e a r e m i n d e r o f Jesus C h r i s t ' s e n t r y
i n J e r u s a l e m b u t t h e y also h a v e i n t h e p a s t b e e n u s e d
as m a g i c h e a l i n g d e v i c e s to p r o t e c t a n i m a l s f r o m b a d
s p i r i t s a n d i l l n e s s , to e n s u r e g o o d h a r v e s t s a n d p r o ­
t e c t t h e f i e l d s f r o m h a i l stones.
T h e p a l m s w h i c h also a p p e a r i n o t h e r p a r t s o f t h e
country are exceptionally h i g h in the K u r p i e region
w h e r e t h e y a r e f r o m one t o seven m e t r e s h i g h . ( L y s e )
W i t o j e on the wooden stick are made f r o m forrest or
marshland plants like the w i d l a k (lycopodium), heather
bell (Calluna vulgaris), the w i l l o w (salix), the b i l b e r r y
( v a c c i n i u m v i t i s i d a e a ) . T h e t o p of t h e s t i c k w a s a l ­
ways f i x e d w i t h a b u n c h o f pines. A m o n g the plants
w h i c h i n t h e p a s t w e r e to m a k e u p t h e p a l m s t h e r e
were many which had widely k n o w n medical appli­
cations. W o m e n m a d e u p the palms. T h e colour o f t h e
p a l m w a s d e c i d e d b y t h e v a r i o u s shades of t h e p l a n t s
used. F l o w e r s w e r e m a d e f r o m t h e w h i t e c e n t r e of
b u l r u s h e s . L a t e r c o l o u r e d p a p e r c a m e to be used. T h e
f l o w e r s w e r e a l w a y s f i x e d a l o n g t h e shaft o f t h e p a l m
w i t h care t a k e n as t o t h e c h o i c e o f c o l o u r . R i b b o n s
w e r e f i x e d t o t h e t o p of t h e p a l m .
T h e a u t h o r distinguishes various k i n d s of p a l m
depending on the m a t e r i a l out o f w h i c h t h e y w e r e m a ­
d e : 1. s m a l l o n e s m a d e o u t o f t w i g s , 2. t h o s e m a d e f r o m
p l a n t s w h i c h a r e at p r e s e n t p r o t e c t e d , 3. f r o m h e a t h e r
b e l l , b i l b e r r i e s , j u n i p e r , p i n e a n d s p r u c e b r a n c h e s , 4.
m o u n t e d ( t h e c e n t r e p o l e h a d holes i n t o w h i c h t w i g s
a n d b r a n c h e s w e r e f i x e d ) , 5. m o d e r n ones m a d e o f p a ­
p e r a n d a r t i f i c i a l m a t e r i a l s etc.
I n o r d e r t o k e e p u p t h e t r a d i t i o n b e g i n n i n g i n 1969
a c o m p e t i t i o n has b e e n o r g a n i s e d e a c h y e a r i n L y s e
for t h e K u r p i e Easter P a l m a n d t h i s was i n t h e years

66

i

1969—1976 l i n k e d
folK c r e a t i v i t y .

with

competitions

A n t o n i
Ś l e d z i e w ski
PAPER CUT OUTS

—

in other

ZOFIA

realms

of

SWIDERSKA'S

B o r n i n 1899, Z o f i a Ś w i d e r s k a is o n e o f t h e m o s t
i n t e r e s t i n g cut out artists i n t h e area h e a r W a r s a w .
T h e a u t h o r describes her cut outs f r o m t h e various
p e r i o d s i n h e r l i f e a n d he s h o w s t h e i n f l u e n c e s w h i c h
she c a m e u n d e r f r o m c u r r e n t f a s h i o n s w h i l e r e m e m b e ­
r i n g the t r a d i t i o n a l forms.
The a u t h o r encouraged her to r e t u r n to these f o r m s
w h i l e r e t a i n i n g h e r o w n o r i g i n a l s t y l e . F r o m 1973 o n ­
w a r d s she h a s t a k e n p a r t i n c o m p e t i t i o n s a n d e x h i b i ­
t i o n s a n d w o n p r i z e s . She d e c o r a t e s h e r e h o m e w i t h
t h e c u t o u t s as she d i d i n t h e i n t e r w a r y e a r s w h e n
t h i s k i n d of d e c o r a t i o n w a s f a s h i o n a b l e .
Jan
Bujak,
Bogdana
P i l i c h o w s k a
L A J K O N I K A S SEEN B Y RESEARCHERS

—

THE

T h e L a j k o n i k is a f i g u r e i n a p s e u d o - o r i e n t a l d r e s s
a w o o d e n r i c h l y d e c o r a t e d ' h o r s e ' a n d is t h e u n o f f i c i a l
crest of K r a k o w . E a c h y e a r i n t h e C o r p u s
Christi
octave the L a j k o n i k traverses the city accompanied by
large crowds.
A t t e m p t s to get t o t h e o r i g i n o f t h i s c u s t o m w e r e
f i r s t m a d e i n 1820 i n a n a r t i c l e b y K . M a j e r a n o w s k i
a n d t h e y c o n t i n u e t o t h i s d a y . A l l w e d o k n o w is t h a t
t h e L a j k o n i k is c o n n e c t e d w i t h t h e o l d g u i l d o f w o o d ­
c u t t e r s a n d r a f t s m e n . I t s o r i g i n is l i n k e d w i t h a n c i e n t
P o l i s h f o l k r i t u a l s or w i t h v a r i o u s h i s t o r i c a l f a c t s l i k e
the T a r t a r invasion, the colonisation according to G e r ­
m a n l a w , t h e r a i s i n g o f t h e siege o f V i e n n a a n d o t h e r s .
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
— TRADITION AND
THE
PRESENT D A Y COMMENTS ON T H E
FOLK
S M I T H BTENNALE
the

The authors comments on the relationship
t r a d i t i o n a l and the present day products

between
of folk

�s m i t h s on t h e basis o f i h e e x h i b i t s sent i n t o t h e B i e n ­
n a l e . T h e p r e s e n t d a y p r o d u c t s s h o w s d i f f e r e n t taste.-,
b y the s m i t h s a n d t h e i r c u s t o m e r s . A s m i t h w h o
is
&amp;ood at t r a d i t i o n a l f o r m s w i l l o f t e n e x a g g e r a t e t h e
de­
c o r a t i o n s o n t h e o b j e c t w h e n he is a s k e d t o u n d e r t a k e
a n e w task.
Ewa
К o r u 1sк а
BROD

WREATHS

FROM

K R A SN O -

F o r a l m o s t 20 y e a r s t h e p a r i s h p r i e s t i n K r a s n o b r ó d
i n Z a m o s c v o i v o d e s h i p has o r g a n i s e d a p a r i s h h a r v e s t
festival
on the
8th
of S e p t e m l t
Ilnvc
I "
are b r o u g h t to t h e c h u r c h b y t l e i c e&lt;e &lt;
e
the
various villages and
the
aie
en
- ч, г \
s h o w n t o t h e p e o p l e w h o h a v e cr no to
"
+r
T h e f o r m is m o d e l l e d o n stage ^p}
г с \ t
r
a n d songs a c c o m p a n y i n g t h e e\ r&gt;
Г e
e t
a s u b j e c t a n d s h o w scenes i r o n t l
ila
i
g i o u s t h e m e a n d a r e a c h r o n i c l e of c j n t c I T т а
ле
Alter
the
ceremony the
ri"st
beaut ш
\
n
a r e p u t i n t o a g a l l e r y w h i c h has b e e n set u p ш
i::e
monastery.
t

1

Z b i g n i e w
B e n e d y k t o w i e z, C z e s i a v. r t o u ci­
ty с к i, L u d w i k
Stomma,
Rys z a r d
T o m i ck i , J e r z y S. W a s i l e w s k i — A N
ANTHROPOLO­
G Y OF C U L T U R E I N P O L A N D — HERITAGE,
CON­
CEPTIONS, INSPIRATIONS (MATERIALS ГСП Л DIC­
TIONARY)
T h e m t e i e s f s c f an e v e r g r o w i n g g r o u p of P o l i s i i
e t h n o l o g i s t s , e s p e c i a l l y f r o m t h e y o u n g a n d m e d i u m s;er . e r a l i c n are characterised by the f o l l o w i n g :
1 — a r e j e c t i o n of positivist, f u n c t i o n a l i s t directions t o ­
w a r d s s y s t e m s a p p r o a c h e s w h i c h t a k e as t h e i r p o ­
i n t of d e p a r t u r e the categories w h i c h a p p l y to the
c u l t u r e being studied (and thus f r o m 'inside');
2 — the a p p l i c a t i o n of a coherent conceptual and m e t h o ­
dological apparatus w h i c h underlines the semantic
side of c u l t u r a l p h e n o m e n a ;
3
concentrating their interests on spiritual
culture
u n d e r s t o o d i n t h e w i d e s t sense ( i n c l u d i n g r e l i g i o u s ­
ness, c e r e m o n i a l , m y t h o l o g y , a r t , f o l k
literature,
t h e p r o b l e m s o t c u l t u r a l i d e n t i f i c a t i o n etc.,)

4 - - t u r n i n g a w a y f r o m p s e u d e c l a s s i u c a t i o n of a c c i d e n ­
t a l accounts of p h e n o m e n a t o w a r d s s y n t h e t i c i n t e r ­
p r e t a t i v e w o r k s w h i c h h a v e as t h e i r a i m t o s h o w
•the h i d d e n s t r u c t u r e s o f l o n g l a s t i n g e x i s t e n c e ;
5 — a c o m m i t t m e n t to i n t e r d i s c i p l i n a r y s t u d i e s u n d e r ­
stood as m u l t i s i d e d use a n d a s s i m i l a t i o n of t h e
c o n t e m p o r a r y a c h i e v e m e n t s of h i s t o r y , semiotics,
r e l i g i o u s studies, linguistics, the h i s t o r y of art, l i ­
t e r a r y c r i t i c i s m , etc.;
I n p u b l i s h i n g a r t i c l e s w h i c h s h o w t h e w o r k of a c a d e m i e s
whose studies h a v e become a source of i n s p i r a t i o n for
the n e w polish e t h n o l o g y and i n p a r t 2 articles -which
cover i n d i v i d u a l
concents a n d
categories, the
editors
s o a e m a t :.nev w n l n e i p t o i n s p i r e a d e e p e r s t u d y of
i r w n i c n w i l l be c o n s i s t e n t
and a i l r o u n d a n a l y J
1
roiic c u l t u r e .
"i 11,. i i t o be o b j e c t i v e , ft
г
(
r.vthe a u t h o r s
с
i
Ф i
' LC!
These are:
'
c i
л i ic
s sup;."rarted a b o v e
1
Soviet semiotic
the
a Сc i1i iL e. \ v e m e n s or tne
col
otners)
ma
Vv s i i e w : : i a n d
I
1
u h
n
w n i c n c r a w s on т л е a c h i e ­
vements oi tne French. Polish and Soviet 'nouvelle
mstoire (Stomma);
3 — S t r u c t u r a l s t u d i e s of m y t h s w h i c h d r a w s o n
the
w o r k o f C. L e v i S t r a u s s , t h e a c a d e m i c s of
the
T a r t u s group and
the
tradition
of
comparative
m y t h o l o g y (the T o m i c k i s ,
Wasilewski).
4 — p h e n o m e n o l o g y , w h i c h m a i n l y deals w i t h t h e p r o b ­
lems of cultural identity and the ' o w n f o r e i g n ' con­
t r a s t . ( B e n e d y k t ó w , icz a n d o t h e r s )
The balance of the research and • achievements i n
these f i e l d s r v i i i be a n a l y s e d i n t h e t h i r d p a r t o f t h e
dictionary.
T h e r e are n o o b l i g a t o r y f o r m u l a s o f a g r e e m e n t s i n
these subjects an.l b o t h the editors a n d the
authors
t r e a t t h e m as a c o l l e c t i o n o f p r o p o s i t i o n s , s u p p o s i t i o n s
a n d h y p o t h e s e s . A n d t h i s is e x a c t l y w h y t h e y b e l i e v e
t h e y w i l l be u s e f u l .
T h i s n u m b e r contains the f o l l o w i n g subjects: R. B a r ­
thes, J. S. B y s t r o : , , 3. C z a r n o w s k i a n d M . M a u s s ( f r o m
a s o c i o l o g i c a l i n t e r p r e t a t i o n of c u l t u r e to e l e m e n t a r y ca­
t e g o r i e s o f t h o u g h t ) , O. D u m e z i l , M . E h a d e a n d R. O t t o
P h ' o m t h e p h e n o m e n o l o g y o f r e l i g i o n to t h e p h e n o m e ­
nology of c u l t u r e ) .
' " i i i

ucc

i ot
1ыл с

РЕЗЮМЕ
Я и В у я к, Б о г д а н а
Пи. л и х ов е л а
—
Н И К (НАРОДНОЕ ГУЛЯНКЕ В КРАКОВЕ) В
ИССЛЕДОВАТЕЛЕЙ

ЛАЙКОГЛАЗАХ

Лайкопигс — всадник в п с е в д о о р и е н т а л ы ю м наряде
па д е р е в я н н о й богато у б р а н н о й
,,лошадке" является
н е о ф и ц и а л ь н ы м гербом К р а к о в а . Ежегодно, на вось­
мой день после праздника „ Б о ж ь е тело"
Лайкопик
ш е с т в у е т по городу с р е д и т о л п ы н а р о д а .
П о п ы т к и ВЫЯСНИТЬ п р о и с х о ж д е н и е этого
обычая
д е л а л и с ь у ж е в 1820 г., н а ч и н а я со с т а т ь и К . М а е р а н о в с к о г о и п р о д о л ж а ю т с я до с и х п о р . И з в е с т н о т о л ь к о ,
что Л а й к о н и к связан с давней копгрегацей дровосеков
и с п л а в щ и к о в . Г е н е з и с Л а й к о п и к а у в я з ы в а л и со с т а ­
р ы м и польскими народными обычаями либо с р а з л и ч ­
ными историческими факторами, как нашествие татар,
колонизация па основе немецкого права, битва
под
Ееной и др.
Я д в и г а
Х е и т п и к о в а
—
КУРПЕВСКИЕ
ПАС­
ХАЛЬНЫЕ
ВЕРБОЧКИ
(ПАЛЬМЫ)
И
КОНКУРСЫ
В МЕСТНОСТИ ЛЫСЕ
О д н и м и з д а в н и х о б ы ч а е в , с о х р а н и в ш и х с я до н а ­
ших дней в Куппсвском районе, является обычай при­
носить в Вербное Воскресенье вербочки (пальмы) в ко­
стел.
Вербочки, которые приносят в память въезда Хри­

ста в И е р у с а л и м и м е л и в п р о ш л о м т а к ж е м а г и ч е с к и -лечебное значение; они д о л ж н ы были предохранять
д о м а ш н и х ж и в о т н ы х от з л ы х д у х о в и б о л е з н е й , обес­
п е ч и в а т ь х о р о ш и е у р о ж а и , х р а н и т ь п о л е от г р а д а .
Вербочки, расгрострапеппые т а к ж е в других ре­
гионах страны, п К у р п ё в щ и н е были особенно в н у ш и ­
т е л ь н ы х р а з м е р о в , в ы ш и н о й от 1 до 7 м е т р о в ( Л ы с е ) .
Вокруг деревянных
шестов, навивали лесные
либо
болотные растения, как плаун
(lycopodiurn),
вереск
(calluna vulgaris), в е р б а
(salux), б р у с н и ц а
(vaccinium
v i t i s idaea). М а к у ш к у в с е г д а у к р а ш а л и с о с н о в о й к и ­
стью. Среди растительности, употреблявшейся в про­
шлом для изготовления вербочек, были т а к ж е широко
применяемые лечебные растения. Изготовлением вер­
бочек, з а н и м а л и с ь ж е н щ и н ы . К о л о р и т н о с т ь в е р б о ч е к
зависела г л а в н ы м о б р а з о м от о т т е н к о в з е л е н и у п о т р е б ­
л я е м ы х растений. Ц в е т ы в ы п о л н я л и из белых сердце­
вин к а м ы ш а . Позднее стали применять цветную па­
пиросную бумагу. Ц в е т ы р а з м е щ а л и вдоль
стержня
вербочки, заботясь всегда о гармоничном сопоставле­
нии их расцветки. Ленты прикрепляли к верхушке
шеста.
Автор выделяет несколько видов вербочек, в зави­
с и м о с т и от м а т е р и а л а , и з к о т о р о г о о н и и з г о т о в л я л и с ь :
1. м а л е н ь к и е и з в е т о ч е к ,
2. и з р а с т е н и й , к о т о р ы е н ы н е
н а х о д я т с я п о д з а ш и т о й , 3. и з в е р е с к а , б р у с н и к и , м о ж ­
жевельника, сосновых и еловых веток,
4. с о б р а н н ы е

67

�(на ш е с т е д е л а л и о т в е р с т и я , в к о т о р ы е в т ы к а л и в е ­
т о ч к и ) , 5. с о в р е м е н н ы е и з п а п и р о с н о й б у м а г и , п л а с т ­
масс и т.п.
С целью сохранения обычая в местности Лысе,
н а ч и н а я с 1969 г., е ж е г о д н о о р г а н и з у ю т к о н к у р с ы к у р п ё в с к и х п а с х а л ь н ы х в е р б о ч е к . В 1969—1946 г г . к о н к у р ­
сы эти проводились совместно с конкурсами других
видов народного творчества.
Эва

К о р у л ь с к а

—

КРАСНОБРОДСКИЕ

ВЕНКИ

В местности К р а с н о б р о д з е (замойский регион) по
и н и ц и а т и в е т а м о ш н е г о к с е н д з а , в о т у ж е п о ч т и 20 л е т ,
ежегодно 8 сентрября, торжественно отмечается при­
х о д с к и й п р а з д н и к у р о ж а я ;— д о ж и н к и .
Представители отдельных деревень прихода несут
в костел венки для всеобщего обозрения. Торжество
п р о в о д и т с я в ф е р м е своего рода э с т р а д н ы х в ы с т у п л е ­
ний, сопровождаемых соответствующими песнями и пе­
сенками. В е н к и выполняются согласно
определенной
тематике: о т о б р а ж а ю т сцены из ж и з н и деревни, а т а к ­
ж е представляют сцены религиозного характера, соз­
давая своеобразную хронику событий.
После завершения торжества самые красивые вен­
ки поступают в постоянную галлерею, организованную
на территории монастыря.
Ан т они С л ед з ев с к и
РЕЗКИ (ВЫЦИНАНКИ)

— ПОДВАРШАВСКИЕ
ЗОФИИ СВИДЕРСКОЙ

ВЫ­

З о ф и я С в и д е р с к а , 1899 г о д а р о ж д е н и я , я в л я е т с я
одной из самых интересных в ы р е з а л ь щ и ц п о д в а р ш а в ских окрестностей. Рассматривая бумажные вырезки
выполняемые ею в р а з л и ч н ы е периоды жизни, автор
отмечает под к а к и м в л и я н и е м она находилась, ее за­
в и с и м о с т ь от г о с п о д с т в у ю щ е й м о д ы и в то ж е в р е м я
сохранение в памяти традиционных образцов. К образ­
ц а м э т и м С в и д е р с к а в е р н у л а с ь п о п о о щ р е н и ю со с т о рсГны а в т о р а н а с т о я щ е й с т а т ь и . В м е с т е с т е м о н а с о ­
х р а н и л а с в о й и н д и в и д у а л ь н ы й с т и л ь . Н а ч и н а я с 1973 г..
Свидерска принимает участие в конкурсах и выстав­
ках, получает награды. Свое ж и л ь е она у к р а ш а е т в ы ­
р е з к а м и подобно тому, к а к поступала в м е ж в о е н н ы е
годы, пока в ы р е з к и считались модными.
А л е к с а и д р Я ц к о в с к и — ТРАДИЦИЯ И СОВРЕ­
МЕННОСТЬ ЗАМЕЧАНИЯ В СВЯЗИ С БЪЕННАЛЕ
НАРОДНОГО
КУЗНЕЧЕСТВА
С с ы л а я с ь на поступившие па Б ь е п п а л е экспонаты,
автор сопоставляет давние и современные изделия на­
родного кузнечества. Последние свидетельствуют о пе­
ремене вкусов кузнецов и теперешних
потребителей
их работ. Мастер, хорошо в л а д е ю щ и й т р а д и ц и о н н ы м и
ф о р м а м и своего ремесла, в ы п о л н я я н о в ы е
задания,
часто проявляет стремление к чрезмерному у к р а ш е н и ю
изготовляемого предмета.
3 6и ги ев Б е н е д и к т о в и ч , Ч е с л а в Р о б о т ы цк и , Л ю д в и к С т о м м а, Р ы ш а р д Т о м и ц к и , Е ж и
С. В а с и л е з с к и — А Н Т Р О П О Л О Г И Я
КУЛЬТУРЫ
В ПОЛЬШЕ — НАСЛЕДЬЕ ПОНЯТИЯ, ИНСПИРАЦИИ
(МАТЕРИАЛЫ ДЛЯ СЛОВАРЯ)
Характерными чертами, определяющими интерес
все более многочисленной группы польских этнологов,
особенно среднего и молодого поколения я в л я ю т с я :

1 — О т к а з от п о з и т и в и с т с к и х и ф у н к ц и о н а л ь н ы х н а ­
п р а в л е н и й в пользу системного подхода, исходя­
щего из категорий, свойственных данной к у л ь ­
туре (следовательно к а к будто бы „изнутри");
2 — Применение когерентного смыслового и методоло­
гического
аппарата, подчеркивающего
значение
явлений культуры;
3 — сосредоточение внимания на духовной
культуре
в широком смысле слова (включая религиозность,
обрядность, мифологию, искусство, народную ли­
тературу, проблематику отождествления
культур
и т.д.);
4 — о т к а з от с л у ч а й н ы х о п и с а н и й я в л е н и й , о б у с л о в ­
ленных
формальной
псевдоклассификацией
с
предпочтением синтетических интерпретационных
трудов, целью
которых является
установление
скрытых структур продолжительного
существо­
вания;
5 — интердисциплинарность в смысле многостороннего
использования и ассимилирования
современных
достижений истории, семиотики, истории религии,
языкознания, искусствоведения,
литературоведе­
н и я и т.д.
Приступая к публикации избранных
слов-терми­
нов, п р е д с т а в л я ю щ и х достижения ученых, т р у д ы к о ­
т о р ы х стали источником входновения для новой поль­
с к о й э т и о л о г и и , а т а к ж е (во в т о р о й ч а с т и ) с л о в - т е р м и ­
нов, к а с а ю щ и х с я о т д е л ь н ы х понятий и категорий, р е ­
д а к ц и я полагает, что о н и будут способствовать более
г л у б о к о м у в з г л я д у на. н а р о д н о е и с к у с с т в о , б о л е е ш и ­
рокому и целостному охвату проблем народной к у л ь ­
туры.
С л о в а р ь не п р е т е н д у е т на о б ъ е к т и в и з м . С о д е р ж и т
слова-термины, избранные авторами — представител­
ями четырех следующих направлений в области иссле­
дований:
1 — ортодоксально-структурное,
пользующееся
глав­
ным образом достижениями советской
семиоти­
ч е с к о й ш к о л ы (Стомма, В а с и л е в с к и и др.);
2 — структурно-историческое, связанное с достижени­
ями польских, советских и французских учёных
„nouvelle histoire" (Стомма);
3 — структурно-мифологическое, которое ссылается на
д о с т и ж е н и я К. Леви-Стросса, па у ч е н ы х т а р т у с ской г р у п п ы и на традиции сравнительной ми­
фологии (Томицкие, Василевски);
4 — феноменологическое, посвященное главным обра­
зом проблемам культурного отождествления, про­
тивопоставления понятий „свой": „ ч у ж о й " (Бене­
д и к т о в и ч и др.).
Подведению итогов экспериментов и достижений
в этих областях будут посвящены словарные статьи
в третьей части публикации.
Статьи эти не с о д е р ж а т о б я з ы в а ю щ и х
формули­
ровок или определений; равно редакция, как и авторы
рассматривают их, к а к сборник предложений, наблю­
дений и гипотез. Именно поэтому они у б е ж д е н ы , что
словарь будет полезным.
Настоящий номер содержит слова-термины: Р. Б а р т е с , Я . С. Б ы с т р о н ь , С . Ч а р п о в е к и и М . М а с с ( О т
социологической интерпретации культуры к элементар­
н ы м к а т е г о р и я м м ы ш л е н и я ) , Г. Д и м е з и л ь , М . Э л и а д е
и Р . О т т о (От ф е н о м е н о л о г и и р е л и г и и к ф е н о м е н о л о г и и
культуры).

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6432" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6412">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/b7aa55a7e47da686c5cc9387956750f7.pdf</src>
        <authentication>f8ec2a83b878726a8a0a08a7d873eacd</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76608">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3473</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76609">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76610">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3255</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76611">
                <text>Spis treści / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76612">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.128-130</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76613">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76614">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76615">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76616">
                <text>�TREŚĆ
Aleksander Jackowski

Roman

.

131

Ewa

A r c h i w u m Dokumentacji Polskiej Sztuki
L u d o w e j I n s t y t u t u Sztuki P A N .
.
.

137

Chrystus Frasobliwy i jego miejsce
tradycyjnej religijności ludowej .
.

143

Fryś-Pietraszkowa

Anna

Kunczyńska-Iracka

Edward W a l i g ó r a
Jerzy Czajkowski

Reinfuss

i

sztuka

ludowa

Z n a k i rozliczeniowe f o l w a r k ó w
od X V I do X X w i e k u

w
.

polskich
153

Ze s t u d i ó w nad historycznym rozwojem
domu wiejskiego w p o ł u d n i o w e j Polsce

167
181

Aleksander

Błachowski

O wycinankach. Refleksje
ogólnopolskim w Toruniu

Małgorzata

Matusek

W sprawie pochodzenia polskich
wych d y w a n ó w dwuosnowowych .

Teresa K a r w i c k a

.

Zwyczaj

stawiania

kulturze

ludowej

po

„majów"
na

tle

konkursie

w

ludo­
.
.

205

polskiej

europejskim

.

213

Olga

Goldberg-Mulkiewicz

Postać Zyda w polskiej rzeźbie ludowej

219

Zofia

Ciośla-Reinfussowa

Aleksandra
Polańska-Hryńczuk,
karka ł e m k o w s k a

227

Janina Petera

Kapliczki
kiego

Józef Furdyna

Józef Słonina, r z e ź b i a r z ludowy z Bogdanówki

.

i

.

rzeźby

.

Józefa

pisan-

.

.

.

Kwiatkows­
. . .

.

.

.

.

237

245

K R O N I K A IV—VI 1980

249

SUMMARY O F A R T 1 C L E S

251

PE3HDME

254

N a o k ł a d c e : Profesor dr Roman Reinfuss i Jan Swiderski (przy aparacie)
podczas inwentaryzacji kapliczki, G r ó d e k , w o j . k r o ś n i e ń s k i e , 1960 r. Fot. J. S w i ­
derski.
Na

stronie

t y t u ł o w e j . Wycinanka łowicka, 0 24 cm. Wyk. Henryka
sarek, B ł ę d ó w . Fot. J. Swiderski.

Pi­

�POLSKA

AKADEMIA

NAUK

•

I NS TY TU T S Z TU K I

•

ROK

XXXIV

• 1980

N r S-4

olska sztuka ludowa
SZANOWNEMU I DROGIEMU PANU
W S I E D E M D Z I E S I Ę C I O L E C I E URODZIN

PROCESOROWI ROMANOWI REINFUSSOWI
I P I Ę Ć D Z I E S I Ę C I O L E C I E PRACY NAUKOWEJ
REDAKCJA I AUTORZY

K R A K Ó W
L t A ° D N A R O D O W Y I M I E N I A O S S O L I Ń S KI C H . W Y D A W N I C T W O
R

G D A Ń S K

POLSKIEJ A K A D E M I I

NAUK

^

�CONTENTS
Aleksander Jackowski

Roman

Ewa

The Archives of Polish Folk A r t Do­
cumentation of the Polish Academy of
Sciences and Letters Institute of A r t .

137

The M a n of Sorrow and his place i n
traditional folk religiousness
.
.
.

143

Bonds issued by Polish landowners from
the 16th to the 20th century . . .

153

Studies on historical development of the
village house i n Southern Poland .
.

1.37

Anna

Fryś-Pietraszkowa

Kunczyńs&lt;ka-Iracka

Edward W a l i g ó r a
Jerzy Czajkowski

Reinfuss

and

folk

a.rt

.

.

.

131

Aleksander

Błachowski

Some Remarks o n cutouts after the a l l -Polish contest i n T o r u ń

181

Małgorzata

Matusek

The question of the origin of Polish folk
double w a r p carpets

205

The Polish folk
custom of
„ m a j s " i n the Europaen context

213

Teresa K a r w i c k a
Olga

folk
.
.

219

Aleksandra P o l a ń s k a - H r y ń c z u k , the egg
decorater f r o m the Ł e m k o region .
.

227

' Slideway shrines and sculptures by Józef
Kwiatkowski .
. . .
. . . . .

237

Józef Furdyna

Józef Słonina, folk, sculptor from Bogdan ó w k a i n the M y ś l e n i c e district .
.

245

C H R O N I C A L IV—VI 1980

.'

249

Zofia

Goldberg-Mulkiewicz
Cieśla-Reinfussowa

Janina Petera

Figure of the
sculpture
.
.

erecting
.

.

.

.

SUMMARY O F A R T I C L E S
PE3K3ME

.

.

.

Jew . ' i n Polish
.
.
.
.
.

'.

.

.

.-

.

.

.

.

.

.

251

.'

.

.

.

2)4

REDAGUJE Z E S P Ó Ł : Aleksander Jackowski (red. nacz.), Jadwiga Jarnuszkiewiczowa, Anna K u n c z y ń s k a - I r a c k a , Jan Krzysztof Makulski, Jerzy Łoziński, Ro­
man Reinfuss (z-ca red. nacz.).
Sekretarz redakcji — Ewa Korulska. Redaktor techniczny — Halina Żelechowska.
T ł u m a c z e n i a — Piotr Paszkiewicz (ang.) i Natalia S t a s i ń s k a (ros.). Serwis foto­
graficzny — Jan Srwiderski.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6431" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6411">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7913703d57621d31d3eaf4d07ee1e6cf.pdf</src>
        <authentication>237728b9811e6f47ed4b70dd01917893</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76598">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3474</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76599">
                <text>1980</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76600">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3256</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76601">
                <text>Roman Reinfuss i sztuka ludowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76602">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1980 t.34 z.3-4, s.131-136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76603">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76604">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76605">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76606">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76607">
                <text>Aleksander Jackowski

ROMAN REINFUSS I SZTUKA LUDOWA

Byłoby pewnie najlepiej, gdyby m o ż n a b y ł o b y ć
s p r a w i e d l i w y m i ż y c z l i w y m „ n a co dzień", d o s t r z e g a ć
— bez specjalnych okazji czy p r e t e k s t ó w — w a r t o ś ć
i m i a r ę czyichś d o k o n a ń . Wiadomo, że t a k nie jest.
Nasza p a m i ę ć potrzebuje p o d p ó r e k , okazji, bodźców,
k t ó r e j ą odpowiednio k i e r u n k u j ą . Toteż rocznice i ś w i ę ­
ta t w o r z ą j a k b y k a n w ę społecznej p a m i ę c i , p r z e n o s z ą
nas z w y m i a r u codzienności do odświętności, pozwa­
lają niejako z a t r z y m a ć się w biegu i u w a ż n i e j spoj­
rzeć na fakty, nawet znane, ale przecież nie postrze­
gane w p e ł n y m wymiarze. Oczywiście nie są jubileusze
najlepszym
pretekstem
do w y w a ż o n e j ,
analitycznej
oceny, nie s p r z y j a j ą sporom i dyskusjom; ciąży nad
n i m i konwencja okolicznościowych t e k s t ó w , w z n i o s ł e j
stylistyki, t a k jakby b r a k dostatecznego zaintereso­
wania na co dzień m o ż n a było z r e k o m p e n s o w a ć j e d ­
norazowym
nadmiarem
słów i u p r z e j m o ś c i .
Ciąży
ś w i a d o m o ś ć , iż jubileusze czy rocznice b y w a j ą t a k ż e
sterowane o d g ó r n i e służąc polityce grup czy insty­
tucji, ustalaniu t a k i c h czy i n n y c h hierarchii w k u l ­
turze, nauce, sztuce.
W przypadku, k t ó r y nas interesuje, moment t e n
nie odgrywa istotnej r o l i . Siedemdziesięciolecie prof.
Romana Reinfussa, a t a k ż e 50 lecie jego pracy nauko­
wej jest bowiem ś w i ę t e m nie t y l k o jego, ale i nas
wszystkich, k t ó r y m bliska jest ludowa k u l t u r a , a z w ł a ­
szcza sztuka. Jubileusz t e n ma t a k ż e znaczenie, po­
n i e w a ż sprzyja zapoznaniu ludzi mniej czy wcale nie
zorientowanych — z dorobkiem Profesora i dziedziną
b a d a ń , k t ó r e j poświęcił najlepsze lata swego życia.
Ten w ł a ś n i e cel ma m ó j a r t y k u ł . C h c i a ł b y m w n i m ,
choć pobieżnie, p r z e d s t a w i ć s y l w e t k ę Jubilata, k i e ­
r u n k i jego z a i n t e r e s o w a ń i dorobek, k t ó r y ma w na­
szej k u l t u r z e w a r t o ś ć w r ę c z n i e w y m i e r n ą ,
wartość,
k t ó r a będzie rosła z pokolenia w pokolenie. Mogą
bowiem z biegiem lat ulegać f l u k t u a c j i oceny prac

o charakterze interpretacyjnym, ale nie fundamental­
nych, ź r ó d ł o w y c h , dokumentacyjnych.
Dorobek Romana
się na niego:

Reinfussa

jest

ogromny,

składa

— działalność
naukowo-organizacyjna.
Zainicjowanie
i kierowanie z b i o r o w ą p r a c ą nad d o k u m e n t a c j ą
tradycyjnej
sztuki ludowej i j e j współczesnych
przekształceń;
— i n d y w i d u a l n e prace naukowe, książki i a r t y k u ł y
(ponad 260 pozycji b i b l i o g r a f i c z n y c h ) .
.— stymulowanie rozwoju współczesnej twórczości l u ­
dowej, u d z i a ł w organizacji k o n k u r s ó w , festiwali
i wystaw, w instytucjach z a j m u j ą c y c h się opieką
nad t w ó r c a m i l u d o w y m i i t d . ;
— działalność popularyzatorsko-naukowa;
— działalność pedagogiczna.
ł

Trzeba przy t y m dodać, że jest to działalność w y ­
j ą t k o w o konsekwentna, realizowana z rzadko spoty­
k a n ą a u t o - d y s c y p l i n ą . Obejmuje cztery k r ę g i tema­
tyczne. Jednym jest — we wczesnym okresie pracy
naukowej — problem delimitacji granic etnograficz­
nych (zwłaszcza Ł e m k ó w i Bojków), drugim — zain­
teresowania k u l t u r ą ludności Karpat (dominujące w
latach 1931—1947, ale podejmowane r ó w n i e ż w latach
sześćdziesiątych
i
siedemdziesiątych,
najczęściej
w z w i ą z k u z badaniem nad r z e m i o s ł e m kamieniars­
kim). Trzecim tematem, w y s t ę p u j ą c y m raczej spora­
dycznie, są prace z zakresu k u l t u r y materialnej i or­
ganizacji b a d a ń oraz s t u d i ó w etnograficznych. Jednak
d o m e n ą z a i n t e r e s o w a ń Profesora, poczynając od po­
ł o w y 1946 r. jest sztuka ludowa. Jej poświęcił n a j ­
więcej uwagi.
Jak do tego doszło? Co w p ł y n ę ł o na kierunek za­
i n t e r e s o w a ń i k o n s e k w e n c j ę w i c h realizacji? S p r ó ­
b u j m y znaleźć pewne elementy odpowiedzi w życio-

131

�rysie Profesora, w t y m co sam m ó w i o swych latach
młodzieńczych.
Urodził w się w Przeworsku, 27 maja 1910 r.
w rodzinie inteligenckiej. Gdy m i a ł 9 lat u m a r ł o j ­
ciec. Ciężar utrzymania chłopca przejęła matka-rencistka. Do szkół chodził w Tarnowie. Tam z e t k n ą ł się
z działalnością nielegalnego w ó w c z a s Z w i ą z k u M ł o ­
dzieży Socjalistycznej. Zaczął w n i m działać. N a s t ą ­
piła jednak wsypa. Chłopca, w ó w c z a s w klasie ma­
turalnej, skazano w czasie procesu na k i l k a miesięcy
więzienia, ale ze względu na wiek o t r z y m a ł k a r ę
z zawieszeniem. Wyrzucono go jednak ze szkoły, z tzw.
wilczym biletem. Dopiero po k i l k u latach pozwolono
mu z d a w a ć m a t u r ę eksterna (w Krakowie). N i m to
nastąpiło wrócił do matki, k t ó r a m i e s z k a ł a w ó w c z a s
w Gorlicach. Miał dużo czasu, interesowali go ludzie,
jeździł więc po wsiach, m a ł y c h miasteczkach. Zafascy­
nowała go k u l t u r a ł e m k o w s k a . P o z n a ł starego pastu­
cha, Ł e m k a . Rozmowy z n i m w y w a r ł y na c h ł o p c u
ogromne w r a ż e n i e . Było to pierwsze i chyba n a j w a ż ­
niejsze wprowadzenie w o d r ę b n y ś w i a t w i e r z e ń , s ą ­
dów, obyczajów, lekcja szacunku dla innej k u l t u r y
i wartości, k t ó r e uczył się p o z n a w a ć „od ś r o d k a " ,
z pozycji tamtej społeczności. Chyba już w ó w c z a s
u m i a ł słuchać, p y t a ć i o b s e r w o w a ć . Gdy rozmawiamy

niemal z miejsca, etat asystenta r ó w n i e ż w katedrze.
Studia p r z e r w a ł jednak w y b u c h wojny.
Zbiory Muzeum Etnograficznego zostają z a r e k w i ­
rowane przez w ł a d z e niemieckie. Na p r o ś b ę prof. Do­
browolskiego, k t ó r y b y ł prezesem Towarzystwa Przy­
jaciół Muzeum Etnograficznego w K r a k o w i e oraz Fe­
liksa Kopery, prezesa Z w i ą z k u M u z e ó w w Polsce,
Reinfuss pozostaje przy zbiorach jako opiekun, p r ó ­
b u j ą c w m i a r ę możności z a p o b i e g a ć niszczeniu obiek­
t ó w czy ich l i k w i d a c j i . P o c z ą t k o w o zatrudniony jest
w charakterze dozorcy (Wächter), później laboranta-konserwatora. Po w y z w o l e n i u pozostaje w Muzeum
Etnograficznym do 1950 r., jako konserwator, a później
z a s t ę p c a dyrektora. K o ń c z y studia, uzyskuje w 1945 r.
s t o p i e ń magistra etnografii, a w r o k p ó ź n i e j broni
pracy doktorskiej. Jest n i ą podsumowanie dotychcza­
sowych b a d a ń — rozprawa Łemkowie
jako grupa etno­
graficzna.
D r u k u j e ją na p r z e ł o m i e 1948 i 1949 r.
w t. 7 „ P r a c i M a t e r i a ł ó w Etnograficznych". W t y m
czasie podejmuje
również
działalność
pedagogiczną
i o r g a n i z a c y j n o - n a u k o w ą . W 1945 r., jeszcze jako ma­
gister, organizuje K a t e d r ę Etnografii na Uniwersyte­
cie W r o c ł a w s k i m , p e ł n i ą c tam do 1949 r. funkcje w y ­
k ł a d o w c y , a n a s t ę p n i e zastępcy profesora i kierownika
katedry.

0 tym, ożywia się, wspomina ze czcią i sentymentem
starego Ł e m k a . S k ł o n n y jest sądzić, że wczesna ś m i e r ć
ojca spotęgowała w ó w c z a s jego szacunek dla s ą d ó w
starszych ludzi, dla w a r t o ś c i zakorzenionych w t r a ­
dycji.

Są to lata, gdy nieliczna kadra e t n o g r a f ó w stała
przed koniecznością podejmowania w i e l u z a d a ń . Nie
było jeszcze sztywnej s t r u k t u r y p l a c ó w e k naukowych
czy muzealnych. M o ż n a było w y b r a ć sobie odpowiednie
pole d z i a ł a n i a , z a c z y n a j ą c d o s ł o w n i e od zera, mierzyć
— z s z a n s ą sukcesu — siły na zamiary. Trzeba było
t y l k o chcieć, u m i e ć p r a c o w a ć i u m i e ć
przekonać
„ c z y n n i k i n a d r z ę d n e " do słuszności swych idei. Rein­
fuss w t y m czasie dostrzega swoją szansę. Jest n i ą za­
łożony w 1946 r. przez dr Józefa Grabowskiego P a ń s ­
t w o w y I n s t y t u t Badania Sztuki Ludowej. Grabowski
n a l e ż a ł przed w o j n ą do nielicznej grupy h i s t o r y k ó w
sztuki, z a j m u j ą c y c h się s z t u k ą l u d o w ą . Ortodoksyjny
zwolennik metod Riegla, p r z e n o s i ł je na teren ludowej
plastyki. I n t e r e s o w a ł go fenomen artystyczny, zjawis­
ka, k t ó r e mieściły się w ramach „ s t y l u ludowego" - n a j w a ż n i e j s z e j dla niego kategorii badawczej, mniej
natomiast całe „ e t n o g r a f i c z n e " podłoże k u l t u r y ludo­
wej. W Instytucie, k t ó r y mieścił się w Warszawie,
objął sekcję plastyki (rzeźby, malarstwa, drzeworytu).
Literaturze ludowej p a t r o n o w a ł prof. J u l i a n K r z y ż a ­
nowski, folklorem muzycznym zajął się mgr
Marian
Sobieski, tanecznym dr Tadeusz Zygler. Roman Rein­
fuss objął sekcję zdobnictwa i budownictwa. Lokal
znalazł we w ł a s n y m mieszkaniu w K r a k o w i e i sądzę,
że decyzja ta ma s w o j ą s y m b o l i c z n ą w y m o w ę . O d t ą d
bowiem trudno m ó w i ć o Reinfussie a b s t r a h u j ą c od
dorobku Sekcji, a n i e m o ż l i w e jest ocenianie tego do­
robku w oderwaniu od osobowości, z a i n t e r e s o w a ń i za­
łożeń metodologicznych jej szefa. Z m i e n i a ł y się zresz­
t ą w ciągu lat nazwy, organizacyjne zależności, ale
w istocie rzeczy istota programu Sekcji pozostawała
ta sama od czasu, gdy dr Grabowski zmuszony by!
w 1949 r. opuścić założoną przez siebie p l a c ó w k ę , a jej
agendy p r z e j ą ł ó w c z e s n y P a ń s t w o w y I n s t y t u t Sztuki.
Wtedy to bowiem w programie Sekcji znalazła się
dokumentacja
wszelkich p r z e j a w ó w
szeroko
pojętej
sztuki ludowej, z a r ó w n o tradycyjnej, jak i jej współ­
czesnych p r z e k s z t a ł c e ń .

Pierwszy swój a r t y k u ł , o pasterstwie na ł e m k o w s z c z y ź n i e , publikuje m a j ą c 21 lat. W k r ó t c e d r u k u j e na­
stępne, p r z e w a ż n i e na ł a m a c h d o d a t k ó w naukowych
do gazet .
2

3

Zycie Reinfussa biegnie w ó w c z a s dwoma torami.
W 1931 r. zdaje m a t u r ę e k s t e r n i s t y c z n ą w Krakowie,
po czym zapisuje się na W y d z i a ł Prawa U n i w e r s y ­
tetu Jagiellońskiego. Po części dlatego, że p r a w n i k i e m
był jego ojciec, przede wszystkim jednak po to, aby
mieć pewny, solidny zawód, z a p e w n i a j ą c y utrzymanie
1 pozycję w ś r o d o w i s k u . Nie traci jednak k o n t a k t u
2 etnografią, ze s w y m i rzeczywistymi zainteresowania­
mi. Wyjeżdża, gdy może, na wieś, obserwuje, notuje,
robi zdjęcia fotograficzne. Nagle okazuje się, że m o g ą
być one przydatne. Przypadkowo poznany, w czasie
załatwienia
jakiejś
sprawy
na
Wawelu,
Seweryn
Udziela, dyrektor Muzeum Etnograficznego z a c h ę c a go
do współpracy. Reinfuss zbiera d o k u m e n t a c j ę dla M u ­
zeum. Kiedy jest już na 2 roku prawa, Udziela k o n ­
taktuje go z prof. Kazimierzem M o s z y ń s k i m , ó w c z e s ­
nym kierownikiem katedry etnografii na Uniwersyte­
cie Jagiellońskim. Reinfuss otrzymuje zezwolenie na
udział w seminariach i w y k ł a d a c h . P o c z y n a j ą c od no­
wego roku akademickiego wpisuje je sobie do indeksu
jako przedmiot fakultatywny. Prawo kończy w 1935 r.
uzyskując t y t u ł magistra i rozpoczyna a p l i k a n t u r ę no­
tarialną u rejenta Jana Perszakiewicza w Gorlicach.
Czy był dobrym prawnikiem? O b s e r w u j ą c r ó ż n e po­
czynania Profesora w Instytucie Sztuki,
absolutną
nieumiejętność w y p e ł n i a n i a formularzy planu i t d . —
śmiem w to wątpić. Podobno zresztą i rejent nie b y ł
zachwycony, gdy m ł o d y aplikant w y p y t y w a ł p r z y b y ­
łych do biura gospodarzy o nazwy części stroju i i n ­
ne etnograficzne wiadomości. Rozstali się w k r ó t c e , k u
obopólnej radości, gdy t y l k o okazało się m o ż l i w e otrzy­
manie etatu asystenckiego w K r a k o w s k i m
Muzeum
Etnograficznym. R ó w n o c z e ś n i e w 1936 r. Roman Rein­
fuss podejmuje regularne studia etnograficzne na U.J.,
u prof. Kazimierza Dobrowolskiego (prof. Kazimierz
Moszyński przeniósł się bowiem do Wilna). O t r z y m a ł .

132

Koncentracja z a i n t e r e s o w a ń na sztuce ludowej do­
tychczasowego autora ś w i e t n y c h prac o kulturze łem­
kowskiej i wyznacznikach granic e t n i c z n y c h nie może
dziwić. C h o ć b y dlatego, że s z u k a j ą c tych wyznacz­
n i k ó w m u s i a ł zasięgiem b a d a ń objąć również, a nie­
kiedy przede wszystkim, zjawiska
sztuki
ludowej
4

�I I . 2. W y w i a d w terenie, 1959 r., T u r a s z ó w k a , w o j . k r o ś n i e ń s k i e .

i folkloru, a n a l i z o w a ć różnice regionalne w budownict­
wie, stroju, zdobnictwie. S z t u k ę l u d o w ą z n a ł zresztą
doskonale, w s p ó ł p r a c u j ą c od lat z Muzeum Etnogra­
ficznym w K r a k o w i e . Z d a w a ł też sobie s p r a w ę , że
dokumentacja tego, co jeszcze ocalało z pożogi w o j n y
i co nie zostało ś w i a d o m i e zniszczone przez okupanta
jest w r ę c z koniecznością. O b o w i ą z k i e m wobec k u l t u r y
i wobec historii.
Ł a t w o dziś o t y m nie m y ś l e ć , kiedy mamy sto­
sunkowo liczną d o k u m e n t a c j ę , zbiory muzealne, w y ­
dawnictwa; k i e d y zbyt nawet n a t r ę t n a
propaganda
tej sztuki z d o ł a ł a j ą niejednemu z nas obrzydzić. Ta
sztuka n a l e ż y j u ż bezspornie do dorobku naszej k u l ­
t u r y narodowej. A l e w t e d y — trzeba było dopiero
o to walczyć, p r z e k o n y w a ć faktami. Czynili to Gra­
bowski, Seweryn, Piwocki, Reinfuss. Postulat pozna­
nia dorobku tradycyjnej k u l t u r y c h ł o p s k i e j trzeba b y ­
ło jednak r e a l i z o w a ć natychmiast, w j a k n a j k r ó t s z y m
czasie, p ó k i jeszcze żyli ludzie, w y c h o w a n i w k r ę g u
tej k u l t u r y , p ó k i i s t n i a ł y obiekty i p a m i ę ć ich form.
Był to bowiem w i d o m y koniec dawnej formacji k u l ­
turowej, k t ó r e j ślad w sztuce n a l e ż a ł o z a c h o w a ć dla
przyszłych pokoleń. Chodziło więc o utrwalenie w ostatnim momencie tego, co m o g ł o ś w i a d c z y ć o dosko­
nałości tej sztuki, o sile i cechach twórczości c h ł o p ­
skiej. Determinanty i charakter przemian m o ż n a bo­
wiem b a d a ć i po dziesięcioleciach, ale nie p r z e m i j a j ą c e
fakty artystyczne, nie dzieła.
Decyzja skoncentrowania się na dokumentacji te­
renowej b y ł a więc nakazem c h w i l i . T y m bardziej, że

n i k t tego nie robił, zwłaszcza w skali ponad-regionalnej. A l e Reinfuss z r e g u ł y p o d e j m o w a ł tematy nie
ruszane przez innych, t r u d n e .
Planowa dokumentacja sztuki ludowej w skali
o g ó l n o k r a j o w e j b y ł a p r z e d s i ę w z i ę c i e m bez precedensu.
Przed w o j n ą bowiem: „ I n t e n s y w n y m badaniom podda­
na b y ł a Huculszczyzna, Podole, Wołyń, Polesie i te­
reny pogranicza l i t e w s k o - b i a ł o r u s k i e g o , zaniedbywano
natomiast obszary Polski ś r o d k o w e j (Mazowsze) czy
Zachodniej (Wielkopolska), (...) P r z e g l ą d a j ą c katalogi
i inne w y d a w n i c t w a polskiej sztuki ludowej dostrze­
gamy osobliwe zjawisko, że w 80% „polskość" tej
sztuki demonstrowana
była
wyrobami
pochodzenia
ukraińskiego lub białoruskiego" .
5

9

B e z p r e c e d e n s o w o ś ć c e c h o w a ł a też organizację ba­
d a ń . Reinfuss dobrze sobie z d a w a ł s p r a w ę , że dotych­
czasowy styl pracy nie mógł przy takich zamierze­
niach p r z y n i e ś ć efektu. Okres m i ę d z y w o j e n n y cecho­
w a ł a bowiem, j a k to f o r m u ł o w a ł „bezplanowość po­
czynań, b r a k w y s i ł k u kolektywnego i p r z y p a d k o w o ś ć
w y n i k ó w " . O ś r o d e k warszawski z a j m o w a ł się np. h u ­
culszczyzna, l w o w s k i Kaszubami, zainteresowania nau­
kowe e t n o g r a f ó w d e c y d o w a ł y o t y m , co, gdzie i j a k
badano. P r z e c i w s t a w i a ł
temu Reinfuss
przemyślaną
k o n c e p c j ę jednolitego planu, realizowanego zespoło­
w y m w y s i ł k i e m (a więc w znacznej mierze bezimien­
nie). Od p o c z ą t k u określił też swoje założenia meto­
dologiczne, realizowane zresztą nie t y l k o w d z i a ł a ­
niach Sekcji, ale i w t o w a r z y s z ą c y c h i m w ł a s n y c h p u ­
blikacjach. S t a n ą ł na pozycjach, k t ó r e definiował w
7

133

�I I . 3. Wywiad z producentem zabawek, 1957 r., Brzoza
Stadnicka, w o j . rzeszowskie;
i l . 4. Inwentaryzacja
skrzyni, 1959 r., Majdan Skierbleszowski w o j . za­
mojskie.

kategoriach materializmu dialektycznego i historycz­
nego. I n t e r e s o w a ł y go bowiem zjawiska w ich wza­
jemnym p o w i ą z a n i u i rozwoju historycznym. Wycho­
dził od faktów, s t a r a j ą c się znaleźć i c h możliwie sze­
rokie uwarunkowanie. Z r e s z t ą nie f o r m u ł o w a ł nigdy
swych założeń teoretycznych, poza oficjalnymi sytu­
acjami, kiedy czuł się do tego zobligowany (np. w
programowym a r t y k u l e „ P o I ogólnopolskiej
konfp
rencji ..." — vide przypis 7). Teoretykiem bowiem nie
był i problemy metodologiczne go nie f a s c y n o w a ł y .
W odróżnieniu od z a i n t e r e s o w a ń h i s t o r y k ó w sztuki za
najważniejsze u w a ż a ł p o w i ą z a n i a sztuki i k u l t u r y ma­
terialnej, badania historii rzemiosł, ich przenikania na
wieś oraz procesu „ u l u d o w i e n i a " . Śledził z w i ą z k i m i ę ­
dzy sytuacją ekonomiczno-społeczną w s i a jej t w ó r ­
czością. Dlatego już w pierwszym okresie b a d a ń tere­
nowych podjął w s p ó ł p r a c ę z archeologami a nawet i n ­
spirował konkretne badania, w i d z ą c w t y m szansę roz­
szerzenia wiedzy historycznej o kulturze ludu, p daw­
nych formach zdobnictwa (np. pisanek, t k a n i n , części
stroju). Od początku w s p ó ł p r a c o w a ł też z historykami,
zachęcając ich do publikacji
dawnych inwentarzy
chłopskich, t e s t a m e n t ó w , opisów, sam zresztą r ó w n i e ż
studiował akta parafialne, księgi r z e m i o s ł i cechów,
„Dla mnie — powiedział k i e d y ś — etnografia to część
historii kultury, ograniczona do ś r o d o w i s k a , k t ó r e się
nazywa ludem. W k a ż d e j pracy b y ł e m przede wszystkiem historykiem, chciałem p o k a z a ć e w o l u c j ę zjawis­
ka". Ten rzetelny p o d k ł a d historyczny w y s t ę p u j e we
wszystkich publikacjach Profesora i jego uczniów, w
monografiach regionalnych i zagadnieniowych.

Idea w s p ó ł d z i a ł a n i a z przedstawicielami r ó ż n y c h
specjalności, widzenia k u l t u r y w s p o s ó b c a ł o ś c i o w y
nie b y ł a oczywiście c z y m ś w y j ą t k o w y m w naszej h u ­
manistyce. W etnografii r e p r e z e n t o w a ł j ą Kazimierz
Dobrowolski, znane b y ł y osiągnięcia etnografii radziec­
kiej, szczególnie intensywnie popularyzowane w po­
c z ą t k u lat p i ę ć d z i e s i ą t y c h . Jednak Reinfuss chyba n a j ­
p e ł n i e j i z najlepszym s k u t k i e m w p r o w a d z i ł te ideie
w życie, z a r ó w n o w działalności naukowej jak t e ż or­
ganizacyjnej i pedagogicznej. Lata powojenne
były
w ł a ś c i w i e j e d y n y m okresem, w k t ó r y m problemy me­
todologiczne z a p r z ą t a ł y jego u w a g ę , okresem k r y s t a ­
lizacji p o g l ą d ó w na e t n o g r a f i ę , l u d , k u l t u r ę . Wtedy
to n a s t ą p i ł a symbioza d o ś w i a d c z e ń zdobytych w po­
przednim okresie. Sam m ó w i , p ó ł ż a r t e m , ale i pół
serio, że m i a ł w istocie trzech m i s t r z ó w , k t ó r y c h n a u k i
określiły jego p o s t a w ę : starego pastucha,
profesora:
Kazimierza
Moszyńskiego
i później
—
profesora
Kazimierza Dobrowolskiego. Ł e m k o
wprowadził
go
w ś w i a t o d r ę b n e j k u l t u r y i n a u c z y ł , że obserwowane
fakty trzeba b a d a ć z pozycji społeczności, w k t ó r e j po­
w s t a ł y , a nie m i e r z y ć je k r y t e r i a m i wniesionymi z ze­
w n ą t r z . Kazimierz M o s z y ń s k i n a u c z y ł go u m i e j ę t n o ś c i
p o r z ą d k o w a n i a f a k t ó w , dyscypliny naukowego warsz­
tatu. „ E t n o g r a f i a — wspomina — w y d a w a ł a się nam
w ó w c z a s n a u k ą b e z k o n f l i k t o w ą . Wszystko w niej b y ł o '
u p o r z ą d k o w a n e j a k słoiki w apteczce. Natomiast p r o ­
fesor Dobrowolski p o k a z a ł , że na te same f a k t y moż­
na p a t r z e ć różnie. W p r o w a d z i ł pierwiastek m y ś l e n i a
teoretycznego do opisów badania rzeczywistości". B u ­
dziło to p o c z ą t k o w o sprzeciw m ł o d e g o asystenta, s t o j ą ­
cego wciąż na pozycjach swego poprzedniego mistrza.;
Z r o z u m i a ł — m ó w i — i w p r o w a d z i ł w życie p u n k t w i ­
dzenia Kazimierza Dobrowolskiego dopiero wtedy, gdv
zaczął w y k ł a d a ć e t n o g r a f i ę na Uniwersytecie we W r o ­
c ł a w i u . Wyraz t y c h p r z e m y ś l e ń znaleźć m o ż n a w p i ­
sanej w ó w c z a s pracy doktorskiej o Ł e m k a c h jako gru­
pie etnograficznej. Pierwiastek teoretyczny nie przesło­
nił m u w ż a d n y m w y p a d k u postulatu wychodzenia od
f a k t ó w , a w i ę c przede w s z y s t k i m gromadzenia ich w
terenie czy archiwach. „ C h c ą c z b u d o w a ć w i e d z ę —
m ó w i — trzeba p o s t ę p o w a ć j a k z budowaniem domu.
Fundament — to m a t e r i a ł , ś c i a n y — monografie, dach
— synteza". Tak w ł a ś n i e p o s t ę p o w a ł .
Gdy dziś m y ś l ę o dorobku b a d a ń z e s p o ł o w y c h prof.
Reinfussa, wydaje m i się, że z a w a ż y ł y na n i m trzy
istotne okoliczności z e w n ę t r z n e .

7

234

Pierwsza, to u ś w i a d o m i o n a konieczność prowadze­
nia b a d a ń terenowych w m o ż l i w i e szybkim tempie. Po­
śpiech m u s i a ł jednak p r o w a d z i ć do obniżenia w y m a ­
gań, j a k i e się stawia w trakcie b a d a ń . W sytuacji, gdy
b r a k o w a ł o sił i ś r o d k ó w , trzeba było „rozgęścić" siatkę
badanych p u n k t ó w , zadowolić się bardziej p o b i e ż n ą pe­
n e t r a c j ą , z r e z y g n o w a ć z w i e l u p y t a ń w kwestionariu­
szach. Teoretycznie o p t u j ą c za m o ż l i w i e p e ł n y m widze­
niem p o w i ą z a ń i s t n i e j ą c y c h w k u l t u r z e ludowej, w
praktyce ograniczono się często do opisu faktów, nie
b a d a j ą c idh z w i ą z k ó w s t r u k t u r a l n y c h i funkcji, w któ­
rych występowały.
Z r e s z t ą nawet w publikowanym
kwestionariuszu do b a d a ń nad s t r o j e m , (który w trak­
cie penetracji terenowych realizowano t y l k o wybiórczo)
z a b r a k ł o t a k i c h p y t a ń j a k : k t o nosił dany strój, jakie
p e ł n i ł on funkcje, j a k i m u l e g a ł przemianom, kiedy i
dlaczego — natomiast nader szczegółowo rejestrowano
t y p y odzieży, f o r m y zdobnictwa, k r ó j , dane gdzie i kto
b y ł w y k o n a w c ą etc.
8

I t u p r z e c h o d z ę do drugiej „okoliczności". Jest nią
sytuacja naszej etnografii w okresie powojennym, roz­
strzelenie z a i n t e r e s o w a ń , brak istotnych p o w i ą z a ń po­
m i ę d z y katedrami i o ś r o d k a m i badawczymi, niezdolność

�środowiska do stworzenia w ł a s n e j centralnej p l a c ó w k i
badawczej w ramach Polskiej A k a d e m i i Nauk.
Otóż brak takiej p l a c ó w k i s p o w o d o w a ł , że istnie­
jące o ś r o d k i k o n c e n t r o w a ł y się na w ł a s n e j problema­
tyce, a czym m i a ł y trudniejsze w a r u n k i t y m bardziej
zawężały zakres swych z a i n t e r e s o w a ń .
W badaniach
nad s z t u k ą p r z e j a w i a ł o się to w niedostatecznym u w z g l ę d n i a n i u relacji m i ę d z y samym w y t w o r e m a k u l ­
t u r ą d u c h o w ą , w o d r y w a n i u p r o b l e m a t y k i sztuki od
świadomości, od p o g l ą d ó w etycznych czy estetycznych.
B y ł a to — dodajmy — sfera zjawisk pomijanych w l a ­
tach powojennego p r z e ł o m u metodologicznego kiedy to
zwracano u w a g ę przede wszystkim na zależności m i ę ­
dzy np. sztuką a p o d ł o ż e m e k o n o m i c z n o - s p o ł e c z n y m .
Tak więc ogólna sytuacja dyscypliny nie s p r z y j a ł a
całościowemu widzeniu zjawisk k u l t u r y ludowej, a po­
szczególne p l a c ó w k i , z w i ą z a n e czy to z I H K M , czy I B L
czy wreszcie I n s t y t u t e m Sztuki s t a r a ł y się określić i
u z a s a d n i ć swoje miejsce w t y c h instytucjach. I to jest
w ł a ś n i e ta trzecia „okoliczność", n i e o b o j ę t n a dla pro­
gramu i charakteru d z i a ł a ń Sekcji, u s p r a w i e d l i w i a j ą c a
ograniczenie z a i n t e r e s o w a ń zjawiskami k u l t u r y ducho­
wej, s k ł a n i a j ą c a do rejestracji przedmiotu, bez dosta­
tecznego osadzenia go w k u l t u r o w y m k o n t e k ś c i e .
Oczywiście dzieło tak gigantyczne, tworzone
w
t r u d n y c h warunkach, w s t a ł y m pośpiechu, nie może
być wolne od b ł ę d ó w . A l e stanowi podstawowy (i już
nie do odtworzenia) wizerunek
kultury
artystycznej
ludu z lat jej p o u w ł a s z c z e n i o w e g o r o z k w i t u i okresu
dezintegracji. A rola tego korpusu w i a d o m o ś c i będzie

w z r a s t a ł a z r o k u na rok. Co do tego nie m o ż n a mieć
żadnych wątpliwości.
J u ż obecnie dzięki zebranym m a t e r i a ł o m mogły
p o w s t a ć monografie sztuki ludowej i pierwsze zarysy
jej syntezy. Monografie — dodam — rzetelne, w y k o ­
r z y s t u j ą c e w m o ż l i w i e p e ł n y sposób zebrane wiado­
mości. Zdecydowana ich większość w y s z ł a spod p i ó ­
ra
Romana Reinfussa: Stroje
górali
szczawnickich
( L u b l i n 1949), Polskie
druki ludowe na płótnie
(W-wa
1953), Ludowe
skrzynie malowane (W-wa 1954), Ludowe
kafle malowane
( K r a k ó w 1966), czy wreszcie
Meblars­
two ludowe w Polsce ( W r o c ł a w 1977) i z n a j d u j ą c e się
w d r u k u Ludowe
kowalstwo
artystyczne
w
Polsce
(Wrocław) — to pozycje wybitne, t r w a l e dokumentu­
jące omawiane dziedziny. Inne, j a k np.
Garncarstwo
ludowe (W-wa 1955), Szopka krakowska
( K r a k ó w 1953),
Malarstwo
ludowe ( K r a k ó w 1962) czy pierwsza p r ó b a
popularno-naukowej syntezy Polska
sztuka
ludowa
( K r a k ó w 1960) :— r e j e s t r o w a ł y stan wiedzy w c h w i l i
ich wydania.
Cenię te prace za to, że p o w s t a w a ł y (podobnie
j a k liczne a r t y k u ł y ) niejako „ w biegu", t o w a r z y s z ą c
prowadzonym badaniom, p o p u l a r y z u j ą c
ludowe rze­
miosła, z w r a c a j ą c u w a g ę na nowe zagadnienia. Były
potrzebne i dlatego Reinfuss je pisał 1 ogłaszał. Po
prostu mniej m y ś l a ł o sobie, a więcej o celowości
swych p o c z y n a ń . To zresztą cechuje całą Jego dzia­
łalność. Skoro zajął się s z t u k ą l u d o w ą podjął komp­
leks z a g a d n i e ń z w i ą z a n y c h z jej badaniem i doku­
mentowaniem;
z
wychowaniem
kadry
etnografów,

135

�Najpierw b y ł a to tworzona przez Niego katedra we
W r o c ł a w i u , potem w y k ł a d y o sztuce ludowej na U n i ­
wersytecie J a g i e l l o ń s k i m , w Wyższej Szkole Sztuk
Plastycznych (Akademii Sztuk P i ę k n y c h ) no i okres
chyba n a j w a ż n i e j s z y : kierowanie w latach 1957—1387
k a t e d r ą na UMCS w L u b l i n i e . S t w o r z y ł t ę k u t e d r ę
i jej program nacelowany na zagadnienia sztuki l u ­
dowej. W y k s z t a ł c i ł e t n o g r a f ó w kompetentnych i dobrze
d a j ą c y c h sobie r a d ę w swej działalności. P r a c u j ą w
muzeach, instytucjach naukowych, w „Cepelii", zaj­
m u j ą się zabytkami, o p i e k u j ą w s p ó ł c z e s n ą twórczością
l u d o w ą . Zdobyli pozycję, autorytet. Dodam, że w i e l u
z nas, bliższych czy dalszych w s p ó ł p r a c o w n i k ó w , r ó w ­
nież wiele zawdzięcza Jego radom, konsultacjom i nau­
kom. T y l k o s p o ś r ó d d o k t o r a n t ó w , k t ó r z y poświęcili
swe prace Profesorowi w t y m numerze pisma, w y ­
m i e n i ć m o ż n a Jerzego Czajkowskiego, M a ł g o r z a t ę M a tusek, E w ę F r y ś - P i e t r a s z k o w ą , Józefa F u r d y n ę .
Oddzielna karta, to rola prof. Reinfussa w orga­
nizacji muzealnictwa, zwłaszcza skansenowskiego, ak­
t y w n y udział w radach naukowych i n s t y t u t ó w (IS.
I H K M ) , m u z e ó w , w komitetach redakcyjnych, dzia­
łalność społeczna, wieloletnie sprawowanie f u n k c j i se­
kretarza K o m i t e t u Partyjnego przy K r a k o w s k i m
Od­
dziale P A N .
II.

5. Profesor

w

dniu

swego Jubileuszu,

1980

r.

zdolnych się nią z a j m o w a ć ; z popieraniem w s p ó ł c z e s ­
nej twórczości; z p o p u l a r y z a c j ą tej sztuki, tak
aby
zajęła n a l e ż n e jej miejsce w dorobku k u l t u r a l n y m na­
szego kraju. Toteż realizuje program w ł a ś c i w y nie jed­
nostce, a instytucji. Poza badaniami i kierowaniem
P r a c o w n i ą , poza k s i ą ż k a m i i a r t y k u ł a m i wiele czasu
poświęca na wszelakie konsultacje. Inicjuje i opraco­
wuje regionalne monografie (Nad rzeką
Ropą
itp.),
należy do k i l k u k o m i t e t ó w redakcyjnych ( m i n . od
1947 r. w s p ó ł r e d a g u j e „ P o l s k ą S z t u k ę L u d o w ą " ) , po­
maga niezliczonej liczbie s t u d e n t ó w , m i ł o ś n i k ó w swoj­
szczyzny, pracownikom m u z e ó w , dziennikarzom i t d .
Praca pedagogiczna z a j m o w a ł a szczególnie wie;e
miejsca w dotychczasowych etapach życia Profesora.

A l e szczególnie dużo czasu w ostatnich latach
zajmuje Profesorowi opieka nad w s p ó ł c z e s n ą t w ó r c z o ś ­
cią l u d o w ą . Bywa, że nie ma czasu na w a ż n e konfe­
rencje, zawsze jednak znajduje czas na spotkania z l u ­
dowymi
t w ó r c a m i , na
udział w jury
konkursów,
szczególnie kowalskich. Sam z a i n s p i r o w a ł i zorgani­
zował k i l k a takich k o n k u r s ó w . W ś r ó d rozlicznych form
takiej w ł a ś n i e działalności, w i ą ż ą c e j w r ę c z w modelo­
wej formie n a u k ę z p r a k t y k ą , na szczególną u w a g ę
zasługuje rola Profesora w powstaniu i wspieraniu
Stowarzyszenia T w ó r c ó w Ludowydh. Jest od początku
p r z e w o d n i c z ą c y m Rady Naukowej tego Stowarzyszenia
i to p r z e w o d n i c z ą c y m od roboty a nie od parady,
wyciska swe w y r a ź n e p i ę t n o na festiwalach i innych
imprezach
folklorystycznych,
którym
przewodniczy,
a zwłaszcza na „ J e s i e n i T a t r z a ń s k i e j " . Jest naukow­
cem i działaczem, k t ó r e g o nazwisko złączyło się nie­
rozerwalnie z badaniami nad
sztuką
ludową
XX
wieku.

PRZYPISY
1

Bibliografię prac Romana Reinfussa zamieszcza
„Lud", t. 58, 1980 r.
Roman Reinfuss, Pasterstwo
na
Łemkowszczyinie dawniej a dziś, „ K u r i e r L i t . - N a u k . " {dodatek do]
„ I l u s t r o w a n y K u r i e r Codzienny", R. 9, 1931 nr 31.
A r t y k u ł y w dodatkach literaoko-naukowych do
„ K u r i e r a Lwowskiego", „ I l u s t r o w a n e g o K u r i e r a
Co­
dziennego".
Np.
Etnograficzne
granice
Łemkowszczyzny,
^Ziemia", R. 26, 1936 nr 10—11; Pogranicze
krakowsko-góralskie
w świetle dawnych i najnowszych
badań
et­
nograficznych,
„Lud", t. 36, 1939—1945; Próba
charak­
terystyki
etnograficznej
Rusi Szlachtowskiej
na pod­
!

8

4

stawie
niektórych
elementów
kultury
materialnej,
„Lud", t. 37, 1948.
Np. k u l t u r y ł e m k o w s k i e j , b a d a ń nad s z o p k ą k r a ­
k o w s k ą , k o w a l s t w e m artystycznym, d r u k a m i na p ł ó t ­
nie, k a f l a m i m a l o w a n y m i , rzeźbą w k a m i e n i u .
Roman Reinfuss, Stan badań nad polską
sztuką
ludową,
„Pol. Szt. Lud.", R. 4, 1950 n r 1—6, s. 5.
Roman Reinfuss, Po I ogólnopolskiej
konferencji
naukowej
w sprawie
badań
nad sztuką
(11—16X11
1950), „Pol. Szt. Lud.", R. 4, 1950 n r 4—5, s. 98.
Opublikowany w „Pol. Szt. Lud.", R. 4, 1950 nr
1—6, s. 91.
6

6

7

8

Fot. J . Swiderski

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6429" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6409">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4b84022ccc99395c94c534d258a85510.pdf</src>
        <authentication>56e4a5daf7d06e074a8660ffe3106059</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76579">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3652</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76580">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76581">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3429</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76582">
                <text>Jak rozumieć "Ziemię Ulro"? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76583">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.48-51</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76584">
                <text>Mencwel, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76585">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76586">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76587">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76588">
                <text>Jak rozumieć „Ziemię Ulro"?
Ziemię Ulro wybrali sami studenci. Była to książka samorzutnie skupiająca uwagę czołówki
Warszawskiego
Koła Polonistów. Sympozjum mające na celu wszechstronną
dyskusję nad tym esejem Czesława
Miłosza
przygotowywano ponad rok. we współpracy merytorycznej i organizacyjnej z Katedrą Kultury Polskiej UW.
Odbyło się ono w ośrodku MKiS,,Wigry''
nad jeziorem Wigry (dawny klasztor kamedulów) i trwało od 11 do 13
listopada 1993 roku. Uczestnicy sympozjum odbyli pięć sesji dyskusyjnych na następujące tematy: ,.Jak czytać
Ziemię Ulro.' - wyznaczniki gatunkowe utworu" (zagajenia Paweł Rodak i Marcin Piasecki); „Czym jest
Ziemia Ulro - diagnoza negatywna" (zagajenia Magdalena Rud i Aneta Gómicka-Boratyńska);
..Kryzys
i światopogląd"
(zagajenia Paweł Maciejko); „Ziemia Ulro a Rodzinna Europa" (zagajenie Paweł Rodak);
..Mistycyzm Miłosza - mistycyzm Ziemi Ulro (zagajenie Krzysztof
Chlipalski).
Opracowany zapis tych dyskusji liczy 174 strony. Przedstawiamy tutaj niewielki (około jednej dz.isiątej
zapisu), lecz reprezentatywny fragment dyskusji na lemat ..Kryzys i światopogląd",
którą zagajał
Paweł
Maciejko.

PAWEŁ M A C I E J K O : Zaczniemy od kryzysu. „ K r y z y s " po­
chodzi od greckiego słowa „ k r i n o " , które znaczy dosłownie
„dzielić", „ o s ą d z a ć " bądź „mierzyć się** i wjęzyku greckim jest
czy leż było używane w trzech sensach. W sensie medycznym,
to znaczy jako określenie tego momentu choroby, w którym
dochodzi do przesilenia i albo pacjent umiera, albo zdrowieje;
w sensie teologicznym, tak jak jest używane w Nowym
Testamencie, w grece nowolestamcntowcj, gdzie oznacza po
prostu Sąd Ostateczny: i wreszcie w sensie logicznym, w którym
to sensie kryzys oznacza mniej więcej tyle samo, co dysjunkcja
czy też ostra alternatywa. Taka formuła, w której należy wybrać
jedną z dwóch możliwości, ale nigdy obydwie naraz. Oznacza
więc formułę „albo - albo". Tak to wygląda w grece. Następnie
to słowo zaczyna być używane w językach nowożytnych
i użycie logiczne zwykle w ó w c z a s ginie, natomiast pozostają
metaforyczne użycia sensów teologicznego i medycznego.
Określenia „ k r y z y s " zaczyna być przenoszone na płaszczyznę
historii, w ostateczny sposób zostaje związane z dziejami przez
idealizm niemiecki, gdzie „ k r y z y s " będzie oznaczał jedną
z trzech możliwości rozumienia historii. Pierwsza możliwość
jest laka, że kryzys i historia czy też dzieje - a przekładając na
współczesną filozofię, kryzys i kultura, tak będzie u Heideggera
- to jest dokładnie to samo. Nie można mówić o kryzysie
w historii czy w kulturze, gdyż. historia jako taka jest kryzysem,
co w niemieckiej kulturze idealistycznej najpełniej się wyraziło
u Friedricha Schillera w takiej formule, że „dzieje świata są
sądem nad ś w i a t e m " . Drugie historiozoficzne rozumienie
słowa „ k r y z y s " , to rozumienie, w którym oznacza ono pewien
cyklicznie powtarzający się przełom w historii. Zmiany jednej
formacji na drugą, odejście starych wartości i zastąpienie ich
nowymi, pewną radykalną zmianę formacji kulturowych, która
w historii co jakiś czas się dokonuje. I trzecie historiozoficzne
rozumienie słowa „ k r y z y s " to sekularyzacja tego użycia Nowolestamcntowcgo. Kryzys oznacza tutaj koniec historii czy też.
koniec dziejów. I to jakby najpełniej wyraziło się w wykładach
Kojcvc'a, słowo to pojawia się w tym sensie, jako koniec
historii.
Tak mniej więcej wygląda pole semantyczne słowa „ k r y z y s " .
Słowo „światopogląd" z kolei jest kalką niemieckiego słowa
„ W c l t a n s c h a u u g " . „ W c l t " t o t y l e , co „ ś w i a t " , „ A n s c h a u u g " jest
słowem znacznie ciekawszym. To jest słowo Kaniowskie, które
w polskim przekładzie Krytyki czystego rozumu jest tłumaczone
jako „ n a o c z n o ś ć " bądź. jako „ o g l ą d " i oznacza tyle, co zarazem
akt poznania i treść aktu poznania. Kant dokonuje dedukcji
transcendentalnych kategorii, czyli warunków możliwości naj­
pierw naoczności empirycznej, to znaczy czasu i przestrzeni,
a potem naoczności myślnej, to znaczy kategorii czystego
inelcktu, warunków, pod jakimi możemy najpierw coś poznać.

48

a potem pomyśleć. Światopogląd to nie jest tylko obraz świati
wprawdzie założenie, że mamy jakieś obrazy świata, tam sit
pojawia, ale nic można sensownie mówić o światopoględzjt
odrywając jego kategorie od dychotomii podmiotu i przed­
miotu. To znaczy, że ludzie mają światopoglądy tylko o tyle,
o ile człowieka sproblematyzujcmy jako podmiot, świat zai,
w tym i innych ludzi, jako przedmioty poznania.
Tu zamierzam wyłożyć pierwszą mocną tezę mojego zagaje­
nia. Otóż. chciałbym pojęcie kryzysu światopoglądu wyostrzyć,
rozumieć lulaj kryzys w pierwszym z tych idealistycznych
rozumień, o których mówiłem wcześniej - a zatem stwierdzić,
ż e światopogląd jako taki jest oznaką kryzysu Fakt. że
człowieka, że świat prohlcmatyzujcmy w len sposób, że ludzie
mają pewien światopogląd, mają pewien pogląd na świat, czy
leż ż e świat jawi im s i ę jako pewna naoczność - sam len fałd
w sobie jest wyrazem kryzysu. Nic ma więc sensu mówić
0 kryzysie światopoglądu naukowego bądź świalopogladi
religijnego. Jest światopogląd i to właśnie jest znak kryzysu
Coś takiego, jak sądzę dochod/i do glosti w Ziemi Ulro.
niezależnie od tego, czy Miłosz zdaje sobie z lego sprawę, czy
nic. M o i m zaś zdaniem w dużej mierze mc zdaje sobie z tego
sprawy.
Cała nasza dyskusja przedpołudniowa |na temat: Czym jat
„Ziemia Ulro" - diagnoza negatywna - red. ] mówiła o katego­
riach relacyjnych. Dyskutowaliśmy o tym, jaki charakter IM
relacja między ogólnym a szczególnym, między Miłosze**
a d z i e ł e m Miłosza, między diagnozą kulimy a diagnozą własne?I
osoby. Sam fakl, że taka relacja istnieje, nie /osial w lej dyskus"
poddany w wątpliwość i został przyjęty jako rzecz naturalH
1 oczywista, podczas gdy nic jest to r / c c / ani naturalna, *
oczywista. Nawet jeśli pojawiały się głosy, /e relacja ta je"
tożsamościowa, to nadal jest to relacja. Dla mmc icdnak to W
jest oczywiste i proponowałbym jaku pierw s/y punkt w
dyskusji: czy w ogóle można o tym mówić sensownie, a jeśli U*
lo jak.' Jako pierwszy chciałbym powiedzieć is Iko lylc, że jeż**
/achod/i tutaj jakieś warunkowanie, lo warunkowanie W
obustronne. To znaczy istotne jest lo, że M i l o s / czy też nodm*
mówiący w jego książce tyleż daje jakąś diagnozę świf*!
swojej osoby czy rzeczywistości, ile sam jest w y i w o ^ j
Innymi słowy, kiedy mówi o kryzysie kultury europejswj
a mówi o tym niewątpliwie, to nie należy /upominać, że Mi^J
nie jest niczym innym, jak produktem teiże kultury. I h y ć n * * !
wracam do tego połączenia kryzysu i światopoglądu, właśni* I
tym polega „ziemia U l r o " , że taka relacja /uczy na się P°j* ,1
Magda Rud wprowadziła do dyskusji pojęcie Pana Boga. ja''*!
mogę powiedzieć tylko tyle: w moim pr/ekonaniu •• "*\|
U l r o " wyraża się najpełniej nie tylko w tym. /e taśmo*
produkowane samochody czy komputery, ale i w tym
|
a

I C Ł

�taśmowo został wyprodukowany Czesław Miłosz i Pan Bóg
także To znaczy „ziemia U l r o " nie polega na niczym innym, jak
a taśmowym produkowaniu rozmaitych form świadomości.
! tyle. Dziękuję.
MAGDALENA RUD: Powiedziałeś o taśmowym produkowa­
no Pana Boga. Ja sobie zdaję sprawę, że użycie takiego
sformułowania miało być pewnego rodzaju prowokacją - widać
tona kilometr. No więc j a d a ł a m się sprowokować i proszę, abyś
wyjaśnił.
ANDRZEJ M E N C W E L : Jeśli wyjaśnił nam pan, co należy
rozumieć przez światopogląd, to nic wyjaśnił pan jednak, jaka
jest relacja światopoglądu naukowego i religijnego.
PAWEŁ M A C I E J K O : Odpowiadając na pańskie pytanie: w mo­
jej perspektywie jest to dokładnie wszystko jedno. U Miłosza
natomiast to nic jest wszystko jedno. Fakt, że Miłosz buduje taką
opozycję, mówi, że i religia, i nauka to są światopoglądy - ten
fakt czyni jego książkę samozaprzeczną. W moim przekonaniu
to przeciwstawienie jest przeciwstawieniem pozornym. Jeżeli
i naukę, i religię sproblematyzujemy jako pewne formy świado­
mości, no to w zasadzie...
MATEUSZ W E R N E R : ...dokonujemy za każdym razem tej
samej operacji.
PAWEŁ M A C I E J K O : ...to w zasadzie jest to samo. To znaczy,
kryzys nie polega na tym, że są dobre formy świadomości i złe
formy świadomości. To jest pozorne rozwiązanie, to, co Miłosz
proponuje. I teraz odpowiadając Magdzie Rud. Odpowiedź.
0 seryjną produkcję Pana Boga jakby też jest w tym zawarta.
Bóg jest rozumiany w określony sposób. I kategorie, w których
Bóg jest rozumiany, są znowu kategoriami świadomościowymi
czy kategoriami kulturowymi. W gruncie rzeczy kategoriami,
w których nie ma zasadniczych różnic. Nic ma zasadniczych
różnic między kategoriami, w których rozumiesz telewizor czy
samochód, a tymi, w których rozumiesz Pana Boga.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Z jakiego miejsca ty myślisz?
1 jeszcze jedna ważna rzecz. Wydaje mi się, żc w tym, co
mówisz, jest zarzut, jest to wyraźnie wartościujące. Powiedzmy
to w ten sposób: ty się z tym nie zgadzasz. Ty uważasz, żc to jest
pogłębianie „ziemi U l r o " .
PAWEŁ M A C I E J K O : Z jakiego punktu ja mówię? Można
powiedzieć tak: w tej książce jest pewna diagnoza stanu
rzeczywistości, są wyrażone - w sposób świadomy czy nie
- sady: czym jest rzeczywistość i czym rzeczywistość być
powinna. Tc sądy, w moim przekonaniu, są wyrażone z. perspek­
tywy absolutyzacji pewnej formy świadomości. Teraz jest
pytanie, czy nawet jeżeli te sądy były prawdziwe, to czy one są
nadal prawdziwe. Czy diagnoza, którą stawiał Miłosz, jest
Jeszcze wciąż aktualna. Bo nic jest bynajmniej rzeczą oczywis•ł. że taka newtonowsko-kartezjańska nauka, z którą Miłosz
Polemizuje, jest nauką, która istnieje obecnie i która rządzi
j^zym światem. Pierwszy przykład z brzegu. Współczesna
''*yka z fizyką newtonowską ma niewiele wspólnego. Jest tak
wdzo antynewtonowska, jak tylko można sobie wyobrazić.
wzeze dwa zdania. Otóż. w moim przekonaniu, rzeczywistości
"oecnej tu i teraz nie da się ująć ani zrozumieć w kategoriach
atopog|ądowych. W kategoriach dychotomii podmiotu
Przedmiotu, relacji: podmiot - przedmiot. Niezależnie od tego,
sobie tę relację zdefiniujemy i jak będziemy ją określać. Ta
• czywisiość to dekonstrukcjonizm, lo New Age w religii, to
p mnóstwo takich historii.
. WEL KODAK: T y , Pawle, powiedziałeś, że kiedy się
^awia słowo ..światopogląd", lo musi nastąpić rozszczepie' * ^ ' &lt; - p r z e d m i o t . Musi pojawić się problem intersubieky " ° * ' - problem kultury, tak jest zbudowana ta książka, takie
ksi ^ " " k ujmuje Miłosz. Zgoda, tak jest zbudowana ta
a. ale Miłosz zdaje sobie z tego sprawę. Z tego, co ty
n

t 0

t 0

wi

m

0

tyw

c

0

-

Z

s

c

m

u z

t c n

^SzczrT ^ y
^ J
światopogląd, że j u ż to
zepienie - to „ziemia U l r o " . To jest jej konstytutywna

cecha - to rozszczepienie. On pisze tę książkę chcąc wyjść
z Ulro - i to rozszczepienie potwierdza. Ale zdaje sobie z tego
sprawę. Moje pytanie teraz jest takie: słowem kluczowym
w Miłosza książce jest „ w y o b r a ź n i a " . Czy wyobraźnia to jest
świadomość, czy wyobraźnia to naiwna, prymitywna, tak samo
naiwna jak naiwni byli ci greccy filozofowie przedsokratejscy.
z podobnym lypcm naiwności, naiwna, ale jednak próba wyjścia
poza lo. co jest przedmiotowe i podmiotowe, poza to, co jest
kulturowe, poza to właśnie, co ty nazywasz świadomością?
Poza to rozszczepienie? Czy wyobraźnia nic jest taką szansą?
To słowo jest tutaj zupełnie kluczowe.
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak. Ja uważam, żc tak jak dychotomia
religii i nauki, tak dychotomia rozumu i wyobraźni jest
nakreślona z tego samego poziomu. Z poziomu światopoglądu.
Wyobraźnia jest tutaj określana poprzez negację rozumu. Albo
jako drugi człon relacji, której pierwszym członem jest rozum.
I le kategorie kulturowe dotyczą wyobraźni dokładnie w takim
samym stopniu, w jakim dotyczą rozumu. To nie jest tak. że
istnieje wyzwolona wyobraźnia, która może dosięgnąć ab­
solutu. A jeżeli istnieje, to posiadają ją mistycy, no a mistycy,
jak sam powiedziałeś, nie piszą Ziemi Ulro, tylko Drogę na górę
Karmel.
PAWEŁ R O D A K : Ja powiedziałem, że to jest naiwne.
P A W E Ł M A C I E J K O : Jeżeli ktoś pisze taką książkę, książkę
dyskursywną; książkę, w której operuje pewnym aparatem
pojęciowym, to wypowiada się z perspektywy świadomości
i rozumu.
MARCIN P I A S E C K I : Czy uważasz, że jesteśmy skazani na
takie książki?
PAWEŁ M A C I E J K O : Czy jesteśmy skazani na „ziemię Ulro"?
MARCIN PIASECKI: Tak

PAWEŁ M A C I E J K O : Uważam, że lo jest tak - że wracając
znowu do tego, co mówiła Magda - Pana Boga do dyskursu
wkleić się nie da. Do dyskursu można wkleić pojęcie Pana Boga.
A w momencie, w którym zaczynamy operować pojęciem Pana
Boga, pakujemy się w „ziemię U l r o " .
A N E T A GÓRNICKA: Tylko jedno zdanie. T o doświadczenie
mistyczne, które też nic wiem, czy może być opisane, jest
jakimś sposobem w tym twoim rozumieniu. Czy to przeżycie
nie może być intersubiektywne?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja nie wiem, co może być sposobem. Ja
wiem. żc to nie jest sposobem. Ja tyle powiedziałem.
PAWEŁ R O D A K : Ja myślę, żc dość ważna jest tu scena, którą
Miłosz opisuje, ta scena widzenia Oskara Miłosza.
PAWEŁ M A C I E J K O :

Uhm.

PAWEŁ R O D A K : Oskar Miłosz zapisuje swoje widzenie. Że
właśnie, j u ż nie pamiętam jak to jest. że Bóg Abrahama, Izaaka.
Jakuba, a nie Bóg filozofów. Widzenie, może widzenie, ale ja
nic wiem, czy w ogóle widzenie jako widzenie, czy widzenie
opowiedziane, to j u ż nic...
PAWEŁ M A C I E J K O : Tak, ale... Zobacz, Czesław Miłosz idzie
jeszcze dalej. Nie tylko, żc nic opisuje widzenia, ale opisuje opis
widzenia, które miał Oskar Miłosz. Jeszcze schodek dalej.
PAWEŁ R O D A K : Ja wiem.

ANDRZEJ M E N C W E L : Ja się na razie powstrzymywałem, bo
to, co powiedział Paweł, budzi we mnie straszliwą ambiwalcncję i czuję narastającą we mnie agresję.
PAWEŁ R O D A K : Który Paweł?
ANDRZEJ M E N C W E L : Paweł Maciejko powiedział szereg
rzeczy słusznych i do pewnego momentu j a się z nim zgadzam.
Znaczy, z określeniem trzech znaczeń kryzysu, z definicją
światopoglądu, prawdę mówiąc to są takie bezdyskusyjne
orzeczenia. Natomiast ton apodyktycznej refutacji. jakiej zo­
stało poddane to dzieło, pozostaje w zaskakującej dysproporcji
do tych elementarnych ustaleń, jakie na początku podał P a w e ł
Widzę dość mały zapas racji uzasadniających tę refutację.
wprowadzona na początku kategoryzacja tę apodyktyczną

49

�refutaeję uzasadnia dość słabo, by nic rzec, że nic uzasadnia jej
wcale. Po drugie, tojcsi rzeczywiście kwestia emocjonalna i nie
zdążyłem jeszcze sobie sam wyjaśnić, przeczekując kolejne
fazy głosów, że mnie to dotyka. Ta rcfutacja mnie dotyka, choć
nic jestem wyznawcą klęczącym tej książki, ani w ogóle lego
autora.
Więc spróbujmy sobie wyjaśnić, co właściwie się stało. Jak ja
rozumiem to, co Paweł mówił? Najkrócej rzecz biorąc, zostało
dokonane, nieuprawnione, moim zdaniem, utożsamienie pew­
nych operacji logicznych z pewną analizą historyczną. T o są
inteligentne uwagi, ale w pewnym sensie są lo operacje
formalne, których prawic zawsze można dokonać, właściwie
w odniesieniu do każdego tekstu, jakkolwiek by on był
przedstawiony, a jedynym osiągnięciem jest lo. żc rzeczywiście
doskonale dcslruują przedmiot dyskusji. Podczas gdy możliwy
przedmiot dyskusji wygląda zupełnie inaczej. A jeśli nic
zupełnie, to przynajmniej w dużej mierze. Inaczej jest położony,
prawda? On jest rzeczywiście położony historycznie. Jeżeli ta
książka ma jakiś sens, to ma sens historyczny. Ma ten sens
spleciony, bo jest tyleż historią osobistą, co historią kultury,
o czym była mowa. Można j ą odrzucić - lecz nie ma mocy
Operacji logicznej, tak mi się wydaje, zresztą ona w ogóle nic
występuje w lej konkurencji i autor parę razy mówi: j a nic
jestem filozofem, ja w ogóle inaczej jestem usytuowany.
Jak jest usytuowany? Usytuowany jest na granicy kryzysu
światopoglądu naukowego. I przedstawia pewne racje. Jest taki
kryzys czy nie? „Jest" - odpowiada. Opis „ziemi U l r o " jest
opisem światopoglądu naukowego. Światopogląd naukowy
wytworzył tę ziemię. Otóż na tej ziemi, pan powiada, nic można
dokonać rozróżnienia: subickt-ohiekt. Nic podobnego! Właśnie
na tej ziemi to rozróżnienie zachodzi. Ta ziemia jest ukon­
stytuowana przez to rozróżnienie. Jest ukonstytuowana w ten
sposób, że utworzyliśmy wokół siebie laki oto świat matematyczno-przyrodniczy i że on nam samym przedstawia się jako
obiektywny. W świecie mitycznym, owszem, nie ma takiego
rozróżnienia. Ale my nic jesteśmy w świecie mitycznym.
W świecie mistycznym też prawdopodobnie nie ma, ale my nie
jesteśmy w tym świecie. Dopóki jesteśmy tu, czy chociaż na lej
granicy, to mamy prawo przemawiać lak, jak ten autor przema­
wia. A powiem jeszcze mocniej: on znalazł wiarygodny sposób
przemawiania z tej granicy. Z tej granicy, która jest granią
jednocześnie. Tak się usytuował. Bo gdyby on przemawiał
w kategoriach obiektywnych, to dokonywałby fałszu, a gdyby
przemawia) w kategoriach subiektywnej relacji mistycznej...
PAWEŁ RODAK: Ja mam dużą wątpliwość, ale wypowiem ją.
Wydaje mi się, że analizując tę książkę w pewnym momencie
Paweł Maciejko doszedł do takiego stwierdzenia, którego tu nic
wypowiedział, a które byłoby konsekwencją jego wypowiedzi
Jeśli jest prawdą wszystko to. co powiedziałeś o lej książce, to
należy sobie zadać pytanie o status słowa drukowanego w Ziemi
Ulro. Nie wiem, czy byłby tutaj kres twojego myślenia, czy
nowy etap, aleja lo tak widzę. I to jest pytanie do pana Andrzeja
Mencwcla. Miałem wrażenie, żc pan przemknął wobec prob­
lemu podslawowcgo, który Paweł postawił.
A N D R Z E J M E N C W E L : Jakiego?

PAWEŁ R O D A K : Właśnie chcę powiedzieć. Konsekwencja
takiej interpretacji lej książki byłaby następująca: kwintesencją
„ziemi U l r o " jest biblioteka; kwintesencją „ziemi U l r o " jest
uniwersytet. Tak lo rozumiem, taka jest konsekwencja lego, co
powiedział Paweł Maciejko.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : T o jak inaczej, jak inaczej o tym
mówić, jeśli nie w bibliotekach? Gdzie jest napisane tak, jak ly
byś chciał?
PAWEŁ M A C I E J K O : Ja na razie nic mówiłem ani słowa, jak j a
bym chciał. Ja mówię, że to, co robi Miłosz jest samozaprzecznc. Bo usiłuje pokazać granicę światopoglądu naukowego, sam
siedząc w tym światopoglądzie. To jest lo, co ja powiedziałem.

50

A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć z pewnego punktu
widzenia, że stany mistyczne, albo może lepiej etnograficznie
szamańskie lewitacje są prawdziwym wyjściem z „ziemi Ulro"
Nic należy w ogóle mówić ani pisać, tylko należy rzeczywiście
ulec lcwilacji. Uruchomić lakie siły, najlepiej bez słowa
w których to by się mogło dokonać. Ale, niestety, powtarzając
za Schillerem, dzisiaj jest możliwy światopogląd sentymentaj.
ny, naiwny j u ż nic jest możliwy. A w sentymentalnym ewokuje
się naiwność jako pewną wartość i nikt niczego innego w tyrg
świecie nie robi. I w tym sensie j a nie widzę u Miłosz
smozaprzeczenia. T o co, ma odtańczyć taniec? Co ma zrobić?
Co to są za zarzuty? Uświadomienie sobie granic pewnej
sytuacji intelektualnej może być wyrażone w podaniu intelek­
tualnego adresu. Nic musi być inaczej wyrażone. Może by{
wyrażone tańcem. M o ż e być wyrażone dokonaniem operacji
cielesnej, jakiej dokonywał Grotowski. Tylko to jest inny typ
działań. Wtedy trzeba powiedzieć albo lak, j a k to robił Artaud,
ż c słowo jest całe znicprawionc przez len świat. Używanie
języka jest j u ż stanem choroby. Choroby, która lulaj jea
nazywana „ziemią U l r o " . T u ł a j mamy do czynienia z autorem,
który mówi nam, żc nie mamy dokonywać operacji na ciele.
M ó w i . że mamy dokonać pewnych operacji na umyśle. I mówi
to za pomocą środków przystosowanych do umysłu. To jea
w porządku.
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : Wczoraj s i ę z tym nie zgodziltf.
my. To nie jesi żadna recepta.
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja nie m ó w i ę , żc lo jest recepta.
Recepta lo jest golowy przepis. T o jest co innego. Ja tylko
mówię, ż c to jest wiarygodne, nie m o ż n a lemu postawie
zasadnie zarzutu, ż c to znosi samo siebie, jak to powiedział
Paweł Maciejko. Moim zdaniem, nie znosi i jestem w stanie tego
bronić. C z y nas to wyprowadza, czy me, to jest juz inny poziom
dyskusji. Natomiast w ramach swoich założeń to jest spójne. Nie
było tu mowy o żadnych bibliotekach.
PAWEŁRODAK: A l e j a mówiłem o tym. co powiedział Paweł
nie o Ziemi Ulro. Ja nie stawiam nowych zarzutów Miłoszowi,
tylko j a mówię w tej chwili o t y m . co powiedział Paweł. Nit
wiem, dlaczego. Pawle, s i ę nie zgadzasz, że taka jest konsek­
wencja tego, co ty mówisz. Jeśli s i ę mówi. żc nawet samo
uświadomienie sobie światopoglądu naukowego nic niedaje.no
to żadna książka, żadna biblioteka, żaden uniwersytet.
A N D R Z E J M E N C W E L : W o g ó l e ż a d n e .samouświadomienie

PAWEŁ R O D A K : Żadne samouświadomienie. l a k a musi bu
konsekwencja i o to mi chodziło.
PAWEŁ M A C I E J K O : Jest pytanie: ..co lo znaczy - uświado­
mienie sobie światopoglądu naukowego'"' Otóż mi w tej
książce brakuje ruchu w drugą stronę. Miłosz l e ż jest podległy
temu światopoglądowi, w gruncie rzeczy poza ten światopogW
nic wychodzi.
PAWEŁ R O D A K : Pisze, sto razy to zaznacza.

PAWEŁ M A C I E J K O : Realnie znaczy lo tyle. że w grunc*
rzeczy kategorie Miłosza i kategorie Jacqucsa Monoda są u*
same. Tylko ż c Miłosz nie chce albo nic umie sobie z t e g o ż *
sprawy.

1

A N D R Z E J M E N C W E L : Do pewnego stopnia. Ponieważ *

Monoda, o ile pamiętam, cala kwestia sprowadza się do reW
pomiędzy residuum animizmu i hipertrofią racjonaliz**
A u Miłosza to nie jest residuum animizmu. to jest wyobrazi"'
religijna.
PAWEŁ M A C I E J K O : A co to jesl wyobraźnia religijna, P "
3

profesorze?
*
A N D R Z E J M E N C W E L : Powiedzieć mogę tera/ tyle. że
Miłosza to jest to. co widział Swedcnborg. To jest l°ucieleśnia Sedcnborg. On lam był. on to widział. To F
wyobraźnia religijna. To jest realne bycie duchowe w ś#i*j*
nadzmyslowym czy nadprzyrodzonym To jest wyobraź"
religijna.

�p ^ W E t M A C I E J K O : To są Marzenia
jasnowidza.
ANDRZEJ M E N C W E L : Dokładnie to sic nazywa Marzenia
jasnowidzącego*.
MATEUSZ W E R N E R : Myślę, że możemy j u ż zostawić wyeks­
ploatowany wątek samozaprzcczności, bo...
K R Z Y S Z T O F C H L I P A L S K I : ...jutro do niego wrócimy.
MATEUSZ W E R N E R : Jest to pewien zarzut stawiany przez
pawła Maciejkę, bardzo zresztą zgrabnie. Powiedzieliśmy
sobie, że jest to zarzut raczej formalny. Ja chciałem zwrócić
uwagę na inny zarzut, który pojawił s i ę już. poza zagajeniem, ale
także wyszedł z ust Pawła, i który jest być może ciekawszy
j lepjcj można w niego uderzyć z perspektywy pana Andrzeja
Mencwela. Ty mówisz, że b y ć może cała diagnoza Miłosza
przestała być aktualna, te sposoby uchwyiywania rzeczywisto­
ści, opisy tej rzeczywistości są nieadekwatne. Twierdzisz, że
współczesna fizyka, współczesne przejawy postaw religijnych
nic odpowiadają lej siatce pojęć, którą stosuje Miłosz. Rozu­
miem, że jest to siatka pojęć wynikająca z dychotomii
obiekt—subiekt, która jest przez ciebie negowana jako właśnie
kryzysogenna. M a m do ciebie pytanie: czy masz coś w zanad­
rzu? Nie możesz chyba pałać taką bezinteresowną nienawiścią
do wszystkich formuł intelektualnych. Nic wierzę w to. Czy
masz rzeczywiście w zanadrzu jakiś inny sposób opisu tej nowej
rzeczywistości kulturowej, która nas dotyczy w dzisiejszym
Jwiecie? Ziemia Ulro została wydana mniej więcej dwadzieścia
lat temu, czy to się już. lak zdezaktualizowało?
PAWEŁ M A C I E J K O : J a nic pałam nienawiścią, o ile mi
wiadomo, do niczego. I jeżeli czegoś nic lubię, to nic jest to
bezinteresowne. Nielubicnie nic jest nienawiścią. Co do adek­
watnych opisów nowej rzeczywistości, to j a ich oczywiście nic
mam. Natomiast nic udaję, ż e mam. Usiłuję tylko pokazać, ż e te
są nieadekwatne. Mateusz, pierwszy z brzegu przykład: katego­
ria relacji. Z n o w u , nic precyzując, jaka lo jest relacja, czy to jest
antynomia, czy dychotomia. W odniesieniu do fizyki kwan­
towej nadaje się na śmietnik. Tylko żc to jest materiał na d ł u g ą
dyskusję i nie wiem. czy w tej chwili jest sens j ą podejmować.
MATEUSZ W E R N E R : Ja się zastanawiam, czy rzeczywiście
świat oparty na fizyce kwantowej tak bardzo różni się od świata
opartego na fizyce newtonowskiej, jeżeli patrzeć na to z per­
spektywy Miłosza.
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Powiem tak: są takie rzeczy w tej
książce, które bardzo irytują. Szczególnie wtedy, kiedy mówi
sie o historii. Czy nie uderzające jest to, ż e Miłosz umieszcza
moment kryzysu w pewnym określonym punkcie? To pytanie
nie jest bezzasadne, bo postrzeganie pewnego momentu kryzysu
* którymś momencie oznacza, ż e kiedyś przed kryzysem b y ł o
lepiej i mam na to ironiczne pytanie: „Byli szczęśliwsi daw­
niejsi poeci?". Sprawdzić tego nic można, to raz, a po drugie
-co nam to daje? Co b y ś chciał z tego wydobyć? O taką prostą
W z mi tutaj chodzi. Chodzi t e ż o problem aktualności Ziemi
wro. On także istnieje w sferze pewnej historii. I to nic tylko
* historii takiej, którą m o ż n a określić datą wydania tej książki,
™ ja lej książki wtedy nic przeczytałem. Byłem za młody
pytałem j ą o wiele później. Dlaczego ta książka jest
"'aktualna?
ANDRZEJ M E N C W E L : Najpierw, jak rozumiem, pan powie,
J c s t nieaktualna?
KRZYSZTOF C H L I P A L S K I : Nie. taki g ł o s się pojawił, więc j a
" Pytam. Dlaczego uważasz, że la książka jest nieaktualna?
rmW" ^ ^
J
'
„ a k t u a l n o ś ć " bądź „nieaklual• Otóż sugeruje się, że w pewnym momencie ktoś się
poraj z pewnym problemem, nauka dwudziestego wieku
w L . ' '• £ p i m Newtonem i w związku z tym żyjemy
Jakościowo zupełnie innym świecie. I ta książka jest tak
do muzeum. Tak? Każda epoka, mówił przeciwnik
r

1

/ c

1 0

a

t u t a

r

o

z

u

m

e

r

n

K

S

ł

£Ja

C

t u

*u^
polemicznego wobec Swedenborga pisma linmanuela Kania
* M u u •'''•"'""'"/"((teto objaśnione przez marzenia metafizyki, lluinaczyl
* M. Kozłowski. Lwów IK99
ri|(

ł

, M a

Hegla, Sorcn Kierkcgaard, załatwia swoje problemy sama.
A mówiąc bardziej radykalnie, każdy sam sobie załatwia
problemy, które stawia przed nim epoka. Nic ma czegoś takiego,
jak „zestarzenie s i ę " jakiegoś momentu. Sądzę, że cały czas
stoimy wobec konieczności przeformulowania pewnego pojęcia
myślenia historycznego, historyczności, które to przeformułowanic ta książka umożliwia. I chciałbym, abyśmy mówiąc
o kryzysie właśnie pomyśleli nad tym przeformułowaniem. To
dla mnie jest niezwykle problematyczna sprawa, żc akurat
w osiemnastym wieku Miłosz umieszcza swój kryzys. I co lo za
sobą pociąga? Czy on rzeczywiście go umieszcza w osiemnas­
tym wieku i co jest w gruncie rzeczy przed osiemnastym
wiekiem? A jeżeli jest inaczej, lo na czym ta inność polega?
Jakościowa inność? I jak my to sprawdzimy?
A N D R Z E J M E N C W E L : Ja myślę, że nadszedł czas, aby
zobaczyć to z wysokości średniej, a nie - jak dotąd - z wysoka.
Oczywiście, żc absolutyzacje historyczne, głoszące, że coś
zaczyna się od Franciszka Bacona, a kończy się na fizyce
kwantowej, są cokolwiek naciągane, są tylko pewnymi punk­
tami orientacyjnymi, nic mają żadnego waloru absolutnego.
Ważne, że są między nimi różnice. I nagrani, jak powiedziałem,
tej różnicy, usytuowana jest la refleksja. Od Oświecenia datuje
się laki nurt myślowy w Europie, który charakteryzuje się tym.
żc można obyć się, że nie tylko m o ż n a obyć się. że należy obyć
się bez iranscendencji. T o jest światopogląd naukowy, on się
kształtuje, to znaczy jego zaczątki są rzeczywiście u Bacona,
jego inicjacja jako światopoglądu w oświeceniu, a jego apo­
geum w pozytywizmie, który wytwarza koncepcję światopo­
glądu naukowego. Co to znaczy światopogląd naukowy? To
znaczy laki pogląd na świat, ugruntowany na nauce rozumianej
w scjentyficzno-pozylywistyczny sposób, któremu nic więcej
nie trzeba. I to panuje, naprawdę, daję wam słowo. Biblioteka
Uniwersytetu Warszawskiego pełna jest książek, w których taka
świadomość była wyrażana. T o była realność historyczna. Cały
marksizm Trzeciej Międzynarodówki, w kręgu którego ja
przynajmniej spędziłem kawałek życia, jest niczym więcej niż
rc-przybycicm, jeśli tak m o ż n a powiedzieć, re-intronizacją tego
anachronizmu. Jeżeli rodzi się taka świadomość, żc tamto się
wyczerpało, której Miłosz przecież pierwszy nie wyraża,
oczywiście, ona naprawdę rodzi się na przełomie dziewiętnas­
tego i dwudziestego wieku. To jest zdarzenie istotne w mental­
ności europejskiej, na miły B ó g ! Pięć wieków rozwoju tej
świadomości zostało zachwiane, tu się siały bardzo poważne
rzeczy. Świat, w którym żyjemy, jest jeszcze zbudowany na
zasadach fizyki mechanicznej. T o wszystko, na przykład ten
budynek, to nic jest fizyka kwantowa. T o wszystko jest
zbudowane na tych zasadach - jesteśmy w tym świecie,
namacalnie, chodzimy po nim nogami. T o była realność
historyczna. Teraz Miłosz rozumie, że to była realność histo­
ryczna, i rozumie też lo, że ta realność historyczna się
wyczerpuje, i pyta, jak doświadczać tego świata. Na podstawie
czego mogę sądzić, żc cokolwiek dorzecznic myślę o tym
świecie, skoro j u ż nie na mocy tamtych przesłanek? Na mocy
jakich przesłanek? To jest ważne pytanie - ono stoi na porządku
dnia.
PAWEŁ M A C I E J K O : Panie profesorze, no dobrze, ale jeśli la
rzeczywistość jest zbudowana na fizyce newtonowskiej, z czym
j a się oczywiście zgadzam, cały czas nas otacza, bo ten dom, bo
samochód, bo komputer, bo .... no to skąd wiemy, że to się
wyczerpuje, że to się kończy. W jaki sposób i na jakiej
podstawie można powiedzieć laki oto sąd: koniec?
A N D R Z E J M E N C W E L : M o ż n a powiedzieć na takiej pod­
stawie, że wiemy o tym, że to jest tylko rzeczywistość
poszczególna, względna, a dla tamtej świadomości była to
rzeczywistość konieczna i absolutna.
J A K U B BORATYŃSKI: Jedyna.

A N D R Z E J M E N C W E L : Jedyna. A dla nas ona j u ż taką nie jest.
O p r a c o w a ł A n d r z e j Mencwel

51

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6428" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6408">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/bbe0de13ba2507823909daaefe04d41f.pdf</src>
        <authentication>8982536e5a175f295c0c021f8ebd27d9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76569">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3651</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76570">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76571">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3428</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76572">
                <text>Lem i trzy ewolucje / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76573">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.39-47</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76574">
                <text>Szpakowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76575">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76576">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76577">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76578">
                <text>Lem i trzy ewolucje
M a ł g o r z a t a Szpakowska
1. Wielokrotnie j u ż zauważano, że w poglądach Stanisława
Lema dwa pojęcia odgrywają rolę kluczową: pojęcia ewolucji
i przypadku. Pojawiają się właściwie wszędzie, tak w tekstach
literackich, jak dyskursywnych. Stanowią szkielet koncepcji
przyrody i koncepcji kultury. Interweniują w konstrukcję
fabularną utworów, zaprzątają uwagę bohaterów i stanowią
kanwę ich doznań osobistych. A przy tym - jak to pojęcia
0 bogatej konotacji - dalekie są od jednoznaczności.
Charakterystykę poglądów Lema na temat ewolucji życia na
Ziemi zacząć trzeba od stwierdzenia trywialnego: poglądy te
mają jednak inny status niż to, co Lem pisze o technoewolucji
1 ewolucji kultury. Czym innym bowiem jest snucie prognoz
i formułowanie hipotez w dziedzinach, które w zasadzie nie
podlegają empirycznej weryfikacji (taką dziedziną jest przy­
szłość, chyba że stanie się przeszłością, i taką dziedziną, choć
z innych powodów, jest w przeważającej części wiedza o kul­
turze), czym innym zaś - zajmowanie stanowiska wobec
zjawisk opisywanych wielekroć i szczegółowo przez dyscypliny
nauki z dawna ukonstytuowane, mające ustalone miejsce
w strukturze uniwersytetów i w programach szkolnych.
Chociaż czy na pewno? Z niezmiernie ciekawej książki
Antoniego Hoffmana Wokół ewolucji\
podsumowującej po­
glądy biologów i paleontologów formułowane gdzieś do począt­
ku lat osiemdziesiątych, wynika raczej, że o bioewolucji wiemy
coraz mniej i że jest to wiedza coraz mniej pewna. W tym
znaczeniu, że rozmaite sensy, które przypisywano ewolucji od
czasów Darwina, coraz mniej zasługują na zaufanie. Dobór
naturalny, swego czasu scedowany przez poszczególne organiz­
my na rzecz największej ekspansji genotypu (słynny „samolub­
ny gen" Dawkinsa), rozpływa się ostatecznie w stwierdzeniu, że
wśród błędów replikacji D N A decydujących o ewolucji zdarza­
ją się korzystne, zdarzają się niekorzystne, ale przede wszystkim
zdarzają się neutralne i tych - jak wskazuje rozkład statystyczny
- jest najwięcej. Niemożność dziedziczenia cech nabytych
- fundamentalna teza darwinizmu i podstawa jego opozycji
przeciw lamarkizmowi - też nie w każdym przypadku okazuje
się prawdziwa; obok mutacji i doboru naturalnego jednym
z czynników sprawczych ewolucji wydaje się również system
epigenetyczny. O żadnych łańcuchach bytów od mniej doskona­
łych do najdoskonalszych nie wypada j u ż nawet wspominać; ani
o starej zasadzie Ernsta Haeckla, że ontogeneza odzwierciedla
filogenezę. „Ewolucja prowadzi d o n i k ą d " - pisze Hoffman;
„historia biosfery to tylko suma chwilowych, przypadkowych
adaptacji" .1 ostatecznie: „ N a u k a nie wie nie tylko, dlaczego,
ale nawet jak zjawiliśmy się na ś w i e c i e " .
Dla laika - jak j a na przykład - najbardziej sugestywny
w książce Hoffmana pozostaje obraz ewolucji jako pagór­
kowatego krajobrazu, w którym gatunki pełzną w górę walcząc
o przetrwanie: jedne wymierają, zanim osiągną szczyt, inne
najwyższym wysiłkiem wdrapują się na samotny wierzchołek,
z którego nie da się przeskoczyć na żaden inny, najszczęśliwsze
zaś opanowują całe pasmo górskie i rozmnażają się tam
w niezliczone odmiany. Nie dlatego, by były w jakimkolwiek
sensie „lepsze" albo „lepiej przystosowane", lecz dlatego, że
sprzyjał i m los, przypadek, ślepy traf. Nie przypadkiem też
Hoffman w swojej książce przedstawia podstawowy chyba spór
2

5

4

* Z przygotowywanej książki Dyskusje ze Stanisławem Lemem.

co do sposobu traktowania ewolucji (jako ciągłej bądź nieciąg­
łej) jako starcie opcji daleko wykraczających poza obszar
doświadczenia: „oba modele ewolucji organicznej - pisze - to
nic innego jak dwie wizje świata ożywionego, dwa konkuren­
cyjne paradygmaty, zespoły przeświadczeń metafizycznych
narzucających interpretację e m p i r i i " .
Gdzie na tej mapie umieścić teraz Lema wraz z jego
potyczkami o ewolucję i z ewolucją? Sprawa o tyle przedstawia
trudność, że w samych jego tekstach mamy do czynienia
z pewną wieloznacznością, której pierwszym i chyba najgłębiej
sięgającym powodem jest - bodaj nie do końca zamierzone
- wahanie się samego autora między, nazwijmy to tak, ładem
zastawanym i ładem ustanawianym. T ę alternatywę można
zresztą wypowiedzieć trywialniej: jako pytanie, czy nasza
wiedza o świecie, wiedza odwołująca się do doświadczenia,
rzeczywiście opisuje świat takim, jakim on jest „ n a p r a w d ę " ,
czy też stanowi rezultat pewnej konwencji, pewnej obowiązują­
cej w danym czasie ćpistemć, paradygmatu, ideału poznania
naukowego.
Bardzo wiele j u ż napisano o przełomie, jaki dokonał się
w nauce w wieku dwudziestym; napisano zarówno w tonie
apologetycznym, j a k pogrzebowym. T u pozwolę sobie odwołać
się do zestawienia, jakiego dokonał Fritjof Capra w Punkcie
zwrotnym - zestawienia bardzo przejrzystego, choć cała książka
wydaje mi się mocno dyskusyjna. Capra opisuje mianowicie
„ d w a paradygmaty": kartezjańsko-newtonowski świat wiedzy
pewnej, z przestrzenią euklidesową, w której rozgrywają się
zjawiska fizyczne sprowadzające się ostatecznie do ruchu
cząstek materialnych , oraz świat „nowej f i z y k i " : „organiczny,
holistyczny i ekologiczny" , w którym nie istnieje determinizm,
lecz tylko prawdopodobieństwo, i w którym „ N a każde zdarze­
nie wywiera wpływ cały w s z e c h ś w i a t " . „ W mechanice klasy­
cznej - pisze C a p r a - własności i zachowania części determinują
cechy całości, natomiast w mechanice kwantowej sytuacja jest
odwrotna: to całość determinuje zachowania poszczególnych
c z ę ś c i . " Przytoczone formuły brzmią całkiem zgrabnie; w is­
tocie jednak ich sens daleko odbiega od świadectwa naszych
zmysłów. Sam Einstein, główny sprawca zmiany paradygmatu,
nie chciał, jak wiadomo, przystać na jej filozoficzne konsek­
wencje; jego znane powiedzenia o tym, że B ó g nie gra ze
światem w kości i że jest wyrafinowany, lecz nie perfidny,
dowodzą, zdaniem Capry, skrywanego kartezjanizmu i tęsknoty
za deterministycznym obrazem świata. Ta sama ambiwalencja,
która przypadła w udziale Einsteinowi, stanowi też do dziś żywy
problem w refleksji o nauce; opozycja między determinizmem
a holizmem trochę krzyżuje się, a trochę nakłada z inną
opozycją, też ważną: między pozytywizmem a konwencjonalizmem.
5

6

7

8

9

Nazwy te wprowadzam tutaj w możliwie najszerszym sensie
wykraczającym poza podręcznikową terminologię historii filo­
zofii. Po jednej stronie znajduje się więc cały zespół stanowisk
określanych jako empiryczne czy scjentystyczne, a także pewna
odmiana światopoglądu potocznego, którą można określić jako
pozytywizm kuchenny i która w naiwności swej znosi prob­
lematykę epistemologiczną, ponieważ głosi, że świat jest, jaki
jest; tu także ma swoje miejsce „newtonowski świat-maszyna"
Capry i - również wykarmiony przez mechanikę klasyczną
- „nowożytny ideał nauki" (termin Stefana Amsterdamskiego).

39

�Po drugiej stronic natomiast zgrupują się rozmaite tendencje
wywodzące się z opozycji wobec pozytywizmu, a także filozo­
fowie nauki, jak Kuhn, Foucault czy Feycrabcnd, którzy
akcentują konwencjonalny z gruntu charakter wiedzy naukowej
jako nieuchronnie podporządkowanej jakiejś epistemć czy
jakiemuś paradygmatowi pochodzącym spoza obszaru „nauki
czystej".Ta zaś, jak podkreśla Amsterdamski, na różne sposoby
badający stosunki między nauką a porządkiem świata (tak brzmi
tytuł jednej z jego książek), nie jest najpewniej ani tak czysta,
jak wierzą radykalni empirycy, ani tak arbitralna, jak orzekają
konwencjonaliści. Z jednej bowiem strony „Najbardziej goły
takt nosi [...] na sobie zawsze jakiś przyodziewek teoretycz­
ny"'", z drugiej zaś żadna konstrukcja teoretyczna (choćby
dlatego, że wyrażona w języku naturalnym) nigdy nic jest
w stanic pozbyć się całkowicie bagażu wiedzy potocznej, która
dla nauki pozostaje „nieusuwalnym s z c z u d ł e m " " .
Jak zatem przedstawiają się poglądy Lema na lak szczególne
zagadnienie naukowe, jak rozwój życia na Ziemi? Jak się
wydaje, len nic jest szczególnie ortodoksyjnym darwinistą:
wykrywane regularności znacznie częściej wiąże z działaniem
przypadku i rozrzutem statystycznym niż z mutacjami i dobo­
rem naturalnym wymuszanym przez środowisko, a pojawiające
się czasem w jego tekstach akcenty finalistyczne (głównie jako
wyrazy podziwu dla doskonałości rozwiązań ewolucyjnych) to
raczej sprawa stylu niż przekonań co do natury bytu. Nic
sprzeciwiłby się więc zapewne słowom Władysława Kunickicgo-Goldfingera. który pisze, że „cały świat żywy nie ma
żadnego programu, rozwija się [...] pod naciskiem przypadku
i ograniczeń, nakładanych na niego przez odziedziczone po
przodkach struktury. Ewolucję można zatem porównać do
działań typu bricolagc" . W Paszkwilu na ewolucję (tekst ten,
wbrew tytułowi, nic jest w rzeczywistości ubolewaniem nad
spartolonym dziełem stworzenia, lecz pomyślany został przede
wszystkim jako zestaw „ b ł ę d ó w " , których należałoby uniknąć
w ewentualnym sterowaniu technocwolueją) Lem przedstawia
rozwój życia na Ziemi jako proces nader chaotyczny i zarazem
okrutny, który swoje wytwory pozostawia w pożałowania
godnym stanic, a swoje sukcesy zawdzięcza wyłącznie niepraw­
dopodobnym zbiegom okoliczności. Ewolucji dostaje się tu i za
informacyjne skąpstwo sprawiające, że przesyłana genotypowo
informacja utrzymywana jest na możliwie najniższym poziomic
(czego efektem jest powstawanie mnóstwa organizmów zdefek­
towanych oraz nierównomiernie zużywanie się organizmów
bardziej złożonych), i za informacyjną rozrzutność, która
powoduje, że na przykład w embriogenezic płód przybiera
kształt zamierzchłych faz rozwoju gatunku. A także dostaje jej
się za „oportunizm" i „krótkowzroczność", w wyniku których,
chwytając się pierwszego z brzegu rozwiązania, ewolucja
blokuje drogę rozwiązaniom innym, być może korzystniejszym
czy efektywniejszym. Dostaje się jej również za zróżnicowanie
biochemiczne organizmów, z których każdy produkuje sobie
trochę inne białko, co na przykład bardzo utrudnia dokonywanie
przeszczepów; a wynika to stąd. że poszczególne organizmy
kształtowały się oddzielnie, zmuszone polegać tylko na sobie.
1 za to. że wszystkie odkrycia ewolucji są czysto losowe. I tak
dalej. Paszkwil na ewolucję napisany zoslal językiem dyskursywnym, pod pewnymi względami jednak nieodległy jest od
obrazu, który Ijon Tiehy wyśnił podczas swej Podróży ósmej: że
mianowicie życie na Ziemi stworzyło dwóch opryszków. Bann
i Pugg, którzy przez czystą złośliwość wylali na nienadającą się
do zamieszkania planetę zjełczały klej żelatynowy, nadpsutą pas­
tę albuminową, sfermentowaną rybozę i zgliwiałe aminokwasy,
mieszając to łopatką do węgli i pogrzebaczem, oboma skręcony­
mi w lewo, wskutek czego wszystkie białka są lewoskrętne.
13

1 rzecz nic w t y m . oczywiście, że Lem w Paszkwilu na
ewolucję nie traktuje omawianych spraw serio: jest akurat

40

przeciwnie. Zarazem jednak dyskursywne teksty Lema odznaczają się z reguły niemal laką samą migotliwością stylistyce
ną, jak jego teksiy literackie; mnóslwo lu efektów inicrtekstual.
nych, cytatów, kryptocytatów, parodii i autoparodii, a takżj
wielokrotnych odbić zwierciadlanych. Janusz Sławiński w dys.
kusji nad Filozofią przypadku zorganizowanej przez redakcję
„Pamiętnika Literackiego" mówił o charakteryzującej u
książkę „kulistej" narracji; lecz jego obserwacje można, moim
zdaniem, odnieść do wszystkich rozpraw Lema traktowanych
jako pewna całość. Sławiński pisał: „Tę samą kwestię formułuje
Lem wielokrotnie w rozmaitych miejscach tekstu: iwierdzcnji
swoje buduje nawrotami, na raty, dając za każdym razem nieco
inną wersję, przy czym nic zawsze wersja później podana bywa
bogatsza czy trafniejsza od wcześniejszej. (...) W rezultacie
odnosi się wrażenie, że tekst nic posuwa się naprzód, lecz
rozrasta się przestrzennie na kształt kuli wokół pewnej formuły
ośrodkowej" .
11

M

Spróbujmy wobec lego przypomnieć, choćby tylko aby
znaleźć jakiś punkt wyjścia, jak sam Lem charakteryzował
własne stanowisko w Rozmowach z Bcrcsiem. Mówił tam: „2
pozytywizmem czy neopozytywizmem nie można moich po.
glądów utożsamiać, ponieważ, wiem i przyznaję, że empiria,
czyli wiedza wyprowadzana z teorii budowanych pod kontrola
falsyfikacyjnych eksperymentów, nie daje się zamknąć szczel­
nie. Znaczy to, że empiria przerasta w pozaempirię stopniowo.
Jeśli oglądać postępy fizyki, kosmologii, aby przy nich stanąć,
widać, że dla przyrodoznawczych dziedzin to już właściwie
metafizyka"". I zaiste, trudno o radykalny empiryzm pomawiać"
autora, który, relacjonując niezgodne z. neodarwinizmem po­
glądy Rupcrta Ricdla. potrafi napisać: „«Cechy nabyte dziedzi­
czą się» - takie twierdzenie nie jest prawdziwe; «cechy nabyte
się nic dziedziczą» - to również, nic jest cala prawda"". Nie jest
też wiernym spadkobiercą pozytywizmu ktoś, kto rozważają;
powody ludzkiej ciekawości świata oznajmia: „mnie osobiście
najbardziej odpowiadają repliki wyprowadzające nasz nienasy­
cony apetyt poznawczy z własności ośrodkowego układu
nerwowego tych wszystkich gatunków, które nas poprzedzi­
ł y " ; bo choć druga część cytowanego zdania jest niewątpliwi
ncocwolucjonistyczna, to równie niewątpliwie nic da się tego
powiedzieć o pierwszej. Zarazem jednak, polemizując w nowej
wersji Filozofii przypadku z twierdzeniem Leszka Kołakows­
kiego, jakoby filozofia i teoria ewolucji były równic niedowodli we empirycznie, Lem żarliwie protestuje: gdyby lak być miało,
powiada, to nasze myślenie o świecie musiałoby się rozpast
„pod patronatem logicznej dowolności"'*. 1 dalej pisze z cał*
kategorycznością: „Dziś jest więcej ewolucjonistów niż »
czasów Darwina nic dlatego, bo laka moda panuje, lecz dlatego,
bo odkrycia dokonane grubo po Darwinie - od ro/poznaniJ
jedyności kodu dziedzicznego po genetykę populacyjną i i *
żynierię genetyczną
wsparły
wiarygodność cwolucjpnizmu" . A jednocześnie wie przecież i stwierdza niejedn*
krotnic, że „Historia nauki wskazuje, że każdy kolejno sporZł
dzany przez nią obraz świata był uznany za ostateczny, a pole*
ulegał korektom, aby wreszcie rozpaść się jak w / ó r rozb#!
mozaiki, i robotę jego układania podejmowały od nowa nastCP
nc generacje" .
17

19

10

Orientacja pozytywistyczna czy konwencjonalislyc/.na?Q*
raz świata czy koncepcja świata? Odpowiedź może być W
wymijająca. Przedstawione niespójności u wypowiedzi''
Lema zdają przede wszystkim sprawę z trudności narracyjw
jaką stwarza relacjonowanie odkryć naukowych połącz*
z jednoczesnym zaznaczaniem ich konwcncjonalistyczflw
charakteru. Sądów pretendujących do opisu rzeczy wisiości**
s ą d o w o tych sądach nie udaje się na ogół zawrzeć w tym samy*
zdaniu. Lem, pisząc o ogólnej sytuacji nauki i statusie f
twierdzeń, znacznie łatwiej przystaje na ich relatywny *

�uwarunkowany paradygmatem charakter, niż gdy przychodzi
mu same te twierdzenia relacjonować lub rozważać płynące
j h wnioski; otóż łatwość ta ma, jak się zdaje, wymiar nie tyle
metodologiczny, co stylistyczny. Po drugie zaś, ostatecznym
kryterium, do jakiego Lem się odwołuje oceniając wartość
ciągnięć nauki, jest jednak nie prawda, lecz praxis. „Nie
wymyślę tu nic mądrzejszego od orzeczenia Marksa, który
zresztą także nie powiedział tego pierwszy, że teoria sprawdza
lc praktyce" - tłumaczy Lem Beresiowi; o tym samym
Świadczą pojawiające się w Summie technologiae pomysły
n

C

21

s

w

czarnych skrzynek", „hiochipów" - urządzeń, których zasada
działania nic byłaby do końca znana, ale które mimo to
działałyby skutecznie. I na to samo wskazuje wiclckroć for­
mułowana przez Lema wiara w nieograniczone możliwości
technocwolucji - niezależnie j u ż od tego, czy są to możliwości
błogosławione, czy złowrogie.
2. Podstawowy pogląd Lema na tcchnoewolucję najzwięźlej
chyba sformułowany został w Filozofii przypadku. Czytamy
lam, co następuje: „wielkie procesy samoorganizacji, jak np.
ewolucja życia i ewolucja narzędzi technicznych lub środków
informacyjnych, mają w s p ó l n e n i e z m i e n n i k i d y ­
n a m i c z n e " . Znaczy to tyle przede wszystkim, że do
działalności technologicznej człowieka można stosować z grub­
sza te same kryteria, co do zachowań gatunków w biocenozie:
lulaj także rządzą mutacje i dobór, ale też - i to w ogromnym
zakresie - przypadek. Oznacza to również - i to wydaje się
szczególnie ważne - zasadnicze przekonanie Lema o c i ą g ­
ł o ś c i między zachowaniami człowieka jako istoty biologicz­
nej i jego poczynaniami technologicznymi zapośredniczonymi
przez świadome działanie. Oczywiście, nic chodzi tu o „eks­
trapolacyjną prostolinijność", z której Lem tłumaczył się
w przedmowie do drugiego wydania Dialogów",
o proste
interpretowanie ludzkiej wynalazczości technicznej w katego­
riach na przykład przystosowawczych (nawet jeśli omylnych
i prowadzących ostatecznie do samozguby). Chodzi raczej o to,
żc icchnocwolucja. aczkolwiek - jak i bioewolucja - podlegała
działaniu przypadku, nic jest jednak ani całkiem chaotyczna, ani
całkiem podporządkowana woli swych twórców.
2 2

Przyświecające Summie technologiae pytanie: ,,Klo powodu­
je kim? Technologia nami. czy też my n i ą ? ' " - jest więc
właściwie retoryczne. Technoewolucja z punktu widzenia po­
szczególnego podmiotu ludzkiego jest czymś równic zewnętrz­
nym, niezależnym i nieuchronnym, jak bioewolucja z punktu
widzenia pojedynczego organizmu, który co najwyżej może
sam dla siebie poszukiwać najlepszej taktyki w walce o prze­
trwanie. Z drugiej jednak strony cytowane pytanie potraktować
*olno również jako pewien program. Wkład ludzkiej myśli
* przebieg technoewolucji jest niezaprzeczalny; istnieje zatem
^ansa. że na kształt tych procesów moglibyśmy mieć wpływ, żc
jakiejś przynajmniej mierze moglibyśmy nad nimi zapano*ać. Zwłaszcza wiedząc to, co j u ż wiemy: żc niekontrolowany
rozwój rokuje perspektywy, jak to Lem nazywa, suicydalne.
24

w

Takie są przesłanki. Spróbujmy teraz - za Summa - krótko
Podstawić argumenty Lema za zbieżnością obu ewolucji.
Podobieństwo ich przebiegu prima facie widoczne jest j u ż
'yrn na przykład, że nowe urządzenie (jak nowy gatunek)
Początkowo zachowuje znaczne podobieństwo z fazą poprzczająeą;
y
j
pierwsze samoloty byłyby mutantami
sJawców. Również w bioewolucji, jak w ewolucji technicznej,
jo^wój prowadzi w zasadzie w stronę uniwersalności funkcji
j ' pominąć sprawę wszechuniwersalnej komórki; z tego
"rat punktu widzenia w ewolucji biologicznej działa, jak
ada Golem, „ujemny gradient perfekcji ustrojowych rozI ^ l n " ) . Zarazem zaś w obu ewolucjach organizmy żywe
'-a,dzcnia techniczne przechowują wiele cech, których nic da
w

l

s

1

W|

Z;

Ur

3,

l

m

s

c

n

s

e

się wytłumaczyć ich zaletami przystosowawczymi (jak grzebień
koguta i jak ozdoby na karoserii samochodu). Jedne też i drugie
ujawniają skłonność do mimikry.
Nie dość jednak na tym. „Obie ewolucje - pisze Lem
w Summie - są procesami materialnymi o prawic takiej samej
ilości stopni swobody i zbliżonych prawidłowościach dynami­
cznych. Procesy te zachodzą w układzie samoorganizującym
się, którym jest i cała biosfera ziemi, i całokształt technicznych
działań człowieka - a układowi takiemu jako całości właściwe
są zjawiska «postępu», to jest wzrostu sprawności homcostatycznej, która zmierza do ultrastabilnej równowagi jako do
celu b e z p o ś r e d n i e g o " . W obu przypadkach mamy więc do
czynienia z systemami, które rozwijają się same z siebie,
niezależnie od niczyjej woli czy intencji. Czy rzeczywiście
jednak jest to „ p o s t ę p " i w jakim sensie? Dziś Lem praw­
dopodobnie nie użyłby w ogóle tego słowa, nawet ujętego
w cudzysłów, sceptyczniej traktując kierunkowość ewolucji,
jednak w roku 1964, kiedy uzkazało się pierwsze wydanie
Summy technologiae, żywił (przynajmniej co do perspektywy
rozwoju technologicznego) znacznie więcej optymizmu.
2h

To jeśli idzie o tonację przytoczonego fragmentu. Dalszy
bowiem wywód Lema, co też warto podkreślić, w ogóle bierze
ten „postęp" w nawias. Jak wiadomo, zgodnie z zasadami
termodynamiki bieg zjawisk fizycznych prowadzi od większej
do coraz mniejszej złożoności, inaczej mówiąc, do wzrostu
entropii. Powstanie życia tymczasem było procesem odwrot­
nym, więc, przynajmniej z naszego, ludzkiego punktu widzenia,
energetycznie mało prawdopodobnym. Lem tłumaczy jednak,
żc w górę może wchodzić błąd perspektywy; my, ludzie, znamy
bowiem tylko dwa rodzaje systemów: niezwykle skomplikowa­
ne (Jak my sami) i niezwykle proste (Jak nasze, nawet najbar­
dziej wyszukane maszyny); we Wszechświecie natomiast pro­
cesy samoorganizacji materii mogą nic być czymś aż tak
niezwykłym.
27

To wyjaśnienie nic brzmi najbardziej przekonująco, sprawa
tymczasem warta jest uwagi. Cytowany tu już Fritjof Capra
pisze, że pojawienie się cwolucjonizmu (u Kanta i Laplacc'a
w astronomii, u Hegla i Engelsa w polityce, o Lamarcka
i Darwina w biologii) zaowocowało ostatecznie nie tylko
kresem „newtonowskiego ś w i a t a - m a s z y n y " . ale doprowadziło
również do podważenia jedności wiedzy. Ujawniła się zasad­
nicza przeciwbieżność zjawisk w fizyce, gdzie ewolucja,
zgodnie z prawami termodynamiki, prowadzi od ładu do chaosu
(wzrost entropii), i w biologii, gdzie zachodzi proces odwrotny
(od prostoty do coraz większej złożoności; Capra bowiem
przyjmuje jak się zdaje, taką kierunkowość bioewolucji za
dowiedzioną). Niezgodność obrazów świata dostarczanych
przez różne dziedziny nauki każe dziś podejrzewać, pisze
Capra, „żc absolutna prawda w nauce w ogóle nie istnieje" *. Co
więcej, twierdzi dalej autor Punktu zwrotnego, „w X X wieku po
raz pierwszy została postawiona pod znakiem zapytania zdol­
ność człowieka do zrozumienia wszechświata" ''. Bo i jak
mielibyśmy zrozumieć c o ś , co do czego uzyskiwane przez nas
dane są sprzeczne?
2

2

Tak radykalnych wniosków Lem nigdzie nie wyciąga, zdaje
się że z gruntu obca jest mu sama myśl. jakoby świat mógł się
okazać nie-do-zrozumienia. W o l i więc po prostu przedstawiać
proces ewolucji biologicznej jako termodynamicznie nader
nieprawdopodobny (o wielu zjawiskach, póki się nie zdarzą,
można przecież powiedzieć to samo). Ten nieprawdopodobny
proces przebiega przy tym dwufazowo: w pierwszym etapie od
materii martwej do żywej, o czym wiadomo bardzo niewiele,
a co kończy się powstaniem komórki - „budulca o nieporów­
nywalnej z niczym wszechstronności i p l a s t y c z n o ś c i " (z
zachwytów Lema nad doskonałością komórki i nad maksymal­
ną wynalazczością ewolucji na samym progu jej poczynań
50

41

�można by ułożyć cały poemat). Dopiero druga fazę stanowi tu
ewolucja „właściwa", w wyniku której pojawia się „Człowiek,
syn matki Natury i ojca Przypadku"''. Otóż sprawność homeostalyczna człowieka bynajmniej nie jest większa od sprawności
homcostatycznej komórki, zatem o „postępie" w biocwolucji
nie ma mowy, przeciwnie, zachodzi tu regres, działa, jak
powiada Lem, „ujemny gradient". Rzeczywiście natomiast
można w kategoriach „postępu" ujmować ewolucję techniczna:
nic wytworzyła ona na początku żadnego cudownego budulca,
odpowiednika komórki, lecz od urządzeń wąsko wyspecjalizo­
wanych zmierzała ku coraz uniwcrsalnicjszym. I zmierza nadal.
Między ewolucją biologiczną a techniczną zachodzą też inne,
poważne różnice. Bioewolucja działa po omacku, metodą prób
i błędów, a raz podjęte w niej „decyzje" okazują się nie­
odwracalne. Technoewolucja leż czasem ucieka się do metody
prób i błędów, lecz stosuje ją w znacznie węższym zakresie;
i, jednej strony ze względu na udział świadomego czynnika
kreacyjnego, z drugiej - z powodów czysto praktycznych
(„można bowiem - zauważa przytomnie Lem - zbudować
metodą prób i błędów dynamomaszynę, ale nie - reaktor
atomowy"'"). I wreszcie w lechnoewolucji wytępuje czynnik,
klóry w biocwolucji był całkowicie nieobecny: wzgląd na
normy i wartości kultury. Krytycy technocwolucji przytaczają
wprawdzie tysiączne przykłady wskazujące, że udział tego
czynnika ciągle jest zbyt nikły, i jako argument przywołują
wszelkie możliwe zagrożenia, jakie człowiek własnymi silami
sobie zgotował - od bomby atomowej po demograficzną. Co nie
zmienia faktu, że „czynnik moralny".nawet niekonsekwentnie
uwzględniany, może wpływać zakłócająco na autonomię prze­
biegu ewolucji technicznej.
O rzeczywistej technocwolucji, zdaniem Lema. można zresz­
tą mówić dopiero od niedawna. Ani sławetny bambus, którym
małpa przyciąga sobie gałąź z bananami, ani wynalazek kola.
ani mnóstwo innych innowacji technicznych nic stanowi jeszcze
przekroczenia progu, za którym znaleźliśmy się obecnie. Pod
ten próg ..startu technologicznego" podchodziły w przeszłości
inne kultury, zatrzymując się jednak w pół drogi; tak było na
przykład ze starymi kulturami Chin lub Indii. Próg ó w zdołała
przekroczyć dopiero kultura europejska czy, jak mówią nie­
którzy, śródziemnomorska. Trudno nawet - kontynuuje Lem
- potwierdzić, dlaczego właśnie ona; jedni twierdzą, że pod­
stawowym mechanizmem napędowym były tu wyjątkowo
liczne wojny, inni, jak Lévi-Strauss, na którego Lem się
powołuje, opowiadają o kumulacji wiedzy, która w pewnym
momencie przekroczyła masę krytyczną.
Można by do tego wywodu dorzucić Lemowi jeszcze parę
hipotez, dlaczego to właśnie kultura basenu Morza Śródziem­
nego okazała się szczególnie płodna technologicznie: od pomy­
słów wywodzących szczególną ciekawość badawczą Zachodu
z tabu seksualnego (jak u Bettelheima) po własną Lema
koncepcję polisemantyczności kultury jako czynnika rozbijają­
cego jej tradycyjną jedność (ta koncepcja pojawia się w Filozofii
przypadku); wielokulturowość wybrzeży Morza Śródziemnego
stwarzać miała dla tej polisemantyczności wyjątkowo podatny
grunt. Mnie jednak osobiście najbardziej odpowiada tu inny
pomysł Lema, pochodący z Dzienników gwiazdowych. Otóż
podczas swej Podróży dwudziestej Ijon Tichy wyprawił się, nie
całkiem z własnej woli, w daleką przyszłość, by tam uczest­
niczyć w pracach nad Tclechroniczną Optymalizacją Historii
Powszechnej. Udoskonalanie dziejów powszechnych napotyka­
ło jednak liczne przeszkody z powodu niesubordynacji i kon­
fliktów między współpracownikami: wśród nich na przykład
pewien H . Yobb zrzucał pęczak Żydom wędrującym przez
pustynię, L . Nardcau dc Vincc manipulował przy wynalazkach
technicznych, a P. Lation, skłócony śmiertelnie z Harrym S.
Toltlcscm, podejrzewany był nawet o to, że „wyswatał niejaką

Schickclgrubcr, aby urodziło się wiadome dziecko"", hju
mogąc sobie dać rady z nieznośnymi uczestnikami programu
Tichy najbardziej niesfornych zaczął zsyłać w przeszłość; ^
ponieważ kto żyw ze skazanych prosił się na Lazurowe
Wybrzeże, uległem, moc osób posiadających wyższe wyksztaj.
cenie skoncentrowało się wokół Morza Śródziemnego, i ot. skąd
się wziął właśnie tam wschód cywilizacji Zachodu'" .
Tyle Ijon Tichy. Jego autor zaś, tym razem j u ż serio
w Summie technologiae pisze, że trudno tu mówić o działaniu
jakiegoś pojedynczego czynnika. Także ciąg zdarzeń jednorod.
nych, na przykład wynalazków technicznych, nic wystarczyłby
jeszcze do zapoczątkowania technologicznej cywilizacji Za­
chodu. Aby doszło do przekroczenia progu, do „startu techno,
logicznego", musiały się połączyć dwa ciągi zjawisk. Tei
pierwszy, technocwolucyjny i masowo-statystyczny, przeciąg
się musiał z drugim, spoleczno-świadomościowym. Innymi
słowy, nic tylko musiała nastąpić kumulacja wynalazków, lea
również musieli pojawić się ludzie, którzy świadomie dążyli do
dalszego rozwoju technologii.
Czy rozpoczęta tak tcchocwolucja jest ..dynamicznym proce­
sem t r w a ł y m " ? C z y eksplozja wynalazczości, do której doszło
na Zachodzie, będzie odtąd trwać j u ż wiecznie, a przynajmniej
przez długie wieki? Czy, mówiąc prościej, postęp nauki może
być nieograniczony? Istnieją co do tego poważne wątpliwości.
Inaczej jednak przedstawia jc Lem, inaczej widzą jc współcze­
śni naukoznawcy. U Lema nadciągający kryzys ma przede
wszystkim wymiar ilościowy. W Summie technologiae czytjmy. że wprawdzie trwa ciągle oszałamiające przyspieszenie, it
od siedemnastego wieku liczba czasopism naukowych wzrasta
wykładniczo i żc podobnie wzrasta liczba osób zajmujących się
nauką; wygląda jednak na to, że niebezpiecznie zbliżyliśmy sit
już do pułapu. Gdyby bowiem miało się utrzymać dotych­
czasowe tempo wzrostu, to za lat pięćdziesiąt cała ludnoíí
Ziemi składałaby się z uczonych; proces musi ulec spowol­
nieniu, bo inaczej ani ludzi, ani środków nie starczy. Spowol­
nienie zaś oznacza regres. Zahamowanie ludzkiej wynalazc»
ści związane będzie przede wszystkim z koniecznością przeprowadzenia selekcji wśród kierunków, w jakich prowadzisk
badania: a ponieważ, prawdziwe odkrycia są ex definitiew
nieprzewidywalne, może to zagrozić niebezpieczeństwem po­
rzucenia dróg, w których - o czym nic wiemy
kryją Ś
największe potencje. Dotychczas, powiada Lem. na wielki?
loterii nauki obstawiano wszystkie numery, zatem zaWB
któryś musiał wygrać. Natomiast przy obstawianiu selekty*
nym wygrane mogą się skończyć.
4

Wypada jednak zauważyć, że w refleksji nad rozwoje!
nauki moment krytyczny bywa przedstawiany również inafll
i nic aspekt ilościowy, leca jakościowy wysuwany icsi tam*
plan pierwszy. Fritjof Capra, jak pamiętamy, za punkt zwflfl
i świadectwo pojawienia się nowego par.nlvgmatu uw»
wyczerpanie się newtonowskiej koncepcji świata jako masz)*!
i narodziny nowej fizyki, a w konsekwencji - utratę kartezj
kicj pewności, której j u ż nikt w nauce mieć nie może
Amsterdamski z kolei w książce Między historią a inet
zasadniczą zmianę uważa zmierzch „nowożytnego idi
u k i " . Ó w „nowożytny ideał nauki " Amsterdamski widzi
szerzej niż Capra - „ ś w i a t - m a s z y n ę " , a przede
w szerszym kontekście społecznym.
Warunkiem ukształtowania się owego nowożytnego
nauki nie był empiryzm, lecz nowa ontologia i no*ł
tropología: zamiast wiary w wartość tradycji - wiara w po&lt;
cze zdolności człowieka. Człowieka uczyniono autonoi
podmiotem poznania - a to zaowocowało koncepcją ai
nauki jako instytucji, postulatami jej uniezależnienia od
ła, ideologii, polityki i tak dalej. A ubocznie - •
oddzieleniem świata faktów od świata wartości. Jest c*

�nisze Amsterdamski, że jeszcze rewolucja przemysłowa osiem­
nastego wieku dokonała się właściwie poza nauką, niezależnie
od niej- Ponowne sprzężenie nauki z rzeczywistością - tym
jazem j a ^ ° uwikłanym w życie społeczne rozwojem technologicznym - nastąpiło dopiero pod koniec dziewiętnastego
wieku. I właśnie razem z tym sprzężeniem zaczynają się
rysować początki kryzysu, który na dobre da o sobie znać
w naszym stuleciu.
Nowożytny ideał nauki zaczął bowiem ulegać szybkiej erozji.
Zmienił się adresat twórczości naukowej: międzynarodówkę
uczonych spragnionych prawdy zastąpiły instytucje, które
naukowcom płacą pensje i w zamian żądają rezultatów. Zmieni­
ły się też kryteria doboru analizowanych problemów: miejsce
osobistej ciekawości uczonego zajął narzucony odgórnie plan
badań. Kontrolę rezultatów przez kolegów zastąpił wyścig
konkurencyjny; stąd znaczna część wyników badań podlega
utajnieniu. Związek nauki z życiem narzucił jej kryteria
moralne: samo dążenie do prawdy przestało być wartością
oczywistą, pojawiło się pytanie, kto i w jaki sposób może
wykorzystać osiągnięte rezultaty. A jednocześnie kolejne od­
krycia fizyki rozbiły jednorodność wizji świata, której gwarantką była dotąd mechanika klasyczna. Prawa natury straciły
charakter deterministyczny, pojawiła się zasada nieoznaczonoś­
ci jako immanentna granica poznania, degradacji uległo pojęcie
„sejentyzmu". Nauka przestała być dobrem nieproblematycznym.
Amsterdamski punkt krytyczny widzi więc nic tylko w poja­
wieniu się „nowej fizyki", ale również, w zmianie społecznych
funkcji nauki, przede wszystkim w jej sprzężeniu z techniką
i poddaniu się wymaganiom rynku. Lem natomiast tego prob­
lemu zdaje się w ogóle nic dostrzegać. Tam, gdzie Amsterdam­
ski wskazuje konflikt i źródło zagrożeń, u Lema znajdujemy
ścisłą współpracę. Tak ścisłą, że nie wymaga nawet rozróżnień
terminologicznych („tcchnocwolucja" Lema obejmuje przecież
nic tylko ewolucję techniki w sensie ścisłym, ale również
ewolucję jej podstaw teoretycznych). Zważywszy ten fakt - a
także biorąc pod uwagę, że Lem uwzględnia przede wszystkim
ilościowy wymiar możliwego kryzysu wiedzy - czy mimo
•ttystko Lem nie zasługuje na tytuł sejentysty-optymisty?
Na ten tytuł zasługiwał z. pewnością pisząc Dialogi i pierwszą
edycję Summy. O pierwszej z tych książek powie po latach,
* przedmowie do wydania z 1972 roku: „Czas sprawił, że
Dialogii stały się świadectwem prawic bezgranicznego optymiz­
mu poznawczego, jaki nic tylko we mnie wzbudziło powstanie
cybernetyki"". Summe w kolejnych wydaniach będzie uzupeł­
niać o dodatkowe rozdziały, wstępy i posłowia, przyznając - na
Prcykład w posłowiu do wydania czwartego, zatytułowanym
"*adzieścia lar później - że rozwój cywilizacji wykazuje
eksze przyspieszenie, niż wcześniej przewidywał, że ujawają się iu coraz potężniejsze środki i coraz męlniejsze cele, i że
w,

n|

* *brew marzeniom o kontroli nad sytuacją - coraz bardziej
*ygląda na to, że o losach świata zdecyduje przypadek, na co
* każdym razie wskazuje stan uzbrojenia obu supermocarstw,
stokrotnie też. w najróżniejszych tekstach i przy najróżniejj ^ h okazjach, będzie podkreślać, że futurologia jako nauka
*alasię zupełnym niewypałem, ponieważ niemal żadne z jej
powiedni się nic ziściły. Jak widać nawet z tego zestawienia
można by je pewnie ciągnąć dłużej - czas utemperował
^
izm ' o r a Dialogów i Summy. Zasadniczej jednak jego
•ry w autonomiczną wartość nauki nie naruszył: te zapowicj^**yzysu. jakie Lem dostrzega, nadal mają charakter ilośw niczym nic podważają nicproblematyczncgo dobra.
a

au

C

1

C

n

a

u

k

c

s

a w

Wróćmy jednak do mechanizmów, które rządzą rozwojem
cywilizacji technicznej. Autonomia tego rozwoju, po prze­
kroczeniu pewnego progu, nie budzi, zdaniem Lema, wątpli­
wości; dobitnie formułuje to w Rozmowach: „kiedy cywilizacja
raz wstąpi na technologiczną drogę, technologia staje się
zmienną niezależną od woli jednostek. Każda faza osiągniętej
j u ż sprawności technicznej otwiera szansę dotarcia do następnej
fazy, a porządek, w jakim dokonuje się odkryć, nic zależy od
tego, czy ich owoce będą pożywne, czy z a b ó j c z e " * . Zatem to
właśnie autonomia rozwoju kryje w sobie potencjalnie najwięk­
sze zagrożenia; to ze względu na nią wszelkie restrykcje
i zakazy stawiane ludzkiej wynalazczości wypadają wręcz
humorystycznie. Humorystycznie też wypadają próby przewi­
dywania kolejności i charakteru przyszłych odkryć i wynalaz­
ków technicznych: bo to trochę tak. jakbyśmy chcieli przewi­
dzieć błąd w przekazywaniu kodu genetycznego - błąd, który
przyczyni się do powstania nowego gatunku.
Toteż, powiada Lem, przewidywać przyszłość łatwiej jest
pisarzowi niż uczonemu, który nie ma prawa uciekać się do
fantazji i intuicji. A Lem, co trzeba mu przyznać, istotnie
przewidział niemało. W wolnym od przesadnej skromności
artykule Trzydzieści lat później, opublikowanym w „Wiedzy
i Ż y c i u " " i złożonym chyba w dwóch trzecich z autocytatów
z Summy dowodzących jak, wymyślając niegdyś „('automaty­
k ę " , dokładnie przewidział dzisiejsze „rzeczywistości wirtual­
ne"; w tym więc artykule, zawierającym nadto bardzo gorzkie
wyrzuty pod adresem Kołakowskiego, że mu niegdyś, w recen­
zji z Summy, odmówił zdolności predykeyjnych, a kiedy
Lemowc przepowiednie się sprawdziły, nigdy tamtej opinii nie
sprostował; w tym artykule zatem Lem powiada, chyba rzeczy­
wiście trafiając w sedno, że bieg wydarzeń potwierdza jego
dawno sformułowane przekonanie, iż „życic w jego procesach
badanych przez nauki biologiczne stanie się kopalnią inwencyjną dla przyszłych konstruktorów". Jest to. zwracam uwagę,
inny już. rodzaj związku między bio- a technocwolucją niż ten,
który zakładał w obu wspólne niezmienniki dynamiczne. T y m
razem nie chodzi już o homologię strukturalną, lecz po prostu
o wykorzystanie w technologii - wiedzy o organizmach
żywych.
3. Traktowanie ewolucji kultury jako prostego przedłużenia
biologicznej ewolucji gatunku ludzkiego jest pomysłem starym,
szacownym i od dawna j u ż zarzuconym. A j u ż na pewno w tej
postaci, jaką można było spotkać u Spencera, Morgana, Tylora
czy nawet u Frazera. Toteż z takim ewolucjonizmem. który
zmierzałby do wykrycia naturalnych i deterministycznych praw
rządzących rozwojem społecznym, poglądy Lema istotnie nie
mają wiele wspólnego. Jak natomiast mają się do ewolucjonizmów nowszych* albo do teorii socjobiologów - przyjdzie się

s k , o n n

Ale'
y jest uznawać.
'"Przecież tylko jedna strona medalu. Bo w końcu nie kto
kiswa ^
' '
Lem, między innymi dzięki swoim talentom
tyjnym i literackim, od lat uświadamia ludziom za­
l a n

grożenia cywilizacyjne i uczula ich na możliwość zatrzaśnięcia
się pułapki technologicznej, to w końcu właśnie Lem prze­
strzega stale nasz gatunek przed coraz łatwiej osiągalną moż­
liwością samozagłady. Z takiej zaś perspektywy rysującym się
kryzysem nic jest j u ż . rzecz prosta, spowolnienie technocwolucji - lecz jej gwałtowny koniec, jaki niewątpliwie nastąpić
by musiał wraz z końcem ludzkości czy świata. Tutaj więc także
widać pęknięcie: jakby Lem, ubolewając nad tym, że przy
rosnących wciąż możliwościach technicznych ludzkość (a
przynajmniej jej część najbardziej technologicznie rozwinięta)
nic potrafi sobie stanowić wartościowych celów, nie był
w stanie ująć obu tych spraw w jednym horyzoncie, lecz
traktował je w gruncie rzeczy jako rozdzielne.

* Przegląd stanowisk współczesnego ncocwolucjonizmu w badaniu
kultury znaleźć można w książce Piotra Chmielewskiego Kultura
i ewolucja. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1988

43

�jeszcze zastanowić. Nie ulega bowiem wątpliwości, że jako
badacz kultury, Lem w znacznym stopniu pozostaje w kręgu
myśli ewolucjonistycznej.
Dobitnie daje temu wyraz, charakteryzując punkt wyjścia
swej najobszerniejszej jak dotąd książki o kulturze - Filozofii
przypadku. „Kategorią centralną - pisze - jest przypadek,
rozumiany nic podług tradycji jakiejś szkoły filozoficznej, lecz
wedle znaczenia nadanego mu przez empirię badającą procesy
stochastyczne i ergodyczne, czyli rozwojowy tor bardzo wiel­
kich i złożonych układów. Przypadek jest wczesnym zwłaszcza
zwrotnym czynnikiem wszelkiego procesu ewolucyjnego,
w którym układ, powstając, wytwarza jednocześnie własne,
systemowe prawa, jakich nic wykrywa się na ogól w tym, co go
wszczęło." I dalej, jeszcze wyraźniej: „chodzi o takie ewolucje,
w których przypadkowy, koincydenlalny stan wyjściowy prze­
radza się w trwałą cechę układu jako jego prawidłowość: rzecz
jest więc o tym, jak przypadek obraca się w sternika, losowość
- w los"-" . Jak poprzednio technika, tak teraz kultura okazuje się
więc „bardzo wielkim i złożonym u k ł a d e m " , który wykazuje
własną dynamikę niezależnie od woli uwikłanych w niego ludzi.
Układem, w którym zainicjowane losowo procesy zaczynają
polem wykazywać pewne regularności, tak właśnie, jak w ewo­
luującej biocenozie.
1

Podobieństwo kultury z biocenozą, twierdzi Lem. można
pociągnąć dalej. Kultura bowiem, tak samo jak biocenoza,
prowadzi z naturą grę o przetrwanie. Jest to gra c z ę ś c i o w o
pusta; gra. „której p e w n e r e g u ł y ustanowione są nie­
zmienniczo przez naturę i trzeba się ich, będąc jej partnerem,
albo domyślić, tj. wykryć jc i spełnić, albo zginąć""'. Lem pisze
lu sporo o „normie ewolucyjnej", o owym minimum przy­
stosowawczym, jakie musi być przez kulturę zachowane, aby
w ogóle mogła przetrwać; bardziej jednak zdaje się go inte­
resować to wszystko, co ponad minimum przystosowawcze
wyrasta. A więc właśnie to, co nic daje się wytłumaczyć
funkcjonalnie, co jest, innymi słowy, nadmiarowe. Bo dopiero
ta część nadmiarowa jest obszarem, w którym kulturę można
traktować jako system zdolny do samoorganizacji.
modele kultur - pisze Lem - powstają przez pokoleniowe
wzmocnienie sprzężeniem zwrotnym - losowego odchylenia od
stanu wyjściowego, [...] tym sposobem kulturowe formacje,
obejmujące całokształt reguł i norm etycznych, religijnych,
rodzinnych, matrymonialnych itp. stanowią «wytrząśnięte z kubka» rezultaty długotrwałej «gry w s p o ł e c z e ń s t w o ) . " " Roz­
woju kultury zatem, konkretnego kształtu, jaki dana kultura
przybierze, nie da się w odpowiedzialny sposób przepowiadać;
choć, oczywiście, im kultura jest bardziej złożona i roz­
budowana, tym liczba stopni swobody, jakimi dysponuje,
będzie mniejsza, a zatem kolejne jej etapy - mniej zaskakujące.
Złożoność jednak, jak wiadomo, nie jest miernikiem doskonało­
ści homeostatycznej; z lego, że brontozaur był stworzeniem
bardziej skomplikowanym niż wymoczek, nic dobrego dla
brontozaurów nic wynikło. „Niekontrolowana puchlina infor­
macyjna - pisze więc dalej Lem - razem z. technologiczną
clefantiazą niekoniecznie stanowią przeżywalnościowo najlep­
szą strategię. Kultura nasza trwa ledwie paręset lat, w trzonie ty­
powo technologicznym, a zatem jakieś dziesięć razy krócej niż
kultury mieszkańców różnych archipelagów wysp Oceanii, które
zresztą nie dlatego znikły, że j u ż nie były do dalszej egzystencji
zdolne, ale dlatego, ponieważ myśmy jc zniszczyli."
4

41

Mamy zatem do czynienia z kulturą, której dalszych losów
nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć, ani tym bardziej
kontrolować, a o której j u ż wiemy, że weszła na tory cokolwiek
niebezpieczne. Jest to diagnoza, którą w dość zbliżonym
brzmieniu Lem wystawia także technice. Pojawia się zatem
pytanie, jak się mają do siebie zakresy obu tych pojęć. Kiedy,
zdaniem Lema. pokrywają się, kiedy i w jakiej mierze pozostają

44

rozłączne? Na zdrowy rozum, technikę należałoby potraktow^
jako część kultury, być może, ze względu na szczególny sposfik
przyrastania odkryć i wynalazków, obdarzoną pewną auto.
nomią; jeśli nawet technika jest samoorganizującym się sy$.
ternem, którego dynamika wymyka się spod kontroli człowieka
(swego stwórcy), to pamiętajmy, że takim samym .systemem
samoorganizującym się jest i kultura. Ale wcale nic jestem
pewna, czy Lem sobie to dokładnie tak wyobraża. Bo zachodzą
tu również inne możliwości, na przykład taka, że kuliura jeg
„niszą ekologiczną" dla poszczególnych wynalazków technicznych (trochę lak. jak w Filozofii przypadku jest „niszą ckologj.
c z n ą " dla dzieł literackich); te zaś dopiero wyekstrahowane
z niej, przeniesione na inny poziom, układają się w nowy układ
homeostatyczny: właśnie w zaulonomizowaną technologie.
Albo możliwość taka, że technika (cywilizacja techniczna)jest
po prostu mianem jednej z wielu kultur: naszej mianowicie
(wtedy tożsamość niezmienników dynamicznych w ewolucji
kultury i tcchnoewolucji nie byłaby zaiste niczym dziwnym).
Teksty Lema i pod tym względem nic są całkiem jednoznaczne.
Pewne jest jednak, że kultura w jego rozumieniu nie daje się po
prostu podzielić na część techniczną i część symboliczną;
pewne jest też, że wymiar techniczny kultury nie daje sit
dokładnie utożsamiać z jej minimum przeżywalnościowym
(choć znowu mogłoby się zdawać, że w wynalazczości techno­
-1I1Wlogicznej człowieka aspekt stricte funkcjonalny odgrywa
większą niż, powiedzmy, w jego twórczości artystycznej]i role
Najwięcej argumentów przemawia za tym, że cywil
zaeja
techniczna stanowi po prostu jedną z ludzkich kultur, umiej­
scowioną w czasie i przestrzeni, a nadto wyposażoną w barda
szczególne parametry. Nie jest jednak pewne, kiórc sfor­
mułowania Lema należy traktować dosłownie, a kiórc metafo­
rycznie, gdy pisze on w Filozofii przypadku, że cywilizacji
przemysłowa, zrodzona jako wytwór pewnej kultury, wyzwoliła
się następnie spod jej wpływu i uzyskała samodzielność
Dokładnie tak: „Kultura ta, zainicjowawszy rozwój ortocwolucyjny technologii i nauki, j u ż nań nic wpływa, jak poucza otyn
obserwacja. Zdobył on sobie własne prawidłowości i ją - do
nich - nagina" . Związek naszej - bo przecież o nią chodzi
- kultury z jej wyalienowanym płodem wynika, zdaniem Lena,
z jej polisemantycznego charakteru. Kultury pierwotne, wywo­
dzi Lem, są. przynajmniej w teorii, monosemantyczne. to jest
takie, że każdy społecznie przyjęty stereotyp myślowy i z*
chowaniowy ma w nich tylko jedną wersję; nasza poliscmantyczna kultura stanowi zatem ich oczywiste przeciwieństw
Utrzymująca się zaś przez czas dłuższy poliscmnatycznoS
oznacza niestabilność historyczną; mówiąc grubo, kultin
niejednoznaczna bardziej jest narażona na rozkład od jedno­
znacznej. Nasza jednak nic rozpada się. a to dlatego, że ,JW
„j«~
stabilizator kulturowych s e n s ó w " występuje w niej, choć zrM
niejawnie, „sfera i n s t r u m e n t a l i z m ó w " ' .
43

4

Jest to sytuacja dosyć niezwykła. Na ogól bowiem, nisK
pi
Lem. kulturę rozpatrywać można w dwóch planach: ..w plan*
operacji, z jakich się składa, i w planie sensów, jakie t
konstytuują" . Nic są to plany od siebie niezależne, w zasad*
jednak nie są również tożsame (chyba że w bardzo wczes*
fazie rozwoju społecznego, kiedy czynności techniczne i saBf
ne nakładają się na siebie). We współczesnej kulturze anw
kańskiej wygląda tymczasem na to, że operacje zaczyW
zajmować miejsca sensów. Technologiom juz zastosowany*
trzeba ciągle przydawać nowe. które by likwidowały niekortf
tne skutki uboczne tych wcześniejszych i zaspokajały potrtf*
przez nie wywołane. Jest to proces, który od pewnego czasus»»
się napędza i przerwać go j u ż nie można, nawet gdyby wsZFJ
bardzo chcieli; ale też dzięki temu kultura zyskuje nowy
w miejsce tego, który z racji nadmiernej polisemanty
utraciła.
44

�Mamy więc do c/.ynicnia z mechanizmem o znacznej
autonomii, który wylągł się wewnątrz naszej kultury, rozrósł się
jej obrębie i w końcu przejął nad nią kontrolę, jako cel
tjając przed nią swoją własną dynamikę rozwoju. „... jak
jgcosfcryczncgo systemu powstaje, rodząc się w jego wnętrzu,
biologiczny, jak w biologicznym wynika antropogencza i przez
most socjalizacji dochodzi do stanu - systemowego generatora
kultur, jak w kulturze wynika językowy uktad i jak, we
wszystkich wypadkach owych, układy powstające na prawach
samoorganizacji, mając w sobie wytłoczone cechy u k ł a d u
r o d z i c i e l s k i e g o jako s p r a w c z e g o ,
manifestują
równocześnie - p r a w a
s w o i s t e , lak jest podobnym,
autonomizującym się systemem w ruchu, technologiczna ewo­
lucja, własnymi prawidłowościami rozwoju opatrzona" * - czylamy w Fiozofii przypadku. Inaczej jednak, jeśli dobrze rozu­
miem, niż działo się to w poprzedzającym łańcuchu bytów,
między dzisiejszą technoewolucją a kulturą, która ją na świat
wydala, zaczyna funkcjonować sprzężenie zwrotne.
w

staVV

4

Łańcuch bytów zresztą - to może przesada; obraz nakreślony
|ir/e/ Lema bardziej j u ż przypomina rosyjskie baby w babach
j jarmarku: autonomiczne, ale zrobione z tego samego drewna.
W nowej wersji Filozofii przypadku, w rozdziale zatytułowa­
nym Grania wzrostu kultury mówi się o tym, że kultura jest
w gruncie rzeczy wynikiem występowania w przyrodzie zmian
nie podlegających algorytmizacji. Gdyby wszystko dało się
zalgorytmizować - żadna kultura nic byłaby potrzebna. „Ewo­
lucja jest dywergencją w rozwiązywaniu zadania przeżywalnosci" * - pisze Lem; aby przeżyć w nieprzewidywalnie zmien­
nych warunkach, ustroje żywe mogą uciekać się do różnych
strategii. Mogą do warunków przystosowywać się w sposób
doraźny, kulturowy, inaczej mówiąc, fenotypowo; mogą leż się
do nich przystosowywać w sposób trwały, czyli genotypowy
- jako gatunki. W rzeczywistości zaś praktykowany jest
kompromis: silna determinacja genotypowa połączona z pewną
plastycznością fenotypu. „Mózg jest owym kompromisem
-powiada Lem - bo, sam uwarunkowany genotypowo, potęguje
lenotypową a d a p t a c y j n o ś ć " . Toteż w antropogenezie zmiany
dokonują się nic w kodzie genetycznym i nie w indywidualnych
zachowaniach osobniczych, lecz w aulonomizująccj się kul­
turze. Ona bowiem czyni możliwym to, co niemożliwe jest
w bioewolucji: realizację strategii odwracalnych.
1

4

41

Poszczególne kultury - wywodzi Lem - początkowo po­
wstawać musiały polifilctycznie, jak gatunki, niezależnie od
siebie i w izolowanych obszarach. Były też z początku mono­
foniczne, wyposażone każda w swój własny, jedyny obraz
świata (tą monoikonicznością Lem w Granicach
wzrostu
kultury zastąpił, jak się zdaje, wcześniejszą monosemantycztość). Potem dopiero zaczynały się ścierać, zwalczać, kon­
kurować ze sobą - przez to wszystko zaś wzbogacać
aż.
"ajwiększąekspausywność i rozwojowe przyspieszenie zdobyła
kultura śródziemnomorska przez to, że wyznawane wiary dały
późnej fazie chrześcijaństwa zgodę, niebezoporną i nienatyniiastową, na powstanie technogennej empirii. T y m samym
Poczęry zyskiwać prym narzędzia, wyzbywając się stopniowo
jymboljc/.nego uzasadnienia i wsparcia, a zatem ponad- i pozaudzkiej sankcji transcendentalnej." * Powstała współczesna
y*ilizacja przemysłowa - no, i mamy to, co mamy.
Niemniej kultura w swej istocie, podkreśla Lem, pozostaje
" 'ądzenicni przcciwlosowym", przypadkowo powstałym za­
l e ż e n i e m przypadkowości świata. „W świecie losowym,
^&gt;'i stworzonym przez nikogo, przeznaczonym dla nikogo,
fnym wobec nikogo" - wartości, oczywiście nie istnieją;
~ P ' ° kultura je ustanawia '. Chroniąc człowieka przed
'ucicm przypadkowości, co jest jej celem podstawowym.
stara się jednak przed swoimi uczestnikami tę swoją rolę
Wartości stanowione przez siebie stara się przedstawić
w

cn

4

c

Ur

er

U r a

l c

4

jako dane, jako po prostu odkrywane w świecie. Stąd paradosalnym walorem każdej ludzkiej kultury jest jej niepełna przejrzys­
tość dla uczestników. Dostrzegł to w swej mądrości Golem:
„Kultura jest instrumentem niezwykłym przez to, że stanowi
odkrycie, które, żeby działać, m u s i b y ć z a k r y t e przed
swoimi twórcami"*'.
A zatem, ciągnie Golem swój paradoksalny wywód, kultura
jest to „laki wynalazek, który urabia po swojemu własnych
wynalazców, a oni o tym nic wiedzą, kiedy zaś się dowiedzą,
traci absolutnie moc nad nimi, a oni dostrzegają próżnię, i la
właśnie sprzeczność jest opoką s p o ł e c z e ń s t w a " " . Żarły żar­
tami, ale to przecież jest nasza współczesna sytuacja. Konlyunuując myśl Lema, można dopowiedzieć, że stanowiony (to jest
relatywny) charakter wartości nie jest j u ż dla nikogo tajemnicą
(obszar wydzielony stanowiłyby chyba tylko wartości religijne
- i pochodne - dla ludzi wierzących), kultura rozpada się pod
naporem własnej poliikoniczności, miejsce sfery sensów (od­
wołuję się tu do poprzedniej części wywodu) zajęła dynamika
rozwoju technologicznego (której pochodną jest bezsensowny
wzrost konsumpcji). Słowem, nadmiar samowiedzy wcale nie
wyszedł nam na zdrowie.
A jak. zanim do tego doszło, kształtowały się wartości
w kulturze'? Czy można o tym procesie powiedzieć coś więcej
niż. to. co j u ż wiemy: że był losowy, nieuświadamiany i że nie
mógł szkodzić minimum przeżywalnościowcmu? Szczegółowy
opis rodzenia się wartości stanowi jedne z głównych wątków
Filozofii przypadku; w grę wchodzą tu jednak wartości dość
specyficzne, bo literackie - estetyczne i dodatkowo powiązane
z koniecznością odczytywania kodu symbolicznego. M i m o to
spróbujmy odtworzyć rozumowanie Lema, a potem zastanowić
się, jak szeroki może być zasięg jego stosowalności.
Filozofa przypadku jest, jak wiadomo, książką zdecydowa­
nie polemiczną, wymierzoną lak przeciw fenomenologicznej,
jak przeciw strukturalistycznej teorii dzieła literackiego. Obu
tym szkołom, a także paru innym, Lem przeciwstawia argument
następujący. Nic ma niczego takiego, jak dzieło literackie, nie
jest to żaden byt, żaden przedmiot, którego budowę można by
badać. Istnieje natomiast wielka mnogość poszczególnych,
indywidualnych odczytań tego samego dzieła - i tylko owymi
odczytaniami można się zajmować empirycznie. Dzieło literac­
kie bowiem s t a j e s i ę dopiero w odbiorze - i tym samym
podlega kolejnym relatywizacjom: do podmiotu czytającego, do
społeczeństwa, którego ów przedmiot jest członkiem, do histo­
rii, do polityki, co całości kultury. Ta różnorodność odczytań
jest przez teoretyków kultury traktowana często jako zakłóce­
nie, przeszkoda; co o tyle jest bezsensowne, powiada Lem. że
poza tą różnorodnością nic ma nic. A zatem nie jest to przecież
różnorodność nieograniczona ani całkiem dowolna; w końcu
dwie osoby są w stanic ustalić w rozmowie, że czytały tę samą
książkę, nie podając tytułu ani autora. Jakie więc są tu granice
rozrzutu?
Lem porównuje odbiór dzieła literackiego do embriogenezy.
Każde poszczególne odczytanie byłoby wówczas fenotypem,
genotyp zaś (nietożsamy przecież ani z zadrukowanymi strona­
mi, ani z rękopisem, ani z zamysłem autora, ani z tym co
„zawarte jest" w dziele niezależnie od odczytań) należałoby
dopiero z mnogich fenotypów zrekonstruować. Dokładnie lak,
jak to robi genetyka populacyjna. „Rozmiary pola fenotypowcgo, jako granice jego rozrzutu, wyznacza środowisko - bio­
logiczne bądź kulturowe [...] tekst, trafiając w różne odbiorcze
środowiska, realizuje je w różnych przedziałach z m i e n n o ś c i . " "
Nie dość na tym, genotyp w biologii, jak wiadomo, nie jest
niczym stałym: mutacje a także zmiany środowiska sprawiają,
że zmienia się w czasie. I podobnie jest z literaturą: budując
stochastyczny model dzieła, również i jego genotyp winniśmy
traktować jako zmienny. Ostateczny więc obraz rysuje się

45

�następująco: rozmaite akty odbioru, z konieczności zakłócane
przez warunki i przez wydarzenia losowe, tworzą klasę fenoty­
pów, która stabilizuje się w pewnych granicach; jeśli jednak
zmienią się znacznie warunki środowiskowe i strategia odbioru
(na przykład - a to j u ż mój przykład - jeśli zaniknie cenzura,
a zatem i skłonność do odszyfrowywania ukrytych treści),
wówczas tak ustabilizowana klasa fenotypów ulega zmianie,
a więc i generujący ją genotyp okaże się również, inny.
Stochastyczny model dzieła literackiego, zaproponowany
w Filozofii przypadku, dotyczy w zasadzie kształtowania
znaczeń; w tym sensie jest właściwie modelem wszelkiej
wypowiedzi językowej, która w procesie komunikacji podlega
rozumiejącemu odbiorowi. Z drugiej jednak strony Lem pisze,
i słusznie, że „aksjologiczne pierwiastki od semantycznych
w odbiorze oddzielać się zasadniczo nie d a j ą " " . Jeśli więc,
w wyniku procesów masowo-statystycznych uwikłanych w sfe­
rę historii, kultury i języka, następuje w końcu względna
stabilizacja sensu dzieła, to następuje również względna stabili­
zacja jego wartości. Ze jest to prawdą - widać dokładnie, jeśli
się prześledzi losy utworów, które mozolnie i przez długie lata
musiały dobijać się rangi nickwestionowalnych arcydzieł; i tych
niegdyś nickwestionowalnych arcydzieł, o których dziś nikt już
nie pamięta. Ale dokładnie to samo, co o arcydziełach, można
przecież powiedzieć o zachowaniach i postawach ocenianych
jako wartościowe: pewne czyny, cokolwiek do siebie podobne,
lecz każdorazowo indywidualnie zabarwione przez osoby, które
ich dokonują, byłyby fenotypami odpowiadającego im geno­
typu, który w innej terminologii określany być może po pro­
stu jako norma (moralna lub obyczajowa). Taki właśnie charak­
ter mają różne „ s i ę " regulujące nasze postępowanie: nic
dowolne, lecz kształtowane losowo w procesach masowo-staty­
stycznych.
Mógłby ktoś wprawdzie zarzucić mi, że dokonałam zbyt
daleko idącej ekstrapolacji, na podstawie znaczeń wnioskując
0 wartościach literackich, a na podstawie wartości literackich
- o wartościach w ogóle. Usprawiedliwia mnie jednak fakt, że
podobne wnioski, jak ja na podstawie Filozofii przypadku, Lem
formułuje, nie odwołując się już do literatury, w artykule z 1966
roku zatytułowanym Etyka technologii i technologia etyki. Pisze
tam, że etyka to nic innego jak część gry w społeczeństwo, jako
że aspekt etyczny mogą mieć jedynie sytuacje międzyludzkie;
jaka część - to j u ż zależeć będzie od konkretnej kultury.
Różnice biologiczne między ludźmi i rasami ludzkimi w zasa­
dzie na kształt kultur nic wpływają; jeśli tytko realizowane jest
minimum przystosowawcze, to cała „ n a d m i a r o w a " reszta może
przybierać kształty dowolne. A czy będą one apollińskie, czy
dionizyjskie, czy okażą się stacjonamo-ruralne, czy dynamiczno-przemysłowc - o tym w gruncie rzeczy decyduje los.
Mówiąc krótko zatem: wartości sobie, biologia sobie. Czy na
pewno jednak? Pamiętamy przecież, że w kulturze musi
występować minimum przystosowawcze, elementarna zdolność
do współpracy, bez której żadne działanie zbiorowe nic mogło­
by się dopełnić; len warunek właśnie stanowi „normę ewolucyj­
n ą " . Pamiętajmy też. że Lem skłonny był obok minimum
kooperacyjnego za możliwe uznać także pewne minimum
altruistycznc. W Rozmowach wywodzi przecież, wprawdzie
trochę żartem, że „szlachetne odruchy ludzkie [...] są pro­
gramowane genetycznie", i twierdzi, że imperatyw kategorycz­
ny Kanta można wywieść z osnowy biologicznej* .1 tłumaczy to
tak: empiria wskazuje, że z dwóch gatunków istot społecznych,
z których jeden preferuje osobniczy egoizm, a drugi altruizm
4

- ten drugi ma znacznie większe szanse zbiorowej przeżywalności. Udowodniono dzięki symulacji komputerowej, ciągnie Lem
dalej, że taka jest właśnie norma ewolucyjna. Znane zachowania
delfinów i wielorybów, klórc rannego towarzysza wypychają na
powierzchnię, aby mógł zaczerpnąć tlenu, są w istocie „uwarun­
kowane genowo": „geny warunkujące ten typ behawioni
zostały w loku ewolucyjnym wyselekcjonowane i wprowadzo­
ne jako automatyczna odruchowość, będąca znamieniem normy

46

gatunkowej"^. W interesie zachowania gatunku w genotyp
wpisane zostało zatem pewne minimum dobroci.
„ N o r m a ewolucyjna" i genotypowy altruizm w niemałym
stopniu ograniczają więc autonomiczność kultury i jej losowy
charakter. Może więc, wbrew zastrzeżeniom Lema, w jeg
poglądzie na świat rozbrat między biologią a kulturą nie jesl lafc
zupełny? Być może zachodzi lu ciągłość w znacznie ściślejszym
sensie, niż by to wynikało z zaprezentowanego wcześntó
łańcucha bytów z Filozofii
przypadku.
Wypada jednak zapytać najpierw, czym właściwie miałby
być ów przyrodzony altruizm. Lem ma tu zapewne na myśjj
teorię tak zwanego doboru krewniaczego czy selekcji krewniaczej; teoria ta, jak pisze najkrócej Władysław KunickiGoldfinger. głosi, że „w selekcji faworyzowane są te rodzaje
postępowania, które zwiększają szansę pomnożenia własnego
genotypu""\ W społecznościach owadzich, takich jak mrówki
lub pszczoły, wszyscy pracują „ d l a " królowej, ponieważ to ona
bezpośrednio pomnaża genotyp. Antoni Hoffman, który [
sprawę omawia dość szczegółowo, przytacza z tej okazji
wyliczenia Scwalla Wrighta dotyczące „pokrewieństwa genety­
cznego" owadów; wynika z nich, że na przykład mrówki,
robotnice spokrewnione są bliżej ze sobą, niż byłyby z własnym
potomstwem, gdyby je mieć mogły; dlatego - z genetycznego
punktu widzenia - mrówkom bardziej „opłaca się" pielęgnować
larwy swoich sióstr-robotnic niż swoich (nieistniejących) dzie­
ci. Zdaniem socjobiologów, pisze Hoffman, „ g e n o t y p " , w któ­
rym nic ma dyrektywy działania zgodnej z wynikami rachunku
współczynników pokrewieństwa genetycznego, musi przegraj
w konkurencji wewnątrzgatunkowej z genotypem, który taką
dyrektywę zawiera"". Zatem być może rzeczywiście przyroda
premiuje „altruizm".
Tylko czy rzeczywiście zachowania na rzecz pomnożenia
własnego genotypu mają coś wspólnego z altruizmem w .sensit
etycznym, realizowanym przez człowieka w zachowaniach
kulturowych? Tu zdania będą co najmniej podzielone*. Cyto­
wany j u ż Kunicki-Goldfinger sądzi na przykład, że tropienie
udziału czynnika genetycznego w kształtowaniu ludzkich nomi
etycznych jest w gruncie rzeczy nadużyciem. U naczelnyca
bowiem powszechna jest rywalizacja seksualna i na tym tle
agresja wewnątrzgatunkowa, natomiast zasięg selekcji krew­
ni aczej - nikły (praktycznie ograniczony do własnej rodziny
z czym społeczeństwo jako całość musi walczyć). A przed*
wszystkim „człowiek jest istotą kulturową i przekazywanie ceń
zachowania się i postępowania poprzez przekaz pozagenctyczny, kulturowy ma [dla niego] ogromne znaczenie"-*. Nic jesl to
jednak, rzecz prosta, pogląd powszechnie obowiązujący. Wśród
uczonych, których opinie zestawia w swej książce Hoffman
sporo jest wprawdzie krytyków przenoszenia teorii selekcji
krewniaczej w obszar kultury ludzkiej, jednak w sprawi*
genetycznego przekazywania norm etycznych socjohiolog Ed­
ward Wilson i etolog Konrad Lorenz razem znajdą się w prze­
ciwnym obozie. Dla Wilsona, pisze Hoffman, ..program genel)"
czny człowieka wyznacza uniwersalia ludzkie i narzuca wl
turze, a właściwie kulturom, ograniczenia" : '' wśród t p l
uniwersaliów znajdują się między innymi niezrytualizo«*J|
agresja wewnątrzgatunkowa, psychologiczna odmienność
oraz potrzeba transcendencji. A można by do nich dopt*
warunkowaną przez dobór krewniaczy (czy, jak woli Lon*
grupowy), zdolność do kooperacji. Czyli podstawę żarów*
domniemanego altruizmu, jak wspominanej tu już wiclokrot*
„normy ewolucyjnej".
0

?

s

1

Lem wprawdzie zgodziłby się pewno z argumentami 5*
phena Goulda, który pisze, że - nawet przyjąwszy, że M \
* Wyczerpujący przegląd stanowisk socjobiologów w kwestii I
cznych i kulturowych konsekwencji genetycznego wyposażeni*
wieka znaleźć można w antologii Człowiek, zwierzę spulecS*
redakcją Barbary Szackiej i Jakuba Szackicgo, Czytelnik, W»"
1991; zwłaszcza w ickstach Rogera D. Maslersa, Richarda D. Ale*
oraz. Pierrc'a L . van den Berghe'a.

�normy etyczne przekazywane są w genach - w praklycc
najczęściej nic da się ustalić, czy konkretna norma ma po­
chodzenie genetyczne, czy kulturowe. Jeśli jedno z plemion
eskimoskich ma zwyczaj, uciekając przed głodem, pozostawiać
w dawnej siedzibie starców, których w ten sposób skazuje się na
śmierć, lecz zarazem zwiększa szanse przeżycia pozostałych
_ to właściwie nic sposób orzec, czy jest to wpisana w geny
selekcja krewniacza, czy działanie normy przekazywanej w wy­
chowaniu. Lem podpisałby się też z pewnością pod pytaniem
stawianym przez Johna Mayarda Smitha: jeśli socjobiologia

uzasadnia istnienie tylko niektórych norm etycznych, to skąd się
wzięły wszystkie pozostałe? - bo w końcu to jest jeden
z głównych tematów jego twórczości. Upierałabym się jednak,
że stanowisko Lema jest socjobiologizmowi bliskie; zarówno ze
względu na altruizm przypisywany gatunkowi ludzkiemu
w Rozmowach, jak ze względu na założenie wspólnych nie­
zmienników dynamicznych, czyli ciągłości, jaką Lem dostrzega
w ewolucji życia i kultury. A także z powodu ciągłości, jaką
ustanawia między cielesnością a świadomością człowieka; tę
jednak sprawę odłożymy do innej okazji.

PRZYPISY
1

s U

1

Ant"" Hoffman. Wokół ewolucji. Państwowy InslyUI Wydawniczy. Warw a 1982
Tainze. s. 137
'Tamże. s. 149
' Tamże. s. 11.1
' Tamże. s. 133
!

"Por. Friljof Capra. Punki zwrotny. Nauka, społeczeństwa, nowa kultura
Przełożyła Ewa Woydyllo. Przedmowa opatrzyła Anna Wyka. Państwowy Instytut
Wydawniczy. Warszawa 1987. s. 88-89
Tamże. s. 113
'Tamże. s. 119
•Tamże. s. 124
'* Stefam Amsterdamski. Mi(dz\ historią a metodą. Państwowy Instytut
Wydawniczy. Warszawa 1983. s. 122
" Por. tamże. s. 159
|:

Francois Jacob. Gra możliwości. Exej ti różnorodności życia. Przełożył Marek

Kunicki-Goldfingcr Przedmowa opatrzył Władysław Kunicki-Goldfinger, Państ­
wowy Instylut Wydawniczy. Warszawa 1987. s. 7
"Filozofia przypadku, dyskusja. ..Pamiętnik Literacki" z. 1/1971
" Tamże, s 359
"Stanisław Bereś. Rozmowy ze Stanisławem Lemem, Wydawnictwo Literac­
kie, Kraków 1987. s. 170
"Filozofia przypadku. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1988. I. 2. s. 138
" Tamże. l. 2. s. 50
"Tamże. I. 2. s. 12
"Tamże.
* Biblioteka XXI wieku. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1987. s. 41-42
:l

Rozmowy, op. cii., s. 338

"Filozofia przypadku. Wydawnictwo Literackie. Kraków IS&gt;68. s. 312.
podkreślenie moje
Dialogi. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1972. s. 6
Summa lechnologiae. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1969. s. 19
'Golem XIV. Wydawnictwo Literackie. Kraków 1981. s. 41
:1

51

* Summa lechnologiae. op. cii., s. 27
n

Capra, op. c i t . s. 88
Tamże. i . I I ]

*' Summa lechnologiae. op. cii., s. 33
Tamże. s. 31
Tamże. s. 37

Dzienniki gwiazdowe Ijona

Tichego. Czytelnik.

Warszawa

1976.

07
Tamże. s. 209

Dialogi, op. cit., s. 5

Kozmowy, op. cit., s. 285
Trzydzieści lal później. ..Wiedza i Ż y c i e " nr 6/1991

Filozofia przypadku, op. cit. (1968). s. 21
Tamże. s. 388
Tamże. s. 393
Tamże. s. 422
Tamże. s. 427
Por. tamże. s. 424
Tamże. s. 422
Tamże. s. 427-428

Filozofia przypadku, op cii. (1988). t. 2. s. IR
Tamże. t. 2. s. 22

Filozofia przypadku, op. cit. (1988), t. 2, s. 29
Por. lamze. I. 2. s. 31

Gotem XIV. op. cit.. s. 28
Tamże. s. 29

Filozofia przypadku, op. cit. (1968). s. 216
Tamże. s. 332

Por. Kozmowy, op. cit.. s. 382
Tainze. s. 383

Władysław KunickiGoldfinger. Genetyka, Wizje urzekające i groźne. Alla.
Warszawa 1987. s. 135
Hoffman, op. cii., s. 23
Kunicki-Cioldfinger. op. cii., s. 136
Hoffman, op. cii., s. 44

Tamże.

47

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6427" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6407">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/2129abdb3bfd11d9051ed1b1ce220b16.pdf</src>
        <authentication>43ada029addde7da222eea1f8309d4c4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76559">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3650</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76560">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76561">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3427</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76562">
                <text>Wyobraźnia antropologiczna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76563">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.34-38</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76564">
                <text>Mencwel, Andrzej</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76565">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76566">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76567">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76568">
                <text>Wyobraźnia antropologiczna
Andrzej Mencwel
Pongo żyły w lasach Majomby królestwa Loango. Historycy
twierdzą, że Loango było dawnym państwem afrykańskim, lasy
Majomby lokują wokół miasta o tej samej nazwie. Pongo „są
zupełnie podobne do ludzi, ale tęższe i bardzo wysokie. Twarz
mają ludzką, tylko oczy osadzone bardzo głęboko. Ich ręce,
policzki, uszy nie są owłosione, jeśli nie liczyć brwi, które są
bardzo długie. Chociaż reszta ich ciała jest dość włochata, sierść
mają niezbyt gęstą, a barwa jej jest brunatna. Poza tym różnią się
od ludzi jedynie budową nóg pozbawionych łydek. C h o d z ą
prosto, trzymając się ręką za sierść na szyi; żyją po lasach,
sypiają na drzewach i sporządzają tam sobie rodzaj dachu, który
jc chroni przed deszczem." Autor tego opisu korzystał z cu­
dzych relacji i nie widział Pongo na własne oczy. T y m trudniej
zapewne było mu wyobrazić sobie, że podczas chodzenia na
nogach pozbawionych łydek trzeba trzymać się ręką sierści na
szyji. Ale nie zaliczył Pongo do zwierząt, przeciwnie, sądził, że
są „dzikimi l u d ź m i " .
Warto przytoczyć argument, którym sąd swój poparł, zwłasz­
cza, że natkniemy się jeszcze na podobny, choć odwrócony: „ w
opisie tych rzekomych potworów znajdujemy uderzające podo­
bieństwa do gatunku ludzkiego, różnice natomiast są mniejsze
niż te, które daje się stwierdzić między jednym człowiekiem
a drugim". Jeśli argument ten wydaje się nadto relatywny,
bezwarunkowe jest przeświadczenie autora: lepiej w domnie­
manym zwierzęciu uznać człowieka, sądzi on, niż jakiegokol­
wiek człowieka potraktować jak zwierzę. Traktowanie przy tym
nic jest tu tylko kwestią stosunków bezpośrednich, które, wobec
ludów zwanych dzikimi, spełniały się zwykle w podboju
i zniewoleniu; może być także kwestią języka opisu, typu
klasyfikacji, a nawet kategorii gramatycznych (Pongo żyli czy
też żyły?). Cytowany autor był w tej kwestii bezwzględny.
Prostotakom - pisał „miałoby się czasem ochotę postawić takie
samo pytanie, jakie oni mieli śmiałość rozstrzygać co do innych
istot żyjących".' Traktując innych jak zwierzęta sobie bowiem
wystawiają świadectwo.
Claude Lévi-Strauss w przywoływanym tu tekście widzi nie
tylko zapowiedź współczesnej etnologii, lecz także jej realny
projekt lokujący j ą „pośród j u ż ustanowionych nauk przyrod­
niczych i humanistycznych" . Nie trzeba koniecznie podzielać
teoretycznych pomysłów ani też naśladować metodologicznych
procedur autora Antropologii strukturalnej, aby uznawać jego
autorytet. Jan Jakub Rousseau może być bez wątpienia uznany
za „twórcę nauk humanistycznych", jego Rozprawa o po­
chodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi za traktat
etnologii ogólnej, a rozsławiony przez Lćvi-Straussa autorski
przypis do niej za pierwszy manifest antropologii kultury. Na to
samo miano zasłużył również Giambattista Vico, gdyż pierwszy
ewokował całościowe pojęcie kultury a jej dzieje utożsamił
z dziejami ludzkości, oraz Immanuel Kant, który czyniąc czas
i przestrzeń kategoriami ludzkiego umysłu cały poznawalny
świat uczynił światem kultury. Obok Rozprawy o pochodzeniu
nierówności należałoby więc postawić Naukę nową, która mówi
2

* Wstęp do nowego, zmienionego i poszerzonego wydania pierw­
szego tomu Wiedzy o kulturze, zatytułowanego Antropologia kultury.
Zagadnienia i wybór tekstów, opracowali Grzegorz Godlewski, Leszek
Kolankiewicz, Andrzej Mencwel, Mirosław Pęczak, Wydawnictwa
Uniwersyletu Warszawskiego, Warszawa 1995 (w druku).

34

0 „świecie narodów, jaki stworzyli sami ludzie" oraz Krytykę
czystego rozumu, dowodzącą, że w stałych formach rozumu
mieszczą się zmienne, empiryczne, więc kulturowe treści.
Pierwszy manifest antropologii kultury pozostaje natomiast
wyłączną własnością Jana Jakuba Rousseau. W nim to właśnie
zjawiają się Pongo i z ich powodu rozważa się kwestię takiego
stosunku do istot żywych, który nie byłby podejrzany o ze­
zwierzęcenie.
„Ludzie mogą sobie jeździć tam i z powrotem", pisze
Rousseau o modnych wówczas sprawozdaniach z podróży,
„filozofia, rzekłbyś, nie podróżuje", a „pod górnolotną nazwą
poznawania człowieka każdy uprawia wyłącznie poznawanie
własnych rodaków." Etnologia czy też antropologia kultury jest
filozofią, która udała się w podróż, a poznawanie człowieka
uprawia przez poznawanie i n n o z i e m c ó w .
Napisany
dwieście lat później Smutek tropików Claude Levi-Straussa jest
jednym z niewątpliwych arcydzieł takiej filozofii, jak zresztą
wcześniej Argonauci Zachodniego Pacyfiku Bronisława Mali­
nowskiego. Mniej tu zatem ważne są odgraniczenia czy też
rozgraniczenia różnie nazywanych dziedzin wiedzy, te bowiem,
jak dziś lepiej wiemy, związane są raczej ze społeczną instytu­
cjonalizacją nauki niż z podziałem dziedzin poznania. Etnolo­
gia, antropologia kultury czy też antropologia społeczna zaczną
się konstytuować jako dziedziny nauki normalnej (to znaczy
akademickiej, czyli uprawianej w uniwersytetach) sto lat po
manifeście Jana Jakuba, a po następnych stu latach, już
w naszych czasach, osiągną postać dojrzałą. Manifest ten byłby
więc, w akademickiej perspektywie, manifestem bez skutków,
przynajmniej bez skutków bezpośrednich. Zwłaszcza, że inic­
jatorzy antropologii, Edward Burnett Tylor (autor Kultury
pierwotnej, 1871) oraz Lewis Henry Morgan (aktor Społeczeńst­
wa Pierwotnego, 1877), najpewniej nie zwrócili na niego
uwagi. A jednak to wraz z tym manifestem filozofia udała się
w podróż, kategorie poznawcze zostały więc wyrwane z dog­
matycznej drzemki; aby w cudzoziemcu uznać człowieka,
trzeba w sobie zakwestionować tuziemca. W ten sposób
dokonało się coś więcej niż wyodrębnienie i akademickie
umiejscowienie jednej dziedziny nauki; objawiła się w y o b raźriia
antropologiczna.
1

Aby lepiej uobecnić właściwości tej wyobraźni, wskażmy
najpierw jej przeciwieństwo. W grudniu 1832 roku, po rocznej
żegludze, odbywający wyprawę naokoło świata angielski okręt
Beagle wpłynął na wody Cieśniny Magellana. Sekretarz tej
wyprawy, młody Karol Darwin (w Autobiografii napisał potem,
że podróż ta była najdonioślejszym zdarzeniem jego życia
1 zdecydowała o całej jego dalszej karierze) ujrzał Ziemię
Ognistą i jej mieszkańców. Nie można powiedzieć, że ich widok
był dla niego zupełnym zaskoczeniem, ponieważ na pokładzie
okrętu wracało troje „ c y w i l i z o w a n y c h " uprzednio w Londynie
krajowców. Darwin był więc j u ż z nimi obyty, a wrażenia swoje
zapisywał takim językiem, jaki uznał za stosowny. Były to więc,
pisał „najnędzniejsze i najbardziej upośledzone istoty, jakie
kiedykolwiek o g l ą d a ł e m " . Te „ u p o d l o n e " , przypominające
operowe diabły „ d z i k u s y " były „wzrostu skarlałego", miały
„czarne, splątane k u d ł y " , „skórę brudną i tłustą", „zachowanie
ich było odrażające", „gestykulacja g w a ł t o w n a " , „głos niemi­
ł y " , „język nic zasługiwał prawie na miano artykułowanego",
a „od szybkiego gadania miały na ustach p i a n ę " . Nic więc

�dziwnego, że przypominały Darwinowi orangutany, oglądane
niegdyś w londyńskim zoologu.
To w tym opisie właśnie natykamy się na argument Rousseau,
ale znamiennie odwrócony: „nigdy nie przypuszczałbym, jak
wielka jest różnica między człowiekiem dzikim a cywilizowa­
nym. Jest ona większa niż między dzikim a udomowionym
zwierzęciem, o tyle większa, o ile człowiek ma większą niż
zwierzę możliwość doskonalenia s i ę " . Jakkolwiek relatywne
wydałoby się nam określenie tych różnic, można bez przesady
powiedzieć, że gatunki zwierzęce opisywał Darwin bardziej
ludzkim językiem niż ten gatunek ludzki, którego opis nasunął
mu język zwierzęcy. M o ż n a też przypuszczać, że nie znał
maksymy, której polemicznego przekształcenia dokonał, i nie
widział, że jego portret dzikiego jest przeciwieństwem wizerun­
ku stworzonego przez Rousseau.
4

W języku tym bezwiednie wypowiadała się postawa, której
właściwości miały zostać wysublimowane jako n a u k a , z de­
cydującym zresztą samego Darwina udziałem. Nie wchodzę tu
w kwestię socjaldarwinizmu czy nacjonaldarwinizmu, w wyros­
łe bez woli twórcy ewolucjonizmu zarodki ideologicznych
zwyrodnień. Arcydzieła idei, podobnie jak arcydzieła sztuki,
podlegają procesom recepcyjnym tak zawiłym jak sploty
międzyludzkich relacji zawiązywanych za tym pośrednictwem,
wystrzegam się więc uproszczonych osądów. Rola Darwina
w historii nauki jest niepodważalna, a odnośne podręczniki
pełne najwyższych jej ocen. Autor dzieła O powstawaniu
gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się
doskonalszych ras w walce o byt stworzył coś więcej niż teorię
ewolucji biologicznej, stworzył także wzór myślenia, czyli
ewolucyjny, jak to się dziś określa, paradygmat nauki. Paradyg­
mat ten w tej samej mierze obowiązywał w biologii, co
w kosmologii i geologii, a także w socjologii i antropologii.
Fakt, że powszechnym uznaniem cieszyły się wówczas takie na
przykład rozprawki, jak O ewolucji religii u różnych ras
ludzkich albo o Ewolucji rodzajów w historii literatury, jest
pięknym tego świadectwem.
Posługuję się pojęciem paradygmatu roboczo i pomijam
dyskusje, jakie się wokół niego toczą w filozofii. Przyjmuję, że
paradygmat wyodrębnia dziedziny nauki, określa tak zwane jej
prawa, wskazuje problemy i sposoby ich rozwiązywania. A l e
nie sam paradygmat nauki nas tutaj zajmuje, lecz jego przednaukowe przesłanki, czyli właśnie wyrażająca się w nim
wyobraźnia. Czyż w relacji Darwina przesłanki te nie są
schwycone w działaniu, na gorącym, by tak rzec, uczynku?
Czyż nie przemawia tu postawa pewna, że jest koroną bytu, że
pozycja ta jest gwarantowana prawami natury, że prawa te są
konieczne i rozumne? Natura jest tu nie tylko siłą, jest też
mądrością, ma w sobie wzory doskonałości, a panem czyni tego,
kto wzory te odczytuje - on to innym istotom żywym wyznacza
miejsce w hierarchii stworzeń. Oto przeświadczenia, które
wysublimują się potem i rektyfikują w teorii naukowej. Na
Ziemi Ognistej Darwin nie mówił jeszcze o przetrwaniu
najsilniejszych (czyli najdoskonalszych), ale j u ż wiedział, że
„gatunki, które nie ewoluują, wymierają". Peszerejowie (w
swoim języku nazywali się oni Kaweskar, czyli ludzie po
prostu), „martwo urodzona g a ł ą ź " , jak ich określił, wymarli
naprawdę. W tym, niestety, się nie pomylił.
5

Kiedy załamuje się, wyrażona w bezwiednej aksjologii tej
relacji, postawa zasługująca na to, aby nazwać j ą zoologiczną?
Całość bytu, nie wyłączając człowieka i jego tworów, czyni ona
przyrodniczą, a jednocześnie odmienność od własnych wzorów
kulturowych klasyfikuje zoologicznie. Parafrazując Rousseau
można powiedzieć, że pod górnolotną nazwą poznawania
świata uprawia się apologię samego siebie. Jestem świadom, że
residua tej postawy tkwią w każdym z nas i dają o sobie znać
w wielu odruchach, także językowych (stąd różne skamieliny

frazeologiczne typu „jak pies", „jak świnia", „jak osioł"),
a źródłem ich są tak archaiczne złoża mentalne, jak te, który
w niezliczonych plemionach i etniach ugruntowały samonazwania będące homonimami nazwy ludzie. Jeśli Kaweskarom
dla tej apoteozy wystarczała sama nazwa, dżentelmenom
z okrętu Beagle potrzebna była jeszcze nauka, która apoteozę
uzasadniała, a jeden z nich zaczynał właśnie j ą formułować.
Etnocentryzm jest postawą tak starą, jak mit genezy, każdej etni
gwarantujący boski rodowód.
Pewna tajemnicza osobliwość tej sytuacji polegała na tym, że
postawa ta została odrzucona, zanim zdołała dojrzeć, odrzucił j ą
wcześniej Jan Jakub Rousseau, ale odrzucenie to nie zostało
należycie dostrzeżone. Ś w i a d o m o ś ć zeszłowieczną, zwłaszcza
tę, która wyrażać się miała w konstrukcjach naukowych,
zdominowała postawa Darwina. Postawa Rousseau miała pe­
wien odgłos u poetów, a nie uczonych czy myślicieli. Trzeba
było być romantycznym poetą, aby przejmować przesłanie
„ d z i a d ó w " , podobnie jak na drugim kontynencie trzeba było
być romantycznym powieściopisarzem, aby utożsamiać się
z Ostatnim Mohikaninem. To, że powieściopisarz był znajomym
poety i razem jeździli konno w okolicach Rzymu, było głuchym
trafem, gdyż nikt nie zapisał ich r o z m ó w . Lewis Henry Morgan
natomiast zdawał się nie mieć wątpliwości: „Historia rodu
ludzkiego jedna jest w swym początku, jedna w doświadczeniu,
jedna w postępie" - pisał w przedsłowiu swego najsławniej­
szego dzieła. Podobnie Edward Burnett Tylor: „Ogólny prze­
bieg poszukiwań usprawiedliwia pogląd, że człowiek cywilizo­
wany jest w ogóle nie tylko rozumniejszym i zdolniejszym, ale
nawet lepszym i szczęśliwszym niż dziki, barbarzyńca zaś
zajmuje miejsce p o ś r e d n i e " . C h y b a , żeby samo skupienie uwagi
na „pierwotności" uznać za oznakę zwątpienia. Zwłaszcza, że
„pierwotność" dzisiaj sama jest problemem.
6

„Człowiek nie jest dalszym ciągiem ewolucji, lecz ze­
rwaniem wątku, przeciwstawieniem się m u " - napisał Stanisław
Brzozowski i choć bezpośrednie oddziaływanie jego filozofii
było ograniczone, aforyzm ten pozostaje krystalicznym wyra­
zem tej wyobraźni, j a k ą nazwaliśmy antropologiczną. Czło­
wiek nic mieści się ani logicznie, ani empirycznie w porządku
przyrody. Nie mieści się w nim logicznie, ponieważ teoria
ewolucji jest wytworem tego samego umysłu, który w schemat
swój chce włączyć. Nie daje się też w porządku przyrody
umieścić empirycznie, ponieważ wytwarza świat, który przyro­
dniczym nie jest, lecz przeciw przyrodzie jest budowany lub nad
nią nadbudowany. Ten świat nazywamy k u l t u r ą i jakkol­
wiek wieloznaczne byłyby dookreślenia tego pojęcia, jego
relacja wobec natury jest oczywista. Relacja ta jest wyob­
rażeniem twórczym, ale nie byłoby antropologii kultury jako
wyodrębnionej dziedziny wiedzy bez tej zmiany wyobraźni,
która wyobrażenie to zrodziła.
7

Rodowód tej zmiany jest długi. M o ż n a poszukiwać go
w łacińskich jeszcze przesunięciach znaczeniowych, które upra­
wie nadały symboliczne znaczenie. Należy zwracać uwagę na
to, że j u ż w X V I I wieku w świadomości europejskiej pomiędzy
opozycją racjonalizmu i empiryzmu wyłaniają się zalążki takiej
wizji świata, która odwołuje się do nazwy „kultura". Należy
zwłaszcza pamiętać o trzech wielkich osiemnastowiecznych
twórcach humanistycznych, jakich wskazałem z początku. Ale
zmiana naprawdę decydująca dokonuje się przed stuleciem
- w y o b r a ź n i a a n t r o p o l o g i c z n a staje się domi­
nująca. Byt nie jest jednorodny, lecz różnorodny, a miejsce
schematu linearnego następstwa jego form przyrodniczych
zajmuje wizja wielobarwnej polimorfii jego form kulturalnych.
Rasa, plemię, naród - podobnie jak małżeństwo, rodzina
i pokrewieństwo - to nie jest to, co przyroda zrobiła z człowie­
kiem, lecz to, co człowiek zrobił sam ze sobą. Jest to wytwór
gatunkowej kreacji, tak jak odmiany zwierząt domowych.

35

�Morgan i Tylor nie byli tak prostymi ewolucjonistami jak
głoszą ich deklaracje i mają pewien udział w tej przemianie.
Morgan pierwszy w społeczności rodowej (Irokezi zafascyno­
wali go tak, jak Darwina stwory kopalne, i służył i m całe życie)
upatrywał spełnienie ideałów wolności, równości i braterstwa,
z tego także powodu jego dzieło zwróciło uwagę Marksa i stało
się podręcznikiem socjalistów. Tylor kolekcjonując przykłady
sławnych „survivals" czyli przeżytków natrafiał u dzikich
często ,,na szczegóły godnej podziwu moralności i doskonałości
s p o ł e c z n e j " . C z y to etnograficzne zaciekawienia same z siebie
wyprowadzały badaczy poza ciasne ramy doktryny, czy też jej
rozluźnienie zwracało ich ku tego rodzaju ciekawości - nie da
się rozstrzygnąć. W każdym razie, skoro już raz skupiono uwagę
- a dokonał tego właśnie Morgan - na systemach pokrewieńst­
wa i pierwotnych związkach społecznych, problematyka ta na
zawsze miała pozostać ośrodkiem antropologicznej uwagi.
Podstawą bowiem tej budowli, j a k ą człowiek wznosi ponad
przyrodą, są związki międzyludzkie, różne sposoby ich utrwala­
nia. Podobnie Tylor stworzył projekt antropologii, który wiązał
ze sobą socjalne i symboliczne aspekty kultury. Podtytuł jego
głównego dzieła: Badania rozwoju mitologii, fdozofń,
wiary,
mowy, sztuki i zwyczajów
jest często przypominany jako
pierwsze określenie zakresowe antropologii. Jeśli wyjąć z niego
słówko „ r o z w ó j " , i dziś każdy mógłby się pod nim podpisać.
Czy twierdzę przeto, że różnice teoretyczne i metodyczne
pomiędzy ewolucjonizmem i socjologizmem, dyfuzjonizmem
i funkcjonalizmem, psychokulturalizmem i strukturalizmem są
pozorne, a ważniejszy od nich jest zewnętrzny zakres dziedzi­
ny? Nie, tego nie twierdzę - zewnętrzny zakres dziedziny trudno
byłoby inaczej niż negatywnie określić. Określenie pozytywne
natrafia na nieprzezwyciężalne trudności, skoro antropologowie
zajmują się prawie wszystkim - systemami wymiany i sposoba­
mi żywienia, typami rodziny i formami wierzeń, wzorami
obyczajów i strukturami mentalnymi, a także czasem, prze­
strzenią, ciałem i osobą - by przytoczyć niektóre tylko tematyzacje tego podręcznika. Negatywnie natomiast dałoby się
powiedzieć, że tworząc naukę nie zajmują się antropologią
nauki, ale i to ograniczenie przestaje j u ż dzisiaj być aktualne."
Struktury poszczególnych doktryn zatem, zachodzące pomię­
dzy nimi filiacje i rozbieżności nie są pozorne, ale pierwszo­
rzędne znaczenie mają wtedy, kiedy konstruuje się doktrynę
albo też przedstawia historię jakiejś dziedziny nauki jako
autonomiczną historię jej własnych problemów. Ani jedno, ani
drugie nie jest zadaniem tego wprowadzenia. Nie przedstawia
się więc tutaj żadnej doktryny z osobna ani też wyodrębnionej
dziedziny nauki w całości. Od metodologii ważniejsze są
wskazane poszczególnymi tematami zjawiska, a od teoretycznej
„czystości" - wydajność, by tak rzec, sposobu ujęcia. Dlatego
obok Malinowskiego jest tu Lévi-Strauss, ale obok Znaniec­
kiego jest też Eliade, a obok Ruth Benedict - Ossowska. To, że
jedni jako antropologowie się określali, a drudzy samookreślenia takiego unikali, nie jest tu istotne. Nie nauka, lecz
wyobraźnia jest korelatem tego wyboru i nie indoktrynacja, lecz
inspiracja jego zadaniem.
Wyobraźnia stwarza wyobrażenia, inspirować wyobrażenia
to otwierać oczy, kierować wzrok, skupiać spojrzenie. Jeśli
kultura jest swoistym porządkiem ludzkim wzniesionym ponad
żywiołem przyrody, trzeba jako porządek j ą pojmować. Zakłada
się przeto, że nie jest ona zbiorem przypadkowym, lecz
systemowym, nie jest rozproszoną konstelacją, lecz skupioną
konfiguracją. Wzory kultury Ruth Benedict jako realizacja tego
założenia przetrwały próbę wielu krytyk, pozostając dziełem j u ż
dzisiaj klasycznym. Ich odległym w czasie, ale nie w duchu
poprzednikiem była wspomniana j u ż Nauka nowa. Nie tylko
cykliczna sekwencja typów kultury była ważna w tej nauce, ale
i to, że każdemu z tych typów odpowiadały własne rodzaje

36

logiki i metafizyki, polityki i ekonomiki. Przedsięwzięcie Vico,
podobnie jak przedsięwzięcie Ruth Benedict, było wyobraź­
niową idealizacją, różnice j ę z y k ó w , w jakich je wyrażono, mają
dziś znaczenie okolicznościowe.
Wyobrażamy sobie kultury jako zasadniczo izolowane, bez­
władnie stałe i harmonijnie spójne (Kaweskarowie tak trwali
prawdopodobnie około pięciu tysięcy lat), ale j u ż samo pojawie­
nie się badacza, cóż dopiero handlarza lub zdobywcy, równo­
wagę tę narusza. Wizja kultury osobnej, spójnej i niezmiennej
jest więc idealizacją, ale bez niej nie można rozeznać się
w świecie kultur wszechstronnie skrzyżowanych, dynamicznie
zmiennych i wewnętrznie sprzecznych. Nie można też uchwy­
cić stopnia tych zmieszań, zmienności i sprzeczności. Już
Rousseau tworzył hipotezę człowieka natury, aby rozpoznać
człowieka kultury. W z ó r kultury jest zatem typem idealnym,
podobnie jak inne przedstawione tu, zwłaszcza historyczne
tematyzacje (tradycyjna, szlachecka, mieszczańska, masowa,
alternatywna), które jako takie winny być pojmowane. Typ
idealny, jak tego uczył Max Weber, nie jest realnością em­
piryczną, lecz logiczną konstrukcją jej cech istotnych. Bez
niego jednak realności tej nie da się pojąć.
Indianie Zuni mieli być spokojni, wstrzemięźliwi, przyjaźni
i łagodni, odczuwać odrazę do używek i ekstaz, a ich ziemskiej
życzliwości patronowała życzliwa również kosmologia.
W przeciwieństwie do nich Kwakiutlowie byli śmiali i gwałto­
wni, dążyli do ekstatycznych szaleństw i osiągania mocy
tajemnych, wydawali huczne uczty, na których rywalizację
doprowadzali do samozatraty. Charakterystyki takie, oczywiś­
cie, mogą dotyczyć tylko typów idealnych, przez Ruth Benedict
nazwanych apollińskim i dionizyjskim wzorem kultury. Ale
jeszcze jeden ważny problem w typologizacji tej został po­
stawiony - konfiguracja osobowości, twierdzi autorka, jest
tożsama z konfiguracją kultury. Jest to teza uznawana zwykle za
wyzywającą. Czy to znaczy, że wszyscy Zuni byli identyczni
i wszyscy też Kwakiutlowie - oto pytania, które natychmiast się
zjawiają. Nie, odpowiada autorka, a za nią inni antropologowie
podobnej orientacji. Nie idzie tu o identyczność osobników,
rzecz jasna, lecz o tożsamość osobowości, nawet tylko „osobo­
wości podstawowej" . Konfiguracja osobowości oznacza bo­
wiem podstawowe tej osobowości kulturowe wyposażenie. Inne
na przykład podstawowe wyposażenie otrzymuje się w kulturze,
w której do nagości cielesnej panuje stosunek „naiwny" (jak
w Europie średniowiecznej), a inne, gdy stosunek ten staje się
„sentymentalny" (jak w Europie nowoczesnej).
9

10

Kategoria osobowości zastąpiła współcześnie kategorię tem­
peramentu, dominującą jeszcze kilkadziesiąt lat temu w świado­
mości naukowej i mentalności potocznej. Temperament był
wrodzony, zdeterminowany i statyczny, ajego siedliskiem mógł
być kolor skóry, kształt czaszki albo wydzieliny gruczołów.
Osobowość jest stwarzana, kształtowana i dynamiczna, a reali­
zuje się w interakcjach - z rodzicami, rodzeństwem, grupą
rówieśniczą i społeczną. Nie trzeba być wyznawcą psycho­
analizy, aby uznać jej przełomowe tu znaczenie. Kategoria
osobowości, dynamiczna zarówno w tym, co świadome, jak
i w tym, co nieświadome, oraz we wzajemnych między tymi
sferami relacjach; kształtowana przez elementarne interakcje,
których wzory są potem przenoszone na wszystkie inne stosunki
międzyludzkie, pozostanie dziełem Zygmunta Freuda, nawet
gdyby całe jej konkretne rozumienie (libido, id, ego, superego)
miało zostać zmienione. Nie ma wyobraźni antropologicznej
bez kulturowego rozumienia osobowości, nie ma tego rozumie­
nia bez krytycznego przyswojenia psychoanalizy. Kompleks
Edypa nie jest uniwersalny ponieważ właściwy jest europejskiej
rodzinie patriarchalnej. W melanezyjskiej rodzinie matrylinearnej nienawiść jest odwrócona od ojca i skierowana ku wujowi
(gdyż brat matki występuje w roli ojca), a pokusy kazirodcze

�zwrócone są raczej ku siostrze niż ku matce. Nawet mit
o kazirodztwie syna i matki zostaje zastąpiony przez mit
0 kazirodztwie brata i siostry. W ten sposób, polemizując
z Freudem, Malinowski naprawdę go potwierdza: w interakc­
jach oto kształtuje się nie tylko struktura osobowości, ale nawet
jej wyobraźnia."
W tej perspektywie kategoria osobowości jest czymś więcej
niż tylko jednym z tematów antropologii kultury - jest jej osią
myślową albo, gdy idzie o kształt wyobraźni - ogniskową
widzenia. Egipskie piramidy pozostają monumentalnym absur­
dem bez wierzących w to, że zmarły nadal żyje w grobie;
azteckie rytuały ofiarne są zbrodniczym zwyrodnieniem bez
pragnących podtrzymać nimi sklepienie niebieskie, a współ­
czesne reżimy totalitarne znajdują swoje odzwierciedlenie
w rysopisie osobowości autorytarnej. Czas cykliczny i czas
linearny; przestrzeń lokalna i globalna; wspólnota tradycyjna
partycypująca w mistycznej jedności bytu oraz osoba osiągająca
autonomię jako kategoria prawna, etyczna i filozoficzna;
hierarchiczna struktura stanowa oparta na więziach osobowych
1 demokratyczna struktura społeczna wsparta na związkach
rzeczowych - wszystko to są typologiczne idcalizacje zro­
zumiałe naprawdę wtedy, gdy spojrzymy na nie przez pryzmat
osobowości. Nie jest ona skryta w żadnych organicznych
wydzielinach i nic podlega żadnej takiej determinacji. Jest przez
kulturę tworzona i w niej może być stwarzana. Na tym właśnie
polega jej humanistyczny sens.
„Człowiek d z i k i " , a więc pewna legenda osobowości, wkro­
czył do świadomości europejskiej wraz z odkryciem Ameryki.
Już pierwsi demaskatorzy zagłady spowodowanej przez konkwistę (jak Bartolomé de las Casas, autor pamiętnej Krótkiej
relacji o wyniszczeniu Indian, ok. 1540) w wizerunku Indianina
łączą dzikość z dobrocią, a Michał Montaigne, który nic tylko
czyta zamorskie relacje, ale dostrzega też swoich chłopskich
sąsiadów, zaczyna d o m n i e m y w a ć , że człowiek z natury jest
dobry. Pierwsze zalążki antropologicznej refleksji są więc
nicrozdzielnie związane z fascynacją „pierwotnością". M i t
dobrego dzikusa, cudowność świata „tysiąca i jednej nocy",
Pers pouczający Europejczyków, hipoteza stanu natury oraz
idea geniuszu ludowego - wszystko to są różnorodne ekspresje
tej fascynacji. Wraz z ukonstytuowaniem etnologii jako nauki
fascynacja ta zostanie usankcjonowana - „pierwotność", jak
wiemy, zjawia się w tytułach dwóch jej dzieł założycielskich.
Jakkolwiek radykalnym poddawano by krytykom te dzieła,
nazwy, a z nimi określenia zakresu, nie uległy zmianie,
najwyżej były cieniowane. Malinowski pisze o „społeczeństwie
pierwotnym" i o „społeczności dzikich", a Lévi-Strauss „men­
talność pierwotną" zamienia na „myśl nieoswojoną", czyli
„dziką". „Człowiek pierwotny", „kultura pierwotna", „społe­
czeństwo pierwotne" byłyby to więc przyjęte określenia za­
kresowe antropologii, a zjawiska wskazane tymi nazwami
można by uznać za odpowiedniki wyobraźni antropologicznej.
Mówimy dzisiaj zresztą w języku polskim „pierwotny", a nie
„prymitywny", aby negatywnemu nacechowaniu wartościują­
cemu przeciwstawić pozytywne. „Pierwotny" to nie znaczy
tylko uprzedni, to znaczy także utracony.
Jeśli tak, trzeba zapytać, czy antropologia jest wiedzą o tym,
co utracone, czy też o tym, co niezbywalne? „Pierwotny" był
dawniej zbliżony znaczeniowo do „ ź r ó d ł o w e g o " , „początkowe­
go", „elementarnego" i kojarzony z zalążkowymi formami
społeczeństwa i kultury. Potem oznaczał to, co „przed" - a więc
uprzednie, przedcywilizacyjne, przedurbanizacyjne, przedindustrialne, wreszcie (współcześnie j u ż najczęściej) przedpiśmienne. W każdym z. tych określeń, nawet we współczesnym, które
wydaje się niemal opisowe, przeważa element negatywny
- kultury pierwotne definiuje się przez to, czego są pozbawione
- j u ż to cywilizacji, j u ż to urbanizacji, j u ż to industrii, wreszcie

pisma. Wyczuwalny jest także, choć niejawny, wpisany w takie
określenia ewolucyjny schemat wartościujący. Równolegle
jednak, wraz z rozrostem szczegółowych studiów terenowych,
przybywało pozytywnych składników rozumienia pierwotności: były to społeczności małe i przejrzyste, o bezpośrednich
więziach osobowych, intensywnej komunikacji ustnej oraz
spójnych i spajających wyobrażeniach symbolicznych. Wraz
z krzewieniem się tych studiów rosła też fascynacja różnorod­
nością kultur ludzkich, a „ p i e r w o t n o ś ć " ulegała postępującej
sentymentalizacji. Nic tylko antropologia jako nauka, lecz
ożywiająca j ą wyobraźnia wydawały się rozdarte między
rozumieniem pierwotności jako stanu uprzedniego, a pojmowa­
niem jej jako ideału utraconego. To, co dla Morgana czy Tylora
mogło być tylko uwagą uboczną, dla Ruth Benedict i LeviStraussa stawało się wyznaniem wiary. Etnologia przestawała
być filozofią, która udała się w podróż, stawała się filozofią
ucieczki. Ucieczki od społeczeństwa cywilizowanego, zur­
banizowanego, industrialnego - i od jego kultury: standaryzo­
wanej, homogenizowanej, korumpowanej. Słowem - ucieczki
od społeczeństwa masowego i kultury masowej. To dlatego Jan
Jakub Rousseau mógł być jej profetą.
Ale naprawdę nie ma dokąd uciekać, z czego autor Rozprawy
0 pochodzeniu nierówności zdawał sobie sprawę. Stan natury,
tak jak go w rozprawie tej e w o k o w a ł , był stanem całkowicie
przedspołecznym i przedkomunikacyjnym, nie istniały w nim
żadne trwałe formy więzi międzyludzkiej i żadne ustalone
sposoby porozumienia. Mógł więc być intelektualnie obranym
punktem obserwacyjnym, z którego lepiej widać dylematy
procesu cywilizacji, ale nie mógł być ideałem ludzkim - tym
była osobowość pełna, kultura twórcza i umowa społeczna.
„Kultura pierwotna" jest, jak zaznaczyłem, typem idealnym,
ponieważ nie znamy kultur naprawdę izolowanych, niezmien­
nie stałych i harmonijnie spójnych. W każdym razie kiedy
pojawia się tam podmiot poznający, przestają j u ż być one
izolowane, stałe i spójne. Znamy natomiast dostatecznie wiele
przykładów zagłady spowodowanej przez pojawienie się tego
podmiotu, i to nie tylko w czasach las Casasa, ale i w naszych:
nie ma j u ż Ajnów i Kaweskarów, nic wiemy też nawet, jak
nazywali się pierwotni mieszkańcy Tasmanii, znikają Bororo
12

1 inne plemiona Amazonii, a „Ikowie, ludzie g ó r " afrykańskich
zostali sprowadzeni do stanu w obozach koncentracyjnych
zwanego zmuzułmanieniem. Ishi, ostatni wolny Indianin pół­
nocnoamerykański, ostatni też członek swego plemienia, zmarł
jako dozorca Muzeum Antropologii Uniwersytetu Kalifornijs­
kiego.' Ishi znaczyło człowiek.
Człowiek nie jest w stanie żyć po ludzku poza środowiskiem
żywotnym, solidarnym i zadomowionym. „Pierwotność" nie
jest przeto wyłączną właściwością społeczeństw uprzednich,
a zwłaszcza utraconych, jest właściwością wszelkich zasługują­
cych na swą nazwę społeczeństw. I m bardziej rozczłonkowana
i skomplikowana jest cywilizacja - tym większa potrzeba
lokalności i przejrzystości. I m bardziej rozproszone i urzeczowione więzy międzyludzkie - tym większe pragnienie związ­
ków skupionych i osobowych. I m bardziej upośredniona i okaz­
jonalna komunikacja - t y m większe łaknienie porozumienia
intensywnego i bezpośredniego. I m bardziej rozbite i sprzeczne
wyobrażenia symboliczne - tym większy głód wyobrażeń
spójnych i spajających. Kojarząc niegdyś w wizerunku dzikiego
pierwotność z dobrocią dano wyraz obawie, że utrata pierwotno­
ści jest też utratą dobroci. Restytucja tak pojętej pierwotności
bywa współcześnie zwodniczym hasłem różnych fundamen­
talistów religijnych, nacjonalnych i etnicznych. M o ż e się ona
jednak objawiać również we wspólnotach rodzinnych, sąsiedz­
kich, wyznaniowych, zawodowych, ideowych i artystycznych.
Nie ma wątpliwości, który z tych dwóch sposobów jej odzys­
kiwania jest właściwy, zwłaszcza, że dobrze znamy złowrogie
3

37

�skutki wszelkich fundamentalizmów. „ M a ł a Itaka" jest ziemią

i

obiecaną, a nie „Tysiącletnie K r ó l e s t w o " .

kultury nie jest tylko wiedzą o t y m , co uprzednie i utracone, jest

Kultura jest nieustanną oscylacją pomiędzy tym, co pierwo­

stowarzyszenie.

również wiedzą

o tym,

W tej perspektywie antropologia
co

niezbywalne. Nie trzeba

więc

tne, a t y m , co w t ó r n e . Pierwotne są bez wątpienia rodzina,

koniecznie uprawiać jej w lasach Majomby królestwa Loango.

pokrewieństwo

i wspólnota, a wtórne -

własność,

władza

M o ż n a pytać samego siebie, czy chodzi się prosto, pytać zatem

świętości,

0 właściwe relacje p o m i ę d z y t y m , co święte i powszednie,

materializacja

plemienne i obywatelskie, społeczne i państwowe, duchowe

i państwo. Pierwotne jest r ó w n i e ż doświadczenie
duchowości i całości, a wtórna i

racjonalizacja

fabrykacja,

rzeczwistości. R ó ż n e , klasyczne j u ż

trafnie wskazywały bieguny tej oscylacji: s a c r u m
fanum,

sociétés

i

civitas,

i

teorie
pro-

wspólnota

1 intelektualne. M o ż n a zatem spojrzeć na siebie jak na Pongo
i uprawiać antropologię we w ł a s n y m domu. Do czego wprowa­
dzenie to zachęca.

PRZYPISY
' Wszystkie cytaty z Rousseau według wydania: Trzy rozprawy
z. filozofii społecznej, przekład Henryka Elzenberga, Warszawa 1956
Zob. Claude Lévi-Strauss, Jan Jakub Rousseau - twórca nauk
humanistycznych, przekład Leszka Kolankiewicza, „Twórczość" nr
6/1984
Wskazuję jedyne, jak dotąd, dwa polskie wydania obu tych dzieł.
Pierwsze: Edward Burnett Tylor, Cywilizacja pierwotna. Badania
rozwoju mitologii, filozofii, wiary, mowy, sztuki i zwyczajów. Przekład
Zofii A. Kowerskiej ze wstępem i dodatkami dotyczącymi rzeczy
słowiańskich, a zwłaszcza polskich oraz życiorysem autora przez Jana
Karłowicza, t. I, Warszawa 1886; t. I I , Warszawa 1898. Ten przekład,
nad którym pieczę sprawował wybitny etnograf, ma błędny niestety
tytuł: poskim odpowiednikiem Primitive Culture jest Kultura pierwo­
tna, a nie Cywilizacja pierwotna. I drugie: Lewis Henry Morgan
Społeczeństwo pierwotne czyli badanie kolei ludzkiego postępu od
dzikości przez, barbarzyństwo do cywilizacji, przekład A . B . (Aleksandry
Bąkowskiej, przyjaciółki Aleksandra Świętochowskiego). Objaśnienie
i uzupełnienia Marksa-Engelsa, Warszawa 1887. Należałoby oczeki­
wać, że w stulecie tych edycji nastąpią zrewidowane i poprawione
wznowienia. Zwłaszcza, że oba te pomnikowe przedsięwzięcia zostały
wówczas zrealizowane środkami właściwie społecznymi - Morgana
wydano nakładem „Prawdy", a Tylora nakładem „Głosu".
Karol Darwin, Podróż na okręcie Beagle, przekład Kazimierza W.
Szarskiego, Warszawa 1951. Wszystkie ujęte w cudzysłów, a dotyczące
Kaweskarów określenia pochodzą z tego ( X . Ziemia Ognista, s.
196-221) rozdziału książki Darwina. Jean Raspail, autor poświęconego
Kaweskarom prozatorskiego studium Qui se souvient des Hommes...,
Paris 1986 (wyd. polskie Któż pamięta Ludzi z Ziemi Ognistej, przekład
Marka Puszczewicza, Warszawa 1990. Przekład dobry, ale w tytule nie
oddający owej wyłączności samonazwania (Kaweskarowie dla siebie
bowiem nie byli „Ludźmi z Ziemi Ognistej", lecz „Ludźmi" po prostu),
cytuje najpewniej oryginalne sprawozdania Darwina dla Royal Society,
więc można tam znaleźć określenia jeszcze bardziej dosadne (por. s.
147-192 wyd. francuskiego oraz 107-141, wyd. polskiego). Wstrząsają­
cy rozdział X (Le cannibales de la Junon, wyd. pol. Kanibale z Junony,
opowiada o tym, jak na paryskiej wystawie światowej roku 1878
pokazywano rodzinę Kaweskarów jako przykładowych ludożerców.
Oto zoologia, by tak rzec, stosowana, i to zaledwie sto lat temu.
Wprowadził je, jak wiadomo, Thomas S. Kuhn w głośnej pracy The
Structure of Scientific Revolution (wyd. polskie Struktura rewolucji
naukowych, przekład Heleny Ostromęckiej, tłumaczenie przejrzał,
redagował i posłowiem zaopatrzył Stefan Amsterdamski, Warszawa
1968). Sam on nie zdefiniował pojęcia paradygmatu należycie, a na
zarzuty krytyków odpowiedział, ż e cała jego praca jest taką definicją
(zob. tegoż autora Dwa bieguny. Tradycja i nowatorstwo w badaniach
naukowych, przełożył i posłowiem opatrzył Stefan Amsterdamski,
Warszawa 1985. Przede wszystkim rozdz. X I I , Raz jeszcze o paradyg­
matach. Stefan Amsterdamski przedstawia dyskusje wokół koncepcji
Kuhna oraz prezentuje własne stanowisko w swojej książce Między
doświadczeniem a metafizyką, Warszawa 1973, zwłaszcza w rozdz. 6,
Reformacja i kontrreformacja: paradygmaty i programy badawcze.
Nie zapisał ich także wścibski Antoni Edward Odyniec, choć
usłyszał, jak James Fenimore Cooper wypytywał Adama Mickiewicza
„o ducha i charakter Słowian i o plemiona koczujące na stepach". Zob.
Antoni Edward Odyniec, Listy z podróży, tom drugi, część I I I ,
opracował Marian Toporowski; C z . I V opracowała Maria Dernałowicz,
Warszawa 1961
Aforyzm ten pochodzi z Legendy Młodej Polski (zob. Stanisław
Brzozowski, Legenda Młodej Polski. Studya o strukturze duszy kultural­
nej, wyd. drugie, L w ó w 1910, reprint Kraków-Wrocław 1983, ale
2

1

4

5

6

7

38

refutacja ewolucjonizmu naturalistycznego stanowi właściwość macie­
rzystą myśli krytycznej Stanisława Brzozowskiego. Jej wyrazem najbar­
dziej przenikliwym i najbardziej też dobitnym jest wczesna rozprawa
Monistyczne pojmowanie dziejów i filozofia krytyczna (pierwodruk
Monistyczne pojmowanie dziejów i idealizm społeczny, „Głos",
maj-grudzień 1904) przedrukowana w książce tegoż autora Kultura
i życie. Zagadnienia sztuki i twórczości. W walce o światopogląd, Lwów
1907 (wyd. ostatnie: Warszawa 1973). Krytyka ta właśnie pozwala
umieszczać Brzozowskiego pośród klasyków myśli współczesnej (zob.
na przykład Krzysztof Michalski, Heidegger i filozofia współczesna,
Warszawa 1978), jej też poświęcam wiele uwagi w swojej pracy
0 autorze Legendy Młodej Polski (zob. Andrzej Mencwel Stanisław
Brzozowski. Kształtowanie myśli krytycznej, Warszawa 1976, zwłaszcza
rozdz. V I , Modernistyczny antymodernizm).
* W pewnym sensie antropologią nauki zajmują się ci etnologowie,
którzy analizują opozycję między myśleniem magicznym i naukowym,
a więc autorzy dzieł tak ważnych jak James George Frazer (zob. tegoż
Złota Gałąź, przekład Henryka Krzeczkowskiego, Warszawa 1962,
zwłaszcza rozdz. III, Magia sympatyczna oraz I V , Magia i religia:
Lucien Lévy-Bruhl (zob. tegoż Czynności umysłowe w społeczeństwach
pierwotnych, przekład Belli Szwarcman-Czarnoty, Warszawa 1992,
zwłaszcza rozdz. I X , Przejście do wyższych typów umysłowości, Claude
Lévi-Strauss (zob. tegoż Myśl nieoswojona, przekład Andrzeja Zającz­
kowskiego, Warszawa 1969, zwłaszcza rozdz. I, Wiedza konkretu). Ale
filozofia nauki dzisiaj, przynajmniej tak uprawiana, jak wskazują to
prace cytowane w przypisie 5 (oraz inne z tego kręgu) może być
zasadnie utożsamiana z antropologią nauki (zob. też Stefan Amsterdam­
ski, Między historią a metodą. Spory o racjonalność nauki. Warszawa
1983).
* Bardzo dobrym wprowadzeniem do tej problematyki jest wczesne
studium Antoniny Kłoskowskiej, Koncepcje typu osobowości we
współczesnej antropologu amerykańskiej (w:) tejże autorki, Z historii
1 socjologu kultury, Warszawa 1969. Zob. też Barbara OlszewskaDyoniziak Człowiek - Kultura - Osobowość. Wstęp do klasycznej
antropologii kultury, Kraków 1991, zwłaszcza r. I X , Amerykańska
szkoła „kultury i osobowości".
Zob. Norbert Elias, O zachowaniu w sypialni (przekład Tadeusza
Zabłudowskiego), Warszawa 1980.
" Zob. studium Bronisława Malinowskiego, Seks i stłumienie w spo­
łeczności dzikich, w 6 tomie Dzieł (Seks i stłumienie w społeczności
dzikich oraz inne studia o płci, rodzinie i stosunkach pokrewieństwa,
przełożyli Barbara Golda, Grażyna Kubica, Zdzisław Mach, Warszawa
1987, zwłaszcza cz. III, Psychoanaliza i antropologia, stanowi ośrodek
tej polemiki.
Bronisław Baczko pisał: „Przede wszystkim więc Jean-Jacques
operuje koncepcją stanu natury jako pewnym modelem teoretycznym.
Nosi on charakter wyjaśniający i jeśli nawet jest hipotetyczny, to wiedza
o nim jest potrzebna, by zrozumieć istotę człowieka i przemian, którym
on uległ." (Rousseau: samotność i wspólnota, Warszawa 1964. Podroz­
dział ten nosi tytuł: Charakter hipotezy o stanie natury, a w dalszym
ciągu cytowanego wywodu pojawia się, co znamienne, odesłanie do
Lévi-Straussa i pierwodruku jego rozprawy o Rousseau jako twórcy
nauk humanistycznych).
" O losie Ików zob. przejmującą księżkę Colina M. Turnballa,
Ikowie ludzie gór, przekład Blanki Kuczborskiej, Warszawa 1980;
o Ishim, którym opiekowali się dwaj wielcy antropologowie amerykańs­
cy, Alfred Louis Kroeber i Edward Sapir, zob. Theodora Kroeber, Ishi,
człowiek dwóch światów, przekład Janiny Mroczkowskiej, Kraków
1978. To jedna z najpiękniejszych etnologicznych relacji, jakie udało mi
się przeczytać.
10

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6425" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6405">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a7a6a5a708f5eacb55571c30f7eebda8.pdf</src>
        <authentication>d1aee5bead3d49ca8ad5b4547b117a23</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76540">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3648</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76541">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76542">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3425</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76543">
                <text>Dwie strony tej samej monety / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76544">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.30-32</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76545">
                <text>Klekot, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76546">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76547">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76548">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76549">
                <text>Dwie strony tej samej monety
Ewa Klekot
Pamięci

Anki

Kunczyńskiej-lrackiej

Jack Kroll napisał: „Stoppard z niepospolitym talentem nadaje
ludzkie kształty ideom i pokazuje, że w istocie są one krwią
z naszej krwi i kością z kości, współtworzą naszą namiętność
i patos." Artysta stosuje zabieg odwrotny do postępowania
filozofów abstrahujących idee do czystej esencji i konkretyzuje je
w sytuacjach, bohaterach i dialogach padających z ekranu czy
sceny. Oczywiście nie jest wynalazkiem Toma Stopparda tłuma­
czenie filozofii na sztukę, tyle, że w jego wypadku mamy do
czynienia z wyjątkowo udanym przekładem. Filozoficzny pro­
gram dzieł jest wyraźny, choć forma artystycznego dyskursu
wyklucza użycie całego krytycznego aparatu tradycyjnej filozofii.
Sztuka czy film otwierają się dzięki temu na interpretacyjny
dialog, zapraszają do „myślenia eseistycznego" , które wymaga
od widza skupienia, lecz w zamian proponuje przyjemności
natury zarówno intelektualnej, jak i estetycznej.
Film Rosencrantz i Guidenstern nie żyją przyobleka w ciała
i głosy bohaterów dyskusję o naturze ludzkiego myślenia - fun­
damentalny problem nowożytnej filozofii europejskiej, na którym
pokolenia studentów i profesorów zjadły zęby i z którym tak czy
inaczej zmagały się pokolenia artystów. Jedną z niedawnych prób
angielskiej kinematografii było zupełnie nie trafione dzieło
Dereka Jarmana Wittgenstein, klęska artysty w zetknięciu z filo­
zofią; artysty, który przecież wcześniej doskonale poradził sobie
z niełatwym zadaniem zrobienia filmu o malarstwie (Caravaggio), czy o uwikłaniu człowieka w politykę {Edward IT). Myślę, że
świetnemu reżyserowi zabrakło w wypadku Wittgensteina tego
„niepospolitego talentu" Stopparda, o którym pisze Kroll - idee
nie zostały obleczone w namiętne ciało człowieka.
Ludzkie myślenie, jak tytuł filmu, ma naturę dwoistą. Nie
chodzi tu bynajmniej o opozycję między rozumem i sercem, czy
też duszą i ciałem. Jak Rosencrantz nie jest przeciwnikiem
Guidensterna lecz jego nieodłącznym towarzyszem, tak zdrowe­
go rozsądku (czy też „myślenia potocznego" jak wolą tłumaczyć
common sense filozofowie i antropolodzy) nie da się łatwo
przeciwstawić bezcielesnej abstrakcji wątpiącego cogito w klaro­
wnej, ulubionej przez owo cogito formie „binarnej opozycji".
Stoppard w ogóle wzdraga się przed wypreparowywaniem z rze­
czywistości bytów czystych i jasno określonych: „Czy jesteście
wyłącznie (exclusively) aktorami?" - pyta Rosencrantz Pierw­
szego Aktora. I słyszy odpowiedź: „Jesteśmy aktorami włącznie
(inclusively)."'
Ten dialog za pomocą trudno przetłumaczalnej
gry słów uświadamia widzowi jeden z podstawowych problemów
powstających na styku pomiędzy opartymi na zasadach formalnej
logiki klasyfikacjami a rzeczywistością: otwartość kategorii, ich
łączność i rozłączność, ich mono- i politetyczność.
1

2

Rosencrantz i Guildenstern prowadzą rozmowy, które często
przypominają wewnętrzny dialog człowieka rozważającego spo­
tykające go wydarzenia. Nierzadko są to po prostu dyskusje
zdrowego rozsądku ze spekulującym rozumem, jak na przykład
scena w komnacie Hamleta, gdy Guildenstern zaplątuje się
w spekulacjach przyjąwszy zbyt wiele założeń. Chodzi o okreś­
lenie kierunku, z którego wieje wiatr, przez dedukcyjne ustalenie
położenia komnaty według stron świata. Propozycję Rosencrantza, by po prostu wyszedł na dwór Guildenstern kwituje z oburze­
niem: „Pragmatyzm? Tylko to masz do zaproponowania?". Kiedy
indziej zaś wyrzuca przyjacielowi: „Dlaczego nie powiesz czegoś
oryginalnego? Nigdy nie rozwijasz tego co mówię, tylko po­
wtarzasz to samo innymi słowami". Istotnie, Rosencrantz
czasami cytuje wcześniejsze wypowiedzi Guildensterna, często
jednak w zupełnie „nieodpowiednim" kontekście, zmieniając ich

30

znaczenie i sprawiając, że zawarta w nich myśl nierzadko obraca
się przeciwko samej sobie. Przypomina to zarówno dialog
wewnętrzny pojedynczego człowieka, jak i mechanizm prze­
pływu idei i myśli w obrębie kultury.
Guildenstern jest bystrzejszy, ma szybszy refleks, co wyraźnie
widać j u ż na początku „gry w pytania". Rosencrantz natomiast
chce najpierw ustalić jasno reguły gry zanim j ą podejmie.
Zagrożony porażką daje się jednak wciągnąć w rozgrywkę
i - wygrywa. Także retoryka Guildensterna czasami jest bezradna
wobec dosłownego traktowania, jakie jej funduje Rosencrantz.
„Wiesz, chyba cię zabiję", mówi Guildenstern zmęczony poto­
kiem naiwnych wynurzeń przyjaciela na temat samopoczucia
nieboszczyka w trumnie. „ N a twoim miejscu nie brałbym tego
pod uwagę. Tylko by cię to zasmuciło." - odpowiada Rosencrantz
przyjacielowi, z którym nie tylko dzieli los od wczesnego
dzieciństwa, ale i tożsamość: przez cały czas trwania akcji filmu
nie udaje im się osiągnąć ostatecznej pewności co do tego, który
z nich jest kim. Rosencrantz i Guildenstern, Guildenstern i Rosen­
crantz - tak różni, a skazani na nierozłączność przez podwójną
tożsamość, dopełniają się nawzajem jak orzeł i reszka, jak zdrowy
rozsądek i spekulujące cogito.
„Czymże jest zdrowy rozsądek? Zbiorem elementarnych
prawd (bez względu na to, co za prawdę uznamy) czy zbiorem
idola tribu? [...] Zaczynem filozofii, kamieniem probierczym
powstających doktryn czy stanowiskiem antyfilozoficznym?"
W swej książce Myślenie potoczne Teresa Hołówka mówi, że
myślenie potoczne jest tym, dzięki czemu człowiek radzi sobie
w świecie szarej codzienności. To myślenie potoczne jest sys­
temem, w który wpisują się nasze pierwsze doświadczenia,
a nierzadko pozostaje językiem szkolnej edukacji, czasami
jedynym. Myślenie potoczne jest jednym ze źródeł naszych
przed-sądów, których, jak uczy doświadczenie hermeneutyki, nie
potrafimy uniknąć. Niewątpliwie jest także składnicą stereotypów
i przesądów, w których naprawiacze świata widzą swego najwięk­
szego wroga, a specjaliści od propagandy swą siłę. Zarówno
myślenie potoczne jak i spekulatywne cogito stanowią systemy
w obrębie naszej kultury, która jest zarazem świadkiem i przy­
czyną ich metamorfoz. Szara codzienność jest także udziałem
filozofów (o czym nie zawsze chcą pamiętać), a filozoficznym
lekturom oddają się także (a może głównie) ludzie bez dyplomu
opatrzonego tytułem magistra filozofii. Zarówno myślenie poto­
czne jak i dyskursywne współtworzą nasze idiolekty i są chciałnie chciał, skazane na siebie, jak dwie strony tej samej monety.
4

Film zaczyna się właśnie od monety - złotego pieniążka
zagrzebanego w pyle drogi. Guildenstern pogrążony w ponurej
zadumie nad sensem podróży, którą obaj podjęli, w ogóle go nie
zauważa. Błysk złota nie uszedł jednak uwagi Rosencrantza, który
oczywiście podnosi monetę i w sposób zupełnie naturalny (do
tego służą monety) zaczyna zabawę w orła i reszkę. Po pewnym
czasie dla widza staje się jasne, że para bohaterów stanęła wobec
małego cudu: moneta spada bez przerwy reszką do góry.
Guildenstern najpierw sprawdza, czy nie padł ofiarą oszustwa
i ogląda obie strony pieniążka - orzeł jest jednak na swoim
miejscu. A mimo to moneta podrzucona znowu, ponownie spada
reszką do góry. Rozum rozpaczliwie poszukuje wyjaśnień próbu­
jąc przywoływać coraz to nowe prawa, które do tej pory
wydawały się tłumaczyć rzeczywistość. Zdrowy rozsądek nato­
miast przypomina o jedzeniu i Rosencrantz przy 78 rzucie jest już
znudzony monotonią powtarzającego się cudu. W zabawę, czyli
poniekąd w uczestnictwo w cudzie wciąga go ciekawość nieco
przytłumiona głodem oraz chęć ustalenia nowego rekordu (który
ostatecznie wyniesie 157). „Myślenie potoczne opiera się na

�stwierdzeniu, że jego teorią jest jedynie samo życie. Autorytetem
jest dla niego świat." Dzięki temu nie ma w nim miejsca na
budzącą strach przepaść między teorią a cudem nie dającym się
wytłumaczyć w jej kategoriach. Strach, o który dopytuje się
Guildenstern, to strach przed rządzącą światem dowolnością,
która rozumowi wydaje się niebezpiecznym chaosem - bezradny
Guildenstern broni się do ostatka wymyślając zasadę, zgodnie
z którą „każda pojedynczo podrzucona moneta za każdym razem
może spaść na dowolną stronę, a przeto nie powinno dziwić kiedy
za każdym razem właśnie tak spada." To „nie powinno dziwić"
zestawione z wcześniejszymi pytaniami o wątpliwości i strach
mówi wiele o stosunku cogito do świata - przedmiotu poznania.
Guildenstern wątpi, by nie musieć się dziwić. Zdziwienie wynika
bowiem z niezrozumienia, zdziwienie jest uczuciem, czyli nie
podlega władzom rozumu, własne zdziwienie budzi strach.
Narzędziem poznania jest wątpienie prowadzące do pewności,
a zdziwienie pozostawia zawsze niedopuszczalnie wielki mar­
gines dowolności, której nie można ogarnąć rozumem. Dla
Guildensterna poza pewnością rozumu istnieje tylko strach.
Rosencrantz natomiast bez większego sprzeciwu akceptuje
cudowne zdarzenie, nie zastanawiając się zbytnio nad jego naturą.
Podrzucanie monety bawi go, kiedy indziej uciechy dostarcza mu
papierowy samolot. Przyjemność sprawiają mu też praktyczne
wynalazki, na przykład łyżka poruszana parą z czajnika; wynala­
zki które Guildenstern uznaje za absurdalne i za każdym razem
niszczy w przypływie gniewu. Prawidłowości zaobserwowane
w przyrodzie cieszą Rosencrantza, ale nie widzi on powodu, by na
podstawie powtarzalności zjawisk od razu budować generalne
teorie o strukturze świata. Jest nie tyle wcieleniem potocznego
myślenia za pomocą agresywnych stereotypów i przesądów ile
reprezentantem zdroworozsądkowej postawy Misia o Bardzo
Małym Rozumku, „nieociosanego kloca" z taoistycznej ter­
minologii.' Guildenstern zaczyna od pytania o przyczynę rzeczy­
wistości. Rosencrantz od jej zaakceptowania. Bierze udział
w otaczającej rzeczywistości bez wysiłku, „naturalnie": to on
zauważa monetę, on ją podrzuca, on opłaca aktorów, praw­
dopodobnie ostatecznie wikłając ich obu w całą historię. Kłopoty
z tożsamością budzą w Rosencrantzu nie sprzeciw a tęsknotę za
utraconym rajem niezachwianej pewności, w którym nie stawiano
pytań i gdzie na wszystko istniała odpowiedź. „Dawniej pamięta­
łem swoje imię! I twoje także! - mówi do przyjaciela. - 1 wszę­
dzie, gdziekolwiek spojrzałeś, znajdowałeś odpowiedź. Nie było
żadnych wątpliwości. Ludzie wiedzieli kim jesteśmy, a jeśli nie
wiedzieli, pytali, a myśmy podawali nasze imiona." Guildenstern
natomiast czuje się z rzeczywistości wyobcowany, gdyż zwątpił
w skuteczność narzędzi umożliwiających komunikację: „Nie
zdarzyło ci się kiedyś - pyta swego towarzysza - byś nagle
i zupełnie bez powodu nie pamiętał jak się pisze słowo „łódź" lub
„morze", bo zapisawszy je, wydaje ci się żeś nigdy nie widział
liter ułożonych w takiej właśnie kolejności?" Każdy z nich więc
inaczej przeżywa to „pomieszanie tożsamości", którego nie
wyjaśnia nawet ostateczna instancja śmierci: bohaterowie giną
razem, a wieść o ich końcu raz na zawsze łączy imiona i miesza
tożsamości w tytule filmu. Rosencrantz po odruchowym, bezrad­
nym proteście, w którym tli się resztka zawiedzionej ufności
w sprawiedliwość losu („przecież nie zrobiliśmy nic złego, nie
skrzywdziliśmy nikogo, nie?")godzi się ze stryczkiem twierdząc,
że „ma już wszystkiego dosyć i prawdę mówiąc, czuje ulgę".
Guildenstern natomiast nie potrafi pogodzić się z klęską i na wpół
szelmowsko, na wpół patetycznie obiecuje „spisać się lepiej
następnym razem", zadawszy przedtem w pustkę pytanie o mo­
ment, „gdy mogliśmy powiedzieć nie", o możliwość kierowania
własnym losem. Czy moment ten, który Guildenstern, jak sądzi,
przegapił zdarzył się wówczas, gdy moneta rzucona komedian­
tom upadła po raz pierwszy orłem do góry i zmieniła ich obu
z widzów sztuki w jej aktorów? Czy to wtedy ich los został
określony zgodnie z zapisanym tekstem sztuki, który nie daje
wyboru? Guildenstern wielokrotnie daje dowody tego, jak nisko
ceni kondycję aktora i podkreśla swoją pozycję widza. Chce
pozostać obserwatorem stojącym na zewnątrz granego przez
5

1

aktorów świata „miłości, krwi i retoryki". Od sztuki domaga się
„tajemnicy, godności, czegoś klasycznego i poetyckiego", jednak
jakby na przekór los stawia mu na drodze „pornograficznego
błazna i targowisko prostytutek", a potem wciąga do udziału
w sztuce, której postaciami od początku byli zarówno on sam, jak
i jego przyjaciel.
Wszyscy bohaterowie filmu Stopparda to osoby z Hamleta.
Jednak Rosencrantz, Guildenstern i Pierwszy Aktor przemawiają
nie tylko słowami Szekspira. Jeśli parę przyjaciół o pomieszanej
osobowości uznać za metaforę człowieka uwikłanego w dwois­
tość myślenia, film staje się dialogiem między RosencrantzGuildensternem i Pierwszym Aktorem. Ich rozmowy to jakiś
rodzaj „chóru na opak", który wygłasza komentarze z pozoru
zupełnie „równoległe" do dziejów Hamleta, a równocześnie
włączony jest w intrygę. Aktor już w pierwszej rozmowie z parą
bohaterów daje do zrozumienia, że jego trupa gra „teatr na opak":
„Przedstawiamy mniej więcej nasz zwykły repertuar, tylko, że na
odwrót. Na scenie pokazujemy to, co powinno się dziać poza nią."
To odwrócenie podziału na scenę i widownię jest w istocie czymś
więcej niż tylko zwykłą zmianą ról - to zawirowanie rzeczywisto­
ści, pętla, którą sztuka oplata widzów tak ciasno, że niemal
zupełnie krępuje ich los. Znający tekst sztuki Pierwszy Aktor
wydaje się panować nad przeznaczeniem Rosencrantza i Guilden­
sterna. W istocie bowiem dwuosobowy bohater staje przed
samym Mefistofelesem - mądrym goryczą rozczarowań diabłem
doktora Fausta, „częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro" . O tym, że Pierwszy Aktor zna przyszłość
Rosencrantza i Guildensterna świadczy choćby dialog po przyby­
ciu trupy do Elsynoru: „Więc dogoniłeś nas?" mówi Guildens­
tern. „Jeszcze nie, panie" - pada tajemnicza odpowiedź aktora
stojącego tuż obok. Znaczenie tych słów staje się jasne dopiero
przy końcu filmu, gdy okazuje się, że to właśnie Pierwszy Aktor
gra króla Anglii, który skazuje Rosencrantza i Guildensterna na
śmierć. Sataniczność teatralnej trupy sugeruje także scena w łaźni,
gdy postać Pierwszego Aktora wyłania się z oparów, a jego
kompani łudzą obu przyjaciół pozorną tożsamością osób i przed­
miotów, które okazują się kimś, albo czymś zupełnie innym niż
wyglądały na pierwszy, czy nawet drugi rzut oka. Niepokojące
metamorfozy, kuglarstwo czy zwykłe przywidzenia? Aktorskie
sztuczki pozostają w najlepszej zgodzie z gustem szatana, którego
nazywano Księciem Pozorów. Dla diabła cogito zawsze było
bardziej kuszącym partnerem rozmowy niż zdrowy rozsądek.
Rozmówcą Pierwszego Aktora jest przeważnie Guildenstern,
choć to Rosencrantz był potrzebny, by w decydującej chwili
rzucić monetę i związać los przyjaciół z aktorami. Wszechwiedza
Pierwszego Aktora pozornie wynika z faktu, że „bywał tutaj
wcześniej" i jak sam mówi, opiera się na precedensach (ter­
minologia prawnicza w ustach szatana brzmi całkiem naturalnie)
oraz, z tego, że zna tekst sztuki. Ba, ale jakie sztuki? Hamleta,
Zabójstwa Gonzagi, które Szekspir wplótł w akcję swej tragedii,
czy też sztuki Toma Stopparda? A może jeszcze innej, tej w której
udział bierze także widz siedzący w kinie? Ale o ile dla widza
teatr, taki czy inny, może być jedynie metaforą rzeczywistości, dla
aktora stanowi samą rzeczywistość. Gdy płynący do Anglii statek
atakują korsarze, Pierwszy Aktor woła na alarm: „Piraci! Wszys­
cy na scenę!". I choć teatr jest „dla jednych spektaklem, a dla
drugich patronatem, są to dwie strony tej samej monety".
Aktorom publiczność jest niezbędna, by mogli pokazywać swe
sztuki. Jednak w kontekście wydarzeń rozgrywających się na
ekranie słowa Pierwszego Aktora znajdują także inne wytłuma­
czenie: aktorzy potrzebują publiczności, by mieć do swych sztuk
tworzywo. Przewaga aktorów nad zwykłymi ludźmi staje się
widoczna już podczas spotkania na leśnej drodze. „ - Krew jest
obowiązkowa, bo krew jest we wszystkim, wie pan - mówi
Pierwszy Aktor. - I tego właśnie ludzie pragną? - pyta Guildenstern-idealista. - To właśnie gramy - pada odpowiedź." Dwu­
znaczny status aktorów sygnalizuje także stwierdzenie: „Jesteśmy
aktorami. Jesteśmy przeciwieństwem ludzi". W całej historii
aktorzy są wyraźnie uprzywilejowani - nie dotyczy ich nawet
śmierć, którą oswoili (czy też oszukali?) wielokrotnym od7

31

�grywaniem. „Nasze doświadczenie mówi nam, że prawie wszyst­
ko kończy się śmiercią" - mówi Pierwszy Aktor Guildensternowi
skazanemu na śmierć. I takiego porządku rzeczy nie jest w stanie
zmienić żaden patetyczny wysiłek gardzącego mistyfikacją rozu­
mu. Zabijanie aktora to syzyfowa praca, bo na końcu zawsze
rozlegną się oklaski, a rzekomy nieboszczyk wstanie, złoży
wyjęty z piersi sztylet i ukłoni klaszczącym. W teatrze naprawdę
umiera tylko ten, kto zawczasu nie zna tekstu sztuki. Na końcu
filmu wóz aktorów znowu rusza w drogę.
O wzajemnych zależnościach między rzeczywistymi zdarze­
niami a teatralnym przedstawieniem mówi sam tekst Hamleta
i Stoppard tylko rozwija ten wątek mnożąc poziomy teatru
w teatrze jakby pisał szkatułkową powieść; tyle, że we wszystkich
„szkatułkach" grana jest ta sama tragedia. Uwikłani w nią
Rosencrantz i Guildenstern próbują określić nie tyle jej treść
- obaj do końca nie wiedzą, że ich los został przez Szekspira
nieodwołalnie określony - ile zasady, według których pisze się
scenariusze. Rozmowy o prawdzie, śmierci i rzeczywistości, które
prowadzą ze sobą Rosencrantz, Guildenstern i Pierwszy Aktor
uczynił Stoppard mini traktatami filozoficznymi. Dialogi zdrowe­
go rozsądku z cogito nie dają jednak żadnej pozytywnej od­
powiedzi na pytania, wokół których są osnute. Ostateczne słowo
na temat ludzkiej kondycji Stoppard zawarł w monologu Rosencrantza, który stanowi być może aluzję do wielkiego monologu
Hamleta. „Kiedyż to było, gdy człowiek po raz pierwszy
dowiedział się o śmierci? [...] Widać, że już się rodzimy
Z poczuciem śmiertelności zanim jeszcze poznamy to słowo,
zanim uświadomimy sobie w ogóle istnienie słów. Przychodzimy
na świat we krwi i z wrzaskiem, wiedząc, że igły wszystkich
kompasów wskazują tylko jeden kierunek, i że czas jest jego
miarą." Podobne kwestie bywały już wygłaszane z romantycz­
nych koturnów i prawda nie jest nowa, ale Rosencrantz o patosie
ludzkiej egzystencji opowiada umościwszy się wygodnie z wień­
cem pod głową na podobieństwo posągu na kamiennych marach
w kościele, gdzie Hamlet właśnie rozmawia z Ofelią. Jakby nic
dość było tej groteski, tuż przed wygłoszeniem monologu
w zupełnie innym nastroju i stylu rozważa z zapałem godnym
lepszej sprawy kwestię samopoczucia nieboszczyka w trumnie.
„Przez całe życie żyjesz tak blisko prawdy, że zamienia się ona
w trwałą mgiełkę w kąciku twego oka i gdy nagle coś j ą wepchnie
w pole widzenia, masz wrażenie, że wpadłeś w sidła groteski"
- mówi Stoppard ustami Guildensterna. To właśnie nieco grotes­
kowy Rosencrantz, który w lesie wydawał się nie rozumieć
znaczenia słowa „szczęśliwy", ujmuje lapidarnie podstawową
zasadę konstrukcyjną świata: „każde twoje działanie uruchamia
inne działanie gdzie indziej i samo jest przez nie uruchamiane".
Zdrowy rozsądek interesują sposoby bycia, a nie dowody ist­
nienia. Guildenstern nie przełamie poczucia obcości, bo ponad
bycie w świcie stawia jego rozumowe poznanie. Czy klęska cogito
nie wynika głównie z tego, że nadaje ono bytowi ciężar, który ten
nieodwołalnie utracił wraz z rajem jednoznaczności, za którym
tęskni Rosencrantz? Czy nie lepiej zostać aktorem i zacząć grę?
Zmiana kondycji w grę jednak nie wchodzi i Pierwszy Aktor
nawet o niej nie wspomina. Jedynie, co proponuje - i osiąga - to
włączenie, a raczej dosłownie „schwytanie" bohaterów w akcję
sztuki. Rosencrantz i Guildenstern nie mają szansy, by stać się
„przeciwieństwem ludzi". Zresztą żadnemu z nich to rozwiązanie
nie przychodzi do głowy. Wplątani w grę, z której nie zdają sobie

sprawy, uprawiają własne, małe gry w dociekanie. Ich inicjatorem
jest zawsze Guildenstern, który wciąga do rozgrywki przyjaciela.
To jedyny rodzaj gry na jaki przystaje cogito pogardzające
aktorstwem, dyktując punkty karne za: powtórzenia, wahanie,
synonimy i retorykę. Tutaj jednak Guildenstern ponosi klęskę i to
podwójną. Przegrywa zarówno ze swoim alter ego, czyli zdrowym
rozsądkiem, jak i ze sztuką, czyli odnosi porażkę w Szeks­
pirowskim tekście Hamleta.
Stoppard posługuje się dialogami Szekspira bez skrupułów:
przeplata je własnymi i cytuje niepostrzeżenie. Cytat i aluzja
stanowią podstawę konstrukcji filmu, zarówno w sferze słowajak
i obrazu. Reżyser wciąga widza w grę rozpoznań często przy tym
zaskakując zmianą znaczenia dobrze znanych cytatów, które
umieszcza w kontekście innym od pierwotnego. Uświadamia nam
źródła naszej wyobraźni przywołując cytaty leżące u początku
obrazów, które zdążyliśmy już uznać za swe własne dzieło.
Oczywiście najwięcej jest cytatów i aluzji do Hamleta - tekstu
sztuki i jego najbardziej znanej interpretacji: filmu z Laurencem
01ivierem. Blond Hamlet Stopparda fizycznie przypomina wiel­
kiego aktora w tej roli, a niektóre sceny nakręcono sugerując
wyraźnie poetykę klasycznego dziś dzieła kinematografii. Jedna
z teatralnych „szkatułek", w którą wkraczają bohaterowie to film
o Hamlecie.
Wizualnych odwołań i cytatów jest u Stopparda więcej, choćby
widok wozu aktorów jadącego wzdłuż krawędzi urwistego zbo­
cza, który odsyła do Siódmej Pieczęci Bergmana. Czy scena
w zamkowej kuchni, żywcem wzięta z Breughla, albo jesienny
ogród w Elsynorze przypominający późnogotyckie obrazy Flamandów. Trudno jest uchwycić granicę między cytatem a styliza­
c j ą - S t o p p a r d celowo j ą zatarł, podobnie jak zwykł to czynić inny
chętnie cytujący obrazy reżyser angielski, Peter Greenaway.
Aluzje często zabarwione są humorystycznie, jak spadające
jabłko Rosencrantza-Newtona, doświadczenia w wannie nie­
odwołalnie kojarzące się z Archimedesem czy hamburger, który
mógłby namalować Arcimboldi.
Ostatnie godziny życia Guildenstern i Rosencrantz spędzają na
statku, który obok teatru Stoppard uczynił kolejną metaforą
ludzkiego losu. Na statku „człowiek nie musi zachodzić w głowę
w którą stronę by tu iść, czy w ogóle iść. Ta kwestia nie istnieje, bo
jest się na statku. [...] Na statku człowiek jest wolny." Odkąd
padły z ekranu słowa Hamleta o Danii, która jest więzieniem,
bohaterowie filmu milczeli na temat wolności, stanowiącej, było
nie było, jeden z fundamentalnych i odwiecznych problemów
człowieka. Rosencrantza zachwyca wolność wewnątrz nałożo­
nych z zewnątrz ograniczeń; więcej, ograniczenia wydają się być
tu paradoksalnym warunkiem wolności. Ten króciutki passus
o wolności można oczywiście rozumieć jako wołanie prostaczka
zagubionego w świecie poza dobrem i złem, szarego człowieka,
który chce znać zasady dokonywania poprawnych wyborów.
Jednak ani Guildenstern-cogifo, ani Rosencrantz-commo/i sense
nie zasługują na posądzenie o taką powierzchowność. Przenik­
liwy dialog pomiędzy Wielkim Rozumem Cogito a Małym
Rozumkiem zdrowego rozsądku, którego świadkami byliśmy
przez cały czas trwania filmu, skłania do innego odczytania
metafory statku, do poszukiwania jej wykładni na miarę Stoppadowskiej refleksji nad współczesną kondycją człowieka: wolny
to znaczy świadom własnych ograniczeń.

PRZYPISY
1

2

J. Kroll, Mind mer Mutter. „Newsweek", April 3, 1995, s. 52

Termin Th. W. Adorna, por. np. Esej jako forma, [w:] Sztuka i sztuki.
Warszawa 1990, s. 79-99
' Cytaty ze ścieżki dźwiękowej filmu częściowo w przekładzie autorki,
częściowo na podstawie roboczego tłumaczenia R. Drzewieckiego.
T. Hołówka, Myślenie potoczne. Warszawa 1986, s. 173
' C. Geertz, Commem sense as a cultitral system, [w:] Locul Knowledge,
New York 1983, Basic Books Inc., s. 75
4

32

* Por. B. Hoff, Tao Kubusia Puchatka. Poznań 1993, DW „Rebis" oraz
Zhuangzi, Przypowieści zwane Prawdziwą Księgą Południowego Kwiatu.
adaptacja tekstu i rysunki Cai Zhizhong, Warszawa 1992, Wydawnictwo
Wodnika. Spragnionych „poważnego" podejścia do tematu odsyłam do
przekładu Dao de jing Tadeusza Żbikowskiego w „Literaturze na Świecie",
nr 186 (1/1987), ew. do Liu l-ming, Awakening to the Tao. trans. T. Cleary,
Boston &amp; London 1988, Shambhala Publ.
J.W. Goelhe Faust, cz. I , w. 1227-8; cytat jest także mottem Mistrza
i Małgorzaty Bułhakowa.
7

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6424" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6404">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/6264fa136e91591914984a0ed182d764.pdf</src>
        <authentication>aee6479942fa303585a5af5f6eb2ebd6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76530">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3647</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76531">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76532">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3424</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76533">
                <text>Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, czyli jak być / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76534">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.24-29</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76535">
                <text>Sikora, Sławomir</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76536">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76537">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76538">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76539">
                <text>Rosencrantz i Guildenstern nie żyją, czyli jak być
Shakespeare, antropologia i Toma Stopparda gra w teatr
Sławomir Sikora
W Danii nie może być królów - oświadczył Montezuma, któremu zaczynało dobrze
szumieć w głowie. - Nie może być królów w Danii, bo tam sami zwyrodnialcy, królowie
umierają od trucizn, które im wlewają do ucha, a książęta dostają obłędu od tych
wszystkich widm i upiorów straszących w zamkach i bawią się trupimi czaszkami jak
chłopcy meksykańscy w dzień zaduszny.
Alejo Carpentier, Koncert barokowy
Człowiek mówiący do rzeczy do siebie nie jest bardziej szalony niźli człowiek mówiący
od rzeczy nie do siebie.
Guildenstern (lista dialogowa)
Kiedy w 1966 roku pojawiła się na Broadway'u sztuka Toma
Stopparda Rosencrantz and Guildenstern are dead odczytano j ą
przede wszystkim jako kolejny inteligentny przykład teatru
absurdu, szukano podobieństw i nowatorstwa wobec j u ż ist­
niejących sztuk Ardena, Pintera, Simpsona, ale też Ionesco czy
Becketta. „Dialogi Rosencrantza i Guildensterna - pisała
Wanda Krajewska - są ciągła zabawą językową. Stoppard
żongluje różnymi pomysłami: zestawianiem tych samych cza­
sowników z innymi przyimkami, jak 'caught on' - 'caught up',
kontrastowaniem dosłownego i przenośnego sensu wyrazu, jak
w relacji Rosencrantza: ' C i a ł o o j c a było jeszcze ciepłe' i uzupeł­
nieniu Guildensterna: 'Jej ciało [ t j . matki Hamleta] t e ż ' . . . "
Podobnie pisała Małgorzata Semil: „Tak jak Simpson, Stoppard
posługuje się chętnie wyrażeniami idiomatycznymi, powie­
dzonkami i utartymi frazesami, które wykorzystuje w najroz­
maitszy sposób, wprowadza grę słów polegającą zarówno na
dosłownym odczytaniu idiomu jak i na podobieństwie brzmie­
niowym. Oto przykład pierwszego sposobu:
' G U I L D E N S T E R N He didn't love her back (co może znaczyć:
Nie odwzajemniał jej miłości, jak również: nie kochał jej
pleców).
ROSENCRANTZ (podchwytuje drugie, dosłowne znaczenie)
Ale za to kochał j ą z przodu.
G U I L D E N S T E R N Najpierw z przodu, potem z tyłu.' "
Rzeczywiście sztuka Stopparda skrzy się od nieprzetłuma­
czalnych czy trudno przetłumaczalnych gier i dowcipów języ­
kowych, zręcznie wplata cytaty z Hamleta, trawestacje, od­
wołuje się do współczesnych i dawniejszych mistrzów dramatu
(czy szerzej literatury, a w przypadku filmu również filmów
i przedstawień Hamleta) tak angielskiego, jak i obcego. O tych
językowych zagadnieniach sztuki Stopparda szczegółowo piszą
cytowane j u ż autorki. Rosencrantz i Guildenstern mieliby też
bardziej nawet niż Hamlet być figurami kondycji człowieka
współczesnego (Wanda Krajewska, przywołując T.S. Eliota).
Wskazuje się też na wątki filozofii egzystencjalnej (bardziej via
Czekając
na Godota Becketta niż poprzez odwołanie do
filozofów egzystencji - Krajewska).
Dziś, uwzględniając chociażby fakt, że sztuka Stopparda
bazuje na innej sztuce, Hamlecie, oraz wskazując na jej
nieciągłość mielibyśmy skłonność nadać jej miano sztuki
postmodernistycznej. Wszystko to prawda. Ale jak mi się
wydaje, sztuka Stopparda, jest próbą ukazania nie tylko j ę z y k o ­
wego wymiaru i nie tylko współczesnego (przypominam jeden
z tytułów: Nowy język w dramacie angielskim) teatru, co raczej
próbą ukazania, czym jest teatr w ogóle, na czym polega istota
1

3

3

24

teatru. A to, że nowe medium, nakręcony przez samego
Stopparda w 1990 roku film, Rosencrantz i Guildenstern nie
żyją, klarowniej i mocniej niż sama sztuka ukazuje to założenie.
...No cóż, może również na tym polega nasza ponowoczesność,
że zrywając z charakterystycznym dla modernizmu poszukiwa­
niem środków właściwych jedynie danej sztuce, dosadniej
przedstawia istotę jednej ze sztuk, teatru, przy wykorzystaniu
medium innej, filmu.
Hamlet kończy się podobnie jak dzieło Prousta. Historia,
której świadkami właśnie byliśmy, ma się dopiero rozpocząć.
Shakespeare obdarza rolą narratora Horacja, wiernego kompana
Hamleta. Kiedy powracający z Anglii poseł obwieszcza, „Że
Rosencrantz i Guildenstern nie żyja." Horacjo odpowiada:
4

Król nie rozkazał uśmiercić tych dwóch. (...)
Świat (...) jeszcze nic o niczym nie wie,
A ja mu powiem, jak do tego doszło."
y

5

Tom Stoppard skwapliwie korzysta z pozostawionej przez
Shakespeare'a propozycji opowiedzenia jeszcze raz tej samej
historii. Tyle tylko, że za głównych bohaterów obiera - prze­
wrotnie - właśnie uśmierconych Rosencrantza i Guildensterna.
Tych dwóch gentelmenów poznajemy, kiedy jadą przez
anekumenę. Skała, na której tle się poruszają, wygląda z daleka
jak lodowiec. Jeden z nich - nazwijmy go za Stoppardem
Rosencrantzem - znajduje na drodze złotą monetę. Podrzucana
do góry moneta stale ukazuje tylko j e d n ą swoją stronę - reszkę.
Podobnie zresztą zachowują się i inne monety, o które zaczynają
grać przyjaciele. W rezultacie sakiewka Rosencrantza pęcz­
nieje, Guildensterna chudnie. U Guildensterna wzbudza to
wątpliwości natury filozoficznej, każe mu się zastanowić, czy
przypadkiem z naturą i jej prawami nie dzieje się coś niedo­
brego, czy czas nie zatrzymał się aby; Rosencrantz, sprawdza
jedynie, czy moneta na pewno ma dwie różne strony. Tę
monotonność i jednostronność (tak monety, jak i otaczającej
rzeczywistości) zakłóca pojawienie się wędrownej trupy teatral­
nej. To na progu teatru, na scenie moneta po raz pierwszy
objawia swoją d r u g ą s t r o n ę - orła. Na progu teatru
moneta zaczyna m i e w a ć dwie strony. Ten cud na scenie
(druga strona monety) przenosi ich na inną scenę: zamek
w Elsynorze.
W y g l ą d a też na to, że bohaterowie cierpią na amnezję,
przynajmniej jeśli idzie o tzw. historię osobistą. Ich pamięć
sięga jedynie chwili - był to najprawdopodobniej ostatni ranek
- kiedy jakiś posłaniec załomotał w okiennicę, wzywając ich po
imieniu: „Rosencrantz, G u i l d e n s t e r n " . M u s i a ł o chodzić o nich,
6

7

�posłusznie wyruszyli więc w drogę. Dlaczego po nich posłano?
Czego ma dotyczyć ich misja? - Tego jednak nie wiedzą.
Dopóki nie natkną się właśnie na wędrowny teatr, błąkają się po
trosze jak cienie po Polach Elizejskich. To spotkanie uprzytam­
nia też bohaterom, że nie za bardzo wiedzą, który z nich jest
Rosencrantzem, a który Guildensternem. Nie trudno domyśleć
się, że ci dwaj panowie wracają (?) z krainy śmierci, krainy,
którą najczęściej w różnych mitologiach kojarzono właśnie
z niepamięcią."
Ale na tę oczywistość nakłada się jeszcze inna prawda.
Shakespeare spłatał tym dwum panom niezłego figla. Choć
właściwie to jednak nie Shakespeare, lecz T o m Stoppard zadał
po prostu „niewłaściwe" pytanie. Shakespeare zrobił tylko to,
co robi wielu pisarzy: w jednej ze swoich sztuk stworzył dwie
marginalne postaci. Kłopot w tym, że w Hamlecie występują oni
zawsze razem, jak bracia syjamscy. Nigdy oddzielnie. Król:
„Rosencrantz! Guildenstern! Jakże się c i e s z ę " , i parę kwestii
dalej: „Poczciwi Rosencrantz i Guildenstern!", a Królowa: „ Z
całego serca dzięki wam, panowie". Zdarza się co prawda (choć
nie tak znowu często), że tylko do jednego z nich kierowana jest
jakaś kwestia, ale pozostaje sprawą przypadku, którego z tych
gentelmenów akurat ona dotyczy. Podobnie jest z odpowiedzia­
mi, choć zazwyczaj tylko jeden z nich odpowiada, to jednak
mogliby oni swobodnie wymieniać się rolami, a nam, jak
i innym bohaterom nie sprawiłoby to żadnej różnicy. Jedno jest
pewne, na podstawie Hamleta trudno ich rozróżnić. Nie mają
oni wyodrębnionych tożsamości. Nie udałoby się stworzyć
jakichkolwiek poważniejszych portretów ich osobowości. Nic
więc dziwnego, że przez cały film borykają się z problemem
własnych tożsamości. Do końca nie udaje im się rozwikłać tej
zagadki. A wszyscy, włącznie z Hamletem, zwracając się do
nich permanentnie mylą ich ze sobą. Umierają nieświadomi,
podobnie jak nieświadomi „się zrodzili" (posłaniec! - czy
posłaniec nie jest tu alter ego, przywołującego ich z powrotem
do życia stwórcy-kreatora, autora i reżysera - Toma Stopparda).
Kiedy pod koniec filmu król Anglii-Pierwszy Aktor pyta:
„Który jest k t ó r y ? " , nie wiedzą w zasadzie o sobie więcej niż na
początku. Nie wiedzą więcej, choć przecież usilnie próbują
sięgnąć po zapoznaną wiedzę, która musi drzemać ukryta w nich
samych, próbują odwołać się do wiedzy instynktownej, wiedzy
nieświadomej, wiedzy, która wykraczałaby poza barierę świa­
domości i wszechobecnie ograniczającej ich niepamięci. M o ż n a
by to porównać do prób wykorzystania czynności omyłkowych
czy swobodnych skojarzeń opisanych przez Freuda , czy też
sięgnięcia po narzędzia nieco przypominające surrealistyczną
metodę poszukiwania zapoznanej prawdy z odwołaniem się do
automatyzmu psychicznego.
9

Krystyna Janicka, omawiając problemy związane z wykorzy­
stywanym przez surrealistów automatyzmem, pisze: „ O ile na
specyficzną wartość poetycką (względnie estetyczną) tekstów
automatycznych musiały zwrócić uwagę cechy immanentne
tych tekstów, o tyle za ich doniosłością poznawczą zdawała się
przemawiać psychoanaliza Freuda, która, jak wiemy, była
pierwszą i zapewne najsilniejszą z inspiracji intelektualnych,
jakiej uległ nadrealizm. Faktem bezspornym było dla Bretona
to, że spontaniczne, automatyczne funkcjonowanie umysłu
pozostaje w bezpośredniej zależności od procesów zachodzą­
cych w podświadomości, od owych mrocznych pokładów id."'"
Sam Breton pisał zaś: „ W surrealizmie, zawsze chodziło o to,
aby położyć rękę na 'materii pierwszej' (w sensie alchemicz­
nym) języka [...] zamiast wznosić się - co okazało się zresztą
niemożliwe - od rzeczy oznaczonej do znaku, który j ą przeżył,
trzeba p r z e n i e ś ć s i ę d o n a r o d z i n t e g o
co
z n a c z ą c e." Polegało to na próbie sięgnięcia do ukrytych
pokładów „ j a " , czy nawet wielu poprzednich „ja" (Breton
odwoływał się bowiem nie tylko do Freuda, ale także Junga).
11

12

W tym właśnie duchu m o ż n a chyba interpretować ciągłe
odwoływanie się do zaskoczenia, wiedzy instynktownej, wro­
dzonej i zapoznanej (kiedyś były tylko odpowiedzi (!) - powie
Rosencrantz). Bohaterowie stale ćwiczą się w grze pytań
(tenisowy pojedynek pytań), w spontaniczne dialogi, w których
chcą „ w y b a d a ć " tak siebie, jak i otaczającą rzeczywistość:
„Guildenstern: Rosencrantz!
Rosencrantz: Co?
Guildenstern: A widzisz! I co ty na to?
Rosencrantz: Bardzo chytrze.
Guildenstern: Naturalnie?
Rosencrantz: Nieodrodnie! [oryg. Instinctive] Teraz
ja wypróbuję ciebie!
Guildenstern: Nie od razu! Niespodzianie!""
Ale nieco później:
„Guildenstern: Rosencrantz...
Rosencrantz: Co?
Guildenstern: Guildenstern.
Rosencrantz: Co?
Guildenstern: Czy dla ciebie to żadna różnica?"
Rosencrantz i Guildenstern powracają do świata, który jest
j u ż urządzony. Jak powiadają stąpają po własnych śladach, ale
jednocześnie cała rzeczywistość jest dla nich nowością. Wraca­
j ą więc dokładnie tak jak zmarli w czasie zaduszek. Również
w przypadku powracających zmarłych (Dziady), powiada się,
że mogą oni powrócić tylko w znane miejsce („chodzą po
swoich ś l a d a c h " ) , stąd rytualne porządkowanie chaty przed ich
powrotem, bądź też celowe zaburzenie porządku (symboliczna
zmiana miejsca), czy nawet budowa chaty na nowym miejscu
(przestawianie), by utrudnić przychodzenie uporczywie po­
wracającym zmarłym. To samo dzieje się przecież w spektaklu
Wielopole, Wielopole Tadeusza Kantora: powracający zmarli
próbują ustalić j a k wyglądał ich p o k ó j .
Ale jak mi się wydaje, ich stały pojedynek pytań, pytań
i odpowiedzi można chyba również interpretować jako próbę
wykorzystania w y o b r a ź n i , próbę ucieczki ze świata, który
j e s t j u ż urządzony w świat m o ż l i w y . Jako próbę wy­
rwania się ze świata zaplanowanego. Lecz pytania te są j u ż
pytaniami tylko, pytaniami, które często nie zmierzają do
jakiegokolwiek konkretnego celu, gdzie odpowiedź przestaje
się liczyć i odgrywać jakąkolwiek rolę. Są j u ż one tylko pustą
g r ą . Gdzie wiadomo, że trzeba zapytać, ale zapomniano, czego
to pytanie ma dotyczyć. Ta j a ł o w a rzeczywistość przypomina
historię Graala, o którego znaczenie zapomina zapytać w od­
powiednim czasie Parsifal. Fakt, że wszystkie te próby są
w zasadzie nieudane, wskazuje, iż żyją oni w świecie gdzie nie
ma możliwości jakiejkolwiek zmiany.
14

15

Warto zwrócić uwagę na fakt, że postaci Rosencrantza
i Guildensterna, stając się w zasadzie centralnymi, w rzeczy
samej nadal są drugorzędne (tak jak u Shakespeare'a). Wszystko
wydarza się poza nimi. Oni nie mają żadnego wpływu na akcję,
nic nie dzieje się za ich przyczyną (przecież to bohater przez
swoje czyny „stwarza" świat). Nasi „ b o h a t e r o w i e " (czy raczej
„ a n t y - b o h a t e r o w i e " ) d o końca pozostają marionetkami, stale są
ofiarami (przenośnie, a w końcu dosłownie) działań innych.
Kiedy pod koniec filmu Guildenstern zadaje pytanie, że prze­
cież mogli gdzieś powiedzieć „ n i e " - to należy chyba stwier­
dzić, że nie dana i m była taka m o ż l i w o ś ć .
16

Ale przecież ich problemy tożsamościowe nie wiążą się
jedynie z problemem imienia. Rosencrantz często powtarza za
Guildensternem kwestie. Pierwszy Aktor powie do Guildenster­
na: „bystrzejszyś",i tak jest z reguły, ale przecież po nieudanej
próbie wypytania Hamleta na temat przyczyny jego dziwnych
zachowań - w czasie której ofiara (Hamlet) przemienia się
w myśliwego - to Rosencrantz wykaże się większą samokrytycznością. On zwycięża tenisowy pojedynek na pytania. On
też jest na drodze do odkrycia kilku znaczących praw (a
przynajmniej postrzega pewne zależności): prawa Archimede-

25

�sa, powszechnej grawitacji (kiedy schylając się po jabłko
zostaje trafiony spadającym z drzewa jabłkiem, patrzy najpierw
w górę potem w dół, otwiera usta, ale w końcu nie wypowiada
nic) czy wykorzystania pary (zauważyć warto, że wszystkie te
wynalazki pozostają w „fazie praktycznej" - nie ulegają
werbalizacji). M o ż n a chyba zatem mniemać, że inteligencja
każdej z postaci dotyczy „odmiennego obszaru", że doświad­
czają oni świata w odmienny sposób: o ile Guildenstern porusza
się bardziej na płaszczyźnie teoretycznej, o tyle Rosencrantzowi
należałoby przypisać wiedzę praktyczną. Takie „rozdwojenie",
jakie Stoppard wprowadza pomiędzy dwie „identyczne" postaci
Shakcspeare'a, może przywodzić na myśl „nieśmiertelne" pary
z literatury europejskiej, by wspomnieć tylko o Don Kichocie
i Sanczo Pansie Cervantesa czy Rycerzu Antoniusie Blochu
i giermku Jónsie Bergmana. Ale można też do pewnego stopnia
uznać, że jest to jeden bohater dwojga imion. Tak też należałoby
chyba interpretować niektóre ich dialogi, np. kiedy na statku
Rosencrantz proponuje, że może rozprostować kości (tzn.
przejść się) za Guildensterna.
17

W swojej sztuce Stoppard postanowił poruszać się w obrębie
uniwersum, jakie stworzył Shakespeare, pisząc Hamleta. Nawet
jeśli jesteśmy gotowi twierdzić, że Hamlet jest dziełem wspa­
niałym, bogatym, otwartym na różne interpretacje, to jednak
w pewnych swoich aspektach pozostaje on uniwersum za­
mkniętym i ograniczonym. Stoppard swobodnie korzysta z wy­
obraźni tam, gdzie nie koliduje to ze strukturą Hamleta.
Czasami jednak zabawia nas właśnie mocowaniem się z ograni­
czeniami nałożonymi przez dramat Shakespeare'a. Tak jest np.
w przypadku tytułowych bohaterów - postaci Rosencrantza
i Guildensterna, choć znaczące dla struktury dramatu, są
jednowymiarowe, sprowadzają się prawie wyłącznie do imion.
W Hamlecie to wystarczy, gorzej jeśli ktoś, próbując stworzyć
z nich pełnokrwistych, „ t r ó j w y m i a r o w y c h " bohaterów, zada
„nieodpowiednie" pytanie, jak np. to: „Który jest k t ó r y ? " Na
takie pytanie odpowiedzi w Hamlecie próżno by szukać.
Dlatego właśnie Stoppard przez cały czas bawi się ich „amorficznością", nie próbując jednak w ich formy wlać żadnych
pewnych treści.
Cała zabawę Stopparda można by nazwać zabawą w teatr.
Oczywiście, jest to teatr, ale równocześnie zabawa w to, czym
teatr w rzeczy samej ma b y ć . A jest on przecież olbrzymim
mechanizmem pamięci kulturowej.' Przywołani przez ten
mechanizm z zaświatów, Rosencrantz i Guildenstern (przypo­
minam, że to właśnie na progu teatru podrzucona moneta
ukazuje swoją d r u g ą s t r o n ę - o r ł a ) , badają rzeczywistość
teatralną. Okazuje się ona podobna do naszej rzeczywistości, ale
przecież nie jest z nią tożsama. Kiedy w czasie pierwszego
spotkania Pierwszy Aktor opowiada, co potrafią zagrać, mówi:
„Ale nie m o ż e m y dać miłości i retoryki bez k r w i . Krew jest
obowiązkowa. Bo krew jest we wszystkim, wie pan [We are all
blood]." Krew jest symbolem życia, to ona służyła do przywoły­
wania dusz z z a ś w i a t ó w , to do niej musi o d w o ł y w a ć się teatr,
nawet jeśli czyni to metaforycznie.
8

19

Rzeczywistość, w której poruszają się bohaterowie, przypo­
mina naszą rzeczywistość, ale jednocześnie czasami, w sytua­
cjach trudnych do przewidzenia odbiega od ustalonych praw.
Zaskakuje ich (jak również i nas) na wiele różnych sposobów:
echo powtarza czasami wybrane słowa z ich dialogów, Guilden­
stern nalewa do miski wody z parującego czajnika i spokojnie
zanurza w niej ręce, Rosencrantz zaś zdziwiony, że kręgiel
i pióra spadają z j e d n a k o w ą szybkością do skrzyni, próbuje
powtórzyć to doświadczenie przed Guildensternem, wtedy
jednak, respektując opór powietrza, pióro spada wolniej. Takich
przykładów można by znaleźć więcej. Rzeczywistość teatralna
nie rządzi się jedynie prawami prawdopodobieństwa - dlatego
właśnie powiedziałem, że moneta zaczyna miewać dwie strony.

26

*

*

*

Sztuka Stopparda, odwołując się do Hamleta, robi to w spo­
sób „nieciągły", tzn. taki, że opowiedziana historia wydaje się
spójna jedynie w kontekście „ p r a w d z i w e j " historii Hamleta, tej
opowiedzianej przez Shakespeare'a. Czy przypadkiem aluzją do
tej nieciągłości nie są pojawiające się co jakiś czas „fruwające"
kartki? Zauważyć należy, że cała przestrzeń zamku w Elsynorze
ma postać labityntu. Bohaterowie stale powracają do tych
samych miejsc, niekoniecznie poruszając się w tym samym
kierunku. Podobnie papierowy samolocik wypuszczony przez
Rosencrantza wydaje się zataczać koło, a jednak - jak bumerang
- wraca z tej samej strony do rąk właściciela. Labirynt może być
symbolem poszukiwania, ale tu jest chyba przede wszystkim
figurą zamknięcia.
Zawsze, kiedy zastanawiam się nad Rosencrantzem i Guil­
densternem nachodzi mnie naiwne pewnie pytanie: Jak odebrał­
by ten film człowiek, który nic o Hamlecie nie wie? Nie mam tu
na myśli kogoś na kształt przytoczonego w motcie Carpentierowskiego Montezumy, lecz raczej kogoś, kto należałby do
kultury europejskiej, któremu dziedzictwo tej kultury nie
byłoby obce, ale który dziwnym zrządzeniem losu (?) nie
słyszałby nic o Hamlecie, tak dziele Shakespeare'a,jak i postaci.
Czy film ten mógłby tworzyć dla niego zamkniętą całość, jaką
jest dla nas. Film pokazuje przecież również, jak wielką rolę
w percepcji określonej rzeczywistości odgrywa uprzednia wie­
dza widza. Ukazuje jak trudno oddzielić percepcję od wiedzy
j u ż posiadanej, ukazuje jak trudno zastosować Husserlowską
epoché, wyobrazić sobie zawieszenie nie całej, lecz pewnej
tylko części wiedzy.
Jak zatem taki wyobrażony widz odebrałby film (sztukę)
Stopparda?
Stosunkowo łatwo można wyobrazić sobie jeszcze połącze­
nie sceny śmierci Ofelii w wodzie, odgrywanej przez aktorów
w teatrze-karczmie (przezroczysty niebieski welon, który po­
woli spowija Ofelię), z „naturalistycznymi" zdjęciami zanurzo­
nej w wodzie Ofelii, przypominającymi nieco obraz Millais'a(z
Tate Gallery); podobnie ze sceną pojedynku między Hamletem
i Laertesem. Ale czy taki widz jest w stanie przeniknąć motywy
śmierci Ofelii? M o t y w y pojedynku? Czy choćby opisane niżej
„pomieszanie" różnych planów w trakcie odgrywania Morders­
twa Gonzagil Czy jest w stanie uporządkować porwaną akcję
w opowieść, która ma swój początek i koniec? A może ogląda on
j u ż całkiem inną historię, o której tym, którzy znają Hamleta
nawet się nie śni? Przecież sam Hamlet Shakespeare'a jest
nieczytelny dla ludzi innej kultury, by przypomnieć tu cyto­
wanego Montezumę, czy też doświadczenie przeżyte i opisane
przez Laurę Bohannan.
Warto chyba w tym kontekście - wobec wszystkich pojawia­
jących się pytań i wątpliwości i nim jeszcze przywołam
doświadczenie Laury Bohannan - przypomnieć słowa Jamesa
Clifforda: „ N o w a teoria literacka sugeruje, że zdolność tektu do
bycia zrozumiałym w spójny sposób zależy w mniejszym
stopniu od zamierzonych intencji autora, niż od twórczej
postawy czytelnika. Aby przytoczyć tu słowa Rolanda Barthes'a, jeżeli tekst jest 'utkany z cytatów pochodzących z nie­
zliczonych centrów kultury', to 'jedność tekstu leży nie w jego
pochodzeniu, a w jego przeznaczeniu'."
20

21

W tekście Szekspir w buszu Bohannan opowiada pouczającą
historię dotykającą możliwości uniwersalnego odczytywania
fabuł związanych z pewną określoną kulturą. Wyjeżdżając do
Afryki, by prowadzić badania wśród ludu T i v , otrzymała od
swego angielskiego kolegi egzemplarz Hamleta. Przyjaciel ów
wyraził wątpienie, czy Amerykanie są w stanie naprawdę
zrozumieć tę, tak angielską w końcu, sztukę. Pora deszczowa
okazała się nie sprzyjać badaniom terenowym, Bohannan

�wypełniała czas studiami nad Hamletem. Kiedy więc starszyzna
plemienna zażądała od antropologa, by opowiedziała i m ona
jakąś historię z jej kraju, Bohannan postanowiła zreferować
właśnie Hamleta. Opowiadana przez Bohannan przygoda jest
bardzo zabawna, choć można sądzić, że niekoniecznie była taką
dla niej samej, kiedy borykała się z nieustającymi pytaniami
i wtrąceniami starszyzny plemiennej. Tubylcy okazali się być
bowiem słuchaczami krytycznymi. Bez pardonu przerywali
antropologowi, komentując, a co więcej ingerując w opowiada­
ną historię. Pojawił się więc m.in. problem, kim jest ojciec
Hamleta: duchem, omenem wysłanym przez czarownice (ale
omen nie mówi!) czy zombi. Kwestie sporne związane z nie­
możnością przełożenia pojęć i kategorii zdominowały i „za­
głuszyły" fabułę dramatu, uniemożliwiając w końcu opowie­
dzenie antropologowi „jej historii". Przedstawiona fabuła oka­
zała się wspólną, „wynegocjowaną (?) historią". Ale ta wspólna
opowieść była narracją, pod która antropolog nie była j u ż
w stanie się podpisać. Całą przygodę można by nazwać parodią
antropologii w dawnym stylu. Powiada się czasem o niej, że
„tubylec" występował w roli przesłuchiwanego, a tym samym
antropolog - śledczego. T y m razem to starszyzna przybiera rolę
„wiedzących lepiej", „przesłuchuje" i koryguje „młodszego
(mniejszego) brata" (w tym przypadku siostrę - co pewnie też
nie jest bez znaczenia), „ n a p r a w i a " opowieść, „poprawiając"
tym samym źle wyuczoną lekcję.
Artykuł Szekspir w buszu opublikowany został po raz
pierwszy w 1966 roku (to także rok powstania sztuki Stopparda). Wówczas przyjęty był zapewne przede wszystkim jako
ciekawa i zabawna historia „z terenu". Dziś mógłby pewnie być
odczytany jako zwiastun zapowiadający przełom w antropolo­
gii, zwiastun antropologii postmodernistycznej, antropologii,
która ukazując swoje trudne położenie, proponuje zerwanie
z traktowaniem kultur jako wyodrębnionych całości i sugeruje
właśnie negocjację sensów, wspólne ustalanie znaczeń, miast
„twardego",obiektywnego przekładu - rozumienie. Jak trud­
ne to zadanie przewrotnie i namacalnie ukazuje tekst Bohannan.
Ponieważ wszyscy znamy historię Hamleta łatwo wychwytuje­
my wszystkie niuanse, nieścisłości, przeinaczenia. Opowiedzia­
na przez Bohannan fabuła nie jest j u ż naszą historią. Oczywiś­
cie, o ile antropologa w tej opowieści można uznać za
„opowiadającego przygodę tubylca", o tyle trudno uznać
starszyznę plemienną za „ w r a ż l i w e g o " antropologa w nowym
stylu, który skłonny jest podważyć swoją własną tradycję
kulturową. Trudno tym samym nazwać tę wspólną historię,
opowieścią wynegocjowaną. Ale w ten sposób na własnym
przykładzie dowiadujemy się co może przydarzyć się opowieś­
ciom z innych kultur.
22

*

*

*

Powróćmy jednak do filmu.
Jest u Stopparda scena, która wydaje m i się kwintesencją
teatru, scena, którą trudno oglądać bez „ściśniętego gardła".
Aktorzy w maskach pantomimicznie odgrywają skrytobójstwo
(Morderstwo Gonzagi), jakiego na królu dopuszcza się jego
brat, i uwiedzenie królowej przez skrytobójcę. Jedynym widzem
jest Pierwszy Aktor. W trakcie gry do komnaty hałaśliwie
wkraczają Rosencrantz i Guildenstern. Pierwszy Aktor ucisza
ich gestem ręki. Aktor Klaudiusz, siedząc okrakiem na „Królo­
wej", odchyla się do tyłu, zdejmuje koronę z głowy otrutego
króla i wkłada na swoją. W tej chwili przez drzwi na scenie
wpadają „ p r a w d z i w i " Ofelia i Hamlet. Ten ostatni krzyczy:
„Mam t e g o dosyć, dosyć! Przez to właśnie wpadłem w obłęd!
Powiadam k o n i e c z m a ł ż e ń s t w e m (...) Do klasztoru,
j u ż ! " Rosencrantz do Pierwszego Aktora: „mnie to nie wygląda
na m i ł o ś ć . " Jak gdyby w odpowiedzi słyszymy słowa,
wchodzącego na scenę (tymi samymi drzwiami) „prawdziwe­

go" Klaudiusza do Poloniusza: „ M i ł o ś ć ! Nie tędy rwie się
jego serce." (Spacja w cytatach moja - SS.) Kiedy ten tłumek
„ p r a w d z i w y c h " postaci przetoczył się j u ż przez scenę, Pierwszy
Aktor zatrzymuje grę i powiada: „Panowie! Panowie! Nie jest
dobrze. Zupełnie nam to nie wychodzi." W krótkiej rozmowie
Pierwszy Aktor wprowadza naszych bohaterów w arkana gry,
które polegają: „Nieodmiennie na tym samym - zmierzamy do
punktu, w którym każdy kto ma umrzeć - umiera. (...) To jest
zapisane. Zrozumcie, my jesteśmy tragikami. Wypełniamy
tylko wskazówki - tu nie ma żadnego wyboru. Źli kończą
nieszczęśliwie, dobrzy - niepomyślnie. Na tym polega trage­
dia." Wznawia przedstawienie. Klaudiusz-aktor w masce zasia­
da na tronie. Ściska się z królową. Pierwszy Aktor komentuje
przedstawienie i zapowiada nadejście Lucjanusa (wcielając się
jednocześnie w jego rolę), wydziedziczonego przez stryja
bratanka, który „zdruzgotany kazirodczym ślubem matki... traci
rozum..." Pierwszy Aktor trzyma podniesiony puchar, do
którego wrzuca kulę, powiadając: „ M a on (Lucjanus) plan
uderzyć w sumienie króla." Z kielicha wydobywają się opary
dymu, spoza którego wyłania się scena teatru kukiełkowego
- drewniane lalki jeszcze raz (dokładnie tak jak poprzednio
aktorzy w maskach) odgrywają scenę otrucia, uwiedzenia
królowej, wstąpienia na tron (jedynie z drobnymi [?] od­
wróceniami: to królowa koronuje skrytobójcę, to ona „dosiada"
nowego władcy - tym samym „kukiełkowy teatr" właśnie jej
przypisuje aktywniejszą rolę w kreowaniu nowej rzeczywisto­
ści). Na widowni poza Rosencrantzem i Guildensternem zasia­
dają m.in. odgrywający przed chwilą tę samą scenę panto­
mimicznie aktorzy w maskach - Klaudiusz z koroną na głowie
i królowa. Kamera stale przenosi się ze sceny teatru kukieł­
kowego na a k t o r ó w - w i d o w n i ę . Maska kryje uczucia aktora-króla Klaudiusza, ale jego zachowanie, rozbiegane pod
maską oczy, zdradzają zaniepokojenie i rosnące napięcie.
W końcu król-aktor podrywa się i jest to j u ż „ p r a w d z i w y " król,
Klaudiusz bez maski. Król zrywa przedstawienie i wybiega
wraz z orszakiem.
Film Stopparda łączy i splata różne poziomy rzeczywistości.
Rosencrantz i Guildenstern zrazu są widzami, którzy wkraczają
na scenę i są jak gdyby „schwytani w a k c j ę " . A l e ich status
pozostaje ciągle niejasny. Kiedy aktorzy odgrywają najpierw
w karczmie (?) Morderstwo Gonzagi przed rozbawioną i przeję­
tą prostą publicznością, Rosencrantz i Guildenstern są tam
przypadkowymi widzami, ale pojawiają się po drugiej stronie
sceny, a zatem z punktu widzenia widowni mogą być uznani za
aktorów właśnie. Podobnie, kiedy Morderstwo Gonzagi od­
grywane jest „na dworze" są najpierw widzami (kiedy obser­
wują grających w maskach aktorów), ale potem, obserwując
teatr lalek „ w m i e s z a n i " są pomiędzy aktorów w maskach,
którzy przemienili się w widzów.
W opisanej powyżej scenie odegrania Morderstwa
Gonzagi
(która w takiej postaci istnieje tylko w filmie!) Stoppard za
„jednym pociągnięciem" uzyskuje podwójny efekt. Po pierwsze
mam tu na myśli trójstopniowość relacji: widzowie - aktorzy (w
maskach) - kukiełki. Stopień umowności sięga tu drugiej
potęgi: widzowie tak się mają do aktorów jak aktorzy do
drewnianych lalek. - Jednym słowem, jeśli aktorzy n i e - s ą - w i dzami, to kukiełkom - m o ż n a by rzec - przysługuje relacja
podwójnej negacji (kukiełki to nie-nie-widzowie). Ale, by
odwołać się do analogii matematycznej, podwójna negacja
(podobnie jak w opisanym poniżej doświadczeniu Kirsten
Hastrup) ma tendencję do znoszenia się. Relacja utożsamienia
(kukiełki = nie-nie widzowie —» kukiełki = widzowie) jest
dodatkowo wzmocniona (to właśnie ten drugi efekt) tym, że
aktorzy na widowni „odgrywają" (aktor-król), to co ma się
dziać z prawdziwym królem (widownia staje się sceną!).
Przemiana króla-aktora w masce w króla-Klaudiusza nosi
2

1

27

�znamiona przemiany maski w twarz, epifami wnętrza (wykorzy­
stanie medium gry). T o , co dzieje się we wnętrzu króla, ujawnia
się na zewnątrz, na twarzy prawdziwego króla (król-aktor
—&gt; Klaudiusz = maska [zewnętrzność] ~ » t w a r z [wnętrze]; scena
staje się metaforycznym lustrem, w którym odbija się wnętrze
widza) - król Klaudiusz zrywa przedstawienie. Opisany zabieg
(działając na dwóch płaszczyznach) r o z s z e r z a
scenę
na w i d o w n i ę - t o t a m d z i e j ą s i ę n a j c i e ­
kawsze
rzeczy.
Taki chwyt miał j u ż swoje precedensy w teatrze. Myślę tu
0 dwóch uzupełniających się przykładach: pierwszy to pomysł
Jerzego Grotowskiego zainstalowania drugiej sali z widzami,
stworzenia zewnętrznej widowni, która mogłaby obserwować
relację pomiędzy aktorami a pierwszą w i d o w n i ą . Ale pomysł
ten zawiera się j u ż przecież w sztuce Shakespeare'a. Gdy
Hamlet planuje przedstawienie, które ma się odbyć w obecności
Króla i Królowej, powiada do Horacja:
24

.,(...) wytęż
Całą swą bystrość i pilnie o b s e r w u j
Stryja. Jeżeli ten fragment nie zdoła
Wykurzyć winy z nory jego duszy, [wnętrze —» zewnętrzność]
Będzie to znaczyć, że ó w duch na murach
Był z piekła rodem i że wyobraźnię
Mam tak plugawą jak kuźnia Wulkana.
Patrz więc uważnie: j a też w b i j ę o c z y
W jego t w a r z . Później porównamy nasze
Osady, aby wydać wspólny wyrok." (Spacja moja - SS.)

Jak widać to widz (albo raczej relacja widz-przedstawienie),
twarz widza staje się tu prawdziwym spektaklem.
Drugi przykład to pomysł Eugenio Barby stworzenia spektak­
lu opartego na życiu (tak naukowym, jak i prywatnym) duńskiej
antropolog, Kirsten Hastrup. Myślę tu nawet nie o samym
(znakomitym!) spektaklu, lecz o procesie jego powstawania
1 odbioru przez samą główną bohaterkę, t j . Kirsten Hastrup.
W tekście Out of Anthropology '' opisuje ona swoją współpracę
z Barbą i Odin Teatret, w wyniku której powstał fascynujący
spektakl Talabot. Hastrup szczegółowo omawia kolejne etapy
wspólnej pracy z Barbą, kiedy to ona, antropolog, stała się
przedmiotem „badań terenowych" reżysera i jego zespołu,
a następnie proces odbioru „ s i e b i e - j a k o - n i e s i e b i e " w czasie
prób. Siedzimy w ten sposób frapującą opowieść o poszukiwa­
niu tożsamości (tego dotyczy spektakl, a krytyczny artykuł
Hastrup podnosi te dociekania niejako „ d o drugiej p o t ę g i " ) ,
o zawiłej relacji jaka wiąże historię, mit i prawdę, i w końcu
o tym, jak jej „ j a " stopniowo staje się „ n i e - j a " (to, że była
reprezentowana przez inną kobietę, uniemożliwiało jej obec­
ność w jej własnej historii; „opowiedzieli oni prawdę o Kirsten
25

2

[bohaterce spektaklu], jednak ona ciągle nie była mną
[nie-ja]"), by ostatecznie, j u ż w czasie publicznej premiery,
mogła odnaleźć siebie ponownie ( „ n i e - n i e - j a " = „ j a " ) . Proces
rozumienia i odczucia uzyskałby tu strukturę koła (koła hermeneutycznego) uzewnętrzniona wewnętrzna obcość („ja to
ktoś inny" Rimbauda) powtórnie uległaby uwewnętrznieniu.
Pierwotne rozpoznanie „przez różnicę" (semiotycznie) - Hast­
rup rozpoznawała przecież poszczególne wydarzenia z życia
Kirsten - przemieniło się w widzenie istotnościowe, w praw­
dziwe r o z p o z n a n i e , czy też, można by rzec za Barthes'em - o d n a l e z i e n i e .
27

2 8

29

Co być może znaczące, o ile Hastrup dokładnie opisuje
wcześniejsze fazy pracy (i współpracy) z teatrem Barby, to samo
„odkrycie siebie" (w czasie publicznej premiery) sprowadza się
niemal do deklaracji. Słowa milkną wobec tajemnicy utożsa­
mienia. Autorka przechodzi do opisu bólu separacji z jej
wykreowanym (urzeczywistnionym) „ja" - teatr odjechał bez
niej (równocześnie przecież zabierając „ją" ze sobą), by grać
gdzie indziej.
Warto podkreślić fakt, że utożsamienie Kirsten Hastrup
i Kirsten (bohaterki spektaklu) dokonuje się w ł a ś n i e
w czasie publicznej premiery, kiedy to w całym przedsięwzięciu
zaczynają brać udział i n n i
o b c y . Czy można sobie
wyobrazić, że widzowie obserwując sztukę, zerkali też czasem
na samą Kirsten Hastrup, by czytać na jej twarzy i szukać
prawdy p o m i ę d z y tymi dwiema postaciami. Jeśli tak było,
to analogia między doświdczeniem Hastrup i opisanym do­
świadczeniem teatru w filmie Stopparda byłaby całkowita."
30

32

Rytuał - o czym pisze wielu a u t o r ó w - zakłada brak
podziału na publiczność i aktorów. Grotowski twierdzi, że: „(...)
odbudowa rytuału nie jest dziś możliwa, ponieważ rytuał
obracał się zawsze wokół osi, j a k ą stanowi akt wiary, akt
religijny, wyznawczy, nie tylko w znaczeniu obrazu mitycz­
nego." To prawda, ale jednocześnie rytuał jest grą w obrębie
określonego uniwersum (kosmosu), grą, która ma moc spraw­
czą, rytuał dokonuje transformacji rzeczywistości - zazwyczaj
ma to na celu przywrócenie (odtworzenie) określonego ładu.
W tym znaczeniu teatr w filmie Stopparda (ale, jak widzieliśmy,
także u Shakespeare'a!)jest teatrem rytualnym. Nie idzie mi tu
tylko o pomieszanie aktorów i widowni, ale bardziej nawet
o teleologiczność przedstawienia (Morderstwo Gonzagi), o jego
moc sprawczą transformacji pewnego niewielkiego uniwersum,
jakim jest dwór z monarchą Klaudiuszem. Teatr ten nie ma na
celu prostego przywrócenia ładu, ale można sądzić, że w swoim
dalekosiężnym celu - ubiegając się o sprawiedliwość - takiego
ładu się właśnie domaga.
33

PRZYPISY
1

Por. Małgorzata Semil, Nowy język w dramacie
angielskim,
i Wanda Krajewska, Propozycja Stopparda; oba teksty „Dialog" nr 1,
1969; tam też można znaleźć polski przekład sztuki w tłumaczeniu
Gustawa Gottesmana.
W. Krajewska, op. cit.
' M. Semil, op. cit.
Muszę przyznać, że nie widziałem żadnego teatralnego przed­
stawienia Rosencrantza i Guildensterna. Znam tylko treść sztuki. Ale
też niektóre pomysły wykorzystane w filmie nie są zawarte w treści
dramatu i, co więcej, wydają mi się niezwykle trudne do osiągnięcia,
a może nawet niewykonalne, w teatrze. Będę o tym pisa! dalej.
W. Shakespeare, Hamlet, książę Danii, tłum. S. Barańczak, „W
drodze" Poznań 1994. (Dalej cytaty z Hamleta w tym samym tłumacze­
niu.)
Dodajmy jeszcze, że c z o ł ó w c e z napisami towarzyszy zawodzenie
wilków, czy też psów.
W sztuce moneta na scenie wędrownego teatru podrzucana jest
kilkakrotnie.
2

4

5

6

7

28

* Por. np. M. Eliade, Mythologies of Memory and Forgetting,
„History of Religion", Vol. 2, 1965; J . S. Wasilewski, Po śmierci
wędrować, „Teksty" nr 3 i 4, 1979, S. Sikora, Cmentarz Antropologia
pamięci, „Polska Sztuka Ludowa" nr 1-2, 1986
Po drodze rozprawiają oni m.in. na temat tego, czy broda i paznokcie
rosną po śmierci. Pada tak też kwestia, która tylko w języku polskim
zachowuje pełną dwuznaczność: „Z d r u g i e j s t r o n y u nóg
[paznokcie] w ogóle nie rosną." (Po angielsku mamy tylko „on the other
hand".)
Warto dodać, że w zaświatach czas nie płynie. Nieświadomość i sen
- wg Freuda - również nie mają struktury czasowej.
' Por. Z . Freud, Wstęp do psychoanalizy, przeł. S. Kempnerówna i W.
Zaniewicki, P W N Warszawa 1982
K . Janicka, Światopogląd
surrealizmu, W A i F Warszawa 1985, s.
176
" Cyt. za K . Janicka, op. cit., s. 179 (spacja: K.J.).
Por. K. Janicka, op. cit., s. 178
" Cytaty z filmu podaję w tłumaczeniu Ryszarda Drzewieckiego.
10

12

�Niestety nie miałem dostępu do ostatecznej wersji ttumaczenia pod­
pisów, stąd moga istnieć pewne różnice między podanymi cytatami a ich
wersją ekranową.
Por. S. Sikora, op. cit. Szersze omówienie pamięciowych aspektów
w spektaklu Kantora i w filmie polskim por. Z. Benedyktowicz,
Przestrzenie pamięci, (w:) Film i kontekst (red.) D. Palczewska i Z .
Benedyktowicz, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław (itd.)
1988
" Otwiera się tu trop na „postmodernistyczny wątek". Por. figurę gry
wśród ponowoczesnych strategii zachowań wyróżnionych przez Zyg­
munta Baumana, Ponawoczesne wzory zachowań, (w:) tegoż, Dwa
szkice o moralności ponowoczesnej. Instytut Kultury, Warszawa 1994,
s. 33-36; „W ponowoczesnym świecie, wszyscy jesteśmy po trosze
graczami. Nic dzieje się to z naszego wyboru. Bunt nie zda się na wiele:
można złorzeczyć jednej grze, ale tylko w imię innej gry. Każdy z nas
może z gry, tej lub innej, wyoptować, ale nie jest jasne, jak można by, nie
odmawiając życia, odmówić zachowania zakładającego, że życie jest
grą i że proces życiowy składa się z serii gier." (Tamże, s. 36)
14

16

Oczywiście trudno tu uciec od egzystencjalnej, czy nawet „poegzystencjalnej" interpretacji sztuki:
„Rosencrantz: Pamiętam... Ze był czas kiedy nie stawiano pytań.
Gildenstern: Zawsze stawiano pytania.
Rosencrantz: Odpowiedzi owszem. Odpowiedzi były na wszystko."
A dialog ten poprzedzony jest wyznaniem Rosencrantza: „Ja chcę do
domu." Można więc sądzić, że bohaterowie tęsknią za rajskim (pełnym)
wymiarem ludzkiej egzystencji.
„Wraz z Fotografią wkraczamy w Śmierć płaską" - powiada Roland
Barthes. Podobnie i tu wszystko wydaje się skończenie płaskie
(włącznie z ostateczną śmiercią bohaterów), a jakiekolwiek próby
dramatyzacji nieuchronnie przeradzają się w teatr (jak choćby scena
„zabicia" Pierwszego Aktora na statku). To teatr jest bardziej żywy niż
życie. „Bowiem w każdym społeczeństwie - pisze nieco wcześniej
Barthes - śmierć musi gdzieś znaleźć swoje miejsce: jeśli nie jest nim
(lub jest nim w mniejszym stopniu) religia, musi ono być gdzie indziej:
może w tym właśnie obrazie, który stwarza śmierć, pragnąc zachować
życie. Współczesna zanikaniu obrzędów. Fotografia odpowiada być
może wtargnięciu w nasze współczesne społeczeństwo śmierci ^sym­
bolicznej, poza religią, poza obrzędem, nagłym zanurzeniu się w Śmierć
dosłowną. Życie/Smierć:
paradygmat sprowadza się do zwykłego
pstryknięcia, które dzieli wyjściową pozę od papierowego końca." R.
Barthes, Camera lucida, tłum. E . Modzelewska-Sikora, „Kino" nr 3,
1992
17

Oczywiście dialog (nic ma go w filmie), jak zwykle, nie jest
jednoznaczny. Przytoczę go w całości, bo - po pierwsze - jest to
wspaniały przykład gry słów i znaczeń, po drugie - ukazuje jak poważne
problemy stoją przed tłumaczem.
„Rosencrantz: Well, shall we stretch our legs?
Guildenstern: I don't feel like stretching my legs.
Rosencrantz: I will stretch them for you, if you like.
Guildenstern: No.
Rosencrantz: We could stretch each other's. That we wouldn't have to
go anywhere.
Guildenstern: (pauza) No, somebody might come in."
[Cyt. za: T . Stoppard, Rosencrantz &amp; Guildenstern Are Dead. A Play
by..., Grove Press, Inc. New York 1968 (1967), s. 100]
„Stretch legs", to oczywiście wyciągnąć, czy też rozchylić (rozłożyć)
nogi. ale też w tym idiomatycznym zwrocie „rozciągnąć kości",
w znaczeniu - przejść się. Zastosowanie któregokolwiek z możliwych
po polsku tłumaczeń zamyka pełną grę słów. Choć najbliższy wydaje się
zwrot „rozprostować kości", który po polsku zachowuje znaczenia
przechadzki, to jednak gubi się tu „nieprzyzwoitość", którą wychwytuje
Guildenstern, kiedy na propozycję wzajemnego „rozchylenia (wyciąg­
nięcia) sobie nóg" odpowiada, że nie, bo mógłby ktoś wejść.
„Rosencrantz: Może rozprostowalibyśmy
kości!
Gildenstern: Nie chce mi się nigdzie iść.
Rosencrantz: Mogę je rozprostować
(przejść się) za ciebie.
Gildenstern: Nie.

Rosencrantz: Moglibyśmy sobie nawzajem wyciągnąć
(rozciągnąć,
rozchylić) nogi. Nie musielibyśmy w ó w c z a s nigdzie chodzić.
Gildenstern: Nie, ktoś mógłby wejść." (kursywa wskazuje miejsca,
które powinny być oddane jednym zwrotem - S.S.)
'* Jurij Łotman, Borys Uspienski, O semiotycznym mechanizmie
kultury, przeł. J . Faryno, (w:) Semiotyka kultury, PIW Warszawa 1977
" Porównaj np. praktyki Odysa w X I księdze Odysei.
J . Clifford, O autorytecie etnograficznym, tłum. J . Iracka i S.
Sikora, (w:) Amerykańska
antropologia postmodernistyczna, red. M.
Buchowski (w druku).
L . Bohannan, Szekspir w buszu, „Konteksty: Pol. Szt. Lud.", nr
3-4, 1991
Por. James Clifford, The Predicament of Culture. Twen­
tieth-Century Ethnography, Literature, and Art, Harvard University
Press 1988, np. rozdz. On Orientalism.
Por. J . Lotman, Lalki w systemie kultury, przel. P. Ustrzykowski,
„Teksty" nr 6, 1978
Jerzy Grotowski, Teatr a rytuał, [w:] Wiedza o kulturze. Cz. III.
Teatr w kulturze. Zagadnienia i wybór tekstów, opr. W. Dudzik i L .
Kolankiewicz, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Warszawa
1991, s. 226 (pierwodruk: „Dialog" nr 8, 1969). Tekst wypowiedzi na
konferencji w paryskim ośrodku P A N 15.10.1968
Dodajmy, że i w sztuce Shakespeare'a również istnieje „podwój­
ne" przedstawienie: najpierw pantomima, a dopiero potem aktorzy
z tekstem. Można by rzec, że Stoppard uważnie przeczytał tekst
Hamleta: w dialogu między Hamletem a Ofelią w czasie Morderstwa
Gonzagi wspomina się też o teatrze marionetek.
K . Hastrup. Out of Anthropology. The Anthropologist as an Object
of Dramatic Representation, masz. 1988
K. Hastrup, op. cit. O „fenomenie Kirsten/Kirstcn Hastrup"
w związku z problemami interpretacji antropologicznej już pisałem, por.
Fotografia końca wieku. Fotografia i mit, „Konteksty: Polska Sztuka
Ludowa" nr 1-2. 1994; por. też szczegółowy opis i interpretację
doświadczenia jakie przeżyła Kirsten Hastrup w książce Anny Wyki,
Badacz społeczny
wobec doświadczenia.
Wydawnictwo IFiS P A N ,
Warszawa 1993; a także opis spotkania Hastrup z „nierzeczywistym"
- Joanna Tokarska-Bakir, Dalsze losy syna marnotrawnego (projekt
etnografii nieprzezroczystej), „Konteksty: Polska Sztuka Ludowa" nr 1,
1995
* W sensie Gadamerowskim; por. H . - G . Gadamer, Prawda i meto­
da. Zarys hermeneutyki filoz.oficz.nej, tłum. B . Baran, Inter esse, Kraków
1993, s. 132-3
W przypadku Barthes'a idzie o odnalezienie prawdy o matce
w fotografii. Por R. Barthes, La chambre claire. Note sur la photograp­
hic, Gallimard, L e Seuil, 1980, i moje omówienie tego problemu:
Fotografia - pamięć - wyobraźnia,
„Konteksty: Polska Sztuka Ludo­
wa" nr 3-4, 1992
Na ten moment interpretacyjny wskazuje w swojej książce Anna
Wyka, op cit., s. 155
Na marginesie (dlatego w przypisie) warto chyba przypomnieć
- w kontekście tak pojętego wyobcowania, które prowadzi do utożsa­
mienia (obserwowaliśmy je w filmie Stopparda, jak i w tekście Hastrup)
- propozycję „wyobcowania" Wiktora Szkłowskiego. W artykule
Sztuka jako technika opisuje on wyobcowanie jako technikę, które ze
znanego czyni nieznane, zwykłe postrzeżenie czyni niezwykłym;
w sztuce (traktowanej jako podstawowe medium strategii „odzwyczaje­
nia" w kulturze Zachodu) „można odkryć wrażenie życia". Komen­
tujący ten zabieg Frederic Jameson, uważa, że umożliwia to stałe
odradzanie się świata „w jego egzystencjalnej świeżości i zgrozie",
„tożsamość i różnica doświadczane są w tym samym momencie." Por.
David Tomas, Transcultural Space, „Visual Anthropology Review"
Vol. 9, No. 2, 1993
2 0

21

2 2

a

2 4

2 5

2 6

2 7

2

2 9

1 0

1 2

Por. Grotowski, op. cit.; Victor Turner, Teatr w
codzienności,
codzienność w teatrze, przeł. P. Skurowski, [w:] Wiedza o kulturze. Cz.
III, Teatr w kulturze, op. cit.
Grotowski, op. cit. s. 230

29

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6423" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6403">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/62e5108fadbfafeb5a92fc9a1954934d.pdf</src>
        <authentication>6cfc94c16f149dd6e21e808960feabbb</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76520">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3646</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76521">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76522">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3423</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76523">
                <text>Ukryta forma świata / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76524">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.21-23</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76525">
                <text>Baranowska, Małgorzata</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76526">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76527">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76528">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76529">
                <text>Ukryta forma świata
M a ł g o r z a t a Baranowska

Odwieczne marzenie - odmalować świat. Objąć go umysłem,
wyobraźnią, zmysłami. Cały świat pojąć i cały opowiedzieć,
oczywiście cały na raz, to podstawowe marzenie każdego
artysty - jakikolwiek program ujawnia on przed publicznością.
Henryk Waniek wcale tego nie ukrywa. Świadomie unika
zanurzenia się w dyskusjach warsztatowych. Naprawdę inte­
resuje go, jak sam twierdzi, nie sztuka, z dużej czy małej litery,
lecz obraz, świat namalowany, orbis pictus. Taki miała tytuł
wielka wystawa obrazów Wańka, prezentowana w Katowicach
w lutym i marcu tego roku, i taki - Orbis pictus - ma bardzo
piękna książka - album z tej wystawy, subsydiowana przez
Fundację Kultury i wydrukowana przez Fibak-Marquard Press
S.A. PZG Katowice.
Zostały tu oddane wszystkie wspaniałe, natchnione kolory
obrazów Wańka, jego nieba pogrążone w wiecznym zmierzchu
lub rozjaśnione kosmicznym porankiem, jego głębokie, północ­
ne zielenie, skały rozświetlone przez tajemnicze komety i roz­
grzewane podziemnymi źródłami, których tu przecież nie
widać. Na znakomitych reprodukcjach rozpoznajemy pagórki,
góry, jeziora, mosty łączące ziemię z wysokim niebem i świat
widzialny z niewidzialnym - tęcze gotyckie, tęcze mistyczne,
tęcze opasujące kształt tajemnego Universum.
W moim opisie znalazły się, być może, niebezpieczne cechy
landszaftu. Odkąd krajobraz romantyków i ich naśladowców
został uznany za krajobraz skompromitowany - zwany dziś
czasem landszaftem, właściwie nie wypada malować takich
zmierzchów ani poranków. Tylko że sztuka nie zna pojęcia „nie
wypada" i Waniek nie boi się tych skojarzeń. Wręcz przeciwnie.
Sam się przyznaje do swego niegdysiejszego (w latach sześć­
dziesiątych) powrotu do Gaspara Davida Friedricha, tego
romantycznego mistrza księżyców wydobywających z mroku
gotyckie ruiny, malarza zastygłych we mgle żaglowych okrę­
tów, które nie wiadomo, czy odpłyną, skoro od razu zostały
stworzone przez artystę jako statki-widma.
Friedrich (1774-1880) jest zadziwiającym portrecistą ludzi
odwróconych do nas tyłem. Wydaje się, że malarz stawał za
swymi modelami, by wraz z nimi patrzeć w dal, skąd mógłby się
pojawić, a może j u ż się pojawił - dla nas jednak ukryty - znak.
Patrząc na obrazy Friedricha czujemy, że tamci ludzie nie­
zmiennie tego znaku oczekują.
Żeby przedstawić tajemnicę w sztuce, artysta zmuszony jest
dać sygnał, że j ą w dziele sztuki ukrył. Friedrich czynił to
używając krajobrazów nocnych, zamglonych, rozległych, nie­
pokojących, wielkich, w których ludzie wydają się obser­
watorami kosmosu rządzącego się własnymi - niedostępnymi
dla człowieka - prawami wieczności i nieskończoności. Śred­
niowieczne ruiny, opuszczone krzyże na wzgórzach czy w śnie­
gu, wiszące nad krajobrazem ciężkie chmury, tęcze, drzewa,
które wydają się czuwać, wszystko wskazuje na ukrytą obec­
ność tajemnicy. I ona jest właściwą bohaterką twórczości
Friedricha.
Malarstwo W a ń k a wywodzi się właśnie z tej tradycji sztuki
symbolicznej, która, upraszczając, idzie od romantyzmu po­
przez symbolizm do surrealizmu. W pewnym sensie jest to
malarstwo surrealistyczne. Ale oczywiście pod warunkiem, że
zobaczy się w nim ów „surrealizm przez w i e k i " , do jakiego

chętnie przyznawali się surrealiści anektując na swego przodka
każdego w historii, kto miał wystarczająco dużo wyobraźni,
wystarczająco silne senne wizje lub wystarczającą wiedzę
tajemną. W tym sensie przodkiem ich był zarówno malarz
Hieronim Bosch (około 1450-1516), jak i Nicolas Flamel,
mający sławę alchemika (około 1330-1418), na którego się
powoływali.
M o ż e należałoby malarstwo W a ń k a wywieść z „symbolizmu
przez w i e k i " . W y d a w a ł o b y się, wydarto j u ż i porozrzucano na
wietrze karty z symbolicznej tajemnej księgi ludzkości, w której
od wieków pod szyfrem symboli doszukiwano się zapisanej
wyraźnymi znakami transcendencji. A jednak co jakiś czas
pojawiają się artyści z wielkim pietyzmem odnajdujący i usiłu­
jący scalić strzępy tamtej całości.
Malarstwo W a ń k a jest tak wyraźnie wyobraźniowe i fantas­
tyczne, że odczuwa to każdy, nawet ktoś nie stykający się na co
dzień ze sztuką. Niektórzy boją się tych obrazów, ponieważ
zauważają na nich wiele spotykanych od stuleci symboli, ale nie
umieją ich odczytać. Powtarza się tu Świątynia Salomona,
labirynt, spirala, alchemiczne retorty, szlachetne kamienie,
zastanawiające kryształy, napisy, cytaty w różnych starożyt­
nych językach i dziwnych afabetach.
Trzeba powiedzieć, że to, co w sztuce odczuwa się często jako
ducha wielkiej, wolnej wyobraźni, w istocie opiera się na
gromadzonym przez wieki repertuarze powieleń, stałych alego­
rii, powtarzających się symboli. Czy odbieramy to jako piękno
sztuki, czy tylko jako powtarzającą się literę alfabetu mistycz­
nego albo magicznego, zależy wyłącznie od talentu malarza.
Sztuka wyobraźniowa, fantastyczna - do jakiej należy też
twórczość W a ń k a - właściwa była i jest wszystkim znanym nam
okresom historii człowieka i zawsze walczyły w niej o lepsze
pomysły artystów z konwencjami. Sztuka przechodzi stale od
okresów bardziej skłaniających się ku myśleniu symbolicznemu
do okresów bardziej symboli pozbawionych.
T y m , którzy się boją malarstwa nasyconego symbolami, musi
się odpowiedzieć - tak, tego rodzaju sztuka wynikała zawsze
z wiedzy artystów o symbolach, ze znajomości języka wiedzy
tajemnej. To nie powinno jednak stanowić najmniejszego
powodu do zakłopotania. Oglądamy obrazy, na przykład Bos­
cha i Bruegla, bez tego poczucia zagubienia, mimo że oni
właśnie na każdym obrazie umieścili całą księgę do odczytania.
Dopiero gdy nasz współczesny odezwie się językiem sym­
bolicznym, wpadamy w popłoch, nie znając wszystkich od­
niesień.
Czy można zrozumieć, otworzyć całość świata zgubiwszy
klucze? Poprzez sztukę wiele rzeczy niemożliwych może stać
się możliwymi. Owe symbole na obrazach W a ń k a nie mają
przecież na celu przekazania precyzyjnego przepisu na uzys­
kanie kamienia filozoficznego, ale danie nam znaku, że tajem­
nica istnieje. Sztuka bowiem, żeby zostać tajemniczą, zmuszona
jest nas o tym powiadomić. A czy odczytymy jej wszystkie
znaczenia, to j u ż inna sprawa. Jeśli nawet nie - jakoś nie
martwimy się nie rozumiejąc do końca większości otaczających
nas zjawisk, co nie uniemożliwia nam ani życia, ani podziwiania
urody świata.
Waniek poszukuje pełni wyrazu symbolicznego. Dąży do

21

�przedstawienia „ w s z y s t k i e g o " . Jak to zrobić? To przecież
wchodzenie w boskie kompetencje. A jednak w twórczości
W a ń k a jest pewien obraz na kuli, który nosi tytuł „ W s z y s t k o " .
T a ś m a krajobrazu namalowana w kształcie pełzającej spirali,
zapełniająca całą kulę, tak właśnie została nazwana. Widzimy
od razu, że mamy do czynienia z obrazem Ziemi. Nie widzimy
części świata znanych z globusa, tylko jakiś łagodny górzysty
krajobraz opasujący kulę. M i m o że niebo i ziemia ciągną się
przez całość tej spiralnej panoramy, górna połowa kuli jest
bardziej niebieska - od nieba i od koloru nieba - dolna bardziej
ziemska. A więc malarz dokonał tu swej, można by powiedzieć,
filozoficznej syntezy ( „ W s z y s t k o " pokazane też zostało w maju
na wystawie malarstwa W a ń k a „Krajobrazy do śpiewania"
i rzeźby Wiktora Gajdy w czerwcu 1994 roku w Ars Polona
Gallery).
Henryk Waniek jest filozofem-malarzem lub malarzem filo­
zofującym. Maluje w zasadzie czyste idee. A l e w jakiej
materialności się one na jego obrazach objawiają! Maluje
Kosmos, nieskończoność, czas, wieczność. Oczywiście stale
i po wielokroć maluje Ziemię jako formę wieczności. „Pokole­
nie przychodzi i pokolenie odchodzi, a Ziemia trwa po wszyst­
kie czasy" (Eklezjastes 1,4).
Zwraca uwagę, że na jego obrazach nie ma ludzi. Gdyby, na
przykład, miał w swej spiralnej panoramie umieścić ludzi
- czym by oni się mogli okazać - mniej niż kropką? Nawet
pochód całej ludzkości zawarłby się w bardzo nikłym pochodziku wobec krajobrazu nieskończonego, wobec sił kos­
micznych w ciągłym ruchu. A to właśnie symbolizuje spirala,
obok nieskończoności także nieśmiertelność, zmartwychwsta­
nie. Wybierając za temat „ w s z y s t k o " i „cały czas" ma Waniek
trudności z malowaniem pojedynczych ludzi, tak szybko, na
skutek działania czasu linearnego, znikających. Poszczególne
realne istnienie, opatrzone imieniem, nazwiskiem, datą urodze­
nia i numerem butów, nie stanowi zazwyczaj zainteresowania
sztuki symbolicznej.
Mówiliśmy j u ż tu o obrazach Friedricha, gdzie występują
drobiazgowo odmalowani ludzie, a jednak nie odnosimy wraże­

nia, że w jakikolwiek sposób moglibyśmy wejść z nimi
w kontakt. Odwróceni od nas czekają na coś, zapatrzeni
w mistyczne okna świata w żadnym wypadku nie żyją po prostu.
Cała sztuka symboliczna nastawiona jest na porozumienie
„pośrednie", na uogólniony symbol, bez względu na to, czy
chodzi o sterylne, przezroczyste, kryształowe przestrzenie
Świątyni Salomona w malarstwie Wańka, czy mięsiste centaury
i syreny w malarstwie Bócklina, czy mgły, księżyce, gotyckie
ruiny Friedricha.
Waniek uporczywie powtarza tematy, mnoży wersje, jakby
sam żył w czasie spiralnym, jakby nic nie miało się nigdy
gwałtownie zakończyć. Jednym z takich jego ważnych, po­
wtarzających się tematów jest, opisana w Biblii, Świątynia
Salomona. Ta realna i zarazem symboliczna budowla nasycona
wielowiekową tradycją ciągle odciska swój ślad na wyobraźni
artystów.
Także wolnomularstwo powołuje się na tradycję świetnych
budowniczych tej świątyni. Waniek, wcale nie precyzując
swych intencji, często posługuje się tradycją malarstwa wolnomularskiego, jego symboli, tak jak elementami innych tradycji.
Kolumny nie istniejących budowli umieszczone w otwartej
przestrzeni, ale na dokładnie przedstawionych płaszczyznach
posadzki, próby odnalezienia doskonałości przestrzeni Świątyni
Salomona, w czym wyraża się dążenie do pradawnego ideału
i do samodoskonalenia, łączą go z tradycjami wolnomularskimi.
Waniek przecież od początku swego malarstwa szuka idealnej
formy symbolu i najczęściej okazuje się, że dochodzi do
kamieni szlachetnych, kryształów, fantastycznych budowli.
M o ż e jego wyobraźnia musiała się spotkać z wyobrażeniami
mitycznych murarzy, jakimi są masoni.
Dla W a ń k a nie jest ważne jakieś „ s z t y w n e " znaczenie
obrazu. Nie narzuca interpretacji, bo w końcu nie dąży do
malarstwa użytkowego w sensie ideologicznym, religijnym,
rytualnym, tylko do piękna wyrażającego pewną ukrytą prawdę.
W a ń k a przede wszystkim pociąga tajemnica, ukryta, księżyco­
wa strona Kosmosu i Świata. Sposób patrzenia tego malarza to
rodzaj kontemplacji zarówno formy przestrzeni, jak i świętych

Henryk Waniek, Siedmiopiętrowa Góra, olej, potno, deska, 49x56 cm, 1989

22

�tajemnic. Przecież i spirala, do której doszedł w swym obrazie
kulistym, może symbolicznie oznaczać kontemplację. Inte­
resuje go wszystko, co ezoteryczne i co bywa traktowane jako
miara Kosmosu.
Wydaje się, że podstawowym wzorem W a ń k a od dawna było
Nowe Jeruzalem z Apokalipsy świętego Jana, miasto boskie,
święte, niebieskie, idealne. Czciciel boskiej symetrii, jakim jest
ten malarz, musi żywić swą wyobraźnię opisem cudownego
miasta z wizji świętego Jana, miasta symbolicznego czasów
przyszłych, gdy nastąpi zjednoczenie człowieka z Bogiem.
„Zbudowane na planie kwadratu, jego mur jest z jaspisu,
opatrzony trzema bramami z każdej strony świata.
Te bramy to perły, a na bramach - dwunastu aniołów
i wypisane imiona,
które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. [...]
A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu,
a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka.
A warstwy fundamentu pod murem Miasta
zdobne są wszelkie drogim kamieniem.
Warstwa pierwsza - jaspis,
druga - szafir,
trzecia - chalcedon,
czwarta - szmaragd,
piąta - sardoniks,
szósta - krwawnik,
siódma - chryzolit,
ósma - beryl,
dziewiąta - topaz,
dziesiąta - chryzopraz,
jedenasta - hiacynt,
dwunasta - ametyst (...)

[...]

I rynek Miasta to czyste złoto jak szkło przeroczyste".

Przez lata różne fragmenty ukrytego miasta - Nowego
Jeruzalem - pojawiają się w krajobrazach malarstwa Wańka. To
krajobrazy jeszcze ciągle przed nadejściem tego mistycznego
miasta, bo wtedy zniknąć mają słońce i księżyc, a wszystko ma
ogarnąć boska jasność. Zapewne wtedy samo malarstwo znik­
nie, ponieważ ono zasadza się na świetle słońca i na cieniu.
W każdym razie można przypuszczać, że, na przykład, te

niezliczone szlachetne kamienie na obrazach W a ń k a przynaj­
mniej w części pochodzą z tamtego miasta-wizji.
Kiedy się patrzy na obrazy W a ń k a , przypominają się, albo
sam malarz przypomina nam swymi tytułami, zapomniane
nazwy, jak harmonia świata czy muzyka sfer. Wracają skojarze­
nia, które nawet ci, co je poznali, porzucili dawno, gdzieś
u progu młodości, żeby zająć się pospolitą codziennością.
Waniek wcale nie omijał historii mieszającej się w nasze
życie i należy do tych dziwnych artystów mistycznych, którzy
czytają gazety, słuchają radia (to jeszcze pokolenie nietelewizyjne). Ale należy też do tych, którzy piszą całe życie tę samą
książkę czy malują ten sam obraz.
W dodatku przy tym odmalowywaniu Kosmosu stał się
Waniek niepostrzeżenie malarzem „ r e g i o n a l n y m " . Zachwyca­
jące, że Śląsk doczekał się swego mistycznego wyrazu i swego
duchowego piewcy. Dotąd podobne prądy wyobraźniowe,
mistyczne, romantyczne, modernistyczne w sztuce polskiej
skupiały się na Tatrach. Teraz wreszcie jeden malarz ukształ­
towany w duchowej atmosferze lat sześćdziesiątych naszego
wieku zwrócił się ku Sudetom, robiąc dla nich tyle, ile mógłby
wykonać cały ruch.
We wstępie do albumu Orbis pictus Waniek pisze: „Śląsk,
jego bezcenne peryferia, Sudety będące wyjątkowym rezer­
watem przestrzeni mistycznej, nasycenie tajemnicą, której
rozpoznanie wymagało czułych studiów i wreszcie nie dająca
się z niczym porównać unikalna historia tych terenów lek­
ceważonych przez stulecia przez rację stanu polskich monar­
chów - wszystko to było dla mnie żywą księgą inspirujących
postrzeżeń. (...) Zapuszczony, zostawiony samemu sobie Śląsk
był dla mnie idealną scenerią dla wielkiej, heraklitejskiej
syntezy filozoficznej. «Miasta upadają, lecz źródła trwają
wiecznie», jak to ujmuje chińska Księga Z m i a n " .
Miejsca same nie mówią, nie są w stanie wyrazić samych
siebie. Tereny nie wyrażone w kulturze nie istnieją w niej, żeby
nawet spływały po nich Niagary, wznosiły się na nich Himalaje
lub stały na nich Troja czy Dublin. Waniek stając się malarzem
pewnej prowincji wprowadził jej formę w formę świata.

H. Waniek, Ziemia, olej, płótno, deska 49x55 cm,

1989

23

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6422" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6402">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5ceecfb268db9a496b8793fb1cecd8b7.pdf</src>
        <authentication>f2319ab1e197670c53308c54758fa36e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76510">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3645</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76511">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76512">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3422</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76513">
                <text>"Trzeba odjechać..." / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76514">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.20</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76515">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76516">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76517">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76518">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76519">
                <text>„Trzeba odjechać..."
Ludwik Stomma
Pisanie o myślach przyjaciół jest często pisaniem po trochu
0 sobie samym. Nie zdziwiłem się toteż, gdy na kartkach książki
Wojciecha Burszty odnalazłem jakby echo mojego onegdysiejszego spotkania z pewnym wierszem. Pięknym wierszem. Nie
będą owym nieznośnym chłopcem z warszawskiego dowcipu,
który złośliwie, przy wejściu do kina, zdradzał widzom pointę
filmu. Poza tym zachowam się jak rasowy postmodernista:
będzie o wierszu nie o dziele Burszty. C h o ć jednak będzie o tym
samym.
A oto wiersz Biaise Cendrarsa „Jesteś piękniejsza niż niebo
1 morze":
Kiedy się kocha trzeba odjechać
Rzuć swoją żonę rzuć swoje dziecko
Rzuć przyjaciela rzuć przyjaciółkę
Porzuć kochankę porzuć kochanka
Kiedy się kocha trzeba odjechać
Świat pełen jest Murzynów i Murzynek
Kobiet mężczyzn mężczyzn kobiet
Spójrz na te piękne sklepy
Na tego dorożkarza tego mężczyznę
Na tę kobietę tego dorożkarza
I wszystkie piękne towary do sprzedania
Jest powietrze jest wiatr
Góry woda niebo ziemia
Dzieci zwierzęta
Rośliny i węgiel ziemny

'

Naucz się sprzedawać kupować odsprzedawać
Naucz się dawać brać i dawać
Kiedy się kocha musi się umieć
Śpiewać biegać jeść gwizdać
I trzeba nauczyć się pracować
Kiedy się kocha trzeba odjechać
Nie popłakuj gdy się uśmiechasz
Nie kryj się wśród dwojga piersi
Odetchnij ruszaj wyjedź odejdź

.

•••••&gt; t- •••• ...

Kąpię się i patrzę
Widzę znajome usta
Rękę nogę oko
Kąpię się i patrzę '

' -

Jest jeszcze z nami cały świat
Życie pełne zdumiewających rzeczy
Wychodzę z apteki
Zszedłem prosto z wagi
Ważę moich 80 kilo
Kocham cię.
(tłum. Julia Hartwig)

Łatwo zauważyć, że wiersz oparty jest na dwóch kontrapunk­
tach: Z jednej strony: „Kiedy się kocha trzeba odjechać". Rzecz
ogarnąć m o ż n a dopiero z daleka („regard é l o i g n é " LéviStraussa") i pośród innych rzeczy - „wszystkich pięknych
towarów do sprzedania". Z drugiej: „ W y c h o d z ę z apteki..."
Apteka jest znakiem ścisłości, nawet nadmiernej ścisłości
(francuscy kibice piłkarscy też krzyczą „aptekarz!" na przesad­
nie skupulatnych arbitrów), a jest jeszcze nieomylne narzędzie
- waga i obiektywny pomiar: „ W a ż ę moich 80 k i l o " . Rzecz
byłaby więc poznawalna empirycznie, bezpośrednio i jedno­
znacznie?
Szkopuł w tym, że między pomiarem i rzeczą (miłością) nie
ma logicznego ani nawet metaforycznego związku. Co więcej,
* Fragment wstępu do książki Wojciecha Burszty, Czytanie Kultury.
Pięć szkiców, która ukaże się w wydawnictwie Opus, Łódź. Tytuł
zamieszczonego fragmentu wstępu L . Stommy pochodzi od redakcji.

20

wejście do apteki poprzedza" zapewnienie, iż: „Jest jeszcze
z nami cały świat - Życie pełne zdumiewających rzeczy". To
nie apteka uporządkowanych szuflad jest zdumiewająca.
Wprost przeciwnie. Rzekłbyś więc, że od „zdumiewających
rzeczy" trzeba przejść od razu do „Kocham c i ę " , że trzy wersy
apteczne są tylko nawiasem? - Tak, ale nawiasem niezbędnym.
Dopiero wtedy bowiem, gdy trzymasz w ręku bezużyteczny
pomiar, pomiar, który nic ci nie wyjaśnia, wiesz już napewno że
musisz ruszać. Bo: „Kocham c i ę " , a „Kiedy się kocha trzeba
odjechać".
Zamknięcie wiersza otwiera go na nowo. Cendrars wprowa­
dza nas w świat fenomenologicznego „eternel retour", w cykl
niekończących się odjazdów i powrotów, za każdym razem
kierujących nas również do bezużytecznej apteki racjonalis­
tycznych empirii. Byłyby więc te podróże beznadziejne, a rzecz
definitywnie nieuchwytna? - I tak nie jest. Z dwóch przynaj­
mniej powodów:
Po pierwsze: „Jest powietrze jest wiatr..." Kryjąc się „wśród
dwojga piersi" nie zobaczylibyśmy rzeczy w wietrze, na niebie,
wśród dzieci, zwierząt, roślin. Trzeba odwagi intelektualnej, by
spojrzeć na rzecz od nowa, z niespodziewanego kąta, z nowego
czasu i nowej przestrzeni.
Ale przecież odwaga nie wystarczy. „Naucz s i ę " , „Kiedy się
kocha musi się u m i e ć " . Nie dość poważyć się na inne spojrzenie
- trzeba jeszcze umieć patrzeć. Jeden raz tylko jest Cendrars tak
brutalnie dosłowny: „I trzeba nauczyć się p r a c o w a ć " . Bo ani
spojrzenie poety, ani etnologa nie jest dane. Łączy ich, owszem,
to samo harde zdumienie rzeczą, dzielą jednak rygory owegoż
zdumienia. Bez harmonii i wewnętrznej dyscypliny poezja staje
się bełkotem; etnologia bez metody - o nie, nie literaturą
- płaskim reportażem podróżnika, którego tak nie znosi Claude
Lévi-Strauss. Chodzi o to tylko, żeby metoda nie zatrzymywała
nas w aptece, tylko wręcz odwrotnie - kazała odjeżdżać.
Niestety, na taką metodę chętnych jest niezbyt wielu. Bo
przecież nie tak łatwo jest porzucić żonę, dziecko, przyjaciela,
przyjaciółkę, kochankę, kochanka. Doprawdy, nie tak łatwo jest
zrezygnować z jakże wygodnego fotela, bagażu stu zaklęć
i dwustu pewności, które ponoć wyssaliśmy z mlekiem matki.
I jakaż nagroda wreszcie? „Kąpię się i patrzę - Widzę
znajome usta - Rękę nogę oko"... Przypomina mi to wiersz
Miroslava Holuba, który j u ż gdzieś kiedyś cytowałem:

.•
&gt;

Ziemia się kręci,
mówi uczeń.
Nie, ziemia się kręci,
mówi nauczyciel.
Góry się zielenią,
mówi uczeń.
Nie, góry się zielenią,
mówi nauczyciel.
.&gt;....
Dwa razy dwa jest cztery,
mówi uczeń.
Dwa razy dwa jest cztery,
poprawia go nauczyciel
Ponieważ nauczyciel wie lepiej.

Wcale nie ma u Holuba nazbyt łatwego paradoksu. To po
prostu prawda, że nauczyciel wie lepiej. Bo czasem wie
dlaczego, czasem po co, czasem więcej widział odcieni zieleni
na górach... To prawda, że niekiedy m o g ą (nie jest to casus
Burszty) doprowadzić nas nasze podróże do pozornego banału.
Ale nie. B o kąpiąc się przedtem i potem będziemy wprawdzie
widzieć te same „rękę nogę o k o " ; przecie POTEM widzieć je
będziemy inaczej i bogaciej.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6421" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6401">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/f7bc26983615a877feb0e20312746c6b.pdf</src>
        <authentication>0413df35e737a67b28b1d6ddc9aba68e</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76500">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3644</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76501">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76502">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3421</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76503">
                <text>O Antropologii i symbolu. Rozmowa / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76504">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.5-19</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76505">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76506">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76507">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76508">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76509">
                <text>sztuce. Poza tym, w załączonych na końcu rozprawy analizach
czterech filmów, nie ma w zasadzie mowy o symbolach. Mówi
się tam o mitach i toposach (należę do grona nieufnie na­
stawionych do psychologii i nauk oraz metod do niej zbliżo­
nych, dlatego nie używam słowa „ a r c h e t y p " ) . A mity i tópoi, to
zupełnie co innego niż symbole - co chyba jest stwierdzeniem
banalnym. M i t zarazem odnosi nas do tradycji, pozwala na
odnalezienie korzeni, i wydobywa nas z kleszczy historii
i historyzmu. M i t , a nie symbole, trwa jako prawdziwy ślad
„wielkiego czasu" i jako residuum „ontologii archaicznej".
Oczywiście mit traktowny z odpowiednią powagą i bez spłyceń.
W naszym stuleciu jednym z przykładów takiego odradzania
mitów w sztuce najwyższej (podaję właśnie ten przykład
dlatego, że jest mi szczególnie bliski) to teatr Eliota. Teatr ten
nie jest symboliczny: mówi o rzeczywistości wprost, jako
o sferze totalnej tajemnicy (tak jak poezja Eliota czy poezja
Rilkego). I po to (z pewnością po to) by tak o niej mówić należy,
bo tak się o niej mówiło u początków europejskiej sztuki (a
sztuka jest czymś niezmiennym) - sięga Eliot po starą „tech­
nikę" dramatu greckiego, gdzie fabuła była czymś danym
niejako odwiecznie, bo czymś zawartym w mitach. A czyniąc
to, te same mity Eliot wykorzystuje, choć akcję swoich sztuk
umieszcza we współczesnych realiach. Sweeney
Agonistes
nawiązuje do komedii Arystofanesa (i równocześnie tytułem do
tragedii Miltona Samson Agonistes), Zjazd rodzinny (1939) jest

- j a k to m ó w i m y - „trawestacją" Orestei, Coctail Party ma swój
wzór w tragedii Eurypidesa Alkestis, The Confidential Clerk
(1953) to znowu powtórzenie tragedii Eurypidesa łon, a naj­
większe arcydzieło dramatyczne poety, Elderly
Statesman
(1959), to po prostu nawe „ w c i e l e n i e " Edypa w Kolonos
Sofoklesa. Mamy tu wszędzie to, o czym m ó w i ą deklaratywnie
a bez pokrycia rzecznicy i zawodowi teoretycy symbolizmu:
mamy pełnię totalnej, jednej a niezgłębionej rzeczywistości
- i nie mamy cienia symbolizmu. Wszystko jest jawne, nic nie
jest schowane, jak korzenie drzewa, którego samą koroną
i równie widzialnym pniem zajmując się mówimy, że są tam
- prócz tego, o czym, i tylko o czym m ó w i m y - jeszcze
„symboliczne treści ukryte". Cała gadanina o symbolizmie,
której tyle we współczesnej humanistyce, sprowadza się właśnie
do tego: powiedzieć, że prócz tego, co prosto opisać i wyjaśnić
mniej więcej do końca się daje, istnieją jeszcze inne, głębokie
warstwy rzeczy czy dzieła opisywanego, i poprzestać na tym
stwierdzeniu. Poprzestać dlatego, by nie wypaść z konwencji
i akademickich, uznanych rygorów naukowości.
Praca Dariusza Czai jest w j a k i m ś stopniu rozdarta przez
poczucie tego naukowego zakłamania. Ale obecność tego
poczucia tak wyraźnie dochodzi tu do głosu, że rozprawa ta jest
niebywale inspirująca, niepokojąca, pełna - rzec by się chciało
- twórczego rozdrażnienia.
Warszawa, grudzień 1994

O antropologii i symbolu
Rozmowa z prof. W i e s ł a w e m Juszczakiem
z u d z i a ł e m Zbigniewa Benedyktowicza, Dariusza Czai, Wojciecha Michery,
Teresy Rutkowskiej, S ł a w o m i r a Sikory i Joanny Tokarskiej-Bakir
Z . Benedyktowicz. Zaprosiliśmy Państwa do redakcji „Kon­
tekstów", by porozmawiać o refleksjach i tezach przedstawio­
nych w tekście pana profesora Wiesława Juszczaka O ant­
ropologii i symbolu. I taki też tytuł damy tej rozmowie. Myślę,
że zwłaszcza dla nas - w większości tu - antropologów znajdują
się tu bardzo ciekawe tezy, które budzić mogą kontrowersje
i ożywioną dyskusję. Jeśli można, na wstępie, coś zasugerować,
to trzy takie punkty chciałbym tutaj zaproponować, wokół
których mogłaby potoczyć się ta rozmowa. Pierwszy, to bardzo
ogólny plan: IM problem interpretacji i wyobraźni antropologi­
cznej, czym ona jest? Dwa następne zaś, bardziej szczegółowe,
wyznaczają tezy, które pojawiły się w tym tekście, to jest
kwestia 121 rozróżnienia pomiędzy etnografią (etnologią) a ant­
ropologią i kwestia /3/ obecności (nieobecności?) symbolu
w kulturze pierwotnej, archaicznej i współczesnej. (Oczywiście,
to tylko taki zarys ogólny planu tej rozmowy i w niczym nie
chciałbym narzucać porządku, czy ograniczać swobody wypo­
wiedzi, w których z pewnością wszystke te trzy wątki w taki, czy
inny sposób się tu pojawią i dojdą do głosu). M o ż n a by dodać tu
jeszcze jeden punkt i zacznę od niego: Dlaczego ten tekst wydał
się nam tak ważny (bądź, co w nim upatrujemy za ważne), że
wywołało to w nas chęć i potrzebę tego spotkania i rozmowy?

Dla mnie na przykład ważne w nim jest echo wcześniejszego
tekstu pana profesora, nota-bene zatytułowanego Treść pierw­
szych rzeczy. T o była w y p o w i e d ź zamieszczona w „Res
Publice", w cyklu prowadzonym przez to pismo, zatytułowa­
nym Atelier', gdzie rozmaici autorzy i uczeni opowiadali o tym
czym się zajmują, co mają na warsztacie. Myślę, że ten
wcześniejszy tekst dobrze charakteryzuje, oddaje charakter
tego, który ma być teraz przedmiotem do dyskusji i punktem
wyjścia dla naszej rozmowy. Znajduję bowiem tu w nim
odzwierciedlenie pewnej postawy, zarysowanej i sformułowa­
nej w tamtym wcześniejszym tekście, postawy, którą pan
profesor, z właściwym sobie wdziękiem, ironią i przekorą,
określił jako „dyletantyzm o ś w i e c o n y " . Na czym on polega?
Niech m i będzie wolno przywołać fragment tamtego pańskiego
opisu:
„Choć zawsze podziwiam fachowość, zawsze też obawiam się
i nie znoszę rutyny. Co pozostaje w takiej sytuacji? Pozostaje
ryzyko dyletantyzmu, który — jeśli wybierany jest przy pewnej
znajomości
rygorów akademickich - powinien być kont­
rolowany i w miarę możliwości „oświecony".
Dyletantyzm
taki zdaje się zapewniać dostęp do tego, co rutyna zabija: do
uczucia zaskoczenia, do stawiania pytań naiwnych, które
5

�mogą się okazać głębokie i na które odpowiedź nie musi być
do końca i bezwzględnie
udzielana. (...) Tu znowu wraca,
innymi drzwiami, problem specjalizacji, problem
„naukowo­
ści '' humanistyki. Bo mimo wszystkie
„antypozytywistyczne''
hasła i przełomy, obiektywizm i ścisłość ścisłych nauk po dziś
dzień straszy w dziedzinie nauk „o duchu". Dlatego ryzyko
dyletantyzmu, jakkolwiek
ograniczane i oswajane,
pozo­
stawia nas w niesmaku i zmorze kompleksów
wobec tych,
którzy kroczą po utartych i jasno wytyczonych drogach. Takie
drogi wyznacza w każdej dyscyplinie jej własna
„literatura
przedmiotu". Na skutek tego każdy z owych szlaków jawi się
jako równocześnie
ograniczony, osobny i nieskończony,
nie
do przebycia, nie do wyczerpania w osobniczej skali. To, co
nazwałem dyletantyzmem, polega na szukaniu własnej ścieżki
obok, a częściej jeszcze w poprzek tych z pozoru pewnych
i jedynych arterii naukowego
ruchu."
Tekst, o którym mamy m ó w i ć - tak zresztą, jak i wiele innych
pana autorstwa - idzie właśnie taką ścieżką obok. I dlatego jest
tak frapujący dla nas antropologów, że możemy się czegoś
0 sobie dowiedzieć, o naszej dyscyplinie widzianej oczami
historyka sztuki, filozofa sztuki, który wkracza na „ n a s z " teren
1 swobodnie porusza się w obszarze zagadnień, którymi się
zajmujemy. Ten tekst rozwija się nie tylko „ o b o k " , ale idzie
czasem także naprzeciw, na przekór naszej rutynie, w poprzek
naszej drogi. Tak samo pod tym względem może być frapujący
zwłaszcza dla tych, którzy zajmują się symbolem.
Dla mnie należy on - tak jak i inne pańskie prace - do tego
nurtu tekstów i prac autorów, którzy uprawiają i rozwijają - jak
to sobie nazywam - antropologię poza antropologią. W pana
przypadku, jak i w przypadku innych, nielicznych autorów ten
nurt jest o tyle ciekawszy, że w odróżnieniu od wielu, pan
uprawiając ją, nie używa ani nie nadużywa nazwy antropologia.
Podczas gdy wielu tak czyni, pan nie udaje, ani nie musi
udawać, że jest antropologiem. Ta postawa „dyletantyzmu
o ś w i e c o n e g o " zaowocowała, czego świadkami możemy być tu
w Instytucie, m.in. tym, że podejmuje pan najróżnorodniejsze
tematy i wątki, że obok zajmowania sic ornamentem, „ontologią
ornamentu", paleolitycznym eposem u Australijczyków, po­
święca pan uwagę filmowi (mam tu na myśli pańskie semina­
rium filmowe o twórczości Bergmana, w którym mogliśmy
uczestniczyć), a teraz dowiaduję się, że jest pan w przededniu
przygotowań wyprawy do Nepalu. Poprzestanę na tym, bo nie
sposób wymieniać tu innych tematów i zajęć, którymi pan się
jeszcze na tej własnej ścieżce: „ o b o k " , o b o k tego wszystkiego,
0 czym wspomniałem, zajmuje. Z wszystkiego tego powstają
prace i eseje, z których kilka udało się nam w naszym piśmie
opublikować', i jak w przypadku tamtych tekstów, tak i teraz
cieszymy się z tego, że udało nam się go pozyskać, i niech mi
będzie wolno j u ż w tym miejscu podziękować panu za to
spotkanie i za podjęcie z nami tej rozmowy.
Na początku chciałbym się skupić na tym bardzo inte­
resującym rozróżnieniu pomiędzy etnografią a antropologią,
jakiego Pan dokonał. U w a ż a m to za rzecz bardzo istotną.
Chciałbym się do tego odnieść. A ponieważ będzie to zawierało
pewną polemiczną nutę, to zacytuję jeszcze raz ten fragment,
żebyśmy mogli sobie go dobrze przypomnieć. Pisze pan:
„Antropologia tak jak 'humanistyka' jest nauką o człowieku
1 jego wytworach. Greckie étimos oznacza najpierw pewną
zbiorowość, ' l u d ' , u Homera pewną ' g r o m a d ę ' lub ' z a s t ę p ' ,
zatem coś, co przeciwstawić m o ż n a czemuś innemu, a przynaj­
mniej wyodrębnić z generalnej kategorii ánthropoi.
I stąd,
później, éthnos zabarwić się m o ż e znamieniem odrębności lub
zdecydowanej obcości."(...) - i potem następuje przytoczenie
tej etymologii, jak słowo to pojawia się u Arystotelesa w
1

6

liczbie mnogiej (ta éthna) jest postawione j u ż w jawnej opozycji
wobec Hellènes, czyli my, i daje się tłumaczyć przez barbarzyń­
cy." Dalej mówi pan, że ta etymologia jest nie do wykorzenienia
w dzisiejszym sensie słowa „etnologia", „choćby przez samo
zawężenie oznaczanego nim pola obserwacji" i przez to
z antropologią utożsamiać się nie daje. W konkluzji, zatem,
radzi pan z wymiennego stosowania tych terminów w ogóle
zrezygnować.
Jednakże broniłbym możliwości wymiennego, bądź jedno­
czesnego, równoczesnego stosowania tych terminów. - Dlacze­
go? Pomijając j u ż powszechną praktykę, że tak się po prostu
dzieje mimo różnic j ę z y k o w y c h , kulturowych, w obrębie
rozmaitych tradycji naukowych: francuskiej, niemieckiej, an­
gielskiej, amerykańskiej, polskiej, terminy te: etnografiaetnologia-antropologia, one się na siebie n a k ł a d a j ą . Ale
i niezależnie od tego faktu, broniłbym możliwości wymiennego,
stosowania tych terminów, bo kryje się za tym, coś ważniejsze­
go. Pewna specyficzna dwoistość, dwubiegunowość etnografii,
etnologii i antropologii, na którą zwracał uwagę Lévi-Strauss.
Pokazując i pisząc, że etnologia (konstatując przy tym jedynie,
bez zająknięcia, bez żadnego słowa komentarza, że dziś „coraz
częściej nazywana antropologią"), - bada i śledzi wszelkie
partykularyzmy kulturowe, (i to jest jeden biegun), a w ten
sposób dążąc do uchwycenia człowieka w jego najróżnorodniejszych przejawach - z drugiej strony ma zawsze w swoim planie,
na swoim horyzoncie (i to jest drugi biegun) kondycję ludzką.
To jest, dla mnie szczególenie ważne. A także i to: że z chwilą
pojawienia się etnografii- etnologii, wyłaniania się jej jako
nauki, ta „pierwsza" antropologia, j a k ą była antropologia
filozoficzna, antropologia in abstracto, zaczęła widzieć - dzięki
doświadczeniu etnografii i etnologii - człowieka in conereto. Co
więcej, te dwa plany, o których pan profesor wspomina
„zewnętrzność" (w etnologii), „ b l i s k o ś ć " (w antropologii) nie
muszą kłócić się ze sobą, i stanowić o rozłączeniu. Dlatego, że
etnologia i etnografia zapewnia nas, że przez poznanie innych
poznajemy siebie. W ten sposób jakby ta głęboka europejska
tradycja filozoficzna zostaje poszerzona. Bo tu już nie tylko
idzie o to: „poznaj samego siebie", ale o to, że dzięki
doświadczeniu zetknięcia się z innymi kulturami, kształtowa­
niem się opisów, ta wiedza o innych, o barbarzyńcach, o tych
poza nami, jakby wzbogacała, wchodziła w krąg antropologii
(tracąc po drodze jej „ e g o c e n t r y z m " ) . Nie jest to więc wcale
kwestia naszej nieuwagi. Myślę, że za tym wymiennym stoso­
waniem terminów etnografia - etnologia - antroplogia może
przemawiać także troska o zachowanie tej podwójnej
perspek­
tywy, która nie traci nigdy z pola widzenia: pewnych uniwersaliów, gdy bada lokalność, a badając partykularność kulturową,
partykularność etniczną, ma zawsze w planie tę jedność jaką
daje kondycja ludzka. Tu chodzi o to, że to „spojrzenie z oddali"
- że j u ż użyję tytułów ostatnich esejów Lévi-Straussa - jest
w gruncie rzeczy jednocześnie spojrzeniem „z bliska i z oddali".
Zapraszam państwa do dyskusji.
D . Czaja. Słusznie zwraca u w a g ę pan profesor, że w swojej
pracy dość niefrasobliwie, nie dość konsekwentnie, przywołuję
różne terminy: raz m ó w i ę o antropologii, innym razem o etno­
grafii. Ja bym tutaj nie mieszał tego trzeciego terminu etnologia.
Z jednej strony rzeczywiście jest takie rozróżnienie, o którym p.
Benedyktowicz mówił, i o którym pan profesor wspominał,
które gdzieś odwołuje się do źródłosłowu, do tego pierwszego
członu obydwu nazw, czyli éthnos i dnthropos, ale jest i ta
różnica, o której wspominam w pracy, która odnosi się też do
drugiej części obydwu nazw: logos i graphos. Proszę mianowi­
cie zauważyć, że w tych książkach, które od jakiegoś czasu
hołubimy, na które się powołujemy, do których się zwracamy

�- myślę tutaj o pracach Clifforda czy Geertza - nie przypadkiem
pojawia się termin etnografia, termin który j u ż troszkę za­
rzuciliśmy, bo jak słusznie a złośliwie powiada się, że etnologia
a zwłaszcza antropologia to brzmi ładniej i dumniej. A ci
panowie, jak na złość mówią właśnie o etnografii, zwracając
uwagę na to, że robota badacza zawsze zastyga w słowie, że
produkt finalny jest tekstem. Etnografia jest zawsze pisana, stąd
też oni nie przypadkiem mówią o etno - grafii, Ja powiedział­
bym tak, że oczywiście wolę termin antropologia, bo ánthropos
jest rzeczywiście szerszą kategorią niż étimos, ale gdybym
rzeczywiście chciał być konsekwentny i uwzględniać obydwie
te tradycje, o których mówiłem to powinienem raczej, pół
żartem, powiedzieć o antropografii, zachowując tym samym
jeden i drugi człon obydwu nazw, bo to by oddawało istotę tej
nauki, którą j a bym chciał uprawiać: z jednej strony zwraca się
tu uwagę na pewną wspólnotę doświadczeń, szukanie obok
oczywistych odrębności, inności, również tego, co stałe i wspól­
ne, zarówno w przekroju historycznym jak i geograficznym.
Z drugiej, kładzie się nacisk nato, że obojętnie czy to jest robota
w terenie, czy też pisanie o innych „tekstach": sztuce, fotografii
czy filmie, zawsze ten końcowy efekt naszej pracy jest
„pisany", jest pracą pisarską, a jeśli tak, to wynikają z tego
określone konsekwencje. Nie przeceniałbym, jak się to czasem
dzieje, roli języka w „robieniu" etnografii czy antropologii, ale
udawanie, że problem nie istnieje też najmądrzejszym pomys­
łem nie jest. Język, to nie jest niewinne medium. Niestety.
J . Tokarska. Ja jestem zdania, że racje stojące za wymien­
nym traktowaniem nazw etnologia i antropologia to są racje
natury historycznej. W Polsce jest tradycja wymiennego stoso­
wania tych nazw. Natomiast jak jest z pytaniem o istotę rzeczy
przez te nazwy nazywanych? Pan profesor tę istotę podejmuje,
starając się do tej istoty dotrzeć przez język. Nie wiem, jak się
opowiedzieć wobec tego ostatecznie, bo ciekawy jest ten pana
wywód etymologiczny, wiążący z etnologią zainteresowania
barbarzyńcami i obcością. Wszystko jednak zależy od tego, czy
0 tej obcości pomyśli się ontycznie czy ontologicznie, czy
pojmie się ją jako atrybut, czy jako relację, bo jeśli jako relację,
to wtedy z powodzeniem można tropić taką obcość u swoich.
Jest pytanie, oczywiście, co wtedy zrobić z pojęciem barbarzyń­
ca. To jest stary pomysł w etnologii zajmować się obcością
u swoich, nie tylko jeździć daleko, podglądać barbarzyńców, ale
też stawiać te pytania samemu sobie, w poszukiwaniu tej
ontologicznej tożsamości, a zatem również w poszukiwaniu tej
obcości w nas samych. Chodzi tu o trop Heideggerowskiej
myśli, że nasza wiedza jest większa od samowiedzy. T y m , co
wydaje mi się bardzo interesujące w etnologii jest owa obcość
w nieredukowalnej różnicy między wiedzą a samowiedzą.
Obcość nas samych wobec samych siebie, domagająca się
rozpoznania.
W. Michera. To etymologiczne rozróżnienie etnografii
1 antropologii wydaje mi się niezwykle ciekawe. Oto dwie na co
dzień funkcjonujące nazwy ukazują konsekwentnie dwa zasad­
nicze aspekty dyscypliny - szukanie obcości u swoich i swojskośei u obcych - choć z tej zależności nie zdawaliśmy sobie
sprawy. Jest to dodatkowy argument, by posługiwać się obiema
nazwami, choć też wskazówka, by określeń nie mnożyć ponad
potrzebę. Z jeszcze jednej strony owa równorzędność etnografii
i antropologii sprawia, że przydałoby się jednak jakieś okreś­
lenie nadrzędne, scalające. Coś w rodzju proponowanej przez
Dariusza Czaję antropografii albo nowej etnografii, ale oczywi­
ście podobne nowinkarstwo jest bardzo ryzykowne.
Z. Benedyktowicz. Co do tego wątku graphein, to warto
pamiętać i o tym, że to pisanie wynika z naszego widzenia
świata, postrzegania świata, porządkowania go itd. Dla mnie

etnografia to pole napięć pomiędzy tym, co lokalne a uniwersal­
ne; co partykularne, a co wspólne; co swojskie, co obce. Ta
robota pisarska odbywa się zawsze między tymi dwoma
biegunami. Dystans i uczestnictwo, „obserwacja uczestniczą­
ca". I dlatego bym, powtórzę, nie rezygnował z wielości
i przemienności tych terminów (bo nie czynię tego z lenistwa
czy przeciw puryzmowi terminologicznemu), tylko, że wszyst­
kie trzy etnografia - etnologia - antropologia, one oddają tę
dwubiegunowość, pełniej na różnych poziomach.
J . Tokarska. Ta „etnografia" w nowym rozumieniu może
być pomyślana (i chyba u Clifforda w różnych miejscach też tak
m o ż n a przeczytać) nie tylko jako pisarstwo, ale jako opis,
graphein, rzecz ujęta j ę z y k o w o . Akcentując ów opis, w etnogra­
fii opowiadamy się za hermeneutycznym zwrotem ku językowi,
za tezą, że poza język wyjść nie można. Chodzi o ów język
w najszerszym rozumieniu, ale jednak zawsze język, nie zaś
myśl czystą, przez fenomenologię uważaną za miejsce zjawia­
nia się bytu. Etnografia tak pojęta, uznająca i wyznająca fakt
swego zapośredniczenia przez język, nie jest więc żadną
„dyscypliną p o m o c n i c z ą " etnologii, ale tę „etnologię" inkorporuje, a przynajmniej pozbawia uprzywilejowania. Ta propo­
zycja terminologiczna jest absolutnie niekonkluzywna, bo
przecież w końcu my teraz zastanawiamy się, co znaczą słowa,
których używamy, nie traktując ich jak gotowych, ale właśnie
jako inteligentne tworzywo, które kształtujemy, zarazem w nim
będąc, bo także ono nas wypowiada.
W. Juszczak. Chciałbym zwrócić uwagę na taką rzecz, że
dwa czasowniki - legein i graphein oraz dwa rzeczowniki od
nich urobione - graphos i logos, w gruncie rzeczy mają
w europejskiej nauce tradycję taką, że tam gdzie się mówi
0 pisaniu, mówi się o badaniach szczegółowych, tam zaś gdzie
się przechodzi do „ l o g o s u " , m ó w i się o generalizacji, i dla mnie
różnica między etnologią a etnografią jest różnicą nie słowa
tylko doświadczenia i interpretacji. Tak bym to najogólniej ujął.
To znaczy zetknięcia się z fenomenem i ewentualnym opisa­
niem, to graphein w etnografii, niekoniecznie musi być opisem
po prostu. M o ż e być doświadczeniem czegoś i zobaczeniem,
oglądem. Natomiast etnologia wyznacza piętro interpretacji
bezwzględnie, i tu j u ż nie m o ż e m y poprzestać na opisie. Tak
widzę tę różnicę. W związku z tym gdybyśmy chcieli, wracając
do przykładu pana Czai, pójść za tym pomysłem antropografii,
to w gruncie rzeczy nie wiem czy antropografia nie byłaby
w stosunku do antropologii tym, czym wedle starego rozróż­
nienia, którego dokonał Croce, było rozróżnienie między
kroniką a historią. Między zapisem faktu a rekonstrukcją. Dla
mnie, intuicyjnie etnografia zawsze była nauką, która za­
trzymuje się na poziomie inwentaryzacji, mówiąc językiem
historyka sztuki, natomiast etnologia jest nauką, która nie może
zejść poniżej pewnych generaliów. Jedna dostarcza drugiej
materiałów do interpretacji. To tak, jak z ikonografią i ikonologią. Wyznaczany jest ciąg, w którym jedno nie musi być
oddzielone od drugiego. Wyznaczone jest nierozdzielenie etapu
budowania czegoś. Ikonologia, wedle definicji Panofskiego,
zawiera w sobie opis ikonograficzny, opis preikonologiczny
1 opis ikonologiczny. M o g ą istnieć jeszcze inne pośrednie. Ale
w gruncie rzeczy nie ma tu rozróżnienia między zapisem
a m o w ą , między doświadczeniem a myśleniem. Ja przynajmniej
tak to odczuwam czy rozumiem. Dotyczy to pewnej sprawy,
która wynikła w czasie dyskusji. Wracając do uwag p. Benedyktowicza: chodziło m i tylko o etnologię, zresztą w pracy mówi
pan, że będzie tych słów używał wymiennie, i to wywołało moją
reakcję etymologiczną, reakcję tak żywiołową, bo j a czuję
inaczej te słowa. Dla mnie antropologia jest bliższa humanis­
tyce, natomiast etnologia jest, m o ż n a tutaj dodać jeszcze jedną

�rzecz moim zdaniem niebagatelną, etnologia jest wytworem
kultury europejskiej, która się ustawia nad innymi. Ślad tego
właśnie mamy u Arystotelesa: Hellenes to oświeceni, a inni
ciemni. Tamci inni są nam obcy, nie są nami, a my stoimy wyżej.
Sprzeciw mój stąd pochodzi, że jestem obsesyjnym wyznawcą
idei Eliadego o kompleksie europoccntryzmu panującym w nau­
ce europejskiej. W całej nauce, ponieważ cała nauka jest
zbudowana w tym kręgu, teraz j u ż nazwanym zresztą euroamerykańskim.
Z . Benedyktowicz. A l e tu jest taka, istotna ambiwalencja, bo
wielu badaczy zwraca przecież uwagę na europejskość etnologii
czy etnografii, że ta nauka wyrosła na gruncie europejskim, jako
zainteresowanie kimś i n n y m , obcym. I to coraz bardziej się
pogłębiało, przemieniając się w pewnego rodzaju wręcz pokorę
poznawczą, tracąc ó w pierwotny negatywny sens zawarty w (ta
ćthna.)
W. Juszczak. Pokora nie jest tutaj taka zdrowa.
Z . Benedyktowicz. Nie, nie. Jest coś tu właśnie na rzeczy.
Kołakowski poświęcił temu wspaniały esej Szukanie barbarzyń­
cy*, w którym powiada, że to judeochrześcijaństwo, a jeszcze
bardziej doświadczenie chrześcijaństwa, leżące u źródeł Euro­
py, a więc to właśnie, co stanowi jądro duchowego obszaru,
który ujmujemy we wcale niejasnym trudnym, złożonym
i zawikłanym pojęciu: „ E u r o p a " , stworzyło tę specyficzną
wartość w kulturze europejskiej. Jest nią, jak powiada Kołakow­
ski, zdolność samozaprzeczenia. Zaprzeczenie, jakie dało w kul­
turze europejskiej, jakie wniosło w nią chrześcijaństwo, ta
wiążąca się z nim gotowość do ofiary, ta gotowość do
zobaczenia innego, otwarcia się na świat pogan, sam fakt
zainteresowania poganami, zwrócenia się do pogan, zmienia
właśnie sytuację. Chrześcijaństwo daje możliwość wyjścia poza
ciasny krąg plemienny. Z tej zdolności samozaprzeczenia,
zaparcia się samego siebie, jakie tkwią głęboko w chrześcijańst­
wie, rodzą się i wynikają inne wartości. T ą naczelną wartością
kultury europejskiej jest właśnie otwarcie się na innych. Z tych
źródeł wywodzi się też europejska etnologia i antropologia. Jest
tu miejsce i na autokrytycyzm i na facynację innym. Myślę
nawet, że ta fascynacja kimś innym, obcym prowadzi (czego
i dziś możemy być świadkami) czasami wręcz do pewnej
idealizacji świata kultury prymitywnej, „ d z i k i e g o " , barbarzyń­
cy. T u też jest miejsce na fascynację żywioną dla innych
wartości spoczywających w innych tradycjach kulturowych. To
także zobaczyć można dziś doprawdy gołym okiem. To jest ten
dylemat, jeszcze jedna dwoistość, ta ambiwalencja: europejs­
kiego stosunku do obcych.
W. Juszczak. Tylko jeszcze j a dodałbym j e d n ą rzecz
w związku z tym, co wspomniałeś o Kołakowskim. Nie
czytałem tego tekstu, ale jeżeli on tak twierdzi, to niestety widzi
chyba chrześcijaństwo właśnie przez listy św. Pawła. A to
znaczy: zbyt doktrynalnie, niestety. Ja bym się zatrzymał na
logia Chrystusa, i tu bylibyśmy jeszcze - jeśli tak można się
wyrazić - w domu. Potem zaczyna się dziać gorzej. Zaczyna się
ekspansja nawracania, ekspansja misyjna. Nie mam nic prze­
ciwko misjonarzom, żywię dla nich wielki podziw, ale uważam,
że poprzez to, co nazwałem tendencją i tradycją nawracania,
kultura europejska (nie religia judeochrześcijańska, tylko kul­
tura europejska wyrosła z tej religii) dokonała rzeczy strasznej
przez wspomniane poczucie wyższości, która to wyższość
mogła mieć jeszcze taki dodatkowy odcień, jaki niesie judais­
tyczna idea narodu wybranego. Ten odcień, który wbrew
Chrystusowi, wbrew literze Ewangelii, został nałożony na
chrześcijaństwo. Idea jedynej drogi, drogi wybranych, którzy
mają nie tylko wskazywać, ale narzucać (czasem siłą) drogę
innym. M ó w i ą c brutalnie, jak wiemy przecież z historii ta
8

„akcja" doprowadzała do przekonania, że cel uświęca wszelkie
środki.
Z . Benedyktowicz. To tylko tak pobieżnie, bo nie sposób tu
oddać subtelności tego wywodu. Kołakowski wychodzi od
krytyki takiego łatwego, powierzchownego walczenia z europocentryzmem, i gwałtownych napaści na kulturę europejską,
obwiniania jej o wszystko, co najgorsze. Świat barbarzyńców
ma mocne poczucie własnej wartości, ani siebie nie samobiczuje, ani sobie innymi kulturami nie zawraca głowy. Kołakowski
poszukuje takiej mocnej wartości w kulturze europejskiej
i odnajduje j ą właśnie w tej zdolności do samozakwestionowania się, o czego źródłach j u ż była mowa. Zwraca przy tym
uwagę, że przykładem tej wartości, czy samą taką wartością jest
właśnie nauka par exellance europejska, j a k ą jest antropologia
kultury. Żaden inny krąg religijny czy kulturowy nie wytworzył
ani takiej nauki, ani takiego typu zainteresowania, jakie wy­
tworzyły europejska etnologia i antropologia kultury. Oczywiś­
cie, zaraz ktoś powie: ona się interesowała dla kolonializmu, dla
podboju, dla ekspansji. Ja nie neguję tego nurtu ekspansji,
arogancji, wyższości. Ale trzeba przecież pamiętać, że u samych
początków obok podboju był ten nurt antropologiczny obecny:
Las Casas i inni, len antropologiczny wątek istniał, ten typ
zainteresowania, zafascynowania, szukania porozumienia i ro­
zumienia innego człowieka w jego innej sytuacji kulturowej,
językowej, etnicznej, egzystencjalnej. Że oprócz ekspansji, była
ta silna wola spojrzenia na siebie oczami innych. Była gotowość
do zakwestionowania własnej kultury
W . Michera. W idei misyjnej obecne jest założenie, że
jednak warto do tego obcego się udać. Bez tej idei obcy nie wart
jest zainteresowania; lub wart, ale podboju. A misja nie jest
zwykłym podbojem, jeśli nie w praktyce, to przynajmniej
w założeniach, a o nich raczej m ó w i m y . Jest formą zaintereso­
wania, dbałości o drugiego człowieka, choć niewątpliwie
przymusem, by go zmieniać. Nawet po to, by dostrzec istnienie
europocentryzmu trzeba najpierw uznać, że poza nami jest ktoś,
k i m warto się zająć.
S. Sikora. Sama idea nawrócenia kogoś zakłada, że ten ktoś
jest j u ż człowiekiem. W wielu kulturach - to choćby w nazwach
się o b j a w i a - z a ludzi uważa się tylko własną grupę czy plemię.
Natomiast zainteresowanie inną kulturą jest de facto stwier­
dzeniem, że ci ludzie też są ludźmi, i to jest pewnie pozytywne.
A że przy okazji chce się i m zmienić system wartości, czyli
uznaje się, że nasz jest lepszy, to oczywiście j u ż inna i gorsza
sprawa.
J . Tokarska. Z badań A n i Engelking znam białoruskie
opowieści o tym, jak chrzczono Żyda: „...i wtedy - mówią
- z Żyda zrobił się c z ł o w i e k " . Co do kwestii człowieka, którą
tak optymistycznie oceniłeś, Sławku, j a myślę że człowieka
rozpoznaje się w drugim pod warunkiem, że jest taki sam, jak ja.
Jeśli nie jest do mnie podobny, to on nie całkiem jest
człowiekiem. T u jest ta cienkość, która jednak w nawracaniu się
kryje. Natomiast jeśli chodzi o Kołakowskiego, ten tekst był
krytykowany ze względu na różne rzeczy, na przykład chodzi
o pytanie, czy rzeczywiście tylko Europejczyk interesował się
drugimi. To w końcu Arabowie - (Ibrahim Ibn Jakub) - nas
pierwsi odkryli, a nie my Arabów.
Z . Benedyktowicz. Ależ oczywiście nie mam tu wątpliwości,
bo wątek arabski ma swoje kapitalne znaczenie w kulturze
europejskiej (filozofia, matematyka), wszedł na trwałe do
dziedzictwa kultury europejskiej, i trudno by to negować. Dla
mnie to kultura europejska. A Ibrahim Ibn Jakub to Europejczyk
par exellence...
J . Tokarska. Tak to pod tym warunkiem, ale co wobec tego
z innymi.

�Z. Benedyktowicz. Otóż tu są różne kwestie. W r ó c ę na
chwilę do Kołakowskiego. On właśnie dobrze zdaje sobie (i
nam) sprawę z niejasności pojęcia „ E u r o p a " (zresztą ta część
książki, w której umieścił ten esej ma tytuł Kłopoty z kulturą).
Europa to tygiel w którym mieszają się różne wątki: z Azji
Mniejszej, z Azji Środkowej, ze Wschodu, i wątek arabski, to
nie jest „czysta" kultura. Zresztą nie wiem czy w ogóle takie
pojęcie „czystej kultury", „czystości kultury" byłoby nam do
szczęścia potrzebne. I właśnie dlatego Kołakowski, nie przez
historię (pytania: gdzie i kiedy się zaczyna Europa), nie przez
geografię (gdzie przebiegają jej granice), bo o tym można
byłoby długo dyskutować, ale przez pytanie o konstytutywną
wartość tej kultury, wartość, którą moglibyśmy afirmować, stara
się tę Europę uchwycić. I tą wartością jest właśnie wysiłek
łamania własnego „etnocentrycznego" zamknięcia. Ta zdol­
ność określiła naszą kulturę, zdefiniowała jej niepowtarzalną
wartość. On powiada nawet więcej, że europejska identyczność
kulturalna polega na tym, że utwierdza się w odmowie przyjęcia
jakiejkolwiek identyfikacji zakończonej. Pozostawia nas w nie­
pewności i niepokoju. (Tu znów m o ż n a by szukać echa z tych
głębszych źródeł: „Nie masz Greka, ani Ż y d a " ) .
Natomiast druga sprawa dotyczy europejskości antropologii,
kiedy powtarzam za Kołakowskim, że antropologia to nauka par
excellence europejska, to oczywiście, jak i u niego chodzi tu
o naukową formę etnologii, antropologii kulturowej. Nie wiem,
jak z innymi. Oczywiście, że w tych pierwocinach, przednaukowej formie, jak i w innych kręgach kulturowych istnieli
różni, historycy, geografowie, opisywacze świata. Ale j a mam
na myśli tę antropologię - naukę, jaka przyszła do innych
krajów, jako nauka, jako sposób, patrzenia na człowieka i na
świat, no właśnie, z tych europejskich źródeł. [Zostawmy j u ż
zupełnie na boku i tę kwestię, czy antropologia jest nauką, czy
też sztuką - jak uważam - sztuką interpretacji i widzenia (przy
nie zacieraniu różnic) jedności człowieka, człowieczeństwa
w całej jego różnorodności.]
Może już byśmy zwrócili się i w stronę innych zagadnień, ku
problemom symbolu.
Chciałem zapytać w związku z tym pana profesora. Pojawił
się już tu wątek o ikonografii, ikonologii. Czy istnieje taka
tradycja sporządzania obiektywnego, rudymentarnego, na naj­
niższym poziomie opisu, nie skażonego pewną ikonologią,
właśnie pewną interpretacją. Czyli opis taki, z którego różny
ikonolog może skorzystać. Bo w etnografii był podnoszony ten
problem, że każdy nasz opis świata, nawet ten najbardziej
rudymentarny jest czy może być j u ż jakąś interpretacją. Że
lepiej jest znać te związki pomiędzy opisem a projektem
interpretacyjnym. Kiedyś przed laty zwracałem na to uwagę
w ankiecie przeprowadzonej na tych łamach: Etnografia - etno­
logia - antropologia kultury... - Czym są? dokąd
zmierzają?
Czy istnieją takie czyste opisy ikonograficzne?
W. Juszczak. M o ż n a powiedzieć, że zawsze oczywiście
istnieją, ponieważ dotykamy tutaj związku pomiędzy obrazem
a słowem, a każdy przekład obrazu na słowo to j u ż jakaś
interpretacja. Ale też idzie o poziom. Opis czysto ikonograficz­
ny jest opisem, który w gruncie rzeczy zatrzymuje się na
poziomie tematu wyłącznie i nie sięga dalej. Taki chociażby
przykład, jak Pokłon Trzech Króli, odsyła nas do pewnego
tekstu czyli do Ewangelii św. Mateusza. Ogólnie wiemy, o co
chodzi. Siedzimy tylko różnicę w „rozegraniu" tego tematu
w poszczególnych obrazach. Natomiast ikonologią próbuje
pójść dalej. Ponieważ nie jestem w y z n a w c ą czy zwolennikiem
tego podejścia, moim zdaniem tutaj się zaczynają schody.
Mianowicie idziemy w ikonologii za tym, co bym określił ostro
jako przeczytane i ukryte. To znaczy istnieje pewna świado­
5

mość pozatematyczna, która zostaje przetransponowana za
pomocą różnych środków. Tutaj uprawiamy czasami taki rodzaj
overinterpretation,
że wpisujemy znaczenia coraz to szersze,
coraz to głębsze, i poprzez obraz wchodzimy do biblioteki,
a obraz znika z pola widzenia tak, że nie wiemy w końcu, czy on
jest dobry, czy zły. Ikonologią nie ma środków na to, żeby
powiedzieć, czy mamy do czynienia z dziełem wielkim, czy
mamy do czynienia z dziełem przeciętnym. Powołałbym się tu
na ładne rozróżnienie, którego dokonał kiedyś prof. Tatar­
kiewicz. Gdy jedna z moich koleżanek powiedziała mu o pew­
nym panu, że to taki wielki erudyta, profesor odparł: „Wie pani,
j a bym powiedział może: o c z y t a n y " . Otóż na tym polega
błąd ikonologii. Zmusza ona do przejścia od obrazu do tekstu
(-ów), i każe w istocie zapomnieć o obrazie. Rzecz w tym, że
idzie o funkcjonowanie pewnych treści (nazwijmy je niemod­
nym słowem: światopoglądowych), którymi dana epoka była
obciążona. Jak one właśnie wnikają do danego obrazu. Ja sam
tłumaczyłem jeden z tekstów Panofskiego o neoplatonizmie
Michała Anioła, gdzie, jak wiadomo, cała interpretacja mająca,
w gruncie rzeczy, mieć za przedmiot obrazy Bandinellego
i Tycjana, zaczyna się i kończy na interpretacji myśli Ficina
i jego szkoły. Obrazy właściwie stają się zbędne, nie mówiąc
0 tym, że czasami obraz kiepski niesie więcej treści, w związku
z tym daje więcej możliwości interpretacyjnych temu, który
interpretuje, niż obraz wielki. Nie przeczę, że jest to kierunek
naukowy, który bardzo wiele nam dał, pozwolił nam zobaczyć
coś nowego, zwłaszcza jeśli brać pod uwagę prace Panofskiego
dotyczące niderlandzkiego malarstwa, ale po Panofskim u jego
uczniów czy epigonów zaczęły się kłopoty. No a oczywiście
podejście to, w wersji „ p o p u l a r n e j " dało rezultaty karykatural­
ne.
D. Czaja. Wydaje mi się, że to spostrzeżenie ma pewne
odniesienia do antropologii. M a m na myśli złudzenie ikonologii
- przy wszystkich jej zasługach - takiego obiektywistycznego
opisu, iluzji obiektywizmu, skądinąd w intencjach szlachet­
nego, ale myślę, że gdzieś zakłamującego dzieło. Z drugiej
strony, wyraźne jest tu inne niebezpieczeństwo, które stało się
faktem w przypadku ikonologii: reifikacji dzieła. Dzieło zostało
uprzedmiotowione, badacz z odległości trzech, czterech stuleci,
z dystansu, na zimno opisuje i interpretuje dzieło, a ściślej
horyzont mentalny epoki, dzieło jest środkiem jedynie, który
służy do opisania szerszej struktury. Natomiast nie ma tutaj
mowy o tym, co w hermeneutyce nazywa się egzystencjalnym
przyswojeniem dzieła, a jeśli tego nie ma to znika taki drobiazg
jak cała tajemnica dzieła, bo to przecież taka nieobiektywna
kategoria. Rembrandt jest tylko „ p r z y k ł a d e m " w malarstwie
swojego czasu, jest tylko elementem kultury swojego czasu
1 niczym więcej. Nie wiemy i nie dowiemy się, dlaczego
Rembrandt wielkim malarzem był, ale nauczymy się sporo
o Holandii X V I I wieku. T o , rzecz jasna, złośliwe uproszczenie,
ale chyba jakoś uprawnione. Podobne do ikonologicznych
pokusy, podobne pragnienia, by „ d o t k n ą ć " rzeczywistości
obiektywnie, by opisać poprawnie, prawdziwie czyli Naukowo
j a k ą ona „ n a p r a w d ę " jest, przystawiając doń scjentyficzne
szkiełko i oko, istniały i , nie bójmy się słowa, istnieją wciąż
w antropologii. Jeśli j u ż padło słowo „tajemnica", to może jest
to sygnał, abyśmy kierowali uwagę w stronę problemów
związanych z symbolem.
Chciałbym nawiązać do tezy, bodaj czy nie głównej, tekstu
pana profesora. Nie owijajmy w bawełnę: pan profesor postawił
sprawę na głowie! Chodzi o to, że ta cała wiedza, którą
wkładamy studentom do głów, mianowicie, że jeśli gdzieś
symbol istniał „ n a p r a w d ę " to właśnie w kulturach archaicz­
nych, „ d z i k i c h " , plemiennych, czyli w tym całym świecie

9

�opisanym przez Eliadego jako ontologia archaiczna, otóż cała ta
wiedza została poddana poważnej próbie, jeśli nie wręcz
zakwestionowana. W pana tekście, o którym m ó w i m y , jest
dokładnie odwrotnie: powiada pan profesor, że o symbolu
możemy dopiero m ó w i ć od pewnego momentu, od tego czasu,
kiedy rozszczepia się ten spójny świat ontologii archaicznej,
kiedy, krótko mówiąc, jest co łączyć. Symbol, to jest to, co spina
te dwie rzeczywistości. Natomiast, powtarzając tezę tego tekstu,
w rzeczywistości myślanej religijnie nie ma czego spajać. Tutaj
jest moja wątpliwość, pytanie. W tego rodzaju rozumowaniu
dostrzegam nawrót do jakiejś postaci myślenia dychotomicznego. Oczywiście, byłoby niedorzeczne podejrzewać pana
profesora o jakieś pokusy Rousseau'idalne, że oto powracamy
tutaj do jakichś dobrych dzikusów. Moje pytanie jest takie:
gdyby pan profesor zechciał to rozjaśnić, czy rzeczywiście
empirycznie, nie wiem jak to sprawdzić w ogóle, istniał
w historii czas jakiejś pełni, bo niewątpliwie w tej koncepcji, to
jest wyraźne: kiedyś (kiedy?), istniała jakaś pełnia, jakiś,
nazwijmy to, stan zero, później w historii zaczęły się pewne
działania odśrodkowe. Wydzieliła się z jednego Universum
praca, sztuka, religia, muzyka, taniec, jak u van der Leuwa
w pięknym eseju Czy w niebie tańczą wyraźnie się o tym mówi.
Dla mnie pytanie jest takie: czy tak rozumując nie konstruujemy
jakiejś kolejnej kukły, którą podstawiamy w miejsce rzeczywis­
tości. Czy ta Wielka Całość nie jest funkcją naszych pragnień?
Czy naprawdę istniał kiedyś taki świat, o którym tutaj mowa.
Mnie się wydaje że jeśli m ó w i ć o wymiarze mitologicznym
rzeczywistości, w mocnym sensie słowa „ m i t " , to powołując na
świadka opisy wielkich mitologii jak i opisy z Genesis, świat
którego doświadczamy empirycznie jest zawsze miejscem
wygnania, i zawsze jest czas marny tak w roku 1250, 1995 jak
i w rzeczywistości neolitycznej, czy gdzieś tam później u ludów,
które opisuje Eliade. M a m więc wątpliwości, co do tego,
rozumiem, że modelowego, przeciwstawienia tych dwóch
rzeczywistości. Kwestia druga, to pytanie o moment, kiedy to
rozszczepienie nastąpiło. M o ż n a by w tym miejscu legion
uczonych powołać, którzy te daty wyznaczają: mówi się
o oświeceniu, o renesansie, o X I I wieku jako przejściu do
racjonalizmu, pojawieniu się myśli scholastycznej itd. Z kolei
Heidegger mówi o zapomnieniu o byciu j u ż w Grecji i rzeczywi­
stości niepodzielonej u presokratyków.
Dla mnie jest to pytanie, jak ta rzeczywistość istnieje? M o ż e
powinienem to powiedzieć na początku: główny cel mojej pracy
dotyczył z jednej strony symbolu, a z drugiej pytania o kulturę
współczesną. Ten symbol miał być instrumentem służącym do
rozpoznania rysów kultury współczesnej. Myślę, że pytanie
0 symbol jest trochę pytaniem jak w ogóle rzeczywistość
istnieje. Zresztą jest, tu dokładnie wyłożone za Heideggerem,
pytanie o to, jak jest to, co jest.
J . Tokarska. Właśnie, bo w tekście pana profesora to pytanie
odczytuję wcześniej, zanim pan zaczyna mówić o ontologii
archaicznej. W c i ą ż pytamy jak coś poznawać, a nie jak istnieje
to, co istnieje. Pytanie to rzadko się pojawia, bo nie ma języka,
trudno zapytać, co znaczy „jest". Rozmowa o symbolu jest
czymś, co wyświetla w jakiś sposób nas samych i nasz sposób
rozumienia świata, nasz sposób rozumienia owego „jest".
1 teraz, idąc za tym, o czym mówił Darek, też jestem zdania, że
czas marny był zawsze. Zastanawiam się czy szukanie miejsca,
w którym przechowuje się istota świata, ta wygnana z innych
miejsc, i nadzieja na to, że jest ona gdzieś obecna w pełni,
w pełni czasu, w pełni miejsca, czy więc to szukanie i ta nadzieja
nie są nam koniecznie do życia potrzebne. M y ś l ę , że są
niezbędne. W podobny sposób, jak konieczna jest wiara
w prawdę, choćby ta prawda była tylko wartością graniczną,
10

nigdy nie osiągalną, ale zrelaty wizowana do końca daje w efek­
cie straszny świat, czas nieodwracalnie zmarniały. Więc chodzi
mi o kreatywność takiego fundamentu. O „światotwórczą"
wartość wiary w to, że istota świata jest gdzieś, naprawdę
obecna. Niezależnie od tego, j a jako antropolog czuję protest,
kiedy słyszę, że to tylko my rozszczepiamy ten symbol,
wymyślamy go i nazywamy, a tam w tej ontologii archaicznej
tego symbolu jak gdyby nie ma.
Myślę, że nie jest dobrze tylko nas uznawać za specjalistów
od wyobcowania. Myślę, że warto i tzw. dzikim pozwolić, by
czasem w wyobcowanie popadli. Słowem - chodzi o to, by
rozróżnienie ontologia archaiczna - niearchaiczna rozumieć
typologicznie i abstrakcyjnie, nie zaś realistycznie, przypisując
je określonym grupom ludzkim. Inaczej zagrozi nam „Russeau'wskie odchylenie".
To wyobcowanie, o którym wspomniałam, rozumiem (za
Heglem) nie jako stygnącą wrażliwość religijną, ale jako
powszechny ludzki kłopot, polegający na tym, że nie możemy
być ciągle „u siebie". Hegel mówi: „duch jest ciągle w po­
wrocie" . W powrocie z wygnania, z upadku, z zapomnienia - do
siebie, do przytomności, do pamięci. Na tym polega historyczność i wszelka zmiana, że duch niepostrzeżenie odchodzi
i żmudnie powraca, a po powrocie okazuje się, że dom mu się
zmienił nie do poznania. A więc nie mityzujmy dzikich, oni są
też „ w powrocie", tylko m o ż e „cokolwiek dalej"...
Z kolei naszą, europejską specyfiką, o której mówił Zbyszek,
jest owa umiejętność abstrahowania od siebie, wychodzenia
poza swoje. W całym pięknie i grozie Europa tę zdolność
rozwinęła najbardziej. W pięknie - bo z niej powstała etnologia.
W grozie - bo ta umiejętność uskrajniona oznacza wyob­
cowanie w potocznym, nieheglowskim sensie tego słowa,
poczucie życia w obcym świecie, w czasie marnym. C i , których
ta autorefleksja tak mocno nie naznaczyła, którzy nie muszą tak
kompulsy wnie wychodzić poza siebie, poza swoje, żyją w świe­
cie może bardziej sklejonym. Ale oni trafiają się też w Europie,
może nawet wśród nas.
S. Sikora. Pan profesor sformułował pogląd, że w społeczeń­
stwach, nazwijmy to pierwotnych czy archaicznych, nie ma
rozróżnienia, czy też jest ono trudno dostrzegalne, na sacrum
i profanum. Po raz pierwszy teza ta pojawiła się w Paleolitycz­
nym eposie, tekście bardzo pięknym, przy okazji opisu „dream
time" u Aborygenów australijskich. Ale wydaje m i się, że jest to
tylko jedna strona rzeczywistości i że oni nigdy nie żyli stale
w tym okresie śnienia. Czas wędrówki można by traktować jako
taki rozciągnięty okres święta. Wędrując powtarzają oni pieśni
0 stworzeniu, tym samym reaktywując rzeczywistość, tworzą j ą
na nowo. Ale te wędrówki podejmowane były tylko co pewien
czas, pomiędzy nimi rozciągał się czas zwykły, czas profanum.
Świat dzikich też był światem niejednorodnym. A symbol jest
przecież również czymś, co pozwala na przejście z rzeczywisto­
ści profanum do rzeczywistości sakralnej.
A propos tego pęknięcia warto tu przytoczyć przykład, który
podaje Lévi-Strauss w jednym z esejów w Antropologii struk­
turalnej. Opowiada on o pewnym Indianinie z Ameryki Północ­
nej, który był bardzo sceptycznie nastawiony do władzy
czarowników i ich leczniczych umiejętności. Został wtajem­
niczony, nauczył się wszystkich tych umiejętności, ale tylko po
to, by zdemaskować fałsz i zdyskredytować czarowników.
1 rzeczywiście udało mu się, stał się mistrzem, lepszym od
innych. Ale jednocześnie zmienił zdanie: przestał się inte­
resować tym, żeby z d e m a s k o w a ć innych i zaczął po prostu
„zbijać k a s ę " . Stał się hipokrytą, który z zimną krwią stosuje
wyuczony proceder, by „ w y k o ń c z y ć " konkurencję, co mu się
zresztą udało.

�Jest chyba w myśleniu o społeczeństwach archaicznych
tendencja do unifikacji, ujednorodniania myślenia, które tam
panuje czy panowało. To znaczy, że wszyscy ci ludzie myślą czy
myśleli bardzo do siebie podobnie, że każda jednostka jest jakoś
bardzo blisko innej jednostki, jeśli idzie o sposób myślenia,
a przecież oni, jeśli byli ludźmi, również musieli być różni
i mieć dystans wobec siebie. Poza tym Eliade pisze, że dzicy też
mieli swoje raje.
W . Michera. Zastanawiam się, czy my myśląc o symbolu
próbujemy zrekonstruować p e w n ą praktykę symboliczną, jakiś
konkretny, historyczny, symbol człowieka Średniowiecza lub
Murzynów Bantu, czy też staramy sie zrozumieć pewną, ogólną,
zasadniczą sytuację egzystencjalną, która określa i nas, i wszyst­
kich innych ludzi. Te dwa ujęcia łączą się oczywiście, ale
niezbędne jest też ich odróżnienie, bo zdarza się, że na pytania
z jednego poziomu dajemy odpowiedzi z drugiego. Rekonstru­
ujemy jakąś konkretną sytuację symboliczną (w Średniowieczu
albo w Neolicie) i twierdzimy, że to jest właśnie laboratoryjnie
czysty symbol, który m o ż e posłużyć jako doskonały wzorzec
dla innych, j u ż tylko przybliżonych sytuacji. Ja wolę myśleć, że
istnieje pewien symboliczny aspekt naszego istnienia, naszego
stosunku do świata, który w rozmaitych wcieleniach odnaleźć
można na całym świecie.
W . Juszczak. Nie będzie to odpowiedź wprost. Są same
pytania. Wszystko się zaczęło u mnie (przepraszam, że mówię
tutaj o osobistych doświadczeniach czego zwłaszcza w dyskus­
jach naukowych nie uważam za taktowne) od najpierw fas­
cynacji, a potem gwałtownej repulsji względem Cassirera.
W 1987 roku napisałem referat na pewną sesję w Szwajcarii
(materiały z niej nie były publikowane) i ten referat zamieściłem
w „Festschrifcie" Jacka Woźniakowskiego Fermentum tnassae
mundi pod tytułem Uwagi o kulturze symbolicznej. Był to
gwałtowny atak na „teorię form symbolicznych", na co nie­
którzy, może i słusznie, ostro reagowali, bo chyba nie dość
zdecydowanie się tam wyrażałem. Ale intencjami rządził tu
bardzo zdecydownany sprzeciw. Sprzeciw wobec sprowadzania
wszystkiego, całej - tutaj mogę odpowiedzialnie użyć słowa:
antropologii - całej nauki o człowieku, do problematyki
symbolicznej, do problematyki symbolu. Nie potrafiłbym, teraz
już (bo jak wiadomo własnych tekstów się nie czytuje, co jest
poniekąd słuszne), nie potrafiłbym dokładniej zrekonstruować
tego wywodu, ale szło m i głównie o to, że za teorią tą kryje się,
jakaś wzbogacona, rozbudowana czy zmodyfikowana postać
filozofii Kanta. Czyli: mimo że dzieło Cassirera ukazuje się po
tzw. przełomie pozytywistycznym, przełom ten nie jest zauwa­
żalny w tym dziele ponieważ nie ma sposobu dojścia do
ontologii. Jesteśmy wciąż na poziomie epistemologii i symbol
jest wyłącznie instrumentem epistemologicznym. Samo słowo
„symbol" jest wypisane na naszym sztandarze epistemologicz­
nym. W związku z tym to słowo, które p. Czaja wymienił na
początku, mianowicie, słowo „tajemnica" znika. Wystarczy
powiedzieć „ s y m b o l " , żeby uchylić się od kwestii sięgania,
dotykania, zbliżania się do jakiejkolwiek tajemnicy. W symbolu
tajemnica ma być jakby j u ż zawarta. Jak pisał o tym np. Miriam
we wstępie do Wyboru dzieł Maeterlincka w roku 1888, symbol
jest „alegorią ż y w ą " , wewnętrzną itd. To słowo załatwia nam
jakby sprawę ontologii, czyli pytania o sposób istnienia rzeczy.
Zajmujemy się „formami symbolicznymi", ale właśnie for­
mami tzn. zewnętrzną powłoką pewnych zjawisk, wyłącznie
badając to w jaki sposób m o ż e m y je poznawać, rozumieć,
doświadczać ich, a uchylamy wciąż pytanie o to w jaki sposób
one są. I to jest jeden z przyczynków do historii omawianej tu
recenzji. Natomiast drugi, „ g e n e t y c z n y " jej moment łączy się
z olśnieniem, jakie mi dało przeczytanie zdania z dzienników

Claudela gdzie pisze on (raczej nie zacytuję tego, ile to
zinterpretuję), że po to żeby tworzyć sztukę musimy stanąć
twarzą w twarz z rzeczywistością, ale nie z rzeczywistością
doznawaną zmysłowo, tylko z rzeczywistością - i tu następuje
cytat z Credo - rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Otóż to mi
ukazało newralgiczny punkt współczesnej kultury i dlatego,
znacznie później napisałem tekst, drukowany w „ Z n a k u "
O rozdźwięku między sztuką a kulturą europejską . Bo kultura
w moim przekonaniu, jest właśnie symboliczna, a sztuka nie.
Taka sztuka jaka urzeczywistniałaby hasło Claudela, to hasło,
jak je on nazywa, rozwijając tę myśl, sztuki „katolickiej"(nie
w sensie religijnym, tylko w sensie jej „ p o w s z e c h n o ś c i " ) . To
domaganie się sztuki, która się konfrontuje z rzeczywistością
totalną, albo próbuje dotrzeć do rzeczywistości myślanej total­
nie - tworzy z dziedziny sztuki enklawę w obrębie kultury, tej,
którą za Casstrerem zgodziłbym się nazwać symboliczną,
wyłączając z niej sztukę. Tak samo, jak religię, lub doświad­
czenie religijne raczej, (bo jeśli m ó w i ę „religia", to ktoś mógłby
pomyśleć „teologia", na przykład, a teologia, jak powiedział
nasz przyjaciel Heidegger, jest nauką, która obraża Boga,
ponieważ z tajemnicy robi rachunek).
T . Rutkowska. Jakiego rodzaju sztukę uznałby pan za godną
tego typu podejścia? Co jest według pana sztuką w świecie
zupełnie współczesnym?
W . Juszczak. Co u w a ż a m za sztukę? Trudno m i wymienić
bardzo nieliczne zjawiska ponieważ, i to powtarzam obsesyjnie,
zawsze sztuki jest i będzie bardzo mało, mimo że produkcja
artystyczna jest bardzo duża. I stąd bardzo trudno wymienić
przykłady.
D. Czaja. Przepraszam, że wpadam w słowo, ale chyba nie
0 nazwiska chodzi czy konkretne dzieła. Problem jest szerszy.
Oczywiście, do sztuki jeszcze wrócimy, do sztuki współczesnej,
1 do sztuki w ogóle, do tego podstawowego pytania, o którym
mówiliśmy. Jedną rzecz niewątpliwie trzeba tutaj powiedzeć:
teoria Cassirera jest takim negatywnym punktem wyjścia, ale
myślę - bo przewijało się to w całej wypowiedzi pana profesora
- że symbolizm jako zjawisko w sztuce, jako prąd myślowy
w poezji i w sztukach pięknych też jest tutaj na cenzurowanym.
Dlaczego? Z jakiego powodu tak w wypadku Cassirera jak
i w wypadku symbolistów? M y ś l ę , że z takiego oto powodu, że
w obu przypadkach symbol rozumiany jest jako coś, co jest
stworzone, wymyślone, mówiąc j u ż prymitywnie: wyproduko­
wane. W przypadku symbolistów był to program. Program
intelektualnie opracowany i przemyślany. Powiada się tam:
będziemy tworzyć symbole, będziemy nie tylko pisać manifesty
symbolistyczne, będziemy pisać poezję gęstą od symboli,
będziemy robić sztukę symbolistyczną. Jako komentarz do tego
zjawiska wystarczy tylko przypomnieć polemikę Mandelsztama
z symbolizmem rosyjskim. Rozniósł on na strzępy cały ten
pomysł, mówiąc, że słowa zostały przez symbolistów zapieczę­
towane, że zostały oddane do użytku liturgicznego, że j u ż nie ma
stołu zwykłego, przy którym siedzimy, tylko jest stół, przy
którym trzeba uklęknąć na sam dźwięk słowa, nie ma ognia,
przy którym się ogrzewamy, ale jest ten ogień przy którym
trzeba ręce rozkładać i wpadać w pseudomistyczny stupor.
A przecież sama rzeczywistość jest j u ż tajemnicą i nie trzeba
odświętnych, sztucznych protez dorabiać. W tym sensie j a się
całkowicie zgadzam, że tutaj symbol, symbolizm byłby taką
rzeczywistością negatywną. I stąd, myślę, ta repulsja pana
profesora na słowo „ s y m b o l " , gdzie symbol wiele obiecuje,
a tak niewiele daje.
W . Juszczak. Jedna kwestia. To, co pan powiedział o sym­
bolizmie jako kierunku historycznym, w tej chwili (i nareszcie,
po latach) skojarzyło m i się z tym, dlaczego próbuje się
6

11

�zazwyczaj (pozornie m o ż e ) „ p o ż e n i ć " symbolizm z secesją?
W pana uwadze jest ładunek, który pozwala na takie złączenia.
Bo o tyle, o ile secesja jest stylem produkowanym sztucznie,
z rozmysłu, inne style „produkowały s i ę " naturalnie (tzn.
powstawały „naturalnie"). T u mamy prostą reakcję na style
historyczne: w y p r o d u k o w a ć styl nowy, czyli sztuczny, i w tym
odkrywamy związek z symbolizmem. To tylko taka reakcja na
stwierdzenie, że secesja i symbolizm to są dwie strony tego
samego medalu. Świadomość pewnego tworu kulturowego,
który powstaje naturalnie w rozwoju historycznym, zostaje
teraz wykorzystana po to, aby instrumentalnie działać jako
środek do sztucznego p r o d u k o w a n i a czegoś, co przed­
tem powstawało niejako samo przez się. Przepraszam za tę
uwagę na marginesie.
D. Czaja. Tak, rzeczywiście, chciałbym jeszcze raz podkreś­
lić, że symbol „symbolistyczno-cassirerowski" jak i symbol
w takim potocznym rozumieniu, więcej obiecuje niż w istocie
daje. Jest raczej pozoracją tajemnicy, taką protezą poznawczą,
niż rzeczywiście środkiem dotarcia do czegoś istotnego, i jak
powiadamy, niepoznawalnego. Z a u w a ż m y , na marginesie, że
książki z „ s y m b o l e m " w tytule, rozmaite słowniki symboliczne
wciąż sprzedają się świetnie. Sugerują one, że za parę złotych,
bez wysiłku można otrzeć się o „niewidzialne", o misterium.
Chętnych nie brakuje.
Ja nawiązałbym jeszcze do tego wcześniejszego pytania, do
tej wspomnianej dychotomii: czy to rzeczywiście jest tak, jak
my dzisiaj m ó w i m y , czy to pęknięcie, stawiając sprawę na
ostrzu noża, istniało zawsze, tylko trochę inaczej, czy rzeczywi­
ście podtrzymywałby pan profesor tezę, że istniała niegdyś
jakaś pełnia sensu, pełnia tej rzeczywistości, gdzie widzialne
i niewidzialne stopione byłoby w jedno? Ja w ten sposób
czytałbym ten tekst. Kiedy powiada pan o rzeczywistości
myślanej religijnie, to czy jest to typ idealny, czy jest to postulat,
czy jest to rzeczywistość empirycznie uchwytna, a jeśli tak, to
jak, i czy taka rzeczywistość kiedykolwiek istniała? Czy
w związku z tym cała ta konstrukcja jest zasadna?
W. Juszczak. To jest pytanie podstawowe, i moja odpowiedź
byłaby, jakby ktoś mógł powiedzieć „idealistyczna". W moim
przekonaniu istniał i istnieje taki sposób doświadczania świata,
który jest sposobem doświadczania świata jako rzeczy jednej.
Istnieje to, w moim przekonaniu, w kulturach, które nazwijmy
pierwotnymi. Nienaruszonych jeszcze przez zgiełk cywilizacyj­
ny, tkwiących w jakichś enklawach, w których one się kryją
i tworzą, i w kulturach archaicznych. Oczywiście za cały ten
pomysł w moim przypadku odpowiedzialny jest Heidegger
z tym swoim pomysłem na temat presokratycznej filozofii,
w której j u ż widać ślady załamania w momencie, kiedy się jawi
filozofowanie jako myślenie w j a k i m ś sensie naukowe. W tym
momencie zaczyna się to, co Heidegger nazywa myśleniem
metafizycznym, oczywiście tutaj trzeba całkowicie po heideggerowsku traktować to słowo, bo inaczej jest mylące. Natomiast
w moim przekonaniu istnieje coś takiego, jak świat doświad­
czany mistycznie. Doświadczenie mistyczne jest takim do­
świadczeniem, które przekonuje nas (mimo że żaden opis nie
oddaje pełni tego doświadczenia) o odkrywaniu jedności,
o jedności absolutnej świata, której nic nie zdoła nigdy
rozedrzeć. Chciałbym zwrócić u w a g ę na, może mało znaną
jeszcze w naszym kręgu, sesję na K U L u poświęconą tak zwanej
nowej interpretacji Platona. Ta „ n o w a interpretacja" wcale nie
jest nowa, ale jest nawrotem do pewnej intuicji j u ż bardzo
dawnej. Jest to interpretacja oparta na tezie, że dialogi Platona
miały charakter „popularyzatorski", były przeznaczone dla
niewtajemniczonych, natomiast jądro swej nauki przeznaczył
on wyłącznie dla wąskiego grona uczniów „ w t a j e m n i c z o n y c h "

12

albo mu najbliższych. Ślady tego m o ż e m y r e k o n s t r u o ­
w a ć tylko z pism filozofa, bo są tam tylko ślady. To co jest
istotą tej nie zapisanej „ o s i " myślenia Platona, to nauka
0 „ J e d n y m " przez duże „ J " . W ten sposób można jak gdyby
wyminąć tę interpretację Platona, którą nam daje Heidegger, na
przykład. To znaczy: Platon myślał „archaiczniej" niż Arys­
toteles. Dla Heideggera bowiem to Arystoteles jest tym, który
nawiązuje, jako historyk myśli greckiej do myśli archaicznej, do
myśli „przedmetafizycznej" a Platon stwarza j u ż zdecydowany
fundament pod „metafizykę" europejskiej filozofii. Otóż we­
dług tej nowej interpretacji Arystoteles jest zależny od Platona,
1 tylko jakby „ z d r a d z a " tajemnicę jego ezoterycznej doktryny
(doktryny „ s p o z a " dialogów). Spojrzenie, które by potwier­
dzało właśnie tę tezę, wokół której krążymy, że takie poczucie,
takie doświadczenie rzeczywistości, i taki sposób myślenia
0 rzeczywistości istniał w europejskiej kulturze tylko w okresie
przedpiśmiennym, bo gdy pojawiają się pierwsze pisane teksty
śledzimy j u ż cechy rozpadu tej pierwotnej wizji świata (może
z wyjątkiem Anaksymandra, u którego wedle interpretacji
Heideggerowskiej ślad takiej wizji jeszcze istnieje), wizji świata
jako Jedni, jako niepodzielnej całości, o czym j u ż była mowa.
S. Sikora. To, co pan profesor powiedział o Platonie może
odnosić się także do tekstu Paleolityczny epos, gdzie przytacza
pan przykład zamkniętych zakonów kontemplacyjnych jako
enklaw, w których istnieje tylko sacrum, ale to są tylko obszary
wydzielone i sądzę, że taka rzeczywistość nie podzielona jest do
pomyślenia tylko w obrębie zamkniętych enklaw, które istnieją
w ramach jakiegoś większego społeczeństwa czy społeczności.
Jednym słowem, że sacrum nie może się obyć bez profanum.
W . M i c h e r a . Fascynujące jest to, że ten „ n o w y " Platon na
nowo zinterpretowany, określany jest wobec Platona „starego",
który przecież nadal istnieje. Sam fakt obecności tego rozdziału
na stronę egzoteryczną i ezoteryczną (tę wewnętrzną) jest
niezwykły: owo głębokie wtajemniczenie jest możliwe tylko
wobec tego, co jest na zewnątrz. M a m duże wątpliwości, czy da
się tak prosto ekstrahować to ukryte jądro, bo gdzie byłoby ono
mianowicie zawieszone?
Od dawna mam zresztą duży kłopot ze zdefiniowaniem
mistyki, będącej zjawiskiem fascynującym,
niezwykłym
1 - przeczuwam to - wiele m o g ą c y m powiedzieć o doświad­
czeniu symbolu. Problem tkwi w tym, że mistyka bywa
najczęściej przeciwstawiana takim sytuacjom symbolicznym
jak liturgia, obrzęd. Z jednej strony więc życie religijne
funkcjonuje w formie liturgicznej (czyli symbolicznej), z dru­
giej zaś - sugeruje się - niektórzy ludzie dochodzą do takiego
punktu, w którym pojawia się uczucie niedostatku takiego
dotykania świętości. Mistycy pragną odrzucić te rusztowania, te
kule, i pójść dalej, by oddać się uczuciu jedności z Bogiem.
W czym symbole mają być j u ż zbyteczne.
Z a u w a ż m y jednak, że z podejścia takiego wynika pewna
określona definicja symbolu, jako narzędzia poznania, w pew­
nych sytuacjach niezbędnego, ale jednak fałszującego rzeczy­
wistość, zamykającego j ą w złudnych konceptach, w istocie
więc zamykającego do niej dostęp. Podobny idealizm pojawia
się czasem w wyznaniach artystów, np. Andrieja Tarkowskiego
lub Jerzego Nowosielskiego, który deklaruje, że nie maluje
nigdy obrazów symbolicznych, lecz realność bytów ducho­
wych. Zastanawiam się jednak czym jest owa duchowa real­
ność? Czym różni się od zwykłej realności? Czy nie jest
złudzeniem przekonanie, że w owych niezwykłych sferach
istotnie pozbywamy się balastu pośrednictwa naszej pamięci
i wyobrażeń?
Możliwa jest bowiem wizja symbolu, w której nie tyle
zamykałby on ó w doskonały stan Jedności w j a k i m ś ułomnym

�znaczącym, ile włączał w tę sytuację człowieka, angażował go,
stając się nie tylko poznaniem, ale i d o ś w i a d c z e n i e m .
Lepiej wtedy mówić o sytuacji symbolicznej niż o symbolu, bo
unikamy pokusy redukowania go do symbolicznej formy. Jeżeli
zaś włączymy w obręb symbolu, jako jego integralny składnik,
ów moment doświadczenia,
to nic nie stoi na przeszkodzie, by
za symboliczne uznać także doświadczenie mistyczne lub
artystyczne.
Może będzie truizmem to, co powiem, ale owa poszukiwana
i rezygnująca z wszelkiego, nawet symbolicznego pośrednictwa
jedność, totalność, to cel, którego nie da się trwale zrealizować,
bo zrealizowany przestaje być źródłem mocy. Mocy, którą
utożsamiałbym z symbolem.
D. Czaja. Krótko już, chciałbym pójść za tą myślą Wojciecha
Michery, bo nie powiedzieliśmy o tym, co jasno wynikało
z tekstu pana profesora. Otóż wyraźne jest w nim napięcie
między symbolicznym a rzeczywistym. Tymczasem w tym
znaczeniu o jakim p. Michera mówił, mamy uratowanie jednego
i drugiego, czyli, przy pewnym przeformułowaniu, pewnym
rozumieniu słowa „ s y m b o l " można m ó w i ć o nim tak samo jak
0 „rzeczywistości". M o ż n a by nawet mówić o „rzeczywistości
symbolicznej", gdyby nie to, że przy tym przeformułowaniu
wyrażenie to stało się pleonazmem właściwie: i „ s y m b o l "
1 „rzeczywistość" pojmowane są dokładnie tak samo. Ja bym
jeszcze inaczej ujmował to, co Wojciech Michera powiedział:
nie tylko chodziłoby o doświadczenie symboliczne, nie tylko
0 egzystencjalne przyswojenie rzeczy, ale też inna byłaby
relacja w samym symbolu. Joanna Tokarska wspomniała ważny
z wielu względów, konflikt u progu nowożytności między
Lutrem i Zwinglim, który dotyczył Eucharystii, symbolicznego
1 realnego jej rozumienia. M o ż e trzeba by zwekslować tę
rozmowę o symbolu z relacji semiotycznej, odnoszenia „ d o " ,
wskazywania „ n a " , rozdziału na znaczące - znaczone, sym­
bolizujące - symbolizowane na relację ontologiczną. Zro­
zumiałe jest, że Nowosielski irytuje się, kiedy mu mówią, że
maluje symboliczne ikony, i ma rację. Bo zwraca się on przeciw
symbolicznemu prostactwu, które polega na tym, że tam
w ikonie kwiatki symbolizują coś tam, górka coś tam, i jak sobie
to zdeszyfrujemy, to będziemy wiedzieli co to jest ikona. Nie, j a
maluję realność, mówi Nowosielski, ale tę realność pojmowaną
właśnie symbolicznie, ale na sposób ontologiczny: poprzez
deskę, poprzez malowidło prześwieca rzeczywistość przez
wielkie „R". I ta namalowana rzeczywistość istnieje mocno.
Ona j e s t . Może być miejscem epifanii i wtajemniczenia.
O podobnym rozumieniu symboliczności obrazu mówi francu­
ski filozof i teolog Chauvet, kiedy w swej książce Symbol et
sacrament pisze o butach van Gogha, idąc w tym miejscu
tropem Heideggerowskim. Powiada on, że te wiejskie buty
zobaczone i namalowane przez van Gogha istnieją symbolicz­
nie, a to oznacza, że istnieją mocniej, bardziej realnie niż
- paradoksalnie mówiąc - realne, „ p r a w d z i w e " buty. Sym­
boliczne równa się tu: rzeczywiste.
J . Tokarska. W Źródle dzieła sztuki Heidegger pisze, że
dzieło sztuki istnieje wtedy, kiedy jest zachowywane. Czytając,
spodziewamy się, że on dzieło sztuki do końca zrelatywizuje,
a on robi woltę. Pomyślmy o ikonie, która wisi gdzieś w bocznej
sali galerii, muzeum, jest j u ż zupełnie zapomniana, zupełnie
zaprzeczona, nie zachowywana. I wtedy Heidegger zaskakuje,
bo powiada, że ona nawet wtedy nie przestaje być dziełem,
ponieważ źródłem prawdziwego dzieła jest samo dzieło. I to jest
piękne zdanie, bliskie temu jak rozumiem pana profesora tezę
o ontologii archaicznej. Pana koncepcja jest niezwykle atrakcyj­
na, ponieważ pozwala wyjść poza ten dualizm, symbol, niesymbol, dualizm tworzony mocą naszych subiektywnych roz­

strzygnięć. M a m tu jednak pytanie. Czy pan by się zgodził na to,
żeby tę ontologie archaiczną uczynić bardziej „rozproszoną",
żeby nie rezerwować jej tylko do tej dalekiej wyspy skarbów na
ciepłych morzach, tylko poszukać jej między nami. Byłaby to
zatem taka „rozproszona ontologia archaiczna", w obrębie
której możliwy jest ten niesamowity paradoks, że wszystko jest
symboliczne. Zdarza się to w tych rzadkich momentach nietematycznego - przeszłabym na terminologię Heideggera - kon­
taktu ze światem. Ta rozproszona ontologia archaiczna zjawia
się nie w rezultacie planowania, czy też metodycznego wysiłku,
ale po prostu chyba jest łaską, tak to należałoby nazwać. Są to te
bardzo rzadkie momenty, ale dostępne każdemu, nie tylko
„gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie b y w a l i " .
W . Juszczak. W tym dla mnie tkwi kwestia wyobcowania
czy też wyrwania sztuki ze współczesnego europejskiego
kulturowego kontekstu. Dlatego właśnie, że to nie może
przestać istnieć, to nie jest zarezerwowane dla pewnych epok,
pewnych kręgów, pewnych ludów. To istnieje równorzędnie,
z nawet na nowo b u d o w a n ą kulturą, tylko że w kulturach
archaicznych, takich jak te, które analizuje Eliade (stosując też
to słowo „ s y m b o l " , które m i u niego przeszkadza), w tych
kulturach jest to powszechne, a u nas zaczyna być to spychane
na margines i staje wobec tendencji rozproszenia. Sztuka jest
j e d n ą z takich enklaw w obrębie kultury, podobnie jak religia,
(lub m o ż e raczej należałoby powiedzieć: doświadczenie wiary).
Powtarzam to za Heideggerem: są trzy takie dziedziny: sztuka,
ontologia fundamentalna i religia. Trzy dziedziny, w których
przechowuje się doświadczenie wiodące nas ku antropologicz­
nemu ujmowaniu rzeczywistości. Lub to, co jest u Jaspersa
nazwane „ W s z e c h o g a r n i a j ą c y m " . T o nie może przestać istnieć,
ulega jedynie redukcji, że tak powiem „ilościowej". Dla
porządku jeszcze jedna kwestia. Ponieważ można by powie­
dzieć, że w pewnych religiach, właściwie we wszystkich
religiach, mamy do czynienia z c z y m ś podobnym do tego, co
próbują odkryć lub też w m ó w i ć nam nowe badania nad
mistycyzmem, mianowicie dotyczy to np. św. Franciszka, tzn.
istnieje pewien zespół pism które są - i to jest bardzo istotne
- skutkiem doznania mistycznego i pozwalają je nam tylko
przybliżyć, ale to, że zawsze ta sama przyczyna wywołuje ten
sam skutek świadczy w takim sumowaniu się różnych źródeł,
z których czerpiemy, o tym, że ten proces jest zawsze taki sam.
Bo to samo dotyczy pism św. Jana od Krzyża które, są w gruncie
rzeczy nieczytelne, na dobrą sprawę (są, dla mnie przynajmniej,
przegadane). A l e za tym się kryje pewna siła doświadczenia,
która w j a k i m ś sensie jest rozrzedzona później w słowach.
Prowadzę jednak do czegoś innego, do pewnej analogii, która
mi się ostatnio zarysowała na skutek moich okropnych pomys­
łów tzw. „ n a u k o w y c h " (w trzech, co najmniej, cudzysłowach),
mianowicie w związku z moim nieszczęsnym wykładem o or­
namencie, który prowadzę przez trzy lata, a który sprowadził
mnie w tym roku na zupełne manowce, czyli do badań nad
mandalą. Otóż to, co Europejczycy, z Jungiem włącznie lub na
czele, wypisują na temat mandali, jest po prostu trudne do
uwierzenia przeważnie. Natomiast, ponieważ do mandali trzeba
przejść przez buddyzm, przynajmniej go jakoś dotykając, więc
sięgnąłem do źródeł, w paru miejscach ich dotykając. I po­
czułem przy jednym takim dotknięciu, że coś mnie bardzo
parzy. Mianowicie istnieje pewna sutra (ponieważ za każdą
mandalą stoi zawsze jakaś sutra, tak zresztą jak wedle mojego
pewnego nauczyciela, Tadeusza Dobrzenieckiego, za każdym
obrazem średniowiecznym stoi jakiś tekst; nie ma obrazu bez
tekstu) - otóż istnieje sutra, którą jakiś japoński, o ile pamiętam,
uczony nazwał tekstem pełniącym taką funkcję, jaką pełni
Biblia j u ż nawet nie w katolicyzmie, a i protestantyzmie.

13

�Mianowicie tzw. Sutra Lotosowa, która pochodzi mniej więcej
z przełomu I na I I wiek, w której jest zdumiewający, przerażają­
cy drugi rozdział, który nosi w sanskrycie dziwny tytuł
Upayakuśalia, czyli (w jednym z paru możliwych przekładów):
Skuteczne środki. Cała ta sutra, stanowi kolosalne apokryficzne
kazanie Buddy, rzekomo jedno z ostatnich jego kazań, które
buduje fundament mahajany, czyli fundament takiego po­
jmowania przesłania Gautamy, wedle którego to przesłania, (w
przeciwieństwie do hinajany) każdy może dostąpić zbawienia.
Otóż we wspomnianym rozdziale drugim mówi się, że oświece­
nie można i trzeba przekazywać środkami stosownymi do
stopnia możliwości i pojmowania, i doświadczenia tych, do
których się mistrz zwraca. Istnieje jak gdyby właśnie ezote­
ryczne przeżycie, które przybierać ma różne postaci egzoteryzmu, w zależności od tego komu jest komunikowane. I to jest
podstawowa teza tego rozdziału, w którym znajduje się nadto
porażający fragment, dotyczący kultu obrazu. Fragment, wobec
którego dla jakiegoś ikonoklasty nawet teologia ikony byłaby
czymś umiarkowanym. Jest tam mowa o tym, że jeżeli zbrod­
niarz przyjdzie nawet bezmyślnie z kwiatem w ręku przed obraz
Buddy, to będzie zbawiony. Ż e , jeżeli ktoś nawet bezmyślnie
wejdzie do wnętrza 'stupy' i powie: „Niech będzie pochwa­
lony Budda" - będzie zbawiony, itd. Każdy obraz jest
przekazem, który jest naznaczony taką siłą świętości, że
złożenie hołdu widzialnemu, poprzez to widzialne, temu, co
niewidzialne, uświęca i zbawia każdego. To, co mówię, dotyczy
wypowiedzi p. Michery. Mianowicie, że przeżycie mistyczne
jest niekomunikowalne, ale siła jego skutku i porównywalność
sposobu „transmisji" wskazuje jak gdyby na identyczność
tego nieprzekazy walnego przeżycia, które jest zawsze przeży­
ciem jedności. To pokazuje, jak z różnych stron m o ż n a zbierać
podobne materiały, zawsze dochodząc do tego, że wszystko
stanowi Jedno. Stąd to nagłe zdumienie, które mnie ogarnęło,
jak po przeczytaniu tego rozdziału, powiedziałem sobie, że to
niemal dokładnie to samo, co teraz próbuje się wydobyć
z Platona. Budda musiał mieć przeżycia, lub chociażby jedno
przeżycie mistyczne, bo cała jego religia jest oparta na przeży­
ciu jawnie mistycznego rodzaju. Inaczej się tego pojąć, a więc
i zaklasyfikować nie da. I potem istnieje szukanie tych „stosow­
nych ś r o d k ó w " do tego, żeby to „ c o ś " przekazać. Tak można by
traktować dialogi Platona względem owej jakiejś nauki prze­
znaczonej tylko dla wybranych, czyli dla takich, którzy są j u ż na
granicy przeżycia mistycznego, lub też takich, którzy doznali
innego jakiegoś rodzaju objawienia. M ó w i ę o tym dlatego m.in.,
że nieustanna relatywizacja i rozdrabnianie obrazu rzeczywisto­
ści (czy naszego doświadczania rzeczywistości, albo komuniko­
wania o naszym doświadczaniu rzeczywistości), ta nieustanna
relatywizacja prowadzi do tego, że pewna sfera przeżyć i pewna
sfera doświadczeń, do których m.in. należy doświadczenie
mistyczne, czy autentyczne doświadczenie twórcze, jest w na­
szej kulturze „ o t o r b i o n e " , l u b gdzieś ukryte na marginesie. Stąd
ta moja odwrócona interpretacja roli symbolu w kulturze.
Jestem głęboko przekonany o prawdzie tego, co np. pisze Eliade
o szamanizmie, czy o tym, czego się sam dowiedziałem
przeczytawszy dziewięć t o m ó w „reportaży" Gillenai Spencera
z jeszcze nie tkniętych przez cywilizację kontaktów z australijs­
kimi plemionami na przełomie stuleci. Tam widać, że nie ma
codziennej czynności ludzkiej, która by nie była naznaczona
świętością, która by nie była nakierunkowana na tę „ d r u g ą "
stronę rzeczywistości, nie inną rzeczywistość, tylko drugą
stronę rzeczywistości, na sięganie poza z m y s ł o w e . Bo cały
czas, gdy m ó w i m y o symbolu, chcąc m ó w i ć zarazem o pier­
wiastku duchowym, to go przeciwstawiamy z m y s ł o w e m u .
Tam w archaicznych kulturach jest ciągłość: droga, która

14

prowadzi przez to samo, tylko prowadzi coraz głębiej lub
wyżej.
W . Michera. Czy nie jest to cecha świata człowieka - cecha
właściwa i naszemu światu choć może w nim nieco mniej
zgęszczona - którą m o ż n a by nazwać właśnie symbolicznością?
Postawa łącząca człowieka z tym światem? Postawa jednocząca
dwie strony, nie likwidująca jednak pewnej odrębności, pew­
nego dystansu - warunku twórczości.
J . Tokarska. Chodzi o to, że nie może być tu elementu
wybierania, czegoś, co robisz świadomie, żeby coś skleić. To
musi być ontologiczne, nie epistemologiczne. Wobec tego to
musi być wcześniejsze niż czyn, to musi być zastane, sklejone
w głębi, albo po prostu rozdarte. Nie postawa, którą dowolnie
przybierasz, jak maskę albo minę, ale ontologia, sposób bycia.
W koncepcji pana profesora to, co nazwać można „symbolem"
jest rzeczywistością samą, a nie epistemologią, nie sposobem na
poznanie czy też naprawę rzeczywistości. To jest prawda rzeczy,
a nie prawda o rzeczy.
W . Michera. Ja to doskonale rozumiem, tyle, że ta rzeczywi­
stość jest rzeczywistością dotykaną przez człowieka. Trudno
doprawdy powiedzieć, co w tym układzie jest wcześniejsze:
świat czy dotykający go człowiek.
J . Tokarska. Trudno jest m i sobie wyobrazić sytuację, kiedy
wybieralibyśmy sposób istnienia. Boleję nad tym, ale nie umiem
tego zmienić.
W. Juszczak. Tak j u ż ostatecznie - „dosuwając szafę do
ściany" - powiedziałbym tak, na to, co pan powiedział.
- W sytuacji, którą nazwałbym asymboliczną człowiek nie
rozróżnia między sobą a rzeczywistością, i tu jest pies po­
grzebany. Nie ma mnie i czegoś, jest jedność, j a nie doświad­
czam czegoś, tylko j a jestem tym samym, co wedle naszej
terminologii jest „przedmiotem doświadczenia". Chodzi tu o to,
o co chodziło Marcelowi, kiedy pisał o niemożności mówienia
o „ p r o b l e m i e " zła, że: siedzę w fotelu i oglądam wszechświat,
w którym się wydarzył jakiś nieszczęśliwy wypadek, który mnie
nie dotyczy, ja jestem poza, to jest sytuacja bycia „na zewnątrz".
Oglądam coś, co się dzieje i jednocześnie jestem na zewnątrz
tego. Otóż tam nie ma tego „ n a z e w n ą t r z " . Bo w tamtych
kulturach człowiek jest drzewem, jest kangurem, jest kamie­
niem, jest wodą, jest tym samym.
J . Tokarska. A l e czy każdy człowiek i czy zawsze?
S. Sikora. Powstaje takie pytanie, czy jeśli taki człowiek,
powtarza jakieś boskie gesty, to czy rzeczywiście odczuwa taką
totalną jedność z rzeczywistością, którą tworzy naśladując. Czy
nie jest to poważna gra, by użyć terminu van der Leeuwa czy też
Gadamera. Czy to nie jest tak, że oni mają też akty refleksji,
świadomości i dystansu wobec rzeczywistości, wobec innego,
wobec zwierzęcia czy kamienia.
W . Michera. Czym jest doświadczenie mistyczne albo
doświadczenie pierwotnych Australijczyków? Odpowiedź za­
kłada przyjęcie j u ż pewnej filozofii, i pewnej definicji symbolu.
Heidegger (jeśli tylko go dobrze rozumiem) przestrzega przed
zbyt łatwym rozumieniem tego, co prawdziwe i rzeczywiste
(nawet jeśli m ó w i ą o tym sami zainteresowani).
Myślę, że ogromnie ważne jest tu słowo „ d y s t a n s " . Wątpię,
czy m o ż n a w bardzo prosty sposób utożsamiać pojęcia i katego­
rie znane z Heideggera ze sformułowaniami mistyków. Nie
będę mówił o samym doświadczeniu mistycznym, bo jest
nieprzekazywalne. Tymczasem teksty napisane przez misty­
ków, jedyne, co mamy do dyspozycji, pozostają j u ż w pewnej
relacji do tego doświadczenia. Są j u ż swoistą interpretacją, która
tym jest precyzyjniejsza, i m bardziej symboliczna (bez względu
na to, jak bardzo jej autor będzie się od symbolicznego
obrazowania odżegnywał); a jako taka wymaga jeszcze od nas

�wysiłku zrozumienia. Podążając zaś w drugą stronę, niejako do
źródła - czy dojdziemy do sytuacji, gdy symbol zniknie, a na
jego miejsce pojawi się owo wszystko-w-sobie-zawierające
„Nic"? A może to upragnione „ w s z y s t k o " istnieje i jest
dotykalne wyłącznie w sytuacji zakładającej pewien, choćby
najbardziej intymny dystans? (Czyż w samym „dotknięciu",
„zbliżeniu" nie zawiera się j u ż uprzednie „oddalenie"?). Dla
mnie to jest właśnie sytuacja symboliczna. Boję się nieco, gdy
owo doświadczenie Jedności traktowane jest zbyt prosto,
idealistycznie, niemal technicznie, gdy usuwa się z niego ó w
symboliczny moment opisu (opisu!). Gdy Jedność istnieć może
wyłącznie „po prostu",i gdy w najmniejszym stopniu nie widzi
się w jej doświadczaniu relacji „jak-gdyby" (według określenia
PaulaRicouera). Myślę, że błąd ten może być źródłem ideałizacji kultur dalekich i egzotycznych. Symboliczność doświad­
czenia świata (panująca marność czasu) jest zaś, w moim
przekonaniu, wspólną cechą ludzkości, choć może cechą przeja­
wiającą się w różnym natężeniu.
Z. Benedyktowicz. W tej recenzji uderzył mnie pewien styl
myślenia związany (jak m o g ę przypuszczać) z pańskim poj­
mowaniem sztuki. Postawa historyka sztuki, związana bardzo
mocno z pojęciem kryterium, ważnym na tym gruncie: „coś jest
sztuką, coś nie jest sztuką". Zrazu z radością przyjąłem tę
wypowiedź, że symbol istnieje w rzeczywistości kulturowej czy
kulturze, a w sztuce nie, to znaczy było tam powiedziane, że jeśli
w sztuce, to j u ż tylko w postaci różnych historycznych symbolizmów, czy produkowanych, sztucznych, wtórnych itd,. Cały
czas dominuje nad tym wywodem myślenie właśnie mocno
shierarchizowane i z kryteriami, którego celem i horyzontem
jest absolutna wartość sztuki.
I tu już bardzo zmartwił mnie ten fragment, ta teza, że
„symbol, symboliczność nie są zjawiskami archaicznymi, które
by należało odradzać, do których m o ż n a by nawracać: są
wytworem nowożytności i laicyzacji kultury, zaniku owej
rzeczywistości, którą nazywamy do dziś w Credo 'rzeczywis­
tością rzeczy widzialnych i niewidzialnych' (...)." A najbardziej
uderzyły mnie i zaskoczyły słowa tego fragmentu, gdzie
powiada pan profesor, że: „Nie należy zatem, gdy się tęskni za
powrotem do korzeni mówić o powrocie do symboli, lecz
0 powrocie do takiej ontologii j a k ą usiłował wskrzesić Heideg­
ger, 'ontologii fundamentalnej', która myślenie symboliczne
wyklucza." - Jest tu kilka spraw. Ten fragment przypomniał mi
1 bardzo się skojarzył z tekstem Stanisława Cichowicza, Cóż po
hermeneucie w czasie biedy... , w którym pisał on o sytuacji
hermeneutycznej współcześnie, i gdzie zwracał uwagę że
hermeneutyka - tłumaczenie znaków, znaków symbolicznych,
świętych tekstów - pojawia się wtedy kiedy ten „język" jest j u ż
bardzo zapomniany, albo niezrozumiały, kiedy j u ż go trzeba
odrodzić, kiedy trzeba go wytłumaczyć, kiedy on nie jest j u ż
jasny. Czyli to jakby pracowało na tę tezę pana profesora i z nią
się zgadzało: „że coś utraciliśmy". I j a tę intencję rozumiem.
Ale to nie znaczy przecież, że ten „język" przestał istnieć, czy
nie istnieje. Że nie istnieją symbole. Zanim przyszliśmy na świat
one już były. Co więcej jak mówi Jean Chevalier: „Nie tylko my
żyjemy w świecie symboli, ale i świat symboli żyje w nas". One
nie narodziły się, ani nie pojawiły na świecie w związku
z pojawieniem się takiego, czy innego kierunku „ s y m b o l i z m u "
w sztuce. W symbolach przechowywane jest pewne archaiczne
doświadczenie.
- To wszystko, takie postawienie sprawy, jak w pańskich
tezach przypomina m i , podobną, niemal tę samą sytuację
w etnografii, o jakiej pisałem w tekście Symbol w etnografii,
w numerze naszego pisma, który był poświęcony specjalnie
symbolowi. Z jednej strony są badacze, którzy umieszczają ten
1

8

symbol tylko w przeszłości, w społeczeństwach pierwotnych,
archaicznych, z drugiej zaś badacze, jak omawiany tam M o ­
szyński, (a za nim i inni), który twierdził, że symbol to jest coś
wyrafinowanego, intelektualnego, przyniesionego „z g ó r y " ,
w y m y ś l n e g o i w y m y ś l o n e g o przez rozwiniętą kulturę (właśnie
przez „ s y m b o l i s t ó w " ) . On bronił tego świata kultury pierwo­
tnej, prymitywnej, ludowej przed stosowaniem, jak powiadał,
do tych specyficznych dla niej „tworów psychicznych" tego
rodzaju „ p o j ę ć " jak symbol. W ten sposób symbol z obu stron
zostaje poddany wygnaniu. Jedni przyznają mu tylko miejsce
w przeszłości, archaice, dla drugich to tylko wytwór nowożyt­
ności, i to dość nieodległej. Usuwany jest on j u ż to z jednej, j u ż
to z drugiej strony. W ten sposób budowana jest przepaść
pomiędzy człowiekiem kultur archaicznych, pierwotnych
a człowiekiem współczesnym. I dlatego jestem zwolennikiem
najbardziej radykalnej postawy Eliadego, który tę sztucznie
przez naukę pogłębianą przepaść i podział na człowieka
archaicznego, pierwotnego i współczesnego, nie zacierając
pomiędzy nimi różnic, usiłuje pokonać, wskazując, że myślenie
symboliczne jest zarówno udziałem „człowieka pierwotnego",
psychopaty, dziecka, poety, członka społeczności wioskowej
i przedstawiciela cywilizacji miasta, człowieka najbardziej
współczesnego, bo jest ono, jak powiada: „konsubstancjonalne
z ludzkim bytem". Staraliśmy się zebrać w tamtym numerze
symbolicznym różne rozumienia symbolu, idące zgodnie z tym
duchem (mnie symbol wcale nie przeszkadza u Eliadego),
teksty Awieriencewa, Ł o t m a n a i innych. Nie będę tego tu
przypominał. Ale z jednym niezgoda: symbol (symbolon) to nie
tylko przykład myślenia podzielonego rozdartego, przełamane­
go. Symbol to coś, co dzieli ale i łączy zarazem! - Taka była
funkcja znaku rozpoznawczego (gr. symbolon), przedmiotu
przełamanego na dwie części po którym rozpoznawali się sobie
nieznajomi bliscy. (Na zajęciach ze studentami, w których brał
też udział p. Dariusz Czaja, lubiłem dawać taki przykład
funkcjonowania symbolu z Księgi Tobiasza, bo tak się on właśnie
tam pojawia.) Symbol łączy w sobie to, co konkretne i zmys­
łowe, z duchowym. U m o ż l i w i a rozpoznanie się we wspólnocie
i tożsamości. Dlatego przywołam tu tylko j e d n ą z tych „defini­
c j i " , czy też raczej świadectw rozumienia symbolu w całej jego
pełni, spośród tych, które staraliśmy się zebrać w tamtym
numerze. M o ż e to rozumienie byłoby j a k o ś najbliższe temu
uderzającemu zdaniu Claudela, i podobnie zdaje sprawę z łącze­
nia w symbolu tajemnicy „rzeczywistości widzialnej i niewi­
dzialnej." W rzeczywistości symbolu tkwi bowiem możliwość
doświadczania „nieśmiertelnej wspólnoty śmiertelnych". Ży­
wych i zmarłych. U jego podstaw leży myśl, - jak pisał Borys
Pasternak - „że obcowanie śmiertelnych jest nieśmiertelne, i że
życie jest symboliczne ponieważ jest z n a c z ą c e . " Przecież dzięki
takiemu rozumieniu symbolu, jeśli w ogóle nie powiedzieć:
możliwy, to przynajmniej: warty jest podejmowania wysiłek
interpretowania i odczytywania, kontaktowania się ze świadec­
twami tego rodzaju doświadczenia z innych epok, kultur. Bez
takiego, jak to rozumienia niemożliwa byłaby myśl o porozu­
mieniu się z innymi kulturami, epokami, czasami; niemożliwe
byłoby studiowanie choćby ornamentu, mandali. Z drugiej zaś
strony uważam, że tego rodzaju świadectw obecności symbolu
nie pozbawiona jest współczesność. Ta obecność dokonywać
się m o ż e zupełnie spontanicznie. Ile przecież jest takich jak ten
kwiat - przywołany, przez pana przed obrazem Buddy - tego
typu gestów symbolicznych, nieświadomych, dziejących się
w codzienności, we współczesnej kulturze, nie mówię j u ż
o pierścieniu, obrączce, wymianie podarków, ale nawet na tym
„najniższym" poziomie, w literaturze brukowej, sensacyjnej,
w kryminałach odnajdziemy ten sam symbol niemal jak z Księgi

15

�Tobiasza: w przerywaniu banknotów przez szpiegów, żeby się
rozpoznali itd., itd. Przecież tym naładowana jest rzeczywistość
kulturowa i wydaje m i się, że takie przyznawanie, że ona teraz
występuje tylko w enklawach, że jest dostępna tylko gdzie
niegdzie, albo tylko dla wtajemniczonych wprowadza znów ten
drastyczny podział, i ruguje obecość symbolu z zupełnie jego
spontanicznego, pierwotnego sposobu funkcjonowania.
Być może jest to tylko moja wielka nadzieja, o której tu była
mowa: możliwości porozumienia się z innymi światami, z i n ­
nymi epokami. A l e szedłbym tu ślepo za Eliadem i za takim jak
jego rozumieniem symbolu. Bo jeśli nawet coś przeinterp­
retujemy (a to i jemu się często zarzuca), to przecież jeszcze, jak
mamy takie znakomite narzędzia poszczególnych dyscyplin
naukowych, które dadzą nam zaraz po głowie, abyśmy za
szybko nie byli tymi „Australijczykami", wpadając łatwo
w daną epokę i nie utożsamiali się jak oni z kangurami,
drzewami, żebyśmy się nie czuli tam bardzo dobrze. To taką
nadinterpretację zawsze m o ż n a skorygować.
A więc wydaje mi się trochę, że ten styl myślenia historyka
sztuki zostaje jakby przeniesiony i nakłada się jednak na
mówienie o kulturze pierwotnej, a w następstwie tego i o kul­
turze w ogóle. Tak, jak w dziedzinie sztuki, w oparciu o takie
zhierarchizowane myślenie i mocne kryteria poszukuje się tego
„dzieła prawdziwego", „Wielkiego D z i e ł a " , tak i tutaj niejako
jego miejsce zajmuje, i okazuje sie nim być ta „kultura
pierwotna". To jest trochę taka „świętość świętości", bliska
ontologii fundamentalnej. A mnie się wydaje, że to, co mówił
Eliade że, na poziomie obrazów, na poziomie symbolu, na
poziomie tych zdegradowanych, i tych wielkich nie zdegrado­
wanych „ o b r a z ó w " jest możliwe poczucie jedności człowieka.
Rozumiem, że takie hierarchizowanie, taka dbałość o kryteria,
może ona jest potrzebna w sztuce, (może: na pewno jest
potrzebna w sztuce), to jednak widziałbym w tym ślad myślenia
europejskiego. - Pan zarzucał to etnologii, że musi być coś
„ w y ż s z e g o " i coś „ n i ż s z e g o " , że ustawia coś „ w y ż e j " a coś
innego „ p o n i ż e j " . A w spojrzeniu na sztukę wydaje się to być
naturalne i uprawnione: sztuka wysoka, wielka, prawdziwa;
sztuka „ w y s o k a " i „ n i s k a " . Kłopot zaczyna się jednak wtedy,
gdy znajdzie się ktoś taki, który nie ma takiej wrażliwości na
sztukę, takiego mocnego poczucia by wypowiadać się i głosić
co jest, a co nie tym „ W i e l k i m " , „ P r a w d z i w y m Dziełem
Sztuki", i m o ż e mieć w tym względzie więcej wątpliwości.
W takim przypadku jednak ta „Biblioteka" i ta ikonologia może
być dla niego pociągającą (i m o ż e ostrożniejszą) drogą. Do tego
dochodzą i inne pytania i wątpliwości: czyż ta podstawowa
„sytuacja hermenutyczna", tak jak rozwój pewnych idei religij­
nych nie jest ciągiem przybliżeń i oddaleń, czy to tracenie
kontaktu nie jest j a k ą ś immanentną cechą rozwojową sublimowania się, czy też i gubienia, tracenia dostępu do pewnej
rzeczywistości, które charakteryzuje w ogóle to, co nazywamy
doświadczeniem i przeżyciem religijnym. Taki proces od­
twarzał i rekonstruował w Historiach
Jakubowych Tomasz
Mann, gdzie jednak ta rzeczywistość symboliczna istnieje i nie
potrzebne jest to „specjalne" wtajemniczenie, ta hierarchia, bo
rzecz się toczy przy studni, pomiędzy prostymi pasterzami,
którzy odczytują i interpretują swoją tradycję. I dlatego - wraca­
jąc do tych tez wydaje m i się, że - dość niesprawiedliwie została
tu potraktowana „ontologia symbolu", by użyć bliskiej tym
tezom terminologii. Istnieje przecież cała biblioteka na temat tej
ontologii i nie jest to czcza „ g a d a n i n a " teoretyków symbolu (z
której próbowaliśmy jakieś fragmenty pozbierać i złożyć
w tamtym numerze), mam tu na myśli rozważania Awieriencewa, że to nie jest znak, obraz, że rzeczywistość symbolu
rozciąga się pomiędzy nimi, że symbol organicznie związany

16

jest z mitem, te wszystkie analizy eidetyczne Ricoeura, czym
jest znak, czym symbol, mit. Cały czas ucieka się w nich od
jakiejś sztancy, i schematu, i stara się dowieść, że symbol to nie
jest prosty liczman, i pomimo tego, że my mniej więcej ten
„słownik" znamy, to nadal symbol traktuje się jako coś
„ w t ó r n e g o " , sygnał rozdwojenia, rozbicia i efekt rozpadu.
Ale ta myśl o sile symbolu jest w jakiś sposób przekazywana,
i moim zdaniem, ona jest obecna w sposób „pierwotny" (to
znaczy niejako stadium rozwoju, ale jako struktura) w doświad­
czeniu również i współczesnego człowieka. I dlatego uważam,
że ta mocna hierarchizacja, wprowadzanie symbolu (tak jak
chcą ci badacze, którzy umieszczają go w niedostępnej, utraco­
nej dla nas przeszłości, czy adekwatnie: prawdziwego przeżycia
religijnego, pełnego tajemnicy) tylko dla wybranych i „wtajem­
niczonych" jest j a k i m ś , dla mnie, niebezpieczeństwem. Myślę,
że tu też powinniśmy być ostrożni. Łącznie z oceną faktu, że
książki z symbolem w tytule się dobrze sprzedają. To też
0 czymś świadczy, o jakiejś żywej potrzebie współczesnego
człowieka, uczestniczenia w tej wspólnocie, choćby te książki
miałyby być nie czytane i tylko zdobić półkę, to i tak w takim
magicznym geście kryje się wiele prawdy o tęsknotach i po­
trzebach współczesnego człowieka. O żywej potrzebie łączno­
ści z tamtym „ u t r a c o n y m " doświadczeniem. Myślę, że w ogóle
powinniśmy w sprawie symbolu być bardzo ostrożni i nieufni
wobec naszych przyzwyczajeń, klisz i uprzedzeń. Nigdy nie
przepadałem za semiotyką, właśnie chyba ze względu na jej
większe wyczulenie na znak, znakowość, aniżeli na symbol.
1 taką lekcją (zupełnym zaskoczeniem) dla mnie stała się ta
wspaniała „definicja", czy też próba opisania rzeczywistości
i ontologii symbolu j a k ą dał Łotman. Kiedy powiada on, ż e : „ W
symbolu zawsze jest coś archaicznego. Każda kultura po­
trzebuje warstwy tekstów, realizujących funkcje archaiki, że
symbole zachowały zdolność do przechowywania w zwiniętej
postaci wyjątkowo obszernych i ważnych tekstów, że symbol
niegdy nie należy do jakiegoś jednego synchronicznego prze­
kroju kultury - zawsze przeszywa on ten przekrój pionowo,
przybywając z przeszłości i odchodząc w przyszłość, symbole
przenoszą teksty, schematy fabularne i twory semiotyczne
z jednej warstwy kultury do innej, symbol jest posłańcem
z innych epok, jako przypomnienie o prastarych podstawach
kultury, z drugiej zaś strony aktywnie koreluje z kontekstem
kulturowym, transformuje się pod jego wpływem i sam go
transformuje." A największą zasługą jest myśl o naszym
przeżywaniu i dostępie do symbolu, oddanie jego tajemniczego,
niejasnego, aluzyjnego charakteru, gdy powiada on, że w sym­
bolu: „Treść jedynie migoce poprzez wyrażenia, a wyrażenie
jedynie aluzyjnie wskazuje na treść."
Dobrym przykładem doświadczenia takiej aluzyjności, nieja­
sności, tajemnicy symbolu jest zdarzenie w Emaus, kiedy to
„dopiero po łamaniu chleba poznali G o " . Myślę, że tego rodzaju
sytuacji niejasnych, aluzyjnych, podobnego doświadczenia
symbolu, w którym treść „migoce przez w y r a ż e n i e " , a wyraże­
nie czyni aluzję do treści moglibyśmy odnaleźć wiele we
współczesnej literaturze, sztuce, kulturze, w doświadczeniu
potocznym człowieka. Istnieje cały taki nurt, jak śledzi go
i interpretuje, na przykład, Anna Sobolewska w Mistyce dnia
powszedniego, gdzie tropi u Białoszewskiego w poezji, w litera­
turze, w dziełach innych współczesnych pisarzy, jakby przebi­
janie się takich sytuacji symbolicznych, bliskich w swym
znaczeniu doświadczania pełni rzeczywistości: „rzeczy widzia­
lnych i niewidzialnych".
M o i m zdaniem jest niezwykle niebezpieczne to hierarchizo­
wanie, poszukiwanie takiego kryterium mocnego i ostrego
w dziedzinie ostatecznego i „ p r a w d z i w e g o " przeżycia religij-

�nego. Czyż nie jest tak, powtórzę, że język religijny stale traci
jakiś dostęp do tej rzeczywistości „rzeczy widzialnych i niewi­
dzialnych". A my wciąż potrzebujemy hermeneutyki i nadziei,
którą nieustannie zaprząta ta myśl o możliwości powrotu? Bez
tego nie moglibyśmy się zajmować kulturą, gdyby nie było
możliwości przerzucenia jakiegoś pomostu rozumienia. B y ć
może, jest to tak, jak fenomenologowie mówią, że przy tych
wnikaniach, analizach, i rekonstrukcjach, być może nigdy nie
możemy być pewni czy nasze rozumienie jest właściwe, nigdy
nie wiemy, czy nasze rozumienie jest odpowiednie, przy
świadomości, że sens należy częściowo do samej rzeczywisto­
ści, a częściowo do „kogoś", kto stara s i e j ą zrozumieć, i że sens
jest zawsze zrozumiałością, jak rozumieniem, i to w niepodziel­
nym przeżywanym związku. Nigdy zatem nie da się powiedzieć
z całą pewnością, co jest moim rozumieniem, a co zrozumiałoś­
cią tego, co rozumiane), to przecież pomimo to możemy
i powinniśmy wysiłek ten czynić.
I tutaj ograniczanie tego pola, że gdzieś, kiedyś to przeżycie
Jedności (bądź symbolu) istniało, a potem się rozpadło - myślę:
ta sytuacja jest stale, tak jak stałe jest poczucie pewnego
rodzenia się tak, jak tutaj zostało powiedziane, symbolu wtedy,
kiedy myśmy stracili j u ż ten kontakt. Ta „sytuacja hermeneutyczna",utracenia czegoś, była, podejrzewam i w Średniowieczu
i w X I I wieku, i wcześniej i przed Platonem, i była także obecna
w doświadczeniu religijnym człowieka pierwotnego czy ar­
chaicznego. To jest taki sam mój domysł, jak domysłem jest to,
że tylko tam była ta jedność świata i jedność przeżycia.
Uważam, że i my tej jedności możemy doświadczać i tylko nie
wiadomo kiedy ona może nas zaskoczyć. Bardzo często
spotykamy się z tym, że z taką niechęcią mówi się, że ten czas
jest marny, i że nie mamy dostępu do tego typu doświadczenia.
Wydaje mi się, że gdzieś za taką interpretacją i za takim
podziałem może kryć się i spoczywać bardzo europejskie
myślenie według kryteriów postępu i hierarchizacji a rebours.
A mianowicie, że odsuwa się to, co „ w i e l k i e " , „ p r a w d z i w e " ,
„rzeczywiste",albo w niedostępną przeszłość, lokując to wśród
społeczeństw pierwotnych, albo pośród egzotycznych, odleg­
łych innych tradycji religijnych.
J . Tokarska. O wartości nadziei ktoś napisał: „ O wszystkim
rozstrzyga, co myślimy o możliwości powrotu, jakie szanse
widzimy przed sobą." Wcześniej mówiłam o podobieństwach
pomiędzy nami i dzikimi, teraz chcę powiedzieć o różnicach.
Kiedy jakiś człowiek w Nowej Gwinei wydaje jakiś dźwięk
warkotką i jednocześnie mówi „to duchy ten dźwięk wydają",
że to jest „głos ducha", a wtedy przychodzi do niego etnograf
i mówi „no przecież sam powodujesz ten dźwięk, sam go
wydajesz; tu natrafiamy na różnicę pomiędzy nami a nimi.
Chodzi o tę podwójność: jestem sobą i jestem tym, czymś
jednocześnie. Inny przykład: sposób traktowania obrazu. Cho­
dzi o sytuację, w której obraz nie jest symbolem czegoś, czy
znakiem, tylko jest tym, co przedstawia. - Jest to sytuacja
„pełnej ontologii", o której Gadamer mówi w pierwszej części
Prawdy i metody. Ta sakralna ontologia w Europie jest też na
wygnaniu, o czym się mało pamięta. Słyszałam, kiedyś, że
w Maroku ludzie spalili kino po tym, jak wyświetlono tam
Drogę do Saliny, film o kazirodztwie. Ludzie po prostu spalili to
kino, bo takich rzeczy nie powinno być na świecie. To jest gest
barbarzyński, a jednocześnie wielki, bo to była rzeczywistość,
im pokazano rzeczywistość, nie obraz. Nie było żadnej szczeli­
ny pomiędzy tym, co przedstawiane, a tym, co przedstawiające.
Myślę, że my dziwimy się takim rzeczom i do nich za bardzo
dostępu nie mamy. Są jednak wśród nas tacy, co mają. Czytałam
w „Gazecie Wyborczej" o Madonnie Będkowskiej, o konser­
wacji obrazu, który ludziom zabrano do muzeum. Jeden

człowiek mówił: „jakże oni nie bali się wbijać w obraz gwoździ,
przecież mogła trysnąć krew". I znowu ta pełna ontologia
obrazu w zupełnie zaskakującym miejscu, świadectwo tego, że
ona tutaj też się trafia.
Kiedy pan powiedział o sutrze, bardzo byłam poruszona. Ja
się zajmowałam nią w doktoracie, który pisałam o wyzwole­
niach przez zmysły, o tybetańskiej nadziei uzyskania wy­
zwolenia przez słuchanie, przez widzenie, przez dotyk, przez
noszenie, przez powtarzanie modlitwy, przez potarzanie mant­
ry, albo przez kontakt ze świętym obrazem.
Ja szukałam tego doświadczenia, które stoi za tymi prak­
tykami na podmiot i przedmiot. W poszukiwaniach tych ważne
było dla mnie zdanie Carla von Weizsäckera, który pisał gdzieś
0 tych niepisanych tekstach platońskich, o agrafach. Powiada
tam, że problemy związane z naszym rozumieniem platonizmu
nie mają związku z tym, że jakichś tekstów nie znamy, tylko
z przyjęciem przez nas fałszywych założeń filozoficznych co do
sensu tekstów w ogóle. I cieszę się ogromnie słysząc o tych
nowych badaniach i tych nowych koncepcjach, bo one dla mnie
stały się wielką inspiracją. Moja praca zaczynała się od rzeczy
zupełnie skandalicznej (w którą p. Wojciech Michera nie
wierzy), mianowicie od posłużenia się tekstami, które pochodzą
z „wysokiego rejonu" kultury europejskiej, to jest od posłużenia
się hermeneutyką G a d a m e r o w s k ą i Heideggerowską, i za­
stosowania ich do rzeczywistości obcej, tybetańskiej kultury,
1 to jeszcze do rzeczywistości dolnych pięter tamtej kultury.
W pracy zajmowałam się bowiem tym, co u nas się nazywa
„klepaniem pacierzy", czyli taką sytuacją, kiedy przychodzi
chłop i gada do obrazu, a obraz do niego. To przecież zupełny
„dół kultury". Inteligent pogardza klepiącym pacierze. Nie
pyta, co on robi, kiedy mechanicznie klepie pacierz, na co ma
nadzieję, co się tam dzieje, o czym są te wszystkie opowieści
o oświeceniu, którego doznaje się podczas klepania pacierzy,
podczas gadania z obrazem. Ja starałam się o to zapytać,
analizując metaforę „ożywającego obrazu" pytając o doświad­
czenie, które jest pod tym. W Tybecie takie metafory są, co nie
znaczy, by nie było ich tutaj w Europie. Tu jest i tzw. „modlitwa
Chrystusowa", i powszechne klepanie pacierzy, obchodzenie
świętych miejsc, pielgrzymki i te wszystkie czynności mimowiednego powtarzania - różaniec i t d . One w Europie są, choć
„niszczeją w pogardzie", ale są. Trzeba je tylko rozpoznać. To
jest moja wersja „rozproszonej ontologii archaicznej".
D . Czaja. Jedna uwaga jeszcze o tej dziwnej pozycji symbolu
we współczesności. Często spotykam się z takim zarzutem:
dlaczego mówię o symbolu w filmie, w sztuce itd., podczas, gdy
twórca o symbolu nie mówi, to znaczy, nie wspomniał, że to, co
robi - całe dzieło czy jego fragment - tak właśnie zostało
pomyślane, tak zostało zaprojektowane. W związku z tym jeśli
nie pada, jeśli nie pojawia się w wypowiedzi odautorskiej słowo
„ s y m b o l " , to znaczy, że dzieło nie jest symboliczne i nie ma
sensu poszukiwanie symbolu na siłę. A właśnie fascynujące jest
to, co nazwałbym n i e ś w i a d o m y m dzianiem się symbolu we
współczesności, tym mimowiednym, jak Joanna Tokarska
wspomniała, istnieniem rzeczywistości głębszej. Wydaje mi się,
że rola nasza polega na odpoznawaniu tej rzeczywistości.
W tym sensie ratowalibyśmy i ten symbol, i tę rzeczywistość,
ponieważ takie postawienie sprawy kieruje mówienie o sym­
bolu i myślenie o nim na zupełnie inne tory: to znaczy mówimy
o tym, że symbol j e s t , nie my go tworzymy, nie tworzy go
ktoś, on j e s t. Natomiast my próbujemy go odpoznać, ujawnić,
pokazać, że taka rzeczywistość istnieje.
T . Rutkowska. A l e w tej sytuacji istnieje jeszcze jedna
prawda, i to jest jakby inne piętro, gdy mowa o kulturze
współczesnej. Jeżeli zajmujemy się kulturą współczesną, to

17

�musimy się ustosunkować i do takiego twierdzenia, że współ­
cześnie działalność artystyczna jest rodzajem gry prowadzonej
pomiędzy nadawcami a odbiorcami, konsumentami tej kultury
artystycznej, która m.in. polega na świadomym manipulowaniu
symbolami. Współczesne wytwory artystyczne, jeżeli j u ż bę­
dziemy unikać słowa sztuka, opierają się właśnie na takiej
manipulacji świadomej, bardzo wysoko uświadamianej, mani­
pulacji symbolami, motywami, archetypami. Do tego dochodzi
kategoria ironii czy parodii, zjawisko niezmiernie istotne dla
kultury współczesnej, które oczywiście warunkuje dystans do
symboli czy m o t y w ó w . I co w tym wypadku począć? Trzeba
zdać sobie sprawę z takiej podwójności, z tych rozmaitych
pięter, i jeżeli jest to wyłożone, to wszystko w porządku, ale
trzeba to zawsze wyłożyć. A niekiedy jest to po prostu
niemożliwe. Na tym polega, uważam, cała trudność z opisem
tego, co się aktualnie dzieje.
D. Czaja. To, jest taki trochę symbolizm redivivus. Ten
symbol jest zazwyczaj, powraca w drodze świadomej decyzji.
Korzysta się z niego, gra się nim i manipuluje. Tymczasem
wydaje mi się, że najmocniejsze przykłady symbolizacji,
najmocniejsze dzianie się symbolu, jego promieniowanie jest
wtedy, kiedy to jest na wpół świadoma kreacja, kiedy myśli się
0 rzeczywistości, kiedy mówi się o rzeczy. Nie ma tego, że po
długim namyśle, z piątku na niedzielę facet wymyśla symbol dla
jakichś doraźnych celów.
T . Rutkowska. Nie, on nie wymyśla, mnie chodzi o taką
sytuację że...
W . Michera. ...że korzysta z pewnego zestawu funkcjonują­
cych symboli...
T. Rutkowska. Tak, bo jest to wręcz istotna forma komunika­
cji współczesnej, jest to sposób przekraczania ograniczeń
kulturowych. To, co się mówi o globalnej wiosce, wiąże się
oczywiście z zamulaniem m ó z g ó w , ale to jest rzeczywistość i to
istnieje. M o ż n a w tym dostrzec i pewne pozytywne aspekty.
Współcześni badacze kultury różnie sobie z tym radzą, np.
u Baudri Harda m o ż n a dostrzec taki klerkowski dystans do
kultury masowej, i bardzo pięknie mówi on o wszystkich
niebezpieczeństwach wynikających z tej sytuacji, pewnym
dramacie kultury współczesnej. Z drugiej strony mamy Umberlo Eco, który ma świadomość, że on również temu zamulaniu
jest poddawany. Jakby nie ma możliwości dla współczesnego
człowieka zdystansowania się do tego, jesteśmy wszyscy
indoktrynowani w ten sposób, i on potrafi bawić się tą sytuacją
1 wyciągać z tego diagnozy, bardzo interesujące dla nas
wszystkich. To nie jest tylko tak, że żyjemy w pewnym mule,
z którego nie ma wyjścia i tęsknimy do przeszłości, do tych
wyraźnych kryteriów. Wydaje mi się, że sytuacja ta ma też
swoje pozytywne aspekty, tylko to wymaga pewnego dystansu.
I ironia, nawet taka ironia badawcza, jak u Eco, wydaje mi się
postawą godną uwagi w diagnozach dotyczących kultury
współczesnej i funkcjonowania w niej symbolu dzisiaj.
S. Sikora. Pewnie trzy lata temu była w tej sali dyskusja
o filmie Batman. Padło w ó w c z a s sformułowanie - chyba
z twoich ust Wojtku - że Batman, to taka historia, która coś daje
antropologowi, może on do niej podchodzić, badać warstwy
symboliczne, odnosić to do dawniejszych schematów kultury
czy struktur symbolicznych. A propos Lyncha powiedziałeś
wówczas, że jest to historia wymyślona przez antropologów i że
właściwie czymś takim my się j u ż nie możemy zajmować. Jest
chyba prawdą, że antropologia ma zawsze do pewnego stopnia
nastawienie konserwatywne, nie daje się unieść wszystkim
nowościom do końca, że zawsze poszukuje głębszego wymiaru,
czegoś archaicznego, próbuje sięgać pod powierzchnię. Ale
wracając do Lyncha, wydaje mi się, że on mimo wszystko jest

18

ciekawszy niż Batman, przynajmniej w niektórych swoich
filmach. Te propozycje można odrzucać, można się śmiać
z wysokich obcasów, ale być może jest to większe wyzwanie,
jakie obecna kultura zgotowała dla myśli niż Batman.
W . Michera. Niewątpliwie, tylko, że to, co jest u Lyncha
ciekawe, istnieje na innym poziomie niż analiza konkretnych
symboli. W przypadku Batmana (jak bajkach, lub literaturze
brukowej) jest pole do działania, jeśli chodzi nam o po­
szukiwanie pewnych struktur symbolicznych, schematy inic­
jacyjne itp., znane rzeczy. U Lyncha natomiast zaczyna się
zabawa tymi elementami. Żeby j ą zrozumieć nie ma sensu
stosować do niego, ani takich poważnych narzędzi interpreta­
cyjnych, ani tych prostych wziętych z etnograficznego elemen­
tarza, tylko trzeba dostrzec rzeczywistość piętro wyżej. Tam
jakby nie ma sensu analizować tych elementów tylko zobaczyć
co z nich się składa, jaka nowa rzeczywistość się z nich składa.
Elementy są bowiem doskonale znane, ale niejako wycięte
z kontekstu i na nowo powklejane.
W . Juszczak. Mówił p. Benedyktowicz, że w tym, co j a tam
próbowałem powiedzieć widać skłonność do hierarchizacji,
szukania kryteriów. Oczywiście widać to, bo to j e s t moim
celem. Wcale tego nie ukrywam, że stawiam taką tezę po to,
żeby sobie, i może innym, dać jakieś narzędzie do rozróżnienia,
co czym jest, a co czym nie jest, co coś tylko udaje. Przede
wszystkim jest to skierowane na pewne ekscesy tzw. życia
artystycznego współczesności, gdzie istnieją zjawiska paraartystyczne, które posługują się pewnymi technikami tradycyjnej
sztuki, posługują się pewnymi przywołaniami tradycyjnych
treści przez sztukę przywoływanych, a wszystko to zarazem
stanowi „ t o w a r " . Dlatego chęć szukania kryteriów jest w tym,
co mówię zawarta, a kryteria oczywiście łączą się z hierarchiza­
cją zjawisk. Wszystko to nie jest sprzeczne, przynajmniej
w moim przekonaniu, z założeniem, na którym się te kryteria
buduje, a które to założenie czy punkt wyjścia jest właśnie taki,
że została rozbita jedność i nie m o ż e m y dostrzec tej jedności np.
w dziele sztuki, to znaczy tam gdzie ona naprawdę jest.
W związku z tym mylimy dzieło sztuki z czymś, co je udaje. Do
obrony przed takimi pomyłkami nam te kryteria są potrzebne.
I to jest casus współczesnej kultury, wywołany przez mas­
smedia, przez nieustające, to, co ja sobie nazywam, patenty na
nowość. Romańszczyzna trwała parę stuleci, była jednolitym
stylem, kierunkiem, a teraz mamy co pięć minut nowy, inny
kierunek, który chce być tym samym co styl romański. Chce być
w dodatku „ p r z e w r o t e m " artystycznym. Chodzi tu jakby tylko
o ciągłe zrywanie ciągłości, z równocześnie ukrytym i stale
skrywanym trzymaniem się tej ciągłości, ponieważ ten który
robi instalacje i twierdzi, że obraz j u ż umarł, jako zjawisko,
próbuje coś zrobić z tym, coś takiego, by to było, jak obraz
utrwalone. Dlatego zgadzam się całkowicie, że kryteria są
konieczne. Kiedyś, kiedy Wyka wołał o kryteria ja byłem
dzieckiem. Wołanie trwa nadal i jest coraz pilniejsze, bo inaczej
się gubimy, no może nie my, jak tu jesteśmy, ale ci, którzy są
w większości, dają się na to nabierać, a o tym czasem trzeba
głośno mówić. M ó w i ć , że coś nie jest tym, za co jest podawane.
To jest kwestia oczywiście zupełnie inna, dotycząca kultury
współczesnej, odkrytycznego obrazu jej symboliczności czy
niesymboliczności. To jest jedna kwestia. Druga jest taka, która
nie jest może mniej ważna. Kiedyś zajmowałem się Blake'iem,
znalazłem u niego taki pomysł, zaczerpnięty z Biblii, a stresz­
czony w mottcie do poematu Milton, które brzmi: „Boże spraw,
żeby wszystek lud pański p r o r o k o w a ł " . Blake interpretuje to
w taki sposób, że każdy człowiek ma w sobie talent artysty, i że
do istoty ludzkiej osoby, do fenomenu człowieczeństwa, należy
artystyczne tworzenie. I tutaj „wracam do swoich baranów":

�w społeczeństwach pierwotnych nie ma podziału na artystów
i nie-artystów. Każdy może być artystą, każdy jest nim w tym
sensie, że każdy może tworzyć obraz, który będzie czczony. I tu
jeszcze raz można wrócić do Sutry Lotosu. Tam się mówi także,
że jeśli dzieci podczas zabawy patykiem na piasku narysują
obraz Buddy, będą oświecone. Tam każdy gest, który jest
gestem typu „artystycznego" daje dzieło święte. Jest to zdumie­
wające, ale tak właśnie jest w społeczeństwach pierwotnych. Bo
np. pewna współczesna badaczka plemion australijskich, która
oczywiście badała to, co było kiedyś w pełni żywe, a w stanie
teraz j u ż szczątkowym, odkryła plemię, zwane Walbiry, żyjące
w płn-zach. Australii, gdzie opowiadaniu tego, co my nazywa­
my mitami, a co dla tubylców jest historią świętą, towarzyszy
rysowanie na piasku. I to rysowanie ma całą skalę hierarchiczną.
Są opowieści, które są przeznaczona dla kobiet. Są opowieści
przeznaczone dla dzieci, które kobiety i m opowiadają, są
opowieści przeznaczone dla chłopców, które opowiadają męż­
czyźni. Są opowieści dla mężczyzn po inicjacji, które opowiada­
ją im starsi. Istnieje zastrzeżony repertuar tych rysunków i tych
znaków graficznych, i to zastrzeżony z niezwykłą dokładnością.
A wszystko to ma życie i wagę taką, j a k ą u nas ma twórczość
człowieka wychodzącego z Akademii (tylko z takim zastrzeże­
niem, że ów absolwent Akademii ma talent). Ale ta powszech­
ność, jakby powiedział Kant, geniuszu twórczego, jest jednym
z tych zjawisk, które odróżniają kulturę archaiczną od naszej
kultury.
T. Rutkowska. Czy chodzi tu o kryterium technologiczne?
Bo z pewnością technologiczne kryterium wydaje się być czymś
ważnym i w kulturze współczesnej, jest pewien przymus
sprawności technologicznej, po to by dzieło mogło być uznane
za dzieło prawdziwe.
W. Juszczak. To w gruncie rzeczy kwestia intencji i celu.
Tam jest wszystko ukierunkowane religijnie i wszystko jest
akceptowane jako dzieło oczywiście. Są tam, mówiąc w naszym
języku, specjaliści, których się dopuszcza do konserwacji
malowideł, świętych malowideł z niewyobrażalnej przeszłości.
Tam nie ma podziału na człowieka, który jest twórczy, i który
jest nietwórczy. Dlatego dla mnie nie istnieje w obiegu
autentycznej sztuki problem odbioru, istnieje wyłącznie prob­
lem interpretacji. I to w sensie muzycznym. Jeżeli staję przed
obrazem, to mam być malarzem. T u nie ma mowy o żadnych
kompetencjach, to może zrobić każdy, idzie tylko o siłę
doświadczenia. Bo stojąc wobec dzieła sztuki mam się za­
chowywać tak jak pianista, który ma zagrać sonatę. M o g ę to
zrobić lepiej lub gorzej, ale intencja jest taka: mam w y k o ­
n a ć ten utwór idąc za wskazaniem tego, co przede m n ą

wykonywał twórca.
S. Sikora. Barthes powiedział kiedyś, że trzeba czytać tak jak
się pisze, ale przecież istnieje pewien podział kompetencji,
istnieje różnica pomiędzy pianistą a kompozytorem.
Prof. Juszczak. Jedyna dziedzina, o której mogę mówić do
pewnego stopnia jako fachowiec, bo przez to przeszedłem, czy
0 to się otarłem raczej, jest praktyka muzyczna. Miałem
pewnego nauczyciela w szkole muzycznej, z którym siedziałem
kiedyś na koncercie wielkiej śpiewaczki. Ó w nauczyciel powie­
dział m i w pewnym momencie: „Niech pan zwróci uwagę na
j e d n ą rzecz: jej wielkość polega na tym, że ona śpiewa utwór tak
jakby go k o m p o n o w a ł a " . Ta uwaga odkryła nagle przede m n ą
istotę kontaktu ze sztuką. Dzieło musi być o ż y w i a n e . Albo
po prostu m a ż y ć . M a się rodzić i na moich oczach i we mnie
wciąż od nowa.
J . Tokarska. M ó w i się w Tybecie: „prawdziwy jest ten
obraz, który o ż y w a . " N i e w a ż n y jest ten, który narysował, on się
w ogóle ukrywa, bo malarze są anonimowi. W Tybecie nie ma
pojęcia „ t w ó r c y " , w sensie naszego „artysty". A mówiąc
przekornie prawdziwym twórcą obrazu jest ten, przy kim ó w
obraz ożył, przy k i m ó w obraz stał się sobą, obrazem „praw­
d z i w y m " o pełnej ontologii, czyli samą rzeczywistością sacrum.
W . Michera. Tutaj te dwa elementy tworzą całość: jest
dzieło, i jest śpiewaczka, która śpiewa i śpiewem swym niejako
przemalowuje ten utwór, tak jak Australijczycy, lub ruscy
ikonografowie przemalowywali święte obrazy. I to jest inter­
pretacja w najszlachetniejszym znaczeniu słowa. Ale do tego
jest jeszcze pan profesor, który słuchając tego śpiewu również
„ k o m p o n u j e " , przyczyniając się w ten sposób do „ożywienia"
dzieła. W żyjącym dziele nie sposób pominąć tej, która śpiewa,
1 tego, który słucha. Ich interpretacja, uczestnictwo, nadaje
sytuacji artystycznej walor symboliczności.
W . Juszczak. D o d a ł b y m do tego j e d n ą poprawkę: jeżeli ktoś
czyta nuty i bierze partyturę, to nie potrzebuje interpretatora,
tylko „słyszy nuty",ten łącznik może być więc wyeliminowany.
W . Michera. Ale to nie zmienia istoty, że jest ktoś kto bierze
te nuty i je czyta lepiej lub gorzej. Dzieło żyje dlatego, że jest
ożywiane.
Z . Benedyktowicz. Czyż nie jest tak właśnie i z symbolami?
- chciałoby się dopowiedzieć. - (Pora kończyć, bo „czas
ucieka") - C z y ż nie jest podobnie, gdy przystępujemy do
naszych antropologicznych interpretacji?
Dziękuję Panu Profesorowi i Państwu za tę rozmowę.
opracowała

Danuta

Benedyktowicz

PRZYPISY

' Tekst ten powstał z zapisu wywiadu przeprowadzonego z W.
Juszczakiem przez Piotra Gruszczyńskiego i Jacka Królaka, por. „Res
Publica" nr 6,1991, ss. 104-109; tekst ten ukaże się także w książce: W.
Juszczak, Fragmenty. Studia z teorii ifdozofii sztuki. Warszawa 1995,
ss. 144-149
Tamże.
M.in. Paleolityczny epos, „Konteksty" nr 2, 1991, Dzieło a „grani­
ca sensu", „Konteksty nr 3/4, 1992., Eseje te ukażą się w: W. Juszczak,
Fragmenty..., Warszawa 1995
2

3

4

L. Kołakowski, Szukanie barbarzyńcy w: Czy diabeł może być
zbawiony, „Aneks", Londyn 1983
Etnografia - etnologia - antropologia kultury - ludoznawstwo.
Czym są dokąd zmierzają w „Polska Sztuka Ludowa", nr 2, 1981
Tekst ten ukaże się także w: W. Juszczak, Fragmenty, op. cit.
S. Cichowicz, Cóż po hermeneucie w czasie biedy..., „Polska
Sztuka Ludowa" nr 3, 1988 ss. 171-175
* Por. „Polska Sztuka Ludowa" nr 3, 1988
5

6

7

19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6420" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6400">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/d3cfe850d9b950e5166c61bef1c30452.pdf</src>
        <authentication>ba58a7e2225e6cf55aa16682d04ffbb9</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76490">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3643</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76491">
                <text>1995</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76492">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3420</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76493">
                <text>O Antropologii i symbolu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76494">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1995 t.49 z.2, s.3-5</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76495">
                <text>Juszczak, Wiesław</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76496">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76497">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76498">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76499">
                <text>O antropologii i symbolu
W i e s ł a w Juszczak

Nie c z ę s t o zdarza się by p u b l i k o w a ć recenzje prac doktorskich. C h o ć w przypadku autora p o n i ż s z e g o
tekstu - profesora W i e s ł a w a Juszczaka nie jest to pierwszy ani jedyny raz, gdy poproszono go
o opublikowanie recenzji - ze w z g l ę d u na ł a d u n e k zawartych w nich tez, refleksji i p r z e m y ś l e ń .
Uczyniliśmy tak samo i my. Drukowany poniżej tekst jest r e c e n z j ą z rozprawy doktorskiej Dariusza Czai
p.t. Symbol a antropologiczna interpretacja wybranych tekstów kultury współczesnej. Stanowi on punkt
wyjścia do rozmowy o antropologii i symbolu (red.).

Powiada się zazwyczaj, że praca dobra stawia opiniodawcę
przed trudnym zadaniem. Rozprawa pana Dariusza Czai Symbol
a antropologiczna interpretacja wybranych tekstów
kultury
współczesnej stanowi taki właśnie przypadek. Moje myślenie
0 niektórych kwestach, jakie w niej znajduję, może się oczywiś­
cie różnić od koncepcji tu prezentowanych, ale zastrzegam
z góry, że cały mój wywód prowadzić chcę na płaszczyźnie
1 trybem partnerskiej - jak się rzekło - dyskusji, a nie „krytyki"
w sensie najogólniej pojmowanej, czyli stawiania zarzutów,
wytykania błędów.
Jeśli zatem chcę tu z czymś dyskutować, to z „literą", a nie
z „ d u c h e m " tej dysertacji.
Dotyka ona jednego z najbardziej - moim zdaniem - draż­
liwych punktów współczesnej humanistyki, jakim jest bez
wątpienia używanie, nadużywanie i brak koherencji w rozumie­
niu i stosowaniu słowa „ s y m b o l " . Wszystko to Autor pokazuje
w sposób przejrzysty, znakomicie się po tym labiryncie porusza­
jąc. Powiedziałem umyślnie „humanistyki", by odejść choćby
na chwilę od terminu „antropologia". W moim przekonaniu są
to synonimy, z tym, że wyraz drugi jest modniejszy, pierwszy
bardziej może zużyty, ale - etymologicznie rzecz biorąc - są
identyczne: z tym tylko, że źródłosłów pierwszego jest łaciński,
drugiego - grecki. Poza tym różnic semantycznych nie do­
strzegam, a raczej uważam, że są przeceniane. T u , na mar­
ginesie, muszę zaznaczyć wszakże jedno: o ile etnologia czy
etnografia należy bez wątpienia do „nauk humanistycznych",
a (mimo wspomnianą równoznaczność terminów) nie zwykło
się mówić o „antropologicznych naukach", powstaje dość
istotna różnica, ze. sposobu, a nie ze znaczenia słów wynikająca,
między etnologią a antropologią. Autor w pewnym miejscu
wspomina, że będzie traktował te dwa terminy wymiennie. Lecz
ostatecznie nie czyni tego, albo nie stosuje tego założenia
konsekwentnie dlatego - jak mi się zdaje - że nawyk językowy
nie sprzyja temu, lub wręcz uniemożliwia to. C o ś więcej nawet
niż językowy czysty nawyk: etymologia dwu tych słów.
Wspominana przez Autora „ o b c o ś ć " czy przynajmniej „zewnętrzność" etnologa wobec badanej przez niego kultury jest
etymologicznie usprawiedliwiona. „Antropologia" - przeciw­
nie - zawiera element tożsamości czy bliskości raczej. „Ant­
ropologia", tak jak „ h u m a n i s t y k a " jest nauką o człowieku i jego
wytworach. Greckie ethnos oznacza najpierw pewną zbioro­
wość, „ l u d " , u Homera „ g r o m a d ę " lub „ z a s t ę p " , zatem coś, co
przeciwstawić można czemuś innemu, a przynajmniej wyodręb­
nić z generalnej kategorii anthropoi. I stąd, później, ethnos
zabarwić się może znamieniem odrębności lub zdecydowanej
obcości. U Arystotelesa słowo to, w liczbie mnogiej (ta ethna)

jest postawione j u ż w jawnej opozycji wobec Hellenes, czyli
„ m y " , i daje się tłumaczyć przez „ b a r b a r z y ń c y " . P o w t a r z a m : ta
etymologia jest nie do wykorzenienia w dzisiejszym sensie
słowa „etnologia" - które więc, choćby przez samo zawężenie
oznaczanego nim pola obserwacji, z „antropologią" utożsamić
się nie daje. Powtarzam: z wymiennego stosowania wspo­
mnianych terminów radziłbym w ogóle zrezygnować.
Przejdźmy do kwestii podstawowej, z której chciałbym
uczynić temat rozmowy z Autorem. Idzie o termin „ s y m b o l " ,
a przede wszystkim o zakres i zasadność jego używania.
Dariusz Czaja z wielką precyzją i wszechstronnością ukazuje
jego funkcjonowanie we współczesnej nauce, jego wieloznacz­
ność, kłopoty z nim związane etc. Parokrotnie także wspomina
o tym, że sens słowa i samo wprowadzanie go łączy się z jakimś
- w tekście nie precyzowanym ostrzej - stanowiskiem ontologicznym. I tu dotyka problemu, moim zdaniem najważniej­
szego, który, gdyby wysunięty został na plan pierwszy, po­
zbawiłby nas wielu komplikacji, wyprowadził może na pros­
tszą, choć i ryzykowniejszą - przez swoją radykalność - drogę.
Zastrzegam się raz jeszcze, że nie ma, w tym, co mówię, cienia
zarzutu pod adresem Autora. Stara się on uporządkować pewną
sytuację, j a k ą w swej dyscyplinie zastaje. Ja, reprezentując
dyscyplinę nieco inną (określmy j ą mianem filozofii sztuki),
widzę ten sam, albo m o ż e tylko podobny problem, w innej
perspektywie, i to jedynie chciałbym poddać dyskusji. Z punktu
widzenia nauk o sztuce pojęcie symbolu prowadzi nas wprost do
zagadnienia „ s y m b o l i z m u " , rozumianego teraz i tu jako kieru­
nek artystyczny o określonych chronologicznych parametrach.
Tak, historycznie brany, symbolizm j a w i się na tle i w pewnym
sensie w opozycji do pozytywizmu, jako najbardziej rozpo­
wszechnionego ówcześnie stanowiska filozoficznego. I , jak to
najczęściej się zdarza, przedstawiciele symbolizmu nie do
końca lub wcale nie zdają sobie sprawy, w jakiej mierze są
zależni od tego, z czym się borykają, co usiłują przezwyciężyć.
A są zależni, bo milcząco lub bezwiednie przyjmują istnienie
pewnej „strony" rzeczywistości: rzeczywistość daną zmysłowo,
poznawalną przy pomocy „aparatury scjentystycznej", pozba­
wioną tajemnic w tym choćby stopniu, że to, co jeszcze nie
wytłumaczone, zostanie wytłumaczone w przyszłości, dzięki
postępowi nauki. Przyjmując to, zakładają istnienie „drugiej
strony" rzeczywistości, lub istnienie rzeczywistości innej,
innego wymiaru. T o , wzięte razem, daje obraz dwoisty lub
rozdwojony. Lub, inaczej m ó w i ą c , rozdarty, pęknięty. I z próby
„retuszu" tego pęknięcia wyłania się współczesna koncepcja
symbolu.
M ó w i m y , że symboliczne dążenia współczesnej sztuki i kul3

�tury są próbami nawrotu do - na przykład - archaicznych czy
egzotycznych kultur. Artyści reprezentujący symbolizm, a także
inne jeszcze kierunki na przełomie i w początkach naszego
stulecia, („ncotradycjonalizm" Denisa, prekubistyczny okres
Picassa) faktycznie sięgają do owych pozaeuropejskich źródeł,
czego najjawniejszym i najbardziej znanym signum są ucieczki
Gauguina na Martynikę, do Bretanii i na Tahiti. Ale to nie
zmienia niczego. W każdym przypadku Europejczyk, choćby
uciekał na antypody, zabiera ze sobą obraz świata, obraz
rzeczywistości rozdwojony, i tworzy symbole: obrazy złożone
z dwu części, zespolonych mniej lub bardziej, gorzej lub lepiej,
ale zawsze semantycznie i - co najważniejsze - ontologicznie
dwoiste. Współczesna europejska sztuka, nauka, kultura są
- wbrew temu co pisał Czerwiński we fragmentach z Przyczyn­
ków do antropologii współczesności
- do głębi uwikłane
w myślenie symboliczne, które nie ma nic wspólnego z ar­
chaiczną czy „pierwotną" tradycją i „wizją świata". A są
uwikłane, ponieważ (w generalnym wymiarze) żaden „antypozytywistyczny p r z e ł o m " nie dokonał się jeszcze: filozofia
wciąż jest przede wszystkim epistemologią, jest zdominowana
przez sejentyzm, przez model ścisłych nauk, i mimo cały
przewrót filozofii egzystencjalnej (Heidegger, Jaspers, Marcel)
wciąż nic jest się w stanie wydobyć z pokantowskiego impasu,
albo - jeśli odchodzi od epistemologii, ucieka w etykę (jak
„filozofia dialogu"), lub w inne jeszcze swe „pod-dziedziny",
byle by nie podjąć żadnej radykalniejszej „decyzji ontologicznej". Wciąż mówi się w tej dziedzinie o tym, jak coś poznawać,
a nigdy o tym jak istnieje to, co istnieje. Dlatego, powtarzam,
pozytywistyczne myślenie trwa - a przez to musi nas obsesyjnie
męczyć problem symbolu.
To jedna strona stanu rzeczy. Druga, od tej bezpośrednio
zależna, to przekonanie - będące projekcją współczesnego
myślenia na myśl pierwotną - przekonanie, że kultury archaicz­
ne cechował symbolizm. Nawet Eliade, którego uważam za
jednego ze swoich największych duchowych mistrzów, a który
stworzył pojęcie „archaicznej ontologii", nadużywa - moim
zdaniem - pojęcia symbolu, o owych archaicznych regułach
myślenia o rzeczywistości pisząc. A pojęcie to nie jest możliwe
na gruncie „ontologii archaicznej" właśnie. Dlaczego? Dlatego,
że rzeczywistość, myślana tam religijnie, nic zawiera żadnej
dwoistości, żadnych pęknięć, które by symboliczne myślenie
musiało zacierać albo „ z l e p i a ć " . Myślenie symboliczne jest
myśleniem „ p r z e ł a m a n y m " - jeśli tak rzec można, odwołując
się do greckiego pierwszego znaczenia terminu „ s y m b o l o n " .
Z pojęciem „ s y m b o l " jest podobnie, jak z pojęciem „ s a c r u m " .
Zjawia się ono tam i wtedy, gdy myślenie o rzeczywistości
traci swoje korzenie religijne.
Proszę wybaczyć, że powołam się na pewne własne doświad­
czenie badawcze. Od kilku lat prowadzę wykład z teorii
ornamentu, przez „ o r n a m e n t " rozumiejąc takie wizualne przed­
stawianie kosmosu, którego nie jest w stanie uwidocznić
figuracja (co nie znaczy, że elementy figuratywne w ornamencie
pojawiać się nie mogą - mogą, ale są poddane porządkowi
wyższemu czy głębszemu niż odwzorowywanie kształtów
danych w potocznym doświadczeniu zmysłowym tylko). Or­
nament jest - jak powiedzielibyśmy, mocno upraszczając
sprawę, i używając niewłaściwego wyrażenia, które coś przy­
bliża, ale i zakłamuje zarazem - ornament jest „abstrakcyjnym"
albo „abstrakcyjnofiguralnym" przekładem niewidzialnego
w widzialne, i jest też ukazywaniem w widzialnym tego, co
niezmysłowe. I tak pojęty ornament wiąże się nierozerwalnie
z wizją świata, rzeczywistości, bezwarunkowo związaną z reli­
gijnym tej rzeczywistości myśleniem i przeżywaniem. Tam,
4

gdzie ornament „ ż y j e " , nie ma miejsca na żadne „profanum"
- wszystko jest pojmowane sakralnie, a zatem nie istnieje też
sfera „ s a c r u m " , bo „ s a c r u m " zjawia się dopiero w opozycji do
„ p r o f a n u m " . Kiedy myślenie religijne, jako dominujące czy
totalne, w jakiejś kulturze słabnie lub zamiera, ornament
przekształca się w czystą dekoracyjność. Późnoromańska sztuka
europejska ukazuje początki tego procesu. Rozwój myślenia
naukowego (może wręcz od teologii jako n a u k i poczynając)
spycha na margines, a w ostatecznym rezultacie likwiduje
„ontologię archaiczną". Europa oczywiście przoduje w tym
procesie. Co najmniej od czasów renesansu ornament, jako
postać „wysokiej sztuki", nie jest tu j u ż w ogóle możliwy. Poza
tym, dalej, rozwarstwienie sztuki na „ w y s o k ą " i „niską" zjawia
się jako następny etap procesu tego samego, a zjawia się poprzez
podział na sztukę sakralną i świecką. I wówczas rodzi się ta
postać symbolu, z którym mamy takie kłopoty, i który - jako
pojęcie - nierozdzielnie zespala się ze sztuką w ogóle. „Symboliczność", „ s y m b o l " nie są zjawiskami archaicznymi, które
by należało odradzać, do których można by nawracać: są
wytworem nowożytności, laicyzacji kultury, zaniku owej rze­
czywistości, którą w Credo nazywamy do dziś rzeczywistością
„rzeczy widzialnych i niewidzialnych" - choć i tu j u ż słychać
niebezpieczny pogłos jakiegoś rozróżnienia, podziału. Nie
należy zatem, gdy się tęskni za powrotem do korzeni, mówić
0 powrocie do symboli, lecz o powrocie do takiej ontologii, jaką
próbował wskrzesić Heidegger, „ontologii fundamentalnej",
która myślenie symboliczne wyklucza.
M ó w i m y o symbolach, gdy chcemy wyminąć pułapkę tajem­
nicy wszystkiego, co rzeczywiste - nie tylko tego, co w niej
niewidzialne, ale może przede wszystkim tego, co w niej
widzialne, pozornie poznawalne do końca, oswojone, znane
1 zrozumiałe. I tylko największa sztuka (o religijnie autentycz­
nym przeżywaniu świata nie mówiąc), tylko ona stanowi
w naszej kulturze asymboliczną enklawę, w której zderzamy się
wprost z niepoznawalnością i uświadamiamy sobie naszą
ograniczoność w świecie stworzonym, naszą skończoność
wobec nieskończoności, dotykamy linii horyzontu, za którym
wciąż się rozciąga to, co niepoznawalne. A symbol pozoruje
poznawalność - i o tej, w nim ukrytej pułapce racjonalizmu,
każe nam zapominać.
Dariusz Czaja, cytując w ostatnim rozdziale swej pracy
wypowiedzi wielkich twórców kina (Felliniego, Bunuela, Berg­
mana), nieufnie odnoszących się do pojęcia „ s y m b o l " , potwier­
dza to, o czym mówiłem. C o ś podobnego pobrzmiewa w inte­
resującym, i bardzo przez Autora eksponowanym tekście
Fredericksena, który pisze o „niemożności wytłumaczenia się
z odczuwanej mocy pewnych obrazów, filmów, twórców
filmowych". Czaja komentuje to tak: „Potrzeba wyrażenia jak
najbardziej realnych, a nie dających się wyartykułować w ist­
niejących językach teoretycznych sensów dzieła
filmowego,
wymusza poszerzenie istniejących teorii z n a c z e n i a " . B y ł b y m tu
może innego zdania: ta sytuacja domaga się raczej zmiany
języka, która poparta by była zmianą stanowiska generalnie
decydującego o współczesnym dyskursie o sztuce - a to
znaczyłoby: odejścia od pytań, jak mówimy o tym, o czym
mówimy, ku pytaniom o to, w jaki sposób i s t n i e j e i to,
o czym mówimy (czyli sztuka), i to o czym mówi to, o czym
mówić chcemy (czyli rzeczywistość przez sztukę poznawana).
Autor omawianej tu dysertacji sam jest wobec symbolu
nieufnie nastawiony. Jeśli nie mówi tego wprost, można to
wyczytać między wierszami. Parokrotnie powraca w pracy coś,
co bym nazwał tęsknotą za wyraźnym ontologicznym gruntem,
na którym oprzeć by się było można, mówiąc o kulturze czy

�sztuce. Poza tym, w załączonych na końcu rozprawy analizach
czterech filmów, nie ma w zasadzie mowy o symbolach. Mówi
się tam o mitach i toposach (należę do grona nieufnie na­
stawionych do psychologii i nauk oraz metod do niej zbliżo­
nych, dlatego nie używam słowa „ a r c h e t y p " ) . A mity i tópoi, to
zupełnie co innego niż symbole - co chyba jest stwierdzeniem
banalnym. M i t zarazem odnosi nas do tradycji, pozwala na
odnalezienie korzeni, i wydobywa nas z kleszczy historii
i historyzmu. M i t , a nie symbole, trwa jako prawdziwy ślad
„wielkiego czasu" i jako residuum „ontologii archaicznej".
Oczywiście mit traktowny z odpowiednią powagą i bez spłyceń.
W naszym stuleciu jednym z przykładów takiego odradzania
mitów w sztuce najwyższej (podaję właśnie ten przykład
dlatego, że jest mi szczególnie bliski) to teatr Eliota. Teatr ten
nie jest symboliczny: mówi o rzeczywistości wprost, jako
o sferze totalnej tajemnicy (tak jak poezja Eliota czy poezja
Rilkego). I po to (z pewnością po to) by tak o niej mówić należy,
bo tak się o niej mówiło u początków europejskiej sztuki (a
sztuka jest czymś niezmiennym) - sięga Eliot po starą „tech­
nikę" dramatu greckiego, gdzie fabuła była czymś danym
niejako odwiecznie, bo czymś zawartym w mitach. A czyniąc
to, te same mity Eliot wykorzystuje, choć akcję swoich sztuk
umieszcza we współczesnych realiach. Sweeney
Agonistes
nawiązuje do komedii Arystofanesa (i równocześnie tytułem do
tragedii Miltona Samson Agonistes), Zjazd rodzinny (1939) jest

- j a k to m ó w i m y - „trawestacją" Orestei, Coctail Party ma swój
wzór w tragedii Eurypidesa Alkestis, The Confidential Clerk
(1953) to znowu powtórzenie tragedii Eurypidesa łon, a naj­
większe arcydzieło dramatyczne poety, Elderly
Statesman
(1959), to po prostu nawe „ w c i e l e n i e " Edypa w Kolonos
Sofoklesa. Mamy tu wszędzie to, o czym m ó w i ą deklaratywnie
a bez pokrycia rzecznicy i zawodowi teoretycy symbolizmu:
mamy pełnię totalnej, jednej a niezgłębionej rzeczywistości
- i nie mamy cienia symbolizmu. Wszystko jest jawne, nic nie
jest schowane, jak korzenie drzewa, którego samą koroną
i równie widzialnym pniem zajmując się mówimy, że są tam
- prócz tego, o czym, i tylko o czym m ó w i m y - jeszcze
„symboliczne treści ukryte". Cała gadanina o symbolizmie,
której tyle we współczesnej humanistyce, sprowadza się właśnie
do tego: powiedzieć, że prócz tego, co prosto opisać i wyjaśnić
mniej więcej do końca się daje, istnieją jeszcze inne, głębokie
warstwy rzeczy czy dzieła opisywanego, i poprzestać na tym
stwierdzeniu. Poprzestać dlatego, by nie wypaść z konwencji
i akademickich, uznanych rygorów naukowości.
Praca Dariusza Czai jest w j a k i m ś stopniu rozdarta przez
poczucie tego naukowego zakłamania. Ale obecność tego
poczucia tak wyraźnie dochodzi tu do głosu, że rozprawa ta jest
niebywale inspirująca, niepokojąca, pełna - rzec by się chciało
- twórczego rozdrażnienia.
Warszawa, grudzień 1994

O antropologii i symbolu
Rozmowa z prof. W i e s ł a w e m Juszczakiem
z u d z i a ł e m Zbigniewa Benedyktowicza, Dariusza Czai, Wojciecha Michery,
Teresy Rutkowskiej, S ł a w o m i r a Sikory i Joanny Tokarskiej-Bakir
Z . Benedyktowicz. Zaprosiliśmy Państwa do redakcji „Kon­
tekstów", by porozmawiać o refleksjach i tezach przedstawio­
nych w tekście pana profesora Wiesława Juszczaka O ant­
ropologii i symbolu. I taki też tytuł damy tej rozmowie. Myślę,
że zwłaszcza dla nas - w większości tu - antropologów znajdują
się tu bardzo ciekawe tezy, które budzić mogą kontrowersje
i ożywioną dyskusję. Jeśli można, na wstępie, coś zasugerować,
to trzy takie punkty chciałbym tutaj zaproponować, wokół
których mogłaby potoczyć się ta rozmowa. Pierwszy, to bardzo
ogólny plan: IM problem interpretacji i wyobraźni antropologi­
cznej, czym ona jest? Dwa następne zaś, bardziej szczegółowe,
wyznaczają tezy, które pojawiły się w tym tekście, to jest
kwestia 121 rozróżnienia pomiędzy etnografią (etnologią) a ant­
ropologią i kwestia /3/ obecności (nieobecności?) symbolu
w kulturze pierwotnej, archaicznej i współczesnej. (Oczywiście,
to tylko taki zarys ogólny planu tej rozmowy i w niczym nie
chciałbym narzucać porządku, czy ograniczać swobody wypo­
wiedzi, w których z pewnością wszystke te trzy wątki w taki, czy
inny sposób się tu pojawią i dojdą do głosu). M o ż n a by dodać tu
jeszcze jeden punkt i zacznę od niego: Dlaczego ten tekst wydał
się nam tak ważny (bądź, co w nim upatrujemy za ważne), że
wywołało to w nas chęć i potrzebę tego spotkania i rozmowy?

Dla mnie na przykład ważne w nim jest echo wcześniejszego
tekstu pana profesora, nota-bene zatytułowanego Treść pierw­
szych rzeczy. T o była w y p o w i e d ź zamieszczona w „Res
Publice", w cyklu prowadzonym przez to pismo, zatytułowa­
nym Atelier', gdzie rozmaici autorzy i uczeni opowiadali o tym
czym się zajmują, co mają na warsztacie. Myślę, że ten
wcześniejszy tekst dobrze charakteryzuje, oddaje charakter
tego, który ma być teraz przedmiotem do dyskusji i punktem
wyjścia dla naszej rozmowy. Znajduję bowiem tu w nim
odzwierciedlenie pewnej postawy, zarysowanej i sformułowa­
nej w tamtym wcześniejszym tekście, postawy, którą pan
profesor, z właściwym sobie wdziękiem, ironią i przekorą,
określił jako „dyletantyzm o ś w i e c o n y " . Na czym on polega?
Niech m i będzie wolno przywołać fragment tamtego pańskiego
opisu:
„Choć zawsze podziwiam fachowość, zawsze też obawiam się
i nie znoszę rutyny. Co pozostaje w takiej sytuacji? Pozostaje
ryzyko dyletantyzmu, który — jeśli wybierany jest przy pewnej
znajomości
rygorów akademickich - powinien być kont­
rolowany i w miarę możliwości „oświecony".
Dyletantyzm
taki zdaje się zapewniać dostęp do tego, co rutyna zabija: do
uczucia zaskoczenia, do stawiania pytań naiwnych, które
5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6419" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6399">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/fc31a3fc51a59d181379367053514254.pdf</src>
        <authentication>02d8a82dc428f553abd5e6fd510b21b7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76480">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3591</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76481">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76482">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3368</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76483">
                <text>Pamięć tradycji w relacjach Litwinów narodowości żydowskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76484">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.85-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76485">
                <text>Hryciuk, Renata; Moroz, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76486">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76487">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76488">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76489">
                <text>Pamięć tradycji
w relacjach mieszkańców Litwy
narodowości żydowskiej*
Renata Hryciuk, Ewa Moroz

Obecność Ż y d ó w na obszarze dzisiejszej L i t w y datuje się
od X I V w. Dwiema w i e l k i m i falami docierają wtedy d o
Wielkiego K s i ę s t w a Litewskiego Żydzi aszkenazyjscy. Pod
koniec X V w. istniało j u ż pięć d u ż y c h w s p ó l n o t ż y d o w s k i c h .
Dobre w a r u n k i osiedlenia się, rozwoju handlu u t r z y m y w a ł y
się do końca X V I I I w „ t o w a r z y s z y ł temu dynamiczny rozwój
kultury ż y d o w s k i e j , autonomia narodowa i wyznaniowa.
Istniejąca ówcześnie w s p ó l n o t a ż y d o w s k a była u w a ż a n a za
najprężniejszą i najsilniejszą w świecie. W wieku X I X carat
nałożył na d i a s p o r ę litewską wiele o g r a n i c z e ń , j a k likwidację
żydowskich d r u k a r n i , przymusowe wcielania d o wojska,
zakaz noszenia tradycyjnych u b i o r ó w . Poprawa n a s t ą p i ł a
dopiero po powstaniu niepodległego p a ń s t w a litewskiego
w 1918 r , i t r w a ł o d o 1926 r. P o w s t a ł o w ó w c z a s Zgromadze­
nie Narodowe Ż y d ó w Litewskich, Żydzi otrzymali pełnię
praw wyborczych, pomoc w rozwoju oświaty, utworzeniu
siec, szkół, organizacji kulturalnych, gazet i t e a t r ó w .
Po przewrocie Smetony siły polityczne, k t ó r e doszły do
władzy w Republice Litewskiej postawiły na c a ł k o w i t ą
integrację n a r o d o w ą . D ą ż n o ś ć d o umocnienia litewskości
poprzez osłabienie wszystkiego co nielitewskie zwróciła się
przeciwko d w ó m najliczniejszym mniejszościom narodo­
wym: Polakom i Ż y d o m . Nie z l i k w i d o w a n o istniejących
żydowskich organizacji s p o ł e c z n y c h i kulturalnych, zakaza­
no jednak posiadania ziemi, w s t ę p u d o szkół oficerskich,
zatrudnienia w administracji p a ń s t w o w e j .
W Litwie Ś r o d k o w e j (Wileńszczyźnie) d o drugiej p o ł o w y
lat trzydziestych Żydzi posiadali pełną a u t o n o m i ę ekonomi­
czną i k u l t u r a l n ą . Później u a k t y w n i ł się polski ruch nac­
jonalistyczny. D z i a ł a l n o ś ć takich partii j a k O N R A B C ,
ONR-Falanga k i e r o w a ł a się przeciwko Ż y d o m , k t ó r y c h
chciano zmusić d o emigracji. K o n s e k w e n c j ą tego była silna
fala emigracji Ż y d ó w z L i t w y i Wileriszczyzny d o Palestyny.
USA i innych p a ń s t w .
II wojna ś w i a t o w a była dla społeczności żydowskiej
okresem zagłady - zamykania w gettach, masowych eg­
zekucji. N i e c h l u b n ą rolę w tej eksterminacji o d e g r a ł a r ó w ­
nież policja litewska, k o l a b o r u j ą c a z w ł a d z a m i hitlerow­
skimi. Ogółem do 1945 r. zginęło ponad 200 tys. Ż y d ó w na
Litwie, co s t a n o w i ł o 9 0 % ich populacji.
Tuz po wojnie, w latach 1945 1949, Ż y d o m o c a l a ł y m
£ Holokaustu (było ich 5-6 tys.) pozwolono w Litewskiej
na otwarcie M u z e u m p o ś w i ę c o n e g o H o l o k a u s t o w i ,
ttkoły w Wilnie, zbudowania p o m n i k ó w k u czci ofiar wojny.
W n a s t ę p n y c h latach antysemicka polityka prowadzona
władze komunistyczne oraz represje stalinowskie do¬
P owadziły do dalszego zmniejszenia się liczby Ż y d ó w na
r * ! - C z ę ś ć z nich była represjonowana i zginęła, część
e m i g r o w a ł a . Zakaz u ż y w a n i a j ę z y k a , likwidacja szkół.
s r w T ? ' n t a r z a i innvch p a m i ą t e k : p o m n i k ó w , synagog,
j o d o w a ł y c a ł k o w i t e rozbicie ś r o d o w i s k a . Przez 40 lat nie
e

U

),

c m e

, J ' * e c z n o ś c żydowska na Litwie jest tak niewielka, że przytaczane
'POWiedzi m o ż n a uznać za reprezentatywne dla całej grupy.

działały ż a d n e instytucje kulturalne, religijne ani o ś w i a t o w e ,
k t ó r e m o g ł y b y p o d t r z y m a ć ś w i a d o m o ś ć n a r o d o w ą i tradycję
ż y d o w s k ą , co d o p r o w a d z i ł o d o stopniowej asymilacji b ą d ź
dalszej emigracji.
Po okresie emigracji, spowodowanych represjami stalino­
wskimi, antysemicka polityka r z ą d ó w Breżniewa w latach
siedemdziesiątych zmusiła z n a c z n ą część p o z o s t a ł y c h Ż y d ó w
litewskich do opuszczenia Republiki. Proces ten z r ó ż n y m
nasileniem trwa d o dziś. Stopniowa konsolidacja ś r o d o w i s k a
ż y d o w s k i e g o na L i t w i e m o ż l i w a b y ł a dopiero p o objęciu
władzy przez Gorbaczowa a szczególnie po odzyskaniu przez
Litwę niepodległości. Obecnie w L i t w i e żyje o k . 12 tys.
obywateli pochodzenia ż y d o w s k i e g o . M i e s z k a j ą głównie
w d u ż y c h miastach: Wilnie, K o w n i e , Kłajpedzie, Szawlach.
Ich d o k ł a d n ą liczbę t r u d n o jest ustalić ze w z g l ę d u na stale
r o s n ą c ą emigrację.
Żydzi w diasporze zachowali swoją t o ż s a m o ś ć n a r o d o w ą
i k u l t u r o w ą dzięki podtrzymywaniu tradycji. Przestrzeganie
tradycyjnego modelu życia w i ą z a ł a się z zachowaniem
j ę z y k ó w : hebrajskiego j a k o j ę z y k a liturgicznego i jidysz
- j a k o j ę z y k a u ż y w a n e g o na co dzień. Tradycja była dla
społeczności żydowskiej podstawowym czynnikiem pozwa­
lającym o d n a l e ź ć się w nowym ś r o d o w i s k u . Była spoiwem
społeczności. Nieliczne w y p a d k i p o s t ę p o w a n i a wbrew jej
nakazom nie były tolerowane (np. Żydzi decydujący się na
zawarcie m a ł ż e ń s t w a z o s o b ą innej n a r o d o w o ś c i byli w y ­
kluczani ze społeczności). Życie k a ż d e g o ortodoksyjnego
Ż y d a jest zdeterminowane przez o b r z ę d o w o ś ć r o d z i n n ą ,
której o b r z ę d y i rytuały t o w a r z y s z ą wieTzącemu Ż y d o w i od
narodzin aż do śmierci we wszystkich w a ż n y c h momentach
życia Z b i ó r przepisów i p o u c z e ń m a j ą c y c h r e g u l o w a ć co­
dzienne życie p o b o ż n e g o Ż y d a w najdrobniejszych nawet
szczegółach czyli Miizna
zawiera m . i n . nakazy i prze­
pisy dotyczące obchodzenia świat opisuje o b r z ę d o w o ś ć
rodzinną
Zdeterminowanym przez r y t u a ł momentem w życiu k a ż ­
dego Ż y d a są narodziny dziecka. Jeżeli jest to dziewczynka,
ojciec w pierwszą s o b o t ę po jej urodzeniu podaje w synago­
dze d o publicznej w i a d o m o ś c i jej imię. Natomiast po urodze­
niu c h ł o p c a , w pierwszy p i ą t k o w y wieczór u r z ą d z a się
uroczysty posiłek, ó s m e g o dnia następuje ceremonia o b ­
rzezania. Dokonuje je specjalny człowiek zwany moholemem.
D r u g i m w a ż n y m uczestnikiem ceremonii jest sandał, k t ó r y
w czasie zabiegu trzyma dziecko na kolanach. U s u n i ę c i u
napletka towarzyszy odmawianie b ł o g o s ł a w i e ń s t w .
Z ceremonii związanej z nadaniem imienia dziecku, w pa­
mięci naszych r o z m ó w c ó w , należących d o żydowskiej społe­
czności, z a c h o w a ł y się tylko najważniejsze elementy r y t u a ł u :
„Dziś jak rodzi się młody chłopiec to już się nie robi obrzezania
(...]. Kiedyś był specjalny człowiek, który to robił [...] nie wiem jak
się nazywał i gdzie się tego uczył. Kobiety mogą być obecne przy
obrzezaniu. Ten. który trzymał dziecko na rękach, wniósł go do
pokoju gdzie mieli to robić to był później jego chrzestny ojciec,
opiekun. Robili to z jednej strony bo tradycja, a z drugiej

85

�strony dla higieny. Mówili, że to polega na zdjęciu skórki pod
która zbierają się nieczystości." (Kobieta, lat 66, Nowe Świeciany)
„ T o jak rodzi się dziewczynka to nic się nie robi specjalnego,
a jak chłopiec to jest obrzezanie. T o wygląda tak: zaprasza się
kogo chce na kuma i ten człowiek specjalny, który ma prawo to
robić - robi się to na pamiątkę lego. ze jak Żydzi wyszli z niewoli,
to było bardzo brudno i gnojenie lam robiło się, i tylko ten co miał
prawo to robić - on sam - był czysty i musiał to czysto zrobić."
( M ę ż c z y z n a , lat 70. Podbrodzie)
„Obrzezanie c h ł o p c z y k ó w robili jak dziecko m i a ł o 8 dni.
Wiecie, tam taka plewka jest [...] to tam trochę brudu się nabiera,
żeby to było czyste dla człowieka [...] to tę plewkę się wykrawa. T o
musi robić człowiek uczony, specjalnie do tego przygotowany.
Kiedyś w każdym miasteczku i wiosce był taki człowiek. T o jest
Święto w domu Ludzi się sprasza [...]." (Kobieta lat 80.
Świeciany)
N a s t ę p n y m s z c z e g ó l n y m w y d a r z e n i e m w ż y c i u jest z a w a r ­
cie m a ł ż e ń s t w a , gdzie r y t u a ł r ó w n i e ż o d g r y w a ł d e c y d u j ą c ą
r o l ę O b r z ą d e k ten s k ł a d a s i ę z d w ó c h c z ę ś c i .
Pierwszym są z a r ę c z y n y i przygotowanie p r z e d ś l u b n e g o
z o b o w i ą z a n i a , d r u g i m c e r e m o n i a p o d b a l d a c h i m e m chupą,
gdzie po o d m ó w i e n i u przez r a b i n a m o d l i t w n a d k i e l i c h e m
p e ł n y m wina, w obliczu d w ó c h ś w i a d k ó w pan m ł o d y rozbija
nogą podstawioną szklankę wśród okrzyków „Mazel Tow".
B e z p o ś r e d n i o po o b r z ę d z i e chupy m a ł ż e ń s t w o musi b y ć
skonsumowane. N a s t ę p n i e odbywa się uczta weselna.
Ż y d z i n a L i t w i e j u ż od d a w n a nie z a w i e r a j ą m a ł ż e ń s t w
w s p o s ó b t r a d y c y j n y , ale p a m i ę t a j ą ś l u b y i wesela z c z a s ó w
swego d z i e c i ń s t w a :
, J a nie miałem ż y d o w s k i e g o ślubu, tylko po sowiecku. ale
widziałem tą tradycję w dzieciństwie [...]. Ślub daje starszy, mądry
człowiek religijny i robi to pod chupa. K a ż d e g o dnia z wyjątkiem
soboty m o ż n a było wziąść ślub. Ślub nie był w synagodze,
przyjęto go robić na dziedzińcu, brało się 4 palki proste, długie na
dwa metry i robiło się taką szopę co się chupa nazywa [...] i młodzi
stoją pod chupą, na ziemi [...] mówi się specjalną modlitwę, daje
się wino wypić a młodzi i ojciec ze świecami o b c h o d z ą c h u p ę . "
( M ę ż c z y z n a , lat 70, Podbrodzie)
„Ślub się bierze na ulicy, w pobliżu synagogi. Są 4 pałki nakryte
materiałem to się chupa nazywa. Młodej nakłada Ż y d obrączkę
- oring albo ryngałę na palec. Przeważnie młodzi na czarno są
ubram. Ona ma twarz zasłoniętą. Rozbijają kieliszek, z którego
najpierw upijają, a potem za sobą rozbijają na szczęście.
( M ę ż c z y z n a , lat 65 Jonawa)
„ W e s e e żydowskie odbywa się na p o d w ó r k u , na ulicy albo
w specjalnych salach, pod specjalnym nakryciem chupą. ona
w białej sukience, młodzi pili na szczęście a pozmej musieli rozbić
te szklanki, specjalny rabin daje slub. potem są tance. Nabozn.
ż y d z i razem nie tańczą tylko kobiety osobno a mężczyzn,
osobno. (Mężczyzna, lat /u. rodorooziej
W j u d a i z m i e me i s t n i e j ą ż a d n e o b r z ę d y s a k r a l n e po­
ś w i ę c o n e u m a r ł y m . Z c h w i l ą stwierdzenia zgonu n i e z w ł o c z ­
nie r o z p o c z y n a j ą s i ę p r z y g o t o w a n i a d o p o g r z e b u . D l a z m a r ­
ł e g o szykuje się biały. Imany c a ł u n , d o k ł a d n i e myje się
z w ł o k i . Ż y d mus. b y ć pochowany w ziemi p o ś w i ę c o n e j , czyli
na cmentarzu ż y d o w s k i m . K r e w n i z m a r ł e g o m a j ą o b o w i ą z e k
o b c h o d z e n i a po n i m ż a ł o b y t r w a j ą c e j siedem d n i , k t ó r e j
t o w a r z y s z y o d m a w i a n i e m o d l i t w y z w a n e j kaddisz.
Nasi
r o z m ó w c y z a p y t a n i o o b r z ę d y z w i ą z a n e ze ś m i e r c i ą w s p o m i ­
nają:
„Pogrzeb żydowski bardzo odróżnia się od katolickiego, pod
wieczór to było przez parę godzin leżał na łóżku, potem na ziemię,
nie wiem co to znaczy, że go z łóżka na ziemię położyli. S ł o m ę tam
położyli i świece tam zapalili a potem go zawinęli w materiał,
wzięli furę i odwieźli. Modli się bardzo w domu, tylko mężczyźni,
kobiety w o g ó l e mało się m o d l ą . U Ż y d ó w nie ma trumny, kładną
się jego na ziemię, chowają bez trumny. Bierze się czysty, biały
materiał, z jego szyje się spodnie, koszulę i na wierzch chałat
i w tym się chowa. Do d o ł u kładnie się deszczulkę i na to p o d u s z k ę
i kładnie się go, me sadza - me wiem dlaczego. Potem z boku
stawia się deski i z góry się stawia i piasek się sypie na wierzch.

86

Rabin nic chodzi się modlić na cmentarz, tylko rodzina."
( M ę ż c z y z n a , lat 70, Podbrodzie)
„ N i e ma trumny u Ż y d ó w - nieboszczyk leży na ziemi, na
rozścielonej słomie, ubrany w specjalnie uszyte, białe spodnie
- tahryhył - i n a o k o ł o świece palą się. M ó w i się modlitwę, od razu
m o ż n a tego samego dnia c h o w a ć . G r ó b w y ł o ż o n y jest deskami
jak u kogo jest przyjęte - kładzie się w tej jamie albo sadza się, na
oczy kładzie się kamuszki. ręce leżą prosto, na górę kładzie się
deskę i zasypuje się ziemią, mówi się m o d l i t w ę - nawet j a mogę j
powiedzieć, niekoniecznie rabin. Nie m o ż n a ciała u Żydów
b a l s a m o w a ć ani z a m u r o w y w a ć . Ż y d ó w chowa się na specjalnym
cmentarzu. Modlitwa pogrzebowa to kaddisz." (Mężczyzna, | ,
78, Podbrodzie)
..Po prostu na cmentarz się woziło a tam taki jest domek, gdzie
myli przed chowaniem, ubierali w takie c o ś , jak teraz u Starowierów - sawan. G r ó b byl jak worek: o b k ł a d a ł o się kamieniami
T o nie wszystko jedno jak się układało do grobu. Ja dokładnie «
wiem jak. G ł o w ą do nagrobku. Nagrobki to teraz jeden obok
drugiego stawiają, kiedyś to j a k o ś specjalnie, ale j a k to mi trudno
powiedzieć. Nie chowano w trumnie. Kiedyś to było tak, że jak i
doba przejdzie to i chowali, ale kiedyś to też nie było tyle kłopotu ':
co teraz. T a doba znaczy, że on j u ż nie wstanie." (Kobieta, lat 65, i
Nowe Świeciany)
„ C h o w a ć trzeba zaraz następnego dnia. ale grobu wcześniej nie
wolno w y k o p a ć , bo to ludzie m ó w i ą , że zaraz ktoś w tej rodzinie &lt;
umrze." (Kobieta, lat 66, Nowe Świeciany)
„[...] ale teraz zabronione jest już c h o w a ć po żydowskim
obrządku - my musimy c h o w a ć nieboszczyka w trumnie. KiedyJ
nie chowano w trumnach tylko z płótna taki worek - sawan - to
z ruskiego. Ten sawan się z a s z y w a ł o . Siedem dni po śmierd
siedzieli wszyscy na takich niskich stołeczkach. Siedem dni
dlatego, że to dla Ż y d ó w święta liczba, tak jak dla Litwinó. |
dziewięć jest taka liczba. Przez siedem dni była żałoba i wszyscy
płakali i siedzieli na niskich krzesełkach. Zegar trzeba byfe j
zatrzymać, lustro zasłonić - to wszystko po zakonie. N i e b o *
czyka na cmentarz wywozili od razu pierwszego dnia, chował
głową do Jerozolimy, na grobie stawiali pomnik [...]." (Mężczy*
na. lat 35, Kowno)
J e d n y m z b a r d z o w a ż n y c h e l e m e n t ó w ż y c i a Ż y d ó w jest
wielka ilość p r z e p i s ó w d o t y c z ą c y c h s p o s o b ó w odżywiania,
k t ó r e k s z t a ł t u j ą i c h z w y c z a j e k u l i n a r n e i n a d a j ą domom
ż y d o w s k i m c h a r a k t e r y s t y c z n ą r y t u a l n ą a t m o s f e r ę . Żywność
d o z w o l o n a do s p o ż y c i a nosi n a z w ę koszer. B i b l i a zezwala na
s p o ż y c i e m i ę s a t y l k o p e w n y c h , o k r e ś l o n y c h g a t u n k ó w zwie­
r z ą t , i n n y c h z a b r a n i a . P o z w o l e n i e o b e j m u j e z w i e r z ę t a parzys t o k o p y t n e , k t ó r e s ą j e d n o c z e ś n i e p r z e ż u w a c z a m i , j a k : byd­
ł o , k o z y , o w c e , s a r n y . P o d o b n i e jest z r y b a m i , m o ż n a jeść
tyiko te k t ó r e p o s i a d a j ą j e d n o c z e ś n i e p ł e t w y i ł u s k i . Koszer­
ne o d m i a n y z w i e r z ą t i D i a k ó w n a l e ż v z a b i i a ć w SDOSÓł
r v t u a l n v m h i In snecialnv rr-nk
R ó w n o c z e s n e snożvwaDK
mięsa i mleka jest^abronione.
ą

a

n

1

W s z y s c y n a s i r o z m ó w c y z n a j ą z a k a z y p o k a r m o w e , nato­
miast ż a d e n z n i c h i c h nie przestrzega. N a j o b s z e r n i e j s i
r e l a c j ę u s ł y s z a ł y ś m y od jednej z i n f o r m a t o r e k z Nowycli
Święcian:
„Świniny nie wolno było jeść to też religijny przepis a zdrugW
stronj lo bardzo szkodliwe na zdrowie. Uważali, że to t U H
mięso. Nie wiem skąd ten przepis. Pamiętam tez, że kurt « 1
samemu nie wolno było rżnąć, trzeba było dać do ż a r e n * * ]
specjalnemu człowiekowi, on jej wyrywał trochę piór z szyi i U*
nacinał, żeby cała krew spłynęła, a jeszcze ją wieszali. ż e b y C *
krew odeszła. Mięso godzinę moczyli, opłukali, posolili i dopi««!
wtedy można było używać len co mięso przygotowywał t o j B
specjalnie wydzielony od synagogi rzeżnik: szejheu on się nazy*»
mis*
Mnie się zdaje, że ten z a w ó d z ojca na syna przechodził, bo offl*
tego w szkołach nie uczyli, ale pewna nie jestem. T o chodziło
żeby jakieś specjalne żyły p o w y b i e r a ć . " (Kobieta, lat 65)
„ T y c h kur samemu zabić nie m o ż n a było, potrzebnys Ity
specjalnie szkolony człowiek, który wedle z a k o n ó w zabijał. T*
rzeźnik specjalnie b r z w w ą szyję przckrajal
trzyma! k u r ę *
skrzydła. Zaraz potem ją powiesił, żeby krew odpłynęła. G e f l «
kury czy kaczki, indyki - tylko takie zwierzę... można byłoJ&lt;*

�Królików na przykład nie m o ż n a było jeść. Prosiaków też nie
można było jeść, to stąd idzie, że nasza religia pochodzi z Izraela,
a tam bardzo g o r ą c o jest." (Kobieta, lat 66, Nowe Świeciany)
„Muzułmanie i inne południowe narody nie m o g ą jeść wiep­
rzowiny. Koszerne to jest to, co m o ż n a jeść, co jest czyste,
niekoszerne - to np. świnia. Koszerne wszystko co parzystokopytne, drugi warunek to, żeby przeżuwała np. krowa, koza, owca - koń
już nie [...]. Kiedy myjemy mięso nam trzeba czekać, kiedy jemy
mleczne potrawy to też trzeba czekać tylko trochę mniej - taka jest
nasza tradycja. D o wojny nam nie m o ż n a było jeść świniny, u nas
był taki specjalny człowiek co wszystkie zabijał kury, gęsi i dopiero
można było jeść, bo samemu nie można było zabijać — ten człowiek
to był rzeźnik [...]." (Mężczyzna, lat 35, Kowno)
„Oddzielnie są naczynie do mlecznych a oddzielnie do mięs­
nych. Nie wolno jeść wieprzowiny - bo to najcięższe mięso na
żołądek - m u z u ł m a n i e też nie jedzą świniny, bo to niezdrowe.
Węgorza też Żyd nie zje, bo to jest ryba bez łusek i w ę g o r z - on
krew ludzką i m i ę s o je człowiecze. W Biblii jest napisane o tym, co
o ż e a czego nie m o ż e jeść Żyd (...]." ( M ę ż c z y z n a , lat 78,
Podbrodzie)
m

D z i e ń o d p o c z y n k u m a w rytuale j a k i w w y o b r a ź n i
żydowskiej s z c z e g ó l n ą w a g ę - zwany szabatem rozpoczyna
się w p i ą t e k p r z e d z m i e r z c h e m i t r w a d o tej samej w i e c z o r n e j
pory n a s t ę p n e g o d n i a . Z a c z y n a s i ę z a p a l e n i e m przez p a n i ą
H n m n d w ó c h ś w i e c i o d m ó w i e n i a n r z e z o i c a r o d z i n v modlit¬
wy zwanej kiddusz n a d c z a s z ą w i n a R o d z i n a bierze u d z i a ł
w d w ó c h obfitych n o s i ł k a c h - w niatek w i e c z o r e m i w s o b o t ę
W v w a sie w t e d y snecialne o o t r a w y s z a b a s o w e W c i a e u
trwania s z a o i s u ^
™ '
w y k o n y w a ć zaanycn
u

o

n

e

codziennych p r a c . I n f o r m a t o r k a z N o w y c h S w i ę c i a n p a m i ę ¬
tała tylko, ze:
„Moja mama to i świece paliła w piątek, modliła się."
„Wiem. ot że w piątek wieczorem stawiali świece i modlili się
[...] w piątek moja babcia zawsze g o t o w a ł a faszerowaną rybę
i piekła takie placki, plecione chałwy i paliła wieczorem świece,
modliła się. Potem wychodziła do synagogi. Jak wracała z dziad­
kiem z synagogi to dopiero wtedy robiła kolację. Robiła baraninę,
barszcz, cebulę i ziemniaki w glinianym garnku, na tą noc stawiało
siędopieca. Robili to przed zachodem słońca. Jak w s o b o t ę ojciec
przychodził z synagogi to jedli uroczysty obiad. U nas święty
dzień jest sobota, ale u nas święto zaczyna się j u ż w piątek
wieczorem. Stawi się świece i zaczyna się modlić - w s o b o t ę nic nie
można robie." (Kobiela, lat 65, Nowe Świeciany)
Przytoczone w y p o w i e d z i ś w i a d c z ą o f r a g m e n t a r y c z n e j
znajomości o b c h o d ó w szabasu w ś r ó d naszych ż y d o w s k i c h
rozmówców.
Ż y d o w s k i e ś w i ę t o N o w e g o R o k u - R o s z H a s z a n a - przy­
pada na jesieni, m a p r z y p o m i n a ć o s t w o r z e n i u ś w i a t a .
W tradycji l u d o w e j n a z y w a n e jest Ś w i ę t e m T r ą b e k .
Jedynie d w ó c h i n d a g o w a n y c h m o g ł o n a m p o d a ć obszer­
niejsze relacje o t y m ś w i ę c i e .
„Najważniejsze ż y d o w s k i e święta to Pascha i Nowy Rok
- R o s z ą Szona. Nowy Rok wypada jesienią, kiedy kończy się cykl
roślinności, kiedy przyroda umiera, życie się kończy to i rok się
kończy. Na to święto powinno być d u ż o warzyw i o w o c ó w
i obowiązkowo taki owoc. którego w tym roku jeszcze nie jadłeś
np. moja mama k u p o w a ł a winogrona. Jeżeli tyjesz ten owoc po
raz pierwszy w roku ty nad nim modlisz się: Błogosławię ten
owoc, który nam dala ziemia (albo który nam d a ł o drzewo), na
Nowy Rok j a d ł o się już lepiej, syciej. Mama piekła takie
ciasteczka z miodem, bardzo dobre - j a staram się z a c h o w a ć
kuchnię ż y d o w s k ą . R o s z ą to g ł o w a , Szona to rok, czyli głowa
-początek roku to jest Nowy R o k - on trwa dwa dni, wtedy daje
e Bogu czas. żeby z d e c y d o w a ł o losie k a ż d e g o c z ł o w i e k a . "
\ onteu, lat 80, Świeciany)
największe święto to u nas Nowy Rok. Obchodzimy go
n a l c i a d

i

b

a ł e

l

y

l d a

w

do v n f '
^ * !
™"? . '.
B z o w y c h tylko butach
ySltlC
C caływdzień.
kleszenla Potem
h idą nad w o d ę i tam
ynagog., W
mSoZd
ąO
się
S

H bez

Z?
f

°

C

1 0 l n a

"
znaczyć, zejuz
Wl kszosc?i
Dla „ • u
'
(Mężczyzna- « 1 65, Jonawa)
Has^
naszych ż y d o w s k i c h i n f o r m a t o r ó w Rosz
« n a kojarzy się jedynie z p o c z ą t k i e m roku:
g

r

z

e

c

h

u

„Jest R o s z ą Szona
to Nowy R o k . " ( M ę ż c z y z n a , lat 78,
Podbrodzie)
„ N o w y R o k obchodzi się, Jąk wypada we wrześniu, ale też
w październiku [...L&gt;1Kobieta, lat 70, Nowe Świeciany)
W ż y d o w s k i e j ś w i a d o m o ś c i religijnej w [ J o m K i p p u r
- Drzez inne n a r o d o w o ś c i n a z v w a n v D n i e m P o i e d n a n i a l u b
S ą d n y m F W m l n h r h n ^ n n J m rlL^troc,
Hnia
™
m

r

a

i iszvi, o o o w i ą z y w d t scisry post, c a t o a z i e n n e m o a r y w s y n a ­
godze o r a z p u b l i c z n e w y z n a n i e g r z e c h ó w .
„Później jest Straszna Noc - tak nazywali to Święto Polacy a po
ż y d o w s k u to Jom Kippur. W ten dzień byl absolutny post,
dopiero na wieczór s z y k o w a ł o się specjalne dania. Wieczorem
mama brała mnie za rękę i chodziła po sąsiadach i jeżeli się z kimś
- nie daj B ó g - pokłóciła to chodziła prosić przebaczenia. 1 nie
tylko, bo jeżeli się z nikim nie pokłóciła, to też tak robiła. Wtedy
oczyszczasz swoją duszę. Później idzjemj do tynagoji, później
cały dzień pości się i modli w synagodze - jak się już pokażą
pierwsze trzy gwiazdy wtedy m o ż n a iść do domu i jeść - w synago­
dze jest taka trąba z rogu i ona daje znak, że m o ż n a iść do domu.
W tym dniu B ó g decyduje o twoim życiu i o twoim losie."
(Kobieta, lat 80, Świeciany)
„ J o m Kippur to następne święto, wtedy nie wolno nikomu jeść,
ani troszeczkę przez całe 24 godziny chyba, że kto jest bardzo
słaby, to mu się dają napić wody. Wypada w październiku [...].
Straszna Noc wtedy jak jeden taki diabeł, siła nieczysta. Anty­
chryst wyciąga z domu jednego Ż y d a do lasu na śmierć. T a k
wierzą, ale to nieprawda jest. Jaki los wypadnie tego w e ź m i e ten
Antychryst, broni się przed nim, znaki jakieś na domu robili. T o
jak los wyznaczy, tego po jednym ze wsi czy miasteczka mial
wyciągnąć. Znak ten robi ten kto był najstarszy w domu - taki
krzyż, ale inny niż chrześcijański." ( M ę ż c z y z n a , lat 65, Jonawa)
„ J o m Kippur to święto z postem, to u nas jedyny post trwały,
jeżeli jutro Jom Kippur to dziś wieczorem ni jeść, ni pić do jutra
wieczorem nie wolno. W y p a d a ł o to Święto tydzień po R o s z ą
Szonie. M o d l ą się tylko bardzo - nic więcej się nie robi,
w synagodze m o d l ą się jak zawsze tylko modlitwy są specjalne."
(Mężczyzn, lat 70, Podbrodzie)
„ T o się tak nazywa Straszna Noc, ale to jest post przez całą
dobę, nic zupełnie nie m o ż n a jeść. T o d o k ł a d n i e Sądny Dzień się
n a z y w a ł o , wtedy modlili się za wszystkie grzechy, prosili o przeba­
czenie, Jom Kippur to się n a z y w a ł o po ż y d o w s k u . " (Kobieta, lat
65, Nowe Świeciany)
„ P o Nowym R o k u . za dziesięć dni jest u nas Straszna Noc
- post. T o tak: z wieczora, zaraz po zachodzie słońca to trzeba
pojeść i iść do synagogi p o m o d l i ć się. Jak się wieczorem pomod­
lisz, wracasz, jutro wstajesz i nie wolno nawet umyć się. T o się
nazywa Wielki Post, trwa jedną d o b ę i od razu idziesz do synagogi
p o m o d l i ć się. Wieczorem jak przyjdziesz do domu, to j u ż wtedy
m o ż n a jeść." (Kobieta, lat 66, Nowe Świeciany)
Piętnastego dnia miesiąca Tiszvi o b c h o d z ą wyznawcy
judaizmu Sukkot - nazywane Świętem N a m i o t ó w bądź
K u c z k a m i . T r w a ł o ono 8 dni i m i a ł o u p a m i ę t n i a ć przekaz
biblijny o w ę d r ó w c e Ż y d ó w p r z e z p u s t y n i ę , k i e d y to miejs­
c e m ich z a m i e s z k a n i a b y ł y n a m i o t y i s z a ł a s y .
„ N a Sukkot - ś w i ę t o Kuczek - na pamiątkę tego, że Żydzi
wyszli z Egiptu i mieszkali w szałasach na pustyni i piekli m a c ę
z mąki i wody." ( M ę ż c z y z n a , lat 78, Podbrodzie)
„Kuczki po to robią, żeby byl deszcz. Dlatego ten szałas co
budują, to robią bez dachu. I siedem dni tam jeść trzeba. Wszyscy
razem kobiety, mężczyźni i dzieci. W domu nie wolno, to tradycja
taka." ( M ę ż c z y z n a , lat 65, Jonawa)
„Kuczki to noworoczne Święto - bo są trzy Święta w tym
noworocznym cyklu: Roszą Szona. Jom Kippur i Sukkot - Święto
Kuczek - to jest ostatnie jesienne ś w i ę t o , ono oznacza bliskość
z przyrodą, robią takie domki letnie i dach pokrywają gałązkami
choinki i tam jedzą, wspominają jak żyli w Izraelu, gdzie jest
ciepło i takie właśnie domki się buduje. T o jest wesołe święto
- najweselszy jest ostatni dzień, kiedy B ó g dał dziesięć przykazań
Mojżeszowi - Simchat Tora - wtedy wyjmują Torę w synagodze
i z nią tańczą - to bardzo wesołe święto jest." (Kobieta, lat 80,
Świeciany)
Inna informatorka wspomina Wyniesienie Tory:

87

�1

„ N o w y Rok tak radosny nie był jak Simchat T o r a - to tam
wtedy śpiewali i tańczyli [...] to znaczy Wyniesienie Tory."
(Kobieta, lat 65, Nowe Świeciany)
Z i m o w y m ś w i ę t e m ś w i a t ł a jest C h a n u k a . P r z e z o s i e m d n i
kolejno zapalano świece w o ś m i o r a m i e n n y m ś w i e c z n i k u .
Jest to j e d n o z n i e l i c z n y c h ś w i ą t w t r a d y c j i ż y d o w s k i e j , k t ó r e
z w i ą z a n e iest ze ś c i ś l e i s z v m n i ż z a z w v c z a i Dostem W t v m
czasie nie w o l n o s p o ż y w a ć m i ę s a .
„ Ś w i ę t o Chanuka to palenie świec, k a ż d e g o dnia zapala się
jedną i tak do ośmiu, zaczyna się na jednej a kończy na ósmej. T o
ś w i ę t o wypada mniej więcej kilka dni po Nowym R o k u . T e świece
zapala się na stole, niekoniecznie na oknie." (Kobieta, lat 66,
Nowe Świeciany)
„ C h a n u k a - kiedy rozbili w Jerozolimie chram i z o s t a ł o się
tylko w jednej czaszy m a s ł o do palenia, które zapalili to ono paliło
się 9 dni. T o teraz u nas na Chanuka każdy dzień zapalają świece
maleńkie, dziś pierwszą a dziewiątego dnia ostatnią pali się
dziewiątą. Świeczniki są, ale one chyba specjalnie nie nazywają
się, ustawia się je na świecznikach - judałkach, gdzie komu
wypadnie [...]. M o d ł y są specjalne, jedzenie to bliny kartoflane,
w y p a d a ł o w październiku." ( M ę ż c z y z n a , lat 70, Podbrodzie)
„ C h a n u k a to święto zimowe, też na pamiątkę historycznego
zdarzenia. Kiedy Grecy pobili Ż y d ó w i zburzyli świątynię. Żydzi
bili się z Grekami ale było ciemno więc zapalili taką małą
lampeczkę i ona paliła się przez 8 dni i dlatego też to święto trwa
8 dni. T o jest specjalne święto dla dzieci, im daje się podarki. N a to
święto o b o w i ą z k o w o robi się bliny, pączki jak w polskie zapusty.
Dzieci nie c h o d z ą wtedy do szkoły, to święto to były zimowe
ferie." (Kobieta, lat 80, Świeciany)
Ś w i ę t o Purim obchodzono na p a m i ą t k ę ocalenia Ż y d ó w
od z a g ł a d y H a m a n a . D z i e c i o t r z y m u j ą w ó w c z a s p o d a r k i ,
święto ma charakter k a r n a w a ł o w y :
„ Ś w i ę t o Purim to Polacy m ó w i ą , że to pędzenie Hamana. T o
jest święto zwycięstwa, kiedy filistyński król - Haman napadł na
Judeę i wtedy Dawid walczył z Goliatem i mały rudy Dawid zabił
Goliata kamyczkiem z procy. Haman d u ż o zła wyrządził Ż y d o m ,
bił ich i nękał, ale lubił jedną kobietę - Ż y d ó w k ę i ona była takim
szpiegiem ż y d o w s k i m . Na to święto dzieci robią sobie takie rózgi
i tak symbolicznie c h o d z ą i biją Hamana - nikogo konkretnego
tylko tak c h o d z ą i machają. N a to święto są takie maskarady, bo
to też jest dziecięce święto - teraz bardzo hucznie obchodzone
w Izraelu, gdzie dzieci ubierają się w historyczne kostiumy. W to
święto tak samo jak w C h a n u k ę dzieci dostają prezenty. T o święto
jest 6 tygodni przed Paschą, na przedwiośniu. N a Purim jest
specjalne ciastko, ono nazywa się Haman Tyszyn - ono jest tak
złożone jak Hamana czapka, w środku ciastka jest mak z mio­
dem." (Kobieta, lat 80, Świeciany)
„Purim to na pamiątkę, j a dobrze nie p a m i ę t a m , jakiś faraon
A m o n - jego bili czy on tam Ż y d ó w bił - nie wiem, ono wypada
zawsze miesiąc przed Pesach. Strzelają od pamięci tego Amona
[...] to sam. bogatsze tak r o b i ą " ( M ę ż c z y z n a , lat 70 Podbrodzie)
„Purim to święto jest na paimątkę tego, ze był taki Amon i on
chc.ai Zydow zniszczyć ale Pan Bog tego Amona - bo on był
żonaty z piękną Ż y d ó w k ą Esterą - Pan Bog sprawił, ze go zdjęl.
. mc Ż y d o m me zrobił. ( M ę ż c z y z n a , lat 78, Podbrodzie)
P e s a c h ( P a s c h a ) to n a j w i ę k s z e ś w i ę t o ż y d o w s k i e . Ś w i ę t o
w y p a d a na w i o s n ę w 15 d n i u m i e s i ą c a N i s a n , n a j c z ę ś c i e j
w czasie p e ł n i k s i ę ż y c a . U p a m i ę t n i a o n o u w o l n i e n i e Ż y d ó w
z niewoli w E g i p c i e . W z a s a d z i e o d p o w i a d a t e r m i n o m
c h r z e ś c i j a ń s k i e j W i e l k a n o c y , dlatego c z ę s t o n a z y w a n e jest
przez c h r z e ś c i j a n „ ż y d o w s k ą W i e l k a n o c ą " . C e c h ą c h a r a k ­
t e r y s t y c z n ą P e s a c h jest z a k a z j e d z e n i a p i e c z o n e g o n a z a ­
k w a s i e c h l e b a . P o d s t a w o w y m p o ż y w i e n i e m w czasie ś w i ą t
iest c h l e b o r z a ś n v - m a c a s D o r z a d z a n a ze SDecialnie D r z v a o towanej m ą k i i w o d y .
N a j w i e r n i e j t r a d y c j a tego ś w i ę t a z a c h o w a ł a s i ę w p a m i ę c i
osiemdziesiątletniej mieszkanki Święcian:
„Pascha to po ż y d o w s k u Pejsach, to święto bardzo ciekawe, to
święto wyzwolenia od niewoli. Jeszcze w historycznych czasach
Żydzi byli niewolnikami u Egipcjan, bo Egipcjanie zawojowali
Kanaan i zabrali Ż y d ó w do Egiptu. I te piramidy, które my dziś

88

podziwiamy zbudowali Ż y d z i - n i e w o l n i c y . N a Paschę pieką mac*
dlatego, że kiedy oni szli przez pustynię i byli głodni, więc B ó g im
zesłał macę i oni robili takie cienkie placki z tej manny i piekli n
słońcu, wiec ta maca jest na pamiątkę tego wydarzenia. Obwiniali
Ż y d ó w , że do macy dodają krew chrześcijańską - to jest straszne
oszczerstwo. W Rosji kiedyś były o to procesy, byli tacy ludzie
którzy świadczyli fałszywie, że krew chrześcijańską dodają Żydzj
do macy. Święto to jest 7 dni i jest to najradośniejsze święto. Dom
musi hu- wyczyszczony, żeb&gt; nie bvło ani kurzu, sa specjalne
potrawy paschalne wino się robi i w ó d k a ziemniaczana - pd.
s a c h ó w k a - ją trzeba robić w wielkiej czystości. N a Paschę
o b o w i ą z k o w o , w każdym domu m i o d ó w k a jest - to jest miód
woda i jeszcze przyprawa i to się pije. Pięknie nakrywają stół i sit'
m o d l ą , potem każdemu nalewają miodu, żeby było słodko
w kontraście z tym gorzkim co było w przeszłości. Kiedy Bóg
nasłał 7 plag na Faraona, kiedy nie chciał odpuścić Ż y d ó w i mówi
się, że w tę noc B ó g wybawił Izraela [...]."
a

O s t a t n i m ś w i ę t e m r o k u r y t u a l n e g o jest S z a w u o t zwane
Zielonymi Świątkami. Nie wszyscy z naszych rozmówców
p r z y p o m i n a j ą sobie istnienie t a k i e g o ś w i ę t a w tradycji
a n a w e t c i , k t ó r z y o n i m w s p o m i n a j ą nie p o t r a f i ą od­
powiedzieć o obrzędowości.
O w a fragmentaryczna p a m i ę ć o czasach d z i e c i ń s t w a i soc
c y f i c z n y s t o s u n e k d o t r a d y c j i m o ż e w y n i k a ć z f a k t u , iż nikt
z n a s z y c h r o z m ó w c ó w nie p o c h o d z i ł z o r t o d o k s y j n e j rodzi,
ny, c h o c i a ż w s z y s c y w y c h o w a l i s i ę n a k r a w ę d z i kultury
ż y d o w s k i e j . Ż y c i e s p o ł e c z n o ś c i ż y d o w s k i e j nie jest zdeter¬
m i n o w a n e p r z e z t r a d y c j ę nie przestrzega s i ę religijnych
z a k a z ó w i n a k a z ó w d o t y c z ą c y c h d n i a c o d z i e n n e g o , ob
r z e d o w o ś c i o b c h o d z e n i a ś w i a t T r a d y c j a einie na Litwie
wraz z odejściem n a j s t a r s z y c h ' Ż y d ó w
którzy pamiętał
jeszcze p r z e d w o j e n n ą a t m o s f e r ę . k o l o r y ! ż y c i a s p o ł e c z n o ś d
żydowskiej. Z e smutkiem o p o w i a d a j ą o tym:
„ N i e przestrzegało się u nas w domu tak bardzo tych wszyst­
kich świąt i tradycji. Świninę się jadło i wszystko. Ja my ślę, że 40%
Ż y d ó w w Wilnie przed wojną - tak jak j a nie przyznawała religii
i świąt." ( M ę ż c z y z n a , lat 80, Wilno)
„ N i c nie pamiętam z tradycji, o b y c z a j ó w , po wojnie nikt nie
utrzymywał tradycji. Sam kitka razy zachodziłem do synagogi,
Nie, obco się tam nie czułem, ale nic z tego nie rozumiałem,
jestem przyzwyczajony do tego." ( M ę ż c z y z n a , lat 55, Świeciany]
„Ja j u ż m a ł o pamiętam z tych wszystkich świąt, Na święte
mama robiła ładne specjalne bulki i obiad był już lepszy - ja lo
widziałam jak byłam mała dziewczynka - j a nie zdążyłam się tego
nauczyć - dlatego ani j a , ani siostra nie podtrzymywałyśmy
ż y d o w s k i c h tradycji, nie wiedziałyśmy jak to się robi." (Kobiel
lat 75, Świeciany)
„ W i e l k a n o c kiedyś mogliśmy zupełnie prosto obchodzić. T&lt;
macę się w Wilnie d o s t a w a ł o , teraz też jest, ale tak obchodzić
nie wychodzi, bo pracujemy." (Kobieta, lat 65, Nowe Świeciany).
„Ja wam teraz prawdę powiem, m o ż e ja i grzeszyłam,
w czasie wojny nie m o g ł a m tego przestrzegać, to i po wojnie też
przestrzegałam. D z i ś to już jak święto jest na o g r ó d nie wych '
ale co się tyczy gotowania w s o b o t ę , to tak b y ł o , że mój mąż I
nienabożny, był Ż y d e m i mówił, żeby g ł o w y sobie nie zawracać.'
(Kobieta, lat 66. Nowe Świeciany)
„ K i e d y ś przed wojną to Żydzi bardzo swojej wiary trzymali
[...]. Teraz to raczej religii się nie trzyma, rzadko kto rffl
w Wilnie jak synagoga blisko jest [...]. Ja teraz nie chodzę
synagogi, od m a ł e g o nie c h o d z ę , parę lat temu byłem ostatni
bo tu w Podbrodziu nie ma synagogi. Ja jestem trochę atei:
K i e d y ś było inaczej, zawsze trzeba się b y ł o ojca słuchać - tera*
już m a ł o kto z a k a z ó w tych przestrzega, teraz się obchodzi, bo
ma takiego przymusu każdy teraz sam po sobie." ( M ę »
lat 70, Podbrodzie)
„ K i e d y ś u nas była bardzo wielka religia, a teraz my tej rt
nie podtrzymujemy - bo kiedyś nie było przy komuifmożliwości ich robić - a teraz odkryliśmy i ciężko nam niel
zakazy wypełniać." ( M ę ż c z y z n a , lal 35, K o w n o )
„Kultura ż y d o w s k a teraz tu przepadła, tylko ludzie w
wieku, wielu, umieją jeszcze czytać po ż y d o w s k u młodzi jui

�jeżeli teraz uczą, to już nie po ż y d o w s k u , tylko po he\rajsku - bo
taki język jest w Izraelu." ( M ę ż c z y z n a , lat 78, Podbrodzie)
,Ja nie c h o d z i ł a m do synagogi, ale z a c h o w a ł a m tradycję
i przestrzegam świąt [...]. Zupełnie nie możecie z r ó w n a ć jak było
do wojny i jak jest teraz - a to d u ż o , bardzo d u ż o zrobiła wojna
r j . I tak będzie d o p ó k i my żyjemy, ale my już ostatni Mohikanie
iak my umrzemy, to już nikt nie będzie się interesował nie będzie
szukał - tu w Święcianach nie ma ani jednego m ł o d e g o Ż y d a . "
(Kobieta, lat 80. Świeciany)

Przytoczone relacje świadczą nie o k u l t u r o w y m samouni­
cestwieniu Ż y d ó w , ale o sytuacji, k t ó r a była k o n s e k w e n c j ą
n i e o b e c n o ś c i Ż y d ó w - o r t o d o k s ó w w powojennej Litwie.
Kjedy znikają ortodoksyjne ś r o d o w i s k a ż y d o w s k i e nie ginie
wprawdzie zupełnie ż y d o w s k a k u l t u r a , ale zostaje przy­
spieszony proces zaniku tradycji. Pod w p ł y w e m oficjalnej
polityki model życia zmienia się
znika religijność, znika
więc i o b r z ę d o w o ś ć . Z a n i k tradycji w ś r ó d współczesnej
społeczności ż y d o w s k i e j w Litwie jest wynikiem d z i a ł a n i a
czynników z e w n ę t r z n y c h : wyniszczenia ludności w czasie
wojny, p o l i t y k i w ł a d z komunistycznych i z w i ą z a n y c h z n i ą
represji, k t ó r y c h to k o n s e k w e n c j ą była emigracja Ż y d ó w
Litwy brak szkół ż y d o w s k i c h , zlikwidowanie podstaw
ekonomicznych, dzięki k t ó r y m społeczność ż y d o w s k a funk­
cjonowała przez wiek. z a m k n i ę c i e "instytucji m o g ą c y c h
nrzyczynić się do zachowania języka i tradycji R ó w n i e ż
czynniki w e w n ę t r z n e b ę d ą c e w dużej mierze wyn.k.em
oficjalnej p o l i t y k i p a ń s t w a to znaczy asymilacja i z w i ą z a n e
z n a częste mieszane m a ł ż e ń s t w a z d e c y d o w a ł y o stopmowym t r w a j ą c y m czterdzieści lat wymieraniu tradycji
fizyczna z a g ł a d a nie tylko elit ale większości narodu
w czasach drugiej wojny ś w i a t o w e j , powojenne czystki
komunistyczne D o e ł e b i ł y w ludności żvdowskiei lek ooczucie stałego z a g r o ż e n i a zaszczepiony jeszcze pierwszym,
wystąpieniami n a c j o n a l i s t ó w w latach trzydziestych.
7

Obecnie władze L i t w y starają się z r e k o m p e n s o w a ć Ż y d o m
poniesione straty moralne, m o ż n a nawet m ó w i ć o pewnym
faworyzowaniu tej grupy l u d n o ś c i , ale coraz więcej Ż y d ó w
emigruje, korzystając z zaistniałej możliwości. W y n i k a to

z zakorzenionego w ś w . a d o m o ś c t lęku, iż czas z a g r o ż e n t a me
minął, strach przed n i e p e w n ą sytuacft e k o n o m i c z n ą i m o ż ­
l i w y m i zmianami w polityce władz. T a k ż e takie p o s u n i ę c i a ,
j a k rehabilitacja litewskich zbrodniarzy wojennych, w i n n y c h
Holokaustu, b u d z ą z r o z u m i a ł y lęk.
Jak j u ż w s p o m n i a ł y ś m y we wstępie, sytuacja Ż y d ó w uległa
poprawie w ostatnich k i l k u latach i jest to przede wszystkim
rezultatem nowej p o l i t y k i w ł a d z litewskich. P o w s t a ł o Ż y d o ­
wskie Towarzystwo K u l t u r a l n e , r ó ż n e organizacje o ś w i a t o ­
we, szkoła w Wilnie, u d o s t ę p n i o n o wiernym dwie synagogi
(w Wilnie i K o w n i e ) , gdzie n a b o ż e ń s t w a celebruje rabin
z L o n d y n u . Działają dwa muzea - jedno przy Ż y d o w s k i m
Towarzystwie K u l t u r a l n y m a drugie to reaktywowane m u ­
zeum H o l o k a u s t u . Wychodzi ż y d o w s k a gazeta.
We wszystkich p r ó b a c h odrodzenia ś w i a d o m o ś c i narodo­
wej i kulturowej widoczne jest, że szczególną w a g ę przywią­
zuje się do k u l t y w o w a n i a p a m i ę c i o ofiarach wojny: o d ­
słoniętych z o s t a ł o wiele p o m n i k ó w w miejscach zbrodni
p o p e ł n i o n y c h na Ż y d a c h , u k a z u j ą się publikacje na ten
temat. P a m i ę ć o ofiarach H o l o k a u s t u zaczęła k o n s o l i d o w a ć
tą tak rozbitą po wojnie g r u p ę - co więcej
daty u p a m i ę t ­
niające tragiczne wydarzenia z c z a s ó w wojny takie j a k :
likwidacja gett w Wilnie i K o w n i e egzekucje w Ponarach czy
Święcianach są obecnie j e d y n ą ' o k a z j ą do s p o t k a ń D n i
w k t ó r y c h czczona jest p a m i ę ć ofiar H o l o k a u s t u stają sie
swoistymi świętami p o s i a d a j ą c y m i w ł a s n y r y t u a ł Te mar
tyrologiczne obchody z a s t ą p ły tradycyjne święta ż y d o w s k i e
ustalone przez wielowiekowa tradycje a teraz już nie ob­
chodzone zaliczane raczej do przeszłości.
Żydzi, tak j a k wiele n a r o d ó w w byłym Z w i ą z k u Radziec­
k i m , odarci zostali z pamięci o własnej o d r ę b n o ś c i , kulturze,
historii. Jest to proces chyba nieodwracalny. Tradycja
zanika c h o c i a ż jest jeszcze sztucznie podtrzymywana, od
p o c z ą t k u naucza się historii i j ę z y k a . P a m i ę ć o w s p ó l n y m
pochodzeniu i o w s p ó l n y c h losach właściwie ogranicza się
tylko do p a m i ą t e k H o l o k a u s t u i do zachowania tego, co
przypomina czas najokrutniejszego cierpienia.

Wizerunek Żyda
Renata Hryciuk, E w a Moroz

Wizerunek Ż y d ó w , ich o b r z ę d ó w , zwyczajów, zanotowa­
ny w czasie prowadzonych przez nas b a d a ń , nie różni się od
tego, który f u n k c j o n o w a ł przed w o j n ą , i znany jest nam
z literatury (Cała 1992). M i m o iż społeczność ż y d o w s k a
została w czasie wojny niemal zupełnie wyniszczona, wizeru­
nek Ż y d a wciąż żywy jest w pamięci m i e s z k a ń c ó w wsi,
bacznie bardziej wyrazisty niż B i a ł o r u s i n a czy L i t w i n a .
Stereotyp Ż y d a , k t ó r y funkcjonuje obecnie, w y t w o r z y ł się
wśród społeczności zamieszkujących m a ł e miasteczka i wsie.
Ądzi
ji
|i
d n ą z grup, tworzyli
t k n i ę t e społeczności posługujące się innym j ę z y k i e m ,
mające w ł a s n ą religię i k u l t u r ę . Żyli w sąsiedztwie tradycyj­
nych społeczności c h ł o p s k i c h , k t ó r e r ó w n i e ż były do pew"^o stopnia z a m k n i ę t y m i grupami. Obie społeczności były
sobie obce, izolowały się - zwłaszcza w sferze o b r z ę d ó w
' g i i , jednocześnie jednak k o n t a k t o w a ł y się ze s o b ą , i to
• b r y ł k o w sferze gospodarczej. W p ł y w y kulturowe obu grup
°a siebie m o ż n a z a o b s e r w o w a ć n p w j ę z y k u , stroju muzyce
Jpnitekturze. Jednak bliższe związki np. m a ł ż e ń s t w a miały
Jedynie sporadycznie.
w

r e u

e j s c e

L i t w j e

n i e

z a s y T n

o w a

s j e

7

z a

W i z e r u n e k Ż y d a b y ł w i ę c b u d o w a n y na p o d s t a w i e w i e l o ­
rakich

(acz

niezbyt

bliskich) k o n t a k t ó w

obu

grup

oraz

indywidualnych d o ś w i a d c z e ń i obserwacji.
Pierwszym skojarzeniem jakie n a s u w a ł o się n a s z y m roz­
m ó w c o m p r z y p y t a n i u o Ż y d ó w b y ł o o d w o ł y w a n i e s i ę do
wyglądu

i opisu stroju. Ż y d m i a ł

ciemną

cerę

i

włosy,

h a c z y k o w a t y nos, u b r a n y b y ł w c h a ł a t lub d ł u g i p ł a s z c z , m i a ł
pejsy i j a r m u ł k ę .
„ Ż y d ó w bardzo ł a t w o było p o z n a ć na ulicy: czarncriki byl i nos
miał taki, ż e to nawet gadają ludzie do tej pory czasem masz nos
jak u Żyda - taki garbaty, długi, chudy i zakrzywiony." ( M ę ż c z y z ­
na i kobieta. Litwini, lat o k o ł o 80, Podbrodzie)
„Starzy Żydzi to zawsze płachtę na siebie narzucali i nosili pejsy
i takie malutkie czapeczki, ale tylko starzy, bo młodzi ubierali się.
jak my wszyscy." (Polka lat 72, Podbrodzie)
Inna relacja:.,[...] Żyd jest czarny, ma inną b u d o w ę nosa; u nich
duze czarne oczy [ „ . ] " (Kobieta z grupy starowierców, lat 40.
Suderwa)
„oni mają czarne albo ryże włosy - nie ma białych, mają więcej
pociągłe nosy [...]" (Polka, lat 82, Koleśniki)

89

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6418" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6398">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/ae66fd2872f8bac0df55eec66eedb57b.pdf</src>
        <authentication>17b506cf28d5321093445c739f4bc159</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76470">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3592</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76471">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76472">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3369</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76473">
                <text>Wizerunek Żyda w oczach Polaków na Litwie ; Informatorzy, wywiady / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76474">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.89-93</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76475">
                <text>Hryciuk, Renata; Moroz, Ewa</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76476">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76477">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76478">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76479">
                <text>jeżeli teraz uczą, to już nie po ż y d o w s k u , tylko po he\rajsku - bo
taki język jest w Izraelu." ( M ę ż c z y z n a , lat 78, Podbrodzie)
,Ja nie c h o d z i ł a m do synagogi, ale z a c h o w a ł a m tradycję
i przestrzegam świąt [...]. Zupełnie nie możecie z r ó w n a ć jak było
do wojny i jak jest teraz - a to d u ż o , bardzo d u ż o zrobiła wojna
r j . I tak będzie d o p ó k i my żyjemy, ale my już ostatni Mohikanie
iak my umrzemy, to już nikt nie będzie się interesował nie będzie
szukał - tu w Święcianach nie ma ani jednego m ł o d e g o Ż y d a . "
(Kobieta, lat 80. Świeciany)

Przytoczone relacje świadczą nie o k u l t u r o w y m samouni­
cestwieniu Ż y d ó w , ale o sytuacji, k t ó r a była k o n s e k w e n c j ą
n i e o b e c n o ś c i Ż y d ó w - o r t o d o k s ó w w powojennej Litwie.
Kjedy znikają ortodoksyjne ś r o d o w i s k a ż y d o w s k i e nie ginie
wprawdzie zupełnie ż y d o w s k a k u l t u r a , ale zostaje przy­
spieszony proces zaniku tradycji. Pod w p ł y w e m oficjalnej
polityki model życia zmienia się
znika religijność, znika
więc i o b r z ę d o w o ś ć . Z a n i k tradycji w ś r ó d współczesnej
społeczności ż y d o w s k i e j w Litwie jest wynikiem d z i a ł a n i a
czynników z e w n ę t r z n y c h : wyniszczenia ludności w czasie
wojny, p o l i t y k i w ł a d z komunistycznych i z w i ą z a n y c h z n i ą
represji, k t ó r y c h to k o n s e k w e n c j ą była emigracja Ż y d ó w
Litwy brak szkół ż y d o w s k i c h , zlikwidowanie podstaw
ekonomicznych, dzięki k t ó r y m społeczność ż y d o w s k a funk­
cjonowała przez wiek. z a m k n i ę c i e "instytucji m o g ą c y c h
nrzyczynić się do zachowania języka i tradycji R ó w n i e ż
czynniki w e w n ę t r z n e b ę d ą c e w dużej mierze wyn.k.em
oficjalnej p o l i t y k i p a ń s t w a to znaczy asymilacja i z w i ą z a n e
z n a częste mieszane m a ł ż e ń s t w a z d e c y d o w a ł y o stopmowym t r w a j ą c y m czterdzieści lat wymieraniu tradycji
fizyczna z a g ł a d a nie tylko elit ale większości narodu
w czasach drugiej wojny ś w i a t o w e j , powojenne czystki
komunistyczne D o e ł e b i ł y w ludności żvdowskiei lek ooczucie stałego z a g r o ż e n i a zaszczepiony jeszcze pierwszym,
wystąpieniami n a c j o n a l i s t ó w w latach trzydziestych.
7

Obecnie władze L i t w y starają się z r e k o m p e n s o w a ć Ż y d o m
poniesione straty moralne, m o ż n a nawet m ó w i ć o pewnym
faworyzowaniu tej grupy l u d n o ś c i , ale coraz więcej Ż y d ó w
emigruje, korzystając z zaistniałej możliwości. W y n i k a to

z zakorzenionego w ś w . a d o m o ś c t lęku, iż czas z a g r o ż e n t a me
minął, strach przed n i e p e w n ą sytuacft e k o n o m i c z n ą i m o ż ­
l i w y m i zmianami w polityce władz. T a k ż e takie p o s u n i ę c i a ,
j a k rehabilitacja litewskich zbrodniarzy wojennych, w i n n y c h
Holokaustu, b u d z ą z r o z u m i a ł y lęk.
Jak j u ż w s p o m n i a ł y ś m y we wstępie, sytuacja Ż y d ó w uległa
poprawie w ostatnich k i l k u latach i jest to przede wszystkim
rezultatem nowej p o l i t y k i w ł a d z litewskich. P o w s t a ł o Ż y d o ­
wskie Towarzystwo K u l t u r a l n e , r ó ż n e organizacje o ś w i a t o ­
we, szkoła w Wilnie, u d o s t ę p n i o n o wiernym dwie synagogi
(w Wilnie i K o w n i e ) , gdzie n a b o ż e ń s t w a celebruje rabin
z L o n d y n u . Działają dwa muzea - jedno przy Ż y d o w s k i m
Towarzystwie K u l t u r a l n y m a drugie to reaktywowane m u ­
zeum H o l o k a u s t u . Wychodzi ż y d o w s k a gazeta.
We wszystkich p r ó b a c h odrodzenia ś w i a d o m o ś c i narodo­
wej i kulturowej widoczne jest, że szczególną w a g ę przywią­
zuje się do k u l t y w o w a n i a p a m i ę c i o ofiarach wojny: o d ­
słoniętych z o s t a ł o wiele p o m n i k ó w w miejscach zbrodni
p o p e ł n i o n y c h na Ż y d a c h , u k a z u j ą się publikacje na ten
temat. P a m i ę ć o ofiarach H o l o k a u s t u zaczęła k o n s o l i d o w a ć
tą tak rozbitą po wojnie g r u p ę - co więcej
daty u p a m i ę t ­
niające tragiczne wydarzenia z c z a s ó w wojny takie j a k :
likwidacja gett w Wilnie i K o w n i e egzekucje w Ponarach czy
Święcianach są obecnie j e d y n ą ' o k a z j ą do s p o t k a ń D n i
w k t ó r y c h czczona jest p a m i ę ć ofiar H o l o k a u s t u stają sie
swoistymi świętami p o s i a d a j ą c y m i w ł a s n y r y t u a ł Te mar
tyrologiczne obchody z a s t ą p ły tradycyjne święta ż y d o w s k i e
ustalone przez wielowiekowa tradycje a teraz już nie ob­
chodzone zaliczane raczej do przeszłości.
Żydzi, tak j a k wiele n a r o d ó w w byłym Z w i ą z k u Radziec­
k i m , odarci zostali z pamięci o własnej o d r ę b n o ś c i , kulturze,
historii. Jest to proces chyba nieodwracalny. Tradycja
zanika c h o c i a ż jest jeszcze sztucznie podtrzymywana, od
p o c z ą t k u naucza się historii i j ę z y k a . P a m i ę ć o w s p ó l n y m
pochodzeniu i o w s p ó l n y c h losach właściwie ogranicza się
tylko do p a m i ą t e k H o l o k a u s t u i do zachowania tego, co
przypomina czas najokrutniejszego cierpienia.

Wizerunek Żyda
Renata Hryciuk, E w a Moroz

Wizerunek Ż y d ó w , ich o b r z ę d ó w , zwyczajów, zanotowa­
ny w czasie prowadzonych przez nas b a d a ń , nie różni się od
tego, który f u n k c j o n o w a ł przed w o j n ą , i znany jest nam
z literatury (Cała 1992). M i m o iż społeczność ż y d o w s k a
została w czasie wojny niemal zupełnie wyniszczona, wizeru­
nek Ż y d a wciąż żywy jest w pamięci m i e s z k a ń c ó w wsi,
bacznie bardziej wyrazisty niż B i a ł o r u s i n a czy L i t w i n a .
Stereotyp Ż y d a , k t ó r y funkcjonuje obecnie, w y t w o r z y ł się
wśród społeczności zamieszkujących m a ł e miasteczka i wsie.
Ądzi
ji
|i
d n ą z grup, tworzyli
t k n i ę t e społeczności posługujące się innym j ę z y k i e m ,
mające w ł a s n ą religię i k u l t u r ę . Żyli w sąsiedztwie tradycyj­
nych społeczności c h ł o p s k i c h , k t ó r e r ó w n i e ż były do pew"^o stopnia z a m k n i ę t y m i grupami. Obie społeczności były
sobie obce, izolowały się - zwłaszcza w sferze o b r z ę d ó w
' g i i , jednocześnie jednak k o n t a k t o w a ł y się ze s o b ą , i to
• b r y ł k o w sferze gospodarczej. W p ł y w y kulturowe obu grup
°a siebie m o ż n a z a o b s e r w o w a ć n p w j ę z y k u , stroju muzyce
Jpnitekturze. Jednak bliższe związki np. m a ł ż e ń s t w a miały
Jedynie sporadycznie.
w

r e u

e j s c e

L i t w j e

n i e

z a s y T n

o w a

s j e

7

z a

W i z e r u n e k Ż y d a b y ł w i ę c b u d o w a n y na p o d s t a w i e w i e l o ­
rakich

(acz

niezbyt

bliskich) k o n t a k t ó w

obu

grup

oraz

indywidualnych d o ś w i a d c z e ń i obserwacji.
Pierwszym skojarzeniem jakie n a s u w a ł o się n a s z y m roz­
m ó w c o m p r z y p y t a n i u o Ż y d ó w b y ł o o d w o ł y w a n i e s i ę do
wyglądu

i opisu stroju. Ż y d m i a ł

ciemną

cerę

i

włosy,

h a c z y k o w a t y nos, u b r a n y b y ł w c h a ł a t lub d ł u g i p ł a s z c z , m i a ł
pejsy i j a r m u ł k ę .
„ Ż y d ó w bardzo ł a t w o było p o z n a ć na ulicy: czarncriki byl i nos
miał taki, ż e to nawet gadają ludzie do tej pory czasem masz nos
jak u Żyda - taki garbaty, długi, chudy i zakrzywiony." ( M ę ż c z y z ­
na i kobieta. Litwini, lat o k o ł o 80, Podbrodzie)
„Starzy Żydzi to zawsze płachtę na siebie narzucali i nosili pejsy
i takie malutkie czapeczki, ale tylko starzy, bo młodzi ubierali się.
jak my wszyscy." (Polka lat 72, Podbrodzie)
Inna relacja:.,[...] Żyd jest czarny, ma inną b u d o w ę nosa; u nich
duze czarne oczy [ „ . ] " (Kobieta z grupy starowierców, lat 40.
Suderwa)
„oni mają czarne albo ryże włosy - nie ma białych, mają więcej
pociągłe nosy [...]" (Polka, lat 82, Koleśniki)

89

�" 1

W k l a s y c z n y m s c h e m a c i e p r z e d s t a w i o n y m przez B y s t r o n i a (1935) i s t o t n y m elementem w y r ó ż n i a j ą c y m Ż y d a jest
zapach. T a k ż e zdaniem naszych r o z m ó w c ó w , o p r ó c z od­
miennego w y g l ą d u c h a r a k t e r y z o w a ł Ż y d ó w specyficzny z a ­
p a c h : b y l p r z y k r y i o d n o s i ł s i ę nie t y l k o do s a m e j o s o b y , ale
i do jego d o m u .
„Żydzi śmierdzieli kozłem, to dało się wyczuć, nawet ta moja
koleżanka co była bardzo czysta, to też śmierdziała Ż y d e m [...] to
ten ich zapach taki wrodzony." (Polka, lat 77, Makucie)
„śmierdzieli okrutnie: oni i ich domy." (Kobieta i M ę ż c z y z n a ,
Litwini, lat 80, Podbrodzie)
„Żydzi j u ż są trochę inne. Żyd ma swój zapach." (Polka, lat 82,
Koleśniki)
„ D o m y ich ciemne, smętne, niewybielone, sprzęty proste
i zwykłe. Nie ma u nich w domu porządku. Zapach ichni, taki
inny, trudno powiedzieć [...] po tym ich od razu m o ż n a p o z n a ć
- przykry taki. Jakaś zdechła kura czy co." (Polka, lat 70,
Suderwa)
K o l e j n y m istotnym wyznacznikiem „ i n n o ś c i " - „ o b c o ś c i "
Ż y d a jest f a k t , i ż dzieci ż y d o w s k i e r o d z i ł y s i ę i n a c z e j . M i a ł y
one p r z y c h o d z i ć n a ś w i a t ś l e p e a w e d ł u g
powszechnie
p a n u j ą c e g o przekonania do p r z y w r ó c e n i a dzieciom w z r o k u
potrzebna była chrześcijańska krew, k t ó r ą przemywano
n i e m o w l ę t o m oczy.
„taka wersja była. że to krew ich dzieciom co się rodzą jest
potrzebna, przecierają im oczy, bo niby ślepi się rodzą [...]"
(Białorusin, lat 70, P o w i e w i ó r k a )
„krwią katolicką smarowali dzieciom oczy od razu po urodze­
niu, oni ślepe się rodzili." (Polka, lat 70, Dziewieniszki)
„ M a m a mi też mówiła, że oni się ślepe rodzą, że im to krew
polskiego chrześcijaństwa potrzebna jest do tego, żeby dzieciom
małym oczy umyć, a starym to na zdrowie dać [...] Prawda to
była." (Polak, lat 72, Koleśniki)
F u n k c j o n u j ą c y w kulturze tradycyjnej motyw m o r d u
rytualnego, przez naszych litewskich r o z m ó w c ó w ł ą c z o n y
b y ł z w y k l e ze ś w i ę t e m P e s a c h i p i e c z e n i e m r y t u a l n e j m a c y .
Prawie we wszystkich naszych wywiadach z a r e j e s t r o w a ł y ś ­
my pełen schemat „ m o r d u rytualnego" d o k o n y w a n e g o na
wiele s p o s o b ó w , p r z y z a c h o w a n i u t r z e c h z a s a d n i c z y c h ele­
m e n t ó w : p o r w a n i a katolickiego dziecka, wytoczenia k r w i
i u ż y c i a k r w i u z y s k i w a n e j w ten s p o s ó b d o w y p i e k u m a c y .
K r e w c h r z e ś c i j a ń s k a b y ł a n i e z b ę d n y m elementem ż y d o w s ­
kiego r y t u a ł u - elementem u ś w i ę c a j ą c y m ten r y t u a ł .
„Im krwi trzeba naszej do macy; bo Pana Jezusa jak zamor­
dowali to wzięli sobie tą krew na Wielkanoc i od tego tak ludzi
mordują [...] Oni tak robią, że w e z m ą beczkę, nakłuwają g w o ź ­
dziami i wrzucają tego człowieka; najlepiej dziecko najmniejsze
i kaczają z góry i z n ó w na górę." (Polka, lat 72, Pacunele)
„ T a k a wiara jest, że zamęczyli Pana Jezusa
niewinnego to
znaczy oni potem te niewinne krew, musieli dać kropelkę tej krwi
zjeść [.„] I m ó w i nawet w te czasy giną takie dzieciaczki malutkie
- bo przed świętami, bardzo często takie przepadają. T o prawda
[...] przeważnie, żeby tylko dziewczynka była [...] że słabiejsza [...]
oni je tam męczą, nie żeby je tak raptem zabili, zakroili, ale oni
m ę c z e ń s t w o kłuli [...] kolą ją ż y w ą , krew płynie [...] i wszystko co
mają do tej krwie maczają, a potem krew jedzą znaczy pieką te
macy i maczają do tej krwi, c h o ć trochę, c h o ć kropelkę tej
chrześcijańskiej krwi zjeść." (Polka, lat 59, Niemenczyn)
T y m c o z w r a c a s z c z e g ó l n ą u w a g ę we w s z y s t k i c h r e l a c j a c h
m ó w i ą c y c h o „ m o r d z i e r y t u a l n y m " jest fakt, ż e w s z y s c y
i n f o r m a t o r z y byli p r z e k o n a n i o p r a w d z i w o ś c i z d a r z e ń ,
0 k t ó r y c h m ó w i l i , p o d a j ą c relacje z a s ł y s z a n e od z n a j o m y c h
1 rodziny. F u n k c j o n u j ą c e w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w L i t ­
w y p r z e ś w i a d c z e n i e o d o k o n y w a n i u przez Ż y d ó w „ m o r d u
r y t u a l n e g o " nie p r o w a d z i j e d n a k do d z i a ł a ń a n t y s e m i c k i c h
- j e s t e ś m y o tym g ł ę b o k o p r z e k o n a n e . T u t a j w y r a ź n i e u w i d a ­
c z n i a j ą s i ę pewne o s o b l i w o ś c i m y ś l e n i a stereotypowego:
nieistnienia „ o b i e k t u " , z k t ó r y m b e z p o ś r e d n i o ł ą c z y s i ę
stereotyp, nie m u s i w p ł y w a ć n a istnienie i c h a r a k t e r s a m e g o

90

stereotypu, a t a k ż e - negatywne cechy zawarte w stereotypie
nie m o g ą w ż a d n y m stopniu b y ć b o d ź c e m d o z a c h o w a ń
a g r e s y w n y c h w o b e c „ o b i e k t u " stereotypowego w y o b r a ż e n i a
I n n y m e l e m e n t e m w i z e r u n k u Ż y d a , n a d a l a k t u a l n y m we
w s p ó ł c z e s n e j L i t w i e jest a p o k r y f ł ą c z ą c y o s o b ę Ż y d a ze
ś w i n i ą , z w i e r z ę c i e m , k t ó r e w k u l t u r z e e u r o p e j s k i e j jest
o c e n i a n e p e j o r a t y w n i e . Jest o n o s y m b o l e m n i e c z y s t o ś c i
b r u d u , c h c i w o ś c i . S y m b o l i c z n e ł ą c z e n i e Ż y d a ze ś w i n i ą
w m a l o w i d ł a c h , o b r a z a c h z a r ó w n o o tematyce religijnej
i ś w i e c k i e j m i a ł o n a c e l u o ś m i e s z e n i e i n a p i ę t n o w a n i e tych
w s z y s t k i c h c e c h Ż y d ó w , k t ó r e u w a ż a n o z a obce, inne
zagrażające społeczeństwu jako całości. We współczesnej
L i t w i e n a d a l ż y w o f u n k c j o n u j e a p o k r y f o p o w i a d a j ą c y o tyni
j a k Chrystus zamienił Ż y d ó w k ę w świnię - m a on wyjaśniać
istnienie ż y d o w s k i c h z a k a z ó w p o k a r m o w y c h , g ł ó w n i e zaka­
zu jedzenie wieprzowiny.
„ Ż y d o m nie wolno jeść wieprzowiny, kiedyś słyszała gdziej
taką historię, że jak szedł Jezus Chrystus drogą to spotkał Żyda
i Ż y d ó w k ę . Oni nie wierzyli nigdy, że Chrystus to Bóg. Schowali
Ż y d ó w k ę pod nieckę i Żyd zatrzymuje Chrystusa i pyta, kto tam
siedzi pod niecką, nie mówi kto, chciał sprawdzić, czy Chrystus to
Chrystus. B ó g odpowiedział, że to świnia z prosiakami, podnoszą
wieko... a tu wybiega świnia z prosiakami. Z tej Ż y d ó w k i to sic
porobiło i dlatego podobno oni w o g ó l e nie biorą słoniny, ani
innego mięsa ze świni." (Polka, lat 58, Koleśniki)
„ G d y Pan Jezus chodził po tej ziemi i wszystko wiedział
i wszystko widział, w jednym miejscu Żydzi Ż y d ó w k ę pod koryto
puścili. Pan Jezus odpowiedział, że tam to m o ż e leżeć świnia
z prosiakami, oni przewracają to koryto, patrzą, a tam wot i leży
świnia - ot taka legenda." (Białorusin, lat 72, Powiewiórka)
W r e l a c j a c h r o z m ó w c ó w e k s p o n o w a n y b y l g ł ó w n i e zakaz
iedzenia w i e n r z o w i n v n o z a tvm c z ę s t o n o d k r e ś l a n o nodzi»!
na tn r n I r n ^ P r n P i n M r n ™ ™ &gt;
wvmi«,í nn
na to co Koszerne i nieKoszerne o r a z w y m i e n i a n o osooc
t r e z a k a ) o d p o w i e u a a i n ą z a p r z y g o t o w a n i e m i ę s a o o spożycia.
„ M i e h swoje potrawy, nazywali koszerne i niekoszeme, to
znaczy, ze kury sam nie mógł zarżnąć. Musiał isc do tęgo rabin,
i on mu tą kurę zarzynał. Nie wiem, dlaczego [...] (Białorusin, lat
72, Powiewiórka)
„Żyd, on j u ż j a k o ś trzyma się koszerne. Jemu musi być zdrowy |
żywioł, zdrowe mięso. A świnia, to ona, j u ż świnia to jest nieczyste |
stworzenie [...] ona cała niekoszerna. Ja widziałam jak Żyd rżną |
żywiole, to on poznaje, czy ona „koszer" czy „ t r e f . Jeżeli titfl
liczy się niezdrowa żywioła. Jak już tref, to oni już nie jedzfj]
zupełnie." (Polka, lat 70, Suderwa)
B a r d z i e j z r ó ż n i c o w a n a jest w i e d z a r o z m ó w c ó w na temal |
religii ż y d o w s k i e j i z w i ą z a n y c h z n i ą ś w i ą t i o b r z ę d o w o ś c i
r o d z i n n e j . W i ę k s z o ś ć o d w o ł y w a ł a s i ę do s ą d ó w , opinii:
p o w i e l a n y c h p r z e z ś r o d o w i s k o , d o tzw. wiedzy potocznej,
m y l ą c p r z y t y m p o d s t a w o w e fakty. T y l k o nieliczna grupa
Wie c o ś o ś w i ę t a c h czy o b r z ę d a c h . C i ludzie swoje sądy
o p i e r a j ą n a w ł a s n y c h d o c i e k a n i a c h , n a p r ó b i e porównania I
swych o b r z ę d ó w z o b r z ę d a m i sąsiada.
„Żydzi mają swoją jewrejską wiarę, między sobą mówią p&gt;
jewrejsku, bo tylko rabin zna 'hebrajski'. Modlą się w synagodze,
ale tylko Żydzi. Żydówki nie m o g ą pójść do synagogi. W synag»- i
dze trzeba mieć czapkę na głowie. Z d w ó c h stron ustawione &lt;H
ławki, na podwyższeniu stoi stół, a na nim siedzi rabin, w czarny* I
ubraniu, a na czole ma zakręconą synagogę - to tc ich modlitwy,*
ręku też c o ś ma zawiązane, na stole stoi figura Mojżesza. Ra'f i
czyta c o ś głośno, a reszta Ż y d ó w siedzi na ławkach i rozmawiaj*
o interesach, ale co jakiś czas wszyscy głośno odkrzykuią rabinowi,
D o svnazoei każdy Żyd przychodzi w czarnym ubraniu w kapę'"' I
szu lub w czapce." (Polak, lal 85, Czarny Bor)
„ K i e d y ś byłam w synagodze'. T a m jest cos jak ołtarz *
stopniami i więcej nic - pusto tak, oni ani obrazów ani n &gt; T ¡ 3
smulno i ciemno. M o d l ą się tak, że dwa palce złożą i tak coś k&lt;* [
ust robią i całują." (Polka, lat 77, Makucie)
„ Ż y d o w s k i duchowny to rabin. On chyba specjalnego wy­
kształcenia nie ma. Ot! Żydzi wybierali najmądrzejszego spos^
siebie. Ż y d o w s k a wiara jest nieciekawa, to są wstrętni ludzie H 1
Świątynia żydowska to synagoga - tam mężczyźni i kobiW j
oddzielnie się modlą, kobiety na górze na takim zagrodzoW* I
a

c

�balkonie. Rabin tam odprawia, czytają te 10 przykazań i ten
Talmud - to jest zbiór żydowskich praw. Święty dzień dla Ż y d ó w
to sobota." (Polka, lat 72, Podbrodzie)
S z a b a s jest d l a Ż y d ó w d n i e m o d p o c z y n k u - z a c z y n a s i ę
p i ą t e k w i e c z o r e m , a k o ń c z y s i ę o tej samej p o r z e w s o b o t ę .
Dla c h r z e ś c i j a n ś w i ę t u j ą c y c h w n i e d z i e l ę , nie o g r a n i c z a n y c h
tak l i c z n y m i z a k a z a m i r e l i g i j n y m i , o b c h o d y s z a b a s o w e w y ­
dawały s i ę inne, ś m i e s z n e .

w

.Pracują w niedzielę, a w sobotę nie. D u c h o w i e ń s t w o im
zabraniało pracy w soboty, bo to jest ich święto
szabat.
Wynajmowali człowieka, któremu zawierzali, on handlował i żydo­
wski handel szedł nawet w sobotę." (Polak, lat 85, Czarny Bór)
„U nich całkiem inna wiara jak u nas - kiedyś przyjeżdżali
kupcy, przeważnie Żydzi i w szabas - święto im jechać nie można
[...] i ognia też gasić w szabas nie m o ż n a było, a zazwyczaj palą
świece - obrus zaczął s.ę palie, to on poleciał po sąsiada, zeby mu
zgasił ten ogień, bo jemu me można. (Polak, lat 80, Makucie)
O b c h o d y ś w i ą t ż y d o w s k i c h , tak r ó ż n e od c h r z e ś c i j a ń s ­
kich, b y ł y p r z e d m i o t e m ż y w e g o z a i n t e r e s o w a n i a n a s z y c h
r o z m ó w c ó w . Z w r a c a n o u w a g ę przede w s z y s t k i m na te
święta, k t ó r e b y ł y w i d o w i s k o w e , s w o j ą i n n o ś c i ą s k ł a n i a ł y k u
obserwacji n p . : S t r a s z n a N o c , K u c z k i , j a k r ó w n i e ż ś w i ę t a
związane z j a k i m ś wierzeniem, p r z e s ą d e m , j a k Pesach - m a ­
ca, P u r i m - p ę d z e n i e H a m a n a .
Pierwsza relacja d o t y c z y ś w i ę t a J o m K i p p u r :
„W listopadzie była Straszna Noc, nad rzeką Żydzi trzęsą swoje
grzechy, wszystkie kieszenie wywracają i m o d l ą się i mają takie
pacierze na rękach, w synagodze też się wtedy modlą. Kiedyś
Żydówka przed tą Straszną N o c ą przyszła do mojej mamy, żeby
pożyczyć taką d u ż ą chustkę na plecy - laką co mama do kościoła
ubierała - ta chustka p o ś w i ę c o n a była. Jak Ż y d ó w k a tą chustkę
założyła, to już jej diabeł nie nosił. Bo zły duch chwyta jak oni
modlą się. Jak modli się Ż y d i obsmarcza się to nie obetrze nosa,
tylko najmuje Polaka, żeby im nosa obetrzeć, żeby tylko to
katolicy robili a Ż y d tylko o modlitwie myślał [...], dziadek mój
kiedyś widział jak przed Straszną N o c ą w polu diabeł Żyda
w powietrzu nosił - dziadek zaczął żegnać się i ten Ż y d spadł.
Dziadek wziął do domu tego Icka i wykurowal to ta lekowa tak
dziękowała dziadkowi i prosiła, żeby nic nie m ó w i ć , bo diabeł
porwał Icka z synagogi." (Polka, lat 77, Makucie)
O ś w i ę c i e S u k k o t s ą s i e d z i Ż y d ó w w i e d z ą t y l k o tyle, ż e
budowano w ó w c z a s k u c z k i " J e d n a z r o z m ó w c z y ń w s p o ­
mniała'
„W listopadzie Żydzi robią 'kuczki" - takie szałasiki k o ł o
domu, tam w c h o d z ą tylko mężczyźni i m o d l ą się - jak przyjdzie
kolo takiej kuczki i powie: 'Boże d o p o m ó ż * - to Ż y d musi
rozwalać taką kuczkę i stawiać od nowa." (Polka, lat 77,
Makucie)
„Kuczki - wtedy j o d ł a m i obstawiali ganki i jedli tam. Jesienią
zawsze 'kuczki' były." (Polka, lat 70, Dziewieniszki)
J e s i e n i ą stawiają z desek taką szopę, c h o d z ą tam jeść, nazywa
się to kuczki. Zawsze nawet jak deszcz padał to nie budowali
dachu w tych szopach." (Polka, lat 85, Jonawa)
W tradycji ż y d o w s k i e j z w i ą z a n e j ze ś w i ę t e m P u r i m , infor­
matorzy p a m i ę t a j ą j e d y n i e p o s t a ć H a m a n a . Z w y c z a j „ p ę d z e ­
nie H a m a n a " p o j a w i a s i ę w n i e k t ó r y c h r e l a c j a c h .
J e s t jeszcze jak Żydzi 'pędzą Hamana' - tak jak pędzali Pana
Jezusa-tu w Podbrzeziu oni zapłacili jednemu c z ł o w i e k o w i (bo to
Powiek musi zaprzedać się za pieniądze) i robili z nim tak jak
•nekę pańską - pędzili go, opluwali, szturchali, żeby się prze­
wracał." (Polka, lat 77, Makucie)
»A na Hamana to oni najmowali z katolików, z chrześcijan.
y" im płacili dobrze. Ale jego tam i szturchali, i plowali,
•naśmiewali się tylko jak umieli." (Polak, Podbrzezie)
w wypowiedziach i n f o r m a t o r ó w d o t y c z ą c y c h ż y d o w s ­
k o ś w i ę t a P e s a c h - d o o b c h o d ó w tego ś w i ę t a n i e z b ę d n e
r o b i e n i e m a c y z k r o p l ą niewinnej c h r z e ś c i j a ń s k i e j k r w i .
^ ' s y d o t y c z ą c e uzyskiwania krwi d o m i n u j ą w relacjach
Powiadających o Pesach. T y l k o jeden z naszych r o z m ó w ¬
* w i e d z i a ł nieco w i ę c e j o t y m ś w i ę c i e .
1

„Świętują podobnie jak my W i e l k a n o c - paschą, tylko że u nich
to na pamiątkę uratowania z Egiptu, no i też tego, że Jezusa
zamęczyli. Słyszeliśmy o macy, oni robią z wody, mąki i krwi
małego dziecka chrześcijańskiego. Nie wiem po co im to [...],
przed Wielkanocą oni się wszystkiego z domu pozbywają, chleb
z domu wypędzają i garnki ha strych w y n o s z ą , przygotowują
specjalną zastawę na tą Wielkanoc, chleba wcale nie jedzą przez
całe święta." (Litwin, lat 80, Podbrodzie)
O b r z ę d o w o ś ć r o d z i n n a u ś w i ę c a j ą c a n a j w a ż n i e j s z e etapy
w życiu człowieka była poddawana

szczególnie

wnikliwej

o b s e r w a c j i przez o b i e s p o ł e c z n o ś c i - c h r z e ś c i j a ń s k ą i ż y d o w ­
s k ą . C e r e m o n i ę ż y d o w s k i c h z a ś l u b i n , wesela o r a z p o g r z e b u
p o r ó w n y w a n o z analogicznymi o b r z ę d a m i chrześcijańskimi.
Natomiast

ceremonia

obrzezania -

przyjęcia c h ł o p c a

do

s p o ł e c z n o ś c i - przez n i e k t ó r y c h p o r ó w n y w a n a z chrześcijań­
skim chrztem, była u w a ż a n a za inną, niezrozumiałą i o b c ą .
Nasi r o z m ó w c y

niewiele wiedzieli o o b r z e z a n i u , a

niewiedzę tłumaczyli

t y m , ż e s a m i nie o b s e r w o w a l i

swoją
tego

o b r z ę d u t y l k o z n a l i go z p r z e k a z ó w .
„Obrzezanie robią osiem dni po urodzeniu. W Podbrodziu leż
tak robili, raz zawezwali rabina, jak dzieciak miał już 12 dni, rabin
bardzo się gniewał, że za p ó ź n o . Po obrzezaniu przyjęcie wy­
prawiali, tak jak po chrzcie." (Polak, Olany)
0 o b r z ę d z i e z a ś l u b i n o p o w i a d a ł barwnie jeden z r o z m ó w ­
ców:
„Ślub żydowski: w specjalnym lokalu się spotykają, przychodzi
rabin. M ł o d a para ręka w rękę stoją i c o ś tam pojewrejsku m ó w i ą .
N a p o d w ó r k u kopiec ze śmieci usypują i rabin prowadzi m ł o d y c h
w o k ó ł tego kopca, później wracają i c o ś tam jeszcze po swojemu
m ó w i ą . Potem jest wesele, na środku sali, na stołkach, stoi
poczęstunek i w ó d k a . K a ż d y kto kielicha wypija, musi na
talerzyku coś p o ł o ż y ć dla m ł o d y c h
pieniądze albo złoto.
Muzyka gra i jak ktoś chciał zatańczyć to musiał muzykantom
zapłacić." (Polak, lat 85, Czarny Bór)
„ U nas w Podbrzeziu byłam na ż y d o w s k i m ślubie i weselu.
Wesele ż y d o w s k i e musi być po zachodzie słońca. Panna m ł o d a
siedzi na trawie w białej sukni, na oczy ma zapuszczony welon,
kolo niej z jednej i z drugiej strony siedzą goście i rodzice, do tronu
prowadzą schodki. M ł o d y idzie do niej, ale przed nim stoi ławka
1 on siada tam z rodzicami, później wstaje; a m ł o d y c h : pannę - jej
rodzice, a kawalera - jego rodzice biorą pod ręce i wprowadzają
na p o d w ó r k o , a wtedy Żydzi muszą jego z jednej strony wyrwać
- on nie idzie sam. Jak go wyrwali, to on bierze ją pod rękę i idą
oni podejdą troszeczkę i w c h o d z ą pod taki baldachim, i pod
takim, kilkanaście razy o b c h o d z ą synagogę; pod g o ł y m niebem,
pod baldachimem rabin daje ślub, bierze m ł o d y c h za ręce i tymi
paciorkami, co Żydzi noszą na rękach - z a w i j a , modli się i tak daje
ślub. Później młodzi całują się i wszyscy idą ze świecami, żeby się
pogościć, tańczą, i każdy skubie m ł o d ą mężatkę za sukienkę [...]
Skąd pan młody przyszedł tam idą, później z a c h o d z ą tam, gdzie
jest wesele, stofy zastawione - najwięcej ciasta, cielęciny, ryby,
pieczone potrawy, d r ó b , no i pejsachówka - siedzą i tańczą przy
lampionach, wesele d ł u g o nie trwa, ł ó ż k o dla panny młodej na noc
poślubną ściele jej matka, później bardzo liczy się, czy panna
młoda była dziewicą czy nie, jeżeli nie to Żydzi jej nie uważają."
(Polka, lat 77, Makucie)
Z a n o t o w a n e przez nas o p o w i e ś c i o ż y d o w s k i m pogrzebie
z a w i e r a j ą wiele s z c z e g ó ł ó w , s ą d o k ł a d n e i b a r w n e :
„Pogrzeb: podobny jak u nas. W deskach Żyda kładą, i w takiej
skrzyni do ziemi spuszczają. Na głowę wkładali im gliniane
garnki, ubrani byli w kostiumy. Normalnie, na leżąco ich
chowali." (Polka, lat 70, Dziewieniszki)
„Oni tych zmarłych inaczej c h o w a j ą , biorą ich tylko do
prześcieradła, zawijają i deskami okładają, a trumny nie robią tak.
jak my [...], oni mu śmierć przyspieszają, żeby się nie męczył, to
poduszkę na głowę zakładają | . . . ] " (Polak, lat 65. Podbrodzie)
„ P o g r z e b ż y d o w s k i wygląda tak: nieboszczyk leży na p o d ł o d z e ,
na kocu bez trumny, w czarnym chałacie. Najęte są płaczki
- Polki, bo Żydzi nie płaczą, siedzą tylko i mruczą c o ś po
swojemu. Na żydowski cmentarz w i o z ą tylko w skrzyni, kładą

91

�1

cztery deski i od góry deski, i zasypują ziemią - nieboszczyk
u ł o ż o n y jest nie całkiem na leżąco, a współleżąco. Nad grobem
modli się rabin, każdemu Ż y d o w i , który będzie na pogrzebie
wytną nożyczkami kawałek materiału z ubrania - ale co z tym
później robią nie wiem." (Polka, lat 77, Makucie)
„Pogrzeb żydowski: k o p i ą j a m ę i w niej sadzają nieboszczyka
- mówią, że dlatego, żeby prędzej wyszedł z grobu przy sądzie jak
katolik, co na leżąco w grobie." (Polak, lat 85, Czarny Bór)

„ D l a nich największym przestępstwem jest jak ktoś jest niewy.
kształcony. Oni wszystkie siły wkładają w to, żeby dziecko
wszechstronnie wykształcone było [...] T y m się różnią od naszych
że zawsze byli wykształceni, oni więcej ze s o b ą trzymają, tacy
więcej egoistyczni s ą . " (Kobieta z grupy starowierców, lat 40
Suderwa)
W czasie I I w o j n y ś w i a t o w e j z n i s z c z o n e z o s t a ł y m a ł e m i a s teczka w w i ę k s z o ś c i ż y d o w s k i e , z k t ó r y c h k a ż d e zwane b y ł
„ m a ł ą J e r o z o l i m ą " a l u d n o ś ć u l e g ł a e k s t e r m i n a c j i . Wraz
z n i m i z n i k n ą ł ś w i a t t r a d y c y j n e j s p o ł e c z n o ś c i ż y d o w s k i e j na
L i t w i e . Jego o b r a z ż y j e teraz t y l k o w p a m i ę c i i o p o w i e ś c i a c h
s ę d z i w y c h m i e s z k a ń c ó w L i t w y . I d o p ó k i o w i n a o c z n i świad­
kowie, m a j ą c y n i e g d y ś m o ż l i w o ś ć obserwowania ż y c i a Ży.
d ó w i i c h o b y c z a j ó w ż y j ą - Ż y d p o s t r z e g a n y b ę d z i e jako
osobnik obdarzony s z c z e g ó l n y m i cechami charakteru, i ¬
czej w y g l ą d a j ą c y , inaczej ś w i ę t u j ą c y .
0

Z analizy m a t e r i a ł ó w d o t y c z ą c y c h postrzegania ż y d o w s ­
kiej o b r z ę d o w o ś c i d o r o c z n e j i r o d z i n n e j p r z e z n a s z y c h nież y d o w s k i c h r o z m ó w c ó w w y n i k a , iż z a c h o w a ł y s i ę g ł ó w n e
c e c h y , rysy o b r z ę d ó w , c z a s e m nawet k o m p l e t n e , b a r w n e
relacje, w y m i e n i a j ą c e wiele s z c z e g ó ł ó w r y t u a ł u . N a s z y m i
r o z m ó w c a m i byli z a r ó w n o ludzie s ę d z i w i - c i k t ó r z y z n a l i
ż y d o w s k i e zwyczaje i święta z bezpośredniej obserwacji j a k
i m ł o d s z e pokolenie, k t ó r e z n a ł o jedynie kilka nazw d o t y c z ą ­
c y c h ś w i ą t takich jak; K u c z k i , Straszna N o c
Pędzenie
H a m a n a w i e d z ą o n i c h j e d y n i e tyle, ile d o w i e d z i e l i s i ę
z opowieści rodTiców, dziadków.
P r z e z w i e k i k o n t a k t ó w Ż y d ó w ze s p o ł e c z n o ś c i a m i n i e ż y d o w s k i m i , c h r z e ś c i j a ń s k i m i w y t w o r z y ł s i ę pewien z e s p ó l
p r z e k o n a ń , s ą d ó w , mocno osadzonych w m e n t a l n o ś c i obu
grup. N a s i r o z m ó w c y przypisywali Ż y d o m pewne cechy
c h a r a k t e r y s t y c z n e , k t ó r e i c h z d a n i e m b y ł y istotne p r z y
o k r e ś l a n i u , k i m jest Ż y d , k t o n i m jest. Z ł e c e c h y p r z y p i s y w a ­
no Ż y d o m w i ą z a ł y się z zawodami przez nich w y k o n y w a n y ­
m i np.: h a n d l a r z , s k l e p i k a r z , k a r c z m a r z . W t r a d y c y j n e j
s p o ł e c z n o ś c i agrarnej te z a j ę c i a b y ł y d e p r e c j o n o w a n e
nie
oceniano ich na r ó w n i z p r a c ą rolnika. D o najczęściej
k r y t y k o w a n y c h cech
ż y d o w s k i e g o charakteru" należały
m . i n n i e u c z c i w o ś ć , c h y t r o ś ć , d b a ł o ś ć o w ł a s n e interesy.
„Oni są zupełnie inni ludzie, oni nie m o g ą żyć jak k o g o ś nie
oszukają. Nienawidzili pracować, mogli się tylko handlem zaj­
m o w a ć , taki byl u nich zwyczaj. Nieuczciwi byli, oszukiwali,
chociaż na głupstwie a musieli [...] Oni są chytrzy i dobrze pracują
w handlu, bardzo są uprzejmi, bo wiedzą jak z ludźmi żyć, żeby
u nich kupowali." (Polka, lat 77, Makucie)
„Charakter ich wyraźnie odróżnia się od charakteru innych
ludzi negatywnie. Żyd najczęściej nie był uczciwy - to chyba tylko
ci najbiedniejsi, co żebrali u L i t w i n ó w . " (Polak, lat 80, Podbrodzie)
„Żydzi to są kombinatorzy - to nawet w Talmudzie jest
napisane, że Ż y d musi k o g o ś o s z u k a ć - j a k nie oszuka 'goja' to nie
jest Żyd. Żydzi w o g ó l e to jest brudny naród." (Polka, lat 72,
Podbrodzie)
„Żydzi nie pracowali, handlowali, ale byli też dobre stolarze,
krawcy. M ó w i się, że Ż y d ciebie sprzeda i kupi a ty nie będziesz
wiedział kiedy." (Polak, lat 85, Jonawa)
D o b r e c e c h y p o d k r e ś l a n e w c h a r a k t e r z e ż y d o w s k i m to
przede w s z y s t k i m te d o t y c z ą c e k o n t a k t ó w m i ę d z y l u d z k i c h ,
t a k w i ę c Ż y d z i byli p r a c o w i c i , u p r z e j m i z d o l n i inteligentni
ż y c z l i w i u c z y n n i d a w a l i na k r e d y t z w r a c a l i u w a g ę na
„Żydzi to dobrzy ludzie. Ż y d da na kredyt i przyniesie do domu
i wszystko, ale od serca to nie bardzo [...]" (Polka, lat 77,
Makucie)
„ U nich charakter taki, że trzymają się za sobą. Jak Ż y d biedny,
to wszyscy Żydzi złożą na niego pieniądze, żeby m ó g ł hand­
l o w a ć . " (Polak, lat 85, Jonawa)
„biedni byli, tacy pokorni, nic złego nikomu nie robili, z handlu
tylko żyli [...] oni byli bardzo grzeczni dla ludzi." (Polka, lat 70,
Suderwa)

n a

P r z e d s t a w i o n e przez nas p o w y ż e j p o g l ą d y n a temat Ży¬
d ó w i i c h ż y c i a p r z e k a z y w a n e z p o k o l e n i a na pokolenie
f u n k c j o n u j ą d o t ą d n a L i t w i e . P e w n e c e c h y z a c z y n a j ą być
b a r d z i e j e k s p o n o w a n e , cechy fizyczne w y r ó ż n i a j ą c e Żyda
p e w n e elementy c h a r a k t e r u n a r o d o w e g o takie j a k : spryt'
n i e u c z c i w o ś ć , n i e s z c z e r o ś c , a z drugiej strony s w o i s t a praco!
w i t o ś ć , w r o d z o n a inteligencja i c h ę ć z d o b y w a n i a wiedzy
R ó w n o c z e ś n i e ż y w e s ą w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w Litwy
o p o w i e ś c i o „ m o r d z i e r y t u a l n y m " i a p o k r y f o Ż y d z i e i świni
T a k i s t a n rzeczy s p o w o d o w a n y jest n i e m o ż l i w o ś c i ą konfron­
tacji w i e d z y nabytej od starego p o k o l e n i a z w ł a s n y m do­
ś w i a d c z e n i e m . J e d n o c z e ś n i e l i c z b a l u d z i p a m i ę t a j ą c y c h Wil¬
no j a k o „ d r u g ą J e r o z o l i m ę " k u r c z y s i ę . Ś w i a d k o w i e życia
Ż y d ó w w d i a s p o r z e litewskiej w y k r u s z a j ą s i ę . Jest to sytua­
c j a , k t ó r a s p r z y j a u t r w a l a n i u s i ę s t e r e o t y p ó w j a k o pewnego
s c h e m a t u , k t ó r e g o nie d a s i ę z w e r y f i k o w a ć . Paradoksalne
jest, i ż w s y t u a c j i , kiedy p o d m i o t stereotypu z n i k n ą ł , on sam
f u n k c j o n u j e dalej i z a p e w n e d ł u g o jeszcze b ę d z i e - choć
z r e d u k o w a n y d o k i l k u c h a r a k t e r y s t y c z n y c h c e c h - żywy
i czytelny d l a m i e s z k a ń c ó w L i t w y .
S t o s u n e k d o s p o ł e c z n o ś c i ż y d o w s k i e j nigdy nie b y ł jedno­
lity, w n a s z y c h b a d a n i a c h s p o t y k a l i ś m y s i ę z r ó ż n y m
o p i n i a m i i p o g l ą d a m i n a t e m a t Ż y d ó w . P o m i m o tego, iż
w i ę k s z o ś ć r o z m ó w c ó w p r z y t a c z a ł a d r a s t y c z n e opowieści
0 m o r d z i e r y t u a l n y m , czy o p i s u j ą c Ż y d a o p e r o w a ł a w więk­
s z o ś c i p e j o r a t y w n y m i o k r e ś l e n i a m i - nie s p o t k a ł y ś m y jawnie
a n t y s e m i c k i c h w y s t ą p i e ń c z y z d e c y d o w a n e j n i e c h ę c i k»
Ż y d o m . W y j ą t k i e m jest tu n e g a t y w n y s t o s u n e k r o z m ó w c ó w
l i t e w s k i c h , j a k i u j a w n i a ł s i ę w w y p o w i e d z i a c h naszych
l i t e w s k i c h i n f o r m a t o r ó w . N i e m o ż n a n a podstawie kilku
- b y ć m o ż e p r z y p a d k o w o z b i e ż n y c h - w y p o w i e d z i uogól­
n i a ć . D l a t e g o nie t w i e r d z i m y , ż e c e c h ą charakterystyczna
stereotypu Ż y d a u L i t w i n ó w jest agresja czy antysemityzm,
z w r a c a m y w i ę c u w a g ę n a r ó ż n i c e j a k i e u j a w n i a j ą się w wypo­
wiedziach r o z m ó w c ó w .
S t e r e o t y p o w y w i z e r u n e k Ż y d a i s t n i e j ą c y w c i ą ż n a JL-itwie
z a w i e r a w i ę k s z o ś ć e l e m e n t ó w m o d e l u „ o b c e g o " opisanego
j u ż p r z e z J a n a S t a n i s ł a w a B y s t r o n i a (1935) i Florians
Z n a n i e c k i e g o (1973). N a t a k ą s y t u a c j ę nie m i a ł a wpłyW
e k s t e r m i n a c j a Ż y d ó w , p r z e c i w n i e - stereotyp wykształcony
k i e d y ś p r z e z t r a d y c y j n ą s p o ł e c z n o ś ć w i e j s k ą , utrwali) aj
1 f u n k c j o n u j e d a l e j , b y n a j m n i e j nie j a k o relikt epoki sprzw
H o l o k a u s t u , ale j a k o m o d e l c a ł y c z a s u l e g a j ą c y przeo­
b r a ż e n i o m a z a r a z e m c z y t e l n y d l a w i ę k s z o ś c i mieszkance-*
współczesnej Litwy.

L I T E R A T U R A
Atamauskas S. Jewrei w Litwie, Vilnius 1990; Błaszczyk G . Litwa
współczesna.
Warszawa, P W N 1992; Bystroń J . S. Megalomania
narodowa, Warszawa 1935; Cała A. Wizerunek Żyda w polskiej
kulturze ludowej. Warszawa 1992; Gutowski M . Komizm w polskiej

92

sztuce gotyckiej, Warszawa 1973; Lithuania nr 2 (3) 1991,
[^ff.
nik]; Tyloch W . Judaizm, Warszawa 1987; Unterman A. ŻJ*\
Wiara i Życie, Wydawnictwo Łódzkie 1989; Znaniecki F . Studta^
antagonizmem do obcych, Poznań 1931

�/

Informatorzy, wywiady

, K. 1931». Kowale, rej. solecznicki. ZM A. Pokropek
|C 1914, Dziewieniszki. rej. solecznicki. ZM A Pokropek
j K I W . Nasielany. rej świeciański. ZM A. Pokropek
4 K 1902, Powiewiórka, rej świeciański. ZM A. Pokropek
&lt; K 1930. Korkożyszki, rej. świeciański. ZM A. Pokropek
j K 1922, C u m y Bór. rej. wileński. ZM - A. Pokropek
7 K. 1908. Klaczuny, rej. świeciański. ZM - A. Pokropek
g' vi 1905. Czaukszlc. rej solecznicki. Z M -A. Pokropek
o' M 1912, Podwarańce, rej. wileński. ZM A. Pokropek
K 1938. Kowale, rej. solecznicki. ZM A.Pokropek
• l' M 1909, Kiejucie. rej solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
¿
1912, , K 1904. Jaglimoncy. rej. solecznicki ZM A Pokropek
K. 1931. Sapieżyszki. rej. świeciański. ZM A. Pokropek
,4 M 1934, Podwarańce. rej. wileński. Z M A Pokropek
15 K 1931. Podwarańce, rej. wileński. ZM P. Kowalsk.
.¿ Białorusin. 1919. Powiewiórka, rej. świeciański. Z M - A. Pokropek
17 K. 1925. Orzełowka, rej. wilcńsk,. ZM A Pokropek
18 K. 1902. Czerany, rej. świeciański. ZM A. Pokropek
|9 K. 1916, Skierlany, rej świeciański. Z M A. Pokropek
J¿ li. 1904, Maciucie, rej. solecznicki. ZM - A. Pokropek
21 K. 1905, Korkożyszki, rej. świeciański. ZM - A. Pokropek
22 K. 1912, Koleśniki, rej. solecznicki. ZM - A. Pokropek
23 K 1900, Kiejpuny, rej. wileński. ZM P Kowalski
H K 1915, Butrymańce, rej. solecznicki. ZM P. Kowalski
25 M. 1926. Ejszyszki, rej. solecznicki. ZM - P. Kowalski
26 K. 1921. Świętniki, rej. trocki. ZM - B. Lipka
27. M. 1923, Kule, rej wileński. ZM P Kowalski
21. M. 1908, Wodokly. Lauda. ZM M. Olszewski
2). K. 1912. Babiniszki, Lauda. ZM M. Olszewski
30. K. 1928, Kule. rej. wileński. ZM P. Kowalski
31. K. 1902, Koleśniki, rej.solecznicki. ZM K Gieryszewska, A. Kowalczyk
32. K. 1915, Hoduciszki, rej świeciański. ZM M. Olszewski
13 K. 1907, Stare Troki, rej, trocki. ZM B. Lipka
34. M. 1919. Urzejowice. woj. przemyskie ZM K. Gieryszewska
35. M. 1914. K 1923. Załamanka, rej. solecznicki. ZM D. Stępniak. J. Domańska
36. M. 1913. Wojdagi. rej solecznicki. ZM - P Kowalski
37. M. 1903. Turgiele. rej. solecznicki. ZM - P Kowalski
38. K. 1924, M 1923, Pruchnik, woj przemyskie ZM A. Wieczorek
39. M 1914. Krempna, woj. krośnieńskie. ZM A. Kowalczyk. M. Olszewski
40. Lemko, 1902. Tylawa, woj. krośnieńskie. ZM I. Winiarska. A. Pokropek
41. M. 1913, K. 1914, Lemki, Chyrowa. woj. krośnieńskie. ZM I. Winiarska, A Pokropek
42. K. 1922, Maguny. rej świeciański ZM A Pokropek
4Í.M 1907, Czerany, rej świeciański. ZM A. Pokropek
44. K. 1925, Jurgiszki, rej. solecznicki. ZM M. Olszewski
45. M. 1907, Miedziuki. rej sirwincki. ZM D. Stępniak. J . Domańska
46. K. 1920, Podbrzezie, rej. wileński. Z M - P. Kowalski
47. K. 1915, Świeciany. ZM - P. Kowalski
48 M. 1900, Koleśniki. rej. solecznicki. ZM
K. Gieryszewska, A. Kowalczyk
49 M. 1922, Międzyrzecz Stary, rej. Irocki. ZM - A Wieczorek
» M. 1934. Podbr/ezie, rej wileński. ZM A Kowalczyk
*l K. 1915, Pozgrynda. rej. solecznicki ZM A. Kowalczyk
52. K. 1913, Chłopice, woj. przemyskie. ZM - K. Gieryszewska
53. K. 1908. Kotkiszki, rej. solecznicki. ZM M. Olszewski
* K . 1915. Sawiczuny. rej wileński ZM A Pokropek
8 . Ł 1910, Świeciany. ZM P. Kowalski
*• K. 1909. Pruchnik, woj, przemyskie. ZM - K. Gieryszewska
K. 1927. Stare Troki. rej. trocki. ZM - K. Gieryszewska
M- 1911. K. 1920, Chłopice, woj. przemyskie. ZM - A. Wieczorek
* K. 1919. Sory. rej. świeciański ZM P. Kowalski
» Litwinka, 1920, Maciucie, rej. solecznicki. ZM A. Pokropek
°| M. 1906, Korsaki, rej. solecznicki. ZM P. Kowalski
* Ł 1914. Kule. rej wileński. ZM P Kowalski
M K 1920, Turgiele. rej solecznicki ZM M Olszewski
* K 1932, Podbrzezie, rej. wileński. ZM P.Kowalski
*J. 1929, Pogiry, rej. wileński. N K. Gieryszewska
*•
1928, Świeciany, Z M - P. Kowalski
„• ^ l'IO, Babiniszki. Uuda. ZM M. Olszewski
1906,' Jadanie,
rej solecznicki.
solecznicki. ZM M. Olszewski
« '•u ' IÜ
' e - rej
•
191B, Milkulice, woj przemyskie ZM 1 . Marcinkowska
, • * '915. Ujezna, woj. przemyskie. ZM - M. Marcinkowska
^ ' 9 3 8 , Węgierka, woj. przemyskie. ZM
A. Kutrowska. M Marcinkowska. J.
Ł

) 0

K

n

M

06

J a c k a n

L

K

4

7j , . ' " - G a j e . rej solecznicki ZM A.Kowalczyk
* M lo' * ' " J Przemyskie ZM M. Marcinkowska
' i K I»
. J- wileński. N A. Wieczorek
\ |í' „
t « l e . Lauda. ZM - M. Olszewski
77 u' ¡P- t u n e l e . Lauda. ZM - M, Olszewski
' K loí?' í y ' « z Siary, rej. wileński. N K Gierszewska
" Kr
"ll wileński ZM M Olszewski
*• K i « í í ?
" - Z " * ™ * - M. Olszewski
k i, ,
" ' J solecznicki. ZM M Olszewski
»'«. Warsoka. rej solecznicki ZM A. Pokropek
T

U

a

w

o

J c M m i e n i s z ! : i

re

82. K. ok. 70 lat, kolonia Miednikl, rej. wileński. ZM - J. Domańska
83. K. 1923, K . ok. 55 lat, Rukojnie. rej. wileński. ZM - J . Domańska
84. K. 1923. K . 1916, Załamanka. rej. solecznicki. Z M - D. Stępniak, J . Domańska
85. K. ok. 70 lat. Zemagule, rej. wileński. N D. Stępniak, i . Domańska
86. M. ok. 60-70 lat, Glinciszki. rej. wileński. ZM - D. Stępniak, J. Domańska
87. M. 1897, Dobra, rej solecznicki ZM A Pokropek
88. K. ok. 60 lat, Michalówka. rej wileński. ZM - J . Domańska
89. K. ok. 60 lat, Bujki, rej. solecznicki. Z M - D. Stępniak, J . Domańska
90. M. 19)9, Jeczmieniszki, rej. wileński. ZM - K. Gieryszewska
91. K. 1933. Zalosa. rej. wileński. N - K. Gieryszewska
92. K. ok. 70 lat, Dowgiedance, rej. solecznicki. ZM • J. Domańska
93. K. 1912, Stare Troki, rej. trocki. N - A. Wieczorek
94. K. 1907, Punżany, rej. wileński. ZM M. Borkowska
95. K. 1929. Podbrzezie, rej wileński. ZM - J. Domańska
96. K. 1922. Miedniki. rej wileński. ZM J. Domańska
97. K. Kawiszki. rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
98. K. 1925. Ryliszki. rej. solecznicki ZM D Stępniak
99. K. ok. 60 lat. kolonie Miedniki, rej wileński. ZM - J. Domańska
100. K . 1926. Wozbiniszki. rej. solecznicki ZM - J. Domańska
101. K . 1925. Jurgielany. rej. solecznicki. ZM - J. Domańska
102. M. ok. 70 lat. Purwiany, rej solecznicki. ZM - J. Domańska
103. K. 1930. Krawczuny. rej. wileński. N - K . Gieryszewska
104. K . 1922, Paszki, rej. solecznicki. ZM D. Stępniak, J Domańska
105. K. 1912. Rostyniany, rej. wileński. ZM D. Stępniak. 1. Domańska
106. K 1945. Kiejucie. rej. solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
107. K. 1972, Daniliszki Stare. rej. wileński. ZM - A. Kowalczyk
108. K 1924. Rozumna, rej. solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
109. K 1901. Czarnobyl, rej. wileński. ZM - A. Kowalczyk
110. K 1020. Gaje. rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
111. K. 1923, Pogowiany. rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
112. K 1929, Pogowiany. rej. solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
113. K 1928. Gaje. rej. solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
114. K 1923, Skubiaty. rej. solecznicki ZM A. Kowalczyk
MS. K. 1926. Dziewteniszki, rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
116. K 1927. Krakuny. rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
117. K. 1927. Krakuny. rej. solecznicki. ZM - A. Kowalczyk
118. K. 1912. Miedniki, rej. wileński. ZM A. Kowalczyk
119. K. 1913, Miedniki. rej. wileński. ZM A. Kowalczyk
120. K 1927, Miedniki. rej. wileński. ZM A. Kowalczyk
121. K. 1923, Postarace, Łotwa. Z M A. Kowalczyk
122. M. 1922, Zemgala, Łotwa. ZM - A. Kowalczyk
123. K. 1913, Skorbuciany. rej wileński. N - K. Kocjan
124. M. ok. 75 lat. Pilalówka. rej. wileński. ZM - K. Gieryszewska
125. K 1908. Stare Troki. rej. trocki. ZM - K. Gieryszewska
126. M. ok. 70 lat. Suderwa. rej. wileński. N D. Stępniak. J. Domańska
127. K. 1929, Czelyrki, rej. solecznicki. ZM A. Kowalczyk
128. M. 1914, K. 1920. Rogożany, rej solecznicki. ZM D Stępniak. J . Domańska
129. K. 1940. Koleśniki, rej. solecznicki. ZM J Domańska, D. Stępniak
130. K. 1920. kolonia Rukojnie. rej. wileński. Z M D. Stępniak
131. K. 1908, Jurgielany. rej solecznicki ZM D. Stępniak
132. K. 1912. Rogożany, rej. solecznicki. ZM - D. Stępniak. J. Domańska
133. K ok. 60 lat. Rostyniany. rej. wileński. ZM - D. Stępniak. J. Domańska
134 K. ok. 60 lat. Jaszuny. rej. solecznicki. ZM - J Domańska
135. K. 1923. Rukojnie. rej wileński. ZM D Stępniak
136 K 1926, Zadworce, rej. wileński N D. Stępniak
137. K. 1927, M. 1925. kolonia Rukojnie, rej. wileński.
138. K. 1931. Jurgielany. rej. solecznicki. N D. Stępniak
139. K. 1921. Pilalówka. rej. wileński. N A. Wieczorek
140. M. 1912, Jurgielany, rej. solecznicki. N D Stępniak
141. K. 1908. Parczew, rej. wileński. N K. Gieryszewska
142. M. 1926, Mejszagoła. rej. wileński. N B. Lipka, A. Wieczorek
143. K. ok. 55 lat, K. ok. 60 lat, Rymaszki. rej solecznicki. ZM - D. Stępniak, J. Domańska
144. Litwinka, ok. 70 lat, Paszki, rej solecznicki. ZM D. Stępniak, J. Domańska
145 K. 1894. Rubnc rej wileński N K. Kocjan
146 K 1925, Nowokiemie. rej. solecznicki. ZM - D. Stępniak
147 K. 1927, Jurgielany. rej solecznicki ZM - J Domańska
148 K. 1922. Swiętniki, rej. trocki. N - K. Kocjan
149 M. 1916, Suderwa. rej. wileński. N - D. Stępniak, J . Domańska
150. K. 1932. Kurhany, rej. wileński. ZM A. Kowalczyk
151. K. 1912, Kiejucie, rej solecznicki. ZM A.Kowalczyk
152. K. 1913. Szkojdziszki, rej. wileński. N A. Wieczorek
153. 7 1915. Szkojdziszki. rej wileński N M Borkowska
154. K. 1932. Stare Troki, rej. trocki, N A Wieczorek
155. K. 1924, Purwiszki, rej. wileński. ZM D. Stępniak. 1 Domańska
156. M. ok 40 lat. M ok 40 lat, Krawczuny, rej wileński. N A. Wieczorek

P a a j

M ,

Klui

d z

e

l o h l n r

P a

r

e

k l

r e

Z

M

r e

M

Wszystkie zapisy powstały w latach 1989-1992 i znajdują się w Katedrze Etnologii
i Antropologii Kulturowej UW M - mężczyzna. K - kobieta, następnie rok urodzenia.
ZM - zapis magnetofonowy, N m notował

93

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6417" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6397">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/40ec3e6e2f42b32383cb1609bbebb9cc.pdf</src>
        <authentication>f947fbc7473f458eed9378f2410aacc0</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76461">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3325</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76462">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76463">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3117</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76464">
                <text>Summary of articles / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76465">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.125-126</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76466">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76467">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76468">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76469">
                <text>S

U

M

M

A

R

I

E

S

*

Р

Е

З

Ю

М

Е

SUMMARY OF ARTICLES

THE

J e r z y
ACTIVE

WORLD

OF

MYTHS,

P r o k o p i u k
IMAGINATION

—

DREAMS, AND

C.G.

JUNG'S

FANTASY

METHOD

E w a
K o r u l s k a — NIKIFOR, OCIEPKA, AND
— ON STANISŁAW ZAGAJEWSKI

OF

One of the psychotherapeutic methods formulated b y J u n g
i n 1916 consists i n t h e c o n t r o l
use
of imagination enabling
t h e s y n t h e s i s o f c o n s c i o u s n e s s a n d u n c o n s c i o u s n e s s . I t is b u t
a peeulier f o r m o f m e d i t a t i o n , p r o v o k i n g a conscious development
of fantasy. As d i s t i n c t f r o m t h e passive i m a g i n a t i o n the active
o n e h e l p s e x p e r i e n c e t h e i m a g i n e d e v e n t as i f i t w e r e a d r e a m ,
a p p e a l i n g t o t h e s l e e p i n g p e r s o n as a r e a l f a c t . T h a n k s t o t h e
m e t h o d the p a t i e n t can develop a certain image f r o m his dream
or fantasy concentrating o n i t u n t i l i t alters, evolves, a n d takes
d e f i n i t e lines. A c t i v e i m a g i n a t i o n is a f o r m o f a u t o t h e r a p y t h a t
c a n , h o w e v e r , be a p p l i e d o n l y u n d e r t h e s u p e r v i s i o n o f a psychot h e r a p e u t i s t . I t eases t h e e m o t i o n s a n d s o o t h e s t e n s i o n s ( с о т р . —
Gateway to dream —
o n Bronisława Piprek's p a i n t i n g ) . I t
a l s o h e l p s o n e f i n d h i s o w n self, u n d e r s t a n d h i s h i d d e n e g o .

J a n
M i t a r sк i — F A N T A S T I C
WOJCIECH
GIZA'S

IMPROVISATIONS

OF

The article presents a fragment of the book „ I n n y świat"
(„A Different World")
written b y the illustrous psychiatrist
and n o w t a k i n g its f i n a l f o r m . Giza, according t o the A u t h o r ,
possesses a p e c u l i a r k i n d o f i m a g i n a t i o n w h i c h h e c a l l s f a n t a s t i c .
T h i s t y p e o f i m a g i n a t i o n results f r o m fears a n d desire t o get t o
k n o w t h e t h i n g s t h a t are m y s t e r i o u s , m y s t i c a l . Since i t is d i f f i c u l t
t o gire those images a n adequate shape a n d n a m e i n the l a n ­
g u a g e o f r e a l i t y , s u c h a r t i s t s as G i z a , a p p l y m a g i c a n d e z o t e r i c
signs a n d s y m b o l s d e r i v e d f r o m t h e a n c i e n t t r a d i t i o n o f t h e
O r i e n t . „ N e i t h e r are t h e y c o n t e m p t o u s o f t h e m y t h s o f p s y c h o ­
t r o n i c e . T h e i r l a n g u a g e is a m b i g u o u s a n d c o n f u s e d , l i k e t h e
languago of n i g h t m a r e s . "

W o j c i e c h
G i z a
WITHIN
SYMBOL

— AUTOBIGRAPHY

AND

SYMBOL

D i z a was b o r n i n a worker's family. H e started d r a w i n g w h e n
a l r e a d y a t s c h o o l , a l t h o u g h l a t e r o n he. g a v e i t u p . T h e n , w h e n
i n t h e H i g h T e c h n i c a l School he c a m e across t h e A P O C A L Y P S E
o f St. J o h n . , , W h a t a t r e m e n d o u s e x p e r i e n c e — he says. — I saw
i n i t as c l e a r so c a n b e t h e f i g u r e s f r o m m y d r a w i n g s . " H a v i n g
q u i t t e d s c h o o l he f e r v e n t l y p a i n t s a p o c a l y p t i c v i s i o n s . D e s p i t e
great objective obstacles he p a i n t s a l o t , earning at t h e same
t i m e w i t h cleaning, p h y s i c a l labour, b a b y - s i t t i n g . H e achieves
his f i r s t e x h i b i t i o n s , f i r s t successes, a n d f a i l u r e s . H e
paints
m y t h s of remote civilizations a n d they lead h i m to discovery
of the extraterrestrials — gods a n d their i n t e r v e n t i o n o n the
E a r t h . H e w a n t s t o „reeonstruct the conception o f t h e c r e a t i o n
p r o g r a m o f t h e u n i v e r s e , n a t u r e , p a s t a n d f u t u r e c u l t u r e s , as
w e l l as t h e i r m y t h s a n d r e l i g i o n s . " H e c r e a t e s h i s o w n s y m b o l i s m ,
e n a b l i n g t h e p u b l i c a free i n t e r p r e t a t i o n a n d ,,a p e r s o n a l v i s i o r
of a painting".
5

A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i
LUDWIK
HOLESZ

—

THE

VISIONS

OF

H e was a m i n e r w h o followed his fascination for ferns a n d
insects impressed i n t h e coal blocks. H e w a n t e d to k n o w w h a t
the w o r l d was like w h e n eoal was being f o r m a t e d . . W h a t were
the flora and reptiles like? H i s ,,carbon e r a " paintings t r y to
a n s w e r t h e s e q u e s t i o n s as f a r a s h i s k n o w l e d g e p e r m i t s h i m d o
d e d u c e i t . H e also p a i n t s l i f e o n o t h e r p l a n e t s . H i s existence
was v e r y h a r d ; ho always d r e a m t o f p a i n t i n g b u t f i r s t he h a d
t o b u i l d a house for t h e f a m i l y . T h e c o n s t r u c t i o n o f the house
t o o k h i m 10 y e a r s o f h a r d w o r k a f t e r t h e u s u a l s h i f t i n t h e m i n e .
I t was o n l y after i t was f i n i s h e d t h a t he b e g a n p a i n t i n g .

MYSELF

H e was a f o u n d l i n g b r o u g h t u p i n different orphenages a n d
f o l l o w i n g different professions. A f t e r t h e w a r ho was
employed
as a s t u c c o e r d u r i n g t h e r e c o n s t r u c t i o n o f W a r s a w . I t w a s t h e n
t h a t he b e g a n s c u l p t i n g b i r d s , reptiles. H e always w o r k s i n
clay m a k i n g biscuit or glazed figures, f r e q u e n t l y decorated w i t h
„ p a l m s " m a d e o f b u t t o n s , s e q u i n s , w i r e . S c u l p t i n g is a l l h i s
lift;. I n t h e l a s t y e a r s he has c r e a t e d m u l t i - p a r t e n o r m o u s reliefs —
, , a l t a r s " , f t is a m a z i n g , b u t h e n e v e r h a s d r e a m s w h e n h e s c u l p t u r ­
es a n d v i c e v e r s a .
U r s z u l a
S u ł ó w s k a
—
WŁADYSŁAW SUŁOWSKI

FATHER'S

PORTRAIT.

ON

B o r n i n t h e c o u n t r y s i d e i n 1926, W . Sułowski w o r k e d i n
N o w a H u t a n e a r C r a c o w as a v a r n i s h e r . H i s a r t i s t i c t a l e n t s
r e v e a l e d a l r e a d y i n his y o u t h . H e used t o p a i n t , besides he w a s
friendly, good-hearted, ready to help a n d extremely
sensitive.
M a y b e i t w a s t h e loss o f h i s p a r e n t s he w a s i n c o n s o l a b l e f o r t h a t
c a u s e d S u l o w s k i ' s desease, t h a t o f s c h i s o f r e n i a . H e
changed
h i m s e l f ; i n fact he became u n c o m m u n i c a t i v e a n d suspicious.
T h e s u b j e c t s o f h i s p a i n t i n g s c h a n g e d as w e l l . H e u s e d t o g e t
u p a t n i g h t a n d s k e t c h his visions w h i c h r e m i n d one o f O r i e n t a l
fables. T h e y w e r e strange reminiscences o f t h o k n o w n t o h i m
p e r s o n s a s w e l l as t h e s i t u a t i o n s d i f f i c u l t t o d e c i p h e r . A n y w a y t h e
painter d i d n o t like to t a l k a b o u t his works. T h e paintings b y
Sulowski have been exposed several times a n d m e t w i t h a n
interest of b o t h the audience and critics. H e died of the heart
a t t a c k i n 1972
A l e k s a n d e r

J a c k o w s k i

—

TEOFIL

OCIEPKA

The a u t h o r , basing himself o n the notes f r o m conversations,
recordings, letters, a n d press articles, presents t h e p a i n t e r
—
e n g i n e d r i v e r f r o m t h e m i n e „ W i e c z o r e k " . H e e x p l a i n s false
legends, presents factors t h a t h a d a n influence o n
Ociepka's
p a i n t i n g a n d means w i t h the help o f w h i c h he t r i e d t o preserve
his o w n i d e n t i t y . H e also discusses h i s p a i n t i n g p o l e m i c s w i t h
m a t e r i a l i s m . H e s h o w s O c i o p k a as a p a i n t e r . O c i e p k a — o c c u l t i s t
a n d t h e o s o p h is p r e s e n t e d i n a n o t h e r a r t i c l e s .
S e w o r y n

A.

W i s l o c k i

—

THE

JANÓW

OCCULTISTS

T h e a u t h o r deals w i t h h i s t o r y , Ociepka's interest for occul­
t i s m a n d h i s p o s i t i o n i n J a n ó w , as w e l l a s h i s d i s c i p l e s a n d t h e o r i e s .
T h e p r o b l e m s are dealt w i t h i n several essays: ,,T. O c i e p k a a n d
h i s d i s c i p l e s " , , , B . S k u l i k as d i s s i d e n t o r p h i l o s o p h i c a l s t a t u r e
of the Janów p a i n t i n g m i l i e u " , „Ociepka — m y t h i c a l personage".
T h o p r e s e n t a t i o n o f t h e subject is c o m p l e t e d w i t h t h e selection
of ,,Letters of Rosecrusaders" sent to B . S k u l i k .
S. A . W i s ł о с к i
HEIR OF TEOFIL

—
ERWIN
OCIEPKA'S

SÓWKA, A
LEARNING

SPIRITUAL

T h e article presents E . Sówka, a n e m i n e n t p a i n t e r a n d
miner at the same t i m e , faeinated w i t h the learning of the East
and metaphisics. The paintings b y Sówka result f r o m h i s v e r y
personal meditations.
A l e k s a n d e r
J a c k o w s k i — G A T E W A Y TO DREAMS.
ON T H E P A I N T I N G OF DOROTA L A M P ART'S, BRONISŁA­
W A PIPREK'S, AND M A R I A MUSZAL'S.
Some people's i m a g i n a t i o n activates i n the d r e a m .
The
d r e a m becomes for t h e m the r e a l i t y w h i c h enables t h e m c o m m u n i ­
c a t i o n w i t h G o d a n d i n w h i c h fears, p r e s e n t a m e n t s , a n d s u b ­
conscious e m o t i o n s t a k e f o r m o f s y m b o l i c images. T h e synthesis
of feelings a n d experience t h a t occurs i n t h e d r e a m resembles
artistic activity. Some painters f i n d inspiration i n tho dream.
Different relations between areams a n d artistic creativity can
be o b s e r v e d i n t h e w o r k s o f t h r e e f o l l o w i n g w o m e n p a i n t e r s :

225

�. D o r o t a
L a m p a r t ( b o r n i n 1906) w a s a n o u t s i d e r i n b e r
v i l l a g e , p o o r a n d l o n e l y . She p a i n t e d her d r e a m s w h i c h were
f o r her a n escape f r o m t h o r e a l i t y o f e v i l , p o v e r t y , a n d misery.
She p a i n t s H e a v e n , scones f r o m t h o l i f e o f t h e H o l y F a m i l v ,
M i c h e l a r c h n g e l . S h e a l s o p a i n t s scenes o f w a r n i n g . S h e s o m e t i m e s h a s v i s i o n s o f a c t i v e i m a g i n a t i o n , s u c h as t h e d e v i l f i g h t i n g
w i t h a n angel at deathbed.
B r o n i s ł a w a P i p r e k's i m a g i n a t i o n was different ( 1 8 9 1 —
1966). B o r n i n W a r s a w t o a r i c h f a m i l y she r e c e i v e d t h o r o u g h
e d u c a t i o n i n c l u d i n g t h a t i n m u s i c . She w a s v e r y
sensitive,
n e r v o u s ; her reaching p u b e r t y was full o f dreams i n w h i c h there
a p p e a r e d d i f f e r e n t faces. H e r t r i p t o S w i t z e r l a n d d i d n o t do her
m u c h g o o d , a l t h o u g h i t w a s t h e r e t h a t she m a d e a c q u a i n t a n c e
w i t h C.G. J u n g , w h o t o o k over her t h e r a p y a n d suggested t h a t
s h e s h o u l d p a i n t t h e h a r a s s i n g f a c e s j u s t as h e r a c t i v e i m a g i n a t i o n
i n s p i r e d her. She s t a r t e d p a i n t i n g o n l y a few years l a t e r i n
M u n i c h a n d was a l m o s t i m m e d i a t e l y a d m i t t e d to M i m c h e n e r
Expressionistische
Werkstatte.
H o r p a i n t i n g was b u t a c o m b a t w i t h hor dreams. H e r w o r k s
reflected m a g n i f i c e n t s e n s i t i v i t y a n d i m a g i n a t i o n . I n t h e course
of t i m e the painted w o r l d veiled her the reality. After W o r l d
W a r I I , a l r e a d y i n P o l a n d , she w a s a d m i t t e d t o t h e A s s o c i a t i o n
or"Painters.

For M a r i a
M u s z a l (1915—1966) the dream was an incite­
m e n t t o l i f e . She was l o n e l y , sensitive a n d p a i n t e d t h e p o r t r a i t s o f
people w h o appeared i n her dreams. T h i s was t h e o u t p u t for
her d r e a m s , desires, a n d s e n t i m e n t s . She p a i n t e d a f e w g o o d
p o r t r a i t s , whereas t h e others were j u s t sketches. She also w r o t e
interesting, expressive dramas t h a t reflected t h e experience
of the Nazi occupation a n d the problem of evil.
***

DREAMS

T h e a u t h o r , w h o has decorated his r o o m w i t h
i n order to present i t t o Jesus C h r i s t , describes his
d r e a m s . I t is r i g h t t h r o u g h t h e d r e a m s h e r e c e i v e s
t h e dreams themselves f o r m his second a n d a t the
most important reality.
A l e k s a n d r a
INSTRUMENTS

J a c k o w s k a

—

A

glass tiles
interesting
orders a n d
same t i m e

MASTER

OF

ODD

I n 1975 d i e d a t M r z y g l ó d n e a r S a n o k J a k ó b D o b r z a ń s k i .
H e w a s b o r n i n 1 8 9 4 . H e w o r k e d as a w a t c h m a n i n a m i n e a n d
was perfectly reliable. H e was scrupulous, good-natured
and
naive. H e was l i k e d a n d generally respected A f t e r h a v i n g retired
he s t a r t e d t o m a k e o d d i n s t r u m e n t s , a k i n d o f t h e t r u m p e t ,
executed o f t h o h o l l o w e d o u t t r a n k s o f o l d tress, t o w h i c h h e
f i x e d the embouchure and phonograph tube. H e used t o play
a t t h e t o w n m a r k e t , m o s t o f t e n i n feast days. H i s passion was
r e g a r d e d as a n o t s e r i o u s e c c e n t r i c i t y .
I t was after D o b r z a n s k i ' s d e a t h t h a t A n t o n i P i l c h , a C r a c o w
m u s i c i a n , c a m e across his t r u m p e t s . A n d t h a n k s t o P i l e h a f e w
o f D o b r z a n s k i ' s i n s t r u m e n t s h a v e s u r v i v e d . T h e a r t i c l e also
contains the statements b y Pilch o n the instruments a n d the
significance of the contact w i t h the peculiar personality o f
Dobrzański.
A l e k s a n d e r
TO R Y S Z A R D

J a c k o w s k i
WÓJCICKI

—

VOICES F R O M

HEAVEN

B e i n g shocked b y the v i e w o f his wife's treachery, Wójcicki,
a worker, j u m p e d o u t o f the 5 t h floor w i n d o w a n d before he
r e a c h e d t h e g r o u n d h e h e a r d t h e A n g e l t h o G o u r d s a y : —• „ Y o u

w i l l s u r v i v e " . Since t h e n ho has been accompanied b y H e a v e n l v
v o i c e s s t a t i n g t h a t h e is c h o s e n a n d w a r n i n g h i m n o t t o l e t t h o
s t a f f o f p s y c h i a t r i c h o s p i t a l k n o w t h a t he hears these voices.
H o is i n s t r u c t e d a n d t o l d w h a t a n d h o w t o p a i n t b y t h e v o i c o
of A n g e l t h e G u a r d , Jesus C h r i s t a n d t h e V i r g i n . H e receives
c o m p l e t e v i s i o n s o f p a i n t i n g s , b o t h a s f a r as t h e d e t a i l s a n d
colours are concerned. T h o second p a r t o f t h e articlo deals w i t h
the dreams of tho painter's father f r o m the years 1959—1970
as w e l l t h e c o m m o n t s w r i t t e n n o w b y t h e s o n . T h e
comments
are b u t a n interesting t e x t revealing the painter's a t t i t u d e to­
wards the latest evants i n the country.

H a n n a
S z e w c z y k
—
T E X T S OF F O L K SONGS. A

CLASSIFICATION
OF
SEMIOTIC PROBLEM

THE

T h e p u r p o s e o f t h e a r t i c l e is t o p r o p o s e a c l a s s i f i c a t i o n
o f f o l k songs o n the semantic g r o u n d s . T h o e x a m p l e s are c o n s t i ­
t u t e d b y t h e K u r p i e songs gathered a t t h e I n s t i t u t e o f A r t o f
t h e P o l i s h A c a d e m y o f S c i e n c e s . T h e c o m p a r a t i v e m a t e r i a l is
f o r m e d b y t h e notes o f O. K o l b e r g (the L u d ) a n d m a n u s c r i p t s
of Father Władysław Skierkowski.
T h e f i r s t p a r t o f t h e article deals w i t h t h e semiotics o f
f o l k l o r e t e x t s . F o l l o w i n g t h e c o n c e p t i o n s o f P.
Bogatyriew,
R. J a k o b s o n a n d R. B a r t h e s t h e authoress analyses tho below
e l e m e n t s o f t h e t e x t : 1) c o l l e c t i v e , n o n - i n d i v i d u a l c h a r a c t e r o f
t h e c r e a t i v e p r o c e s s , 2) h i g h l e v e l o f t h o c o n v e n t i o n a l i t y o f
u t t e r a n c e , 3) a r t i s t i c l a n g u a g e o f f o l k l o r e a n d f u n c t i o n s o f d i a l e c t s ,
4) i n f l u e n c e o f t h e c o m m u n i c a t i o n s i t u a t i o n o n t h e f o r m o f t h e
t e x t , 5) a b i l i t y t o s h a p e t h e w e l t a n s h u u n g b y t e x t s . S z e w c z y k
is o f t h e o p i n i o n t h a t a t t h e p r e s e n t m o m e n t t h e f o l k l o r e t e x t
d o e s n o t possess s u c h a n a b i l i t y . T h e r e f o r e , t h e f o l k l o r e o f a
t r a d i t i o n a l r u r a l s o c i e t y t h a t so f a r h a s b e e n r e f e r r e d t o as a t r a ­
d i t i o n a l one, is o n l y b u t a m i l i e u f o l k l o r e .
T h e second p a r t o f t h e article, Semiosis, presents a m o d e l o f
c l a s s i f i c a t i o n . I t is b a s e d o n 10 s e l e c t e d s y m b o l s . T h e g r o u n d s
f o r t h e a b o v e s e l e c t i o n a r e a s f o l l o w s : 1) p r i m a r y f u n c t i o n i n
t h e tc?xt, 2) a b i l i t y t o s h a p e t h e w h o l e o f t h e t e x t s e n s e , 3) v a s t
semantic field w i t h a number of formal modifications.
The
a b o v e set (1 — w a t e r , 2 — horse, 3 — c r a n b e r r y tree, 4 — m e a d o w ,
5 — f i e l d , 6 — o r c h a r d — a f e m i n i u m tree, 7 — sycamore —
a m a s c u l i n u m tree, 8 — h a w k , a great b i r d , 9 — handkerchief,
10 — w i n d o w — t h e b o r d e r ) e n a b l e s t h e c l a s s i f i c a t i o n o f t h e
whole o f t h o materials. T h e basic meanings of the above symbols
w e r e e x p l a i n e d b y earlier sources.
F o l l o w i n g L o t t m a n , S z e w c z y k is o f t h e o p i n i o n t h a t t h e
disappearance o f t e x t culture resulting f r o m the change o f tra­
d i t i o n a l folklore to the m i l i e u one, brings b a c k linguistic meanings
o f t h e t e x t a n d its signs. Therefore, w h e n analysing t h e semantic
m o d i f i c a t i o n s o f p a r t i c u l a r s y m b o l s t h e a u t h o r e s s bases herself
on the following operations: A. D e f i n i t i o n of linkeage a b i l i t y
o f s i g n s a n d c o n t e x t s i n w h i c h t h e y a p p e a r 1) t h e a b i l i t y o f
s i n g s t o l i n k w i t h e a c h o t h e r , 2) t h e a b i l i t y t o l i n k w i t h t h e
s i n g s t h a t c a n n o t s h a p o t h e t e x t , 3) t h e a b i l i t y t o l i n k w i t h
n o n - s i n g s , B . D e f i n i t i o n o f t h e a t t r i b u t e s o f s i n g s (the, a t t r i b u t e s
a r e r e f e r r e d t o g r a m a t i c a l c a t e g o r i e s t h a t d e f i n o t h e m ) 1) a c t i v e
attributes — the sign defined b y the verb i n the active voice
b e c o m e s t h e s u b j e c t o f a c t i v i t y , 2) p a s s i v e a t t r i b u t e s — t h e s i g n
d e f i n e d b y t h e a d j e c t i v e , n u m e r a l o r g e r u n d , C. D e f i n i t i o n o f
s u b s t i t u t i o n r u l e s : 1) s i g n i s r e p l a c e d b y a s i g n f r o m t h e s a m e
g r o u p , 2) s i g n is r e p l a c e d b y a s i g n f r o m a n o t h e r g r o u p ( m e t o n i m i c c o n s t r u c t i o n s ) , 3) s i g n i s r e p l a c e d b y a n o n - s i g n . T h e a b o v e
operations enable the d e f i n i t i o n of tho mechanisms of deseomitizat i o n o f s y m b o l s as w e l l a s t h e i r m u t u a l r e l a t i o n s . T h e l a t t e r s e e m
t o the authoross most interesting.

Р Е З Ю М Е

В

Ю р и
П р о к о п ю к
О Б Р А Ж Е Н И Я К . Г.

КРУГУ

ВЕРОВАНИИ,

—
МЕТОД
ЮНГА

АКТИВНОГО

МИФОВ,

ВО­

О д и н из п с и х о т е р а п е в т и ч е с к и х методов, с ф о р м у ­
лированных Юнгом в
1 9 1 6 г., з а к л ю ч а е т с я в
исполь­
зовании контролируемого
воображения. Это
создает
возможность
синтеза
сознания и несознательности,
что в свою очередь является особой ф о р м о й
размыш­

126

СНОВИДЕНИЙ

И

Ф А Н Т А З И И

лений, способствующей сознательному развитию фан­
т а з и и . В о т л и ч и е от п а с с и в н о г о в о о б р а ж е н и я — а к т и в ­
ное
предоставляет возможность
переживать вообра­
жаемое
событие, как
сон,
воспринимаемый
спящим,
как
реальный факт.
П р и м е н я я этот метод, пациент
может развивать отдельный фрагмент
своего снови­
д е н и я и л и с в о е й ф а н т а з и и , с о с р е д о т о ч и в на н е м
вни­
мание, рассматривая его в воображении
до тех
пор,

�пока он начнет видоизменяться, развиваться, стано­
вится конкретным. Активное воображение
— это фор­
ма автотерапии, которую следует, однако, применять
под надзором психотерапевта. Форма эта освобож­
дает от избытка эмоций, ослабляет напряжение (ср.
статью Ворота сна — о живописи Брониславы Пипрек). Это ведет также к определению субъектив­
ности, к пониманию скрытого подсознания.
Я н М и т а р с к и — ФАНТАСТИЧЕСКИЕ
ВИЗАЦИИ ВОЙЦЕХА ГИЗЫ

ИМПРО­

Фрагмент книги „Иной мир", которую готовит
к печати выдающийся психиатр. Автор причисляет
Гизу к числу людей, отличающихся особым типом
воображения, называя его фантастическим. „Их во­
ображаемый мир рожден страхом, мечтой познания
того, что является таинственным, мистическим. Од­
нако, поскольку на языке действительности трудно
найти для них надлежащую форму и название, они
пользуются магическими и эзотерическими передача­
ми, а также символами, заимствованными из старых
традиций Востока. Они не пренебрегают также ми­
фами психотроники. Их язык многозначен, неясен,
как язык сонных видений".
Войцех Гиза
— СОБСТВЕННАЯ
И СИМВОЛ В СИМВОЛЕ

БИОГРАФИЯ

Гиза родился в рабочей семье. Еще в школе он
стал рисовать, но потом забросил это занятие. По­
сещая уже высшее техническое училище, он как-то
столкнулся с Апокалипсисом св. Иоанна. Потрясаю­
щее впечатление! — пишет он. „Я, как на ладони,
увидел лица, изображенные на моих рисунках". Он
бросает училище и начинает лихорадочно рисовать
апокалипсические видения. Несмотря на большие бы­
товые трудности Гиза продолжает усиленно зани­
маться живописью, а на жизнь зарабатывает убор­
кой, физическим трудом, уходом за детьми. Первые
выставки, успехи, неудачи. Он рисует мифы древних
цивилизаций, которые ведут к познаванию небожи­
телей, богов и их вмешательство в земные дела. Он
стремится воссоздать „концепцию программы сотво­
рения мира, природы, прошлых и грядущих культур,
их мифы и религию". Создает собственную символи­
ку, не мешая зрителю свободно интерпретировать ее
и „по-своему воспринимать картину".
Александр
К А ХОЛЕГПА

Яцковски

— ВИДЕНИЯ

ЛЮДВИ-

Горняк, которого пленили следы древних папо­
ротников и насекомых, запечатленные на
глыбах
угля. Его интересовала проблема возникновения за­
лежей угля. Какие были в те далекие времена расте­
ния, пресмыкающиеся? Картины Холеша, посвящен­
ные „карбопарской эпохе", являются попыткой от­
ветить на эти вопросы с помощью своих скудных
сведений. Он изображает также жизнь на других
планетах.
Нелегко жилось художнику. Он мечтал рисовать,
но прежде всего ему пришлось собственноручно по­
строить дом для семьи. Он строил его 10 лет, сов­
мещая стройку с работой на шахте. Лишь когда дом
был наконец построен, он взялся за рисование картин.
Э в а К о р у л ь с к а — Н И К И Ф О Р , ОЦЕНКА И Я.
О СТАНИСЛАВЕ ЗАГАЕВСКОМ
Он был подкидышем. Воспитывался в костельных
приютах, выполнял различного рода занятия. После
войны работал штукатуром при восстановлении раз­
рушенной столицы. В то время Загаевски стал лепить
птиц, пресмыкающихся. Он лепил всегда из глины
методом бисквита или глазури, любовно украшая свои
изделия „пальмами" из пуговиц, цехинов и проволо­
ки. Смысл своей жизни видит художник в ваянии.
В последние годы он создал громадные, многочислен­
ные барельефы — „алтари". Он рассказывает о них.
Когда не занимается лепкой — видит сны, когда же
приступает к излюбленной работе — сны исчезают.
У р ш у л я С у л к о в с к а — ПОРТРЕТ ОТЦА. О В Л А ­
ДИСЛАВЕ С У Л К О В С К О М
Он родился в
ровщиком в Новой

1926 г. в деревне. Работал лаки­
Гуте под Краковом, делая вывес­

ки. С молодых лет он проявлял талант к рисованию.
Был добрым, отзывчивым, исключительно впечатли­
тельным человеком. Художник
глубоко
пережил
смерть родителей. Возможно, что этот факт, п част­
ности, способствовал развитию его болезни — шизо­
френии. Он изменился, стал более замкнутым, подо­
зрительным. Изменилась также тематика его картин.
Он вставал по ночам и чертил свои видения. Это
были странные, как будто бы восточные сказки, вос­
поминания о знакомых людях, ситуации, которые
теперь трудно расшифровать. Впоочем, художник и
сам не хотел говорить о своих работах. Несоклько
выставок картин вызвали большой интерес зрителей
и критиков. Сулковски болел сердцем. Скончался
в 1972 г.
Александр

Яцковски

—

ТЕОФИЛЬ ОЦЕНКА

Автор статьи, опираясь на записи бесед, на зву­
козаписи, письма и печать, отображает личность ху­
дожника — машиниста шахты „Вечорек". Опровер­
гает фальшивые легенды, отмечает факторы, повли­
явшие на живопись Оцепки, и способы, которыми
он старался сохранить собственный стиль, приводит
полемику художника с материализмом.
В статье представлен Оцепка — художник. Оцепка же как оккультист-теозоф представлен в следую­
щей статье.
Северин Вислоцки
ТОВ ЯНОВА

— В КРУГУ ОККУЛЬТИС­

Автор
исследует
историю,
заинтересованность
Оцепки оккультизмом, его ролью в яновской среде,
его теориями, его учениками. Этим вопросам автор
посвящает несколько очерков, а именно: „Оцепка
и его ученики", „Диссидент. Б. Скулик, то есть фи­
лософские
основы круга
яновских художников",
„Оцепка-мифическая личность". Тематику статьи до­
полняет собрание Писем Розенкрейцеров, поступив­
ших к Б. Скулику.
С е в е р и н В и с л о ц к и — ЭРВИН СУВКА, ДУХОВ­
НЫЙ НАСЛЕДНИК УЧЕНИЯ ТЕОФИЛЯ ОЦЕПКИ
#.!

Свою статью автор посвящает личности горняка,
выдающегося художника,
поглощенного
учениями
Востока, метафизикой. Картины Сувки часто являют­
ся результатом его сугубо личных размышлений.
А л е к с а н д р Я ц к о в с к и — ВОРОТА СНА. О Ж И ­
ВОПИСИ ДОРОТЫ ЛЯМПАРТ, БРОНИСЛАВЫ ПИПРЕК, М А Р И И МУГПАЛ
Существуют люди, воображение которых активи­
зируется во сне. Сон является той действительностью,
которая создает возможность общения с Богом, в ко­
торой страх, предчувствия, подсознательные пережи­
вания принимают форму символических образов. Син­
тез чувств, впечатлений, испытываемых во сне, бы­
вает близок художественному творчеству. Есть ху­
дожники, которых сон вдохновляет. Различные соот­
ношения между сном и творчеством можно заметить
на примере трех художниц, которым посвящены оче­
редные очерки:
Д о р о т а Л я м п а р т (р. в 1906 г.), вышедшая из
крестьянской среды, одинокая бедная женщина ри­
сует свои сны. Они являются для нее убежищем от
нужды, тяжелой жизни, от злых, недобрых людей.
Она рисует небо, сцены из жизни Святого Семей­
ства, Архангела Михаила, а также сны, содержащие
предостережения. Иной раз ее видения принимают
характер активного воображения — она видит, на­
пример, борьбу дьявола с ангелами у кровати уми­
рающего.
Иными побуждениями руководствовалась, отобра­
жая свои сны Б р о н и с л а в а П и п р е к
(1891—1966).
Она родилась в Варшаве, в зажиточной семье; по­
лучила старательное образование, в том числе музы­
кальное. Это была очень впечатлительная, нервная
натура. В переходном возрасте ее тревожили сны,
в которых выступали различные лица. Поездка в
Швейцарию не помогла ей, но именно там она встре­
тила К. Г. Юнга, который стал ее лечить. Юнг, сог­
ласно своему методу активного воображения, посове­
товал ей заняться рисованием беспокоивших ее лиц.

127

�с п у с т я н е с к о л ь к о лет, б у д у ч и в М ю н х е н е , она
стала
рисовать. Т а м ее чуть л и не с р а з у п р и н я л и в М ю н ­
хенскую экспрессионистскую
мастерскую.

Г а ин а Ш С Б Ч И К
— К Л А С С И Ф И К А Ц И Я
ТЕКСТОВ
НАРОДНЫХ ИЕСЕН-СЕМИОТИЧЕСКАЯ
ПРОБЛЕМА

Творчество Брониславы
Пипрек возникло в
ре­
зультате
б о р ь б ы со с н о в и д е н и я м и . Е е к а р т и н ы
сви­
детельствовали об огромной впечатлительности и бо­
гатом воображении. Со временем
отображаемый
ею
мир з а с л о н и л п о д л и н н у ю действительность ее ж и з н и .
После второй мировой войны Бронислава Пипрек у ж е
в П о л ь ш е была принята в Союз художников
изобра­
зительного искусства.

В
статье
предлагается
провести
классификацию
народных
п е с е н на с е м а н т и ч е с к о й о с н о в е .
Материа­
л о м д л я исследований с л у ж а т курпёвские песни, на­
ходящиеся в собраниях Института
искусства
Поль­
ской А к а д е м и и наук. Компаративным материалом я в ­
ляются
записи Оскара Кольберга (Люд) и
рукописи
ксендза Владислава
Скерковского.

М а р и ю
М у ш а л
(1915—1966)
сон побуждал к ж и з ­
ни. О д и н о к а я и в п е ч а т л и т е л ь н а я она рисовала
пор­
т р е т ы у в и д е н н ы х во сне л и ц , в ы р а ж а я т а к и м
путем
свою тоску, свои мечты, свою сентиментальность. Она
нарисовала
несколько
хороших
портретов
другие
были, вернее, л и ш ь проектами. Она писала
интерес­
ные,
экспрессивные
драмы, связанные
с
пережива­
ниями во время оккупации, затрагивала п р о б л е м ы зла.

ł

ł

ł

СНЫ

Автор, который „ о к л е и л " свою комнату
стеклян­
ными плитками, чтобы
предоставить ее д л я ж и л ь я
Иисусу Христу,
описывает
свои (очень
интересные)
с и н ы . И м е н н о во сне он с л ы ш и т ь р а з л и ч н ы е
поруче­
ния; сны я в л я ю т с я его второй-важнейшей
действи­
тельностью.

А л е к с а н д р Я ц к о в с к и — ГОЛОСА НЕБА,
Ш И М Ы Е
Р Ы Ш А Р Д О М
В У Й Ц И Ц К И М

СЛЫ­

В о второй части статьи автор приводит сны отца
художника
с 1959—1970 гг. в м е с т е с к о м м е н т а р и я м и
сына. К о м м е н т а р и и эти я в л я ю т с я интересным тестом,
вскрывающим позицию художника в отношении
со­
бытий, происходящих в последние годы в стране.
—

МАСТЕР

СТРАН­

В 9 7 5 г. у м е р в М ж у г л о д е б л и з С а н о к а Я к о в Д о б жанский. Он
родился в
1 8 9 4 г. Р а б о т а л
сторожем
в руднике, отличаясь большой ответственностью. Б ы л
добросовестным,
добродушным
и наивным. Все
его
л ю б и л и и уважали. Перейдя на пенсию Добжавский
н а ч а л строить страиные и н с т р у м е н т ы что-то вроде из
старых стволов, в которые монтировал т р у б ы граммо­
фонов. Добжаиский
и г р а л на с в о и х т р у б а х
охотнее
всего в п р а з д н и ч н ы е дни. Он тогда становился в цен­
тре
городка. Его
страсть оценивали как
неопасное
чудачество.
Уже
после
смерти Добжанского на
его
трубу
наткнулся краковский
м у з ы к а н т , к о т о р ы й и г р а л на
лютне, ш
имени А н т о и и П и л ь х . Благодаря « е м у со­
хранилось несколько труб. В статье имеются выска­
з ы в а н и я П и л ь х а н а тему и н с т р у м е н т о в , а т а к ж е в п е ­
чатление, которое
производит на
артиста
контакт
с необыкновенной личностью Добжанского.

12Н

А в т о р утверждает, что в настоящее время
текст
фольклора
уже
лишен
этой
способности. В
связи
с этим ф о л ь к л о р
традиционной
сельской
ощественности, который до сих пор о п р е д е л я л с я как
тради­
ционный, является теперь л и ш ь фольклором
данной
среды.
Вторая часть статьи Семиосос, содержит
модель
классификации, которая
о п и р а е т с я на
10 в ы д е л е н ­
ных
знаков-символов. Основами
их выделения
яв­
ляются:
1)
2)

После
первого
потрясения, вызванного
веролом­
ством ж е н ы , рабочий Вуйцицки выскочил
из
окна
четвертого этажа. Падая он у с л ы ш а л
голос
ангела- х р а н и т е л я . — б у д е ш ь ж и т ь . С тех пор голоса небес
постоянно ему сопутствуют. Они утверждают, что он
является избранником, остерегают, чтобы, например,
будучи в психиатрической
б о л ь н и ц е он не
прогово­
р и л с я , что с л ы ш и т эти голоса. Голоса
,,Ангеля-хранителя", Иисуса Христа, Богоматери,
поучают
его,
указывая что
и как
ему
следует
рисовать.
Перед
ним встают готовые видения картин со всеми подроб­
ностями, в к л ю ч а я колористику.

А л е к с а н д р а
Я ц к о в с к а
Н Ы Х
ИНСТРУМЕНТОВ

В первой части статьи автор занимается
семио­
т и к о й ф о л ь к л о р н о г о текста. С с ы л а я с ь на т о ч к у
зре­
н и я И . Б о г а т ы р е в а , Р . Я к о б с о н а , и Р. Б а р т е с а , а в т о р
рассматривает
элементы,
устанавливающие
текст
фольклора:
I . коллективный,
сверхиндивидуальный,
характер
творческого
процесса.
2)
стереотипный
в
большой
степени характер высказываний,
3, х у д о ­
жественный
язык фольклора
и функция
диалекта.
4) в о з д е й с т в и е к о м м у н и к а б е л ь н о с т и н а ф о р м у
текста,
5) с п о с о б н о с т ь ф о р м и р о в а н и я м и р о в о з з р е н и я п р и п о ­
мощи текста.

первичная ф у н к ц и я в тексте,
способность
моделирования
значения
текста
в целом,
3) ш и р о к о е
семантическое
поле,
с чем
связано
большое
количество
формальных
видоизме­
нений.
Э т о сочетание (1 — вода, 2 — л о ш а д ь , 3 — к а л и ­
на, 4 — л у г , 5 — п о л е , 6 — о г о р о д д е р е в о f e m i n i n u m ,
7 — явор, дерево m a s c i e l i n u m , 8 — сокол —
большая
п т и ц а , 9 — п л а т о к , 10 — о к н о , — г р а н и ц а ( п р е д о с т а в ­
ляет возможность провести к л а с с и ф и к а ц и ю всего п е ­
сенного материала. Основное значение этих
символов
выяснилось с помощью более ранних
источников.
Гапна Ш е в ч и к все ж е в с л е д за Лотманом,
считает,
что отмирание текстовой к у л ь т у р ы (связанное с пре­
ображением
традиционного ф о л ь к л о р а
в
фольклор
определенной среды) ведет к возврату текста и
его
знаков к явзыковому значению. Поэтому автор иссле­
дует
семантические
изменения
отдельных
символов- з п а к о в , о п и р а я с ь на с л е д у ю щ и е
приемы: А.
опре­
деление сочетаемости знаков и контекстов, в которых
они появляются: 1 — сочетаемость знаков, 2 —
соче­
таемость со з н а к а м и л и ш е н н ы м и в о з м о ж н о с т и
моде­
лирования
текста,
3 —
сочетаемость
с не-знаками;
Б. —
определение атрибутов знаков (атрибуты
при­
писаны к
определяющим
их
грамматическим
категорям): 1 — активные атрибуты: знак —
определяе­
мый г л а г о л о м действительного залога, является тогда
активным
подлежащим,
2 —
пассивные
атрибуты:
знак, о п р е д е л я е м ы й
глагодом
страдательного
залога,
предмет воздействия,
3 — предмет воздействия
иных
частей речи, например, имени прилагательного, имени
ч и с л и т е л ь н о г о и и.т.п. л и б о п р и ч а с т и я ; С. о п р е д е л е ­
ние
принципов субституции:
1 —
знак
заменяемый
знаком той ж е г р у п п ы ,
2 —
знак, з а м е н я е м ы й
зна­
ком иной группы, в конструкциях
метонимических,
3 — знак, заменяемый незнаком.
Эти операции дают возможность определить
ме­
ханизмы десемионизации символов, а также их взаи­
мосвязи, которые по мнению автора, я в л я ю т с я с а м ы ­
ми и н т е р е с н ы м и .

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6407" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6387">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7040e207b056801534a952cb8e064d96.pdf</src>
        <authentication>81d41bb11bf050ed4c683ac64f0637e4</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76345">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3588</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76346">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76347">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3365</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76348">
                <text>Chrzest Litwy w świadomości polskiej społeczności wiejskiej na Litwie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76349">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.66-68</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76350">
                <text>Smyrski, Łukasz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76351">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76352">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76353">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76354">
                <text>Chrzest Litwy w świadomości polskiej
społeczności wiejskiej
na Wileńszczyźnie
Łukasz Smyrski

U ź r ó d e ł wspólnej historii Polski i L i t w y leży akt pod­
pisany w K r e w i ę w 1385 r. W i e l k i książę litewski Jagiełło
z o b o w i ą z a ł s i ę do przyłączenia ziem L i t w y i Rusi do K o r o n y
K r ó l e s t w a Polskiego. N i e j e d n o z n a c z n o ś ć s ł o w a „ p r z y ł ą c z e ­
nie" w y w o ł a ł a polemiki w ś r ó d h i s t o r y k ó w . W historiografii
polskiej s k ł a n i a n o się raczej do interpretacji przyłączenia
j a k o inkorporacji L i t w y przez K o r o n ę . Przeciwnicy tego
p o g l ą d u u w a ż a j ą , że akt w K r e w i ę był t y l k o utworzeniem
związku dwóch państw, w którym z a r ó w n o Litwa, jak
i Polska z a c h o w y w a ł y polityczna o d r ę b n o ś ć ( p o r Bardach
1986 s 108) Wydarzenia historyczne k t ó r e n a s t ą p i ł y po
r o k u 1385 n a s u w a j ą pytanie w j a k i m stopniu m o ż n a tu
m ó w i ć o inkorporacji Zgodnie z p a n u j ą c y m na L i t w i e
prawem patriarchalnym s p r a w u j ą c a w ł a d z e dynastia roz­
p o r z ą d z a ł a r z ą d z o n y m przez siebie p a ń s t w e m jak prywatna
w ł a s n o ś c i ą Jagiełło jako w ł a d c a L i t w y spełniając pod
stawowe w a r u n k i unii krewskiej przyjął chrzest, a żeniąc się
7 larlwirra 7 n s t a ł a r i n n t o w a r w nr7P7 iei m a t k ę F l ż h i p t p

TA

adopcia i m a ł ż e ń s t w o z k r ó l o w a Polski w u i e S u systemu
p a t i ^ r c h a l n e g o były t o ż s a m e z a k t e m i n k o r p o r a c j i L i t w y
Strona litewska przeciwstawiając się tej tezie, z w r a c a
u w a g ę na w y s t ę p u j ą c e j u ż pod koniec XIV w i e k u w W i e l k i m
Księstwie L i t e w s k i m silne tendencje o d ś r o d k o w e . Z a w a r t a
w 1392 r. u g o d a m i ę d z y Jagiełłą a W i t o l d e m była wzmoc­
nieniem politycznej pozycji p a ń s t w a litewskiego (por. Bar­
dach, s. 110). W w y n i k u ugody książę W i t o l d uzyskał
praktycznie z g o d ę na sprawowanie własnej w ł a d z y w L i t w i e ,
k t ó r a to w ł a d z a z n a j d o w a ł a s i ę dotychczas w gestii namiest­
n i k ó w k r ó l e w s k i c h . Odebranie w ł a d z y osobie monarszej
było a k t e m wymierzonym przeciwko tendencjom inkorporacyjnym i jednocześnie s t a ł o s i ę p r z y c z y n ą swobodniej­
szego z w i ą z k u o b u p a ń s t w K o l e j n y m wydarzeniem p r o w a ­
d z ą c y m do r o z l u ź n i e n i a s i ę w i ę z ó w unijnych był zjazd na
wyspie Salin w 1398 r podczas k t ó r e g o bojarzy newscy
wybrali W i t o l d a na k r ó l a L i t w y . K o ń c o w y m a k t e m zmierza­
j ą c y m rin u z y s k a n i a s u w e r e n n o ś c i s i a ł o sie norlnisanie unii

w i l e ń s k o - r a d o m s k i e i uznaiacei o d r ę b n o ś ć L i t w y i ^Witolda
X

dożywotTego

sonowicz

s

w

S

9-M Dyskusia na temat wzaiemnvch Velacii

S a d z v U t w a a P o k k a zawszeMbvta
w w ó h i e s S e t ó l n f e ^

c ^ ^ i ^ ^ t a S ^ ^
ktera pohtycznego

m

e

W

S

K

1

zywi

ale

os a t n i o

W r a z z uzyskanTem n
C

n

n

a

b

r

a

,

a

c

h

a

r

a

-

P o w y ż s z y , b a r d z o s k r ó t o w y rys historyczny jest tłem do
r o z w a ż a ń d o t y c z ą c y c h w s p ó l n y c h p o c z ą t k ó w polsko-litew­
s k i c h , widzianych jednak nie przez pryzmat b a d a ń historycz­
nych, lecz o g l ą d a n y c h oczami ludzi nie m a j ą c y c h nic w s p ó l ­
nego z n a u k ą i h i s t o r i ą .
B a d a j ą c , w czasie k i l k u p o b y t ó w na Wileńszczyźnie,
ś w i a d o m o ś ć h i s t o r y c z n ą z a m i e s z k u j ą c y c h tam P o l a k ó w do­

66

c h o d z ę do wniosku, że opowieści o historii najdawniejszej
0 chrzcie L i t w y m a j ą swoją u k r y t ą , głębszą treść. M o ż n a je
bowiem i n t e r p r e t o w a ć j a k o wyraz d ą ż e ń do tego, by poprzez
h i s t o r i ę u s a n k c j o n o w a ć prawo do ziemi wileńskiej.
Pisząc o wileńskich Polakach m a m na myśli ludzi, któi
m a j ą ś w i a d o m o ś ć „ b y c i a P o l a k i e m " , m ó w i ą po polsl
1 p o d k r e ś l a j ą w a g ę podtrzymywania p o l s k o ś c i . M o i m i roz¬
m ó w c a m i byli p r z e w a ż n i e ludzie starsi, p a m i ę t a j ą c y dobrze
czasy przedwojenne. O d nich usłyszałem najwięcej opowieści
0 zamierzchłej przeszłości. Ich wiedza p o c h o d z i ł a głównie
z polskich książek oraz z domowej tradycji ustnej. Miałem
pewne obawy, czy moje obserwacje p o t w i e r d z ą się w roz¬
mowach z l u d ź m i ś r e d n i e g o pokolenia, k t ó r z y uczyli się już
z powojennych p o d r ę c z n i k ó w do historii, k t ó r y c h treść była
w y p a d k o w ą panującej ideologii. K u zaskoczeniu, ich wiado­
mości nie o d b i e g a ł y od powszechnego kanonu, według
k t ó r e g o Jagiełło ożenił się z J a d w i g ą i dopiero wtedy zaczęła
się prawdziwa historia, natomiast wcześniej w L i t w i e były
t y l k o święte gaje, a ludzie m o d l i l i się do drzew i do krowy.
Ten stan pierwotnej dzikości z a k o ń c z y ł się w momencie
przyjęcia chrztu z rak polskich M o ż n a wiec sadzić że
z a s a d n i c z ą rolę w k s z t a ł t o w a n i u się takiego schematu ode­
g r a ł o domowe wychowanie Wyniesiona z d o m u wiedza nie
została z a g ł u s z o n a przez c z t e r d z i e s t o l e t n i ą p r o p a g a n d ę
1 t k w i g ł ę b o k o w ś w i a d o m o ś c i ludzi. Nawet więcej: od­
w o ł y w a n i e się do dawnej Polski i polskiej k r ó l o w e j , prze­
świadczenie o wyższości polskiej kultury nad tradycją litew­
ską stały się w obecnym czasie p r ó b ą obrony przed powszech­
n ą lituanizacją, p r ó b ą wzmocnienia swojej tożsamości.
Na pytanie o h i s t o r i ę L i t w y , o czasy najdawniejsze, niemal
wszyscy informatorzy opowiadali o chrzcie L i t w y . Chrzest
stał się więc wydarzeniem najdawniejszym, najważniejszym.
W ś w i a d o m o ś c i rozmówców wszystkie inne zdarzenia, fakty
historyczne gdzieś zaginęły. Raz t y l k o i n f o r m a t o r k a wspo
m n i a ł a , że n a s t ę p n y m wydarzeniem historycznym po chrzcił
L i t w y była wyprawa Batorego p o d P s k ó w . Jednak ni&lt;
potrafiła już umiejscowić tego faktu w przestrzeni historycz­
ne. Jedynym bliższym o k r e ś l e n i e m czasowym owej wyprawy
b y ł o stwierdzenie że nie z d a r z y ł o się t o " za jej pamięci.
Natomiast n a s t ę p n y moment historyczny r o z m ó w c z y n i pa­
m i ę t a ł a już bardzo dobrze C h o d z i ł o o czasy marszałka
Piłsudsk ego W n i e k t ó r y c h rozmowach informatorzy wspo­
m i n a l i także' o Katarzynie II czy o Napoleonie były «
jednak przypadki jednostkowe i mieściły sie w szerokt
poietei teraźniejszości (w
b e z D o ś r e d n i o MDrzedząi*
cym
czas p a m i ę t a n y " ) W p r z e w a ż a acei liczbie inni
wypowiedzi d o m i n o ^

Sasief

r z a d T l i t w i Smetona

Z^ o n L f e ś c f r o S w c ó w

wyniki

historycznyrJ^ był chrzest Z nim n a S S T S e lSa ti*
tTycznej^z^^

�choćby połączenie Polski z Litwą w 1569 r. czy wojnę
domową z p o c z ą t k u X V I I I w. Narzuca się zatem pytanie:
dlaczego to jedno wydarzenie n a b r a ł o aż takiego znaczenia,
je stało się właściwie jedynym faktem historycznym, a inne,
linearnie bliższe nam wydarzenia zostały zapomniane? M i r cea Eliade pytał: „ D l a c z e g o taki właśnie mit czy taki symbol
uległ rozprzestrzenieniu? Co one objawiły światu? Dlaczego
pewne szczegóły
nawet bardzo w a ż n e - znikają w trakcie
Rozprzestrzeniania się, a inne o k a z u j ą niezwykłą t r w a ł o ś ć ? "
(Eliade 1970, s. 51). Wydaje się, że to pewne p o d ś w i a d o m e ,
..trvte intencie k a ż a Polakom zaDamietać akurat ten fakt
Eoryczny M a ł ż e ń s t w o Jadwigi z Jagiełłą przyjęcie chrztu
TriPolski
sa owymi Eliadowskinusymbolarru m a j ą c y m i
n a w i a ć p r a w d ę Prawda ta jest nobilitacja Polski
Pola­
t a Polski do której Wileńszczyzna nie należy i P o l a k ó w
t ^ y dzięki tei prawdzie moea m ó w i ć o Wileńszczyźnie
jakTo swojej ziemi.
Te do tej pory o g ó l n e r o z w a ż a n i a zilustrujmy teraz
przykładami wypowiedzi P o l a k ó w c h a r a k t e r y z u j ą c y c h L i t ­
winów z c z a s ó w p o p r z e d z a j ą c y c h przyjęcie chrztu:
„Tutaj byl rojst w Wilnie. D o m ó w nie było. G ó r a tylko
postawili, żeby zacząć Wilno stawiać. T o dziaduk Jagiełły, ja
zapomniała jak on tam. A Jagiełło przyjeżdżał na polowanie, tam
gdzie Wilno, a gdzie on mieszkał, to j a nie wiem. On n o c o w a ł na
polowaniu, na tej górze i on przyśnił wilka. To to prawda, proszę
pani, w historii m ą ż czytał. On przyśnił wilka i postawił Wilno. On
tylko Wilno postawił, a potem kościoły stawiał. A wcześniej taki
byl rojst, że koniem nie m o ż n a było przejechać." ( K . , 1. 86,
Sużany).
„Jagiełło mial królowa polska Jadwiga. On Litwin był. Jego
rodzina była mieszkała gdzieś k o ł o K o w n a . On i jego brat
przyjeżdżali do Starych Trok. Dawniej to ciężko było, koniami
jechali przez puszcze, przez lasy [...] T a m jakieś ognie palili, stosy.
A on mówił, głosił kazania [...] I Witałtas tam byl. Siedział na
kamieniu przed kościołem i opisywał jak przyjdą Sowieci, co to
będzie, co się wydarzy. Takie proroctwa głosił. On jasnowidzem
był [...] T o prawda. Jego r ó w n o tysiąc lat wspominają. A Lit­
winów wcześniej Jadwiga chrzciła." ( K „ Świątniki).
„Byli u nich przywódcy, którzy uroczystości doglądali i te
kościoły ichnie w lasach, oni nie mieli k o ś c i o ł ó w , tylko takie
uroczyska, gdzie rośli dęby. T a m schodzili się ludzie, takie swoje
nabożeństwa mieli, c o ś takiego swojego rodzaju s z a m a ń s t w a . "
(M., 1. 80, W o ł k o w s z c z y z n a ) .

W powyższych wypowiedziach zostali wymienieni: Jagieł­
ło, Jadwiga, W i t o l d . Są to g ł ó w n e postacie najczęściej
wspominane przez r o z m ó w c ó w . O p r ó c z nich wymienia się
jeszcze Giedymina i Mendoga. W przypadku pierwszej
opowieści dotyczącej legendy o w i l k u , w większości warian­
tów zamiast Jagiełły występuje W i t o l d . W cytowanej wypo­
wiedzi Jagiełło jest L i t w i n e m jeszcze sprzed przyjęcia chrztu.
Należałoby go więc umieścić w jednej grupie z Witoldem
Postacie znajdujące się na t y m przedchrześcijańskim pozio­
mie pełnią raczej role b o h a t e r ó w legend bajek n i ż o s ó b
historycznych wymienianych w dokumentach Giedymin
Witold Wytautas J a g i e l ł o - p o g a n i n żyli w czasie nieokreś­
lonym i nieokreślonej przestrzeni Zakres czasowy opowia­
danych w y d a r z e ń jest m a ł o precyzyjny W i a d o m o że działo
sie to przed chrztem Ten czas przedchrześcijański nazywam
^ s e m mitycznym Nie jest
t o ^ n S T t Ł u
Eliadego. Nie sięga on sfery religijnej, me jest też czasem
°owracalnym, k t ó r y m o ż n a o d t w a r z a ć dzięki stałym ob^ d o m (choć L i t w i n i starają się to czynić poprzez doroczne
Potkania w lesie, w s p ó l n e palenie ogni. śpiewanie dawnych
Pieśni itd). Jest to czas, w k t ó r y m prawda historyczna zlała
| z mitami historycznymi. Czas mityczny - p r z e d c h r z e ś ­
cijański, p o g a ń s k i - zatracił charakter rzeczywistości, a przy¬
a ł walory b a ś n i . Wydarzenia rozgrywające się w czasie
s

8

b r

e

mitycznym - jak w i d a ć w o p o w i e ś c i a c h - p r z e w a ż n i e mają
miejsce w lesie. Polacy kojarzą L i t w i n ó w ze świętymi gajami,
kamieniami, p o g a ń s k i m i zwyczajami. Ich kult związany
z lasem, z ogniem, ze s ł o ń c e m , a więc ze zjawiskami
nieuchwytnymi, ma miejsce w sferze n i e o k r e ś l o n e j . P o g a ń s ­
kie n a b o ż e ń s t w o nie było odprawiane w k o n k r e t n y m miejs­
cu, w kościele, ale w puszczy, w k t ó r e j trudno nawet o d r ó ż n i ć
kierunki świata. A więc to, co l u d n o ś ć litewska u w a ż a za
swoje narodowe korzenie
Polacy lekceważą W oczach
P o l a k ó w okres p o g a ń s k i dyskryminuje L i t w i n ó w i p o d w a ż a
ich polityczne pretensje Polacy czas L i t w y pierwotnej spro­
wadzają do mitologii ' w której - owszem - wilk mógł
przyśnić sie Janielle czy W i t o l d o w i ale W i t o l d w rzeczywis­
tości nie m ó e ł iuż b u d o w a ć W i l n a edyż kłóciłoby sie to
z Drakonani^

zlSwac^PoS
„Litwa m ó w i , że Wilno założył ten ich Giedyminas. Nieprawda.
Wilno pochodzi od rzeki Wilni. Giedyminasa nie b y ł o jeszcze, to
lam już chatki stali. T o nazywałoby się Neris czy jak? A to mała
chatka stalą. Ostra Brama. Ostrą Bramę budowali Polacy. T a m
stała brama taka, ostra, tam później dobudowali kapliczkę.
Później koronowali Matkę B o s k ą i księża litewscy byli później."
( K „ ok. 75 1., K r a k u n y ) .

Historia natomiast, tak n a p r a w d ę , zaczyna się dopiero
w momencie chrztu:
„ M o ż e kiedyś tu i byli Litwini. Ten ich Witałtas. A potem już
jak ona to...Jadwiga. Ona wyszła za Jagiełło i chrzciła Litwinów."
( M . , ok. 50 1., Anciuszki).
„ Z dawnych lat m ó w i ą , że lo Litwa zajmowała. Kaźmirz jak
był. Jak Jadwiga wychodziła za mąż za Każmirza, Jagiełłę.
W takim razie jak ochrzci naród. Ona królowa Polski, on król
Litwy. T o niedawno było sześćset lat Litwy. T o dawniej to był król
litewski." ( M . , ok. 70 1., K r a k u n y ) .
„ R a d z i w i ł ł ó w n a była, wyszła za Jagiełłę. To był Litwin (...] a to
później Litwa przyjęła chrzesl w tysiąc trzysta którymś. A oni tak
samo nie wierzyli. Oni poganie byli. straszne poganie. Z Tatarami
w jedno szli. Ludzie pamiętają jaka ona była p o g a ń s k a . Z Tatara­
mi. T o gdzieś i książka jest. K i o ich wie w co oni wierzyli?" ( K . . ok.
75 l„ Krakuny).
„ D a w n o temu Jadwiga powiedziała Jagielle, że wyjdzie za
niego, jeśli naród, któremu przewodzi przyjmie chrzest. W ó w c z a s
Jagiełło był królem w Wilnie. Litwini ochrzcili się. ale Polacy gnali
ich kolami do Jordanu, żeby się nawrócili." ( K „ 80 1., Widiniańce).
„Polacy byli tu od dawien dawna. Najstarsza historia to
Jagiełło. On ożenił się z Jadwigą i wtedy Litwa przyjęła chrzest.
Litwiny były poganami, nie przyznawały się do Boga. Całymi
tabunami wchodziły do rzeki. O Witoldzie nic nie słyszałem.
Litwinów nie ma nigdzie w historii, oni z nikim nie walczyli. Nie
wiem co było przed Jagiełło, a po nim nastał Smetona." (M., 59 1.,
Wojdagi).

Pierwszą k o n k r e t n ą o s o b ą h i s t o r y c z n ą w y m i e n i a n ą przez
P o l a k ó w jest Jagiełło, ale j u ż nie ten. k t ó r e m u przyśnił się
wilk. Wizerunek litewskiego w ł a d c y uległ zmianie. Jagiełło
zaniechał dawnych praktyk. Przyjmując chrzest z rąk pol­
skich zakończył okres pierwotnego b a r b a r z y ń s t w a (przeja­
wiającego się w religii pogańskiej) i przeszedł do świata
cywilizacji ( u t o ż s a m i a n e g o z k u l t u r ą p o l s k ą ) . Chrzest stał się
c e z u r ą r o z p o c z y n a j ą c ą nowy rodzaj historii. Ta metamor­
foza nie była m o ż l i w a bez udziału P o l a k ó w . Jagielle od
p o c z ą t k u tej przemiany towarzyszy Polka. Nie wystarczy
powiedzieć „ t o w a r z y s z y " . K r ó l u j e . Ona rozkazuje L i t w i n o ­
w i i ona otwiera jemu oczy na świat. Nie dzieje się to gdzieś
w puszczy, ale w przestrzeni historycznej, w przestrzeni,
w której zdarzyły się fakty historyczne zapisane przez
kronikarzy. Miejsca z d a r z e ń n a b i e r a j ą o k r e ś l o n o ś c i . Dzieją
się na Litwie, potrafimy je n a z w a ć - W i l n o , Ostra Brama.

67

�Informatorka z K r a k u n z n a ł a nawet p r z y b l i ż o n ą d a t ę tego
wydarzenia: „ t y s i ą c trzysta k t ó r y ś r o k " . Przy czym z w r ó ć m y
u w a g ę na rzecz najistotniejszą, na uwypuklenie w wypowie­
dziach kontekstu narodowego. Semantycznie nie jest w a ż n e ,
czy to Jadwiga wyszła za m ą ż za Jagiełłę (stąd pomylenie
Jadwigi z R a d z i w i ł ł ó w n ą ) , nie jest w a ż n e , że L i t w i n i przyjęli
chrzest. Istotne jest, że Polka n a w r ó c i ł a L i t w i n a na wiarę
k a t o l i c k ą (o której m ó w i się „ p o l s k a w i a r a " ) i że L i t w a
przyjęła chrzest z r ą k Polski. T o nie Jagiełłó-Litwin, ale
Jadwiga-Polka w p r o w a d z i ł a L i t w i n ó w do rzeczywistości
historycznej. O d tego momentu zaczęła się historia. Czas
Witolda, m i m o że linearnie r ó w n o l e g ł y czasowi Jagiełły, jest
czasem ahistorycznym. Wraz z pojawieniem się w ą t k u
polskiego m o ż e m y natomiast m ó w i ć o polskim czasie w his­
t o r i i . Ten czas uprawomocnia P o l a k ó w do m ó w i e n i a o W i ­
leńszczyźnie j a k o o swojej własności.
W rozmowach często p o w t a r z a ł y się przeciwstawne w ą t k i .
P r z y k ł a d e m jest o p o w i e ś ć o proroctwach W i t o l d a . Dotyczy
ona niewątpliwie czasu ahistorycznego. T o wydarzenie dzia­
ło się tysiąc lat temu, a w puencie wypowiedzi o k a z a ł o się, że
wcześniej Jadwiga chrzciła L i t w i n ó w . Takich p r z y p a d k ó w
inwersji czasowej spotykamy wiele. Nie dyskwalifikuje to
wcale wypowiedzi. W r ę c z przeciwnie, potwierdza tezę w s p ó ł w y s t ę p o w a n i a d w ó c h uzupełniających się c z a s ó w : historycz­
nego i ahistorycznego. „ Z d a r z e n i a , k t ó r e rozegrały się
w przeszłości historycznej p o z o s t a j ą w naszej ś w i a d o m o ś c i
w postaci m i t u , a cechą i m m a n e n t n ą mitu [...] jest to, iż
nieistotne jest w n i m chronologiczne n a s t ę p s t w o f a k t ó w "
(Leach 1976, s. 16). Zgodnie z t y m stwierdzeniem przestają
b u d z i ć wątpliwości sprzeczne informacje w jednej wypowie­
dzi. N a p r z y k ł a d opinia, że W i l n o z b u d o w a ł W i t o l d czy

Giedymin, nie kłóci się z przekonaniem, że W i l n o zostało
zbudowane przez P o l a k ó w . W najbardziej potocznym rozu¬
mieniu ludzie d o p u s z c z a j ą mit o przedpolskiej genezie tego
miasta, ale j e d n o c z e ś n i e czują się spadkobiercami polskiej
tradycji W i l n a .
R o z m a w i a j ą c o dziejach L i t w y s t a r a ł e m się t a k ż e dowie¬
dzieć czegoś o innych n a r o d o w o ś c i a c h mieszkających na
tych terenach kilkaset lat temu. Informatorzy nie potrafili mi
przybliżyć ich dziejów, a grupy te nie p r o w o k o w a ł y do
bardziej zdecydowanych, negatywnych wypowiedzi. W kon­
tekście historycznym, inne n a r o d o w o ś c i nie p r e t e n d u j ą do
roli pierwszych m i e s z k a ń c ó w . C i , k t ó r z y byli sprowadzeni
Dół tvsiaca lat temu - Tatarzv i K a r a i m i - sa zbyt m a ł a tmina
aby stanowili zagrożenie dla kogokolwiek Cyganie i Żydzi
odbierani sa często iako narody bez ojczyzny tułające s i e Z
całym świecie Przecież C y e a n ó w i Ż y d ó w m o ż n a spotkać
wszędzie Owszem w ś r ó d ludzi starszych istnieje poczuci!
n^neno^eroŻeniazestronY
ż y d o s t w a " ale nie iest to
^ ^ ^ t e m i ^ Z l
Wileńszczyzny T o zagrożę!
n ^ c z y n ^

Me^kS^^MOd^^^^S!

r,nołerznnśH

w u j ę ć m S
w s ^ m i ^ ^
Na podstawie r o z m ó w z informatorami otrzymaliśmy
zatem stereotypowe modele d w ó c h n a r o d o w o ś c i : Polaków
i L i t w i n ó w . Polacy są wyznawcami religii chrześcijańskiej
i pozytywnymi bohaterami historii. L i t w i n i są poganami
wierzącymi w s z a m a ń s t w o . Ta opozycja wartościuje oba
narody. L i t w i n i wraz z odrzuceniem p r a k t y k pogańskich
wkroczyli do historii, ale stało się lak przy bezpośrednim I
udziale kultury polskiej.

L I T E R A T U R A
Bardach J .
1986
Związek Polski z Litwą, [w:] Polska w epoce
red. A . Wyczański, Warszawa
Eliade M .
1970
Sacrum. Mil.

Historia. Warszawa

Leach E .
Odrodzenia

1976

Leii-Strauss.

Wilno, pomnik z okazji rocznicy założenia Wilna.
fot. L . M r ó z

68

Warszawa

Samsonowicz H .
1985
Historia Polski do ¡795 roku. Warszawa

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6406" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6386">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/24bb67ad76dacc95f49ed82ad3272dfa.pdf</src>
        <authentication>6f450cd348cae40db2ab821c26199672</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76335">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3589</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76336">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76337">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3366</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76338">
                <text>Katolicyzm Litwinów w oczach Polaków na Wileńszczyźnie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76339">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.69-75</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76340">
                <text>Halemba, Agnieszka</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76341">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76342">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76343">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76344">
                <text>Katolicyzm Litwinów w oczach
Polaków na Wileńszczyźnie
Agnieszka Halemba

Wileńszczyznę zamieszkuje k i l k a n a r o d o w o ś c i . N i e k t ó r e
od dawna w s p ó ł t w o r z ą jej etniczny obraz, inne pojawiły się
po wojnie w w y n i k u przemieszczeń, powszechnych w czasach
istnienia Z S R R . R ó w n i e ż pod w z g l ę d e m religii nie jest to
obszar jednorodny
w i e l o n a r o d o w o ś ć i wieloreligijność są
od dawna cechami w y r ó ż n i a j ą c y m i Wileńszczyznę.
Pośród kościołów jakie tutaj działają, najliczniej reprezen­
towana jest religia rzymsko-katolicka. K a t o l i k a m i zaś są
przede wszystkim Polacy i L i t w i n i . Ś w i a d o m i e pomijam
w tym miejscu p r z y n a l e ż n o ś ć religijną B i a ł o r u s i n ó w . Jest to
bowiem problem bardzo skomplikowany, a nieistotny dla
treści niniejszego szkicu. O k r e ś l e n i e k o g o ś B i a ł o r u s i n e m jest
trudne i problematyczne. Kryteria s a m o o k r e ś l e n i a wydają
się dla samych zainteresowanych niezbyt jasne często nie
potrafią się o n i jednoznacznie o p o w i e d z i e ć za w ł a s n ą przy­
należnością do n a r o d o w o ś c i białoruskiej b ą d ź polskiej.
Zwykle ma to miejsce w ó w c z a s , gdy są katolikami a w d o m u
używają gwary b i a ł o r u s k i e j . Religia staje się wtedy istotnym
czynnikiem określenia p r z y n a l e ż n o ś c i narodowej. Bycie ka­
tolikiem implikuje w ich rozumieniu p r z y n a l e ż n o ś ć do
narodowości polskiej. W ten więc s p o s ó b stwierdzamy, że
- w powszechnym odczuciu r o z m ó w c ó w - na Wileńszczyźnie
żyją tylko dwie n a r o d o w o ś c i katolickie: L i t w i n i i Polacy.
Od lipca 1991 do listopada 1992 roku p r o w a d z i ł a m
badania w ś r ó d P o l a k ó w mieszkających na Wileńszczyźnie.
Moimi informatorami byli m i e s z k a ń c y wsi i m a ł y c h mias­
teczek o r ó ż n y m wieku i w y k s z t a ł c e n i u . R o z m a w i a ł a m
zarówno z osobami, k t ó r e skończyły zaledwie kilka klas
szkoły powszechnej, jak i z dyrektorami szkół. Wiek roz­
mówców zawierał się między 28 a 90 rokiem życia. W y b ó r
rozmówców był ś w i a d o m y . I n t e r e s o w a ł mnie szczególnie
specyficzny dla relacji polsko-litewskich, problem stosunku
Polaków do litewskiego katolicyzmu.
Polacy przyznają, że L i t w i n i są katolikami. W trakcie
badań p r z e k o n a ł a m się jednak, że jest to opinia powierz­
chowna, zawierająca zupełnie inny ukryty sens. Zebrane
przeze mnie i k o l e g ó w m a t e r i a ł y d o w o d z ą , m o i m zdaniem,
istnienia w ś w i a d o m o ś c i P o l a k ó w obrazu L i t w i n a - p o g a n i r*- To zaś przekonanie ma w p ł y w na p o g l ą d y d o t y c z ą c e
litewskiego katolicyzmu.
Narastający antagonizm polsko-litewski, coraz większa
Jczoa n i e p o r o z u m i e ń i z a t a r g ó w między n a r o d o w o ś c i ą ,
która ostatnio zyskała w ł a d z ę na Wileńszczyźnie, a narodo­
wością, która tę w ł a d z ę kiedyś m i a ł a , jest p r z y c z y n ą tworzesię ś w i a d o m o ś c i P o l a k ó w coraz bardziej rozbudowa­
n o wizerunku L i t w i n a j a k o obcego.
Tkwiący w ś w i a d o m o ś c i P o l a k ó w obraz Litwina-poganid z o dobrze koresponduje z wizerunkiem L i t w i n a •,°bcego. Polacy przypisując L i t w i n o m p o g a ń s k o ś ć . zdecy­
dowanie o d r ó ż n i a j ą w ł a s n ą wiarę od ich wiary. Religia jest
"&gt;yt ważną s p r a w ą w życiu społeczności wiejskiej, żebv
£&gt; cy mogli p r z y z n a ć w ostatnich latach antagonistycznej
s^Pie pełny status w s p ó ł w y z n a w c ó w .
1113

w

n a

b a r

la

Polacy raczej nie zaprzeczają wprost istnieniu litewskiego
katolicyzmu, c h o ć i o takich opiniach w dalszej części
a r t y k u ł u będę pisać. Polacy wiedzą, że L i t w i n i są k a t o l i k a m i ,
ale czy rzeczywiście przyjmują to do w i a d o m o ś c i i a k c e p t u j ą ?
Na podstawie przeprowadzonych r o z m ó w d o s z ł a m do wnio­
sku, że katolicyzm L i t w i n ó w nie jest t y m samym dla
P o l a k ó w co ich w ł a s n a wiara.
Przede wszystkim Polacy p r z y z n a j ą c , że L i t w i n i są katoli­
kami, nie z a p o m i n a j ą o ich p o g a ń s k i e j przeszłości. C z ę s t o
i chętnie m ó w i ą o t y m , że L i t w i n i byli kiedyś poganami.
Widoczne są dwa sposoby przedstawiania dawnych wierzeń
litewskich.
Pierwsza postawa, to kompletne deprecjonowanie litews­
kiej przeszłości. P o g a ń s k i okres w historii L i t w i n ó w jest
k r ó t k o i dobitnie o k r e ś l a n y j a k o czas dzikości i n i e u p o r z ą d kowania.
„ T o ż to dziki naród był, co pani myśli, że oni kultura mieli jaka'.'
Żyli jak bydło takie!" ( M . , 1.80, S u ż a n y - K a j d a n e l e ) .
„Ja dzisiaj jestem stara i bym za lego Jagaiłę me szła. Brodaly.
kosmaty." ( K „ I. 55, Ż y ż m y ) .
„Przed chrztem to oni byli jak dzikusy, w nikogo nie wierzyli."
( M . , 1.60, Podumble).

D r u g i s p o s ó b przedstawiania p o g a ń s t w a L i t w i n ó w obej­
muje z a r ó w n o zupełnie fantastyczne, pojedynczo występują­
ce opowieści, j a k i opisy funkcjonujące w całej społeczności.
W s p ó l n ą cechą tych wypowiedzi jest podawanie wielu szcze­
g ó ł ó w , k t ó r e mają s u g e r o w a ć z n a j o m o ś ć tematu przez
rozmówców.
W ś r ó d opowieści fantastycznych zwraca u w a g ę wypo­
wiedź 75-letniej kobiety ze S u ż a n , k t ó r a d o k o n a ł a p o r ó w ­
nania dawnej wiary litewskiej z w i a r ą z a b ó j c ó w Chrystusa.
Jest to niewątpliwie p r z y k ł a d deprecjonowania litewskiego
katolicyzmu.
„ M n i e kiedyś jedna dziewczyna powiedziała, ja nie wierzyła,
jakie oni byli podłe te Litwini. Oni mieli laka wiara jak le, co Pana
Jezusa chcieli zabić. T a k a mieli wiara. T a k a j a k a ś niedobra ichnia,
ja nie wiem jak ona nazywała się." ( K „ 1.75, Sużany).

Jednak większość r o z m ó w c ó w opisuje wiarę Litwinów
w s p o s ó b p r z y w o d z ą c y na myśl literackie prace d o t y c z ą c e
dziejów L i t w y z X I X wieku. J e d n ą z prac, w której wymienio­
ne są prawie wszystkie z przytaczanych w rozmowach
p r z y k ł a d ó w wierzeń litewskich, jest dzieło Teodora N a r b u t t a
Dzieje starożytne
narodu litewskiego, wydawane w latach
1835 1841. W s p o m i n a m tu o tej pracy, g d y ż m i m o wielo­
krotnej k r y t y k i , k t ó r a s p o t k a ł a Teodora N a r b u t t a j a k o
historyka, i m i m o tak odległej daty wydania dzieła, jest ono
obecnie propagowane przez w ł a d z e litewskie j a k o ź r ó d ł o
potocznej wiedzy o dawnej historii i wierzeniach Litwinów.
A u t o r był wielokrotnie krytykowany, m.in. przez Aleksand­
ra Brucknera, za wypaczanie, czy wręcz fałszowanie źródeł.
C h o c i a ż jego książka jest uznawana obecnie przez nauko­
w c ó w za dzieło literackie a nie historyczne, na Litwie jest
odbierana właśnie j a k o praca historyczna. Echa tej lektury.

69

�II. 1-5, Szawle. Góra

Krzyży

d o s t ę p n e j w wielu k s i ę g a r n i a c h , m o ż n a u s ł y s z e ć c h o c i a ż b y

w g a j a c h i na u r o c z y s k a c h , k t ó r e s ł u ż y ł y z a miejsca o b r z ę d ó w

w wypowiedziach

i s p o t k a ń p o g a ń s k i c h , m o ż e m y u s ł y s z e ć o u r z ę d z i e najwyż­

wskazujących

przewodników

w jej p o d z i e m i a c h

po katedrze

wileńskiej,

miejsce d a w n e g o k u l t u

p o g a ń s k i e g o . P o p r z e z takie w y p o w i e d z i , r a d i o , p r a s ę , telewi­
zję, p o d r ę c z n i k i

szkolne,

wiadomości

z dzieła

Narbutta

d o c i e r a j ą i do P o l a k ó w . N i e p o d e j r z e w a m w i ę k s z o ś c i m o i c h

szego k a p ł a n a

litewska

traktuje j ą n a t o m i a s t

jako

1

„Oni mieli takiego Perkuna w Wilnie. Perkun nazywał się,
z czterema mordami bałwan taki. I temu Perkunowi wierzyli
i jemu się kłaniali i ofiary dla niego składali. I to wszystko na tym
placu, gdzie teraz katedra stanęła." ( M . , 1.80, Sużany).
„ A oni w tych lasach palili ognie święte. Ot, w Wilnie koło
katedry, tam m o ż e jeszcze jest taki kamień, gdzie oni palili te
ognie. Były wybrane takie panienki, co pilnowały tego ognia. Tam
się wieczny ogień palił. Pogański jeszcze nazywał się. a potem jak
chrzest przyjęli to go zniszczyli." (K... 1.67, Janowo).
„Litwini to byli poganie. Oni w swoje bożki wierzyli. Nawet je
teraz w telewizji pokazują. Pod Solnecznikami im też takie
drewniane bożki poustawiali. Nie chcą o pogaństwie zapomnieć."
( M . , 1.63, Podworyszki).
„Litwini przed przyjęciem chrześcijan;,iwa byli poganami,
w tym miejscu, gdzie jest teraz katedra w Wilnie, był wcześniej
pogański ołtarz, który został zniszczony. Ołtarzem pogańskim,
gdzie jest teraz katedra w Wilnie, zajmował się kapłan Krywt
Krywejtis z córką Piernata." ( M . , 1.60, Suderwa).
P r z y k ł a d y o p i s ó w w i e r z e ń litewskich m o ż n a m n o ż y ć .

źródło

u p a t r u j ą c w p o p u l a r y z o w a n i u tej wiedzy

j e d e n ze s p o s o b ó w integracji n a r o d o w e j . P o l a c y z a ś w y k o ­
rzystują d o c i e r a j ą c e do nich w i a d o m o ś c i na s w ó j s p o s ó b .
Zainteresowanie o p o w i e ś c i a m i o d a w n y c h dziejach L i t w y
jest w ś r ó d P o l a k ó w d u ż e . C z ę s t o u s ł y s z e ć m o ż n a s z c z e g ó ł o ­
we o p i s y w i e r z e ń l i t e w s k i c h . O p r ó c z i n n y c h p r z y c z y n , k t ó r e
m o g ł y w p ł y n ą ć na tę p o p u l a r n o ś ć , w a ż n y m w y d a j e s i ę b y ć
p r z e k o n a n i e , ż e L i t w i n i to przedstawiciele innej w i a r y .
W i ę k s z o ś ć w i e r z e ń litewskich, o k t ó r y c h m ó w i ą

Polacy,

o p i s a n a jest t a k ż e u N a r b u t t a - w y j ą t e k s t a n o w i ą w i e r z e n i a
o d n o s z ą c e s i ę do k r ó w . T r u d n o w tej c h w i l i s t w i e r d z i ć gdzie
tkwi geneza p r z e k o n a n i a o istnieniu t a k i c h w i e r z e ń . M o ż n a
t y l k o w y s u n ą ć h i p o t e z ę , ż e ich pojawienie s i ę m a z w i ą z e k
z p r z y p i s y w a n i e m c z a s e m L i t w i n o m indyjskiego

pochodze­

nia i n a s u w a j ą c y m s i ę s k o j a r z e n i e m : I n d i e - ś w i ę t e k r o w y .
„ W i e , Litwini w krowę wierzyli. Oni do drzewa modlili się.

świętego

w i l e ń s k a k a t e d r a . L a s , u r o c z y s k o , b a g n o , „ r o j s t " , to miejs­

potocznej w i e d z y o d a w n e j , p o g a ń s k i e j historii L i t w i n ó w ,
prawdopodobnie

Krywejte, który pilnował

c a o d p r a w i a n i a o b r z ę d ó w przez d a w n y c h L i t w i n ó w :

r o z m ó w c ó w o b e z p o ś r e d n i ą z n a j o m o ś ć wymienionej pracy.
Propaganda

Krywe

o g n i a g d z i e ś g ł ę b o k o na L i t w i e l u b w m i e j s c u , gdzie d z i ś stoi

0

t y m , ż e L i t w i n i byli p o g a n a m i , wie k a ż d y . P o l a c y nato­

miast r z a d k o p o d e j r z e w a n i s ą o p o g a ń s k ą p r z e s z ł o ś ć . Ten-

Dzikie byli [...] Nic nie rozumieli, tylko do słońca modlili się. do
krowy." (K... 1.70, Dziewianiszki).

temat

Najliczniejsze jednak

1 P o l a k ó w , a nawet jeśli tak s i ę z d a r z y , to p o l s k a p r z e s z ł o ś ć

i bardzo

różnorodne

są w

roz­

nie w z b u d z a z a i n t e r e s o w a n i a

rzadko przyznają,

że p o g a ń s t w o

rozmówców.

mogło

kiedyś

Bardzo
dotyczyć

m o w a c h opisy w i e r z e ń , o k t ó r y c h m o ż n a p r z e c z y t a ć i u N a r ­

p o g a ń s k a jest b a r d z o mglista; n i e o k r e ś l o n y jest c z a s orirf*

butta. P r a w i e k a ż d y z o p i s u j ą c y c h w s p o m i n a o l i t e w s k i m

tematyka w i e r z e ń .

bogu P e r k u n i e ; p o w s z e c h n i e p r z y t a c z a n e s ą opinie n a temat

„ - C z y Polacy kiedyś poganami byli?

czci o d d a w a n e j przez L i t w i n ó w w ę ż o m , d ę b o w i , k a m i e n i o m ,

- Polacy? Tego nie słyszałam. Nie, musi Polacy nie byli pogana­

świętym

mi. Nie." ( K „ 1.63. Bieczany).

ogniom.

Polaków

bardzo

interesują

te

aspekty

d a w n y c h w i e r z e ń L i t w i n ó w , przy opisywaniu k t ó r y c h ł a t w o

M ó w i e n i e j e d y n i e o p o g a ń s k i e j p r z e s z ł o ś c i L i t w i n ó w nie

m o ż n a w obrazowy s p o s ó b p o k a z a ć ich p o g a r i s k o ś ć i dzi­

jest w y s t a r c z a j ą c y m a r g u m e n t e m p r z e m a w i a j ą c y m z a przed-.

k o ś ć . S p o t y k a m y się z o p o w i e ś c i a m i o p o s ą g a c h , s t o j ą c y c h

s t a w i o n ą n a p o c z ą t k u t e z ą , ż e k a t o l i c y z m L i t w i n ó w nie j e *

70

�dla P o l a k ó w t y m samym co ich w ł a s n a wiara. Na szczęście
dla tezy ten argument nie jest j e d y n y m . Relacje o p o g a ń s t w i e
Litwinów nie są bowiem wyłącznie o p o w i e ś c i a m i z dawnych
czasów dotyczą t a k ż e dnia dzisiejszego.
Warto przyjrzeć się, w j a k i s p o s ó b Polacy przedstawiają
litewskie zwyczaje. O k r e ś l a n e one są j a k o inne niż polskie,
i jest to składnik o g ó l n e g o wizerunku Litwinów j a k o obcych.
Dla nas ważne jest jednak t o , że Polacy szukając genezy tych
różnic odwołują się do p o g a ń s t w a L i t w i n ó w . Bardzo często
różne o d m i e n n o ś c i argumentowane są p o z o s t a ł o ś c i a m i w l i ­
tewskich zwyczajach e l e m e n t ó w dawnych o b r z ę d ó w . Polacy
bardzo wyraźnie p o d k r e ś l a j ą p r z y w i ą z a n i e L i t w i n ó w do
dawnych obyczajów, wydaje się. że d a w n o ś ć w t y m w y p a d k u
znaczy tyle, co czas sprzed chrztu L i t w y . Określenie „ d a w ­
ny" i „ p o g a ń s k i " w k o n t e k ś c i e litewskim występują wymien­
nie, często pojawia się też wyrażenie „ z dawnych p o g a ń s k i c h
czasów". D a w n o ś ć litewska to dla P o l a k ó w czasy p o g a ń s k i e .
Najczęściej przytaczanymi i najmocniej, zdaniem roz­
mówców, z w i ą z a n y m i z p o g a ń s t w e m wydarzeniami w życiu
Litwinów są o b r z ę d y weselne, wigilia świętego Jana, oraz
zwyczaj kładzenia kamieni przed litewskimi d o m a m i . Oczy­
wiście, nie są to wszystkie przypadki przytaczane przez
rozmówców, a jedynie najczęściej się p o w t a r z a j ą c e . Pozos•ałość dawnych k u l t ó w widzą bowiem r o z m ó w c y t a k ż e
Pieśniach czy rzeźbieniu litewskich krzyży. C z ę s t o k a ż d a
odmienność wobec polskiego w z o r u traktowana jest j a k o
Pozostałość p o g a ń s k a . M o ż n a jednak z a u w a ż y ć tendencję
wykorzystywania przez P o l a k ó w wiedzy o dawnych
wierzeniach L i t w i n ó w przy wskazywaniu tych e l e m e n t ó w
" ^ o z a j ó w , k t ó r e miałyby być pozostałościami czasów p o g a ń ­
w

d

o

skich. Ogień, kamienie, d ę b y , n i e z r o z u m i a ł e śpiewy mające
swoje miejsce w dzisiejszych zwyczajach litewskich, b u d z ą
wątpliwości P o l a k ó w . T a k jest np. z obchodzeniem wigilii
św. Jana. gdzie właśnie ogień j a k o z n a c z ą c y składnik daw­
nych wierzeń litewskich, wskazywany jest j a k o d o w ó d
dzisiejszej p o g a ń s k o ś c i o b r z ę d u .
Wesele litewskie jest postrzegane j a k o o b r z ę d stary, bar­
dzo rozbudowany, obfitujący w wiele zwyczajów nie zna­
nych Polakom. W i ę k s z o ś ć r o z m ó w c ó w opisujących, b ą d ź
tylko w s p o m i n a j ą c y c h takie wesele, p o d k r e ś l a : to u nich
jeszcze z dawniejszych czasów p o z o s t a ł o . O g ó l n e stwier­
dzenia o o d m i e n n o ś c i , d a w n o ś c i oraz p o g a ń s k o ś c i litews­
kiego wesela są częstsze niż d o k ł a d n e opisy. Pojawiają się też
dłuższe opowieści z o k r e ś l e n i e m wesela j a k o o b r z ę d u prze­
c h o w u j ą c e g o zwyczaje p o g a ń s k i e :
„Wesele u Litwinów jest inne. U nich e l e m e n t ó w p o g a ń s k i c h
jest d u ż o . bardzo ciekawe, wieszają swata, wyjdą na p o d w ó r k o ,
przyszykują sznur i będą wieszać swata. Jeden z gości ubiera się za
Cygana jako poganin, bo Cygan to najgorsze co m o ż e być. O n
będzie wieszał swata. [...] Potem nad basen idą. polewają wianek
p«i mi v młodej spirytusem i płonący na w o d ę puszczają. D o tej
wody kwiatów narzucają, wianki ze świeczkami pływają. D o o k o ł a
basenu wszyscy goście stoją, śpiewają. U nich bogata symbolika,
różne pieśni, bo to z p o g a ń s t w a u nich się ciągnie. U nich wszystko
dawniejsze." ( M . , 1.65, Suderwa).

Polacy twierdzą też! że L i t w i n i lubią k o ł o swoich d o m ó w
umieszczać kamienie. C h c i a ł a b y m t u podkreślić, że nie jest
m o i m zamiarem śledzenie e l e m e n t ó w p o g a ń s k i c h w obycza­
jach i zachowaniach L i t w i n ó w . Nie twierdzę, że w j a k i m k o l ­
wiek opisanym przeze mnie litewskim zwyczaju są p o z o s t a ł o ­
ści dawnej wiary L i t w i n ó w . M o i m celem jest pokazanie

77

�w jaki

sposób

obraz

L i t w i n a - k a t o l i k a jest

u

Polaków

z d o m i n o w a n y przez w i z e r u n e k L i t w i n a p o g a n i n a . D l a t e g o
w t y m w y p a d k u w a ż n e jest nie to, czy L i t w i n i k ł a d ą k a m i e n i e
p r z e d s w o i m i d o m a m i , ale to, w j a k i s p o s ó b ten a u t e n t y c z n y
za

bardzo w a ż n y s k ł a d n i k d a w n y c h w i e r z e ń litewskich, w y ­
stępuje w opowieściach dotyczących k a p ł a n ó w pilnujących
ś w i ę t e g o ognia, litewskich modlitw, ś p i e w ó w i t a ń c ó w w o k ó ł
r o z p a l o n y c h ognisk. G d y z d a m y sobie s p r a w ę z tej wiedzy
P o l a k ó w na temat litewskiej o b r z ę d o w o ś c i p o g a ń s k i e j , nie
b ę d z i e n a m s i ę w y d a w a ć d z i w n y m k o j a r z e n i e przez n i c h
o b c h o d z e n i a wigilii ś w . J a n a z p o g a ń s t w e m . P o l a c y n a d a j ą
w s w o i c h w y p o w i e d z i a c h temu ś w i ę t u c h a r a k t e r w y ł ą c z n i e
Doeański

jednocześnie

stanowczo

odcinaiac

sie od

ieeo

o b c h o d z e ń a i uznając obrzęd świętojański za zwyczaj wyłą­
c z n i e litewski U w a ż a j ą

ż e n a j w a ż n i e j s z y m elementem ś w i ę ­

ta jest d l a L i t w i n ó w m i e n i e ognisk i ś o i e w y w i c h ś w i e t l e
n a t y c h m i a s t k o j a r z o n e iest z k u l t a m . p o g a ń s k i m i
nazwa

nie c h r o n i

tego ś w i ę t a

przed

takimi

co

Katolicka
wyraźnymi

ocenami
T a k ż e w ś r ó d innych z w y c z a j ó w litewskich Polacy w i d z ą
pozostałości pogańskiej przeszłości. R o z m ó w c y
i komentują

np. specyficzne

zauważają

rzeźbienia litewskich

L i t w i n o m jest t e ż p r z y p i s y w a n a s z c z e g ó l n a c z e ś ć d l a dębu
D ą b jest w y m i e n i a n y j a k o element d a w n y c h w i e r z e ń litews!

c z y w y i m a g i n o w a n y fakt jest o d b i e r a n y przez P o l a k ó w .
J a k j u ż p i s a ł a m , o g i e ń jest u w a ż a n y przez P o l a k ó w

z p o g a ń s t w a . " ( M . , 1.65, Sużany).
„Litwini inaczej rzeźbią swoje krzyże. Mnie się nie podobają u.
krzyże, wielkie." ( K „ 1.86, Sużany).

krzyży

o r a z m a t e r i a ł , z k t ó r e g o s ą one n a j c z ę ś c i e j w y k o n y w a n e . N i e
o b u r z a j ą s i ę , czego m o ż n a by s i ę s p o d z i e w a ć , n a o b a r c z a n i e
symbolu c h r z e ś c i j a ń s k i e g o elementami, w e d ł u g nich, p o g a ń ­

kich z a r ó w n o

przez

N a r b u t t a , j a k i przez

rozmówców

W e d ł u g P o l a k ó w s z c z e g ó l n y s z a c u n e k m a j ą d l a niego L i t
w i n i , t a k ż e d z i ś . T o w ł a ś n i e u s t ó p d ę b ó w P o l a c y umiej),
c a w i a j ą s p o t k a n i a i festiwale litewskie, p r z y nich z b i e r a j ą sk
L i t w i n i c h c ą c u c z c i ć j a k i e ś ś w i ę t o , p r z y n i c h ś p i e w a j ą dawnj
p i e ś n i . T a k ż e oficjalne o k a z j e s ą p o d k r e ś l a n e przez sadzenie
drzewek d ę b o w y c h .
„Ja to już dawno słyszałam, że oni byli poganami i że u nich bót
to był d ą b . Rzeczywiście oni teraz wszędzie dęby sadzą, bo to jui
nazywają święte drzewa. Nawet w Niemenczynie jak ta Litwa
s w o b o d ę dostała, to posadzili też d ą b k o ł o kinoteatru i tańczyli
tam Litwini za ręce się wziąwszy i śpiewali te litewskie pieśni.
Tańczyli, to bardzo dziko w y g l ą d a ł o [...] Ale d ą b został u nich
i teraz świętym drzewem. Gdzie Litwini nie sadzą, to sadzą tylko
d ę b y . " ( K , 1.40, Janowo).
„ - No tak, d ą b to u nich święte drzewo. D ą b to najmocniejsze
drzewo na Litwie.
- Skąd się wzięło to święte drzewo?
- Jak kiedyś oni byli pogany, to to też było ich święte drzewo.
A teraz tak samo lubią dęby, jakieś wianki plotą, jak kto się
zasłuży, to z d ę b o w y c h liści najwięcej. T o chyba, że z pogaństwa
z o s t a ł o . " ( K „ 1.67, Janowo).
Litwini

są także

posądzam

o

okazywanie

szczególnej

s \ m p a t n w ę ż o m z a r ó w n o d a w n i e j , j a k i teraz. C i e k a w e jesłj

s k i m i . K r z y ż litewski pozostaje k r z y ż e m . Jego zdobienie c z y

zestawienie s ą d ó w n a temat litewskiego

m a t e r i a ł , z k t ó r e g o jest w y k o n a n y , nie s ą t r a k t o w a n e

ze

z t y m c o m ó w i s i ę o B i a ł o r u s i n a c h . W r o z m o w a c h dotyczą*

c h o ć r o z m ó w c o m raczej sie nie p o d o ­

c y c h jednej i drugiej n a r o d o w ś c i w ę ż e p o j a w i a j ą się j a t o

szczególna niechęcią

s t o s u n k u do węży

b a j ą . S ą to d l a n i c h kolejne p r z y k ł a d y p o z o s t a ł o ś c i p o g a ń s t -

zwierzęta hodowane w domach. W e d ł u g P o l a k ó w ,

wu w ś r ó d dzisiejszych L i t w i n ó w .
„Poczucie dawnej wiary pogańskiej u Litwinów jest, w e ź m y

rusini t r z y m a j ą w ę ż e ze w z g l ę d ó w u t y l i t a r n y c h

krzyże, z jakiego drzewa oni je robią? Z dębu. Ja liczę, że to ostatek

72

Biało­

„gdzie wąi

jest t a m j u ż m y s z y nie m a " , n a t o m i a s t L i t w i n i l u b i ą węże,
ponieważ

kiedyś,

za c z a s ó w

pogańskich

„czcili

ich

jak

�r

I 5
świętych u nas, taki obrzad mieli. K a r m i l i ich czym mieli
najlepszym".
Wśród r ó ż n o r o d n y c h zwyczajów litewskich Polacy ko­
mentują tylko te, k t ó r y c h o d m i e n n o ś ć m o ż e być uzasad­
niona przez p o z o s t a ł o ś c i p o g a ń s t w a . W wielu o b r z ę d a c h
Polacy widzą więc elementy p o g a ń s k i e , i to i m w konsekwen­
cji pozwala na ukazanie katolicyzmu Litwinów j a k o nie
w pełni w a r t o ś c i o w e g o . W pokazanych p r z y k ł a d a c h Pola­
kom chodzi nie tylko o p o d k r e ś l e n i e różnicy w zwyczajach,
ale też o zaakcentowanie tej różnicy w wierze.
W czym jeszcze Polacy dostrzegają p o g a ń s t w o Litwinów?
Jest w rozmowach kilka p r z y k ł a d ó w świadczących o t y m , że
pewne ich negatywne cechy charakteru, j a k . . b e z k u l t u r n o ś ć " .
„zajadłość", „ z a w z i ę t o ś ć " , są związane z nimi j a k o poganami.
Z rozmów tych wynika, że Litwa dla P o l a k ó w zawsze była
dzika, że Polacy przynieśli t u chrzest, a wraz nim kulturę, lecz
mimo ich s t a r a ń i dzisiejsi L i t w i n i dzikimi w j a k i m ś stopniu
pozostali. R o z m ó w c y o d p o w i a d a j ą c na pytanie o charakter
Litwinów czy stosunki z nimi uzasadniają czasem swoje
negatywne opinie stwierdzeniami: jakże oni m o g ą być kul­
turalni, dobrze wychowani dobrzy skoro dopiero niedawno
[600 lat temu'] zostali wprowadzeni przez P o l a k ó w l ' ] w krąg
ludów cywilizowanych T o że przed chrztem L i t w i n , byli bez
kultury" i żyli jak dziczka" jest odnoszone do "czasów
obecnych, bo przecież oni niedawno zostali ochrzczeni"
" d o o P o l a c y k u ł t u r e i m p r z y n i e ś l i " Z a j a d ł o ś ć " litewska
związana jest z p o g a ń s k i m i czasami " L i t w i n i wtedy tylko
bili się, Walczyli, żyh niemal j a k zwierzęta:
pier

„Litwini są zawzięci. To z pogaństwa u nich we krwi taka
*awzictość. teraz oni katolicy, ale kiedyś byli poganie. Bić się
mogli ciągle." (K., 1.72, Piłałówka).
. ' n n y m problemem poruszanym w rozmowach, k t ó r y c h
mterpretacja dostarczy nam dobitnych a r g u m e n t ó w przema­
k a j ą c y c h za tezą p r z e d s t a w i o n ą na p o c z ą t k u pracy, jest

z a u w a ż a n y przez P o l a k ó w ś w i a d o m y n a w r ó t L i t w i n ó w do
dawnej wiary. Szczególnie ta sprawa wymaga b a d a ń t a k ż e
w ś r ó d samych L i t w i n ó w , bez nich bowiem nie wiemy ile
prawdy, a ile fikcji jest w o p o w i e ś c i a c h P o l a k ó w na ten
temat. Potoczne obserwacje skłaniają do wniosku, że działa­
cze litewscy ze szczególnym pietyzmem o d n o s z ą się do
przedchrześcijańskiej przeszłości swojego kraju. Szeroko
rozpowszechniana jest omawiana j u ż przeze mnie książka
Teodora Narbutta, w s p o m n i a ł a m też o p o d r ę c z n i k a c h szkol­
nych, pełnych opowieści o K r y w e Krywejte, Perkunie,
Giedyminie. S p o t k a ł a m się z zestawem p o c z t ó w e k , usiłują­
cych w r ó ż n y s p o s ó b w p ł y n ą ć na ugruntowanie litewskich
uczuć narodowych, między innymi przez ukazanie scen silnie
k o j a r z ą c y c h się z p o g a ń s k i m i o b r z ę d a m i . Ustawienie po­
piersi postaci historycznych w muzeum w K o w n i e
Jagiełło
stoiacy gdzieś z b o k u i wielki oosag W i t o l d a - te i wiele
innych f a k t ó w świadczy o nastawieniu działaczy litewskich.
Jednak w z w i ą z k u z brakiem na ten temat b a d a ń , dla nas
pozostaje na razie faktem tylko to że często litewskie
pielęgnowanie tradycji jest odbierane przez P o l a k ó w jako
cheć p o w r o t u do p o g a ń s t w a Ruch w k i e r u n k u p o d k r e ś l a n i a
własne, h i s t o r i i . tradycji w ś r ó d L i t w i n ó w jest przez P o l a k ó w
z a u w a ż a n y i komentowany Spotkania festiwale litewskie sa
postrzegane r t k o orzeiawy n a w r o t u do p o g a ń s t w a Polacy
uważnie o b s e r w u j ą takie fakty i k o j a r z ą ich elementy z daw¬
ną litewską w i a r ą
„1 teraz te pogańskie zwyczaje wśród Litwinów odżywają.
Zbierają się przy dawnych grodziskach, stare, pogańskie pieśni
śpiewają. One się jeszcze przechowały. Zakładają kluby świętej
rossy, w Kiernowie jest bardzo silny ten klub. Na całą noc zbierają
się, ognie palą, śpiewają." ( M . , 1.65. Suderwa).
Wielu P o l a k ó w zwraca u w a g ę na istnienie t a k ż e obecnie
L i t w i n ó w - p o g a n . D u ż a część s p o ś r ó d tych, k t ó r z y na wstę-

73

�1

pie r o z m o w y o k r e ś l a j ą L i t w i n ó w j a k o k a t o l i k ó w , w d a l s z y m
jej t o k u w y r a ż a d a l e k o i d ą c e w ą t p l i w o ś c i c o d o a u t e n t y c z n o ­
ści litewskiego k a t o l i c y z m u . P o l a c y p o d e j m u j ą c y ten temat
p o d c h o d z ą do niego w d w o j a k i s p o s ó b . C z ę ś ć r o z m ó w c ó w
u w a ż a , ż e tak n a p r a w d ę w s z y s c y lub p r a w i e w s z y s c y L i t w i n i
to poganie, k t ó r z y u d a j ą t y l k o k a t o l i k ó w . Jest to w y r a ź n e
stwierdzenie o d m i e n n o ś c i litewskiej w i a r y .
„Oni nie przyznają ni Boga ni wiary, oni tylko dla oka." ( M . , 1.
77, Widiniance).
W i ę k s z o ś ć r o z m ó w c ó w twierdzi j e d n a k , ż e L i t w i n i o t w a r ­
cie p r z y z n a j ą się d o w y z n a w a n i a p o g a ń s k i e j w i a r y . T a k i e
w y p o w i e d z i d o t y c z ą raczej k o n k r e t n y c h grup czy o s ó b n i ż
o g ó h i L i t w i n ó w . Informatorzy m ó w i ą z a r ó w n o o tym, że
w p o s z c z e g ó l n y c h w y p a d k a c h L i t w i n i nigdy nie przestali b y ć
poganami, j a k i o tym, ż e w ostatnich latach m a s o w o
z w r a c a j ą się k u s t a r y m ' k u l t o m . O p i n i e z b l i ż o n e d o tej
ostatniej s ą c z ę s t s z e . L i t w i n i nie d o c e n i a j ą w i a r y k a t o l i c k i e j
i c h c ą w r ó c i ć d o d a w n e i religii O d b i e r a i a ia i a k o religie
w ł a s n a nrzez n i k o e o nie n a r z u c o n a n i e z a l e ż n a od P o l a k ó w
P o i a w i a i a sie relacie m ó w i ą c e o m e t e n s i a c h L i t w i n ó w d o
P o l a k ó w k t ó r z y s i ł ą p r z y n i e ś l i i m n o w ć | wiarę*
„Jest parę takich, nawet moich przyjaciół z Maciuć, że bardzo
tęsknią za dawnymi czasy i tej religii naszej nie chcą uważać.
Katolickiej religii nie uważają. My nie widzieli boga, Polaki
naszego boga nie widzieli, a niechby było tak jak było. Chcieliby
wrócić do swojej wiary dawniejszej, do pogańskiej, do dawnych
zwyczajów." ( M . , 1.80, W o ł k o w s z c z y z n a ) .
„Litwini wracają do tych swoich zwyczajów. U nich jest
pogańskie zwyczaje. Młodzież jest u nich religii pogańskiej. Oni
m ó w i ą : my jesteśmy religii pogańskiej. Niedawno w Wilnie było
takie ich zebranie. M ł o d z i e ż z długimi włosami szła do pałacu
sportu i tam obchodzili te swoje o b r z ę d y " ( K . , 1.50, Dziewianiszki).
„Ja byłem kierowcą i jeździłem na L i t w ę ' to z niejednym
Litwinem rozmawiałem co chciał na starą wiarę wracać. Ż e też
mnie matka ochrzciła, jeden mówił. Trzeba wracać na stara wiara.
Jakby kto odkrył pogański kościół teraz to więcej by w nim było
ludzi co w katolickim." &lt;M., 1.72, Dziewiamszki).
W e d ł u g P o l a k ó w s ą w ś r ó d L i t w i n ó w i tacy, k t ó r z y nigdy
nie p r z e s t a w a l i b y ć p o g a n a m i i o t w a r c i e m ó w i ą o swej
wierze. P r z y t a c z a n e s ą w r o z m o w a c h k o n k r e t n e d e k l a r a c j e
p o s z c z e g ó l n y c h o s ó b , t w i e r d z ą c y c h , ż e są p o g a n a m i . P o l a c y
s t a w i a j ą siebie w t y m w y p a d k u n a p o z y c j i o s o b y relac­
jonującej, starają się s t w o r z y ć pozory n i e w a r t o ś c i o w a n i a
litewskich p o s t a w , b a r d z o c z ę s t o u m i e s z c z a j ą o p i s y w a n e
w y d a r z e n i e w k o n k r e t n y m czasie i m i e j s c u , c h c ą c u c z y n i ć
s w o j ą w y p o w i e d ź bardziej w i a r y g o d n ą . T w i e r d z ą s t a n o w ­
czo, ż e p r z e k a z u j ą m i w r o z m o w i e nie swoje w ł a s n e s ą d y ale
to co m ó w i ł L i t w i n . W t y m p r z y p a d k u nie o c e n i a j ą oni
z w v c z a i ó w l i t e w s k i c h nie o o d e i r z e w a i a t e ż L i t w i n ó w o u k r y ­
wanie n r a w d z i w y c h zaDatrvwari na religie S t a r a i a sie o o k a
z a ć w roli o b i e k t y w n y c h o b s e r w a t o r ó w k t ó r z y t y l k o m ó w i ą
mi o litewskich deklaracjach.

n a t y c h m i a s t p o p o s t a w i e n i u p y t a n i a o n a j d a w n i e j s z e dzieje
kraju. O p o w i a d a j ą c o chrzcie Litwy Polacy z w r a c a j ą u w a g ę
n a to, ż e jest o n w y d a r z e n i e m n i e d a w n y m , ż e w m o m e n c i e
c h r z t u L i t w y P o l a c y j u ż od d a w n a byli k a t o l i k a m i i ż e
w ł a ś n i e o n i p r z y n i e ś l i na L i t w ę n o w ą w i a r ę . S i l n i e p o d k r e ś ­
l a n a jest p o l s k o ś ć J a d w i g i , k t ó r a „ t e g o n i e d ź w i a d k a , tego
durnia Jagiełłę przecież przechrzciła". Katolicyzm Litwinów
iest m ł o d s z y i Drzez to mniei e o d n v s z a c u n k u P o l a c y
w y s t e n u i a w roli n a u c z y c i e l i k t ó r z y m u s i e l i s i ł a z m u s i ć
n i e n n k n r n y c h I i t w i n ó w d o n o d n o r z a d k o w a n i a sie n o w r i
™ S ™ T a k i e n ^ t r ^ a n i e ,rhrzti, m o ż e h v r ź r ó d ł e m wiehi
interpretacji, jest to m a t e r i a ł n a o s o o n ą p r a c ę . vv t y m miejscu
e n c ę z w r o c i e u w a g ę n a to iz sime p o a K r e s i a m e wtasnej roli
p r z y c n r z c i e L i t w y daje f o l a K o m p r a w o a o s t a w i a n i a wtasnej
w i a r y w y ż e j niz w i a r a L i t w i n o w :
„ L i t w i n o m się trzeba pokłaniać dla Polski! Bo polska Jadwiga
ochrzciła ich z dziczki." ( M . , 1.67, Bieczany).
„Jagiełło to był król litewski i on ożenił się z Jadwigą, z Polką
i dal jej Wilno. O n a ochrzciła Litwinów, bo wcześniej byli
poganami, w kamienie wierzyli." ( K . , 1.60, Świątniki).
„Ja sobie przypomnę, u nas był w pracy taki jeden mężczyzna
[...] No i on zawsze śmiał się - wy [Litwini] taki pogański naród
byl, niczego nie mieliście, w khimpiach chodziliście, dla tego dęba
modliliście się, na tym dębie siedzieliście. Przyszli Polacy, was
zdjęl. z tego drzewa, ochrzcili, teraz juz wy zrobiliście sie
chrześcijanie i nas nie przyznajecie. (1.40, Janowo).
N i e t y l k o fakt c h r z t u L i t w y w niedalekiej p r z e s z ł o ś c i jest
k o m e n t o w a n y w r o z m o w a c h . Z d a r z a j ą s i ę t e ż c z ę s t o wypo­
wiedzi, k t ó r e p o d d a j ą w w ą t p l i w o ś ć p r a w o m o c n o ś ć litews­
kiego c h r z t u .
C z ę ś ć r o z m ó w c ó w p o d e j r z e w a , ż e nie w s z y s c y Litwini
zostali o b j ę c i c h r z t e m . W c z a s a c h p o g a ń s k i c h L i t w i n i miesz­
k a l i po l a s a c h , k t ó r e s t a ł y się k r y j ó w k ą przed P o l a k a m i
u s i ł u j ą c y m i z m u s i ć i c h d o p r z y j ę c i a w i a r y k a t o l i c k i e j . Do
wszystkich L i t w i n ó w trudno w i ę c b y ł o P o l a k o m dotrzeć
i s t ą d w ą t p l i w o ś ć , c z y n i e k t ó r z y z n i c h nie zostali pozos­
t a w i e n i bez c h r z t u j e s z c z e przez d ł u g i e l a t a , m o ż e i d o dziś:
Litwini to chrześcijanie katoliki tutaj [...]. T u u nas nie ma
p o g a n ó w , m o ż e gdzieś na Litwie g ł ę b o k o . " ( K . 1.63, Wojdagi).
„ - A wszystkich wtedy Jadwiga ochrzciła?
- Gdzie tam wszystkich m o g ł a ochrzcić. Potem już ich łapali tych
Litwinów, chrzcili pojedynczo, oni uciekali, chowali się." (M.,
1.82, Sużany).
I n n i r o z m ó w c y z w r a c a j ą u w a g ę na s p o s ó b przeprowadze­
nia o b r z ę d u c h r z t u . M a m y d o czynienie z a r ó w n o z opisami,
k t ó r e p o d k r e ś l a j ą n i e d o p e ł n i e n i e p e w n y c h , z d a n i e m Pola­

„Przychodzili różni ludzie pożegnać się ze zmarłym. Przyszedł
też jeden Litwin. Ludzie wiedzieli, że nie chodzi do kościoła. N o
więc przyszedł do domu i zdjął czapkę. Przywitał się i powiedział,
że on jest poganin, ale przyszedł pożegnać człowieka. O n mówił:
jestem poganin, nie niewierzący." ( K . , 1.80. Dziewianiszki).
G d y p r z y p a t r z y m y s i ę teraz w y p o w i e d z i o m P o l a k ó w to
otrzymamy subiektywny obraz w s p ó ł c z e s n e g o życia L i t ­
w i n ó w j a k o p r z e s i ą k n i ę t e g o elementami p o g a ń s k i m i . M u s i ­
m y j e d n a k c a ł y czas p a m i ę t a ć o p i e r w s z y c h d e k l a r a c j a c h
P o l a k ó w w k t ó r y c h o k r e ś l a j ą oni L i t w i n ó w i a k o k a t o l i k ó w
A h v m ó c w nelni z a k w a l i f i k o w a ć w i a r ę l i t e w s k a iako i n n a
n i ż w ł a s n a P o l a c y m u s z a o d n o w i e d n i o u s t o s u n k o w a ć sie d o
l i h w d t i f w , k a t o l i c y z m u P n e a ń s t w o n o e a ń s t w e m ale nr^e
cież Litwini oc^
C h r a e s t L i t w y jest w y d a r z e n i e m w a ż n y m d l a P o l a k ó w .
Postacie J a d w i g i i J a g i e ł ł y p o j a w i a j ą s i ę p r a w i e z a w s z e

74

l i . 6. Frgm. pomnika dla wsi Ablinga, spalonej przez N i e m c ó w . I # |
(stoi tam zespół przeszło 20 figur, wyk. przez różnych autorów)
Fot.: Gasparas Rabkonis - il. 4, 5; L . M r ó z - il. 2 i 3

1

�ÓW koniecznych w a r u n k ó w , aby chrzest byl w pełni prawo­
mocny j a k i z takimi, k t ó r e mówią o chrzcie j a k o o wydarzeS z ł a d n y m i n i e u p o r z ą d k o w a n y m - na pewno nie jest to
X a z pozytywny Chrzest L i t w i n ó w nie jest wydarzeniem
k

|
. Obraz chrztu L i t w &gt; ' t o t ł u m ^ t o k i c h U t w n ^ siłę,
zmuszanych przez P o l a k ó w d o poddania się o b r z ę d o w i ,
polacy deprecjonują znaczenie litewskiego chrztu, nie c h c ą c
uznać L i t w i n o w za przedstawicieli tej samej wiary:
„Te Litwiny kiepskie, których Jadwiga kiepsko chrzciła. Jad­
wiga ich chrzciła w jeziorze. Ona niegramotna była i żle sobie
obliczyła i nie dla wszystkich Litwinów starczyło długich, białych
koszul do chrztu. Tym dla których nie starczyło ona pomalowała
nogi wapnem na biało, a założyła im tylko krótkie koszulki. To ci
» kiepsko ochrzczeni." ( M „ 1.50, Podumble).
„Mówili, że Jagiełło kupował jakiś materiał i dawał na koszulę
po dwa metry czy ile tam i ludzie szedli gdzieś do jakiejś rzeki,
oblewali się wodą i to taki chrzest był." (K., 1.67. Janowo).
„Litwini byli poganami, nie przyznawali Boga, całymi tabuna­
mi wchodzili do rzeki." ( M . , 1.70, Wojdagi).
„Litwini ochrzcili się. Nie zrobili tego jednak z własnej woli.
tylko Polacy gnali ich kołami do rzeki Jordan." ( K „ 1.80,
Widiniance).
Wszystkie sprawy, o k t ó r y c h d o tej pory m ó w i ł a m , m a j ą
związek z p o g a ń s t w e m L i t w i n ó w . Rzeczywiście, p o g a ń s t w o
jest podawane zdecydowanie najczęściej j a k o wyznacznik
bądź przyczyna o d m i e n n o ś c i wiary i zwyczajów. Lecz m i m o
występowania p o g a ń s k i c h e l e m e n t ó w w litewskiej kulturze,
rnimo deklaracji n i e k t ó r y c h L i t w i n ó w , że wyznają w i a r ę
pogańską, m i m o negatywnego obrazu chrztu L i t w y w świa­
domości P o l a k ó w , przyznają o n i , że w większości L i t w i n i są
katolikami, a przynajmniej stwarzają takie pozory. Jak
wobec tego Polacy oceniają L i t w i n ó w j u ż j a k o k a t o l i k ó w ,
jak widzą ich p o b o ż n o ś ć ? N a to pytanie nie m o ż n a udzielić
ednoznacznej odpowiedzi. Z d a r z a j ą się wypowiedzi bardzo
ostre, zarzucające L i t w i n o m nawet profanację k o ś c i o ł ó w
oraz fckie, k t ó r e nie w i d z ą w t y m przypadku ż a d n y c h różnic
między Polakami a L i t w m a m i Czasem ci sami ludzie k t ó r z y
opowiadają o b e z ł a d n y m litewskim chrzcie nie oceniają
negatywne uczestnictwa L i t w i n ó w w życiu kościoła D o w o ­
dzi to u nich istnienia bardziej n i e ś w i a d o m e j niż ś w i a d o m e j
chęci o d r ó ż n i e n i a wiary litewskiej o d własnej.
e g 0

Rzadko mamy d o czynienia z t a k śmiałymi atakami na
Litwinów-katolików j a k to widzimy w wypowiedzi 72-letniej
kobiety z P o w i e w i ó r k i , o p o w i a d a j ą c e j o zachowaniu się
Litwinów stojących p o jednej ze stron w konflikcie d w u

księży:
Jak się Litwini dowiedzieli to przyszli do kościoła i w ten
wieczór to nie był kościół. Bili starego księdza, do zakrystii
zapędzili. Jeden Litwin na ołtarz wskoczył i nie dał mu mszy
odprawić ani polskiej, ani litewskiej."
O wiele częściej słyszy się opinie na temat małej frekwencji
na litewskich mszach. R o z m ó w c y nie b i o r ą p o d u w a g ę np.
małej liczby L i t w i n ó w m i e s z k a j ą c y c h w danej miejscowości.
Zauważają natomiast prawie pusty kościół w czasie litews­
kiej mszy i dobrze z a p a m i ę t u j ą ten fakt:
„Litwini to katoliki tak jak my [...] Ale większość z nich to nie
chodzi. Jak była dla nich specjalna msza w kościele to bardzo mało

ludzi do kościoła przyszło, parę osób tylko." (K., 1.60, Stare
Troki).
Czasami m a m y też d o czynienia z zarzutem o d m i e n n o ś c i
wobec litewskich o b r z ę d ó w kościelnych. N i e z n a j o m o ś ć języ­
ka litewskiego i n i e m o ż n o ś ć zrozumienia t e k s t ó w litewskich
n a b o ż e ń s t w , stała się dla k i l k u z moich r o z m ó w c ó w preteks­
tem d o przypuszczenia, że treści wypowiadane podczas
litewskiej mszy nie o d p o w i a d a j ą d o k ł a d n i e temu, co dzieje
się w czasie n a b o ż e ń s t w a polskiego. T a k ż e słowa wypowia­
dane przez L i t w i n ó w w momencie czynienia znaku k r z y ż a
o b u d z i ł y wątpliwości u jednego z moich r o z m ó w c ó w . Twier­
dził o n że L i t w i n i ż e e n a i a sie nie w i m i e O i c a S v n a i D u c h a
Ś w i ę t e g o " ale w imię Boga Ojca Syna i Ducha Ś w i ę t e g o "
i u w a ż a ł io za bardzo z n a c z ą c e różnicę. Sądził, że jest
w posiadaniu taiemnicy którei L i t w i n i strzeea krviac o d ­
m i e n n o ś ć swojej wiary przed Polakami:
„My żegnamy się w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, amen.
A Lit winu jak w dupę wsypał Polak jeden, to oni przyznali Boga.
że Vardau Piewo Tewo - imię Boga Ojca. Czy to prawda jest?! Oh.
oh, to tylko ty wiesz [...] Żegnają się do końca, tylko jedno słowo
jes , że oni wierzyli w Boga Ojca Tak to jest różnica " (M I 68
Bieczany).
S p r a w ę postrzegania p o b o ż n o ś c i litewskiej o p i s a ł a m nie­
zbyt szeroko, g d y ż t o nie t u pada g ł ó w n y akcent polskich
z a r z u t ó w wobec litewskiej wiary. Podstawowym argumen­
tem P o l a k ó w jest domniemane p o g a ń s t w o L i t w i n ó w , przeja­
wiające się na r ó ż n e sposoby w ich życiu. O n o właśnie jest
g ł ó w n y m s k ł a d n i k i e m i uzasadnieniem o d m i e n n o ś c i litews­
kiej wiary.
S t a r a ł a m się p o k a z a ć , że katolicyzm na Wileńszczyźnie
jest cechą tylko pozornie w s p ó l n ą Polakom i L i t w i n o m .
T o ż s a m o ś ć polskiego i litewskiego katolicyzmu widoczna
jest t y l k o w najbardziej powierzchownych wypowiedziach.
Przy głębszej refleksji okazuje się, ż e Polacy nie c h c ą
d o p u ś c i ć L i t w i n ó w d o pełnego w s p ó ł u c z e s t n i c t w a w wierze.
L i t w i n i są dla P o l a k ó w obcymi. Polacy m ó w i ą c o litewskim
p o g a ń s t w i e p o r z ą d k u j ą świat, o d b i e r a j ą c obcej i wrogiej
n a r o d o w o ś c i prawo d o wyznawania tej samej wiary. Religia
jest bardzo w a ż n a w s a m o o k r e ś l e n i u P o l a k ó w na Wileńsz­
czyźnie, w y r a ż e n i e Polak katolik występuje powszechnie.
Polacy c h c ą z m o n o p o l i z o w a ć katolicyzm iako t o co i c h
o d r ó ż n i a od innych grup W y ł ą c z n a p r z y n a l e ż n o ś ć d o jedy­
nej ich zdaniem prawdziwej wiary m o ż e k o n s o l i d o w a ć
g r u p ę Polacy m ó w i ą co prawda o B i a ł o r u s i n a c h - k a t o l i k a c h
i Litwinach katolikach z r o z m ó w wynika ,ednak że Biało­
rusini katolicy to właściwie Polacy o s k o m p l i k o w a n y c h
losach prawdziwi B i a ł o r u s i n i " sa zaś p r a w o s ł a w n i Nato¬
miast r o z m a h e w a t p h w o ś
Z . s t a r a ł a m sie n

czynylno

^

^

^

S

S

^

^

^

^

3

^

v

Ó

S

Z

^

^

dopdSeS^ch^Sru^jakoo^h^

p S

^

^

T

^

L l t w i n o w

L

s a

P R Z Y P I S Y
1

Rojst [z Ht] - mokradło, torfowisko, bagno. (Wł. Kopaliński,
tomik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. Warszawa 1985).

2

Polacy z Wileńszczyzny często mówią „Litwa", mając na myśli
Litwę w granicach przedwojennych. Tak jest i w tym przypadku

75

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6403" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6383">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/4771ca11bfc6518d172435b7bf357970.pdf</src>
        <authentication>bd1ab379032a526e3076e8600a952d09</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76298">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3322</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76299">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76300">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76301">
                <text>Głosy i wizje Ryszardowi Wójcickiemu z nieba zesłane / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76302">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.111-114</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76303">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76304">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76305">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76306">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76307">
                <text>Aleksander Jackowski

GŁOSY I WIZJE RYSZARDOWI WÓJCICKIEMU Z NIEBA
ZESŁANE

O s o b a m a l a r z a i j o g o o b r a z y z n a n e są c z y t e l n i k o w i „ P o l s k i e j
Sztuki Ludowej"

z tekstów zamieszczonych

w r o c z n i k u 1982.

W t y m m i e j s c u i kontekście chciałbym zaprezentować
z briulionów, w których Wójcicki s y s t e m a t y c z n i e

1

fragmenty

notuje

otrzy­

m a n e z n i e b a p o l e c e n i a , a także w y j ą t k i z m a s z y n o p i s ó w (47 s t r . ) ,

(...)

I b ę d z i e s z s z e d ł , p r z e z t e n o k r ó t n y i g r o ź n y ś w i a t , i głosił

Me

Najświętsze

(...)

I p o w i a d a m C i , że żadnej m a t u r y n i e m u s i s z k o ń c z y ć , a bę­

Boskie

Słowa

dziesz n a M e w y ł ą c z n e usługi
Ale

być

(...)"

w y b r a n y m , t o wielkie zobowiązanie. Anioł m u zleca:

w których zanotował s n y o j c a w r a z z własną interpretacją t y c h

„ M a s z się m o d l i ć r a n o i w i e c z o r e m " . M o d l i s i ę . K a ż e m u z ł o ż y ć

snów.

ślub

U r o d z i ł się w 1 9 3 3 r . P r a c o w a ł j a k o ślusarz, m e c h a n i k , f o r -

czystości.

Składa.

Przykazuje

u m a r t w i a n i e się:

„Unikać

rozmów z ludźmi. Odpowiadać t y l k o n a p y t a n i a . . . Bądź

dobry,

kochaj wszystkich, nawet wrogów w pracy... Bądź

wstrzemięźli­

W s t r z ą s , k t ó r y p r z e ż y ł , g d y z o r i e n t o w a ł się, ż e z d r a d z a g o ż o n a ,

w y , p i j k a w ę i herbatę bez c u k r u , w y r z e k n i j

smakołyków,

s t a ł się k a t a l i z a t o r e m

w ó d k i , o d w i e d z i n , r o z r y w e k . (...)

mierz,

malarz

rozpaczy

konstrukcji

metalowych,

zmian

w

malarz

jego psychice.

W

otworzył okno i wyskoczył z czwartego

usłyszał glos „ b ę d z i e s z ż y ł " . D o b r z e
północ, S y l w e s t e r

1958 r o k u .

pokojowy.
przypływie

piętra.

pamięta tamtą

Lecąc

chwilę,

D r u g i r a z usłyszał głos

z

—

nieba

W

s z u k a ć c i e n i a d r z e w , a l e iść p o d s ł o ń c e m . J e ż e l i t o b ę d z i e

w s k w a r z e , p o słonecznej s t r o n i e u l i c y , w z i m i e n i e t u p i e . N a j g o ­
rzej j e d n a k , że P a n Jezus k a t e g o r y c z n i e

życiu:

palenie.

z

powikłaniami,

gruźlica,

zapalenie

płuc,

skręt

k i s z e k . G d y w y z d r o w i a ł mógł już t y l k o w y k o n y w a ć lżejsze p r a c e ,

zima

i m r ó z — n i e t u p a ć n o g a m i , stać w j e d n y m m i e j s c u . " W i ę c c h o d z i

w 0 l a t p ó ź n i e j . T r z e c i — w 1967 r o k u . B y l t o ciężki o k r e s w j e g o
grypa

się

d r o d z e , w upałach masz n i e

Próbował.

Nie

domaga

może, t o p o n a d

jego

się, a b y r z u c i ł

siły. P a n

m a r t w i się, n a l e g a . „ R y s i u , j a s o b i e C i e b i e w y b r a ł e m ,

Jezus

upodoba­

jego,

ł e m , a l e t y z r ó b t e ż coś d l a m n i e , r z u ć p a p i e r o s y ! " W i e d l a c z e g o

s ł o w a , m u s i a ł y w y d a ć się d z i w a c z n e k o l e g o m z b r y g a d y , w k t ó r e j

t o t a k i e t r u d n e : „ W ciągu całego d n i a miałem k u s z e n i e n a p a p i e ­

pracował,

szpitalu psychiatrycznym.

r o s y , w y r a ź n i e c z u ł e m złą s i ł ę . " N i e w i e , o z y g ł o s y , k t ó r e s ł y s z y

P r z e b y w a ł w n i m k i l k a miesięcy. P o r o k u , 22 m a j a , pamięta t o

pochodzą o d Anioła, t o n a j b a r d z i e j męczy, „Szatan jest podstęp­

został

więc

malarzem

skoro

pokojowym.

umieszczono

go

Jednak

w

zachowanie

dokładnie, o c z t e r n a s t e j z e r o z e r o usłyszał z n o w u g ł o s y i
słyszy

je stale. N a z y w a

te głosy,

wizje

i sny —

prywatnym

o b j a w i e n i e m . Zaczął zapisywać w b r u l i o n i e te glosy,
polecenia

a

także

własne

reakcje

—

odtąd

objawienia,

rozterki, akty

skruchy,

n y " z a p i s u j e , „ P o d s z y ł się p o d A n i o ł a S t r ó ż a . " N o t u j e
Potem

szatan? N i e wiem —
się

Lekarze

jestem

są o b j a w e m

parafrenii,

a l e o n w i e , że są t o g l o s y p r a w d z i w e , a s n y p r o r o c z e . O t o : 2 9 m a j a

niczego

m n i e obudził d o m o d l i t w y i byłem cały

3 0

Następnego dnia n o t u j e : „Składałem
powiedział —

nie załatwią C i t o g o . "

podanie

mokry".

o urlop a

Anioł

N o i n i e załatwili. T a k i c h

bać, j e s t e m ciągle z t o b ą . "

(...)

R y s i u nie bój

p r z y t o b i e , w t y m p o k o j u jest szatan, będzie c i

szkadzał w m o d l i t w i e , nie zwracaj

„ k a z a ł A n i o ł z d j ą ć k o s z u l ę d o s p a n i a , b o b ę d ę się p o c i ł , i r z e c z y ­
wiście о 3

„chyba

ozy t o d y k t o w a ł Anioł Stróż c z y S z a t a n ?"

A Stróż Anioł p r z e m a w i a d o niego f a m i l i a r n i e „ R y s i u ! nie musisz

z o b o w i ą z a n i a . P o k i l k u m i e s i ą c a c h z n ó w z n a l a z ł się w s z p i t a l u .
tłumaczyli m u , że jego w i z j e

polecenie.

29.06 przekreśla j e c z e r w o n y m t u s z e m , dopisując

na, n i c u w a g i . "

S p r a w y w i e l k i e i d o c z e s n e m i e s z a j ą się ze s o b ą . J ę z y k
mów

oscyluje

czajną. W

między

tonacją

się,
prze­

biblijną

a

współczesną

roz­

i

zwy­

a k t a c h s t r z e l i s t y c h w y r w i e się W ó j c i c k i e m u : „ O

Chorąży P o k o j u ! " —

określenie, które w pięćdziesiątych

Ty,

latach

f a k t ó w było w i c i e , jakże więc m a n i e wierzyć. Cały czas zresztą

c i ą g l e p o w t a r z a ł o się w p r a s i e ( n b . W ó j c i c k i b y ł w t y c h l a t a c h

prowadzi

w

nieustanny

dialog

—

z

Aniołem,

Panem

a g d y prosił o s t y g m a t y , o k o n k r e t n y z n a k — dostał

Jezusem,
go,

kała m u skóra n a dłoniach. Głosy ostrzegają, nakazują,

popę­
proszą,

w o j s k u , w m i l i c j i , wstąpił d o

PZPR).

21.03.1982 nazwał P a n a B o g a kłamcą i o s z u s t e m . O co chodziło?
„Pierwszy

c u d miał być

10.12.81, drugi

28.02.82 a trzeci c u d

d y k t u j ą m u co m a m a l o w a ć , w szczegółach. O t o w y p i s y z b r u l i o ­

m i a l być 28.03.82 a t u j a k c u d u i w y s t a w y nie było, t a k i w d a l ­

n u , który nosi tytuł: ..Polecenia

szym

ża —

St. Anioła". (St. oznacza

Stró­

A.J.):

ciągu

„ J e s t e ś m o i m w y b r a ń c e m , d l a t e g o m a s z u m n i e t y l e łask. C h o ć

„A

ze s z p i t a l a z L u b l i n a , A l e w s z y s t k o

wyrzekniesz

Maria

Panna

bo

jesteś

Ci przebaczyłem J a i N a j ­

przeznaczony

na

świętego."

Błądził. W t e d y

p o j a w i a ł się g l o s w o śnie l u b n a j a w i e .

np. takie zdarzenie:

odnawiał księdzu figurę P a n a

Opisuje

Jezusa.

d o m u usłyszał głos: „ P i s z t e r a z słowa P.

Tar­

Jezusa

s y n u m ó j , n i e t a r g u j się n a m n i e j a k h a n d l a r z k o ń m i . B o
m i p r z y k r o , że n a m n i e c h c e s z z a r a b i a ć . N i e z d z i e r a j
bo

chciałeś 3 . 0 0 0 z l . W e ź

t y l e ile C i d a . . . " Jesteś

p o w t a r z a m u P a n Jezus. W
k a z u j ą c słowa,

z księdza

„ W i e l k i m P o e m a c i e " pisze —

matki

j u ż u k o c h a ł e m , że n a M e g o w y b r a ń c a i p o m a z a ń c a

obrałem n a M e g o najlepszego
synem

prze­

objawione:

B o ż e g o z d a w i e n d a w n a Cię n a z n a c z y ł e m i w y b r a ł e m (...)
przed

jest

wybranym!

„ P o w i e m C i m ó j t y s y n u , k o c h a n y , b o cię o d ł o n a t w e j
tak mocno

którym

od

Rybińskiego

wszystkie

otworzyłem

i najwierniejszego

tajemnice

Mego

ż e Cię

M i przyjaciela,

skrytego

serca,

jak

d l a c z e g o j a k t a k z r o b i ł e m ? B o b y ł e m c i e k a w , c z y się m n i e
i c z y t e n c u d się d o k a r z e . N a s t ę p n i e c h c ę C i o z n a j ­

mić, że t e n powiększalnik j e s t całkowicie d o b r y i t e r a z
go

(25.05.1908)

g o w a ł się. W

dowiedziałem

d o p i e r o w d n i u 2 . 0 4 . 8 2 . , , P a n B ó g u s p r a w i e d l i w i a się. M ó w i m u :

m n i e t a l i s k r z y w d z i ł e ś k l u c ą c się z A n i o ł e m S t r ó ż e m p o p o w r o c i e
świętsza

n i e m a , a j a k się

( i n s t r u k t o r p l a s t y c z n y W D K w L u b l i n i e — A.J.) w y s t a w a będzie

zrobiłeś, b o p r z e d t e m

biono

(...)

wywalało

Przed wyjazdem

o p i s u z książki

bo było

do L u b l i n a (na wystawę

włączysz do k o n t a k t u i w s z y s t k o
według

ci korki,

dobrze
źle

—

zro­
A.J.)

się b ę d z i e p a l i ć j a k p o w i n n o ,

„Pracownia

Fotoamatora".

(Obok

za­

p i s u i bluźnierstwa późniejszy k o m e n t a r z : „ P e w n o b y l t o sza­
tan"). K o n t a k t z Panom

Bogiem

dotyczy

s p r a w ważnych i co­

d z i e n n y c h . O n z o b o w i ą z u j e się g ł o s i ć słowa, p r a w d y i
nakazano m u obrazy, a P a n Bóg przyrzeka

malować

S y n u nie m a r t w

się, d a m c i m o w ę b a r d z o p ł y n n ą , b e z ż a d n e g o z a j ą k n i ę c i a

się ,

będziesz m ó w i ł b a r d z o płynnie i z a k c e n t e m , t a k j a k m ó w i

jakiś

prawdziwy

mąż

stanu.

A

oprócz

2

t e g o c h c ę Cię p o c i e s z y ć ,

że

tą b o a z e r i ę i t e s z t u k a t o r s t w o S a m J a e i z r o b i ę i z t y c h 2 p o k o i
zrobię Ci 5 p o k o i i d a m c i h e l i k o p t e r , abyś miał c z y m

wrócić

(i będziesz g o już miał n a stałe)... ale d l a l u d z i będzie

niewi­

d z i a l n y . . . będzie pracował bez żadnego p a l i w a . "

111

I

�• V

z tego, żo l u d z i e m o g ą m u n i e wierzyć, g d y

w y j a w i i m treść r o z m ó w o z y o b j a w i e ń . D r u g a s t r o n a w i e o t y m .

,,(...) s k ą d m o g ę c i r o b i ć w y m ó w k i , t o j e s t t w o j a
własność, а twoją

własnością

nic mogę

osobista

J n rządzić. A l e s k o r o

O t o n p . 20.10.67 z a p i s u j e : „Polecenie Stróża A n i o ł a : Masz z p o ­

0 t y m j e s t m o w a , t o c i p o w i e m , żo i d z i e t l o d o m u b a r d z o

lecenia B o g a Ojca, P. Jezusa, M . Boskiej nic lekarzom n i e mówić

n e g o (...) I j e s z c z e j e d n o , ż e w z i ą ł e ś z a n i o g o t y l k o 5 t y s i ę c y z ł o ­

0 t y c h glosach, b o t o Cię z g u b i i leczenie może b y ć przedłużone

t y c h . J a c i p o w i e m , że w t e j c h w i l i t e n obraz jest w a r t n i e 5 ale

1 zabiegi

będą

najgorsze

j a k : insulina

i młotki.

Masz

religij­

mówić

10 t y s . z ł o t y c h , a z a parę l a t p o n a d 3 0 t y s . z ł o t y c h , d l a t e g o , że

w t e n s p o s ó b l e k a r z o w i : P a n i d o k t ó r , P a n i e d o k t o r z e , c z u j ę się

t a k i e g o s t y l u m a l o w a n i a n i e m a n i k t n a c a ł y m świecie. A p o t w o j e j

b a r d z o d o b r z e a co d o głosów t o b y ł a m o j a głupota, j u ż t e g l o s y

śmierci o b r a z y

mnie

aby

opuściły.

pomoc
Sam

Jestem

samotny,

zdany

całkowicie

na

Pana

i opiekę."

Anioł

Obrazy

Stróż dobrze

podopiecznego,

jest zorientowany

odpowiada

w sprawach

swego

więc k o n k r e t n i e n a p y t a n i a :

„ P y t a s z m i się, c o m a s z z r o b i ć z k s i ą ż k a m i m a l a r s k i m i w k t ó r y c h
są b r z y d k i e r z e c z y , a l b o s p a l i ć , a l b o o d d a ć k o l e d z e .

Oddałbyś

L ( . . . ) , a l e że j e s t n a Ciebie zły i n a M n i e ( c z e m u zgubił teczkę?
t o n i e m o j a w i n a , ż e słabo p r z y w i ą z a ł , o n też m a s w o j e g o A n i o ł a )
A

że n a s L(...) o b u j e d n a k o w o

Dasz

traktuje,

n i e możesz

m udać.

będą bezcenne,

n i e będzie n a n i c h żadnej

sumy

określić i c h w a r t o ś ć . "
Wójcickiego

do rozszyfrowania

zawierają

treści

symboliczne,

trudne

b e z k o m e n t a r z a autorskiego. Żaglowiec

t a n y burzą wśród s p i e n i o n y c h f a l n i e jest z w y k ł y m

mio­

„widokiem".

S t a t e k — t o m y , ludzkość. Rozszalałe morze — t o życie, niebez­
pieczeństwa

n a n a s czyhające.

1 chmury. Wazon
Kamień

—

twardy

T o P a n Jezus

z k w i a t a m i symbolizuje

w naszym

obrazie

kamień jest w y r a z e m

—

uspakaja

życie

to symbol

morze

i umieranie.

ludzkiego

serca,

niezłomnej miłości i w i a r y .

k o m u C i się s p o d o b a . "
W

Sny ojca

1 9 7 5 r . z a c z ę ł y się w i z j o s e n n e o c h a r a k t e r z e r e l i g i j n y m

i próby i c h o b j a w i e n i a

i m a l a r s k i m . Pościł wówczas t r z y d n i w t y g o d n i u , spal n a podło­
d z e , c h o d z i ! w słońcu, u m a r t w i a ł s i ę . W n o c y m i a ł s e n —

obja­

w i e n i e : p o j a w i ł a się M a t k a B o s k a , a l e b y ł a b e z g ł o w y . D l a c z e g o ?
d z i w i ! się. „ B o S y n u m a s z c i ę ż k i e g r z e c h y . " P o w i e d z i a ł a , ż e u j r z y
( i ujrzał) także P a n a
mu

J e z u s a , św. Józefa i j e j teściową.

Kazała

namalować swój p o r t r e t .

razy

miał n a k a z a n o

tłumaczył, że p a l i a przecież

a b y rzucił p a p i e r o s y

i n i e miał

tyle

kobiety,

Ł a t w i e j j e s t j e d n a k b y ć w y b r a n y m , głosić p r a w d ę i p r o r o c t w a ,
3

niż r z u c i ć p a l e n i e

Wójcicki

b y l krawcem

odznaczał

grał n a o r g a n a c h ,

w Janiszowic

się w i e l o m a

akordeonie,

(kolo

t a l e n t a m i , lubił

Opola

muzykę,

u k ł a d a ! p i o s e n k i , , pisał

wiersze.

S n y s w o j e z a p i s y w a ł . Z e s z y t d o s t a ł się d o r ą k R y s z a r d a .

Gotów

w t y m widzieć interwencję s i l n i e b i e s k i c h . Piętnastego paździer­

P o j a w i ł m u się t e ż ( w 1 9 7 5 r . ) P a n J e z u s , a l e m a ł o z a p a m i ę ­
tał strzępy s n u , t o d l a t e g o ,

Stefan

Lubelskiego),

i p r z e s t a ć odczuw-ać u r o k i

n i k a 1982 r . usłyszał, że o d t ą d będzie miał jasność
sensu snów.
i

wyjaśniania

t w e m u o j c u t e s n y , b o ojciec

t a k b y n i c n i e wiedział o co w n i c h c h o d z i , p o p r o s t u t y l k o

c z y t a ł (...) a l e treści ż a d n y c h b y n i e o d c z y t a ł . D l a t e g o J a , T w ó j
Bóg

kobiet.

„ D l a t e g o zabrałem

w sposób c u d o w n y

zabrałem, c z y l i

inaczej

mówiąc

prze­

niosłem t e s n y o j c a d o c i e b i e . " N a moją prośbę R y s z a r d s n y t o
przepisał
Objawienia

na

malarskie

opatrzył

komentarzami.

u w a g ę , są b o w i e m

Komentarze

swoistym

te

testem

zasługują
mówiącym

p r z e d e w s z y s t k i m o n i m s a m y m . M a s z y n o p i s z a w i e r a o p i s 12 s n ó w
wraz

Z a p i s 3 . 0 5 . 1 9 8 2 г.: „ B ó g d a j e m i g o t o w e całe o b r a z y ,

czyli

m ó w i m i , w t y m obrazie będzie t o i t o , i o d r a z u widzę i c h w b a r ­
m a l a r s k i c h . (...) D a j ę c i w i z j ę k w i a t ó w

takich

z obszernymi

k o m e n t a r z a m i . Cytując

charakterystyczne,

c z y m o i m z d a n i e m c i e k a w s z e s n y , p o d a j ę j e w całości, n a t o m i a s t
wielostronicowy

komentarz

Son ostrzegawczy

w a c h i kształtach, światłach, c i e n i a c h , półcieniach i w e w s z y s t ­
kich segmentach

i

szczególną

s k r a c a m , t a k a b y zachować

sens.

w c z a s i e w o j n y : „ M i a ł e m w e śnie p o k a z a n e ,

k t ó r ę d y b ę d z i e m y iść j u t r o r a n o . A w i ę c ś n i m i s i ę , ż e i d z i e m y

j a k i c h n i e m a w o g ó l e n a całej k u l i z i e m s k i e j , a l e i c h n a s z k i c u j ,

główną

b o później z a p o m n i s z " . P a n Jezus w i e , że pamięć m a n i e najlepszą,

l e w o , d r u g a n a p r a w o . I słyszę jakiś głos, k t ó r y m i m ó w i

więc p o l e c a :

n i e isc tą ścieżką n a l e w o , b o n a n i e j j e s t m i n a i n a s r o z e r w i e .

„ M ó w i d o ciebie P. Jezus, weź s y n u b l o k i ołówek,

ścieżką,

b o będziesz r o b i ! szkic d o j e d n e g o c y k l u obrazów, a m a m i c h aż

I

30 s z t u k . "

miałem

M a t k a Boska d y k t u j e uwagi n a temat malowanego
Trójcy Świętej.

obrazu

„(...)

a l e t a ścieżka

się r o z d w a j a

i jedna

idzie n a
żeby

t a k tuż przed s a m y m w y m a r s z e m mówię d o kolegi, że t e j n o c y
sen ostrzegawczy,

że n i e p o w i n n i ś m y

iść ś c i e ż k ą n a

l e w o , lecz n a p r a w o , b o nas rozerwie, b o j e s t t a m m i n a . A

kolega

z t e g o t y l k o się r o z e ś m i a ł i w i ę c e j n i c . " N o i k o l e g a p o s z e d ł n a
lewo

B ó g Ojciec m a mieć n a k r y c i e suknię n i e czarną a l e czerwoną,

i z g i n ą ł . „ T a k się s t a ł o , j a k m i się p r z y ś n i ł o w e ś n i e . "
Sen

o kobietach: „Widziałem

3 kobiety

nago.

Olbrzymią

j a k b i r e t k a r d y n a l s k i , a p a s k i n i e białe a l e błękitne, j a k o s y m b o l

salę, g d z i e s p a ł o w o j s k o w c z y s t y c h k a l e s o n a c h i c h c i a ł e m s i ę j a

miłości B o g a O j c a i radości i szczęście p ł y n ą c e z r ą k B o g a

tam

Ojca

d l a całej J e g o ludzkości. A A n i o ł o w i e p o J e g o s t r o n i e l e w e j i p r a w e j

dostać."
Znaczenie

s n u : „(...) t e 3 k o b i e t y nago

t o Trójca

Święta.

mają mieć s u k n i e n i e w k o l o r z e z i e l o n y m , a l ebiałym, j a k o s y m b o l

Boga

niewinności, a f a n f a r y mają b y ć n i e w k o l o r z e ż ó ł t y m , ale w k o ­

obrazy i rzeźby nagich k o b i e t w s a m y m W a t y k a n i e c z y l i inaczej

lorze

m ó w i ą c chciał B ó g p o w i e d z i e ć M o j e m u

błękitno-srebrnym

(...)

Niebo

p o d Aniołami

m a być nie

c i e m n y g r a n a t a l e b ł ę k i t n o - z i e l o n e (...)." U w a g i o t r z y m u j e
k r e t n e , cały czas czuje, że j e s t t y l k o ręką, którą k i e r u j e

kon­

Niebo.

wcale

t y m n i e o b r a ż a m , b o (...)

to symbol. A

n a w e t są

O j c u , że Trójca

t o j e d n a największa piękność, z a c h w y t i o c z a r o w a n i e

i

u w i e l b i e n i e " z e s t r o n y c z ł o w i e k a .(...) j e s t p r z e z r o c z y s t y m

T o , c o p o t o c z n i e n a z y w a się n a t c h n i e n i e m , t r a k t u j e j a k o m o m e n t

tałem

włączenia

o t , t a k pisane,

w

wizji —

m o g ą się r ó w n a ć p i ę k n o ś c i ą c i a ł a i s z l a c h e t n o ś c i ą s w e g o

się i n t e r w e n c j i B o s k i e j .

są z ł e . W i e o t y m . O b r a z y
„Np.

Wierszo

—

n i e odtwarzające

obraz wnętrze pałacowe n r 1 było t a k p o t w o r n i e

niesharmonizowane

w swym

s t y l u , że prosiłem

także.

brzydkie

w t e n sposób:

M ó j T y P a n i e J e z u d a j m i jakąś wizję, a b y t e n m a l u t k i

obrazek

b y ł p i ę k n y , i słyszę głos zrób g o t a k j a k g o w t e j c h w i l i

i odbiciem

sobie

wszystkich

cała T r ó j c a

Święta

najpiękniejszych

(...)

cech

Święta
zarazem
krysz­

jakie m a

b o n a w e t i sami Aniołowie n i e
umysłu

(...) A s a l a t o s y m b o l ż y c i a w i e c z n e g o . Ż y c i a p i ę k n e g o i c i ą g l e
n a m n i e dającego s p o k o j u j a k t a m jest, b o jeszcze n i k t z t a m ­
tego świata n i e przyszedł i n a m n i e powiedział j a k t a m f a k ­

widzisz

t y c z n i e jest. D u ż a sala t o też s y m b o l l u d z k i e j radości. B o j a k

w b a r w a c h i kształtach i t a k g o zrobiłem i jest b . ż y w y i i n t e ­

człowiek n i e m a s w o j e g o m i e s z k a n i a , t o z a n i m tęskni i ciągle

resujący."

za n i m w z d y c h a

Objawienie

dotyczy

także losów i ogólnej o c e n y j e g o dzieł.

P o n i e w a ż p y t a ł się, c z y M a t k a B o s k a n i e m a d o n i e g o ż a l u o t o ,

dostać

że sprzedał o b r a z

A

222

z ołtarza — u z y s k u j e

odpowiedź:

(...)

A przecież nieraz ludzie oczekują

na nie

i p o 15 l a t a n a w e t dłużej. P r z e k u p u j ą n a w e t .urzędników, a b y
mieszkanie

co oznacza

(...)

A

w t y c h powstają

w i e l k i e dzieła

t o śpiące w o j s k o i w d o d a t k u w c z y s t y c h

(...)

kaleso-

�Ryszard

Wójcicki,

Biała

noc

morska,

n a c h ? T o są r y c e r z e , d u c h y n i e b i e s k i e . B o j a k ż e m o ż n a
w y o b r a z i ć A n i o ł ó w , j a k n i e ś p i ą c y c h ż o ł n i e r z y (...)
m o ż e też w y o b r a ż a ć tęsknotę za w y b a w i e n i e m
woli

obcego w r o g a

który

mówi

i o k u p a n t a (...)

dobitnie

o

inaczej

Następnie za chwilę m o j a żona bierze M a r k a n a ręce i niesie go

śpiące w o j s k o

d o źródła w o d y , która płynie w a r t k o . N a s t ę p n i e i d z i e d o sąsiada

człowieka z nie­

jeszcze jest j e d e n

tęsknocie

k t ó r z y są n a m z a w s z e p o m o c n i (...)

człowieka

do

olej/pł., w y m . 7 3 . 5 : 105 c m , 1900 r .

symbol,

Aniołów

(...)

A cóż oznaczają c z y s t e k a l e ­

i

prosi o przetak

bochenek
przetak

mąki

pszennej,

i parę m a l u t k i c h

bo

chce

upiec

chleb,

ciastek. A l e prócz t e g o że

joden
dostała

m ą k i , dostała też i k u b e k c z e r w o n e g o w i n a . I

mówi t a k —

p i j d r o g a sąsiadko n a z d r o w i e

który

ubrany w

zbroję

s o n y j a k n i e c z y s t o ś ć l u d z k i e g o ciała. B o k t ó r a część ciała n a j -

jest

bardzioj

ze s z c z e r e g o z ł o t a i n o s i s r e b r n e b u t y , b o j e s t s y n e m r y c e r s k i m .

w d ó ł (...)

jest p o d d a n a

grzechowi,

j a k n i e t a w ł a ś n i e o d pępka,

B ó g w t y m śnie c h c i a ł p o k a z a ć m e m u o j c u t ę s k n o t ę d o

Odzianym

życia c z y s t e g o , g d z i e n i e m a ż a d n e g o fałszu, o b ł u d y , z d r a d y i z d r a ­
dy

małżeńskiej,

okrócieństwa

i wielu

innych

grzechów

(...)."

wielkim pijakiem

sąsiad

twego syna,

w pancerz

Znaczenie
w wodzie

(...)

treści

i w i e l k i m żołnierzem
bardzo

drogi i

bogaty."

s n u : „Widziałem

To znaczy

swego

syna

jak

że widziałeś g o w pełnej c h w a l e

leżał
laski.

S e n o p t a s z k a c h : „ Ś n i ł o m i się, ż o p t a s z k i się o d z y w a ł y i j a

B o p o n i e s i e śmierć za kościół i wiarę, d l a t e g o leżał n a g r u n c i e n a

też śpiewałem j a k t e p t a s z k i , a b y ł y jeszcze m ł o d e i m a ł e , bez

d n i e , a cóż oznacza g r u n t . T o z n a c z y , że j e g o w i a r a b y ł a s t a n o w ­

m a t k i . K i e d y się o d e z w a ł e m j a k i c h r o d z i c e , t o w s z y s t k i e p t a s z k i

c z a , i o d w a ż n a o r a z s n n a . B o się n i o b a ł z a nią z g i n ą ć ,

z l e c i a ł y się d o m n i e . I b y ł o i c h t a k d u ż o , ż e n i e m o g ł y się p o ­

leżał s p o k o j n i e . A l e w o d a

mieścić n a m o i c h rękach. I b y ł a m o j a żona i też brała n a s w o j e

człowieka

ręce i z a n o s i ł a , ż e b y i c h z a b r a ć i

A

wychować."

I n t e r p r e t a c j a : „ T e małe p t a s z k i , t o p o l s k a młodzież szkolna

w

życiu

była czysta. W o d a

doczesnym,

w s y m b o l u chrześcijańskim

Sam Bóg. I

dlatego

bo

bez

oznacza

wody

życia

człowiek

ginie.

wodę żywą, którą

była o n a czysta b o był nasiąknięty

i m ł o d z i e ż z g i m n a z j u m i w y ż s z y c h u c z e l n i z całej P o l s k i , a że

i ż y w y m s ł o w e m J e z u s a C h r y s t u s a (...)

się o d z y w a ł y

k i c h gęsi l e c ą c y c h n a p o ł u d n i e ? Gęsi t e s y m b o l i z u j ą

t o oznacza,

że d y s k u t o w a ł y

o j c z y z i у l o s o m . B o n i e chcą m i e ć k r a j u
p r a w d ę P o l s k ę (...)

i nad

(...)

swej

lecz chcą mieć n a ­

sprawiedliwą, czystą i wolną o d

obłudy^przekupstwa
znaczy,

(...)

o swym

kłamstwa,

I j a też śpiewałem j a k t e p t a s z k i : t o

że m ó w i ł e ś i c h j ę z y k i e m (...)

S e n o M a r k u z 17 m a j a

poruszałeś t e s a m e

sprawy

1 9 7 0 г.: „ W i d z i a ł e m M a r k a , m e g o

n a r ó d (...)

Bogu. Woda

daje
wiarą

A cóż o z n a c z a s t a d o d z i ­
rozkrzyczany

Z o n a bierze g o n a ręce i niesie d o źródła —

ofiarowanie

dlatego

to symbol

płynie w a r t k o —

oznacza

b o słowa C h r y s t u s a

r o z c h o d z ą się s z y b k o . S ą s i a d e m d o k t ó r e g o i d z i e j e s t s a m k o ś c i ó ł .
B o c h e n e k c h l e b a jest komunią, która m a ją umocnić w
życiu. Prośba o p r z e t a k mąki oznacza

dalszym

prośbę o łaski d l a s y n a .

s y n a , j a k leżał w w o d z i e , t a k j a k b y b y l utopiony,.leżał s p o k o j n i e

Za niego m a wypić w i n o , a ciasteczka to j a k b y umocnienie syna

n a g r u n c i e , ale w o d a

n a j e g o t r u d n e j d r o d z o i śmierci. W

dzikich

gęsi,

które

była czysta. Następnie zobaczyłem
leciały

z

wielkim

krzykiem

na

stado

południe.

t y m d u c h u następuje dalsze

wyjaśnienie s n u .

113

T

�о о п z j y u 9 г. m ó w i ą c y o p r z y s z ł o ś c i r o d z i n y : „ B y ł e m
proszony
się w

n a jakąś

Luwrze

w

konferencję

polityczną.

A

Paryżu, n a sali rycerskiej

Sala b a r d z o duża i okrągła. A

wszystko

za­

działo

o stu kolumnach.

p o środku t e j s a l i stał d u ż y stół

m o ż n a robić młotem
czy

kwadratową,

l u b i n n y m narzędziem rzecz

ale rozbić

coś o k r ą g ł e g o

będzie

silna i niezwyciężona

po

a śniący zostanie p r e z y d e n t e m

wonym

czerwonym

Fotele

głębokie

też

były

obite

czerwonym

usiąść o z n a c z a

łokcie b y ł y o n e o b i t e p a s a m i czarnej skóry. A n a t y m stole była

s a m o znaczą fotele, a pasy —

złota księga i rzeczywiście b y ł a o n a cała w k o l o r z e z ł o t a o w y m i a ­

l u d z i . Skóra oznacza

r a c h półtora n a j e d e n m e t r szerokości z b a r d z o s z e r o k i m i w y c i s ­
z

napisem

„Złota

Księga".

A

w

s t r o n i e c z y l i okładce w
t y m czasie j a k

n a t ą salę k o ń c z y ł a się j u ż t a k o n f e r e n c j a
proszony.

I

głąb

wchodziłem

n a którą byłem

p o odejściu o d t e g o stołu, m ó w i ą

za­

do mnie, niech

P a n sobie usiądzie, b o c h c e m y P a n u coś powiedzieć i o z n a j m i ć . "
G d y W ó j c i c k i chce t ł u m a c z y ć sens s n u p r z e r y w a m u g ł o s :
„ N i e s y n u ! j a sama M a t k a B o s k a będę tłumaczyć

twemu ojcu

się j e s z c z e

wybranego.

Narodu

Polskiego

{...)."

Sen m ó w i o w o l i B o g a . Sala t o P o l s k a , okrągła „ b o n p . prędzej

To

też b o g a c t w o

i długowieczność.

z romantycznego

widzenia

Polski

I n t e r p r e t a c j a jest p r z y t y m n a poziomie

wywodzą­
—

narodu

wydarzeń
w

latach

1 9 5 9 — 1 9 7 0 . Wyjaśnienie snów ojca było d l a Wójcickiego ważne.
T r a k t u j e o n sferę s n ó w b a r d z o p o w a ż n i e j a k o ś w i a d e c t w o

prawd

o b j a w i o n y c h . D l a n a s , obserwujących i opisujących Wójcickiego,
że

Księgach

urzędu.

silne r z ą d y k r a j e m z miłością d o

l a t osiemdziesiątych, podczas g d y s n y miały miejsce

interpretacja

w

miłość, k r e w , m ę k ę . Proszę

d o pełnienia w y s o k i e g o

d o współczesnych realiów, d o stereotypów p r o r o c t w ,
cych

i R e d a k t o r o w i A l e k s a n d r o w i J a c k o w s k i e m u a t o dlatego, że t o
będzie

zaproszenie

nastąpią

C h a r a k t e r y s t y c z n e j e s t w i n t e r p r e t a c j a c h snów o d w o ł y w a n i e

wszystko

kiedyś

k a t a k l i z m a c h które

tego

Polska

i zasiądzie p r z y stole n a k r y t y m

pluszem, który oznacza

p l u s z e m , z t ą j e d y n ą r ó ż n i c ą , ż e t u g d z i e t r z y m a się r ę c e c z y l i

k a n y m i literami n a jej przedniej

do

w i e l u sił i b a r d z o w i e l e c z a s u . " K o l u m n y o z n a c z a j ą , ż o

okrągły, gdzieś o średnicy 1 5 - t u metrów, a cały b y ł o b i t y czer­
pluszem.

prostokątną

to trzeba

stanowi

snów j e s t interesująca
projekcję

jego

przede

osobowości,

wszystkim

wiary,

dlatego,

nadziei,

prze­

świadczeń i marzeń.

P R Z Y P I S Y

R . W ó j c i c k i , Życiorys
w głębię milczenia.
O Ryszardzie
1982 n r 1 — 4
1

własny;
D o m i n i k Opolski,
Wejście
Wójcickim,
„Pol. Szt. L u d . " R. 36,

W ó j c i c k i zaczął m ó w i ć w 3 r o k u życia. D y k c j ę m a niedobrą.
W 1 9 7 0 r . p o j a w i ł y się z a b u r z e n i a m o w y , m ó w i , z w ł a s z c z a g d y
jest czymś p o d e k s c y t o w a n y , s z y b k o , u r y w a n i e , niewyraźnie.
2

O t o n p . 1 5 . 0 7 . 1 9 6 8 r . słyszy głos M a t k i B o s k i e j : „ S y n u
m ó j , p r z e m a w i a m p r z e z t w e u s t a , że w i a r a M e g o S y n a c h y l i się
już p r a w i e k u u p a d k o w i . N a r o d y mało czynią wysiłku a b y za­
p o b i e c u p a d k o w i w i a r y i a b y z a p o b i e c zagładzie ludzkości.
K i e d y m a b y ć zagłada ludzkości, t e g o c i n i e p o w i e m , ale pisz co
następuje:
3

1. R o k 1 9 6 8 — 6 9 — 7 0 p r z e j d ą b e z ż a d n y c h s z c z e g ó l n y c h z m i a n
2. W l a t a c h 1 9 7 0 — 8 0 b ę d z i e g ł ó d , d u ż e p o w o d z i e (...)."

Jeśli m ó w i m y d o B o g a , m o d l i m y się; jeśli B ó g p r z e m a w i a d o n a s , c i e r p i m y n a "schizo­
frenię. J e ż e l i z m a r l i m ó w i ą d o n a s , j e s t e ś m y s p i r y t y s t a m i ; jeśli B ó g m ó w i d o n a s jesteśmy

schizofrenikami.
Thomas

Sen n i e z r o z u m i a n y jest j a k n i e o d c z y t a n y

S. S z a s z

list.
Talmud

Świadomość p o z w a l a

się w y t r e s o w a ć j a k p a p u g a , a l e n i e nieświadomość.
Carl Gustav J u n g

114

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6398" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6378">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/65089ed780a2d0bc456f230b98e75a3b.pdf</src>
        <authentication>20410b3a60bccb3512e9a9d53ebdae78</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76242">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3319</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76243">
                <text>1984</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76244">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76245">
                <text>Erwin Sówka - duchowy spadkobierca nauk Teofila Ociepki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76246">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1984 t.38 z.1-2, s.77-88</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76247">
                <text>Wisłocki, Seweryn A.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76248">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76249">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76250">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76251">
                <text>II.

1. Święta

Nikiszowiec

Barbara,

Seweryn A. Wistocki

ERWIN

SÓWKA

D U C H O W Y SPADKOBIERCA NAUK
OCIEPKI

Oglądając p r z y różnych okazjach dawniejsze o b r a z y E r w i n a
Sówki

miałem

t a k i e odczucie,

końca, w y h a m o w a n o

ż e są o n e n i e d o p o w i e d z i a n e

do

w pół d r o g i a przez t o niepełne.
które

b y ć m o ż e z r o d z i ł o się z t e g o , ż e o b r a z y t e g o m a l a r z a i n t r y g o w a ł y
i

wywoływały

wewnętrzną

znaczeniowy,

potrzebę

poznania

innych

jeszcze

język, którego n i e z n a m , ale k t ó r y m a swoją i m m a m o ż n a się b y ł o z g u b i ć w o d c z y c i e o b r a z u , a

prze­

cież m o g ł a t o b y ć m y l n a h i p o t e z a . M o g ł o n i e b y ć żadnego k o d u ,
j o d y n i e d o w o l n a g r a różnego r o d z a j u f a n t a s t y c z n y c h elementów,
wywołująca

takie

skojarzenia.

Zacząłem

właściwie

przychylać

się d o p r z e k o n a n i a , że t o j e s t s p e c y f i c z n y , s a m o r o d n y s u r r e a l i z m .
Los

ciągoty

zdarzył, że p r z e z p e w i e n

czas m i e s z k a ł e m

stosunkowo

do

wiedzy.

objawia

głębokiego

Ma

dla

górnik,

filozofowania,

jak

i

Sówka imponującą
r

wywodu

Wręcz

wątków

ono nic

przeciwnie,

rozważaniach

poetyckich.
sprawność intelektualną —
uczynić

niezliczoną

ilość

o d d y g r e s j i , rozwinąć wiele, jego z d a n i e m

całości

wynikałoby

wykształcenia

ale n i e m a

„chłopską filozofią".

metafizycznych

prow adzonego

dygresji

prosty

i dowodów formalnego

się o n o w s u b t e l n y c h i w y r a f i n o w a n y c h

zarazem

od

Ten

społecznej

wspólnego z osławioną

m i się, ż e j e s t w n i c h j a k i ś u k r y t y k o d

nentną „ g r a m a t y k ę " . S y m b o l i k a , ale j a k a ? Idąc z n a n y m i t r o p a m i
dość s z y b k o

zaskakującej

z jego pozycji
ma

B y ł o t o odczucie właściwie n i c z y m n i e u m o t y w o w a n e ,

jogo prac. W y d a w a ł o

i

TEOFILA

pobocznych

i nigdy

potrafi
dygresji,

niezbędnych

n i e zdarzyło

m u się

p o g u b i ć , z a p l ą t a ć l u b s p r o w a d z i ć całość d o b a n a l n e j , c z y z g o ł a
czczej g a d a n i n y . J e s t człowiekiem s k r o m n y m , z n a t u r y

nieśmia­

ł y m , z a m k n i ę t y m w sobie i n ą « o dzień m a ł o m ó w n y m , lecz w m o ­
mencie wielkiej potrzeby
duje

się

w

gronie

wewnętrznej, n a t c h n i e n i a , jeżeli z n a j ­

zaufanych

przyjaciół

p o t r a f i się

otworzyć

b l i s k o E r w i n a S ó w k i i p o s t a n o w i ł e m p o z n a ć g o b l i ż e j . O k a z a ł się

szczerze i d o końca, a c z y n i t o w sposób n a t u r a l n y , bez e k s h i b i ­

bardzo

cjonizmu.

interesującym

człowiekiem

o

rozwiniętej

wyobraźni

77

�dlo

robotników.

J o się i n o w

pełni w y ż y w o ł

w

tych

różnych

boginiach sumeryjskich, egipskich czy i n d y j s k i c h , b o t u mogłem
sobie p o z w o l i ć . T a s y m b o l i k a s t a r o d a w n a , c o m ją stosował b y ł a
d l a n i c h n i c a n i c n i e zrozumiała, i n o myśleli, że j o gołe b a b y m a ­
lują, t a k j a k t o t e r a z j e s t m o d a . N i m a t a k i e j g a z e t y , ż e b y chociaż
g o ł y c h c y c k ó w r a z n a jakiś czas n i e p o k a z y w a ł a . N i e

powiem,

zawsze m n i e ciągło d o m a l o w a n i a aktów k o b i e c y c h , t a k j a k r o b i l i
d a w n i m i s t r z o w i e , ale jo nio m a m n a t o warunków. N i e m o m p r a ­
c o w n i , a j a k b y m sobie m o d e l k a u nas w J a n o w i e

przyprowadził

i k a z a ł się j e j r o z d z i a ć , ż e b y p o n a g u j o m m a l c n a ć , j a k b y się t o
rozniosło p o o k o l i c y , t o n i e m i o l b y m życia a n i j o , a n i m o j a
ani dzieci. T o som ciemni ludzie. Szkoda

baba,

godki na ten temat."

N i e w i e m w j a k i sposób m o ż n a dozować fantastykę w o b r a ­
z a c h , n i o w i e m też j a k m o ż n a udzielać t a k i c h k u r i o z a l n y c h r a d ,
a l e n a p e w n o w y w o d z ą się o n e z p r z e s t r a c h u p a n u j ą c e g o w p e w ­
nych

kręgach

administratorów

kultury,

którzy

obawiają

się iż

t w ó r c z o ś ć t e g o , c z y i n n e g o a m a t o r a w y ł a m u j e się z g r z e c z n e j p o ­
prawności, z założonych

z góry d l a n i c h , , r a m " . Wszystko

o r y g i n a l n e , nowe, rzeczywiście twórcze g r o z i
konsekwencjami,
Wystarczy

bowiem

jest nie d o

przykład

Erwina

przewidzenia!

Sówki.

1981 r o k u w M u z e u m R e g i o n a l n y m
„Wizjonerzy

co

nieprzewidzianymi

Zdarzyło

się

latem

w Z a b r z u , w czasie t r w a n i a

interesującej

wystawy

fesjonalnej",

że s t a r s z y m ę ż c z y z n a z w i e d z a j ą c y

w

polskiej

sztuce

niepro­

wystawę

stanął

j a k z a h i p n o t y z o w a n y p r z e d w i z e r u n k i e m świętej B a r b a r y n a m a l o ­
wanej

przez

S ó w k ę ( i l . 1). P o

c h w i l i u k l ą k ł i z a c z ą ł się ż a r l i w i e

m o d l i ć . W y w o ł a ł o t o sensację. M ę ż c z y z n a n i o z w r a c a ł n a n i k o g o
u w a g i , a k i e d y s k o ń c z y ł się m o d l i ć , w s t a ł , o t a r ł ł z y i b e z s ł o w a
opuścił m u z e u m . O t y m n i e c o d z i e n n y m j a k n a m u z e a l n e

zwyczaje

z d a r z e n i u opowiedziała m i J a d w i g a K o s - P a w l a s kierująca działem
p l a s t y k i nieprofesjonalnej
II.

2. E r w i n S ó w k a

Wokół
Sówki

niezwykłach

krążą

których

w

różne

muzeum.

przypadków

opowieści,

związanych

dziwne,

n i e sposób przytaczać,

l u b zgoła

b o można

z

obrazami

niesamowite,

zostać

posądzonym

o b r a k „ w s z y s t k i c h k l e p e k " . J a k b y n i e patrzeć n a sprawę, dość
specyficzna
Nauczony
i

w i e l o m a doświadczeniami zarówno własnymi, j a k

O c i e p k i , ale i S k u l i k a także, swoje predylekeje

teozoficzne

ukrywa

w

zręcznych

peryfrazacb,

i rozważania

czy

wręcz

nie­

domówieniach. D o p i e r o p o długim czasie, k i e d y nastąpiło m i ę d z y
n a m i o s t a t e c z n e p r z e ł a m a n i e l o d ó w , s t a l się Sówka, n i e o c e n i o n y m
przewodnikiem
niecodzienne
pozwalającym
niewielkim

po krainie swojej

wyobraźni inspirowanej

w naszej rzeczywistości źródła oraz
dokładniej

zrozumieć

wszystko

teatruni janowskiej gminy

D ł u g i e , n i e r a z całonocne r o z m o w y

przez

komentatorom

co się d z i a ł o n a

okultystycznej.
o sztuce, w t y m i o jego

m a l a r s t w i e potwierdziły moje niegdysiejszo, mgliste d o m n i e m a n i a .
T o w z g l ą d n a najbliższo środowisko, n a o p i n i e jurorów

w różno­

r a k i c h l o k a l n y c h k o n k u r s a c h w j a k i c h wcześniej k a r n i e s t a r t o ­
w a ł , aż d o m o m e n t u wewnętrznego b u n t u i i n n e tego s a m e g o r o ­
dzaju powody

s t a ł y się w ę d z i d ł e m d l a j e g o w y o b r a ź n i . . . W i e s z - -

m ó w i Sówka —

j o robił n a t e j k o p a l n i , t r z a b y ł o z czegoś żyć,

t o m u s i o l e i n się l i c z y ć z o p i n i o m , j a k t o p o w i e d z i e ć —

władzy.

1'rzez s w o j e m a l a r s t w o , j a k b y m t a k d o k o ń c a p o w i e d z i o l co b y ł o
we

m n i e . t y l k o mogłem

sobie bardzo

zaszkodzić. Nie, chodziło

o t o , że m o g l i b y ze m n i e z r o b i ć w a r i a t a , b o j o i t a k już b y l w i c h
oczach

n i e c a ł k i e m n o r m a l n y . Nie, e h c i o l e m , ż e b y m i p r z y l e p i l i ,

żem jakiś j e i c h wróg, j a k t o było z Ociepką, b o b y mną
wierali, dowali

do najgorszych

robót

z których

n i ma

ponie­
pienię­

dzy.

aura otacza

dzieła i postać j e d n e g o z n a j w y b i t n i e j ­

polskich twórców samorodnych

pochodzącego z

Janowa,

a zamieszkałego o s t a t n i o w K a t o w i c a c h . Bronisław K r a w c z u k , zna­
n y m a l a r z n i e p r o f e s j o n a l n y i o d l a t p r z y j a c i e l S ó w k i , t w i e r d z i , że
m a w swojej k o l e k c j i d w a t a k i e obrazy, które p r z y
na

wystawy

za k a ż d y m

razom

stwarzają

wypożyczaniu

specyficzne

G u b i ą się i k i e d y j u ż n i o m a n a d z i e i , o d n a j d u j ą się w
okolicznościach. J e d n y m z n i c h jest z n a n y
Hypnos

wystawie
O

z wielu reprodukcji

( i l . okładka), który „swoje s z t u c z k i " wyprawiał

poza granicami kraju,
wej

kłopoty.
dziwnych
również

między i n n y m i w Jugosławii n a świato­

„Naiwni—77".

początkach

swojej

przygody

malarskiej

tak

opowiada

S ó w k a : „ D o koła w k o p a l n i „ W i e c z o r e k " wstąpiłem w 1955 r o k u .
Malowałem

już

wcześniej

się z s z e d ł z E w a l d e m

przypadkowo

żem

G a w l i k i e m . O n robił r a z e m z m o i m

temperą.

Jakoś

ojcem

w k o p a l n i i t a k jakoś trafiłem d o tego j e i c h k l u b u . Całkiem wcześ­
niej chodziłem d o d o m u k u l t u r y n a u l i c y F r a n c u s k i e j , t a m k a j
teroz j e s t B i b l i o t e k o Śląska w K a t o w i c a c h i t a m u g ó r y b y ł a f a j u o
pracownia plastyczna. T o był okres socrealizmu. Przede w s z y s t k i m
r y s u n k u się t a m u c z y ł o . H u m n a w e t s t a m t ą d ś w i a d e c t w o .

Cho­

d z i e ! coś ze d w a l a t a , a p o t e m t o r o z w i ą z a l i . T o b y ł a d l o m n i e
przygoda,

wtedy

o t y c h sprawach.

nie mioiem
Lubiłem

jeszcze

jakiegoś

jasnego

pojęcia

po p r o s t u malować. Jakoś m n i e

to

interesowało, a p o t e m p o m y ś l a l o m : c h y b a zostaną t y m m a l a r z o m .
Później był k l u b , ale j o t a m o d r a z u byłem i n n y . N i e w i e m , czemu,

Tak

s o b i e p o s t a n o w i ł e m , ż e j a k już p r z e j d ą n a e m e r y t u r a ,

b ę d ę m a l o w a ł d o koń e n . а p r z e d t y m
ćwiczenio d u c h o w e ,

moje

takie przygotowanie

go w sobie p r z e c z u w o m .
jeszcze n i e p o w i e d z i o l .

obrazy to m a j o m

a l e się n i e p r z e j m o w a ł e m k r y t y k a m i , a n i t y m co k a z a l i m a l o w a ć .

być

P r o s t o ż e m s z e d ł , b o m u w a ż a ł , że j a k j a s a m się n i e s k r y t y k u j ą , t o

d o t e g o m a l a r s t w a , co

m n i e t a k n a p r o w d o n i k t n i e skrytykują. J o musza być s o m przed

Tyś t o w y c z u l — ciekawe! N i k t m i tego

sobą o d p o w i e d z i a l n y

za t o co

robią."

Z a w s z e g o d o ł i t u u n o s , n a Ś l ą s k u , że są

o n e z b y t f a n t a s t y c z n e i r a d z i l i m i , że l e p i e j b y m h a m o w o l z t o i n
fantastyką, b o n i e będę zrozumiały d l o l u d z i , a już

78

szych

nojbardziej

Czterdziestoośmiołetni górnik z k o p a l n i „ W i e c z o r e k " o d p o ­
n a d ćwierćwiecza p o s z u k u j e sfery „lepszego świata" w

medytac-

�I

�II.

jach o k u l t y s t y c z n y c h i wynikającym

5. Vrella,

oloj/pł., w y m . 5 0 x 6 0 c m , 1 9 7 3 r .

z tego malarstwie. M i m o

n i e i d z i e z d u c h e m c z a s u . N i k t się n i e s p o d z i e w a ł , ż e z O c i e p k ą

b l i s k i e g o sąsiedztwa, b o w i e m o b a j m i e s z k a l i n a u l i c y o wdzięcznej

i jego m a l a r s t w e m t a k i obrót przyjmą

n a z w i e „Leśnego P o t o k u " w J a n o w i e i przynależeli przez p e w i e n

siedemnaście l a t , t o co j a m o g ł e m z t o g o

czas

do

tego

samego

zespołu

malarzy-prymitywistów,

Erwin

Sówka n i e b y ł bezpośrednio u c z n i e m T e o f i l a O c i e p k i , lecz znalazł
się o d r a z u p o d w p ł y w e m
a potem dysydenta w
dysputy

ze

ficznych
niego

Skulikiem,

wciągnięcie

pobudzających

literatury

Bolesława

S k u l i k a , niegdyś

ucznia,

s t o s u n k u d o m i s t r z a . T o właśnie
w

otchłań rozważań

wyobraźnię,

okultystycznej

lektura

zaważyły

długie

Obok

zdecydowanie

zainteresowań o k u l t y s t y c z n y c h , a może

która odegrała b a r d z o istotną rolę w jego

dzieć. T e n W s c h ó d

na

duchowa,

Tradycja

u s t n a k r ę g u j a n o w s k i e g o n i e s i e , że p o m i m o t e g o T e o f i l

Ociepka

dzięki n i m ,

twórczości.

„ S k ą d te zainteresowania, t r u d n o jest n a t o teraz

od

u k s z t a ł t o w a n i u się o s o b o w o ś c i w r a ż l i w e g o m ł o d z i e ń c a .

miałem

zrozumieć?!"

z r o d z i ł a się u S ó w k i f a s c y n a c j a k u l t u r a m i s t a r o ż y t n e g o W s c h o d u ,

teozo-

pożyczanej

sprawy. W t e d y

klimat

ciągle n a m n i e

duchowy

tamtej

ciążył. T o
sztuki,

odpowie­

jest jakaś

który

więź

wyczuwam,

k t ó r y j e s t m i b l i s k i . S a m się n i e r a z n a d t y m z a s t a n a w i a m , o d
czego

t o się z a c z ę ł o , a l e c h y b a

o d baśni, z r o s y j s k i c h f i l m ó w .

uczynił go j a k b y s w y m „ n a s t ę p c ą " w a r t y s t y c z n y m tego słowa

M i e l i o n i w t e d y w i e l o t a k i c h baśniowych f i l m ó w , a za tą baśnią

znaczeniu. P e w n e g o r a z u miał t a k powiedzieć d o Sówki: „Myślisz

k r y ł a się w n i c h g ł ę b o k a f i l o z o f i a W s c h o d u . T e f i l m y m n i e i n ­

i

malujesz

boisz

się

inaczej
swojej

przemawia.

j a k j a , ale t y jeden

wyobraźni,

Będziesz

godnym

czyli
być

z nich wszystkich nie

tego,
po

że

przez

ciebie

duch

spirowały. M a m k i l k a książek n a t e n t e m a t , ale n i e t y l e
interesuje, t o co jest napisane, ile k l i m a t ,
który

mnie."

ale
Sówka

potwierdza

to

zdarzenie,

a

o

swych

kontaktach

t a m niepodzielnie

I n d i e , szczególnie

panuje.

Indie i w

w n i o j z a w s z e coś t a j e m n i c z e g o ,

sztuka

Sumerów,

sztuka Wschodu.

Było

a m n i e i n t o r e s o w a ł a siła m a g i i ,

z O c i e p k ą t a k m ó w i : „TJ T e o f i l a b y ł e m w d o m u t y l k o r a z w ż y c i u .

iluzji,

elektrowni

n i e d o końca, b o j a k będę dużo czytał n a t e n t e m a t , t o m o g ę

maszyny,

nieświadomie odrzynać w obrazach pewne s p r a w y . Stwierdziłem,

przez

d z i w n y m człowiekiem.

półtora

roku.

J a z n i m robił w

Czasem chodziłem

do niego,

do

ale o n był t a k i niezrozumiały w t y c h m e t a f i z y c z n y c h
niach.

Byłem

za

młody,

wyobraźnio

miołem

nie

rozważa­

rozbudzono

niezwykłego.

tylko

ogóle

mnie

sztuce,

Był

dość

czegoś

Nie

ten duch w

Przeczytałem

kilka

że n a s z a c y w i l i z a c j a j e s t p ł y t k a , t a k m o ż n a

książek,

choć

powiedzieć, t y l k o

t e c h n i c z n a i n i e m a w n i e j t e j w i e l k i e j głębi d u c h o w e j j a k a jest

i p o p r o s t u z a g ł u p i , ż e b y z t e g o coś z r o z u m i e ć . T a m g o u w a ż a l i

w

z a „ k o p n i ę t e g o " człowieka., a o n się w t e d y j u ż n i e k o n t a k t o w a ł

szedłem

z n i k i m . B y ł b a r d z o zamknięty. M o ż e b y ł b y i n n y , ałe mało k o g o

medytują o w s z y s t k i m . L u b i ą samotność i rozmyślanio. P o w i e ­

i n t e r e s o w a ł y w t y m c z a s i e t e s p r a w y . N a ś m i e w a l i się z n i e g o , ż e

dział

80

sztuce W s c h o d u . Trzeba
do takiego

przecież

t o g o s a m e m u szukać. O s t a t n i o d o ­

stadium,

mędrzec

że dużo

Wschodu,

przebywam

żeby

nie

sam i

kontaktować

dużo
się

�z nikim,

bo n a u c z y c i e l p r z y j d z i e

medytują

przychodzą

spływają

jakby

z

takie

som w postaci ducha.

fascynacje

powietrza,

jakby

że

po

m i jakiś

Kiedy

prostu
głos

obrazy

powiedział:

są t o u r o j e n i a l u b c z y s t a f a n t a z j a , a l e s t w i e r d z o n o n i e j e d n o k r o t ­
n i e u niego zdolność t e l e p a t y c z n e g o
W

sztuce

jest wymagający

n a d a w a n i a sygnałów.

wobec siebie,

ale też i w o b e c

zrób t o t a k , a t a k . T a k i e o b r a z y wychodzą m i n a j l e p i e j . T o jest

innych.

s p r a w a k o n c e n t r a c j i , a l e i o b s e r w a c j i ż y c i a . W o l ę stać n a u b o c z u

intelektualnego. Wyczuwa

i

obowiązków

dorosłym artystą m ó w i , t o t r z e b a budować w a r s z t a t , ale pracę

się

dzieje?

r a k t e r u . T o jest s p r a w a najważniejsza, b o t o jest s p r a w a d u c h a ,

t a k i głos w e w n ę t r z n y j a k i jest w człowieku, który m u

p o t e m m o ż n a się u c z y ć j a k s t a w i a ć k r e s k i i p l a m y n a p ł ó t n i e .

obserwować. Zrzucić z siebie
i

balast codziennych

szukać u k r y t e g o sensu ż y c i a .
To

Weźmy

ciągłe

pytanie:

każdy

posiada

taki

uznaje

łatwizny

f o r m a l n e j , j a k również

j e n a odległość.

„Jak

oszustwa

się c h c e

być

t ę m u s i się z a c z y n a ć o d s w o j e g o w n ę t r z a , o d p o p r a w i a n i a c h a ­

dlaczego?

Dlaczego

tak

m ó w i j a k c o m a r o b i ć . J e s t t o p e w n a siła d u c h o w a . N i e
czy

Nie

głos w e w n ę t r z n y ,

a

wiem,

z drugiej

strony

O b r a z m u s i p o w s t a w a ć z m i ł o ś c i , m u s i się g o c z u ć s e r c e m ,

wtedy

n i e t r z e b a się z a s t a n a w i a ć .

s k o r o j e s t , t o s k ą d się b i e r z e ? C z y t o j e s t j a k i e ś d r u g i e j a ?

Czy

Są t a c y , k t ó r z y u d a j ą a r t y s t ó w . T a m g d z i e m a b y ć s e r c e

o n o p o p r o s t u i s t n i e j e , t o m o j e d r u g i e j a ? Z czego i c z e m u

me

j e s t głaz. O n i n i c z e g o n i e odbierają w sensie d u c h o w y m . D l a n i c h

podpowiado

n i e m a ż a d n y c h w r a ż e ń , a w t y m co r o b i ą są całą

powierzchow­

j a k b y p o p r o s t u z d a l n i e s t e r o w a n i ? J e d n i m ó w i ą , że życie m a

•— z r ó b t o t a k , a t a k ! —

C z y n i e jesteśmy

czasem

n o ś c i ą . N i e j e s t w a ż n e c z y są a m a t o r a m i , c z y p o

akademiach,

sens, a i n n i że n i e . G d y b y w ogóle n i e było łudzi, c z y b y ł o b y ż y c i e ,

n i o j e s t w a ż n e w j a k i sposób z a m a l o w u j ą płótna, jaką posługują

t a k i e j a k m y g o r o z u m i e m y ? M y ś l ę , że w t e d y m u s i a ł o b y z a i s t n i e ć

się t e c h n i k ą , b o w t y c h o b r a z a c h n i c w o g ó l e n i e m a . W e ź m y

w

m a t e r i i , ale

naszych

poza

j a k r z u c i się p i ę k n e p l a m y , ł a d n e d l a o k a , t o w s z y s t k o , a p r z e c i e ż

czystej

to

tyż
Ja

postaci duchowej, bo m y istniejemy

jest

jakoś

jeszcze

sprawa

siebie

zaprojektowano

d o końca

w

daleko

n i e odnalazłem,

nami.

ale w i e m ,

pójdę w k i e r u n k u m a l a r s t w a religijnego, co n i e znaczy,
ono

być takie j a k w

Czuję w t y m m o j e
Erwin

Sówka

kościele. C h o d z i

o jego d u c h o w o m

jest

to

j e s t w s t a n i e siłą s w e g o d u c h a s p r o w a d z i ć

uważają,

że

że malują z n a t u r y a t o b u j d a ! Jedoń z d r u g i m m a t r o c h a pamięci

treść,

mediumicz-

s p o t k a n a k o b i e t a zwróci jego

co i c h z n a m

t o j u ż b y ł o i t o s t o r a z y l e p s z e . C h w a l ą się j e d e n p i z e z d r u g i e g o ,

n y m i , chociaż n i e c z y n i z n i c h większego użytku. T w i e r d z i ,
jożcli jakaś p r z y p a d k o w o

wszyscy,

że

wzrokowej,
wychodzą

właściwościami

prawie

że m a

przeznaczenie."
obdarzony

amatorów,

że

uwagę,

ją, a raczej

jej

któro
im w

u t i w a l o pewno
obrazach

elementy,

ale one, o

marnie i nieudolnie

kiedy

dziwo

malujom

śląski pejzaż. R o b i ą t o i n o j a k j e s t k o n k u r s b o t a k d l o z a r o b k u
odrzynają

niemieckie,

francuskie, czy holenderskie

landszafty.

K o p i u j ą z c z e g o się d o . N i e c z u j ą k l i m a t u . T o m a j ą b y ć a m a t o r z y
m a l a r s t w a ? T o są i n o g ł u p i e m a ł p y k t ó r e s k a c z ą j a k k t o i m z a g r a ,

d u c h a n o c ą d o s w e g o d o m u i d o w i e d z i e ć się o d n i e j w s z y s t k i c h

a t o j a k i ś W y d z i a ł K u l t u r y , a t o s ą s i o d , b o se u m y ś l i ł , ż e m u

szczegółów, n a w e t n a j b a r d z i e j i n t y m n y c h z j e j życia. B y ć

m a l a r z widokówka powiększy n a ściana."

II.

może

6. Kleopatra,

ołej/pł., 1 9 7 7 r .

81

�l ' j асе E r w i n a S ó w k i o d b i e g a j ą b a r d z o d a l e k o s w ą o r y g i n a l ­
nością o d twórczości i n n y c h m a l a r z y s a m o r o d n y c h , co j a k d o t ą d

właśnie D u c h a i Materię. M a t e r i a jest s k a z a n a n a zagładę, n a
zniszczenie."

n i e p r z y c z y n i ł o m u popularności, a n i szerszego u z n a n i a . -Między
jego twórczością, a pracą w k o p a l n i zachodzi c i e k a w e

sprzężenie

K o b i e t y w życiu i m a l a r s t w i e E r w i n a Sówki t o interesujący
temat.

„Ja

zawsze t a k i e k o b i e t y

maluję

—

mówi

jakieby

się

z w r o t n e . „ P r a c a w k o p a l n i dużo daje m o j e j sztuce, m ó w i , g d y b y m

chciało spotkać. D u ż o b y m a k t ó w m a l o w a ł , ale n i e m a m w a r u n ­

nie r o b i ! n a dole, n i o byłbym w stanie namalować i jednej

ków.

trzeciej

t e g o , co malują. P r a c a t a jest d l a m n i e c i o r p i e n i e m i z t e g o cier­

T e n o b r a z n a z w a ł e m Pieśń

T a Ave

z

Dzie­

to jest całkiem r e l i g i j n y obraz,

o Śląsku.

Maryja

choć

p i e n i a powstają obrazy. T o jest t a k i mój „ k r w a w y p o t d u c h o w y " .

ciątkiem

J o t a m j e s t e m o p i e p i z a n y , g n o j o n y — m u s z a t w o r z y ć ! T a ciężka

M a r i a m a gołe p i e r s i i t o serce z p i e r n i k a , j a k t o k i e d y ś b y w a ł o

robota

n a odpuście —

zmusza

mnie

do

r e f l e k s j i , o n a napędza

życiowo. I n n y górnik n i e o d c z u w a

moja

filozofio

tego, p r z y w y k ł już j a k koń

i t e n Józef

Święty

„Kocham

cię s t a r a " . K o t , co t a m się łasi j e s t

t a k s e k s u a l n y , j a k c h o l e r a . O n j e s t s t a r y zbereźnik. U w a ż a m , że

d o k i e r a t u i n a ś m i e w a się ze m n i e , c o t o j a t a k i e g o m a l u j ą .

To

t a k i e jest życie. N i g d y n i o malowałem k o b i e t t a k , żeby je p o r t r e ­

jest m o j a

że

tować.

nielubiana praca. Nieroz

budzą

się ze w s t r ę t e m ,

m a m iść d o k o p a l n i . M y ś l ą , ż e j u ż się w e m n i e u t r w a l i ł p e w i e n
s t a n d u c h a , że teroz, t o m ó g ł b y m n a g r u b i e n i e robić, a

Nie

daję

i m uśmiechu,

niczego."

P i e r w s z ą swą miłość egzaltowaną i eteryczną p r z e ż y ł w w i e k u

zająć

l a t sześciu, k i e d y z o s t a ł r a z e m z r o d z i c a m i w y w i e z i o n y n a r o b o t y

się i n o m a l o w a n i o m . M y ś l ą , żo t e r o z t o b y j u ż n i e z a s z k o d z i ł o

d o N i o m i e c . S p o t k a ł t a m ró%vieśnicę z n a j d u j ą c ą się w i d e n t y c z n e j

moim

obrazom."

Drogą

s y t u a c j i . Była b r z y d k a , ale przyciągała go d o siebie z ogromną

mozolnych

warsztatową,

przez

ćwiczeń

co o b r a z y

osiągnął

wspaniałą

z o s t a t n i c h pięciu

biegłość

lat

niewiele

m a j ą w s p ó l n e g o ze s z t u k ą p r y m i t y w n ą . S ą w y s m a k o w a n e w k o m ­
pozycji, finezyjne
zadziwiają

w b a r w i e , chociaż

precyzją

rysunku,

wołanych w wyobraźni
Artysta

posługuje

proweniencji,

szczególnie

Erwin

używa

mocnych,-

anatomicznego,

wy­

modeli.
się

symboliką

przeważnie

ale n i e t y l k o . J e g o o b r a z y

surrealistów.
w sztuce.

kolorów

Sówka

n i e uznaje

tego

chwile

spędzali r a z e m ,

całowali się, z w i e r z a l i n a j -

głębszo dziecięce t a j e m n i c o . K o n i e c

wojny

s t a l się i c h r o z ł ą k ą .

N i g d y p o t e m n i e s p o t k a l i się, a l e o n a ż y j e c i ą g l e w j e g o p a m i ę c i ,
p o j a w i a się w s n a c h i w t e d y r o z m a w i a j ą
spełnionej miłości i o e z o t e r y c z n y c h

ze s o b ą o s w o j e j

zagadkach

bytu.

nie­

Jest ona

ideałem k o b i e c y m , jego o s o b i s t y m i d o l e m kobiocości. N a d a ł j e j
magiczne

imię U r e l l a .

„Na

t y m obrazie

teozoficznej

kojarzą się z p r a c a m i
jednak

silą. W o l n e

ш

pokazałem

j a k we

m n i e rodzą

się

siły,

m ó w i Sówka, b o j e s t e m mężczyzną m a ł y m , ciężko pracuję. Czasem

kierunku

j e s t m i b r a k sił, w i ę c m o d ł ę się d o P e w n y c h S i ł , b y p o m o g ł y m i

O b u r z a się k i e d y k t o ś p r ó b u j e p o r ó w n y w a ć j e g o m a ­

przetrwać d o następnego d n i a . T u jest t o p o k a z a n e , t o t a k o b i e t a ,

l a r s t w o z s u r r e a l i z m e m , t w i e r d z ą c , ż e są t o p ł y t k i e z a b a w y , p o ­

k t ó r a w e m n i e w n i k a . J e s t t o m a g i c z n a siła, j a k b y M a t k a D u c h a ,

z b a w i o n e głębszej m y ś l i , jakiegoś d u c h o w e g o

k t ó r a w e m n i e w c h o d z i . P o c z ą t e k t e g o j e s t z a w s z e t a k i : j a k się

sensu.

Surrealizm,

t o w e d ł u g n i e g o „ t a k i e w y g ł u p i a n i e się, r o b i e n i e r ó ż n y c h e f e k t ó w

p a t r z ę n a j a w i e w n o c y , c z y w e śnie

i nic poza t y m . "

gwiazdy,

właśnie j a k b y g w i a z d y

—

O n a m a cząstkę j a k b y

i O n a w c h o d z i do m n i e i pro­

m i e n i u j e . Czuję t e p r ą d y , które biegną o d m ó z g u , aż d o nóg i p r z e ­
Silny wątek erotyczny, element k u l t u fallicznogo,
tantryczna

personifikacja

ziemskich wpisane
Nikiszowca
mach

Kutza),

nadprzyrodzonych

są c z ę s t o w r e a l i a s p e c y f i c z n e j

(wykorzystanej

„Sól ziemi

mierza

mocy

d l a swojej

czarnej"

i „Perlą

narzędzi

i maszyn

wyraźnie

jak i

zgoła

architektury

chorobliwej urody w

w

k o r o n i e " przez

górniczych.

Wszystkie

te

wymo­

w i e m o r a l i z a t o r s k i e j . „ T u j e s t B a r b a r a , m ó w i o j e d n y m ze s w y c h
obrazów

E r w i n Sówka,

to jest

nasza

p a t r o n k a górników,

ale

ona powstała u m n i e z t a k i c h elementów murów N i k i s z o w c a , bo
Nikiszowiec
jak

zbudowany

chodniki na

dole.

jest
To

tak, jakby

jest

jakby

zjechać

kopalnię

do

kopalni,

wyciągnąć

na

powierzchnia.

z

powrotem.

Nazywam

z elementów

m a s z y n , cała j e s t zresztą z e l e m e n t ó w górniczych, które

towa­

duchowym".
Niej

ź l e b y m się c z u ł . "
Jedyną kobietą jego życia jest żona, którą k o c h a i z którą
m a dwoje
byłaby

d z i e c i . J e d n a k Sówka uważa, że d l a a r t y s t y ideałem

k o b i e t a bezpłodna —

porządkowana

potencji

bardzo

przekonaniu,

bliskie

towarzyszka

twórczej
z

swego

którego

w y k s z t a ł c i ł a się i n s t y t u c j a h o t e r —
dziewcząt

przeznaczonych

na

życia zupełnie
mężczyzny.

w

starożytnej

pięknych i

niekrępujące

pod­

Jest

to

Grecji

wykształconych

towarzyszki

życia

polityków i artystów, wodzów i kapłanów, słowem l u d z i , k t ó r y m
p o s i a d a n i e r o d z i n y utrudniałoby działalność
Jest spocyficzny

Koronę m a o n a z noży k o m b a j n o w y c h , szyja

t o „Stosunkiem

O n a o d r a d z a w e m n i e siły, których n i e r a z m i b r a k u j e . B e z

fil­

Włodzi­

e l e m e n t y tworzą fascynujący k l i m a t w o b r a z a c h o m o c n e j

chodzą

który

fenomen

w m a l a r s t w i e E r w i n a Sówki, na

p i e r w s i zwrócili uwagę Aleksander

Zimmerer.

Chodzi

publiczną.

o wspomniany

Jackowski i

wcześniej w

Ludwig

t y m szkicu, nie

rzyszą n a m w p r a c y . I t a k właśnie powstała t a B a r b a r a . Święta

s p o t y k a n y n i g d y ' i nigdzie p r z e d t e m w polskiej sztuce t a n t r y z m .

B a r b a r a nie jest d l a m n i e t y l k o obrazem, który m a m y w cechowni,

W y n i k a o n zarówno z fascynacji W s c h o d e m ,

jest j a k g d y b y

t a c j i o k u l t y s t y c z n y c h , któro w istocie swojej

d u c h o m . J o się m o d l ą d o n i e j , j o m y ś l ą

o niej i nieroz mówię: —
Częstego w
rozumieć

w

odwiecznym
ryjskie

idole

obrazach

B a r b u r k o ! Pomóż m i ! "

w i e l u twierdzeń f i l o z o f i c z n y c h

Sówki wątku erotycznego

zwulgaryzowany
symbolem

często

sposób.

Dla

niego

n i e należy
kobieta

miłości, ciągłości i radości życia.

ż e ń s k i e są d l a n i e g o

równoznaczne

ze

jest

Sume-

współczes­

n y m i k o b i e t a m i , c h o c i a ż p r z e k o n a n y j e s t , iż l u d z i e s p r z e d t y s i ę c y
l a t m i e l i o w i e l e lepsze pojęcie o miłości i seksie, niż m y

teraz.

U w a ż a , ż e n a m się t y l k o d u ż o w y d a j e w t e j i i n n y c h d z i e d z i n a c h ,

j a k również

był

Erwin

Sówka

pod

wpływom

w

Polsce

istoty

przed

wojną

alchemii.

najmniej

interesowali

świadczalnymi,
Głównym

znaleźć

Otóż

można

prawdziwi
się

sprawami

choć i c h całkiem n i e
celem

interesującą

alchemicy
czysto

chemicznymi,

i c h działań i zainteresowań

Została j a k

mistycznego.

to t a k wy­

cesów a l c h e m i c z n y c h r o z w i j a l i o n i t e o r i e f i l o z o f i c z n e ,

obraziłem, że o n a b y ł a
ingerencję

człowieka,

Córka-Natura.

straciła

t o swoje

Była

piękno, ale przez

piękno. T o

myśmy

ją

było

głosić

otwarcie

zgwałcili, gwałcąc p r a w a n a t u r y . I t u j e s t cało p r o w d a o b r u t a l n e j

sztuką u m y s ł o w ą " —

My

d u c h o w y m o b j a w i e n i e m . Pokazując t o n a t y m obrazie, pokazują

82

człowiek
pro­

psycholo­

giczne i kosmogoniczne, których w d a w n y c h w i e k a c h nie można

i n g e r e n c j i człowieka w samą istotę życia n a k u l i z i e m s k i e j .

takim

do­

wtajemniczenia

P o d maską n o m e n k l a t u r y i opisów różnych

ryzykując

d ą ż y m y j a k b y w k i e r u n k u u n i c e s t w i e n i a się, a o n a b y ł a

wiodącej d o

był

p r o s t u K h a l i , bo&gt; K h a l i b y ł a

z córek b o g a .

n a drodze

wykładnię

lekceważyli.

i jego rozwój d u c h o w y

zgwałcona. J o sobie

loży

różokrzyżowi

z h i n d u s k i c h bogiń, opowiadał kiedyś Sówka, którą nazwałem p o
jedną

poprzez

kalifornijskiej

Różokrzyżowców. W publikacjach okultystycznych w y d a w a n y c h

a p o p r o s t u d a l e k o odeszliśmy o d n a t u r y . „ M o ż e p o w i e m o j e d n e j

mówi stara h i n d u s k a legenda,

od

r o d e m z I n d i i . C h c ą c t o , co p o -

w i e d z i a ł o m p r z y b l i ż y ć , m u s z ę z w r ó c i ć u w a g ę n a f a k t , że
Skulika

medy­

n i o są o d l e g l e

utraty

Osiągnięcie

w

języku

powszechnie

głowy. „Prawdziwa

głosi s t a r e p r z y s ł o w i e

„nadświadomości

zrozumiałym,

nie

transmutacja m e t a l i jest
alchemiczne.

ezoterycznej

zwanej

„ka­

m i e n i e m f i l o z o f i e z n y m " j e s t c e l e m w s z y s t k i c h szkół e z o t e r y c z n y c h

�И.

Wschodu i Zachodu. Podstawami
energia

i materia. W

lecia nastąpiło w z a j e m n e
а

jedność

w

dociekaniami

istocie

Gdzieś p o d k o n i e c ubiegłego

różokrzyżowców

kulturowych - -

Wzajemne
izmem,

między
na

naukami

Zachodzie.

tak przynajmniej

zainteresowanie

buddyzmem

a

okultyzmem

grafią, związaną z k u l t e m m o c y
Jego

fascynacja

stu­

Wschodu,

Różnorodność
wynika

twierdzą

jedynie

okultyści.

i w y m i a n a myśli między
zachodnim,

kalifornijską wpłynęły n a z a i n t e r e s o w a n i e

została n i e m o w i e d n i e

noszą

s k o n s t a t o w a n i e f a k t u , że i s t n i e j e z a s a d ­
dociekań

poprzez

hindu­
lożę

Sówki indyjską i k o n o ­

b o s k i c h w p o s t a c i a c h żeńskich.

t y m właśnie

nurtem w

sztuce

indyjskiej

rozwinięta przez Z y g m u n t a L i s a , artystę-

- p l a s t y k a , k t ó r y p r z e z długie l a t a p r o w a d z i ł zespół

olej/pł.,

z Dzieciątkiem,

tego światopoglądu są: umysł,

f o r m w j a k i c h e f e k t y d o c i e k a ń są p r e z e n t o w a n o
z różnic

Maryja

f i l o z o f i i i n d y j s k i e j te t r z y zasady

nazwę Czitta. P r a n a i Akasa.
nicza

7. Ave

plastyczny

p r z y k o p a l n i „ W i e c z o r e k " . O t ó ż n a prośbę S ó w k i — L i s t ł u m a c z y ł

mu

wiele

barwne

1 9 7 3 r.

p r o b l o m ó w z w i ą z a n y c h ze s z t u k ą i n d y j s k ą ,
reprodukcje,

słowem

zależności f i l o z o f i i i f o r m y
Zwrócenie

uwagi

przoz

pozwolił

w

tamtej
Sówkę

na

lepsze

przynosił

zrozumienie

kulturze.
na

indyjską

ikonografię,

z w i ą z a n ą z n u r t e m r e l i g i j n o - m a g i c z n y m w y w o d z ą c y m się z h i n ­
duizmu

i b u d d y z m u , m a motywację

zarówno

toozoficzną, j a k

i osobistą — w o g r o m n e j p o t r z o b i e m a l o w a n i a k o b i e c y c h a k t ó w .
Typowym
wanie

z j a w i s k i e m w sztuco ludowej i samorodnej

pretokstu do malowania

kobiecego

szym z nich jost t e m a t rajski, czyli A d a m
wiadomości

Dobrego

i Złego. Pretekst

aktu.

i Ewa pod

taki

jest

uży­

Najbanalniej­
drzewem

jest konieczny

dla

o k p i o n i a p r u d o r i i środowiska w j a k i m twórca żyje. W p r z y p a d k u
Erwina

Sówki

tantryczna

stylizacja

pełni

podobną

funkcję,

choć t r u d n o n i e z a u w a ż y ć j e j oryginalności. Z d r u g i e j s t r o n y n i e
można

bez k r z y w d y

d l a a r t y s t y t y l k o takiej wykładni

stoso­

wać.

83

I

�W

jego obrazach

funkcja znaczeniowa

tantrycznych

idoli

posadziłem n a t r o n nagą Kleopatrę. T a k i e g o t r o n u n i e m a nigdzie,

jest j e d n a k o d m i e n n a o d kanonów w s p o m n i a n y c h r e l i g i i wschod­

ale K l e o p a t r ę stworzyłem n a p o d s t a w i e

n i c h . O i l e n a p o c z ą t k u b y ł y t o j e d y n i e własne f a n t a z j o n a t e m a t

skich I d o l i . T o jest obraz

wizerunków
moce

w

bogiń wschodnich

naturze,

później

personifikujących

już

tantryzm

służebnie, j a k o f o r m a w y r a z u a r t y s t y c z n e g o ,
protestu
niego

przeciw

zagrożeniu

człowieka

najważniejsze

potraktowany

został

n p . d l a wyrażenia

przez

stworzoną

przez

N a początku powstała seria o r y g i n a l n y c h obrazów:

Asztoret

lub Isztar, Izys, Hathor, N a m m u w wielu odmianach.

Ciekawym

przykładem

stylizacji,

była

Wenus,

namalowana

w

indyjskiej

z s u m e r y j s k i m i s y m b o l a m i płodności i w śląskim, l u d o w y m w i a n ­
k u n a głowie. W s z y s t k i e one zostały r o z c h w y t a n e d o p r y w a t n y c h
kolekcji. J a k powstawały te obrazy?

Różnie, z inspiracji czysto

p r z y p a d k o w y c h . Miał w t e d y w duszy, j a k s a m o t y m mówił, taką
skłonność b y t y l k o t e b o g i n i e m a l o w a ć i w s z y s t k o d o n i c h s p r o ­
wadzał.
„Kiedy
sobie

z przydaniem

zrobiłem, m ó w i

Sówka,

w

rekonstrukcję

Tel Arnarna, ja

tej świątyni s a m ,

rzeczy. Tło

zrobiłem

nigdy nio byłem w Egipcie.

w

oparciu

Potem

o

zdjęcie,

bo

zacząłem budować

przecież
kompo­

umysłowo

i

zupełnie

uważa,

że

pozbawieni

ducha

technokraci.

najokrutniejsi bogowie

Erwin

wymagający

ofiar

l u d z k i c h , b y l i łagodni j a k b a r a n k i i p o p r o s t u b a r d z o h u m a n i ­
t a r n i w s t o s u n k u d o naszej „ P a n i T e c h n i k i " .
T a k rysuje
protest

się

przeciwko

najważniejsza

sprawa

dehumanizacji,

jaką

w

niesie

jego

twórczości,

nieuchronnie

sobą t e c h n i k a , uważana p r z e z technokratów za cel s a m w

ze

sobie.

B ę d ą c g ó r n i k i e m s p o t y k a się n a c o d z i e ń z „ d o b r o d z i e j s t w a ­
m i " mechanizacji

pracy wydobywczej.

t e m a t jest jednoznaczna:

O p i n i a górników n a ten

technika w naszych

k o p a l n i a c h służy

w p i e r w s z y m rzędzie d o zwiększenia w y d o b y c i a , a n i e d o z m n i e j ­
dziej

pylotwórcze

dopuszczalnie

górnicze

najbar­
są

nie­

hałaśliwe.

Przywiązany
w

w ę g l o w e są

n a świecie, nasze m a s z y n y

do

maszyny

człowiek

swoim naturalnym, biologicznym

przestaje

r y t m i e musząc

się d o t e m p a m e c h a n i z m u . „ P o k a z u j ę
jest b r u t a l n a p r a w d a tej pracy —

elementy dokoracyjne, które namalowałem. N a podstawie r y s u n ­

w N i k i s z o w c u , b o t o jest staro, górnicze osiedle,

k ó w s t a r o e g i p s k i c h stworzyłem sobie taką wizję. W t y m w s z y s t k i m

człowiek

sprasowany,

wtłoczony

II.

Barbara

8. Św.

pracować
dostosować

j a k jest naprawdę, j a k a

zycję. T a k i e b u d o w l e n i g d y n i e istniały, n a t o m i a s t istniały p e w n e

84

oczach

m u atrybutów

d a w n y c h b o g ó w . N a t e n piedestał w y n i e ś l i j ą ślepi i o g r a n i c z e n i

z f a n t a z j i . T a m n i e b y ł o t a k i c h pylonów, w ogóle n i e b y ł o t a m
takiej

n a piedestale

szenia uciążliwości p r a c y . Nasze k o m b a j n y
Michałowski robił w y k o p a l i s k a

sumeryj-

T e c h n i k a , k t ó r e j u s i ł u j e się s p r z e c i w i ć , t o j e s t w j e g o
moloch postawiony

Sówka

technikę.

t y c h małych

fantastyczny."

m ó w i S ó w k a . T u t a j są
w

na

bezduszną

karmerze,

domy

a n a prźodzie
technikę.

I

wersja

Co

�П . 9. Око

o l e j / p l . , w y r a . 5 9 , 5 x 4 9 , 5 o m , 1 9 7 5 г.

Gabriela,

z tego człowieka zostało ? M a s z y n a go połknęła i jest t e r a z głowa,

Ponieważ

co

są p r z y p a d k o w e , a l e i p r z o z

wrosła w

świder. T a ń c z y

już t e n m e c h a n i c z n y

taniec.

Jest

t y l k o częścią m a s z y n y . T o t a k i ś w i ę t y p r a c y z aureolą w p o s t a c i
głowicy

k o m b a j n u ścianowego.

Resztki

człowieczeństwa

się t a m , w t y m d o m u . M y ś l ę c z a s a m i , ż e z t e g o o b r a z u
powstać
siebie
z

prawdziwy

malowałem.

t y m wszystkim

będzie, k i e d y

pomnik

górnika.

Czasem

wydaje

godzić.

wszyscy

To

Może

okropne.

się z t y m p o g o d z i m y .

mógłby

nieświadomie

m i się, że

byłoby

kryją

zaczynam
Jeszcze

Wtedy

wnętrznego

ciepła

l a t ewoluują

patronki

m o d l i ł się w s p o m n i a n y

o d łagodnej

starego

górnictwa,

n a wstępie człowiek

w

przed

muzeum,

więc

J ó z e f B a ń k a , usiłujący s t w o r z y ć n o w y

i j e g o p r a c e m a l a r s k i e , s t w i e r d z i ł , że j e g o z d a n i e m , j e s t t o w s p a ­
J e s t t o t e r m i n u k u t y przez Bańkę, oznaczający człowieka wrażli­

za­

wego n a wartości m o r a l n e
dotychczasowej

we­

swoje

i sprzeciwiającego

cywilizacji

się s p o d

kontroli

technicznej,
człowieka

w

się s a m e j
której

i zaczyna,

p r a w a . J ó z e f B a ń k a u w a ż a , że o b r a z y

mu

są

którą

epoki i jej problemów

przez

w y w o ł u j ą one u odbiorców k o n t r o w e r s y j n e o c e n y i często szokują

cywilizacyjnych. To

jest przyczyną,

n a u k o w e ilustrować o b r a z a m i S ó w k i ! Będzie t o

g ó r n i c t w a , aż d o o k r u t n e j , n a m a l o w a n e j w j e d n e j t o n a c j i s t a l o w o -

mariaż

przyszłości naszego przemysłu

dyktować

t y m b a r d z i e j z d u m i e w a j ą c y m , iż s a m o r o d n y m d z i e ł e m n a m i a r ę

l u d z i . Twórca e u t y f r o n i k i postanowił o s t a t n i o swoje

Pani —

istocie

narzędzie

E r w i n a Sówki

r o n i e c i e r n i o w e j z n o ż y k o m b a j n o w y c h o p i e k u n k i współczesnego
nagiej

*

k i e r u n e k w e współ­

pełną c i e r p i e n i a , ściśniętą łańcuchami i t r y b a m i m a s z y n , w k o ­

-zielonkawej

zbieżności

czesnej f i l o z o f i i , t z w . filozofię t e c h n i k i , p o z n a w s z y E r w i n a S ó w k ę

wymyka

i pełnej

twórczości

t o b a r d z i e j interesujące.

się

w i z e r u n k i świętej B a r b a r y , j a k i e powstały n a prze­

strzeni ostatnich k i l k u

tamtej

niały przykład powstającego współcześnie , , h o m o e u t y f r o n i k u s a " .

braknąć n a z i e m i l u d z i , a zostaną d o d a t k i d o r o b o t ó w . "
Cztery

nie ^ n a

sam
gorzej

może

Sówka

wy­

nauki

z

fantastyczną

twórczością

że

publikacje

bezprecedensowy
malarza-samouka.

A r t y s t a m a l a r z i długoletni r e d a k t o r n a c z e l n y

„Przekroju"

d o b y w c z e g o . S ó w k a n a z w a ł ją O n a , a r ę k ę j e j u m i e ś c i ł n a d ź w i g n i

M a r i a n E i l e p o z a p o z n a n i u się z t w ó r c z o ś c i ą S ó w k i n a w y s t a w i e

m e c h a n i z m u ułożonego z czaszek.

jaką m u zorganizowałem w G a l e r i i P i w n i c y p o d B a r a n a m i w K r a ­

Zdumiewa

o b r a z n a z w a n y Święty

Transformator

wystylizo­

k o w i e w m a j u 1980 r o k u —

uznał, że j e s t t o m a l a r s t w o

rewela­

w a n y j a k b y na sumeryjskiego boga wojny. Ogromny, przygniata

cyjne i o b o k obrazów N i k i f o r a D r o w n i a k a , którego n i e wiedzieć

m a ł e , l u d z k i e d r o b i n y p e ł z a j ą c e n i e ś m i a ł o u j e g o s t ó p . Są

czemu

j a k n p . Mechanizm
na

obrazy

Legera

obrazy

w k t ó r y m znaleźć można uiemowiednią replikę
i

innyoh

twórców

awangardy

początków

X X - g o w i e k u , które b y ł y apoteozą t e c h n i k i i r o z u m u l u d z k i e g o .

Banach

przezwał

K r y n i c k i m , nio

widzi

mu

równych

wśród żyjących j a k i zmarłych nieprofesjonalów w Polsce. W a r t o
podkreślić, że d l a E i l e g o

był t o pierwszy

kontakt z

obrazami

t e g o twórcy, p o d o b n i e j a k d l a w s z y s t k i c l i gości wernisażowych.

85

�Nie

malarz

przoz

tyle l a t był t r z y m a n y n a uboczu, podczas g d y — zdaniem

bardzo

Eilego

—

dobrej

wystawa

r o z u m i e l i , dlaczego

tak oryginalny

t a k a , j a k wówczas w P i w n i c y , pokazana

g a l e r i f w P a r y ż u stała b y się n i e w ą t p l i w i e
Jak
bowiem
to

dotychczas
n i e dość,

malarstwo
że

jeszcze pośrednio

rozbija

Sówki
kanon

samo

w

sensacją.
sobie

„słodkiego

malować
Nie
także

„szkodziło"
koncepcję

jest t o wcale

wśród

momencie

prymitywu",

k o m p r o m i t u j e technokratyczną

takie przyjemne

dla oka i niefrasobliwe

których można w y p o c z ą ć p o zgiełku i poważnej

Przy

odosobniona

niektórych

obrazy

o p i n i a . S p o t k a ł e m się z n i ą

etnografów,

co p r z e s t a j e

być

w

o k a z j i przytoczę inną anegdotę, t y m r a z o m

sażu w y s t a w y

z werni­

E r w i n a S ó w k i w P i w n i c y . E i l e d ł u g o się

męczył

reżyserując

B y ł e m kiedyś świadkiem zabawnej

m a l a r z a ś l ą s k i e g o , b o w i e m b a r d z o z a l e ż a ł o m u n a t y m , by

rozmowy

tegoż m a l a r z a n a U n i w o r s y t e c i e

nobliwa i naukowo

utytułowana

w czasie

wystawy

Śląskim. Otóż

powna

p a n i stwierdziła z przekąsem:

„ W r ó b e l e k ( P a w e ł W r ó b e l — p r z y p i s 8 . A . W . ) j e s t słodki w swo­
ich

obrazkach.

jest
Skąd

86

Szczególnie

ten bajkowy
u

niego

u w i e l b i a m jego

k l i m a c i k , ale t e n Sówka

takie

pomysły.

Malarz

duszki, u Nikifora
jest

niedzielny

przerażający!
to

powinien

on

dobrze

starannie „sceniczną"
przyjęty

czesną a w a n g a r d o w ą
szona.

Z

tym

t a k i e śmieszne.

r o z w o j u k r a j u , co d o n i e d a w n a b y ł o szczególnie n i e m i l e w i d z i a n e .
obrazów

przy

pracy."

zarówno

część p r e z e n t a c j i

przez

niegdysiojszą

nieznanego

jak i

„ m a l a r i ę " krakowską, która została

r e k w i z y t o r n i k a b a r e t u w y d o b y t o jakieś śmieszne

został
współ­
spro­

podium,

t a k i e j a k d l a z w y c i ę s k i e h s p o r t o w c ó w . E r w i n a S ó w k ę ustawiono

stawia się Cham­
piona, Eile przeprowadza żartobliwy wywiad z artystą, zbita
na najwyższym postumencie, gdzie zwyczajowo

�Malowidła

w j e d n ą g r u p k ę s t o i a w a n g a r d a p r z e d w o j e n n a , , o b o k r o z p i e r a się
długowłosa

i

udziwniona

szpica

polskich

sztuk

plastycznych.

kleszczach

przedstawiające

„postępu",

ostro

człowieka

w

zarysowujące

mechanicznych

skazę

psychiczną

W p e w n y m m o m e n c i e z „drugiego p l a n u " widzów w y c h o d z i mło­

powstającą n a t y m t l e w n a s z y m społeczeństwie, n a w s z e l k i w y ­

d y , b r o d a t y i „ n a b i t y j a k ciężki b o m b o w i e c " człowiek i t u b a l n y m

padek

glosom

r y m i n i e n a l e ż y się z b y t n i o p r z e j m o w a ć . S a m t w ó r c a

kity

przerywa

wciskać!

ceremoniał:

„Dobra,

To, panie, podobno

dobra!

malarz!

Przestańcie

Powiedz

te

człowieku

p o t r a k t o w a n e zostały j a k o n i e s z k o d l i w e

dziwactwa,

któ­

wygłasza

czasem o p i n i e , które w y m o w n i e świadczą p r z e c i w n i e m u ! J e s t t o

skąd t y bierzesz te o k r o p n e baibarzyńskie k o l o r y n a t y c h o b r a ­

człowiek, w którym

z a c h ? C o ! ! " E r w i n S ó w k a się n i e s p e s z y ł , l e c z o d p o w i e d z i a ł b a r d z o

d r a ż n i ć się z o t o c z e n i e m . B y ł e m ś w i a d k i e m , j a k o g ł a s z a ł p u b l i c z ­

spokojnie:

n i e , że j e s t w i e s z c z e m n a w i e d z o n y m

przecież

pan jako

z palety. Z palety —
Dostał
a

wtedy

przyszpilowany

z kieszeni
W

powienien

Sówka

brawa

ripostą

plastyk

„przy

t e n sposób „ w p r o w a d z i ł

przez Boga,

a dzieła

jego

otwartej

kurtynie",

p ę k — b a w i ł się r e a k c j ą o b e c n y c h . „ O n i i t a k n i c z e g o n a p r a w d ę

do

wyjął

n i e r o z u m i e j ą , m ó w i ł p o t e m , t y l k o c o m a j ą zjeść, w y p i ć i k o m u

jesteś!"

zrobić n a złość. M o ż n a i m b y l e co p o w i e d z i e ć , n i c z e g o i t a k n i e

niego,

się! D o b r y

s i ę " j a n o w s k i twórca
malowidła

na

do

Kra­

zrozumieją."
E r w i n Sówka m a głęboki k u l t d l a hieroglifów e g i p s k i c h j a k o

świeżym

jednego z łuków p i w n i c z n y c h , v i s a v i s m a l a t u r y K a z i ­

dla

pisma

świętego, runicznego.

U w a ż a , że p r z y

jego

pomooy

technicznych

można napisać dzieło o współczesnej t e c h n i c e , g d y ż jest w n i m

W r a c a j ą c d o s p r a w y t r a k t o w a n i a o b r a z ó w Sówki n a Śląsku,

k o ń c a ś w i a t a . K o s m i c i i U F O są w y m y s ł e m w s p ó ł c z e s n e j , c h o r e j

realizacji

trzeba

nie

z a w a r t a możliwość

doszło.

zrozumieć, że stanowiły o n e p o w a ż n y szkopuł d l a osób

podchodzących

do

istoty

twórczości

artystycznej

w

sposób

wyrażenia wszystkiego

o d p o c z ą t k u , aż

powinno

już dojść d o jakiegoś k o n t a k t u i p o r o z u m i e n i a . „ N a s z

świat—

mówi

o b y t a c h astralnych zgodnio

Jeśli istnieją K o s m i c i , t o n a p e w n o mają zupełni

można

było

zo s t a r y m i t r a k t a t a m i o k u l t y s t y c z ­

sprowadzić

do kategorii nieszkodliwych,

acz

do

ludzkości, b o g d y b y b y l i gdzieś w kosmosie, t o d a w n o

u p r o s z c z o n y . O i l o o b r a z y T e o f i l a O c i e p k i w większości traktujące
nymi

lubi

w pełni zostaną z r o z u m i a n e za d w a tysiące l a t , a później z c i c h a

podszedł

zaproponował m u zrobienie

że

górę i w t e d y

akademii!"

m i e r z a Wiśniaka, ale j a k dotąd z p r z y c z y n czysto
do

wiedzieć,

bierze

pana w

tyle chyba nauczono

s p o d n i butelkę i r z e k i : „ N a p i j

kowa. Eile
tynku

malarz

czasem przekora

—

kształty.

jest

niepowtarzalny,

bo

jost stworzony

przez

Boga.

inne od naszych

O n i , j e ś l i są, t o są c a ł k o w i c i e o d m i e n n i , b o

przecież

c i e k a w y c h bajeczek o k r a s n o l u d k a c h , a symbolikę wziętą żywcem

jest rzeczą niemożliwą, b y B ó g p r z y swojej nieskończoności robił

z owych

jak od sztancy, t a k j a k ludzie."

traktatów przedstawić j a k o

„zacnego prostaczka" —
zastosować

w

s t o s u n k u do osoby

czystej

i twórczości

II.

T

twory

wyobraźni

tego r o d z a j u p r a k t y k nie można
Erwina

1 1 . Narodziny

uczuć,

było

Sówki.

Dywagacje
fakty.

myślowe

„Czwartym

są d l a n i e g o

wymiarem

olej/pl., w y m . 95,5x1.18 c m , 1971 r.

jest

ważniejsze

niż

pospolite

myśl, j a k o p i e r w i a s t e k bos-

�kości, głębokiej -wiedzy d u c h o w e j — m ó w i — d o którego d ą ż y m y

przez i c h twórcę j a k o specyficzny

p o o m a c k u . T o j e s t t o co n a z y w a m y „ k a m i e n i e m

filozoficznym"

sztatowe

czyli najwyższy

człowiek

osiągnąć.

stopień d u c h o w e j

Czasem

człowiek

jest

wiedzy,

tego

jaki

bliski,

ale n a w e t

może
o tym

i duchowe

i doświadczenia f o r m a l n e z l a t p o p r z e d n i c h .

b y ł c y k l Błękitny

s z c z ę ś c i a . Z a w s z o j e s t coś p o n a d n a m i , b o p o p r o s t u t a k j e s t e ś m y

nizm,

zakodowani,

w e r s j e św. Barbary

t y l k o krótki

taki

wykres

odcinków

po

j a k i c h się p o r u s z a m y z d n i a n a d z i e ń . T a k a j e s t n i e s t e t y p r a w d a .
Przychodząc n a t e n świat wszystko
poprzedników

i

t a k jest

swoją linią, a m y m a m y
o swoim

przez

cale

mamy

przygotowane

pokolenia.

Zycie

n i e w i e l k i w p ł y w n a nią, a

życiu t a k naprawdę

to nic nie

przez
biegnie

właściwie

wiemy."

tego rodzaju poglądy

się w y g ł a s z a , w s z a k

głupców, k i e d y spotykają

podstawową

jącą

prze­

—

interpretacją

kulturowej.
Czterej

Mój

Śląsk,

Pomnik

Mecha­

górnika,

dwie

obie opisane w t y m szkicu. O s t a t n i c y k l

Do

jeźdźcy

końca

niego

naszej

należy

Apokalipsy,

cywilizacji,

stalowo-sina

Chrystus

i zbudowany

naszej

Ona

i

ukrzyżowany

ze s z k i e l e t o - m a n e k i n ó w

formacji

niesamowici
na

pocisku

Obieg

naszej

kultury.

zasadą

się z c z y m ś , c o

n a k t ó r y s k ł a d a j ą się m i ę d z y i n n y m i

Transformator,

całość

Pierwszy

n a d k t ó r y m twórca zaczął pracować d w a l a t a t e m u j e s t wstrząsa­

sterowanym

T r u d n o jest żyć człowiekowi w p r o s t a c k i m otoczeniu, k i e d y
postępowania

Święty

war­

r o k u nastąpiło j a k b y

ośmielenie S ó w k i , i zaczęły p o w s t a w a ć o b r a z y łącząco w
elementy

n i e w i e , zresztą n i g d y człowiek n i e j e s t w s t a n i e osiągnąć pełnego
że m a m y

t r e n i n g , j a k o ćwiczenia

t o o d 1978

zarazem,

Obrazy

Erwina

Sówki

nawet w awangardowej

są

zjawiskiem

sztuce profesjonalnej

nie

przeczuwanym

uwikłanej

między

r a s t a i c h m o ż l i w o ś c i p e r c e p c j i , t o ogłosić, iż właśnie t o co d l a

p o s t k o n c e p t u a l i z m e m , a jałowym naśladowaniem h i p e r r e a l i z m u .

n i c h niezrozumiałe, jest p o p r o s t u głupie.

S t a n o w i ą zupełne zaskoczenie

Na
Erwina

marginesie

rozważań

o fenomenie

wizyjnoj

twórczości

S ó w k i , c h c ę z w r ó c i ć u w a g ę , że w o s t a t n i c h l a t a c h n a ­

i zawsze wywołują m o c n e

reakcje.

L u d z i e n i e t y l k o się d o n i c h m o d l ą , a l e i z d a r z a s i ę , że k r a d n ą
z

wystaw.

T a k było

choćby

w

Piwnicy

p o d B a r a n a m i , gdzie

stąpiła w n i e j w a ż n a , jakościowa p r z e m i a n a . O i l e p r z e z długie

u k r a d z i o n y został j e d e n z n a j l e p s z y c h w i z e r u n k ó w t a n t r y c z n y e h ,

lata

Bogini

powstawały

różne

serie

tematyczne

Fot.:

obrazów,

traktowane

J . Świderski,

Iszlar.

i l . 3 — 5 , 7, 9 — 1 2 ; S . W i s l o c k i ,

11. 1, 6 , 8

w j u n n o ś ć : 11. 4 — k o l . Z i m m c r e r ó w ; i l . 3 , 5, 7, 9 — 1 2 — B . K r a w ­
czuk,

&lt;tE»

U. 12.

88

Adam,

olej/płyta, w y m .

56x31 cm

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6397" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6377">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/608eed46936dad61f1fbccd1fb2b878e.pdf</src>
        <authentication>5de57afbf52c5c826e5cb88fa6f52ee6</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76232">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2753</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76233">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76234">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2563</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76235">
                <text>Krzesło. Szkic do portretu / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76236">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.103-111</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76237">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76238">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76239">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76240">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76241">
                <text>Aldona Mickiewicz, Fotel, 1991

Krzesło. Szkic do portretu
Dariusz Czaja
Cóż my o krześle wiemy mili moi
Josif Brodski, Dedykowane krzesłu
Siedzenie na krześle to zupełnie co innego
Witold Rybczyński, Dom. Krótka historia idei

1.
Pamiętamy to wszyscy. Pierwsza lekcja mogła rozpoczynać
się, powiedzmy, w ten sposób:
This is a table and that is a chair.
Albo tak:
Je vais de la porte a la chaise.
Albo tak:
Eto stoi, no eto stuł.
Albo jeszcze inaczej. Inaczej, ale przecież zawsze jakoś
podobnie.
Wchodząc w nowy język, przyswajając podstawowe struktu­
ry gramatyczne, ucząc się pierwszych obco brzmiących słów, nie
przypadkiem, powoli, niezdarnie i bez wprawy usiłujemy na po­
czątku nazywać to, co pozostaje w zasięgu naszego wzroku.
Świat rzeczy najbliższych. Lingwistyczne „alamakota" obejmuje
więc kosmos obiektów dobrze znanych, oswojonych, opatrzo­
nych, zwykłych, zwyczajnych. Te klocki wypełniające po brzegi
codzienność, w której mieszkamy, złożą się z czasem na pierwszy
obrazek naszego nowego elementarza. Owszem, nietrudno sobie

wyobrazić, że zestaw inicjalny może być inny. Zawsze znajdzie
się pod ręką jakiś pencil czy crayon, zawsze też możemy zostać
zmuszeni, by spojrzeć przez Fenster czy fenćtre. A jednak, wcze­
śniej czy później, krzesło pojawić się musi. I to raczej wcześniej.
Nasze pierwsze w życiu obcojęzyczne krzesło. Krzesło egzemplaryczne. Krzesło niby konkretne a przecież uogólnione, pozba­
wione znaków szczególnych. To krzesło, na które teraz ty, adept
obcego języka spoglądasz, ale w którym dostrzec masz w pierw­
szym rzędzie reprezentanta wszystkich obiektów określanych
tym mianem. Krzesło bez właściwości. Krzesło jako przykład.
Krzesło jako wymowny ślad po, rozcinającym brutalnie continu­
um doświadczenia, geście taksonomicznym.
Nie jest niczym dziwnym to, że ucząc się nowego języka oswa­
jamy w obcym narzeczu świat już wcześniej w swoim języku
(i w codziennym spojrzeniu) oswojony. Dziwić natomiast może to,
że ci, którzy zdziwieniem się żywią i ze zdziwienia żyją, tak mało
krzesłu się dziwią. Jak tonący brzytwy, tak filozof krzesła się
chwyci. Krzesło, jeśli już w jakimś tekście filozoficznym się poja­
wia, to z reguły również w roli prostego exemplum.
Oto Krzysztof Michalski tłumacząc nietzscheańską filozofię
ciała, przywołuje dobrze zadomowiony w filozofii europejskiej
paradygmat myślenia: „W dominującej w Europie do XIX wie103

�ku tradycji kartezjańskiej ciało było jednak pewnego rodzaju in­
telektualnym kłopotem; nawet dziecko zdaje sobie przecież spra­
wę (choć nie Kartezjusz), że jego ciało to coś zasadniczo innego
niż krzesło czy ołówek - a jednocześnie dla każdego oczywiste
jest (choćby u dentysty), że to nie tylko idea. Tymczasem trady­
cja kartezjańska miała do dyspozycji pojęcia tylko na te dwa ro­
dzaje rzeczy".
Oto Claude Tresmontant w wywodzie o istniejącej w myśli
hebrajskiej esencjalnej różnicy pomiędzy ideą stworzenia i wy­
twarzania konkluduje: „Przedmiot wytworzony ma własny status
ontologiczny. Przedmiot wytworzony nie jest jako taki substan­
cją. Jest to element naturalny, który p e ł n i f u n k c j ę , który
g r a r o l ę krzesła, broni, narzędzia itd. Ale funkcja nie może
nadawać miana substancji. Dla obojętnego spojrzenia, które nie
wiedziałoby, do czego dany przedmiot s ł u ż y , przedmiot ten
redukowałby się do swojego tworzywa. Dla nieświadomego
spojrzenia krzesło to zniekształcony kawałek drewna. Nie ma
substancji krzesła; jest tylko drewno, które pełni funkcję krzesła.
To, co i s t n i e j e w wytworzonym przedmiocie, to naturalny
element, drewno, metal itd. Istnieje to, co jest s t w o r z o n e".
Oto Witold Gombrowicz objaśniając w jednym z wykładów
swojego mówionego Przewodnika po filozofii sartrowską ontologię konstatuje: „Ciekawostka: to grube porównywanie, do które­
go, doszedłem, może się wydać naiwne. No cóż, ale prowadzi
jednak do pojęć o realnej treści, np. byt ludzki jest pusty z powo­
du słynnej intencjonalności świadomości. Jeśli krzesło jest
krzesłem, to świadomość nigdy nie jest tożsama z samą sobą,
gdyż zawsze jesteśmy świadomi c z e g o ś . Nie można wyobra­
zić sobie świadomości pustej. Słynna zasada identyczności
'A równa się A' (krzesło jest krzesłem) nie ma tu miejsca".
Widzimy więc, że zarówno dla pani od języka obcego, jak
i dla filozofa krzesło jest tym, co jako jedna z pierwszych rzeczy
przychodzi na myśl, tym, co najpierw, mechanicznie, niemal
bezwiednie, spada z języka. Nadaje się co najwyżej na przykład
i to poręczny, bo wzięty z najbliższego, dobrze znanego otocze­
nia. Jest w zasięgu oka, zawsze pod ręką, albo pod... no, mniej­
sza o detale. W każdym razie nie jest krzesło żadnym proble­
mem. Jest oczywiste, samo-przez-się-zrozumiałe. Jego nieskom­
plikowana ontologia zdaje się wyczerpywać w tautologicznej
tożsamości: krzesło jest krzesłem jest krzesłem jest krzesłem...
Tym i niczym więcej.
Krzesło, jak podpowiada praktyka a jednoznacznie potwier­
dza słownik, zasadniczo służy do siedzenia. I choć zapewne
można korzystając zeń oddawać się szeregu innym, czasem bar­
dziej nawet wyrafinowanym czynnościom, nie mniej, wszystko
na to wskazuje, że skonstruowane zostało ono w tym właśnie ce­
lu. I tu już pierwsze zdziwienie, które musi być udziałem antro­
pologa. Nic przecież, poza powielaną zbiorowo kulturową ruty­
ną, nie zmusza nas byśmy siadywali na krzesłach i egzystencję
naszą codzienną z tą prozaiczną czynnością w sposób konieczny
wiązali. Są liczne kultury, które bez tego sprzętu się obywają
i ani nie ulegają one degeneracji ani też - by potrząsnąć socjolo­
gicznym brzękadłem - więź społeczna na tym nie cierpi. Nigdzie
też nie odnotowano, by ci co siadają bezpośrednio na ziemi byli
mentalnie i kulturowo upośledzeni, by w jakikolwiek sposób
odbiegali na niekorzyść od tych, co krzeseł nagminnie używają.
Prosty zabieg relatywizacji ujawnia, że w oczach tych pierw­
szych, siedzenie na krześle jest niepojętym dziwactwem i osobli­
wością. W Japonii, jeszcze w XIX wieku mówiono o europejczy­
kach, że siadają „ze zwieszonymi nogami".
Krzesło jest wynalazkiem kulturowym. Kulturowym, a więc
sztucznym. Sztucznym, a więc niepotrzebnym. To krzesło wy­
wołuje potrzebę i w ślad za tym przyzwyczajenie nad-ziemnego
siedzenia. Nie bierze się ono z pewnością z przymusu motywo­
wanego determinantami biologicznymi czy też jakimś wprzód
ustanowionym modelem komfortu. To dopiero kulturowy dyktat
przemienia przypadkowe i nieoczywiste w konieczne i całkowi­
cie „naturalne". Jak widać, z antropologicznego punktu widze­
1

2

3

4

104

nia, krzesło najmniej nadaje się na emblemat niekłopotliwej nor­
malności i zwyczajności.
Krzesło, w swym zwyczajowym użyciu, „służy do". Spełnia
więc dobrze heideggerowskie kryterium bycia narzędziem. „Od­
powiednio do swego narzędziowego charakteru narzędzie jest
narzędziem zawsze na gruncie przynależności do innego narzę­
dzia: przyrząd do pisania, pióro, atrament, bibuła, stół, lampa,
meble, okna, drzwi, pokój. Te 'rzeczy' nigdy nie pojawiają się
najpierw same dla siebie, by potem jako suma realiów wypełnić
pokój. Tym, co najpierw dane, choć nie ujęte tematycznie, jest
pokój, ale niejako to, co 'w obrębie czterech ścian' w sensie ge­
ometryczno - przestrzennym , lecz jako narzędzie do mieszka­
nia". Heidegger, wydobywając na jaw poręczność narzędzia
(przy okazji: ta skromna wyliczanka przedmiotów ze świata na­
szej codzienności, które w części przynajmniej - pióro, atrament,
bibuła, lampa /przy założeniu, że chodzi o naftową/ - mają już
dla nas urok archaicznego bibelotu, mimowolnie przywodzi na
myśl nostalgiczną Elegią na odejście pióra atramentu lampy Zbi­
gniewa Herberta dedykowaną tym zanikającym przedmiotom)
sytuuje go najpierw i przede wszystkim w obrębie naszego nietematycznego, przedteoretycznego odniesienia do świata. Narzę­
dzie „znamy" najpierw nie dzięki dyskursywnemu ujęciu, ale
dlatego, że potrafimy się nim posługiwać, że ,już" umiemy go
użyć. Tak też krzesło „znamy", „wiemy" o nim przede wszyst­
kim, rzec by można, przez zasiedzenie. Krzesło, wraz z innymi
sprzętami mieści się w kategorii rzeczy, które Grecy określali ja­
ko ta pragmata, co w specyficznym heideggerowskim przekła­
dzie określane jest jako „to, z czym ma się do czynienia w zatro­
skanym obchodzie".
Odejdźmy jednak od finezjifilozoficznegojęzyka, by skon­
statować prosto: w swej funkcji instrumentalnej jest krzesło
przede wszystkim meblem. I w tej właśnie roli wchodzi najczę­
ściej w pole naszego widzenia, i myślenia o nim. Jest nieodzow­
ną częścią naszego wyposażenia domowego, szkolnego, biuro­
wego. Witold Rybczyński w swojej książce o idei domu,
0 względności w pojmowaniu tego czym dom jest, czym ma
być, o kulturowej i historycznej zmienności takich kategorii jak
wygoda, przyjemność, swoboda, praktyczność, śledzi również
europejską historię krzesła. Krzesła jako idei, jako wyznacznika
prestiżu, jako mebla wreszcie. Jeszcze za Ludwika XIV krzesło
było nade wszystko elementem dekoracyjnym wnętrza, uwydat­
niało i podkreślało architekturę pomieszczenia. Krzesła projek­
towano do podziwiania, nie do siedzenia. Idee komfortu, wygo­
dy, funkcjonalności, które współcześnie wiążemy z krzesłem,
pojawiły się z początkiem wieku XVIII, wraz z panowaniem
Ludwika XV. Przepych formalny, dekoracyjność i zadęcie ustą­
piły miejsca przyjemności, intymności i wygodzie. W rokoko­
wym krześle trzeba by szukać antenatów krzesła współczesne­
go: „Siedzenie przestało być tylko funkcją czy rytuałem, a stało
się też formą odpoczynku. Ludzie siadali razem, żeby posłuchać
muzyki, porozmawiać czy zagrać w karty. Nowe pojęcie swobo­
dy widać było w ich sposobie siadania: dżentelmeni odchylali
się do tyłu i zakładali nogę na nogę - nowa pozycja - a damy
spoczywały, półleżąc. Także inne, przypadkowe pozy zaczęły
wchodzić w modę. Formy krzeseł usiłowano dostosować do
tych nowych pozycji i , po raz pierwszy od czasów greckich, do
ludzkiego ciała. Ich oparcia już nie były pionowe, tylko pochy­
łe, a poręcze miały linie zaokrąglone zamiast prostych. Były
szersze, niższe i umożliwiały większą swobodę w przybieraniu
póz. Największą popularnością cieszył się teraz wyściełany fo­
tel, który miał kształt tylnego, obitego oparcia i był o wiele szer­
szy niż dawne krzesła".
Od tego czasu, od chwili upowszechnienia się zgrabnego
1 funkcjonalnego fauteuila Ludwika XV, krzesło pojawia się
w coraz to nowych wariantach, odmiennych kształtach i rozwią­
zaniach technicznych. Dostosowuje się do zapotrzebowań i gu­
stów swojego czasu, albo samo wytwarza nowe zachowania. Wy­
ściełane i wygodne krzesło rokokowe zapraszało do konwersacji
5

6

7

�i przyjemnego spędzania czasu, krzesło tzw. nowoczesne (w naj­
rozmaitszych odmianach), sterylne, praktyczne i ergonomiczne
w każdym calu, przywodzi na myśl raczej racjonalny i pragma­
tyczny świat biurokracji. W swoim „ewolucyjnym" rozwoju
krzesło zdążyło przybrać kilka kanonicznych, wzorcowych
form: krzesło „Chippendale", georgiańskie typu „Windsor", fo­
tel wiktoriański, szezlong Art Deco, fotel „Wassily" Marcela
Breuera, krzesło „Weissenhof' i „Barcelona" Mięsa van Rohe,
krzesło „Butterfly" Hardoya („które charakteryzuje się tym, że
im dłużej się na nim siedzi, tym bardziej tajemnicza wydaje się
jego popularność" ), po liczne, „jednorazowe" projekty współ­
czesne, które wydają się wracać do ideałów przedosiemnastowiecznych. W zamierzeniach projektantów bowiem mają one ra­
czej poruszać i szokować użytym materiałem (metal, poliuretan,
tektura, trzcina) i wymyślną estetyką niż służyć po prostu do sie­
dzenia.
Swoją drogą zadziwia rozmaitość historycznych odmian wy­
wiedzionych z praformy (wiecznej idei?) „urządzenia do siedze­
nia": dostojny tron królewski, cesarski i papieski, przaśny zydel
i stołek, dekoracyjny fotel i krzesło salonowe, proste krzesło biu­
rowe, fotel na biegunach, turystyczne krzesełko składane, fotel
dentystyczny i ginekologiczny, wreszcie nowoczesna krzyżówka
utylitaryzmu, biurokracji i technologii - krzesło elektryczne.
I stosownie do tego, zastanawiać też może, że ten prosty obiekt
- przywołując wiele metaforycznych, ale i całkiem dosłownych
skojarzeń - tak mocno ingeruje w elementarne sfery naszego do­
świadczenia. Bo krzesło to i władza, pozycja, prestiż, potęga
i słabość, komfort i wygoda, ale też ból i cierpienie, śmierć...

lekceważoną dotąd i nieważną
w każdym aspekcie. I omto jest krzesło.
W niedostrzegalne jest wciśnięte jarzmo
przestrzeni (forma tatarstwa) i przeszło
czterdzieści cm. szerokie. Dochodzi
do metra, albo więcej wysokości.
Zrobione z burej jak drzewo w ogrodzie
masy (sądzono tak w starożytności),
co się zaliczy ozięble i sucho
jako kamuflaż gdzieś w Królestwie Ducha.""

8

9

2.
Czym więc jest krzesło? Czym jest ten przedmiot tak zwy­
czajny w swej banalności, tak udomowiony przestrzennie i my­
ślowo, tak znajomy, że już niemal niezauważany? Czym jest: uży­
teczną rzeczą? przestrzennym obiektem? kawałkiem uformowa­
nej materii? prostym meblem? Czy tym i oprócz tego czymś je­
szcze? Nie dowiemy się tego z praktycznego użycia, z natury
swej bezrefleksyjnego. Niewiele też obiecać może nauka, która
w zetknięciu z materialnym przedmiotem, ma tendencję do upro­
szczeń i redukcji, która, jak słusznie odnotowuje Heidegger
w wykładzie o sposobie bycia rzeczy „zawsze dotyczy tylko tego,
co jej sposób przedstawiania dopuścił z góry jako możliwy dla
niej przedmiot". Cała „reszta" jest dla niej mało interesująca.
Opuszczając zatem, na chwilę, sferę codziennych przyzwy­
czajeń, świat „naturalnego nastawienia", ale też i, samonarzucający się w tym przypadku, obszar wzornictwa przemysłowego,
wszystkiego tego, co odwołuje do meblarstwa, technologii, pro­
jektowania, przeniesiemy tym samym akcent z pragmatyki rze­
czy na jej ejdetykę. Kilka krzeseł zawdzięczających swoje „nie realne" istnienie poezji i sztuce (tak jakby istota pierwszej nie za­
wierała się w drugiej i odwrotnie; to język arbitralnie rozgrani­
cza te dwa sposoby poznania), kilka obiektów, na których
wprawdzie nie da się usiąść, ale ich obecność jest niewątpliwa,
może nam pomóc w odpowiedzi na pytanie o krzesło. O to, czym
jest, czym być może oraz jak istnieje. Nie jest to może „próba"
reprezentatywna, ale z pewnością wystarczająca, by, w oczeki­
waniu na syntezę, pokusić się o wstępny szkic.
Zróbmy pierwszy krok w stronę fenomenologii krzesła. Oto
wzrok obserwatora przesuwa się beznamiętnie po najbliższym
otoczeniu, tym samym brakiem uwagi obdziela wszystko, co wo­
kół niego, ślizga się po nie nazwanej powierzchni rzeczy, w pew­
nym momencie, z niejasnych powodów opada na krzesło. I zo­
staje tu przez chwilę. Spojrzenie wyłamuje się z codziennej ruty­
ny i z magmowatej, jednorodnej dotąd przestrzeni wykrawa po­
jedynczy obiekt:
10

„Oko odczuwać potrzebę zaczyna,
aby się zająć niepozorną rzeczą,

Czym jest ten samotny kształt, który widać w pokoju? Z po­
mocą przychodzi analogia:
„Z czwórką, ósemką, albo innym znakiem
skojarz z profilu - z kwadratem en face"

12

Albo i przestrzenna przyległość. Krzesło, jak wiadomo, czę­
sto razem ze stołem „chodzi":
„ono podobnie jak stół zawsze stoi
na wszystkich czterech nogach na podłodze.
Stół jest płaszczyzną, tnie pierś na połówki,
a krzesło z pionem żyje raczej zgodnie.
Można postawić, wkręcając żarówkę,
krzesło na stole. Lecz nigdy odwrotnie".
13

Pierwsze przybliżenia, skojarzenia, analogie, porównania.
Ale dalej nie wiemy co to dokładnie jest, z czym mamy do czy­
nienia. „To tylko przestrzeń" i już za chwilę: „tylko powietrze".
Wiązka dwóch żywiołów. Podobne do stołu, ale stołem nie jest.
Wyraźnie pośledniejsze od niego. Można, wzorem dziecięcych
poszukiwań, szukać esencji krzesła „wewnątrz", próbować od­
słaniać to, co dla oka niewidoczne, ale i tak w rezultacie wszy­
stko, co zostaje, to ledwie „dykta i gwoździe, nity i połączenia".
Mamy już trochę wiedzy o jego konstrukcji, o tym „jak-to-jest-zrobione", ale istota rzeczy w dalszym ciągu wymyka się
nazwaniu.
Nawet dziecko, jak powiadał cytowany filozof, zdaje sobie
sprawę, że jego ciało jest czymś zasadniczo innym od krzesła, że
byt materialny jednego i drugiego nie da się opisać przy pomocy
tego samego pojęcia. Tymczasem poeci, jakby niepomni filozo­
ficznych przestróg, mówią o krześle i do krzesła jak do ko­
goś/czegoś żywego. Brodski każe przyglądać się krzesłu z profi­
lu i en face, jak gdyby można było obejrzeć jego oblicze, stanąć
z nim twarzą w twarz. Jego krzesło porusza się: „napina całą
swoją postać", ale też widać u niego wyraźnie rozwinięte życie
wewnętrzne: „ma nadzieję,/ że tak wygląda, jakby miało zostać/
niedostrzegalne". Bytowo niedookreślone, ze śladową tożsamo­
ścią - w każdym razie, czymkolwiek jest, zachowuje się tak, jak
gdyby pulsowało w nim utajone życie.
W świecie Herberta przedmioty żyją własnym życiem, cza­
sem bronią dostępu do swojego wnętrza (jak pamiętna drewnia­
na kostka, w której po przecięciu „następuje błyskawiczna prze­
miana tajemnicy w skórę"), niepodległe ludzkiemu poznaniu.
Ale porażka poznawcza nie wyklucza uczucia. Chociażby, jak
u wczesnego Herberta, do zwykłego stołka:
„W końcu nie można ukryć tej miłości
mały czworonóg na dębowych nogach
0 skórze szorstkiej i chłodnej nad podziw
przedmiot codzienny bez oczu lecz z twarzą
na której zmarszczki słojów sąd dojrzały znaczą
szary osiołek najcierpliwszy z osłów
sierść mu wypadła od zbyt długich postów
1 tylko kępkę szczeciny drewnianej
czuję pod ręką gdy gładzę go rano"
14

105

�Zanimizowany stołek z tego ciepłego i dość dobrodusznego
wyznania, ma twarz, „choć bez oczu", skórę i „zmarszczki sło­
jów". To zwierzę cierpliwe i ufne, może niezbyt mądre, ale na
pewno wierne:
„wiesz mój kochany byli szarlatani
którzy mówili: kłamie ręka kłamie
oko kiedy dotyka kształtów co są pustką to byli ludzie źli zawistni rzeczom świat chcieli złowić na
wędkę zaprzeczeń
jak ci wyrazić moją wdzięczność
podziw przychodzisz do mnie na wołanie oczu
nieruchomością wielką tłumaczą na migi
biednemu rozumowi: jesteśmy prawdziwi na koniec wierność rzeczy otwiera nam oczy""
Ostatecznie, okazuje się, to biedny stołek, wbrew obiegowej
hierarchii bytów, stoi wyżej od nas. To on ukazuje się biednemu
rozumowi jako byt prawdziwy, coś , co naprawdę jest. Stołek,
w całej swej drewnianej jedyności i niepowątpiewalnej oczywi­
stości staje wobec niepewnego siebie podmiotu jako gwarant ist­
nienia, widome i dotykalne świadectwo trwałości. Jak niedaleko
od tego wyznania do równie mocnej tezy Białoszewskiego: „Stoi
krzesło: artykuł prawdy rzeźba samego siebie"
I choć za chwilę, na naszych oczach, połamie się, przyjmu­
jąc różne abstrakcyjne formy („tak - świecznik/ tak - mina by­
ka"), to przecież pozostaje faktem, że oto zwyczajne krzesło,
wyizolowane artystycznym gestem z codziennego otoczenia,
wciągnięte zostaje w obszar elementarnych sporów filozoficz­
nych. Krzesło Białoszewskiego niczego nie udaje, pod nic się
nie podszywa, na nic nie wskazuje, do niczego nie odsyła, nie
jest żadnym znakiem ani metaforą („rzeźba samego siebie"), po
prostu jest. Zwyczajnie i mocno jest. Stoi na czterech nogach.
Ma moc artykułu wiary. Jest prawdą obleczoną w materię. Kil­
kadziesiąt lat później Jarosław Marek Rymkiewicz, mimo że
ogląda on krzesło z całkiem innej, bo grobowo-cmentarnej,
śmiertelnej perspektywy, napisze podobnie: „To jest krzesło To
stoi To jest rzecz wytrwała"
Ma więc krzesło w sobie jakąś nieoczekiwaną siłę, zadziwia­
jącą moc istnienia i moc przetrwania.
16

17

Wiersz Rymkiewicza istotny jest dla nas z innego jeszcze po­
wodu. Jest on bowiem autorem wybitnego tekstu interpretacyjne­
go zatytułowanego Krzesło , który jest wnikliwą i odkrywczą
egzegezą wiersza Herberta Studium przedmiotu („wyjmij /...
z polarnej przestrzeni / z surowych marzeń wewnętrzego oka /
krzesło"). Ale nie tylko dlatego. W jego wierszu To jest krzesło ,
z którego pochodzi powyższy wers, ale też w innym, pokrewnym
mu, To jest pojęcie krzesła, bez wątpienia odżywa pamięć utwo­
ru Herberta. Obydwa wchodzą w interesujący dialog i z rozstrzy­
gnięciami Herberta i z cytowanymi uprzednio fragmentami.
W To jest krzesło, zgodnie z kategorycznym stwierdzeniem tytu­
łu, opisuje i precyzuje Rymkiewicz bliżej „prawdziwą" ontologię
tego dziwnego przedmiotu:
16

„To jest krzesło To nie ma nic do powiedzenia
To istnienie przybite gwoździem do istnienia
To jest krzesło To stoi To jest rzecz wytrwała
To nie ma białych krwinek a więc nie ma ciała
To się łamie rozpada rozkleja i gnije
To przebito gwoździami ale to nie żyje
To nie wie że to stoi To się w sobie chwieje
Nie może mieć nadziei ale ma nadzieję
To moje krzesło ale to mnie nie dotyczy
To nicość która śpiewa To jej trel słowiczy
To jest krzesło To nie ma nerwów ani kości
Są czaszki które gniją które chcą miłości
A to jest moje krzesło To jest rzecz umarła
Jak czarny welon nicość się dla mnie rozdarła
To moje zmarłe krzesło To rzecz niewesoła
Bo to otwiera usta i o litość woła"
18

Krzesło jest rodzaju nijakiego. Ani męskie, ani żeńskie. I ta
„nijakość" (powtarzające się „to") pojmowana też jako ontologiczna pośredniość, nieokreśloność (ani to, ani to) zostaje tu raz
po raz akcentowana. Krzesło Rymkiewicza jest jak gdyby w sta­
nie nieustannej mediacji. Co chwilę przechyla się od przypisywa­
nej mu martwoty do niespodziewanego życia. Z „natury rzeczy"
bowiem jest przedmiotem martwym (nie mówi, nie ma ciała, ner­
wów, kości), ale choć na zdrowy rozum nie powinno, to przecież
jakoś żyje, może życiem pośmiertnym, ale jednak: ma w końcu,
choć mieć nie powinno, nadzieję i „o litość woła". W To jest po­
jęcie krzesła (w którym konsekwentnie, jak i w całym tomie, do­
minuje stylistyka i obrazowanie z barokowej makabreski) poja­
wia się krzesło jako byt językowy, będący produktem wyobraźni,
coś, co pełni jedynie rolę znaku, co uwikłane jest w semantyczny
i językowy kontekst. Idea krzesła. Krzesło pomyślane i krzesło
wypowiedziane w języku. Ale też krzesło to, dzięki dwuznaczno­
ści językowej (!), wypowiadane jest także przy pomocy języka,
tego, już całkiem surowego, mięsnego, cielesnego narządu:
„To jest idea krzesła Krew z krzeseł cieknąca
Krtań krzesła jeszcze mokra i jeszcze gorąca
To jest krzesło co samo się werbalizuje
To moja krtań co pęka Język co się psuje
To jest pojęcie krzesła To co uczestniczy
To nicość w każdej krtani zgrzyta piszczy syczy

Vincent van Gogh, Krzesło van Gogha, 1888-1889

106

To przepaść wszystkich krzeseł w każdym krześle ziewa
To jest pojęcie krzesła które się rozwiewa
(....)

�W niczyich ustach język rusza się i gada
To w moim pustym krześle mój kościotrup siada"

19

Bliskość podmiotu i przedmiotu, człowieka i rzeczy (tak na­
turalnie i bezrefleksyjnie w naszej tradycji filozoficznej i kultu­
rowej rozdzielanych) a w naszym przypadku bliskość człowieka
i krzesła - bliskość tak intensywna, że zaciera i znosi granice
między obydwojgiem, najmocniej chyba dochodzi do głosu
w obrazach Andrzeja Wróblewskiego. Już w obrazie Kolejka
trwa postacie zdają się przyrośnięte do krzeseł w beznadziejnym,
dotrumiennym oczekiwaniu na swojego Godota. W cyklu Ukrzesłowień namalował Wróblewski inny byt ku śmierci. W najbar­
dziej może znanym, Ukrzesłowionej II (gwasz, akwarela), kobie­
ta - a ściślej: kształt ludzki, który mają przypominać - jest hybrydycznie połączona, całkowicie utożsamiona, jakby trwale
zrośnięta z krzesłem. Jedno przechodzi w drugie. Poręcze stają
się ramionami, oparcie plecami, nogi krzesła zaokrąglają się nie­
co, upodobniając do ludzkich. Pogięta i pokurczona postać wpi­
sana w krzesło. Można by w tym obrazie dostrzec, zapewne nie­
zamierzony, groteskowo-tragiczny dialog naszej współczesności
ze znanym rysunkiem Leonarda demonstrującym człowieka wpi­
sanego w podstawowe figury geometryczne, przedstawieniem
antyczno-renesansowego marzenia o ideale miary, harmonii
i proporcji.
Powiadano najczęściej, że obrazy ukrzesłowionych są eks­
presją i protestem wobec urzeczowienia człowieka, wobec za­
mienienia go w przedmiot, rzecz. Na pewno tak, ale jest tu
chyba i coś jeszcze. Zauważmy, że w tych współczesnych wer­
sjach Ukrzyżowania (mniej dosłownych, ale równie poruszają­
cych jak te Francisa Bacona), mamy do czynienia nie tylko
z uprzedmiotowieniem człowieka, ale, równolegle, ma tu miej­
sce uczłowieczenie krzesła. Jawnie demonstrowanej reifikacji
odpowiada, słabiej może czytelna, personifikacja. Wzajemne
przenikanie. Uchylona zostaje granica między ludzkim i nie­
ludzkim, między żywym i martwym. Zawiązuje się jakaś wspól­
nota losu, wspólnota w cierpieniu. Cierpiący, umęczony czło­
wiek spotyka się z „przybitym gwoździem do istnienia", „prze­
bitym gwoździami", krzesłem. Nie dziwi więc kiedy w Słowni­
ku języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego znajdujemy, że
przymiotnik „krzesłowaty" odniesiony jest do charakterystyki
człowieka: krzywy, garbaty, sękowaty, knodowaty. Podobnie,
odnotowana tam, kontekstowa bliskość „krzesła" i „krześciaństwa" zdaje się być nagle okolicznością wielce wymowną,
czymś dalece bardziej znaczącym od przypadkowej zbieżności
rdzenia językowego...
Ta bliskość, pokrewieństwo człowieka i krzesła przejawia się
w sztuce w inny jeszcze, nie tak już może dramatyczny sposób.
Motyw pustego krzesła, mający długą, sięgającą co najmniej śre­
dniowiecza metrykę , u van Gogha znalazł miejsce jako element
sztuki portretu. To właśnie krzesło jest tutaj reprezentantem po­
staci nieobecnej na obrazie. Nie zastępuje jej, ale uobecnia. Jak
choćby, by przywołać wyrazisty przykład, kilka osobliwych
obrazów - portretów: krzesło ojca, krzesło Gauguina czy własne
krzesło. Te konkretne krzesła uczestniczyły w ich życiu, były
związane z nimi, i dalej są w jakimś stopniu ich częścią,
„mówią" o nich. Portrety i autoportrety z pustym krzesłem zbu­
dowane są na intrygującej grze widzialnego i niewidzialnego,
obecnego i nieobecnego. Wykorzystują martwą (?) rzecz, ale
dość szczególnie, nie koncentrują się na werystycznie oddanej
zewnętrzności przedmiotu, ale zmierzają w stronę maksymalnej
ekspresji, wydobycia tkwiących w nim możliwości. Dobrze uj­
muje to bohater powieści Ernesto Sabato:
„Ale rzecz osobliwa: człowiek powiada 'krzesło', 'okno',
'zegarek', słowa te oznaczają zwyczajne przedmioty otaczające­
go nas obojętnego świata, a my nagle przekazujemy przy ich po­
mocy jakąś nieokreśloną patetyczną wiadomość z głębi naszej
istoty. Powiadamy 'krzesto', ale nie o krzesło nam chodzi - i ro­
zumieją nas. A przynajmniej zrozumie nas ten, dla którego uta­
20

jona, szyfrem pisana wiadomość jest przeznaczona; dosięgnie go
ona poprzez obojętny i wrogi tłum. Para sabotów, żagiel, krzesło
nie znaczą te saboty, ten oto biały żagiel, to krzesło ze słomy, ale
znaczą ja, van Gogh, Vincent (przede wszystkim Vincent), moja
tęsknota, moja udręka, moja samotność; są one właściwie moim
autoportretem, opisem moich najgłębszych bolesnych przeżyć.
Posługując się byle jakimi przedmiotami ze świata istniejącego
poza nami, świata, który był, kiedy nas nie było, i który chyba
będzie trwał obojętny i zimny, kiedy my pomrzemy, budujemy
z nich chwiejny most (podobnie jak poeta ze słów) dla pokona­
nia przepaści, jaka zawsze otwiera się pomiędzy człowiekiem
i światem; są one jak gdyby symbolem tego, co tkwi ukryte
w głębi nas: obojętne, obiektywne, nijakie dla tych, co nie potra­
fią odczytać szyfru, ale gorące, napięte i przepojone ukrytą inten­
cją dla wszystkich, którzy go znają".
Obrazy Wróblewskiego to nie jedyne dzieła wikłające krze­
sło w osobliwe związki z ludźmi. Nawiasem mówiąc: mocna
obecność krzesła w powojennej sztuce polskiej jest co najmniej
zagadkowa. Cedując na historyków sztuki interpretację genezy
i morfologii zjawiska, sięgnijmy po trzy przykłady malarskie ze
sztuki ostatnich lat, w których krzesło jest tym, za co zwyczajo­
wo uchodzi (gombrowiczowskie „krzesło jest krzesłem"), jest
mianowicie wyraźnie zaznaczonym malarsko obiektem material­
nym, ale i bezsprzecznie jest czymś (kimś ?) więcej.
W obrazach Grzegorza Bednarskiego z cyklu Poruszenie
z postacią ekstatyczną (1989) pojawia się, jako element obowiąz­
kowy, acz w różnych ujęciach, proste drewniane krzesło z opar­
ciem. W jednym z nich scenerię dramatu „człowieka spod podło­
gi" tworzy puste niemal, wyraźnie nieoswojone pomieszczenie:
wypełniające znaczną część płótna surowe deski podłogi i kiwa­
jąca się u sufitu, ,,baconowska"(?) goła żarówka. Brak tu natręt­
nej symboliki, jednoznacznego przyporządkowania znaczeń. Ra­
czej mgliste sugestie, niejasne aluzje. Może krzesło jest tu po
prostu częścią wyposażenia pokoju albo - pamiętać trzeba, że je­
steśmy w obrazie, nie w literaturze - jest co najwyżej elementem
formalnym malarskiej przestrzeni, choć nie da się ukryć, że ta je­
go powtarzalność w całym cyklu „daje do myślenia". Trudno
jednak wyzbyć się wrażenia, że to ciche, milczące krzesło jest
„świadkiem" (a może po prostu: świadkiem) cierpienia, jakiegoś
widocznego cielesnego (ale przecież nie tylko) udręczenia leżą­
cej na ziemi postaci. Bliskość obydwojga w tej obcej przestrzeni
sugeruje ta sama tonacja barwna. Jak u Sabato: krzesło przeka23

21

22

Andrzej Wróblewski, Ukrzesłowiona

II, 1957

107

�Grzegorz Bednarski, Poruszenie z postacią ekstatyczną

żuje tu „jakąś' nieokreśloną patetyczną wiadomość" z wnętrza
osoby. Reszta jest domysłem.
Fotel (1991) Aldony Mickiewicz jest opowieścią o życiu już
przeżytym, o życiu u kresu. Tak - życiu. Bo w jej obrazie stary,
zniszczony fotel, z popękanym obiciem, z wyłażącym spod
skóry włosiem, z wystającymi sprężynami, z tymi wszystkimi
śladami zu-życia, z całą swoją długą historią (która splata się
równocześnie z historią jego właścicieli i użytkowników), jest
bez wątpienia stworzeniem żyjącym. Wyosobnienie, oddzielenie
przedmiotu od innych, jego portretowe potraktowanie, a przy
tym niemal iluzjonistyczne oddanie faktury przedmiotu, parado­
ksalnie, odsyła już nie tylko do tego właśnie, konkretnego fote­
la, ale kieruje wzrok w stronę metaforycznego uogólnienia. Mo­
że najbliższa tu droga do wanitatywnych „martwych natur" i ich
śmiertelnych konotacji. Przy okazji, malarstwo to unaocznia jak
nieprecyzyjne i zwodnicze jest to, przejęte z francuskiego, gatun­
kowe określenie. Jak, przypisywana rzeczom martwota, jest ra­
czej wynikiem rutyny patrzenia i jak wzrok malarza wydobywa
utajone w nich życie. I choć niektórzy, nieco na przekór, wybie­
rają inną tradycję nazewniczą, zwracając się w stronę angielskie­
go wyrażenia still life i tłumacząje jako „ciche życie", co, pedan­
tycznie rzecz biorąc, jest językowo niepoprawne, to niewątpliwie
zawarta w nim intuicja znaczeniowa z pewnością bliska jest in­
tencjom autorki.
Ostatni z przywołanych tu przykładów, to kontynuacja linii
van Gogha. Pośród malowanych w ostatnich latach przez Teresę
Pągowską przedmiotów (czajnik, butelka, klucz, żarówka, kost­
ka) są i dwa obrazy - portrety krzesła: Biały fotel (1995) i Krze­
sło (1995). Ale nie o nie mi chodzi. Jest jeszcze jeden obraz
z krzesłem jako głównym bohaterem przedstawienia. I ten jest
szczególny. Nie jest to tylko i nie przede wszystkim kolejna
próba malarskiej penetracji rzeczy, znalezienia dla niej jak naj­
właściwszego wizualnego ekwiwalentu. Tu idzie o coś jeszcze.
Obraz nosi tytuł Autoportret (1997). Na ciemnym, stalowozielonawym tle, samotne, białe krzesło. Namalowane ascetycznie,
przy użyciu minimalnych środków. Jak gdyby wydobyte na
108

(człowiek spod podłogi),

1989

chwilę z mroku światłem lampy punktowej. Kruche - z cienką
ramą oparcia i na wiotkich nogach. Trochę niepewne siebie. Ale
rozwibrowane bielą. Jaśniejące w środku i od środka. Byłby to
właśnie ów „chwiejny most dla pokonania przepaści, jaka za­
wsze otwiera się pomiędzy człowiekiem i światem"?
Widok krzesła uruchomić może również, całkiem niespo­
dziewanie, ciąg metaforycznych skojarzeń kondensujących w so­
bie, w jednym rzucie, obraz pojedynczego życia, osobnego, nie­
powtarzalnego losu. Dokładniej: widok rzędu krzesełek. Bohumil Hrabal, dorzuca do wymienionych wcześniej typów i rodza­
jów krzeseł, obiekt, zdawać by się mogło, całkowicie wyprany
z wszelkich znaczeń, trywialny w swej użyteczności - wyciąg
krzesełkowy. Zjawiający się któregoś bezsennego poranka, nagle
i bez wyraźnej przyczyny, obraz wyciągu krzesełkowego w ru­
chu, jest jakimś błyskiem całościowego widzenia, ma w sobie
coś z epifanii otwierającej nie rozpoznane dotąd strony rzeczy­
wistości:
„I zobaczyłem jeszcze raz ten opustoszały wyciąg na Gruń:
maszyny pracowały, kółka się kręciły, puste krzesełka unosiły się
w górę i zjeżdżały w dół, a numery na oparciach zmniejszały się
jadąc w górę i zwiększały jadąc w dół, a ja w tym widzeniu sta­
łem na dole i potem na każdym krzesełku sadzałem samego sie­
bie, od dzieciństwa: najpierw byl to chłopczyk w czerwonym
płaszczyku i czerwonym kapeluszu z kogucim piórkiem, po nim
chłopiec w stroju marynarskim, potem uczeń w odświętnym
ubranku... wszystkie te fazy mojego życia sadzałem na wznoszą­
cych się ku niebu krzesełkach z numerami, które jadąc w górę
zmniejszały się, a kiedy chłopczyk w czerwonym płaszczyku ze
złotymi guzikami i czerwonym kapeluszu zdobionym kogucim
piórkiem dał mi znak... i wtedy ja usiadłem na krzesełku, łysie­
jący starzec z naiwnym uśmiechem i patrzyłem w górę, i widzia­
łem plecy sześćdziesięciu męskich postaci, jakby przed moimi
oczami wspinały się do nieba po drabinie Jakubowej, widziałem
plecy i głowy tych moich sześćdziesięciu odmian każdego roku...
ale jednocześnie wspinając się w górę po drabinie Jakubowej zo­
baczyłem, że z góry schodzę ja jako chłopczyk w czerwonym

�płaszczyku, zobaczyłem nagle, jak te dwa orszaki mego życia
mijają się /.../ i tak oto mija się ze sobą moich sześćdziesiąt lat,
a ja widzę tę smutną i radosną konfrontację, połamany błyska­
wiczny zamek, dwa pociągi krzyżujące się na nierzeczywistej
stacji /.../.
Wyciąg krzesełkowy na Gruń, bakelitowe siedzenia, koralo­
wo czerwone, błękitnoniebieskie, bananowożółte, na oparciach
i siedzeniach czarne numerki, malowane według szablonów...
Wszystko, co się oddala, znów powraca.
Wieczny powrót tego samego...
Wszystko powstaje ze swego przeciwieństwa.
Wyciąg krzesełkowy na Gruń".
24

Widać zatem, że i Hrabal jak gdyby stosował się do uwag bo­
hatera Sabato. Odczytuje szyfr - ileż tu symbolicznych tropów:
wieczny powrót, drabina Jakubowa, wstępowanie „w niebo"
i schodzenie „w dół" - i przemienia ten „obojętny, obiektywny,
nijaki" przedmiot w żywą, kipiącą od znaczeń rzeczywistość.
Efekt jest zaskakujący: otrzymujemy, rozwijający się w czasie,
zmontowany z wydobytych z pamięci fotografii i połączonych
jak w filmie dokumentalnym, obraz całego życia. Biograficzne
podsumowanie. Dynamiczny portret zobaczony w migających
krzesełkach...
3.
O ile w twórczości przywoływanych wczes'niej artystów
krzesło pojawiało się incydentalnie, chociaż, trudno zaprzeczyć:
znacząco, o tyle u Tadeusza Kantora krzesło było nie tylko efe­
merycznym elementem teatralnych przedstawień i akcji twór­
czych, ale stało się zwornikiem wszystkich bodaj najistotniej­
szych jego myśli o sztuce. Nieomal emblematem jego twórczo­
ści.
W spisywanych w latach 80. notatkach wraca Kantor do po­
czątków swojej fascynacji krzesłem: „Jakiś przedmiot zapada
w podświadomość wtedy, gdy pomimo swej pozornej błahości,
powierzchowności i codzienności spełnia w sztuce głębsze funk­
cje inicjacyjne, choć niepostrzegalne. Zdarza się, że po wielu la­
tach, wydawałoby się, zapomnienia, powraca, zjawia się nagle,
aby dać na nowo nadzieję rozwoju i życia. Tym 'odkryciem' by­
ło... к r z e s ł o, a raczej wiele krzeseł. Prostych, biednych, ku­
chennych, nie obarczonych pretensjonalną stylistyką, takich, na
których siadamy, aby wypocząć po pracy, które udzielają nam
swojej prostoty. Po prostu tylko u ż y t e c z n e . Dzisiaj! Dla
nas!" To właśnie w latach czterdziestych, w czasie powstawa­
nia okupacyjnego spektaklu Powrót Odysa , pojawia się po raz
pierwszy w myśleniu Kantora krzesło. Od początku też jasne jest
o jaki przedmiot idzie. Nie o żaden wymyślny mebel, antyk ze
stemplem stylowości, ale o najzwyklejsze, używane na co dzień
krzesło. Obiekt bez żadnej pretensji do udawania czegokolwiek.
To tu gdzieś trzeba by szukać początków rozwijanej później idei
przedmiotu biednego czy Realności Najniższej Rangi. „KRZE­
SŁO nasunęło mi refleksję dalszą o elementarnej postawie czło­
wieka: s i e d z e n i u . Można by powiedzieć, że stan siedzenia
jest następnym etapem rozwojowym po owym 'rewolucyjnym'
momencie, gdy człowiek przyjął postawę stojącą. Aby się wy­
różnić. Prawdopodobnie naraził się na śmieszność: takie coś pio­
nowe. Napisałem wówczas (rok 1944) krótki esej o 'siedzeniu'.
A w wiele lat później po kilku moich doświadczeniach z KRZE­
SŁEM rodzaj 'resume' pt. 'Krzesło'. Jeśli uważam to za odkry­
cie, to z przyczyn dość ważnych. Było to bowiem wmontowanie
w sztuczną strukturę estetyczną p r z e d m i o t u wyrwanego
z życia. Było to wtedy nie do pomyślenia. Grubo później pozna­
łem termin dadaistyczny ' 1'objet pret'.
Jest to eksplikacja o zasięgu najszerszym tj. odnosząca się do
sztuki w ogóle. Jeśli chodzi o znaczenie w węższym zakresie,
w teatrze - to biedne KRZESŁO odegrało równie 'rewolucyjną'

rolę. Zamiast efektownej, ale konwencjonalnej i l u z j i , falsy­
fikatów antyku, kolumn, kapiteli, fałszywych fal Morza Egej­
skiego, zamiast tego wszystkiego, co zastępowało wielki mit an­
tyku lombardowym blichtrem ku zadowoleniu widzów zasiada­
jących w pluszowych fotelach o złoconych lożach - zamiast te­
go: kuchenny stołek".
Kantor wstawia do swojego teatru zwykłe krzesło - „artykuł
prawdy". To obiekt, który ma siłę ujawniania i burzenia iluzji.
Krzesło, poprzez swoją zwyczajność, asemiotyczność, brak pre­
tensji do sugerowania i oznaczania czegoś czym nie jest miało
atakować, drażnić, prowokować. Podobnie i w „naturę" sztuki,
wpisane jest nicowanie naszych przyzwyczajeń i nawyków. We­
dle znanego powiedzenia Matisse'a sztuka powinna być wygod­
nym fotelem, w którym można wypocząć, podczas gdy dla Kan­
tora miała być czymś dokładnie przeciwnym. Wiele lat później
krzesła, zwykłe składane drewniane krzesła, pojawią się jeszcze
w sztuce Witkiewicza Wariat i zakonnica (Teatr Cricot 2) two­
rząc groteskową, maszynę n e a n t y z a c y j n ą . W Kantorze
dojrzewa idea „pomnika niemożliwego". Spośród licznych po­
mysłów (olbrzymich rozmiarów żarówka, wieszak, prasol)
z czasem zaczął się liczyć tylko projekt ogromnego krzesła. Po
wielu próbach, po wielu kłopotach (jeden z projektów nawet zre­
alizowano w Oslo, ale wkrótce został zniszczony przez wiatr ),
w pięć lat po śmierci artysty, 10 - metrowe KRZESŁO stanęło
wreszcie w Hucisku, obok domu projektu Kantora. I tak oto po­
wstał pomnik niemożliwy. Przedmiot stojący w hierarchii rzeczy
bardzo nisko, sprzęt zwyczajny, trywialny, pospolity, wskazują­
cy w dodatku na pogardzany i obśmiewany „dół materialno-cielesny", zostaje nobilitowany. W jego miejsce pojawił obiekt do­
skonale nieużyteczny, intrygujący, monumentalny. Dzieło
26

27

„które opuściło ów uświęcony teren zarezerwowany
jakoby wyłącznie dla niego
bez potrzeby argumentów przydatności
i obrony, które
po prostu JEST
które
tylko przez swoje SAMOISTNIENIE USTANAWIA
CAŁĄ
SĄSIADUJĄCĄ
RZECZYWISTOŚĆ W SYTUACJI NIEREALNEJ!

25

Teresa Pągowska, Autoportret, 1997

109

�шШПшШШШШШШШШШ
Tadeusz Kantor, Krzesło,

1995

(można by rzec 'artystycznej')
Co za niezwykła fascynacja tej niespodziewanej
ODWROTNOŚCI !"
28

Krzesło Kantora uwolnione od swoich użytecznych funkcji
jest esencją sztuki samej. To krzesło do oglądania, ale z pewno­
ścią nie do siadania. Przywołajmy więc jeszcze na koniec krze­
sło, którego związek z wielką sztuką jest niewątpliwy, ale które­
go znaczenie bez reszty, wydawać by się mogło, spełnia się w je­
go służebności. Krzesełko Glenna Goulda, genialnego pianisty
kanadyjskiego jest niemal tak legendarne jak jego sztuka wyko­
nawcza. Specjalnie skonstruowane dla pianisty przez jego ojca
składane krzesełko miało każdą nogę zakończoną śrubą służącą
do regulacji wysokości. Krzesełko było bardzo niskie, chodziło
o to, by długonogi Gould utrzymywał jak najbliższy kontakt
z klawiaturą. Stąd jego dziwaczny, niepojęty dla wielu innych
pianistów sposób gry. Artysta nie rozstawał się z nim, używał go
nie tylko w czasie koncertów, ale również podczas nagrań studyj­
nych. Krzesełko starzało się wraz z Gouldem i z czasem zaczęło
skrzypieć. Wyraźne skrzypienie, wraz ze szczególnym, ni to
śpiewem ni to buczeniem pianisty, usłyszeć można na wielu jego
nagraniach. Ale to, co doprowadzało do rozpaczy reżyserów
dźwięku można odczytać też, jak sugeruje krytyk, jako szczegól­
nego rodzaju świadectwo: „Słuchając większości nagrań Goulda,
stykamy się z trudno wytłumaczalnym paradoksem 'obecności nieobecności' w maksymalnym stężeniu. Kiedy gra ktoś inny, za
'polem magnetycznym' muzyki czujemy żywego człowieka;
czasem nawet słyszymy bardziej tego człowieka niż muzykę. Ale
przecież Gould jest fizycznie obecny jeszcze intensywniej. Daje
znać o swojej obecności nie tylko skrzypiącym krzesełkiem,
nie tylko nieodłącznym 'mruczandem' - lecz również natych­
miast rozpoznawalną artykulacją, niepodobnym do niczego
brzmieniem, elektrycznym natężeniem frazy... A mimo to trudno
oprzeć się wrażeniu, że go nie ma. Tylko krzesełko i śpiew przy­
pominają - nadaremnie - o jego istnieniu".
29

Dziwne to wszystko. Gould jest, a jakoby go nie było. Nawet
chropawe, chciałoby się rzec: „ludzkie", dźwięki krzesła, rzeczy
najbliższej mu, najbardziej własnej, intymnej wręcz, nic tu nie
pomagają. Gould zdematerializował się. Krzesło jest nikłym
świadectwem jego obecności. Została tylko muzyka, wobec
której skrzypienie można by uznać za konieczny i dopełniający,
bo ziemski, kontrapunkt.
110

�I
mu pomóc w zrekonstruowaniu i spisaniu jego biografii. „Pierw­
szym moim zadaniem po śmierci Sebastiana było przejrzenie je­
go rzeczy. Wszystko pozostawił właśnie mnie /.../ W szafie wi­
Nie umiemy już w i d z i e ć rzeczy. Owszem, żyjemy po­ siało pół tuzina garniturów, przeważnie starych; na sekundę ule­
śród nich, omiatamy je codziennie wzrokiem, korzystamy z nich, głem dziwacznemu złudzeniu, że oglądam ciało Sebastiana roz­
posługujemy się nimi. Jednakże, mentalność naukowo - tech­ mnożone w szereg sztywnych form o kwadratowych barkach.
niczna wyznaczająca niemal powszechnie standardy obchodze­ Widziałem go raz w tym brązowym płaszczu; dotknąłem rękawa,
nia się z rzeczami, przekształca je - co najprzenikliwiej obnażył był jednak bezwładny i niczym nie odpowiedział na ten cichy
Heidegger - w obojętny i abstrakcyjny świat przedmiotów. okrzyk z głębi mej pamięci. W szafie stały też buty: przeszły
W rzeczywistość, w istocie nierzeczywistą, bo wydobywającą wiele kilometrów, a teraz dotarły do kresu wędrówki. Złożone
z rzeczy ledwie ich powierzchniowy sens, wyczerpujący się naj­ koszule leżały na plecach. Cóż mogły mi powiedzieć o Sebastia­
częściej w pragmatycznej skuteczności albo w liczbowo mierzal­ nie wszystkie te milczące przedmioty? Jego łóżko. Na ścianie
nej charakterystyce. Takie podejście rektyfikuje złożone i bogate barwy kości słoniowej wisiał nad łóżkiem nieduży obraz olejny
pojęcie realności jedynie do jej zewnętrznych, widzialnych prze­ (błotnista droga, tęcza, piękne kałuże), stary i lekko spękany.
jawów. „Gdy tak się patrzy na rzeczy, nie mają one nic niepoko­ Tam padało jego spojrzenie, kiedy się budził.
Rozglądałem się po sypialni z wrażeniem, że wszystkie sprzęty
jącego czy zagadkowego; przeciwnie: tworzą bezpieczny świat
codziennych potrzeb, wydarzeń, kłopotów i pragnień, świat za­ ! uskoczyły w ostatniej chwili, jakbym zaszedł je znienacka, a teraz
bezpieczony z samej swojej natury przed dwuznacznością i nie kolejno spoglądają mi w oczy, sprawdzając, czy zauważyłem ten
podlegający niepokojom, gdyż z samej swej natury jest to świat j moment, gdy się wzdrygnęły, przyłapane na czymś zdrożnym.
taki, jaki jest, i na tym można poprzestać: korzysta się na nim ze Zwłaszcza pewien niski fotel w białym pokrowcu stojący obok łóż­
ka miał taką minę; zastanawiałem się, co też mógł ukraść. Grzebiąc
wszystkiego, ale się o nim nie myśli".
Ma rację Nichola Chiaromonte. Naszym codziennym po­ w zakamarkach jego niechętnych fałd namacałem coś twardego:
strzeganiem rządzą: umysłowe przyzwyczajenie, poznawcza okazało się, że to brazylijski orzech; fotel znów stanął z założony­
Glenn Gould i jego krzesło, reprodukcja za S. Rieger, Glenn Gould
rutyna i zdroworozsądkowa trzeźwość. O tym najbliższym, mi rękami, oblókłszy się w tę samą co przedtem nieprzeniknioność
czyli sztuka fugi, „Słowo/obraz Terytoria", 1997
(mogącą
wyrażać
pełne
wzgardy
dostojeństwo)."
p o d r ę c z n y m i n a o c z n y m świecie nie myśli się.
Zostaną po nas rzeczy. Od nich samych i od przenikliwości
Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że owe schematy peri nie zadziwi go też ogień chyba.
cepcyjne ustanawiają i wprowadzają nas w kosmos znaczeń tych, co pozostali, zależy czy zechcą o nas cokolwiek powie­
Z okrzykiem 'hurra!" wyskoczy z fal, skoro
gotowych, w którym dopiero można spokojnie istnieć i dzia­ dzieć. Oddajmy raz jeszcze głos poecie, którego wiara w trwa­
robi to zręczniej i szybciej niż ryba.
łać; osłaniając rzeczy kokonem zwyczajności organizują ob­ łość i niezniszczalność esencji rzeczy przypomina niezmąconą
Użytecznością góruje nad hymnem
szar życia bezpieczny i zrozumiały. Uciekamy nieustannie od pewność greckiego Filozofa w istnienie świata idealnego:
językiem, sofą, szerokim widokiem.
prawdy rzeczy. Boimy się spojrzeć „za zasłonę". Unikamy, jak
„Niedzielny ranek. W pokoju zostało
Gdy się rozchwieje, zmienią je na inne,
tylko się da, poznawczej „nietrzeźwości". No, bo po prawdzie:
to jedno krzesło. I ono przeżyje
różnicy nawet nie wykryjesz okiem.
po cóż tak od razu łamać krzesła? „Kto poprzestaje na normal­
ciebie i twoje doskonałe ciało
Choć głos to wieszczy, nie złowieszczy, lecz
nym sensie i użytkowych wartościach rzeczy, ten chce uniknąć
spowite w szewiot od pięt aż po szyję.
materia jest skończona, nie rzecz."
realności, która zaczyna się ściśle od momentu, gdy rzeczy zo­
Krzesło nie padnie pod ciosem topora
stały już użyte i wykorzystane i gdy zostało już stwierdzone
ich piękno lub brzydota, osobliwość lub banalność, rozumność
lub niedorzeczność, i gdy w końcu pojawia się najprostsze py­
PRZYPISY
tanie: 'Czym to jednak jest naprawdę?' Wówczas realność od
Herbert, Stołek, w: tegoż, Wiersze zebrane. Warszawa 1971,
Po co Nietzsche? Dyskusja z udziałem LKołakowskiego
i K.Mi­
razu znika z zasięgu wzroku".
s. 60
chalskiego, „Gazeta Wyborcza" , 6-7 czerwca 1998, s. 24 (wytłuszcze­
Czym tak naprawdę jest krzesło? To pytanie najzupełniej ele­
Tamże
nia w tym fragmencie i następnych - D C )
M. Białoszewski, Sprawdzone sobą, w: Rachunek zachciankowy
mentarne. Elementarne i dlatego niebezpieczne. Pytanie o krze­
C
.
Tresmontant,
Esej
o
myśli
hebrajskiej,
tl.
M.
Tarnowska,
wstęp
J. M. Rymkiewicz, To jest krzesło, w: tegoż, Moje życie pośmiert­
sło, jeśli uwolnić je od meblarsko-technologicznej retoryki, jeśli
A. Żak, Kraków 1966, s. 60
wniknąć w głębsze sensy w nim obecne, jest bowiem pytaniem
ne, Kraków 1993, s. 16
W. Gombrowicz, Przewodnik po filozofii w sześć godzin i kwa­
J . M. Rymkiewicz, Krzesło, „Twórczość" nr 1:1970, s. 50-88
0 parę kwestii całkowicie najprostszych i dlatego zwyczajowo
Rymkiewicz, Moje życie...s. 16
drans, w: Gombrowiczfilozof, wybór i opracowanie F. Cataluccio, J. Ulg,
pomijanych. Spojrzenie poety i malarza ujawnia jak mylące, nie­
Rymkiewicz, tamże. s. 18
Kraków 1991, s. 99
precyzyjne, nieprzemyślane i niedomyślane, jak problematyczne
Por. Andrzej Wróblewski, орг. A. Wojciechowski, Warszawa 1979,
.krzesło 1. mebel służący do siedzenia, z oparciem z tyłu, przezna­
są nasze nawykowe odpowiedzi na pytania o to: czym jest „ma­
b.s.; S. Wysłouch, Literatura a sztuki wizualne, Warszawa 1994, s. 71, 77
czony dla jednej osoby", Słownik języka polskiego, t. 3, s. 1211
teria" (nieożywiona jak lubimy mówić)? czym jest „duch"?
S. B. Linde, Słownik języka polskiego. Warszawa 1951, s. 519
M. Heidegger, Bycie i czas, przel. B. Baran, Warszawa 1994, s. 97
Tamże, s. 96
czym jest „natura" (martwa oczywiście)?, co jest „ludzkie"? co
J. Białostocki, Symbolika van Gogha, w: tegoż, Symbole i obrazy
jest „nie-ludzkie"?, czym jest „życie"? co to jest „rzeczy-wiW. Rybczyński, Dom Krótka historia idei, przeł. K. Husarska,
w świecie sztuki, Warszawa 1982, t.l, s. 458
E . Sabato, O bohaterach i grobach, tł. H.Czajka, Kraków 1977,
stość"? co to znaczy „być"?
Gdańsk - Warszawa 1996, s. 88
s. 419-420
Tamże, s. 210
Czasami, ale rzadko, nam również zdarza się być artystami
Niezłe pojęcie o tego rodzaju „nowoczesnych" trendach w polskim
B . Hrabal, Kim jestem, tł. A. S. Jagodziński, Warszawa 1994,
1 dotykać, najdosłowniej, tajemnicy. Wtedy, gdy po śmierci ko­
wzornictwie daje pokaźna część projektów przysłanych na ogólnopolski
goś bliskiego zmuszeni jesteśmy s p o t k a ć się z tym, co po
s. 57-59
konkurs KRZESŁO 94, który w zamierzeniu autorów wyłonić miał pra­
T. Kantor, Wielopole, Wielopole, Kraków 1984, s. 112
nim zostało. W dialogu śmiertelnych i rzeczy, te ostatnie wiodą
ce, które nadawałyby się do seryjnego powielania, zob. Katalog wystawy
Tamże
żywot trwalszy. Ostatecznie, co po nas zostaje? Kiedyś: grzebie­
pokonkursowej „Krzesło 94", styczeń - luty 1995, Galeria BWA, Kra­
Historię projektu i losy jego realizacji referuje Lech Stangret,
nie, biżuteria, broń, monety - skatalogowana zawartość podręcz­
ków 1995; nie mam, rzecz jasna, na myśli tych projektów, które intencjo­
'Krzesło' Tadeusza Kantora, w: W cieniu krzesła. Malarstwo i sztuka
ników archeologii. Teraz: łóżka, biurka, krzesła, przybory toale­
nalnie są kreacjami przede wszystkimi artystycznymi, a nie obiektami
przedmiotu Tadeusza Kantora, red. T. Gryglewicz, Kraków 1997,
towe, biblioteki z książkami, szafy pełne ubrań, szuflady z dro­
użytkowymi, i które czasami są ledwie wprawką formalną czy wariacją
s. 13-22
biazgami, listy... No tak: jeszcze pamięć, ale tej nie da się zoba­
na temat krzesła, por. wystawa „Etiudy - meble z pracowni profesora
T. Kantor, Manifest 70, cyt. za: L . Stangret, dz.cyt., s. 21
Kuczmy" (Centrum Sztuki Współczesnej, Warszawa listopad 1997 - sty­
czyć ani dotknąć. Wtedy to właśnie, w zetknięciu z tym, co, po
S. Rieger, Glenn Gould czyli sztuka fugi, Gdańsk 1977, s. 51
czeń 1998)
niegdyś żywych, pozostało, z oczu spadają łuski. Spojrzenie wy­
N. Chiaromonte, Granice duszy, przeł. S.Kasprzysiak, Warszawa
M. Heidegger, Rzecz, tł. J. Mizera, „Principia" X V I - X V I I
ostrza się. Świat rzeczy, tak dotąd oczywisty w swej zwyczajno­
1996, s. 92
(1996-1997),
s. 11
ści, staje się nagle, według aforystycznej formuły Rudolfa Otto,
Tamże, s. 92-93
" J. Brodski, Dedykowane krzesłu, w: tegoż, Fin de siecle, wybrała
„czymś zupełnie innym", ganz andere.
V. Nabokov, Prawdziwe życie Sebastiana Knighta, przeł. M.Kłobui przełożyła K. Krzyżewska, Kraków 1996, s. 12
Oto bohater Prawdziwego życia Sebastiana Knighta Vladimikowski, Warszawa 1992, s. 31-32
Tamże, s. 13
ra Nabokova poszukuje wszelkich możliwych informacji o swo­
Brodski, Dedykowane krzesłu, s. 15
Tamże, s. 14
111
im zmarłym bracie, pisarzu. Usiłuje zebrać ślady, które mogłyby
30

3 2

33

31

1

15

15

2

1 6

3

1 1

18

1 9

2 0

4

21

5
6

2 2

7

2 3

8

9

2 4

2 5

2 6

2 7

2 8

2 9

3 0

1 0

3 1

3 2

1 2

3 3

1 3

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6396" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6376">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/7f7e530c10d28d705a8d811209f19acf.pdf</src>
        <authentication>3614a39965fa7a32343bffc44f33049a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76222">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2752</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76223">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76224">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2562</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76225">
                <text>Co można znaleźć w szafie? / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76226">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.91-102</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76227">
                <text>Oziewicz, Marek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76228">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76229">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76230">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76231">
                <text>Co można znaleźć w szafie?
Światy równolegle „Kronik narnijskich" C. S. Lewisa
(cz. II)
Marek Oziewicz
Przejścia wolicjonalne to przejścia łagodne, podczas
których bohaterowie dokładnie wiedzą, co się dzieje i w każ­
dej chwili mogą zawrócić do swojego świata. Określenie
'wolicjonalne' nie oznacza jednak, że dzieci mogą przenikać
do Narni (lub innego świata równoległego), kiedy tylko chcą.
Możliwość przejścia otwiera się przed nimi wyłącznie dzięki
magii, która rządzi się swoimi prawami (prawami Aslana),
a nie wolą bohaterów. Wszystkie przejścia opisane w Lwie,
czarownicy i starej szafie, a także wejście oraz wyjście Julii
i Eustachego do krainy Aslana (a pośrednio też do świata Na­
rni) w Srebrnym krześle są właśnie przejściami tego rodzaju.
Po części tego rodzaju przejściem jest również opisane w Sre­
brnym krześle wyjście czwórki dzieci z Narni przez drzwi,
które zbudował na łące Asian. Doskonałą ilustrację przejścia
wolicjonalnego stanowi pierwsze wejście Łucji do Narni: jest
ono łagodne, przyjemne i prawdziwe (choć zadziwiające dla
bohaterki w równym stopniu jak dla czytelników).
Dzieci wchodzą do pokoju, w którym nie ma nic oprócz
pustej butelki z bladoniebieskiego szkła i dużej, starej szafy
z lustrem w drzwiach. Gdy jednak pozostali opuszczają po­
kój, nie znajdując w nim nic ciekawego, Łucja pozostaje
w tyle. Przez głowę przebiega jej bowiem myśl, że mogłaby
sprawdzić, co znajduje się w szafie, choć jednocześnie jest
prawie pewna, że drzwi szafy będą zamknięte. Pierwszą nie­
spodzianką jest fakt, że drzwi otwierają się z łatwością. Dru­
gą - że szafa pełna jest wielkich futrzanych płaszczy, a „dla
Łucji nie było nic milszego niż zapach i dotyk futer". Owa
szafa okazuje się tajemnym przejściem do fantastycznego
świata Narni. Przejście to jest bardzo płynne i łagodne. To­
warzyszą mu same przyjemne wrażenia. Łucja nie zastanawia
się nad sytuacją, nie boi się - a właściwie powinna, bowiem
zostaje sama w pustym pokoju i , co więcej, ma przed sobą
ciemną czeluść wielkiej, starej szafy (a taka sytuacja zwykle
wyzwala w dziecku strach) - ani też nie reaguje emocjonal­
nie. Jej wrażenia są wrażeniami czysto zmysłowymi, przez co
także i czytelnik może odnieść je do siebie. Stanowią bo­
wiem domenę jego bezpośredniego doświadczenia, a przez
to nadają realności temu, co przydarza się Łucji. Gdy dziew­
czynka z rozkoszą wtula się w miękkie futra, odkrywa, że z
tyłu znajduje się kolejny szereg płaszczy. Wchodzi więc głę­
biej, a ponieważ otaczają ciemność, wysuwa przed siebie rę­
ce, aby nie uderzyć głową w tył szafy. Trzecią niespodzianką,
jaka wówczas spotyka Łucję, jest fakt, że szafa nie ma tylnej
ścianki. Po przejściu kilku kolejnych kroków dziewczynka
odkrywa, że znajduje się w ośnieżonym lesie w środku nocy.
47

48

Opisane przez Lewisa stopniowe i prawie niezauważalne
przejście świata rzeczywistego w fantastyczny świat baśni
jest zadziwiająco sugestywne. Nawet najbardziej racjonalny
czytelnik nie może zarzucić przesadności autorowi, gdy pisze
on:

Następnie zauważyła, że coś skrzypi pod jej nogami. „To
chyba kulki naftaliny" - pomyślała i schyliła się, chcąc namacać
je ręką. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczu­
ła coś miękkiego, sypkiego i zimnego. „To bardzo dziwne" - po­
wiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa.
Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer,
a napotkały coś twardego i szorstkiego, a nawet kłującego.
- Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! - wykrzyknę­
ła i nagle zauważyła jakieś światło. I to wcale nie kilkanaście
centymetrów przed sobą, tam, gdzie powinna być tylna ściana
szafy, lecz w oddali. W chwilę później zdała sobie sprawę, że stoi
pośrodku lasu, jest noc, pod nogami ma najprawdziwszy śnieg,
którego płatki wirują w powietrzu.
49

Wrażenia Łucji są takie same jak wrażenia każdego inne­
go człowieka postawionego w jej sytuacji. Dzięki temu świat
Narni zyskuje realność - inną może niż realność znanego
nam świata - ale równorzędną ontologicznie. Lewis osiąga
ten efekt dzięki gradacji wrażeń zmysłowych polegającej na
stopniowym zaniku bodźców wyznaczających rzeczywistość
angielską, z równoczesnym stopniowym potęgowaniem się
bodźców wyznaczających rzeczywistość narnijską. Jedna
rzeczywistość zostaje zastąpiona przez drugą. Stojąc przed
szafą, Łucja jest w Anglii; stojąc w lesie jest już w Narni.
Przestrzeń pomiędzy drzwiami szafy a narnijskim lasem to
swego rodzaju wrota czasu i styk dwóch światów.
Na czym polega zastosowana przez Lewisa (może nawet
nieświadomie) gradacja wrażeń zmysłowych? Filozofie
Wschodu utrzymują, że istnieje pięć żywiołów wyznaczają­
cych dla nas byt otaczającego nas materialnego świata: eter,
powietrze, ogień, woda i ziemia. Żywioły te przenikają się
nawzajem, ponieważ każdy kolejny jest subtelniejszy od po­
przedniego. I tak „najgęstszym", tzn. najbardziej material­
nym, żywiołem jest ziemia, która charakteryzuje się pięcioma
atrybutami: dotykiem, smakiem, kształtem, zapachem
i dźwiękiem. Następna jest woda, charakteryzująca się już
tylko czterema atrybutami: smakiem, kształtem, zapachem
oraz dźwiękiem. Potem ogień, charakteryzujący się kształ­
tem, zapachem i dźwiękiem. Powietrze ma zaledwie dwa
atrybuty: zapach i dźwięk, a eter tylko jeden: dźwięk. Żywio­
ły te odpowiadają poszczególnym zmysłom i ich funkcjom.
Eter - zmysłowi słuchu, powietrze - zmysłowi zapachu,
ogień - zmysłowi wzroku, woda - zmysłowi smaku, a ziemia
- zmysłowi dotyku.
Lewis w pewien sposób musiał być świadomy takiego po­
strzegania świata, bowiem jest ono zadziwiająco podobne
do średniowiecznej koncepcji natury, z którą - jak wynika
z jego prac - w dużej mierze się zgadzał. W opracowaniu za­
tytułowanym Odrzucony obraz - wprowadzenie do literatury
średniowiecznej i renesansowej (Lewis był ekspertem w tej
dziedzinie) bardzo logicznie bronił on średniowiecznej kon­
cepcji żywiołów. Według średniowiecznego obrazu wszech50

91

�świata materia posiada sympatie i antypatie, a krańcowo róż­
ne odczucia sympatii i antypatii materii odnajdujemy w czte­
rech wielkich przeciwieństwach: gorącym i zimnym oraz mo­
krym i suchym. Nie istnieją one jednak w naszym świecie ja­
ko odrębne byty, lecz wyłącznie w kombinacjach. Łączą się,
tworząc cztery żywioły. Połączenie gorącego i suchego two­
rzy ogień; gorącego i wilgotnego - powietrze; zimnego i wil­
gotnego - wodę; a zimnego i suchego - ziemię. Lewis doda­
je, że filozofowie średniowiecza zgadzali się odnośnie do ist­
nienia piątego żywiołu (kwintesencji wszystkich pozosta­
łych), zwanego eterem, ale według ich koncepcji, znajduje się
on dopiero ponad księżycem i śmiertelnicy nie dysponują
żadnym jego doświadczeniem. W świecie podksiężycowym czyli w sensu stricto przyrodzie - cztery żywioły usytuowa­
ły się w swych naturalnych miejscach. Ziemia, najcięższa, za­
jęła pozycję na dole w środku. Na niej leży lżejsza woda; po­
nad nimi jeszcze lżejsze powietrze, a najlżejszy z żywiołów,
ogień, uniósł się na górną granicę tego, co określamy mianem
przyrody, i tworzy własną sferę tuż pod sferą księżyca.
Podobnie jak mędrcy Wschodu, myśliciele średniowiecz­
ni identyfikowali żywioły z cechami natury ludzkiej oraz po­
szczególnymi zmysłami. Taka koncepcja zakłada oczywiście
swoistą gradację subtelności zmysłów i wrażeń zmysłowych.
Najsubtelniejszym wrażeniem zmysłowym, jakie możemy
odbierać, będzie, w takim ujęciu, dźwięk. Następne są odpo­
wiednio: zapach, kształt, smak i w końcu dotyk. Jak zatem
w świetle takiej koncepcji wygląda przejście Łucji do Narni?
Otwierając szafę, dziewczynka widzi rząd futer. Tak więc im­
puls popychający ją do wejścia do środka pochodzi od zmy­
słu wzroku, a zaraz potem - gdy zaczyna tulić się do płaszczy
i wchodzić głębiej - od zmysłu dotyku. Jednocześnie ogarnia
ją zapach futra. Następnie, Łucja zostaje otoczona ciemno­
ścią, ale jej zmysły powonienia, słuchu i dotyku są napięte do
granic możliwości. Zanik rzeczywistości angielskiej rozpo­
czyna impuls pochodzący od zmysłu wzroku, a kończy im­
puls zmysłu dotyku - będące odpowiednio trzecim i piątym
stopniem w gradacji subtelności wrażeń zmysłowych. Wraże­
nia te są mocno związane z materialnością i takie też jest ży­
cie w Anglii (w przeciwieństwie do Narni, która choć jest
konkretna i dotykalna, przepełniona jest magią).
51

Wejście do świata Narni rozpoczyna się od poczucia prze­
strzeni: „'To musi być wprost ogromna szafa' - pomyślała
[Łucja]". Wrażenie to jest wyjątkowo subtelne. Przestrzeń
kojarzy nam się z wolnością, a na poziomie dźwięku - z ci­
szą. Cisza z kolei jest tłem, na którym pojawiają się i w
którym nikną wszelkie dźwięki. Jest początkiem i końcem.
W przypadku Lwa, czarownicy i starej szafy jest początkiem
fantastycznego świata Nami i końcem zwykłego świata An­
glii. Tak więc magia zaczyna przenikać Łucję i czytelnika od
najsubtelniejszych poziomów percepcji zmysłowej, od
dźwięku: po wrażeniu przestrzeni Łucja zaczyna słyszeć
chrupanie pod stopami. Zastanawiając się, co może być tego
powodem, schyla się i czuje rękoma coś sypkiego i zimnego.
Nie wie jeszcze, że jest to śnieg. Robi jeszcze jeden krok da­
lej i wrażenia zmysłowe, związane ze zmysłem dotyku, za­
czynają się potęgować - jest nimi właściwie otoczona. Łucja
nie wie, że są to drzewa. Przedzierając się dalej, czuje kłucie
i drapanie na rękach, na twarzy, na nogach i na całym ciele.
Chwilę później widzi w oddali słabe światło.
52

53

Jak zatem widać, wrażenia zmysłowe Łucji, wciąganej
przez magię do świata Narni, rozpoczynają się od najsubtel­
niejszych poziomów - związanych z dźwiękiem - i prawie na­
tychmiast dopełniają się wrażeniami najmniej subtelnego
92

zmysłu - dotyku. Gdy zaś dziewczynka zaczyna dostrzegać
otoczenie, odbiera już Narnię wszystkimi pięcioma zmysłami.
W twórczości Lewisa nader ważną funkcję odgrywa
zmysł wzroku i związane z nim wrażenia. Według skali, ja­
ką się posługujemy, wzrok jest zmysłem wyznaczającym gra­
nicę między subtelniejszymi wrażeniami (dźwiękiem i zapa­
chem) a mniej subtelnymi (smakiem i dotykiem). Przez to
pełni rolę nośnika innych wrażeń zmysłowych. Śledząc wy­
darzenia w domu profesora, a następnie w Narni, czytelnik
(a w dużej mierze także bohaterowie książki) polega najbar­
dziej właśnie na zmyśle wzroku. To dzięki niemu możemy
odbierać w wyobraźni obrazy, jakie zarysowuje przed nami
autor. Nasz odbiór Nami, jak i otaczającej nas codzienności,
w znacznej mierze opiera się na wzroku. Nic zatem dziwne­
go, że to właśnie wrażenia związane ze wzrokiem wyznacza­
ją moment przeniknięcia do Nami. Tak jest w przypadku
wszystkich przejść wolicjonalnych. Np. przejście Edmunda
wygląda następująco:
Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi, [...] potem za­
czął machać rękami w ciemności, szukając siostry. [...] Poczuł
też, że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. I wtedy zobaczył świa­
tło. [...] Podążył ku światłu, pewien, że to otwarte drzwi szafy.
Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła
garderoby, stwierdził nagle, że wychodzi z cienia jakiegoś gęste­
go, jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu.
54

Podobnie jak pierwsze przejście całej czwórki do Narni:
Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podło­
dze, ciężko dysząc. [...]
- Coś mnie uwiera w plecy - odezwał się Piotr.
- A czy to nie jest przypadkiem zimne? - zapytała Zuzanna.
- Rzeczywiście, jest zimne i - o psia kostka! - mokre! Oj, to
jest coraz bardziej mokre! - I zerwał się na równe nogi.
- Chodźcie, wyłazimy stąd - powiedział Edmund. - Już po­
szli.
- Ooooch! - krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali, co
się stało.
- Siedzę pod jakimś drzewem - odpowiedziała Zuzanna. - 1 ,
popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło, o tam!
- O holender, masz rację! - zawołał Piotr. - I popatrzcie tu
- i tu! - Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ
my przecież jesteśmy w lesie Łucji!
I nie mylił się. Cała czwórka stała teraz, mrugając oczami,
w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze
na wieszakach - przed nimi pokryte śniegiem drzewa.
55

Jeżeli poszczególne dzieci zaczynają dostrzegać otaczają­
cy je las dopiero po chwili, choć przecież w Narni jest środek
dnia, oznacza to, że ich postrzeganie nie jest od początku wy­
raźne. Można powiedzieć, że „wyostrza" się ono stopniowo
na rzeczywistość świata równoległego. „Przebudzenie"
w Nami jest łagodne. Sekwencja: jasne postrzeganie, ciem­
ność i niepewność, jasne postrzeganie, kojarzy się z zamknię­
ciem i otworzeniem oczu - tak zwykle robimy sobie niespo­
dzianki. Zamykamy oczy i gdy je po chwili otwieramy, znaj­
dujemy przed sobą coś, czego przed chwilą nie było i co zwy­
kle sprawia nam wielką przyjemność. Sekwencja taka przy­
wołuje także inne przyjemne skojarzenia związane z magią
(jak np. nagłe pojawienie się czegoś, pozornie znikąd). Łatwo
zauważyć, że rzeczywistość angielska „znika" w chwili, gdy
Łucja (lub inne dzieci) wchodzi do szafy i ogarnia ją ciem­
ność, a rzeczywistość narnijska „pojawia się", gdy Łucja
(lub inne dzieci) dostrzega przed sobą światło i zaczyna roz­
różniać otaczające ją drzewa. Podobna sekwencja zachodzi
w przypadku innych przejść wolicjonalnych. Określenia „zni­
kanie" i „pojawianie się" użyte są w cudzysłowie, bowiem

�nie da się wyraźnie rozgraniczyć ani chwili, ani miejsca,
w których jeden świat przechodzi w drugi. Jak zatem widać,
przejścia wolicjonalne są naprawdę łagodne i przyjemne. Są
łagodne przez to, że nie wywołują żadnych nieprzyjemnych
doznań cielesnych, jak np. zawroty głowy czy jakikolwiek
ból, które pojawiają się podczas przejść niewolicjonalnych
i łagodne przez to, że trudno jest właściwie stwierdzić, kiedy
bohater opuszcza swój świat i znajduje się w innym.
Kolejną cechą przejścia wolicjonalnego jest prawdziwość.
Postulat ten pojawił się już jako jedna z cech świata równole­
głego. W jaki sposób zostaje on zrealizowany podczas pierw­
szego przejścia Łucji? Otóż Narnia jest faktem, całkiem odręb­
ną rzeczywistością, i choć wszystkie zmysły Łucji nie zosta­
wiają jej cienia wątpliwości, że naprawdę jest w lesie (choć
właściwie jest w domu), że naprawdę jest zima (choć właści­
wie jest późne lato 1940 roku) i że naprawdę jest środek nocy
(choć właściwie jest środek dnia), jej umysł nie potrafi tego za­
akceptować ani zrozumieć. Na szczęście Łucja jest zaledwie
kilkuletnią dziewczynką i choć czuje się niepewnie, nie jest
zdana jedynie na swą racjonalność. Gdyby tak było, Narnia by­
łaby niemożliwa. W Kronikach narnijskich Lewis wielokrot­
nie i na różne sposoby podkreślał pogląd, że człowiek zaskle­
piony w ciasnych ramach racjonalności i opierający się wszy­
stkiemu, czego nie potrafi wyjaśnić za pomocą umysłu, nie
może przeniknąć do świata magii, ani jej doświadczyć. Nie­
wielką gwarancją bezpieczeństwa dla Łucji jest to, że gdy się
odwraca, widzi pomiędzy pniami drzew otwarte drzwi szafy
i część pokoju. Wie, że w pokoju, w którym stoi szafa, wciąż
jest dzień i nic nie zakłóciło znanej jej rzeczywistości angiel­
skiej, tzn. nie uległa ona żadnej magicznej przemianie. Ta
„kładka" ku znajomej rzeczywistości spełnia tu dwie role. Po
pierwsze napawa Łucję odwagą potrzebną do wejścia do no­
wego świata („Gdyby coś było nie w porządku, zawsze mogę
wrócić - uspokajała się") i utwierdzają, że nie postradała zmy­
słów, lecz po prostu znalazła się w tajemniczej krainie, czego
każdy z nas gdzieś w głębi pragnie. Po drugie, upewnia czytel­
nika - który dzieli przecież z Łucją zdumienie i wątpliwości
odnośnie do tego, czy to, czego jest świadkiem, dzieje się na­
prawdę - że Narnia jest jak najbardziej realna.
We wszystkich następnych książkach tego cyklu rzeczywi­
stość narnijska (i rzeczywistość wszystkich innych światów)
nigdy nie pozostawia cienia wątpliwości. Nie jest zamglona,
odległa ani wyśniona. Nie jest traktowana z przymrużeniem
oka, nawet w przypadku tak dziwnych światów jak kraina Łachonogów. Gdy znajdujemy się w Nami, jest ona o wiele bar­
dziej realna niż Anglia. Paul Karkainen utrzymuje, że Lewis
celowo unikał popularnej techniki wprowadzania fantastycz­
nego świata, a mianowicie snu, bowiem gdyby przeniknięcie
do Nami odbywało się w marzeniach sennych, zostałaby ona
zredukowana do indywidualnego, wewnętrznego fenomenu
psychologicznego. Czytelnik mógłby wówczas odczytać Namię jako sugerowany przez autora sposób na ucieczkę od rze­
czywistości, a jak stanowczo twierdzi Karkainen:
56

57

Lewis nie chciał tworzyć takiego wrażenia. Dla niego fanta­
styczny świat [baśni], czy właściwie fantastyczna rzeczywistość,
o której pisał, istniała poza umysłem. [Lewis] właściwie nie
stworzył świata Narni, lecz raczej go odkrył. Świat ten istnieje
bowiem gdzieś [koło nas] i może zostać odkryty przez każdego,
kto wykazuje się wystarczającą wrażliwością.
58

W trakcie lektury Kronik narnijskich nasze poczucie rze­
czywistości jest stabilne, bowiem nawet w wypadku przenie­
sienia akcji utworu do świata równoległego jest on równie

prawdziwy jak Anglia. Punktem odniesienia w tym wzglę­
dzie są dla nas bohaterowie i ich wrażenia.
Chociaż określenie 'przejścia między światami' obejmuje
zarówno wejścia do światów równoległych, jak i powroty do
rzeczywistości angielskiej, wszystkie zamieszczone powyżej
przykłady przejść wolicjonalnych są wejściami, a nie powro­
tami. Nie oznacza to, że przejścia wolicjonalne obejmują
podróże tylko w jedną stronę - jest nim przecież także wyj­
ście czwórki dzieci z Nami w Księciu Kaspianie - wskazuje
to raczej na fakt, że Lewis poświęca znacznie mniej uwagi
przeniesieniom do rzeczywistości angielskiej niż przeniesie­
niom do Narni. Na przykład pierwszy powrót Łucji opisany
jest bardzo krótko:
Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrze­
gła w oddali jasną plamkę, wyglądającą jak odblask dziennego
światła.
- Tak, już widzę drzwi szafy. [...]
Łucja [...] popędziła w stronę plamki dziennego światła mię­
dzy drzewami tak szybko, jak potrafiła. I nagle, zamiast szorst­
kich gałęzi drzew, poczuła na twarzy miękkość futrzanych pła­
szczy, a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami - twardość
drewnianej podłogi, aż raptem zdała sobie sprawę z tego, że wy­
skakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju,
w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. Starannie zamknę­
ła szafę i rozejrzała się wokoło, łapiąc oddech po szybkim biegu.

59

Podobnie lakoniczny jest opis powrotu Łucji i Edmunda:
Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Nagle, zamiast
ośnieżonych gałęzi, poczuli na twarzach dotyk miękkiego futra,
a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie.

60

Ignorowanie szczegółów towarzyszących powrotom boha­
terów do rzeczywistości angielskiej wydaje się jednak celo­
wym zabiegiem Lewisa, przynajmniej z jednego względu. Jest
nim czas. O ile bowiem przenikaniu bohaterów do Nami to­
warzyszyło spowolnienie czasu ziemskiego - przez co mogli
oni przeżyć w Nami nawet długie lata - to nigdy w Kromkach
(i w żadnym z opisanych tam światów równoległych) Lewis
nie zatrzymywał upływu czasu całkowicie, nie mówiąc już
o jego cofaniu. To cofnięcie było jednak koniecznością, jeżeli
bohaterowie po długiej wizycie w Nami mieli powrócić do
swojego świata i swojego czasu. Np. w poniższym fragmencie
Lewis sugeruje, że swego rodzaju cofnięcie rzeczywiście za­
chodzi, ale związane z nim szczegóły pomija milczeniem:
Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdą­
żyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków, przypomnieli sobie, że
owa dziwna rzecz nazywa się latarnią, a zanim zrobili drugie
dwadzieścia kroków, zauważyli, że nie przeciskają się już mię­
dzy gałązkami jodeł, lecz między futrzanymi płaszczami.
A w chwilę później wszyscy wysypali się - jedno po drugim przez otwarte drzwi szafy do pustej garderoby i nie byli już
Królami i Królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach,
lecz Piotrem, Zuzanną, Edmundem i Łucją w starych dziecin­
nych ubrankach. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora, kie­
dy wszyscy czworo wskoczyli do szafy, aby się w niej schować. '
6

Choć akceptujemy fakt powrotu dzieci do garderoby w do­
mu profesora, nie wiemy, w jaki sposób zniknęły z nich
królewskie szaty i w jaki sposób zastąpiły je stare, dziecinne
ubranka. Nie wiemy też, ani nawet nie wyobrażamy sobie?
w jaki sposób ich dorosłe ciała powróciły w mgnieniu oka do
swej dziecinnej postaci. Są to szczegóły, które autor postano­
wił świadomie zignorować, bowiem wszelkie fantazje na ich
temat mogłyby zabrzmieć o wiele mniej przekonująco niż mil­
czenie. Z dalszych części Kronik wynika, że dzieci zachowały
93

�kto
Ко
sar
sy

Ni.
cz;
ch
cy
Ci
Щ
si{
cz
sz
tu
śc
te
ś\
i
(/
('
st
si
z
n
1(
E
i

w pamięci wszystkie szczegóły swych przygód w Nami - wy­
pływa stąd wniosek, że o ile ich ciała podczas różnych przejść
między światami (i w trakcie pobytu w nich) ulegały transfor­
macji - zmiany te w żaden sposób nie wpływały na ich psychi­
kę, która rozwijała się liniowo podczas wszystkich tych dos'wiadczeii. Czy zatem w ciele dziewięcioletniej Łucji po wyj­
ściu z Nami obecna była dojrzała świadomość osoby w wieku
lat 24? Czy tak samo było w przypadku pozostałych dzieci?
Czy takie doświadczenie nie mogłoby wpłynąć na zachwianie
ich osobowości: straciliby przecież w znacznym stopniu iden­
tyfikację ze swymi co chwila zmieniającymi się ciałami.
Podobne pytania można by mnożyć w nieskończoność.
Lewis musiał być świadomy nierozwiązalnych dylema­
tów, jakie wypływały z faktu cofnięcia czasu bohaterów,
który upłynął dla nich podczas ich pobytu w innym świecie,
bowiem w kolejnych książkach cyklu próbował w jakiś spo­
sób załatać tę logiczną lukę. Na przykład już w drugiej książ­
ce cyklu dzieci wracające z Narni przebierają się uprzednio
w swoje stare ubranka:
62

- Chodźcie - powiedział nagle Piotr do Edmunda i Łucji.
- Nasz czas nadszedł.
- Co masz na myśli? - zapytał Edmund.
- Tędy! - krzyknęła Zuzanna, która sprawiała wrażenie, jak­
by była w coś wtajemniczona. - Tu, między drzewa. Musimy to
zmienić.
- Co zmienić? - zapytała Łucja.
Zmienić ubrania, rzecz jasna - odpowiedziała Zuzanna. - Ale
głupio byśmy w T Y M wyglądali na peronie małej, angielskiej
stacji. [...]
Nie był to dla nich mity powrót, teraz, kiedy już zdjęli
królewskie szaty i mieli na sobie swoje szkolne ubranka (niezbyt
świeże, należy dodać).

v
v

с

63

\

Poza tym, autor konsekwentnie skracał czas pobytu dzie­
ci w Narni w każdej kolejnej książce - zwykle ograniczając
go do okresu od kilku tygodni do kilku miesięcy - przez co
zmiany fizyczne, jakie mogły zajść w ciałach bohaterów, nie
były aż tak znaczące, aby ich powrót do czasoprzestrzeni An­
glii mógł budzić dylematy podobne do dylematów 15-letniego cofnięcia czasowego z Lwa, czarownicy i starej szafy. Ko­
lejnym środkiem, jaki Lewis zastosował w następnych czę­
ściach Kronik w celu uniknięcia niemożliwych do rozstrzy­
gnięcia sprzeczności wynikających z cofnięcia czasu bohate­
rów wchodzących i wychodzących z innych światów przez tę
samą bramę czasu, było zerwanie z ujednoliconym syste­
mem przejść między światami, który wprowadził w pierwszej
i po części utrzymał w drugiej książce cyklu. W Podróży
„Wędrowca do świtu" powrót do Anglii następuje już w
mniej konwencjonalny sposób - przez dziurę w niebie;
w Srebrnym krześle jeszcze inaczej - Narnia zostaje zdmuch­
nięta przez Aslana, a bohaterowie znajdują się w krainie Aslana, skąd wracają do Anglii przez dziurę w murze, prawie tak
jak weszli. W ten sposób uwaga czytelnika koncentruje się
bardziej na przejściu samym w sobie, a nie na towarzyszą­
cych mu mechanizmach - których z reguły, jak automatycz­
nie się zakłada, nie da się opisać słowami. Cudowność tych
przejść staje się jedynym gwarantem ich prawdziwości.
Przejścia niewolicjonalne to przejścia nagłe, zaskakujące,
podczas których bohaterowie nie wiedzą, co się dzieje i nie
mają wpływu na bieg wydarzeń. Przejścia te nie są przyjem­
ne, z reguły wręcz są niebezpieczne. Jakaś niewytłumaczalna
siła wyższa - w tym przypadku oczywiście magia - wyciąga
ich ze znanego świata i nie mają możliwości powrotu do nie­
go, a przynajmniej nie wtedy, gdy są „wyciągani". Przejścia
94

tego typu obejmują przeniesienia nawet wbrew woli bohate­
rów: tak przecież dzieje się z Edmundem w Podróży „ Wę­
drowca do świtu". Najlepszymi przykładami przejść niewolicjonalnych są: „wtrąbienie" czwórki dzieci do Narni w Księ­
ciu Kaspianie oraz porwanie Łucji, Edmunda i Eustachego do
Narni przez falę, która „wychodzi" z obrazu w Podróży „ Wę­
drowca do świtu". Po części tego rodzaju przejściem jest
również pierwsze przeniesienie Poli za sprawą pierścienia do
lasu między światami w Siostrzeńcu czarodzieja oraz prze­
niesienie Julii i Eustachego do Narni za pomocą „wyszarp­
nięcia" z pociągu w Ostatniej bitwie. To ostatnie przejście
jest szczególne, bowiem okazuje się „przeniesieniem osta­
tecznym", z którego nie ma już powrotu (bowiem wszyscy
bohaterowie - nawet ci, którzy nie zostali przeniesieni do Na­
rni - spotykają się za drzwiami stajni w wiecznym świecie
Aslana), natomiast przeniesienie za pomocą pierścienia choć za pierwszym razem niewolicjonalne, bowiem Pola nie
jest świadoma magicznej mocy pierścieni - jest szczególne,
ponieważ od momentu, gdy dzieci poznają cudowne właści­
wości pierścieni, wszystkie następne przejścia z ich zastoso­
waniem stają się wolicjonalne.
Trzy z czterech przejść niewolicjonalnych pojawiających
się w Kronikach to przejścia przeniesienia, a tylko jedno
(w Podróży „ Wędrowca do świtu ") to przejście bezpośrednie.
Stanowi ono doskonałą ilustrację przejścia niewolicjonalnego: jest gwałtowne, niespodziewane, niebezpieczne i praw­
dziwe.
Od ostatniej wizyty dzieci w Narni minął już rok i nasta­
ły wakacje. Piotr przygotowujący się do egzaminów pojechał
do profesora Kirke, Zuzanna z rodzicami wyjechała do Ame­
ryki, a Łucja i Edmund, którzy nie mieli żadnego wyboru,
zostali wysłani do wujostwa.
64

...Zdołali wykraść kilka minut tylko dla siebie. Rozmawiali rzecz jasna - o Narni, o ich własnej, tajemnej krainie. Myślę, że
większość z nas ma taką swoją tajemną krainę, ale dla większo­
ści z nas istnieje ona tylko w wyobraźni. Edmund i Łucja byli
pod tym względem szczęśliwsi, ponieważ ich tajemna kraina ist­
niała naprawdę. Byli już w niej dwukrotnie i nie była to wcale za­
bawa lub sen, lecz najprawdziwsza rzeczywistość. Oczywiście
dostali się tam dzięki Czarom, bo tylko dzięki Czarom można się
dostać do Nami.
65

Siedząc w sypialni Łucji, rodzeństwo przygląda się wiszą­
cemu na przeciwległej ścianie obrazowi przedstawiającemu
żaglowiec płynący niemal wprost na patrzącego. Obraz ten
fascynuje ich i urzeka, bowiem jest według Łucji „bardzo narnijski". Zaledwie jednak Edmund i Łucja zdążyli wymienić
po zdaniu na jego temat, do pokoju wchodzi ich kuzyn - Eu­
stachy Klarencjusz Scrubb - którego oboje nie znoszą. Eusta­
chy włącza się do rozmowy i zaczyna wyśmiewać się z Na­
rni. Gdy jednak Edmund i Łucja ignorują jego docinki, za­
czyna rozmowę na temat obrazu.
- Podoba wam się ten obraz?
[...] Tak, mnie się podoba. Bardzo mi się podoba [rzekła Łucja].
- Straszny kicz - powiedział Eustachy.
- Jak stąd wyjdziesz, nie będziesz musiał na niego patrzyć rzekt Edmund.
- A dlaczego ci się podoba? - zapytał Eustachy Łucję.
- Przede wszystkim dlatego, że okręt wygląda tak, jakby
rzeczywiście płynął. A woda wygląda, jakby rzeczywiście była
mokra. A fale - jakby wznosiły się i opadały.
Naturalnie Eustachy miał na to mnóstwo odpowiedzi, ale nie
powiedział nic, gdyż właśnie w tym momencie spojrzał na fale
i zauważył, że rzeczywiście wyglądają tak, jakby się naprawdę
wznosiły i opadały. [...] Odwrócił się (nieco zielony na twarzy),

�a potem spróbował spojrzeć raz jeszcze. A wtedy nie tylko on, ale
również Edmund i Łucja zaczęli wpatrywać się w obraz szeroko
otwartymi oczami.
66

W tym momencie zaczyna działać magia i rozpoczyna się
właściwe przejście. Bez udziału własnej woli, a nawet w przypadku Eustachego - wbrew niej, dzieci zostają wcią­
gnięte do Nami. Lewis pisze:
W to, co zobaczyli, trudno uwierzyć, kiedy się o tym czyta,
ale prawie tak samo trudno było w to uwierzyć, kiedy się to wi­
działo. Obraz ożył. Nie przypominało to wcale kina: kolory były
zbyt prawdziwe i czyste, czuło się też, że wszystko to dzieje się
na zewnątrz. Dziób okrętu opadł ciężko w wodę, a potem wzniósł
się, wzbijając w powietrze masę pienistych bryzgów. Fala prze­
biegła wzdłuż burt i dźwignęła rufę tak wysoko, że po raz pierw­
szy ukazał się na chwilę pokład, a potem znikt, gdy dziób napo­
tkał następną falę. W tej samej chwili leżący koło Edmunda ze­
szyt zafurkotał, uniósł się, poszybował w powietrzu i pacnął
w ścianę. Łucja poczuła, że włosy zawirowały jej wokół twarzy,
jakby nagle powiał silny wiatr. I to był wiatr - wiatr wiejący ku
nim z obrazu. I nagle z wiatrem przypłynęły do nich dźwięki:
chlust przewalających się fal, łomotanie wody w boki okrętu,
trzeszczenie burt, a ponad tym wszystkim potężny, nieustający
ryk wiatru i wody. Lecz dopiero zapach - mocny, słony zapach
przekonał Łucję, że to nie sen.
- Przestańcie! - rozległ się skrzekliwy, pełen strachu i złości
głos Eustachego. - To jakieś wasze głupie sztuczki! Przestańcie!
Bo powiem wszystko Albercie... Aauuuuu!..
Edmund i Łucja byli bardziej oswojeni z dziwnymi przygo­
dami, ale dokładnie w tej samej chwili, gdy Eustachy krzyknął
„Aauuuuu!", i oni wrzasnęli „Aauuuuu!", bo oto wielki, zimny i
słony bałwan chlusnął nagle z ram obrazu pozbawiając ich tchu
Byli przemoczeni do suchej nitki.
- Rozwalę to paskudztwo! - zawołał Eustachy. Ale teraz za­
częło się dziać wiele rzeczy naraz. Eustachy ruszył w kierunku
obrazu, a Edmund, który wiedział coś niecoś o czarach, skoczył
za nim krzycząc, aby nie był głupi i miał się na baczności. Łucja
złapała go za rękę z drugiej strony i została pociągnięta do przo­
du. Jednocześnie albo obraz nagle urósł, albo też oni stali się
mniejsi, dość że kiedy Eustachy podskoczył próbując zerwać go
ze ściany, znalazł się na ramie: przed nim nie było szyby, lecz
prawdziwe morze, a wiatr i fale uderzały wściekle o ramę, jakby
to była przybrzeżna skała. Eustachy zupełnie stracił głowę i zła­
pał się kurczowo kuzynów, którzy wskoczyli na ramę obok nie­
go. Rozległy się krzyki i zaczęła się lekka szamotanina. I właśnie
wtedy, gdy wszystkim się zdawało, że złapali już równowagę,
wyrósł przed nimi wielki, granatowy bałwan, zwalił ich z nóg
i pociągnął prosto w morze. Rozpaczliwy krzyk Eustachego za­
marł nagle, kiedy woda dostała mu się do ust.
67

Jak można zauważyć, trudno byłoby o bardziej sugestyw­
ny opis. Choć całe wydarzenie dzieje się w krótkiej chwili,
relacjonujący je Lewis wtłacza w narrację olbrzymie bogac­
two szczegółów, które normalnie umknęłyby naszej uwagi.
Pozwala to nam na dokładne wychwycenie sekwencji wyda­
rzeń i reakcji, tak jakby odbywały się one w zwolnionym
tempie. Pierwszą rzeczą, jaka podczas analizy tego przejścia
rzuca się w oczy, jest fakt, że przebiega ono całkowicie poza
wolą bohaterów: dzieci nie mają żadnej możliwości wyboru,
czy chcą czy też nie chcą zostać przeniesione do Nami.
Wszystko dzieje się poza nimi. Przejście to - w przeciwień­
stwie do przejść wolicjonalnych, podczas których w punk­
tach styku światów równoległych odrębne rzeczywistości
przenikają się łagodnie i jeden świat przechodzi w drugi pra­
wie niezauważalnie - jest niespodziewane i gwałtowne.
Gwałtowność przejścia niewolicjonalnego polega na tym,
że stabilna, zmysłowa rzeczywistość Anglii zostaje nagle za­
burzona. Zaburzenie to jest wynikiem agresji - nagłego wtar­
gnięcia rzeczywistości innego świata w rzeczywistość Anglii.

Gwałtowność ta wytrąca bohaterów z równowagi - nawet
Łucja i Edmund, którzy przecież mieli już do czynienia z ma­
gią, są całkowicie zaskoczeni i nie wiedzą, co robić. Pierwszą
ich reakcją jest zdumienie i strach. Co więcej, rzeczywistość
narnijska nie tylko zaburza rzeczywistość angielską, lecz
wchłania ją i bohaterów. W przeciwieństwie do sytuacji
z przejść wolicjonalnych, podczas których wchodzący do Na­
mi bohaterowie odwracając się widzieli przejście do swojego
świata, tutaj to połączenie z rzeczywistością Anglii zostaje
całkowicie przerwane. Anglia dosłownie przestaje istnieć, tak
jakby nigdy nie istniała.
Wśród szlochów słychać było od czasu do czasu urywane
zdania [Eustachego]:
- Ja chcę stąd iść - ja chcę wracać - wcale mi się to NIE
PODOBA.
- Chcesz stąd iść? - zapytał Kaspian. - Ale dokąd?
Eustachy podbiegł do burty, jakby się spodziewał zobaczyć
ramę obrazu wiszącą nad wzburzonym oceanem, a może i kawa­
łek sypialni Łucji. Ale zobaczy! tylko granatowe fale zwieńczo­
ne pienistymi grzywami i błękitne niebo stykające się z morzem
na widnokręgu. Może i trudno winić go za to, że się załamał.
68

Choć przejście to jest gwałtowne, a nie łagodne jak przej­
ścia wolicjonalne, można prześledzić je z perspektywy gra­
dacji wrażeń zmysłowych i okazuje się, że zachowuje ono ta­
ką samą ich sekwencję. Przede wszystkim wielką rolę w opi­
sie tego przejścia odgrywa uprzywilejowany u Lewisa zmysł
wzroku. Od chwili gdy dzieci zdają sobie sprawę, że zaczyna
dziać się coś dziwnego, aż do momentu znalezienia się w Na­
mi, wszystkie wrażenia opisywane są obrazami. To właśnie
zmysł wzroku stanowi nośnik poszczególnych innych wrażeń
zmysłowych. Podobnie jak w przypadku przejść wolicjonal­
nych, tak i tu moment przeniknięcia do Nami rozpoczyna się
od najsubtelniejszych wrażeń zmysłowych związanych
z dźwiękiem i poczuciem przestrzeni. Nagle dzieci uświada­
miają sobie fakt, że obraz ożywa, a mówiąc dokładniej: staje
się przestrzenny. Fale wyglądają tak, jakby naprawdę się
wznosiły i opadały, a statek wygląda tak, jakby naprawdę
płynął. Dwuwymiarowy obraz nabiera głębi. To wrażenie
przestrzeni jest pierwszym wyznacznikiem pojawiania się
rzeczywistości narnijskiej i początkiem zaniku angielskiej.
Według skali, jaką się posługujemy, wrażenie przestrzeni po­
wiązane jest ze zmysłem słuchu, a zatem jest najsubtelniej­
szym wrażeniem zmysłowym. Natychmiast też wrażenie
prawdziwości Nami dopełnia się innymi odczuciami zmysło­
wymi: z obrazu wieje ku dzieciom wiatr niosący dźwięki i
zapach (wrażenia na odpowiednio 1. i 2. poziomie subtelno­
ści), a po chwili uderza w nich potężna fala, „wielki, zimny
i słony" bałwan morski (wrażenia smaku i dotyku - będące
odpowiednio 4. i 5. poziomem subtelności wrażeń zmysło­
wych). W tym momencie dzieci odbierają już Narnię pięcio­
ma zmysłami, choć jednocześnie tymi samymi pięcioma
zmysłami odbierają nadal rzeczywistość angielską.
Skoro jednak te dwie rzeczywistości światów równoległych
są zupełnie nieprzystawalne i w pewien sposób się wyklucza­
ją, jedna z nich musi zniknąć, bowiem niemożliwe jest przeby­
wanie w tych dwóch światach jednocześnie. Znika zatem An­
glia. Opisując przejście niewolicjonalne Lewis nie redukował
wyznaczników rzeczywistości angielskiej powoli - tak jak
w przypadku przejść wolicjonalnych. Anglia nie zanika stop­
niowo, jak na przykład wówczas, gdy Łucja wchodzi do Nami
przez szafę. W przypadku przejścia niewolicjonalnego rzeczy­
wistość angielska trwa nie zmieniona aż do momentu, gdy
przenikająca w nią rzeczywistość Nami rozsadza ją od środka.
95

�Zniknięcie Anglii nie jest procesem; jest nagłą eksplozją, która
wyznacza moment przejścia bohaterów do Nami.
Przerażony Eustachy, który nie może znieść tego, co się
dzieje, reaguje w jedyny sposób, jaki zna: przemocą. Rzuca
się do przodu, aby zerwać obraz ze ściany i w ten sposób
ustabilizować znaną sobie, choć w tym momencie zachwianą
rzeczywistość świata Anglii. Edmund próbuje go powstrzy­
mać, więc zrywa się z łóżka i łapie go za rękę. W tej samej
chwili przestraszona Łucja chwyta Edmunda za rękę z dru­
giej strony. W ten sposób wszyscy troje zbijają się w szamo­
czącą się gromadkę i nagle - Lewis nie opisuje w jaki spo­
sób, stwierdzając jedynie, że: „albo obraz nagle urósł, albo
też oni stali się mniejsi" - wszyscy troje znajdują się na kra­
wędzi rzeczywistości angielskiej: na ramie obrazu. Nie wie­
my, czy jeszcze w tym momencie widzieli za sobą sypialnię
Łucji, czy też już wówczas rozpłynęła się ona wraz z Anglią.
Wiemy natomiast, że przed sobą ujrzeli prawdziwe morze
i czuli się tak, jakby stali na przybrzeżnej skale. Chwilę
później potężna fala zwaliła ich z nóg i pociągnęła za sobą w
narnijskie morze. Anglia przestała istnieć, a wszystko to wy­
darzyło się w ułamku chwili.
Jak można zauważyć, przejście niewolicjonalne jest cał­
kowicie niespodziewane. Żadne z dzieci nie mogło przygoto­
wać się na taką ewentualność wcześniej. Przeniesienie do Na­
mi - choć w przypadku Edmunda i Łucji na pewno utęsknio­
ne - jest nawet dla nich zaskoczeniem. Natomiast dla Eusta­
chego jest po prostu nie do uwierzenia.
Eustachy zaczął domagać się wysadzenia na ląd, dodając, że
w pierwszym napotkanym porcie „złoży przeciwko nim doniesie­
nie" na ręce Brytyjskiego Konsula [...] W końcu przekonali go
z trudem, że właśnie płyną ile wiatru w żaglach do najbliższego
znanego lądu, i że odesłanie go teraz do Cambridge (gdzie mie­
szka Wuj Harold) jest równie trudne, jak wysianie go na księżyc.

69

Przejście to jest także bezsprzecznie niebezpieczne. Nie
przypomina łagodnego wejścia do Nami przez szafę. Bohate­
rowie nie tylko spadają z wysokości, ale wpadają do rozkoły­
sanego, lodowatego morza. Na szczęście statek jest niedaleko
i marynarze natychmiast zauważają trzy postacie w wodzie.
Kaspian skacze do wody, aby pomóc ich wyciągnąć. Nie­
mniej nawet te kilka chwil przebywania w lodowatej wodzie
stanowi wystarczające niebezpieczeństwo.
Łucja dziękowała Bogu, że w ostatnim letnim semestrze zro­
biła znaczne postępy w pływaniu. Co prawda lepiej by sobie ra­
dziła, gdyby poruszała rękami trochę wolniej, a także gdyby wo­
da nie okazała się tak przeraźliwie zimna, ale i tak utrzymywała
się jakoś na powierzchni. Szybko zrzuciła buty, jak powinien zro­
bić każdy, kto wpadnie w ubraniu do głębokiej wody. Pamiętała
nawet o tym, aby mieć zamknięte usta i otwarte oczy. [...] A po­
tem, jak można się było spodziewać, Eustachy w panice uchwy­
cił się jej kurczowo i woda przykryła im głowy.
Kiedy się wynurzyli, Łucja zobaczyła białą postać skaczącą
z pokładu do morza. Edmund był teraz blisko nich i - przebiera­
jąc szybko nogami w wodzie - zdołał pochwycić ręce wyjącego
dziko Eustachego. A potem ktoś inny, czyja twarz była jej dziw­
nie znajoma, podtrzymał ją z drugiej strony.
70

Na szczęście żaden z bohaterów nie tonie, choć Eustachy
był od tego o krok. Jednak wszyscy okupili przejście do Na­
rni siniakami i przeziębieniem. Z pewnością nie jest to rodzaj
przejścia, które chcieliby w przyszłości powtórzyć, a przynaj­
mniej nie wówczas, gdyby mieli jakąś inną możliwość prze­
niknięcia do Nami. Jednocześnie przejście to - tak jak wszy­
stkie inne, zarówno wolicjonalne, jak i niewolicjonalne - jest
prawdziwe. Nie jest to przygoda wyśniona, ani jakieś wewnę­
96

trzne doświadczenie psychologiczne któregokolwiek z boha­
terów. Narnia jest na wskroś prawdziwa: woda jest mokra,
zimna i głęboka, słońce gorące, wiatr silny i przenikliwy.
Kwestię prawdziwości przejść między światami i prawdzi­
wości światów równoległych omówiliśmy jednak wcześniej
i nie będziemy poświęcać jej tu więcej miejsca. Dość wspo­
mnieć, że postulat prawdziwości dotyczy wszystkich rodza­
jów przejść opisanych przez Lewisa.
Podobnie jak w przypadku innych przejść, także i w przy­
padku tego przejścia można odnaleźć pewne logiczne dyle­
maty, z którymi Lewis sobie nie poradził. Na przykład nie
wiemy, w jakim stanie Eustachy, Edmund i Łucja zastali sy­
pialnię Łucji w domu wujostwa po swoim powrocie. Pamię­
tając o tym, że chwilę przed przeniesieniem do Nami dzieci
zostały zalane w pokoju przez potężną falę - co oznacza, że
do pokoju musiała wlać się ogromna masa słonej wody - za­
stanawiamy się, w jaki sposób Lewis uniknął dostrzeżenia te­
go faktu przez Ciotkę Albertę i Wuja Harolda. Nawet jeżeli
woda natychmiast by wyschła, musiałaby pozostawić ślady
w postaci zacieków i wilgoci. Innym pytaniem, na które au­
tor nie udzielił odpowiedzi, jest mechanika powrotu bohate­
rów przez dziurę w niebie. Niedopowiedzenia te nie ujmują
jednak przejściom niewolicjonalnym ich czaru.
Ciekawą prawidłowością rzucającą się w oczy podczas
analizy przejść niewolicjonalnych jest fakt, że przenoszeni do
innego świata bohaterowie zawsze trzymają się za ręce (lub
w jakiś inny sposób są ze sobą w bezpośrednim kontakcie fi­
zycznym). W ten sposób magia, która wciąga do Nami choć­
by jednego z nich, oddziaływuje automatycznie także na in­
nych. Prawidłowość ta zauważalna jest w opisanym powyżej
przejściu z Podróży „ Wędrowca do świtu", a także w przy­
padku „wtrąbienia" Piotra, Łucji, Zuzanny i Edmunda do Na­
mi w Księciu Kaspianie.
- Uwaga! - krzyknął Edmund. - Złapmy się wszyscy za rę­
ce i trzymajmy mocno razem. Czuję, że to jakieś czary. Prędko!
- Tak! - powiedziała Zuzanna. - Trzymajmy się mocno za
ręce. Och, naprawdę, żeby to już przestało... och!
I nagle bagaże, tawka, peron i cała stacja zniknęły im sprzed
oczu. Trzymając się za ręce i z trudem łapiąc oddech znaleźli
się w jakimś lesie, tak gęstym, że gałęzie wbijały się im w ubra­
nia i trudno było się poruszyć
71

W tym przypadku jednak trzymanie się za ręce jest świa­
dome i ma służyć dodaniu bohaterom otuchy. Poza tym,
przez fizyczny kontakt bohaterowie przenoszą ze sobą do Na­
mi wszystkie te przedmioty, które wówczas mają przy sobie:
drugie śniadania znajdujące się w kieszeniach ich płaszczy,
zapałki, scyzoryki oraz latarkę Edmunda.
Przejście to - podobnie jak inne przejścia niewolicjonalne,
np. wyszarpnięcie Julii i Eustachego z pociągu w Ostatniej
bitwie - charakteryzuje się takimi samymi cechami jak przej­
ście z Podróży „Wędrowca do świtu": odbywa się bez żadne­
go udziału woli bohaterów, jest niespodziewane, gwałtowne,
niebezpieczne (choć może nie tak bardzo jak w przypadku
„lądowania" bohaterów w morzu) i prawdziwe. Jego opis jest
jednak tak krótki, że nie ma w nim miejsca na gradację wra­
żeń zmysłowych. Da się jednak zauważyć, że moment prze­
niknięcia do Nami ponownie wyznaczany jest przez zmysł
wzroku. W jednej chwili bohaterowie znajdują się jeszcze w
Anglii, następnie Anglia znika, a chwilę potem są w Nami nie wiemy, w jaki sposób do tego dochodzi. Wydaje się zatem,
że tempo tego przeniesienia uniemożliwia jakiekolwiek opisy
samego procesu przejścia między światami.
72

�Wszystkie przejścia między światami równoległymi opi­
sane w Kronikach mieszczą się jednocześnie w dwóch kate­
goriach: są wolicjonalne lub niewolicjonalne, i są przejściami
bezpośrednimi lub przejściami przeniesienia. Ten drugi
podział dokonany jest w oparciu o sposób, w jaki bohatero­
wie przenikają do świata równoległego. Przejścia bezpośre­
dnie to przejścia, w których przeniknięcie do innego świata
polega na fizycznym przejściu do niego przez punkt styku
dwóch światów, określany mianem cięcia Riemanna, wrót
czasu lub bramy światów. Natomiast przejścia przeniesienia
to te, podczas których bohaterowie uniesieni siłą magii „szy­
bują" w przestrzeni, aby w końcu znaleźć się w innym
świecie.
Przykładami przejść bezpośrednich są wszystkie przejścia
w Lwie, czarownicy i starej szafie, wciągnięcie Łucji, Ed­
munda i Eustachego do Narni przez obraz w Podróży „ Wę­
drowca do świtu" oraz wszystkie przejścia ze Srebrnego
krzesła, kiedy to Julia i Eustachy wchodzą do krainy Aslana
(a pośrednio także i do Nami) przez drzwi prowadzące na
wrzosowisko za szkołą eksperymentalną. Taki sam też jest
ich powrót.
Niektóre cechy przejść bezpośrednich omówiliśmy już
pośrednio, analizując przejścia wolicjonalne (np. pierwsze
przejście Łucji do Narni) i niewolicjonalne (np. wciągnięcie
do Narni Łucji, Edmunda i Eustachego przez falę z obrazu
na ścianie). Dlatego też za przykładowe ilustracje przejść
bezpośrednich posłużą nam epizody, których do tej pory nie
omawialiśmy, a mianowicie przejścia Julii i Eustachego opi­
sane w Srebrnym krześle.
Julia i Eustachy są oboje uczniami szkoły eksperymental­
nej i ofiarami bezkarnego szkolnego gangu, który znęca się
nad słabszymi. Opowieść dzieje się w semestrze jesiennym,
kilka miesięcy po pierwszych odwiedzinach w Narni Eusta­
chego, który bardzo się w jej wyniku zmienił. Zmianę tę za­
uważają wszyscy: szkolny gang, inni uczniowie, nauczyciele
i rodzice.
- Dlaczego tak się zmieniłeś w tym semestrze? - zapytała
w końcu Julia.
- Wiele dziwnych rzeczy spotkało mnie podczas wakacji odrzekł tajemniczo Eustachy.
- Jakich rzeczy?
Eustachy długo nie odpowiadał, aż wreszcie się zdecydował:
[...] - Czy uwierzyłabyś, gdybym ci powiedział, że podczas
tych wakacji byłem poza światem - poza T Y M światem?
- Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli.
- No więc dobrze, nie mówmy o światach. Załóżmy, że po­
wiem ci, że byłem w takim miejscu, w którym zwierzęta mówią
i gdzie są no... czary i smoki, i... no wiesz, różne rzeczy, o
których się czyta w bajkach. - Gdy to powiedział, poczuł się bar­
dzo głupio i poczerwieniał na twarzy.
- Ale jak się tam dostałeś? - zapytała Julia. I ona czuła się
dziwnie zakłopotana.
- W jedyny możliwy sposób: dzięki Magii - odpowiedział
Eustachy prawie szeptem. - Byłem tam z moimi kuzynami. Zo­
staliśmy po prostu porwani. Oni już tam przedtem byli.
73

Choć poprzednio Julia i Eustachy prawie wcale się nie
znali, zbliżyła ich podobna sytuacja: oboje są prześladowani
przez szkolny gang i nienawidzą swojej szkoły. Gdy Eustachy
podzielił się swą przygodą z Julią, zaczęli się zastanawiać,
czy nie istnieje jakiś sposób, dzięki któremu mogliby znaleźć
się w Narni. W końcu postanawiają poprosić o to Aslana. Jed­
nak w momencie, gdy zaczynają uroczyście przyzywać Asla­
na, słyszą głosy kilku osób ze szkolnego gangu i muszą rato­
wać się ucieczką. Wspinają się po rozmokłym zboczu, na

którego szczycie znajduje się mur szkolny i niewielkie drzwi
prowadzące na wrzosowisko. Te drzwi są ich jedyną szansą
ucieczki.
Drzwi były zawsze zamknięte. Zdarzało się jednak w prze­
szłości, że niektórzy zastawali je otwarte. A może zdarzyło się
tak tylko raz - w każdym razie pamięć nawet tego jednego razu
podtrzymywała nadzieję wielu uczniów i kazała im co jakiś czas
próbować. Można sobie wyobrazić, jak wspaniała byłaby to dro­
ga nie zauważonej przez nikogo ucieczki poza teren gimnazjum.
74

Niestety, drzwi i tym razem są zamknięte. Kiedy jednak
zawiedziony Eustachy szarpie się z nimi, nagle otwierają się,
a dzieci - zamiast wyskoczyć przez nie na wrzosowisko - za­
mierają ze zdumienia, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Widzą
bowiem przed sobą coś, czego nigdy by się nie spodziewali.
Spodziewali się zobaczyć szare, porośnięte wrzosem zbocze,
zlewające się na horyzoncie z ponurym, jesiennym niebem. Za­
miast tego, oślepił ich blask słońca wlewający się przez otwarte
drzwi, tak jak światło czerwcowego dnia wlewa się do garażu po
otwarciu bramy. Na trawie lśniły jak diamentowe paciorki krople
deszczu, a na pobrudzonej błotem twarzy Julii błyszczały stru­
myczki pozostawione przez łzy. Blask słońca płynął ze świata,
który z całą pewnością nie wyglądał jak ten świat - nawet jeśli
sądzić tylko po tym, co mogli dotąd zobaczyć. A zobaczyli gład­
ką murawę, gładszą i świeższą niż najwspanialszy trawnik, jaki
Julia w życiu widziała, i błękitne niebo, i - polatujące tu i tam jakieś stworzenia tak jaśniejące i barwne, że mogły być klejnota­
mi lub wielkimi motylami.
Julia od dawna tęskniła za czymś takim, a jednak teraz poczu­
ła lęk. Spojrzała na twarz Scrubba i zobaczyła, że on też się boi.
- No, dalej, Pole, idziemy - powiedział zmienionym głosem.
- A czy będziemy mogli wrócić? Czy to bezpieczne?
W tym momencie usłyszeli za plecami cienki, mściwy glos:
- Posłuchaj no, Pole. Każdy wie, że tu jesteś. Złaź z powro­
tem.
Był to głos Edyty Jackie, nie należącej do gangu, ale będącej
jedną z jego sług i donosicieli.
- Szybko! - krzyknął Scrubb. - Tędy! Daj mi rękę. Nie mo­
żemy się rozdzielić. -1 zanim Julia zdała sobie sprawę z tego, co
się dzieje, złapał ją za rękę i pociągnął za sobą przez drzwi w
murze, poza teren szkoły, poza Anglię, poza cały nasz świat - do
Tamtego Miejsca.
Glos Edyty Jackie urwał się tak nagle, jak głos w radiu, kiedy
się je wyłączy. W tej samej chwili usłyszeli zupełnie inne dźwię­
ki. Wydawały je owe dziwne stworzenia w powietrzu, które teraz
okazały się ptakami. Było to bardziej podobne do muzyki - dość
hałaśliwej i niezbyt melodyjnej - niż do ptasiego śpiewu w na­
szym świecie. A tłem dla tej muzyki była przejmująca cisza.
75

Podobnie jak w Lwie, czarownicy i starej szafie, tak i tu
bramą do innego świata okazują się drzwi. Jednak w tym
przypadku miejsce styku dwóch światów jest jeszcze bardziej
„skondensowane": aby wejść do świata równoległego, wy­
starczy dosłownie jeden krok, a nie tak, jak podczas pierw­
szego wejścia Łucji do Narni - kilka kroków. Granica tych
światów jest bardzo wyraźna. Stanowi ją mur szkoły. Za nim
leży to, co Lewis określił mianem „Tamtego Miejsca". Świa­
ty te w żaden sposób nie zachodzą na siebie. Można powie­
dzieć, że raczej do siebie przylegają. Stojąc przed wejściem,
Julia i Eustachy odbierają Anglię wszystkimi pięcioma zmy­
słami, natomiast ich percepcja świata równoległego ograni­
cza się tylko do wzroku, a i to nawet niewyraźnie. Dzieci nie
potrafią dostrzec ptaków. Widzą jedynie unoszące się w po­
wietrzu kolorowe plamy podobne do motyli. Od strony inne­
go świata nie dobiegają ich żadne dźwięki. Sytuacja zmienia
się diametralnie, gdy przechodzą przez drzwi w murze.
Dźwięki dochodzące ze świata Anglii urywają się, a Eustachy
i Julia zaczynają słyszeć muzykę dziwnych, kolorowych
97

�plam, które dopiero wówczas rozpoznają jako ptaki. Choć
Lewis nie zaznacza, tego jasno w książce, można przypu­
szczać, że w momencie, w którym dzieci wchodzą do innego
świata, rzeczywistość Anglii blednie i zanika. Nawet gdyby
Julia i Eustachy odwrócili się, by spojrzeć na Anglię przez
drzwi, ujrzeliby najprawdopodobniej mniej lub bardziej nie­
wyraźny obraz zbocza i szkoły, ale nie dochodziłyby do nich
stamtąd, żadne inne wrażenia zmysłowe, dźwięki ani zapa­
chy. Taki też jest obraz Anglii, którą widzą przed sobą Julia,
Eustachy i Kaspian, gdy kończy się ich czas pobytu w Narni.
I niewiele musieli zrobić kroków, gdy pojawił się przed nimi
mur Eksperymentalnej Szkoły. Asian zaryczał tak, że słońce za­
drżało na niebie, a jakieś dziesięć metrów mura rozpadło się przed
nimi. Spojrzeli przez wyrwę ponad szkolną kolekcję krzewów, aż
na dach gimnazjum. Widniał na tle tego samego ponurego, jesien­
nego nieba, jakie widzieli, gdy zaczęły się ich przygody.
76

Także i w przypadku tego przejścia daje się zauważyć
uprzywilejowana pozycja zmysłu wzroku - to właśnie wzrok
wyznacza pierwszy kontakt z innym światem. Poza tym
pierwszym wrażeniem, jakie dzieci odbierają wchodząc do
tajemniczego ogrodu jest ponownie wrażenie przestrzeni i ci­
szy, stanowiącej tło wszystkich pojawiających się wokół nich
dźwięków. Oznacza to, że pierwsze wrażenia zmysłowe
w świecie równoległym ponownie związane są z najsubtel­
niejszym zmysłem ludzkim: ze słuchem. Wrażenia te łago­
dnie i stopniowo zostają dopełnione wrażeniami płynącymi
z innych zmysłów.
W przypadku przejść bezpośrednich miejsce styku dwóch
światów nie zawsze musi być tak dokładnie określone jak
podczas wejścia Eustachego i Julii do krainy Aslana przez
szkolny mur. Czasami oba światy mogą zachodzić na siebie
i przenikać się łagodnie tak, że precyzyjne określenie, w
którym miejscu jeden się kończy, a drugi zaczyna, nie zawsze
jest możliwe. Niemniej jednak regułą dla przejść bezpośre­
dnich jest to, że światy równoległe znajdują się „fizycznie
blisko", to znaczy przejście między nimi nie wymaga żadnej
podróży ani pokonywania czasoprzestrzeni.
Powrót Julii i Eustachego do Anglii w Srebrnym krześle
odbywa się na tej samej zasadzie jak ich wejście. Wyjątkiem
jest tu jednak fakt, że Asian pozwala Kaspianowi na pięć mi­
nut wejść do świata ludzi razem z dziećmi. W żadnej z po­
przednich książek cyklu narnijskiego nie było wzmianki
o tym, aby jakakolwiek postać ze świata Narni odwiedziła
świat ludzi. Po chwili zastanowienia wydaje się niemal dziw­
ne, że żadna z tych postaci nie chciała choćby na chwilę uj­
rzeć świata, z którego przychodziły dzieci. Na przykład
w Lwie, czarownicy i starej szafie faun odprowadza Łucję do
miejsca, skąd widać już otwarte drzwi szafy, ale nie przycho­
dzi mu do głowy, aby przejść przez nie nawet na parę chwil.
Jednak pragnienie to przychodzi do głowy wskrzeszonemu
Kaspianowi w Srebrnym krześle.
- Panie - rzekł Kaspian. - Od dawna marzyłem o tym, żeby
chociaż rzucić okiem na ICH świat. Czy jest w tym coś złego?
- Nie możesz już chcieć niczego złego, skoro umarłeś, mój
synu - odpowiedział Asian. - Zobaczysz ich świat. Spędzisz
w nim pięć minut ICH czasu. Tyle ci wystarczy, aby uporządko­
wać tam pewne sprawy.
77

Co więcej, nawet Asian częściowo wchodzi do rzeczywi­
stości angielskiej. Kiedy Kaspian i Eustachy okładają płaza­
mi mieczy chłopców ze szkolnego gangu, a Julia młóci batem
dziewczynki, Asian kładzie się na wyrwie w murze plecami
do Anglii i twarzą w stronę swej krainy. Kilka minut później
98

Kaspian wraz z Aslanem wracają do swego świata, a Julia
i Eustachy wślizgują się niepostrzeżenie do szkoły. Niemniej
jednak jest to sytuacja wyjątkowa. Kaspian nie należy już do
świata Narni, bowiem zmarł i został wskrzeszony w krainie
Aslana, natomiast Asian - który, jak Lewis daje nam do zro­
zumienia, jest też stwórcą i panem naszego świata - może
z tego tytułu robić, co zechce: nawet pokazać się na chwilę w
naszym świecie w swojej lwiej postaci.
Podstawowa różnica między przejściami bezpośrednimi
i przejściami przeniesienia polega na tym, że w pierwszym
przypadku światy równoległe przylegają do siebie fizycznie choć oczywiście połączenie między nimi otwiera się tylko na
jakiś czas i jest warunkowane magią - a w drugim światy te
nie są połączone żadnym fizycznym „pomostem".
Przejścia przeniesienia - czyli takie, podczas których bo­
haterowie przenoszeni są w czasie i przestrzeni do świata
równoległego - pojawiają się w Kronikach narnijskich pra­
wie tak samo często jak przejścia bezpośrednie. Takimi przej­
ściami są na przykład: „wtrąbienie" czwórki dzieci do Narni
w Księciu Kaspianie oraz ich powrót do rzeczywistości an­
gielskiej przez Drzwi zbudowane przez Aslana na łące; po­
wrót Łucji, Edmunda i Eustachego przez bramę w niebie
w Podróży „ Wędrowca do świtu "; wszystkie przeniesienia za
pomocą pierścieni (oraz bez nich) opisane w Siostrzeńcu cza­
rodzieja oraz przeniesienie do Narni Julii i Eustachego
w Ostatniej bitwie.
Analizując ten rodzaj przejść, przyjrzymy się szczególnie
opisom podróży w czasoprzestrzeni, zawartym w Siostrzeńcu
czarodzieja, i to z kilku powodów. Po pierwsze, dopiero w tej
książce Lewis wprowadził magiczne przedmioty umożliwia­
jące przemieszczanie się między światami; po drugie, zaryso­
wał w niej ciekawą wizję „między-świata", swego rodzaju
stacji między różnymi światami równoległymi, która pozwa­
la nam objąć umysłem cały proces i mechanikę podróży; a po
trzecie dlatego, że w tej książce cyklu narnijskiego Lewis za­
mieścił największą ilość przeniesień między światami.
Podczas przejść przeniesienia dwa światy, pomiędzy
którymi następuje połączenie, są czasoprzestrzennie (i pod
każdym innym względem) odległe, a zatem trudno jest
w przypadku tego typu przejść mówić o ciągłości wrażeń
zmysłowych przemieszczających się bohaterów. Zwykle czu­
ją się oni „porwani", szybują w przestrzeni (wznoszą się lub
opadają) i nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Następuje za­
burzenie otaczającego ich świata, chwila zamieszania, a po­
tem nagle znajdują się już w innej rzeczywistości. Nie potra­
fimy wówczas określić granicy przenikania się dwóch świa­
tów. Są one zawsze rozdzielone przestrzenią, obszarem „mię­
dzy-świata". Podczas niektórych przejść obszar ten bohatero­
wie pokonują w ułamku chwili - zbyt krótkim czasie, by opi­
sać ich wrażenia towarzyszące przeniesieniu - a podczas in­
nych, trwa to na tyle długo, że możliwy jest jakiś (mniej lub
bardziej dokładny) opis. Poza tym niektóre przejścia dokonu­
ją się za pomocą magicznych przedmiotów (użytych przez
bohaterów pierścieni lub rogu Zuzanny, którym przyzywa ich
Kaspian), a niektóre dzięki czystej Magii, bez udziału żad­
nych magicznych przedmiotów.
Jak zatem widać, przejścia przeniesienia są niejednorod­
ne: w kategorii tej mieści się wiele rozmaitych doświadczeń
przenikania między światami. Przykładem przejścia przenie­
sienia, które odbywa się zbyt szybko, aby Lewis mógł opisać
jakiekolwiek wrażenia zmysłowe bohaterów związane
z przeniknięciem z jednego świata do drugiego, może być
opisany w Siostrzeńcu czarodzieja powrót Digorego, Julii

�i Wuja Andrzeja z Narni do Lasu Między Światami, a stam­
tąd do Londynu.
- Nie musicie używać pierścieni, kiedy jestem z wami - roz­
legł się głos Aslana.
Dzieci rozglądały się dookoła mrugając oczami. Bo oto zno­
wu były w Lesie Między Światami. Wuj Andrzej leżał na trawie,
wciąż pogrążony w głębokim śnie. Asian stał między nimi.
- Chodźcie - powiedział Asian. - Czas, byście powrócili do
domu. [...]
W następnej chwili wszyscy troje (Wuj Andrzej już przebudzo­
ny) wpadli na łeb na szyję w hałas, gorąco i zaduch Londynu.
78

Powyższy opis sugeruje, że przejście dokonało się
w ułamku chwili. Było tak szybkie, że sami bohaterowie ze
zdziwieniem nagle uświadomili sobie, że są w innym świe­
cie. Autor w żaden sposób nie mówi nam, w jaki sposób bo­
haterowie dostali się z Nami do Lasu Między Światami.
Równie tajemniczy jest mechanizm ich powrotu do Anglii.
Innym natychmiastowym przejściem przeniesienia, pod­
czas którego Lewis ignoruje szczegóły podróży między świa­
tami, jest przeniknięcie Julii i Eustachego do Nami w Ostat­
niej bitwie. Przejście to dokonało się w rezultacie pojawienia
się przed grupką przyjaciół zjawy, czy mglistego obrazu zroz­
paczonego króla Narni, Tiriana. Zrozumieli oni wówczas, że
dzieje się tam coś niedobrego i tajemnicza postać wzywa ich
na pomoc. Postanowili jakoś dostać się do Nami, ale ponie­
waż nie można tego dokonać samym pragnieniem, odkopali
schowane wiele lat wcześniej magiczne pierścienie, aby po­
służyć się nimi jeszcze raz. Gdy Tirian budzi się w lesie po
swojej wizji (która także była swego rodzaju przejściem mię­
dzy światami), „[pjrawie natychmiast ziemia zatrzęsła się
raz, potem drugi - i oto stało przed nim dwoje dzieci". Jed­
nak przejście to nie dokonało się, wbrew planom, za pomocą
pierścieni. Według słów Eustachego:
79

W dzień później Julia i ja wracaliśmy ze szkoły - tylko my
dwoje chodzimy jeszcze do szkoły, i to do tej samej. Piotr i Ed­
mund mieli się z nami spotkać w umówionym miejscu na drodze
ze szkoły, na stacji, i przekazać nam Pierścienie, bo to my mieli­
śmy przejść do Narni; oni są starsi i nie mogą tu już wrócić. Więc
wsiedliśmy do pociągu - to taka rzecz, którą się w naszym świe­
cie podróżuje: mnóstwo zamkniętych wozów sczepionych razem
- a Profesor, Ciotka Pola i Łucja towarzyszyli nam, bo chcieli­
śmy być jak najdłużej razem. No więc byliśmy razem w pociągu.
I właśnie dojeżdżaliśmy do stacji, na której mieliśmy się spotkać
z Piotrem i Edmundem, ja wyglądałem przez okno, żeby ich zo­
baczyć, gdy nagle nami okropnie szarpnęło, coś zahuczało i w tej
samej chwili znaleźliśmy się w Narni, a ty stałeś przed nami
przywiązany do drzewa.
- A więc w ogóle nie użyliście Pierścieni? - zapytał Tirian.
- Nie, nawet ich nie zobaczyliśmy. Asian uczynił to w swój
własny sposób, bez Pierścieni, jak już nieraz bywało.

go bólu. Nawet się nie przestraszyłem, tylko poczułem... no... ja­
kieś takie podniecenie. I... pamiętam jeszcze coś dziwnego Mia­
łem boleśnie stłuczone kolano, wiecie, ktoś mnie kopnął podczas
gry w rugby. I wtedy poczułem, że to nagle minęło. Poczułem
się bardzo lekko. No i... byliśmy już tutaj.
- Z nami, w pociągu, było bardzo podobnie - rzekł Lord Di­
gory [...]. - Wydaje mi się tylko, że my, to znaczy ja i Pola, po­
czuliśmy się przede wszystkim o wiele bardziej rześcy i rozlu­
źnieni. Wy, młodzi, nie potraficie tego zrozumieć. Po prostu
przestaliśmy czuć się staro.
81

Przyglądając się dwóm powyższym opisom tej samej
w istocie sytuacji przeniesienia (choć bohaterowie zostali prze­
niesieni w różne miejsca i w różnym czasie: Julia i Eustachy do
Narni, a reszta do wiecznej Nami za drzwiami stajni, i to kilka
dni potem), można zauważyć, że wrażenia wszystkich bohate­
rów, jakie zapamiętali z tego przejścia, ograniczają się do ostat­
nich ich odczuć w rzeczywistości angielskiej. Nie ma żadnej
wzmianki o jakichkolwiek wrażeniach, podróży między świa­
tami. Natychmiast po tym, gdy znikają z Anglii, znajdują się
w Nami. Przejście to jest jednak szczególne, bowiem, jak
później autor daje nam do zrozumienia, wszyscy bohaterowie
giną wówczas w katastrofie kolejowej w Anglii i nigdy już
tam nie wracają. Jest to więc nie tyle opis przejścia między
światami równoległymi, ile raczej opis doświadczenia śmierci
i świadomości ciągłości istnienia nawet po śmierci fizycznej
w naszym świecie. Świadomość ta jest tak mocna, że przez
długi czas do bohaterów nie dociera fakt, że umarli.
0 wiele ciekawszą grupę przejść przeniesienia stanowią
przejścia zawierające opisy podróży bohaterów między róż­
nymi światami. W Kronikach narnijskich pierwsze takie
przejście pojawia się w Księciu Kaspianie i opisuje wyjście
dzieci z Nami i ich powrót do rzeczywistości angielskiej:
Aż wreszcie Piotr stanął pierwszy, za nim Zuzanna, która po­
łożyła ręce na jego ramionach, Edmund położył ręce na jej ramio­
nach, Łucja położyła ręce na jego ramionach, pierwszy z Telmarów położył ręce na jej ramionach - i tak, w długim rzędzie, ru­
szyli ku Drzwiom. A potem nadszedł moment, który trudno jest
opisać, ponieważ dzieciom wydawało się, że widzą trzy rzeczy
naraz. Jedną był czarny wylot jaskini, otwierającej się na zieleń
1 błękit jakiejś wyspy na Pacyfiku, na której mieli się już za chwi­
lę znaleźć Telmarowie po przejściu przez Drzwi. Drugą była leśna
polana w Narni, twarze Karłów i zwierząt, przepastne oczy Asla­
na i białe pasma na policzkach borsuka. A trzecią (która nagle po­
chłonęła tamte dwie) była szara, ponura płyta peronu na wiejskiej
stacyjce i ławka z rozłożonymi wokół niej bagażami, na której
wszyscy czworo siedzieli tak, jakby się z niej nigdy nie ruszali.
82

Natomiast w Siostrzeńcu czarodzieja przejść tego rodzaju
jest aż siedem. Jest to pierwsze przejście Digorego do lasu
między światami:

80

Podobne wrażenia mieli przeniesieni jednocześnie do
wiecznej Nami wszyscy pozostali bohaterowie: Piotr i Ed­
mund, którzy stali na peronie, Profesor Digory Kirke, ciotka
Pola oraz Łucja, którzy podróżowali pociągiem. Piotr opisu­
je to w następujący sposób:
Edmund i ja staliśmy na peronie i zobaczyliśmy, jak nadjeż­
dża twój pociąg. Pamiętam, pomyślałem sobie, że bardzo szybko
bierze zakręt przed stacją. [...]
- I co się później stało? - zapytała Julia.
- Cóż, nie tak łatwo to opisać, prawda, Edziu? - powiedział
Wielki Król.
- No, nie bardzo - zgodził się Edmund. - To w ogóle nie
przypominało tego, no wiecie, jak zostaliśmy przeniesieni do Na­
mi poprzednim razem, za pomocą Magii. Usłyszałem okropny
huk i coś jakby mnie z trzaskiem walnęło, ale nie czułem żadne­

Pracownia Wuja Andrzeja nagle znikła. Na moment wszyst­
ko się zamazało, poplątało i zawirowało. A potem Digory zoba­
czył zielone, mgliste światło padające na niego z góry i ciem­
ność przed sobą. Wyglądało na to, że jest zawieszony w jakiejś
przestrzeni; trudno było powiedzieć, czy stoi, czy leży, czy sie­
dzi. Nic go nie dotykało. „Chyba jestem w wodzie - pomyślał
Digory - Albo raczej POD wodą." Ta myśl go przeraziła, ale pra­
wie natychmiast poczuł, że unosi się szybko do góry. A potem je­
go głowa wynurzyła się nagle na powietrze i po chwili wczołgiwał się już na gładki, porośnięty trawą brzeg sadzawki.
83

Przejście próbujące właściwości pierścieni, podczas które­
go Digory i Pola prawie wracają do Londynu, ale zawracają
do Lasu Między Światami tuż przed „lądowaniem" w Anglii:
Włożyli zielone obrączki, wzięli się za ręce i raz jeszcze na
„raz - dwa - trzy!" skoczyli do sadzawki. Tym razem podziałało.
Bardzo mi jest trudno opowiedzieć, co czuli, bo wszystko stało się

99

�któ
Ко
sar
Syi
Nii
CZE

cfr
cy
Ci,
my
się
cz&lt;
szc
na

ści
tej
św
i i

&amp;

("
stl
sii

zj
m
к
в
i
w
w
c:
w

В
si
Ji

к
к
d
ś
P
/
fi

niezwykle szybko. Najpierw zobaczyli jaskrawe światła na tle
czarnego nieba. Digory był później przekonany, że widzieli plane­
ty i gwiazdy i przysięgał, że widział z bliska Jowisza; dość blisko,
by rozpoznać jego księżyce. Ale prawie w tej samej chwili poja­
wiły się rzędy dachów i kominów, zobaczyli katedrę Świętego
Pawła i zrozumieli, że patrzą na Londyn, tyle że mogli widzieć
przez ściany wszystkich domów. Zobaczyli postać Wuja Andrze­
ja, najpierw bardzo zamgloną i jakby przezroczystą, lecz gęstnie­
jącą i z każdą sekundą coraz bardziej wyraźną, tak jak w soczew­
ce lunety dostrajanej do odległości. Lecz tuż przedtem, zanim sta­
ła się prawdziwym, żywym człowiekiem, Pola zdążyła zawołać
.Zamiana!". Szybko zamienili obrączki i nasz świat rozwiał się
jak sen, a zielone światło w górze robiło się coraz jaśniejsze i ja­
śniejsze, aż w końcu głowy dzieci wynurzyły się nad powierzch­
nię sadzawki. [...] Próbna wyprawa nie trwała dłużej niż minutę.
84

Przejście Digorego i Poli z Lasu Między Światami do
Charnu:
Opadali z wielką szybkością w dół, najpierw przez ciemność,
potem przez jakąś plątaninę mglistych i wirujących kształtów,
które mogły być prawie wszystkim. Robiło się coraz jaśniej. A
potem nagle poczuli, że stoją na czymś stałym i twardym.
W chwilę później wszystko wyostrzyło się jak w soczewce i mo­
gli zobaczyć, gdzie są.
85

Ich powrót z Charnu wraz z uczepioną nogi Poli Czarow­
nicą Jadis:
Każde wsadziło natychmiast lewą rękę do lewej kieszeni. Nie
musieli zakładać obrączek na palce. Gdy tylko ich dotknęli, cały
ten posępny, martwy świat zniknął im z oczu. Już unosili się w
górę, a ciepłe, zielone światło nad ich głowami zbliżało się coraz
szybciej. [...] A potem ich głowy wystrzeliły ponad powierzchnię
sadzawki. Ogarnął ich słoneczny spokój Lasu Między Światami

U."
Następnie przeniesienie z Lasu Między Światami do Anglii:
Ale gdy tylko skoczyli [do swojej sadzawki], Digory poczuł,
że jakieś mocne i zimne kleszcze złapały go za ucho. A kiedy
opadali w ciemność, a wokół nich zawirowały mgliste kształty
naszego świata, zrozumiał, że Czarownica trzyma go dwoma pal­
cami za ucho [...]. W następnej chwili byli już w pracowni na
poddaszu I . . . ] .
87

Ponowne przejście z Anglii do Lasu Między Światami:
Rozgniewane i przerażone twarze znikły. Rozgniewane
i przerażone głosy ucichły. [...]
- Przecież nie... - zaczął Digory, ale nie skończył, bo ich
głowy wynurzyły się w ciepłej, zielonej poświacie Lasu. A kiedy
wygramolili się z sadzawki, Pola zawołała:
- Och, zobacz! [Oprócz Czarownicy ś]ciągnęliśmy tu rów­
nież tego starego konia! I Pana Ketterleya. I dorożkarza. A to ci
heca!
88

I prawie natychmiastowe przeniesienie całej grupy do Nami:
Koń [...] poczłapał powoli do najbliższej sadzawki i wszedł
do niej, żeby się napić. A z nim - zupełnie bezwiednie - w sa­
dzawce znalazła się reszta podróżników między światami. Digo­
ry wciąż ściskał kurczowo piętę Czarownicy, a Pola trzymała Di­
gorego za rękę. Jedna ręka Dorożkarza spoczywała na szyi konia,
a drugą złapał właśnie Wuj Andrzej, wciąż dygoczący ze strachu.
- Szybko! - powiedziała Pola patrząc Digoremu w oczy.
- Zielone!
I w ten sposób koń nie zdążył zaspokoić swego pragnienia.
Wszyscy zaczęli nagle spadać w ciemność. Koń zarżał, Wuj An­
drzej zaszlochał. [...] Zapanowała cisza. [...]
- To nie jest Cham - rozległ się głos Czarownicy. - To jest
pusty świat. To jest NIC.
I w rzeczy samej, było to najbliższe tego, co czuli. Otaczała
ich taka ciemność, że nie widzieli się nawzajem i nie robiło to
żadnej różnicy, czy miało się oczy otwarte czy zamknięte. Stopa­
mi dotykali czegoś zimnego i płaskiego, co mogło być ziemią,

100

ale na pewno nie trawą czy mchem. Powietrze było chłodne,
che i nieruchome. '

su-

8

Wspólną cechą wszystkich tych przejść jest towarzyszące
im wrażenie opadania (w ciemność) lub wznoszenia się (ku
światłu). Jedynym zmysłem, który w jakiś sposób wówczas
funkcjonuje, jest zmysł wzroku. Lewis ponownie podkreśla
jego uprzywilejowaną pozycję. Choć bohaterowie nie widzą
żadnych konkretnych kształtów, każde przeniesienie tego typu
jest albo oddalaniem się od światła, albo przybliżaniem się do
niego. Opis taki może sugerować rozmaite skojarzenia, na
przykład z porodem, kiedy to stajemy się częścią tego świata,
lub z doświadczeniami śmierci klinicznej, kiedy na jakiś czas
go opuszczamy, przenosząc się na inne poziomy egzystencji.
Oba te skojarzenia wiążą się w oczywisty sposób z kwestią
podróży między światami - różnymi wymiarami egzystencji.
Poza tym, przejściom przeniesienia towarzyszą także inne
odczucia. Dzieci mogą widzieć kilka rzeczywistości naraz które wydają im się wyraźne na początku, a następnie są
„wchłaniane" przez świat, do którego bohaterowie się prze­
noszą - albo też wszystko zaczyna wirować i zmieniać kształ­
ty; bohaterowie nie wiedzą, czy stoją, czy leżą, czy siedzą. Są
zawieszeni w przestrzeni i nic ich nie dotyka. Świat, do które­
go zmierzają, wyłania się dla ich zmysłów stopniowo: naj­
pierw jako wirujące barwy, rozmyte kontury, a w końcu sta­
bilizuje się jako równoległa rzeczywistość.
Skąd wzięła się idea przedstawiania przeniesienia w inny
wymiar czasoprzestrzenny za pomocą wirowania, zamazania
wrażeń zmysłowych, uczucia poplątania i dezorientacji?
Jak wspomnieliśmy wcześniej, w 1884 r. ukazała się pierw­
sza powieść poruszająca kwestię istnienia różnych wielowy­
miarowych światów zatytułowana Flatiand: A Romance of
Many Dimensions by a Square (Kraina Płaszczaków: Opo­
wieść Pana Kwadrata o wielu wymiarach), która przed 1915
r. doczekała się wielu wydań. Zawarte w niej opisy podróży
głównego bohatera, pana Kwadrata, do krainy przestrzeni by­
ły pierwszymi opisami doświadczeń tego typu i zawierały
fantastyczne opisy wirowania, zmieniających się kształtów
i prawie psychodelicznych doświadczeń bohatera. Nie były
one jednak wymysłem autora - ich siła polegała na tym, że
były matematycznie poprawne.
90

Michio Kaku pisze, że gdyby pan Kwadrat został porwa­
ny ze swego dwuwymiarowego świata do naszego, szybował­
by w powietrzu jak kartka papieru.
Ponieważ jego dwuwymiarowe oczy widzą tylko płaskie ka­
wałki naszego świata, człowiek wyglądałby dla niego wyjątkowo
brzydko i przerażająco. Najpierw mógłby pan Kwadrat zobaczyć
dwa skórzane koła wiszące przed nim (nasze buty). Wznosząc się
dostrzega, że koła zmieniają kolor i stają się szmaciane (nasze
spodnie). Następnie oba koła łączą się w jedno (nasze biodra),
które z kolei dzieli się na trzy koła z tkaniny, ponownie zmienia­
jąc kolor (nasza koszula i ramiona). Gdy kontynuuje swoją
podróż do góry, trzy kola z tkaniny znowu łączą się w jedno
mniejsze koło z ciała (nasza szyja i głowa). W końcu koło z cia­
ła zmienia się w gąszcz włosów i nagle znika, gdy pan Kwadrat
wzlatuje ponad naszą głowę. Dla pana Kwadrata tajemniczy „lu­
dzie" to koszmarne, doprowadzające do szaleństwa, ciągle zmie­
niające się koła ze skóry, tkaniny, ciała i włosów.
Podobnie, gdyby nas wyjęto z trójwymiarowego Wszech­
świata i wysłano do czwartego wymiaru, odkrylibyśmy, że zdro­
wy rozsądek jest bezużyteczny. W czasie podróży w czwartym
wymiarze strzępy materii pojawiałyby się nagle znikąd przed na­
szymi oczyma. Ciągle zmieniałyby kolor, rozmiar i skład, za­
przeczając wszystkim zasadom logiki trójwymiarowego świata.
Znikałyby potem w powietrzu, zastępowane od razu przez inne,
unoszące się obiekty."

�podczas których bohaterowie zostają przeniesieni (jeżeli jest
to przejście przeniesienia) lub wchodzą (jeżeli jest to przej­
ście bezpośrednie) do świata równoległego z impulsu własnej
woli. Oznacza to, że przez cały czas są świadomi tego co się
dzieje, a decyzja, czy wejść do świata równoległego czy też
pozostać w swoim, zależy tylko od nich. Przejścia te są ła­
godne i przyjemne.
Przejścia niewolicjonalne to przejścia, podczas których bo­
haterowie zostają wciągnięci do innego świata bez udziału swo­
jej woli albo nawet wbrew niej. Przejścia tego typu, niezależnie
od tego, czy są przejściami bezpośrednimi czy przeniesieniami,
są z reguły gwałtowne, nieprzyjemne i niebezpieczne.
Podział na przejścia bezpośrednie i przeniesienia opiera się
na wzajemnej relacji dwóch światów, między którymi prze­
mieszczają się bohaterowie. Gdy światy te są fizycznie blisko
- przystają do siebie lub zachodzą na siebie - mówimy o przej­
ściach bezpośrednich. Gdy zaś po to, aby dostać się do innego
świata, bohater musi pokonać przestrzeń i czas (bowiem świa­
ty te nie znajdują się w obrębie naszego wszechświata, a zatem
nie są miejscami, do których można dolecieć za pomocą środ­
ków mechanicznych) - mówimy o przejściach przeniesienia.
W przypadku przejść bezpośrednich miejsce styku dwóch
światów czasami jest wyraźne, a czasami światy te przenika­
ją się nawzajem tak, że granica między nimi jest rozmyta.
Niemniej jednak zawsze wówczas pojawia się - dzięki magii
i zwykle tylko na chwilę według ziemskiego czasu - miejsce
połączenia tych dwóch światów. Natomiast w przypadku
przejść przeniesienia nie istnieje miejsce styku dwóch świa­
tów równoległych - bohaterowie dostają się do nich za pomo­
cą magii (czasami przenoszeni bohaterowie muszą posługi­
wać się magicznymi przedmiotami), ale nie rozumieją me­
chanizmu, w jaki do tego dochodzi.

Opisy Abbota posłużyły za wzór kolejnym twórcom wy­
korzystującym motyw podróży w czasie i przestrzeni. Wyko­
rzystał je w swoich książkach Lewis Caroll, Herbert George
Wells, George MacDonald, Edward Lear, Edith Nesbit i wie­
lu innych twórców, między innymi Lewis. Może właśnie
dzięki temu opisane przez niego przejścia przeniesienia wy­
dają się nam tak prawdziwe.
Podsumowując, wydaje się, że zaproponowana powyżej
klasyfikacja opisanych w Kronikach narnijskich C.S. Lewisa
przejść między światami uwzględnia ich główne typy, jak
i indywidualną niepowtarzalność. Klasyfikacja ta oparta zo­
stała na opisach różnych rzeczywistości, które dla celów na­
szej analizy określiliśmy mianem światów równoległych
i światów wtórnych. Zarysowując dwie możliwe perspekty­
wy postrzegania tych światów pokazaliśmy, którą z nich su­
geruje czytelnikowi autor i jakie konsekwencje dla odbioru
Kronik wybór ten za sobą pociąga. Opisaliśmy też, czym
światy równoległe różnią się od światów wtórnych, a następ­
nie skupiliśmy się na analizie tych pierwszych. Przyglądnęli­
śmy się ich cechom charakterystycznym, statusowi oraz cza­
soprzestrzeni - diametralnie różnej od czasoprzestrzeni ota­
czającej nas rzeczywistości. Następnie zlokalizowaliśmy
miejsca styku światów równoległych i staraliśmy się zbadać
mechanikę przenikania bohaterów z jednego do drugiego.
Tak szerokie tło rozważań umożliwiło nam sklasyfikowa­
nie wszystkich pojawiających się w Kronikach przejść mię­
dzy światami według czterech kategorii (w opozycji binar­
nej): przejścia wolicjonalne i niewolicjonalne oraz przejścia
bezpośrednie i przeniesienia. Następnie, na podstawie przy­
kładów z poszczególnych części cyklu narnijskiego, przeana­
lizowaliśmy te cztery kategorie przejść ze szczególnym
uwzględnieniem zastosowanej przez Lewisa techniki gradacji
wrażeń zmysłowych.
Każde przejście między światami mieści się w dwóch ka­
tegoriach jednocześnie. Przejścia wolicjonalne to przejścia,
TYTUŁ KSIĄŻKI

Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Lew, czarownica i stara szafa
Książę Kaspian
Książę Kaspian
Podróż „ Wędrowca do świtu "
Podróż „ Wędrowca do świtu "
Koń i jego chłopiec
Srebrne krzesło

Poniżej zamieszczamy tabelę wszystkich przejść, jakie
pojawiają się w Kronikach narnijskich, wraz z proponowaną
ich klasyfikacją na cztery kategorie.

PRZEJŚCIE
Wejście Łucji do N a m i .

92

wol./bezp.
wol./bezp.

Powrót Łucji z Nami do Anglii.

wol./bezp.

Wejście Edmunda do Nami.
Powrót Edmunda i Łucji do Anglii.

KLASYFIKACJA

93

Wejście Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji do Nami.
Powrót całej czwórki do Anglii.
„Wtrąbienie" Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji do Narni przez Kaspiana.
Powrót dzieci z Nami przez wybudowane przez Aslana Drzwi na łące.
Wciągnięcie Łucji, Edmunda i Eustachego do Narni przez obraz na ścianie.
Powrót dzieci do Anglii przez bramę w niebie.

wol./bezp.
wol./bezp.
wol./bezp.
niewol./przen.
wol./przen.
niewol./bezp.
wol./przen.

Nie zawiera żadnych przejść.
Julia i Eustachy wchodzą do kraju Aslana przez drzwi prowadzące na wrzo­

wol./bezp.

sowisko za szkołą. Stamtąd Asian zdmuchuje ich do Nami.

Srebrne krzesło

Asian zdmuchuje Narnię, a Julia i Eustachy odkrywają, że są na powrót

wol./bezp.

w jego kraju. Stąd powracają do Anglii przez wyrwę w szkolnym murze.

Siostrzeniec czarodzieja

Przeniesienie Digorego do Lasu Między Światami za sprawą magicznego
pierścienia.

Siostrzeniec czarodzieja

niewol./przen.

94

Próbna podróż Digorego i Poli na Ziemię i z powrotem do Lasu Między

wol./przen.

Światami. Dzieci uczą się posługiwać magicznymi pierścieniami.

Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja

Przeniesienie Digorego i Poli z Lasu Między Światami do Charnu.
Powrót dzieci z Charnu do Lasu Między Światami wraz z Czarownicą Jadis.
Przeniesienie Digorego, Poli i Jadis z Lasu Między Światami do Anglii.

wol./przen.
95

wol.(niewol. )/przen.
wol.(niewól.)/przen.

101

�Siostrzeniec czarodzieja
któ
Ко
san

Siostrzeniec czarodzieja
Siostrzeniec czarodzieja

syi

m

Siostrzeniec czarodzieja

cza
ch\
cy

Ostamia bitwa

Ci,
my
się

Ostamia bitwa

Przeniesienie Digorego, Poli, Jadis, Wuja Andrzeja, dorożkarza i jego konia
z Anglii do Lasu Między Światami.
Przeniesienie całej grupy z Lasu Między Światami do Nami.
Przeniesienie Digorego, Poli i Wuja Andrzeja przez Aslana z Nami do La­
su Między Światami.
Przeniesienie Digorego, Poli i Wuja Andrzeja przez Aslana z Lasu Między
Światami do Anglii.
Julia i Eustachy, przywołani przez króla Tiriana, zostają wyszarpnięci z po­
ciągu do Narni. Stamtąd razem z nim wchodzą do wiecznej Narni.
Piotr, Edmund, Łucja, Profesor Digory Kirke i Ciotka Pola (a także państwo
Pavensie - rodzice Piotra, Edmunda, Zuzanny i Łucji) giną w Anglii w ka­
tastrofie kolejowej i zostają natychmiast przeniesieni do wiecznej Narni.

wol .(niewól. )/przen.
wol. (niewól. )/przen.
wol.(niewol.)/przen.
wol. (niewól. )/przen.
niewol./przen.
niewol./przen.

CZł

szc
PRZYPISY

na
ści

Щ
św
i i

(»
stl
si!

Щ
m
1?
В
i

w
w
c:
W
В
si
Ji

к
к
d
ś

F
/
t

4 7

Szafa ta wprowadza jedną z najważniejszych koncepcji filozofii
Lewisa, często podkreślaną w kolejnych Kronikach narnijskich, a mia­
nowicie, że wnętrze jest większe niż zewnętrze. Karkainen pisze:
„Z zewnątrz szafa wygląda normalnie. Jest przedmiotem znanym nawet
dzieciom [i stąd nie wzbudza ich zainteresowania]. Jednak w środku
Lucja znajduje o wiele więcej, niż mogłaby się spodziewać". Paul Kar­
kainen, Narnia Explored, Fleming H. Revell Company, New Jersey
1979, s. 13
4 8

C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 10
Tamże, s. 10
Koncepcję żywiołów można znaleźć także w filozofii greckiej, za­
tem nie był to wymysł myślicieli średniowiecza, lecz jeden z najstar­
szych elementów filozofii europejskiej.
Lewis dodaje, że tak właśnie średniowieczni tłumaczyli fakt, że pło­
mienie zawsze lecą do góry - zasada instynktu do swego źródła. Jednak
płomienie są widoczne tylko dlatego, że są ogniem zanieczyszczonym.
Ogień jako żywioł tworzący sferę tuż pod sferą księżyca jest czysty i nie­
skalany, stąd jest niewidzialny i całkowicie przezroczysty; C S . Lewis,
The Discarded Image, an Introduction to Medieval and Reneissance Lite­
rature, Cambridge University Press, Cambridge 1967, s. 95-96.
4 9

5 0

5 1

Co ciekawe, rosyjscy kosmonauci, którzy przebywali w przestrzeni
okołoziemskiej przez ponad rok, twierdzą, że patrząc na Ziemię z góry
można dostrzec nieustanne wyładowania elektryczne, do których docho­
dzi nad górnymi warstwami atmosfery. Przypominają one wieczną burzę
i nie są widoczne z Ziemi. Czy zatem średniowieczni filozofowie mówi­
li o tym samym, co w naszym stuleciu zaobserwowali kosmonauci?
5 2

C. S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 10
Taką samą sekwencję można zauważyć w przypadku innych
przejść wolicjonalnych. Np. Edmund po wejściu do szafy zawołał Łucję,
ale „zauważył, że jego głos brzmi jakoś dziwnie - wcale nie tak, jakby
można tego było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie, ale tak,
jakby znajdował się na dworze"; C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara
szafa, s. 24
5 3

"Tamże, s. 25
Tamże, s. 41-42
Może właśnie dlatego Asian konsekwentnie odmawia wejścia do
Narni wszystkim, którzy robią się „za starzy". Może wynika to także
z tego, że w miarę dorastania i pobierania współczesnej edukacji w czło­
wieku zaczyna dominować rozum, przez co pewne poziomy pierwotnej
wrażliwości zamykają się.
5 5

5 6

5 7

Wpływ obrazu mentalnego na naszą percepcję świata ilustruje wie­
le przykładów z Kronik: zacietrzewione karły w Ostatniej bitwie, Jadis
z Charnu, Wuj Andrzej, Eustachy przed nawróceniem, czy dzieci w szko­
le eksperymentalnej.
Paul Karkainen, Narnia Explored, s. 13
C . S. Lewis, Lew, czarownica i stara szafa, s. 20
Tamże, s. 34
Tamże, s. 135
Choć w następnych książkach odszedł od tego i powracające dzie­
ci magicznie pozbywały się strojów narnijskich, pojawiając się w na­
szym świecie ubrane tak, jak go opuściły.
C . S. Lewis, Książę Kaspian, s. 156-157
Chodzi tu oczywiście o przejścia pojawiające się w Kronikach bez­
pośrednio. Autor wymienia też bowiem kilka przejść niewolicjonalnych,
które dokonały się w przeszłości: np. przeniknięcie grupki piratów z wy­
spy na Pacyfiku do Telmaru, czy wyciągnięcie gnomów z Bizmu do Kra­
5 8

5 9

6 0

6 1

6 2

6 3

6 4

102

iny Otchłani przez Czarownicę. Przeniesienia te nie pojawiają się jednak
w Kronikach bezpośrednio.
C. S. Lewis, Podróż „ Wędrowca do świtu", przeł. Andrzej Polkow­
ski, PAX, Warszawa 1985, s. 8-9
"Tamże, s. 10
Tamże, s. 10-12
Tamże, s. 13
Tamże, s. 23
Tamże, s. 12
C . S. Lewis, Książę Kaspian, s. 6
Ale, na przykład, nie przenoszą ławki, na której siedzą.
C. S. Lewis, Srebrne krzesło, przeł. Andrzej Polkowski, PAX, War­
szawa 1987, s. 7
Tamże, s. 10
Tamże, s. 11
Tamże, s. 141
Tamże, s. 140
C. S. Lewis, Siostrzeniec czarodzieja, s. 139
CS. Lewis, Ostatnia bitwa, s. 35. Co ciekawe, jest to chyba jedy­
ny w Kronikach opis przejścia między światami nie postrzeganego z per­
spektywy przenoszonych bohaterów, lecz postronnego świadka znajdują­
cego się w świecie, do którego dzieci zostają przeniesione. Nie wiadomo
dlaczego tuż przed ich pojawieniem się w Narni „zatrzęsła się ziemia" nigdzie indziej w Kronikach nie ma żadnej wzmianki o tym, że takie zja­
wisko towarzyszyło przeniesieniom - ale może akurat w tym przypadku
Lewisowi wydało się, że napisanie „prawie natychmiast pojawiło się
przed nim dwoje dzieci" (bez najmniejszego wyjaśnienia, jak to się stało
i jakie towarzyszyły temu zjawiska) byłoby zbyt lakoniczne. Może wła­
śnie dlatego dodał opis trzęsącej się ziemi? Należy jednak stwierdzić, że
nie znajduje on uzasadnienia z perspektywy całego cyklu.
6 5

6 7

6 8

6 9

7 0

7 1

7 2

7 3

7 4

7 5

7 6

7 7

7 8

1 9

8 0

Tamże, s. 38
Tamże, s. 98
C. S. Lewis, Książę Kaspian, s. 158
C. S. Lewis, Siostrzeniec czarodzieja, s. 26
Tamże, s. 32
Tamże, s. 35
Tamże, s. 53-54
Tamże, s. 55
Tamże, s. 76
Tamże, s. 76-77
Obecnie, w czasach filmów i literatury fantastyczno-naukowej, ni­
kogo z nas nie dziwi - a nawet przyjmujemy to za oczywistość - że
podróż między różnymi wymiarami czasoprzestrzeni przedstawiana jest
jako gra migoczących świateł i wirujących czarnych chmur, ale we
wczesnych latach pięćdziesiątych, kiedy Lewis pisał Kroniki, nie było to
wcale aż tak oczywiste.
8 1

8 2

8 3

8 4

8 5

8 6

8 7

8 8

8 9

9 0

9 1

Michio Kaku, Hiperprzestrzeń,
wszechświaty równoległe, pętle
czasowe i dziesiąty wymiar, s. 87-88
Wszystkie przejścia między światami równoległymi w Lwie, cza­
rownicy i starej szafie odbywają się przez szafę.
Drugie wejście Łucji nie zostało opisane.
Przeniesienie Poli, która nieopatrznie dotknęła magicznego pier­
ścienia, nie zostało opisane.
W przypadku kilku następnych przejść można mówić o przejściach
wolicjonalnych lub niewolicjonalnych, bowiem są one różnie postrzega­
ne z perspektywy poszczególnych bohaterów.
9 2

9 3

9 4

9 5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6395" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6375">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/178bfbfbe2611ed7d7fbd9c216a8d94f.pdf</src>
        <authentication>e052c6609c0cc21a5cb906832b5a206a</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76212">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2758</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76213">
                <text>1999</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76214">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2568</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76215">
                <text>Zielone liście na ulicach Berlina / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76216">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1999 t.53 z.1-2, s.125-127</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76217">
                <text>Szporko, Marcin; Gieryszewska, Krystyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76218">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76219">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76220">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76221">
                <text>Zielone liście
na ulicach Berlina
Marcin Szporko, Krystyna Gieryszewska

Poniższy tekst jest rozwinięciem referatu Hemp market in
Berlin. Illegal and legal aspects przedstawionego w czasie
szkoły letniej przy Katedrze Etnologii Europejskiej Uniwer­
sytetu Humboldta w Berlinie. Tematem ogólnym zajęć była
Anthropology 'in' versus 'of the city, a nasze badania prowa­
dziliśmy w grupie Consume: global and local. Zaproponowa­
ne zagadnienia (zróżnicowanie konsumpcji w największych
domach towarowych Berlina Zachodniego i Wschodniego;
konsumpcja miejsc wypoczynkowych na przykładzie Wahnsee) nie wydawały nam się interesujące. Temat pojawił się
sam. Obok naszego hotelu, w dzielnicy berlińskiej alternaty­
wy - Kreuzbergu, znajdował się skwerek, gdzie spotkaliśmy
wieczorem rodaka; aktywnego berlińskiego punka, palacza
marihuany. To właśnie konsumpcja konopi stała się dla nas
interesującym zagadnieniem badawczym.
Początkowo chcieliśmy badać wyłącznie konsumpcję ko­
nopi jako używki, ale szybko rozszerzyliśmy pole badawcze
o legalny rynek produktów otrzymywanych z tej rośliny. Roz­
mowy i obserwacje prowadziliśmy w miejscach nielegalnej
sprzedaży marihuany, specjalistycznych sklepach (tzw. HanfHauses) oraz w berlińskim Muzeum Konopi. Spotkaliśmy się
także z działaczami Partii Zielonych/Związek 90, którzy zaj­
mują się problemem legalizacji konopi.
Konopie okazały się przedmiotem, który sprzedać można
zarówno jako narkotyk miękki, surowiec do wyrobu
berlin гг- »"9- '997

HAHFPARADEf
mi, h«nf i"

I

ku

» "

,,!

, es«n. i«ło5t*«d«. «**"•
,bschtuev.«»«&lt;.Hung: .b Л uhr/p
b,.nd«.,bur,«. to.

К
ИЙ. ZS'XiU&amp;l"'"™
" ' »'Ч ir...iu|,™|

Ь*";»*'»'!! IT kiounn IM i. и,.,

""I""*Л«*»«Л

u ™

-

przedmiotów użytkowych, a także jako symbol określonego
stylu życia i preferencji politycznych. Wokół tych czterech
aspektów konsumpcji skoncentrowaliśmy swoje badania te­
renowe.

Konopie jako używka
Przepisy prawne obowiązujące na terenie Berlina pozwa­
lają na posiadanie niewielkich ilości haszyszu lub marihuany,
ale nie pozwalają zarówno na obrót, jak i uprawę narkotycz­
nych odmian konopi. W związku z tym tworzy się nielegalny
rynek. Mimo to wydaje się, że władza toleruje to zjawisko;
w przeciwieństwie do obrotu narkotykami twardymi (heroi­
ną, amfetaminą, kokainą).
Objęliśmy obserwacją dwa miejsca związane z niele­
galnym handlem konopiami. Każde z nich ma swoją wła­
sną specyfikę. Pierwsze z tych miejsc to mały placyk przy
stacji U-Bahn w sąsiedztwie bazaru przy Herman Platz.
Towarem oferowanym tam jest haszysz; sprzedawcami Turcy i Libańczycy. Drugim miejscem był popularny klub
na Kreuzbergu. Oferowanym towarem są różne gatunki
marihuany, zaś sprzedawcami - Murzyni (z Afryki i Karai­
bów).
Transakcje w obydwu miejscach mają zupełnie odmien­
ny charakter. Lewantyńczycy z Herman Platz sprzedają swój
towar w sposób, który można
określić jako konspiracyjny; aby
dokonać sprzedaży, odchodzą ze
swoimi klientami do pobliskiego
parku. W klubie zarówno spoży­
cie, jak i obrót marihuaną prze­
biega niemal jawnie. W czasie
imprez (np. występu bębnistów
z Zairu, reggae party) charakte­
rystyczny słodki zapach dymu
można wyczuć z dużej odległo­
ści. Sprzedawcy sami pytają po­
tencjalnych klientów: Do you ne­
ed grass?\

Pięćdziesiąt tysięcy
produktów
Dużo ciekawszy dla polskiego
obserwatora jest legalny rynek
konopi. Specjalistyczne sklepy
oferują dwie grupy towarów
125

�związanych z ich konsumpcją. Pierwsza z nich obejmuje
przedmioty łączące się z narkotycznym aspektem używania
konopi. Oferta jest bogata. Nabyć można przeróżne fajki
i przybory do palenia, literaturę fachową - tak czasopisma,
jak i książki (kilkadziesiąt tytułów), nasiona narkotycznych
odmian. Natomiast w specjalistycznym sklepie ogrodniczym
(Grass Griin) dostępne są narzędzia i urządzenia, często bar­
dzo skomplikowane i kosztowne, do domowej uprawy tej ro­
śliny. Wydaje się, że wiele balkonów na Kreuzbergu należy
do klientów tego sklepu.
Druga grapa towarów nie jest związana bezpośrednio
z konopiami jako narkotykami. Nie spodziewaliśmy się, że
z konopi otrzymać można proszek do prania, fornir do mebli,
napój gazowany czy papier do drukarki. Poza tym nabyć
można m.in. parafarmaceutyki, kosmetyki, odzież, tkaniny.
Jak nas poinformowano w jednym ze sklepów, z konopi
otrzymać można 50 tysięcy produktów. Do tematu wieloa­
spektowego użytkowania konopi jeszcze powrócimy.

„The Cannabia makes the world go around"
Konopie można także konsumować w sferze symbolicz­
nej. Wszystkie wspomniane powyżej produkty oznaczane są
symbolem charakterystycznego zielonego liścia. Motyw ten
jest również obecny na licznych gadżetach: biżuterii (zarów­
no w konwencji „odpustowej", jak i bardzo ekskluzywnej),
pocztówkach, naszywkach, portfelach oraz plakatach. Zielo­
ny liść pełni tu rolę powszechnie znanego symbolu odnoszą­
cego się do określonego stylu życia. Jeden z plakatów przed­
stawia w formie mandali „prokonopny" minimanifest, gdzie
po stronie jasnej rosną łany konopi i spacerują wśród nich
126

szczęśliwi użytkownicy, draga strona to obraz przemocy,
gwałtu i zatrucia środowiska. Plakat wieńczy hasło: The Canabia makes the world go around. To przeciwstawienie pozy­
tywnego świata użytkowników konopi i mrocznego ich prze­
ciwników pojawiało się we wszystkich rozmowach z osoba­
mi związanymi z rynkiem konopi.
W trakcie naszych badań dotarliśmy do sklepiku Elixier, położonego w równie alternatywnej jak Kreuzberg
dzielnicy Prenzlauer Berg. Sklep ten poza typowymi zesta­
wami przyborów do palenia i nasionami konopi oferował
szeroki wybór innych roślin psychoaktywnych (np. wilczą
jagodę, yage, peyotl), bogaty zestaw transowej muzyki
i koszulki z psychodelicznymi wzorami. Jak się wydaje,
jest to także miejsce towarzyskich spotkań. Wnętrze urzą­
dzone jest w stylu nie pozostawiającym wątpliwości co do
jego alternatywnego charakteru, czym różniło się znacznie
od zaprojektowanych w konwencji luksusowego butiku
Hanf-Hauses.
Właściciel Elixier opisał nam styl życia, który realizuje
tak on, jak i goście jego sklepu. Jest to według niego droga
przeciwna kulturze konsumpcyjnej, w której podstawowe
używki - tytoń i alkohol - służą wyłącznie celom rozrywko­
wym. Środki psychoaktywne (wśród nich marihuana) dają,
jak to ujął, możliwość pogłębienia samoświadomości. Dlate­
go określa swoich klientów (from 8 to 80) jako osoby poszu­
kujące sensu życia. Próbują to osiągnąć poprzez doświadcze­
nia parareligijne, np. odprawiane w parkach rytuały „szamań­
skie", w czasie których zażywają sprzedawane w Elixier spe­
cyfiki: Shaman Smoke, Moon Walk, Lunatonic, Purification,
Meditation, Tibetian Ritual Herbs etc.
Można uznać, że konopie zostały zmitologizowane. Chy­
ba żadna inna legalna czy nielegalna używka nie stała się ba­
zą dla tak szerokiej symboliki i tak rozbudowanej ideologii.
Z rozmów wynika, że konopie nie tylko „wprawiają świat
w ruch", ale wręcz mogą go zbawić. Podkreślane wszech­
stronne możliwości wykorzystania konopi (50 tysięcy pro­
duktów) i ich przyjazna środowisku uprawa stają się argu­
mentem na rzecz legalizacji marihuany.
Według zwolenników do głównych przeciwników legali­
zacji należą przedstawiciele przemysłu papierniczego, odzie­
żowego i kosmetycznego, którzy obawiają się konkurencji ta­
nich i przyjaznych dla środowiska wyrobów z konopi. Nasi
rozmówcy wiązali pozytywny stosunek do konopi (zarówno
do używki, jak surowca przemysłowego) z inną wizją rozwo­
ju świata, cywilizacji i własnej osobowości.
Oponenci odwołują się zazwyczaj do dwóch argumentów.
Po pierwsze uważają, że nie ma różnicy między narkotykami
2

�miękkimi i twardymi, zatem palenie marihuany jest dla nich
nieomal tożsame z konsumpcją opiatów. Mocno utrwalone
jest także przekonanie, że palenie marihuany czy haszyszu
jest wstępem do konsumpcji twardych narkotyków.
Oponenci i zwolennicy wykorzystują podobne połączenia
symboli, nadając im przeciwne znaczenia. Na ulotce rekla­
mującej HanfParade liść konopi łączy się z otwartą, wycią­
gniętą dłonią; na okładce książki M . Gossopa liść splata się
z palcami szkieletu (zob. ilustracje). Mimo że okładka pocho­
dzi z innego miejsca niż Berlin 1997, uznaliśmy, że jest do­
brym przykładem na wykorzystanie symboli liścia oraz dłoni
przez wymienione grupy.

nych - m.in. z hinduistycznych, buddyjskich, indiańskich i rastafariańskich. Ostatnią część ekspozycji stanowi sala poświę­
cona pamięci niedawno zmarłego Wolfganga Neussa. Był on
najbardziej znanym berlińskim ideologiem konopi. Płyty CD
z jego przemówieniami można nabyć w sklepiku przymuzealnym i we wszystkich pozostałych sklepach sprzedających wy­
roby z konopi.

3

„Hani wird siegen"
Stosunek do legalizacji konopi dzieli także scenę politycz­
ną. Z przeprowadzonych rozmów wynika, że przeciwnicy le­
galizacji związani są zazwyczaj z konserwatywną prawicą,
natomiast zwolennicy z ugrupowaniami lewicowymi i ekolo­
gicznymi.
W Berlinie na rzecz legalizacji szczególnie aktywnie dzia­
ła Partia Zielonych/Związek 90. Joachimem Eul jest szefem
specjalnego oddziału tej partii o nazwie Arbeits Gemeinschaft Drogen, który zajmuje się akcją na rzecz legalizacji kono­
pi. Otrzymaliśmy od niego plakat wyborczy, przedstawiający
jeden z symboli Berlina, pomnik bogini zwycięstwa zwany
Golden Elsa z liściem konopi we wzniesionej ręce. Hasło na
plakacie brzmi Hanf wird siegen [„Konopie zwyciężą"]. Po­
stulaty legalizacji konopi stanowią trwały element programu
politycznego Partii Zielonych.
Jednym z działań organizowanych na rzecz legalizacji
przez Partię Zielonych jest tzw. HanfParade. Sponsorami tej
międzynarodowej imprezy były firmy produkujące opisane
wyżej towary z konopi. Paradzie, która przeszła po raz pierw­
szy w 1996 roku ulicami Berlina, towarzyszyły koncerty oraz
wystąpienia zwolenników legalizacji.
W organizacji tej imprezy znaczący udział odegrało także
HanfMuseum. Jest to jedyna tego typu instytucja w Niem­
czech - została założona w 1994 roku i stanowi prywatną wła­
sność. Zwiedzając sale wystawowe, zapoznać się można
z wszystkimi aspektami wykorzystania konopi. Przy prezenta­
cji zachowany został klasyczny podział na kulturę materialną,
duchową i społeczną. W pierwszej sali wystawione są narzę­
dzia służące do uprawy konopi, archiwalne zdjęcia ze żniw
(m.in. z publikacji W. Strzeleckiego). Konopie są tu przedsta­
wione jako jedna z roślin przemysłowych (oleisto-włókienniczych). Odwiedzający muzeum,
m.in. zorganizowane wycieczki
szkolne (sic!), podziwiać mogą
także dorodne krzaki narkotycz­
nych odmian konopi rosnące
w małej szklarni będącej częścią
wystawy. Duża część ekspozycji
poświęcona jest rytualnemu uży­
waniu konopi. Ilustrują to zdjęcia
obrzędów religijnych i magicz­

Wnioski
Z przeprowadzonych przez nas rozmów i obserwacji wy­
nika, że używanie konopi i ich graficznego symbolu zyskało
następujące interpretacje:
1. Znak tożsamości. Znak konopnego liścia funkcjono­
wać zaczął jako powszechnie znany symbol desygnujący
przynależność jego użytkowników do grupy określanej przez
nich jako alternatywna.
2. Znak sympatii proekologicznych. Konopie tu mają
symbolizować roślinę, której konsekwentne użytkowanie
może wpłynąć pozytywnie na środowisko („pięćdziesiąt ty­
sięcy produktów").
3. Znak handlowy. Producenci wyrobów z konopi wy­
korzystują znaczenie nowo powstałego symbolu. Koszule
z konopi opatrzone taką metką kosztują w przybliżeniu czte­
ry razy tyle co takie same z bawełny czy lnu.
4. Znak preferencji politycznych. Wśród użytkowni­
ków tego znaku przeważają osoby o poglądach lewicowych
i ekologicznych, m.in. członkowie Green Party.
Konopie jako używka od czasu rozwoju ruchów alterna­
tywnych w końcu lat 60. stają się coraz bardziej popularne
w Europie. Berlin - jak się nam wydaje - znajduje się w po­
łowie drogi pomiędzy Amsterdamem - gdzie spożywanie
miękkich narkotyków jest akceptowane, funkcjonuje w ra­
mach legalnej kultury, a nawet stanowi turystyczną atrakcję a Warszawą, w której problem konopi jest postrzegany wy­
łącznie w ramach zjawiska narkomanii i nie wytworzyło się
opisane powyżej zjawisko kulturowe, tak w sferze material­
nej, jak symbolicznej.

und' .Аоста

рнпШи&amp;А

PRZYPISY
Warto zaznaczyć, że poza Lewantyńczykami wszystkie osoby związane z konopiami posługują się biegle
językiem angielskim.
Jeden z ulubionych a r g u m e n t ó w brzmi, że
2

w uprawie konopi nie używa się pestycydów i innych
chemicznych s'rodkow ochrony ros'lin.
Narkomania. Mity i rzeczywistość, PWN, Warszawa
1993
3

127

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6383" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6363">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/743abe4b71e21299e79391dc7709391c.pdf</src>
        <authentication>3aac1152230243cc0a761ac14c568244</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76082">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3572</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76083">
                <text>1993</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76084">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:3349</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76085">
                <text>Lekcja żywego jezyka / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76086">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1993 t.47 z.3-4, s.11-13</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76087">
                <text>Jackowski, Aleksander</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76088">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76089">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76090">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76091">
                <text>Lekcja żywego języka
Aleksander Jackowski

L u b i m y s ą s i a d ó w , ale o dwie miedze. Z b l i s k i m i k ł o p o t y .
Pretensje. N i e jest to nawet kwestia f o r m a l n y c h barier,
p o d r ó ż o w a ć m o ż e m y łatwiej n i ż k i e d y k o l w i e k . W a ż n i e j s z e
od granicznych są zapory psychiczne, stereotypy, k t ó r e
przesłaniają rzeczywisty, a więc z r ó ż n i c o w a n y obraz s ą s i a ­
da. Takiego, j a k i m jest, a nie s p a d k o b i e r c ę g r z e c h ó w
historii. Z a p o r y istnieją z r e s z t ą z o b u stron. Naszej i ich.
Zapory takie postrzegamy t a k ż e w o b r ę b i e jednego p a ń ­
stwa. Vincenz, jeszcze przed w o j n ą , zwrócił u w a g ę na t o , że
s p o ł e c z n o ś ć polska i ż y d o w s k a żyły o b o k siebie, ale nie
znając się nawzajem. T o samo da się p o w i e d z i e ć o Cyga­
nach i o t a c z a j ą c e j ich l u d n o ś c i . Brak szaczunku dla innego?
Brak c i e k a w o ś c i ?
Szczególnie k o m p l i k u j e się sytuacja, gdy d o c h o d z ą pre­
tensje za czyny p r z y w ó d c ó w , za fakty n a l e ż ą c e do historii.
O d p o w i e d z i a l n o ś c i ą za nie obarcza się żyjących, m i m o iż
nic z t y m i f a k t a m i nie m a j ą w s p ó l n e g o . Jak d ł u g o m o ż n a
ż ą d a ć ekspiacji o d N i e m c ó w ? O b a r c z a ć w i n ą L i t w i n ó w za
zbrodnie p o p e ł n i a n e przez s z a u l i s ó w . P o l a k ó w za wcielenie
W i l n a przez gen. Ż e l i g o w s k i e g o ?
Amnestia w historii nie istnieje. C i ą g u z d a r z e ń z m i e n i ć
się nie da. Pokolenia n a s t ę p n e nie m o g ą j e d n a k o d ­
p o w i a d a ć za t o , co się z d a r z y ł o , inaczej b ę d z i e m y żyli
w ciągle podsycanej atmosferze n i e n a w i ś c i . H i s t o r i ę z a s t ą p i
histeria, k t ó r ą ł a t w o w y w o ł a ć , t r u d n o z a ś p o h a m o w a ć .
Ciąg pretensji musi w p e w n y m momencie z o s t a ć prze­
rwany. A l t e r n a t y w ą w s p ó ł ż y c i a , p r z y j a ź n i , są w a ś n i e , w a l k i
etniczne. J u g o s ł a w i a .
T o j u ż nie sprawa p o l i t y k ó w , o n i m a j ą swoje gry, swoje
roszady. T o j u ż nie troska h i s t o r y k ó w , do z a d a ń k t ó r y c h
należy tworzenie obrazu historii z i c h dzisiejszej perspek­
tywy. A j a k trudne to zadanie ś w i a d c z ą r o z b i e ż n o ś c i
W ocenie w y d a r z e ń z d z i e j ó w Polski i L i t w y . R o z b i e ż n o ś c i
m u s z ą w y s t ę p o w a ć , z w a ż y w s z y na p e r s p e k t y w ę z jakiej się
ocenia fakty. Pozostaje więc j e d n o - p o z o s t a w i ć spory
i dyskusje t y m , k t ó r z y z a w o d o w o z a j m u j ą się o c e n ą
przeszłości i przejść d o d z i a ł a ń sprzyjających b u d o w a n i u
zaufania, szacunku m i ę d z y n a r o d a m i .
O d w a ż n y i m ą d r y p r z y k ł a d takiego d z i a ł a n i a m a m y
w naszej najnowszej historii
gest polskiego E p i s k o p a t u ,
który z w r ó c i ł się d o niemieckich b i s k u p ó w ze s ł o w a m i
przebaczenia i p r o ś b ą o wybaczenie. Te s ł o w a , tak w ó w c z a s
bulwersujące w ł a d z e i wielu z nas, o t w o r z y ł y d r o g ę do
procesu normalizacji.
M o ż n a sięgać d o h i s t o r i i , chodzi jednak o t o , j a k i zamiar
temu p r z y ś w i e c a . N a l e ż y z n a ć p r z e s z ł o ś ć i jej reperkusje,
trzeba r o z u m i e ć cudze o b a w y , d r a ż l i w o ś ć , poczucie za­
grożenia. A l e celem n a d r z ę d n y m musi b y ć d z i a ł a n i e i m y ś ­
lenie z w r ó c o n e k u p r z y s z ł o ś c i .
Jednym z k o n k r e t n y c h tego p r z e j a w ó w p o w i n n a b y ć
^oska, b y ś m y się lepiej znali, rozumieli. Trzeba t w o r z y ć
o s t y porozumienia p o n a d p o l i t y k ą , nie b a c z ą c na ist&gt;enie o s z o ł o m ó w , na b u ń c z u c z n e p o k r z y k i w a n i a r ó ż n y c h
z a ł ą c z y . Są j u ż dobre p r z y k ł a d y takiej w ł a ś n i e p o z y t y w ­
nej pracy. W y m i e n i ę c h o ć b y liczne, u k a z u j ą c e się u nas
m

n

w y d a w n i c t w a , m a t e r i a ł y , sesje naukowe, imprezy k u l t u r a l ­
ne (zwłaszcza „ f e s t i w a l " p o d n a z w ą „ W i e l k i e X i ę s t w o
Litewskie"), pisma, z k t ó r y c h z w ł a s z c z a w y m i e n i ć trzeba
„ L i t h u a n i ę " . W k r ę g u takich d z i a ł a ń w i d z ę też niniejszy
numer „ K o n t e k s t ó w " , p o d w ó j n y w numeracji, ale o znacz­
nie z w i ę k s z o n e j o b j ę t o ś c i . M a o n charakter monograficz­
ny, n a w i ą z u j e w t y m d o poprzednio w y d a n y c h - o kulturze
Ł e m k ó w i o kulturze ż y d o w s k i e j w Polsce. Chcemy p o k a ­
z a ć przede wszystkim k u l t u r ę a r t y s t y c z n ą w s p ó ł c z e s n e j
L i t w y . Jej s z t u k ę , w wielu przejawach w y b i t n ą . Z w r ó ć m y
przy t y m u w a g ę na t o , ż e t w o r z y j ą n a r ó d niewielki, liczący
nieco ponad 3,5 m i l i o n a ludzi, a więc wielkości d z i e s i ą t k ó w
miast na świecie. Trzeba p o d z i w i a ć siłę w o l i i p r ę ż n o ś ć
społeczeństwa
k t ó r e z taka u p o r c z y w o ś c i ą w a l c z y ł o
i wciąż walczy, o n i e p o d l e g ł o ś ć i n a r o d o w ą t o ż s a m o ś ć !
0 swoją o d r ę b n o ś ć .
Jeśli tej w a l k i nie w e ź m i e m y pod u w a g ę , wiele ż ą d a ń ,
pretensji, o k a ż e się n i e z r o z u m i a ł y c h . T y l k o w t y m k o n t e k ś ­
cie m o ż n a je p o j ą ć . K i e d y niedawno b y ł e m w W i l n i e
1 Kownie, odczuwałem w rozmowach z ludźmi kultury
d ą ż e n i a i emocje, k t ó r e z n a ł e m dobrze, z a j m u j ą c się n i e g d y ś
„ s t y l e m z a k o p i a ń s k i m " i W i t k i e w i c z e m (ojcem). N a d r z ę d ­
ny w y d a ł m i się na L i t w i e p r o b l e m w a l k i z z a b o r c ą .
Tworzenie „ k u pokrzepieniu serc", o d w o ł y w a n i e się do
w ł a s n e j , pradawnej przeszłości, f o l k l o r u , ludowej sztuki,
p o g a ń s k i e j m i t o l o g i i . T o wszystko jest n a m dobrze znane.
A l e t y m razem o p ó r wobec zaborcy z w r ó c o n y jest t a k ż e
przeciw n a m . M o ż e nawet przede w s z y s t k i m przeciw
naszej, d o m i n u j ą c e j k u l t u r z e , ciążącej na nich, p r z y t ł a c z a ­
jącej „ t o ż s a m o ś ć " , do k t ó r e j d ą ż ą .
T r u d n o się z t y m p o g o d z i ć . B o l i . D l a nas w s p ó l n a
przeszłość zdaje się rzeczą p i ę k n ą , j e s t e ś m y przekonani, że
uszczęśliwialiśmy L i t w i n ó w , że j u ż Jadwiga l a s k ę u c z y n i ł a
e u r o p e i z u j ą c w y c i ą g n i ę t e g o z chaszcz i b o r ó w Jagiełłę, że
p o l o n i z u j ą c wielkie r o d y litewskie, p r z y s p o r z y l i ś m y t v m
samym c h w a ł y ich rodzimej ziemi, a p o l o n i z u j ą c ( ^ e u r o ­
peizując) l u d n o ś ć W i l n a u c z y n i l i ś m y c o ś , co warte jest
p o c h w a ł y . Tymczasem...
N i e w c h o d ź m y w r o z w a ż a n i a , dlaczego te sprawy, tak
niewiele dziś o b c h o d z ą c e świat, są dla L i t w y szczególnie
d r a ż l i w e . S p r ó b u j m y raczej z r o z u m i e ć m a ł y n a r ó d , niewo­
lony - d o s ł o w n i e - do ostatnich lat, r u s y f i k o w a n y , p o l o n i ­
zowany, sowietyzowany, k t ó r y odcina się dziś z a r ó w n o o d
swych rosyjskich s ą s i a d ó w , j a k i o d nas. Przy czym para­
doks polega na t y m , że to Polska była dla L i t w y o k n e m na
świat, nasze radio i telewizja p o z w a l a ł o i m z a c h o w a ć więź
z z a c h o d n i ą cywilizacją. D u ż a część inteligencji rozumie
polski język, j u ż nie z d o m u . ale z telewizji. Istota paradoksu
zawiera się w t y m , że aby z a c h o w a ć p o s t u l o w a n ą samo­
d z i e l n o ś ć m u s z ą się o d c i ą ć o d Polski, jej k u l t u r y . O d c i ą ć
tak iak svn od oica. Svn k t ó r y czuie iż jest niesprawied­
liwy, ale chce z e r w a ć wszelk.e więzy, by samodzielnie ż y ć .
A l e to t v l k o p o r ó w n a n i e nie naileosze z r e s z t ą i a k o że
właśnie paternalizm d r a ż n i ć m o ż e dziś L i t w i n ó w , nasze nie
skrywane p r z e ś w i a d c z e n i a , iż j e s t e ś m y lepsi, z a m o ż n i e j s i .

11

�II. 1 3 Kowno. Rynek i ulice Starego Miasta. 1993. Fot. Aleksander Jackowski

bardziej europejscy i że to m y j e s t e ś m y t y m i , k t ó r z y i m
„ t y l e " d a l i . nawet Mickiewicza. P o p e ł n i a m y b ł ę d y , przewa­
żnie n i e c h c ą c y , ale też nie widzimy niczego złego w d ą ż e ­
niach do polonizacji L i t w i n ó w s e j n e ń s k i c h czy zaszczepia­
niu Litwinomnaszego modelu k a t o l i c y z m u . W r a ż l i w i e rea­
gujemy na d z i a ł a n i a sprzyjające naturalnej ( p o d k r e ś l a m t o )
lituanizacji mniejszości polskiej na L i t w i e , zwłaszcza m ł o ­
dzieży.
Drażliwość Litwinów m o ż e dziwić. M o ż e d e n e r w o w a ć ,
ale s ą d z ę , że rola, a nawet o b o w i ą z e k silniejszego partnera
domaga się tego, by chcieć z r o z u m i e ć p o w o d y tej d r a ż l i w o ści. Jest to trudne. C h o ć b y sprawa W i l e ń s k i e j A K . M a ona
dwa aspekty, jeden gdy p a t r z y ć oczami L i t w i n ó w , drugi
gdy przyjmiemy n a s z ą , do tego b e z k r y t y c z n ą p e r s p e k t y w ę ,
nie c h c ą c p a m i ę t a ć o u p o k a r z a n i u L i t w i n ó w , o w y r z ą d z o ­
nych i m k r z y w d a c h . A l b o druga j ą t r z ą c a kwestia tzw.
b u n t u gen. Ż e l i g o w s k i e g o . M y usprawiedliwiamy się t y m ,
że w W i l n i e była w i ę k s z o ś ć P o l a k ó w , a t y l k o jeden czy dwa
procenty L i t w i n ó w , że zachowali się źle w czasie wojny
polsko-bolszewickiej i t p . A l e to nasza perspektywa. Ich jest
inna. nie procent dla nich w a ż n y , lecz fakt, iż W i l n o b y ł o
h i s t o r y c z n ą , o d w i e c z n ą stolicą p a ń s t w a , a Ż e l i g o w s k i
p o g w a ł c i ł m i ę d z y n a r o d o w y t r a k t a t . N i e odczuwamy z a ż e ­
nowania, u s p r a w i e d l i w i a j ą c manewr P i ł s u d s k i e g o z „ b u n ­
t e m " g e n e r a ł a , k t ó r y zajął W i l n o . Ciekawe, czy tak samo
b y ś m y reagowali, gdyby z a i s t n i a ł a sytuacja odwrotna?
Oczywiście ż ą d a n i e DrzeDroszenia za Ż e l i e o w s k i e e o wyda­
je się p r z e s a d ą Przecież to już trzy czwarte wieku mija ci
k t ó r z y w ó w c z a s szli na W i l n o , o d k i l k u n a s t u lat leżą
w grobach. A i p a ń s t w o też j u ż nie t a m t o .
Z a s t a n ó w m y się jednak, czy ten gest nie jest i m potrzeb­
ny? D w i e o p t y k i . M y j e s t e ś m y p e w n i , że n i k t nie pokusi się
o z m i a n ę granic, wcielenie W i l n a (czy L w o w a ) d o Polski.
Nie s ą d z ę , aby w naszej części E u r o p y m o g ł y m i e ć miejsce
takie etniczne „ c z y s t k i " , zbrodnie, j a k w b. J u g o s ł a w i i . A l e
L i t w i n i , o czym p r z e k o n a ł e m się, r o z m a w i a j ą c z wieloma
osobami, d r ż ą o swoje W i l n o . Boją się, że kiedy sytuacja się
zmieni, d r u g i Ż e l i g o w s k i m o ż e się z n a l e ź ć . T o nie sprawa
racjonalnej oceny sytuacji, lecz emocjonalnej. A ż ą d a n i e
p o t ę p i e n i a ? Przecież t u chodzi o gest symboliczny, nie o t o ,
że r z ą d , sejm s t w i e r d z ą , iż n i k t nie rości pretensji do miasta,
lecz by s ą s i a d silniejszy, 11 razy liczniejszy p r z y z n a ł się d o
złego uczynku. M o ż e gdyby nie b y ł o p r z y k ł a d ó w naszej
arogancji, arogancji z pozycji siły, sprawy przeprosin by nie
12

b y ł o . Niepotrzebna, ż e n u j ą c a historia, nie s ł u ż ą c a d o b r y m
stosunkom m i ę d z y naszymi n a r o d a m i .
T r u d n o , nie m o ż e m y się nieustannie rozliczać, trzeba
p r z e s t a ć szczuć na siebie w gazetach i i n n y c h ś r o d k a c h
przekazu, trzeba p o z o s t a w i ć p o l i t y k o m , a pewnie i his­
t o r y k o m chandryczenie się. natomiast d ą ż y ć do wzajem­
nego zrozumienia i szacunku o b u naszych n a r o d ó w . Trze­
ba lepiej się z n a ć , więcej wiedzieć o sobie. D l a t e g o zdecydo­
w a l i ś m y się na p r z y g o t o w a n i e tego n u m e r u - l i t e w ­
skiego.
I t u o d razu d o d a m , tak j a k ciągle są k ł o p o t y z p i e n i ę ­
d z m i , tak w t y m p r z y p a d k u życzliwość w s z y s t k i c h , d o
k t ó r y c h się z w r ó c i l i ś m y o pomoc, była w r ę c z z a s k a k u j ą c a .
Potrzeba z b l i ż e n i a , wzajemnego zrozumienia jest ogro­
m n a . T o j u ż nie p o l i t y k a , m o ż e w r ę c z o d w r o t n i e , to
ś w i a d o m o ś ć tego, iż narody nasze łączy c o ś , co jest
n i e p o r ó w n a n i e silniejsze - więzi istniejące o d w i e k ó w .
N i e m o ż n a j e d n a k p o m i j a ć f a k t u , iż s z c z e g ó l n ą p o s t a c i ą
dialogu m i ę d z y n a r o d a m i są relacje p o m i ę d z y r z ą d a m i
p a ń s t w a m n i e j s z o ś c i ą n a r o d o w ą . W naszym p r z y p a d k u
dotyczy to l u d n o ś c i litewskiej, skupionej na Sejneńszczyźnie i polskiej na L i t w i e . Ż a d e n r z ą d nie m o ż e p o z o s t a ć
o b o j ę t n y na t o . j a k się traktuje m n i e j s z o ś ć z n a j d u j ą c ą się
poza jego granicami. Zasady c h r z e ś c i j a ń s t w a z d a j ą się
szczytnym postulatem, w rzeczywistości m a m y p r z e w a ż n i e
d o czynienia z z a s a d ą w z a j e m n o ś c i . Jak o n i t r a k t u j ą
naszych, tak m y ich. N a szczęście nie jest to rygorystycznie
stosowane, sytuacja L i t w i n ó w S e j n e ń s k i c h jest obecnie
lepsza niż P o l a k ó w na L i t w i e . O c z y w i ś c i e i u nas ż y w a jest
p a m i ę ć f a k t ó w ś w i a d c z ą c y c h o d y s k r y m i n a c j i , np. przez
wiele lat nie zgadzano się na litewskie n a b o ż e ń s t w a w Bazy­
lice S e j n e ń s k i e j , przy czym argumenty tak w ł a d z y , j a k
i k o ś c i o ł a były identyczne. N i e c h się p o l o n i z u j ą ! - usłysza­
ł e m z a r ó w n o w rezydencji Prymasa, j a k i w gmachu K C .
T a k ż e budowa kościoła w Widugierach niepokoi L i t ­
w i n ó w k t ó r z y o b a w i a j ą sie że o s ł a b i to więzi ł ą c z ą c e ich
s p o ł e c z n o ś ć , przez rozproszenie ludzi. Dotychczas c e n t r u m
duchowego życia L i t w i n ó w i miejscem coniedzielnych
SDOtkari bvła bazylika w Seinach i k o ś c i ó ł w P u ń s k u
N a b o ż e ń s t w a w n o w y m kościele m o g ł y b y o d c i ą g n ą ć ludzi
o d tych c e n t r ó w , a t y m samym sprzyjać o s ł a b i e n i u ich więzi
etnicznej Sa oczywiście inne d r a ż l i w e sorawy ale raczei
incydentalne co jednak w sytuacji grupy m n i e j s z o ś c i o w e
ma zawsze z w i ę k s z o n y rezonans.

�Rzeczywiście trudne są stosunki m i ę d z y p o l s k ą mniej­
szością na L i t w i e a w ł a d z ą . W y n i k a j ą m i ę d z y i n n y m i z tego,
że litewscy Polacy bynajmniej nie w y d a l i się zachwyceni
uzyskaniem przez L i t w ę n i e p o d l e g ł o ś c i . Powiaty „ p o l s k i e "
głosowały przeciw, p o d o b n i e j a k m n i e j s z o ś ć rosyjska.
Kiedy z n i k n ą ł w s p ó l n y w r ó g , Polacy poczuli się z a g r o ż e n i .
Przedtem ich status nie o d b i e g a ł o d tego, k t ó r y mieli
L i t w i n i , teraz, po wyzwoleniu, poczuli się z a g r o ż e n i przeja­
wami litewskiego nacjonalizmu. U w a ż a j ą , że m i e s z k a j ą c
od w i e k ó w " na obszarze dzisiejszej L i t w y są tam u siebie.
C h c ą a u t o n o m i i , przy c z y m z a c h ę c a ich d o stawiania ż ą d a ń
postawa miejscowych (ale nie tylko!) d z i a ł a c z y . Z a iluzje
płacą gorzko. T r u d n o i m z r o z u m i e ć , że Warszawa nie m o ż e
i nie chce się za n i m i u j ą ć . Boleśnie więc odczuli s ł o w a
Papieża, k t ó r y dobitnie określił ich miejsce - P o l a k ó w ,
obywateli L i t w y . P a p i e ż p o w i e d z i a ł to nawet ostrzej,
nazwał ich L i t w i n a m i polskiego pochodzenia. Nie c h c ę
w c h o d z i ć w r o z w a ż a n i a , czy bvlo to najzręczniejsze sfor­
m u ł o w a n i e . W a ż n a jest b o w i e m jego istota r o z w i e w a j ą c a
wszelkie iluzje. W a r t o z a u w a ż y ć , że w p o d o b n y m k i e r u n k u
działa w Niemczech kanclerz K o h l , w y r a ź n i e o k r e ś l a j ą c
obywatelskie o b o w i ą z k i mniejszości niemieckiej w Polsce.
W numerze, k t ó r y oddajemy w ręce C z y t e l n i k o m , sku­
piamy się na k i l k u problemach: pierwszy - r o z b i e ż n o ś c i
w widzeniu historii, d r u g i - stereotypy s ą s i a d a , w y s t ę p u j ą c e
po obu stronach granicy, trzeci blok m a t e r i a ł ó w dotyczy
Wilna, tego, k t ó r e z a c h o w a ł o się w p a m i ę c i ludzi r ó ż n y c h
n a r o d o w o ś c i - i obecnego. M i t u W i l n a , miasta L i t w i n ó w .
P o l a k ó w , Ż y d ó w . W s p ó ł c z e s n ą s y t u a c j ę styku mniejszości
i grup w y z n a n i o w y c h omawia K r z y s z t o f C z y ż e w s k i . N a ­

s t ę p n y , d u ż y zestaw m a t e r i a ł ó w pochodzi z b a d a ń , p r o w a ­
dzonych przez K a t e d r ę Etnologii U W w ś r ó d P o l a k ó w na
L i t w i e . D o t y c z y z a r ó w n o widzenia s i ą s i a d a , j a k i zachowa­
nych w i e r z e ń , o b r z ę d ó w , p a m i ę c i tradycji, a p o k r y f ó w .
Ostatnia, bardzo istotna, część n u m e r u to prezentacja
t w ó r c z o ś c i litewskiej w r ó ż n y c h dziedzinach sztuki, ze
s z c z e g ó l n y m u w z g l ę d n i e n i e m tradycji ( ź r ó d ł a ) , do k t ó r y c h
n a w i ą z u j e . Pokazujemy tę t w ó r c z o ś ć w p r z e k r o j u „ p i o n o ­
w y m " , o d sztuki ludowej po o s i ą g n i ę c i a „ a w a n g a r d y " ,
w przekroju czasowym od C i u r l i o n i s a po Stasysa i Bartulisa.
U w a ż n y czytelnik n i e w ą t p l i w i e z w r ó c i u w a g ę na t o , co
w tytule n a z w a ł e m lekcją ż y w e g o j ę z y k a . Jest to przede
wszystkim lekcja o b c o w a n i a z „ i n n y m i " , z s ą s i a d e m ,
lekcja, k t ó r a ma sens, jeśli d o s t r z e ż e m y dzięki niej lepiej
samych siebie. Lekcja widzenia h i s t o r i i , a ściślej m ó w i ą c ,
u ś w i a d o m i e n i e sobie f a k t u , iż nie ma, i m o ż e nie być jednej
h i s t o r i i , kiedy r ó ż n e są perspektywy, z k t ó r y c h się j ą
postrzega. Lekcja szacunku dla s ą s i a d a , k t ó r y jest nam tak
m a ł o znany, ze s z t u k ą k t ó r e g o stykamy się t y l k o przy
nielicznych okazjach. Wreszcie - lekcja, k t ó r ą daje nam
przeczytanie w y w i a d ó w p r o w a d z o n y c h w ś r ó d polskiej
mniejszości etnicznej na L i t w i e P r z e b i j a j ą c a z wielu w y p o ­
wiedzi nuta w y ż s z o ś ć . , w r ę c z ksenofob.., p o ś w i a d c z a t y l k o ,
iż niejednokrotnie m ó w i ą c o innych m ó w i m y o sobie Nie
budu ą c a to lektura, ale też i „ K o n t e k s t y " nie są „ D z w o n ­
kiem N i e d z i e l n y m " . Z r e s z t ą na pewno nie mniejsze n a p i ę ­
cie ksenofobii w y s t ę p u j e i u naszych s ą s i a d ó w .
Jeśli zaś chodzi o nasze intencje, są a ż n a d t o w y r a ź n e .
Budowanie m o s t ó w , d r ó g do wzajemnego poznania. I sza­
cunku.

13

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6381" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6361">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/0497608d595bc735a1945bfbc2210ca5.pdf</src>
        <authentication>a474f777ed83b03caaa9f319480c65a5</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76053">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76054">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76055">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76056">
                <text>Rawenna - mozaiki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76057">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5809</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76058">
                <text>Opus musivum / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76059">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.41-60</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76060">
                <text>Benedyktowicz, Joanna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76061">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76062">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76063">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76064">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76065">
                <text>J O A NN A BENEDYKTOWICZ

W

spółczesny człowiek - turysta, kimkolwiek
by nie był, musi stanąć w zadziwieniu
i oszołomieniu w zetknięciu z fenomenem
sztuki mozaikowej w Rawennie.1
Z jednej strony onieśmiela ogrom i rozmach, z dru­
giej niezwykły kunszt i pietyzm, o którym wiele można
przeczytać, ale z którym osobiste zetknięcie budzi
szczere zaskoczenie. Jednak odczucia estetyczne szybko
zostają zdominowane przez nasuwające się gwałtownie
pytania „co to wszystko znaczy?”. Kim są przedstawio­
ne postacie? Jaka jest ich historia? Co znaczyły dla
współczesnych te wyobrażenia? Jakim językiem symbo­
li się posługiwali? A w końcu - jakich pytań nie umie­
my zadać tym mozaikom? Czy czasem nie umyka nam
jakaś ważna sfera ich rzeczywistości przez to, że nie
przychodzi nam do głowy zadać istotnych pytań.
Nie ulega wątpliwości i jest wręcz pewnym tru­
izmem stwierdzenie, że dzieła sztuki stanowią źródło
historyczne. Mozaiki z Rawenny są szczególnie cen­
nym tego typu źródłem ze względu na burzliwe czasy,
w których powstawały, i na różne ideologie, które od­
cisnęły na nich swoje piętno. Pierwsze więc pytania,
jakie możemy zadać, mogą dotyczyć historycznych
okoliczności powstania tych dzieł sztuki. VI wiek jest
dla Rawenny szczególnie interesujący - w tym bowiem
czasie następuje tu bezpośrednie zetknięcie dwóch
bardzo już od siebie odmiennych kultur - wschodniej
i zachodniej. Obie części cesarstwa oddalały się od sie­
bie nieodwracalnie, różnice zaś stały się na tyle głębo­
kie, że właśnie w wieku VI niektórzy historycy widzą
początek Bizancjum jako tworu średniowieczne­
go.2 W Rawennie, która od 402 r. była stolicą Cesar­
stwa, krzyżowały się różne wpływy kulturalne, poli­
tyczne i religijne, przy czym konieczna jest świado­
mość, jak bardzo w tamtym czasie były ze sobą te dzie­
dziny powiązane, by nie powiedzieć tożsame. Zmiany,
które się wówczas dokonywały, były tak liczne, że
współcześni nie zawsze dostrzegali ich doniosłość
(chociażby przejęcie władzy przez Odoakra).
Sytuacja w Italii była dosyć skomplikowana - od
493 Rawenna była siedzibą Teodoryka, króla Ostrogo­
tów, znajdującego się na służbie wschodniorzymskiej.
Mimo że oficjalnie występował jako magister militum,
w rzeczywistości rządził jako niezależny władca.3 Goci
byli odseparowani od poddanych rzymskich. Do tych
pierwszych należały sprawy wojskowe, natomiast tym
drugim została przydzielona administracja cywilna.
Równolegle do tego podziału istniał podział ze względu
na wyznanie - Goci byli wyznawcami arianizmu, uzna­
nego przez kościół „katolicki”, czyli powszechny i pra­
wowierny, za herezję na pierwszym soborze w Nicei
(325). Sam Teodoryk był wielkim wielbicielem kultury
rzymskiej, starał się związać ze sobą arystokrację sena-

Opus musivum
Program ideowy
mozaiek raweńskich w VI w.
na przykładzie San Vitale,
San Apolinare Nuovo
i San Apolinare in Classe*
torską Rzymu, a także popierał opozycję papieża i kleru
rzymskiego przeciw wschodniemu monofizytyzmowi.
Mimo że zyskał wśród Rzymian zwolenników i współ­
pracowników,4 większość senatorów, duchowieństwo,
a także masy ludowe były jednak Gotom przeciwne.
Nie mniej skomplikowana sytuacja była na Wscho­
dzie, gdzie niemal każde niezadowolenie społeczne
owocowało jakąś herezją (na czoło wysuwał się właśnie
konflikt o naturę (physis) Chrystusa), a kwestiom wybo­
ru władcy towarzyszyły zamieszki w Konstantynopolu
i niekończące się intrygi dworskie. W 517 cesarzem zo­
stał Justyn, katolik (co miało niebagatelne znaczenie po
długoletnim panowaniu monofizycko nastawionych ce­
sarzy5). Od początku jego panowania ogromną rolę od­
grywał jego bratanek - Petrus Sabbatius (początkowo
jako candidatus, oficer pułku scholae), który z czasem
przyjął imię Justyniana, a w 527, sam został cesarzem.
Justynian, wielka osobowość, wytrawny polityk,
człowiek obdarzony niespożytą energią, podjął szeroko
zakrojoną akcję odbudowy cesarstwa. Jego wojsko,
pod dowództwem Belizariusza, wodza pochodzenia
germańskiego, zdobyło wpierw ziemie w północnej
Afryce (533), a następnie przystąpiło do odzyskiwania
ziem Italii. Jak zobaczymy, Justynian nie opierał się je­
dynie na sile zbrojnej, ale przez cały czas umacniał
wpływy na Półwyspie Apenińskim, w sposób szczegól­
ny w jej ówczesnym centrum, jakim była Rawenna.
Miał po temu możliwość z jednej strony przez oddzia­
ływanie na rzymskie duchowieństwo (a właściwie da­
leko idące współdziałanie), roszcząc sobie prawo do
zwierzchnictwa nad nim. Z drugiej strony wiemy, że
cesarz utrzymywał kontakty i prowadził rokowania
z Amalasuntą, córką i następczynią Teodoryka, sprzy­
jającą Rzymianom, co budziło wielką niechęć moż­
nych gockich. Pretekstem do wydania wojny stało się
jej zamordowanie przez własnego krewnego - Teodahada. Rozpętały się wyczerpujące i przeciągające się
wojny gockie. W 536 r. Belizariusz zajął Rzym, a w 540
Rawennę, gdzie podpisano kapitulację. Nie był to jed­
nak koniec wojen - prawie cały sukces Belizariusza zo­
stał zaprzepaszczony, na pewien okres prawie cała Ita­
lia powróciła w ręce Ostrogotów (Rzym został zdoby­

*Praca napisana pod kierunkiem prof. Wojciecha Fałkowskiego
w Instytucie Historii UW.

41

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M U SV U M PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

ty w 546 r.). W wyniku wznowienia kampanii pod do­
wództwem Narsesa Goci zostali ostatecznie rozgro­
mieni w 552 r. Italia, choć, jak miało się okazać, na
krótko, znów stała się częścią cesarstwa.
Tak więc na początku VI wieku Rawenna znajdo­
wała się na „skrzyżowaniu” wpływów Bizancjum (z sil­
nymi akcentami monofizyckimi), rzymskiego kleru
i papieża, a pod bezpośrednim panowaniem arian,
Ostrogotów.

w budynkach użyteczności publicznej, który miał
w pewnym wymiarze stale uświadamiać ludziom obec­
ność i władzę cesarza.8 Możemy dostrzec tu koncep­
cję, czy może wiarę w rzeczywisty związek między
przedstawieniem i przedstawionym. Wizerunek cesa­
rza zaznaczał jego dominację, przypominał poddanym
0 władcy, o jego potędze, a jednocześnie reprezento­
wał samą obecność - jakby rzeczywiście tam był.
Sztuka religijna szeroko adaptowała formuły iko­
nografii cesarskiej - sceny nadawania dygnitarzowi
zwoju z dyplomem nominacyjnym, czy władca na ma­
jestacie w otoczeniu dworu ulegały przekształceniu
w przedstawienia np. Chrystusa nadającego prawo św.
Piotrowi, Chrystusa pomiędzy apostołami, czy stojące­
go wśród świętych i donatorów. Taki zabieg niósł dwo­
jakie konsekwencje - z jednej strony pewne znane,
czytelne formuły pomagały przekazać nowe treści
(w tłumaczeniu Ewangelii odnoszono się do idei Pana
- Dobrego i Sprawiedliwego władcy), z drugiej zaś sto­
sując tę swojego rodzaju kalkę relacji (Chrystus wierni / cesarz - poddani) ulegało nobilitacji i uświę­
ceniu znaczenie samego cesarza. Dążenie, by treści
chrześcijańskie i idee głoszące świetność imperium na­
wzajem się uzupełniały i przydawały sobie głębi, treści
1prestiżu, ten szczególny związek wydaje się zrozumia­
ły, jako że chrześcijaństwo rozwijało się pod szczegól­
ną opieką cesarstwa.
W ten sposób najstarsze malarstwo chrześcijań­
skie, wywodzące się z III w., na wielką skalę posługu­
jące się symboliką i emblematami (póki było zakazane
i tępione, musiało być „zaszyfrowane”, zrozumiałe tyl­
ko dla wtajemniczonych), splotło się z dworską okaza­
łością sztuki cesarskiej.
I tu właśnie należy się doszukiwać źródeł fenome­
nu mozaiki: z jednej strony, jako technika wyjątkowo
zbytkowna, utrafiała w potrzebę wystawności i przepychu,9 a z drugiej dawała możliwości zaklęcia boskiego,
metafizycznego świata w tajemniczy i niedosłowny ję­
zyk symboli. Świątynia jako całość stawała się pewnym
modelem wszechświata - z zewnątrz mało atrakcyjna,
szara i surowa architektura skrywała olśniewające i za­
chwycające wnętrze, w najbardziej wyczuwalny sposób
oddzielając sferę sacrum od profanum. Rozplanowa­
niem wnętrza, dekoracją rządziła liturgia, która subtel­
nym językiem sztuki uchwytywała nie mniej subtelną
teologię tego okresu. Mozaika, opus musivum, czyli
dzieło dotyczące Muz, składała się z drobnych kostek,
zw. tesserae, opus tesselatum, wytwarzanych z różnoko­
lorowych marmurów i kamieni półszlachetnych, a tak­
że ze szklanych kostek barwionych szkliwem. Coraz
większe mistrzostwo i doskonałość warsztatowa (po­
czątkowo wiele dekoracji było wykonywanych przez
niewykwalifikowanych robotników - miało to związek
z nagłym zapotrzebowaniem na nowe świątynie) po­
zwalało na celne uchwytywanie rzeczy nieuchwytnych
- np. przez układanie niektórych kostek ciemną stro­

Możemy następnie rozpatrzyć, jakie miejsce w hi­
storii sztuki zajmują te mozaiki. Tak jak większość wy­
darzeń, prądów tej epoki można przedstawiać w róż­
nym świetle, rozpatrywać pod rozmaitymi kątami, tak­
że jeżeli chodzi o sztukę VI i trzeba mieć na uwadze jej
różne aspekty. Z jednej strony można ją odczytywać
w kontekście rozwijającej się sztuki wczesnochrześci­
jańskiej, jako jej bezpośrednią kontynuację - ewolucję
w wyniku powiązania ze sztuką publiczną,6 a z drugiej
już jako sztukę odmienną w charakterze, bizantyjską,
nasyconą monastycyzmem, będącą niejako preludium
do malarstwa ikonowego.7
Od czasów Konstantyna, kiedy chrześcijaństwo
stało się religią legalną, a następnie państwową, nastą­
pił rozwój architektury sakralnej, a malarstwo chrze­
ścijańskie, dotąd występujące tylko w katakumbach
i małych budowlach sakralnych, nabrało ogromnej
wagi. Dotychczasowe tematy - sceny mitologiczne,
myśliwskie, sceny z życia codziennego, motyw Arka­
dii, przedstawienia personifikacji i alegorii pór roku,
miesięcy, znaków zodiaku, planet, były sukcesywnie
przejmowane na potrzeby rodzącej się sztuki oficjalno-chrześcijańskiej. Z pojawieniem się bazyliki wczesno­
chrześcijańskiej, wielkiej budowli sakralnej mającej
pomieścić cały lud boży, wiązała się kwestia dekoracji
i zagospodarowania przestrzeni.
N a tym polu artyści (a właściwie „dyrektorzy arty­
styczni”, do których należała koncepcja, plan i pro­
jekt, i rzemieślnicy, do których należało samo wykona­
nie), wyszkoleni na dawnych wzorach korzystali obfi­
cie z wypracowanych koncepcji. Motywy z tematyki
świeckiej pojawiały się jeszcze do końca IV i początku
V wieku na ścianach i sklepieniach, będąc akceptowa­
nymi przez Kościół; następnie pojawiały się już tylko
na posadzkach. Wiele z nich, reinterpretowanych
w duchu chrześcijaństwa, było wplatanych (często po
prostu jako element dekoracji) w główną kompozycję
(winobranie, amorki z owocami czy kwiatami, zbyt­
kowne naczynia, roślinność, zwierzęta, etc.). Z czasem
rozbudowywała się ich symbolika chrześcijańska.
Istniała również oficjalna ikonografia cesarska - na
murach pałaców cesarskich były upamiętniane zwy­
cięstwa władców (np. na rozkaz Justyniana został
uwieczniony wracający ze zwycięskiej wojny Belizariusz). Duże znaczenie miał oficjalny portret cesarski,
zarówno ten bity na monetach, jak i ten umieszczany

42

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

ną do góry nie tylko unikano wrażenia monotonii, ale
przede wszystkim uzyskiwano efekt rozproszonego
światła, wypełniającego całe wnętrze mistycznym bla­
skiem - promienie odbijające się i załamujące od tes­
serae nachylonych pod różnymi kątami nadawały
przedstawionym scenom, postaciom świetlistość, któ­
ra uzmysławia ich ponadczasowe, głębokie i nadnatu­
ralne znaczenie. Ponadto światło w pewien sposób za­
mknięte w półmroku kościoła posiadało wartość teo­
logiczną - jako uosobienie i znak realnej obecności
Boga.10
Świątynia była modelem wszechświata, swojego ro­
dzaju deklaracją - w co wierni wierzą. Religia nie była
oderwana od życia publicznego, była z nim nieroze­
rwalnie związana. Postulaty religii były jednocześnie
odzwierciedleniem postawy obywatelskiej i świadomo­
ści kulturowej. Siłą rzeczy program artystyczny kościo­
łów stał się narzędziem polityki i, jako że było to naj­
bardziej nośny i sięgający wszystkich warstw społe­
czeństwa element „propagandy” państwowej, pozosta­
wał w centrum zainteresowania cesarza, szczególnie
jeżeli cesarzowi, jak było w przypadku Justyniana, za­
leżało na jedności imperium. Religia miała scalać pod­
danych, świątynia zaś miała przekazywać treści umac­
niające tę jedność.
Justynian był godnym następcą Konstantyna. Kwe­
stia religii była bodaj najważniejsza w jego panowaniu
- jako władca był odpowiedzialny przed Bogiem za zba­
wienie swoich poddanych. Poparcie boskie dla cesarza,
usankcjonowanie jego władzy obligowało go do stania
na straży w kwestii prawowierności wyznania. Justy­
nian dążył do restytucji imperium w jego najświetniej­
szych granicach i to zamierzenie polityczne pozostawa­
ło w ścisłym związku z ideą państwa chrześcijańskiego.
Justynian (a także jego małżonka Teodora) był żywo
zainteresowany teologią i próbował za pomocą i w ob­
rębie religii zaprowadzić trwały pokój i zjednoczyć bar­
dzo odległe od siebie prowincje. Kontynuował dawną
tradycję cesarzy, którzy uważali się za kompetentnych
zarówno w sprawach państwa, jak i wiary. We wstępie
do swojej sexta novella (535) pisał:
„Dwa są naczelne dary, jakie Bóg zesłał ludziom. Są
to: kapłaństwo i władza cesarska (sacerdotium et impe­
rium). Z darów tych pierwszy odnosi się do spraw Bo­
skich, drugi zaś do ludzkich. Oba wypływają z tego sa­
mego źródła, oba są ozdobą ludzkiego żywota. Nie masz
nic ważniejszego dla cesarzy niż dbać o dostojność ka­
płaństwa, tak by nawzajem kapłani mogli modlić się do
Boga za cesarza. Dlatego też naszą wielką troską jest
wspieranie prawdziwej nauki wypływającej z Boskiego
natchnienia oraz otaczanie czcią kapłanów. Państwu
zapewni się pomyślność, jeżeli święte kanony, ustano­
wione przez apostołów, a przechowane i objaśnione
przez świętych Ojców, osiągną powszechny posłuch”.11
Dając w ten sposób wyraz przekonaniu o szczegól­
nym zadaniu cesarza, by wcielać „święte kanony”

w życie, Justynian przypisywał sobie nierzadko prawo
do wygłaszania wypowiedzi doktrynalnych, które na­
stępnie starał się narzucić wiernym. N a fali poczucia
odpowiedzialności za prawowierność poddanych,
a dodatkowo uważając się za czołowego teologa swojej
epoki, na szeroką skalę prześladował Żydów, Samary­
tan, pogan, heretyków, nie wahał się stosować repre­
sji przeciw sprzeciwiającym się mu biskupom (także
wobec biskupa Rzymu). N a równi z przedsięwzięciami
militarnymi prowadził szeroko zakrojony program mi­
sji - tak poza granicami Cesarstwa, jak i w jego obrę­
bie. Stąd wpływy Bizancjum - kultura, sztuka przeni­
kały stopniowo do różnych obszarów starając się wcią­
gnąć je jak najściślej w krąg swojego oddziaływania.
Dlatego możemy śmiało mówić o całym programie
ideologicznym, którym kierował się Justynian przy
odbudowie imperium. W mojej pracy postaram się
pokazać, jak w mozaikach z trzech kościołów z tego
okresu - San Vitale (ufundowany w 526 r., poświę­
cony 548), Sant’Apolinare in Classe (ukończony
w 549 r.) i Sant’ Apolinare Nuovo (który został prze­
budowany po 556 r.) wyraża się ten program, jakimi
środkami wyrazu operuje, jaki prowadzi „dialog” z od­
biorcą, z wiernymi.

San Vitale
Kościół ten został ufundowany w 526 r., po powro­
cie biskupa Eklezjusza z Konstantynopola (gdzie był
z papieżem Janem I) i najprawdopodobniej już po
śmierci Teodoryka, za panowania jego córki Amalasunty. W latach 526-540 budowa szła bardzo wolno ze
względu na toczącą się wojnę i dopiero po zdobyciu
miasta przez Belizariusza powstała większość budowli
i na ten okres (540 - 546) należy datować mozaiki.
Cały wystrój świątyni został ufundowany przez Julia­
nusa Argentariusa.
N a sklepieniu prezbiterium widnieje przedstawie­
nie Baranka Bożego. Baranek jest ukazany na tle
gwiaździstego nieba i znajduje się w środku wieńca,
który podtrzymują cztery anioły stojące na kulach-globach. Kule te, jak zauważył Nordstrom, mają różne
wielkości, którym odpowiadają różne astronomiczne
fazy.12 W ten sposób reprezentowane są pory roku,
przez co kule stają się symbolem Wieczności. Całość
kompozycji osadzona jest w bujnej zieloności (jakby
akantowa wić), w której ukazane są różne zwierzęta kaczory, rozmaite ptaki, baran, osiołek, ryby, i wiele in­
nych na złotym albo zielonym tle, a na rogach, na nie­
bieskich kulach trzymanych przez delfiny, stoją pawie.
Baranek Boży otoczony jest wieńcem - trudno po­
wiedzieć, czy laurowym (na co wskazywałyby liście),
czy jest to jakby „wieniec obfitości” (owoce). Jest god­
ne uwagi, że wyobrażenie Agnus Dei zostało wprowa­
dzone do obrządku rzymskiego dopiero w końcu VII

43

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Vitale, Ofiara Abla i Melchizedeka (Płd. Strona Prezbiterium), [za:] Carl-Otto Nordström, Ravennastudien. Ideenge­
schichtliche und ikonographische Untersuchungen über die Mosaiken von Ravenna, Uppsala 1953

San Vitale, Abraham i aniołowie (odwiedziny trzech posłańców), Ofiara Izaaka, [za:] Carl-Otto Nordström, Ravennastu­
dien. Ideengeschichtliche und ikonographische Untersuchungen über die Mosaiken von Ravenna, Uppsala 1953

44

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Vitale, Procesja Justyniana, [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

San Vitale, Procesja Teodory, [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

45

�Joanna Beneiyktowicz • O PUS M U SV U M PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

w. przez papieża Sergiusza I, Syryjczyka. Natomiast
w liturgiach wschodnich pojawiał się już wcześniej, ja­
ko symbol ofiary Chrystusa. Wskazuje to na wyraźne
wpływy wschodnie. Baranek jest przedstawiony jako
Kosmokrator, który panuje nad całym stworzeniem.
Jednocześnie symbolizuje ofiarę mszy i śmierć Chry­
stusa na Krzyżu - i to znaczenie teologiczne jest pod­
kreślone przez umieszczenie właśnie tego wizerunku
w najwyższym punkcie prezbiterium.
Dekoracja ewidentnie odwołuje się do wyobrażeń
raju - sztuka katakumb przejęła motywy idyllicznych
ogrodów pełnych zwierzyny i w ten sposób obrazowała
rajski ogród. Paw w tym kontekście symbolizowałby
„wieczną wiosnę”, czy przyszłą „łaskę”, zmartwych­
wstanie (obok delfinów, które oznaczają życie wiecz­
ne). Jednocześnie zestawienie pawi z kielichami i wino­
gronami (te motywy występują wyraźniej bezpośrednio
pod dekoracją sklepienia, wokół okien) może wskazy­
wać na „rozkosze spożywania świętej Eucharystii i nie­
bieskiego posiłku w błogosławionej wieczności”.13
Wydaje się to przekonującą hipotezą - wskazywa­
łyby na to mozaiki z bocznych ścian, nad arkadami
prowadzącymi do obejścia, które wydają się przywoły­
wać właśnie motyw Ofiary, Eucharystii. Z lewej, połu­
dniowej strony widzimy dwie sceny: Abraham i Sara
goszczący trzech aniołów14 i Abraham składający ofia­
rę z Izaaka. Natomiast w obramieniu, nad tą sceną jest
ukazane powołanie Mojżesza - na dole Mojżesz pasą­
cy owce Jetry, a powyżej Mojżesz i płonący krzak na
górze Horeb. Następnie dwa anioły trzymające meda­
lion z monogramem Chrystusa (krzyż, na którego ra­
mionach są zawieszone dwie litery ra15) oddzielają po­
stać proroka Izajasza. Po stronie prawej, północnej jest
ukazany ołtarz, na którym składają ofiary: Abel z owieczki, i Melchizedek - z dwóch bochenków chle­
ba i z wina. Powyżej (w obramieniu) widzimy Mojżesza
otrzymującego Dziesięcioro Przykazań na górze Synaj,
poniżej Aarona i dwanaście pokoleń Izraela, którzy są
świadkami tej sceny. Po analogicznym do poprzednie­
go motywie dwóch aniołów niosących medalion
z krzyżem przedstawiony jest prorok Jeremiasz. Trzej
aniołowie mogą być odczytani jako manifestacja Trój­
cy Świętej;16 cielątko, które niesie im Abraham - jest
analogią do ofiary mszy; stół, przy którym siedzą anio­
łowie, wyraźnie nawiązuje wyglądem do ołtarza, a trzy
bochenki, które leżą przed nimi, przypominają hostie
tego okresu (są znaczone znakiem krzyża); Izaak jest
prototypem Chrystusa, odwiedziny Trzech Posłańców
- prototypem Zwiastowania, przez co Sara staje się
prototypem Maryi,17 a Abraham - Józefa. W tym kon­
tekście wymowa mozaiki jest antyariańska: jest uzna­
niem boskości Chrystusa i roli Marii jako Bożej Rodzi­
cielki.
Zestawienie ofiar składanych przez Abrahama,
Abla i Melchizedeka odzwierciedla bardzo starą (IV w.)
rzymską liturgię mszy, w której wymienia się właśnie te

postacie przy składaniu ofiary eucharystycznej. Są to
trzy mistyczne antytypy kapłaństwa Chrystusa. Ich po­
stacie nawiązują do idei, w której każdy chrześcijanin
uczestniczy czynnie w składaniu ofiary jako „godny
(sprawiedliwy) ofiarodawca” (just offerer).18 Wszystkie
trzy przedstawienia odbywają się przy ołtarzach i odwo­
łują się bezpośrednio do Eucharystii. Znakiem, że ofia­
ra jest miła Bogu, jest Jego ręka wyłaniająca się w ge­
ście błogosławieństwa spośród chmur.19
Ważnymi postaciami są prorocy ofiarnej śmierci
Chrystusa - Jeremiasz i Izajasz.20 Izajasz przy tym jest
szczególnie prorokiem Wcielenia, a Jeremiasz - Męki.
Sceny przedstawiające Mojżesza pokazują chronolo­
gicznie historię jego powołania i przywołują następują­
ce skojarzenia: Mojżesz jako Dobry Pasterz i jako po­
średnik między Bogiem a ludźmi. Wszystkie sceny zo­
stały zamieszczone celowo, zgodnie z ówczesnym rozu­
mieniem Starego Testamentu jako opisującego „cienie/zarysy i rodzaje/typy” (shadows and types) wydarzeń
zbawienia ludzkości.21 I tak Mojżesz, który wybawił
Izraelitów z niewoli egipskiej, jest znakiem dzieła Zba­
wienia, którego dokonał Chrystus; nadanie Dekalogu
zapowiada zesłanie Ducha Świętego.
Symboliczna wymowa całości zdaje się podkreślać
dwie natury Chrystusa - zarówno Jego boskość w scenie odwiedzin trzech aniołów (jako jedna z Osób
Trójcy Świętej), jak i jego człowieczeństwo: w scenie
ofiarowania Izaaka baranek symbolizuje Jezusa, który
umrze za nas na krzyżu. Melchizedek składa chleb i wi­
no, w których wyraża się właśnie podwójna natura Je­
zusa. Niewinna śmierć Abla prefiguruje śmierć Chry­
stusa. Gorejący krzak - z jednej strony jest symbolem
Boga-Człowieka, a z drugiej Marii Bożej Rodzicielki tak jak krzak „nosił” Boga w postaci płomieni, tak M a­
ryja nosiła w sobie Chrystusa. Do tego trzeba pamiętać
o symbolice Mojżesza i dwóch proroków. Wymowa
tych scen jest więc wymierzona zarówno przeciw monofizytyzmowi (jako że podkreślają podwójną, bosko-ludzką naturę Chrystusa), jak i przeciw arianizmowi
(nie odmawiają mu pełnej boskości). Jest też dostrze­
galne duże znaczenie liturgii dla tej kompozycji.22
Nad tymi mozaikami ukazani są czterej ewangeliści
- po lewej Mateusz i Marek, po prawej - Jan i Łukasz,
trzymający swoje Ewangelie, z ukazanymi po bokach
narzędziami do pisania. Nad każdym z nich znajduje
się adekwatne „zwierzę” apokaliptyczne (odpowied­
nio: anioł, lew, orzeł, wół), co jest bezpośrednim na­
wiązaniem do dekoracji samej absydy: w niej Chrystus
trzyma zwój z siedmioma pieczęciami. Lew symbolizu­
je Zmartwychwstanie, Anioł (Człowiek) odwołuje się
do genealogii Jezusa z Ewangelii św. Mateusza, Wół,
jako zwierzę ofiarne odnosi się do Męki, z kolei Orzeł
jest symbolem Wniebowstąpienia. Wydaje się też
oczywisty stosunek, jaki zachodzi między tymi posta­
ciami a mozaikami poniżej: tak jak Mojżesz na górze
Synaj otrzymał Prawo - Stare Przymierze, tak Nowe

46

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

złoto-zielonym tle, bez żadnych elementów architek­
tonicznych, które w jakiś sposób sugerowałyby, gdzie
jest ona umiejscowiona - przez to wydaje się, że odby­
wa się ona bezpośrednio w kościele. Stojący na czele
diakon z kadzidłem wysuwa we wskazującym geście
rękę poza ramę dekoracyjną. N a drugiej mozaice mo­
żemy zauważyć fontannę, wnękę, baldachim z zasłoną,
zza której wyłaniają się damy dworu, drzwi wejściowe,
których kotarę odchyla jeden z urzędników. Jest to,
choć w skróconej formie, narteks kościoła San Vitale.
Teodora miała ogromny wpływ na politykę, była rze­
czywiście consors imperii i mimo że razem z mężem bie­
rze udział w rytuale ofiarnym, to jednak dla niego jest
zarezerwowana świątynia, bezdyskusyjnie wyprzedza
małżonkę w liturgicznym rytuale. N a dole sukni Teo­
dory pojawia się motyw Trzech Króli, który symbolizu­
je eucharystyczną ofiarę (składanie darów), a zarazem
jest przedstawieniem chrześcijan, którzy wyjdą naprze­
ciw Chrystusowi, by go przywitać w Jego powtórnym
przyjściu (tak jak Trzej Mędrcy przy pierwszym). D o­
datkowo Trzej Królowie są świadkami Epifanii - obja­
wienia się prawdziwego Boga w Dzieciątku. W sposób
bardzo subtelny został tu przemycona ważna prawda
wiary. Ciekawe jest, że Teodora zmarła kilka tygodni
po poświęceniu San Vitale. Tym samym mozaika ta
stała się jakby jej epitafium.
Jako że mozaiki te były ukończone, zanim rozstrzy­
gnął się wynik wojny gockiej, trzeba je odczytywać nie
tylko jako znak triumfu ze zdobycia Rawenny, ale też
jako wyraz pewności co do przyszłego zwycięstwa.
Istotna dla zrozumienia tej wymowy jest świadomość,
jak poważną funkcję spełniał portret cesarski. Identy­
fikacja wyobrażenia (przedstawienia) z rzeczywisto­
ścią, wywodząca się z prymitywnych wierzeń magicz­
nych, w Imperium Rzymskim zyskała konkretne praw­
ne znaczenie i funkcję. Portret cesarza pojawiał się na
insygniach wojskowych, na monetach, w miejscach
publicznych jako wyraz jego najwyższej władzy; miał
wymagać od poddanych posłuszeństwa i wierności.
Był to „formalny symbol monarchii”.28 Cesarze nie tyl­
ko umacniali swoją władzę, ale też dyskretnie imputo­
wali boskość swojego stanowiska - portrety stawały się
świętymi obrazami (wizerunkami), vultus sacri, m.in.
przez to, że były umieszczane właśnie w kościołach,
były poświęcane, modlono się za władcę, a przez to
jednocześnie składano mu hołd.
Prawdopodobnie w drugiej połowie IV wieku na
Wschodzie została odrzucona liturgia, w której każdy
wierny uczestniczył czynnie w ofierze; jedynym świec­
kim, który był godzien brać udział w oblacji, był cesarz.
Ta ambicja władców wschodnich w dziedzinie sacerdotium powoduje, że można inaczej interpretować mozai­
ki przedstawiające starotestamentowe postacie: Abel,
Abraham, Melchizedek nie tyle symbolizują każdego
chrześcijanina, co cesarza. Abraham dodatkowo pod­
kreśla znaczenie władcy jako patriarcha Izraela, Moj-

było zawarte w Ewangeliach. W późniejszym Średnio­
wieczu ten związek między Starym a Nowym Testa­
mentem często był przedstawiany przez pokazanie
Ewangelistów stojących bezpośrednio na ramionach
proroków starotestamentowych.23
W głębi korytarza absydy po obu stronach znajdu­
ją się przedstawienia uroczystych procesji - po lewej
(czyli dla Chrystusa z absydy po prawej) Justyniana
i jego dworu, a po prawej - Teodory i jej świty. N a
pierwszej widzimy cesarza (który oprócz diademu ma
aureolę) po jego lewej biskupa Rawenny Maksymiana
(nad którym widnieje napisane jego imię), z tyłu, mię­
dzy nimi stoi Julianus Argentarius. Następnie są uka­
zani dwaj diakoni - pierwszy trzyma księgę, a drugi,
wskazujący ręką kierunek procesji, niesie kadzidło.
Z drugiej strony cesarza pierwszy stoi dux armis (naj­
prawdopodobniej sam Belizariusz), za nim praefectus
legibus, po czym grupa żołnierzy. Jeden z nich trzyma
tarczę z monogramem Chrystusa (Chi-ro) i jest to naj­
prawdopodobniej uroczysta paradna tarcza cesarska.
Charakterystyczne jest przedstawienie Justyniana
i Maksymiana jako równych - realizacja imperium i sacerdotium. Maksymian, który pochodził z Poli w Istrii24
odgrywał bardzo ważną rolę w planach Justyniana.
W jego działalności biskupiej duże znaczenie miała li­
turgia. W czasach jego episkopatu w Bizancjum roz­
grywał się spór o Trzy Artykuły (tria kephala)25 i bi­
skup obsadzony w tak istotnym z punktu widzenia ce­
sarza mieście musiał wykazywać się dużym talentem
dyplomatycznym. Za Justynianem i Maksymianem stoi
Julianus Argentarius, o którym dowiadujemy się dzię­
ki IX-wiecznemu kronikarzowi Agnellusowi, że był
osobą świecką, pochodzącą z Bizancjum i że to on
ufundował wystroje San Vitale i Sant’Apollinare in
Classe.26 To, że stoi tuż przy cesarzu, musi świadczyć
o jego bardzo wysokim znaczeniu. Możemy przypusz­
czać, że był architektem, w ówczesnym rozumieniu te­
go słowa, przybyłym z Bizancjum, by nadzorować sze­
roko zakrojony program architektoniczny Justyniana.
Był artystyczno-ideologicznym koordynatorem, wyso­
kim urzędnikiem cesarskim, w którego gestii było dys­
ponowanie pieniędzmi cesarskiego skarbu. Był istot­
nym „narzędziem” propagandy bizantyjskiej. Simson
posuwa się nawet tak daleko, by twierdzić, że wojna
gocka nie zaczęła się wraz ze śmiercią Amalasunty,
lecz właśnie w projektach architektonicznych Julianu­
sa Argentariusa.27
Po drugiej stronie jest ukazana cesarzowa Teodo­
ra, jej damy dworu i dwaj dygnitarze dworscy. Para ce­
sarska bierze udział w rytuale ofiarnym: Justynian nie­
sie patenę z chlebem eucharystycznym, Teodora kielich z winem (scyphus aureus). Dla Chrystusa, do
którego zmierzają dwie procesje, Justynian znajduje się
po prawej stronie (pars virorum), a Teodora po stronie
lewej, po której żeńska część zgromadzenia uczestni­
czyła w mszy. Procesja cesarza przedstawiona jest na

47

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Vitale, Chrystus Kosmokrator, [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

San Vitale, św. Łukasz, [za:] Angelo
Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna­
-Verona, 1975

San Vitale, św. Marek, [za:] Angelo
Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna­
-Verona, 1975

48

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

żesz - jako prawodawca (co niejako miałoby uprawniać
cesarzy do regulowania kwestii religijnych), ten, który
uwalnia ludzi od tyranii, Dobry Pasterz.29 Cesarz, jako
władca Republicae Christianae musiał być imitator Chri­
sti - bezpośrednim naśladowcą, podczas gdy wierni
mieli być do Niego podobni. Tak jak Mojżesz zbudował
i czcił Świętą Arkę, tak Justynian zbudował i wykoń­
czył S. Vitale. Melchizedek jako król-kapłan zyskał
w oficjalnej ikonografii szczególne znaczenie: przedsta­
wiany w szatach cesarskich był uosobieniem władcy
idealnie łączącego w jednej osobie te dwie funkcje.
W San Vitale nosi on szaty kapłana, za to jego buty,
płaszcz i nakrycie głowy są z purpury, zarezerwowanej
przez ceremoniał dworski jedynie dla cesarza.
W absydzie przedstawiony jest Chrystus Kosmokra­
tor tronujący na Kuli, globie wszechświata,30 spod któ­
rego wypływają cztery rzeki Raju. W lewej ręce trzyma
Księgę Żywota, opatrzoną siedmioma pieczęciami,
prawą podaje wieniec (zwycięstwa, zasługi, świętości)
świętemu Witalisowi, który jest przedstawiany przez
anioła. Drugi anioł pokazuje biskupa Eklezjusza, fun­
datora, trzymającego w rękach model świątyni. Anio­
ły są w strojach straży cesarskiej. Wieniec jest symbo­
lem korony chwały dla świętych. Tak jak możemy
oczekiwać, że zaraz po uhonorowaniu św. Witalisa
wieniec otrzyma biskup Eklezjusz, tak można odczy­
tać, że Justynian zostanie wynagrodzony za zasługi ja­
ko następny.
Obraz odwołuje się do apokaliptycznych moty­
wów, podkreślając eschatologiczny wymiar powtórne­
go przyjścia. Cała ofiara składana przez Justyniana jest
ukazana jako przyjęta w Dniu Sądu Ostatecznego
(i jest zarazem wyrazem boskiego poparcia dla jego
rządów). Ciekawe jest, że Chrystus jest tu ukazany ja­
ko młodzieniec, bez brody - raczej w duchu wczesnej
sztuki chrześcijańskiej z katakumb, czy w tradycji hel­
lenistycznej, niż jako groźny brodaty Pantokrator z póź­
niejszej sztuki wschodniej. W scenie tej możemy od­
czytać elementy charakterystyczne dla bizantyńskiego
rytuału: zakryte szatami dłonie.
Ponad absydą znajduje się przedstawienie dwóch
miast niebiańskich - Jerozolimy i Betlejem. Między ni­
mi dwa anioły podtrzymują medalion z monogramem
Chrystusa, tym razem A, od którego odchodzi osiem
promieni.31 Przed każdym z miast rośnie cyprys (sym­
bol chwały królestwa Bożego, tego co wyniosłe, wznio­
słe i nieprzemijające, wierność Boga wobec narodu
wybranego), a pod nimi - palmy (symbol życia wiecz­
nego).32
N a łuku tęczowym znajduje się piętnaście medalio­
nów przedstawiających popiersia Chrystusa,33 dwuna­
stu apostołów, świętych Gerwazego i Protazego. Każdy
medalion jest podtrzymywany przez delfiny. Święci
Witalis, Gerwazy i Protazy byli uznawani przez biskup­
stwo w Mediolanie za tamtejszych patronów, genii locii. Jest to element rywalizacji między diecezjami,

w której główną rolę odgrywał autorytet świętych: bi­
skupstwom nadawały prestiż spoczywające w kościele
(też zdobyte) relikwie, fakt odegrania ważnej roli w ży­
ciu świętych, to, czy pierwszy biskup był apostołem,
uczniem apostoła, czy uczniem ucznia, itd. Zaledwie
kilka lat przed budową San Vitale ukazała się Passio
SS. Martyrum Gervasii et Protasii, która przypisywała
tych trzech świętych właśnie Rawennie. Wydaje się,
że słusznie, jako że zmarli oni w Rawennie i kościół
San Vitale stał się ich grobowcem.34
Ogólne przesłanie, które wyłania się ze wszystkich
mozaik, wyraża ideę odkupienia ludzkości, zbawienia
przez Chrystusa i pokazuje sakramentalną rekonstruk­
cję tego wydarzenia w eucharystycznej ofierze. Szcze­
gólna rola w tym dziele odkupienia przypada cesarzo­
wi, a konkretnie Justynianowi I. Mogłoby się wydawać
wobec tego logiczne zakwalifikowanie programu iko­
nograficznego tej świątyni jako służącego cesarskiej
propagandzie. Przywołanie konkretnych postaci starotestamentowych, użycie odpowiednich symboli, wyra­
finowana gra tymi symbolami, mająca wyrażać prawdy
teologiczne - żaden element nie jest bez znaczenia.
Jednak pojawia się wątpliwość - na ile możemy mówić
0 propagandzie, jeśli kluczowe przedstawienia: proce­
sji ofiarnej cesarza i uzupełniających jej sens scen ze
Starego Testamentu właściwie nie widać z miejsca,
gdzie stoją wierni? Sacrum wnętrza świątyni koncen­
truje się w prezbiterium. Jest do niego dopuszczony
głównie cesarz, ze swą małżonką i dworem. Widzimy
tu wyraźnie tendencję Kościoła wschodniego do od­
grodzenia prezbiterium, żeby mogli wchodzić tam tyl­
ko godni. To, czy wierni mają ich widzieć, nie tylko
jest nieistotne, ale będzie wręcz niepożądane - najbar­
dziej święte momenty mszy będą przed nimi zakryte.
Natomiast wiedzą, że cesarz Justynian TAM jest
1 uczestniczy w każdej mszy - m.in. za każdym razem
jest wyczytywane jego imię. Jest gwarancją powszech­
ności Kościoła i powszechności cesarstwa. On jest za­
stępcą Chrystusa i rzeczywiście prowadzi lud Boży do
zbawienia. Wierni widzą przede wszystkim apokalip­
tyczną wizję Chrystusa Kosmokratora.

Sant’ Apolinare in Classe
Początek budowy miał miejsce za biskupa Ursicinusa (532-536); za episkopatu biskupa Wiktora (537
(8)-544 (5)) wydaje się, że prace posuwały się bardzo
wolno,35 większość powstała za Maksymiana, kościół
ukończono w trzecim roku jego episkopatu, w 549 i na
pewno w ciągu tych trzech lat powstały mozaiki.36 Ko­
ściół jest dedykowany św. Apolinaremu, który według
tradycji był uczniem św. Piotra i pierwszym biskupem
Rawenny; zmarł śmiercią męczeńską. Po tym, jak
świątynia została splądrowana przez Saracenów w IX
wieku, relikwie świętego zostały przeniesione ze wzglę-

49

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare in Classe, Absyda, [za:]
Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna,
Ravenna-Verona, 1975

San Apolinare in Classe, Ofiara Abla,
Melchizedeka i Abrahama, [za:] Angelo
Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna­
-Verona, 1975

50

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

dów bezpieczeństwa do kościoła św. Marcina, którego
wezwanie zmieniono na Sant’Apolinare Nuovo.
W absydzie centralne miejsce zajmuje ogromny
krzyż (crux gemmata —ozdobiony drogimi kamieniami)
w nimbie,37 który otacza gwiaździste niebo z dziewięć­
dziesięcioma dziewięcioma gwiazdami. N a skrzyżowa­
niu ramion znajduje się medalion z popiersiem Chry­
stusa. Przy przeciwległych ramionach Krzyża znajdują
się litery A i ra, nad i pod napisy: SA LUS MUNDI
i IX0YC. Po dwóch stronach nimbu są ukazani do po­
łowy ukryci w chmurach Mojżesz i Eliasz, całość z góry
błogosławi ręka Boga. Bezpośrednio pod Krzyżem stoi
św. Apolinary. Jest ukazany w geście modlitwy - orans
- na rajskiej łące, na której rosną niewielkie drzewa
(pinie, palmy i cyprysy - wszystkie symbolicznie zwią­
zane z nieśmiertelnością i życiem wiecznym). Z dwóch
stron zbliża się do niego po sześć owiec, między który­
mi rosną lilie.38 Owce te mogą symbolizować aposto­
łów (na co wskazywałaby liczba) albo po prostu wier­
nych, lud Boży. Trzy owce stoją wyżej, bliżej Krzyża
(jedna po lewej, dwie po prawej). Scena ta symbolicz­
nie przedstawia Przemienienie Pańskie na górze Tabor.39 Trzy owce to trzej uczniowie - Piotr, Jakub i Jan,
apostołowie, którzy towarzyszyli Jezusowi przy Przemie­
nieniu, ale także w Ogrójcu.
We wczesnym Chrześcijaństwie krzyż był przede
wszystkim symbolem triumfu, bronią, drzwiami Raju.
Scena ta łączy temat Przemienienia i Wywyższenia
(Podniesienia) Krzyża. Ukrzyżowanie znaczyło obietnicę
zwycięstwa. Przemienienie jest rzeczywistością Krzyża.
Chrystus, a zarazem Krzyż, jest, co podkreśla napis, SA­
LUS MUNDI.40 Przedstawienie Przemienienia (transfiguratio) ma ścisły związek z obrządkiem eucharystycz­
nym: odwołuje się do przeistoczenia chleba i wina w cia­
ło i krew Chrystusa, które odbywa się na każdej mszy
świętej. Scena ta, umieszczona w tak uroczystym miej­
scu - ponad (i jednocześnie za) ołtarzem, na którym do­
konuje się obrzęd Eucharystii, jak żadna inna podkreśla
doniosłość tego wydarzenia. Takie tło, operując uniwer­
salnym językiem symboli, czyniło mszę i jej najważniejszy
moment czytelnymi dla wszystkich uczestników (należy
pamiętać, że Rawenna była w tamtych czasach dwuję­
zyczna i miała dwujęzyczną liturgię).41
Św. Apolinary jako męczennik jest alter Christus,
naśladujący Chrystusa w męczeństwie; jego gest orans - odzwierciedla gest ukrzyżowanego Chrystusa
(rozłożone w charakterystyczny sposób ręce: repraesentatio passionis). To, że stoi idealnie pod Krzyżem
podkreśla jego doskonałość duchową - to, że jest imi­
tator Christi. Męczennik najdoskonalej naśladuje
Chrystusa, najwierniej wypełnia Jego polecenie, by
wziąć swój krzyż i iść za Nim (Mt 16: 24).42 Cud Prze­
mienienia jest obietnicą i obrazem jego (ale także
wszystkich Chrześcijan) uczestnictwa w chwale Zmar­
twychwstania Chrystusa. Nabiera to szczególnego
znaczenia, gdy uświadomimy sobie, że kościół został

zbudowany jako martyrion, miejsce pochówku Święte­
go. Jego relikwie spoczywały pod ołtarzem. Maximus
z Turynu, w IV wieku pisał: „Czy możemy wyobrazić
sobie coś bardziej pobożnego i zaszczytnego niż spoczy­
wanie pod ołtarzem, na którym sprawowana jest ofia­
ra, na którym składane są dary ofiarne, i przy którym
sam Pan jest kapłanem? Męczennicy słusznie umiesz­
czani są pod ołtarzem, gdyż na nim jest złożone ciało
Pana. Grzebanie męczenników w miejscu, gdzie cele­
brujemy codziennie śmierć Chrystusa, jest przeto wy­
pełnieniem i wyrazem tego rodzaju zjednoczenia. Nie
jest niesłuszne, że grób Tego, który umarł, został przy­
gotowany dla pewnego rodzaju uczestnictwa: żeby
przyjąć także członków śmierci Pana; ci, których Jed­
na Męka złączyła z Chrystusem, mogą dostąpić złącze­
nia się z nim w świętości tego miejsca”.43
Tak wielka apoteoza św. Apolinarego ma również
znaczenie polityczne - dotyczące prestiżu, rangi i ju­
rysdykcji biskupstwa raweńskiego. Największe i naj­
bardziej znaczące biskupstwa szczyciły się i temu przy­
pisywały swoje znaczenie, że zostały założone przez
apostołów i miały ich za swoich pierwszych biskupów.
Biskupi Rzymu byli następcami św. Piotra, Aleksan­
drii - św. Marka, Jerozolimy - św. Jakuba Młodszego.
Konstantynopol za swojego pierwszego biskupa uważał
św. Andrzeja, co miało daleko idące polityczne konse­
kwencje: św. Andrzej był nie tylko apostołem Azji
Mniejszej i Bałkanów, lecz także bratem św. Piotra i,
co najważniejsze, był jednym z dwóch pierwszych
uczniów, którzy posłuchali głosu Chrystusa, i to on
przyprowadził Piotra do Niego.44 W trwającym kon­
flikcie między Rzymem i Konstantynopolem o prymat
w świecie chrześcijańskim był to poważny argument.
Maksymian, wracając ze swojego wyjazdu do Konstan­
tynopola (548 r.), przywiózł do Rawenny relikwie św.
Stefana - pierwszego męczennika, św. Andrzeja (po­
czątkowo miał nawet ambicje przywieźć całe ciało
świętego), św. Piotra i Pawła.45 Zbudował świątynie
dedykowane dwóm pierwszym świętym, dedykował
martyrion świętym Witalisowi, Gerwazemu i Protaze­
mu (przypisując tym samym Rawennie część chwały
dotąd należącej do biskupstwa Mediolanu) i św. A po­
linaremu - uczniowi św. Piotra. Szeroko zakrojony
program ideowy takiej polityki cesarskiego miasta
miał zdystansować dwa pozostałe biskupstwa - Me­
diolanu i Rzymu, który leżał w ruinach.
Św. Apolinary jako biskup występuje tu także
w roli Dobrego Pasterza, który ma się opiekować lu­
dem Bożym.
Pod tą sceną, między oknami ukazani są czterej na­
stępcy św. Apolinarego: biskup Eklezjusz, św. Sewerus, św. Ursus i biskup Ursicinus, fundator.46 Wszyscy
czterej noszą pallium, znak godności metropolity, mi­
mo że są poprzednikami Maksymiana. Dzieje się to
przez to, że sam Apolinary go nosi, więc nie można by­
ło go ominąć u jego następców. Wybór tych czterech

51

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

wosławną” (ortodoksyjną), i nawet na Kościół rzymski
patrzono podejrzliwie, jako na mający związki z ariana­
mi i opierający się cesarzowi w sporze o Trzy Artykuły.
Mozaiki ze ścian bocznych nawy głównej podzielo­
ne są jakby na trzy piętra. Najwyżej, nad oknami na­
wy, znajduje się dwadzieścia sześć scen z życia Chry­
stusa (po trzynaście z każdej strony). Zaczynając od
wejścia, z prawej strony (nad procesją męczenników)
następują po sobie przedstawienia:

biskupów nie jest przypadkowy: św. Sewerus cieszył się
szczególnym kultem w Rawennie, św. Ursus zbudował
katedrę i był uważany za największego budowniczego,
biskup Eklezjusz zapoczątkował architektoniczny pro­
gram Justyniana, a biskup Ursicinus ufundował
Sant’Apolinare in Classe. Ich obecność w absydzie,
przy celebracji mszy świętej, jako następców tak god­
nego świętego, podkreśla ogromne znaczenie roli bi­
skupa.47
Po bokach widnieją dwie sceny: z prawej ukazane
są ofiary składane przy jednym ołtarzu: Abel ofiarowu­
je jagnię, Melchizedek chleb i wino, a Abraham Iza­
aka. Po stronie lewej ukazane jest dziewięć osobisto­
ści: cesarz Konstantyn IV Pogonatos, jego synowie
w aureolach - Tyberiusz i Herakliusz, najprawdopo­
dobniej biskup Maurus i jego następca, Reparatus,
dworzanie cesarscy i kler raweński.48
N ad łukiem tęczowym jest ukazany w medalionie
Chrystus z Księgą w lewej ręce, prawą błogosławi. Po
obu Jego stronach są zwrócone w Jego kierunku sym­
boliczne wyobrażenia ewangelistów, każdy z nich trzy­
ma odpowiednią Ewangelię. Poniżej znów pojawia się
przedstawienie dwóch miast niebieskich: Jerozolimy
(Ecclesiae ex circumcisione —Kościół obrzezanych) i Be­
tlejem (Ecclesiae ex gentibus —Kościół pogan). Z każde­
go wychodzi po sześć owiec.49 Jeszcze niżej pojawiają
się dwie palmy (życie wieczne, zwycięstwo Chrystusa).
Po dwóch stronach przy wejściu do chóru stoją archa­
niołowie Gabriel i Michał ubrani jak caesares, wysocy
urzędnicy dworu Justyniana, trzymający vexillia (rzym­
skie chorągwie wojskowe) z potrójnym Hagios (odpo­
wiednikiem łacińskiej modlitwy Sanctus). W kontek­
ście tego, że program artystyczny zdaje się podkreślać
znaczenie biskupa, archaniołowie mogą symbolizować
diakonów. Pod nimi: św. Mateusz i Łukasz (którzy
symbolizują Wcielenie i Mękę50), ukazani do połowy.

Ukazanie się uczniom i niewierność Tomasza (J 20: 26- 29)
Droga do Emaus (Łk 24: 13-29)
Kobiety u Grobu (Mt 28: 1- 8),(M k 16: 1-8), (J 20: 1-7),
(Łk 24: 1-11)
Droga Krzyżowa, Szymon Cyrenejczyk (Mt 27: 32),(Mk
15: 20-21),(Łk 23: 26-33)
Chrystus przed Piłatem (Mt 27: 11-24)
Skrucha Judasza (Mt 27: 3-5)
Zaparcie się Piotra (J 18: 15- 17)
Zapowiedź zaparcia się Piotra (Mt 26: 31-35), (Mk 14:
27-31), (Łk 22: 31-34)
Chrystus przed Kajfaszem (Mt 26: 57- 66), (Mk 14: 53­
56); (Łk 22: 31-34)
Chrystus pojmany (Łk 22: 66)
Pocałunek Judasza (Mt 26: 47-57), (Mk 14: 43-50), (Łk
22: 47-53), (J 18: 1-12)
Modlitwa w Ogrodzie Oliwnym (Mt 26: 44-45), (Mk 14:
32- 42), (Łk 22: 44-46)
Ostatnia Wieczerza (Mt 26: 20- 25), (Mk 14: 17- 26),
(Łk 22: 14- 23), (J 13: 21-26)
Z drugiej strony: Uzdrowienie chromego w Betesda (J 5:
1-9)
Uzdrowienie opętanego z kraju Gerazeńczyków (Mk 5:
1-21), (Łk 8: 26- 39)
Uzdrowienie paralityka z Kafarnaum (Mt 9: 1-8), (Mk 2:
1-12), (Łk 5: 17-26)
Rozdzielenie baranów od kozłów (Mt 25: 31- 46)
Wdowi grosz (Mk 12; 41-44), (Łk 21: 1-4)
Faryzeusz i celnik w świątyni (Łk 18: 9-14)
Wskrzeszenie Łazarza (J 11: 1-46)

Sant’Apolinare Nuovo
Budowa kościoła zaczęła się za Teodoryka jako ka­
plica pałacowa, a zarazem katedra ariańska. Został
ukończony za Amalasunty. Początkowo dedykowany
był Chrystusowi Zbawicielowi. Potem został rededykowany w 556 roku św. Marcinowi przez biskupa Agnellusa (miał wtedy siedemdziesiąt lat). Agnellus wcze­
śniej był wojskowym, został księdzem po śmierci żony;
był Raweńczykiem, starszym o dziesięć lat od Maksymiana; został wyświęcony na diakona przez Eklezjusza.
W IX- X w. znów zmieniono patrona, tym razem na św.
Apolinarego.
Za
biskupa
Jana
V
(724­
-750 r.) trzęsienie ziemi zniszczyło absydę, lub co naj­
mniej jej lewą część, zachowała się tylko dedykacja
Teodoryka - fundatora. Po śmierci Maksymiana,
wszystkie dobra kościoła ariańskiego zostały skonfisko­
wane, Rawenna została przez cesarza ogłoszona „pra­

Jezus i Samarytanka (J 4: 5-23)
Uzdrowienie kobiety z krwotokiem (Mk 5: 25- 34), (Łk
8: 43-48)
Uzdrowienie dwóch ślepców (Mt 9: 27- 31)
Powołanie Piotra i Andrzeja (Mt 9: 27-31)
Rozmnożenie chleba i ryb (Mt 14: 13-24), (Mk 6: 41­
44), (Łk 9: 10-17); (J 6: 1-15)
Cud w Kanie Galilejskiej (J 2: 1-12)

Przerywnikami są motywy muszli (symbolizujących
życie wieczne i zmartwychwstanie) z krzyżem, korony
i „całujących się” gołąbków (które mogłyby oznaczać
apostołów).
Następne, środkowe piętro, pomiędzy oknami na­
wy stanowią przedstawienia trzydziestu dwóch (począt­
kowo trzydziestu czterech) mężczyzn w białych szatach

52

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare Nuovo, Port w Classe z zaznaczonymi figurami Gotów, [za:] Carl-Otto Nordström, Ravennastudien.
Ideengeschichtliche und ikonographische Untersuchungen über die Mosaiken von Ravenna, Uppsala 1953

trzymających książki lub zwoje. Nie mają podpisów mogą to być patriarchowie (czterech), prorocy (czte­
rech większych i dwunastu mniejszych), apostołowie
(dwunastu) i ewangeliści (dwóch spoza apostołów).
Najniżej znajdują się dwie procesje zmierzające
w stronę ołtarza: z jednej strony (północnej) procesja
dwudziestu dwóch świętych dziewic, prowadzonych
przez Trzech Króli, zmierza do Maryi z Dzieciątkiem,
którą otaczają cztery anioły, z drugiej strony pochód
dwudziestu pięciu świętych męczenników pod prze­
wodnictwem św. Marcina zbliża się do Chrystusa na
majestacie, również w asyście aniołów trzymających
złote włócznie.
Podkreślona jest tu rola Maryi jako Matki Bożej,
theotokos. Natomiast Chrystus, Pantokrator, zasiada na
tronie, który można zidentyfikować jako cesarski.
Świętych męczenników i męczennice rozdzielają pal­
my, które symbolizują zwycięstwo Chrystusa, zmar­
twychwstanie, a jednocześnie wprowadzają w procesje
harmonię i porządek. Służą także jako baldachimy
mające ich jeszcze bardziej uhonorować.
Oryginalny program ikonograficzny miał jednak
charakter cesarski, czyli bizantyński, z tym, że rolę
władcy prowadzącego swoich poddanych do zbawienia
pełnił król Ostrogotów. Teodoryk, mimo że oficjalnie
uznawał zwierzchność basileusów Konstantynopola,
aspirował do roli następcy cesarza Zachodu. Z jednej
strony był wielkim miłośnikiem cywilizacji rzymskiej,
0 czym pisałam wyżej, a z drugiej ogromny wpływ wy­
warła na nim kultura grecka, bizantyjska (w okresie,
kiedy przebywał w Konstantynopolu jako zakładnik).
„Z Rawenny pragnął uczynić stolicę na wzór Rzymu
1 Bizancjum”.51 Początkowo procesje przedstawiały
dwa orszaki dworskie: króla wychodzącego ze swego
pałacu i jego małżonki, opuszczającej port w Classe.

Przedstawienie władców jako pośredników między
Bogiem a ludźmi jest typowo bizantyjskie. Obie proce­
sje mają charakter ofiarny (charakter ten został zresz­
tą zachowany). Wykorzystując ten motyw, tak szero­
ko rozbudowany później w S. Vitale, Teodoryk zdaje
się uzurpować sobie miejsce, które zastrzeżone było
tylko dla cesarza Bizancjum.
Biskup Agnellus dostosowując mozaikę do nowych
potrzeb zdecydował się zachować początek i koniec
tych scen, mimo że za Palatium, w obrębie murów
miejskich możemy doszukać się jedynie ariańskich bu­
dynków. Widać kunszt wykonania i przedstawienie
miasta wydały się godne tego, by ich nie skuwać. Zu­
pełnie inaczej niż stojących przed pałacem Teodoryka
i przed portem w Classe możnych gockich, których za­
rysy da się wciąż odtworzyć i których dłoni możemy się
wciąż doszukać na białych kolumnach pałacowych.
Charakterystyczne jest, że procesję świętych dziewic
prowadzi Trzech Króli, z szacunkiem zgiętych w półukłonie, w momencie gdy niosą Dziecięciu swoje da­
ry, na czele zaś procesji męczenników stoi św. Marcin,
biskup Tours, jeden z największych wrogów herezji
ariańskiej. Wszyscy oprócz niego, ubranego w czerwo­
ną tunikę i św. Wawrzyńca, ubranego w złotą są odzia­
ni w białe szaty.52 Wszyscy święci i święte są wymienie­
ni w kanonach mszy Rzymu lub Mediolanu, albo w ka­
nonie św. Ambrożego. Ze „wschodnich” świętych uka­
zani są jedynie św. Demetriusz, św. Polikarp ze Smyr­
ny, św. Eufemia i św. Pelagia.53 Przedstawienia posta­
ci nie są właściwie niczym zindywidualizowane (tylko
przy św. Agnieszce jest baranek).
Procesję świętych dziewic prowadzą Trzej Królo­
wie. Ich dary mają znaczenie symboliczne: złoto ozna­
cza hołd składany Jezusowi jako Królowi, mirra - pro­
roczy znak Jego Męki, albo rzeczywiste złączenie

53

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare Nuovo, Procesja świętych dziewic, [za:] Carl-Otto Nordström, Ravennastudien. Ideengeschichtliche
und ikonographische Untersuchungen über die Mosaiken von Ravenna, Uppsala 1953

San Apolinare Nuovo, Procesja świętych
dziewic (fragment), [za:] Angelo Lorizzo,
I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

,11

J
J
1
JT

1 !’

*

Is;

[i;

*?' i " iÄ

J

fl:

sl
■ Vf

•.

Jr ■

■

-

San Apolinare Nuovo, Procesja męczenników, [za:] Carl-Otto Nordström, Ravennastudien. Ideengeschichtliche
und ikonographische Untersuchungen über die Mosaiken von Ravenna, Uppsala 1953

54

• v *

-*

M-&amp;. 'u;:uz&lt;

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare Nuovo, Procesja męczenni­
ków (fragment), [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

55

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare Nuovo, Chrystus na tronie (fragment Procesji męczenników), [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna,
Ravenna-Verona, 1975

San Apolinare Nuovo, Maryja na tronie (fragment Procesji dziewic), [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna,
Ravenna-Verona, 1975

56

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

San Apolinare Nuovo, Trzej Królowie (fragment Procesji dziewic), [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna­
-Verona, 1975

San Apolinare Nuovo, Chrystus oddziela owce od kozłów, [za:] Angelo Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

57

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

Eucharystia nie była „pamiątką” - czymś czynionym
dla przypomnienia, ale prawdziwym, mistycznym od­
tworzeniem Przemienienia, była imitatio śmierci
i zmartwychwstania Chrystusa, w bardzo bliski sposób
przypominała wiernym o cudzie odkupienia i o obiet­
nicy życia wiecznego. Ten święty dramat liturgii znaj­
dował odbicie i uzupełnienie w mozaikach, których
program artystyczny był ściśle zaplanowany, podpo­
rządkowany obrządkowi i wspomagający liturgię.
W pewnym sensie tylko wtedy niekompletność ich
stylu i języka staje się czytelna, gdy uświadomimy so­
bie, że są one tłem i scenografią dla nabożeństw. Tre­
ści, które były przez nie przenoszone, były nasycone
teologią, skomplikowaną i niejednoznaczną symboli­
ką, a ta, szczególnie w okresie wielkich niepokojów,
była nierozerwalnie związana z polityką. Wystrój ko­
ścioła mógł propagować kulturę, sztukę, a także war­
tości, i to właśnie starał się uzyskać Justynian, inwe­
stując tak ogromne sumy w ten szczególny projekt architektoniczno-artystyczny kościołów w Rawennie.
Ogromne wrażenie, jakie wywierają na współczesnym
widzu te dzieła sztuki, każe nam przypuszczać, że nie
na darmo.

w Chrystusie - Synu Boga prawdziwej natury człowie­
ka z boską, kadzidło - to, że oddajemy Synowi taką
cześć jak Ojcu.54 Trzej Mędrcy symbolizują każdego
chrześcijanina, który ofiarowuje Mu swoją wiarę
w Niego jako Króla, Boga-Człowieka, Syna równego
Ojcu. Każdy (każda) ze świętych niesie wieniec lauro­
wy, aurum coronarium, aurum oblaticum, koronę świę­
tości, którą otrzymali dzięki Chrystusowi, przez Niego
i dla Niego - teraz w procesji ofiarnej zbliżają się, by
złożyć Mu je w ofierze. Jest to procesja, jak pisze Rafaella Farioli, bez początku i końca, która wychodzi z ob­
szaru i czasu ludzkiego na zewnątrz.55
W innych mozaikach z czasów Teodoryka także
możemy odnaleźć krzyżujące się wpływy greckie i rzym­
skie: w mozaikach przedstawiających cuda i Mękę
Chrystusa jest widoczny wpływ rzymskiej i mediolań­
skiej liturgii, lecz styl jest zdecydowanie bizantyński
(„sztywność fałd i konturów, ukrycie ciał pod szatami,
jednolite złote tło, regularne rysy twarzy Zbawiciela
0 wielkich, otwartych oczach, umieszczonego frontal­
nie na większości przedstawień”).56 Z kolei w osobie
Chrystusa jest podkreślone jego człowieczeństwo, zu­
pełnie inaczej niż np. w San Vitale, gdzie jest ukazany
jako Druga Osoba Trójcy Świętej. To, że ich pocho­
dzenie jest ariańskie, potwierdza fakt, że nie opisuje ich
kronikarz Agnellus, który podaje tylko dokonania bi­
skupa. Chrystus w scenach cudów jest młodzieńczy
1 bez brody (wyidealizowany typ Boskiego Zbawiciela),
w scenach związanych z Męką - brodaty. Jest to reminescencja teologii syryjskich jakobitów (monofizytów)
i nestorianizmu, według którego w Chrystusie były
dwie osoby: to człowiek, a nie Bóg cierpiał i umarł za
nas na Krzyżu.57 Sceny z życia Chrystusa nie tyle przed­
stawiają wydarzenia z odległej przeszłości, co odzwier­
ciedlają elementy liturgii. Sceny umieszczone przy wej­
ściu - dwie Marie u Grobu, Droga do Emaus, Niewier­
ność Tomasza odnoszą się do cyklu wielkanocnego
i przez to mają ścisły związek z obrzędem chrztu. Sceny
przy końcu - rozmnożenie chleba i ryb, cud w Kanie
Galilejskiej, modlitwa w Ogrójcu, Ostatnia Wieczerza
są odbiciem liturgii eucharystii.58
N a przykładzie San Apolinare Nuovo ze względu na
jego przejście z rąk Ostrogotów w ręce Bizantyjczyków
szczególnie wyraźnie można śledzić i doszukiwać się
sensów teologicznych i doktrynalnych, które ich różni­
ły. Można badać związek między konkretnymi modela­
mi ikonograficznymi (np. Chrystus z brodą lub bez)
a ich związkiem z danymi prawdami wiary. Wyraźnie
widać, co z poprzedniego programu mogło zostać, a co
uległo diametralnej zmianie. W wyjątkowy sposób mie­
szają się tu właściwie wszystkie ówczesne tendencje.

Bibliografia
Lorizzo Angelo, I mosaici di Ravenna, Ravenna 1976
Biblia Tysiąclecia, wyd. 2., Warszawa 1971
Robert Browning, Justynian i Teodora, Warszawa 1977
Encyklopedia Kultury Bizantyńskiej, red. Oktawiusz Jurewicz, War­
szawa 2002
Paul Evdokimov, Prawosławie, Warszawa 1964
Rafaella Farioli, Ravenna romana e bizantina, Ravenna 1976
Dorothea Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej, Warszawa 1990
Hans-Wilhelm Haussig, Historia kultury bizantyńskiej, Warszawa 1969
Cyril Mango, Historia Bizancjum, Gdańsk 1997
Patrizia Martinelli, Aspetti della cultura paleobyzantina nei mosaici di
S. Apollinare Nuovo di Ravenna: Il ciclo cristologico, [w:] „Corsi
di cultura sull’arte Ravennate e Bizantina”, nr. 23, str. 7-20,
Ravenna 1977
Carl- Otto Nordström, Ravennastudien. Ideengeschichtliche und ikonographische Untersuchen über Mozaiken von Ravenna, Stockholm 1953
José Pijoan, Złoty wiek sztuki bizantyjskiej, [w:] Sztuka Świata, t. III,
Warszawa 1999
Otto G. Von Simson, The sacred fortress, Byzantine art and statecraft
in Ravenna, Chicago 1948
Henri Stern, Sztuka bizantyńska, Warszawa 1975
Kazimierz Zakrzewski, Historia Bizancjum, Kraków 1999
Nicolas Zernov, Wschodnie Chrześcijaństwo, Warszawa 1967

Przypisy
1

Mozaiki należy odczytywać jako scenę i scenogra­
fię dla świętego misterium, które odbywało się w ko­
ściele. Każda msza stanowiła swojego rodzaju święte
przedstawienie, w którym brali udział kapłani i wierni.

2

58

Nie chcę przez to wcale powiedzieć, że w zetknięciu z tą fascy­
nującą techniką w innych miejscach wrażenie mogłoby być
mniejsze. Jednakże szczególnie w Rawennie ulega nasileniu
świadomość/przeczucie, że programy ikonograficzne wnętrz
świątyń nie są dziełem przypadku, że warunkują je wielkie siły
(też polityczne), ideologie i wierzenia odciśnięte w misternej
i skomplikowanej siatce symboli, znaczeń i odwołań.
A właściwie nie tyle początek, co „okres przejściowy między
epoką późnoantyczną a bizantyjsko-średniowieczną”, Hans-

�Joanna Benedyktowicz • OPUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWEŃSKICH

3
4
5

6
7
8
9

10

11
12
13
14
15

16

17

18
19

20
21
22
23

24
25

-Wilhelm Haussig, Historia kultury bizantyńskiej, Warszawa
1969, str. 99, szeroko o tym zagadnieniu - Wstęp i część druga:
Narodziny kultury bizantyjskiej, tamże, str. 15- 20, 79- 150
W niektórych inskrypcjach posługiwał się nawet tytułami za­
strzeżonymi dla cesarzy —augustus, dominus noster.
M.in. biskup Ennodiusz, uczony Kasjodor.
W latach 484-519 z powodu polityki ugodowej wobec monofizytów cesarzy Zenona i Atanazego została zerwana jedność sto­
lic Rzymu i Konstantynopola. Wstąpienie na tron Justyna wy­
wołało nawet poruszenie opozycji w Italii (nasiliły się tendencje
lojalności wobec cesarstwa), w wyniku czego Teodoryk, dotąd
bardzo tolerancyjny, wszczął represje (stracony został filozof Beocjusz, senator Symmach, w więzieniu umarł papież Jan I).
Henri Stern, Sztuka bizantyńska, Warszawa 1975
Hans-Wilhelm Haussig, Historia kultury bizantyńskiej, Warsza­
wa 1969
Otto von Simson, Ravenna, the sacred fortress, Chicago 1948,
str. 27- 29
„Kosztowność tworzyw i skomplikowana procedura techniczna
czyniły z niej sztukę luksusową, prawdziwie cesarską (...)” cyt.
Anna Różycka —Bryzek, Mozaika [w:] Encyklopedia Kultury
Bizantyńskiej, red. O. Jurewicz, Warszawa 2002
Jezus jest światłością świata (J 8: 12), „Bóg jest światłością, a nie
ma w nim żadnej ciemności” (1 J 1: 5), „Światłość w ciemności
świeci, i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1: 5)
Cyt. za: Nicolas Zernov, Wschodnie chrześcijaństwo, Warszawa
1967, s. 51-52
Nordström, Ravennastudien, Stockholm 1953, str. 93
Por. D. Forstner OSB, Świat symboliki chrześcijańskiej, Warsza­
wa 1990, str. 245
Rdz: 18
Jest to odwołanie do Chrystusowej formuły bycia „alfą i ome­
gą”, ale może być też interpretowane jako kotwica: symbol n a­
dziei.
„Komentarz liturgiczny tłumaczy to w następujących słowach:
„Szczęśliwy Abrahamie, widziałeś Ich, przyjąłeś u siebie trójjedyne
Bóstwo”. (...) Trzej niebiańscy pielgrzymi stanowią „przedwieczną
Radę” i cały pejzaż zmienia znaczenie: namiot Abrahama staje się
pałacem-świątynią; dąb z doliny Mambre —drzewem żywota; (...)
Cielec na półmisku ustępuje miejsca kielichowi eucharystyczne­
mu”. Paul Evdokimov, Prawosławie, Warszawa 1964, str. 261;
Szerzej na temat dębu: por. Nordström, op. cit., str. 95-98
Nordström podkreśla ten fakt, zwracając uwagę na strój Sary,
która jest ubrana jak dama dworu — zgodnie z „hierarchią”,
w której Maryja w ikonografii bizantyjskiej zazwyczaj nosi szaty
właściwe cesarzowej. Nordström, op. cit., str. 94- 95
Simson, op. cit., str. 25, 33
Przy czym w scenie „gościnności Abrahama” to jeden z gości
wykonuje gest błogosławieństwa; ręka z chmur jest skierowana
wyraźnie w stronę drugiej grupy: Abrahama, Izaaka i baranka.
Iz 53: 7, Jr 11: 9
Simson, op. cit., str. 25- 26
Nordström, op. cit., str. 102- 119, szczególnie od str. 109 wni­
kliwa analiza źródłoznawcza.
Por. Simson, op. cit., str. 26-27, szczególnie ciekawe jest zesta­
wienie symboliki ewangelistów i rytuału dla katechumenów in
apertione aurum.
Simson, op. cit., str. 9-18 o okolicznościach nadania Maksymianowi biskupstwa i perypetiach związanych z jego objęciem.
Na Wschodzie Justynian starał się utrzymać delikatną równo­
wagę między monofizytami a ich przeciwnikami. Cesarzowi za­
leżało, żeby nie doszło do rebelii: ruch monofizytów przybierał
w Syrii i Egipcie charakter narodowościowy. Justynian zreszta
nie traktował monofizytyzmu jako herezji (sprzyjała mu sama
Teodora). Wykorzystując swoją pozycję, chcąc moderować sy-

26

27
28
29
30

31

32

33

34

35

36
37
38

59

tuację, wydał w 543 r. edykt potępiający tzw. trzy rozdziały.
Chodziło o pisma trzech uznanych i otaczanych czcią teologów
ze szkoły antiocheńskiej - Teodora z Mopsuestii, Teodoreta
z Kyros i Ibasa z Edessy, z IV-V w., których monofizyci oskarża­
li o poglądy nestoriańskie, a których bronił synod w Chalcedo­
nie (451). Edykt nie zjednał jednak monofizytów (satysfakcjo­
nowałoby ich jedynie odrzucenie uchwał chalcedońskich),
a wywołał daleko idące zadrażnienia. Mimo że pod naciskiem
cesarza edykt uznał biskup i kler Rzymu (na zwołanym w 533 r.
synodzie w Konstantynopolu został do tego przymuszony papież
Wigiliusz), wywołało to niezadowolenie diecezji w Afryce, M e­
diolanie i Akwilei.
Przy opisie San Vitale Agnellus przekazuje inskrypcję dedyka­
cyjną, która wymienia Julianusa Argentariusa przed biskupem
Eklezjuszem (za którego został ufundowany kościół) jako głów­
nego fundatora: Ipsius temporibus ecclesia beati Vitalis Martiris
a Juliano Argentario, una cum ipso presule, fundata est. Julianus
Argentarius jest związany również z budową trzech innych ko­
ściołów w Rawennie: Santa Maria Maggiore, San Michele,
Santo Stefano. Jego imię, a także monogramy można odnaleźć
w tych kościołach w inskrypcjach dedykacyjnych, jego mono­
gram występuje obok monogramu biskupa Wiktora. por. Sim ­
son, op. cit., str. 5- 6
Otto von Simson, op. cit., str. 6
Mommsen, cyt. za: Simson, op. cit., str. 27
W uroczystych procesjach przed cesarzem była niesiona laska
Mojżesza.
Motyw ten występuje w przedstawieniach cesarza na monetach;
jak pisze Stern „Ulubiona na Zachodzie wizja eschatologiczna
jest najbardziej łacińskim elementem tego bizantyńskiego ze­
społu”, Stern, op. cit., str. 97
Osiem jest symbolem doskonałości i Zmartwychwstania Chry­
stusa; jest pierwszym dniem tygodnia, następującym po sied­
miu, dniem, w którym zmartwychwstał Chrystus. Ten dzień sta­
nowi „tajemnicę przyszłego wieku” i „typ nowego wieku”, jako
dzień ósmy nie przestaje być pierwszym, „jest symbolem nowe­
go stworzenia, wiecznego wieku, istniejącym poza światem
ziemskim, podlegającym śmierci i przemijalności”. Forstner, op.
cit., str. 48-49
„Sprawiedliwy wyrośnie jak palma, rozrośnie się jak cedr na Li­
banie” (Ps 37,35) (cedr miał podobną konotację symboliczną
jak cyprys), Forstner, op. cit., str. 158
Chrystus jest tu przedstawiony, zgodnie z zasadami wschodniej
ikonografii syryjskiej, jako mężczyzna z brodą i włosami sięgają­
cymi do ramion.
Święci Gerwazy, Protazy i Witalis, jako ich ojciec byli czczeni
w tym kościele w starożytnej liturgii Rawenny; w tzw. Dyptychach, Księdze Życia, są wymienieni jako ci, którzy mają być
wspominani na każdej mszy; por. Simson, op. cit., str. 15
Można o tym wnioskować z inskrypcji dedykacyjnej, w której
wymienieni są Julianus Argentarius, Ursicinus i Maksymian,
a w zwyczaju było wymienianie wszystkich, którzy się przyczyni­
li do budowy.
Nie należy się dziwić tej szybkości: Maksymian zbudował San
Stefano zaledwie w jeden rok.
A raczej, jako że wyobraża Chrystusa, można powiedzieć:
w mandorli.
„Jego ciało [Chrystusa, przyp. aut.] było wolne od wszelkiej ska­
zy, przeto podobne do lilii (wg Orygenesa). W czasie ziemskie­
go życia Chrystusa owa Lilia jeszcze się jakby nie rozwinęła.
Otwarła swój kielich dopiero w Jego chwalebnym zmartwych­
wstaniu i wniebowstąpieniu i olśniewającej bieli przemienione­
go ciała pozwoliła orszakom niebieskim oglądać złocistopromienne Bóstwo i napełniła cały świat duchową wonnością”
- Forstner, op. cit., str. 188

�Joanna Benedyktowicz • O PUS M USIVUM PROGRAM IDEOWY MOZAIEK RAWENSKICH

39
40

Mt 17: 1-8, Mk 9: 2-8, Łk 9: 28-36
W powszechnej świadomości funkcjonował motyw panowania
Chrystusa nad całym światem przez otaczające, obejmujące
wszystko rozgwieżdżone niebo. O występowaniu słów SA LU S
M UNDI na monetach zachodniorzymskich z V i VI w., połą­
czeniu w nich idei religii i państwa i o występowaniu obok sie­
bie motywów popiersia Chrystusa, Krzyża, słów SA LU S
M UNDI na ampułkach przedstawiających Marię orans, Za­
chariasza i Jana Chrzciciela (te motywy występują w palestyń­
skiej scenie Wniebowzięcia) por. Nordström, op. cit., str. 124­
-126
O związku tematu Podwyższenia Krzyża i Przemienienia w teo­
logii tego okresu (m.in. w kazaniach Leona Wielkiego); por.
Simson, op. cit., str. 42-44
41 Por. Simson, op. cit., str. 47
42 O związku między Chrystusem (naśladowanym) a męczenni­
kiem (naśladującym) w misterium męczeństwa, związku marty­
rium i misterium por. Simson, op. cit., str. 44- 46, 48-50
43 Cyt. za Simson, op. cit., str. 49, tłumaczenie własne.
44 J 1: 40- 42
45 Por. Simson, op. cit., str. 18
46 Nordström widzi wyraźną różnicę między trzema pierwszymi
(pisze, że są ubrani w szablonowe, stereotypowe szaty) a bisku­
pem Ursicinusem. Stwierdza ponadto, że głowa biskupa Ursicinusa jest wykonana zupełnie odmienną techniką, przez co mo­
żemy być pewni, że chodzi o portret. Moim zdaniem trzy pozo­
stałe wizerunki wykazują równie dużą indywidualizację (choć
z pewnością twórcy nie mogli odtwarzać wiernie rzeczywistych
postaci), tak że również możemy mówić o portretach, a szablonowość strojów nie jest większa niż w przypadku Ursicinusa;
por. op. cit., str. 120.
Stern pisze o wizerunku Eklezjusza: „przedstawiony jest tak ­
że w San Vitale, a jego portret jest jednym z najlepszych, ja ­
kie pozostawili twórcy mozaik w Rawennie”. Stern, op. cit.,
str. 99
47 O znaczeniu biskupa, jego uprawnieniach i pozycji, por. Sim­
son, op. cit., str. 40- 41
48 Obie te mozaiki pochodzą z VII wieku, toteż wykraczają poza
ramy chronologiczne mojej pracy. N a ich przykładzie widać,
jak bardzo osłabła pozycja Bizancjum w Italii i jak zmalały szan­
se na odbudowę imperium. Dostrzegalna jest też gorsza jakość
artystyczna, mniejszy przepych i słabsza wiara w nadzwyczajną
pozycję cesarza. Scena przedstawia moment wręczenia Reparatusowi, wtedy jeszcze diakonowi, Autokephalia, przywilejów
gwarantujących biskupstwu raweńskiemu niezależność od bi­
skupa Rzymu (i tym samym równość z nim). Miało to miejsce
w 666 roku, jeszcze za episkopatu Maurusa, i to on powinien
zgodnie z zasadami ikonograficznymi odbierać dokument. Jed­
nak Reparatus, biskup od 671, odnawiając kościół uznał wi­
docznie, że ma większe zasługi w uzyskaniu tychże i „poprawił”
mozaikę.
49 Całe to przedstawienie datowane jest przez niektórych na wiek
IX, Stern, op. cit., str. 99
50 Jak wspomniałam wyżej, Łukaszowi przypisany jest apokalip­
tyczny Anioł-Człowiek, w jego Ewangelii opisany jest ludzki ro­
dowód Jezusa, zaś Mateuszowi - Wół, symbol ofiarnej męki
Chrystusa.
51 Stern, op. cit., str. 89
52 Togatus i candidatus w języku kościelnym tego czasu oznaczało
męczennika i świętego, obywatela Niebieskiego Miasta.
53 Tabele dotyczące występowania świętych - Simson, op. cit., str.
84-85
54 O symbolice Trzech Króli, tamże, str. 91-94
55 Rafaella Farioli, Ravenna romana e bizantina, Ravenna 1976, str.
113, tłumaczenie własne.

56

57
58

Stern, op. cit., str. 91; Wnikliwa analiza estetyki tła, postaci, re­
lacji człowiek-tło, por. Patrizia Martinelli, Il ciclo christologico
[w:] „Corsi di cultura sull’arte Ravennate e Bizantina”, nr. 23,
str. 7-20, Ravenna 1977
Por. Simson, op. cit., str. 74-75, o związku doboru i kolejności
scen z syryjską liturgią.
Por. tamże, str. 76-79
Wnikliwa analiza liturgii, w odniesieniu do tych scen:
Nordström, op. cit., str. 63-79 (rozdział Die liturgische Stellung
der Christusszenen).

SanVitale, Szczegół dekoracyjny prezbiterium [za:] Angelo
Lorizzo, I mozaici di Ravenna, Ravenna-Verona, 1975

60

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6377" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6357">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/266df54ffedef9c00cb5f6c0013086ed.pdf</src>
        <authentication>486ba34e76f585066f9c05cf740aeedf</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75995">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:6224</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="47">
            <name>Rights</name>
            <description>Information about rights held in and over the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75996">
                <text>Licencja PIA</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75997">
                <text>2005</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="49">
            <name>Subject</name>
            <description>The topic of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75998">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty - czasopismo</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75999">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:5804</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76000">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 2005 t.59 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76001">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty t.59 z.4, s.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76002">
                <text>IS PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76003">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76004">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="51">
            <name>Type</name>
            <description>The nature or genre of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76005">
                <text>czas.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76006">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="76007">
                <text>Polska Sztuka Ludowa

KONTEKSTY
♦ ANTROPOLOGIA KULTURY F ETNOGRAFIA F SZTUKAf
2005 rok LIX nr 4 (271). Indeks 369403. ISSN 1230-6142. Cena 15 zł
INSTYTUT SZTUKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK, STOWARZYSZENIE LIBER PRO ARTE

s p i s

W ies

aw

S zpilka

T o m a sz S zerszeń

t r e ś c i

Chodząc w Tatry................................................................... 3
Warszawa zniszczona, Paris n’existe plus:
obrazy miasta w ruinie ............................................................5

J UDITH O kely

Wizualizm i krajobraz: patrzeć i widzieć w Normandii

Przełożyła Iwona Kurz....................................................... 11
Ew a K OCÓJ

Mój wróg, mój przyjaciel, czyli co Rumuni widzą na ikonach
Sądu Ostatecznego malowanych cerkwi na Bukowinie?.... 23

J OANNA B en ed y k to w ic z

Opus musivum. Program ideowy mozaiek raweńskich

w VI w. na przykładzie San Vitale, San Apolinare Nuovo
i San Apolinare in Classe ....................................................41

Zbig n iew B en e d y k to w ic z , K rzysztof
B ie la w sk i , W iesła w J u sz c z a k , L eszek
K OLANKIEWICZ, WŁODZIMIERZ L e n g a u e r Eleusis dyskusja wokół książki Karla Kerényiego ...........61
W łodzim ierz L e n g a u e r Eleusis ......................................................................................75
S t a n is ł a w F ija łko w sk i

Kilka problemów budowy obrazu w pismach
Władysława Strzemińskiego .................................................93

A LEKSANDRA M ELBECHOWSKA-LUTY

„Posąg jest przezroczem, duchowym widziadłem.”
Kilka przypomnień o mitach i magii skulptury ....................97

A l e k s a n d e r J a c k o w sk i

W kręgu sztuki trudnej do nazwania

(Krzysztof Okoń, Roman Śledź, Władysław Rząb).... 109
H UBERT C z a c h o w sk i Formy duszy. Rozmowa z Michałem Kokotem............ 115
H u be r t C z a c h o w sk i Między światami - Michał K o k o t.................................... 128

1

�J ANUSZ B a r a ń sk i

Antropologia, między przed- a ponowoczesnością
—garść wróżb na nowy wiek.................................

130

PATRYCJA C embrzy ŃSKA Etnograficzny surrealizm W. H asiora ............................... 151
H a n n a K ir c h n e r Hasior. Opowieść na dwa g lo sy ......................................... 161
A n n a N iedźw iedź

Sztuka czytania ikon. (Robin Cormack,
"Malowanie duszy. Ikony, maski pośmiertne i całuny”,
Universitas, Kraków 1999) .............................................. 169

Noty o autorach............................................................... 171
Summary........................................................................... 173
Contents............................................................................ 178

2

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6374" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6354">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/452ed7942af0e398f0a1810629099180.pdf</src>
        <authentication>e0a876158b1810eb71ea8232be5092c7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75958">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2305</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75959">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75960">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2138</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75961">
                <text>James Clifford, Problemy kultury / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75962">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.10</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75963">
                <text>Benedyktowicz, Zbigniew</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75964">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75965">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75966">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75967">
                <text>Zbigniew Benedyktowicz

JAMES CLIFFORD, PROBLEMY KULTURY
Dwudziestowieczna Etnografia, Literatura i sztuka
(Harvard University Press, Cambridge, Mass and London 1988)

O książce Jamesa Clifforda - profesora Uniwersytetu Kalifor­
nijskiego w Santa Cruz, związanego z programem badań historii
świadomości prowadzonych w tym ośrodku - Clifford Geertz
napisał, że jest oryginalna i niemal jedyna w swoim rodzaju, a jej
autor należy do tych nielicznych osób, które potrafią połączyć
historię z literaturą i antropologią. Stwarza ona, zdaniem Geertza,
i wprowadza nowe perspektywy do badań nad kulturą, których
nie byłaby nigdy zdolna osiągnąć antropologia sama z siebie.
Etnografia jest tu rozpatrywaną bardzo szeroko i w ścisłym
kontekście literatury i sztuki XX wieku. Etnografię pojmuje
Clifford w sposób bardzo ogólny jako część zachodnio-europejs­
kich wizji i praktyk dotyczących innych kultur. Dla Clifforda
współczesna etnografia to nie tylko akademicka praktyka nie
dająca się oddzielić od antropologii, ale bardziej rozlegle są to:
„odmienne sposoby myślenia i pisania o kulturze z punktu
widzenia uczestniczącej obserwacji", to kondycja „bycia na
zewnątrz i w środku", to „stan bycia i tkwienia w kulturze podczas
gdy patrzy się na kulturę, to forma osobistego i kolektywnego
samokształtowania się". W związku z tym padają tu też i inne
określenia: „Etnografia to hybrydyczna aktywność, która pojawia
się jako pisanie, kolekcjonowanie, jako modernistyczny kolaż,
jako imperialna siła, jako wywrotowa krytyka", krótko mówiąc to
sposób podróżowania, sposób dochodzenia i przenikania do
odmiennego świata. Analizując kulturowe praktyki takie jak
antropologia, pisarstwo podróżnicze, kolekcjonowanie, muzeal­
ne wystawy sztuki prymitywnej, plemiennej, Clifford ukazuje jak
autorytatywne relacje o innych sposobach życia były częstokroć
przypadkowymi fikcjami, i jak obecnie w postkolonialnym kon­
tekście są poddawane zakwestionowaniu i kontestacji. Podjęta
przezeń krytyka stawia pytania o autorytet etnografii, o to kto ma
ów autorytet, by wypowiadać się o tożsamości jakiejś grupy, lub
autentyczności kultury? Co stanowi istotne elementy kultury
i gdzie przebiegają granice kultur. Jak zderza się poczucie siebie
i innego w spotkaniu jakiego dostarcza etnografia, podróż,
i współczesne interetniczne relacje? Podejmując dyskusję nad
etnografią, surrealizmem, muzeami i sztuką prymitywną Clifford
podaje próbie globalną współczesność. Pokazuje jak współczes­
na kultura jest obecnie w mniejszym stopniu miejscem źródeł
i zakorzenienia a bardziej translacją, przekładaniem i przeszcze­
pianiem. Tym co najbardziej frapujące w książce Clifforda moim
zdaniem to podejście do historii współczesnej etnografii i spoj­
rzenie na nią z punktu widzenia krytyka literatury, odkrywanie
przyliterackiego, twórczego i artystycznego wymiaru etnografii.
Clifford bowiem patrzy na dzieła naukowe etnografii tak jak na
dzieła literackie, pisarskie (jest to zrozumiałe tym bardziej, że
omawiając etnografię w kontekście życia artystycznego, literatury
i sztuki pokazuje jak wielu autorów etnografów brało w nim
aktywny udział, współtworzyło jego nastrój, atmosferę). Przy­
glądając się dziełom etnograficznym jako „konstruowanym pra­
w d o m " , „fikcjom" i zestawiając te fikcje (co nie oznacza wcale by
były one fałszywe, Clifford podkreśla mocno, że mamy tu do
czynienia z „poważnymi fikcjami") odnosi je do zastosowanych
10

strategii badawczych w doświadczeniu terenowym, strategii
autoryzowania i uprawomocniania interpretacji wykorzystanych
źródeł, strategii doboru informatorów. Taka analiza pozwala
rozważać problematykę autorytetu i reprezentacji w etnografii.
W części I zatytułowanej Dyskursy rozstrząsa i omawia Clifford
strategie pisania i reprezentacji w etnografii począwszy od okresu
natężonego kolonializmu (1900) poprzez postkolonializm i neokolonializm po 1950 r. Część II Przemieszczenia przedstawia
etnografię w jej związkach z awangardą w sztuce i krytyce
kulturowej, z praktyką stosującą modernistyczne procedury kola­
żu izestawień. Część III poświęcona jest Kolekcjonowaniu sztuki
i kultury, historii tego co plemienne, pierwotne i współczesne
- Clifford omawia tu dwa konkurujące ze sobą podejścia w inter­
pretacji sztuki prymitywnej, podejście estetyzujące i podejście,
które akcentuje kulturowy wymiar dzieła sztuki, interpretujące go
przede wszystkim jako artefakt w jego naturalnym środowisku
kulturowym.
W części IV autor omawia dwa nie zachodnie przypadki
- „orientalny" i „plemienny" - identyfikacji kulturowej, po­
szukiwania własnej tożsamości, pokazując jak osaczone są one
przez pojęcia kontynuacji tradycji i integracji, jednoczenia „sie­
bie", podczas gdy zdaniem Clifforda (podchodząc do problemu
tożsamości etnograficznie) - tożsamość musi być zawsze zmie­
szana, relacjonalna - odnoszona do tego, co inne, własne
poszukująca.
Monika Sznajderman wybrała fragmenty z części drugiej, ten
krótki wybór nie oddaje w pełni gry znaczeń i wątków porusza­
nych w całej książce Clifforda, do których to wątków obok
ukazania i analizy różnych strategii pisarskich należy właśnie
problematyka tożsamości kulturowej. Clifford akcentując takie
zjawiska współczesności jak migracje, ruchliwość, rozwój środ­
ków masowej komunikacji zwraca uwagę na zacieranie się
ostrości dawnych pojęć takich jak „centrum" i „peryferie",
„ d o m " i „zagranica" na coraz większe niejasności związane
z poczuciem tożsamości polegające na coraz bardziej dojmują­
cym problemie wykorzenienia i na tym, że w coraz mniejszym
stopniu mamy do czynienia ze społeczeństwem opartym na
wspólnocie kolektywnej przeszłości a zmierzającym w większym
stopniu do kolektywnej przyszłości. Na tym tle błyszczy blaskiem
analiza zestawiająca dwa przypadki - „ d w u poliglotycznych
uciekinierów" i azylantów, którzy wnieśli wielki wkład w literatu­
rę i antropologię europejską ukazując w pełni dramat kulturo­
wego spotkania zadufanej w sobie cywilizacji europejskiej ze
społecznościami plemiennymi, analiza zestawiająca Josepha
Conrada (Jądro ciemności) z pracami Bronisława Malinows­
kiego (Argonauci... i dziennikiem prowadzonym podczas badań
terenowych, opublikowanym w 1967), w której Clifford rozwija
wątek „problemu prawdy i kłamstwa w kulturowym sensie".
Myślę, że do tej rzeczywiście niezwykłej i pasjonującej książki
Clifforda warto będzie nie raz jeszcze na naszych łamach po­
wrócić.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6373" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6353">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/8a453858ef2cde86d2099f0c714f387a.pdf</src>
        <authentication>80ecfa0a5ad6e0a3108403e3f9197dab</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75948">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2306</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75949">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75950">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2139</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75951">
                <text>Uroda ludzkiej pomyłki / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75952">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.11-15</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75953">
                <text>Stomma, Ludwik</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75954">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75955">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75956">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75957">
                <text>Ludwik Stomma

U R O D A LUDZKIEJ POMYŁKI
Pamięci Profesora Aleksandra

Jackiewicza

A k t I. Wieża Eiffela
Powstała Wieża Eiffela z okazji Wystawy Światowej 1889,
której miała być ozdobą i atrakcją. Jej twórcą był, jak nazwa
wskazuje, inżynier Gustaw Eiffel, znany wcześniej jako konstruk­
tor wiaduktu nad Sioule (1869), mostu w Porto (1876), a przede
wszystkim wysokiego na 122 m wiaduktu Garabit (1878) - cudu
techniki owych czasów. Wieża przyniosła mu nie tylko nieśmier­
telną sławę, ale również Legię Honorową, którą udekorował go
w dniu inauguracji (31.03.1 889) minister handlu Edward Lockroy (w zastępstwie premiera Piotra Emanuela Tirarda, który
dostawszy zadyszki nie dotarł na najwyższą platformę, jako ze
windy założono dopiero parę tygodni później). Wysokość Wieży:
300 metrów i 1 centymetr, waga: 9699 ton.
,,Jest ta wieża spełnieniem odwiecznego marzenia..." - powie­
dział w inauguracyjnym przemówieniu premier Tirard i niewiele
przesadził. Projekty wysokich konstrukcji „na miarę stolicy świa­
ta" przedstawiano już Karolowi VIII, Franciszkowi I, Henrykowi
IV, Ludwikowi XV, Napoleonowi... Realizacji monumentalnego
pomysłu Alfreda Picarda przeszkodziła niemal w ostatniej chwili
Rewolucja Lipcowa. Konkurentem zaś Eiffela był, aż do końca
1886, Juliusz Bourdais - zwolennik budowy cylindrycznej wieży,
również na 300 m wysokiej, zwieńczonej koroną stu potężnych
reflektorów, które „oświetlałyby równomiernie nie tylko cały
Paryż, ale także Lasek Buloński, Neuilly i Levallois aż po
Sekwanę". „Zważywszy wysokość naszych domów - pisał o tym
projekcie złośliwy dziennikarz - stojących jak skały wzdłuż
wąskich kanionów, jak i to, że ulice Paryża nie rozchodzą się
koncentrycznie z miejsca przeznaczonego na tę monstrualną
kolumnę, przypuszczać należy, iż tylko dachy miasta zalane
zostaną światłem; tak więc, co zapewne nie jest w zamiarze
twórców, skorzystają na tym nasze koty, podczas gdy przechod­
nie po staremu łamać będą nogi w ciemnościach."
1

Pomimo „odwiecznych marzeń" ostateczna decyzja o przy­
stąpieniu do budowy „konstrukcji stalowej podług wyliczeń
inżyniera Gustawa Eiffela", podpisana 8 stycznia 1887 przez
Edwarda Lockroy'a i prefekta Paryża Eugeniusza Poubelle'a (tak!
- tego od pojemników na śmieci), wywołała burzę najsolenniejszych protestów.
14 lutego publikuje „Le Temps" list otwarty do Adolfa Alphanda - naczelnego architekta Paryża. Podpisują go między innymi:
Guy de Maupassant, Aleksander Dumas, Sully Prudhomme,
poeci: Franciszek Coppee, Leconte de Lisie; malarze: Jan Ludwik
Meissonier, Leon Bonnat, Adolf Bouguerau, Adolf Willette;
architekci z twórcą Opery paryskiej Karolem Garnier na czele,
muzycy z Karolem Gounodem, aktorzy z Wiktorianem Sardou...
„Obywatelu i drogi rodaku! - My, niżej podpisani, pisarze,
malarze, rzeźbiarze, architekci, wielbiciele nieskażonego dotąd
piękna Paryża, w imię dobrego gustu Francuzów, w imię Francji,
jej historii i sztuki, protestujemy z oburzeniem przeciw planowa­
nemu wzniesieniu w samym sercu stolicy bezużytecznej i mon­
strualnej Wieży Eiffela, którą głos gminu, pełen zdrowego rozsąd­
ku, obwołał już teraz nową wieżą Babel. Bez popadania w szowi­
nistyczną przesadę możemy śmiało stwierdzić, iż jest Paryż
bezsprzecznie najpiękniejszym miastem świata. Wzdłuż jego ulic,
szerokich bulwarów, zachwycających nadbrzeży i promenad,
wznoszą się najwspanialsze dzieła ludzkości. Dusza Francji,
twórczyni tych arcydzieł, delektuje się tym rozkwitem kamien­
nego dostojeństwa. Włosi, Niemcy, Holendrzy, acz słusznie
dumni ze swojego dziedzictwa artystycznego, nie posiadają nic.

co byłoby porównywalne z naszym i dlatego tez budzi Paryż
ciekawość i uwielbienie po wszech zakątkach świata. Czyż mamy
to wszystko sprofanować? Czy Paryż ma się podporządkować
kupieckiej wyobraźni konstruktora maszyn tracąc piękno i honor?
Tak! - Ta wieża, której nie chciałaby nawet skomercjalizowana
Ameryka, jest ponad wszelką wątpliwość obelgą dla miasta.
Wszyscy to czują, wszyscy to powtarzaj, wszyscy tym się trapią;
jesteśmy tylko słabym echem jakże słusznie zaniepokojonej opinii
publicznej. Cudzoziemcy przybywający na naszą wystawę za­
krzykną zdumieni: „ A więc taką to obrzydliwość wybrali Francuzi,
aby dać świadectwo swoim gustom!? I tak kpiąc z nas bezlitośnie
będą mieli rację. Bowiem Paryż wzniosłych gotyków, Paryż Jana
Goujon, Pilona, Pugeta, Rude'a, de Barye'a, etc... stanie się
Paryżem pana Eiffela. By zrozumieć zasadność naszego oburze­
nia, wystarczy wyobrazić sobie tylko tę ośmieszającą Wieżę
panującą nad Paryżem niczym gigantyczny słup czarnego, fab­
rycznego dymu i przywalającą swoim barbarzyńskim ciężarem
Notre-Dame, Saint-Chapelle, Wieżę św. Jakuba, Luwr, kopułę
Inwalidów, Łuk Triumfalny... Oto wszystkie nasze zabytki upoko­
rzone i pomniejszone, znikające w tym obłąkanym śnie. Przez
długich dwadzieścia lat będziemy zmuszeni patrzeć, jak na to
miasto, drżące niespokojnym geniuszem wieków kładzie się jak
plamę atramentu, ohydny cień ohydnej kolumny z poskręcanej
mutrami blachy. - Zwracamy się do Pana, który tak kochasz Paryż,
który tyle mu piękna przydałeś, który tyle razy broniłeś go przed
dewastacją i wandalizmem przemysłu, do którego więc należy
honor bronić go raz jeszcze. Zwracamy się do Pana broniąc
sprawy Paryża, gdyż wiemy, iż jako artysta miłujący to, co piękne,
wielkie i sprawiedliwe, poświęcisz jej całą swoją energię i elok­
wencję. A jeśli nasze wołanie na alarm nie zostanie wysłuchane,
jeśli odrzucone zostaną i pańskie argumenty, jeśli Paryż uprze się,
by być zhańbionym, zostawimy przynajmniej potomności - Pan
i niżej podpisani - ten protest, który przynosi nam zaszczyt."
2

3

Riposta nie dała na siebie czekać. „Wieża nie jest obiektem
bezużytecznym - replikował sam Lockroy - nie jest też zwykłą
atrakcją Wystawy Światowej; przeciwnie oddaje nauce nieoce­
nione usługi." „Jest Wieża - stwierdzał Eugeniusz-Melchior de
Vogue - wiekopomnym zwycięstwem lóż masońskich nad skar­
lałymi klerykałami, ciosem w parafialne mistyfikacje, rewanżem za
porażkę wolnomularzy z Senaaru, uosobieniem wszechpotęgi
nauki wznoszącej wieżę Babel, budowy, której biblijny Bóg
zakazał." „Wspaniały dowód potęgi przemysłowej naszego
kraju"; „pomnik świeckiego geniuszu"; „niebywały wzlot myśli
świeckiej"... - dorzucali inni. Zaś Gaston Tissandier konkludował:
4

�„Ta Wieża symbolizować będzie nie tylko kunszt współczesnej
inżynierii, lecz cały ten wiek Nauki i Przemysłu, w którym żyjemy;
stanie się pomnikiem wdzięczności dla bohaterów odrodzenia
naukowego w końcu XVIII wieku i Rewolucji 1789 roku, którzy
wytyczali drogi postępu."
W miarę posuwania się robót i podnoszenia się Wieży, głosy
zwolenników stawały się coraz głośniejsze i bardziej egzal­
towane. Znany nam już de Vogue zwracał się w imieniu Wieży
Eiffela do dzwonnic katedry Notre-Dame: „O wy - stare, opusz­
czone wieże, których nikt już nie słucha. Czyż nie widzicie, iż
zmieniły się bieguny Ziemi krążącej teraz wokół mojej stalowej
osi? Jestem siłą wszechświata ujętą w karby geniuszem rachun­
ku. Myśl ludzka biegnie wzdłuż moich członków. Moje czoło
opasane jest blaskiem przyniesionym ze źródeł światła. Wy
byłyście ciemnotą, ja jestem Nauką!" W niemniej podniosłym
tonie sekunduje mu anonimowy autor Oficjalnego przewodnika
po Wieży Eiffela: „To stąd tylko (z drugiej platformy Wieży
- przyp. LS) ogarnąć można wielkość postępu Dziejów. Natura
i Historia ukazują tutaj swoją pełnię. To tam - na tej równinie
rozciągniętej u waszych stóp dokonała się przeszłość. To tutaj (na
Wieży - LS) wypełni się przyszłość. (...) Dzięki swojej formie
fabrycznego komina wprowadza Wieża triumfalnie do Paryża ten
przemysł, którego starano się go pozbawić. Wznosząc się dumnie
przypomina niebom o potędze postępu, o zwycięstwie Nauki
i Przemysłu." Wieńczy peany poświęcona Wieży kompozycja
Adolfa Davida Poemat symfoniczny, opus 63:
,,- Inżynierowie i robotnicy przybywają na Pola Marsowe (lento)
- Początki prac i fundamenty Wieży (moderato)
- Szczęk żelaza (moderato e martellato)
- Pracownicy żelaza (allegro et gaiement)
- Zmieszanie i obawy pośród robotników (allegro mouvemente)
- Pierwsza platforma, Wieża się wznosi, coraz bliżej szczyt
(andante cantabile)
- Ludzie na Wieży (moderato accelerando e crescendo jusqu' a la
fin)
- Hymn i flaga francuska (lento e grandioso)".
Dodać wypada, iż lokalizacja Wieży Eiffela podkreślała
w oczach zwolenników jej symboliczny wymiar. Aż do 1765 roku
pokrywały Pola Marsowe winnice, przez piętnaście następnych
lat były one placem ćwiczeń elewów pobliskiej Szkoły Wojs­
kowej. Od tego jednak czasu rozsławiły Pola liczne spektakularne
wydarzenia:
1783 - Bracia Robert ekspediują stąd wielki balon (który
spadnie w Gonesse, koło Ecouen, siejąc panikę wśród wieś­
niaków).
1794 - Balon Blancharda.
14 lipca 1790 - Święto Federacji pod przewodnictwem Tal­
leyranda. Ponad 300000 Paryżan składa w ulewnym deszczu
przysięgę na wierność Narodowi i Konstytucji.
10 listopada 1794 - Egzekucja Jana Bailly - astronoma i mera
Paryża (tego właśnie, który na zwróconą przez kata uwagę, że
drży ze strachu przed śmiercią, miał powiedzieć: - „Ależ nie
przyjacielu, to z zimna").
8 czerwca 1794 - Święto Apoteozy Istoty Najwyższej zor­
ganizowane przez Robespierre'a.
10 listopada 1804 - Napoleon rozdaje legiom orły.
1863 - Start dwugondolowego balonu „Le Geant" skon­
struowanego przez Nadara.
1867 - Wystawa Techniczna.
1878 - Wystawa Światowa.
Budowa Wieży trwała 26 miesięcy (dokładnie 795 dni). Prasa
paryska relacjonowała jej przebieg z wzrastającym entuzjazmem:
„Robotnicy rywalizują ze sobą w zapale i uwielbieniu dla
wspólnego dzieła. Nie straszne im zmęczenie ani niepogoda; czy
to zima, czy najgorętsze dni lata, pracują z całkowitym oddaniem,
odwagą i niezłomną wolą zwycięskiego zwieńczenia Wieży"
- donosił „Le cri du peuple" z czerwca 1887. Zaś „Le Rappel"
dorzucał 13 sierpnia: „Liczba ciekawskich, przyglądających się
budowie wciąż rośnie. Cudzoziemcy, przejazdem w Paryżu,
wracają z terenów wielkiego przedsięwzięcia zachwyceni i nieco
5

6

7

12

zazdrośni. (...) Wszyscy są zgodni, że Wieża wyrasta jakby sama
z siebie."
Wreszcie, 1 kwietnia 1889, po przemówieniach, celebrach,
orderach i wstęgach, wtargnęli na Wieżę turyści. Księga pamiąt­
kowa wyłożona przy wejściu na schody pozwala nam poznać ich
pierwsze wrażenia : „Jakich szczytów sięgnie geniusz Fran­
cuzów w 1989? - Odpowiedzą obłoki!" (gość z Brazylii); „O
Egipcie, ukochana moja ojczyzno, jakże chciałbym zobaczyć
kiedyś, ze szczytów piramid, wzniesione rękami twoich dzieci,
dzieło równie potężne i wspaniałe, jak Wieża Eiffela!"; „O moja
ojczyzno! Kiedy ty taki sukces osiągniesz?" (Węgier); „Geniuszu
francuski, ty zawsze pierwszym będziesz w świecie!"; „Widząc
Wieżę Eiffela jestem dumna, że jestem Francuzką"; „Tak, jak na
wieży Babel, jest i tutaj wielkie poplątanie języków, lecz nie dzieli
ono ludzi - przeciwnie, łączy w jednogłośnym uwielbieniu
Francji" (Greczynka); „Znalazłem na Wieży bezmiar ojczystych
mórz" (Bretończyk). I tylko niejaka Bloumette zdobyła się na
nieco dystansu odnotowując: „Im bardziej podziwiam Wieżę
Eiffela, tym bardziej odczuwam znikomość wysokich obcasów";
zaś sierżant 18 regimentu piechoty, wyprzedzając wszelkie reinterpretacje freudowskie, skreślił dosadnie i krótko: „Imponujący
penis!". Natomiast jedyna reakcja sceptyczna i zgorzkniała nale­
żała tego dnia (czyż to nie dodatkowy symbol?) do rodaka znad
Wisły: „Budujemy coraz wyżej, upadamy coraz niżej. Stanislas
Skarżyński." Ale głos jego zniknął na szczęście w ogólnej
wrzawie.
8

Przeciwnicy wytaczali przeciw Wieży argumenty natury es­
tetycznej: „jest monstrualna", „obrzydliwa", „ośmieszająca",
„ohydna", „nie jest z kamienia" ale „z poskręcanej mutrami
blachy", „przywala barbarzyńskim ciężarem zabytki miasta",
powoduje że „Paryż gotyków stanie się Paryżem pana Eiffela"
etc; etycznej: „Wieża profanuje", „odbiera honor", „upokarza",
„jest obelgą", „jest nową wieżą Babel"...; utylitarne: „jest bez­
użyteczna" i wreszcie socjoideologiczne: stworzyła Wieżę „ k u ­
piecka wyobraźnia konstruktora maszyn", „nie chciałaby jej
nawet skomercjalizowana Ameryka", „jest wytworem przemys­
łowym"...
Wśród kontrargumentów odnajdujemy natomiast: „zwycięst­
wo nad klerem", nad ,, parafialnymi mistyfikacjami", „ciemnotą",
„przeszłością"; triumf „żelaza", „ przemysłu", „nauki", „wolnej
myśli", „świeckiego geniuszu", „przyszłości", „tradycji Oświece­
nia i Rewolucji Francuskiej", „użyteczności" i patetyczne wy­
znanie: „Tak, jest to nowa wieża Babel".
Nietrudno zauważyć symetrię argumentów i kontrargumen­
tów. Układają się one jakby w dwa cykle opozycji:
1 - przemysł : sztuka; inżynier : artysta; żelazo : kamień
2 - przyszłość : przeszłość; nauka : religia; wolność : tradycja
Zacznijmy od pierwszego zestawienia - przemysł: sztuka.
Francuskie słowo 1'industrie (zresztą i w polskim: industrializacja)
wywodzi się z łacińskiego Industrie, czyli działalność zbiorowa,
działalność zamkniętej grupy wtajemniczonych... Jeszcze w XVI II
w. „chevalier d'industrie" oznaczało rzezimieszka, członka gangu
złodziejskiego. Negatywne zabarwienie słowa przetrwało aż do
połowy XIX w., sugerując działalność niestosowną, gminną,
a nawet poniżającą. Sztuka natomiast - 1'art, z łacińskiego ars-tis
(zdolność, talent) i głębiej - indueuropejskiego aritus/ritus od­
wołuje do obrzędu, działalności sakralnej, świętości, jednostko­
wego ze świętością spotkania.
Na poziomie etymologicznym rozróżnienie przemysłu i sztuki
wyznacza więc dalsze przeciwstawienia:
przemysł

sztuka

zbiorowe

indywidualne

świeckie

sakralne

Równolegle opozycja żelazo : kamień, gdzie żelazo jest tworzy­
wem przetworzonym, kamień zaś „bez interwencji ludzkiej po­
częty", stawia nas wobec fundamentalnej, strukturalnej opozycji
kultura

natura

�„ M i t - twierdził Roland Barthes - polega na odwróceniu kultury
w naturę, lub co najmniej społecznego, kulturowego, ideologicz­
nego, historycznego - w 'naturalne': to co jest tylko wynikiem
podziałów społecznych, estetycznych, moralnych, przedstawia­
ne jest nam jako 'oczywiste samo z siebie', ,zdrowy rozsądek',
.słuszne prawa', .norma', .natura ludzka'... jednym słowem DOXA
(rzecz dana u początków)." Podstawowa funkcja wyobrażeń
zbiorowych polega więc na permanentnym przetwarzaniu kul­
turowego w naturalne, na mitycznym usprawiedliwianiu i integ­
rowaniu kultury. Tymczasem, w osobliwym przypadku zwolen­
ników Wieży Eiffela, mamy do czynienia z tendencją dokładnie
odwrotną. - My odrzucamy naturę! Opowiadamy się świadomie
po stronie przetworzonego. Nie chcemy objawionych tradycji,
lecz prawd przez nas samych ukutych. Jesteśmy przyszłością!
Jesteśmy heretykami!... - Ileż w tym snów Castorpa i Settembriniego, zapowiedzi futuryzmu i surrealizmu.
9

Antropolog wie jednak, i w tym bolesna dolegliwość jego
(nomen omen) zawodu, że prawdy nie ma i że nie ma wolności, że
mit tylko mit poprzedni zastępuje. Mitem zwolenników Wieży
stało się społeczeństwo wyzwolone - bez tradycji, religii, prze­
szłości; z postępem pnące się ku wolności niewzruszonej i już, już
jej sięgające. Wolności, w której nie ma nudnych zakazów
i otępiałych tabu sprzed lat. Przemysł, żelazo, nauka!
W pięćdziesiąt lat później małe wieżyczki Eiffela reklamowały
(a niekiedy i dziś reklamują) miejsca intymnych schadzek w Po­
rtugalii, Ameryce Środkowej, na Dalekim Wschodzie, „po wszech
zakątkach świata". Dekoracje przedstawiające Wieżę Eiffela są
też, i w naszej dobie, niezbędnym elementem paryskich kabare­
tów, które, jak „Folies Bergere" czy „Crazy Horse" czują się lub
sprzedają, jako „po parysku" prawdziwie wyzwolone. Nawet
w prywatnych apartamentach burdelowych przy St. Denis mała,
złota makietka Wieży jest obiektem rytualnie nieuniknionym.
Ongiś przemysł, żelazo, nauka; teraz nagość, pióra, Chanel...
Nowe pokolenia nieubłaganie strawestowały idee zwolenników
inżyniera Eiffela. Czy jednak naprawdę zdradziły przesłanie?
W czerwcu 1984 roku lesbijki Paryża, domagające się prawa
legalnego zawierania związków małżeńskich, niosły na czele
pochodu kartonową Wieżę Eiffela. Z tyłu widać było transparent:
„Niech zwycięży myśl świecka"... Słońce wyszło zza obłoków
i uśmiechnęło się do Wieży.

A k t II. Łuk T r i u m f a l n y
Zadekretowana przez Napoleona na polu bitwy pod Austerlitz
budowa Łuku Triumfalnego potrwała lat trzydzieści (15.08.1806
- 29.07.1836). W międzyczasie obejrzała Francja upadek Cesars­
twa, wkroczenie kozaków do Paryża, Restaurację Burbonów, Sto
dni, powtórną Restaurację, Rewolucję Lipcową, początek rzą­
dów Ludwika Filipa...
Pierwotnie przewidywano lokalizację Łuku w okolicach dzi­
siejszego Placu Bastylii, tamtędy bowiem, przez ulicę Przedmieś­
cia św. Antoniego, wracały armie ze wschodu. Zmiana tego
projektu jest zasługą ministra spraw wewnętrznych, Jana Chrzci­
ciela Champagny, który zręcznie zasugerował Cesarzowi, iż
wznosząc się na rogatce Gwiazdy będzie Łuk widoczny z Tuilerii,
a więc „zawsze przed oczyma Triumfatora", a co więcej „Najjaś­
niejszy Pan będzie pod nim przejeżdżał udając się do Malmaison..."

1830, dymisję Gousta. Triumf Huyota jest jednak krótki. W pięć
miesięcy później Rewolucja Lipcowa zmiata Burbonów. Ludwik
Filip powraca do pierwotnej koncepcji Łuku - pomnika chwały
zwycięstw Rewolucji i Cesarstwa, a jej realizacja powierzona
zostaje Ablowi Blouet, którego też imię wyryte zostanie, na
wieczną rzeczy pamiątkę, u szczytu wschodniego filaru.
Ma Łuk 49,5 m wysokości i 22 głębokości. Zdobią go rzeźby,
płaskorzeźby i liczne inskrypcje.
1. Rzeźby. - Od strony Pól Elizejskich:
na prawym filarze „Wymarsz ochotników" Franciszka Rude'a
(ucznia Cartelliera); rzeźba znana dziś popularnie pod nazwą
„Marsylianki" od dominującej grupę kobiecej postaci „geniusza
wojny";
na lewym filarze „Triumf Napoleona" Jana Piotra Cortota.
- Od strony Neuilly:
dwa alegoryczne przedstawienia Antoniego Etexa: „Obrona
Francji przed koalicją 1814" (po prawej) i „Pokój" (po lewej).
2. Płaskorzeźby. - Od strony Pól Elizejskich:
po prawej: Śmierć Franciszka Marceau pod Altenkirchen 21
września 1796,
po lewej: Bitwa pod Aboukir (25 lipca 1799). Kincei Mustafa
poddaje się Bonapartemu i Muratowi.
- Od strony Neuilly:
po prawej: Atak na most pod Arcole (17 listopada 1796). Na
pierwszym planie Bonaparte i dobosz Andrzej Etienne;
po lewej: Zdobycie Aleksandrii przez Klebera (2 lipca 1798).
- Od strony aleji Wagram:
Bitwa pod Austerlitz (2 grudnia 1805). Napoleon wyprowadza
Gwardię do ataku.
- Od strony aleji Klebera:
Bitwa pod Jemmapes (6 listopada 1792). Karol Dumoriez
rozpoczyna atak kawalerii. Wgłębi, pośród sztabowców, rozpoz­
nać można postać hrabiego Chartres - późniejszego króla Lud­
wika Filipa.
3. Inskrypcje.
A. 150 nazw miejscowości związanych z sukcesami orężnymi
Republiki, Dyrektoriatu i Cesarstwa. Patrząc na mapę współczes­
nej Europy, 35 spośród nich odnajdujemy we Włoszech, 29
w RFN, 25 w Hiszpanii, 10 we Francji, 9 w ZSRR, 8 w NRD,
7 w Belgii, po 5 w Egipcie, Austrii i Polsce (zachowując pisownię
z Łuku: Pułtusk, Ostrolenka, Eylau, Danzig, Breslaw), 4 w Holan­
dii, 2 w Portugalii, oraz po jednej w Czechosłowacji (Austerlitz),
Luksemburgu (Louxembourg), Jugosławii (Montenegro),
Szwajcarii (Zurich), Izraelu (Jaffa) i na Węgrzech (Raab-Gyór).
B. Nazwiska 660 dowódców wojskowych reprezentujących
znów kilkanaście narodowości. Oprócz Francuzów są tu Niemcy,
Włosi, Belgowie, Holendrzy, Szwajcarzy, Hiszpanie, siedmiu

10

Mury Łuku wznosiły się na 5,40 m, gdy zmarł nagle (20.1.1811)
twórca jego projektu i naczelny architekt Jan Franciszek Chalgrin.
Prace pod nadzo.rem jego wiernego ucznia Gousta doprowadziły
budowlę, w tragicznych dniach upadku Cesarstwa, do wysokości
20 m. Nastąpiła teraz siedmioletnia przerwa. Wznowiono budo­
wę dopiero 9 października 1823 na mocy zarządzenia Ludwika
XVIII, z nowym jednak programem dekoracyjno-ideowym; Łuk
rozsławiać miał teraz burbońskie przewagi w Wojnie Hiszpańs­
kiej. Goustowi przydzielony zostaje polityczny kontroler - ultrarojalistyczny architekt Huyot, który kwestionując systematycznie
wszystkie rysunki Chalgrina powoduje ostatecznie, w lutym

13

�Polaków: Kniaziewicz, Poniatowsky (Poniatowski), Lasowski
(Łazowski), Dombrowsky (Dąbrowski), Zayonscheck (Zają­
czek), Sulkosky (Sułkowski), Klopisky (Chłapowski)... a nawet
i przybysze z Austrii (Scherer), Irlandii (Kilmaine), Dominikany
(Bruix) czy Wenezueli (Miranda).
Z wieńczonego przez Łuk Triumfalny placu Gwiazdy (obecnie
place Charles de Gaulle-Etoile) rozchodzi się promieniście dwa­
naście (od 1854) szerokich alej: Pola Elizejskie oraz - licząc od
nich w kierunku ruchu wskazówek zegara - aleja Marceau
(Franciszek Marceau-Desgraviers, 1769-1796 - rewolucyjny
generał, zwycięzca spod Koblencji i Neuwied, ginie pod Altenkirchen w wieku 27 lat), aleja Jeny (zwycięstwo Napoleona nad
armią pruską 14 października 1806), aleja Klebera (Jan Chrzciciel
Kleber, 1753-1800 - zwycięzca spod Fleurus, dowódca armii
egipskiej, zasztyletowany w Kairze), aleja Wiktora Hugo, aleja
Focha, aleja Wielkiej Armii (od 1805 nazwa oficjalna armii
Napoleona), aleja Carnota (Łazarz Carnot, 1753-1823 - czołowy
działacz Rewolucji Francuskiej, członek Dyrektoriatu, przejścio­
wo minister wojny Napoleona, później jego przeciwnik, przyj­
muje jednak podczas 100 dni tekę ministra spraw wewnętrznych,
wypędzony w 1816 r. poświęca się pracy naukowej), aleja Mac
Mahona (Edme-Patryk Mac Mahoń, 1808-1898 - generał,
rojalista, zasłużony podczas Wojny Krymskiej i pod Magenta,
pogromca Komuny Paryskiej, prezydent Francji, 1873-1879),
aleja Wagram (zwycięstwo Napoleona nad Austriakami 4-6 lipca
1809), aleja Hoche'a (Łazarz-Ludwik Hoche, 1768-1797 - gene­
rał rewolucyjny, okrutny pacyfikator Wandei) i aleja Friedland
(zwycięstwo Napoleona nad armią rosyjską 14 lipca 1807).
Zamyka Łuk jedna z najpiękniejszych perspektyw urbanistyki
światowej: Plac Gwiazdy - Pola Elizejskie - plac Zgody z obelis­
kiem luksorskim (XIII w. przed Chrystusem) - Ogrody Tuileryjskie
- Łuk Karuzelu - Luwr.
„Wielkość kamienia na wielkości chwały" - napisał Wiktor
Hugo (w poemacie zadedykowanym skądinąd swojemu ojcu,
generałowi, „dla nazwiska którego nie znalazło się miejsce na
Łuku Triumfalnym"). Miał być Łuk Triumfalny pomnikiem siły
oręża francuskiego, dumy narodowej, niezłomnej potęgi im­
perium. To stąd wyruszyły wojskowe kondukty pogrzebowe
Ferdynanda Focha (1926), Józefa Joffre'a (1931), Filipa Lecler­
ca (1947), Jana-Marii Lattre de Tassigny (1952) czy bohatera
wojen kolonialnych, Ludwika Lyautey (1961). To tu, przy
ustanowionym w 1921 roku Grobie Nieznanego Żołnierza, doko­
nują się uroczyste zmiany wart. To tędy wiedzie obowiązkowa
trasa wszystkich dętych wojennych parad...
Turyści jednak, z radosną nieznajomością splamionych kart
militarnych dziejów, w kolorowym Paryżu tak odległym od huku
armat i bitewnego kurzu, z zadartymi głowami wypatrują na Łuku
nazw rodzinnych miejscowości lub swojsko brzmiących nazwisk.
Anglicy przywłaszczają sobie Clarke'a, MacDonalda, Hatry'a,
Pirce'a; Niemcy - Kellermana, Stroltza, Stengela...; Hiszpanie
- Almerasa, Miquela, Loverda... Portugalczycy - Cosmao, Dugua... Litwini - Baltusa, Czesi (sam słyszałem!) - Zayonschecka...
I nieważne, że owi w grobach się pewnie przewracają. W beztros­
kim języków pomieszaniu staje się Łuk Triumfalny znakiem
kosmopolityzmu, wyrasta ponad narody, granice, armie i szabelkowe spuścizny.
Paradoksalnie, to właśnie nieświadomi rzeczy turyści mają
najgłębszą rację. Od samych bowiem początków, acz niezależnie
od intencji owych twórców (o ile oczywiście uznawać będziemy
za nich kreślące szkice jednostki, a nie zbiorowy geniusz historii),
był już Łuk symbolem tego, co najbardziej bodaj obce sile oręża
i potęgom imperiów - symbolem tolerancji, jedyna to być może
budowla na świecie, z której spoglądają zgodnie rewolucjonista
Dumouriez, cesarz Napoleon i król - Burbon Ludwik Filip; na
którą otwierają się wyloty alej ku chwale królobójcy Carnota
i reakcyjnego monarchisty Mac Mahona, Mac Mahona - kata
komunardów i obrońcy prawa azylu dla tychże Wiktora Hugo
(został za to wysiedlony z Belgii), krwawego wroga religii Hocha
i Focha - zdeklarowanego klerykała... A przypomnijmy sobie
jeszcze tę perspektywę zstępującą od Łuku, poprzez XIX wiek
11

14

(Pola Elizejskie), ku starożytnemu Egiptowi, wiekom XVI (ogrody
Tuileryjskie) i XIII (Luwr)... Okaże się wtedy, że jest plac Gwiazdy
miejscem przezwyciężenia i zniesienia przeciwieństw między
epokami, ideologiami i narodami. Miejscem jedności, miejscem
dla każdego, miejscem azylu. Coincidentio
oppositorum.
Tym bardziej, że patronuje temu miejscu pogodzenia sprzecz­
ności potężny cień Tego, który był jednocześnie Bogiem wojny
i małym kapralem, monarchą i wyzwolicielem narodów w imię
ideałów rewolucji, włoskim Korsykaninem i „największym
z Francuzów", tyranem i tym który „ludziom wolność śle z wy­
gnania" (Puszkin) .
Oczywiście, powiedzieć zawsze można, że są to tylko intelek­
tualne spekulacje i teoretyczne paradoksy. Spójrzmy więc do
księgi pamiątkowej Łuku. - „Jakież szczęście zobaczyć wrota
do wolności" (Czech); „Dwa tylko razy w życiu dane mi było
przeżyć podobne wzruszenie - widząc Statuę Wolności w No­
wym Jorku i Łuk Triumfalny w Paryżu!" (Marokańczyk); „Witaj
ziemio azylu i praw człowieka!" (Rumun); „Francjo! Ty jesteś
zawsze ojczyzną wolności!" (turysta spod Lyonu)... - To nie
przypadek, iż przewodniki i albumy ukazujące Paryż jako miasto
wielokulturowe, stolicę wolności, mają z reguły Łuk Triumfalny
na okładkach; wraz z nocnym życiem i szaleństwami miasta
pojawia się natomiast nasza stara znajoma Wieża Eiffela.
Dopóki Ravic z Łuku Triumfalnego Ericha Marii Remarque'a
znajduje w Paryżu ucieczkę i schronienie, dopóty „wysoko
w górze wznosi się jak z płynnego srebra masywny, szary kształt
Łuku Triumfalnego" . Gdy jednak policja francuska aresztuje
i wysiedla uciekinierów, gdy wiemy, że powraca mroczny czas
hord narodowych i ideologii „Plac stał się morzem ciemności.
Zginął w niej nawet Łuk Triumfalny" .
12

13

14

15

A k t III. Bazylika Sacre-Coeur
Winnice, młyny, drewniane chatki, dwanaście krystalicznych
źródeł, głębokie groty pozostałe po onegdysiejszych kopalniach
gipsu, mały kościółek św. Piotra, osiem przytulnych uliczek, mały
placyk. Fakt, że wzgórze Montmartre (od martray - miejsce
straceń) zachowało az po lata siedemdziesiąte XIX w. swój
arkadyjski charakter, dziwnym jest kaprysem historii, zważywszy,
że już Ludwik XVI chciał tu postawić królewską nekropolię
(projekt zaawansowany), Dyrektoriat - mauzoleum, Napoleon
- świątynię Pokoju, Ludwik XVIII - monumentalną kolumnę
(rozpoczęto subskrypcję). Nie oszczędzała też wzgórza historia.
W 1814 r. biwakowały tu (i spaliły pół wieku) wojska rosyjskie
w 1815 r. - angielskie. W czerwcu 1848 r. powstańcy stoczyli tu
swoją ostatnią, krwawą bitwę; 22 maja 1871 r. słynny pluton
kobiecy komunardek z Luizą Michel i Elżbietą Dmitrieff stawił
rozpaczliwy opór I Korpusowi wojsk wersalskich generała Ladmiraulta. - Lecz znów zieleniły się winnice, rozkwitały sady,
drzewa zapominały...
16

To właśnie ułudna tęsknota za sielanką i wolnością oraz
- bardziej racjonalne - za tańszym życiem, przywiodła tutaj,
w latach 1860-1865, młodych malarzy, tak zwaną „Manetową
Kompanię", którzy określają się na wzgórzu. Renoir ma pracow­
nie, kolejno, na ulicach: Tourlaque, Caulaincourt ( t o trochę niżej)
i Cortot; Degas - na Blanche, Lepie i Fontaine; Cezanne - na
Hegśsippe-Moreau; Van Gogh z bratem Teo zamieszkają na
Lepie. A jeszcze Manet, Monet, Pissarro, Sisley... Ta grupa
rówieśników (najstarszy - Pissarro ma w 1865 r. 35 lat, najmłod­
szy - Renoir 24) rozsławi Montmartre na całym świecie. Miejsce
ich spotkań - Cafe Guerbois, przejdzie do legendy. Stanie się to
jednak wtedy... gdy już ich na wzgórzu od dawne nie będzie.
24 maja 1873 roku 362 głosami przeciw 342 zmuszony jest do
dymisji rząd Adolfa Thiersa. Tego samego Thiersa, którego
polskie podręczniki historii przedstawiają jako reakcjonistę i kata
Komuny Paryskiej, który jednak uznany zostaje oto przez par­
lamentarną większość za nazbyt miękkiego, liberalnego i repub­
likańskiego. Jednym z pierwszych posunięć nowej, monarchistycznej ekipy jest zadekretowanie 24 lipca 1873 г., na wniosek

�znanych ultrasów Huberta Rohault de Fleury i Aleksandra Legentil, budowy na szczycie Montmartre'u bazyliki Najświętszego
Serca (Sacrś-Coeur). Natychmiast rozpisany zostaje konkursijuż
w grudniu tegoż roku 1 8 7 3 " , spośród siedemdziesięciu ośmiu
prac nadesłanych, wybrany zostaje projekt architekta Pawła
Abadie, wzorowany na romańsko-bizantyjskim kościele w Saint- Front (Psrigueux).
W tekście uchwały z 24 lipca 1873 r. czytamy o „przebłaganiu
za haniebne dni komuny", jak również „za utratę władzy świec­
kiej przez Papiestwo..." - Stanowiła więc ona, co społeczeństwo
francuskie doskonale zrozumiało, arogancką demonstrację klerykalnego konserwatyzmu nowej władzy. Nie tylko wszakże.
W kraju częściowo jeszcze okupowanym przez wojsko pruskie
(opuszczą one Nancy 5 sierpnia 1873 г., a Conflans i Jarnay
dopiero 16 września) miała ona również posmak twardego
przeciwstawienia się, prowadzonej konsekwentnie przez Berlin,
antyreligijnej polityce „Kulturkampfu" (14 maja 1872 prawo
przeciw Jezuitom, 14 maja 1873 rozwiązanie seminariów mniej­
szych i ograniczenie jurysdykcji biskupów), a więc mutatis
mutandis posmak antyniemiecki. Wreszcie w wyborze projektu
Abadiego zauważyć można łatwo symboliczny gest prorosyjski.
Nie bez kozery zresztą na pierwszy pokaz makiety zaproszony
został uroczyście carski ambasador Aleksander Gorczakow. Od­
wołujące się do tradycji Wschodu białe kopuły Sacrś-Coeur
sugerować miały francusko-rosyjskie zbliżenie polityczne. Nie­
stety, nadmiar polityki nie ma na ogół nazbyt dobrego wpływu na
dzieła sztuki...
Budowa Sacrś-Coeur trwała lat 38 - od położenia kamienia
węgielnego 1 lutego 1874 r. zwieńczenie dzwonnicy w 1912 г.;
ale i wtedy jeszcze kontynuować musiano, przerywając je pod­
czas I Wojny Światowej, prace wykończeniowe we wnętrzu; tak,
że konsekracja bazyliki odbyła się ostatecznie dopiero 16 paź­
dziernika 1919 r. w obecności 9 kardynałów, 12 arcybiskupów
i 98 biskupów z całej Europy.
„Wszyscy są zgodni - pisze Josette Devin - co do niebywałej
brzydoty tej budowli, niestety jednej z najbardziej widocznych
i znanych w Paryżu. Wojna 1870 okazała się więc równie
nieszczęsna dla Francji, jak i dla piękna Paryża..." Po chwili
jednak dorzuca: „O dziwo, tak jak w brzydocie ukochanej twarzy
odnajdywać zaczynamy w końcu wdzięk i urodę. Paryzanie
przyzwyczaili się do Sacrś-Coeur, a nawet obdarzają bazylikę
szczerym uczuciem."
W rzeczywistości nie wszyscy musieli się przyzwyczajać. „Jest
ten kościół żywym dowodem francuskiej niefrasobliwości i poga­
rdy dla utartych kanonów piękna - pisał „Times" w październiku
1919 r. - tak jak impresjoniści przełamywali wyobrażenia es­
tetyczne swojej epoki, tak dzisiaj, na tym samym miejscu, te białe
mury..." Zaś reżyser Wilhelm Dieterle posuwa się jeszcze dalej
w wywiadzie udzielonym „Le Figaro" z okazji realizacji filmu Zola
and this Time (1937): „Nie dziwię się, iż impresjonistów tak
fascynowała paryska lekkość tej fantastycznej budowli w bielącej
poświacie"...
Gdy około 1907 roku mury Sacrś-Coeur wyrosły już na tyle, by
wyobrazić sobie można było ich ostateczny kształt; Maneta
18

( f 1 8 8 3 ) , Van Gogha ( f 1 8 9 0 ) , Sisleya ( f 1 8 9 9 ) , Pissarra
( t 1903), Cszanne'a ( t 1906) nie było już na tym świecie. Inni od
dawna wynieśli się z Montmartru, skąd wygonił ich między
innymi, jak Moneta, rejwach wielkiej budowy. Lecz cóż to komu
przeszkadza???
Na schodach wiodących ku bazylice zalegają dniami i nocami
barwne tabuny turystów, spragnionych niefrasobliwej lekkości
paryskiego życia, chcących chłonąć legendę Montmartru impres­
jonistów i bohemy, fotografujących się na tle bizantyjskich wrót
sanktuarium. Gdy pytałem ich - nie ze złośliwości, lecz ciekawo­
ści antropologa - jakie dzieło impresjonistów podoba im się
najbardziej, ponad 50% odpowiedziało - „Sacrś-Coeur". I nie
dziwić im się czytając podróżne prospekty, oglądając kolaże na
kartkach pocztowych lub płótna tysięcznych pacykarzy na placu
Tertre. Pomieszała się, sprzęgła bazylika z bohemą; tak zwane
historyczne fakty raz jeszcze okazały się nieistotne i rozwiały się
- tym razem - w oparach absyntu.
Posłowie
Uroda ludzkiej pomyłki? Właściwie trzech różnych pomyłek:
zmiany podmiotu ideologii (Wieża Eiffela), zmiany samej ideo­
logii (Łuk Triumfalny), wreszcie przemieszczenia chronologicz­
nego (Sacrś-Coeur). Różnice te mają jednak drugorzędne zna­
czenie. Istotą jest dynamika znaków emanowanych przez obiekty
- wydawałoby się - niezmienione i statyczne. „Wydawałoby się"
- gdyż jest to statyczność pozorna. Czym innym jest Wieża Eiffela
w pozytywnych i optymistycznych czasach Juliusza Vernego,
czym innym w namiętnej i dekadenckiej „Belle epoque". Podob­
nie zmienia się sens katedry Notre-Dame, Mony Lisy, Słonecz­
ników Van Gogha. Historyk sztuki ma opisać dzieło (historyk
- wydarzenie) samo w sobie lub, ewentualnie, na tle jego - dzieła
- czasów, „jego" - a więc tych dla których było przeznaczone.
Antropologa interesuje obiekt w dynamicznym kolntekście kul­
tury, obiekt wiecznie żywy, obiekt mityczny. Urok ludzkiej
pomyłki. - A czyż nie jest pomyłką już to choćby, że jest katedra
Nótre- Dame „zabytkiem", że chodzi się ją „zwiedzać", że policja
reguluje ruch w jej nawach podczas Pasterki? Czy nie jest to znak
nowy w nowym systemie wartości? Mit nowy? - Zarzuca się
antropologii strukturalnej, że „zgubiła autora", że nie pamięta już
kto był architektem Łuku Triumfalnego a kto namalował Słonecz­
niki. Cóż za nieporozumienie! Antropologia strukturalna nie
zajmuje się tym, co znaleźć można w każdym leksykonie. Za to
studiując subtelną grę znaczeń i mitów odnajduje wciąż na
powrót ich autora prawdziwego: uwikłany w labiryncie dziejów,
nieświadomy, a przecież niezmożony geniusz wyobrażeń społe­
cznych.
A poza tym wszystkim to prawda: jest Paryż miastem wolności,
niefrasobliwości, kosmopolityzmu, lekkości, swawolnej dwuzna­
czności, i jest także miejscem azylu, i stolicą świata, i coincidentio
oppositorum.
I każdy, kto położy się na trawniku pod Wieżą Eiffela poczuć
może, jak przebiega przez jego pępek oś świata - Axis Mundi.™

PRZYPISY
1

A. Picard, Tours de 300 metres de hauteur, „Revue de
I'architecture et des travaux publics" 1885, s. 32
Według pierwotnego projektu wieża miała być po 20 latach
rozebrana.
Wg. H. Leyrette, Gustave Eiffel, Paris 1986, s. 172 i 174
E.M. de Vogue, A travers /'Exposition, „Revue des Deux
Mondes" VII/1889, s. 19
G. Tissandier, La Tour, „Le Figaro" (ed. spec.) 2.IV.1889
de Vogue, op. cit., s. 24-25
Guide officiel de la Tour Eiffel, Paris 1987, s. 5-6
Wg. J.P. Spilmont, M. Friedman, Memoires de la Tour Eiffel,
Paris 1983, s. 191-193
R. Barthes, Changer I'objet lui-тёте, „ Esprit" t. IV/1970 s. 6
H. Dillange, L'Arc de Triomphe et le Carrousel, Rennes1983
2

3

4

5
6

7

8

s

10

11

V. Hugo, L'Arc de Triomphe, v. 1 -2
A. S. Puszkin, Napoleon, [w:] Dzieła wybrane Warszawa
1965, s. 92
Księga pamiątkowa Muzeum Łuku Triumfalnego, dostępna
w Muzeum - rocznik 1986
E. M. Remarque, Łuk Triumfalny, Warszawa 1973, s. 117
i 370
Tamże, s. 482
W. Serman, La Commune de Paris, Paris 1986, s. 500
J. Hillairet, Dictionnaire historique des rues de Paris, Paris
1980, t.l, s. 269
J. Devin, Paris de toujours, Paris 1968, s. 149
Myli się więc Salvador Dali - to nie na dworcu w Perpignan
znajduje się oś świata!
12

1 3

14

15

16
17

18
19

15

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6356" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6336">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/3751c5a939d84c1edff027a345d758fd.pdf</src>
        <authentication>e37e95132663c84579515ba5dd37a405</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75690">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2303</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75691">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75692">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2136</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75693">
                <text>Surrealizm i etnografia / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75694">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.3-6</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75695">
                <text>Kaniowska, Katarzyna</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75696">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75697">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75698">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75699">
                <text>Katarzyna Kaniowska

SURREALIZM I ETNOGRAFIA*
Etnografia, podobnie jak i inne dziedziny nauk społecznych,
przejmowała zwykle wiele z prądów intelektualnych przenikają­
cych naukową i pozanaukową działalność ludzi danej epoki.
Rozmaitość teorii kultury implikująca sposoby myślenia o kul­
turze ma swoje źródła w samej kulturze. W ten sposób stwarza się
szczególna zależność - etnografia jako nauka o kulturze kształ­
towana jest przez przedmiot swych badań. To wzajemne kształ­
towanie się etnologii i kultury wyraźnie zaznacza się współcześ­
nie. W przedstawionym tekście wskazać chcę na wzajemne
związki surrealizmu i etnologii, mogące być przykładem owego
obustronnego oddziaływania kultury i etnologii. Surrealizm trak­
tuję tu nie tyle jako pewien nurt współczesnej sztuki i literatury,
lecz jako określony światopogląd. Oddziaływanie światopoglądu
surrealistycznego zmienia etnografię współczesną w ślad za
etnografią francuską, kształtując przede wszystkim strukturalizm,
lecz nie jedynie. W wyniku tych przemian powstaje nowy typ
myślenia o kulturze. Narzuca on etnologii nowy przedmiot
poznania i nowe metody.
Podstawowe pojęcia francuskiego strukturalizmu zwykło się
wyprowadzać z koncepcji Marcela Maussa i Emila Durkheima ,
z doświadczeń strukturalnych koncepcji językoznawstwa, cza­
sem odwołując się też do psychoanalitycznych twierdzeń o kul­
turze. Wskazanie takich źródeł inspiracji etnologii strukturalistycznej wydaje się trafne tym bardziej, że na nie właśnie wyraźnie
powołuje się sam Lśvi-Strauss. W Antropologii
strukturalnej
deklaruje on zarówno swą admirację koncepcji Durkheima
i Maussa (Antropologia strukturalna dedykowana jest Durkheimowi), jak i przekonanie o szczególnej przydatności dorobku
filozofii języka i strukturalnych badań językoznawczych.
Jakkolwiek przyjęte na ten temat sądy są słuszne, odwoływanie
się do powyższych źródeł nie wyjaśnia, w moim przekonaniu,
całości zjawiska jakim jest etnologia strukturalistyczna i poststrukturalistyczna. Prawdziwe początki tkwią gdzie indziej
i głębiej niż w bezpośrednio poprzedzających strukturalizm
prądach myśli humanistycznej. Początków tych upatruję w szcze­
gólnej atmosferze intelektualnej powstałej we Francji z począt­
kiem lat dwudziestych, a ściślej - w zrodzonym w tej atmosferze
surrealizmie.
Surrealizm kojarzymy przede wszystkim ze sztuką i literaturą
uznając w nim jeden z oryginalniejszych w tych dziedzinach
prądów. Skojarzenie takie zubaża jednak prawdziwe przesłanie
surrealizmu. Miał on być bowiem i stał się faktycznie czymś
więcej - a mianowicie szczególną filozofią człowieka i kultury.
W rozważaniach tych interesować mnie będzie surrealizm w tym
właśnie znaczeniu. Światopogląd surrealizmu znaczył wiele
i znaczy nadal, choć zapewne nie uświadamiamy sobie tego
wpływu. Ukształtował bowiem, w moim przekonaniu, rzeczywiś­
cie nowe spojrzenie na otaczający człowieka świat. A to wywarło
wyraźne piętno w dziedzinie poznania. Surrealizm zatem to nie
tylko prąd w humanistyce, ale próba określenia nowego typu
myślenia. Mnie interesować tu będą bezpośrednie związki sur­
realizmu i etnologii.
Związki te wydają się być szczególnie silne. Surrealizmu
zainteresowanie światem obejmowało swym zakresem to, co
właściwie stanowi sedno etnologii, a mianowicie skupiało się
wokół kulturowej kondycji człowieka. Kilku spośród surrealistów
zajęło się z czasem także i etnologią (Georges Bataille, Michel
Leiris), większość zaś uczestniczyła w wykładach Maussa i in1

2

" Referat wygłoszony na konferencji „Metodologiczne pro­
blemy współczesnych badań nad kulturą i tradycją", Toruń,
Muzeum Etnograficzne, 1980

teresowała się żywo freudyzmem. W różnorakiej działalności
surrealistów, w malarstwie, literaturze czy sztuce odnaleźć można
wyraźne świadectwa fascynacji innymi kulturami, między innymi
w sięganiu do nowej symboliki, innej od znanej w obrębie
własnej kultury.
Związki surrealizmu i etnologii mają jednak u swych podstaw
coś więcej niż bliskie sobie nastawienie do przedmiotu poznania
i tożsamości owego przedmiotu. Refleksję nad sytuacją człowie­
ka wobec kultury określała w surrealizmie nowa postawa po­
znającego. W ogłoszonym w 1924 roku Manifeście surrealistycz­
nym Andre Breton pisał: „postawa realistyczna, dyktowana przez
pozytywizm od Św. Tomasza aż do Anatola France'a wydaje mi
się zaprzeczeniem wszelkiego wzlotu intelektualnego i moral­
nego"*. I dalej:
3

„ciągle żyjemy pod władzą logiki (...). Ale metody postępowania
logicznego w naszych czasach służą jedynie do rozwiązania
drugorzędnych zagadnień. Cieszący się ciągle powodzeniem
racjonalizm absolutny pozwala rozpatrywać tylko zjawiska zwią­
zane ściśle z naszym doświadczeniem (...). Nie trzeba dodawać,
że doświadczenie samo nakreśliło sobie granice. I kręci się teraz
uwięzione w klatce, z której coraz to trudniej je wyciągnąć.
Doświadczenie także opiera się na bezpośredniej użyteczności
i przebywa pod strażą zdrowego rozsądku."
Poznawanie człowieka powinno więc się stać rodzajem „wzlo­
tu intelektualnego", wzniesieniem się ponad to, co dyktuje
„racjonalizm absolutny", władza logiki i doświadczenia. Po­
znanie ma stać się aktem innego rodzaju, zależnym od innego
sposobu myślenia, a wyobraźnia ma takie poznanie gwaran­
tować. Znamienne, że surrealizm nie rozstrząsa problemu prawdy.
Wartość poznania zależy przede wszystkim od sposobów po­
znania, a największą wartość poznaniu przydaje wyobraźnia.
Poznanie świata nie jest przez surrealizm ograniczane do szcze­
gólnych pól działania wyobraźni jakie obejmuje sztuka. Daje temu
wyraz Breton w Manifeście:
5

„Jeżeli w głębinach naszego umysłu kryją się dziwne siły,
zdolne do pomnażania sił na powierzchni albo do staczania z nimi
zwycięskiej walki, to jak najbardziej warto je schwytać, aby
potem, jeżeli zdołamy, poddać je kontroli naszego umysłu.
Analitycy mogą na tym tylko zyskać. Ale trzeba koniecznie wziąć
pod uwagę, że nie ma tu wyznaczonych a priori sposobów
postępowania, że w obecnym stanie rzeczy może to być zarówno
powołaniem poetów, jak i uczonych".
Pierwszym postulatem surrealizmu, jaki odnieść można i do
etnologii jest więc wołanie o wyobraźnię. Powołaniem tak poety,
jak i uczonego staje się konieczność szukania nowych sił umysłu,
w konsekwencji zaś - konieczność zawierzenia nowym drogom
poznania. Drugi Manifest Surrealizmu ogłoszony w roku 1930
formułuje to wyraźnie między innymi w następującym fragmen­
cie:
6

„surrealizm do niczego nie dąży bardziej, jak do wywołania,
z punktu widzenia intelektualnego i moralnego, kryzysu świado­
mości w najszerszym i najpoważniejszym zakresie"
Rozważmy, czy owe intelektualne ambicje surrealizmu zostały
przez etnologię podjęte.
Dążność do wzbogacenia poznania o to wszystko, co niosło ze
sobą uruchomienie wyobraźni dało - jak się zdaje - ówczesnej
etnologii bardzo wiehe. Można by zapewne powiedzieć, iż tym
samym etnografia przestaje być nauką w tradycyjnym sensie.
Oznacza to próbę odwrotu od pozytywistycznego ideału nauki.
Etnografia przestaje więc być nauką, staje się raczej aktywnością.
I trzeba tu dodać - aktywnością szczególnego rodzaju. Wprowa­
dzenie wyobraźni powoduje bowiem z konieczności nowe okreś­
lenie granic etnografii, a wraz z tym naturalnie nowe rozumienie
kultury. Kulturę ujmuje się przede wszystkim jako rzeczywistość
myślową, poznawalną w większym stopniu poprzez ogląd in7

�telektualny niźli np. poprzez doświadczenie. Doświadczenie
zewnętrzne, empiryczne ustępuje miejsca doświadczeniu we­
wnętrznemu. Wszytko to oddziałuje bezpośrednio na sposób
uprawiania etnologii, a także zwraca ją ku pewnym zjawiskom,
które - niewątpliwie pod wpływem surrealizmu - wyznaczają
nowy obszar poznania etnologii. W obszarze zainteresowań
pojawiają się mit, sen (czy w ogóle wątki oniryczne), magia,
szczególnie - kultury magiczne, erotyzm i sztuka. Gdy zaś chodzi
0 sposób poznania - etnolog staje wobec konieczności uprawo­
mocnienia doświadczenia wewnętrznego, pojawiają się więc
problemy z opisem czy z rodzajem danych, jakim można by
zawierzyć.
Zanim przejdę do krótkiego omówienia przedmiotu i metody
inspirowanej surrealizmem etnologii, chcę wspomnieć o jednej
jeszcze charakterystycznej dla tegoż okresu cesze etnologii (i to
zapewne nie tylko francuskiej). Etnologia rozumiana jako szcze­
gólnego rodzaju aktywność staje się jednocześnie rodzajem
azylu. Ten motyw etnografii jako ucieczki - sam w sobie frapujący
- pojawia się, w moim odczuciu, znów za przyczyną surrealizmu.
Jak słusznie podkreśla Małgorzata Baranowska:
„Surrealiści nie mają oparcia w absolucie, a jednocześnie
odczuwają konieczność odbudowy egzystencji człowieka naru­
szonej w swych podstawach przez szok pierwszej wojny świato­
wej. Zmieniła się przestrzeń zewnętrzna człowieka, zmieniła się
hierarchia społeczna w tempie, do którego Europa nie była
przyzwyczajona; zmieniły się lęki i obsesje pod wpływem nie
znanych dotąd zagrożeń (...). Walenie się w gruzy starego
porządku stało się jedną z przyczyn, dla których awangardy
starały się destrukcję uczynić porządkiem."
Konstatowany w // Manifeście kryzys świadomości mający być
kryzysem twórczym, prowadzącym do powstawania nowej świa­
domości wyrasta niewątpliwie z kryzysu wiary w ład świata. Ta
katastrofa świata istniejącego, silnie przez surrealistów odczuwa­
na, kieruje także etnografów ku „badaniu wewnętrznej prze­
strzeni człowieka". Ucieczka od rzeczywistości prowadzi do
zwrócenia się ku ukrytym wymiarom kultury własnej lub do
zainteresowań tajemniczymi kulturami plemiennymi. Motyw tak
rozumianej ucieczki uwidacznia się wyraźnie w dorobku Bataille'a i Leirisa.
8

9

Powróćmy jednak do przedmiotu i metod inspirowanej sur­
realizmem etnologii. Zwrócenie się ku chęci poznania innego
świata wywołało zainteresowanie etnologów właściwie tym
samym, co pobudzało poetów - mitem, snem, sferą sacrum, która
obejmowała i erotykę i sztukę. Wszystkie te elementy współist­
nieją w myślowej rzeczywistości człowieka i trudno poznawać je
1 badać w oderwaniu. Mit pojmowany jest przez etnologów, na
których oddziałał surrealizm, nieco odmiennie niż pojmowany był
przez Carla Gustava Junga, a więc nie jako produkt nieświado­
mości, wizji, wyobraźni zbiorowej. Mit w koncepcji Leirisa,
Bataille'a, Rogera Caillois czy Renś Girarda jest bardziej mitem
„indywidualnym" niż „zbiorowym". Chodzi tu raczej o treści,
jakie w „poszczególnych aktach wyobraźni realizują (się) jako
napięcie między .instynktami' i .kulturą'" . Mit wobec tego leży
u podstaw istoty człowieka - funkcjonuje bowiem na styku
ludzkiej natury i kultury, jest więc w tym sensie uniwersalny.
Szukanie mitu, odkrywanie jego treści i siły oddziaływania staje
się głównym zadaniem etnologa analizującego zarówno kulturę
własną, jak i obcą, inną. Etnologowi, tak jak Bataillowi, „wszyst­
ko (...) służy za materiał do dociekań: obyczaje owadów, fizjo­
logia komórkowa, etnografia, historia religii, żywoty świętych,
książki wszelkiego rodzaju, sny własne i cudze, zasłyszane
przypadki. Masa tak różnorodnych wiadomości bynajmniej go
nie przytłacza, tylko domaga się odnalezienia reguły porząd­
kującej." Poszukiwania takie mogą odbywać się na drodze
swoistej autoanalizy, na drodze etnologicznej rekonstrukcji mitu
autobiograficznego. Analizy takiej dokonuje Leiris w swej „ p o ­
wieści etnologicznej" Wiek męski, w której mistyfikacja literacka
nacechowana jest autoanalityczną dociekliwością badacza. Po­
dobnie skandalizujące powieści Bataille'a - Madame Edwarda,
Błękit nieba czy Winny są przede wszystkim analizą mitu erotyz­
mu nierozerwalnie związanego ze śmiercią. W swej pozaliterac10

11

4

kiej działalności obydwaj surrealiści-etnologowie skupili się na
badaniach kultur pozaeuropejskich. Obydwu inspirowały wy­
kłady Marcela Maussa, w szczególności zaś działalność Parys­
kiego Instytutu Etnologicznego założonego w 1925 r. przez Paula
Riveta, Lucien Lśvy-Bruhla i Maussa. Data i fakt założenia tej
pierwszej we Francji instytucji zainteresowanej nade wszystko
profesjonalnymi badaniami terenowymi i publikacją wyników
etnograficznych badań zbiegają się z ogłoszeniem / Manifestu
Surrealistycznego i umocnieniem się całego surrealistycznego
ruchu. W tym okresie Bataille i Leiris biorą w ruchu czynny udział.
Zaś w kilka lat później podejmą własne badania etnologiczne.
Leiris rozpoczął studia u Maussa; uczestniczył w pierwszej
wyprawie badawczej Instytutu Etnologicznego tzw. Mission
Dakar-Djibouti trwającej w latach 1931-1933, jednej spośród
czterech podjętych przez Instytut wypraw badawczych (Abisynia
1928-1929, Sahara 1935, Kamerun 1936-1937). Odkrycia i wy­
niki badań z tej wyprawy opublikowano w specjalnym numerze
czasopisma „Minotaure". Leiris skoncentrował się tam na anali­
zie sztuki zajmując się głównie problematyką - jak to później
nazwano - etnoestetyki. Równocześnie, w 1934 r. wydał swój
dziennik prowadzony w trakcie podróży i badań. W książce tej
zatytułowanej L'Afrique fantome odnaleźć można wszystkie
wątki zarówno literackiej, jak i naukowej twórczości Leirisa.
Obok danych autobiograficznych, w których uwidocznia się
wspominany już motyw ucieczki, rozpatrywany jest problem
szczególnego stosunku przedmiotu i podmiotu w badaniu etno­
graficznym. Sytuacja badawcza jest, zdaniem Leirisa, zawsze
sytuacją wywołaną. Tworzy ją sam etnograf stawiając określone
pytania w określonych warunkach. Powinno się zatem objąć
analizą zarówno badanego, jak i badającego. Im lepiej rozumiemy
innego i to, co inne, tym lepiej rozumiemy samych siebie
i odwrotnie. Nie ma więc czystego interesu poznawczego. Stąd
też odwołuje się Leiris do wagi przeżycia, doświadczenia (choćby
miało ono zależeć od pozaintelektualnego poznania), poprzez
takie poznanie innego poznać można to, co inne w samym sobie.
Zgodnie z surrealistycznym postulatem co do nowego rodzaju
poznania, Leiris zakłada konieczność zrzucenia jarzma własnej
kultury. Pozwoli to na zbliżenie się ku poznawanej obcej kulturze,
a także na odkrycie utajonych treści. Etnologia jest więc dla niego
etnologią siebie i innego. Przekonanie o konieczności odrzucenia
własnej kultury (a jest w tym zapewne echo założeń durkheimowskich) jest warunkiem poznania. W późniejszych pracach
czyni Leiris z owego wyzwalania się z więzów kultury sedno
działań człowieka. Bada kulty opętania będące, jego zdaniem,
świadectwem, przykładem przekraczania granic norm, jakie na­
kłada na jednostkę kultura.
Drugi z grona surrealistów-etnologów, Bataille, podjął badania
etnograficzne pod wpływem Alfreda Metraux. Metraux, uczeń
Maussa, jeden z pierwszych we Francji badaczy terenowych
prowadził w latach dwudziestych swoje własne badania em­
piryczne wśród Indian Tupinamba z Amazonii. Bataille, zaintere­
sowany najpierw sztuką Indian Ameryki Południowej, rozpoczął
współpracę z Metraux. Pośrednio wynikiem tej współpracy było
studium o erotyzmie (Z. 'Erotisme) wydane dopiero w 1957 r. oraz
opublikowany w 1930 r. tekst towarzyszący wystawie sztuki
prekolumbijskiej. W L'Erotisme zainspirowany, jak się zdaje,
twierdzeniem Maussa, że „tabu tworzone są po to, aby je łamać",
wykłada Bataille swą teorię kultury. Kulturę uznaje za strukturę
ambiwalentną. Rzeczywistość kulturowa zawiera w sobie i reguły
prawa i reguły transgresji. Uświadomienie takiej logiki zjawisk
kulturowych pozwala dostrzec ich rolę-i poprawnie interpretować
te elementy kultury, które postrzegamy jako skrajnie sobie prze­
ciwstawne lub jako „inne", „nienormalne", odstępujące od
dominującego wzoru. Łamanie zakazu jest w kulturze usank­
cjonowane (sankcje te mogą być wyraźnie manifestowane lub
ukryte). Transgresja jest konieczna, co więcej - staje się ona
motorem przemian w kulturze. Towarzyszy jej zawsze, jak mówi
Bataille, „emocja pozytywna" sankcjonująca odstępstwo od
normy.

�Warto też odnotować, że Bataille wraz z Leirisem i Callois
założyli w marcu 1936 r. tzw. Kolegium Socjologiczne, będące
rodzajem nieformalnego towarzysta naukowego. Przedmiotem
zainteresowań Kolegium, prowadzącego działalność poprzez
serię wykładów, była przede wszystkim socjologia sacrum.
Problematyce mitu czy erotyzmu towarzyszą więc w koncepc­
jach Leirisa i Bataille'a rozważania nad istotą i rolą zakazu
w kulturze. Według Bataille'a, jak słusznie zauważa Ewa Bień­
kowska:
„do istoty erotyzmu należy zakaz i transgresja zarówno w sen­
sie społecznym jak jednostkowym, egzystencjalnym. Ponieważ
jest to aktywność wymykająca się regułom życia zbiorowego,
z natury anarchiczna, łączą się z nią rozmaite tabu. Erotyzm to
dziedzina, gdzie zerwana jest więź wspólnotowa, ustaje nieprze­
rwany jednoczący wysiłek mowy. Toteż jest on synonimem
ostatecznej granicy, do jakiej może dotrzeć człowiek - poza
symbol religijny, poza wszelką gwarancję pojęcia, znaku, warto­
ści. Bowiem pojęcie, znak, wartość są tylko tam, gdzie jest
zbiorowość wokół nich skupiona."
Możemy więc mniemać, że zwrócenie się etnologów-surrealistów ku powyższym kwestiom ma u swych podstaw wspomnianą
już chęć wskazania źródeł kultury. Analiza sfery sacrum obej­
mującej też mit i erotykę prowadzi tu do odkrycia naczelnej siły
rządzącej kulturą, za jaką uznają etnologowie-surrealiści siłę
zakazu i przekroczenia. One to stanowią fundament wszelkich
zjawisk kulturowych funkcjonując jednocześnie jako reguła or­
ganizująca kulturę człowieka. Odkrycie kulturotwóczej roli zaka­
zu i uznanie zakazu za uniwersalną regułę odpowiadało duchowi
surrealizmu. Odkrycie to jednoczyło bowiem dwa ważne elemen­
ty światopoglądu surrealistycznego. Po pierwsze, odpowiadało
przeświadczeniu o jednym i powszechnym źródle otaczających
człowieka zjawisk. W przywołanym już wcześniej // Manifeście
Andre Breton pisał:
12

„Wszystko przemawia za tym, że istnieje pewien punkt w umy­
śle, z którego życie i śmierć, rzeczywistość i urojenie, przeszłość
i przyszłość, rzeczy możliwe i niemożliwe do przekazania, góra
i dół przestaną być postrzegne jako przeciwstawne. Daremną
byłoby rzeczą dopatrywać się w działalności surrealistycznej innej
pobudki poza nadzieją określenia tego miejsca. (...) miejsce
0 którym mowa jest a fortiori miejscem, gdzie budowa i destrukcja
nie mogą być przeciwko sobie wygrywane" .
Po drugie, zgodnie z duchem surrealizmu jest i to, że owa
naczelna reguła kulturowa, za jaką uznano zakaz, zawiera w sobie
charakterystyczny dla surrealizmu wątek kreacji poprzez destruk­
cję. Oba te elementy światopoglądu surrealistycznego występują
w koncepcjach etnologów-surrealistów, a także w teorii et­
nologa młodszego pokolenia, w moim przekonaniu tkwiącego
w tym samym nurcie myślenia - w teorii Rene Girarda. Podziela
on przekonanie o kluczowej roli zakazu i przekroczenia. Wprowa­
dza pojęcie „żądzy naśladowczej", inaczej - siły mimesis.
Etnologia, zdaniem Girarda, powinna wokół tego problemu
skupić swoje badania. Jak dotąd bowie, „na temat tego wszyst­
kiego, co mieści w sobie pojęcie mimetyzmu, imitacji, mimesis,
zarówno nauka o człowieku, jak i kultura mają pogląd jednostron­
ny. W zachowaniu człowieka nie ma niczego lub prawie niczego,
co nie byłoby wyuczone, a każde uczenie się można określić jako
imitację. Gdyby ludzie przestali nagle wzajemnie się naśladować,
zaczęłyby stopniowo zanikać wszystkie formy kulturowe."
Mimesis właśnie, a ściślej - konflikty prowokowane przez mime­
sis przywłaszczania mogą, w przekonaniu Girarda, wyjaśnić
podstawowy problem istnienia zakazów. „Należy więc zacząć od
uzasadnienia racji bytu niektórych zakazów. Nie ma kultury, która
by nie zakazywała stosowania gwałtu wewnątrz grupy. Oprócz
aktów gwałtu jako takiego, zakaz obejmuje również sytuacje
mogące dać okazję do jego stosowania, więc zaciekłą rywaliza­
cję, a także różne formy konkurencji." Badania prowadzone
w obrębie kultur plemiennych potwierdzają przypuszczenie, że
forma zakazów dotyczących zachowań naśladowczych nie różni
się od formy zakazów dotyczących gwałtu i ostrej rywalizacji.
Europejczyka przede wszystkim uderza fakt, że w przypadku
takich właśnie zachowań wszyscy naśladują się wzajemnie
13

11

15

1 wzajemnie przekształcają się w podobizny innych.

„Podczas, gdy my dostrzegamy jedynie rezultat konfliktów, to
znaczy zwycięstwo jednych a porażkę drugich, a więc wyłaniają­
ce się z konfliktu zróżnicowanie, społeczność tradycyjna i prymi­
tywna kładzie nacisk na przebieg procesu dotyczącego obu stron,
a więc wzajemną imitację antagonistów. Uderza ich właśnie
podobieństwo pomiędzy konkurentami, identyczność celów
i manewrów, symetria gestów."
Mamy więc ustalony mechanizm funkcjonowania k u l t u r y - o d wzajemniany gwałt jest eskalacją rywalizacji mimetycznej, ta zaś
rodzi nowe przekroczenie. Mimesis i gwałt należy, zdaniem
Girarda, uznać za początek wszystkiego, aby zrozumieć zakazy
jako zjawiska całościowe.
Jest w tej koncepcji kultury znów wyraźne echo myśli surrealiz­
mu. Idea gwałtu na zastanym porządku, przekroczenia zakazu
jako początku wszelkiej zmiany odpowiada przekonaniu surreali­
stów o konieczności wywołania sił destrukcyjnych w jakimkol­
wiek akcie tworzenia. Zarówno surrealiści, jak i etnologowie
świadomie lub nieświadomie przejmujący elementy surrealis­
tycznego światopoglądu, są zgodni co do tego, że najpełniej
walkę sił destrukcyjnych z kreacyjnymi dostrzec można w sferze
sacrum. Sacrum staje się tym samym polem szczególnej penet­
racji. Surrealiści i etnologowie ulegają tu doświadczeniom psy­
choanalizy. Powoduje to między innymi przyjęcie względnie
szerokich granic obszaru sacrum mieszczącego, jak wspomina­
łam, wszelkie doznania „graniczne" zrodzone z religii, wyobraźni
czy przeżycia erotycznego. „Święte" staje się wszystko cokol­
wiek ma u swego początku przekroczenie zakazu, wykroczenie
poza doświadczenie potocznej rzeczywistości. W tym sensie dla
Bataille'a erotyka jest sacrum, dla Leirisa - mit i sen, a dla Girarda
- religia i rytuał ofiary są sacrum, ponieważ łączą się z prze­
kroczeniem reguł rządzących światem zewnętrznym.
Od pojęć i przedmiotu zainteresowań etnologów surrealistów
przejdźmy do metody. Surrealizm, jak wiadomo, konstatując
kryzys świadomości proponował nowy rodzaj poznania. Miało
ono być nie tylko skupione wokół określonych treści, ale też miało
uznać za właściwe sobie metody odmienne od tradycyjnych,
pozytywistycznych. To zwrócenie się ku innym metodom po­
znania dyktowane było jednym z podstawowych przekonań
surrealizmu o wadze doświadczenia wewnętrznego w procesie
poznania. Pisząc o istocie tego doświadczenia Bataille stwier­
dzał:
16

„Już od jakiegoś czasu jedyna żywa filozofia, tj. filozofia szkoły
niemieckiego, usiłuje uczynić z wiedzy (z poznania) ostateczny
zakres doświadczenia wewnętrznego. Lecz ta fenomenologia
przypisuje poznaniu wartości jakiegoś celu, do którego dochodzi
się przez doświadczenie. Otóż jest to nieporozumienie: część
przynależna doświadczeniu jest tu zarazem zbyt i nie dość
wielka."
Doświadczenie wewnętrzne rodzi się, według Bataille'a, z po­
trzeby bezzwłocznego zakwestionowania, podważenia wszyst­
kiego. Dostrzec tu można i durkheimowski postulat wyzbycia się
przedsądów jak i surrealistyczną negację wartości zastanych. Ten
kryzys wiedzy, która wydaje się niewystarczająca, bo odnosi się
do rzeczywistości jałowej, nie przynoszącej nic poznaniu, ma
służyć uświadomieniu faktu, iż w poznaniu trzeba „skończyć
z operacjami analitycznymi i dzięki temu uciec od poczucia pustki
rozumowych p y t a ń " . Intelekt musi pojąć wysiłek rozszerzenia
swych granic. Bataille dostrzega trudności, jakich przysparza
konieczność sprecyzowania definicji doświadczenia wewnętrz­
nego. Pisze on:
17

18

„moje słowa wydawać się mogą mętną teorią i nie widzę na to
żadnej rady, mogę jedynie powiedzieć: trzeba uchwycić ich sens
od wewnątrz. Nie można ich dowieść logicznie. Trzeba p r z e ­
ż y ć doświadczenie; nie jest ono łatwo dostępne i intelekt, który
patrzy na nie z zewnątrz, dojrzy w nim zlepek rozmaitych operacji,
już to intelektualnych, już to estetycznych, a wreszcie moralnych,
toteż cały problem trzeba będzie postawić na nowo. Jedynie od
wewnątrz (...) doświadczenie ukazuje się jako scalające to, co
myśl dyskursywna musi wyodrębniać."
Pojmowanie doświadczenia wewnętrznego jako szczególnego
aktu poznania jednoczącego rozmaite treści, lecz nie dającego się
właściwie zobiektywizować nie burzyło oczekiwań surrealistów
co do natury poznania. Problem ten staje się trudniejszy, gdy
19

5

�przejść do dokonań etnologów zainspirowanych surrealizmem.
Sam Bataille, podobnie jak Leiris, próbował rozwiązać ten
problem, zakładając, iż najcenniejszym materiałem etnologicznym jest biografia, a jeszcze lepszym -autobiografia. Stwarza ona
możliwość analizy także i tych wartości, które nigdy nie będą
ujawnione, nie odkryte w żadnych zachowaniach. Autobiografia
jest więc tym szczególnym opisem kultury, w którym zawarte są
najistotniejsze dane o najistotniejszych treściach kultury. Analiza
autobiografii (będąca właściwie auto-psychoanalizą) oparta jest
na analizie doświadczenia wewnętrznego, umożliwiając niejako
w ten sposób wprowadzenie do etnologii nowych metod gwa­
rantujących ów nowy, postulowany już w / Manifeście Surrealis­
tycznym sposób poznania.
Obok doświadczenia wewnętrznego surrealizm, jeśli chodzi
o poznanie, zawierzał także wyobraźni. Miała ona nie tylko
rozszerzyć pole poznania, ale i przemienić jego metody. Do­
strzeżenie roli wyobraźni w pracy etnografa wiązało się nie tylko
z rozszerzeniem granic przedmotu badań. Surrealizm, jak się
zdaje, utrwali w etnologii skłonność do operowania modelem
kultury. Pojęcie modelu kultury nie jest oczywiście właściwe
jedynie etnologii inspirowanej surrealizmem; pojawiło się ono
jednocześnie w skrajnie różnej koncepcji etnologicznej - w funkcjonalizmie. Niemniej jednak w etnologii francuskiej odwoływa­
nie się do modelu kultury znaczy przede wszystkim to, że etnolog
t w o r z y model kultury, a nie rekonstruuje. Jest to zaś różnica
warta zaznaczenia. Mamy bowiem do czynienia ze z gruntu
innym postępowaniem. W pierwszym przypadku o kulturze
formułuje się sądy a priori, ustanawiając pewien porządek zjawisk
kulturowych, wskazując tym samym hierarchie ich ważności.

W praktyce więc uznaje się, iż pewne wartości leżą u podstaw
całego systmu kulturowego lub stanowią rdzeń wszystkiego co
w danej kulturze (lub w kulturze ludzkiej) istnieje. Przykładem
takiego postępowania mogą być właśnie koncepcje wspomnia­
nych przeze mnie antropologów francuskich z Claudem Levi-Straussem włącznie. W każdej z tych koncepcji zakłada się
istnienie jakiejś uniwersalnej reguły organizującej kulturę. Tworzy
się model kultury w oparciu o tę prazasadę i analiza konkretnego
materiału empirycznego zdaje się być swoistą weryfikacją kon­
strukcji teoretycznej. W drugim przypadku, gdy model kultury
służyć ma rekonstrukcji rzeczywistości, postępowanie badacza
jest zgoła odmienne. Model kultury, jakkolwiek także pozostaje
konstruktem teoretycznym, uznaje się za swoiste, skrótowe
odbicie faktycznych związków pomiędzy elementami kultury
rzeczywistej; model jest wtedy właściwie zrekonstruowanym
schematem rzeczywistości.
Już pobieżny ten przegląd dowodzi bliskości surrealizmu
i etnologii. Myślę, że można zasadnie twierdzić, iż etnologia
francuska, a' w ślad za nią pewien nurt współczesnej myśli
etnologicznej wywodzą się także i ze światopoglądu surrealis­
tycznego. Surrealizm pozwolił etnologii rozszerzyć granice wska­
zując zarazem możliwości poznania ukrytych treści kultury-mitu,
snu, sacrum - przez szukanie ich uniwersalnych przejawów
i uniwersalnych reguł.
Surrealizm postawił także etnologię wobec konieczości uświa­
domienia specyficznych trudności badań kultury, tym samym zaś
-konieczności szukania nowych sposobów poznania odmiennych
od tradycyjnych, a jednoczących poznającego i poznawane,
wymagających od etnologa czegoś nowego-twórczej wyobraźni.

PRZYPISY

1

Czyni tak m. in. E. Tarkowska w pracy Ciągłość i zmiana
socjologii francuskiej, Warszawa 1974
Patrz np. Wprowadzenie lub rozdział Język i pokrewieństwo
w Antropologii strukturalnej C. Lśvi-Straussa.
Przykłady można by tu mnożyć. Znane są przykłady wpływu
sztuki prymitywnej na malarstwo i rzeźbę tego okresu. W twór­
czości Pabla Picasso, Victora Braunera, Маха Ernsta, Rene
Magritte'a, Paula Klee, Salvatora Dali, Giorgio Chiroco i wielu
innych dostrzec można zarówno formalne, jak i tematyczne
związki pokrewieństwa z tzw. sztuką prymitywną czy kulturami
prymitywnymi. W literaturze, szczególnie w poezji, sięganie do
mitu, snu, które są „zwierciadłem najpierwszej myśli człowieka"
można uznać znów za echo „etnologicznych" fascynacji.
A. Breton, Manifest surrealizmu (1924) (w:) A. Ważyk,
Surrealizm. Teoria i praktyka literacka. Antologia, Warszawa
1973, s. 58
Tamże, s. 62
Tamże,,s. 62-63
Tamże, s. 125
M. Baranowska, Surrealna wyobraźnia i poezja. Warszawa
1984, s. 13
Warto też zwrócić uwagę, że motyw ten powtarza się
w biografiach wielu znaczących postaci w etnologii. Wspomnieć
tu można choćby C. Levi-Straussa, R. Benedict czy B. Malinows­
2

3

4

5
6
7
8

9

6

kiego. W Smutku tropików w początkowym rozdziale Koniec
podróży motyw poszukiwania spokojniejszej i bardziej interesu­
jącej rzeczywistości od tej jakiej autor doświadcza - jest wyraźny.
R. Benedict, jak twierdzi we wstępie do Wzorów kultury A.
Kłoskowska, przywiodła ku etnografii skrajnia wręcz nieśmiałość
i nieumiejętność kontaktów z ludźmi. Biografowie Malinows­
kiego pozwalają sądzić, podobnie jak i fragmenty Dzienników, że
wyprawa na Triobriandy nie miała jedynie celów naukowyh
u swych źródeł.
M. Baranowska, op. cit., s. 15
E. Bieńkowska, Mówiąc składam hold milczeniu, „Teksty"
1974, nr 2 (14), s. 61
Tamże, s. 64
A. Breton: // Manifest Surrealizmu, (w:) A. Ważyk, Sur­
realizm..., s. 125-126
R. Girard, Rzeczy ukryte od założenia świata, „Literatura na
świecie", nr 12 (149), 1983, s. 79
Tamże, s. 83
Tamże, s. 84
G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne (w:) M. Janion
(red), Osoby, Gdańsk 1984, s. 270
Tamże, s. 271
Tamże.
10

11

12

13

14

15

16

17

10
19

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6355" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6335">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/a721e8d94a1020b95f8a6a8bdad920d7.pdf</src>
        <authentication>a23cc305d8f1ae6700d6b43aee182688</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75680">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:2304</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75681">
                <text>1991</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75682">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2137</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75683">
                <text>O etnograficznym surrealizmie / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75684">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1991 t.45 z.1, s.7-9</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75685">
                <text>Sznajderman, Monika</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75686">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75687">
                <text>Polski Instytut Sztuki</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75688">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75689">
                <text>Monika Sznajderman

0 ETNOGRAFICZNYM SURREALIZMIE
We wstępie do swojej książki The predicament of culture.
Twentieth-century ethnography, literature and art James Clif­
ford tak ujmuje problem, rozwinięty następnie w rozdziale po­
święconym etnograficznemu surrealizmowi:
„Śledzę współczesną historię estetycznych i etnograficznych
klasyfikacji we wcześniejszej scenerii: awangardowy Paryż lat
dwudziestych i trzydziestych, pewien skrajny kontekst, który
nazywam etnograficznym surrealizmem. Dwa znane muzea, M u see d'Ethnographie du Trocadero i jego naukowy spadkobierca,
Musee de I'Homme, symbolizują specyficzne sposoby 'kolekc­
jonowania dzieł sztuki i kultury'. Zestawienie tych sposobów
zmusza do postawienia pytania: 'Jaksa posegregowane, zbiera­
ne i wartościowane światy etnograficzne wraz z ich znaczącymi
artefaktami? Kultura jawi się tutaj nie jako tradycja, którą trzeba
ocalić, ale jako zbiór kodów i artefaktów, zawsze podatnych na
krytyczne i twórcze przetwarzanie. Etnografia jest sprecyzowaną
formą krytyki kultury, dzieląc radykalizm swoich perspektyw
z dadaizmem i surrealizmem. Zamiast zgadzać się na oddzielanie
awangardowego eksperymentu od nauki, z powrotem otwieram
granicę, sugerując, że współczesny podział na sztukę i etnografię,
zamknięte w ramach oddzielnych instytucji ograniczył siłę analizy
tej ostatniej i rewolucyjne przesłanie pierwszej."
1

W ujęciu Clifforda zarówno etnografia, jak i surrealizm, nie są
„zbiorem doktryn ani definiowalną ideą, lecz działaniem". Takie
spojrzenie, powołujące się na Andre Bretona, zmusza do zakwes­
tionowania wielu założeń i pojęć. „Jeżeli czasami używam
znanych terminów niezgodnie z ich przyjętym znaczeniem - pisze
Clifford - moim celem jest podważenie wcześniejszych definicji i,
0 ile to możliwe, powrót do sytuacji, w której etnografia była
czymś nieznanym, a surrealizm nie został jeszcze zamknięty
w granicach sztuki i literatury (...). Ten demaskujący punkt
widzenia ukazuje ustalone porządki zbiorowych znaczeń jako
sztucznie skonstruowane i często rzeczywiście ideologiczne lub
represyjne."
„Terminu surrealizm - pisze dalej autor - używam w szerokim
sensie, aby opisać estetykę, która ceni fragmenty, ciekawe zbiory,
nieoczekiwane zestawienia, co powoduje pojawianie się nad­
zwyczajnych rzeczywistości wywiedzionych z przestrzeni erotyki,
egzotyki i nieświadomości." Nie jest to niewątpliwie ujęcie, które
pozwalałoby ograniczyć zjawisko surrealizmu do grupy Bretona,
tym bardziej, że postaci, które najbardziej zajmują badacza to
ludzie, którzy z Bretonem zerwali lub byli w najlepszym razie jego
towarzyszami. Podobne spojrzenie na zjawisko surrealizmu re­
prezentuje Susan Sontag , która widzi w nim przejaw współczes­
nej wrażliwości, wykraczającej poza przestrzenne i czasowe ramy
Paryża lat dwudziestych i trzydziestych. Surrealizm, etnograficz­
ny surrealizm staje się więc wyzwaniem rzuconym starej nauce,
współczesnym manifestem nowej etnograficznej formuły. „ W
tym sensie - pisze Clifford - etnograficzny surrealizm jest tworem
utopijnym, mówiącym o przeszłych i przyszłych możliwościach
analizy kultury."
2

Świat zmienia się ostatnimi czasy nadzwyczaj szybko. Trady­
cyjny sposób komunikacji, oparty na przekazie ustnym ustąpił
miejsca nowym, bardziej inwazyjnym stylom-fotografii, gazecie,
innym środkom zrodzonym przez kulturę współczesnego miasta.
„Rzeczywistość nie jest już środowiskiem naturalnym i oswojo­
nym. Jaźń, wyzwolona od wszelkich powiązań musi ustanowić
znaczenia tam, gdzie to możliwe. Kłopotliwe położenie wynika
z nihilizmu, który leży u podłoża zarówno surrealizmu, jak
1 nowoczesnej etnografii. (...) Dla podejścia etnograficznego
sprawą kluczową jest widzenie kultury i jej norm - piękna.

prawdy, rzeczywistości - jako sztucznych aranżacji, dopusz­
czających możliwość obiektywnej analizy i porównania z innymi
konwencjami."
Drugim elementem, kształtującym postawę etnograficznego
surrealizmu jest „wierzenie, że inny (obecny w snach, fetyszach,
w menta/ite primitive Levy-Bruhla) jest głównym przedmiotem
współczesnych badań. W przeciwieństwie do dziewiętnastowie­
cznego zafascynowania egzotyką, które wychodziło od mniej lub
bardziej znanego porządku kultury w poszukiwaniu przelotnego
frisson, określonego doświadczenia dziwaczności, współczesny
surrealizm i etnografia zaczynały od dogłębnego zakwestionowa­
nia rzeczywistości."
Powojenny europejski kontekst, ukształtowany przez „ironicz­
ne doświadczenie kultury", wymagał nowoczesnej formuły etno­
graficznej. „Terminu etnografia - pisze Clifford - używam w zna­
czeniu całkowicie różnym od empirycznych technik badawczych
nauki społecznej, zwanej we Francji etnologią, w Anglii ant­
ropologią społeczną, a w Ameryce antropologią kultury (...)
Etnograficzna etykietka sugeruje tu szczególną postawę obser­
wacji uczestniczącej wobec artefaktów wyobcowanej rzeczywis­
tości kulturowej. Surrealiści żywo interesowali się światami
egzotycznymi, rozumiejąc pod tym pojęciem także pewien okreś­
lony Paryż. Ich postawa, porównywalna z postawą badacza
terenowego, który stara się zrozumieć nieznane, zmierzała
w gruncie rzeczy w odwrotnym kierunku, czyniąc to, co bliskie
i znajome, obcym i dziwnym." Objets sauvages, afrykańskie
i polinezyjskie rzeźby były dla surrealistów równie ważne, fas­
cynujące i zagadkowe, co przedmioty odkrywane na paryskim
Marche aux Puces...
Dla teoretyków i praktyków surrealizmu kultura jest rzeczywis­
tością zaprzeczoną, skonstruowaną na podobieństwo sztucz­
nego języka. Nie przypadkiem to właśnie środowisko zrodziło
i nadało orientację kształtującej się w latach trzydziestych nauko­
wej tradycji francuskiej. „Mówiąc ogólnie, lepiej nie odrzucać
pochopnie surrealizmu jako frywolnego w porównaniu z serieux
nauki etnograficznej. Należałoby przestudiować w sposób peł­
niejszy silne w naszym stuleciu związki pomiędzy badaniami
antropologicznymi i badaniami w zakresie literatury i sztuki.
Surrealizm jest tajemnym wspólnikiem etnografii - na dobre i złe
- w opisie, analizie, przygotowywaniu gruntu dla dwudziesto­
wiecznej ekspresji" - pisze Clifford.
Powstanie pierwszej we Francji naukowej instytucji etnologi­
cznej, jaką był złożony w 1925 roku - przez Maussa, Riveta,
Levy-Bruhla - Instytut d'Ethnologie, zbiegło się w czasie z roz­
kwitem surrealistycznej awangardy, z Pierwszym
Manifestem
Surrealistycznym. Mauss, Metraux, Bataille - te trzy nazwiska
najlepiej świadczą o związku awangardy artystycznej z nowo­
czesną etnologią. Punktem wyjścia staje się w tym.wypadku idea
transgresji. Podejmuje ją Bataille w swej książce L'erotisme ,
którą zaczyna słowami: „Transgresja nie neguje zakazu, jest jego
przekroczeniem i spełnieniem." Mauss mawiał: „Tabu ustala się
po to, by je gwałcić". W oczach surrealistów i etnologów „Kultura
jest ambiwalentna w swej strukturze. Można powstrzymać się od
morderstwa lub iść na wojnę: oba te czyny są, według Bataille'a,
zrodzone z zakazu zabijania. Porządek kultury obejmuje zarówno
regułę, jak i transgresję."
Ta, etnologiczna w swej istocie, teoria Bataille'a była jednym
z założeń wystawy sztuki prekolumbijskiej, którą zorganizował on
wraz z etnologami: Metraux i Rivetem. „Jego zainteresowanie
ofiarą ludzką (,Dla Azteków śmierć była niczym') łączy, na modłę
surrealistyczną, piękne z brzydkim, normalne z odpychającym.
3

�Tenochtitlan jest więc równocześnie .rzeźnią ludzką' i wspaniałą
.Wenecją' kanałów i kwiatów. Obrzędowe ofiary tańczą w per­
fumowanych girlandach, piękne są roje much, gromadzące się
nad płynącą krwią."
„Prezentowana przez Bataille'a logika, którą nie mogę się tu
zajmować - pisze Clifford - stała się ważną kontynuacją umac­
niających się związków pomiędzy analizą kultury i wczesnym
surrealizmem we Francji. Wiąże ona kontekst lat dwudziestych
z późniejszą generacją radykalnych krytyków, takich jak Michel
Foucault, Roland Barthes, Jacques Derrida, grupa Tel Quel."
Bataille był redaktorem pisma Documents - Archeologie,
Beaux Arts, Ethnographie, Varietes". ..Documents" są świadect­
wem specyficznego pojmowania etnografii w czasach, kiedy nie
była ona jeszcze nauką uniwersytecką z wypracowaną metodolo­
gią. W latach dwudziestych i trzydziestych słowo „etnografia"
oznaczało w pewnych kręgach „radykalne zakwestionowanie
norm i odoływanie się do rzeczywistości egzotyki, paradoksu, do
insolite". „Etnografia - pisze Clifford - która dzieli z surrealizmem
poniechanie rozróżnień pomiędzy wysoką i niską kulturą, zapew­
niała zarówno bogactwo wartości alternatywnych z kręgu kultur
pozaeuropejskich, jak też postawę ironicznej obserwacji uczest­
niczącej, dominującą w hierarchii wartości społecznego życia."
Surrealistyczne ujęcie etnografii w „Documents" otwierało
więc nowe perspektywy. Pojawił się postulat etnologicznej
krytyki dzieł sztuki i ich twórców. W analizie twórczości Andre
Masson, pióra Carla Einsteina, uderzają dwie rzeczy, stanowiące,
według Clifforda, kluczowe elementy etnograficznego surrealiz­
mu: po pierwsze, przenikliwa analiza rzeczywistości, postrzega­
nej teraz jako lokalna i sztuczna, po drugie, obecność wartości
alternatywnych wywodzących się ze świata egzotyki." Jest
jeszcze trzecia, równie ważna, cecha tego podejścia. Daje jej
wyraz Marcel Griaule w eseju poświęconym afrykańskim bęb­
nom, które rzeźbione są w unowocześnione, nietradycyjne wzo­
ry. Ten kulturowy synkretyzm nie neguje, według Griaule'a,
autentyczności i czystości dzieła. „Etnograficzny surrealista - pi­
sze dalej Clifford - inaczej niż typowy krytyk sztuki lub ówczesny
antropolog zachwyca się istnieniem kulturowych nieczystości
i niepokojących synkretyzmów. Griaule utożsamia europejską
fascynację sztuką afrykańską z afrykańskim upodobaniem do
tkanin, kanistrów z benzyną, alkoholu i broni palnej." Clifford
przytacza też konkluzję Griaule'a: „Dość męcząca jest koniecz­
ność nieustannego przypominania, że etnografia interesuje się
pięknym i brzydkim w europejskim sensie tych absurdalnych
słów. Ma ona jednakże skłonność do bycia podejrzliwą w stosun­
ku do pięknego, które jest rzadkim, czyli monstrualnym, zjawis­
kiem w cywilizacji. Etnografia jest podejrzliwa także w stosunku
do siebie, gdyż jest białą nauką, to znaczy nauką skażoną
przesądami, i nie odmawia wartości estetycznych przedmiotom
tylko z tej racji, że są produktem masowym lub modnym." Takie
ujęcie relatywizowało powszechnie znane kategorie: sztuki, pięk­
na, autentyzmu, czystości. „Skrajny relatywizm - pisze Clifford
- a nawet nihilizm, ukryte w podejściu etnograficznym nie
pozostały niezauważone przez bardziej radykalnych współpraco­
wników .Documents'. W spojrzeniu na kulturę nie przywiązywali
oni wagi do kwestii jej organicznej struktury, funkcjonalnej
integracji, ciągłości historycznej. Nawet z punktu widzenia
współczesnej semiologii ich koncepcja nie jest anachroniczna.
Rzeczywistość kulturowa skomponowana jest ze sztucznych
kodów, ideologii i przedmiotów, poddających się twórczym
przetworzeniom i zestawieniom."
4

Podstawową metodą stosowaną w piśmie było więc łączenie:
przypadkowy lub ironiczny kolaż, zmienna aranżacja kulturo­
wych symboli i artefaktów. Opisy paryskich rzeźni mieszają się
tam z karnawałowymi maskami Afryki, Melanezji, Francji. Dzieła
rzemiosła ludowego sąsiadują z okładkami brukowych książek.
„ W odniesieniu do kultury współczesnego miasta .Documents'
stawiają pytanie, przed którym staje każdy organizator etno­
graficznego muzeum: Co należy do czego? Czy arcydzieła sztuki
rzeźbiarskiej powinny być przedstawiane osobno, czy raczej obok
garnków i siekier?"

8

„Kultura staje się czymś w rodzaju kolekcji, a same .Docu­
ments' etnograficzną wystawą wyobrażeń, tekstów, przedmio­
tów, postaw, zabawnym muzeum, które równocześnie gromadzi
i tasuje swoje eksponaty." Waga tych spostrzeżeń - według
Clifforda - nie zmalała z upływem czasu. Szczególnie ważnym
działem pisma był również „tak zwany słownik nieoczekiwanych
definicji" ze słynną już definicją człowieka jako przedmiotu
0 wartości 25 fraków.
Surrealistyczny kolaż przełamywał złudzenie tego, co Barthes
- kwestionując konwencjonalne spojrzenie na świat - nazwie
później „wrażeniem rzeczywistości". W ten sposób przedstawia­
no na przykład umowność europejskiej, realistycznej wizji ludz­
kiego ciała. Leiris, analizując płótna Picassa, ukazujące znie­
kształcone figury, zestawiał je następnie z rzeźbą afrykańką, która
dostarczała dalszych przykładów przekształceń „prawdziwego"
wizerunku ciała. „Ciało - pisze Clifford - podobnie jak semiotycznie ujmowana kultura, przestaje być jakąś całością, stając się
zbiorem konwencjonalnych symboli i kodów."
5

Wewnętrzna struktura pisma „Documents", widoczna szcze­
gólnie wyraźnie w porządku zestawianych fotografii, jest zatem
wiernym odbiciem koncepcji kultury jako nieustannej gry cyta­
tów, nieskończonego kolażu. Obrazy г całego świata tworzą tam,
mówiąc słowami Clifforda, „perwersyjną kolekcję", a „anarchicz­
ny dokumentalizm" - nowy, epistemologiczny horyzont dla
dwudziestowiecznych badań nad kulturą. W pracach pisma
uczestniczyło zbyt wielu poważnych naukowców, badaczy tere­
nowych i muzealnych, by można w nim było widzieć jedynie
osobiste dzieło „niemożliwego" George'a Bataille'a. W gruncie
rzeczy pismo „było raczej przykładem wielkiej wrażliwości (która
jest bardziej niż się na ogół przyznaje charakterystyczna dla
francuskiej tradycji etnograficznej) na złożony charakter tego, co
Mauss nazwał .całościowym faktem społecznym'. Po surrealis­
tycznych latach dwudziestych rzeczywistość nigdy już nie będzie
postrzegana jako coś prostego, ciągłego, dostępnego empirycz­
nemu lub indukcyjnemu opisowi." To właśnie Mauss najlepiej
wyraził postawę, która leży u podłoża tej prawdy: „Etnologia jest
jak ocean. Potrzebujesz jedynie sieci, a kiedy wejdziesz do wody
6

1 zarzucisz sieć, możesz być pewien, że złapiesz jakąś rybę."
Historia etnografii francuskiej okresu międzywojennego za­
wiera się, według Clifforda, w dziejach dwóch muzeów parys­
kich: starego muzeum Trocadero i nowego, mieszczącego się
w Palais de Chaillot, Musśe de 1'Homme. „O ile Troca' lat
dwudziestych ze swymi przemieszanymi, źle sklasyfikowanymi
zbiorami objets d'art odpowiada estetyce etnograficznego sur­
realizmu, o tyle całkowicie nowoczesny Palais de Chaillot uosa­
biał kształtujący się wówczas naukowy paradygmat etnograficz­
nego humanizmu. Ten nowy paradygmat obejmował wiarę
w możliwość akumulacji wiedzy i fenomen naukowego postępu;
rzadziej zauważa się, że wraz z jego konsolidacją wyłączono
z zakresu nauki - nadając im miano sztuki - te elementy
dyscypliny, które każąjej wątpić w samą siebie, podważać własne
założenia i, jak w przypadku 'Documents', pracować na granicy
chaosu." Trocadero w początkach lat dwudzistych to, według
określenia jednego z dziennikarzy, un voyage en pleine barberie:
egzotyka, ciekawostki, przedmioty kultu. To tam Picasso roz­
począł swe poważne studia nad 1'art negre. W początkach swego
istnienia „Le Troca" było symbolem skandalu. Później, dzięki
wystawie przedmiotów, zgromadzonych podczas słynnej eks­
pedycji naukowej Dakar-Dijbouti, stało się ono modne. Świat
„Troca" wpłynął na ukształtowanie się pojęcia które Edward Said
określił mianem „orientalizmu", rozumiejąc pod tym terminem
„wytwory i przedstawienia, odzwierciedlające słabo wyodręb­
niony geograficznie i historycznie, lecz symbolicznie realny świat
egzotyczny. Jeżeli pojęcie afrykańskiego fetysza miało w latach
dwudziestych jakiekolwiek znaczenie, opisywało raczej sposób
percepcji egzotycznych artefaktów przez europejskich aficiona­
dos niż afrykańskie wierzenie."
W latach trzydziestych powstało Musee de 1'Homme, wokół
którego zebrało się grono wybitnych etnologów tego okresu:
Metraux, Leroi-Gourhan, Griaule, Leiris, Dieterlen, Paulme, Du-

�mont. Koncepcja Musee de 1'Homme zbudowana została na
nowej wizji pojęć „ludzkość", „człowiek", które nabrały monu­
mentalnego, syntetycznego charakteru. Ekspozycje w salach
Musee de 1'Homme obejmowały dzieje ludzkości od ewolucji
biologicznej poprzez odkrycia archeologiczne wczesnych cywili­
zacji aż do antropologii współczesności. Tak zrealizowana została
wizja „homme total" Marcela Maussa. W ten sposób zacierały się
też stopniowo różnice pomiędzy etnografią, archeologią i prehis­
torią - widziano je jako całkowicie sztuczne. Za równie sztuczne
uważano wszelkie podziały dokonywane w oparciu o geografię
polityczną. Ludzkość w swej niepodzielności stała się ideą
najwyższą.
U schyłku lat trzydziestych grupa etnologów i awangardowych
intelektualistów (Bataille, Leiris, Caillois) założyła College de
Sociologie, które nawiązywało w pewnym sensie do tradycji
Annee Sociologique i koncepcji Durkheima. Twórców College
podobnie jak autora Elementarnych form życia religijnego, in­
teresowały te momenty rytualne, kiedy zbiorowa ekspresja wyra­
żała doświadczenia spoza normalnej egzystencji, momenty,
w których porządek kultury jest jednocześnie przekraczany i od­
nawiany. Twórcy College bardziej jednak niż Durkheim skupiali
się na obecności sacrum w życiu codziennym: w Paryżu lat
dwudziestych i trzydziestych (Bataille), w przeżyciach osobis­
tych (Leiris). W eseju pod tytułem Sacrum w życiu codziennym ,
będącym, jak pisze Clifford „mostem pomiędzy etnografią i auto­
portretem", Leiris naszkicował wiele wątków, które następnie
rozwinął w La regle du jeu . Przedmioty o niezwykłej sile
przyciągania (rewolwer ojca), niebezpieczne strefy (tor wy­
ścigowy), miejsca otoczone tabu (sypialnia rodziców), miejsca
sekretne (WC), słowa i zdania o magicznym rezonansie wywołują
(...) dwuznaczną postawę związaną z podejściem do czegoś
zarazem pociągającego i niebezpiecznego, szacownego i od­
pychającego, tę mieszaninę szacunku, pożądania i przerażenia,
która może być uważana za psychologiczne znamię świętości."
„ W L'Afrique fantóme" Leiris jeszcze wyraźniej zakwestiono­
wał naukowe rozróżnienie na rzeczywistość 'subiektywną' i 'obiektywną'. Dlaczego, zastanawiał się, moje własne reakcje
(marzenia, doznania cielesne i tak dalej) nie są ważną częścią
'danych', dostarczanych przez badania terenowe? W College de
Sociologie ujrzał możliwość etnografii zarazem rygorystycznej,
w wymogach analizy, jak i poetyckiej. Badacz skupia się nie na
innym, lecz na sobie samym, na swym osobistym systemie
symboli, rytuałów i społecznych topografii."
Jean Jamin określił prace College mianem krytycznej „et­
nologii codzienności": „uczynić obcym to, co zdaje się znajome;
badać rytuały i święte miejsca współczesnych instytucji z drobiazgowością 'egzotycznego' etnografa i posługując się jego meto­
dami; stać się obserwatorem, obserwującym tych innych, którzy
są nami i, w końcu, tego innego, który jest m n ą . "
Według Clifforda College de Sociologie był „późną emanacją
surrealistycznych lat dwudziestych". W przeciwieństwie do jego
improwizowanego, amatorskiego charakteru „Musee de 1'Hom­
me nosiło znamiona wiedzy oficjalnie usankcjonowanej, nauko­
wej, monumentalnej. (...) w służbie tych dwu abstrakcji, zwanych
Sztuką i Nauką, wszystko, co jest żywą fermentacją bywa
automatycznie eliminowane."
Musee de 1'Homme zajmowało się więc ludzkością, a właś­
ciwie jej specyficzną ideą. Reprezentowało wiarę w naukowy
1

B

10

postęp i chłodny obiektywizm. Brakowało mu jednak krytycyz­
mu, skierowanego w stronę własnych założeń, ref lekcji, po­
ddającej badaniu własne przesłanki. „Tym, co nie było przed­
stawiane w salach Musee de 1'Homme był współczesny Zachód,
jego sztuka, instytucje i technika. W ten sposób reguły zachod­
niego myślenia i mentalności były obecne wszędzie poza wysta­
wą. (...) Tożsamość Zachodu, jego humanizm nigdy nie były
ukazywane ani analizowane, nigdy otwarcie omawiane." Swoje
wątpliwości, związane z etnologiczną ideologią ukrytą w struk­
turze Musee de 1'Homme, Clifford wyraził słowami Merleau-Ponty'ego: „ W swoich własnych oczach zachodni humanizm
jest miłością ludzkości, ale dla innych jest to jedynie obyczaj
i instytucja pewnej grupy ludzi, ich hasło i, czasami, okrzyk
bojowy."
Postawę naukowców skupionych przy Musee de 1'Homme
Clifford określił mianem antropologicznego humanizmu. Ant­
ropologiczny humanizm i etnograficzny surrealizm rozumieć
należy jako antynomię w ramach współczesnego kontekstu
kulturowego. „Aby schematycznie przedstawić ich przeciwieńst­
wo, można powiedzieć, że antropologiczny humanizm wycho­
dząc od tego, co inne, czyni je zrozumiałym za pomocą nazywa­
nia, klasyfikowania, opisywania, interpretowania. Oswaja. Zaś
praktyka etnograficznego surrealizmu kieruje swe ostrze ku temu,
co znajome, wywołując eksplozję inności, czegoś nieoczekiwa­
nego."
Szukając przykładów odwrotności etnograficznego surrealizmu-surrealistycznej etnografii, Clifford zwraca uwagę na fakt, iż
„praktyka surrealistyczna jest stale obecna w pracach etno­
graficznych, choć rzadko jasno uświadamiana". Jej przejawy
znajduje u Leirisa, Griaule'a, Malinowskiego. Nie tylko jednak
tam. „Moment surrealistyczny", przyjmujący formę kolażu, poja­
wia się na każdym wstępnym kursie atropologii. „Surrealistycz­
nym momentem w etnografii - pisze Clifford - jest ten moment,
kiedy możliwości przeprowadzenia porównania towarzyszy bez­
pośrednio jawna nieprzystawalność. W procesie etnograficznego
rozumowania moment ten jest powtarzany i uwydatniany."
Badając mechanizm kolażu, Clifford zauważa, że „Kolaż wprowa­
dza do pracy (tu do etnograficznego tekstu) elementy, które
nieustannie oznajmiają swoją obcość wobec kontekstu ich
przedstawiania." Etnografia jako kolaż świadoma jest dokonywa­
nych przez siebie cięć kultury i sztuczności tworzonych światów.
Niczatem dziwnego, że jak pisze Clifford, „Uprawianie etnografii
zgodnie z modelem kolażu oznacza zaprzestanie opisywania
kultur jako organicznych całości lub jednolitych, realistycznych
światów, nieustannie poddawanych wyjśniającemu dyskurso­
wi."
Ziarno surrealizmu ukryte jest, według Clifforda, w samej
istocie etnografii, nauki „przejawiającej nieustanną gotowość do
zdziwienia, do podważania interpretacyjnych syntez, ceniącej
nieoczekiwane pojawianie się przypadkowo odkrytej inności."
Każdy etnograf ma w sobie coś z surrealisty, odkrywcy i twórcy
nowych światów. Związek etnografii z surrealizmem, którego
owocem jest zarówno etnograficzny surrealizm, jak też surrealis­
tyczna etnografia, definitywnie kładzie kres empirycznemu i opi­
sowemu wymiarowi antropologii, widzianej jako interpretacja
kultury. Nowa etnografia, rozpięta pomiędzy nauką i sztuką,
studiuje nie tyle świat, co siebie samą jako jeden z kodów,
świadomą swej roli część współczesnej rzeczywistości.
11

PRZYPISY
1

J. Clifford, The Predicament of Culture.
Twentieth-century
ethnography, literature and art. Harvard Uniwersity Press 1988.
Wszystkie cytaty w niniejszym tekście, jeśli tego nie zaznaczam
inaczej, pochodzą z wymienionej książki, przede wszystkim zaś
z rozdziału On Ethnographic Surrealism.
S. Sontag, On Photography, New York 1977
G. Bataille, L'erotisme, Paris 1957
* M. Griaule, ..Documents" 2 (1): 46-47, 1930
R. Barthes, L'effet de reel, Paris 1968
2

2

5

6

M. Fortes, On the concept of the person among the Tallensi,
(w:) La notion de personne en Afrique noire, Paris 1973
M. Leiris, Le sacre dans la vie quotidienne, (w:)
LeCollegede
Sociologie, Paris 1979, s. 60-74
M. Leiris, La regie du jeu, Paris, vols. 1-4, 1948-1967
M. Leiris, L'Afrique fantóme, Paris 1950
J. Jamin, Un sacre college ou les apprentis sorciers de la
sociologie, „Cahiers internationaux de sociologie" 68:5-30,
1980
M. Merleau-Ponty, Humanism et terreur, Paris 1947
7

8
9

10

11

9

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6344" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6324">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/5d4f311df265aa8c257fb00355271495.pdf</src>
        <authentication>e5976a338ce9ef667c11c155883a7e17</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75566">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:4925</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75567">
                <text>1966</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75568">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:4564</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75569">
                <text>Spis treści/ Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75570">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1966 t.20 z.3-4; pierwsze strony</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75571">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75572">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75573">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75574">
                <text>�TREŚĆ

KICZ

—

SZTUKA

JARMARCZNA

—

SZTUKA

a.j.

O d Redakcji

Paweł Bey l i n

Struktura i

LUDOWA

139
funkcje

społeczne

kiczu

(referat)

.

141

D y s k u s j a
Marcin

Czerwiński

150

Andrzej

Jakimowicz

152

Jadwiga

Jarnuszkiewiczowa

154

Mieczysław Porębski

156

Wiesław Juszczak

158

Roman

159

Zimand

Aleksandra
Janusz

Okopień-Sławińska

160

Sławiński

162

Michał B r i s t i g e r

164

Roman

168

Reinfuss

Aleksander
Anna

Jackowski

169

Kunczyńska-Iracka

Janina

175

Ludawska

Ksawery

176

Piwocki

178

•
Janusz

Krippendorf

„Remont" — r y s u n k i n a szybach

181

Marian Lipski

R y s u n k i n a płotach i b u d y n k a c h

193

Janusz D u n i n

Zdobnictwo tandetnych w y d a w n i c t w popularnych

195

H a l i n a Wójcik

Pierniki odpustowe

203

B a r b a r a Jonscher

Baranki

Aleksander

Jackowski

O d p u s t w B i a ł y m s t o k u — 1965 r

221

Aleksander

Jackowski

Kolorowe figurki z cukru

223

Z

ARCHIWUM

w południowej Małopolsce .

wielkanocne

216

HISTORYCZNEGO

Tadeusz Seweryn

Cukrowe

dziwy

225

Tadeusz Seweryn

K o l o r o w e banie

226

KRONIKA
SUMMARY

227
OF ARTICLES

231

РЕЗЮМЕ

Na

okładce:

Czajkowski.

236

„Adam

i Ewa",

Zelczyna,

pow.

tytułowej:

rzeźba
Kraków.

Baranki

w drewnie

polichr.,

Wł. J . Swiderski.
wielkanocne.

wys.
Fot.

Fot. J . A.

32,5 cm.

J . Swiderski.
Chrościcki.

Wyk.

Feliks

Na

stronie

�P O L S K A

S Z T U K A
ROK

L U D O W A

X X - 1 9 6 6
T R E Ś Ć

Banateanu

Tancred,

Formagiu

Koszula

Jadwiga

kobieca.

Z e studiów n a d

r u m u ń s k i m s t r o j e m l u d o w y m s. 101—112
Cieśla-Reinfussowa
Dunin

Zdobnictwo

Janusz

Aleksander

Odpust w

Jackowski

Aleksander

Kolorowe figurki

Krippendorf

n r 3/1

1965 r . s. 221—222

n r 3/4

z c u k r u s. 223—225

n r 3/4

s. 216—220

n r 3/4

„Remont" — r y s u n k i na szybach

Janusz

Kunczyńska-Iracka
Lipski

Białymstoku —

Baranki wielkanocne

Barbara

nr 2

t a n d e t n y c h d r u k ó w p o p u l a r n y c h s. 195—202

Jackowski
Jonscher

nr 2

Chałupa z w y ż k ą w M y ś l e n i c k i e m s. 113—118

Zofia

s. 181—192

n r 3/4

O b r a z y częstochowskie s. 74—100

Anna

nr 2

R y s u n k i n a płotach i b u d y n k a c h s. 193—194

Marian

Macie jewska-Pavkovic

Zdobnictwo

Joanna

obrzędowe

wsi

n r 3/4
białostockiej

s. 119—128
Mikołajtis
Reinfuss

Roman

Świątkowska
Wójcik

nr 2

Józef

F o t o g r a f i k a podjasnogórska s. 49—65

nr 1

Z e s t u d i ó w n a d kulturą l u d o w ą Ł e m k o w s z c z y z n y s. 3—22

nr 1

P i e r n i k i o d p u s t o w e w p o ł u d n i o w e j M a ł o p o l s c e s. 203—215

KICZ
Od

Paweł

Dyskusja:

—

SZTUKA

JARMARCZNA

—

SZTUKA

n r 3/4

S t r u k t u r a i f u n k c j e społeczne k i c z u ( r e f e r a t ) s. 141—149

Czerwiński
Jakimowicz

s. 150—152

Marcin

Jarnuszkiewiczowa
Porębski
Juszczak

Wiesław

Zimand

Roman

Bristiger

s. 158

n r 3/4

s. 159—160

n r 3/4

s.

Janina

Piwocki

n r 3/4
n r 3/4

164—167

n r 3/4

Ksawery

n r 3/4

s. 169—173

Aleksander

Kunczyńska-Iracka
Ludawska

s. 160—162

Aleksandra

s. 168—169

Roman

Jackowski

n r 3/4

s. 162—164

Janusz
Michał

Reinfuss

n r 3/4

s. 156—157

Okopień-Sławińska
Sławiński

n r 3/4

s. 154—155

Jadwiga

Mieczysław

n r 3/4
n r 3/4

s. 152—153

Andrzej

nr 1
n r 3/4

LUDOWA

[ W s t ę p do r e f e r a t u i d y s k u s j i ] s. 139

redakcji

Beylin

W n ę t r z e chałupy książackiej X I X i X X w . s. 23—48

Anna

Halina

Anna

n r 3/4

s. 175—176

n r 3/4

s. 176—177

n r 3/4

s. 178—180

n r 3/4

ARCHIWUM

HISTORYCZNE

Seweryn

Tadeusz

C u k r o w e d z i w y s. 225

n r 3/4

Seweryn

Tadeusz

K o l o r o w e b a n i e s. 226

n r 3/4

WSPOMNIENIA

POŚMIERTNE

Micińska

Anna

Wanda Gentil-Tippenhauer

Micińska

Anna

J u l i u s z Z b o r o w s k i 1888—1965 s. 129—131

(1899—1965)

s. 66—68

nr 1
nr 2

ROŻNE
K r o n i k a s. 68—69

nr 1

K r o n i k a s. 131—132

nr 2

K r o n i k a s. 227—230

n r 3/4

S u m m a r y o f A r t i c l e s s. 7 0 — 7 1

nr 1

S u m m a r y o f A r t i c l e s s. 132—134

nr 2

S u m m a r y o f A r t i c l e s s. 231—235

'

n r 3/4

Р е з ю м е s. 71—72

nr 1

Р е з ю м е s. 135—136

nr 2

Р е з ю м е s. 236—240

n

r

3

/

4

�KWARTALNIK

INSTYTUTU

SZTUKI

POLSKIEJ

AKADEMII

NAUK

R O K XX

polska sztuka ludowa

1 9 6 6 NR 3/4

�KOMITET REDAKCYJNY
Mgr Aleksander Jackowski,
dir K a z i m i e r z P i e t k l i a w i c z ,
prof, d r K s a w e r y Piwactoi,
p r o f , 'dtr R o m a n
ReSmfusis,
p r o f , idr T a d e u s z S e w e r y n .
ZESPÓŁ
REDAKCYJNY
Redaktor
naczelny:
mgr
Aleksander Jackowski, za­
stępca r e d a k t o r a n a c z e l n e ­
go: p r o f , d r R o m a n R e i i n fute,
sekretarz
redakcji
i r e d a k t o r działu: m g r J a d ­
wiga
JarniuszikiewieKOwa,
współpracownicy: m g r A n ­
na Kunczyńska — I r a c k a ,
m g r W a c ł a w Sułkowski, r e ­
d a k t o r t e c h n . : M a r i a К łu­
k o w s k a , układ g r a f . : J a d ­
wiga
Jannuszkiewicizioiwa.
Tłumacze:
D.
Ronowica
(ang.), N . Stasińska (rlois.).
Rad.: I n s t y t u t S z t u k i P A N ,
Warszawa,
u l . Długa 26.
Wyd,
i
admiinłsitr.: P.P.
Wydawnictwa
Artystyczne
i Filmowe, Warszawa, u l .
P u ł a w s k a 6 1 , t e l . 44-50-19.

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6336" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6316">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/78e70d318cd99d660bfebf449e756ab6.pdf</src>
        <authentication>caa733c9f3bc4fa84e9a483edb2224f7</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75481">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3180</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75482">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75483">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2978</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75484">
                <text>Kilka uwag w kwestii tzw. świadomości chłopskiej / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75485">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.225-229</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75486">
                <text>Burszta, Hanna; Burszta, Wojciech J.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75487">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75488">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75489">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75490">
                <text>Hanna Burszta, Wojciech J. Burszta

KILKA U W A G W KWESTII TZW. Ś W I A D O M O Ś C I CHŁOPSKIEJ

Dociekania n a d s t a n a m i i t r e ś c i ą ludzkiej ś w i a d o m o ś c i n a l e ż ą
z p e w n o ś c i ą do najbardziej i n t r y g u j ą c y c h t e m a t ó w
przedstawicieli n a u k

humanistyeznyeh.

zajmujących

T r u d n o ś c i , jakie

stają

zakres p r z e k o n a ń f u n k c j o n u j ą c y c h

globalnie w skali p o n a d i n -

d y w i d u a l n e j badanej g r u p y — w naszym p r z y p a d k u b ę d ą
przekonania

mieszkańców

wsi k o n s t y t u u j ą c e

to

tzw. świadomość

przed tego t y p u b a d a n i a m i , s ą r ó ż n o r a k i e j n a t u r y . Nie m a przede

c h ł o p s k ą z a r ó w n o w j e j w y m i a r z e h i s t o r y c z n y m , j a k w dobie

w s z y s t k i m zgody co do togo, czy nauka m o ż e w ogóle zasadnie

obecnej. I n n y m i s ł o w y p y t a m y : czy m o ż n a m ó w i ć o k u l t u r z e

w y p o w i a d a ć się na t e m a t ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j , czy jedynie

chłopskiej

j a k o o specyficznym t y p i e s t r u k t u r y funkcjonalnej

ekstrapoluje ona w i e d z ę o ś w i a d o m o ś c i i n d y w i d u a l n e j na większe,

rządzącej

się

indukcyjnie

r ó ż n o t y p y d z i a ł a ń p r a k t y c z n y c h obserwowanych w tego t y p u

zdaje

się

konstruowane
wyrażać

ową

zbiory

jednostek,

globalnie

których

pojmowaną

suma

„świadomość

formami

świadomości,

regulującymi

wspólnotach.

z b i o r o w ą " ( p o u a d j e d n o s t k o w ą ) . Nie w c h o d z ą c z u p e ł n i e w zagad­
nienie, j a k i mianowicie status ontologiczny m o ż n a

własnymi

Pojęcie

„świadomości",

którym

tak

chętnie

operuje

się

przypisać

w r ó ż n y c h kontekstach, i m p l i k u j e , że m a m y do czynienia z p e w n ą

p o j ę c i u ś w i a d o m o ś c i l u d z k i e j , p r z e j d ź m y do k r ó t k i e g o zasygna­

r z e c z y w i s t o ś c i ą m y ś l o w ą z o r g a n i z o w a n ą w t a k i s p o s ó b , iż m o ż n a

lizowania m o ż l i w y c h , epistemologicznych u j ę ć tej k w e s t i i .
O t ó ż l i n i a sporu d o t y c z ą c e g o charakteru p r z e s ą d z e ń

jej

huma­

przypisać

postać

sądów

względnie

przekonań

dwojakiego

rodzaju — n o r m i d y r e k t y w ; „ ś w i a d o m o ś ć " u k r y w a się — j a k

n i s t y k i przebiega na k o n t i n u u m , k t ó r e g o dwa bieguny wyzna­

się to powszechnie u j m u j e — za ekstraspekcyjnie

obserwo wal­

czają pojęcia indywidualizmu

n y m i stanami

następująco:

gicznego.

Zgodnie

i a n t y i n d y w i d u a l i z m u metodolo­

z t y m p i e r w s z y m stanowiskiem,

w nauce

rzeczy. M o ż n a b y ł o b y p o w i e d z i e ć

etnolog m a do dyspozycji dwojakiego rodzaju dane: 1. obser­

m ó w i ć m o ż e m y j e d y n i e o t y m , co istnieje realnie — o pojedyn­

wacje —• i / l u b — dokumentacyjne

czych ludziach i i c h dyspozycjach

k u l t u r o w y c h oraz 2. p o j ę c i o w y , k l a s y f i k a c y j n y , ś w i a d o m o ś c i o w y

ludzkie

s ą ostatecznym

zachowauiowych; j e d n o s t k i

składnikiem

świata

społecznego,

im

jedynie p r z y p i s a ć m o ż n a status c a ł k o w i c i e realistyczny. Zjawiska
oraz całości s p o ł e c z n e w y j a ś n i a l n e s ą zawsze poprzez
się

do

zachowań

poszczególnych

jednostek.
będzie

odwołanie

Zwolennik

skupiać

swą

tezy

indywidualizmu

metodologicznego

n a jednostkach

nawet w ó w c z a s , g d y docelowym przedmiotem

uwagę

m i o n a , k l a s y ) , w z o r y z a c h o w a ń czy o k r e ś l o n e f o r m y

o k t ó r y m wnioskuje się b ą d ź

z d a n y m i t y p u pierwszego, b ą d ź rekonstruuje się go b e z p o ś r e d n i o
jako intuicyjnie

d a n ą sferę i d e a e y j n ą k a ż d e j k u l t u r y . W

obu

p r z y p a d k a c h p r z y j ę c i e istnienia „ m y ś l o w e j " s t r o n y k u l t u r y jest
niezbędne

do

tego,

aby

w sposób

adekwatny

klasyfikować,

wyjaśniać, interpretować i przewidywać pojawiające

się czyn­

ple­

n o ś c i i o b i e k t y k u l t u r o w e (inaczej: t ł u m a c z y ć zachowania i i c h

świado­

e f e k t y ) . T a k w i ę c k o n k r e t n y m i zachowaniami zawsze „ r z ą d z i "

jego analiz b ę d a g r u p y s p o ł e c z n e (etniczne, etnograficzne,
mości ponadindywidualnej. Jedynie t y m pierwszym

aspekt r z e c z y w i s t o ś c i k u l t u r o w e j ,

opisy c z y n n o ś c i i o b i e k t ó w

przypisze

j a k i ś system r e g u ł , k t ó r y jest wobec n i c h p i e r w o t n y i p r z y j ę c i e

on status c a ł k o w i c i e realnych „ b y t ó w " , te drugie t r a k t u j ą c j a k o

którego

abstrakcje

formowania się zjawisk k u l t u r y . Granice p o m i ę d z y p o s z c z e g ó l ­

czy u o g ó l n i e n i a (pojęcia w rodzaju

„społeczeństwa"

czy „ e t n o s u " p o s i a d a j ą w t y m k o n t e k ś c i e charakter
talistyczny). I n n y m i
wyjaśnić

instrumen-

s ł o w y : k a ż d e zjawisko s p o ł e c z n e

ostatecznie p o w o ł u j ą c

się na

odpowiednie

można
zjawiska

wyjaśnia

w ogóle fenomen

generatywności

n y m i sferami ś w i a d o m o ś c i nie zawsze s ą ostre a
zespoły p r z e k o n a ń tworzą zbiory dopełniające

procesów

odpowiednie

s i ę ; najczęściej

zdarza się t a k , że to samo przekonanie ( n o r m a t y w n e b ą d ź d y r e k t y w a l n e ) funkcjonuje j e d n o c z e ś n i e w k i l k u r ó ż n y c h

indywidualne.

sferach

k u l t u r y . W e ź m y c h o ć b y e t n o g r a f i c z n ą , t y p o w ą dla tej n a u k i ,
Drugi

nurt

refleksji

holistyczny — sytuuje

— antyindywidualistyczny
się na p r z e c i w n y m k r a ń c u

względnie
skali

ujęć

relacji m i ę d z y t y m , co jednostkowe, a t y m , co p o n a d i n d y w i d u a l ne. Zgodnie z h o l i s t y c z n y m u j m o w a n i e m r z e c z y w i s t o ś c i badanej,
poszczególne

grupy

społeczne

posiadają

właściwości

nieredukowalne do pojedynczych części (jednostek)

swoiste,

składających

się na te g r u p y . W o b r ę b i e a n t y i n d y w i d u a l i z m u metodologicz­
nego w y r ó ż n i ć m o ż e m y k i l k a stanowisk r ó ż n i ą c y c h się stopniem
„ostrości"

niezgody

na

wiska umiarkowanego

ujęcie

indywidualistyczne: od

po s k r a j n y a n t y i n d y w i d u a l i z m metodo­

J e d n ą z wersji stanowiska a n t y i n d y w i d u a l i s t y c z n e g o jest t a k i
prawomocne

jest

mówienie

o „ ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j " i „ s p o ł e c z n e j p r a k t y c e " j a k o sferze
zjawisk, k t ó r a nie podlega r e d u k c j i do i n d y w i d u a l n y c h warian­
t ó w owej ś w i a d o m o ś c i i p r a k t y k i . Ś w i a d o m o ś ć s p o ł e c z n a ozna­
c z a ć t u t a j b ę d z i e z b i ó r (zespół) t y c h wszystkich s ą d ó w

funkcjo­

n u j ą c y c h we w c h o d z ą c e j w r a c h u b ę grupie, k t ó r e r e g u l u j ą orien­
tacje

wartościujące

oraz d z i a ł a n i a

k u ideom

wartościującym

tej g r u p y skierowane. S ą d y te s ą — jest to istotne u z u p e ł n i e n i e
— powszechnie w tej grupie akceptowane ( ś w i a d o m i e b ą d ź nie)
l u b — co n a j m n i e j —• s ą powszechnie respektowane. N i e oznacza
t o wcale, że p o s ł u g i w a n i e się t e r m i n e m : „ ś w i a d o m o ś ć
k o w a " jest
obejmuje

nieuprawnione,

całkowicie

albo

świadomość

że „ ś w i a d o m o ś ć
indywidualną.

tywację
niom

W

jednost­

społeczna"
propono­

w a n y m u j ę c i u chodzi jedynie o t o , i ż i n t e r e s o w a ć nas

i podobieństw

świadomościową

ludzi:

pomiędzy

„rytuałem",

„obrzę­

przypiszemy

magiczno-religijną,

obserwowanym

czysto

religijną,

działa­

obyczajową

czy jedynie p o t r a k t u j e m y owe d z i a ł a n i a j a k o n a w y k o w e ( i n ­
d y w i d u a l n e ) , m ó w i ć m o ż e m y o odpowiednich sensach t y c h dzia­
ł a ń : r y t u a l n o - m a g i c z n y c h , o b r z ę d o w y c h , obyczajowych i zwy­
czajowych.
W a r t o — j a k się wydaje — z a s t a n o w i ć się n a d z w i ą z k i e m
łączącym

1

którego

różnic

d e m " , „ o b y c z a j e m " i „ z w y c z a j e m " . Z a l e ż n i e od tego j a k ą m o ­

stano­

logiczny rodzaju, d a j m y na t o , L . A l t h u s s e r a .

jego w a r i a n t , w ramach

kwestię

będzie

pojęcie

„stanu

świadomości"

czy

„świadomości"

w ogóle, z p o j ę c i e m , k t ó r e c z ę s t o pojawia się w pracach etnologicznych i do k t ó r e g o etnologowie s ą szczególnie „ p r z y w i ą z a n i " .
Chodzi o „ w z ó r k u l t u r y " i jego pochodne, n p . „ w z o r y
chłopskiej"

i t p . O t ó ż , obydwa, te p o j ę c i a

n y p o n a d i n d y w i d u a l n y charakter;

cechuje

jeśli j a k o k u l t u r ę

kultury

wspomnia­
będziemy

t r a k t o w a ć sferę l u d z k i c h p r z e k o n a ń , r ó w n i e ż i p o j ę c i e
kulturowego"

nabiera

w

tym

kontekście

pewnego

„wzoru

trwałego,

a więc u t r z y m u j ą c e g o się przez czas d ł u ż s z y —• u ś w i a d a m i a n e g o
b ą d ź nie —• u k ł a d u s ą d ó w d e c y d u j ą c y c h o specyficznym charak­
terze ś w i a d o m o ś c i i n t e r e s u j ą c e g o nas s p o ł e c z e ń s t w a czy g r u p y .
N a marginesie d o d a j m y , że z t e r m i n e m „ w z ó r k u l t u r y "

kores­

ponduje p o j ę c i e „ k a t e g o r i i k u l t u r a " , k t ó r y m p o s ł u g u j e się A r o n
Guriewicz.

2

P r o p o n u j e m y zatem za w z ó r k u l t u r o w y t r a k t o w a ć w z g l ę d n i e
t r w a ł e f o r m y o w y c h s ą d ó w ( p r z e k o n a ń ) , k t ó r e : a. t w o r z ą system

225

�o b o w i ą z u j ą c y c h w danej grupie n o r m i d y r e k t y w p o s t ę p o w a n i a

nym

i ocen p o s t ę p o w a n i a ; b . „ p r z e k r a c z a j ą " '

t r a k t a t y z f i z y k i z a s t ę p u j ą w i a r ę w Boga.

ramy

poszczególnych

f o r m ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j w t y m sensie, iż m i m o funkcjono­
wania w r ó ż n y c h dziedzinach k u l t u r y s t a n o w i ą ponadto
wane od swoich k o n t e k s t ó w )

w y z n a c z n i k i globalnej

(oder­

samoświa­

„racjonalnym

poglądem

na

świat",

w ramach

którego

O t ó ż w b r e w t e m u , co zdawali się s ą d z i ć e n t u z j a ś c i w rodzaju
K u c z y ń s k i e g o , z m i e n i a j ą c e się (a jest to proces ciągły) w a r u n k i
spoleczno-ekonomiczne

nie w y t w a r z a j ą

po prostu od

podstaw

d o m o ś c i tej g r u p y ; c. s t a n o w i ą rodzaj instancji ś w i a t o p o g l ą d o ­

nowej k u l t u r y ;

wej m o t y w u j ą c e j

w ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j , n i e z b ę d n a jest w nich o b e c n o ś ć pier­

d z i a ł a n i a p o s z c z e g ó l n y c h p o d m i o t ó w ; d. po­

aby

nowe elementy

kultury

zintegrowały

się

siadają funkcję integrująco-różnicującą, tzn. pozwalają odróżniać

w i a s t k a t r a d y c j i . J a k to ujmuje Jerzy K m i t a : „ N i e m o ż n a na

członków

przykład

rzeczonej

grupy

od

nie-czlonków,

skąd

bierze

się

w szczególności n p . stosunek do obcych.

propagować

skutecznie

moralności,

obyczajowości,

s z t u k i i t p . o charakterze l a i c k i m , jeżeli społecznie zaakceptowane

O d razu jednak n a l e ż a ł o b y z a z n a c z y ć , że w p r z e c i w i e ń s t w i e

są i f u n k c j o n u j ą

kulturowo wartości

religijno-światopoglądowe;

do , świa,domości s p o ł e c z n e j " , p o j ę e i e „ w z o r u k u l t u r o w e g o " jest

nie o d w o ł u j ą c e się do n i c h , w y m y ś l o n e s p e k u l a t y w n i e : m o r a l n o ś ć ,

z z a ł o ż e n i a z a l e ż n e od preferencji badacza. Oznacza t o , żc to

o b y c z a j o w o ś ć , sztuka — s ą m a r t w e , nie m o g ą z a i s t n i e ć k u l t u r o ­

w ł a ś n i e b a d a j ą c y decyduje, k t ó r e z z e s p o ł ó w s ą d ó w zrekonstruo­

wo, nio f u n k c j o n u j ą

wanych

jako f o r m y

świadomości

analizowanej

grupy,

należy

w trybie

spoleczno-regulaćyjnym."

5

Ś w i a d o m o ś ć w s p ó ł c z e s n y c h m i e s z k a ń c ó w wsi polskiej wydaje

t r a k t o w a ć j a k o wzorcowe, t y p o w e , c h c i a ł o b y się rzec e t ł i o s o w e .

się stale o s c y l o w a ć p o m i ę d z y w a r t o ś c i a m i

Wyrażając

d o w y m i a r o z s z e r z a j ą c y m się zakresem w a r t o ś c i ś w i e c k o - ś w i a t o -

się jeszcze inaczej:

przekonań w obowiązujący

wzajemnego

zestawienia

wzór kulturowy

dokonuje

tych

religijno-światopoglą-

badacz,

p o g l ą d o w y c h . Nie wydaje się, a b y ś m y m o g l i m ó w i ć o d o m i n a c j i

k t ó r y pragnie u w y p u k l i ć te cechy m y ś l e n i a , k t ó r e u k s z t a ł t o w a ł y

k t ó r e j k o l w i e k z t y c h waloryzacji, c h o c i a ż o c z y w i ś c i e w r ó ż n y c h

się w rodzaj s t r u k t u r d ł u g i e g o t r w a n i a .

momentach jedna z n i c h wysuwa się na czoło. Sytuacja jest jednak

Z a n i m przejdziemy do o m ó w i e n i a pierwszych

nasuwających

0 t y l e specyficzna, iż wiele e l e m e n t ó w t r a d y c j i k u l t u r o w e j ulega

się w n i o s k ó w z w i ą z a n y c h z analizowaniem ś w i a d o m o ś c i współ­

s t a ł e j destrukcji (przede w s z y s t k i m powszechnie

czesnych m i e s z k a ń c ó w wsi p o d k ą t e m możliwości ich s k o d y f i -

moralność,

k o w a n i a w system p r z e k o n a ń , jeszcze jedna uwaga o

stanu k u l t u r y f u n k c j o n u j ą

terze w p r o w a d z a j ą c y m .

Jak

charak­

j u ż wcześniej z a z n a c z y l i ś m y ,

ba­

tywnych

o której

za

c h w i l ę ) , natomiast

respektowana

elementy

nowego

szczątkowo pod w p ł y w e m

alterna­

w i z j i ś w i a t a , z k t ó r y c h ż a d n a nie stanowi

zwartego

zbioro­

b l o k u m o g ą c e g o b y ć ź r ó d ł e m autentycznie p r z e ż y w a n e g o ś w i a t o ­

wości ludzkiej jest zadaniem t y l e ż n ę c ą c y m , co p e ł n y m p u ł a p e k .

p o g l ą d u . Stale jeszcze obserwujemy proces k o n f r o n t a c j i t r a d y ­

Zaniedbujo

cyjnych

danie

i opisywanie

stanu

świadomości

się b o w i e m jeden

jakiejkolwiek

z najistotniejszych

elementów

s y s t e m ó w p r z e k o n a ń z t r e ś c i a m i w y n i k a j ą c y m i z roz­

p r a w i d ł o w o prowadzonej analizy — w y k a z a n i a d w ó c h r o d z a j ó w

szerzania

determinant

świadomości

w i ę c 1. t r a d y c j a k u l t u r o w a w s i (szczególnie t r a d y c y j n y ś w i a t o ­

m i e s z k a ń c ó w wsi. O s p o ł e c z n e j akceptacji e l e m e n t ó w ś w i a d o m o ś c i

p o g l ą d ) staje się coraz bardziej s z c z ą t k o w a , niekiedy ś w i a d o m i e

współdecydujących

np.

o

stanie

s p o ł e c z n e j — w skali o g ó l n o n a r o d o w e j , w e w n ą t r z k l a s o w e j
choćby

środowiskowej

—

decyduje

(będąc

owej

czy

akceptacji

się

„świata

poznawczego"

się z niej rezygnuje, n a d a j ą c

współczesnej

wsi.

Tak

jej u j e m n y walor aksjologiczny

b ą d ź w r ę c z neguje. J e d n o c z e ś n i e 2. nie ogarnia się w p e ł n i zło­

„życio­

żoności d o b y w s p ó ł c z e s n e j z jej i n f o r m a c y j n y m n a t ł o k i e m , nie

w e j " p r a k t y k i s p o ł e c z n o ś c i (w naszym w y p a d k u —

wiejskiej).

w p e ł n i w niej p a r t y c y p u j e j a k o , m n i e j l u b bardziej, z w a r t y m

To jedna sprawa. D r u g ą d e t e r m i n a n t ę ś w i a d o m o ś c i

społecznej

systemie w s k a z u j ą c y m

w a r u n k i e m n i e z b ę d n y m ) ich f u n k c j o n a l n o ś ć

względem

„ s t y l ż y c i a " wraz z jego , w a r t o ś c i a m i

stanowi zastana t r a d y c j a k u l t u r o w a , k u l t u r o w e wzory m y ś l e n i a

naczelnymi i p o c h o d n y m i . D e c y d u j ą c e

i o g l ą d u ś w i a t a . A zatem o i s t n i e j ą c y c ł i formach

świadomości

względzie swoista f i l t r a c j a przekazywanych treści przez „ l u d o w y "

z a r ó w n o o b i e k t y w n e w a r u n k i spo-

o g l ą d ś w i a t a . Ś w i a t o p o g l ą d c h ł o p s k i n i g d y nie b y ł ś w i a t o p o g l ą ­

m i e s z k a ń c ó w wsi d e c y d u j ą
leczno-ekonomiezne

(zmiany w sposobach gospodarowania

r o l i , z a j ę c i a o charakterze r o l n i c z o - p r z e m y s ł o w y m ,
wanie
nowo

standardów"

itd.), jak

pojawiających

„wyrówny­

i myślowo-genetyczny

się e l e m e n t ó w

kultury

na

związek

z istniejącą

jej

dem

explieite,

był

utajony,

znaczenie m a

zakładany

tyce społeczności c h ł o p s k i e j .

6

R ó w n i e ż i obecnie u p r z e c i ę t n e g o

m i e s z k a ń c a , wsi nie posiada postaci s k o d y f i k o w a n e j , a ponadto

t r a d y c j ą . W i e l u badaczy negliżuje szczególnie d r u g ą z p o d a n y c h

w s p ó l w y z n a e z a j ą go treści niejednorodne
jak typowo świeckie.

tycznie niejako p o c i ą g a j ą
w

sferze

za

świadomościowej,

mianem „ r o z p a d u
etnologiczne

tradycji".

nie

są

sobą

takież

których

równolegle

nie

wahają

Niestety, r ó w n i e ż i

wolne od

tego

typu

społeczności

czesnej.

określać

opracowania

zwulgaryzowanych

s ą d ó w ; s t ą d m . i n . bierze się t a k ostre przeciwstawianie
nej

zmiany

się

wiejskiej zmodernizowanej

tradycyj­

wsi d o b y

współ­

3

Na

styku punktów

1 wybiórczej

tradycji

„wulgarnego

propagowanych

przez

i drugiego

(ów p a n o s z ą c y

jako synonim „ d o b r e j " tradycji)

—

religijne,

szczątkowej

się powszechnie

oraz n o w y c h s t a n ó w

nowoczesny

t w o r z y się owo niejednorodne

światopogląd

folklor
kultury

nowożytny,

„ m y ś l o w e zaplecze" w s p ó ł c z e s n e ­

go c h ł o p a . E w o l u c j a ś w i a d o m o ś c i s p o ł e c z n e j — wbrew zamie­

materializmu"

połączonego

z

klasycznym

j a k o t a k i e j , procesem całkowicie ż y w i o ł o w y m , k t ó r y
światopoglądowa

cowanie J ó z e f a K u c z y ń s k i e g o p t . Postawy

tłumaczącego

światopoglądowe

chło­

pów. I n t e r e s u j ą c y nas autor zakłada, po prostu, że takie zdobycze
cywilizacyjne,

jak możliwość

o lotach

umożliwiającą

słuchania

radia,

oglądania

kosmicznych, s ą w y s t a r c z a j ą c ą

wyrugowanie

raz

na

zawsze

ze

TV,

przesłanką
świadomości

przebiega

r ó ż n i e , zależnie od u w a r u n k o w a ń pokoleniowych. D y s h a r m o n i a

p r z y k ł a d e m „ w i s h f u l t h i n k i n g " , s i ę g n i j m y po kuriozalne opra­

czytania

pierwszego

— zarówno

rzeniom ideologiczno-polityeznym — jest na wsi, a i w Polsce

A b y w s p o s ó b d o b i t n y i jednoznaczny u k a z a ć sedno omawia­
nego

żywiołowo,

r

k t ó r e g o odpowiednie p a r t i e w y k s z t a ł c i ł y się zw yczajowo w p r a k ­

determinant, s ą d z ą c , że z m i a n y spoleczno-ekonomiczne

automa­

jedynie

w tym

charakteryzuje

—

swoisty

jednoznacznie

brak
jego

spójnego
sens

i

oglądu

świata,

zorganizowanie

—

przede w s z y s t k i m pokolenie l u d z i , k t ó r y c h w y ­

chowanie odbywa.Io się jeszcze w ramach powszechnie o b o w i ą z u ­
j ą c e g o ś w i a t o p o g l ą d u religijnego. Proces ewolucji

świadomości

u tego pokolenia, nie d o ś ć , że c a ł k o w i c i e ż y w i o ł o w y ( n i k t t y c h

c h ł o p s k i e j „ f a ł s z y w y c h p o j ę ć , supozycji, p r z e ś w i a d c z e ń i p r a k t y k ,

ł u d z i nie „ u c z y ł " p a r t y c y p a c j i w z m i e n i a j ą c y m się zorganizowa­

sprzecznych

n i u m y ś l o w y m ś w i a t a , jeśli nie liczyć p s e u d o z a b i e g ó w wiadomego

z naukowymi prawami przyczynowości

i logiką,

a b ę d ą c y c h jedynie w y t w o r e m naiwnego m y ś l e n i a , p r y m i t y w n e j
wyobraźni
drugi

4

i uczuciowych s k o j a r z e ń " .

człon

myślenia

przytoczonego

zdania

Pomijając

doskonale

już fakt,

oddaje

iż

sposób

właśnie K u c z y ń s k i e g o , zawartość merytoryczna

tego

okresu), p r z y b r a ł p o s t a ć wiedzy fragmentarycznej

i niespójnej.

Jest to j a k b y b y t o w a n i e p o m i ę d z y t r a d y c j ą k u l t u r o w ą

(którą

p o t r a f i się jeszcze w szerokim zakresie a k t u a l i z o w a ć — o c z y m
wiedzą

najlepiej

7

etnografowie) ,

a

respektowaniem

sądów,

s ą d u jest taka o t o : po wieka-ch pa,no\vania sfera religii na p r z e ł o ­

k t ó r e o b o w i ą z u j ą o ś w i e c o n e g o m i e s z k a ń c a wsi k o ń c a X X w i e k u ;

mie l a t 50-tych i 60-tych w s p o s ó b nieuchronny jest j u ż w zde­

oczywiście

c y d o w a n y m odwrocie, c h ł o p z a ś opowiada się za j e d y n i e s ł u s z ­

respektowanie owo p r z y b i e r a c z ę s t o f o r m ę z w y k ł e g o w e r b a l i z m u .

226

w

optyce

przedstawicieli

omawianego

pokolenia

�narzucających

i sposoby i c h o s i ą g a n i a . Powoduje t o , że te same w a r t o ś c i mo­

się za p o ś r e d n i c t w e m p o n a d l o k a l n y c h o d d z i a ł y w a ń w s p ó ł c z e s n e j

Integrowanie t r e ś c i ś w i e c k o - ś w i a t o p o g l ą d o w y c h ,

ralne czy n o r m y je w y z n a c z a j ą c e m o g ą b y ć r ó ż n i e pojmowane

k u l t u r y , jest n i e p e ł n e i dalekie od p e ł n e j akceptacji czy nawet

w z a l e ż n o ś c i od k o n t e k s t u ś w i a t o p o g l ą d o w e g o ; ponadto w ra­

poprawnej

sobie

mach tego samego systemu ś w i a t o p o g l ą d o w e g o w a r t o ś c i moralne

treści ł ą c z y się zc s t a ł y m k o n f r o n t o w a n i e m ich w a r t o ś c i

o tyle m o g ą u l e g a ć zmianie, o ile n a s t ą p i zmiana w i n t e r p r e t a c j i

tych
z

interpretacji. Powierzchowność

dotąd

akceptowanymi

(choć

często

przyswajania

utajonymi)

normami

ś w i a t o p o g l ą d u religijnego w szerokim sensie. Z jednej

strony

w y z n a c z a j ą c e g o je przekazu.
J a k o że w a r t o ś c i moralne s ą w y t w a r z a n e przez

przekazy

p o d k r e ś l a się stale u t r z y m u j ą c y się dystans wsi w stosunku do

ś w i a t o p o g l ą d o w e , k t ó r e , historycznie rzecz b i o r ą c , n a l e ż a ł y do

m o ż l i w o ś c i , j a k i e daje m i a s t o ; z drugiej z a ś w ł a ś n i e aglomeracje

r ó ż n y c h form świadomości społecznej

miejskie u w a ż a s i ę za rozsadnika

świecko-światopoglądowej),

wszelkiego zła s p o ł e c z n e g o .

formy

(magii, religii i filozofii

tej

świadomości

są

jedno­

A więc z a u w a ż m y : pragnie się modernizacji, w t y m t a k ż e prze­

cześnie

m i a n w m e n t a l n o ś c i c h ł o p s k i e j , ale j e d n o c z e ś n i e c h c i a ł o b y się

waloryzacji

narzucić

obyczajowo-

łeczności z a l e ż y mechanizm w a l o r y z a c j i „ m o r a l n e j " poszczegól­

n i e g d y ś ( t z n . w czasie, g d y pokolenie,

n y c h sfer k u l t u r y . P r z y j ę c i e p o w y ż s z y c h z a ł o ż e ń stawia w i n n y m

mieszkańcom

-moralne o b o w i ą z u j ą c e

miast

wartości

i normy

o k t ó r y m m o w a n a b i e r a ł o d o j r z a ł o ś c i społecznej) na wsi.

przemian

świadomościowych

spowodowa­

n y c h przede w s z y s t k i m r o z s z e r z o n ą p a r t y c y p a c j ą w orbis

exterior,

pretenduje w y ł ą c z n i e do z n a j o m o ś c i i akceptacji ś w i a t a w u j ę c i u
proponowanym

przez

kulturę

masową,

przez

W

z w i ą z k u z t y m f a k t e m , od

światopoglądowej

dominującej

świetle p r o b l e m t z w . klasowego

Młodsze pokolenie wsi — wychowane i w y k s z t a ł c o n e w trak­
cie p r z y ś p i e s z o n y c h

moralnotwórcze.

oddziaływania

typu

w określonej

charakteru

spo­

moralności;

otóż

mechanizm w a l o r y z a c j i m o ż e b y ć i d e n t y c z n y dla r ó ż n y c h w a r s t w
s p o ł e c z n y c h i rodzaj tej w a l o r y z a c j i determinuje moralne nace­
chowanie d z i a ł a ń r ó ż n e g o

typu.

W a r t o ś c i moralne s t a n o w i ą m o ż l i w y do o d r ó ż n i e n i a
w a r t o ś c i n a d r z ę d n y c h , ostatecznych, f u n k c j o n u j ą c y c h

zespół

w sposób

obliczone na k s z t a ł t o w a n i e ś w i a d o m o ś c i w s p ó ł c z e s n e g o c z ł o w i e k a

analogiczny, j a k dzieje się to w w y p a d k u ś w i a t o p o g l ą d u . J e ś l i

w duchu postępującej p r y w a t n o ś c i i moralności

— za A n n ą P a l u b i c k ą

neomieszczań-

1 0

— p r z y j ą ć , że dla s p o ł e c z n o ś c i c h ł o p s k i e j

skiej. Aspiruje się z a t e m do ż y c i a zgodnie z p u n k t e m d r u g i m —•

p r z e ł o m u w i e k ó w charakterystyczna

z n o r m a m i ś w i a t o p o g l ą d u ś w i e c k i e g o (o d o m i n u j ą c y c h

światopoglądu, wysuwająca

wartoś­

i dominująca

była

forma

w a l o r y z a c j ę religijną z p o z o s t a ł o ś ­

ciach k o n s u m p c y j n y c h ) , p r z e w a ż a j ą c e g o we wszelkich przekazach

ciami magicznymi, analogiczną postać powinny posiadać wartości

treści

moralne. P r z y j r z y j m y

oddziałujących

na

świadomość

(poza

Kościołem,

rzecz

jasna!). W i d a ć t ę s z c z e g ó l n ą d b a ł o ś ć o manifestowanie

swojej

się bliżej sugerowanemu

tu

związkowi.

W y d a j e się, że j e d n ą z p o d s t a w o w y c h d e t e r m i n a n t ś w i a t o ­

p r z y n a l e ż n o ś c i do k u l t u r y — n a z w i j m y j ą — bez p i ę t n a l o k a l n o ś c i

poglądu

(nie m a n p . regionalnych w a r i a n t ó w video l u b m u z y k i

pop).

ziemi. Los c h ł o p a b y l t a k silnie z w i ą z a n y z p r z y r o d ą , od zjawisk

A b y o d w o ł a ć się do obrazowego s f o r m u ł o w a n i a — mieszka się

n a t u r y zależało jego przetrwanie biologiczne, a więc nic dziwne­

w orbis

go, iż przekazy ś w i a t o p o g l ą d o w e

interior

( k t ó r y notabene t r a c i cechy swoiste), ale u w a ż a

za p e ł n o p r a w n e g o uczestnika orbis

wyobrażenia

9

exterior .

N a w s t ę p i e niniejszych uwag w s p o m n i e l i ś m y j u ż o k w e s t i i
rysujących

się t r u d n o ś c i w orzekaniu o stanach

s p o ł e c z n e j ; d o b i t n y m tego f a k t u

świadomości

w y r a z e m m o g ą b y ć etnogra­

ficzne badania nad ś w i a t o p o g l ą d e m c h ł o p s k i m i sferą m o r a l n o ś c i .
Główną

funkcją

przekonań,

światopoglądu

przekazów

jest

dostarczanie

światopoglądowych

zespołów

reprezentuj ą c y c h

wizję ,,całej r z e c z y w i s t o ś c i " . Systemy ś w i a t o p o g l ą d o w e wyzna­
c z a j ą , z jednej s t r o n y , g r u p ę p o z y t y w n y c h w a r t o ś c i ostatecz­
n y c h , w s k a z u j ą c y c h , n a j o g ó l n i e j , sens ż y c i a , z drugiej negatywnie
aksjologicznie t r a k t u j ą

o wartościach

n e g a t y w n y c ł i . Owa wa­

loryzacja ś w i a t o p o g l ą d o w a celów d z i a ł a ń c z ł o w i e k a i p o ś r e d n i o
samych t y c h d z i a ł a ń , przebiega odmiennie w zależności od t y p u
s p o ł e c z e ń s t w a i k u l t u r y . H i s t o r y c z n i e dane ś w i a t o p o g l ą d y w y ­
suwają

zawsze na

społecznej. Idąc

p l a n pierwszy j e d n ą

tropem Маха

z form

Webera

wyróżnić

świadomości
można

trzy

zasadnicze o d m i a n y ś w i a t o p o g l ą d u — magiczny, r e l i g i j n y i no­
w o ż y t n y ; p a m i ę t a ć jednak n a l e ż y , iż rzadko w y s t ę p u j ą one w
„ c z y s t e j " formie, najczęściej ł ą c z ą c elementy p o c h o d z ą c e z r ó ż ­
n y c h o k r e s ó w . Zgodnie z k o n c e p c j ą r o z w i j a n ą przez Jana G r a d a
(o k t ó r e j

z b r a k u miejsca

zjawiska

moralne

nie m o ż e m y

szczegółowo

dziedzinę

funkcjonującego

stanowią

9

mówić)

łecznie ś w i a t o p o g l ą d u , k t ó r y stanowi w r ę c z m y ś l o w e

spo­

zaplecze

m o r a l n o ś c i . M o r a l n o ś ć danej g r u p y , w naszym w y p a d k u miesz­
k a ń c ó w wsi, to zespół s p o ł e c z n i e respektowanych
akceptowanych)

wartości,

t j . przekonań

ludowego

(czy w r ę c z

normatywno-dyrek-

b y l sposób

związane

z

produkcji

oparty

na

uprawie

z a w i e r a ł y przede w s z y s t k i m

relacją

człowiek-przyroda.

Charak­

terystyczne b y ł o więc przekonanie o b r a k u j a k o ś c i o w e j r ó ż n i c y
m i ę d z y n a t u r ą a l u d ź m i , k t ó r z y stanowili j e j część i n t e g r a l n ą —
podobnie j a k r o ś l i n y , z w i e r z ę t a , zjawiska atmosferyczne

itd.

1 1

M o ż n a wobec tego w n i o s k o w a ć , że na tej p ł a s z c z y ź n i e n a d r z ę d n ą
w a r t o ś c i ą b y ł o dla l u d u u t r z y m a n i e (podtrzymanie) s o l i d a r n o ś c i
ż y c i a w przyrodzie. Z w i ą z e k p o m i ę d z y t ą w a r t o ś c i ą
glądową

a szeregiem

podrzędnych

ujawnia

się w ramach

jej

wartości

w a l o r y z a c j i religijnej.

światopo­

„życiowych"

Jako

przykład

i l u s t r u j ą c y ten s p o s ó b waloryzacji nicłi s ł u ż y z a k ł a d a n e m i l c z ą c o
na gruncie k u l t u r y c h ł o p s k i e j przekonanie d y r e k t y w a l n e , k t ó r e
można

zwerbalizować

pod postacią

sądu:

„aby

nie

naruszyć

o b o w i ą z u j ą c e j s o l i d a r n o ś c i z p r z y r o d ą , n a l e ż y rzetelnie p r a c o w a ć
na r o l i " . T y m s a m y m „ r z e t e l n a p r a c a " j a k o w a r t o ś ć p r a k t y c z n i e
uchwytna, składająca
(„gospodarowanie")
uzyskuje

sankcje

się z c z y n n o ś c i
i

powiązana

z

światopoglądowe.

techniczno-użytkowych
praktyką

Na

tym

podstawową,
polega

główna

r ó ż n i c a m i ę d z y p r a c ą p o j ę t ą współcześnie, k t ó r a jest d z i a ł a n i e m
s k i e r o w a n y m jedynie na zabezpieczenie potrzeb
(wynik

waloryzacji n o w o ż y t n e j ) ,

tradycyjnych.

Podmiot kultury

„rzetelnej pracy" manifestował
lonej p o w y ż e j

a

pracą

chłopskiej

w

materialnych
społecznościach

realizując

wartość

t y m samym akceptację

okreś­

wartości nadrzędnej. F a k t ten komunikowany

b y l obyczajowo za p o m o c ą o k r e ś l o n y c h o b r z ę d ó w , n p . kropienie
w o d ą ś w i ę c o n ą p ł u g a , k o m a i oracza przed r o z p o c z ę c i e m

orki

czy k r e ś l e n i e z n a k u k r z y ż a .

t y w a l n y c h o d n o s z ą c y c h się do s t o s u n k ó w m i ę d z y l u d z k i c h

oraz

W t y m miejscu w a r t o z a u w a ż y ć , że o b o w i ą z u j ą c e w s p o ł e ­

działań,

tych

c z e ń s t w i e t r a d y c y j n y m przekazy ś w i a t o p o g l ą d o w e b y ł y n i e s ł y ­

które

stosunków,

intencjonalnie

ale w y w i e r a j ą

bezpośrednio

na nie w p ł y w

nie d o t y c z ą
decydujący;

chodzi

chanie r e s t r y k t y w n i e r e g l a m e n t o w a n e

więc t a k ż e o relacje c z ł o w i e k - p r z y r o d a czy c z ł o w i e k - „ s i l y nad­

znaczonych

przyrodzone".

kary — zwykle o

Umiejscowienie

sfery

moralności

w

obrębie

przez

nie

wartości

charakterze

12

i nierealizowanie w y ­

pociągało

za

sobą

przeróżne

pozainstytucjonalno-prawnym;

ś w i a t o p o g l ą d u p o c i ą g a za s o b ą konsekwencje, o k t ó r y c h teraz

j a k o p o t ę p i e n i e powszechne z p u n k t u widzenia

c h c i e l i b y ś m y szerzej p o d y s k u t o w a ć . Przede w s z y s t k i m p o w i ą z a ­

poza p r a w e m ś w i a t o p o g l ą d u . Podobnie rzecz m a się z p r a k t y k ą

nie ś w i a t o p o g l ą d u

obyczajową

które

determinują

z moralnością
systemy

implikuje,

ż e te

światopoglądowe,

czynniki,

determinują

r ó w n i e ż m o r a l n o ś ć . Po drugie, wszelkie n o r m y moralne n a l e ż y

Charakteryzując
zapomnieć,

kazy

jednak

charakteryzują

odpowiednie

wartości

praktyką

komunikującą

wypełnienie

norm

owego ś w i a t o p o g l ą d u .

r e l a t y w i z o w a ć do w ł a ś c i w e g o i m ś w i a t o p o g l ą d u , g d y ż to prze­
światopoglądowe

jako

dominującego

ś w i a t o p o g l ą d „ t y p u l u d o w e g o " nie m o ż n a

że j e d n y m z g ł ó w n y c h

odpowiednio

jego k o m p o n e n t ó w

przetransformowane

oficjalne

były

przekazy

227

�religii c h r z e ś c i j a ń s k i e j (przede w s z y s t k i m k a t o l i c y z m u ) . Wszelkie

s t r o n y g r u p y . P r z y j m o w a ł y one n a j r ó ż n i e j s z e f o r m y , n p . opro­

elementy s k ł a d o w e p r z y r o d y , w t y m t a k ż e człowiek,

wadzania po wsi na „ w s t y d i s r o m " czy z e l ż e n i a p u b l i c z n e g o .

klasyfiko­

Sankcje z a ś j a k o takie w c h o d z ą w zakres k o m u n i k o w a n i a oby­

k i e m b o s k i m , u z n a n y m s p o ł e c z n i e za fundament

czajowego.

w a r t o ś c i po­

zytywnych, i antagonistycznym — diabelskim. J e d n ą z wartości
nadrzędnych,

zawartą

w przekazie

o „religijnym"

dualizmie

Wracając
przejawów

j e d n a k do w a r t o ś c i poszanowania

jej respektowania

może

ulec

ż y c i a —• opis

dalszej

komplikacji,

ś w i a t a , b y ł o oddawanie czci B o g u . N i e t o b y ł o jednak s p e c y f i c z n ą

jeśli o d w o ł a m y się do n a s t ę p n e g o przekazu, t j . do m i t u kosmo-

wartością

gonicznego,

światopoglądu

ludowego,

r a m y oficjalnego ś w i a t o p o g l ą d u
to

także

do

wywodzącej

wyznaczały

ją

chrześcijańskiego.

zbawienia duszy

będącego

źródłem

dualistycznego

pojmowania

ś w i a t a , gdzie „ b o s k i e " t o dobre, a „ d i a b e l s k i e " —• z ł e . T e n rodzaj

światopoglądowej,

k l a s y f i k a c j i stosowano do całej r z e c z y w i s t o ś c i , r ó w n i e ż w odnie­

z d o k t r y n y chrześcijańskiej,

sieniu do z w i e r z ą t i r o ś l i n . P o d s t a w o w y m , c h o ć —• p o d k r e ś l m y

—

się przecież r ó w n i e ż

bowiem

Odnosi się

wartości

a zaadaptowanej na gruncie l u d o w y m . Obie w a r t o ś c i ostateczne

— nie j e d y n y m k r y t e r i u m

o d g r y w a ł y i s t o t n ą r o l ę w ż y c i u c h ł o p ó w . M i m o iż nie b y ł y one

p o r z ą d k ó w ś w i a t a b y ł y opozycyjne kategorie:

charakterystyczne t y l k o i w y ł ą c z n i e dla tej w a r s t w y , to jednak

— „ s z k o d l i w o ś ć " , oceniane z p u n k t u widzenia przede w s z y s t k i m

przekonania

całej z b i o r o w o ś c i . W t y m momencie nasz zakaz „ n i e z a b i j a j "

dyrektywalne wyznaczające

s p o s ó b i c h realizacji

p r z y n a l e ż n o ś c i do k t ó r e g o ś z

tych

„pożyteczność"

b y ł y związane z typowo „ l u d o w y m " wyobrażeniem świata. To

ulega u s z c z e g ó ł o w i e n i u , п р . : „ n i e zabijaj, nie niszcz

w ł a ś n i e d e c y d o w a ł o o o d m i e n n o ś c i tej sfery ś w i a t o p o g l ą d u o d

p r z y c z y n i a się do p o m y ś l n o ś c i i d o b r o b y t u g r u p y " . Analogicznie

wyznaczonego przez K o ś c i ó ł . R ó ż n i c a w i ą z a ł a się przede wszyst­

j a k poprzednio, w a r t o ś ć poszanowania ż y c i a okazuje się t u nie

k i m z wartościami praktycznie u c h w y t n y m i ;

b e z w z g l ę d n a , lecz r e l a t y w n a . Dopuszczalne b y ł o b o w i e m w k u l ­

regulujące

osiągnięcie

zbawienia,

otóż dyrektywy

ż y c i a wiecznego,

czy

odda­

turze c h ł o p s k i e j — j a k o moralne — zabijanie

w a n i a czci B o g u , b y ł y j e d n o c z e ś n i e p r z e k o n a n i a m i w y z n a c z a j ą ­
cymi

postępowanie

człowieka

wobec

przyrody

(jako

świata

tego,

co

„szkodników".

P o t y m n i e z b ę d n y m — naszym zdaniem — sięgnięciu „ w s t e c z "
do w y b r a n y c h k w e s t i i ś w i a t o p o g l ą d u „ t y p u l u d o w e g o " i ludowej

n a l e ż ą c e g o do p o r z ą d k u boskiego). K a ż d e wykroczenie przeciw

moralności

naturze,

charakter czysto sygnalny, nie p r e t e n d u j ą c do o b j ę c i a c a ł o k s z t a ł ­

t j . łamanie

więzów

solidarności

z nią, było

jedno­

(chyba nie trzeba

p o d k r e ś l a ć , iż u w a g i te

miały

cześnie wykroczeniem przeciw B o g u , przeciw n o r m o m religij­

tu

nym.

p o g l ą d o w e j i „ m o r a l n e j " ze w s p ó ł c z e s n ą s y t u a c j ą w s i polskiej.

W

osiągania

ten s p o s ó b
wartości

wachlarz

dyrektyw określających

światopoglądowych

p r z e k o n a ń niereligijnych,

poszerzał

drogi

się o szereg

c z ę s t o k r o ć o zabarwieniu m a g i c z n y m .

K o n c e p c j a grzechu z o s t a ł a t y m s a m y m p o d p o r z ą d k o w a n a l u ­
d o w e m u systemowi w a r t o ś c i .

1 3

p r o b l e m u ) , s k o n f r o n t u j m y mechanizm
Zauważmy

zatem,

iż

przede

m ó w i ć o s p ó j n y m systemie

waloryzacji świato­

wszystkim

norm moralnych

trudno

obecnie

charakterystycz­

n y c h t y l k o i w y ł ą c z n i e dla ś r o d o w i s k a wiejskiego, b o w i e m , j a k
j u ż w y ż e j z a z n a c z y l i ś m y , na w s p ó ł c z e s n y ś w i a t o p o g l ą d „ l u d o w y "

Skoro m ó w i m y o ś w i a t o p o g l ą d z i e l u d o w y m , t r a k t u j ą c wszelkie

s k ł a d a j ą się przekonania

w y w o d z ą c e się z r ó ż n y c h

systemów

n o r m y moralne za zrelatywizowane do w ł a ś c i w e g o i m ś w i a t o ­

ś w i a t o p o g l ą d o w y c h . Ż a d e n z n i c h nie stanowi na tyle

p o g l ą d u , t e d y specyficzna m o r a l n o ś ć l u d o w a i m p l i k o w a n a jest

całości, nie posiada

przez przekazy magiczne i religijne odpowiedniego ś w i a t o p o g l ą d u .

powszechnego

G ł ó w n y m w y z n a c z n i k i e m k a t e g o r i i owej m o r a l n o ś c i jest analo­

wyznaczona p r z e z e ń m o r a l n o ś ć m o g ł a b y ć j e d n o r o d n y m z e s p o ł e m

giczna do o m ó w i o n e j j u ż w a l o r y z a c j i ś w i a t o p o g l ą d o w e j o charak­

przekonań.

terze r e l i g i j n y m

dominujący

i

— waloryzacja „ m o r a l n a " sfery

k o m u n i k a c y j n e j omawianej

kultury.

Po

praktycznej

drugie,

moralność

l u d o w a jest m y ś l o w o - g e n e t y c z n y m n a w i ą z a n i e m do m o r a l n o ś c i

— s p o ł e c z n i e reglamentowanej

obowiązywania

Dysharmonia

ta

światopogląd

t r e ś c i laickie,

bardzo

zwartej

—

mocy

(w sensie respektowania),
jest

t y m bardziej

nowożytny,

aby

widoczna, iż

wysuwa

na

czoło

c z ę s t o nie t y l k o nie k o r e s p o n d u j ą c e

ze

ś w i a t o p o g l ą d e m r e l i g i j n y m , lecz d e k l a r a t y w n i e j e m u przeciw­

„ m a g i c z n e j " , czego efektem b y ł o ciągłe jeszcze funkcjonowanie

stawne.

w a r t o ś c i m o r a l n y c h c h a r a k t e r y s t y c z n y c h dla innego k o n t e k s t u

jednoczesnym rozpadzie całościowej w i z j i ś w i a t a d o t ą d o b o w i ą ­

T e n specyficzny

stan

„wymieszania"

wartości,

przy

ś w i a t o p o g l ą d o w e g o . Przejawem tego b y ł y o d s t ę p s t w a o d obo­

z u j ą c e j , p o w o d u j e : 1. funkcjonowanie obok siebie przeciwstaw­

w i ą z u j ą c e j e t y k i k a t o l i c k i e j . W r ó ć m y do relacji

nych wartości moralnych dotyczących

człowiek-przy-

i

roda.
Pierwszą g r u p ę wspomnianych przekazów światopoglądowych
wiązać

trzeba

z przekonaniem

o solidarności

w

przyrodzie,

k t ó r a zawiera — o c z y w i ś c i e nie a r t y k u ł o w a n ą w p r o s t — k o n c e p c j ę
ż y c i a i ś m i e r c i ; ź r ó d ł e m j e j b y ł y jeszcze wierzenia p r z e d c h r z e ś c i ­
j a ń s k i e . C e c h ą p r z y r o d y b ę d ą c e j dla c h ł o p ó w z i n t e g r o w a n y m ,
ż y j ą c y m organizmem, b y ł a r y t m i c z n o ś ć : n a r o d z i n y — ś m i e r ć —.
odrodzenie. S t ą d i m p l i k o w a n a przez t e n przekaz w a r t o ś ć mo­
r a l n a poszanowania

życia (sformułowana

zresztą w Dekalogu

j a k o zakaz „ n i e z a b i j a j " ) , t r a k t o w a n a b y ł a przez
tradycyjną
nanie:

społeczność

d o s y ć swoiście. O t ó ż z w i ą z a n e z n i ą b y ł o przeko­

„nio

zabijaj, jeśli

nie

zachodzi

potrzeba

zachowania

2. coraz

bardziej

zarysowującą

tej samej sfery

się d o m i n a c j ę

życia

waloryzacji

n o w o ż y t n e j . K o n s e k w e n c j ą p u n k t u drugiego jest t o , że d z i a ł a n i a ,
które

dotychczas

uzyskiwały

sankcje

światopoglądowo

nacechowane m o r a l n i e , a u t o n o m i z u j ą
nościami

czysto

(np.

będąc
czyn­

omawiana

wcześniej

„ r z e t e l n a praca"). Z a t e m : w y k o n a n i e całego b l o k u

czynności,

k t ó r e dotychczas

praktywcznymi

się i s t a j ą

waloryzowane b y ł y „ m o r a l n i e " , obecnie

k o m u n i k u j e rzeczonych w a r t o ś c i tego

nie

typu.

J e ś l i m ó w i ć jeszcze m o ż e m y o specyfice m o r a l n o ś c i c h ł o p s k i e j ,
dzieje się t a k t y l k o dlatego, iż nadal ( m i m o u s i l n y c h o d d z i a ł y ­
w a ń t z w . o d g ó r n y c h ) stosunkowo wiele sfer ż y c i a

podporząd­

k o w a n y c h jest ś w i a t o p o g l ą d o w i religijnemu, a charakterystyczna

c z y j e g o ś ż y c i a " , przekonanie, k t ó r o p o w o ł u j ą c się na s p e c y f i c z n ą

d l a ń waloryzacja „ m o r a l n a " — eo ipso — jest s t r u k t u r ą d ł u g i e g o

koncepcję

t r w a n i a . Dlatego w ł a ś n i e d z i a ł a n i a

śmierci,

określało

j a k o moralne l u b niemoralne

skutki

odpowiedniego

działania

w odczuciu s p o ł e c z n y m . I

tak

człowiek m ó g ł ś c i ą ć drzewo z przeznaczeniem na b u d o w ę d o m u
l u b s t o d o ł y , ale c z y n n o ś ć ś c i n a n i a drzewa n a s p r z e d a ż t r a k t o w a n a
była

1

j u ż jako niemoralna. * W

techniczno-użytkowycli
przekazów

ten s p o s ó b efektom

przypisana

światopoglądowych

została

za

działań

pośrednictwem

(odpowiodnich w i e r z e ń )

pozy­

„światopoglądowe"

propa­

gowano przez oficjalne ś r o d k i o d d z i a ł y w a n i a s p o ł e c z n e g o ,
biorące

pod uwagę

zastanej

tradycji

umierają

w

nie

momencie

swoich n a r o d z i n . T r a k t o w a n i e t r a d y c j i n a s p o s ó b K u c z y ń s k i e g o
p r z y n o s i o b f i t e ż n i w o p u s t k i . Z drugioj s t r o n y nie z a p o m i n a j m y ,
że o d d z i a ł y w a n i e K o ś c i o ł a w sferze powszechnie
moralności

cechuje

również

pogłębiająca

się

obowiązującej
nieskuteczność.

t y w n a l u b n e g a t y w n a w a r t o ś ć m o r a l n a ; d z i ę k i o k r e ś l o n e j walo­

Dzieje się t a k dlatego, iż n i e m o ż l i w o staje się perswadowanie

ryzacji

n o r m ś w i a t o p o g l ą d u religijnego w s y t u a c j i , g d y

„moralnej"

uzyskały

one

sankcję

światopoglądową.

alternatywne

P o n a d t o d z i a ł a n i a te p o w i ą z a n e s ą r ó w n i e ż ze s f e r ą symboliczno-

(chociaż genetycznie p ó ź n i e j s z e , n a w i ą z u j ą c e d o ń ) f o r m y ś w i a t o ­

-komunikacyjną,

bowiem ich wykonanie wyrażało

akceptację

p o g l ą d u , na dobre z a d o m o w i ł y się w ś w i a d o m o ś c i w s p ó ł c z e s n y c h

o k r e ś l o n e j w a r t o ś c i m o r a l n e j , z a ś w momencie jej

odrzucenia

m i e s z k a ń c ó w wsi i m o r a l n o ś ć , „ k a r m i ą c a s i ę " dotychczasowym

pojawiały

228
i

15

wane b y ł y w oparciu o p r z y n a l e ż n o ś ć czy p o w i ą z a n i a z p o r z ą d ­

się c z ę s t o n i e i n s t y t u c j o n a l n e sankcje

negatywne

ze

sposobem w a l o r y z a c j i religijnej

ulega d e s t r u k c j i , g d y ż

takiej

�I

d e s t r u k c j i ulega ó w d o m i n u j ą c y ś w i a t o p o g l ą d . B ę d ą c y w fazie

rości sobie p r a w o do bycia rodzajem ś w i a t o p o g l ą d u „ z a s t ę p c z e ­

k s z t a ł t o w a n i a i k r y s t a l i z a c j i n o w y „ w e l t a n s c h a u n g " n a d a l nie

go".

jest o w y m

nie uczestniczy się w religii, obyczaju, nie manifestuje

„oglądem

przynajmniej

świata", któremu można by

przypisać,

w s p o s ó b r a m o w y , cechy specyficzne i o d r ę b n e

„ R o b i ą c " folklor, e d u k u j ą c

w zachowaniach

tego

typu,
postaw

w a r t o ś c i u j ą c y c h , ale jedynie p a r t y c y p u j e w k u l t u r z e artystycznej

dla g r u p y l u d n o ś c i z a m i e s z k u j ą c e j wsie. D e s t r u k c j i t a k ż e uległ

( m a m y t u , j a k w i a d o m o , całą s k a l ę —• o d „ n a t u r s z c z y k ó w " do

dotychczasowy s p o s ó b u p r a w i a n i a e t n o g r a f i i ; zadaniem

cyrkowych

jącym

się przed „ n o w ą

etnografią"

(cokolwiek to

rysu­

określenie

m i a ł o b y z n a c z y ć ) , jest c h o ć b y o d p o w i e d ź na pozornie

proste

zaiste,

i podobających

podobająca

jest t a k a a nie i n n a ? A jeśli inna, to dlaczego ? Gdzie przebiega

festowania respektowanego

linia

potraktowany

demarkacyjna

pomiędzy

„świadomością

lokalną"

(vide:

popisów
folklor

jest bezpieczny, bo to jest owa „ d o b r a t r a d y c j a " —&gt;• k o l o r o w a ,

p y t a n i a : dlaczego ś w i a d o m o ś ć w s p ó ł c z e s n y c h m i e s z k a ń c ó w w s i

chłopską), a narodową?

się najbardziej,

g i m n a s t y k ó w z „ M a z o w s z a " i jemu podobnych). S t ą d
się na z e w n ą t r z , a nie o b c i ą ż o n a p i ę t n e m
jako

światopoglądu, który

„zacofany"

czy

mani­

mógłby być

„tradycyjny"

w

sensie

tradycji w rozumieniu Kuczyńskiego.

Jest s w o i s t y m paradoksem r z e c z y w i s t o ś c i polskiej, iż m i m o
totalnego n i e u w z g l ę d n i a n i a d z i e j ą c y c h s i ę , f a k t y c z n y c h p r o c e s ó w

F o l k l o r i f o l k l o r y z m jest t o j e d n o c z e ś n i e sfera zjawisk po­

k u l t u r o w y c h we w s p ó ł c z e s n y m s p o ł e c z e ń s t w i e , odnosi się jedno­

z w a l a j ą c a m ó w i ć o o d r a d z a j ą c y c h się, resentymentach l o k a l n y c h

cześnie sukcesy w t z w . perswazji k u l t u r o w e j o k r e ś l o n y c h , w y ­

—• „ r o b i ą c " folklor, pokazuje się swój orbis interior

b r a n y c h i „ w y p r e p a r o w a n y c h " ze ś w i a t o p o g l ą d u t r e ś c i dziedzic­

strony

t w a w s i . D o s k o n a ł y m tego p r z y k ł a d e m jest zjawisko znane p o d

folklor z przekonaniem, żo oto na i c h oczach dokonuje się (czy

dla

uczestników

orbis

exterior,

którzy

z najlepszej

„kupują"

ów

o k r e ś l e n i e m f o l k l o r y z m u . Jest t o p r z y k ł a d „ t r a f i e n i a " w t r a d y c j ę ,

t e ż m a j ą o n i w r ę k a c h ) t r a d y c j a w s i , regionu, etnosu wreszcie.

skutecznego podsuwania przez p o l i t y k ę k u l t u r a l n ą t r e ś c i , k t ó r e

W

szybko i n t e g r u j ą się w ś w i a d o m o ś c i m i e s z k a ń c ó w w s i . Dlaczego

d e t e r m i n a n t a t r a d y c j i w procesie akceptacji t r e ś c i ś w i a d o m o ś c i

tak

w ł a ś n i e się dzieje? O t ó ż w r a m a c h d z i a ł a ń „ w

omawianym zjawisku widać

wyraźnie,

jak

zaznacza

się

temacie"

-— o d w o ł u j ą c s i ę do j e j e l e m e n t ó w m o ż n a , j a k s i ę okazuje, edu­

f o l k l o r u perswaduje się (żo n a d u ż y j o m y tego słowa) m i e s z k a ń c o m

k o w a ć m ł o d y c h m i e s z k a ń c ó w wsi w i c h w ł a s n y m dziedzictwie

wsi p e w n ą w a r t o ś ć i c h dziedzictwa •— jest to jednak sfera, j a k

kulturowym.

się r z e k ł o , c a ł k o w i c i e oderwana o d tradycyjnego ś w i a t o p o g l ą d u ,

się era p o s t f o l k l o r y z m u , a co za t y m idzie, dalsze ogniskowanie

Obserwując

t y m zakresie

sytuację

treści k u l t u r y

widzimy,

że j e d n a k

wydaje się

zbliża

w k o n t e k ś c i e k t ó r e g o s t a n o w i ł a fragment i n s t r u m e n t a l n i e p o d ­

się na

p o r z ą d k o w a n y ogólniejszej w i z j i ś w i a t a , k t ó r a b y ł a respektowana

swe m o ż l i w o ś c i , b ą d ź — co t a k ż e c z ę s t e —• p r o w a d z i ć do zjawisk

wyczerpywać

i s t a n o w i ł a p o d s t a w ę procesu k o m u n i k o w a n i a się. F o l k l o r y z m

k a r y k a t u r a l n y c h . A l e to j u ż osobna o p o w i e ś ć . . .

P R Z Y P I S Y

1

N a t e n t e m a t zob. c h o ć b y : J . Szmatka, Jednostka i spo­
łeczeństwo.
0 zależności
zjawisk indywidualnych
od
społecznych,
Warszawa 1980; patrz t a k ż e s y s t e m a t y z a c j ę zagadnienia w
pracach J . K m i t y .
Chodzi o jego p r a c ę Kategorie
kultury
średniowiecznej,
W a r s z a w a 1976. W k s ą ż c e Problemy średniowiecznej
kultury
ludowej A . Guriewicz stara się j u ż raczej „ s k ł a d a ć " kategorie
k u l t u r y — przechodzi zatem o d „ a n a t o m i i " do „ f i z j o l o g i i " roz­
ważań.
Na t ę wulgaryzację połączoną z jednoczesną mityzacją
badanej przez e t n o g r a f i ę r z e c z y w i s t o ś c i w s k a z u j ą c h o ć b y St.
W ę g l a r z i Cz. R o b o t y c k i . Proces m i t y z a c j i d o t y c z y w r ó w n y m
s t o p n i u t z w . t r a d y c y j n e j k u l t u r y l u d o w e j , j a k „ k u l t u r y ludowej
w dobie p r z e o b r a ż e ń " .
* J . K u c z y ń s k i , Postawy
światopoglądowe
chłopów,
War­
szawa 1961, s. 9—10
J . K m i t a , Tradycja kulturowa a proces przemian
świadomości
społecznej,
„ M ł o d z i e ż i W i e ś " , B/1986, s. 73—74
L . N o w a k , U podstaw marksistowskiej
aksjologii.
Warszawa
1974, s. 117
Należy jednak unikać błędu traktowania aktualizowanych
przez i n f o r m a t o r ó w t r e ś c i k u l t u r y , a k t u a l i z o w a n y c h na potrze­
b y badacza, a r z e c z y w i s t ą „ k u l t u r ą o p e r a c y j n ą " p o d m i o t ó w
społeczności chłopskiej. Partycypacja w kulturze „ t y p u l u ­
d o w e g o " przejawia się obecnie n a „ g ł ę b s z y m " poziomie, a n i ż e l i
deklaracje przepytywanego na t a k ą t o a t a k ą o k o l i c z n o ś ć x - a !
Oba te p o j ę c i a w y s t ę p u j ą t u t a j w nieco z m o d y f i k o w a n y m ,
„ u m e t a f o r y c z n i o n y m " sensie.
J . G r a d , Moralność
— dziedzina funkcjonującego
społecznie
2

3

5

6

7

8

9

światopoglądu,
(w:) O kulturze i jej badaniu. Studia z filozofii
kultury, K . Z a m i a r a (red.), Warszawa 1985, s. 265—283
A . P a ł u b i c k a , Przedteoretyczne
postaci historyzmu,
War­
szawa 1984
Podobne
stanowisko zajmuje
S. Z a p a ś n i k
twierdząc
m . i n . , że człowiek ś r e d n i o w i e c z n y p r z y j m o w a ł p r z y r o d ę j a k o
i n t e g r a l n ą część samego siebie, t o t e ż p r z y r o d a i s p o ł e c z e ń s t w o
p o d l e g a ł y t e m u samemu ł a d o w i m o r a l n e m u . Rozdzielenie t y c h
d w ó c h p o r z ą d k ó w n a s t ą p i ł o dopiero w X V I I w . i to w „ k u l ­
turze o ś w i e c o n e j " ; S. Z a p a ś n i k , Uschnięte drzewo
(Europejszyk
wobec przyrody), „ C z ł o w i e k i Ś w i a t o p o g l ą d " , n r 11/1974, 8.93—100
J . K m i t a , O kulturze symbolicznej, Warszawa 1982, s. 130
W s p o m i n a p t y m ' W . W i t o s p i s z ą c : „ . . . grzechem b y ł o
p o ł o ż e n i e bochenka chleba do g ó r y plecami na stole albo ł a w i e ,
wzięcie do ust jedzenia przed u m y c i e m i pacierzem, patrzenie
dzieci do s t u d n i , uderzanie k i j e m w o g i e ń l u b w o d ę , o g l ą d a n i e
się w K o ś c i e l e , w y p r y m u ś n e u b i o r y i t d . " ; W . W i t o s ,
Moje
wspomnienia,
t . 1, P a r y ż 1964, s. 95
Szereg p o d o b n y c h p r z y k ł a d ó w p o d a j ą W . I . Thomas,
F . Z n a n i e c k i , Chłop polski w Europie i Ameryce, t . 1, Warszawa
1976, s. 189—190. Z a c y t u j m y t a k ż e fragment z
Konopielki
E . R e d l i ń s k i e g o : „ T e g o k l o n a nie masz p r a w a t k n ą ć , zasrancu,
c h o ć b y p a l i ć s ł o m o p r z y s z ł o , m ó w i ę , on m ó j b r a t ! (...) A c z y m
majo z i m o w piecach p a l i ć ? G o t o w a ć , g r z a ć trzeba, trzeba
i ś c i n a ć i to nie grzech. A l e bez p o t r z e b y drzewo ściąć a ł b o po­
k a l e c z y ć , o, grzech straszny!" (s, 7 1 , w y d . z r o k u 1974).
Szerzej
patrz:
M . Wieruszewska-Adamczyk,
Sankcje
systemu kontroli społecznej
wobec rodziny wiejskiej,
„Łódzkie
Studia E t n o g r a f i c z n e " , t . 13,1971
1 0

1 1

1 2

1 3

1 4

1 5

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6335" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6315">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/1abcfcf193bb57db8e4133cc64297362.pdf</src>
        <authentication>148bcc67d935491cda40f9cdfc38f272</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75471">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3181</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75472">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75473">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2979</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75474">
                <text>Troski życiowe i kłopot z istnieniem (pacierze w Zapiskach domowych Teresy Trojanowskiej 1957-1968) / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75475">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.230-242</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75476">
                <text>Olędzki, Jacek</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75477">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75478">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75479">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75480">
                <text>I I . 1. R y s u n k i w Zapiskach domowych Teresy T r o j a n o w s k i e j , (a) „ 1 8 I X 1963. Z R e k i n e m dziś b y ł a a w a n t u r a
w y z w a ł od s z p y c l ó w " ; (b) „ 1 5 I V 1965 p r z y s z ł o j a k i c h ś 2 P a n ó w m ó w i l i , że o n i s ą P r z y j a c i u ł a m i anie w r o g a m i " ;
(c) „ 2 4 I I I 1962 D z i ś pod wieczór H e l c i a d o s t a ł a lanie od Ojca za n i e p o r z ą d k i w r z e s z c z a ł a w niebo g ł o s y (...);
(d) „ 2 1 I I 1966 wieczorem z j a d ł a m p o m a r a ń c z e k t u r u Grzesia d a ł a m i na G w i a z d k ę " ; (e) „ 2 6 I X 1944 J ó z k a
I w a ń s k i e g o pogotowie z a b r a ł o k o ń go k o p n u ł w głowę i w y b i ł m u o k o . "

230

�Jacek Olędzki

TROSKI ŻYCIOWE I KŁOPOT Z ISTNIENIEM
(PACIERZE W ZAPISKACH D O M O W Y C H TERESY TROJANOWSKIEJ

Kłopot

z istnieniem

H e n r y k a Elzenberga, to dziennik

filo-

zoficzno-etyczny zapisywany przez p o n a d ć w i e r ć w i e k u , a b y ć
1

m o ż e znacznie d ł u ż e j .

Pisanie tego rodzaju d z i e n n i k ó w jest —

1957-1968)

wesołe życie. N i e ż o n a , lecz o n stale u s ą s i a d ó w

przesiadywał

na p o k l e p a c h - g l ę d a c h . B y l i m a ł ż e ń s t w e m bezdzietnym t a k samo
z r e s z t ą j a k m a ł ż e ń s t w o stryjecznego b r a t a Teresy, J a n a I w a ń ­

świętego

skiego — ' P r z e w o ź n i k a . W t y m czasie żył r ó w n i e ż w M u r z y n o w i e

stanu d o j r z a ł o ś c i duchowej, p o j a w i a j ą c się p r z e w a ż n i e u pisarzy

d r u g i J a n I w a ń s k i , p r z y r o d n i b r a t Teresy. Z t y m w ł a ś n i e J a m m

jak

się zdaje —

szczególną p o t r z e b ą

pielęgnowania

dopiero w p ó ź n y m ich w i e k u , pod koniec ż y c i a , p o d o ś w i a d c z e ­

i jego k a l e k ą c ó r k ą Trojanowscy dzielili d o m r o d z i n n y . Z n a n y

niu

z gniewnego usposobienia i wielkiej siły J a n

przeżytych

rezygnacji, d o s t ą p i e n i a p r z e m o ż n e g o pragnienia

p o w r o t u do ź r ó d e ł swego prawdziwego ja.

Widzę tu między in­

Iwański korzystał

aż z trzech p r z y d o m k ó w — Brancholc, L o r w a s , R e k i n . Powiadano,

dojmującym

że w i e l k ą siłę z a w d z i ę c z a ł z r o ś n i ę t y m ż e b r o m . Jego ż o n a miesz­

wypierając

k a ł a w drugiej części wioski, na Ł ę g u w d o m u swoicli z m a r ł y c h

się swych wielu p r z y m i o t ó w , z a p o m i n a j ą c o t r a p i ą c y c h skazach.

r o d z i c ó w . U n i k a ł a k o n t a k t ó w z m ę ż e m w obawie przed „ u t r a t ą

To k a r k o ł o m n a terapia, lecz chyba d o s y ć niezawodna. W

zdrowia albo nawet ż y c i a " . K i e d y

n y m i d ą ż e n i e do o d k r y w a n i a ponownie siebie po
przeżyciu

nikach

stanów

autonegacji.

Być

znowu

sobą,

Dzien­

Gombrowicza dosadnie w y r a ż a j ą zapis-metafora o nie­

możności

skutecznego

ratowania

(bycia

karetką

pogotowia)

nie

a w Miazdze

L ę k i poezucio z a g r o ż e n i a nie

Andrzejewskiego, t o n p r z y g n ę b i e n i a

a

zarazem

roztropnej powściągliwości w opisach d n i , o d r a ż a j ą c o p o d o b n y c h
do siebie.

3

Zapiski

domowe,

(brulionów),

Torosa

kilkanaście

grubych

Trojanowska

zeszytów

prowadziła

w

szkolnych

tym

m n i e j więcej czasio, k i e d y p o w s t a w a ł y głośne Dzienniki

córka

zmarła,

bicia do jakiego z n i ż y ł się jej ojciec. S ą s i e d z t w o L o r w a s a , R e k i n a

ż u k ó w , s p a d a j ą c y c h z k r a w ę d z i w y d m y nad brzegiem oceanu ,

2

ich kaleka

wielu u w a ż a ł o , że ś m i e r ć n a s t ą p i ł a w rezultacie kolejnego po­
wpływało

kojąco

wszelkich m o ż l i w y c h

na

pożycie

Możo

Trojanowskich.

ich. U n i k a n o

przed

Lorwasom częstym gościem domu Trojanowskich bywał

drugi

Teresy, .Józek, człowiek

właśnie

też

w obawie

brat

zbliżeń.

małżonków

odstępowały

wielkiej

przebiegłości

i sprytu,

samym

zwany K a l a p a t ą i R o z t r o p n y m . Miał on ż o n ę , m i e j s c o w ą nauczy­

Witolda

cielkę, p a n i ą p o c h o d z ą c ą z W i e d n i a , niezwykle z a s ł u ż o n ą w edu­

„Literaturze"

kacji m u r z y n o w i a k ó w . P o ś w i ę c i ł a się tej m i s j i w okresie m i ę ­

Z dnia na dzień Jerzego Andrzejewskiego. M i m o r ó ż n i c w statusie

d z y w o j e n n y m i t r w a ł a na s w y m p o s t e r u n k u a ż do c z a s ó w gier­

p i s z ą c y c h , p r z e p a ś c i intelektualnej m i ę d z y w i e ś n i a c z k ą a świa­

k o w s k i c h , kiedy z l i k w i d o w a n o w M u r z y n o w i e s z k o l ę ,

towej rangi pisarzami, w ą t e k

tamtejsze dzieci do s z k o ł y zbiorczej w s ą s i e d n i m Siocieniu. Nie

Gombrowicza i nieco p ó ź n i e j , gdy drukowano w

osobliwej m o d l i t w y ,

rozłożonej

na pacierze wieczorne ( r e k a p i t u l u j ą c e ) i poranne (inicjujące)

—

kiorując

m a najmniejszych w ą t p l i w o ś c i , że p a m i ę t n i k a r s k i e pasjo Torowy

p r z y reszcie dnia w y p e ł n i o n y m „ g r o m a d z e n i e m d a n y c h " — jest

Trojanowskiej

t o ż s a m y . Ale w a ż n i e j s z e , w i ą ż e te z r ó ż n y c h zasadniczo p o z i o m ó w

d o r ó w n a n i a n i e z w y k ł y m p r z y m i o t o m cudzoziemki, a p r z y

ś w i a d o m o ś c i w y p ł y w a j ą c e d z i a ł a n i a , podobne pragnienia samo-

bratowej

określonia

n i e ś w i a d o m e pochodzenia nazwiska dzieci — K l o c e k .

(poszukiwania

własnej

tożsamości)

w

zapisywaniu,

i najdrobniejszych z d a r z e ń (najpospolitszych trosk ż y c i o w y c h ) ,

z r o d z i ł y się pod

Bronisławy

znacznym w p ł y w e m

Iwańskioj-Kiotz

zwanej

też

potrzeby
—

tym
przez

Trojanowscy p o b r a l i się w latach dwudziestych i n a l e ż e l i

i s z c z e g ó l n y c h , z a c h ł a n n i e p o ż ą d a n y c h s t a n ó w ducha. Kreowanio

do m a ł o r o l n y c h gospodarzy w M u r z y n o w i e . J a n

ich poprzez narzucony sobie r e ż y m codziennego, zapisywanego

c z ą t k o w o j a k o w o d n i a k na W i ś l e , a n a s t ę p n i e w czasie

pacierza. Nasza bohaterka o d 1957 do 1968 r o k u nie p o m i n ę ł a

handlował

toż ani jednego dnia. I m o ż n a to t ł u m a c z y ć z a r ó w n o

k i e d y o t r z y m a n o d o d a t k o w ą z i e m i ę z r e f o r m y rolnej, J a n p r z e s t a ł

środowiskowego

poczucia

obowiązków

codziennych,

faktem
jak

też

z u p e ł n i e j u ż w ł a s n y m sposobem dostrzegania sensu życia w naj­
zwyklejszym dniu. B y ł a osobą „ s p o k o j n ą , zrównoważoną,

po­

4

zajmować

bławatami,

sprowadzanymi

z

dorabiał,

Łodzi.

Po

po­

wojny
wojnie,

się handlem, c a ł k o w i c i e p o ś w i ę c i w s z y się gospodar­

s t w u . P o n i e w a ż ż o n a c i e r p i a ł a na n a d m i e r n ą o t y ł o ś ć , ów W y r w i s
i

Wykpis,

kawalarz

i pędziwiatr,

większość

prac,

dodajmy,

wolną i nieenergiczną" . K t o ś inny uzupełnił tę c h a r a k t e r y s t y k ę

n i e z b y t sobio m i ł y c h , zmuszony b y ł p r o w a d z i ć c a ł k i e m samo­

u w a g ą , żo „ n i e m i a ł a dzieci", a b ę d ą c o t y ł ą m u s i a ł a stale prze­

dzielnie. A l e n i e p o m i e r n y w y s i ł e k m ę ż a nie b y ł Teresie

5

s i a d y w a ć w d o m u , „ n o więc, m i a ł a czas aby sobie p i s a ć " .

nowskiej

Teresa Trojanowska, z d o m u I w a ń s k a , p o c h o d z i ł a z r o d u ,
k t ó r y w ś r ó d k i l k u zaledwie i n n y c h n a l e ż a ł we wsi do

najbar­

dziej o k r z e p ł y c h . I w a ń s c y mieszkali w d w ó c h c h a ł u p a c h usy­

obojętny.

Przeciwnie,

wspomagała

i — j a k dalej się przekonamy — n o t a t k a m i w swych
Już

wstępna

analiza semiotyczna i c a ł k i e m

pisków

na zachodnim k r a ń c u , na S k a ż e n i u . N a t o m i a s t Jan, m ą ż naszej

ludowej d o k u m e n t . W n i c z y m na

b o h a t e r k i , p o c h o d z i ł z W i e s ł a w i e , n a l e ż ą c y c h wprawdzie do

dosyć

samej,

rokiokioj

parafii,

lecz m a j ą c y c h ,

D u n i n o w o złą s ł a w ę wioski fornalskiej,

niczym

Siecień

lub

zamieszkiwanej przez

prostackich D w o r u s ó w , O r c z y k ó w i K ł o n i c e . I w a ń s k a

wchodząc

w swój z w i ą z e k m a ł ż e ń s k i m i a ł a ziemię i część rodzinnej
grody, a T r o j a n o w s k i nie p o s i a d a ł niczego. J e d n y m

za­

słowem,

stale

Troja­
słowem

Zapiskach

domowych.

t u o w a n y c h w ś r o d k o w e j części M u r z y n o w a i jeszcze w trzeciej,
tej

go

formalna

Za­

wskazuje, że poznajemy niezwykle r z a d k i w literaturze
częstych

w

tym

p r z y k ł a d nie p r z y p o m i n a on

środowisku

nacechowanych o s o b l i w ą p o t r z e b ą

aspiracji

biograficznych,

zaświadczania

swym

pisar­

s t w e m posiadania ż y c i o r y s u bogatego w „ n i o z w y k l e zdarzenia"
oraz dysponowania m o c ą radzenia sobie z n i m i , czy
doświadczenia

błogosławieństwa

losu albo samej

wreszcie

Opatrzności.

N i c z t y c h pospolitych w c h ł o p s k i m ś r o d o w i s k u m n i e m a ń

nib

stanowili mezalians, o d n o s z ą c y się do k r w i , w y c h o w a n i a i ma­

w y s t ę p u j e w pisarstwie nie p r a k t y k u j ą c e j T r o j a n o w s k i e j . W ł a ś n i e ,

jętności. Trojanowski,

n a l e ż a ł o to wcześniej p o w i e d z i e ć . N a l e ż a ł a do o s ó b

się ż y w o ś c i ą

w przeciwieństwie

i otwartością

sobie o p i n i ę kawalarza —

usposobienia.

do

Trojaka, Wykpisa,

jeszczo z trzeciego przezwiska, k t ó r e sam

żony,

Rychło

wyróżniał
też

zdobył

religijnie,

natomiast

jej

mąż

stara! się nie

obojętnych

opuszczać

mszy

korzystającego

ż a d n e j niedzieli. A b y nie s p o t y k a ć się z z i o m k a m i z W i ę s ł a w i o

wymyślił, a którego

w kościele w Pvokiciu i nie s t a n o w i ć o b i e k t u d r w i ą c y c h k o m e n ­

m a ł o k t o p o t r a f i ł w y m ó w i ć — Holdesdowildesfildesstatkiewicz.

t a r z y , iż żyje z o s o b ą n i e w i e r z ą c ą , p r z e p r a w i a ł się przez W i s ł ę

A więc n a l e ż a ł do t y c h , eo c e n i ą sobie nade wszystko pogodne,

do kościoła w D u n i n o w i e . Z a p i s k i nie p r e t e n d u j ą

również

do

231

�g a t u n k u w y p o w i e d z i adresowanej do j a k i e g o ś drugiego, potencjal­

— Odrana

śpiewały

nego czytelnika. Wiele s f o r m u ł o w a ń wskazuje na t o , że a u t o r k a

— Zaczyna

padać

ukrywała

—

swoje n o t a t k i n a w e t

przed n a j b l i ż s z y m i .

Pod

tym

Wiatr

z południowo

w z g l ę d o m m o g ą one b y ć p o r ó w n y w a n e do procederu wielu daw­

— Pogoda

n y c h pisarzy w Chinach, p i s z ą c y c h w y ł ą c z n i e dla siebie. D o d a j m y

niepada

— piszących powieści z u k r y t y m w ą t k i e m autobiograficznym.
Psychiczna,
rzeń,

6

g ł ę b o k a potrzeba n o t o w a n i a najzwyklejszych zda­

systematycznie,

codziennie,

ujawnia

coś

z

utylitarnej

t e r a p i i , ale r ó w n i e ż , w m n i e j s z y m s t o p n i u , p r a k t y c z n e j

własnej

dzierlady

pchnięcie
tamtej

strasznie

duży

ruszać

tylko nasypało

lody

szańców

z góry...

pałi

na

Wiśle

narobiło

Około 4 tej przerwało

stronie

stoi.

się

zełga...

—• Robi

i wmieszkaniu

zjawiska ż y c i a , a w n i m — o g n i s k u j ą c y c h się w osobie m ę ż a

czereśniach

się pokazywać

występuje

szalenie

ważna

warstwa

zaczynają

troche rechotać

zainteresowań,

jaką

jest

•—• Zaczynają

sporo jest cicho i ciepło
podwieczór

że asz takiego dziwnego

w o ś ć t y c h d o ś w i a d c z e ń oraz n a j w a ż n i e j s z e — i c h aestetyczny,

— Z rana Bardzo Ładna

bo zdecydowanie p r a k t y c z n y , w z g l ę d n i e gnoseologiczny charakter

możliwie

ciepło

(się zrobiło)

dystansuje wiele o p i s ó w , p r e t e n d u j ą c y c h do l i t e r a c k i c h . G ó r u j e

się duży

wiatr

gapstwo

n a d n i m i o r y g i n a l n o ś c i ą , nie s i ę g a n i e m do b a n a l n y c h

i wywraca

jak zaczęło padać

koziołki

się nie szykuje

z deszczem przytem

meteorologicznych
z zagrody

w

1957

położonej

r.

od

Swoje

blisko W i s ł y

suchych

rejestrów

obserwacje

prowadziła

w miejscu n a r a ż o n y m

na

z i ą b n a p ł y w a j ą c y od r z e k i , a bardziej jeszcze na c z ę s t o w i e j ą c y
z Z a w i s ł a d o k u c z l i w y w i a t r , zwany
-—• 12.XII.

1959. Znocy pochmurno

się słońce

łeje się z dachów

—• 14.XII.
kaszka
—

Znocy

śniegowa

16.XII.

zimno

Odrana

bo jest

taka

wiatr

Znocy

— 27.XII.

Pochmurno

pokazało

zaczuł

padać

się słońce i z małymi

dowieczora

gorzej
mróz.

dzień.
już

świeciło

do wieczora

zaczyna padać

zachodn.

mrozek

drzewa są białe wyglądają

pięknie

mały

ugrzać

zęby.

stop­

południe

wiatr

południowo

deszcz

zachodni.

wiatr połudn.

i bierze mały

na wieczór

wiatr
zmieniła

słońce

tych

rzadziaty

W południe

zrobiło
—

zwracają

się zimno

na słońcu

oczywiście

znów

nazad

churagan

są granatowe

Wnocy przez księżyc

uwagę

pogoda pada

deszcz

zimno...

praktycznego

znaczenia m i a ł y •

Dostarczał

on jej w c i ę ż k i m , m o n o t o n n y m ż y c i u na wsi w a ż n y c h emocji,

w otoczeniu w s p a n i a ł y c h drzew), s t a n o w i t e ż o s o b n ą

zupełnio

literackiej, jednej z f o r m wyrafinowanego istnienia.
W ś w i a d o m o ś c i Teresy Trojanowskiej obraz o t a c z a j ą c e j
wielo zagadek. Pisze c z ę s t o „ c i e k a w e

w r ó ż ą " . Przedstawia

ją

co ono

go t y m j ę z y k i e m , j a k i m p o s ł u g i w a n o się

w M u r z y n o w i e . W i a t r y c h o d z ą , u d a j ą się z jednej s t r o n y ś w i a t a
w d r u g ą . B y w a , że z tej drugiej zo,wracają, p o w r a c a j ą . M a j ą te
najczęściej

Kujawa

(wiatr

nawiedzające

z południowego

okolicę, swoje
zachodu,

stałe

właśnie

nazwy:

z

Kujaw)

ale w swych przestworzach

b r o d z i , czyli przedziera

się przez

ożyć, sztorcować,

barykadować

i t d . Przez wszystkie

notatki

znakomiet

w y w tej mierze, że z r o d z i ł się o p t y m i s t y c z n y z w r o t o m o ż n o ś c i

do

ogrzania z ę b ó w na s ł o ń c u .
W

wieczorem

wschodu.

9 tej zaczyna

— Znocy

pada

nad ranem

wieje

do

Węgier.

ciekawe

słońce

asz granatowe

a ponich płyną
się wypogodziło

co to będzie

za chmurami

śniegowe

śnieżne.

chmury

przestał

jest

są obłoki

na duży

wspomniałem
dziejących

—

się w

rezygnuje
przyrodzie.

K o n c e t r u j e się w y ł ą c z n i e na opisach ż y c i a p r y w a t n e g o , na spra­
na psychologii z a c h o w a ń

zimno

męża.

Spójrzmy

jeszcze raz

na

te

Model

wiatr...

ten

dominował

w przeszłości.

R o d z i się p y t a n i o ,

czy

niebieskie

interesowanie się p o g o d ą , a p o ś r e d n i o bogactwem zjawisk p r z y ­

zimny.

r o d n i c z y c h z n i ą z w i ą z a n y c h , jest t r w a ł ą w a r t o ś c i ą w k u l t u r z e
wsi. W y d a j e m i się, że nie. Z b y t silnie i w s z e c h w ł a d n i e oddzia-

był w otoczeniu

do nieuczestnictwa, biernego uczestnictwa w systemie n o w o c z o ś n i e

cały

ływuje

wschodu...

j u ż wcześniej

oko a dezszczu

dzień

świeci jak rybie

— Z nocy szadź biała na trawie... wieczorem księżyc
co wskazywało

jak

wczesne zapiski meteorologiczne T r o j a n o w s k i e j . W y d a j o m i się,

wróżyć.

ma.

z letniego

—

zdarzeń naturalnych,

że p r z y l e g a j ą one do m o d e l u k o i n c y d e n c j a ł n e g o b y t u wsi z n a t u r ą .

8 mej już

księżyc

ś m i e r ć Churchilla oraz p o d w ó j n e c h y b a z w y c i ę ­

wach gospodarki ściśle p o w i ą z a n y c h ze stosunkami na wsi oraz
chmury

brodzić...

deszcz łecz około

— Podwieczór

ałe

trzy

prezydenta

stwo P o l a k ó w w k t ó r y m ś z W y ś c i g ó w P o k o j u . A u t o r k a w p e w n y m
z opisów

Kujawa.

trochę się uciszył

po nich przepływają

słońce brodzi duży wiatr z północy

żółto czerwonym

c a ł y m dzienniku z w y d a r z e ń h i s t o r y c z n y c h t y l k o

zwróciły p e w n ą uwagę autorki. Są n i m i : zabójstwo
Kennedy'ego,

wiatr poszedł

tonami.

jest słup

— Około

232

bardzo

nia i w s ł u c h i w a n i a się w obrazy i d ź w i ę k i z o t a c z a j ą c e g o ś w i a t a

momencie

wyje różnymi

Wiatr

robić bo jest brzydka

n o ś c i pogody. Powoduje ona z a k ł ó c e n i a r y t m u ż y c i a — pracy,

zachodu

wiatr od zachodu a potem

straszny

—

powietrzu

już

można

morka.

duży

w dzień

nie

w

biedę.

przewija się emocja z w i ą z a n a ze ś w i a d o m o ś c i ą wielkiej zmien­

wschodni...
do południo

wiatr poszedł

— O północy
— Obłoki

wiatr

poszedł

trochę się rozchmurzyło

wieje

— Odrana

mrozek

wiatr

W południe

•—• Dziś

się kotłuje

nawet
podnosi

w y w o ł u j e n i e p o k ó j a nawet lęk. M r ó z i c h ł ó d s t a w a ł się dokuczli­

Zapiskach

— Znocy

— JO)

i

świeci

s f o r m u ł o w a n i a , a t a k ż e o k r e ś l e n i a i t e r m i n y u ż y w a n o powszechnie.
—

wschodni

się zachmurza

o b ł o k i i c h m u r y . W i s ł a żyje l u b zamiera, staje, aby ponownie

by kwitły

zachodni

koloru

i M o r k a (wiatr z p ó ł n o c y ) . Słońce nie t y l k o wschodzi i zachodzi,

(...)

jak

popołudniu

p r z y r o d y . A u t o r k a b y ł a t y m ś w i a t e m zafascynowana.

przyrody kryje

Znocy mrozu 8 stopni i mgła która w dzień

się w szadż

W

wiatr południowo

Pochmurno

do wschodu

— 2.II.1960.

cały

bardzo dużo śniegu

około południa

dziwnego

łęku...

i n n y zasadniczo sens. W y r a ż a ł y b e z i n t e r e s o w n ą p o t r z e b ę patrze­

wiatry,

no i pada
31.XII.

tylko

gwiazdy.

Odrana pochmurno

dostał jakiegoś

Z a p i s k i te o p r ó c z w y r a ź n i e

pada
zachód

p a s j ę , m a j ą c ą — j a k m i się wydaje — wszelkie cechy t w ó r c z o ś c i

wczoraj

zachmurzeniami

zato deszczu

ze wschodu na

skich b y ł p o ł o ż o n y blisko rzeki, w dolinie za s t o k a m i wysoczyzny

pruszyć

bierze większy

deszcz i padał

mrozu niema

—• 30.XII.
—

jak

na

zaczęły

sople.

bo marznu

południe.

wieczorem

wieczorem

r z e ń , d z i e j ą c y c h się przed n i ą w teatrze n a t u r y (dom Trojanow­

widać gołe pola wiatr z zachodu o 12 tej w

w nocy świeciły

poszedł

pogoda

ze wschodu

— 18.XII.

niało miejscami

sama

na

kwiaty

pokazało

cicho około 12 tej zaczyna

idą z północy

ale po

w a ż n y c h w a r t o ś c i . B y ć m o ż e r e l a k s u j ą c y c h . Zapisywanie zda­

cicho około południa,

ale dołem jest mróz

pochmurno

chmury

Kujawą.

świat

(wrony

to śnieg

Zapiski

wszystko

mogu być otwarte drzwi

przechodzu

chyba na jakuś

—• Dziś

też

lecz

stoi czeka na

i poszło

pogoda wiatr południowo

i p r o s t o t ą ( „ t a k się ociepliło, że m o g ę p r a ć w s ł o n e c z n e j wodzie",

rozpoczęła

piołunkie

się doznawało

c z y l i nagrzanej w k o t l e w y s t a w i o n y m na s ł o ń c e ; „ t a k j u ż jest
ciepło i ł a d n i e n a dworze, że m o ż n a g r z a ć z ę b y na s ł o ń c u " ) .

stanęło

i narazie

burze ałe nie ciężkie
chmury

najmniejszej jednego dnia, j a k r ó w n i e ż c a ł y c h p ó r r o k u . Obrazo­

Trojanowska

się zachmurza

żaby.
przechodzić

d o ś w i a d c z e n i e n a t u r y , w szczególności z m i e n n o ś c i pogody w skali

odczuć

znać.

zimno.

i spowrotem

—• Ręce nie zamarzaju

Zapiskach

puźniej

barykadów

k i m ś momencie, i t a k ż e coś z p o s z u k i w a ń klucza do rozumienia

J a k w wielu s ł a w n y c h p a m i ę t n i k a c h t a k r ó w n i e ż w

wróżą.

deszcz.

wiatr i bardzo

gnoseologii, u t w i e r d z a n i a się w odczuciach, p o g l ą d a c h czy w j a ­

najważniejszych problemów moralnych.

co one

zachodu pryszcze

w południe

wieczorem

— Zaczęły

ciekawe

deszcz i tak sial w nocy bo go sporo

model zasadniczo odmienny, s p r o w a d z a j ą c y

funkcjonującej
sądzę

—

jednostkę

z b i o r o w o ś c i narodowej. Ponadto m o ż n a — j a k

mówić

o

kompensacyjnych

potrzebach

środowisk

�I I . 2. W y b r a n e z n a k i z ł o w r ó ż e b n e : (a) sen — k a r e t k a p o g o t o w i a , (b) k r z y ż e rysowane p r z y n o t a t k a c h o czyjejś
Ś7merci, ,,Janek z k o n a ł p r z e s t a ł ż y ć o d l e c i a ł jego duch n a zawsze"; 9, 11, 16 I I 1964, a ż t r z y po kolei ś m i e r c i ,
Karasiewicza, Torbickiego, Fabiszewskiego; (c) wieniec pogrzebowy; (d) siekierzysko-toporzysko ( z ł a m a n e ) ;
(e) s t r ó ż e

233

�wiejskich

w zakresie k s z t a ł t o w a n i a

świadomości

historycznej,

ś w i a d o m o ś c i nio tyle z d a r z e ń n a t u r a l n y c h , co właśnie historycz­
nych —

społecznych

i k u l t u r a l n y c h , nie

wyłączając

również

T

do m n i e m a ń znacznie starszych w s w y m rodow odzie, j a k r ó w n i e ż
znacznie m ł o d s z y c h , p ó ź n i e j s z y c h , nie w y ł ą c z a j ą c
zdarzeń
z drugiej p o ł o w y X I X wieku.

p o l i t y c z n y c h . P o j ę c i a przestrzeni i czasu poddawane są dzisiaj

A ty żaczku

na wsi nieraz g ł ę b s z y m i p o w a ż n i e j s z y m

nad szkoły

aniżeli

to

można

obserwować

w

przewartościowaniom,

świadomości

mieszkańców

Wieta, powiedzie

miast.

Jeden

K i e d y r o d z i ł się czas n i e z w y k ł y w k r a j u , u d a w a ł e m się do
M u r z y n o w a . N a t o m i a s t z M u r z y n o w a do W a r s z a w y
wówczas

wysłannicy,

emisariusze

przybywali

murzynowiaków,

tworząc

Dwie

tablice

Jeden

jest sam

co króluje
Pięć

sześć graju

moich

przyjaciół,

była

zwykłością

przemierzana przez

zawsze g r a n i c z ą c ą

z w y k ł y m . K i e d y wracali r a d o ś n i d o w i a d y w a ł e m

z

nie­

dziewięć

przykucnięcia

jedenastu

i szeptem. M o ż n a więc u z n a ć naukowe r o z r ó ż n i e n i a przestrzeni

dwunastu

z w y k ł e j od n i e z w y k ł e j , czasu z w y k ł e g o od n i e z w y k ł e g o za

czternaste

tego z p o z y c j i

jemne, p r z y s t a j ą c e , czy t e ż w c h ł a n i a j ą c e f a k t y

po­

d o t y c z ą c e rze­
W

W y d a j e m i się, że m i k r o k o s m o s t w o r z o n y przez pokolenia
poprzedzające

współczesnych

poszatkować

zgodnie

z

murzynowiaków

definiowaną

niełatwo

nomenklaturą

jest

sacrum

i p r o f a n u m . Nie r o z s t r z y g a m y p o d s t a w o w y c h z a g a d n i e ń
zanych z p o j ę c i e m

istnienia, w ł ą c z a j ą c

przestrzeń nadziemską
niebo).

Nie

definiuje

pochodzących

od

do

naszych

(powietrze, gwiazdy, n i e k t ó r e
do

końca

sacrum

czasoprzestrzeni

i profanum

dwóch

zwią­

rozważań
planety;

świadomość

rzeczywistości,

leliju,
świętych,

boskich,

chórów

anielskich,

męczenników,
apostołów,
ludzkie

a ty czarcie

c z y w i s t o ś c i wiejskiej, r o d z ą c e j się, p r z y s z ł e j .

jedyny,

Pan,

iv

osiem miłości

przestrzeni. D o w i a d y w a ł e m

wiary.

nami.

siedem sakramentów

się, co i j a k

jest?

Bóg w Trójcy

ran cierpiał

działo się w dobrze m i znanej, codziennej, a dla n i c h o d ś w i ę t n e j
się

co

mojżeszowe.

nad

zrutynizowaną

Przestrzeń

nam,

z trzech patryarchów

w m i e ś c i e n a s t r ó j nadziei. P r z e s t r z e ń , j a k ą p o k o n y w a ł e m , b y ł a
powszedniością.

nauczały
wybrany,

przeciwieństwie

plemię,

padnij
do

10

w

ziemię!

uniejowiaków

(Kluchów-Kituiiów)

d o s y ć p o w a ż n i e w c i ą ż t r a k t u j ą c y c h wszelkie dawno, nieoficjalne
wierzenia, m u r z y n o w i a e y m ó w i ą o nich
też

podobnie,

nawet

niozasadniczo,

grupową.

Zdzicho

opisują

Caban

z rozbawieniom.

aktualną

stwierdza:

po

przekopaniu

m o g i ł y ojca, z a c h o w a ł się t y l k o pasek, k t ó r y m
t y ł k a c h . Osobliwy to pasek. A b y nas
tłukł, przecięliśmy

go na

nas

tlukl

p o ł o w ę . J e d n a k ojciec zszył

grób

zszyty, p o w i a d a Zdzicho i ś m i e j e się n i c z y m szalony.

otrzymało

określeniu

ziemi

administracyjną
dobrzyńskiej.

(polityczną)

Mieszkali

tożsamość

i mieszkają

w

między

trzema r z e k a m i ( S k r w ą , D r w ę c ą i W i s ł ą ) , na k r a w ę d z i

jakiejś

r z e c z y w i s t o ś c i . P o w i a d a j ą , że jest s z c z e g ó l n ą , bo s ł y c h a ć w niej
pianie k o g u t ó w z trzech s t r o n ś w i a t a , z p o w i a t u

łipnowskiego

( D o b r z y n i a c y ) , p ł o c k i e g o (Mazurzy) i g o s t y n i ń s k i e g o ( Z a w i ś l a c y -Pampki).

7

pasek

d o k ł a d n i e i o p a s a ł się n i m przed ś m i e r c i ą . Po ł u t a c h , r o z k o p u j ą c

b y l i m i e s z k a ń c a m i k r a ń c a prastarego, naturalnego
które

po

ojciec t y m paskiem nie

określanych terminami zwykłości i niezwykłości. Murzynowiacy
terytorium,

Ale

rzeczywistość,

aby

Anna

pochować

b a b c i ę , znaleziono pasek. B y ł w

Zadrożyńska

przekonywująco

definiuje

środku

przestrzeń

z w y k ł ą poprzez n i e z w y k ł ą ( s a k r a l n ą ) , czas n i e z w y k ł y (świątecz­
n y ) poprzez z w y k ł y (powszedni). I o d w r o t n i e .

11

niezwykłej

G ó r a 'i Gawranicc ?

w M u r z y n o w i e są n i k l e

(Łysa

Ś l a d y przestrzeni

K a l i n ó w k a ? Gliniana G ó r a i C z y r ż y n e k ? ) albo — m ó w i ą c inaczej
—

wątpliwe.

Przestrzeń

niezwykłą

od

czasów

średniowiecza

Czy n a l e ż a ł o b y d o p o w i a d a ć , że jest to nie j a k a ś , lecz

m o g ł y t w o r z y ć dalej p o ł o ż o n e od wsi okolico k o ś c i o ł a i cmentarza

konkretna rzeczywistość przejścia, brodu, granicząca z polami

w R o k i c i u oraz kościołów w Sieeieniu i D u n i n o w i e . Osobnym

oraz b ł o n i e m — ł ą k ą . A m o ż e jest to r z e c z y w i s t o ś ć

z u p e ł n i e obszarem, s a k r a l n y m m o g ł o b y ć S k ę p e . Niedziela i ś w i ę t a

przejścia

m i ę d z y t ą i t a m t ą s t r o n ą ; po tej i po t a m t e j stronie, balansu­
jąca ?

8

t w o r z ą n i e w ą t p l i w i e czas n i e z w y k ł y . Obchodzone nawet skru­
pulatnie s t a n o w i ą w ś w i a d o m o ś c i m u r z y n o w i a k ó w od n i e p a m i ę t ­

W i a d o m e jest jedno, że z r z e c z y w i s t o ś c i

(czasoprzestrzeni)

tej eliminowana b y ł a c l i t o n i c z n o ś ć w czasach p r a h i s t o r y c z n y c h .
Może w ł a ś n i e t y l k o eliminowana, a nie w y e l i m i n o w a n a . I Rokicie

n y c h czasów cezury wygaszonych emocji. Za p a m i ę c i najstarszych
świąt

nie

nastrój.

I

poprzedzały
toż sam

działania

przebieg ś w i ą t

T

i B r w i l n o —• ś r e d n i o w i e c z n e k o ś c i o ł y —

osadzone z o s t a ł y

w

miejscach ujść strug do W i s ł y , w miejscach s z c z e g ó l n y c h . A cala
zaś w t y m
czyskami,
być

rejonie n a d w i ś l a ń s k a
pobudzającymi

lokalizowany

ze

okolica nasycona b y ł a

wyobraźnię.

szczególnym

Kult

przodków

rozmachem

właśnie

uro­
mógł
tutaj

w s ą s i e d z t w i e M u r z y n o w a i t a k ż e na jego obszarze. C l i t o n i c z n o ś ć
nio z o s t a ł a na
pokutująco

pewno do k o ń c a w y e l i m i n o w a n a . Wszak dusze

(zgodnie z p ó ź n i e j s z ą filozofią religijną) w postaci

ś w i e t l i k ó w - b a b e k d r ę c z y ł y przed p ó ł w i e c z e m najstateczniejszych.
Pod Ł y s ą G ó r ą w i d y w a n o n o c a m i k a r e t ę b i a ł ą , a na cmentarzu
siecieńskim czarną, wiozącą

ducha dziedzica, niedowiarka.

Na

K a l i n ó w c e n i m ścięto r o s n ą c e t a m p o t ę ż n e d ę b y p o j a w i a ł a

się

m ł o d a k o b i e t a w czerwonym, c z a r n y m i b i a ł y m s t r o j u . N a M a ­
nowcach albo na

G a w r a ń c u p r z y ł a p a ł K o n s t a n t y Fabiszewski

czarownice w a r z ą c e w lesie wroniec ( w i d ł a k ) . Przed G ó r ą

Gli­

n i a n ą s t a w a ł y konie i nie c h c i a ł y iść dalej. Z t o n i W i s ł y docho­
dziły nocami wołania,

kto

ich p o s ł u c h a ł

nie

k o ń z o g n i s t y m i n o z d r z a m i i ł a ń c u c h e m na
k u l a w y oraz n i e d ź w i e d z i e

wracał.

Czarny

szyi, czarny pies

i kobiety sznurujące

wysokie

d o p e ł n i a j ą l i t a n i i o istotach nieziemskich. Z a k l ę c i e j a k i m
s ł u g i w a n o się aby
(tego z a k l ę c i a )

buty
po­

o d s t r a s z y ć wszelkie w i d z i a d ł a nocne, s w y m i

uroczystości

namaszczenia, bez

przejmowania

się n i e c o d z i e n n ą c h w i l ą . W y r a ż a ł a b y się w t y m reakcja na nader
często

i gorliwie

kuczliwych

świętującą

społeczność

wodniacką,

na

o r y l i ? N i e wiadomo. W p a m i ę t n i k u Teresy

nowskiej niedziela i ś w i ę t a są odnotowywane j e d n y m

do­

Troja­
słowem

lub zaledwie p a r u s ł o w a m i . B y ł y to dla a u t o r k i j a k b y puste
d n i , w k t ó r y c h znacznie m n i e j się dzieje, aniżeli w dnie powszed­
nie. W świetle t y c h t y l k o Zapisków

okazuje się, że niezwykle

s t a ć się m o ż o z w y k ł y m , aż p o s p o l i t y m . Poprzez swój
stopień rytualizaeji,

eliminujący

wyższy

znaczenie p r z y p a d k u —

wy­

s t ą p i e n i e z d a r z e ń niepowtarzalnych — wreszcie, przez korzysta­
nie z surowszej n o r m y — eliminuj ącej d o w o l n o ś ć i o r y g i n a l n o ś ć ,
owo

niezwykłości m o g ą

wywoływać

apatię, pasywność

i nie­

c h ę ć . W s z y s t k i e t r z y wymienione sta,ny m o g ą też charakteryzo­
wać dzień powszedni.

12

Trojanowska d z i ę k i swemu n i e r u c h l i w e m u , m o ż n a b y

rzec

m e d y t a c y j n e m u t r y b o w i ż y c i a s t a ł a się jego bardzo w n i k l i w y m
obserwatorom. N a t o m i a s t poprzez prowadzono systematycznie
Zapiski

doskonaliła

utrwalanie

na,

postrzeganie,

piśmie

zachowanie m ę ż a ,

czy

zdarzeń.

analizowanie

Sposób

w

jaki

i

ostatecznie
kontrolowała,

rodzaj celebracji swego samopoczucia,

w ł a s n y c h stanów" ducha, wpływali uiew ą t p l i w i o na przebieg t y c h

„ t a b l i c e m o j ż e s z o w e " ) , nieco o ś w i e t l a m e t r y k ę o w y c h u p i o r n y c h

z d a r z e ń , s t a n o w i ł rodzaj ich kreacji, a ostatecznie —• j a k m o ż n a

w y o b r a ż e ń . W y d a j e się, że zaklęcie nic jest w c z e ś n i e j s z e , aniżeli

p r z y p u s z c z a ć — p r o w o k o w a ł los. N i e z w y k ł e wkracza, z nieby­

234

średniowiecza.

9

Mogło ono

(,,żaczek

wzmagające

dorocznych i

nauczały",

czasy p ó ź n e g o

apotropeicznymi słowami

r o d z i n n y c h odbyw al się bez

celebracyjno,

jednak o d n o s i ć

sic

w a ł ą m o c ą w jej i n d y w i d u a l n y świni i n t y m n y . I t o , co k o m u ś

�z T o r b i c k i m i o k a z a ł o sio .,trudne do zniesienia". W rok i k i l k a
m i e s i ę c y po podp s m i n z s ą s i a d a m i u m o w y d z i e r ż a w c z e j Teresa
Trojanowska

umarła.

Trojanowska
przyżyć

celebrację

duchowych

obeerwaeję

swego samopoczucia

prowadziła

meteroologiczną

poprzez...

oraz —

eo

i ostatecznie

uszczegółowioną

najbardziej

interesuje

— opis z a c h o w a ń l u d z i , z k t ó r y m i dano jej b y ł o w s p ó ł ż y ć .

Jak

mocno p r z e ż y w a ł a te zachowania ś w i a d c z y to, żo n i e k t ó r o z nich
trafiały

do

rzeczywistości

jej

marzeń

sennych. N a

miejsce w systematycznie prowadzonych
osoba m ę ż a Jana, a n a s t ę p n i e

pierwsze

opisach wysuwa

się

b r a t a J ó z k a . P r z y p a t r z m y się

przez chwilę p o ś w i ę c a n i u uwagi w Zapiskach

tym ważnym

dla

a u t o r k i postaciom:
9.IX.1961.

Rano

J.

i kupił

50 kilo jęczmienia

spodnie

szczęście

(Jasio

JO)

pojechał

ale już

bardzo smutny

mu

na

Helcia

wieczorem

dostała

list

pies

hektary
pojechał

ale chleba nie dostał dopiero kupił

czerstwy.

bo z

Paprockiego

potem J. pojechał

zrobił trochę ospy u Torbickich

za, chlebem do Duninowa

do

150 zł przy tym porwał

że go nie pokaleczył

orać w południe
dzińskiego

—

zapłacił

u Gur-

od Romana

łecz

więzienia.

Jest to zapis wszystkich w y d a r z e ń w c i ą g u dnia. Przygoda
z psem w y d a r z y ł a się rano, za dnia,, a więc w

sprzyjających

okolicznościach.
Jan

Trojanowski

powinien

znać

naturę

wiejskich

psów.

J e ś l i dal sobie porw-ać spodnio, to m o ż e dlatego, żo b y ł roztar­
gniony, z a j ę t y m y ś l a m i o c z e k a j ą c y c h go jeszcze w- c i ą g u dnia
I I . 'i. Bocian

licznych zajęciach ?
25.IX.1961

J.

skończeniu

przewruciuł

po
zabił

wziuł

łub nie złamał

się za worzenie
się

ręli

czy

Janek

łubinu

spadł

nogi. Był

w storzek

szczęście

który

że się

to poniedziałek.

m o g ł o b y w y d a w a ć się pospolite albo p r z e c i ę t n o staje się w ł a ś n i e

dzielę J T o d p o c z y w a ł w d o m u , nie p o s z e d ł do kościoła, po

n i e z w y k ł e . W i n n y m zaś wymiarze, zdarzenia ze ś w i a t a w y o b r a ­

ł u d n i u jodynie t r o c h ę z r y w a ł śliwek.

żeń h i s t o r y o z n o - k u l t u r o w y c h w ł a s n e g o ś r o d o w i s k a
rałem

się p r z y b l i ż y ć

na

paru

poprzednich

(który

p r a c o w a ł sam,

totalnie z l e k c e w a ż o n e . Oficjalna n i e z w y k ł o ś ć , przede w s z y s t k i m

LIII

niedziel i ś w i ą t k o ś c i e l n y c h , ale r ó w n i e ż weselisk i c h r z t ó w , bar­

Więcławie

dziej niż m o ż n a b y s ą d z i ć , podlega u z w y k l o n i u .

F a k t y z dnia
r

powszedniego, szarej c o d z i e n n o ś c i , j a k pranie w s ł o n e c z n e j w odzie

wiązkami

fenomenologii p r a w

integralnie z f e n o m e n o l o g i ą

własnych

natury

łączy

doznań. Przestrzeń

d u k o w a n a zostanie do w y m i a r ó w d o m o w y c h , k o n t a k t ó w

się
zre­

dysponujemy
częstsze

dokumentem

etnologicznio

mocno

podważającym

wyobrażenia

na

temat

nasze

miejsca

naj­
osoby

7.IV.1967.

Dziś

niby w Płocku
namówiły
kapelusz

płacił

niewiern

zamkniętymi

npyl

oczami

a kiedy już
mnie

ale to jakby

(de ja

mieście
Hrońcia

kotarze z woalku kto zaten

mitdam

że jak

w jakimś

druga jakby

21.III.1962

wprowadziły

iriozu

ruszył

i zobaczyłam

i'- Płocku

jest

oczu talie

to ja ostrożnie

byty zamknięte.

czy

tram­

uchyliłam

oczy

że dojeżdżamy

do

Cmętarza

oczy zamknęłam

Sen

ałe

chwilę

zapisała)/}

tak

naprawdę

ho może

on

tragicznie o w d o w i a ł e j
i bratowej

przed r o k i e m .

Brońci

Otóż

wydzierżawiła

za

namową,

c/.ęść g r u n t ó w

brata

u Karasiewicza

kupił

koru

na

odmrożone

J. po

wczorajszym
położył

Jasiu

wymoczeniu

tak że już
się spać

od rana

obuwa

nóg w korze

sporo zrobił
i śpi

bez

w

płaczu.

się i zbuwa

co chwila

na ból a tu roboty tyle że nie wie co
też arz na górc wszystko

bo u obóch nóg duże palce

rozbrzydzone jak

zaczuł

i nie

moczyć

chce moczyć

widocznie

zaniego i przyniosłam

zaniego

kusztyktd

ale on zato to nażyczył

aiemogła

ruszyć

życie

niewiem jakie

będzie

J. Dziś

i dobija

z Elektryfikacji
zł. Wszystko

ból ja

złapał

dalsze życie

wieczór

żebym

Dziś

znów

nie
się

odebrać

zgłupieje.
do

Torbickich

ostatniej

cierpliwości

otrzymedim

na, 1850 zl choć w styczniu

się zprzysięgło

pod

czy on nie

są

ale teraz

nóż i chciał zabić

odbieram

ten mróz.

daleko

2 razy wody żeby się

tak tylko umyka, co chwila

nie to grzeje nogę tak że, już

do tego wszystkiego
pierel-

woli

lepiej

mi aby mnie pokręciło

potych życzeniach

2H.I11.1962.
a jak

w lej korze było już

to

pierwsze

a tu ból tych odmrożonych

palców

dę­

podwurku

to po słomę na pole to po koniczynę,

1431

wrużebny.

i 2 ma

na wieś za dębowu

się czuje lepiej

znowu wymoczył

się uwziuł

Sen ten poprze'!/.ilo w a ż n o wydarzenie w ż y c i u Trojanowskiej,
Józka

...poszedł

26.III.1962

poszłam,

kurczowo że po obudzeniu nie mogłam przez dłuższą
otirorzyć

dziś

troałki

mnie do samochodu

z powrotem

bowej trochę

głoicie

gazy i tak z tymi

wpowrocie

do

mąki

nogi.

na

kapelusz

więcej

pojechał

żytniej

przemoczony i z n i e w i e l k i m i r e z u l t a t a m i .

oczami do tej

ten

dotknę

ho to jest ze śmiertelnej

ten pojazd

było

i jakaś

w czarnyni

tm ho się Ixdani

to ona .'*/c rozhci

gdzie one

taki sen ze byłam

ze rnnu Józia

mnie na kapelusz

oczy zamknę]

waju

miałam

była

to nic

grzeje nogę i jęczy

w k u l t u r z e c h ł o p s k i e j , n i e g d y ś , czy dziś.
—

słomy

11 sta Jasiu

25 k. na 3 90.

21.III.1962
albowiem

rok za 15 ście

ałe nic po za 5 kiłami

Przez pierwsze d n i marca J T „ k o l ę d u j e za z i a r k a m i " , czyli

ludźmi z sąsiedztwa.
Piszę o t y m wszystkim z prawdziwą satysfakcją,

1962

za ziarkami

c h o d z i ł do b o g a t y c h gospodarzy w okolicy. W r a c a ł z z i ę b n i ę t y ,

między

m ę ż e m i J ó z k i e m oraz n i e z b ę d n y c h więzi z j a k i m i ś , nielicznymi

JT

że n i k t m u nie p o m a g a ł .

Marzec

pszenicy

lub grzanie zębów no słońcu i t p . u r a s t a j ą do p r z e ż y ć c u d o w n y c h .
Czas p o d p o r z ą d k o w a n y

po­

W y t ł u m a c z e n i e m przykrego zdarzenia m o ż e b y ć t o , że

sta­

stronach), z o s t a j ą

nie

W nie­

było

pa-

wpłacone

nareiz.

Ale z n a d e j ś c i e m kwietniowego ocieplenia, a nawet u p a ł ó w ,
poprawił

się n a s t r ó j

w małżeństwie

T. Pod

koniec k w i e t n i a

swego

i na p o c z ą t k u maja J T r o z p o c z y n a ł p r a c ę j u ż o 4 r a n o ! Minęło

(dopuly-

prawie diva lata i w czasie t y m nie zanotowane z o s t a ł y przez

w^anie się) r e p r e z e n t o w a ł a energiczna J ó z i a , a nie j a k zazwyczaj,

T T j a k i e ś przykrzejsze zdarzenia. Ale nieszczęścia nie o p u ś c i ł y

g ł o w a rodziny, m ę ż c z y z n a , w~ t y m p r z y p a d k u pan

domu Trojanowskich.

gospodarstwa

małżonkom

Torbickim.

Ich

interesy

Kazimieiz,

k o r z y s t a j ą c y z przydomku Biskup z t y t u ł u posług kościelnego
w

R o k i e m . Sen

okazał

się rzeczywiście proroczy.

Współżycie

16.1.1964.

Dziś

kami od parówki

już

około 11 stej wybrał

się do Duninowa

się wrócił bo sanki się przewróciły

sanecz­

jabłka

się

235

�I I . 4. W y b r a n e z n a k i dobro w r ó ż e b n e : (a) kaczka l u b kurczak, ,,8 V 1967 z a c z ę ł y się l ą d z k u r c z a k i i g u l a k i " ; (b)
„ 2 4 V I 1961 p o d w i e c z ó r o p r o s i ł a się m ł o d a m a c i o r k a m a 7 s z t u k " ; (c) „ 2 8 I X 1962 u z b i e r a ł a m t r o c h ę m a ś l a c z k ó w
olszuwek s i t k ó w pare k o ź l a k ó w surojatek b y l i panowie z izby f i n a n s o w e j " : (d) „ 1 5 V I I 1961 O k o ł o 9 ocieliła
sie k r o w a m a byczka bardzo d u ż y t y l k o przez ciężkie ocielenie coś m u się zrobiło i na zadek nie m o ż e się p o d n i e ś ć " ;
(e) „ 2 0 X 1967 K r o w a zdrowsza p o s z ł a na pole z a c z ę ł a ż u ć " ; (f) „ 1 0 V I 1965 J . rano b y ł w k i o s k u m i a ł 2 k . 25 d.
j a j o t r z y m a ł 51 zł. 75 g r . " (g) „ 7 X I 1964 J . z a r r z n u ł tego wielkiego k o g u t a . "

236

�I

wysypały

i pomieszały

(dziś)

17.1.1964
ninowa
jak

pod

szarówkie

poszedł

do Mieciowej.

J.

stróżuje.
Dziś

J. około

11 stej wziuł

ale teraz to poszedł

tylko zamarzło

Duninów.

nowym

to wytyczył

Jabłka

miał

przedtym

16,50

1.II.1964
gorszych
rówki

wziuł

18 zł. były
przywiózł

groszy. Ja
miami

i musztardy

wiele strachu

razem wydał

z niu

wywlekła

pod

pias­
płu-

J.

ciężarem

był tylko

na tej

zmę­

chlapaninie.

z powodu że przeziąbł

a i do tego

deszcz straszna

rękie

wichura

czy nogę to już

i nabawić

samopoczucie

70

z powodu że J. czul się

i padał

niż łamać

złotych

się

dwojga

nie

nasz

a już

starszych

ludzi.

opisy

zdarzeń

przypłaconych

odmrożeniem

nóg,

roz­

j ą t k o w o ciężkich, w k t ó r y c h w y s t ę p o w a ł J T
odkrywamy

w

Zapiskach

zawsze sam.

opisanie pogodniejszego

w k t ó r y m od p o c z ą t k u do k o ń c a u c z e s t n i c z y ł y dwie osoby

JT

a ja

zwyciężę.

Czerwonu

ciężki

(imię

pogotowie

żywot

i zmartwienia.

Janek

się
tam

szarpać
przewrócił

mu

złama­

dalej bo gdyby go

psa

i Janek

wziuł

sie

by go roztrzaskała

i Latku

poszedł

a później

do Wisły

i ona popędziła

to napewno

Wezwano

J.

krowy w inne

wtem ona zaczęła

go w łańcuch

się zerwał

popołud.

są uwiązane

przeprowadził

okręciła

na furtkie

a ja przeżyłam

w

— JO)

drobiazgi

złamała

pojechał

do

na te moje słabe siły spadł

też

szpitala

taki

ciężar

J T nie o d z y s k a ł j u ż zdrowia. Po 2,5 mie­

s i ę c z n y m pobycie w szpitalu przywieziono go do d o m u . . .
wieźli

chorego 'i kiedy wyszłam

i zobaczył
szyłam

to się rozpłakał

że mam

imienin

TT)

wojował

i weselej.

zaczyna

się

znaję — ja to już

dostaję

spać jest

przy­
usłyszał
ucie­

prezent

dzień

więcej

Imieninowy

strasznie

przyszła
ma

to

ale już

w nocy

mnie

do głowy.

mi

strasznie

lżył

wyzywał

30 listopada

wprost obłędu bo Janek

lichy wygląd

(był

roboty i kłopotów

giechenna...
myśl

mnie

małe dziecko ja też się bardzo

W parę dni potem Jasiu

tylko mu plugawa

i niedaje

jak

do samochodu i Jasiu

przywieziony

chęć będę miała

będzie raźniej

cału noc

wy­

dokucza

śmiertelny.

N a d r u g i d z i e ń , poprosiwszy o picie (mleko z m a s ł e m i m i o ­
dem), u m a r ł J T . M i a ł 72 l a t a . G d y b y nie w y p a d e k z n a r o w i s t ą
k r o w ą p r a c o w a ł b y do k o ń c a swego ż y c i a .

Ale

zdarzenia,

do Szpitala

czy

W godzinach

do bramy co jest wyjście

łape.

pracy

nie o d razu zrezygnowano z uczestnictwa w n o c n y m b a l u . W y ­
s t r o j a m i ż o ł ą d k a , czy o g ó l n y m p o t ł u c z e n i e m , w sytuacjach w y ­

niewiem

do Lukarwki

rano się wściekała

prawu

jaka

choroby.

W 1964 r o k u J T m i a l j u ż 71 lat. M i m o niezwykle ciężkiej pracy,
brałem

doszedł

ła nogie a łańcuch

pomiędzy

ale wrócił szczęśliwie

gołołedź

podziwiać

najpierw

Czarnu

Gloge-

53 zł.

bo to przejście

bał ale nie poszłiśmy

100 złotych

tragiczna.

miejsce — JO)

lak go wlekła

śnieg i deszcz

kołek

krowy (wbić pale do których

12 kg

za 119

to taka wazka gardziel

wiek aby po nocach się włuczyć
Trzeba

ładnych

sprzedał

cały czas stał z temi jabłkami

była fatalna

stracić

jabłek

też może ze 6 kilo za

łącznie

nie zdrowo bo dostał roztrój żołądka
łepiej

wziuł

mi się że tam się ten lód zarwie pod

czony przemoczony

Niedziela

i w tej szarpaninie

maleńkie

cukier

Dziś był ten składkowy

24. VII.
przepalować

kupił

kolana pogotowie zabrało

sama jak

N a przepuszczonej przez n i e u w a g ę karcie znajduje się szcze-

kilo

zł.

i on się stopi stałe wyglądałam

ta pogoda

nogę wyżej

g ó ł o w s z y opis tego zdarzenia.

Stary

1 zł 60 gr. dla Brońci

Glogeruwek

dziś przeżyłam

zdawało

asz na

kiełb. 30 zł 2 cltał. 13 zł makar. 17 zł

12

kiem to takie niebezpieczne

Du­
Torbie

12 i pół

bo była straszna pogoda padał

chleba kiełbasy

do

bo Kazio

to J. chodził

do Duninowa

6 k. i maleńkich

resztę jabłek
kupił

i szufel.

J. poszedł

i poszedł

Landzberskie

Gewont 4 60 i wody tlenionej

lekarstwo

jabłek

przejściem

na zamówienie

po 1(1 zł i 5 kilo po 5 zł. kupił
pacz.

kowi prawu

biedna pozostałam

W i e m y j u ż j a k i e nieszczęścia n a w i e d z a ł y d o m T r o j a n o w s k i c h .
Wszystkie

one

dotyczyły

bezpośrednio

samego

gospodarza,

„głowy d o m u " (napisałem w cudzysłowie, albowiem rzeczywistą

oraz szwagier J I . M ł o d s z y J I n a l e ż a ł do o s ó b niezwykle przed­

głową domu b y ł a T T ) . Pośrednio skutki nieszczęśliwych z d a r z e ń

siębiorczych.

dotykały

19.1.1962
3 sztuki
sztuki
830

Dziś

J. pojechał

do Płocka

ale to łiche asz strach patrzyć

bo 1 go w drodze zgubili
dr(ugi)

530

z Józka

świńmi

do Płocka

dowieżłi

te 2 wa sprzedał

tego 3 go u; powrotnej

wziuł

za

tylko 2

u Wiśniewskiego...

Na drugi dzień...

do Brwilna

po tego świniaka

wrócili

około

J. o 4 tej

1 szej (w

p r z y g ó d na

świniaków.

Zastanawiając

t a r g 3 „ l i c h y c h asz
się

nad

tym

a co ł ą c z y ć m o ż n a b y

ryzyka

małżonkę
zajęcia

mniejsza
i

coś

niż

męża,

nieokreślonego

ze z w i ę k s z o n ą o d p o r n o ś c i ą

psychiczną

odszukał

b o j a ź n i ą , k t ó r a daje się c z ę s t o p o z n a w a ć j a k o z w i ę k s z o n a roz­

pojechał

t r o p n o ś ć w stosunku do m ę ż c z y z n y , swego partnera. Zapalczywość, utrata kontroli nad

nocy).

strach p a t r z e ć "

wydarzeniem

Ochraniały

i z w ł a ś c i w ą k o b i e t o m i n s t y n t k t o w n ą n i e u f n o ś c i ą , czy t e ż nawet

T a k więc, d w u m d o ś w i a d c z o n y m m ę ż c z y z n o m nie u d a ł o się
z a w i e ź ć bez

samą.

mniejszego

wziuł

1 go

drodze Józiek

w Brwiłnie

ją

ruchliwość,

d z i a ł a n i a m i , idzie na ogół w parze

z rodzajem z a j ę c i a ; wzmga się w m i a r ę p o s t ę p u j ą c e g o w

tych

z a j ę c i a c h stopnia r y z y k a .

razem

K a ż d ą z przedstawionych u w a g p r z y j ą ł b y m j a k o w y j a ś n i e n i e

z i n n y m i osobami z M u r z y n o w a , m a j ą c y m i d o ś w i a d c z e n i e w trans­

prawie dostateczne tragedii

portowaniu

świniak

p r z y p r a c y " s p o t y k a ł y naszego bohatera w sytuacjach m i n i m a l ­

dlatego u c i e k ł (przy c z y m s p a d ł z w o z u i m u s i a ł się p o t u r b o w a ć )

nego r y z y k a , w o k o l i c z n o ś c i a c h doskonale znanych, p r z y k t ó r y c h

p o n i e w a ż n i e d o k ł a d n i e z a m k n i ę t o k l a t k ę . S t a ł o się to p o d w p ł y ­

p r z e w i d y w a n i e n i e s z c z ę ś l i w y c h s k u t k ó w — w y d a w a ł o b y się —

w e m d z i a ł a j ą c y c h e m o c j i : r a d o ś c i na m y ś l o znalezieniu się w

nie w y m a g a j a k i e j ś w z m o ż o n e j p r a c y u m y s ł o w e j , zastanowienia

P ł o c k u na, t a r g u , z dala od codziennych o b o w i ą z k ó w , no i nadziei

i t d . J T nie n a l e ż a ł do o s ó b niezdarnych i n i e d b a ł y c h , t y c h k t ó r e

udanej s p r z e d a ż y , uzyskania w i ę k s z y c h p i e n i ę d z y .

o k r e ś l a n o m i a n e m gula. W i e m y z Zapisków

zwierząt,

doszliśmy

do

przekonania,

że

Nadmierne

emocje mogą, s p o w o d o w a ć t o , co o k r e ś l a z w r o t „ s t r a c i ć g ł o w ę " .
5. V.1964
chciałam
śliwki
słowami

Dziś

dosadzaliśmy

aby to było zakończone
to u-yciuł

która

zabić błuźnil

kartofli

za oboru J.

to się tak wściekł

by mogła jeszcze

za to że ja

że zamiast

suchej

żyć a mnie to gotów

aż strach pomyśleć

wrzeszczał

jak

był

wariat.

JT,

g d y b y nie

to, że

o

„wypadki

najskrytszych

jego cechach z e w n ę t r z n y c h , d b a ł o ś c i o siebie (jeździł do fryzjera
aby

się t y l k o ogolić, nosił w n i e d z i e l ę j e d w a b n ą b i e l i z n ę , w y ­

g l ą d a ł elegancko) i w e w n ę t r z n y c h

(nie w s z c z y n a ł z s ą s i a d a m i

n i g d y k ł ó t n i , b y ł u s t ę p l i w y i powszechnie l u b i a n y ) . D o

końca

ż y c i a ciężko p r a c o w a ł . C h o c i a ż zapewne nie n a l e ż a ł do

9 maja w r ó c i ł a p e ł n a zgoda do g n i e w n y c h m a ł ż o n k ó w i do

tych,

k t ó r z y s p a l a j ą się w robocie nic poza n i ą nie w i d z ą c .

Potrafił

12 w nocy b a w i l i się na „ W i e c z o r k u u B r o ń c i " .

docenić

zwykłej

Nieszczęśliwego w y p a d k u j a k i s p o t k a ł J T p o d koniec lipca
66 r. nie p o p r z e d z i ł y ż a d n e p o w a ż n i e j s z e zdarzenia. M a ł ż o n k o w i e
nie kłócili się zo s o b ą p o n a d dwa m i e s i ą c e ; 22 lipca 1966 r o k u
w s p ó l n i e s ł u c h a l i z radia Defilady w Warszawie na 1000 lecie
Państwa Polski i 22 rocz. Odrodzenia. D n i a n a s t ę p n e g o , w s o b o t ę
J T z r y w a ł gruszki L i p c ó w k i .

rozmowie z d r u g i m człowiekiem.. P r z y z w y c z a i ł się do pracowania

24.VII.1966
z tego Bronci
nas

zostało

Niedziela
dałam

trochę

więcej jak

35 zł i kiło Ogórków

Rano

musztardówkę
1 к jaj

zrobiłam

masło

Zapędowskiej

może

10 d. potem sprzedałam
kwater, śmiet.

przeszło

100 zł. bardzo się cieszyłam

uciecha

w godzinach

popołudniowych

ale jak
krowa

z 80

40 d. no i

Od Ziuty

2

kurczaki

utargowałam

krutko trwała
Czarna

d.
dła

ta moja

złamała

Jan­

na

bezinteresowną

mrozie i wietrze

przyjemność,

( b y ł przecież

towarzyszącą

w młodości

marynarzem),

p o t r a f i ł .sterczeć godzinami w czasie u l e w y z j a b ł k a m i ,

które

d o w i ó z ł do D u n i n o w a , nie u n i k a ł p r a c y w polu w czasie p l u c h y .
C h o c i a ż k o ń g r z ą z ł w biocie, nie p r z e r y w a ł o r k i . A k i e d y się
ociepliło na w i o s n ę , s t a w a ł do p r a c y j u ż o 4 rano. M i m o to w Za­
piskach

domowych

t a k ą oto

uzyskujemy

charakterystykę

jego

osoby:
— pmcuje

gorzej niż

— żyła fornala

się

— dziś to dzień
— dziś

obijał

najemny
odzywa

przełaził

się w

domu

237

�m i a s t ona na k o m i n k i i wieczorki. Ostatecznie rodzi się osobliwa
z a l e ż n o ś ć bez w y j ś c i a , co najmniej dla jednej ze s t r o n .
2. VI.1965

rok. Dziś J. od samego rana stworzył

życzył

mi choroby ale zamiast mnie to jego popadła

mała

cały

Ziemi

dzień

nawet

Mazowieckiej.

Talerze. Aktorzy

nie skorzystał
Ja

grali

byłam.

bardzo

molu

z zaproszenia

Sztuka

pod

awanturę

choroba i trzy­
do

nazwą

Teatru

Latające

ładnie.

Często p o j a w i a j ą c e się w Zapiskach

wyznania „więcej mogę

z r o b i ć " i jeszcze częściej „ w i ę c e j m o ż e z r o b i ć " , to — j a k m i
się wydaje — r ó w n i e ż d o m i n u j ą c e pragnienie o b y d w o j g a m a ł ż o n ­
k ó w , ich razem i k a ż d e g o z osobna.
stosują

J e d n a k ż e sankcje

jakie

wobec siebie ( w i e m y g ł ó w n i e o s ł o w n y c h , ona

urąga,

on „ z e m ś c i " ) nie p o z w a l a j ą , a b y ich h a r ó w k a p r z y b l i ż a ł a się
do j a k i e j ś f o r m y p r a c y akceptowanej. I t y m s a m y m j a k b y nie
wykraczała

poza

nieubłaganą

konieczność

życiową,

tym

su­

r o w s z ą i m bardziej towarzyszy jej nakaz w e w n ę t r z n y , szczególnie
chyba silny u T T i z e w n ę t r z n y skierowany przez n i ą do J T .
W pracy obojga t r u d n o t e ż dostrzec c o ś więcej aniżeli cele b y ­
t o w o : p o t r z e b ę p r z e ż y c i a . Z a p i s k i T T spowija poczucie s t a ł e g o
z a g r o ż e n i a , f a t u m n ę d z y , g ł o d u ! ! ! T r u d n o zatem dostrzec zado­
wolenie, p e ł n i e j s z ą s a t y s f a k c j ę
I I . 5. K r o w a

z wykonanych zadań,

a

więc

to, co o k r e ś l a najlepiej chyba, sons satysfakeyjny k a ż d e j pracy.
A może poświadczeniom tych u k r y t y c h stanów są w p a m i ę t n i k u
TT

— grzebie się jak zaj'litowana

mucha

— przeględził

ze

— poszedł

przeszło

godzinę

do Bronci
wrócił

nie. odzywał

i dałam

— (Rekin)

doskoczył

i żalu poszłam

kaszanki

60 d.

Jest

niezwykłe

charakterystyczne,

że niedziele

na pokłepach

w gospodarstwie poza k o n i e c z n y m i w s t a ł y m repertuarze o b r z ą d ­

to tak smutno i nudno ja z tego

k u ( o p r z ą d , o p o r z ą d ) z w i e r z ą t , nie stal się dla a u t o r k i o k a z j ą

(...) wypuściłam,

u Z i u Zosi
9 tej
długo

się na k o ­

od Zosi

dostałam

do zapisania j a k i e j ś s a t y s f a k c j o n u j ą c e j
u k o ń c z o n e , dobrze

prace

refleksji, że coś z o s t a ł o

zrobione, albo że pozostaje

do zrobienia,.

młotem

niedziele i ś w i ę t a b y ł y czasem m a r t w y m . Satysfakcja z p r a c y
codziennej p r z y j m o w a ł a p o s t a ć t a k n i e o k r e ś l o n ą czy z b y t n i k ł ą ,

i kowadłem

(chodzi o zachowanie

iż nie p r o w o k o w a ł a do j a k i e g o ś w y z n a n i a . J e d n o c z e ś n i e odpo­

agresywne d w ó c h n a j b l i ż s z y c h s ą s i a d ó w , k t ó r y m n a l e ż y się

czynek, k o n t e n t o w a n i e się przyzwoleniem, czy w r ę c z

stale p o d p o r z ą d k o w y w a ć — J O )

do niego, r ó w n i e ż

w obejściu
i pół dnia

jak

w inne dni niech przyjdzie

z ni u

też kilka,

jaka.

na

między

klepy

— trochę w nogę mu lepiej już dziś mniej ją grzeje i więcej

może

notacji.
cieszyć

się odpoczynkiem, że dzieli w o l n y od p r a c y b y ł dla niej rodzajem
u d r ę k i . I najprawdopodobniej w niedziele i ś w i ę t a

przeklepie

razy poleci

nakazem

nie u z y s k a ł o ż a d n e j p o w a ż n i e j s z e j

Odnosi się w r a ż e n i e , że T T nie p o t r a f i ł a o d p o c z y w a ć ,

aż do 11 stej

— jeszcze gorzej leniuchuje
baba to już

święta,

wybiegłam

od godziny

—• i do sąsiadów

i

nie w y ł ą c z a j ą c B o ż e g o Narodzenia i W i e l k i e j N o c y , w y r ó ż n i a j ą
się w p a m i ę t n i k u T T r a ż ą c ą p u s t k ą , j a k b y się nic z u p e ł n i e nie

ty skórwysynn

się robotny ciekawe jak to

— przekołował

albo

Nie p o j a w i a j ą się r ó w n i e ż innego rodzaju w i a d o m o ś c i . Podobnie

— on biedny jest między

małżonkami

najczęściej

do

kłótni.

dochodziło

Najtragiczniejszy

w y p a d e k , o k u p i o n y ś m i e r c i ą J T w y d a r z y ł się 22 lipca.
W m a ł ż e ń s t w i e T r o j a n o w s k i c h i n t e r e s u j ą c y nas stosunek do

zrobić.
A b y o s ł a b i ć w r a ż e n i e j a k i e pozostawia rejestr t y c h z d a ń k r y ­

codziennych o b o w i ą z k ó w

t y c z n y c h , n a l e ż y sprawiedliwie p r z y z n a ć , że odarte z o s t a ł y ze

przypadkami

łączył

i zdarzeniami.

b y rzec bezosobowy

się z l i c z n y m i

Jedne

miały

(„zdechła

nieszczęsnymi

charakter

ostatnia

chora

ogólny,

swego k o n t e k s t u , i żc p o c h o d z ą z opisów prowa-dzonych przez

można

wiele l a t . Ponadto, trzeba z r o z u m i e ć o s o b ę w y m a g a j ą c ą i a m b i t ­

„ w y ł ą c z o n o e l e k t r y c z n o ś ć " , „ j u ż c a ł y d z i e ń leje") i osobowy,

7

kura",

dziejące

ł ą c z ą c y się z n a t u r ą osoby J T . T T , c h o c i a ż n i e z b y t r u c h l i w a

się w gospodarstwie. T T w i e d z i a ł a dobrze, że życie na, wsi na

z p o w o d u swej tuszy, p o t r a f i ł a — j a k w i ę k s z o ś ć k o b i e t — znacz­

własnym

się

nie lepiej n i ż J T p r z y s t o s o w a ć się do niespodziewanych, t r u d n y c h

bez reszty p r a c y . S t a ć j ą p r z y t y m b y ł o nie t y l k o na oschłość

s y t u a c j i . K i e d y nie m a p r ą d u grzeje w o d ę do p r a n i a na s ł o ń c u

ną,

a więc

szczególnie

uczuloną

gospodarstwie

wymaga,

na

niedoskonałości

wyrzeczeń,

poświęcenia

surowego kontrolera, lecz t a k ż e na w y r o z u m i a ł o ś ć , w s p ó ł c z u c i e

( s ł o n e c z n a woda). N i e m a r n u j e

kochającej

jego

i węgla. K i e d y s ą s i a d chce z a m o r d o w a ć m ę ż a , nio m i l k n i e lecz

w e w n ę t r z n e pomieszanie czy z w y k ł e , chociaż p o w t a r z a j ą c e się,

k r z y c z y . P o t r a f i t e ż z e b r a ć się w g a r ś ć , c h o ć n a s t r ó j w d o m u

rozkojarzenic. Ł ą c z y ł a to z k o n i e c z n o ś c i ą

temu z u p e ł n i e nie sprzyja, „ s k o r z y s t a ć z zaproszenia" i p ó j ś ć na

żony.

Rozumiała

rozterkę

duehow-ą

męża,

podporządkowywania

się, u s t ę p o w a n i a d w ó m n i e z w y k ł o s i l n y m i g r o ź n y m
Pisała

w i ę c : on biedny

potrafiła
szczęść.

jest

jednak z a u w a ż y ć
Zrzędliwość

między

młotem

sąsiadom.

i kowadłem...

wła,snej r o l i w p i ę t r z e n i u

b o w i e m , rzadko

sprzyja

Nie

się nie­

spontaniczności

i samorealizacji. T T w y m o g ł a , stosowanie u r ą g a j ą c

Latające

t y m s a m y m cennego

drewna

Talerze.

Czy sens p r a c y T T i J T b y ł t a k i sam 1 A b y o d p o w i e d z i e ć na
to trudno, p y t a n i e n a l e ż a ł o b y w i e d z i e ć , k t ó r a z o s ó b s w ą p r a c ę
p o l u b i ł a . Z analizy Zapisków

w y n i k a , że bez reszty, c a ł k o w i c i e ,

(przyznaje

ani jedna a n i druga. W y d a j e się j e d n a k , że b l i ż s z y polubienia,

się do togo s ł o w a nieraz) a b y J T ,,wzioł się wreszcie"' za upo­

b y ł on. W s k a z y w a ł o b y na to demonstrowanie na o w y c h p o k ł e ­

rządkowanie

JT

pach i g l ę d a c h swego dobrego samopoczucia. ИТ d u ż o rozma­

t a k gorliwie z a b r a ł się do pracy, że w y c i ą ł z d r o w ą ś l i w k ę . Pewnie

w i a ł i o p o w i a d a ł , t w o r z y ł swoje historyje w k o n w e n c j i uznanej,

b y nie z r o b i ł togo, g d y b y sroga k ł ó t n i a nie p o p r z e d z i ł a

nadal jeszcze ż y w e j i aprobowanej. Z a c h o w a ł p a m i ę ć „ c z ł o w i e k a

sadu. Sponiewierany s u r o w y m i p o l a j a n k a m i

jego

z a c h o d ó w . Sankcje wymierzone przez T T nie m o g ą b y ć spra­

ś m i e s z n e g o " , a więc skorego

wiedliwe. W e d ł u g Zapisków

h u m o r u . W p a m i ę c i tej istnieje w y ł ą c z n i e uznanie.

238

i

jabłek,

d z i a ł o . Czas t e n , k i e d y z a m i e r a j ą wszelkie p o w a ż n i e j s z e

do Leosi

(podkr. JO) byłam

—• siedział

ałc się nic

zrobił krzyk ja słysząc to

m i n k i

ilość sprzedanych

to twoja

i wrzasnął

z domu (...) w dniu dzisiejszym

— zrobił

urągać

glendach

spokój

mogiła J. się bardzo przeraził
smutku

ale byl na

o pół do 10 tej zaczęłam

do Janka

określające

specjalne r y s u n k i (ił. 1—6).

Swidniakieni

(bratowej, nauczycielki)

i u Nowaka,

suche liczby,

rozdanego w ś r ó d s ą s i a d e k m a s ł a ? N i e k i e d y u z u p e ł n i a j ą te dane

o n chodzi na p o k l e p y i g l ę d y , nato­

do ż a r t ó w

z dużym

poczuciem

�TT

wspominana jest

z

większą

powściągliwością.

W

re­

4. VI.1963

Rano J. byl u Jablkos.

lacjach o niej pojawia się c h ę ć dostarczenia w y j a ś n i e ń , a nawet

odmówiła.

to co n a z y w a m y p r ó b ą zrozumienia drugiego, jej gderliw'osci,

zdechł pies więc ja po oporzęcie

z r z ę d z e n i a . N a t o m i a s t n i k t nie wspomina rzeczy n i e b y w a ł e j

kilka

—

Krowę

redlin

paść

na

poszłam

to zostanę

to pole to takie długie

w s p o ł e c z n o ś c i tej k o g o ś o r o z w i n i ę t e j potrzebie s a m o k o n t r o l i ,

sztuk więc 327 razy trzeba się kiwnąć

pew nego rodzaju autorefleksji nie pozbawionej e l e m e n t ó w psy­

starszych

choanalizy, w k o n t e k ś c i e swoich u c z u ć do męża, i rzadziej —•

ja już nie mam siły. Dziś zrobiłam

u c z u ć do bliskich sobie o s ó b na wsi, czy t y l k o s ą s i a d ó w .

pół kilo i półtora

W a r t o jeszcze przez c h w i l ę p r z y j r z e ć się z d o l n o ś c i o m k o b i e t y ,
pełniącej

nieoficjalnie

kupił

to naliczyłam

kto będzie

kiełbasy

ile

z tych

sadził

wodniacy.

2 pacz.

Żeglarz.

sprawami gospo­

m u s i a ł a się n a c h y l a ć , t r w a ć w s k ł o n i e i o d c h y l a ć się (nazywa

a- nawet o ś m i e l ę się p o w i e d z i e ć f r a p u j ą c o ,

wygląda

to k i w n i ę c i e m ) o k o ł o 2943 razy.
T T l i c z y , rachuje, oblicza i s p r a w d z a . Sprawdza siebie,

nie t y l k o panowanie nad ogromem i r o z m a i t o ś c i ą spraw w y m a ­

męża

gających

w y s ł a n n i k ó w u r z ę d ó w , szczególnie p o b o r c ó w n a l e ż n o ś c i za

„załatwienia"

w

każdym,

bo

sprzedałam

za 6 zł. to kupili

1 kg. Ryżu

polu

wzioł kurczaka

masła około kiło złego

kiło jaj i rabarbaru

Wiecz. J. był w sklepie

że na tym

redlinie
będzie

to

nasadziliśmy

myślałam

Jastrząb
jak

no i

T y c h r e d l i n b y ł o 9. A więc starsza j u ż i n i e d o ł ę ż n a kobieta

darstwa nie n a l e ż a ł y wcale do w y j ą t k o w y c h . Szczególnie inte­
resująco,

niewiem

Jablkos.

ale odrobić

należy

r o l ę g ł o w y d o m u . O d razu t e ż

p o w i e d z i e ć , żo takie p r z y p a d k i z a r z ą d z a n i a

z resztu kartofli

w jednej

kartofle

to tak
sadzić

ale ja to tak sie zmęczyłam

prowadzenia przez T T p a m i ę t n i k a , a więc istnienia przed l a t y
T

żeby sadzili

Trojanowskiego

naw'et n i e d u ż y m

darstwie, lecz t a k ż e rzecz najtrudniejsza: w y b r a n i e

gospo­

najtrafniej­

żytą

i

osoby

trzecie

elektryczność).

(sąsiadów,

Jej

domokrążców,

kalkulacyjna

świadomość

zu­

kształtuje

szej decyzji, k t ó r a na wsi, p r z y pracach p o l o w y c h , pozostaje w

w y o b r a ź n i ę , wyostrza ją. A ma

s t a ł y m u z a l e ż n i e n i u od z n a j o m o ś c i k a p r y s ó w pogody. W i a d o m o

zdolności

z a ś , żo w t y m

B a r t h e s — jej w y o b r a ź n i a jest asocjacyjna, p a r a d y g m a t y c z n a .

właśnie

miejscu,

w środowisku

nadrzecznym

pogoda charakteryzuje się wielką z m i e n n o ś c i ą . A u t o r k a

Zapisków

kojarzenia

wyobrażeń

ona

kominiarzy,

—

w y ż s z y niż J T
jakby

poziom

powiedział

S t a ł e liczenie i r a c h u n k i T T m o ż n a b y n a z w a ć

Roland

samokontrolą,

rozpoczyna j ą od suchych, systematycznie prowadzonych o p i s ó w

a p o ś r e d n i o rodzajem zabiegu, k t ó r y p i e l ę g n o w a ł w j a k i ś s p o s ó b

c z y n n o ś c i m ę ż a , d r o b n y c h z d a r z e ń z w i ą z a n y c h z gospodarstwem,

z d o l n o ś c i z a p a m i ę t y w a n i a , t a k istotnego w r o z u m i e n i u zależności

z nich k o r z y ś c i materialne. Ale pro­

m i ę d z y p r z y c z y n ą i s k u t k i e m ; w y r a b i a j ą c e g o r ó w n o w a g ę i od­

wadzi j e d n o c z e ś n i e r e j e s t r a c j ę zjawisk meteorologicznych. Z a j ­

p o r n o ś ć p s y c h i c z n ą . N a t o m i a s t s p o n t a n i c z n ą , s ł a b s z y m podda­

muje się t y m zagadnieniem osobno o d 1959 do 1961 r o k u , w p i ­

waną

s u j ą c albo p o d t y t u ł Pogoda,

z klasyfikacją

stale notuje w y n i k a j ą c e

albo w ł ą c z a j ą c do zeszytu o s o b n ą

działaniom

samokontrolnym

osobowość

Barthesa, zaliczyć b y

z tej m a n i e r y . Niemniej, w w a ż n y c h m o m e n t a c h narracji o ż y c i u

kolebiasty s t ó g — sam go s t o ż ą c — i s p a d ł . Jego w y o b r a ź n i a

swoim i m ę ż a opisuje okoliczności zdarzenia, p o g o d ę — w a r u n k i

zdolna

k l i m a t y c z n e , ale

wyobrażeniu

zachodzące

w

środowisku

była

syntagmatyczną.

przyporządkować

działania

JT

która

posiada

zjawiska

jedynie

zgodnie

takiej,

cześć p o ś w i ę c o n ą „ p o g o d z i e " . W dalszych zapiskach rezygnuje

również

wyobraźnię

JT,

trzeba do

wszedł

motoryczno

na

jedynie

samej c z y n n o ś c i ustawiania do k o ń c a stogu.

JT

p r z y r o d n i c z y m . Sporo u w a g i p o ś w i ę c a charakterystyce szlaku

p o s z e d ł ś m i a ł o w deszcze i w m r ó z do D u n i n o w a , aby

sprzedać

przewozowego

j a b ł k a . W r ó c i ł z rozstrojem ż o ł ą d k a i o d m r o ż o n y m i

nogami.

przez

zamarzającą,

zamarzniętą

i

odtajającą

Ciągał sanki za

Wisłę.

dnia po lodzie z w o r k a m i — wprawdzie

nie

obserwacjami

meteorologicz­

w p a d ł w topiel — lecz r o z s y p a ł j a b ł k a . m i e s z a j ą c większe z m n i e j ­

n y m i n a w i ą z y w a ł a do starej wiejskiej p r a k t y k i

przewidywania

szymi. M u s i a ł więc wrócić do d o m u i z a c z y n a ć od nowa...

Teresa

Trojanowska

pogody. W
zwroty

swoimi

jej zapiskach p o j a w i a j ą

„co

wskazywało",

„co

to

się t e ż charakterystyczne,
będzie

wróżyć",

„ciekawe

Ż a d e n z p o d o b n y c h p r z y p a d k ó w nie s p o t k a ł T T . M o ż n a b y
to sobie w y j a ś n i ć

t y m , że p r o w a d z ą c

nieruchliwy

tryb

życia

co one w r ó ż ą " . O b s e r w a c j ą p r z y r o d y i p r z e w i d y w a n i e m pogody

nie b y ł a tak j a k m ą ż n a r a ż o n a na nieszczęścia. A l e k i e d y s t a l ą

z a j m o w a l i się jednak najczęściej m ę ż c z y ź n i . O n i też t y l k o po­

się w d o w ą i z m u s i ł o j ą ż y c i e do zajmowania się pracami p r o w a ­

siadali

zdolności

zaklinania

chmur

i

wywoływania

deszczu.

Z n a n i są beskidzcy p ł a n e t n i c y , lecz nie p ł a n e t n i c z k i , tak
nie z n a m y w dziejach p r z y p a d k ó w w y s t ę p o w a n i a

jak

sławniejszych

a s t r o n o m ó w — kobiet. Natomiast w M u r z y n o w i e żyła w ł a ś n i e
kobieta., k t ó r a z a j m o w a ł a się t y m , co t r a d y c y j n i e n a l e ż a ł o

d z o n y m i k i e d y ś przez m ę ż a , r ó w n i e ż i w t y m szczególnie t r u d n y m
okresie nie d o ś w i a d c z a ł a tego wszystkiego, co nie o m i j a
mających

„ludzi

pecha", roztrzepanych, niezdarnych, wszelkiego

dzaju n i e z g u ł y , nazywane w M u r z y n o w i e g u l a m i l u b

ro­

guła.mi.

do

W niewielkiej s p o ł e c z n o ś c i Murzynowa,, podobnie j a k w m a ł ­

m ę ż c z y z n . F a k t ten wzbogaca n i e w ą t p l i w i e nasz dotychczasowy

ż e ń s t w i e T , ż y ł y obok siebie osoby r ó ż n i ą c e się nieraz w y r a z i ś c i e

obraz k u l t u r y

rodzajem

chłopskiej.

Śledzenie

zmian

w przyrodzie

m o ż e się ł ą c z y ć z t y m , że w czasach k i e d y się t y m

TT

zajmowała

wyobraźni

paradygmatycznej,

—
bądź

bliższe b ą d ź

t o modelowi

syntagmatycznej.

Ale

wyobraźni

zdarzały

się

p o w a ż n i e o s ł a b ł o znaczenie l u d o w y c h w r ó ż b o pogodzie. Zapewne

też m a ł ż e ń s t w a , w k t ó r y c h o b y d w i e osoby b y ł y sobie podobne.

wielu potencjalnych wiejskich m e t e o r o l o g ó w , s ł u c h a j ą c codzien­

Z wielką

T

n y c h k o m u n i k a t ó w o pogodzie, zw ątpilo c a ł k i e m w sens inte­

sympatią

resowania się samemu t y m , co dzieje się w otoczeniu, na niebo­

jedna

s k ł o n i e , „ w p o w i e t r z u " . W y d a j e m i się, że T T r ó w n i e ż u l e g a ł a

przyjęcia

t e m u powszechnemu uznaniu dla. oficjalnych

niezdarności.

prognoz meteoro­

logicznych. C z y t a j ą c jej zapiski odnosi się też w r a ż e n i e , że opi­

wspominana jest Para Leona i L e o k a d i i

(Leosia i Leosi), m a ł ż o n k ó w B . W ś r ó d licznych o nich opowieści
cieszy się
z okazji

szczególnym

rozgłosem.

Dotyczy

wydanego

chrzein. Jest o o p o w i e ś ć o flaczkach, czyli

S p o s o b i ą c się do w y p r a w i e n i a chrzcin, Leosia w y s i a ł a Leosia

sywanie pogody b y ł o j e d n ą z f o r m jej istnienia, rodzajem p r z y ­

za r z e k ę do D u n i n o w a , aby k u p i ł t a m w jatce f l a c z k ó w .

j e m n o ś c i , niekoniecznie m a j ą c e j j a k i e ś b e z p o ś r e d n i e , p r a k t y c z n e

zrobił t o , co m u polecono. F l a c z k ó w j e d n a k ż e nie dowiózł, po­

przeznaczenie. Takie c h o c i a ż b y , k t ó r e n a l e ż a ł o b y

Leoś

każdorazowo

n i e w a ż z łódki w y ś l i z g n ę ł y m u się do w o d y i p o p ł y n ę ł y z p r ą d e m .

w y k o r z y s t a ć w p r z e w i d y w a n i u mniej l u b bardziej s p r z y j a j ą c y c h

P r z y s z e d ł L e o ś do Leosi i o p o w i e d z i a ł , j a k i e s p o t k a ł o go nieszczęś­

okazji

cie. Leosia — osoba ł a g o d n a i wielkiej

do

wypełniania,

obowiązków

gospodarczych.

Faktem

dobroci —

poprosiła

też jest, że T T p r o w a d z ą c swój dziennik pogody, w y p r z e d z i ł a

Leosia., aby jeszcze raz p o p ł y n ą ] do D u n i n o w a . L e o ś p o w t ó r z y ł

na ponad d w a d z i e ś c i a lat

zadanie i . . . f l a c z k ó w nie doniósł do d o m u . Leosia flaczki jednak

teckiej p l a c ó w k i

we wsi d z i a ł a l n o ś ć naszej uniwersy­

naukowej —

Mazowieckiego

Obserwatorium

Geograficznego.
Dociekliwość i s k r u p u l a t n o ś ć , w n i k l i w o ś ć i szczególna cierpli­
wość,

a

także

zapobiegliwość,

jaką

najwyraźniej

poznajemy

z systematycznie prowadzonych przez T T Zapisków
sprzyjała

bez

widziała, k i e d y psy po p o d w ó r z u r o z w i ó c z y ł y ich resztki.

Po­

leciła więc Leosiowi Leosia, aby zabił kaczora.. I t a k też u c z y n i ł .

wątpienia

owemu wzorcowi

temu

co

nas

domowych,

najbardziej

d o k ł a d n o ś c i i z a r a d n o ś c i , na

interesuje,

który

u w a g ę i Aleksander P e t r o w i Tadeusz K o t a r b i ń s k i .

1 3

zwrócili

Leosia kaczora oprawiła,, a, obrane c z ą s t k i
na g a ł ę z i a c h w i ś n i , a b y

tam

mięsa

poukładała

o b e s c h ł y . Lecz oto p t a k i i k o t y

z j a d ł y kaczora. W t e d y Leosia p o s t a n o w i ł a , ż e b y L e o ś

zdobył

r y b . N o i p r z y n i ó s ł nawet w ę g o r z e . Zwinne w ę g o r z e u c i e k ł y do
s t u d n i i w t e d y to nadeszli goście. Leosia zaczęła z a p r a s z a ć do
d o m u ; c h o d ź c i e k u m o t r o w i e , c z y m chata bogata, t y m

rada.

239

�Siadajcie,

czekała

— Dziś

znów

o t w a r t a . N i e wyniosła, w s z a k ż e , bo w p a d ł a po drodze do n i e j .

proszę,

zaraz

— Dziś

był kominiarz

L e o ś nie z a u w a ż y ł , że Loosi w izbie nie m a , o d k o r k o w a ł b u t e l k ę

—

odwiedziła

i p o s t a w i ł j ą na

wam

coś w y n i o s ę .

stole. Leosia s z u k a j ą c

Piwnica

oparcia

c h w y c i ł a się

Bronisława

butelki i wpadła z powrotem.

stawka

w Rokicin

l u b Siecioniu. N a d m i a r

znacznych

emocji,

s k u p i o n y c h w t a k k r ó t k i m czasie, t ł u m a c z y w p e ł n i rozkojarzenio t o w a r z y s z ą c e p o s t ę p o w a n i u

L i L . Jednakże

o p o w i e ś ć pozbawiona jest j a k i c h k o l w i e k

współczesna

akcentów

współczucia

i u b a r w i a się j ą zgodnie z o g ó l n y m t o n e m przekazu, m ó w i ą c e g o
o

niezdarności,

piętrzących

się

niepowodzeniach

pechowych

m a ł ż o n k ó w . W a r t o d o d a ć , że o p o w i a d a j ą c y m i h i s t o r i ę nieuda­
n y c h chrzcin, nie n a l e ż y do o s ó b o s t r o ż n y c h , t a k i c h k t ó r y m nie
p r z y d a r z a j ą się owo „ z a b a w n e " sytuacje, czy t e ż w y p a d k i . T y l k o
w j e d n y m d n i u , T C p r o w a d z ą c s a m o c h ó d , z n a l a z ł się w dobrze
m u z n a n y m g r z ę z a w i s k u po osie k ó ł , a w k r ó t k i m czasie, po
w y c i ą g n i ę c i u go t r a k t o r e m . . . w rowie k o l o w ł a s n e g o d o m u .
Podobne do przedstawionych niepowodzenia

były

twarz

narysowała

z awantur

i H. Budzińska

była jakaś

dziewczęcych

w sprawie

kobieta dałam

przyjmowanych

jej

balu

5 zł.

niezwykło

ukazujące

w domu osób.

sugestywnie

przy

Własną

opisie

jednej

odnajdujemy

t y l k o jedon rysunek całej postaci. P o ś w i ę c i ł a go n i e s z c z ę s n e m u
b r a t u J ó z k o w i Kalapacie, R o z t r o p n e m u

( i l . 2—Je).

Wszelako

d o m i n u j ą w ś r ó d t y c h r y c i n w i z e r u n k i z w i e r z ą t , przede w s z y s t k i m
k u r i kaczek, p r o s i ą t i ś w i ń , k r ó w , p s ó w i k o n i . N o t a t k ę —•
dzisiaj

widziałam

przyłot

bocianów

—

uzupełnia

wyraziste,

sporych r o z m i a r ó w w y o b r a ż e n i e tego ptaka,. P r a w d z i w ą osobli­
w o ś c i ą w tej ilustracyjnej warstwie Zapisków

s t a ł y się r y s u n k i

p r z e d m i o t y — w y b r a n y i c h rodzaj

—

k o j a r z ą c y c h się, j a k owe k u r y i p r o s i ę t a , z p o j ę c i e m
do n i c h ,

nieobliczalnie

z łat

z m ę ż e m ( i l . 5). W c a ł y m d z i e n n i k u

powodzenia:

tak

J. Ziemińska

l u b popiersia

szczęścia z d a r z a ł y się nawet osobom o s t r o ż n y m i d o k ł a d n y m .
A M potrafił

znajoma

Cennym u z u p e ł n i e n i e m t y c h n o t a t e k są r y s u n k i ,
twarze

Pedontycznego

usposobionia

10 zł.

dawna

100 zł.

przedstawiające

i r ó w n i e ż nie­

mnie

— dziś po proszonem

j u ż na drugi czy trzeci dzień po porodzie, zaraz po chrzcie od­

Sekwesiraiora.

zapłaciłam

Najman.

—• Dziś

Chrzciny w y p r a w i a n o w M u r z y n o w i e i okolicy bardzo c z ę s t o
bytym

Dziś

odwiedziny

łatwo

dosta,tku,

(jaja, g r z y b y , połcie m i ę s a , kiszone o g ó r k i ,

w o d a , palenisko, kosz, siatka

na

słoje

zakupy), wygody

m a n e w r o w a ć t r a k t o r e m (w M u r z y n o w i e u m i e j ą nieźle o b s ł u g i w a ć

czy

t r a k t o r y n a w e t siedmioletni c h ł o p c y ) , że z a t o p i ł go w W i ś l e .

ż a k i e t , bluza żorżetow a) oraz z p o j ę c i e m z a g r o ż e n i a , l ę k u (krzy­

Niezdarność

(gulstwo) jest

w społeczności

Ciekawsze

przypadki

toj

powszechnej,

ludzkiej

znaną.

przypadłości

s ł u ż ą za p r z e d m i o t o p o w i e ś c i p r z y wszelkiego rodzaju

komfortu

(radio,

przewody

elektryczne,

traktor,

r

murzynowskiej

w a r t o ś c i ą w p e ł n i u ś w i a d o m i o n ą i doskonale k a ż d e m u

wręcz

spotka­

ż y k i , wiońce nagrobne, s t r ó ż o , czyli p a ł k i u ż y w a n o przez n o c n y c h
s t r ó ż ó w w i o s k o w y c h , k a r e t k i pogotowia, siekiery, czarny kape­
lusz z w o a l k ą ) . M a g i ę t y c h p r z e d m i o t ó w n a j w y r a z i ś c i e j

wyraża

opis snu, w k t ó r y m a u t o r k a we w s p o m n i a n y m c z a r n y m kape­

niach t o w a r z y s k i c h . M ó w i się o n i c h j e d n a k ż e nie tak, j a k b y m i a ł y

luszu dociera do cmentarza. K a r e t k a pogotowia s w y m w y g l ą d e m

s t a n o w i ć p r z e s t r o g ę . Zazwyczaj o p o w i a d a j ą c y rozpoczyna

k o j a r z y ć się m o ż e z monstrualnej wielkości m y s z ą , czy r y j ó w k ą .

swoją

o p o w i e ś ć pelon rozbawienia. I stopniowo wzmaga w sobie i u słu­
chaczy wesołość, t a k a b y p o k ł a d a ć się ze ś m i e c h u . M a ł o k t o

Z p r a w d z i w ą r a d o ś c i ą o d n a l a z ł e m przejawy podobnej m a n i e r y

w ó w c z a s m o ż e p o w a ż n i e j z a s t a n o w i ć się nad p r z y c z y n a m i nawet

i l u s t r a c y j n e j w bezpretensjonalnych

p o w a ż n y c h w y p a , d k ó w . T r a k t u j e się je c z ę s t o , j a k b y b y ł y c z y m ś

dziennikopodobnego t e k s t u k s i ą ż k i Tadeusza K o n w i c k i e g o Nowy

n i e z a l e ż n y m i n i e u c h r o n n y m . TC n a l e ż y do chwalebnych w y j ą t ­

Świat

ków (kiedyś t a k ą p o s t a w ę

m a n i e r y (znanej od c z a s ó w Małego

posiada

zdolność

reprezentował

dobrze n a m znany J T ) ,

ś m i a n i a się do r o z p u k u z w ł a s n y c h

niepo­

wodzeń.

i okołiee.

r y s u n k a c h , d o ł ą c z o n y c h do

O c z y w i ś c i e , z n a k o m i t y pisarz s k o r z y s t a ł z tej
księcia)

w pełni świadomie

albo, m ó w i ą c inaczej, z w y ż s z y m stopniem zrozumienia u r o k u
celowo s p r y m i t y w i z o w a n y c h i uzagadkowionych

D r u g a p o d w z g l ę d e m w a ż n o ś c i p o s t a ć w Zapiskach,

Józef

R o z t r o p n y , K a l a p a t a , r ó w n i e ż n a l e ż a ł do t y c h , k t ó r z y s w y m
postępowaniem

dostarczają

d r u g i m nieco p ł o c h e j

radości.

Pa­

m i ę t a m y jego u d z i a ł w n i e f o r t u n n y m transporcie trzech prosia­
k ó w na t a r g do P ł o c k a . . . N i e b a w e m n a b r a ł o r o z g ł o s u
pożycie Kalapaty z Siubrą, B a r b a r ą .
w Zapiskach

Odnotowane

dziwne

zostało

s u c h y m stwierdzeniem: upadł już całkiem

na,

to

umyśle.

N a t o m i a s t w d w a l a t a p ó ź n i e j , w 1964 r. bardzo zła n o w i n a ,
J ó z k a pogotowie z a b r a ł o , koń go kopnuł

w głowę i wybił

(ił. l.e). Ofiara w y p a d k u d ł u g o jeszcze ż y ł a , p r z e ż y ł a

mu oko
opisującą

zdarzenie i u m a r ł a niezwykle tragicznie. J ó z e f I w a ń s k i z g i n ą ł ,
j a d ą c na wierzchu c i ę ż a r ó w k i przygnieciony „ s k r z y n k a m i z owo­
c e m " . Powiadano, że b y ł o to p r z e k l e ń s t w o losu, k t ó r y nio oszczę­
d z a ł całej r o d z i n y I w a ń s k i c h . Ojciec J ó z e f a , t e ż Józef, u m a r ł
tragicznie. O t r u ł się kwasem s o l n y m , bo p o m y l i ł go z w ó d k ą .

W 1979 r. w czasie u l e w n y c h d e s z c z ó w czerwcowych, s p ł y w a ­
jąca

do W i s ł y

z tarasu

murzynowskiego

rwącymi

potokami

woda, w y ż ł o b i ł a p o d d r e w n i a n y m , s t a r y m i opuszczonym domem
Iwańskich-Trojanowskich

głęboki

na

wóz z k o n i e m

wąwóz.

K t ó r e g o ś dnia o d p a d ł a ś c i a n a szczytowa tego d o m u . O d s ł o n i ę t y
z o s t a ł w ó w c z a s p o k ó j w k t ó r y m przed jedenastu ł a t y T r o j a n o ­
wska p i s a ł a Zapiski.

P o k ó j ten r o b i ł dobre w r a ż e n i e . U p o r z ą d ­

k o w a n y , s p r z ę t y s t a ł y na s w o i m miejscu. O p a d a j ą c a ś c i a n a nie
p r z e w r ó c i ł a s t o j ą c e j blisko niej na p o d ł o d z e , w y s o k i e j , z p r ę t ó w
m e t a l o w y c h zrobionej l a m p y gabinetowej, p r z y k r y t e j s o l i d n y m
i

całkiem

świeżym,

żółtym

abażurem.

Lampa

stała

w

rogu

pomieszczenia, blisko okna z w r ó c o n e g o k u drodze. Trojanowska
r o z p o c z ę ł a Zapiski

zapewne w ł a ś n i e

tutaj,

w

1958 г., k i e d y

we wsi z a ł o ż o n o ś w i a t ł o . . .
M o ż e m y obecnie p o k u s i ć się o p a r ę uwag d o t y c z ą c y c h istnie­

K s z t a ł t o w a n i e się silnych, w e w n ę t r z n y c h emocji, przeradza­
j ą c y c h się w p o t r z e b ę uwiecznienia ich w zapisie, z n a m y dobrze

nia

j a k o nieodzowny element procesu t w ó r c z e g o pisarzy,

człowieka.

artystów

obrazków.

i bytowania

tych

kardynalnych kategorii życia

Trojanowska

usunęła

ze

swych

trosk

każdego

życiowych
7

czy uczonych. Okazuje się jednak, żo podobne, a, w swej istocie

i k ł o p o t u istnienia wiele z tego, co d ł a j e j ziomków

identyczne procesy m o g ą d o k o n y w a ć się r ó w n i e ż w s t r u k t u r z e

istotę

przeżyć

z brakiem potomstwa. Mogła t y m samym radykalnie ograniczyć

emocjonalnych

i rozległość

skromnej

opisu p o z o s t a j ą

tu

wieśniaczki.

w bezpośrednim

stopniom egotyzimi p i s z ą c e g o , jogo p o b u d l i w o ś c i ą ,

Dociekliwość

7

powszednich

i

świątecznych.

stanowiło

Pogodziła

się

7

ze

swoje emocjo rodzinne. Z w i ą z a ł a je t e ż w yłącznie z osobami do­

nad­

r o s ł y m i ! W y r z e k ł a się p r a k t y k k o ś c i e l n y c h , k o r z y s t a j ą c z uspra­

związku
nieraz

zabiegów

wrażliwością, i drażliw ością. Teresa T r o j a n o w s k a nio o g r a n i c z a ł a

wiedliwiającego

ją niedołęstwa.

joj do r e a k c j i na, zachowania w y ł ą c z n i e d w ó c h , n a j b l i ż s z y c h j e j

przypuszczenia,

że w sw oj decyzji k i e r o w a ł a się n i e c h ę c i ą

o s ó b , m ę ż a J a n a i brata J ó z e f o . A ż dziw, j a k wiolo w

h i p o k r y z j i , g ł ę b o k o t k w i ą c e j w duszach najgorliwszych, dobrze j e j

Zapiskach

z n a l a z ł o się n o t a t e k p o ś w i ę c o n y c h p r z y g o d n y m g o ś c i o m :
— przyszło
anie

wrogami

jakichś
Jankowi

ze 20 deka nożyk
mówili

240

dowidzenia

2 Panów
dali

Jankowi
po

kawał

mówili

kiełbasy

dali i obiecali

świętach.

że oni щ

Przyjaciółmi

i w nic też

pomoc

w

zostawili

gospodarstwie

Nie m o ż e

znanych o s ó b z w i o s k i . D o przypuszczenia
n i e k t ó r e n o t a t k i w jej d z i e n n i k u .
n o ś c i , manifestowanej

jednak

7

14

wykluczyć
do

ta,kiego u p o w a ż n i a j ą

A l o nie w y z b y ł a się r e l i g i j ­

czy t o w d a t k a c h udzielanych b i e d n y m

l u d z i o m , czy osobliwie, zawsze z w i e l k i m p r z e j ę c i e m p r z e ż y w a n e j
k a ż d e j ś m i e r c i , nawet k o g o ś z k i m nie u t r z y m y w a ł a

żadnych

�I

k o n t a k t ó w , czy t e ż w s z c z e g ó l n y m w r ę c z w y c z u l e n i u na zlo —
i

dobrowróżbne

z n a k i postrzegane na

niebie

(w

świetlistości

powietrza,, k s z t a ł c i e o b ł o k ó w i zachowaniu p t a k ó w ) oraz prze­
ż y w a n e w snach, k t ó r e skrupulatnie n o t o w a ł a

i zapewne nio

raz m ó w i ł a o nich.
T o , co r o z u m i e m y przez p o j ę c i e b y t o w a n i a (troski codzienno)
w y p e ł n i a ł o jej bez reszty p r o g r a m zajęć z w i ą z a n y c h z domem,
gospodarstwem,

a w o s t a t n i m okresie jej ż y c i a r ó w n i e ż z k r a ­

w i e c t w e m . P r z e j ę c i e się t y m zajęciom, p o z w a l a j ą c y m

na

prze­

ż y c i e , k i e d y s t a ł a się w d o w ą , w y r a z i ł a w n i e z w y k l e d o k ł a d n y m
r y s u n k u n o ż n e j m a s z y n y do szycia, umieszczonym —• j a k inne
togo rodzaju s y g n a ł y — na marginesie jednej z k a r t e k ostat­
niego zeszytu
Natomiast

Zapisków.
pojęciu

istnienia

nadała

Teresa

Trojanowska

c a ł k i e m w ł a s n e , oryginalne rozumienie, d o ś w i a d c z a j ą c jego do­
broczynnych s t a n ó w
dodajmy,

w

w aktach

komforcie k ą t a

s i ę g a n i a po p i ó r o i
pokoju oświetlonego

luksusową

l a m p ą . D l a t y c h , k t ó r z y wiedzieli o jej p a m i ę t n i k a r s k i c h
b o ś c i a c h , m o g ł o t o s t a n o w i ć rodzaj w y ł a m a n i a
ruszenia,

z a k ł ó c e n i a

w i e j s k ą . Greckie eksistanai

l l i b

atrament,

się,

norm, obowiązujących

sła­
na­

kobietę

obejmuje s w y m znaczeniom wszystkie

t r z y , w y m i e n i o n e o k r e ś l e n i a . Eksistanai,

to zarazem

słowo o d

k t ó r e g o pochodzi —• j a k wiadomo — ekstaza, a, więc stan za­
chwycenia,

uniesienia

albo,

mówiąc

inaczej,

intensywnego

p r z e ż y c i a . Na,sza bohaterka t e n b ł o g o s ł a w i o n y stan ducha syste­
m a t y c z n i e k r e o w a ł a we w ł a s n y c h , d o m o w y c h pieleszach. I chyba
nie b ę d z i e n a d u ż y c i e m z a ł o ż e n i e , że stany te w swej istocie nie
I I . 6. A u t o p o r t r e t Teresy Trojanowskiej

o d b i e g a ł y od n a t u r y p r z e ż y ć d a n y c h n a j w i ę k s z y m , t y m k t ó r z y
rozstrząsali

pojęcie

istnienia,

oderwania

się od

codzienności

w zgodzie z w y m a g a n i a m i epoki.

P R Z Y P I S Y

1

H . Elzenberg, Kłopot
z istnieniem.
Aforyzmy
w
porządku
czasu.
Kraków,
1963.
Daty krańcowe
tego
dziennika:
P a r y ż , 13 X 1907 — T o r u ń , 15 V I 1963. Kłopot
z
istnieniem
rozległością ujmowanego czasu, a jeszcze w a ż n i e j s z e skoncentro­
w a n i e m się w y ł ą c z n i e n a samych p r z e m y ś l e n i a c h (wykluczenie
opisu o k o l i c z n o ś c i , z d a r z e ń , samopoczucia a u t o r a i t p . ) stanowi
rzecz z u p e ł n i e w y j ą t k o w ą . I pod t y m w z g l ę d e m nic, co jest
m i znane w polskiej literaturze o k r e ś l a n e j m i a n e m d z i e n n i k ó w ,
nie m o ż e się z Kłopotem
r ó w n a ć . Sam t y t u ł , j a k i z a w a r t o ś ć tej
niezwykłej książki m o g ł y b y sugerować głęboką inspirację twór­
czością filozoficzną Gabriela Marcela, szczególnie jego funda­
m e n t a l n y m Etre et avoir. T a k j e d n a k nie jest. C h o c i a ż , p r z y
k o ń c u k s i ą ż k i o d n a j d u j e m y fragment, ś w i a d c z ą c y że dzieło
Marcela (Regard
en arriere)
b y ł o a u t o r o w i doskonale znane.
T o r . op. c i t . , s. 427.
2

W . Gombrowicz, Dziennik (1957—1961), I n s t y t u t L i t e r a c k i ,
P a r y ż 1962, s. 50—52 oraz w c z e ś n i e j , s. 37: „ L e c z nawet gdy­
b y m u w i e r z y ł w Boga, to i t a k k a t o l i c k a postawa wobec n a t u r y
b y ł a b y dla m n i e n i e m o ż l i w a , sprzeczna z c a ł ą moją, ś w i a d o ­
m o ś c i ą , z m o i m odczuwaniom — a t o zo w z g l ę d u na, s p r a w ę
bólu".
T y c h i s t o t n y c h f a k t ó w stara się nie d o s t r z e g a ć A d o l f R u d ­
n i c k i w bezlitosnej k r y t y c e t w ó r c z o ś c i swego przyjaciela Jerzego
Andrzejewskiego. Por. Krakowskie
Przedmieście
pełne
deserów,
T l W Warszawa 1986, s. 74 i nast.
C h a r a k t e r y s t y k a Tadeusza K o w a l s k i e g o , u r . w 1925 r.
w M u r z y n o w i e , od 1950 r . zam. w "Warszawie. Z czasem uzu­
pełnił t ę c h a r a k t e r y s t y k ę o stwierdzenie, że „ b y ł a t ę g a , alo
i wysoka. P o w a ż n a , a nie t a k i e f i u b ź d z i u " .
Opinia p a n i K l e m e n t y n y C a b a n k i z M u r z y n o w a .
W i a d o m o ś ć z w e r y f i k o w a n a przez I r e n ę S ł a w i ń s k ą ( H u Pei
F a n g ) , za co bardzo serdecznie d z i ę k u j ę .
W Sebastiana K l o n o w i c z a Flisie
znajdujemy
podobny
w ą t e k , o r i e n t u j ą c y w przestrzeni p o ł o ż e n i e n a d W i s ł ą D o b r z y n i a :
A t u t r z y ziemie z e s z ł y się k l i n a m i
3

4

5

6

7

D o b r z y ń s k a włość i Mazowsze z K u j a w a m i
T u k i e d y krzykniesz, s ł y s z ą t r z y p o w i a t y
Flisie G ę b a t y
W y d a j e się, że p r z y o k r e ś l a n i u s z c z e g ó l n y c h miejsc w prze­
strzeni, o d w o ł y w a n i e się do słyszalności g ł o s u c z ł o w i e k a , czy
też zwierzęcia n p . k o g u t a , jest zwyczajom nie t y l k o l o k a l n y m ,
lecz z g o ł a powszechnie z n a n y m w r ó ż n y c h częściach ś w i a t a .
Oto t y l k o na, Cyprze o s o b l i w o ś ć p o ł o ż e n i a tej w y s p y m i ę d z y
E u r o p ą a B l i s k i m W s c h o d e m m a j ą o k r e ś l a ć r ó w n i e ż pienia
k o g u t ó w . W e d ł u g dawnego przekazu arabskich ż e g l a r z y , k i e d y
k o g u t pieje na Cyprze s ł y c h a ć go w Jerozolimie. I o d w r o t n i e .
Trojanowska m o g ł a z n a ć przekonania sw oioh z i o m k ó w ,
s t a n o w i ą c e przyczynek do megalomanii z b i o r o w o ś c i . N i c j e d ­
n a k ż e z tej wiedzy nie odnajdujemy w Zapiskach,
t a k j a k nie
m a nic w nich o i n n y c h d o s y ć w a ż n y c h w y o b r a ż e n i a c h zbioro­
w y c h . T r o j a n o w s k a stworzyła, ś w i a t w ł a s n y c h w y o b r a ż e ń !
Por. K a z i m i e r z W y k a Wędrując
po tematach'
Puścizna,,
t . 2, (analiza t e k s t u Dusza z ciała uleciała, na łące
odpoczyw(da),
W L K r a k ó w 1971, s. 5—50. W Zapiskach ż a d n y c h b e z p o ś r e d n i c h
danych na, ton tornat nie odnajdujemy. J e d n a k ż e w n i k l i w a
l e k t u r a togo p a m i ę t n i k a , co i raz kieruje u w a g ę na „ t ą i t a m t ą
s t r o n ę " , na r e a l n o ś ć i z a ś w i a t y .
T

8

9

D o b r z y ń i okolice s z c z y c ą się o s o b ą N a w o j k i ( w e d ł u g le­
gendy pierwszej dziewczyny, k t ó r a u k o ń c z y ł a studia). B ę d ą c
c ó r k ą b u r m i s t r z u , t r a f i ł a w c h ł o p i ę c y m s t r o j u na A k a d e m i ę
K r a k o w s k ą w 1407 r. A k a d e m i ę u k o ń c z y ł a w 1409 г., z d o b y w a j ą c
t o g ę b a k a l a r s k ą . B y ć m o ż e dzięki Nawojce słowo ż a k , ż a c z e k
s t a ł o się popularne w t y c h stronach.
ю Wersja p o c h o d z ą c a od B o l e s ł a w y D y w a n o w s k i e j z U n i e ­
j o w a zapisana w 1980 r . przez Alicję M i r o n i u k o d b y w a j ą c ą
p r a k t y k ę s t u d e n t k ę Katedry Etnologii i Antropologii K u l t u ­
rowej U W .
1 1

waniu

Por. A . Z a d r o ż y ń s k a , Powtarzać
czas początku.
O święto­
dorocznych świ&lt;it w Polsce,
Warszawa 1985, s. 9—17.

241

�1 2

W ś w i e t l e przedstawionych uwag, w y w o d z ą c a się o d Mircea
Eliadego n o m e n k l a t u r a sacrum-profanum czy jej p r z y p o r z ą d k o ­
wane n i e z w y k ł e - z w y k l e , okazuje się n i e w y s t a r c z a j ą c ą , a nieraz
c a ł k o w i c i e m y l ą c ą p r z y p r ó b a c h — j a k ta — etnologicznych
analiz u s z c z e g ó ł o w i o n y c h . A w i ę c t a k i c h , k t ó r e u w z g l ę d n i a j ą
bogactwo i r o z m a i t o ś ć postaw w p e ł n i z i n d y w i d u a l i z o w a n y c h ;
złożoność d u c h o w ą wyrazicieli t y c h postaw. K i e d y ś zapewne
dojrzeje ś w i a d o m o ś ć samych m i e s z k a ń c ó w wsi, t a k i c h j a k m u rzynowiacy, a bardziej jeszcze istotna ś w i a d o m o ś ć i n t e l e k t u a l ­
n y c h p r z e w o d n i k ó w rozwoju, p r z y b y w a j ą c y c h n i c z y m etno­
logowie z z e w n ą t r z , a b y o n i e z w y k ł o ś c i (sacrum) przestrzeni
i czasu m o ż n a b y ł o m ó w i ć , podobnie j a k to j u ż powszechnie
c z y n i m y w p r z y p a d k u m i a s t a : „ t u żył i p r a c o w a ł "
— od l a t dwudziestych po o s i e m d z i e s i ą t e X X w. stateczny
H i p o l i t K o w a l s k i , wynalazca wozu o ż a g l o w a n e g o ,
— w l a t a m czterdziestych k r ó l s z y p r ó w , S t a n i s ł a w M a ł k o w s k i ,
k t ó r y n a m a l o w a ł n i e z w y k ł y obraz o ł t a r z o w y n a B o ż e Ciało,
P r z e j ś c i e Pana Jezusa przez Jezioro Genezaret,
— w latach p i ę ć d z i e s i ą t y c h - s z e ś ć d z i e s i ą t y c h
parowie nad W i s ł ą , a u t o r k a Zapisków

X X w . , t u w tej

do Bohdana
ślązacy

polskiej

by

wyjaśniać

wczesne,

wanej"

(1526/28—1553)
tłumaczenia

1 t y m tylko faktem m o ż n a

t u właśnie

w M u r z y n o w i e , oswojenie

się z , . o b c y m i klasowo reprezentantami

warstwy

uprzywilejo­

T o z kolei m a z w i ą z e k z t y m że dziedzic z s ą s i e d n i e g o

Siecienia, ,,obcy k l a s o w o "

i n ż . r o l n i k , o c h o t n i k 1 p u ł k u szwo­

leżerów, w 1920 r. oficer 4 p u ł k u s t r z e l c ó w k o n n y c h i t d . , żołnierz
A K ) , Ludwik Duczymiński
został dworu

k i e d y przez o k u p a n t a pozbawiony

z n a l a z ł schronienie w . . c h a ł u p i e m u r z y n o w i a n k i

może

1 4

J e ś l i się więc nie u w z g l ę d n i p o d o b n y c h z d a r z e ń , to ludzie
murzynowiaków

występować

będą

w

literaturze

p r z e d m i o t u w y ł ą c z n i e j a k o reprezentanci

swojskich K i e ł b i k ó w

i TJklejek, anonimowo, p o d d a w a n i

t y m samym

wciąż

ekspe­

r y m e n t o m b a d a w c z y m , n p . j a k o nosiciele m i t u , osobliwie ro­
zumiejący

kategorie

swój-obcy,

podlegający

presji

sacrum-

-profanum i t d .
1 3

mowa,

obrzędy,

Ziemi
pieśni,

Dobrzyńskiej,
przysłowia,

jego
zagadki

charakter,
,,Zbiór

W i a d o m o ś c i do A n t r o p o l o g i i K r a j o w e j ', t . 2, 1878, s. 3—182;
T . K o t a r b i ń s k i . Zapatrzeć

mazowiecka

odmiana
poszedł

w ó w c z a s r o d z i n z M u r z y n o w a j e c h a ł o do k o ś c i o ł a f u r m a n k a m i
-JO) ale n i k t się nie d o m y ś l i ł a b y z a b r a ć i z p o w r o t e m p r z y s z e d ł
piechotu."
1 5

op.

Por. W . Gombrowicza, Dzienniki,

1956 ( L A С A B A N I A ) ,

c i t . , s. 265—266: „ C o zawsze zdumiewa mnie na

argen­

t y ń s k i e j w s i : nie m a c h ł o p ó w , nie m a s ł u ż b y folwarcznej. N a
przestrzeniach, k t ó r e w Polsce w y m a g a ł y b y w i e l u r ą k — nikogo.
Orze jeden c z ł o w i e k t r a k t o r e m . T e n sam c z ł o w i e k ż n i e , m ł ó c i
a nawet pakuje ziarno w w o r k i (...)
Nie

wiem

w j a k i s p o s ó b egzystencjalizm m ó g ł b y s t a ć się

w m o i c h r ę k a c h c z y m ś więcej n i ż z a b a w k ą — w p o w a g ę , w po­
w a g ę , w ś m i e r ć , w w y k a ń c z a n i e s i ę . Moje m n i e m a n i e o egzyst e n c j a l i ź m i e z a p i s u j ę t u t a j nie z szacunku dla w ł a s n y c h o p i n i i
— d y l e t a n c k i c h — ale z szacunku dla w ł a s n e g o ż y c i a . O p i s u j ą c ,
jak

się da, moje p r z y g o d y duchowe

(jakbym

opisywał

moje

p r z y g o d y cielesne) nie m o g ę p o m i n ą ć d w ó c h b a n k r u c t w , k t ó r e
się we m n i e d o k o n a ł y ; egzystencjalnego i marksistowskiego. (...)
S t ą d w tej k s i ą ż c e g r a j ą fortissimo wszystkie prawie zasadnicze
tematy

egzystencjalne:

stawanie

się, stwarzanie

siebie, w o l ­

n o ś ć , l ę k , absurd, n i c o ś ć . . . Z t ą j e d n a k r ó ż n i c ą , że t u t a j

się w coś poza sobą (fragment l i s t ó w

i autentyczne

Heideggera,

życie estetyczne,

do

życie

etyczne

i religijne K i e r k e g a a r d a l u b 'sfery, Jaspersa — dochodzi jeszcze
i n n a sfera,

a mianowicie 'sfera

też

'kategoria',

raczej

to

n i e d o j r z a ł o ś c i ' . T a sfera,

wkład

mej

egzystencji

w egzystencjalizm. P o w i e d z m y o d r a z u : to mnie
oddala

od

klasycznego

egzystencjalizmu.

czy

prywatnej
najbardziej

D l a Kierkegaarda,

Heideggera, Sartra i m g ł ę b s z a ś w i a d o m o ś ć t y m bardziej

auten­

t y c z n a egzystencja, o n i n a t ę ż e n i e m ś w i a d o m o ś c i m i e r z ą szczerość,
istotność

Por. A . P e t r o w , Lud
zwyczaje,

ta

„ 2 8 V 1964 D z i e ń B o ż e g o Ciała J . na p i e c h o t ę

banalne

rodzaju

jeszcze dzielniejsi, a

t y p o w y c h dla egzystencjalizmu sfer ż y c i a ludzkiego —

p . Olszewskiej-Kokoszki.

w

,,(...)

Egzystencjalizm.

oraz pierwszego

na, j ę z y k polski Nowego Testamentu!

1313, V I I / 1 9 8 2 :

do k o ś c i o ł a do R o k i c i a m y ś l a ł że m o ż e k t o ś go zabierze ( k i l k a

— jeszcze do niedawna, t a m na, wyniesieniu odmieniec J a b k o ś . . .
a u t o r pierwszej Ortografii

„Pilityka ' nr

P o l a k a — to bardzo wadliwe c o ś " .

domowych,

Z Murzynowa wyszedł Stanisław Murzynowski

Danowicza),

T a k , W i e l k o p o l a n i e to solidniejszy gatunek c z ł o w i e k a , a G ó r n o ­

przeżycia.

Czy j e d n a k

na

świadomości

zbudowane

jest nasze s p o ł e c z e ń s t w o ? (...) Czy więc człowiek nie jest w p r y ­
watnej r z e c z y w i s t o ś c i swojej c z y m ś d z i e c i n n y m i p o n i ż e j swej
ś w i a d o m o ś c i . . ( ..) to s k r y t e d z i e c i ń s t w o , t a u t a j o n a
gotowe r o z s a d z i ć

wam prędzej

czy p ó ź n i e j

wasze

degradacja,
systemy."

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
  <item itemId="6334" public="1" featured="0">
    <fileContainer>
      <file fileId="6314">
        <src>https://zbiory.etnologia.uw.edu.pl/files/original/81ea9a23c082aa8b9ecb366a8d4557ef.pdf</src>
        <authentication>0d868971d49f18c122eac6f667c6fbf3</authentication>
      </file>
    </fileContainer>
    <collection collectionId="3">
      <elementSetContainer>
        <elementSet elementSetId="1">
          <name>Dublin Core</name>
          <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
          <elementContainer>
            <element elementId="50">
              <name>Title</name>
              <description>A name given to the resource</description>
              <elementTextContainer>
                <elementText elementTextId="25235">
                  <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty</text>
                </elementText>
              </elementTextContainer>
            </element>
          </elementContainer>
        </elementSet>
      </elementSetContainer>
    </collection>
    <itemType itemTypeId="1">
      <name>Text</name>
      <description>A resource consisting primarily of words for reading. Examples include books, letters, dissertations, poems, newspapers, articles, archives of mailing lists. Note that facsimiles or images of texts are still of the genre Text.</description>
    </itemType>
    <elementSetContainer>
      <elementSet elementSetId="1">
        <name>Dublin Core</name>
        <description>The Dublin Core metadata element set is common to all Omeka records, including items, files, and collections. For more information see, http://dublincore.org/documents/dces/.</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="46">
            <name>Relation</name>
            <description>A related resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75461">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:publication:3178</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="40">
            <name>Date</name>
            <description>A point or period of time associated with an event in the lifecycle of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75462">
                <text>1988</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="43">
            <name>Identifier</name>
            <description>An unambiguous reference to the resource within a given context</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75463">
                <text>oai:cyfrowaetnografia.pl:2976</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="50">
            <name>Title</name>
            <description>A name given to the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75464">
                <text>Dylematy błazna / Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="41">
            <name>Description</name>
            <description>An account of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75465">
                <text>Polska Sztuka Ludowa - Konteksty 1988 t.42 z.4, s.217-220</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="39">
            <name>Creator</name>
            <description>An entity primarily responsible for making the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75466">
                <text>Czaja, Dariusz</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="44">
            <name>Language</name>
            <description>A language of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75467">
                <text>pol.</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="45">
            <name>Publisher</name>
            <description>An entity responsible for making the resource available</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75468">
                <text>Instytut Sztuki PAN</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
          <element elementId="42">
            <name>Format</name>
            <description>The file format, physical medium, or dimensions of the resource</description>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75469">
                <text>application/pdf</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
      <elementSet elementSetId="4">
        <name>PDF Text</name>
        <description>Text capture metadata for PDF documents</description>
        <elementContainer>
          <element elementId="52">
            <name>Text</name>
            <description/>
            <elementTextContainer>
              <elementText elementTextId="75470">
                <text>Dariusz Czaja

DYLEMATY BŁAZNA

Czy m o ż n a o p i s a ć n a t u r ę oceanu? Poszukiwanie odpowiedzi
na to banalne z pozoru p y t a n i e w p r a w i a w r u c h r e f l e k s j ę

an­

t r o p o l o g i c z n ą p r z e d s t a w i o n ą przez L u d w i k a S t o m m ę w t e k ś c i e
Słoń

a sprawa

1

etnologii .

Ocean, okazuje się, nie jest n a p r a w d ę

zielony, niebieski, z ł o t y ,

czarny. N i e jest

t e ż ocean

syntezą

dla p r z y k ł a d u , dostrzec w ceremoniach dekoracji orderem nie
tylko

otoczone

jak

w

Bowiem

kultury

ocean nie jest o b i e k t e m

są natomiast

kultury_

jego przedstawienia,

i p o w a g i znaczenie ideowe,

z a ł o ż e ń wydaje się t e m a t etnologicznego s t u d i u m : Virtuti
fari jako

i s t o t a oceanu.

patosu

ale

nie t y l k o dopuszczalny, ale logicznie w y n i k a j ą c y z p r z y j ę t y c h

b a r w . Jego n a t u r a jest nieopisywalna, nie istnieje nic takiego,
Elementem

aurą

t a k ż e u c h w y c i ć l u d y c z n y w y m i a r zjawiska. W t y m k o n t e k ś c i e

breloczek. K o n i e c w i e ń c z y d z i e ł o . T e z y

tekście p u e n t u j ą

znakomicie d w a z d j ę c i a .

Mili-

przedstawione

Pierwsze

przed­

kultu­

stawia g e n t e l m a n ó w , bez w ą t p i e n i a „ m a d e i n E u r o p e " , w k r y ­

rowe c h a r a k t e r y s t y k i jego n a t u r y . Te i t y l k o te d o s t ę p n e s ą

zach i szatach z d o b n y c h w ł a ń c u c h y i ordery. N a d r u g i m w i d ­

dla etnologicznego opisu.

nieją

R o z u m o w a n i e to wpisane jest w szerszy k o n t e k s t metodolo­

Murzynki

w

strojach

regionalnych: nagość

giczny. O t o jego z r ę b y : K u l t u r a jest w y n i k i e m poznawania i oswa­

jaką ujawniają

j a n i a n a t u r y przez c z ł o w i e k a . Proces t o n polega na n a z y w a n i u

d z i k a , d z i k o ś ć j a k b y bardziej swojska.

i u s t a n a w i a n i u relacji m i ę d z y n a z w a n y m . Jest to
dokonująca
czenia.
praca

się w h i s t o r i i kategoryzacja

Nadawanie
nad

sensu

przedstawia

porządkowaniem,

w istocie t k a n k i

permanentna

continuum

doświad­

przybrana

w k ó ł k a , k o l c z y k i , bransolety. W perspektywie antropologicznej
fotografie, s w o j s k o ś ć okazuje się j a k b y bardziej

Streszczony
zawiera

tutaj

tekst, o d a r t y z l e k k o ś c i i finezji

konsekwentną

propozycję

metodologiczną.

stylu,

Wszelakot

się j a k o

nieświadoma

poza n i e l i c z n y m i e n d e m i t a m i , k t ó r y c h p o g l ą d y dzielnie o p a r ł y

klasyfikowaniem

niepodzielnej

się p r ó b o m w ą t p i e n i a , dzielimy wszyscy w s p ó l n ą w i a r ę , ż e nie

rzeczywistości. K o n s e k w e n c j ą

takiego stano­

wiska jest o ż y w i o n a k a n t o w s k i m duchem w y p o w i e d ź :

„Świat

i s t n i e j ą niewinne m e t o d y , że wszystkie i m p l i k u j ą j a k ą ś
sensu,

że

projekt

humanistyki, w

którym

teorię

obowiązywałaby

jest b y ć m o ż e t a k i m , j a k i m jest; ale na pewno nie jest takim&gt;

zasada „ W e r t f r e i h e i t " jest n i e m o ż l i w y do zrealizowania. W i e m y ,

j a k i m jest gdziekolwiek i k i e d y k o l w i e k

ż e n a u k a p r ó b u j ą c u s p r a w i e d l i w i ć swoje z a ł o ż e n i a czerpie z k o ­

przedstawiony. Dlatego

t e ż ś w i a t j a k i m jest, nie jest i b y ć nie m o ż e p r z e d m i o t e m refleksji
antropologicznej czy e t n o l o g i c z n o j . "
dawczej etnologa jest n a t o m i a s t

2

Przedmiotem pracy

świat społecznie

ba­

zobiektywi­

rzenia m i t u .

W o l n o zatem

zaproponować

odczytanie

powyż­

szego t e k s t u z jednej s t r o n y j a k o d e k l a r a c j i metodologicznej,
z drugiej j a k o t e k s t u m i t y c z n e g o , s t o s u j ą c

wobec niego

ka­

z o w a n y c h , a więc n a z w a n y c h , o p i s u j ą c y c h t o , co n i e o p i s y w a l n e »

tegorie wypracowane do opisu r z e c z y w i s t o ś c i k u l t u r o w e j .

f o r m l u d z k i e j a k t y w n o ś c i . I n t e r e s o w a ć go w i n n a interpretacja

to

e l e m e n t ó w całości tego, co z w y k l i ś m y n a z y w a ć k u l t u r ą , a co

t u p r ó b i e , nie r e z y g n u j ą c z opisu strategii poznawczej, c h c i a ł b y m

propozycja

uprawiania

metaetnologii.

jest s k o d y f i k o w a n y m , ze swej n a t u r y d o w o l n y m , j e d n o s t r o n ­

odsłonić

nym,

są

zoficznej,

u s i ł o w a n i a t y c h , k t ó r z y p r a g n ą d o t r z e ć do p r a w d z i w e j i s t o t y

wartości,

rzeczywistości przykładając d o ń jedną tylko skalę. Niemożliwy

i w y z n a c z a j ą rodzaj s t a w i a n y c h p y t a ń .

względnym

mitem rzeczywistości.

Złudne

i naiwne

jest, p r z y k ł a d o w o , opis n a t u r y s ł o n i a , m e t a f o r ę k t ó r e g o p r z y ­
w o ł u j e ż a r t o b l i w i e Mircea Eliade w s w y m Traktacie
religii,

o

historii

b y z i l u s t r o w a ć t e z ę o n i e r o z k ł a d a l n o ś c i fenomenu

reli­

gijnego i b a d a n i u go w jednej skali, religijnej, g d y ż t y l k o t y m
sposobem z d o ł a m y

uchwycić

jego i s t o t ę . R z e c z y w i s t o ś ć

isto-

t o w a , sama w sobie, t a k a j a k a jest nie istnieje, t o t e ż nie s p o s ó b
uchwycić

słonia

w skali j e m u właściwej.

słonie nazwano, w ł ą c z o n e do k u l t u r y ,

Istnieją

natomiast

te t y l k o m o g ą s t a ć się

p r z e d m i o t e m etnologicznego opisu.

kultury

do r a n g i podstawowego

szereg konsekwencji. Przede

przedrozumienia,

która
które

ożywia

charakter

zaprezentowaną

umożliwiają

Nieoczekiwany

opisać

kontekst

zarysowaną

dla

podejmowanej
wiary

koncepcję,
w

rozważań

tekście

o

aksjomatu

wszystkim ustają

filo*"

nazwać
postawę

naturze

słonia

i k r y j ą c y c h się za n i m i p r z e ś w i a d c z e ń , z n a j d u j e m y w p e w n y m
zapisie

z

Dzienników

G o m b r o w i c z a , gdzie

zjadliwość

opisu

zjawiska d o r ó w n u j e i n t e r p r e t a c y j n e j p r z e n i k l i w o ś c i . T y m razem
chodzi o k o n i a . „ D z i ś po ś n i a d a n i u

dyskusja

(...)

wywołana

m o j ą t e z ą , że c z ł o w i e k n a k o n i u jest d z i w a c t w e m , ś m i e s z n o ś c i ą
i o b r a z ą e s t e t y k i . W t y m k o ń s k i m A k r o p o l u teza r o z l e g ł a się
j a k g r o m b l u ź n i e r c z y . T ł u m a c z y ł e m , ż e z w i e r z ę nie r o d z i się
po t o a b y d ź w i g a ć na sobie inne z w i e r z ę . Człowiek n a

T a k i p u n k t widzenia, p o d n o s z ą c y t e z ę o k o n w e n c j o n a l n y m
charakterze

sferę

W

Jest

koniu

jest r ó w n i e dziwaczny j a k szczur na kogucie, k u r a na w i e l b ł ą d z i e ,

rodzi

m a ł p a n a krowie, pies na bawole. C z ł o w i e k na k o n i u t o skandal,

dla

z a k ł ó c e n i e naturalnego p o r z ą d k u , g w a ł c ą c a s z t u c z n o ś ć , dysonans,

powody,

k t ó r y c h nie t a k dawno jeszcze sensownym z a j ę o i e m

wydawało

brzydota. Powoływali

się u k ł a d a n i e k u l t u r n a hierarchicznej drabinie oraz

orzekanie

w i e k a konnego. J a r o z e ś m i a ł e m się i m w nos. P o s ą g i ! S z t u k a

o i c h r a c j o n a l n o ś c i , czy t o ż jej b r a k u . Rezygnacja z w i a r y
u p r z y w i l e j o w a n y charakter

własnej

kultury

w

prowadzi również

do praktycznego w n i o s k u : uznania m y ś l e n i a i zachowania w ł a ś c i ­
wego

zawsze h o ł d o w a ł a konwenansowi — prawie j a k m o d a ! O wszyst­
kim

decyduje

przyzwyczajenie.

Oglądamy

od

wieku

konne

p o s ą g i , podobnie j a k l u d z i na k o n i u , ale g d y b y ś m y p r z e m y l i

antropologicznej

sobie oczy i spojrzeli na ś w i e ż o , s k r z y w i l i b y ś m y się z niesma­

Po zainteresowaniu k u l t u r ą „ d z i k i c h " p r z y s z e d ł czas

k i e m — b o grzbiet k o ń s k i nie jest miejscem dla c z ł o w i e k a , podobnie

kulturze

refleksji.

się n a dzieła r z e ź b i a r z y , w i e l b i ą c e c z ł o .

europejskiej

za

przedmiot

na zajęcie się „ d z i k o ś c i ą " nas samych. W y m a g a to

przyjęcia

jak

grzbiet k r o w i . D y s k u t o w a l i ś m y

n a przechadzce

porannej

szczególnej p o s t a w y . P r z e b y w a j ą c w opisywanej k u l t u r z e trzeba

a sześćdziesiąt klaczy pełnej k r w i na pastwisku zwracało

b y ć z d o l n y m do zrzucenia j e j gorsetu, niejako do w y j ś c i a poza

n a m swoje m i ę k k i e , ciepłe oczy. I z a a t a k o w a ł e m j a z d ę

nią,

Rozkosz ? Zabawa p r z y j e m n a i p i ę k n a ? H a ! ha, h a ! P o d s k a k i w a ć

by

z

togo

stanowiska

naszych k u l t u r o w y c h

skonstatować

konwencjonalność

p o c z y n a ń . W i ą ż e się z t y m n i e w y g o d n a

bydlęciu, wznosić

się i o p a d a ć

z nogami rozkraczonymi,

jest

o b i j a j ą c się t y ł k i e m o ten grzbiet n i e u n i k n i o n y , m i e ć p o d s o b ą

powszechnie

b y d l ę toporne i g ł u p i e , n a k t ó r e t a k t r u d n o w l e ź ć , z k t ó r e g o

dla badacza w s p ó ł c z e s n o ś c i sytuacja, w k t ó r e j zmuszony
o d s ł a n i a ć m i t y c z n e p o k ł a d y zjawisk u c h o d z ą c y c h

na

za niewzruszone, ś w i ę t e . R e z y g n u j ą c z p o d j ę c i a takiego zadania

zleźć nie ł a t w o , k t ó r y m p r a w i e nie m o ż n a k i e r o w a ć ?

etnolog p r z e s t a ł b y b y ć s o b ą . Cóż w i ę c ? „ S z a r g a ć

na n i m z s z y b k o ś c i ą r o w e r u ? A l b o w k ó ł k o p o w t a r z a ć

Podejmując

ku

konną.

świętości?"

p r o g r a m o k r e ś l o n y t y m h a s ł e m etnolog p o w i n i e n ,

„Pędzić''
jedne

i t e n sam s t u t y s i ę c z n y skok przez p r z e s z k o d ę — na z w i e r z ę c i u ,

217

�k t ó r e p r z e c i e ż z u p e ł n i e nie nadaje się do skoku ? W a l c z y ć z t ą
rozpaczliwą

niezdarnością

końską,

której

nigdy

nie

można

n a p r a w d ę p r z e z w y c i ę ż y ć ? Ależ te rzekome rozkosze to czysty
atawizm!

Kiedyś

k o ń rzeczywiście

był pożyteczny,

stanowił

0 w y w y ż s z e n i u c z ł o w i e k a , człowiek z k o n i a p a n o w a ł nad i n n y m i ,
koń

b y ł bogactwem, siłą, d u m ą

jeźdźca.

Z tamtych

czasów

p r z e d p o t o p o w y c h p o z o s t a ł w a m k u l t jazdy konnej i uwielbienie
czworonoga, k t ó r y j u ż .się p r z e ż y ł . A u t o m a t y c z n i e powtarzacie
z a c h w y t d z i a d k ó w waszych i obijacie sobie siedzenie k u ucz­
czeniu m i t u ! "

3

W krytycznym

spojrzeniu Gombrowicza z n i k a j ą

obdarzone

powszechnym uczuciem i u ś w i ę c o n e t r a d y c j ą husarskie s k r z y d ł a ,
s z a r ż e kawaleryjskie, u ł a ń s k i charme.

N a ich miejscu zjawia

się

kostiumu

wyekstrahowany

bydlęciu.

z

historycznego

Błyskotliwie

wychwytuje autor

człowiek

cechy

na

wyobrażenia

m i t y c z n e g o : a u t o m a t y z m , t o w a r z y s z ą c e m u emocje,

bezreflek-

s y j n o ś ć , o d p o r n o ś ć na z m i a n ę . F r a g m e n t ó w , szczególnie inte­
r e s u j ą c y ze w z g l ę d u na t r a f n y opis procesu mitologizacji,
ilustruje

Gombrowiczowską

dobrze

teorię F o r m y , zawiera t e ż zasad­

nicze r y s y jego a n t r o p o l o g i i . U d e r z a j ą c e s ą z b i e ż n o ś c i tej k o n ­
cepcji z p r z e d s t a w i o n y m uprzednio modelem rozumienia i i n ­
terpretacji

tekstów

kultury.

Warto

zatrzymać

się n a d

tym

bliżej.
K a t e g o r i a F o r m y m a u Gombrowicza wielorakie znaczenie.
N a j c z ę ś c i e j b y w a p o j m o w a n a j a k o s p o s ó b bycia, z e s p ó ł stereo­
typowych zachowań, utrwalony wzór postępowania, styl życia,
r

4

rola s p o ł e c z n a , konw enans. Relacja m i ę d z y c z ł o w i e k i e m i F o r m ą
jest z z a ł o ż e n i a d i a l e k t y c z n a : człowiek jest producentem F o r m y
1 sam jest przez n i ą stwarzany. F o r m a j e d n a k ż e to nie t y l k o
gotowe p r o d u k t y d z i a ł a ń k u l t u r o w y c h . Gombrowicz p r o t e s t o w a ł
przeciwko

utożsamianiu

jej

z obyczajem

czy

konwenansem,

nie godził się na w ą s k i e , socjologizujące w y k ł a d n i e tego t e r m i n u .
A k c e n t o w a ł d y n a m i c z n y charakter F o r m y , f a k t , że p o j a w i a się
ona

w

najbardziej

przypadkowych

jednostka zmuszona

spotkaniach,

w

których

jest n a d a ć k s z t a ł t , u t r w a l i ć w s z t y w n y m

schemacie d o ś w i a d c z e n i a

drugiej osoby, sama b ę d ą c

narażona

ш podobne operacje poznawcze. ,,Mocą tego, że j a jestem zawsze
dla

innego, obliczony na

cudze

widzenie, m o g ą c y

istnieć

w

s p o s ó b o k r e ś l o n y t y l k o dla k o g o ś i przez k o g o ś , e g z y s t u j ą c y —
j a k o f o r m a — poprzez innego. A więc nie idzie o t o , że mnie
środowisko

narzuca

konwenans,

lub mówiąc

za M a r k s e m , że

c z ł o w i e k jest p r o d u k t e m swojej klasy socjalnej, a o zobrazowanie
z e t k n i ę c i a c z ł o w i e k a z c z ł o w i e k i e m w całej jego p r z y p a d k o w o ś c i ,
b e z p o ś r e d n i o ś c i , d z i k o ś c i , o wykazanie j a k z t y c h p r z y p a d k o w y c h
z w i ą z k ó w r o d z i się F o r m a — i c z ę s t o najbardziej nieprzewi­
dziana,

absurdalna."

5

O d r ó ż n i e n i e F o r m y - ż y w i o ł u i F o r m y - k o n w e n a s u nie wyczer­
puje

t r e ś c i najistotniejszego

w a n t r o p o l o g i i Gombrowicza po­

jęcia. P r ó b o w a n o również widzieć F o r m ę w związkach z m y ś l ą
filozoficzną

i odnajdywać

transcendentalnej

jej

(Descartes,

sens na
Kant,

przedłużeniu

Husserl)

filozofii

podkreślającej

a k t y w n ą rolę r o z u m u w procesie d o ś w i a d c z a n i a ś w i a t a , p o r z ą d ­
kowania

danych

doświadczenia,

nadawania

W i n n y m jeszcze u j ę c i u , z r ó ż n i c o w a n y kosmos

sensu

empirii.

Gombrowiczów"

skich f o r m p r z y r ó w n y w a n o do a p r i o r y c z n y c h „ f o r m symbolicz­
n y c h " Cassirera,

d o w o d z ą c ich n i e m a l c a ł k o w i t e j

tożsamości.

6

M i m o r ó ż n i c , w y d o b y w a n i a coraz to innego aspektu r o z u m i e n i a
Formy, wspólne w tych

interpretacjach s ą d w a p r z e k o n a n i a :

że F o m a jest u c h w y t n a jedynie j a k o k u l t u r o w a ekspresja

i że

jest nieusuwalna z naszej percepcji ś w i a t a .
W ś r ó d r ó ż n y c h p r ó b p r z y k r o j e n i a k o n c e p c j i F o r m y do ist­
niejących już systemów myślowych, nurtów, tradycji

zabrakło

analogii, f r a p u j ą c e j

z p o r s p e k t y w y antropologicznej, z w ł a s z c z a

z koncepcją

Rolanda

mitu

7

Barthes'a .

M i t pojmowany

jest

p r z e z e ń j a k o w t ó r n y system semiologiczny ż e r u j ą c y na znacze­
niach, k t ó r e dostarcza

materia kultury.

M i t nie

r z e c z y w i s t o ś ć , ile j ą u s p r a w i e d l i w i a , znajduje

tyle

neguje

dla niej uzasad­

nienie u m i e s z c z a j ą c p o s z c z e g ó l n e elementy w y r w a n e z szerszego
u k ł a d u k u l t u r o w e g o w b e z d y s k u s y j n y m , t ł u m a c z ą c y m i c h sens

218

i

w s p o s ó b absolutny, p o r z ą d k u . Dobrze o d d a j ą te właściwości
m i t u s f o r m u ł o w a n i a : skradziony j ę z y k , słowo nadmiernie uza­
sadnione. M i t t r a k t o w a n y jest przez Barthes'a na w z ó r systemu
lingwistycznego i n a z y w a n y m e t a j ę z y k i e m . W jogo koncepcji
uchw ycona z o s t a ł a ś w i e t n i e s z c z e g ó l n a w ł a s n o ś ć naszego po­
strzegania, świata, p o l e g a j ą c a na, u s t a t y c z n i a n i u tego, co p ł y n n e ,
s c ł i e m a t y z o w a n i u tego, co d y n a m i c z n e . Z a u w a ż o n e z o s t a ł o
zjawisko upraszczania, „ z a o k r ą g l a n i a " r z e c z y w i s t o ś c i .
r

Po oczyszczeniu z semiologicznego ż a r g o n u m i t w r o z u m i e n i u
Barthes'a p r z y p o m i n a G o m b r o w i c z o w s k ą F o r m ę . W o b y d w u
p r z y p a d k a c h chodzi o z w r ó c e n i e uwagi na f a k t , że r z e c z y w i s t o ś ć
z n a j d u j ą c a się wciąż in statu nascendi krzepnie w d o ś w i a d c z e n i u
w t r w a l e , t r u d n o zmienne f o r m y , że w y t w o r y k u l t u r y b ę d ą c e
k a ż d o r a z o w o w y n i k i e m k o n k r e t n e j s y t u a c j i k u l t u r o w e j postrze­
gane s ą j a k o naturalne, oczywiste, samo przez się z r o z u m i a ł e .
To dlatego, m o c ą „ n a t u r a l n e j " więzi befsztyk i f r y t k i k o j a ­
rzone s ą z „ f r a n c u s k o ś c i ą " . T o dlatego „ o c z y w i s t e " poczucie
znosi n i e p r z y s t a w a l n o ś ć c z ł o w i e k a i k o n i a . T o dlatego, d o d a j m y ,
order w s p o s ó b „ s a m o r z u t n y " , nie b u d z ą c y w ą t p l i w o ś c i oznacza
chwałę i prestiż.
W s p ó l n y jest nerw w y w o d ó w p r o w a d z ą c y c h do kwestiono­
wania rzekomej o c z y w i s t o ś c i t y c h p o w i ą z a ń , p o k a z y w a n i a , że
są one p r o d u k t e m m i t y c z n e j ś w i a d o m o ś c i . W y w o d y te osadzone
s ą w szerszym zespole p r z e ś w i a d c z e ń i z a ł o ż e ń o g ó l n i e j s z y c h .
Ich wstępnie sporządzony katalog m ó g ł b y wyglądać n a s t ę p u j ą c o :
Człowiek nie m a n a t u r y . J e ś l i t e r m i n n a t u r a jest k r y p t o n i m e m
czegoś s t a ł e g o i t r w a ł e g o , t o nie da się tej właściwości przy­
p i s a ć l u d z i o m . Przeciwnie: j e s t e ś m y b y t a m i u w i k ł a n y m i w
h i s t o r i ę , a to oznacza u s t a w i c z n ą z m i e n n o ś ć . W o p i n i i G o m b r o ­
wicza człowiek to „ w i e c z n y a k t o r " . K o n t y n u u j ą c t ę t e a t r a l n ą
m e t a f o r y k ę , m o ż n a b y p o w i e d z i e ć r ó w n i e lapidarnie, że w p r z y ­
w o ł y w a n y c h koncepcjach h i s t o r i a rozumiana jest j a k o wielka
r e k w i z y t o r n i a , kolekcja l u d z k i c ł i masok i p r z e b r a ń , m a g a z y n
k o s t i u m ó w do sztuk, k t ó r e zeszły z afisza. Jeszcze inaczej: j a k o
p r z e s t r z e ń , w k t ó r e j wszelkie absoluty o k a z u j ą się czasowe,
w z g l ę d n e . „ D e s z c z b o g ó w sypie się z nieba na pogrzebie jednego
boga, k t ó r y się p r z e ż y ł . " P r z y p o m n i e ć m o ż n a w t y m k o n t e k ś c i e
w y p o w i e d ź O r t e g i у Gasseta, w h i s t o r y c z n o ś c i u p a t r u j ą c e g o
s p e c y f i k ę ludzkiego b y t o w a n i a : „ c z ł o w i e k nie m a n a t u r y , lecz
m a h i s t o r i ę ; l u b , co na jedno w y c h o d z i , n a t u r a jest w rzeczach,
historia jako res gestae, w c z ł o w i e k u " . Ze swej i s t o t y jest w i ę c
człowiek n i e a u t e n t y c z n y ; p o d m i o t o w o ś ć t o efekt naszego z ł u ­
dzenia. Gombrowicz b ę d z i e p o d k r e ś l a ł r o l ę F o r m y r o d z ą c e j się
w „ d z i k i c h " interpersonalnych k o n t a k t a c h oraz poddanie jed­
n o s t k i „ k o ś c i o ł o w i m i ę d z y l u d z k i e m u " , r ó ż n e g o rodzaju „ m o c o m
zbiorowym":
ś w i a t o p o g l ą d o w i , ideologii, r e l i g i i , d o k t r y n i e ,
nauce, modzie. Badacz k u l t u r y z obozu k o n w e n c j o n a l i s t ó w
(vide : Słoń a sprawa etnologii) a k c e n t o w a ł b ę d z i e siłę k u l t u r o w y c h
p r z y z w y c z a j e ń , s p o s o b ó w postrzegania r z e c z y w i s t o ś c i , postaw,
z a c h o w a ń , k t ó r e przez c z ł o w i e k a w y t w o r z o n e z w r o t n i e w y w i e ­
r a j ą na n i m n i e u ś w i a d o m i o n y p r z y m u s . ,,Ja" jest zatem albo
p r o d u k t e m „ m i ę d z y l u d z k o ś e i " , albo zmityzowanej k u l t u r y .
Myśl o naszej esencjalnej n i e t o ż s a m o ś c i trafnie oddaje f o r m u ł a
R i m b a u d a : „ J a to k t o ś i n n y " . W rezultacie k u l t u r a t o r ó w n i e ż
domena n i e a u t e n t y c z n o ś c i , s z t u c z n o ś c i , obszar zideologizow a n y c h w y t w o r ó w . Jest t o sfera ustanawiana przez r o z u m ,
k t ó r y a r b i t r a l n y m dekretem nadaje o c z y w i s t o ś ć t e m u , co nie
jest oczywiste, t e m u co konwencjonalne nadaje status b y t u
absolutnego, t o , co k u l t u r o w e p r z e k s z t a ł c a w n a t u r a l n e . W
a n t r o p o l o g i i Gombrowicza F o r m a jest t y m , co j e d n o s t k ę de­
graduje, zniewala, nie pozwala na osiągnięcie p e ł n i ekspresji.
W interpretacjach antropologicznych k ł a d ą c y c h nacisk na
konwencjonalny, m i t y c z n y charakter p o r z ą d k u s p o ł e c z n e g o ,
k u l t u r a j a w i się j a k o opresywny system nie z e z w a l a j ą c y na
o d s t ę p s t w a o d ustalonych r e g u ł p o s t ę p o w a n i a p o d g r o ź b ą eks- k o m u n i k a c j i t o znaczy znalezienia się poza o b o w i ą z u j ą c y m
w d a n y m systemie u m o w n y m kodeksem z a c h o w a ń , wyznacza­
j ą c y m r a m y m i ę d z y o s o b o w e g o porozumienia. T r u d n o o p r z e ć się
w r a ż e n i u , że k u l t u r a p o j m o w a n a jest t u przede w s z y s t k i m j a k o
„ ź r ó d ł o c i e r p i e ń " , uczestnicy z a ś skazani na jej t r a u m a t y c z n e
oddziaływanie.
8

9

�W tej s y t u a c j i strategia poznawcza m o ż e b y ć t y l k o jedna.
Interpretacja

kultury

skaoji, d e m i s t y f i k a c j i .

przyjmuje

postać

demityzacji,

dema-

Celem jest o b n a ż a n i e k u l t u r o w y c h

prze­

konkretnej,

wydzielonej p ł a s z c z y z n y

rzeczywistości.

Jest

jak

ś m i e c h , c a ł o ś c i o w ą p o s t a w ą wobec tego, co istnieje, wobec b y t u .
Nosi

znamiona

metafizyczne.

K i e r k e g a a r d . O k r e ś l a on j ą j a k o n i e s k o ń c z o n ą , a b s o l u t n ą nega-

Król?

Jeśli

1 3

Jest

swym

kształcie

negatywna,

bo

postaci

ironii

analizę

antropologii

orientacji konwencjonalistycznej.

w

wnikliwą

tej

o

nowożytnej

Najbardziej

b r a ń . , . K r ó l jest n a g i " — w formule tej zawiera się p r o g r a m

pozostawił

symetria m a z o s t a ć zachowana i n t e r p r e t a t o r musi b y ć blaznem.

tywność.

B ł a z e n jest t y m , k t ó r y m ó w i „ n i e " . Żyje z tego, że się prze­

n i e s k o ń c z o n a , p o n i e w a ż negacji podlega k a ż d y m o ż l i w y przed­

w s z y s t k i e m u zaprzecza,

jest

c i w s t a w i a , p o d d a j ą c w w ą t p l i w o ś ć p r a w d y u c h o d z ą c e za oczy­

m i o t d o ś w i a d c z e n i a , jest absolutna, g d y ż znosi wszelkie p u n k t y

wiste. Jest a r y s t o k r a t ą d u c h a : n i e z a l e ż n o ś ć m y ś l i ł ą c z y z prze­

oparcia, nie ustala nic p o z y t y w n e g o . Wedle p i ę k n e g o s f o r m u ł o ­

n i k l i w ą w i e d z ą . Obraca się w d o b r y m t o w a r z y s t w i e , aby t y m

wania Kierkegaarda ironia „ j e s t b o s k i m o b ł ę d e m , k t ó r y

ł a t w i e j w y g ł a s z a ć impertynencje i n i c o w a ć uznawane

n i c z y m T a m e r l a n , nie p o z o s t a w i a j ą c z przeszłości k a m i e n i a na

świętości.

Z a u w a ż e n i e n i c n a t u r a l n o ś c i tego, co i n n i p o s t r z e g a j ą j a k o
turalne w y m a g a specyficznej p o s t a w y : przebywania
grupy

przy

jednoczesnym

pozostawaniu

poza

na­

w środku

jej

obrębem,

p r z y j ę c i a statusu obcego, outsidera. Dopiero z tej pozycji osiąg­
niętej

niełatwą

zapewne

autodemistyfikacyjną

pracą,

błazen

1 4

k a m i e n i u " . P o d i r o n i c z n y m spojrzeniem r z e c z y w i s t o ś ć
w a r t o ś ć , okazuje

się n i e d o s k o n a ł ą

formą

i ograni­

c z a j ą c ą j e d n o s t k ę . W i ę c e j : ś w i a t nie t y l k o przestaje

b y ć naj­

lepszym ze ś w i a t ó w , ale pozbaAviony absolutnej

sankcji staje

się absurdalny, p r z y p a d k o w y , niekonieczny. R a c j ą

najgłębszą,

k t ó r a przemawia za t a k ą o n t o l o g i ą jest nieusuwalna

strować

cierpienia,

i

względność

podawanych

za

absolutne

traci

krępującą

m o ż e ostrzej d o j r z e ć d z i w n o ś ć s k r y t ą za n o r m a l n o ś c i ą , demon­
sztuczność

szaleje

bólu,

śmierci.

Błazen

podejmuje

trud

obecność

wykazania

zasad. „ F i l o z o f i a b ł a z n ó w — c z y t a m y w k l a s y c z n y m j u ż w y ­

j a ł o w o ś c i wszelkich p r ó b usensownienia

k ł a d z i e — jest t ą w ł a ś n i e , k t ó r a w k a ż d e j epoce demaskuje j a k o

m i n u j e z obszaru intelektualnego n a m y s ł u i u n i e w a ż n i a p r o b l e m

z ł a , w rezultacie

eli­

w ą t p l i w e t o , co uchodzi za najbardziej niewzruszone, u j a w n i a

teodycei. I r o n i a u m o ż l i w i a p r z e n i k l i w y w g l ą d w r z e c z y w i s t o ś ć .

s p r z e c z n o ś c i tego, co wydaje się naoczne i bezsporne, w y s t a w i a

Sarkazm, a więc p e w n ą jej p o s t a ć czyni Barthes, we w s t ę p i e

na p o ś m i e w i s k o o c z y w i s t o ś c i zdrowego r o z s ą d k u i dopatruje się

do swych Mitologii,

r a c j i w absurdach — s ł o w e m podejmuje

c a ł y codzienny

zawodu b ł a z n a razem z n i e u c h r o n n y m ryz^'kiem

trud

śmieszności."

1 0

1 5

warunkiem p r a w d y .

Ś m i e c h i ironia

s t a n o w i ą c e o sile b ł a z n a wiele t e ż m ó w i ą

o jego s ł a b o ś c i a c h . J e ś l i , zgodnie ze s w y m p r o g r a m e m , ś m i e j e
się ze wszystkiego, ironizuje na k a ż d y t e m a t , to p r z y n a j m n i e j

Warunkiem

możliwości

odczytywania

tekstów

kultury

w

same te c z y n n o ś c i nie s t a j ą się o b i e k t e m a t a k u . T y m s a m y m

s p o s ó b w ł a ś c i w y b ł a z n o w i jest szczególne odniesienie do ś w i a t a .

z a ł o ż o n a r e l a t y w n o ś ć ujawnia swe nierelatywne korzenie. Z kolei,

N a j p e ł n i e j p o s t a w ę t ę o p i s u j ą kategorie ś m i e c h u i i r o n i i . Co istot­

o b y d w i o f o r m y , k t ó r y m i się p o s ł u g u j e , doprowadzone do skraj­

nego w y r a ż a , o c z y m m ó w i ś m i e c h b ł a z n a ? S i ę g n i j m y

n o ś c i same siebie z n o s z ą . N a t r a f i a m y w ten s p o s ó b na istotne

ment Księgi

śmiechu

i zapomnienia

Milana

po

frag­

Kundery: „Kiedy

a n i o ł po raz pierwszy u s ł y s z a ł ś m i e c h d i a b ł a , o s ł u p i a ł .

Odbyło

ograniczenia strategii b ł a z n a : z w i ą z a n e z j e j stosowaniem a n t y ­
nomie i niekonsekwencje. S p r ó b u j m y je p o k r ó t c e

przedstawić.

się to na j a k i e j ś uczcie, w k t ó r e j u c z e s t n i c z y ł o d u ż o l u d z i i wszyscy
B ł a z e n jest wcieleniem ducha sceptycznego.

o n i , jeden za d r u g i m , p r z y ł ą c z a l i się do diabelskiego ś m i e c h u ,
t a k bardzo b y ł o n z a r a ź l i w y . A n i o ł doskonale r o z u m i a ł , że t e u
ś m i e c h w y m i e r z o n y jest przeciw B o g u i powadze jego d z i e ł a .
W i e d z i a ł , że m u s i n a t y c h m i a s t z a r e a g o w a ć , lecz czuł się s ł a b y
i bezbronny. P o n i e w a ż sam nie p o t r a f i ł nic w y m y ś l e ć ,

zaczął

n a ś l a d o w a ć swego p r z e c i w n i k a . O t w o r z y ł usta i w y d a ł przery­
w a n y , m o d u l o w a n y d ź w i ę k z g ó r n y c h r e j e s t r ó w swej skali g ł o s u
i n a d a ł m u o d w r o t n y sens: podczas g d y ś m i e c h d i a b ł a w s k a z y w a ł
mądrze

u r z ą d z o n e , wspaniale w y m y ś l o n e , p i ę k n e , dobre i p e ł n e sensu.

łączy

w sobie w y k l u c z a j ą c e się p r a g n i e n i a : c h c i a ł b y wszystko i wszyst­
k i c h podda,ć w ą t p i e n i u , sam p o z o s t a j ą c poza w s z e l k i m podej­
rzeniem. K t o t w i e r d z i ,

że b ę d z i e k w e s t i o n o w a ł wszystko, po­

w i n i e n , jeśli chce b y ć z s o b ą zgodny, z a k w e s t i o n o w a ć samo to
twierdzenie. Programowe
sprzeczne.

z a ł o ż e n i e sceptyka, jest

Konsekwentny

może

b y ć sceptyk

wewnętrznie

tylko

wówczas

g d y sam siebie zmusi do milczenia.
Zarzuca się c z ę s t o postawie sceptycznej n i h i l i z m . Ze w z g l ę d u

n a b e z s e n s o w n o ś ć rzeczy, to ś m i e c h a n i o ł a — przeciwnie, w y ­
r a ż a ł r a d o ś ć z tego, że wszystko na, świecie jest t a k

Sceptyk

na

wspomnianą

niekonsekwencję

zarzut

ten

można

oddalić.

P r z e c i e ż jeśli b ł a z e n zwraca się przeciwko wszelkim w a r t o ś c i o m ,

D i a b e ł i anioł s t a l i więc na w p r o s t siebie, otwierali usta i w y d a ­

to w k a ż d y m razie jedno nie podlega d y s k u s j i : że w a r t o ś ć w i d z i

w a l i m n i e j więcej t a k i sam d ź w i ę k , lecz k a ż d y z nich

w s a m y m akcie ieh odrzucenia. B ł a z e ń s t w o jest ze swej i s t o t y

wyrażał

n i m c o ś innego. D i a b e ł p a t r z ą c na ś m i e j ą c e g o się a n i o ł a śmia,l

stanem

się coraz bardziej, głośniej i p r a w d z i w i e j ,

c z e m u ś dokonuje się w imię j a k i e j ś w a r t o ś c i . Ś m i e c h i ironiczne

był nieskończenie

śmieszniejszy."

bo ś m i e j ą c y się a n i o ł

usposobienie

11

że
Nietrudno

zauważyć,

permanentnego

że b ł a z e ń s k a

czapka

skrywa

przed

błazen

żadnycli

buntu. Jednakże

to nie t y l k o
w

swej

rozwiązań

pracy

narzędzia

każdy

bunt

przeciw

destrukcji. P r a w d ą

d e m i s t y f i k a t o r s k i e j nie

p o z y t y w n y c h ; pozostaje

czystą

jest,

proponuje
negatyw -

naszym w z r o k i e m diabelskie r o g i . Ś m i e c h d i a b ł a b o w i e m i ś m i e c h

nością.

o

tym

błazna odznaczają

nie wie, zawiera j a k o s w ó j warunek j a k ą ś a f i r m a c j ę . J a k

więc

się t ą s a m ą c e c h ą : w swych

najgłębszych

intencjach jest to śmiech m e t a f i z y c z n y . Ó w ś m i e c h jest szczególną
postacią

k r y t y k i świata. Przedmiotem

negatywna,

nawet

jeśli

widać, nihilizm błazna — choćby skłonny był weń uwierzyć —
jest czysto d e k l a r a t y w n y . Powstaje p y t o n i e : czy n i h i l i z m jest

j a k o b y ś w i a t u lad i sens, k t ó r e zagwarantowane są j u ż to s a n k c j ą

w ogóle m o ż l i w y , czy nie daje się p o m y ś l e ć , skoro nie j e s t e ś m y

r o z u m u , j u ż to p r z e d u s t a n o w i o n y m b o s k i m dekretem.

w stanie w y j ś ć poza k u l t u r ę , ta nieredukowalna sytuacja zawsze

kruchą

wyjątkowo

d o b i t n i e , że p o r z ą d e k

konstrukcją

ufundowaną

ona

działalność

nieodłączne

odsłania

czyni

Wszelako

świata

Śmiech

jest

chimerycznym ludzkim

j e k t e m , z m i e n n y m historycznie i k u l t u r o w o ,

tylko

a więc że ż a d e n

t a k i p o r z ą d e k nie istnieje. A f o r y z m Gombrowicza „ ż y c i e śmieje
się z r o z u m u " w y w o d z i się z tego ź r ó d ł a .
Podobne

cechy

rzeczywistości,

skazuje nas na j a k i ś sens.

pro­

J a k w y g l ą d a zatem o d w r o t n a strona d e s t r u k c y j n y c h zabie­
g ó w b ł a z n a . Co stanowi p r z e d m i o t jego u k r y t e j a f i r m a c j i . W r ó ć m y
do

Gombrowicza.

Forma,

inaczej

nieco

rozkładając

ironiczne.

doksalnie, ale

ironii

1 2

jest

wynikająca

jakaś

zmiennych

zasadnicza niezgoda

ogra­

u n i e m o ż l i w i a jednostce a d e k w a t n ą e k s p r e s j ę , w y t w a r z a w niej
poczucie nieustannego

rysem

degraduje,

r

a k c e n t y , w y d o b y w a homologiczne w z g l ę d e m ś m i e c h u spojrzenie
Wspólnym

powiedzieliśmy,

nicza, wprowadza „ j a " w stan alienacji. Pow oduje b ó l , p o n i e w a ż

historycznie
na

zastaną

odmian

zafałszowania.

precyzyjniej b y ł o b y

Chociaż
mówić

brzmi

to

para­

w t y m wypadku,

sytuację,

że to F o r m a cierpi

w s k u t e k deformacji, g d y ż nic takiego j a k

z z a u w a ż e n i a s p r z e c z n o ś c i , z k o n f r o n t a c j i tego, co

p o d m i o t , samoistne

„ j a " u Gombrowicza nie istnieje. W y j ś c i a

jest, z t y m , co b y ć p o w i n n o . S p r z e c z n o ś ć p o m i ę d z y

ideałem

z tej s y t u a c j i nie ma, bo przed F o r m ą nie da się uciec. P o r z u c i ć

a jego realizacjami lokalizowano w r ó ż n y c h sferach d o ś w i a d c z e n i a

F o r m ę m o ż n a t y l k o na rzecz innej F o r m y : „ U c i e k a m z g ę b ą

społecznego. Ironia

w r ę k a c h " — to ostatnie zdanie Ferdydurke.

b ł a z n a jest s z c z e g ó l n a :

nie odnosi się do

Wobec tego po-

219

�zostaje n a m u ś w i a d o m i ć

sobie

t e n n i e w y g o d n y stan,

nabrać

porzucić zasadę „wszystkie kultury

s ą r ó w n e " w swej

pracy

dystansu do F o r m y . D o p o d o b n y c h w n i o s k ó w dochodzi etnolog-

badawczej, ale w i n i e n p a m i ę t a ć , że konsekwentna postawa re­

-błazen.

Podkreślając

akcentując

konwencjonalność

nieusuwalną

obecność

mitu

w i e d z ą c j e d n o c z e ś n i e , że m i t m o ż n a

naszych

zachowań,

l a t y w i s t y c z n a przeczy samej sobie. W i k ł a się w t ę s a m ą a n t y ­

w naszym

myśleniu,

n o m i ę , k t ó r ą r o d z i sceptycyzm. Postawa t a p o c i ą g a jeszcze j e d n ą

z a m i e n i ć t y l k o na m i t ,

n i e u c h r o n n ą k o n s e k w e n c j ę : zmusza do t a k i c h o p i s ó w

k o n w e n c j ę na k o n w e n c j ę , sens swojej p r a c y w i d z i w u j a w n i a n i u

w k t ó r y c h k a ż d e , nawet najbardziej n a m w s t r ę t n e

tej s y t u a c j i . W o b y d w u w y p a d k a c h t y m , co steruje i c h poczy­

zostaje usprawiedliwione l o g i k ą systemu, w k t ó r y m

naniami

Z r a c j i n i e m o ż n o ś c i uzgodnienia jednego, powszechnie

jest

pragnienie

autentyczności.

Wartością,

której

obowią­

zującego

p r o d u k t y w ł a s n e j s a m o ś w i a d o m o ś c i m u s z ą u z n a ć za r e l a t y w n e .

sytuuje się „ p o z a d o b r e m i z ł e m " . W tej s y t u a c j i u p r a w n i o n y

więc sobie g d y t w i e r d z ą , że o d n a l e ź l i

absolutny

p u n k t oparcia. N i e m n i e j u ś w i a d a m i a n i e k o n i e c z n o ś c i

egzysto­

w a n i a w f a ł s z u j ą c o - m i t y c z n y m świecie k u l t u r y pozostaje w a r t o ś ­
c i ą d e k l a r a t y w n i e a b s o l u t n ą , ze w z g l ę d u n a k t ó r ą dokonuje się
interpretacji.
D o t y k a m y w t y m miejscu w a ż n e j k w e s t i i w i ą ż ą c e j się ze
stanowiskiem

konwencjonalistycznym:

problem

relatywizmu

k u l t u r o w e g o . K o n w e n c j o n a l i s t a powiada, że nie m a
ponadkulturowych,

transcendentalnych

kryteriów,

żadnych

które

po­

zwalałyby wartościować kultury, budować ich hierarchię. Mają
one swoje r e g u ł y funkcjonowania, w ł a s n e l o g i k i w e d ł u g k t ó r y c h
uczestnicy
zujące

postrzegają

rzeczywistość, jak również

nieobowią-

uniwersalnie modele r a c j o n a l n o ś c i . M o c ą tej

r o d n o ś c i s ą w i ę c r ó w n e . Twierdzenie t o , j a k

niejedno­

przekonywująco

u d o w a d n i a Leszek K o ł a k o w s k i , przeczy t e m u , co p o z y t y w n i e
ustanawia.
stopniu,

16

co

Jest t o twierdzenie w a r t o ś c i u j ą c e w t y m s a m y m
teza

przeciwstawna,

chociaż

afirmacja

wartości

każdy

powstało.

s ł u ż ą jest s a m o ś w i a d o m o ś ć . A l e c h c ą c b y ć k o n s e k w e n t n i , r ó w n i e ż
Zaprzeczają

kryterium wartościującego,

kultury,

zachowanie

układ kulturowy

jest wniosek, że — p r z y k ł a d o w o — r ó ż n i c a m i ę d z y wegetariani­
nem

a l u d o ż e r c ą jest j e d y n i e k w e s t i ą

puentuje c a ł y p r o b l e m K o ł a k o w s k i .

smaku,

Stanowisko etnologia b ł a z n e m podszytego
zultacie: w wersji słabej

jak

pikantnie

1 7

niekonsekwentne,

jest więc w re­
w wersji

mocnej

samodestrukcyjne. N i e niweczy t o rzecz jasna s e n s o w n o ś c i jego
wysiłków,

wskazuje

tylko

na

istotne

trudności

tej

strategii

poznawczej. K o r z y s t a m y w s z a k ż e z o w o c ó w jego pracy
jeśli o t y m nie w i e m y . W y z w a l a j ą c y m
ś w i a t u j a k b y bardziej l u d z k i

śmiechem

nawet

nadaje

w y m i a r : znosi p o w a g ę

on

i patos

w i e l k o ś c i , n o b i l i t u j e t o , co rzekomo niegodne nas, m a ł e , nie­
chciane. K ł u j ą c ą i r o n i ą o d ś w i e ż a spojrzenie: sprawia, że w zet­
knięciu

z

wartościami

zmuszeni

t y m s a m y m niedopuszcza

jesteśmy

stracić

naiwność,

do i c h estetyzacji i zbanalizowania.

W ą t p i e n i e m podsyca w nas c z u j n o ś ć wobec ziemskich a b s o l u t ó w .
Tak

mógłby

wyglądać

zestaw n a j g ł ę b s z y c h

przeświadczeń

dokonuje s i ę t u nie w p r o s t . Przekonanie, ż e „ w s z y s t k i e k u l t u r y

etnologa w y k o r z y s t u j ą c e g o w swej p r a c y s t r a t e g i ę b ł a z n a ; t a k

s ą r ó w n e " u m o ż l i w i ł o powstanie a n t r o p o l o g i i k u l t u r y j a k o n a u k i .

m o g ł o b y p r z e d s t a w i a ć się jego wyznanie w i a r y . W i a r y p o j m o ­

W p r a k t y c e o z n a c z a ł o t o , że a b y z r o z u m i e ć i n n ą k u l t u r ę n a l e ż y

wanej nie konfesyjnie, ale j a k o nie d a j ą c y się u s p r a w i e d l i w i ć

zawiesić w ł a s n e n o r m y moralne i estetyczne, p o r z u c i ć k u l t u r o w o

d y s k u r s y w n i e a k t opowiedzenia się za p e w n y m i w a r t o ś c i a m i .

u w a r u n k o w a n e , a w i ę c w z g l ę d n e przyzwyczajenia, g d y ż

J e ś l i stwierdzenia te w y d a j ą się n a z b y t m i ę k k i e w s t o s u n k u do

tylko

w t e n s p o s ó b j e s t e ś m y w stanie z b l i ż y ć się do uchwycenia i n ­

twardych

n o ś c i innego, p o j ę c i a o b c o ś c i obcego. Wszelako ó w a k t zawie­

wobec o b i e k t y w n y o h r o s z c z e ń n a u k i , w a r t o p r z y p o m n i e ć w t y m

szenia m a

korzenie

kulturowe. Powzięty

został

w

Europie,

jakoby

intelektu,

zbyt

subiektywne

miejscu p y t a n i e , k t ó r e Claude Levi-Strauss u m i e ś c i ł w s w o i m

w kulturze, k t ó r a zakwestionowała wyższość własnych wartości

genewskim

b y w t e n s p o s ó b p o d j ą ć w y s i ł e k zrozumienia innego.

Rousseau: „ C z y

Istnieją

konstrukcji

wykładzie

poświęconym

etnolog pisze

pamięci

c o ś innego

niż

Jana

Jakuba

wyznania?"

1 8

w i ę c realne p o w o d y b y głosić, ż e k u l t u r a , k t ó r a tego d o k o n a ł a

R e t o r y c z n o ś ć tego p y t a n i a jest w y z w a n i e m nie t y l k o d l a z a k o n u

jest k u l t u r ą w y ż s z ą . N i e jest t o racja, dla k t ó r e j etnolog m i a ł b y

etnologów.

P R Z Y P I S Y

1

L . S t o m m a , Słoń a sprawa etnologii, „ P o l s k a Sztuka L u ­
d o w a " R . X X X V I , 1982 n r 1—4, s. 71—73
T a m ż e , s. 71
W . Gombrowicz, Dziennik
(1957—1961),
P a r y ż 1962 s.
34—36
Por. J . J a r z ę b s k i , Pojęcie „formy"
u Gombrowicza, ( w : )
Gombrowicz i krytycy, K r a k ó w 1984
Gombrowicz, op. c i t . , s. 10
J a r z ę b s k i , op. c i t . , s. 335
2

S

4

5

6

1 1

M . K u n d e r a , Księga
śmiechu
i zapomnienia,
Warszawa
1984, s. 38—39
P . L a g u n a , Ironia jako postawa i jako wyraz, K r a k ó w 1984
S. K i e r k e g a a r d , O powszechnym
znaczeniu ironii.
Ironia
Sokratesa,
( w : ) K . T o e p l i t z , Kierkegaard,
Warszawa 1980, s.
220
Tamże.
R . Barthes, Mythologies,
London—Toronto—Sydney—
New Y o r k , s. 12
L . K o ł a k o w s k i , Szukanie barbarzyńcy.
Złudzenia
uniwersa­
lizmu kulturowego, ( w : ) Gzy diabeł może być zbawiony i 27 innych
kazań, L o n d y n 1983, s. 11—24
L . K o ł a k o w s k i , Bałwochwalstwo
polityki,
„ K u l t u r a nie­
z a l e ż n a " n r 24—25: 1986, s. 8; por. t e ż : J . P a w ł o w s k a , Odwrót
od relatywizmu
kulturowego, „ S t u d i a F i l o z o f i c z n e " n r 2, 1987
C. L ś v i - S t r a u s s , Jan Jakub Rousseau,
twórca nauk
hu­
manistycznych,
„ T w ó r c z o ś ć " n r 6, 1984, s. 86
1 2

1 3

1 4

1 5

1 6

7

Z o b . R . Barthes, Mit

i znak,

Warszawa 1970, s. 25—61

8

L . K o ł a k o w s k i , Kapłan
i błazen. Rozważania
o teologicznym
dziedzictwie
współczesnego
myślenia,
„ T w ó r c z o ś ć " n r 10: 1959
9

J . Ortega у Gasset, L'histoire
comme systeme, V I s. 4 1 , c y t .
za W . Buchner, Rozum i historia, „ Z n a k " , n r 387—388, 1987,
s. 44
1 0

t

K o ł a k o w s k i , op. c i t .

1 7

1 8

�</text>
              </elementText>
            </elementTextContainer>
          </element>
        </elementContainer>
      </elementSet>
    </elementSetContainer>
  </item>
</itemContainer>
